Konflikty w nieruchomościach, czy jest dobry sposób na ich rozwiązanie?

Sytuacja branży nieruchomości jest bardzo poważna, mamy do czynienia z zatorami płatniczymi i ogromnym zadłużeniem, a spory w sądach ciągną się często latami – mówiła Grażyna Kuźma, radca prawny, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, współautorka komentarza „Prawo budowlane i nieruchomości” CH Beck, podczas swojego wystąpienia na tegorocznym Forum Rynku Nieruchomości w Sopocie.

Najczęstsze przyczyny sporów

W branży nieruchomościowej spory najczęściej pojawiają się w wyniku niedotrzymywania warunków umów o roboty budowlane, ale także umów najmów komercyjnych: dotyczących m.in. pomiaru powierzchni w galeriach handlowych, powierzchni biurowych, powierzchni magazynowych  czy też umów dotyczących zbycia lub nabycia nieruchomości.

Spory często dotyczą rozliczenia wynagrodzenia za wykonane roboty; braku zwrotu sumy kaucji pod pretekstem zaliczania jej w całości lub w części na poczet kosztów usuwania usterek i koniecznych napraw; naliczania kar umownych za opóźnienia – sporu wokół powodów opóźnień oraz jakości wykonanych obiektów i ich braków technicznych. Częstym podłożem konfliktów w tej branży są także spory związane z umowami sprzedaży nieruchomości, gdzie kłopoty pojawiają się już na etapie umowy przedwstępnej i spełniania uzgodnionych przez strony warunków zawarcia umowy przyrzeczonej.

W przypadku najmów komercyjnych spory najczęściej dotyczą, jak już wspomniano, najmów powierzchni biurowych i ich pomiarów; udziału w częściach wspólnych; kosztów mediów i ich rozliczania. W przypadku najmów powierzchni handlowych jest podobnie, dodatkowo dochodzą konfliktogenne kwestie dotyczące działań marketingowych galerii, godzin otwarcia sklepów, czynszu od obrotów z e-commerce – sprzedaży przez Internet, a odbioru towaru w galerii handlowej, gdzie klienci korzystają z infrastruktury obiektu handlowego, napędzają ruch, lecz nie obrót, który nie jest wliczany do czynszu płaconego przez najemcę. Niedawno pojawiły się też nowe problemy związane z zakazem handlu w niedzielę.

Jak zaoszczędzić czas, pieniądze i zostać w dobrej relacji z kontrahentem?

– Spory są naturalną częścią obrotu gospodarczego, jednak w momencie, gdy sprawa trafia do sądu można powiedzieć, że obydwie strony są już w pewnym sensie „przegrane” – mówi Grazyna Kuźma.

Przedsiębiorca musi czekać średnio 540 dni na rozstrzygnięcie sporu z adwersarzem w sądzie, dodatkowo egzekucja przyszłego wyroku sądowego zabiera przeciętnie około 145 dni. Obok czasu, kluczową sprawą jest aspekt braku kontroli nad rozwiązaniem konfliktu.

– Prawnik zobowiązany jest do uczciwego przedstawienia klientowi wszystkich możliwych opcji rozwiązania konfliktu. Dlatego naszą rolą jako prawników, jest zaproponowanie alternatywy dla sądu i taką właśnie alternatywą jest mediacja. – dodaje Grażyna Kuźma.

W przypadku mediacji to strony wspólnie decydują, co będzie tematem mediacji, czyli określają jej zakres. W trakcie mediacji strony wypracowują wspólne rozwiązanie biorąc pod uwagę swoje interesy i potrzeby, na co w sądzie nie ma ani miejsca ani czasu. W wyniku mediacji obie strony wygrywają, ponieważ to one, a nie sędzia, są autorami rozwiązania. Jest to sposób na osiągnięcie porozumienia w razie sprzecznych interesów stron bez udziału sądu.

Niewątpliwą zaletą mediacji w stosunku do procesu sądowego jest szybkość rozwiązania konfliktu, która w obliczu statystyk wydaje się wręcz ekspresowa – kilka tygodni vs. kilka lat. Kolejną zaletą są koszty około dziesięciokrotnie niższe niż koszty procesu sądowego. Jeżeli skonfliktowane strony wybiorą mediację i usiądą do wspólnych rozmów w towarzystwie mediatora, zdecydowana większość spraw kończy się podpisaniem ugody, co stanowi bezsprzeczny sukces. Mediacje są też zawsze poufne, informacje i ustalenia uzyskane podczas mediacji, w przypadku, gdy nie zakończy się ona ugodą, nie mogą być wykorzystane jako materiał dowodowy w procesie sądowym.

– Zawsze dobrze pomyśleć o mediacji już na etapie podpisywania umowy. Ze swojej strony proponujemy klientom zawieranie w umowach klauzuli mediacyjnej, która w przypadku sporu daje im alternatywę dla tradycyjnej drogi sądowej – podsumowuje Grażyna Kuźma.

Nowe kryteria należytej staranności w VAT. Przedsiębiorcy, jak ryby, głosu nie mają.

25 kwietnia 2018 r. Ministerstwo Finansów przedstawiło zbiór zasad, do których należy się stosować, aby dochować tzw. należytej staranności przy transakcjach objętych podatkiem VAT. Ich zignorowanie spowoduje utratę prawa do odliczenia VAT. Wskazówki nie zostały jednak skierowane do przedsiębiorców, a do urzędników administracji skarbowej. Jak zapewnia jednak ministerstwo – stworzono je po konsultacjach z przedsiębiorcami.

„Ministerstwo Finansów (MF) i Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) we współpracy ze stroną społeczną wypracowały wskazówki pomocne urzędnikom skarbowym w ocenie dochowania należytej staranności w VAT przez przedsiębiorców” – informuje resort finansów. Zaprezentowany pod koniec kwietnia dokument jest wynikiem trwających od września 2017 r. konsultacji podatkowych prowadzonych ze stroną społeczną. Nosi nazwę „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”.

Metodyka oceny należytej staranności

Urzędnicy KAS otrzymali wskazówki, według jakich kryteriów oceniać dochowanie przez podatnika należytej staranności. Jej wytyczne mają mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do nabywców towarów, którzy:

– nie dokonali oszustwa w zakresie VAT;

– nie wiedzieli, że są podmiotem transakcji służącej oszustwu w zakresie VAT.

Urzędnicy skarbowi mają oddzielnie oceniać dochowanie przez przedsiębiorcę należytej staranności przy transakcjach VAT dokonanych w trakcie trwania współpracy z kontrahentem oraz współpracę tę rozpoczynających. Kryteria oceny dzielą się na przesłanki formalne i transakcyjne.

Legitymowanie sprzedawcy i szpieg na etacie

W pierwszej kolejności organy ocenią, czy przedsiębiorca przed zawarciem transakcji z nowym kontrahentem sprawdził go pod względem formalnym. A zatem, czy znajduje się on w rejestrze:

– czynnych podatników VAT;

– KRS lub CEIDG;

– podmiotów, które zostały wykreślone przez naczelnika urzędu skarbowego z rejestru jako podatnicy VAT lub które nie zostały zarejestrowane przez naczelnika urzędu skarbowego na podstawie art. 96 Ustawy o VAT.

Wypełnienie pozostałych kryteriów formalnych wymaga od przedsiębiorcy sprawdzenia, czy kontrahent posiada wymagane koncesje i zezwolenia dotyczące towarów będących przedmiotem planowanych transakcji oraz jego umocowania do działania. Należyta staranność przy transakcjach VAT przeprowadzanych w trakcie toczącej się już współpracy zostanie zachowana, jeśli przedsiębiorca będzie w zakresie wymienionych kryteriów formalnych na bieżąco weryfikował, czy kontrahent nadal posiada koncesje i czy jest wpisany do odpowiednich rejestrów, czy też nie.

W praktyce może to oznaczać, że przedsiębiorcy będą zmuszeni tworzyć w swoich firmach komórki szpiegostwa i policji gospodarczej. Pierwsza przed dokonaniem każdorazowego nabycia sprawdzi wszelkie wymagane rejestry, druga wylegitymuje sprzedawcę pod kątem posiadania aktualnych zezwoleń, koncesji i umocowań do reprezentowania kontrahenta.

Spisz umowę, unikaj okazji i… udaj się na wycieczkę do fabryki

Różnorodność sytuacji, które mogą mieć miejsce w obrocie gospodarczym, sprawia, że katalog kryteriów transakcyjnych dochowania należytej staranności jest znacznie obszerniejszy niż katalog kryteriów formalnych. Do tego, jak sam dokument „Metodyki…” informuje, nie jest on zamknięty. Przykładowo, od przedsiębiorców wymaga się, by zachowali szczególną uwagę przy transakcjach:

– przeprowadzanych bez ryzyka gospodarczego oraz niegwarantujących bezpieczeństwa obrotu;

– w których kontrahent będący spółką kapitałową dysponuje kapitałem zakładowym niewspółmiernie niskim w stosunku do okoliczności transakcji;

– z kontrahentem nieposiadającym strony internetowej lub nieobecnym w mediach społecznościowych, mimo że jest to przyjęte w danej branży;

– nieudokumentowanych umową, zamówieniem lub innym potwierdzeniem;

– w których cena nabywanego towaru znacząco odbiega od ceny rynkowej bez ekonomicznego uzasadnienia;

– z kontrahentem, który nie posiada zaplecza organizacyjno-technicznego odpowiedniego do rodzaju i skali prowadzonej działalności gospodarczej.

Ogólne przesłanie płynące z zapisów „Metodyki…” brzmi: przed każdym nabyciem wymuś na sprzedawcy podpisanie jakiegokolwiek dokumentu potwierdzającego transakcję; jeśli dostrzeżesz okazję – unikaj jej; sprawdzaj swojego kontrahenta na każdym kroku i pod każdym względem, nawet jeśli miałoby to oznaczać wycieczkę z Sanoka do Gdańska, by przed zakupem upewnić się, czy na pewno „posiada zaplecze organizacyjno-techniczne odpowiednie do rodzaju i skali prowadzonej działalności gospodarczej”.

Tajemnicza „strona społeczna”

Według informacji MF zaprezentowany 25 kwietnia dokument jest wynikiem prac zespołu roboczego składającego się z 12 podmiotów: przedstawicieli resortu, Krajowej Administracji Skarbowej oraz strony społecznej. W I etapie konsultacji społecznych opinie zgłosiło 69 podmiotów. Kim były te podmioty i kto zasilał szeregi „strony społecznej”? Nie wiadomo.

Nemo iudex in causa sua (łac. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie)

Na stronie Departamentu Dialogu i Partnerstwa Społecznego odnaleźć można taką definicję: „Zazwyczaj w dialogu społecznym biorą udział 3 strony: związkowa, reprezentująca interesy pracowników; pracodawcza, reprezentująca interesy pracodawców; oraz rządowa, reprezentująca interesy państwa. Strona związkowa i pracodawcza występujące razem określane są jako strona społeczna, a zatem związki zawodowe i organizacje pracodawców nazywane są partnerami społecznymi”.

W zestawieniu składu zespołu roboczego, który pracował nad „Metodyką…”, odpowiednikiem strony związkowej są przedsiębiorcy, pracodawczej – Krajowa Administracja Skarbowa, a rządowej – Ministerstwo Finansów. Czy więc – zgodnie z rządową definicją – resort finansów przy opracowaniu kryteriów oceny dochowania należytej staranności przez przedsiębiorców pracował wspólnie ze stroną społeczną, którą stanowili przedsiębiorcy i Krajowa Administracja Skarbowa, do tego posiadająca przeważający głos? Niemal pewnym wydaje się, że tak, skoro sam Departament Podatku od Towarów i Usług w Ministerstwie Finansów informuje: „Metodyka będzie aktualizowana (…) w celu dostosowania jej treści do aktualnych potrzeb KAS”.

Nic o nas bez nas

Powstała w 1505 r. konstytucja Nihil novi dała początek demokracji szlacheckiej, ograniczając autorytarną władzę ustawodawczą króla. Wzięła swą nazwę od łacińskiego powiedzenia „nihil novi sine communi consensu”, które oznaczało: „nic nowego bez powszechnej zgody”. Cóż, „Metodyka…”, delikatnie mówiąc, odbiega od idei, która przeszło pięćset lat temu przyświecała wspomnianej konstytucji, skoro w jej tworzeniu, obok bliżej nieokreślonej „strony społecznej”, brali udział głównie przedstawiciele Ministerstwa Finansów i KAS. Do tego jej ustalenia służyć mają urzędnikom administracji skarbowej, a nie przedsiębiorcom. To tak, jakby lwy tłumaczyły gepardom, co będzie dobre dla antylopy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Komentarz Veeam dot. sabotażu w Tesli

Andrzej_Niziolek_Veeam
Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej

Działania wymierzone w firmy przez ich własnych pracowników, mimo że rzadsze niż ataki z zewnątrz, mogą jednak powodować równie dotkliwe, a czasem wręcz katastrofalne w skutkach zniszczenia. Ci, którzy chcą spowodować firmowy sabotaż, znajdują się w wyjątkowej sytuacji, ponieważ mają dostęp do wrażliwych informacji. Mają też okazję bezpośredniego obserwowania i oceny, które z informacji firmowych mogą być wartościowe z perspektywy osób trzecich.

W związku z migracją firm w kierunku hiperdostępności (w ramach której dane są dla nich dostępne cały czas), konieczne jest, aby firmy rozumiały, jakie dane znajdują się w ich posiadaniu, gdzie są przechowywane i komu są udostępniane. Chociaż RODO zmusza przedsiębiorstwa do oceny tego, kto ma dostęp do poszczególnych informacji, obecnie niewiele można zrobić w celu zmniejszenia ryzyka, jakie stwarzają osoby uprawnione do dostępu do baz danych i mają złe intencje. Jednakże odejście od zarządzania danymi opartego na zasadach na rzecz systemu behawioralnego – choć nie jest wolne od ryzyka – pomoże wychwycić nietypowe aktywności ze strony pracowników i uniemożliwić potencjalny wyciek informacji.

Zarządzanie danymi i ich zabezpieczenie, niezależnie od okoliczności, to podstawowy obowiązek współczesnych przedsiębiorstw, nie tylko ich klientów, ale także interesariuszy i zarządów. Brak odpowiedniej ochrony może spowodować znaczne straty w organizacji. Fakt, że jedna z największych innowacyjnych firm na świecie padła ofiarą takiego sabotażu, powinien być sygnałem ostrzegawczym dla innych przedsiębiorstw, ponieważ skutki takich naruszeń mogą oznaczać długotrwałe straty finansowe i utratę reputacji.

