Rynki wyczekują decyzji FED

Ubiegły tydzień przyniósł rozczarowujące informacje ze strefy euro i silniejszego dolara. Co czeka nas w ciągu najbliższych kilku dni?

Kolejny słaby odczyt o aktywności biznesowej w strefie euro przełożył się na deprecjację euro i pozostałych europejskich walut. Niższe wskaźniki PMI sprawiły, że europejskie waluty traciły ok. 0,8-1,5%. Szczególnie źle w ubiegłym tygodniu radził sobie funt brytyjski. W jego przypadku istotne znaczenie miały jednak również czynniki wewnętrzne – Unia Europejska odrzuciła propozycje wniesienia poprawek do porozumienia, które Theresa May złożyła po odwołaniu wtorkowego głosowania w parlamencie (które May niemal na pewno by przegrała).

Najistotniejszym wydarzeniem najbliższego tygodnia będzie spotkanie Rezerwy Federalnej. Konsensus zakłada, że podczas spotkania FOMC zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych o 25 pb. do poziomu 2,25-2,5%. W związku z tym, że ruch w górę jest oczekiwany, kluczowa będzie nie sama podwyżka stóp, ale wszelkie sygnały wskazujące na to, jak stopy będą kształtować się w 2019 r.

PLN

Ubiegły tydzień był dość dobry dla polskiego złotego. Waluta wprawdzie osłabiła się w parze z silniejszym dolarem amerykański, zakończyła jednak tydzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do euro. Najważniejszą informacją z Polski, którą poznaliśmy w ubiegłym tygodniu, była rewizja odczytu inflacji CPI w listopadzie, która pokazała, że wstępny szacunek był nieco zaniżony, a dynamika cen konsumenckich wyniosła w podanym okresie 1,3% w ujęciu rocznym.

Najbliższe dni przyniosą bardzo wiele odczytów z Polski. W poniedziałek opublikowane zostaną wyliczenia inflacji bazowej, we wtorek poznamy dane o zatrudnieniu i płacach, w środę szacunki dynamiki produkcji przemysłowej i inflacji producentów, w piątek z kolei szacunek dynamiki sprzedaży detalicznej oraz poziom stopy bezrobocia w listopadzie. Oprócz tego w czwartek opublikowane zostaną „minutki” z ostatniego spotkania RPP w tym roku, podczas którego Rada utrzymała swoje stanowisko względem perspektyw polityki monetarnej.

GBP

W ostatnich tygodniach funtem brytyjskim rządziła niepewność, w związku z czym waluta była poddana znacznym wahaniom. Odwołanie kluczowego głosowania w parlamencie przez premier May oraz odmowa Unii Europejskiej w kwestii wznowienia negocjacji ściągnęły szterlinga w dół. Funt był najgorzej radzącą sobie walutą wśród wszystkich krajów G10, za wyjątkiem korony norweskiej. Nastrojom nie sprzyjają również informacje, iż Komisja Europejska postanowiła rozpocząć przygotowania do tzw. no-deal Brexit (Brexitu bez porozumienia). Paradoksalnie, porażka May zwiększa prawdopodobieństwo wydłużenie ostatecznego terminu Brexitu. Jeżeli faktycznie marcowy termin wyjścia z UE zostanie przesunięty, niewykluczone, że rozpisane może zostać również nowe referendum.

EUR

Rozwój sytuacji na linii Komisja Europejska-Włochy zdaje się zmierzać w kierunku potencjalnie pozytywnym dla wspólnej europejskiej waluty. Rząd premiera Conte przekazał Unii Europejskiej nowy projekt budżetu, który zakłada poziom deficytu na – jak sądzimy – zbliżonym do akceptowalnego przez KE poziomie 2% PKB.

Wieści te zostały jednak odsunięte w cień, a na pierwszy plan wysunęły się słabe odczyty wskaźników aktywności biznesowej PMI. Za spadek indeksów w znacznym stopniu odpowiedzialna jest sytuacja we Francji w kontekście protestów tzw. żółtych kamizelek – sam ruch wydaje się powoli zamierać, niemniej dane o sytuacji gospodarczej w strefie euro są niepokojące i w najbliższych tygodniach będziemy je obserwować z jeszcze większą uwagą. Poziom wskaźników zdaje się niepokoić również Europejski Bank Centralny. Na ten moment uważamy, że prawdopodobieństwo podwyżek stóp EBC w trzecim kwartale 2019 r. jest bliskie zeru, stąd musimy odsunąć naszą prognozę względem podwyżek stóp na grudzień 2019 r. Nie zmieniamy natomiast samej prognozy kursu EUR/USD – czekamy na kolejne dane o inflacji i styczniowe wskaźniki PMI.

USD

Wysoka inflacja i rosnąca sprzedaż detaliczna wydają się potwierdzać, że w Stanach Zjednoczonych jeszcze długo nie zaobserwujemy oznak recesji. Tym bardziej prawdopodobna zdaje się również decyzja o podwyżce stóp procentowych, jaką najprawdopodobniej podejmie FOMC podczas spotkania w tym tygodniu. Spodziewamy się jednak, że same prognozy gospodarcze Fedu zostaną dość znacznie obniżone, co byłoby zgodne z ostatnią „gołębią” retoryką członków banku centralnego. Oczekiwana liczba podwyżek stóp procentowych w 2019 r. zostanie najpewniej obniżona z trzech do zaledwie jednej. O ile rynek stóp procentowych w pełni wycenia taki scenariusz, nie możemy być pewni czy podobnego zdania są stratedzy i ekonomiści, co sprawia, że możliwe, że dolar może jeszcze ucierpieć z powodu zmiany oczekiwań.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Czas dla rodziny tylko w Święta? Polacy na tle europejskich pracowników

  • Bardziej od równowagi między życiem prywatnym a zawodowym Polaków do pracy motywuje odpowiednie wynagrodzenie, dobre relacje ze współpracownikami, uznanie managera i dodatek urlopowy
  • Co trzeci pracownik w Europie (31 proc.) ma poczucie, że nie zachowuje w obecnej pracy „work-life balance”
  • Na potrzebę rozdzielenia pracy od życia prywatnego wskazuje aż trzy czwarte pracowników w Europie (75 proc.)

Dla zaledwie 14,8 proc. polskich pracowników zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym jest odpowiednią motywacją do pracy[1]. Tymczasem w Europie potrzebę oddzielenia tych dwóch sfer życia wyraża pięć razy więcej pracowników – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę ADP[2]. Nie udaje się to 31 proc. ankietowanych Europejczyków.

– Nadchodząca przerwa świąteczna to dla Polaków dobra okazja, aby poświęcić więcej czasu rodzinie, przyjaciołom i często zaniedbywanym pasjom. Mimo, iż coraz częściej pracodawcy zwiększają elastyczność pracy i odchodzą od kultury „ciągłego podłączenia”, to jednak zachowanie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym nie jest kluczowym elementem dla pracowników. Większość wskazuje odpowiednie wynagrodzenie, dobre relacje ze współpracownikami, uznanie managera i dodatek urlopowy jako kluczowe elementy motywujące do pracy. Zadaniem specjalistów ds. zasobów ludzkich w firmach pozostaje więc zbudowanie takiego środowiska pracy, które pozwoli na zachowanie harmonii pomiędzy pracą i życiem prywatnym. Przepracowanie bowiem w dłuższej perspektywie negatywnie wpływa na efektywność i stosunek do wykonywanej pracy – mówi Anna Barbachowska, Country HR Biznes Partner ADP Polska.work life balance

Wyniki przeprowadzonego badania wskazują na interesujące różnice wśród pracujących Polaków. Niemal co piąty respondent (19,3 proc.) z Wielkopolski wskazał „work-life balance” jako odpowiednią motywację do pracy, zaś w przypadku województwa opolskiego było to jedynie 6,1 proc. ankietowanych. Warto jednak zwrócić uwagę, iż w wymienionych dwóch województwach najczęściej wymienianą motywacją do pracy było adekwatne wynagrodzenie ponad 63 proc.)[1].

Życie zawodowe i prywatne są ze sobą nierozerwalnie związane. Ponad połowa pracowników przyznaje, że życie osobiste wpływa na ich wyniki w pracy (58 proc.), równocześnie jedna trzecia (34 proc.) twierdzi, że zły dzień w pracy rzutuje na ich życie osobiste[2].

Według badań ADP, równowagę między życiem zawodowym i prywatnym częściej zachowują kobiety. Dla 62 proc. z nich możliwość zachowania „work-life balance” jest kluczową cechą idealnej pracy. Dla porównania, taką odpowiedź wskazało 52 proc. mężczyzn. Badanie „People Unboxed” ADP wykazało również, że im pracownik młodszy, tym zachowanie równowagi między pracą, a życiem rodzinnym jest dla niego mniej ważne. Wyjątek stanowią osoby powyżej 65. roku życia[3].work life balance 2

O badaniu People Unboxed:

 

W kwietniu 2018 roku ADP i Circle Research przeprowadziły internetowe badanie ilościowe na grupie 2518 pracowników w 5 różnych krajach Europy. Próba stanowiła reprezentatywną grupę pracowników wybranych według kryterium wieku, płci, rodzaju i wymiaru zatrudnienia, przedziałów wynagrodzenia i stażu pracy.

Circle Research specjalizuje się w dziedzinie badań B2B. Mając siedziby w Londynie i Nowym Jorku, pomagamy naszym klientom B2B zrozumieć, jak zachowują się i myślą decydenci biznesowi. Więcej informacji na www.circle-research.com.

O badaniu „Workforce View in Europe 2018”   

„Workforce View in Europe 2018” to badanie dotyczące postaw pracowników wobec przyszłości pracy. Zostało przeprowadzone dla firmy ADP przez niezależną agencję badań rynku Opinion Matters w sierpniu 2017 roku. Próba badawcza składała się z 9 908 pracujących dorosłych w ośmiu krajach w Europie.

[1] Raport “Workforce View in Europe 2018”, ADP: https://www.adp.pl/wszystko-o-kadrach/zaangazowanie-pracownikow-zarzadzanie-talentem/efektywne-metody-angazowania-pracownikow-2018

[2] Raport “People Unboxed”, ADP: https://www.adp.pl/wszystko-o-kadrach/zaangazowanie-pracownikow-zarzadzanie-talentem/zrozum-swoich-pracownikow

Wszczęte postępowanie karne skarbowe a bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego

„Bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, z dniem wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania” (art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej). Jednak by wszczęcie postępowania karnego skarbowego wywołało wskazany skutek, bezwzględnym i koniecznym warunkiem jest zawiadomienie o tym fakcie podatnika przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania – potwierdził w wyroku z 11 października 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu (sygn. akt I SA/Po 481/18).

Zawiadomienie o wszczętym postępowaniu karnym skarbowym

Termin przedawnienia zobowiązań podatkowych wynosi 5 lat. Okres ten liczony jest zgodnie z art. 70 § 1 Ordynacji podatkowej (Dz.U. 1997 nr 137, poz. 926, ze zm.; dalej: O.p.) od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności objętego zobowiązaniem podatku. Wszczęte w jego trakcie postępowanie w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, mające związek z niespełnieniem zobowiązania przez podatnika, powoduje zawieszenie biegu tego terminu (70 § 6 pkt 1 O.p.) pod warunkiem, że podatnik został o tym powiadomiony.

Interpretujące treść ww. przepisu organy podatkowe stały niejednokrotnie na stanowisku, że dla spełnienia tego warunku wystarczający jest sam fakt wszczęcia postępowania karnego skarbowego przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, bez konieczności dochowania w tym terminie obowiązku informacyjnego, i uważają tak nadal (zob. wyrok WSA w Szczecinie z 22.08.2018 r., sygn. akt I SA/Sz 378/18) mimo dokonanej już w 2013 r. nowelizacji Ordynacji podatkowej, do której został wprowadzony art. 70c w brzmieniu:

„Organ podatkowy właściwy w sprawie zobowiązania podatkowego, z którego niewykonaniem wiąże się podejrzenie popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego, zawiadamia podatnika o nierozpoczęciu lub zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w przypadku, o którym mowa w art. 70 § 6 pkt 1, najpóźniej z upływem terminu przedawnienia, o którym mowa w art. 70 § 1, oraz o rozpoczęciu lub dalszym biegu terminu przedawnienia po upływie okresu zawieszenia” (Dz.U. z 2013, poz. 1149).

Przepis niezgodny z konstytucją

Konieczność wprowadzenia zmian powodowana była m.in. orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, który w wyroku z 17 lipca 2012 r. stwierdził, że art. 70 § 6 pkt 1 O.p. jest niezgodny z konstytucyjną zasadą ochrony zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa. Trybunał uznał za niedopuszczalne osiągnięcie wskazanego w tym przepisie skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia w braku dochowania przed jego upływem obowiązku informacyjnego wobec podatnika (Dz.U. z 2012, poz. 848, sygn. akt P 30/11).

Konieczność ochrony wymienionych przez Trybunał Konstytucyjny zasad potwierdza m.in. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 5 czerwca 2017 r. Jak wynika z przedstawionego w wyroku NSA uzasadnienia, realizacja tego zadania będzie możliwa tylko wówczas, gdy podatnik dowie się, że jego zobowiązanie podatkowe nie uległo przedawnieniu z upływem ustawowego terminu i pozna przyczynę, dlaczego tak się stało. Podatnik musi mieć świadomość, że tą przyczyną jest wszczęcie postępowania karnego skarbowego związanego właśnie z niewykonywaniem przez niego zobowiązania, którego termin przedawnienia został przerwany (sygn. akt I FSK 1838/15).

Prawidłowe zawiadomienie zawiesza bieg terminu przedawnienia

W czerwcu 2018 r. przedsiębiorca wniósł skargę na decyzję organów podatkowych obciążającą go zobowiązaniem podatkowym w podatku VAT, jak i dokonującą zabezpieczenia majątkowego tego zobowiązania. Jednym z zarzutów skargi był podniesiony przez przedsiębiorcę zarzut przedawnienia.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu oddalił skargę. Uznał zarzut przedawnienia za bezpodstawny z uwagi na to, że w tej sprawie organy dochowały wszystkich obowiązków, jakie nakłada na nie art. 70c O.p.

„Z akt sprawy wynika, że nastąpiło zawieszenie biegu terminu przedawnienia z uwagi na wszczęcie w dniu […] postępowania karnego skarbowego. Ponadto pismem z dnia […] zawiadomiono skarżącego o zawieszeniu biegu terminów przedawnienia zobowiązania podatkowego m.in. za miesiąc […], o którym podatnik został zawiadomiony w dniu […] Wobec tego stwierdzić należy, że skarżący był prawidłowo zawiadomiony o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w podatku od towarów i usług” (sygn. akt I SA/Po 481/18).

Prawo karne skarbowe i gospodarcze

Jak stanowi art. 61 § 1 ustawy z 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi: „Wniesienie skargi nie wstrzymuje wykonania aktu lub czynności” (Dz.U. 2002 nr 153, poz. 1270, ze zm.). Wdający się w czasochłonny spór sądowoadministracyjny z fiskusem podatnik musi mieć tego świadomość. Zwłaszcza przedsiębiorca, dla którego powiedzenie „czas to pieniądz” ma szczególne znaczenie. Również dlatego, że to przedsiębiorcy, zgodnie z wydanymi 10 sierpnia 2017 r. wytycznymi Prokuratora Generalnego odnośnie do zasad prowadzenia postępowania przygotowawczego w sprawach o przestępstwa związane z wyłudzeniami VAT oraz innymi przestępstwami podatkowymi, są na celowniku służb ścigania. Prawo karne skarbowe i gospodarcze stanowią dziś dla prokuratorów niemal jedną dziedzinę prawa.

Dlatego w niektórych sytuacjach kryzysowych warto skierować działania tam, gdzie mogą one przynieść wymierny skutek. Składanie środków zaskarżenia możliwe jest także w postępowaniu karnym skarbowym na etapie postępowania przygotowawczego, gdzie oskarżonemu przysługuje również prawo podjęcia inicjatywy do dobrowolnego poddania się odpowiedzialności. O tym, czy w danym stanie faktycznym rezygnować, czy podejmować określone działania, decydować powinna jednak zawsze indywidualnie przeprowadzona analiza sytuacji prawnej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Drugie referendum? Fatalny rok bitcoina

Wielka Brytania wciąż podnosi emocje na rynkach walutowych. Jest potencjał na nowe referendum. Dane z USA pokazują sprzeczne kierunki. Rok temu bitcoin był na szczytach, dzisiaj jest 6 razy niżej.

Czy będzie drugie referendum w Wielkiej Brytanii

O tym, że taki scenariusz jest rozważany mówiono już dawno. Okazuje się, że sondowaniem takie rozwiązania zajmował się zarówno zastępca premier Theresy May jak również Gavin Barwell pełniący funkcję szefa kancelarii premiera. Problemem tego rozwiązania jest porozumienie z opozycją. Partia pracy nie ma nic przeciwko głosowaniu. Na czym polega problem? Analitycy rysują problem dosyć prosto. Konserwatyści chcą głosowaniem legitymizować wynik negocjacji z Unią Europejską dając jako alternatywę opuszczenie struktur unijnych bez porozumienia. Opozycja z kolei chciałaby głosować jako alternatywę w głosowaniu nieopuszczanie Unii w ogóle. Patrząc na układ sił w parlamencie ta druga opcja wydaje się znacznie bardziej prawdopodobna. Niewyjaśnienie sprawy Brexitu jest elementem mocno ciążącym na notowaniach funta.

Dziwne dane z USA

W USA piątkowe dane pokazały sporą rozbieżność. Jednocześnie przyspiesza produkcja przemysłowa oraz spada poziom optymizmu w indeksach PMI dla przemysłu. Informują one jak optymistycznie menedżerowie odpowiedzialni za zamówienia patrzą w przyszłość. Dla rynków walutowych indeksy PMI okazały się istotniejsze gdyż spowodowały osłabienie się dolara po tej publikacji.

Rok od szczytów kryptowalut

Rok temu kończyła się ostatnia hossa na kryptowalutach. To wtedy zastanawiano się kiedy bitcoin przekroczy psychologiczną granicę 20 000 USD. Stało się to tylko na niektórych giełdach po czym nastąpiły gwałtowne spadki. W ten weekend najniższe kursy wymiany wynosiły 3 200 USD to ponad 6 krotny spadek. Z drugiej strony spadek zainteresowania oraz zmiany doprowadziły do tego, że problem z którym borykała się ta waluta został rozwiązany. Mowa o koszcie przelewu. Gigantyczne zainteresowanie doprowadziło cenę przelewu powyżej 50 dolarów w grudniu 2018 roku. Obecnie jest to już mniej niż dolar.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Niemcy czekają. Co zrobią Ukraińcy 1 stycznia?

Nawet trzy razy większe wynagrodzenie niż w Polsce mogą otrzymać Ukraińcy, którzy od Nowego Roku zdecydują się na emigrację do Niemiec. Nasz zachodni sąsiad otwiera swój rynek pracy i szuka specjalistów również zza wschodniej granicy. Z najnowszych badań Grupy Progres wynika, że Ukraińcy nadal chcą przyjeżdżać do pracy w Polsce, jednak już nie tak licznie jak kiedyś. Jedynie 17 proc. Ukraińców deklaruje, że po 1 stycznia 2019 r. chce pracować w naszym kraju.

Już niebawem czeka nas rewolucja na rynku pracy. Wszystko za sprawą nowych trendów migracyjnych, które spowodują, że Ukraińcy – do tej pory wybierający Polskę jako kraj migracji zarobkowej, pojadą dalej – do Niemiec, Czech czy na Słowację. Mimo padających deklaracji, o wydłużeniu czasu pracy Ukraińców w Polsce, nasz kraj nie wprowadził jeszcze rozwiązań, które sprawiłyby, że pracownicy z Ukrainy nadal decydowaliby się na przyjazd do nas tak licznie, jak do tej pory.

Z najnowszych wyliczeń NBP wynika, że w Polsce pracuje niemal 900 tys. Ukraińców, wielu z nich to pracownicy sezonowi, którzy regularnie wracają nad Wisłę. Ich wkład w rozwój gospodarczy Polski trudno przecenić, 10 proc. wzrostu gospodarczego ostatnich lat zostało wypracowane przez naszych sąsiadów ze wschodu.

Wkrótce może się okazać, że wielu naszych najbliższych sąsiadów zniknie naprawdę, bo z początkiem stycznia Niemcy otwierają swój rynek pracy dla Ukraińców. Z szacunków badań biura pośrednictwa pracy Personnel Service** wynika, że w 2020 r. może wyjechać z Polski nawet 500 tys. ukraińskich pracowników, którzy będą szukali okazji do zarobienia większych pieniędzy za naszą zachodnią granicą.

Z najnowszej edycji badania „Jeden telefon i masz pracę” wynika, że jedynie 17 proc. Ukraińców rozważających emigrację zarobkową chce przyjechać i pracować w Polsce, nawet po 1 stycznia 2019 r. Pozostali (83 proc.) chcą przenieść się na krótki czas, jednak nie deklarują, że zostaną w Polsce również po Nowym Roku.

– Nasi pracownicy, którzy pochodzą z Ukrainy nadal chcą pracować w Polsce i nie odnotowaliśmy ich masowej rezygnacji – mówi Cezary Maciołek, Wiceprezes Zarządu Grupy Progres. – Jednak najnowsze badania Grupy Progres potwierdzają, że istnieje duże ryzyko i prawdopodobieństwo tego, iż cudzoziemcy, głównie Ukraińcy, którzy jeszcze nie wyjechali ze swojej ojczyzny, będą emigrowali do Niemiec. Ta sytuacja spowodowana jest sytuacją u naszych zachodnich sąsiadów, którzy pracują nad pozyskaniem pracowników z konkretnej branży. Co więcej, dzisiejsza sytuacja rynkowa Niemiec jest trudna, bo tempo wzrostu PKB maleje. Ten spadek wynika przede wszystkim z ogromnej ilości ponad miliona nieobsadzonych miejsc pracy – zaznacza Cezary Maciołek.

Kto będzie u nas pracował?

W grupie Ukraińców, którzy chcą przyjechać do Polski i pracować u nas już po otwarciu niemieckiego rynku, 41 proc. stanowią kobiety, a 59 proc. mężczyźni. Najczęściej są to osoby młode, do 29 r.ż. (45 proc.), trochę mniej jest Ukraińców między 30 a 39 r.ż. (32 proc.), pozostali nie przekroczyli 49 r.ż. (23 proc.). Pytani o zarobki odpowiadają, że oczekują wynagrodzenia w wysokości od 2 do 2,9 tys. zł. netto (61 proc.), do 2 tys. zł netto chce zarabiać 13 proc. badanych, reszta (26 proc.) oczekuje min. 3 tys. zł. netto. Mimo że w Niemczech zarobią nawet trzy razy więcej są skłonni wybrać nasz kraj. Decyduje o tym nie tylko jego bliskość, ale również zadowalający poziom życia, życzliwość Polaków czy podobieństwo kulturowe między naszymi narodami. Większość Ukraińców myślących o przyjeździe do Polski po 1 stycznia 2019 r. planuje samodzielną emigrację (87 proc.), natomiast 13 proc. deklaruje przyjazd z kimś bliskim – mężem, żoną, dziećmi, rodzicami lub przyjaciółmi.

Według Niemieckiego Instytutu Badań nad Rynkiem Pracy ten kraj stoi przed dużym wyzwaniem. Sąsiad Polski potrzebuje ponad 1,2 mln pracowników i nie jest to dla nas dobra wiadomość. Niemcy mogą bowiem okazać się bardziej atrakcyjni dla pracowników z Ukrainy, których teraz zatrudniają firmy w Polsce. Niemcy również borykają się z wolnymi wakatami w przemyśle, branży budowlanej, usługach i handlu. Dlatego ukraińscy imigranci są dla nich szansą na wyjście z patowej sytuacji.

W informacji wykorzystano najnowsze wyniki badań Grupy Progres z listopada 2018 r. analizujące 3 463 obywateli Ukrainy, którzy mieszkają na terenie swojej ojczyzny i rozważają emigrację zarobkową.

Deloitte: Rynek private equity w Europie Środkowej ostrożniej patrzy w przyszłość

Sektor funduszy private equity (PE) w Europie Środkowej jest wciąż bardzo aktywny, ale liczba zawieranych transakcji może ulec zmniejszeniu. Co czwarty badany przedstawiciel PE uważa, że sytuacja gospodarcza ulegnie osłabieniu w najbliższych miesiącach. Natomiast niemal trzykrotnie zmniejszyło się grono tych, którzy oczekują dalszych wzrostów liczby inwestycji. Zdaniem autorów najnowszej edycji badania „Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, zaskakuje fakt, że jedna czwarta badanych zamierza skoncentrować się na swoim portfelu spółek, zamiast poszukiwać nowych inwestycji.

