Chiny idące na wzrost mają globalne implikacje

Wzrost gospodarczy Chin spadł w zeszłym roku do zaledwie 3 proc, czyli blisko połowę mniej niż przewidywane przez rząd 5,5 proc. Te słabe wyniki skłoniły władze do rezygnacji z trzyletniej polityki „zero covid” i przejścia na wzrost poprzez ponowne szybkie otwarcie drugiej co do wielkości gospodarki świata. To daje globalny impuls ekonomii – od surowców po europejskie akcje.

Ponowne otwarcie chińskiej gospodarki i odporność grudniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej dają nadzieję, że odbicie w 2023 roku będzie silniejsze niż oczekiwano. Prognozuje się, że gospodarka wzrośnie w tym roku o 5 proc., co czyni ją jedyną główną gospodarką świata, która w tym roku może przyspieszyć.

Stanowiłoby to dużą polisę ubezpieczeniową przed globalną recesją, działałoby jako wiatr w żagle dla akcji narażonych na chiński wzrost od HSBC do Rio Tinto. Byłoby przy tym impulsem dla towarów, których Chiny są największym nabywcą.

Ben Laidler, eToro

Koniec taniego franka? Kryptowaluty w natarciu

Kolejne dane makroekonomiczne nie mają wpływu na kurs złotego względem euro. Kończy się epoka franka poniżej 4,70 zł. W tle jednak odbicie kryptowalut.

Inflacja bazowa rośnie mniej, niż sądzono

Polska dołącza do klubu państw, gdzie oprócz spadku inflacji konsumenckiej mamy jednak wzrost inflacji bazowej. Jak łatwo się domyślić, członkowie banków centralnych nie wychodzą teraz opowiadać o tym, że wzrost cen wynika z czynników wewnętrznych mimo sprzyjającego otoczenia na rynku surowców energetycznych. Na razie inflacja bazowa wynosi 11,5% w Polsce, co daje sporo miejsca dla spowolnienia tempa wzrostu cen. Nie należy jednak mylić spowolnienia tempa wzrostu ze spadkiem cen. Nikt nie mówi, że w sklepach będzie taniej, po prostu ceny przestaną rosnąć tak szybko. Zresztą w sklepach codziennie obserwujemy głównie zmiany cen żywności, a to znacznie bardziej złożony temat. Rynki walutowe przyjęły te dane spokojnie.

Koniec taniego franka?

Przez chwilę frank zanurkował do 4,65 zł. Dla osób z kredytami frankowymi kiedyś ten poziom wydawał się niemożliwy. Teraz uchodził za super promocję, bo to najniższy poziom od ponad pół roku. Odbicie wynika jednak z czynników globalnych. Na rynku doszło bowiem do silnego umocnienia franka względem euro. Tylko przez kilka dni był bowiem frank słabszy od euro. Teraz znów za jedno euro nie da się kupić jednego franka. Analitycy nie są zgodni co do podstaw tego ruchu. Część z nich wskazuje na fakt, że przy tych poziomach Bank Szwajcarii mógł uzupełniać swoje rezerwy walutowe. Z czasem po danych o zmianach poziomów rezerw zobaczymy, czy to był powód odbicia.

Kryptowaluty w natarciu

Na rynku wielu analityków przewiduje (mniejsze niż dotychczas sądzono) podwyżki stóp procentowych w USA. Ma to wpływ na preferencje inwestorów. Niższa pewna stopa zwrotu powoduje, że rozglądają się oni za alternatywami, często również tymi ryzykownymi. Dobrym dowodem na potwierdzenie tej koncepcji jest nie tylko hossa na giełdach, ale również to, co się dzieje chociażby na kryptowalutach. Główna kryptowaluta, którą jest bitcoin, wyskoczyła w górę od początku roku o imponujące 28% w górę. Podobne wzrosty notują inne duże kryptowaluty. Nie znaczy to oczywiście, że nie jest to kolejny wzrost, w którym kolejni gracze znajdą dobry moment do zamknięcia inwestycji, a rynek znów zanurkuje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Crowdfunding w Polsce

Crowdfunding, jako forma inwestowania oraz pozyskiwania inwestorów, rozwija się dynamicznie w Polsce już od kilku lat. Finansowanie społecznościowe – dosłownie tłumacząc nazwę, otworzyło możliwości inwestycyjne i finansowe, które do tej pory dostępne było wyłącznie dla nielicznych, dlatego też wobec crowdfundingu mówi się, że dąży do demokratyzacji rynku inwestycyjnego.

Crowdfunding, niezależnie od definicji czy rodzaju, ma stałe elementy, takie jak:

  • przeprowadzanie zbiórek, które następuje za pośrednictwem Internetu – platformy finansowania społecznego (platformy crowdfundingowej),
  • liczba inwestorów jest nieograniczona,
  • zbiórki mają charakter finansowy,
  • otwarty charakter przeprowadzanych zbiórek, tj. cele zbiórek i kwoty potrzebne do ich realizacji są jasno określone, można brać w nich udział z dowolnego miejsca na świecie, udzielając wsparcia w wybranej wysokości.

Dynamiczny rozwój crowdfundingu w Polsce pokazał z jak dużą luką mieliśmy do czynienia na rynku finansowym i inwestycyjnym. Crowdfunding umożliwiając wspieranie ciekawych, innowacyjnych, pożytecznych w ocenie inwestorów projektów, pozwolił stworzyć nowe, szerokie możliwości finansowania dla przedsiębiorców i właścicieli projektów.

Dla przedsiębiorców czy też właścicieli projektów crowdfunding stwarza szansę wejścia na rynek i udziału w nim razem z dużymi podmiotami, jest również możliwością rozwijania działalności na dużo większą skalę, czy też wdrożenia innowacyjnych projektów.

Dwa najliczniej wykorzystywane przez Przedsiębiorców na polskim rynku modele crowdfundingu, to:

  • crowdfunding udziałowy (inwestycyjny) – gdzie inwestor po wybraniu oferty i dokonaniu wpłaty środków otrzymuje w zamian udziały;
  • crowdfunding pożyczkowy – gdzie inwestor udziela pożyczki a pożyczkobiorca dokonuje spłaty otrzymanych środków, na warunkach przedstawionych w zawartej z inwestorem umowie, wraz z odsetkami.

W przypadku natomiast crowdfundingu pożyczkowego, na rzecz inwestorów mogą zostać ustanowione zabezpieczenia zarówno w formie rzeczowej jak i osobistej.

Najczęściej stosowaną formą zabezpieczenia osobistego w crowdfundingu pożyczkowym jest:

  • weksel,
  • poręczenie wekslowe,
  • poręczenie,
  • poddanie się egzekucji.

W przypadku zabezpieczeń rzeczowych, najczęściej zastosowanie znajdują:

  • hipoteka,
  • zastaw zwykły,
  • zastaw rejestrowy,
  • blokada środków na rachunku bankowym.

W każdym przypadku crowdfundingu, relacja łącząca strony oparta jest na szansie uzyskania obustronnych korzyści. Inwestor w szczególności pomnaża zainwestowane środki w postaci umówionego procentu, produktu, udziałów czy akcji, dywidendy lub innych, a poszukujący kapitału uzyskuje możliwość sfinansowania zaplanowanego przedsięwzięcia.

Autor: r. pr. Anna Bobowska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Waloryzacja czynszów w 2023 r. – wskażnik waloryzacyjny GUS wynosi 14,4%

Najmujący mieszkania na podstawie kilkuletniej umowy muszą się w tym roku liczyć z 14,4% podwyżką czynszu. Portal GetHome.pl sprawdził, czy roczne umowy najmu mogą być dla najemców tańszym rozwiązaniem.

Do umów najmu zawieranych na dłużej niż rok wynajmujący wpisują tzw. klauzulę waloryzacyjną. Zgodnie z ustawą o ochronie praw lokatorów umożliwia ona podwyższenie czynszu o „średnioroczny wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w poprzednim roku kalendarzowym”. Taki inflacyjny wskaźnik ogłasza w połowie stycznia prezes GUS – wyjaśnia ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. I dodaje, że najnowszy wskaźnik wynosi 14,4%, co oznacza, że z taką podwyżką czynszu muszą się w tym roku liczyć najemcy długoterminowi. W przypadku czynszu w wysokości 2,5 tys. zł podwyżka wyniesie ok. 360 zł.

Wielu najemców może przeżyć szok. Tym bardziej, że w poprzednich latach wskaźniki waloryzacyjne były  zdecydowanie niższe. Oczywiście można  poprosić wynajmującego, żeby zrezygnował z inflacyjnej podwyżki lub zgodził się na mniejszą – mówi Marek Wielgo.Wyk. 1 - Komunikat-waloryzacja czynszu 2023-wskażnik waloryzacyjny

Równocześnie zwraca uwagę, że w praktyce długoterminowe umowy najmu są wciąż rzadkością w naszym kraju. Zwykle są one zawierane na rok z możliwością wydłużenia. Dla wielu wynajmujących zakończenie umowy najmu jest więc okazją do tego, aby podnieść czynsz. Oczywiście o ile warunki rynkowe na to pozwalają.

W ostatnich latach taki sposób „waloryzacji” był dla najemców mniej korzystny od inflacyjnego. Np. w 2022 r. właściciele mogli podnieść czynsz swoim wieloletnim najemcom „tylko” o 5,1%. Przy czym nie ma w tym przypadku znaczenia lokalizacja, powierzchnia czy standard mieszkania. Natomiast rynkowy wzrost czynszu przekroczył w ubiegłym roku 18%. W największych miastach podwyżki  były wyższe – mówi ekspert GetHome.pl.

GUS podał, że w grudniu 2022 r. opłaty na rzecz właścicieli wzrosły średnio aż o 18,1% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. Natomiast z danych AMRON  wynika, że w III kwartale ubiegłego roku średnia miesięczna stawka czynszu w Warszawie i Katowicach była o 22% wyższa niż rok wcześniej, a w Krakowie i Wrocławiu –  o ok. 25% . Tylko w Poznaniu podwyżka była zbliżona do średniej GUS. AMRON nie podał jeszcze danych za IV kwartał, ale z sygnałów docierających z rynku wynika, że utrzymała się tendencja wzrostowa.

Wyjątkowy pod tym względem był tylko rok 2020, gdy wskutek pandemii COVID-19 wielu wynajmujących mieszkania, zwłaszcza w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu zmuszonych było do obniżki czynszów. Popyt na nie wyraźnie się bowiem skurczył m.in. z powodu przejścia wielu uczelni na tryb zdalny. Z najmu rezygnowało też wielu cudzoziemców. Mogli więc zacierać ręce ci najemcy, którzy w 2019 r. lub na początku 2020 r. zdecydowali się na zawarcie rocznej umowy najmu. W przypadku jej wydłużenia o kolejny rok, mogli bowiem liczyć na obniżkę czynszu. Natomiast w 2021 i 2022 r. każde przedłużenie rocznej umowy najmu było dla wynajmujących okazją do podwyżki czynszu.

Jak wynika z danych serwisu Unirepo.pl, który analizuje oferty w 37 portalach ogłoszeniowych, sytuacja na rynku najmu wygląda wręcz dramatycznie pod względem liczby ofert. W listopadzie 2020 r. było ich 112,5 tys., rok później – 71 tys., zaś w listopadzie 2022 r. liczba unikalnych ofert (bez duplikatów) skurczyła się do 58,5 tys.

Ekspert GetHome.pl podkreśla, że poza czynszem wynajmujący pobierają również opłaty, których wysokość od nich nie zależy, np. za wodę i odbiór ścieków czy śmieci. Niestety, utrzymanie mieszkania jest najszybciej rosnącą pozycją w budżetach domowych wielu polskich rodzin. GUS podał właśnie, że w grudniu 2022 r. opłaty za mieszkanie, w tym opłaty za media były aż o 22,8% wyższe niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Tempo wzrostu jest więc znacznie szybsze od wskaźnika inflacji, który GUS oszacował na 16,6%. Najbardziej dotkliwe dla kieszeni właścicieli mieszkań i najemców były podwyżki kosztów ogrzewania i cen energii. Np. opał podrożał średnio o 83,1%, energia cieplna z sieci – 29,6%, a gaz – o 24,8%.  Kolejny rok z rzędu rosły opłaty za wywóz śmieci oraz za ścieki – tym razem średnio odpowiednio o 7,9% i 9,8%.  Akurat te podwyżki były niższe od wskaźnika inflacji.

Wyk. 2 - Komunikat-waloryzacja czynszu 2023-opłaty za mieszkanie
Autor: GetHome.pl

Sztuczna inteligencja zmieni ocenę ryzyka kredytowego

Angażowanie nowoczesnych rozwiązań do szacowania poziomu ryzyka kredytowego stanowi priorytet dla większości banków. Właściwie przeprowadzony proces zmiany ma szansę dać tym instytucjom przewagę konkurencyjną.

Warszawa (17 stycznia 2023 roku) – Na transformacji ryzyka kredytowego skupia się badanie „The Value of Credit Risk Transformations and the Role of AI”, przygotowane przez Global Association of Risk Professionals oraz SAS. 79 proc. ekspertów ds. ryzyka kredytowego uznaje CRT (ang. Credit Risk Transformation) za problem o średnim lub wysokim priorytecie w porównaniu z innymi transformacjami organizacyjnymi w bankowości. 55 proc. specjalistów przewiduje natomiast, że ich instytucje zakończą zmiany w zakresie CRT w ciągu dwóch lat, a 72 proc. określa optymalizację decyzji kredytowych jako swój główny cel w obrębie CRT.

Jeśli chodzi o proces transformacji ryzyka kredytowego, mamy do czynienia z sytuacją przebudowy samolotu w locie — tłumaczy Troy Haines, Senior Vice President i Head of Risk Research and Quantitative Solutions w SAS. — Cyfryzacja wymaga zrozumienia zaawansowanej analityki oraz jej integracji z aktualnymi operacjami, a skuteczne przeprowadzenie tych działań może zająć trochę czasu. To, że banki tradycyjnie skoncentrowane na ROI (ang. Return on Investment) starają się dokonać transformacji ryzyka kredytowego w zawrotnym tempie, jako istotnego celu biznesowego, pokazuje, jak krytyczne znaczenie dla instytucji finansowych ma pomiar ryzyka kredytowego — akcentuje Troy Haines.

Trudne obszary CRT z perspektywy specjalistów

Digitalizacja, m.in. w następstwie pandemii COVID-19, rozwinęła się w wielu branżach i sektorach, w tym w bankowości. Coraz większego znaczenia nabiera również model „phygital”, który polega na łączeniu wirtualnych i rzeczywistych punktów kontaktu (ang. physical-digital). Zaawansowana analityka, uczenie maszynowe i automatyzacja będą miały zasadnicze znaczenie w budowaniu nowoczesnej bankowości. Jednak ankietowani eksperci ds. ryzyka sygnalizują, że ich organizacje nie są gotowe do wykorzystania tych technologii w swoich działaniach CRT. Zapytani o najtrudniejsze obszary transformacji, specjaliści ds. ryzyka określili trzy, które jednocześnie uznają za najważniejsze:

  • zaawansowana analityka — sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe (48 proc. wskazań)
  • automatyzacja i usprawnianie procesów (47 proc.)
  • lepsze zarządzanie danymi klientów (45 proc.).

To jasne, że banki zrobiły znaczne postępy w swoich wysiłkach związanych z transformacją ryzyka kredytowego — komentuje Christopher Donohue, Managing Director w Global Association of Risk Professionals. — Jednak nadal jest wiele do poprawienia w zakresie integracji AI i uczenia maszynowego, lepszego zarządzania danymi klientów oraz optymalizacji procesu podejmowania decyzji kredytowych.

Coraz więcej AI i ML

Z badania GARP i SAS wynika dodatkowo, że ponad połowa pytanych już korzysta w swoich organizacjach ze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego lub zacznie stosować te technologie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wspomniane rozwiązania są obecnie najczęściej wykorzystywane do automatyzacji przetwarzania danych (62 proc.) i do scoringu kredytowego (58 proc.). Jak uzupełnia Head of Risk Decisioning na region EMEA w SAS, Zeynep Salman: — Zrozumienie i skuteczne zastosowanie zaawansowanej analityki jest niezbędne, aby banki mogły w pełni wykorzystać potencjał transformacji procesów ryzyka kredytowego.

Transformacja to nie tylko zmiana technologiczna

Obecna sytuacja na rynkach finansowych generuje dodatkowe wyzwania dla zarządzających ryzykiem, którzy realizując procesy CRT, przygotowują się do podejmowania decyzji biznesowych w coraz bardziej zmiennym i trudnym decyzyjnie otoczeniu. — Polskie doświadczenia ostatnich kwartałów i okresu związanego z COVID-19 jasno wskazują, że polskie instytucje są obecnie na etapie „re-imagine my busienss”. To znaczy coraz częściej i bardziej odważnie w procesach kredytowych wykorzystują testy warunków skrajnych oraz analizy wrażliwości wsparte zaawansowanymi modelami zmian czynników mikro- oraz makroekonomicznych, a także innymi zdobyczami z procesów CRT — tłumaczy Łukasz Libuda, Customer Advisory Manager w SAS. — W dobie inflacji i wysokich stóp procentowych tematem kluczowym staje się również precyzyjne prognozowanie bilansu i przyszłych wyników, z uwzględnieniem zarówno zmieniającego się zachowania klientów (w tym rosnący odsetek klientów windykowanych), aspektu zmienności rynków oraz innych elementów związanych z procesami i obszarami przedsiębiorstwa, o których mówi się w ramach ESG — dodaje ekspert SAS.

W badaniu „The Value of Credit Risk Transformations and the Role of AI” wzięło udział ok. 300 specjalistów z całego świata, którzy na co dzień zajmują się zarządzaniem ryzykiem w sektorze bankowym.

Masło kusi promocyjnymi cenami – o co chodzi?

Czy można w 2023 kupić tanio masło? Obecnie wiele osób bije na alarm, ponieważ cena kostki masła w ciągu dwóch lat wzrosła ponad dwukrotnie. Nie dość, że w ostatnich miesiącach została zmniejszona gramatura, to ceny poszybowały w górę tak, że wielu osobom nadal spędzają sen z powiek. Obecnie cena 8 zł za 200 g masła to norma, gdy kiedyś można było zapłacić około 3 zł za 250 g. Teraz można liczyć jedynie na promocje. Gdzie takie można znaleźć i jak z nich korzystać?

Masło – podstawowy produkt w każdym domu – czy aby na pewno?

Masło to dla wielu podstawowy produkt, który zawsze powinien być w domu. Służy do smarowania pieczywa, smażenia czy do pieczenia. Jest niezbędny w wielu gospodarstwach domowych, ale niektórzy nauczyli się żyć bez niego. Masło z powodu swoich cen i wysokiej zawartości kalorii zastępowane jest różnymi produktami przede wszystkim margaryną. Wiele osób wybiera słabsze odpowiedniki do gotowania i pieczenia, a jako smarowidło na kanapki stawia na margaryny, które mają imitować smak masła w kanapkach. Takie produkty mają inne składy i zawartości kalorii, co niektórzy cenią, inni nienawidzą.

W wielu domach masło jest zastępowane nie tylko przez margaryny, lecz także przez smarowidła innego typu. Na kanapkach spotyka się pasty i serki, które mają mniej kalorii i więcej wartości odżywczych. Wiele osób nauczyło się żyć bez kostek masła w domu, co wpływa na sytuację na rynku. Obecnie ceny masła napędzane są głównie przez firmy, które zajmują się na co dzień pieczeniem i gotowaniem, przez co potrzebują dużej ilości tego cennego produkty do tworzenia swoich wyrobów, tyczy się to głównie restauracji czy przedsiębiorstw produkujących torty, czy inne słodkie wypieki.

Cena masła w ostatnich miesiącach

Powoli obserwujemy, że cena masła w końcu się zatrzymała, a czasami nawet potrafi spać o kilka procent, aby stworzyć okazję do zakupu. Jednak przy nagłym wzroście, który nastąpił przez ostatnie dwa lata, ciężko o optymizm. Prawda jest taka, że w ciągu ostatnich miesięcy musieliśmy liczyć się z prawie trzykrotnym podbiciem cen. W 2020 roku można było zapłacić za 250 gramową kostkę masła około 3/4 zł. W styczniu 2023 roku mówimy już o 200 gramowej kostce masła za około 8/9 zł. Na szczęście ceny się zatrzymały i na ten moment przestały rosnąć.

Niektórzy twierdzą nawet, że ceny spadają. Przykładem tego jest Carrefour, w którym można kupić kostkę masła za 7 zł, co wielu uznaje za bardzo atrakcyjną i okazyjną cenę. Na promocjach masło może być dostępne jeszcze taniej. Ważne jest jednak to, aby śledzić sytuację na rynku i często sprawdzać oferty. Gazetka z promocjami sklepu Carrefour może być w rękach każdego, kto ma urządzenie z internetem. Wystarczy jedynie wejść na stronę https://blix.pl/sklep/carrefour/, aby w każdej chwili móc sprawdzić, jak wyglądają ceny masła w sklepie bądź jak prezentują się inne oferty, którym warto dać szansę.

Dlaczego cena masła spada?

Ciężko jest jednoznacznie powiedzieć, że cena masła spadła, chociaż obserwujemy zatrzymanie się jej rozwoju. W ostatnich miesiącach mierzyliśmy się nie tylko z sytuacją gospodarczo-polityczną i z szalejącą inflacją, lecz także z szybującymi cenami przed świętami Bożego Narodzenia. Obecnie możemy na chwilę odetchnąć od takich wydarzeń, co skutkuje niewielką obniżką cen. Łączy się ona również ze zmniejszonym popytem na masło, które w ostatnich miesiącach straciło dla wielu na znaczeniu. Coraz mniej osób kupuje drogie masło, przez co ceny trzeba obniżyć, aby to znowu zaczęło trafiać do konsumentów.

Istotne jest to, że cena masła jest zależna od wielu czynników. Przede wszystkim zależna jest ona od gospodarstw rolniczych, które dostarczają mleko. Jednak to nie jedyny element ceny. Liczy się również koszt opakowań, produkcji oraz dystrybucji produktu, dlatego na cenę kostki masła wpływają różnorodne czynniki, które regulują ceny.

Prognoza cen na najbliższe miesiące

Na ten moment wielu ekspertów twierdzi, że cena masła nie wzrośnie. Zostaniemy w najbliższym czasie przy tych 7/8 złotych za 200 gramową kostkę. Na ten moment nie musimy obawiać się cen na poziomie 10 czy 12 złotych, które prognozowano jeszcze kilka miesięcy temu. Obecnie możemy się cieszyć z zatrzymania się podwyżek cen masła, jednak to nie oznacza, że nie warto korzystać z promocji. W wielu sklepach dostępne są oferty, które przyciągają uwagę. Czasami można kupić masło nawet za 6 zł. Warto śledzić różnorodne promocje i wykorzystywać okazję, aby móc jak najwięcej pieniędzy zaoszczędzić i cieszyć się z tańszych, ale dobrych produktów w swoim domu.

Bain&Co.: Polacy mocno ograniczą wydatki na wyjścia do kina i restauracji

Z powodu trudnej sytuacji ekonomicznej oszczędności gospodarstw domowych najbardziej odbiją się na wydatkach na rozrywkę i jedzenie na mieście, wynika z badania firmy doradczej Bain & Company. Polacy planują mocno ograniczyć wyjścia do restauracji, kina czy na koncerty, a czas wolny deklarują poświęcić w większym zakresie na aktywność sportową, czytanie książek lub serwisy społecznościowe.

Jak pokazało badanie, Polacy pięć razy częściej deklarują chęć zmniejszenia wydatków na usługi gastronomiczne i rozrywkę niż na zakup produktów spożywczych. Niemal 60 proc. ankietowanych przewiduje, że w tym roku rzadziej będzie chodzić do restauracji, a około 40 proc. deklaruje, że jeżeli zdecyduje się na posiłek poza domem będzie szukać tańszych lokali. Grupą, która najbardziej ograniczy korzystanie z usług gastronomicznych, są osoby powyżej 45 roku życia.

Drożyzna i widmo spowolnienia gospodarczego powodują, że Polacy zaciskają pasa. Najtrudniej jest zawsze ograniczyć wydatki na żywność, a najłatwiej na rozrywkę i posiłki na mieście – mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – Jak wynika z naszego badania, ponad dwie trzecie respondentów w ubiegłym roku częściej decydowało się na gotowanie w domu, by oszczędzić na posiłkach w restauracjach.

Z powodu oszczędności konsumentów ucierpią zarówno lokale typu fast food, jak i serwujące bardziej wykwintne i droższe dania. Około 39 proc. respondentów zamierza też ograniczyć korzystanie z usługi dowozu jedzenia. Na odpływ klientów muszą się też przygotować firmy oferujące diety pudełkowe. Prawie połowa ankietowanych twierdzi, że w tym roku będzie rzadziej będzie korzystać z tych usług.

W podobnym zakresie polscy konsumenci planują redukować wydatki na rozrywkę. Około 42 proc. respondentów zmniejszyło już w ubiegłym roku wydatki na tradycyjne jak i cyfrowe formy rozrywki. Ponad jedna czwarta respondentów zamierza ograniczyć wyjścia do kina, a jedna piąta na koncerty. Cięcia w wydatkach deklarowane są przez konsumentów również w odniesieniu do gier wideo czy płatnych serwisów streamingowych.

Po pandemicznym wzroście popularności serwisów streamingowych i gier wideo, coraz więcej Polaków zamierza spędzać mniej czasu przed ekranem. Zjawisko to może być tłumaczone zmęczeniem stacjonarnymi formami rozrywki i chęcią większej dbałości o zdrowie – uważa Patryk Rudnicki. Wśród wszystkich grup wiekowych widzimy wyraźny zwrot w kierunku tradycyjnych form spędzania czasu wolnego, takich jak czytanie książek czy aktywność fizyczna. Wiąże się to też z niższymi wydatkami, gdyż te formy spędzania czasu są zazwyczaj tańsze niż usługi cyfrowe. Warto pamiętać, że deklaracje konsumentów czasem nie mają później pokrycia w rzeczywistości. Jednak wyniki naszych badań pokazują dość spójny obraz preferencji spędzania wolnego czasu w obliczu inflacji i spowolnienia gospodarczego oraz nowych realiów życia po pandemii.

Jak wynika z badania, płatne serwisy wideo mogą ucierpieć najbardziej. Liczba subskrypcji może spaść w tym roku o prawie 20 proc. W najmniejszym stopniu cięcia wydatków prawdopodobnie dotkną serwisów oferujących audiobooki i e-booki, tego rodzaju platformy w ostatnim czasie zyskują w Polsce na popularności. Ponadto, prawie jedna trzecia ankietowanych chce zastąpić płatne serwisy streamingowe darmowymi usługami oferowanymi przez YouTube czy TikTok, jak również więcej czasu poświęcać na media społecznościowe.

Internetowe badanie zachowań konsumenckich międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie Polaków na platformie Dynata w czwartym kwartale 2022 roku.

Dyrektywa Omnibus – UOKiK sprawdza oznaczenia promocji, ruszą kontrole Inspekcji Handlowej

Do 40 przedsiębiorców z branży e-commerce, w tym największych platform sprzedażowych, drogerii, sieci sklepów z ubraniami czy sprzętem elektronicznym, UOKiK wysłał pisma dotyczące możliwych nieprawidłowości we wdrażaniu nowych przepisów. Chodzi o obowiązujące od początku stycznia regulacje, które zobowiązują do informowania klientów o najniższej cenie produktu bądź usługi z ostatnich 30 dni poprzedzających promocję. W nadchodzących dniach ruszyć mają również kontrole Inspekcji Handlowej w sklepach stacjonarnych sześciu największych sieci handlowych. – Zarówno my, jak i Inspekcja Handlowa mamy środki, aby karać przedsiębiorców, którzy nie dostosują się do zmian pomimo kierowanych apeli – zapowiada Agnieszka Orlińska z UOKIK. 

Od 1 stycznia 2023 roku w Polsce zaczęły obowiązywać nowe przepisy wynikające z implementacji unijnej dyrektywy Omnibus, która wzmacnia ochronę konsumentów.

 Zmian dotyczących praw konsumentów, które weszły w życie z początkiem tego roku, jest dość dużo. Część z nich dotyczy sprzedaży – zarówno stacjonarnej, jak i przez internet. Jedną z ważniejszych zmian, którą konsumenci prawdopodobnie najszybciej zauważą, jest konieczność uwidaczniania cen w przypadku wyprzedaży czy promocji. Teraz, kiedy przedsiębiorca wprowadza taką promocję, powinien poinformować o najniższej cenie tego towaru lub usługi z ostatnich 30 dni przed wprowadzeniem tej obniżki – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Orlińska z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Taka informacja powinna być przedstawiona w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości i umożliwiający porównanie cen. Jak wskazuje UOKiK, dzięki temu łatwiej będzie walczyć z takimi niekorzystnymi dla konsumentów zjawiskami jak fikcyjne promocje.