Strajki w Argentynie. Wpływ Mundialu na rubla

Reformy z którymi związana jest pomoc MFW dla Argentyny są powodem fali strajków. Wpływ mistrzostw na walutę gospodarzy. Wiceminister finansów o obniżce VAT do 23%.

Argentyńczycy nie chcą pomocy

Argentyna podąża podobną drogą co Grecja. Najpierw kraj nieracjonalnie konsumował na kredyt, a kiedy się okazało, że warunkiem wsparcia jest uporządkowanie wydatków rozpoczynają się strajki. Cięcia wydatków nigdy nie są popularne, tym bardziej jeżeli za punkt odniesienia bierze się życie na kredyt przyszłych pokoleń. Jest to tym trudniejsze w Argentynie, że przez ostatnie lata prezydentem był ktoś z małżeństwa Kirchner, którzy wyraźnie rozdmuchali wydatki budżetowe. Pomimo strajku argentyńskie peso odrabia właśnie część strat. Umocnienie z 28 peso za dolara na 27 peso za dolara wygląda dobrze. Niestety nie wygląda już tak dobrze jak weźmiemy pod uwagę, że jeszcze pod koniec kwietnia wystarczyło 20 peso by kupić dolara.

Czy Mundial ma wpływ na ceny walut?

Tutaj odpowiedź jak zawsze w ekonomii zaczyna się od “to zależy”. Duże imprezy sportowe miały bowiem wpływ na waluty gospodarzy, był on jednak przejściowy. Wynika to głównie z jednej rzeczy turyści nabywają walutę w celach konsumpcyjnych. Przeważnie jednak strumień tych pieniędzy bardzo szybko wysycha i już kilka tygodni po samej imprezie wszystko zaczyna wracać do normy. To właśnie w ten sposób wielu analityków tłumaczy ostatnie umocnienia rubla. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że znacznie większy wpływ na rosyjską walutę mają ceny ropy naftowej, które ostatnio do stabilnych nie należą. W związku z tym ciężko jasno określić realny wpływ Mundialu na rubla.

Paweł Gruza o 23% VAT

Wiceminister finansów tylko potwierdził to o czym wielu analityków mówiło od dawna. Przejściowe podniesienie VAT do 23% wcale nie jest takie przejściowe. Co więcej nie należy spodziewać się jego zmiany w 2019 roku. Powodem jest sytuacja makroekonomiczna oraz kondycja budżetu. Skoro w tak dobrych latach nie możemy sobie na to pozwolić można śmiało założyć, że przy gorszej koniunkturze też się to nie wydarzy. Z drugiej strony obniżka VAT musiałaby być czymś zrekompensowana. Gdyby stało się to kosztem zwiększonego zadłużenia byłoby to bardzo złym sygnałem dla złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Inteligentne systemy wideokonferencyjne zniosą bariery językowe. Mogą spopularyzować pracę zdalną i ułatwić wymianę dokumentów

Inteligentne systemy wideokonferencyjne zniosą bariery językowe. Mogą spopularyzować pracę zdalną i ułatwić wymianę dokumentów 1

Coraz więcej osób decyduje się na pracę zdalną, jeśli ma taką możliwość. Podjęcie takiej decyzji ułatwiają najnowsze technologie, dzięki którym  sprawna praca w domu może w większości nie różnić się od wizyt w biurze. Jednym z ważniejszych narzędzi są systemy wideokonferencyjne. Z aplikacji takich jak FaceTime, czy Skype korzystają coraz chętniej nie tylko zwykli użytkownicy, lecz także pracownicy. Przyszłością tego typu rozwiązań są narzędzia neurolingwistyczne, pozwalające na tłumaczenie rozmów w czasie rzeczywistym, a także sztuczna inteligencja, która pozwoli np. na rozpoznawanie twarzy i tworzenie automatycznej transkrypcji.

Według najnowszego badania przeprowadzonego przez firmę Kantar TNS aż 76 proc. pracowników decyduje się na pracę zdalną, jeśli pozwolą im na to pracodawcy. Wraz ze wzrostem popularności takiej formy zatrudnienia rośnie zapotrzebowanie na zaawansowane systemy wideokonferencyjne, które pozwalają komunikować się w czasie rzeczywistym, ułatwiają wymianę informacji, pracę na współdzielonych dokumentach a także w locie tłumaczą rozmowy tekstowe oraz głosowe.

– Firmy chcą zintegrować urządzenia wideokonferencyjne z systemami planowania rezerwacji sal czy z pocztą elektroniczną. Dążymy w kierunku wykorzystania sztucznej inteligencji rozpoznającej twarze użytkowników wideokonferencji, tworzenia transkrypcji, spisywania rozmów, do możliwości przesyłania coraz więcej treści, takich jak prezentacje lub szkice, rysunki architektoniczne czy pliki excelowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jakub Abramczyk, dyrektor ds. sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie Polycom.

Giganci światowego rynku oprogramowania także dostrzegają potencjał biznesowych wideokonferencji. Microsoft, przewidując wzrost zainteresowania pracą zdalną oraz rozmowami wideo, przejął w 2011 roku aplikację Skype, płacąc za niego 8,5 mld dol. Ostatecznie firma zamieniła swój dotychczasowy komunikator biznesowy, Microsoft Lync na Skype dla firm. Tłumacz Skype potrafi w czasie rzeczywistym tłumaczyć połączenia głosowe prowadzone w 8 najpopularniejszych językach, a w przypadku rozmów tekstowych tłumaczy rozmowy w przeszło 50 językach.

W międzyczasie Apple umożliwiło prowadzenie rozmów przez swoją aplikację FaceTime za pośrednictwem sieci komórkowej (co oznacza możliwość prowadzenia wideorozmów praktycznie z każdego miejsca na ziemi), a podczas tegorocznej konferencji dla programistów WWDC zapowiedziano wprowadzenie grupowych rozmów wideo obejmujących do 32 użytkowników.

Przyszłością rynku są właśnie narzędzia neurolingwistyczne.

– NLP, czyli natural language processing, to narzędzia które analizują treść, gramatykę i to co jest mówione w trakcie wideokonferencji. Pozwala to na automatyczną transkrypcję, ale też z czasem na automatyczne tłumaczenie rozmów, tak aby znieść barierę językową pomiędzy uczestnikami, którzy mówią w różnych językach – tłumaczy ekspert.

Wraz z popularyzacją inteligentnych asystentów zapotrzebowanie na systemy rozpoznawania mowy oraz algorytmy tłumaczy symultanicznych będzie dynamicznie rosnąć, co powinno przełożyć się na większe zainteresowanie pracą zdalną. Usuwając bariery językowe i wprowadzając narzędzia do zdalnego zarządzania dokumentami ułatwimy prowadzenie interesów z dowolnego miejsca na świecie – fizyczne biura mogą przejść do historii.

– Obecnie pracujemy nad tym, aby nasze urządzenia wideokonferencyjne integrowały się z wieloma różnymi platformami, żeby użytkownik mógł podłączyć się do Skype’a, systemów firmowych, Zooma czy BlueJeansa. Powstaje coraz więcej platform do wideokonferencji i chcemy jak najlepiej współpracować z nimi wszystkimi. Oczywiście dalej pracujemy nad tym, aby dostosowywać się do różnych środowisk: pracowników włączających się do wideokonferencji z pokoju hotelowego, dużej sali konferencyjnej w biurze czy – coraz częściej – małych sal, tzw. huddle roomów, gdzie spotykają się 3-4 osoby – podsumowuje Jakub Abramczyk.

Zgodnie z raportem opublikowanym przez Transparency Market Research wartość światowego rynku urządzeń do wideokonferencji wzrośnie do 2026 roku do 10,5 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 7,9 proc.

Zwroty akcji w ostatnich minutach

Wczoraj doniesienia o możliwym blokowaniu inwestycji Chin w USA popsuły klimat na rynkach finansowych, ale tuż przed końcem sesji na Wall Street zaprzeczenia doradcy Navarro pomogły nieco odmienić losy dnia. Rynek absorbuje sprzeczne doniesienia, ale przez staje się coraz bardziej wrażliwy na wszelkie informacje wokół sporów handlowych USA z resztą świata. Wątpliwości pozostają, krępując notowania.

Czy USA będą ograniczać chińskim spółkom inwestycje w USA? A może, cytując za sekretarzem skarbu Mnuchinem, wszyscy będą traktowani tak samo, co oznacza restrykcje w inwestycjach dla wszystkich państw? Nic nie jest pewne. Z drugiej strony doniesienia, że amerykański producent motocykli planuje przenieść część produkcji poza granice USA (aby obejść cła nałożone przez UE), pokazuje, że skutki napięć handlowych zaczynają zataczać szersze kręgi. Na rynkach nie widać załączania trybu paniki, gdyż większość inwestorów (w tym autor) ostrożnie podchodzi do wizji totalnej wojny handlowej, z której przecież nikt nie wyjdzie zwycięsko. Prezydent Trump może nie dopuszczać tej myśli do siebie, ale szeroki sztab jego doradców z pewnością waży konsekwencje konkretnych działań. Tak samo Chiny, jak i UE, zdają sobie sprawę, jak szkodliwe dla nich samych może być bezrefleksyjne przerzucanie się cłami.

Jeśli wszystko jest polityczną grą straszenia przeciwnika, dopóki nie złagodzi swojego stanowiska, to finalne umowy nie będą dużo szkodliwe dla globalnej gospodarki. Jednak ryzyko krótkoterminowe leży w odbiorze sporów przez inwestorów, przedsiębiorców i konsumentów. Niepewność wokół kształtu przyszłych relacji handlowych, trwałości umów sprzedaży za granice oraz perspektyw zatrudnienia może wkrótce znaleźć odzwierciedlenie w miernikach nastrojów. Dziś testem będzie indeks zaufania konsumentów z USA. Jak na razie gospodarstwa domowe zdają się bagatelizować ryzyko wojny handlowej i są w najlepszych nastrojach od początku stulecia. Niespodziewane dziś oznaki pogorszenia będą pierwszym ważnym sygnałem, że agresywna polityka handlowa ma już pierwsze negatywne skutki.

Z perspektywy rynku finansowego to nie są przyjazne warunki. Nie da się budować trwałych pozycji, kiedy w przeciąg jednej doby mogą niespodziewanie pojawić się sprzeczne komunikaty, które wywracają handel do góry nogami. Idealny przykład wczoraj: USD/JPY. Inwestorzy na FX zdają się bardziej odporni na wyprzedaż od swoich kolegów z rynku akcji, ale nie są pozbawieni wątpliwości, o czym świadczy wczorajsza silna huśtawka USD/JPY. Nie są też do końca przekonani, jak rozgrywać spór handlowy w kontekście popadania w awersję do ryzyka, czy nie. Gdyby ocena sytuacji była spójna, AUD, NZD i inne waluty ryzykowne byłyby dużo niżej. EUR/USD na 1,17 jest niedorzecznym poziomem w obliczu bagażu fundamentalnych wad euro, ale najwyraźniej rynek ma swoje zdanie. Zdanie, które jednak w każdej chwili może ponownie się odmienić. Trzeba o tym pamiętać.

Konrad Białas

Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

 

Coface zaktualizował oceny ryzyka krajów i sektorów po II kwartale 2018 r.: oceny Włoch i Turcji w dół

  • Poczucie déjà-vu między sytuacją gospodarczą w 2018 r. i w latach 2012–2013
  • Obniżenie oceny Włoch do A4
  • Wzrost cen ropy naftowej przynosi korzyści sektorowi energetycznemu w kilku krajach, ale w połączeniu z odpływem kapitału jest on szkodliwy dla gospodarek Argentyny, Turcji, Sri Lanki i Indii
  • Budownictwo i handel detaliczny najmocniej odczują ryzyko kursów walutowych w krajach wschodzących
  • Firmy zaniepokojone intensyfikacją protekcjonizmu

Dominacja obniżonych ocen w bieżącym kwartale

Wiele sygnałów dot. ryzyka w II kw. 2018 r. przypomina sytuację z lat 2012–2013: rosnące spready obligacji skarbowych w strefie euro, wzrost protekcjonizmu, wyższe ceny ropy naftowej, odpływ kapitału z największych krajów wschodzących, pogorszenie się koniunktury w globalnej wymianie handlowej. Nawet jeżeli skala niekorzystnych zjawisk nie jest taka sama – biorąc pod uwagę znacznie niższą cenę baryłki ropy (75 USD na początku czerwca 2018 r. i około 110 USD w 2012 r.) oraz niemal dwukrotnie mniejszą rentowność 10-letnich włoskich obligacji skarbowych – sygnały te potwierdzają, że szczyt światowego wzrostu gospodarczego mamy już za sobą. Ryzyko kredytowe firm rośnie w gospodarkach rozwiniętych, gdzie na początku roku po spadku zaufania przedsiębiorstw spowodowanego rosnącym protekcjonizmem, notuje się spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego (prognozy dla zaawansowanych gospodarek: 2,2 proc. w 2018 r. i 2 proc. w 2019 r.; prognozy dla strefy euro: 2,1 proc. w 2018 r. i 1,8 proc w 2019 r.). W związku z tym Coface obniżył ocenę dla Włoch do A4, gdyż szczególnie mocno zadłużone włoskie firmy będą narażone na możliwe zaostrzenie warunków kredytowania przez banki. Wyjątkiem są natomiast Stany Zjednoczone, które na obecnym etapie uniknęły spowolnienia (prognozowany wzrost w 2018 r. ma wynieść 2,7 proc, po 2,3 proc. w 2017 r.).

O ile na rosnących cenach ropy naftowej korzystają wschodzący eksporterzy, tacy jak Oman, którego ocenę podwyższono do B, czy Malezja (teraz A3), o tyle kraje importujące ten surowiec stają w obliczu pogorszenia bilansu handlowego i zmniejszenia apetytu ze strony międzynarodowych inwestorów na ich aktywa finansowe, podobnie jak miało to miejsce w 2013 r. Do grupy krajów, którym Coface obniżył ocenę w związku z dynamicznym wzrostem popytu krajowego faworyzującego import – a także w związku z wewnętrznymi napięciami politycznymi – zaliczają się: Argentyna (obecnie C), Turcja (C), Sri Lanka (C) i Indie (B). W innych krajach wschodzących ryzyko kursowe szkodzi sektorom, w których proces produkcyjny wymaga importu towarów, zaś sprzedaż odbywa się zasadniczo na rynku krajowym. Skutki tego stanu rzeczy odczuwa już sektor budownictwa w Argentynie (obniżenie oceny do „wysokie ryzyko) oraz handel detaliczny w Argentynie i Turcji (obecnie „bardzo wysokie ryzyko”).

