Drobni usługodawcy mają szansę wyjść z szarej strefy. Działalność nierejestrowa powinna też zwiększyć przedsiębiorczość

Drobni usługodawcy mają szansę wyjść z szarej strefy. Działalność nierejestrowa powinna też zwiększyć przedsiębiorczość 1

Działalność nierejestrowa pomoże walczyć z szarą strefą i zwiększy przedsiębiorczość – ocenia Mariusz Rutke z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie i Katowicach. Na rozwiązaniu skorzystają przede wszystkim drobni usługodawcy, np. prowadzący korepetycje, świadczący drobne usługi krawieckie i osoby, dla których działalność gospodarcza ma charakter dorywczy. Obecnie w większości działają w szarej strefie, bo nie są w stanie z osiąganych przychodów zapłacić składek ZUS. Przy działalności nierejestrowej, jeśli nie przekroczą limitu, takie osoby są zwolnione ze składek społecznych.

– Działalność nierejestrowa będzie ograniczała szarą strefę. Obecnie wiele osób obawia się prowadzenia działalności gospodarczej z uwagi na zbyt wysokie składki czy dużą ilość obowiązków, która z tego wynika, natomiast rynek usług drobnych, takich jak korepetycje, usługi szewskie, w moim przekonaniu wyjdzie z szarej strefy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Rutke, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie i Katowicach.

Z raportu Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych wynika, że w 2018 roku szara strefa wyniesie 402 mld zł, czyli o 6 mld zł więcej niż rok wcześniej. Choć największą jej część stanowi działalność ukryta – nierejestrowane transakcje legalnie działających firm, to problemem jest też działalność nieformalna – usługi świadczone przez osoby, które nie prowadzą żadnych rejestrów. Działalność nierejestrowa, która została wprowadzona 30 kwietnia, może pomóc to zmienić.

– To rozwiązanie skierowane do drobnych usługodawców, którzy dziś w większości trafiają do szarej strefy, bo nie są w stanie z osiąganych przychodów zapłacić składek ZUS – wskazuje Mariusz Rutke. – Poza tym wiele firm będzie skłonnych współpracować z takimi osobami, które prowadzą działalność nierejestrowaną, ponieważ rachunki, które te osoby będą wystawiać, można wrzucić w koszty. Ktoś, kto współpracował z szarą strefą, nie będzie miał do tego dalszej motywacji, bo tego nie da się wrzucić w koszty, a rachunki z działalności nierejestrowanej jak najbardziej – tłumaczy.

Drobni przedsiębiorcy, jeśli skorzystają z przepisów o tzw. działalności nieewidencjonowanej, unikną obowiązku rejestracji działalności gospodarczej czy płacenia składek na ZUS. Nie muszą też płacić comiesięcznych (lub cokwartalnych) zaliczek na podatek ani prowadzić skomplikowanej działalności (wystarczy uproszczona ewidencja sprzedaży).

Osoby te mają jeden obowiązek. Muszą prowadzić minimalną ewidencję zdarzeń gospodarczych, dlatego że po zakończeniu roku kalendarzowego będą musiały rozliczyć podatek dochodowy. To jest jedyny obowiązek, który ta osoba musi spełnić, ale w porównaniu do działalności gospodarczej jest to minimum – podkreśla Rutke.

Obowiązujące od końca kwietnia przepisy mogą też pomóc zwiększyć przedsiębiorczość. Osoby, które myślą o rozpoczęciu działalności gospodarczej zniechęcają liczne formalności: obowiązek rejestracji i ponoszenia kosztów. Dzięki działalności nierejestrowej będą mogli spróbować własnego biznesu.

 To taka firma na próbę. Można sprawdzić, czy biznes zadziała, czy produkty i usługi się sprzedadzą, a następnie zacząć prowadzić standardową działalność gospodarczą – mówi ekspert WSB.

Z działalności nierejestrowej mogą skorzystać osoby, których przychody z działalności nie przekroczą w żadnym miesiącu 50 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia (w 2018 jest to 1050 zł) i które nie prowadziły wcześniej działalności (lub ich firma została wykreślona z ewidencji przed 30 kwietnia 2017 roku).

– Limit 1050 zł wydaje się właściwy. Jeżeli dana osoba przekroczy ten limit, to w tym momencie założy działalność gospodarczą. Trzeba pamiętać, że 30 kwietnia został wprowadzony także 2,5-letni okres preferencyjnego ZUS-u. Przez pół roku przedsiębiorca nie płaci składek społecznych, a później płaci składki preferencyjne, natomiast nawet po przekroczeniu okresu 2,5 roku wejdzie tzw. mały ZUS – tłumaczy Mariusz Rutke.

Robotyczne szkielety zastępujące ludzkie mięśnie są coraz doskonalsze. Pomagają w rehabilitacji i pozwolą także stworzyć superżołnierzy

Robotyczne szkielety zastępujące ludzkie mięśnie są coraz doskonalsze. Pomagają w rehabilitacji i pozwolą także stworzyć superżołnierzy 2

Roboty coraz częściej znajdują zastosowanie nie tylko w przemyśle, lecz także w medycynie. Za nami są już pierwsze operacje wykonywane przez w pełni autonomiczne roboty. Opracowywane są także egzoszkielety, czyli robotyczne powłoki zakładane na ciało człowieka, wzmacniające siłę ludzkich mięśni. Wykorzystać je można przede wszystkim przy rehabilitacji. Naukowcy z Niemiec pracują nad nową generacją urządzenia, które wspierane będzie sztuczną inteligencją, a poszczególnymi elementami będzie można sterować za pomocą głosu.

Egzoszkielety to mechaniczne powłoki zakładane na ciało człowieka, które mają za zadanie wzmacniać mięśnie człowieka, przede wszystkim w trakcie rehabilitacji. Stosowanie tego rodzaju urządzeń jest coraz popularniejsze, także w Polsce. Urządzenia są coraz lżejsze, coraz lepiej dopasowujące się do ciała człowieka, a także wyposażone w coraz bardziej zaawansowane technologie. Naukowcy z German Research Center for Artificial Intelligence opracowują egzoszkielet nowej generacji, kontrolowany za pomocą głosu, a nie jak do tej pory – pilota.

– Zaprojektowaliśmy egzoszkielet przeznaczony do rehabilitacji osób po udarze. Ma on system silników elektrycznych firmy Maxon ze sterowaniem głosowym lub pozycyjnym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marc Tabie z German Research Center for Artificial Intelligence.

W Polsce egzoszkielety rehabilitacyjne sprzedaje gliwicka firma Technomex. Urządzenia pomagają przede wszystkim osobom po udarze, po urazie rdzenia kręgowego, ze stwardnieniem rozsianym, ale również z wieloma innymi schorzeniami neurologicznymi. Sparaliżowany 17-latek z Gliwic, Michał Żołyński, dzięki egzoszkieletowi wziął udział w tegorocznej edycji Wings For Life World Run. Wykonanie dwóch okrążeń poprzedziły cztery lata żmudnej rehabilitacji, wspieranej robotycznym szkieletem.

– Egzoszkielet może działać w różnych trybach ćwiczeń. Przykładowo jeden z trybów polega na naśladowaniu ruchów jednej ręki przez drugą, czyli klasycznej terapii metodą naśladowczą, w której ręka zdrowa porusza rękę sparaliżowaną. W innym trybie fizjoterapeuta wykonuje określony ruch egzoszkieletu, który następnie można odtworzyć 10–20 razy dzięki napięciu mięśniowemu – wyjaśnia Marc Tabie.

Zastosowań tej technologii jest jednak więcej. Egzoszkieletowe kamizelki dostarczane przez amerykańską firmę Ekso Bionics są testowane w fabryce Forda na pracownikach fizycznych. Celem ma być odciążenie ich barków, a co za tym idzie – zmniejszenie liczby urazów związanych z pracą na linii montażowej. Urządzenie kosztuje około 6,5 tys. dol. i waży około  czterech kilogramów. W 2016 roku Ford zanotował najniższe od lat statystyki obrażeń u pracowników na liniach montażowych.

Egzoszkielety znajdują także zastosowanie w wojsku. Amerykański koncern zbrojeniowy Lockheed Martin opracował urządzenie nowej generacji o nazwie Onyx, które wspomoże żołnierzy w ćwiczeniach i na polu walki. Robotyczne nogi wraz z pasem zwiększą siłę i wytrzymałość żołnierzy przy noszeniu ciężkiego sprzętu, zwiększą ich mobilność zwłaszcza w trudnym terenie, a także zredukują napięcie mięśniowe nóg. Urządzenie zostanie przetestowane na jesieni przez jeden z oddziałów amerykańskich sił zbrojnych.

Według Market Research Engine globalny rynek egzoszkieletów w 2024 roku ma osiągnąć wartość 2,5 mld dol. Prognozowane tempo wzrostu w najbliższych latach wyniesie 24 proc.

Aplikacje mobilne do wideokonferencji coraz bardziej zaawansowane. W przyszłości będą tłumaczyć rozmowy na żywo i wykonywać automatyczne transkrypcje

Aplikacje mobilne do wideokonferencji coraz bardziej zaawansowane. W przyszłości będą tłumaczyć rozmowy na żywo i wykonywać automatyczne transkrypcje 3

W dobie powszechnie dostępnego internetu oraz wszechstronnych urządzeń mobilnych praca zdalna, z każdego miejsca na świecie, jest już możliwa. Obecnie już ponad 60 proc. pracowników na świecie pracuje mobilnie, wykonując swoją pracę za pośrednictwem smartfonów, tabletów lub laptopów. Aplikacje mobilne do prowadzenia wideorozmów są coraz bardziej zaawansowane, a wkrótce będą mogły wykonywać tłumaczenia w czasie rzeczywistym czy prowadzić automatyczne transkrypcje.

– Nasze badania pokazują, że ponad 60 proc. pracowników firm na świecie pracuje mobilnie, nie tylko przy swoich biurkach, lecz także w terenie. Miejsce wykonywania pracy w tej chwili może być dowolne, gdziekolwiek się znajdujemy. Nasze aplikacje również znajdują się na smartfonach i tabletach, a pracownicy mogą się połączyć do korporacyjnego systemu wideokonferencyjnego poprzez urządzenia mobilne – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Abramczyk, dyrektor ds. sprzedaży na Europę Wschodnią w Polycom.

Dzięki takim aplikacjom jak Skype, FaceTime czy Hangouts możemy rozmawiać ze znajomymi z drugiego końca globu niemal twarzą w twarz, bez żadnych opłat, za pośrednictwem smartfonów, które zawsze są pod ręką. Również coraz więcej pracodawców sięga po narzędzia pozwalające przeprowadzać wirtualne konferencje z pracownikami przebywającymi na całym świecie. Dzięki nim nie muszą się ograniczać do zatrudniania wyłącznie tych specjalistów, którzy zgodzą się dojeżdżać do fizycznego biura.

Ograniczenia terytorialne przestają być także przeszkodą dla samych pracowników, którzy mogą podjąć współpracę z pracodawcą z innego miasta lub kraju, komunikując się z nim wyłącznie za pośrednictwem wideokonferencji.

– Bardzo dużo młodych osób wchodzących na rynek pracy, przyzwyczajonych jest do korzystania z wideokonferencji w życiu prywatnym i oczekuje takich samych narzędzi w swoim środowisku pracy. Firmy zderzają się tutaj z jednej strony z oczekiwaniami użytkowników, z drugiej strony z wymaganiami bezpieczeństwa i skalowalności zarządzania w firmie – zaznacza Jakub Abramczyk.

Mobilne aplikacje do wideokonferencji są coraz bardziej zaawansowane. Apple zapowiedziało już dodanie grupowego wideoczata (do 32 osób) do swojej popularnej aplikacji FaceTime. Coraz większą popularność zyskują także mobilne kamery do prowadzenia wideokonferencji. Kompaktowa kamera Logitech Connect pozwala na prowadzenie grupowych wideorozmów w jakości 1080p, pracuje na baterii przez trzy godziny i zapewnia łączność Bluetooth.

W stacjonarnych systemach wideokonferencyjnych wdrożono już pomyślnie takie funkcjonalności, jak automatyczne transkrypcje przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji czy integrację z asystentem głosowym Amazon Alexa. Technologie są dostępne np. na platformie GoToMeeting firmy LogMeln. Polycom natomiast pracuje nad wdrożeniem do swoich systemów wideokonferencyjnych technologii automatycznego tłumaczenia w czasie rzeczywistym. Kwestią czasu jest pojawienie się tych technologii także w aplikacjach mobilnych.

– Na pewno era smartfonów i mobilności bardzo mocno wpływa na rynek wideokonferencyjny. Przede wszystkim mamy dużo większą liczbę użytkowników, którzy są zainteresowani tymi połączeniami, bardzo dużo osób korzysta w życiu prywatnym z technologii wideokonferencyjnych i chcą w ten sam sposób komunikować się w pracy – przekonuje ekspert.

Według badań przeprowadzonych przez Transparency Market Research wartość światowego rynku urządzeń do wideokonferencji wzrośnie do 2026 roku do 10,5 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 7,9 proc.

10 mld zł na budowę dróg w 7 lat. Polski elektroniczny system poboru opłat jednym z najbardziej efektywnych w Europie

10 mld zł na budowę dróg w 7 lat. Polski elektroniczny system poboru opłat jednym z najbardziej efektywnych w Europie 4

Ponad 10 mld zł wpływów do Krajowego Funduszu Drogowego zapewnił przez siedem lat funkcjonowania elektroniczny system poboru opłat drogowych od kierowców. viaTOLL jest jednym z najbardziej efektywnych finansowo systemów w Europie, ale i najbardziej skomplikowanych. Obejmuje sieć 3660 km dróg, 964 bramownic rozmieszczonych w całym kraju, a zarejestrowanych jest w nim blisko 1,2 mln pojazdów. Od listopada br. pieczę nad nim przejmie publiczny podmiot – Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który zastąpi dotychczasowego operatora, firmę Kapsch. 

System viaTOLL jest akceptowany przez kierowców, podobny do innych systemów europejskich w sąsiednich państwach. Czechy, Austria i Białoruś mają podobne, oparte o tę samą technologię. Po początkowym okresie, w którym była to nowość dla polskich kierowców, system uzyskał pełną akceptację, jest w pełni rozpoznawalny i nie stwarza żadnych problemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor zarządzający Kapsch Telematic Services, operatora systemu.

Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych funkcjonuje od siedmiu lat – wystartował dokładnie 1 lipca 2011 roku. W tym czasie łączne wpływy z viaTOLL do Krajowego Funduszu Drogowego przekroczyły 10 mld zł; obecnie system zarabia średnio 5,4 mln zł dziennie. Te środki są przeznaczane na modernizację i budowę nowych dróg. Aktualnie w systemie poboru opłat viaTOLL zarejestrowanych jest prawie 1,2 mln pojazdów, a sieć obejmuje ponad 3660 kilometrów dróg.

Jak podkreśla dyrektor zarządzający Kapsch Telematic Services, polski system poboru opłat jest jednym z najbardziej ekonomicznych w Europie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że stawki opłat drogowych są jednymi z najniższych, a koszty operacyjne stanowią zaledwie 16 proc. wpływów (1,6 mld zł w trakcie siedmiu lat jego funkcjonowania). System działa przez 24h/dobę, siedem dni w tygodniu i 365 dni w roku bez chociażby przerw technicznych i co istotne – jest niemal w 100 procentach szczelny.

viaTOLL to skomplikowane przedsięwzięcie na ogromną skalę. Zajmuje się nim 180 osób, dodatkowe 440 pracuje w części odpowiedzialnej za manualny pobór opłat, a operator współpracuje dodatkowo z 200 firmami podwykonawczymi. System składa się z 964 bramownic rozmieszczonych w całym kraju i systemu informatycznego działającego na 200 serwerach, w którym każdego roku rejestrowanych jest ponad 900 mln rekordów. Każdego dnia Kapsch składa do GDDKiA 23 różne raporty finansowe, a wszelkiego rodzaju dokumentów związanych z systemem do tej pory Dyrekcja zatwierdziła już ponad 1,5 tys.

– Zbudowaliśmy najwięcej systemów poboru opłat w Europie. Wymogi, które postawił przed nami polski rząd, były najwyższymi z możliwych. Tylko nieliczni byliby w stanie im sprostać – przypomnę, że ostatecznie na krótkiej liście były tylko dwa startujące podmioty. To nie dziwi, ponieważ Skarb Państwa chciał zabezpieczyć w jak największym stopniu swój interes. Te wymogi udało nam się spełnić, zbudowaliśmy grupę pracowników unikalną pod względem kompetencji w skali całego kraju – mówi Marek Cywiński.

Jak podkreśla, regularnie przeprowadzane badania pokazują, że polscy kierowcy są zadowoleni z funkcjonowania systemu viaTOLL. To m.in. zasługa rozbudowanej obsługi klienta – w Polsce funkcjonuje ponad 200 takich punktów, czynnych 24 godziny na dobę.

Pod tym względem jest to również system unikalny w stosunku do innych systemów europejskich, gdzie dostępność kanałów obsługi klienta nie jest tak powszechna jak w Polsce. O to również zadbał zamawiający – mówi Marek Cywiński.

Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych viaTOLL siedem lat temu zastąpił karty opłaty drogowej (winiety). Z systemu obowiązkowo muszą korzystać kierowcy autobusów i pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t. Utrzymaniem systemu – na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, zajmuje się spółka Kapsch Telematic Services, której kontrakt wygasa pod koniec tego roku.

To rozwiązanie korzystne z punktu widzenia finansowania infrastruktury drogowej. Poprzedni system był na tyle niewydolny, że pieniądze zbierane z poboru opłat w systemie winietowym były prawie w całości konsumowane jako rekompensata przejazdów ciężarowych przez autostrady koncesyjne. Ten system zbierał około 800 mln zł rocznie. W tej chwili przychody z 3,6 tys. km dróg to prawie 2 mld zł rocznie. Wartość przychodów i skuteczność poboru opłat jest większa, również udział przewoźników zagranicznych w finansowaniu polskiej infrastruktury drogowej jest większy, niż był wtedy – mówi Marek Cywiński.

Jak poinformował minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, w toku są prace nad opracowaniem nowego systemu poboru opłat na drogach krajowych od samochodów, których masa przekracza 3,5 tony. Pieczę nad nim przejmie publiczny podmiot – Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD), który po 2 listopada br. zastąpi dotychczasowego operatora. Aktualnie trwa szkolenie pracowników i przekazywanie systemu, w tym roku nie są spodziewane już jakiekolwiek zmiany w jego funkcjonowaniu.

Wsparcie zewnętrzne dla przedsiębiorcy

Na każdym etapie rozwoju biznesu przedsiębiorca powinien szukać solidnego wsparcia merytorycznego, jak i finansowego na zewnątrz firmy. Nawet w najcięższej sytuacji warto mieć sprawdzonego partnera, który podejdzie do problemów przedsiębiorcy indywidualnie i kompleksowo – podkreślają eksperci rynku finansowego.

W I kwartale 2018 roku liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm wyniosła 213, czyli o 13 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2017 roku – podaje COIG (Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej). Szacuje się, że tylko 1/5 zakładanych dzisiaj firm przetrwa dwa pierwsze lata działalności. Dlaczego tak się dzieje?

Główne przyczyny to niewystarczający kapitał przy zakładaniu działalności, zbyt mała wiedza o skomplikowanych przepisach podatkowych, aspektach prawnych i źródłach pozyskiwania dofinansowania. Do tego często dochodzi do utraty płynności finansowej. Czasem jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji pozostaje ogłoszenie upadłości gospodarczej. -mówi Marta Sewerynek-Otwinowska, ekspertka z Move On Finance.

Na czym polega upadłość likwidacyjna?

O upadłości gospodarczej mówimy kiedy firma jest całkowicie niewypłacalna. W znaczeniu prawnym jest to procedura ułatwiająca wierzycielom działania w sytuacji, w której dłużnicy nie są w stanie lub nie chcą spłacić długów.

Przykładem takiego rozwiązania jest ogłoszenie upadłości likwidacyjnej, kiedy roszczenia wierzycieli zaspokajane są ze środków pochodzących ze zbycia majątku przedsiębiorstwa upadłego. Wtedy też osoba prowadząca działalność gospodarczą przestaje ją prowadzić, ale jednocześnie zwolniona jest z opłacania składek do ZUS-u.
-komentuje Marta Sewerynek-Otwinowska.

Kompromis zamiast bankructwa, czyli upadłość układowa

Podczas gdy upadłość likwidacyjna wiąże się z całkowitym zamknięciem firmy, upadłość układowa kładzie większy nacisk na dążenie do zawarcia układu dłużnika z wierzycielami i może zapobiec całkowitemu zamknięciu firmy. Jest to bardziej skomplikowana procedura, która bazuje na prawie restrukturyzacyjnym – mówi Marta Sewerynek-Otwinowska, ekspertka z Move On Finance. Na szczęście przepisy restrukturyzacyjne zmieniły się na korzyść prowadzących działalność gospodarczą – dodaje.

Autogaz coraz bardziej opłacalny

Wzrost ceny benzyny i oleju napędowego jest prostą konsekwencją wzrostu cen ropy naftowej. To jedyny produkt potrzebny do rafinacji w celu wytworzenia tych paliw. Kiedyś ceny gazu płynnego były mocno związane z ruchami baryłki ropy, tak jak benzyna czy olej napędowy. W ostatnich latach – ze względu na nadprodukcję gazu na rynkach światowych i większą podaż niż popyt – ta bliska relacja cen słabnie. To dobra wiadomość dla konsumentów.

– Wzrosty cen ropy naftowej i w konsekwencji także oleju napędowego i benzyny niekoniecznie muszą powodować wyższe ceny LPG, czyli autogazu na stacjach benzynowych – powiedział serwisowi eNewsroom Sylwester Śmigiel, prezes Gaspol Energy – Spodziewamy się, że różnica, którą obserwowano do tej pory przy cenie 4,5 zł, będzie się teraz jeszcze bardziej powiększała. Efektywność ekonomiczna używania LPG jako napędu samochodów wzrośnie. Brakuje wiedzy na temat tego, jak w takiej sytuacji zachowa się fiskus. Zawsze istnieją tendencje, aby opodatkować paliwa. Mówi się o pewnych daninach na rzecz Skarbu Państwa. Należy jednak wierzyć w roztropność władzy i w to, że nie narzuci takich podatków, które spowodowałyby, że gaz płynny przestanie być opłacalny. Przy dzisiejszych trendach opłacalność jazdy na autogazie będzie jeszcze większa – podkreślił Śmigiel.

Konferencja Life Science Open Space 2018

Konferencja Life Science Open Space 2018

Klaster LifeScience Kraków wraz z Partnerami zapraszają na konferencję Life Science Open Space, która odbędzie się w dniu 11 października 2018 roku, w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie.

Life Science Open Space 2018 to otwarte Forum Współpracy i Innowacji dla Zdrowia i Jakości Życia. Impreza adresowana jest do osób reprezentujących wszystkie dziedziny nauki, biznesu i administracji, zainteresowanych technologiami, innowacjami, otwartych na współpracę lub szukających partnerów do rozwoju przedsięwzięć, których celem jest poprawa zdrowia i jakości życia.

W programie konferencji znajdą się:

  • prezentacje możliwości i ofert współpracy w ramach projektów naukowych i biznesowych, takich jak rozwój technologii, innowacje produktowe, procesowe, organizacyjne, czy marketingowe
  • wyzwania odnośnie niezaspokojonych potrzeb, problemów do rozwiązania i nowych idei kierowane do środowiska innowatorów i wynalazców zdolnych podjąć się  zadań w zamian za nagrodę,
  • giełda pracodawców, talentów i ofert pracy w sektorze life science,
  • sesja prezentacji StartUpów Pitching,
  • networking i biznes mixer.

Konferencja Life Science Open Space oceniana jest jako unikalne wydarzenie, na którym w jednym miejscu i czasie spotyka się wyłącznie osoby z nastawieniem na wspólne działania. Wierzymy, że tegoroczna edycja, będzie równie udana jak poprzednie i przyniesie wymierne korzyści wszystkim uczestnikom.

Szczegółowe informacje o konferencji: http://lsos.info/. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.

Zapraszamy do zgłaszania propozycji prezentacji (abstraktów), które wpisują się w ramy tegorocznych sesji tematycznych: Digital Health, Druk 3D, Telemedycyna, Sztuczna inteligencja, Nanotechnologie, MedTech,  Innowacyjny Szpital, Nowoczesna diagnostyka i terapia, Nowe technologie i urządzenia medyczne, Aktywne i zdrowe życie, Badania nad rozwojem leków, Zdrowy dom i biuro, Kosmetologia, Biogospodarka, Nowoczesne, zrównoważone rolnictwo, Zdrowa żywność i żywienie.

Prezentacje muszą dotyczyć jednej z pięciu kategorii współpracy: WYZWANIE, OPEN INNOVATION, DEMO, STARTUP, KARIERA.

