Tempo szczepień określi przybliżony czas powrotu do biur

Dalszy rozwój pandemii i tempo szczepień będą miały kluczowy wpływ na zdefiniowanie kierunku rozwoju rynku biurowego w kolejnych miesiącach – przyznają eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield w podsumowaniu pierwszego kwartału 2021 roku na warszawskim rynku powierzchni biurowych.

Aktywność najemców utrzymuje trend spadkowy od początku trwania pandemii. W pierwszym kwartale 2021 roku zawarli oni umowy o łącznej powierzchni 109 300 mkw. Taki wynik jest skutkiem m.in. trzeciego lockdownu oraz niestabilności gospodarczej wywołanej przez pandemię Covid-19.

Eksperci firmy podkreślają także, że sytuacja na rynku powierzchni biurowych zależy w dużej mierze od tempa szczepień oraz rozwoju pandemii: Warto zaznaczyć, że jesteśmy obecnie w punkcie, w którym poszczególne kraje zaczynają stopniowo wracać do normalności dzięki masowym programom szczepień. Państwa takie jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Izrael osiągnęły już wysoki poziom zaszczepienia populacji, który umożliwił im na odmrażanie kolejnych gałęzi gospodarki, dzięki czemu wiele firm zdecydowało się na wdrożenie procesów stopniowego przywrócenia pracy w biurach. W naszej opinii może to stanowić ważny bodziec do wznowienia procesów wynajmu powierzchni biurowej wstrzymanych przez pandemię, których efekty będziemy mogli obserwować na przełomie 2021 i 2022 roku – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Całkowita aktywność najemców na warszawskim rynku była niższa o 21% w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku. Popyt netto, czyli nowe umowy i ekspansje, w pierwszym kwartale 2021 roku odpowiadał za ok. 70% wszystkich zawartych umów i był zbliżony do poziomu zarejestrowanego w analogicznym okresie w ubiegłym roku.

Jaki wzrost cen jest akceptowalny? Problem inflacji nie rozwiąże się sam

Banki centralne dokonały bardzo wyraźnej zmiany priorytetów z dbania o stabilność cen na wspieranie rozwoju gospodarczego. Zagadnienie to jest widoczne nie tylko w Polsce (gdzie RPP zaklina rzeczywistość, licząc, że problem rozwiąże się sam), ale również za oceanem, gdzie podobne nadzieje mają członkowie FED.

Ceny w USA rosną

To, że polityka rekordowo niskich stóp procentowych będzie powodować wzrost cen, nie powinno nikogo dziwić. Może zaskakiwać natomiast dlaczego problem pojawia się dopiero teraz i to od razu tak wyraźnie. Wczorajszy odczyt inflacji na poziomie 4,2% to najwyższy wynik od kryzysu z 2008 roku. Nie można jednak traktować tego jako jednorazowego incydentu, bo nie można wykluczyć, że za miesiąc nie będzie jeszcze więcej. Przedstawiciele banków centralnych uspokajają, że wzrost cen ma charakter przejściowy i niezależny od polityki monetarnej. Stwierdzenie takie jest pewną manipulacją, bo to by znaczyło, że chcą oni walczyć tylko z tą inflacją, którą sami wywołują, co jest mocno niezgodne z rolą banków centralnych. Wczoraj dolar umacniał się, gdyż coraz więcej inwestorów przestaje wierzyć, że wzrost cen nie spowoduje przyspieszenia wzrostu stóp procentowych. Gdy stopy procentowe rosną, waluta się umacnia i pod to już rozpoczęły się inwestycje.

Korekta na ropie

Wczorajsze dane o zapasach ropy pokazały spadki stanów magazynowych, ale nie tak duże, jak oczekiwali analitycy. W rezultacie czarne złoto po raz kolejny odbiło się od okolic 70 dolarów za baryłkę. Poziom ten jest na giełdzie w Londynie testowany już któryś raz i jest dla rynków o tyle istotny, że odpowiada mniej więcej ostatnim szczytom z przełomu lat 2019/2020 przed pandemicznym spadkiem cen tego surowca.

Rumunia nie zmienia stóp procentowych

Bank Centralny Rumunii utrzymał wczoraj stopy procentowe na poziomie 1,25%. W całej Unii Europejskiej więcej mają tylko Chorwaci, którzy wciąż utrzymują poziom 2,5%. Chorwacja jednak wbrew temu, że jest jednym ze słabiej rozwiniętych gospodarczo państw UE, utrzymuje bardzo przyzwoity poziom inflacji. Rumunia z kolei ma drugi najwyższy wynik po Polsce. Co gorsza, w przypadku Rumunii mamy właściwie stały parytet wymiany rumuńskiego leja na euro, co mocno ogranicza możliwości prowadzenia przez ten kraj polityki monetarnej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Check Point rozpoczyna cykl spotkań z ekspertami bezpieczeństwa

Polski oddział firmy Check Point Software Technologies przygotował dla entuzjastów nowych technologii i cyberbezpieczeństwa cykl rozmów eksperckich CyberSecurity Masters. Start programu planowany jest na 19 maja 2021.

Co tydzień przeciętna polska organizacja jest atakowana przez cyberprzestępców blisko 490 razy, i choć większość z ataków jest skutecznie powstrzymywana, to zagrożenie dla firm i osób prywatnych wciąż rośnie. Zapoczątkowany przez Covid-19 trend pracy zdalnej również nie umknął uwadze cyberprzestępców, którzy w 2020 roku zintensyfikowali tzw. ataki „przejmowania wątków”, kradnąc dane firm lub infiltrując sieci. Takie działania hakerów dotknęły już na blisko jedną czwartą organizacji na całym świecie! Dla wielu firm poważnym wyzwaniem i problemem bezpieczeństwa jest z kolei chmura, z którą nie radzi sobie część niezintegrowanych narzędzi cyberbezpieczeństwa.

W związku z rosnącym zagrożeniem firma Check Point, światowy lider w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego, przygotował we współpracy z czołowymi polskimi ekspertami cykl rozmów nawiązujący do tematyki „cybersecurity”. Celem jest popularyzacja wiedzy o zagrożeniach w cyberprzstrzeni.

Co więcej, eksperci biorący udział w CyberSecurity Masters będą przez pół godziny od zakończenia transmisji do dyspozycji uczestników, udzielając na czacie odpowiedzi na zadawane pytania dotyczące poruszanej tematyki.

Wśród rozmówców Krzysztofa Nierodki, specjalisty firmy Check Point oraz prowadzącego CyberSecurity Masters, będą m.in. dr Mariusz Stawowski, Dyrektor Techniczny w Clico; Mirosław Maj z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, ekspert Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji; kom. Domnik Rozdziałowski, Naczelnik Wydsziału dw. z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach czy dr Maciej Kawecki, prezes Instytutu Lema.

Publikacja pierwszego spotkania planowana jest na 19 maja. Gościem Krzysztofa Nierodki będzie dr Mariusz Stawowski, który opowie o wdrożeniach zabezpieczeń na komputerach pracowników w dobie epidemii COVID-19 oraz podpowie na co zwrócić uwagę by upewnić się, że organizacja jest odpowiednio przygotowana do potencjalnych ataków cybernetycznych.

https://www.totalsecure.pl/

Trzy nowe Vendo Parki od Trei Real Estate Poland

Deweloper Trei Real Estate Poland powitał maj oddając do użytku trzy obiekty handlowe: w Myśliborzu i Koszalinie w województwie zachodniopomorskim oraz w Piekarach Śląskich na Górnym Śląsku. Trzy nowe Vendo Parki dostarczyły w sumie 17 800 mkw. powierzchni najmu. Deweloper sprowadził do każdej z tych lokalizacji nowe marki, wzbogacając tym samym ofertę handlową miast.

Myśliborski Vendo Park to obiekt typu park handlowy o powierzchni powyżej 4 000 mkw. Składa się z dwóch oddzielnych budynków położonych na działce o wielkości 15 000 mkw. Na terenie inwestycji znajduje się sześć sklepów – Biedronka, Martes Sport, a także debiutujące w mieście: Hebe, Tedi, Action i Smyk. Najemcą inwestycji jest także operator spożywczy – Biedronka. Dzięki szerokiej ofercie zakupowej, Vendo Park umożliwia dostęp do wszelkich niezbędnych produktów w jednym miejscu. Do dyspozycji odwiedzających jest 160 miejsc postojowych.

Vendo Park w Koszalinie jest drugą inwestycją Trei w województwie zachodniopomorskim. W obu przypadkach generalnym wykonawcą była firma Daldehog Poland. Park handlowy w Koszalinie to projekt, w ramach którego powstaną dwa budynki o łącznej powierzchni 8 200 mkw. Znajdzie się tam docelowo aż 10 sklepów, między innymi Biedronka, Media Expert oraz KiK. Najemcami nowo otwartej 7 maja, drugiej fazy inwestycji są: Rossmann, Maxi Zoo oraz TEDi. Obiekt zapewnia 360 miejsc parkingowych. Obecnie planowana jest kolejna faza projektu, która zgodnie z harmonogramem ma zostać oddana do użytkowania we wrześniu bieżącego roku.

Mimo chwilowych utrudnień wynikających z obostrzeń wprowadzonych wiosną w sektorze handlu, udaje nam się zrealizować nasz tegoroczny plan deweloperski. W kwietniu oddaliśmy pierwszy w tym roku park handlowy w Zielonce, który jest już naszą siódmą inwestycją tego typu na Mazowszu. W maju wzbogaciliśmy nasze portfolio o dwa Vendo Parki w Zachodniopomorskiem i jeden na Górnych Śląsku. Wzmacniamy naszą obecność na terenie całego kraju i podtrzymujemy plan oddania do grudnia łącznie siedmiu obiektów, mówi Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Poland.

Trzeci Vendo Park w Piekarach Śląskich ma powierzchnię ok. 5 600 mkw. i działa w nim dziewięć sklepów. Wśród najemców znajdą się takie marki jak Biedronka, Orange, KiK, a także sześć sklepów – Hebe, TEDi, Dealz, Neonet, Sinsay i Smyk – które zadebiutowały w mieście. Oferuje swoim klientom 145 miejsc parkingowych. Obiekt w Piekarach Śląskich to już trzeci Vendo Park w województwie śląskim i 25. park tej sieci w Polsce. W latach poprzednich Trei oddał do użytku dwa projekty – w Dąbrowie Górniczej i Częstochowie. Generalnym wykonawcą Vendo Parku w Piekarach Śląskich była firma Investdom.

Międzynarodowa firma Trei Real Estate, z siedzibą w Niemczech, rozwija sieć Vendo Parków w Polsce, Czechach i na Słowacji. Łącznie powstały już 35 obiektów, z czego aż 25 zlokalizowanych jest w naszym kraju. Polskie plany dewelopera na 2021 rok zakładają budowę oraz oddanie do użytku łącznie siedmiu Vendo Parków. Poza otwartymi już parkami handlowymi w Zielonce, Myśliborzu, Koszalinie i Piekarach Śląskich, Trei przygotowuje kolejne obiekty między innymi w Oświęcimiu i Inowrocławiu.

Dobry początek roku dla 7Levels

Do 0,64 mln zł. wzrosły przychody 7Levels ze sprzedaży gier w Q1 2021. Na wyniki, poza działalnością wydawniczą na Nintendo Switch, wpłynęła pierwsza premiera spółki na PC i konsole z rodziny Xbox – Jet Kave Adventure. 

Spółka odnotowała ponad 100 tys. złotych zysku netto, na co złożyły się zyski ze sprzedaży gier oraz w mniejszym stopniu z pracy na zlecenie i dofinansowania GameINN związananego z projektem “Innowacyjny system do półautomatycznego tworzenia poziomów do gier platformowych”, przy jednoczesnym, znacznym zmniejszeniu kosztów działalności operacyjnej (z 883 tys. w Q4 do 618 tys. złotych w Q1)

– Na wyniki w pierwszym kwartale 2021 roku wpływ miały dwie premiery – naszej największej dotychczasowej gry Jet Kave Adventure na Xbox Series X i PC oraz wydanie Football Cup 2021 na konsoli Nintendo Switch. Intensywnie pracujemy nad rozbudową naszego portfolio na wszystkich platformach, a obrana przez nas strategia zaczyna przynosić efekty. Docelowo pragniemy, aby back-catalog spółki stanowił stabilne źródło przychodów – komentuje Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels.

Jednocześnie, spółka w Q2 2021 kontynuuje realizację obranej strategii – już dziś autorska gra Destrobots zadebiutuje w Japonii – największym na świecie regionalnym sklepie Nintendo eShop. Natomiast na terenie Europy, Australii oraz Ameryki Północnej premierę będzie miała gra od Home Net Games – Space Commander: War and Trade. Podobnie jak w przypadku poprzednich gier wydanych w ramach tej współpracy, 7Levels odpowiedzialne jest za „port” gry oraz dystrybucję i promocję. Tytuł będzie dostępny w Nintendo eShop na terenie Europy, Australii oraz Ameryki Północnej, a cena wyniesie 9,99 EUR / USD.

Wierzymy, że dzisiejsze premiery podtrzymają trend z pierwszego kwartału bieżącego roku. Planujemy wzmacniać nasze portfolio wydawnicze, tworząc i portując tytuły wysokiej jakości. Seria Warplanes dobrze wpasowała się w gusta użytkowników konsoli Nintendo Switch i liczymy, że kolejna gra autorstwa Home Net Games, Space Commander: War and Trade również znajdzie grono oddanych fanów – kończy Krzysztof Król.

W programie Moja Woda aż 100 mln zł na dopłaty do instalacji zatrzymujących deszczówkę. Czy są chętni?

Ilu właścicieli domów jednorodzinnych skorzystało z dopłaty w programie Moja Woda? Ile i na co przeznaczali oni te pieniądze? GetHome.pl dotarł do danych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) na ten temat.

Program Moja Woda funkcjonuje od lipca 2020 r. Jego beneficjentami mogą być właściciele domów jednorodzinnych, którzy zainwestują w instalację zatrzymującą deszczówkę na terenie posesji.

– Chodzi o to, aby nie tracić tej wody. A tak się dzieje, gdy w przypadku opadów czy roztopów, jest ona odprowadzana do kanalizacji i przydrożnych rowów, a co gorsza, gdy zalewa ulice i place powodując przy tym ogromne szkody – wyjaśnia ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

I dodaje, że korzyści z magazynowania deszczówki jest więcej. Przede wszystkim można ją wykorzystać do podlewania ogrodu. Oznacza to nie tylko mniejsze wydatki za wodę oraz ścieki. Latem może wystąpić susza, a wtedy trzeba się liczyć z zakazem podlewania przydomowej zieleni wodą pochodzącą z gminnej sieci wodociągowej.

Program Moja Woda zakłada zachętę w formie dotacji w wysokości do 5 tys. zł. Może one pokryć maksymalnie 80% tzw. kosztów kwalifikowanych, które nie mogą być mniejsze niż 2 tys. zł. Innymi słowy, co najmniej tyle pieniędzy trzeba wydać na ściśle określone roboty i urządzenia. Ich lista jest długa, np. zbiorniki o pojemności co najmniej dwóch metrów sześciennych, oczka wodne, ogrody deszczowe i zielone dachy (bez kosztów nasadzeń), a także instalacje umożliwiające zagospodarowanie deszczówki.

NFOŚiGW informuje, że w pierwszej edycji programu Moja Woda zainteresowanie dopłatą było tak duże, że przyjmowanie wniosków trwało zaledwie dwa miesiące. W tym czasie do wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej zgłosiło się blisko 24,9 tys. chętnych, a łączna kwota dopłat, o które wnioskowali, przekroczyła 115 mln zł. Dodajmy, że NFOŚiGW dysponował budżetem na ten cel w wysokości 100 mln zł.Moja woda

Jaki był los tych wniosków? Dowiedzieliśmy się, że NFOŚiGW zaakceptował ok. 20,1 tys., a umowy o dofinansowanie zawarł z ponad 19 tys. właścicieli domów. Do tej pory ok. 5 tys. beneficjentów programu Moja Woda zainkasowało łącznie ponad 22,2 mln zł, czyli średnio po ok. 4,5 tys. zł.wysokość dopłaty Moja Woda

W jakie instalacje inwestowali najczęściej właściciele domów, którzy uzyskali dopłatę?

– Z danych NFOŚiGW wynika, że najczęściej dofinansowywany jest zakup i instalacja zbiorników gromadzących wody opadowe i roztopowe. Rzadkością są realizacje dachów zielonych. Niekiedy inwestycja dotyczyła instalacji rozprowadzającej wodę po działce, gdy był już na niej wcześniej zainstalowany zbiornik – odpowiada Marek Wielgo.

I przypomina, że właściciele domów jednorodzinnych mogą ubiegać się o dopłatę w drugiej edycji programu Moja Woda, która rozpoczęła się w marcu. Do wojewódzkich funduszy wpłynęło do tej pory 14,5 tys. wniosków na łączną kwotę ponad 69 mln zł. Także i w tym roku na dopłaty przewidziano 100 mln zł. Fundusz ocenia, że nabór zakończy się do 10 czerwca. Taki wniosek można złożyć za pośrednictwem Internetu. Potem w ciągu miesiąca trzeba jednak potwierdzić ten fakt w formie papierowej.

Warto wiedzieć, że na podstawie doświadczeń zebranych w pierwszej edycji programu Moja Woda, NFOŚiGW doprecyzował warunki uczestnictwa. Najważniejsza, to umożliwienie sięgnięcia po dopłatę tym, którzy rozpoczną budowę domu lub są w trakcie budowy. Budynek musi być jednak oddany do użytkowania przed złożeniem dokumentów do wypłaty dofinansowania.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Passus ze skokowo większymi wynikami w I kw. 2021 r.

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, wypracował w I kw. 2021 r. rekordowe wyniki finansowe. Przychody całej Grupy wyniosły 14,5 mln zł, co oznacza wzrost o 170 proc. rdr., a EBITDA zwiększyła się ponad dwukrotnie rdr. i osiągnęła wartość 4,6 mln zł. W minionym kwartale Spółka koncentrowała się na rozwoju produktów własnych, pozyskiwaniu nowych projektów oraz realizacji wcześniej podpisanych kontraktów.

Mamy powody do zadowolenia, za nami udany kwartał, w którym wypracowaliśmy rekordowo wysokie wyniki finansowe. Bardzo dobre rezultaty to efekt realizacji długofalowych umów, które zostały podpisane w ubiegłym roku, a o których informowaliśmy m.in. w raporcie rocznym i raportach bieżących. Zrealizowaliśmy także szereg mniejszych projektów. Taka dywersyfikacja przychodów na pewno zwiększa stabilność. Wyniki na pewno cieszą, tradycyjnie już zwracam uwagę, że nasz biznes należy analizować w dłuższej perspektywie niż pojedynczy kwartał. – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

W minionych miesiącach Spółka poczyniła kolejne kroki na drodze ekspansji zagranicznej, podpisując umowy dystrybucyjne z globalnymi partnerami. Na początku br. z Nuvias Deutschland, który posiada sieć ponad 5 000 partnerów handlowych w 20 krajach regionu EMEA. Dzięki umowie produkty Passus, pod marką Sycope, będą mogły być sprzedawane na rynku Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Z kolei w kwietniu podpisana została umowa z rosyjskim KomSvyazEnergy, dzięki czemu Spółka będzie mogła dotrzeć do klientów w Rosji, Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Tadżykistanu oraz Uzbekistanu.

– Podpisanie umów ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia planowanej ekspansji zagranicznej, która ma na celu zwiększenie sprzedaży produktów własnych pod marką Sycope. W ostatnim czasie przeprowadziliśmy szereg szkoleń dla pracowników obu dystrybutorów obejmujących zarówno aspekty techniczne jak i handlowe. Dodatkowo zaprezentowaliśmy nasze rozwiązania na dwóch dużych konferencjach organizowanych przez Firmę Nuvias Deutschland dla partnerów z regionu DACH i CEE. Ze względu na specyfikę produktu i klientów docelowych, którymi są największe przedsiębiorstwa i organizacje, pierwszych transakcji spodziewamy są na przełomie roku 2021 i 2022 r. – dodaje Tadeusz Dudek.

W I kw. 2021 r. Passus kontynuował prace rozwojowe nad produktami własnymi, w tym FlowControl XN i XNS, który służy do monitorowania przepustowości sieci i analizy ruchu sieciowego, a także nDiagram, odpowiadający za graficzną wizualizację struktury sieci oraz stanu kondycji poszczególnych elementów. Spółka kontynuowała również prace nad projektem dynamicznej klasyfikacji treści.

Zamierzamy konsekwentnie  inwestować i rozwijać produkty własne, systematycznie zwiększając ich udział w przychodach. Dla nas jest to kluczowy element strategii i budowy wartości, gdyż marże generowane na produktach własnych są o wiele bardziej atrakcyjne. – mówi Tadeusz Dudek.

Polski atom przyspiesza

Jednym z głównych elementów Strategii Polityki Energetycznej Polski 2040 jest budowa elektrowni jądrowych. Według tego planu bloków produkujących energię z atomu ma być w sumie 6, zainstalowanych w 3 lub 4 miejscach. Będą produkować od 6 do 9 gigawatów mocy. Pierwszy blok ma zostać uruchomiony już w 2033 roku – a kolejne co dwa, trzy lata, aż do roku 2040. Aktualnie przygotowania do budowy tych elektrowni są na etapie przetargu na wspólnika inwestycji. W konkursie biorą udział trzy spółki: ze Stanów Zjednoczonych, Francji i Korei Południowej. Wygrana firma będzie współpracować z polskim Skarbem Państwa, który aktualnie posiada całość udziałów w planowanych inwestycjach. Obecnie spółka PGE EJ1 kończy prace nad raportem na temat oddziaływania środowiskowego elektrowni jądrowych oraz raportem lokalizacyjnym. Na ich podstawie w drugiej połowie roku będzie mogła uzyskać opinię środowiskową i lokalizacyjną. Jeżeli chodzi o lokalizacje – cały czas najbardziej przebijają się miejscowości nadmorskie. Pojawiają się też pomysły lokalizacji w centrum kraju – na przykład niedaleko Bełchatowa.

