Kwiecień nie przeplatał na GPW

W kwietniu indeks największych spółek zdeklasował światowych rywali, a marsz w górę odbywał się niemal bez przystanków. Nieco słabsze nastroje panowały jedynie w gronie małych i średnich spółek. Wzrostowa tendencja wciąż wydaje się niezagrożona, a ewentualna korekta nie powinna być powodem do zmartwienia lecz okazją do kupna akcji.

Kwietniowa zwyżka WIG20 o 9,2 proc. to najlepszy miesięczny wynik od marca 2016 r. To również wynik najlepszy wśród światowych parkietów. W tym czasie stanowiący najbardziej naturalny dla nas punkt odniesienia indeks MSCI Emerging Markets, wzrósł jedynie o niecałe 2 proc. Wskaźniki giełd we Frankfurcie i Nowym Jorku poszły w górę po około 1 proc. Węgierski BUX zyskał nieco ponad 4 proc., a najbliższe indeksowi naszych największych spółek wskaźniki parkietów tureckiego i greckiego, wzrosły po ponad 6 proc.

Nie ekscytując się jednak tymi porównaniami, warto przede wszystkim zwrócić uwagę, że zwyżka WIG20 wpisuje się doskonale w trwający od siedmiu miesięcy, a więc dobrze ugruntowany trend, który ulegał symbolicznym korektom jedynie w listopadzie ubiegłego roku i w marcu 2017 r. Powrót indeksu największych spółek warszawskiego parkietu w okolice 2400 punktów ostatecznie wymazuje złe wspomnienia, jakie kojarzą się z okresem od maja 2015 r. do września 2016 r., w którym WIG20 stracił jedną trzecią swej wartości.

Jednocześnie otwiera się droga do kontynuacji hossy, choć może ona przebiegać już z nieco mniejszą dynamiką i prawdopodobnie napotkamy na niej na korekcyjne cofnięcia. Nie powinny one stanowić powodów do niepokoju, lecz zostać wykorzystane do uzupełnienia lub przebudowy portfela akcji. Trzeba jednak pamiętać, że jedną z głównych sił napędowych indeksu naszych blue chips jest napływ kapitału zagranicznego i dobre nastawienie globalnych inwestorów do rynków wschodzących. Jeśli więc wypatrywać zagrożeń, to mogą one wiązać się ze zmianą postrzegania atrakcyjności naszego parkietu z ich strony. Z fundamentalnego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw do obaw o kontynuację hossy.

Już pierwsze miesiące roku pokazują wyraźną poprawę kondycji polskiej gospodarki, a perspektywa kontynuacji tej tendencji w kolejnych kwartałach nie wydaje się niczym zagrożona. Do mocnej konsumpcji dołącza już ożywienie w inwestycjach, a poprawiająca się koniunktura na świecie dobrze wróży także eksportowi. Przy dobrze działających trzech motorach polska gospodarka powinna bardzo dobrze dać sobie radę także w horyzoncie wybiegającym dalej niż obecny rok. W takiej sytuacji można także liczyć na powrót wzrostów w sektorze małych i średnich firm, które powinny korzystać z gospodarczego ożywienia. Przejściowe osłabienie mWIG40 i sWIG80 doprowadziło do wychłodzenia wyśrubowanych wcześniej wskaźników wyceny i stworzyło dogodne warunki do odbudowy portfela i poszukiwania okazji po niewielkiej przecenie. O wyniki finansowe większości średnich firm można być spokojnym, a sytuacja techniczna mWIG40 w ostatnich tygodniach także uległa zdecydowanej poprawie, oddalając groźbę pogłębienia korekty. Wiele małych spółek wciąż zaś jeszcze czeka na to, by dostrzec ich walory.

W kwietniu uwaga inwestorów koncentrowała się jednak na akcjach największych firm. WIG Paliwa zyskał w skali miesiąca ponad 14 proc. Imponujące zwyżki przedstawicieli sektora paliwowego miały solidne podstawy w postaci poprawy wyników finansowych i dobrych perspektyw na przyszłość. Z dobrej koniunktury korzystały także spółki surowcowe, których subindeks wzrósł o prawie 9 proc. Ożywienie gospodarcze dyskontuje również sektor finansowy. Choć wyniki finansowe banków będą jeszcze w najbliższych kwartałach pod presją, a kwestia kredytów we frankach nadal może im ciążyć, WIG Banki poszedł w górę o ponad 7 proc., powracając do lokalnego szczytu z końca lutego. Banki powinny skorzystać zarówno z ożywienia gospodarczego i rozpoczynającego się boomu inwestycyjnego, ale także z perspektywy podwyżek stóp procentowych. Utrzymująca się w okolicach 2 proc. inflacja oraz zbliżająca się do 4 proc. dynamika wzrostu PKB powinna skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podwyższenia kosztu pieniądza w pierwszych miesiącach przeszłego roku.

Charakterystyczny jest fakt, że beneficjentem napływu kapitału zagranicznego nie jest jedynie segment naszych największych firm, ale wyraźnie widoczny jest on również w przypadku złotego i rynku długu. Mimo trwającego w najlepsze cyklu zaostrzania amerykańskiej polityki pieniężnej, kurs dolara do złotego znajduje się na poziomie najniższym od października ubiegłego roku, a euro jest najtańsze od półtora roku. Kolejne przetargi świadczą o niesłabnącym zagranicznym popycie na polskie obligacje skarbowe. Rentowność papierów dziesięcioletnich nie przekraczała w kwietniu 3,5 proc., co oznacza spadek o ponad 0,3 punktu procentowego niż jeszcze kilka tygodni wcześniej.

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

Macron już prawie w Pałacu, ropa poniżej 50 dolarów za baryłkę

Prawdopodobieństwo, że Emmanuel Macron zostanie prezydentem Francji wciąż rośnie. Ropa kolejne dni tanieje, wczoraj przebiła okrągłą barierę 50 USD. Początek końca Obamacare.

Szanse Macrona dalej rosną

W sondażach uważana za skrajnie prawicową Marine Le Pen wciąż traci. Wygląda na to, że tym razem będą to duże wybory bez niespodzianki. Z drugiej strony według sondaży Brexit się nie odbywał a prezydentem USA była kobieta. Rynki wyraźnie już dyskontują zwycięstwo Pana Macrona. Najlepiej widać to na parze EUR/USD, która wczoraj osiągnęła już niemal poziom 1,1 i  to pomimo rosnącej szansy na czerwcową podwyżkę stóp procentowych w USA. Gdyby kandydatek centrum nie wygrał można się spodziewać korekty tych wszystkich ruchów i powrotu do poziomów, które widziane były przed pierwszą turą wyborów. Jeżeli wygra Macron analitycy nie spodziewają się większych zmian, gdyż są one już uwzględniane w cenach.

Ropa poniżej 50 dolarów za baryłkę

Od połowy kwietnia czarne złoto staniało już 15% i wciąż spada. Wczoraj przekroczona została bariera 50 dolarów za baryłkę. Co powoduje tak duży spadek cen? Powodem jak zawsze jest relacja popytu i podaży. O ile w popycie na ropę nie wydarzyło się nic nowego o tyle problemem jest rosnąca podaż. W USA produkcja wciąż rośnie i jest najwyższa od 2015 roku. OPEC może oczywiście zrównoważyć te wzrosty ale zbiera się dopiero za 3 tygodnie i nie jest pewne czy znowu zgodzi się na redukcję wydobycia. Na rynkach walutowych ropa jak zawsze największy wpływ ma na rosyjskiego rubla. W ciągu niecałych dwóch tygodni spadł on z 7,1 grosza na 6,6 grosza.

ObamaCare czy American Health Care

Flagowy projekt poprzedniego prezydenta USA właśnie zaczyna przechodzić do historii. Zastąpi go American Health Care Act. Główną zmianą jest odejście od obowiązkowości. W przypadku Obamacare ubezpieczenie było obowiązkowe pod groźbą kary. W rezultacie najbiedniejsi zamiast się ubezpieczać woleli płacić kary co jeszcze pogorszyło ich sytuację. Nie jest to oczywiście jedyna zmiana. Biorąc pod uwagę, że przed ustawą jeszcze wizyta w izbie wyższej z pełną analizą zmian warto poczekać na poprawki senatorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
  • 16:00 – Kanada – indeks Ivey PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wpływ programu Rodzina 500 plus na dochody polskich rodzin

Tuż po wejściu Polski do Unii Europejskiej sytuacja finansowa rodzin wielodzietnych była bardzo trudna. I chociaż przez ostatnią dekadę ulegała ona systematycznej poprawie, to jednak dopiero program Rodzina 500 plus wprowadził diametralną zmianę. Obecnie dochody gospodarstw domowych z trojgiem lub większą liczbą dzieci są w Polsce bliskie tym we Włoszech oraz w Hiszpanii – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Dane GUS oraz Eurostatu dają możliwość względnie dokładnego porównania standardu życia gospodarstw domowych w Polsce oraz w innych unijnych krajach. Jednym z najbardziej obiektywnych mierników sytuacji finansowej jest mediana ekwiwalentnego dochodu do dyspozycji. Pozwala ona pokazać, jaki jest dochód pojedynczego członka rodziny, biorąc pod uwagę wszystkie pieniężne wpływy (łącznie z zasiłkami) pomniejszone o podatki czy składki na ubezpieczenie zdrowotne.

Uzupełnieniem tego wskaźnika jest również skala ekwiwalentności OECD, która przypisuje wagę dla każdej osoby w podziale na wiek, gdyż rodzina 2+3 nie musi osiągać aż 5 razy wyższych dochodów niż jednoosobowe gospodarstwo, by mieć podobny standard życia. Dodatkowo gdy wyrazimy dochody w parytecie siły nabywczej (dla Unii „euro PPS”), który eliminuje różnice w cenach dóbr i usług pomiędzy państwami, możemy pokazać obiektywnie, jak wygląda finansowana sytuacja polskich rodzin na tle całej Unii.

Fatalny start i wyraźna poprawa

Według danych Eurostatu w 2005 r. mediana ekwiwalentnego dochodu do dyspozycji na członka rodziny wielodzietnej wynosiła nieco ponad 3 tys. euro PPS. To był trzeci najgorszy wynik w ówczesnej Unii po Litwie i Łotwie. Sytuacja finansowa polskich gospodarstw domowych była zauważalnie gorsza niż tych węgierskich – 4,5 tys euro PPS oraz czeskich – 5,9 tys euro PPS.

Dramatyczna wręcz przepaść dzieliła nas od krajów „starej Unii”. W Grecji mediana rocznych dochodów do dyspozycji na jednostkę ekwiwalentną wynosiła około 9 tys. euro PPS, we Włoszech 9,5 tys. euro PPS, w Irlandii niespełna 12 tys. euro PPS, a w Wielkiej Brytanii czy w Austrii było to prawie 14 tys. euro PPS. Oznacza to, że już po uwzględnieniu różnicy w cenach sytuacja finansowa greckich gospodarstw domowych była trzy razy lepsza niż polskich. Poziom życia brytyjskich rodzin był prawie pięć razy wyższy niż tych zamieszkujących Polskę. W ujęciu nominalnym natomiast, czyli bez uwzględnienia różnicy cen towarów i usług, różnica przekraczała nawet dziesięć razy (Dania – ponad 20 tys. euro, a Polska 1,6 tys. euro).

Po dekadzie, czyli w 2015 r., dochód ekwiwalentny polskich rodzin wielodzietnych wyraźnie się podniósł. Wyrażony w euro PPS wynosił 7,6 tys., co było rezultatem wyższym niż w Grecji (7,1 tys.) oraz na Węgrzech (6,5 tys.). W regionie jednak nadal Polskę wyprzedzały Czechy (10,3 tys.), a w najbogatszych krajach Unii ten wskaźnik kształtował się w przedziale 15-20 tys. euro PPS.

Wpływ programu Rodzina 500 plus na dochody

Na razie w bazach danych Eurostatu za 2016 r. nie ma danych o dochodach polskich rodzin ani tych zamieszkujących pozostałe kraje Unii. Wpływ programu Rodzina 500 plus można jednak oszacować względnie dokładnie na podstawie informacji publikowanych przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS).

Według MRPiPS 60 proc. rodzin wielodzietnych pobiera świadczenie na wszystkie dzieci (z trojgiem dzieci – 58 proc., z czwórką dzieci – 71 proc., z piątką dzieci – 77 proc., z szóstką i więcej dzieci – 86 proc.), co oznacza, że mediana dochodu całej populacji tych rodzin została przesunięta w górę przynajmniej o 1,5 tys. zł w ujęciu miesięcznym oraz 18 tys. zł rocznie. Ponieważ te świadczenia nie są opodatkowane i nie generują żadnych innych kosztów, to można je zaliczyć jako dochody do dyspozycji.

Przeliczając ten dodatkowy wpływ na jednostki ekwiwalentne dla gospodarstw domowych z trojgiem dzieci lub więcej (2,72 według danych GUS) oraz na walutę euro PPS (2,34 zł dla danych za 2015 r.), roczna mediana dochodu do dyspozycji na jednostkę w tych rodzinach powinna zwiększyć się o ponad 2,8 tys. euro PPS i sięgnąć niespełna 10,5 tys. euro PPS. Jest to 37 proc. więcej niż dwa lata temu i to bez uwzględnienia prawdopodobnego wzrostu dochodów tych osób z pracy, z działalności gospodarczej czy też z pozostałych świadczeń społecznych.

Łącząc ostatnie dostępne dane oraz uwzględniając wpływ programu Rodzina 500 plus wynik polskich rodzin na poziomie 10,5 tys. euro PPS jest wyższy od tego obserwowanego w Portugalii (8 tys. euro PPS), Estonii (9,1 tys. euro PPS), a także w Czechach (10,3 tys. euro PPS). Dodatkowo dochód do dyspozycji krajowych gospodarstw domowych z trojgiem lub większą liczbą dzieci jest praktycznie taki sam, jak tych zamieszkujących Włochy 10,6 tys. euro PPS) oraz Hiszpanię (10,7 tys. euro PPS).

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – kwiecień 2017 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 39,9% rdr do poziomu 18,4 mld zł
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń – 1,0 mld zł (+63,2% rdr)
  • Wzrost łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 22,5% rdr do poziomu 30,6 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku spot o 6,7% rdr do poziomu 2,6 TWh
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia o 44,5% do poziomu 5,7 TWh2

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w kwietniu 2017 r. 19,9 mld zł, czyli o 43,8% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 39,9%, do poziomu 18,4 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w kwietniu 2017 r. poziom 1,0 mld zł, o 63,2% wyższy niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec kwietnia 2017 r. wyniosła 61 644,56 pkt i była o 29,4% wyższa niż rok temu.

Również na rynku NewConnect odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 22,1% rok do roku. W ramach arkusza zleceń wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 109,7 mln zł (+16,6% rdr).

W kwietniu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 535,4 tys. szt., o 2,1% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 325,0 tys. szt., co oznacza spadek o 0,4% wobec kwietnia 2016 r. Kontrakty na akcje odnotowały natomiast wzrost o 16,5% do poziomu 117,7 tys. sztuk.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec kwietnia 2017 r. 84,5 mld zł, co oznacza wzrost o 18,6% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła rok do roku o 25,4%, do poziomu 148,8 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w kwietniu br. 30,6 mld zł i była o 22,5% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w kwietniu 2017 r. 7,3 TWh, o 40,9% mniej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 6,7% osiągając poziom 2,6 TWh. Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w kwietniu 2017 r. wyniósł 7,9 TWh, czyli o 27,3% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)3 na rynkach spot i terminowym wyniósł 5,7 TWh co oznacza wzost o 44,5% w stosunku do kwietnia 2016 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w kwietniu 2017 r. 18,8 ktoe4.

Kapitalizacja 433 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec kwietnia 2017 r. wyniosła 660,6 mld zł (156,7 mld EUR). Łączna kapitalizacja 487 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec kwietnia br. 1,346 mld zł (319,1 mld EUR).

Na Rynku Głównym GPW w kwietniu 2017 r. zadebiutowała spółka Griffin Premium RE.., gdzie wartość oferty wyniosła 508,3 mln PLN oraz DINO Polska z wartością 1,65 mld PLN. Na rynku NewConnect
w kwietniu 2017 r. zadebiutowały akcje spółki M-TRANS (wartość emisji to 1,356 mln PLN).

W kwietniu 2017 r. na GPW odbyło się 18 sesji giełdowych, o 3 więcej niż rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

2 z wyłączeniem praw wynikających ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną

3 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

4 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Przygotuj się na przyszły tydzień 05.05.2017

Wielkimi krokami zbliża się II tura wyborów prezydenckich we Francji. Nie powinniśmy być zaskoczeni, ale wszystko wyjaśni się dopiero 7 maja. Pomimo wyborów nie możemy zapominać o dawce publikacji makroekonomicznych, które mogą namieszać na rynku.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

W nocy z niedzieli na poniedziałek poznamy najnowsze informacje o eksporcie i imporcie państwa środka. Dlaczego jest to takie ważne? Z jednego powodu, Chiny po raz kolejny mogą popsuć „dobry” nastrój na rynkach. Możemy powrócić do dużego problemu z płynnością i zobaczyć powtórkę z początku 2016 roku. Wtorek przebiegnie spokojnie, natomiast w środę poznamy koszt pieniądza w Nowej Zelandii. Z kolei czwartek i piątek zostanie zdominowany przez Wielką Brytanię oraz USA.

Nowa Zelandia

W środę o 23:30 poznamy najnowszy koszt pieniądza w Nowej Zelandii. Rynek nie oczekuje żadnego ruchu ze strony władz nowozelandzkich. Niemniej jednak warto zauważyć, że inwestorzy przestali domagać się niższych stóp procentowych.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Nowej Zelandii liczonej na podstawie OIS

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Nowej Zelandii liczonej na podstawie OIS

Źródło: Bloomberg

Patrząc na prawdopodobieństwo ruchu stóp procentowych możemy spodziewać się, że dopiero w trzecim kwartale 2018 roku koszt pieniądza zostaną podniesiony. Niemniej jednak do tego okresu wszystko powinno ulec zmianie.

Wielka Brytania

Czwartek zostanie zdominowany przez informacje z Wielkiej Brytanii. O godzinie 13:30 poznamy najnowszy koszt pieniądza oraz protokół z posiedzenia władz monetarnych. Będzie to tzw. super czwartek. Czego możemy się spodziewać?

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii liczonej na podstawie OIS

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii liczonej na podstawie OIS

Źródło: Bloomberg

Prawdopodobieństwo na podwyżkę stóp procentowych wynosi 1 proc., ale ważny będzie wydźwięk komunikatu banku, który może zasygnalizować ewentualną zmianę przy rosnącej presji inflacyjnej. Gdybyśmy usłyszeli o możliwej podwyżce stóp do końca roku, to para walutowa GBP/USD powinna zawitać na o wiele wyższe poziomy.

Stany Zjednoczone

W tym przypadku, jak i dwóch poprzednich nie powinniśmy być zaskoczeni. Odczyt inflacji CPI R/R ma wynieść 2.3 procenta. Nawet gdybyśmy zobaczyli niższy wynik od konsensusu ekonomistów, to i tak prawdopodobieństwo na podwyżkę stóp procentowych wynosi ponad 80 procent. Bardziej liczą się obroty w handlu detalicznym, ponieważ spowolnienie gospodarcze mogłoby obniżyć prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki stóp procentowych, co powinno doprowadzić do wyprzedaży USD.

Rynki do obserwacji

Po wyborach we Francji kurz powinien opaść, będzie otwarta do dalszych wzrostów na indeksach giełdowych, ale prawdopodobieństwo kontynuacji wzrostów bez żadnej korekty jest już bardzo małe. Chciwość na rynku jest na ekstremalnym poziomie, co obrazuje poniższy wykres.

Notowanie S&P 500 na tle indeksu chciwości

Notowanie S&P 500 na tle indeksu chciwości

Źródło: Real Investment Advice

Po tak dużej fali wzrostowej inwestorzy przestali obawiać się czegokolwiek, indeks chciwości zawędrował na bardzo wysokie poziomy, indeks strachu (VIX) spadł na dawno niewidziane minima.

Na wykresie tygodniowym indeksu S&P 500 dotarliśmy do górnej bandy kanału wzrostowego.

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Gdyby doszło do korekty, to mogłaby znieść notowania w okolicę dolnej strefy kanału wzrostowego oraz strefy wsparcia 2247-2280. Niemniej jednak należy pamiętać, że podczas hossy granie pod korektę indeksu jest bardzo ryzykowne.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Mocna przecena na ropie

Czwartek przyniósł całkowitą odmianę na rynkach walutowych. Dolar amerykański znajdował się pod presją. Podobnie jak i rynek ropy. Niewielki wzrosty odnotowano na parkietach giełdowych w USA.

Indeks SP500 zakończył wczorajszy dzień z zyskiem 0.6%, po bardzo nerwowej sesji. Dużo klarowniej przedstawiała się sytuacja na rynkach walutowych. Euro przez cały dzień umacniało się do dolara, aby zakończyć dzień 0.87% wyżej niż w środę. Największe zmiany odnotowano jednak na rynku surowców. Ceny ropy traciły na koniec dnia ponad 4%. Wszystko wskazuje na to, że OPEC utrzyma ograniczenia wydobycia ropy na drugą połowę roku. Nie dojdzie jednak do pogłębienia cięć, co rynki odebrały negatywnie. Cena ropy BRENT znalazła się poniżej psychologicznej bariery $50.

Dane makroekonomiczne jakie docierały wczoraj na rynek miały na tyle zróżnicowane wyniki, iż nie sposób wyciągnąć z nich jednoznacznego obrazu sytuacji. Indeks PMI dla strefy euro wypadł nieco lepiej od prognoz. Lepiej wypadły też dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie w ostatnim tygodniu zarejestrowano 238 000 wniosków o zasiłki, czyli miej niż spodziewali się analitycy. Dziś poznamy dużo ważniejsze dane, o ilości nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Oczekiwany jest wzrost o 185 000.

usoil05052017r

Wczorajsze spadki na rynku ropy wyraźnie zmieniły układ na wykresach. Zejście poniżej 48$(dla WTI) oznacza wyłamanie się poniżej linii trendu wzrostowego. Co prawda nadal jesteśmy w dużym kanale wzrostowym, jednak prawdziwe wsparcie dopiero na wysokości 42$. Oporem będą okolice 48$-50$.