W trakcie Life Science Open Space są do zdobycia 3 nagrody w kategoriach:

# 1: Najlepszy przykład praktycznego podejścia do otwartej innowacji
# 2: Najciekawsza oferta współpracy
# 3: Najlepsza prezentacja biznesowa

informacje dla prezenterów znajduje się na stronie wydarzenia: www.lsos.info.

Ilość prezentacji jest ograniczona. Wszystkich chętnych zapraszamy do kontaktu! 

Konferencja Life Science Open Space
11 października 2018
Lokalizacja: Centrum Konferencyjne ICE w Krakowie
Zapraszamy na stronę wydarzenia i do rejestracji:
https://lsos.info/
Udział jest bezpłatny

Eksport w maju 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej

Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport w maju 2018 wyniósł 17 214 mln EUR. Zwiększył się więc w stosunku do wartości notowanych dla kwietnia o 0,2%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 2,5%. Wielkość eksportu odnotowana dla czerwca może okazać się wyraźnie wyższa w stosunku do notowanej w maju.

Wyniki eksportu w maju są zazwyczaj ściśle uzależnione od notowanych w kwietniu. Jeśli w czwartym miesiącu roku mamy silne odreagowanie w dół – po doskonałym marcu – to w maju notowane jest pokaźne odbicie wyników w górę. Jeśli natomiast korekta kwietniowa jest umiarkowana, to wzrosty majowe są raczej symbolicznych rozmiarów. Oczywiście jest to w znacznej mierze odzwierciedlenie różnic w czasie pracy pomiędzy wzmiankowanymi miesiącami (i terminu w jakim przypadają Święta Wielkanocy).

W bieżącym roku korekta kwietniowa eksportu przybrała raczej symboliczne rozmiary, maj powinien więc przynieść sprzedaż eksportową niemal tych samych rozmiarów co w poprzednim miesiącu. Będzie to jednak rozkład odmienny od notowanego przed rokiem. W konsekwencji pogorszeniu uległa roczna dynamika sprzedaży eksportowej z 8,6% w kwietniu do 2,5% w maju.

Słaba dynamika roczna sprzedaży eksportowej w maju i jednocześnie bardzo dobra w kwietniu, to po części efekt nietypowej bazy z roku ubiegłego. Wyniki maja rok temu prezentowały się nadzwyczaj dobrze, kwietnia zaś zostały przyjęte z rozczarowaniem. Czerwiec najprawdopodobniej przyniesie kontynuację huśtawki wyników – roczna dynamika sprzedaży eksportowej mocno wzrośnie w okolice 8% i będzie przyjmowana jako zaskakująco wysoka.

Oczekiwane zmiany eksportu 2018 2019
Eksport ogółem 7,2% 7,5%
Niemcy 7,6% 7,9%
Pozostałe kraje strefy euro 6,9% 6,7%
Kraje UE nie będące w strefie euro 7,3% 7,4%
Pozostałe kraje rozwinięte 7,5% 8,0%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej 12,0% 11,0%
Kraje rozwijające się 3,0% 6,5%

Główną walutą rozliczeniową dla polskiego eksportu pozostaje euro. W maju złoty osłabił się wobec euro o 2,1% do 4,2820 i okazał się równocześnie o 1,9% słabszy niż przed rokiem. Osłabienie majowe nie jest czymś zwyczajnym i tym razem miało u swego podłoża przede wszystkim globalny wzrost ryzyka politycznego. W jego wyniku sytuacja finansowa eksporterów ze względu na kurs uległa poprawie. Wypada podkreślić, że w maju złoty okazał się słabszy niż przed rokiem po raz pierwszy od przeszło roku. Poprawiła się też sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. W maju złoty osłabił się w stosunku do dolara – o aż 5,8% do 3,6183. Po tej zmianie złoty był już o zaledwie 5,0% mocniejszy niż przed dwunastoma miesiącami (w kwietniu skala aprecjacji wynosiła jeszcze 13,6%).Eksport w maju 2018 – prognoza Krajowej Izby GospodarczejWedług Narodowego Banku Polskiego w pierwszych czterech miesiącach bieżącego roku eksport wyniósł 68 578 mln EUR i okazał się o 5,6% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – IV 2018 r. 70 000 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 5,0%.

Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży ze 198,8 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,1 mld EUR (o 7,2%) w roku 2018 oraz do 229,2 mld EUR (o 7,5%) w roku 2019.  Eksport w maju 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej 2

Grupa Murapol sprzedała w pierwszej połowie 2018 roku blisko 1,8 tys. mieszkań, planuje w całym roku przekazać 2,6 tys. lokali mieszkalnych

Grupa Murapol w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 1,8 tys. mieszkań, czyli o ok. 12 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Cel sprzedaży na cały 2018 rok zakłada 3,7 tys. lokali mieszkalnych. W pierwszym półroczu 2018 roku Murapol przekazał klientom 378 mieszkań. Zakładając kulminację przekazań w drugiej połowie roku, cel na cały br. zakłada przekazanie klientom 2,6 tys. lokali, co oznacza wzrost o ponad 120% w stosunku do poziomu z 2017 r. Biorąc pod uwagę założone plany sprzedaży oraz przekazań mieszkań, zarząd spółki Murapol oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

SPRZEDAŻ
W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2018 roku Grupa Murapol sprzedała 1798 lokali mieszkalnych, w tym 1422 na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych. W samym drugim kwartale łączna sprzedaż wyniosła 872 lokale mieszkalne.
Plan sprzedaży na cały br. zakłada łącznie 3,7 tys. mieszkań, co oznacza wzrost w stosunku do sprzedaży w 2017 roku w wysokości 3,6 tys. mieszkań.

PRZEKAZANIA
W pierwszym półroczu br. Grupa Murapol przekazała 378 lokali mieszkalnych. Cel na cały 2018 rok to przekazanie klientom i rozpoznanie w wyniku finansowym 2,6 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o ponad 120% w stosunku do poziomu wypracowanego w 2017 roku w wysokości 1,15 tys. mieszkań.

WPROWADZENIE DO OFERTY
Strategia Grupy zakłada konsekwentne umacnianie pozycji rynkowej dzięki stałemu poszerzaniu oferty dostępnych w sprzedaży lokali mieszkalnych. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. Grupa wprowadziła do sprzedaży 2191 mieszkań powstających w 13 projektach inwestycyjnych, m.in. w dwóch warszawskich inwestycjach – Murapol Osiedle Natura oraz Murapol Osiedle Praskie, a także Murapol Parki Krakowa, Murapol Zielone Bulwary we Wrocławiu, Murapol Nowy Poznań czy Murapol Apartamenty Trzy Stawy w Katowicach.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE
Na zakończenie pierwszego półroczna 2018 roku, portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6236 lokali mieszkalnych powstających w 36 projektach.

Analizując założone plany przedsprzedaży oraz cele dotyczące przekazań mieszkań, zarząd Murapol S.A. oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Abadon Real Estate S.A.

– Ostatnie lata działalności to dynamiczny wzrost działalności Grupy Murapol, osiągnięty dzięki wypracowanemu know-how oraz skutecznemu zagospodarowaniu niszy rynkowej zidentyfikowanej dzięki przeprowadzonym wnikliwym analizom rynku mieszkaniowego. Obrany model biznesowy zakłada dywersyfikację geograficzną, koncentrację na segmencie popularnym oraz optymalizację struktury oferty produktowej. Ponadto nowy zarząd firmy Murapol wdrożył politykę uproszczenia struktury finansowania i wzmacniania struktury bilansu, a jednym z elementów tego procesu była sprzedaż aktywów nieoperacyjnych. W bieżącym roku porządkujemy także strukturę i skład organizacji co pozwoli nam jeszcze efektywniej wykorzystywać nasz wewnętrzny potencjał. – mówi Nikodem Iskra prezes zarząd Murapol S.A. – Patrząc w przyszłość zakładamy zrównoważony rozwój w zakresie zarówno poziomu produkcji mieszkań, jak i wielkości oferty handlowej, co zapewni nam posiadany portfel projektów w budowie i jego systematyczne, ale rozważne rozbudowywanie. – dodaje Nikodem Iskra.

Grupa Murapol do tej pory komunikowała tego rodzaju informacje jedynie w treści raportów okresowych, a w interwałach półrocznych informowała o wybranych wstępnych szacunkowych jednostkowych i skonsolidowanych danych finansowych.

Spółka począwszy od drugiego kwartału 2018 roku zmienia sposób komunikacji z rynkiem poprzez wdrożenie praktyki raportowania informacji operacyjnych przekazywanych periodycznie do publicznej wiadomości, w sposób analogiczny do identyfikowanej w tym zakresie dominującej praktyki rynkowej dla emitentów z sektora deweloperskiego, w interwałach kwartalnych. Działanie to jest wynikiem zaistnienia identyfikowalnych istotnych rozbieżności pomiędzy postrzeganą przez rynek, a rzeczywistą sytuacją Grupy Murapol. Publikowane kwartalnie dane sprzedażowe, pozwolą inwestorom ocenić w sposób prawidłowy rzeczywistą sytuację Grupy Murapol i prowadzoną przez nią na bieżąco działalność deweloperską oraz zachodzące zmiany w tym zakresie.

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 03.07.2018

W przyszłym tygodniu zostanie opublikowane kilka ważnych informacji, które mogą w dużej mierze wpłynąć na notowania poszczególnych walut. Pierwsze ważniejsze dane zostaną opublikowane dopiero we wtorek. W nocy poznamy australijską koniunkturę w przemyśle wg NAB. Natomiast o godzinie 9:30 brytyjski bilans handlowy.

Środa będzie emocjonująca, szczególnie dla Kanady. Jednak jako pierwsze przyjadą dane z Australii – optymizm konsumentów wg. Westpac. O 9.00 odbędzie się spotkanie członków ECB. Z kolei dopiera na godzinę 15.00 zaplanowano publikację kanadyjskich stóp procentowych.

Czwartek będzie najciekawszym dniem dla inwestorów na rynku amerykańskich obligacji. Z USA napłyną informacje na temat inflacji CPI. Na ostatni dzień sesji zaplanowano jedynie jedną publikację z USA – indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Kanada – stopy procentowe

Publikacja kosztu pieniądza została zaplanowana na 11 lipca na godzinę 15:00. Z 81,2 procentowym prawdopodobieństwem zostaną podniesione o 25 punktów bazowych. Rynek praktycznie w pełni wycenił możliwą podwyżkę, dlatego zmiana stóp procentowych nie doprowadzi do dużego ruchu na parach walutowych z dolarem kanadyjskim. Większym zaskoczeniem byłoby pozostawienie stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

canada

Źródło: Bloomberg

Stany Zjednoczone – inflacja

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Ostatnie podwyżki stóp procentowych tylko na chwile zatrzymały wzrost inflacji, aktualnie po raz kolejny zaczęła rosnąć. Inflacja zostanie opublikowana 12 lipca o godzinie 13:30. Jest na co czekać.

USA inflacja

Źródło: Admiral Markets

Wzrost inflacji powinien pozytywnie wpłynąć na notowania dolara amerykańskiego, ponieważ wzrost cen wspiera podwyżkę stóp procentowych oraz dalszego zacieśniania monetarnego. Z kolei niższa inflacja nie będzie wsparciem dla obecnej polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Instrument do obserwacji – WIG 20

Ostatnie kilka miesięcy dla kupujących było trudne, wszystko spowodowane globalną wyprzedażą na rynkach wschodzących. Ostatnie odbicie również było bardzo mizerne, ale jest światełko w tunelu. Jeżeli kupującym uda się przebić linię trendu spadkowego oraz strefę oporu w okolicy 2150 punktów, to strona kupująca otworzy sobie drogę do kontynuacji wzrostów w okolicę 2280 punktów. Zatem nie wszystko jest stracone. Z drugiej strony przebicie poprzedniego minima 2052 punktów da sprzedającym zielone światło do odwiedzenia psychologicznego poziomu 2000 punktów.

Notowania indeksu WIG 20, interwał dzienny

Notowania indeksu WIG 20, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Władza kontra przywództwo: jak powstają liderzy

dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholog, ekspert kierunku zarządzanie i przywództwo, kierownik studiów podyplomowych Creative Leaedership
dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholog, ekspert kierunku zarządzanie i przywództwo, kierownik studiów podyplomowych Creative Leaedership

Współczesne przywództwo coraz wyraźniej odchodzi od pojmowania władzy jako narzędzia kontroli, a kieruje się w stronę świadomego wpływu, opartego na odpowiedzialności i relacjach. W tym kontekście warto przyjrzeć się głębiej, czym jest przywództwo w biznesie, rozumiane jako proces wewnętrznego rozwoju i świadomego kształtowania kultury organizacyjnej.

Dwight Eisenhower twierdził, że miarą dobrego przywództwa jest przekonanie ludzi do robienia tego, czego chce lider. Jednak nie dlatego, że zostają do tego zmuszeni, ale dlatego, że sami tego chcą. To znak, że nie każdy, kto posiada władzę, jest jednocześnie przywódcą, a o charyzmie lidera mogą wypowiedzieć się jego podwładni, nie on sam – wyjaśnia dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholog, kierownik studiów podyplomowych Creative Leadership. Jak efektywnie i twórczo zarządzać zespołami na Uniwersytecie SWPS.

Na temat tego, w jaki sposób wyłaniają się liderzy, specjaliści dyskutują od lat. Główny spór toczy się na linii psychologii społecznej i psychologii osobowości. Reprezentanci pierwszego nurtu uznają, że na to, czy w konkretnym człowieku ujawnią się cechy przywódcze, wpływają sytuacja i okoliczności. Z kolei psychologia osobowości podaje, że to właśnie osobowość predestynuje konkretne osoby do objęcia liderskich pozycji lub też znacznie im to ułatwiaja. Do lat 50. XX wieku za najbliższą prawdy uznawano koncepcję great man in history, którą stworzyli psychologowie osobowości. Jednak brak konsekwentnych uwarunkowań i zależności w wynikach badań doprowadził do jej zarzucenia. Po wielu latach nastąpił powrót do tej koncepcji, dzięki użyciu metaanaliz, na które składa się suma wyników badań realizowanych w danym obszarze, potwierdziły, że osobowość ma znaczącą rolę w zdobywaniu pozycji przywódcy. Należy jednak mieć na uwadze, że nie jest to proces przyczynowo-skutkowy, a jedynie korelacja.

Cechy lidera – czyli jakie?

Z badań wynika, że cechami ułatwiającymi objęcie przywództwa są inteligencja, męskość, ekstrawersja, otwartość, sumienność oraz dominacja. Wszystkie te cechy wspólnie pomagają w zdobywaniu pozycji lidera. Szczególnie dwie z nich zasługują na wyjaśnienie. W przypadku dominacji obserwatorzy często mylą ją z kompetencją. Ma na to wpływ sposób, w jaki dominujące osoby wypowiadają się: z przekonaniem, często głośniej. Męskość z kolei traktowana jest tu bardzo stereotypowo i odnosi się do postawy wyrażającej zdecydowanie. Nie oznacza to, że kobiety nie mogą lub nie chcą stawać się liderkami – wręcz przeciwnie. Muszą jednak zmierzyć się ze społecznym oczekiwaniem, któremu trudno sprostać, że liderem mogą zostać osoby posiadające przymioty stereotypowo utożsamiane z męskością.

Kiedy potrzebujemy lidera?

Kiedy grupa rozrasta się na tyle, że pojawia się potrzeba objęcia konkretnych ról, ktoś naturalnie przejmuje rolę lidera lub jest do tej funkcji wybierany.  W jaki sposób sobie z nią radzi? Psychologowie wyróżniają najczęściej dwa style zarządzania: autokratyczny (zadaniowy) i demokratyczny(społeczny). Styl autokratyczny jest niekiedy postrzegany negatywnie, zwłaszcza w organizacjach czy zespołach, w których wartością jest wspólne podejmowanie decyzji.  Jak wskazują kolejne metaanalizy badań styl demokratyczy (społeczny) zdecydowanie skuteczniej podnosi satysfakcję z pracy, zadowolenie z lidera i motywacje podwładnych niż styl zadaniowy. Na produktywność grupy jednak oba style wpływają podobnie. A styl autokratyczny jest szczególnie skuteczny w 2 skrajnych przypadkach: w warunkach sprzyjających liderowi, który dobrze zna swój zespół i może pozwolić sobie na zadaniowy tryb pracy, a także w sytuacji bardzo mu niesprzyjającej, kiedy np. przywódca został wyłoniony w wyniku konfliktu. W tym przypadku skoncentrowanie na zadaniu i jego realizacji wysyła do grupy sygnał, że oto jej członkowie znaleźli się pod skrzydłami profesjonalisty. Naturalnym wyborem, kiedy przywódca napotka na problemy relacyjne z zespołem, jest demokratyczny styl zarządzania. Jest często preferowany ze względu na próbę łagodzenia zastanej sytuacji i przekonanie, że dobrze rozumiejący się i zaprzyjaźniony ze sobą i z liderem zespół będzie działał lepiej. Badania pokazują jednak, że nie jest to najlepsze rozwiązanie.

Niektórzy psychologowie społeczni wyróżniają także trzeci styl zarządzania: charyzmatyczny. To on okazuje się być najbardziej efektywny. Taki lider to rzadkość. Działający w ten sposób menadżer potrafi wzbudzać w swoim zespole entuzjazm, przy jednoczesnym stawianiu wysoko poprzeczki i głębokim przekonaniu, że jego podwładni poradzą sobie z powierzonymi zadaniami.  Charyzma jest tu rozumiana jako rodzaj szczególnej relacji między liderem a zespołem. Aby konkretny model zarządzania określić mianem stylu charyzmatycznego, niezbędna jest uważności na innych ludzi, chęć dostrzegania ich potencjału i stałe przekazywanie informacji zwrotnych o rozwoju. Lider charyzmatyczny to taki, który głosi przesłanie, posiada dalekosiężną wizję i wie, jak doprowadzić zespół do jej realizacji.

Przywództwo i władza – to nie to samo

Dlaczego więc, znając dobrze możliwe style zarządzania i wiedząc, jak wdrożyć je w codzienną pracę z zespołem, wielu menadżerów nie radzi sobie ze swoją rolą? To efekt zmian w zachowaniu i postrzeganiu rzeczywistości, które powstają na skutek posiadania władzy. Tak samo jak sytuacja może stworzyć dobrych liderów, potrafi także kształtować złych przywódców. Władza i podwładność pozostają ze sobą w dynamicznej współzależności i proporcje, jakie przybiorą, wpłyną na to, w jaki sposób zarówno zespół, jak i lider, będą ze sobą funkcjonować.

Pomiędzy władzą i podwładnością

Już samo wyobrażenie sobie sytuacji, w której mieliśmy nad kimś władzę, lub wręcz przeciwnie – silnie odczuwaliśmy, że wykonujemy jedynie polecenia, wpływa na aktywowanie tego, co badacze nazywają władzą lub podwładnością. Z badań jasno wynika, że osoby z aktywizowaną władzą są w stanie o wiele szybciej podejmować decyzje, choć nie zawsze opierają się na wystarczającej liczbie danych, myślą bardziej abstrakcyjnie i dostrzegają znacznie mniej czynników uniemożliwiających wykonanie zadania. Pozostawanie, nawet przez chwilę, w pozycji władzy, uruchamia system dążenia, który wyzwala z kolei funkcje wykonawcze. Te skomplikowane terminy oznaczają w praktyce, że takie osoby są o wiele bardziej zmotywowane do działania.

Z kolei uczucie podwładności działa zupełnie odwrotnie. Uruchamia się system unikania, który upośledza funkcje wykonawcze. Dzieje się tak zwłaszcza w sytuacjach, w których lider wyraźnie wskazuje na podległą rolę swoich podwładnych. W efekcie menadżerowie odnoszą wrażenie, że ich zespół jest niekompetentny, a wchodzące w jego skład osoby nie myślą kreatywnie, działają wolno i popełniają błędy. W przeciwieństwie do zarządzających. Dlaczego i kiedy tak się dzieje? Odwaga w podejmowaniu ryzykownych kroków i zdecydowanie w działaniu to efekt zmiany postrzegania rzeczywistości, którą wywołuje posiadanie władzy. To także wynik z jednej strony mniejszych ograniczeń, a z drugiej możliwości gospodarowania zasobami według własnej oceny. Osoby z władzą w mniejszym stopniu kierują się ograniczeniami, a większym możliwościami wynikającymi z jej posiadania.

Oddać władzę i pozostać liderem

Kluczowym momentem w procesie kształtowania się dobrego lub złego lidera jest to, czy zechce poznać perspektywę, ograniczenia, możliwości i motywacje swoich podwładnych. Niestety menadżerowie często dystansują się od swoich zespołów, a w efekcie nie są w stanie osiągnąć celów, które zostały przed nimi postawione. Im bardziej władczy okazuje się być lider, tym bierniejsi są jego podwładni. Zmotywowanie grupy do działania wymaga od przywódcy nie tyle jeszcze mocniejszego wejścia w rolę silnego przełożonego, co oddanie zespołowi części odpowiedzialności, ale też korzystania z możliwości jakie wynikają ze sprawowanej w tym zakresie władzy. Wówczas również podwładni poczują satysfakcję, którą na co dzień odczuwają liderzy.

dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholog, ekspert kierunku zarządzanie i przywództwo, kierownik studiów podyplomowych Creative Leaedership. Jak efektywnie i twórczo zarządzać zespołami, Uniwersytet SWPS

IPOPEMA Dłużny SFIO w czołówce polskich funduszy dłużnych papierów skarbowych

Fundusze z ekspozycją na polski dług są jednymi z najlepiej radzących sobie w tym roku. W sytuacji nagłych zawirowań na rynkach finansowych, z jakimi mieliśmy do czynienia od początku roku, polska gospodarka, a więc i rynek długu, wyglądają obiecująco – solidny wzrost gospodarczy, utrzymujące się niskie stopy procentowe. Stąd bardzo dobre wyniki funduszu IPOPEMA Dłużny SFIO, który od początku roku zyskał 2,09%, a w czerwcu okazał się liderem rynku z pozytywnym wynikiem 0,74%.

 Na bardzo dobry wynik w minionym miesiącu złożyły się w głównej mierze inwestycje w krajowe obligacje skarbowe o średnim i długim terminie do wykupu oraz inwestycje w obligacje zmiennokuponowe i indeksowane inflacją. Globalne ryzyka nie miały znaczącego wpływu na krajowy rynek papierów skarbowych, co pomogło w uzyskaniu wysokich wyników inwestycyjnych – potwierdza Mariusz Zaród, zarządzający funduszem.

IPOPEMA Dłużny SFIO inwestuje głównie w Polsce, okazjonalnie w portfelu znajdują się papiery z państw Europy Środkowo-Wschodniej, jak np. Węgier, Turcji czy Rumunii. Historycznie jednak udział zagranicy nie był zbyt wysoki, a zarządzający wybierał wyłącznie papiery denominowane w twardej walucie, zabezpieczając jednocześnie ryzyko walutowe.

Stopy zwrotu IPOPEMA Dłużny SFIO od początku działalności należą do najwyższych w grupie porównawczej. Choć fundusz działa od 3 lat – do tej pory niezmiennie plasuje się w czołówce. Przez okres 36 miesięcy dał zarobić inwestorom ponad 13%. Pozytywne perspektywy potwierdza zarządzający: W perspektywie najbliższych miesięcy pozostajemy pozytywnie nastawieni na polski rynek długu. Sprzyjać temu powinna ograniczona podaż obligacji skarbowych oraz inflacja utrzymująca się stale poniżej celu NBP i to w szczycie cyklu koniunkturalnego. Polski dług wspiera bardzo dobra sytuacja budżetowa, a pierwsze podwyżki stóp procentowych możemy zobaczyć dopiero w 2020 r.  Sprzyjające czynniki lokalne sprawiają, iż polski dług pozostaje relatywnie odporny na globalne czynniki ryzyka – mówi Mariusz Zaród.

Graphic S.A. zmienia nazwę na Wolfs Technology Fund S.A.

Graphic S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem i zarządzaniem nieruchomościami oraz prowadzeniem projektów inwestycyjnych, zmieniła nazwę na Wolfs Technology Fund S.A. Zmiana nazwy jest związana z realizowaniem działalności w nowych obszarach biznesowych.

Wolfs Technology Fund S.A. (dawniej Graphic S.A.) otrzymała postanowienie Sądu o zarejestrowaniu zmiany Statutu obejmującej zmianę nazwy. Spółka koncentruje się obecnie na prowadzeniu projektów inwestycyjnych w segmencie deweloperskim w zakresie budownictwa mieszkaniowego. Zmiana nazwy pozwoli Emitentowi lepiej budować swoją rozpoznawalność wśród inwestorów oraz interesariuszy. Zarząd Wolfs Technology Fund S.A. jest zdania, że ostatnie działania w obszarze funkcjonowania Spółki są zgodne z przyjętymi kierunkami rozwoju oraz przełożą się długoterminowy wzrost jej wartości.