– Dyrektywa Omnibus z pewnością znacząco wpłynie na ograniczenie liczby przypadków sztucznie zawyżanych cen – mówi ekspertka. – To jest ważna zmiana, ponieważ wcześniej często mieliśmy do czynienia z sytuacjami – zwłaszcza przed dużymi akcjami wyprzedażowymi typu Black Friday – kiedy przedsiębiorcy najpierw podwyższali ceny, żeby potem je sztucznie obniżyć. To trochę ograniczy ten proceder i spowoduje, że konsumenci będą mogli bardziej świadomie podjąć decyzję o tym, czy dana promocja na pewno jest dla nich atrakcyjna.

Obowiązek podawania najniższej ceny towaru bądź usługi z ostatnich 30 dni poprzedzających obniżkę dotyczy zarówno promocji na konkretne artykuły, jak i ogólnego ogłoszenia o obniżce na całość lub część asortymentu. Zgodnie z nowymi przepisami taka informacja musi zostać podana niezależnie od sposobu prezentacji promocji, czyli bez względu na to, czy jest to zniżka procentowa, upust o konkretną kwotę, taniej o VAT, przekreślenie lub podanie ceny wyższej i aktualnej czy umieszczenie hasła sugerującego wyprzedaż. Istotny jest również fakt, że dotyczy to zarówno sprzedaży stacjonarnej, jak i internetowej, a także reklam w radiu i telewizji.

Od tego wymogu są jednak wyjątki. Pierwszym są produkty szybko psujące się, z krótką datą przydatności do spożycia. W ich przypadku sprzedawca musi uwidoczniać aktualną cenę i tę sprzed pierwszego zastosowania obniżki. Drugim odstępstwem są natomiast produkty będące w ofercie krócej niż 30 dni – wtedy należy podać najniższą cenę od rozpoczęcia sprzedaży do wprowadzenia obniżki. Nowym regulacjom nie podlegają też hasła promujące oferty sprzedażowe, będące ogólnymi oświadczeniami marketingowymi (jak np. najlepsze, najniższe ceny) oraz oferty wiązane (np. wielopaki). Obowiązku podawania najniższej ceny z ostatnich 30 dni nie mają też sprzedawcy, którzy zwyczajnie obniżają cenę regularną danego produktu bądź usługi, bez ogłaszania promocji lub wyprzedaży.

– UOKiK już powoli przygląda się sklepom, zwłaszcza internetowym, pod kątem dostosowania się do tych nowych wytycznych dotyczących informowania o cenach w przypadku obniżek – mówi przedstawicielka urzędu. – Mamy również środki ku temu, żeby prowadzić takie kontrole wspólnie z Inspekcją Handlową, która przez cały rok sprawdza uwidacznianie cen, czyli to, czy sklepy w odpowiedni sposób informują o cenach towarów.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaraz po wprowadzeniu nowych przepisów wynikających z dyrektywy Omnibus zaczął sprawdzać, czy i w jaki sposób rynek się do nich dostosował. W pierwszej kolejności sprawdził, jak realizowany jest obowiązek informowania o obniżkach cen, i wziął pod lupę ok. 40 stron internetowych przedsiębiorców działających w sektorze e-commerce w różnych branżach: od odzieży, obuwia i kosmetyków, poprzez elektronikę, po sprzęt sportowy i duże platformy internetowe.

Te pierwsze kontrole już wykazały szereg możliwych uchybień, a do wszystkich podmiotów zostały wysłane wystąpienia UOKiK w sprawie możliwych nieprawidłowości. Takie pisma trafiły do przedsiębiorców działających pod markami: Allegro, Amazon, AliExpress, Avans, Biedronka, Bytom, C&A, CCC, Ceneo, Decathlon, Douglas, Electro, Empik, Eobuwie, Euro RTV AGD, H&M, Hebe, Intersport, Jysk, Kappahl, Lidl, Martes, Media Markt, Media Expert, Notino, Orange, Play, Plus, Recman, Reserved, Rossmann, Sephora, Shopee, Smyk, Tchibo, T-Mobile, Vistula, Wittchen, Zalando i Zara.

Tym, co wzbudziło zastrzeżenia UOKiK, było m.in.: posługiwanie się sformułowaniami innymi niż „najniższa cena towaru w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki” (przedsiębiorcy zastępowali je np. frazami „cena referencyjna” albo „poprzednia/ostatnia najniższa cena”), a także prezentowanie takich informacji w nieczytelny sposób, poprzez manipulowanie czcionką, kolorystyką czy kontrastem. Dlatego w swoich wystąpieniach pokontrolnych UOKiK wezwał przedsiębiorców do wyjaśnień i zmiany takich praktyk. Jeśli się nie dostosują, możliwe są dalsze działania, w tym postawienie zarzutów naruszania zbiorowych interesów konsumentów.

– Zarówno my, jako UOKiK, jak i Inspekcja Handlowa mamy środki, aby karać przedsiębiorców, którzy nie dostosują się do zmian pomimo kierowanych apeli – podkreśla Agnieszka Orlińska. – W wyniku kontroli za nieprawidłowe uwidacznianie cen Inspekcja Handlowa może sama nałożyć na przedsiębiorcę karę do 20 tys. zł, a w przypadku tzw. recydywistów – jeśli ktoś złamie dany przepis trzykrotnie w ciągu 12 miesięcy – nawet do 40 tys. zł. Natomiast w przypadku przedsiębiorców rażąco łamiących przepisy prezes UOKiK może również wszcząć postępowanie o naruszenie zbiorowych interesów konsumentów, które może zakończyć się karą nawet do 10 proc. obrotu takiego przedsiębiorcy [albo do 2 mln zł na osobę zarządzającą przedsiębiorstwem – red].

Niezależnie od działań w branży e-commerce w nadchodzących dniach w ramach postępowania wyjaśniającego UOKiK mają ruszyć też kontrole Inspekcji Handlowej w sklepach stacjonarnych. Na początku inspektorzy skontrolują sześć sieci handlowych: Biedronkę, Dino, Kaufland, Lidl, Netto i Żabkę. W kolejnym etapie planowane są dalsze kontrole w innych sklepach.

– W nowych przepisach mamy też kilka zmian, które mocno wpłyną przede wszystkim na sprzedaż internetową – mówi ekspertka UOKIK. – Pierwsza z nich dotyczy opinii w internecie. Wiadomo, że kupowanie pozytywnych opinii jest procederem nagannym i nielegalnym, ale teraz przedsiębiorcy poza tym, że nie mogą kupować takich opinii, mają dodatkowo obowiązek weryfikować ich autentyczność, jeśli udostępniają je na swoich stronach.

Zgodnie z nowymi przepisami od 1 stycznia br. każdy przedsiębiorca, który udostępnia w swoich kanałach recenzje i opinie dotyczące produktów i usług, musi poinformować również o tym, czy i w jaki sposób weryfikuje ich autentyczność. Powinien też wskazać, czy zamieszcza wszystkie opinie, czy tylko te pozytywne. Wprost zakazane jest z kolei zamieszczanie opinii fałszywych lub zniekształconych.

W jaki sposób wyjątek pośrednika tworzy lukę w prawie i okazję do nadużyć na rynku crowdfundingu?

Donacyjne finansowanie społecznościowe w Polsce pozostaje w dalszym ciągu w dużej mierze poza kontrolą odpowiednich instytucji państwowych. Większość platform crowdfundingowych nie stosuje się do zmian wynikających z dyrektywy PSD II. Działają na rynku korzystając z luki prawnej, tzw. wyjątku pośrednika. Taka praktyka tworzy pole do nadużyć, np. wyłudzania donacji czy prania pieniędzy. A wysoka inflacja i kryzys gospodarczy tylko takim zjawiskom będą sprzyjały w 2023 r.

Platformy finansowania społecznościowego do 2018 r. nie podlegały obowiązkom ustawy o usługach płatniczych. Serwisy bowiem korzystały z art. 6 pkt, który mówił, że wyłączone są z niego podmioty udostępniające miejsce dla zawarcia umowy między np. donatorem a organizatorem internetowej zbiórki. To powodowało, że platformy nie musiały stosować się do wielu wymogów prawnych, w tym weryfikacji organizatorów czy rzeczywistego celu zbiórek, a także nie były nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego, gdyż uważano że działają jako pośrednicy. Sytuacja teoretycznie uległa zmianie wraz z nowelizacją prawa i wprowadzeniem dyrektywy PSD II, która weszła w życie w Polsce w połowie 2018 roku. Od tego momentu, wszystkie platformy crowdfundingowe, których działalność może być uznana za świadczenie usług płatniczych, powinny były stosować się do nowych przepisów i uzyskać status małej lub krajowej instytucji płatniczej. Jedynym wyjątkiem, który pozwalał omijać nowe wymogi prawne, były instytucje lub podmioty świadczące usługi dla swoich klientów na podstawie tzw. umowy handlowej, czyli np. agenci handlowi.

Luka prawna

Jak wynika z nowelizacji dokonanej na podstawie PSD II, art. 6 pkt 2 ustawy o usługach płatniczych, przepisów tej ustawy nie stosuje się do transakcji płatniczych między płatnikiem, a odbiorcą dokonywanych za pośrednictwem umocowanej osoby, która działa w imieniu i na rzecz wyłącznie płatnika lub wyłącznie odbiorcy. – Przepisu tego nie da się zatem już zastosować do platformy internetowej, która nie działa aktywnie na rzecz jednej ze stron transakcji na podstawie wyraźnego umocowania (nie reprezentuje jej, nie ma wpływu na warunki umowy zawieranej za jej pośrednictwem ani też sama nie zawiera takiej umowy w imieniu swojego klienta), a jedynie udostępnia swoim użytkownikom przestrzeń do samodzielnego zawierania takich transakcji – zauważa adwokat Paweł Maliszewski.

Zatem, platformy crowdfundingu donacyjnego powinny podlegać ustawie o usługach płatniczych, o ile tylko ich model biznesowy zakłada pośrednictwo w transakcjach zawieranych pomiędzy darczyńcami a organizatorami zbiórek. W konsekwencji powinny stać się jednym z dwóch podmiotów, tj. małą instytucją płatniczą lub krajową instytucją płatniczą. Taka zmiana wymusza na serwisach wprowadzenie restrykcyjnych zasad bezpieczeństwa oraz znacznych obwarowań prawnych w zakresie ich działania, np. implementacji weryfikacji wypłacających czy też intencji wpłat i wypłat. Jednak analiza list małych i krajowych instytucji płatniczych uświadamia, że nie znajdziemy tam ani jednego serwisu crowdfundingowego, oprócz zrzutka.pl i patronite.pl.

– Niektóre platformy, w szczególności prowadzące działalność z zakresu donacyjnego finansowania społecznościowego, postanowiły wprowadzić w swoich regulaminach zastrzeżenie, że działają one wyłącznie „w imieniu i na rzecz” jednej ze stron transakcji (np. organizatora zbiórki), co uznają za wystarczające, by w dalszym ciągu korzystać z wyłączenia zawartego w art. 6 pkt 2 ustawy o usługach płatniczych, nawet w jego nowym brzmieniu. Według takiej interpretacji, platformy nie podlegają ustawie o usługach płatniczych, a zatem nie muszą spełniać wszystkich wyśrubowanych norm i stosować się do procedur bezpieczeństwa.  – dodaje adwokat Maliszewski.

Nadużycia na mała i dużą skalę

Rynek crowdfundingu w Polsce jest rynkiem wartym ponad miliard złotych. Zatem, luka prawna w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy, finansowaniu terroryzmu czy wyłudzaniu donacji tworzy przestrzeń do malwersacji, oszustw czy nadużyć finansowych, zarówno na małą, jak i duża skalę.

– Dominująca większość operatorów serwisów crowdfundingowych w Polsce, nie stosuje zaawansowanych procedur bezpieczeństwa mających na celu np. ustalenie faktycznej tożsamości organizatorów zbiórek lub prawdziwej motywacji wpłat i wypłat. Dzięki temu, można w łatwy sposób wspierać niezweryfikowane zbiórki i nie czynić tego z dobroci serca, lecz tylko w celu wprowadzenia do legalnego obrotu środków pozyskanych z nieznanych lub nielegalnych źródeł. – argumentuje Tomasz Chołast, członek zarządu zrzutka.pl. – W efekcie, donacyjne finansowanie społecznościowe w naszym kraju pozostaje w dalszym ciągu w dużej mierze poza kontrolą odpowiednich instytucji państwowych. A duża wartość rynku crowdfundingowego w Polsce oraz wysoka inflacja, kryzys ekonomiczny czy problemy społeczne, które generowane są na jego skutek, jak np. ubożenie społeczeństwa, tylko zachęcają do stosowania nieuczciwych praktyk.  – dodaje Chołast z platformy zrzutka.pl.

Nietrudno wyobrazić sobie np. zbiórkę o całkowicie fikcyjnym celu, która w rzeczywistości służyć będzie jedynie przyjmowaniu środków z nielegalnego źródła od podstawionych osób, a które to kwoty w dalszym obiegu można będzie przedstawiać jako zgodnie z prawem otrzymane darowizny Platformy nie mają nawet narzędzi, by poprawić bezpieczeństwo bez podporządkowania się ustawie. Zjawiskom takim można skutecznie przeciwdziałać, stosując dobrze skonstruowaną procedurę przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Portal crowdfundingowy, który przynajmniej we własnej ocenie, nie podlega żadnej regulacji, nie ma jednak ani obowiązku stosowania odpowiednich procedur, ani nawet narzędzi prawnych, by je prawidłowo stosować, gdyby chciał to robić dobrowolnie. Brak jest np. podstawy prawnej do skutecznego weryfikowania tożsamości własnych klientów, w tym do żądania okazania lub przesłania kopii dowodu tożsamości, analizowania transakcji czy nawiązania współpracy z pozostałymi instytucjami uczestniczącymi w łańcuchu transakcji i uzyskiwania od nich informacji.

Luka regulacyjna w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu na rynku crowdfundingu rzeczywiście stwarza istotne pole do nadużyć. Pomimo znaczących sum transferowanych w ramach crowdfundingu operatorzy platform nie są zobligowani do przeprowadzania skrupulatnych procedur KYC (ang. „know your customer”), mających na celu ustalenie tożsamości finansujących. O ile w przypadku crowdfundingu inwestycyjnego czy pożyczkowego pewne minimalne – choć w mojej ocenie niewystarczające – obowiązki w tym zakresie wyznacza rozporządzenie ECSP, o tyle pozostałe typy finansowania społecznościowego pozostają w zasadzie poza jakąkolwiek regulacją. Przeciwnicy nakładania dodatkowych obowiązków na operatorów platform crowdfundingowych argumentują, że transfer środków dokonywany jest za pośrednictwem systemu bankowego, co eliminuje ryzyko wykorzystywania transferu do nielegalnych celów. Nie sposób się jednak z tym zgodzić. To właśnie operator platformy, za pośrednictwem której zbierane są środki, zna cały kontekst przedsięwzięcia i ma największą szansę wykrycia podejrzanych transakcji. Należy bowiem pamiętać, że zagrożeniem dla bezpieczeństwa obrotu nie jest wyłącznie organizowanie zbiórek dla sfinansowania fikcyjnych projektów czy celów charytatywnych, ale także ukrywanie prawdziwej motywacji wpłat. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś wspiera zweryfikowaną zbiórkę, jednak nie czyni tego z pobudek altruistycznych, lecz po to, by wprowadzić do legalnego obrotu środki pozyskane z nielegalnych źródeł. – mówi Aleksandra Ossowska, wspólnik zarządzający w kancelarii FinLegalTech Żelek i Wspólnicy.

Kolejna nowela prawa przed nami

Problem na rynku crowdfundingu został już zauważony przez odpowiednie instytucje państwowe. Aktualnie opiniowane są zmiany w ramach tzw. ustawy o usługach płatniczych. Największa z nich ma dotyczyć art. 6 pkt 2, który jest nieprecyzyjny i tworzy luki regulacyjne dla platform. Zmiana może dotyczyć wyłączenia zakresu stosowania ustawy oraz tego, że ulegnie ograniczeniu wyłącznie do transakcji handlowych pomiędzy płatnikiem, a odbiorcą realizowanych odpłatnie przez umocowaną do tego osobę, tzw. agenta handlowego. Warto dodać, że kwestia odpłatności może być tu najważniejsza. Może zostać usunięte wyłączenie dla analogicznych transakcji, które nie będą mieć charakteru odpłatnego. Warto dodać, że nowela prawa najpewniej może nie mieć tzw. vacatio legis. Oznacza to, że zaraz po jej uchwaleniu, przepisy wchodzą w życie, a platformy nie będą mogły liczyć na okres przejściowy. A zatem, serwisy donacyjne nie będące małą lub krajową instytucją płatniczą, których model biznesowy obecnie oparty jest o świadczenie usług płatniczych na podstawie stosowanej przez nie interpretacji obecnego brzmienia wyjątku ustawowego, prawdopodobnie będą musiały zaprzestać swojej działalności od razu. Może to oznaczać dla rynku crowdfundingu donacyjnego duże zmiany w 2023 roku, zarówno w jego funkcjonowaniu, jak i liczbie podmiotów legalnie działających na rodzimym rynku.

Raport płacowy dla sektora usług biznesowych – Trudności rekrutacyjnych spodziewa się 80 proc. firm z branży

Rekrutacji w sektorze usług dla biznesu będzie nieco mniej, jednak mimo to aż 80% pracodawców z branży spodziewa się trudności z pozyskiwaniem pracowników.

Rosnąca presja płacowa oraz popularyzacja pracy zdalnej sprawiają, że firmy z branży nowoczesnych usług dla biznesu w roku 2023 spodziewają się wyzwań związanych z pozyskiwaniem pracowników. Sytuacji pracodawców nie ułatwia kontynuacja silnej konkurencji o talent, dyktowanej rozwojem istniejących oraz powstawaniem nowych centrów w Polsce. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla sektora centrów usług biznesowych (BSS), pomimo zmiany koniunktury gospodarczej, rekrutacje nadal planuje prowadzić aż 91 proc. pracodawców.

W perspektywie inwestorów Polska jest lokalizacją coraz droższą, w której pozyskanie wykwalifikowanych pracowników stanowi wyzwanie z uwagi na wysoką konkurencję na rynku pracy. Znajduje to odzwierciedlenie w wynikach badania omówionego na łamach tegorocznego Raportu płacowego Hays dla sektora usług biznesowych. Pracodawcy z branży BSS (Business Services Sector), jako największą barierę w osiągnięciu celów strategicznych firmy wskazali rosnące koszty prowadzenia działalności (40 proc.), na co wpływ ma m.in. wzrost kosztów zatrudnienia, oraz niedobór talentów (19 proc.).

Natomiast jak wskazują eksperci Hays, polski sektor BSS nadal jest postrzegany jako oferujący atrakcyjny stosunek ceny do jakości i posiadający bogate portfolio projektów inwestycyjnych zakończonych sukcesem. Są to czynniki, które przyciągają do kraju firmy poszukujące lokalizacji dla skomplikowanych procesów biznesowych, wymagających doświadczonej i wysoko wykwalifikowanej kadry.

Plany rekrutacyjne idą w parze z trudnościami

Pomimo zmiany nastrojów gospodarczych, na rynku pracy w sektorze BSS obserwowane jest stałe, bardzo wysokie zapotrzebowanie na pracowników o różnej specjalizacji i poziomie doświadczenia. Najlepsi kandydaci każdego miesiąca otrzymują kilka propozycji zawodowych, oferujących atrakcyjne wynagrodzenie i ciekawe możliwości rozwoju.

Jak wynika z badania Hays, sytuacja ta nie ulegnie zmianie na przestrzeni najbliższych 12 miesięcy. Rekrutacje w roku 2023 planuje prowadzić 91 proc. pracodawców z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, co stanowi wynik o zaledwie 8 pkt. proc. niższy względem ubiegłorocznego. Co ciekawe, jednocześnie znacznie wzrósł odsetek firm spodziewających się trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników. W tegorocznej edycji badania wyzwań natury rekrutacyjnej spodziewa się aż 80 proc. firm działających w sektorze BSS, co jest wynikiem wyższym od ubiegłorocznego o 15 pkt. proc.Rekrutacji w sektorze usług dla biznesu

Źródło: Raport płacowy 2023 – Centra usług biznesowych, Hays Poland

Jednym z działań, które mają umożliwić pozyskiwanie i zatrzymywanie są podwyżki. Podniesienie wynagrodzeń w roku 2023 znalazło się w planach 84 proc. firm z sektora BSS. Podwyżki najczęściej (62 proc. wskazań) będą jednak wynosić mniej niż 10 proc., co w realiach dwucyfrowej inflacji dla wielu pracowników będzie niesatysfakcjonujące.Rekrutacji w sektorze usług dla biznesu 2

Źródło: Raport płacowy 2023 – Centra usług biznesowych, Hays Poland.

Kandydaci kompleksowo analizują oferty pracy

Kandydaci w rosnącym stopniu poszukują firmy, która zapewni im rozwój i korzystne perspektywy zawodowe. Na liście priorytetów – obok atrakcyjnego wynagrodzenia – niezmiennie pojawia się praca zdalna oraz ogólna elastyczność. Specjaliści zwracają również uwagę na ciekawe projekty i wyzwania, dopasowany do potrzeb pakiet benefitów oraz rozpoznawalność i reputacja firmy, m.in. profil jej działalności, branża oraz strategia CSR.

Trudnością dla firm jest również rosnąca popularność w pełni zdalnych modeli pracy. Ułatwia to bowiem specjalistom podejmowanie zatrudnienia w krajach oferujących atrakcyjniejsze wynagrodzenia, a w konsekwencji ich odpływ z polskiego rynku pracy. To wszystko dla pracodawców jest to tożsame z koniecznością zabiegania o pracowników kompleksową, atrakcyjną ofertą, która zapewni kandydatowi poczucie stabilności zatrudnienia.

– Ostatni kwartał minionego roku pokazał, iż kandydaci dużo ostrożniej podchodzą do zmiany miejsca zatrudnienia. Wiele osób już na etapie wstępnych rozmów chce poznać wszelkie szczegóły oferty i nawet, jeśli zdecydują się na udział w procesie rekrutacyjnym, to niejednokrotnie rezygnują na ostatnim jego etapie, już po otrzymaniu oferty zatrudnienia. Swoją decyzję o pozostaniu w obecnej organizacji zazwyczaj motywują potrzebą bezpieczeństwa oraz zobowiązaniami finansowymi – dodaje Aleksandra Krzywkowska, Client Manager w Hays Poland.

Rośnie poziom zaawansowania polskich centrów

W minionym roku obserwowaliśmy dalsze lokowanie w polskich centrach kolejnych funkcji o regionalnym lub międzynarodowym zakresie odpowiedzialności. Stanowi to potwierdzenie biznesowej dojrzałości polskiego sektora BSS oraz zatrudnionych w nim ekspertów. Z jednej strony jest to szansą na dalszy rozwój, z drugiej natomiast ryzykiem odpływu talentów z polskiego rynku pracy. Coraz częściej obserwujemy bowiem sytuację, w której najlepsi polscy eksperci migrują do krajów Zachodu w ramach transferów wewnętrznych.

Jak zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor wykonawcza w Hays Poland, Polska staje się rynkiem utożsamianym z zaawansowanymi procesami biznesowymi również z uwagi na trudności rekrutacyjne, jakich doświadczają pracodawcy. – Inwestorzy dostrzegają trend ogólnego niedoboru pracowników na polskim rynku oraz ograniczone po stronie kandydatów zainteresowanie ofertami związanymi z realizacją prostych zadań w obszarze obsługi klienta. W związku z tym globalne firmy niejednokrotnie decydują się na przeniesienie prostych procesów do bliźniaczych centrów zlokalizowanych w innych krajach, inwestując w dalszą specjalizację polskich struktur i poszerzając zakres zadań wymagających od pracowników wiedzy eksperckiej oraz bogatego doświadczenia – wyjaśnia Aleksandra Tyszkiewicz.

Prognozy na rok 2023

Sektor BSS w Polsce jest rozwiniętą i rozpędzoną maszyną, która w najbliższej przyszłości nie powinna się zatrzymać. Pracodawcy co prawda będą mierzyć się z obawami związanymi z sytuacją gospodarczą i wysoką presją płacową, natomiast nie będzie się to przejawiać zaprzestaniem działań rekrutacyjnych.

– Nowe inwestycje napływające do polskiego sektora nowoczesnych usług dla biznesu oraz znaczący wzrost zatrudnienia w roku 2022 doskonale odzwierciedlają wizerunek Polski jako jednego z wiodących rynków w tej branży – nie tylko w Europie, ale i na świecie. Pomimo wielu wyzwań, takich jak trudna sytuacja geopolityczna i gospodarcza, niepewność legislacyjna czy niedobór talentów, perspektywy dalszego wzrostu polskiego sektora BSS pozostają pozytywne – podsumowuje Justyna Chmielewska, Executive Manager w Hays Poland.

Nawet jeśli pojedyncze organizacje zdecydują się na zmniejszenie zatrudnienia, to obecny rynek BSS natychmiast wchłonie dostępne talenty. Branża nigdy wcześniej nie była tak dobrze przygotowana, aby stawić czoło trudniejszej sytuacji gospodarczej.

O RAPORCIE
Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na 40 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2022 r.

Polska wchodzi w okres spowolnienia gospodarczego, firmy boją się opóźnień w płatnościach

Pomimo wielu wyzwań, jakie stoją przed przedsiębiorstwami w 2023 roku, dobre odczyty widać w sytuacji płynnościowej przedsiębiorstw. Średnie opóźnienia w płatnościach zmniejszyły się z 57 do 52 dni – czyli o 5 dni. Niestety te pozytywne dane są efektem nowego zjawiska – wiele firm dokonywało zakupów części komponentów i płatności wcześniej, aby zapewnić sobie dostawy szybciej niż konkurencja. Był to częściowo sztuczny czynnik, który spowodował mniejsze opóźnienia w płatnościach. Jednocześnie do ponad 2 miesięcy zwiększyły się opóźnienia w branżach energetycznych – takich jak przemysł chemiczny, papierniczy, drzewny czy metalurgiczny. Dodatkowo około dwóch trzecich firm wskazuje, że wzrost kosztów to jest czynnik, którego doświadczyły w wyniku wojny w Ukrainie. Obecnie Polska wchodzi w okres spowolnienia gospodarczego, a oczekiwana jest nawet techniczna recesja – co może pogorszyć sytuację przedsiębiorstw.

– Oczywiście wzrost kosztów następował już przed wojną w Ukrainie, kiedy mieliśmy wzrost cen energii – ale został on jeszcze spotęgowany wojną w Ukrainie. Do tego doszły zakłócenia w łańcuchach dostaw – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Firmy wskazują także na spadek sprzedaży, spadek przychodów – zwłaszcza te współpracujące wcześniej z kontrahentami na Wschodzie. Ich relacje handlowe uległy zawieszeniu. Nasze ostatnie badanie płatności wskazują, że pozytywny czas gospodarczy niestety dobiega końca. Już teraz firmy oczekują, że wzrosną opóźnienia w płatnościach. To jest siódma edycja tego badania i nigdy nie mieliśmy aż tak pesymistycznego spojrzenia. Zawsze tylko jedna lub kilka branż oczekiwało spadku oraz opóźnień w płatnościach. Natomiast teraz wszystkie branże boją się, że w kolejnych miesiącach zwiększą się zaległości finansowe – przestrzega Sielewicz.

Blisko 60 proc. firm planuje podnieść ceny w najbliższych miesiącach. Przedsiębiorcy wstrzymują się z zakupami

Droga zima i rosnące koszty działalności sprawiają, że przełom 2022 i 2023 roku jest dla firm ogromnym wyzwaniem. Co 2. przedsiębiorca oferujący usługi i produkty w segmencie B2B spodziewa się mniejszych zamówień ze strony klientów, a co 3. – opóźnień w płatnościach. Co 8. właściciel firmy z sektora MŚP liczy się z brakiem zapłaty – wynika z badania NFG „Zakupy firmowe”.

Rok 2022 w Polsce i na świecie nie należał do spokojnych. Biznes odczuł negatywne skutki wojny i inflacji. Wydarzeniom geopolitycznym towarzyszyły trudności gospodarcze. Rosnące koszty kredytu i leasingu oraz ograniczona dostępność do tych rozwiązań sprawiły, że firmy z sektora MŚP częściej sięgały po faktoring. W badaniu NFG „Finansowanie zakupów firmowych”, co 3. firma była też zainteresowana usługą płatności ratalnych. Małe przedsiębiorstwa deklarowały, że są skłonne finansować w ten sposób zakupy o wartości blisko 70 tys. zł, a mikrofirmy – 20 tys. zł. Trzy czwarte kupujących wybrałoby okres spłaty do 12 miesięcy.