Sytuacja na rynku ropy naftowej – korzystna dla rozwoju sektora energetycznego (w którym nastąpiło silne ożywienie produkcji) – skłoniła Coface do weryfikacji prognoz cen ropy do 70–75 USD w 2018 r., co odpowiada wzrostowi o 30 proc. w stosunku do średniej ceny w 2017 r. W pięciu krajach ocena dla tego sektora została podwyższona: USA („niskie ryzyko), Kanada („średnie ryzyko”), Zjednoczone Emiraty Arabskie („średnie ryzyko”), Arabia Saudyjska („średnie ryzyko”) i Francja („średnie ryzyko”).

Negatywne skutki wojny handlowej odczuwa już sektor ICT (Information and Communication Technologies) w Chinach oraz branża metalowa w Kanadzie

Przesłanki do wojny handlowej ogłoszone na początku bieżącego roku właśnie się potwierdzają. USA intensyfikują politykę protekcjonistyczną uderzającą w chiński eksport, w tym w wiele produktów z branży ICT objętych planem „Made in China 2025”, co uzasadnia obniżenie oceny chińskiego sektora ICT do kategorii „wysokie ryzyko”.

Wśród krajów zaniepokojonych wprowadzanymi ostatnio przez USA środkami protekcjonistycznymi wymierzonymi w obrót stalą i aluminium jest Kanada, która odczuje je najmocniej. Stąd obniżenie oceny dla kanadyjskiego sektora metalowego do „bardzo wysokiego ryzyka” (87 proc. eksportu stali z Kanady trafia do USA). Sektor metalowy rozwija się korzystnie w USA, co znajduje odzwierciedlenie w podwyższeniu jego oceny przez Coface do poziomu „średnie ryzyko”.

—-
Oceny ryzyka krajów prowadzone przez Coface obejmują 160 państw i przyznawane są według 8-stopniowej skali w porządku rosnącym: A1 (ryzyko bardzo niskie), A2 (ryzyko niskie), A3 (ryzyko do przyjęcia), A4 (ryzyko raczej do przyjęcia), B (ryzyko znaczne), C (ryzyko wysokie), D (ryzyko bardzo wysokie), E (ryzyko ekstremalne).

Oceny ryzyka sektorowego (13 sektorów w 6 regionach geograficznych i 24 krajach generujących prawie 85 proc. światowego PKB) podaje się na skali 4-stopniowej: ryzyko niskie, ryzyko średnie, ryzyko wysokie i ryzyko bardzo wysokie

Piwa belgijskie – Wielkie piwa z małej Belgii

Połączenie wielowiekowej tradycji browarniczej z pasją, która ożywia współczesnych piwowarów w poszukiwaniu idealnej receptury, uczyniła z Belgii światową stolicę wyjątkowych piw o unikatowym charakterze, warzonych z wykorzystaniem innowacyjnych technik.

Historia piwa belgijskiego w kilku zdaniach

piwo halen 2Sztuka warzenia piwa sięga zarania dziejów, a dokładniej 9000 roku p.n.e. w Mezopotamii. Na przestrzeni wieków piwo przebyło swoją drogę do Galii przez Egipt i Imperium Rzymskie. Ze względu na fakt, że piwowarstwo leżało pierwotnie w zakresie obowiązków domowych, pierwszymi piwowarami były kobiety.

W średniowieczu opactwa stały się ośrodkami wiedzy na temat uprawy roli, hodowli zwierząt oraz niektórych zawodów rzemieślniczych. Mnichowie uprawnieni byli do spożywania ograniczonych ilości swojego regionalnego napitku ze względu na jakość wody pitnej. Na południu Europy napojem spożywanym na co dzień było wino, więc mnisi z tych regionów koncentrowali swoją działalność na uprawie winorośli i produkcji wina. Jednakże klimat naszego regionu nie sprzyja winiarstwu, dlatego też jego mieszkańcy zwrócili się w stronę działalności browarniczej. To więc dzięki mnichom warzenie piwa, będące pierwotnie czynnością domową, stało się prawdziwym rzemiosłem.

W średniowieczu piwa zostały po raz pierwszy przyprawione mieszanką ziołową o nazwie gruit. Piwowarzy musieli kupować tę mieszankę w gruithuis (koniecznie odwiedź Gruuthuse w Brugii!). Tymczasem opactwa zwolnione były z tego obowiązku i zastąpiły ją chmielem ze względu na jego korzystny wpływ na przechowywanie piwa. W XI w. opactwo benedyktyńskie w Affligem odegrało kluczową rolę we wprowadzeniu uprawy chmielu we Flandrii.

W 1364 roku Karol IV Luksemburski wydał dekret „Novus modus fermentandi cerevisiam”, mający na celu poprawienie jakości piwa dzięki „nowej” metodzie warzenia, która narzucała piwowarom wykorzystywanie chmielu. Dekret ten obowiązywał w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego, do którego należały Brabancja oraz Flandria Cesarska, region usytuowany na zachód od rzeki Skaldy. Na terenie Flandrii leżącej na wschód od Skaldy prawo do używania gruit zostało podtrzymane. Podział ten leży u podstaw zróżnicowania belgijskiej kultury piwowarskiej. Browarnicy z Flandrii Cesarskiej i Brabancji produkowali piwa na bazie chmielu o dłuższym czasie przechowywania, podczas gdy we Flandrii wschodniej wciąż warzono piwa z gruit i aby umożliwić ich przechowywanie, zakwaszano produkcję. W ten oto sposób powstały piwa brunatne.

W XVI i XVII w. wprowadzano coraz to więcej reguł mających na celu zapewnienie jakości piw. W Niemczech Reinheitsgebot z 1516 roku stwierdzał, że jedynie jęczmień, chmiel i woda mogą brać udział w procesie warzenia piwa. W mieście Halle w Brabancji Flamandzkiej kronika z 1559 roku opisuje zacier do wyrobu piwa „lambic”. W XVII w. zapoczątkowało warzenie piw regionalnych, zwłaszcza antwerpskiego „gerstenbier” (piwa jęczmiennego), „Leuvense witte” (piwa białego z Leuven), ciemnych piw z Diestu i Oudenaarde oraz różnych „cave” (piw piwnicznych) z Lier. Browarnicy zaczęli stopniowo „eksportować” swoje piwa poza własny region.

Schyłek XVIII w. przyniósł koniec przywilejów zarezerwowanych dla opactw, kiedy to w 1783 roku Józef II Habsburg zarządził ich rozwiązanie, uzasadniając to kolidowaniem z działalnością zwykłych browarów. Ponadto liczne opactwa wraz ze swoimi browarami zostały zniszczone w czasie rewolucji francuskiej.

XIX w. otworzył nowy rozdział w historii piwa wraz z wprowadzeniem w 1839 roku czeskiego pilznera, który natychmiastowo osiągnął sukces w świecie zdominowanym do tej pory przez mętne, ciemne (regionalne) piwa. W czasie rewolucji przemysłowej naukowcy zgłębili swoją wiedzę w dziedzinie warzenia piwa, a także ogólniej w zakresie hodowli drożdży.

Pierwsza wojna światowa zadała ostateczny cios wielu browarom belgijskim, kiedy to oddziały niemieckie przejęły ich miedziane kadzie, sprzęt oraz pojazdy. Na blisko 3200 browarów zachowała się jedynie połowa. I kiedy browary powoli dźwigały się na nogi, spadł na nie kolejny cios pod postacią kryzysu ekonomicznego w latach 30. oraz drugiej wojny światowej. W 1946 roku istniało już tylko 775 browarów.

Pod wpływem ruchu Flower Power z końca lat 60. specjalne piwa belgijskie zostały odkryte na nowo. W 1977 roku brytyjski znawca piw Michael Jackson (1942-2007) trwale spopularyzował kulturę piwa belgijskiego, przynosząc jej tym samym światowe uznanie w następnych dziesięcioleciach.

Między 1985 a 2000 rokiem większe i mniejsze browary łączyły się, a lokalne mikrobrowary otworzyły swoje drzwi, ukierunkowując się głównie na eksport, w niektórych przypadkach na zamówienie zagranicznych importerów poszukujących unikatowych piw belgijskich.

Od początku obecnego stulecia zainteresowanie autentycznymi piwami specjalnymi nie przestaje rosnąć. Belgijski przemysł browarniczy oferuje aktualnie jedne z najbardziej znanych i popularnych piw. Ponadto piwa trapistów zyskują charakter coraz to bardziej ekskluzywny ze względu na ich ograniczone ilości produkowane w klasztorach. Unikatowe piwa specjalne wytwarzane w browarach lokalnych i rodzinnych są równie popularne. Tendencja ta dotyczyła początkowo piw typu lambic, jednak obejmuje obecnie także flamandzkie piwa brunatne, piwa ciemne, mocne piwa jasne i piwa mocno chmielowe. Od kilku lat zapaleni piwowarzy zaczynają dzielić się swoimi piwami z publicznością. Swoje produkty sprzedają bezpośrednio klientom lub lokalnym barom i restauracjom.piwo halen

Prezentacja piw belgijskich

Składniki i proces warzenia

Tradycyjnie piwo wytwarzane jest na bazie wody, jęczmienia i chmielu. Dodaje się do niej czasem pszenicy, aby nadać piwu orzeźwiającego i cytrusowego aromatu. Do zacieru powstałego z tej mieszanki wprowadza się drożdże, które przetwarzają cukry w dwutlenek węgla i alkohol. Każdy browar dysponuje swoim własnym szczepem drożdży o specyficznych właściwościach. W połączeniu z wyborem różnych rodzajów słodów i chmielu, szczepy te przyczyniają się do określenia rodzaju piwa typowego dla poszczególnych browarów. Piwa mogą fermentować w drewnianych beczkach bądź przechodzić ponowną fermentację w butelkach.

Wiele belgijskich browarów dodaje „zbóż twardych” takich jak ryż czy kukurydza, aby zapewnić piwu smak i równowagę. Chmiel jest oczywiście zasadniczym składnikiem w procesie warzenia, ponieważ nie tylko nadaje piwu goryczy, ale również przyczynia się do jego konserwacji. Poza klasycznymi piwami na gorzkim chmielu belgijscy browarnicy zwracają się coraz częściej w stronę bardziej aromatycznych odmian chmielu w celu wykreowania swoich wyjątkowych smaków, zazwyczaj z nutą owocową. Jeśli chodzi zaś o wytwórców piwa lambic, łagodzą oni gorycz swoich piw za pomocą zwietrzałego, suszonego chmielu.

Podążając za przykładem średniowiecznych przepisów na bazie gruit, browarnicy dodają oprócz chmielu rozmaite odmiany ziół i przypraw w celu uzyskania jeszcze bardziej wyjątkowego smaku. Kolendra i curaçao (skórka suszonej pomarańczy) są często używane, aby nadać piwom specjalnym bardziej cytrusową nutę.

Piwa i rodzaje piw klasyfikuje się według wykorzystanej metody fermentacji, a wyróżnia się cztery jej rodzaje: niską, wysoką, spontaniczną i mieszaną. Najbardziej rozpowszechnionymi są piwa dolnej fermentacji, w tym pilzner. „Fermentacja niska” odnosi się do niskich temperatur fermentacji (między 5 a 10°C) i do rodzaju drożdży, które po kilku dniach opadają na dno kadzi. Piwa wytwarzane tą metodą charakteryzują się bardziej zrównoważonym i jednolitym aromatem. „Wysoka fermentacja” jest zasadniczo wykorzystywana w produkcji większości piw specjalnych. Fermentacja zachodzi w podwyższonych temperaturach (między 15 a 25°C). Pod koniec procesu komórki drożdży unoszą się na powierzchni. Wykorzystany szczep drożdży dodaje owocowego i/lub ostrego smaku.

Dwoma rodzajami piw unikatowych i typowo belgijskich są te powstałe w wyniku fermentacji spontanicznej i mieszanej. W ramach fermentacji spontanicznej browarnik nie zaszczepia brzeczki chmielowego lambica drożdżami. Zamiast tego zachmielona brzeczka wystawiana jest na świeżym powietrzu, co wywołuje fermentacją spontaniczną. Choć w teorii takie piwa mogą być ważone wszędzie, najbardziej przystosowana do tego celu mikroflora znajduje się w powietrzu południowo-zachodniej Brukseli.

W produkcji piw fermentacji mieszanej wykorzystywane są różne szczepy drożdży. Pierwszym zacierem jest zazwyczaj piwo wysokiej fermentacji, którego część przechowywana jest w dębowych beczkach przez co najmniej półtora roku. W tym czasie zachodzi proces fermentacji mlekowej i takie piwo jest następnie mieszane z młodym piwem wysokiej fermentacji.

Gatunki piw belgijskich

Piwa dolnej fermentacji

PILS / PILZNER (między 4,5 a 5,5% obj.) jest jasnozłotym piwem o gorzkawym smaku (np. Stella Artois, Primus, Romy, Bavik, Vedett itp.). Ten rodzaj piwa ceni się przede wszystkim za to, że gasi pragnienie.

Piwa górnej fermentacji

PIWO TRAPISTÓW (www.trappist.be), czyli mnichów Zakonu Cystersów Ściślejszej Obserwancji określanym również mianem zakonu trapistów od opactwa cysterskiego La Trappe. Nazwa piwa nie mówi więc nic bezpośrednio na temat jego charakteru. Belgia liczy sobie sześć browarów trapistowskich: Westmalle, Westvleteren, Achel, Chimay, Orval i Rochefort, a ich piwa są rozpoznawalne dzięki sześciokątnemu logo marki „Authentic Trappist Product”, które oznacza, że piwo zostało uwarzone w opactwie trapistowskim lub w jego pobliżu (przez mnichów bądź pod ich nadzorem). Browar powinien mieć w klasztorze znaczenie drugorzędne i nie może służyć przynoszeniu zysków, dlatego główny cel jego działalności obejmuje pokrycie utrzymania mnichów, a reszta przeznaczana jest na cele dobroczynne. Stowarzyszenie to ma status prawny, a jego logo dostarcza konsumentom informacji o piwie oraz gwarancji smaku.

PIWO KLASZTORNE jest zbiorowym określeniem (nie jest więc odrębnym rodzajem trunku), służącym do opisania piw, których nazwa handlowa odnosi się do istniejących bądź rozwiązanych opactw norbertańskich lub benedyktyńskich, takich jak Grimbergen, Affligem, Tongerlo, Sint-Bernardus, Bornem i inne. Te browary i zakony religijne stworzyły uznawaną etykietę autentyczności „Erkend Belgisch Abdijbier” („Belgijskie piwo klasztorne”; zobacz www.belgianbrewers.be). Aby zostać upoważnionym do korzystania z tego logo, browar musi wykazywać wyraźny związek historyczny z posiadłościami opactwa, a także zobowiązany jest do uiszczania opłat od sprzedaży na rzecz klasztoru. Opactwo ma również prawo do wglądu w strategię marketingową i materiały reklamowe.