Sylwester Majewski

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

„Sell in May and go away”

Globalny apetyt na ryzyko został utopiony w wielkiej plamie ropy naftowej, kiedy WTI przelewa się przez poziom 44 USD/b – pierwszy raz od listopada. Na dno ciągnięte są inne towary, waluty surowcowe i azjatycki rynek akcji. To złe wieści dla złotego, który ostatnio zaszedł za daleko za szybko. W ciągu dnia w centrum uwagi raport z rynku pracy USA i wystąpienia członków Fed.

Wygląda na to, że inwestorom zajęło cztery dni na zorientowanie się, jaki mamy miesiąc. „Sell in May and go away” stało się w czwartek motywem przewodnim handlu na rynku ropy naftowej. Po przełamaniu 47 USD przez WTI rynek zatrzymał się dopiero na 43,7 USD, gdzie nie był od połowy listopada. Pogrom nie jest ograniczony tylko do ropy naftowej, gdyż ucieczka inwestorów dotyka też m.in. ceny rudy żelaza i miedzi. Naruszenie poziomów technicznych, obawy o siłę globalnego ożywienia, zmęczenie kupujących, czy właśnie magia rynkowych powiedzonek – wszystko po trochu ściąga ceny ropy w dół. A dodatkowo mąci spokój na innych rynkach (walutowym, akcyjnym), gdzie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni utknęliśmy w konsolidacji. Inwestorzy stracili poczucie kierunku i teraz, kiedy zastanawiające rzeczy dzieją się na jednym z rynków, najprostszym rozwiązaniem jest zamykanie pozycji. Pożegnanie z rajdem apetytu na ryzyko przynosi kapitulację długich pozycji m.in. na AUD, CAD i NOK. Tracą też waluty rynków wschodzących, co wynosi EUR/PLN pod 4,23. Wskazywaliśmy, że złoty zapędził się za daleko i za szybko i pogorszenie klimatu inwestycyjnego może podsycać chęć do realizacji zysków.

EUR broni się rosnącym przekonaniem, że w niedzielę Macron wygra wyścig o fotel prezydencki we Francji, choć nie można oprzeć się wrażeniu, że przełamanie 1,0950 miało coś wspólnego z naruszeniem zleceń stop. JPY ponownie wraca do łask jako bezpieczna przystać. GBP pozostaje spokojny, choć po zamknięciu tematu Francji uwaga przeniesie się na kampanię wyborczą w Wielkiej Brytanii i ożywienie kwestii „twardego Brexitu”.
USD znajduje się w środku stawki (silniejszy do walut surowcowych, słabszy do głównych), ale jego los może odmienić raport z rynku pracy USA. Jeśli dane wypadną zgodnie z oczekiwaniami (NFP: 190 tys., płaca: 0,3 proc. m/m), to wciąż powinien być wynik dający podstawy do umocnienia USD. Uzasadnieniem jest „nadgonienie” reakcji na lekko jastrzębi wydźwięk środowego komunikatu FOMC. Choć rynek stopy procentowej podwyższył wycenę czerwcowej podwyżki Fed z 62 proc. do 98 proc., tak reakcja USD jest umiarkowana. Zatem dobre dane zwiększyłyby zaufanie inwestorów do dolara. Do wyraźnego rajdu USD potrzebuje silnych płac przy solidnym tempie zatrudnienia. Otworzyłoby to drogę dla rozważań o kolejnej (trzeciej) podwyżce stóp procentowych w tym roku, co do której rynek utrzymuje zachowawcze oczekiwania (54 proc.). Najmocniejszy impuls da roczna dynamika wynagrodzeń na 2,8 proc. W tym wypadku nawet NFP poniżej 160 tys. może zostać zignorowane. Miesięczne tempo na 0,4 proc., ale przy utrzymaniu rocznego tempa 2,7 proc. znajdzie wytłumaczenie w zaokrągleniach, co osłabi wydźwięk. Słabe odczyty płac (<0,2 proc.) będą miały silniejszy wydźwięk niż niższy przyrost zatrudnienia. Wówczas nawet solidny NFP może nie zneutralizować rozczarowania w płacach.

Poza raportem NFP otrzymamy także dane z rynku pracy Kanady, wokół którego krąży pytanie, czy dobra passa silnego przyrostu zatrudnienia zostanie podtrzymana? Oczekiwania są pozostawione wysoko (20 tys.), co tylko zwiększy negatywną reakcję, jeśli dane rozczarują. Uwaga dziś też na serię wystąpień członków FOMC: Fishera, Williamsa, Rosengrena i na koniec samej prezes Yellen.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

ARP: Strefy ekonomiczne rozwijają się bardzo dynamicznie

Agencja Rozwoju Przemysłu jest operatorem dwóch dużych stref ekonomicznych – Mieleckiej oraz Tarnobrzeskiej. Teren stref ma ponad 3500 tyś ha, 22 podstrefy, a działa w 9 województwach, gdzie jest ponad 700 przedsiębiorstw – większość polskich. Jest wiele nieruchomości obecnie lub w przeszłości należących do spółek skarbu państwa, które znajdowały się w procesie restrukturyzacji prowadzonym przez ARP. Obecnie te nieruchomości wchodzą w skład spółki celowej ARP Operator.

– Strefy ekonomiczne rozwijają się bardzo dynamicznie i przyłączane są do nich nowe tereny – powiedział serwisowi eNewsroom.pl , prezes Agencji Rozwoju Przemysłu – Negocjujemy na bieżąco z burmistrzami oraz wójtami gmin, na terenie których znajdują się te strefy. Stale poszukujemy nowych terenów, a następnie je kupujemy. Strefy są intensywnie poszerzane ze względu na zgłoszenia nowych przedsiębiorców, którzy są zainteresowani wejściem do nich. W tym kwartale udzieliliśmy 16 pozwoleń. Mamy nadzieję zainteresować inwestorów naszymi nieruchomościami – szczególnie tymi, które pozostają w spółkach i zmienić ich przeznaczenie. Pojawiają się nowe pomysły związane np. z mieszkaniówką, magazynami, logistyką, halami. Liczymy na znalezienie partnerów zainteresowanych wspólnymi działaniami lub zakupem nieruchomości od nas – dodał Kensbok.

Exact Systems S.A. potwierdza zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej oraz notowania akcji na GPW

Exact Systems S.A. („Exact Systems”, „Spółka”, a wraz ze spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa Exact Systems”), lider branży kontroli jakości części i samochodów produkowanych w Polsce oraz jedna z największych firm w branży w Europie, zamierza przeprowadzić publiczną ofertę akcji Spółki oraz ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. („GPW”). Ostateczna decyzja dotycząca terminu przeprowadzenia Oferty będzie uzależniona od sytuacji rynkowej. Szczegółowe informacje na temat Oferty zostaną opublikowane w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego („KNF”), z uwzględnieniem ewentualnych aneksów lub komunikatów aktualizujących wymaganych przepisami polskiego prawa.

Komentarz Pawła Gosa, Prezesa Zarządu Exact Systems S.A.:

Jesteśmy numerem jeden w Polsce i jedną z największych firm w branży kontroli jakości produkcji motoryzacyjnej w Europie. Rozwijamy się dynamicznie w aktualnie obsługiwanych krajach. Najlepszym wyznacznikiem coraz większej skali działania jest wzrost liczby przepracowanych godzin w ramach świadczenia usług kontroli jakości. W 2016 r. nasi pracownicy przepracowali 9 mln godzin, co było wynikiem aż o 22% wyższym niż w roku poprzednim. Jednocześnie systematycznie rozszerzamy zasięg terytorialny prowadząc intensywną ekspansję na nowe rynki zagraniczne. W tym momencie poza Polską działamy już w dziesięciu krajach europejskich oraz na największym rynku motoryzacyjnym, jakim jest Państwo Środka. Ekspansja zagraniczna ma pozytywne odbicie w wynikach sprzedaży i finansowych – ponad 40% przychodów Grupy generują spółki zagraniczne. Jestem przekonany, że Spółka jest atrakcyjna dla inwestorów.

Komentarz Lesława Walaszczyka, Wiceprezesa Zarządu Exact Systems S.A.:

Działamy na perspektywicznym rynku TIC i jesteśmy bezpośrednio związani z branżą motoryzacyjną, jedną z największych i najdynamiczniej rozwijających się gałęzi polskiego i międzynarodowego przemysłu. Swoim zasięgiem Grupa Exact Systems obejmuje obecnie ponad 45% światowego rynku automotive. Spodziewamy się dalszego utrzymania pozytywnych trendów makroekonomicznych i rynkowych w 2017 roku i kolejnych latach. Dlatego uważamy, że teraz jest właściwy moment na realizację kolejnego, ważnego kroku w rozwoju Grupy, czyli wprowadzenie akcji naszej spółki na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Planowane pozyskanie kapitału pomoże w intensywnym rozwoju na aktualnie obsługiwanych rynkach oraz rozszerzaniu zasięgu terytorialnego poprzez przejęcia na nowych rynkach.

O planowanej ofercie publicznej

  • Spółka planuje przeprowadzenie Oferty w drugim kwartale 2017 roku, przy czym ostateczny termin uzależniony będzie m.in. od sytuacji rynkowej.
  • Struktura Oferty zakłada emisję nowych akcji Spółki, jak i sprzedaż akcji istniejących. Wszystkie szczegóły dotyczące Oferty zostaną udostępnione w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego i publikacji.
  • Funkcję globalnego koordynatora, zarządzającego księgą popytu oraz oferującego będzie pełnić Dom Maklerski mBanku. Doradcą prawnym Spółki oraz akcjonariuszy sprzedających w związku z Ofertą jest kancelaria prawna GESSEL.
  • Akcje Spółki będą notowane na rynku regulowanym (głównym) GPW.

O Grupie Exact Systems

Exact Systems S.A. jest dynamicznie rozwijającym się dostawcą rozwiązań w zakresie kontroli jakości, czyli selekcji, naprawy i sortowania części, komponentów oraz wyrobów gotowych dla producentów branży motoryzacyjnej. Firma powstała w 2004 roku w Polsce. Głównymi odbiorcami usług Exact Systems S.A. są dostawcy i poddostawcy dla przemysłu motoryzacyjnego oraz producenci samochodów. Klientami firmy są również zakłady zajmujące się produkcją wielkoseryjną z branży elektronicznej, AGD oraz kosmetycznej. Współpraca z Exact Systems S.A. pomaga osiągnąć najwyższe standardy jakości oraz wspiera organizację procesów produkcyjnych. Obecnie firma posiada swoje przedstawicielstwa w 12 państwach: w Polsce, Czechach, Niemczech, Słowacji, Turcji, Rumunii, Rosji, Wielkiej Brytanii, Węgrzech, Belgii, Holandii oraz Chinach. Exact Systems S.A. współpracuje z ponad 700 zakładami produkcyjnymi, w których codziennie deleguje do pracy ponad 5000 kontrolerów jakości.

  • Działalność na dynamicznym rynku kontroli jakości

Podstawową działalnością Exact Systems jest świadczenie usług w zakresie kontroli jakości części oraz wyrobów gotowych kierowane do podmiotów produkcyjnych z każdego szczebla łańcucha dostaw. Działalność tę klasyfikuje się do branży TIC (ang. Testing, Inspection, Certification). Usługi te mają na celu weryfikację oraz potwierdzenie, że produkty lub usługi spełniają określone normy i standardy w zakresie jakości, składu, funkcjonalności i bezpieczeństwa. W związku z tym, że usługi oferowane przez Grupę kierowane są najczęściej do producentów zarządzających produkcją w systemie just-in-time oraz działających 24 godziny na dobę, kluczowym aspektem modelu biznesu Grupy jest zapewnienie klientom jak najkrótszego terminu rozpoczęcia realizacji usługi i czasu jej wykonania oraz możliwość świadczenia usługi w dowolnym miejscu na obszarze geograficznej obecności Grupy.

  • Wśród klientów największe międzynarodowe koncerny motoryzacyjne

Główny obszar rynku, na którym działa Grupa Exact Systems, związany jest bezpośrednio z branżą motoryzacyjną, jedną z największych i najdynamiczniej rozwijających się gałęzi polskiego i międzynarodowego przemysłu. Dlatego największą grupę odbiorców usług Grupy stanowią podmioty z segmentu motoryzacyjnego, które generują ok. 84% przychodów. Wśród nich znajdują się producenci samochodów, m.in. Volkswagen, Audi, Fiat Chrysler Automobiles, KIA, DAIMLER, Volvo czy General Motors, oraz ich poddostawcy części i podzespołów, m.in. Lear Corporation, Nexteer, Magna Automotive, Sanden.

  • Ponadprzeciętna rentowność Grupy

Przyjęty model biznesowy, konsekwentnie realizowana strategia, poczynione inwestycje oraz ekspansja zagraniczna przekładają się na bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody Grupy Exact Systems w 2016 roku sięgnęły 278 mln zł, EBITDA wyniosła 30 mln zł, a zysk netto 18 mln zł. W wynikach sprzedaży i finansowych swoje pozytywne odbicie ma ekspansja na rynki zagraniczne – ponad 40% przychodów Grupy generują spółki zagraniczne.

  • Spółka z polskim kapitałem

Od momentu założenia w 2004 roku Grupa Exact Systems jest kierowana przez dwóch założycieli – Pawła Gosa (Prezes Zarządu) oraz Lesława Walaszczyka (Wiceprezes Zarządu). Obecnie pakiet większościowy posiada Work Service S.A., spółka specjalizująca się w pracy tymczasowej i outsourcingu pracowników.

Facebook zapowiada duże zmiany technologiczne. Ze znajomymi będzie można rozmawiać w wirtualnej rzeczywistości

Facebook zapowiada duże zmiany technologiczne. Ze znajomymi będzie można rozmawiać w wirtualnej rzeczywistości 1

Zmiany w Messengerze, nowe mechanizmy w Facebook Analytics i przede wszystkim prace nad rozszerzoną rzeczywistością zapowiedział Facebook podczas swojej corocznej konferencji F8. Dzięki aplikacji Spaces użytkownicy będą mogli porozmawiać ze znajomymi i rodziną w wirtualnej rzeczywistości i tworzyć jej elementy. Zmiany wprowadzają też Twitter, który rozszerza limit 140 znaków, oraz YouTube, który z kolei reguluje dodawanie reklam do treści. Instagram przekroczył natomiast kolejną barierę 700 milionów użytkowników.

 Wydarzeniem elektryzującym media społecznościowe jest coroczna konferencja Facebook F8, na której portal Marka Zuckerberga przedstawia swoje dalekosiężne plany. Po tegorocznej edycji można powiedzieć, że w centrum zainteresowań jest rozszerzona wirtualna rzeczywistość. Portal zapowiedział wprowadzenie aplikacji Facebook Spaces, która umożliwi spotkanie z innymi osobami w wirtualnej rzeczywistości, niezależnie od tego, gdzie fizycznie przebywają – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Jałowiec, redaktor naczelna serwisu PRoto.pl.

W aplikacji Facebook Spaces, nad którą pracuje obecnie społecznościowy gigant, użytkownicy będą też mieli możliwość tworzenia elementów rozszerzonej rzeczywistości i dodawania ich w trakcie rozmów na żywo. Modyfikacje przejdzie też Workplace, z którego korzysta aktualnie ponad 14 tys. organizacji na całym świecie. Podczas swojej corocznej konferencji Facebook zapowiedział lepszą integrację tej aplikacji z zewnętrznymi narzędziami i usługami.

– Ponadto portal zapowiedział kolejne rozszerzenia swoich systemów analitycznych, tak aby firmy, które mają profile na Facebooku, mogły lepiej pozyskiwać dane na temat tego, co dzieje się na ich profilach. Messenger ma natomiast zostać ulepszony w kierunku większej integracji z różnymi zewnętrznymi systemami i aplikacjami, tak żebyśmy mogli bez problemu na przykład zamówić danie z restauracji właśnie poprzez komunikator Facebooka – mówi Joanna Jałowiec.

Messenger ma również zostać rozbudowany o inteligentnego asystenta, który ułatwi obsługę komunikatora. Nowością będzie też sekcja Discover oraz obsługa rozszerzeń firm zewnętrznych.

Nad nowymi narzędziami pracuje też Instagram, którego liczba użytkowników przebiła właśnie kolejną barierę.

 Instagram poinformował na swoim blogu, że liczba jego użytkowników przekroczyła 700 milionów miesięcznie. Co przesądza o popularności tego portalu? Zdaniem jego twórców głównie takie opcje, które z jednej strony ułatwiają nam komunikację, a z drugiej strony sprawiają, że mamy nad nimi lepszą kontrolę. Są to między innymi Stories, wiadomości direct, które znikają po przesłaniu czy wideo na żywo – wylicza Joanna Jałowiec.

Z kolei Twitter poinformował użytkowników, również na swoim blogu, że do limitu 140 znaków nie będą od tej pory wliczane nazwiska adresatów, do których jest skierowana wiadomość. Dzięki temu użytkownicy będą mogli pozwolić sobie na nieco dłuższe wypowiedzi. YouTube, kolejny z gigantów, planuje natomiast zmiany w swoim systemie monetyzacji.

 Dotychczas każdy twórca mógł w dowolnym momencie włączyć opcję płatnych reklam umieszczanych przed swoimi filmami. Powodowało to jednak różne nadużycia, ponieważ niektórzy twórcy korzystali z treści popularnych youtuberów albo wytwórni muzycznych i w ten sposób próbowali więcej zarobić na swoim kanale. Teraz YouTube chce tę sytuację ukrócić. Monetyzację będzie można włączyć dopiero na koncie użytkownika, którego materiały przekroczyły liczbę 10 tysięcy wyświetleń. To ma służyć lepszej kontroli kanałów, które zgłaszają się po monetyzację – tłumaczy Joanna Jałowiec.

Redaktor naczelna serwisu PRoto.pl podkreśla też znaczenie ankiety przeprowadzonej w marcu miesiącu przez portal YouGov. Wynika z niej, że niemal co piąty pracodawca (19 proc.) odrzucił kandydata ze względu na jego aktywność w mediach społecznościowych. Firmy najczęściej weryfikują kandydatów do pracy na LinkedInie (48 proc.) i Facebooku (46 proc.), nieco rzadziej na Twitterze (28 proc.) oraz Instagramie (15 proc.).

– Media społecznościowe mogą mieć wpływ również na nasze życie zawodowe. Blisko co piąty pracodawca podejmuje decyzję o zatrudnieniu potencjalnego kandydata na podstawie treści, które ten zostawia w mediach społecznościowych. Wśród zachowań, które dyskwalifikują kandydatów do pracy, są m.in. używanie agresywnego i obraźliwego języka, zamieszczanie treści, które nawiązują do zażywania narkotyków, i zdjęć z imprez suto zakrapianych alkoholem – przestrzega Joanna Jałowiec.

Polacy coraz częściej kupują mieszkania z wyższej półki. W 2016 roku nabywców znalazło ponad 2 tys. takich nieruchomości

Polacy coraz częściej kupują mieszkania z wyższej półki. W 2016 roku nabywców znalazło ponad 2 tys. takich nieruchomości 2

Przybywa zamożnych i bogatych Polaków, którzy szukają nieruchomości w odpowiednio wysokim standardzie. Chodzi nie tylko o jakość wykończenia, lecz także m.in. o prestiżową lokalizację i sąsiedztwo. Są gotowi na taką nieruchomość zaczekać kilka lat albo sami decydują się na rozpoczęcie takich inwestycji. W 2016 roku do nabywców trafiło ok. 2 tys. nieruchomości o łącznej wartości 3,6 mld zł. Blisko połowa transakcji przypadła na Warszawę.

 Jesteśmy jeszcze bardzo młodym rynkiem nieruchomości luksusowych i premium. Rozwija się on od około 10–12 lat, czyli powstał w czasach boomu budowlanego, który przypadał na lata 2005–2007, kiedy powstała większość istniejących dzisiaj firm deweloperskich. Mamy jeszcze dużo przed sobą, sporo do zrobienia i do wybudowania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Śliwka, partner zarządzający w Poland Sotheby’s International Realty, firmie pośrednictwa w obrocie nieruchomościami premium i luksusowymi.

Z raportu „Luxury Realty Map” przygotowanego przez Poland Sotheby’s International Realty wynika, że w ubiegłym roku nowych nabywców znalazło w sumie 2 tys. luksusowych nieruchomości, z których każda wyceniona była na co najmniej milion złotych. Łączna wartość transakcji sięgnęła 3,6 mld zł. Od 2012 roku wartość rynku wzrosła o 40 proc. (1,4 tys. nieruchomości i 2,5 mld zł transakcji).

 Rośnie liczba osób zamożnych i milionerów, rośnie też ich apetyt na nieruchomości. Rynek sobie z tym radzi, czyli liczba ofert i oczekujących na te oferty jest mniej więcej zbliżona. Coraz więcej osób wymaga bardzo wysokiego standardu i bardzo dobrych lokalizacji. Są w stanie na nie poczekać bardzo długo, ale w wielu przypadkach sami próbują realizować tego typu inwestycje na własne potrzeby – podkreśla Piotr Śliwka.

Z raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych” wynika, że w Polsce mieszka ponad milion osób zamożnych i bogatych (o rocznym dochodzie brutto powyżej 85 tys. zł). Do 2019 roku ich liczba wzrośnie do 1,3 mln, a ich dochód netto sięgnie łącznie ok. 220 mld zł. Tym samym nie brakuje osób gotowych na zakup mieszkania z wyższej półki cenowej.

 Rynek luksusowy mimo zawirowań na rynkach finansowych najczęściej się broni. Dane z Sotheby’s International Realty ze Stanów Zjednoczonych pokazują, że mimo zawirowań również na tamtejszym rynku lokalnym sprzedaż nieruchomości luksusowych rośnie z roku na rok – zaznacza ekspert Poland Sotheby’s International Realty.

W Polsce, podobnie jak w innych krajach, rynek luksusowych nieruchomości jest skoncentrowany w największych miastach. Dane Poland Sotheby’s International Realty wskazują, że blisko połowa transakcji przypada na stolicę, a największa piątka, czyli oprócz Warszawy także Wrocław, Trójmiasto, Kraków i Poznań, generują w sumie 75 proc. sprzedaży nieruchomości.