W 2022 roku firmy szukały przede wszystkim łatwego i szybkiego dostępu do gotówki. W ramach eFaktoringu i Fakturatki przedsiębiorcy sfinansowali faktury na łączną kwotę 27 mln zł. Blisko o 1/5 rok do roku wzrosła liczba sfinansowanych faktur dla sektora MŚP, a także średnia wartość jednego finansowania. W 2022 roku było to około 8400 zł. Zakupy na raty okazały się bardzo dobrym rozwiązaniem dla transportu, natomiast z usług faktoringu online najchętniej korzystało budownictwo. Powodem tego były drastyczne podwyżki cen materiałów i surowców budowlanych, a także rosnące koszty pracy ekip budowlanych – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Handel, przemysł i usługi spodziewają się mniejszych zamówień

Wszystko wskazuje na to, że w 2023 roku inflacja oraz utrzymujące się ryzyko kredytowe nadal będą negatywnie wpływać na bezpieczeństwo finansowe firm i decyzje zakupowe przedsiębiorstw. Wiele z nich zacznie lub zaczęło już zaciskać pasa. Będzie to miało kolosalne znaczenie zwłaszcza dla biznesów działających w segmencie B2B.

Zapytani jeszcze w ubiegłym roku właściciele firm o to, jakich zmian związanych ze sprzedażą spodziewają się w ciągu najbliższych 6 miesięcy, odpowiadają, że głównie mniejszych zamówień. Wskazuje tak co 2. właściciel mikro lub małej firmy biorący udział w badaniu NFG „Zakupy firmowe”. Pod względem branż takie prognozy snują głównie przedsiębiorstwa handlowe (60 proc.), przemysłowe (45,5 proc.), a także usługowe (45 proc.).

45 proc. przedsiębiorców spodziewa się natomiast częstszych negocjacji cen ze strony klientów (w tym gronie najwięcej wskazań pochodzi od firm budowlanych i transportowych), a 35 proc. opóźnień w płatnościach (handel).

Istotne różnice we wskazaniach pojawiają się także, jeśli weźmiemy pod uwagę wielkość przedsiębiorstw. Mikrofirmy częściej niż firmy małe spodziewają się składania zmniejszonych zamówień przez klientów (58 proc. vs 40 proc.), a także odwlekania przez nich zakupów w czasie ze względu na brak środków  pieniędzy (31 proc. vs 21 proc.). W większym stopniu obawiają się też braku płatności za swoje produkty lub usługi (15 proc. vs 10 proc.).

Brak płatności czy opóźnienia w regulowaniu zobowiązań finansowych to istotne czynniki, które przyczyniają się do wzrostu liczby upadłości i likwidacji biznesów. Według danych KRD już dziś 263 tysiące firm w Polsce zalega kontrahentom na ponad 8,6 miliarda złotych. Dłużnicy często tłumaczą, że inni też im nie płacą. To typowy mechanizm zatorów płatniczych – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.Co druga firma spodziewa się mniejszych zamówień

Sprzedający muszą zmienić nawyki

Z badania NFG wynika, że blisko 60 proc. firm planuje podnieść ceny w najbliższych miesiącach, przy czym najbardziej zdecydowane pod tym względem są mikroprzedsiębiorstwa. Wśród branż to głównie handel i usługi. Co ciekawe, w gronie firm, które nie zamierzają podnosić cen liderem jest przemysł. Już co 4. firma z tego segmentu deklaruje, że nie planuje podwyżek.

Jednak zdaniem ekspertów, dalsze windowanie cen to ślepy zaułek. Zwyczaje zakupowe klientów powinny raczej przynieść zmianę zwyczajów wśród sprzedających. W przeciwnym razie kryzys będzie pogłębiał problemy finansowe jednych i drugich.

Warto sobie uświadomić, że zmiany w zwyczajach zakupowych przedsiębiorców to nie tylko ich osobista decyzja, ale zjawisko o znaczeniu gospodarczym. Ograniczenie kosztów i mniejsza aktywność inwestycyjna jednych podmiotów na rynku to automatycznie słabsze wyniki sprzedażowe innych firm. A pogarszająca się sytuacja finansowa przedsiębiorców to w konsekwencji likwidacja biznesów i niespłacone długi. W 2022 roku takich upadłości i restrukturyzacji w biznesie było w Polsce 2730. Dziś wzrost cen powoduje, że przedsiębiorcy wstrzymują się z zakupami. Dlatego sprzedawca, który chce zwiększyć sprzedaż w kryzysie i zatrzymać klientów, zamiast podnosić ceny, powinien raczej proponować im możliwość zakupów na raty. Tym bardziej, że 18 procent przedsiębiorców biorących udział w naszym badaniu zamierza w najbliższym czasie szukać właśnie takich elastycznych form płatności – komentuje Emanuel Nowak.Co druga firma spodziewa się mniejszych zamówień 2

Inflacja wymusza na Polakach poszukiwanie okazji. Gazetki z promocjami coraz bardziej popularne

Obecnie aż 84,1% konsumentów przegląda gazetki z promocjami minimum raz w tygodniu. Do tego widać, że 59% shopperów sięga po papierowe materiały, dostępne w sklepach. 42,2% respondentów pobiera elektroniczne wersje na smartfon lub tablet, a 42,1% ankietowanych sprawdza oferty promocyjne na komputerze. Z kolei 38,6% wertuje tradycyjne publikacje, dystrybuowane do domów. Eksperci komentujący te wyniki przekonują, że powyższe trendy odwrócą się. Wpłyną na to rosnące ceny papieru i coraz częściej widoczne postawy ekologiczne retailerów. Sieci zrezygnują z kosztownej dystrybucji drukowanych gazetek do domów klientów. Za to lepiej przygotują cyfrowe wersje pod specyfikę ekranów smartfonu oraz możliwych interaktywnych funkcjonalności.

Rosnąca popularność

Z badania SW RESEARCH, przeprowadzonego dla Grupy BLIX, na próbie tysiąca konsumentów, wynika, że obecnie już 84,1% respondentów przegląda gazetki z promocjami przynajmniej raz w tygodniu. Wśród nich 14,3% ankietowanych robi to codziennie, 44,9% – 2-3 razy w tygodniu, a 24,9% – raz w tygodniu. Dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, nie jest zaskoczony tymi wynikami. Według eksperta, od lat udział Polaków korzystających z tego typu publikacji utrzymuje się na poziomie przekraczającym 70%. I cały czas rośnie. Widać to szczególnie w czasach wysokiej inflacji, gdy sieci handlowe wykonują coraz więcej czynności w celu utrzymania przy sobie klientów.

– Konsumenci mają kontakt z gazetkami w wielu sytuacjach i na różnych etapach planowania zakupów. Przed wizytą w placówce sprawdzają, które towary są objęte obniżkami. Z kolei w samym sklepie gazetka ułatwia im szybkie rozpoznanie promocji. Z naszych obserwacji wynika też, że w komunikacji miejskiej, w drodze do pracy lub do domu, znaczna część shopperów zajmuje się właśnie przeglądaniem ofert sieci handlowych. W ten sposób Polacy chcą dobrze wykorzystać swój czas i przemyśleć często realizowane i regularne zakupy spożywcze – mówi dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX.

Natomiast dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym zwraca uwagę na to, że już blisko 45% osób korzysta z gazetek handlowych 2-3 razy w tygodniu. Zdaniem ekspertki, to pokazuje, że w warunkach wysokiej inflacji przeglądanie ich już stało się popularnym sposobem na poszukiwanie oszczędności. Obawy przed utratą dotychczasowego standardu życia intensywniej popychają Polaków do poszukiwania tańszych zamienników produktów oraz okazji zakupu towarów i usług po niższych cenach.

– Kluczowe znaczenie ma, moim zdaniem, dostępność gazetek na urządzeniach mobilnych. Dzięki temu bardzo szybko w każdej wolnej chwili, czyli kilka razy w tygodniu, konsument może przejrzeć gazetkę i zaplanować zakupy. Z kolei sieci handlowe coraz częściej publikują e-gazetki, gdyż cyfrowy format umożliwia im elastyczne działanie, uniknięcie kosztu druku oraz szybkie dotarcie z komunikacją do klienta – zauważa dr Łuczak.

Z badania wynika też, że 85% kobiet przegląda gazetki promocyjne przynajmniej raz w tygodniu, a wśród mężczyzn odsetek ten wynosi 83,1%. Ponadto tak postępują głównie osoby w wieku 30-39 lat, jak również mieszkańcy miast liczących od 50 tys. do 99 tys. ludności. Mówią też o tym Polacy zarabiający 5000-6999 zł, a także mający wyższe wykształcenie.

– Kobiety częściej robią codzienne zakupy, ale systematycznie rośnie udział mężczyzn w tym zakresie. Dlatego różnica między nimi jest niewielka. Nie zaskakują mnie też wyniki wskazujące na to, że gazetki promocyjne przynajmniej raz w tygodniu przeglądają najczęściej osoby w wieku 30-39 lat. Są one na tzw. dorobku. W warunkach niepewności zdarzeń gospodarczych mają też świadomość potrzeby racjonalizacji wydatków. W przeglądaniu gazetek promocyjnych dostrzegają możliwość poczynienia sprytnych zakupów, polegających na nabywaniu produktów dobrej jakości w niskich cenach – wyjaśnia dr Kłosiewicz-Górecka.

Coraz więcej e-przeglądań

Ponadto z badania wiemy, w jaki sposób Polacy przeglądają gazetki promocyjne. 59% ankietowanych wybiera papierową publikację, pobraną w sklepie. 42,2% respondentów korzysta z elektronicznej wersji na smartfonie lub tablecie, a 42,1% – z e-gazetki na komputerze. Z kolei 38,6% sięga po drukowaną gazetkę, dystrybuowaną do domu.

– Gazetki papierowe są eksponowane w sklepach, zazwyczaj na stojakach zaraz przy wejściach, a także przy kasach. Jednak badanie wykazało wysoki udział e-gazetek. Na uwagę zasługuje też fakt, że konsumenci chętniej przeglądają gazetki elektroniczne na smartfonie czy tablecie niż na komputerze. Rosnące ceny papieru oraz trendy ekologiczne doprowadzą do tego, że zmaleje dostęp do tradycyjnych wydań. Sieci w pierwszej kolejności zastąpią kosztowną dystrybucję do domów szerszym udostępnianiem e-gazetek. Cyfrowe wersje będą lepiej przygotowywane pod specyfikę ekranów smartfonu oraz możliwych interaktywnych funkcjonalności, takich jak łatwe przechodzenie z produktu z gazetki do jego oferty w sklepie internetowym – przewiduje ekspert z Grupy BLIX.

Nieznacznie częściej mężczyźni niż kobiety przeglądają gazetkę papierową pobraną w sklepie. Robią to przede wszystkim osoby w wieku 50-59 lat, a także mieszkańcy wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności. Przeważnie są to osoby z dochodem poniżej 1000 zł i z podstawowym wykształceniem.

– Osoby starsze, mieszkające w mniejszych miejscowości i z niewielkimi dochodami są bardziej przyzwyczajone do przeglądania gazetek w formie papierowej. Może to mieć związek z regularnymi wizytami w lokalnych sklepach i z brakiem potrzeby planowania zakupów, które w przypadku tych konsumentów są bardziej ograniczone oraz mniej zamierzone niż pozostałych grup – tłumaczy dr Łuczak.

Z kolei kobiety częściej niż mężczyźni przeglądają gazetkę elektroniczną na smartfonie lub tablecie. Ponadto robią to głównie osoby w wieku 18-29 lat, z miast liczących przynajmniej 500 tys. mieszkańców, wolące nie mówić o poziomie swoich dochodów i z wyższym wykształceniem.

– Nie jest zaskoczeniem to, że osoby młode, lepiej wykształcone i z większych ośrodków chętniej korzystają z elektronicznych wersji. Osoby te są bardziej otwarte na nowe technologie. Kobiety generalnie częściej niż mężczyźni poszukują okazji cenowych, zarówno realizując codzienne zakupy, jak i kupując obuwie, odzież czy kosmetyki. Zatem są powszechniejszymi użytkowniczkami e-wydań – podsumowuje ekspert z PIE.

Dolar nadal w odwrocie dzięki inflacyjnemu optymizmowi

Raport dotyczący inflacji w USA potwierdził, że presja cenowa wciąż się zmniejsza. W efekcie rynki finansowe na całym świecie utwierdziły się w przewidywaniach, że Fed wkrótce zakończy podwyżki stóp procentowych. Najważniejsze pytanie dotyczy teraz tego, czy dotychczasowe trendy w 2023 r. – czyli zwyżki aktywów ryzykownych, malejące obawy dotyczące perspektyw inflacyjnych i spadek dolara – utrzymają się, gdy rynki przetrawią pozytywne wieści inflacyjne z zeszłego tygodnia.

Rok 2023 rozpoczął się bardzo optymistycznie – dobre wieści w kontekście inflacji dołączyły do blednących obaw dotyczących recesji w Europie oraz otwierania się Chin po długim okresie pandemicznych restrykcji. Akcje na całym świecie zyskały, podobnie jak obligacje, dolar stracił zaś na wyprzedaży aktywów safe haven i zakończył tydzień spadkiem względem wszystkich głównych walut z wyjątkiem franka szwajcarskiego. Waluty rynków wschodzących zyskują z kolei dzięki rosnącym cenom surowców i zwiększonemu apetytowi na ryzyko.

W tym tygodniu opublikowane zostanie stosunkowo niewiele danych. Biorąc pod uwagę, że Bank Japonii może być gotowy do porzucenia swojej ultragołębiej postawy, przez którą odstaje na tle innych banków centralnych, jego środowe (18.01) posiedzenie może być bardzo istotne. Uwaga inwestorów będzie skupiona również na licznych przemówieniach przedstawicieli najważniejszych banków centralnych podczas forum ekonomicznego w Davos w dalszej części tygodnia. Biorąc pod uwagę zwiększającą się różnicę między sytuacją inflacji bazowej w strefie euro (wciąż rośnie) i USA (powoli spada), spodziewamy się rozbieżności w treści i tonie przemówień członków EBC i Fedu.

PLN

Podobnie jak wcześniejszy, tak i ostatni tydzień złoty zakończył na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro. Ostatnie dni nie obfitowały w pierwszorzędowe odczyty z gospodarki Polski. W kontekście braku rewizji danych o inflacji (16,6% w grudniu) istotniejsze były te o sytuacji zewnętrznej kraju.

Bilans płatniczy po raz kolejny pozytywnie zaskoczył – zamiast pogorszyć się, miesięczny deficyt na rachunku bieżącym w listopadzie zmniejszył się i wyniósł 422 mln euro. Spadek cen surowców energetycznych i idąca za tym poprawa terms of trade dają nadzieję, że pomimo wyzwań stojących przed Polską sytuacja bilansu płatniczego nie będzie wymykać się spod kontroli. Normalizacja rachunku bieżącego byłaby mile widziana również w kontekście perspektyw złotego.

W tym tygodniu czekamy na kilka odczytów z kraju, w tym piątkowe (20.01) informacje o zatrudnieniu i płacach w grudniu. Większy potencjał do (ewentualnego) wytrącenia złotego z ostatniego letargu mają jednak informacje zewnętrzne.

EUR

Najważniejszą wiadomością ze strefy euro w zeszłym tygodniu było duże pozytywne zaskoczenie odczytem produkcji przemysłowej w listopadzie. Co prawda są to informacje nieco przedawnione, wspierają jednak nadzieje, że strefa euro nie wkroczyła w recesję zimą 2022 r., co wpisuje się w nasz pogląd i przeczy kiepskim nastrojom. Spadające ceny energii wspierają dodatkowo sentyment wobec europejskiej gospodarki, dzięki czemu euro radziło sobie lepiej niż pozostałe waluty G10 z wyjątkiem jena japońskiego.

W tym tygodniu będziemy uważnie śledzić przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde podczas forum ekonomicznego w Davos. Podstawami optymistycznego nastawienia wobec euro pozostają konieczność zmniejszenia przez EBC dystansu do Fedu w kwestii podwyżek stóp procentowych i obietnica wsparcia koniunktury gospodarczej dzięki ponownemu otwarciu się Chin.

USD

Grudniowy raport inflacyjny był niemal w pełni zgodny z oczekiwaniami, co jest dobrą wiadomością dla rynków. Indeks CPI spadł zauważalne (o 0,1%) po raz pierwszy od maja 2020 r., z kolei miara bazowa, bardziej stała i będąca lepszym predyktorem inflacji niż miara główna, pokazała wzrost rzędu jedynie 0,3% w ujęciu miesięcznym. Od ostatniego lata jest w wyraźnym, choć delikatnym trendzie spadkowym, wciąż jednak pozostaje znacznie powyżej celu Fedu.

Obecnie wydaje się prawdopodobne, że stopy overnight w USA nie wzrosną powyżej 5% (rynki zakładają wzrost stóp Fedu o 25 pb. w lutym i marcu), wciąż jednak uważamy, że perspektywa cięć stóp procentowych jest dalece odległa i z pewnością nie dojdzie do nich przed 2024 r.

GBP

Brytyjska gospodarka wciąż radzi sobie lepiej, niż zakładały ponure oczekiwania. W listopadzie wzrosła o 0,1% w ujęciu miesięcznym, przecząc prognozom lekkiego spadku i rzucając cień wątpliwości na twierdzenia, że Wielka Brytania wkroczyła już w recesję. Wieści te nie wpłynęły za bardzo na funta, który w dużej mierze podążał śladami euro, umacniając się względem dolara.

Jedne z najważniejszych odczytów tego tygodnia będą pochodzić właśnie z Wielkiej Brytanii – w środę 18.01 opublikowany zostanie raport inflacyjny z grudnia. Istotna będzie dla nas miara bazowa. Podobnie jak w przypadku strefy euro, nie zauważyliśmy dotąd, by wykazywała ona wyczekiwany trend spadkowy, który obserwujemy już w USA. Oprócz tego zainteresowanie mogą wzbudzić dane z rynku pracy, które poznamy we wtorek 17.01.

CHF

Miniony tydzień stanowił dla pary EUR/CHF kamień milowy – po raz pierwszy od lipca powróciła ona powyżej poziomu parytetu. Można to przypisać poprawie optymizmu rynkowego – sentyment do ryzyka został wsparty przez dalsze łagodzenie inflacji w USA. W istocie, frank szwajcarski był w zeszłym tygodniu jedną z najgorzej radzących sobie walut G10. Ostatni ruch pary EUR/CHF jest zgodny z naszymi oczekiwaniami, przy czym spodziewamy się dalszej, acz stopniowej deprecjacji franka względem euro w nadchodzących kwartałach.

Podobnie jak w poprzednim, również w tym tygodniu krajowy kalendarz ekonomiczny nie zawiera wielu wydarzeń kluczowych dla losu franka. Zamiast tego skupimy się na komunikatach banków centralnych, zwłaszcza prezesa Szwajcarskiego Banku Narodowego Thomasa Jordana, który będzie przemawiać w piątek 20.01 na konferencji w Davos.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Witaj smutku – Polska w środku europejskiej emerytalnej stawki. Planowana reforma emerytalna we Francji nakręca napięcia społeczne

  • Aktualna propozycja reformy spotkała się we Francji ze znaczną dozą złości, widzianą jako koniec savoir vivre. Prawda jest jednak taka, że reforma i tak nie sięga wystarczająco daleko. Proponowane zwiększenie ustawowego wieku emerytalnego do 64 z 62 lat nie zaradzi długoterminowym problemom demograficznym i w zakresie finansowania: w 2050 r. nadal na 100 osób w wieku pracującym (od 20 do 63 lat) przypadać będzie 60 emerytów (osób w wieku 64 lat i starszych). Dzisiaj wskaźnik ten wynosi 49,2%.
  • Reforma posiada też inne istotne wady. Nie będzie mieć ona wpływu na aktualnych emerytów, w przeciwieństwie do aktualnych pracowników (i przyszłych emerytów), którzy już cierpią z powodu spadku płac realnych. „Systemy specjalne”, w ramach których pracownicy korzystają z programów bogatszych świadczeń będą eliminowane bardzo powoli, ponieważ nowe, mniej korzystne warunki będą mieć zastosowanie tylko do nowozatrudnionych.
  • Bez środków pozwalających dostosować środowisko pracy do starzejącej się siły roboczej, reforma może spowodować wzrost bezrobocia pośród osób w późniejszym wieku. Podniesienie wieku emerytalnego może spowodować zwiększenie liczby pracowników o nawet 1,6 mln w roku 2050, kiedy to 22% siły roboczej będzie posiadać 55 lub więcej lat. Mając jednak na względzie istniejącą dyskryminację ze względu na wiek – przy wskaźniku bezrobocia dla grupy wiekowej 55-64 wynoszącym obecnie we Francji 6,3%, czyli dwukrotnie wyższym niż w Niemczech – należy podwoić wysiłki zmierzające do integracji starszych pracowników.

KLUCZOWE INFORMACJE

Inflacja w USA i Strefie Euro, ponowne otwarcie w Chinach i odbicie na rynkach kapitałowych

  • Inflacja w USA – już po szczycie i z szybkim spadkiem na przestrzeni kolejnych sześciu miesięcy, z zamknięciem roku na poziomi zbliżonym do 2%.
  • Inflacja w Strefie Euro – ostry spadek, dzięki dotacjom energetycznym, ale utrzymująca się inflacja bazowa.
  • Chiny – wyboiste ponowne otwarcie, ale ogólnie wynik dodatni netto dla wzrostu globalnego w tym roku.
  • Rynki kapitałowe – optymistyczny początek nowego roku, ale droga ku normalności będzie długa i wyboista.

Inflacja w USA – już po szczycie i z szybkim spadkiem na przestrzeni kolejnych sześciu miesięcy, z zamknięciem roku na poziomi zbliżonym do 2%

Najnowsze dane dostarczyły kolejnych dowodów, że inflacja w USA definitywnie spada.
Grudniowy wskaźnik CPI osiągnął poziom 6,5% r/r i spadł w związku ze znaczącym spadkiem inflacji cen energii; w ujęciu sekwencyjnym m/m ceny spadły o -0,3%, co stanowiło największy spadek od kwietnia 2020 r. w szczycie pandemii. Jeśli chodzi o prognozy na przyszłość, przewidujemy dalszy spadek inflacji CPI w nadchodzących miesiącach. Inflacja cen energii powinna ulec odwróceniu i osiągnąć wartości ujemne do kwietnia lub maja. Inflacja cen żywności jest na wysokim poziomie, jednakże presja cenowa po stronie wytwórców branży spożywczej szybko spada, w związku z czym można przyjąć, iż do połowy roku inflacja cen żywności spadnie o połowę (patrz Rysunek 1). Wreszcie obniżenie poziomu zakłóceń w łańcuchach dostaw – w połączeniu z chwiejną dynamiką gospodarczą – będzie powodować również obniżenie poziomu inflacji cen podstawowych towarów.

Rysunek 1. Inflacja cen żywności w USAInflacja cen żywności w USA

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Choć szybki spadek inflacji zasadniczej w USA na przestrzeni kilku kolejnych miesięcy jest praktycznie pewny, prognozom dotyczącym końca roku 2023 i dalszego okresu towarzyszy wysoki poziom niepewności. Przeprowadzone przez NFIB badanie planów wynagrodzeń w przedsiębiorstwach sugerują, że wzrost płac nie spadnie znacznie poniżej 5% do końca lata – poziom ten jest wyraźnie niezgodny ze stabilizacją inflacji bazowej na poziomie 2%.

Tym niemniej uważamy, iż ewolucja popytu ogółem względem podaży ogółem – co determinuje inflację w ujęciu średnio-terminowym – popchnie inflację ku spadkowi do poziomu zbliżonego do 2% do Kw IV 2023 r.

Inflacja w Strefie Euro – ostry spadek, dzięki dotacjom energetycznym, ale utrzymująca się inflacja bazowa

W grudniu inflacja zasadnicza w Strefie Euro spadła po raz pierwszy od początku 2021 r. do 9,2% r/r z poziomu 10,1% w uprzednim miesiącu. Kluczowym czynnikiem był spadający udział cen energii, szczególnie w Niemczech, gdzie inflacja spowolniła do 8.6% r/r (bez korekty sezonowej), w znacznej mierze dzięki rządowym dopłatom do gazu i ogrzewania. Pozwoliło to osiągnąć roczną inflację na poziomie niższym niż 8% r/r (i poniżej naszej pierwotnej prognozy średniej inflacji na poziomie 8,5% w naszej ostatniej prognozie gospodarczej w grudniu [LINK]). Tym niemniej dynamika inflacyjna pozostanie silna, w szczególności dla usług. Dodatkowo inflacja może wzrosnąć ponownie w styczniu, ponieważ środki zastosowane w Niemczech były jednorazowe. Tym niemniej inflacja utrzyma się na niewygodnie wysokim poziomie w tym kwartale, po czym od Kw II zacznie spadać, kiedy to w życie wejdą niemieckie limity cenowe dla gazu i energii elektrycznej.

Inflacja bazowa najprawdopodobniej utrzyma się na poziomie 4% do końca roku w związku z utrzymującą się (choć słabnącą) presją płacową. Badania zamiarów w zakresie zwiększania poziomu zatrudnienia, w tym pomiary komponentu pracowniczego wskaźnika PMI, wskazują jedynie umiarkowany wzrost stopy bezrobocia w tym roku. Dodatkowo ostatnie dane dotyczące aktywności i nastrojów wskazują bardziej umiarkowaną recesję w 1. połowie 2023 r., z wolniejszym tempem spadku poziomu aktywności w ostatnich miesiącach 2022 r.

Słabszy nominalny wzrost podaży pieniądza może stać się istotnym czynnikiem spowalniającym inflację (Rysunek 2). Bazowy wzrost kredytowy, choć nieco słabnący w ujęciu m/m, utrzymuje się na dodatnim poziomie, a banki nadal udzielają pożyczek przedsiębiorcom i gospodarstwom domowym z zastosowaniem zdrowej stopy. Realna M1 spadła w listopadzie jeszcze dalej poniżej zera do poziomu -7,7% r/r z poziomu -6,8% w październiku, osiągając tym samym najniższą wartość od początku osiągania wartości rekordowych w 2001 r. Przesłanie podstawowe pozostało bardziej pozytywne, jako że wzrost kredytowy dla przedsiębiorstw innych niż finansowe – choć utrzymał się na wysokim poziomie 7,3% w listopadzie – spadł nieco z poziomu 8,1% notowanego w październiku. Pożyczki udzielane gospodarstwom domowym uległy korekcie do poziomu 3,9%, co stanowiło spadek z poziomu 4,1% notowanego miesiąc wcześniej.

Chiny – wyboiste ponowne otwarcie, ale ogólnie wynik dodatni netto dla wzrostu globalnego w tym roku

Chiny odeszły od polityki zero-Covid bardzo szybko; gospodarcze odbicie od Kw II poprzedzą trudne zimowe miesiące. Od grudnia 2022 r. rozpoczęto szybkie znoszenie obostrzeń sanitarnych. Doprowadziło to do niekontrolowanych wybuchów liczby zakażeń w całym kraju, przy średnim wskaźniku mobilności wynoszącym -16% r/r w grudniu, czyli najgorszym wynikiem miesięcznym od marca 2020 r. Choć ostatnie dane wskazują potencjalny szczyt liczby zakażeń w większych miastach, wskaźnik mobilności krajowej w ciągu pierwszych dziesięciu dni stycznia wynosił średnio -8% r/r. Ta sytuacja sanitarna, wraz ze słabymi wynikami najważniejszych wskaźników, potwierdza nasze przewidywania, że chińska gospodarka rozpocznie rok 2023 stąpając po bardzo grząskim gruncie. Obchody chińskiego nowego roku w drugiej połowie bieżącego miesiąca prawdopodobnie jeszcze wydłużą okres niskiego poziomu aktywności gospodarczej, ponieważ ludzie udadzą się do swych miejscowości rodzinnych, by świętować w rodzinie (szacuje się, iż przed pandemią ludzie odbywali ok. 3 mln podróży), potencjalnie roznosząc wirusa po terytorium całego kraju. Ponadto osłabienie globalnego popytu i nieustająco zła koniunktura w sektorze nieruchomości również będą mieć negatywny wpływ na wyniki zanim dojdzie do po-Covidowego odbicia popytu krajowego, najprawdopodobniej od Kw II 2023 r. Wskazany termin przypada nieco wcześniej niż uprzednio przewidywana 2. połowa 2023 r., co oznacza, że ryzyka dla naszej prognozy wzrostu na rok 2023 na poziomie +4,0% raczej rosną.

