Rekordowe przychody Grupy Transition Technologies w 2023 r. i ambitne plany na 2024 r.

Według wstępnych szacunków Grupa Transition Technologies (TT) osiągnęła rekordowe roczne przychody, które w 2023 r. wyniosły ok. 820 mln zł (wzrost o ok. 5% r/r). Był to 32. rok z rzędu, w którym Grupa zwiększyła obroty i sprzedaż rok do roku. Spółka wypracowała w minionym roku wynik EBITDA przekraczający 60 mln zł. W 2024 r. Grupa spodziewa się lepszej koniunktury w branży i zamierza poprawić swoje wyniki.  

Przed rozpoczęciem minionego roku zakładaliśmy, że sektor IT czeka wymagające 12 miesięcy. Nasze prognozy okazały się trafne i w 2023 r. obserwowaliśmy spowolnienie w branży. Przedsiębiorstwa związane z IT, przyzwyczajone do dużej dynamiki wzrostowej, musiały zmagać się choćby z wyraźnym spadkiem zamówień. Wynikał on z takich czynników jak niepewna sytuacja gospodarcza i geopolityczna, czy też brak wzrostu sektora przemysłowego wykorzystującego IT. W ujęciu lokalnym należy dodać także wahania walutowe oraz wzrost kosztów pracy. Nasz model biznesowy, jak i dobre rozumienie potrzeb rynkowych, spowodowały jednak, że zanotowaliśmy satysfakcjonujące wyniki finansowe, z rekordowymi przychodami na czele. Co ważne, wszystkie spółki z Grupy zaraportowały zysk mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Zarządu TT.

Grupa TT zakończyła miniony rok ze zwiększonymi obrotami oraz wykonanym planem na 2023 r. Obecnie Grupa składa się z: 18 spółek, 26 biur na całym świecie, i zatrudnia ponad 2,3 tys. pracowników. Według przyjętych założeń, na koniec 2024 r. Transition Technologies planuje dalszy rozwój – m.in. wzrost przychodów r/r ma wynieść minimum 15%.

Chcemy dalej rosnąć i umacniać naszą pozycję międzynarodową. Między innymi w tym celu na początku roku przejęliśmy – poprzez TTMS – szwajcarskiej spółkę Pixel Plus. Obecnie dalej monitorujemy rynek i mamy w planach kolejne zagraniczne akwizycje. Do tego zwiększamy naszą obecność na strategicznych rynkach poprzez budowę własnych zagranicznych biur. W najbliższych miesiącach chcemy być mocniej widoczni przede wszystkim w takich krajach jak np. USA, Indie czy kraje Bliskiego Wschodu. Przez lata wypracowaliśmy skuteczny model integracji i synergii tworzonych i przejmowanych firm, w którym nasze zagraniczne oddziały prowadzone są przez lokalnych menedżerów, dobrze znających specyfikę lokalnych rynków oraz efektywnie wykorzystujących nasze wsparcie w prowadzeniu biznesupodkreśla prof. Konrad Świrski, Prezes Zarządu TT.

Nadchodzi lepszy czas dla IT

Według założeń Grupy TT rok 2024 r. powinien być lepszy dla całej branży IT m.in. z powodu prognozowanego wzrostu gospodarczego.

W naszym przypadku liczymy przede wszystkim na szybszy globalny wzrost w przemyśle. Jego pozytywne skutki powinny być widoczne w naszych wynikach przede wszystkim w drugiej połowie roku. Spółki z Grupy TT mają ambitne plany na ten rok. Warto choćby przypomnieć o planowanym debiucie giełdowym TTMS, który powinien być jednym z bardziej interesujących tegorocznych IPO na GPW – ocenia prof. Konrad Świrski, Prezes Zarządu TT.

Styczeń z rekordową podażą nowych mieszkań. Stabilizacja cen na rynku deweloperskim

Styczeń na rynku deweloperskim przyniósł kolejny wzrost podaży. Na 7 największych rynkach w Polsce deweloperzy wprowadzili do oferty 5,3 tys. lokali – o 42% więcej niż miesiąc wcześniej i aż o 95% więcej w porównaniu do ubiegłego roku. Na podium nowej podaży znalazły się ex aequo trzy miasta – Warszawa, Łódź i, co zaskakujące, Wrocław, gdzie w ciągu miesiąca w  ofercie pojawiało się najwięcej nowych lokali od blisko 3 lat. Dane Otodom Analytics pokazują, że sprzedaż mieszkań deweloperskich była wprawdzie lepsza niż w grudniu, ale nie jest to już poziom obserwowany w okresie obowiązywania BK2%.

Pod względem sprzedaży styczeń nie obfitował w wiele zaskoczeń. 4,5 tys. sprzedanych lokali deweloperskich to wynik zbliżony do listopadowego i nieco lepszy od grudniowego (+11% m/m). Dużo bardziej spektakularnie wygląda to w ujęciu rocznym – w styczniu 2024 roku deweloperzy sprzedawali bowiem o 62% więcej mieszkań niż rok wcześniej.

Jeszcze większa różnica widoczna była w liczbie wprowadzeń. Według danych Otodom Analytics w styczniu br. na 7 największych rynkach w Polsce liczba nowo wprowadzonych mieszkań wzrosła o 42% m/m i aż o 95% r/r. W efekcie  na koniec stycznia w ofercie deweloperów dostępnych było 40,7 tys. lokali. To najlepszy wynik od 9 miesięcy.1 Styczeń na rynku deweloperskim przyniósł kolejny wzrost podaży

Stopniowy wzrost oferty mieszkań deweloperskich, który obserwujemy od czterech miesięcy, jest nie tylko wynikiem wygaszania efektu BK2% po stronie popytowej, ale również wyższej liczby mieszkań wprowadzanych do sprzedaży. Na największych rynkach – poza Łodzią – mała liczba mieszkań których sprzedaż firmy deweloperskie uruchamiały w ostatnich miesiącach wzmacniała przekonanie po stronie popytowej rynku że ceny mieszkań mogą wyłącznie rosnąć. Wynik styczniowy pozwala na uwzględnienie w prognozach cen scenariusza kształtowania się nominalnych cen mieszkań na poziomie inflacji, co oznaczałoby stabilizację cen realnych– komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań Otodom Analytics.

Wrocław i Łódź dogoniły Warszawę

W styczniu najwięcej nowych ofert mieszkań deweloperskich pojawiło się we Wrocławiu, w Warszawie, i w Łodzi. Stanowiły one aż 67% wszystkich nowych wprowadzeń w miesiącu. Zgodnie z najnowszymi danymi Otodom Analytics w każdym z tych miast deweloperzy dodali do oferty ponad 1100 lokali, a różnica pomiędzy pierwszym na podium Wrocławiem a trzecią Łodzią wyniosła zaledwie 40 mieszkań. O ile ze względu na wielkość rynku liczba wprowadzeń w Warszawie nie zaskakuje, to w styczniu interesująco prezentowała się sytuacja w dwóch pozostałych miastach.

W Łodzi po raz kolejny mieliśmy do czynienia z przewagą nowej podaży nad sprzedażą. W rezultacie pod koniec stycznia na łódzkim rynku deweloperskim dostępnych było ponad 7,7 tys. lokali, czyli 46% więcej niż rok temu. A to lokuje Łódź w całkowitej opozycji do innych największych polskich miast, w których oferta względem ubiegłego roku skurczyła się średnio o kilkanaście procent. Z kolei we Wrocławiu odnotowano najwyższą miesięczną podaż od blisko 3 lat. Za jej jedną czwartą odpowiadała liczba lokali wprowadzonych w ramach jednej inwestycji deweloperskiej.

Pewne zaskoczenie w styczniu przyniosły także wyniki sprzedaży w poszczególnych miastach. Najwięcej lokali deweloperskich sprzedało się w Warszawie ( ponad 1,4 tys.), Gdańsku ( blisko 650) i w Krakowie (blisko 600). Jednak zaraz za nimi z ponad pięciuset sprzedanymi mieszkaniami uplasowały się: Łódź, dla której był to najwyższy w historii miesięczny wynik sprzedaży i Poznań, w którym taki poziom transakcji w jednym miesiącu odnotowano tylko raz w ciągu dwóch ostatnich lat.

Kupujący w coraz lepszej sytuacji?

Spojrzenie na czas wyprzedaży oferty na poszczególnych rynkach pokazuje, że sytuacja kupujących powoli się poprawia. W najlepszym położeniu znajdują się nabywcy nieruchomości w Łodzi i Katowicach. Gdyby zainteresowanie zakupem utrzymało się tam na poziomie z ostatnich 3 miesięcy, a do oferty nie trafiałyby nowe projekty, oferowane przez deweloperów lokale wyprzedałyby się tam w okresie odpowiednio 5,7 kw. i 4,9 kw. W styczniu czas wyprzedaży oferty najbardziej wydłużył się we Wrocławiu z 2,1 kw. do 2,8 kw., a pozostałe miasta zanotowały niewielkie przyrost (0,2 – 0,3 kw.)

Wiemy, że na rynku w równowadze przeciętny czas, w jakim mieszkania są kupowane, wynosi od 12 do 15 miesięcy. Nie oznacza to, że każde mieszkanie, które deweloper wprowadza do oferty, musi czekać na nabywcę co najmniej rok, a jedynie że przeciętny czas eksponowania mieszkań w ofercie rynkowej liczony dla mieszkań ze wszystkich segmentów cenowo-jakościowych wynosi 4-5 kwartałów. I to na rynku w stanie równowagi. Czas wyprzedaży oferty jest zatem teoretycznym wskaźnikiem, ale za to  niezwykle użytecznym do porównywania sytuacji na poszczególnych rynkach. Różnice w wysokości tego wskaźnika, które obserwujemy obecnie, wskazują przede wszystkim na ogromne zróżnicowanie sytuacji w największych polskich miastach. A to przekłada się bezpośrednio i wprost na pozycję negocjacyjną kupujących w relacji z firmami deweloperskimi. W najtrudniejszej sytuacji od kilku miesięcy pozostają ci klienci, którzy są zdeterminowani by kupić mieszkanie w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. –  podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań Otodom Analytics.2 ceny mieszkań

Dzięki dobrej nowej podaży styczeń upłynął pod znakiem stabilizacji, a nawet lekkiej korekty cen. Wyraźny, bo prawie 5% wzrost odnotowany został jedynie w Łodzi. Tym samym Łódź  jako ostatni z 7 największych rynków w Polsce pokonała barierę 10 tys./mkw. To oznacza, że w największych polskich miastach po ubiegłorocznych wzrostach cen za mkw. trzeba zapłacić średnio pięciocyfrową kwotę.

W Warszawie cena za mkw. mieszkania deweloperskiego to blisko 16,5 tys. zł, czyli 17% więcej niż rok temu. W Trójmieście i w Krakowie po podwyżkach o blisko jedną czwartą r/r nabywcom przyjdzie zapłacić ok. 15 tys. zł/mkw. Natomiast kupujący we Wrocławiu zapłacą średnio ok. 13 tys./mkw., a w Poznaniu – nieco ponad 12 tys./mkw.3 średnie ceny mieszkań

Decyzja Fed i dane z amerykańskiego rynku pracy umocniły dolara

Ten tydzień przyniósł decyzję Fed-u oraz dane z amerykańskiego rynku pracy. Zarówno to pierwsze jak i to drugie umocniło dolara amerykańskiego a rynek już prawie przestał wierzyć, że w marcu dojdzie do obniżek stóp procentowych w USA. W minioną środę Powell wykluczył taki scenariusz, z kolei raport NFP dodatkowo przekreślił możliwość startu łagodzenia warunków monetarnych w kolejnym miesiącu.

Zatrudnienie w USA nadal rośnie szybciej niż oczekiwano. W styczniu liczba miejsc pracy poza rolnictwem wzrosła o 353 tys. w porównaniu z poprzednim miesiącem, co stanowi największy wzrost od stycznia 2023 roku.

Wcześniej trend wzrostu zatrudnienia mierzony średnią sześciomiesięczną wskazywał w dół. Dzięki mocnym danym styczniowym i korektom (wzrost w grudniu został znacznie zwiększony z 216 tys. do 333 tys.), obraz jest teraz inny. Od lata 2023 r. wzrost zatrudnienia ustabilizował się na wysokim poziomie ponad 200 tysięcy. Pamiętajmy, że na rynek pracy co miesiąc „wchodzi” ok 100 tys. nowych osób zatem aktualne poziom kreacji nowych miejsc pracy znacznie przekracza tę wartość. Jednocześnie dane te są bardziej zgodne z silnym wzrostem gospodarczym wynoszącym około 4 proc. w ujęciu rocznym w drugiej połowie ubiegłego roku.

Fed zwróci pewnie uwagę na znaczny wzrost płac. W styczniu wyniosły one 0,6 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem. W ujęciu rocznym mamy dynamikę na poziomie 4,5 proc. co daje najwyższą wartość od lutego 2023 roku.

Ogólnie amerykański rynek pracy pozostaje bardzo solidny. Dane te zostaną prawdopodobnie odebrane przez wielu jako wskazówka, że gospodarka USA może uniknąć recesji.

Dane z tego tygodnia nie przemawiają za rychłymi obniżkami stóp w USA. Wycena rynkowa marcowego łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed została zredukowana po publikacji raportu NFP do poziomu ok 20 proc. Nastąpiła również zmiana postrzegania decyzji majowej, tu szanse na rucch w dół na stopach zmalały z ponad 90 proc. do ok 70 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

80% liderów spodziewa się transformacji swoich firm w ciągu 3 lat dzięki Generatywnej Sztucznej Inteligencji (Gen AI)

Pojawienie się generatywnej sztucznej inteligencji oraz jej gwałtowny rozwój ma bezprecedensowy wpływ na biznes. Aż 80 proc. liderów spodziewa się transformacji swojego przedsiębiorstwa w wyniku adopcji tej technologii w przeciągu najbliższych trzech lat – wynika z raportu The State of Generative AI in the Enterprise, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie 78 proc. ankietowanych dostrzega potrzebę wprowadzenia odpowiednich regulacji prawnych dotyczących sztucznej inteligencji.

Raport The State of Generative AI in the Enterprise uwzględnia opinie ponad 2 800 liderów biznesu i technologii zaangażowanych we wdrażanie lub testowanie możliwości generatywnej sztucznej inteligencji w swoich organizacjach. Badanie obejmuje respondentów z 16 rynków i będzie publikowane kwartalnie.

Zdecydowana większość liderów podziela pogląd, że generatywna sztuczna inteligencja zmieni sposób działania ich organizacji w perspektywie trzech lat. Spośród nich co trzeci zarządzający zakłada, że transformacja ta nastąpi w perspektywie bieżącego roku. Analogicznie jak w przypadku innych nowych technologii, tak przy adopcji generatywnej sztucznej inteligencji większość firm koncentruje się początkowo na wykorzystaniu nowych narzędzi do osiągniecia poprawy efektywności i redukcji kosztów. Liderzy globalnych firm wykorzystują generatywną AI w celach taktycznych, takich jak poprawa wydajności (56 proc.) czy redukcja kosztów (35 proc.), a jedynie co trzeci ankietowany deklaruje poszukiwanie korzyści w obszarze innowacji i wzrostu (29 proc.) czy wprowadzania nowych produktów i usług. Zdecydowana większość badanych liczy na wzrost produktywności w przedsiębiorstwie (91 proc.).

Ankietowani, którzy deklarują wyższy poziom wiedzy w obszarze generatywnej sztucznej inteligencji w swojej organizacji, kładą mniejszy nacisk na cele taktyczne i częściej koncentrują się na możliwości tworzenia nowych pomysłów i wyciągania nowych wniosków (23 proc. w porównaniu z 19 proc. dla całej puli respondentów). Co więcej, prawie trzy czwarte spośród najbardziej zaawansowanych technologicznie firm zaczyna wykorzystywać sztuczną inteligencję do rozwoju swoich produktów oraz działań badawczo-rozwojowych. Są to kluczowe czynniki napędzające innowacje i wzrost.

Niezależnie jednak od celów adopcji generatywnej AI, dwie trzecie (62 proc.) respondentów deklaruje, że dominującą emocją, która towarzyszy im w odniesieniu do tej technologii, jest podekscytowanie. Jednak w przypadku aż 30 proc. ankietowanych entuzjazm jest podszyty poczuciem niepewności.

Zarządzający największymi globalnymi firmami nie poprzestają na wykorzystaniu generatywnej sztucznej inteligencji do usprawnienia procesów finansowych, IT czy HR, ale widzą potencjał do transformacji całych organizacji i zespołów. Jeśli zdaniem większości badanych zmiana ta wydarzy się w perspektywie trzech lat, to decyzje dotyczące jej kierunku muszą zapadać teraz. Co więcej, dwóch na pięciu badanych z organizacji najbardziej zaawansowanych pod względem adopcji AI twierdzi, że czuje presję konkurencji, jeśli chodzi o wykorzystanie nowych możliwości. Zastosowanie generatywnej AI może pozwolić na osiągniecie przewagi konkurencyjnej i znaczne korzyści w zakresie wprowadzania innowacji i budowania wartości dla organizacji – dodaje Piotr Mechliński, partner associate specjalizujący się w zakresie generatywnej sztucznej inteligencji, Deloitte.

Potrzebne zaufanie i regulacje

Czynnikiem, który pomaga budować zaufanie do generatywnej sztucznej inteligencji i jej możliwości są regulacje prawne. Blisko 80 proc. uczestników badania wskazuje na konieczność stworzenia odpowiednich przepisów na poziomie poszczególnych krajów. Niemal trzy czwarte liderów dostrzega też potrzebę zacieśnienia globalnej współpracy wokół zagadnień związanych ze sztuczną inteligencją. Na obecnym etapie rozwoju regulacji, samej technologii, jak i kompetencji wewnątrz organizacji, większość biznesów decyduje się na wykorzystanie gotowych rozwiązań z zakresu generatywnej sztucznej inteligencji. Co więcej, blisko połowa organizacji deklarujących najwyższe przygotowanie do adopcji nowej technologii wskazuje, że działania konkurencji obserwowane na rynku zwiększają presję na wdrożenie nowych rozwiązań w ich organizacjach.

Do najczęściej wykorzystywanych obecnie rozwiązań bazujących na generatywnej sztucznej inteligencji należą: aplikacje zwiększające produktywność (71 proc.), gotowe aplikacje AI (68 proc.), systemy do zarządzania przedsiębiorstwem wykorzystujące generatywną AI (61 proc.) oraz ogólnodostępne duże modele językowe, takie jak ChatGPT (56 proc.).

Na rynku polskim obserwujemy podobne tendencje. W pierwszej kolejności firmy najczęściej decydują się na wdrożenie gotowych aplikacji, takich jak pakiety programów biurowych. Później przechodzą do systemów klasy enterprise, które zawierają moduły wspierane przez AI. W miarę popularyzacji nowych technologii coraz więcej przedsiębiorstw będzie skłaniało się ku tworzeniu nowych rozwiązań opartych na dostępnych modelach, lecz dostosowanych do swoich potrzeb i wykorzystujących wiedzę specyficzną dla swojej organizacji. Choć wszyscy najwięksi dostawcy systemów klasy enterprise planują wprowadzić do swojej oferty oprogramowanie wyposażone w generatywną AI, to obecnie takie rozwiązania w systemach ERP czy CRM wciąż stanowią nowość. Jako polski zespół Deloitte Digital z sukcesem zrealizowaliśmy globalnie pierwsze wdrożenie rozwiązania GenAI w oparciu o technologię Salesforce (Einstein GPT) w sektorze finansowym, które umożliwia lepszą obsługę klientów – mówi Aleksander Pruziński, partner, CE Salesforce Alliance Leader, Deloitte Digital CE.

Budowanie kompetencji w zakresie AI

Wraz z rozwojem nowej technologii i zmianami, jakie jej stosowanie przyniesie w organizacjach konieczna będzie zmiana sposobu zarządzania talentami – opinie, że nastąpi to w przeciągu 3 lat podziela ponad 70 proc. badanej kadry zarządzającej. Co więcej, aż 17 proc. liderów globalnych firm uważa, że zmiany w strategii zarządzania talentami konieczne są od zaraz, a co czwarty ankietowany, że okażą się one niezbędne w perspektywie bieżącego roku.

W najbliższej przyszłości będziemy obserwować wzrost zaangażowania organizacji w pozyskiwanie i rozwój kompetencji pracowników w obszarze AI. Już teraz ponad 40 proc. przedstawicieli branży IT ankietowanych w Polsce uważa, że umiejętności w zakresie AI będą najbardziej cenione na rynku w perspektywie 2-3 lat. Jeśli jednak mówimy o głębszych transformacjach organizacji, potrzebne kompetencje wychodzą daleko poza analitykę danych czy IT. Kluczowe będzie określenie i uzyskanie długoterminowej wartości z dokonywanych zmian i wykorzystanie nowych możliwości we wszystkich obszarach działania biznesu. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że tylko co drugi badany przedstawiciel kadry zarządzającej w firmach globalnych uważa, że wystarczającym stopniu pokazuje swoim pracownikom możliwości, korzyści i wartości w zakresie stosowania generatywnej sztucznej inteligencji – mówi Zbigniew Łobocki, starszy menedżer w zespole Human Capital, Deloitte.

W celu przygotowania organizacji na wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji, ponad 40 proc. zarządzających zdecydowało się postawić na pozyskanie talentów technicznych z rynku. Tyle samo organizacji rozpoczęło działania mające na celu edukację ogółu pracowników w zakresie AI, a 36 proc. stawia na strategie związane z doszkoleniem lub przekwalifikowaniem personelu. Na podjęcie wszystkich tych działań jednocześnie zdecydowało się blisko trzy czwarte organizacji deklarujących wysokie kompetencje związane z AI.

O badaniu

Z myślą o wspieraniu liderów w biznesie, technologii i sektorze publicznym w śledzeniu szybkiego postępu generatywnej AI, Deloitte przeprowadza serię kwartalnych ankiet. Seria jest oparta na raportach Deloitte State of AI in the Enterprise, które były publikowane corocznie przez pięć lat z rzędu. Pierwsza edycja badania została przeprowadzona wśród 2835 respondentów na poziomie od dyrektora do kierownika wyższego szczebla w sześciu branżach i 16 krajach między od października do grudnia 2023 roku. Branże: konsumencka; energetyczna, surowce i przemysł; usługi finansowe; nauki przyrodnicze i opieka zdrowotna; technologia, media i telekomunikacja; oraz sektor rządowy i usługi publiczne.

Akt o Usługach Cyfrowych (Digital Services Act, DSA) – Jakie zmiany czekają nas po 17 lutego?

Akt o Usługach Cyfrowych, Digital Services Act, DSA – to nazwy unijnego rozporządzenia, które reguluje działalność w dostawców usług w Internecie. Warto je zapamiętać, bo od jakiegoś czasu te nazwy regularnie pojawiają się w przestrzeni Internetu, a po 17 lutego – dacie, w której przyjęta przez UE legislacja zacznie obowiązywać w Polsce, będziemy o nich czytać jeszcze częściej.

Akt ten jest częścią dwóch unijnych regulacji – Akt o Usługach Cyfrowych + Akt o Rynkach Cyfrowych, które razem tworzą unijny “pakiet cyfrowy”, który według założeń ma kompleksowo regulować działalność dostawców usług cyfrowych w Internecie, aby lepiej chronić użytkowników Internetu, nie blokując jednak innowacyjności i rozwoju usług cyfrowych w UE.

Akt o Usługach Cyfrowych- czemu powstał, jakie były główne założenia?

Czasu przyjęcia nowego prawa rynek cyfrowy UE był regulowany przez przyjętą w 2000 roku dyrektywę o handlu elektronicznym. Chyba każdy z nas, nawet największy technologiczny laik ma jak bardzo zmienił się e-świat w ciągu ostatnich dekad. Dyrektywa o handlu elektronicznym przestała przystawać do świata, w którym giganci i platformy internetowe oferujące usługi społeczeństwa obywatelskiego kształtują nasze funkcjonowanie, wpływając właściwie na każdy aspekt życia codziennego – to jakimi środkami się komunikujemy, jakie robimy zakupy, z czyich usług korzystamy, z jakimi informacjami się zapoznajemy i wiele innych. Z postępem technologicznym nieodłącznie związane są też nowe zagrożenia dezinformacja, fake newsy, czy otwarty dostęp do nielegalnych treści.

Odpowiedzią Unii Europejskiej na te problemy mają być Akt o Usługach Cyfrowych i Akt o Rynkach Cyfrowych, które zgodnie z zapowiedzią miały zapewnić użytkownikom internetu dostęp do bezpiecznych produktów cyfrowych, chronić prawa użytkowników i dawać przestrzeń dla wolnej i uczciwej konkurencji

Akt o Usługach Cyfrowych

“Przez zbyt długi czas giganci technologiczni korzystali z braku zasad. Cyfrowy świat stał się Dzikim Zachodem, na którym zasady ustalają najwięksi i najsilniejsi. Ale w mieście pojawił się nowy szeryf – DSA. Teraz zasady i prawa zostaną wzmocnione”[1] – to zdanie o DSA wypowiedziała Christel Schaldemose – posłanka odpowiedzialna za wprowadzenie aktu o usługach cyfrowych przez parlament europejski.