– Luksus może się różnić w zależności od miast i oczekiwań klientów w danych miastach. Inaczej deweloperzy budują w Warszawie, inaczej budują we Wrocławiu, to, co jest w środku, i to, czego klienci oczekują, może się znacząco różnić. Istotne oprócz samej lokalizacji są również dodatkowe elementy, czyli baseny, SPA, usługi dodatkowe, recepcja, ochrona, bliskość parku, wielkość tarasów czy nawet to, który ze znanych architektów projektował budynek – wymienia Śliwka.

Powstające w Polsce luksusowe nieruchomości nie różnią się znacząco od tych budowanych na zachodzie Europy. Zamożne osoby czerpią inspiracje podczas podróży, wiedzą też, na co zwracać uwagę.

 Zatrudniają światowej klasy architektów, ściągają materiały z różnych zakątków świata, więc jakościowo te nieruchomości są na pewno na porównywalnym poziomie. Różnią się natomiast nieruchomości luksusowe w Stanach Zjednoczonych i w Europie, na korzyść Europy – mówi Piotr Śliwka.

W połowie roku ma być gotowy projekt ustawy o dekoncentracji mediów. Nowe przepisy mogą być trudne do wyegzekwowania w internecie

W połowie roku ma być gotowy projekt ustawy o dekoncentracji mediów. Nowe przepisy mogą być trudne do wyegzekwowania w internecie 3

W połowie roku ma być gotowa rządowa ustawa o dekoncentracji mediów wzorowana na prawodawstwie, które obowiązuje w Niemczech i we Francji. Celem regulacji będzie ograniczenie udziałów zagranicznego kapitału w rynku medialnym. Zdaniem prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezarego Kaźmierczaka uchwalenie ustawy powinny poprzedzić możliwie szerokie konsultacje społeczne, a największym wyzwaniem może się okazać wyegzekwowanie nowego prawa w internecie.

– Rząd powinien zwalczać monopole, również monopole medialne. Moim zdaniem w Polsce jednak takiego monopolu medialnego nie ma, a media są w miarę pluralistyczne. W tej chwili część mediów jest prorządowa, część antyrządowa i tak powinno być – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Według marcowych zapowiedzi wiceministra kultury Jarosława Sellina, w połowie tego roku będzie gotowy projekt ustawy o dekoncentracji mediów. Zdaniem partii rządzącej rynek medialny w Polsce jest zmonopolizowany i dominuje na nim zagraniczny kapitał. Nowe regulacje mają się przyczynić do zwiększenia udziału rodzimego kapitału w krajowych środkach przekazu, podobnie jak ma to miejsce w Niemczech czy we Francji. Projekt ustawy o dekoncentracji mediów w Polsce ma być wzorowany na prawodawstwie obowiązującym w tych krajach. Prezes ZPP Cezary Kaźmierczak zauważa, że dobrym wzorcem jest prawo antymonopolowe obowiązujące od ponad 100 lat w Stanach Zjednoczonych.

– Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w pracach nad projektem powinno skorzystać z wzorców, które były drogowskazem dla prawodawstwa antymonopolowego na świecie, na przykład z amerykańskiej ustawy Shermana z 1890 roku, która uznawała za nielegalne już samo dążenie do monopolu, delegalizowała tego typu działalność. Za podmioty dominujące uznawała wszystkie te, które mają powyżej 30 proc. rynku, i zarządzała przymusowy podział po przekroczeniu 70-proc. udziału rynku. W ten sposób zostały podzielone wielkie korporacje, jak Standard Oil Rockefellera czy Standard Shoe, która zdominowała rynek butów w USA – tłumaczy Cezary Kaźmierczak.

Resort obecnie analizuje regulacje dotyczące rynku medialnego, które obowiązują w krajach europejskich. Francuskie prawo, które może posłużyć za wzorzec dla ustawy o dekoncentracji mediów, restrykcyjnie określa dopuszczalny procentowy udział jednego pomiotu w danym segmencie medialnego rynku. Przepisy zmierzające do pluralizacji mediów i zapobieganiu monopolu obowiązują również w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.

– Uważam, że można wprowadzić do ustawodawstwa jakieś ograniczenia dotyczące koncentracji mediów, ale musi być jednak gotowy projekt ustawy, żeby móc się wypowiadać o konkretach. Dla przykładu w USA jedna telewizja nie może mieć więcej niż 30 proc. udziałów w rynku. Na razie trudno powiedzieć, jak te rozwiązania można by zaszczepić w Polsce. Sytuację dodatkowo komplikuje internet, bo w sieci żadne prawo antymonopolowe ani dekoncentracyjne sobie nie radzi – zauważa Cezary Kaźmierczak.

Prace nad ustawą o dekoncentracji wzbudziły duże wątpliwości opozycji i części ekspertów, którzy oceniają, że przepisy wymierzone w zagraniczny kapitał mogą skłonić do reakcji Unię Europejską. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku podatku handlowego, który został uznany za niezgodny z europejskimi regulacjami i zawieszony przez Komisję Europejską.

Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla, że aby tego uniknąć, nowe prawo powinno powstawać w oparciu o interes publiczny. Jego uchwalenie muszą natomiast poprzedzić możliwie szerokie konsultacje społeczne.

– Na pewno protestować będą różne grupy interesów. Potrzebna jest wola polityczna i determinacja, żeby przeprowadzić tę zmianę w interesie ogółu. Jeżeli będzie to procedowane po cichu, to z pewnością będzie awantura. Uważam, że można na ten temat porozmawiać – to nie jest jakaś nagląca sprawa, którą trzeba w ciągu 14 dni po nocach przepychać. Rząd powinien wysłuchać wszystkich, a następnie podjąć decyzje najlepsze z punktu widzenia interesu publicznego i obywateli, a nie nadawców telewizyjnych czy gazet – podkreśla Cezary Kaźmierczak.

Polska firma pomaga budować gwiazdy śmierci. Potężne lasery powstaną w Czechach i Brazylii

Polska firma pomaga budować gwiazdy śmierci. Potężne lasery powstaną w Czechach i Brazylii 4

Creotech Instruments opiera swoją działalność nie tylko na przemyśle kosmicznym, lecz także na bardziej przyziemnych projektach. W zeszłym miesiącu polska firma dostarczyła system do potężnego lasera, zwanego czeską gwiazdą śmierci, a obecnie realizuje zamówienie pod brazylijską infrastrukturę. Zdaniem specjalistów miniaturyzacja to nisza, którą ma szansę wypełnić polski przemysł.

Creotech Instruments oprócz realizacji projektów stricte kosmicznych, przeznaczonych do wyniesienia w kosmos, realizuje szereg projektów przyziemnych, które zostają na naszej planecie i spełniają pewne funkcje użytkowe czy naukowe. Mówiąc „przyziemne”, mam na myśli funkcje związane z pomiarem wiązki w akceleratorach protonów w CERN-ie czy w systemach przyśpieszenia elektronów w tzw. czeskiej gwieździe śmierci – mówi agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments.

Polska firma jest cenionym producentem i dostawcą precyzyjnych urządzeń pomiarowych dla instytutów badawczych na całym świecie. Creotech Instruments wykorzystuje swoje doświadczenie z sektora kosmicznego, przekładając je na szereg projektów realizowanych bezpośrednio na Ziemi.

W Europie i na świecie jest kilka dużych laboratoriów naukowych, które wykorzystują bardzo skomplikowaną infrastrukturę badawczą. Są to między innymi akceleratory, systemy pomiaru związane z fizyką jądrową oraz fizyką termonuklearną. Właśnie tam Creotech doskonale się odnajduje z tego powodu, że potrafi z jednej strony zaprojektować bardzo dobrą elektronikę, wręcz niezawodną, bazując na wypracowanych standardach kosmicznych. Natomiast z drugiej strony firma została założona przez naukowców, w związku z tym doskonale znamy zapotrzebowanie na konkretnych rynkach – wyjaśnia Grzegorz Brona.

Creotech Instruments w swojej ofercie ma kilka linii specjalistycznych produktów opartych na własnych rozwiązaniach technologicznych i patentach. Ostatnio firma dostarczyła swoją elektronikę do Czech i Brazylii.

W zeszłym miesiącu dostarczyliśmy system do czeskiej gwiazdy śmierci, czyli takiego superpotężnego lasera, który jest całkiem niegroźny. Nasze rozwiązanie posłuży do badań materiałowych, medycznych i chemicznym, ale to nie jest jedyny obszar, do którego dostarczamy elektronikę. Drugim zamawiającym jest brazylijska gwiazda śmierci, obecnie jesteśmy w trakcie realizacji zamówienia – komentuje Grzegorz Brona.

Szacuje się, że do 2025 liczba satelitów, które będą orbitować wokół Ziemi, wzrośnie dziesięciokrotnie w stosunku do stanu obecnego. Z czego większość satelitów będzie obiektami typu mikro. Prezes zarządu Creotech Instruments podkreśla, że Polska, aby nie konkurować ze światowymi mocarstwami, powinna się skupić właśnie na obszarze miniaturyzacji.

– Polska wystartowała w branży kosmicznej 50 lat za późno, żeby móc konkurować, z takimi potęgami jak Francja, Niemcy czy USA, na ich gruncie, w ich obszarach specjalizacji. Dlatego musimy poszukiwać własnych miejsc. Jednym z takich obszarów są mikrosatelity. Okazuje się, że w tej chwili jest ogromny przełom na rynku kosmicznym związany z miniaturyzacją i zastosowaniem tzw. elementów prosto z półki, a więc nie elementów tworzonych z myślą o przestrzeni kosmicznej. Innymi słowy takich, które wykorzystuje się w komputerach i systemach naziemnych. To dla Polski ogromna szansa – podsumowuje Grzegorz Brona.

Decyzja FED zgodnie z oczekiwaniami, debata we Francji

W USA nie było podwyżki stóp na środowym posiedzeniu, ale szanse, że dojdzie do niej w czerwcu wciąż rosną. Debata we Francji bez wpływu na sondaże.

Decyzja FED

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w USA zostały utrzymane na obecnym poziomie 0,75-1%. Analitycy dawali na taki scenariusz ponad 95%. W komunikacie do decyzji poinformowano, że spowolnienie wzrostu PKB w pierwszym kwartale 2017 roku było przejściowe. W dalszej części roku gospodarka amerykańska ma wyrównać wyniki. Również sytuacja na rynku pracy ma ulec dalszej poprawie. Decyzja ta wraz z komentarzem umocniła dolara względem pozostałych walut. Głównym powodem umocnienia się waluty są zwiększające szansę na czerwcową podwyżkę. Już teraz patrząc na ceny kontraktów przekraczają one 75%.

Debata we Francji

Wczoraj odbyła się debata prezydencka we Francji. Było w niej znacznie więcej emocji niż merytorycznych treści. Żaden z kandydatów nie zdecydował się na przejście bardziej do centrum. Różnice były bardzo wyraźnie widoczne. Le Pen punktowała na hasłach patriotycznych zarzucając przeciwnikowi działanie na szkodę własnego narodu. Macron zarzucał populizm i prowadzenie do katastrofy gospodarczej. Co ciekawe pomimo tego, że ten poziom dyskusji powinien bardziej sprzyjać populistycznej Le Pen nie widać na razie zmian w sondażach dalej wyraźnie wskazujących przewagę Macrona. Tak obrót sytuacji uspokaja rynki. To dzięki temu od kilku dni złoty umacniał się względem głównych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Czechy – decyzja CNB w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
  • 16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Chińczycy kupują Deutsche Bank

Po ostatnich zakupach akcji największym udziałowcem niemieckiego banku stała się chińska spółka HNA Group. Posiadając niemal 10% akcji banku wyprzedziła ona rodzinę królewską Kataru. W ostatnich czasach DB już czterokrotnie przeprowadzał dodatkowe emisje akcji. Powodem była konieczność dokapitalizowania banku bez poprawić kapitały spółki. To właśnie w wyniku objęcia ostatniej takiej emisji Chińczycy objęli największy pakiet akcji. Kondycja tego banku była bardzo ważnym tematem w 2016 roku kiedy to jego kurs gwałtownie spadał osiągając w dołku 10 euro. Powodem przeceny było ryzyko bankructwa. Obecnie znajduje się stabilnie powyżej granicy 15 euro co mocno uspokoiło analityków.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nastroje konsumenckie w krajach Unii Europejskiej [Raport]

W pierwszym kwartale 2017 roku w Europie nastroje konsumenckie utrzymały się na wysokim poziomie. Już pod koniec grudnia 2016 roku nastroje konsumentów w 28 krajach Unii osiągnęły swój najwyższy poziom od stycznia 2008 roku. O kolejne dwa punkty poziom ten wzrósł w styczniu 2017 roku, do 19,9 punktu, a w marcu utrzymał się na poziomie 18,9 punktu.

W odniesieniu do pojedynczych składowych indeksu, czyli oczekiwań gospodarczych, oczekiwań dochodowych oraz skłonności do zakupów, po raz kolejny zauważyć można znaczne różnice na poziomie poszczególnych krajów krajów. Wynika to ze zmian sytuacji gospodarczej oraz specyficznej sytuacji na lokalnym rynku pracy. Dominującymi tematami w Europie był Brexit, wzrost popularności partii nacjonalistycznych, nowy rząd w USA oraz wojna w Syrii. Informacje te nie wpłynęły jednak w sposób równomierny na pojedyncze indeksy krajów biorących udział w badaniu.

Polska: konsumenci spodziewają się dalszego zwiększenia dochodów

Choć wskaźnik nastrojów konsumenckich osłabł w pierwszym kwartale 2017 roku, oczekiwania gospodarcze polskich konsumentów utrzymują wysoki poziom dzięki stałemu rozwojowi gospodarki. Obecnie wskaźnik osiągnął 21.7 punktu i jest to poziom porównywany z poziomem wskaźnika sprzed 12 miesięcy (22,9 punktu w marcu 2016 r.).

Polscy konsumenci spodziewają się stałej poprawy dochodów. W porównaniu do pozostałych krajów UE, wyjątkowo wysokie wartości zanotowano w pierwszych trzech miesiącach roku. W styczniu wskaźnik osiągnął najwyższy poziom na przestrzeni ostatnich 15 lat, dochodząc do 47,8 punktu. Do marca nastąpiła jego korekta, do 31 punktów, co w przybliżeniu odpowiada poziomowi z ubiegłego roku.

Mocno wzrosła skłonność do zakupów w porównaniu z poprzednim rokiem. W marcu 2016 roku wskaźnik wyniósł 7,3 punktu, a dane na koniec pierwszego kwartału tego roku wyniosły 18,8 punktu. Wskaźnik rósł dzięki dobrej sytuacji gospodarczej, rekordowo niskich stóp procentowych oraz dobrej sytuacji na rynku pracy.

Niemcy: kolejna poprawa oczekiwań gospodarczych

Po lutowym spadku oczekiwania gospodarcze w Niemczech poprawiły się znacznie w pierwszym kwartale roku. Pod koniec marca wskaźnik osiągnął 18,1 punktu, jest to wzrost o niemal 18 punktów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Po raz kolejny niepewność, jaką u wielu konsumentów wywołuje polityka nowego prezydenta USA, ustępuje większemu optymizmowi gospodarczemu.

W odróżnieniu od oczekiwań gospodarczych, w ciągu pierwszego kwartału oczekiwania dochodowe spadły pod koniec marca do poziomu 43,4 punktu. Wskaźnik ten odzwierciedla wrażliwość opinii społecznej w Niemczech na zmiany niektórych impulsów cenowych, mających źródło np. w cenach paliw, które osłabiają ogólną siłę nabywczą konsumentów. W ogólnym ujęciu oczekiwania dochodowe pozostają jednak na wysokim poziomie.

Skłonność do zakupów niemieckich konsumentów, po lutowym spadku, ponownie wzrosła. Po koniec pierwszego kwartału wskaźnik wyniósł 55,5 punktu, o 5,5 punktu więcej w porównaniu do poziomu sprzed 12 miesięcy.

Francja: spadek wszystkich wskaźników

W pierwszym kwartale roku oczekiwania gospodarcze we Francji zanotowały znaczny spadek w porównaniu z wysokim poziomem uzyskanym pod koniec 2016 roku. Na koniec marca wskaźnik stracił sześć punktu w porównaniu ze styczniem i osiągnął 11,3 punktu. Oczekiwania gospodarcze notują jednak znacznie wyższy poziom niż jeszcze rok temu, kiedy pod koniec pierwszego kwartału wynosiły -3,7 punktu.

We Francji widoczny spadek zanotowały również oczekiwania dochodowe. Pod koniec kwartału ich wartość spadła do -10,9 punktu. Jest to jednak wynik o 11 punktów wyższy niż w roku ubiegłym. Negatywne oczekiwania dochodowe notowane są od października 2007 roku. Świadczy to o stłumionych oczekiwaniach francuskich konsumentów, co w części spowodo-wane jest utrzymującym się wysokim poziomem bezrobocia.

Wskaźnik skłonności do zakupów również zanotował spadek, osiągając pod koniec pierwszego kwartału 8,4 punktu. Jeszcze w lutym był on na najwyższym od 15 lat poziomie z wynikiem 18,7 punktu. Wśród konsumentów panuje coraz większa niepewność związana z nadchodzącymi wyborami. Jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym (0,4 punktu w marcu 2016 roku), wskaźnik ten nadal pozostaje na względnie wysokim poziomie.

Wielka Brytania: konsekwencje decyzji o Brexicie

Po referendum w sprawie Brexitu oczekiwania konsumentów brytyjskich utrzymują się na niskim poziomie (-13.2 punktu pod koniec pierwszego kwartału). Choć wskaźnik poprawił swój najniższy od czterech lat wynik (-28.3 punktu w czerwcu 2016 roku,), utrzymuje się on nadal na niskim poziomie w porównaniu z poprzednimi latami, kiedy oczekiwania gospodarcze osiągały 2,1 punktu.

Oczekiwania dochodowe również się pogorszyły i pod koniec kwartału spadły do 1,2 punktu, pomimo mocnego rozpoczęcia roku (11,1 punktu w styczniu). W porównaniu rok do roku jest to mocny spadek o 16,5 punktu, co sugeruje zarazem rosnącą niepewność brytyjskich konsumentów dotyczącą konsekwencji gospodarczych Brexitu.

Taki sam obraz wyłania się w odniesieniu do skłonności do zakupów Brytyjczyków, która w pierwszym kwartale stopniowo spadła i pod koniec marca zanotowała 4,1 punktu. W tym samym okresie w zeszłym roku pierwsze trzy miesiące roku uzyskały wynik dwucyfrowy.

Włochy: niepewność wśród konsumentów utrzymuje się

W odniesieniu do oczekiwań gospodarczych konsumenci włoscy nadal znajdują się wśród najbardziej pesymistycznie nastawionych obywateli Europy. Pod koniec marca wskaźnik notował -53 punktów, ponad 30 punktów mniej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej. Najwyraźniej konsu-menci we Włoszech spodziewają się pogorszenia sytuacji gospodarczej w kraju.

Pomimo pozytywnych wyników zanotowanych pod koniec 2016 roku, oczekiwania dochodowe, tak samo jak oczekiwania gospodarcze, są raczej negatywne. Pod koniec kwartału wskaźnik zanotował -8.9 punktu, niemal sześć punktu mniej niż dokładnie rok wcześniej.

Po raz pierwszy od maja 2015 roku wskaźnik skłonności do zakupów wło-skich konsumentów znów jest ujemny, notując spadek do -1.6 pod koniec kwartału. Poziom obniżył się o 29 punktów w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. Wskazuje to wyraźnie na niepewność wśród włoskich konsumentów, którzy odkładają większe zakupy i ostrożnie przypatrują się rozwojowi sytuacji gospodarczej.

Hiszpania: powściągliwy optymizm konsumentów

Oczekiwania gospodarcze konsumentów w Hiszpanii utrzymały stabilny poziom w pierwszym kwartale 2017 roku, z wynikiem 23,3 punktu pod koniec marca. To mniej więcej taki sam poziom jak w zeszłym roku. Wskaźnik ten daleki jest jednak od najwyższego jak dotąd poziomu z grudnia 2015 roku, ale odzwierciedla pozytywny nastrój panujący wśród hiszpańskich konsumentów, którzy spodziewają się wzrostu gospodarczego.

Stabilny poziom utrzymują również oczekiwania dochodowe, choć uzyskały niższy ogólny poziom w porównaniu do tego samego okresu w roku ubiegłym. Pod koniec kwartału wskaźnik uzyskał 10,5 punktu, czyli cztery punkty mniej niż dane zanotowane pod koniec marca 2016 roku. Stosunkowo stabilny poziom oczekiwań dochodowych odpowiada więc stale spadającej stopie bezrobocia w Hiszpanii.

Konsumenci w Hiszpanii wykazują jednak niską skłonność do zakupów. Wskaźnik ten pozostaje ujemny, choć utrzymuje się na poziomie umiarkowanym, i zanotował nieznacznie lepszy wynik niż w roku ubiegłym. Pod koniec kwartału wynosił -3.7 punktu, co oznacza ponad 5 punktów więcej niż rok wcześniej.

Portugalia: wzrost oczekiwań gospodarczych i dochodowych

Konsumenci w Portugalii rozpoczęli rok bardzo optymistycznie w odniesieniu do oczekiwań gospodarczych. Pod koniec pierwszego kwartału wskaźnik zanotował 29,2 punktu i znalazł się w zasięgu najwyższego poziomu ze stycznia 1992 roku (38,6 punktu). To znacznie wyższy wynik niż w roku ubiegłym, kiedy pod koniec marca wynosił on 16,5 punktu.
W pierwszych trzech miesiącach roku oczekiwania dochodowe Portugalczyków kształtowały się dodatnio i pod koniec marca osiągnęły 25,5 punktu. Jest to wynik o 5 punktów wyższy w porównaniu z rokiem ubiegłym. Choć wskaźnik bezrobocia pozostaje na jednym z najwyższych poziomów w Europie, rynek pracy w Portugalii zanotował w ostatnich latach znaczną poprawę, co daje nadzieję na większe dochody.