– Spółka PGE EJ1 została odkupiona przez Skarb Państwa od mających w niej udziały Enea, Tauronu, KGHM i PGE. Polskę kosztowało to nieco ponad 500 milionów złotych. Spółka zagraniczna, która będzie pracować przy budowie polskich elektrowni jądrowych, odkupi 49% udziałów w spółce PGE EJ1 i stanie się współudziałowcem przy naszym przedsięwzięciu – powiedział serwisowi eNewsroom Adam Juszczak, analityk zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE). – To pokazuje, że prace nad energetyką jądrową w naszym kraju przyspieszają. Dużym wyzwaniem będzie jednak terminowa realizacja tych inwestycji. To jest też wskazywane przez niektórych krytyków Strategii Polityki Energetycznej Polski 2040. Bardzo wiele projektów elektrowni jądrowych na świecie ma opóźnienia. Również nasze doświadczenia z przeszłości pokazują, że mamy z tym pewne problemy. Jednak od momentu wybrania operatora technologii i rozpoczęcia prac z konkretną firmą można spodziewać się przyspieszenia. Pytanie, która to będzie firma – na ile dobrze będzie się z nią układać współpraca i jak dobrze wywiążą się ze swoich zobowiązań – wskazuje Juszczak.

Kryzys wiary w decyzje bankierów

Odczyty inflacji skłaniają uczestników rynku do kwestionowania decyzji bankierów centralnych. Z uwagi na to, że ryzyka wokół ścieżki polityki pieniężnej są rozłożone asymetrycznie (nikt nie zakłada pogłębienia luzowania), inwestorzy mają mniejsze opory, by nagle dyskontować zacieśnienie monetarne, choć często przymykając oko na niewygodne fakty. Rynek nie ma monopolu na rację w odniesieniu do przyszłości.

Zapanował kryzys wiary w to, czy banki centralne będą realizować politykę w taki sposób, jak obecnie deklarują. W centrum uwagi jest dolar amerykański i gospodarka z USA. Wczoraj mieliśmy perfekcyjny dowód, jak pogubieni są inwestorzy i jak finalnie górę biorą wątpliwości w aktualne założenia polityki pieniężnej. W kwietniu wzrost cen wyniósł 0,8 proc., najwięcej od 2009 r. i dwa razy więcej do najwyższych prognoz rynkowych. Dolar najpierw wzrósł po publikacji, potem szybko oddał całą siłę, by w następnym kroku wrócić do umocnienia. Wyższa inflacja książkowo implikuje reakcję banku centralnego (stąd umocnienie), ale przecież Fed nie jest zmartwiony przejściowym skokiem inflacji (spadek), chyba że Fed się myli (wzrost). W sytuacji, kiedy gospodarka wychodzi z pandemii, ożywienie postępuje i ma wsparcie zarówno monetarne, jak i fiskalne, nie ma ryzyka, aby Fed miał zacząć być jeszcze bardziej gołębi. W efekcie albo pozostanie przy swoim dotychczasowym nastawieniu, albo je zaostrzy. Po wysokich odczytach inflacji rynek wycenia wyższe ryzyko zwrotu, nawet jeśli nic w Fed nie wskazuje, aby miało prędko dojść do zmiany. Z kolei szczegóły CPI budzą kontrowersje pod kątem jastrzębiej interpretacji. Za jedną trzecią kwietniowego wzrostu CPI odpowiada 10-procentowy wzrost cen używanych samochodów. Mocno wzrosły ceny w hotelach, opłaty lotnicze i za wynajem ciężarówek. Wszystko są to oznaki postpandemicznego powrotu do normalnych poziomów cen lub skutki zakłóceń w dostawach z tytułu (jeszcze) nieodbudowanej podaży dóbr. Fed powinien zachować spokój, ale inwestorzy wpadają w pułapkę obaw, że Fed może się jednak dać złamać. Albo wygrywa strach, że wszyscy dookoła dadzą się przekonać o nieuchronności podwyżek stóp procentowych, co rodzi samospełniającą się przepowiednię.

To nie pierwszy raz, kiedy rynek próbuje być mądrzejszy ponad dostępne informacje. Popularyzowana obecnie perspektywa szybszego zacieśniania monetarnego zaraz zacznie być odbierana jako zagrożenie dla tempa ożywienia. Zagrożenie, które będzie wymagać wsparcia Fed, czyli utrzymania luźnej polityki na dłużej. Rynek wycenia przyszłość, ale tylko taką, w jaka aktualnie wierzy. Za tydzień może być to inna wizja. Dziś przed nami ciekawy zestaw danych, który może podsycać debatę o przyszłości polityki Fed, dolara i kierunku dla rynku akcji. O 14:30 inflacja PPI z USA podkreśli napięcia w łańcuchach dostaw i ryzyka przeniesienia wyższych kosztów na ceny konsumentów. Jednocześnie liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych może podkreślić przyhamowanie tempa odbudowy zatrudnienia i preferencje bezrobotnych do pozostawania na zasiłku (mimo że firmy zgłaszają rekordową liczbę wakatów). Osobiście uważam, że inflacyjna panika jest przesadzona, ale inwestorzy wpadli w spiralę wzajemnego poklepywania się po plecach i utwierdzania w swojej racji. Prędzej jednak uwierzę w determinację bankierów centralnych do niezakłócania procesu odbicia ożywienia. Należy wypatrywać momentu, kiedy risk-on ponownie zaskoczy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rzecznik MŚP ponownie postuluje o zniesienie ograniczeń liczby pasażerów dla najmniejszych przewoźników

Od 15 maja 2021 r. autokary, busy i taksówki będą mogły zabrać na pokład tyłu pasażerów, ile jest w pojeździe miejsc. Jest jednak jeden wyjątek. W pojazdach samochodowych przeznaczonych do przewozu powyżej 7. osób i nie więcej niż 9. osób (łącznie z kierowcą) w tym samym czasie, będzie mogło być nie więcej osób niż wynosi 50% miejsc siedzących. Dlatego Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców ponownie postuluje o zniesienie ograniczeń dla najmniejszych przewoźników.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami dotyczącymi ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii przejazd pojazdami samochodowymi przeznaczonymi konstrukcyjnie do przewozu powyżej 7 i nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą – danym pojazdem można przewozić, w tym samym czasie, nie więcej osób niż wynosi połowa miejsc siedzących.

Rzecznik MŚP w piśmie do Ministra Zdrowia ponownie wskazał, że taka sytuacja powinna ulec zmianie i ograniczenie to powinno w tym przypadku zostać zniesione.

Nie można ocenić pozytywnie sytuacji, w której najmniejsi przewoźnicy mogą przewozić minimalną liczbę osób, podczas gdy równocześnie ich więksi konkurenci mogą zabierać na pokład zdecydowanie większe ilości osób. Sytuacja ta powinna ulec zmianie.

Wytyczne do raportowania ESG. Przewodnik dla spółek notowanych na GPW

  • GPW we współpracy z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju opublikowała „Wytyczne do raportowania ESG. Przewodnik dla spółek notowanych na GPW”
  • Celem dokumentu jest wsparcie emitentów w procesie raportowania danych niefinansowych zgodnych z oczekiwaniami inwestorów
  • GPW jest jedną z 56 giełd na świecie, które opublikowały przewodniki o raportowaniu czynników ESG

GPW we współpracy z EBOiR opublikowała „Wytyczne do raportowania ESG”, czyli przewodnik dla emitentów giełdowych dotyczący raportowania czynników ESG, który systematyzuje i porządkuje zalecenia i rekomendacje w tym obszarze. Odpowiednie zarządzanie czynnikami środowiskowymi, społecznymi oraz dotyczącymi ładu korporacyjnego w ciągu ostatnich lat zyskuje na znaczeniu w związku z rosnącą presją otoczenia, w tym zmieniającymi się oczekiwaniami inwestorów i sektora finansowego, oraz zmianami legislacyjnymi i rosnącą świadomością społeczeństwa. Silnymi motywatorami są także nowe możliwości biznesowe, takie jak rosnący popyt na zrównoważone produkty i usługi, chęć poprawy swojej atrakcyjności biznesowej na rynku pracy oraz odpowiedź na zmieniające się zachowania konsumentów.


tłumaczenia dla Spółek GPW


„Wytyczne do raportowania ESG” zostały przygotowane zgodnie z obowiązującymi regulacjami krajowymi i unijnymi, w tym z ustawą o rachunkowości implementującą Dyrektywę dotyczącą ujawniania informacji niefinansowych, dyrektywą o ujawnianiu informacji niefinansowych (NFRD/CSRD), rozporządzeniem w sprawie ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych (SFDR) i rozporządzeniem w sprawie Taksonomii EU – na poziomie unijnym – oraz zaleceniami Grupy Zadaniowej ds. Ujawniania Informacji Finansowych Związanych z Klimatem (TCFD) – na poziomie globalnym. Dodatkowo Wytyczne bazują na najwyższych standardach ładu korporacyjnego zawartych w „Dobrych Praktykach Spółek Notowanych na GPW 2021” (DPSN 2021).

Jednym z naszych kluczowych działań w obszarze ESG jest wsparcie emitentów w procesie raportowania danych niefinansowych. Dlatego też postanowiliśmy opublikować „Wytyczne do raportowania ESG”, które zawierają praktyczne wskazówki i rozwiązania, bazujące na uznanych międzynarodowych standardach sprawozdawczości niefinansowej. W proces tworzenia Wytycznych zaangażowanych było wiele instytucji działających na rynku kapitałowym, które dostrzegają potrzebę podnoszenia jakości raportowania czynników ESG. Dziękuję EBOiR, Steward Redqueen oraz wszystkim innym instytucjom zaangażowanym w tworzenie Wytycznych za współpracę i podzielenie się wiedzą oraz dotychczasowymi doświadczeniami. Jesteśmy przekonani, że dla spółek małych i średnich Wytyczne będą drogowskazem, jak mierzyć wpływ ich działalności na otoczenie, a dla liderów w tym zakresie zbiorem najlepszych praktyk rynkowych – powiedziała Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

Na arenie międzynarodowej Wytyczne mają wzmocnić pozycję polskiego rynku kapitałowego i zwiększyć zainteresowanie spółkami notowanymi na GPW. Inwestorzy chcą wiedzieć, czy spółki są odpowiednio przygotowane, aby zarządzać kwestiami ESG, co może w przyszłości warunkować dostęp do kapitału. Poprawa jakości raportowania czynników ESG będzie wspierać transformację gospodarki w oparciu o cele zrównoważonego rozwoju.

– EBOR z zaangażowaniem wspiera Polskę w transformacji ku gospodarce niskoemisyjnej i odpornej na zmiany klimatyczne zgodnie z unijnymi zasadami zrównoważonego finansowania. W 2020 r. ponad dwie trzecie naszych inwestycji w Polsce miało charakter ekologiczny. W ramach naszych działań cieszymy się z możliwości wsparcia GPW jako naszego partnera w przygotowaniu „Wytycznych do raportowania ESG”. Prowadzone prace uwzględniały wzrost zapotrzebowania inwestorów na spójne i porównywalne dane ESG dotyczące poszczególnych spółek. W projekcie wzięto również pod uwagę kluczowe zasady zrównoważonego finansowania w Unii Europejskiej. Celem „Wytycznych” jest wspieranie transformacji w kierunku neutralnej dla klimatu, zielonej, konkurencyjnej i inkluzywnej gospodarki oraz pozycji GPW jako regionalnego lidera zrównoważonego rozwoju. Planujemy kontynuować wspieranie rynków kapitałowych i naszych klientów w raportowaniu danych niefinansowych – powiedział Grzegorz Zieliński, Dyrektor Regionalny EBOR-u na Europę Środkową i Kraje Bałtyckie.

„Wytyczne do raportowania ESG” odpowiadają na pytanie, dlaczego warto ujawniać dane ESG, czym one są i jak rozpocząć proces raportowania. Należy jednak pamiętać, że raportowanie jest procesem złożonym i nie ma jednego uniwersalnego podejścia, które sprawdzi się w przypadku każdej firmy. Mając na uwadze potrzeby interesariuszy, spółki muszą szukać rozwiązań, które najlepiej pasują do ich modelu biznesowego i obszarów działalności. O tym, jak realizować ten proces, mówią przedstawione w Wytycznych informacje, szczególnie rozdział opisujący te działania krok po kroku.

– Przygotowane przez nas „Wytyczne do raportowania ESG” konsultowane był z szerokim gronem interesariuszy, w tym z inwestorami krajowymi i zagranicznymi, emitentami oraz przedstawicielami administracji rządowej. Naszym celem było stworzenie dokumentu, który uwzględnia unijne regulacje oraz międzynarodowe standardy sprawozdawczości niefinansowej i który będzie pomocny dla polskich emitentów oraz innych zainteresowanych podmiotów. Gratulujemy GPW tego ważnego kroku i dziękujemy Giełdzie, EBOR i Forum Odpowiedzialnego Biznesu za współpracę – powiedział Wouter Scheepens, partner w Steward Redqueen.

– Bardzo się cieszę, że uczestniczyliśmy w procesie tworzenia “Wytycznych do raportowania ESG”. Przeprowadzone przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu konsultacje z interesariuszami pokazują, potrzebę czytelnych rozwiązań wspierających przedsiębiorstwa w uwzględnianiu czynników ESG w strategiach zarządzania oraz w obszarze sprawozdawczości. Co równie ważne – otwartość i  zrozumienie biznesu dla potrzeby zmian wspierających zrównoważony rozwój. Przed nami realizacja ambitnych celów, transformacji na miarę wyzwań klimatycznych, środowiskowych i społecznych. Wytyczne, głęboko w to wierzymy, będą w tym procesie bardzo pomocne – mówi Marzena Strzelczak, prezeska, dyrektorka generalna Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Mając na uwadze rosnące znaczenie raportowania danych niefinansowych GPW planuje zorganizować szereg działań informacyjnych dla emitentów, w tym webinarów oraz szkoleń.

Zapraszamy do zapoznania się z dokumentem „Wytyczne do raportowania ESG. Przewodnik dla spółek notowanych na GPW”.

Czy to koniec boomu na platformy gastronomiczne?

Jak zmierzch pandemicznych ograniczeń wpłynie na popularność platform gastronomicznych?

Przy dynamicznym tempie rozwoju biznesu i wzmocnionym przez pandemię zapotrzebowaniu na wygodę nie jest dziwne, że platformy dostaw żywności są dziś tak popularne. W konsekwencji stopniowego luzowania obostrzeń restauracje mogą znów zapraszać gości w swoje progi. Czy oznacza to, że boom na aplikacje do zamawiania jedzenia dobiegnie końca? Nie jest to takie oczywiste. Aż 73 proc. klientów oczekuje, że firmy zapewnią im taką samą elastyczność, jaką wykazały się na przestrzeni ostatniego roku, a technologia może im w tym pomóc.

Pandemia COVID-19 wpłynęła na gwałtowny rozwój e-zamówień żywności. Z powodu ograniczonych lub braku możliwości działania gastronomii, zarówno konsumenci, jak i restauratorzy zwrócili się w kierunku platform dostawczych. Według danych StockApps przychody globalnego rynku dostaw żywności online wzrosły o 27 p.p. rok do roku, osiągając w 2020 r. wartość 136,4 mld dolarów. Oczekuje się, że w 2021 r. osiągną one 151,5 mld dolarów przychodów oraz zgromadzą 1,6 mld użytkowników. Korzystanie z marketplace’ów spożywczych stało się wiodącym trendem wśród konsumentów ze wszystkich grup demograficznych, zapewniając komfort oraz poczucie względnej normalności za sprawą serwowanych w domowym zaciszu potraw z różnych części świata. Obecność w tego typu aplikacjach stała się ważniejsza zarówno dla właścicieli firm, jak i ich klientów, a coraz więcej osób zaczęło zamawiać za ich pośrednictwem nie tylko dania na wynos, ale także np. artykuły spożywcze.

Obecnie restauracje zmierzają w kierunku obiecującego  lata z możliwością przyjmowania klientów na świeżym powietrzu, a prawdopodobnie prędzej niż później także wewnątrz lokalu. Czy oznacza to, że platformy dostarczające jedzenie przestaną być kołem ratunkowym dla firm i stracą zainteresowanie klientów?

Kiedy jedne drzwi się otwierają, inne nie muszą się zamykać

Jak wynika z Retail Report firmy Adyen, polscy konsumenci wprost nie mogą się doczekać, kiedy znów zasiądą w swojej ulubionej kawiarni czy restauracji oraz zrobią zakupy, korzystając z tradycyjnych kanałów. Odsetek ten, wynoszący 58 proc. wszystkich badanych, jest najwyższy w całej Europie. Niemniej jednak rekordowo dużo, bo aż 73 proc. oczekuje, że firmy utrzymają elastyczność, jaką wykazały się podczas pandemii. Uważają, że jeśli sklepy i restauracje mogły prowadzić sprzedaż za pośrednictwem wielu kanałów w czasie pandemii, powinny stosować to samo elastyczne podejście na co dzień. Z kolei, jeśli w ostatnich miesiącach uruchomiły sprzedaż cyfrową, powinny ją kontynuować, nawet mimo ponownego otwarcia placówek stacjonarnych. Kluczem do sukcesu jest podejście holistyczne – klient chce być całkowicie niezależny, móc złożyć zamówienie natychmiast z dowolnego miejsca, o dowolnej porze dnia i szybko otrzymać dostawę.

Stoi za tym nic innego jak komfort i wygoda. Podobne wnioski można wyciągnąć na podstawie niedawnego monitoringu koszyków zakupowych – nawet jeśli ceny podstawowych produktów w osiedlowych sklepach rosną, klienci pozostają im oddani w zamian za bliskość i długie godziny pracy danej placówki. To samo dotyczy wdrożeń technologicznych – aż 67 proc. Polaków jest bardziej skłonnych kupować od sprzedawców korzystających z technologii, które zapewniają maksymalną łatwość obsługi. To ponownie najwyższy wynik w Europie.

W przypadku marketplace’ów gastronomicznych oznacza to możliwość wprowadzenia wachlarza udogodnień, w tym możliwość dostawy bezkontaktowej, dzienne wypłaty dla restauracji czy usprawnienia w metodach płatności, gdzie innowacji zaobserwować można coraz więcej. Według danych Adyen, 54 proc. respondentów oczekuje, że firmy zagwarantują im szereg rozwiązań zbliżeniowych, aby nie musieli fizycznie niczego dotykać. Innym sposobem na ograniczenie kontaktu są samoobsługowe kioski lub zamówienia składane przez aplikację. „Instalujemy kioski we wszystkich naszych placówkach, by klienci mogli składać zamówienia bez podchodzenia do lady. To rozwiązanie spotkało się z dużym zainteresowaniem odwiedzających nas osób szczególnie teraz, kiedy dystans między ludźmi ma tak duże znaczenie” – skomentował Javier Pastor, Chief Technology Officer w Domino’s Pizza.

Klienci chętnie wracają do zakupów w centrach handlowych

PRCH prezentuje wyniki odwiedzalności obiektów handlowych w pierwszym tygodniu po lockdownie.

  • Średnia odwiedzalność obiektów handlowych w tygodniu 3-8 maja br. osiągnęła wartość 97 proc. w porównaniu do 2019 roku, czyli była zaledwie o 3% niższa niż przed pandemią. Jest to najlepszy wynik spośród wszystkich pierwszych tygodni handlu po kolejnych lockdownach.
  • Pełne otwarcie centrów handlowych po lockdownie spotkało się z dużym zainteresowaniem klientów. We wtorek 4 maja br., każde centrum handlowe w Polsce odwiedziło średnio prawie 14 tys. osób, czyli o 74 proc. więcej niż po majówce 2020 roku.
  • Centra handlowe działają w pełnym reżimie sanitarnym, aby zakupy były bezpieczne dla wszystkich odwiedzających.

Centra handlowe z mocnym otwarciem

Pierwszy tydzień otwarcia obiektów handlowych po majówce przyniósł długo wyczekiwany przez branżę wzrost liczby klientów w galeriach handlowych, najwyższy spośród dotychczasowych wyników notowanych zaraz po zakończeniu lockdownów. Według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych w tygodniu 3-9 maja 2021 r. średnia odwiedzalność galerii (bez niedzieli) wyniosła 142 proc. wartości notowanych w 2020 roku, kiedy centra handlowe otworzyły się po pierwszym lockdownie oraz była niższa o zaledwie 3 proc. od wyniku z analogicznego okresu w 2019 r. (przed pandemią) i osiągnęła poziom 97 proc.

Dobre wyniki odwiedzalności to efekt m.in. rosnącego poczucia bezpieczeństwa, coraz większej liczby osób zaszczepionych, otwierania szkół, powrotu do pracy stacjonarnej, zmiany pogody, odraczanych w czasie lockdownów zakupów oraz wysokiego poziomu optymizmu konsumentów.

W pierwszym dniu handlu po otwarciu, 4 maja br., każde centrum handlowe w Polsce odwiedziło średnio prawie 14 tys. osób, czyli o 74 proc. więcej niż po majówce w 2020 roku.

Analiza odwiedzalności pod kątem wielkości obiektów handlowych nie wykazała znaczących różnic w wynikach małych, średnich, dużych i bardzo dużych obiektów. W ujęciu regionalnym dane są już jednak bardziej zróżnicowane. Najwięcej klientów w porównaniu z analogicznym okresem przed pandemią zarejestrowano w regionie centralnym, a najmniej w południowej części kraju.