„Przez ostatnie kilka miesięcy intensywnie skupiliśmy się na wdrożeniu nowej strategii rozwoju przedsiębiorstwa i realizacji zamierzonych celów. Zmiana nazwy jest jednym z ważnych elementów tego procesu, dzięki któremu dalsze działania będą bardziej transparentne dla interesariuszy Spółki, tych obecnych, jak i przyszłych. Z pewnością przełoży się to także na zwiększenie rozpoznawalności marki, którą od kilku miesięcy sukcesywnie budujemy.” – wyjaśnia Michał Krzyżanowski, Prezes Zarządu Wolfs Technology Fund S.A.

W czerwcu br. Spółka podpisała dwie przedwstępne warunkowe umowy zakupu nieruchomości gruntowych zlokalizowanych w Gdyni, na których planuje zrealizować projekty deweloperskie. Pierwszy z nich to deweloperska inwestycja mieszkaniowa usytuowana w Gdyni Oksywiu, w bardzo ciekawej okolicy, o PUM na poziomie ok. 1.100 m2, która będzie obejmowała 15-16 mieszkań i minimum 16 miejsc postojowych w garażu. Drugi projekt deweloperski Wolfs Technology Fund S.A. zostanie zrealizowany w Gdyn, w dzielnicy Mały Kack. Emitent zamierza przeprowadzić deweloperską inwestycję mieszkaniową z widokiem na Gdynię o PUM sięgającym ok. 450 m2, obejmującą 7-8 mieszkań.

W maju tego roku Sąd zarejestrował podwyższenie kapitału zakładowego Spółki w drodze emisji 2.727.500 akcji serii D. Emisja akcji serii D została przeprowadzona w drodze subskrypcji prywatnej poprzez zaoferowanie WOLFS CORPORATION S.A. z siedzibą w Chorzowie łącznie 2.727.500 sztuk akcji zwykłych imiennych serii D po cenie emisyjnej wynoszącej 2,00 zł za akcję, a więc za łączną cenę 5.455.00,00 zł za wszystkie akcje, w zamian za wniesienie przez ten podmiot wkładu niepieniężnego poprzez przeniesienie własności zorganizowanej części przedsiębiorstwa spółki WOLFS CORPORATION S.A. W skład wniesionego przedsiębiorstwa wchodzi pięć nieruchomości położonych w Katowicach i Chorzowie.

Wraz ze zmianą nazwy Spółki uruchomiona została również jej nowa strona internetowa. Jest ona dostępna pod następującym adresem – www.wolfstechfund.com

Polscy programiści nadal mogą liczyć na wysokie zarobki

Nie od dziś wiadomo, że zawód informatyka, a szczególnie programisty jest jednym z najbardziej opłacalnych. Sprawdziliśmy zarobki informatyków w pierwszym kwartale 2018. Wynika z niego, że programistom żyje się i żyć będzie naprawdę dobrze z racji dużego zapotrzebowania na specjalistów z tej dziedziny. Ukazuje je raport przygotowany przez No Fluff Jobs, czyli czołowego portalu z ogłoszeniami o pracę dla pracowników IT.

Czym tak naprawdę zajmuje się programista? To pytanie zadaje sobie wielu z nas. Przede wszystkim taka osoba może tworzyć aplikacje lub strony internetowe. Osoba, która włada Javą, JavaScript, .NET, Phytonem czy PHP może liczyć na naprawdę dobre wynagrodzenie. Według raportu wynagrodzeń informatyk może zarobić średnio 11000 złotych brutto w przypadku umowy o pracę lub 12000 zł netto, jeśli zdecyduje się na kontrakt B2B, czyli wystawianie faktur za zrealizowane zadania.

Najbardziej opłacalne technologie

Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie No Fluff Jobs w przypadku regularnego zatrudnienia najbardziej opłacalną technologią jest Angular ze średnią wysokością zarobków na poziomie 12000 złotych brutto. Angular to napisany w języku JavaScript, tak zwany otwarty framework, czyli platforma umożliwiająca tworzenie aplikacji mobilnych i internetowych. Z kolei w przypadku rozliczeń B2B, najwięcej zarobią programiści tworzący w oparciu o technologię Spring – szkielet tworzenia aplikacji w języku Java, którzy średnio mogą liczyć na 15000 złotych netto. W jednym i drugim przypadku, niezależnie od formy kontraktu,  na podium znalazła się Java, która dotychczas królowała w zestawieniach. Osoby specjalizujące się w tej technologii zarobią niewiele mniej. Średnia zarobków dla programistów Java w zatrudnionych w ramach umowy o pracę to 11500 zł brutto, a w przypadku kontraktów B2B to 14250 zł netto.

Programowanie tylko dla ekspertów, czy dla każdego?

Nie da się ukryć, że na rynku pracy IT potrzeba przede wszystkim osób z dużym doświadczeniem, co przekłada się oczywiście na ich zarobki. Z jednej strony jest to zrozumiałe, gdyż takie osoby są w stanie aktywnie uczestniczyć w realizowaniu projektów bez żadnego przeszkolenia, właściwie od momentu rozpoczęcia współpracy. Jednakże z drugiej strony jest to swego rodzaju błędne koło, ponieważ uniemożliwia rzeszy absolwentów zdobycie cennego doświadczenia biznesowego, wymaganego przez firmy. Dlatego właśnie No Fluff Jobs od jakiegoś czasu prowadzi akcję “Początki w IT bez ściemy!”, która oprócz popularyzacji zatrudnienia programistów stawiających pierwsze kroki w świecie IT, oferuje również dziesiątki materiałów pomocnych początkującym programistom.” – informuje Tomasz Bujok, CEO & Co-founder No Fluff Jobs.

Java dostępna dla każdego.

W powszechnym przekonaniu, nauka języka programowania, takiego jak Java jest bardzo trudna i długotrwała. Niekoniecznie jest to prawdą. Oczywiście wymagane są pewne predyspozycje takie jak umiejętność logicznego myślenia. Natomiast, podstawowe kompetencje niezbędne do rozpoczęcia pracy w tym zawodzie można zdobyć w trakcie kilkutygodniowych szkoleń, takich jak na przykład Bootcamp Java organizowany przez Kodołamacz.pl. Bootcampy pozwalają na zdobycie kompetencji w relatywnie krótkim czasie, dzięki czemu proces przebranżowienia się jest znacząco krótszy w porównaniu do tradycyjnych form szkolenia, takich jak na przykład studia podyplomowe.

W trakcie bootcampów przygotowujemy uczestników do rozpoczęcia kariery na poziomie juniorskim. Program bootcampów, dobór technologii oraz narzędzi, a także warsztatowy charakter zajęć zostały sprofilowane pod kątem potrzeb rynku i kompetencji, które są obecnie najbardziej poszukiwane przez pracodawców.” – mówi Radosław Szmit, opiekun bootcampów Java i Fullstack w Kodołamacz.pl.

Praca w domu zamiast w biurze?

Coraz częściej słyszymy o pracy zdalnej, która szczególnie w przypadku osób zatrudnionych w branży IT, często jest wygodną alternatywą wobec pracy stacjonarnej. Programiści, którzy decydują się na wykonywanie swojego zawodu poza biurem mogą liczyć na około 8300 – 14000 złotych netto w przypadku kontraktu B2B i 11500 – 16000 zł brutto, jeśli mają umowę o pracę.

Kraków, Warszawa, a może Trójmiasto?

Wysokość zarobków w dużych miastach jest zbliżona i co ciekawe przenosiny do Warszawy nie zawsze stanowią w tym wypadku gwarancję wyższych zarobków. Wszystko zależy od specjalizacji oraz formy kontraktu. Jeśli chodzi o zatrudnienie na umowę o pracę, na stanowiskach seniorskich na najwyższe zarobki – średnio 15000 zł brutto – mogą liczyć osoby, które wybiorą pracę w Trójmieście. Warszawa ze średnią 14 000 zł jest na drugim miejscu, a po piętach depczą jej Kraków i Wrocław, gdzie średnia pensja na tych stanowiskach jest o tysiąc złotych niższa. Natomiast, w przypadku kontraktów B2B dla stanowisk seniorskich najwyższe średnie stawki oferowane są w Warszawie. Mowa tutaj o 14500 zł netto. Natomiast, tuż za stolicą znalazły się Kraków i Wrocław, gdzie analogiczne stawki są jedynie o 500 złotych niższe.

Wszystkie dane pochodzą z ogłoszeń o pracę zamieszczonych w portalu No Fluff Jobs w okresie od 1 stycznia do 31 marca 2018 roku. Próbę badawczą stanowiło 1886 ofert opublikowanych na portalu w danym okresie. Wysokość wynagrodzenia w przypadku umów o pracę w każdym przypadku jest kwotą brutto, natomiast w przypadku umów B2B zawsze jest kwotą netto na fakturę.

Analityka Big Data ma się coraz lepiej. Tak korzystają z niej twoje ulubione marki

Obserwatorzy rynku nowych technologii przywykli już do tego, że największym rozgłosem cieszą się one we wczesnym okresie dojrzewania, kiedy ze świeczką w ręku należy szukać udanych implementacji i przemyślanych zastosowań. Podobny los spotkał analitykę Big Data, która doczekawszy się wielu udanych projektów zniknęła z nagłówków gazet, jednak w naszym życiu obecna jest jak nigdy dotąd – dyskretna i niezwykle skuteczna.

Analityka danych ma się dobrze pomimo RODO – nowych unijnych regulacji w obszarze danych osobowych, które miały zadać jej bolesny cios. O tym, że zostanie z nami na dobre świadczą chociażby wyniki badania przeprowadzonego niedawno przez WARC na grupie specjalistów ds. reklamy i marketingu z całego świata. W 2018 r. analityka wielkich, nieustrukturyzowanych zbiorów ma być priorytetem dla 59 proc. agencji i 55 proc. dużych przedsiębiorstw. Zdaniem Grzegorza Kosińskiego, prezesa Audience Network, firmy specjalizującej się w data consultingu, przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać patrząc na rynek z szerokiej perspektywy. To, że RODO nie zatrzyma rozwoju Big Data, nikogo w zasadzie nie powinno dziwić. Wokół RODO jest wiele niedopowiedzeń, a przecież nowe prawo ma pomóc ujednolicić oraz doprecyzować przepisy dotyczące ochrony danych osobowych w Unii Europejskiej. Dane leżą u podstaw cyfrowej gospodarki, i żadne prawo, nawet najbardziej restrykcyjne, tego nie zmieni. Zarówno internauci, jak i firmy generują ich coraz więcej. Cyfrowe Informacje spływają na serwery ze wszystkich możliwych działów – od sprzedaży, przez obsługę klienta po transport i logistykę. Nieokiełznanie tych cyfrowych zasobów to poważne zaniechanie, podczas gdy ich monetyzacja dla współczesnych przedsiębiorstw jest jak wiatr w żagle tłumaczy Kosiński. Jego słowa znajdują pokrycie w działaniach znanych marek, które czerpią z Big Data pełnymi garściami.

Sztuczna inteligencja nakręca sprzedaż kawy

Weźmy na przekład międzynarodową sieć kawiarni Starbucks, która łącznie posiada ponad 25 000 tysięcy lokali i obsługuje tygodniowo około 90 milionów transakcji. Za sprawą aplikacji mobilnej, z której korzysta już ponad 17 milionów właścicieli smartfonów i programu lojalnościowego obejmującego 13 mln aktywnych użytkowników, korporacja zaczęła gromadzić spore wolumeny jakościowych danych. Cała sztuka polega na ich umiejętnym wykorzystaniu i zdaje się, że Starbucks całkiem sprawnie ją opanował. Dzięki dwóm wspominanym wyżej kanałom przepływu cyfrowych informacji – programowi lojalnościowemu i aplikacji mobilnej – amerykański gigant zyskał wiedzę o preferencjach zakupowych swoich klientów, od ulubionych napojów po porę dnia, w której najczęściej składają zamówienia. Gdy taka osoba odwiedza dowolny lokal uzbrojony w nowoczesny point-of-sale system, już na wstępie jest ona identyfikowana poprzez smartfona tylko po to, by barista mógł zaproponować jej ulubioną kawę.

Takiego poziomu personalizacji nie doświadczymy w innych kawiarniach, podczas gdy w sieci Starbucks to zaledwie wierzchołek góry ludowej. Analizując historię zakupów, pogodę, porę dnia czy też ważne wydarzenia, takie jak np. urodziny lub święta publiczne, aplikacja mobilna zaproponuje użytkownikowi odpowiednie pozycje z menu. Nad całym procesem czuwa działający w chmurze obliczeniowej silnik sztucznej inteligencji, który w czasie rzeczywistym analizuje dziesiątki zmiennych. Te same dane wykorzystywane są przez Starbucks w komunikacji marketingowej. Na ich podstawie generowane są spersonalizowane oferty i mailingi reklamowe. Tymczasem, z punktu widzenia konsumenta, największym hitem jest wirtualny barista – nowa funkcja w aplikacji mobilnej, która pozwala na dokonywanie zamówienia poprzez komendy głosowe lub wiadomości tekstowe – za ich interpretację również odpowiada sztuczna inteligencja.

Zarząd sieci Starbucks pokłada ufność w danych do tego stopnia, że kieruje się nimi nawet w doborze lokalizacji dla nowych kawiarni. Działanie w oparciu o przeczucie musiało ustąpić logicznym kalkulacjom, a te dokonywane są poprzez Atlas – narzędzie do mapowania i analityki biznesowej opracowane przez firmę Esri. Przetwarza ono ogromne ilości danych, w tym położenie innych kawiarni, demografię czy natężenie ruchu, by ocenić potencjał lokalizacji i wpływ otwarcia w niej oddziału na okoliczne placówki Starbucksa.

Wrocław z patentem na zwyciężanie

Nadzieję w Big Data położył również Wrocław i szybko okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Miasto stu mostów otrzymało prestiżowy tytuł European Best Destination 2018 zostawiając w tyle Pragę, Paryż, Barcelonę i Amsterdam. Zwycięstwo umożliwiła mu internetowa kampania reklamowa oparta o profile behawioralne internautów i zaawansowaną analitykę danych. Efekty mówią same za siebie – za Wrocławiem opowiedziało się ponad 27,5 tys. osób, co stanowi 67 proc. wszystkich głosów oddanych w konkursie.

Zespół Audience Network, który odpowiadał za kompleksowy zakup mediów i targetowanie reklam, przeprowadził dokładną analizę profili osób odwiedzających serwisy wroclaw.pl oraz visitwroclaw.eu. Zdiagnozowano w ten sposób najlepiej konwertujących internautów i na podstawie utworzonych profili behawioralnych precyzyjnie określono grupę docelową, do której skierowano internetową kampanię reklamową. – Jeśli firma chce poznać, kim naprawdę są jej klienci, przygotowanie w ten sposób profili behawioralnych jest ku temu najlepszym sposobem. Na podstawie takich analiz można nie tylko docierać z reklamą internetową do osób o zbliżonej charakterystyce, lecz również tworzyć lub optymalizować całe strategie marketingowe marek – tłumaczy Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network.

Aby rozszerzyć grono odbiorców, zespół Audience Network skorzystał z OnAudience.com, należącej do Cloud Technologies hurtowni anonimowych danych o internautach, która obserwuje kilkanaście miliardów urządzeń z całego świata, dokładnie analizując aktywność internetową ich użytkowników. Na podstawie opracowanej wcześniej analizy utworzono specjalny segment look-alike. Zawierał on profile osób o cechach najbardziej zbliżonych do określonej grupy docelowej, którym następnie wyświetlano reklamę w modelu programmatic buying. Obrana przez Audience Network strategia okazała się wyjątkowo skuteczna, o czym świadczy współczynnik konwersji przekraczający 60 proc. W kampanii wykorzystano również geotrapping, czyli kierowanie reklam do osób przebywających w konkretnej lokalizacji. Bannery wyświetlano internautom, którzy w danej chwili znajdowali się w konkretnych punktach użyteczności publicznej we Wrocławiu: na rynku miasta, dworcu, lotnisku lub galeriach handlowych.

Doskonałym rozwiązaniem okazało się objęcie komunikacją marketingową Polaków przebywających za granicą. Polscy emigranci chętnie oddawali głosy na bliskie ich sercu miasto, przez co wskaźnik konwersji sięgnął w tej grupie 51 proc. Dotarcie do nich było możliwie dzięki zaawansowanym narzędziom do Big Data marketingu i jakościowym danym, które w kampaniach programmatic buying są nie do zastąpienia.

Nietypowe propozycje w kampanii Toyoty

Ciekawym wykorzystaniem nierozłącznego duetu – analityki Big Data i sztucznej inteligencji – może pochwalić się Toyota. Japoński producent samochodów wspólnie z agencją Saatchi & Saatchi zrealizował nietypową kampanię, w której podjął próbę zestawienia modelu Rav4 z ulubionymi zajęciami indywidualnych konsumentów. W tym celu nakarmiono Watsona, superkomputer stworzony przez IBM, tysiącem najpopularniejszych aktywności świata. Na liście znalazło się np. bieganie, gotowanie czy taniec. Przed sztuczną inteligencją postawiono niebanalne zadania – miała ona sparować najmniej pasujące do siebie zajęcia. Na podstawie utworzonych w ten sposób par powstało 300 unikalnych filmów, które marketerzy wykorzystali w działaniach reklamowych.

“Built to take your activities further” – brzmiało główne hasło kampanii, której celem było przedstawienie Toyoty Rav4, jako modelu skrojonego pod ludzi aktywnych. Jako element wspólny dla wszystkich spotów miało zachęcać odbiorców do rozwijania swoich zainteresowań i podejmowania nowych wyzwań. Kreacje poświęcone popularnym aktywnościom wyświetlano w oparciu o zainteresowania internatów. I tak na przykład oczom osób, których cyfrowe ślady w sieci wskazywały na zamiłowanie do pilatesu, ukazał się spot namawiający do osobliwego połączenia tej formy gimnastyki z cosplay (z ang. costume playing – zabawa w przebieranie za postaci z mangi, anime, komiksów, gier komputerowych i filmów): „Przebierz się za swoją ulubioną postać fikcyjną, a następnie wykonaj podstawowe ćwiczenia nie uraniając kropli potu tak, by nie zniszczyć makijażu i nie zdradzić swojej prawdziwej tożsamości”. Z kolei fanom sztuk walki przedstawiono kreację łączącą ich ulubioną aktywność z grillowaniem. „Przygotuj mięso na ogródkowego grilla używając technik walki wręcz. Zmiękcz kotlety schabowe ciosami karate” – brzmiało wyzwanie umieszczone w końcowej części klipu.

Chris Pierantozzi, dyrektor kreatywny w Saatchi & Saatchi uważa, że stworzeniem nietypowych kombinacji aktywności mógłby równie dobrze zająć się człowiek, jednak Watson popisał się nowym poziomem kreatywności, co pomogło zespołowi podejść do sprawy nieszablonowo. – Sztuczna inteligencja pomogła nam również w skalowaniu, ponieważ w krótkim czasie potrafi wymyśleć tysiące rozwiązań, podczas gdy człowiekowi zajęłoby to dużo dłużej. W przyszłości SI pozwoli nam na jeszcze większą personalizację. Na razie jesteśmy dopiero na początku tej drogi – stwierdził Pierantozzi.

Marcel Płoszczyński, Account Executive w inPlus Media

Coraz wyższe sankcje za przestępstwa gospodarcze. Fałszerze faktur karani jak zabójcy

W marcu 2018 r. prokuratorzy otrzymali wytyczne: żądać surowych kar za przestępstwa gospodarcze i finansowe. Miesiąc później Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło program reform „Sprawiedliwość i bezpieczeństwo”, który jeszcze bardziej zaostrza sankcje grożące za przestępstwa popełnione w obrocie gospodarczym. Fałszerze faktur narażający Skarb Państwa na uszczuplenie znacznej wartości mają być karani podobnie jak gwałciciele i zabójcy.

Możliwie najsurowsze karanie

12 sierpnia 2016 r. Prokurator Generalny udzielił prokuratorom wytycznych „w sprawie zasad prowadzenia postępowań przygotowawczych w sprawach o przestępstwa finansowe popełniane na szkodę wielu pokrzywdzonych przy wykorzystaniu instrumentów finansowych oraz działalności bankowej”. Rok później, 10 sierpnia 2017 r., kolejne wytyczne Prokuratora Generalnego dotyczyły „zasad prowadzenia postępowań przygotowawczych w sprawach o przestępstwa związane z procederem wyłudzania nienależnego zwrotu podatku od towarów i usług (VAT) oraz innych oszukańczych uszczupleń w tym podatku”.

Przesłanie, jakie płynęło z obu wytycznych, sprowadzało się do tego, że prokuratorzy mają wnioskować o możliwie jak najsurowsze przewidziane kary. Prokurator Generalny nakazywał w nich m.in., by w sprawach wyłudzeń, których wartość przekracza 1 mln zł, a szkoda nie została naprawiona, prokuratorzy wnioskowali dla ich sprawców o karę bezwzględnego pozbawienia wolności.

Pozbawiać wolności bez zawieszenia

Na początku marca 2018 r. Prokuratura Krajowa poinformowała o przekazanych prokuratorom zaleceniach, aby przy sporządzaniu wniosków do sądów o wymierzenie kar za przestępstwa gospodarcze lub finansowe brali pod uwagę przede wszystkim wysokość wyrządzonej szkody. Prokuratorzy mają wnioskować o kary pozbawienia wolności w górnych granicach:

  • – 3 lata pozbawienia wolności, gdy wartość wyrządzonej szkody przekracza 200 tys. zł;
  • – 5 lat pozbawienia wolności, gdy wartość wyrządzonej szkody przekracza 1 mln zł;
  • – 7 lat pozbawienia wolności, gdy wartość wyrządzonej szkody przekracza 5 mln zł;
  • – 10 lat pozbawienia wolności, gdy wartość wyrządzonej szkody przekracza 10 mln zł.

Zgodnie z zaleceniem Prokuratora Krajowego „[z]asadą powinno być wnioskowanie o karę pozbawienia wolności bez warunkowego jej zawieszenia”.

Sprawiedliwość i bezpieczeństwo

Zaprezentowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości pod koniec kwietnia 2018 r. program reform pt. „Sprawiedliwość i bezpieczeństwo” zakłada kolejne obostrzenia kar za przestępstwa popełnione w obrocie gospodarczym, przede wszystkim – podniesienie progów wymiaru kar pozbawienia wolności za oszustwa VAT. Poza tym, jak głosi program zmian, „jednym z ważniejszych aspektów reformy jest wprowadzenie elastyczności kar. Dziś prawo wiąże prokuratorom i sądom ręce. Pozwala skazać za najpoważniejsze przestępstwa na kary: do 15 lat pozbawienia wolności, osobną karę 25 lat więzienia oraz dożywocie. Nie można więc wymierzyć np. kary 22 czy 27 lat więzienia, nawet gdyby była ona odpowiednia”.

Ministerstwo chce również wysokich kar dla łapówkarzy. Przyjęcie korzyści majątkowej powyżej 1 mln zł ma być zagrożone karą pozbawienia wolności od 3 do 20 lat. Resort chce też nadać większe kompetencje prokuratorom w zakresie spraw dotyczących tzw. ustawiania przetargów publicznych. W sprawach „budzących wątpliwości” prokuratura już nie będzie musiała czekać na złożenie zawiadomienia o nieprawidłowościach. Będzie miała prawo podejmować działania z urzędu.

Gwałciciele, porywacze, zabójcy i… fałszerze faktur

Obowiązujące kary za fałszerstwa na wielką skalę, czyli takie, których wartość przekracza 10 mln zł, mają ulec uelastycznieniu. Obecnie wynoszą one od 5 do 15 lat pozbawienia wolności oraz 25 lat pozbawienia wolności. Po reformie sądy będą mogły wymierzać te kary w przedziale od 5 do 25 lat pozbawienia wolności. To przedział kar taki sam jak ten przewidziany za gwałt ze szczególnym okrucieństwem czy za porwanie dla okupu połączone ze szczególnym udręczeniem. Ciężej karane mają być już tylko przestępstwa, których skutkiem jest śmierć człowieka (do 30 lat pozbawienia wolności lub dożywocie).

Oczywiście potrzeba karania nieuczciwych przedsiębiorców czy zawodowych oszustów jest jak najbardziej uzasadniona. Niepokojące wydaje się jedynie, że sporządzenie fałszywej faktury ma być zagrożone karą wyższą niż przygotowanie do zabójstwa czy przyjęcie zlecenia zabójstwa (od 2 do 15 lat pozbawienia wolności).

Podsumowanie

Kierunek zmian prawa zaostrzający kary przestępcom gospodarczym pokazuje, że została im wypowiedziana otwarta wojna. W programie reform „Sprawiedliwość i bezpieczeństwo” zostało wyraźnie wskazane: „Zaostrzone dzięki Ministerstwu Sprawiedliwości kary dla oszustów VAT-owskich przyniosły nie tylko większe o dziesiątki miliardów przychody Skarbowi Państwa, ale też udowodniły, że surowe kary dają pożądany efekt”. Aby osiągnąć ten efekt, zrewidowano również doktrynę obowiązującego prawa – na naszych oczach przestaje obowiązywać, wyrażona w art. 58 § 1 Kodeksu karnego, zasada nieorzekania kar pozbawienia wolności w przypadku przestępstw zagrożonych karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 5 lat, jeśli inna kara lub środek karny mogą spełnić cele kary.