W odniesieniu do zakupów Portugalczycy pozostają bardzo ostrożni, choć wskaźnik skłonności do zakupów wskazuje na bardziej pozytywne podejście niż w zeszłym roku. W porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym, skłonność do zakupów poprawiła się o niemal 15 punktów, sięgając -9.8 punktu pod koniec marca 2017 roku.

Holandia: konsumenci nadal chętni do zakupów

Holenderscy konsumenci mają równie optymistyczne podejście do gospodarki, jak w czerwcu 2014 roku. Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku wskaźnik oczekiwań gospodarczych wynosił 31,9 punktu, czyli 36 punktów więcej niż w zeszłym roku, kiedy miał on -4.1 punktu pod koniec marca 2016.

Dalsze ożywienie gospodarcze postrzegane jest przez Holendrów pozytywnie, co idzie w parze z oczekiwaniami dochodowymi, choć ich poziom jest niski. Po raz pierwszy od października 2016 roku wskaźnik zanotował liczbę dodatnią, osiągając 1,1 punktu pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku. Jest to wzrost o niemal 16 punktów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Oznacza to, że konsumenci w Holandii oczekują lekkiej poprawy swoich dochodów.
Skłonność do zakupów osiągnęła swój najwyższy poziom od grudnia 2000 roku (45,2 punktu) i osiągnęła 25,8 punktu pod koniec kwartału. Wskaźnik ten odzwierciedla również ogólny bardzo optymistyczny nastrój panujący w Holandii.

Belgia: pozytywny trend oczekiwań gospodarczych i dochodowych

Belgijscy konsumenci wykazali pod koniec kwartału znacznie wyższy poziom optymizmu w odniesieniu do oczekiwań gospodarczych niż miało to miejsce w zeszłym roku. W marcu wskaźnik wyniósł 13,8 punktu i był to najwyższy poziom od końca 2015 roku. Oznacza to, że konsumenci w Belgii spodziewają się ożywienia gospodarczego.

Podobną pozytywną poprawę zauważyć można wobec oczekiwań dochodowych, które odwróciły negatywny trend ostatnich miesięcy i ponownie osiągnęły dodatni wynik pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku. Z wynikiem 2,5 punktu wskaźnik zyskał wartość wyższą o ponad 25 punktów niż w roku ubiegłym, kiedy pod koniec marca 2016 roku wyniósł -22.9 punktu.

Skłonność do zakupów belgijskich konsumentów pozostaje relatywnie stabilna w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Jednak biorąc pod uwagę porównanie rok do roku, pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku wskaźnik wyniósł 16,6 punktu, co oznacza prawie siedem punktów poniżej wartości zanotowanej w marcu 2016.

Grecja: oczekiwania dochodowe na najniższym poziomie od lat

W zeszłym roku oczekiwania gospodarcze konsumentów w Grecji nieznacznie wzrosły. W pierwszym kwartale 2017 powróciły one jednak do niskiego poziomu zanotowanego w tym samym czasie w roku ubiegłym. Z wynikiem -51 punktów pod koniec marca, wskaźnik wykazał jedną z najniższych wartości w Europie, utrzymując się na właściwie niezmienionym poziomie w porównaniu do marca 2016 roku, kiedy osiągał -50,6 punktu. Niskie oczekiwania gospodarcze są odzwierciedleniem wciąż trwającej trudnej sytuacji gospodarczej i politycznej w kraju.

Jeszcze słabszy obraz prezentują oczekiwania dochodowe greckich konsumentów. Pod koniec pierwszego kwartału wskaźnik spadł do najniższego poziomu od października 2012 roku. Na koniec marca wyniósł on -52.3 punktu czyli ponad siedem punktów poniżej poziomu z poprzedniego roku. Trwająca napięta sytuacja na rynku pracy w Grecji obniża oczekiwania konsumentów w odniesieniu do większej liczby miejsc pracy i poprawy sytuacji dochodowej.
W wyniku tego greccy konsumenci nadal niechętnie dokonują zakupów wykraczających poza zaspokajanie podstawowych potrzeb. Na koniec pierwszego kwartału bieżącego roku wskaźnik zanotował spadek i wyniósł -44,6 punktu, jest to o ponad siedem punktów mniej w porównaniu z marcem ubiegłego roku.

Austria: rosną oczekiwania gospodarcze i skłonność do zakupów

Austriaccy konsumenci są coraz bardziej optymistyczni wobec ożywienia gospodarczego swojego kraju. Pod koniec kwartału oczekiwania gospodarcze wzrosły do 11,3 punktu, czyli o 29,5 punktu więcej w porównaniu z rokiem poprzednim. Po wyborach, jakie odbyły się w grudniu zeszłego roku, Austriacy najwyraźniej oczekują rozwoju gospodarki.

Oczekiwania dochodowe prezentują bardziej złożony obraz. Rok temu wskaźnik wyniósł 36,5 punktu, osiągając najwyższy poziom od rozpoczęcia badania w 1995 roku. Pod koniec pierwszego kwartału 2017 wartość ta spadła do 12,7 punktu, co po części związane jest z wciąż utrzymującą się wysoką stopą bezrobocia w Austrii.

Od początku roku konsumenci w Austrii wykazywali większą przychylność do skłonności do zakupów, choć trend powoli ulegał spadkowi pod koniec pierwszego kwartału, notując 19,2 punktu. Jest to jednak wskaźnik znacznie wyższy niż rok temu, kiedy pod koniec marca wynosił zaledwie 6,1 punktu.

Czechy: maksymalnie wysokie oczekiwania dochodowe

Na koniec marca oczekiwania gospodarcze czeskich konsumentów osiągnęły najwyższy poziom od stycznia 2016 roku, z wynikiem 37,2 punktu. Pierwsze trzy miesiące bieżącego roku wykazały trend wzrostowy dla tego wskaźnika, który pod koniec kwartału wynosił ponad 14 punktów więcej niż w tym samym okresie w zeszłym roku. Świadczy to o pozytywnych oczekiwaniach Czechów dotyczących wzrostu gospodarczego w najbliższych miesiącach.

Zwiększający się optymizm czeskich konsumentów jest również widoczny w ich oczekiwaniach dochodowych. Poziom 59,5 punktu zanotowany w lutym świadczy o historycznym poziomie tego wskaźnika. Pod koniec pierwszego kwartału nadal notowano 48 punktów. To wynik tuż poniżej poziomu z poprzedniego roku, który pod koniec marca 2016 r. wyniósł 52,4 punktu.

Pozytywny trend skłonności do zakupów, zanotowany w zeszłym roku, utrzymał się w pierwszych trzech miesiącach 2017 roku, a na koniec kwartały wskaźnik spadł nieco do 19,1 punktu. Choć jest to prawie sześć punktów mniej niż w ubiegłym roku, to nadal dość wysoki poziom w porównaniu z latami poprzednimi.

Słowacja: coraz lepsze nastroje konsumenckie

Po mocnych wynikach drugiej połowy 2016 roku, oczekiwania gospodarcze słowackich konsumentów zanotowały lekki spadek w ciągu pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku. Pod koniec marca wskaźnik utrzymał się jednak na poziomie 19,6 punktu, co jest wynikiem nieco wyższym niż w zeszłym roku, kiedy pod koniec marca wyniósł 16,3 punktu. Słowacy nadal więc spodziewają się wzrostu gospodarczego.

Oczekiwany przez Słowaków dalszy wzrost gospodarczy utrzymał się na stabilnym, wysokim poziomie i wyniósł 29,2 punktu pod koniec pierwszego kwartału. Jest to o sześć punktów więcej niż w roku ubiegłym. Pomimo wysokiego wskaźnika bezrobocia, w pewnym sensie lepsza sytuacja na rynku pracy oraz spadek inflacji wydają się zapewniać pozytywny bodziec.

Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku skłonność do zakupów na Słowacji zwiększyła się do 13,1 punktu. To lekki wzrost o zaledwie jeden punkt w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy skłonność do zakupów wynosiła 11,9 punktu. Zwiększające się dochody i niższa stopa bezrobocia wydają się świadczyć o tym, że słowaccy konsumenci mają poczucie, iż stać ich na większe zakupy.

Słowenia: skłonność do zakupów na najwyższym poziomie od dziesięciu lat

W pierwszym kwartale 2017 roku oczekiwania gospodarcze konsumentów słoweńskich były znacznie wyższe niż w zeszłym roku. Pod koniec marca wskaźnik wyniósł 19,1 punktu. Jest to silny wzrost o ponad 29 punktów w porównaniu z poprzednim rokiem, kiedy wskaźnik spadł do -10.3 punktu pod koniec marca.

Oczekiwania dochodowe również odzwierciedlają poprawę nastrojów konsumenckich na Słowenii w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. Pod koniec kwartału odpowiedni wskaźnik wyniósł 23,5 punktu, niemal 10 punktów powyżej wartości z końca marca 2016 roku.

Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku skłonność do zakupów słoweńskich konsumentów osiągnęła swój najwyższy poziom od sierpnia 2007 roku. Wynik 15,5 punktu przewyższył poziom z zeszłego roku o ponad 13 punktów. Słoweńcy gotowi są więc na większe zakupy, których nie chcą odkładać na później. Wskazuje to wyraźnie na bardziej optymistyczne nastroje panujące w Słowenii.

Bułgaria: poprawa nastrojów konsumenckich w porównaniu z rokiem ubiegłym

Oczekiwania gospodarcze bułgarskich konsumentów za pierwsze dwa miesiące roku osiągnęły najwyższy poziom od kilku lat, jednak w marcu już spadły do wyniku ujemnego, -2.3 punktu. Wskazuje to wyraźnie, że bułgarscy konsumenci nie są jeszcze w stanie oszacować jak długo utrzyma się wzrost gospodarczy, który trwa od kilku lat. Niemniej jednak pod koniec kwartału wskaźnik notował o 3,5 punktu więcej niż w roku ubiegłym.

Lepsza efektywność gospodarcza i stały spadek bezrobocia dały pozytywny wpływ na oczekiwania dochodowe. Z 26,1 punktu w lutym wskaźnik osiągnął najwyższy poziom od czerwca 2005 roku, zanim spadł do 18,4 punktu na koniec kwartału. Jest to nadal dość wysoki wynik w porównaniu z marcem 2016 roku, kiedy oczekiwania dochodowe wynosiły 3,9 punktu.

Podobny trend zaobserwowano w odniesieniu do skłonności do zakupów konsumentów bułgarskich, której wskaźnik po silnym starcie na początku roku zanotował spadek pod koniec kwartału i wyniósł 14,3 punktu. Jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym oznacza to znaczną poprawę o ponad 13 punktów.

Rumunia: rekordowy poziom oczekiwań dochodowych i skłonności do zakupów

Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku oczekiwania gospodarcze rumuńskich konsumentów wzrosły do 18,3 punktu. Tak pozytywny wynik zanotowano w październiku 2015 roku. Rok wcześniej wskaźnik utrzymywał się na poziomie 3,3 punktu. Rumuni z dużo większą dozą optymizmu patrzą w przyszłość niż jeszcze rok temu.

Oczekiwania dochodowe w Rumunii podkreślają ten pozytywny trend, ponieważ wskaźnik mocno wzrósł do 33,7 punktu na koniec kwartału. Jest to najwyższa zanotowana wartość, od kiedy kraj włączony został do badania nastrojów konsumenckich w maju 2001 roku. Dzięki stałemu spadkowi stopy bezrobocia, jaka notowana jest w ostatnich latach, rumuńscy konsumenci oczekują wyższych dochodów.

Razem z oczekiwaniami większych dochodów, konsumenci w Rumunii również gotowi są do dokonywania większych zakupów, które przekraczają zaspokajanie ich podstawowych potrzeb. Z wynikiem 16,4 punktu wskaźnik skłonności do zakupów zanotował na koniec marca najwyższy poziom od września 2006 roku.

O badaniu

GfK Consumer Climate Europe jest badaniem nastrojów konsumenckich prowadzonym w krajach Unii Europejskiej i współfinansowanym przez Komisję Europejską. Co miesiąc metodą CAPI lub CATI ankietowanych jest około 40 000 respondentów we wszystkich 28 państwach członkowskich. Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem wyliczanym według niezmienionej formuły od roku 1985.

Z comiesięcznego zestawu 12 pytań, do opracowania głównego indeksu nastrojów wybrano pięć składowych – oczekiwania gospodarcze, cenowe i dochodowe, skłonność do zakupów oraz do oszczędzania.

Indeks jest obliczanych w następujący sposób:

  • podstawą obliczania poszczególnych składowych są salda odpowiedzi pozytywnych i negatywnych udzielanych w poszczególnych pytaniach – składowych indeksu
  • sumy pozytywnych odpowiedzi (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego poprawi się w istotny sposób) jest odejmowany od sumy odpowiedzi negatywnych (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego pogorszy się w istotny sposób).
  • w kolejnym kroku, sumy są ujednolicane przy wykorzystaniu standardowych metod statystycznych, a następnie przeliczane tak, że długoterminowa średnia wskaźnika wynosi 0 punktów, przy teoretycznym zakresie wartości od +100 do -100 punktów. Na podstawie empirycznych danych gromadzonych od 1980 roku do analiz przyjmuje się wartości składowych w przedziale +60 i -60 punktów.
  • dodatnia wartość składowej świadczy o ocenie tej zmiennej powyżej średniej w ujęciu długookresowym; odwrotna sytuacja ma miejsce dla wartości ujemnych. Standaryzacja ułatwia porównywanie wyników z różnych krajów, likwidując różnice kulturowe, charakterystyczne dla danej populacji.

Polskie firmy zaczęły szybciej reagować na kłopoty finansowe

Wprowadzone w Polsce z początkiem 2016 r. zmiany w prawie dotyczącym upadłości i restrukturyzacji firm pozytywnie wpłynęły na szybkość podejmowania przez przedsiębiorców działań z zakresu restrukturyzacji sądowych. Okres pomiędzy wystąpieniem sygnału o problemach finansowych przedsiębiorstwa a datą otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego skrócił się o 6 miesięcy – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Upadłości i restrukturyzacje w Polsce”.

„Ryzyko upadłości jest wpisane w działalność gospodarczą. Nie da się go całkowicie wyeliminować, możliwe jest jednak podejmowanie działań zmniejszających je i pozwalających zredukować koszty ewentualnego bankructwa – zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Szczególnie ważną rolę ma tu do odegrania państwo odpowiedzialne za kształtowanie otoczenia prawnego dla upadłości, czyli – między innymi możliwych scenariuszy postępowań upadłościowych czy balansu między uprawnieniami dłużników i wierzycieli” – mówi Paweł Dżurak, partner w PwC, lider zespołu ds. finansowania i restrukturyzacji.

Na początku 2016 roku weszło w życie Prawo restrukturyzacyjne, a jednocześnie zostało znowelizowane obowiązujące dotychczas Prawo upadłościowe i naprawcze. Przedsiębiorstwa, oprócz upadłości obejmującej likwidację majątku, mają możliwość wyboru czterech ścieżek postępowań restrukturyzacyjnych.

Według danych Coface w 2016 roku z nowych form postępowania skorzystały łącznie 204 podmioty (po decyzji sądu o jego otwarciu). W stosunku do kolejnych 26 przedsiębiorstw ogłoszono upadłość układową (co było wynikiem rozpatrzenia wniosków złożonych jeszcze przed 2016 rokiem) przy 530 postępowaniach upadłościowych ogółem. Oznacza to, że aż 30% wszystkich otwartych w 2016 roku postępowań stanowiły postępowania o charakterze restrukturyzacyjnym – jest to znacznie wyższy odsetek niż historycznie, kiedy to postępowania upadłości układowej stanowiły ok. 15% wszystkich upadłości. Zdaniem autorów raportu PwC zmiany w polskim ustawodawstwie są zgodne z tendencjami, które można zaobserwować w innych gospodarkach europejskich. Wybrany kierunek zmian ma przede wszystkim zmniejszyć udział postępowań skutkujących likwidacją majątku dłużnika.

„Wyniki przeprowadzonych przez nas badań pokazują, że po zmianie prawa w 2016 r. polscy przedsiębiorcy byli skłonni do szybszego składania wniosków o rozpoczęcie postępowań o charakterze restrukturyzacyjnym. Czas pomiędzy wystąpieniem sygnału o problemach finansowych a otwarciem postępowania restrukturyzacyjnego skrócił się o 6 miesięcy. Tym samym można uznać, że wprowadzone zmiany legislacyjne osiągnęły jeden ze swoich zasadniczych celów – firmy zaczęły szybciej reagować na kłopoty finansowe” – podsumowuje Borys Drajczyk, menedżer w dziale doradztwa biznesowego PwC, licencjonowany doradca restrukturyzacyjny.

Prezes MADKOM S.A.: Chcemy wykorzystać poprawę koniunktury w branży

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, zamierza wykorzystać ożywienie w branży IT i realizować kolejne kontrakty. W minionym roku Emitent koncentrował się na rozwijaniu nowych produktów oraz rozbudowie portfela zamówień.

Spółka zakończyła 2016 r. stratą netto w wysokości 1.774 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 4.881 tys. zł. Wyraźny spadek przychodów w porównaniu do 2015 r., kiedy to ich wartość sięgnęła 10.124 tys. zł, wynikał ze znaczącego ograniczenia liczby organizowanych przetargów w sektorze publicznym. MADKOM S.A. realizowała działania rozwojowe w zakresie nowych produktów oraz prowadziła intensywne działania handlowe, które zaowocowały znaczną rozbudową portfela zamówień w 4 kw. 2016 r. Pozyskane projekty będą realizowane w latach 2017-2018 i zapewnią Emitentowi wyraźny wzrost przychodów w tych latach. Spółce udało się także zwiększyć w poprzednim roku poziom przychodów generowanych ze świadczenia usług serwisowych. Nowym kierunkiem rozwoju Grupy Kapitałowej MADKOM S.A. jest przeprowadzanie specjalistycznych szkoleń w zakresie e-administracji dla pracowników Jednostek Samorządu Terytorialnego. Ten segment biznesowy jest obsługiwany przez spółkę zależną CSW MADKOM Sp. z o.o. (dawniej: Cloud Industry Solutions Sp. z o.o.), w której MADKOM S.A. posiada 75% udziałów.

„W 2016 roku branża IT w sektorze publicznym przechodziła trudny okres. Słowo kryzys chyba nie do końca odzwierciedlało to, co się w tym czasie działo – zapaść to chyba właściwe słowo. Wiele firm w tym czasie albo upadło albo kompletnie zmieniło profil działalności, gdyż nie mogło sobie dać rady z utrzymaniem się na powierzchni. Madkom dzięki pozyskanym środkom pochodzącym z pożyczek utrzymał zdolności produkcyjne oraz wdrożeniowe, bowiem mieliśmy przeświadczenie, że wypracowane kontakty handlowe i działania sprzedażowe przyniosą zyski w następnych latach. Dzięki tym działaniom powstała też spółka zależna działająca w branży szkoleniowej.” – wyjaśnia Grzegorz Szczechowiak, Prezes Zarządu Spółki MADKOM S.A.

Osiągnięte przez Spółkę wyniki sprzedażowe w 1 kw. 2017 r. wykazują wysoką dynamikę wzrostu przychodów w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. i potwierdzają skuteczność podejmowanych działań handlowych. W 1 kw. br. wartość przychodów netto ze sprzedaży usług i towarów Emitenta sięgnęła 1.957 tys. zł wobec 885 tys. zł rok wcześniej. MADKOM S.A. zanotowała również mocny wzrost przychodów ze świadczenia usług serwisowych, które pozwalają na uzyskiwanie najwyższych rentowności. Zarząd Spółki oczekuje, że prowadzone obecnie działania handlowe, których szczyt przypada na okres od 4 kw. 2016 r. do 3 kw. 2017 r., pozwolą na zbudowanie dużego portfela zamówień. Ich realizacja powinna umożliwić Emitentowi osiągnięcie jeszcze wyższych przychodów niż w poprzednich latach.

„Ciągły proces budowania relacji z nowymi klientami oraz sprzedaż do klientów, u których już jesteśmy, powoduje, że począwszy od czwartego kwartału sukcesywnie zwiększamy przychody i odnotowujemy zyski. Dzięki tym działaniom odbudowujemy pozycję finansową i powiększamy wolumen klientów, którzy będą w przyszłych latach płacili umowy serwisowe. Koniec roku powinien być zatem pozytywnym zaskoczeniem dla Inwestorów po ostatnich dwóch słabszych latach.” – podsumowuje Prezes Szczechowiak.

Zaktualizowana Strategia Rozwoju MADKOM S.A. na lata 2015-2020 zakłada zwiększenie wartości przychodów stałych z umów serwisowych oraz maksymalnie efektywne wykorzystanie fundusze unijne. Plany Spółki przewidują pozyskanie nowych kontraktów na kwotę minimum 10 mln zł oraz zdobycie zamówień na dostawy systemów Elektronicznego Zarządzania Dokumentami u nowych klientów w liczbie co najmniej 100 urzędów w 2017 r. Dzięki temu Emitent będzie mógł zwiększyć swoje rentowności w zakresie wpływów ze stałych umów serwisowych, a generowane z nich przychody będą pokrywały koszty działalności. MADKOM S.A. ma również zamiar zdobyć zamówienia z funduszy RPO województw, które zakończyły oceny w konkursach i przyznały już dofinasowania na lata 2016-2018. Celem Spółki jest pozyskanie w tym segmencie zamówień o wartości 6 mln zł netto i ich realizacja w latach 2017-2018.

45% wzrost wyników biznesowych dzięki zaawansowanym procesom zarządzania interfejsami API

Organizacje w regionie EMEA, które korzystają z zaawansowanych procesów zarządzania interfejsami API, uzyskują 45% wzrost wyników biznesowych

Organizacje w regionie EMEA korzystające z zaawansowanych procesów zarządzania API osiągają wyniki biznesowe do 45 procent lepsze od tych, które wdrażają podstawowe zarządzanie tymi interfejsami. Jest to główny wniosek wynikający z nowego globalnego badania, APIs: Building a Connected Business in the App Economy, przeprowadzonego na zlecenie CA Technologies na grupie 1.770 przedstawicieli kadry zarządzającej wyższego szczebla, w tym 695 z regionu EMEA. 45 procent więcej organizacji potwierdziło poprawę jakości obsługi klientów po przejściu od podstawowego do zaawansowanego zarządzania API, a poziom zadowolenia klientów wzrósł o dodatkowe 33 procent, przy jednoczesnym spadku kosztów IT o 31 proc. Ta grupa respondentów ponad dwukrotnie częściej wskazywała na wyższą konkurencyjność (82 procent w porównaniu z 36 procentami).