Adresatami Aktu są dostawcy usług pośrednich. Według art. 3 lit. g) DSA:

  • „Usługa pośrednia” oznacza jedną z następujących usług społeczeństwa informacyjnego:
    (i) usługę „zwykłego przekazu” polegającą na transmisji w sieci telekomunikacyjnej informacji przekazanych przez odbiorcę usługi lub na zapewnianiu dostępu do sieci telekomunikacyjnej;
  • (ii) usługę „cachingu” polegającą na transmisji w sieci telekomunikacyjnej informacji przekazanych przez odbiorcę usługi, obejmującą automatyczne, pośrednie i krótkotrwałe przechowywanie tej informacji, dokonywane wyłącznie w celu usprawnienia późniejszej transmisji informacji na żądanie innych odbiorców;
  • (iii) usługę „hostingu” polegającą na przechowywaniu informacji przekazanych przez odbiorcę usługi oraz na jego żądanie”.

W praktyce regulacją będa objęte wszystkie podmioty świadczące usługi dostępu do Internetu, VPN, usługi hostingowe, serwerowe, chmurowe, a także usługi pozwalające na wyszukiwanie informacji w internecie. Co ważne, pojęcie hostingu, należy rozumieć szeroko, w oderwaniu od znaczenia, do którego byliśmy przyzwyczajeni jako udostępniania strony internetowej i plików z nią związanych na serwerze – w rozumieniu DSA o hostingu mówimy, gdy mamy do czynienia z taką funkcjonalnością usługi cyfrowej, która umożliwia przechowywanie informacji na żądanie użytkownika danej usługi. Hostingiem będzie np. umożliwienie użytkownikowi korzystania z forum dyskusyjnego, dodawanie opinii o produktach w sklepie internetowym, umożliwienie użytkownikowi serwisu internetowego stworzenia własnego konta, w którym może uzupełniać informacje o sobie i inne. Przy czym za hostingodawcę zostanie uznany właściciel serwisu internetowego udostępniający daną usługę, nawet jeśli w ramach danej funkcjonalności korzysta z usług podmiotu trzeciego (np. zewnętrznego dostawcy systemu komentarz).

Akt wprowadza nową definicję, platformy internetowej, będą to te podmioty, których główną działalność stanowi umożliwianie użytkownikom przechowywanie i rozpowszechnianie informacji. Chodzi tutaj przede wszystkim o serwisy społecznościowe, m.in. Facebook, Instagram, Tiktok, ale również inne portale internetowe umożliwiające publikowanie treści pochodzących od użytkowników, o ile taka funkcjonalność nie jest jedynie poboczna w ich działalności.

DSA zakłada gradację odpowiedzialności. Najbardziej restrykcyjne obowiązki wynikające z Aktu zostały nałożone na wielkie platformy internetowe (tzw. VLOPs – very large online platforms) i wielkie wyszukiwarki internetowe (tzw. VLOSEs – very large search engines). Do tego grona zaliczono platformy internetowe i wyszukiwarki mających ponad 45 mln aktywnych użytkowników. Dla zobrazowania wielkości 45 mln użytkowników to około 10% ludności całej UE.

Komisja Europejska wybrała 17 takich podmiotów:

Alibaba AliExpress, Amazon Store, Apple AppStore, Bing, Booking.com, Facebook, Google Maps, Google Search, Google Shopping, Instagram, LinkedIn, Pinterest, Snapchat, TikTok, Wikipedia, X (wcześniej Twitter), YouTube, Zalando. Wszystkie one miały już w zeszłym roku dostosować się do nowych przepisów.

W ramach nowych obowiązków najwięksi mieli m.in. ustanowić podlegające audytom plany zmniejszenia ryzyka systemowego jakie wiąże się z ich działalnością (dezinformacja, manipulacje wyborcze, cyberprzemoc i inne), udostępniać badaczom i instytucjom państwowym dane dotyczące ich działalności, wprowadzić mechanizm umożliwiający użytkownikom dokonanie wyboru czy chcą otrzymywać reklamę targetowaną.

Poza obostrzeniami wprowadzonymi dla wielkich graczy, akt nakłada także szereg obowiązków skierowanych do innych podmiotów świadczących usługi zwykłego przekazu, catchingu i hostingu. Wśród obowiązków dotyczących wszystkich dostawców usług pośrednich znajdziemy:

  • wyznaczenie punktu kontaktowego;
  • wyznaczenie przedstawiciela;
  • konieczność wprowadzenia do regulaminu świadczenia usług zapisów dotyczących niedopuszczalnych treści i ich moderacji, stosowanie algorytmów dotyczących podejmowania decyzji, zasady zmiany warunków korzystania z usług;
  • wdrożenie kanału zgłaszania nielegalnych treści;
  • umożliwienie użytkownikom odwołania się od decyzji.

Co z polskimi przepisami?

Akt o usługach cyfrowych obowiązuje w porządku prawnym jednak dostosowania polskich przepisów do regulacji unijnych związku z tym niedawno zakończone zostały zorganizowane przez Ministerstwo Cyfryzacji konsultacje w sprawie wdrożenia Aktu, który od 17 lutego powinien zacząć obowiązywać w Polsce.

Nie znamy jeszcze proponowanej treści przepisów, ale na stronie Ministerstwa Cyfryzacji mogliśmy zapoznać się z wynikami konsultacji w sprawie wdrożenia Aktu w Polsce[2]. Ich analiza pozwala zorientować się jaki kształt przyjmą przepisy przyszłej regulacji.

Nie jest zaskoczeniem, że przepisy aktu zostaną wprowadzone do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (uśude), ale w trakcie konsultacji pojawiły się także głosy, że przy okazji nowelizacji powinno się przyjrzeć i zweryfikować także siatkę pojęciową uśude, aby uniknąć ewentualnych niespójności z regulacjami europejskimi.

DSA przewiduje konieczność powołania nowego organu – koordynatora ds. cyfrowych. Zgodnie z założeniami, tę funkcję ma pełnić Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), przy czym DSA przewiduje także, że część obowiązków wynikających z DSA ma być wykonywana przez organy właściwe (competent authority). W Polsce tę rolę ma pełni Prezes UOKIK.

Zgodnie z propozycją Ministerstwa Cyfryzacji sąd okręgowy będzie sądem pierwszej instancji w sprawach cywilnoprawnych związanych z naruszeniami Aktu. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK) ma zostać organem odwoławczym w sprawach kar nałożonych na dostawców usług pośrednich.

Kolejnym nowym pojęciem pojawiającym się w DSA są zaufane podmioty sygnalizujące (trusted flaggers) – zweryfikowane podmioty, których zgłoszenia dotyczące usług pośrednich mają być priorytetowo rozpatrywane przez dostawców. W polskiej regulacji Prezes UKE ma przyznać status zaufanego sygnalisty jedynie podmiotom które wykazują się odpowiednią wiedzą i doświadczeniem w zakresie identyfikowania nielegalnych treści. Interesującym aspektem do rozwiązania w polskiej regulacji jest status tzw. “zweryfikowanego badacza” – podmiotu mogącego uzyskać dostęp do danych gospodarczych podmiotów pośrednich i problem bezpiecznego przetwarzania tych danych.

Na projekt nowych przepisów wdrażających Akt musimy jeszcze poczekać. Podobnie jak na odpowiedzi na najważniejsze pytania związane z nowymi przepisami, a pytań pojawia się wiele. Czy nowe przepisy rzeczywiście zrewolucjonizują cyfrowy świat, a Internet stanie się bezpieczniejszym miejscem, czy może Internauci nie odczują zmian? Jak zawsze przy wprowadzaniu nowych przepisów nie wiemy czy nie dojdzie do przeregulowania materii, co odbije się na cyfrowym rozwoju UE? Na wszystkie te pytania będziemy mogli odpowiedzieć dopiero za jakiś czas.

Autor: r. pr. Joanna Kik, Kancelaria Prawna J. Chałas i Wspólnicy

[1)https://www.europarl.europa.eu/news/pl/headlines/society/20211209STO19124/czym-sa-akt-o-rynkach-cyfrowych-i-akt-o-uslugach-cyfrowych-wyjasniamy]
[2)https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/wyniki-konsultacji-zalozen-wdrozenia-aktu-o-uslugach-cyfrowych-w-polsce

W 2024 roku Polska będzie liderem wzrostu w Europie. Wzrost PKB o 3,7%

  • PKB wzrośnie o 3,7% w 2024 r. W 2025 r. i 2026 r. będzie oscylował wokół 3%
  • Inflacja osiągnie 2,5-proc. cel NBP na wiosnę, po czym ponownie wzrośnie i utrzyma się na podwyższonym poziomie 3,5-5% do 2027 roku
  • Stopy procentowe powinny pozostać na obecnym poziomie w 2024 roku, prognozujemy dalsze obniżki do poziomu 5% w 2025 r.

W europejskiej gospodarce wciąż panuje stagnacja. Pomimo spadku inflacji, ceny pozostają na podwyższonym poziomie, co obniża realne płace i możliwości wzrostu konsumpcji. Pomimo zakończonego cyklu podwyżek stóp procentowych, ich wysoki poziom negatywnie wpływa na konsumpcję i inwestycje, zwłaszcza mieszkaniowe.

W kolejnych kwartałach będzie jednak następowało stopniowo ożywienie – niższa inflacja przy nadal solidnym wzroście płac przełoży się na wzrost realnych dochodów i konsumpcji, światowy przemysł wyjdzie ze stagnacji, wspierając popyt zagraniczny, a efekty zacieśnienia polityki pieniężnej będą stopniowo wygasać. Europejska gospodarka będzie się jednak rozpędzała powoli, dlatego wzrost gospodarczy w strefie euro wyniesie jedynie 0,8% w całym 2024 roku i rozpędzi się dopiero w 2025 roku, osiągając 2,1% – wynika z EY European Economic Outlook, przygotowanego przez Zespół Analiz Ekonomicznych EY.

Na tym tle Polska, obok Węgier, może pochwalić się najlepszą perspektywą wzrostu gospodarczego na ten rok. Rodzima gospodarka zaczęła wychodzić ze stagnacji już w drugiej połowie 2023 roku, choć końcówka roku nieco rozczarowała. Zespół Analiz Ekonomicznych EY szacuje na podstawie danych odsezonowanych, że PKB wzrósł o 1,1% w 3 kwartale 2023 w porównaniu do poprzedniego kwartału i o ok. 0,3% w 4 kwartale, co jest dobrym prognostykiem do dalszych wzrostów w 2024 roku po lekkiej recesji, w jaką wpadł nasz kraj w poprzednich kwartałach.

Konsumpcja zaczęła powoli rosnąć w obliczu spadającej inflacji i silnego wzrostu płac nominalnych, choć końcówka roku była w tym względzie rozczarowująca. Równocześnie wzrost inwestycji pozostaje na wysokim poziomie, co jest pokłosiem absorpcji funduszy unijnych. Spodziewam się, że gospodarka mocno będzie się rozpędzała w kolejnych kwartałach, co będzie spowodowane dalszym spadkiem inflacji, zwiększeniem siły nabywczej Polaków dzięki waloryzacji transferów socjalnych dla rodzin do 800+ i rosnącym wynagrodzeniom, które z kolei są napędzane przez wzrost płacy minimalnej oraz znaczącą podwyżkę płac w sektorze publicznym – mówi Marek Rozkrut, Partner EY, szef Zespołu Analiz Ekonomicznych, Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Analitycy Zespołu Analiz Ekonomicznych EY spodziewają się, że silny wzrost konsumpcji z naddatkiem skompensuje spodziewane spowolnienie w inwestycjach, które mogą spaść w 1 kwartale 2024 roku w związku z zakończeniem wydatkowania funduszy z perspektywy unijnej na lata 2014-2020. W efekcie, po wzroście PKB o 0,2% w 2023 roku, analitycy EY przewidują, że PKB wzrośnie o 3,7% w 2024 r. W kolejnych latach (w 2025 i 2026 roku), pomimo spodziewanego spadku dynamiki płac i konsumpcji, wzrost PKB będzie zbliżony do 3% dzięki inwestycjom finansowanym z Krajowego Planu Odbudowy i odbiciu w popycie zagranicznym.

Inflacja w celu NBP tylko przez chwilę

Zmaterializowała się nasza prognoza, opublikowana w lipcu 2023 roku, w której przewidywaliśmy szybki spadek inflacji do poziomu ok. 6,5% w IV kwartale 2023 roku.

Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach inflacja nadal będzie spadała. W efekcie wiosną powinna osiągnąć cel NBP na poziomie 2,5%. Sukces ten będzie jednak krótkotrwały – wzrost cen w usługach ustabilizuje się bowiem w II połowie 2024 roku na poziomie ok. 6% za sprawą szybkich podwyżek wynagrodzeń. Równocześnie przywrócenie standardowych stawek VAT na żywność, czego spodziewany się w lipcu 2024 roku, i wygaszanie programów osłonowych dla gospodarstw domowych związanych z cenami energii od 2025 roku będą impulsem dla wzrostu inflacji powyżej celu NBP. W takim scenariuszu ceny energii będą przez kilka kolejnych lat wpływały na wzrost inflacji, utrzymując ją na poziomie 3,5-5% do 2027 roku, czyli do końca okresu objętego naszą prognozą – mówi Maciej Stefański, Starszy Ekonomista z Zespołu Analiz Ekonomicznych EY .

Europa Środkowo-Wschodnia to obszar w Unii Europejskiej, gdzie inflacja utrzymuje się na najwyższych poziomach. Inflacja w strefie euro powinna trwale osiągnąć cel inflacyjny 2% w II kwartale 2024 roku.

2024 rok bez obniżek stóp w Polsce

Narodowy Bank Polski (NBP) po wyborach parlamentarnych w październiku 2023 roku zmienił retorykę w sprawie stóp procentowych. Spodziewamy się, że utrzyma obecny poziom stóp przez cały 2024 rok. Powodem będzie postępujące ożywienie gospodarcze, ekspansywna polityka fiskalna i inflacja bazowa utrzymująca się powyżej celu inflacyjnego NBP. Gdy zwolni tempo wzrostu płac i cen usług, co powinno nastąpić w 2025 roku, spodziewamy się, że bank centralny zdecyduje się na obniżki stóp procentowych do poziomu 5%. Dalsze ich redukcje uniemożliwi utrzymujący się podwyższony poziom inflacji.

Główne banki centralne na świecie będą prowadziły odmienną politykę. Europejski Bank Centralny, Fed i Bank Anglii powinny rozpocząć cykl luzowania polityki pieniężnej w okresie kwiecień-czerwiec 2024 r., co będzie spowodowane zbliżaniem się do celu inflacyjnego na poziomie 2%. Na koniec tego roku stopy procentowe powinny obniżyć się o 1 pkt proc. względem obecnego poziomu – prognozują analitycy EY.

Czynniki ryzyka

Przedłużająca się recesja w sektorze przemysłowym w Europie i stagnacja w światowym handlu to główne czynniki ryzyka dla rozwoju gospodarczego w Europie. Istotna jest również geopolityka: potencjalna eskalacja wojny w Ukrainie, konfliktu na Bliskim Wschodzie czy napięć w relacjach pomiędzy Chinami i Tajwanem może spowodować wzrost cen surowców i transportu morskiego oraz spowodować kolejne zakłócenia w łańcuchach dostaw.

Pozytywnie może natomiast zaskoczyć konsumpcja – jeśli pod wpływem spadających stóp procentowych i poprawy nastrojów Europejczycy zdecydują się na uwolnienie części oszczędności nagromadzonych w trakcie pandemii, PKB Unii wzrośnie szybciej niż prognozowany.

Złoty zaskakuje siłą pomimo rozczarowujących danych makroekonomicznych

Polski złoty kolejny dzień z rzędu wyraźnie zyskuje, pomimo tego że krajowe dane w ogóle tego nie uzasadniają. W ciągu trzech dni kurs euro spadł o ponad 5 groszy, a pokazaliśmy niższy od oczekiwań wzrost PKB i słabsze indeksy koniunktury. 

Pesymizm wraca do Polski

Indeks PMI dla przemysłu znów drugi miesiąc idzie w dół. Analitycy oczekiwali poziomu 48,2 pkt, faktyczny odczyt wyniósł 47,1 pkt. Wynik wynosi zatem ponad punkt poniżej oczekiwań. Kluczowym punktem odniesienia (jak zawsze w tych badaniach) jest poziom 50 pkt, oddzielający przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Tutaj jednak trzeba pamiętać, że ostatni raz nasz kraj powyżej tej granicy był w kwietniu, tyle że 2022 roku. Nawet niespodziewany wybuch optymizmu w listopadzie, kiedy inwestorzy patrzyli na świat przez różowe powyborcze okulary, osiągnął tylko 48,7 pkt. Po tym odczycie złoty co prawda chwilowo tracił na wartości, ale do końca dnia dzięki ruchom na rynkach światowych powrócił do wzrostów.

Mniej źle w strefie euro

Relatywnie bardzo dobry wynik pokazała za to strefa euro. Relatywnie, bo 46,6 pkt to jednak słabiej niż odczyt z Polski. Jest to jednak najwyższy rezultat od marca poprzedniego roku, co pokazuje nadzieję na wyrwanie się europejskiej gospodarce z marazmu. Z drugiej strony to nadal po prostu mniej źle niż dotychczas, nadal większość ankietowanych spodziewa się, że sytuacja będzie się pogarszać. Powyżej granicy 50 pkt wypadł za to indeks z USA, który powrócił w te rejony po dwóch miesiącach przerwy. Pomimo tego jednak  inwestorzy uznali wczoraj, że lepiej przenieść swoje środki do Europy. To właśnie ten ruch był powodem wspomnianego już umocnienia polskiej waluty pomimo słabego odczytu danych makroekonomicznych.

Wielka Brytania nie zmienia stóp procentowych

Wczorajsze dane nie zaskoczyły specjalnie rynków. Zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniono stóp procentowych na Wyspach. Pewną niespodzianką był natomiast wynik głosowania. Miesiąc temu za obniżką głosowały 3 osoby, a 6 za pozostawieniem stóp na niezmienionym poziomie. Oczekiwania analityków mówiły o przejściu dwóch osób z obniżek na brak zmiany. Faktycznie jednak 2 osoby głosowały za obniżkami, ale jedna znalazła się głosująca za wzrostem stóp procentowych. W ciągu miesiąca owszem inflacja na Wyspach wzrosła, ale zaledwie o 0,1%. Jest to raczej zatem kwestia oczekiwań względem zachowania się tego wskaźnika w przyszłości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan,

16:00 – USA – zamówienia w przemyśle.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

 

Zasiłek pogrzebowy do 7 tys. zł i waloryzacja. Branża pogrzebowa: to dobry krok

Do 7 tys. zł z obecnych 4 tysięcy wzrośnie zasiłek pogrzebowy, a do tego – jak wynika z zapowiedzi przedstawiciela resortu rodziny, pracy i polityki społecznej, będzie waloryzowany. Polska Izba Branży Pogrzebowej (PIBP) przyjmuje tę informację z zadowoleniem. – To dobry krok – komentuje Robert Czyżak, prezes tej Izby.

7 tys. zł – tyle wynosić ma zasiłek pogrzebowy. Podniesienie jego wartości z obecnych 4 tysięcy zapowiedział właśnie Sebastian Gajewski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Do tego, jak dodał, świadczenie to ma być waloryzowane, zaś sam projekt ustawy w tej sprawie trafił już do Centrum Legislacyjnego Rządu.

– To dobry krok – komentuje Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, która  z zadowoleniem przyjmuje informację o podniesieniu kwoty tego zasiłku pogrzebowego do 7 tyś złotych. Przypomina przy tym, że kierowana przez niego Izba, która należy do Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), o zwiększenie wartości tego świadczenia do 8 tysięcy apelowała w zeszłym roku. – Informowaliśmy o takiej potrzebie stronę rządzącą w 2023, wskazując, że już co druga rodzina osób zmarłych ma problemy z pokryciem kosztów organizacji pochówków najbliższych – relacjonuje Robert Czyżak. Zwraca też uwagę, że  zdecydowaną większość kosztów pochówku stanowią opłaty cmentarne sięgające w niektórych dużych nekropoliach kwoty od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Poza tym, jak przyznawał to w połowie ubiegłego roku prezes PIBP, takie usługi jak przechowywanie i transport zwłok, ich kremacja, jak również przygotowanie grobu i ceremonii pochówku, zdrożały w ciągu zaledwie ostatniego roku (czyli 2022 – 2023) o średnio 20 proc.

– Jesteśmy przekonani, że samo podniesienie kwoty zasiłku pogrzebowego nie rozwiąże problemów, z jakimi borykają się przedsiębiorcy pogrzebowi – dodaje nieco goryczy do ocenionej pozytywnie przez Izbę decyzji rządu Robert Czyżak. Nawiązuje tu do stanowiska zdecydowanej większości przedsiębiorców funeralnych, przedstawianego wielokrotne przez Polską Izbę Branży Pogrzebowej w sprawie konieczności kontynuacji pilnych prac legislacyjnych, które spowodują m.in. unowocześnienie całego tego sektora. – Liczymy na jak najszybsze wznowienie przez stronę rządowa prac nad nowelizacją prawa pogrzebowego tak, aby m.in. uregulować zawód przedsiębiorcy pogrzebowego i zastąpić stare archaiczne wręcz przepisy nowymi, które poprawią znacznie jakość świadczonych usług i zlikwidują spędzającą ciągle sen z powiek wielu uczciwym przedsiębiorcom pogrzebowym tzw. szarą strefę w branży funeralnej – żywi nadzieję prezes PIBP.

Projekt nowelizacji kilku aktów prawnych składających się na tzw. Prawo Pogrzebowe miała przyjąć Rada Ministrów w ubiegłym roku, a następnie skierować go do prac w sejmie poprzedniej kadencji. Mimo wielu zapewnień, dokument ten pozostał jednak w tzw. „zamrażarce” rządowej. Z tego też względu, należąca do Federacji Przedsiębiorców Polskich, Izba apelować będzie do rządu o powrót do prac nad tą nowelizacją, a w szczególności o przyjęcie projektu jej dotyczącego przez obecną Radę Ministrów, a następnie o skierowanie go do sejmu. W pracach nad projektem tego aktu udział brali m.in. przedstawiciele Federacji Przedsiębiorców Polskich, w tym także należącej do niej Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Kurs dolara pod presją. BoE umacnia GBP

Pierwszy piątek miesiąca oznacza, że rynek otrzyma dane na temat sytuacji na amerykańskim pracy. To zdecydowanie najważniejszy punkt w dzisiejszym kalendarzu makro. Prognozy wskazują, że powinniśmy otrzymać kolejny sygnały ochłodzenia. Wczoraj dolar osłabił się a kurs EUR/USD zdecydowanie zbliżył się do poziomu 1,09. Indeksy giełdowe z Wall Street zanotowały dobrą sesją, co było pokłosiem m.in. dobrych wyników spółek technologicznych (Amazon, Metaplatforms). BoE utrzymał stopy zmian, ale sam komunikat oraz późniejsza konferencja prasowa prezesa Baileya umocniła GBP.

Przez długi czas rynek pracy w USA był „przegrzany”. Od czasu ożywienia po wybuchu epidemii koronawirusa popyt na pracę bardzo wyraźnie przewyższał podaż. Luka ta jednak znacząco się zmniejsza. Jeśli ten trend się utrzyma, wzrost płac powinien również ulec spowolnieniu. Jeszcze dwa lata temu wynagrodzenia godzinowe rosły o prawie 6 proc.. Obecnie ta dynamika wynosi 4,1 proc. Ten czynnik w tym momencie w głównej mierze napędza inflację konsumencką. Zasada jest dość prosta: jeśli rynek pracy będzie słabł, Fed będzie mógł szybciej obniżać stopy procentowe. Ale tak jak podkreślił Powell, gospodarka nie musi wpaść w głęboką recesję, żeby Fed zdecydował się na łagodzenie warunków monetarnych. Zatem gorsze dane powinny teraz osłabiać dolara. Na ten moment widać, że odrzucenie przez Fed marcowej obniżki jedynie na moment umocniło amerykańską walutę. Kurs głównej pary walutowej wczoraj powrócił do wzrostów i znalazł się dziś najwyżej od 25 stycznia wybijając lokalne maksima.

Spowolnienie rynku pracy było również zaznaczone wczoraj w raporcie ISM. Dane dotyczące zatrudnienia spadł z poziomu 47,5 do 47,1 pkt. Główny wskaźnik jednak wskazał ponowną poprawę (49,1 pkt.) choć to wciąż wynik poniżej granicznego poziomu 50 pkt. Siłę amerykańskiej gospodarki podkreślił również PMI dla przemysłu, który urósł do 50,7 pkt. z 47,9 pkt.

