PayPal Here: rozwiązanie płatnicze dla małych firm

PayPal zaprezentował nowe rozwiązanie – PayPal Here, które umożliwia sklepom akceptowanie dowolnej formy płatności za pośrednictwem telefonu. Wystarczy zainstalować na smartfonie darmową aplikację oraz dołączyć do niego niewielki czytnik wielkości kciuka. Początkowo usługa dostępna będzie w USA, Hong Kongu, Kanadzie i Australii, ale w planach są także państwa europejskie.

BEZ TERMINALA

PayPal Here pozwala podmiotom handlowo-usługowym na przesyłanie faktur, akceptowanie kart debetowych, kredytowych, czeków lub płatności za pośrednictwem PayPal.
W zaprzyjaźnionych sklepach klient będzie mógł również zapłacić nie wyciągając portfela z kieszeni. Zapłata odbędzie się miedzy telefonem kupującego, a sprzedawcy, który obciąży profil klienta (zdjęcie konsumenta i nazwisko) z poziomu aplikacji PayPal Here.

HANDEL MOBILNY

Użytkownicy PayPal będą mogli także używać geolokalizacji I otrzymywać informację o najbliższych sklepach akceptujących PayPal Here.

„PayPal zbudował swoją pozycję na współpracy z małymi sprzedawcami. Robimy to już 14 lat” – powiedział David Marcus, dyrektor mobile w PayPal. – „Dzisiaj wiemy, że szukają oni sposobu na zbliżenie się z konsumentami, którzy masowo wybierają smartfony. Chcą szybkiego dostępu do swoich pieniędzy, dobrego czytnika kart i jednej, przejrzystej struktury prowizji za transakcje. Wierzymy, że PayPal Here ma przyszłość, ponieważ udało nam się połączyć wszystkie te cechy w jednej, prostej usłudze.”

Usługa jest dostępna dla posiadaczy smartfonów iPhone, wkrótce zostanie poszerzona o wersję dla smartfonów z systemem Android.

OPŁATY

Paypal Here oferuje konkurencyjną strukturę opłat bez miesięcznego abonamentu czy opłat za wdrożenie. Sprzedawcy ponoszą opłatę w wysokości 2,7 procent za transakcję kartową bądź PayPal. Dodatkowo każdy sprzedawca otrzyma kartę debetową z szybkim dostępem do zgromadzonej gotówki oraz 1 procent zwrotu na wybrane zakupy. Aktywne używanie karty debetowej sprawia, że opłaty za akceptacje płatności spadną do 1,7 procent.

BEPIECZEŃSTWO

PayPal Here posiada zaawansowany system zarządzania fraudami oraz całodobowe centrum wsparcia. PayPal posiada ponad 106 milionów użytkowników na świecie oraz 14 letnie doświadczenie w zapewnianiu bezpiecznych rozwiązań płatniczych, które pomogły rozwinąc biznes milionom sprzedawców na świecie. PayPal zamierza wprowadzić dodatkowe funkcje do usługi jeszcze w tym roku.

PayPal Here dla amerykańskich sprzedawców to:

  • Większość metod płatności: sczytanie paska magnetycznego z karty kredytowej lub debetowej, zeskanowanie karty kamerą w telefonie, ręczne wpisanie danych, czeki, faktury z poziomu aplikacji, płatności PayPal
  • Natychmiastowa akceptacja kart: ściągnij aplikację PayPal Here, zaloguj się i od razu akceptuj płatności
  • Jedna opłata: mobilna aplikacja I czytnik są darmowe, brak opłat początkowych, tylko opłata od transakcji 2,7 procent
  • Szybkie wpływy: sprzedawcy otrzymują fundusze bezpośrednio na konto PayPal niezależnie czy transakcji dokonanej online, mobilnie czy przez PayPal Here
  • Karta debetowa PayPal dla szybkiego dostępu do gotówki: z 1 procentowym zwrotem za wybrane zakupy, opłaty spadają do 1,7 procent
  • Bezpieczeństwo: PayPal Here używa zaawansowanych metod szyfrowania, które pomagają chronić dane karty płatniczej oraz zapewnia wsparcie najwyższej klasy specjalistów z dziedziny zarządzania fraudami I ryzykiem
  • Całodobowa obsługa klienta: telefoniczna I online – ponad 6 000 opiekunów klienta w 17 centrach na świecie
  • Wspierany przez PayPal: jeden z najbardziej popularnych kanałów sprzedaży I zakupów posiadający ponad 106 milionów aktywnych kont na świecie, obecny w 190 krajach I posiadający 25 walut

Małe firmy posprzątają długi

Mikro- i małe przedsiębiorstwa najdłużej ze wszystkich firm oczekują na odzyskanie swoich należności, a dla ponad 61% z nich stanowi to znaczącą barierę w rozwoju działalności. Wiele z nich poszukuje sposobu na „uprzątnięcie” zatorów płatniczych. A jest co sprzątać – tylko 13,8% mikro- i 7% małych nie ma w ogóle problemów z odzyskaniem swoich należności. Pozostałe zmagają się z nim w mniejszym lub większym stopniu. U 1/5 problem ten narasta.

Jak wynika z przygotowanego wspólnie przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce badania Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw, aż tyle firm z sektora MSP, nie jest w stanie odzyskać należności od swoich kontrahentów. Dla tych najmniejszych, problemem może stać się już jedna niezapłacona przez klienta lub partnera faktura. Jeżeli opiewa na kilka tysięcy złotych lub gdy ich liczba się spiętrzy, doprowadzić to może nawet do upadku firmy. Wśród wskazań na problem z odzyskiwaniem należności, aż 20% przedsiębiorców z sektora MSP odpowiedziało, że kłopoty z odzyskiwaniem długów nieustannie narastają.

Małe i średnie przedsiębiorstwa dominują w całkowitej liczbie firm na naszym rynku, przez co ich wpływ na tworzenie polskiego PKB jest niezwykle istotny. Jednocześnie w sposób bardziej dotkliwy odczuwają wszelkie wahnięcia w gospodarce i są o wiele bardziej czułe na zjawisko zatorów płatniczych.

Badanie wykazuje także, że nastąpiło wydłużenie przeciętnego okresu oczekiwania na spłatę zaległości. Przyczyną tego stanu jest właśnie gorsze regulowanie faktur przez klientów i kontrahentów firm z sektora małych i mikroprzedsiębiorstw. Obecnie czekają one około 4 miesięcy i 12 dni na zwrot należności. Firmy większe nie zmagają się z tym problemem, oczekując średnio 3 miesiące i 21 dni na zapłatę zaległych faktur. W mniejszych firmach prawie 30% faktur jest przeterminowanych o więcej niż 6 miesięcy, z czego aż 15% z nich nie zostaje uregulowanych przez ponad rok. Faktury przeterminowane o pół roku uznaje się za zagrożone. Te, które nie zostaną spłacone przez rok – za stracone.

To, w jaki sposób problemy z odzyskiwaniem należności wpływają na rozwój małych i mikrofirm, wynika z pytania dotyczącego barier utrudniających dalszy rozwój przedsiębiorstw. 34% badanych z tego sektora deklaruje konieczność ograniczania inwestycji ze względu na występujące opóźnienia w otrzymywaniu należności. Wpływa to w sposób bezpośredni na sytuację finansową firm, przez którą te radzą sobie o wiele gorzej od swoich większych partnerów. Od 17% do 20% małych firm wskazuje, że w ostatnim kwartale ich sytuacja się pogorszyła, podczas gdy w większych firmach wskaźnik ten wynosi tylko 5%.Równocześnie w dużych firmach, koszty nieterminowej obsługi należności są dwa razy mniejsze niż w mikroprzedsiębiorstwach.

– Więksi gracze na rynku posiadają możliwość specjalizacji i efektywnego zarządzania wierzytelnościami. Firmy małe są w o tyle trudniejszej sytuacji, że bardzo często nie opłaca im się rozwijać wyspecjalizowanych struktur do zarządzania wierzytelnościami – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.
Nie posiadając możliwości skutecznego skłonienia dłużnika do zwrócenia długu, bez działów windykacji, ani prawników na usługach, przedsiębiorcy prowadzący małe firmy, częściej niż ich więksi partnerzy, muszą szukać sposobów na to, aby pomóc sobie w odzyskiwaniu zaległych należności.

Jednym z nich jest coroczna akcja społeczna organizowana przez Krajowy Rejestr Długów pod nazwą Wielkie Wiosenne Sprzątanie Długów. Podczas jej trwania każda z firm, która ma problemy z dłużnikami, może bezpłatnie dopisać ich do Krajowego Rejestru Długów. Firmy, które w ciągu ostatnich dwóch tygodni marca podpiszą umowę z KRD, do końca maja będą mogły bezpłatnie dopisać do rejestru dowolną liczbę swoich dłużników.

W poprzednich edycjach Wielkiego Wiosennego Sprzątania Długów udział wzięło prawie 32 tysiące firm, które dopisały łącznie 324 tysiące dłużników. Dzięki akcji odzyskano dotychczas 938,12 mln złotych długu.

– Wysokie zainteresowanie naszą akcją pokazuje, że mikro- i małe firmy potrzebują tego, aby objąć je szczególną ochroną i opieką. Koszty ponoszone przez nie na rzecz prowadzonej działalności są często nieproporcjonalnie wysokie, przez co ryzyko bankructwa takiej firmy jest o wiele większe. Aby nie zachwiać stanem naszej gospodarki, musimy robić wszystko, aby przedsiębiorstwa MSP mogły funkcjonować normalnie – zauważa Adam Łącki.

Mirosław Godlewski po raz kolejny powołany na stanowisko prezesa Netii

Mirosław Godlewski20 marca 2012 roku rada nadzorcza firmy Netia SA powołała jednomyślnie Mirosława Godlewskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Spółki na kolejną, pięcioletnią kadencję.

Prezes Zarządu Netii został powołany po raz pierwszy na to stanowisko 23 stycznia 2007 r. Od tego czasu spółka zrealizowała z powodzeniem zapowiedzianą w 2007 roku strategię oraz przedstawiła cele strategiczne do 2020 roku.

Przed podjęciem współpracy z Netią, Mirosław Godlewski pełnił funkcję Prezesa Zarządu w spółce Opoczno SA (od stycznia 2006 roku), będącej wiodącym europejskim producentem płytek ceramicznych. W latach 2003-2005 był Prezesem Zarządu w Dec Sp. z o.o. (spółka zależna GATX). Wcześniej pełnił stanowiska zarządcze m. in. w firmach Pepsi-Cola General Bottlers Poland Sp. z o.o. i PepsiCo Trading Sp. z o.o.

Mirosław Godlewski ukończył Politechnikę Warszawską uzyskując dyplom magistra inżyniera w zarządzaniu przemysłem. Posiada również tytuł MBA, który zdobył w Ashridge Management College w Wielkiej Brytanii. Jest członkiem rad nadzorczych Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych oraz spółki ABC Data SA, zajmującej się dystrybucją sprzętu IT, oprogramowania i elektroniki użytkowej. Ponadto jest także członkiem Young Presidents’ Organization (YPO).

 

Raport o korkach w 7 największych miastach Polski

Przez utrudnienia w ruchu drogowym w największych polskich miastach, państwo traci rocznie 3,1 mld zł. W porównaniu z rokiem 2010 widoczna jest jednak poprawa – straty kierowców zmniejszyły się o prawie 96 mln zł. Z „Raportu o korkach w 7 największych miastach Polski” przygotowanego przez Deloitte i Targeo.pl wynika, że najłatwiej podróżuje się po Katowicach, a najtrudniej po Warszawie.

Według ekspertów z firmy doradczej Deloitte czas spędzony w korkach nie jest wykorzystany produktywnie, gdyż można byłoby go poświęcić na pracę lub odpoczynek. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to więc strata, której rozmiar można oszacować jako koszt utraconych korzyści, czyli koszt alternatywny. Pracujący w 7 miastach Polski – Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Gdańsku – stracili w korkach w 2011 r. średnio 13,6 mln zł dziennie. Miesięcznie jest to kwota 299 mln zł.

„Z perspektywy mikroekonomicznej, koszt korków dla statystycznego mieszkańca-kierowcy wynosił średnio 2811 zł rocznie w 2011 r., co stanowiło 64% średniego miesięcznego wynagrodzenia w 7 miastach. W czterech z siedmiu aglomeracji nastąpił, w porównaniu z poprzednim rokiem, wzrost kosztów korków dla kierowców, w tym najwięcej w Katowicach i Poznaniu, bo odpowiednio o 285 zł i 220 zł rocznie. Z drugiej strony, w trzech miastach nastąpił spadek kosztów dla kierowców, w tym w Krakowie bardzo znaczący, bo aż o rekordowe 755 zł. Krakowiacy okazali się mistrzami oszczędności, gdyż w ciągu roku zyskali aż 1/3 miesięcznych wynagrodzeń na niższych kosztach korków” – komentuje Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte.

Koszt kierowców, oznacza jednocześnie dochód budżetu państwa z tytułu podatków pośrednich od ceny zużytej benzyny w postaci VAT i akcyzy. Dlatego został on uwzględniony przy obliczaniu kosztów korków dla gospodarki. Skoro podatki pośrednie stanowią połowę ceny benzyny spalonej w korkach, to budżet państwa zarobił na korkach w 2011 r. prawie 500 mln zł. Lepiej dla budżetu państwa byłoby gdyby zamiast podatków pośrednich budżet był zasilony dużo wyższymi kwotami z podatków bezpośrednich (PIT, CIT) płaconych z potencjalnie wyższych dochodów, które mogłyby być wypracowane w czasie kiedy stoimy w korkach. Dlatego w rezultacie koszt korków dla gospodarki wyniósł prawie 3,1 mld zł, co stanowiło 0,20% PKB Polski w 2011 r. W porównaniu do 2010 r. budżet państwa zyskał na korkach 96 mln zł, czyli 0,03% PKB. Jest to niewiele, ale widać, że trend zmierza we właściwym kierunku.

Raport powstał w oparciu o badanie dotyczące występowania korków zrealizowane przez serwis Targeo.pl. Bazując na rzeczywistych pomiarach prędkości, dla każdego miasta wyliczono Korkometr –wskaźnik pokazujący o ile korki wydłużają czas potrzebny kierowcom na dotarcie do miejsca docelowego w godzinach szczytu i poza nimi. W rankingu ponownie najlepiej wypadły Katowice przed Łodzią i Poznaniem, a stawkę zamyka Warszawa, po której jeździ się najtrudniej.

„W porównaniu z poprzednią edycją badania widać dużą poprawę sytuacji w Krakowie i Wrocławiu. Zmiany te pokazują, że możliwe jest szybkie usprawnienie ruchu w miastach, jeśli tylko zostaną dokończone kluczowe inwestycje drogowe. Potwierdza to także naszą tezę o dużych rezerwach efektywności tkwiących w transporcie drogowym.” – ocenia Rafał Mikołajczak, Prezes Zarządu Indigo, operatora serwisu Targeo.pl.

Na ostateczny obraz rankingu miast duży wpływ miały wytypowane przez Targeo.pl wąskie gardła komunikacyjne. Są to odcinki dróg o długości co najmniej 500 metrów, na których łączny czas utrudnień w obu szczytach wynosi co najmniej 1,5 godziny. Na każdej z analizowanych tras obliczono niezależnie opóźnienia w szczycie porannym i popołudniowym. Z przeprowadzonych pomiarów wynika, że duża część wąskich gardeł to zatory tworzące się tylko w jednym kierunku i tylko w jednym ze szczytów komunikacyjnych. W 2011 roku pomimo poprawy wyników czasu podróżowania, liczba wąskich gardeł w większości miast wzrosła. Z poprzedniej analizy wynikało, że łączna długość 33 wąskich gardeł w 7 miastach wynosiła niecałe 50 km, a rok później ich liczba wzrosła do 71 odcinków o łącznej długości przekraczającej 100 km. Niechlubnym liderem pod tym względem jest Warszawa, która rok wcześniej znajdowała się na 3 pozycji za Krakowem i Wrocławiem, a dziś otwiera ten ranking.

Starzenie się społeczeństwa największym problemem gospodarek

W 2012 r. poważnym problemem dla światowej gospodarki są zmiany demograficzne. Aby wyhamować wzrost długu publicznego konieczne jest rozpoczęcie reform strukturalnych, które zapobiegną problemowi kosztów związanych ze starzeniem się społeczeństwa – wynika z najnowszej edycji cyklicznego raportu firmy doradczej Deloitte „Global Economic Outlook”, który analizuje bieżącą sytuację ekonomiczną oraz przedstawia perspektywy na przyszłość.

W ocenie ekspertów firmy Deloitte powodem rosnącego długu publicznego poszczególnych państw są zmiany demograficzne, a nie krótkookresowe spadki ich aktywności gospodarczej. Problem starzenia się społeczeństwa na świecie dotyczy nie tylko wydłużającego się życia, ale również spadku narodzin. Przykładem doskonale obrazującym, jak rozwój gospodarczy wpływa na przyrost naturalny jest Korea. W 1960 r. kobieta rodziła tam średnio po 6 dzieci, dziś wskaźnik liczby urodzin na osobę wynosi zaledwie 1,4. Dodatkowo, w tym samym czasie, średnia długość życia mieszkańca tego kraju wzrosła z 55 do 81 lat. Podobnie jest w Chinach – wskaźnik liczby narodzin spadł w tym okresie z 5,6 do 1,6 dzieci, a wiek życia wydłużył się z 44 do 74 lat.

Starzenie się społeczeństwa przybiera dramatyczny wręcz wymiar w gospodarkach europejskich oraz w Japonii, która jest określana mianem najstarszego kraju na świecie. Według szacunkowych prognoz w 2040 r. na 100 osób w wieku produkcyjnym będzie przypadać odpowiednio: w Japonii – 63, we Włoszech – 57, a w Niemczech – 56 osób powyżej 65 roku życia, a więc emerytów i rencistów, którzy nie są aktywni zawodowo.

Według agencji Standard & Poor’s w 49 rozwiniętych i rozwijających się krajach, koszty związane z postępującym starzeniem się społeczeństwa, będą bardzo duże – według szacunków dług publiczny wzrośnie z obecnych 40% PKB do 245% w 2050 r. Największy wzrost będzie dotyczył krajów rozwiniętych i wyniesie nawet 300% PKB, a w przypadku Niemiec i Stanów Zjednoczonych dług publiczny może w 2050 r. osiągnąć wartość aż 400% PKB.

„W Unii Europejskiej wydatki na emerytury oraz opiekę zdrowotną stanowią średnio 17% PKB. Dlatego konieczne jest podjęcie działań strukturalnych, które zapobiegną problemowi kosztów związanych ze starzeniem się społeczeństwa. Chodzi o reformy systemów emerytalnych oraz opieki zdrowotnej.” – podkreśla Dr Ira Kalish, Dyrektor ds. Globalnej Ekonomii, Deloitte USA.

Aby zapobiegać niekorzystnym zmianom demograficznym konieczne jest w dłuższej perspektywie ograniczenie spadku liczby osób pracujących zawodowo. Można to zrobić przez aktywizację zawodową osób po 55 roku życia oraz kobiet. Należy podjąć również działania pozytywnie wpływające na poprawę produktywności pracujących osób. Z perspektywy ekonomicznej państw ważne jest także stopniowe wydłużanie wieku emerytalnego.

„Obecnie trudno nam sobie nawet wyobrazić jak zorganizować pracę osób po 60, czy 65 roku życia, jeśli ta praca ma być produkcyjna a nie stanowić fikcji ekonomicznej. W Polsce nie udało nam się przecież zaktywizować osób po 55 roku życia. Jeśli więc podwyższenie wieku emerytalnego w naszym kraju ma nie doprowadzić do nowych patologii w systemie zabezpieczeń społecznych, to należy zmiany te powiązać z szeregiem innych reform, w tym m.in. permanentnym doszkalaniem i/lub przekwalifikowywaniem starszych pracowników, upowszechnianiem wykonywania pracy przez Internet, wprowadzeniem specjalizacji geriatrycznych, czy może nawet rozdzieleniem usług medycznych celem zwiększenia ich efektywności. Skala problemów przed jakimi możemy się znaleźć w rezultacie starzenia społeczeństw wymaga całościowej i długoterminowej strategii.” – mówi Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte Polska.