Po półtorarocznym okresie wzrostu liczby i wartości zawieranych transakcji rynek funduszy private equity wraca do swojego typowego poziomu. – Choć nie mamy wątpliwości co do tego, że warunki gospodarcze nadal sprzyjają zawieraniu interesujących transakcji, odpowiedzi respondentów wskazują na ostrożność. Przyczyną zapewne jest to, że oczekujemy wejścia w trudniejszy ekonomicznie okres. Już poprzednie edycje naszego badania pokazywały zależność między opiniami respondentów związanych z funduszami private equity a nastrojami panującymi na rynku – mówi Mark Jung, Partner w dziale Doradztwa Finansowego w Deloitte, Lider Sektora Private Equity w Europie Środkowej. Na tę zależność wskazuje także wysokość tzw. indeksu optymizmu (CE Private Equity Confidence Index), który w ciągu pół roku spadł ze 123 do 105 punktów i jest na najniższym poziomie od trzech lat.

Sytuacja gospodarcza studzi inwestycyjny pęd

Jedynie 2 proc. zapytanych przez Deloitte respondentów oczekuje poprawy sytuacji ekonomicznej, co oznacza spadek rok do roku o 24 p.p. Z kolei aż 73 proc. inwestorów związanych z funduszami PE oczekuje, że taka sytuacja  nie ulegnie zmianie przez najbliższe sześć miesięcy, a jedna czwarta (25 proc. wobec 10 proc. rok temu) spodziewa się pogorszenia sytuacji rynkowej. Na ekonomiczny pesymizm respondentów Deloitte wpływa sytuacja w jakiej znajdują się główni partnerzy handlowi Europy Środkowej, tj. Unia Europejska i Stany Zjednoczone. – Unia boryka się z Brexitem i brakiem pewności co do faktycznych skutków wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Problemem jest także przyszłoroczny budżet Włoch, w którym zapisano podniesienie deficytu z 1,8 do 2,4 proc. W chwili kiedy respondenci wypełniali ankiety wciąż trwała także wojna handlowa USA z Chinami – mówi Mark Jung.

Interesujące jest to, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy jedna czwarta inwestorów zamierza się skoncentrować głównie na zarządzaniu istniejącym portfelem spółek. To wzrost z 19 proc. w ubiegłym roku. Na nowych inwestycjach skupi się 61 proc. badanych, jest to najniższy wynik od dwóch lat. Przekłada się to na najniższy od sześciu lat (11 proc.) poziom oczekiwań na wzrost aktywności na runku PE – dodaje Mark Jung. Eksperci Deloitte zauważają, że tak ostrożny sposób działania jest charakterystyczny dla firm, które są niepewne najbliższych wydarzeń na rynku.

Inwestorzy nie zmienili swojej opinii w kwestii zabezpieczenia finansowania dłużnego transakcji. Aż 82 proc. respondentów oczekuje, że dostępność finansowania dłużnego pozostanie na tym samym poziomie, a 11 proc., że wzrośnie w ciągu następnych sześciu miesięcy. Mniej niż jedna dziesiąta spodziewa się, że wykorzystanie obcych źródeł finansowania będzie w najbliższym czasie mniej dostępne. Ten wynik zmienił się o 10 p.p. od ostatniego badania (17 proc.).

Od ponad roku inwestorzy w Europie Środkowej deklarują, że w nadchodzących miesiącach będą więcej kupować niż sprzedawać. W tej edycji badania potwierdza to 57 proc. pytanych. Na zbyciu skoncentruje się 16 proc., o 3 p.p. mniej niż w badaniu przeprowadzonym wiosną. 27 proc. respondentów uważa natomiast, że poziomy kupna i sprzedaży spółek utrzymają się na równym poziomie.

Stabilizacja rozmiarów transakcji

Prawie trzy czwarte badanych podmiotów (73 proc.) oczekuje, że wielkość transakcji nie zmieni się przez najbliższe pół roku. Po dwóch latach rosnących oczekiwań, przez trzy ostatnie kwartały spadła liczba respondentów spodziewających się wzrostu wielkości transakcji (18 proc.). Według ekspertów Deloitte może to być sygnałem powrotu do mniejszej aktywności na rynku, po wyjątkowej liczbie dużych transakcji w 2017 r., biorąc pod uwagę, że dla Europy Środkowej charakterystyczna jest średnia wielkość rynku.

Największe firmy, które cieszyły się uznaniem inwestorów, dodatkowo umocniły swoją pozycję. 64 proc. zapytanych uważa, że to właśnie ich aktywami będą zainteresowane fundusze private equity w porównaniu z 57 proc. wiosną bieżącego roku. Wzrost ich popularności nastąpił kosztem średnich przedsiębiorstw (spadek do 27 proc. z 31 proc. na wiosnę) i startupów (spadek do 9 proc. z 12 proc.).

–  Konkurencja wokół liderów rynku nie jest zaskakująca, mieli oni mocną pozycję we wszystkich naszych badaniach. Takie firmy zwykle generują stabilne przychody i zarządzają dużym udziałem w rynku, dzięki czemu są w stanie lepiej obsługiwać zadłużenie – mówi Mark Jung.

Według dwóch trzecich (66 proc.) ankietowanych w badaniu Deloitte, przez najbliższy rok ceny pozostaną na tym samym poziomie. W porównaniu do wiosny br., jest to wzrost o 16 p.p., za którym idzie spadek oczekiwań wzrostu cen z 33 proc. wiosną do 18 proc. obecnie. – To dobra wiadomość dla klientów, którzy musieli stawić czoła rosnącej presji cenowej na wiele transakcji – dodaje Mark Jung.

Digitalizacja (nie) za wszelką cenę

Aż dla 80 proc. respondentów cyfryzacja firm w które chcą zainwestować nie jest istotnym warunkiem przy podejmowaniu decyzji, w tym 14 proc. w ogóle nie bierze tego pod uwagę. – Zaledwie jedna piąta pytanych o to inwestorów z Europy Środkowej przyznaje, że digitalizacja jest kluczowym czynnikiem wpływającym na oszacowanie wartości projektów inwestycyjnych. Te wyniki zaskakują, biorąc pod uwagę fakt, że w innych regionach inwestorzy na rynku private equity przykładają znacznie większą wagę do możliwości jakie niesie cyfryzacja, a wielu z nich nawet powołuje specjalistów specjalnie do tego konkretnego celu – mówi Jan Michalski, Partner, Lider ds. Salesforce.com oraz sektora TMT, Deloitte Digital.

Jak dodaje, cyfrowe ulepszenie firmy często ma duży wpływ na zwiększenie zadowolenia klientów, a przez to zwiększenie ich zaangażowania.  Przedsiębiorstwa nastawione na cyfryzację także w większym stopniu przyciągają i zatrzymują talenty.

Biorąc pod uwagę pozytywny wpływ cyfrowego sposobu myślenia w przedsiębiorstwach, istotne jest rozważanie tego aspektu podczas oceny firm, które są obiektem zainteresowania inwestorów – mówi Jan Michalski.

Informacja o raporcie

Wyniki 32. edycji regionalnego badania Deloitte z cyklu „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do inwestorów Private Equity działających w krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku, począwszy od 2003 r. Przeprowadzona ankieta miała na celu zbadanie nastrojów i oczekiwań funduszy PE odnośnie m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności w ciągu kolejnych 6 miesięcy. Indeks optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przestawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczby odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im wskaźnik wyższy, tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.

Grupa Domodi podsumowuje rok 2018 w e-commerce

Rok 2018 w handlu to rosnąca baza przedsiębiorstw i startupów skupionych wokół e-commerce. Intensywny wzrost firm w tym obszarze, spowodował dynamiczny rozwój rynku, a wraz z nim marketplace’ów. Rozszerzyły one swoją działalność oferując nie tylko aktywne zarządzanie produktami, ale także dotarcie do wielomilionowej, zorientowanej na zakup grupy odbiorców. W ciągu 2018 roku Polacy wydali łącznie 325 mln zł w sklepach e-commerce, do których trafili za pośrednictwem trzech serwisów Grupy Domodi.

Miniony rok obfitował w dedykowane akcje konsumenckie. Okazały się one niekwestionowanymi peakami zakupowymi, w których to klienci chętnie dokonywali transakcji i generowali wysoki ruch na stronach. O efektywności decydował odpowiedni komunikat marketingowy i skrojona na potrzeby grupy docelowej oferta.

Sprzedaż na wysokim poziomie

Serwisy Grupy Domodi działają aktywnie na dwóch płaszczyznach: fashion i home&decor, jako markeplace’y, które są konglomeratami ofert z danej branży. Na trzech serwisach swoje oferty zamieszcza łącznie 927 sklepów partnerskich, a ich ilość ciągle się zwiększa. W 2018 roku z portfeli Polaków do sklepów e-commerce współpracujących z Grupą Domodi przepłynęło 325 mln zł, odpowiednio: 184 mln na Domodi.pl, 78 mln na Allani.pl oraz 63 mln na Homebook.pl. Jak będzie wyglądał nowy rok? – W 2019 roku będziemy w Grupie Domodi rozwijać bazę naszych partnerów – sklepów. Chcemy położyć na to mocny akcent. Wraz z tym, planujemy również szereg działań pod wspólnym hasłem „jakość”. Pragniemy, aby nasi partnerzy otrzymywali najwyższej jakości obsługę oraz szeroki zakres wsparcia dla swoich biznesów. – mówi Agnieszka Janota, dyrektor komercjalizacji w Grupie Domodi. – Naszą ofertę skierujemy do różnych grup sklepów, aby każdy partner mógł znaleźć u nas usługę dopasowaną do swoich aktualnych wymagań. – dodaje.

Zmiany, za którymi rynek musi nadążyć

W przypadku e-commerce budowanie wizerunku i potrzeb zakupowych działaniami online to podstawa. Jednakże, elektroniczna rzeczywistość zmienia się nie tylko często, ale diametralnie. Największe zmiany zanotowała branża w działaniach reklamowych obejmujących social media, czyli obszar, który nadal najskuteczniej buduje potrzeby zakupowe użytkowników i pozwala umacniać wizerunek firmy. – Treści reklamowe w mediach społecznościowych od dawna przestają być tylko reklamą, a stają się treściami natywnymi. – mówi Paweł Lewkowicz, social media performance manager w Grupie Domodi. A w 2019 roku zmian ma być jeszcze więcej. Jak przygotowują się na nie polskie e-commerce? – Nowy rok, to nowe wyzwania stojące przed Grupą Domodi. Te, które należy zaliczyć do najważniejszych to jeszcze większa praca z kreacją i nowe podejście do formatów video i live. Drugie wyzwanie to targetowanie – bardziej wnikliwe i precyzyjne. Jego zadaniem będzie pogłębienie lejka zakupowego, dopasowanie komunikatu reklamowego oraz wykorzystanie zachowań użytkowników.podsumowuje Lewkowicz.

To wyznacza nowe kierunki rozwoju handlu online. Skupione w głównej mierze na preferencjach użytkowników, pogłębieniu ich potrzeb zakupowych i lojalizacji. Te trzy składniki, wdrożone w strategię działań marek, pozwolą generować wysokie zaangażowanie oraz przychody, dając satysfakcjonujące wyniki.

Rok 2018 w liczbach. Grupa Domodi:

GMV: 325 mln

  • Domodi.pl: 184 mln
  • Allani.pl: 78 mln
  • Homebook.pl: 63 mln

Łączna liczba partnerów/sklepów w 2018: 927

  • Domodi.pl: 344
  • Allani.pl: 209
  • Homebook.pl: 374

Liczba odsłon serwisów Grupy Domodi za 2018: 1,14 mld

  • Domodi.pl: 282 mln
  • Allani.pl: 238 mln
  • Homebook.pl: 620 mln

Nasz zasób mieszkaniowy rośnie rekordowo szybko!

Oszacowanie wszystkich rocznych zmian liczby lokali i domów to czynność, która może zająć sporo czasu. Właśnie dlatego Główny Urząd Statystyczny dopiero niedawno podał nowe informacje na temat wielkości zasobu mieszkaniowego w Polsce. Te dane pochodzące z końca 2017 roku, po raz kolejny wskazują na spory wzrost nasycenia mieszkaniami i dużą dodatnią zmianę metrażu przypadającego na Polaka. Nasz zasób mieszkaniowy rośnie rekordowo szybko (1)

W pierwszej kolejności warto zająć się kluczowym wskaźnikiem, jakim jest liczba mieszkań w przeliczeniu na 1000 osób. Przez kolejne lata, wspomniany wskaźnik dotyczący Polski zmieniał się następująco:Nasz zasób mieszkaniowy rośnie rekordowo szybko (2)

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl na uwagę zasługuje fakt, że w 2017 r. liczba mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców Polski wzrosła najszybciej od 2008 r. Jeżeli takie tempo zmian się utrzyma, to do 2030 r. zostanie osiągnięty cel przewidziany w Narodowym Programie Mieszkaniowym (ok. 435 mieszkań/1000 osób).

Ciekawie prezentują się też ostatnie zmiany powierzchni użytkowej mieszkań w przeliczeniu na jednego Polaka. Wedle danych GUS-u, takie zmiany wyglądały następująco:

Trzeba podkreślić, że w 2017 r. drugi z analizowanych wskaźników wzrósł o 1,5% (podobnie jak rok wcześniej). Większą roczną zmianę (+2,8%) odnotowano jedynie w 2010 r. Wynik z 2017 r. to przede wszystkim efekt dużej aktywności inwestycyjnej deweloperów.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Od 2019 r. wartość emitowanych obligacji skarbowych w Polsce powinna wzrosnąć

Publikacja listopadowych danych makroekonomicznych powinna wspierać krajowy rynek długu. Zarówno czynniki globalne, jak i krajowe powinny w najbliższych dniach ciążyć złotemu.

Ostatni tydzień przyniósł spadki krzywych dochodowości dla obligacji i kontraktów IRS. Dochodowości 2-letnich papierów spadły poniżej 1,5%, a 10-letnich poniżej 3%. Powodem umocnienia rynku były czynniki krajowe i globalne. W kraju okresowo spadła podaż papierów skarbowych (na piątkowej aukcji zamiany sprzedano papiery za 4,4 mld PLN), a spadek ścieżki inflacyjnej w listopadzie do 1,3% r/r wzmocnił scenariusz RPP zakładający długoterminowy brak zmian stóp procentowych. Z kolei na świecie opadły obawy przed podwyżkami stóp w USA i jednocześnie wzrosły oczekiwania na wolniejszą „normalizację” polityki monetarnej w strefie euro.

Czynniki okołorynkowe wciąż sprzyjają wycenom obligacji. Od strony fundamentalnej trudno znaleźć argumenty za przeceną. Pozytywny wpływ na krajowy rynku długu może mieć publikacja krajowych danych makroekonomicznych za listopad. Prawdopodobny jest m.in. słabszy odczyt produkcji przemysłowej (PKO: 1,4% r/r), na skutek spowolnienia gospodarki europejskiej i mniejszej liczby dni roboczych. Potwierdzeniem może być publikacja PMI dla Polski z początku miesiąca, pokazująca spadek wskaźnika poniżej 50 pkt. Częściowo ten efekt będzie neutralizowany przez dane nt. płac w sektorze przedsiębiorstw i sprzedaży detalicznej (PKO: odpowiednio 6,7% r/r i 5,7% r/r). Wspomniane dane w połączeniu z niskimi odczytami inflacji dają argumenty za długoterminowym utrzymywaniem stóp procentowych bez zmian.

Problem w tym, że rynek wycenia już scenariusz podwyżki stóp NBP o 25 pb. w perspektywie dwóch lat z prawdopodobieństwem nieznacznie przekraczającym 50%. Aby zatem krzywe mogły dalej spadać niedługo konieczne stanie się zakładanie obniżek stóp, co jest mało prawdopodobne (widać asymetryczne ryzyko ich podwyżki). Na początku 2019 r. wzrośnie też podaż papierów, a głównym czynnikiem wspierającym wyceny może być jeszcze poprawa oceny kredytowej Polski i spadek wysokich ASW (w 10-letnim sektorze jest to 35-40 pb.).

Dodatkowo w środę Fed podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, wycenianym przez rynek, jest podwyżka stóp o 25 pb. (dla stopy funduszy federalnych do 2,25-2,50%). Rynek wycenia w 2019 r. podwyżkę stóp o kolejne 25 pb. Mimo, że w ostatnim czasie narosły obawy przed spowolnieniem gospodarki amerykańskiej i w efekcie pojawiły się oczekiwania na bliski koniec cyklu, to jednak dane makroekonomiczne pozostają mocne. W oficjalnej komunikacji FOMC wskazuje na wzrost podstawowej stopy do 3,1% w przyszłym roku. Nawet uwzględniając wypowiedzi członków Komitetu i ewentualną korektę w dół oczekiwań odnośnie wysokości stóp w kolejnych latach, to i tak scenariusz rynkowy wydaje się bardzo łagodny.

Reasumując, mimo pozytywnego sentymentu rentowności 2-letnich obligacji powinny powrócić powyżej 1,50%, a 10-letnich powyżej 3,0% w najbliższych tygodniach.

Wykres dnia: Od początku 2019 r. wartość emitowanych obligacji skarbowych w Polsce powinna wzrosnąć (mld PLN).

Od początku 2019 r. wartość emitowanych obligacji skarbowych w Polsce powinna wzrosnąć
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Prognozy na 2019 r. – spowolnienie gospodarcze i niepewność na rynkach finansowych

Na kurs złotego nadal duży wpływ wywiera kondycja chińskiego juana

Ostatnie dni na rynku walutowym przyniosły osłabienie euro, co negatywne wpłynęło na złotego. Przy EUR/USD schodzącym poniżej 1,13 notowania EUR/PLN chwilowo wzrosły powyżej 4,30 kończąc piątkową sesję lekko niżej. Gorszy sentyment inwestycyjny to przede wszystkim wynik gołębiego posiedzenia EBC, obaw o Brexit oraz słabych danych z Europy potwierdzających scenariusz spowalniania gospodarki strefy euro. PLN dodatkowo ciążyły też bardzo słabe odczyty chińskich danych gospodarczych, rozbudzające obawy o kondycję kraju i jej wpływ na inne gospodarki rozwijające się.

W piątek przecenę złotego (wzrost euro chwilowo do 4,305 PLN) wywołały słabsze od oczekiwań i niższe niż miesiąc wcześniej dane z Chin dot. produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Nie jest wykluczone, że na wyniki wpływ miał konflikt handlowy Pekinu z Waszyngtonem, co zwiększyło niepewność inwestorów w kontekście przyszłej kondycji globalnej gospodarki, szczególnie, że Europa ekonomicznie też rozczarowuje. Najsłabsze od kilku lat odczyty dla przemysłowego PMI pokazała zarówno Francja, Niemcy, jak i cała strefa euro, co potwierdza, że Europa wyraźnie zmieniła bieg i w przyszłym roku może rozwijać się w bardziej umiarkowanym tempie. PMI uważany jest bowiem za wskaźnik wyprzedzający wobec danych makroekonomicznych z realnej gospodarki.

Nie dziwi więc nadal gołębie nastawienie w polityce monetarnej EBC, pomimo formalnego zakończenia programu wsparcia QE. Podczas grudniowego posiedzenia bank centralny strefy euro podtrzymał zapowiedź, że stopy procentowe powinny zostać utrzymane na bieżącym, niskim poziomie „przynajmniej do lata 2019 r., tak długo, jak długo będzie to konieczne dla zapewnienia dalszego, trwałego zbliżania się inflacji do celu poniżej, ale blisko 2% w średnim okresie”. W ocenie rady bilans ryzyka dla prognozy wzrostu gospodarczego EZ jest wciąż zrównoważony, niemniej przesuwa się już w kierunku wyższego ryzyka słabszej koniunktury, a źródła ryzyka wynikają z protekcjonizmu w globalnym handlu zagranicznym, sytuacji na rynkach wschodzących oraz podwyższonej zmienności na globalnym rynku finansowym. Zarówno treść komunikatu EBC jak i wypowiedzi prezesa M.Draghi’ego nie wniosły wiele nowego do oceny perspektyw polityki monetarnej EBC, niemniej euro osłabiło się wobec innych walut, co oznacza, że rynek grudniowe posiedzenie odebrał wyraźnie gołębio. W ostatnich dniach wspólnej waluty nie wspierały też doniesienia z Wielkiej Brytanii. Choć premier T.May „przetrwała” na stanowisku szefa Partii Konserwatywnej po zeszło środowym wewnątrzpartyjnym głosowaniu votum zaufania, jej zwycięstwo niewiele jednak zmienia, bowiem szanse na ratyfikację projektu Brexitu w brytyjskim parlamencie nadal pozostają niewielkie. Wielka Brytania oraz funt nadal pozostają więc z nawisem ryzyka politycznego, co nie sprzyja nastrojom rynkowym.

W najbliższych dniach w centrum uwagi pozostawać będzie posiedzenie Fed (wt.-śr.). Ostatnie dane gospodarcze (w tym dot. rynku pracy, czy inflacyjne) wpisują się w oczekiwania, że zobaczymy kolejną podwyżkę stóp procentowych w USA. Ważniejsze będą jednak wyniki najnowszych projekcji makroekonomicznych, a w szczególności ścieżka kształtowania stóp procentowych w przyszłości w kontekście obaw o spowolnienie koniunktury, czyli tzw. Fed dot-plots. Fed powinien wesprzeć dolara kosztem euro i złotego, któremu dodatkowo ciążyć może gołębie minutes RPP oraz oczekiwane słabsze krajowe dane produkcyjne.

Wykres dnia: Na notowania złotego nadal duży wpływ wywiera kondycja chińskiego juana. Oczekiwane spowolnienie gospodarcze Państwa Środka będzie osłabiać juana i może też ciążyć złotemu.

Na notowania złotego nadal duży wpływ wywiera kondycja chińskiego juana
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Nowy Prezes oraz Wiceprezes Zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego

Giansimone Bertoli (Pirelli Polska) od początku 2019 roku będzie pełnił funkcję Prezesa Zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego. Z dniem 10 grudnia do PZPO dołączył Andrzej Włodarczyk – objął on stanowisko Wiceprezesa Zarządu (Trelleborg Wheel Systems Poland). Jednocześnie Rafał Spirydon (Hankook Tire Polska) obejmuje funkcję Członka Zarządu Związku.

Giansimone Bertoli dotychczas pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu PZPO. Andrzej Włodarczyk stanowisko Wiceprezesa Zarządu PZPO przejmuje od Andrzeja Wrońskiego – jednego z założycieli Związku, który pracował nad jego rozwojem od samego początku jego funkcjonowania. Pan Wroński podjął decyzję o zakończeniu pracy zawodowej. Ponadto Rafał Spirydon objął stanowisko Managing Director w Hankook Tires Polska i funkcję Członka Zarządu PZPO.

Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego
Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego

– Bardzo dziękujemy Andrzejowi Wrońskiemu oraz D. B. Kim za wspólne lata pracy, ich nieoceniony wkład w rozwój Związku i pełne zaangażowanie w wypełnianie jego misji. Szczególne podziękowania w imieniu całego Zarządu kierujemy do Andrzeja Wrońskiego, który jest jednym z założycieli Związku i zawsze był dużym wsparciem dla organizacji przez te wszystkie lata. Wielu sukcesów życzymy również Giansimone Bertoli, który na początku 2019 roku obejmie stanowisko Prezesa Zarządu oraz Rafałowi Spirydonowi i Andrzejowi Włodarczykowi, którzy zasilają Zarząd PZPO. Jesteśmy przekonani, że ich wieloletnie doświadczenie będzie wsparciem dla całego rynku oponiarskiego – mówi Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Giansimone Bertoli
Giansimone Bertoli (Pirelli Polska)

Giansimone Bertoli jest absolwentem uniwersytetu w Parmie. Z firmą Pirelli związał się w 1995 roku. Dwa lata później awansował na stanowisko Tyres Team Manager. W 2000 roku objął stanowisko Dyrektora Biura koncernu Pirelli na terenie Rosji. Od 2004 roku pełnił funkcję Prezesa Generalnego Pirelli w Polsce. W 2011 Giansimone Bertoli ponownie wrócił do centrali, skąd nadzorował rozwój kilku rynków Europejskich. W 2012 objął stanowisko Dyrektora Zarządzającego w Hiszpanii nadzorując rynek lokalny oraz Portugalię. Do Polski powrócił w 2015 roku, skąd zarządza nie tylko rynkiem Polskim, lecz także całą strefą północno – wschodniej oraz południowo – wschodniej Europy.