PIWO BIAŁE / PSZENICZNE jest zazwyczaj piwem niefiltrowanym, mętnym, którego zacier zawiera od 30 do 50% pszenicy. Piwowarzy dodają do niego zazwyczaj kolendrę i skórki pomarańczy, aby uzyskać orzeźwiający smak (np. Hoegaarden, Vedett White, Mater Witbier i inne). Ten dawny rodzaj piwa został na nowo odkryty i uwarzony w 1966 roku przez Pierre’a Celisa.

PIWA JASNE (5,5-7,5% obj.) charakteryzują się ogólnie niską zawartością alkoholu, smakiem od lekko słodowego do subtelnie słodkiego oraz gorzkim posmakiem (np. Maneblusser, Smiske-Nature Ale, Augustijn Blond itp.). Warzone są przy użyciu jasnych słodów, aby zapewnić im odpowiednią barwę.

PIWA JASNE MOCNE (7-11% obj.) różnią się od tripli swoją gęstą pianą i gorzkawym smakiem (np. Duvel, Hapkin, , Omer, Gentse Strop itp.).

TRIPEL (7-9% obj.) jest zazwyczaj piwem złotym, względnie mocnym, o smaku wahającym się pomiędzy słodowym i lekko słodkim. Czasem dodaje się do niego przyprawy (przykłady: Tripel Karmeliet, Brugse Tripel i inne).

PIWA BURSZTYNOWE są warzone przy użyciu mieszanki słodów w jasnym i bursztynowym kolorze.

PIWA CIEMNE (6-7% obj.) mają ciemną barwę i delikatną słodycz lukrecji, cukierków lub rodzynek, a czasem nawet lekko palony finisz (np. Witkap Pater, Pater Lieven Bruin itp.). Warzone są przy pomocy mieszanki słodów jasnych, bursztynowych i ciemnych.

DUBBEL jest zazwyczaj względnie mocnym piwem ciemnym. Nazwy tej używa się często w odniesieniu do piw trapistów i klasztornych.

PIWA CIEMNE MOCNE (8-13% obj.) obejmują grupę piw ciemnych o podwyższonej zawartości alkoholu. Charakteryzują się smakiem wahającym się od słodkiego do lekko palonego (np. Gouden Carolus Classic, Kasteelbier Bruin itp.).

STOUT, wywodzący się z Wielkiej Brytanii lub Irlandii, to zazwyczaj piwo ciemne, którego cechą charakterystyczną jest lekko palony lub wędzony aromat. Stout może być słodki (mleczny stout, np. Pony Stout) lub gorzki (np. Troubadour Imperial Stout, Hercule). Pierwotnie terminem „stout” określano najmocniejsze piwo danego browaru, mogło być więc ono jasne lub ciemne.

SCOTCH jest typem piwa podobnym do stouta i posiada charakterystyczną nutę karmelową.

BARLEY WINE (wino jęczmienne) to odmiana piwa jasnego lub ciemnego, charakteryzującego się wysoką zawartością alkoholu.

SAISON pochodzi z prowincji Hainaut i może przybierać barwę od jasnej do bursztynowej. Charakteryzuje się niską zawartością alkoholu (5-6,5% obj.), najczęściej jest orzeźwiające i względnie chmielowe bądź ostre. Niemniej saison nie jest oficjalnym gatunkiem piwa i wymienione właściwości mogą różnić się od powyższego opisu. Pierwotnie było ono piwem gospodarskim warzonym w czasie zimy we frankofońskim regionie Belgii, aby mogło być spożywane latem przez pracowników gospodarstwa.

INDIA PALE ALE (IPA) wywodzi się od brytyjskiego „stock bitter”, który zawierał więcej chmielu w celu zagwarantowania dłuższej konserwacji. Swoją nazwę zawdzięcza temu, że był powszechnie doceniany w koloniach indyjskich.

SPÉCIALE BELGE (Specjalne belgijskie; 4,8-5,5% obj.) jest autentycznym gatunkiem piwa belgijskiego stworzonym w 1905 roku jako odpowiedź na niezwykle wówczas popularne niemieckie pilznery i importowane piwa brytyjskie. Specjalne belgijskie jest piwem bursztynowym wyróżniającym się swoim słodowym smakiem (np. Bolleke De Konick, Palm, Special De Ryck, Tonneke i inne).

BIÈRE BRUT (11-11,5% obj.) jest mocnym piwem leżakowanym w taki sam sposób jak szampan. Butelki o pojemności 750 ml są regularnie obracane o ćwierć obrotu i lekko nachylane, aby całość drożdże zebrała się w szyjce butelki. Drożdże są następnie zamrażane i usuwane, a butelkę napełnia się od nowa. W rezultacie otrzymuje się bardzo musujące piwa (np. Deus, Malheur Brut itp.).

PIWA OWOCOWE (2,5-6% obj.) są aromatyzowane owocami, ich sokiem lub ekstraktem. Tradycyjnie powstają w wyniku moczenia kwaśnych wiśni w młodym piwie przez wiele miesięcy. Piwa owocowe mogą być słodkie (np. Mystic Lemon, Wittekerke Rosé, Liefmans Cuvée Brut itp.) lub gorzkie, kiedy produkowane są na bazie lambica (zobacz „Oude Kriek”).

Piwa fermentacji spontanicznej

LAMBIC to niegazowane, kwaśne piwo jęczmienne fermentowane przy udziale drożdży obecnych w powietrzu i leżakowane w drewnianych beczkach. Tradycyjnie młody i stary lambic mieszane są ze sobą, aby następnie zostały poddane ponownej fermentacji w butelkach. W ten sposób otrzymuje się orzeźwiający geuze.

OUDE GEUZE („stare” geuze; 5-7% obj.) jest mieszanką fermentowanych spontanicznie lambiców o różnym czasie dojrzewania, z których najstarszy leżakował co najmniej trzy lata, a ogólna średnia czasu dojrzewania wynosi minimum rok. Całość przechodzi następnie fermentację w butelkach. Jedynie tak wyrabiane piwo może nosić nazwę „oude geuze”, ponieważ jest ono chronione na poziomie europejskim jako „gwarantowana tradycyjna specjalność”.

GEUZE jest zazwyczaj odmianą bardziej komercjalną, ze względu na to, że nie stanowi mieszanki jedno-, dwu- i trójrocznego lambica bądź to wytwarzane jest przy pomocy mieszanki piwa fermentacji spontanicznej i wysokiej. W obu przypadkach przymiotnik „oude” („stary”) nie może być stosowany.

FARO to łagodne piwo o niskiej zawartości alkoholu, uzyskane przez zmieszanie lambica z lżejszym, świeżo uwarzonym piwem, do którego dodano brązowego cukru (lub czasem karmelu albo melasy). Użycie lżejszego piwa (a nawet wody) i lambica niższej jakości pozwala na uzyskanie piwa taniego, lekkiego i słodkiego, przeznaczonego do codziennego spożywania. Pierwotnie cukier był dodawany tuż przed podaniem piwa, co zapobiegało zwiększeniu ilości gazu lub alkoholu w napoju i nadawało mu słodki smak.

OUDE KRIEK („stary” kriek) jest najbardziej tradycyjnym piwem owocowym, warzonym w całości na bazie lambica. Uzyskuje się je w wyniku maceracji wiśni w lambicu (np. Mort Subite, Boon, Lindemans, Timmermans, De troch, Cantillon, Dire Fonteinen, De Cam itp.). Jego nazwa, podobnie jak w przypadku oude geuze, jest chroniona na poziomie europejskim.

Piwa fermentacji mieszanej

VERSNIJBIER (6-8% obj.) lub inaczej piwo mieszane uzyskuje się poprzez połączenie młodego i starego piwa bądź zmieszanie piw fermentacji spontanicznej z piwami wysokiej i niskiej fermentacji (np. Petrus Aged Pale, Cuvée Watou, Vicardin Tripel Geuze i inne). Najbardziej tradycyjną odmianą piwa mieszanego jest tzw. „oud bruin” („stare ciemne”).

VLAAMS BRUIN (ciemne flamandzkie; 4,5-8% obj.) powiązane jest z regionem Oudenaarde. Piwa te celowo zawierają kwas mlekowy i najczęściej są słodkawe. Stanowią wynik zmieszania młodego i „starego” dojrzałego piwa w metalowych kadziach bądź drewnianych beczkach.

PIWO FLAMANDZKIE BRUNATNE (5-6,5% obj.) jest warzone przy pomocy czerwonawego słodu jęczmiennego i związane jest z południowo-zachodnią Flandrią. Stanowi wynik zmieszania młodego oraz „starego” dojrzałego piwa w drewnianych beczkach. Piwo to jest względnie ostre i mało gorzkie z charakterystyczną, świeżą, lekko cytrynową nutą (np. Rodenbach, Duchesse de Bourgogne, Vander Ghinste Oud Bruin itp.).

OUD BRUIN (flamandzkie „stare ciemne”) jest określeniem zbiorczym obejmującym ciemne i brunatne piwa flamandzkie.

Co sprawia, że piwa belgijskie są tak unikatowe?

  1. Odpowiedzią na to pytanie jest jakość i rewolucyjne rzemiosło, które systematycznie przynoszą belgijskim piwowarom zwycięstwa w konkursach międzynarodowych. Dla przykładu, renomowana amerykańska strona internetowa www.ratebeer.com nagrodziła Westvleteren tytułem najlepszego piwa na świecie trzeci rok z rzędu. Również inne piwa regularnie otrzymują nagrody.
  2. Szeroka gama procesów warzenia, składników i profili smakowych.
  3. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie na przestrzeni wieków, czego dobrym przykładem jest etykieta autentyczności „Belgian Family Brewers” („Belgijskie Browary Rodzinne”; www.belgianfamilybrewers.be). Wszyscy członkowie tego stowarzyszenia warzyli piwo w Belgii nieprzerwanie od co najmniej 50 lat. Piwa chlubiące się tym logo muszą być unikatowe i nie mogą być sprzedawane pod inną nazwą handlową. Piwa te reprezentują sobą łącznie ponad 1500 lat doświadczenia.
  4. Piwa takie jak piwa trapistów i piwa klasztorne, lambic (geuze, faro, kriek), piwa brunatne, „specjalne belgijskie”, „bière brut”, a także piwa owocowe dojrzewające w beczkach są wyjątkowymi belgijskimi specjalnościami. Kuszą one rosnącą liczbę miłośników piwa zarówno na szczeblu belgijskim jak i międzynarodowym. Są również w coraz większym stopniu naśladowane za granicą, choć to właśnie autentyczne piwa belgijskie powszechnie uznaje się za punkt odniesienia par excellence.
  5. Szerokie spektrum browarników zafascynowanych piwem, w tym światowe i krajowe browary, jak i browary mniejsze (rodzinne) oraz piwowarzy-amatorzy.
  6. Uwzględnienie kultury piwa belgijskiego w spisie niematerialnego dziedzictwa kulturowego Flandrii jako pierwszy etap w kierunku potencjalnego wpisu na listę dziedzictwa światowego UNESCO.
  7. Rola prekursora odegrana przez AB InBev w umieszczeniu piwa belgijskiego na alkoholowej mapie świata.
  8. Fakt, że każde piwo posiada swój własny kształt kufla. Nigdzie indziej na świecie nie spotkacie takiej różnorodności markowych kufli.
  9. Wiekowa tradycja flamandzka dań na bazie piwa. Kuchnia belgijska w porównaniu z innymi krajami proponuje liczne dania wykorzystujące jako jeden ze swoich składników piwo, które często przedstawiane jest jako najlepszy wybór na dopełnienie uczty smakosza. Nowe inicjatywy, które spotkały się z pozytywnym przyjęciem, koncentrują się na połączeniu piwa z serami lub piwa z czekoladą. Aby osiągnąć idealne połączenie z piwami specjalnymi, światło dzienne ujrzały „bapas”, czyli małe przekąski inspirowane hiszpańskimi tapas. W niektórych przypadkach piwa używa się nawet jako składnika dań.
  10. Chociaż na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci powierzchnia pól chmielu spadła do ok. 160 ha, we Flandrii zachodniej, a dokładniej w regionie Westhoek i okolicach Poperinge, wciąż znajdują się liczne uprawy chmielu. Piwa, które wykorzystują belgijski chmiel, są oznaczone okrągłą etykietą znaku jakości przedstawiającą stylizowaną szyszkę chmielową (www.belgischehop.be). Małe ilości chmielu wciąż uprawia się w regionach Asse i Aalst, choć wyłącznie dla jego kiełków (belgijski przysmak) oraz do celów dekoracyjnych.

Cel podróży: piwo i Flandria

Leuven i prowincja Brabancji Flamandzkiej

Leuven jest stolicą piwa belgijskiego. Ab InBev wciąż warzy tutaj swoje słynne Stella Artois, podczas gdy Domus wytwarza piwa rzemieślnicze w browarze znajdującym się tuż obok ratusza. Miasto może być odkrywane przez cały rok dzięki wielu unikatowym pakietom. Leuven organizuje również Leuven Beer Weekend z jego naczelną atrakcją Zythos Beer Festival – największym na świecie festiwalem degustacji piw belgijskich. Brabancja Flamandzka posiada około 30 browarów, w tym wiele rzemieślniczych. Oprócz AB InBev ze swoimi oddziałami w Leuven i Hoegaarden, także browary Haacht, Palm i Affligem przybrały na znaczeniu. Region Pajottenland leżący na południowy zachód od Brukseli jest kolebką wyjątkowych piw lambic, które odnaleźć można wyłącznie w Belgii. W autentycznych regionalnych kafejkach panuje przyjemna atmosfera, a hotele i B&B proponują często specjalne oferty piwne.

Bruksela

Bogate dziedzictwo belgijskiego piwa świętowane jest codziennie w niezliczonych kafejkach Brukseli, serwujących szereg piw, włącznie z kriek i geuze – odmianami typowymi dla tego miasta i przylegającego doń regionu. Cóż może być lepszego od delektowania się piwem na tarasie jednego z autentycznych brukselskich browarów? Miasto wciąż posiada dwa tradycyjne browary uważane za jedne z najlepszych na świecie: Brasserie de la Senne oraz Cantillon, które przynależą do Muzeum Geuze w Brukseli. Główną atrakcją dla każdego miłośnika piwa jest piwny weekend, odbywający się co roku w wyjątkowej scenerii Wielkiego Placu, na którym mieści się także siedziba cechu piwowarów. Uczestniczą w nim dziesiątki znanych i mniej znanych browarów, dając szansę odwiedzającym na odkrycie ich piw.