Raport “Global Economic Outlook: Q1 2012” jest makroekonomiczną analizą globalnych gospodarek – m.in. krajów Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Chin, Japonii, Wielkiej Brytanii, Indii, Rosji, Brazylii i Kanady.

Oksana Zharkova Dyrektorem Generalnym Avon Cosmetics Polska

W dniu 1 marca 2012 roku, Oksana Zharkowa objęła stanowisko Dyrektora Generalnego Avon Cosmetics Polska Sp. z o.o., odpowiada jednocześnie za Polskę oraz kraje nordyckie.

Oksana Zharkova związana jest z firmą Avon od 1997 roku. Swoją karierę rozpoczęła pracując na stanowisku Menedżera Sprzedaży w Avon Ukraina. W latach 2007-2012 zajmowała stanowisko Vice President’a odpowiadając za sprzedaż w Avon Rosja. Jej pasja do sprzedaży bezpośredniej, niesłabnące zorientowanie na wyniki oraz wizja, miały ogromny wpływ na sukces firmy na rosyjskim rynku.

Oksana Zharkova ukończyła studia w Instytucie Języków Obcych w Kijowie; jest absolwentką studiów MBA w Międzynarodowym Instytucie Zarządzania w Kijowie oraz programu zarządzania w London Business School.

Go China!

Ministerstwo Gospodarki ogłosiło dziś plany polskiej strategii wobec Chin pod nazwą „Go China”. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) została włączona w program wsparcia polsko-chińskiej współpracy gospodarczej.

Przy wprowadzaniu strategii „Go China” z Ministerstwem Gospodarki współpracować ma siedmiu partnerów: Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Sportu i Turystyki, Spraw Zagranicznych, PARP, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Agencja Rynku Rolnego oraz Polska Organizacja Turystyczna.

Celem strategii jest promocja 15 polskich branż, najbardziej rozwojowych w zakresie eksportu oraz pozyskiwanie inwestycji. Inicjatywa „Go China” ma zachęcić polskich przedsiębiorców do wejścia na rynek chińskim oraz pomóc w poszukiwaniu partnerów biznesowych.

Wicepremier, Minister Gospodarki Waldemar Pawlak podkreślił, że projekt „Go China” rozpoczyna promocję polskiej gospodarki na kilkunastu rynkach priorytetowych i pięciu perspektywicznych. Priorytetowe to np. Niemcy, Rosja, Chiny czy Czechy, natomiast perspektywiczne to Kazachstan, Brazylia, Kanada, Algieria i Turcja.
Wicepremier Pawlak stwierdził, że ogromne znaczenie dla rozwoju kontaktów biznesowych pomiędzy Polską i Chinami ma kwietniowy przyjazd do Polski premiera Chin Wen Jiabao.

– Dla chińskich przedsiębiorców zaangażowanie na najwyższym poziomie politycznym jest bardzo wyraźną zachętą do inwestowania czy nawiązywania współpracy – powiedział wicepremier Waldemar Pawlak.

Wicepremier zaprezentował portal internetowy (www.gochina.gov.pl) dla przedsiębiorców zawierający wszystkie informacje na temat polsko-chińskiej współpracy gospodarczej. Portal ten stanowi integralną cześć strategii „Go China”.

Bożena Lublińska-Kasprzak, Prezes PARP, poinformowała, że PARP co roku organizuje dla polskich przedsiębiorców szereg przedsięwzięć informacyjnych na temat rynku chińskiego, chińskiej kultury biznesowej, czy możliwości nawiązania kontaktów biznesowych z firmami chińskimi i perspektyw stojących przed polskimi przedsiębiorcami zainteresowanymi wejściem na chiński rynek.

– Współpracujemy w tym zakresie z takimi instytucjami jak EU-China Chamber of Commerce, EU SME Centre, EU China IPR Helpdesk, z którymi w roku 2011 zorganizowaliśmy między innymi seminarium nt. ochrony praw własności intelektualnej w Chinach oraz seminarium – jak wejść i utrzymać się na rynku w Państwie Środka. W tym roku, prawdopodobnie już w maju, planujemy organizację kolejnych dwóch do czterech seminariów, o których informacje znajdą państwo w zakładce „kalendarium wydarzeń” na portalu „Go China” – powiedziała Bożena Lublińska-Kasprzak.

Podczas Światowej Wystawy EXPO w Szanghaju, która odbyła się w 2010 roku, PARP była odpowiedzialna za budowę cieszącego się dużym zainteresowaniem zwiedzających Pawilonu Polski oraz jego wyposażenie. PARP przygotowała także obszerny program promocji Polski na tej Wystawie – gospodarczy, kulturalny, promocji regionów i miast polskich.

W ramach programu towarzyszącego Wystawie EXPO zorganizowanych zostało 15 misji gospodarczych. W seminariach i prezentacjach gospodarczych organizowanych w polskim Pawilonie uczestniczyło ponad 1300 przedstawicieli chińskich zrzeszeń gospodarczych i firm z Szanghaju oraz prowincji regionu Delty Rzeki Jangcy. W spotkaniach z firmami chińskimi wzięło udział ponad 250 polskich przedsiębiorstw, organizacji branżowych oraz instytucji administracji publicznej.

– W tym roku polscy przedsiębiorcy wezmą udział między innymi w organizowanych przez Enterprise Europe Network, która działa w strukturze PARP, targach „EU-China Business & Technology Cooperation Fair”, które odbędą się w Chengdu, 13 i 14 września – powiedziała Bożena Lublińska-Kasprzak.

Wojciech Rabiej członkiem zarządu Nordea PTE

Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie wyraziła zgodę na powołanie Wojciecha Rabieja na członka zarządu Nordea Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego SA. Będzie on odpowiadał za rozwój e-biznesu spółki.

Wojciech Rabiej jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz ukończył studia podyplomowe w University of Manchester.
 Posiada ponad 14-letnie doświadczenie na rynkach finansowych.

Swoją karierę zawodową rozpoczął w Arthur Andersen, gdzie brał udział w projektach doradczych i audytowych dla czołowych towarzystw ubezpieczeniowych, banków, powszechnych towarzystw emerytalnych oraz instytucji państwowych. Był również członkiem zarządu Link4 TU SA oraz liderem projektu porównywarki ubezpieczeniowej rankomat.pl.

Sukces cudzoziemców na polskim rynku pracy

Polski rynek pracy w 2011 roku zanotował rekordowy wzrost zapotrzebowania na cudzoziemców, na poziomie prawie 50% w porównaniu z rokiem poprzednim. Polskie urzędy zarejestrowały niecałe 260 tys. wniosków o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca i wydały 41 tys. zezwoleń na pracę. Rekordowe wyniki zatrudnienia pracowników z zagranicy są tym samym jednym z kilku pozytywnych symptomów walki z recesją na polskim rynku pracy – informuje agencja EWL.

Przyrost zainteresowania zatrudnieniem cudzoziemców prawie o połowę dotyczy tak zwanych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Oświadczenia te umożliwiają pracodawcom zatrudnienie pracownika z 5 państw spoza Unii Europejskiej (w tym m.in. Ukrainy) w oparciu o uproszczoną procedurę na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy w ciągu roku. Tym samym potwierdzone zostały prognozy analityków EWL, według których poziom zapotrzebowania na pracę obcokrajowców miałby wzrosnąć o nawet 50% do końca 2011 roku.

W sumie polskie firmy złożyły 259 777 wniosków o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca, czyli dokładnie o 44% więcej w stosunku do roku 2010, w którym do Powiatowych Urzędów Pracy wpłynęło 180 073 wniosków. Dwa sektory, które w największym stopniu skorzystały z oświadczeń to rolnictwo i budownictwo. W 2011 roku zarejestrowano 128 788 wniosków dla firm z branży rolnej, co oznacza wzrost o 17% w porównaniu z rokiem poprzednim. Firmy budowlane ze względu na korzystną koniunkturę w pierwszej połowie 2011 i braki kadrowe również zanotowały rekordowy, prawie trzykrotny przyrost oświadczeń. Ostatecznie w branży budowlanej zarejestrowano aż 57 169 wniosków (20 049 w 2010 roku). Ze względu na sezonowy charakter obydwu sektorów, pracodawcy chętnie korzystali z uproszczonej procedury legalizacji pobytu i możliwości zatrudnienia pracowników krótkoterminowo. Inne branże, które odnotowały wzrost to przetwórstwo przemysłowe (wzrost aż 144%), transport (wzrost 61%) i handel (wzrost 77%). Na ogół rejestrowanych wniosków, aż 92% z nich przypada na obywateli Ukrainy, na kolejnych miejscach plasują się obywatele Mołdowy (5%) i Białorusi (niecałe 2%).

Wyniki zatrudnienia cudzoziemców w 2011 roku można uznać za przełomowe, jedynie w 2007 roku, w okresie pilotażowego wdrożenia nowej uproszczonej procedury zatrudnienia cudzoziemców zanotowano wyższy wzrost (21 tys. wniosków w 2006 – 156 tys. w 2007), który wynikał m.in. z krótkiego okresu od wejścia rozporządzenia w życie (sierpień – grudzień 2006) i niedostatecznej promocji nowej formy zatrudnienia. W kolejnych latach Powiatowe Urzędy Pracy nie odnotowały równie znaczącego wzrostu liczby zarejestrowanych wniosków. Prawie 50% wzrost zainteresowania rekrutacją cudzoziemców w 2011 roku to zarówno efekt większego otwarcia polskich pracodawców na rynki pracy krajów spoza UE, jak również dowód na znaczące braki kadrowe na polskim rynku pracy.

Jednocześnie pamiętać należy o tym, że wzrost zainteresowania polskich firm rekrutacją cudzoziemców nie musi przekładać się bezpośrednio na wzrost zatrudnienia. Rejestracja oświadczenia nie jest równa faktycznemu zatrudnieniu cudzoziemca (faktyczna liczba cudzoziemców zatrudnionych w oparciu o taką formę zatrudnienia jest zazwyczaj niższa). Dla niektórych cudzoziemców otrzymanie wizy pracowniczej stanowi ponadto pretekst do ubiegania się o pracę w innych krajach strefy Schengen – prym w tym obszarze wiodą Czechy, Norwegia, czy Włochy.

Inne formy zatrudnienia obcokrajowca

Wzrost rynku zatrudnienia obcokrajowców nie odnosi się tylko do wyższej liczby oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca. Równie istotny, choć nieco niższy przyrost odnotowano w przypadku pełnych zezwoleń na pracę dla cudzoziemców (typy A-E), których Urzędy Wojewódzkie wydały w 2011 roku w sumie 41596. Oznacza to wzrost o 12% w porównaniu z rokiem 2010, w którym wydanych zostało 37121 zezwoleń na pracę. Zezwolenia na pracę typu A-E dotyczą szerszej grupy cudzoziemców, nie ograniczają się bowiem tylko do obywateli 5 państw. Umożliwiają przy tym powierzenie pracy obcokrajowcom na okres dłuższy niż 6 miesięcy (do nawet 3 lat). Tradycyjnie jednak największa część zezwoleń – 18985, czyli około 45%. ogółu przypada na obywateli Ukrainy. Kolejną liczną grupę stanowią pracownicy z Azji, głównie Chin (6017 zezwoleń na pracę), Wietnamu (2521) i Nepalu (1175). Wzrost liczby wydanych zezwoleń mógłby być wyższy, należy wziąć pod uwagę, że w ostatnich dwóch miesiącach 2010 roku więcej pracodawców decydowało się na rejestrację pełnego zezwolenia na pracę zamiast oświadczenia, ze względu na opóźnienia w opracowaniu odpowiedniej procedury pomostowej dla firm zatrudniających obywateli Ukrainy, Białorusi, Mołdowy, Gruzji i Rosji. Dopiero w grudniu 2010 w życie weszło przedłużenie rozporządzenia w sprawie wykonywania pracy przez cudzoziemców bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę, stąd wyższe zapotrzebowanie na pełne zezwolenia na pracę do tego momentu.

Zezwolenia na pracę cieszyły się szczególnym zainteresowaniem w budownictwie. Polskim firmom budowlanym wydano w zeszłym roku ponad 9 tysięcy zezwoleń, co przekłada się na wzrost na poziomie 53% w stosunku do 2010 roku. Z tej formy zatrudnienia cudzoziemców korzystały też chętnie firmy z branży handlowej, co przełożyło się na 6925 zezwoleń na pracę. Na ponad 41 tysięcy wydanych zezwoleń aż 7583 z nich dotyczyło przedłużania zezwoleń u pracowników, którzy postanowili w Polsce zostać na dłużej.

– „Dane zebrane przez Powiatowe Urzędy Pracy i Urzędy Wojewódzkie świadczą o dużym sukcesie zagadnienia zatrudnienia cudzoziemców w Polsce. Struktura polskiego rynku pracy się zmienia, rośnie popyt na pracowników produkcyjnych, co przy niedostatecznej podaży pracy ze strony Polaków i rosnącej niechęci do podejmowania się prostych prac fizycznych zmusza pracodawców do szukania alternatywnych źródeł rekrutacji.” – mówi Andrzej Korkus, prezes agencji zatrudnienia EWL –

„Perspektywy na 2012 rok zakładają dalsze uproszczenie i ujednolicenie procedury ubiegania się przez pracowników z zagranicy o pracę i pobyt na terytorium RP, w ramach nowej ustawy o cudzoziemcach. Jednocześnie zmiany w prawie zakładają uregulowanie przepisów związanych z legalizacją pobytu, a więc zwiększenie odpowiedzialności pracodawcy za zatrudnianie obcokrajowca. Pomimo iż nowa ustawa o cudzoziemcach budzi pewne kontrowersje, zmiany te powinny wpłynąć pozytywnie na zainteresowanie pracowników z krajów spoza UE pracą w Polsce, będą także prowadzić do ograniczenia liczby nadużyć w stosunku do cudzoziemców w polskich firmach.”

Źródło: MPiPS, EWL

Zarobki klubów piłkarskich rosną mimo kryzysu

Dwadzieścia najbogatszych klubów piłkarskich na świecie w sezonie 2010/2011 zarobiło łącznie 4,4 mld euro, co stanowi ponad jedną czwartą wartości całego europejskiego rynku piłki nożnej. Należy zauważyć, że 19 z 20 klubów ujętych w rankingu grało w europejskich pucharach w zeszłym sezonie. W tegorocznym zestawieniu znalazł się jeden debiutant – Napoli. Czwarty rok z rzędu czołowa szóstka najbogatszych klubów świata pozostaje niezmienna. To główne wnioski z 15. edycji globalnego raportu klubów piłkarskich Football Money League 2012 przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Według rankingu Deloitte łączne przychody światowej dwudziestki najlepiej zarabiających klubów wzrosły o 3% w porównaniu z wcześniejszym sezonem. Ich stopa wzrostu dwukrotnie przekroczyła tempo rozwoju gospodarek, które reprezentują. Łączne przychody dwudziestki w sezonie 2010/11 osiągnęły poziom 4,4 mld euro, przy czym dziewięć spośród najbogatszych klubów odnotowało dwucyfrowy wskaźnik wzrostu.
„Ciągły wzrost przychodów generowanych przez kluby z czołowej dwudziestki, widoczny w sezonie 2010/11 podkreśla ich siłę, zwłaszcza w trudnych czasach. Choć tempo wzrostu przychodów spadło z 8% w sezonie 2009/10 do 3% w 2010/11, duże i lojalne rzesze kibiców, ogromna oglądalność i atrakcyjność dla partnerów biznesowych sprawiły, że kluby te oparły się spowolnieniu gospodarczemu” – mówi Dan Jones, Partner Sports Business Group w Deloitte UK.

Już czwarty rok z rzędu skład czołowej szóstki Football Money League nie zmienił się. Tworzą ją Real Madryt, Barcelona, Manchester United, Bayern Monachium, Arsenal i Chelsea, stale w tej samej kolejności. Real Madryt potrzebuje jeszcze roku, by wyrównać rekord dominacji Manchesteru United pobity w ciągu pierwszych ośmiu lat istnienia zestawienia Deloitte. Druga w zestawieniu Barcelona, która w sezonie 2010/11 osiągnęła 13% wzrostu przychodów, po raz pierwszy przekroczyła pułap 450 mln euro.

Niepowodzenie Manchesteru United w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów 2011/12 najpewniej spowoduje dalsze zwiększenie dystansu między nim a hiszpańskim duetem do ponad 100 mln euro. Zgodnie z tradycją, kluby piłkarskie czołowej dwudziestki Football Money League pochodzą z lig europejskiej „wielkiej piątki” – w tym aż sześć z brytyjskiej Premier League. W porównaniu z ubiegłorocznym rankingiem za sezon 2009/2010 z zestawienia wypadły trzy kluby – są to: Atlético de Madrid, VfB Stuttgart i Aston Villa.

Liverpool, który po raz pierwszy od siedmiu lat znalazł się poza Ligą Mistrzów, spadł o kolejne miejsce w Money League i obecnie jest już dziewiąty w rankingu. Mimo znaczącego wzrostu przychodów komercyjnych i nowej umowy sponsoringowej podpisanej z Warrior Sports, która będzie obowiązywać od sezonu 2012/13, klub musi zapewnić sobie powrót do najbardziej prestiżowych rozgrywek europejskich, by zachować pozycję w pierwszej dziesiątce zestawienia. Obecnie zagrażają mu między innymi silni rywale z Premier League: Tottenham Hotspur i Manchester City.

„Tottenham otrzymał właśnie zgodę lokalnych władz na budowę nowego stadionu, co w połączeniu z sukcesami na boisku może mu zapewnić miejsce w pierwszej dziesiątce w rankingu. Analiza przykładu Arsenalu nie pozostawia wątpliwości co do skali i potencjału wzrostu przychodów z meczów, możliwego dzięki budowie nowoczesnego stadionu.” – dodaje Alan Switzer, Dyrektor Sports Business Group w Deloitte UK.

Debiut Tottenhamu w rozgrywkach Ligi Mistrzów, w których doszedł do ćwierćfinału, dał klubowi szansę na zdobycie miejsca w pierwszej dziesiątce w tegorocznej Football Money League. Sukces ten przewyższyło jednak osiągnięcie Schalke 04, które, po największym skoku sezonu – aż o sześć miejsc w górę, wypchnęło Juventus Turyn z czołowej dziesiątki. Był to wynik prowadzonej bardzo dobrej postawy w rozgrywkach Ligi Mistrzów, w trakcie których niemieckiemu klubowi udało się dojść do półfinału. Po tym sukcesie przyszło jednak rozczarowanie – czternaste miejsce w Bundeslidze w sezonie 2010/11 i niepowodzenie w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów na sezon 2011/12 – co prawdopodobnie spowoduje utratę tak wysokiej pozycji.

Zaskoczeniem tegorocznej edycji rankingu jest spadek pozycji Manchester City o jedno miejsce, pomimo imponującego wzrostu przychodów. „Znaczące inwestycje kadrowe zapewniły klubowi awans do Ligi Mistrzów na sezon 2011/12. W połączeniu z przełomową umową partnerską z firmą Etihad zapewnią one znaczący wzrost wpływów ze wszystkich trzech źródeł i prawdopodobnie awans do czołowej dziesiątki Money League w przyszłym roku” – dodaje Alan Switzer.

Obecnie Europa wydaje się bardziej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich dwudziestu lat zaniepokojona stanem finansów klubów piłkarskich. Ważne jest by troska ta wyrażona m.in. w decyzji UEFA wymuszającej na klubach dostosowanie poziomu wydatków do poziomu generowanych przychodów, przełożyła się na poprawę bilansowania ich finansów. Wymóg, który zacznie obowiązywać od roku 2013, zachęca właścicieli klubów do perspektywicznego spojrzenia na ich rozwój w kontekście generowanych przychodów, inwestycji w obiekty sportowe i młodą kadrę piłkarską oraz wzmożonej kontroli wydatków.