Andrzej Włodarczyk jest absolwentem Wydziału Prawa, Administracji i Zarządzania Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Od początku kariery zawodowej jest związany z branżą automotive. W 1999 roku dołączył do firmy Michelin Polska S.A., gdzie pracował przez kolejne 17 lat. W 2016 roku zdecydował się na wyjazd do Indii, gdzie kontynuował pracę w branży oponiarskiej w firmie Birla Tyres jako Head Sales Process and Training. Od listopada 2018 w Trelleborg Industries Polska Sp. z o.o.

Rafał Spirydon
Rafał Spirydon

Rafał Spirydon od początku założenia PZPO jest zaangażowany w działalność Związku. Od 1998 roku pracował w Bridgestone jako przedstawiciel techniczny, później inżynier sprzedaży i szef produktu opon ciężarowych. Od 2007 roku był dyrektorem generalnym Bridgestone Sales Polska. W latach 2009-2013 w Bridgestone Europe zajmował się marketingiem i sprzedażą opon wielkogabarytowych i rolniczych w Europie. Od 2013 roku w Hankook Tire Polska jako Dyrektor Handlowy odpowiedzialny jest za opony osobowe i ciężarowe w Polsce i krajach Bałtyckich.

Niemiecka motoryzacja włącza się do walki o Ukraińców

Aż 63% firm motoryzacyjnych z Polski zakłada zwiększenie liczby etatów w najbliższych miesiącach, co wynika bezpośrednio z rosnących potrzeb produkcyjnych. W związku ze zbyt małą liczbą kandydatów chętnych do podjęcia zatrudnienia, już 57% zakładów produkcyjnych sięga po pracowników z Ukrainy. Nie jesteśmy jednak jedyni – o Ukraińców rywalizujemy z Czechami, Węgrami i Słowacją – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2018”. W przyszłym roku o kadrę ze Wschodu będzie jeszcze trudniej, ponieważ do walki włączy się co piąty zakład produkcyjny w Niemczech.

Jacek Opala Exact Systems
Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems S.A.

Potrzebujemy coraz więcej rąk do pracy, a tych brakuje. Niemal 2 na 3 zakłady produkcyjne w Polsce planują w najbliższych miesiącach zwiększyć zatrudnienie, co oznacza wzrost o 19 p.p. r/r. Aż 98% pracodawców zgłasza zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych, co czwarty będzie szukać pracowników średniego szczebla, a 13% będzie rekrutować kadrę menedżerską. Dynamiczny rozwój motoryzacji obserwujemy również w innych państwach CEE, gdzie odnotowano najwyższe wskaźniki wzrostu produkcji i największe zapotrzebowanie na pracowników. O wzroście zatrudnienia mówi aż 86% węgierskich respondentów, 7 na 10 ankietowanych z Rumunii i Słowacji oraz połowa z Czech. Z tego grona jedynie Rumunia jest samowystarczalna i nie musi posiłkować się pracownikami z Ukrainy –  mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A.

Jakie są obecnie największe problemy związane z zatrudnieniem? Aż 63% firm sygnalizuje małą liczbę chętnych kandydatów do pracy, a niemal połowa narzeka na brak kadry o kierunkowym wykształceniu. Coraz bardziej odczuwalna jest także presja płacowa, na którą wskazuje 46% respondentów.

Niemiecka motoryzacja włącza się do walki o Ukraińców

Dotychczas braki kadrowe w polskiej gospodarce skutecznie udawało się zapełniać pracownikami ze Wschodu – 57% zakładów motoryzacyjnych nad Wisłą korzysta z ich usług. Na tym polu konkurujemy przede wszystkim z Czechami oraz Węgrami, w których odpowiednio 59% i 43% przedstawicieli branży już rekrutuje Ukraińców. Na Słowacji odsetek ten wynosi 16%, a w Niemczech zaledwie 7%.

Jednakże w 2019 r. status quo nie zostanie zachowany – Czechy i Słowacja już zliberalizowały przepisy o zatrudnianiu Ukraińców, natomiast Niemcy planują w styczniu wprowadzić zmiany w prawie migracyjnym i częściowo otworzyć swój rynek pracy na specjalistów spoza Unii Europejskiej. Jak pokazują wyniki „MotoBarometru 2018”, sporo firm na tę nowelizację przepisów czeka. 22% przedstawicieli motobranży w Niemczech zamierza w najbliższych miesiącach zatrudnić u siebie pracowników z Ukrainy, co może spowodować ich odpływ z Polski za Odrę.

Nowelizacja przepisów umożliwi osobom spoza Unii Europejskiej legalny wjazd na 6 miesięcy do Niemiec w celu poszukiwania pracy. Kto w tym czasie pracę znajdzie, będzie mógł tam zostać na dłużej. A z tym nie powinno być większego problemu – według szacunków Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej do obsadzenia pozostaje ponad 1,5 miliona wakatów. Niemcy poszukują przede wszystkim wykwalifikowanych pracowników, posiadających odpowiednie wykształcenie zawodowe.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

Nie jesteśmy w stanie konkurować z niemiecką gospodarką pod względem wysokości zarobków. Dlatego powinniśmy wykorzystywać do maksimum inne nasze atuty, które doceniają Ukraińcy, jak bliskość geograficzna, kulturowa i językowa. By zatrzymać kadrę ze Wschodu nad Wisłą, konieczne są dalsze zmiany w polskim prawie – umożliwienie im stabilizacji zawodowej i życiowej np. poprzez ułatwienie osiedlenia się w naszym kraju czy zniesienie barier administracyjnych na rynku pracy, które dotykają także 41% przedsiębiorców. Aż 73% naszych wschodnich sąsiadów chciałoby pracować w Polsce dłużej niż pół roku, na które obecnie pozwala uproszczona procedura zatrudniania. Wydłużenia okresu legalnej pracy chce też 66% pracodawców – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Edukacja i automatyzacja – remedium na bolączki rynku pracy

Nie należy również zapominać o strategiach długofalowych – przede wszystkim edukacji i wdrażaniu nowych technologii. Jak wynika z „MotoBarometru 2018” najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu rosnących potrzeb kadrowych jest uruchomienie profilu motoryzacyjnego w szkołach zawodowych (68% wskazań). W obliczu powiększającego się deficytu kadrowego, ponad połowa zakładów motoryzacyjnych w Polsce (55%) jest otwarta na automatyzację procesów produkcyjnych, dzięki którym zapotrzebowanie na pracowników mogłoby być mniejsze.

Niektóre firmy z branży automotive idą o krok dalej i same inicjują rozbudowane programy szkoleniowe, mające na celu poszerzanie kompetencji swoich pracowników. Przykładem jest Akademia Jakości, którą Exact Systems uruchomił w 2014 r.

Akademia Jakości jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku, wynikające z częstego niedopasowania programów szkolnictwa wyższego i zawodowego do potrzeb pracodawców. Docelowo chcemy, aby każdy z naszych kontrolerów był certyfikowanym i dobrze przygotowanym do pracy specjalistą. Obecnie dziennie do pracy u naszych klientów delegujemy ponad 5,5 tysiąca kontrolerów jakości, zatem wyzwanie jest duże, ale wierzymy, że możliwe do zrealizowania. Pozytywny odbiór Szkoły Jakości zachęca nas do rozszerzenia zasięgu programu także na spółki zagraniczne – mówi Jacek Opala z Exact Systems.

Pełna wersja raportu „MotoBarometr2018” jest dostępna na stronie www.motobarometr.pl.

Metodologia badania

Badanie „MotoBarometr 2018. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry, Wielka Brytania” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 597 respondentów z 9 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry, Wielka Brytania).

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od kwietnia do lipca 2018 roku.

To będą smutne święta dla inwestorów

Jak na razie nie zanosi się, aby w te święta na inwestorów czekały prezenty. Globalna karuzela rozterek nie zatrzymuje się, co powstrzymuje aktywa ryzykowne od zysków. Obawy o spowolnienie, impas w negocjacjach brexitu, powrót gołębiego tonu banków centralnych, wojna na handlowe (i inne) argumenty między USA i Chinami. Ostatni regularny tydzień przed świąteczną przerwą jest napakowany ważnymi wydarzeniami makro, co jednak zderzy się z wysychaniem płynności i szarpanymi reakcjami.

Jęk zawodu słychać z różnych zakątków rynków finansowych, gdyż gdzie nie spojrzeć dochodzą negatywne sygnały. W piątek indeksy PMI z Eurolandu wypadły fatalnie – wskaźnik Composite (agregujący wyniki przemysłu i usług) na 51,3 był najsłabszy od czterech lat i dużo poniżej nawet najbardziej pesymistycznych prognoz rynkowych. I choć część rozczarowania można zrzucić na zdarzenia jednorazowe (np. protesty we Francji), to nawet po oczyszczeniu dane wskazują na przyhamowanie ożywienia. Jeśli ktoś się dziwił złagodzeniu tonu prezesa Draghiego na czwartkowej konferencji prasowej, to w piątkowych danych dostał wytłumaczenie. Strefa euro ma kłopoty, w przypadku Chin dyskutuje się, czy już nie są w recesji, ale władze w Pekinie „upiększają” dane. USA pozostają przyczółkiem solidnego wzrostu gospodarczego, ale nie brakuje spekulacji, kiedy bariera ochronna pęknie. Indeksy na Wall Street już odzwierciedlają te wątpliwości, choć dane o sprzedaży detalicznej pokazują, że konsumenci są potężną siłą. To jednak tylko jeden fakt w gąszczu pesymistycznych oczekiwań i wizji przyszłości. Szanse na rychłą odmianę sentymentu są nikłe, kiedy wszyscy są bardziej skupieni na odliczaniu do świąt niż ustalaniu strategii na dłuższy czas. Na to przyjdzie czas w styczniu.

Przed nami tydzień na ostatnie porządki przed okołoświąteczną flautą. Dziś powinno być spokojnie przy ubogim kalendarzu wydarzeń. Finalny odczyt inflacji ze strefy euro prawdopodobnie potwierdzi negatywne oddziaływanie spadku cen paliw, ale póki inflacja bazowa jest odporna, EBC będzie tutaj szukać furtki dla podtrzymania chociaż odrobiny optymizmu dla prognoz.

Głównym wydarzeniem tygodnia jest ostatnie posiedzenie Fed w tym roku (wt-śr) i rynek powszechnie spodziewa się kolejnej podwyżki stóp procentowych. Większe zainteresowanie będzie dotyczyć języka komunikatu, gdyż w ostatnich tygodniach członkowie komitetu sugerowali zmianę nastawienia, odejście od mechanicznego podnoszenia stóp raz na kwartał, a zaczęli przywiązywać większą wagę do danych krajowych i globalnych. Zmiana ta wystraszyła część inwestorów, w rezultacie czego rynek zaczął wyceniać szanse na mniej niż jedną podwyżkę w przyszłym roku. Te oczekiwania wydają się przesadnie pesymistyczne (zakładamy co najmniej dwie podwyżki w 2019 r.) i z tego punktu widzenia zmiana języka Fed może nie być tak szkodliwa dla USD, jak jest to obecnie dyskontowane.

Poza tym mamy posiedzenia Banku Japonii, szwedzkiego Riksbanku i Banku Anglii (wszystkie w czwartek), gdzie jednak emocje mogą być mniejsze niż w USA. Wśród danych odczyty z rynku nieruchomości USA (wt, śr) będą analizowane pod kątem oceny skutków dotychczasowego zacieśniania polityki pieniężnej.

W Polsce nie spodziewamy się, aby odczyty inflacji bazowej (pon), danych z rynku pracy (wt), produkcji przemysłowej) i sprzedaży detalicznej (pt) mogły przynieść reakcję złotego. PLN na 4,30 za EUR czuje się, jak u siebie w domu i nikt z zewnętrz też nie chce zaburzać jego spokoju. Zakładamy, że sytuacja taka utrzyma się do końca roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Służbowe narzędzia nie tylko do pracy – badanie Michael Page

59,4 proc. polskich pracowników korzysta z narzędzi służbowych także  w celach prywatnych. W przypadku dyrektorów i managerów odsetek ten jest jeszcze wyższy i wynosi 65,8 proc.  – wynika z badania „Życie w pracy” przeprowadzonego przez firmę rekrutacyjną Michael Page.

Służbowe narzędzia nie tylko do pracy – badanie Michael Page
Służbowe narzędzia nie tylko do pracy – badanie Michael Page

83 proc. respondentów posiada co najmniej jedno służbowe urządzenie elektroniczne – telefon, laptop lub tablet. Wyłącznie do pracy wykorzystuje je 40,6 proc. pracowników. Na stanowiskach kierowniczych – dyrektorskich i managerskich do celów czysto służbowych eksploatuje je jeszcze mniej, bo 34,2 proc.

Jak wynika z badania Michael Page, telefon tylko do pracy służy 50,8 proc. badanych, laptop 45,9 proc., a tablet 25 proc. Biorąc pod uwagę managerów i dyrektorów, dane te wyraźnie spadają – 41,2 proc. dla telefonu, 40,5 proc. dla laptopu i 20,8 proc. dla tabletu.

Wynika z tego, że prawie 60 proc. badanych pracowników korzysta z firmowych narzędzi także do celów prywatnych. Nie wszystkie urządzenia elektroniczne, w które wyposażyła nas firma cieszą się jednak taką samą popularnością „po godzinach pracy”. W prywatnych sprawach 75 proc. wykorzystuje służbowy tablet, 54,1 proc. służbowy telefon, a 49,2 proc. laptop.

Zebrane przez Michale Page odpowiedzi wyraźnie pokazują, że technologia jest już dziś istotnym elementem życia, w skutek czego „zacierają się” granice pomiędzy pracą a sferą prywatną.

W ciągu dwóch tygodni handlarze sprzedadzą 90 proc. rocznej produkcji karpi

Z raportu Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Rynek rolny —  marzec 2018,  wynika, że Polacy najchętniej sięgają po łososie, pstrągi, morszczuki i makrele. W zestawieniu zabrakło karpia, który od wielu lat kojarzy się ze Świętami Bożego Narodzenia. Z roku na rok, popularność tej ryby spada, nawet w okresie świątecznym. Czy w najbliższych latach całkowicie zniknie z polskich domów?

Dlaczego akurat karp na Święta?

Karp, przez wielu uważany za wieloletnią polską tradycję, swoją popularność zyskał w czasach PRL-u za sprawą hasła „Karp na każdym wigilijnym stole”. Był najtańszą i najłatwiejszą w hodowli rybą, a święta były jedynym okresem tak dużej dostępności. Co więcej, w wielu zakładach rozdawany był w ramach premii pracowniczych. – Dziś karp nie jest już tak łatwy w hodowli – Grzegorz Torzyński z De Heus i dodaje, że w tym roku podobnie jak w poprzednim, około jedna trzecia obiektów, w których hoduje się karpia, ucierpiała na skutek suszy.

  Problemy związane z suszą, dotknęły nie tylko hodowców trzody, bydła czy drobiu, ale również hodowców ryb. Ze względu na deficyt wody i wysokie temperatury, ryby nie pobierały odpowiedniej ilości pokarmu, przez co część z producentów musiało pogodzić się ze stratami na poziomie nawet 30 proc. – dodaje Grzegorz Torzyński.

Pogoda nie wpłynie na smak mięsa. Polskie karpie, szczególnie te z rejonu Milicza, słyną ze swojego smaku, jędrnego mięsa i właściwości zdrowotnych. Sekretem ich jakości jest właściwa dieta oraz nieskazitelnie czysta woda w stawach. – Karp to jedna z najlepszych jakościowo ryb hodowlanych dostępnych w Polsce, którą warto jeść nie tylko od święta. Wynika to m.in. z wymagającego trzyletniego cyklu hodowli. W jego trakcie nie stosuje się polepszaczy czy stymulatorów wzrostu. Pod koniec chowu karp pobiera wyłącznie ziarna zbóż. Wpływa to na dobry smak i odpowiednią strukturę mięsa. – dodaje Torzyński.

W ciągu dwóch przedświątecznych tygodni handlarze sprzedadzą 90 proc. rocznej produkcji karpi. Będą to ryby głównie porcjowane, ponieważ na żywe karpie decyduje się zaledwie kilka procent konsumentów. Karp to ryba, którą jemy przeważnie w okresie bożonarodzeniowym. Poza sezonem wolumen sprzedaży tej ryby jest znacznie mniejszy. – komentuje Grzegorz Torzyński, De Heus.

O co zapytać, kupując karpia?

  • Pochodzenie ryby (gdzie była hodowana)
  • Wiek (3-letni karp jest najlepszy)
  • Waga (warto wybierać większe sztuki – łatwiej usunąć ości)
  • Czym był karmiony

Co z ceną karpia i jego dostępnością?

Duże sieci hipermarketów wycofują ze sprzedaży żywego karpia oraz promują wigilijnie potrawy z innych ryb takich jak śledź, czy łosoś. Sklepy, w których żywy karp pozostał, podwyższają ceny —  w tym roku zapłacimy od 4 zł więcej za kilogram niż w poprzednim.

Auxilia S.A. zawarła transakcję z PHI Wierzytelności S.A. o wartości 1,03 mln zł

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, zawarła transakcję, której łączna wstępnie szacowana wartość wynosi ok. 1,03 mln zł. Emitent podpisał także Umowę ramową o współpracy, która określa ogólne zasady i warunki zawierania transakcji nabywania roszczeń przez kontrahenta.

Spółka zawarła umowę z PHI Wierzytelności S.A., na podstawie której dokonała transakcji zbycia wierzytelności, których całkowita wstępnie szacowana wartość ukształtowała się na poziomie ok. 1,03 mln zł. Aktywa będące przedmiotem kontraktu stanowią wybrane roszczenia przyszłe Auxilia S.A. będące wynagrodzeniem ze spraw odszkodowawczych pozyskanych w ramach sprzedaży produktów Grupy. Dzięki tej transakcji skróceniu ulegnie cykl konwersji gotówki oraz zwiększy się dostępność finansowania w zakresie pozyskiwania kolejnych roszczeń na rynku odszkodowań. Zarząd Spółki uważa, że podpisana umowa przyczyni się też do poprawy jej wyników finansowych.

Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.
Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.

„Spółka poszukuje innowacyjnych rozwiązań nie tylko w obszarze produktów czy metod operacyjnych. Nowe produkty Grupy, które związane są z dochodzeniem wysokich należności w postępowaniach sądowych, wymagają również innowacyjnego podejścia do finansowania – zarówno pozyskiwania, jak i serwisowania tych należności. Oceniamy, że warte poszukiwania i rozwoju są rozwiązania, które pozwalają na wystarczająco długie finansowanie. Takie finansowanie, które w sposób optymalny pozwala zarządzać ryzykiem czasu trwania procesu sądowego. Instrumentem spełniającym to kryterium jest właśnie zbywanie wierzytelności przyszłych z zachowaniem kontroli nad procesem serwisowania należności i ich inkasem. Spółka testowała to rozwiązanie w 2018 r. i uznaje je za przydatny oraz rozwojowy instrument i planuje rozwijać jego wykorzystywanie w nadchodzących latach.” – wyjaśnia Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A.

Auxilia S.A. oraz PHI Wierzytelności S.A. podpisały również Umowę ramową o współpracy, która określa ogólne zasady i warunki zawierania transakcji pomiędzy stronami w zakresie nabywania wierzytelności Emitenta przez kontrahenta. Spółka szacuje, że planowany przychód z tytułu postanowień tej umowy wyniesie ok. 9,24 mln zł w ujęciu rocznym, co będzie miało istotny wpływ na przychody ze sprzedaży oraz wynik netto. Przedmiotowa Umowa ramowa zawarta została na czas nieokreślony, a Zarząd Auxilia S.A. zamierza stale monitorować efekty nawiązanej współpracy i na podstawie własnych analiz podejmować adekwatne działania w celu wykorzystania jej potencjału do dynamizacji osiąganych przez Spółkę wyników finansowych, w tym wzrostu generowanych przychodów i zwiększania rentowności działalności.

„Zawarcie umowy ramowej z PHI Wierzytelności daje możliwość planowania wyników poszczególnych okresów, umożliwia też istotne wzmocnienie poziomu przepływów pieniężnych, a co za tym idzie bardziej dynamiczne skalowanie biznesu i wprowadzanie na rynek innowacyjnych produktów.” – dodaje Kamila Barszczewska.

Auxilia S.A. poinformowała, że wstępnie szacowane zakontraktowane roszczenia z pozyskanych spraw odszkodowawczych w listopadzie 2018 r. wyniosły 5.906.800 zł. Jest to wzrost o 23,4% wobec analogicznego okresu poprzedniego roku. Spółka ocenia, że w wyniku poprawy rentowności kontraktowanego portfela roszczeń, wstępna szacowana wartość planowanych przychodów z zakontraktowanych spraw odszkodowawczych w listopadzie 2018 r. była o 34,6% wyższa w porównaniu z analogicznym wskaźnikiem planowanego przychodu w listopadzie 2017 r.

W 3 kw. 2018 r. zysk netto Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. przekroczył 22 tys. zł, a jej przychody netto sięgnęły prawie 2.087 tys. zł, podczas gdy rok temu strata netto wynosiła 476 tys. zł. Po trzech kwartałach 2018 r. skonsolidowany zysk netto Spółki ukształtował się na poziomie 707 tys. zł przy przychodach netto w wysokości 7.675 tys. zł.

Ile kosztuje wycofanie spółki z giełdy GPW?

Z analizy KPMG w Polsce wynika, że w latach 2010-2017 średnia arytmetyczna premia w udanych wezwaniach wyniosła 16%, przy 12% premii ważonej wartością wezwania. W analizowanym okresie średnia arytmetyczna premia płacona w wezwaniu z zamiarem przejęcia kontroli wyniosła tylko 10%, podczas gdy inwestorzy ogłaszający zamiar wycofania spółki z obrotu musieli zapłacić aż 29% ponad cenę minimalną.

W latach 2010-2016 liczba spółek notowanych na GPW w Warszawie rosła systematycznie z poziomu 400 spółek (na koniec 2010 roku) do 487 podmiotów w latach 2015-2016. Od 2014 roku można zaobserwować natomiast rosnącą liczbę wycofań spółek z obrotu publicznego (tzw. „delistingów”). Trend ten nasilił się zwłaszcza w ostatnich dwóch latach, kiedy ich liczba najpierw zrównała się z liczbą IPO (2016 rok), a następnie ją przekroczyła (2017 rok), co skutkowało pierwszym (od 2003 roku) spadkiem liczby podmiotów notowanych na GPW w Warszawie.

Delisting trzy razy droższy niż kontrolaW związku z tym, iż transakcje delistingów (jak również przejęć) są realizowane w formule wezwań do sprzedaży akcji, firma doradcza KPMG zbadała, co sprawia, że kończą się one sukcesem. W tym celu dokonano analizy wszystkich 216 zakończonych wezwań ogłoszonych w Polsce w latach 2010 – 2017. Z badania wyłączono 12 skupów własnych co ostatecznie ukształtowało próbę badawczą na poziomie 204 wezwań.

Cena minimalna to nie wszystko

Kluczowym aspektem związanym z wezwaniem jest bez wątpienia proponowana cena. Prawne ograniczenia wskazują jedynie cenę minimalną, jaka musi zostać zaproponowana za akcję w wezwaniu, przy czym w żadnym stopniu nie definiuje ona wartości godziwej akcji.

Cena minimalna przeważnie nie skłania akcjonariuszy do sprzedaży ich walorów. Wzywający niejednokrotnie proponują więc cenę, która jest wyższa niż cena minimalna wymagana przepisami ustawy. To właśnie zawarta przez nich w tej podwyższonej cenie premia ma za zadanie przekonać inwestorów do sprzedaży posiadanych przez siebie akcji. Wysokość takiej premii może być uzależniona od wielu czynników, w tym od wielkości nabywanego pakietu, celu zakupu oraz samej natury transakcji – mówi Tomasz Wiśniewski, szef zespołu wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Inwestorzy oczekują więcej – pierwsza cena to często za mało

Rozwój rynku kapitałowego w Polsce i towarzyszący mu wzrost świadomości inwestorów znajduje odzwierciedlenie w rosnących oczekiwaniach inwestorów wobec premii oferowanych w wezwaniach.

Delisting trzy razy droższy niż kontrola 2Z analizy KPMG w Polsce wynika, że w latach 2010-2017 średnia arytmetyczna premia w udanych wezwaniach wyniosła 16%, przy 12% premii ważonej wartością wezwania. Wynika to z faktu, iż wraz ze wzrostem wartości wezwania inwestorzy są skłonni zaproponować coraz niższą premię (wyrażoną w procentach).