Księgowy, prawnik i doradca podatkowy – bez nich przedsiębiorcy będą się bać podejmować czynności w obrocie gospodarczym, w strachu przed np. wciągnięciem w wir karuzeli VAT. Zwłaszcza że za przestępstwo gospodarcze można stracić wszystko, nie tylko wolność. Zgodnie z art. 23 Kodeksu karnego skarbowego najwyższa grzywna, jaką może wymierzyć sąd, wynosi 720 stawek dziennych. W 2018 r. to równowartość 20 mln 160 tys. zł. Z kolei art. 44a Kodeksu karnego przewiduje całkowity przepadek przedsiębiorstwa służącego do popełnienia przestępstwa, z którego sprawca nawet pośrednio uzyskał korzyść majątkową znacznej wartości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs euro najwyżej od półtora roku

Amerykańskie zamówienia nie są tak złe jak sądzili analitycy. Euro dotarło do 4,40 zł, będąc najdroższe od 1,5 roku. Złoto po dużych spadkach odzyskuje trochę wartości.

Lepsze od oczekiwań dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zamówień na dobra w USA. Analitycy oczekiwali delikatnego spadku. Dane pokazały spadek mniejszy od oczekiwań. Jest to z jednej strony dobra wiadomość, bo odczyt jest lepszy niż to na co byli gotowi inwestorzy. Z drugiej strony spadek zamówień sugeruje, że coś niedobrego dzieje się w gospodarce. Przegląd danych cząstkowych pokazuje, że za sporą część spadków odpowiada przemysł samochodowy. Inwestorzy nie zareagowali jakoś szczególnie na te dane. Powodem może być dzisiejsze święto i wczorajsza skrócona sesja. 4 lipca jest bowiem w USA Dniem Niepodległości. Przed dniami wolnymi od pracy bardzo często inwestorzy nie chcą otwierać nowych pozycji inwestycyjnych w obawie jak się zachowa rynek podczas dnia wolnego.

Euro zawraca na 4,40

W poniedziałek euro, po raz pierwszy od końca 2016 roku, osiągnęło poziom 4,40 zł. Szczyty z tamtych czasów były mniej więcej 10 groszy wyżej, zatem jak widać obecne poziomy nie są niczym nadzwyczajnym, ale już teraz wielu analityków zadaje sobie pytanie, kiedy ten ruch się odwróci. Obecnie złotemu ciąży nie tylko sytuacja na świecie, ale również kolejne zamieszanie polityczne związane z polskim sądownictwem. Inwestorzy boją się sankcji unijnych, które miałyby już realny, a nie tylko wizerunkowy wpływ.

Złoto odbija się od dna

Złoto uchodzi za bardzo dobrą inwestycję na trudne czasy. Jednak, gdy na rynkach zaczyna dziać się lepiej, wielu inwestorów w poszukiwaniu lepszych stóp zwrotu rozgląda się za innymi inwestycjami. Wczoraj złoto przebiło minima grudnia zeszłego roku, osiągając tym samym najniższy poziom od niemal roku. Dzisiaj widzimy wzrosty, aczkolwiek dopiero kolejne dni pokażą nam czy to realne odbicie czy po prostu korekta w serii ostatnich spadków. Biorąc pod uwagę potencjalną eskalację konfliktu handlowego pomiędzy USA a Chinami może się okazać, że na rynkach znów zapanuje niepokój. To właśnie strach sprzyja wzrostom na złocie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych. Ze względu na wspomniane święto w USA można spodziewać się mniejszej zmienności na rynkach.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs dolara do euro na fali politycznych zawirowań

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Kryzys w niemieckiej koalicji, liczne problemy wewnętrzne Unii Europejskiej, a przy tym wsparcie dla amerykańskiego dolara w kontekście konfliktu handlowego na linii USA – Chiny osłabia nieco europejską walutę. Niemniej jednak według ekspertów Aforti Exchange – para EUR/USD utrzymuje się w trendzie wzrostowym, dając zapowiedź wsparcia dla popytu w lipcu 2018.

Jednocześnie warto wstrzymać się jeszcze z zamianą PLN na EUR, o ile w lipcu 2018 nie zostanie przekroczony poziom 4.38, co będzie jednoznacznym sygnałem do zakupu europejskiej waluty, zanim utrzymany zostanie szeroki trend wzrostowy. Podobnie sytuacja wygląda na parze USD/PLN – zakupu amerykańskiej waluty nie powinno się dokonywać przynajmniej do momentu odnotowania trwałego ruchu powyżej poziomu 3.78.

Pozytywne sygnały dochodzą również z rynku ropy – utrzymujący się w czerwcu 2018 trend wzrostowy tego surowca, przy utrzymaniu w lipcu poziomu 70.60 USD, będzie według ekspertów Aforti Exchange, zapowiedzią dalszych wzrostów na rynku ropy.

EUR/USD drugi miesiąc z zrzędu w silnym trendzie wzrostowym

Lokalne minimum w cenie 1.1650 okazało się wystarczającym wsparciem dla rynku. Zakończenie drugiego miesiąca z rzędu powyżej poziomu 1.1650 ma jednak dużo większe znaczenie – utrzymany został bowiem trend wzrostowy, co będzie wspierać popyt w lipcu. Wspomnieć należy również o 38.2-proc. zniesieniu poprzedniej struktury wzrostowej, która pokrywa się z okolicami poziomu 1.1650. Wszystkie te elementy zapowiadają większe odreagowanie rynku w okolice poziomu 1.1920.

kurs euro i dolara
Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/USD w układzie miesięcznym

EUR/PLN – w lipcu wyhamowanie wzrostu wartości złotówki względem euro

zdecydowane pokonanie strefy 4.2910 – 4.3110 pokazuje jednoznacznie siłę wspólnej waluty. Niemniej trzeba pamiętać, że po tak zdecydowanym wybiciu, początek kolejnego miesiąca przynosi zazwyczaj sporego zasięgu korektę – dokładnie tak, jak miało to miejsce w czerwcu 2018, kiedy jego początek spowodował cofniecie o 0,05 zł, zanim doszło do docelowego ruchu w górę. Dodatkowo, w końcówce czerwca 2018 mieliśmy do czynienia z zatrzymaniem notowań na górnym ograniczeniu szerokiego kanału spadkowego, zatem będzie to kolejny czynnik hamujący dalszą aprecjację EUR.

Dopiero trwałe wybicie wspomnianego kanału spadkowego będzie wiarygodnym sygnałem na dalsze umocnienie wspólnej waluty. Do tego brakuje również trwałego ruchu powyżej poziomu 4.38, a dopóki notowania nie doprowadzą do jego pokonania, z zakupami EUR warto się wstrzymywać.

Tym samym, przekroczenie poziomu 4.38 w lipcu 2018 będzie sygnałem na test strefy 4.4230 – 4.45. Wtedy zakupy staną się konieczne, gdyż poza potwierdzeniem zanegowania wciąż aktualnego trendu spadkowego, potwierdzi się siła szerokiego kanału wzrostowego od marca 2010 roku, a to z kolei będzie premiowało długie pozycje w EUR w drodze na szczyt z listopada 2011 roku w cenie 4.50.

kurs euro do złotego
Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/PLN w układzie miesięcznym

USD/PLN – w oczekiwaniu na trwały ruzh powyżej poziomu 3,78

50-proc. zniesienie poprzedniej fali spadkowej (poziom 3.77) zatrzymało rynek po raz drugi. Zarówno na koniec maja jak i czerwca podaż wykorzystała okolice poziomu 3.77 do cofnięcia.

Z zakupami USD należy się zdecydowanie wstrzymać do momentu trwałego pokonania wspomnianego poziomu. Aktualnie nie zapowiada się bowiem większe cofnięcie niż w okolice poziomu 3.65.

Tym samym, trwały ruch powyżej poziomu 3.78 będzie sygnałem, że rynek będzie dążył do kolejnego oporu w cenie 3.87. Wtedy zakupy dolara amerykańskiego będą konieczne.

kurs dolara do złotego
Źródło: Aforti Exchange – notowania USD/PLN w układzie miesięcznym

ROPA nadal na fali wzrostów

Silny ruch wzrostowy w czerwcu 2018, a przy tym trwałe i zdecydowane pokonania poziomu 68.60 USD otwiera drogę do lokalnego minimum pierwszej fali wyższego rzędu na poziomie 78.80 USD, ograniczonego dodatkowo przez 61.8-proc. zniesienie poprzedniej struktury spadkowej na poziomie 79.40 USD. Trwałe pokonanie zakresu 78.80 – 79.40 USD będzie zatem bardzo trudne.

notowania ropy
Źródło: Aforti Exchange – notowania ropy w układzie miesięcznym

Tym samym, z uwagi na bardzo wyraźne wzrosty w czerwcu 2018, lipiec może przynieść lokalną korektę na rynku, jednakże dopóki poziom 70.60 USD będzie się utrzymywał, scenariuszem podstawowym pozostają dalsze wzrosty na rynku ropy.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Kurs euro kończyć będzie kwartał przy 4,30

Na mundialu chwila przerwy od emocji, podobnie powinno być w przypadku rynków finansowych, które zapewne będą spokojniejsze ze względu na święto w USA. Kibice czekają na piątkowe ćwierćfinały a inwestorzy na dane z rynku pracy USA oraz pierwszy dzień obowiązywania ceł na chińskie towary o wartości 34 mld USD.

Duża część inwestorów zaczęła się obawiać, że osłabienie CNY i tąpnięcie na giełdzie w Szanghaju mogą być wiązane z silnym odpływem kapitału. Jednak werbalne wsparcie dla waluty ze strony władz monetarnych przekładające się na drugi dzień wyraźnego umocnienia juana oraz wyraźnie lepszy od prognoz PMI dla usług Chin powinny nieco rozwiewać obawy. Wszelkie porównania do sytuacji z 2015 roku, gdy strach o perspektywy Chin i stabilność tamtejszego systemu finansowego są naszym zdaniem w znikomym stopniu uzasadnione. Przede wszystkim wynika to z faktu, że tamte turbulencje były pokłosiem błędów regulatorów, którzy najpierw dopuścili do powstania bańki spekulacyjnej na rynku akcji a potem nieudolnie walczyli ze skutkami jej pęknięcia. Teraz nic takiego nie ma miejsca, choć należy pamiętać, że skala długu jest poważnym problemem w systemie finansowym Państwa Środka. Jest to jednak problem długofalowy i stały element w bilansie ryzyk a nie nowy element rynkowej układanki, który nagle pojawia się i wywołuje szok.

Pierwsze oznaki uspokojenia nastrojów idą w parze z wyhamowaniem aprecjacji USD. Po wielotygodniowym rajdzie przed dolarem nie widzimy znacznego pola do umocnienia, bardzo dużo pozytywnych informacji jest już zdyskontowanych. Szansę na najtrwalsze i największe umocnienie ma naszym zdaniem funt. GBP/USD prawdopodobnie przy 1,3050 znalazł średnioterminowy dołek i powinien odrabiać 6 – proc. załamanie z drugiego kwartału. Sprzyjać temu będzie perspektywa podwyżki stóp na posiedzeniu Banku Anglii zaplanowanym na 2 sierpnia. Jeśli obawy o przyszłość Chin zostaną szybko rozwiane to na mocne odbicie mogą liczyć AUD i NZD. Średnio – i długoterminowe perspektywy obu walut nie są naszym zdaniem pozytywne (niska akrakcyjność odsetkowa i brak perspektyw na szybki wzrost stóp procentowych) a rynek potencjalne odbicie będzie pewnie wykorzystywał do odnowienia krótkiej ekspozycji. EUR/PLN powinien schodzić na zdecydowanie niższe pułapy, ale na razie rynkowi brakuje impulsu do wygenerowania wyraźnego ruchu. Zakładamy, że kurs kwartał kończyć będzie przy 4,30. W przypadku EUR/USD scenariuszem bazowym na najbliższe sesje jest stabilizacja w bezpiecznej odległości od dołków 1,1510. Drogę do 1,1850 zamyka cały czas 1,1730.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers

Kurs euro do dolara nieco zyskał podczas spokojnej wtorkowej sesji

Kurs pary EUR/USD wczoraj wyhamował dotychczasowy trend spadkowy, kończąc dzień na lekkim plusie. Zmiana mogła zostać spowodowana przez inwestorów zamykających długie pozycje na dolarze amerykańskim przed dzisiejszym świętem niepodległości USA.

Wczorajsze dane ekonomiczne dla strefy euro były dość mieszane. Inflacja mierzona wskaźnikiem PPI (zmian cen dóbr produkcyjnych) podskoczyła z 1,9% w ujęciu rocznym w kwietniu do 3% miesiąc później. Zawiodła natomiast sprzedaż detaliczna. W maju dane liczbowe nie uległy zmianie, a miesiąc wcześniej doszło do spadku o 0,1% w ujęciu miesięcznym. W tym samym miesiącu dynamika zamówień na dobra trwałe w Stanach Zjednoczonych była nieco lepsza niż zakładano, co jednak nie przełożyło się na umocnienie dolara.

We wtorek jedną najlepiej radzących sobie walut była korona szwedzka. Kurs pary EUR/SEK spadł o ponad 1%, do czego przyczynił się optymizm szwedzkiego banku centralnego, który to okazywał podczas wczorajszego spotkania.

Niektóre waluty emerging markets, w tym złoty, doświadczyły wczoraj lekkiej poprawy, wspierane przez wyhamowanie aprecjacji dolara. Same ruchy kursów były jednak niejednorodne. Wczoraj umocnieniem zakończył dzień m.in. juan chiński, który w ostatnich dniach był jedną z najchętniej wyprzedawanych walut. W momencie, gdy kurs pary USD/CNY przekroczył psychologiczną barierę 6,70, Ludowy Bank Chin ogłosił, że z uwagą obserwuje rozwój sytuacji na rynkach finansowych, oraz że będzie się starał utrzymać kurs juana na stabilnym poziomie. Według doniesień Reutersa, kilka dużych banków znajdujących się we własności państwa dokonywało operacji na rynku międzybankowym, co miało wesprzeć chińską walutę.

Funt brytyjski skorzystał z chwilowego osłabienia dolara, dzięki czemu wczorajszy dzień w relacji do głównych walut zakończył na poziomie podobnym do tego z początku tygodnia. Indeks aktywności biznesowej PMI dla budownictwa dość zaskakująco podskoczył w górę, wzrastając w czerwcu do wartości 53,1 z 52,5 w poprzednim miesiącu. Jest to tym samym najwyższy poziom wskaźnika od 7 miesięcy. Dzisiejsze dane dla najważniejszego sektora – usług – również przyniosły pozytywne zaskoczenie, wspierając funta. Indeks wzrósł z poziomu 54 do 55,1 w czerwcu, obrazując wzrost aktywności w sektorze.

W środku dzisiejszego dnia warto będzie zwrócić uwagę na dzisiejszą wypowiedź członkini Banku Anglii, Victorii Saporty (12:55). Należy pamiętać, że w drugiej połowie dnia sesja na rynkach finansowych może być dość ograniczona, z uwagi na obchodzone dziś w Stanach Zjednoczonych święto niepodległości.

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Czy prosta spółka akcyjna pomoże start-upom technologicznym?

Prosta spółka akcyjna to pomysł, o który start-upy – zwłaszcza z branży technologicznej – wnioskują już od dłuższego czasu. To rozwiązanie było opracowywane jeszcze w Ministerstwie Rozwoju, obecnie prace nad nim kontynuuje Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Projekt ten spełnia wymagania środowiska. Mocno dzieli jednak doktrynę prawniczą, która w regulacjach dotyczących spółek prawa handlowego widzi potrzebę uporządkowania. Chodzi o wąski margines odchodzenia od pewnych kanonów rozwiązań, z którymi mamy do czynienia w kodeksie.

 Prosta spółka akcyjna ma ułatwiać funkcjonowanie firm, które nie mają potrzeby bycia spółkami osobowymi. Są to spółki kapitałowe, ale mają być bardziej elastyczne. To budzi najwięcej wątpliwości – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Dotychczas spółki akcyjne postrzegano jako te o stabilnym charakterze, służące długotrwałej realizacji planów biznesowych, ewentualnie tworzone w celu zrealizowania konkretnej inwestycji. W start-upach chodzi o łatwe otwarcie i likwidację spółki.Ze względu na ryzyko typowe dla branży technologicznej – jest to zrozumiałe. Kwestia ta może więc wpłynąć na chęć wejścia w takie podmioty np. funduszy venture Capital – jeśli będą mogły szybko wycofać kapitał, ewentualnie rozwiązać kwestie dotyczące wierzytelności. Stosowane są także ułatwienia w zakresie wprowadzania do spółki kapitału, know-how, rozwiązań technologicznych, czy samej wiedzy i pracy tworzących ją osób. W przypadku nowego projektu prostej spółki akcyjnej może dojść do starcia nowoczesności z tradycją. Warto, aby oba środowiska nawiązały porozumienie. Dążąc do tego, żeby spółki technologiczne i start-upy mogły działać w formie spółek kapitałowych, należałoby zagwarantować jednocześnie bezpieczeństwo obrotu gospodarczego. Jeżeli zbyt daleko pójdziemy w uproszczeniach – może okazać się, że gwarancja, jaką z reguły dają spółki kapitałowe, nie będzie miała zastosowania w prostych spółkach akcyjnych – wskazała Durlik.

Deloitte: Polskie firmy tracą miliony złotych na złym zarządzaniu oprogramowaniem

Około 30 proc. budżetu każdej firmy przeznaczonego na IT dotyczy oprogramowania. W przypadku dużych firm może to być nawet kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. Tymczasem prawie jedna czwarta zakupionego oprogramowania nigdy nie będzie wykorzystana. Eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy badania o rynku zarządzania oprogramowaniem w Polsce przekonują, że liczba przeprowadzanych przez producentów oprogramowania audytów będzie rosła, a bez odpowiedniego know-how i specjalistycznej technologii nie da się tym obszarem skutecznie zarządzać. Tymczasem tylko 38 proc. firm w Polsce wdrożyło narzędzie dedykowane do zarządzania oprogramowaniem.

Software Asset Management (SAM), czyli zarządzanie licencjami oprogramowania jest istotnym elementem funkcjonowania obszaru IT w każdej firmie. – Dotyczy to szczególnie dużych przedsiębiorstw, ale nie tylko. Kancelarie prawnicze oraz małe biura projektowe korzystają ze specjalistycznego, bardzo kosztownego oprogramowania, którego licencjami muszą odpowiednio zarządzać – mówi Mariusz Ustyjańczuk, Dyrektor, Lider zespołu zarządzania oprogramowaniem w Deloitte.

Coraz częstsze audyty

Z analizy Deloitte wynika, że około jedną trzecią budżetu IT każdej firmy pochłaniają wydatki związane z oprogramowaniem. W przypadku dużych firm, na przykład banków, może to być kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. Tymczasem okazuje się, że często są to pieniądze źle wydane. Z szacunków Deloitte wynika, że średnio 22 proc., czyli prawie jedna czwarta zakupionego oprogramowania nigdy nie zostanie użyta, a 58 proc. przedsiębiorstw płaci za wsparcie oprogramowania, z którego nie korzysta. Mechanizm ten działa również w drugą stronę – aż 68 proc. firm w Polsce korzysta z oprogramowania, na które nie ma wykupionej licencji. Tymczasem każdy z producentów oprogramowania może w dowolnym momencie zainicjować audyt, który ma pokazać czy dana firma korzysta z jego produktu w odpowiedni sposób. – Jeszcze siedem lat temu przeprowadzało je w Polsce 2-3 największych producentów oprogramowania. Obecnie takie praktyki stosuje już ponad dziesięciu i ta liczba będzie nadal rosła – mówi Mariusz Ustyjańczuk.

Brakuje czasu i ludzi

Jak pokazują dane Deloitte tylko 29 proc. firm przestrzega wszystkich warunków licencji oprogramowania. W ponad połowie (54 proc.) audyty wykazały luki w procesach SAM. Tylko jedna trzecia przedsiębiorstw po przeprowadzonym audycie zdecydowała się na transformację w zakresie zarządzania licencjami oprogramowania. – Firmy w Polsce nie tylko nie mają kontroli nad tym, co się dzieje z wykupionymi przez nich licencjami, ale też wciąż bardzo rzadko decydują się na zmianę w swoim podejściu, jeśli audyt wykaże nieprawidłowości. Tymczasem producenci oprogramowania mogą nakładać na firmy bardzo wysokie kary finansowe z tego tytułu, nie wspominając już o naruszeniu zasad bezpieczeństwa teleinformatycznego – mówi Piotr Polak, Menedżer, Zespół zarządzania oprogramowaniem w Deloitte.

To reaktywne podejście może być dla firm nieopłacalne zarówno pod względem finansowym, ale także czasowym. Aż 28 proc. ankietowanych przez Deloitte firm zadeklarowało, że na obsługę audytów zgodności licencyjnej musiało przeznaczyć w ciągu ostatniego roku od 60 do 120 dni roboczych. W przypadku 48 proc. było to od 20 do 60 dni. Proaktywne podejście pozwala znacznie skrócić ten czas.

Innym problemem są ludzie. Producenci oprogramowania dysponują wieloosobowymi zespołami, które zajmują się tylko monitorowaniem warunków licencyjnych poszczególnych produktów. Tymczasem w dużych firmach zazwyczaj są to dwie lub trzy osoby (58 proc. firm), a nierzadko tylko jedna (30 proc. respondentów). – Zarządzanie oprogramowaniem w przedsiębiorstwie wymaga stworzenia silnego zespołu o odpowiednich kompetencjach. Jedna lub dwie osoby nie są w stanie odpowiednio zarządzać licencjami oprogramowania, szczególnie, gdy mówimy o dużych firmach. Aż 96 proc. badanych przez nas menedżerów ocenia poziom świadomości w obszarze SAM w swojej firmie jako niski lub średni – wyjaśnia Piotr Polak.

Nie-SAM-odzielne firmy

Prawie połowa firm (46 proc.) przyznaje, że tylko niektóre procesy SAM zostały u nich zdefiniowane, a w 23 proc. opisane i zatwierdzone. W przypadku 15 proc. firm procesy te nie zostały formalnie lub w ogóle zdefiniowane.  Aż 38 proc. ankietowanych przyznaje, że zgodność licencyjna w ich firmach jest weryfikowania jedynie w razie potrzeby. Tylko w co dziesiątej jest to proces ciągły. W przypadku 7 proc. czynności tej dokonuje się jedynie w razie audytu.

Na rynku istnieją technologie, które wspomagają zarządzanie oprogramowaniem. – Dzięki nim można przeprowadzić inwentaryzację posiadanego oprogramowania, raportować i analizować oraz zintegrować je z innymi systemami IT. Większość firm rozumie, że takie narzędzie jest pomocne nie tylko w przypadku audytu zleconego przez dostawcę oprogramowania – mówi Maciej Kożuszek, Starszy Konsultant, Zespół zarządzania oprogramowaniem w Deloitte.

Aż 84 proc. ankietowanych wśród korzyści wdrożenia narzędzia SAM wskazało na wsparcie w przeprowadzeniu zgodności licencyjnej i pomoc w redukcji kosztów. Nie zmienia to jednak faktu, że prawie dwie trzecie firm (62 proc.) wciąż z takiej technologii nie korzysta. Zdaniem ekspertów Deloitte będzie się to zmieniać i w ciągu trzech kolejnych lat większość firm w Polsce będzie posiadać narzędzie SAM. – Wpłynie na to rosnąca liczba producentów, którzy decydują się na przeprowadzanie audytów zgodności licencyjnej, skomplikowane warunki licencyjne oraz nieustanny rozwój technologii – przewiduje Mariusz Ustyjańczuk.

To czego można się spodziewać, to także wzrost zainteresowania outsourcingiem usług SAM. Trend jest już widoczny na Zachodzie i coraz częściej również w Polsce. Rodzime firmy, podobnie jak to się dzieje w innych krajach, będą korzystać z wiedzy i doświadczenia zewnętrznych ekspertów z obszaru SAM.

Bessa uderzyła w GPW. Giełdowy Indeks Produkcji traci 7.76%, by po 25 miesiącach znaleźć się poniżej wartości bazowej

Giełdowy Indeks Produkcji stracił w czerwcu 7.76% osiągając wartość 927.87 punktów, czyli znacznie poniżej 1000 punktów, z którymi zaczynał na początku 2016 roku. Słaby złoty pozwolił wybronić się kilku eksporterom, jednak aż dwie trzecie spółek straciło na wartości.