Wysoka konwersja i rosnące obroty

Cieszy nas powrót klientów do centrów handlowych. To najlepszy dowód na to, że Polacy nie rezygnują z zakupów stacjonarnych, a wręcz wstrzymali się z realizacją części potrzeb zakupowych do czasu otwarcia galerii. Liczymy na utrzymanie się wskaźników odwiedzalności, co pozwoli najemcom odrabiać straty poniesione podczas lockdownów. Pierwszą zapowiedź optymistycznego trendu mieliśmy w lutym br., kiedy obroty w centrach handlowych osiągnęły poziom wyższy niż przed pandemią. Biorąc pod uwagę zmianę przyzwyczajeń zakupowych, jaką obserwujemy od kilku miesięcy, a więc bardziej celowe wizyty w pojedynkę, patrzymy na dane z optymizmem i liczymy na wysoką konwersję – mówi Krzysztof Poznański, Dyrektor Zarządzający PRCH.

Pełna oferta dostępna wkrótce

Wyniki odwiedzalności poprawi otwarcie części gastronomicznej, najpierw ogródków restauracyjnych 15 maja, potem punktów działających pod dachem 28 maja oraz rozrywki, m.in. kin, które swoją działalność będą mogły wznowić już 21 maja. Według danych PRCH te dwie kategorie zakupowe ucierpiały najbardziej podczas lockdownów. Odpowiadają one za ok. 10 proc. ruchu notowanego w galeriach handlowych.

Wadliwa, naruszająca prawo i nieuwzględniająca rzeczywistości rynkowej ustawowa ingerencja w umowy najmu

Mimo dobrych danych z rynku, branża centrów handlowych z niepokojem obserwuje plany rządu dotyczące wprowadzenia, kolejnych wadliwych i niezgodnych z prawem zarówno polskim, jak i europejskim, regulacji umów najmu i ustawowego zobowiązania wynajmujących do ponoszenia kosztów zobowiązań czynszowych najemców w znacznie szerszym zakresie niż obowiązujący art. 15ze (tzw. abolicja czynszowa). Obie formy pomocy zaoferowanej najemcom przez rząd stanowią niedozwoloną pomoc publiczną naruszającą art. 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej i mogą skutkować, na mocy decyzji organów unijnych, m.in.: obowiązkiem zwrotu pomocy przez podmioty uposażone tj. najemców (łączna wartość zwrotu może sięgać nawet 4 mld złotych), zakazem udzielania jakiejkolwiek pomocy publicznej do czasu zwrotu pomocy udzielonej niezgodnie z prawem i zarzutami naruszenia dyscypliny finansów publicznych przez osoby odpowiedzialne za nieprawidłowe wydatkowanie środków publicznych. Nowa propozycja rządu wywołała trzęsienie ziemi w branży, gdyż w perspektywie są kolejne ogromne koszty dla właścicieli i zarządców centrów handlowych i postępujące antagonizowanie branży.

Obowiązujące i planowane rozwiązania ustawowe, w przeciwieństwie do programów pomocowych rządu i PFR, przewidują automatyczne i bezwarunkowe przyznanie każdemu najemcy zniżek w czynszach z całkowitym pominięciem analizy kondycji finansowej danej firmy. Tak samo traktują franczyzobiorców, małych i dużych przedsiębiorców (w tym spółki giełdowe), czy najemców prowadzących pojedyncze lokale, oraz duże sieci handlowe, zarówno polskie, jak i zagraniczne, nie wspominając o restauratorach, czy branży rozrywkowej, których źródła przychodów zostały bardzo ograniczone. Warto zaznaczyć, że obroty najemców w okresach po lockdownach są znacząco wyższe niż 50% wyników sprzed pandemii, a wyniki firm notowanych na giełdzie potwierdzają ich dobrą kondycję finansową.

By przeciwdziałać niekonsultowanym z branżą, wadliwym i niezgodnym z prawem proponowanym przez rząd przepisom ustawowym, Polska Rada Centrów Handlowych zaapelowała do parlamentarzystów o całkowite uchylenie art. 15ze i niewprowadzanie dalszych zmian w postaci art. 15ze1.

Oszustwa, brak wypłat, a nawet… szantaże. Wypłata „pod stołem” rodzi szereg patologii

Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomii wynika, że ponad 6% Polaków otrzymuje pensje lub fragmenty wynagrodzenia „pod stołem”. Jest to działanie mające na celu uniknięcie opodatkowania wynagrodzeń. Taka skala zjawiska może zaskakiwać, wydawałoby się, że w czasie rynku pracownika przejrzyste firmy zatrudnienia będą bardziej w cenie. Eksperci przyznają, że wzrost takiej formuły rozliczeń może wynikać z kłopotów przedsiębiorców w czasie pandemii koronawirusa. Jak mówi Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska bardzo często zdarza się, że pracownicy piszą do stowarzyszenia z pytaniem czy zgodzić się na taką propozycje ze strony swoich szefów. Pojawiały się nawet próby… szantaży.

Oszustwa, brak wypłaty, a nawet… szantaże. „Pensja pod stołem” nie zawsze się opłaca

Długofalowo przyjmowanie pensji „pod stołem” jest oczywiście nieopłacalne – traci Skarb Państwa, a nasze wynagrodzenie nie jest w pełni brane pod uwagę przy wyliczaniu świadczenia emerytalnego. Wiele osób decyduje się jednak na przyjęcie propozycji swoich szefów i godzi się np. na podpisanie umowy o najniższe wynagrodzenie z zaznaczeniem, że reszta wypłaty będzie regulowana „pod stołem”. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska znaczna część skarg, która trafia do organizacji dotyczy właśnie rozbieżności pomiędzy tym, co było „na słowo”, a tym co było „w umowie”.

– Powszechność płacenia wypłat lub części wypłat „pod stołem” jest zatrważająca. Rodzi to patologie w relacjach pomiędzy pracownikami, a pracodawcami. Do naszego stowarzyszenia trafiają dziesiątki wiadomości o osobach, które nie dostały całego należnego im wynagrodzenia. Gdy dokonujemy weryfikacji okazuje się, że to co było w umowie zostało wypłacone, a reszta miała być uzupełniona „pod stołem”. W takiej sytuacji mamy słowo przeciwko słowu i zwykle pracownicy są pokrzywdzeni. Dochodzi także do różnego rodzaju szantaży. Mieliśmy sprawę, że pracownik planował rozwiązać umowę o współpracę i jego szef znacząco mu to utrudniał szantażując go tym, że jeżeli odejdzie nie wykonają konkretnego zadania to zostanie zgłoszony do Izby Skarbowej jako oszust podatkowy – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Podatki to nic przyjemnego i taka pokusa, by otrzymywać pieniądze pod stołem jest ogromna. Pracownicy ponoszą jednak ryzyko tego, że gdy trafią na nieuczciwego pracodawcę to nie zobaczą swoich pieniędzy – dodaje Małgorzata Marczulewska. – Najczęściej do takich sytuacji dochodzi w sektorach takich jak turystyka, gastronomia czy usługi. Mieliśmy jednak także przypadki podwykonawców na budowach czy pracowników firm informatycznych – dodaje Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Prawnik: kryzys wywołany pandemią spotęgował tego rodzaju praktyki

Sprawę „pensji pod stołem” wielokrotnie rozpatrują także prawnicy współpracujący z naszą kancelarią: – Na podstawie informacji ujawnianych w sprawach pracowniczych prowadzonych przez naszą kancelarię mogę postawić tezę, że zjawisko wypłacania części wynagrodzenia za pracę „pod stołem” od dawna było dość częste, a kryzys wywołany pandemią jeszcze dodatkowo je pogłębił. Wielu pracowników godzi się na taką formę wypłaty, mając świadomość trudnej sytuacji na rynku i nierzadko nienajlepszych perspektyw na poszukiwanie lepszej pracy na obecnym rynku. Godzenie się na tego rodzaju praktykę jest niestety dość krótkowzroczne i może w przyszłości skutkować szeregiem problemów – mówi mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, współpracujący ze stowarzyszeniem.

– Wymaga jednak podkreślenia, że nie zawsze to pracodawca jest stroną inicjującą ukrywanie w opisany sposób części wynagrodzenia – występując jako pełnomocnik również w sprawach rodzinnych i cywilnych dostrzegam zjawisko utrudniania przez pracowników-dłużników w ten sposób egzekucji komorniczej prowadzonej z wynagrodzenia za pracę. Niestety, trzeba dodać, że bardzo często działania takie podejmowane są przez dłużników alimentacyjnych, na czym oczywiście cierpią przede wszystkim dzieci. Ukrywanie części dochodu w razie popadnięcia w przyszłości w konflikt z pracodawcą może niekorzystnie wpłynąć również na możliwość skutecznego dochodzenia swych praw w Sądzie pracy. Po pierwsze, jeśli pracodawca po pewnym czasie zaprzestanie wypłacania „nieoficjalnej” części wynagrodzenia, pracownikowi trudno będzie udowodnić, na jakie wynagrodzenie faktycznie się umówił – dodaje ekspert.

Infobip na zakupach – przejął ANAM oraz Shift

Infobip, jeden z globalnych liderów w zakresie komunikacji omnichannel, wzmacnia swoja pozycje na globalnym rynku poprzez przejęcia. Firma zakomunikowała właśnie przejęcie Shift, wiodącego regionalnego organizatora konferencji technologicznych, oraz ANAM, największego dostawcę usług zabezpieczeń SMS Firewall.

Anam oferuje rozwiązania dla ponad 80 operatorów z ponad 606 milionami klientów na całym świecie. To strategiczne przejęcie wzmacnia pozycję Infobip jako dostawcy pierwszego wyboru dla operatorów sieci komórkowych dzięki rozszerzeniu oferty rozwiązań i usług. Połączone portfolio rozwiązań stanowi wyjątkową w skali rynku propozycję dla operatorów telefonii komórkowej, która przyniesie również znaczne korzyści abonentom i obejmie najlepsze w swojej klasie rozwiązania zabezpieczeń wysyłki  SMS, platformy SMS, SMSC, CPaaS, RCS oraz uwierzytelnianie i weryfikację. Wraz z włączeniem firmy Anam do wewnętrznego działu Strategicznego Partnerstwa z Operatorami klienci obu firm skorzystają z lepszej, kompleksowej oferty obejmującej całodobowe centrum operacyjne sieci (NOC), wsparcie naziemne, wzbogaconą analizę i raportowanie. Połączone zasoby Anam i Infobip zapewniają obecnie najlepszy w sektorze łańcuch dostaw SMS-ów A2P.

Po połączeniu Infobip będzie w stanie dostarczać rozwiązania nawet dla łącznie ponad 700 operatorów na całym świecie, pokrywających blisko 64% rynku mobilnego. Infobip przetwarza miesięcznie ponad 14 miliardów interakcji z klientami w pełnym zakresie kanałów komunikacji w ponad 190 krajach na całym świecie.  Obie firmy są aktywnymi członkami stowarzyszonymi GSMA i konsekwentnie zajmują pierwsze miejsce w raportach porównawczych firmy ROCCO jako dostawcy zapory SMS Firewall A2P.

Shift dzięki dziesięcioletniemu doświadczeniu w tworzeniu konferencji programistów, fintech i sztucznej inteligencji, zajmuje pozycję największego w Europie Południowo-Wschodniej organizatora konferencji technologicznych. Przejęcie ma zapewnić obu firmom know-how i możliwości biznesowe w tej przestrzeni, nie tylko wzmacniając własną ofertę konferencyjną firmy Infobip, ale również tworząc podstawę całkowicie nowego  działu Developer Experience. Oprócz tworzenia globalnych konferencji dla deweloperów dział będzie zajmował się rynkiem B2C.

„Bardzo się cieszę, że Anam zdecydował się dołączyć do Infobip. W ubiegłym roku skutki pandemii dotknęły wielu operatorów, którzy regularnie zgłaszali wzrost ruchu w swoich sieciach  ponieważ firmy przeszły na model cyfrowy niemal z dnia na dzień. Wraz z firmą Anam możemy zapewniać operatorom jeszcze większe wsparcie, aby zabezpieczyć zarządzanie ruchem wiadomości i pomóc im wnieść większą wartość dla ich sektora i użytkowników końcowych. Warto też pamiętać, że Infobip jest na trajektorii wzrostu, zmierzającej do większej ekspozycji na B2C, a dokładniej na obszar Business-to-Developer (B2D). Zatem posiadanie na pokładzie Ivana Burazina z jego doświadczeniem jako twórcy Shift, największej konferencji deweloperskiej w regionie, będzie dla nas w tej kwestii dodatkowym atutem” – uważa Silvio Kutić, założyciel i dyrektor generalny Infobip.

„Kluczową częścią ekosystemu przesyłania wiadomości jest bezpieczeństwo i integralność sieci mobilnych. Aby branża nadal się rozwijała kanał przesyłania wiadomości musi być wolny od spamu i oszustw, a pozycja operatorów telefonii komórkowej, przedsiębiorstwa i abonentów musi być chroniona. Właśnie w tym celu łaczymy dwie najlepsze w swojej klasie firmy zajmujące się komunikacją. Połączenie produktów obu firm sprawia, że wspólna oferta jest wyjątkową propozycją dla operatorów telefonii komórkowej. Cieszymy się, że możemy dołączyć do Infobip, kontynuować nasz rozwój i wnosić jeszcze większą wartość dla naszych klientów ” –  twierdzi Darragh Kelly, dyrektor generalny Anam.

„Naszą wizją od zawsze było uzyskanie statusu jednej z największych konferencji deweloperów na świecie, a także wzmocnienie więzi Chorwacji ze światem programistów.  Teraz, dzięki połaczeniu z Infobip, wydaje się, że ta wizja wreszcie stała się możliwa ”- dodaje  Ivan Burazin, założyciel i dyrektor generalny Shift.

Cyfrowa rewolucja sportu

Pandemia przyspieszyła digitalizację wielu branż, w tym sportowo-rekreacyjnej, w której na co dzień działa Benefit Systems. W zaledwie trzy tygodnie po ogłoszeniu pierwszego lockdownu spółka uruchomiła platformę treningową online Yes2Move. Przez rok na platformie pojawiło się ponad 800 godzin materiałów treningowych, a użytkownicy wykonali 170 tys. treningów w formule internetowej, spędzając na treningach live ponad 30 tys. minut.

Lockdown na długo zamknął mieszkańców Polski w domach, przez co na znaczeniu zyskały jeszcze bardziej rozwiązania internetowe, zapewniające dostęp do usług niezależnie od miejsca i czasu. Ten trend nie ominął także usług fitness online, które stały się odpowiedzią na zjawisko binge-watchingu (kompulsywnego oglądania seriali) w czasie pandemii.

– Jako operator klubów fitness (m.in. Zdrofit, Fabryka Formy, S4) od dłuższego czasu myśleliśmy o rozwoju usług w obszarze online, a pandemia tylko przyspieszyła ten proces. I to dosłownie, bo Yes2Move powstało w niemal trzy tygodnie po pierwszym, całkowitym zamrożeniu branży fitness, co wiązało się z zamknięciem wszystkich prowadzonych przez nas obiektów sportowo-rekreacyjnych w całym kraju. Z dnia na dzień nasi Klienci zostali pozbawieni dostępu nie tylko do infrastruktury sportowej, ale przede wszystkim do profesjonalnej opieki trenerów i instruktorów, z którymi na co dzień ćwiczyli. Decyzje biznesowe w tamtym czasie były podejmowane przez nas bardzo szybko, ale również bardzo świadomie. Już wtedy zdawaliśmy sobie sprawę, że tak nagłe ograniczenie aktywności fizycznej, w tym codziennej mobilności Polaków, będzie miało ogromne konsekwencje zdrowotne. Uruchomienie Yes2Move miało choć częściowo złagodzić ten proces i wspierać naszych klientów w choć częściowym podtrzymywaniu aktywności fizycznej – mówi Tomasz Groń, Dyrektor Zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness, będącego twórcą platformy.

„Kręciliśmy w tamtym czasie prawdopodobnie więcej niż Bollywood”

Grunt pod swoje działania spółka badała w mediach społecznościowych. Początkowo robiła to poprzez treningi prowadzone na żywo przez instruktorów na oficjalnych profilach swoich klubów fitness na Facebooku. Wirtualne spotkania z trenerem spotkały się z bardzo dobrym odzewem wśród użytkowników. W tym samym czasie cały sztab ludzi, składający się z pracowników odpowiedzialnych za kreację, trenerów oraz ekspertów, zajmował się budowaniem strony internetowej oraz produkcją filmową.– Kręciliśmy w tamtym czasie prawdopodobnie więcej niż Bollywood – mówi Tomasz Groń – Nagrania treningów udoskonalane były na bieżąco, w dużej mierze dzięki informacji zwrotnej, systematycznie przekazywanej przez użytkowników, w tym dotychczasowych klientów naszych klubów, którzy postanowili skorzystać z naszej internetowej oferty. Ich opinia stanowiła dla nas szczególną wartość, ponieważ budowaliśmy produkt od zera, w bardzo dynamicznych i nieprzewidywalnych warunkach.

Przez rok działalności platforma wygenerowała ponad 2 700 000 odsłon, a jej użytkownicy wykonali 170 tys. treningów online. Same treningi live, które na początku pandemii na platformie odbywały się 3 razy dziennie, to łącznie 30 tys. minut transmisji bez przerwy. Obecnie na Yes2Move dostępnych jest ponad 800 filmów treningowych stworzonych we współpracy z prawie setką ekspertów z obszaru fitness i zdrowego stylu życia.

– Przez ostatnie 12 miesięcy regularnie budowaliśmy produkt w duchu holistycznego podejścia do zdrowia i aktywności fizycznej. Na przestrzeni tego czasu na Yes2Move pojawiły się m.in. tutoriale na temat odpowiedniej techniki ćwiczeń, sekcja dietetyczna z kreatorem diety, testy określające sprawność fizyczną użytkownika oraz pozwalające śledzić efekty ćwiczeń, a także liczne materiały edukacyjno-lifestyle’owe, takie jak podcasty czy poradniki. Wystartowaliśmy również ze sklepem online, w którym dostępne są produkty wspierające aktywny styl życia i treningi w domowym zaciszu. Na podstawie analizy ruchu na naszej platformie, po roku pandemii mamy też sporą wiedzę w zakresie tego, jak Polacy ćwiczą w sieci. Dla przykładu, zauważyliśmy wyraźny wzrost popularności treningów w okresie październik-listopad 2020 – było to aż 5 razy więcej niż w okresie letnim, a więc w maju i czerwcu ubiegłego roku. Rekordowy pod względem liczby użytkowników na stronie był z kolei listopad 2020 roku, kiedy ponownie zamknięte zostały obiekty sportowe – podsumowuje Tomasz Groń.

Jak twierdzą twórcy platformy, w czasie pandemii prym wiodą takie kategorie treningów jak Body&Mind, treningi siłowe oraz wytrzymałościowe, a także treningi na zdrowy kręgosłup, który w czasie ogólnopolskiego home office jest nadwyrężany częściej, niż kiedykolwiek wcześniej. Według badania przeprowadzonego dla Benefit Systems na panelu Ariadna, 86 proc. Polaków odczuwa bóle kręgosłupa, a ponad połowa z nich zmaga się z tym problemem co najmniej raz w tygodniu.

– Lockdown przykuł Polaków do kanap i siedzimy tak już prawie rok – mówi Nicole Kiersnowska, trenerka Yes2Move oraz Zdrofit – Według raportu MultiSport Index 2020 poziom aktywności fizycznej w czasie ostatniego roku drastycznie się obniżył, a 43 proc. aktywnych dotąd mieszkańców Polski ograniczyło treningi, najczęściej argumentując to brakiem dostępu do obiektów sportowych. A jak już mamy wygodną kanapę, to przyda się jeszcze coś do pochrupania. Tym sposobem w czasie pandemii dwóch na pięciu Polaków przybrało na wadze średnio 5,7 kg, a co drugi posiada BMI o wartości 25 lub więcej, co oznacza nadwagę lub otyłość. I wtedy zjawiamy się my, trenerzy Yes2Move i zza ekranu komputera pokazujemy, że nawet w warunkach pandemii nadal można być aktywnym.

Burda przejmuje Edipresse

Multi-dyscyplinarny zespół Wolf Theiss kierowany przez Partnera, Jacka Michalskiego doradzał Burda Media Polska przy nabyciu wszystkich akcji w Edipresse Polska od szwajcarskiej Edipresse Group. Transakcja jest jedną z największych i najbardziej znaczących z punktu widzenia polskiego rynku mediów.

Kancelaria Wolf Theiss, na zasadzie wyłączności, była odpowiedzialna za wszystkie transakcyjne kwestie prawne związane z nabyciem. Zespół prowadzi sprawy bez zakłóceń, duża część pracy z powodzeniem wykonywana jest zdalnie, a obecne ograniczenia nie wpłynęły na realizację celów biznesowych naszego klienta. „Ta transakcja jest tego doskonałym przykładem – obejmowała negocjacje i zgłoszenie do organu antymonopolowego (Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów), które przeprowadziliśmy zdalnie. Chciałbym podziękować naszemu klientowi za zaufanie i pogratulować wszystkim zaangażowanym stronom” – podsumował Jacek Michalski, Partner, szef zespołu Corporate/M&A.

Warszawskie biuro Wolf Theiss doradzało, w zakresie prawa polskiego, we wszystkich aspektach projektu, w tym w wybranych kwestiach podatkowych pod kierownictwem Partnera, Karoliny Stawowskiej. Zespół podatkowy, specjalizujący się w reorganizacjach i efektywnych podatkowo strukturyzacjach, często wspiera projekty transgraniczne, uzupełniając obsługę prawną kancelarii o doradztwo podatkowe. Przejęcie Edipresse Polska to kolejny znaczący projekt z udziałem zespołu podatkowego, docenionego niedawno przez klientów jako bardzo dobrze rozumiejący zagadnienia związane z branżą mediów i marketingu (ranking the Legal 500, 2021).