O stopach procentowych wczoraj decydował Bank Anglii, który zgodnie z oczekiwaniami pozostawił swoją główną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Oświadczenie po posiedzeniu nie wskazywało już na potrzebę dalszych podwyżek. Chociaż utorowało to drogę do obniżki stóp, to jednocześnie osłabiło oczekiwania, że BoE może to zrobić wkrótce. W rzeczywistości BoE podkreślił, że potrzebuje więcej dowodów na to, że inflacja powróci do celu inflacyjnego 2 proc. w dłuższej perspektywie. Instytucja wyraziła szczególne zaniepokojenie utrzymującą się wysoką inflacją w usługach (6,4 proc. w grudniu), ciągłym „napięciem” na rynku pracy i wysokim wzrostem płac. Chociaż wskaźniki te uległy ostatnio poprawie, to nadal nie jest to wystarczające, aby mieć pewność, że inflacja, zwłaszcza inflacja bazowa, będzie nadal spadać.6 osób głosowało za utrzymaniem stóp, dwie były za większym zacieśnianiem, jedna natomiast wnioskowała o obniżkę.

W rezultacie GBP uległ aprecjacji. Kurs „kabla” (GBP/USD) zdecydowanie urósł osiągając dziś wartość 1,2760. Tym samym zostało przełamane górne ograniczenie potencjalnej formacji „flagi”, która przynajmniej w teorii zapowiada kontynuację dominującej wzrostowej tendencji. Pamiętajmy jednak, że duża część tego ruchu wynikała ze słabości dolara amerykańskiego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Co czeka branżę meblarską w 2024 roku

2023 był rokiem spadków wyników i redukcji zatrudnienia w polskiej branży meblarskiej. Wprawdzie udało jej się utrzymać silną pozycję na rynku międzynarodowym, ale sytuacja jest nadal trudna. Być może koniunktura poprawi się w drugiej połowie 2024 r.

Pod znakiem spadków

Polska branża meblarska znalazła się w trudnym okresie cyklu gospodarczego. Według opracowania B+R Studio, bazującego na danych GUS, klimat koniunktury w branży meblarskiej w ostatnich dwóch latach był najgorszy od dwóch dekad. Niższy wskaźnik niż w 2023 r. (-6,8) i 2022 r. (-9,8), odnotowano jedynie w 2001 r. (-11,8). Na sytuacji sektora odbiły się przede wszystkim: wysokie koszty prądu i benzyny, szybko rosnące wynagrodzenia, wysoka inflacja i niepewność związana z wojną na Ukrainie.Perspektywy dla branży meblarskiej w roku 2024

Wartość produkcji sprzedanej polskich firm meblarskich w 2023 roku wyniosła 64 mld zł, co oznacza spadek o 6% w stosunku do roku 2022. Mniejsze ilości zamówień oraz rosnące koszty produkcji zaczęły zagrażać rentowności przedsiębiorstw. Aby ratować zakłady oraz dostosować się do zmniejszonej ilości zamówień, firmy meblarskie zostały zmuszone do redukcji zatrudnienia. Od kwietnia 2022 do grudnia 2023 w branży meblarskiej zniknęło 18 tysięcy etatów.Perspektywy dla branży meblarskiej w roku 2024 2

Rynki zagraniczne

Polska w 2023 r. utrzymała wysoką pozycję na arenie międzynarodowej w zakresie produkcji i eksportu mebli. Zajęliśmy szóste miejsce pod względem produkcji, a drugie pod względem eksportu mebli na świecie. Jednocześnie pozostaliśmy największym eksportem mebli w Europie.

Nie najlepsza koniunktura na rynkach światowych sprawiła, że również w przypadku wymiany międzynarodowej polską branżę dotknęły spadki. Wartość eksportu zmniejszyła się bowiem w ubiegłym roku o 3% osiągając 62,2 mld zł. Pod względem wolumenu natomiast sprzedaż zagraniczna skurczyła się aż o 11 %.Perspektywy dla branży meblarskiej w roku 2024 3

Perspektywy na 2024 rok

Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec trudnej sytuacji na rynku meblarskim. Według prognoz, wartość produkcji sprzedanej co najwyżej utrzyma się na poziomie z 2023 r (ok. 64 mld zł). Brak nadziei na poprawę przekłada się na plany dalszej redukcji zatrudnienia. Według wstępnych szacunków, w branży meblarskiej w 2024 roku ubędzie kolejnych 5 tys. etatów.

Branża ma nadzieję na lekką poprawę dopiero w drugim półroczu, jednak dużo zależy od tego, jak będzie wyglądało otocznie rynkowe sektora, zwłaszcza to krajowe. Do najpoważniejszych problemów polskich producentów mebli należy w dalszym ciągu dostęp do surowca drzewnego z certyfikatem odpowiedzialnej gospodarki leśnej FSC (Forest Stewardship Council). W poprzednich latach Lasy Państwowe stopniowo odchodziły od tej obowiązującej powszechnie na świecie certyfikacji, co budziło coraz większe obawy wśród polskich producentów bazujących na surowcu drzewnym. Certyfikat FSC jest bowiem wymagany przez dystrybutorów mebli na całym świecie. Jeżeli Lasy Państwowe nie powrócą do certyfikacji FSC, możemy spodziewać się dalszych spadków wolumenu produkcji mebli nawet o 20-30%.

Kolejnym czynnikiem, który utrudnia wyjście z dołka branży meblarskiej, jest system sprzedaży drewna wprowadzony przez poprzednią dyrekcję Lasów Państwowych. Polscy producenci mebli oczekują zmian w tym systemie, które sprawią, że stanie się on transparentny i bardziej dostępny dla przedsiębiorców oraz będzie promował przerób surowca drzewnego w Polsce.

Prawdopodobnie dużym wyzwaniem dla branży meblarskiej będą również zapowiadane ograniczenia w pozyskaniu surowca drzewnego. Wydzielenie 20% powierzchni lasów z pozyskania drewna wymaga mądrej i strategicznej współpracy najważniejszych interesariuszy. Producenci mebli wskazują na ekologiczne walory wyrobów z drewna (niski ślad węglowy, długoletnie magazynowanie CO2) i niechętnie patrzą na perspektywę zastąpienia tego naturalnego surowca innymi, mniej przyjaznymi dla środowiska materiałami, np. plastikiem i metalem. Rozwiązaniem problemu mogłoby być umożliwienie producentom mebli korzystanie z alternatywnego źródła surowca, jakim jest drewno poużytkowe, oraz ograniczenie spalania drewna na rzecz wykorzystania go do produkcji materiałów drewnopochodnych. Wymaga to jednak zmiany przepisów, o co branża meblarska postuluje już od kilku lat.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – styczeń 2024

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 10,1% rdr do 23,8 mld zł
  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na NewConnect o 33,5% rdr do 150,7 mln zł
  • Spadek wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 7,5% rdr do poziomu 638,9 tys. szt.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu ETF i ETC o 11,9% rdr do 121,3 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 16,5% rdr do 10,4 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 3,2% rdr do 13,4 TWh

W styczniu 2024 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 24,0 mld zł, czyli o 14,5% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń zmalała o 10,1% rdr do poziomu 23,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,08 mld zł, o 14,2% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec stycznia wyniosła 77 416,31 pkt. i była o 26,3% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w styczniu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 33,1% rdr do poziomu 151,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 33,5% rdr i wyniosła 150,7 mln zł.

Na rynku GlobalConnect wartość obrotów akcjami w styczniu wyniosła 1,1 mln zł, wobec 0,7 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w styczniu wyniósł 1,1 mln szt., czyli o 3,3% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 7,5% rdr do poziomu 638,9 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 63,0% rdr do 321,0 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 27,4% rdr do 88,1 tys. szt.

W styczniu odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 25,3% rdr do poziomu 170,8 mln zł oraz wzrost łącznej wartości obrotów ETF oraz ETC o 11,9% rdr do 121,3 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec stycznia 110,1 mld zł, wobec 91,5 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 0,6% rdr do poziomu 436,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 36,1 mld zł wobec 23,7 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 52,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w styczniu br. 10,4 TWh, co oznacza spadek o 16,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 23,5% rdr do poziomu 4,7 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 9,6% rdr do poziomu 5,7 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 3,2% rdr do 13,4 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 79,1% do poziomu 3,4 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 16,2% rdr do poziomu 10,1 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,2 TWh, co oznacza spadek o 16,2% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 23,6% rdr do poziomu 8,1 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 74,8% rdr, do wolumenu 7,4 TWh.

Kapitalizacja 371 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w styczniu 2024 r. wyniosła
754,5 mld zł (173,7 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 413 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 433,0 mld zł (329,9 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW w styczniu 2024 r. zadebiutowały akcje spółki BLOOBER TEAM S.A. (przejście
z NewConnect)

Na rynku NewConnect zadebiutowały akcje spółki CONSOLEWAY S.A. (wartość oferty: 2,7 mln zł)

W styczniu br. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe w porównaniu do 21 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Styczeń 2024 r. w TIM SA: trudniejsza sytuacja na rynku, TIM dołącza do Grupy Würth

Ze wstępnych szacunków wynika, że przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły w styczniu 2024 r. niemal 104,1 mln zł (-11% rdr.). Końcówka miesiąca przyniosła finalizację wezwania do sprzedaży akcji TIM-u, które ogłosiła spółka z międzynarodowej Grupy Würth.

Sprzedaż online realizowana samodzielnie przez klientów TIM-u osiągnęła w styczniu 2024 r. prawie 73,2 mln zł (-11% rdr.).

– Sprzedażowo styczeń 2024 roku jest niemal równy pierwszemu miesiącowi 2022 roku
(104,3 mln zł). Spadek ten jest efektem trudniejszej sytuacji na rynku i relatywnie wysokiej bazy ze stycznia 2023 roku – jak dotąd, najmocniejszego stycznia w historii TIM-u. Kwestią otwartą pozostają szanse na poprawę koniunktury w kolejnych miesiącach. Z większym optymizmem myślę raczej dopiero o drugiej połowie roku – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

31 stycznia 2024 r. nastąpiło rozliczenie transakcji nabycia akcji TIM SA przez spółkę FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, będącą częścią Grupy Würth – światowego lidera w zakresie rozwoju, produkcji oraz sprzedaży materiałów montażowych i złącznych. W wyniku drugiego wezwania do sprzedaży akcji (pierwsze nie zakończyło się sukcesem z powodu trwającego postępowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w zakresie koncentracji) FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH nabyła 96,28% akcji TIM-u.

W efekcie Grupa Kapitałowa TIM, którą tworzą TIM SA i spółka logistyczna 3LP SA, dołącza do linii biznesowej Würth Electrical Wholesale Group, która jest jednym z liderów hurtowej sprzedaży materiałów elektrotechnicznych na rynku europejskim. Oba podmioty tworzące Grupę TIM nadal będą działać pod dotychczasowymi nazwami jako samodzielne spółki.

– Cieszy mnie tak szeroki odzew akcjonariuszy, którzy skorzystali z bardzo atrakcyjnej oferty. Traktuję to także jako wyraz zaufania wobec perspektyw dalszego rozwoju TIM-u. Jestem przekonany, że połączenie sił z Grupą Würth stwarza bardzo atrakcyjne perspektywy dla wszystkich naszych interesariuszy. Obie spółki tworzące dotychczas Grupę TIM zachowają swoją integralność i zapewnią wszystkim swoim pracownikom doskonałe perspektywy na przyszłość. Historia sukcesów TIM-u będzie kontynuowana – podsumowuje Krzysztof Folta.

Ceny ofertowe mieszkań – styczeń 2024 r. (wstępne dane)

Końcówka 2023 r. dawała nadzieję na stabilizację średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań na rynkach mieszkaniowych największych miast. Styczeń 2024 r. pokazał jednak, że w niektórych tempo wzrostu cen nie zwalnia – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

–  W Warszawie średnia cena metra kwadratowego lokali oferowanych przez firmy deweloperskie przebiła w styczniu pułap 17 tys. zł. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku średnia cena ofertowa nowych mieszkań w stolicy wzrosła o ponad 3 tys. zł na metrze. Na razie nic nie wskazuje na to, by podwyżki miały się zatrzymać – mówi Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl.

Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w styczniu tego roku – mimo wygaśnięcia programu „Bezpieczny Kredyt 2%” – średnia cena metra warszawskich lokali poszła w górę o kolejne 2%.Ceny mieszkań - styczeń 2024-cena m kw.M

Co ciekawe, przez większą część ubiegłego roku oazą stabilności była Łódź. Jednak w grudniu średnia cena metra kwadratowego w tym mieście wystrzeliła, bo deweloperzy wprowadzili do sprzedaży bardzo drogie – jak na ten rynek – mieszkania. W styczniu br. na rynek łódzki trafiła kolejna pula drogich lokali, co spowodowało wzrost średniej o 4%.

Kraków, Poznań i Wrocław są miastami, w których grudzień ubiegłego roku przyniósł pierwsze symptomy stabilizacji cen. Ich średnia w przeliczeniu na metr kwadratowy wówczas praktycznie nie drgnęła. Natomiast w styczniu, w tych dwóch pierwszych dwóch metropoliach, odnotowano 1% podwyżkę średniej. W stolicy Dolnego Śląska nie zmieniła się ona drugi miesiąc z rzędu.Ceny mieszkań - styczeń 2024-cena m kw.M-pierwotny i wtórny

Z ciekawą sytuacją mamy do czynienia w Trójmieście. W ubiegłym roku to właśnie ta metropolia była liderem podwyżek (o 27%). Natomiast w styczniu średnia cena metra kwadratowego spadła tu o 2%. Z kolei w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, już drugi miesiąc z rzędu odnotowano spadek średniej o 1%.

– To pokazuje jak ważne jest to, jakie mieszkania trafiają na rynek. Żeby ich średnia cena metra kwadratowego przestała rosnąć, konieczny jest radykalny wzrost podaży mieszkań w segmencie popularnym, czyli budowanych z myślą o klientach, którzy muszą posiłkować się kredytem – komentuje Marek Wielgo.

Według niego, taki scenariusz jest prawdopodobny, co widać na przykładzie obu tych metropolii. W styczniu mieszkania wprowadzone do sprzedaży przez trójmiejskich deweloperów kosztowały przeciętnie 13,2 tys. zł za m kw., a więc znacznie poniżej średniej, która przekracza 14,7 tys. zł za metr. Podobnie w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl przyznaje, że możliwy jest też niekorzystny z punktu widzenia wielu potencjalnych nabywców mieszkań scenariusz – wzrost podaży, ale głównie mieszkań drogich. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w grudniu i w styczniu w Łodzi. Średnia cena metra kwadratowego mieszkań wprowadzanych do sprzedaży w tym okresie przez łódzkich deweloperów sięgała 14 tys. zł. W tym mieście średnia wynosi zaś niespełna 11 tys. zł. W dodatku wyprzedawały się najtańsze lokale, co dodatkowo windowało cenę.Ceny ofertowe mieszkań – styczeń 2024 r. (wstępne dane) 1

Zjawisko wyprzedaży najtańszych lokali i podnoszenia ich cen najlepiej obrazuje struktura cen lokali w ofercie firm deweloperskich. We wspomnianej Łodzi w styczniu wzrosła liczba mieszkań w ofercie deweloperów. Rzecz w tym, że skurczył się w niej – z 32% do 28% – udział mieszkań w cenie do 9 tys. zł za m kw., zaś zwiększył się – z  15% do 24% – odsetek lokali, za które deweloperzy życzą sobie ponad 12 tys. zł za metr.

W Trójmieście zmiana struktury cenowej oferty firm deweloperskich nie była tak spektakularna. Warto zwrócić uwagę, że kupujący mogli przebierać w większej liczbie ofert lokali za 10-12 tys. zł za m kw. Mniej było ich zaś w segmencie premium, czyli z ceną  metra kwadratowego powyżej 15 tys. zł.Ceny mieszkań - styczeń 2024-cena m kw.M-wtórnyCeny mieszkań - styczeń 2024-struktura cen m kw

W styczniu 2024 r. kontynuowały marsz w górę także ceny mieszkań oferowanych na rynku wtórnym. Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, w Warszawie i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego podskoczyła w ciągu miesiąca o 2%, a w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu – o 1%.  Jedynie w Łodzi średnia utrzymała poziom z grudnia ubiegłego roku. Ceny mieszkań - styczeń 2024-cena m kw.-Warszawa

Wciąż w czterech metropoliach – w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście – średnia cena metra kwadratowego mieszkań na rynku wtórnym jest wyższa niż na rynku pierwotnym. Największa różnica na korzyść rynku wtórnego jest nadal w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

O 92 proc. r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w styczniu 2024 r.

  • W styczniu 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 22,58 tys. osób.
  • Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wzrosła o 23,4% r/r.

O 92% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w styczniu 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w styczniu 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 92% w porównaniu do stycznia 2023 r.

W styczniu 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 22,58 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 13,25 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 70,3 %. W porównaniu do grudnia 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy spadła jednak o 51,3%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w styczniu 2024 r. 426,88 tys. zł i była wyższa o 23,4% niż w styczniu 2023 r. W porównaniu do grudnia 2023 r. spadła ona jednak o 1,9%.

Potencjalni kredytobiorcy złożyli w styczniu 2024 roku wnioski kredytowe na wartość ponad 90% wyższą niż rok wcześniej. Popyt na kredyty mieszkaniowe wyraźnie wyhamował po zamknięciu przyjmowania wniosków w ramach Programu Bezpieczny Kredyt 2%. Jest kilka czynników wpływających na wartość bieżącego odczytu Indeksu.

– Jest kilka czynników wpływających na wartość bieżącego odczytu Indeksu. Pierwszym z nich jest większa liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, która wzrosła z 13,25 tysięcy w styczniu 2023 roku do 22,58 tysięcy w styczniu 2024. Ponad 70% wzrost liczby wnioskujących w porównaniu do stycznia ub.r. jest w dużej mierze efektem ówczesnego „zamrożenia” popytu na kredyty mieszkaniowe w wyniku wysokiego poziomu stóp procentowych, mamy więc efekt niskiej zeszłorocznej bazy. Drugi to spadek o ponad 50% liczby wnioskujących w styczniu 2024 w porównaniu z grudniem 2023 r. Jest to bezpośrednio następstwem zamknięcia przyjmowania wniosków  kredytowych składanych w ramach Programu Bezpieczny Kredyt 2%, który odpowiadał za około połowy akcji kredytowej w II połowie 2023 r.

– Istotnym czynnikiem determinującym poziom Indeksu jest także wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do wartości blisko 427 tys. zł – to kwota aż o 1/4 wyższa niż w styczniu 2023 r. Jest ona jednak niższa niż w grudniu ub. roku. Jest to już efekt wniosków bez udziału Programu wsparcia kredytobiorców. Beneficjenci Programu Bezpieczny Kredyt 2% wnioskowali i zaciągali kredyty na wyższą średnią kwotę w porównaniu z kredytobiorcami „rynkowymi” – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Grupy BIK.

Ambitne plany XTB

Polski fintech XTB ogłosił plany produktowe na 2024 rok. Te są bardzo ambitne i wskazują na to, że Polacy chcą rywalizować z globalnymi graczami, m.in. oferując wirtualny portfel oraz kartę wielowalutową. Zbliżające się nowości zostały bardzo dobrze odebrane przez inwestorów.

Wiele wskazuje na to, że 2024 rok będzie przełomowy dla polskiego fintechu XTB. Od powstania firma była skupiona na ofercie dla aktywnych inwestorów. Jednakże wraz z biegiem czasu spółka dojrzewała i stopniowo rozszerzała swoją ofertę o kolejne produkty pasywne. Wystarczy powiedzieć, że według danych KDPW to obecnie drugi dom maklerski w Polsce pod względem liczby rachunków.

Polacy chcą konkurować z największymi

Warto podkreślić, że na przestrzeni ostatnich lat zmiany zaszły nie tylko w samej ofercie, ale i strukturze firmy. Przede wszystkim dynamiczny rozwój zanotował Dział Technologii i Produktu, który obecnie liczy ponad 430 specjalistów. Stanowią oni blisko połowę zatrudnienia w całej firmie i to tam opracowywana jest własna technologia, która później jest wykorzystywana na autorskiej platformie inwestycyjnej.

To właśnie dzięki rozwojowi technologicznemu, najbliższe miesiące będą największym wyzwaniem w historii XTB. Polacy ogłosili szereg nowości, które mają zawitać na ich platformę. Część dotyczy core biznesu, czyli inwestowania, w tym m.in. dołączenia do oferty obligacji, kont emerytalnych oraz wdrożenia funkcji społecznościowych pozwalających śledzić ruchy innych inwestorów. Jednakże największą zmianą będzie wprowadzenie wirtualnego portfela z kartą multiwalutową.

Od lat konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju, co pozwoliło stać się nam jednym z najsilniejszych brandów wśród inwestorów. Teraz jednak celujemy znacznie szerzej. Dążymy do tego, aby stać się najpopularniejszą aplikacją All-In-One w Europie dla każdego, kto będzie chciał zadbać o swoje finanse – mówi Filip Kaczmarzyk, członek zarządu XTB.

Wprowadzenie wirtualnego portfela ma być jednym z tych czynników, który przybliży XTB do realizacji ich celów. Początkowo ma on oferować dostęp do konta w ośmiu walutach (EUR, USD, GBP, PLN, HUF, RON, BGN i CZK). Natomiast użytkownicy za pomocą karty wielowalutowej będą mogli realizować rozliczenia w ponad 100 walutach. Dzięki powiadomieniom w czasie rzeczywistym klienci będą mieli pełną kontrolę nad swoimi finansami.

XTB ma asa w rękawie

Kompleksowa oferta to jeden z plusów polskiej platformy finansowej. Jednakże firma zwraca uwagę, że od konkurencji odróżnia ich jedno – Polacy na swoich działaniach realnie zarabiają. Wiele fintechów przez lata funkcjonuje dzięki kolejnym transzom finansowania, natomiast XTB skutecznie monetyzuje swój biznes.

Podczas gdy konkurenci mają podobną strategię, my wyróżniamy się na ich tle naszą pozycją kapitałową – mówi Filip Kaczmarzyk. – Odległość od firmy, która generuje bardzo duże koszty, ale pozyskuje olbrzymie liczby klientów do momentu generowania przez nią zysku, jest bardzo duża – dodaje członek zarządu XTB.

Według wstępnych wyników finansowych, XTB w 2023 roku osiągnęło rekordowe 791,3 mln zł zysku netto. W tym czasie polski fintech pozyskał aż 312 tys. nowych klientów, a obecnie z jego usług korzysta 936 tys. klientów na całym świecie.

Prawne problemy ze sztuczną inteligencją. Czy prawo powstrzyma „bunt maszyn”?

Prawne problemy ze sztuczną inteligencją narastają wraz z dynamicznym rozwojem technologii AI. System regulacyjny nie nadąża nie tylko za tworzeniem prawa wyznaczającego granice dla nowej technologii, ale też złożonością procesu tworzenia algorytmów, które często są utajnione. Obecne regulacje nie są adekwatne co prowadzi do skrajnie różnych rozstrzygnięć kwestii odpowiedzialności, praw autorskich i kwestii etycznych w różnych zakątkach świata. Naszą odpowiedzialnością jest zrozumieć, przewidywać, projektować i regulować, w tym prawnie, nową rzeczywistość.

Apel środowiska technologicznego o wstrzymanie prac nad AI

W końcu listopada 2023 r. doszło do spektakularnego zwolnienia i – po kilku dniach – równie widowiskowego przywrócenia do pracy Sama Altmana, dyrektora wykonawczego i współzałożyciela spółki OpenAI. Altman to czołowa postać w branży AI, „złote dziecko Doliny Krzemowej”, zwolennik stworzenia bezpiecznej tzw. ogólnej lub silnej sztucznej inteligencji (AGI). Wydarzenie to przez kilka dni nie schodziło z czołówek światowych mediów. Jak celnie zauważył „Forbes”, to był scenariusz, którego nie powstydziłaby się sztuczna inteligencja. Wydarzenie podgrzało – i tak gorącą od kilku lat – dyskusję na temat szans i zagrożeń, jakie niesie rozwój AI, ale również wokół prawnych możliwości jej okiełznania.

Podobnej wrzawy medialnej nie wywołała publikacja w marcu 2023 r. listu otwartego podpisanego przez 1000 liderów sektora wysokich technologii IT z Elonem Muskiem i Stevem Wozniakiem na czele (Altmana wśród nich nie było), którzy zaapelowali do światowych laboratoriów AI o natychmiastowe wstrzymanie przynajmniej na 6 miesięcy prac rozwojowych nad technologiami potężniejszymi niż GPT-4. List wywołał spore poruszenie i dyskusje w sektorze AI. Bezpośrednim bodźcem tego apelu było zaprezentowanie przez firmę OpenAI, wspieraną przez Microsoft, kilkanaście dni wcześniej, czwartej wersji programu AI GPT (Generative Pre-trained Transformer), który zachwycił użytkowników zdolnościami prowadzenia „ludzkiej” rozmowy, komponowaniem piosenek i kreowaniem długich dokumentów. Sygnatariusze listu ostrzegali, że narzędzia sztucznej inteligencji stanowią „głębokie ryzyko dla społeczeństwa i ludzkości”. Zwraca uwagę zwłaszcza jego następujący fragment: „Współczesne systemy sztucznej inteligencji stają się obecnie konkurencyjne wobec ludzi w ogólnych zadaniach i musimy zadać sobie pytanie: czy powinniśmy pozwolić maszynom zalewać nasze kanały informacyjne propagandą i nieprawdą? Czy powinniśmy automatyzować wszystkie zadania, także te, które dają nam satysfakcję? Czy powinniśmy rozwijać nieludzkie umysły, które w końcu mogą nas przewyższyć liczebnie, przechytrzyć i zastąpić? Czy powinniśmy ryzykować utratę kontroli nad naszą cywilizacją? Nie można delegować takich decyzji na nie pochodzących z wyboru liderów technologicznych. Potężne systemy sztucznej inteligencji należy opracowywać dopiero wtedy, gdy będziemy mieli pewność, że ich skutki będą pozytywne, a związane z nimi ryzyko będzie możliwe do opanowania”.