W większości wezwań przeprowadzanych na warszawskim parkiecie, pierwsza cena była ceną ostateczną, przy czym prawie 80% z tych wezwań zakończyło się powodzeniem. Nierzadko jednak, bo w ¼ wezwań zdarzało się, że wzywający inwestorzy próbowali zaoferować na początku możliwe jak najniższą premię, by w razie konieczności podnieść ją później do poziomu zapewniającego realizację transakcji.

Tomasz Regulski
Tomasz Regulski

Analizy obejmujące cały badany okres wskazują, że w wezwaniach, które nie wymagały późniejszego podniesienia ceny, cena była istotnie wyższa niż w wezwaniach, w których inwestorzy musieli podnieść cenę aby ostatecznie osiągnąć sukces – 15% vs. 6%. Co więcej, z analizy wynika, że konieczność podniesienia ceny jest w ostatecznym rozrachunku droższa. W udanych wezwaniach z podniesieniem ceny inwestor musiał średnio zaproponować 14 p.p. więcej ponad wspomniane powyżej 6% premii, a więc łączna premia sięgnęła aż 20% – mówi Tomasz Regulski, dyrektor w zespole wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Delisting kosztuje nawet trzy razy więcej niż sama kontrola

W analizowanym okresie średnia arytmetyczna premia płacona w wezwaniu z zamiarem przejęcia kontroli wyniosła tylko 10%, podczas gdy inwestorzy ogłaszający zamiar wycofania spółki z obrotu musieli zapłacić aż 29% ponad cenę minimalną.
Ciekawych wniosków dostarczyła również analiza premii płaconych przez poszczególne grupy inwestorów. Z przeprowadzonych obserwacji wynika, że wyższych premii można spodziewać się w przypadku wezwań ogłaszanych przez inwestorów branżowych, za którymi przemawiał argument możliwości realizacji synergii, czy też zwiększenia udziału w rynku.

Delisting trzy razy droższy niż kontrola 3Średnia arytmetyczna z premii płaconych w analizowanym okresie potwierdza, że inwestorzy branżowi płacili 18,6% premii ponad cenę minimalną, podczas gdy inwestorzy finansowi „tylko” 13,7%.

Spada liczba wezwań na GPW

W trzech kwartałach 2018 roku ogłoszono 20 wezwań, z czego 3 dotyczyły skupu akcji własnych. Pozostałych wezwań było dwa razy mniej niż w całym 2017 roku. Pomimo, iż nie wiadomo czy taki trend się utrzyma, wyraźny jest spadek liczby ogłoszonych wezwań na polskiej giełdzie.

W trzech kwartałach 2018 roku zaobserwować można również istotny spadek premii płaconych w udanych wezwaniach. Średnia arytmetyczna zaoferowanych premii wyniosła tylko 8%, znacznie poniżej 21% zaobserwowanych w 2017 roku. Natomiast kontrola w 2018 roku kosztuje więcej niż w roku poprzednim gdyż inwestorzy musieli zapłacić za nią średnio około 19% powyżej ceny minimalnej. Trzy ostatnie kwartały dostarczają również ciekawych obserwacji pod względem wielkości przeprowadzanych wezwań na GPW. W okresie od stycznia do września pojawiło się wyłącznie jedno duże wezwanie – mówi Marcin Łągiewka, dyrektor w zespole wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Fairness Opinion – dodatkowy czynnik sukcesu

W latach 2016 i 2017 już w niemal co trzecim wezwaniu publikowana była opinia zewnętrznego doradcy finansowego dotycząca jego finansowych warunków (Fairness Opinion). Wyraźny jest wzrost popularności tej formy niezależnej oceny warunków wezwania (w latach 2010-2015 odsetek wezwań z opinią był dwukrotnie niższy). Jednak, na tle naszych zachodnich sąsiadów (aż w 75% przypadków wezwań publikowano Fairness Opinion) wynik ten wciąż można uznać za skromy. Odsetek ten jest jeszcze wyższy w takich państwach jak Szwajcaria (90%) oraz Austria (gdzie sporządzenie Fairness Opinion w przypadku wezwań jest obowiązkowe).

Pomimo wciąż stosunkowo niewielkiej popularności Fairness Opinion można zaobserwować prawidłowość, zgodnie z którą premie płacone w przypadku skorzystania z opinii były nieco niższe, niż w przypadku udanych wezwań bez skorzystania z takiej opinii.

Pełną wersję raportu w wersji elektronicznej można pobrać ze strony kpmg.pl

****
O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Kontrola ma swoją cenę. Premie w wezwaniach do sprzedaży akcji spółek notowanych na GPW” został przygotowany na podstawie analizy wszystkich 216 zakończonych wezwań do sprzedaży akcji ogłoszonych w Polsce w latach 2010–2017. Z badania zostało wyłączonych 12 skupów akcji własnych, przez co szczegółowej analizie podlegały 204 wezwania. Wszystkie dane wykorzystane do przygotowania niniejszego raportu pochodzą z publicznie dostępnych źródeł wg stanu na dzień 30 września 2018 r.

W których sklepach w weekend Polacy stoją najdłużej w kolejkach?

Zarówno w piątek między 17.00 a 21.30, jak i w sobotę od 9.00 do 14.30 oczekiwanie w kolejce średnio najkrócej trwa w sieciach convenience, a najdłużej – w hipermarketach. Z kolei maksymalny czas czekania w piątkowy wieczór jest rekordowo długi w supermarketach – ok. 8 min. Dla porównania, w dyskontach to blisko 6 min. Sieci convenience zanotowały w tym zestawieniu ponad 2 min. W sobotę, w pierwszej połowie dnia, maksymalnie najwięcej minut traci się w hipermarketach – przeszło kwadrans. W tych placówkach można też skorzystać z samoobsługowych kas, ale to nie oznacza błyskawicznej transakcji.

Średnie tempo

Z analizy Instytutu Badawczego ABR SESTA wynika, że w piątek pomiędzy godz. 17.00 a 21.30 najkrócej stoimy w kolejkach w sieciach typu convenience. Średnio spędzamy w nich 44 sekundy. Dla porównania, w dyskontach poświęcamy na to statystycznie 2 minuty i 37 sekund, w supermarketach – 2 minuty i 49 sekund, natomiast w hipermarketach – 3 minuty i 28 sekund.

– Czas rośnie wraz ze średnią wielkością koszyka. W sieciach convenience zakupy są bardzo małe. W tych sklepach oczekiwanie wydłużają ewentualne usługi gastronomiczne. Na drugim krańcu mamy hipermarkety, gdzie klienci robią duże, weekendowe zakupy. Nawet gdy przed nimi stoi jedna osoba z pełnym wózkiem, to czekają kilka minut. W przypadku 3-4 konsumentów, co zdarza się w godzinach szczytu, robi się z tego ponad 10 minut – analizuje Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Jak podkreśla Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu, w hipermarketach jest zdecydowanie najwięcej kas w porównaniu z innymi placówkami, ale nie wszystkie są obsadzone. To wynika głównie z problemów kadrowych, z którymi od lat boryka się handel. Według eksperta, przeszło 3 minuty spędzone w kolejce nie wyglądają źle na tle innych czynności. Prawdopodobnie więcej czasu zajmuje samo przejście ze sklepu na parking i zapakowanie zakupów do auta.

– Zaskoczeniem jest dla mnie tylko wynik dyskontów w tym zestawieniu. Spodziewałem się, że średni czas spędzony w kolejce przekracza 3 minuty, bo faktycznie zależy od tego, za kim się stoi. Trzeba pamiętać też o tym, że do tego typu sklepów przychodzą konsumenci z bardzo różnymi potrzebami. Są wśród nich zarówno seniorzy, jak i uczniowie. Jeśli są przed klientem np. 3 matki z dziećmi, to jego czekanie na transakcję wyjątkowo się wydłuża. A tak dosyć często się zdarza – mówi dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W sobotę pomiędzy 9.00 a 14.30 najmniej czasu trzeba spędzić w kolejkach w sieciach typu convenience. Zajmuje to średnio 43 sekundy. Z kolei w supermarketach stoimy 2 minuty i 49 sekund, w dyskontach – 3 minuty i 30 sekund, a w hipermarketach – 6 minut i 13 sekund.

– W porównaniu z piątkiem mocno rośnie czas w hipermarketach. To nie jest dziwne, gdyż sobota rano i wczesne popołudnie to szczyt w tym kanale. Wtedy też sieć zapewnia największą liczbę otwartych kas. Jednak połączenie natłoku klientów i większej ilości produktów nadal wymusza dłuższy czas oczekiwania. To samo dotyczy dyskontów, które także doświadczają znacznego wzmożenia ruchu codziennie popołudniami oraz w weekendy – informuje Sebastian Starzyński.

Z badania również wynika, że kasy samoobsługowe znajdują się głównie w hipermarketach. Średni czas oczekiwania do nich wynosi 26 sekund w piątek, a 1 minutę i 39 sekund w sobotę. Jak zauważa Maciej Ptaszyński, tego typu placówki coraz chętniej stawiają na takie rozwiązanie. Zazwyczaj jest ono dostępne jedynie dla klientów z małymi zakupami, co stanowi dobrą praktykę. Dzięki temu osoby kupujące tylko kilka towarów nie stoją za wózkami wypełnionymi po brzegi.

– Skanowanie na takiej kasie jest wolniejsze niż dokonywane przez profesjonalnego kasjera. Zatem czas, jaki zaoszczędzilibyśmy na czekaniu w kolejce, stracimy na samoobsłudze. Dlatego do tych kas idą osoby z niewielką ilością produktów. Hipermarketom zależy na tym, aby małe koszyki były skanowane samodzielnie. Przy drobnych zakupach najwięcej czasu zajmuje rozliczenie samej transakcji, a klient może zrobić to sam przy terminalu samoobsługowym – dodaje prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Wariant najdłuższy

Badacze sprawdzili też maksymalny czas oczekiwania w kolejce w poszczególnych formatach handlowych. W piątek pomiędzy 17.00 a 21.30 wynosi on w supermarkecie 8 minut i 14 sekund. Hipermarkety osiągnęły wynik 7 minut, dyskonty – 5 minut i 42 sekundy, a sieci typu convenience − 2 minuty i 20 sekund.

– Czas maksymalny to kwestia uwarunkowań danej placówki i konkretnej sytuacji. Oczywiście im mniejszy jest sklep, tym dłużej trwa oczekiwanie na transakcję w momencie, gdy pojawia się więcej konsumentów w celu zrobienia większej liczby zakupów. W hipermarketach klienci rozeszliby się po innych kasach, a w supermarkecie mogliby nie mieć takiej możliwości – podkreśla Sebastian Starzyński.

Natomiast Maciej Ptaszyński spodziewał się, że dyskonty osiągną wyższe wyniki, jeżeli chodzi o czas oczekiwania w kolejce. Ten format najbardziej liczy na zyski w piątki i w soboty. Z analiz PIH wynika, że sieci inwestują setki milionów złotych, aby przyciągnąć klientów, zwłaszcza tych, którzy wcześniej dokonywali transakcji w niedziele.

– W supermarketach panuje największy tłok w piątkowe wieczory, bo są mniejsze niż hipermarkety i jednocześnie większe od dyskontów. Tego typu placówki wybierają osoby, które są zbyt zmęczone po całym tygodniu pracy, by jechać do największych na rynku sklepów. Jednocześnie zależy im na szerokiej ofercie, bo np. nie chcą już niczego więcej szukać w weekend – wyjaśnia dr Faliński.

Inaczej wygląda zestawienie przedstawiające maksymalny czas stania w kolejce w sobotę pomiędzy 9.00 a 14.30. W hipermarketach wynosi on 15 minut i 6 sekund, w supermarketach – 6 minut i 32 sekundy, w sieciach typu convenience – 6 minut i 11 sekund, zaś w dyskontach – 5 minut i 25 sekund.

– Jeśli poświęcamy od pół do pełnej godziny na wybieranie produktów, to czekanie przez 6 minut na transakcję jest niekomfortowe, ale trwa stosunkowo krótko w porównaniu z całym czasem spędzonym w sklepie. Niestety przed wolnymi niedzielami klienci nie mają po prostu innego wyjścia. To jedyny dzień, jaki mogą poświecić na tak długie zakupy – zaznacza prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Autorzy badania podają też maksymalny czas oczekiwania w kolejce do kas samoobsługowych w hipermarketach. Wynik dla piątku wyniósł 2 minuty i 1 sekundę, a dla soboty − 9 minut i 14 sekund. Jak stwierdza dr Faliński, to bardzo duża rozbieżność. I w jego ocenie, jest spowodowana tym, że zapracowani młodzi ludzie robią zakupy głównie w soboty. To oni przede wszystkim korzystają z automatycznych rozwiązań. Są do nich mocno przyzwyczajeni. Chcą przyspieszyć załatwienie każdej sprawy, ale wbrew pozorom ww. udogodnienie nie zawsze może im w tym pomóc.

Badanie zostało wykonane przez Instytut Badawczy ABR SESTA. Dane zebrano 7 i 8 grudnia br. w 8 miastach, tj. w Bydgoszczy, Dobrczu, Gdańsku, Gdyni, Jaworze, Krakowie, Łodzi i Pabianicach. Badacze odwiedzili 49 placówek handlowych, w tym 11 hipermarketów, 15 supermarketów, 18 sklepów typu convenience oraz 5 dyskontów.

Przyszłość dostaw energii w Polsce – zdecentralizowany system czy duzi producenci?

W Polsce należy zwrócić uwagę na przyszłościowe rozwiązania w zakresie energetyki – dostawę energii przez zdecentralizowane systemy. Działa w nich wielu producentów, a dostęp do rynku i dystrybucji jest znacznie prostszy niż obecnie. Teraz ewidentnie stawiamy na duże, profesjonalne firmy w dostawach energii. Idąc za trendem światowym – który będzie stanowił przyszłość w tym zakresie – należałoby posługiwać się rynkiem dostawców mniejszych. Chodzi o działania, jak w przypadku konsumentów rynku prosumenckiego, dotyczącego niewielkich przedsiębiorstw.

– To kwestia przestawienia filozofii państwa, które zarządza procesami gospodarczymi – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej –  Z jednej strony wydaje się, że obecnym model jest najprostszy, daje kontrolę nad dużymi producentami energii i nakładanymi podatkami. W ten sposób można realizować zyski i cele. Wydaje się jednak, że w systemie rozproszonym także jest wiele korzyści. Bardzo wielu dostawców musiałoby najpierw zamówić sprzęt, płacić podatek dochodowy i zatrudnić pracowników. To bardzo poważny rynek, który mógłby zasilić kasę państwa. Oczywiście nie byłby kontrolowany tak łatwo, jak duzi gracze. Państwo może być za bardzo przyzwyczajone do dawnego modelu i być może warto zrobić krok w stronę nowych, przyszłościowych rozwiązań – wskazał Soroczyński.

SARE przejęła spółkę Fast White Cat

Technologiczna spółka SARE, działająca w branży komunikacji i marketingu w Internecie przejmuje Fast White Cat S.A. z Wrocławia, spółkę specjalizującą się w tworzeniu i podnoszeniu efektywności sklepów internetowych w oparciu o platformę Magento, a także kompleksowej obsłudze komunikacji marketingowej sklepów internetowych. SARE uzyskało zgodę Rady Nadzorczej na transakcję i podpisało umowę sprzedaży. Akwizycja poszerzy ofertę Grupy o komplementarne usługi dla branży e-commerce.

Grupa SARE konsekwentnie realizuje przyjętą strategię na lata 2017-2019, powiększając swoje portfolio o kolejne usługi wspierające branżę e-commerce. Fast White Cat S.A. uzupełni dotychczasową ofertę Grupy o usługi związane z tworzeniem sklepów internetowych oraz kompleksowe wdrożenia omnichannel oparte o platformę Magento. Spółka ta wspiera firmy w ramach e-commerce marketingu, nastawionego na sprzedaż, optymalizuje je pod kątem SEM/SEO, a także przygotowuje profesjonalne projekty graficzne. Grupa SARE dostarczy spółce unikatowych danych o 7,5 mln intencjach zakupowych miesięcznie oraz wesprze ją technologicznie, udostępniając swoje autorskie narzędzia, zwiększające efektywność sprzedaży w e-commerce.

Dariusz Piekarski, prezes zarządu SARE SA
Dariusz Piekarski, prezes zarządu SARE SA

– Fast White Cat odpowiada za jedno z największych wdrożeń w Europie Środkowej, rozpatrywane pod kątem wizyt na stronie – wdrożenie platformy Magento 2 Open Source, które przeprowadzono dla klienta 4F. Spółka przede wszystkim dba o to, by sklepy jakie tworzy, rzeczywiście sprzedawały. SARE i Fast White Cat mają podobną kulturę organizacyjną, którą charakteryzuje dbałość o innowacyjność i efektywność rozwiązań dla klientów oraz nastawienie na wzrost sprzedaży. – komentuje Dariusz Piekarski, prezes zarządu SARE S.A.

Spółki podpisały umowę sprzedaży, na podstawie której SARE nabyło 94 proc. akcji Fast White Cat S.A., tj. 9.400.000 akcji za kwotę 2.761.822,70 zł. Dotychczasowi właściciele spółki obejmą  81.440 nowych akcji SARE, jako element składowy ceny za sprzedaż akcji Fast White Cat S.A. Dodatkowo przysługuje im opcja sprzedaży akcji SARE, zgodnie z którą po 2 latach od wprowadzenia nowych akcji do obrotu na GPW, będą mieli prawo sprzedaży objętych akcji Spółce SARE S.A. po cenie 22,70 zł za jedną sztukę.

Ponieważ wynik badania due diligence okazał się satysfakcjonujący, a także uzyskaliśmy zgodę Rady Nadzorczej na inwestycję, nic nie stało na przeszkodzie podpisania umowy inwestycyjnej. – dodaje Piekarski. Jak tłumaczy – Przejecie Fast White Cat pozwoli wspólnie przygotować synergiczną ofertę wspierającą rozwój naszego produktu SAREhub.

Dzięki akwizycji Fast White Cat, SARE wzbogaci się o dane dotyczące skryptu Magento,
za pomocą których usprawni SAREhub, system do marketing automation. Współpraca rozszerzy kompetencje Grupy SARE w obszarze e-commerce oraz umożliwi wzajemną sprzedaż komplementarnych usług obejmujących profesjonalną platformę do obsługi sklepu internetowego oraz system do zbierania, zarządzania i analizowania danych o użytkownikach, skąd wygodnie można podejmować zintegrowane i wielokanałowe działania komunikacyjne.

– Sklepy internetowe korzystające z rozwiązań Magento to jedna z większych i ważniejszych grup w polskim e-handlu. Dzięki współpracy z Fast White Cat będziemy oferować szyte na miarę rozwiązania wspierające sprzedaż w aspekcie technologicznym oraz marketingowym i komunikacyjnym. – dodaje Dariusz Piekarski.

W Polsce działa około 20 tys. sklepów internetowych, z których ponad 2 tys. korzysta z rozwiązań Magento.

Już 100 największych miast współpracuje na rzecz poprawy jakości powietrza. W ciągu 5–8 lat zanieczyszczenia zostaną zredukowane

Polepszenie jakości powietrza w Polsce może zmienić Program SDG-11 – Zrównoważone miasta. Podczas Szczytu Miejskiego „Miasta dla klimatu” w Katowicach Deklarację Katowicką podpisało 20 polskich miast. Wraz z nowymi członkami w sieci NAZCA jest już sto polskich miast. Największe miasta w Polsce zadeklarowały konkretne działania na rzecz poprawy jakości powietrza. Aż 19 z 20 miast Europy najbardziej zatrutych rakotwórczym benzo(a)pirenem leży w Polsce, a zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do ponad 45 tys. przedwczesnych zgonów wywołanych przeważnie przez choroby układu krążenia oraz układu oddechowego.

Poprawa jakości powietrza w Polsce jest celem Programu SDG 11 – Zrównoważone miasta. Finał kampanii przypadł na Szczyt Klimatyczny (COP 24) w Katowicach. Podczas zainaugurowanego w ubiegłą środę w Katowicach Szczytu Miejskiego „Miasta dla klimatu”.

 W ramach szczytu miejskiego, tzw. Urban Summit NAZCA Platform przyjęliśmy 100 polskich miast do sieci NAZCA. Wszystkie największe miasta w Polsce zadeklarowały konkretne działania na rzecz poprawy jakości powietrza, a my będziemy odpytywać i sprawdzać, czy te działania realizują –zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny Global Compact Polska. – Statystyki wyglądają bardzo źle. Ostatni raport WHO wskazuje, że na 50 najbardziej zanieczyszczonych miast europejskich 36 to miasta w Polsce. Z powodu niskiej jakości powietrza w Europie umiera przedwcześnie 500 tys. osób, w Polsce jest to około 45 tys. To jest mniej więcej populacja Krosna czy Kołobrzegu, co roku tracimy więc jedno duże miasto – dodaje.

Dbanie o czyste powietrze to nie tylko zadanie miast, lecz także samych mieszkańców. Zacząć można od małych kroków we własnym domu czy zmiany codziennych nawyków.

Według badań WHO powietrze w zamkniętych pomieszczeniach może być nawet od 2 do 5 razy bardziej zanieczyszczone niż to na zewnątrz. Zła jakość powietrza jest przyczyną powstawania szkodliwego dla zdrowia syndromu chorego budynku (SBS). Już w 1984 r. WHO informowało, że syndrom SBS występuje aż w 30 proc. nowych i odnawianych budynkach na świecie. Warto zatem wietrzyć pomieszczenia, ale tylko w momencie, gdy stężenie smogu jest możliwie najniższe. Również odpowiednia roślinność ma korzystny wpływ na powietrze w mieszkaniu. Co więcej, warto także inwestować w dobre rozwiązania techniczne, takie jak oczyszczacze – wymienia Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych w firmie Philips, będącej partnerem raportu „Zrównoważone miasta. Poprawa jakości powietrza w Polsce”.

Jeszcze w 2016 roku na liście 50 najbardziej zanieczyszczonych miast znalazło się 33 polskich. W najnowszym raporcie Światowej Organizacji Zdrowia jest ich już 36 i co istotne – 8 nowych. Pod względem zatrucia rakotwórczym benzo(a)pirenem sytuacja wygląda jeszcze gorzej – na 20 najbardziej zatrutych miast 19 leży w Polsce. Z ponad 45 tys. przedwczesnych zgonów spowodowanych właśnie niską jakością powietrza, ponad 40 proc. (19 tys.) jest wywołanych przez zanieczyszczenia emitowane w wyniku ogrzewania niskiej jakości paliwami stałymi lub odpadami domów mieszkalnych z sektora komunalno-bytowego – podaje raport Global Compact „Zrównoważone miasta. Poprawa jakości powietrza w Polsce”.

 Osoby, które ciężko chorują z powodu niskiej jakości powietrza, sięgają już setek tysięcy. One znacząco wpływają na obciążenie systemu ochrony zdrowia, bo dotyczą wysokokosztochłonnych procedur medycznych związanych z leczeniem chorób nowotworowych, zawałów, udarów, niedowładów, chorób górnych dróg oddechowych, atopowego zapalenia skóry, alergii. Nie opłaca się nie przeciwdziałać niskiej jakości powietrza, trzeba robić to sprawnie i szybko, ponieważ wtedy poprawiamy kondycję zdrowotną społeczeństwa. Inaczej każdy w Polsce będzie żył o 12 miesięcy krócej – przekonuje Kamil Wyszkowski.

Problemem jest zwłaszcza ogrzewanie domów niskiej jakości paliwami. Z ok. 5 mln domów jednorodzinnych w Polsce blisko 70 proc., czyli 3,5 mln, jest ogrzewanych za pomocą kotłów węglowych. Zwykle są to proste urządzenia, które nie spełniają standardów emisyjnych.

– Jakość powietrza w naszym przemysłowym kraju pogorszyła się i to znacząco, ze względu na jakość użytkowanych paliw przez gospodarstwa domowe, a także zaniechania z lat poprzednich dotyczące norm emisji przemysłowych. Chodzi także o sposób, w jaki zachęcamy prywatnych użytkowników do tego, żeby korzystali z biomasy czy bardziej ekologicznych, mniej emitujących szkodliwe substancje do powietrza, metod ogrzewania własnych domów – wskazuje Piotr Arak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami wskazuje, że ponad połowa (53 proc.) unoszących się w powietrzu pyłów pochodzi z gospodarstw domowych. Szczególnie rakotwórczy jest benzo(a)piren, a za blisko 87 proc. tego związku odpowiadają właśnie domy. Konsekwencje to nie tylko zanieczyszczone powietrze, lecz także dostanie się szkodliwych pyłów do ziemi.