Transakcja ma istotne znaczenie dla polskiego i międzynarodowego rynku mediów. Burda International, do której należy Burda Media Polska, jest właścicielem 250 marek w 16 krajach; w Polsce działa od ponad 25 lat. Burda Media Polska posiada w swoim różnorodnym portfolio ponad 60 marek, w tym National Geographic, Focus oraz jedne z najpopularniejszych tytułów kobiecych: Gala, Glamour i Elle. Przejmowane portfolio obejmuje 13 tytułów, w tym serwisy internetowe i prasę dla kobiet: Wizaz.pl, Polki.pl, Party.pl, Viva.pl, Mamotoja.pl, a także dwutygodniki Viva i Party. Poprzez przejęcie Edipresse Polska, Burda kontynuuje swoją strategię transformacji cyfrowej skupiając się na biznesie konsumenckim w mediach dedykowanych tematyce stylu życia, mody i urody.

Warunki finansowe pozostają poufne. Finalizacja transakcji uzależniona jest m.in. od uzyskania zgód regulacyjnych.

Ile osób nadal musi spłacać kredyty rozliczane w CHF? Bilansowa wartość „hipotek” przez 3 lata zmalała o 15%.

Posiedzenie Sądu Najwyższego z 11 maja 2021 r. zawiodło wielu frankowiczów. Warto sprawdzić, ile osób nadal musi spłacać kredyty rozliczane w CHF. Bilansowa wartość takich „hipotek” przez 3 lata zmalała o 15%.  

Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z końca kwietnia bieżącego roku pozostawiło pewien niedosyt wszystkim stronom zaangażowanym we „frankowy” spór. Dlatego stanowisko Sądu Najwyższego z 11 maja 2021 r. miało być kluczowe. Okazało się jednak, że na rozstrzygnięcie ważnych kwestii prawnych przez SN trzeba będzie jeszcze poczekać. Niezależnie od stanowiska Sądu Najwyższego, zdecydowana większość frankowiczów nadal będzie regularnie spłacać swoje kredyty. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak malała bilansowa wartość wspomnianych kredytów (m.in. dzięki regularnym spłatom).

Kredyty „frankowe” nadal są spłacane bardzo dobrze. Najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego z końca lutego br. wskazują, że kredyty w CHF z utratą wartości stanowią 4,5% całego portfela. W lutym 2021 r. wartość bilansowa problematycznych „hipotek” była podobna jak trzy lata wcześniej. Przez ostatnie trzy lata, mocno spadła natomiast łączna wartość bilansowa brutto zobowiązań, jakie frankowicze mają wobec krajowych banków. Mowa o następujących zmianach:

  • luty 2018 r. – 107,57 mld zł
  • luty 2019 r. – 102,90 mld zł
  • luty 2020 r. – 100,49 mld zł
  • luty 2021 r. – 91,78 mld zł

Gdyby w analizowanym okresie nie doszło do umocnienia franka szwajcarskiego względem rodzimej waluty, to pod koniec lutego 2021 r. frankowicze mieliby do spłaty już tylko 81 mld zł. Warto również wspomnieć, że obecnie banki posiadają w swoich bilansach około 410 000 kredytów mieszkaniowych rozliczanych kursem franka. Nie mamy natomiast aktualnych informacji o liczbie osób posiadających „frankowy” kredyt do spłaty. Na podstawie wcześniejszych danych, można ją jednak szacować na około 715 000 osób. Pod koniec 2019 r. było to 787 000 osób.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Marija Milasevic komentuje wyniki finansowe Allegro za I kwartał 2021 r.

E-commerce jest kategorią, która najbardziej zyskała na pandemii COVID-19. Konsumenci zmuszeni do przebywania w domu zaczęli dokonywać większości zakupów online. Podczas ścisłego lockdownu zakupy internetowe poza sklepami spożywczymi były jedyną możliwością nabycia produktów. Wzrost zakupów przez e-commerce jest uznawany za zmianę o charakterze długotrwałym.

Według badania Euromonitor International Voice of the Industry, 73% firm stwierdziło, że przejście na częstsze zakupy w sieci będzie miało trwały wpływ na gospodarkę. W wyniku pandemii pojawiły się nowe grupy konsumenckie. Niektórzy konsumenci po raz pierwszy wypróbowali usługę zakupów online i przekonali się, że jest ona wygodna. Poza tym usprawniono wiele procesów związanych z zakupami w e-commerce, począwszy od wprowadzenia różnych metod płatności online, a skończywszy na różnych opcjach dostawy bezdotykowej.

W 2020 roku sektor e-commerce w Polsce wzrósł o 42%, osiągając poziom 420 EUR w ujęciu wydatków per capita. Jest to trzeci wynik w Europie Wschodniej, jedynie Czechy i Estonia wydają na osobę więcej online. Prognozuje się również, że e-commerce będzie jednym z najbardziej obiecujących kanałów w ciągu najbliższych 5 lat, wykazując średnią roczną stopę wzrostu (CAGR) na poziomie 10% w ujęciu stałym w Polsce.

Allegro zawsze wyznaczało trendy i było niekwestionowanym liderem polskiego sektora e-commerce. W 2020 roku spółka posiadała 33% udziałów w ujęciu wartościowym w tym kanale, co było nawet silniejszą pozycją niż rok wcześniej. Najsilniejszy konkurent AliExpress jest daleko w tyle. Allegro jest najbardziej zaufaną internetową platformą sprzedaży ze względu na duży asortyment, różnorodność marek, wygodną dostawę i politykę zwrotów. Jak wynika z badania Euromonitor International Voice of the Industry, dla polskich konsumentów jednymi z najważniejszych czynników decydujących o zakupach w e-commerce są darmowa wysyłka (72% respondentów) oraz darmowy zwrot (57% respondentów). W odpowiedzi na ten trend Allegro zaoferowało bardzo popularną usługę Allegro SMART!, która w ramach zryczałtowanej opłaty rocznej lub miesięcznej zwalnia użytkownika z dodatkowych opłat za dostawę do paczkomatu lub kuriera od minimalnej kwoty zamówienia. W odpowiedzi na wybuch pandemii COVID-19, Allegro wprowadziło ofertę zapewniającą wszystkim kupującym na swoim rynku darmowe dostawy i zwroty z wykorzystaniem programu Allegro SMART! przez trzy miesiące od połowy marca do połowy czerwca 2020 roku. Usługa Allegro SMART! została odebrana przez klientów jako korzystna i z pewnością przyczyniła się do wysokiego wzrostu sprzedaży.

Allegro nie tylko korzysta z obecnego rozwoju rynku internetowego, ale jest też jednym z jego motorów. W 2020 roku spółka weszła na giełdę z ogromnym sukcesem, pozyskując w największym w historii warszawskim debiucie około 9,2 mld zł (2,3 mld USD). Świadczy to o ogromnym potencjale do dalszego rozwoju.

Marija Milasevic, Senior Consultant w Euromonitor International

Koniec pandemii to nie koniec wzrostów w branży e-commerce

Na polskim rynku handlu przez Internet trwa starcie gigantów. Allegro się okopuje, Amazon powoli rośnie, a Aliexpress czeka trzęsienie ziemi. Czy warto zainwestować w akcje tych spółek?

Ostatni rok przyniósł skokowy wzrost w branży e-commerce. Dla wielu konsumentów zakupy przez Internet stały się jedyną dostępną opcją, a wiele biznesów na czas pandemii przeniosło się do sieci. Teraz powoli gospodarka wraca do normalności, jednak wzrost branży e-commerce pozostanie z nami już na stałe. O ile przed pandemią udział handlu przez Internet w całej sprzedaży detalicznej w USA wynosił 11,3 proc. (dane za 4 kwartał 2020 r.), to na koniec 2021 roku to już 14 proc. Także w Polsce udział handlu internetowego szybko rósł. W marcu 2021 r. było to 9,5 proc. całej sprzedaży detalicznej. Najczęściej przez Internet kupujemy odzież  i  obuwie  (32  proc.  całej  sprzedaży),  książki (26,4 proc.) oraz meble i sprzęt elektroniczny (18,9 proc.). Statystyki pokazują, że nasz rynek e-commerce to jeden z najszybciej rozwijających się rynków w Europie, ale cały czas pozostaje w tyle za rynkiem amerykańskim i innymi rynkami w Europie. To daje jednak duże pole do dalszych wzrostów, ocenia się, że nasz rynek e-commerce będzie rósł w najbliższych latach w tempie dwucyfrowym. Wskaźnik transformacji cyfrowej eToro z 2020 roku pokazał, że Polska jest krajem, gdzie obywatele czują się najbardziej komfortowo, jeśli chodzi o zakupy online i najbardziej przychylnym zwiększonej cyfryzacji w sprzedaży detalicznej (po 78 proc.) spośród dziewięciu krajów europejskich objętych badaniem. Największe wzrosty ma prawdopodobnie przed sobą internetowa sprzedaż produktów spożywczych (obecny udział sprzedaży to tylko 0,9 proc.) oraz handel kosmetykami (obecny udział 6,4 proc.).

Dobre perspektywy to powód, dla którego Amazon, notowany na NASDAQ gigant handlu internetowego, uruchomił swój sklep w Polsce. Jest to sposób na dotarcie do szerokiej grupy konsumentów, bo wcześniej z niemieckiej czy angielskiej wersji serwisu korzystało znacznie mniej osób. Teraz Polacy mają dostęp do szerszej oferty produktów, z czego znaczna większość z darmową dostawą do Polski. Uruchomienie sklepu w Polsce, było o tyle łatwiejsze dla koncernu, że już od 8 lat w Polsce działają centra logistyczne zajmujące się kompletowaniem i dostawą towarów na inne rynki w Europie. Wejście Amazon na polski rynek nie spowodowało rewolucji, widać, że firma planuje spokojne zdobywanie rynku i stopniowe przyciąganie do siebie sprzedawców, który obecnie używają innych platform sprzedażowych, głównie Allegro.

Zestawienie podstawowych wskaźników dla spółek e-commerce:

 

  Amazon Allegro Alibaba (Aliexpress)
Cena jednej akcji 3190,49 dolarów 52,59 zł 207,60 HKD
C/Z 60,72 dolarów 129,8 zł 26,29 HKD
EPS 52,55 dolarów 0,41 zł 8,36 HKD

Źródło: eToro, GPW

 

Walka o rynek dopiero się zaczyna. Amazon rozpoczął od podpisania 5-letniej umowy o współpracy   z InPost, firmą dysponującą popularną siecią paczkomatów w Polsce. InPost dotychczas blisko współpracował  z  Allegro,  które  właśnie   dzięki   temu   mogło   rozwinąć   swój   program   Smart. To abonament, który za 49 zł na rok, pozwala uzyskać darmowe dostawy  wszystkich zamówień       na kwotę powyżej 40 zł. Jest ono zbliżone do działającego wielu rynkach programu Amazon Prime.

Allegro zadebiutowało na giełdzie w Warszawie w październiku 2020 roku. Spółka w bardzo udanym IPO  sprzedała  swoje  akcje  po  43  zł,  których  wartość  wzrosła  później  do   prawie   99   zł, jednak od początku roku wartość jednak akcji na giełdzie spadła o 38 proc. (stan na 11.05.2021 r.). Obecnie jedna akcja spółki jest  wyceniana na 52,50 zł.  Dla porównania akcje Amazona są dziś         o 0,1 proc. tańsze niż na koniec ubiegłego roku.

Ważnym graczem na rynku e-commerce w Polsce jest też Alibaba Group, firma notowana na giełdzie w Hongkongu, która prowadzi serwis Aliexpress. Oferuje produkty po niższych cenach niż Amazon, jednak na rynku europejskim czekają go wkrótce trudne miesiące. Od 1 lipca wchodzą w życie nowe przepisy, które będą wymagać zapłaty cła i podatku VAT  od wszystkich przesyłek przybywających   do Unii Europejskiej spoza jej obszaru. To będzie  oznaczało, że wiele produktów z Chin zdrożeje     od kilkunastu do nawet kilkadziesiąt procent, a zakupy na Aliexpress dla wielu Europejczyków nie będą już tak atrakcyjne. Firma tymczasem próbuje poprawić obsługę klientów, skraca czas dostawy towarów oraz zaczyna tworzenie w Polsce swojej sieci paczkomatów. Zobaczymy, czy to wystarczy, by utrzymać swoja pozycje na rynku.

Polski rynek  e-commerce  czekają  ciekawe  miesiące.  Bitwa  o  nasz  rynek  dopiero  się  zaczyna,  a walka będzie bardzo zacięta.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Paczkomaty zdobywają e-commerce

Wybuch pandemii wstrząsnął wieloma branżami na całym świecie, a firmy zostały „zmuszone” do rewizji istniejących strategii i przyjęcia nowych modeli biznesowych. Pandemia znacząco wpłynęła również na zmiany w branży logistyki i łańcucha dostaw, które wynikły głównie z powodu bezprecedensowego wzrostu popytu w ecommerce, ale i wzmożonych kontroli, zakazów wjazdu do wybranych regionów, czy zamkniętych granic państw.

Jednym z kluczowych trendów, które zaobserwowaliśmy w okresie wybuchu pandemii, był wzrost wykorzystania Paczkomatów. Paczkomaty okazały się bowiem wygodną, elastyczną i bezpieczną alternatywą dla poczty i tradycyjnych dostaw kurierskich pod drzwi. Wybuch pandemii otworzył nowe możliwości, napędzając zainteresowanie i przyczyniając się do wzrostu wolumenu przesyłek o ponad 100 proc.

Polska numerem 1 w Europie

Pandemia SARS-Cov-2 gwałtownie przyspieszyła rozwój branży e-commerce w Polsce. Obecnie już 14% wszystkich transakcji w handlu detalicznym dokonywanych jest przez Internet. Jak wynika z raportu opublikowanego w lutym przez firmę PricewaterhouseCoopers, do 2026 roku wartość tego sektora ma sięgnąć aż 162 mld złotych. To oznacza wzrost o średnio 12% rocznie. Nic dziwnego, że coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na działalność w Internecie i założenie własnego sklepu internetowego. O powodzeniu w tej branży bardzo często decydują kwestie związane z logistyką. Firma InPost przygotowała ofertę dedykowaną dla sektora e-commerce – wygodne pakiety kurierskie, które oznaczają wygodę i znaczne oszczędności dla biznesu.

Polska jest najszybciej rozwijającym się rynkiem Paczkomatów w Europie. Jeden z dominujących graczy ostatniej mili, InPost, posiada w całym kraju ponad 11000 Paczkomatów. We wczesnych stadiach wybuchu pandemii usługi InPost umożliwiły konsumentom odzyskanie przesyłek przy minimalnym lub zerowym fizycznym kontakcie z inną osobą. Zwiększyło to zainteresowanie i wzrost wykorzystania Paczkomatów w kraju.

Pakiety kurierskie InPost – sposób na biznesowe wysyłki w atrakcyjnej cenie

Wysyłka ecommerce od InPost to odpowiedź na wyzwania związane z gwałtownym rozwojem sektora e-commerce w Polsce – to sposób na usprawnienie procesu sprzedaży i obniżenie kosztów związanych z wysyłką. Mogą z nich skorzystać nie tylko właściciele sklepów internetowych, ale i osoby, które prowadzą sprzedaż poprzez popularne platformy, na przykład Allegro, OLX czy Gumtree. Wybór pakietu abonamentowego oznacza pewność, że koszty wysyłki nie wzrosną przez cały czas trwania umowy, a Twoje paczki będą docierały do odbiorców już na następny dzień (aż 95% wszystkich paczek nadawanych przez InPost trafia do rąk adresata w tym tempie). Elastyczna oferta pozwala na wybranie abonamentu odpowiedniego dla potrzeb zarówno mniejszych, jak i większych firm. Przy podpisaniu umowy na 12 miesięcy możesz zdecydować się na:

  • Pakiet Mini Firma 300 –  300 zł netto/miesiąc – odpowiedni dla przedsiębiorców, którzy wysyłają średnio 30-60 paczek miesięcznie. W tym przypadku koszt wysyłki pojedynczej przesyłki kurierskiej zaczyna się od 10,49 zł a paczki do Paczkomatu – 9,34 zł.
  • Pakiet Midi Firma 600 – 600 zł netto/miesiąc – średni pakiet dla wysyłających przeciętnie 60-120 paczek miesięcznie. Przy wyborze tego abonamentu koszt paczki Paczkomatowej zaczyna się od 9,12 zł a przesyłki kurierskiej – od 10,49 zł.
  • Pakiet Maxi Firma 1200 – 1200 zł netto/miesiąc – największy pakiet dla doświadczonych przedsiębiorców, którzy miesięcznie wysyłają więcej niż 120 paczek. Mogą oni liczyć na niskie ceny: od 8,99 zł za przesyłki Paczkomatowe i 10,49 – kurierskie.

Nie jesteś pewny, czy warto zdecydować się na abonament? Wypróbuj pakiet promocyjny na próbę! To specjalny, mniejszy wariant – za 150 zł miesięcznie z możliwością wcześniejszego rozwiązania umowy – jeżeli uznasz, że nie spełnia Twoich oczekiwań, przed upływem trzech okresów rozliczeniowych masz możliwość zrezygnować z usługi bez podania powodu i bez żadnych dalszych konsekwencji.

Paczkomaty dla e-commerce i wygodne zwroty

Jednym z największych atutów oferty InPost jest możliwość wysyłki paczek nie tylko przez kuriera do rąk własnych, ale i do Paczkomatów – automatycznych skrzynek pocztowych, które umożliwiają odbiór paczek w dogodnych godzinach, 24/h na dobę, bez czekania na kuriera ani stania w kolejkach na poczcie. W ostatnich latach Paczkomaty stały się drugą po kurierze, najczęściej wybieraną formą dostawy – według badania przeprowadzonego przez firmę Kantar, tę opcję wybiera przynajmniej od czasu do czasu aż 48% wszystkich kupujących. Coraz większa ilość Paczkomatów w polskich miastach sprawia, że skorzystanie z tej usługi jest możliwe w dogodnej lokalizacji. InPost oferuje również ułatwienia dla Twoich Klientów w zakresie zwrotu zamówionych towarów, dzięki czemu mogą być oni bardziej skorzy do dokonywania zakupów w sieci.

Korzyści dla biznesu

  • Elastyczna oferta dostosowana do potrzeb mikro-, małych, średnich i dużych firm. Po przekroczeniu liczby wysyłek zawartych w wybranym pakiecie w danym miesiącu możesz dokupić dodatkowe w atrakcyjnej, stałej cenie;
  • dla posiadaczy abonamentu najkorzystniejsze ceny wysyłek za pobraniem (COD);
  • kompleksowa obsługa posprzedażowa – dedykowany doradca pomoże Ci w usprawnieniu procesów logistycznych w Twojej firmie;
  • darmowe podjazdy kurierskie;
  • możliwość integracji wysyłek z Twoim sklepem lub platformą sprzedażową poprzez API, które umożliwia skrócenie i usprawnienie procesu składania wysyłek i łatwiejsze zarządzanie zamówieniami.

VARSAV Game Studios podpisał umowę z NCBR

Blisko 4 miliony złotych dofinansowania od NCBR otrzymał VARSAV Game Studios na rozwój technologii QUADRIMA w ramach programu “Szybka ścieżka dla Mazowsza”. Całkowita wartość projektu umożliwiającego tworzenie interaktywnych animacji zwierząt wynosi ponad 5,2 miliona złotych.

Kwota dofinansowania stanowi 74% łącznych wydatków na QUADRIMĘ. Pozostałą sumę VARSAV Game Studios finansuje ze środków własnych. Technologia pozwoli spółce na automatyzację tworzenia wszystkich animacji związanych ze zwierzętami, które pojawią się w przyszłych grach GK VARSAV Game Studios. Oznacza to, że po sfinalizowaniu projektu, wytworzony system nie tylko zwiększy jakość animacji w produkcjach, ale również znacznie skróci czas oraz zmniejszy koszty powstania kolejnych tytułów.

Cieszę się niezmiernie, że po roku oczekiwań udało się wreszcie podpisać wniosek o dofinansowanie projektu Quadrima. System ten, po jego wykonaniu, przyczyni się do znacznego zwiększenia jakości, a jednocześnie istotnie obniży koszt tworzenia interaktywnych animacji, przede wszystkim zwierząt (ale także ludzi) w naszych kolejnych produkcjach. Prace nad systemem trwają od dłuższego czasu i już na tym etapie są widoczne bardzo pozytywne efekty – komentuje Łukasz Rosiński, prezes VARSAV Game Studios.

Zakończenie projektu planowane jest na koniec 2022 roku, jednak część elementów systemu QUADRIMA już teraz jest implementowana do kolejnego dużego projektu spółki – gry o nazwie kodowej Aria. Oznacza to, że pierwsze efekty prac nad dofinansowanym projektem będą widoczne jeszcze w tym roku – gdy tylko rozpoczną się działania marketingowe związane z tytułem.

– Dzięki otrzymaniu dofinansowania i fizycznej wypłacie pierwszych zaliczek, działania nad systemem finalnie nabiorą tempa. Powinno to w znaczący sposób wpłynąć nad wszystkie prace związane z naszym kolejnym dużym projektem – Arią. Część elementów Quadrimy chcemy wykorzystać jeszcze w tym roku przy tworzeniu materiałów do oficjalnej zapowiedzi projektu Aria – kończy prezes GK VARSAV Game Studios, Łukasz Rosiński.