Portale społecznościowe stymulują rozwój gospodarczy

W 2011 roku dzięki działalności Facebooka i firm z nią powiązanych 27 państw należących do UE oraz Szwajcaria zarobiły 15,3 mld euro. W Polsce może to być kwota sięgająca nawet 200 mln euro. Aktywność internetowego giganta przyczyniła się także do stworzenia 232 tys. miejsc pracy na kontynencie. Na popularności serwisu korzystają także dostawcy urządzeń mobilnych i usług internetowych – szacuje się, że w ubiegłym roku wartość sprzedaży sprzętu i dostaw łączy szerokopasmowych wyniosła 6,5 mld euro. Takie wnioski płyną z analizy „Measuring Facebook’s Economic impact in Europe” przygotowanej przez firmę doradczą Deloitte.

Facebook stał się fenomenem na skalę globalną, nie tylko ze względu na stworzenie nowego modelu komunikowania się użytkowników Internetu. Jego wyjątkowa pozycja wynika także z ekonomicznego wpływu, który wywiera na inne podmioty. Analizę wielkości tego wpływu w 2011 roku w krajach Unii Europejskiej oraz Szwajcarii przeprowadziła firma doradcza Deloitte. Jej wyniki pokazują, że portal społecznościowy oddziałuje na gospodarki krajów zarówno w wąskim zakresie, poprzez codzienną aktywność firmy Facebook, jak i w szerokim spektrum poprzez działalność podmiotów trzecich, które korzystają z jego ekosystemu. Do działań bezpośrednich zalicza się m.in. wydatki Facebooka na pensje pracowników, podatki oraz zysk wygenerowany z aktywności w 2011 roku, a także wartość wytworzoną w różnych gałęziach przemysłu związanych zapewnianiem dostaw dla firmy. Szacuje się, że wymienione wyżej obszary działalności generują wartość dodaną w wysokości 214 mln euro (z czego 124 mln euro płynie bezpośrednio z działalności Facebooka) i utrzymują ponad 3 tys. miejsc pracy w Europie – w tym 600 osób to bezpośredni pracownicy zatrudnieni przez portal.

Mierząc oddziaływanie Facebooka na gospodarki UE w szerszej perspektywie eksperci Deloitte oszacowali wielkość wpływów, które uzyskują inne podmioty, dzięki korzystaniu z platformy stworzonej przez serwis. Udział biznesu przejawia się m.in. poprzez wzrost świadomości wybranych marek, a co za tym idzie zwiększenie sprzedaży. Osobne miejsce w analizie zajął wzrost popytu na nowoczesne technologie, stymulowany przez użytkowników portalu. Z opracowania wynika, że całkowita wartość wpływu Facebooka na gospodarki 27 krajów Unii Europejskiej i Szwajcarii w 2011 roku, z uwzględnieniem działalności innych podmiotów, wyniosła 15,3 mld euro a także przyczyniła się do stworzenia 232 tys. miejsc pracy.

„Największy udział w tej kwocie mają działania przedsiębiorstw, które wykorzystują Facebooka do promocji swoich usług i produktów, m.in. poprzez tworzenie reklam i aplikacji, które za pośrednictwem portalu trafiają do docelowego konsumenta. Dodatkowe przychody pochodzą z budowy i modyfikacji korporacyjnych stron internetowych, które muszą w obecnych czasach być kompatybilne z serwisem społecznościowym. Niemałe znaczenie ma także działalność reklamowa – ocenia się, że same wydatki na płatne reklamy to suma rzędu 700 mln euro. Intensyfikacja działań marketingowych przekłada się dodatkowo na podniesienie poziomu świadomości marek oraz zwiększenie sprzedaży produktów.” – mówi Dariusz Nachyła, Partner zarządzający działem Technologii, Mediów i Telekomunikacji Deloitte w Europie Środkowej.

Znaczący wpływ w skali całego kontynentu generuje działalność związana z tworzeniem i korzystaniem z aplikacji na Facebooku. Deloitte szacuje, że w analizowanych krajach dochody z tej działalności wynoszą 2 mld euro. Dodatkowe 200 mln euro przynoszą spotkania i wydarzenia organizowane przez użytkowników portalu. Dzięki narzędziom udostępnionym przez twórców serwisu organizatorzy mogą zaprosić większą ilość uczestników oraz zorganizować więcej spotkań, a ich goście będą mieli okazję do wydania pieniędzy, co przełoży się na dodatkowe wpływy do budżetów państw.

Nie bez znaczenia jest pozytywne oddziaływanie Facebook na branżę technologiczną. Obecnie na świecie jest ponad 350 milionów aktywnych użytkowników Facebooka, którzy uzyskują dostęp do sieci społecznościowej za pomocą telefonów komórkowych. Wspomaga ich w tym ponad 475 operatorów usług komórkowych na świecie, którzy promują i wdrażają usługi ułatwiające korzystanie z portalu społecznościowego. Eksperci Deloitte obliczyli, że najchętniej z siecią łączą się użytkownicy telefonów komórkowych Apple iPhone – w całej Europie w październiku 2011 r. było ich ponad 33 miliony, na drugim miejscu znaleźli się właściciele Nokii, za nimi HTC/Android oraz Samsung. Dodatkowo wzrasta zapotrzebowania na usługi szerokopasmowego Internetu. Z analizy wynika, że zysk brutto ze sprzedaży urządzeń i usług szerokopasmowego Internetu w Europie wyniósł 6,5 mld euro. Największy udział mają w tym Niemcy, których zakupy wyniosły niemal 1,5 mld euro.

Najwięcej korzyści z działalności Facebooka i powiązanych z nią podmiotów odniosły Niemcy i Wielka Brytania – przełożyło się to na wkład do PKB każdego z tych krajów na poziomie 2,6 mld euro. Na trzecim miejscu znalazły się Włochy, z wpływem na poziomie 2,5 mld euro, wynika to przede wszystkim z dużej aktywności firm, które chętnie korzystają z tej platformy do promowania swoich usług i produktów. Trzy wymienione wyżej kraje są także liderami pod względem ilości stanowisk pracy, które wspieraną są przez działalność Facebooka – łącznie jest to około 100 000 pracowników.

Raport nie podaje wartości dodanej wytworzonej dzięki Facebookowi w Polsce. „Biorąc pod uwagę proporcje PKB oraz poziom popularności Facebooka w Polsce można szacować ją na około 150-200 mln euro rocznie.” – mówi Dariusz Nachyła z Deloitte.

* * *
Nota metodologiczna:
Analiza została przygotowana przez firmę doradczą Deloitte i dotyczy całkowitego wkładu Facebooka w produkt gospodarczy Europy (27 państw należących do Unii Europejskiej oraz Szwajcarii) w kategoriach wartości dodanej brutto oraz tworzonych miejsc pracy. Analiza została przeprowadzona pomiędzy listopadem 2011 r. a styczniem 2012 r. i odnosi się do wpływu ekonomicznego w roku 2011 r.

Bardziej mobile B2B

Na firmy, które planują rozwój nowoczesnej komunikacji biznesowej czeka jeszcze ponad miliard złotych dotacji unijnych. Obecny nabór wniosków do działania 8.2 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (POIG) kończy się co prawda 3 marca, ale w tym roku odbędą się jeszcze dwa konkursy. Jednocześnie wprowadzono zmiany, które mogą ułatwić firmom ubieganie się o dofinansowanie. Czy przekona to przedsiębiorców do automatyzacji wymiany danych?

W dotychczasowych siedmiu naborach do działania 8.2 POIG nie rozdysponowano nawet połowy środków z dostępnej alokacji. PARP chce jednak nadal wspierać nowoczesną wymianę informacji, która wpływa na efektywność i konkurencyjność firm na rynku. Łatwiejsze komunikowanie drogą elektroniczną między partnerami biznesowymi wydaje się dzisiaj niezbędne do rozwoju przedsiębiorstw. Mimo to, jego znaczenie wciąż jest niedoceniane przez firmy, głównie ze względu na wysoki koszt wdrożenia wspólnego systemu. Tymczasem 2012 r. może okazać się ostatnim, w którym wiele wydatków związanych z tą inwestycją może zwrócić przedsiębiorcom Unia Europejska.

B2B w chmurze

Najważniejszą zmianą wprowadzoną w ramach działania 8.2 POIG jest umożliwienie przedsiębiorcom korzystania z platform internetowych w ramach wdrażania wspólnych systemów informatycznych. Usprawni to komunikację i przekazywanie danych pomiędzy partnerami biznesowymi. Po zalogowaniu na platformie pracownik będzie miał dostęp do aktualnych informacji, wymienianych przez firmy w dowolnym miejscu i o dowolnej porze. – Takie rozwiązanie odpowiada na zapotrzebowanie przedsiębiorców na aplikacje mobilne. Znacznie ułatwi to pracę często przebywającym poza siedzibą firmy pracownikom. Należy jednak pamiętać, że platforma internetowa może stanowić element integracji systemów informatycznych, a nie je zastępować – tłumaczy Milena Jankowska, konsultantka ds. funduszy europejskich w firmie ECDF, firmy pozyskującej dotacje unijne. Automatyzacja wymiany danych stanowi nadal główny cel wdrażania systemów w działaniu 8.2 POIG i wszelkie działania podejmowane przez przedsiębiorców w ramach realizacji projektu muszą do niego zmierzać.

Zintegrowane, czyli automatyczne

Co oznacza integracja według PARP-u? Przede wszystkim to, że systemy B2B powinny same się komunikować, bez konieczności ingerencji w ten proces nadawcy czy odbiorcy wiadomości. Dzięki temu pracownicy nie muszą, np. potwierdzać czy e-mail z fakturą doszedł lub informować, że zamówienie zostało przyjęte do realizacji. Zakres wymienianych danych zależy przy tym od potrzeb współpracujących firm. I tak kadra kierownicza może mieć rozszerzony dostęp do wszystkich informacji, a partnerzy tylko do tych, zawartych w poszczególnych modułach systemu. Z biurem księgowym firma wymienia np. dane finansowe i dotyczące kadr, a z dostawcą materiałów niezbędnych do produkcji zamówienia, faktury i stany magazynowe. Należy przy tym pamiętać, że za partnera nie może być uznawany klient końcowy. System powinien działać na zasadzie Business to Business, a nie Business-to-Consumer.

Elastyczny system

Budowanie systemu w ramach działania 8.2 POIG wymaga specjalistycznej wiedzy informatycznej. Dlatego przedsiębiorca ubiegający się o dotację powinien już na etapie wypełniania wniosku zwrócić się do ekspertów mających doświadczenie w tworzeniu zaawansowanych platform B2B. Typowymi systemami, które umożliwiają komunikowanie między partnerami są te używane zazwyczaj do zarządzania firmą – ERP (Enterprise Resource Planning), MRP (Material Requirements Planning) lub CRM (Customer Relationship Management). Ich powszechne zastosowanie wbrew pozorom może skomplikować integrację systemów. – Często zdarza się, że firmy, które chcą usprawnić wymianę danych w ramach działania 8.2 posiadają już własne systemy informatyczne, ale pochodzące od różnych producentów. To utrudnia ich integrację. Dlatego ważne jest stworzenie takiego systemu B2B, który będzie umożliwiał komunikację pomiędzy różnymi rodzajami oprogramowania – tłumaczy Mariusz Rutkowski, dyrektor ds. IT w firmie SystemPoint, zajmującej się tworzeniem i wdrażaniem zaawansowanych systemów informatycznych. Tak zwana „otwarta architektura” systemu informatycznego zapewni nie tylko integrację systemów z partnerami zgłoszonymi w projekcie, ale również z pozostałymi – obecnymi i przyszłymi – kontrahentami. Może to okazać się szczególnie pomocne w przypadku, gdy partner uwzględniony we wniosku o dofinansowanie przerwie współpracę z beneficjentem. Konieczne jest bowiem zastąpienie go innym przedsiębiorcą, z którym wnioskodawca zintegruje system. Elastyczność wdrażanego oprogramowania może wówczas znacznie przyspieszyć proces wymiany partnera.

Ważny plan

Każda firma ubiegająca się o dotację z działania 8.2 powinna odpowiednio zaplanować wdrażanie systemu informatycznego typu B2B, uwzględniając perspektywę długoterminową. Beneficjent musi więc brać pod uwagę swoje obecne potrzeby, ale także dalszy rozwój przedsiębiorstwa, technologii oraz możliwość pozyskiwania kolejnych partnerów biznesowych. Dlatego wdrażany system B2B musi być nowoczesny i elastyczny, a jego implementacja nie może zakłócać codziennej działalności firmy. – System B2B powinien być wdrażany etapami i zbudowany modułowo, gdyż projekty w ramach działania 8.2 są realizowane w czasie, nierzadko nawet przez 2 lata. Warto więc aby moduł wprowadzony na samym początku mógł już działać i realizować stawiane przed nim zadania, zanim zostanie wdrożony ostatni – tłumaczy Milena Jankowska z ECDF. Ponadto wnioskodawca powinien zadbać o zastosowanie w systemie informatycznym nowoczesnych standardów, jak EDI (ang. Electronic Data Interchange). Dzięki niemu partnerzy biznesowi nie muszą już wymieniać dokumentów papierowych oraz mogą swobodnie przesyłać i przechowywać e-faktury, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Ponadto od 2010 r. zastosowanie standardu EDI w budowaniu systemu informatycznego jest dodatkowo punktowane przy ocenie wniosku. Można za to otrzymać aż 12 ze 100 możliwych do zdobycia punktów. Istnieją również inne narzędzia informatyczne ułatwiające obieg informacji pomiędzy partnerami biznesowymi. – W opracowywanych przez nas systemach stosujemy moduł BPM (Business Process Management). Umożliwia on automatyczną wymianę danych, bez udziału człowieka. Można na przykład tak skonfigurować BPM, aby na otrzymane zamówienie system od razu wysyłał fakturę, sprawdzał dostępność w stanach magazynowych, wysyłał dokument WZ, itp. Skraca to czas realizacji procesu, np. zamówienia oraz eliminuje możliwe błędy. Pozytywnie wpływa to zarówno na czas realizacji procesu, np. zamówienia, jak i na podatność na błędy powodowane czynnikiem ludzkim – mówi Mariusz Rutkowski z SystemPoint.

Efekty są najważniejsze

Jedną z podstawowych zalet działania 8.2 jest jego uniwersalność. O dotację na poprawę relacji typu B2B mogą ubiegać się firmy z sektora MSP z każdej branży (oprócz np. alkoholowej i tytoniowej, które są wyłączone z możliwości dofinansowania działalności). Inwestycje na ten cel przynoszą firmom wymierne korzyści w postaci, m.in. obniżenia kosztu wydruku faktur i przesyłania dokumentów pocztą tradycyjną, zredukowania prac biurowych, łatwiejszego i szybszego dostępu do aktualnych stanów magazynowych. Efekty wprowadzenia wspólnego systemu muszą być ujęte we wniosku o dofinansowanie. Mogą dotyczyć np. poprawy wyników ekonomicznych firmy. Wówczas wnioskodawca powinien przygotować dokumenty pokazujące jak kształtuje się średnia wartość kosztów z 12 miesięcy przed rozpoczęciem projektu oraz prognozy kosztów po roku od wdrożenia. Ważne jest przy tym nie tyle dokładne określenie liczbowe zmiany, ile jej skali, np. koszty mają się zwiększać proporcjonalnie lub mniej proporcjonalnie niż przychody. Oczywiście rentowność inwestycji może być także wyrażana przez inne wskaźniki, jak wzrost przychodów ze sprzedaży spowodowany skróceniem czasu realizacji zleceń.

B2B nie tylko dla największych

Nowoczesne standardy wymiany danych pomiędzy firmami nie muszą być stosowane tylko w korporacjach czy wielkich przedsiębiorstwach produkcyjnych. Oczywiście, w działaniu 8.2 większe szanse na pozyskanie dofinansowania mają podmioty działające długo na rynku, posiadające stałe i długotrwałe relacje z partnerami biznesowymi. Nie oznacza to jednak, że mniejsze i młodsze firmy nie mogą ubiegać się o dotacje. Poziom dofinansowania wydatków w przypadku małych i mikro przedsiębiorstw jest wyższy niż w przypadku średnich. W województwie wielkopolskim średnie przedsiębiorstwo może otrzymać zwrot kosztów związanych z realizacją projektu w wysokości 50 proc. na sprzęt i oprogramowanie, jak i specjalistyczne usługi informatyczne oraz 35 proc. na szkolenia pracowników. W małej firmie proporcje te wynoszą kolejno 60, 50 i 45 proc. Ponadto koszt zakupu i wdrożenia systemu informatycznego jest w nich znacznie niższy i sięga ok. 150-400 tys. zł. przy 500 tys. zł do nawet 1-2 mln zł wydatków ponoszonych na ten cel przez średnie przedsiębiorstwa. Minimalna liczba punktów, jakie należy zdobyć, aby otrzymać dofinansowanie z działania 8.2 POIG wynosi zaledwie 40 (na 100 możliwych do uzyskania). Warto więc, aby każda firma próbowała sił w tegorocznych naborach.
Dlaczego się nie integrują

Co powstrzymuje firmy od ubiegania się o dotacje na systemy typu B2B? – Uświadomienie korzyści płynących z powstania tego rodzaju systemów następuje w Polsce bardzo powoli. Przedsiębiorcy wolą ponosić wydatki na inwestycje, które bezpośrednio przekładają się na wydajność, polepszenie oferty, czy wzrost przychodów ze sprzedaży. W przypadku informatyzacji firmy ten efekt może być nieco mniej uchwytny – mówi Milena Jankowska z ECDF – Czasami firmy próbują wdrażać pewne elementy rozwiązań typu B2B. Jednak nie budują przy tym jednolitego systemu, który mógłby udoskonalić relacje z partnerami biznesowymi.

Zaawansowane relacje B2B to przyszłość w zarządzaniu siecią kontaktów biznesowych. To klucz do intensywnego i dynamicznego rozwoju firmy. Dotacje z działania 8.2 POIG stanowią szansę dla przedsiębiorstw, które nie są w stanie same sfinansować wdrożenia systemu informatycznego, a odczuwają potrzebę jego posiadania. Myśląc o nim teraz, mają szansę częściowego zwrotu kosztów tej automatyzacji.

Odratrans przygotowuje się do debiutu na GPW

Odratrans, której obligacje zadebiutowały w czwartek 23 lutego 2012 r. na rynku Catalyst, planuje w czerwcu kolejny debiut. Tym razem na GPW. Z emisji nowych akcji spółka chce pozyskać 60-80 mln zł – poinformował dziennikarzy podczas uroczystości Piotr Chajderowski, prezes spółki.

„Chcemy złożyć prospekt w kwietniu. Ofertę publiczną moglibyśmy przeprowadzić w czerwcu lub wrześniu. Liczymy na 60-80 mln zł w zależności od naszych projektów akwizycyjnych. Obecnie oceniamy dwie potencjalne inwestycje – spółki operatorskie w Trójmieście i Elblągu. W zależności od tego, na co się zdecydujemy, ustalimy ostateczne parametry oferty” – powiedział Chajderowski podczas debiutu obligacji spółki na Catalyst.

„Niewykluczone, że nasi akcjonariusze również mogą sprzedać pakiet, ale jeśli do tego dojdzie będzie on mały” – dodał prezes.

W ubiegłym roku przychody grupy kapitałowej Odratrans przekroczyły 0,5 mld zł. O zyskach zarząd firmy na razie nie chce mówić, gdyż weryfikuje je audytor. Latem ubiegłego roku zysk netto prognozowano na 20,5 mln zł.

„ Spółka jest po pełnej restrukturyzacji, planujemy dalszą poprawę wyników” – powiedział Chajderowski.