Obawy ekspertów, przyglądających się uważnie kondycji polskiego rynku papierów wartościowych, spełniają się na naszych oczach. Giełdowy indeks produkcji pikuje. — Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest słaba kondycja naszego rodzimego rynku akcji, który bezlitośnie stacza się w kierunku bessy — uważa Maciej Zaręba z DSR, współtwórca indeksu. Jego słowa znajdują potwierdzenia w wynikach najważniejszych spółek notowanych na GPW. WIG od historycznego szczytu zanotowanego w styczniu 2018 roku do końca czerwca spadł o 19%. Podobnie a nawet gorzej, sytuacja wygląda na pozostałych indeksach. WIG20 od styczniowej górki stracił już 20.9%, mWIG40 znajduje się obecnie 18.0% niżej, a sWIG80 od marca ubiegłego roku stracił już 24.7%. — Za umowną granicę bessy uznaje się 20% spadek wartości, więc nasza rynek akcji jest już na skraju przepaści i wygląda na to, że przymierza się do zrobienia kroku naprzód — ostrzega Zaręba. Jego zdaniem Polskie spółki produkcyjne mocno odczuwają trudną sytuację na GPW i mimo solidnych bodźców wzrostowych płynących z fundamentów polskiego przemysłu, nie były one w stanie obronić się przed spadkami. —GIP60 od początku roku stracił już ponad 20% i należy uznać, że znajduje się obecnie w fazie bessy — dodaje ekspert.

Czerwiec to piąty miesiąc w tym roku, kiedy Giełdowy Indeks Produkcji traci na wartości. Tym razem spadku wartości doświadczyło aż 40 spółek, czyli aż 2/3 ogółu polskich spółek produkcyjnych notowanych w ramach GIP60, siedem spółek zakończyło czerwiec bez zmian wartości, a jedynie 13 spółek zanotowało w czerwcu wzrost. Tracił nawet Bioton (-20.7% m/m), który w ostatnich trzech miesiącach regularnie wygrywał ranking GIP60, ale dotkliwe spadki wartości w czerwcu dotknęły również inne spółki, które wcześniej przyniosły akcjonariuszom znaczny wzrost wartości akcji i przy nerwowej atmosferze na giełdzie, gracze postanowili skonsumować wcześniej wypracowany przyrost: CCC (-24.1% m/m), Famur (-18.0% m/m), Kopex (-17.7% m/m), Wielton (-15.2% m/m), Alumetal (-14.7% m/m), PGO (-14.5% m/m), Indykpol (-13.9% m/m), ES-System (-13.8% m/m), Apator (-13.1% m/m). Spółek które straciły w czerwcu ponad 10% jest aż 17.

Mabion, czyli innowacje lekiem na zło

Trzynastu spółkom udało się w tym czasie obronić swoją wartość, z czego trzy zanotowały wzrost wartości przekraczający 10%. Zakłady Azotowe Puławy z wynikiem 10.5% m/m znalazły się na najniższym stopniu podium czerwcowego rankingu GIP60. Drugie miejsce przypadło spółce CDRL, która urosła w czerwcu o 13.2%, a najlepszy wynik w czerwcowym GIP60 osiągnęła spółka Mabion (+14.0% m/m).

Mabion to polska firma biotechnologiczna, która została utworzona w celu wprowadzenia na rynek leków biotechnologicznych najnowszej generacji opartych na humanizowanych przeciwciałach monoklonalnych. Za tymi trudnymi terminami kryje się produkcja leków celowanych, a więc takich, które działają wybiórczo na komórki nowotworowe, a co za tym idzie, zapewniają lepszą skuteczność przy mniejszej toksyczności terapii. Duży nacisk na badania i rozwój pozwolił Mabionowi osiągnąć status spółki innowacyjnej, która z powodzeniem konkuruje na wielu zagranicznych rynkach. Mabion, podobnie jak inne spółki eksportowe, korzysta na osłabieniu złotego, które nabrało na intensywności od kwietnia tego roku. Do pozytywnych informacji płynących ze spółki można zaliczyć m.in. dofinansowanie rozbudowy centrum badawczo-rozwojowego na kwotę 63.25 mln zł, przyjęcie do oceny wnioski o pozwolenie na dopuszczenie do obrotu leku MabionCD20 przez Europejską Agencję Leków, a także komunikat o podjęciu rozmów z amerykańską Agencją ds. Żywności i Leków (FDA) w sprawie dopuszczenia leku MabionCD20 na terytorium USA.

Grupa CDRL, która w tym miesiącu może pochwalić drugim co do wielkości wzrostem, jest dystrybutorem odzieży dziecięcej, którą sprzedaje pod marką własną COCCODRILLO w Polsce i zagranicą. —  W przypadku tej spółki czerwcowy wzrost wartości to tylko odbicie po gwałtownym spadku zanotowanym po ogłoszeniu wyników za pierwszy kwartał — tłumaczy Maciej Zaręba. Mimo wzrostu przychodów (+24.9% r/r) spółka zanotowała spadek zysku z działalności operacyjnej (-60.9% r/r) i stratę netto w wysokości 311 tys. zł przy 1.1 mln zł zysku rok wcześniej.

Zakłady Azotowe Puławy, które w czerwców zanotowały wzrost przekraczający 10%, prowadzą działalność w dwóch segmentach: produktów nawozowych oraz chemikaliów nie nawozowych. Połowa wytwarzanych przez nie produktów przeznaczona jest na eksport. Duży udział sprzedaży zagranicznej sprawia, że spółka dobrze znosi czasy, kiedy polska waluta znajduje się pod presją, jednak w czerwcu główną przyczyną wzrostu wartości była wypłacana w tym miesiącu dywidenda w wysokości 85.25 mln zł, co dało 4.46 zł na akcję.

Polski przemysł według GUS

Jak podaje GUS, produkcja sprzedana przemysłu po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych wzrosła w maju o 7.4% r/r., a więc sytuacja wygląda jeszcze lepiej niż w kwietniu, kiedy wzrost wyniósł 6.8%. — Wynik ten można interpretować jako wyjątkowo wartościowy, ponieważ w zeszłym roku w maju było więcej dni roboczych, a wkład we wzrost miało szerokie spektrum branż sektora przemysłowego. Doskonałe wyniki przemysłu i budownictwa najprawdopodobniej przełożą się do podtrzymania wzrostu gospodarczego na poziomie 5%. — uważa Maciej Zaręba.

W maju przyspieszyła również dynamika wzrostu cen produkcji sprzedanej, co doprowadziło do tego, że ceny są już średnio 1.9% wyżej niż na koniec 2017 roku. Największy wkład na wzrost tej dynamiki miały surowce sprzedawane przez firmy wydobywcze, których ceny tylko w maju wzrosły o 2.5%, a obecnie są wyższe o 2.9% w porównaniu z końcem 2017 roku. Przyspieszyła również dynamika cen w przetwórstwie przemysłowym, które na koniec maja były o 2% wyższe niż pod koniec 2017 roku.

Przemysłowy optymizm zbliża się do końca?

Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w sekcji przetwórstwo przemysłowe nieznacznie spadł z poziomu plus 16.8 w kwietniu do plus 15.7 w maju. Wskaźnik ten jest różnicą między odsetkiem przedsiębiorstw przemysłowych sygnalizujących poprawę koniunktury (w maju wyniósł on 22.4%), a odsetkiem przedsiębiorstw zgłaszających jej pogorszenie (6.7% w maju).

Najbardziej optymistyczne opinie dotyczące koniunktury płyną obecnie od producentów tworzyw sztucznych (plus 26.2) i producentów wyrobów farmaceutycznych (plus 23.0). Należy jednak pamiętać, że nawet w tych sektorach wskaźnik klimatu koniunktury spadł średnio o 2 pkt. Największy spadek nastrojów zanotowano w branży odzieżowej, która z poziomu plus 6.7 w kwietniu zanurkowała do minus 1.4 w maju. Nie zmienia to faktu, że wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury dla przedsiębiorstw przemysłowych utrzymał się na poziomie znacznie przewyższającym odczyty z ostatnich 10 lat, na którym utrzymuje się od początku tego roku.

Najaktualniejsze dane o nastrojach panujących w przemyśle podaje firma IHS Markit za pomocą wskaźnika PMI®, który zwykle jest ogłaszany na początku następnego miesiąca. Według tej firmy nastroje w produkcji w czerwcu w całej strefie euro spadły z 55.5 do 54.9 pkt., a więc ciągle znajdują się powyżej granicy 50 pkt., która oddziela nastroje optymistyczne od pesymistycznych. PMI® obliczony dla polskiego przemysłu wyniósł w czerwcu 54.2, co było odczytem wyższym niż w maju (53.3), a także wyższym od najbardziej optymistycznych prognoz.

Polska giełda strachu

Zła koniunktura na polskim rynku kapitałowym sprawia, że ceny akcji największych polskich spółek produkcyjnych pogłębiają przepaść między wycenami panującymi na GPW, a twardymi danymi, które od wielu kwartałów płyną z polskiego przemysłu. Rosnące napięcia w światowym handlu oraz zmiany stóp procentowych przez Fed niekorzystnie wpływają na wszystkie giełdy Europy Środkowo-Wschodniej, ale warszawski parkiet stał się wyjątkowo wrażliwy na wszelkie problemy zwiększające niepewność na globalnych rynkach akcji. Indeks WIG jest niżej o jedną piątą niż na początku roku i jest to najgorszy wynik w całym regionie, obok rosyjskiego RTS (-14.8%) i węgierskiego indeksu BUX (-12.4%).

Pocieszeniem może być w tej sytuacji chyba tylko fakt, że zwykle czerwiec jest najgorszym miesiącem na warszawskim parkiecie, a lipiec najlepszym. Ale wakacyjne miesiące, w których obroty są dalekie od rekordowych, wcale nie muszą przynieść ulgi inwestorom, zwłaszcza w sytuacji, kiedy niepewność na innych rynkach akcji jest na stosunkowo wysokich poziomach.

Nadwaga, otyłość i brak aktywności fizycznej zwiększają ryzyko cukrzycy typu 2. Zagrożonych nią jest wielu polskich uczniów

Nadwaga, otyłość i brak aktywności fizycznej zwiększają ryzyko cukrzycy typu 2. Zagrożonych nią jest wielu polskich uczniów 5

Cukrzyca typu 2 jest istotnym zagrożeniem dla zdrowia, które kiełkuje przez wiele lat i może, nawet od dzieciństwie. To, że już dziś jest się o co martwić, potwierdzają wyniki Ogólnopolskiego Programu Profilaktyki Cukrzycy typu 2 i Chorób Cywilizacyjnych PoZdro!, w ramach którego badaniami przesiewowymi objęto w sumie blisko 24 tys. uczniów w całej Polsce. We Wrocławiu okazało się, że nadmierną wagę ciała ma 20 proc. dzieci, a u 38 proc. stwierdzono niewystarczającą wydolność fizyczną. 

Światowa Organizacja Zdrowia uznaje problem otyłości wśród dzieci za epidemię XXI wieku. Według informacji opublikowanych przez czołowy periodyk medyczny „The Lancet” od 1975 roku liczba otyłych dzieci wzrosła dziesięciokrotnie. W 2016 roku na całym świecie nadmierną wagę ciała miało ponad 300 mln dzieci i nastolatków, przy czym 124 mln borykały się z otyłością, która uznawana jest za chorobę. W Polsce, jak wynika z danych Instytutu Żywności i Żywienia, nadmierną masę ciała ma ponad 22 proc. uczniów gimnazjów i podstawówek. Według Instytutu Matki i Dziecka otyłość występuje u blisko 13 proc. ośmiolatków. Zdaniem ekspertów wynika to z rosnącej zamożności Polaków, negatywnego wpływu reklam oraz zmiany trybu życia na siedzący.

 Obserwujemy dwuwymiarowość życia społecznego. Z jednej strony jest to kult pracy, z drugiej duży konsumpcjonizm. Zniknęła instytucja podwórka, zarówno gimnazjaliści, jak i uczniowie szkół podstawowych spędzają mnóstwo wolnego czasu w mass mediach, co sprzyja rozwijaniu się nadwagi i otyłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Kohut, psycholog Programu PoZdro! Fundacji Medicover.

Otyłość w wieku szkolnym może mieć dramatyczne konsekwencje w przyszłości, prowadzi bowiem do rozwoju takich schorzeń jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca typu 2, choroby układu sercowo-naczyniowego i niektórych nowotworów. Efektem otyłości mogą być również wady postawy, zaburzenia miesiączkowania u dziewcząt oraz stłuszczenie i marskość wątroby. Nadmierna masa ciała ma także wpływ na stan psychiczny, ponieważ rodzi poczucie odrzucenia przez grupę, prowadząc nawet do depresji.

 Dzieci z nadwagą i otyłością spotykają się z ostracyzmem społecznym, dlatego niezmiernie ważne jest wzmocnienie samooceny dziecka i poczucia własnej skuteczności. Zmiany zachodzą najpierw w głowie, więc sama świadomość dziecka, że może coś zmienić, jest bardzo istotnym elementem w dalszym procesie zmiany – mówi Anna Kohut.

Pomoc dzieciom z nadwagą i otyłością, a jednocześnie przeciwdziałanie występowaniu cukrzycy typu 2 to cele realizowanego od 2014 roku przez Fundację Medicover Ogólnopolskiego Programu Profilaktyki Cukrzycy i Chorób Cywilizacyjnych PoZdro!. Pierwszy etap projektu objął przeprowadzane na terenie szkoły dobrowolne, bezpłatne badania przesiewowe, które sprawdziły u uczniów ostrość widzenia, postawę ciała, sprawność krążeniowo-oddechową oraz masę i skład ciała.

Uczniowie, u których wystąpiło ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2, zostali skierowani wraz z rodzinami do specjalistycznego, bezpłatnego programu wsparcia w ramach Zintegrowanej Opieki Indywidualnej PoZdro!. W ramach trwającej dwa lata opieki specjalistycznej dzieci i ich rodziny odbywają konsultacje z lekarzem, psychologiem, dietetykiem i trenerem. Program przewiduje łącznie trzydzieści dwa spotkania w trakcie ośmiu wizyt w Centrach Medycznych Medicover. Mogą skorzystać z kompleksowej, bezpłatnej oferty warsztatów edukacyjnych, zajęć sportowych, szkoły zdrowego gotowania czy wymiany doświadczeń w ramach Klubu Rodzica.  

 Ten projekt to nie tylko diagnostyka i badania przesiewowe, lecz także wskazówki dla rodziców i nauczycieli dotyczące dalszej pracy, planowania działań profilaktycznych w szkołach – podkreśla Ewa Monastyrska, dyrektor Wydziału Przedszkoli i Szkół Podstawowych Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

– Program PoZdro! został skierowany najpierw do gimnazjalistów, a w roku szkolnym 2017/2018 do uczniów szkół podstawowych. Do dzieci i młodzieży, którzy mają poczucie, że to jest ten moment, kiedy zaczynają być dorośli i zaczynają podejmować swoje własne decyzje. Próbowaliśmy namówić dzieciaki, żeby się zbuntowały, ale„na zdrowie, żeby trochę inaczej się odżywiały, niż to często sugerowane jest w domu i trochę więcej ćwiczyły – dodaje Kamila Szarejko, kierownik Programu PoZdro! Fundacji Medicover.

PoZdro! to aktualnie jeden z największych na świecie programów profilaktycznych dla dzieci, biorąc pod uwagę jego skalę i liczbę przebadanych dzieci. Wystartował w Gdyni, następnie objął swoim zasięgiem Warszawę, Wrocław, Lublin oraz kilka sąsiadujących z nimi gmin. W sumie w skali całej Polski przebadano dotąd 24 tys. uczniów klas IV szkół podstawowych oraz klas I gimnazjów. Jako ostatnie kontrolowano w roku szkolnym 2017/2018 dzieci ze szkół podstawowych z Wrocławia oraz gmin Kobierzyce, Siechnice i Żórawina. Jak się okazało, 20 proc. przebadanych uczniów miało nieprawidłową masę ciała, a u 1 035 z nich stwierdzono zagrożenie zachorowania na cukrzycę typu 2 i zaproszono do części interwencyjnej Programu PoZdro!.

22 proc. chłopców z Wrocławia prezentowało cechy nadmiernej masy ciała w porównaniu do 16 proc. dziewczynek. Sumaryczny odsetek chłopców i dziewczynek w obu grupach wiekowych, zarówno we Wrocławiu, jak i gminach ościennych, który prezentował nieprawidłową masę ciała, oceniony został na około 20 proc. Istotną informacją jest również fakt, że w sąsiednich gminach występowała większa liczba pacjentów z nadwagą i otyłością, bo nieprawidłową antropometrię wykazywało ok. 25 proc. pacjentów – precyzuje Sebastian Więckowski, lekarz programu PoZdro! – Choroby cywilizacyjne to bardzo szeroka grupa, dlatego powinniśmy skupić na tych, które stwarzają największe ryzyko dla zdrowia i życia. Są to głównie choroby sercowo-naczyniowe, nowotwory, nadciśnienie tętnicze i właśnie cukrzyca typu 2, które odpowiadają za 80 proc. zgonów w naszej populacji.

Prowadzone w latach 2015–2018 badania przesiewowe we Wrocławiu pokazały, że nadwaga i otyłość to duży problem w szkołach podstawowych i gimnazjach. Natomiast nieprawidłowe ciśnienie krwi dotyczy głównie gimnazjalistów, choć ten problem w mniejszym stopniu dotyczy także uczniów podstawówek. U ponad 38 proc. badanych dzieci stwierdzono niewystarczającą wydolność fizyczną organizmu – testy wykazały, że na czwarte piętro bez zadyszki nie byłoby w stanie wejść ponad 39 proc. uczniów I klas gimnazjum oraz nieco ponad 37 proc. uczniów IV klas szkół podstawowych.

– We Wrocławiu udało się nam wspólnie zatrzymać tendencję wzrostową, jeśli chodzi o nadwagę i otyłość, a według danych, które posiadamy, nawet ją odwrócić. Widać, że kompleksowe, wspólne działanie różnych podmiotów w zakresie edukacji na temat zdrowego stylu życia, diagnozowania stanu zdrowia dzieci i młodzieży w tym wypadku przynosi wymierne efekty – podkreśla Joanna Nyczak, dyrektor Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

Dotychczas badaniami przesiewowymi w ramach programu PoZdro! objętych zostało prawie 24 tys. uczniów z całej Polski, a ponad 3,2 tys. z nich zakwalifikowanych zostało do udziału w kolejnym etapie. Młodzież, u której wykryto czynniki rozwoju chorób cywilizacyjnych, odbyła już ponad 42 tys. indywidualnych spotkań ze specjalistami w całej Polsce. W samym Wrocławiu badaniami przesiewowymi w latach 2015–2018 zostało objętych 8 282 uczniów, czyli blisko 70 proc. populacji w badanych grupach wiekowych.

Efektem programu jest także większa świadomość rodziców w zakresie roli zdrowego żywienia i aktywności fizycznej w życiu ich dzieci. Ponad 72 proc. ankietowanych rodziców zadeklarowała, że ich pociechy odżywiają się prawidłowo, tymczasem okazało się, że codziennie bądź co drugi dzień spożywają one słodkie napoje, przekąski oraz żywność typu fast food.

 Prawie wszyscy rodzice podkreślali, że ich dziecko jest bardzo aktywne fizycznie i ma odpowiednią ilość ruchu, po czym w badaniu testu wydolnościowego okazało się, że ponad 60 proc. niestety oblewa trzyminutowy test bądź ma wynik poniżej normy. To jest zatrważające, bo dziesięciolatek, który nie może wejść na 4–5 piętro bez zadyszki, może w przyszłości stać się dorosłym, który będzie miał jeszcze większy problem, żeby pokonać choćby jeden stopień – podkreśla Kamila Szarejko, kierownik Programu PoZdro! Fundacji Medicover.

– Przeciwdziałanie otyłości i nadwadze to kwestia podnoszenia świadomości rodziców i nauczycieli, a także wiedzy przekazywanej uczniom. To wymaga wielu wspólnych działań realizowanych przez różne podmioty i dzięki temu programowi się to udaje. Widać to w postawie uczniów, w tym, jak zmieniły się ich nawyki żywieniowe, do czego przywiązują większą wagę – dodaje Ewa Monastyrska.

Galerie handlowe szukają pomysłów na niehandlowe niedziele. Warszawskie Blue City zainwestuje miliony w rozbudowę i nową ofertę

Galerie handlowe szukają pomysłów na niehandlowe niedziele. Warszawskie Blue City zainwestuje miliony w rozbudowę i nową ofertę 6

Ustawowy zakaz handlu w niedziele, jego wpływ na liczbę odwiedzających i wielkość obrotów to duże wyzwanie dla galerii handlowych. Muszą więc szukać nowych sposobów na przyciągnięcie klientów i dostosowanie się do zmian na rynku. Warszawskie Blue City do końca roku przejdzie dużą metamorfozę, znacznie rozszerzając swoją ofertę gastronomiczną i rozrywkową, która będzie dostępna także w dni objęte ustawowym zakazem handlu.

– Nowoczesne centrum handlowe musi mieć warunki, żeby przyciągać klientów. Dziś same sklepy już nie wystarczają, konkurencja jest coraz większa, do tego doszedł zakaz handlu w niedziele, więc musimy się rozwijać w kierunkach, o których do tej pory nie myśleliśmy. U nas będzie to prawdziwa rewolucja – do końca roku Blue City stanie się kompletnie innym centrum handlowym – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Yoram Reshef, dyrektor generalny Blue City.

Rola galerii handlowych się zmienia. Klienci coraz częściej odwiedzają je całymi rodzinami, nie tylko na zakupy, lecz także po to, by przyjemnie spędzić wolny czas. Stąd rośnie znaczenie oferty gastronomicznej i rozrywkowej. Warszawskie Blue City, aby przystosować się do zmieniających się realiów rynkowych, do końca tego roku przejdzie metamorfozę. Wielomilionowe inwestycje, nowe sklepy i usługi mają przyciągnąć nowych klientów, zminimalizować skutki ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i stworzyć unikalne w skali miasta centrum handlowo-rozrywkowe.

– W ostatnim tygodniu, kiedy była niedziela handlowa i była okropna pogoda, od razu mieliśmy tu inwazję klientów podobną do okresu świątecznego. Liczymy każdego człowieka, który tu wchodzi. Część sklepów pokryje straty z tym związane tym, że mamy więcej klientów w piątki i soboty, ale są najemcy, którym się to nigdy nie uda. Dlatego inwestujemy, bo uważamy, że dodając kino czy restauracje, zapewnimy większy ruch tym najemcom, którzy są otwarci w każdą niedziele – mówi Yoram Reshef.

Jesienią w Blue City swój najnowszy koncept otworzy IKEA. Sklep, który zajmie blisko 5 tys. mkw. w samym centrum budynku, na poziomach 0 i +1. Będzie wyposażony w innowacyjne rozwiązania ułatwiające zakupy. Na miejscu dostępne będą akcesoria wyposażenia wnętrz, natomiast pozostałe produkty z asortymentu IKEA, w tym meble, będzie można zamówić online samodzielnie lub z pomocą pracowników.

 Robimy coś, czego nie zrobił nikt do tej pory. Przebudowujemy 21,6 tys. mkw. powierzchni i nikt tego nie odczuwa. Robimy to nocami, cicho, żeby centrum handlowe żyło swoim życiem. Na zewnątrz widać tylko kilka zasłoniętych sklepów. Tak jak zawsze – zdążymy na czas i zmieścimy się w budżecie –zapowiada Yoram Reshef.

Duże zmiany przejdą trzy najwyższe poziomy Blue City, gdzie skoncentrowana zostanie oferta rozrywkowa i gastronomiczna, dostępna dla klientów także w niedziele objęte ograniczeniem handlu. Pod koniec roku na poziomie +4 otworzy się pierwsze w Warszawie kino Helios. Multipleks będzie dysponować ośmioma salami kinowymi, w których znajdzie się blisko dziewięćset foteli. Kino zostanie wyposażone w rozwiązania zapewniające m.in. najwyższą jakość obrazu w rozdzielczości 4K i dźwięk Dolby Atmos.

Blisko 5 tys. mkw., dotychczas wykorzystywanych na cele biurowe, zajmie niemiecki operator fitness klubów Fit/One, który zadebiutuje w Polsce. Będzie to największy pod względem powierzchni klub fitness w Polsce (otwarcie jest planowane na połowę grudnia). Oprócz nowoczesnej siłowni zaoferuje też klientom studio z sauną, solarium i łóżkami do masażu.

Ponad 1,5 tys. mkw. na poziomie +3 zajmie natomiast TEPfactor – specjalnie zaplanowana przestrzeń, w której będzie można sprawdzić swoją sprawność fizyczną, zręczność, cierpliwość oraz umiejętność działania w grupie. TEPfactor jest atrakcją skierowaną do rodzin, grup znajomych, szkolnych, pracowników czy parterów biznesowych.

 Zapraszamy pod koniec roku: będzie otwarta IKEA, osiem sal kinowych Helios, TEPfactor – pierwszy taki projekt w Polsce, który do tej pory istnieje tylko w Dubaju i w Czechach, pierwszy w Polsce fitness Fit/One, nowe restauracje. Mam nadzieję, że w 2019 rok to będzie kompletnie nowe Blue City – mówi Yoram Reshef.

Interaktywne mapy w całym centrum zostaną wymienione na większe i nowocześniejsze, przygotowywana jest też nowa strona internetowa Blue City.