Badanie: Zaszczepić się w Polsce przeciwko COVID-19 chce ponad 36% imigrantów zarobkowych

36% cudzoziemców pracujących w Polsce chciałoby się zaszczepić w naszym kraju przeciwko COVID-19. Świadczą o tym wyniki badania socjologicznego “Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” przeprowadzonego w kwietniu i maju 2021 przez agencję EWL Group oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Badanie pokazało, że 36,1% pracowników zagranicznych jest gotowych zaszczepić się przeciwko koronawirusowi w Polsce, gdyby istniała taka możliwość. Nie wyraża gotowości do zaszczepienia się w naszym kraju 31,1% ankietowanych. Niemal co trzeci (32%) migrant zarobkowy nie jest zdecydowany w kwestii szczepienia się w Polsce. Ponadto zaledwie blisko jeden procent badanych (0,8%) zadeklarowało, że jest już po szczepieniu przeciwko COID-19 lub w jego trakcie.

“Przewidujemy, że liczba pracowników zagranicznych chętnych by zaszczepić się w Polsce będzie rosła. Wynika to z faktu, że część migrantów zaszczepi się w naszym kraju indywidualnie, a z drugiej strony istotna jest również świadomość, że w Polsce będą mogli zaszczepić się szybciej niż w swoim kraju” – podkreśla Michał Wierzchowski, dyrektor sprzedaży EWL Group.

Michał Wierzchowski dodaje, że agencja podjęła już decyzję o zorganizowaniu szczepień dla swoich pracowników zagranicznych, którzy chcą się zaszczepić oraz ma też kilka pomysłów, które pomogą przekonać niezdecydowanych.

Przypomnijmy, że zgodnie z informacjami płynącymi z resortu zdrowia, obcokrajowcy posiadający legalny pobyt na terenie Polski mogą bezpłatnie skorzystać z możliwości zaszczepienia się przeciwko COVID-19.

Trzecia edycja badania socjologicznego „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” została przeprowadzone w kwietniu i maju 2021 roku przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 620 pracujących w Polsce cudzoziemców, głównie z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Rosji i Gruzji.

Złoty zyskuje przez brak wyroku ws. frankowiczów

Mieliśmy poznać wczoraj wyrok w sprawie frankowiczów, tak by indywidualne procesy wstrzymane dotychczas przed sądami mogły toczyć się dalej. Dostaliśmy jednak tylko odroczenie, co pozwala złotemu odetchnąć i odrobić straty.

Złoty zyskuje przez brak wyroku

Wczoraj mieliśmy otrzymać wyrok Sądu Najwyższego w sprawie kredytów frankowych. Mieliśmy, ale nie otrzymaliśmy. Jest za to odroczenie i to bez terminu, bo po 5 godzinach posiedzenia okazało się konieczne zadanie pytań wyjaśniających. W rezultacie oddaliła się wizja problemów banków. Ostatnimi dniami złoty słabł w oczekiwaniu na negatywny dla systemu bankowego wyrok. Skoro go nie było, to inwestorzy zaczęli korygować swoje pozycje walutowe. Wczoraj kurs euro spadł do poziomu 4,54 zł, jest to najniższy poziom od niemal miesiąca.

Recesja na Wyspach

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane na temat zmiany PKB w Wielkiej Brytanii. Są to dane na koniec pierwszego kwartału, w związku z czym pierwszy rocznym odczyt od początku pandemii koronawirusa. Wynik jest bardzo bliski oczekiwaniom i wynosi spadek o 6,1%. Jak widać najbardziej katastrofalne wizje z początku pandemii nie zrealizowały się, tym bardziej, że w ciągu tego roku na Wyspach mamy przecież kumulację. Jest to 9 miesięcy pandemii oraz kolejne 3 miesiące pandemii z brexitem. Pomimo tego kurs funta nadal jest bardzo mocny, a po dzisiejszych umocnieniach coraz bardziej zbliża się do swoich maksimów z przełomu marca i kwietnia. Względem złotego tego aż tak nie widać, gdyż wtedy złoty był znacznie słabszy, natomiast typowym odniesieniem dla funta jest euro.

Dobre dane z Niemiec

Wczoraj o godzinie 11:00 poznaliśmy odczyt indeksu instytutu ZEW. Jest to badanie ankietowe prowadzone wśród specjalistów z branży finansowej. Odczyt na poziomie 84,4 punktów jest wyjątkowo wysoki, o czym najlepiej świadczy fakt, że poprzedni raz tak wysoki wynik obserwowaliśmy w trakcie bańki dotcomów na początku tego tysiąclecia. Po publikacji euro lekko rosło, jednakże należy wziąć pod uwagę fakt, że europejska waluta była wczoraj blisko ważnych maksimów i tam ten ruch się zakończył. Po raz kolejny nie udało się przebić poziomów z lutego tego roku. Te same dane, które pomagały euro względem dolara, wcale nie spowodowały jednak umocnienia względem złotego. Wręcz przeciwnie, wczoraj złoty wyraźnie zyskiwał.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Brakuje specjalistów od Przemysłu 4.0 – rynek chłonie talenty, ale poprzeczka zawieszona jest wysoko

Wzrost liczby ofert pracy, coraz lepsze warunki zatrudnienia, a także podwyżka wynagrodzeń – tak wygląda rynek pracy w polskim sektorze przemysłowym. Największym problemem jest tu nie COVID-19, a brak dostępu do kadr wykwalifikowanych we wdrażaniu rozwiązań Przemysłu 4.0. Już przed pandemią ich brakowało, a teraz praktycznie zniknęli z rynku – alarmują eksperci.

Według najnowszych prognoz ekspertów ze Stanversity, rynek pracy w branży przemysłowej w Polsce nie tylko nie wyhamował, ale w najbliższych miesiącach odnotuje kolejny wzrost. Potwierdzają to dane ManpowerGroup na 2 kwartał 2021 roku, z których wynika, że produkcja przemysłowa pójdzie w górę przynajmniej o 11%. Jednocześnie w branżach, w których najczęściej zatrudnia się inżynierów, zagrożeniem jest nie tylko COVID-19, z którym nowoczesne przedsiębiorstwa radzą sobie coraz lepiej, ale problem z dostępem do specjalistów – już dziś w Polsce brakuje ponad 70 tys. inżynierów, tłumaczy Tomasz Szpikowski ze Stanversity, inicjatora projektu Industry 4.0 Global Executive Post-Graduate Program.

– Najtrudniejszym wyzwaniem czwartej rewolucji przemysłowej jest nauczenie ludzi właściwych kompetencji; firmy, które je posiadają mają znaczącą przewagę – mówi Joachim Hensch, były dyrektor zarządzający firmą Hugo Boss, obecnie uczący, w ramach projektu Stanversity, wdrażania rozwiązań Przemysłu 4.0. Jak dodaje prof. Murat Gunal z Uniwersytetu Lancaster, założyciel firmy tworzącej oprogramowanie symulacyjne simul8: – Nie da się stworzyć właściwego modelowania czy zaawansowanej sztucznej inteligencji, jeśli nie mamy dobrych danych. Ktoś je musi jednak w firmie ułożyć i dobrze nimi zarządzać.

Specjalistów brakuje, ale poprzeczka zawieszona jest wysoko

Według raportu firmy MarketsandMarkets, rynek rozwiązań dla Przemysłu 4.0 ma wzrosnąć do 156,6 mld dolarów w 2024 roku (dla porównania, w 2019 r. jego globalną wartość szacowano na 71,7 mld dolarów). Tomasz Szpikowski twierdzi, że liczba ta będzie zwiększać się, bo 2021 rok będzie czasem odmrażania inwestycji i wdrażania nowych projektów. Te zmiany zaczęły się już w 2020 roku.

Według Antal już pod koniec 2020 roku 44% pracodawców z sektora produkcyjnego deklarowało, że pomimo zmian na rynku pracy spowodowanych pandemią będą prowadzić procesy rekrutacyjne na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. 6% organizacji planowało nawet zwiększyć liczbę otwartych wakatów, co w świetle ostatnich danych się potwierdza – mówi Tomasz Szpikowski, i dodaje: – Największą rolę odgrywać jednak będą specjaliści od Przemysłu 4.0. Widać to w świetle badań McKinsey & Company, zgodnie z którymi dziś aż 96% przedsiębiorstw przyznaje, że strategia cyfrowa pozwoliła im sobie poradzić z problemami, jakie przyniósł COVID-19.

W kontekście Industry 4.0 obecnie największe zapotrzebowanie jest na:

  • analityków danych,
  • specjalistów od business intelligence,
  • specjalistów IT, zwłaszcza ekspertów od cyberbezpieczeństwa oraz przetwarzania danych w chmurze,
  • ekspertów i konsultantów z zakresu automatyzacji, sensorów, internetu rzeczy i robotyki.

Podobne wnioski płyną z danych Bergman Engineering, zgodnie z którymi aż 96% firm, które wdrożyły Przemysł 4.0, było w stanie zareagować na kryzys COVID-19, a 68% firm zadeklarowało, że wdrożenie Przemysłu 4.0 jest dla nich priorytetem strategicznym.

Z naszych obserwacji wynika, że wzrost zainteresowania i potrzeb związanych z wdrażaniem tego typu rozwiązań jest ogromny. Od początku pandemii koronawirusa blisko 70% firm stwierdziło, że Przemysł 4.0 jest dla nich bardziej wartościowy, niż przed marcem 2020. Zaledwie 12% przedsiębiorstw uznało, że wartość nowego paradygmatu w produkcji zmalała, a 23% określiło, że jest taka sama jak przed. Jest to jasny komunikat, który pokazuje, że Industry 4.0 staje się coraz istotniejsze – mówi Maciej Wilczyński, dyrektor operacyjny Stanversity.

Eksperci od Industry 4.0 będą uczyć polskich specjalistów

Z badań autorów projektu Industry 4.0 Global Executive Post-Graduate Program wynika, że w Polsce zaledwie 39% firm posiada odpowiednie zasoby ludzkie i umiejętności, aby przejść transformację cyfrową. To w myśl tej idei pod egidą Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu ruszył program Stanversity, w ramach którego przez pół roku 12 największych autorytetów w dziedzinie Industry 4.0 z czterech kontynentów świata będzie uczyć polskich specjalistów założeń Przemysłu 4.0.

Joachim Hensch, były dyrektor zarządzający Hugo Bossa, przedstawi case study jak przekształcił turecką fabrykę w Izmirze zatrudniającą cztery tysiące osób w najnowocześniejszy, w pełni zdigitalizowany zakład. Jego najważniejszym celem była transformacja organizacji w elastyczną i responsywną Smart Factory środkami przemysłu 4.0. Z kolei prof. Hwang Jung Seok, ekspert Banku Światowego i szef kampusu Industry 4.0 w Seulu w Korei opowie, jakie zmiany czekają firmy produkcyjne w wyniku światowej rewolucji – mówi Tomasz Szpikowski.

Wśród wykładowców znajdziemy także m.in. Sebastiana Vieregga z Google czy Alejandro Germán Franka, partnera badawczego w MIT Industrial Performance Center, którego badania poświęcone są interfejsowi między operacjami a zarządzaniem technologią w kontekście transformacji cyfrowej.

– Studia Stanversity to pierwszy tego typu projekt na świecie, który łączy wykładowców w tej samej dziedzinie, ale z różnych kontynentów, którzy wcześniej nie mieli okazji się właściwie poznać. Część z nas kojarzyła się z cytowań, ale dopiero tutaj następuje prawdziwa wymiana doświadczeń – podsumowuje prof. Nestor Fabian Ayala z Uniwersytetu UFRGS w Porto Allegro, najlepszej instytucji badawczej w Brazylii.

Eksperci spodziewają się szybkiego powrotu klientów do centrów handlowych

Odwiedzalność centrów handlowych w lutym, przed rozpoczęciem IV lockdownu, wynosiła średnio około 80% ubiegłorocznych wartości. Zdaniem ekspertów Cushman & Wakefield klienci wrócą do centrów handlowych po zniesieniu ograniczeń.

W I kw. 2021 r. jedynie cztery tygodnie lutego upłynęły bez znaczących ograniczeń w funkcjonowaniu centrów i parków handlowych. Styczeń to kontynuacja trzeciego, od rozpoczęcia pandemii, lockdownu, natomiast marzec rozpoczął się ograniczeniami wprowadzanymi regionalnie, w części województw, a zakończył pełnym ogólnopolskim czwartym już lockdownem.

Lutowe dane o odwiedzalności (PRCH Footfall Index) potwierdzają trend, który dał się zauważyć już podczas zeszłorocznych okresów bez ograniczeń w funkcjonowaniu obiektów handlowych. Konsumenci dosyć szybko reagują na znoszenie obostrzeń w handlu, a odwiedzalność w lutym wynosiła średnio około 80% ubiegłorocznych wartości – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Cushman & Wakefield.

Wykres. Odwiedzalność centrów handlowych (udział % r/r; 2020/2019; 2021/2019; kolejne tygodnie po zniesieniu ograniczeń 4 maja 2020 r.)

Odwiedzalność centrów handlowych

Źródło: Cushman & Wakefield na podstawie danych PRCH

Obserwując rynek handlu detalicznego w obecnej, covidowej rzeczywistości, nie obawiam się pozostawić tezy, że klienci wrócą do centrów handlowych. W okresie kolejnych lockdownów notujemy 11-12% wzrost dynamiki handlu ecommerce, lecz niemal natychmiast spada ona o kilka %, gdy tylko następuje otwarcie handlu stacjonarnego. Klienci potrzebują nie tylko zakupów – potrzebują doświadczać kupowania rzeczy. Pandemia nie tyle spowodowała, co przyspieszyła, konieczność zmian w podejściu do zakupów fizycznych i w zarządzaniu obiektami handlowymi oraz ich użytecznościami. Najbardziej dynamicznie rozwijające się trendy, które będą miały wpływ na model funkcjonowania centrów handlowych to digitalizacja, omnichannel, elastyczne formaty handlowe, ESG – podsumowuje Beata Kokeli, Head of Retail Agency, Cushman & Wakefield.

Bioceltix wchodzi w kolejną fazę badań

Do kolejnej fazy badań trafiły dwa produkty lecznicze opracowywane przez firmę biotechnologiczną Bioceltix. Dla wrocławskiej spółki szykującej się do debiutu na New Connect to ważny krok na drodze do rejestracji jej przełomowych produktów leczniczych w Europejskiej Agencji Leków.

Celem Bioceltix jest zarejestrowanie i wdrożenie na rynek weterynaryjnych leków biologicznych, których skuteczność i bezpieczeństwo zostanie potwierdzone badaniami klinicznymi. Firma skupia się na produktach leczniczych dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni, a w przyszłości również kotów. Obecnie dla dwóch rozwijanych kandydatów na leki: BCX-CM-J – kandydata na lek stosowanego w leczeniu zmian zwyrodnieniowych stawów oraz BCX-CM-AD – kandydata na lek stosowanego w leczeniu atopowego zapalenia skóry, rozpoczął się kolejny etap badań – faza bezpieczeństwa TAS (z ang. Target Animal Safety), który jest odpowiednikiem I fazy badań klinicznych u ludzi.

W fazie bezpieczeństwa TAS badamy bezpieczeństwo drogi podania rozwijanych kandydatów na lek. Do badań w certyfikowanym ośrodku CRO[1] wysłaliśmy serię produktu, wytworzoną w standardzie farmaceutycznym GMP[2]. To dla nas ważny moment, bo jeśli potwierdzimy bezpieczeństwo dróg podania naszych kandydatów na leki, będziemy mogli przejść do kolejnego etapu, czyli do badania ich skuteczności w terenowym badaniu klinicznym na pacjentach klinicznych. Z uwagi na to, że obecnie w weterynarii mamy do czynienia z ograniczoną dostępnością zatwierdzonych sposobów leczenia z użyciem komórek macierzystych będzie to przełom nie tylko dla naszej firmy, ale w ogóle dla całej branży – mówi Łukasz Bzdzion, prezes zarządu Bioceltix.

Badania w fazie TAS mają być zrealizowane do końca roku. Jeśli wyniki będą pozytywne, Biocelitx przejdzie do kolejnego etapu, tj. do terenowych badań klinicznych potwierdzających skuteczność leków. Po pozytywnym zakończeniu fazy badań klinicznych, spółka będzie mogła złożyć wniosek o zezwolenie na dopuszczenie do obrotu do Europejskiej Agencji Leków i rozpocząć procedurą związaną z rejestracją produktu leczniczego.

Rynek zaprasza do rozwoju

W weterynarii wciąż najbardziej powszechnym sposobem leczenia chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym pozostaje leczenie objawowe za pomocą̨ klasycznych leków chemicznych. Przełom terapii Biocelitx polega na tym, że firma, wykorzystując autorską technologię ALLO-BCLX, proponuje alternatywę – leki biologiczne, które obok działania objawowego będą wykazywać działanie przyczynowe poprzez wpływanie na środowisko zapalne oraz uruchomienie naturalnych mechanizmów odbudowy zmienionych chorobowo tkanek. Dzięki temu przyszłe leki Bioceltix będą powodować mniej skutków ubocznych i działać w sposób długotrwały już po jednokrotnym podaniu.

Sytuacja na rynku jest wręcz zaproszeniem do rozwoju takiej technologii. Przede wszystkim dlatego, że u zwierząt, podobnie jak u ludzi, obserwuje się wyraźny wzrost liczby pacjentów cierpiących z powodu chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym – już 20% psów doświadcza zmian zwyrodnieniowych stawów, a 15% cierpi z powodu atopowego zapalenia skóry. Leki biologiczne oparte na komórkach macierzystych mogą tutaj odegrać kluczową rolę.

W ostatnich latach można zaobserwować ogromną zmianę jeśli chodzi o podejście do opieki nad zwierzętami. Coraz częściej są one właściwie członkami rodziny i pełnią rolę towarzyszy, bez których nie wyobrażamy sobie życia. Taka zmiana postrzegania zwierząt ma ważne następstwa – po pierwsze wzrasta świadomość opiekunów co do zdrowia zwierząt, a po drugie rosną także oczekiwania co do stosowanych terapii. Jest to bardzo silny argument za tezą, że rynek opieki nad zwierzętami będzie się rozwijał w kierunku nowych, skuteczniejszych i bezpieczniejszych terapii. – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Pierwszy krok w obszarze, w którym działa wrocławska spółka, czyli w segmencie weterynaryjnych leków biologicznych bazujących na komórkach macierzystych, zrobiła spółka Global Stem Cell Technology (przejęta przez Boehringer Ingelheim Animal Health), rejestrując w 2019 r. Art-Cell Forte – lek na zapalenie stawów u koni produkowany z wykorzystaniem końskich komórek macierzystych. Oprócz potwierdzenia trendów rynkowych ten precedens jest ważny również dlatego, że niweluje znaczną część potencjalnych ryzyk regulatorowych.

Wysoki potencjał Bioceltix

Technologia i podejście Bioceltix przekonały także inwestorów. Spółka w ciągu blisko pięciu lat działalności pozyskała kilkanaście milionów złotych kapitału prywatnego oraz kilka grantów – w akcjonariacie znalazły się m.in. fundusze Kvarko Group, Infini, Leonarto oraz Alternative Solution. W marcu br. firma zakończyła też publiczną emisję akcji o wartości 7,4 mln zł, którą zamknęła z dużym sukcesem – stopa redukcji przy przydziale akcji dla inwestorów indywidualnych przekroczyła 95 proc.

– W Bioceltix skupiamy się na tym, aby wprowadzać w weterynarii standardy leczenia na podobnym poziomie, jak u ludzi. Nasze podejście technologiczne jest przełomowe, w czym systematycznie utwierdzają nas potencjalni partnerzy branżowi. Myślę, że nowe standardy wprowadzamy także w obszarze strategii biznesowej. Duże koncerny weterynaryjne uświadomiły nam, że niewiele firm na podobnym etapie rozwoju myśli jednocześnie zarówno o technologii i produktach, jak i skalowaniu produkcji i certyfikacji farmaceutycznej. Przejście do kolejnej fazy w procesie rozwoju leku jest potwierdzeniem naszej sprawności technologicznej i organizacyjnej. Nasi partnerzy branżowi to dostrzegają i doceniają – mówi dr inż. Paweł Wielgus.

W II lub III kwartale 2021 r. Bioceltix ma zadebiutować na New Connect. Spółka realizuje kolejne etapy agendy giełdowej – 23 kwietnia zarejestrowała w KRS podwyższenie kapitału zakładowego z IPO.

[1] CRO – z ang. Clinical Research Organisation

[2] GMP – z ang. Good Manufacturing Practice

Niskoemisyjny transport – jedyne słuszne rozwiązanie czy kolejny chwilowy trend?

  • Blisko 30% całkowitej emisji dwutlenku węgla w UE pochodzi z sektora transportu, z czego 72% – z transportu drogowego.
  • Transport jest jedynym sektorem, w którym emisje gazów cieplarnianych są nadal wyższe niż w 1990 r.
  • Zrównoważony, niskoemisyjny transport jest jednym z głównych założeń Europejskiego Zielonego Ładu.
  • Produkty branży chemicznej są w stanie przyczynić się do zmniejszenia emisyjności transportu.

Stanowisko środowisk naukowych jest jasne – katastrofy klimatycznej unikniemy tylko wówczas, gdy globalnie osiągniemy neutralność klimatyczną, czyli stan równowagi pomiędzy emitowaniem a pochłanianiem gazów cieplarnianych. Jednym z głównych założeń Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ), opracowanego przez Komisję Europejską, jest zredukowanie o 90% emisji gazów cieplarnianych pochodzących z transportu, tak, aby do 2050 roku gospodarka UE stała się neutralna klimatycznie. Tak wysokie cele są jednym z najpoważniejszych wyzwań, z jakim mierzy się sektor transportu. Jedyną drogą do ich osiągnięcia jest transformacja technologiczna i pójście ścieżką zrównoważonego rozwoju.

Osiągnięcie tego celu nie będzie jednak łatwe, ponieważ wskaźnik redukcji emisji w sektorze transportu spada wolniej niż zakładano. W związku z coraz większą mobilnością ludzi emisje dwutlenku węgla pochodzące z transportu wzrosły[1].