 PM2.5, PM10, wraz z benzo(a)pirenami, innymi substancjami toksycznymi opada do gruntu, a jeżeli ktoś jeszcze na tym gruncie uprawia sałatę, szpinak, jabłka, które potem jemy, to niestety wszystko to trafia także do naszych żołądków, później do naszego krwiobiegu. Zatruwamy się powoli tylko z powodu zjadania żywności, która jest zwyczajnie zanieczyszczona, najczęściej metalami ciężkimi – mówi Kamil Wyszkowski.

Sytuację ma pomóc zmienić rządowy program Czyste Powietrze, który z założenia ma poprawić efektywność energetyczną i zmniejszyć emisję pyłów z jednorodzinnych budynków mieszkalnych. Budżet programu na lata 2018–2028 dla całego kraju sięga 103 mld zł, przy czym 63,3 mld zł trafią na dofinansowania, a pozostała kwota na niskoprocentowe pożyczki. Szacuje się, że dzięki temu termomodernizacje przejdzie nawet 4 mln domów.

– Ten program teraz trzeba wdrożyć. Jeżeli to się zdarzy szybko, w ciągu 5–8 lat odczujemy różnicę w jakości powietrza – ocenia Kamil Wyszkowski.

W przyszłym roku ceny mieszkań mogą być niższe. Ich spora część kupowana jest w celach inwestycyjnych

W przyszłym roku ceny mieszkań mogą być niższe. Ich spora część kupowana jest w celach inwestycyjnych 1

W 2019 roku można się spodziewać obniżek cen mieszkań – ocenia dr Rafał Parvi, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu. Część klientów wstrzymuje się z decyzją o zakupie mieszkania w oczekiwaniu na spadki. Obok nieruchomości inwestycyjnych, które cieszą się ostatnio dużą popularnością, alternatywą dla inwestorów jest też rynek złota.

– Nieruchomości wyhamowały. Nastąpił spadek sprzedaży, ale jest to związane między innymi z polityką deweloperską. Deweloperzy już wiedzą, jak postępować po kryzysie z 2008 roku, więc nie napędzają koniunktury, tylko spokojnie dystrybuują i przedkładają na rynku nowe mieszkania, ale już nie w takiej liczbie i nie w takim tempie, jak kiedyś. W związku z tym ceny się utrzymują, a inwestorzy nie chcą na razie inwestować i czekają na spadki. Możemy się spodziewać lekkiego cofnięcia cen w 2019 roku i to byłoby dobre dla zainteresowania tym rynkiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Rafał Parvi, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

W Polsce najpopularniejszą formą oszczędzania są lokaty. Według badania Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH pieniądze odkłada na nich 43 proc. Polaków. Lokaty są stosunkowo bezpiecznym instrumentem finansowym, ale aktualne niskie oprocentowanie niweluje jakiekolwiek zysk. Dlatego Polacy szukają bardziej zyskownych możliwości lokowania oszczędności, a na rynku widać wzrastające zainteresowanie inwestowaniem w nieruchomości. Ekspert opolskiej Wyższej Szkoły Bankowej ocenia, że jeżeli nieruchomość kupowana z zamiarem inwestycyjnym znajduje się w dobrej lokalizacji, można spokojnie liczyć na sprzedaż z zyskiem po kilku latach.

– Ceny nieruchomości i tak jeszcze pójdą w górę, dlatego że muszą się dostosować do tych wartości, które są w Unii Europejskiej – mówi dr Rafał Parvi. – Kupując nieruchomość jako inwestycję długoterminową, warto inwestować w mieszkania na wynajem. Trzeba zwrócić uwagę na lokalizację, bo jeżeli nieruchomość znajduje się na obrzeżach, daleko od centrum, to może być problem ze znalezieniem najemcy. Trzeba najpierw sprawdzać atrakcyjność lokalizacji, a dopiero później cenę, wartość i związane z tym korzyści, czyli czynsze, jakie możemy uzyskać i tym samym zarobić na tym wynajmie.

Jak ocenia, na rynku zaciera się powoli granica pomiędzy mieszkaniami z rynku pierwotnego i wtórnego. Nabywcy zwracają uwagę na jego wyeksploatowanie czy koszty potencjalnego remontu, ale obecnie ceny na rynku wtórnym oscylują już w przedziale podobnym do wartości nowych mieszkań.

– Co ciekawe, na polskim rynku nie występują ekskluzywne, apartamentowe penthouse’y. Brakuje luksusowych apartamentów. One powstają w dużych aglomeracjach jak Wrocław, Warszawa, Kraków czy Poznań, natomiast tego na rynku brakuje – przez co ci, którzy mają środki i szukają takich ofert w innych miastach, często rezygnują z zakupu – zauważa dr Rafał Parvi.

Ceny mieszkań się utrzymują, a nawet rosną przez wzrost kosztów pracy i materiałów budowlanych, co obecnie hamuje nieco zapał inwestorów. Ekspert opolskiej WSB podkreśla, że rynek i potencjalni klienci oczekują spadków, przez co wielu z nich wstrzymuje się z decyzją o zakupie. Deweloperzy, którzy w przyszłym roku będą musieli stawić czoła kolejnemu wzrostowi kosztów pracy, będą chcieli sprzedać te mieszkania, które jeszcze mają, po stosunkowo atrakcyjnej cenie. Stąd w 2019 roku faktycznie można się spodziewać obniżek cen mieszkań.

– Część nabywców czeka na obniżkę, żeby dokonać zakupu mieszkania czy domu. Natomiast deweloperzy faktycznie mają problem – nie dość, że siła robocza będzie coraz droższa, to na dodatek w przyszłym roku nastąpi wzrost płac, w związku z czym podatki, ZUS, tym samym koszty wytworzenia czy produkcji wzrastają – mówi dr Rafał Parvi – W dużych aglomeracjach ceny będą spadać, mimo wszystko wymusi to rynek. Dowodzą tego badania, m.in. za III kwartał br., gdzie widać, że liczba sprzedawanych mieszkań w takich aglomeracjach jak Warszawa, Wrocław, Kraków czy Poznań drastycznie się zmniejszyła. Deweloperzy to widzą i nie budują już tak dużo – dodaje.

Jak wynika z raportu Reas, w III kwartale br. deweloperzy na sześciu największych rynkach (na rynkach we Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, Poznaniu, Krakowie i Łodzi) sprzedali 14,2 tys. mieszkań, przy 15,6 tys. w II kwartale, a wprowadzili do sprzedaży prawie sześćset mieszkań mniej niż kwartał wcześniej. Ich oferta na koniec września była za to o 1,7 tys. większa w porównaniu do sytuacji z końca czerwca

Alternatywą dla inwestorów, którzy nie są zainteresowani nieruchomościami, może być rynek złota. Obecnie kosztuje ok. 1,25 tys. dolarów za uncję, a w szczytowych momentach w 2011 roku dochodziło do 1,8 tys.

– W Polsce między innymi NBP inwestuje w złoto i gromadzi zasoby tego kruszcu. Duzi gracze skupują złoto, bo jest to dobra lokata kapitału. Jest policzalna, złoto zawsze można wymienić na środki pieniężne i oczekiwać tych zysków w przyszłych latach. Jest potencjał, ponieważ następny próg uncji jeżeli chodzi o wartość złota to 1,3–1,4 tys. dolarów – mówi dr Rafał Parvi.

Nowy rodzaj cyberataków powoduje miliardowe straty dla firm. Połowa z nich nawet nie wie o jego istnieniu

Nowy rodzaj cyberataków powoduje miliardowe straty dla firm. Połowa z nich nawet nie wie o jego istnieniu 2

Ataki typu BPC, polegające na manipulacji procesami biznesowymi firm, są coraz popularniejsze wśród cyberprzestępców ze względu na wysoką opłacalność. W tym roku takie incydenty spowodowały już starty przekraczające 12 mld dolarów. Jak wynika z badania Trend Micro, w Europie ofiarą ataków BPC padło 43 proc. firm, w Polsce co trzecie przedsiębiorstwo. Mimo to połowa zespołów kierowniczych w firmach nawet nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiego zagrożenia. 

– Ataki BPC, czyli Business Process Compromise, polegają na takiej manipulacji systemów i procesów biznesowych, która ma doprowadzić do strat firmy bądź korzyści z punktu widzenia atakującego. Takim przykładowym atakiem typu BPC jest modyfikacja numerów rachunków bankowych używanych w systemach – w treści faktur zostaje podmieniony numer konta i to atakujący otrzymuje środki, które miały trafić do kontrahentów czy pracowników firmy – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Jarmuł, ekspert Trend Micro w Polsce.

Podczas ataku BPC przestępcy szukają luk w procesach biznesowych oraz podatnych systemach i procedurach. Mogą czaić się w infrastrukturze firmy miesiącami, niewykryci, gromadząc informacje o jej funkcjonowaniu. Po znalezieniu słabego punktu haker modyfikuje część procesu tak, że przedsiębiorstwo i jego klienci nie dostrzegają zmiany. Obok podmiany numerów kont na fakturach, mogą na przykład przekierować cenny towar na inny adres albo zmienić ustawienia drukarki tak, żeby móc wykradać poufne informacje. Jak wskazują eksperci Trend Micro, poza bezpośrednimi stratami finansowymi w 85 proc. przypadków takie incydenty kończą się przestojem w wielu domenach biznesu zaatakowanej firmy.

Ataki tego typu generują straty, ale przede wszystkim blokują pracę firmy, ponieważ trzeba zatrzymać dany proces, zweryfikować, co poszło nie tak i odkręcić daną transakcję. Kolejną konsekwencją tego typu ataków jest utrata wiarygodności przez organizację w oczach kontrahentów, poddostawców i pracowników. Jeśli proces jest niewiarygodny, wszyscy przechodzą do trybu większej uwagi i po prostu powstrzymują się od współpracy z daną firmą. W ekstremalnym przypadku takie przedsiębiorstwo może być zmuszone zaprzestać sprzedaży lub produkcji – mówi Tomasz Jarmuł.

Z najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie Trend Micro wynika, że 43 proc. przedsiębiorstw w Europie miało do czynienia z atakiem typu BPC. Mimo to połowa zespołów kierowniczych w firmach nawet nie wie o ich istnieniu, a co za tym idzie, nie ma świadomości zagrożenia i jego konsekwencji.

– W Polsce jest trochę lepiej. Tylko 31 proc. firm przyznaje, że zostało zaatakowanych. Świadomość jest nieco wyższa – ok. 30 proc. decydentów nie słyszało o takich atakach. Świadomość kierownictwa jest o tyle ważna, że jest to pierwsza linia obrony przed tego rodzaju atakami. Pozwala wykryć te nadużycia i zablokować je na wczesnym etapie. Jeśli procesy zostaną skompromitowane, a kierownicy ani pracownicy firmy o tym nie wiedzą, to nie ma innej możliwości wykrycia ataku – mówi ekspert Trend Micro w Polsce.

Brak świadomości problemu wśród kierownictwa stwarza lukę w wiedzy na temat cyberzagrożeń, która może ułatwić przestępcom przeprowadzenie ataku. Zwłaszcza że – wśród sposobów infiltracji sieci korporacyjnych przez cyberprzestępców – najpowszechniejsza jest technika BEC (ang. Business Email Compromise). To oszustwo, w którym wykorzystywane są konta poczty elektronicznej pracowników wyższego szczebla, związanych z finansami lub dokonujących przelewów. Polega ono na podszywaniu się pod takie osoby w celu wprowadzenia w błąd pracowników lub stosowaniu programów rejestrujących tekst wprowadzany z klawiatury (keylogger) i narzędzi do wyłudzania danych osobowych (phishing).

Z drugiej strony, jak wynika z badania Trend Micro, zespoły bezpieczeństwa w globalnych firmach nie ignorują tego ryzyka. Prawie trzy czwarte (72 proc.) twierdzi, że zagrożenia typu BPC w ich firmach są traktowane priorytetowo przy opracowywaniu i implementowaniu strategii cyberbezpieczeństwa. Eksperci Trend Micro podkreślają, że w przyszłości można się spodziewać nasilenia tego typu ataków, biorąc pod uwagę to, jak opłacalne są dla internetowych oszustów. Dane FBI pokazują, że globalne straty związane z takimi incydentami sięgnęły w tym roku już 12 mld dolarów.

– W walce z tego rodzaju manipulacjami trzeba przede wszystkim postawić na zwiększenie świadomości pracowników. Każdy z nich musi przyglądać się temu, co robi, weryfikować wszystko, co widzi w systemach. Bardzo ważna jest również współpraca pomiędzy pracownikami, kierownictwem i działami IT, ponieważ ataki tego typu często są generowane tam, gdzie niekoniecznie IT ma dostęp – na przykład w zewnętrznych systemach, które służą do przelewów i pozostają w gestii banku czy innej instytucji. Dlatego pracownik musi weryfikować to, co wpisuje do systemu, a nietypowe zmiany należy raportować – podkreśla Tomasz Jarmuł.

BP z wypożyczalnią Sixt chcą wypełnić lukę na rynku długoterminowego wynajmu aut. Wychodzą z ofertą do indywidualnych kierowców

BP z wypożyczalnią Sixt chcą wypełnić lukę na rynku długoterminowego wynajmu aut. Wychodzą z ofertą do indywidualnych kierowców 3

Na polskim rynku rozwinęła się już usługa wynajmu aut na minuty czy godziny, z kolei najem długoterminowy był skierowany dotąd wyłącznie do klientów biznesowych. Takiej usługi brakowało dla indywidualnych nabywców. Niszę tę chce wypełnić koncern BP, który we współpracy z siecią wypożyczalni Sixt rent a car wprowadza na swoich stacjach długoterminowy najem dla indywidualnych klientów. W ramach jednej raty wraz z nowym autem dostaną oni pełen serwis – od pełnego pakietu ubezpieczenia, przez 24-godzinny assistance i opiekę serwisową, kończąc na oponach zimowych.

– Sixt DriveSmart by BP to program długoterminowego wynajmu samochodu zarówno indywidualnych, jak i korporacyjnych. Ci pierwsi są dla nas szczególnie istotni, bo stacje BP to kilka milionów klientów miesięcznie i przede wszystkim dla nich jest ta oferta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Bogacz, dyrektor ds. marketingu w polskim oddziale BP Europa SE. – To jest nowa formuła mobilności – niekoniecznie wszyscy musimy kupować samochody, szukamy alternatyw. Jedną z nich jest właśnie wynajem samochodu w ramach abonamentu.

Trendy takie jak carsharing, elektromobilność czy pojazdy autonomiczne powodują, że zmienia się nie tylko rynek motoryzacyjny, lecz także szeroko pojęta mobilność. Coraz więcej konsumentów chce się wygodnie przemieszczać, ale niekoniecznie mieć samochód na własność.

– To zmiana mentalności, ponieważ cała Europa Zachodnia i wiele osób w Polsce już wiedzą, że większość rzeczy potrzebnych do codziennego życia można po prostu wynająć. Nie trzeba ich kupować na własność. Nie trzeba brać kredytu na 20 lat i kupować domu po to, żeby w nim przez chwilę pomieszkać, bo później – jak życie pokazuje – wyjeżdżamy do pracy do innego miasta lub kraju. Wiele osób kupowało prywatny samochód, często przeznaczając na to większość swoich oszczędności, zamiast cieszyć zupełnie innymi rzeczami, które za te pieniądze mogliby kupić – mówi Andrzej Olesch, dyrektor handlowy marki Sixt.

BP, jeden z potentatów rynku paliwowego i energetycznego nawiązał współpracę z Sixt rent a car, jedną z największych i najstarszych międzynarodowych wypożyczalni samochodów. Jej efektem jest ogólnodostępny program najmu samochodów Sixt DriveSmart by BP, który pozwala się cieszyć użytkowaniem nowego auta bez konieczności ponoszenia obciążeń związanych z jego kupnem.

– Łączymy siły, żeby wyjść naprzeciw klientom – głównie stacji BP – proponując im w kooperacji nowe, innowacyjne rozwiązanie. Klient, który przychodzi na stację BP, otrzyma informację odnośnie Sixt DriveSmart by BP, loguje się na stronie www.sixtdrivesmart.pl i wynajmuje samochód w bardzo atrakcyjnej cenie, czego przykładem jest Fiat 500 za 750 zł brutto. Jest to całkowity miesięczny koszt związany z użytkowaniem tego samochodu – mówi Andrzej Olesch.

Oferta Sixt DriveSmart by BP będzie dostępna w całej Polsce, na prawie 550 stacjach BP. Istotą usługi jest niska opłata miesięczna. Jest ona tak skonstruowana, aby zawierać wszystko co niezbędne, aby nie ponosić żadnych dodatkowych kosztów związanych z użytkowaniem auta – od pełnego pakietu ubezpieczenia, przez 24-godzinny assistance, opiekę serwisową, na oponach zimowych kończąc. Okres najmu waha się od 6 do 24 miesięcy. W ofercie znajdują się auta wielu marek w każdym segmencie – począwszy od aut miejskich, kończąc na SUV-ach.

– Taka oferta jest popularna wśród klientów korporacyjnych. Korzysta z niej sporo przedsiębiorców, również tych mniejszych. Jednak nie jest jeszcze zbyt popularna wśród klientów indywidualnych. W tym kontekście jesteśmy innowacyjni. Wszyscy obserwujemy zmiany, które obecnie zachodzą na rynku – pojawiają się nowe formy mobilności, carsharing, wynajmowanie samochodów na minuty, współdzielenie aut. Widać, że kierowcy w Polsce szukają nowych alternatyw, więc to jest kolejny krok do przodu – mówi Małgorzata Bogacz.

Formalności w ramach programu zostały ograniczone do minimum – rozpatrzenie wniosku trwa zwykle kilka dni, po tym czasie klient dostaje gotową do podpisu umowę pod wskazany adres. Następnie w wybranym terminie może odebrać zamówiony samochód. W ramach Sixt DriveSmart by BP dostaje również kartę paliwową BP, która oferuje niższe ceny i specjalne promocje. Kolejnym atutem karty jest bezgotówkowe rozliczanie zakupu paliwa.

– Ten produkt daje możliwość użytkowania nowego samochodu za stałą, miesięczną, niską opłatą. Oferujemy co 12 miesięcy nowy samochód. To jest propozycja przede wszystkim dla przysłowiowego Kowalskiego, który chce jeździć nowy samochodem i chce płacić za to jak najmniej – mówi Andrzej Olesch.

Dla Sixt Rent a Car wejście we współpracę z BP oznacza wejście w kolejny segment rynku, bo do tej pory sieć wypożyczalni była ukierunkowana przede wszystkim na ofertę dla biznesu.

– Do tej pory głównym naszym klientem był biznes, który przylatywał do Polski, wynajmował samochód, załatwiał tutaj swoje sprawy i wracał do siebie. To dla nas zupełnie nowy kanał sprzedaży, bo docieramy do tysięcy osób, które do tej pory o takim produkcie nie słyszały albo nie miały możliwości z skorzystania z niego – mówi dyrektor handlowy Sixt.

Sektor ubezpieczeniowy wdraża coraz więcej innowacji. Branża goni bankowość

Sektor ubezpieczeniowy wdraża coraz więcej innowacji. Branża goni bankowość 4

Polski sektor bankowy należy do najbardziej zaawansowanych technologicznie na świecie. Banki w Polsce błyskawicznie adaptują nowinki technologiczne, a towarzystwa ubezpieczeniowe próbują dotrzymać im kroku. Oczekiwania klientów i rozwój branży insurtech wymuszają wdrażanie innowacji. Ubezpieczyciele stawiają na blockchain i zaawansowaną analizę danych, która pomaga w ocenie ryzyka kredytowego, robo-advisory oraz cyfrowe kanały kontaktu z klientami. Na rosnący udział innowacji stawia także Vienna Life, która wprowadza nowe, zautomatyzowane produkty i usługi dla inwestujących w fundusze.

 W branży finansowej – tak jak w każdej innej – innowacje są bardzo ważnym elementem funkcjonowania i przetrwania firm. Przy tym poziomie konkurencyjności i zmianie nawyków konsumentów – identyfikacja tych nawyków, jak żyjemy, jak korzystamy z internetu, jak robimy zakupy oraz wdrażanie innowacji są kluczowe. Klienci nie zawsze łatwo je przyjmują. Wdrażający innowacje ma czasem trudne zadanie przekonania klienta do tego, aby zmienił stare przyzwyczajenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A.

Jak ocenia, w polskiej branży finansowej banki zdecydowanie wyprzedzają ubezpieczycieli w drodze do innowacji. Wynika to z faktu, że mają one na co dzień większą styczność z klientem, a najwięcej innowacji w branży finansowej powstaje właśnie wokół tzw. daily banking, czyli korzystania z kont, kart czy innych, powszechnych usług bankowych.

Dane Związku Banków Polskich pokazują, że ponad 16 mln Polaków korzysta z bankowości przez internet, a aplikację mobilną swojego banku w telefonie ma zainstalowaną już ponad 7 mln klientów – tu przyrost jest wręcz skokowy (o 1 mln względem ubiegłego kwartału br.). W kontaktach z bankowością Polacy zdecydowanie preferują cyfrowe usługi i kanały kontaktu.

– Pierwsi innowatorzy, którzy wprowadzili aplikacje mobilne czy nowe sposoby płatności, wymusili zmiany w całej branży. W tym momencie polski sektor bankowy jest jednym z najbardziej nowoczesnych na świecie. Pod tym względem wyprzedzamy o całą długość Europę. Co zaskakujące, o kilka długości wyprzedzamy też Stany Zjednoczone, gdzie przy codziennych płatnościach cały czas funkcjonują papierowe czeki – zauważa Kamil Hajdamowicz.

O ile bankowość błyskawicznie adaptuje nowinki technologiczne i wdraża innowacje, o tyle polskie towarzystwa ubezpieczeniowe mają jeszcze wiele do zrobienia. Różnica ta się jednak stopniowo zmniejsza, a działających w Polsce start-upów ubezpieczeniowych jest co raz więcej. Pracując nad innowacjami, ubezpieczyciele skupiają się na dwóch aspektach: usprawnieniu kontaktu z klientami i przyspieszaniu wewnętrznych procesów.

– Dziś mało który klient chce poświęcać czas na długie spotkania z agentem bądź doradcą ubezpieczeniowym – większość chce szybko zrealizować transakcję, najlepiej przez internet lub aplikację mobilną. Aby było to możliwe, trzeba jak najbardziej uprościć procesy wewnątrz firm. Tutaj wchodzimy w bardziej zaawansowane procesy, oparte na analizie danych – o kliencie, społeczeństwie czy ryzykach – tak, aby wydanie decyzji ubezpieczeniowej, przygotowanie propozycji i polisy dla klienta było jak najbardziej zautomatyzowane i zajmowało jak najmniej czasu – mówi Kamil Hajdamowicz.

Jak ocenia, dalsze innowacje w ubezpieczeniach będą opierać się przede wszystkim na złożonej analizie danych, które są potrzebne do oceny ryzyka ubezpieczeniowego. Tu znajdzie zastosowanie technologia blockchain – podobnie jak dziś ma to miejsce w bankowości. Dla ubezpieczycieli kluczowa będzie też współpraca z mniejszymi podmiotami, start-upami z branży insurtech – podobnie jak w przypadku fintechów i banków.

 Mniejsze organizacje mają większą elastyczność i więcej pomysłów. Dzięki współpracy, kopiując częściowo rozwiązania z branży bankowej, te pomysły będą lepiej i szybciej wprowadzane do firm ubezpieczeniowych – mówi Kamil Hajdamowicz. – Drugi aspekt, który na pewno będzie rozwijany przez ubezpieczycieli, to dalsze skracanie odległości między firmą a klientem. Tutaj zaczną funkcjonować różne rozwiązania z zakresu robotyzacji procesów, być może robo-advisory, które są już wykorzystywane w branży finansowej.

Dostrzegając rynkowe trendy i oczekiwania klientów, Vienna Life stawia na rosnący udział innowacji i wprowadza nowe, zautomatyzowane produkty. Przykładem jest Fund Alert – bezpłatna usługa stworzona dla klientów inwestujących na otwartej platformie funduszy.

 Tworząc tę usługę, punktem wyjścia było przypisanie dla każdego funduszu indywidualnego progu, który określa istotną dla niego zmianę. Gdy fundusz przekroczy dany próg – czyli jego wartość wzrośnie lub spadnie – wygenerowany zostanie alert, który będzie widoczny na platformie Vienna Life Online. Każdy klient ma też możliwość włączenia sobie bezpłatnych powiadomień mail i sms. To da mu możliwość lepszego zarządzania swoimi inwestycjami, gdyż będzie mógł podejmować odpowiednie decyzje finansowe we właściwym czasie – mówi Kamil Hajdamowicz.