Dobre wiadomości dla reszty świata: powrót chińskiego konsumenta przy ograniczonej presji inflacyjnej. Po początkowej (raczej możliwej do opanowania) presji na popyt i łańcuchy dostaw w związku z nieustannymi wybuchami liczby zakażeń, po-Covidowa normalizacja w gospodarce chińskiej powinna być korzystna dla reszty świata. Wszystkie środki związane z kwarantanną dla przybywających podróżnych poluzowano 8 stycznia, otwierając drogę ku powrotowi chińskich turystów za granicą w 2023 roku. Szerszy powrót konsumenta chińskiego charakteryzować się będzie prawdopodobnie niższą inflacyjnością niż miało to miejsce w wielu innych krajach w latach 2021-2022, mając na względzie bardziej elastyczny rynek pracy, niski udział usług w koszyku CPI i niższy poziom nadmiarowych oszczędności. Ponowne otwarcie się chin pomoże w dalszym luzowaniu presji na łańcuchy dostaw, które i tak mają się już coraz lepiej w związku z rosnącymi zdolnościami produkcyjnymi i spadającym globalnym popytem. Powinno to pomóc w obniżeniu globalnej presji inflacyjnej, mając na uwadze, że ceny producenckie w Chinach już cechują się trendem spadkowym (Rysunek 2). Z perspektywy rynku kapitałowego, pierwsze dwa tygodnie 2023 r. były szczególnie dobre – indeks Hang Seng osiągnął ponad +8% (co stanowi poziom wyższy niż dla akcji chińskich notowanych w USA), a CSI 300 ponad +3%.

POLSKA W ŚRODKU EUROPEJSKIEJ STAWKI

Francja jest drugim krajem pod względem wielkości wydatków publicznych na emerytury w UE, za Grecją. W 2020 r. wydatki na emerytury wyniosły we Francji 13,0% PKB wobec średnio 10,3% w UE i 9,6% w Niemczech. Komisja Europejska szacuje, że bez zmiany wieku emerytalnego udział emerytur publicznych wzrósłby do 15,5% do 2050 r.

Francja wśród krajów o najwyższych wydatkach na emerytury w UE (2020)Francja wśród krajów o najwyższych wydatkach na emerytury w UE

 Źródła: Eurostat, Allianz Research

W Polsce emerytury pochłaniają 8,6% PKB – plasujemy się pod tym względem w środku porównywanej grupy 27 państw (z tym ze wszystkie pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają niższe koszty systemu emerytalnego w stosunku do ich PKB, a wyższe koszty mają kraje Europy Zachodniej, chociaż także w Norwegii i Irlandii koszt systemu emerytalnego jest zdecydowanie niższy – w Irlandii nawet o połowę).

Deweloperzy giełdowi pokazali wyniki. Sprzedaż mieszkań spadła o 36% rdr

W ostatnich trzech miesiącach 2022 roku kontraktacja deweloperów mieszkaniowych notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW nie uległa kolejnej fazie regresu, stabilizując się na poziomach osiągniętych w III kwartale ub. r. Pytanie, czy mieszkaniowy rynek pierwotny odnalazł już swoje koniunkturalne dno,  czy może przyjdzie poszukiwać go jeszcze niżej?

Wyraźne hamowanie spadkowych statystyk

Notowana na warszawskiej GPW stawka trzynastu deweloperów mieszkaniowych w IV kwartale ubiegłego roku znalazła nabywców na 3715 lokali. Oznacza to wynik słabszy w relacji rok do roku o 34 proc., jednak w odniesieniu do kwartału poprzedniego nastąpił już wzrost o ponad 7 proc. W III kwartale 2022 r. analogiczne parametry wynosiły odpowiednio minus 47 proc. i minus 17 proc. W kolejnych okresach kwartalnych widać więc zastopowany regres statystyk sprzedażowych u giełdowych tuzów deweloperki mieszkaniowej. Pytanie jednak, czy zastopowany chwilowo, czy może już na dobre.

Z kolei rezultat ogółem za cały rok 2022 na poziomie 16 442 mieszkań okazał się gorszy w stosunku do analogicznego okresu roku 2021 o 36 proc. Co ciekawe, opublikowany niedawno raport z danych platformy BIG DATA RynekPierwotny.pl o sprzedaży deweloperów na siedmiu głównych rynkach kraju, zakomunikował spadek o 35 proc., czyli niemal identyczny.

Tym samym koniunktura sprzedażowa pierwotnego rynku mieszkaniowego cofnęła się do okolic roku 2014, czyli początków niedawno zakończonego okresu prosperity. Wyniki kontraktacji komunikowane w drugiej połowie ub. roku przez deweloperskie spółki giełdowe dość wiernie korespondują bowiem z analogicznymi wynikami wypracowywanymi przed ośmiu laty. Istnieje zatem szansa, że to właśnie obecny poziom sprzedaży nowych mieszkań stanowi koniunkturalne dno.

Mizerna odsiecz ze strony PRS

W wynikach sprzedażowych deweloperów giełdowych niepokojąca jest jednak wyraźna przewaga firm ze znacznie większym od średniej regresem ubiegłorocznej kontraktacji. Zaledwie cztery spółki pokazały wynik wyraźnie lepszy od średniej, natomiast aż dziewięć znacznie słabszy – grubo powyżej 40 proc., nie mówiąc już o czterech pozycjach rynkowych tuzów z załamaniem sprzedaży dokładnie o połowę względem roku 2021. Niestety nie jest to najlepszy prognostyk na przyszłość.

Tymczasem liderem sprzedaży detalicznej 2022 roku w stawce giełdowych spółek deweloperskich o profilu mieszkaniowym tym razem okazał się Dom Development z rezultatem ponad 3 tys. zakontraktowanych lokali.

Jednak szczególne wrażenie robi wynik drugiego na podium Murapolu, w przypadku którego wynik sprzedaży mieszkań klientom indywidualnym w roku ubiegłym praktycznie nie ustąpił wynikowi z rekordowego roku 2021. Taki stan rzeczy spółka tłumaczy optymalną  jakością własnej oferty produktowej, przystępnej cenowo i skierowanej do najszerszego segmentu rynku, a także modelem biznesowym wyróżniającym się wyjątkową na tle rynku odpornością na kryzys. Tajemnicą poliszynela jest jednak wyjątkowa w branży aktywność oraz skuteczność dewelopera w promowaniu własnych inwestycji, za którą już od dość dawna podążają adekwatne wyniki sprzedaży.

Obie spółki z najwyższymi wynikami sprzedaży detalicznej zakomunikowały również ubiegłoroczne rezultaty umów z funduszami PRS (wynajmu instytucjonalnego). W przypadku Dom Development było to dodatkowe 397 zakontraktowanych lokali do wybudowania w kolejnych latach. Natomiast Murapol pochwalił się liczbą 664 mieszkań sprzedanych w formule design&build globalnemu funduszowi ARES.

Wolumen niewiele ponad 1 tys. lokali sprzedanych w ciągu roku na rzecz PRS przez stawkę kilkunastu czołowych i najbardziej rozpoznawalnych krajowych przedstawicieli deweloperki mieszkaniowej, to rezultat raczej grubo poniżej oczekiwań. Na razie więc i ten segment rynku skazany się wydaje na ruch na niższym biegu, przynajmniej do czasu powrotu rynkowej koniunktury do względnej normalności. Tab. 1 - Sprzedaż deweloperów giełdowych w IV kw. 2022

WIG-Nieruchomości wciąż daleki od bessy

Co ciekawe, załamanie koniunktury sprzedażowej na pierwotnym rynku nieruchomości mieszkaniowych oraz proces poszukiwania koniunkturalnego dna w okolicach statystycznych poziomów początku ostatniego boomu sprzed ośmiu lat, nie powoduje analogicznej reakcji giełdowego wskaźnika koniunktury giełdowej spółek deweloperskich. Od początku 2022 roku do dziś WIG-Nieruchomości stracił zaledwie około 100 pkt czyli niespełna 4 proc., lokując się w ten sposób wśród najmocniejszych indeksów GPW.

Tego typu siła relatywna może wynikać po pierwsze z oczekiwania kolejnych dobrych wyników finansowych za rok ubiegły, które nie są zależne od kontraktacji, czyli przedsprzedaży mieszkań, ale ich przekazań, a więc podpisanych umów przeniesienia własności. Do tego być może dochodzi wiara akcjonariuszy spółek deweloperskich w stosunkowo szybki powrót koniunktury, wynikający choćby z liczonego najczęściej w milionach jednostek deficytu mieszkaniowego w Polsce. Sęk w tym, że giełda „kupuje przyszłość” nieco bardziej odległą niż ta najbliższa, a ta dalsza perspektywa liczona w miesiącach czy kwartałach, niestety nie rysuje się na chwilę obecną dla branży deweloperskiej w jednoznacznie optymistycznych barwach.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Współpraca w sprawach karnych ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi

W dniu 4 stycznia 2023 roku do Sejmu wpłynął projekt ustawy o ratyfikacji Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi o współpracy prawnej w sprawach karnych, podpisanej w Abu Dhabi dnia 22 września 2022 roku (druk sejmowy nr 2915). Projekt ustawy został skierowany do Komisji Spraw Zagranicznych oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Umowa pomiędzy RP a ZEA stworzy polskim sądom i prokuratorom podstawy do przekazywania i wykonywania wniosków o pomoc prawną, ekstradycję ora przekazywanie osób skazanych bez konieczności odwoływania się do zasady wzajemności i przepisów kodeksu postępowania karnego.

Ekstradycja może nastąpić w przypadku, gdy związana jest z przestępstwem popełnionym na terytorium strony wzywającej, które stanowi także przestępstwo zgodnie z prawem strony wezwanej albo które stanowiłoby przestępstwo, gdyby zostało popełnione na jej terytorium, zagrożone według prawa każdej ze stron karą pozbawienia wolności o maksymalnym wymiarze co najmniej jednego roku albo karą surowszą. Wydanie następuje także w związku z przestępstwem przeciwko przepisom prawnym dotyczącym podatków, ceł, nadzoru nad obrotem dewizowym lub transferem kapitału albo innych spraw finansowych (również w przypadku, gdy prawo stron wezwanej nie przewiduje takiego samego rodzaju podatku albo cła lub nie reguluje w ten sam sposób podatków, ceł, obrotu dewizowego lub transferu kapitału albo gdy zgodnie z tym prawem czyn taki nie stanowi przestępstwa.

Umowa zawiera przepisy, które przewidują, że wniosek nie zostanie zrealizowany, w przypadku gdy istnieją podstawy do przyjęcia, że wniosek o pomoc prawną albo ekstradycję został sporządzony w celu ścigania, ukarania lub prowadzenia innego postępowania przeciwko osobie z powodu jej rasy, płci, wieku, niepełnosprawności, wyznania, pochodzenia narodowego, etnicznego lub społecznego, majątku, urodzenia lub innego statusu lub z powodu jej poglądów politycznych i innych (art. 12 ust. 1 lit. d, art. 28 lit. e), gdy przestępstwo, do którego odnosi się wniosek o ekstradycję, jest zagrożone w prawie Strony wzywającej karą śmierci i Strona ta nie dostarczy wystarczających gwarancji, że kara taka nie zostanie orzeczona, albo, jeśli zostanie orzeczona, to nie zostanie wykonana (art. 28 lit. h) lub gdy istnieją uzasadnione powody, by sądzić, że osoba, której dotyczy wniosek o wydanie, może zostać poddana na terytorium Strony wzywającej torturom, okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo że nie zostanie jej zagwarantowane prawo do obrony w prowadzonym przeciwko niej postępowaniu (art. 28 lit. g, art. 30 lit. e).

Wydania można odmówić w przypadkach, gdy:

a) na terytorium strony wezwanej toczy się postępowanie karne co do tego samego działania albo zaniechania tej samej osoby,
b) przestępstwo, zgodnie z prawem strony wezwanej, zostało popełnione w całości albo w części na terytorium tej strony,
c) przestępstwo zostało popełnione poza terytorium jakiejkolwiek ze stron i prawo strony wezwanej nie przewiduje możliwości ścigania za takie przestępstwo popełnione poza jej terytorium,
d) wniosek dotyczy osoby, której przyznano status uchodźcy,
e) wniosek dotyczy osoby skazanej zaocznie, chyba że strona wzywająca zapewni, że sprawa osoby, o której wydanie się wnosi, będzie ponownie rozpoznana z zagwarantowaniem tej osobie prawa do obrony,
f) strona wezwana uzna, uwzględniając przy tym wagę przestępstwa oraz interesy strony wzywającej, że ze względu na wiek osoby, której wniosek dotyczy, lub jej stan zdrowia wydanie nie może nastąpić.

Dodatkowo Umowa przewiduje, że w pilnych przypadkach przed złożeniem wniosku o wydanie osoby strona wzywająca może zwrócić się z wnioskiem o jej tymczasowe aresztowanie. Jeżeli jednak wniosek o wydanie nie zostanie złożony, osoba aresztowana tymczasowo zostanie zwolniona z upływem 45 dni od daty aresztowania. Zwolnienie osoby na tej podstawie nie wyklucza ponownego wszczęcia postępowania o jej wydanie, jeśli wniosek taki zostanie złożony w terminie późniejszym.

Zgodnie z art. 29 ust. 1 Umowy żadna ze stron nie wydaje własnych obywateli.

Podpisaną Umowę z ZEA należy oceniać pozytywnie, ureguluje ona bowiem dokładnie (na sposób podobny zresztą do innych tego rodzaju umów międzynarodowych podpisanych przez Polskę w zakresie ekstradycji). Co do samego zaś ratyfikowania ustawy przez Sejm nie należy spodziewać się, by miało do tego nie dojść.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Co czeka złotego w 2023 roku?

Rok 2022 był dla krajowej waluty niezwykle wymagający. Złoty mierzyć musiał się nie tylko z silnie drożejącym globalnie dolarem, czy wystrzałem inflacji w Polsce, ale i niespotykanymi od lat ryzykami geopolitycznymi w naszym regionie. Co będzie się liczyć dla krajowej waluty w tym roku?

Wszystko po 5 zł – rok 2022 dla złotego

Miniony rok na dolarze podzielić można na pierwsze trzy kwartały oraz kwartał ostatni. Mniej więcej do końca września amerykańska waluta wyraźnie umacniała się względem złotego, osiągając pod koniec III kwartału niespotykany do tej pory poziom aż 5,06 zł. W tym samym czasie swój szczyt pobił też frank szwajcarski, osiągając wówczas pułap 5,14 zł. Ponieważ pierwsze trzy kwartały były też okresem wyraźnego spadku głównej pary, a więc eurodolara, który zszedł na kilka tygodni poniżej parytetu, relatywnie słabiej we wrześniowym punkcie przesilenia zachowało się natomiast euro w relacji do złotego. Wrześniowy szczyt, ustanowiony pod poziomem 4,90 zł, nie zdołał już jednak poprawić szczytu osiągniętego na początku marca, testującego wówczas okrągłą barierę 5 zł.

Od czego zależy wartość złotego w 2023 roku?

Analizując sytuację złotego, jaka może spotkać krajową walutę w rozpoczętym roku, należy przede wszystkim przyjrzeć się liście kluczowych czynników, które mają wpływ na jej kondycję.

W pierwszej kolejności są to losy dolara na głównych parach. Jak powszechnie wiadomo, jego osłabienie sprzyja rynkom wschodzącym i ich walutom, a więc i złotemu. Kolejnymi liczącymi się aspektami są: kwestia zaostrzenia, bądź złagodzenia konfliktu za naszą wschodnią granicą, kształtowania się inflacji i dopasowania do niej polityki monetarnej RPP, ale także kontekst jesiennych wyborów parlamentarnych. Ponadto do tej listy dorzucić możemy też politykę pozostałych banków centralnych, czy kwestię wypłaty środków z Krajowego Planu Odbudowy.
Widmo recesji

Ryzyko materializacji globalnej recesji wpłynąć może na sentyment inwestycyjny, chociażby z racji widma spadających zysków przedsiębiorstw i w konsekwencji kondycji amerykańskiego rynku pracy. Jeśli więc w pierwszej części tego roku wspomniane ryzyka się zmaterializują, byłby to okres tworzący ponownie presję osłabienia złotego do najważniejszych walut, ponieważ umacniałby się dolar na głównych parach. Gdy jednak skala tego gospodarczego spowolnienia, czy też recesji, okaże się zbyt poważna, bankierzy centralni i rządy ponownie ruszą z odsieczą w postaci luźniejszej polityki monetarnej i fiskalnej. I byłby to najprawdopodobniej dobrze znany z historii moment zwrotny na rynkach, w którym ponownie należałoby się zainteresować powrotem do złotego.

Względy geopolityczne

Nie sposób nie wspomnieć też o toczącej się za naszą wschodnią granicą wojnie, która jak pokazał miniony rok, rzutuje wyraźnie na wyceny krajowych aktywów. Globalne rynki już do tego konfliktu nieco przywykły, natomiast lokalnie ma on dla nas cały czas bardzo duże znaczenie.

Rozpoczęty rok stoi pod znakiem braku większych zmian, a więc utrzymania konfliktu, ale bez jego znaczącej eskalacji, czy też deeskalacji, zwłaszcza w zakresie opuszczenia granic Ukrainy. Oznacza to jednocześnie, że gdyby do takich zmian doszło, od razu może mieć to duży wpływ na złotego. Geopolityka jest natomiast na tyle złożoną dziedziną, że kierunku tego konfliktu w kolejnych kwartałach rozstrzygać nie sposób. Dla złotego jest on więc dużym czynnikiem ryzyka, ale i jednocześnie szansą na dalsze zredukowanie zeszłorocznych strat w przypadku deeskalacji i rozpoczęcia rozmów pokojowych.

Polityka wewnętrzna i decyzje RPP

Ostatnie decyzje w zakresie utrzymania stóp procentowych oraz spadająca dynamika inflacji, zarówno w Polsce, jak i na świecie, dają w najbliższych miesiącach pewien komfort Radzie Polityki Pieniężnej. Tylko jakiś silny powrót napięć inflacyjnych, czy wyraźne osłabienie złotego o geopolitycznym podłożu, mogłyby scenariusz braku podwyżek stóp zakłócić. Na razie zakładać należy, że ze stopą 6,75% dotrzemy do jesiennych wyborów, a jeśli sytuacja pozwoli, tuż przed nimi nie można także wykluczyć jakiejś obniżki, której sugestie także zaczęły się w ostatnim czasie pojawiać. Jeśli miałaby ona odczuwalnie przełożyć się na poprawę nastrojów kierujących się w stronę urn wyborców, najlepszym terminem do jej wdrożenia byłoby posiedzenie zaplanowane na 5-6 września. W ciągu kolejnych miesięcy, z naciskiem na okolice III kwartału, złoty może także silniej reagować na kolejne sondaże.

Nad złotym wisi także temat odblokowania środków z Krajowego Planu Odbudowy, który Komisja Europejska zaakceptowała na początku czerwca. Chodzi o 22,5 mld euro dotacji oraz 12,1 mld euro tanich pożyczek, które są rozpisane do końca 2026 roku na transze, które to z kolei mają być wypłacane dwa razy w roku, natomiast ich wypłata uzależniona będzie od spełnienia przypisanych do nich warunków. A jednym z nich jest reforma sądownictwa, której przeprowadzenie uzależnione ma być obecnie od poparcia prezydenta. Przeprowadzenie reformy i w konsekwencji odblokowanie unijnych środków, to czynnik umacniający złotego.

Co czeka złotego w 2023 roku?

Gdyby zatem krótko podsumować wpływ omówionych czynników na złotego, ze strony dolara w pierwszej części roku może pojawić się presja osłabienia krajowej waluty. Później jednak, wraz z odpowiedzią globalnych banków centralnych na spowolnienie gospodarcze, apetyt na ryzykowne aktywa powróci, a zatem i złoty dostanie ponownie wiatru w żagle. Wpływ toczącej się wojny na Ukrainie pozostaje na chwilę obecną neutralny, ale wszelkie zmiany w tej kwestii powinny wyraźnie wpłynąć na kierunek złotego. Ocena tychże zmian jest jednak obarczona dużym ryzykiem błędu. Od strony polityki monetarnej, jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego w zakresie powrotu rosnącej presji inflacyjnej, stopy do jesiennych wyborów powinny już pozostać bez zmian, a być może tuż przed nimi zostaną jeszcze symbolicznie obniżone. Utrzymanie stóp na obecnym poziomie przy spadającej dynamice inflacji, nie powinno natomiast wywierać presji osłabienia złotego z uwagi na kurczące się, ujemne realnie stopy procentowe.

Tomasz Gessner – analityk rynków finansowych, Tavex.

Kiedy nadchodzi moment, aby wymienić biurko na biurko gamingowe?

Biurko dla gracza czy biurko gamingowe – sama nazwa sugeruje, że mebel taki jest użyteczny tylko dla osób spędzających wiele godzin na graniu w gry komputerowe. Tymczasem okazuje się, że biurko gamingowe będzie idealnym wyborem nie tylko w przypadku miłośników e-sportu. Kiedy warto zastanowić się nad zakupem biurka gamingowego? Podpowiadamy!

Masz własny kącik do gier? Czas zainwestować w biurko!

Dawniej gry komputerowe były rozrywką raczej dla dzieci i młodzieży. Jednak pierwsze pokolenie graczy osiągnęło już dorosłość i ma własne dzieci, więc zamiłowaniem do gier zaraziło następne pokolenie. Wytrawni gracze pamiętają czasy meblościanek, niewygodnych krzeseł i zbyt małych biurek, na których oprócz całej sterty „przydasi” musiały się jeszcze zmieścić książki do szkoły czy wielki, kineskopowy monitor. Teraz, gdy mają własne dzieci i swój kącik do grania, chętnie inwestują w przedmioty poprawiające ergonomię i przyjemność z gry. Na szczycie listy rzeczy, w które gotowi są zainwestować, o pierwsze miejsce walczą fotel gamingowy i biurko gamingowe.

Postaw na funkcjonalność

Większość graczy dokładnie bada rynek nawet przed najprostszym zakupem. Myszka, klawiatura, monitor, procesor czy choćby słuchawki mają duże znaczenie dla komfortu podczas rozgrywek. I choć oczywiście wygląd ma ogromne znaczenie przy wyborze, to jednak funkcjonalność gra tu pierwsze skrzypce. 

Tak samo jest w przypadku biurka. Biurko dla gracza to nie tylko piękny design, fajne dodatki czy różnokolorowe taśmy LED. To przede wszystkim użyteczność. Jakie cechy są tu decydujące?

  • Duża powierzchnia robocza,

  • Wysokiej jakości, wytrzymałe materiały,

  • Regulacja wysokości,

  • Specjalne korytka kablowe,

  • Wyprowadzenie gniazd zasilających na blat biurka,

  • Dodatkowe gniazda USB,

  • Uchwyty na słuchawki i kubki.

Ze względu na liczne udogodnienia taki mebel z powodzeniem może służyć nie tylko graczom, ale też projektantom lub kierownikom.

Chcę kupić biurko gamingowe. Ale od czego zacząć?

Jakie biurko gamingowe będzie najlepsze i czym kierować się przy wyborze? Przed zakupem warto jasno określić miejsce, w którym postawimy biurko. To pozwoli zdefiniować jego możliwy kształt, dodatki czy wielkość blatu. Większość biurek ma szerokość blatu w granicach 120-160 centymetrów, przy maksymalnie 80 centymetrach głębokości. Na rynku występują także biurka większe, ale gdy potrzebujemy większej przestrzeni roboczej i mamy w domu miejsce, możemy zdecydować się na biurko gamingowe narożne.

Tańsze czy droższe?

Często wahamy się i myślimy, czy najpierw zacząć od mebla tańszego, a później wymienić go na lepszy, ale droższy model. Z biurkiem sytuacja może wydawać się podobna.

Po pierwsze wybierzmy model, który do nas pasuje, a dopiero potem sprawdźmy cenę. Lepiej mieć idealnie dopasowane do naszych wymagań biurko, nawet przy wyższym koszcie, niż zdecydować się na tani model i latami znosić niewygody. Cechy, na które koniecznie trzeba zwrócić uwagę to: 

  • kształt (biurko gamingowe narożne lub zwykłe), 

  • kolor, 

  • wielkość,

  • materiał.

Warto rozważyć też biurko regulowane elektrycznie. Pozwala ono, za pomocą silników sterowanych elektrycznie, samodzielnie wybrać wysokość ustawienia blatu, co daje nam możliwość dostosowywania biurka np. do zmieniającego się wraz z wiekiem wzrostu dziecka.

Po drugie, biurko gamingowe to inwestycja na lata i nie warto wybierać taniego, pierwszego z brzegu biurka, które po kilku miesiącach użytkowania będzie nadawać się do wymiany. Biurko dla gracza równie dobrze może posłużyć jako biurko do nauki, biurko do pracy, czy biurko do rozwijania hobby. Nie musimy też od razu kupować do niego wszystkich dodatków, możemy zdecydować się na model podstawowy, a poszczególne gadżety dobierać wraz z upływem czasu, gdy okaże się, że nasz wybór faktycznie był strzałem w dziesiątkę.

Gdzie szukać swojego idealnego biurka gamingowego? Na rynku istnieje kilka firm specjalizujących się w tego typu konstrukcjach. Wśród nich wart uwagi jest Zdesk, który ma w ofercie sporo modeli biurek gamingowych, a dodatkowo duży wybór akcesoriów do gamingu.

JR Holding inwestuje 1,2 mln zł w aplikację MONITI

Najnowsza inwestycja JR Holding to aplikacja MONITI, która pomaga firmom sprawnie zarządzać zespołami wykonującymi swoją pracę z dala od komputera. Umożliwia ona m.in. rejestrację czasu pracy, monitoring GPS pracowników mobilnych. JRH obejmie do 20,3% w kapitale zakładowym spółki Tres Comas (właściciela MONITI) w zamian za inwestycję łącznie do 1,2 mln zł.

MONITI, technologiczna firma, która opracowała innowacyjną aplikację w modelu SaaS (Software as a Service), która znacząco wspomaga i ułatwia pracę działów HR, kierowników i menedżerów poprzez automatyzację i cyfryzację procesów zarządzania pracownikami wszystkich firm niezależnie od branży czy wielkości.

Jako zespół Moniti wierzymy, że skuteczne i proste zarządzanie pracownikami powinno być dostępne dla każdej firmy a procesy powtarzalne należy cyfryzować i automatyzować. W odpowiedzi na potrzeby rynku została stworzona aplikacja wprowadzająca nowy standard w zarządzaniu zespołami terenowymi i  stacjonarnymi – powiedział Dawid Kowalski, Prezes i założyciel MONITI.

Na świecie ponad 80% pracowników wykonuje swoją pracę poza biurkiem. Większość aktualnie dostępnego oprogramowania jest skierowana dla pracowników pracujących przy komputerze. Rozwiązanie MONITI pozwala firmom na monitorowanie rzeczywistego czasu pracy i lokalizacji swoich pracowników, generowanie raportów wynagrodzeń, zarządzanie urlopami, planowanie grafików pracy oraz zadań i projektów dla pracowników. Aplikacja MONITI pozwala na lepsze zarządzanie zespołami i efektywne wykorzystanie czasu pracy pracowników. MONITI jest prosta w użyciu i intuicyjna, dzięki czemu zapewnia jak najlepsze doświadczenia dla użytkowników. Dzięki swojej prostocie nie są wymagane szkolenia czy specjalne wdrożenia dla pracowników.

Jest to jedyna aplikacja w telefonie pracownika, którą będzie używał do wykonywania swoich obowiązków. Za jej pomocą odnotuje swoją obecność, złoży wniosek o urlop oraz wykona powierzone mu zadania – dodał Dawid Kowalski.

Moniti zgodnie z polityką BYOD (Bring Your Own Device; z ang. zabierz swoje urządzenie) zachęcającą pracowników do używania swoich osobistych telefonów w celach służbowych. Aby nie tworzyć dodatkowych elektrośmieci oraz  nie tworzyć i utrzymywać drogiej infrastruktury wewnątrz firmy.

Zainwestowaliśmy w MONITI, unikatową aplikację do monitoringu i zarządzania pracownikami ponieważ zawiera funkcje niedostępne w innych tego typu rozwiązaniach. Większość dostępnych aplikacji koncentruje się na monitoringu czasu pracy osób korzystających z komputera. MONITI oferuje również możliwość wsparcia przedsiębiorców zatrudniających pracowników fizycznych, w tym mobilnych. Wierzymy, że to rozwiązanie znajdzie szerokie zainteresowanie na rynku – powiedział January Ciszewski, inwestor i Prezes JR Holding ASI S.A.

Funkcje aplikacji MONITI
Czas Pracy jest cyfrową odpowiedzią na papierowe listy obecności. Wiarygodna rejestracja i ewidencja czasu pracy dzięki foto-potwierdzeniom i geolokalizacji miejsca pracy odbywa się za pomocą aplikacji mobilnej w telefonie pracownika
Monitoring GPS Zespołu zastępuje standardowy lokalizator GPS w samochodzie. Aplikacja umożliwia monitoring pozycji pracowników w czasie rzeczywistym oraz zapis historii trasy
Zadania i Projekty planowanie i przydzielanie zadań i projektów dla Twojego
Urlopy i Absencje samoobsługa pracownicza polegająca na tym, że pracownik sam może samodzielnie złożyć wniosek urlopowym oraz sprawdzić liczbę dni możliwych do wykorzystania w danym roku. Dzięki temu moduł bardzo odciąża działy kadr
Wynagrodzenia automatyczne wyliczanie wynagrodzeń dla pracowników na umowach cywilnoprawnych

Źródło: moniti.app

Rozwiązanie Moniti sprawdza się dla wszystkich rodzajów pracowników:

  • Stacjonarnych i produkcyjnych,
  • Terenowych i mobilnych,
  • Zdalnych i biurowych.