Europejski Zielony Ład a transport

Jednym z kluczowych dokumentów Europejskiego Zielonego Ładu, w przedmiotowym temacie, jest „Strategia na rzecz zrównoważonej i inteligentnej mobilności”. Stanowi ona podstawę transformacji ekologicznej i cyfrowej oraz zwiększenia odporności unijnego systemu transportu na przyszłe kryzysy, a jej celem jest ukierunkowywanie prac w ciągu najbliższych kilku lat. Jak wskazano w założeniach Europejskiego Zielonego Ładu, dzięki inteligentnemu, konkurencyjnemu, bezpiecznemu, dostępnemu i przystępnemu cenowo systemowi transportu, emisje zmniejszą się o 90% do 2050 r.[2]

W Strategii określono łącznie 82 inicjatywy w 10 kluczowych obszarach działania („inicjatywy przewodnie ”). Są to:

  1. upowszechnienie pojazdów bezemisyjnych, paliw odnawialnych i niskoemisyjnych oraz związanej z nimi infrastruktury,
  2. tworzenie bezemisyjnych lotnisk i portów,
  3. bardziej zrównoważona i zdrowsza mobilność między miastami i w miastach,
  4. ekologizacja transportu kolejowego,
  5. ustalenie opłat za emisję gazów cieplarnianych i zapewnianie lepszych zachęt dla użytkowników,
  6. urzeczywistnienie opartej na sieci zautomatyzowanej multimodalnej mobilności,
  7. innowacje, dane i sztuczna inteligencja na rzecz inteligentniejszej mobilności,
  8. wzmocnienie jednolitego rynku,
  9. uczciwa i sprawiedliwa mobilność dla wszystkich,
  10. poprawa bezpieczeństwa i ochrony transportu.

Bruksela określiła wiele obszarów, które bezpośrednio i bardzo głęboko wpłyną na sektor transportowy – dając jednocześnie relatywnie niewiele czasu na ich implementację. Dodatkowo, dokument wzbudził wiele kontrowersji po stronie poszczególnych państw członkowskich Unii Europejskiej, w tym Polski. W obecnym kształcie część jego zapisów jest niespójna, niezgodna z założeniami prawa klimatycznego oraz dyskryminuje niektóre państwa członkowskie.

Jak uczynić transport bardziej zrównoważonym?

Aby wspomniany scenariusz neutralności klimatycznej został osiągnięty, w jego realizację będą musiały włączyć się wszelkie rodzaje transportu: drogowy, kolejowy, lotniczy i wodny. Każdy z nich powinien  stać się bardziej zrównoważony –  tylko co to właściwie znaczy? W dużym uproszczeniu ma to być transport efektywny, spełniający oczekiwania społeczeństwa, korzystny ekonomicznie, a jednocześnie minimalizujący szkodliwy wpływ środków transportu na środowisko.

Z punktu widzenia redukcji emisji, elektryfikacja oraz paliwa alternatywne to jedne z najważniejszych elementów dekarbonizacji transportu. Równie istotne jest stałe ulepszanie materiałów wykorzystywanych w produkcji pojazdów, tak, by stawały się coraz lżejsze i bardziej wytrzymałe. Nie będzie to możliwe bez dostępu do odpowiednich instrumentów finansowych, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym, niezbędnych do realizacji tego celu.

Nie ulega wątpliwości, że administracja unijna i krajowa powinny wspierać wszelkie przedsięwzięcia naukowe i innowacyjne zmierzające do osiągnięcia jak największej redukcji emisji w transporcie. Jednym z rozwiązań dotyczących możliwości pozyskania funduszy w zakresie badań naukowych i innowacji jest unijny program Horyzont Europa, a także krajowe programy dofinansowania.

Wyzwania logistyczne w branży chemicznej

Jedną z koncepcji składowych Europejskiego Zielonego Ładu są tzw. zielone łańcuchy dostaw. W ramach tej idei zakłada się ich projektowanie w taki sposób, aby minimalizować łączny całkowity wpływ produktu na środowisko przez cały cykl jego życia: od projektowania, poprzez produkcję, pakowanie, sprzedaż, użytkowanie i recykling. Wszystko to z uwzględnieniem procesów magazynowania, transportu, które powinny spełniać właściwe normy środowiskowe. Ponadto ważną zmianą, do której mają doprowadzić nowe regulacje, jest zwiększenie przepływu informacji na każdym z etapów transportu poszczególnych produktów. Dla stojących przed firmami branży chemicznej wyzwań w zakresie dystrybucji, , szczególne znaczenie mają prace legislacyjne dotyczące Strategii UE ds. zrównoważonych chemikaliów. Dokument ten jest ważnym krokiem w kierunku osiągnięcia zerowego poziomu emisji zanieczyszczeń na rzecz nietoksycznego środowiska zapowiedzianego w Europejskim Zielonym Ładzie.

Chemia, niezależnie od wprowadzanej właśnie Strategii, jest branżą, która od dłuższego czasu podejmuje działania na rzecz ograniczenia wpływu na środowisko w obszarze transportu wytwarzanych przez siebie produktów. Polska Izba Przemysłu Chemicznego wraz ze Szkołą Główną Handlową zrealizowała w latach 2016-2019 Projekt ChemMultimodal. – Miał on na celu przybliżenie idei transportu łączonego produktów chemicznych i wskazanie jego zalet. Dzięki współpracy między producentami chemicznymi, przewoźnikami, operatorami logistycznymi, a także władzami publicznymi, udział transportu łączonego w sektorze chemicznym wzrósł o 10%, przy jednoczesnej redukcji emisję dwutlenku węgla o 5% – powiedział dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Podsumowanie

Bez wątpienia wszystkie podmioty z branży TSL (transport-spedycja-logistyka) oraz branży chemicznej stoją przed wyzwaniem wdrażania zmian związanych z wprowadzaniem polityki Europejskiego Zielonego Ładu, narzucanych przez organy UE, a w dalszej kolejności przez polskiego ustawodawcę. Europejski Zielony Ład jest ogromnym wyzwaniem dla przedsiębiorstw branży chemicznej, jednak warto traktować go również jako szansę dla rozwoju i wdrażania różnorodnych, często innowacyjnych rozwiązań technologicznych czy organizacyjnych. Osiągnięcie celu neutralności klimatycznej będzie wymagało działań we wszystkich sektorach gospodarki, obejmujących inwestycje w technologie przyjazne środowisku oraz wprowadzanie czystszych i tańszych form transportu.

Kwestie, z jakimi będzie mierzyć się transport, związane z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu, zostały szeroko omówione w analizie Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego i Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Logistyki i Magazynowania pt. „Wyzwania dla sektora transportu i logistyki w ramach European Green Deal (EGD)”, przygotowanej specjalnie i dostępnej na potrzeby Członków PIPC.

Niskoemisyjny transport będzie również tematem rozmów podczas VIII Kongresu Polska Chemia, który odbędzie się już 16 czerwca w formule całodziennego programu telewizji online. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny dla wszystkich zarejestrowanych. Szczegóły i rejestracja dostępna jest na stronie: https://www.kongrespolskachemia.pl/.

Artykuł opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

[1] Dane Europejskiej Agencji Środowiska: https://www.europarl.europa.eu/news/pl/headlines/society/20190313STO31218/emisje-co2-z-samochodow-fakty-i-liczby-infografika

[2] https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/pl/ip_20_2329

Rurociąg w USA wstrzymuje działalność po infekcji ransomware. Ryuk atakuje również w Polsce.

Atak typu ransomware rosyjskich hakerów z grupy DarkSide na sieć największego w USA operatora rurociągów paliwowych Colonial Pipeline był na tyle skuteczny, że zmusił administrację prezydenta Bidena do ogłoszenia regionalnego stanu wyjątkowego. Pokazuje to rosnące niebezpieczeństwo cyberataków dla okupu wymierzonych w krytyczną infrastrukturę i pilną konieczność zabezpieczania się przed nimi – ostrzega firma Check Point Software Technologies.

Według specjalistów firmy Check Point Software Technologies do ataku wykorzystano ransomware (oprogramowanie szyfrujące) o nazwie Ryuk, które w tym roku zaatakowało ponad 2000 firm. Najwięcej ataków z udziałem tego wariantu szkodliwego oprogramowania przeprowadzono w Japonii (18%) oraz Stanach Zjednoczonych (15%). W Polsce odnotowano w tym roku co najmniej 17 incydentów z udziałem Ryuka.

Wygląda na to, że cyberatak na Colonial był największym w historii, jaki dotychczas został wymierzony w amerykański system energetyczny. Incydent ten jest bardzo podobny do niedawnego ataku SolarWind, wymierzonego w rządową infrastrukturę i zrealizowanego przez rosyjską grupę hakerów.

W wyjaśnianie zdarzenia zaangażowanych jest kilka amerykańskich instytucji federalnych, resort energii, bezpieczeństwa krajowego oraz FBI. Przedstawiciele FBI potwierdzili, że używane oprogramowanie ransomware jest powiązane z grupą hakerów o nazwie DarkSide, która prawdopodobnie ma siedzibę w Europie Wschodniej. Analiza oświadczenia grupy DarkSide sugeruje, że organizacja ta nie jest powiązana z żadnym państwem i kieruje się jedynie pobudkami finansowymi: Naszym celem jest zarabianie pieniędzy, a nie stwarzanie] problemów dla społeczeństwa – czytamy w oświadczeniu DarkSide udostępnionym agencji Reuters.

Według firmy Check Point, DarkSide dostarcza swoje usługi ransomware wielu, innym partnerom. – Oznacza to, że niewiele wiemy na temat prawdziwego autora ataku wymierzonego w Colonial, który może być jedynie jednym z partnerów DarkSide – powiedział Lotem Finkelstein, szef wywiadu zagrożeń w Check Point. – Z ujawnionych informacji wiemy, że był to wyrafinowany i dobrze zaprojektowany cyberatak. Oprogramowanie ransomware jest wykorzystywane w wielu ukierunkowanych atakach, w tym przeciwko innym firmom naftowym i gazowym.

Ataki typu ransomware stają się coraz bardziej wyrafinowane i stanowią rosnący problem. Kampanie te są wymierzone w prywatne firmy, agencje rządowe, szpitale, systemy opieki zdrowotnej, krytyczną infrastrukturę. Firma Check Point szacuje, że w 3 kwartale 2020 r. prawie połowa wszystkich przypadków ransomware obejmowała zagrożenie ujawnieniem skradzionych danych, a średnia płatność okupu wyniosła 233 817 USD – co stanowiło wzrost o 30% w porównaniu z drugim kwartałem 2020 r. Niepokojąca jest również częstotliwość ataków dla okupu. Według firmy Cybersecurity Ventures ataki ransomware będą w tym roku odbywać się co… 11 sekund!

Dane rządowej Platformy Przemysłu Przyszłości (The state of ransomware 2020) wskazują, że w Polsce połowa ataków kończy się skutecznym zaszyfrowaniem danych i żądaniem okupu. Włamywacze za cel częściej niż instytucje publiczne obierają prywatne organizacje. Co ciekawe, połowa zaatakowanych firm w Polsce decyduje się zapłacić okup. Na świecie średnia wynosi z kolei 26%. Ponad połowa (56%) zaatakowanych odzyskuje dane z kopii zapasowych, a 24% wykrywa działania cyberprzestępców, zanim dojdzie do blokady systemów.
wykresPL

Jak wynika z danych Check Pointa, ataki z wykorzystaniem programów typu ransomware są stosunkowo rzadkie i wykrywane są w zaledwie w 2,2% wszystkich organizacji (średnia światowa wynosi 1,9%). Ostatnią głośną kampanią wykorzystującą ransomware był tegoroczny atak na CD Projekt RED.

– Ataki ransomware wróciły w 2020 roku ze zdwojoną siłą, wywierając jeszcze większą presję na organizacjach. Szacuje się, że koszt tego typu ataków wyniósł w 2020 rok 20 miliardów dolarów, co stanowiło znaczny wzrost w stosunku do 11,5 miliarda dolarów w 2019 roku. Aby ustrzec się przed tego typu cyberprzestępczością, firmy muszą wprowadzić szeroko zakrojoną strategię zapobiegania zagrożeniom i nie polegać jedynie na systemach wykrywania i usuwania luk w systemach – podkreśla Maya Horowitz, dyrektor departamentu bezpieczeństwa i badań w firmie Check Point Software.

Pandemia, nowe technologie i kwestie ESG przyspieszą dezinwestycje

76% zarządzających w firmach na świecie, którzy wzięli udział w corocznym badaniu EY Global Corporate Divestment Study spodziewa się, że na skutek pandemii plany dotyczące sprzedaży części aktywów ich spółek przyspieszą. Ponad połowa (56% respondentów) planuje rozpocząć następną dezinwestycję w ciągu dwóch lat, wykorzystując możliwości, które pojawiają się na rynku M&A.

Więcej firm niż kiedykolwiek w dziewięcioletniej historii badania (78%) deklaruje, że ma w swoim portfolio biznesy, które kiedyś były dla nich krytycznie istotne, ale teraz są one obciążeniem wymagającym alokacji zasobów i kapitału, które mogłyby być lepiej wykorzystane gdzie indziej. To oznacza, że spółki za długo trzymają pewne aktywa w swoich portfelach i powinny były pozbyć się ich już wcześniej.

– Ostatnie, będące dla wielu spółek wyzwaniem miesiące zintensyfikowały procesy rewizyjne w zakresie prowadzonej działalności. Zarządzający przyjrzeli się bliżej aktywom w portfolio swoich spółek, a wnioski płynące z tych rewizji uwidoczniły, iż alokacja kapitału nie jest w każdym wypadku optymalna w kontekście bieżącej strategii spółki. Ponadto, wyniki naszego badania wskazują, iż nadal znaczna cześć firm nie prowadzi regularnych przeglądów portfela biznesowego lub wskazuje słabości w procesie takiego przeglądu. Alokacja kapitału stanowi kluczowy aspekt strategicznych decyzji biznesowych, a sprawność i jakość procesów w tym zakresie może stanowić kluczową przewagę konkurencyjną spółki w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu – mówi Paweł Bukowiński, Partner w Dziale Strategia i Transakcje EY, Lider Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej oraz Azji Środkowej (CESA).

Z tego, że dotychczasowe procesy monitorowania inwestycji i dezinwestycji zawiodły zdaje sobie sprawę większość ankietowanych w badaniu EY. 63% prezesów deklaruje, że powinna zainicjować albo zwiększyć częstotliwość rewizji portfolio. Co jednak ciekawe, 39% zarządzających ma problemy ze zdefiniowaniem, które biznesy są związane z główną działalnością i są niezbędne z punktu widzenia strategicznego firmy, a które nie. To z kolei sprawia, że tylko 37% badanych stara się łączyć decyzje dezinwestycyjne z wizją lub misją firmy, co sugeruje, że w innych przypadkach może chodzić wyłącznie o krótkoterminowe efekty.

Co wpływa na decyzje o dezinwestycjach?

Dla zdecydowanej większości respondentów badania EY, motorem napędzającym decyzje o dezinwestycjach są zmiany technologiczne. W najnowszej edycji badania wskazało na nie 94% badanych, podczas gdy jeszcze rok temu było to 59%. Konieczność technologicznej i cyfrowej transformacji przyspieszona przez pandemię spowodowała konieczność przesunięcia części inwestycji w ten właśnie obszar, który wymaga również wsparcia dodatkowym kapitałem. Dwóch na trzech zarządzających podejmuje decyzję o dezinwestycji w związku z nieoptymalnymi zwrotami osiąganymi w sprzedawanej działalności. Natomiast niemal dla połowy badanych (46%) kwestie ładu środowiskowego, społecznego i korporacyjnego (ESG) były decydujące przy podejmowaniu działań dezinwestycyjnych. Warto jednak mieć tu na uwadze, że czynnik ten odgrywa zdecydowanie większą rolę w regionie Azji i Pacyfiku (84%) czy EMEA (47%) niż w obu Amerykach (14%). Jest to związane przede wszystkim z różnymi regulacjami, w Europie, głównie związanymi z ograniczeniem śladu węglowego firm.

– Jak pokazują wyniki badania oraz nasze obserwacje rynku, decyzje o dezinwestycjach podejmowane są często oportunistycznie, w kontekście krótkoterminowych celów finansowych, co jak się okazuje nie zawsze prowadzi do realizacji optymalnej wartości zarówno w zakresie zbywanej części biznesu, jak i wartości pozostałego biznesu. Z drugiej strony rośnie świadomość, iż powiązanie dezinwestycji z długofalową strategią, jak również wykorzystanie procesu sprzedaży do przedefiniowana pozostałej część biznesu, może generować większą wartość dla firmy w długim okresie. Co więcej, dynamicznie rośnie znaczenie agendy ESG, czyli kwestii środowiskowych, odpowiedzialności społecznej i ładu korporacyjnego. W pierwszych trzech miesiącach tego roku wartość transakcji, których dokonano ze względu na czynniki ESG była trzy razy wyższa niż w całym ubiegłym roku, co pokazuje, iż optyka strategiczna firm ulega poszerzeniu – dodaje Paweł Bukowiński.

Na co firmy przeznaczają pieniądze z dezinwestycji?

Firmy decydujące się na dezinwestycje, pozyskane w ten sposób środki przeznaczają w większości na zakup technologii (79%). Inwestycja w nowe produkty, rozwój działalności na nowych rynkach – również geograficznych – to z kolei motor działań dla 65% ankietowanych. Spłata akcjonariuszy i długów własnych to kolejne najpopularniejsze sposoby wykorzystania kapitałów z dezinwestycji. Jedynie 28% ankietowanych przeznacza środki na nową akwizycję.

– Dezinwestycje stwarzają możliwość nie tylko pozyskania kapitału, ale przede wszystkim transformacji biznesu. Kluczowe jest jednak by były prowadzone zgodnie ze strategią rozwoju. Paradoksalnie często z punktu widzenia strategii warto sprzedać tę część biznesu, która – choć osiąga dobre wyniki – nie jest znacząca z punktu widzenia kreowania długoterminowej wartości. To wprawdzie trudna i wymagająca decyzja, ale z punktu widzenia długoterminowej działalności organizacji – konieczna. Jeśli aktywa, które obecnie generują zwrot nie pasują do strategii działalności i rozwoju firmy, a przy tym wymagają kapitału – dezinwestycja wcześniej czy później okaże się konieczna. Natomiast będzie prawdopodobnie zdecydowanie łatwiejsza i generująca wyższą wartość w przypadku dobrze zaplanowanego procesu w ramach strategii spółki, uwalniając tym samym kapitał, który można spożytkować gdzie indziej – dodaje Paweł Bukowiński.

Dopasowanie odważnych decyzji o dezinwestycji do długoterminowej strategii może pomóc prezesom zwiększyć wartość dla interesariuszy i na nowo zdefiniować pozostały biznes. Duże lub bardzo złożone zbycie jest okazją do ponownego zdefiniowania modelu działania pozostałego biznesu w momencie, gdy organizacja jest gotowa na zmianę. EY Global Corporate Divestment Study wskazuje, że 63% firm ma świadomość, że podczas ostatniej dezinwestycji nie podjęło wystarczających działań skierowanych na pozostały biznes.

Globalne Badanie Dezinwestycji

Coroczne badanie powstaje w oparciu o ankietę wśród zarządzających dużymi firmami na całym świecie. Prowadzone jest przez Thought Leadership Consulting (firma należąca do Euromoney Institutional Investor). Tegoroczne wyniki powstały na postawie 1040 ankiet wśród zarządzających korporacjami i 27 globalnych aktywnych inwestorów. Badanie prowadzono od stycznia do marca 2021 i wzięły w nim udział firmy z 11 branż, 88% respondentów stanowili CEO, CFO i inni wysokiej rangi menedżerowie zarządzający.

ZPP: „Płacenie pod stołem” to rezultat zbyt wysokiego klina podatkowego

Dyskusja o klinie podatkowym została w ciągu ostatnich miesięcy zdominowana przez narrację o degresywności systemu opodatkowania wynagrodzeń w Polsce. Towarzyszące przeciekom dot. zawartości Nowego Ładu komentarze wskazywały na rzekomo rażącą dysproporcję pomiędzy poziomem obciążenia niskich wynagrodzeń, a tym właściwym dla wyższych pensji. Jeśli jednak prawie 1,5 miliona osób w Polsce otrzymuje część wynagrodzenia „pod stołem”, nie odprowadzając od tego żadnych danin publicznoprawnych, to efektywny klin podatkowy jest dla nich znacznie niższy, niż wynikałoby to z suchej litery prawa. Należy wobec tego przeorientować dyskusję o podatkowo-składkowych narzutach na wynagrodzenia w Polsce – problemem nie jest zbyt wysokie obciążenie niskich i niedostateczne obciążenie wysokich pensji, lecz generalnie zbyt wysoki (społecznie nieakceptowalny) klin podatkowy nałożony na wynagrodzenia z tytułu umowy o pracę.

Choć popularne określenie „płacenia pod stołem” przywołuje na myśl stosunki pomiędzy pracownikiem a pracodawcą właściwe dla słusznie minionej epoki, jest to wciąż realny problem o ogromnej skali. Według opublikowanego w środę 5 maja raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, ok. 15 proc. pracowników zatrudnionych w sektorze prywatnym otrzymuje część wynagrodzenia „w kopercie”. Stanowi to ok. 12 proc. wszystkich pracowników w Polsce, czyli ok. 1,4 miliona osób.

Nieewidencjonowanie części wynagrodzenia pracowników etatowych prowadzi do konkretnych strat dla budżetu państwa. Eksperci PIE oszacowali, że ubytek finansów publicznych z powodu płacenia „w kopercie” wynosi 17,3 mld zł. Sam Narodowy Fundusz Zdrowia traci 2,6 mld zł. Jednocześnie z tytułu składki emerytalnej i pozostałych składek na ubezpieczenie społeczne sektor finansów publicznych traci rocznie 11,6 mld zł.