„Interfejsy API stanowią podstawę sprawności biznesowej, umożliwiając firmom szybką i ciągłą poprawę jakości obsługi klienta” – powiedział Ian Clark, starszy dyrektor ds. zarzadzania API w obszarze EMEA, CA Technologies. „Te badania stanowią ważny przykład wykorzystania API, a co ważniejsze, wyrafinowanego podejścia do ich zarządzania. Przyjmując zaawansowane, oparte na pełnym cyklu życiowym podejście do zarządzania interfejsu API, organizacje doświadczają znacznej poprawy obsługi i satysfakcji klienta oraz konkurencyjności”.

Interfejsy programowania aplikacji (API) są centralnym układem nerwowym rynku aplikacji. Umożliwiają one komunikację pomiędzy częściami oprogramowania, zapewniając gotowy i uniwersalny dostęp do dowolnej funkcjonalności, której potrzebuje organizacja. Rosnące wykorzystanie API wymaga sformalizowanego podejścia do zarządzania tymi interfejsami API. Podejście to obejmuje tworzenie, zabezpieczanie, zarządzanie i optymalizację interfejsów API w całym cyklu życia produktu i skali przedsiębiorstwa.

Mając to na uwadze, model dojrzałości zarządzania API sprawdza zakres wdrożenia przez organizacje narzędzi i technologii, systemów i procesów niezbędnych do pełnego zarządzania cyklem życia interfejsów API. Około 42 procent organizacji z regionu EMEA można uznać za zaawansowane w zarządzaniu interfejsami API, na czele z Włochami (55 procentami) i Francją (53 proc.).

Badanie wykazuje również na znaczące korzyści płynące z przyjęcia dojrzałego zarządzania interfejsami API dla organizacji z regionu EMEA:

  • 93 procent zaawansowanych użytkowników w zarządzaniu API doświadcza poprawy jakości obsługi klienta, w porównaniu do 64 procent podstawowych użytkowników;
  • 86 procent zaawansowanych użytkowników wskazuje na lepsze wykorzystanie innowacji stworzonych przez innych programistów w porównaniu z 68 procent podstawowych użytkowników;
  • Zaawansowani użytkownicy uzyskują 40-procentowy wzrost satysfakcji klienta w porównaniu do 30 procent podstawowych użytkowników;
  • Zaawansowani użytkownicy uzyskują 38-procentową redukcję kosztów związanych z IT w porównaniu do 29 procent podstawowych użytkowników.

Komunikatory zakupowe                                

Badanie wykazało również, że 69 procent organizacji z regionu EMEA odnotowuje poprawę zdolności do wykorzystywania innowacji innych firm za pomocą interfejsów API. Otwierając i dzieląc wybrane aplikacje z osobami trzecimi, organizacje te używają danych od partnerów i dodają podstawowe usługi do swoich aplikacji bez konieczności pisania nowego kodu. Wśród tych innowacji znajdują się usługi komunikatorów zakupowych („conversational commerce”), które umożliwiają konsumentom interakcję z markami lub usługami za pomocą czatu, wiadomości lub innych interfejsów językowych. Przykładem może być wykorzystanie urządzeń przenośnych przy użyciu języka naturalnego w celu dokonania rezerwacji lotu, a także łączenie różnych usług w celu dokonania rezerwacji preferowanego hotelu, restauracji lub taksówki w miejscu docelowym.

Szerokie zastosowanie API i zwiększona sprawność – mimo to bariery wciąż istnieją

Około 90 procent organizacji w regionie EMEA przyjęło API, a powszechne wykorzystanie skupia się na wielu procesach – na zwiększaniu przychodów (wskazane przez 32 procent respondentów) oraz szybkości i innowacji dzięki interfejsom API innych firm (32 procent).

Rezultatem jest zwiększona zwinność biznesu. Według badania, organizacje w regionie EMEA dostrzegają 33-procentowy wzrost sprawności w oparciu o swoje działania związane z interfejsami API, zmniejszając czas opracowywania/testowania i udostępniania nowych aplikacji ze średnio 10,80 tygodni do 7,25 tygodnia.

Wciąż istnieją bariery we wdrażaniu API. Głównymi są brak wykwalifikowanych zasobów (34 procent), czas potrzebny do opracowania interfejsu API (32 procent) oraz możliwość skalowania wykorzystania/zarządzania wydajnością (31 procent).

Efektywne zarządzanie API: mapa drogowa

Jak pokazują badania, organizacje potrzebują zaawansowanego podejścia do zarządzania cyklem życia API na rynku aplikacji. Badanie CA Technologies wskazuje szereg zalecanych kroków, które pomogą organizacjom poprawić wykorzystanie i zarządzanie interfejsami API:

  1. Zdefiniowanie jasnej strategii w biznesie
  2. Zmierzenie najważniejszych wskaźników biznesowych
  3. Inwestycje w odpowiednie talenty
  4. Zapewnienie właściwej infrastruktury
  5. Dbanie o twórców aplikacji
  6. Wdrożenie solidnej ochrony
  7. Plan skalowalności i wydajności

„Cyfrowa rewolucja stymuluje możliwości oferowania nowych produktów, tworzenia platform do świadczenia usług i dostarczania klientom lepszych doświadczeń – wszystko odbywa się przy użyciu interfejsów API. Chociaż same interfejsy API nie są żadną nowością, to w gospodarce cyfrowej dużo istotniejsze jest lepsze zarządzanie nimi. To jednolite podejście do zarządzania pozwala firmom różnej wielkości i ze wszystkich sektorów na wyrównywanie warunków konkurencji i lepsze radzenie sobie z rosnącymi wymaganiami, skalowalnością i niestabilnością aplikacji skierowanych do klientów”, powiedział Clark.

Informacje o badaniu/Coleman Parkes

Badanie przeprowadzone przez Coleman Parkes obejmowało 1770 przedstawicieli kadry zarządzającej i decydentów IT (695 w regionie EMEA), w tym ponad 100 kierowników do spraw bezpieczeństwa danych z dużych przedsiębiorstw w 21 krajach i 10 sektorach przemysłu. Dziewięć krajów znajdujących się w strefie EMEA to Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Południowa Afryka, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria i Wielka Brytania. Badanie i analizę danych przeprowadzono w 2016 roku. Spółka Coleman Parkes Research Ltd została założona w 2000 roku i prowadzi badania marketingowe w skali globalnej. Firma oferuje pełny zakres usług badawczych i doradczych na wszystkich rynkach, specjalizując się w badaniach typu business-to-business, koncentrując się na badaniach nad technologiami informatycznymi, technologicznymi i komunikacyjnymi

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017

Po wczorajszym komunikacie FOMC zyskaliśmy pewność, że władze monetarne dokonają kolejnej podwyżki stóp procentowych. Dolar amerykański zyskał na wartości, ale czy taki trend się utrzyma? Bardzo wątpliwe i to z kilku powodów. Pomimo tego, że stopy procentowe mają po raz kolejny zawtórować do góry rentowność 10-letnich obligacji USA stoi w miejscu, tak samo jak cena.

Notowania 10-letnich obligacji USA

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 5

Źródło: Admiral Markets

Cena obligacji zatrzymała się na wsparciu 124.80-125.20. Od kilkunastu dni znajdujemy się w korekcie, czy wsparcie zostanie obronione? Bardzo prawdopodobne, jeżeli notowania wybiją się ponad linię trendu korekty dostaniemy potwierdzenie kontynuacji trendu wzrostowego.

Dalszy wzrost cen obligacji powinien oddziaływać na inne instrumenty, chociażby parę walutową USD/JPY, która od kilkudziesięciu dni znajduje się w kanale spadkowym.

Notowania USD/JPY, interwał dzienny

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 6

Źródło: Admiral Markets

Ostatni, bardzo potężny wzrost pary walutowej USD/JPY był spowodowany wynikiem pierwszej tury wyborów we Francji. Notowania dotarły w okolicę górnego ograniczenia kanału spadkowego. Dodając do tego notowania rentowności 10-letnich obligacji USA znajdujących się na wsparciu mamy większe prawdopodobieństwo zaprzestania dalszych wzrostów i powrót do trendu spadkowego. Kontynuacja trendu spadkowego mogłaby ściągnąć USD/JPY w okolicę poziomu 108.

Kolejnym ciekawym instrumentem jest dolar australijski, który w ostatnim czasie jest wyprzedawany. Głównym powodem przeceny pary walutowej AUD/USD jest spadek notowań metali przemysłowych, z którymi waluta australijska jest skorelowana.

Indeks metali przemysłowych (wykres świecowy), notowania AUD/USD (zielony)

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 7

Źródło: Bloomberg

Na wykresie dziennym notowań pary walutowej AUD/USD po przebiciu strefy oporu 0.751-0.754 utworzył się trend spadkowy, który znalazł się w kanale. Dalsza wyprzedaż metali przemysłowych powinna działać na korzyść niedźwiedzi. Jednakże gdyby doszło do korekty, to mogłaby zatrzymać się w okolicy 0.743.

Notowania AUD/USD, interwał dzienny

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 8

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

W 2017 leasing maszyn budowlanych wzrośnie o ponad 20% r/r

W opinii przedstawicieli EFL, wyniki sprzedaży leasingu maszyn i urządzeń dla budownictwa za I kwartał br. pokazują, że sytuacja w tej branży jest coraz lepsza. Związek Polskiego Leasingu podał, że w ciągu trzech pierwszych miesięcy firmy leasingowe w Polsce sfinansowały w „budowlance” środki trwałe o wartości ponad 440 mln zł (+20% r/r). W całym 2017 roku zostanie wypracowana dwucyfrowa dynamika wartości finansowania maszyn i urządzeń budowalnych za sprawą wykorzystania środków unijnych oraz konieczności odnowienia parków maszynowych.

Branża budowlana przeżywa obecnie okres prosperity, na co na początku tego roku wskazali sami uczestnicy rynku w naszym „Barometrze EFL”. Po pierwsze, aż 36,5% firm z branży zadeklarowało, że planuje więcej inwestować, co stanowiło najlepszy wynik w tej kategorii od ponad roku. Po drugie, co piąty przedstawiciel budowlanki w pierwszych miesiącach tego roku spodziewał się większych zamówień na swoje usługi. Patrząc na pierwsze kwartale wyniki sprzedaży leasingu maszyn i urządzeń budowlanych widzimy, że korespondują z opiniami wyrażonymi przez samych przedsiębiorców, a „Barometr EFL”[i] po raz kolejny śmiało możemy nazwać barometrem nastrojów polskiego MŚP – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Maszyny budowlane pracują na wzrost rynku leasingu MiU

Sprzęt budowlany, zaraz po rolniczym, to najchętniej finansowane przy pomocy leasingu maszyny i urządzenia. W I kwartale br. firmy leasingowe sfinansowały ponad 2 tys. środków trwałych w „budowlance” o wartości 441 mln zł, co oznacza dynamikę na poziomie 20% r/r. Takie wyniki wskazują na powrót tendencji wzrostowej w branży, która miniony rok zakończyła na 6% plusie r/r.

Lider z ponad 20% udziałem w rynku

Po raz kolejny numerem jeden wśród leasingodawców obecnych w branży budowlanej jest EFL. Z portfelem umów o wartości ponad 93 mln zł i dynamiką na poziomie 18% r/r, udział firmy w finansowaniu maszyn budowlanych w I kwartale br. wyniósł aż 21%. Najczęściej leasingowany był ciężki sprzęt do robót ziemnych i drogowych, czyli koparki, ładowarki i spychacze. Firma finansowała także samochody specjalne takie jak wywrotki i betoniarki.

W 2017 leasing maszyn budowlanych wzrośnie o ponad 20% r/r

Eksperci EFL przewidują, że w całym 2017 roku dynamika rynku leasingu, w odróżnieniu od 2016 roku, zostanie osiągnięta dzięki równomiernym wzrostom w segmencie pojazdów oraz maszyn i urządzeń. – Oczekujemy dwucyfrowego wzrostu w segmencie maszyn i urządzeń, w tym ponad 20% wzrostu rok do roku finansowania sprzętu budowlanego. Dynamika tego segmentu, podobnie jak w przypadku rolnictwa, będzie wynikała przede wszystkim z uruchomienia wydatkowania w ramach perspektywy unijnej 2014-2020 jak również z konieczności odnowienia parków maszynowych. Bowiem wykorzystanie mocy produkcyjnych na koniec 2016 roku było na poziomie aż 80%, co wskazuje na konieczność odnowienia lub uzupełniania parków maszynowych w tym roku. Najbliższe miesiące i kolejne lata będą także przebiegały pod znakiem rozwoju infrastruktury budowlanej, a leasing dla wielu firm jest naturalnym wyborem, jeśli chodzi o finansowanie zaplanowanych inwestycji – przewiduje Prezes EFL.

[i]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 3-10 lutego 2017 r.

Trwa walka o pracowników. Nadciąga fala podwyżek

Z najnowszych danych GUS-u wynika, że bezrobocie w Polsce sięga już niewiele ponad 8%. To najniższe wskazania od 26 lat. Oznacza to, że w momencie kiedy istnieją niedobory na rynku pracy, firmy coraz bardziej walczą o kandydatów i zabiegają, aby dołączali właśnie do nich.

To powoduje, że wiele przedsiębiorstw stawia na działania employer branding i stara się promować swoje oferty pracy. To niespotykana sytuacja przesz ostatnie dwie dekady, kiedy firmy skupiały się głównie na promocji swoich produktów lub usług. Dziś promują siebie jako dobrych pracodawców i starają się ogłaszać własne rekrutacje.

– Taka strategia nie powinna dziwić w sytuacji, gdy jedna trzecia firm w Polsce deklaruje trudności rekrutacyjne ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service –  Powoduje to poprawę warunków zatrudnienia, ale i wzrost płac. Z ostatnich badań wynika, że w tym roku rekordowe 32 proc. firm planuje otwierać nowe rekrutacje, a 28 proc. planuje podwyżki wynagrodzeń. Jest to ponad dwukrotnie wyższy wynik w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Firmy starają się walczyć o pracowników, często szukając ich w konkurencyjnych przedsiębiorstwach. Co piąty Polak w ubiegłym roku dostał ofertę pracy, o którą w ogóle nie zabiegał – bez wysyłania CV, bez rozmowy z rekruterami, nawet bez pytania znajomych o możliwości zatrudnienia. Oferty pracy mimo to do nich trafiały, co pokazuje tak duże niedobory kadrowe w firmach, które muszą zachęcać pracowników konkurencji do przejścia właśnie do nich – podsumował Kubisiak.

Zakaz handlu w niedziele: kto zyska, a kto straci?

62% Polaków jest przeciwko wprowadzeniu całkowitego zakazu handlu w niedziele. Na szczęście dla nich zalecenie rządu jest takie, żeby zakaz nie dotyczył centrów logistycznych, stacji benzynowych oraz małych sklepów, ale z wyłączeniem tych franczyzowych. Co do sklepów internetowych, będą one mogły prowadzić w niedziele działalność. Nie wiadomo jednak, czy wolno im będzie w te dni realizować zamówienia.

„Na takiej postaci zakazu handlu w niedziele, jaka jest obecnie zalecana przez rząd, stracą sklepy wielkopowierzchniowe i wielkie, które po prostu nie będą otwierane. Część klientów przeniesie się do internetu […]. Możemy się spodziewać tego, że Frisco, Tesco oraz inne sklepy internetowe sprzedające produkty spożywcze będą coraz popularniejsze. Regulacja rządowa sprawi, że odsetek firm obecnych w sieci (w tej chwili 15%) się zwiększy” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Piotr Arak, główny badacz Polityki Insight.

Obecnie Polacy robią niedzielne zakupy stosunkowo często. Dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych: blisko 90% osób w wieku 18–29 lat kupuje właśnie w niedziele. Jest to spowodowane głównie naszym stylem życia oraz brakiem czasu w ciągu dni powszednich. Nie dziwi zatem, że możliwość wprowadzenia całkowitego zakazu niedzielnego handlu nie spotkała się z entuzjazmem większości z nas. Jeśli chodzi o osoby najbardziej zainteresowane, czyli pracowników sektora handlowego, 55% z nich chciałoby, aby zakaz handlu w niedziele stał się faktem.

Pierwszy w Polsce darmowy live streaming z programistami gigantów IT

Ruszył pierwszy w Polsce cykl darmowych live streamów z polskimi programistami pracującymi za granicą dla światowych gigantów i przy innowacyjnych startupach technologicznych. Wśród rozmówców są m.in. Tomasz Wiszkowski –  Software Developer Google z Seattle, Łukasz Orłowski – Computational Scientist w A*STAR w Singapurze oraz Maciej Bargiel, pracujący w Dolinie Krzemowej dla Facebooka. To okazja do porozmawiania z programistami ze ścisłej światowej czołówki dla każdego, kto chce rozwijać swoją karierę w branży IT.

Osławiona Dolina Krzemowa, Google, Facebook, Dropbox, Trivago, A*STAR – polscy programiści udowadniają, że praca w tych miejscach to nie marzenie, ale możliwy do osiągnięcia cel. Właśnie rozpoczął się projekt „Just Join IT” – cykl live streamów, podczas których specjaliści IT opowiadają, jak wygląda praca w największych firmach na świecie z branży oraz najbardziej innowacyjnych startupach technologicznych. To pierwsza w Polsce taka inicjatywa, podczas której każdy – za darmo – może nie tylko posłuchać specjalistów, ale także zadawać pytania w stylu AMA – Ask Me Anything.

Skąd pomysł?

Wśród natłoku wiedzy każdy z nas oczekuje konkretnych, maksymalnie skondensowanych informacji. Co więcej, zdajemy sobie sprawę, jak ważny na rynku pracy jest rozwój i zdobywanie nowych kompetencji. Szczególnie w przypadku branż, takich jak: IT, nowe technologie czy marketing – jeśli nie śledzi się trendów – szybko wypada się obiegu. Choć informacji dostępnych w internecie jest mnóstwo, najcenniejsze są te z bezpośredniego źródła, zebrane w formie zrozumiałej również dla osób dopiero wchodzących do świata IT.  – Stąd pomysł na live streamy ze światowymi programistami, w których udział może wziąć każdy, bez ponoszenia żadnych kosztów. Wystarczy dostęp do internetu, by transmisję oglądać z każdego miejsca i dowolnego urządzenia, komentować i zadawać pytania rozmówcy – tłumaczy Marcin Kosedowski, szef marketingu ze szkoły programowania Kodilla.com, partnerującej wydarzeniu.

Nauka od najlepszych – za darmo

“Just Join IT” trwa od 4 do końca maja 2017 r., obejmując 11 spotkań online z najciekawszymi polskimi programistami. Autor – Piotr Nowosielski porozmawia m.in. z Tomaszem Wiszkowskim, który pracuje w Seattle jako Software Developere Google, Maciejem Bargielem, który w Dolinie Krzemowej pomaga Facebookowi rozwijać platformę Oculus Gear VR oraz Łukaszem Orłowskim, realizującym się jako Computational Scientist w A*STAR (Agency for Science, Technology and Research) z Singapuru. Zapyta Agatę Cieplik z Nowego Jorku o to, jak Dropbox promuje naukę programowania wśród kobiet, a Mikołaja Wawrzyniaka z Trivago – jak narodził się DO!Hack, pierwszy hackathon zorganizowany przez studentów w NRW. Pytania w stylu Ask Me Anything (zapytaj mnie o cokolwiek) mogą zadawać także uczestnicy transmitowanych na żywo wywiadów.

Dzięki live streamom z polskimi programistami można dowiedzieć się, jak wyglądają realia pracy w Dolinie Krzemowej i innych interesujących miejscach, oraz co zrobić, by zdobyć tam stanowisko. Można też poznać narzędzia, z których korzystają specjaliści IT pracujący w największych firmach z branży. Warto skorzystać z okazji, bo takiej szczegółowej wiedzy w Polsce brakuje, a zdobyć ją można wyłącznie od doświadczonych praktyków.

Na live streaming z polskimi programistami można zapisać się na stronie http://event.justjoin.it.

Moc jest silna w dolarze

Dolar dobrze przyjął komunikat FOMC, choć inwestorzy wciąż pozostają ostrożni przed jutrzejszym raportem z rynku pracy. Po środowej debacie Macron jest jedną nogą w gabinecie prezydenta Francji, co chroni EUR przed wyprzedażą. Za to AUD traci pod presją umocnienia USD i przeceny surowców.

Jeśli ktoś myślał, że Fed wykorzysta okazje i w majowym komunikacie zabrzmi nieco gołębio w związku z kilkoma słabszymi raportami makro z gospodarki, to wczoraj się rozczarował. Generalny przekaz był taki, że Fed stara się nie przywiązywać nadmiernej uwagi dla jednorazowych danych i patrzy na gospodarkę w szerszym ujęciu. Spowolnienie tempa PKB w pierwszym kwartale uznano za przejściowe. Marcowy słaby wynik zatrudnienia (98 tys.) rozwodniono, przenosząc uwagę na „średni wzrost miejsc pracy w ostatnich miesiącach”, a ten był solidny (178 tys. w całym pierwszym kwartale). Inflacja w opinii Fed pozostaje blisko celu 2 proc. Poza tym niemal nie było zmian w języku komunikatu w porównaniu z marcowym, zatem Fed pozostaje na nakreślonej wówczas ścieżce dwóch podwyżek do końca roku. Nie zmieniamy naszego zdania, że kolejna podwyżka wystąpi w czerwcu (a po niej następna we wrześniu). Rynek stopy procentowej jest do tego coraz bardziej przekonany, gdyż wycena czerwcowej podwyżki skoczyła z 62 proc. do 98 proc. Jednak dolar przyjął informacje z umiarkowanym optymizmem. Bierze się to z tego, że inwestorzy na rynku walutowym są ostatnio bardziej ostrożni niż w przeszłości i wiedzą, że kolejne 6 tygodni do czerwcowego posiedzenia FOMC mogą przynieść wiele zwrotów akcji, które mogą odwieść Fed od decyzji. Najbliższym testem jest piątkowym raport z rynku pracy i w szczególności brak przyspieszenia dynamiki płac byłby szkodliwy dla USD. Do tego czasu dolar może dryfować w niepewności.