W 2010 r. grupa osiągnęła ponad 400 mln zł sprzedaży i 11,5 mln zł zarobku netto. W prospekcie emisyjnym spółka przedstawi prognozy wyników na ten rok oraz strategię na 5 kolejnych lat. Przed debiutem na giełdzie zmieni nazwę.

Grupa Odratrans świadczy usługi transportowe (42% przychodów), spedycyjne (44% przychodów) oraz logistyczne (ok. 9% przychodów). Według informacji grupy, kontroluje ona 80% rynku transportu śródlądowego w Polsce oraz 50% we wschodnich Niemczech.

Strategicznym obszarem działalności spółki jest rynek niemiecki , czyli obszar pomiędzy rzekami Odra i Ren – z rejonami Łaby w kierunku Hamburga oraz kanałami w kierunku Bremy. W kraju spółka koncentruje swą działalność na Odrze, na odcinku Gliwice – Wrocław i w rejonie Szczecina, gdzie realizuje ponad trzecią część przewożonych towarów.

W maju 2011 r. nastąpiła unia Odratrans ze spółką niemiecką DBR AG. Poprzez połączenie flot obu armatorów powstało jedno z największych przedsiębiorstw żeglugi śródlądowej w Europie, dysponujące bogatym portfolio świadczeń i usług przewozowych.

Barkami wożone są towary masowe luzem, ale szczególne znaczenie mają przewozy kontenerowe. Połączona flota jest w stanie przewozić łącznie liniami na Łabie oraz do portów usytuowanych nad kanałem Śródlądowym (Niemcy) ok. 120 tys. TEU ładunków rocznie .

Grupa Odtratrans kupiła także niedawno dwa przedsiębiorstwa spedycyjne, specjalizujące się przede wszystkim w spedycji kolejowej. Według informacji prezesa Chajderowskiego, zarząd „poważnie myśli” o uruchomieniu stałej i ciągłej linii przewozów kontenerowych, prowadzącej ze Szczecina przez Berlin do Magdeburga. Na tym jednak nie koniec.

„W ramach rozwoju biznesu przygotowujemy nowe relacje do Kaliningradu, Gdańska i Elbląga. Ponadto rozmawiamy z polskimi i niemieckimi firmami w kwestii importu biomasy i węgla z Azji” – powiedział podczas debiutu na Catalyst prezes Odratrans.

Odratrans dysponuje 800 jednostkami pływającymi o ładowności 325 tys. ton. Przewozi ok. 10 mln ton ładunków rocznie.

Właścicielami Odratrans są dwa fundusze typu private equity: I Fundusz Mistral (75 proc. akcji) oraz Krokus PE (25 proc. akcji).

Mariusz Grendowicz Przewodniczącym Rady Nadzorczej Money Makers

W dniu 15 lutego Mariusz Grendowicz został powołany na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej spółki Money Makers S.A. Mariusz Grendowicz to manager o wieloletnim doświadczeniu w bankowości, które zdobył między innymi na stanowiskach prezesa zarządu BRE Banku S.A. i wiceprezesa Banku BPH S.A.

– Wierzymy, że powołanie na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej osoby o tak bogatym doświadczeniu, jak Mariusz Grendowicz, będzie kolejnym ważnym krokiem w rozwoju spółki. Możliwość czerpania z jego wiedzy na temat sektora bankowego, zdobytej na najwyższych stanowiskach w jednych z największych instytucji finansowych w Polsce, jest dla nas nie do przecenienia – mówi Marc van der Ploeg, Prezes Zarządu Money Makers S.A.

– Cieszę się, że mam przyjemność dołączyć do tak doświadczonego i znanego na rynku zespołu. Cieszę się również, że w ramach Rady Nadzorczej Money Makers będę mógł dzielić się swoim doświadczeniem w budowaniu dystrybucji usług finansowych przez internet. Wykorzystanie internetu, jako kanału sprzedaży usług finansowych, jest cały czas ograniczone i do spółek takich, jak Money Makers, należy przyszłość w tym zakresie – mówi Mariusz Grendowicz.

Mariusz Cezary Grendowicz do sierpnia 2010 r. pełnił funkcję prezesa BRE Banku S.A., trzeciego pod względem wielkości banku w Polsce. Wcześniej, do 2006 r., zajmował stanowisko Wiceprezesa Zarządu Banku BPH S.A., w którym od 2001 r. odpowiadał za Pion Bankowości Korporacyjnej i Finansowania Nieruchomości.

Międzynarodową karierę bankową rozpoczął w 1983 r. w Grindlays Bank (przejętym następnie przez Australia and New Zealand Banking Group) w Londynie, w którym pracował do roku 1991. W latach 1991 – 1992 pracował w Citibanku w Londynie, a następnie w latach 1992 – 1997 w ING Banku, gdzie w latach 1992-1995 zajmował kierownicze stanowiska w Polsce, zaś w okresie 1995-1997 na Węgrzech. Od 1997 zasiadał w zarządzie ABN AMRO Bank Polska, ostatnio jako Prezes Zarządu banku oraz szef Grupy ABN AMRO na Polskę. W kwietniu 2009 r. powołany w skład zarządu Związku Banków Polskich. Był również prezesem zarządu Polskiego Związku Pracodawców Prywatnych Banków i Instytucji Finansowych „Lewiatan”.

Spółka Money Makers oferuje usługę aktywnego zarządzania aktywami dla klientów indywidualnych dysponujących kwotą od 40 000 zł. Klienci Money Makers posiadają indywidualny rachunek inwestycyjny, z pełnym dostępem do szczegółowych informacji o składzie portfela. Money Makers proponuje klientom 12 strategii inwestycyjnych zróżnicowanych pod względem ryzyka inwestycyjnego. Wybór strategii poprzedzony jest wnikliwą analizą profilu inwestycyjnego klienta. W Money Makers środki klientów są aktywnie inwestowane nie tylko w akcje, obligacje, ale także w wybrane fundusze inwestycyjne i inne instrumenty finansowe np. ETF.

PwC uruchamia własny dom maklerski

W dniu 21 lutego br. PwC otrzymała zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie działalności maklerskiej w zakresie oferowania instrumentów finansowych pod nazwą PricewaterhouseCoopers Securities SA.

Prowadzenie działalności w zakresie oferowania instrumentów finansowych pozwoli na uzupełnienie dotychczasowej oferty PwC w zakresie usług doradczych, w szczególności w obszarze fuzji i przejęć. Wraz z otwarciem działalności maklerskiej PwC jako jedyna firma na polskim rynku dysponuje tak szeroką ofertą usług doradczych zapewniającą wsparcie na każdym etapie realizacji projektu – poczynając od doradztwa w obszarze fuzji i przejęć, doradztwa strategicznego, poprzez poszukiwanie celów przejęcia, wyceny przedsiębiorstw, poszukiwanie inwestorów na rynku prywatnym, realizację ofert publicznych, usług prawno-podatkowych, a kończąc na integracji spółek po transakcji.

„Transakcje fuzji i przejęć bardzo często wiążą się z koniecznością pozyskania dodatkowych środków – posiadając dom maklerski możemy zaoferować wsparcie już nie tylko w zakresie pozyskiwania kapitału od funduszy private equity lub inwestorów strategicznych czy finansowania dłużnego, ale także w drodze emisji publicznej. Podobnie jest z restrukturyzacją finansową przedsiębiorstw, która również może wymagać wsparcia kapitałem z emisji” – podkreśla Jacek Socha, wiceprezes PwC w Polsce i prezes nowopowstałego domu maklerskiego. „Dzięki stworzeniu domu maklerskiego PwC firmy, które pragną pozyskać środki z rynku kapitałowego uzyskują od nas w pełni kompleksowe wsparcie”.

Dom maklerski rozpocznie działalność za ok. 2 miesiące. Prezesem nowopowstałej spółki jest Jacek Socha, wiceprezes PwC w Polsce.

PwC od dłuższego czasu realizuje strategię poszerzania oferty o usługi komplementarne do doradztwa biznesowego, usług audytowych, doradztwa finansowego oraz doradztwa podatkowego – w 2009 roku PwC otworzyło kancelarię prawną PwC Legal, a teraz uruchamia własny dom maklerski.

Michała Zielke nowym wiceprezesem FM Banku

Michał Zielke – odpowiedzialny za Pion Sprzedaży i Marketingu – ma wieloletnie doświadczenie w pracy w instytucjach finansowych. W latach 1994-2007 pracował w Banku Zachodnim WBK SA, pełniąc tam różne funkcje od głównego specjalisty w Dep. Sieci, szefa zespołu ds. regionalizacji, Dyrektora Oddziału, Dyrektora Departamentu, Dyrektora ds. Małych i Średnich Przedsiębiorstw. W latach 1997-2001 był członkiem rady nadzorczej Gliwickiego Banku Handlowego SA.

W latach 2008-2010 pracował w Polbanku EFG na stanowisku dyrektora ds. Małych Przedsiębiorstw, gdzie zarządzał rozwojem banku w tym zakresie. W latach 2008-2010 był również członkiem zarządu EFG Leasing Poland sp. z o.o. Jest absolwentem Wydziału Elektrycznego Politechniki Poznańskiej. Posiada brytyjski dyplom MBA Nottingham Trent Univeristy. Jest także absolwentem Studiów Podyplomowych na Politechnice Warszawskiej w zakresie wyceny nieruchomości.

Piotr Górski, dotychczasowy wiceprezes zarządu odpowiadający za Departament Sprzedaży i Wsparcia Sprzedaży, złożył rezygnację z pełnionej funkcji, z powodu podjęcia decyzji o realizacji nowych wyzwań zawodowych.

Piotr Górski przez ostatnie 12 miesięcy, intensyfikując działania zespołu sprzedaży i znacząco podnosząc sprawność sieci placówek, zrobił bardzo wiele dla umocnienia pozycji Banku jako instytucji finansowej przyjaznej przedsiębiorcom prowadzącym działalność gospodarczą. Jesteśmy przekonani, że wiele pozytywnych efektów jego pracy dla FM Banku będzie nadal wykorzystywanych w budowaniu jak najlepszej oferty dla mikro i małych przedsiębiorców – podkreśla Tomasz Maciejewski, pierwszy wiceprezes zarządu.

Maciej Drowanowski dyrektorem polskiego oddziału Coface

Maciej Drowanowski został powołany na stanowisko Dyrektora Oddziału w Polsce ubezpieczyciela należności Coface Austria Kreditversicherung AG oraz na stanowisko Prezesa Zarządu spółki Coface Poland Insurance Service. Tym samym przejął odpowiedzialność za zarządzanie działalnością Coface w zakresie ubezpieczenia należności na terenie Polski.

Maciej Drowanowski jest związany z grupą Coface w Polsce od 2002 roku. Przez ostatnie dziesięć lat współtworzył strategię i rozwijał działalność grupy w zakresie usług związanych z zarządzaniem należnościami. Do klientów grupy należą największe koncerny światowe, jak i krajowe przedsiębiorstwa.

W roku 2003 był współodpowiedzialny za wprowadzenie usługi ubezpieczenia należności, którą na polskim rynku Coface oferuje jako oddział zagranicznego ubezpieczyciela Coface Austria. Do chwili obecnej pełnił funkcję dyrektora zarządzającego Oddziału oraz wiceprezesa zarządu Coface Poland Insurance Service sp. z o.o. Jest także wiceprezesem zarządu Coface Poland Credit Management Services sp. z o.o. oferującej usługi informacji gospodarczej i windykacji B2B.

Ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu w Białymstoku. Swoją karierę zawodową rozpoczynał w spółkach giełdowych jako rzecznik prasowy i sekretarz zarządu. W 2002 roku ukończył studia MBA na University of Buckingham w Wielkiej Brytanii. Uczestniczył, jako prelegent, w wielu konferencjach i seminariach poświęconych zarządzaniu i ubezpieczaniu należności.

PARP promuje telepracę

18 lutego dobiegnie końca projekt Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Telepraca – nowa forma organizacji pracy w przedsiębiorstwach”, którego głównym zadaniem jest propagowanie zdalnej formy zatrudnienia wśród właścicieli, kadry zarządzającej oraz pracowników przedsiębiorstw. W ramach działań na terenie całej Polski zostały przeprowadzone dofinansowane szkolenia, które trwały nieprzerwanie od kwietnia 2010 do grudnia 2011 roku.

Zwieńczeniem projektu była konferencja pt. „Telepraca – znaczenie dla rozwoju współczesnej gospodarki”, zorganizowana przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Przedstawiciele administracji rządowej i świata biznesu oraz specjaliści z zakresu doradztwa personalnego w piątek, 3 lutego, debatowali m.in. o uwarunkowaniach dla rozwoju elastycznych form zatrudnienia. Podczas spotkania uczestnicy mieli szansę poznać społeczne i gospodarcze znaczenie telepracy oraz zapoznali się z przykładami dobrych praktyk przedsiębiorstw, które wdrożyły model pracy zdalnej. Zaproszeni prelegenci zastanawiali się również nad znaczeniem telepracy dla rozwoju konkurencyjności przedsiębiorstw oraz próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy boją się telepracy. Podczas konferencji wręczono również nagrody w konkursie na najlepszy projekt wdrażający telepracę.

Otwierając konferencję Prezes PARP Bożena Lublińska-Kasprzak podkreślała liczne zalety telepracy, jak: zapewnienie elastyczności czasu i miejsca pracy, redukcja kosztów pracy oraz większa efektywność pracowników.
– Jestem przekonana, że zwiększeniu popularności telepracy będzie sprzyjać rozwój technologii informatycznych – oceniła Bożena Lublińska-Kasprzak.

Joanna Nowakowska – p.o. Dyrektora Departamentu Rozwoju Kapitału Ludzkiego w PARP omówiła etapy realizacji projektu.
– Na początku, w lutym 2010 r., PARP wspólnie z Instytutem Badawczym MillwardBrown SMG/KRC przeprowadziła dogłębne badanie na temat telepracy. Wynikało z niego, że niemal 83% Polaków słyszało o „telepracy”. Chociaż tylko 3,2% przedsiębiorców zatrudniało telepracowników, chęć na zasadach pracy zdalnej deklamowało 11,2% respondentów, zaś 36,6% chciałoby pracować w systemie mieszanym – powiedziała Joanna Nowakowska.

Na podstawie tych badań została zrealizowana ogólnopolska kampania świadomościowa skierowana do przedsiębiorców, kadry zarządzającej i pracowników przedsiębiorstw oraz instytucji otoczenia biznesu. Jej głównym założeniem było przełamanie stereotypów w zakresie polityki zatrudnieniowej w firmie oraz popularyzacja korzyści wynikających z pracy zdalnej. Ponadto, w ramach usługi odbyło się w sumie 327 szkoleń w 14 województwach, zostało przeszkolonych 3481 osób (1967 kobiet, 1514 mężczyzn): właścicieli i pracowników mikro, małych i średnich przedsiębiorstw – łączna liczba firm, które wzięły udział w projekcie: 1216 (1045 mikro, 126 małych oraz 45 średnich przedsiębiorstw).

W trakcie piątkowej konferencji został rozstrzygnięty konkurs na najlepszy projekt wdrażający telepracę w przedsiębiorstwie. Do konkursu mogli przystąpić właściciele lub osoby upoważnione do reprezentowania mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, będący uczestnikami usługi „Telepraca – nowa forma organizacji pracy w przedsiębiorstwach”, tj. osoby, które podpisały umowy przystąpienia do usługi i brały udział w szkoleniach i doradztwie.

Nagrodę I stopnia, uzyskując najwyższą liczbę punktów, otrzymało przedsiębiorstwo4PROFI-T Sp. z o.o. Nagrodę II stopnia przedsiębiorstwo Crosswords Factory Sp. z o.o. oraz BETA S.C.

Laureat nagrody I stopnia otrzymuje voucher o równowartości 30 000 złotych, laureaci nagrody II stopnia vouchery o równowartości 15 000 złotych każdy. Wygrane środki zostaną przeznaczone na przygotowanie wzorcowych stanowisk pracy zdalnej. Wyposażenie zostanie zakupione przez Organizatora konkursu niezwłocznie po otrzymaniu wykazu niezbędnych urządzeń i materiałów przekazanego przez Laureatów.

Patronat honorowy nad projektem objęli: PKPP Lewiatan, Mazowieckie Obserwatorium Rynku Pracy, Krajowa Izba Gospodarcza, Regionalna Izba Gospodarcza Łódź, Staropolska Izba Przemysłowo-Handlowa, 12 Urzędów Marszałkowskich, 12 Urzędów Miast, 17 Urzędów Miast.

Branża motoryzacyjna nie zamierza hamować w tym roku

60% producentów działających w branży motoryzacyjnej uważa, że realizacja nowych inwestycji w nadchodzących 12 miesiącach jest możliwa. Ponad połowa oczekuje, że w najbliższym czasie mogą zwiększyć się rynki zbytu i wielkość sprzedaży w ich przedsiębiorstwach. Dwie trzecie przedstawicieli firm zaznacza, że obecny system podatkowy, który ma wpływ na ceny samochodów w Polsce, powinien być zmieniony, aby lepiej stymulować popyt na nowe auta. Takie zmiany, w długiej perspektywie mogłyby również oznaczać większe wpływy do budżetu państwa – oceniają eksperci Deloitte, autorzy badania sektora motoryzacyjnego w Polsce.

Firma doradcza Deloitte już po raz drugi opublikowała raport, który zawiera wyniki analizy najważniejszych zagadnień stojących przed producentami operującymi w branży motoryzacyjnej w Polsce. Z przeprowadzonych wywiadów z przedstawicielami sektora wynika, że ubiegły rok był dla nich pomyślny pod względem rozwoju prowadzonej działalności. Ponad 70% respondentów potwierdziło, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy skala ich aktywności zwiększyła się. Niemal co trzeci z badanych wskazał, że zwiększenie to miało znaczący charakter. Co więcej, nikt nie sygnalizował, że dokonał w tym czasie znaczącego ograniczenia prowadzonej działalności, podczas gdy w 2010 r. 5% ankietowanych przyznało się do tego. Umiarkowany optymizm nie opuszcza też przedsiębiorców, gdy zostali oni zapytani o perspektywy zwiększenia rynków zbytu i wielkości sprzedaży w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Niemal 60% respondentów przewiduje, że rynki sprzedaży będą się rozwijać a przychody wzrosną.

„Ocena ostatnich 12 miesięcy w oczach przedsiębiorców jest pozytywna. Źródeł optymizmu można upatrywać we wzroście zamówień na rynkach europejskich i ogólnej kondycji światowej gospodarki. Przewidywania dotyczące warunków prowadzenia działalności na początku bieżącego roku pozostają optymistyczne, jednak w dłuższej perspektywie widać niepewność przedsiębiorców, co do rozwoju sytuacji na światowych rynkach, szczególnie w związku z wahaniami nastrojów w strefie euro. Konsekwencją tego pozostaje ostrożność w podejmowaniu decyzji, szczególnie tych, które wymagają angażowania kapitału.”– mówi Tomasz Pałka, Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Otwarte pozostaje pytanie, w jaki sposób pozytywne nastroje przedsiębiorców z branży motoryzacyjnej przełożą się na konkretne decyzje i działania. 65% osób badanych przez firmę doradczą Deloitte przyznaje, że w nadchodzącym roku inwestycje są możliwe – 33% z nich ocenia, że są nawet bardzo prawdopodobne. Oznacza to jednak znaczny spadek optymistycznych odpowiedzi w porównaniu do analogicznego badania przeprowadzonego przed rokiem – wtedy aż trzy czwarte przedsiębiorców planowało nowe inwestycje, a niemal 50% oceniło, że są bardzo prawdopodobne. W porównaniu z ubiegłym rokiem nieznacznie zwiększył się natomiast odsetek osób, które planują wzrost wydatków konsumpcyjnych, czyli związanych z infrastrukturą IT, dodatkowymi świadczeniami dla pracowników, remontami itp. Obecnie 34% przedsiębiorców ocenia, że wyda na ten cel więcej, podczas gdy w ubiegłym roku przekonanie takie wyraziło 30% badanych.