W związku z rundą inwestycyjną MONITI planuje zintensyfikować prace nad produktem, dostarczając dodatkowe moduły, dające dodatkową wartość dla naszych klientów oraz budujące MONITI jako all in app dla firm chcących efektywnie zarządzać swoimi zespołami.

Inflacja zgodna ze wstępnym odczytem

Wstępny odczyt inflacji okazał się zgodny z finalnym. Należy jednak pamiętać, że w grudniu wstępny odczyt inflacji nastąpił po zakończeniu miesiąca, co ułatwiało zadanie. Również w strefie euro inflacja w grudniu nie rosła.

Inflacja wciąż 16,6%

Potwierdził się odczyt inflacji konsumenckiej. Ceny w Polsce rosną już o „zaledwie” 16,6%. Jest to wyraźna poprawa względem wartości 17,5% miesiąc temu. Z drugiej strony należy pamiętać, że dochodzimy do etapu, gdzie ceny odnoszą się do już wysokich poziomów sprzed roku. Inflację liczymy najczęściej w ujęciu rocznym. W rezultacie odwoływanie się do wysokich poziomów powoduje, że wynik często jest mniej imponujący, mimo że problem nie znika. Z drugiej strony wskaźnik miesięczny na poziomie 0,1% to wynik, który o ile by się utrzymał, pozwala myśleć o sporej normalizacji. Nie ma to jednak większego wpływu na kurs euro względem polskiego złotego, ten wydaje się znów przyspawany w okolicach 4,69 zł.

Inflacja w Europie

Wiele państw notuje już niższe niż miesiąc temu indeksy inflacji konsumenckiej. Do tego grona dołączyły w piątek zarówno Francja, Hiszpania i Rumunia. Z drugiej strony na Słowacji poziom cen został utrzymany, co i tak jest dobrą wiadomością, bo rynek oczekiwał wzrostów. Do tego należy jeszcze wspomnieć Szwecję, gdzie zgodnie z oczekiwaniami wzrost cen przyspiesza. Co ciekawe, Szwecja podnosiła stopy procentowe do tego samego poziomu co strefa euro i tu wyprzedzają strefę. Po tych danych widzieliśmy spadek wartości euro względem kursu korony szwedzkiej. Powodem był fakt, że inwestorzy spodziewają się dalszych ruchów na stopach procentowych w górę.

Słabsze dane z Chin

Biorąc pod uwagę ostatnie zamieszanie covidowe w Chinach nie można się dziwić, że dane o wymianie handlowej spadają. O tym, jak jest źle, najlepiej świadczy fakt, że 9 stycznia podali ostatnie dane o zgonach, które były nagłym wystrzałem w górę. Z jednej strony 84 zgony to w skali tego kraju, jakkolwiek bezdusznie to zabrzmi, nie jest istotna liczba. Z drugiej strony tendencje i zamiłowanie do nieujawniania danych połączone ze skalą protestów nakazuje wątpić, czy to wiarygodna wartość. Nie zmienia to faktu, że spadek eksportu w ciągu roku o 9,9% i importu o 7,5% to wartości, które w Chinach zwyczajowo występowały, ale z plusem. Spowolnienie gospodarcze w Chinach ma pełne prawo odbić się na całą gospodarkę światową.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rosyjscy hakerzy wykorzystują ChatGPT do generowania złośliwych wiadomości

  • Użytkownicy podziemnych forów już dzielą się wskazówkami jak używać ChatGPT do tworzenia oprogramowania ransomware. Sztuczna inteligencja pomaga również rosyjskim hakerom w tworzeniu e-maili phishingowych
  • Ekspert zaznacza, że firmy takie jak OpenAI mogą być prawnie zmuszone do szkolenia swojej sztucznej inteligencji w celu wykrywania nadużyć służących przestępcom. Na razie nic takiego nie ma miejsca, a ograniczenia wprowadzane przez twórców sztucznej inteligencji można zwykle łatwo obejść.

Użytkownicy podziemnych forów już dzielą się wskazówkami jak używać ChatGPT do tworzenia oprogramowania ransomware. Sztuczna inteligencja pomaga również rosyjskim hakerom w tworzeniu e-maili phishingowych – informują analitycy Check Point Research. Można się zastanawiać, czy przełomowe narzędzie ChatGPT przynosi więcej korzyści czy zagrożeń.

Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego alarmują, że aplikacja ChatGPT, która stała się wiralowa w zaledwie kilka dni po jej grudniowej premierze, może kodować złośliwe oprogramowanie zdolne do rejestrowania uderzeń klawiatury użytkowników lub tworzenia oprogramowania ransomware. Do tej porty narzędzia zakodowane w ChatGPT wyglądały na „dość proste”, jednak eksperci firmy Check Point Research zauważają, że jest to tylko kwestia czasu, zanim bardziej „wyrafinowani” hakerzy znajdą sposób na obrócenie sztucznej inteligencji na swoją korzyść.

Specjaliści bezpieczeństwa cybernetycznego wyrażają obawy, że narzędzie może nie tylko tworzyć kod, który kradnie dane ofiar, a być również używane do tworzenia stron internetowych i botów, które nakłaniają użytkowników do udostępniania ich poufnych danych. ChatGPT może szeroko rozpowszechnić tworzenie i personalizację złośliwych stron internetowych, wysoce ukierunkowanych kampanii phishingowych oraz innych oszustw opartych na socjotechnice.

Sergey Shykevich, analityk firmy Check Point Software, twierdzi, że ChatGPT będzie również „świetnym narzędziem” dla np. rosyjskich hakerów, którzy nie są biegli w języku angielskim, do tworzenia wiarygodnie wyglądających e-maili phishingowych.

– Cyberprzestępcy coraz bardziej interesują się ChatGPT, ponieważ stojąca za nim technologia sztucznej inteligencji może sprawić, że haker będzie bardziej wydajny – zauważa Sergey Shykevich, menedżer działu wywiadu zagrożeń w Check Point Software.

Ekspert zaznacza, że firmy takie jak OpenAI mogą być prawnie zmuszone do szkolenia swojej sztucznej inteligencji w celu wykrywania nadużyć służących przestępcom. Na razie nic takiego nie ma miejsca, a ograniczenia wprowadzane przez twórców sztucznej inteligencji można zwykle łatwo obejść.

– Nie jest trudno ominąć ograniczenia OpenAI dla określonych krajów, aby uzyskać dostęp do ChatGPT. W tej chwili widzimy, jak rosyjscy hakerzy już dyskutują i sprawdzają, jak ominąć geofencing, aby wykorzystać ChatGPT do działań o charakterze kryminalnym. Uważamy, że próbują oni wdrożyć i przetestować ChatGPT w swoich codziennych operacjach przestępczych – ostrzega ekspert Check Point.

Według izraelskiej firmy, podziemne fora przestępcze przedstawiają oferty kodów napisanych przez ChatGPT, które przechwytują interesujące nas pliki, kompresują je i przesyłają przez sieć. Co więcej, istnieją nowe narzędzia, które instalują backdoora na komputerze i mogą przesyłać dalsze złośliwe oprogramowanie na zainfekowany komputer.

Rajd Bitcoina

W ciągu minionego tygodnia (do niedzieli) kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł o 23,32 proc. osiągając najwyższy poziom od początku listopada 2022. Był to najsilniejszy tygodniowy wzrost ceny tej kryptowaluty od lutego 2021. Dziś rano kurs BTC/USD lekko się korygował (BTC/USD -0,36 proc. ok. godz. 9:20).

Amerykański dolar próbował odrabiać dziś rano swe ostatnie straty względem japońskiego jena (USD/JPY +0,37 proc. ok. godz. 9:20). USD był dziś rano najsłabszy względem meksykańskiego peso od prawie 3 lat i wobec dolara singapurskiego od 2 lat. Kurs EUR/USD był dziś rano najwyżej od kwietnia ub.r., ale następnie ten wzrost został w całości wymazany (EUR/USD -0,15 proc. ok. godz. 9:25).

Minimalnie słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,07 proc., USD/PLN +0,27 proc.).
Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji skończyły piątkową sesję na najwyższych poziomach zamknięcia od miesiąca (S&P 500 +0,4 proc., DJIA +0,33 proc., Nasdaq Composite +0,71 proc.).

Dziś rano na rynkach akcji Azji i Oceanii lekko przeważały wzrosty głównych indeksów. Największy – o ponad 1 proc. – notowały chińskie Shanghai B-Share Index oraz Shanghai Composite. Ponownie o ponad 1 proc. spadł japoński Nikkei 225 zbliżając się do poziomów swoich minimów z okresu minionych 9 miesięcy.

Na giełdach europejskich lekko przeważały dziś rano niewielkie zwyżki (DAX +0,16 proc., CAC 40 +0,1 proc. ok. godz. 9:45).

WIG-20 tracił ok. godz. 9:45 -0,73 proc. Rósł natomiast o 0,48 proc. sWIG-80 osiągając najwyższy od końca kwietnia ub.r. poziom. Najwyżej od 15 miesięcy był dziś WIG-Budownictwo. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom od jesieni 2021 osiągnął dziś rano kurs akcji spółki Livechat. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś rano kursy akcji spółek Polimex-Mostostal, PCC Rokita i Mirbud.

Najwyższy poziom od jesieni 2021 osiągnęła dziś rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Chin. Rynek obligacji skarbowych (podobnie jak rynek akcji) w USA będzie dziś zamknięty z okazji obchodów dnia Martina Luthera Kinga. W Europie rentowności skarbowych 10-latek lekko dziś rosły. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu wróciła powyżej poziomu 6 proc.

Cena kontraktów na gaz ziemny notowanych w Holandii spadła w piątek do najniższego poziomu od września 2021. Dziś ok. godz. 9:35 cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie odbijała w górę ze swojego 1,5-rocznego minimum o 6,38 proc. Lekko spadały dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową (WTI -0,94 proc., Brent -0,98 proc.). Lekko spadały dziś rano ceny kontraktów na metale szlachetne (złoto -0,33 proc., srebro -0,39 proc., platyna -0,88 proc., pallad -1,72 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Przedsiębiorcy są zniechęcani do Estońskiego CITu. Kontrowersyjne interpretacje „ukrytych zysków” „wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą”

Estoński CIT od roku robi się coraz bardziej popularny, gdyż w swoich założeniach jest fenomenalnym uproszczeniem rozliczeń podatkowych – przekonują eksperci Północnej Izby Gospodarczej. Martwiące jest więc to, że interpretacje podatkowe wydawane przez organy podatkowe są coraz częściej niekorzystne dla przedsiębiorców. Mowa o interpretacji pojęcia „ukrytych zysków” i „wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą”. – Rok 2022 minął nam pod znakiem „oswajania” Polskiego Ładu. Gospodarka powinna zmierzać do jak najszerszego upraszczania podatków i takich interpretacji przepisów, by przedsiębiorcy wiedzieli jak korzystać z takiego mechanizmu jak Estoński CIT – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Mamy wrażenie, że Ministerstw Finansów wprowadziło dobry system, do którego zniechęcają przedsiębiorców organy podatkowe. To sytuacja niedopuszczalna – dodaje Hanna Mojsiuk.

Ministerstwo Finansów zachęca, a Krajowa Administracja Skarbowa zniechęca. Przedsiębiorcy nie są pewni Estońskiego CITu

Jak mówią eksperci Północnej Izby Gospodarczej Estoński CIT to rozwiązanie pozytywne, bo opodatkowuje wyłącznie zyski wypłacone wspólnikom. Daje to w istocie duży impuls rozwojowy dla tych spółek, których właściciele chcą reinwestować zyski, rezygnując z ich wypłaty. Oczywiście nie oznacza to braku opodatkowania – ta nowa forma opodatkowania przesuwa obowiązek zapłaty podatku dopiero na moment podjęcia uchwały o wypłacie zysku.

– Negatywnym elementem jest interpretacja pojęcia „ukrytych zysków” i „wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą” przez fiskusa. To niesamowite, że Ministerstwo Finansów otwarcie zachęca od roku przedsiębiorców, aby ich spółki przeszły na prorozwojowy podatek, i jednocześnie toleruje wydawania skrajnie niekorzystnych interpretacji nowego prawa przez Krajową Informację Skarbową – mówi Michał Wojtas, ekspert podatkowy i skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Nie do zaakceptowania jest jednak, żeby za ukryte zyski uznawać zwykły wynajem nieruchomości niezbędnej w działalności swojej spółki lub jakąkolwiek transakcję z właścicielem mimo że jest przeprowadzana na warunkach rynkowych – to nie tylko zastawianie pułapek podatkowych na „estończyków”, ale elementarne ignorowanie zasad wykładni prawa podatkowego – dodaje Michał Wojtas.

Postulat wydania interpretacji ogólnej lub nowych objaśnień podatkowych

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie oczekuje od Ministra Finansów wydania ogólnej interpretacji prawa podatkowego, która wyjaśniłaby sposób rozumienia definicji „ukrytych zysków”, które odnoszą się do wszelkich świadczeń mających związek z prawem do udziału w zysku spółki. Definicja ta zawiera bowiem otwarty katalog przykładowych „ukrytych zysków” co na przykładzie wydawanych interpretacji prowadzi do dowolnej interpretacji analizowanych stanów faktycznych.

Podobna sytuacja ma miejsce w zakresie interpretacji zdarzeń ujmowanych jako „wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą  – Przedsiębiorcy mają wystarczająco dużo problemów gospodarczych, zatem oczekują wsparcia w rzetelnej i logicznej wykładni prawa podatkowego, czego Izba będzie wymagać od aparatu skarbowego – mówi Michał Wojtas, ekspert podatkowy i skarbnik Północnej Izby Gospodarczej.

Te zmiany w prawie budowlanym to prawdziwy test dla branży

Budowa domów jednorodzinnych bez pozwolenia na budowę, a jedynie na zgłoszenie, to tylko początek rewolucyjnych zmian, które czekają nas od stycznia 2023 roku. Specjaliści alarmują, że branża nie konsultowała nadchodzących zmian, a ich wprowadzenie może prowadzić do braku właściwego nadzoru. „Czeka nas eksperyment prawny, który pokaże, czy branża jest gotowa na wzięcie takiej odpowiedzialności, by nie doprowadzić do chaosu funkcjonalnego i urbanistycznego” – mówi Iwona Huryn, Counsel i członek zespołu w praktyce rynku nieruchomości i budownictwa w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss.

Zmiany w Prawie budowlanym, które weszły w życie 1 stycznia 2023 r., objęły wiele reform, w tym między innymi, nową procedurę budowy domów jednorodzinnych bez pozwolenia na budowę, a jedynie na zgłoszenie. Pojawia się także rozszerzenie katalogu listy inwestycji realizowanych na tak zwanych uproszczonych zasadach m.in. o mikroelektorownie wiatrowe (o wysokości 3–12 m) czy bezodpływowych zbiorników na wody opadowe lub roztopowe. W przypadku obiektów do 5 m3 pojemności odbywa się to bez zgłoszenia i pozwolenia, zaś w przypadku pojemności od 5 do 15 m3 wystarczy jedynie zgłoszenie.

Oddawanie do użytkowania budynków mieszkalnych jednorodzinnych oraz obiektów budowlanych kategorii III odbywać się będzie jedynie po zawiadomieniu o zakończeniu budowy, a więc nie będzie konieczna decyzja o pozwoleniu na użytkowanie. Nie oznacza to jednak całkowitej rezygnacji z pozwoleń na użytkowanie. Pozwolenie na użytkowanie będzie wydane, jeżeli przystąpienie do użytkowania obiektu budowlanego ma nastąpić przed wykonaniem wszystkich robót budowlanych oraz gdy sam inwestor dobrowolnie o to wystąpi, mimo że uzyskanie decyzji o pozwoleniu na użytkowanie nie jest wymagane.

„Z pewnością poszerzenie listy inwestycji realizowanych na uproszczonych zasadach o mikroelektrownie wiatrowe czy zbiorniki do gromadzenia wody można odbierać jako wspieranie idei zeroemisyjności budynków, co cieszyć powinno środowiska nastawione proekologicznie.”, mówi Iwona Huryn z Wolf Theiss.

Bez pozwolenia na budowę można będzie wybudować każdy dom – niezależnie od metrażu, jednakże pod warunkiem, że jest budowany na potrzeby własne i posiada maksymalnie dwie kondygnacje. Ustawodawca wskazuje, że zgłoszenia mają być realizowane na podstawie projektu sporządzonego z kierownikiem budowy. To właśnie kierownik budowy ma potwierdzać gotowość budynku do zamieszkania.

„Celem zmiany teoretycznie jest ułatwienie jak również dążenie do upraszczania procedur. Tyle że uzasadnione staje się pytanie o to, czy utrata ważnego etapu kontroli wstępnej i następczej prowadzonej do tej pory przez administrację publiczną nie będzie skutkować pewnym chaosem? Czy nie zabraknie właściwego nadzoru, który byłby swoistym gwarantem przestrzegania przepisów prawa – zarówno budowlanego jak również prawa lokalnego tj. miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego? Czy branża jest na to gotowa?” zastanawia się Iwona Huryn.

Przedstawiciele branży budowlanej wskazywali w toku prac, że o zmianach dowiedzieli się z konferencji prasowej przedstawicieli rządu.

Zdaniem jednego z ekspertów „Czeka nas eksperyment prawny, który pokaże, czy branża jest gotowa na wzięcie odpowiedzialności, by nie doprowadzić do chaosu funkcjonalnego i urbanistycznego. Jest jeszcze jeden ważny aspekt tych zmian. Odpowiedzialność za budowę zostaje przerzucona na inwestora, projektanta i kierownika budowy. To potencjalne ryzyko sporów sądowych między nimi, które będą obciążać sądy i czas inwestorów. To właśnie budzi największe wątpliwości, a mianowicie – budując na zgłoszenie, nie otrzymujemy żadnej decyzji z urzędu, a więc z każdym problemem zostajemy niejako sami”.

Bez udziału kierownika budowy i bez pozwolenia na budowę mają wciąż być budowane domy poniżej 70 m2. Nie bez znaczenia są także wprowadzone w nowelizacji zmiany Prawa Budowlanego, które dotyczą elektronicznych uprawnień:

  • Elektroniczny Dziennik Budowy (system EBD) ma rejestrować przebieg wszelkich prac budowlanych.
  • Elektroniczna Książka Obiektu Budowlanego ma gromadzić informacje o obiekcie budowlanym, jego właścicielach i zarządcach, przeprowadzonych kontrolach, ekspertyzach i opiniach technicznych.
  • Powstać ma nowy elektroniczny System Nadzoru Rynku Wyrobów Budowlanych.

System został opracowany w Głównym Urzędzie Nadzoru Budowlanego. W swoim założeniu system ma umożliwić realizację czynności on-line. Powyższe rozwiązanie stanowi pogłębianie procesu cyfryzacji. Elektroniczny Dziennik Budowy ma być udostępniony w systemie EDB na stronie Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Biuletynie Informacji Publicznej.

„Budowa systemów dostępów elektronicznych to oczywiście wielkie wyzwanie. Trzeba więc trzymać kciuki za powodzenie tego projektu. Widzimy także szansę na przyspieszenie budów nowych domów, w tym rozbiórek istniejących domów, ponieważ zgodnie ze zmianami wchodzącymi przepisy nakładają bowiem kary za nieterminowe wydawanie pozwoleń na rozbiórkę. – podsumowuje mecenas Huryn.

Przedstawiciele branży są zdania, że wzrośnie rola ekspertów od oceny technicznej. Od tego roku rzeczoznawcy mają otrzymać uprawnienia do sporządzania opracowań technicznych dotyczących obiektów budowlanych.

Ranking rzetelności polskich przedsiębiorstw – Małopolska w górę, Podkarpacie w dół

Rzetelnych partnerów biznesowych najlepiej szukać w województwach świętokrzyskim, podlaskim i lubelskim. Więcej ostrożności należy z kolei zachować weryfikując potencjalnych kontrahentów na Mazowszu, Kujawach i Śląsku. Tak wynika ze wskaźnika rzetelności polskich przedsiębiorstw przygotowanego w oparciu o dane Krajowego Rejestru Długów przez ekspertów Rzetelnej Firmy przez na koniec 2022 r. W porównaniu z ostatnią edycją, największy awans zaliczyła Małopolska.Wskaźnik rzetelności polskich przedsiębiorstw 2022 r.

Z danych Krajowego Rejestru Długów na koniec 2022 r. wynika, że najwięcej do oddania mają przedsiębiorcy z województwa mazowieckiego. Ich zadłużenie wynosi bowiem blisko 1,9 mld zł. Dalej na liście znalazły się firmy ze Śląska (ponad 1 mld zł) i Wielkopolski (blisko 900 mln zł). Na końcu listy zadłużonych umiejscowiły się województwa: podlaskie (153 tys. zł), opolskie (149 tys. zł) oraz świętokrzyskie (148,5 tys. zł).

W porównaniu z ubiegłym rokiem nie ma zatem zmian w tej statystyce. Jak zaznaczają jednak autorzy zestawienia, wiarygodności płatniczej firm nie można weryfikować wyłącznie na podstawie sumy zadłużenia przedsiębiorców w danym regionie, dlatego ta statystyka nie była brana pod uwagę przy tworzeniu wskaźnika.

Żeby zapewnić obiektywną weryfikację rzetelności firm w konkretnych województwach wzięliśmy pod uwagę: zadłużenie w KRD w przeliczeniu na 1000 firm działających w danym regionie, średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika oraz odsetek dłużników w województwie w stosunku do wszystkich działających tu firm. Im mniejsze zaległości, tym więcej punktów i wyższa pozycja danego regionu w rankingu. Po zsumowaniu wszystkich kategorii, uzyskaliśmy wskaźnik, który pokazuje poziom rzetelności polskich przedsiębiorców. Biorąc pod uwagę wyłącznie wysokość zadłużenia, zobaczylibyśmy ranking, w którym najmniej rzetelne okazałyby się najbardziej rozwinięte gospodarczo regiony. Czyli takie, w których działa największa liczba firm – wyjaśnia metodologię Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Małopolska awansuje, Podkarpacie spada

Na koniec 2022 r. najlepiej zaprezentowały się województwa świętokrzyskie (44 pkt.) podlaskie (39 pkt.) i lubelskie (38 pkt.). Warto odnotować imponujący awans tego pierwszego, które w ostatnim rankingu zajęło miejsce tuż za podium. Największy postęp zrobiła jednak Małopolska, która poprawiła swoją pozycję aż o 4 miejsca i uplasowała się ostatecznie tuż za podium. Znaczny spadek zaliczyli z kolei przedsiębiorcy z Podkarpacia. W lipcu 2022 r. byli na drugim miejscu, a na koniec roku uplasowali się dopiero na szóstej pozycji.

Zmiany widać także na dole rankingu. Najgorzej wypadło bowiem Mazowsze, które uzbierało zaledwie 6 pkt. Warto zaznaczyć, że przedsiębiorcy z tej części Polski w 2 na 3 kategoriach znaleźli się na ostatnim miejscu. Na przedostatnim miejscu znalazły się firmy z województwa kujawsko-pomorskiego (10 pkt.), a niechlubne podium zamknęło województwo śląskie (12 pkt.), które awansowało o dwie pozycje względem ostatniego rankingu.

Ostatnie pół roku dobrze wykorzystali także przedsiębiorcy z województw warmińsko-mazurskiego,  wielkopolskiego i pomorskiego. Ci pierwsi poprawili swoją pozycję w rankingu o jedno miejsce – firmy z Warmii i Mazur awansowały z 9 na 8, zaś przedstawiciele Wielkopolski z 11 na 10. Przedsiębiorcy z Pomorza, w porównaniu z poprzednim wskaźnikiem, zanotowali natomiast awans o dwie pozycje i zajęli ostatecznie 12 miejsce – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Wzrost średniego zadłużenia w południowo-zachodniej i zachodniej Polsce

Przygotowanie zestawienia najbardziej wiarygodnych przedsiębiorców eksperci Rzetelnej Firmy i KRD rozpoczęli od porównania średniego zadłużenia firm w poszczególnych województwach. Najwięcej do oddania mają przeciętnie dłużnicy z województw: mazowieckiego (35,8 tys. zł), łódzkiego (35,2 tys. zł) oraz podkarpackiego (34,4 tys. zł). Warto zwrócić uwagę na brak w niechlubnej trójce Śląska, który jako jeden z liderów zadłużenia zazwyczaj zajmował jedno z trzech ostatnich miejsc w tej kategorii oraz na obecność Podkarpacia, które w dotychczasowych rankingach notowane było zwykle na  ich szczycie.

Najniższe średnie zadłużenie mają z kolei przedsiębiorcy z województwa zachodniopomorskiego (28 tys. zł), świętokrzyskiego (29 tys. zł) i Lubelszczyzny (29 tys. zł). W tym roku wśród najlepszych pod tym względem zabrakło Dolnego Śląska i Ziemi Lubuskiej, czego powodem jest wzrost średniego zadłużenia wśród przedsiębiorców działających w tamtych regionach.

Odsetek zadłużonych

Drugim analizowanym przez autorów rankingu wskaźnikiem był odsetek zadłużonych firm w danych województwach. Im niższy poziom tego wskaźnika, tym wyższe miejsce w rankingu rzetelności. Najlepiej pod tym względem wyglądają firmy z Podkarpacia. Tylko niewiele ponad 6,4 proc. z nich figuruje w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Dobrze wypadli także przedsiębiorcy z Podlasia i Małopolski, gdzie odsetek zadłużonych to niewiele ponad 6,7 proc. wszystkich firm.

Problem nieterminowego regulowania zobowiązań wyraźnie widać na Górnym Śląsku, gdzie zadłużona jest co dziesiąta firma (10,73 proc.). Niewiele lepiej jest w województwie dolnośląskim, gdzie trudności z płaceniem na czas ma ponad 10,5 proc. przedsiębiorców. Podobna sytuacja występuje w województwie kujawsko-pomorskim (ponad 10,4 proc.). W tej kategorii, w porównaniu z ostatnim wskaźnikiem, nie ma zmian.

– Mamy aż 8 województw, w których odsetek dłużników wśród wszystkich działających firm oscyluje wokół 10 proc., a tylko 3, gdzie jest on niższy niż 7 proc. To pokazuje różnicę w postawach przedsiębiorców w różnych częściach Polski. Są takie rejony, gdzie niepłacenie jest ujmą na honorze, są takie gdzie traktuje się to jako element działalności gospodarczej – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Dług na 1000 firm

Ostatnim czynnikiem, który miał znaczenia przy tworzeniu zestawienia, było podzielenie łącznego długu w konkretnym województwie na 1000 działających tam firm. W tej kategorii najlepiej prezentuje się województwo świętokrzyskie (2,1 mln zł). Zaraz za nim znaleźli się przedsiębiorcy z Podlasia (ponad 2,1 mln zł) i Małopolski (2,2 mln zł).

Najgorzej wypadły firmy z Mazowsza (3,7 mln zł), województwa kujawsko-pomorskiego (3,5 mln zł) i Śląska (niespełna 3,5 mln zł). Wszystkie te regiony okupowały niechlubne podium także w ostatnim rankingu, jednak w innej kolejności. Wówczas bowiem najbardziej zadłużeni byli przedsiębiorcy z Górnego Śląska.

98% przedstawicieli MŚP planuje informatyzować wybrane obszary swoich firm

Czterech na pięciu przedstawicieli sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw uważa, że zwiększenie poziomu automatyzacji i cyfryzacji jest konieczne. Firmy chcą informatyzować takie obszary jak bezpieczeństwo i ochrona danych, obsługa klienta czy finanse i kontroling. Coraz chętniej przedsiębiorstwa sięgają również po rozwiązania chmurowe, które uznane zostały za najbardziej przekonującą infrastrukturę IT. Nie brakuje jednak obaw związanych m.in. z wysokim kosztem wdrażania narzędzi. Raport Konica Minolta potwierdza, że transformacja trwa, ale wciąż jest pole do poprawy.

Jeśli można wskazać jakikolwiek pozytywny skutek pandemii, to będzie to przyspieszenie cyfryzacji przedsiębiorstw w Polsce. Nie była to jednak zmiana, która pozwoliłaby nam dogonić resztę Europy. Aktualne podejście przedsiębiorstw do transformacji cyfrowej zbadane zostało na zlecenie firmy Konica Minolta, a wyniki opisano bezpłatnym w raporcie „OD PROWIZORYCZNEJ DO ŚWIADOMEJ TRANSFORMACJI W SEKTORZE MŚP”.