EUR/USD mniej więcej trzyma się 1,09, dziś rano poniżej dzięki FOMC. Z perspektywy EUR jesteśmy cztery dni od rozstrzygnięcia, kto będzie nowym prezydentem Francji i wczorajsza debata kandydatów dołożyła kamyczka na korzyść Macrona. Le Pen miała ostatnią szansę, by odmienić losy pojedynku w drugiej turze, ale najwyraźniej jej nie wykorzystała. Według sondaży przeprowadzonych po transmisji 66 proc. widzów uważa, że Macron był bardziej przekonujący niż Le Pen, co wzmacnia jego szanse na wygraną w drugiej turze w niedzielę. Dla EUR będzie to umiarkowany impuls do wzrostów na początku przyszłego tygodnia, a na razie jest to czynnik hamujący sprzedaż EUR/USD.

AUD od wczoraj jest najsłabszą walutą w G10 z AUD/USD nurkującym pod 0,74. Z jednej strony jastrzębi Fed podsyca wyprzedaż walut względem USD, a silne spadki cen miedzi i rudy żelaza w Chinach w środę dopełniły dzieła zniszczenia. Pozycjonowanie ma też swój udział, gdyż poprawa apetytu na ryzyko w zeszłym tygodniu podtrzymywała kupno walut ryzykownych, a teraz masowa ucieczka z długich pozycji tylko napędza spadki. Dziś na rynku metali przemysłowych nastroje nie poprawiają się, więc AUD może mieć trudności, żeby złapać oddech.

Kalendarz na czwartek jest bogaty, startując z finalnymi szacunkami PMI dla usług z Eurolandu. PMI z Wielkiej Brytanii może być istotniejszy i pomoże odpowiedzieć na pytanie, czy zaskakujący wzrost wskaźnika w przemyśle we wtorek zostanie potwierdzony w sektorze bardziej znaczącym dla gospodarki? Po decyzji Norges Banku rynek i my zakładamy utrzymanie stopy depozytowej na 0,50 proc. Nie spodziewamy się zmian w komunikacie od ostatniego posiedzenia – ścieżka polityki monetarnej nie wyklucza obniżek, mimo że dane z gospodarki są dobre. Jeśli ma dojść do zaskoczenia, to w pozytywną dla NOK stronę. Po południu otrzymamy drugorzędne dane z USA: bilans handlowy i zamówienia fabryczne. Kanada także przedstawia dane z handlu i wrażliwość CAD będzie większa na rozczarowanie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Maturzysto – studia nie gwarantują ani pracy ani kompetencji

Dobrze zdana matura ma wielu młodym ludziom zapewnić dostanie się na wymarzone studia, a potem satysfakcjonujące zatrudnienie. Jak pokazują najnowsze badania Work Service blisko połowa Polaków nie pracuje jednak na stanowisku zgodnym z wykształceniem, co oznacza, że wybrany kierunek już dawno przestał być gwarantem pracy. Co więcej, 51% pracodawców jest zdania, że osoby wchodzące na rynek nie mają odpowiednich kompetencji. A same firmy dziś najbardziej potrzebują kierowców, spawaczy, księgowych, krawców i fryzjerów – to w tych zawodach najłatwiej znaleźć pracę. I wcale nie jest do tego potrzebne wyższe wykształcenie.

Dla ponad 280 tys. maturzystów, którzy dziś rozpoczynają swój egzamin dojrzałości, najbliższe dni będą okupione ogromnym stresem. Każdy chce zdać jak najlepiej, bo dobry wynik może otworzyć drzwi na wymarzony kierunek studiów. A to ma w przyszłości zapewnić dobrą i dochodową pracę. Nie wszystkim pracownikom zdobyte wykształcenie pozwoliło jednak skutecznie zaistnieć na rynku. Jak pokazują najnowsze badania Work Service kariera zawodowa prawie połowy osób wcale nie jest związana z ich wyższym lub zawodowym wykształceniem. Blisko 49% badanych nie pracuje bowiem na stanowisku związanym z kierunkiem, który ukończyli. Czas matur to zatem dobra okazja, żeby poważnie zastanowić się nad przyszłą karierą zawodową.

Nasze dane pokazuję, że na stanowisku zgodnym lub częściowo zgodnym z wykształceniem pracuje nieco ponad 51% osób. To dlatego, że wybierając kierunek edukacji wielu młodych kieruje się panującymi aktualnie trendami, a nie realiami rynku. W efekcie wpadają w ślepy zaułek i muszą się przebranżowić oraz szukać innej drogi zawodowej, żeby znaleźć satysfakcjonującą ich pracę. Duża grupa maturzystów przystępując do egzaminu dojrzałości nie ma świadomości, jakie są warunki na rynku. Wydaje im się, że po ukończeniu studiów pracodawcy sami się o nich upomną. Niestety rzeczywistość brutalnie weryfikuje to przeświadczenie. Dlatego odpowiedni wybór kierunku studiów i uczelni to niezwykle ważna decyzja, którą muszą podjąć młodzi ludzie – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

praca a wykształcenie

Rozczarowani pracodawcy

Problemem jest nie tylko zły wybór kierunku studiów, ale też poziom edukacji na wielu uczelniach, niedostosowany do wymagań, jakie przed kandydatami stawia rzeczywistość. Z danych Work Service wynika, że ponad połowa pracodawców uważa, że osoby wchodzące na rynek pracy nie mają odpowiednich kompetencji. Przeciwnego zdania są 4 na 10 firm. To pokazuje, że pracownikom brakuje konkretnych umiejętności niezbędnych na początku swojej drogi zawodowej. W wielu przypadkach może to prowadzić do napięć na linii z pracodawcą, który liczy na to, że osoba po studiach będzie w stanie poradzić sobie z powierzonymi jej zadaniami.

Młodym ludziom nie jest łatwo odnaleźć się i zaistnieć na rynku. Wielu ma nadzieję, że studia zapewnią im odpowiednie umiejętności niezbędne, aby wejść na rynek, a w pracy okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Receptą na tego typu sytuacje jest współpraca uczelni z biznesem, która funkcjonuje w największych ośrodkach akademickich w kraju już od kilku lat. Obu stronom zależy bowiem na zmniejszeniu bezrobocia wśród absolwentów oraz dobrym wykształceniu przyszłych pracowników. Żeby jednak zmieniły się proporcje dotyczące zadowolenia pracodawców z kompetencji absolwentów taka współpraca powinna odbywać się na jeszcze szerszą skalę. Potrzebne są też zmiany w edukacji, które przygotują absolwentów do zmieniających się warunków na rynku pracy – uważa Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz Work Service S.A.

praca a wykształcenie 2

Praca bez studiów

Zaistnieć na rynku pracy można nie tylko idąc na studia i zdobywając wyższe wykształcenie. Z „Barometru zawodów”, który przygotowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, wynika, że największe zapotrzebowanie u nas w kraju jest na kierowców ciężarówek, spawaczy, pielęgniarki i samodzielnych księgowych. W pierwszej 10 najbardziej deficytowych zawodów jest tylko jeden, który wymaga wyższego wykształcenia. A w każdym z nich praktycznie od zaraz można znaleźć zatrudnienie. To pokazuje, że na rynku pracy w Polsce minęły już czasy, że to właśnie ukończenie studiów gwarantowało angaż u pracodawcy. Największe zapotrzebowanie na pracowników jest dzisiaj w branży budowlanej i w przemyśle.

Nie trzeba zatem kończyć studiów, żeby dostać pracę. W wielu zawodach wystarczy dziś specjalistyczne szkolenie albo kurs, dzięki którym pracownik zdobędzie umiejętności niezbędne do zdobycia zatrudnienia i otrzymywania atrakcyjnego wynagrodzenia – dodaje Andrzej Kubisiak.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracowników – Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=522) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI okresie 16-20.01.2017 r.
  • Pracodawców – Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI okresie 16-20.01.2017 r.

Inteligentna amunicja, wykrywacz bakterii, monitor oddechu – innowacyjne wyroby polskiej firmy podbijają świat i Marsa

Okazuje się, że można nie patentować swoich rozwiązań, a mimo wszystko tworzyć komponenty najwyższej jakości, które pożądane są na całym świecie. Firma Vigo System produkuje unikalne detektory, które imponują zaawansowaniem technologicznym i funkcjonalnością. Polski producent opracował m.in. monitor oddechu, inteligentną amunicję czy wykrywacz bakterii.

W porównaniu z ubiegłym rokiem firma Vigo otrzymała o 2 mln zł więcej dofinansowania na realizację projektów badawczych, czyli w sumie ok. 6 mln złotych. I nie przeszkodził w tym nawet fakt, że producent sceptycznie podchodzi do zgłoszeń patentowych, bowiem jego zdaniem wiele krajów i tak znajduje alternatywne rozwiązania, które skutecznie omijają ochronę patentową.

Vigo System charakteryzuje się tym, że od lat osiemdziesiątych w ogóle nie patentuje. Kiedy wyszliśmy do realnego działania produkcyjnego i komercyjnego, okazało się, że patenty to po prostu ujawnianie technologii, pokazywanie, co robimy i nad czym właściwie będziemy pracować za trzy lata na produkcji, a tak naprawdę zabezpieczenie jest żadne. Jest wiele krajów, które całkowicie obchodzą te patenty, a często koszty obrony patentowej i szukania przekraczają jakiekolwiek sensowne progi – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Piotrowski, prezes zarządu Vigo System.

Firma, mieszcząca się w Ożarowie Mazowieckim, zajmuje się głównie produkcją niechłodzonych detektorów podczerwieni. Jej nietypowa specyfika związana z procesem technologicznym czyni ją unikalną na skalę światową.

W skali Polski w ogóle nie mamy konkurentów. Globalnie mamy 2–3 firmy, które produkują podobne komponenty. Natomiast ich działanie jest zupełnie nieelastyczne, a ich produkcja opiera się o pewne bardzo ograniczone w zastosowaniu asortymenty. Natomiast naszą specyfiką jest to, że mamy pod kontrolą cały proces technologiczny, dzięki czemu jesteśmy w stanie dostarczyć klientowi dokładnie dopasowany do jego potrzeb detektor – zapewnia Adam Piotrowski.

Polski producent tworzy komponenty nie tylko dla przemysłu i medycyny, lecz także specjalizuje się w zakresie techniki wojskowej. Prowadzi także prace badawczo-rozwojowe w dziedzinie techniki podczerwieni. Obecnie Vigo System pracuje m.in. nad detektorem, który umożliwi skrupulatną analizę oddechu. Co ciekawe, maksymalny potencjał sprzętu jest już obecnie wykorzystywany u komercyjnych klientów z Niemiec, Japonii i Stanów Zjednoczonych.

Chyba takim najciekawszym w tej chwili zastosowaniem, nad którym pracujemy, jest analiza oddechu, czyli nieinwazyjne kontrolowanie stanu zdrowia człowieka. Maszynka jest podłączona do ust, wychwytuje oddech, a następnie analizuje różnicę między jakością powietrza wokoło, a tym, co wydycha człowiek. W konsekwencji widać, czy nie ma jakichś nowotworowych zmian układu oddechowego, czy coś się nie dzieje z naszymi hormonami, z układem krwionośnym czy pokarmowym. Tak więc ten detektor pozwoli ocenić zdrowie człowieka – komentuje Adam Piotrowski.

Jeśli chodzi o zakres techniki wojskowej, to nie sposób przejść obojętnie obok inteligentnej amunicji, która może się okazać rewolucyjnym rozwiązaniem na polu walki. Technologia ta wykryje przeciwnika i pozwoli oddać precyzyjny strzał.

– Inteligentna amunicja ma zawsze trafiać w cel. Kiedy mówimy o działaniu karabinu maszynowego, strzelaniu z artylerii, to mowa o wystrzeleniu wielu pocisków w danym kierunku, a więc pokrycie całego obszaru tymi pociskami w nadziei, że któryś trafi do celu. Natomiast inteligentna amunicja nie tylko doleci w obszar, gdzie będzie się znajdować przeciwnik, lecz także wykryje jego sygnaturę, niezależnie od tego, czy jest to czołg, czy człowiek. Jeżeli zostanie rozpoznany jako interesujący cel, który żołnierz chce zniszczyć, wtedy pocisk kierowany jest w tym kierunku – wyjaśnia Adam Piotrowski.

Ponadto Vigo System opracowało jeszcze rozwiązanie, które wykrywa bakterie w wodzie. Water Spy zadba o jakość wody i poinformuje o ewentualnych zagrożeniach dla zdrowia.

Jeden z naszych partnerów szuka nowych metod, które umożliwią skrupulatne przebadanie systemów wodnych w celu poszukiwania bakterii. W konsekwencji pozwoli to odpowiednio wcześnie wykryć i usunąć zagrożenie. Innymi słowy, Water Spy to detektor, który wykryje bakterie w wodzie i pomoże ochronić ludzkie życie – dodaje Adam Piotrowski.

Polski producent bierze także udział w misjach kosmicznych, ponieważ zarówno marsjański łazik Curiosity, jak i lądownik Schiaparelli wyposażone są w detektory podczerwieni wyprodukowane w firmie Vigo System SA. Prezes zarządu podkreśla, że branża kosmiczna jest bardzo wymagająca, bo nie jest to sektor rynku, który umożliwia masowe wprowadzenie produktu. Za kilka lub kilkanaście lat może się to jednak zmienić.

Branża kosmiczna to dla nas taka wisienka na torcie, która przynosi niewielkie zyski, za to dużo większy prestiż. Dostarczamy pojedyncze produkty, które rzeczywiście muszą spełniać bardzo restrykcyjne normy. Pytanie: w jaką stronę pójdzie ten rynek? Jeżeli się okaże, że w niedalekiej przyszłości rozwinie się górnictwo kosmiczne, to w kosmosie układy będą musiały być zdalnie sterowane, cała analiza, analityka będą musiały być automatyczne, a więc otwiera się miejsce dla naszych detektorów – podsumowuje Adam Piotrowski.

Handel targowiskowy i bazarowy z 42 mln zł zaległych długów

Choć dziś nie ma już szczęk i łóżek polowych z towarem na każdym rogu, to wciąż każdego roku powstaje kilka tysięcy nowych firm zajmujących się handlem straganowym, a kilka tysięcy z rynku znika. Ruch jest spory, ale jak wynika z danych BIG InfoMonitor i BIK nie jest efektem głębokich kłopotów finansowych, bo tylko co 50 firma targowa ma zaległe zobowiązania, ich łączna wartość sięga 42 mln zł. Jest szansa, że wraz z nadejściem pory letniej zaczną nadrabiać straty.

Handel targowiskowy i bazarowy jest dziedziną wymykającą się ścisłym statystycznym pomiarom, nie tylko jeśli chodzi o skalę obrotów, ale także liczbę podmiotów w nim uczestniczących, czyli sprzedawców i kupujących. Wynika to przede wszystkim z liberalnych i skrajnie uproszczonych zasad regulujących jego działanie. Według badań Katedry Ekonomiki Rolnictwa i Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych SGGW udział handlu targowiskowego w detalicznym obrocie artykułami FMCG (szybko zbywalnymi) wynosi 5-7 proc. i koncentruje się na produktach rolno-spożywczych, obejmując też odzież i obuwie.

Choć w mniejszym stopniu niż sklepy lokalne i osiedlowe, handel straganowy również ucierpiał na konkurencji ze sklepami wielkopowierzchniowymi. W latach 1999-2014 powierzchnia targowisk zmniejszyła się o ok. 9 proc. (SGGW). Jednocześnie jak wynika z badań opartych na danych GUS liczba miejsc handlu tego typu, głównie wskutek działalności targowisk małych i sezonowych wzrasta.

Prawie 86 tys. aktywnych firm

Wśród firm zajmujących się handlem targowym panuje spory ruch. Z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat 2014-2016, zarejestrowanych zostało 5 662 nowych firm, ale jednocześnie 10 283 przedsiębiorcy wyrejestrowali. Według Bisnode liczbę aktywnych firm prowadzących handel na straganach i targowiskach można dziś szacować na blisko 86 tys. Najwięcej z nich zajmuje się sprzedażą wyrobów tekstylnych, odzieży i obuwia (43 tys.), druga grupę stanowią firmy sprzedające żywność, napoje i wyroby tytoniowe (blisko 27 tys.), a trzecią oferujące pozostałe towary (prawie 16 tys.).

Zaległości ma co 50-ta firma targowa, ale kredytów nie płaci co 10-ty bazarowy kredytobiorca

Powodem licznych wyrejestrowań działalności gospodarczych nie są jednak głębokie problemy finansowe przedsiębiorców. Jak wynika ze statystyk Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK mali przedsiębiorcy z targowisk charakteryzują się niezłą solidnością płatniczą. W liczbie 104 839 aktywnych i wyrejestrowanych już firm zajmujących się detalicznym handlem straganowym (uwzględniamy tu wyłącznie jednoosobowe działalności gospodarcze, bo głównie tego typu firmy obecne są na targowiskach) na 2 373 ciążą nieopłacone zobowiązania kredytowe i pozakredytowe. Ma je, więc 2,3 proc. firm. – Czy oznacza to, że jest to intratny biznes, któremu towarzyszy wysoka moralność płatnicza? Nie da się stwierdzić wprost. Jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi nie pozwalają udzielić dane dotyczące spłaty kredytów. Dane BIK pokazują bowiem, że firmy handlujące na targowiskach stronią od bankowych kredytów, ma je jedynie ok. 4 proc. przedsiębiorców, ale wśród kredytobiorców z targowisk ze spłatą raty nie radzi sobie co dziesiąty. Firmy z bazarów w porównaniu z innymi przedsiębiorcami wypadają pod tym względem przeciętnie – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Zaległe zobowiązania kredytowe firm targowych wynoszą 21 585 492 zł, a pozakredytowe 20 326 547 zł. Średnie zadłużenie kredytowe przypadające na jedną firmę z tego typu zaległościami wynosi 51 139 zł, nieopłacone zobowiązania pozakredytowe to 10 376 zł.

Na targowych stoiskach 42 mln zł zaległych długów
Źródło: CEIDG, BIK i BIG InfoMonitor

Niesolidni dłużnicy głównie na Mazowszu i Śląsku

Najwięcej firm wpisanych do baz BIG InfoMonitor i BIK prowadzi swoją działalność w województwie mazowieckim, kolejne miejsca zajmują województwa śląskie – 320 firm i łódzkie 240 firm, z saldem zadłużenia w obu bazach odpowiednio: 6,1 mln zł, blisko 3 mln zł i ponad 4,4 mln zł.

Niesolidni dłużnicy głównie na Mazowszu i Śląsku
Źródło: CEIDG, BIK i BIG InfoMonitor

Ośmiu na 10 warszawiaków chce kupować na targach

Szacuje się, że pod koniec lat 90. na działającym na Stadionie Dziesięciolecia „Jarmarku Europa” handlowało około 5 tys. podmiotów gospodarczych, generując obroty sięgające 2 mld zł. Na zlokalizowanym w Nowej Hucie placu targowym Tomex działało około 2 tys. podmiotów. Czasy w których bazary stanowiły istotny czynnik wpływający na rozwój przedsiębiorczości, czy nawet miały pewne znaczenie dla gospodarki należą już do o przeszłości, ale targowiska wciąż funkcjonują. Każde duże miasto ma ich co najmniej kilka, w stolicy działa ich około 60. W badaniu przeprowadzonym wśród warszawiaków, na pytanie o chęć korzystania z usług targowisk, twierdząco odpowiedziało 78 proc. ankietowanych. Jeszcze więcej zwolenników mają targowiska jednodniowe (85 proc.) oraz zdrowej żywności (82 proc.). Co ciekawe im młodsza osoba tym większy entuzjazm do zakupów na targach. To dobrze wróży ich przyszłości w przeciwieństwie do rozważanego przez rząd, ewentualnego zakazu handlu w niedzielę, szczególnie gdyby dotyczył również właścicieli biznesu a nie tylko pracowników najemnych. W badaniu najczęściej wybieranymi przez warszawiaków dniami zakupów na stałych targach były właśnie soboty i niedziele – od 65 do 78 proc. – odpowiedzi, podczas gdy na pozostałe dni wskazało jedynie od 4 do 17 proc. Wolne niedziele nie byłby więc na rękę zarówno handlującym jak i klientom.

Handel na straganach w Polsce od strony formalnej

Stragan może być prowadzony w formie jednoosobowej działalności gospodarczej oraz w formie spółki osobowej lub kapitałowej. Sprzedaż na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej wiąże się z obowiązkiem ewidencjonowania na kasie fiskalnej. Istnieje jednak możliwość zwolnienia przedsiębiorcy z konieczności prowadzenia kasy fiskalnej, jeżeli obrót na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej nie przekroczy w proporcji okresu wykonywania tych czynności w danym roku, kwoty 20 tys. zł, a rodzaj sprzedawanych produktów nie jest wymieniony w katalogu towarów, które bezwzględnie powinny być ewidencjonowane na kasie. Zasada ta nie oznacza jednak, że właściciel sklepu jest całkowicie zwolniony z obowiązku dokumentowania sprzedaży. Konieczna jest wówczas ewidencja sprzedaży, w której każdorazowo należy zapisywać transakcje na rzecz osób prywatnych i rolników ryczałtowych. Należy jeszcze pamiętać o ponoszeniu opłaty targowej od sprzedaży prowadzonej poza budynkami na rzecz Gminy, na obszarze której prowadzony jest handel na straganach. Opłatę targową pobiera się niezależnie od należności za korzystanie z targowiska.

Przebicie na rynku złota


Na światowych rynkach środa była normalnym dniem handlu. Wydarzeniem dnia było kończące się posiedzenie Fed. Dolar przez większość dnia zyskiwał na sile. Słabo prezentowały się też giełdy w USA.

Podczas gdy polscy inwestorzy odpoczywali z okazji Święta Narodowego Trzeciego Maja, inwestorzy na światowych rynkach nie próżnowali-nie licząc Japonii gdzie również był dzień wolny. Parkiety akcyjne w USA zakończyły dzień na minusie. Można zatem oczekiwać słabszego otwarcia również na WIG20. Tymczasem Fed utrzymał oprocentowanie na niezmienionym poziomie. Starano się też bagatelizować obawy o słabszą kondycje gospodarki USA w pierwszym kwartale tego roku. Dolar umocnił się po posiedzeniu Fed jeszcze wyraźniej.