Porównując dwie edycje badania zbieżne są także odpowiedzi respondentów dotyczące zatrudnienia. W tym roku 38% badanych przewiduje wzrost liczby stanowisk w swojej firmie – a rok wcześniej taką opinię wyrażało 36% ankietowanych. Nieznacznie zwiększył się odsetek osób, które dopuszczają ograniczenie zatrudnienia – z 11% do 13%.

Stosunkowo nowym i ciekawym zagadnieniem z perspektywy polskiego rynku motoryzacyjnego jest produkcja oraz wprowadzanie na rynki lokalne samochodów o napędzie elektrycznym (tzw. EV). Stanowią one cały czas bardzo niewielki odsetek aut jeżdżących na drogach, co w polskich realiach przekłada się na roczną sprzedaż poszczególnych producentów liczoną co najwyżej w dziesiątkach sztuk. Znajduje to także odzwierciedlenie w badaniu zrealizowanym przez Deloitte – aż 53% badanych uważa, że trendy dotyczące większej popularności samochodów elektrycznych nie będą miały przełożenia na działalność ich firmy. Tylko 13% badanych ocenia, że nurt ten będzie miał realny wpływ na zamówienia oraz modyfikację produkcji.

Przedsiębiorcy ankietowani przez Deloitte zostali również zapytani o ich ocenę dotyczącą możliwych zmian w globalnym rynku motoryzacyjnym. Szeroko rozumiane zmiany właścicielskie w branży przewiduje aż 74% respondentów. Jednocześnie jednak aż 38% ogółu badanych zaznacza, że zmiany te nie dotkną firmy respondenta, ani podmiotów z jego grupy.

Niemal 80% respondentów ocenia negatywnie działający w Polsce obecnie system opodatkowania samochodów wprowadzanych na lokalny rynek – w tym aż 65% uważa, że system oparty na akcyzie powinien zostać zastąpiony innym, bazującym na parametrach ekologicznych. Podobnie jak w roku można ubiegłym zauważyć można niski poziom optymizmu dotyczący szans na wprowadzenie jakichkolwiek zachęt lub ułatwień dedykowanych bezpośrednio dla branży motoryzacyjnej w Polsce. Niemal 80% respondentów ocenia takie działania jako mało prawdopodobne lub zupełnie niemożliwe. Ta kwestia jest o tyle znacząca, że równolegle 65% badanych potwierdza, iż wprowadzenie zachęt lub pomocy skierowanej dla nabywców nowych samochodów w Polsce miałoby znaczący wpływ na polepszenie sytuacji branży w naszym kraju.

„Podjęcie w Polsce działań na rzecz stymulowania zakupu nowych samochodów przyniosłyby korzyści ekonomiczne, nie tylko dla ich użytkowników. Przede wszystkim, w długiej perspektywie, oznaczałoby to zwiększenie wpływów do budżetu państwa z tytułu rozszerzenia zatrudnienia oraz podniesienia nakładów inwestycyjnych podmiotów operujących w branży. Nie bez znaczenia jest fakt, że zastąpienie wysłużonych nierzadko aut nowymi modelami wpłynęłoby na poprawę ochrony środowiska i bezpieczeństwa na drogach. Potwierdzają to także wyniki naszego badania – dwie trzecie osób, które wzięły udział w ankiecie stwierdza, że obecny system fiskalny w Polsce powinien być zmieniony, w ten sposób by promować wymianę parku maszynowego na nowszy bardziej ekologiczny i bezpieczny” – dodaje Marek Turczyński, Partner w Dziale Audytu Deloitte.

Runicom pozyskał 2,8 mln zł na nowe inwestycje

Notowana na NewConnect spółka inwestycyjna Runicom S.A. zamknęła emisję obligacji zamiennych na akcje, pozyskując 2,8 mln zł. W przeprowadzonym przy udziale Runicom Corporate Finance procesie, nabywców znalazły wszystkie papiery Spółki oferowane w ramach emisji.

Emisja obligacji zamiennych na akcje serii G, o łącznej wartości 2,8 mln zł została przegłosowana przez Walne Zgromadzenie Runicom S.A. 2 stycznia br. Oprocentowanie papierów wynosi 14% w skali roku, a termin ich wykupu lub zamiany na akcje spółki przypada na 30 stycznia 2013 r. Środki z emisji zostaną przeznaczone na kolejne inwestycje kapitałowe zgodne ze strategią inwestycyjną Runicom S.A.

Jest to kolejna emisja dłużnych papierów wartościowych przeprowadzona przez Runicom S.A. w ostatnich trzech miesiącach. Tą drogą spółka pozyskała już blisko 7 mln zł, które to środki wykorzystuje do finansowania nowych przedsięwzięć inwestycyjnych.

Przy procesie emisji obligacji zamiennych na akcje Runicom S.A. doradzała powołana w połowie stycznia br. spółka zależna funduszu – Runicom Corporate Finance, wyspecjalizowana w zakresie poszukiwania sposobów finansowania spółek na rynku kapitałowym oraz dotychczasowy doradca finansowy Spółki – Sirius Corporate Solutions S.A.

Grupa KRUK SA wchodzi do Czech i na Słowację

KRUK International s.r.o. to nowa spółka na czeskim rynku zarządzania wierzytelnościami. Spółka należy do Grupy KRUK, będącej niekwestionowanym liderem w zakresie obsługi wierzytelności na rynkach Polski i Rumunii.

Od momentu rozpoczęcia działalności w Czechach do końca 2011 roku Grupa KRUK SA nabyła ponad 20 tys. wierzytelności o wartości nominalnej ponad 400 mln zł. dokonując zakupu m.in. od dwóch czołowych banków w Czechach. Obecnie KRUK International s.r.o. jest na etapie budowania relacji z partnerami biznesowymi i zamierza rozwijać swoją działalność na rynku czeskim w równie szybko tempie jak w Polsce i Rumunii.

„Rynek czeski jest dla nas bardzo atrakcyjny i widzimy tu dla siebie miejsce w czołówce branży.” – mówi Piotr Krupa, Prezes Zarządu Kruk S.A. „W związku z kryzysem gospodarczym także Czechom i Słowakom coraz trudniej regulować zobowiązania. Rośnie tym samym zapotrzebowanie na profesjonalne usługi zarządzania należnościami. Dzięki outsourcingowi wierzyciele mogą znacznie zmniejszyć koszty operacyjne i jednocześnie zwiększyć skuteczność odzyskiwania należności. Zadłużone osoby i firmy mogą przy tym uzyskać możliwość polubownego rozwiązania problemu długu i spłaty zaległości w miesięcznych ratach dopasowanych do możliwości ich domowego czy firmowego budżetu.” – podkreśla prezes Krupa.

KRUK wdraża w Czechach i na Słowacji unikatową i sprawdzoną już na rynkach polskim i rumuńskim strategię pro-ugodową. Daje ona możliwość spłacania należności w miesięcznych ratach i polubownego rozwiązania problemu długu.

„Nikt wcześniej nie stosował na czeskim rynku strategii prougodowej i nie edukował czeskiego społeczeństwa na taką skalę, jak robimy to od lat w innych krajach Europy Centralnej.” – mówi Vítězslav Kus, dyrektor Sprzedaży i Marketingu KRUK International s.r.o. „To nisza, którą wypełnimy też działaniami opartymi na zrozumieniu oczekiwań i możliwości osób zadłużonych oraz normalnym ludzkim podejściu.” – dodaje Kus.

KRUK International zaczyna w Czechach od obsługi wierzytelności bankowych. Docelowo firma chce świadczyć na rynku czeskim pełen zakres usług, podobny do tego, jaki kompleksowo oferuje w Polsce i Rumunii: od prewencji i monitoringu, przez windykację polubowną i sadową, aż po zakup portfeli należności.

Siłą Grupy jest wieloletnie doświadczenie oraz unikatowy know-how, ale również oparcie działalności zarządzania wierzytelnościami na badaniach społecznych zjawiska zadłużenia oraz postaw osób zadłużonych. KRUK stawia także na wysoką jakość oraz kulturę obsługi, przecząc stereotypom często towarzyszącym tej branży. „Tak obsługujemy osoby zadłużone, jak sami chcielibyśmy być traktowani, gdybyśmy znaleźli się w takiej sytuacji. To najkrótszy i najprostszy opis naszej strategii. My po prostu pomagamy spłacać długi.” – mówi Krzysztof Różycki, dyrektor zarządzający KRUK International s.r.o.

Inwestycje w Czechach i na Słowacji to nie ostatnie słowo w międzynarodowej ekspansji polskiej firmy windykacyjnej. W planach Grupy KRUK jest pojawienie się w nadchodzących latach na kolejnych rynkach Europy Centralnej w celu stworzenia największej firmy windykacyjnej w Europie Środkowej.

Weltbild członkiem IAB Związku Pracodawców Branży Internetowej

Weltbild Polska sp. z o.o. został członkiem Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, zrzeszającego takie firmy, jak Agora, Axel Springer, Onet czy Interia.

Weltbild Polska to lider wśród firm wysyłkowych, właściciel ogólnopolskiej sieci księgarń i jednego z największych sklepów internetowych w kraju, wydawca książek pod markami Świat Książki i Weltbild. Firma specjalizuje się w sprzedaży książek, których ofertę uzupełniają filmy, płyty z muzyką i gry komputerowe, a także dekoracje, upominki, akcesoria pielęgnacyjne i zdrowotne, AGD i drobne sprzęty elektroniczne.

Sklep Wetlbild.pl – internetowy kanał sprzedaży spółki Weltbild – plasuje się w pierwszej trójce internetowych sprzedawców książek i mediów w Polsce. Każdego miesiąca odnotowuje ponad milion unikalnych użytkowników (źródło: Gemius Traffic).

„Wierzymy w potęgę e-commerce, a rozwój sklepu internetowego to jeden z naszych priorytetów. Chcemy współtworzyć rzeczywistość i dobre standardy, dlatego zamierzamy aktywnie włączyć się w prace IAB. W szczególności interesują nas grupy robocze zajmujące się e-mail marketingiem, promocją marki w internecie i oczywiście e-commerce. Jesteśmy ważnym graczem, wolimy miejsce przy stole niż na widowni” – mówi Paweł Wojciechowski, dyrektor marketingu Weltbild Polska.

Wizz Air przeniesie bazę operacyjną na lotnisko Warszawa/Modlin

Wizz Air, największy nisko-kosztowy i nisko-taryfowy przewoźnik lotniczy w Środkowej i Wschodniej Europie, poinformował dzisiaj o przeniesieniu z dniem 18 lipca 2012 r. całej warszawskiej bazy operacyjnej na uruchamiane wkrótce lotnisko Warszawa/Modlin.

Wizz Air zdecydował się na przeniesienie warszawskiej sieci i bazy operacyjnej z portu lotniczego im. F. Chopina do Warszawy/Modlin, w celu ograniczenia kosztów. Port lotniczy Warszawa/Modlin znajduje się w dogodnym punkcie na północ od stolicy. Dojazd samochodem z centrum zajmuje ok. 40 minut. Lotnisko będzie funkcjonować całodobowo we wszystkie dni tygodnia. Wizz Air będzie mieć możliwość opracowania bardziej elastycznego rozkładu lotów, bez ograniczeń, które występowały na lotnisku głównym. Najistotniejszy jest fakt, że koszty związane z operacjami na lotnisku Warszawa/Modlin będą znacznie niższe, co pozwoli przewoźnikowi na obniżenie cen biletów. Wszystkie te czynniki są zgodne z założeniami Wizz Air dotyczącymi zapewnienia klientom jak najlepszych warunków podróży przy zachowaniu przystępnych cen.

Bilety są dostępne już w cenie 125 zł (w jedną stronę, all inclusive). Aby uczcić zachodzące zmiany, Wizz Air oferuje klientom zniżkę w wysokości 20% od ceny biletu na wszystkie loty przychodzące i wychodzące obsługiwane przez lotnisko Warszawa/Modlin, obowiązującą do piątku 3 lutego, 2012. Aby skorzystać z okazji, zarezerwuj bilet na wizzair.com!
Klienci, którzy zarezerwowali już bilety na samoloty wylatujące z warszawskiego lotniska im. F. Chopina 18 lipca 2012 roku lub po tym terminie, zostaną bezpośrednio powiadomieni o zmianie.

„Wizz Air bardzo cieszy fakt, iż możemy obniżyć ceny biletów dla pasażerów korzystających z nowego lotniska Warszawa/Modlin. Wierzymy, że nasi klienci przyjmą z radością oszczędności, które teraz możemy zapewnić i po tej zmianie będą nam towarzyszyć.” – powiedział John Stephenson, wiceprezes Wizz Air.

„Dla wszystkich pracowników Portu Lotniczego Warszawa/Modlin jest to wyjątkowy dzień. Dzisiaj naprawdę poczuliśmy, że nasze lotnisko staje się żywym organizmem i że nasz kilkuletni wysiłek przynosi realne rezultaty. Wizz Air to znakomita marka, rozpoznawalna i ciesząca się uznaniem pasażerów. Decyzja o otwarciu połączeń z Lotniska Warszawa/Modlin przez tak znaczącego przewoźnika sprawia, że mamy szansę stać się kluczowym węzłem komunikacyjnym w kraju. Jednocześnie oznacza to wysoko postawioną poprzeczkę. Mamy świadomość, że musimy sprostać oczekiwaniom Wizz Air’a i jego klientów. Jestem przekonany, że wspólnie odniesiemy sukces.” stwierdził Piotr Okienczyc prezes Portu Lotniczego Warszawa/Modlin.

Styczniowe losowanie OFE za nami

W tym roku tylko cztery otwarte fundusze emerytalne brały udział w losowaniu przeprowadzonym 31 stycznia w Centrali ZUS. Na każdy z nich przypadła rekordowa liczba członów, która wcześniej nie wybrała funduszu samodzielnie.

W wyniku wtorkowego losowania, do otwartych funduszy emerytalnych zostało przydzielonych 177 097 ubezpieczonych. W losowaniu uczestniczyły cztery fundusze, tj. PKO BP Bankowy OFE, Generali OFE, AXA OFE, Allianz Polska OFE. Są to fundusze, które osiągnęły wyższe niż średnia stopy zwrotu w dwóch kolejnych okresach rozliczeniowych i zarządzają mniej niż 10 proc. aktywów netto wszystkich funduszy. Z losowania wyłączone zostały trzy największe (pod względem liczby członków) fundusze emerytalne. Do PKO, Generali oraz AXA przydzielono po 44 274 ubezpieczonych, natomiast Allianz ma od 31 stycznia 44 275 klientów więcej.

Losowanie obejmuje ubezpieczonych, którzy mimo takiego obowiązku nie wybrali samodzielnie otwartego funduszu emerytalnego. A obowiązek wyboru OFE mają wszyscy urodzeni po 31 grudnia 1968 r., którzy podjęli pierwszą pracę bądź rozpoczęli prowadzenie własnej działalności gospodarczej.

Losowanie jest przeprowadzane dwa razy w roku, tj. w ostatnim roboczym dniu stycznia i lipca. ZUS przed każdym losowaniem wysyła korespondencję, w której przypominania o niedopełnionym obowiązku. Tym razem o konieczności podpisania umowy z OFE zawiadomiono 311 tys. osób, z których duża część zdążyła przed losowaniem wybrać fundusz.

Wylosowane osoby zostaną poinformowane o przydziale do OFE przez właściwy fundusz. Informacje tą przekaże również sam ZUS.

M10 S.A. z portfela IQ Partners S.A. zadebiutuje na NewConnect

Dziewiąta spółka z obecnego portfela inwestycyjnego IQ Partners S.A. zadebiutuje 6 lutego na NewConnect. Będzie nią M10 S.A. prowadząca działalność badawczo-rozwojową i licencyjną w zakresie tzw. automatów oraz algorytmów inwestycyjnych (automated trading).

Spółka M10 planuje tworzenie systemów inwestycyjnych, ich wszechstronne testowanie, a następnie oferowanie grup (portfolio) takich automatów w formie licencji klientom zainteresowanym ich wykorzystaniem. M10 koncentruje się obecnie na pracach dotyczących przygotowaniach pierwszych automatów inwestycyjnych, w tym na pracach związanych z ich wszechstronnym testowaniem.

Na mocy uchwały Zarządu Giełdy Papierów Papierów Wartościowych, 6 lutego 2012 będzie pierwszym dniem notowania w alternatywnym systemie obrotu na rynku NewConnect akcji zwykłych na okaziciela spółki M10 S.A. o wartości nominalnej 0,10 zł każda: a) 2.000.001 (dwóch milionów jednej) akcji serii A, b) 16.000.000 (szesnastu milionów) akcji serii B.
IQ Partners zainwestowało w M10 S.A. w marcu 2011 roku i na dzień dzisiejszy posiada – pośrednio poprzez wehikuł inwestycyjny InQbe – 42,78% akcji w spółce.

M10 to – po Zakupy.com, Site, Acreo, Langloo, Power Price, Mobile Partner, Legal Stream, Igoria Trade – dziewiąta spółka z obecnego portfela IQ Partners, która zadebiutuje na NewConnect. Na tym rynku znajdują się również spółki E-kiosk oraz E-muzyka, z których wyjście nastąpiło na początku 2011 roku.

Prezesi oceniają szanse w 2012

Prezesi wierzą we wzrost przychodów własnych firm w 2012 r., choć negatywnie oceniają szanse na poprawę sytuacji gospodarczej na świecie

Według przeprowadzonego przez PwC 15. corocznego badania „CEO Survey 2012” blisko połowa z ponad 1250 ankietowanych prezesów firm na świecie spodziewa się dalszego spowolnienia gospodarki światowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Jedynie 15% oczekuje poprawy w bieżącym roku.

Mimo takiej oceny sytuacji gospodarczej, 40% zarządzających na świecie wyraziło pewność, że ich spółki odnotują wzrost przychodów w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a szansę na poprawę wyników finansowych w tym roku widzi w sumie 84% ankietowanych. Stanowi to spadek w stosunku do 48% pewnych wzrostu w zeszłym roku, ale lekki ruch w górę, gdy poziom optymizmu porównamy z 2010 r., w którym głęboką pewność wyrażało zaledwie 31%.

W Polsce wahanie nastrojów jest jeszcze bardziej widoczne niż na świecie – obecnie jedynie 28% zarządzających jest „bardzo pewnych” wzrostu przychodów (w porównaniu z 66% rok temu), a 24% raczej lub w ogóle nie przewiduje osiągnięcia lepszych wyników w ciągu najbliższych 12 miesięcy (rok temu 6%). Najwięcej polskich ankietowanych weszło do grupy umiarkowanych optymistów, widzących mniejsze lub większe szanse na wzrost przychodów w 2012 r. (47%).

Największy spadek zaufania miał jednak miejsce w Europie Zachodniej, gdzie tylko 27% CEO jest pewnych wzrostu przychodów w swoich firmach (w porównaniu z niemal 40% w zeszłym roku). W Europie Środkowo – Wschodniej wciąż bardzo pewnych możliwości poprawy wyników finansowych w tym roku pozostaje 41% prezesów.

„Co ciekawe, zarządzający firmami na świecie wyrażają trzykrotnie większą pewność co do własnej zdolności generowania wzrostu niż istnienia takich możliwości po stronie gospodarki” – zauważa Olga Grygier – Siddons, prezes PwC w Polsce. „W dużej mierze wynika to ze świadomości, jak wiele pracy wykonano od początku kryzysu, aby przygotować przedsiębiorstwa do działania w trudnych warunkach. Wydaje się także, że tak długi cykl spowolnienia gospodarczego nauczył firmy, jak można działać w sposób jeszcze bardziej efektywny”.

Zaufanie długookresowe

W perspektywie długookresowej zaufanie ankietowanych również się obniżyło – na świecie 47% respondentów jest „głęboko przekonanych”, iż osiągną wzrost przychodów w ciągu następnych trzech lat, co stanowi spadek o 5% w stosunku do zeszłego roku. Mniej lub bardziej pewną szansę poprawy wyników w perspektywie 3 lat widzi natomiast w sumie 89% ankietowanych w badaniu globalnym (94% rok temu).