System odbierania części wynagrodzenia w sposób nieewidencjonowany, w praktyce pełni tę samą rolę dla mniej zarabiających, co przechodzenie na samozatrudnienie dla lepiej uposażonych pracowników. Świadczą o tym wyliczenia PIE, które pokazują, że zjawisko płacenia „w kopercie” koncentruje się w części rozkładu wynagrodzeń równych lub bliskich płacy minimalnej, a co za tym idzie dotyczy w większości pracowników o niskich kwalifikacjach lub niskim doświadczeniu. Na samozatrudnienie z kolei często decydują się osoby, których dochody przekraczają 85 tys. zł rocznie, czyli powyżej drugiego progu podatkowego. Istotna jest w tym przypadku skala – z szacunków Instytutu Badań Strukturalnych z 2019 roku wynika, że rzecz dotyczy w Polsce ok. 160 tys. osób, a zatem kilkukrotnie mniej, niż tych odbierających część wynagrodzenia w sposób nierejestrowany.

Z naszych obliczeń wynika, że w przypadku powiększenia płacy minimalnej o średnie wynagrodzenie otrzymywane w kopercie 1971 zł (taka kwota wynika z raportu PIE), dodatkowe obciążenia fiskalne wyniosłyby ok. 957 zł, z czego pracodawca musiałby zapłacić 404 zł dodatkowych podatków i składek. Pracownik zaś otrzymałby w praktyce kwotę niższą o 554 zł. Nie jest bez znaczenia, że kwota średniego wynagrodzenie otrzymywanego w kopercie 1971 zł jest nieco niższa niż dochód brutto pracowników zarabiających płacę minimalną. Świadczy to tym, że wysoki klin podatkowy stwarza barierę, która skutecznie zniechęca zarówno pracowników i pracodawców do zawierania umów o pracę w ogóle i zniechęca do wykazywania całkowitej kwoty wynagrodzeń w zeznaniach wysyłanych do urzędów skarbowych.

Mając na uwadze wszystkie powyższe uwarunkowania, trzeba jasno stwierdzić, że skoro mechanizmy optymalizacyjne wykorzystywane są i w dolnych, i w górnych decylach rozkładu wynagrodzeń w Polsce, to znaczy że realnym problemem nie jest degresywność systemu, lecz zbyt wysoki klin podatkowy dla wszystkich wynagrodzeń z umowy o pracę. Oczywiście, w porównaniu do niektórych innych państw europejskich, klin podatkowy w Polsce nie jest rażąco wysoki i mieści się w średniej. Stanowi to istotną przewagę konkurencyjną naszej gospodarki, dynamizując jej rozwój. Powszechność zjawiska ucieczki od pełnego opodatkowania i oskładkowania wynagrodzeń z tytułu umowy o pracę wskazuje jednak, że wysokość obciążeń wynagrodzeń z tytułu umowy o pracę jest społecznie nieakceptowana.

Tym samym, tematem dyskusji powinno być podjęcie działań na rzecz powszechnego obniżenia klina podatkowego, tak by zatrudnienie na podstawie umowy o pracę stało się opłacalne – zwłaszcza, że upowszechnienie kodeksowej formy zatrudnienia jest jednym z istotnych elementów polityki rządu w obszarze rynku pracy. Dyskurs ukierunkowany na modyfikacje klina podatkowego w taki sposób, by którąś z grup podatników obciążyć w wyższym stopniu, niż obecnie, czy na stymulowanie skokowego wzrostu płacy minimalnej (ewentualnie ustanawiania jej na poziomie europejskim) nie przeżywa zderzenia z rzeczywistością.

NCBR w porozumieniu z NAWA wzmacnia współpracę polskich podmiotów z naukowcami z Białorusi

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) ogłasza nowy konkurs „Solidarni z naukowcami”, realizowany w ramach współpracy z Narodową Agencją Wymiany Akademickiej (NAWA). To ważna inicjatywa wspierająca projekty badawcze z udziałem naukowców z Białorusi.

Rozwój obszaru współpracy międzynarodowej to obecnie jeden z priorytetów Centrum. Dlatego do wielu naszych inicjatyw dochodzi teraz kolejna. Nowy konkurs dla jednostek zaangażowanych już w działanie NAWA „Solidarni z naukowcami” to realna szansa na rozwój międzynarodowej współpracy naukowej  oraz lepsze wykorzystanie potencjału badawczo-rozwojowego polskich i białoruskich naukowców – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Konkurs jest pokłosiem podpisanego w grudniu ubiegłego roku Porozumienia o współpracy między NCBR i NAWA. To ważne, że know-how obu agencji jest wykorzystywane na rzecz umiędzynarodowienia oraz promocji nauki, innowacji i polskich jednostek naukowych – dodaje dr inż. Kamieniecki.

Możliwość nieskrępowanego prowadzenia badań naukowych jest dla naukowców podstawową wartością. Cieszę się, że stwarzamy taką szansę białoruskim naukowcom oraz wzmacniamy przy tym międzynarodową współpracę polskiego i białoruskiego środowiska naukowego – mówi dr Grażyna Żebrowska, dyrektor Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA). – Konkurs na projekty badawcze z udziałem białoruskich naukowców to kolejne działanie wspierające białoruskie środowisko akademickie w ramach rządowej inicjatywy „Solidarni z Białorusią”. Dzięki współpracy NAWA i NCBR naukowcy, którzy otrzymali stypendia NAWA na pobyty naukowe na polskich uczelniach oraz w instytutach naukowych i badawczych, będą mogli realizować w polskich jednostkach nauki i szkolnictwa wyższego własne projekty badawcze – dodaje dr Grażyna Żebrowska.

Na sfinansowanie projektów w konkursie NCBR przeznaczyło 6,25 mln zł. Nabór wniosków potrwa od 5 maja do 30 lipca br., a wyników można spodziewać się w IV kwartale 2021 roku. Dofinansowanie można przeznaczyć na realizację badań podstawowych, badań przemysłowych i eksperymentalnych prac rozwojowych.

Ze względu na specyfikę konkursu składane wnioski muszą dotyczyć jednej z wybranych dziedzin spośród nauk: przyrodniczych, inżynieryjnych i technicznych, medycznych i nauk o zdrowiu, rolniczych, społecznych, humanistycznych. Celem zachęcenia polskich i białoruskich naukowców do współpracy nie wprowadzono dodatkowych ograniczeń tematycznych.

Szczegóły dotyczące konkursu znajdują się na stronie: https://www.gov.pl/web/ncbr/konkurs-na-projekty-badawcze-z-udzialem-naukowcow-z-bialorusi-pn-solidarni-z-naukowcami

Międzynarodowe „know-how” NCBR

Rok 2021 to nowe wyzwania dla NCBR w zakresie współpracy międzynarodowej. Aby jeszcze skuteczniej wspierać naukowców i innowatorów na arenie międzynarodowej, a zwłaszcza realizować projekty w ramach programu Horyzont Europa, Centrum podjęło już szereg istotnych działań m.in. powołało Biuro Współpracy Międzynarodowej, połączyło siły z Krajowym Punktem Kontaktowym oraz uruchomiło Biuro w Brukseli.

Współpraca międzynarodowa w NCBR ma wieloraki charakter. Ze względu na typ wdrażanych inicjatyw można podzielić ją na: ERA-NET-y, czyli partnerstwa w ramach Programów Ramowych UE; inne inicjatywy wielostronne; współpracę dwustronną; a także programy finansowane z funduszy norweskich i funduszy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Łącznie NCBR zaangażowało się w 102 inicjatywy, czego wynikiem jest prawie 1000 projektów o łącznej wartości dofinansowania przekraczającej 1,1 miliarda złotych. NCBR ogłasza średnio 30 konkursów rocznie, z łącznym budżetem około 100 mln zł.

Paweł Bojko nowym wiceprezesem zarządu EFL

Zarząd EFL informuje o powołaniu, z dniem 4 maja br. Pawła Bojko na stanowisko wiceprezesa zarządu EFL. Nowy wiceprezes będzie odpowiadał za sprzedaż i rozwój. Równocześnie Paweł Bojko będzie nadal pełnił funkcję prezesa zarządu EFL Finance.

Paweł Bojko jest związany z EFL od 20 lat. Od 2001 roku zajmował stanowiska z-cy Dyrektora Marketingu odpowiedzialnego za planowanie, analizy i modele rynkowe, Doradcy Zarządu ds. Planowania Strategicznego później Dyrektora Controllingu, który od podstaw tworzył. Od 2007r. na stanowisku Dyrektora Zarządzającego Pionem Finansów odpowiedzialny za finanse, controlling i księgowość. Jednocześnie prokurent Spółki i członek rad nadzorczych spółek zależnych EFL Finance SA, Carefleet SA i EFL Service SA. odpowiedzialny za politykę płynności całej Grupy EFL. Od czerwca 2015r. Członek Zarządu ds. Finansów i koordynator polityki finansowej Grupy EFL.

Od marca 2020 roku Paweł Bojko pełni funkcję prezesa zarządu EFL Finance.

Z wykształcenia Paweł Bojko jest magistrem inżynierem, ukończył Wydział Informatyki i Zarządzania na Politechnice Wrocławskiej.

To koniec automatyzacji, co dalej?

Ledwo się z nią oswoiliśmy, a już za moment, będziemy musieli o niej zapomnieć. Eksperci z ośrodka analitycznego Gartnera wieszczą koniec automatyzacji w znanej nam formule. Analitycy są przekonani, że czeka nas zasadnicza zmiana w obszarze cyfrowej transformacji. Kwestią czasu jest odejście od punktowych projektów, na rzecz bardziej wszechstronnych i systemowych. Zdaniem Gartnera wchodzimy w erę hiperautomatyzacji.

Przed nami nowy etap cyfryzacji, zapowiada instytut Gartnera:

Przedsiębiorstwa będą wymagały więcej od technologii, która z opcji stała się warunkiem przetrwania. Firmy zdają sobie sprawę, że muszą przyspieszyć swoje plany związane z cyfrową transformacją. – mówi Fabrizio Biscotti, wiceprezes ds. badań w Gartnerze i dodaje: – Wkraczamy w erę digital-first, w której główną rolę odgrywać będzie hiperautomatyzacja. – kończy ekspert.

Nowa lepsza transformacja

Czym jest hiperautomatyzacja? Jak wyjaśnia Adam Stańczyk, Product Owner obszaru Produkcja z BPSC, to cyfrowa transformacja, ale bardziej wszechstronna:

Hiperautomatyzacja łączy w sobie kilka komponentów składających się na robotyzację procesów. Integruje narzędzia i technologie, które zwiększają możliwości automatyzacji pracy, słowem jest bardziej kompleksową i zaawansowaną wersją swojej poprzedniczki – mówi Adam Stańczyk i kontynuuje: – Zaczyna się od cyfryzacji procesów stałych,
by rozszerzać możliwości automatyzacji o sztuczną inteligencję, eksplorację procesów, analitykę i inne zaawansowane narzędzia służące m.in. do predykcji.
Idea hiperautomatyzacji polega na ucyfrowieniu coraz większej ilości pracy i zaangażowaniu całej organizacji do udziału w tej transformacji. – kończy ekspert ze śląskiej spółki IT.

Koniec cyfrowego minimalizmu

Przedsiębiorstwa, które chcą zwiększyć swoją wydajność i wykorzystać w pełni potencjał rozwiązań cyfrowych muszą skończyć z cyfrowym minimalizmem. Digitalizacja tylko wybranych obszarów, czyli opcja oszczędna, może okazać się niewystarczająca
w nowych, postpandemicznych realiach. W związku z wykładniczym wzrostem ilości danych firmy muszą przyjąć nowe strategie.

Gartner zapowiada, że najszybciej rozwijającą się kategorią oprogramowania wspierającego hiperautomatyzację będą rozwiązania automatyzujące przyjmowanie treści, takie jak narzędzia do weryfikacji podpisów, optyczne rozpoznawanie obrazu, konwersacyjna sztuczna inteligencja i technologia języka naturalnego. To te rozwiązania będą cieszyły się największym wzięciem. Przedsiębiorstwa będą potrzebowały takich narzędzi, aby zrestrukturyzować politykę danych i treści, na przykład robotyzując proces digitalizacji i sortowania papierowej dokumentacji.

Te zmiany będą kluczowym czynnikiem usprawniającym działalność operacyjną i przyniosą bardzo konkretne oszczędności. – zauważa Adam Stańczyk, Ekspert z BPSC. Analitycy Gartnera wyliczyli, że do 2024 roku firmy inwestujące w kompleksowe rozwiązania IT, obniżą koszty operacyjne o 30%.

Miliardy dla dostawców oprogramowania

Na nowym trendzie najwięcej zyskają dostawcy zaawansowanych rozwiązań IT dla biznesu, przede wszystkim systemów. Jeżeli wierzyć zapowiedziom Gartnera, najbliższe dwa lata zapowiadają się nadzwyczaj okazale. W 2022 roku rynek oprogramowania umożliwiającego hiperautomatyzację wart będzie 596,6 miliarda dolarów. To aż 23% więcej niż w 2020, a warto przypomnieć, że w ubiegłym roku firmy nie szczędziły środków
na digitalizację.

W tym roku inwestycje w bardziej zaawansowaną digitalizację wyniosą natomiast
532,4 miliarda dolarów, co w porównaniu z rokiem ubiegłym oznacza ponad 10% wzrost. Rynek oprogramowania będzie rósł szybciej o 2 punkty procentowe niż wydatki w całym segmencie IT (8,4%). Mało tego, nakłady na hiperautomatyzajcę będą większe niż łączne wydatki przedsiębiorstw na oprogramowanie dla biznesu (516,8 miliardów dolarów). Trend wzrostowy utrzyma się także w przyszłym roku. Czy to zapowiedź wielkich zmian
w strategiach cyfrowych? Wydaje się, że tak.

Aby móc nałożyć na spółkę podatki, fiskus uznał wynajmowane przez nią urządzenia za przemysłowe, bo przecież zostały wyprodukowane przez przemysł

Polska spółka wynajmowała od niemieckiej firmy aluminiowe elementy, służące jej do ułożenia tymczasowych dróg dojazdowych. W oparciu o łączącą oba państwa umowę ws. unikania podwójnego opodatkowania dochody z czynszu za wynajem elementów niestanowiących urządzeń przemysłowych nie podlegają podatkowi u źródła. Fiskus stwierdził jednak, że sporne w tej sprawie panele aluminiowe i plastikowe maty to urządzenia przemysłowe, bo przecież wyprodukował je przemysł.

Drogi dojazdowe do farm wiatrowych

Polska spółka kapitałowa wchodzi w skład grupy kapitałowej, jednego z liderów w branży energetyki wiatrowej. Przedsiębiorstwo realizuje projekty budowy i eksploatacji farm wiatrowych. Na potrzeby tej działalności wynajęła od niemieckiej firmy aluminiowe panele oraz plastikowe maty, które posłużyły jej do ułożenia tymczasowych dróg dojazdowych do farm wiatrowych. Wszystko po to, by mógł do nich dojeżdżać ciężki transport z wielkogabarytowymi urządzeniami.

Urządzenia przemysłowe

Spółka zadała organowi podatkowemu pytanie, czy słusznie uważa, że ww. panele i maty nie stanowią urządzeń przemysłowych w rozumieniu art. 12 ust. 3 umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania, zawartej między Polską a Niemcami 14 maja 2003 r. (dalej: umowa u.p.o.), a zatem spółka nie jest zobowiązana do pobierania podatku u źródła przy wypłacie niemieckiej firmie wynagrodzenia za wynajem tych paneli i elementów.

Należności licencyjne

Zasadniczo zgodnie z art. 12 ust. 1 u.p.o. należności licencyjne powstałe w jednym z umawiających się państw na rzecz podmiotu mającego siedzibę lub miejsce zamieszkania w drugim umawiającym się państwie podlegają opodatkowaniu w tym drugim. Jednakże na podstawie ust. 2 tego przepisu należności te mogą również zostać opodatkowane w tym państwie, w którym powstają. Ust. 3 natomiast precyzuje, co należy rozumieć pod pojęciem „należności licencyjnych”. Chodzi o wszelkiego rodzaju należności płacone za użytkowanie lub prawo do użytkowania m.in.: wszelkich praw autorskich, znaku towarowego, patentu, jak również urządzenia przemysłowego.

Urządzenia są przemysłowe, bo wyprodukował je przemysł

W interpretacji indywidualnej wydanej w październiku 2020 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko przedsiębiorcy za nieprawidłowe. W braku definicji legalnej pojęcia „urządzenie przemysłowe” dokonał jego interpretacji w oparciu o rozumienie słownikowe. Skonstatował na tej podstawie, że „urządzenie” to przedmiot o złożonej konstrukcji, wykonujący lub ułatwiający określoną pracę, mechanizm służący do wykonywania określonych czynności, pełniący jakąś funkcję. Natomiast przymiotnik „przemysłowy” znaczy tyle samo, co związany z przemysłem, używany, stosowany w przemyśle, a sam „przemysł” oznacza działalność polegającą na produkcji towarów określonego rodzaju na dużą skalę, przy użyciu maszyn, jak również podstawowy dział gospodarki, obejmujący masowe wytwarzanie za pomocą środków technicznych określonej grupy wyrobów. Jak podkreślił organ podatkowy, ta ostatnia definicja została przyjęta i zaakceptowana w orzecznictwie sądowoadministracyjnym, jako pozwalająca na szerokie rozumienie pojęcia „urządzenie przemysłowe”. A szerokie rozumienie tego pojęcia powinno prowadzić do wniosku, że obejmuje ono swym znaczeniem wszelkie wytwory przemysłowe.

Organ kontynuował, że urządzenie przemysłowe to takie urządzenie, które przeznaczone jest do wykorzystania w przemyśle. Ponieważ więc energetyka wiatrowa to gałąź przemysłu, stąd też wykorzystywane do dojazdu do farm wiatrowych panele i maty zostały przez spółkę wykorzystane do celów przemysłowych. Wynajmowane przez spółkę elementy zostały również wytworzone przez przemysł. Zatem nie ulega wątpliwości, że stanowią one „urządzenia przemysłowe”, o których mowa w art. 12 ust. 3 polsko-niemieckiej umowy u.p.o. Dlatego też organ stwierdził, że wynagrodzenia płacone przez spółkę zagranicznemu przedsiębiorstwu z tytułu wynajmu tych urządzeń stanowią podlegające opodatkowaniu podatkiem u źródła należności licencyjne.

Profiskalna interpretacja organu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, przywołując Modelową Konwencję OECD oraz orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazał, że definicja „urządzenie przemysłowe” obejmuje majątek, który ma charakter uzupełniający do procesu przemysłowego. A zatem urządzenie uznane za przemysłowe musi być wkomponowane w systematyczną serię działań mechanicznych lub chemicznych, które zajmują się produkcją lub wytwórstwem. Powinny być związane z produkcją określonych dóbr. Sąd uznał dokonaną przez organ wykładnię za błędną i uchylił zaskarżoną przez spółkę interpretację:

Przyjęcie wykładni zaprezentowanej przez organ (…) prowadziłoby do przyjęcia, że definicja „urządzenia przemysłowego” obejmuje wszystkie dostępne aktualnie na rynku dóbr urządzenia, bez względu na ich charakter i przeznaczenie. W ramach gospodarki rozwiniętej nie produkuje się bowiem urządzeń inaczej niż w procesie produkcji przemysłowej. Przyjęcie wykładni zaprezentowanej przez organ prowadziłoby do wniosków, że zakresem pojęcia „urządzenia przemysłowe” nie są objęte jedynie urządzenia wytwarzane w ramach manufaktury, czy rękodzieła” (wyrok WSA w Poznaniu z 25 lutego 2021 r., sygn. akt I SA/Po 794/20).

Podsumowanie

Przedsiębiorcy, którzy chcą ochronić majątek swojej firmy, muszą o niego walczyć z rzeszą urzędników z różnych szczebli organów podatkowych, realizujących profiskalną politykę fiskusa. Zaś polityka profiskalna oznacza po prostu, że im więcej wpływów podatkowych do budżetu państwa, tym lepiej. Oczywiście odbywa się to kosztem tych, którzy te podatki płacą. Na szczęście przedsiębiorcy nie są dziś w tej walce osamotnieni i mogą korzystać z pomocy prawnej oferowanej przez adwokatów, doradców podatkowych, radców prawnych, a nawet całych wyspecjalizowanych w walce z urzędniczym bezprawiem kancelarii prawnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Adopcja chmury ograniczy emisję CO2 o ponad miliard ton

Według ostatniej analizy IDC, kontynuowana w obecnym tempie implementacja usług chmurowych w biznesie pozwoli ograniczyć emisję dwutlenku węgla na całym świecie o ponad miliard ton w okresie 2021 – 2024.

W raporcie IDC stwierdzono, że kluczowym czynnikiem ograniczającym emisję CO2 związaną z utrzymaniem firmowych środowisk IT jest stopniowe przechodzenie z zarządzania „mikro-centrami” wewnątrz firm i organizacji na rzecz dużych centrodanowych kampusów. Czyli migrowanie zasobów do chmur obliczeniowych dostarczanych przez profesjonalne centra danych.