Komentatorzy z branży uznali, że o ile przerwa w dalszych badaniach nad AI to dobry pomysł, to sam apel ocenili jako niejasny, w którym nie potraktowano poważnie problemów regulacyjnych. Niektórym z sygnatariuszy, zwłaszcza Muskowi, zarzucano hipokryzję, ponieważ był jednym ze współfinansujących OPenAI na początku jej drogi, co jednocześnie mu nie przeszkadzało apelować do organów regulacyjnych o zapewnienie, że rozwój AI będzie służył interesowi publicznemu.

Premierowa prezentacja przez OpenAI rozwiązania ChatGPT skłoniła rywali do przyspieszenia prac nad podobnymi modelami językowymi, a wiele firm ściga się, aby „zanurzyć” swoje produkty w sztucznej inteligencji. Inwestorzy nieufni wobec monopolu jednej firmy, wspierają konkurentów OpenAI. Rozpoczął się swoisty „wyścig zbrojeń”.

Technologia ChatGPT przyciąga uwagę amerykańskich prawodawców, którzy niepokoją się o jej wpływ na bezpieczeństwo narodowe i edukację. Unijna policja Europol ostrzega o potencjalnym niewłaściwym wykorzystaniu systemu do prób phishingu, dezinformacji i cyberprzestępczości. Z kolei rząd Wielkiej Brytanii przedstawił propozycje „możliwych do dostosowania” ram regulacyjnych dotyczących sztucznej inteligencji. Nad rozwiązaniami prawnymi pochylają się instytucje i organy Unii Europejskiej.

Stanowienie prawa utrudnia fakt, że badania i wdrożenia AI pozostają nie w rękach rządów, ale nielicznych firm dysponujących odpowiednimi zasobami. Systemy AI jest trudno tworzyć, ale jeszcze trudniej zdemokratyzować.

Najistotniejsze zagrożenia AI

Pojawieniu się pierwszych rozwiązań w zakresie AI towarzyszyły obawy, co do zagrożeń, jakie stwarza ta technologia. Specjaliści wskazują ich wiele, wymienia się najczęściej brak przejrzystości, wpływanie na wybory człowieka i uprzedzania społeczne, naruszanie prywatności, zagrożenia bezpieczeństwa, koncentrację władzy w rękach kilku korporacji, rewolucję na rynku pracy, nierówności ekonomiczne, zrywanie więzi międzyludzkich, uzależnienie od narzędzi AI, dezinformację i manipulację.

Wszystkie z wymienionych można wszakże sprowadzić do jednego zasadniczego zagrożenia, które wyartykułował Steven Feldstein, profesor na Uniwersytecie Stanowym Boise, a w przeszłości wysoki urzędnik Departamentu Stanu USA: „ Na całym świecie systemy sztucznej inteligencji pokazują swój potencjał w zakresie wspierania represyjnych reżimów i wywracania do góry nogami relacji między obywatelem a państwem, przyspieszając w ten sposób globalne odrodzenie autorytaryzmu”. Widać to zwłaszcza na przykładzie Chin, które za kluczowy element strategii geopolitycznej przyjęły rozprzestrzenianie technologii AI wśród reżimów autorytarnych i nieliberalnych. Znaczenie tej technologii zarówno dla światowych autorytaryzmów, jak i ich demokratycznych przeciwników staje się coraz wyraźniejsze. W ostatnich latach autokracje osiągnęły nowy poziom kontroli i manipulacji, stosując zaawansowane systemy komputerowe do przetwarzania ogromnych ilości nieustrukturyzowanych danych dostępnych obecnie w Internecie. Technologie rozpoznawania twarzy, które w czasie rzeczywistym sprawdzają obrazy w ogromnych bazach danych, czy też algorytmy penetrujące media społecznościowe w poszukiwaniu oznak aktywności opozycji – wszystkie te innowacje zmieniają zasady gry politycznej i coraz częściej służą do narzucania kierunku dyskursu i zwalczania politycznych oponentów.

Należy podkreślić, że technologia AI nie jest jedyną wykorzystywaną przez autokratów do celów politycznych. Inne, jak zaawansowana biometria, państwowy cyberhaking i techniki zniekształcania informacji, stosowane w połączeniu ze sztuczną inteligencją, mają równie niepokojące skutki. Jednak AI posiada tę przewagę, że dysponuje możliwościami wyższego rzędu, które integrują i ulepszają funkcje innych technologii w nowy, zaskakujący sposób. Ponadto mamy do czynienia z ograniczonym zrozumieniem wpływu technologii AI na politykę; decydenci nadal nie traktują poważnie represyjnych konsekwencji sztucznej inteligencji.

Warto zauważyć w kontekście rozwoju AI, że zmienia się sposób, w jaki autokraci tracą władzę. Liczba zamachów stanu, charakterystycznych dla okresu zimnej wojny, gwałtownie spadła, stanowiąc przyczynę zaledwie 13% upadków „zamordystycznych” reżimów. Najpoważniejszym zagrożeniem dla dyktatur jest niezadowolenie opinii publicznej, wyrażane na ulicach lub przy urnach wyborczych. Wnioski dla autokratów są jasne: należy przekierować zasoby tak, aby utrzymać kontrolę nad popularnymi ruchami obywatelskimi i fałszować wybory. W tych obszarach technologia sztucznej inteligencji zapewnia kluczową przewagę. Zamiast polegać na siłach bezpieczeństwa represjonujących obywateli, ze wszystkimi kosztami i związanym z tym ryzykiem politycznym, przywódcy stosują narzędzia cyfrowe do monitorowania, inwigilowania i nękania ruchów społeczeństwa obywatelskiego oraz do zakłócania wyborów.

  1. Feldstein kreśli trzy scenariusze, w których AI może być przydatna dyktaturom i władzom niedemokratycznym: śledzenie powszechnego niezadowolenia i kontrolowanie masowych protestów, trzymanie w ryzach niespokojnej prowincji, wykorzystywanie dezinformacji do delegitymizacji przeciwników.

Rozprzestrzenianie technologii AI, wzrost represji cyfrowych stanowią poważne wyzwania dla liberalnych demokracji. Kluczowa staje się kwestia, czy narzędzia AI mogą spowodować, że same demokracje staną się bardziej represyjne? Czy pokusa skorzystania z potencjału AI może ostatecznie zniszczyć demokratyczne mechanizmy? Niebezpieczeństwo jest znacznie większe dla kruchych demokracji lub krajów o autorytarnych tendencjach. Nawet w systemach politycznych, które są pozornie demokratyczne, rządy mają wysoką motywację do wyposażania sił bezpieczeństwa w wyrafinowaną technologię, zdolną do monitorowania działań przeciwników politycznych i społeczeństwa obywatelskiego (np. wykorzystanie systemu Pegasus w Polsce).

Prawne dylematy. Więcej pytań niż odpowiedzi

Demokracje powinny przejąć inicjatywę w rozwijaniu ram regulacyjnych dotyczących AI, bowiem trudno spodziewać się takich działań ze strony Chin czy Rosji, które nie są skłonne do przywdziania gorsetu międzynarodowych przepisów. To jest i będzie niełatwy proces – innowacje technologiczne często prześcigają zdolność organów regulacyjnych do opracowania rozsądnych standardów i wytycznych. Technologia AI jest narzędziem o „podwójnym zastosowaniu”: można ją użyć do celów szlachetnych, ale także do celów wojskowych i represyjnych. Problem tkwi w tym, że tej technologii nie można precyzyjnie podzielić na oddzielne części: „korzystną” i „szkodliwą”.

Dodatkowa trudność regulacyjna wynika z faktu, że AI koncentruje władzę w rękach kilku cyfrowych gigantów Internetu. To oni decydują, w jaki sposób większość społeczeństw korzysta z Internetu i co sieć im dostarcza. Kumulacja władzy technologicznej, gospodarczej i politycznej w rękach pięciu największych graczy – Google, Facebooka, Microsoft, Apple i Amazon – zapewnia im nadmierny wpływ w obszarach życia społecznego, istotnych dla budowania opinii: w kręgach władzy wykonawczej, ustawodawczej, społeczeństwie obywatelskim, partiach politycznych, szkole i edukacji, mediach oraz – co najważniejsze – nauce i badaniach. W konsekwencji korporacje technologiczne nie tylko kształtują rozwój i wdrażanie sztucznej inteligencji, ale także debatę na temat jej regulacji.

Złożoność materii sztucznej inteligencji nie pozwala w ramach jednego artykułu odnieść się do wszystkich wyzwań, jakie stwarza ona dla porządku prawnego, stąd zasygnalizujemy tylko niektóre z nich.

Zdaniem wielu znawców przedmiotu, u źródeł wszystkich problemów prawnych leży brak przejrzystości algorytmicznej sztucznej inteligencji. Algorytm, najprościej ujmując, to metodologiczny zestaw instrukcji służący do przekształcania danych w wiedzę. Stosując kulinarną analogię, to przepis polegający na przekształceniu składników w gotowe danie. Wyrafinowane algorytmy mogą przeglądać masy danych z zadziwiającą szybkością. Media społecznościowe dostarczają kolosalnej ilości danych generowanych przez użytkowników, w większości nieustrukturyzowanych, natomiast algorytmy umożliwiają ich uporządkowanie w popularne tematy, wzorce zachowań użytkowników, potrzeby użytkowników, zasadnicze interakcje, aktywność w komentarzach, żeby wymienić tylko kilka. Informacje na temat funkcjonalności algorytmów są często celowo nieudostępniane. Stąd pojawia się coraz więcej głosów dotyczących odpowiedzialności algorytmicznej AI.

Określenie, kto może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za niekorzystne działania sztucznej inteligencji jest ważne, ale niezwykle trudne. Na przykład określenie „programista” może odnosić się do wielu współpracowników i obejmować takie role, jak architekt programu, ekspert ds. produktu, ale wina może leżeć również po stronie menedżera, który wyznaczył niekompetentnego eksperta lub programistę.

Niektórzy specjaliści eksponują koncepcję „odpowiedzialności rozproszonej”. Jako, że operacje AI powstają w wyniku długiego, złożonego łańcucha interakcji między człowiekiem a robotem – od programistów i projektantów po producentów, dostawców i użytkowników, z których każdy ma inne motywacje i wiedzę – można uznać, że wynik sztucznej inteligencji był wynikiem rozproszonego działania. Jednym ze sposobów zapewnienia, że sztuczna inteligencja będzie działać na rzecz „zapobiegania złu i wspierania dobra” może być wdrożenie ram etycznych rozproszonej odpowiedzialności, w których wszyscy uczestnicy będą odpowiedzialni za swoją rolę w kreowaniu wyniku AI. Jednak taki postulat, bez konkretów, pozostaje tylko szlachetnym apelem.

Zaawansowane systemy AI nie tylko wdrażają algorytmy zaprojektowane przez człowieka, ale tworzą własne. Czy istniejące systemy odpowiedzialności przewidują takie sytuacje, czy też należy stworzyć nowe regulacje prawne? Zgodnie z uchwałą Parlamentu Europejskiego z 2017 r. w sprawie sztucznej inteligencji odpowiedzialność prawną za działanie (lub zaniechanie) sztucznej inteligencji tradycyjnie należy przypisywać człowiekowi: właścicielowi, programiście, producentowi lub operatorowi sztucznej inteligencji. Jednak problemy pojawiają się przy zaawansowanych systemach, takich jak samouczące się sieci neuronowe. Jeśli programista nie może przewidzieć działania AI, ponieważ w wyniku szeregu procesów sztuczna inteligencja uległa znacznym zmianom w stosunku do pierwotnego projektu, czy może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za to działanie? Pojawia się ryzyko „luki w odpowiedzialności”. Proponuje się m.in., aby programista sieci neuronowej w coraz większym stopniu stawał się „twórcą organizmów programowych”, mającym bardzo niewielką kontrolę poza kodowaniem, ponieważ zachowanie AI odbiega od pierwotnego programowania, a bardziej staje się produktem jej interakcji z otoczeniem. Ta luka w odpowiedzialności – zdaniem ekspertów – wymaga doprecyzowania i wdrożenia odpowiednich przepisów i zasad etycznych.

Prawa autorskie

Inna sfera wymagająca prawnych uregulowań to kwestia autorstwa  i ochrony własności intelektualnej. Istnieją obawy, że wyniki wygenerowane przez systemy AI mogą być podobne do dzieła chronionego prawem autorskim, w związku z czym narażają podmiot, który je rozpowszechnia lub publikuje na zarzut naruszenia tego prawa. Problem może jednak być innego rodzaju – użytkownicy określonego „tworu” AI nieświadomi zaistniałej sytuacji tzn. nie znający dzieł chronionych prawem autorskim, nie będą wiedzieć, czy dany produkt AI jest podobny do dzieła chronionego, stąd nieintencjonalnie użytkują (rozpowszechniają) dzieło jako własne. Takie postępowanie nie będzie stanowić podstawy do roszczeń o naruszenie praw autorskich, ale może skutkować znaczną szkodą dla reputacji użytkownika.

Kolejna kwestia dotyczy autorstwa końcowego produktu systemu AI. Czy jest to tylko osoba wprowadzająca dane, czy może generatywny model sztucznej inteligencji, a może kombinacja? Firma OpenAI sugeruje, że część wyników jest uzyskiwana przy użyciu generatywnych modeli sztucznej inteligencji. Z pewnością rodzi się tu pewien problem prawny, bowiem niedokładne podanie autorstwa może skutkować potencjalną odpowiedzialnością. W szczególności może to naruszać przepisy wymagające, aby autor składając stosowne oświadczenie, nie przypisywał sobie (człowiekowi) wszystkich rezultatów AI, gdy tak nie jest. Ponieważ te same dane wyjściowe mogą być wygenerowane dla innego użytkownika, brak oświadczenia, że wykorzystano generatywną sztuczną inteligencję, może skutkować ewentualnymi zarzutami dotyczącymi wprowadzenia w błąd.

W kwietniu 2020 r. Parlament Europejski opublikował projekt sprawozdania, w którym przyjęto, że dzieła wygenerowane przez sztuczną inteligencję można uznać za „równoważne” z dziełami intelektualnymi i w związku z tym są chronione prawem autorskim. Sprzeciwił się jednak nadawaniu autorstwa samej sztucznej inteligencji proponując, aby przypisywane było ono osobie, która przygotowuje i publikuje utwór zgodnie z prawem, pod warunkiem że projektant technologii nie poczynił innych zastrzeżeń co do jego wykorzystania. Interesująca jest tu „równoważność” wytworów AI z pracą intelektualną, oparta na propozycji, aby dzieło uznawać w oparciu o rezultat twórczy, a nie proces twórczy.

Zatem na razie prawa autorskie nie mogą należeć do systemów AI, nie jest to konieczne, aby można było uznać kreatywność tych systemów. Niemniej zastrzeżenia co do roszczenia sobie prawa własności przez kogokolwiek innego są widoczne w ograniczonych prawach przyznanych utworom „wygenerowanym komputerowo”. Okres ten jest zazwyczaj krótszy, a uznany za „autora” nie jest w stanie dochodzić praw osobistych – takich jak prawo do bycia identyfikowanym jako autor dzieła. W dokumencie Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) odnotowano ten dylemat stwierdzając, że wykluczenie takich utworów faworyzowałoby twórczość ludzką wobec „twórczości maszynowej” kosztem udostępnienia konsumentom jak największej liczby dzieł twórczych. Zasugerowano, że rozwiązaniem pośrednim mogłoby być „skrócenie okresu ochrony i innych ograniczeń”.

Z kolei amerykański Urząd ds. Praw Autorskich stwierdził, że ochrona prawna oryginalnych dzieł autorskich ogranicza się do dzieł „stworzonych przez człowieka”. Urząd nie rejestruje dzieł „wytworzonych przez maszynę lub zwykły proces mechaniczny, który działa losowo lub automatycznie, bez żadnego twórczego wkładu lub interwencji osobowego autora”. Kluczowe jest tu wszak określenie „żadnego wkładu”, które nasuwa pytanie, jaki poziom zaangażowania człowieka w utwór AI jest wymagany, aby potwierdzić autorstwo.

Do niedawna w Chinach panował ortodoksyjny pogląd, że dzieła stworzone przez sztuczną inteligencję nie podlegają ochronie praw autorskich. Jednak w grudniu 2019 r. jeden z sądów rejonowych orzekł, że artykułu stworzonego przez algorytm nie można kopiować bez pozwolenia. Dotyczyło to raportu finansowego opublikowanego przez korporację Tencent z adnotacją, że został „napisany automatycznie” przez Dreamwriter – program do pisania wiadomości opracowany przez firmę w 2015 roku. Firma Shanghai Yingxun Technology Company skopiowała artykuł bez pozwolenia, ale w wyniku pozwu i wyroku sądowego musiała artykuł usunąć i zapłacić 1500 jenów (216 dolarów) z tytułu „strat ekonomicznych i ochrony praw”.

Patenty na wynalazki

Podobna do kwestii autorstwa, w kontekście rozwoju AI, jest problematyka ochrony wynalazcy, jakkolwiek w obszarze patentowym pojawia się pytanie, czy w ogóle jest to godne rozważania, bowiem w większości jurysdykcji zakłada się, że wynalazcą musi być człowiek. W lipcu 2019 r. brytyjski naukowiec Stephen Thaler postanowił przetestować to założenie, zgłaszając patenty w Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych, w których jako „wynalazcę” wskazano system sztucznej inteligencji DABUS. System ten, zbiór kodów źródłowych i oprogramowania, zdaniem Thalera, jest w stanie samodzielnie generować wynalazki podlegające ochronie patentowej.

Brytyjski Urząd Własności Intelektualnej był skłonny zaakceptować fakt, że DABUS stworzył wynalazki, ale odpowiednie przepisy wymagały, aby wynalazcą była osoba fizyczna, a nie maszyna. Europejski Urząd Patentowy (EPO) odrzucając wniosek przyjął bardziej okrężną argumentację. Założył, że wyznaczenie maszyny jako wynalazcy nie spełniało „wymogów formalnych”. Obejmowały one podanie „nazwiska rodowego, imion i pełnego adresu wynalazcy”. Imię, jak stwierdził EPO, nie tylko identyfikuje osobę, ale umożliwia jej korzystanie z przysługujących jej praw i stanowi część jej osobowości. „Rzeczy” natomiast nie mają praw, z których mogłyby – pod określoną nazwą – korzystać. Wniosek w USA również został odrzucony, częściowo ze względu na fakt, że odpowiednie ustawy wielokrotnie odnosiły się do wynalazców używających „zaimków charakterystycznych dla osób fizycznych”, takich jak „on” i „ona”. Urząd Patentów i Handlu (USPTO) potwierdził koncepcję, że „kamieniem probierczym wynalazczości” jest „akt umysłowy”, który zachodzi w „umyśle wynalazcy”. W tym sensie wynalazek ogranicza się do osób fizycznych, a nie na przykład korporacji.

Interesujący wywód dotyczący potencjalnej osobowości prawnej AI przeprowadził Simon Chesterman z Uniwersytetu Singapurskiego. W miarę jak systemy sztucznej inteligencji stają się coraz bardziej wyrafinowane i odgrywają znaczącą rolę w społeczeństwie pojawiają się, według niego, co najmniej dwa odrębne powody, dla których mogą zostać uznane za osoby wobec prawa. Po pierwsze, będzie ktoś (coś), kogo można winić, gdy dojdzie do niekorzystnych sytuacji, zwłaszcza naruszania prawa i byłaby to odpowiedź na potencjalne luki w odpowiedzialności powstałe na skutek szybkości, autonomii i nieprzejrzystości działania systemów AI. Drugim powodem uznania osobowości prawnej systemów AI jest chęć upewnienia się, że jest ktoś (coś), kogo można nagrodzić, gdy „wszystko pójdzie dobrze”.

Pojawiła się literatura naukowa, która podejmuje ten wątek, chociaż wydaje się dotykać kwestii dość nieprawdopodobnej, by nie rzec absurdalnej. Przynajmniej w najbliższej przyszłości lepszym rozwiązaniem jest oparcie się na istniejących kategoriach, a więc założeniu, że odpowiedzialność za naruszenia prawa ponoszą użytkownicy, właściciele czy producenci, a nie same systemy AI. To jednak, według Chestermana, może się to zmienić bowiem jest prawdopodobne, że pewnego dnia „wyłonią się syntetyczne istoty o wartości moralnej porównywalnej z ludźmi”. Nieuznanie tej wartości może wskazywać, że jesteśmy „gatunkiem autystycznym”, niezdolnym do zrozumienia umysłów innych istot lub wobec nich uprzedzonym. Jeśli tak się stanie, to warto przypomnieć hipotezę, którą postawił Alan Turing w 1951 r.: „wydaje się prawdopodobne, że gdy zacznie działać metoda myślenia maszynowego, prześcignięcie naszych słabych mocy nie zajmie dużo czasu”. Ian McEwen autor bestsellera „Machines Like Me” proponuje, że zanim zapytamy, czy jesteśmy w stanie stworzyć takie myślące maszyny, powinniśmy rozważyć, czy powinniśmy to w ogóle czynić.

Prof. Jakub Mądry, specjalista ds. AI w Massachusetts Institute of Technology (MIT), wyraził opinię, że chociaż sztuczna inteligencja rozwija się w nieprawdopodobnym tempie, jej modele są nietransparentne, a brak wiedzy prowadzi do ich antropomorfizacji przez ludzi, to w najbliższej perspektywie nie grozi nam „bunt maszyn” czy „utrata kontroli nad cywilizacją”. Najpilniejszą kwestią jest wdrażanie regulacji prawnych, które powinny rozpocząć się od dobrowolnych „najlepszych praktyk” i dialogu. Jeśli twórcy AI będą napędzani jedynie logiką wyścigu, to stanie się jak w przypadku mediów społecznościowych: maksymalizacja zysków bez względu na efekt. W obszarze AI zapanuje swoisty „Dziki Zachód”.

Wybrane źródła:

  1. Rodrigues, Legal and human rights issues of AI: gaps, challenges and vulnerabilities, Journal of Responsible Technology, Volume 4, December 2020
  2. Chesterman, Artificial Intelligence And The Limits Of Legal Personality, NUS Law Working Paper 2020/025, National University of Singapore.
  3. McEwen, Machines like me, Random House New York 2020.
  4. Matthias, The responsibility gap: Ascribing responsibility for the actions of learning automata, Ethics and Information Technology, Sept 2004, Vol. 6, Issue 3.
  5. Taddeo, L. Floridi, How AI can be a force for good, Science, Vol. 361, Issue 6404, 2018).
  6. Feldstein, How Artificial Intelligence Is Reshaping Repression, Journal of Democracy, January 2019, Volume 30, Number 1.

Mimo słabych danych polski złoty się umacnia, a GPW ściąga nowy kapitał

Na rynku umacnia się dolar. Polska gospodarka wg wstępnych danych zamyka drugi najgorszy rok od dawna. Pomimo tego polski złoty się umacnia, a giełda ściąga nowy kapitał.

Amerykanie nie zaskoczyli

Wczoraj okazało się, że nie będzie zmiany stóp procentowych za oceanem – to było niemal pewne. O ile cokolwiek na rynku może być pewne. Analitycy jednak zwracali uwagę, że to właśnie wystąpienie po samej decyzji będzie tą najważniejszą częścią posiedzenia. Pojawiło się oczywiście zapewnienie o niepodnoszeniu dalej stóp procentowych, które było absolutną oczywistością. Pojawiła się jednak ponownie dość enigmatyczna fraza o czekaniu, aż uzyskają pewność, że inflacja trwale zmierza w kierunku 2%. Jest (delikatnie mówiąc) otwarta furtka. Takie przekonanie FED może uzyskać w dowolnym momencie. Jest jednak wskazanie, że decyzja będzie zależna od danych gospodarczych. Ostatnie dane o PKB faktycznie były dobre, zatem nie ma tutaj problemów. Gdyby jednak w gospodarce gorzej się działo, należy się nastawić, że skorzystają z furtki stwierdzenia o dążeniu inflacji trwale do 2%.