Wczorajsze dane z USA nie miały jednoznacznej wymowy. Z jednej strony indeksy PMI oraz ISM wypadły nieco lepiej od prognoz. Z drugiej strony raport ADP z rynku pracy wykazał jedynie 177 000 miejsc pracy, co było wynikiem nie tylko gorszym od poprzedniej publikacji ale też i od prognoz(180 tyś). Dane te są ważne, bowiem już w piątek dowiemy się, ile faktycznie miejsc pracy przybyło w amerykańskim sektorze pozarolniczym. Dziś w Europie królować będą indeksy PMI oraz dane o zamówieniach w USA.

gold04052017r

Wczorajsze spadki na złocie zmieniły charakter tego rynku. Ceny złota po odbiciu od górnej linii kanału spadkowego zmierzają teraz chyba na południe. Pokonana została zarówno linia wsparcia na wykresie cen jak też RSI. Oporem jest poziom 1270$. Jeśli szybko nie nastąpi powrót ponad tę wysokość, rynek powinien schodzić na 1190$. Tam dopiero można szukać kolejnego wsparcia.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Gry sposobem firm na większe zaangażowanie pracowników. Rynek takich rozwiązań w ciągu 3 lat wzrośnie kilkukrotnie

Gry sposobem firm na większe zaangażowanie pracowników. Rynek takich rozwiązań w ciągu 3 lat wzrośnie kilkukrotnie 9

Gamifikacja to rozwiązanie wykorzystujące mechanizmy gier. Coraz częściej służy ona wzmacnianiu zaangażowania pracowników i mierzeniu ich efektywności. Globalny rynek takich rozwiązań w 2015 roku wyceniany był na 1,6 mld dol., a do 2020 roku będzie wart 11 mld zł – prognozuje Markets & Market. W dobie walki o pracownika gamifikacja może się stać poważnym orężem – oceniają eksperci.

 Minęło 30 lat, od kiedy ludzie zaczęli tworzyć gry i grać w nie. Nauczyliśmy się wielu rzeczy m.in.: jak wpływać na zachowania ludzi i powodować, żeby byli zaangażowani. Nie zawsze jest tak, że dobra gra musi być koniecznie interesująca. Czy „Candy Crush” jest ciekawą grą? Nie jest, ale powoduje bardzo duże zaangażowanie ludzi. Celem gamifikacji jest wyniesienie wiedzy i mechanizmów zdobytych w tworzeniu gier i przeniesienie ich na inne obszary życia, te bardziej realne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Wierciński, prezes zarządu firmy Cludo, dostarczającej rozwiązania contact center dla dużych firm.

Zjawisko gamifikacji jest ściśle związane z rozwojem nowych technologii i ich konsumenckim wykorzystaniem. Jak podkreśla Wierciński, w firmach chodzi o wykorzystanie takich mechanizmów, które będą ułatwiać zarządzanie zespołem, a niekoniecznie pobudzać rywalizację.

Dlatego słowo „grywalizacja” źle mi się kojarzy. Od razu mam na myśli rywalizację, a przecież nie każda gra czy każda gamifikacja w środowisku pracy musi być rywalizacją. Chcemy wykorzystywać też gry, które promują kooperację w zespołach, więc ja bym się trzymał słowa „gamifikacja” – mówi prezes Cludo.

Jego zdaniem gamifikacja nie we wszystkich firmach, organizacjach czy branżach zda egzamin, można jednak w każdym sektorze wydzielić obszar, w którym takie rozwiązania mogą się przydać.

– Dla przykładu znaną aplikacją gamifikującą jest „Killer Squad”. To jest wykorzystywane w szpitalach do mierzenia poziomu bólu u dzieci. Efekty tego były fenomenalne, zarówno w sensie wiedzy lekarzy na temat tego, co odczuwają dzieci, jak i zmniejszenia postrzeganego bólu przez dzieci. One zostały zaangażowane w grę, były zaangażowane w ten aspekt socjalny, czyli wiedziały, jak inne dzieci się czują i dzięki temu ich samopoczucie się poprawiało – wyjaśnia Aleksander Wierciński.

Jedną z branż, gdzie gamifikacja jest z powodzeniem stosowana, jest contact center. To sektor o jednym z najwyższych wskaźników rotacji pracowników, więc każda metoda, aby ich na dłużej zatrzymać w firmie, jest na wagę złota.

Z drugiej strony jest to środowisko, w którym prawie każdy kontakt z klientem jest wyzwaniem. Dodatkowo zbieramy bardzo dużo informacji na temat osiągnięć poszczególnego agenta i zespołu, więc jest to gotowe środowisko do zamiany na grę – mówi Wierciński.

Tym bardziej że wśród nowo zatrudnionych w tym sektorze dominują przedstawiciele pokolenia millenialsów, którzy – w opinii ekspertów – napędzają rynek gamifikacji. Ich codzienność jest bowiem nierozerwalnie związana z mediami społecznościowymi i grami. Tego też będą oczekiwać w swoim miejscu pracy.

– Wszyscy zaczynają inwestować w gamifikację, bo zdają sobie sprawę z tego, że wchodzimy w okres, kiedy o pracownika będzie coraz ciężej, bo ten pracownik będzie specyficzny – przyzwyczajony do natychmiastowych efektów, szybkiej informacji zwrotnej, jak również do natychmiastowej gratyfikacji. On nie będzie czekał dwóch lat, aż go ktoś poklepie po plecach i da lepsze stanowisko. On musi wiedzieć, jak mu idzie lepiej. On musi być zaangażowany w swój zespół i musi wiedzieć, że mu pomaga. Właśnie do tego służy gamifikacja – mówi Aleksander Wierciński.

Jak podkreśla, już dziś wiele firm z branży contact center stosuje system nagród i bonusów za realizację określonych celów, jednak na ogół przebiega to w sposób analogowy. Co więcej, nie zawsze spełnia swoją rolę angażowania pracowników, bo nie są oni do końca świadomi zasad gry. Ich wyraźne określenie i zdefiniowanie jest kluczowe dla powodzenia rozwiązań gamifikacyjnych.

Niejasna struktura gry, w której konsultanci czują się zagubieni, jest o wiele groźniejsza niż środowisko, w którym np. postawimy za bardzo na rywalizację. Czyli np. wdrożymy za dużo gier o sumie zerowej, bo to jest pewna strategia. I w ten sposób premiujemy osoby w contact center, które są nastawione na rywalizację, a nie na współpracę. Ale to jest błąd, który da się wykryć i poprawić – mówi Aleksander Wierciński.

Według prognoz Markets & Market globalny rynek gamifikacji do 2020 roku wzrośnie do 11 mld dol.

Polacy chorzy na raka mają nawet o połowę mniejszy dostęp do nowoczesnych terapii niż mieszkańcy Europy Zachodniej

Polacy chorzy na raka mają nawet o połowę mniejszy dostęp do nowoczesnych terapii niż mieszkańcy Europy Zachodniej 10

W Polsce dostępnych jest o blisko połowę mniej terapii dla pacjentów onkologicznych niż w innych krajach Unii Europejskiej – podkreśla Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii. Taka sama sytuacja jest w przypadku nowotworów układu chłonnego. Mimo że nowoczesne leki są od lat zarejestrowane w UE, niektóre z nich w Polsce wciąż są niedostępne ze względu na brak refundacji. Zachorowalność na chłoniaki rośnie z każdym rokiem, ale pojawiają się też nowe terapie. Od roku ze środków publicznych finansowane jest leczenie agresywnej postaci chłoniaka Hodgkina. Wyzwaniem dla hematoonkologów jest chłoniak nieziarniczny z komórek B występujący głównie u osób po 65 roku życia.

– Dostęp polskiego pacjenta do leków najnowszej generacji jest mniej więcej na poziomie nieco ponad 50 proc. w stosunku do tego, co otrzymuje pacjent w Unii Europejskiej – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, onkolog z Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego w Centrum Onkologii w Warszawie.

Zdaniem ekspertów podstawowym problemem polskiej hematoonkologii jest brak odpowiedniego finansowania. Dane Unii Europejskiej wyraźnie pokazują bowiem, że wyniki leczenia są zależne od nakładów pieniężnych. W większości krajów europejskich na ochronę zdrowia przeznaczane jest 8–12 proc. PKB, w Polsce natomiast nieco ponad 4 proc. Problemem jest także nieracjonalne dysponowanie środkami finansowymi przeznaczonymi na ochronę zdrowia. Dla wielu pacjentów jedyną szansą na dostęp do skutecznej terapii jest udział w kontrolowanych badaniach klinicznych.

 To pozwala na dostęp nawet do takich leków, które są jeszcze niezarejestrowane, ponieważ są one dopiero w trakcie badań klinicznych, poszczególnych faz tych badań. I dlatego zachęcam, żeby korzystać również z takiej ścieżki, a nie rezygnować tylko dlatego, że to jest badanie kliniczne – mówi dr Janusz Meder.

Nowotwory hematologiczne atakują układ krwionośny, szpik kostny oraz układ limfatyczny. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza w Polsce niemal dwukrotnie wzrosła zachorowalność na ten rodzaj nowotworów, a umieralność z ich powodu jest znacznie wyższa niż w większości innych krajów Unii Europejskiej. Dzięki postępowi medycyny diagnoza wielu nowotworów układu krwiotwórczego przestała oznaczać wyrok śmierci – nowoczesne terapie mogą bowiem  sprawić, że nowotwór stanie się chorobą przewlekłą. Wielu polskich pacjentów nadal ma jednak utrudniony dostęp do skutecznego leczenia, mimo że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy finansowaniem ze środków publicznych objętych zostało kilka nowych leków.

Najczęściej występujące wśród Polaków nowotwory układu krwiotwórczego to przewlekła białaczka szpikowa, szpiczak mnogi oraz choroby z grupy chłoniaków, a więc nowotwory układu chłonnego. Na chłoniaki co roku zapada ok. 7,5 tys. Polaków. Dla polskich hematoonkologów duże wyzwanie stanowi zwłaszcza skuteczne leczenie chłoniaka rozlanego z dużych komórek B. Większość dostępnych opcji terapeutycznych przeznaczona jest dla pacjentów młodych, będących w dobrym stanie ogólnym, nieobciążonych chorobami sercowo-naczyniowymi. Tymczasem ten rodzaj nowotworu diagnozowany jest głównie u pacjentów powyżej 65 roku życia, u których często występują także choroby towarzyszące, np. kardiologiczne.

– Standardem jest wysokodozowana chemioterapia wsparta autologicznym przeszczepieniem komórek macierzystych. Taka opcja jest dostępna tylko dla pacjentów młodych w dobrym stanie ogólnym. Pacjenci starsi są niejako zdyskwalifikowani – mówi dr Monika Długosz-Danecka, hematolog z Kliniki Hematologii w Krakowie. – Tu zaczyna się problem, ponieważ opcje, jakie są dostępne, to jedynie postępowanie krótkotrwałe, w zasadzie paliatywne, które na krótko jest w stanie zatrzymać chorobę, a na pewno nie jest w stanie zwalczyć jej zupełnie.

Szansą dla starszych pacjentów, a także chorych, którzy nie odpowiadają na inne formy leczenia lub przechodzą drugi bądź trzeci rzut choroby, jest terapia piksantronem. Jest to lek cytostatyczny nowej generacji, który cechuje się zredukowaną kardiotoksycznością, w przeciwieństwie do tradycyjnych antracyklin, m.in. doksorubicyny.

– Na terapię piksantronem pacjenci reagują bardzo dobrze. Lek ten nie uszkadza serca i układu naczyniowego, więc choroby kardiologiczne nie są przeciwwskazaniem. Przeciwwskazaniem też nie jest wcześniejsze leczenie doksorubicyną, taki pacjent może być ponownie leczony piksantronem, doksorubicyną już niestety nie – mówi dr Monika Długosz-Danecka.

Leczenie piksantronem nie jest dożywotnie. Maksymalny czas trwania terapii to 6 miesięcy, a więc 6 cykli podawania leku. Ta forma leczenia może też przygotować pacjenta do przeszczepu szpiku, dając tym samym szansę na całkowite wyleczenie.

Polskie firmy meblarskie coraz mocniej wchodzą na zagraniczne rynki. Stawiają przede wszystkim na Bliski Wschód, rynki afrykańskie i azjatyckie

Polskie firmy meblarskie coraz mocniej wchodzą na zagraniczne rynki. Stawiają przede wszystkim na Bliski Wschód, rynki afrykańskie i azjatyckie 11

Dzięki inwestycjom w nowe technologie i wysoko wykwalifikowaną kadrę polskie firmy meblarskie stają się coraz poważniejszym graczem na arenie międzynarodowej. Tylko w ciągu ostatnich 20 lat zagraniczna sprzedaż wzrosła dziewięciokrotnie. Atutem polskich mebli jest wysoka jakość przy konkurencyjnej cenie. Najwięcej produkcji trafia na rynki unijne, ale polskie firmy aktywnie szukają odbiorców poza Europą. Perspektywiczne są dla nich kraje Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki.

 Polski przemysł meblowy jest bardzo istotną częścią naszej gospodarki. Jesteśmy szóstym producentem mebli na świecie, czwartym pod względem eksportu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Głogowski, prezes firmy Komandor.

Jak wynika z danych Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Polska jest szóstym producentem (po Chinach, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech oraz Indiach) i czwartym eksporterem mebli na świecie, z udziałem na poziomie 6,3 proc. światowej sprzedaży zagranicznej. Szacunkowa wartość krajowej produkcji mebli w ubiegłym roku wyniosła 42,45 mld zł i była o ok. 8 proc. większa niż w 2015 roku. W tym roku może wzrosnąć do 45 mld zł.

– Polscy producenci są coraz lepiej przygotowani do wejścia na rynki zagraniczne. Mamy coraz lepsze maszyny, nowe technologie, kadrę o wysokich kwalifikacjach. Dzięki temu, że wykorzystujemy najnowsze materiały, umiemy się dostosować do potrzeb klientów, jesteśmy w stanie produkować wysokiej klasy meble i sprostać coraz wyższym oczekiwaniom naszych odbiorców – przekonuje Mariusz Głogowski.

W ubiegłym roku eksport mebli wyniósł 9,56 mld euro. W tym roku wynik może być jeszcze lepszy. OIGPM szacuje, że sięgnie 10 mld. W ujęciu ilościowym sprzedaż zagraniczna polskich mebli w ciągu ostatnich 20 lat wzrosła dziewięciokrotnie. Obecnie meble to czwarta co do wielkości grupa towarów eksportowanych z Polski.

 Ponad 60 proc. naszej sprzedaży idzie na rynki eksportowe. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jeszcze sprzedaż naszych partnerów, to odsetek na pewno będzie dużo większy. Eksport w ostatnich latach utrzymywał się na podobnym poziomie, ale liczymy, że przy poprawie koniunktury będzie dużo większy – ocenia prezes firmy Komandor.

Głównym odbiorcą polskich mebli od lat pozostają Niemcy (36 proc.), którzy każdego roku wydają na nie ok. 3,2 mld euro. Kolejnymi odbiorcami są Wielka Brytania (8 proc.), Czechy (7 proc.) oraz Francja (6 proc.). Krajowym producentom udaje się też znaleźć inne kierunki sprzedaży (m.in. Brazylia i Zjednoczone Emiraty Arabskie). Rosnącym zainteresowaniem krajowe wyroby cieszą się w Stanach Zjednoczonych, Rumunii oraz Słowacji. Otwiera się także rynek chiński czy irański.

– W ostatnim okresie najbardziej kładziemy nacisk na nowe rynki z krajów Bliskiego Wschodu, Azji, Afryki. Mamy nowych klientów w Indiach, Tunezji, Arabii Saudyjskiej czy Jordanii. Chcemy zwiększać liczbę odbiorców w tych krajach, żeby nasza sprzedaż była jak najszersza – przyznaje Głogowski.

W Europie najlepiej sprzedają się meble do sypialni. Największymi grupami w eksporcie są elementy meblowe, meble tapicerowane oraz meble do salonu i jadalni. Zagraniczni konsumenci polubili polskie wzornictwo, doceniają produkcję z wysokiej jakości materiałów. Mniejsze firmy, które także większość produkcji kierują na eksport, są zaś konkurencyjne cenowo.

– Polscy producenci starają się nadążać za trendami, kupują nowe maszyny, inwestują w nowe technologie. Mamy bardzo dobrą kadrę pracowników, rzemieślników o wysokich kwalifikacjach, co umiemy wykorzystać. Sądzę, że jednym z największych atutów naszych produktów jest bardzo wysoki współczynnik jakości do ceny, co daje nam dużą przewagę i dzięki temu możemy silnie konkurować na rynkach zagranicznych – przekonuje Mariusz Głogowski.

Funt zbiera siły. Bitcoin na topie. Złoto kontynuuje trend spadkowy

Rynki wracają w mieszanych nastrojach po przerwie spowodowanej Świętem Pracy. Indeks PMI dla przemysłu chińskiego liczony przez Caixin potwierdził, iż w sektorze przemysłowym jednej z największych gospodarek świata nastąpiło spowolnienie. Natomiast Bank Rezerwy Australii pozostawił stopy na dotychczasowym poziomie 1,5%. Dziś wieczorem Bank Rezerwy Nowej Zelandii ogłosi swoją decyzję dotyczącą wysokości stóp procentowych. Złoto kontynuuje trend spadkowy, zaliczając spadek z 1 270 USD za uncję wczoraj do 1 255 USD dziś rano.

Kurs złota spada

Patrząc na rynki próżno dziś szukać jakichkolwiek oznak niepokoju przed zbliżającymi się wyborami we Francji. Według ostatnich sondaży Le Pen może liczyć jedynie na 41% głosów, a rynki wyceniają murowane zwycięstwo Macrona. Czyżby analitycy nic się nie nauczyli przy okazji referendum w Wielkiej Brytanii oraz wyborów prezydenckich w USA?

Dziś od rana funt odczuwa efekt spotkania pomiędzy brytyjską premier Theresą May a szefem Komisji Europejskiej Junckerem, który po rozmowie oświadczył, iż May jest „z innej galaktyki”. Dziś rano kurs pary walutowej GBP/USD poszybował mocno w dół do pułapu 1,287. Od czasu rozpisania czerwcowych wyborów brytyjska waluta charakteryzuje się silną zmiennością, co może implikować przypuszczenie, iż znajduje się obecnie w fazie zbierania siły.

Kurs funta do dolara GBP USD wykres

Wczoraj także kapitalizacja kryptowalut przekroczyła poziom 38,5 mld USD. Powodem jest rekordowy poziom notowań bitcoina, który wynosi już 1425 USD. W tym przypadku pozytywne bodźce przychodzą z Japonii, gdzie właśnie ogłoszono powstanie 10 nowym firm, które zajmą się otwieraniem punktów wymiany waluty. Co ciekawe japoński rząd aktywnie próbuje dokonać dewaluacji jena zniechęcając obywateli do oszczędzania. Z drugiej strony właśnie częściowo zalegalizował bitcoina w kwestii lokat i transakcji. Warto także zwrócić uwagę na parę walutową USD/JPY, która przełamała poziom 112.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 2 maja.

Andrzej Arendarski: Wynik wyborów we Francji zadecyduje o przyszłości Unii Europejskiej

Odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji. Obecne wybory mają znaczenie historyczne, ponieważ mogą przesądzić o tym, jak będzie wyglądała Francja i Europa. W tej chwili wyraźnie zwyciężył niezależny kandydat Emmanuel Macron, a na drugim miejscu plasuje się Pani Marin Le Pen – to ona będzie kontrkandydatką Macrona w drugiej turze wyborów.

Jakie czekają nas scenariusze?

Prawdopodobne jest zwycięstwo Macrona, który jako liberał gospodarczy wprowadzi wiele reform poruszających skostniały gmach państwa rządzonego przez urzędników – dożywotnio powołanych i opłacanych wysokimi emeryturami. – Macron będzie starał się wprowadzić nowego ducha do Francji, a na scenie europejskiej będzie bardzo aktywny – powiedział agencji eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – W przypadku wygrania wyborów na kanclerza Niemiec przez Angelę Merkel, wydaje mi się, że Macron będzie jej najbliższym partnerem. Ten duet będzie odpowiedzialny za idee co do przyszłości Unii Europejskiej. Układ Francja-Niemcy będzie bardzo silnie działał na rzecz Unii sprawniejszej, mniej zbiurokratyzowanej oraz mocniej powiązanej. Wzmocni to instytucje europejskie kosztem instytucji narodowych.

Mniej optymistycznym scenariuszem jest wygrana Marine Le Pen. Wygrana Le Pen będzie powolnym psuciem się Unii Europejskiej, możliwe jest wycofanie Francji ze strefy Schengen, bojkot instytucji zachodnich oraz wdrażanie pomysłów sprzecznych z kanonem wartości europejskich, na których zbudowana jest Francja. W tym przypadku wymiana kadr jest nieunikniona na ludzi z frontu narodowego – mających specyficzny pogląd na rzeczywistość. Moim zdaniem przypomina to bardziej front z pierwszej połowy XX wieku, niż front z pierwszej połowy XXI wieku.

Warto zwrócić uwagę, że wybory we Francji mają wpływ na wybory w Niemczech.

W Niemczech nie ma obawy o kandydatów – kandydatka chrześcijańskich demokratów oraz kandydat partii socjaldemokratycznej to osoby realizujące politykę proeuropejską. Zwycięstwo Macrona wzmocni Merkel w wyborach. Wybory we Francji mają dwa scenariusze – na szczęście drugi wydaje się być mniej prawdopodobny. Specjaliści przewidują zwycięstwo Macrona w stosunku 60% do 40%. Jednak w ostatnim czasie byliśmy świadkami różnych, dziwnych wyborów w wielu krajach, które były zaprzeczeniem opinii najlepszych specjalistów – w tym badania opinii publicznej – podsumował Arendarski.

Wyniki Rainbow Tours S.A. za 2016 rok

Przychody ze sprzedaży wygenerowane przez Rainbow Tours S.A. w okresie od 01 stycznia do 31 grudnia 2016 wyniosły 1.201,0 mln zł i są wyższe od przychodów osiągniętych w 2015 roku o 7,3%. Zysk netto wyniósł prawie 27,0 mln zł.