Antwerpia, Mechelen i Prowincja Antwerpia

Prowincja Antwerpia ma wiele do zaoferowania miłośnikom piwa. Znajduje się tam aktualnie 14 browarów, choć kilkaset lat temu było ich dużo więcej. Pomimo małej liczby czynnych browarów, kultura piwa jest tam bardzo ożywiona i mocna, a nowe piwa lokalne są regularnie wytwarzane bądź odkrywane na nowo. Prowincja Antwerpia może poszczycić się wieloma cenionymi pubami z piwami specjalnymi. Odbywają się tam również liczne festiwale o międzynarodowej renomie. Ponadto warzonych jest tam kilka piwnych „klejnotów”, m. in. słynny „Bolleke Konick” z Antwerpii, cudownie musujący Duvel z Breendonk czy doceniane piwo trapistów z Westmalle. „Anker” w Mechelen jest jednym z najstarszych browarów w Belgii i znany jest na całym świecie za swoje Gouden Carolus Classic.

Gandawa i Flandria Wschodnia

W Gruut, gandawskim browarze miejskim, odwiedzający mogą spróbować piwa pośród kadzi piwowarskich, podczas gdy młodzi, utalentowani kucharze z Gandawy uwielbiają wykazywać się kreatywnością w kuchni i używają piwa jako składnika w swoich daniach. De Heeren van Liedekercke w Denderleeuw została mianowana najlepszą restauracją z piwnymi potrawami na świecie. Piw gandawskich lub wschodnioflandryjskich skosztować można zarówno w tradycyjnych pubach jak i modnych kafejkach, które obok renomowanych piw specjalnych, takich jak Delirium Tremens, Augustijn i Tripel Karmeliet, serwują też świeże, ciemne piwo z Oudenaarde. Piwa mogą być degustowane przy okazji wizyty pieszej lub rowerowej albo w ramach zwiedzania browaru. W regionie znajduje się wiele oryginalnych browarów, m. in. ponad 400-letni Roman i słynny Liefmans.

Brugia i Flandria Zachodnia

Mieszkańcy Brugii lubią rozkoszować się dobrym piwem, a w szczególności, kiedy warzone było w ich mieście. Brugia poszczycić się może trzema piwami: Straffe Hendrik, Brugse Zot i Bourgogne des Flandres; wszystkie wychwalane na skalę światową, wyróżniają się i sprawiają, że odwiedzającym nigdy ich nie jest dość. Brugijski festiwal piwa jest okazją do odkrycia jeszcze wielu innych ukrytych skarbów. Flandria Zachodnia swoją renomę piwnej prowincji zawdzięcza prawdopodobnie piwu trapistów Westvleteren. Amerykańska strona internetowa www.ratebeer.com po raz kolejny uhonorowała Westvleteren, wręczając mu tytuł najlepszego piwa na świecie. Inne browary w okolicach Poperinge, rejonu chmielowego, również plasują się na liście top 50. Piwa brunatne Flandrii Wschodniej, które miesiącami dojrzewają w dębowych beczkach w Rodenbachu, stają się coraz bardziej popularne.

Limburgia

Turyści odnajdą w Limburgii trapistów ze swoimi własnymi browarami, otwartą salę warzenia piwa w Achel, największe europejskie muzeum piwa o profilu archeologii przemysłowej w Bocholt oraz autentyczny browar-gorzelnię z XIX w. w Wilderen. Najpiękniejsze browary limburskie znajdują się w miejscach związanych z dziedzictwem kulturowym i historycznym. Jednym z nich jest Ter Dolen w Houthalen-Helchteren, gdzie odwiedzający często zobaczyć mogą piwowarów przy pracy. Wycieczka po limburskich browarach spełni oczekiwania każdego z turystów dzięki różnorodności ich produktów i ciepłemu przyjęciu. Odwiedzający mogą nawet wypożyczyć rower na przejażdżkę pełną odkryć. Przy pomocy sieci ścieżek rowerowych można wytyczyć sobie trasę prowadzącą przez lokalne browary oraz selekcję dostosowanych dla rowerzystów pubów i restauracji, które pielęgnują i promują limburskie piwa regionalne.

10 największych wydarzeń piwowarskich we Flandrii i w Brukseli

Festiwal Piwa w Brugii

luty / Brugia / corocznie / www.brugsbierfestival.be

Brugia zyskała swoją reputację dzięki długiej tradycji warzenia piwa i kulturze kafejek. XII edycja brugijskiego festiwalu piwa będzie miała miejsce na początku lutego 2019 roku. Międzynarodowe wydarzenie gromadzi ponad 70 browarów. W czasie trwania festiwalu możecie spróbować ponad 300 piw, a w degustacji tej fenomenalnej gamy trunków w historycznej części miasta przyłączy się do was 15 tys. osób.

Great Belgian Beer Dinner

kwiecień / Leuven/ corocznie

Great Belgian Beer Dinner jest jednym z najznakomitszych kulinarnych doświadczeń, opierającym się na zaangażowaniu w jakość. To ważne wydarzenie, odbywające się w świetnej lokalizacji, z wyśmienitymi piwami, najwyższej klasy jedzeniem oraz… 5 najlepszymi na świecie kucharzami.

Leuven Beer Weekend i Zythos BierFestival

kwiecień / Leuven, Brabanthal / corocznie / www.leuven.be/beercapital , www.zbf.be

W czasie ostatniego weekendu kwietnia Leuven staje się prawdziwą belgijską stolicą piwa. Odwiedzający mogą spróbować tam około 500 różnych piw zaproponowanych przez setkę różnych browarów z okazji Zythos BierFestival. Są też organizowane pochody piwne, warsztaty, piwne szlaki w Leuven oraz degustacje w miejskim browarze Domus. Także największy na świecie koncern browarniczy AB InBev otwiera z tej okazji swoje bramy dla zaciekawionych odwiedzających. Program otwiera festyn w centrum miasta w sobotę 28 kwietnia. Niektóre hotele oferują zaskakujące pakiety „piwne”, podczas gdy liczne restauracje serwują wyśmienite potrawy na bazie piwa.

Toer de Geuze

maj / Brabancja Flamandzka, Pajottenland, Dolina Skaldy / biennale / www.toerdegeuze.be

W czasie tego codwuletniego wydarzenia wytwórcy piw typu lambic i geuze otwierają swoje drzwi dla publiczności. Oferowane jest darmowe zwiedzanie z przewodnikiem, a także oczywiście możliwość spróbowania w pomieszczeniach produkcyjnych lambica, geuze, krieka i innych piw. Do browarów i mieszalni dostać się można samochodem lub rowerem bądź też zarezerwować można miejsce w autobusie turystycznym, który zawiezie was do różnych browarów. 2019 rok będzie XII edycją tego wydarzenia.

Bierpassie Weekend

czerwiec / Antwerpia, Grote Markt / corocznie / www.beerpassion.com

Bierpassie Weekend („Weekend pasji do piwa”) jest idealną okazją dla koneserów piwa i zytologów (specjalistów od warzenia i serwowania piwa) do odkrycia piękna Antwerpii i smaku olśniewającego asortymentu piw belgijskich. Groenplaats, jeden z najpiękniejszych antwerpskich placów, gości około 40 browarów prezentujących ponad 200 piw, a festiwal oferuje swoim gościom szansę odkrycia bogatej palety smaków piwa belgijskiego najwyższej jakości.

Hapje Tapje

sierpień / Leuven, centrum / corocznie / www.hapje-tapje.be

Wydarzenie kulturalne par excellence w centrum Leuven z licznymi stoiskami, gdzie restauracje z miasta serwują swoje najsmaczniejsze specjały. Oude Markt zmienia się w wielki rynek piwny, gdzie sprzedaje się wyłącznie ekskluzywne i unikatowe piwa. W wyścigu barmanów rywalizuje ze sobą barmańska śmietanka Leuven, podczas gdy szefowie kuchni urządzają oszołamiające widowisko kulinarne na Grote Markt.

Bollekestfeest

sierpień / Antwerpia, Grote Markt i otaczające ulice / corocznie / www.bollekesfeest.be

Gwarantujący dobrą zabawę kulinarny festiwal miejski dla epikurejczyków, podczas którego będą mogli oni spróbować antwerpskich produktów regionalnych oraz się w nie zaopatrzyć, a także zobaczyć wyjątkowe występy lokalnych artystów.

Belgian Beer Weekend

wrzesień / Bruksela, Grote Markt i Taborastraat / corocznie / www.belgianbrewers.be

Wydarzenie, które pozwala ze stylem celebrować belgijską i brukselką tradycję piwowarską: piwa jasne, białe, bursztynowe, owocowe i mocne. Wszystkie te piwa na bazie chmielu znajdziecie przez cały weekend na miejscu, na Grote Markt i ulicach otaczających Bourse (giełdę), gdzie możliwa będzie ich degustacja, z umiarem – ma się rozumieć!

Modest Beer Festival

październik / Antwerpia / corocznie / www.modestebierfestival.be

Modest Beer Festival („Festiwal Skromnego Piwa”) swoją nazwą oddaje hołd Modestowi Van den Bogaert, który dołączył do browaru De Koninck zaraz po wojnie oraz przedwczesnej śmierci swojego ojca. Prowadził browar przez ponad 50 lat. Modest oznacza również „skromny”, dlatego wyłącznie małe belgijskie browary są zaproszone na ten festiwal.

Kerstbierfestival

grudzień / Essen / corocznie / www.kerstbierfestival.be

O.B.E.R. (Objective Beer tasters Essen Region) organizuje swój Kerstbierfestival („Świąteczny festiwal piwa”) co roku. Odwiedzający przez dwa dni spróbować mogą około 170 świątecznych i zimowych piw belgijskich w 150 ml kubeczkach. Proponowana lista piw uważana jest za jedną z najlepszych na świecie i uwzględnia wiele interesujących piwnych skarbów jak i klasyki z całego świata. W 2014 roku na festiwal w Essen przybyły 3 tys. miłośników spragnionych świątecznego piwa. I to nie tylko z Belgii! W czasie festiwalu zapewniony jest autobus kursujący między dworcem głównym a terenem festiwalu.

Fakty i liczby

Liczba browarów we Flandrii: ok. 100.

Liczba browarów w Belgii: ok. 160.

Liczba pracowników belgijskiego piwowarstwa:

  • bezpośrednich: 4 469,
  • pośrednich: 45 000.

Roczne przychody browarów belgijskich: 2,2 mld €.

Liczba belgijskich profilów smakowych: 700.

Liczba belgijskich marek piwa: 1 500.

Liczba uczestników Belgian Beer Weekend: 75 000. Belgian Beer Festival, szanowany ze względu na swój rozmiar i istoność, jest jednym z 10 największych festiwali piwa na świecie.

Całkowita produkcja piw belgijskich: 18 068 783 hektolitry.

Eksport piw belgijskich: 11 073 469 hektolitry.

Belgia znana jest ze swoich czterech metod fermentacji: niskiej, wysokiej, spontanicznej i mieszanej. Belgia reprezentuje 1% światowej produkcji piwa, a ilość eksportowanego alkoholu dwukrotnie przewyższa produkcję krajową.

Konsumpcja piwa w Belgii: 72 litry/osobę/rok.

Nowa technologia zrewolucjonizuje silniki elektryczne. Zwiększy wydajność i zasięg pojazdów oraz samolotów z napędem elektrycznym

Nowa technologia zrewolucjonizuje silniki elektryczne. Zwiększy wydajność i zasięg pojazdów oraz samolotów z napędem elektrycznym 2

Przyszłością transportu są nie tylko elektryczne samochody, ale również elektryczne samoloty i pojazdy kosmiczne. Już teraz w Norwegii testowane są dwumiejscowe samoloty elektryczne, a pierwsze pasażerskie loty planowane są w 2025 roku. Problemem w rozwoju elektromobilności jest wysokie zużycie energii w silnikach elektrycznych. W najbliższym czasie ta bariera może już jednak zniknąć. Estoński start-up opracował technologię, która pozwala pojazdom elektrycznym zużywać mniej energii z akumulatora, a tym samym – znacząco zwiększa ich zasięg.

Pojazdy z napędem elektrycznym są przyszłością transportu. To nie tylko samochody i autobusy, których jest coraz więcej na ulicach – np. w Skandynawii już teraz ponad połowa nowo rejestrowanych pojazdów to hybrydy lub pojazdy elektryczne. Ekologiczne mogą być też samoloty i pojazdy kosmiczne. Największymi barierami w rozwoju elektromobilnosci były dotychczas niska dostępność stacji ładowania i żywotność baterii. Dzięki estońskiemu start-upowi, jedną z tych przeszkód można wyeliminować.

– Jesteśmy małym startupem, który wynalazł nowy sposób sterowania silnikami elektrycznymi. Cechuje się on większą wydajnością energetyczną niż obecnie dostępne rozwiązania. Stworzyliśmy innowacyjną technologię napędzającą wybrane silniki przy mniejszych stratach ciepła i energii. Dzięki temu każdy elektryczny pojazd może przebyć dłuższy dystans, pobierając mniej energii z akumulatora – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Pavel Kirienko z firmy Zubax Robotics.

Opracowana przez Zubax Robotics technologia pozwala pojazdom elektrycznym zużywać mniej energii z akumulatora. Wysoka sprawność i wynikający z tego mniejsze rozpraszanie ciepła pozwala napędom osiągnąć wyższą wydajność w mniejszych obudowach. Lepsza jest też dynamika. Zastosowanie technologii w pojazdach elektrycznych przełoży się na ich większy zasięg. Jak podkreśla ekspert, technologia znajdzie zastosowanie zwłaszcza w sektorze kosmicznym oraz lotniczym.

– Moim zdaniem elektryczne statki powietrzne mają duży potencjał, który wykracza poza kwestie, takie jak niezawodność czy koszty. Na przykład podzespoły do pionowego startu i lądowania są bardzo trudne do zastosowania w silnikach o spalaniu wewnętrznym. Silniki elektryczne zapewniają natomiast nowe możliwości konstrukcyjne i mogą mieć znaczny wpływ na całą branżę – przekonuje Pavel Kirilenko.