Dane z USA

Wczoraj dzień upływał pod dyktando informacji z USA. Najpierw poznaliśmy Raport ADP na temat zatrudnienia. 107 tysięcy to nie tylko wynik wyraźnie gorszy od oczekiwań na poziomie 145 tysięcy. To również trzeci najgorszy rezultat w ciągu roku. Inwestorzy w USA są znacznie bardziej czuli na dane z rynku pracy, co doskonale widać po reakcji rynków. Rozpoczęła się wyprzedaż dolara. Półtorej godziny później paliwa do tego ruchu dolał Indeks Chicago PMI. Okazał się on słabszy od oczekiwań, co tylko potęgowało ruch. Dzień jednak zakończył się umocnieniem amerykańskiej waluty względem euro ze względu na wspomnianą powyżej decyzję Rezerwy Federalnej. Odsunięcie oczekiwanych na marzec obniżek stóp procentowych powoduje, że dolar dłużej wypłaci wyższe odsetki zatem jest bardziej atrakcyjny dla inwestorów.

Polska gospodarka spowalnia

Wstępne dane na temat wzrostu PKB w Polsce pokazują, że jest gorzej, niż sądzono. Oczekiwano wzrostu PKB na poziomie 0,5% w ujęciu rocznym. Wstępne dane pokazały jednak 0,2% wzrostu Byłby to najgorszy wynik naszej gospodarki za wyjątkiem roku pandemicznego. Na razie jednak rynek zupełnie zignorował te dane. Co więcej, wczoraj polska waluta wyraźnie zyskiwała. Trochę pomagał w tym przyzwoity odczyt wskaźnika rynku pracy wg BIEC. Siła ruchu pokazuje jednak, że na rzeczy musi być coś więcej. Kapitał miał wczoraj duży apetyt na ryzyko, widać to również na giełdzie, gdzie mieliśmy spore wzrosty. Efekt ten było widać również w innych gospodarkach rynkowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

IPO w Europie w 2023 roku: najniższy poziom od 10 lat. Pierwszy debiut na GPW od 2021 r.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w 2023 roku wyniosła 10,2 mld euro – to spadek o 35% w porównaniu do poprzedniego roku (15,6 mld euro) oraz o 86% w porównaniu do roku 2021 (75,0 mld euro). Natomiast, pomimo utrzymujących się niepewności geopolitycznych oraz makroekonomicznych, związanych m.in. z kondycją systemu bankowego w USA, walką z inflacją, czy wzrostem napięć geopolitycznych, główne europejskie i amerykańskie rynki zakończyły miniony rok dwucyfrowymi wzrostami kluczowych indeksów. W tym samym czasie, główne polskie indeksy okazały się jednymi z najsilniejszych na świecie, a w grudniu byliśmy świadkami pierwszego IPO od ponad dwóch lat na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie – na parkiecie zadebiutowała spółka Murapol SA.

Podsumowanie 2023 roku na GPW w Warszawie

W 2023 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie było 15 IPO (z czego 14 przeprowadzono na rynku NewConnect) wobec 16 IPO w roku poprzednim (w 2022 r. wszystkie warszawskie debiuty miały miejsce na NewConnect). Łączna wartość przeprowadzonych ofert wyniosła 418 mln zł (95,9 mln euro) co oznacza wzrost o 428% w porównaniu do roku poprzedzającego, w którym łączna wartość IPO wyniosła 79,1 mln zł (17,3 mln euro). Wzrost wartości ofert to przede wszystkim efekt IPO spółki Murapol SA, której oferta stanowiła aż 87% łącznej wartości wszystkich ofert na GPW w roku 2023. Debiut  tej spółki jest niewątpliwie najistotniejszym wydarzeniem rodzimego parkietu, biorąc pod uwagę, że poprzednie IPO (spółki STS) miało miejsce w grudniu 2021 roku. W przypadku pozostałych ofert (wszystkie na nieregulowanym rynku NewConnect) – ich wartość wyniosła 54,4 mln zł (11,9 mln euro) co stanowi spadek względem poprzedniego roku o 31%.

Oferta Murapol SA, spółki działającej w branży deweloperskiej, wyniosła 363,5 mln zł (83,9 mln euro) wyłączając opcję stabilizacji. Drugie oraz trzecie miejsce przypadło odpowiednio spółce z branży nanotechnologii QNA Technology SA – oferta o wartości 15,6 mln zł (3,5 mln euro) oraz spółce Scanway SA zajmującą się produkcją aparatury optycznej – oferta o wartości 11,4 mln zł (2,5 mln euro).

„Po ponad 2 latach odbył się debiut na rynku głównym GPW, co jest ogromnym plusem, ponieważ każda następna spółka myśląca o IPO zobaczyła, że przy dobrze zorganizowanym procesie ma obecnie szanse na uplasowania dużej oferty. Natomiast, poprzednie lata nie pozwalały przyzwyczaić się do stabilności. Inwestorzy oczekują zapowiadanych jeszcze w roku 2022 debiutów i powrotu wstrzymanych i przełożonych transakcji, przygotowań do debiutów spółek portfelowych funduszy private equity oraz, jak pokazał Murapol, ożywienia spółek z branż innych niż technologiczne, takich jak nieruchomości, handel, czy ochrona zdrowia” – mówi Kamil Wardzyński, starszy manager w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Europejski rynek ofert pierwotnych w 2023 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość IPO w Europie w minionym roku wyniosła 10,2 mld euro i spadła o 35% (o 5,4 mld euro) w porównaniu do roku 2022. Na europejskich parkietach zadebiutowało 107 spółek (wobec 102 w 2022 roku) oraz odnotowano jedną tzw. mega ofertę, czyli IPO, którego wartość przekroczyła 1 mld euro – Hidroelectrica na Bucharest Stock Exchange. Debiut rumuńskiej spółki utrzymał się na pozycji największej oferty w Europie oraz czwartej największej oferty na świecie (wartość oferty wyniosła 1,9 mld euro). Na następnych miejscach znalazły się SCHOTT Pharma oraz Thyssenkrupp Nucera, obie debiutujące na niemieckim Deutsche Börse z ofertami o wartości odpowiednio 0,9 oraz 0,6 mld euro.

„Drugi roku z rządu europejski rynek IPO jest wciąż bierny. Łączna wartość ofert z IPO w 2023 roku spadła w porównaniu do poprzedniego roku, osiągając najniższy poziom od 2012 roku. Wśród analizowanych przez PwC rynków europejskich najbardziej aktywna pod względem liczby debiutów okazała się giełda w Stambule z 20 IPO o wartości każdorazowo przekraczającej 50 mln euro. Pomimo słabych nastrojów przez większość roku doszło w Europie do kilku znaczących debiutów takich firm jak Hidroelectrica oraz SCHOTT Pharma. Wzrosły nadzieje na powrót koniunktury i obserwujemy sygnały wskazujące na możliwe ożywienie na rynku IPO. Należy jednak wziąć pod uwagę, że ze względu na m.in. kalendarz wydarzeń politycznych, tzw. “okna IPO” będą w tym roku bardzo krótkie, co wymusi bardzo dobre przygotowanie emitentów liczących na udane transakcje” – dodaje Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2019 roku*

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2019

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2019 r.*

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2019

* Daje obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.    

Aktywność na polskim rynku IPO od 2013 roku

Aktywność na polskim rynku IPO od 2013 roku

Holcim Polska: nowa nazwa, nowe cele. Firma ma rozszerzyć ofertę produktową

  • 1 lutego 2024 r. Lafarge Cement zmienił się w Holcim Polska.
  • To kolejny etap transformacji, który podkreśla, że firma z producenta cementu, kruszyw i betonu staje się producentem innowacyjnych i zrównoważonych rozwiązań budowlanych. Oznacza to rozszerzenie oferty produktowej od fundamentów aż po dach oraz bycie liderem dekarbonizacji i recyklingu materiałów w budownictwie.

Marka Lafarge, stanowiąca od 2015 r. część Grupy Holcim (wcześniej grupa LafargeHolcim), obecna jest na polskim rynku od 1995 r. i dziś jako Holcim Polska, zatrudnia 1800 osób w ponad 60 zakładach. Spółka produkuje podstawowe materiały budowlane jak cement, kruszywa i beton oraz produkty i rozwiązania o obniżonym śladzie węglowym. Od lat inwestuje również w dekarbonizację procesów produkcji, czego efektem jest obniżenie całościowych emisji o blisko 400 000 ton CO2 w ciągu ostatnich czterech lat.

Transformacja Lafarge jest naturalnym etapem rozwoju. Wykorzystując doświadczenie polskiego zespołu w połączeniu z know-how Holcim uzyskujemy nieskończone możliwości oferowania rozwiązań dla budownictwa od fundamentów aż po dach. Stworzenie jednej silnej marki Holcim uspójnia strategię, pozycjonowanie marki i naszą ofertę – mówi Xavier Guesnu Prezes Zarządu Holcim Polska.

W planach Holcim Polska jest wdrażanie technologii i rozwiązań, które pomogą rozszerzyć portfolio produktów o obniżonym śladzie węglowym, możliwych do zastosowania na każdym etapie życia budynku, od projektowania i budowy po naprawy i renowacje. Będą to m.in. nowe niskoemisyjne cementy z rodziny ECOPlanet, również dla prefabrykacji a w niedalekiej przyszłości także zeroemisyjny cement dzięki inwestycji w wychwytywanie dwutlenku węgla w Cementowni Kujawy. Dodatkowo spółka będzie rozwijać innowacyjne systemy podłogowe, a także portfolio termoizolacji, które pozwoli na minimalizację ucieczki ciepła w budynkach. Planuje też rozwój kruszyw z recyklingu ECOSource, które otwierają nowy rozdział w gospodarce obiegu zamkniętego dla budownictwa w Polsce. Wszystko po to, aby budować lepiej zużywając mniej nieodnawialnych zasobów naturalnych i redukować emisję CO2.

Postępująca urbanizacja i zmiany klimatyczne zwiększają konieczność ograniczenia emisji CO2 w budownictwie zarówno z produkcji materiałów, w procesie budowy, użytkowania budynków a na końcu recyklingu tych materiałów i przywrócenia ich do ponownego obiegu. To wynika wprost z założeń Europejskiego Zielonego Ładu i oczekiwań rynku. Najważniejsze są dla nas dwie kluczowe rzeczy: po pierwsze przyspieszenie termomodernizacji w Polsce, poprzez inwestowanie w rozwiązania na rzecz ograniczenia strat energii i redukcji CO2 w budynkach, z drugiej strony chcemy angażować naszych partnerów, a także projektantów czy deweloperów, żeby pokazywać korzyści płynące z zastosowania niskoemisyjnych rozwiązań oraz tych opartych na recyklingu materiałów. Nasza transformacja pomoże realizować te cele w sposób bardziej efektywny – zwraca uwagę Xavier Guesnu.

Ebury w gronie liderów prognoz dla złotego

  • W rankingu prognoz Bloomberga za IV kwartał 2023 r. Ebury uplasowało się na podium w zestawieniach dla polskiej waluty – EUR/PLN na 2. miejscu, USD/PLN na 3.
  • Prognozy naszego zespołu znalazły się także na szczycie zestawienia dla walut Ameryki Łacińskiej.

W minionym roku niezmiennie staraliśmy się dostarczać Państwu jak najbardziej merytoryczne treści oraz analizy, podchodząc do materiałów poświęconych polskiej walucie ze szczególnym pietyzmem. Z dumą informujemy, że nasze prognozy dla złotego okazały się w IV kwartale 2023 r. jednymi z najtrafniejszych na świecie.

Mocna pozycja Ebury w rankingu prognoz dla złotego to dla nas istotne wyróżnienie. Potwierdza, że nasz optymizm w kontekście perspektyw polskiej waluty był uzasadniony i że warto trzymać się swojej opinii. Uważamy również, że wysoka lokata w zestawieniu Bloomberga jest wynikiem naszego nieustającego zainteresowania regionem CEE i dużej uwagi, z jaką podchodzimy do Polski.

Warto przypomnieć, że od 2015 r. – kiedy powstało warszawskie biuro – Ebury wspiera tu swoich klientów na poziomie lokalnym. Połączenie globalnego zasięgu i rozumienia lokalnej specyfiki jest tym, co nas cechuje. Najnowsze wyróżnienie zachęca nas do jeszcze większego zaangażowania” – komentuje starszy analityk Roman Ziruk.

W IV kwartale 2023 r. utrzymaliśmy także pozycję najlepszego prognosty dla walut Ameryki Łacińskiej.

To niezwykłe wyróżnienie ze strony Bloomberga pojawia się w momencie, gdy kontynuujemy ekspansję w Ameryce Łacińskiej. Nasz stosunek do tamtejszych walut od dawna jest pozytywny, w dużej mierze ze względu na nasze optymistyczne nastawienie do cen surowców i wysokie realne stopy procentowe w regionie.

To osiągnięcie świetnie podkreśla nasze zaangażowanie i rosnącą wiedzę ekspercką. Umożliwiają nam one stałe tworzenie prognoz dla ekscytującego, rosnącego i dynamicznego rynku Ameryki Łacińskiej – prognoz, które regularnie są doceniane za trafność” – komentuje szef działu analiz rynkowych Matthew Ryan.

Pełna lista wyników Ebury w rankingach Bloomberga za IV kwartał 2023 r.:

  • #1 Ameryka Łacińska,
  • #4 EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka),
  • #1 USD/PEN (nowy sol peruwiański),
  • #2 USD/COP (peso kolumbijskie),
  • #2 EUR/PLN (złoty polski),
  • #2 USD/RON (lej rumuński),
  • #2 USD/THB (bat tajski),
  • #3 USD/PLN (złoty polski),
  • #5 USD/BRL (real brazylijski).

FED nadal walczy z inflacją

zgodnie z oczekiwaniami stopa funduszy federalnych pozostała bez zmian. Ważniejsza od samej decyzji była jednak konferencja Jerome Powella. Prezes nie ogłosił jeszcze zakończenia walki z inflacją. Obniżki stóp procentowych nastąpią wtedy, kiedy FED nabierze pewności, że inflacja jest pod kontrolą i zmierza do 2 proc. celu. Obniżka stóp procentowych nie nastąpi prawdopodobnie na kolejnym posiedzeniu w marcu. Oczekiwania co do pierwszej obniżki przesuwają się więc na maj. Gospodarka USA pomimo wysokich stóp procentowych pozostaje silna, scenariusz „miękkiego lądowania” się spełnia. Stąd FED wydaje się być w bardziej komfortowej sytuacji niż EBC i tym samym może skupiać się ciągle na sprowadzeniu inflacji do celu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Zakończono prace nad systemem do wykrywania przeszkód lotniczych z wykorzystaniem technologii satelitarnej

Po 3 latach prac badawczych lider konsorcjum, Creotech Instruments, poinformował o zakończeniu z sukcesem realizacji projektu SAMPLE, którego efektem jest kompleksowy system automatycznego wykrywania i monitorowania przeszkód lotniczych w pobliżu lotnisk i lądowisk (zgodny ze standardami ICAO). System Automatycznego Monitorowania Przeszkód Lotniczych i Ewidencji (SAMPLE) w unikalny sposób łączy dane satelitarne z danymi pozyskiwanymi za pomocą bezzałogowych statków powietrznych, kamer wizyjnych i skaningiem LiDAR, tworząc innowacyjne rozwiązanie do monitorowania i wykrywania w czasie rzeczywistym przeszkód w przestrzeni powietrznej. Uruchomienie SAMPLE pozwala na zwiększenie bezpieczeństwa lotniczego i może znaleźć zastosowanie w branży lotniczej, w tym u operatorów lotnisk, lądowisk, vertiportów oraz jednostek samorządu terytorialnego i administracji państwowej. Projekt był realizowany we współpracy z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej oraz AP-Tech Sp. z o.o., a jego wartość wyniosła około 17,5 mln zł.

SAMPLE - wizualizacja przeszkód lotniczych

Projekt SAMPLE to nie tylko innowacyjne na skalę światową rozwiązanie, ale również dowód na zdolność Creotech Instruments do przewodzenia w branży. Dzięki 3-letnim wysiłkom i we współpracy oraz zaangażowaniu ze strony naszych partnerów PAŻP i AP-Tech, stworzyliśmy realne rozwiązanie, które przechodzi obecnie w fazę komercjalizacji. Projekt był wymagający od strony technologicznej, administracyjnej oraz formalno-prawnej, a mimo to zrealizowaliśmy go zgodnie z przyjętymi założeniami i harmonogramem, osiągając wszystkie wyznaczone cele – komentuje Piotr Mazur, Kierownik Projektu w Creotech Instruments S.A.

Najważniejszym atutem opracowanego systemu jest zdolność do automatycznego generowania danych dotyczących przeszkód lotniczych i ukształtowania terenu na podstawie wysokorozdzielczych zdjęć satelitarnych (Earth Observation), danych pozyskiwanych za pomocą bezzałogowych statków powietrznych (BSP), chmur punktów ze skaningów LiDAR oraz stałych kamer wizyjnych. System pozwala nie tylko na automatyczne tworzenie i aktualizację baz danych o przeszkodach (eTOD – electronic Terrain Ostacles Database) w oparciu o metody fotogrametryczne, ale również na bieżącą analizę ruchu lotniczego i automatyczne wykrywanie zdarzeń niepożądanych (incydentów) związanych z przeszkodami lotniczymi.

Creotech wielokrotnie dowodził już swoich wysokich kompetencji w obszarze rozwiązań kosmicznych oraz kwantowych, natomiast to przedsięwzięcie pokazuje, że potrafimy realizować również złożone projekty z dziedziny Earth Observation. SAMPLE jest bardzo dobrym przykładem praktycznego wykorzystania danych satelitarnych na potrzeby poprawy bezpieczeństwa w ruchu lotniczym i dronowym. Zdjęcia satelitarne zapewniają aktualną, wiarygodną informację o istniejących i nowo pojawiających się przeszkodach lotniczych, co czyni nasze rozwiązanie szczególnie użytecznym. System eliminuje najważniejsze niedogodności związane z dotychczas stosowanymi metodami monitorowania przeszkód lotniczych – w większości pozyskiwanych w sposób manualny poprzez badania w terenie. Obecnie rozpoczynamy fazę komercjalizacji tego produktu i weryfikowania jego potencjału biznesowego u końcowych odbiorców z branży lotniczej mówi dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Opracowany system zapewnia kompleksowe śledzenie obiektów będących przeszkodami lotniczymi dla statków powietrznych, w tym podejścia do lądowania i odchylenia od dozwolonej ścieżki podejścia. Potrafi wykryć każdy obiekt stanowiący potencjalnie zagrożenie dla operacji statku powietrznego, a także w sposób ciągły obserwować obiekty pod kątem możliwych zmian ich lokalizacji czy wymiarów np. wysokości. Jest to rozwiązanie, którym może być zainteresowana szeroko pojęta branża lotnicza, stanowiąca jeden z największych rynków na świecie.

W procesie przetwarzania danych oraz klasyfikacji wykrytych obiektów wykorzystywane są autorskie algorytmy oraz metody uczenia maszynowego z zastosowaniem sieci neuronowych. Dane o przeszkodach są wykorzystywane w zaawansowanym module analitycznym, pozwalającym na określanie ryzyka lub monitorowanie i raportowanie zdarzeń, dzięki wdrażanej w systemie funkcji monitorowania rzeczywistego ruchu lotniczego.

SAMPLE jest platformą nieograniczoną geograficznie, co oznacza, że może być zastosowana w każdym miejscu na świecie. W związku z coraz większą dostępnością wysokorozdzielczych danych satelitarnych, zastosowanie proponowanego rozwiązania staje się coraz łatwiejsze i tańsze.

Opracowane zaawansowane oprogramowanie do nadzorowania ruchu lotniczego jest zgodne z rygorystycznymi wymaganiami Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego i oferuje szerokie możliwości zastosowania.

Projekt SAMPLE był finansowany ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Wartość całego projektu wyniosła około 17,5 mln zł, a pozyskane finansowanie odpowiadało za kwotę około 12,7 mln zł.

Mex Polska i Grupa Żywiec przedłużają współpracę o 5 lat. Wartość umowy może przekroczyć 17,3 mln zł

Notowana na GPW spółka Mex Polska zawarła nową umowę o współpracy z Grupą Żywiec, umożliwiającą kontynuację sprzedaży asortymentu czołowego producenta piw w Polsce w lokalach grupy, tj.: ‘Pijalnia Wódki i Piwa’, ‘The Mexican’ czy ‘Chicas & Gorillas’, „Prosty Temat” i „Pankejk”. Towarzyszy temu zawarta do dnia 31 grudnia 2028 r. umowa o współpracy z rekomendowanym dystrybutorem produktów Grupy Żywiec – firmą Distribev Sp. z o.o. Przewidywana wartość umów (dot. wynagrodzenia za świadczone usługi wsparcia sprzedaży oraz udzielanych rabatów za zakupione produkty) w ciągu najbliższych 5 lat powinna przekroczyć 17,3 mln zł, natomiast ostateczna wartość zależna będzie od wolumenu zakupionego produktu. Umowa obowiązuje od 1 stycznia 2024 roku.

Zdecydowaliśmy się na kontynuację strategicznej współpracy z naszym wieloletnim  partnerem, Grupą Żywiec. Dzięki takim posunięciom jesteśmy w stanie utrzymać stabilną pozycję na rynku i kontynuować sprzedaż  wysokiej jakości asortymentu piwnego w lokalach naszej Grupy. Przewidywany dochód z tego tytułu, w okresie najbliższych 5 lat wyniesie ponad 17,3 mln zł. Założenie to opieramy na dotychczasowych doswiadzczeniach Grupy, tym bardziej, że większość naszej oferty dotyczy najdynamiczniej rozwijającego się segmentu bistro, charakteryzującego się bogatą dostępnością popularnych napojów wysoko i nisko alkoholowych – informuje Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska SA.

W ramach umowy Mex Polska zobowiązuje się, przez okres 5 najbliższych lat, do sprzedaży określonej ilości hektolitrów z protfolio wyrobów  Producenta w lokalach grupy oraz świadczenia dodatkowych usług związanych z ich sprzedażą.

Grupa kapitałowa Mex Polska zarządza obecnie 46 lokalami, w skład których wchodzi 5 popularnych i rozpoznawalnych marek gastronomicznych, takich jak: Pijalnia Wódki i Piwa, The Mexican, Prosty Temat, Pankejk oraz Chicas&Gorillas.

Zarząd Mex Polska nieustannie poszukuje nowych atrakcyjnych lokalizacji w celu sukcesywnej poprawy sprzedaży, kontroli kosztów i marż. Jeszcze w tym półroczu zamierza uruchomić dwa nowe lokale w centrum Katowic, które zostaną otwarte po sądziedzku przy ulicy Mariackiej. Mowa o Pijalni Wódki i Piwa oraz Chicas&Gorillas wchodzące w skład ww. segmentu bistro, który aktaulnie stanowi najbardziej rentowny obszar działalności Grupy. Z opublikowanych danych szacunkowych wynika, że skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży za rok 2023 w grupie Mex Polska powinny wynieść 95,3 mln zł, co da wzrost o 16,4% r/r.

Grupa Żywiec to jeden z czołowych producentów piwa w Polsce. Podmiot dysponuje browarami w Żywcu, Warce, Leżajsku, Elblągu i Namysłowie.

Hurtownie odzieży markowej w Polsce: trendy i perspektywy

Modna i markowa odzież cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Polscy konsumenci coraz bardziej stawiają na jakość i styl. Odzież znanych producentów jest postrzegana jako gwarancja tych dwóch czynników. Coraz istotniejsza staje się również ich cena. Trend ten sprzyja rozwojowi rynku hurtowni odzieży. Polski rynek charakteryzuje się szybkim reagowaniem na globalne trendy a hurtownia odzieży staje się miejscem, gdzie moda spotyka biznes na szeroką skalę. Hurtownie oferują szeroki wybór ubrań znanych marek, często w atrakcyjnych cenach, co czyni je kluczowym ogniwem w łańcuchu dostaw branży modowej. To tutaj dystrybuowane są najnowsze trendy.

Według danych GUS, wartość sprzedaży detalicznej odzieży i obuwia w Polsce w 2022 roku wyniosła 57,4 mld zł. Oznacza to wzrost o 12,5% w porównaniu z rokiem poprzednim. W tym samym czasie, sprzedaż hurtowa odzieży i obuwia wyniosła 13,3 mld zł, co oznacza wzrost o 10,4%.

Polski rynek hurtowni odzieży charakteryzuje się zarówno dużym potencjałem wzrostu, jak i intensywną konkurencją. Z jednej strony, rosnąca świadomość konsumentów oraz zwiększające się dochody sprawiają, że popyt na markową odzież stale rośnie. Z drugiej strony, rynek ten jest nasycony, z wieloma lokalnymi i międzynarodowymi graczami, co wymaga od hurtowni wypracowania unikalnych strategii, aby przetrwać i rozwijać się.

Trendy sprzedaży hurtowej w Polsce

Digitalizacja i r-commerce

Jednym z najważniejszych trendów w polskiej branży hurtowej jest rosnące znaczenie digitalizacji i e-commerce. Coraz więcej hurtowni przenosi swoją działalność do Internetu, oferując platformy e-commerce. E-commerce to jeden z najszybciej rozwijających się kanałów sprzedaży w Polsce. W 2022 roku, wartość sprzedaży odzieży i obuwia w e-commerce wyniosła 12,5 mld zł, co oznacza wzrost o 15,4% w porównaniu z rokiem poprzednim. Rozwój e-commerce sprzyja rozwojowi rynku hurtowej sprzedaży odzieży, ponieważ pozwala na dotarcie do szerszego grona odbiorców.