Głównym założeniem usługi Fund Alert jest informowanie klientów o ewentualnych przekroczeniach określonego progu procentowego dla danej pozycji inwestycyjnej (zarówno dla dodatnich, jak i ujemnych wartości). Dzięki szybkiemu dostępowi do informacji mogą oni na bieżąco reagować na rynkowe wahania.

– Vienna Life, jak i pozostałe firmy z branży ubezpieczeniowej, codziennie uczestniczy w tym wyścigu innowacyjnym i wydaje się, że dobrze nam to wychodzi. Przede wszystkim, zaczynamy od obserwacji zachowań klientów. Zbieramy informacje bezpośrednio od nich, obserwujemy w jaki sposób korzystają z naszych produktów. To dobry punkt wyjścia do przygotowania nowych usług i rozwiązań – dodaje doradca inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A.

Witryny internetowe polskich instytucji finansowych są niewystarczająco zabezpieczone. Kradzież tożsamości jest zjawiskiem powszechnym

Witryny internetowe polskich instytucji finansowych są niewystarczająco zabezpieczone. Kradzież tożsamości jest zjawiskiem powszechnym 5

W dobie powszechnego dostępu do internetu tożsamość jest najcenniejszą informacją. Niestety witryny internetowe nie są wystarczająco zabezpieczone przed atakami hackerskimi. Według badań Związku Banków Polskich tylko w trzecim kwartale tego roku doszło do 1,5 tysiąca prób wyłudzenia kredytów za pośrednictwem wykradzionej tożsamości. Z raportu Grupy BST wynika zaś, że witryny polskich instytucji finansowych są zabezpieczone tylko certyfikatem SSL, który jest niewystarczający w przypadku wyłudzeń.

– Poziom zabezpieczeń witryn internetowych jest niewystarczający. O ile poufność transakcji, danych wymienianych na linii klient–instytucja jest na wysokim poziomie, jest zabezpieczona, tak już kradzież tożsamości jest zjawiskiem powszechnym i jest znana od dawna, a tak naprawdę instytucje robią bardzo mało, aby temu zapobiec – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Kempa z Grupy BST.

Na problem kradzieży tożsamości zwrócili uwagę unijni urzędnicy, którzy twierdzą, że w pierwszej kolejności państwa członkowskie powinny wprowadzić ujednolicone dowody osobiste, które miałyby zawierać zabezpieczenia biometryczne zapisane na mikroprocesorze. Dokument taki przechowywałby dane m.in. o odciskach palców czy wizerunku danego obywatela. To jednak nie wystarczy, aby całkowicie zapobiec kradzieży tożsamości, gdyż wielu przestępstw na tym tle dokonuje się za pośrednictwem internetu, a wszystkiemu winne są źle zabezpieczone strony internetowe.

Firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem postulują wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń, które uzupełniałyby niedoskonałe certyfikaty SSL.

– Jeżeli mówimy o zabezpieczeniu transakcji, poufności pomiędzy instytucją a klientem, to ten poziom jest zachowany. Można to porównać do rozmowy telefonicznej. Certyfikat SSL jest jak uniemożliwienie podsłuchu naszych rozmów telefonicznych. Możemy sobie swobodnie rozmawiać, ale w momencie kiedy ktoś do nas zadzwoni, przedstawi się jako osoba, którą bardzo dobrze znamy, to my nie będziemy widzieli różnicy i powiemy jej tak naprawdę wszystko, co chce wiedzieć. I dlatego uważam, że certyfikat SSL jest niewystarczający – przekonuje Andrzej Kempa.

Inżynierowie pracujący dla mBanku chcą wprowadzić na swoją stronę bankową system biometrycznej ochrony behawioralnej. Algorytm miałby analizować nasze zachowanie w sieci, np. poprzez monitorowanie intensywności wpisywania słów na klawiaturze czy przyzwyczajeń związanych z korzystaniem z myszy lub klawiatury, aby w ten sposób ustalać, czy ma do czynienia z właścicielem konta, na którym właśnie ktoś się loguje.

Bezpieczeństwo mogłoby zapewnić połączenie certyfikatu SSL z protokołem DNSSEC, wykorzystującym kryptografię asymetryczną oraz podpisy cyfrowe, z którego jednak zdecydowana większość polskich instytucji finansowych nie korzysta.

Z badania „Bezpieczeństwo domen internetowych – sektor finansowy 2018” przygotowanego przez Grupę BST wynika, że wszystkie domeny główne należące do 29 banków objętych badaniem miały zabezpieczenie certyfikatem SSL, lecz tylko 14 proc. bankowych domen głównych zabezpieczono protokołem DNSSEC.

– Protokół DNSSEC jest protokołem, który uniemożliwia kradzież naszej tożsamości, podszycie się pod którąś z witryn internetowych. Instytucje powinny stosować ten protokół dlatego, że ataki przestępcze z wykorzystaniem podszycia się pod inny serwer są na tyle powszechne i perfidne, że użytkownik może się w ogóle nie zorientować, że ma do czynienia nie z tą jednostką, do której chciał się zalogować – twierdzi ekspert.

Według Microsoftu kradzież tożsamości można drastycznie ograniczyć, wprowadzając tożsamość cyfrową, która zapewniłaby ochronę przed cyberprzestępcami. Firma we współpracy z MasterCard planuje opracować ujednolicony wzór cyfrowej tożsamości, który pozwoliłby wypracować spójne procedury ochrony danych osobowych stosowane przez usługodawców z całego świata, a przy okazji byłby prosty do wdrożenia przez firmy zewnętrzne. Propozycja Microsoftu pozwoliłaby uprościć proces weryfikacji tożsamości, a to czynnik ludzki jest dziś najsłabszym elementem wszystkich systemów bezpieczeństwa.

Badania przeprowadzone przez SailPoint Technologies wykazały, że aż 75 proc. pracowników wykorzystuje te same hasła do logowania się do różnych witryn. Dlatego wprowadzając kolejne zabezpieczenia, właściciele witryn powinni w pierwszej kolejności myśleć o komforcie użytkownika.

– Zwielokrotnianie zabezpieczeń dodatkowych jest nie na miejscu. W mojej opinii duet certyfikatu SSL i protokołu DNSSEC w zupełności wystarczy. Banki mają swoje systemy weryfikujące tożsamość, wielokrotny proces logowania przez stronę jest mocnym zabezpieczeniem. Najlepiej podać to na przykładzie: co z tego, że będziemy mieli najwyższy system antywłamaniowy w drzwiach, jak nie zostawimy ich na noc zamkniętych, bądź też zostawimy otwarte? Ten duet zabezpieczeń jest w mojej opinii wystarczający – przekonuje Andrzej Kempa.

Analitycy z agencji MarketsandMarkets szacują, że wartość globalnego rynku rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa wyniesie w 2018 roku 153 mld dol. Przez najbliższe pięć lat branża będzie rozwijała się w tempie 10 proc. w skali roku, a do 2023 roku osiągnie wartość 248 mld dol.

W Warszawie powstanie szkoła najnowszych technologii dla kobiet. Pomoże zapełnić lukę pracowników w branży IT

W Warszawie powstanie szkoła najnowszych technologii dla kobiet. Pomoże zapełnić lukę pracowników w branży IT 6

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że do 2020 roku w całej Unii będzie aż 600 tys. nieobsadzonych stanowisk w IT. Lukę mogłyby zapełnić kobiety, tych jednak w branży jest jeszcze stosunkowo niewiele. W dużej mierze to wina stereotypów i lęku o pogodzenie pracy z życiem prywatnym. Dlatego coraz więcej firm współpracuje z kobiecymi organizacjami technologicznymi. Inne idą krok dalej i tak jak Femtech uczą panie technologii przyszłości i pomagają w znalezieniu pracy. Projekt ruszy w Warszawie w styczniu.

– W branży IT jest bardzo mało kobiet, a mają one niezbędne możliwości i zdolności. Problem w tym, że się boją. W trakcie rozmów o pracę wielokrotnie słyszałam, że kobiety prawdopodobnie nie będą mogły pracować po osiem godzin dziennie. Stawiały tego typu warunki. Nie ma w tym nic złego. Można pracować przez powiedzmy sześć godzin w biurze, a pozostałe dwie z domu. I to właśnie kobiety muszą sobie uświadomić – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Sheela Subramanian, założycielka Femtech.

Programistów i pracowników IT brakuje niemal na całym świecie. Komisja Europejska wylicza, że do 2020 roku w UE blisko 600 tys. stanowisk IT nie będzie obsadzonych. W Wielkiej Brytanii co roku pojawia się średnio ponad milion ogłoszeń dla specjalistów w branży. Deloitte szacuje, że do 2023 roku w Australii będzie ok. 100 tys. wakatów dla pracowników IT, z kolei według raportu The Knowledge Academy w Stanach Zjednoczonych do 2026 roku powstanie dla nich 253 tys. miejsc pracy.

Biorąc jednak pod uwagę to, że co roku uczelnie kończy ok. 30 tys. osób, rynek uda się zapełnić dopiero w ciągu 8–10 lat. To wszystko sprawia, że branża IT wydaje się najbardziej przyszłościową, choć jest też jedną z bardziej wymagających.

– W branży IT trzeba się liczyć z pracą zarówno w dzień, jak i w nocy, w godzinach nadliczbowych, na co zamężne kobiety nie mogą sobie pozwolić. Dlatego też nie decydują się one na pracę w tej branży. Pomyślałam sobie wtedy – dlaczego nie zacząć uczyć ich nowszych technologii, jak sztuczna inteligencja, blockchain czy uczenie maszynowe. To są technologie przyszłości. Zebrałam więc grupę znajomych, zamierzając rozpocząć działalność w jednym z krajów Unii Europejskiej – tłumaczy Sheela Subramanian.

Komisja Europejska podaje, że tylko dzięki kobietom PKB ma szansę rosnąć o 16 mld euro rocznie. Do tego jednak konieczna jest ich szersza reprezentacja w branży IT. Sytuacja powoli się zmienia, co widać na przykładzie Polski. Raport „Kobiety na politechnikach” wskazuje, że liczba studentek informatyki rośnie w tej chwili dwa razy szybciej niż studentów płci męskiej. Mimo to kobiety nie wierzą we własne siły. Raport „Kobiety w IT” SW Research podaje, że ponad połowa pań pracujących w IT uważa, że kobiecie trudniej jest zaistnieć w branży nowych technologii, przy czym 76 proc. wskazuje, że kobiety same wykluczają dla siebie taką możliwość ze względu na panujące stereotypy i role społeczne.

– Chcę kształcić kobiety, ale gwarantuję także znalezienie zatrudnienia. Współpracuję w tym zakresie z szeregiem partnerów. Nasz kurs obejmuje trzy etapy. Po ukończeniu ich wszystkich oferujemy kursantkom pracę. Ma to na celu dać im pewność zatrudnienia. Przygotowujemy je do wejścia w świat IT, a następnie pomagamy w znalezieniu pracy – zaznacza Sheela Subramanian.

Obecnie w Femtech budowana jest baza danych. Ekspertka zapowiada, że grupy powstaną w oparciu o testy, a projekt ruszy w styczniu w Warszawie.

Dragon Fishing Equipment

Firma Dragon w obecnej odsłonie powstała w roku 1995, kiedy to właściciele odeszli od dystrybucji marek niemieckich takich jak D.A.M, Balzer i Cormoran a postawili na własne produkty. Decyzja była odważna, rynek zalewany wątpliwej jakości importem z Chin był dużym wyzwaniem dla kogoś kto chciał postawić na jakość. Wyznając jednak zasadę: nie ma tanio i dobrze ruszyli do przodu.

Firma Dragon w obecnej odsłonie powstała w roku 1995, kiedy to właściciele odeszli od dystrybucji marek niemieckich takich jak D.A.M, Balzer i Cormoran a postawili na własne produkty. Decyzja była odważna, rynek zalewany wątpliwej jakości importem z Chin był dużym wyzwaniem dla kogoś kto chciał postawić na jakość. Wyznając jednak zasadę: nie ma tanio i dobrze ruszyli do przodu.

Flagowym produktem stała się legendarna już dzisiaj seria ręcznie budowanych wędzisk HM-62, która nota bene jest kontynuowana do dziś, aktualnie jako seria HMX.
Wielu wędkarzy przekonało się wówczas jak odmienne może być wędkowanie sprzętem tak wysokiej klasy, nawet jeżeli trzeba zainwestować sporo więcej.

Rok po roku powstawały kolejne serie wędzisk, z różnych półek cenowych, jednak nawet te najtańsze były przemyślane i solidnie wykonane.

Aby zapewnić swego rodzaju „kontrolę jakości” powstał TeamDragon, grupa wędkarzy, których zadaniem jest testowanie planowanych nowości w warunkach „bojowych” zanim zostaną wypuszczone na rynek. Aby te warunki były spełnione Dragon współpracuje między innymi z zawodowymi przewodnikami wędkarskimi, gdzie wiadomo że sprzęt musi ciezko popracować i to nie tylko w Polsce ale praktycznie na wszystkich łowiskach Europy, Szwecję, Norwegię i np. Holandię włączając.

Dotyczy to oczywiście nie tylko wędek,ale kołowrotków, przyponów,agrafek, przynęt itd.
Doskonałym przykładem są agrafki „Spin Lock” które były doprowadzane do perfekcji przez prawie 3 lata wyczerpujących testów a dzisiaj są cenione w całej nieomal Europie.

Kolejnym odważnym krokiem było wprowadzenie na rynek przynęt gumowych Dragon V-Lures, których z typowym dla siebie rozmachem firma stworzyła cały asortyment modeli, kształtów, wielkości i kolorów. Gama jest tak duża, że spokojnie zadowoli każdego wędkarza, niezależnie od tego czego by on sobie nie wykombinował.

O przynętach twardych warto niewątpliwie wspomnieć, ale tylko wspomnieć bo ilość tego jest powalająca, a wisienką na torcie jest przedstawicielstwo na Polskę firmy Salmo nie wymagającej dodatkowego komentarza.

Dopełnieniem oferty gum są główki jigowe Dragon V-Point odlewane na znakomitych hakach norweskiej firmy Mustad, której nie trzeba chyba bliżej przedstawiać … od zawsze należy do światowej czołówki.

Od kilku lat bardzo dynamicznie rozwija się w Polsce trolling morski, Dragon błyskawicznie zareagował oferując kompletna gamę produktów, poczynając od sprzętu topowej amerykańskiej firmy Scotty a kończąc na … hmmm, nawet najbardziej wymagający trollingowiec jest w stanie wyposażyć łódź robiąc zakupy tylko w Dragonie, kończąc na elektronice Garmina, której jest dystrybutorem.

Zwolennicy „spokojniejszych” metod łowienia również znajda coś dla siebie w katalogu Dragona, od świetnych zanęt, po wyczynowe kije z serii MegaBAITS.

Lista wszelakich akcesoriów oferowanych przez Dragona jest ogromna. Cały katalog ma 218 stron, gęsto zapełnionych towarem i pewną rzeczą jest że każdy jest w stanie coś sobie z niego wybrać.

Podsumowując.

Nie jest dla nikogo tajemnicą ze polskie wody nie należą obecnie do tych najbardziej rybnych wiec ogromne rzesze wędkarzy szukają przygody z wielką rybą poza granicami naszego kraju. Często jest to wyprawa marzeń, często wymagająca pewnych wyrzeczeń.
Ostatnie co powinno nas spotkać na takim wyjeździe jest awaria sprzętu, która potrafi obrócić te marzenia w wielki zawód.

Dlatego planując taką wyprawę warto zainwestować w dobrej jakości sprzęt, a takim sprzętem jest zdecydowanie sprzęt Dragona.

W listopadzie ceny wzrosły o 1,3 proc.

W świetle opublikowanych dzisiaj przez GUS danych, w listopadzie 2018 ceny towarów i usług konsumpcyjnych na przestrzeni roku wzrosły o 1,3%, natomiast w horyzoncie miesiąca nie uległy zmianie. Tak niski poziom inflacji odnotowano ostatnio w marcu 2018. Po raz pierwszy od tamtej pory znajdujemy się poniżej dopuszczalnego pasma odchyleń od celu inflacyjnego określonego przez NBP (1,5%-3,5%). W obliczu turbulencji wokół cen energii nie przypuszczamy, by przełożyło się to na przegłosowanie wzrostu stóp procentowych w styczniu.

Na tym tle ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły o 0,7% w skali roku (bez zmian w skali miesiąca), natomiast koszty czynszów i nośników energii wzrosły o 1,9% (wzrost o 0,2 pp. w relacji do października br.). Ponadprzeciętny wzrost odnotowały ceny transportu (6,1% w skali roku, 0,2% w skali miesiąca), za które odpowiadają wzrosty cen paliw. W pozostałych kategoriach GUS-owskiego koszyka wyraźne wzrosty cen ujawniły się w przypadku używek (1,7% r/r i 0,4% m/m), hoteli i gastronomii (odpowiednio 3,1% i 0,3%), zdrowia (2,9% i 0,8%) oraz edukacji (3,0% i 2,3%) – w kolejności udziału kategorii do koszyka inflacyjnego.

Na zmiany cen żywności w skali roku najbardziej rzutowały wzrosty cen warzyw (9,4%) oraz pieczywa (8,8%) i mąki (4,2%). Należy jednak zauważyć, że były one równoważone przez znaczne spadki cen innych produktów żywnościowych, ze szczególnym uwzględnieniem cukru (24,6%), owoców (14,3%) i jaj (10,7%). Wzrost cen paliw w listopadzie był napędzany przez gaz (16,8% r/r i 2,8% m/m) oraz olej napędowy (odpowiednio 15,3% i 3,1%). Spadek cen paliw powinien ujawnić się dopiero w danych za grudzień.

W odniesieniu do eksploatacji miejsc zamieszkania, czynsze uległy wzrostowi o 4,3% r/r, wywóz śmieci – o 3,5%, natomiast nośniki energii o 1,2%. W tej ostatniej kategorii energia elektryczna w horyzoncie rocznym i miesięcznym utrzymała się na tym samym poziomie.

Turbulencje wokół cen energii na 2019 rok przekładają się obecnie na dużą niepewność podmiotów. Warto pamiętać, że powody, dla których ceny energii miałyby wzrosnąć w 2019, mają charakter ekonomiczny, globalny i długofalowy zarazem. Rosną globalne ceny węgla, który dominuje w polskim miksie energetycznym, a krajowe zasoby nie wystarczają do ich pokrycia. Rosną również ceny praw do emisji CO2, które stają się przy takim miksie energetycznym szczególnie dotkliwe. Ponadto, na rynku dostawców energii mamy do czynienia z upaństwowionym oligopolem skoncentrowanym wertykalnie (od kopalni do dostawcy prądu), a sama branża wymaga wielu inwestycji. Jeden z nielicznych powodów, dla których można byłoby oczekiwać spadku cen energii – tj. spadek kosztów energii odnawialnej – właściwie nie dotyczy Polski. Dlatego też, bez względu na ostatecznie przyjęte rozwiązanie polityczne, wzrost cen energii wydaje się nieunikniony.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Ostatni regularny tydzień przed świąteczną przerwą jest napakowany ważnymi wydarzeniami makro. Aktywność w handlu już zaczęła być ograniczana, więc przy niższej płynności możemy doświadczać szarpanych reakcji. Główna uwaga będzie na posiedzeniu FOMC, gdzie pewna podwyżka może być okraszona złagodzonym komunikatem. Poza tym dalej na równi z danymi nastroje będą kształtować doniesienia o brexicie i sporze handlowym USA-Chiny.

Przyszły tydzień: FOMC, dane z rynku nieruchomości USA, CPI z Eurolandu/Wielkiej Brytanii/Kanady, Ifo z Niemiec, BoE, Riksbank, BoJ, rynek pracy z Australii, PKB z Nowej Zelandii/Kanady

USA

Przed nami ostatnie posiedzenie Fed w tym roku (wt-śr) i rynek powszechnie spodziewa się kolejnej podwyżki stóp procentowych. Większe zainteresowanie będzie dotyczyć języka komunikatu, gdyż w ostatnich tygodniach członkowie komitetu sugerowali zmianę nastawienia, odejście od mechanicznego podnoszenia stóp raz na kwartał, a zaczęli przywiązywać większą wagę do danych krajowych i globalnych. Zmiana ta wystraszyła część inwestorów, w rezultacie czego rynek zaczął wyceniać szanse na mniej niż jedną podwyżkę w przyszłym roku. Te oczekiwania wydają się przesadnie pesymistyczne (zakładamy co najmniej dwie podwyżki w 2019 r.) i z tego punktu widzenia zmiana języka Fed może nie być tak szkodliwa dla USD, jak jest to obecnie dyskontowane. Wśród danych oznaki spowolnienia ożywienia będą przyciągać uwagę także czy dane z rynku nieruchomości (wt, śr) wskażą na trudności spowodowane dotychczasowym zacieśnianiem polityki pieniężnej (dostęp do kredytu).

Strefa euro

W strefie euro finalny odczyt inflacji (pon) prawdopodobnie potwierdzi negatywne oddziaływanie spadku cen paliw, ale póki inflacja bazowa jest odporna, EBC nie powinien stracić swojego optymizmu. Jednak przy kontynuowanym spadku indeksów PMI widać, że ten optymizm jest podtrzymywany na siłę i kłóci się z faktami, stąd fundamentalnie brakuje powodów, by liczyć na umocnienie EUR. Niemiecki indeks Ifo (wt) sprawiłby wielką niespodziankę, jeśli pokazałby wzrost, ale prędzej znowu się obniży.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii dane w dalszym ciągu są tłem dla farsy wokół brexitu i politycznej walki. Bank Anglii przed czwartkową decyzją ma sporo do przedyskutowania, ale potęgowania niepewność nie przełoży się na konstruktywny komunikat. GBP pozostaje słaby z perspektywą nagłych skoków pod wpływem politycznych nagłówków.

Szwecja

Szwedzki Riksbank podejmuje decyzję w czwartek i do ostatniej chwili podtrzymywał oczekiwania, że podwyżka stóp procentowych może wystąpić w grudniu, albo w lutym przyszłego roku. Ale po rozczarowującym odczycie inflacji CPI w tym tygodniu, Riksbank ma solidny argument, by zwlekać. Rynek jednak agresywnie podtrzymuje wycenę 50 proc., zatem przy każdej decyzji ktoś będzie zaskoczony, a SEK nie będzie stał w miejscu.

Polska

Nie spodziewamy się, aby w Polsce odczyty inflacji bazowej (pon), danych z rynku pracy (wt), produkcji przemysłowej) i sprzedaży detalicznej (pt) mogły przynieść reakcję złotego. PLN na 4,30 za EUR czuje się, jak u siebie w domu i nikt z zewnątrz też nie chce zaburzać jego spokoju. Zakładamy, że sytuacja taka utrzyma się do końca roku.

Japonia

Posiedzenie Banku Japonii (śr-czw) powinno być najmniej interesujące spośród wszystkich w segmencie walut G10. Nie spodziewamy się zmian w stopach procentowych (-0,1 proc.). Gospodarka i inflacja podążają ścieżką spójną z prognozami banku centralnego, ale jest to słabe tempo postępu niewymuszające odchodzenia od ultra-luźnej polityki. Spadek rentowności na rynkach globalnych (głównie w USA) obniżył też oprocentowanie długu w Japonii, stąd też BoJ nie ma potrzeby zmieniać celu dla rentowności 10-letnich obligacji.

Australia

W Australii ostatnim w tym roku ważnym raportem będą dane z rynku pracy (czw). Oczekiwany jest kolejny mocny przyrost zatrudnienia, ale przy utrzymaniu stopy bezrobocia na 5 proc. Taki wynik nie powinien być istotnym katalizatorem zmienności AUD i w większym stopniu Aussie pozostanie barometrem sentymentu w odniesieniu do sporu USA-Chiny i jak aktywa ryzykowne zareagują na komunikat Fed. W Nowej Zelandii ocenie zostanie poddany PKB za III kw. (śr) i choć dane są dość przedawnione, to duża różnica względem konsensusu in minus przywróci dyskusję o potencjalnym łagodzeniu polityki RBNZ. NZD będzie wrażliwy na negatywne zaskoczenia.

Kanada

W Kanadzie dane trafiają w cichy okres, kiedy jeszcze za wcześnie na poważne pozycjonowanie przed styczniowym posiedzeniem Banku Kanady. Odczyt inflacji CPI (śr) może dostarczyć ważnych informacji o ścieżce inflacji, ale wiedzę tę warto zachować na początek przyszłego roku, niż na jej podstawie podejmować decyzje w nadchodzących dniach. Podobnie nie spodziewamy się silnych reakcji przy odczytach produkcji przemysłowej (wt) i PKB (pt). CAD może znaleźć chętnych do kupna, jeśli pojawi się silniejszy impuls wzrostowy na rynku ropy naftowej.