Nieco wcześniej, na jesień, zaplanowano także inaugurację odnowionej, jednej z największych sal zabaw dla dzieci Inca Play, w której przybędzie atrakcji. W sali zabaw znajdzie się m.in. specjalna, kilkupoziomowa konstrukcja umożliwiająca zabawę dorosłym wspólnie dziećmi, miejsce zabaw dla dzieci młodszych i starszych, elementy edukacyjne i salki urodzinowe. Uzupełnieniem oferty będzie kawiarnia Inca Cafe oraz imprezy i zajęcia tematyczne dla dzieci.

 Będziemy urządzać tu 150–200 imprez urodzinowych miesięcznie. Ale to nie wszystko. Niespotykaną do tej pory nigdzie w Polsce atrakcją z pewnością stanie się rura zjazdowa z trzeciego pietra na dół, która pojawi się w centrum w przyszłym roku – mówi Yoram Reshef.

Przemianie Blue City sprzyja nietypowa architektura. Siedem kondygnacji i wysokie atrium z głównym placem pośrodku ułatwia wyraźny podział galerii na strefy handlu, jedzenia i rozrywki.

 W ciągu trzech lat udało nam się zmienić Blue City tak, że wykorzystaliśmy te wysokie piętra i boczne korytarze na biura. Mamy ponad 30 tys. mkw. biur, z których tylko 1,7 tys. jest niewynajętych. Pracuje w nich 3 tys. ludzi, którzy po pracy idą na zakupy, do fryzjera, do centrum medycznego. Działa u nas szkoła tańca Egurrola Dance Studio, w której tańczy 2,5 tys. dzieci. Ich opiekunowie w tym czasie mogą pójść do kosmetyczki czy do kawiarni. W Blue City działa szkoła piłki nożnej, w której też uczą się setki dzieci, oraz minigolf – wylicza Yoram Reshef.

Chorzy na bardzo rzadką chorobę metaboliczną czekają na refundację leku. Problemem jest też dostęp do rehabilitacji

Chorzy na bardzo rzadką chorobę metaboliczną czekają na refundację leku. Problemem jest też dostęp do rehabilitacji 7

W Polsce na choroby rzadkie i ultrarzadkie cierpi blisko 6 proc. społeczeństwa, czyli nawet 3 mln osób. Jedną z nich jest mukopolisacharydoza, która dotyka około stu pacjentów. Choroba nie jest łatwa w zdiagnozowaniu i bardzo trudna w leczeniu. W Ministerstwie Zdrowia czeka na podjęcie decyzji o refundacji lek na mukopolisacharydozę typu IVA, który w znaczący sposób hamuje rozwój choroby i poprawia jakość życia pacjentów. W przypadku pozostałych typów mukopolisacharydozy istniejące metody leczenia doczekały się finansowania ze środków publicznych.

– Mukopolisacharydoza to grupa chorób metabolicznych charakteryzujących się postępującymi zmianami praktycznie we wszystkich układach organizmu. Jest dwanaście fenotypów tej choroby, które różnią się między sobą w obrazie klinicznym, ale przyczyna jest taka sama – spowodowana jest ona zahamowaniem metabolizmu mukopolisacharydów. Te związki nierozłożone odkładają się we wszystkich tkankach organizmu, prowadząc do dysfunkcji, destrukcji i do śmierci tkanek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Anna Tylki-Szymańska, pediatra z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Mukopolisacharydoza jest bardzo rzadką, wrodzoną chorobą metaboliczną. W większości przypadków jest dziedziczona w sposób recesywny autosomalny. To oznacza, że aby dziecko zachorowało zarówno matka, jak i ojciec muszą przekazać mu po jednej kopii tego samego, uszkodzonego genu.

U pacjentów chorych na mukopolisacharydozę występuje zaburzona produkcja enzymów odpowiedzialnych za rozkład mukopolisacharydów (długich łańcuchów cukrowych). Te związki są obecne m.in. w tkance łącznej, skórze, chrząstkach czy ścięgnach. U zdrowych osób mukopolisacharydy ulegają rozpadowi pod wpływem określonych enzymów. Jeśli ich produkcja jest zaburzona, to gromadzą się w tkankach i uszkadzają poszczególne narządy, takie jak serce, kości, stawy, układ oddechowy i układ nerwowy. Zaburzenia te mogą być widoczne od razu po urodzeniu lub rozwijać się wraz z wiekiem.

Mukopolisacharydoza nie jest łatwa w zdiagnozowaniu, wymaga przeprowadzenia bardzo specjalistycznych badań. Obecnie zmiany w genach odpowiadające za rozwój choroby można wykryć za pomocą badań genetycznych. Możliwe jest również zdiagnozowanie schorzenia już na etapie prenatalnym, dzięki badaniu próbki płynu owodniowego.

 Mukopolisacharydoza jest stosunkowo łatwo rozpoznawalna ze względu na charakterystyczny fenotyp. Mamy możliwość zidentyfikowania pacjentów z tą chorobą na poziomie genetycznym i biochemicznym, czyli jesteśmy w stanie potwierdzić nasze kliniczne rozpoznanie wynikami badań – mówi prof. Anna Tylki-Szymańska.

Chorobie towarzyszy też dość charakterystyczne pogrubienie rysów twarzy oraz niedosłuch, wady wzroku i zmiany kostne. Mukopolisacharydoza powoduje m.in. powiększenie wątroby, śledziony i języka, deformację kości i przykurcze w stawach oraz wywołuje choroby układu sercowo-naczyniowego (przerost mięśnia sercowego) i oddechowego.

 Liczba pacjentów z tą chorobą jest trudna do oszacowania, ale na dziś jest ich około 80–90. Najważniejsze jest, aby byli prawidłowo i szybko zdiagnozowani. Mamy bardzo długie doświadczenie – kliniczne i laboratoryjne, ponieważ laboratorium, którym dysponujemy, przeprowadza takie badania od 30 lat. Jeżeli chodzi o dostęp do leczenia, to tam, gdzie istnieje taka możliwość, chorym proponowany jest przeszczep komórek macierzystych czy leczenie enzymatyczne – mówi prof. Anna Tylki-Szymańska.

Ponieważ mukopolisacharydoza jest chorobą genetyczną, leczenie przyczynowe nie jest możliwe. Terapia polega na leczeniu objawowym i łagodzeniu skutków choroby. U części pacjentów stosuje się przeszczep szpiku, jednak większość jest poddawana enzymatycznej terapii zastępczej, która jest bardzo kosztowna. Na decyzje refundacyjną czeka  lek stosowany przy mukopolisacharydozie typu IVA.

– Mukopolisacharydoza typ IVA to choroba, na którą wynaleziono lek, ale Ministerstwo Zdrowia odmówiło na razie jego refundacji. Pozostało nam wyłącznie leczenie objawowe, łagodzenie skutków choroby. Do tego potrzebna jest stała, specjalistyczna rehabilitacja, do której pacjenci nie mają dostępu. Tymczasem dostęp do niej jest ważny, ponieważ jest to choroba postępująca, z roku na rok stan pacjenta się pogarsza. Jeszcze większy problem występuje w przypadku pacjentów dorosłych, którzy pozostają zupełnie bez opieki medycznej – podkreśla Teresa Matulka, prezes Stowarzyszenia Chorych na Mukopolisacharydozę (MPS) i Choroby Rzadkie.

 Terapia dla MPS IV, dla tzw. choroby Morquio, nie jest jeszcze w Polsce dostępna i wciąż brak zgody na finansowanie jej ze środków publicznych, mimo że lek mogący znacząco poprawić jakość życia chorych od 4 lat zarejestrowany jest w UE. W naszym ośrodku dostają lek pacjenci z MPS VI, co poprawia ich sytuację życiową. To jest bardzo dobre, skuteczne leczenie. Cieszymy się, że nasi pacjenci z MPS VI są objęci właściwą terapią, tak jak na całym świecie, chcielibyśmy jednak, żeby pozostałe typy tej choroby również mogły skorzystać z leczenia – mówi prof. Zbigniew Żuber z Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego św. Ludwika w Krakowie.

Jak podkreśla, w przypadku mukopolisacharydozy problemem jest brak systemowego podejścia i kompleksowej opieki nad pacjentem, która powinna opierać się na współpracy wielu specjalistów.

 Leczenie nie polega na tym, że pacjent dostanie lek dożylnie i poprawi się jego sytuacja. On powinien być objęty całościową, wielospecjalistyczną opieką – poczynając od laryngologa, pulmonologa, okulisty, dermatologa, przez chirurga, lekarzy internistów, pediatrów, specjalistów chorób metabolicznych, po genetyków. Potrzebny jest też znakomity zespół pielęgniarski, który się będzie pacjentem opiekował, psychologowie, którzy będą wspierać jego i rodzinę, oraz dobra rehabilitacja, która musi być dopasowana do konkretnej jednostki chorobowej. Nie ma uniwersalnych metod leczenia rehabilitacyjnego, każdy pacjent musi być traktowany bardzo indywidualnie – podkreśla prof. Zbigniew Żuber.

Farmakolog kliniczny Leszek Borkowski zwraca uwagę na to, że problemy występują już na etapie diagnozowania mukopolisacharydozy, która zalicza się do chorób rzadkich. W Polsce nie ma jeszcze wypracowanych takich procedur, które pozwoliłaby skrócić drogę przez mękę rodzin i chorych dzieci, dla których uzyskanie prawidłowej diagnozy i informacji o późniejszej ścieżce terapeutycznej jest żmudnym, wielomiesięcznym procesem.

– Wiem, że choroby rzadkie są chorobami metabolicznymi, których nie można wyleczyć, ale można je zaleczyć, a jeśli tak, to należy to czynić. Szczególnie gdy wiemy, że mukopolisacharydoza typu IV nie upośledza intelektualnie. Chorzy leczeni mogliby więc żyć aktywnie także zawodowo. Chodzi także o to, żeby ci ludzie, których dotknęło nieszczęście, nie biegali po Polsce i nie dzwonili wszędzie, gdzie tylko można, tylko wiedzieli od lekarza POZ, gdzie mają iść, co mają zrobić, żeby cały proces terapeutyczny był ucywilizowany i uporządkowany. Kolejna rzecz to stworzenie domów opieki dla chorych, których rodzice bądź opiekunowie nie mogą pełnić z różnych przyczyn funkcji opiekuńczych. Ci pacjenci pozostawieni są sami sobie – podkreśla dr Leszek Borkowski.

Aplikacja odczyta stan liczników czy informacje z faktur i przekształci je w dane cyfrowe. Technologia trafi m.in. do biznesu i służby zdrowia

Aplikacja odczyta stan liczników czy informacje z faktur i przekształci je w dane cyfrowe. Technologia trafi m.in. do biznesu i służby zdrowia 8

Odkąd aparaty w telefonach nauczyły się rozpoznawać przedmioty w zasięgu obiektywu, ich funkcjonalność zaczęła wykraczać poza proste robienie zdjęć. Dziś możemy wykorzystać je do archiwizowania dokumentów, rozpoznawania tekstu czy odczytywania kodów kreskowych i QR, a następnie automatycznie wysyłać zebrane dane do aplikacji lub usługi chmurowej. Technologia znajdzie zastosowanie głównie w przemyśle i administracji – pozwoli np. błyskawicznie sczytywać dane z liczników.

– Opracowujemy rozwiązania na smartfony, tablety i inne urządzenia mobilne, które umożliwiają skanowanie danych analogowych i konwertowanie ich na dane cyfrowe. Pracujemy nad rozwiązaniami z zakresu rozpoznawania obrazów i nagrań wideo, które zawarliśmy w aplikacji. Dane z aplikacji są przekazywane do serwera bazy danych w chmurze – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michael Hausmann z firmy Pixolus.

Technologia rozpoznawania i przetwarzania obrazu z analogowego na cyfrowy wykorzystuje zarówno technologię rozszerzonej rzeczywistości, jak i uczenia maszynowego. Dane w postaci cyfr i liter są rozpoznawane za pomocą specjalnego oprogramowania, przy wykorzystaniu aparatu cyfrowego w smartfonie. Technologia może znaleźć zastosowanie w wielu dziedzinach życia. Poza najbardziej oczywistym zastosowaniem, tzn. rozpoznawaniem pisma odręcznego, może się przydać także w sektorze energetycznym i opiece zdrowotnej.

Aplikacja potrafi w formie cyfrowej zapisać odczyty liczników energii elektrycznej, gazu, wody czy ciepła. Potrafi także odczytać numer IBAN z rachunku lub faktury i wykorzystać go bezpośrednio przy wykonywaniu przelewu.

– W branży logistycznej mamy kody kreskowe oraz kody QR, które można skanować urządzeniami mobilnymi. Ponadto można skanować kody IBAN wykorzystywane w sektorze finansowym. W sektorze energetycznym możemy skanować czujniki gazu i manometry, które będąc przyrządami mechanicznymi, zawsze przedstawiają dane w postaci analogowej. My możemy je przekształcić w dane cyfrowe, które znacznie łatwiej przechowywać –tłumaczy Michael Hausmann.

Jednym z najciekawszych zastosowań systemów rozpoznawania obrazu we współczesnych aparatach smartfonowych jest aplikacja Office Lens od Microsoftu. Oprogramowanie automatycznie wykadruje fotografowany dokument, wyretuszuje go i zapisze w jednym z najpopularniejszych formatów graficznych lub pliku PDF. Wyposażono ją nawet w system rozpoznawania pisma maszynowego, dzięki czemu możemy zapisać zeskanowane dokumenty do formy cyfrowej, by potem je edytować. Technologię można wykorzystać także w biznesie, np. do skanowania notatek ze spotkań z klientami oraz upubliczniania ich w firmowych chmurach danych tuż po zakończeniu zebrania. Tego typu rozwiązania można zastosować także w służbie zdrowia.

– W sektorze ochrony zdrowia wykorzystujemy nasze technologie do skanowania dokumentów na oddziałach intensywnej terapii. Obecnie większość szpitali w Niemczech czy w Polsce posługuje się dokumentacją analogową, papierową. Teraz pracownicy mogą wykorzystać aplikację do skanowania sprzętu medycznego, by wprowadzać dane bezpośrednio do systemu, co przyspiesza procesy, a nawet może skutkować np. spadkiem śmiertelności –przekonuje ekspert.

Rozwiązanie dla sektora ochrony zdrowia nie jest jeszcze dostępne na rynku. Zgodnie z harmonogramem projektu pt. „Komet”, którego partnerami są Philips i Uniklinik Aachen, rozwiązanie będzie gotowe do zastosowania na szerszą skalę w 2019 roku.

Według Research and Markets globalny rynek aplikacji dla biznesu w 2021 roku osiągnie wartość 98 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 15,24 proc. Technologia rozpoznawania obrazu do 2021 roku ma być warta 39 mld dol.

Ponad połowa Polaków regularnie stresuje się swoją pracą. Przez to popełniają błędy, są mniej efektywni i szybciej wypaleni zawodowo

Ponad połowa Polaków regularnie <a title=stresuje się swoją pracą. Przez to popełniają błędy, są mniej efektywni i szybciej wypaleni zawodowo" title="Ponad połowa Polaków regularnie stresuje się swoją pracą. Przez to popełniają błędy, są mniej efektywni i szybciej wypaleni zawodowo" />

stresuje-się-swoją-pracą.-Przez-to-popełniają-błędy-są-mniej-efektywni-i-szybciej-wypaleni-zawodowo.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Polscy pracownicy są jednymi z najbardziej zestresowanych w Europie. Ponad połowa regularnie stresuje się swoją pracą, co może prowadzić do problemów ze zdrowiem, spadku efektywności, wypalenia zawodowego, a w konsekwencji – konieczności odejścia z firmy. Zdaniem ekspertów stresem w firmie można jednak odpowiednio zarządzać, m.in. dzięki właściwej organizacji pracy i dobrej komunikacji w zespole. Decydującą rolę odgrywa lider, którego zadaniem jest kształtowanie przyjaznego środowiska pracy. 

– Polscy pracownicy są jednymi z najbardziej zestresowanych w Europie. Bardziej od nas stresują się tylko Grecy i Turcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystian Krawczyk, wiceprezes zarządu Quality Watch.

Jak wynika z badań OECD, ponad połowa Polaków (53,3 proc.) odczuwa stres w pracy. W Europie pod tym względem wyprzedzają nas jedynie Grecy (58 proc.) i Turcy (67,5 proc.). W sąsiednich Czechach czy w Niemczech odsetek zestresowanych pracowników jest znacząco niższy (odpowiednio 43,4 proc. i 42,4 proc.), nie mówiąc już o krajach skandynawskich takich jak Szwecja (14 proc.) czy Norwegia (18,2 proc.).

Potwierdza to również ubiegłoroczne badanie „The Workforce View in Europe 2017”, przeprowadzone na zlecenie międzynarodowej firmy doradczej ADP. Wynika z niego, że 22 proc. Polaków codziennie doświadcza stresu w miejscu pracy, a 46 proc. stresuje się swoją pracą często bądź bardzo często. Te wyniki stawiają nas na czele stawki spośród ośmiu europejskich nacji poddanych badaniu.

– Warto podkreślić, że niewiele mamy mechanizmów, które redukują stres pracowników, to odróżnia nas od krajów zachodnich, takich jak Niemcy. Także w Japonii – gdzie stres w pracy jest olbrzymi – istnieje wiele mechanizmów, które pozwalają go rozładować i pomóc pracownikowi – podkreśla Krystian Krawczyk.

Stres ma istotny wpływ na psychikę i stan zdrowia pracowników. Długotrwała ekspozycja na stres może powodować m.in. kołatania serca, nerwobóle, bóle głowy, problemy ze snem i koncentracją, a w skrajnych przypadkach nawet prowadzić do nerwicy. Co istotne, zmniejsza on również zaangażowanie pracownika, jest przyczyną spadku efektywności, błędnych decyzji i częstszej absencji w pracy.

– To są realne koszty zarówno dla pracodawcy, jak i dla samego pracownika. Stres da się zmierzyć finansowo, można oszacować jego wpływ na organizację. Ten aspekt zdrowotny jest kluczowy – pracownik długotrwale zestresowany nie będzie efektywny, nie będzie czuł się dobrze w pracy, będzie dążył do zmiany miejsca pracy – mówi Krystian Krawczyk.

Do najbardziej stresogennych czynników w pracy należą: natłok obowiązków, nadmierna biurokracja, niewłaściwa organizacja pracy i problemy z realizacją wyznaczonych celów. Przyczynia się do niego również zła atmosfera i problemy w komunikacji z zespołem czy przełożonym.

Jak podkreśla wiceprezes Quality Watch, w dużej mierze to pracodawca decyduje o tym, czy występują sytuacje stresogenne. Prostym przykładem jest wysłanie w piątkowe popołudnie e-maila do pracownika z prośbą o przygotowanie materiałów na poniedziałek, co automatycznie buduje napięcie.

– W zarządzaniu stresem kluczowa jest rola lidera, który układa pewne procesy, komunikuje się, gra fair play. Sytuacji stresogennych jest mniej, kiedy mamy właściwy harmonogram pracy, dobre zarządzanie, a każdy ma szansę porozmawiać i skonsultować swoje wątpliwości. Pracownik nie może się obawiać rozmowy z przełożonym. Powinien wiedzieć, że zawsze może do niego przyjść, wyjaśnić pewne rzeczy, że po drugiej stronie ma partnera. Decydującą rolą lidera jest kształtowanie takiego środowiska w pracy, żeby ten stres występował jak najrzadziej – mówi Krystian Krawczyk.

Pracownik może też spróbować samodzielnie poradzić sobie ze stresem i właściwie nim zarządzić. Przede wszystkim powinien zrobić rachunek sumienia i szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dane stanowisko i zakres obowiązków nie przerastają jego możliwości i czy jest w stanie dalej efektywnie pracować.

– Druga rzecz to przygotowanie się do stresu, bo nie każda sytuacja stresowa pojawia się nagle, niektóre można zaplanować. Przykładowo, jeśli stres wywołuje zaplanowane w poniedziałek spotkanie zespołu, zaplanujmy sobie, co powiemy na tym spotkaniu, przygotujmy sobie materiały, nie róbmy tego na ostatnią chwilę – mówi Krystian Krawczyk.

Warunkiem radzenia sobie ze stresem jest również utrzymywanie work-life balance, czyli równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym i czasem przeznaczonym na odpoczynek.

– Nawet jeżeli stres się pojawia, nie reagujmy emocjonalnie. To jest naturalna reakcja. Możemy sobie z nią poradzić, idąc na spacer, odpoczywając, rozmawiając z kimś. Stres może się pojawić, on jest częścią pracy, ale można nim właściwie zarządzić – podkreśla wiceprezes zarządu Quality Watch.

Inteligentne rejestratory pozwalają kontrolować zużycie energii wszystkich domowych urządzeń. Pomogą oszczędzić nawet do 30 proc. energii

Inteligentne rejestratory pozwalają kontrolować zużycie energii wszystkich domowych urządzeń. Pomogą oszczędzić nawet do 30 proc. energii 9

Informacje o poborze energii przekazywane na bieżąco pozwalają osiągnąć oszczędności na poziomie 12 proc. Wykrycie wadliwie działającego sprzętu może je podnieść nawet do 30 proc. Nowe technologie umożliwiają optymalizację pracy urządzeń domowych i nadzorują zużycie energii. Dzięki innowacyjnym urządzeniom można też sprawdzić ilość zmagazynowanej energii ze źródeł odnawialnych, decydować, kiedy i jakiego źródła użyć oraz do jakiego urządzenia przypisać nadmiar wytworzonej energii.

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, dzięki którym można na bieżąco monitorować zużycie energii elektrycznej, sprawdzić, które urządzenia zużywają jej najwięcej i przeglądać przepływy energii. Inteligentne rejestratory zużycia energii można stosować nie tylko w firmach, lecz także w domach, zwłaszcza że są proste i intuicyjne w użyciu.

– Zakładamy obręcz na główny wyłącznik zasilania, dzięki czemu mierzymy napięcie i prąd z bardzo wysoką częstotliwością –  cztery tysiące razy na sekundę. Dzięki temu słyszymy, co się dzieje. Każde urządzenie ma charakterystyczne brzmienie, a wykonując próbkowanie z wysoką częstotliwością, możemy usłyszeć, które z nich się włącza albo wyłącza. Korzystając z tylko jednego czujnika, słyszymy wszystkie urządzenia podłączone do danej linii – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ben Vermeulen z firmy Smappee.

Urządzenie wystarczy podłączyć do skrzynki bezpieczników za pomocą czujnika. Rejestrator zużycia energii daje podgląd zużycia energii w czasie rzeczywistym. Dzięki aplikacji można poznać całkowite zużycie energii, także w trybie czuwania. Na wyświetlaczu smartfona pojawi się ilość zużywanej energii w danym momencie, a także zestawienie kosztów z ostatniego miesiąca lub z dowolnego, monitorowanego okresu.

– Nasza aplikacja służy jako interfejs dla użytkownika końcowego, a za pośrednictwem API zapewniamy naszym partnerom dane, aby mogli świadczyć własne usługi na rzecz ich klientów – mówi Vermeulen.

W aplikacji mobilnej można też sprawdzić, ile kilowatogodzin wytwarzają zainstalowane w domu panele słoneczne i ile można dzięki nim zaoszczędzić energii. Jeśli okaże się, że więcej jest wytwarzanej energii, nadmiar można wykorzystać do obsługi wybranego urządzenia. W ten sposób nie marnuje się prąd, a dla użytkownika oznacza to spore oszczędności.

– Analogicznie do obręczy umieszczanych na głównym wyłączniku zasilania, które mierzą ogólny pobór energii w rozbiciu na poszczególne urządzenia, możemy je również stosować na instalacjach solarnych. Dzięki temu widzimy w czasie rzeczywistym, ile energii zostało wyprodukowanej. Wiemy zatem, jak wygląda produkcja i pobór oraz ile energii nam zostało – wskazuje ekspert.

Dzięki wtyczce Comfort Plugs Smappee pozwala zdalnie zarządzać urządzeniami w domu za pomocą smartfona. Dzięki aplikacji urządzenia mogą się ze sobą komunikować, Smappee można też podłączyć do innych urządzeń w sieci. Zastosowanie inteligentnych rejestratorów zużycia energii może prowadzić do znacznych oszczędności.

– Amerykańska Rada ds. Efektywności Energetycznej wykazała, że przekazywane w czasie rzeczywistym informacje o poborze energii poszczególnych urządzeń pozwalają osiągnąć oszczędności na poziomie 12 proc. Wykrycie wadliwie działającego sprzętu, takiego jak lodówka lub zamrażarka, może je podnieść do nawet 30 proc. – podkreśla Ben Vermeulen.

Według Navigant Research globalny rynek inteligentnej energii do 2024 r. osiągnie wartość 136 mld dol.

Negocjowanie umowy to sztuka. Jak ugrać to, na czym nam zależy?

Niewystarczające pieniądze – to powód, dla którego zmieniamy pracę. Chcemy zarabiać lepiej, ale jednocześnie zarobki są wciąż tematem tabu. Do negocjowania umowy, a zwłaszcza pieniędzy, trzeba się przygotować: emocjonalnie i merytorycznie.