W Polsce w odniesieniu do horyzontu trzyletniego optymizm CEO jest nieznacznie wyższy niż w perspektywie 12 miesięcznej – 33% jest zdecydowanie pewnych, że poprawi wynik finansowy do 2015 r. Po raz kolejny możemy obserwować, że reakcje i zmiany nastrojów polskich menedżerów są bardziej gwałtowne od tych, które obserwujemy na świecie. W sumie 87% zarządzających polskimi przedsiębiorstwami widzi obecnie jedynie mniejszą lub większą szansę wzrostu w perspektywie trzech lat, podczas gdy w zeszłym roku aż 3/4 prezesów było wręcz pewnych poprawy wyniku.

Nastroje na innych kontynentach

Również w Indiach nastąpił zauważalny spadek zaufania – tylko 55% indyjskich prezesów jest głęboko przekonanych, że ich spółki odnotują wzrost przychodów. Stanowi to spadek w stosunku do 88% w zeszłym roku. W Stanach Zjednoczonych 41% ankietowanych jest głęboko przekonanych, że w krótkim terminie ich spółki odnotują wzrost (spadek z 45% w zeszłym roku). Wzrosło natomiast zaufanie wśród prezesów spółek w Afryce, gdzie 57% ankietowanych oczekuje wzrostu, podczas gdy w zeszłym roku było to 50%.

Zaufanie krótkoterminowe spadło również wśród ankietowanych w Azji i Oceanii, gdzie obniżyło się do 42% z 54% w zeszłym roku. Najwyższy spadek zaufania w regionie Azji i Oceanii odnotowano w Chinach, gdzie 51% ankietowanych – w porównaniu z 72% w zeszłym roku – jest „głęboko przekonanych” o wzroście.

„Trwający w Unii Europejskiej kryzys zadłużeniowy, obok innych czynników powodujących niepewność, obniżył wiarę we wzrost gospodarczy na całym świecie. Nawet dynamicznie rozwijające się gospodarki Azji czy Ameryki Łacińskiej nie są odporne na rzeczywistość przeciągającej się stagnacji ekonomicznej” – mówi prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Spodziewane zmiany zatrudnienia

Pomimo ostrożnych lub wręcz pesymistycznych ocen sytuacji gospodarczej, ponad połowa ankietowanych spodziewa się zwiększenia zatrudnienia w swoich przedsiębiorstwach w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

W Polsce mniejszy optymizm dotyczący możliwości wzrostu w obecnej sytuacji gospodarczej przekłada się na bardziej ostrożne plany zatrudnieniowe – podczas gdy na świecie wzrostu liczby pracowników oczekuje 51%, a spadku tylko 18% firm, w Polsce zwiększenia zatrudnienia oczekuje już tylko 30%, a redukcji personelu aż 28% ankietowanych.

Pomimo panującej wciąż niekorzystnej sytuacji ekonomicznej, w ostatnim roku około połowa przedsiębiorstw ankietowanych przez PwC podnosiła zatrudnienie. W naszym kraju liczba pracowników wzrosła w 47%, a globalnie w 53% ankietowanych organizacji. Zdecydowana mniejszość firm, odpowiednio 22% w Polsce i 23% na świecie, decydowała się na redukcje zatrudnienia.

„Pozostaje mieć nadzieje, że spełnią się relatywnie dobre prognozy makroekonomiczne dla Polski i pozwolą przedsiębiorstwom na nieco bardziej aktywną politykę zatrudnieniową. Z drugiej strony należy pamiętać, iż według większości dostępnych prognoz na 2012 rok, wzrost gospodarczy będzie najprawdopodobniej niższy niż 3%. Jak do tej pory, co najmniej ten poziom był konieczny do osiągnięcia wzrostu zatrudnienia w naszym kraju” – zauważa prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Jeżeli spojrzymy na ankietowane przedsiębiorstwa w podziale na polskie firmy prywatne i firmy zagraniczne prowadzące biznes w Polsce, widać wyraźnie, iż polskie firmy – mniejsze i pozbawione wsparcia firmy – matki – są bardziej zachowawcze w realizowanej polityce kadrowej. Tylko 15% z rodzimych przedsiębiorców planuje zwiększać zatrudnienie, podczas gdy w zachodnich przedsiębiorstwach działających na naszym rynku prawie 40%.

Szanse i zagrożenia dla biznesu

Patrząc na to, co najbardziej niepokoi prezesów ankietowanych przez PwC – na pierwszym miejscu znajduje się niepewność wzrostu gospodarczego, którą to obawę w większym stopniu wyrażają zarządzający firmami w Polsce (87%), niż na świecie (80%). Wśród polskich przedsiębiorstw w ścisłej czołówce wyzwań znalazły się: wahania kursów walutowych (81% wobec 58% na świecie), bardziej agresywna polityka ze strony konkurencji (74% w Polsce – pytanie nie było uwzględnione w badaniu globalnym), niestabilne rynki kapitałowe (73% wobec 64% na świecie), zmiana popytu i zachowań konsumentów (69% wobec 50% na świecie) oraz inflacja (63% wobec 42% na świecie).

W badaniu widać większe niż przeciętnie zaufanie polskich prezesów wobec władz państwowych– są oni mniej niż inni zaniepokojeni reakcją władz na problem zadłużenia (w Polsce 62% wobec 66% na świecie), nadmiernym stopniem regulacji rynku (w Polsce 54% wobec 56% na świecie), czy tendencjami protekcjonistycznymi rządów (w Polsce 33% wobec 44% na świecie). Podobny jak przeciętnie na świecie stopień zaniepokojenia dotyczy występowania korupcji w życiu gospodarczym (w Polsce i na świecie po 34%).

Gdzie szukać możliwości wzrostu?

Prawie 1/3 ankietowanych na świecie zamierza szukać możliwości wzrostu poprzez zwiększanie udziału w dotychczasowych rynkach oraz rozwój nowych produktów i usług. Penetracja nowych rynków (18%) i podejmowanie wspólnych przedsięwzięć oraz wchodzenie w nowe alianse (10%) to – zdaniem respondentów w badaniu globalnym – również działania mogące zapewnić wzrost w najbliższych 12 miesiącach.

Tymczasem zarządzający firmami w Polsce upatrują okazji rozwojowych przede wszystkim w zwiększeniu udziału na obecnych rynkach (58% wobec jedynie 30% na świecie. Ponadto, rzadziej widzą szanse we wprowadzeniu nowych produktów lub usług (21% wobec 28%) oraz w rozwoju na nowych rynkach geograficznych (16% wobec 18% na świecie). Polscy ankietowani właściwie nie widzą dla siebie szans rozwojowych w nowych wspólnych przedsięwzięciach lub aliansach strategicznych (rozważane zaledwie przez 4% wobec 10% na świecie), nie dostrzegają też istotnych możliwości rozwoju poprzez fuzje i przejęcia (tu zainteresowanie ogranicza się do 1% wobec 12% na świecie).

„Konserwatyzm zarządzających firmami w Polsce w dużej mierze ma swoje uzasadnienie w obecnym stopniu rozwoju polskiej gospodarki. Dla polskich firm ekspansja na nowe rynki, zwłaszcza zagraniczne, jest ciągle bardziej ryzykowna, podczas gdy potrzeby polskich konsumentów wciąż nie są zaspokojone, co daje szanse na rozwój skoncentrowany przede wszystkim na tradycyjnych i lokalnych rynkach. Sytuacja ta będzie się najprawdopodobniej zmieniać wraz ze wzrostem nasycenia rynku lokalnego” – podkreśla Olga Grygier – Siddons, prezes PwC w Polsce.

W opinii ankietowanych na świecie (59%) rynki wschodzące są ważniejsze dla przyszłości ich spółek niż gospodarki bardziej rozwinięte. Za najbardziej rozwojowe uznano rynki krajów BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny), a obok nich także USA i Niemcy. Generalnie, poproszeni o wymienienie trzech najważniejszych rynków rozwojowych, ankietowani wskazali ponad 60 różnych krajów. Polska znalazła się na 21 pozycji – z Europy Środkowo – Wschodniej wyżej w ocenie prezesów zakwalifikowała się tylko Rosja.

Czas na zmiany

Zmienna sytuacja gospodarcza i mniejsze możliwości organicznego rozwoju przedsiębiorstwa oznaczają konieczność zmiany – aż 69% zarządzających firmami na świecie i 64% w Polsce przewiduje, iż w ciągu najbliższych 12 miesięcy dokona modyfikacji strategii.

Sytuacja na poszczególnych rynkach zdecydowanie różnicuje priorytety prezesów – o ile na świecie obszarem, w którym CEO widzą potrzebę największych zmian w swoich organizacjach jest zarządzanie talentami (78%), o tyle w Polsce zajmuje ono na agendzie prezesów dopiero piąte miejsce (62% wskazań).

„Polskie firmy nadal nie odczuwają problemów z rekrutacją talentów – tylko mniej niż ¼ ankietowanych uważa, że zatrudnianie nowych osób jest w tej chwili trudniejsze niż wcześniej. Z jednej strony oznacza to, że jakość kapitału ludzkiego wciąż pozostaje silną przewagą konkurencyjną zarówno polskich przedsiębiorstw, jak i Polski, z drugiej jednak -zasługuje na głębszą refleksję. Łatwiejsza sytuacja na rynku pracy – z punktu widzenia dostępności pracowników – nie powinna bowiem zwalniać firm z zarządzania talentami i inwestycji w kapitał ludzki” – zauważa Olga Grygier –Siddons, prezes PwC w Polsce.

Na podobnym poziomie w Polsce i na świecie jest natomiast gotowość do inwestycji w badania i rozwój, zdolności innowacyjne i nowe technologie, które planuje ok. ¾ prezesów (jest to nr 1 na agendzie CEO w Polsce i nr 2 na świecie). Co ciekawe, polscy respondenci jako najważniejsze postrzegają przede wszystkim te innowacje, które mogą przynieść oszczędności w obecnych procesach (76% wobec 66% na świecie), lub zmienić aktualnie oferowane dobra i/lub usługi (69% wobec 54%). Zdecydowanie rzadziej natomiast wskazują na istotność innowacji prowadzących do powstania nowych produktów (56% wobec 68% na świecie), czy nowych modeli biznesowych (44% wobec 56%).

Prezesi na świecie są zgodni, iż w tak zmiennym otoczeniu biznesowym, większej uwagi wymaga zarządzanie ryzykiem (70% w Polsce czyli nr 2 na liście zmian i 67% na świecie – nr 4). Zmian wymaga także struktura organizacyjna (w tym fuzje i przejęcia) – taką potrzebę widzi 62% prezesów w Polsce i 72% na świecie (nr 3 na liście zmian w Polsce i globalnie). Zarządzający największymi przedsiębiorstwami zwracają także uwagę na korzyści płynące z reputacji firmy i zamierzają w większym stopniu koncentrować się na budowie zaufania do swojej organizacji (57% w Polsce i 50% na świecie).

W centrum uwagi ankietowanych na świecie wciąż pozostaje redukcja kosztów – 76% wskazało, że obcięło koszty w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co stanowi spadek w stosunku do 84% w zeszłym roku. Może to świadczyć o tym, że działania restrukturyzacyjne wprowadzone w życie rok temu, przynoszą trwałe korzyści i przedsiębiorstwom udało się utrzymać niską bazę kosztową. Wciąż jednak 66% prezesów planuje ciąć koszty w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Dr Janusz Fiszer partnerem w PwC

Firma doradcza PwC poinformowała, że 1 lutego 2012 r. do grona jej partnerów dołączył jeden z najbardziej uznanych ekspertów podatkowych w Polsce – dr Janusz Fiszer.

Dr Fiszer jest radcą prawnym i doradcą podatkowym, absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a także doktorem nauk prawnych.

Nowy partner w PwC będzie doradzał klientom zarówno w zakresie polskich przepisów podatkowych, jak regulacji międzynarodowych. Będzie wspierał klientów PwC w szeroko pojętej optymalizacji podatkowej, m.in. w transakcjach fuzji i przejęć oraz restrukturyzacjach grup kapitałowych.

Przed dołączeniem do PwC dr Fiszer pełnił funkcję partnera w międzynarodowej kancelarii prawnej. Jego bogate doświadczenie zawodowe obejmuje różnorodne kwestie podatkowe – zarówno na gruncie przepisów krajowych, jak i regulacji międzynarodowych. Specjalizuje się w zagadnieniach rynku kapitałowego, fuzji i przejęć oraz przepisów prawa pracy.

W ciągu ostatnich 20 lat dr Fiszer udzielał się jako niezależny ekspert w komisjach parlamentarnych (doradzał m.in. przy tworzeniu projektów ustaw o PIT i VAT). Był również jednym z negocjatorów umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Dr Fiszer był zaangażowany w wiele głośnych transakcji fuzji i przejęć na polskim rynku, zarówno w odniesieniu do spółek prywatnych, jak i podmiotów publicznych.

Jest współzałożycielem i byłym prezesem zarządu w polskim oddziale IFA (International Fiscal Association).

Dr Fiszer jest regularnie nagradzany w rankingach doradców podatkowych: zarówno w Polsce, jak i za granicą (rankingi Chambers Europe, PLC Which lawyer? i World Tax).

Stulatkowie otwierają listy dłużników

Mimo sędziwego wieku trafił do Krajowego Rejestru Długów. Ma 105 lat i jest winien 1572 zł. Stulatkowie otwierają listy dłużników aż w 4 województwach. W ostatnim czasie zwiększył się procentowy udział emerytów wśród dłużników notowanych w KRD. O ile rok temu było ich nieco ponad 3%, to teraz już 6,51%.

Dominują osoby do 70-roku życia, które stanowią 73,78%, 80-latkowie to blisko 21% zadłużonych seniorów, 90-latkowie to niecałe 5%, a emeryci powyżej 90 roku życia to 0,38%.

O ile rosnące zadłużenie emerytów do 70 roku życia można tłumaczyć jeszcze niespłaconymi należnościami z okresu aktywności zawodowej, to trudno uwierzyć, aby osoby starsze niż 70 lat zaciągały kolejne zobowiązania dla zaspokojenia swoich potrzeb. Zwłaszcza, że najczęściej ich wierzycielami są albo banki, albo już firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne, czyli instytucje, które odkupują długi najczęściej właśnie od banków.

– Starsi ludzie coraz częściej padają ofiarą swoich bliskich, którzy w ich imieniu zaciągają pożyczki i następnie nie spłacają tych zobowiązań. O ile można zrozumieć, że sędziwy emeryt może nie mieć pieniędzy na opłacenie rachunków za prąd czy gaz, to trudno przyjąć, że namiętnie kupuje coś na raty – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

ABC Data 70 mln zł zysku w 2011 r.

ABC Data podał szacunkowe wyniki za minione dwanaście miesięcy. Zysk netto Spółki był o 152 proc. wyższy niż zakładała prognoza i wyniósł 70 mln zł.

Wyższe, od zakładanej prognozy, szacunkowe wyniki są efektem bardzo dobrego dla ABC Data ostatniego kwartału 2011 r. Wpływ na osiągnięty wynik miała także transakcja wniesienia do spółki zależnej zorganizowanej części przedsiębiorstwa zajmującej się marketingiem i posiadającej prawa do znaków towarowych spółki. Bez uwzględnienia tej transakcji zysk netto wyniósłby 47,2 mln zł, czyli również powyżej prognozy. Przychody ABC Data w minionych 12 miesiącach były na poziomie 3,3 mld zł, a wynik EBITDA (zysk operacyjny plus amortyzacja) wyniósł 70,3 mln zł.

„Druga połowa zeszłego roku okazała się dla nas bardzo udana. Rekordowo wysokie były przychody i zyski ABC Daty w czwartym kwartale. Liczymy, że na początku 2012 roku uda się podtrzymać pozytywne tendencje i dynamiczny rozwój.” – mówi Michał Rumiński, prezes ABC Data.

Rok 2011 był bardzo ważny z punktu widzenia strategicznego rozwoju Grupy ABC Data. Do rynków, na których operuje Spółka, dołączyły Łotwa i Estonia, od tego momentu Spółka prowadzi bezpośrednią działalność dystrybucyjną w siedmiu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, planując wejście do kolejnych krajów w roku 2012. W czerwcu 2011 roku ABC Data na rynek wprowadziła pierwszą markę własną, czyli Colorovo, które oferuje alternatywne materiały eksploatacyjne do drukarek, a jej produkty dostępne są w całej sieci sprzedaży Spółki. Projekt ten już w tym roku powinien przynieść istotną kontrybucję do zysku netto ABC Daty.

„Mamy w planach wejście na kolejne rynki. Po dokonaniu tego będziemy działali na rynkach zamieszkałych przez 100 mln osób. Już dzisiaj operujemy na rynku 85-cio milionowym, co czyni naszą ofertę wyjątkowo atrakcyjną dla producentów i partnerów handlowych. Jest to najdynamiczniej rozwijający się obszar Europy.” – dodaje Michał Rumiński.

Dobre perspektywy inwestycji zagranicznych w Polsce

45% międzynarodowych firm, które posiadają zagraniczne inwestycje w krajach rozwijających się wskazuje Polskę jako jedną z lokalizacji, która oferuje największe możliwości zwiększenia dochodów w perspektywie 3 lat. Nasz kraj znalazł się na drugim miejscu w Europie Wschodniej zaraz po Rosji. Jednym z warunków sukcesu, nie tylko w Polsce, ale we wszystkich rozwijających się gospodarkach będzie unikalne podejście i dostosowanie swojej oferty do potrzeb lokalnych konsumentów – wynika z raportu „Fortresses and Footholds: Emerging market growth strategies, practices and outlook” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

W czasach, gdy większość rozwiniętych gospodarek ciągle próbuje uporać się ze skutkami kryzysu gospodarczego, który rozpoczął się w 2008 r. w państwach takich jak Chiny, Indie czy Brazylia oczekuje się dużego wzrostu. Przewiduje się, że wschodzące rynki w ciągu najbliższych 7 lat będą odpowiadać za większość światowego produktu krajowego brutto. Zmieni się także pozycja tych gospodarek na światowej mapie – o ile pierwotnie inwestowano w nich głównie w celu ograniczenia kosztów, o tyle obecnie zaangażowanie na rynkach wschodzących postrzegane jest jako istotny czynnik generujący realny wzrost przychodów. Trzeba jednak pamiętać, że ta grupa nie jest jednolita pod względem tempa rozwoju – wg szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego Chiny będą rosły w tempie 9% w 2012 r., Indie – 7,5%. Wzrost w innych państwach będzie bardziej umiarkowany i osiągnie poziom 4,1% w Rosji oraz 3,6% w Brazylii i Meksyku.

Specjaliści odpowiedzialni w globalnych firmach za rynki wschodzące spodziewają się tam wzrostów przychodów nawet na poziomie 25% w perspektywie najbliższych 3 lat. Największe nadzieje wiążą z Indiami i Chinami – odpowiednio 57 % i 56% respondentów ocenia, że na tych rynkach, co najmniej tak wysoki wzrost jest realny. Obiecujące perspektywy rysują się także przed inwestorami w Brazyliina możliwość wypracowania dobrych wyników w tym kraju wskazuje 49% osób badanych przez firmę Deloitte. Na liście gospodarek, które mają duży potencjał jest także Rosja, Meksyk, Argentyna, państwa zlokalizowane na południowym wschodzie Azji oraz Polska. 28% ankietowanych specjalistów przyznało, że rynki wschodzące już teraz generują ponad 30% globalnego przychodu, a ponad połowa badanych (51%) oczekuje, że osiągną ten poziom w ciągu najbliższych 3 lat. W regionie Europy Wschodniej Polska znalazła się na drugim miejscu jako najbardziej atrakcyjny dla inwestorów angażujących się w rynki wschodzące, zaraz po Rosji – wskazało ją 45% badanych. „Polska została wskazana jako rynek z którym inwestorzy wiążą wzrost dochodów w najbliższych latach, co jest wyrazem zmiany w strategiach planowania wzrostu przez miedzynarodowe korporacje. Dotąd te rynki były przede wszystkim źródłem oszczędności kosztów” – komentuje Magdalena Burnat–Mikosz, Partner Deloitte odpowiedzialna za R&D and Governement Incentives w Europie Środkowej.