Samochody elektryczne, choć w Polsce jest ich jeszcze stosunkowo mało, stają się coraz popularniejsze. To jednak dopiero początek na drodze elektrycznych środków transportu. Już wkrótce dołączą do nich elektryczne samoloty. Pierwsze testy już trwają. Avinor, czyli operator norweskich lotnisk poinformował, że do 2040 roku wszystkie krótkodystansowe loty w Norwegii będą się odbywać za pomocą elektrycznych samolotów. W 2025 roku mają się odbyć pierwsze loty pasażerskie. Opracowane przez Zubax Robotics rozwiązanie może ten proces przyspieszyć.

– Na pewno czekają nas zmiany na lepsze w dziedzinie akumulatorów i baterii, ponieważ istnieje ogólne zapotrzebowanie na wyższej jakości baterie do zasilania smartfonów, laptopów, samochodów elektrycznych, a obecnie także do elektrycznych statków powietrznych i satelitów. W sektorze panuje duży nacisk na opracowywanie coraz to lepszych technologii, więc w perspektywie kolejnych 5-10 lat czeka nas przełom – ocenia Pavel Kirilenko.

Firma Zubax Robotics zwyciężyła w konkursie dla start-upów PowerUp. W nagrodę, oprócz 30 tys. euro, dostała szansę na zaproszenie do prestiżowego akceleratora Highway by InnoEnergy.

Zmiany w polityce migracyjnej, które pokochają pracodawcy, bo przyciągną więcej cudzoziemców

Mniejsza rotacja i większa skłonność do zatrudniania cudzoziemców na wyższym szczeblu, zachęta dla małżeństw do osiedlania się w Polsce i cyfryzacja procedur – to trzy najważniejsze, pozytywne efekty proponowanych przez rząd zmian w polityce migracyjnej. Eksperci Personnel Service podkreślają, że nowe regulacje oznaczają spore ułatwienia dla firm, które wskazują formalności administracyjne jako główną trudność w zatrudnianiu m.in. Ukraińców (32% wskazań, „Barometr Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018”).

Zmiany w polityce migracyjnej to odpowiedź na potrzeby pracodawców, którzy mają coraz większe problemy ze znalezieniem kadry. W kwietniu mieliśmy najniższy poziom bezrobocia od 1990 roku, dlatego sięganie po pracowników ze Wschodu to coraz częściej konieczność. Nadal jednak, pomimo uproszczonej procedury zatrudniania, formalności i krótki czas pobytu cudzoziemców w Polsce, stanowią największe utrudnienie dla firm. Proponowane zmiany powinny znacznie ułatwić życie przedsiębiorców – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Po pierwsze, ograniczona rotacja i więcej Ukraińców na wyższych stanowiskach

Jedną z proponowanych zmian w polityce migracyjnej jest wydłużenie możliwości pracy na podstawie oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi (procedura uproszczona). Obecnie obywatele sześciu krajów (Ukraina, Białoruś, Rosja, Mołdawia, Gruzja, Armenia) mogą pracować w Polsce maksymalnie pół roku. Po zmianach będzie to już rok, co będzie miało dwa pozytywne skutki. Po pierwsze, zmniejszy się rotacja, która teraz, ze względu na krótki czas, jaki legalnie mogą spędzać obcokrajowcy w Polsce, jest całkiem spora. Po drugie, zwiększy się liczba ofert pracy dla obcokrajowców na stanowiska średniego i wyższego szczebla. Do tej pory było to nieopłacalne, ponieważ sam proces wdrażania pracownika trwa nieraz kilka miesięcy.

Po drugie, zachęta dla małżeństw

Rząd planuje również ułatwić wszystkim przybyszom spoza Unii Europejskiej uzyskiwanie zezwoleń na pracę i jednocześnie wydłużyć czas ich obowiązywania. Obecnie to najwyżej trzy lata, wkrótce ten okres może się zwiększyć do nawet pięciu lat. Ważniejsze jednak jest to, że małżonek osoby posiadającej już pozwolenie, nie będzie musiał starać się o taki dokument.

Przyznawanie małżonkom imigrantów pozwolenia na pracę z automatu to bardzo dobry pomysł. Tego właśnie nam teraz brakuje. Pracownicy m.in. z Ukrainy, chcą u nas pracować, ale doskwiera im rozłąka z rodziną. Z naszego „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że to dla nich główna trudność pracy w Polsce. Gdyby mogli sprowadzić ze sobą najbliższych decyzja o wyjeździe i zatrzymaniu się w naszym kraju na dłużej na pewno byłaby łatwiejsza – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Po trzecie, cyfryzacja procedur

W tym momencie, żeby złożyć oświadczenie o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, trzeba udać się do urzędu. Zgodnie z nowymi przepisami, które mogą obowiązywać już od początku 2019 roku, oświadczenia będzie można składać drogą elektroniczną. Taki model działa już w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim i znacznie skraca czas rozpatrywania wniosków.

Ekspert Personnel Service zwraca także uwagę, że warto byłoby stworzyć listę zweryfikowanych przedsiębiorstw zatrudniających cudzoziemców. Firmy znajdujące się na takiej liście mogłyby szybciej lub nawet automatycznie przechodzić procedurę weryfikacji oświadczeń. To byłby kolejny krok w stronę skrócenia czasu rozpatrywania wniosków.

Wciąż zamknięta otwarta bankowość

Za nieco ponad rok w Polsce zacznie obowiązywać unijna dyrektywa PSD2, która zrewolucjonizuje działalność banków, a także wpłynie na korzystanie z usług bankowych ich klientów. Banki mogą stać się platformami, przez które – za pomocą API (interfejs programowania aplikacji) – różne firmy będą realizowały operacje dla klienta. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte banki w Europie zaczynają już korzystać z możliwości, które daje otwarta bankowość. Pod tym względem przodują kraje skandynawskie i bałtyckie. Tymczasem tylko śladowa część danych polskich banków jest już dostępna przez otwarte API. O tym czy sektor bankowy w Polsce jest gotowy do funkcjonowania w realiach otwartej bankowości będzie mowa podczas wtorkowego panelu na Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie.

Jak wynika z badania Digital Banking Maturity banki w Europie zaczynają już korzystać z możliwości, które daje otwarta bankowość. Jednak tylko śladowa część danych polskich banków jest udostępniana przez otwarte API. O tym czy sektor bankowy w Polsce jest gotowy do funkcjonowania w realiach otwartej bankowości będzie mowa podczas panelu na Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie.

Tegoroczne badanie Deloitte Digital Banking Maturity pokazało, że Polska – obok Rosji, Turcji, Szwajcarii oraz Hiszpanii – znajduje się wśród krajów, które można określić mianem cyfrowych liderów bankowości. Polskie banki osiągnęły lepsze wyniki od średniej w regionie EMEA (Europa, Afryka, Bliski Wschód) we wszystkich sześciu analizowanych ścieżkach: poszukiwaniu informacji o banku, otwieraniu konta, wdrożeniu klienta, codziennej bankowości, poszerzeniu relacji oraz zakończeniu relacji klienta z bankiem.

Jednak o tym, kto zostanie liderem w przyszłości zdecyduje wyjście poza tradycyjną bankowość, czyli tzw. otwarta bankowość i usługi pozabankowe (beyond banking). – Dyrektywa PSD2 spowoduje, że banki ułatwią dostęp do rachunków i płatności swoich klientów, co będzie jednak dopiero pierwszym krokiem na drodze do otwartej bankowości, której symbolem są właśnie API – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.

Korzystanie z API przypomina proces wykorzystywany dzisiaj podczas wykonywania przelewu, z tym, że obecnie firmy świadczące takie usługi muszą zawierać osobne umowy z każdym z banków. Dzięki PSD2 nie będzie to konieczne, bo banki będą zobowiązane umożliwić komunikację swoich systemów z systemami podmiotów trzecich, właśnie za pośrednictwem interfejsu API.

Wciąż zamknięta otwarta bankowość

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte wynika, że najbardziej zaawansowane pod względem otwartości API w Europie są banki w Finlandii, Estonii, Danii, Litwie, Rosji, Łotwie, a także Irlandii, Niemczech i na Słowacji. Polska znalazła się w grupie krajów, wraz z Węgrami i Włochami, w których sektor bankowy pozostaje niemal zamknięty na szanse, które niesie ze sobą dostęp do API.

Jak zauważają eksperci Deloitte dyrektywa PSD2 zobowiązuje banki jedynie do otwarcia sfery płatności. To czy stanie się podobnie z pozostałymi funkcjonalnościami zależy wyłącznie od ich dobrej woli. Chodzi, m.in. o monetyzację danych, usługi zaufania publicznego, sprzedaż produktów kredytowych i inwestycyjnych czy obsługę produktów bankowych. – Wiele zachodnich banków otworzyło swoje API i to zanim zaczęła obowiązywać PSD2 w znacznie szerszym zakresie niż wymaga tego dyrektywa. Dobrym przykładem jest, m.in.: hiszpańska grupa bankowa BBVA, która oprócz otwarcia podstawowych API, udostępnia własne produkty, usługi firmy trzeciej oraz monetyzuje dane – mówi Daniel A. Majewski, Menedżer w zespole Doradztwa Strategicznego dla sektora finansowego w Europie Środkowej.

Zdaniem ekspertów Deloitte potencjał funkcjonalności pozabankowych (tzw. beyond banking) łączących klientów z szerzej rozumianym cyfrowym ekosystemem jest jednak daleko większy i obejmuje również handel, podróże czy usługi publiczne. Dużą rolę w tym względzie odgrywają fintechy, których dynamiczny rozwój w wielu krajach zrewolucjonizował krajobraz usług bankowych. – Historia pokazuje, że jeśli nie wpuści się ich drzwiami, to i tak wejdą oknem. Tylko od polskich banków zależy jak proces otwartej bankowości będzie przebiegał. Zarówno w interesie ich samych, jak i ich klientów, jest to, by ta otwartość nie pozostała jedynie w sferze teoretycznej – podsumowuje Grzegorz Cimochowski.

Rynek autobusów elektrycznych i autonomicznych będzie się szybko rozwijał. To znacznie poprawi bezpieczeństwo na drogach

Rynek autobusów elektrycznych i autonomicznych będzie się szybko rozwijał. To znacznie poprawi bezpieczeństwo na drogach 3

Samorządy walczą o czystsze powietrze, m.in. stawiając na zero- i niskoemisyjny transport. W ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast pojawi się już ok. 3,5 tysiąca autobusów zasilanych paliwami alternatywnymi. Wyzwaniem wciąż pozostaje brak infrastruktury do ładowania i optymalizacja zużycia energii. Polska ma jednak potencjał, aby stać się europejskim liderem w dziedzinie elektromobilności – ocenia Håkan Agnevall, prezes Volvo Buses, który prognozuje również szybki rozwój autobusów elektrycznych i autonomicznych.

Władzom każdego miasta na świecie, również w Polsce, zależy na jakości powietrza. We wszystkich metropoliach na całym świecie ludzie umierają przez zanieczyszczone powietrze. Zatem problemy z tym związane, korki oraz hałas traktowane są przez miasta priorytetowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes c, prezes Volvo Buses.

Smog jest coraz większym problemem, zwłaszcza w miastach takich jak Warszawa czy Kraków, gdzie do zanieczyszczenia powietrza przyczyniają się spaliny emitowane przez transport drogowy. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia – spośród pięćdziesięciu miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż trzydzieści trzy znajdują się w Polsce. Europejska Agencja Środowiska podaje, że w Polsce stężenie szkodliwych dla ludzkiego organizmu cząstek PM2,5 jest najwyższe spośród wszystkich krajów UE (raport „Air Quality in Europe 2016”). Szacuje się, że z powodu chorób, do których przyczynia się zanieczyszczenie powietrza, takich jak astma, obturacyjne zapalenie płuc, niewydolność oddechowa czy choroby układu krążenia, każdego roku umiera w Polsce około 45 tys. ludzi.

Na początku czerwca został zainaugurowany rządowy program „Czyste powietrze”, który przewiduje szereg działań mających zaowocować redukcją emisji szkodliwych substancji i poprawą jakości powietrza w Polsce. O czystsze powietrze walczą również samorządy, które m.in. stawiają na zero- i niskoemisyjny transport. Z raportu opublikowanego w marcu przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych („Paliwa alternatywne w komunikacji miejskiej”) wynika, że transport publiczny przechodzi rewolucję – w ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast pojawi się już ok. 3,5 tysiąca autobusów zasilanych paliwami alternatywnymi.

Wiele miast na świecie chce mieć zrównoważony transport publiczny, który nie korzysta z paliw kopalnych. Jednym z rozwiązań, które znajdują się w sferze ich zainteresowań, jest elektromobilność. W Volvo Buses elektromobilność to jedno z flagowych rozwiązań w zakresie zrównoważonego transportu dla miast przyszłości. Bardzo duże zainteresowanie elektromobilnością wykazuje Polska, która ma potencjał, aby stać się europejskim liderem w tej dziedzinie – mówi Håkan Agnevall.

Elektryfikacja transportu to jeden z priorytetów obecnego rządu. Przyjęta w styczniu tego roku ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zobowiązuje samorządy do rozwijania ekologicznego transportu. Wymagany udział autobusów zeroemisyjnych w miejskich flotach ma wynieść 5 proc. do 2021 roku i 30 proc. do 2028 roku – ten wymóg dotyczy osiemdziesięciu gmin i powiatów o liczbie mieszkańców przekraczającej 50 tys.

– Dla miasta, które chce wprowadzać elektromobilność, problemem nie są pojazdy, ale infrastruktura. Po pierwsze, trzeba stworzyć infrastrukturę do ładowania pojazdów. Trzeba wziąć pod uwagę topografię i klimat miasta w celu zoptymalizowania zużycia energii. Trzeba się liczyć z komplikacjami, nie wystarczy samo kupno autobusu elektrycznego. Wiele miast na świecie dopiero uczy się radzić sobie z tymi wyzwaniami – zauważa Håkan Agnevall.

Brak infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych to jak na razie jeden z głównych czynników, które hamują rozwój tego rynku. Jednak wedle rządowych planów do 2020 roku ma już powstać blisko czterysta szybkich stacji ładowania elektryków i około sześć tysięcy publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

Prezes Volvo Buses prognozuje, że w kolejnych latach nastąpi też szybki rozwój pojazdów autonomicznych, ale minie jeszcze kilka lat, zanim samojeżdżące samochody czy autobusy pojawią się na ulicach miast.

Na razie dysponujemy rozwiązaniami, które pomagają kierowcom w sprawnym prowadzeniu pojazdów, omijaniu przeszkód czy osób, które wtargnęły na jezdnię, czyli takich, które podnoszą bezpieczeństwo na drodze. Kolejnym krokiem będzie stworzenie stacji dla pojazdów, które umożliwią samodzielne tankowanie, przejazd do myjni itp. W trzeciej fazie przewidujemy wyznaczenie buspasów dla pojazdów autonomicznych. Trzeba jednak zaznaczyć, że minie jeszcze sporo lat, zanim zobaczymy w centrum Warszawy w pełni autonomiczne autobusy, ponieważ mimo dynamicznego rozwoju tej technologii jej zastosowanie wciąż jest wyzwaniem. Pojazdy autonomiczne będą wprowadzane stopniowo – mówi Håkan Agnevall.