R-commerce, czyli połączenie handlu tradycyjnego z e-commerce, to kolejny trend, który może mieć duży wpływ na rozwój rynku hurtowej sprzedaży odzieży. R-commerce pozwala hurtowniom na łączenie zalet tradycyjnego handlu, takich jak bezpośredni kontakt z klientem, z zaletami handlu internetowego, takimi jak wygodę i dostępność 24/7. W kontekście handlu hurtowego, r-commerce obejmuje procesy takie jak elektroniczne składanie zamówień, zarządzanie zapasami online, cyfrowa logistyka oraz wirtualne komunikacja z klientami. Rozwój r-commerce w handlu hurtowym stanowi znaczącą zmianę, oferując wiele możliwości dla modernizacji i rozwoju biznesu. Wprowadzenie tego modelu wymaga jednak strategicznego podejścia i odpowiedniej adaptacji do nowych realiów rynkowych.

Personalizacja i indywidualne podejście

W obecnych czasach, gdzie rynek jest nasycony i konkurencja duża, personalizacja stała się kluczowym elementem wyróżniającym hurtownie na rynku. Każdy detalista ma unikalny profil i potrzeby. Hurtownie, które potrafią zrozumieć te potrzeby – czy to poprzez analizę danych zakupowych, bezpośrednie konsultacje czy badania rynku – mogą lepiej dostosować swoją ofertę. Indywidualne podejście do klienta umożliwia budowanie głębszych, bardziej wartościowych relacji biznesowych, co przekłada się na długoterminową lojalność i większą wartość transakcyjną.

Hurtownie, które oferują spersonalizowane podejście do każdego klienta, mają po prostu większe szanse na sukces. To obejmuje oferowanie produktów dostosowanych do specyficznych potrzeb sklepów, elastyczne warunki współpracy, a także indywidualne wsparcie sprzedażowe i posprzedażowe.

Elastyczność i szybka dostawa

Kolejnym ważnym trendem jest potrzeba elastyczności w zarządzaniu zapasami i szybkości dostaw. Hurtownie, które są w stanie szybko reagować na zmiany w zamówieniach i zapewnić sprawną logistykę, stają się bardziej atrakcyjne dla detalicznych partnerów biznesowych.

W dzisiejszym szybkim tempie rynku modowego, zdolność do elastycznego reagowania na zmiany w popycie jest kluczowa. Hurtownie muszą być w stanie szybko dostosować swoje zapasy w odpowiedzi na zmieniające się trendy, sezonowość oraz indywidualne zamówienia klientów. Elastyczność ta pozwala na uniknięcie nadmiernego nagromadzenia niesprzedanych zapasów oraz umożliwia szybsze wprowadzanie na rynek nowych kolekcji i produktów.

Wykorzystanie technologii w zarządzaniu i analizie danych

Zastosowanie zaawansowanych technologii do analizy danych i zarządzania zapasami staje się kluczowe. Hurtownie, które wykorzystują dane do lepszego zrozumienia potrzeb rynku, mogą lepiej przewidywać trendy i optymalizować swoją ofertę. Analiza danych w hurtowniach odzieżowych obejmuje szeroki zakres aspektów, od przewidywania popytu po optymalizację operacji. Hurtownie wykorzystują różnorodne metodyki i narzędzia analityczne do gromadzenia i analizowania danych w celu podejmowania bardziej świadomych decyzji biznesowych.

Sztuczna inteligencja

W Polsce, rynku dynamicznie reagującym na globalne trendy i innowacje, sztuczna inteligencja stanowi klucz do przyszłości hurtowej sprzedaży odzieży. Hurtownie, które adaptują technologie AI, będą w stanie nie tylko efektywniej zarządzać swoim biznesem, ale również lepiej sprostać wymaganiom i oczekiwaniom rynku detalicznego. Od analizy danych po personalizację oferty i optymalizację logistyki, AI otwiera nowe możliwości dla wzrostu i konkurencyjności na polskim rynku hurtowym odzieży.

Systemy AI, analizując ogromne zbiory danych, mogą wykrywać wzorce zakupowe i preferencje klientów, co pozwala hurtowniom lepiej dostosować swój asortyment. Dzięki prognozowaniu popytu, AI pomaga również w optymalizacji poziomów zapasów, minimalizując ryzyko nadprodukcji i redukując koszty związane z nadmiernymi zapasami.

Dropshipping

Dropshipping, stanowiący alternatywę dla tradycyjnych modeli sprzedaży hurtowej, zmienia zasady gry na rynku odzieżowym. W tym modelu sprzedawcy detaliczni nie muszą inwestować w zakup i magazynowanie dużych ilości towaru. Zamiast tego, zamówienia są przesyłane bezpośrednio do hurtowni, która następnie zajmuje się wysyłką produktów do klientów końcowych.

Dropshipping w branży odzieżowej otwiera nowe możliwości dla hurtowni i sprzedawców detalicznych, umożliwiając im elastyczne dostosowanie do szybko zmieniającego się rynku. Jednak wymaga to inwestycji w odpowiednie technologie i procesy, a także budowania silnych relacji z partnerami biznesowymi.

Rynek hurtowej sprzedaży odzieży w Polsce ma dobre perspektywy rozwoju. Oczekuje się, że w najbliższych latach, wartość sprzedaży hurtowej odzieży i obuwia w Polsce będzie nadal rosła.

Rok 2023: dane GUS dotyczące niemal zerowego wzrostu PKB potwierdzają przewidywania

Długofalowy trend wzrostu realnego PKB Polski na mieszkańca w okresie transformacji w latach 1992-2021 wynosił 3,5 proc. W tym okresie miały miejsce znaczne odchylenia od trendu. Znaczne odchylenia dotyczyły także ostatnich dwóch lat, z tempami 5,3 proc. w roku 2022 i 0,3 proc. w roku 2023, czyli średniorocznie 2,75 proc.

Stagnacja w roku 2023 była spowodowana głównie spadkiem popytu krajowego, którego najważniejszą część stanowi popyt konsumpcyjny. Z kolei ten spadek był spowodowany głównie obniżeniem płac realnych w reakcji na zaostrzenie polityki antyinflacyjnej RPP i  rządu. Więc chociaż nie mieliśmy wzrostu PKB, to miał miejsce dość szybki spadek inflacji.

W roku 2024 ma mieć miejsce dość znaczne poluzowanie polityki fiskalnej. To poluzowanie może zahamować spadek inflacji i podnieść nieco tempo wzrostu PKB.

Ponieważ w krajach technologicznie wysokorozwiniętych (USA, Niemcy, Japonia) trend wzrostu PKB na mieszkańca  przez ostatnie 200 lat to około 1,5 proc., więc  bardzo ważnym, w istocie kluczowym, efektem polskiej transformacji  dotąd było znaczne zmniejszenie luki dochodowej Polski wobec tych krajów . Polska jest nadal tzw krajem doganiającym, ale wraz ze spadkiem tej  międzynarodowej luki musi nastąpić także spadek polskiego tempa wzrostu PKB na mieszkańca.  Spadek średniego  tempa wzrostu w  latach 2022- 2023  może już być, choć zapewne tylko w jakimś niewielkim stopniu,  początkiem tego spadkowego trendu.

Dopiero najbliższe lata pokażą, czy tempo wzrostu PKB zbliży się do 3,5 proc . Zależeć to będzie głównie od wielkości inwestycji w relacji do PKB, szczególnie wysokowydajnych  inwestycji zagranicznych, oraz od zmniejszenia liczby zatrudnionych w małych i nisko wydajnych gospodarstwach rolnych.

Stanisława Gomułka, główny ekonomista BCC

Sprzedaż kredytów w Polsce: dane z grudnia 2023 roku

W grudniu 2023 r., w porównaniu do grudnia 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych:

  • kredytów mieszkaniowych (+233,8%),
  • kredytów ratalnych o (+98,5%),
  • kredytów gotówkowych (+5,5%)
  • oraz kart kredytowych (+0,5%).

W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość również we wszystkich produktach kredytowych:

  • kredytach mieszkaniowych (+319,3%),
  • kredytach ratalnych (+39,8%),
  • kredytach gotówkowych (+12,9%)
  • oraz limitach na kartach kredytowych (+3,4%).

W całym 2023 r. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+84,9%), kredytów mieszkaniowych (+24,9%), wydały więcej kart kredytowych (+15,3%) i udzieliły więcej o (+7,3%) kredytów gotówkowych. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły o (+40,5%) wyższą wartość kredytów mieszkaniowych, o (26,7%) wyższą wartość kredytów ratalnych, o (+21,0%) wyższą wartość limitów na karcie kredytowej oraz o (+13,7%) kredytów gotówkowych.

CPI Property Group z bardzo dobrymi wynikami leasingu w 2023 roku

CPI Property Group (CPIPG), największy właściciel nieruchomości komercyjnych w Czechach, Berlinie i regionie Europy Środkowo-Wschodniej, podsumował rok 2023 w obszarze leasingu powierzchni biurowych oraz handlowych. Bardzo dobry wynik potwierdza efektywność strategii, opierającej się na dywersyfikacji portfela, właścicielskim modelu zarządzania i ciągłym doinwestowaniu budynków w oparciu o założenia ESG.

CPI Property Group jest liderem warszawskiego rynku nieruchomości biurowych pod względem GLA. Grupa zarządza 24 budynkami, o łącznej powierzchni ponad 560 000 m kw. i wartości przekraczającej 1,7 mld euro. Położone są w najbardziej pożądanych przez najemców dzielnicach Warszawy, z dobrą infrastrukturą usługową i komunikacyjną. We wszystkich sukcesywnie wdrażana jest strategia ESG, a co za tym idzie – stale podnoszona jest ich wartość. W 2023 roku zespół Leasing Office sfinalizował umowy najmu ze 168 najemcami na powierzchnię blisko 101 500 m kw., z czego ok. 63 500 m kw. to umowy rekomercjalizacyjne, a ok. 38 000 m kw. – stanowią nowi najemcy. Rozmowy z kolejnymi najemcami trwają.

W 2023 roku CPIPG przejął zarządzanie we wszystkich obiektach retail z portfela IMMOFINANZ. Aktualnie połączone portfolio assetów własnych to ponad 272 000 m kw. powierzchni o wartości 437 mln euro, zlokalizowanej w 23 obiektach, w 20 regionalnych miastach całej Polski. Dywersyfikację geograficzną wzmacnia różnorodność jakościowa. CPIPG zarządza 6 centrami handlowymi – 2 niezależnymi oraz 4 marki Vivo! oraz 17 parkami handlowymi 2 sieci – STOP SHOP (11 lokalizacji) oraz CityMarket (6 lokalizacji). W obrębie swoich stref oddziaływania wszystkie obiekty stanowią lokalne ośrodki handlu pierwszego wyboru. W 2023 roku powierzchnię handlowo-usługową wynajęto 143 najemcom, co przekłada się na 41 800 m kw. Łączna powierzchnia przedłużonych umów wyniosła 29 500 m kw. (99 unitów), a nowych kontraktów – 10 276 m kw. (33 unity). Średni poziom wynajmu we wszystkich obiektach wynosi 99%! CPIPG dysponuje także ponad 20 000 m kw. przestrzeni handlowo-usługowej w biurowcach. W minionym roku podpisano 27 umów na 6000 m kw. W znacznej części budynków poziom wynajętej powierzchni wynosi 100%.

„W pełnym wyzwań 2023 zespół CPI Property Group wykazał się ogromną pracowitością oraz umiejętnościami negocjacyjnymi. Obiekty biurowe CPIPG spełniają oczekiwania obecnych najemców, jak również przyciągają nowych. To bez wątpienia zasługa naszego warszawskiego portfolio. Wszystkie biurowce w jego obrębie charakteryzuje wysoka jakość, dzięki stałemu dofinansowaniu, modernizacjom oraz podnoszeniu ich wartości zgodnie z wymaganiami najemców oraz wymogami ESG. Możemy zaproponować różnej jakości powierzchnie w dowolnym rozmiarze, w lokalizacjach dopasowanych do charakteru operacyjnego poszczególnych firm. Powyższe benefity przekładają się na wysoki poziom occupancy. Jak widać – doceniany jest również nasz autorski model zarządzania, oparty na długoterminowych relacjach, optymalnych kosztach utrzymania i sprawnym działaniu naszego zespołu. Liczę, że podobne tempo utrzymane zostanie również w tym roku. W segmencie retail zdecydowanie wygrywamy dywersyfikacją geograficzną oraz jakościową. Rynkowi gracze chętnie lokują swoje sklepy właśnie w lokalnych ośrodkach handlowych. Przejęcie w 2023 property managementu już pozwoliło na wypracowanie zoptymalizowanych rozwiązań, choćby w zakresie kosztów zewnętrznych, co spotkało się z uznaniem najemców – praktycznie wszyscy, którzy renegocjowali swoje umowy pozostali z nami. Dodając do tego wysoki poziom najmu – jestem bardzo usatysfakcjonowana naszymi wynikami” – komentuje Barbara Topolska, Country Manager w CPI Property Group Polska.

Budowa elektrowni jądrowej w Polsce: kluczowa inwestycja, ale wciąż na etapie planowania

Budowa elektrowni i jądrowej w Polsce to kluczowa inwestycja w zakresie transformacji energetyki. Obecnie większość polskiej energetyki oparta jest na węglu kamiennym i brunatnym –prawie 70% produkcji energii w naszym kraju to właśnie źródła emisyjne. W najbliższych latach duża część mocy wytwórczych opartych na węglu będzie musiała zostać wyłączona – zarówno ze względów transformacyjnych, jak i ze względów technologicznych. Polskie elektrownie w większości przypadków mają już powyżej 30-40 lat i zbliżają się do kresu swojej żywotności. Te stabilne źródła, ale bardzo wysoko emisyjne, trzeba zastąpić równie stabilnymi, a jednocześnie bezemisyjnymi. W tym przypadku energetyka jądrowa wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Jest to źródło, które nie potrzebuje żadnego czynnika z zewnątrz – ani wiatru, ani słońca – a jednocześnie nie emituje do atmosfery szkodliwych substancji. Jeżeli chodzi o budowę elektrowni jądrowej w Polsce – trwa ona już od kilkudziesięciu lat. Są przykłady budowy elektrowni jądrowej jeszcze z lat 80. Następnie podejmowano próby wskrzeszenia projektu jądrowego w pierwszej dekadzie 21 wieku.

– Niestety, do dzisiaj nie doczekaliśmy się w finalizacji tej inwestycji. Rzeczywistość programu energetyki jądrowej w Polsce jest taka, że jesteśmy na etapie administracyjnego pozyskiwania zgód i pozwoleń związanych z budową pierwszej lokalizacji, czyli w Gminie Choczewo, konkretnie w miejscowości Słajszewo – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Marszałkowski, redaktor naczelny portalu POLON.pl. – Obecnie ta inwestycja ma kilka bardzo ważnych, kluczowych pozwoleń. Przede wszystkim ma decyzję zasadniczą – czyli zgodę wydaną przez Radę Ministrów. Ma również zgodę Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska dotyczącą decyzji środowiskowej. Jest umowa projektowa na budowę tej elektrowni – czyli Konsorcjum Westinghouse i Bechtel. Kolejne kroki – to trwające cały czas kwestie badania środowiskowego, czyli tego, jaki elektrownia będzie miała wpływ na otoczenie i jak ewentualnie zaradzić negatywnym czynnikom. Ostatnim etapem administracyjnym będzie kwestia pozwolenia na budowę. Jednocześnie trzeba pozyskać finansowanie tej inwestycji, o czym na razie jest dosyć cicho. Strona amerykańska, która miała partycypować przynajmniej według deklaracji pierwotnych w budowie, na razie nie deklaruje żadnej partycypacji finansowej. A to będzie bardzo istotny element. Pamiętajmy, że budowa trzech bloków w jądrowych w Choczewie ma według szacunków kosztować co najmniej 150 miliardów złotych. Te pieniądze muszą się znaleźć, bo państwo polskie nie jest w stanie zaspokoić potrzeb finansowania tego projektu – podkreśla Marszałkowski.

ORLEN: Dwa nowe gazowce LNG wejdą do służby w 2025 roku

Rozpoczął się montaż kadłubów dwóch nowych jednostek do transportu LNG dla Grupy ORLEN. Statki będą nosić imiona „Józef Piłsudski” oraz „Ignacy Jan Paderewski” i wejdą do służby w 2025 roku. Tym samym flota koncernu powiększy się do sześciu jednostek, wzmacniając możliwości logistyczne Grupy w zakresie przewozu skroplonego gazu ziemnego.

– LNG jest jednym z filarów krajowego systemu bezpieczeństwa energetycznego. W ubiegłym roku ORLEN odebrał w Świnoujściu 62 ładunki skroplonego gazu ziemnego o łącznym wolumenie około 4,66 mln ton LNG. Oznacza to, że wykorzystaliśmy pełną przepustowość terminala im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wynoszącą ok. 6,2 mld metrów sześciennych gazu w stanie lotnym. Własna flota gazowców wzmacnia naszą pozycję na bardzo konkurencyjnym, globalnym rynku LNG, gwarantując nam niezależność w zakresie transportu tego surowca – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Powstające jednostki to piąty i szósty z ośmiu gazowców, które docelowo wejdą w skład floty jednostek do transportu LNG Grupy ORLEN. Budowa obu jednostek w koreańskiej stoczni Hyundai Samho Heavy Industries weszła właśnie w kolejny ważny etap.

W przypadku gazowca, któremu zostanie nadane imię marszałka Józefa Piłsudskiego, położono stępkę oznaczającą zakończenie wstępnych prac nad jednostką i początek montażu kadłuba. W przypadku drugiego – odbyło się pierwsze cięcie blach, z których zostanie wykonany statek. To symboliczny początek budowy. Jednostka również będzie nosiła imię wybitnej postaci polskiej historii – Ignacego Jana Paderewskiego.

Podobnie jak pozostałe statki budowane dla ORLEN, gazowce będą mieć pojemność równą około 70 tys. ton LNG, a ich rozmiar został tak dobrany, aby jednostki mogły wpłynąć do niemal wszystkich terminali na świecie. Konstrukcja i technologie zastosowane przy budowie statków ograniczają wpływ ich pracy na środowisko naturalne. Rozwiązania te to m.in. zintegrowane zarządzanie poborem energii oraz system ponownego skraplania (reliquefaction system), który umożliwia odzysk odparowującego gazu ziemnego bez straty dla ładunku oraz przy zachowaniu efektywności energetycznej jednostek.

Zakończenie budowy statków planowane jest w pierwszej połowie 2025 roku. Dołączą one wówczas do pływających już po międzynarodowych wodach: „Lecha Kaczyńskiego”, „Grażyny Gęsickiej”, „Świętej Barbary” i „Ignacego Łukasiewicza”, i podobnie jak one będą użytkowane na podstawie długoterminowej umowy czarterowej zawartej z wyspecjalizowaną spółką armatorską – Knutsen OAS Shipping. Gazowce będą wykorzystywane do realizacji kontraktów w formule free-on-board (FOB), zgodnie z którą za odbiór i transport ładunku odpowiada kupujący, czyli Grupa ORLEN.

Allianz Trade: najgorsze w Polsce już za nami!

Atlas ryzyka biznesowego krajów: w 2023 r. 21 gospodarek podwyższyło swój rating ryzyka, podczas gdy tylko 4 zostały obniżone; dla Polski nie uległa ona zmianie (ocena ryzyka gospodarczego w Polsce pozostaje na średnim poziomie).

Mapa ryzyka 2024

  • Pierwsza edycja Atlasu Ryzyka Krajów Allianz Trade ocenia czynniki ekonomiczne, polityczne i ESG wpływające na ryzyko braku płatności dla firm w 83 gospodarkach na całym świecie.
  • W 2023 r. Allianz Trade podwyższył 21 ratingów ryzyka krajów (+13 w porównaniu z 2022 r.) i obniżył tylko 4 (-13 w porównaniu z 2022 r.), co wskazuje na zwiększoną odporność pomimo globalnych wstrząsów.
  • Puenta oceny ryzyka dla Polski „Najgorsze w Polsce już za nami, ale ożywienie będzie łagodne” – polski eksport skupiony jest na Europie, najwolniej wychodzącej ze spowolnienia – polskie firmy powinny szukać innych rynków zbytu, także dzięki Atlasowi Ryzyka Biznesowego – zwłaszcza w Afryce (najdynamiczniej podnoszone oceny ryzyka), Azji ale też w Ameryce Północnej.

Allianz Trade publikuje dziś swój pierwszy Country Risk Atlas – Atlas Ryzyka Biznesowego Krajów, nową sztandarową publikację koncentrującą się na ryzyku kraju – ekspertyzie, którą światowy lider w dziedzinie ubezpieczeń należności handlowych budował przez dziesięciolecia. Country Risk Atlas opiera się na własnym modelu oceny ryzyka, który jest aktualizowany co kwartał o najnowsze wydarzenia gospodarcze i własne dane Allianz Trade dotyczące globalnych niewypłacalności i otoczenia biznesowego*.

W 2023 r. światowa gospodarka wykazała się odpornością pomimo kilku globalnych wstrząsów

W swoim pierwszym Atlasie Ryzyka Kraju Allianz Trade ujawnia, że w 2023 r. podniósł[1] 21 ratingów ryzyka kraju, a obniżył tylko 4. Tendencja jest zupełnie inna niż w 2022 r., kiedy Allianz Trade podniósł tylko 8 ratingów ryzyka kraju, a obniżył 17.

„W 2022 r. na nasze ratingi ryzyka krajów duży wpływ miały reperkusje wojny na Ukrainie. Jednak w 2023 r. globalna gospodarka wykazała pewną odporność na jeden z najbardziej agresywnych cykli zacieśniania polityki pieniężnej na świecie oraz w obliczu poważnych globalnych wstrząsów. W związku z tym podnieśliśmy ratingi ryzyka 21 gospodarek, co odpowiada około 19% globalnego PKB. Najwięcej podwyżek odnotowano w Afryce (10), a następnie w Europie (6), podczas gdy tylko Chiny i Urugwaj odnotowały poprawę trajektorii ryzyka swoich krajów dla odpowiednio Azji i obu Ameryk” mówi Ana Boata, dyrektor ds. badań ekonomicznych w Allianz Trade.

Ogólnie rzecz biorąc, patrząc na średnią wszystkich ocen ryzyka krajów Allianz Trade, globalne ryzyko braku płatności dla firm w 2023 r. wynosi nieco powyżej 2 (średnie ryzyko), stabilne w porównaniu do 2022 r. i prawie powróciło do poziomów z 2019 r. W ujęciu regionalnym średnia ocena ryzyka w Afryce wynosi powyżej 3 (wrażliwe), podczas gdy Bliski Wschód, Ameryka Łacińska i Europa Wschodnia (w tym Rosja) są bliskie, ale poniżej 3 (wrażliwe). Azja i Pacyfik są nieco powyżej 2 (średnie), a Europa Zachodnia i Ameryka Północna są bliskie 1 (niskie).

Polska: najgorsze za nami, ale… nie będzie poprawy bez zmian – m.in. zwiększenia dywersyfikacji eksportu

„Średnie ryzyko w Europie Środkowo Środkowo-Wschodniej nie oznacza, że nasz region jest monolitem, przeciwnie – jest dosyć zróżnicowany. Średni poziom ryzyka – podobnie jak Polska – mają kraje, w których najczęściej swoich lokalnych, sprawdzonych partnerów mają polscy przedsiębiorcy, m.in. Czechy. Tymczasem Słowenia nie musi kojarzyć się jedynie z górami i nartami, a Chorwacja tylko z wakacjami nad Adriatykiem – obydwa te kraje awansowały w naszym rankingu ryzyka (Chorwacja nawet dwukrotnie w ostatnim roku!), jest tam ono obecnie niskie, warto więc rozważyć szukanie tam ciekawych opcji biznesowych, także podczas wakacji w nich” – zauważa Sławomir Bąk, członek Zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Warto zwrócić też uwagę na ocenę Polski – spojrzenia z perspektywy są bezpośrednie i dzięki temu trafne. Analitycy Allianz Trade w ocenie bieżących składowych polskiej gospodarki zauważają solidny popyt wewnętrzny, pewne środowisko biznesowe – znacznie powyżej średniej, co prawda finanse publiczne wymagają monitorowania, ale finanse zewnętrzne uległy poprawie. Puenta – „najgorsze w Polsce już za nami, ale ożywienie będzie łagodne” także z powodu fundamentalnych kwestii, takich jak tendencja do procyklicznych bodźców fiskalnych i wysokie obciążenie długiem zagranicznym.