Konrad Białas

Główny Ekonomista
Departament Analiz
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rusza AI Schools & Academy, największy w historii program nauczania sztucznej inteligencji w polskich szkołach

W I LO im. Marcina Kromera w Gorlicach oficjalnie ogłoszono start programu AI Schools & Academy, którego pomysłodawcą i patronem jest Jarosław Królewski, CEO firmy technologicznej Synerise. Wraz z partnerami, wśród których znajdują się Carrefour, CCC, eobuwie.pl, Integrated Solutions, EY, GroupOne, Media Expert, Microsoft, Orange, Oriflame, PZU i Żabka Polska, Synerise sfinansuje nauczanie sztucznej inteligencji w 1500 przedszkolach i szkołach powszechnych. Do końca stycznia 2019 r. trwa nabór placówek do programu, szczegóły rekrutacji są już dostępne w internecie.

Rusza AI Schools & Academy 1 Rusza AI Schools & Academy 2 Rusza AI Schools & Academy 3Spółka Synerise wraz z partnerami oficjalnie zainaugurowała AI Schools & Academy, ogólnopolski program kształcenia dzieci i młodzieży w zakresie sztucznej inteligencji. Partnerami głównymi programu są: Microsoft, EY, PZU i Żabka Polska. Inicjatywę wsparły dodatkowo Carrefour, CCC, eobuwie.pl, GroupOne, Integrated Solutions, Media Expert, Orange, Oriflame i OneUnity. Lista partnerów nie jest jeszcze zamknięta, firmy mogą zgłaszać się do Synerise do końca 2018 roku.

Pierwszymi beneficjentami programu zostały placówki z ziemi gorlickiej, na której urodził się i wychował Jarosław Królewski, CEO Synerise i patron przedsięwzięcia:

  • Szkoła Podstawowa w Hańczowej,
  • Zespół Szkół Rolniczych w Hańczowej,
  • Miejski Zespół Szkół nr 6 w Gorlicach,
  •  I Liceum im. Marcina Kromera w Gorlicach.

To dla mnie wyjątkowy dzień, dzisiaj staję po raz kolejny w progach mojego liceum, ale już nie jako uczeń, tylko człowiek nauki i biznesu, który może powiedzieć, że mu się udało. Zawdzięczam to m.in. edukacji w tej szkole i entuzjazmowi kadry nauczycielskiej. Wiem, jak ważne jest wspieranie młodzieży w dążeniu do celu i dlatego w imieniu Synerise, wraz ze znakomitymi partnerami, uruchamiamy dziś nasz program szkolenia z zakresu sztucznej inteligencji. Razem pomożemy wykształcić obywateli jutra, bo AI to przyszłość.
-Jarosław Królewski, CEO Synerise.

O znaczeniu młodych ludzi w kształtowaniu przyszłości wspomina Karol Półtorak, Wiceprezes Zarządu CCC, jednego z partnerów programu AI Schools.

Widzimy, że przyszłość po części dzieje się już dzisiaj… i musimy do tego się sprawnie przygotować i jako firma i jako społeczeństwo. I to właśnie najmłodsi nam tę przyszłość przyniosą. -Karol Półtorak, Wiceprezes Zarządu CCC.

Jarosław Koziński, przedstawiciel EY, w swoim wystąpieniu na scenie w I gorlickim LO, również wskazał na rozwój technologii i podkreślił, jak ważne jest myślenie o przyszłości młodzieży już dziś.

Nowe technologie zmieniają świat, a wraz z nim zmienia się także rynek zatrudnienia. Dzięki sztucznej inteligencji powstaną nowe profesje, a nasze dzieci będą wykonywać zawody, które dziś jeszcze nie istnieją. Cieszymy się, że możemy być częścią tego unikalnego programu nauczania, dzięki któremu pomożemy dzieciom i młodzieży zdobyć kompetencje niezbędne do wykonywania zawodów jutra.
-Jarosław Koziński, Partner Zarządzający w EY.

Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce, opowiedział o misji Microsoft, jaką jest wspieranie rozwoju kompetencji technologicznych dzieci i młodzieży.

W Microsoft wierzymy w potęgę technologii AI i to jak może rozszerzyć nasze możliwości. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że biorąc udział w tej inicjatywie możemy kolejnymi działaniami przyczyniać się do tego, jak dzisiejsze dzieci i młodzież będą przygotowani do kształtowania naszej wspólnej przyszłości. -Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce.

Wielkie zaangażowanie w projekt AI Schools zadeklarował również Michał Mystkowski, rzecznik prasowy Media Expert.

Od lat zachęcamy naszych rodaków do korzystania z innowacyjnych rozwiązań i nowoczesnej technologii. Sieć Media Expert chętnie zatem dołącza do inicjatywy, której zadaniem jest wykształcenie przyszłych specjalistów w obszarze sztucznej inteligencji. To właśnie beneficjenci takich projektów, jak AI Schools & Academy, dziś skutecznie zainspirowani, mają szansę kreować technologię jutra. -Michał Mystkowski, rzecznik prasowy Media Expert.

Szymon Mitoraj, Chief Digital Officer Grupy PZU wspominał o tym, jak mocno PZU stawia na nowe technologie, nie tylko biorąc udział w projekcie AI Schools, ale także rozwijając własne, innowacyjne projekty.

Będąc partnerem AI Schools & Academy, zależy nam przede wszystkim na budowaniu bezpieczeństwa Polaków w sieci oraz wykorzystaniu nowoczesnych technologii w życiu codziennym. Wiemy, że wspieranie szkół w nauczaniu i popularyzacji rozwiązań z zakresu AI jest kluczowe dla dynamicznie rozwijającej się polskiej gospodarki. Kierując się tą myślą rozwijamy szereg inicjatyw łączących edukację z nowymi technologiami. Dodatkowo jako pionierzy, badamy i wdrażamy innowacyjne rozwiązania w obsłudze naszych klientów a także w sferze bezpieczeństwa drogowego – Jeszcze w tym roku wprowadzimy na rynek PZU GO: urządzenie, który w razie wypadku samochodowego automatycznie wezwie pomoc na miejsce.-Szymon Mitoraj, Chief Digital Officer Grupa PZU.

Swoje wsparcie dla inicjatywy Synerise wyraził także Tomasz Blicharski, Wiceprezes Zarządu Żabka Polska.

Żabka mocno stawia na innowacje i obecnie jesteśmy w czołówce firm z regionu CEE pod względem stopnia zaawansowania we wprowadzaniu systemów sztucznej inteligencji. Już dziś wiemy, że mądrze wdrażane rozwiązania AI to przyszłość nie tylko dla rozwoju sieci handlowych, ale także wielu innych obszarów gospodarki. Dołączamy do projektu AI Schools, bo wierzymy, że dzięki niemu młodzi ludzie będą mieli łatwiejszy start i szanse na świetną, ambitną pracę, a firmy zyskają wartościowych pracowników, aby dalej rozwijać się na gruncie technologii. -Tomasz Blicharski, Wiceprezes Zarządu Żabka Polska.

W ramach programu AI Schools & Academy, Synerise z partnerami zamierzają sfinansować nauczanie w postaci zajęć dodatkowych w liczbie minimum 10 godzin miesięcznie w 1500 przedszkolach i szkołach. Zajęcia te pozwolą uczniom rozwijać swoje umiejętności, poszerzać zakres zainteresowania nowoczesnymi technologiami, a także aktywizować kadrę nauczycielską do rozwoju swoich kompetencji.

Informacje jak zgłosić szkołę do programu można znaleźć na stronie synerise.com/ai-schools

Instytucje, które wyrażą chęć uczestnictwa w programie otrzymają dostęp do szerokiej bazy wiedzy, chmury obliczeniowej, kursów online oraz dotację celową na uruchomienie dodatkowych klas. Zajęcia prowadzone będą przez nauczycieli z instytucji, które zgłosiły chęć uczestnictwa w programie. Zostaną oni przeszkoleni w kursach online oraz wynagradzani finansowo w cyklu miesięcznym za prowadzone zajęcia.

Rusza AI Schools & Academy 4Program będzie realizowany w formacie Open Data, który pozwoli na transparentną ewaluację finansowania oraz efektów kształcenia. Wybitni uczniowie i nauczyciele zostaną nagrodzeni dodatkowymi stypendiami.

Jak będzie wyglądał polski rynek pracy w 2019 roku?

Mariusz Hoszowski -  Prezes firmy Smart Work
Mariusz Hoszowski –  Prezes firmy Smart Work

Na kształt polskiego rynku pracy w kolejnych latach ma wpływ wiele różnych czynników, które dynamicznie redefiniują zasady jego funkcjonowania. W 2018 roku pracodawcy musieli zmierzyć się nie tylko z poszukiwaniem i zatrudnieniem odpowiednich pracowników, ale również z zatrzymywaniem ich na dłużej. Czy tak również będzie w nadchodzącym, nowym roku? Na to pytanie odpowiada Mariusz Hoszowski, Prezes firmy Smart Work.  

Rynek pracy zmienia się dynamicznie. Nowe regulacje prawne, sytuacja gospodarcza i geopolityczna kraju i rosnący postęp technologiczny – to tylko niektóre z czynników, mające bezpośredni wpływ na to, jak wygląda aktualna sytuacja na rynku pracy. Jaki więc był rok 2018 dla pracodawców?

Brak rąk do pracy

Jak mówi Mariusz Hoszowski, Prezes firmy Smart Work, pracodawcy w 2018 roku mieli duże problemy z uzupełnieniem kadr pracowniczych rodzimymi pracownikami. Powód tego zjawiska upatruje w niechęci sporej części Polaków do podjęcia pracy oraz braku odpowiednich kwalifikacji zawodowych: „Z punktu widzenia pracodawcy, sytuacja na polskim rynku pracy w 2018 roku była trudna. Teoretycznie ilość kandydatów była wystarczająca, by pozwalać pracodawcom na dokonywanie selekcji, jednak w praktyce liczba ta okazywała się być za mała. Powodem tego zjawiska jest zwiększający się bardziej niż w innych krajach naszego regionu procent osób nie decydujących się na podjęcie pracy. Tutaj jednym z przykładów będą kobiety, które ze względu na opiekę nad dziećmi, nie planują kontynuacji bądź rozpoczęcia kariery zawodowej. Co więcej, na rynku są również osoby długotrwale bezrobotne, które z różnych przyczyn nie posiadają potrzebnych umiejętności zawodowych lub po prostu nie są zainteresowane podjęciem jakiejkolwiek pracy. Nakładając na tę sytuację tendencje demograficzne – czyli starzenie się społeczeństwa i niską dzietność – w konsekwencji, pozyskiwanie rodzimych pracowników stało się dosyć trudne, a nawet w niektórych przypadkach –  niemożliwe.”

Przez te zmiany na rynku pracy, wzrosła potrzeba zatrudniania pracowników ze Wschodu. Niestety, 2018 rok również i w tym aspekcie był problematyczny, gdyż liczba przybywających do naszego kraju obywateli Ukrainy zaczęła się zmniejszać. „Choć Polska stanowi jeden z najpopularniejszych kierunków migracji zarobkowej pracowników ze Wschodu, to w ostatnim czasie coraz więcej obcokrajowców zaczęło interesować się innymi krajami europejskimi, takimi jak Czechy, Słowacja czy Węgry. Oprócz tego, na ten spadek ma również wpływ demografia, ponieważ istnieje określona, skończona ilość osób na Ukrainie, która jest skłonna wyjechać” – mówi Prezes firmy Smart Work.

Na co musi być przygotowany pracodawca w 2019?

Czy w 2019 roku problemy z wypełnianiem luk kadrowych w Polsce mogą być jeszcze większe? Z pewnością otwarcie rynków zachodnioeuropejskich dla pracowników Ukrainy może stanowić duże wyzwanie dla polskiego rynku pracy, co potwierdza również Mariusz Hoszowski: „W przyszłym roku krajem wyjątkowo atrakcyjnym zarobkowo dla migrantów staną się Niemcy, które prawdopodobnie już 19 stycznia 2019 roku mają ułatwić politykę zatrudniania pracowników ze wschodu. W konsekwencji, czynnik ten może wpłynąć na traktowanie naszego rynku pracy jako miejsca „tymczasowego””. Również aspekt oczekiwania na pracowników z dalekiego Wschodu – na przykład z Nepalu czy Indii, może być w nowym roku dla pracodawców kłopotliwy. „Z racji długiego czasu oczekiwania na tego typu kadrę pracowniczą, czyli od 6 do 8 miesięcy, dla standardowych planów produkcyjnych jest on wyjątkowym utrudnieniem. Oczywiście agencje pracy oraz firmy outsourcingowe stawiające na odpowiednią rekrutację i mobilność są przysposobione do weryfikacji źródła pozyskiwania takich pracowników, jednak często zderzają się one z niemocą systemu państwowego – najczęściej urzędów wojewódzkich i placówek konsularnych, które z rozpatrują wnioski wielokrotnie dłużej, niż jest to przewidziane przepisami prawa.

Dodatkowym utrudnieniem będzie również brak zapowiadanych zmian w ustawie o rynku pracy, które miały dotyczyć wydłużenia okresu pracy wykonywanej bez zezwolenia przez cudzoziemców z wybranych państw do 12 miesięcy w ciągu kolejnych 18 miesięcy, a nie tak jak do tej pory – 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy.

Pozytywne prognozy

Jakie zatem pozytywne aspekty czekają pracodawców w 2019 roku? Według Prezesa firmy Smart Work, pomimo istnienia ryzyka związanego z otwarciem rynków innych państw na pracowników ze Wschodu, Polska i tak będzie stanowić atrakcyjne miejsce dla migracji zarobkowej. Jest to związane z bardzo niską izolacją językową, kulturową oraz bliskością geograficzną naszego kraju, która umożliwia obcokrajowcom łatwiejszy kontakt ze swoimi rodzinami. Istotną rolę również odegrają agencje pracy i firmy outsourcingowe, które rozumiejąc dynamikę i kierunek procesów, odpowiednio wcześniej przygotowały się na zachodzące zmiany i mogą zapewnić pracodawcom kompleksową obsługę. Jak mówi Prezes firmy Smart Work: „Dzięki funkcjonowaniu naszej firmy w kilkunastu krajach Europy i Azji oraz zdobytemu doświadczeniu, byliśmy w stanie przewidzieć skutki aktualnie zachodzących procesów i opracować odpowiednie strategie działania.”

Raiffeisen Polbank przegrywa w sądzie. Ważny wyrok dla frankowiczów

Jeden z największych banków w Polsce domagał się zasądzenia od swojego klienta ponad 1,5 mln zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie w spłacie kredytu hipotecznego. W 2008 roku przekazał pozwanemu blisko 800 tys. zł na zakup domu na rynku wtórnym. Po 7 latach wypowiedział umowę z powodu zaprzestania spłacania rat. Spór dotarł aż do drugiej instancji, gdzie zapadł prawomocny wyrok oddalający roszczenie banku. Informuje o tym pełnomocnik strony pozwanej, adwokat Jakub Bartosiak. To już kolejne takie rozstrzygnięcie, które jest korzystne dla tzw. grupy frankowiczów. Nie jest to przełom, ale widać, że ten trend zaczyna się poważnie umacniać.

Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację złożoną przez Raiffeisen Polbank w sprawie kredytu frankowego (sygnatura VI ACa 1109/17). To prawomocny wyrok, jaki zapadł 10 grudnia 2018 r. 3-osobowy skład sędziowski, któremu przewodniczył Sędzia SSA Jacek Sadomski, utrzymał w mocy rozstrzygnięcie z 7 kwietnia 2017 roku z pierwszej instancji, tj. Sądu Okręgowego dla Warszawy-Pragi (sygnatura III C 1655/16). Wówczas Sędzia SSO Błażej Domagała oddalił powództwo o zapłatę.

– Na uzasadnienie wyroku trzeba jeszcze poczekać, prawdopodobnie nie mniej niż miesiąc. Natomiast sam pojedynczy wyrok, nawet prawomocny, nie jest ogromnym przełomem. Jednak warto zwrócić uwagę na tworzący się trend. Tego typu orzeczenia już się pojawiają i – co ważne – w drugiej instancji. Tak było niedawno w sprawie Getin Banku w Warszawie, ING w Katowicach czy wcześniej BPH w Katowicach i w innych miastach – mówi Jakub Bartosiak, adwokat z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office, który reprezentuje pozwanego.

W lipcu 2008 roku klient zawarł umowę o kredyt hipoteczny na okres czterdziestu lat. Wówczas bank przekazał mu kwotę w wysokości blisko 800 tys. zł, przeznaczoną na zakup domu na rynku wtórnym. Jednocześnie zaznaczono, że kredyt jest indeksowany do waluty obcej, tj. franka szwajcarskiego. Zmienne oprocentowanie było sumą stopy referencyjnej LIBOR 3M oraz stałej marży banku w wysokości 1,25%. Spłata miała następować w równych miesięcznych ratach.

– Przez kilka lat mój klient regularnie wywiązywał się z umowy. Później z przyczyn osobistych i finansowych nie był w stanie uiszczać pełnych należności. W związku z tym chciał się porozumieć z bankiem. Zależało mu na spłacie rat w mniejszej wysokości. Niestety, kredytodawca nie zgodził się na to, a następnie wypowiedział umowę – informuje Jakub Bartosiak.

Bank zdecydował się na ten krok 24 sierpnia 2015 roku, z zachowaniem trzydziestodniowego okresu wypowiedzenia. Jednocześnie wskazał, że po jego zakończeniu całość zadłużenia zostanie postawiona w stan natychmiastowej wykonalności. Ponadto wezwał do zapłaty zaległych rat w kwocie 7714,82 zł. Następnie wskazał, że uregulowanie tego zobowiązania do 28 września 2015 roku spowoduje ustanie skuteczności prawnej wypowiedzenia.

– Taka konstrukcja oczywiście jest niedopuszczalna. Sądy uznały, że w tym przypadku wypowiedzenie umowy nie może być dokonane pod warunkiem. Wypowiadamy albo nie robimy tego wcale. Bank nie może więc wysyłać pisma, a następnie wybrać dogodniejszą dla siebie opcję – zaznacza pełnomocnik pozwanego.

W następstwie powyższego 18 stycznia 2016 roku bank wystawił wyciąg z ksiąg bankowych. Wynikało z niego, że klient z tytułu umowy o kredyt ma zapłacić ponad 1,5 mln złotych, w tym niemal 1 495 000 kapitału.

– Jeżeli mój klient wziął prawie 800 tys. zł kredytu, a po ośmiu latach spłaty bank wymaga od niego ponad 1,5 mln złotych, to coś się nie zgadza. Sąd orzekł, że nie ma związku pomiędzy tym, co kredytobiorca otrzymał, a tym, co ma zwrócić. Waloryzacja jest dopuszczalna, czyli można w jakiś sposób uzależnić wynagrodzenie banku, natomiast musi to odpowiadać świadczeniom stron – dodaje adwokat z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Sąd Okręgowy, mając na uwadze art. 6 k.c., podkreślił, że to bank powinien udowodnić zasadność dochodzonego roszczenia, czemu nie sprostał. Pozwany powoływał się m.in. na argumenty dotyczące nieważności umowy. Sąd Okręgowy podzielił zasadność tego zarzutu i stwierdził sprzeczność klauzuli waloryzacyjnej z naturą stosunku prawnego, tj. umową kredytu oraz zasadami współżycia społecznego, na co wskazuje art. 353(1) k.c.

– Wypłata kredytu nastąpiła w złotych, tak samo jak spłata kolejnych rat czy przelew na rzecz sprzedającego nieruchomość. Jedynie waloryzacja była podana do obcej waluty. Sąd uznał, że niedozwolone są klauzule, które ustalają taki sposób przeliczania wypłaty oraz spłaty rat. Podkreślił też, że zgoda kredytobiorcy na określone ryzyko dotyczy zmiany kursu walut. I to można oszacować. Natomiast czym innym jest uzależnienie wysokości tego ryzyka wyłącznie od decyzji banku – relacjonuje adwokat Bartosiak.

Od tego wyroku przysługuje złożenie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Umożliwia to wysoka wartość sporu. Z kolei pozwany może podjąć kroki związane z wykreśleniem hipoteki banku z księgi wieczystej. One będą zależeć m.in. od dalszej postawy banku. Jedną z opcji jest też wniesienie pozwu przez byłego już klienta banku o stwierdzenie niezgodności księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym.

Kancelaria DLA Piper doradcą Allegro przy nabyciu udziałów eBilet Polska

Warszawskie biuro kancelarii DLA Piper doradzało Allegro.pl sp. z o.o. w transakcji nabycia udziałów w spółce eBilet Polska sp. z o.o. – liderze internetowej sprzedaży biletów w branży kulturalno-rozrywkowej w Polsce.

Zgodnie z przedwstępną umową nabycia udziałów finalizacja transakcji uzależniona jest od zgody Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Allegro.pl jest obecnie jedną z największych platform handlu elektronicznego w Polsce oraz w regionie. Nabycie przez Allegro udziałów w eBilet przyczyni się do poszerzenia oferty produktów i usług dostępnych na obu platformach, jak również zwiększenia bazy jej potencjalnych odbiorców, zapewniając klientom dostęp do najszerszego katalogu najbardziej popularnych i pożądanych wydarzeń kulturalnych, sportowych, muzycznych i rodzinnych w Polsce. Zdaniem Marcina Matuszewskiego, Prezesa eBilet Polska, celem współpracy jest „zaoferowanie klientom w Polsce jednego miejsca, w którym będą mogli inspirować się i planować czas wolny”[1]. Z kolei Francois Nuyts, Prezes Allegro, podkreśla, że „internetowa sprzedaż biletów na imprezy rozrywkowe w Polsce jest warta ponad 700 mln zł i rośnie o około 20 proc. rocznie. Wspólnie z eBilet.pl chcemy zająć istotną pozycję w tej kategorii”[2].

Ze strony warszawskiego biura DLA Piper transakcja była nadzorowana przez Martę Frąckowiak (Partner kierującą praktyką Corporate i M&A) i prowadzona przez Jakuba Domalika-Plakwicza (Head of Private Equity), Annę Chrabotę-Bajson (Associate) oraz Michała Orzechowskiego (Senior Associate) wraz z zespołem prawników.

„Miło nam, że mogliśmy być doradcą Allegro.pl w pierwszej transakcji po zmianach właścicielskich. Transakcja ta potwierdza naszą pozycję jako jednego z czołowych doradców prawnych w sektorze e-commerce na polskim rynku”, komentuje Marta Frąckowiak, partner kierująca praktyką Corporate i M&A w DLA Piper.

[1] Źródło: Informacja prasowa Allegro.pl

[2] Źródło: Informacja prasowa Allegro.pl

Kolejny spadek kursu euro względem dolara

Europejski Bank Centralny zakończył pewien rozdział. Kończy się projekt QE, jednak wcale nie kończą się interwencje na rynku. Lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy dodatkowo umacniają dolara.

Co tak naprawdę robi EBC?

Wczoraj na rynki trafiła informacja: “EBC kończy z programem QE”. Oznacza ona, że bank ten przestaje kupować aktywa z rynku. Czy to prawda? Taka półprawda, niestety. Faktycznie bank nie tworzy nowych środków na zakup aktywów. Z drugiej strony ten sam bank zapowiedział, że będzie reinwestował zarówno kapitał jak i odsetki. W rezultacie na rynek dalej będą trafiać pieniądze. I to sumarycznie prawdopodobnie trafi ich więcej niż oczekiwano. Do tego należy dodać zapowiedź nie zmieniania do wakacji stóp procentowych. Jak zareagowały rynki? Inwestorzy mieli nadzieję na początek zacieśniania polityki monetarnej, otrzymali dokładnie odwrotny ruch. Nie może zatem dziwić, że euro potaniało względem dolara o około 1 cent.