Informatyzacja konieczna od zaraz

Aż 98% przedstawicieli sektora MŚP planuje w ciągu najbliższych dwóch lat informatyzować wybrane obszary w swoich firmach. Ponad 50% ankietowanych ma zamiar udoskonalać systemy bezpieczeństwa i ochrony informacji. W przypadku małych przedsiębiorstw (do 50 pracowników) kolejnymi kluczowymi obszarami są logistyka i realizacja sprzedaży (46,3%), finanse i kontroling – 41,7% oraz zarządzanie, planowanie i monitorowanie produkcji (40,5%). W przypadku firm średnich najważniejsze obszary poza bezpieczeństwem to obsługa klienta (46,7%), finanse i kontroling (43,2%) oraz logistyka i realizacja sprzedaży (40,5%). Zarówno małe i średnie przedsiębiorstwa w najmniejszym stopniu planują informatyzować działania z zakresu human resources (odpowiednio 20% i 24,3%).

Jako najważniejsze korzyści biznesowe płynące z cyfryzacji przedsiębiorstw przedstawiciele małych firm wymieniali zwiększoną efektywność operacyjną (53,2%) i pozyskiwanie nowych klientów (46%), a średnich – zmianę wizerunku firmy (44,7%) oraz – tak jak w przypadku małych – zwiększoną efektywność (43,4%).

Wśród cyfrowych technologii potrzebnych najpilniej małe firmy wymieniają przede wszystkim obsługę faktur i dokumentów finansowych (41,1%), komunikację z pracownikami (40,3%) oraz szczegółowe analizy i raportowanie (38,7%). Średnie firmy po obsłudze faktur i dokumentów finansowych (43,3%) oraz komunikacji z pracownikami (39,5%) najczęściej wskazują szkolenia (38,2%).

Rewolucja niepozbawiona obaw

Mimo bardzo pozytywnego nastawienia do informatyzacji w sektorze MŚP, transformacji cyfrowej towarzyszą obawy. Na wysokie koszty wdrożenia narzędzi wskazuje 45,2% małych firm oraz 52,6% średnich. Trudność w oszacowaniu potencjalnych korzyści, jakie niesie za sobą cyfryzacja, wskazuje 34,7% przedsiębiorstw do 50 pracowników i 31,6% zatrudniających większą liczbę osób. Najrzadziej wskazywany jest brak wiedzy na temat rozwiązań informatycznych odpowiednich dla specyfiki prowadzonego biznesu – 20,2% oraz 15,8% – co potwierdza rosnącą świadomość firm w tym zakresie.

Z głową w chmurze

Coraz więcej przedstawicieli sektora MŚP przekonuje się do rozwiązań chmurowych. Tylko 7% uważa, że nie jest to bezpieczne rozwiązanie, a 31,5% ankietowanych jest zdania, że wszystko zależy od wiedzy użytkowników na temat zabezpieczeń. Pozostałe firmy – 61% – są raczej lub zdecydowanie pozytywnie nastawione do przechowywania danych w chmurze.

Chmura jest też dla przedstawicieli sektora MŚP najbardziej przekonującą infrastrukturą IT. Wśród małych firm wskazało ją 41,1%, przy 40,3% deklarujących przywiązanie do infrastruktury własnej (on-premise) i 18,5% stawiających na rozwiązanie hybrydowe. W średnich firmach kolejność wyglądała identycznie przy proporcjach: 36,8% / 35,5% / 27,6%.

Aby zwiększyć konkurencyjność, firmy dokonują nieustannej optymalizacji swoich operacji, stawiając m.in. na inteligentne systemy zarządzania informacjami. Firmy do 50 osób w aż 71,8% doceniają zdalny dostęp, a 51,6% z nich wskazuje szyfrowanie danych oraz w tym samym stopniu kontrolę dostępu jako kluczowe zalety Document Management System. Średnie firmy wskazują identyczne atuty w proporcji: 73,7% / 52,6% / 50%.

Wysoka świadomość zagrożeń

Ponad 90% ankietowanych przedsiębiorstw jest świadomych ryzyka związanego z utratą danych, a 56,5% podjęło już odpowiednie kroki w celu zabezpieczenia danych (54,8% wśród małych firm i 59,2% wśród średnich). Mimo świadomości zagrożenia wciąż 34,5% przedsiębiorstw (35,5% / 32,9%) nie podjęło odpowiednich działań.

Outsourcing mile widziany

Pięć na sześć przedsiębiorstw wykazało gotowość do przyjęcia wsparcia od firmy zewnętrznej w zakresie utrzymania infrastruktury IT i bezpieczeństwa danych. Z tego 59% powierzyłaby jej usługi monitorowania i utrzymania środowiska IT, a 38% usługi związane z bezpieczeństwem sieci komputerowej. Blisko 35% chętnie postawiłaby na outsourcing w zakresie przechowywania i backupu danych.

Z widokiem na dalszy rozwój

„Transformacja cyfrowa obejmuje obecnie niemal wszystkie dziedziny życia i gospodarki. Firmy w coraz większym zakresie odchodzą od ręcznego przetwarzania papierowych dokumentów i zaczynają korzystać z możliwości zapewnianych przez innowacje, takie jak: technologie mobilne, cloud computing (przetwarzanie danych w chmurze), wirtualne miejsce pracy oraz szeroko pojęta automatyzacja procesów biznesowych. Co ciekawe, tempo cyfryzacji jest wprost proporcjonalne do wielkości przedsiębiorstwa. Nie dziwi to jednak, bo im wyższy stopień skomplikowania procesów tym większa potrzeba ich optymalizacji oraz szybszy zwrot z inwestycji w nowe technologie. Nie można zaprzeczyć – transformacja cyfrowa nabiera w Polsce rozpędu” – Michał Bojanowski, ECM/ITS Regional Sales Manager z firmy Konica Minolta.

Lekarze postulują zniesienie opłat za wpis i zmiany w rejestrze praktyk zawodowych

Okręgowa Rada Lekarska w Szczecinie apeluje do Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego, Marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego oraz parlamentarzystów o wszczęcie procesu legislacyjnego, którego efektem będzie zniesienie opłat za wpis i zmiany w rejestrze praktyk zawodowych dla lekarzy oraz lekarzy dentystów. W opinii Prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie opłaty te są nieuzasadnione w kontekście podwyżek składek członkowskich izb lekarskich oraz aktualnej sytuacji gospodarczej. – Jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom środowiska lekarskiego. Liczymy na wspólną inicjatywę i zrozumienie ze strony polityków, którzy są jednocześnie lekarzami i pracownikami systemu ochrony zdrowia – mówi Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

W opinii Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie pobieranie opłat za wpis i zmiany w rejestrze praktyk zawodowych powinny być uchylone.

– Przedstawiliśmy projekt, który reguluje te kwestie i liczymy na pozytywną odpowiedź ze strony Ministerstwa Zdrowia, a następnie parlamentarzystów. Swoją prośbę w imieniu Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie motywuje faktem, że samorząd lekarski nie powinien pobierać dodatkowych opłat od swoich członków za czynności administracyjne ze względu na to, iż jego głównym źródłem finansowania są składki członkowskie. Mając na względzie podwyższenie składek członkowskich izb lekarskich, a także aktualną sytuacją ekonomiczną kraju, w tym wysoką inflację, reagujemy na sugestie, które przychodzą od członków OIL w Szczecinie – mówi dr Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Projekt Okręgowej Rady Lekarskiej został przedłożony Ministrowi Zdrowia, Marszałkowi Senatu oraz parlamentarzystom.

– Uporządkowanie systemu opłat dla lekarzy oraz lekarzy dentystów jest istotnym tematem z punktu widzenia przejrzystości naszego zawodu oraz transparentności i uzasadnienia poszczególnych opłat. Jesteśmy świadomi, że niektóre opłaty są konieczne, ale są też takie, których uzasadnienia obecnie nie znajdujemy. Przyjęcie naszej propozycji będzie wyjściem naprzeciw oczekiwaniom wszystkich członków samorządu lekarskiego – dodaje dr Michał Bulsa.

Okręgowa Rada Lekarska zaprezentowała szczegóły projektu – propozycja reguluje także inne opłaty. Szczegóły poniżej:

„Art. 105. 1. Wpis do rejestru podlega opłacie wynoszącej:

1) 2% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłaty nagród z zysku za ubiegły rok, ogłaszanego, w drodze obwieszczenia, przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”, obowiązującego w dniu złożenia wniosku o wpis do rejestru – w przypadku pielęgniarki lub fizjoterapeuty,

2) 10% wynagrodzenia, o którym mowa w pkt 1 – w przypadku podmiotu leczniczego – zaokrąglonej w górę do pełnego złotego. 1a. Wpis do rejestru i zmiana wpisu w rejestrze lekarzy i lekarzy dentystów są wolne od opłat. 2. Zmiana wpisu w rejestrze podlega opłacie stanowiącej 50% wysokości opłaty, o której mowa w ust. 1. 2a. Wniosek o zmianę wpisu w rejestrze, który dotyczy wyłącznie przedstawienia dokumentu ubezpieczenia potwierdzającego zawarcie umowy ubezpieczenia, jest wolny od opłat.

3) Opłaty, o których mowa w ust. 1 i 2, stanowią: 1) dochód budżetu państwa – w przypadku opłat pobieranych od podmiotów leczniczych; 2) (uchylony); 3) przychód właściwej okręgowej izby pielęgniarek i położnych – w przypadku opłat pobieranych od praktyk zawodowych pielęgniarek;

4) przychód Krajowej Izby Fizjoterapeutów – w przypadku opłat pobieranych od praktyk zawodowych fizjoterapeutów.” Swoją prośbę w imieniu Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie motywuje faktem, że samorząd lekarski nie powinien pobierać dodatkowych opłat od swoich członków za czynności administracyjne ze względu na to, iż jego głównym źródłem finansowania są składki członkowskie.

2023 r. pozostawi przedsiębiorców w biznesowej i ekonomicznej dżungli

Z perspektywy przedsiębiorców miniony rok z pewnością trudno zaliczyć do spokojnych i przewidywalnych. Po przeszło dwóch pandemicznych latach polskim firmom przyszło zmierzyć się z kolejnym nie lada wyzwaniem – skutkami rosyjskiej agresji na Ukrainę. Inflacja, wysokie koszty obsługi kredytów i ogólne spowolnienie gospodarcze dopełniają obrazu trudnej sytuacji.

Dobra wiadomość jest taka, że pomimo tak wymagających warunków otwierają się nowe szanse dla polskich przedsiębiorców. W 2023 r. z pewnością najważniejszą z nich jest bardzo szybko rosnąca sprzedaż za granicę w kanale e-commerce i związana z tym szybko rosnąca liczba polskich firm podbijających zagraniczne rynki.

Nie da się ukryć, że 2022 r. minął pod znakiem bezprecedensowych wydarzeń, a zdecydowana większość polskich firm nigdy nie miała do czynienia z takim nawarstwieniem negatywnych czynników. Niektóre z nich są pochodnymi problemów narastających od lat, a inne to zupełnie nowe zagrożenia. Jakub Makurat, Country Manager na Polskę, Czechy, Słowację i kraje bałtyckie z fintechu Ebury podsumowuje trudności, z jakimi musiał zmierzyć się rynek, i wskazuje największe szanse dla polskich firm.

Często mówi się o tym, że przesilenie w gospodarce trwa już od trzech lat, tj. rozpoczęło się od wybuchu pandemii. To nieprawda. Rozpoczęło się ono kilka lat wcześniej, gdy globalna konfrontacja pomiędzy USA a Chinami doprowadziła do otwartej wymiany ciosów w obszarze handlu. Wtedy również polski biznes silnie odczuł pierwsze skutki geopolitycznego sporu między mocarstwami, które przełożyły się na przykład na wojny celne i sztucznie piętrzone problemy z dostępem do niektórych rynków – wyjaśnia Jakub Makurat, Country Manager Ebury na Polskę, Czechy, Słowację i kraje bałtyckie.

To wówczas zaczęliśmy obserwować szybko rosnącą niepewność i destabilizację biznesu na różnych poziomach. Warto wskazać nie tylko na niestabilność cen i dostępu do niektórych surowców, ale również na działania, które doprowadziły do obecnie najwyższej od dekad inflacji. A na koniec ubiegłego roku na szali położono szokujący wzrost cen energii – dodaje.

Obecny biznesowy survival to efekt wieloletniej eksperymentalnej polityki pieniężnej

Ekspert przypomina, że ostatni duży kryzys, z którym przyszło nam się zmierzyć w latach 2007–2009, miał źródła w sektorze finansowym. Rozwiązywany był sposobami, które finalnie stały się jednym z powodów gwałtownego wzrostu inflacji.

Polityka pieniężna wielu banków centralnych na świecie w ostatnich kilkunastu latach, choć początkowo była remedium na kryzys, po latach wróciła jako źródło problemu – tłumaczy Makurat. – Inflacja bardzo mocno dotknęła polskie firmy, i dla wielu z nich ma dużo szerszy wymiar niż tylko spadek rentowności i popytu na ich produkty. Wzrost kosztów obsługi kapitału obrotowego i kredytów dla firm to nie tylko pokłosie toczącej się wojny w Ukrainie. To efekt wieloletniej, bardzo ekspansywnej polityki pieniężnej, która spowodowała olbrzymi wzrost ilości pieniądza w obiegu na świecie. Banki centralne przez lata używały bardzo nietypowych rozwiązań, aby walczyć ze skutkami kryzysu z lat 20072009. Jednak ta polityka tylko odłożyła w czasie problem i sprawiła, że przedsiębiorcy działają obecnie w skrajnie niepewnej rzeczywistości. W efekcie wiele firm doświadcza czegoś wręcz na miarę biznesowego survivalu – podkreśla szef Ebury Polska.

Jak zaznacza Makurat, sztucznie utrzymywane przez lata niskie stopy procentowe, choć korzystne dla inwestycji, sprawiły, że przedsiębiorcy zostali brutalnie przesunięci z biznesowej idylli do realnej biznesowej dżungli pełnej niebezpieczeństw.

Mówiąc wprost: zostaliśmy właśnie postawieni przed sprawdzianem z tego, jak zagospodarowaliśmy lata hossy i jak solidne stworzyliśmy rezerwy na trudniejsze czasy – dodaje.

Ekspert upatruje szansy w rynkach stabilnej części Europy i trendach konsumenckich

W obliczu dość pesymistycznego obrazu pojawiają się też trendy biznesowe budzące nadzieję. Jak zaznacza ekspert, to właśnie Europa ma wysokie szanse na gospodarcze odbicie.

Polski biznes zazwyczaj wychodził z kolejnych kryzysów obronną ręką. Obserwując na co dzień firmy z kilkudziesięciu krajów, potwierdzam, że jako Polacy wciąż mamy zdecydowanie większą motywację do pracy i ochotę na rozwijanie swoich firm. Przewagą naszego kraju na biznesowej mapie świata są bardzo duża dywersyfikacja polskiego biznesu, a także elastyczność naszych przedsiębiorców, w tym eksporterów – wskazuje Makurat.

Niepewne czasy nie służą biznesowym eksperymentom. Rozwiązaniem, z którego polscy przedsiębiorcy korzystają, jest rozwijanie pozycji na silnych i głębokich rynkach.

Obecnie bardziej niż kiedykolwiek szansą dla wielu polskich firm jest rynek niemiecki. Widać to choćby w danych o dynamicznie rozwijającej się tam sprzedaży w kanale e-commerce. Kolejnym ważnym rynkiem, z którym współpracę warto rozwijać w tym kanale, jest Wielka Brytania. Jest to jedna z pięciu największych gospodarek, która obecnie jest otwarta na import wielu produktów po Brexicie. Po wystąpieniu tego kraju z UE wiele zachodnich firm zrażonych nowymi barierami wycofało się z Wysp, pozostawiając ten kawałek tortu firmom z Polski. Nasze dane pokazują, że polscy eksporterzy świetnie wykorzystują tę szansę – podkreśla szef Ebury Polska.

Finanse 2.0, które zwiększają zyski firm

Ekspert zwraca uwagę, że dla rosnącego potencjału handlu w kanale e-commerce branża fintech stworzyła bezpieczną i elastyczną infrastrukturę. Obecnie liczy się dostęp do finansowania, a także szybkie rozliczenie międzynarodowych transakcji z pominięciem zbędnych kosztów przewalutowania. Dlatego przedsiębiorcy coraz chętniej sięgają po rozwiązania finansowe 2.0. Co to oznacza w praktyce? Uproszczenie procedur, dzięki którym można dbać o zysk, niwelując straty wynikające z przewalutowania.

Z badań wynika, że z 40 tysięcy polskich firm działających w sektorze e-commerce, zaledwie 10 proc. z nich próbowało biznesu cross border. Wynika z tego, że potencjał rozwoju jest ogromny. Aby robić to efektywnie, potrzebne są odpowiednie narzędzia finansowe, nawet tak podstawowe, jak właściwy rachunek rozliczeniowy. Przedsiębiorca, który zajmuje się sprzedażą zagraniczną, jest zobowiązany do rozliczeń za pomocą konta walutowego. Gdy konto nie znajduje się w kraju, w którym stosuje się daną walutę, środki zostaną przewalutowane przez operatora płatności, co jest zawsze niekorzystne i zmniejsza zyski ze sprzedaży – informuje ekspert.

Dostosowując się do szans, jakie daje nam sprzedaż przez internet za granicą, umożliwiamy założenie dedykowanego numeru rachunku IBAN. To rozwiązanie połączone z lokalnymi kontami walutowymi, które udostępniamy jako regulowana instytucja płatnicza. Takie konto ma wszelkie funkcjonalności rachunku bankowego i stanowi najkorzystniejsze narzędzie do otrzymywania płatności zagranicznych ze sprzedaży w kanałach elektronicznych – dodaje. Polski sprzedawca (merchant) nie musi już tracić na przewalutowaniu, co w obecnych czasach jest kosztowne.

Rozliczenia w lokalnych walutach i stosowanie lokalnych kont walutowych korzystnie wpływa także na relacje z dostawcami i odbiorcami.

Zaoferowanie zagranicznym klientom rozliczeń w ich walucie nie tylko upraszcza transakcje, umożliwia transparentność cenową, ale także zmienia postrzeganie naszego biznesu. Ważne jest też zabezpieczenie ryzyka walutowego. Czasy są niepewne, więc takie waluty jak polski złoty podlegają dużej zmienności. Ostatnie kwartały to szkoła przetrwania, z której najlepsi wyjdą jeszcze mocniejsi, a nieprzygotowani mogą nawet wypaść z gry. W końcu każdy kryzys jest nie tylko lekcją, ale i szansą, która kształtuje biznes i podejście przedsiębiorców do niego – podsumowuje Jakub Makurat.

Samodzielna budowa domu – jaki sprzęt będzie niezbędny?

Budowa domu to czasochłonne i złożone przedsięwzięcie. Wymaga nie tylko odpowiedniego miejsca, projektu, planu działania czy finansów, ale i korzystania z szeregu narzędzi, zarówno tych podstawowych, jak i specjalistycznych. Które z nich będą najpotrzebniejsze? Czy sprzęt budowlany lepiej wynająć czy kupić na własność?

Budowa domu na własną rękę – plan działania

Zanim weźmiemy się za samodzielną budowę domu, musimy ocenić, które prace i w jakim okresie będą wykonywane na własną rękę. Wiele z nich można zrealizować bez pomocy fachowców, ale są i takie zadania, podczas których przyda się pomocna dłoń – czy to specjalisty, czy znajomego, który „zna się na rzeczy”.

Mając taki wstępny plan działania można ocenić, jakie dokładnie narzędzia, sprzęty czy maszyny będą niezbędne. Pozwala to również określić, kiedy i przez jak długi czas będą potrzebne. To zaś pozwala na jak najbardziej racjonalne podzielenie budżetu przeznaczonego na realizację budowy domu. Ułatwia ocenę, które narzędzia czy sprzęty lepiej kupić na własność, a które z nich można wynająć, aby zaoszczędzić na kosztach.

Jaki sprzęt budowlany będzie niezbędny?

Warto podzielić sprzęt budowlany na kategorie. Uwzględnić, które narzędzia z podstawowych czy specjalistycznych przydadzą się na danym etapie budowy. Dobrze jest również przemyśleć, bez czego nie obejdą się prace na zewnątrz oraz te zaplanowane do wykonania wewnątrz domu, np. podczas jego wykończenia.

Podczas prac na zewnątrz, do kopania, niwelowania terenu, wyrównywania, zasypywania, następnie wznoszenia fundamentów niezbędne są maszyny, takie jak koparka, walec, zagęszczarka czy spycharka. Potrzebna będzie także betoniarka. Jest to kategoria sprzętów ciężkich, przeznaczonych do najtrudniejszych i najbardziej wymagających prac budowlanych. Bez nich niemożliwe jest wykonanie podstawowych zadań.

Na placu budowy przyda się także oświetlenie. W tej roli najlepiej sprawdzą się maszty oświetleniowe, dzięki którym możliwe będzie prowadzenie określonych zadań nawet w porze wieczorowej oraz przy pogorszonych warunkach pogodowych.

Wśród przydatnego sprzętu budowlanego znajdują się różnego rodzaju rusztowania, np. te, które można znaleźć w ofercie wypożyczalni Renta. Przydają się one podczas wznoszenia ścian, a także w trakcie prac na wysokościach, prowadzonych zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz domu. Są świetnym uzupełnieniem dla klasycznych drabin.

Na terenie wyznaczonym jako plac budowy domu potrzebne jest źródło prądu. Dzięki niemu możliwe jest bowiem korzystanie nie tylko z oświetlenia, ale i wszelkiego rodzaju sprzętów oraz maszyn, które do pracy wymagają podłączenia do źródła energii elektrycznej. Zanim jednak możliwy będzie dostęp do stałego źródła prądu, przyda się agregat prądotwórczy. Będzie one spełniał swoje funkcje nie tylko podczas realizacji wielu prac przy budowie domu, głównie na zewnątrz, ale i w sytuacjach awaryjnych, np. przerwach w dostawie prądu w już dostępnej i działającej instalacji elektrycznej.

Na wyposażeniu osoby lub grupy osób, które podejmują się samodzielnej budowy domu, nie może zabraknąć wielu elektronarzędzi. Niezbędne okażą się szlifierki, wiertarki, wkrętarki, pilarki, czy mieszadła. Będę one niezwykle pomocne nie tylko podczas typowych prac budowlanych, ale i wykończeniowych.

O jakim jeszcze sprzęcie warto pamiętać? Po zakończeniu prac wykończeniowych, jeszcze przed finalnym urządzeniem poszczególnych pomieszczeń, niezbędne jest dokładne posprzątanie powierzchni, na których znajdują się zanieczyszczenia budowlane. W tym celu należy skorzystać z profesjonalnych odkurzaczy, które są przeznaczone do skutecznego usuwania pyłów, gruzu, mniejszych i większych cząsteczek zanieczyszczeń.

Zakup czy wynajem narzędzi budowlanych – na co lepiej postawić?

Kupno sprzętu budowlanego oznacza bardzo duże wydatki. Przy już samej realizacji budowy domu, która pochłania znaczną część budżetu, zakup nawet elektronarzędzi może się okazać nie lada wyzwaniem. Co więcej, z wielu sprzętów podczas budowy domu korzysta się jednorazowo, co oznacza, że jego kupno na własność jest kompletnie nieopłacalne.

Wynajem narzędzi budowlanych to doskonała alternatywa. Można liczyć na znaczne ograniczenie kosztów związanych z użytkowaniem niezbędnych narzędzi, sprzętu i maszyn budowlanych, ale wciąż korzystając z produktów profesjonalnych, bezpiecznych podczas pracy, wydajnych i usprawniających wykonanie wielu zadań.

Samodzielna budowa domu – możesz temu podołać!

Decydując się na wynajem narzędzi budowlanych, można liczyć na sprawnie realizowane poszczególne zadania. Bez zbędnych wydatków, zastanawiania się, jak zabezpieczyć i gdzie przechować sprzęt czy maszyny budowlane, które będą użytkowane tylko jednorazowo lub przez krótki czas. Wypożyczenie wiąże się z oszczędnościami, a do tego jest gwarancją korzystania z równie profesjonalnego sprzętu, co w przypadku jego zakupu.

Polacy piją coraz więcej alkoholu

W ciągu 20 lat w Polsce spożycie napojów spirytusowych wzrosło prawie dwukrotnie i wynosi obecnie 3,8 l na mieszkańca Polski. W tym samym czasie spożycie piwa wzrosło o ponad 25 l więcej na osobę. Po alkohol częściej sięgają Czesi, Niemcy czy Francuzi.

Alkohol towarzyszy nam podczas oficjalnych spotkań służbowych, w trakcie uroczystości rodzinnych czy na grillu w ogródku, co przekłada się na twarde dane sprzedażowe. Eksperci multiporównywarki rankomat.pl sprawdzili, jak zmienia się podejście Polek i Polaków do alkoholu na przestrzeni lat.

W Polsce od 15 lat nie schodzimy poniżej 7 litrów na osobę

Dane z badań przeprowadzonych przez PARPA (Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych) pokazują, że jeszcze w 2001 r. liczba spożytego napoju alkoholowego przypadającego na mieszkańca Polski wynosiła 6,63 l. Jest to średnia ilość alkoholu przeliczonego na stuprocentowy podana w litrach na osobę. W 2021 r. wartość ta wyniosła już znacznie więcej, bo 9,70 l. Oznacza to, że w ciągu 20 lat statystycznie pijemy o 3 litry stuprocentowego alkoholu więcej.

Piwo wygrywa z mocnym alkoholem

Według portalu statista.com, który przedstawia wyniki sprzedażowe z 2022 r., w Polsce 75% spożywanego alkoholu to właśnie piwo. Następnie najczęściej wybierana jest wódka (9,6%) i wino (8,7%). Znacznie rzadziej wybierane są pozostałe napoje alkoholowe, jak np. whisky (3,7%), rum (1,9%) czy tequila (0,1%).

Według badań PARPA w Polsce najbardziej lubimy piwo, a jego spożycie w 2021 r. wynosiło 92,7 l na 1 mieszkańca Polski. Wzrost na przestrzeni lat również jest zauważalny. W 2000 r. konsumpcja piwa wynosiło 66,9 l na osobę. W przypadku alkoholi spirytusowych liczba ta uległa prawie podwojeniu. W 2000 r. ich spożycie wynosiło 2 l na osobę, w 2021 r. z kolei było to już 3,8 l. Dane te nie są optymistyczne i bez wprowadzenia zmian w naszym codziennym życiu wzrost spożycia alkoholu może się utrzymać.

Pijemy więcej niż Włosi, a mniej niż Czesi

Warto przyjrzeć się wynikom innych państw europejskich, które mogą stanowić punkt odniesienia. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 2019 r. Polska nie stoi na podium w ilości spożywanego alkoholu w Europie, ale jego spożycie jest u nas większe niż podaje PARPA. Pierwsze trzy miejsca w tym rankingu zajmują Czesi (14,26 l), Łotysze (13,19 l) i Mołdawianie (12,85 l). Polskę wyprzedziły także m.in. takie kraje jak Niemcy z wynikiem 12,79 l, Litwa (12,78 l), Hiszpania (12,67 l), Francja (12,23 l). Najmniejsze spożycie alkoholu z kolei odnotowała Macedonia (6,43 l), Albania (6,82 l) i Norwegia (7,14 l).

Alkohol a wypłata odszkodowania z polisy

Spożycie alkoholu ma wiele negatywnych skutków dla zdrowia i życia. Stanowi on także podstawę do wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczeniowej. Jeśli ubezpieczony dozna uszczerbku na zdrowiu wskutek prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu, towarzystwo ubezpieczeniowe najczęściej w takiej sytuacji odmówi wypłaty odszkodowania. Dotyczy to również ubezpieczenia OC, spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu powoduje, że kierowca za spowodowanie szkód zapłaci z własnej kieszeni.

Zazwyczaj działania i szkody wyrządzone pod wpływem alkoholu uniemożliwiają ubezpieczonemu ubieganie się o odszkodowanie oraz usunięcie szkody. Jest jednak produkt, który uwzględnia działanie pod wpływem – jest to klauzula alkoholowa w polisie turystycznej. Taki rodzaj rozszerzenia gwarantuje ochronę, w przypadku szkody po spożyciu alkoholu, ma zastosowanie również w tak zwanych wyłączeniach generalnych. Klauzula alkoholowa dotyczy dwóch ważnych elementów: kosztów leczenia oraz ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków. Nie dotyczy jednak zniszczenia mienia. Każdy ubezpieczyciel ma jednak w tym zakresie własne regulacje, dlatego przed zakupem konkretnej polisy należy zapoznać się przede wszystkim z dokumentem Ogólnych Warunków Ubezpieczenia – mówi Patrycja Pałka, ekspertka ubezpieczeń turystycznych w rankomat.pl.