  1. Psychiczne nastawienie

Idąc na rozmowę o pracę, musimy wcześniej zastanowić się co odpowiemy, gdy padnie pytanie o to, ile chcemy zarabiać. Nie można liczyć, że odpowiedź przyjdzie nam do głowy już na rozmowie. Musimy wiedzieć, jaką kwotę wymienimy i do jakiej jesteśmy skłonni zejść w trakcie negocjacji. Musimy wierzyć w siebie i w to, że mamy prawo do lepszej płacy. Pomocna może być świadomość, że nie jesteśmy w tym osamotnieni. Z „Badania satysfakcji i preferencji wynagrodzeń” Monster Polska wynika, że atrakcyjna oferta pracy w nowej firmie dla 65 proc. pracowników oznacza większe pieniądze.

  1. Negocjowanie z punktu osoby pracującej

Wypalenie zawodowe, niezadowolenie z wykonywanej pracy, frustracja – to czynniki, które sprawiają, że zdarzają się śmiałkowie, którzy porzucają pracę i dopiero potem szukają nowej. Ten odważny krok sprawia, że negocjowanie umowy staje się trudniejsze. Rekruter będzie miał świadomość, że zależy nam na znalezieniu nowego źródła dochodu i wykorzysta tę wiedzę do obniżenia proponowanego wynagrodzenia. Dlatego mimo zmęczenia, warto próbować przetrwać u dotychczasowego pracodawcy i jednocześnie poszukiwać nowego miejsca pracy.

„Negocjowanie z pozycji osoby pracującej jest spokojniejsze, a tym samym bardziej skuteczne.” zauważa Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu rekrutacyjnego Monster Polska

  1. Znajomość siatki płac

Owocne negocjowanie musi być osadzone w rzeczywistej siatce płac. To kolejny powód, dla którego do rozmowy o pieniądzach należy się przygotować. Informacji można szukać np. na pensjometr.pl oraz w GUS. Na początku tego roku urząd opublikował „Strukturę wynagrodzeń według zawodów”, czyli dane o średnich zarobkach 8,2 mln osób. Okazało się, że średnia płaca Polki wyniosła 3971 zł brutto, a Polaka – 4706 zł brutto. Warto o tym pamiętać podczas rozmów o pieniądzach. Jeśli pracodawca proponuje nam niższe pieniądze, zaproponujmy wynagrodzenie wyższe o statystyczne 700 zł. Musimy wiedzieć, że firma ma te pieniądze w budżecie.

  1. Żelazne argumenty

Chcąc zarabiać na dobrym poziomie, trzeba dać przyszłemu pracodawcy powody, aby chciał nam płacić większe pieniądze niż dotychczasowy. Dlatego należy mieć idealnie przygotowane CV, pokazujące doświadczenie oraz referencje od byłych współpracowników i szefów. Poza tym musimy wykazać się wiedzą o firmie, do której aplikujemy, aby móc świadomie odpowiedzieć na pytania rekrutacyjne. Słowem wygrywa profesjonalizm.

  1. Rozmowa o awansie płacowym

Rozmowa kwalifikacyjna to moment, w którym warto porozmawiać o możliwościach rozwoju w firmie, czyli awansie zawodowym i płacowym. Taki wątek na rozmowie pokazuje rekruterowi, że myślimy o firmie w sposób długofalowy. Warto ujawniać swoje ambicje, chęć wspinania się po szczeblach kariery. Niech osoba rekrutująca dostrzeże nasz potencjał.

  1. Spotkanie w połowie drogi

Istotnym punktem negocjacji jest porozumienie. Powinno satysfakcjonować obie strony. Oznacza to, że wyjściowa kwota jaką podamy musi być wyższa od ostatecznej, na którą się zgodzimy. Jednocześnie pamiętajmy, aby negocjowanie płacy nie przysłoniło nam innych ważnych czynników. Z badania Monster Polska wynika, że do zmiany pracy motywuje gwarancja dobrych relacji między członkami zespołu. Na ten czynnik wskazało aż 56 proc. z osób biorących udział w ankiecie.

  1. Negocjowanie, czyli dofinansowanie szkoleń i zapisy w umowie

Dla każdego korzystna umowa oznacza coś innego. Jeśli ważne są dla nas szkolenia i kursy językowe, zadbajmy o to, aby zasady ich finansowania znalazły się w aneksie do umowy o pracę. Sprawdźmy też, czy umowa nie narzuca nam np. zbyt długiego zakazu konkurencji. A przede wszystkim – przeczytajmy dokumenty przed podpisaniem. Nagminną praktyką jest zatrudnianie pracowników na pełen etat, a wpisywanie w umowie ½ etatu. Warto to zweryfikować przed podpisaniem umowy.

„I pamiętajmy, nawet z najbardziej zaawansowanych negocjacji mamy prawo się wycofać.”podkreśla Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu rekrutacyjnego Monster Polska

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – czerwiec 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 7,9% rdr do 16,7 mld zł w czerwcu 2018 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami na waluty o 163,1% rdr do poziomu 267,6 tys. szt. w czerwcu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 16,5% rdr do poziomu 896,1 tys. szt. w czerwcu 2018 r.
  • Wzrost wartości emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst o 29,7% rdr do poziomu 80,1 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 111,3% do poziomu 18,4 TWh w czerwcu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem o 6,7% rdr do 10 TWh w czerwcu 2018 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia[2] na rynku spot o 32,5% do 5,4 TWh w czerwcu 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 17,7 mld zł w czerwcu 2018 r., czyli o 41,4% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w czerwcu 2018 r. o 7,9% rdr, do poziomu 16,7 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w czerwcu 2018 r. poziom 797,1 mln zł, o 7,9% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec czerwca 2018 r. wyniosła 55 954,44 pkt i była o 8,3% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w czerwcu 2018 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 15,3% rdr do poziomu 149,3 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w czerwcu wzrosła o 28,9% rdr i wyniosła 144,6 mln zł.

W czerwcu 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 896,1 tys. szt., o 16,5% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w czerwcu 2018 r. 504,4 tys. szt., co oznacza spadek o 2,4% rdr. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 163,1% do poziomu 267,6 tys. szt. wobec 101,7 tys. szt. w czerwcu 2017 r.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 80,1 mld zł na koniec czerwca 2018 r. wobec 61,7 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w czerwcu 2018 r. o 7,8% rdr, do poziomu 228,5 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w czerwcu tego roku 29 mld zł i była o 44,3% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w czerwcu 2018 r. wyniósł 18,4 TWh, co oznacza wzrost o 111,3% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 138,1% rdr do poziomu 16,3 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w czerwcu 2018 r. 10 TWh, o 6,7% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 22,1% do poziomu 0,7 TWh. Natomiast wzrost o 9,9% do poziomu 9,2 TWh odnotowano na rynku terminowym.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w  czerwcu 2018 r. 5,4 TWh, co oznacza wzrost o 32,5% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 31,9% rdr osiągając w czerwcu 2018 r. poziom 17 ktoe4.

Kapitalizacja 424 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec czerwca 2018 r. 569,33 mld zł (130,53 mld EUR). Łączna kapitalizacja 473 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec czerwca tego roku 1 229,17 mld zł (281,82 mld EUR).

Na Głównym Rynku w czerwcu 2018 r. zadebiutowała spółka ML System, o wartości oferty 34,61 mln zł.

Na NewConnect w czerwcu 2018 r. zadebiutowały spółki 7Levels, Ultimate Games, Prime Bit Games i Vabun, o łącznej wartości oferty 5,10 mln zł.

W czerwcu 2018 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[1] z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)

[1] Od 3 stycznia 2018 r. w związku z wejściem MiFID 2 obligacje Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) są kwalifikowane jako obligacje skarbowe, a obligacje EBI jako obligacje komunalne. W związku z tym dane o wartości emisji obligacji nieskarbowych z poprzednich komunikatów obrotowych są nieporównywalne z danymi prezentowanymi w tym komunikacie.

[1] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

Za 15-20 lat osoby, które zrezygnowały z PPK, mogą tego żałować

Każdy – nawet najlepszy – pomysł można łatwo zepsuć. Pracownicze Plany Kapitałowe są dobrym pomysłem, ale patrząc na zgłaszane poprawki wypada sobie jasno powiedzieć – musimy uważać, aby tego dobrego pomysłu nie zepsuć dziwnymi rozwiązaniami. Ataki w postaci wyłączania coraz to szerszych kręgów (grup zawodowych lub grup pracowniczych) po to, by ktoś nie musiał opłacać składek, mogą skończyć się brakiem dodatkowej emerytury dla wielu osób.

– Osoby te nie zdążą wsiąść do pociągu, które właśnie odjeżdża. Chodzi o to, by wagoników, które pojadą razem z nami w PPK, było jak najwięcej. Nie chcemy nikogo zostawiać na bocznym torze – powiedział agencji eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny, wiceprezes Instytutu Emerytalnego – Wszelkie wyłączenia – w postaci odciążeń pracodawców i pracowników – będą się mściły za 15-20 lat. Okaże się wtedy, że trzeba było jednak zacząć oszczędzać. Jeżeli zepsujemy projekt na samym starcie zbytnim poluzowaniem, to zakładane założenia nie zostaną spełnione. Mówiąc wprost: dla wielu osób nie będzie emerytury, ani nie będzie odłożone kapitału mającego na celu zasilenie polskiej gospodarki – podsumował Wojewódka.

Siła wszystkich strachów dla rynków wschodzących. Nowa rotacja aktywów

  • Pod obstrzałem wojen handlowych
  • Siła wszystkich strachów dla rynków wschodzących
  • Balansowanie na granicy bessy

Pod obstrzałem wojen handlowych

Czerwiec upłynął pod znakiem spadków na giełdach, obserwowanych przede wszystkim na rynkach wschodzących. Głównym impulsem do zniżek był powrót obaw o rozwój tak zwanej wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a resztą świata. Co istotne, również indeksy akcji na rynkach rozwiniętych nie mogły dłużej ignorować coraz dalej idących zapowiedzi Białego Domu. Ogłoszone i nałożone cła na towary chińskie sięgają już wartości 50 mld dolarów rocznie, dalsze zapowiedzi idą w kierunku 200 mld dolarów. Powróciła również retoryka kradzieży przez Chiny amerykańskiej własności intelektualnej. Co ciekawe, eskalacja konfliktu miała miejsce po dość koncyliacyjnej postawie Pekinu, który był skłonny do wielu ustępstw w kierunku USA. W tym momencie należy oczekiwać jednak twardej odpowiedzi ze strony chińskich władz. Warto jednak pamiętać, że trwająca od kilku miesięcy niepewność wpływa już teraz na spowolnienie globalnej wymiany handlowej. Widać to przykładowo po ostatnich odczytach wskaźników wyprzedzających dla strefy euro. Do tego należy dołożyć obawy, skądinąd niebezpodstawne, czy moment szczytu cyklu koniunkturalnego na świecie nie jest już przypadkiem za nami. W efekcie w ostatnich dniach czerwca do spadających rynków wschodzących dołączyły indeksy rynków rozwiniętych. Najsilniej zareagowały indeksy europejskie, w przypadku których do obaw o globalną gospodarkę dołączyły obawy o dalszą politykę EBC. Niemiecki DAX stracił od początku miesiąca 1,4%, podobnie zachował się francuski CAC40. Spadki odnotowały również pokazujące do tej pory relatywną siłę indeksy amerykańskie, przede wszystkim indeks spółek technologicznych Nasdaq. Najbliższe dni pokażą, czy było to tylko przejściowe załamanie nastrojów, czy też początek nowych tendencji. Warto zawsze mieć z tyłu głowy, że wojny handlowe w globalnej gospodarce nie są zjawiskami wyizolowanymi. Każda akcja implikuje reakcję, co widzimy już po polityce Kanady, która również zastanawia się nad ochroną swojego rynku po wprowadzeniu (lub deklaracjach wprowadzenia) ceł na towary z Unii Europejskiej i Chin przez USA.

W cieniu polityki banków centralnych

W mijającym miesiącu miały miejsce prawdopodobnie najważniejsze w tym roku posiedzenia największych banków centralnych: Fed i EBC. Amerykańska Rezerwa Federalna zdecydowała się po raz kolejny w tym roku podnieść cenę pieniądza z przedziału 1,5–1,75% do 1,75–2%. Przedstawiła też projekcje mówiące, że na koniec roku jego główna stopa procentowa sięgnie 2,4 proc., co sugerowałoby jeszcze dwie podwyżki. Ważną decyzję, zaskakującą część rynkowych obserwatorów, podjął również w czerwcu Europejski Bank Centralny, który zdecydował o zmniejszeniu programu skupu aktywów z 30 mln euro miesięcznie do kwoty 15 mln euro miesięcznie, efektywnie od września, oraz całkowitym zakończeniu programu w grudniu bieżącego roku. Jednocześnie Mario Draghi zadeklarował, że stopy procentowe zostaną utrzymane na dzisiejszym poziomie do końca 2019 roku. Pojawia się pytanie, czy zaostrzenie polityki przez banki centralne będzie negatywnie oddziaływać na rynek akcji. W dłuższym terminie na pewno tak. Jakkolwiek zarówno polityka EBC (niskie stopy do końca 2019 roku), jak i co bardziej zaskakujące, Fed pozostaje akomodatywna, czyli wspierająca gospodarkę. Jeśli w przypadku EBC jest to dość intuicyjne, to jednak może z początku zaskakiwać w przypadku polityki banku centralnego USA. Dopóki jednak  stopy procentowe znajdują się poniżej neutralnego poziomu stóp w gospodarce (w przypadku USA jest to wartość około 3%), dopóty rynki akcji mają szanse rosnąć. Warto jednak mieć z tyłu głowy, że inwestorzy często dyskontują przyszłość z dość dużym wyprzedzeniem, więc im bliżej będzie tego neutralnego poziomu, tym z większą zmiennością możemy mieć do czynienia na rynku.

Balansowanie na granicy bessy

W czerwcu zaangażowanie na rynkach wschodzących kosztowało inwestorów sporo emocji. Zdecydowanie najsłabiej radziły sobie giełdy azjatyckie, z uwagi na konsekwencje wojny handlowej z USA. Miesięczna strata części indeksów sięgnęła ok. 10%. Słabo radził sobie również nasz rodzimy parkiet. Straty indeksu WIG20 od szczytu hossy, notowanego w połowie stycznia, oscylują w okolicy 20%, która to wartość jest przyjmowana jako granica bessy. Trwałe przekroczenie tej psychologicznej bariery może oznaczać dalszy spadek cen na warszawskim rynku, gdzie następnych przystankiem jest poziom 2000 punktów. A trudno jest znaleźć obecnie jakieś trwale czynniki wsparcia dla warszawskiej giełdy. Napływy kapitału są dla GPW zdecydowanie negatywne, zarówno w kraju (umorzenia z funduszy inwestycyjnych), jak i z zagranicy (negatywne postrzeganie rynków wschodzących). Pomóc by mogło dopiero uspokojenie sytuacji na arenie międzynarodowej, na co przynajmniej do listopadowych wyborów w USA się nie zapowiada. Patrząc od początku roku, trudno jest znaleźć sektor, który przyniósł dodatnią stopę zwrotu (z wyłączeniem może niektórych producentów gier). Najlepiej zachowywał się indeks WIG Media, który jednak również traci od początku roku (0,8%). Najsłabiej wypadły spółki energetyczne, chemiczne i wydobywcze, giełdowe indeksy grupujące te podmioty straciły już w tym roku ponad 20%. Niewiele lepiej (-16%) wypadły spółki paliwowe. Jeśli dołożymy od tego spadki spółek bankowych o ponad 15% od początku roku, to obraz, jaki nam się maluje, jest mało optymistyczny. Dużym plusem warszawskiego rynku są już coraz niższe wyceny, co prędzej czy później zainteresuje ponownie kapitał zagraniczny. Kluczem jest zmiana globalnego nastawienia do ryzyka, co na razie sugeruje raczej później niż wcześniej.

Kamil Hajdamowicz, Doradca Inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Z Vienna Life związany od 2018 r. Posiada licencję maklera papierów wartościowych nr 2927 oraz doradcy inwestycyjnego nr 603. W trakcie uzyskiwania tytułu CFA. Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Karierę zawodową rozpoczął w banku Citihandlowy. Przez wiele lat związany z BGŻ BNP Paribas na stanowisku analityka, gdzie był odpowiedzialny za analizę i wycenę spółek, jak również usługę doradztwa inwestycyjnego. W ostatnim okresie współpracował z Polskim Domem Maklerskim na stanowisku zarządzającego portfelami.

Na jakie wynagrodzenie może liczyć handlowiec?

6900 złotych brutto – takiej wysokości sięgają według danych Pracuj.pl średnie zarobki przedstawicieli handlowych w branży technologicznej. Aż 1/3 ogłoszeń opublikowanych na portalu w 2017 roku skierowana była właśnie do specjalistów ds. handlu i sprzedaży. Kto może liczyć na najwyższe wynagrodzenia i co decyduje o wysokości pensji – o tym można przeczytać w najnowszym raporcie Pracuj.pl „Kariera w sprzedaży”.

Ponad 1/3 wszystkich ogłoszeń publikowanych na Pracuj.pl w 2017 roku skierowana była do sprzedawców. Tendencja ta utrzymała się także w I kwartale 2018 roku, kiedy ogłoszenia dla tej grupy stanowiły 34% wszystkich ofert zamieszczonych na portalu.

Czy tak duża liczba ofert pracy oznacza, że specjaliści z tej branży mogą dyktować warunki pracodawcom? Jak podkreśla Radosław Żemło, Dyrektor Sprzedaży w Grupie Pracuj, sytuacja nie jest jednoznaczna.

Radosław Żemło, Dyrektor Sprzedaży w Grupie Pracuj
Radosław Żemło, Dyrektor Sprzedaży w Grupie Pracuj

Handlowcy to bardzo szeroka grupa pracowników. Są wśród nich osoby początkujące w zawodzie, zarabiające adekwatnie do swoich kompetencji niewygórowane kwoty. Jednocześnie jednak wśród sprzedawców znajdują się także mocno wyspecjalizowani eksperci, np. inżynierowie sprzedaży, którzy sprzedają nie tyle produkt, co technologie. Jeszcze inną grupę stanowią osoby na stanowiskach kierowniczych. Tak znaczący rozstrzał kompetencji i zadań przekłada się na ogromne zróżnicowanie w płacach. – Radosław Żemło, Dyrektor Sprzedaży w Grupie Pracuj

KTÓRE SPECJALIZACJE CENIONE SĄ NAJWYŻEJ?

Specjaliści Pracuj.pl przeanalizowali dane dotyczące wynagrodzeń z 360 000 ankiet zebranych na portalu Zarobki.pracuj.pl w 2017, by sprawdzić, na jakie pensje mogą liczyć handlowcy.

Podstawa wynagrodzenia najlepszych specjalistów ds. sprzedaży (Key Account Managerów) potrafi sięgać nawet 12 000 złotych brutto – dzieje się tak w przypadku branż IT i telekomunikacyjnej, Artykułów Spożywczych oraz Farmacji i Medycynie. Zwłaszcza obszary technologii i farmaceutyki wymagają od ekspertów specjalistycznej wiedzy, a nieraz także odpowiedniego wykształcenia kierunkowego, bez których sprzedawcy trudno o partnerskie relacje z klientami.  Po doliczeniu premii najlepszy handlowiec w branży IT/telekomunikacji może zarabiać nawet 19 000 złotych brutto.Raport-kariera-w-sprzedazy

Wszystkie te dane wskazują, że w branży sprzedaży i handlu najwyżej cenieni są eksperci, którzy posiadają unikalną wiedzę, kompetencje miękkie lub wieloletnie doświadczenie. Jak podkreśla Radosław Żemło, nie bez znaczenia są także relacje zbudowane z partnerami biznesowymi.

Sprzedaż, niezależnie od tego, czy rozpatrujemy obszar B2B czy B2C, opiera się w dużej mierze na umiejętności budowania relacji. W kontakcie z klientem indywidualnym liczy się łatwość nawiązywania kontaktów, umiejętność słuchania, wiedza. W przypadku specjalistów zajmujących się sprzedażą w obszarze B2B, odpowiednio zbudowana relacja to więcej niż połowa sukcesu. – Radosław Żemło, Dyrektor Sprzedaży w Grupie Pracuj

Na wysokie zarobki mogą liczyć także kierownicy, choć ich zarobki mocno różnią się zależnie od specjalizacji. Jak podaje raport Pracuj.pl, przeciętna podstawa ich wynagrodzenia oscyluje w granicy 7 000 -10 000 złotych brutto. Na najwyższe zarobki mogą liczyć kierownicy w obszarze farmacji/medycyny, natomiast na najwyższe premie – osoby zarządzające procesami sprzedażowymi w branży technologicznej.

LEPSZE ZAROBKI W SKLEPIE, CZY W TERENIE?

Według raportu Pracuj.pl, rynkowa średnia zarobków sprzedawców jest zależna nie tylko od specjalizacji eksperta, ale także modelu jego pracy. Jak pokazują dane, tzw. handlowcy aktywni (np. przedstawiciele handlowi) mogą liczyć na lepsze wynagrodzenia od handlowców pasywnych (np. doradców klienta lub sprzedawców w sklepach).

Raport-kariera-w-sprzedazy3

Wśród handlowców aktywnych na najwyższe średnie zarobki mogą liczyć osoby działające w branży IT/telekomunikacja oraz Farmacji i Medycynie (po 5 400 złotych brutto). Do zasadniczego wynagrodzenia doliczyć trzeba jeszcze w ich wypadku około 1500 złotych premii. W efekcie średnie zarobki aktywnych sprzedawców w obu tych specjalizacjach sięgają blisko 7000 złotych brutto.

Natomiast handlowcy pasywni na najwyższe średnie wynagrodzenia mogą liczyć w obszarze Inżynierii/Techniki i Produkcji (4100 złotych brutto), a także branży usług profesjonalnych (3800) i budownictwa (3 600).Raport-kariera-w-sprzedazy4

Warto zauważyć, że sprzedawcy działający stacjonarnie mogą liczyć także na znacznie niższe premie, niż np. przedstawiciele handlowi – są one 2-3 krotnie niższe w grupie handlowców pasywnych. Jak zauważa Artur Kobyliński, Analityk Danych w Pracuj.pl, dane dotyczące sprzedaży odzwierciedlają tendencje na całym rynku pracy.
Artur Kobyliński, Analityk Danych w Pracuj.pl
Artur Kobyliński, Analityk Danych w Pracuj.pl

Dane dotyczące sprzedaży są niejako odzwierciedleniem całego rynku pracy. Także tutaj, najwyżej ceni się te specjalizacje, które związane są z digitalem i szeroko rozumianymi nowymi technologiami. Nie dziwi również wysoka pozycja farmacji i medycyny. To mocno rozwijające się obszary, a ich rozwój związany jest także z coraz doskonalszymi możliwościami diagnostycznymi i co za tym idzie coraz większym postępem w obszarze leczenia. – Artur Kobyliński, Analityk Danych w Pracuj.pl

JAKIE BENEFITY DLA HANDLOWCÓW?

Według badań Pracuj.pl „Czy pieniądze szczęścia nie dają”, prawie ¾ Polaków otrzymuje w pracy przynajmniej jedno świadczenie pozapłacowe. Najczęściej są to opieka medyczna lub  dofinansowanie do szkoleń i urlopów. We trzy benefity stanowią także dla pracowników największy motywator do zmiany obecnej pracy na firmę, która je gwarantuje.

A jak wygląda to w wypadku specjalistów od handlu i sprzedaży? Jak się okazuje, są one dość charakterystyczne dla specyfiki pracy w badanej przez Pracuj.pl branży. Najpopularniejszym benefitem wśród sprzedawców aktywnych jest możliwość wykorzystywania telefonu służbowego do celów prywatnych – posiada go 70% badanych z tej kategorii. Handlowcy działający „w terenie” mogą liczyć także często na dostęp po pracy do samochodu służbowego.

Wśród sprzedawców pasywnych benefity występują znacznie rzadziej. Najwięcej, bo ¼ badanych z tej kategorii może liczyć na bony towarowe i świadczenia socjalne od pracodawcy – czyli działania umożliwiające oszczędności finansowe.

Złoty będzie jak Belgia

Zawirowania na globalnych rynkach nie oszczędzają złotego i wczoraj EUR/PLN przełamał 4,41 i znalazł się najwyżej od początku 2017 r. Choć na pierwszy rzut oka słabość złotego i innych walut regionu wygląda na skoordynowaną ucieczkę inwestorów z rynków wschodzących, są pewne różnice między Polską a resztą, które pozwalają zakładać, że czynniki zewnętrzne wygasną złoty z łatwością zacznie dorabiać straty.