Volvo Buses ma we Wrocławiu fabrykę autobusów elektrycznych, w której zatrudnia prawie cztery tysiące pracowników – w tym prawie tysiąc inżynierów, rozwijających nowe technologie. Elektryki projektowane przez polskich inżynierów z Wrocławia trafiają na rynek polski, ale też m.in. do Danii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Norwegii.

Pracujemy nad nową platformą produkcji autokarów, która właśnie została uruchomiona we Wrocławiu. Autokary te będą konstruowane i produkowane na potrzeby rynków w całej Europie. Inwestujemy w elektromobilność, a ściślej mówiąc, w kolejny etap jej rozwoju. Mamy bardzo interesujące perspektywy zarówno w zakresie nowych technologii, jak i bardziej tradycyjnych rozwiązań. Polska to dla nas interesujący rynek, ale również duży potencjał w zakresie kompetencji inżynierskich, któremu sprzyja współpraca z uczelniami wyższymi i rządem. Całość tworzy swoisty ekosystem, dzięki któremu Polska może stać się dużym ośrodkiem konstrukcyjno-produkcyjnym o zasięgu ogólnoeuropejskim – podkreśla Håkan Agnevall.

Kryptowaluty zrewolucjonizują rynek płatniczy. W przyszłości mogą być wydawane przez banki centralne i uznawane przez państwa

Kryptowaluty zrewolucjonizują rynek płatniczy. W przyszłości mogą być wydawane przez banki centralne i uznawane przez państwa 4

Kryptowaluty mogą wywołać rewolucję w świecie pieniądza. W przyszłości powstanie pewna liczba oficjalnych kryptowalut, być może wydawanych przez banki centralne, które zostaną przyjęte przez państwa świata – przewiduje John Velissarios, Global Blockchain Technology Lead w Accenture. Obecnie banki bardziej niż kryptowalutami interesują się jednak technologią blockchain, na której bazują cyfrowe waluty. Wdrażanie rozwiązań opartych na tzw. łańcuchu bloków rozpoczęły już niemal wszystkie największe instytucje finansowe.

 Technologia blockchain jest uważana za rewolucyjną, ponieważ jej zastosowanie pozwala wprowadzać rozwiązania, które dotąd nie były możliwe. Blockchain dzięki zastosowaniu licznych mechanizmów bezpieczeństwa pozwala budować bezpośrednie relacje pomiędzy podmiotami i eliminować pośredników. Ta technologia jest przydatna zwłaszcza tam, gdzie sieć powiązań jest rozległa i do jej funkcjonowania potrzebne jest zaufanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes John Velissarios, managing director, Global Blockchain Technology Lead w Accenture.

Jako przykłady obszarów, w których z powodzeniem można zastosować technologię blockchain, podaje m.in. finanse, spedycję, łańcuchy dostaw w różnych branżach, a także cyfrową tożsamość.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To rozproszona baza danych oparta na algorytmach matematycznych i kryptografii. Służy do rejestrowania informacji o zdarzeniach gospodarczych albo transakcjach bezpośrednich (peer to peer) w internecie. Blockchain nie tworzy jednej centralnej jednostki. Jego podstawowym elementem jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków). Informacje w blockchainie są zapisane nieodwracalnie i nie da się ich sfałszować ani usunąć bez autoryzacji, bo zamiast jednego bloku należałoby zmienić cały łańcuch.

– Blockchain to łańcuch bloków połączonych ze sobą, dzięki czemu mamy pewność, że nikt nie ingerował w żadną transakcję ani żadne informacje. Wszystkie dane zapisane w ten sposób pozostają nienaruszone i jawne dla wszystkich uczestników – mówi John Velissarios.

Sama technologia blockchain nie jest nowa – powstała w 2008 roku jako fundamentalny element bitcoina, kryptowaluty służącej do przeprowadzania transakcji bezpośrednich w internecie. Bitcoiny są pierwszym i najbardziej znanym zastosowaniem blockchaina.

 Sądzę, że ostatecznie powstanie pewna liczba oficjalnych kryptowalut, być może wydawanych przez banki centralne, które zostaną przyjęte przez państwa świata. Trudno powiedzieć, czy kryptowaluty są przyszłością światowego systemu monetarnego, ale jeśli przyjrzymy się kierunkom ich rozwoju, to zobaczymy, że nie jest to już ewolucja, ale prawdziwa rewolucja w świecie pieniądza – ocenia John Velissarios.

Według aktualnych statystyk CoinMarketCap obecnie istnieje ponad 1,6 tys. kryptowalut, a łączna kapitalizacja tego rynku wynosi ok. 250 mld dol., z czego 104 mld dol. to bitcoin (BTC), którego cena biła kolejne rekordy pod koniec ubiegłego roku. Ponieważ kryptowaluty – często określane mianem gorączki złota XXI wieku – zapewniają anonimowość, można je szybko przetransferować w dowolny zakątek świata, a ponadto opierają się na innowacyjnej technologii, część ekspertów jest przekonana, że zrewolucjonizują rynek finansowy i stworzą podwaliny pod całkiem nowy, globalny system płatniczy.

Banki – bardziej niż samymi kryptowalutami – interesują się na razie technologią, na której bazują cyfrowe waluty. Prace nad wykorzystaniem technologii blockchain w sektorze finansowym trwają już od lat. Był to jeden z ważniejszych tematów poruszanych na tegorocznym światowym Forum Ekonomicznym w Davos oraz podczas zakończonego niedawno Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

 Istnieje wiele zastosowań technologii blockchain niezwiązanych z płatnościami, szczególnie w zakresie monitorowania produktów w łańcuchu dostaw, a także elektronicznego głosowania, cyfrowej tożsamości czy odczytu różnego rodzaju liczników. Większość mojej pracy związana jest jednak z usługami finansowymi  – mówi John Velissarios.

Blockchain jest przedmiotem zainteresowania wszystkich najważniejszych banków i instytucji finansowych. Również w Polsce sektor bankowy będzie wykorzystywał tę technologię m.in. w celu rozwiązania problemu tzw. trwałego nośnika, co będzie jednym z pierwszych szerokich jej zastosowań w naszym kraju. W tym wypadku chodzi o zapewnienie mechanizmu zaufanej komunikacji między bankami a ich klientami w zakresie udostępnianych dokumentów (regulaminów, tabel oprocentowania, taryf opłat i prowizji etc.) i tym samym spełnienie wymagań Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Rozwiązanie oparte na blockchainie, stworzone we współpracy z Accenture i IBM, przetestowane podczas Proof Of Concept przy zaangażowaniu największych banków, oferuje Krajowa Izba Rozliczeniowa.

DNB: Spowolnienie gospodarcze jest nieuniknione. Wielkiego kryzysu jednak nie będzie, bo świat nauczył się im przeciwdziałać

DNB: Spowolnienie gospodarcze jest nieuniknione. Wielkiego kryzysu jednak nie będzie, bo świat nauczył się im przeciwdziałać 5

Dobra sytuacja makroekonomiczna Polski i strefy euro może już długo nie potrwać – oceniają eksperci. Mamy do czynienia z najdłuższym okresem wzrostu gospodarczego, trzecim co do długości w powojennej historii. Dynamika wzrostu PKB w Polsce w 2018 roku może sięgnąć 4,4 proc. Niepokoić może jednak niski poziom inwestycji prywatnych, pogłębiający się problem braku rąk do pracy i duża nadpłynność rynku finansowego. Dużego krachu jednak się nie spodziewamy, bo świat nauczył się im przeciwdziałać – mówi Marcin Prusak z Banku DNB.

W Polsce – według wstępnych danych GUS – PKB w I kwartale br. był wyższy o 5,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku. Głównym czynnikiem wzrostu pozostawała konsumpcja oraz inwestycje sektora publicznego. Tak dobre wyniki utrzymujące się przez długi czas mogą oznaczać, że zbliża się szczyt cyklu koniunkturalnego, a tym samym – także spowolnienie.

– W najbliższej przyszłości, np. w perspektywie dwunastu miesięcy, nadal będziemy obserwować dosyć dobry obraz gospodarki. Nie widać bezpośrednich zagrożeń, żeby coś tu się miało zmienić. W beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu, chociażby inwestycje prywatne, które są na bardzo niskim poziomie. Nigdy nie odbiły się od momentu załamania dwa lata temu i jest duża niepewność, kiedy ponownie pójdą w górę – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Prusak, członek zarządu ds. bankowości korporacyjnej w DNB Bank Polska.

W I kwartale tego roku inwestycje w Polsce wzrosły o 8,1 proc. w ujęciu rocznym. To jeden z gorszych wyników w Europie, także wśród krajów regionu, np. na Węgrzech dynamika przekroczyła 17 proc.

Zdaniem Marcina Prusaka czynnikiem, który może negatywnie wpłynąć na dynamikę wzrostu PKB, może być sytuacja makroekonomiczna w krajach Unii Europejskiej, przede wszystkim w Niemczech. Niewielkie tempo wzrostu zamówień eksportowych w niemieckim przetwórstwie może osłabić popyt na wytwarzane w naszym kraju towary (indeks PMI spadł do najniższych poziomów od 2016 roku).

– W dłuższej perspektywie wydaje się, że cieniem kładącym się na gospodarce może być także sytuacja na rynku pracy. Z jednej strony jest ona bardzo pozytywna – historycznie niskie bezrobocie, stan niemalże pełnego zatrudnienia, a z drugiej strony wiemy, że powoduje to istotne bariery rozwoju dla wielu przedsiębiorstw – wskazuje członek zarządu Banku DNB.

Problemem jest też duża nadpłynność na rynku finansowym, która, jak wynika z danych Fitch, będzie się utrzymywać. Polska jest również jedynym krajem, gdzie dynamika przyrostu kredytów będzie niższa w skali roku.

 Dobra sytuacja gospodarcza powoduje szybki wzrost oszczędności prywatnych, które są potem lokowane w bankach. Banki z kolei, przybierając na sile pod względem akcji depozytowej, nie są w stanie dokładnie tego zaalokować do akcji kredytowej, bo popyt na kredyt jest ograniczony. W tym roku należy spodziewać się zmniejszonej dynamiki akcji kredytowej w stosunku do poprzedniego roku. To pokazuje, że banki mają problemy z alokacją tych pieniędzy na rynku, marże idą w dół, a efektywność kapitałowa banków jest nadwyrężona –wyjaśnia Marcin Prusak.

Zdaniem eksperta, choć pojawiają się ryzyka, które wskazują na możliwość recesji, nie będzie ona tak duża, jak krach gospodarczy sprzed 10 lat.

– Banki centralne nauczyły się reagować na tego typu spowolnienie. Mam na myśli luzowanie ilościowe, które dosyć dobrze zadziałało w USA i całkiem przyzwoicie w strefie euro. Wydaje mi się, że świat nauczył się przeciwdziałać wielkim kryzysom, powodując, że ten cykl koniunkturalny staje się trochę bardziej wypłaszczony – ocenia Marcin Prusak.

Na razie jednak ożywienie gospodarcze sprawia, że banki centralne podnoszą stopy procentowe. Według prognoz Fitch, Fed podniesie stopy w Stanach Zjednoczonych w tym roku czterokrotnie, a w 2019 roku – trzykrotnie. Ostatnia podwyżka o 25 punktów bazowych podniosła je do przedziału 1,75–2 proc.

 Fed widzi, jak bardzo zmieniła się sytuacja na rynku pracy w USA i po długim, powolnym ożywieniu rynek pracy w USA zbliża się do pełnego zatrudnienia, nienotowanego od czasu kryzysu. Przekłada się to na wzrost płac i wyzwaniem na rynku amerykańskim staje się znalezienie wykwalifikowanych pracowników. Uważamy, że jest to jeden z kluczowych elementów, który powoduje, że Fed podejmuje decyzje o podwyżkach stóp procentowych – uważa Małgorzata Kleniewska-Wodtke, prezes zarządu Fitch Polska.

Europejski Bank Centralny zdecydował w połowie czerwca o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Zostaną utrzymane co najmniej do lata 2019 roku. Według prognoz Fitch z początku rok EBC dokona korekty o 50 punktów bazowych w 2019 roku.

 Trendy w zakresie ratingów są pozytywne, ale bierzemy również pod uwagę kluczowe ryzyka, które mogą wystąpić, zmianę stóp procentowych, wyzwania fiskalne – aczkolwiek bardziej w 2019 roku niż w 2018, także politykę handlową i ryzyka polityczne – wymienia Małgorzata Kleniewska-Wodtke.

Fitch prognozuje, że w tym roku światowe PKB wzrośnie o 3,3 proc., ale wskaźnik ten dla krajów rozwijających się będzie znacznie wyższy. W Polsce – według zaktualizowanych prognoz – ma wynieść 4,4 proc.

Atrakcyjna cena to wciąż największy bodziec zakupowy dla Polaków. 50 proc. klientów czeka na sezonowe wyprzedaże

Atrakcyjna cena to wciąż największy bodziec zakupowy dla Polaków. 50 proc. klientów czeka na sezonowe wyprzedaże 6

Sezonowe wyprzedaże to wciąż najbardziej lubiana przez Polaków forma promocji. Korzysta z nich blisko 90 proc. konsumentów, ponad połowa natomiast wstrzymuje się z decyzjami zakupowymi do momentu rozpoczęcia wyprzedaży. Zdaniem ekspertów, aby z sukcesem wyprzedać nadmiary magazynowe, sklepy powinny zadbać nie tylko o konkurencyjne ceny, lecz także o atrakcyjność towaru, dostępność przebieralni i stanowisk kasowych, oraz odpowiednią liczbę produktów przecenionych.

Jak pokazuje raport KPMG, z sezonowych wyprzedaży korzysta 88 proc. Polaków. Połowa z nich rozmyślnie wstrzymuje się z decyzjami zakupowymi aż do momentu rozpoczęcia akcji wyprzedażowych w sklepach. W czasie noworocznych i letnich promocji Polacy kupują głównie obuwie, odzież, kosmetyki i elektronikę, wydając na tego rodzaju zakupy minimum 300 zł. Znaczna część konsumentów przygotowuje się do sezonowych wyprzedaży wiele tygodni przed ich rozpoczęciem.