Nowy Rok może to dobry moment na to, aby wprowadzić zmiany w życiu. Krokiem w tym kierunku może być zarówno zakup ubezpieczenia na życie, jak i ograniczenie spożycia alkoholu. Przed zakupem polisy na życie warto zapoznać się dokładnie z treścią Ogólnych Warunków Ubezpieczenia, w których towarzystwo ubezpieczeniowe powinno przedstawić swoje stanowisko względem tego, kiedy ochrona nie zadziała. Wyłączenia odpowiedzialności obejmują nie tylko zdarzenia polisowe, do których doszło pod wpływem alkoholu, ale również mogą dotyczyć uszczerbku powstałego wskutek prowadzenia pojazdu bez posiadania uprawnień, samookaleczenia, brania udziału w bójce czy podczas dokonywania czynu prawnie zabronionego.

Dolar znów szuka dna

Inwestorzy czekali na słabsze dane z USA, by kontynuować wyprzedaż dolara. Nie doczekali się, więc i tak kontynuują sprzedaż. W tle spadają szanse na wyższe podwyżki stóp, co pcha w górę kryptowaluty, a jeden z członków RPP znów otwiera temat podwyżek stóp w Polsce.

Rynek zaskoczony brakiem niespodzianki

Czwartek miał być dniem rewolucji na dolarze. Wielu analityków czekało na dane na temat inflacji, by zobaczyć co dalej z amerykańską walutą. Wydawało się, że przy wyższej inflacji rynek zawróci, z kolei jej spadek utrzyma tendencję osłabiającą dolara. Tłem do tej sytuacji jest oczywiście temat stóp procentowych – to ich wzrost miał umocnić dolara, z kolei spadek miał analogicznie osłabiać. Okazało się, że dane są dokładnie zgodne z oczekiwaniami. Spowodowało to sporą konsternację na rynku. Po jakimś czasie inwestorzy przetrawili to i uznali, że jednak trzeba wycofywać się z amerykańskiej waluty. Dobrym powodem jest gwałtowny spadek szans na podwyżkę o 0,5% na lutowym posiedzeniu. Dzisiejszy poranek spędzamy na oczekiwaniu czy na USDPLN dojdziemy do 4,30 zł, skoro kurs spadł do 4,32 zł.

Kryptowaluty odbijają

Od początku roku główna z kryptowalut, jaką jest bitcoin, gwałtownie rośnie. W sensie gwałtownie jak na rynki finansowe, bo na kryptowalutach bywają większe ruchy. Nie mniej 14% od początku roku, z czego większość wczoraj, to pokaźny wynik. Skąd biorą się te wzrosty? Zdaniem wielu analityków wzrosty na bitcoinie wynikają z pogorszenia się głównych alternatyw, jakimi są obligacje i lokaty ze względu na stopy procentowe, które nie wzrosną tak wysoko, jak sądzono. Pamiętajmy jednak, że to reakcje na silne zmiany przewidywań. Nie musi to wcale oznaczać nowego trendu. No chyba że nagle znajdzie się pula nowych użytkowników, którzy chętnie dorzucą do tego rynku swoje pieniądze.

Co ze stopami w Polsce

Jeszcze niedawno wydawało się, że stopy procentowe w Polsce zabetonował traktat sopocki, a jedyne na co czekamy, to ewentualna obniżka stóp przed wyborami. Jak pokazał jednak wywiad z członkiem Rady Polityki Pieniężnej – Henrykiem Wnorowskim w telewizji biznes24, jest jeszcze przestrzeń na jedną lub dwie niewielkie podwyżki w zależności od siły impulsów inflacyjnych w pierwszym kwartale. Jest to niby tylko jeden członek Rady, zatem teoretycznie można by go zignorować. Jest to jednak członek nominowany przez prezydenta. W rezultacie jest to frakcja, która ostatnio była pod silną presją polityczną. Jeżeli w tej grupie znalazłby się jeszcze jeden zwolennik podwyżek, stalibyśmy realnie przed perspektywą wzrostu stóp.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Ile małżonkowie mogą zyskać na wspólnym rozliczeniu podatku?

W ostatnich latach zmieniły się zasady wspólnego rozliczenia małżonków. Warto podkreślić, że znacząco zwiększyły one potencjalne korzyści dla podatników. Przykładowo, zgodnie z nowymi regulacjami wstąpienie w związek małżeński nawet w Sylwestra pozwala na wspólne rozliczenie za cały mijający rok.

W prawie podatkowym regułą jest odrębne opodatkowanie i rozliczanie każdego podatnika. Wspólne rozliczenie małżonków to forma preferencji podatkowej. W wielu przypadkach jest ona korzystniejsza niż osobne rozliczanie.

Jakie są warunki dla wspólnego rozliczenia?

Aby móc wspólnie się rozliczyć, małżonkowie muszą posiadać wspólność majątkową. Przepisy Polskiego Ładu zniosły wymóg, aby związek małżeński trwał przez cały rok, za który ma być dokonane rozliczenie. Obecnie według przepisów wspólność majątkowa musi trwać od dnia zawarcia go do ostatniego dnia danego roku. Oznacza to, że można się pobrać nawet w Sylwestra i pozwoli to na skorzystanie z preferencji, gdyż małżeństwo istnieje w ostatni dzień roku.

Z drugiej strony, jeśli w Sylwestra doszłoby do rozwodu, to warunek trwania małżeństwa na ostatni dzień roku kalendarzowego nie zostanie spełniony. Podsumowując: do wspólnego rozliczenia podatkowego ślub w Sylwestra – tak, rozwód – nie.

Samo zaistnienie małżeństwa jednak nie wystarczy. Przepisy wykluczają wspólne rozliczenie małżonków, gdy choć jedno z nich stosuje podatek liniowy (19%) lub ryczałt (z wyjątkiem przychodu z najmu). Wspólne rozliczenie nie jest możliwe również w przypadku opodatkowania jednego z małżonków na zasadach wynikających z ustawy o podatku tonażowym oraz o aktywizacji przemysłu okrętowego i przemysłów komplementarnych.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, to nie wybór opodatkowania działalności gospodarczej ryczałtem lub podatkiem liniowym wyklucza możliwość wspólnego rozliczenia. Ważne jest, czy w roku podatkowym zostały osiągnięte przychody lub poniesione koszty z tytułu działalności. Należy więc uznać, że zerowy PIT-36L lub PIT-28 (brak dochodów) pozwala na wspólne opodatkowanie małżonków na PIT-37 lub PIT-36.

Ile można zyskać?

Korzyści ze wspólnego rozliczenia mogą być znaczące. Na nowej 12% skali podatkowej obowiązuje 30 tys. zł kwoty wolnej, a w drugi próg wpada się dopiero po osiągnięciu 120 tys. zł dochodów. Wspólne rozliczanie się małżonków oznacza zsumowanie ich dochodów, podzielenie sumy przez dwa, wyliczenie z tej kwoty należnego podatku wg skali podatkowej, a na końcu pomnożeniu go razy dwa.

Przykładowo: jeden ze współmałżonków jest zatrudniony na etacie z pensją minimalną, a drugi prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i jego dochód w roku podatkowym wyniósł 200 tys. zł. Dla małżonka na umowie o pracę z pensją minimalną dochód do opodatkowania wyniesie 28 168 zł (przy standardowych wypłatach dokonanych w roku podatkowym i kosztach uzyskania przychodu). Łączna kwota do opodatkowania małżonków wyniesie więc 228 168 zł. Połowa dochodu to 114 084 zł. Po odjęciu od niej kwoty wolnej (30 tys. zł), pozostanie 84 084 zł, opodatkowane stawką 12%. Podatek roczny wyniesie więc 20 180 zł (10 090 zł x 2).

Gdyby małżonkowie rozliczyli się oddzielnie, to osoba pracująca na etacie nie zapłaciłaby podatku, ale dla prowadzącej działalność podatek wyniósłby aż 36 400 zł. Po wspólnym rozliczeniu w gospodarstwie domowym zostanie więc 16 220 zł.

Możliwa zmiana formy opodatkowania

Warto zaznaczyć, że podatnicy rozliczający się metodą podatku liniowego lub ryczałtem ewidencjonowanym mogą zmienić formę opodatkowania za 2022 rok na skalę podatkową. W ten sposób pomimo, że osiągali dochody z działalności gospodarczej rozliczanej w trakcie roku w innej formie, będą mogli wspólnie rozliczyć się z małżonkiem.

Radziłbym, aby przygotować PIT-y z rozliczeniem rozdzielnym i wspólnym, a następnie złożyć ten korzystniejszy. Trzeba przy tym pamiętać, że złożenie PIT-36L lub PIT-28 wyklucza złożenie PIT-36. Nie warto więc nadmiernie spieszyć się ze złożeniem zeznania rocznego. Zmiana formy opodatkowania poprzez złożenie PIT-36 zamiast PIT-36L lub PIT-28 nie zmienia formy opodatkowania na stałe. Należy to zrobić poprzez aktualizację wpisu w CEiDG do 20. dnia miesiąca po osiągnięciu pierwszego przychodu. W większości przypadków będzie to 20 lutego. Jednak, gdyby pierwszy przychód był w grudniu, termin zmiany na podatek liniowy upływa końcem stycznia.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Na rynkach optymistycznie

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji osiągnęły wczoraj najwyższe poziomy od ponad 3 tygodni (S&P 500 +0,34 proc., DJIA +0,64 proc., Nasdaq Composite +0,64 proc.). Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały dziś zwyżki głównych indeksów (najsilniej – 2,17 proc. – wzrósł dziś filipiński PSEi). Z tego trendu wyłamał się japoński Nikkei 225 (-1,25 proc.), który najwyraźniej źle przyjął kontynuację aprecjacji jena.

W Europie poziomy sprzed inwazji Rosji na Ukrainę w lutym ub.r. osiągnęły niemiecki DAX (+0,1 proc. ok. godz. 9:40) i francuski CAC 40 (+0,39 proc.). Poziom swego historycznego minimum z 2018 roku atakował dziś rano brytyjski FTSE 100 (+0,62 proc.).
Ok. godz. 9:45 lekko spadał WIG-20 (-0,19 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 osiągnęła dziś rano cena akcji Unimotu.

Swój najwyższy poziom od 2015 roku osiągnęła na początku dzisiejszej sesji rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Japonii, ale później ten wzrost został w całości skasowany. Lekko spadała dziś rentowność 10-latek rządu USA zbliżając się do poziomu grudniowych minimów. Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych utrzymywała się poniżej 6 proc. w pobliżu 4 miesięcznego minimum.

Stabilne były dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową (WTI na NYMEX-ie +0,1 proc., Brent na ICE -0,04 proc. ok. godz. 9:20). Nadal poniżej poziom 4 USD/mmBtu utrzymywała się cena kontraktów na amerykański gaz ziemny (Henry Hub) na NYMEX-ie. Najwyższy od 2015 roku osiągnęła wczoraj cena kontraktów na żywiec wołowy na CME.

Kurs USD/JPY po wczorajszej publikacji danych z USA na temat CPI przełamał poziom wsparcia tuż powyżej poziomu 130 JPY i dziś rano kontynuował zniżkę (-0,87 proc. ok. godz. 9:10) osiągając najniższy poziom od przełomu maja i czerwca ub.r. (128,163). Kurs EUR/USD (1,08496 ok. godz. 9:15). przebywał dziś rano w okolicach swego osiągniętego wczoraj najwyższego od kwietnia ub.r. poziomu. Najniżej od ponad 1,5 roku był dziś kurs amerykańskiego dolara względem dolara singapurskiego.

Kurs USD/PLN spadł wczoraj do najniższego poziomu od 7 miesięcy. Dziś rano zmiany kursu złotego względem głównych walut były niewielkie (EUR/PLN -0,05 proc., USD/PLN -0,06 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł wczoraj o 7,76 proc. do najwyższego poziomu od 11 listopada ub.r. do 18916,51 USD, a dziś rano lekko korygował ten skok (-0,54 proc. ok. godz. 9:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

SONDAŻ: Polacy nie wierzą w scenariusz, w którym ceny żywności zaczęłyby spadać

Obecnie 36,6% dorosłych Polaków nie wierzy w to, że ceny żywności w sklepach w ogóle zaczną spadać. Z kolei 26,7% konsumentów jest przekonanych, że w tym roku to nie nastąpi. I to są dwa najczęściej wyrażane w społeczeństwie poglądy. Zdecydowana mniejszość badanych oczekuje, że codzienne zakupy potanieją w perspektywie 4-6 bądź 7-9 miesięcy – odpowiednio 7,5% i 7,4%. Natomiast 7,2% ankietowanych nie potrafi się określić w tej kwestii. Komentujący wyniki sondażu eksperci uważają, że konsumenci w większości dość racjonalnie podchodzą do problemu nieustępującej drożyzny. I zapewniają, że ceny na sklepowych półkach jeszcze długo nie spadną, nawet jeśli dynamika ich wzrostu wyraźnie wyhamuje.

Z sondażu przeprowadzonego dla portalu Business Insider Polska na próbie ponad tysiąca Polaków wynika, iż obecnie 36,6% ankietowanych nie wierzy, że ceny żywności w sklepach w ogóle zaczną spadać. Natomiast 26,7% respondentów uważa, że w tym roku to nie nastąpi.

– Wyniki badania jasno pokazują, że Polacy stracili wiarę w szybki spadek cen. I nie chodzi o czarnowidztwo. Zwyczajnie widać, że konsumenci zaczęli racjonalnie podchodzić do problemu drożyzny. To oczywiście nie jest tożsame z tym, że rodacy ją akceptują, ale starają się z nią godnie mierzyć, choć jest to coraz trudniejsze. Co prawda, inflacja maleje już drugi miesiąc z rzędu, ale zakupy wcale nie tanieją. Ponadto lekki spadek dynamiki wzrostu cen rdr. nie jest jeszcze stałym trendem. Według mnie, ceny na półkach jeszcze długo nie będą spadać. Jest szansa na to, że w II bądź w III kwartale br. sprawniej wyhamuje dynamika ich wzrostu, ale taniej w sklepach już raczej nie będzie. Drożyzna pozostanie z nami na dłużej – mówi dr Krzysztof Łuczak, ekspert rynku retailowego i główny ekonomista Grupy BLIX.

Częściej kobiety niż mężczyźni nie wierzą w to, że ceny w ogóle zaczną spadać. Tak twierdzą przede wszystkim osoby w wieku 36-55 lat, ze średnim wykształceniem, a także unikające odpowiedzi na pytanie o wysokość miesięcznych dochodów. Patrząc na cały kraj, widać, że zupełnie nie wierzą w spadek cen głównie Polacy zamieszkali na wsiach i w miejscowościach liczących do 5 tys. ludności.

– Te wyniki kompletnie mnie nie dziwią. Kobiety częściej niż mężczyźni robią zakupy i doświadczają wzrostu cen, uszczuplania oferty sklepów oraz spadającej siły nabywczej uzyskiwanych dochodów. Proces inflacyjny najbardziej odczuwają ludzie słabiej wykształceni, czyli częściej mający mniejsze dochody. Trudno jest także mieszkańcom biedniejszych, małych ośrodków i wsi. Oni wszyscy reagują najbardziej pesymistycznie. Zamożniejsi konsumenci oczywiście też zauważają zmiany na rynku, ale są one dla nich mniej bolesne – stwierdza dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

O tym, że ceny nie spadną w tym roku, częściej mówią mężczyźni niż kobiety. Uważają tak przede wszystkim osoby w wieku 18-22 lat. Ponadto ten pogląd wyrażają głównie Polacy z wyższym wykształceniem i z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 3000-4999 zł. W całym kraju tak deklarują najczęściej konsumenci zamieszkali w miastach liczących co najmniej 500 tys. ludności.

– Fakt, że najczęściej takiej odpowiedzi udzieliły osoby młode, może nieco zaskakiwać. Oznacza to, że ta grupa shopperów jest obecnie najbardziej sceptyczna, chociaż najmniej poważnie może myśleć o cenach, nie mając jeszcze na utrzymaniu rodziny – zwraca uwagę dr Łuczak.

Perspektywa 4-6 miesięcy to trzecia najczęściej wybierana odpowiedź na pytanie o to, kiedy ceny żywności w sklepach zaczną realnie spadać. Podało ją 7,5% ankietowanych. Nieco więcej kobiet niż mężczyzn tak zadeklarowało. Powyższy pogląd wskazały głównie osoby w wieku 18-22 lat, ze średnim wykształceniem, a także z miesięcznym dochodem netto na poziomie 3000-4999 zł. To opinia przede wszystkim mieszkańców miast liczących od 20 tys. do 49 tys. ludności.

– Trzeci najczęściej wyrażany pogląd wskazuje dość nieliczna grupa Polaków, odrzucająca argumenty krytyczne wobec oficjalnego optymizmu. Wykazuje ona brak kompetencji rozumienia informacji gospodarczej i stosunkowo rzadko robi zakupy. Spaja się ze sobą naiwność i stałość przekonań bardziej politycznych niż ekonomicznych. Póki co nie ma racjonalnych argumentów przemawiających za spadkiem cen w sklepach. Występuje co najwyżej hipotetyczne oczekiwanie, że w końcu będą wolniej rosły. Jest w tym również psychologiczny element myślenia życzeniowego – komentuje dr Faliński.

Z kolei według dr. Krzysztofa Łuczaka, niewielka cześć Polaków wierzy w różnego rodzaju zapowiedzi i obietnice polityków, że ceny faktycznie za kilka miesięcy będą mocno spadać. W ocenie eksperta, nic takiego nie nastąpi. Natomiast trzeba też zwrócić uwagę na to, że tego typu postawę ma tylko nieco ponad 7% badanych, czyli niewiele.

– Jednocześnie badanie pokazuje, że większość konsumentów nie przyjmuje na poważnie oficjalnego optymizmu NBP i rządu. Zderzył się on z rzeczywistością cenową, czyli ze stale rosnącymi cenami. Skutkiem tego jest utrata zaufania do władzy oraz mniejszy lub większy pesymizm – zauważa były dyrektor generalny POHID-u.

Jak wynika z sondażu, 7,4% ankietowanych uważa, że ceny żywności w sklepach zaczną realnie spadać za 7-9 miesięcy. 7,2% badanych nie potrafi się określić w tej kwestii. 6,5% respondentów stoi na stanowisku, że taka rzeczywistość nastanie za 10-12 miesięcy, a 5,6% oczekuje jej za 2-3 miesiące. Natomiast 2,5% konsumentów już dostrzega spadek cen w sklepach.

– Co czterdziesta badana osoba twierdzi, że już widzi spadek cen w sklepach. Oczywiście ww. stan nie jest zgodny z prawdą, ale być może tak deklarują konsumenci, którzy nie do końca precyzyjnie potrafią ocenić sytuację. Na rynku przecież po wielu badaniach i analizach widać, że ceny w każdej monitorowanej kategorii wyłącznie rosną. I co ważniejsze, ten trend można stale obserwować od co najmniej dobrych 6-8 miesięcy – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Mercedes-Benz kończy 2022 rok wysokimi wynikami w segmentach samochodów luksusowych oraz elektrycznych

  • Elektryfikacja postępuje: w 2022 r. sprzedaż całkowicie elektrycznych samochodów osobowych Mercedes-Benz wzrosła ponad dwukrotnie, do 117 800 sztuk (+124%); strategię napędów w pełni elektrycznych wesprze nowa, globalna sieć ładowania o wysokiej mocy
  • Mocny koniec roku: dostawy osobowych Mercedesów w czwartym kwartale 2022 r. osiągnęły poziom 540 800 egzemplarzy (+17%), w tym 83 800 to auta najwyższych klas – Top-End Luxury (+14%)
  • Zeszłoroczna sprzedaż na poziomie z 2021 r. – 2 043 900 dostaw (-1%) – na które wpływ miały skutki pandemii, sytuacja na rynku półprzewodników oraz wąskie gardła logistyczne
  • Popyt na samochody najwyższych klas: najlepszy rok sprzedaży submarki Mercedes-Maybach (+37%), dostawy Klasy S wzrosły o 5%

Najcenniejsza luksusowa marka motoryzacyjna na świecie zakończyła 2022 rok mocnym ostatnim kwartałem. W tym okresie klienci odebrali 540 800 samochodów osobowych Mercedes-Benz (+17%). Równocześnie znacząco wzrosła sprzedaż modeli najwyższych klas oraz tych z napędem elektryczno-akumulatorowym. Okres od października do grudnia był zresztą najlepszym kwartałem 2022 r., jeśli chodzi o dostawy modeli z najwyżej półki marki ( Top-End Luxury) – dzięki solidnemu popytowi w większości regionów ich sprzedaż zwiększyła się o 14% pomimo obowiązujących przez cały rok środków ochrony przed skutkami pandemii oraz utrzymujących się wąskich gardeł logistycznych i sytuacji na rynku półprzewodników.

W wymagającym 2022 r. Mercedes-Benz dostarczył klientom 2 043 900 samochodów osobowych (-1%). Na drodze do całkowicie elektrycznej przyszłości globalne dostawy modeli xEV (PHEV-y i BEV-y, w tym auta marki smart) osiągnęły poziom 319 200 sztuk (+19%), co stanowiło już 15% całkowitej sprzedaży oddziału Mercedes-Benz Cars. Na zakup osobowego Mercedesa z napędem całkowicie elektrycznym (BEV) zdecydowało się 117 800 klientów, ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 r. (+124%). Jeśli uwzględnić smarty, blisko co drugi samochód Mercedes-Benz Cars z napędem xEV był w pełni zasilany prądem (44%). W ramach transformacji zmierzającej do przejścia na energię elektryczną do końca dekady wszędzie tam, gdzie pozwolą na to warunki rynkowe, Mercedes-Benz ogłosił plany stworzenia własnej sieci ładowania o wysokiej mocy; docelowo będzie ona obejmować ponad 10 000 ładowarek na całym świecie, zapewniając łatwe i szybkie ładowanie.

„Rok 2022 to kolejny udany rok w transformacji Mercedes-Benz: ponad dwukrotnie zwiększyliśmy sprzedaż pojazdów typu BEV, wykazaliśmy się wysokimi ambicjami, jeśli chodzi o napęd elektryczny, odbywając jazdę testową EQXX-em na dystansie 1200 km, i osiągnęliśmy nowy rekord Mercedes-Maybach, z 37-procentowym wzrostem sprzedaży. W 2023 roku będziemy kontynuować naszą misję – chcemy oferować najbardziej pożądane samochody elektryczne i dalej zwiększać naszą sprzedaż BEV-ów oraz aut z segmentów Top-End Luxury” – powiedział Ola Källenius, prezes zarządu Mercedes-Benz Group AG.

„Po kolejnym roku ograniczonej dostępności pojazdów i wąskich gardeł w łańcuchu dostaw jestem wdzięczna za pasję naszych klientów do naszych produktów oraz ich nieustające zaufanie do naszej marki. 2022 rok obfitował w wiele ważnych wydarzeń: mamy teraz osiem w pełni elektrycznych modeli w salonach, dalej podnosimy na wyższy poziom doświadczenia naszych klientów związane z ładowaniem, a do tego znów zwiększyliśmy wartość naszej marki – tym razem o 10% – i pozostaliśmy najcenniejszą luksusową marką samochodów na świecie. Rok 2023 przyniesie wiele kamieni milowych w transformacji doświadczeń naszych klientów, w tym wprowadzenie modelu bezpośredniej sprzedaży na głównych rynkach, takich jak Wielka Brytania i Niemcy” – powiedziała Britta Seeger, członek zarządu Mercedes-Benz Group AG odpowiedzialna za marketing i sprzedaż Mercedes-Benz Cars.

Sprzedaż w segmentach Top-End Luxury

Dostawy samochodów z segmentów Top-End Luxury (z ang. topowy luksus) znacząco wzrosły w czwartym kwartale ub.r. – o 14%, do 83 800 sztuk. W rezultacie był to najlepszy sprzedażowo kwartał aut tej grupy w 2022 r., w czym główna zasługa wyników submarek Mercedes-AMG (+28%) i Mercedes-Maybach (+25%) oraz Klasy G (+15%). W całym ubiegłym roku Mercedes-Maybach zanotował rekord sprzedaży, dostarczając klientom 21 600 samochodów (+37%) – przede wszystkim za sprawą wysokich wyników w Japonii, Korei Południowej, na Bliskim Wschodzie oraz w Chinach, gdzie co miesiąc dostarczano ponad 1100 luksusowych aut z logo Maybacha.

W 2022 r. dostawy Klasy S wzrosły do ponad 90 000 egzemplarzy – to o 5% więcej niż w 2021 r. Nowych klientów przyciągnął elektryczny EQS, który w 2022 r. padł wyborem 19 200 nabywców, z akcentem na silny popyt w USA i rekordowe wyniki w czwartym kwartale. Nowy EQS SUV spotkał się już z pozytywnym odbiorem w Stanach Zjednoczonych, a na początku 2023 r. zostanie wprowadzony na rynek chiński. Zeszłoroczne dostawy samochodów z grupy Top-End Luxury były ograniczone przez braki półprzewodników. W 2023 r. Mercedes-Maybach zaoferuje samochód elektryczny – w pierwszej połowie roku zadebiutuje Mercedes-Maybach EQS SUV.

Sprzedaż w segmentach Core Luxury

W 2022 r. dostawy samochodów z grupy Core Luxury (z ang. kluczowy luksus) wyniosły 1 101 800 sztuk (+4%). Po raz kolejny najlepiej sprzedającym się modelem Mercedes-Benz był GLC, z wynikiem 342 900 egzemplarzy (+3%). Historię tego sukcesu zamierza kontynuować najnowsza generacja, wprowadzona na rynek w połowie 2022 r. Popyt na Klasę C zwiększył się o 17%, do 299 100 samochodów. Całkowicie elektryczny EQE, dostępny już we wszystkich regionach, dostarczono w liczbie 12 600 sztuk. Niedawno wprowadzony EQE SUV jest obecnie oferowany w całej Europie, a w salonach w Chinach i Stanach Zjednoczonych zadebiutuje w pierwszej połowie 2023 r. Grupa Core Luxury zostanie wkrótce wzbogacona o zupełnie nową Klasę E, która będzie świętować swoją światową premierę w 2023 r.

Sprzedaż w segmentach Entry Luxury

Sprzedaż w segmentach Entry Luxury (z ang. luksus podstawowy) osiągnęła poziom 587 700 sztuk (-10%), na co wpływ miały głównie wąskie gardła w łańcuchu dostaw oraz logistyce. Najlepiej sprzedającym się w pełni elektrycznym modelem okazał się EQA, z wynikiem 33 100 egzemplarzy (+43%), a dalej uplasował się EQB (24 200 sztuk, +>1000%). W sprzedaży są już dostępne zmodernizowane wersje Klas A i B. Udział modeli BEV podwoił się, osiągając poziom 10% całkowitej sprzedaży w tej grupie.

Dostawy samochodów osobowych Mercedes-Benz według regionów i rynków

Sprzedaż osobowych Mercedesów w Azji pozostała na poziomie z poprzedniego roku, z wynikiem 987 800 aut (+1%). Na zeszłoroczne dostawy w Chinach (-1%) wpłynęły lokalne środki zapobiegania rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Popularność samochodów elektrycznych oraz hybryd plug-in na tamtejszym rynku zwiększyła się jednak o 143%, a dostawy w czwartym kwartale wzrosły o 13%, m.in. dzięki dobrym wynikom Klasy S (+45%), modeli Mercedes-Maybach (+16%) oraz Klasy G (+14%). Roczna sprzedaż w Korei Południowej w 2022 r. po raz pierwszy przekroczyła poziom 80 000 sztuk (+7%). Ponadto nowe rekordy dostaw zanotowano w Indiach (+ 41%) i Wietnamie (+19%). Mercedes-Maybach podwoił swoje wyniki w Korei Południowej oraz Japonii.

W Europie sprzedaż osiągnęła poziom 635 100 sztuk (+1%), przy rosnących dostawach w Niemczech (+8%). W czwartym kwartale popyt na pojazdy Top-End Luxury na Starym Kontynencie wzrósł do 17 600 egzemplarzy (+45%), głównie dzięki dostawom Klasy G (3100 sztuk, +102%). Udział modeli xEV w Europie podskoczył do 36%, m.in. za sprawą popularności SUV-ów EQA i EQB oraz hybryd plug-in.

Ubiegłoroczne dostawy w Ameryce Północnej wzrosły do 327 000 samochodów (+3%). To zasługa udanego czwartego kwartału (+17%) i wysokiej sprzedaży modeli Top-End Luxury (+18%) na rynku Stanów Zjednoczonych. W całym 2022 r. dostawy w USA zwiększyły się o 4%, do czego przyczynił się m.in. wysoki popyt na Klasę S (+12%). Gama Top-End Luxury ma 29-procentowy udział w sprzedaży Mercedes-Benz w USA. W pełni elektryczne modele EQS, EQS SUV, EQE, EQB – a już wkrótce dołączy do nich EQE SUV – sprawiają, że elektryfikacja na tamtejszym rynku nabiera tempa.