Od połowy czerwca na 13 sesji aż 11 zakończyło się osłabieniem złotego do euro i wywindowaniem kursu z 4,27 do 4,41. Powody wyprzedaży złotego w ostatnich tygodnia są globalne i biorą się z rosnących obaw o zahamowanie ożywienia gospodarczego przez skutki wojen handlowych. Okres systematycznego osłabienia jest dłuższy i sięga połowy kwietnia, kiedy rajd USD zaczął wywierać presję na aktywa rynków wschodzących. Teraz w główny spór handlowy z USA zaangażowane są Chiny, stąd perturbacje na tamtejszym rynku walutowym (juan najsłabszy do dolara od sierpnia 2017 r., indeks giełdy w Szanghaju najniżej od ponad dwóch lat) są najsilniejsze. Jednak z uwagi na to, że sentyment względem Państwa Środka dyktuje klimat do całego segmentu rynków wschodzących, kłopoty tam odczuwa cała grupa emerging markets.

Złoty nie jest odosobniony w deprecjacji. W okresie nasilenia napięć handlowych osłabienie polskiej waluty było na równi z innymi walutami z koszyka Europy Środkowo-Wschodniej: węgierskim forintem i południowoafrykański randem. Pewnie podobna relacja byłaby zachowana z turecką lirą, gdyby nie zakłócenia wywołane nierozsądnymi komentarzami prezydenta Erdogana w maju oraz późniejszymi wyborami w Turcji. Mimo to pod jednym względem pozycja złotego jest lepsza. Jakkolwiek osłabienie waluty zwykle jest interpretowane jako porzucanie lokalnych aktywów przez zagranicznych inwestorów, w przypadku Polski tak do końca nie jest. Przez ostatnie dwa miesiące wraz ze słabością złotego nie doszło do wyraźnego wzrostu rentowności polskich obligacji. W tym samy czasie inwestorzy porzucali papiery dłużne Węgier, RPA i Turcji. Inwestorzy zagraniczni są obecni na polskim rynku obligacji, więc dlaczego ich teoretyczna ucieczka nie objawia się w zmianie cen? A może do tej ucieczki wcale nie doszło? W sumie czemu mieliby uciekać, kiedy fundamenty polskiej gospodarki pozostają solidne (wysoki wzrost PKB, poprawa na rynku pracy, niska inflacja)? Wytłumaczeniem dysonansu między zachowaniem złotego i obligacji może byc obrona przez inwestorów zagranicznych zysków z inwestycji w obligacje. By zniwelować ryzyko kursowe (które przy deprecjacji PLN „zjada” stopę zwrotu z obligacji), zagraniczne fundusze (inwestycyjne, emerytalne, ubezpieczeniowe) decydują się na transakcje zabezpieczające przed osłabieniem waluty lokalnej. Jednak takie zabezpieczenie oznaczają dodatkową podaż złotego, czym podsycają osłabienie.

Optymistycznym wnioskiem z analizy jest to, że gdy tylko sytuacja na globalnych rynkach się uspokoi, zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym staną się zbędne, a ich domykanie będzie generować presję na umocnienie złotego. W rezultacie powrót złotego na wyższe poziomy może być dość szybki. Oczekiwałbym, że złoty będzie jak Belgia we wczorajszym meczu z Japonią. Obecnie jesteśmy przystanie 0:2, jest 55. minuta i Japonia (japońskie fundusz emerytalne?) nie rezygnuje z ataków. Ale gra się do ostatniego gwizdka. Podtrzymuję prognozę, że jeszcze przed końcem kwartału EUR/PLN zbliży się do 4,30.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

2 na 3 dzieci będzie pracować w profesjach, których jeszcze nie ma. Głównie będą to zawody twórcze

Twórca aplikacji, menadżer social media czy analityk Big Data to zawody, które jeszcze w 2006 roku nie istniały, a teraz jest na nie duże zapotrzebowanie. Nowych profesji będzie przybywało. W 2017 roku na World Economic Forum oszacowano, że 65% dzieci w wieku szkolnym będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie powstały. Eksperci Personnel Service wskazują, że największe zapotrzebowanie będzie na kreatywne zawody, które trudniej zautomatyzować. To wyzwanie dla Polski, która musi szybciej dostosowywać się do zmian i zmodyfikować sposób kształcenia na promujący wolnomyślicielstwo i kreatywność.

Rynek pracy zmienia się na naszych oczach od kilkunastu lat. Ludzie pracują w zawodach, o których 10 lat temu nikt nie słyszał. Podobnie będzie w kolejnej dekadzie. Powstaną stanowiska i specjalizacje, o których teraz możemy nawet nie mieć pojęcia. Jest jednak pewna uniwersalna wartość, w którą możemy wyposażyć nasze dzieci już teraz, żeby łatwiej adaptowały się do nowych warunków. Chodzi oczywiście o kreatywność. Na nią będą stawiały firmy, które proste zadania będą mogły zautomatyzować – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Jak zmienia się lista zawodów?

Postęp technologiczny na bieżąco weryfikuje aktualną listę zawodów dodając do niej nowe pozycje. Jeszcze w 2006 roku nie istniały lub dopiero raczkowały takie zawody jak twórca aplikacji, menadżer social media, kierowca Ubera, inżynier samochodów autonomicznych, specjalista could computing, analityk Big Data, menadżer zrównoważonego rozwoju, twórca treści na YouTube czy operator drona. Teraz takie oferty pracy nikogo nie dziwią. Co więcej, systematycznie ich przybywa. Natomiast w kolejnych latach, ze względu na coraz większą adaptację sztucznej inteligencji na rynku pracy pojawi się zapotrzebowanie m.in. na trenerów sztucznej inteligencji.

Kreatywność kontra automatyzacja pracy

Z raportu opublikowanego przez Uniwersytet Oksfordzki oraz Yale wynika, że już za 45 lat roboty wykonają większość zadań, które dziś wykonują ludzie. Są jednak pewne wyjątki. Istnieje tylko 2% szansy, że stanowiska takie jak dyrektor artystyczny, producent, reżyser, fotograf czy projektant mody zostaną zautomatyzowane. Jeszcze mniejsza szansa jest na to, że roboty wykonają zadania kuratora wystawy. Spokojnie mogą czuć się również marketingowcy, których praca w dużej mierze opiera się na kreatywnym myśleniu.

Rosnące znaczenie kreatywności to wyzwanie dla każdej gospodarki, która chce wygrać w wyścigu o wysoką pozycję w zrobotyzowanej rzeczywistości. W Polsce musimy głównie postawić na zmiany w systemie szkolnictwa, który jest nastawiony głównie na przekazywanie wiedzy, a to w tym momencie zdecydowanie za mało. Nie jest to jednak tylko problem w naszym kraju – mówi Krzysztof Inglot.

Ken Robinson, pisarz, mówca i doradca, lider w dziedzinie rozwoju kreatywności, innowacyjności i zasobów ludzkich, w swoim wystąpieniu w ramach konferencji TED postawił tezę, że szkoła zabija kreatywność. Uzasadnił swoją opinię tym, że będąc dzieckiem próbujemy improwizacji i nie boimy się popełniać błędów. A kreatywność właśnie tego wymaga – bycia przygotowanym na pomyłkę. Bez tego nie można wymyślić nic oryginalnego. Natomiast szkoła jest tym miejscem, gdzie traci się swobodę popełniania błędów, bo są one na każdym kroku wytykane.

Consulting Service zrywa kontakt z partnerem, blokując z premedytacją wydanie kodów authinfo

Consulting Service, która została wezwana przez o12.pl – spółkę córkę nazwa.pl, do wydania kodów authinfo, od ponad dwóch tygodni milczy w tej sprawie. W dodatku firma przestała odbierać oficjalną korespondencję, ignorując procedury kontaktu zawarte w umowie partnerskiej pomiędzy spółkami. Patową sytuację może rozwiązać narodowy operator domeny .pl – NASK, jednak czy skorzysta on z narzędzi, które zapewnią bezpieczeństwo klientom spółki o12.pl?

W trosce o bezpieczeństwo i w interesie swoich Klientów, spółka o12.pl zdecydowała się na wypowiedzenie pełnomocnictwa Consulting Service do reprezentowania Klientów o12.pl przed NASK. Chroniąc interes Klientów, o12.pl zażądała także od Consulting Service wydania kodów authinfo dla Abonentów domen, których spółka reprezentuje. – Brak kontaktu ze strony Consulting Service, unikanie oficjalnej korespondencji, a przede wszystkim niewydanie, mimo upływu ponad dwóch tygodni, kodów authinfo jest działaniem łamiącym zapisy, mówiące o niezwłocznym wydawaniu kodów na żądanie Abonentów, w imieniu których wystąpiła spółka o12.pl – stanowczo podkreśla Krzysztof Cebrat, prezes zarządu o12.pl.

Spółka o12.pl podjęła także interwencję w NASK, będąc przekonaną, że narodowy operator zabezpieczy interes abonentów, którzy nie mieli wyboru i zostali skazani na korzystanie z usług niewiarygodnego partnera, jakim w oczach spółki o12.pl stała się firma Consulting Service. – NASK od dwóch tygodni nie podjął decyzji dotyczącej zaistniałej sytuacji. Rozwiązanie jest proste. Narodowy operator posiada narzędzia obligujące Consulting Service do wydania kodów authinfo – wystarczy z nich skorzystać, podejmując decyzję leżącą w interesie Abonentów, który to interes powinien być dla NASK wykładnią w spornych sytuacjach – zaznacza Cebrat. W dodatku o12.pl zwróciła się do NASK o zbadanie pełnomocnictwa Consulting Service, którym firma ta posługuje się w kontekście reprezentowania klientów o12.pl. – pełnomocnictwo ze strony o12.pl zostało wypowiedziane. W przypadku, gdy Consulting Service będzie posługiwała się nim przed NASK, jawnie wprowadza narodowego operatora w błąd – podkreśla Cebrat.  – Oczekujemy, aby Consulting Service udowodniła, że posiada prawnie umocowane możliwości reprezentowania Abonentów spółki o12.pl, jeżeli takowego nie posiada, to w ocenie o12.pl, spółka Consulting Service nie pozostawia wyboru NASK, który nie może legitymizować działań partnera niezgodnych z regulaminem i umową partnerską – wyjaśnia Cebrat.
Firma o12.pl zaznacza, że opisana sytuacja nie ma precedensu. Do tej pory żaden partner rejestru w tak jawny sposób, jak robi to Consulting Service, nie ignorował przyjętych zasad i zapisów regulaminu operatora, nie respektując przy tym podstawowych praw abonentów, do których przestrzegania sam się zobowiązał.  – Partner zobowiązany jest do wydania kodów authinfo, jednak w tym wypadku firma nie reaguje na oficjalną korespondencję, ignorując wszelkie umowy i porozumienia. Czy w takim wypadku instytucja nadzorująca, jaką jest NASK powinna zareagować? – W ocenie o12.pl naruszony został interes abonentów, więc naturalne jest to, aby inicjatywę podjęła instytucja do tego stworzona. Każdy dzień zwłoki naraża abonentów na ryzyko, dlatego o12.pl oczekuje stanowczej reakcji – tłumaczy Cebrat.
Spółka o12.pl podkreśla, że jej działania podyktowane są troską o bezpieczeństwo i interes Klientów. Firma wykorzystała wszystkie oficjalne kanały związane z zaistniałą sytuacją. Wskazała między innymi w piśmie skierowanym do NASK, że: „W przypadku bezczynności lub zaniechań Partnera, w następstwie pisemnej skargi Abonenta skierowanej do NASK, NASK udostępni kody authinfo w odpowiedzi na wnioski Abonentów nazw w domenie .pl (…).” W ocenie o12.pl brak kontaktu i działania spółki Consulting Service są podstawą do wydania kodów, co umożliwia punkt 12 regulaminu nazw domeny .pl. – Spółka o12.pl oczekuje pilnie na wydanie kodów uważając, że dalsze zaniechania w tym temacie godzą w samych abonentów, których interes dla NASK powinien być nadrzędny. Można zatem zastanawiać się, czy operator rejestru zwlekając ze stanowczym działaniem w stosunku do Consulting Service realizuje wytyczne, do których sam się zobowiązał? – zauważa Krzysztof Cebrat, prezes zarządu o12.pl.

Upadłość

Złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości jest bardzo ważne – niezłożenie go w odpowiednim terminie powoduje oddalanie wniosku o upadłość konsumencką.

W myśl art. 21 Ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe dłużnik ma obowiązek zgłosić w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości nie później niż w terminie trzydziestu dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości. Jeżeli dłużnikiem jest osoba prawna albo inna jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, wskazany obowiązek spoczywa na każdym, kto na podstawie ustawy, umowy spółki lub statutu ma prawo do prowadzenia spraw dłużnika i do jego reprezentowania, samodzielnie lub łącznie z innymi osobami.

Osoby odpowiedzialne za niezłożenie w terminie wniosku ponoszą odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną wskutek niezłożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, chyba że nie ponoszą za to winy. Mogą się one uwolnić od odpowiedzialności, jeżeli wykażą, że we wskazanym terminie otwarto postępowanie restrukturyzacyjne albo zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzenie układu.

Co do zasady wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej może zgłosić dłużnik. W myśl art. 8 i art. 9 Prawa upadłościowego wierzyciel może złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości osoby fizycznej, która była przedsiębiorcą, także po zaprzestaniu prowadzenia przez nią działalności gospodarczej, jeżeli od dnia wykreślenia z właściwego rejestru nie upłynął rok. Wierzyciel może złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości osoby fizycznej, która faktycznie prowadziła działalność gospodarczą, nawet wówczas, gdy nie dopełniła obowiązku jej zgłoszenia we właściwym rejestrze, jeżeli od dnia zaprzestania prowadzenia działalności nie upłynął rok.

Upadłość ogłasza się w stosunku do dłużnika, który stał się niewypłacalny, czyli stracił zdolność do regulowania swoich zobowiązań pieniężnych. Utrata ta, w myśl art. 11 ust. 1a Prawa upadłościowego, oznacza opóźnienie w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przekraczające trzy miesiące.

Sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli w okresie dziesięciu lat przed dniem zgłoszenia wniosku:

  1. w stosunku do dłużnika prowadzono postępowanie upadłościowe, a postępowanie to zostało umorzone z innych przyczyn niż na wniosek dłużnika;
  2. ustalony dla dłużnika plan spłaty wierzycieli uchylono;
  3. dłużnik, mając taki obowiązek, wbrew przepisom ustawy nie zgłosił w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości;
  4. czynność prawna dłużnika została prawomocnie uznana za dokonaną z pokrzywdzeniem wierzycieli

– chyba że przeprowadzenie postępowania jest uzasadnione względami słuszności lub względami humanitarnymi (art. 4914 Prawa upadłościowego).

Ponadto sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dane podane przez dłużnika we wniosku są niezgodne z prawdą lub niezupełne, chyba że uchybienia nie są istotne lub przeprowadzenie postępowania jest uzasadnione względami słuszności lub względami humanitarnymi.

Przesłanka z art. 4914 ust. 2 pkt 3 Prawa upadłościowego, tj. niezgłoszenie w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości, dotyczy zarówno dłużników, którzy byli przedsiębiorcami, jak i tych, którzy byli i są osobami uprawnionymi do reprezentowania przedsiębiorcy i nie złożyli w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości przedsiębiorstwa, którym zarządzali.

Przepisy nie definiują pojęcia względów słuszności lub humanitarnych. Należy jednak przyjąć, że sąd bierze pod uwagę względy słuszności, gdy uzna, że w danej sprawie oddalenie wniosku o ogłoszenie upadłości byłoby niesprawiedliwe (np. oszustwo na szkodę dłużnika i podejmowane przez niego próby rozmów z wierzycielami). Względy humanitarne uwzględnia natomiast, gdy dostrzega konieczność zaspokojenia podstawowych potrzeb dłużnika.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

TOP10 miast z największą liczbą obiektów handlowych

Z zakupowej mapy Polski przygotowanej przez CBRE wynika, że zakupową stolicą Polski jest Warszawa, w której działa aż 37 obiektów handlowych. Za nią znajdują się Poznań z 20 galeriami i Gdańsk z 19. Jednak najbardziej nasycone centrami handlowymi są mniejsze miasta. Zestawienie „TOP10 miast z największą liczbą powierzchni handlowej na 1000 mieszkańców” otwierają Zgorzelec, Opole i Rzeszów. Co więcej, z najnowszego raportu CBRE „Rynek handlowy w Polsce w I półroczu 2018” wynika, że podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wynosi niemal 12 mln mkw., a 0,5 mln mkw. pozostaje w budowie.

Na przygotowaną przez CBRE zakupową mapę Polski składają się 2 zestawienia: TOP10 miast z największą liczbą obiektów handlowych oraz TOP10 miast z najwyższym nasyceniem powierzchnią handlową.

 Warszawa stolicą zakupową

Z rankingu TOP10 miast z największą liczbą obiektów handlowych (statystki obejmują tylko miasta, a nie aglomeracje) wynika, że zakupową stolicą Polski, biorąc pod uwagę liczbę obiektów handlowych i całkowitą powierzchnię handlową, jest Warszawa. Pozostałe miasta pozostają daleko w tyle. Warszawa ma niemal dwa razy więcej obiektów handlowych (37) oraz dwa razy więcej powierzchni zakupowej (1,25 mln mkw.) niż Poznań, który zajmuje drugie miejsce. W  stolicy Wielkopolski do dyspozycji klientów jest 20 galerii handlowych o łącznej powierzchni 690 tys. mkw. Podium domyka Gdańsk z 19 galeriami. Jeśli jednak spojrzymy na powierzchnię zakupową, na trzecim miejscu uplasowała się stolica Małopolski – 16 obiektów o łącznej powierzchni 602 tys. mkw.obiekty handlowe

Więcej niż metr kwadratowy na mieszkańca

Na szczycie zestawienia TOP10 miast z najwyższym nasyceniem powierzchnią handlową uplasował się Zgorzelec. Na 1000 mieszkańców przypada aż 1672 mkw. Na drugim miejscu znalazło się Opole z nasyceniem 1452 mkw. na 1000 mieszkańców. W stolicy Podkarpacia, która zajmuje trzecią lokatę, na 1000 rzeszowian przypada 1328 mkw. powierzchni handlowej. Warto zwrócić uwagę, że w dziesiątce najbardziej nasyconych powierzchnią handlową miast znajdują się tylko 3 miasta, w których mamy największą liczbę galerii (Poznań, Gdańsk, Lublin).obiekty handlowe 2

Handlowy plac budowy

Na koniec I połowy 2018 roku podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce skupionej w centrach handlowych, parkach handlowych, centrach wyprzedażowych i projektach typu „mixed-use” przekroczyła 11,77 mln mkw. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku przybyło ponad 160 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej, a w budowie pozostaje aż 540 tys. mkw. Eksperci CBRE prognozują, że w całym 2018 roku zostanie oddanych do użytku 460 tys. mkw., co oznacza aż 27% wzrost w porównaniu do 2017 roku.

Stolica trzy razy droższa niż regiony

Warszawa pozostaje najdroższym miastem Polski biorąc pod uwagę cenę najmu lokali handlowych. Czynsze za lokale (poniżej 100 mkw.) w najlepszych obiektach handlowych wynoszą 100-130 euro / mkw. miesięcznie. W pozostałych największych aglomeracjach najemcy mogą liczyć na niższe stawki – ok. 35-60 euro / mkw. miesięcznie. Warto jednak dodać, że strategiczni najemcy mogą liczyć na sporą pulę „zachęt” takich jak częściowe pokrycie kosztów aranżacji powierzchni, obniżki kosztów eksploatacyjnych czy krótsze umowy najmu.

Pełna wersja raportu CBRE „Rynek handlowy w Polsce w I półroczu 2018” do pobrania na stronie https://bit.ly/2KEcr40.

Polscy przedsiębiorcy przeciwko podatkowi od linków i filtrowaniu sieci

Przedstawiciele największych polskich związków przedsiębiorców i stowarzyszeń reprezentujących firmy z sektora nowoczesnych technologii, cyfrowego oraz internetowego wspólnie zaapelowali do polskich eurodeputowanych, by ci w Parlamencie Europejskim odrzucili projekt Dyrektywy w sprawie prawa autorskiego w obecnym kształcie, który uderza m.in. w polskie firmy, naukowców oraz internautów. O wsparcie w tej sprawie zwrócili się także do premiera Mateusza Morawieckiego. Zaniepokojenie wobec niektórych projektowanych przepisów wyraziła Federacja Konsumentów.

Jak podkreślono we wspólnym liście – pod którym podpisali się Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Krajowa Izba Gospodarcza, Związek Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan, Związek Cyfrowa Polska, Fundacja Centrum Cyfrowe oraz Startup Poland – przyjęcie Dyrektywy w sprawie prawa autorskiego w obecnym kształcie negatywnie wpłynie na konkurencyjność całego sektora związanego z nowoczesnymi technologiami, co odczują też polscy konsumenci. „Dlatego w naszym wspólnym interesie jest, by internet, który odgrywa podstawową rolę w gospodarce cyfrowej, pozostawał otwarty i dostępny dla wszystkich. Wszelkie próby sztucznego ograniczania dostępu do kontentu odbiją się na rozwoju innowacji” – podkreślono.

Nie dla podatku od linków

Zdaniem przedsiębiorców błędnym kierunkiem jest pomysł wprowadzenia w art. 11 Dyrektywy licencjonowania treści poprzez tzw. „podatek od linków”. Bo jak argumentują, wydawcy są obecnie wystarczająco chronieni przez obowiązujące przepisy dotyczące praw autorskich. „Z doświadczeń niemieckich i hiszpańskich niezbicie wynika, że z ekonomicznego punktu widzenia koncepcja pobierania opłat za linkowanie nie ma sensu i nie przyniesie żadnych dochodów wydawcom, za to doprowadzi do zamknięcia wygodnych dla użytkowników dróg dotarcia do poszukiwanych informacji oraz ruiny małych, lokalnych i specjalistycznych wydawców, którzy polegają na agregatorach, social mediach i wyszukiwarkach jako źródłach ruchu generującego dochód z reklam” – tłumaczą. I alarmują, że pod znakiem zapytania stanie również prawo do wolnej konkurencji, ponieważ tak sformułowane przepisy będą w rzeczywistości sprzyjać jedynie największym wydawcom. „Zagrożona zostanie przyszłość mniejszych wydawnictw i inicjatyw dziennikarskich czy start-upów, którzy nie będą w stanie uzyskać wszystkich licencji – od dużych wydawców – niezbędnych do zaistnienia na rynku” – podkreślili sygnatariusze listu.

Nie dla obowiązku filtrowania treści

Ich zastrzeżenie budzi też art. 13 Dyrektywy, który wprowadza obowiązek filtrowania internetu w celu ochrony praw autorskich, a także odpowiedzialność prawną dostawców usług internetowych za treści zamieszczenie przez ich użytkowników. Jak tłumaczą, tak skonstruowane przepisy wywołają nieprzewidywalne konsekwencje i szkody dla innowacyjnych przedsięwzięć funkcjonujących w sieci, a także całego rynku e-commerce. Dostawcy usług w internecie będą bowiem zobligowani do wprowadzenia specjalnych filtrów w celu uniknięcia grożących im konsekwencji za ewentualne naruszenie praw autorskich. Nie tylko uderzyłoby to znów w najmniejsze podmioty, ale jest to sprzeczne z Kartą Praw Podstawowych poprzez utrudnianie prowadzenia własnego biznesu, jak również ograniczenie wolności słowa samym konsumentom. „Można bowiem z góry założyć, że nadmierna ostrożność wydawców skutkowałaby wręcz cenzurą. Jest to sprzeczne z ideą Unii Europejskiej, która miała być otwarta dla obywateli i której jednym z podstawowych założeń był rozwój społeczeństwa informacyjnego oraz konkurencyjność europejskiego przemysłu i kultury” – zauważono w liście.

Nie dla ograniczania przepływu danych

Z kolei proponowany kształt prawa autorskiego na Jednolitym Rynku Cyfrowym zgodnie z zapisami w art. 3 projektu Dyrektywy zdaniem przedsiębiorców zagrozi zablokowaniem postępu w dziedzinie przepływu i wykorzystywania danych (text and data mining; TDM). „Wprowadzenie wyjątku swobodnego praktykowania TDM tylko do przypadku niektórych badaczy, w szczególności uderzy w Polskę, która chętnie wybierana jest przez międzynarodowe koncerny do lokowania Centrów R&D. Wyrażamy obawę, że wprowadzenie nowych zapisów w takim ograniczonym kształcie spowoduje przeniesienie tych ośrodków z Polski do innych krajów spoza Unii Europejskiej” – przestrzegają.

Federacja Konsumentów zaniepokojona możliwym ograniczeniem w dostępie do informacji

Swoje zastrzeżenia do unijnej Dyrektywy zgłasza również Federacja Konsumentów, która w piśmie przesłanym do eurodeputowanych wyraziła zaniepokojenie skutkami projektowanej Dyrektywy. A szczególnie wprowadzeniem zapisów art. 11 oraz art. 13 „Niepokoi nas to, że nowe regulacje w znaczący sposób ograniczą dostęp do informacji w sieci, uniemożliwią swobodę dzielenia się nimi, co uderzy w podstawy nowoczesnego społeczeństwa informacyjnego” – wyraziła Federacja Konsumentów i zaapelowała do polskich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim o przemyślaną decyzję w głosowaniu nad Dyrektywą.