W ramach planowania strategii rozwoju na rynkach wschodzących firmy muszą postanowić czy decydują się na wzrost organiczny, będą szukać możliwości zawiązania joint venture czy też wejdą na regionalny rynek poprzez przejęcie lokalnego gracza. Dla większości respondentów, niezależnie od branży, którą reprezentują wzrost organiczny będzie głównym motorem rozwoju – stwierdziło tak 61% badanych. Zaledwie 20% specjalistów wskazało na możliwość nawiązania współpracy z lokalną firmą, jeszcze mniej – 10% deklaruje chęć rozwoju poprzez fuzje i przejęcia.

Otwieranie lokalnych oddziałów na rynkach wschodzących pozwala nie tylko lepiej poznać potrzeby lokalnych konsumentów, ale także ułatwia budowanie świadomości marki, oraz daje lepszą pozycję negocjacyjną w rozmowach z administracją lokalną czy rządową. Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika, że najlepsze rezultaty dawały strategie, które w rozwój biznesu włączały lokalne centra sprzedażowe – na powodzenie tego rozwiązania wskazało 62% respondentów. Wysoko ocenione zostały także rozwiązania, które uwzględniają prowadzenie lokalnie centrów badań i rozwoju – rekomenduje je 45% badanych. „Taki trend odpowada potrzebom przyciagania inwestycji o dużej wartości dodanej do gospodarki, nie tylko w infratrukturę ale także w kapitał ludzki” – dodaje Magdalena Burnat–Mikosz.

Niezależnie od obiecujących perspektyw globalne firmy muszą zmierzyć się z kilkoma istotnymi wyzwaniami. Z przeprowadzonego badania wynika, że największym z nich będzie budowanie świadomości marki na konkretnym rynku – to zagadnienie znalazło się w pierwszej trójce najważniejszych wyzwań na wszystkich rynkach. W Ameryce Łacińskiej (oprócz Brazylii) było wskazywane na pierwszym miejscu. Istotną kwestią było także dostarczenie produktów i usług w umiarkowanych cenach. Z racji na duże zróżnicowanie rynków wschodzących występowały różnice pomiędzy poszczególnymi krajami – w Chinach na przykład największym problemem dla międzynarodowych firm okazuje się niedostateczna ochrona własności intelektualnych. Z kolei w Indiach, w Rosji i Europie Wschodniej największą przeszkodą w rozwijaniu biznesu jest protekcjonizm wobec narodowych producentów i nadmierna biurokracja.

Tłumaczenia techniczne angielski Kraków

88

tłumaczenia techniczne angielski KrakówJeśli interesują cię tłumaczenia techniczne języka angielskiego w Krakowie zapraszamy do skorzystania z usług krakowskiego Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o..

Biuro Tłumaczeń wykonuje profesjonalne tłumaczenia techniczne oraz specjalistyczne w języku angielskim.

Aby uzyskać bezpłatną wycenę lub zamówić usługę tłumaczenia, należy przesłać zapytanie na adres mailowy biura lub skorzystać z formularza wyceny na stronie internetowej: http://123tlumacz.com. Zachęcamy także do kontaktu pod numerem telefonu: 881-500-123.

Wszystkie tłumaczenia techniczne i specjalistyczne wyceniane są indywidualnie. Podczas wyceny brane są pod uwagę różne czynniki, w tym zakres słownictwa, specyfika branżowa.

Tłumaczenia ustne angielski Kraków

Tłumaczenia ustne angielski KrakówJeśli interesują cię tłumaczenia ustne języka angielskiego w Krakowie (podczas rozmów biznesowych, spotkań, szkoleń, wykładów itp.) zapraszamy do skorzystania z usług krakowskiego Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o..

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. Kraków wykonuje profesjonalne tłumaczenia ustne symultaniczne i konsekutywne w języku angielskim. Firma zapewnia również obsługę spotkań, konferencji, prezentacji, wykładów oraz negocjacji handlowych.

Aby uzyskać bezpłatną wycenę lub zamówić usługę tłumaczenia ustnego, należy przesłać zapytanie na adres mailowy lub skorzystać z formularza wyceny na stronie internetowej: http://123tlumacz.com/.

Wszystkie tłumaczenia ustne wyceniane są indywidualnie. Podczas wyceny brane są pod uwagę różne czynniki, w tym ilość godzin, para językowa, typ tłumaczenia.

Przyspieszony rozwój systemów Business Intelligence

Według analiz Gartnera (2011), do 2014 r. 30% aplikacji Business Intelligence (BI) będzie „zdolnych” proaktywnie przewidywać rzeczywistość biznesową. Liczne badania potwierdzają rosnące znaczenie narzędzi BI i prognozują, że ich upowszechnieniu, także w polskich przedsiębiorstwach, paradoksalnie może pomóc globalne spowolnienie gospodarcze.

Business Intelligence (BI), nazywany „wschodzącą technologią”, jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów rynku IT. Potwierdza to najnowsza analiza Forrester Research, według której Business Intelligence będzie najszybciej ewoluującym narzędziem wśród nowoczesnych technologii w ciągu najbliższych 3 lat. Co więcej, aż 50% respondentów określiło BI jako narzędzie, które może wygenerować jeszcze większą wartość dodaną dla biznesu.

BI to aplikacje i technologie wspomagające procesy decyzyjne poprzez zbieranie, gromadzenie i analizowanie danych teraźniejszych i przeszłych, dotyczących np. sprzedaży, produkcji, magazynowania, dystrybucji czy działań konkurencji. Jak wynika z badań Forrester Research2, to właśnie analizy biznesowe pełnią najważniejszą funkcję w projektach IT (70%), przed planowaniem i budowaniem architektury informatycznej (66%) i zarządzaniem projektami (65%). Według ekspertów, Business Intelligence to już nie tyle źródło przewagi konkurencyjnej na rynku, ale standard, który odpowiednio wykorzystany może zwiększyć zyski organizacji, zwłaszcza w obliczu spowolnienia gospodarczego.

– Brak inwestycji w obszarze BI bardzo szybko doprowadza do wzrostu kosztów oraz zmusza firmę do podążania za trendem wyznaczonym przez innych. Dziś BI nie jest wartością dodaną, ale stanowi o „być czy nie być” firmy na rynku – wyjaśnia Jacek Sośnia, Architekt Systemów Informatycznych w Globalnym Centrum Biznesowym Procter & Gamble w Warszawie. – W perspektywie kolejnych lat będziemy obserwować dynamiczny rozwój systemów wirtualizujących rzeczywistość, które będą nie tylko opisywać i interpretować świat zastany, ale i przewidywać co wydarzy się w kolejnych kwartałach czy nawet latach. Proaktywne aplikacje przyszłości będą odkrywały modele biznesowe, o których nikt wcześniej nie myślał – dodaje Jacek Sośnia.

Potwierdzają to analizy Gartnera, z których wynika, że w najbliższej przyszłości będziemy obserwować dynamiczny rozwój aplikacji typu BI. Do 2013 r., 33% funkcji, jakie niesie za sobą BI będzie wykorzystywanych w urządzeniach przenośnych. Firmy zaczną również wykorzystywać na szeroką skalę wewnętrzne sieci intranetowe jako źródło danych, wspierających podejmowanie decyzji, a 40% wydatków na analizy biznesowe pochłoną systemy integrujące, a nie jak dotąd dostawcy aplikacji software. Dodatkowo, według Forrester Research (2011), BI będzie wykorzystywany przy coraz większej liczbie procesów biznesowych, a do 2020 r. będzie narzędziem na tyle rozwiniętym, że nie będzie przypominał tego, czym firmy posługują się dziś. Zdaniem Jacka Sośni, pewną ilościową zmianą jest i będzie również przekazywanie dostępu do narzędzi BI coraz większej grupie osób.

– Jeszcze 10 lat temu z narzędzi BI korzystali tylko analitycy i planiści, dostarczający wyników swojej pracy do kadry zarządzającej. Dziś systemy BI są dostępne dla ponad połowy pracowników P&G, a także dla wyselekcjonowanych interesariuszy z zewnątrz. Czasy, kiedy tylko matematycy zajmowali się analizą danych już minęły – mówi Jacek Sośnia.
Upowszechnianie rozwiązań BI na różnych szczeblach organizacji jest również wynikiem zwiększania się liczby danych, jakie firmy muszą przetwarzać. W Globalnym Centrum Biznesowym Procter & Gamble w Warszawie, specjaliści codziennie analizują terabajty danych, na podstawie których zapadają strategiczne decyzje dotyczące rozwoju produktów i inwestycji.

Druga fala rozwoju

Zainteresowanie analizami biznesowymi wzrosło na fali ostatniego kryzysu gospodarczego (2008 – 2009), a także niepokojów społecznych i politycznych na Bliskim Wschodzie (2011). Wiele firm zdało sobie wówczas sprawę, że nie jest w stanie dostatecznie szybko reagować na nieprzewidziane wydarzenia. Dlatego eksperci, przewidują, że nakłady na inwestycje w aplikacje Business Intelligence będą nadal rosły i ewoluowały w stronę bardziej zaawansowanych rozwiązań. Zwłaszcza w obliczu zjawiska kaskadowego kryzysu przewidywanie możliwych scenariuszy w różnych obszarach rynku staje się bezwzględną koniecznością. Badania IBM (2011), wskazują, że aż 76% CEO wymienia biznesowe analizy danych jako kluczowy czynnik sukcesu w ciągu kolejnych 5 lat, przed takimi elementami jak: „bycie blisko klienta” czy „kompetencje pracowników”. Według badań CIO Insight, ponad 70% CIO wskazuje, że BI odgrywa istotna rolę w wynikach finansowych ich firm, zaznaczając jednak, że jest jeszcze wiele funkcji, których obecne na rynku systemy nie spełniają. Jedną z kluczowych potrzeb biznesu jest integracja danych i ich głębsze osadzanie w procesach biznesowych. Rośnie również popyt na rozwiązania dedykowane dla poszczególnych branż. Część firm korzysta z uniwersalnych systemów dostępnych na rynku, a część tworzy własne aplikacje, wykorzysujące unikalne algorytmy.

– W P&G analizy biznesowe są dostarczane przez centrum usług wspólnych Global Business Services. Centrum tworzy dedykowane rozwiązania przeznaczone dla oddziałów koncernu na całym świecie oraz dostarcza im analizy w czasie rzeczywistym. Dzięki temu koncern szybciej i elastyczniej reaguje na zmiany na rynku, w tym także zmieniające się preferencje konsumentów – mówi Jan Wenda, Manager Globalnej Platformy Analitycznej w Globalnym Centrum Biznesowym P&G GBS w Warszawie.

Dzięki analizie wskaźników, np. demograficznych i ich korelacji z danymi np. sprzedażowymi firma może przewidzieć gdzie i kiedy rozpocząć produkcję, jakie usługi wprowadzić na rynek i na jaką skalę, a także kiedy objąć je promocją czy wycofać z rynku.

Rozwiązania Business Intelligence są wykorzystywane nie tylko w zagranicznych korporacjach, ale i przedsiębiorstwach z polskim kapitałem, które inwestują w złożone i coraz bardziej zaawansowane aplikacje BI. Przykładowo, polska firma Holicon, świadcząca usługi contact center wykorzystuje tzw. Platformę Wymiany Informacji (PWI), która gromadzi i standaryzuje dane dotyczące ruchu telefonicznego, czasu pracy konsultantów czy osiąganego poziomu wskaźników KPI, zdefiniowanych przez klientów. Przechowywane informacje tworzą Hurtownie Danych, z którymi zintegrowane są moduły raportujące.

– Narzędzia raportujące dostarczają informacje o bieżących oraz historycznych wynikach biznesowych, a także pozwalają na przeprowadzenie analiz wielowymiarowych. Dzięki temu, managerowie projektów uzyskują informacje pozwalające określić bieżący stan kluczowych wskaźników i jego przyczyny – wyjaśnia Krzysztof Chyliński, Dyrektor Technologii Holicon. – Przy dużej skali działania, liczbie klientów i pracowników rozwiązania Business Intelligence są niezbędne, aby prognozować zjawiska ekonomiczne w branży i podejmować trafne decyzje biznesowe – dodaje Krzysztof Chyliński.
Ta inwestycja się opłaca

Według IDC, średnia stopa zwrotu z inwestycji z Business Intelligence wśród amerykańskich i europejskich firm wynosi 112%. Użytkownicy narzędzi BI zauważają wzrost jakości prowadzonych procesów biznesowych (54%), wzrost produktywności (42%) i redukcję kosztów (4%). Przy czym analizy IDC wykazują, że im szersze wykorzystanie BI, tym szybszy i większy ROI. Ogólnoświatowe spowolnienie gospodarcze będzie zapewne sprzyjać upowszechnianiu rozwiązań analitycznych w organizacjach, a także digitalizacji i automatyzacji analiz. Po pierwszym kryzysie ekonomicznym, aż 70% respondentów twierdziło, że rozwiązania BI mogą skutecznie niwelować skutki zawirowań gospodarczych3. Podobne oczekiwania managerowie wykazują i teraz.

Goldenline w grupie Agory

Agora S.A. została mniejszościowym udziałowcem spółki Goldenline Sp. z o. o., właściciela portalu społecznościowego Goldenline.pl

– Zakończyliśmy negocjacje ze wspólnikami spółki Goldenline Sp. z o. o. („Wspólnicy”, „Spółka”) i podpisaliśmy ze Wspólnikami umowę sprzedaży udziałów oraz umowę wspólników. W wyniku realizacji tych umów, poprzez nabycie części udziałów od Wspólników, Agora S.A. stała się posiadaczem pakietu 36% udziałów Spółki dających prawo do wykonywania 36% głosów na zgromadzeniu wspólników Spółki. Łączna cena zapłacona za 36% udziałów Spółki wyniosła 11.520.000 zł, co implikuje wartość całej Spółki na poziomie 32 mln zł i daje mnożnik transakcyjny do oczekiwanych przychodów ze sprzedaży za 2011 rok w wysokości około 3,5 – powiedział Zbigniew Bąk, wiceprezes zarządu Agory.

– Inwestycja jest zgodna z naszą strategią internetową i wzmocni pozycję Grupy Agora w zakresie serwisów społecznościowych oraz w kategorii „praca”. Obecny prezes zarządu Spółki, Mariusz Gralewski, pozostanie na stanowisku i nadal będzie odpowiedzialny za strategię i rozwój Spółki. Będziemy wspólnie rozwijać Spółkę zgodnie z pierwotną wizją strategiczną jej założycieli. Spółka jest już rentowna i w chwili obecnej nie wymaga dokapitalizowania – powiedział Tomasz Józefacki, członek zarządu i dyrektor segmentu Internet Agory.

Na mocy zmienionej umowy Spółki oraz umowy wspólników podpisanej przez Agorę i Wspólników, Agora otrzymała szereg uprawnień typowych dla udziałowca mniejszościowego, z których najważniejsze to: (i) proporcjonalne prawo pierwszeństwa nabycia udziałów w przypadku zamiaru zbycia udziałów przez któregokolwiek ze Wspólników; (ii) prawo powoływania i odwoływania jednego z dwóch członków zarządu Spółki; (iii) prawo powoływania i odwoływania dwóch z pięciu członków rady nadzorczej Spółki; (iv) podejmowanie kluczowych decyzji przez zgromadzenie wspólników Spółki kwalifikowaną większością 2/3 głosów (w tym: zgoda na zbycie udziałów Spółki na rzecz osoby trzeciej oraz zgoda na przystąpienie do Spółki nowego wspólnika); (v) podejmowanie kluczowych decyzji przez radę nadzorczą Spółki kwalifikowaną większością 2/3 głosów (w tym zatwierdzanie rocznych budżetów Spółki). Umowa wspólników przewiduje również możliwość skorzystania przez Wspólników z prawa zbycia swoich udziałów Agorze oraz przez Agorę z prawa nabycia udziałów Wspólników, ale nie są to bezwzględne zobowiązania i każda ze stron może się zwolnić z tych zobowiązań poprzez głosowanie na zgromadzeniu wspólników Spółki za realizacją alternatywnych scenariuszy upłynnienia udziałów Spółki.

Prognozy dla strefy euro na rok 2012

W strefie euro potencjalnie możliwe są cztery scenariusze rozwoju sytuacji gospodarczej: ekspansja monetarna dzięki zastrzykowi środków z Europejskiego Banku Centralnego, kontrolowane bankructwa najbardziej zadłużonych krajów, opuszczenie strefy euro przez Grecję oraz utworzenie nowego bloku walutowego – wynika z raportu firmy doradczej PwC (wcześniej PricewaterhouseCoopers) pt. „Co dalej w strefie euro – możliwe scenariusze na rok 2o12”.

Cztery potencjalne scenariusze dla strefy euro:

Scenariusz 1 – Ekspansja monetarna: Europejski Bank Centralny otrzyma „zielone światło” dla zasilenia zagrożonych krajów znacznymi środkami, a stopy procentowe zostaną utrzymane na niskim poziomie w perspektywie krótkoterminowej. Z jednej strony, pozwoli to uniknąć recesji. Z drugiej zaś nastąpi wzrost inflacji znacznie powyżej docelowego poziomu 2%, a waluta europejska ulegnie deprecjacji.

Scenariusz 2 – Kontrolowane bankructwa: Dla najbardziej zadłużonych krajów zostanie uzgodniony program kontrolowanych bankructw. Spowoduje to spiralę zadłużenia i przeciągającą się recesję. Będzie ona trwać od dwóch do nawet trzech lat, w wyniku czego PKB w strefie euro spadnie nawet o ok. 5%.

Scenariusz 3 – Opuszczenie strefy euro przez Grecję: Grecja będzie zmuszona wystąpić ze strefy euro, co spowoduje gwałtowne pogorszenie sytuacji gospodarczej w kraju, szybką deprecjację jej nowej waluty oraz nagły skok inflacji. Strefa euro będzie usiłowała ochronić swoją walutę, wprowadzając twardą dyscyplinę fiskalną i inne środki podejmowane w celu uzyskania wzrostu zaufania inwestorów. Mimo to nie uda się uniknąć recesji, która może trwać do dwóch lat.

Scenariusz 4 – Nowy blok walutowy: Uznanie przez tandem francusko-niemiecki, że strefa euro w obecnym kształcie jest nietrwała, utoruje drogę do utworzenia nowego, mniejszego i ściślej regulowanego bloku walutowego. Po „nowym euro” spodziewano by się silniej aprecjacji oraz korzyści dla nowego bloku z gwałtownego wzrostu popytu krajowego. Kraje wykluczone z bloku doświadczyłyby ostrego spadku wartości walut i poważnego regresu gospodarczego.

„W chwili obecnej doświadczamy w strefie euro niepewności na nieznaną dotąd skalę. Potencjalne skutki polityczne i gospodarcze kryzysu mogą być zasadniczo różne, ale bez względu na wybraną przez polityków drogę, nie unikniemy bolesnego dostosowania się do nowej rzeczywistości fiskalnej” – wskazuje Yael Selfin, dyrektor zespołu makroekonomicznego PwC w Wielkiej Brytanii. „Rosnąca presja rynkowa oraz wysokie transze długu państwowego, których refinansowanie przypada wczesną wiosną, wskazują na prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia obecnej fazy kryzysu w okolicach pierwszego kwartału 2012 r.” – dodaje.