„Jednym z rodzących obawy czynników jest też mało geograficznie zróżnicowana struktura handlu zagranicznego Polski – mówiąc wprost, jej bardzo duża koncentracja na rynkach Europy Zachodniej. W badaniu Allianz Trade kraje te mają niską ocenę ryzyka, z czego polscy przedsiębiorcy korzystali w ostatnich latach. Warto jednak obecnie zdawać sobie sprawę, iż dynamika wzrostu strefy euro będzie w najbliższych miesiącach, a nawet kwartałach niska – dynamiczne wzrosty będą w innych regionach, w tym w Afryce i w Azji a także w Ameryce Północnej. Zachęcam polskich managerów i przedsiębiorców do zapoznania się z naszym atlasem ryzyka – w ten sposób szukania ciekawych destynacji dla wzrostu swojego biznesu” – podsumowuje Sławomir Bąk, członek Zarządu ds. zarządzania ryzykiem w Allianz Trade w Polsce.

Uwaga na potencjalne obniżki ratingów w 2024 r.

Patrząc w przyszłość, kilka czynników może stanowić wyzwanie dla krajobrazu ryzyka krajów, prowadząc do kolejnych obniżek ratingów w 2024 roku.

Wśród głównych czynników ryzyka zidentyfikowanych przez Allianz Trade na 2024 r. znajdują się:

  • Ograniczenia płynności w środowisku wysokiego zadłużenia publicznego i prywatnego oraz wysokich stóp procentowych.
  • Wzrost poniżej potencjału w większości regionów i niższa siła cenowa dla przedsiębiorstw, co spowoduje spadek wzrostu przychodów.
  • Rosnąca liczba niewypłacalności przedsiębiorstw (+8% na całym świecie w 2024 r.), z Europą i USA na czele.
  • Zmiany w globalnych łańcuchach dostaw, które mogą odbić się na krajach z podwójnym deficytem, głównie na bilansach obrotów bieżących.
  • Coraz bardziej spolaryzowana geopolityka w roku pełnym wyborów, z gospodarkami odpowiadającymi za 60% globalnego PKB zmierzającymi do sondaży.

* „Atlas Ryzyka Krajów zapewnia kompleksową analizę i wgląd w czynniki gospodarcze, polityczne, środowiska biznesowego i zrównoważonego rozwoju, które wpływają na trendy w zakresie ryzyka braku płatności dla firm na poziomie makroekonomicznym. Jego celem jest towarzyszenie firmom i inwestorom w podejmowaniu świadomych decyzji poprzez identyfikację potencjalnych zagrożeń i możliwości w 83 różnych gospodarkach, wraz z mapą, którą tworzymy kwartalnie dla wszystkich 241 krajów i terytoriów, które monitorujemy każdego roku„, stwierdza Ana Boata, dyrektor ds. badań ekonomicznych w Allianz Trade.

[1] Podwyższenie ratingu oznacza poprawę oceny ryzyka kraju, a tym samym zmniejszenie ryzyka.

W świecie dwóch gospodarczych prędkości, Polska stoi z boku i rośnie

Obecnie, konsumenci znacznie chętniej wydają pieniądze na zabawę niż na dobra trwałego użytku. To dlatego na świecie lepiej radzą sobie gospodarki z większym udziałem branży usługowej, takie jak USA. Nasza gospodarka jest tu ewenementem, ponieważ strukturalnie zbliżona jest do przemysłowych Niemiec, ale nie wpada w recesję. Wręcz przeciwnie – w tym roku ma urosnąć o około 3 proc.

Zwykle struktury gospodarek mają większe znacznie dla ekonomistów niż zwykłych obywateli. Teraz jednak, strukturalne różnice gospodarcze bezpośrednio wpływają na wyniki i wzrost w poszczególnych krajach, a tym samym – na sytuację ekonomiczną i portfele obywateli. Światowa gospodarka w 2024 roku powinna rosnąć w tempie około 1,5 proc. i zmierza w kierunku tzw. „miękkiego lądowania”. Jednak postępuje jednocześnie rozbieżność między poprawiającą się sytuacją w usługach, a recesją w przemyśle produkcyjnym. Okazuje się, że obecnie konsumenci znacznie chętniej wydają pieniądze na zabawę niż na dobra trwałego użytku. To wpędza w problemy gospodarki takie kraje jak Niemcy czy Chiny, gdzie udział przemysłu w PKB jest największy. Pomaga to natomiast Stanom Zjednoczonym, ich gospodarce i rynkowi akcji.[eToro] Wykres do komentarza Pawła Majtkowskiego

Źródło: eToro

Globalne spowolnienie w przemyśle wytwórczym pogłębia się. Doprowadziło to Niemcy do recesji i przyczyniło się do niedawnego rozczarowania wzrostem w Chinach. Globalne wskaźniki PMI spadają od siedmiu miesięcy, a producenci ograniczają obecnie liczbę pracowników i zakupy. Doprowadziło to również do spadku inflacji, a Chiny znajdują się na granicy deflacji. Usługi i wydatki konsumenckie były pozytywną niespodzianką gospodarczą minionego roku. Pomogły utrzymać USA i Wielką Brytanię z dala od zapowiadanej recesji. Jednocześnie, stopy bezrobocia są bliskie rekordowo niskim poziomom. Spadająca inflacja wspiera wzrost płac realnych i wydatków. Najnowsze wskaźniki PMI pokazują, że segmenty usługowe, takie jak technologia, opieka zdrowotna i turystyka, są globalnymi liderami wzrostu.

Na tym tle Polska stanowi wyjątek. Mamy duży sektor przemysłowy, który stanowi aż 30 proc. naszego PKB [patrz: wykres]. Dla porównania, w Niemczech jest to 27 proc., w USA 18 proc. a w Chinach aż 40 proc. Udział usług w naszej gospodarce to 57 proc., podczas gdy w Niemczech to 63 proc. a w USA aż 78 proc. Przy takiej strukturze gospodarczej wzrost gospodarczy w roku 2024 jest prognozowany na około 3 proc. Przyczyn takiego wzrostu jest kilka – okazuje się, że Polski przemysł, na tle swoich konkurentów, radzi sobie bardzo dobrze, stając się beneficjentem procesu deglobalizacji. Wiele firm po pandemii przeniosło swoje fabryki z Chin do Europy, lokując je właśnie w Polsce. Cały czas pomaga też niższy poziom płac w Polsce niż w innych krajach UE oraz relatywnie słaby złoty. Duże znaczenie ma także zróżnicowanie odbiorców Polskich produktów. W sytuacji, gdy eksport do Niemiec uległ poważnemu spadkowi, inne kierunki eksportowe umożliwiają stabilizację produkcji.

Jednocześnie, polski konsument chętnie wydaje pieniądze, a to wspiera wzrost. Według danych GUS na temat koniunktury konsumenckiej, nastroje konsumentów związane z sytuacją gospodarczą w najbliższych 12-miesiącach są obecnie na najwyższym poziomie od 4 lat. Mocno wzrósł odsetek konsumentów deklarujących gotowość do poniesienia większych wydatków takich jak remont mieszkania czy zakup samochodu. To efekt spadku inflacji oraz pojawiania się po raz pierwszy od dawna realnego wzrostu poziomu wynagrodzeń. To wszystko powoduje, że polska gospodarka okazuje się mocno zdywersyfikowana i odporna na ograniczenia. Podczas gdy wiele światowych gospodarek cierpi stając się więźniami swojej struktury.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Ucz się angielskiego online i podnieś swoje kompetencje zawodowe

Ambicja, zdolności i wykształcenie nie zawsze są gwarantem zdobycia wymarzonej pracy. Ucz się angielskiego online i zobacz, jak łatwo w krótkim czasie sięgnąć po nowe stanowisko, wyższe kompetencje i wyższe wynagrodzenie. 

Często zapominamy o tym, że nauka jest formą inwestycji. Nie tylko w siebie, ale także tą przynoszącą realne wynagrodzenie. I nie dotyczy to jedynie osób aplikujących na nowe stanowiska pracy, ale także tych, które prowadzą własne biznesy i planują rozpoczęcie międzynarodowej współpracy. 

Ucz się angielskiego online i zdobądź nową pracę lub awans

Coraz więcej firm poszukujących pracowników kładzie ogromny nacisk na umiejętności komunikacji w języku angielskim. Równie często, w tracie rozmowy kwalifikacyjnej, potencjalny pracodawca chce sprawdzić deklarowane w CV kompetencje. Jeśli odrzucasz takie oferty, to najwyższa pora zacząć naukę angielskiego lub zmierzyć się z tym strachem i zaufać w swoje możliwości. 

Zanim to się stanie, możesz z nami sprawdzić swój poziom wiedzy z języka angielskiego. Prowadzimy zajęcia online i mamy doświadczenie w uczeniu osób, które chcą poznać język angielski w celach zawodowych. Spotkania z lektorem pozwalają skupić się na Twoich potrzebach w odniesieniu do Twojej branży. Być może umiesz więcej niż Ci się wydaje i potrzebujesz ćwiczyć pod okiem fachowca? A może nie wiesz, jak zastosować w praktyce zdobytą wiedzę, potrzebujesz poznać i zrozumieć słownictwo branżowe i oswoić się z wystąpieniami publicznymi? Tylko indywidualne podejście da Ci takie możliwości.

Nowa praca? Awans? Marzenia powinny stać się celem. 

Ucz się angielskiego online i działaj w międzynarodowym zespole specjalistów

Świat od dawna się kurczy, a globalizacja pozwala na pracę z każdego zakątka świata. Nie ma praktycznie granic, które mogłyby zatrzymać Twoją samorealizację. Jeśli jesteś fachowcem w swojej dziedzinie, marzysz o dołączeniu do międzynarodowego zespołu specjalistów i chcesz pracować dla firmy o globalnym zasięgu, bez języka angielskiego nie będzie to możliwe. 

Takie ambicje są dla nas sygnałem, że Twoja wiedza być może jest na dość dobrym poziomie, ale obawiasz się mówienia w języku obcym i styczności z nim w codziennych sytuacjach. Nie jesteś w tym sam(a) – wielu ludzi ma takie obawy/blokady, których nie są w stanie przełamać. Trening komunikacji będzie dla Ciebie doskonałym rozwiązaniem. Opracujemy plan nauki, pokażemy Ci, jak radzić sobie ze stresem i jak pokonać ostatnią barierę przed pracą w języku angielskim.  

Ucz się angielskiego online i otwórz się na międzynarodową współpracę

Prowadzenie własnego biznesu to ciągłe wyzwania. Jeśli nie jesteś krok przed konkurencją, to tracisz. I nie ma znaczenia, czy pracujesz w branży usługowej czy w handlu, czy Twoja firma określana jest mianem średniego lub dużego przedsiębiorstwa lub czy jesteś freelancerem. Język angielski otwiera wiele drzwi. 

Czy wiesz, że wielu kontrahentów z Europy chętnie sięga po współpracę z polskimi firmami? Dotyczy to branży IT, transportu, marketingu internetowego, rękodzielnictwa, zakupów i wielu innych. Nasi uczniowie to właściciele różnych biznesów, którzy chcą współpracować z obcokrajowcami – móc przedstawić im ofertę i porozmawiać o długofalowej współpracy.

Jak to zrobić? Ucz się angielskiego online. W SPIKKEO https://spikkeo.com/ pracujemy w oparciu o Twoje potrzeby związane z tempem nauki, oczekiwaniami i przede wszystkim stawiając na praktyczne zastosowanie języka angielskiego. Twoim celem jest bezproblemowa komunikacja i mamy techniki, które znacznie przybliżą Cię do nawiązania pierwszych relacji biznesowych z zagranicznymi klientami. 

Skorzystaj z bezpłatnej lekcji próbnej angielskiego i powiedz nam, czego potrzebujesz.

Recesja w Niemczech się pogłębia

Niemcy po raz kolejny pokazali spadkowy kwartał w swojej gospodarce. Szwajcaria uspokaja w kwestii wzrostu inflacji. Węgrzy obniżają stopy procentowe czwarte posiedzenie z rzędu.

 Recesji w Niemczech ciąg dalszy

Wczorajsze dane pokazują, że za naszą zachodnią granicą sytuacja gospodarcza w dalszym ciągu nie zachwyca. Za IV kwartał wstępne dane na temat zmian PKB okazały się spadkiem o 0,4%. Jest to zatem czwarty z rzędu spadkowy kwartał, przez co jak nietrudno się domyślić, mamy do czynienia ze spadkiem PKB w ujęciu rocznym. Dane te są zgodne z oczekiwaniami analityków. Gospodarka niemiecka przechodzi przez poważne problemy obecnie, aczkolwiek biorąc pod uwagę punkt odniesienia, jakim jest cała strefa euro, nie jest to ewenement. Cała strefa euro zakończyła kwartał brakiem zmian PKB, a w ciągu roku mieliśmy symboliczny wzrost o 0,1%. Dane te były nawet lepsze od oczekiwań. Rozbieżność wyniosła jednak zaledwie 0,1%, co nie spowodowało zmian na rynku walutowym.

Wystąpienie szefa SNB

Thomas Jordan, prezes Szwajcarskiego Narodowego Banku, uspokajał wczoraj rynki. Przyznał, że inflacja wzrośnie w styczniu, ale nie powinna przekroczyć 2%. Według prognoz banku również na koniec roku powinna się zamknąć poniżej 2% średniorocznie. Zwrócono uwagę również na wzrost stawki VAT oraz kosztów energii elektrycznej, jako powodów stojących za obecnym odbiciem w górę. Szwajcaria obecnie podobnie jak inne Banki Centralne na Zachodzie od kilku posiedzeń przestała podnosić stopy procentowe i powoli pojawia się temat obniżek. W całym cyklu w ciągu 5 podwyżek główna stopa procentowa w tym kraju wzrosła z -0,75% na 1,75%.

Węgrzy obniżają stopy procentowe

Budapeszt kontynuuje serię obniżek stóp procentowych. Kolejna decyzja, podobnie jak poprzednie trzy była ponownie obniżką o 0,75%. Rynek oczekiwał szybszych obniżek, bo aż o 1%. Patrząc jednak na regułę comiesięcznego ruchu o 0,75% widać pewną konsekwencję w działaniach Banku Centralnego. Obecny poziom stóp wynosi nadal 10% i pozostawia miejsce na jeszcze wiele obniżek stóp procentowych. Warto zwrócić uwagę, że spadek inflacji w ostatnich miesiącach jest szybszy niż stóp, co powoduje, że należy spodziewać się kontynuacji tego ruchu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – USA – Raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 16:00 – USA – Indeks Chicago PMI,
  • 20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych,
  • 22:00 – Chile – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

 

Fed nie zaskoczy, ale Powell może zasygnalizować obniżki stóp w najbliższych miesiącach

Dziś wieczorem ciężko będzie o jakąś wielką niespodziankę. To niemal pewne, że Rezerwa Federalna utrzyma przedział dla stopy funduszy federalnych w granicach 5,25 – 5,5 proc. Rynek także nie wycenia żadnych zmian. Sama konferencja prasowa po posiedzeniu raczej nie będzie przełomowa a nawet zaryzykuję stwierdzeniem, że będzie nudna. Powell będzie chciał ograniczyć wygórowane oczekiwania co do daty pierwszej obniżki. Moim zdaniem większa zmienność może pojawić się w piątek po twardych danych z raportu NFP.

Amerykański bank centralny prawdopodobnie będzie chciał poczekać na kilka dodatkowych danych o inflacji. Trend dezinflacyjny postępuje. Dynamika spadku w ostatnim czasie nieco się zmniejszyła, co potwierdza tezę, że ostatni etap zejścia inflacji do celu będzie procesem długotrwałym i najtrudniejszym do zrealizowania. Optymistyczne jest z pewnością to, że preferowana przez Fed miara inflacji (PCE core) w ujęciu rocznym obniżyła się w grudniu z poziomu 3,2 proc. do 2,9 proc. „Dwójka” z przodu z pewnością ucieszyła bankierów centralnych ale nie daje pewności, że inflacja nie zostanie „podbita” w kolejnych miesiącach. Powell i jego współpracownicy chcą mieć pewność, że trend jest stabilny a to wymaga dalszych potwierdzeń w postaci pozytywnych publikacji. Na rynku pracy wciąż przybywa miejsc pracy, a wzrost gospodarczy nadal wygląda na bardzo silny. To oczywiście stwarza ryzyko ponownego wzrostu wskaźników inflacyjnych. Fed chce uniknąć błędu decyzyjnego i nadal uważa, że lepszym rozwiązaniem dla gospodarki będzie utrzymanie restrykcyjnego nastawienia dłużej niż zbyt wczesne łagodzenie warunków monetarnych.

Rynek na ten moment wycenia ok 40 proc. szans na ruch w dół na stopach w marcu i lekko ponad 80 proc. na zmianę kosztu pieniądza na majowym posiedzeniu. Jednocześnie czerwcowa obniżka wg kontraktów futures jest pewnikiem.

Jakiekolwiek sugestie ze strony Powella na temat posiedzenia marcowego, majowego czy czerwcowego będą wywoływać większa reakcję na dolarze czy rentownościach amerykańskich obligacji. Pamiętajmy, że nie otrzymamy żadnych nowych projekcji makro ani także nowego „wykresu kropkowego”. Rynek zatem ograniczy się jedyni do oceny oficjalnego komunikatu po posiedzeniu oraz słów Powella wypowiedzianych podczas konferencji. Znaczenie mogą mieć pojedyncze nowe stwierdzenia, których zabrakło w grudniu. Interpretacja ich może nie być jednak oczywista.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wpływy z tzw. podatku Belki idą na rekord. W niecały rok fiskus ściągnął ponad 8,5 mld zł. To wzrost rok do roku o blisko 50 proc.

W Ministerstwie Finansów trwają prace nad zapowiedzianymi ulgami w tzw. podatku Belki. Politycy z różnych ugrupowań opowiadają się za zmianami w tym zakresie, również za całkowitą likwidacją tej daniny, ale to nie jest takie pewne. Zdaniem ekspertów, rząd raczej nie zdecyduje się na radyklany krok, bo dużo by stracił. Ewentualnie zostaną zastosowane jakieś półśrodki. Z kolei jak wynika z danych resortu finansów, w ciągu jedenastu miesięcy ubiegłego roku wpływy z ww. tytułu wyniosły ponad 8,5 mld zł. Były więc o prawie 48% wyższe od uzyskanych w całym 2022 roku. Natomiast porównując dane z okresu od stycznia do listopada ub.r. z dwunastoma miesiącami 2021 roku, widać wzrost aż o blisko 105%.

Polityczne głosy

Obecnie w Ministerstwie Finansów prowadzone są prace analityczne mające na celu wypracowanie  zapowiedzianych ulg w tzw. podatku Belki. Jak informuje resort, przy opracowaniu zakresu ulg podatkowych uwzględnione muszą zostać wszystkie możliwe aspekty gospodarcze wprowadzenia takich rozwiązań, a w szczególności ich wpływ na sektor finansów publicznych oraz na rynek kapitałowy. Przygotowanie koncepcji, a następnie projektu zmian legislacyjnych, wymaga odpowiedniego czasu, niezbędnego do ich rzetelnego wykonania. Na obecnym etapie prac udzielanie jakichkolwiek informacji o kierunkach i zakresie planowanych zmian oraz terminach ich wprowadzenia jest przedwczesne.

– Tak zwany podatek Belki powinien zostać zlikwidowany w całości. To jest jedna z dodatkowych danin, którą z założenia wprowadzono na krótki czas, żeby podreperować budżet w konkretnej sytuacji, a jest z nami długo. Nadszedł moment, w którym należy znieść to rozwiązanie. W naszych programach gospodarczych podkreślamy, że system podatkowy powinien być jasny, przejrzysty i przede wszystkim przewidywalny. I do tego będziemy dążyć. Dopuszczamy również taką sytuację, że likwidacja tego podatku będzie wprowadzana stopniowo, np. w pierwszej kolejności pewnie poprzemy pomysł, który zakłada zwolnienie z danin zysków z oszczędności i inwestycji do 100 tys. złotych – komentuje poseł Rafał Kasprzyk z partii Polska 2050 Szymona Hołowni.

Jak podkreśla poseł Tomasz Trela z Lewicy, w Polsce od wielu lat ci, którzy zarabiają najwięcej, procentowo płacą mniejsze podatki. Lewica wielokrotnie zwracała uwagę, że obecny system podatkowy jest zbyt mało progresywny, skomplikowany oraz dziurawy. Jego podstawą powinny być tylko dwie ustawy, tj. o podatku o dochodach osobistych oraz ustawa o podatku od dochodów z działalności gospodarczej. Poseł Trela też zaznacza, że myśląc o likwidacji lub zmianie podatku od zysków kapitałowych, trzeba mieć na uwadze to, że jest to element całego systemu fiskalnego. Stosowanie wyrywkowych rozwiązań niczego w systemie nie zmieni, a może go tylko dodatkowo skomplikować. Można zastanowić się nad zniesieniem lub obniżeniem tzw. podatku Belki w konkretnych przypadkach.

– W czasie kampanii wyborczej, ale też wcześniej, mówiliśmy o rozwiązaniach, które sprzyjałyby walce z inflacją. To dotyczyło m.in. likwidacji tzw. podatku Belki i nasze stanowisko w tej kwestii się nie zmienia. Istotne jest, aby w Polsce opłacało się trzymać pieniądze na kontach bankowych, a nie wydawać je ze względu na drastyczną utratę wartości. Podatek, który wciąż jest naliczany, nie sprzyja temu, żeby Polacy chcieli oszczędzać – mówi Krzysztof Paszyk z PSL, szef klubu parlamentarnego PSL-Trzecia Droga.

Z kolei poseł Konfederacji Michał Wawer zaznacza, że w odniesieniu do lokat i obligacji mamy do czynienia z absurdalnym „podatkiem od straty”. One są bowiem oprocentowane niżej niż inflacja. Zatem odsetki nie rekompensują utraty wartości zainwestowanych pieniędzy, a i tak trzeba płacić od nich podatek. Dlatego Konfederacja postuluje zachęcenie Polaków do oszczędzania pieniędzy poprzez likwidację podatku Belki w odniesieniu do lokat i obligacji. Dopóki nie uda się spełnić tego postulatu, ugrupowanie zamierza także rozliczać obecny rząd ze spełnienia obietnicy Platformy Obywatelskiej o wprowadzeniu kwoty wolnej w podatku Belki.

Miliardy od podatników

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszych jedenastu miesiącach 2023 roku (wyliczenia za cały 2023 rok będą znane w marcu) wpływy z tzw. podatku Belki wyniosły 8,510 mld zł. To o 47,9% więcej niż w całym 2022 roku, kiedy kwota ta wyniosła 5,752 mld zł. Natomiast porównując ubiegłoroczne dane (od stycznia do listopada) z tymi za pełny 2021 rok, widać wzrost o 104,9%. Wówczas wpływy z tego tytułu wyniosły bowiem 4,153 mld zł. Prognoza dotycząca tzw. podatku Belki, przedstawiona w nowelizacji ustawy budżetowej na 2023 rok, zakładała wpływy w wysokości 8,378 mld zł. Zatem już po jedenastu miesiącach ubiegłego roku kwota była wyższa od prognozowanej.

– W mojej ocenie, przyczyną wzrostu wpływów jest fakt, że więcej oszczędzamy na rachunkach oszczędnościowych czy też lokatach, a także zwiększyły się stopy procentowe. Mimo wysokiej inflacji, ale jednak przy niepewnej sytuacji za naszą wschodnią granicą, wolimy trzymać pieniądze w banku niż inwestować. Wpływy z tego podatku są znaczące i uważam, że nowy rząd z nich nie zrezygnuje. Według mnie, podatek ten zostanie, jednak będzie on obciążał najbardziej majętnych Polaków – stwierdza dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Tomczykowski Tomczykowska.

Natomiast dr hab. Błażej Kuźniacki, prof. Uczelni Łazarskiego, stwierdza, że wprowadzenie różnych stawek i progów kwotowych, po przekroczeniu których ten podatek byłby pobierany, tylko skomplikowałoby i tak już zawiły system podatkowy w Polsce z zakresie opodatkowania dochodów osób fizycznych. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest całkowite uchylenie tej daniny. Ekspert podkreśla, że podatek ten jest pobierany od środków już opodatkowanych z dochodów z pracy, emerytury lub renty, gromadzonych na rachunkach bankowych. Takie podwójne opodatkowanie stanowi de facto karę za oszczędzanie, zniechęcając wszystkich Polaków, w tym najmniej zamożnych, do rozsądnego zarządzania pieniędzmi w postaci oszczędności.

– Podatek tego typu wyliczany bez uwzględnienia inflacji jest zwykłym naciąganiem podatników. W większości przypadków odsetki otrzymane nawet nie pokryły inflacji, a państwo opodatkowuje zupełnie wirtualny dochód, mimo iż w rzeczywistości podatnik poniósł stratę. Z punktu widzenia długoterminowego interesu gospodarczego i społecznego kraju, należałoby zlikwidować ten podatek. Niestety, prawdopodobnie rządzący nie zdecydują się na takie działanie ze względu na bieżące potrzeby budżetowe. Rzadko zdarza się, że tego typu trudne decyzje uwzględniają dłuższą perspektywę niż 4 lata – analizuje Jerzy Martini, doradca podatkowy z MartiniTAX.