„Outsourcing IT i…ekologii”

Te są w stanie znacznie efektywniej zarządzać energią, w tym optymalizować systemy chłodzenia czy wykorzystywać odnawialne źródła energii do tego stopnia, że w coraz większym stopniu stają się obiektami klimatycznie neutralnymi. – Analiza IDC daje do zrozumienia, że migracja do chmury zyskuje przewagę nad zarządzaniem własnymi zasobami w modelu on-premise już nie tylko w obszarze kosztów, wsparcia w zarządzaniu usługami czy skalowalności, ale także w zakresie ekologii i zrównoważonego rozwoju. Oczywiście, te pierwsze wciąż mają większe znaczenie w większości przypadków, lecz nie zapominajmy, że przedsiębiorstwa przywiązują coraz większą wagę do społecznej odpowiedzialności za środowisko naturalne, o czym świadczy choćby rosnące zainteresowanie raportowaniem niefinansowym (ESG) – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud. – Można więc stwierdzić, że poza outsourcowaniem swoich zasobów IT, firmy powierzać będą również zewnętrznym dostawcom takim jak centra danych dbałość o ekologię i obniżanie emisji CO2 swoich cyfrowych środowisk – dodaje Marcin Zmaczyński.

Już w 2016 roku badanie Lawrence Berkeley National Laboratory dowiodło, że tylko w USA całkowite zużycie energii przez cyfrowe zasoby przedsiębiorstw udałoby się ograniczyć o jedną czwartą, gdyby 80% małych, ulokowanych wewnątrz firm serwerowni „zmigrować” do chmury obliczeniowej dostarczanej przez wielkoskalowe centra danych.

Droga do neutralności

Europejskie centra danych kładą coraz mocniejszy akcent na zielone IT. Jest to w pełni zrozumiałe, zważywszy na fakt, iż roczna konsumpcja energii przez wszystkie kampusy zlokalizowane na terenie UE wynosi według szacunków DataCenterDynamics, uwzględnionych w raporcie Komisji Europejskiej, od 48 do 55 TWh rocznie. To mniej więcej jedna trzecia rocznego zapotrzebowania na energię całej Polski. Konsumpcja energii elektrycznej przez centra danych systematycznie jednak spada, co daje się zaobserwować w przypadku tych mieszczących się na terenie Europy Zachodniej.

Zgodnie z analizą Komisji Europejskiej „Trends in data center energy consumption under the European Code of Conduct for Data Centre Energy Efficiency” wartość zużycia energii przez zachodnioeuropejskie centra danych przestała rosnąć w 2017 roku. O ile wtedy wynosiła ona ok. 102 TWh, na koniec ubiegłego roku, wedle ówczesnych prognoz, powinna spaść do 87 TWh. – Spadki z pewnością będą coraz bardziej widoczne, w głównej mierze dzięki silnej, wspólnej „mobilizacji” dostawców chmury obliczeniowej ze Starego Kontynentu. Za sprawą takich inicjatyw jak Pakt Neutralności Klimatycznej Centrów Danych czy Europejska Koalicja na Rzecz Ekologicznej Cyfryzacji, w których uczestniczy także Aruba, usługi IT oferowane są wraz z gwarancją ich rosnącej neutralności klimatycznej – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Ostudzić energetyczny zapał

Jednym z najbardziej obiecujących obszarów poprawy efektywności energetycznej centrów danych jest ich chłodzenie i systemy utrzymujące odpowiednią temperaturę w pomieszczeniach serwerowych. Ostatnia analiza firmy EkkoSense, na bazie 133 kampusów DC, dowodzi, że optymalizacja chłodzenia jest obecnie na poziomie jedynie 40%.

Oznacza to, że centra danych wciąż w dużej mierze niedostatecznie wykorzystują rekuperację, bądź nie modernizują systemów chłodzenia zarówno na poziomie infrastruktury, jak i oprogramowania do sterowania nimi. Gdyby zastosować praktyki sugerowane przez autorów opracowania „Data Center energy waste could be costing you the Earth” tylko dzięki efektywniejszemu chłodzeniu można ograniczyć emisję CO2 przez centra danych o 3.3 mln ton oraz zaoszczędzić tym samym 1,7 mld dolarów na kosztach energii elektrycznej. Mowa tutaj szczególnie o narzędziach pozwalających na bieżąco monitorować wydajność termiczną każdej pojedynczej szafy rack oraz aktualny status pracy urządzeń chłodzących powierzchnie serwerowe. Zdaniem ekspertów EkkoSense zespoły M&E w znacznej części centrów danych wciąż nie posiadają, opartych na instalacjach czujników i sensorów IoT, systemów mierzących efektywność chłodzenia i przepływu powietrza oraz wizualizujących to w prostej, graficznej formie. A do tego – odwołujące pozyskane wnioski do idealnych parametrów w swojej obszernej bazie danych.

Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Prezes postanowił – koniec pracy zdalnej, wracamy do biura

Wkrótce biura mają ponownie zapełnić się pracownikami. 3 na 4 prezesów pytanych przez KPMG jest przekonanych, że do swoich biurek wrócimy najpóźniej w przyszłym roku. Nic dziwnego, że tylko 16% przepytywanych firm planuje zmniejszyć fizyczną powierzchnię biur. To czterokrotnie mniej niż jeszcze pół roku temu. Czy zwolennicy home office pospieszyli się z ferowaniem wyroków?

Czeka nas powrót do biur, ale oczywiście nie będzie tak samo jak przed pandemią. Nowe badania KPMG sugerują, że największe firmy nie mają w planach redukcji powierzchni biurowej – raczej spodziewają się, że większość pracowników wróci do pracy stacjonarnej, gdy tylko rządy zduszą pandemię koronawirusa. Prognozy mówiące o tym jakoby praca biurowa miała odejść wraz z dawną normalnością, okazały się zbyt pochopne.

Prezes wie lepiej

Firma doradcza KPMG przepytała pół tysiąca prezesów reprezentujących największe firmy z 11 krajów. Celem była odpowiedź na pytanie jakiej rzeczywistości spodziewają się firmy w nowej normalności? W efekcie powstał raport 2021 Pulse Survey, z którego dowiadujemy się co planują korporacje, a przede wszystkim jak wyglądać będzie praca w erze post-covid.

Zmiany, zmiany, zmiany – można powiedzieć, że tego spodziewają się szeregowi pracownicy, ale nie zarządy firm. Okazuje się, że tylko 16 proc. dyrektorów generalnych planuje zmniejszenie powierzchni biurowej. To trzykrotnie mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu (w sierpniu 2020 było to ponad 69% ankietowanych).

– Konsultacje, jakie zrealizowaliśmy z przedstawicielami rynku przestrzeni komercyjnych, doprowadziły nas do wniosku, że zapotrzebowanie na powierzchnię biurową w dłuższej perspektywie nie zmaleje. Nie widać, żeby pandemia miała jakiś fundamentalny wpływ na obraz samego sektora powierzchni komercyjnych – mówi Tomasz Zieliński dyrektor marketingu i sprzedaży w biznesie rozwiązań dla budownictwa ABB w Polsce. Jednocześnie ekspert międzynarodowego koncernu nie kwestionuje tego, że pandemia miała i będzie mieć wpływ na przestrzeń, w której żyjemy i pracujemy: – Zaczęliśmy zwracać baczniejszą uwagę na automatykę budynkową, na takie aspekty jak bezpieczeństwo, elastyczność, komfort, funkcje monitoringu, analizy i kontroli danych czy systemy predykcji i efektywnego zarządzania budynkiem. To wartości dodane zarówno z perspektywy właściciela, jak i najemcy. Dostaliśmy pracę domową do odrobienia. Czas zdecydować, które i w jakim zakresie technologie wdrożyć, by sprawnie dostosować się do postpandemicznej rzeczywistości.

Mit pracy zdalnej

Tylko co trzeci prezes (30%) pytany przez KPMG planuje, by większość zatrudnionych pracowała zdalnie 2–3 dni w tygodniu. Według autorów badania kadra C-level jest przekonana, że masowe szczepienia pozwolą na powrót do biurowej rutyny. Prezesi uważają także, że są na lepszej pozycji niż rok temu, dzięki udanym inicjatywom w obszarze cyfryzacji.

Z badania dowiadujemy się również, w jakim stopniu COVID-19 wpłynął na realizację planów transformacji cyfrowej w firmach. Trzy czwarte dyrektorów (74%) stwierdziło, że pandemia przyspieszyła postęp o kilka miesięcy, podczas gdy 15% ocenia, że dzięki koronawirusowi są „lata do przodu w stosunku do tego, czego się spodziewali wcześniej”. – Pandemia uwidoczniła i zhierarchizowała obszary, które pozostaną z nami na dłużej. Wiele z nich związanych jest z nowoczesną technologią budowlaną i cyfrowymi systemami. Z czasem staną się one standardem budownictwa komercyjnego – uważa Zieliński.

Potrzeba wyboru

Wiemy już, że przed pracą w biurze nie ma ucieczki. Kiedy więc możemy spodziewać się powrotu? 76% prezesów uważa, że do biur wrócimy najpóźniej do końca przyszłego roku. Jedna trzecia ankietowanych (31%) prognozuje, że wydarzy się to już w 2021 roku, zaś 45% oczekuje, że na normalizację jeszcze chwilę poczekamy i nastąpi ona najpóźniej w 2022 roku. – Zanim zostaną podjęte jakiekolwiek poważne decyzje, prezesi firm chcą mieć pewność, że ich pracownicy są chronieni przed wirusem – powiedział Bill Thomas, dyrektor generalny KPMG.

Na powrót do biur liczą nie tylko prezesi. Okazuje się, że także stosunkowo wielu pracowników chętnie wróci do dawnej rutyny przy swoim biurku. Z anonimowego badania przeprowadzonego przez WeWork i Workplace Intelligence, dowiadujemy się, że pracownicy pragną dzielić swój czas pomiędzy siedzibę firmy, dom i inne lokalizacje – takie jak biura satelitarne, przestrzenie co-workingowe i publiczne „trzecie przestrzenie”, jak zdefiniowano np. biblioteki czy kawiarnie.

Od samego początku pandemii wiele się pisze o modelu hybrydowym jako przyszłości pracy. Czy w takim razie pracodawcy mogą pozwolić sobie na ograniczenie dostępu do przestrzeni biurowych? Badanie WeWork i Workplace Intelligence jako jedno z pierwszych pokazuje, że byłoby to zbyt ryzykowne posunięcie. 64% ankietowanych etatowców zapłaciłoby za gwarancję dostępu do przestrzeni biurowej, a 75% zrezygnowałoby z co najmniej jednego świadczenia dodatkowego, np. karnetu na siłownię, w zamian za swobodę wyboru środowiska pracy.

Dan Schawbel z Workplace Intelligence uważa, że ludzie z natury pragną większej swobody w życiu, w tym kontroli nad tym, kiedy, gdzie i jak pracują. I ma na to twarde dowody: 95% ankietowanych chce mieć możliwość wyboru sposobu świadczenia pracy.

Odkryliśmy, że nawet jeśli firmy nie zapewniają dostępu do biur, wielu pracowników jest skłonnych wykorzystać własne dochody, aby zapewnić sobie hybrydowy model świadczenia pracy – powiedział Schawbel. – Im szybciej firmy zaakceptują, wypromują i dostosują się do hybrydowego modelu, tym lepiej będzie dla wszystkich – radzi ekspert.

Simteract zakończył na plusie pierwszy kwartał 2021

Do 1 miliona zł wzrosły przychody Simteract ze sprzedaży produktów w pierwszym kwartale bieżącego roku. Pomimo kosztów związanych z produkcją dwóch gier oraz debiutem na NewConnect, spółka odnotowała zysk netto w wysokości 82 tysięcy zł. Spółka kontynuuje dynamiczny rozwój, zatrudniając nowych specjalistów oraz otwierając biuro w Warszawie

W porównaniu do Q1 2020, Simteract zwiększył swoje przychody ze sprzedaży produktów o ponad 55% (z 0,643 do 1 miliona złotych). Pomimo zwiększonych kosztów działalności operacyjnej (1,5 miliona złotych), spółce udało się odnotować nieznaczny zysk netto, w wysokości 82 tysięcy złotych. Na pozytywne wyniki wpłynęły w dużej mierze odbiory kamieni milowych związanych z ‘Train Life – A Railroad Simulator’.

– Pierwszy kwartał 2021 roku był niezwykle ważnym okresem dla Simteract – zadebiutowaliśmy na NewConnect oraz ogłosiliśmy szczegóły naszej nadchodzącej premiery: ‘Train Life – A Railroad Simulator’. Pomimo wyższych kosztów operacyjnych, związanych m.in. ze wspomnianym wejściem na rynek giełdowy oraz wzrostem liczby zatrudnionych pracowników, zamknęliśmy Q1 2021 na plusie – komentuje Paweł Puzio, Dyrektor Finansowy Simteract odpowiedzialny bezpośrednio za przygotowanie raportu kwartalnego.

Simteract w trakcie trwania pandemii kontynuuje dynamiczne tempo rozwoju. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy spółka podwoiła stan osobowy i obecnie zatrudnia ponad 50 specjalistów z całej Polski. Spółka otworzyła również biuro w Warszawie – oddział znajdujący się w stolicy posiada w swoich szeregach ekspertów odpowiedzialnych za QA (Quality Assurance) a także kluczowe osoby kształtujące najważniejsze aspekty nadchodzących gier – Head of Production ‘Train Life – A Railway Simulator’ i ‘Carpool Simulator’, czy Lead Designera drugiej z wymienionych produkcji.

– Miejsce zamieszkania nie jest ważne kontekście projektów, do których przydzielani są członkowie naszego zespołu. Uważamy jednak, że należy zapewnić chętnym możliwość pracy w biurze – wpływa to nie tylko kulturę pracy i work-life balance, ale także na możliwości integracji i swobodnej wymiany myśli.. Wybór stylu zatrudnienia pozostawiamy każdemu z osobna i głęboko wierzymy, że Simteract to coś więcej niż tylko miejsce pracy – tworzymy razem fantastyczne projekty, których nie ukończylibyśmy gdyby nie zaufanie i wiara w każdą osobę pracującą nad nimi – dodaje Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract S.A.

Spółka obecnie tworzy dwie gry – Train Life – A Railway Simulator oraz Carpool Simulator. Pierwsza z nich to połączenie symulatora kolejowego, połączonego z rozbudowanym managerem – do najważniejszych zalet produkcji należy realistycznie odwzorowany świat, przyjazny dla gracza model jazdy oraz możliwość zarządzania taborem. Za wydanie Train Life – A Railway Simulator odpowiada francuski wydawca – Nacon. Carpool Simulator natomiast jest pierwszą grą, przy której Simteract ma pełnię decyzyjności nie tylko w zakresie produkcji, ale również promocji i dystrybucji. Produkcja pozwoli graczowi się wcielić w rolę kierowcy i managera floty taksówek w najważniejszych miastach Europy. Dokładne daty oraz ceny tytułów nie zostały jeszcze opublikowane.

Złoty coraz mniej wrażliwy na wyrok w sprawie frankowiczów

Polska waluta już tak długo czeka na sądowe rozstrzygnięcie kwestii kredytów frankowych, że staje się odporna na kolejne przesunięcia terminów i ciągły brak jednoznacznego rozwiązania spornych kwestii. Dlatego, gdy wczorajsze posiedzenie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, które miało przynieść przełom, zakończyło się bez orzeczenia, kurs euro nie drgnął nawet o 0,5 proc. względem zamknięcia poprzedniego tygodnia.

Każdy wyrok otwierałby szerzej drzwi do umocnienia złotego. Tymczasem po majowym posiedzeniu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego nie ma ani orzeczenia, ani nie ma kolejnego terminu. Jest za to prośba o opinię szeregu instytucji, m.in. Komisji Nadzoru Finansowego, Narodowego Banku Polskiego, Rzecznika Finansowego czy nawet… Rzecznika Praw Dziecka.

Inwestorzy tracą zainteresowanie, balast frankowy traci wagę

– Wciąż pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Wciąż nie wiadomo, jak podchodzić do umów kredytowych we frankach szwajcarskich zawierających klauzule abuzywne. Impas trwa już tak długo, a szanse na jego szybkie przełamanie są tak nikłe, że dla inwestorów kwestia ta przesuwa się na dalszy plan. Zresztą już od pewnego czasu dawało się zaobserwować, że z punktu widzenia rynku złotego kwestia frankowiczów ulegała stopniowemu rozmyciu. Wyrok Sądu Najwyższego był dwukrotnie przesuwany, a po drodze pojawiły się wątpliwości, czy ważniejsza będzie opinia Trybunału Sprawiedliwości UE (z końca kwietnia). W rezultacie, dla kapitału spekulacyjnego temat praktycznie nie istnieje. Zresztą skromny spadek kursu euro, o mniej niż 0,5 proc. względem zamknięcia poprzedniego tygodnia, potwierdza, że każdy kolejne wydarzenie, które miało przynieść przełom, rodziło coraz mniejsze zainteresowanie inwestorów sprzedających polską walutę – tłumaczy Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Brak wiarygodnego terminu (a w tym przypadku jego całkowity brak) nie pozwala też na podejmowanie zakładów na rynku opcji, a przecież w marcu był to bardzo istotny element oddziałujący w kierunku wzrostów kursu EUR/PLN. Inwestorzy kilka razy sparzyli się na próbach spekulacji na osłabienie złotego w wyniku prokonsumenckiego orzeczenia. Zainteresowanie tym temat powinno zatem wyraźnie przygasać. Prędzej należy spodziewać się reakcji ex post niż prób pozycjonowania się pod ten czynnik z wyprzedzeniem. Ewentualne podbicie kursu EUR/PLN po wyroku również nie powinno okazać się trwałe.

– Oznacza to także, że kwestia kredytów frankowych będzie mniej istotnym balastem dla złotego, który po czterech miesiącach tego roku ma znaczny dystans do nadrobienia i – w świetle naszych prognoz – będzie gonił peleton ryzykownych walut. Zakładamy, że na koniec roku zapłacimy za euro 4,40 zł. Polskiej walucie sprzyjać będzie silny, nawet około  5-procentowy wzrost gospodarczy oraz tendencje w bilansie płatniczym. Po ostatnim wystrzale inflacji (w maju jej dynamika będzie się zbliżać do 5 proc.), ostrzej na horyzoncie zaczyna majaczyć wizja pierwszej podwyżki stóp procentowych. Mogłaby ona mieć miejsce w połowie przyszłego roku. Krajowa polityka pieniężna będzie zaostrzona później niż na Węgrzech czy w Czechach, ale nie będzie aż tak mocno kontrastować z tendencjami w regionie – wskazuje analityk Cinkciarz.pl.

W zanadrzu plan przerabiany na Węgrzech

Zagadnienie kredytów hipotecznych w walutach obcych z roli motywu przewodniego notowań zostaje zdegradowane do roli czynnika, który z dalszego planu wyjdzie na pierwszy zapewne jedynie na moment. Nie ma podstaw, by banki intensyfikowały potencjalnie osłabiające złotego transakcje zabezpieczające na rynku instrumentów pochodnych (swapy walutowe), związane z udzielonymi kredytami. Co więcej, w piątek 7 maja br. Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, wyraził sugestię, że NBP będzie brał udział w ewentualnej konwersji, jeśli połowa banków przystanie na propozycję KNF. Widać na tym polu pewne łagodzenie stanowiska, gdyż wcześniej mowa była o większości banków.

Przypomnijmy, że w czarnym dla banków scenariuszu koszt przekroczy (według szacunków Komisji Nadzoru Finansowego) 230 mld zł. Z punktu widzenia instytucji finansowych i stabilności sektora rozstrzygnięcia są zatem kluczowe.

– Zakładamy jednak, że potencjalna konwersja odbyłaby się przez bank centralny i w ten sposób byłaby praktycznie neutralna dla wyceny polskiej waluty. Podobny mechanizm w 2014 r. z powodzeniem zastosowano na Węgrzech – przypomina Bartosz Sawicki z Cinkciarz.pl.

InPost wyemituje obligacje o wartości do 1 mld zł

InPost – lider wśród platform dostaw dla e-commerce w Europie – podpisał umowę z Bankiem Polska Kasa Opieki S.A. i BNP Paribas Bank Polska S.A. jako współorganizatorami i dealerami oraz ING Bankiem Śląskim S.A. jako dealerem w sprawie ustanowienia programu polskich obligacji. Program obejmie serie emisji obligacji denominowanych w złotych, podlegających prawu polskiemu, do łącznej wartości nominalnej 1 miliarda złotych. W styczniu 2021 InPost z sukcesem zadebiutował na giełdzie EURONEXT Amsterdam.

Spółka zamierza wykorzystać wpływy netto z emisji obligacji do częściowej spłaty kredytu pomostowego, który zamierza zaciągnąć w celu sfinansowania przejęcia Mondial Relay – wiodącego dostawcy rozwiązań logistycznych dla e-commerce w Europie. Wartość transakcji planowanego nabycia Mondial Relay, ogłoszonego 15 marca 2021 r., wynosi ok. 565 mln euro (ok. 2,6 mld zł).

Obligacje wyemitowane w ramach Programu będą oferowane wyłącznie inwestorom kwalifikowanym[1], bez obowiązku publikacji prospektu emisyjnego[2]. Obligacje zostaną zarejestrowane w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych S.A. i mogą zostać wprowadzone do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu (Alternatywny System Obrotu) Catalyst prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.

Obligacje wyemitowane w ramach Programu mogą być oprocentowane według zmiennej lub stałej stopy procentowej z terminem zapadalności do 6 lat. Ostateczne parametry każdej serii obligacji zostaną określone w procesie budowania księgi popytu.

Z zastrzeżeniem warunków rynkowych i wymaganych zgód korporacyjnych, spółka zamierza wyemitować pierwszą serię Obligacji w ramach Programu do końca lipca 2021 roku.

[1] W rozumieniu Rozporządzenia (UE) 2017/1129 – „Rozporządzenie w sprawie Prospektu”, zgodnie z art. 33 ust. Ustawa o Obligacjach z dnia 15 stycznia 2015 r. (Z późn. Zm.),

[2] Na podstawie art. 1 ust. 4 lit. a) Rozporządzenia w sprawie Prospektu