Na wzrost przychodów ze sprzedaży wpływ miało wiele czynników, wśród nich wzrost z tytułu sprzedaży imprez turystycznych oraz wzrost liczby klientów. W 2016 roku z oferty Rainbow (Spółki Dominującej) skorzystało ponad 330,3 tys. osób, co stanowi wzrost o 10,1% w stosunku do roku 2015, w którym z oferty biura skorzystało 300,1 tys. uczestników. Warto dodać, że w okresie sprzedaży sezonu „Lato 2016” liczba klientów wyniosła ponad 260,6 tys., co w odniesieniu do analogicznego okresu w roku poprzednim stanowi wzrost o około 8,6%. Najwyższą dynamiką wzrostu cechowały się sezony „Zima 2015/2016” oraz „Zima 2016/2017”. Łączna liczba uczestników w tych sezonach w 2016 roku wyniosła 69,7 tys. osób, a dynamika wzrostu wyniosła 16,0%. W przypadku oferty „Lato 2016” niekwestionowanym liderem stała się Grecja. Kolejnymi krajami chętniej odwiedzanym w 2016 roku w porównaniu do roku 2015 były: Hiszpania (wzrost o 35%), Portugalia (wzrost o 61%), Bułgaria ( wzrost o 27%) i Cypr ( wzrost o 70%). Wpływ na takie zmiany miała z całą pewnością sytuacja zewnętrzna, dzięki której znacznie zyskały kraje oceniane jako bezpieczne.

Pomimo wielu niesprzyjających warunków zewnętrznych (np. zamachy terrorystyczne, międzynarodowe wydarzenia sportowe) udało się nie tylko utrzymać, ale i znacznie poprawić wyniki i udziały w rynku (wzrost przychodów o 7,6%). Dowodzi to, iż Rainbow Tours S.A. prowadzi działalność o solidnych podstawach i mimo niesprzyjającego „otoczenia makro” broni się atrakcyjną i szeroką ofertą, mocnym brandem, przystępnymi cenami i bardzo efektywnie zorganizowaną siecią dystrybucyjną.

W każdym miesiącu Spółka notowała również wzrost sprzedaży, ale szczególnie poprawiła wyniki za IV kwartał 2016 roku, gdzie z racji standardowo „niskiego sezonu” w branży, trudno o wysokie przychody. Tym niemniej konsekwentnie budowana od kilku lat przez Spółkę strategia „specjalisty nr 1” od podróży egzotycznych przyniosła oczekiwane efekty.

W 2016 roku wszystkie dotychczasowe spółki Grupy Kapitałowej Rainbow Tours S.A. wypracowały dodatnie wyniki finansowe, co również miało wpływ na poprawę wyników Grupy. Szczególną uwagę należy poświęcić spółce Rainbow Hotels A.E. Hotel (White Olive Premium) po gruntownej renowacji uzyskał pełną zdolność operacyjną przed sezonem 2016 roku. Wyniki 2016 są zadowalające, gdyż wskazana spółka zależna wygenerowała około 295 tys. zł zysku. Ranbow zamierza dalej rozszerzać działalność w zakresie własnych hoteli. W planach jest wybudowanie kompleksu hotelowego White Olive Elite. Budowa planowana jest na parceli o powierzchni prawie 1 ha, i w którym docelowo będzie 190 pokoi o standardzie 5 gwiazdek.

Rainbow nie tylko dywersyfikuje ofertę i organizuje wyjazdy, prowadzi także działania w sektorze B2B, przede wszystkim w zakresie organizacji wyjazdów służbowych, integracyjnych, kongresów oraz konsolidacji i sprzedaży miejsc w samolotach czarterowych. Spółka wciąż rozwija własną sieć sprzedaży – liczba salonów firmowych sięga już ponad 150, przy czym obecnie już 3/4 z nich zlokalizowanych jest w centrach handlowych. Kolejnymi mocnymi filarami sprzedażowymi są: call center i sprzedaż internetowa, a także sprzedaż agencyjna.

Zarząd zdradził również strategię i plany na przyszłość. Wśród nich znalazły się między innymi: konsekwentna budowa silnej i rozpoznawalnej marki, rozbudowa własnych systemów rezerwacyjnych, rozbudowa sieci hotelowej w Grecji i dywersyfikacja przychodów w różnych sektorach usług turystycznych.

Dobry początek drugiego kwartału w polskim przemyśle

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström
Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström

W kwietniu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 54,1 punktu, co wskazuje na wyraźny wzrost gospodarczy w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski był wyższy niż w marcu br. (53,5 pkt), a kwietniowy odczyt wydłużył okres pozytywnych odczytów do 31 miesięcy.

W minionym miesiącu głównym czynnikiem mającym wpływ na poprawę warunków gospodarczych w polskim sektorze przemysłowym był wzrost liczby nowych zamówień zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych, co nieoficjalnie tłumaczone jest ożywieniem gospodarczym w Europie.

Równolegle do zamówień wzrosła również, choć nie tak gwałtownie, produkcja, której poziom był odpowiedzią na rosnący popyt na polskie produkty i pozytywne sygnały płynące z sektora.

Zwiększona produkcja oraz nowe zlecenia przełożyły się na znaczący wzrost poziomu zatrudnienia (najszybszy od czterech miesięcy) oraz narastające problemy dostawców i wzrost opóźnień w dostawach.

Tempo inflacji zwolniło do najniższego poziomu od pięciu miesięcy pomimo gwałtownego wzrostu obciążeń kosztowych.

Kwietniowy poziom indeksu PMI rozpoczął kolejny bardzo dobry kwartał w polskim przemyśle, co wpłynęło pozytywnie na optymizm krajowych przedsiębiorców oraz prognozy dot. 12-miesięcznej produkcji, które były najlepsze od 14 miesięcy.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael Ström

Inwestorzy wracają do normalnego handlu

Inwestorzy szukają więcej powodów do optymizmu niż zmartwień, co na rynku objawia się nowymi rekordami na Wall Street, ale też odejściem od obligacji, złota i jena. Dolar czeka na komunikat FOMC, ale bez większych nadziei na wskazówki. Funt ponownie cierpi przez ciemną stronę negocjacji Brexitu. Złoty jest stabilny, choć po zeszłym tygodniu sprawia wrażenie zmęczonego rajdem.

Poniedziałek był czasem świątecznej przerwy na wielu rynkach w Azji i Europie i dopiero dziś przechodzimy do normalnego handlu. Sygnały z USA są względnie pozytywne i wspierające apetyt na ryzyko, jaki buduje się od ubiegłego tygodnia, przy generalnym skupieniu większej uwagi na pozytywnych elementach. Kongresowi USA udało się uniknąć wstrzymania pracy administracji publicznej i przegłosować tymczasowe podwyższenie zadłużenia, aby w ciągu tego tygodnia uchwalić trwalsze rozwiązanie. Doniesienia z Korei Północnej przestały już przyciągać uwagę, a przodującym tematem są nowe rekordy czołowych spółek z Wall Street. Dziś rano na starcie handlu w Europie także widać, że apetyt na ryzyko ma się dobrze.
USD nie znajduje wyraźnego tematu do nadania kierunku. Częściowo oczekiwania na komunikat FOMC (środa) i raport z rynku pracy (piątek) paraliżują traderów. Powszechnym przekonaniem jest, że Fed podniesie stopy procentowe w czerwcu, ale teraz nie da sygnałów, że taki ma plan. Z kolei rynek pracy w kwietniu trafił na bardziej sprzyjające warunki atmosferyczne, co powinno przynieść odbicie w zatrudnieniu po słabym marcu. Jednak to za mało, by zbudować pozytywny pęd dla dolara. A informacje z ostatnich 24 godzin są raczej mieszane. ISM dla przemysłu za kwiecień spadł do 54,8 z 57,2 przy prognozie 56,5, choć bym się upierał, że to tylko oznaka, że dane nie są już „super-silne”, a tylko „silne”. Model GDPNow oddziału Fed z Atlanty szacuje, że wzrost gospodarczy w drugim kwartale może sięgnąć nawet 4,3 proc. Ta wartość będzie się wielokrotnie i mocno zmieniać w kolejnych tygodniach, jednak warto pamiętać, że słabość pierwszego kwartału (0,7 proc.) nic nie mówi o sile gospodarki w kolejnym okresie.

Dolar dobrze radzi sobie wobec jena i USD/JPY atakuje 112 z pomocą rentowności długu USA. Oprocentowanie 10-latek zbliżyło się do 2,34 proc. po słowach sekretarza skarbu USA Mnuchina, że emisja obligacji długoterminowych (30+ lat) „absolutnie ma sens”. Większa podaż oznacza niższe ceny i wyprzedaż papierów ciągnie rentowności w górę. A spadek apetytu na bezpieczne aktywa tylko podsyca wyprzedaż jena. Tymczasem na EUR/USD nie widać zbyt wiele ruchu. Opór na 1,0950 okazał się zbyt solidny, by złamać go w pierwszej eksplozji euforii po wynikach pierwszej tury wyborów we Francji. Rynek oczami wyobraźni widzi Macrona w fotelu prezydenta Francji, ale kolejna fala aprecjacji euro może być wstrzymana do czasu, aż zyskamy pewność, że Le Pen przegrała.

Okres ulgi dla funta najwyraźniej dobiega już końca, gdyż rozmowy w sprawie Brexitu pokazują swoje brzydkie oblicze. Popularnym tematem rozmów w poniedziałek były doniesienia prasowe, że ostatnie rozmowy premier Wielkiej Brytanii Theresy May z szefem KE Junckerem nie poszły dobrze. Do tego stopnia, że Juncker miał stwierdzić, że rząd brytyjski „żyje w odrębnej galaktyce” w kwestii oczekiwań względem Brexitu. Rząd brytyjski wolał nazwać sytuację „nie za dobrym zrozumieniem fundamentów”, ale łącznie potwierdza to nasze obawy, że przyspieszone wybory parlamentarnej na Wyspach, jakkolwiek mogą wzmocnić pozycję rządu May, tak w żadne sposób nie umniejszają szans na „twardy Brexit”. Jeśli tak, to Brytyjczycy mają się czego obawiać, wpłynie to na ich decyzje konsumenckie i inwestycyjne i będzie ściągać w dół tempo ożywienia. Bardzo nieprzyjemny mix czynników dla GBP.

RBA zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopę kasową na 1,50 proc. W komunikacie bank zabrzmiał optymistycznie, podkreślając poprawę na rynku pracy i zbliżanie się inflacji do prognoz RBA. Jednocześnie bank widzi zagrożenia w słabej presji płacowej. Rynek spodziewał się bardziej wyważonego komunikatu, jeśli nie większego podkreślenia obaw. Z decyzją RBA za nami, rynek będzie miał łatwiej grać AUD (ale też NZD) w oparciu o poprawę sentymentu.
Dziś w Europie jest dzień z kwietniowymi odczytami indeksów PMI dla przemysłu. Dane z Eurolandu są głównie rewizją wstępnych szacunków, więc zainteresowanie nimi będzie najmniejsze. Wskaźnik z Wielkiej Brytanii powinien potwierdzić sygnały z innych segmentów gospodarki o słabnięciu ożywienia, więc może tu znaleźć się kolejny powód dla przeceny funta. W Polsce PMI pobił oczekiwania odczytem na 54,1 przy konsensusie 53,9. Rynek złotego pozostaje stabilny z EUR/PLN dryfującym w przedziale 4,21-4,23, choć po zeszłym tygodniu sprawia wrażenie zmęczonego rajdem. Jednak 4,25 powinno hamować korekty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ile na czarnym rynku kosztują nasze dane osobiste?

Ile naprawdę warte są nasze dane? To pytanie niezwykle zasadne w obecnych czasach, gdy cyberprzestępcy polują nie tylko na instytucje finansowe, ale też na dane osobiste przeciętnych obywateli. Zagłębiając się w świat skradzionych informacji osobistych, znajdziemy szeroką gamę cen w zależności od źródła ich pochodzenia, rodzaju danych czy ich objętości. Eksperci Fortinet wskazują, ile w przybliżeniu mogą na czarnym rynku takie dane kosztować.

Na początku warto zwrócić uwagę, że przestępcy wykradający dane finansowe napotykają na trzy główne problemy: skalę wykrywania oszustw, tempo, w jakim odkrywają je organy ścigania oraz bieżące śledzenie podejrzanej aktywności w internecie.

Poza tym pojawiają się problemy dotyczące długowieczności skradzionych informacji. Dotyczy to przede wszystkim numerów kart kredytowych, kodów PIN oraz informacji o kontach bankowych.

Banki oczywiście są zainteresowane obniżeniem kosztów oszustw w ramach obsługiwanych przez nie kont. W dodatku większość banków oferuje alerty dotyczące oszustw na kartach kredytowych. Wiele osób ma oddzielne karty do celów biznesowych i osobistych, które mogą być wydawane przez różne banki. Szczegóły dotyczące każdego zakupu karty przychodzą jako powiadomienie na telefon komórkowy, zazwyczaj w ciągu kilku sekund od zakończenia transakcji. Aby utrzymać konkurencyjność, banki muszą nadążyć za rynkiem, regulatorami i trendami konsumenckimi. Wykrywanie oszustw jest przewagą konkurencyjną z punktu widzenia kosztów i zaufania klienta.

Numery kart kredytowych

Ważne numery kart można kupić już za około pół dolara. Jeśli karta kredytowa ma przypisane nazwisko, PIN i inne ważne informacje, to według analizy Fortinet jej cena może wzrosnąć do 2–2,5 dolara.

Konta bankowe

Konta bankowe są nieco trudniejsze do wyceny. Ogólnie można założyć, że wartość ważnego konta bankowego z dołączonymi danymi logowania różni się w zależności od kwoty na nim zgromadzonej. W zeszłym roku osadzona w więzieniu została osoba, która za sprzedaż danych z jednego konta pobierała… 10 dolarów. Rachunki te miały salda w wysokości od 100 do 500 dolarów, więc wypłaty środków (jeśli udało się je zrealizować) w porównaniu z inwestycją były stosunkowo wysokie.

W przypadku kont ze środkami przekraczającymi 20 tysięcy dolarów cena wzrastała do 70 dolarów w zamian za pełne dane logowania. Ponownie jest to informacja pochodząca od pojedynczej osoby aresztowanej za prowadzenie takiego nielegalnego biznesu.

Podstawowe informacje o kontach bankowych nie kosztują wiele. Istnieją nawet takie, za które trzeba zapłacić mniej niż jednego dolara.

Dokumentacja medyczna

Ten przypadek jest znacznie ciekawszy, ponieważ rejestry medyczne mają wyższą wartość niż bardziej powszechne typy informacji finansowych. Obecnie kosztują od 10 do 20 dolarów za rekord, a informacje o ich wartości są szerzej dostępne i dokładniejsze w porównaniu do informacji o cenach za konto bankowe.

Konta Yahoo!

Kradzież danych użytkowników Yahoo! w 2013 roku była prawdopodobnie największą w historii, a przynajmniej największą, o której wiemy. Według różnych raportów hakerzy zdobyli wówczas  około miliarda danych. Każda z trzech kopii całego skradzionego zestawu została sprzedana w cenie 300 tysięcy dolarów.

Podsumowanie

Metody cyberprzestępców stają się coraz bardziej wyrafinowane. Wiedzą, że rejestry medyczne są niezwykle cenne, a sektor opieki zdrowotnej pozostaje wyjątkowo wrażliwy. Tam, gdzie inne sektory, takie jak usługi finansowe, dokonały znacznych inwestycji w bezpieczeństwo, służba zdrowia nadal pozostaje w tyle. W tej sytuacji, jak wskazują eksperci Fortinet, cyberprzestępczy model biznesowy polegający na handlowaniu danymi dostępu do kont bankowych i kart kredytowych zaczyna być domeną amatorów i przestępców o małej wyobraźni.

USD/PLN szuka odbicia

W pierwszym dniu maja część rynków, z walutowym na czele, pracowała bez zmian. W USA odnotowano wzrosty na parkietach akcyjnych. Spadki zagościły na rynku metali oraz ropy.

W święto pracy, kojarzone w Polsce ciągle głównie z poprzednią epoką, krwiobieg kapitalistycznego systemu, czyli rynki finansowe, działały w najlepsze. O ile na rynkach walutowych panował łatwy do przewidzenia marazm, o tym na rynkach towarowych widoczny był ruch. Tak więc ceny ropy spadły na zamknięciu o blisko 1%. Jeszcze większe spadki zagościły na rynku metali szlachetnych. Złoto traciło 0.9%, a srebro ponad 2%. Jedynie rynek miedzy zdołał odnotować wzrosty.

Amerykańskie indeksy giełdowe zyskiwały. Największe wzrosty odnotował indeks spółek technologicznych Nasdaq, zyskując ponad 0.7% i kończąc dzień na rekordowo wysokim poziomie. Dziś sytuacja powinna być bardziej ożywiona. Poznaliśmy opublikowany w nocy raport Banku Japonii. Za nami jest też już posiedzenie banku centralnego Australii – RBA pozostawił stopę procentową na niezmienionym poziomie. Oprócz tego królować będą indeksy PMI – również z polskiego rynku.

usdpln02052017r

Rynek USD/PLN ma ostatnią szansę na uratowanie trendu wzrostowego. Wykres znajduje się tuż poniżej dolnej linii kanału skierowanego na wzrosty. Równocześnie jest wystarczająco blisko środkowej linii kanału spadkowego, aby odbić się. Do pełni szczęścia bykom potrzebne jest jednak pokonanie 3.95, a najlepiej 4.0. Dopiero wtedy można będzie mówić o zażegnaniu widma spadków. Kolejne wsparcie mamy na 3.8.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Długie weekendy nie muszą być dla firm sezonem martwym. Można je wykorzystać na porządki, przeprowadzki i prace nad nowymi pomysłami

Długie weekendy nie muszą być dla firm sezonem martwym. Można je wykorzystać na porządki, przeprowadzki i prace nad nowymi pomysłami 12

Spokojne zastanowienie się nad strategią firmy i nowym podejściem do projektów, integracja zespołu czy po prostu porządki i reorganizacja w firmie – na wszystkie te działania można wykorzystać długie weekendy i okresy okołoświąteczne, gdy większość kontrahentów zwalnia obroty. Taki okres wcale nie musi oznaczać dla przedsiębiorców tylko kosztów związanych z przestojem.

Musimy się nastawić na to, że w każdym roku są okresy, gdy trudno jest pracować. Przed świętami Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy podczas długiego weekendu możemy się skupić na rzeczach, na które przeważnie nie ma czasu. To może być przemyślenie strategii, szkolenie, zorganizowane imprezy i „team building”, bo stres spada, jest więcej czasu, a to jest bardzo ważne dla lepszej współpracy – mówi agencji informacyjnej Newseria  Alain Kaj, prezes zarządu Inventage. – Kiedy jest mniej stresu, umysł jest bardziej otwarty i można się nauczyć wielu drobnych rzeczy, a nawet wpaść na nowe pomysły.

Jak wyliczyła Konfederacja Lewiatan, każdy dzień ustawowo wolny od pracy to łącznie dla firm koszt rzędu 3,5 mld zł, z czego jedna trzecia to koszty związane z pracownikami. Dla kraju to z kolei obciążenie rzędu 0,3 proc. PKB. Jednak dni pomiędzy świętami w organizacjach nie muszą być stracone. Choć wiele osób wykorzystuje w tym czasie urlop, część kontrahentów jednak pracuje, co jest świetną okazją do poświęcenia im większej uwagi. Trzeba tylko zaplanować kontakty z tymi klientami, którzy zostają na stanowiskach.

Sezonu martwego kiedyś było dużo więcej, np. w lipcu i sierpniu trudno było cokolwiek zrobić. Dzisiaj w biznesie ludzie już nie biorą kilkutygodniowych urlopów, korzystają z nich częściej, ale w krótszych odcinkach, co oznacza, że nawet w sezonie martwym możemy pewne rzeczy robić, kluczem do sukcesu jest działanie z wyprzedzeniem – radzi Alain Kaj. – Jeżeli często się rozmawia z klientami, wiemy, kto idzie na urlop, a kto będzie miał luźniejszy czas. Jeżeli mamy dobry CRM, dobry program, który zbiera takie informacje, to można sobie spokojnie zaplanować tydzień, który nie będzie martwy, a nawet będzie bardzo aktywny.

Alain Kaj podkreśla też, że okres rozluźnienia jest w pracy potrzebny dla regeneracji sił do dalszych zadań, zwłaszcza w przypadku osób na kierowniczych stanowiskach, których późniejsza absencja spowodowana wyczerpaniem mogłaby spowodować więcej szkód w płynnej pracy firmy niż kontrolowany okres ograniczonego wysiłku.

Posłużę się porównaniem sportowym: nie można cały czas biec sprintem – przekonuje prezes Inventage. – Raczej należy traktować pracę jak maraton – to długi dystans i trzeba przygotować się do tego, żeby tempo było coraz większe. Ale nie można narzucać sprintu na długim dystansie, bo wyczerpanie powoduje osłabienie organizmu i choroby, a kiedy jedna osoba, w dodatku ważna dla organizacji, ma osłabiony organizm i zaczyna chorować, to może mieć to niedobre skutki dla całej firmy.

Warto również poświęcić ten czas na czynności dodatkowe, na które nigdy nie ma czasu, a które podniosą komfort pracy, gdy firma wróci do normalnego trybu funkcjonowania. Mogą to być porządki, posegregowanie i wyrzucenie niepotrzebnych papierów, przemeblowanie pokoi, wreszcie przygotowanie planu pracy na kolejny tydzień, by od razu po długim weekendzie ruszyć do nowych zadań.

Spokojne okresy można też wykorzystać do zastanowienia się nad tym, jak można by zmienić pewne rzeczy w firmie, np. czy nie warto zmienić miejsca – mówi Alain Kaj. – Martwy sezon mógłby posłużyć do zrobienia małych przeprowadzek i porządków jak w domu. Przez ten martwy sezon można tak przygotować swoje biuro i swoją pracę, żeby od razu mieć listę zadań do wykonania i być na nie przygotowanym. Jak jest porządek w biurach, to jest porządek w głowie, a gdy jest porządek w głowie, człowiek się lepiej czuje i może lepiej pracować, spokojnie i z korzyścią dla wszystkich.