Polskie firmy przepłacają za oprogramowanie

1/5 kosztów funkcjonowania działu IT w firmie to koszty oprogramowania, przeciętnie w ciągu roku oznacza to kwotę ok. 8 000 zł od każdego użytkownika systemu. Ta suma może być mniejsza dzięki właściwemu zarządzaniu licencjami w firmie. Optymalne ich wykorzystanie pozwoli także przedsiębiorcom na uniknięcie wysokich kar za niewłaściwe wykorzystywanie oprogramowania – ostrzegają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Koszty oprogramowania pochłaniają 18% budżetu IT w dużych firmach, a w małych i średnich przedsiębiorstwach – 20%. Na całkowity koszt aplikacji składa się zarówno początkowa cena nabycia, obejmująca opłatę licencyjną i koszty administracyjne oraz późniejsze wydatki eksploatacyjne, w tym uaktualnienia, utrzymanie i wsparcie techniczne. Istotnym elementem są także koszty związane z zapewnieniem szkoleń dla pracowników. Eksperci firmy doradczej Deloitte szacują, że wydatki te można skutecznie redukować dzięki odpowiedniemu zarządzaniu oprogramowaniem.

„Obecnie firmy mogą korzystać zarówno z tradycyjnych jak i niestandardowych modeli licencjonowania. W ramach pierwszego wzoru występuje licencja wieczysta lub subskrypcja. Coraz więcej przedsiębiorstw wybiera jednak systemy w niestandardowym modelu licencjonowania jak Freemium, Open Source czy finansowanie przez reklamę. Wybranie optymalnego modelu zależy od wielu czynników m.in. etapu rozwoju, na którym znajduje się firma, dlatego nie ma jednego uniwersalnego wzorca – rozwiązania należy dobierać po szczegółowej analizie potrzeb przedsiębiorstwa i planów jego rozwoju.” – mówi Mariusz Ustyjańczuk, Starszy Konsultant w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Firmy nierzadko marnotrawią pieniądze płacąc za oprogramowanie nieużywane, czyli takie, które zostało zainstalowane na komputerze użytkownika, ale nie jest mu ani potrzebne, ani przez niego wykorzystywane. Często przedsiębiorstwa wykupują także licencję na oprogramowanie, które nigdy nie zostaje wdrożone. Szacuje się, że wartość nieużywanego oprogramowania w Wielkiej Brytanii to ponad 100£ na komputer, w USA jest to kwota 100$ na komputer. Średnio w tych krajach 22%-23% zakupionego oprogramowania nigdy nie zostało wdrożone do użytku. Skala strat występująca na powyższych rynkach nie jest wyjątkowym zjawiskiem, przeciwnie – potwierdza trend panujący na całym świecie, także w Polsce.

Eksperci Deloitte podkreślają, że problem efektywnego zarządzania oprogramowaniem dotyczy praktycznie wszystkich sektorów gospodarki, ale szczególne znaczenie ma dla instytucji o zdecentralizowanym modelu organizacyjnym. W związku z tym szczególnie istotne jest to dla branży energetycznej, firm dystrybucyjnych i handlowych, oraz dla tych, które tradycyjnie wydają dużo na rozwiązania IT, czyli sektora finansowego czy firm telekomunikacyjnych. Skala oszczędności, wynikających z wdrożenia efektywnego systemu zarządzania licencjami, będzie zależała przede wszystkim od ilości wykorzystywanych licencji, jakości programu zarządzania oraz treści umów podpisanych z producentem oprogramowania.

„Na polskim rynku nasilają się kontrole producentów oprogramowania. Stwierdzenie nieprawidłowości może wiązać się z wielomilionowymi karami. Z naszego doświadczenia wynika jednak, że w Polsce niezwykle rzadko zdarzają się przypadki świadomego łamania warunków licencjonowania. Najczęstszym powodem rozbieżności podczas audytów nie jest zła wola użytkownika, ale niezrozumienie warunków licencjonowania lub luki w inwentaryzacji.” – dodaje Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Przedsiębiorcy nie powinni się jednak obawiać kontroli oprogramowania, tylko właściwie do niego przygotować. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują na dwa istotne elementy procesu przygotowawczego. Przede wszystkim firmy powinny sprawdzić warunki umowy licencjonowania. Warto odpowiednio przygotować się do rozmowy na temat problematycznych punktów i sformułowań, które mogą prowokować dyskusję. Drugi krok to przeprowadzenie wewnętrznego audytu i lokalizacja potencjalnego źródła kłopotów licencyjnych zanim zrobi to dostawca.

Globalne firmy farmaceutyczne osiągają coraz mniejszy zwrot z inwestycji w badania i rozwój

Badanie przeprowadzone przez Deloitte objęło dwanaście najważniejszych firm farmaceutycznych na świecie i wykazało, że średnie koszty związane z wprowadzeniem na rynek produktów leczniczych zwiększyły się z 830 mln dolarów w 2010 roku do 1,04 mld dolarów w 2011 roku. Jest to wzrost o ponad 25%. Średnia liczba preparatów w konkretnym koncernie będących w zaawansowanym stadium rozwoju spadła w tym czasie z 23 do 18. Dodatkowo, w ujęciu rok do roku wewnętrzna stopa zwrotu z inwestycji w badania i rozwój w firmach farmaceutycznych zmniejszyła się z 11,8% do 8,4%.Wg ekspertów Deloitte wynika to przede wszystkim z rosnących kosztów prac rozwojowych oraz konsekwencji przerywania procesu badawczego w końcowych etapach opracowywania leków.

„Obraz ten przedstawia rzeczywiste wyzwania produkcyjne stojące przed branżą, jednak są firmy, które osiągają sukcesy niezależnie od trendów globalnych. Niemal dwóm trzecim badanych firm udało się wypracować więcej zysków z komercjalizacji leku, niż wynosiły straty spowodowane niepowodzeniem produktu w zaawansowanym stadium rozwoju. Ponadto, w 12 badanych firmach, koszty niezwiązane z badaniami i rozwojem zmalały, podnosząc ich rentowność. Dzięki temu uwolnione zostały środki, które można zainwestować w dział R&D” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider R&D and Government Incentives w Europie Środkowej w Deloitte.

Receptą na ograniczenie kosztów działów badań i rozwoju jest współpraca pomiędzy firmami farmaceutycznymi, która pozwoli na podzielenie się wiedzą zdobytą podczas badań prowadzonych w określonym zakresie. Innowacyjne podejście przejawiające się w ściślejszej współpracy już okazało się sukcesem. W niektórych przypadkach przestają istnieć tajemnice i rośnie liczba graczy branżowych tworzących sojusze i realizujących wspólne przedsięwzięcia, aby połączyć wiedzę. W przyszłości organizacje badawczo-rozwojowe będą się łączyć, aby uprościć procedury i dzielić się umiejętnościami, co przyczyni się do obniżenia kosztów. Wspólne modele rozwoju leków pozwolą uniknąć dublowania prac, zwiększyć wykorzystanie mocy oraz wykorzystać ekonomię skali wśród dostawców usług.

„Z perspektywy polskiego rynku należy zwrócić uwagę na niepewność lokalnych przedsiębiorców związaną z wprowadzoną ustawą refundacyjną i wynikającymi z niej obowiązkami. Niektóre z nowych regulacji mogą spowodować ograniczenie lokalnych wydatków na badania i rozwój. Z drugiej strony, otrzymujemy pozytywne sygnały z rynku lokalnego, gdzie polscy przedsiębiorcy inwestują istotne kwoty w rozwój nowych produktów. Prowadzone badania mają na celu przede wszystkim odkrycie nowych substancji w odpowiedzi na konkretne potrzeby rynku. Nie są one więc skierowane wyłącznie na odkrywanie nowych cząsteczek i szukaniu dla nich zastosowania” – dodaje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia w Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte, aby ograniczyć obciążenia finansowe związane z działami badań i rozwoju przedsiębiorstwa będą najprawdopodobniej otwierać specjalistyczne centra i zatrudniać w nich analityków posiadających umiejętności zarządzania finansami. Tacy specjaliści będą mogli racjonalnie podejmować decyzje o inwestycjach oraz o kontynuacji lub zaprzestaniu badań nad konkretnymi nowymi lekami.

Zmiany w zarządzie Infovide-Matrix SA

Z początkiem roku 2012 stanowisko prezesa zarządu Infovide-Matrix SA obejmie Borys Stokalski, współzałożyciel i jeden z głównych udziałowców spółki, prezes zarządu Infovide w latach 1997-2006, obecnie wiceprezes. Jan Maciejewicz – aktualnie prezes, złożył rezygnację z funkcji w zarządzie Infovide-Matrix z dniem 31 grudnia 2011 i zamierza kontynuować pracę na rzecz spółki jako członek rady nadzorczej. Nowa struktura władz związana jest z zakończeniem procesu transformacji Infovide-Matrix.

– W grudniu tego roku kończy się zasadnicza część transformacji firmy. Spółka została zreorganizowana, sprawnie działają zespoły branżowe i centra realizacyjne. Uruchomiliśmy i doskonalimy system motywacyjny, którego celem jest wsparcie rozwoju kompetencji w firmie. Moja misja w zarządzie spółki dobiega co prawda końca, zamierzam podjąć nowe zadania, ale nadal będę aktywnie wspierać firmę w jej rozwoju z poziomu rady nadzorczej i doradztwa.– mówi Jan Maciejewicz, prezes Infovide-Matrix.

– Przed nami kolejny wymagający rok. Dzięki wprowadzonym zmianom jesteśmy znacznie lepiej przygotowani, by sprostać oczekiwaniom naszych klientów i skutecznie rywalizować z konkurencją. W 2012 zamierzamy skupić się na rozwoju sprzedaży i oferty, konsekwentnym doskonaleniu jakości usług, oraz dalszej poprawie rentowności grupy kapitałowej. Dzięki organizacji skupionej na klientach, strategia i oferta spółki nabrała wyraźnie branżowego charakteru, i z pewnością utrzymamy ten kierunek rozwoju. Dla powodzenia planów spółki ważne jest też wsparcie udzielane przez członków Rady Nadzorczej aktywnie pracujących na rzecz rozwoju firmy. – dodaje Borys Stokalski, od stycznia 2012 nowy prezes spółki.

2011 rok dla rynku nieruchomości komercyjnych

Miniony rok był lepszy dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych niż 2010 r., a zwłaszcza kryzysowy 2009 r. Wzmożony ruch było widać w każdym z segmentów.

Ożywienie na rynku hotelowym, zwłaszcza w zakresie transakcji kupna obiektów hotelowych, wynikało ze zbliżającego się wielkimi krokami turnieju EURO 2012. Również w sektorze powierzchni magazynowo – przemysłowej zanotowano poprawę. Dzięki rosnącemu popytowi w tym segmencie już drugi rok z rzędu ma miejsce spadek odsetka pustostanów. Nadal jednak projekty spekulacyjne pozostają w mniejszości, a większość z powstających magazynów to obiekty typu built to suit – budowane w oparciu o zawarte transakcje i dostosowywane do indywidualnych potrzeb najemcy. Jeżeli chodzi o powierzchnię handlową, to w mijającym roku deweloperzy w większym stopniu zwrócili się w stronę średniej wielkości oraz mniejszych ośrodków miejskich, gdzie do tej pory występowało niskie nasycenie nowoczesną powierzchnią handlową.
2011 rok stał zdecydowanie pod znakiem ożywienia na rynku powierzchni biurowej.

Najbardziej widocznym jego przejawem był wzrost popytu ze strony najemców. W efekcie odnotowano wzrosty stawek najmu (Warszawa, Wrocław, Kraków), które mogą pozostać w trendzie wzrostowym również w 2012 r. Czynsze transakcyjne w stolicy oscylują wokół poziomu 24 – 25 euro/mkw. w centrum oraz około 15 euro w poza centralnych lokalizacjach. We Wrocławiu i Krakowie trzeba zapłacić 15 – 16 euro/mkw. Spośród największych miast regionalnych najtaniej jest w Łodzi, gdzie stawki mieszczą się w przedziale 11 – 13 euro/mkw.

Wraz ze wzrostem popytu, zwiększała się również i podaż, której przyrost był spotęgowany przez fakt, że zwłaszcza na stołecznym rynku widać lukę w ofercie wynikającą z mniejszej liczby nowych projektów rozpoczynanych w latach 2009 – 2010. Co więcej część dużych firm deweloperskich kojarzonych do tej pory wyłącznie z mieszkaniówką postanowiła spróbować swoich sił właśnie na rynku biurowym. Z jednej strony jest to spowodowane potrzebą dywersyfikacji działalności w niepewnych czasach, ale również wynika z chęci wykorzystania koniunktury w tym segmencie.

W całym kraju na etapie budowy znajduje się łącznie prawie 1 mln mkw. nowej powierzchni, z czego ponad połowa powstanie w Warszawie. Warto również dodać, że wolumen inwestycji w biurowce za 2011 r. przekroczy 800 mln euro podczas, gdy w zeszłym roku oscylował jeszcze wokół 580 milionów euro.

Całkiem niezłe, jak na bieżące warunki perspektywy wzrostu PKB sprawiają, że Polska jest obecnie często wybierana jako miejsce lokaty kapitału w nieruchomości, a zagraniczni inwestorzy instytucjonalni dominują na rodzimym rynku komercyjnym. Zgodnie z raportem przygotowanym przez NBP w 2010 roku wartość transakcji na krajowym rynku nieruchomości komercyjnych wyniosła 2 mld euro. Można się spodziewać, że wynik za 2011 r. okaże się lepszy i może dojść nawet do pułapu 2,5 mld euro. Oceniając perspektywy rozwoju rynku komercyjnego w 2012 r. należy jednak kierować się ostrożnym optymizmem, sytuacja będzie bowiem zależeć przede wszystkim od koniunktury gospodarczej zarówno w naszym kraju, jak i na świecie.

Rozwój energetyki światowej i polskiej w 2012 roku

Sektor energetyczny w Polsce może spodziewać się inwestycji na poziomie 25 mld Euro do 2020 r. – wskazują na to zamierzenia koncernów energetycznych. Jednak finansowanie niezbędnych projektów może napotkać trudności, związane z ryzykami natury politycznej, regulacyjnej i rynkowej. Eksperci Deloitte oceniają, że w najbliższych latach najważniejszymi wyzwaniami dla polskiego rynku będzie finansowanie nowych projektów energetycznych, ostateczne określenie ram funkcjonowania projektu jądrowego, scenariusze rozwoju rynku gazowego, rola gospodarek azjatyckich oraz aktywność na rynku fuzji i przejęć. Są to również kluczowe trendy na światowym rynku energetyczno-surowcowym podsumowane w Raporcie „Energy Predictions 2012” opracowanym przez ekspertów firmy doradczej Deloitte dla sektora energetycznego na świecie.

Jednym z najważniejszych trendów zarówno w gospodarce globalnej jak i w Polsce jest rosnące znaczenie gazu. Analizy oparte na światowych modelach rynku gazu pokazują, że średnia roczna stopa wzrostu popytu na gaz na świecie wyniesie 1,9% do 2030 r. W Unii Europejskiej będzie to wzrost na poziomie ok. 14% (do 2030 r.), natomiast w Polsce w tym okresie może być jeszcze wyższy – nawet do 37%. Pozycja Polski na regionalnej mapie energetycznej może się zmienić, a istotnym elementem tej przemiany będzie gaz. W związku z uruchomieniem gazociągu Nord Stream, Polska traci status znaczącego kraju tranzytowego dla rosyjskiego gazu.

Jednocześnie wyniki trwających obecnie badań nad złożami gazu łupkowego w naszym kraju mogą potencjalnie zmienić układ sił w tym regionie w długim okresie. Kluczowe znaczenie dla kontynuowania poszukiwań będą miały czytelne wytyczne w zakresie zasad przyznawania potencjalnych koncesji na wydobycie surowca. Niezależnie rośnie liczba projektów energetycznych opartych na gazie ziemnym, jednak wiele z nich pozostaje ciągle w fazie planowania. Zamknięcie projektów inwestycyjnych i pozyskanie finansowania będzie w dużej mierze zależne od dostępu do sieci gazowej, jego ceny i powiązanej z nim liberalizacji rynku gazu.

„Rynek fuzji i przejęć w sektorze energetycznym w Polsce w najbliższych 2-3 latach może być zdominowany przez dużych graczy i konsolidatorów. Strategie podmiotów międzynarodowych mogą skutkować restrukturyzacją portfeli (czytaj: kontynuacją wyprzedaży na rynku polskim) lub umacnianiem pozycji na rynku lokalnym. Jest tu miejsce dla graczy strategicznych jak i w większym niż kiedyś stopniu dla inwestorów finansowych: funduszy private equity i międzynarodowych funduszy infrastrukturalnych. Przedmiotem ich zainteresowania jest m.in. sektor energii odnawialnej oraz – w wybranych przypadkach – możliwości, które wciąż oferują procesy prywatyzacji. Większej niż dotychczas aktywności należy również spodziewać się ze strony dużych graczy w sektorze paliwowym poszukujących za granicą nowych możliwości w sektorze wydobywczym” – mówi Marcin Sieczyk, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energii i Zasobów Deloitte.

Pomimo katastrofy w Fukushimie w marcu 2011 r. kraje Europy Środkowej podtrzymują zainteresowanie energetyką jądrową. W Polsce prace przygotowawcze budowy pierwszej elektrowni jądrowej przez PGE są zaawansowane: przeprowadzono wstępne analizy pre-feasibility study, wybrano trzy potencjalne lokalizacje, trwają prace doradców nad przygotowaniem przetargu na dostawcę technologii. Rozruch inwestycji planowany jest na lata 2020-2022. Jednakże przyszły sektor jądrowy stoi ciągle przed wieloma wyzwaniami. Do najważniejszych z nich należy ustalenie ostatecznej struktury prawnej i otoczenia regulacyjnego przedsięwzięcia, oraz zbudowanie odpowiednich zasobów określenie regulatora – Państwowej Agencji Atomistyki. Potrzebne są ramy prawne i organizacyjne, które zagwarantują najwyższą jakość prac i implementacji projektu. Nie mniej ważne, tym bardziej w czasach kryzysu jest kwestia finansowania projektu – w tym określenie możliwości i struktury wsparcia rządowego.

Według ekspertów Deloitte jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed sektorem energetycznym w Polsce są możliwości pozyskania ich finansowania. Zamierzenia inwestycyjne kluczowych koncernów energetycznych do 2020 r. zakładają realizację inwestycji na ponad 25 mld Euro. Jednakże plany te muszą zostać skonfrontowane z niepewnością w zakresie wsparcia regulacyjnego, rosnącą awersją sektora bankowego do przyjmowania ryzyka politycznego, regulacyjnego i rynkowego w dużych projektach infrastrukturalnych.

„W polskim sektorze energetycznym konieczne są duże i kapitałochłonne inwestycje związane przede wszystkim z odbudową lub gruntowną modernizacją mocy wytwórczych oraz zdolności przesyłowych i dystrybucyjnych. Pozyskanie środków zewnętrznych na inwestycje w energetyce jest istotnym czynnikiem niepewności, m.in. z uwagi na ograniczone doświadczenia banków finansujących nowe inwestycje w energetyce w warunkach rynkowych. Byłoby cenne, aby na rynku pojawiły się instrumenty finansowe, których zapadalność odpowiadałaby horyzontowi działania aktywów energetycznych, tj. 20-25 lat zamiast 6-7 lat” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energii i Zasobów Deloitte.

Eksperci Deloitte zwracają również uwagę na rosnącą rolę Chin na rynku energetycznym. W Polsce jak i w Europie Środkowej (Rumunia, Czechy, Węgry) możemy spodziewać wzrostu aktywności chińskich inwestorów w ten sektor. Obecność chińskich koncernów energetycznych, takich jak Shanghai Electric, State Grid Corporation of China, Sepco, China Resources czy China Guodian może być czynnikiem wspomagającym realizację nowych inwestycji w Polsce. Inwestorzy Państwa Środka rozważają realizację nowych projektów inwestycyjnych, we współpracy z dużymi koncernami energetycznymi, jak również udziałem w transakcjach fuzji i przejęć.