Wokół budżetu

Z kolei Ewa Flor, doradca podatkowy z Kancelarii ATL Accounting & Payroll, zaznacza, że kwota wpływająca z tytułu tego podatku wydaje się duża. Jednak z perspektywy budżetu państwa jest niewielka, stanowi mniej niż 2% szacunkowych dochodów budżetu państwa za jedenaście miesięcy ub.r. Natomiast dla podatnika jest to duży ciężar. Zdaniem ekspertki, całkowita likwidacja tego rozwiązania mogłaby wymagać poszukiwania rekompensaty tej kwoty np. poprzez ograniczenie wydatków lub podniesienie innych danin. – Umiarkowana reforma podatku Belki, czy to poprzez uzależnienie jego wysokości od poziomu inflacji, czy też wprowadzenie kwoty wolnej od opodatkowania, nie powinna znacząco wpłynąć na równowagę budżetową. Co więcej, taka zmiana może generować korzystne efekty dla gospodarki, np. poprzez stymulowanie inwestycji i wzrostu. Ale na rynku są też ostrzejsze głosy – dodaje Ewa Flor.

– Mniejsze wpływy można zrównoważyć likwidacją lub ograniczeniem któregoś ze zbędnych programów socjalnych. Może to być np. 800+ dla obywateli Ukrainy, który stanowi koszt ok. 2,5 mld złotych rocznie. Warto zrezygnować ze szkodliwych i proinflacyjnych programów dopłat do kredytów mieszkaniowych. W wersji kredyt 2% to koszt minimum 1,8 mld zł rocznie, a w wersji kredyt 0% – co najmniej 4 mld zł rocznie – wylicza Michał Wawer z Konfederacji.

Dr hab. Błażej Kuźniacki, prof. UŁa, nie widzi dobrego argumentu za potrzebą szukania pieniędzy przez państwo na nowe sposoby po likwidacji podatku Belki. Nie oznacza to jednak, że Ministerstwo Finansów nie mogłoby tego robić. Przy tym poszukiwanie nowych wpływów budżetowych nie musi oznaczać wprowadzenia dodatkowych podatków lub podwyższania tych obecnych. Ekspert podaje dwa przykłady. Po pierwsze, w Polsce od 1 stycznia 2024 r. powinien obowiązywać tzw. globalny podatek minimalny, zgodnie z dyrektywą Rady (UE) z 14 grudnia 2022 roku. Sprawa dotyczy zapewnienia minimalnego poziomu opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych w Unii. Podatek ten powinien przynieść miliardy zł wpływów do budżetu, chyba że z obliczeń resortu wynika coś innego. Po drugie, MF najprawdopodobniej ma możliwości dalszego zwalczania mafii paliwowych i eliminacji oszustw w VAT, akcyzie i cłach.

– Podatek, który wróci do ludzi, spowoduje też reinwestowanie środków i zwiększoną konsumpcję, więc dla budżetu to dużo mniejsze straty. Jeśli faktycznie trzeba będzie zdobyć finansowanie na uzupełnienie wpływów do kasy państwa, to po audycie wydatków na fundusze, agencje, willę plus i inne, to w każdym ministerstwie znajdą się odpowiednie oszczędności. To wszystko zostanie ujęte w autorskim budżecie, który przygotujemy na kolejny rok. W obecnej sytuacji, krótkim czasie na przyjęcie budżetu przez parlament i dziurze pozostawionej przez poprzedni rząd, musimy działać ostrożnie i bezpiecznie z punktu widzenia finansów państwa. Nasi ministrowie co pewien czas informują opinię publiczną o nieprawidłowościach i olbrzymiej skali niezasadnych wydatków i wciąż odnajdują rzeczy, które gdzieś były głęboko poukrywane – podsumowuje Rafał Kasprzyk, poseł Polski 2050 Szymona Hołowni.

Fed może ukrócić oczekiwania względem obniżek

Spodziewamy się, że Rezerwa Federalna odsunie w środę rynkowe oczekiwania wobec natychmiastowego rozluźniania polityki monetarnej w USA, co powinno wesprzeć dolara w krótkim terminie.

Ton grudniowych komunikatów Fedu był bardziej gołębi, niż oczekiwano. Fed utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie (5,25-5,50%), powiedziano jednak również, że rozpoczęły się dyskusje o ich cięciach. Grudniowy dot plot wskazuje, że – uśredniając – członkowie FOMC (Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku) spodziewają się trzech obniżek w 2024 r. W odpowiedzi rynek zwiększył wyceny obniżek stóp – kontrakty futures wyceniały ich nawet 160 pb. w 2024 r. Naszym zdaniem zmiana oczekiwań była zbyt agresywna i ostatni repricing w odwrotną stronę niejako dowiódł tej tezy.

Nowe dane nie ułatwiają Fedowi zadania

Obecnie w kontraktach terminowych widać mniej niż 50% prawdopodobieństwa rozpoczęcia cyklu rozluźniania w marcu i ok. 135 pb. obniżek do końca roku. Uważamy, że siła ostatnich danych z USA, w szczególności dotyczących wzrostu gospodarczego i rynku pracy, uzasadnia zarówno późniejszy początek cięć, jak i bardziej stopniowe ich tempo. Ubiegłotygodniowy odczyt PKB był kolejnym pozytywnym zaskoczeniem – w IV kwartale gospodarka wzrosła o 3,3% w ujęciu zanualizowanym, znacznie powyżej konsensusu wynoszącego 2%. Wydatki konsumenckie, będące sercem amerykańskiej gospodarki, utrzymują się na bardzo dobrym poziomie, wspierane przez rynek pracy, który wykazuje co najwyżej niewielkie oznaki ochłodzenia.

Wykres 1: Zanualizowany wzrost PKB w USA (2021 – 2023)

Zanualizowany wzrost PKB w USA (2021 – 2023)

Źródło: LSEG Datastream Data: 26.01.2024

Grudniowy raport inflacyjny sprawia, że marcowa obniżka jest jeszcze mniej prawdopodobna. Główna miara dynamiki cen wzrosła do 3,4%, bazowa (3,9%) również przekroczyła konsensus. Bazowa inflacja PCE, która jest miarą preferowaną przez Fed, była nieco niższa od oczekiwań. Sądzimy jednak, że to za mało, by można było ponownie rozważać obniżkę stóp procentowych w marcu. W grudniowych minutkach Fed stwierdził, że ryzyka wzrostowe dla inflacji „zmniejszyły się”, podkreślając jednak także, że utrzymała się część ryzyk dla uporczywej inflacji. Zaliczyć do nich należy trwającą siłę rynku pracy, która jest naszym zdaniem prawdopodobnie największą przeszkodą w osiągnięciu celu inflacyjnego Fedu.

Wykres 2: Inflacja CPI w USA (2014 – 2023)

Inflacja CPI w USA (2014 – 2023)

Źródło: LSEG Datastream Data: 26.01.2024

FOMC musi się nieco nagimnastykować

Biorąc pod uwagę powyższe, uważamy, że Fed na posiedzeniu w tym tygodniu odsunie rynkowe oczekiwania wobec cięć stóp procentowych. W swoich ostatnich komentarzach przedstawiciele FOMC w większości starali się obniżyć zakłady za natychmiastowymi obniżkami, podobnie postąpi zapewne prezes Jerome Powell podczas swojej środowej konferencji prasowej.

FOMC musi się nieco nagimnastykować – z jednej strony będzie chciał zapewnić rynki, że cięcia nadchodzą i jednocześnie najpewniej nie rozpoczną się już w marcu. Może to wyrazić poprzez niewielkie zmiany w oświadczeniu lub, co bardziej prawdopodobne, przez prosty komunikat Powella podczas konferencji prasowej. Prezes Fedu może w nim wskazać, że bank potrzebuje więcej dowodów w danych, zanim rozpocznie cykl rozluźniania.

W tym tygodniu nie poznamy nowego dot plotu ani projekcji makroekonomicznych – kolejne opublikowane zostaną w marcu.

Dolar z szansą na umocnienie

Dolar amerykański jest od początku 2024 r. najlepiej radzącą sobie walutą G10, do czego przyczyniły się wspomniane zmiany wycen stóp procentowych w USA. Jeśli Powell i pozostali decydenci ostudzą rynkowe oczekiwania wobec obniżki w marcu, aprecjacja dolara może być w środę kontynuowana. Niemniej, biorąc pod uwagę, jak mocno już spadły zakłady dotyczące cięć, skala ruchu prawdopodobnie będzie ograniczona.

Obecnie scenariusz, w którym Fed jednoznacznie opowiada się za marcowym cięciem, nie wydaje nam się realistyczny – szczególnie biorąc pod uwagę siłę ostatniego odczytu PKB i danych z rynku pracy. Jeśli jednak padnie zapowiedź obniżek w marcu, dolar doświadczy zapewne silnej wyprzedaży. W takiej sytuacji waluta mogłaby oddać większość wypracowanych w tym roku zysków.

Sygnały płynące z Fedu w środę będą miały znaczenie również dla złotego. Im bardziej jastrzębi przekaz, tym większe ryzyko, że polska waluta znajdzie się pod presją. Uderzenie w bardziej gołębie nuty miałoby odwrotny efekt.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (31.01) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Bain&Co.: Wartość przejęć strategicznych spadła w Polsce o połowę do $10 mld w 2023 r.

Łączna wartość fuzji i przejęć dokonanych przez inwestorów strategicznych w 2023 roku spadła w Polsce niemal o połowę do około 10 mld dolarów, wynika z szacunków międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company. Powodem zapaści był brak megatransakcji podobnych w skali do przejęcia PGNiG i Grupy Lotos przez Orlen w 2022 roku oraz utrzymujące się wysokie stopy procentowe i niepewna sytuacja geopolityczna.

Brak konsensusu dotyczącego dalszego rozwoju rynku powoduje istotne różnice w wycenach oczekiwanych przez kupujących i sprzedających. W corocznej ankiecie przeprowadzonej przez Bain & Company wśród ponad 300 członków zarządów globalnych firm, ponad dwie trzecie kupujących wskazało różnice w oczekiwanych wycenach jako czynnik utrudniający realizację transakcji, a około dwóch trzecich sprzedających stwierdziło, że wstrzymują transakcje czekając na poprawę wycen. Podobne mechanizmy w Polsce sprawiły, że łączna liczba przejęć z udziałem inwestorów strategicznych w 2023 roku wyniosła 272, co oznacza spadek rok do roku o 23 proc. Szacunki Bain & Company nie uwzględniają bezpośrednich przejęć przedsiębiorstw dokonanych przez fundusze private equity.

Z naszych analiz wynika, że wartość przejęć z udziałem inwestorów branżowych w Polsce była najniższa od pięciu lat. Już 2022 rok byłby słaby, gdyby nie przejęcia PGNiG i Lotosu przez Orlen. Od dwóch lat przeprowadzaniu transakcji nie sprzyjają wysoki koszt pozyskania kapitału oraz zawirowania geopolityczne i makroekonomiczne – mówi Paweł Szreder, partner Bain & Company. – W tym roku możemy spodziewać się pewnej, ale nie skokowej, poprawy sytuacji. Wraz z wyhamowaniem inflacji i oczekiwanymi obniżkami stóp procentowych na rynek powinno powrócić nieco optymizmu.

Tylko w trzech branżach w Polsce odnotowano w 2023 roku łączny wzrost wartości transakcji. Zakup udziałów w spółce gamingowej Techland przez chiński koncern Tencent Holdings oraz STS Holding przez brytyjską grupę Entain były największymi transakcjami minionego roku w Polsce i przyczyniły się do czterokrotnego wzrostu wartości transakcji w sektorze nowoczesnych technologii. W branży ochrony zdrowia i life sciences odnotowano wzrost wartości o 79 proc., natomiast w sektorze zaawansowanej produkcji i usług – o 4 proc.

Wzrost wartości transakcji w tych sektorach nie zrekompensował jednak spadków we wszystkich pozostałych obszarach, w tym przede wszystkim w branży energii i zasobów naturalnych, która w największym stopniu odpowiada za słabszy wynik rynku fuzji i przejęć w zeszłym roku.

Trendy, które obserwowaliśmy w Polsce w ubiegłym roku są zgodne z trendami światowymi i europejskimi – dodaje Paweł Szreder. Wartość i liczba transakcji M&A na świecie spadła nieznacznie w porównaniu do 2022 roku, ale różnica w porównaniu do rekordowego 2021 roku była już bardzo istotna. W Polsce ta dynamika byłaby podobna, gdybyśmy wyłączyli megatransakcje zrealizowane przez Orlen w 2022 roku. Historia wskazuje, że przestoje na rynku transakcyjnym rzadko trwają dłużej niż dwa lata, więc w 2024 rok wkraczamy z nieśmiałym optymizmem.

Jak wynika z raportu Bain & Company globalna wartość strategicznych transakcji fuzji i przejęć spadła w 2023 roku o 6 proc., a ich liczba o 12 proc. w porównaniu do roku 2022. Na rynku europejskim (EMEA) łączna wartość zakupów spółek dokonanych przez inwestorów strategicznych spadła o 18 proc., a ich liczba o 14 proc.

Cały raport na temat globalnego rynku fuzji i przejęć dostępny jest na stronie:

https://www.bain.com/insights/topics/m-and-a-report/

Wartość inwestycji venture capital w Polsce w 2023 roku wyniosła 2,1 mld PLN

PFR Ventures i Inovo VC przygotowały raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC) w 2023 roku. Z danych wynika, że w tym okresie 399 spółek pozyskało 2,1 mld PLN od 210 funduszy.

W 2023 roku przez polski rynek VC przepłynęło 2,1 mld PLN. To łączna wartość kapitału, który polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w 438 transakcjach w 399 rodzimych innowacyjnych przedsiębiorstw. Porównując 2023 do 2022 roku, wartość rynku spadła o 42%.Transakcje na polskim rynku VC w 2023 - raport PFR Ventures i Inovo VC

Rysunek 1 Wartość transakcji. W zestawieniu celowo prezentujemy osobno megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz

W obliczu globalnego kryzysu fundusze VC, szczególnie te inwestujące w fazie wzrostu, ograniczyły aktywność. Przełożyło się to na brak dużych rund i obniżenie wycen. Stąd ogólny spadek wartości inwestycji w 2023 roku. Spodziewam się, że pierwszych sześć miesięcy 2024 roku może być trudnym okresem na polskim rynku: ze względu na zakończenie programów POIR będzie mniej kapitału dla projektów zalążkowych. Sytuację istotnie zmieni dopływ środków z FENG w drugiej połowie roku – komentuje Aleksander Mokrzycki, wiceprezes PFR Ventures.

Wśród wszystkich inwestycji najistotniejszą była runda spółki ElevenLabs. Firma pozyskała około 320 mln PLN i uzyskała status jednorożca – oznacza to, że jej rynkowa wycena przekroczyła 1 mld USD. Wśród pierwszych inwestorów ElevenLabs znalazła się duża grupa aniołów biznesu związanych z Polską. Natomiast w najnowszej transakcji wzięły udział takie międzynarodowe fundusze jak Andreessen Horowitz i Sequoia Capital.

Sukces, jaki założyciele ElevenLabs osiągnęli w tak krótkim czasie stanowi niezwykłą inspirację dla całego ekosystemu startupowego. To wydarzenie może stać się impulsem dla całego rynku VC – wskazuje Karol Lasota, principal w Inovo VC.

Na polskim rynku wciąż dominują inwestycje zalążkowe – w 2023 roku przeprowadzono 380 transakcji o takim charakterze. Względem poprzedniego roku odnotowaliśmy więc niewielki spadek, o 7%. Z kolei liczba runda A wzrosła o 27%. Największy spadek odnotowaliśmy wśród rund B, aż o 70%.

Spadła również średnia wartość transakcji, która wynosi obecnie 4,1 mln PLN, w porównaniu do 6,6 mln PLN w roku 2022. Biorąc pod uwagę, że sama liczba inwestycji pozostała na pułapie zbliżonym do lat poprzednich, należy wnioskować, że doszło do istotnego obniżenia wycen innowacyjnych firm.

137 z 438 transakcji to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. Zapewniły one około 1/4 kapitału dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Istotną rolę w segmencie zalążkowym odgrywają też fundusze Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które dokonały 148 transakcji przy 9% udziału w wartości.

Pieniądze z funduszy VC najczęściej trafiają do spółek, które zajmują się innowacjami z obszaru zdrowia. To trend, który utrzymuje się już od 4 lat. W 2023 stanowiły one 15,8% z wszystkich przeprowadzonych transakcji. Najpopularniejszym modelem biznesowym pozostaje SaaS (model subskrypcyjny), którego udział wynosi ponad połowę.

Do wyhamowania doszło również na rynku pracy w start-upach. 9 z 19 spółek, które w latach 2019-2023 pozyskały najwięcej finansowania VC, zredukowała liczbę etatów. Jednocześnie, ogólna liczba pracowników we wszystkich z badanych współek utrzymała się na podobnym poziomie.

Pełen raport do pobrania tutaj:
www.pfrventures.pl/raport2023

mPay deklaruje pełną współpracę z KNF w sprawie podejrzenia ujawnienia informacji poufnej

W związku z zawiadomieniem Komisji Nadzoru Finansowego o podejrzeniu bezprawnego ujawnienia i wykorzystania informacji poufnych w obrocie akcjami mPay S.A., Zarząd mPay S.A. oświadcza, że dokłada wszelkich starań, aby wesprzeć Komisję Nadzoru Finansowego w niezwłocznym rozwiązaniu sprawy. Zarząd mPay udzielił wszelkich żądanych informacji i wyjaśnień KNF. Współpracuje z KNF celem pełnego i kompleksowego wyjaśnienia sprawy. Jak również deklaruje dalsza pełną współpracę z KNF jak również organami ścigania.

Zarząd mPay S.A., dodatkowo oświadcza, że informacja, której dotyczy zawiadomienie Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie projektu stablecoin, o którym informację mPay opublikował w raporcie z dnia 21.11.2021 o nr 50/2021. (Raport bieżący ESPI 50/2021 mPay zawarł umowę z Dark Pool One oraz Rafałem Zaorskim MPAY S.A.), nie został zrealizowany ze względu na brak uregulowań prawnych oraz uwarunkowania rynkowe, a sama umowa została zakończona. W związku z powyższym,  ani projekt, ani postępowanie dotyczące ujawnienia informacji poufnej o nim, nie mają wpływu na bieżącą działalność spółki.

Rekordowy wynik XTB. 791,3 mln zł zysku w 2023 r. i ponad 300 tys. nowych klientów

  • 312 tys. nowych klientów pozyskanych w 2023 roku, z czego ponad 77 tys.
    w samym IV kwartale
  • Wzrost liczby aktywnych klientów o 51,0% r/r do 408,5 tys.
  • W IV kwartale wolumen obrotu klientów na instrumentach CFD wzrósł o 4,0% r/r i wyniósł 1,789 mln
  • W IV kwartale rentowność na lota wzrosła o 119,0% r/r i wyniosła 276 złotych

XTB przedstawiło wstępne wyniki finansowe za 2023 rok. W tym okresie spółka wypracowała największy w swojej historii skonsolidowany zysk netto w wysokości 791,3 mln zł. Wysoka zmienność na rynkach finansowych i towarowych, oraz intensywne działania marketingowe spowodowały, iż miniony rok był rekordowy zarówno pod względem liczby pozyskanych klientów, jak i ich aktywności.

Dynamiczny rozwój biznesu w połączeniu ze stale rosnącą bazą klientów, przy korzystnych uwarunkowaniach rynkowych spowodował, że XTB zanotowało rekordowe wyniki finansowe. W całym 2023 roku spółka wypracowała skonsolidowany zysk netto na poziomie 791,3 mln zł, czyli o ponad 3,3% więcej niż przed rokiem (766,1 mln zł). Przychody z działalności operacyjnej po czterech kwartałach minionego roku osiągnęły wartość 1 588,2 mln zł, wobec 1 444,2 mln zł na koniec 2022 roku (wzrost o 10,0% r/r). Natomiast koszty działalności operacyjnej w 2023 roku ukształtowały się na poziomie 693,6 mln zł (w 2022 roku: 558,6 mln zł).

W 2023 roku XTB dynamicznie zwiększało bazę swoich klientów, zachęcając ich równocześnie do inwestowania w coraz bogatsze portfolio produktów. Tylko w IV kwartale 2023 roku XTB pozyskało ponad 77 tys. klientów, co łącznie z wynikami z poprzednich kwartałów daje blisko 312 tys. nowych klientów w 2023 roku. Tym samym, w każdym z czterech kwartałów spółka zrealizowała wcześniejsze deklaracje zakładające pozyskanie co najmniej 40-60 tys. klientów kwartalnie. Łączna liczba klientów na koniec 2023 przekroczyła 897 tys, a do 29 stycznia 2024 r. przybyło kolejne 38,1 tys. nowych klientów.

Ważnym wskaźnikiem wpływającym na wynik jest średnia liczba aktywnych klientów – ta w IV kwartale wyniosła 310 tys. w porównaniu z 203 tys. w analogicznym okresie poprzedzającego roku. W całym 2023 roku liczba aktywnych klientów wyniosła 408,5 tys. (w 2022 roku: 270,6 tys.) Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w IV kwartale wyniósł on 1,789 mln transakcji wobec 1,720 mln w analogicznym okresie 2022 roku (wzrost o 4,0%). Rentowność na lota w IV kwartale 2023 roku zwiększyła się o 119,0% w porównaniu do analogicznego okresu w roku 2022. Wzrosła również wartość depozytów netto z 3,42 mld zł w 2022 roku do 3,79 mld zł w 2023 roku.

Omar Arnaout, prezes zarządu XTB
Omar Arnaout, prezes zarządu XTB

– Wyniki minionego roku pokazują, że obrana przez nas strategia pozwala osiągać powtarzalne, i przede wszystkim satysfakcjonujące, wyniki. Zwróciłbym uwagę na to, że oprócz rekordowego skumulowanego zysku netto osiągnęliśmy najwyższą w historii liczbę aktywnych klientów. To pokazuje, że nasza platforma staje się pierwszym wyborem dla każdej osoby chcącej zarządzać swoimi oszczędnościami – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Struktura przychodów

Jeśli chodzi o przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, to w IV kwartale 2023 roku najbardziej zyskowne były CFD oparte na indeksach, których udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych sięgnął 53,9%. Ta sama klasa aktywów przyniosła również najwięcej przychodów w całym 2023 roku (47,8%). Jest to konsekwencja dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych o indeksy US 100 (NASDAQ), DAX (DE30) czy też US 500. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte o towary, z udziałem w strukturze przychodów w całym 2023 roku wynoszącym 39,9% (w IV kwartale 2023 roku: 37,7%). Wiodącymi instrumentami w tej klasie były CFD oparte na notowaniach gazu ziemnego, złota oraz ceny ropy naftowej. 10,1% wszystkich przychodów w 2023 roku stanowiły przychody na instrumentach CFD opartych na walutach.

Koszty

Koszty działalności operacyjnej w 2023 roku ukształtowały się na poziomie 693,6 mln zł i były o 135,0 mln zł wyższe w stosunku do analogicznego okresu 2022 roku (558,6 mln zł). Najistotniejszymi pozycjami były koszty wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, będące efektem rozwoju firmy i wzrostu zatrudnienia oraz koszty marketingowe, wynikające z nowych działań promocyjnych. W działaniach marketingowych XTB w IV kwartale minionego roku skupiało się na promowaniu autorskiej platformy inwestycyjnej jako tzw. “All-in-One”, czyli miejsca w którym inwestor będzie miał kompleksową ofertę inwestowania swoich środków. Globalną twarzą tej kampanii był był Iker Casillas.

Plany produktowe

Podobnie jak w poprzednich latach, również w 2024 roku XTB będzie koncentrować się na pozyskiwaniu nowych klientów i poszerzaniu tej grupy o osoby zainteresowane nie tylko inwestowaniem, ale także szeroko-rozumianymi produktami finansowymi. W związku z tym, Spółka planuje nie tylko wzbogacenie swojej oferty, ale także wprowadzenie zmian, których celem jest zwiększenie komfortu obsługi platformy inwestycyjnej i aplikacji mobilnej.

– Bardzo dobre wyniki finansowe w ostatnich latach motywują nas do jeszcze większego rozwoju. Efektem naszych wielomiesięcznych prac będzie bardzo intensywny, pod względem nowości produktowych, 2024 rok. To właśnie w tym roku planujemy rozszerzenie naszej oferty inwestycyjnej o obligacje, a polscy klienci będą mogli skorzystać z coraz popularniejszych kont IKE i IKZE. Na naszą platformę chcemy również wprowadzić funkcję społecznościową czyli Social Trading umożliwiający śledzenie transakcji wybranych użytkowników – mówi Omar Arnaout.

Dodatkowo w bieżącym roku w ofercie XTB planowany jest  produkt, dzięki któremu mamy szansę stać się kompleksową platformą do codziennego zarządzania finansami. Będzie to możliwe dzięki wprowadzeniu wirtualnego portfela wraz z kartą multi walutową umożliwiającą klientom korzystającym z aplikacji mobilnej XTB dokonywanie transakcji kartowych, płatności i przelewów oraz wymianę walut – podsumowuje Arnaout.