Amerykański rynek pracy miło zaskoczył

Dodatkowym ciosem dla europejskiej waluty były dane z amerykańskiego rynku pracy. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 206 tysięcy wobec oczekiwanych 225 tysięcy. Oznacza to, że rynek pracy nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a bezrobocie może wciąż spadać. Gdyby do tego doszło mielibyśmy kolejne umocnienie dolara. Ta sytuacja prowadzi z kolei do bardzo ważne pytania, jak długo Amerykanie będą dobrze sobie radzić pomimo drogiej waluty. Mocny dolar utrudnia eksport, czyniąc go mniej opłacalnym, a przez tańsze dobra z importu powoduje, że sporo towarów lepiej jest importować niż produkować na miejscu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – bilans płatniczy,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 15:15- USA –  produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kontrahenta wybieraj rozważnie

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Organy Krajowej Administracji Skarbowej, jak również wymiaru sprawiedliwości coraz częściej wskazują na konieczność należytej weryfikacji kontrahenta, z którym firma nawiązuje współpracę. Jej zaniechanie bądź niedokonanie w stopniu należytym może rodzić poważne konsekwencje, zwłaszcza na gruncie prawa podatkowego. Ustalenie przed podjęciem współpracy, z kim tak naprawdę mamy do czynienia, nabiera w dzisiejszych czasach szczególnego znaczenia.

Należyta staranność w doborze kontrahentów

Od wielu lat przedsiębiorcy, którym odmawiano prawa do odliczenia bądź uzyskania zwrotu podatku naliczonego VAT, dowiadują się, że nawiązując współpracę z firmą, która okazała się nierzetelnym podatnikiem, nie dochowali należytej staranności, aby upewnić się, czy nie mają do czynienia z oszustem. Nieświadomie uwikłani w łańcuch transakcji, popularnie określany jako „karuzela podatkowa”, na własną rękę gromadzili dowody i dokumentację wskazującą, że zrobili wszystko co w ich mocy, aby potwierdzić, że mają do czynienia z transparentną i uczciwą firmą. Doświadczenie pokazuje jednak, że w większości przypadków urzędnicy fiskusa zamknięci byli na argumenty i jeśli już „dopadli” podatnika, w dodatku takiego, od którego są w stanie wyegzekwować daninę nieuiszczoną na wcześniejszym etapie obrotu, to bardzo niechętnie przyznawali mu rację. Sporo wysiłku i czasu kosztowała ich także obrona swoich racji w postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Instytucje te również nie są szczególnie pobłażliwe wobec firm obciążonych ciężarem podatku, z którego nie rozliczył się ich nieuczciwy kontrahent. Podatnicy liczyli na to, że pewną ulgę i poczucie pewności przyniesie im przygotowana przez Ministerstwo Finansów „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”. Resort zapowiadał, że będzie ona przygotowywana w toku wielomiesięcznych konsultacji z przedsiębiorcami. W praktyce widać wyraźnie, że długo oczekiwane opracowanie jest raczej jednostronnym dziełem fiskusa, które przede wszystkim ma być podręcznikiem dla wydającego decyzję urzędnika, a nie jasną wskazówką dla podatnika. Lektura wytycznych Ministerstwa i modelowe zastosowanie się do nich nigdy nie da przedsiębiorcy gwarancji, że przeprowadzona przez niego weryfikacja zostanie oceniona jako dokonana z należytą starannością. Praktyka pokazuje bowiem, że nawet padając ofiarą ewidentnego oszustwa, przedsiębiorca nie może liczyć na wyrozumiałość…

Towar stracony, ale podatek trzeba zapłacić

Polski podatnik VAT podjął współpracę z firmą brytyjską. Nie otrzymawszy zapłaty za dostarczony towar i nie mogąc się skontaktować z osobą dokonującą zamówienia, podatnik skierował na adres firmy w Zjednoczonym Królestwie wezwanie do uiszczenia należności. Wówczas okazało się, że został oszukany, gdyż rzekomy kontrahent stwierdził, iż nigdy takiego zamówienia nie dokonał, a dokument i adres e-mail zostały sfałszowane. Z ostrożności podatnik skorygował zeznanie podatkowe i zamiast stosowanej w obrocie wewnątrzwspólnotowym stawki 0% zastosował stawkę krajową. Następnie wystąpił o wydanie indywidualnej interpretacji przepisów, aby potwierdzić, że może skorygować zapłacony podatek. Sądził bowiem, że dokonana przez niego transakcja nie podlegała w istocie opodatkowaniu VAT, lecz była jedynie oszustwem, wyłudzeniem. Tego typu czynności, jako niemogące być przedmiotem ważnej umowy, są bowiem wyłączone z opodatkowania. Podatnik zapytał także, czy w razie, gdyby korekta już wpłaconego podatku okazała się niemożliwa, to czy w dalszym ciągu będzie mógł zastosować stawkę 0%.

Fiskus okazał się jednak bezlitosny dla przedsiębiorcy. Uznał, że choć miało miejsce oszustwo, to czynność opodatkowana została w istocie dokonana i nie ma podstaw, aby już uiszczony podatek skorygować. Odmówił mu także prawa do zastosowania stawki 0% VAT, gdyż towar nie dotarł do nabywcy wymienionego na fakturze, lecz do udającego go oszusta. Z kolei sąd administracyjny, mimo iż uchylił interpretację z uwagi na nie dość wnikliwe rozpoznanie sprawy, to i tak tylko częściowo podzielił argumentację podatnika. Zdaniem składu orzekającego cała transakcja była w założeniu odpłatna, a fakt, że przedsiębiorca nie dostał zapłaty, nie oznacza automatycznie, że towar został skradziony. Sąd uznał, iż również w sytuacji, gdy doszło do jego wyłudzenia, należy ocenić, czy podatnik, weryfikując kontrahenta, dochował należytej staranności.

Weryfikacja, czyli…?

W jednej ze spraw, będącej przedmiotem rozpoznania WSA we Wrocławiu (wyrok z dnia 10 lipca 2018 r., sygn. I SA/Wr 351/18), Sąd częściowo opowiedział się po stronie podatników. Fiskus twierdził, że pewien przedsiębiorca z branży metalowej, dokonując transakcji obrotu prętami żebrowanymi, nie sprawdził należycie swoich kontrahentów, gdyż wśród ich dostawców znalazły się również podmioty będące tzw. znikającymi podatnikami, którzy nie rozliczają się z należnego podatku od towarów i usług. Sąd krytycznie odniósł się do stanowiska organu, iż podatnicy mają większe możliwości wykrycia oszustów niż aparat skarbowy. Wychodząc z takiego założenia, WSA uznał, że fiskus usiłuje obarczyć uczciwe firmy odpowiedzialnością za cudzą nierzetelność. Urzędnicy muszą wziąć pod uwagę, że przedsiębiorcy nie dysponują narzędziami śledczymi, w które wyposażone są organy podatkowe i wymiaru sprawiedliwości. Stanowisko Sądu jest jednak tylko pozornie korzystne dla podatników. WSA podkreślił wprawdzie, że od podatników należy oczekiwać stosowania proporcjonalnych środków, ale jednocześnie wskazał, że podjęte przez nich działania weryfikacyjne nie mogą być powierzchowne. Ogólnikowe zgromadzenie informacji o kontrahencie jest niewystarczające. Podatnik powinien bowiem wyjaśnić nietypowe cechy transakcji, takie jak brak u kontrahenta odpowiedniej infrastruktury niezbędnej do prowadzenia określonego typu działalności czy wątpliwości co do źródła pochodzenia towaru będącego przedmiotem obrotu. Krajowe sądy administracyjne w porównaniu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej formułują zdecydowanie ostrzejsze kryteria należytej staranności. Orzecznictwo sądu unijnego jest w tym zakresie niewątpliwie bardziej przychylne podatnikom.

Wysokie wymagania, które stawiają przedsiębiorcom organy administracji skarbowej i sądy nie oznaczają oczywiście, że podatnik jest bezsilny w starciu z urzędniczą machiną. Warto w takiej sytuacji skorzystać ze wsparcia eksperta, który zaplanuje strategię działania w toku kontroli i postępowania podatkowego, a w sporze przed sądem administracyjnym zaprezentuje trafne argumenty. Z kolei przed nawiązaniem współpracy z nowym nieznanym wcześniej kontrahentem warto odpowiednio go zweryfikować, powierzając to zadanie profesjonalnej wywiadowni gospodarczej, która dysponuje zarówno merytoryczną wiedzą, jak i praktycznym doświadczeniem w gromadzeniu informacji na temat podmiotów gospodarczych. Odpowiednie udokumentowanie transakcji poprzez zgromadzenie danych na temat przyszłych kontrahentów to niewątpliwie solidne zabezpieczenie interesów przedsiębiorcy, które w połączeniu z inicjatywą dowodową doświadczonego pełnomocnika znacząco zwiększa szansę na powodzenie w konfrontacji z fiskusem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Click&Collect i SelfCheckout czyli Handel Przyszłości

Handel Przyszłości (New Retail) to połączenie technologii on-line i off-line. To sposób budowanie nowej formy handlu w oparciu o to, jak klienci faktycznie robią zakupy. Na polskim rynku przybywa marek, które wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, rozszerzają swoją ofertę e-commerce, także w sklepach stacjonarnych.  

Marta Cegielnik-Michalska, Senior Associate w Dziale Powierzchni Handlowych, Colliers International
Marta Cegielnik-Michalska, Senior Associate w Dziale Powierzchni Handlowych, Colliers International

Dzięki odpowiednio wykorzystanym technologiom wszystkie systemy sprzedaży (aplikacje, sprzedaż on-line i off-line) mogą ze sobą ściśle współpracować. Dlatego coraz częściej jesteśmy świadkami, gdzie w przestrzeń sklepów stacjonarnych wkomponowywane są interaktywne nośniki cyfrowe pozwalające na zapoznanie się z pełną ofertą marki, złożenie zamówienia przez internet oraz jego natychmiastową realizację (systemy Click&Collect i SelfCheckout).

Najbardziej pionierskim, a jednocześnie zaawansowanym, przykładem wdrożenia systemu Click&Collect w Polsce jest sklep eobuwie.pl we Wrocławiu. W lokalu zamiast półek z wyeksponowanymi produktami znajdują się interaktywne ekrany, przy pomocy których klient wyszukuje i zamawia wybrany produkt. W ciągu 3 minut otrzymuje zamówiony towar, może go przymierzyć, wymienić na inny model rozmiar lub dokonać zakupu. Jest to doskonały przykład połączenia zakupów on-line i off-line – klient dokonuje zakupu przez internet, ale wybrany produkt otrzymuje od razu, dzięki czemu wie, czy dokonał dobrego wyboru bez narażania się, na ewentualną wymianę lub zwrot nietrafionego zakupu.

Nowe technologie w sklepach stacjonarnych

Przyglądając się polskiemu rynkowi handlowemu, trudno znaleźć na tę chwilę inną sieć, która na tak zaawansowanym poziomie realizuje ten trend. Sieci starają się kreatywnie modernizować swoje przestrzenie i mniej lub bardziej eksperymentują poprzez wykorzystanie dostępnych na rynku rozwiązań. Wiele przykładów możemy zaobserwować wśród polskich sieci. Jako jeden z nich można wskazać nowy koncept sklepu Empik Future Store w warszawskiej Galerii Mokotów. W salonie znajduje się ekran dotykowy, przy pomocy którego klienci mogą wyszukać produkt, zapoznać się z jego opisem i uzyskać drogowskaz, na której półce w sklepie go znajdą. Jeśli akurat danego produktu nie ma w sklepie, klient przy pomocy systemu może go zamówić i odebrać w salonie w innym terminie. Wirtualny księgarz Empiku pomoże też w wybraniu produktu, jeśli nie wiemy, co konkretnie chcemy kupić.

Inną siecią wdrażającą innowacyjne rozwiązania jest Carrefour Pro. To najnowocześniejszy hipermarket sieci, który otwarty został m.in. w warszawskim CH Atrium Promenada. Na terenie sklepu rozmieszone są ekrany dotykowe, dzięki którym można wyszukać produkt i zamówić go, jeśli nie jest on dostępny w sklepie stacjonarnym. Aby zrealizować zamówienie, klienci muszą posiadać aplikację Mój Carrefour, dzięki której można skanować kody QR przypisane do konkretnych produktów. Każde zamówienie, w zależności od formy jaką wybierze klient, powinno być dostarczone pod wskazany adres w Warszawie lub przygotowane do odbioru w sklepie lub w automacie na terenie sklepu. Dzięki użytym technologiom sklep na powierzchni handlowej ok. 2000 mkw. oferuje dostęp do dużo większej oferty produktów spożywczych i przemysłowych niż w standardowym sklepie stacjonarnym i w Internecie. W Carrefour Pro możliwy jest także zakup dzięki wykorzystaniu aplikacji Scan&Go, która pozwala na skanowanie kodów wybranych produktów  i mobilną płatność za zakupy przy użyciu portfela elektronicznego. Można też skorzystać z kasy do obsługo Scan&Go do opłacanie zakupów na podstawie kodu wygenerowanego przez tę aplikację.

Innym przykładem podobnych zmian w podejściu do handlu może być niedawno otwarty sklep IKEA w warszawskim centrum handlowym Blue City. To sklep typu „miejski kompaktowy market”, gdzie znajdziemy wyeksponowanych ok. 100 produktów na powierzchni kilku tysięcy mkw. Pozostała oferta jest dostępna on-line. Klienci mogą dokonać zamówienia na miejscu, używając tabletów rozmieszczonych w sklepie i skorzystać z porady ekspertów i projektantów. Model marketu zaimplementowanego w centrum Blue City to swoisty showroom z wybranym asortymentem dostępnym od ręki. Tego typu sklep został otwarty także w Madrycie, a w planach są kolejne.

Przykłady ze świata

Na świecie przykładami najbardziej kompleksowych wdrożeń systemów Click&Collect i SelfCheckout są sklepy Amazon Go w Stanach Zjednoczonych (należące do Amazon.com) czy Hema w Chinach, należące do grupy Alibaba. W Amazon Go klienci mogą zrobić zakupy i zapłacić za nie przy pomocy telefonu komórkowego – jednak bez konieczności trzymana go w dłoni przez cały czas robienia zakupów, bez kolejek do kas, bez użycia pieniędzy czy kart płatniczych. Jest to możliwe dzięki zainstalowanemu systemowi innowacyjnych sensorów monitorujących produkty wybrane przez klienta. Supermarkety Hema w Chinach wyglądają jak standardowe sklepy, jednak klienci mogą przeskanować za pomocą aplikacji produkty, dowiedzieć się o nich więcej i dokonać zakupu lub złożyć zamówienie, a towar zostanie dostarczony bezpośrednio do domu. Dodatkowo w sklepie Hema można kupić m.in. świeże ryby oraz owoce i zjeść je przygotowane na miejscu w specjalnie zaaranżowanej strefie lub zamówić gotowe danie do domu, a w ciągu 30 minut będzie dostarczone pod wskazany adres.

Innym przykładem na zmianę w kierunku Handlu Przyszłości może być podejście firmy Nike. W dobie e-commerce marka postawiła na przearanżowanie dotychczasowego modelu biznesowego w regularnych sklepach sportowych. Zamiast towaru dostępnego na półkach sklepy oferują doświadczenia zakupowe tzw. Customer Experience poprzez przetestowanie produktu przed jego zakupem. Takie doświadczenie nie jest możliwe on-line. Flagowy sklep Nike, który obrazuje to podejście został otwarty w centrum Soho, w Nowym Jorku. Jest to miejsce zakupów i multimedialne centrum sportowe (m.in. boisko do koszykówki, piłki nożnej, bieżnie z ekranami symulującymi otoczenie), które pozwalają na przetestowanie wybranych produktów. Do sklepu można przyjść na zakupy albo jedynie potrenować. Dzięki użytym technologiom wszystkie systemy sprzedaży (aplikacje, on-line, off-line) są ze sobą ściśle skoordynowane. Nike ma w planach powielenie tego formatu w innych wybranych sklepach marki na świecie.

Powyżej omówione przykłady zmian w podejściu do biznesu przez poszczególne marki możemy traktować jako początek nowej ery handlu – Handlu Przyszłości. Świadomy konsument rozpoczyna swoje zakupy w Internecie, gdzie sprawdza i porównuje produkt, a w zależności od indywidualnych preferencji dokonuje zakupu on-line albo idzie do sklepu stacjonarnego. Sklepy stacjonarne stają się dostarczycielami doświadczeń zakupowych. Coś musi nas zaciekawić, coś zaskoczyć, a przede wszystkim dostarczyć pozytywnych emocji związanych z obcowaniem z marką i z produktem, który kupujemy. Omnichannelowe podejście reprezentowane przez sieci handlowe wymusi zmiany również w centrach handlowych.

PIU: Tylko sprawne zarządzanie ryzykiem uchroni nas przed skutkami katastrof naturalnych

Ponad 16 mld zł – tyle kosztowałaby Polskę powódź z 2010 r., gdyby zdarzyła się w roku 2018. Uderzając z taką samą siłą jak osiem lat temu, żywioł spowodowałby straty większe aż o 21 proc. Jeśli Polska nie wdroży spójnej polityki zarządzania ryzykiem, większe straty spowodowane zjawiskami pogodowymi staną się realne – alarmuje Polska Izba Ubezpieczeń w najnowszym raporcie „Klimat ryzyka. Jak prewencja i ubezpieczenia mogą ograniczyć wpływ katastrof naturalnych na otoczenie?”, przygotowanym wraz z firmą doradczą Deloitte. Honorowy patronat nad raportem objęło Ministerstwo Środowiska. Raport dostępny jest wyłącznie w wersji elektronicznej na stronie www.piu.org.pl.

Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń
Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń

Nasz klimat się zmienia. Nasilają się ekstremalne zjawiska pogodowe. Jednocześnie rozwijamy się w dość szybkim tempie. Rozwój gospodarczy i cywilizacyjny sprawia, że koszt ewentualnych katastrof pogodowych będzie coraz większy – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU. Można tego uniknąć, dlatego chcemy zwrócić uwagę na konieczność konkretnych działań, które mogą w znacznym stopniu zminimalizować negatywne skutki katastrof – dodaje.

Z raportu PIU i Deloitte wynika, że w Polsce najbardziej narażone na katastrofy naturalne i ich koszty społeczno-ekonomiczne są Warszawa, Trójmiasto i Kraków. To skutek przede wszystkim największego zaludnienia oraz ilości środków trwałych w dużych miastach. Wysoką pozycję zajmują również Wrocław, Poznań, Łódź i Katowice. Zgodnie z symulacjami przeprowadzonymi przez PIU i Deloitte, hipotetyczna powódź w 2018 r., mająca siłę powodzi z 2010 r., naraziłaby nas na stratę 16,2 mld zł, wliczając w to majątek prywatny i publiczny, w tym inwestycje firm, samorządów i budżetu centralnego. Największe straty poniosłoby województwo małopolskie i podkarpackie.

Realne zagrożenie blackoutem

Zmiany klimatyczne związane są też z coraz większym poborem energii. Coraz gorętsze i bardziej suche lata w Polsce powodują m.in. większe zapotrzebowanie energetyczne, chociażby z powodu używania klimatyzacji. Intensywność zjawisk ekstremalnych (burze, gwałtowne wiatry), to zagrożenie dla infrastruktury przesyłowej. Rośnie tym samym ryzyko z wystąpienia tzw. blackoutu, czyli niekontrolowanej przerwy w dostawie energii elektrycznej dla znacznego obszaru kraju.

– W raporcie szacujemy, że gdyby wskutek pogody lub zmasowanego cyberataku, doszło dziś do trwającego 8 godzin przerwania dostaw prądu, to koszty awarii na terenie całej Polski sięgnęłyby 2,6 mld zł – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Świat ma pomysł na zarządzanie ryzykiem

W 2015 r. państwa członkowskie ONZ zawarły w Sendai międzynarodowe porozumienie,  przypisujące administracjom rządowym główną rolę w zarządzaniu ryzykiem katastrof, przy jednoczesnej odpowiedzialności innych podmiotów – m.in. samorządów lokalnych oraz sektora prywatnego.

Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte
Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte

– Zarządzanie ryzykiem oznacza m.in. inwestycje. Obniżają one prawdopodobieństwo występowania szkód lub ich wartość, co jest widoczne przede wszystkim w przypadku energetyki. Rozwój infrastruktury czy też zróżnicowanie źródeł energii w znacznym stopniu pozytywnie wpłynęłoby na zarządzanie ryzykiem w kontekście bezpieczeństwa energetycznego – komentuje Irena Pichola, partner, lider zespołu energii, zrównoważonego rozwoju i analiz ekonomicznych w Deloitte.

Zadania dla Polski

Powtarzające się z coraz większą częstotliwością katastrofy naturalne wymuszają zorganizowanie na nowo procesów służących ograniczeniu ryzyka. Można to osiągnąć dzięki odpowiedniej edukacji, działaniom prewencyjnym i adaptacyjnym, jak i transferowi ryzyka, który umożliwiają ubezpieczyciele. Jednocześnie należy pamiętać, że bezpieczeństwo i stabilizację w przypadku katastrof związanych z pogodą, mogą zapewnić jedynie zintegrowane działania organów państwowych, społeczeństwa i sektora ubezpieczeń. – Ubezpieczenia są elementem zarządzania kryzysowego, ale nie mogą go zastępować. Najważniejsza jest prewencja, zbieranie danych i ich analiza – komentuje Jan Grzegorz Prądzyński.

CityBee inwestuje 110 mln euro w rozwój floty i będzie jednym z liderów carsharingu w Europie

Operator CityBee, oferujący usługi carsharingu w Polsce i na Litwie, ogłosił dzisiaj międzynarodowy przetarg na zakup 5000 nowych samochodów. To pięć razy więcej aut niż obecnie posiada w swojej ofercie. Powiększenie floty sprawi, że CityBee stanie się jednym z największych operatorów carsharingu w Europie.

Inwestycja o wartości około 110 milionów euro zostanie sfinansowana przez Modus Group, właściciela CityBee.

Przetarg pozwoli zrealizować plany firmy dotyczące ekspansji w Polsce, gdzie obecnie oferuje do wynajmu samochody dostawcze. Nowe auta umożliwią także debiut z usługą na rynkach łotewskim i estońskim oraz odmłodzenie i rozbudowę floty dostępnej na Litwie.

CityBee– Liczymy na to, że uda się rozstrzygnąć przetarg i podpisać umowy ze zwycięzcami już w lutym, aby 5360 nowych samochodów trafiło do nas jeszcze w 2019 roku. Naszym celem jest rozbudowanie portfolio usług. Właśnie dlatego chcemy wprowadzić do floty popularne w miastach auta elektryczne, komfortowe samochody na dłuższe trasy, a także vany i inne auta użytkowe. Pozyskiwane pojazdy będą należały do klas od A do M –zapowiada Aurimas Čiagus, CEO w CityBee i dodaje: – W zeszłym roku również zorganizowaliśmy duży przetarg, w ramach którego zakupiliśmy 1000 pojazdów. Zainteresowanie usługą CityBee przerosło jednak nasze oczekiwania. Chcąc w pełni wykorzystać warunki sprzyjające ekspansji, zdecydowaliśmy się pójść ambitną ścieżką rozwoju i ogłosić kolejny przetarg.

Przetarg ogłoszony przez CityBee, ze względu na wielkość zamówienia, będzie miał istotny wpływ na profil rynku usług wynajmu aut na minuty. Kiedy firma pozyska i udostępni wszystkie zamówione pojazdy, stanie się jednym z największych dostawców usługi carsharingu w całej Europie. Oferta CityBee będzie porównywalna z gigantami, takimi jak DriveNow, który jest własnością BMW i ma 6000 samochodów.

W najbliższych dniach zamkniemy etap wejścia z usługą CityBee do polskich miast. Od pierwszego dnia widzimy duże zainteresowanie naszymi dostawczakami na minuty. Dlatego z niecierpliwością czekamy na rozstrzygnięcie przetargu, który pozwoli nam na wprowadzenie do oferty kolejnych aut i dalszy rozwój usługi. – mówi Bogdan Marszałek, Country Manager CityBee Polska.

Aurimas Čiagus dostrzega ogromną szansę na rozwój CityBee i wzrost popularności oferowanych usług. Wynika to głównie ze specyfiki mieszkańców krajów Europy Środkowo-Wschodniej, którzy chętnie i szybko adaptują innowacyjne rozwiązania związane z mobilnością w miastach.

CityBee 3Jak pokazują badania, Litwa jest liderem w Europie pod względem liczby samochodów na minuty dostępnych na jednego mieszkańca. Intensywność, z jaką Litwini korzystają z carsharingu, również robi wrażenie. Tylko w 2018 roku klienci CityBee dokonali ponad 1,2 miliona wypożyczeń na Litwie. Polska szybko nadrabia dystans do sąsiada z północy. W jedenastu polskich aglomeracjach jeździ już ponad 3000 pojazdów dostępnych na minuty, a ich liczba rośnie praktycznie z każdym miesiącem, podobnie jak liczba użytkowników.

O tym, że rynek samochodów szybko się rozwija, świadczą również wyniki badań Berg Insight. Według analityków, w 2022 roku prawie 61 milionów ludzi na całym świecie będzie korzystało z usług carsharingu.