Na wyniki sprzedaży miała wpływ decyzja Mercedes-Benz o zaprzestaniu eksportu samochodów osobowych i dostawczych do Rosji. Znacznie wzrosły dostawy aut do klientów w RPA (+34%) i Turcji (+21%).

Przegląd wyników sprzedaży

  IV kw.
2022 r.
IV kw.
2021 r.
Zmiana
w %
I-VI kw.

2022 r.

I-IV kw.
2021 r.
Zmiana
w %
Sprzedaż Mercedes-Benz Cars  536 000  500 400 +7% 2 040 500 1 943 900 +5%
Dostawy osobowych aut Mercedes-Benz*  540 800  464 100 +17% 2 043 900 2 055 000 -1%
– w tym: BEV-y bez smartów  42 400  19 100 +122%  117 800  52 500 +124%
             
Dostawy osobowych aut Mercedes-Benz w poszczególnych regionach            
Europa**  177.100  154.800 +14%  635.100  631.800 +1%
– w tym: Niemcy  74.700  60.600 +23%  229.500  213.100 +8%
Azja  257.400  212.200 +21%  987.800  976.100 +1%
– w tym: Chiny  189.100  166.700 +13%  751.700  758.900 -1%
Ameryka Północna***  82.100  70.400 +17%  327.000  318.500 +3%
– w tym: USA  73.000  60.300 +21%  286.800  276.100 +4%
reszta świata  24.300  26.800 -9%  94.000  128.700 -27%
* razem z Klasą V, Klasą T oraz EQV
** Europa: UE, Wielka Brytania, Szwajcaria i Norwegia

*** Ameryka Północna: USA, Kanada i Meksyk

wartości zaokrąglono; dane wstępne – mogą ulec zmianie w oczekiwaniu na raporty końcowe

Kompleksy mixed-use przyszłością polskich miast?

Kompleksy nieruchomości łączące wiele funkcji – czyli mixed-use – coraz bardziej zyskują na znaczeniu – w oczach deweloperów, inwestorów, a przede wszystkim odbiorców. zaspokajając potrzebę lokalności oraz umożliwiając realizację codziennych potrzeb w pobliżu miejsca zamieszkania. I chociaż obecnie blisko 90% obiektów tego typu znajduje się w miastach, to przewiduje się, że w kolejnej fazie uwaga inwestorów skieruje się również w stronę projektów podmiejskich – wynika z najnowszego raportu „Mixed-use. Jak go zrozumieć?”, przygotowanego przez firmę doradczą Colliers.

W ramach badań eksperci Colliers zidentyfikowali i przeanalizowali ponad 60 kompleksów wielofunkcyjnych w Polsce na różnych etapach realizacji – 18 z nich (28%) zostało ukończonych w całości lub w części, 10% jest w budowie, a 60% znajduje się na etapie planowania lub koncepcji, co wyraźnie pokazuje wzrost zainteresowania deweloperów tego typu inwestycjami w ostatnim czasie. Tym bardziej, że w obliczu dynamicznie zmieniającej się sytuacji makroekonomicznej ta grupa aktywów jest bardziej niż inne odporna na wstrząsy i wahania koniunktury.

Najwięcej w Warszawie

Pod względem liczby i powierzchni nieruchomości typu mixed-use dominującym rynkiem jest aglomeracja warszawska. Na jej obszarze funkcjonuje siedem obiektów wielofunkcyjnych w całości lub w części oddanych do użytku, m.in. Fabryka Norblina, Browary Warszawskie czy Centrum Praskie Koneser, a ich powierzchnia użytkowa stanowi aż 50% powierzchni wszystkich tego typu kompleksów w Polsce. Tuż za stolicą plasuje się Łódź z pięcioma projektami, m.in. OFF Piotrkowską, który stopniowo rozbudowywany jest jednym z pierwszych krajowych kompleksów wielofunkcyjnych. Warszawa jest również liderem pod względem liczby projektów planowanych (ok. 20), a wśród miast regionalnych prym wiedzie aglomeracja trójmiejska (11 projektów).

– Projekty typu mixed-use odgrywają niezwykle ważną rolę w rozwoju zarówno dużych aglomeracji, jak i mniejszych ośrodków. Dzięki zróżnicowaniu funkcji pozwalają budować żywą, atrakcyjną dla mieszkańców i bardziej zrównoważoną tkankę miejską. Przewidujemy, że po fazie powstawania dużych i lifestylowych kompleksów w centrach miast, uwaga skieruje się w stronę projektów bardziej lokalnych, zlokalizowanych poza ścisłym centrum lub w lokalizacjach podmiejskich. Na przykładzie rynku aglomeracji warszawskiej widzimy, że budowane lub planowane są kompleksy wielofunkcyjne zlokalizowane głównie poza ścisłym centrum miasta, jak Wilanów Park czy Bohema i Drucianka Campus na Pradze Północ, oraz projekty na terenach podmiejskich, np. New City Gate w Piasecznie – mówi Agnieszka Winkler, Associate Director w Dziale Strategic Advisory w Colliers.

Wiele funkcji, wielu użytkowników

Bliskość różnorodnych funkcji w jednym obiekcie umożliwia użytkownikom realizację wielu codziennych potrzeb w jednym miejscu, w łatwy i szybki sposób. Tym samym inwestycje mixed-use wpisują się w koncepcję miasta 15-minutowego. W 44% polskich kompleksów mixed‑use występują łącznie trzy funkcje – komercyjne i uzupełniające. Funkcją podstawową zazwyczaj jest biurowa (dziewięć kompleksów) lub mieszkaniowa (osiem kompleksów), w jednym z projektów rolę tę pełni funkcja hotelowa. Każdy z analizowanych kompleksów zawiera funkcję handlowo-usługową. Biorąc pod uwagę rosnącą popularność PRS-ów wśród inwestorów, można spodziewać się, że w przyszłości nie zabraknie również chętnych na lokalizowanie w projektach mixed-use mieszkań na najem instytucjonalny (w ramach funkcji mieszkaniowej).

– Synergia między funkcjami kompleksu mixed-use, przy równoczesnym uwzględnieniu interesów i potrzeb różnym grup użytkowników, determinuje przyszłe działanie obiektu. Może na niego wpływać zarówno w aspekcie pozytywnym, np. zapewniając pełne zagospodarowanie potencjału lokalizacji, jak i negatywnym – ograniczając możliwości wykorzystania przestrzeni. Jednym słowem – dobre rozplanowanie różnorodnych funkcji może pomóc w efektywniejszym wykorzystywaniu gruntów oraz zaplanowaniu infrastruktury społecznej i technicznej – wyjaśnia Marta Machus-Burek, Senior Partner, Wiceprezes Zarządu Colliers odpowiedzialna za doradztwo strategiczne.

Takie kompleksy to również miejsca łączenia lokalnej społeczności dzięki cyklicznie organizowanym wydarzeniom oraz budowania „zielonego” potencjału miast, np. poprzez wkomponowywanie w infrastrukturę elementów i terenów zielonych, np. łąk miejskich, zielonych fasad, ogrodów deszczowych.

– Dziś niezbędnym elementem udanego i atrakcyjnego dla odbiorców projektu mixed-use jest „tworzenie miejsc” we współpracy z lokalną społecznością, czyli placemaking. Ten proces opiera się na idei, według której głównym celem projektowania przyjaznych przestrzeni jest jak najlepsze odpowiadanie na różnorodne potrzeby użytkowników poprzez wzmacnianie więzi między ludźmi a miejscem, z którego korzystają. Elementami placemakingu są m.in. tworzenie otwartych, zewnętrznych przestrzeni z udziałem zieleni czy dopasowanie oferty – np. handlowej, usługowej, gastronomicznej – do potrzeb różnych grup użytkowników – dodaje Agnieszka Winkler.

Najemcy lokali handlowo-usługowych w kompleksach mixed-use

Jednym z ważniejszych elementów kreujących atrakcyjność projektu – w synergii z pozostałymi – jest oferta handlowo-usługowa obiektu. Uatrakcyjnia ona przestrzeń ogólnodostępną i może zachęcać użytkowników do odwiedzenia miejsca. Występuje w formie indywidualnych lokali dostępnych bezpośrednio z poziomu ulicy (np. w Browarach Warszawskich), pasażu handlowego (np. w Centrum Praskim Koneser) lub wielopoziomowej galerii handlowej (np. EC Powiśle).

Wśród najemców lokali handlowo-usługowych w kompleksach mixed-use przeważają przedstawiciele branży gastronomicznej – 44%. Lokale tego typu występują w formie niezależnych restauracji i punktów gastronomicznych oraz jako zbiór konceptów w jednej przestrzeni, tzw. foodhall, który często posiada nazwę i rozpoznawalną markę. Drugi filar – ponad 30% – stanowi szeroko rozumiana oferta convenience (zakupów i usług codziennych), na którą składają się usługi (m.in. salony kosmetyczne, oferta medyczna), multimedia (np. księgarnie, sklepy papiernicze), oferta spożywcza (sklepy spożywcze i supermarkety) oraz zdrowie i uroda (m.in. drogerie, perfumerie, apteki). Około 7% oferty handlowo-usługowej to rozrywka i rekreacja, w tym różnego rodzaju kluby fitness, muzea czy galerie.

– Z pewnością do sukcesu projektu typu mixed-use przyczynia się dostosowanie jego oferty do typu lokalizacji i charakterystyki strefy oddziaływania (catchment). Determinuje to również jego profil i pozycjonowanie. Inną specyfiką charakteryzują się bowiem kompleksy, które pełnią rolę lifestylową i mają na celu przyciągnięcie klientów z zewnątrz, a inną te skierowane do lokalnych mieszkańców, w których przeważają handel i oferta typu convenience. Niezależnie od tych czynników zuważamy, że ponad 80% najemców handlowo-usługowych w kompleksach typu mixed-use zaliczamy do lokalnych sieci i unikalnych konceptów – mówi Wojciech Wojtowicz, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Nowe na starym

Wielofunkcyjność wpisuje się też w trend zrównoważonego budownictwa i kształtowania przestrzeni miejskich poprzez modernizację istniejącej tkanki miejskiej, przywrócenie jej życia oraz nadanie nowej wartości. Okazuje się, że ponad 70% istniejących oraz budowanych kompleksów mixed-use to inwestycje łączące rewitalizację obiektów historycznych (często w przestrzeni poprzemysłowej) z nową zabudową, czyli inwestycje typu brownfield. Można przywołać chociażby kompleks Monopolis funkcjonujący na obszarze dawnych Łódzkich Zakładów Przemysłu Spirytusowego „Polmos”. Inwestorzy takich obiektów budują ich tożsamość, podkreślając dziedzictwo i charakterystykę miejsca, chociaż często muszą się też liczyć z wyższymi kosztami realizacji czy dodatkowymi wymogami konserwatora zabytków. Niewątpliwą zaletą tych kompleksów jest ich lokalizacja w centrach miast, przy ograniczonej dostępności gruntów. Na rynku nie brakuje również realizacji kompleksów wielofunkcyjnych składających się wyłącznie z nowej zabudowy oraz przebudowy istniejących obiektów handlowych.

– Projekty wielofunkcyjne potwierdziły już, że jako zyskująca na popularności kategoria aktywów, tworzą wartość ekonomiczną i społeczną dla różnych grup interesariuszy w tym inwestorów, użytkowników czy miast, przy jednoczesnym zachowaniu pozytywnego wpływu na środowisko w średnim i długim horyzoncie inwestycyjnym. Patrząc na sukces projektów już zrealizowanych oraz na jakość, jaką wnoszą do tkanki miejskiej, a także na zachodzące obecnie zmiany gospodarcze, społeczne czy regulacyjne, możemy być pewni, że projektów tego typu będzie coraz więcej, choć nadal mogą stanowić pewne wyzwanie dla inwestorów – podsumowuje Marta Machus-Burek.

Nowy gracz na rynku usług Property Management

Rozmowa z Michałem Mucem, Dyrektorem Zarządzającym CERES Management Services w Europie Środkowo Wschodniej oraz Wojciechem Zawieruchą, Dyrektorem Operacyjnym w CERES.

CERES Management Services to nowy gracz na otwartym rynku usług zarządzania aktywami w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej. W czym spółka upatruje rynkowej szansy? Jesteśmy obecnie świadkami licznych zawirowań, a poziom konkurencji na rynku usług zarządzania jest wysoki.

Michał Muc - CERES
Michał Muc – CERES

Michał Muc (MM): Spółka CERES Management Services została założona w 2015 roku, aby początkowo zarządzać nieruchomościami wchodzącymi w skład portfolio międzynarodowego funduszu REVETAS Capital. Obecnie zarządzamy komercyjnymi nieruchomościami o łącznej powierzchni wynajmowalnej około 250 000 mkw. zlokalizowanymi w Polsce, Bułgarii i Rumunii. W polu naszych zainteresowań są również rynki węgierski i czeski, gdzie do niedawna również zarządzaliśmy nieruchomościami komercyjnymi i w niedługim czasie ponownie na rynkach tych zaistniejemy. CERES nie jest więc podmiotem nowym na rynku. Kadra zarządzająca CERES to obecnie kilkudziesięciu wysokiej klasy specjalistów, którzy swoje doświadczenie zdobywali na kierowniczych stanowiskach w międzynarodowych firmach takich jak DTZ, Savills czy TriGranit zarządzając core’owymi aktywami w tej części Europy jak na przykład warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy, portfelami nieruchomości komercyjnych dla podmiotów takich jak Valad, Commerz Real, Unibail Rodamco, Credit Suisse Asset Management czy SEB Investment, a także  zlokalizowanymi w miastach regionalnych mniejszymi projektami biurowymi, magazynowymi czy handlowymi jak regionalne centra czy parki handlowe. Spektrum naszych możliwości budowania wartości nieruchomości potwierdzonych licznymi sukcesami jest szerokie. Bazując na naszych wyjątkowych kompetencjach specjalizujemy się w repozycjonowaniu, przebudowie i rozbudowie starszych nieruchomości ze wszystkich sektorów rynku nieruchomości komercyjnych, a obecnie dla wielu inwestorów to może być dobry moment na wyszukiwanie takich starszych projektów z dużym potencjałem budowy wartości.

Wojciech Zawierucha (WZ): Obecnie zarządzamy między innymi krakowskim kompleksem Bonarka for Business o powierzchni najmu blisko 80 000 mkw., centrum logistyczno-biurowym Sofia Airport Center o powierzchni wynajmowalnej ponad 46 000 mkw. czy The Landmark, wysokiej klasy parkiem biznesowym, zlokalizowanym w centrum Bukaresztu, o powierzchni ponad 22 000 mkw. GLA. Nasze zespoły koordynują też kompleksową przebudowę hotelu Radisson mieszczącego się w rumuńskiej stolicy, a to tylko wybrane projekty. Odpowiadamy za pełne spektrum usług dla nieruchomości: od property management i project management poprzez koordynację serwisów, komercjalizację, relacje z najemcami, księgowość i nadzór nad finansami nieruchomości i spółek celowych po komunikację marketingową i PR. Stawiamy przede wszystkim na efektywność, czyli maksymalizację korzyści dla właścicieli przy optymalnym wykorzystaniu budżetów. Nasze bogate doświadczenie pozwala nam oferować Klientom usługi w ponadstandardowym, szerokim zakresie i na bardzo wysokim poziomie. Świadczymy je dla wszystkich właścicieli nieruchomości: zarówno instytucjonalnych inwestorów, jak i przedsiębiorców oraz osób prywatnych.

Czyli można powiedzieć, że CERES Management Services wychodzi na rynek w momencie, w którym w cenie jest doświadczenie, które ma umożliwić potencjalnym inwestorom maksymalizację zysków z nadarzających się okazji?

MM: w dużym uproszczeniu tak można to ująć choć nie jest to tak proste. Aby wygenerować zyski ze starszej nieruchomości potrzeba nie tylko doświadczenia, ale także doskonałej znajomości bieżących, lokalnych i globalnych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych, prawnych i technologicznych. Na pewno nadchodzi czas dla podmiotów dysponujących kapitałem, które kupując starsze projekty komercyjne mogą je repozycjonować na rynku, aby stworzyć niezwykle atrakcyjne aktywa. Należy jednak pamiętać, że nie każda okazja jest nią w rzeczywistości i pozornie korzystny zakup na przykład starszego biurowca w centrum miasta może docelowo wymagać tak dużych nakładów, że trudno będzie wygenerować z nich jakiekolwiek zyski stąd często doradzamy naszym klientom już na etapie zakupu przeprowadzając kompleksowe analizy aktywów od strony komercyjnej, technicznej czy też finansowej.

WZ: Naszym podstawowym celem jest optymalizacja funkcjonowania nieruchomości i przeprowadzenie procesów oraz wdrożenie procedur gwarantujących maksymalizację zysku dla wszystkich podmiotów zaangażowanych w funkcjonowanie obiektów: od właścicieli poprzez najemców, klientów aż po lokalne społeczności.

Kto jest więc dla CERES rzeczywistym klientem, a kto powiedzmy beneficjentem?  

MM: w tym ujęciu beneficjentami są wszyscy: od właścicieli, inwestorów poprzez najemców aż po klientów i inne osoby korzystające lub przebywające w bezpośrednim otoczeniu nieruchomości. Działamy przede wszystkim dla funduszy inwestycyjnych. Możemy także wspomóc przedsiębiorstwa posiadające nieruchomości, w tym na przykład telekomy czy instytucje finansowe, w tym banki, oferując zarządzanie siecią naziemnych placówek sprzedaży w tym zarządzanie umowami najmu czy utrzymaniem technicznym, jak również aktywami w rodzaju nieruchomości handlowych czy biurowych przejętymi przez banki skupiając się nie tylko na optymalizacji ich funkcjonowania, ale także na generowaniu przez nie zysków.

WZ: w gąszczu ewoluujących przepisów i wymagań względem właścicieli nieruchomości jesteśmy także realnym wsparciem dla podmiotów, dla których nieruchomości lub powierzchnie komercyjne są niezbędne, ale nie stanowią podstawowego źródła generowania przychodów. Dbamy o optymalizację kosztową oraz zapewniamy optymalną kondycję techniczną i zgodność ze wszystkimi obowiązującymi prawnymi normami zdejmując z właścicieli nieruchomości liczne administracyjne obowiązki.

Okiem profesjonalistów z CERES wyspecjalizowanych w generowaniu dodatkowej wartości z nieruchomości: czego powinni teraz szukać na rynku inwestorzy? W jakich sektorach można liczyć na interesujące okazje gwarantujące godziwy zysk?

MM: na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W każdym sektorze rynku można znaleźć interesujące projekty. Z jednej strony Europa Środkowo-Wschodnia (CEE) i Środkowo-Południowa (SEE) to ciągle rodzące się zagłębie stwarzające wyjątkowe możliwości dla firm produkcyjnych i logistycznych, a z drugiej dla firm, które do obecnej chwili były obecne w regionach azjatyckich, a na skutek globalnych zmian przenoszą swoje procesy w bardziej stabilne, bezpieczne regiony świata. To generuje zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie komercyjne ze strony sektorów BPO i SSC. Zyskują na tym również starsze nieruchomości biurowe, które po przebudowie są atrakcyjnymi dla takich firm aktywami znajdując się nierzadko w bardzo dobrych lokalizacjach w centrach miast. Należy także zwrócić uwagę na mniejsze formaty handlowe w tym parki handlowe, osiedlowe centra i wolnostojące handlowe pawilony. W wielu mniejszych ośrodkach miejskich na terenie regionów CEE i SEE brakuje nowoczesnych powierzchni handlowych, a parki handlowe i inne mniejsze formaty idealnie wpasowują się w tę lukę. Sieci handlowe aktywnie poszukują możliwości ekspansji, a za tym podążają deweloperzy. Jako CERES możemy skutecznie wspierać deweloperów w tworzeniu odpowiednich aktywów, budowie relacji z najemcami i zarządzaniu, a właścicieli wybudowanych parków w tym fundusze inwestycyjne w utrzymywaniu odpowiedniej wartości takich projektów. Naszą wartością dodaną jest również doskonała znajomość rynków w poszczególnych krajach CEE i SEE, która może być bardzo cenna dla podmiotów planujących ekspansje na tych rynkach.

WZ: musimy także pamiętać o core’owych aktywach w postaci dużych centrów handlowych, dużych projektów biurowych i hotelowych zlokalizowanych w centrach miast. Ze względu na kapitałochłonność takich inwestycji są one osiągalne w większości przypadków jedynie dla wyspecjalizowanych inwestorów instytucjonalnych. Niemniej ze względu na ewoluujące warunki rynkowe wymagać one mogą określonych nakładów, aby poprawić lub utrzymać rynkową pozycję, a to może skłaniać niektórych graczy do restrukturyzacji swoich portfeli i upłynnienia wybranych aktywów. CERES wspiera również takie nieruchomości w budowaniu pozycji rynkowej i osiąganiu założonych przez właścicieli celów poprzez proaktywne zarządzanie.

Dziękuję za rozmowę.  

Jak mocno spadną zyski firm w 2023 roku?

Rok 2023 przynosi istotną zmianę na giełdach. Będą spadać zyski firm, a niekoniecznie ceny akcji. W poprzednim roku było odwrotnie i przy mocno spadających notowaniach, zyski cały czas rosły. Ta zmiana to efekt podwyżek stóp procentowych. Jednak obawy o poziom obniżki zysków mogą być przesadzone.

Jutro rozpoczyna się sezon publikacji wyników amerykańskich spółek za czwarty kwartał. Prawdopodobnie będzie on preludium do spadków zysków jakie będziemy obserwować później w wynikach za 2023. W najbliższych tygodniach zobaczymy prawdopodobnie pierwszy spadek zysków amerykańskich spółek od 3 kwartału 2020 roku (wywołany pandemią Covid). Jednak sam spadek może nie być tak mocny, jak spodziewają się tego analitycy. W wynikach spółek mamy już za sobą kilka kwartałów, które były „nie tak złe jak przewidywano” i to może być kolejny. Rynkowy konsensus zakłada spadek zysków spółek z indeksu S&P500 o 2 proc.

Sezon wynikowy rozpoczyna JP Morgan i inne amerykańskie banki. Motorem ich zysków pozostają wyższe stopy i mocny popyt na kredyty. Obciążeniem odpisy od niespłacanych kredytów oraz słaby rynek kapitałowy. Liderami spadku zysków będą jednak spółki technologiczne, które odczuwają rosnące koszty kapitału oraz spadek popytu ze strony konsumentów. Znacznie spadki zysków zanotują w 4 kwartale m.in. Amazon, Intel i Meta. Ratunkiem dla rynku są spółki energetyczne, które znowu zanotują dobre wyniki. Spadek zysków spółek z S&P500 po wyłączeniu spółek energetycznych ma wynieść 6 proc.

Warto pamiętać, że prognozy zysków prawie zawsze spadają w ciągu roku. Pytanie jednak, jak mocno spadną tym razem. Wydaje się, że możemy być umiarkowanie optymistyczni. Prognozy zysków zostały już wcześniej mocno zrewidowane. Dane GDPNow za 4 kwartał (ten wskaźnik bada na bieżąco wyniki PKB w USA) wskazują na wzrost o 4,1 proc. A spadająca inflacja będzie wspierać wydatki konsumentów. Po raz kolejny może więc być „lepiej niż się spodziewaliśmy”.

Tymczasem, znacznie wzrosty zysków są przewidywane w Europie. Spółki z indeksu Stoxx 600 mają bowiem zanotować wzrost zysków aż o 14 proc. W strefie euro stopy zaczęły rosnąć później i są obecnie na niższym poziomie niż w USA, dlatego ten sam efekt spadku zysków będziemy prawdopodobnie obserwować później.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Spodziewane zaskoczenie, czyli czego można się spodziewać po wynikach amerykańskich banków za Q4’22?

Największe banki w USA opublikują wyniki za IV kwartał 2022 r. w tym tygodniu i na początku przyszłego. W związku z pesymistycznymi prognozami gospodarczymi nie należy oczekiwać sensacyjnych zaskoczeń w stosunku do wyników za III kwartał, niemniej jednak jest kilka istotnych aspektów, na które warto zwrócić uwagę.

Spodziewane zaskoczenie – spadki zysków

W III kwartale 2022 r. większość banków odnotowała dwucyfrowy spadek zysków – IV kwartał raczej nie będzie w tym zakresie odmienny. Prezesi banków coraz głośniej mówią o nadchodzącej recesji i przygotowują się do walki z niespłacanymi kredytami przez konsumentów, którzy z coraz większym wysiłkiem próbują związać koniec z końcem. Słowem – hurraoptymizm na giełdzie, jednak fundamenty zaczynają powoli mówić coś zupełnie innego i w końcu przyjdzie nam odczuć koszty wysokich stóp procentowych.

Konsensus zakłada, iż łączna kwota zawiązanych rezerw na straty z tytułu niespłacanych kredytów w sześciu największych amerykańskich bankach wyniesie 5,7 miliarda dolarów, co przełoży się na znaczne uszczuplenie zysków. Według szacunków Refinitiv, zyski mają spaść o 17% r/r.

Zyski netto sześciu największych banków w USA w (prognozowane VS aktualne)

Zyski netto sześciu największych banków w USA Źródło: Opracowanie własne na podstawie – https://www.insiderintelligence.com/content/storage/49e987d1bd41fea3f85053ea1d534833/29327_original

Kto się boi złego FED-u, czyli polityka monetarna głównym błogosławieństwem i przekleństwem banków

FED nadal prezentuje dość jastrzębie podejście w zakresie podnoszenia stóp procentowych jednak powszechnie spekuluje się, że skala podwyżek będzie wolniejsza. Mimo to, wyższe stopy procentowe wpływają na wzrost przychodów odsetkowych banków.

Według analityków Wedbush Securities, wyniki odsetkowe za IV kwartał powinny wzrosnąć średnio o 30%. Niestety, z drugiej strony wyższe stopy procentowe to wyższe ryzyko niespłacalności kredytów. W związku z tym wzrost ten zostanie przyćmiony przez zawiązane rezerwy na straty kredytowe.

Bankowość inwestycyjna na minusie

Oczekuje się, że segment bankowości inwestycyjnej w amerykańskich bankach ponownie osiągnie gorsze wyniki, ponieważ wolumen IPO oraz pozostałych emisji i transakcji był słaby w IV kwartale.

Według raportu EY, w ubiegłym roku wolumen globalnych IPO zmniejszył się o 45% r/r, a wpływy z transakcji spadły o 61%. Z danych Dealogic wynika, że przychody bankowości inwestycyjnej w IV kwartale spadły do 15,3 mld USD, co oznacza spadek o ponad 50% w porównaniu do tego samego okresu w 2021 roku.

Bankowość detaliczna – spadek oszczędności, wzrost zadłużenia na kartach kredytowych

Wyniki bankowości detalicznej w IV kw. przyciągną większość uwagi, ponieważ dobre dane dotyczące zatrudnienia i rajd giełdowy w pierwszym tygodniu stycznia sugerowały, że detaliści są nadal w dobrej kondycji finansowej. Jednak trendy długoterminowe wskazują, że w 2023 roku konsumenci mogą znaleźć się pod ścianą. Jednostki bankowości detalicznej obserwują znaczący spadek oszczędności i wzrost zadłużenia na kartach kredytowych.

Szacunki JPMorgan Asset Management wskazują, że inflacja w zawrotnym tempie pochłania oszczędności konsumentów. Nadwyżka oszczędności amerykańskich gospodarstw domowych spadła do 900 miliardów dolarów, z 1,9 biliona dolarów na początku ubiegłego roku.

Według danych Banku Rezerw Federalnych Nowego Jorku salda kart kredytowych wzrosły o 15% r/r w III kwartale 2022 r. co stanowi to 20-letni szczyt. Oczekuje się, że salda w IV kwartale wzrosną jeszcze bardziej, ponieważ sezon świąteczny zwiększył presję na konsumentów.

Przezorni bankowi centurioni

Pomimo hurraoptymizmu panującego na giełdach prezesi banków zaczynają coraz poważniej traktować groźby nadchodzącej recesji, a w komentarzach do raportów wynikowych za IV kwartał będą prawdopodobnie wymieniać kroki, które podejmą, aby przetrwać nadchodzącą burzę. O tym, czy ta burza będzie jedynie zwyczajnym, przejściowym zjawiskiem, czy jednak huraganem, który zmiecie dotychczas wypracowane wzrosty przez większość indeksów, przyjdzie nam przekonać się już wkrótce.

Jednak, jak mawiali starożytni Rzymianie „miejmy nadzieję na najlepsze, ale przygotujmy się na najgorsze”.

Autor: Maciej Kietliński, analityk XTB