– Zbieramy kupony, rabaty, mamy listę produktów, które chcemy upolować. To napędza całą koniunkturę. Okres przygotowania do wyprzedaży powoduje, że jesteśmy gotowi na to, żeby ruszyć do sklepów po towary i na to czekamy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystian Krawczyk, wiceprezes zarządu Quality Watch.

W ciągu kilku ostatnich lat zmienił się model zakupowy, do czego przyczyniło się m.in. upowszechnienie internetu. Polacy coraz częściej wykorzystują sieć do porównywania cen i jakości produktów oraz szukania opinii innych internautów. Zakupów online – według raportu KPMG – dokonuje blisko 60 proc. polskich konsumentów. 40 proc. natomiast odwiedza strony internetowe sprzedawców, nawet jeśli potem decyduje się na zakupy stacjonarne. W sklepach tradycyjnych Polacy doceniają takie udogodnienia jak odpowiednia lokalizacja, parking, możliwość pozostawienia dziecka pod opieką na czas zakupów.

– Sam model zakupowy będzie się zmieniać, natomiast wyprzedaże i cena wciąż będą dominujące. Cena dla 3/4 z nas wciąż jest decydująca i to się nie zmieni jeszcze przez pewien okres – mówi Krystian Krawczyk.

Wyprzedaż sezonowa ma istotne znaczenie nie tylko dla konsumenta, lecz także dla sprzedawcy, który w ten sposób pozbywa się nadmiaru towaru, przygotowuje magazyny na nowy sezon oraz przyciąga nowych klientów. Choć dla polskich konsumentów cena ma dominujące znaczenie, nie ona jedna decyduje jednak o sukcesie wyprzedaży. Równie istotne jest zaoferowanie klientom jak najszerszej oferty – porządek w sklepie traci na znaczeniu, ważne, by można w nim było znaleźć jak najwięcej łatwo dostępnego towaru.

– Towar powinien być wyeksponowany w każdej części sklepu, ometkowany jako „sale”. Pamiętajmy o właściwej komunikacji ceny, ona będzie nam się zmieniać z dnia na dzień – mówi Krystian Krawczyk.

Sklepy powinny ponadto zadbać o liczbę czynnych stanowisk kasowych oraz przymierzalni, adekwatną do zwiększonej liczby klientów. Sprzedawcy mają do dyspozycji szereg możliwości marketingowych, za pomocą których są w stanie wpływać na decyzje zakupowe klienta. Mimo przygotowań do wyprzedaży, wciąż co dziesiąty Polak dokonuje bowiem wyboru towaru spontanicznie. Podstawą jest przekonanie konsumenta o wyjątkowości oferowanego towaru – jest dostępny tylko przez chwilę, wkrótce zostanie wyprzedany, w dodatku po atrakcyjnej cenie. Istotne jest więc akcentowanie końca wyprzedaży.

– Pamiętajmy o takich elementach jak stara cena – nowa cena czy dwa produkty w pakiecie. Najlepszym przyjacielem sprzedawcy jest przecież taśma do połączenia w pewne zestawy – mówi Krystian Krawczyk.

Orężem w walce o zainteresowanie klienta jest również idea setów towarów. Umiejętne ułożenie produktów w zestawie pozwala odkryć potencjalnemu klientowi nową, nieuświadamianą wcześniej potrzebę. Przykładem są sety kosmetyków dla mężczyzn, w których obok klasycznych produktów do golenia i kremów do twarzy pojawiają się kremy pod oczy. W zakresie branży spożywczej istotne jest akcentowanie prozdrowotnej natury oferowanego produktu, np. brak glutenu lub laktozy.

– Klient będzie miał okazję złowić właściwy towar i to sprawi, że będzie zadowolony. Firma uzyska benefity z tego, że towar wyprzedała i jest miejsce dla nowej kolekcji. Każdy może być wygranym w tej grze – mówi Krystian Krawczyk.

Stomil stawia na technologie, nowe produkty i innowacyjność

Stomil Bydgoszcz to firma z wieloletnią tradycją – działa na rynku już niemal 100 lat. W ostatnim okresie spółka przeżywała jednak poważne problemy.

Głównym zadaniem nowego zarządu, który pojawił się w firmie w sierpniu ubiegłego roku, było zbadanie jej rzeczywistej kondycji finansowej, stanu majątkowego, przebudowa organizacji oraz wdrożenie działań, które miały odwrócić negatywne trendy w zakresie sprzedaży i rentowności. Na przestrzeni ostatnich miesięcy podjęto szereg bardzo konkretnych działań – uporządkowano sprawozdania finansowe, dokonano przeglądu wyceny majątku, w szczególności – zapasów. Obecnie firma wdraża nowe rozwiązania w zakresie raportowania, aby decyzje mogły być podejmowane w oparciu o dobre, wiarygodne dane i rzetelne analizy. Głębokiej przebudowie uległa organizacja sprzedaży i marketingu. Zmianie uległ sposób prowadzenia działań sprzedażowych, współpracy z kluczowymi partnerami i obsługi klienta. Dynamiczne działania sprzedażowe doprowadziły do tego, że – w niektórych kategoriach produktów – Spółka jest w stanie zrealizować tylko ok. 50 – 60% otrzymywanych zamówień. Wynika to z ograniczeń po stronie produkcji i możliwości szybkiego odtworzenia rzeczywistej mocy produkcyjnej, którą Spółka posiada. Stomil pracuje też nad rozszerzeniem portfela o produkty specjalistyczne – aby stworzyć lepszą ofertę dla klientów. Dynamiczne działania sprzedażowe doprowadziły do tego, że zamówienia na niektóre kategorie produktów Stomil znacznie przekraczają możliwości produkcyjne przedsiębiorstwa. Obecnie jest ono w stanie zrealizować tylko ok. 50-60 proc. z nich.

– Zbudowaliśmy nowy dział sprzedaży i dział obsługi klienta. Dziś dynamicznie rozwijamy się dzięki profesjonalnym handlowcom – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Rędaszka, prezes Stomil Bydgoszcz – Firma odwraca spadkowe trendy sprzedaży z poprzednich lat, pozyskuje nowych klientów i odzyskuje tych utraconych w przeszłości. To z pewnością jeden z elementów, który pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Główną przeszkodą w szybkim rozwoju jest jednak ograniczenie w postaci zaniedbanego kapitału ludzkiego. Dzisiaj Stomil potrzebuje nowych pracowników, aby w pełni wykorzystać swój park maszynowy. Stawiając na poprawę tego obszaru firma chce odbudować kompetencje, stworzyć silny i dynamiczny zespół skupiony wokół wspólnych wartości – z których główną będzie stabilna sytuacja finansowa spółki, jej rozwój oraz bezpieczeństwo zatrudnionych. Chcemy znacznie zwiększyć skalę swojej działalności. Planujemy poprawić rentowność i zwiększyć marże tak, aby wygenerować nowe środki na realizację trzeciego filaru rozwoju Stomilu – czyli inwestycji w nowe technologie zakładu produkcyjnego. Obecnie konkurencyjne firmy specjalizujące się w pewnych obszarach posiadają sprawnie funkcjonujące działy rozwoju i badań.  To kierunek powszechnie obowiązujący na rynku, który Stomil również będzie musiał przyjąć. Technologia, nowe produkty i innowacyjność wymagają ogromnego nakładu pracy, środków finansowych i wysiłku całego zespołu. To duża zmiana w organizacji spółki, procesach i w podejściu do biznesu. Jest niezbędna – choć rodzi z pewnością pewne niepokoje. Niemniej, została już rozpoczęta i będzie kontynuowana – podsumował Rędaszka

Trwają prace nad przepisami, które pozwalałyby farmaceutom udzielać porad medycznych klientom aptek

W Polsce jest 15 tys. aptek, w których pracuje 26 tys. farmaceutów, posiadających wystarczające kwalifikacje, by włączać się w proces leczenia. System ochrony zdrowia do tej pory nie dawał im jednak takiej możliwości. Tymczasem szansę ku temu stwarza postępująca informatyzacja oraz pilotaże opieki farmaceutycznej i koordynowanej. Jak wynika z raportu „Jak wprowadzić w Polsce opiekę farmaceutyczną? Rola i wyzwania współczesnej apteki”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z USP Zdrowie, wprowadzenie w Polsce opieki farmaceutycznej mogłoby przynieść nawet 4 mld zł oszczędności, co oznacza, że system mógłby funkcjonować bez kreowania dodatkowych kosztów dla budżetu państwa.

Badania pokazują, że ponad 12 proc. Polaków deklaruje, że ma niezaspokojone potrzeby związane z leczeniem. Tymczasem średnia dla wszystkich krajów unijnych wynosi zaledwie 4 proc. Główne powody ograniczające dostęp do specjalisty to czas oczekiwania, który jest przeciętnie ponad trzykrotnie dłuższy niż w innych krajach – wynosi 363 dni, podczas gdy średnio w krajach OECD jest to 113 dni. Problemem pozostaje zbyt mała liczebność kadr do obsługi chorych. Obecnie w Polsce na 1 tys. mieszkańców przypada 2,3 lekarza, tymczasem przeciętnie w UE średnia ta wynosi 3,5. Jeśli zaś chodzi o farmaceutów, to na tysiąc mieszkańców przypada w Polsce niespełna jeden – to wynik zbliżony do przeciętnej w Unii, a także prawie czterokrotnie wyższy niż w Holandii, która jest jednym z krajów realizujących opiekę farmaceutyczną.

Opieka farmaceuty

Według badań, farmaceuci cieszą się wysokim zaufaniem wśród polskiego społeczeństwa,1 to ogromny potencjał, który powinien być doceniony i włączony do systemu ochrony zdrowia. – Nieuniknione zmiany, trendy społeczne i cywilizacyjne obligują do tworzenia odpowiedzialnych rozwiązań systemowych, które będą realnie zaspokajać potrzeby pacjentów. Jak pokazują doświadczenia zachodnioeuropejskie, wprowadzenie opieki farmaceutycznej zdecydowanie poprawia efektywność leczenia, a w konsekwencji bezpieczeństwo i zdrowie pacjenta. Ponadto, jak dowodzi raport może przynieść wymierne korzyści dla polskiego systemu ochrony zdrowia – mówi Robert Jurgawka, członek zarządu USP Zdrowie.

Według definicji wypracowanej przez Ministerstwo Zdrowia opieka farmaceutyczna jest to działanie polegające na dokumentowanym procesie, w którym farmaceuta, współpracując z pacjentem i lekarzem, czuwa nad prawidłowym przebiegiem farmakoterapii.

Rolą farmaceutów byłoby doradzanie pacjentowi przed rozpoczęciem leczenia nowym preparatem, rzetelne przekazywanie choremu informacji – co zwiększa bezpieczeństwo stosowania leków, oraz motywowanie go do stosowania się do zaleceń lekarskich przez wyjaśnienie założeń leczenia. Cały ten proces miałby się odbywać w atmosferze spokoju i dyskrecji. Farmaceuta brałby na siebie ciężar pierwszego kontaktu z pacjentem potrzebującym doraźnej interwencji lub prostego badania.

System stosowany w Europie

Dziś brakuje przepisów, które pozwoliłyby farmaceutom traktować klientów aptek jak pacjentów. – Tymczasem opieka farmaceutyczna z sukcesem realizowana jest w wielu europejskich krajach. Najczęściej jest finansowana z pieniędzy pochodzących z budżetu ubezpieczenia zdrowotnego. Tak jest na przykład w Holandii, Niemczech i Wielkiej Brytanii – mówi Rafał Rudzki, starszy menedżer w Deloitte Polska.

Zakres usług oferowany w ramach opieki farmaceutycznej jest różny w każdym ze wspomnianych krajów – zależy od wielkość nakładów, jakie poszczególne państwa przeznaczają na tę opiekę. Według szacunków Deloitte najwyższe nakłady na opiekę farmaceutyczną z budżetu przeznacza Wielka Brytania – sięgają 0,53 proc. PKB. Brytyjscy farmaceuci są uprawnieni nawet do wystawiania recept.

– W Polsce należy wykorzystać szansę, którą daje wprowadzenie e-recept. Elektroniczne recepty zastąpią papierowe, bo będą wygodne dla pacjenta, lekarza i farmaceuty. Dzięki powstaniu sieci wymiany informacji między przychodniami i aptekami, wprowadzenie opieki farmaceutycznej około 2020 roku byłoby, więc możliwe – mówi Piotr Arak, współautor raportu.

Niezbędna informatyzacja

Zdaniem ekspertów Deloitte reformę opieki zdrowotnej można zrealizować według jednego z trzech scenariuszy. Pierwszy z nich zakłada wprowadzenie programu profilaktycznego, który nie wymagałby istotnych zmian legislacyjnych. Gdyby miał objąć całą populację, jego roczny koszt wynosiłby około 3,5 mld zł w 2020 r., ale zyski zdrowotne zredukowałyby wydatki NFZ o 3,85 mld zł (4 proc. budżetu NFZ). Oznacza to, że w długim terminie rozwiązanie to mogłoby być samofinansujące, dlatego wydaje się najbardziej korzystne.

W drugim scenariuszu można wprowadzić – na podobieństwo świadczeń POZ – usługę opieki farmaceutycznej i farmaceutę jako element podstawowej opieki zdrowotnej. Podobnie jak w pierwszym scenariuszu wiązałoby się to z 3,5 mld zł rocznych wydatków w 2020 r. i 3,85 mld zł oszczędności.

Trzeci model zakłada wprowadzenie w Polsce regulacji prawnych umożliwiających klientom aptek stanie się pacjentami za niską opłatą ryczałtową. Zysk dla publicznego systemu ochrony zdrowia z prywatnego korzystania z opieki farmaceutycznej mógłby wynieść wówczas około 468 mln zł. – Warunkiem sine qua non reformy wprowadzającej ogólnopolską opiekę farmaceutyczną jest istnienie systemu informatycznego łączącego lekarzy i farmaceutów. Bez tego udział aptekarzy w procesie leczenia będzie niemożliwy. Reforma opieki farmaceutycznej przygotuje Polskę na wyzwania przyszłości, także te związane ze starzeniem się społeczeństwa i ograniczonej dostępności usług medycznych. Pozwoli ponadto zachować w Narodowym Funduszu Zdrowia konkretne środki – podsumowuje Rafał Rudzki.

[1] Międzynarodowe badanie zaufania do zawodów, GfK, Warszawa 2014

Polska gospodarka wciąż w świetnej kondycji

Polska gospodarka dobrze broniła się w maju przed skutkami osłabienia wzrostu gospodarczego w Eurolandzie, a zwłaszcza w Niemczech. Natomiast wynagrodzenia nadal rosną szybko i takie tempo może utrzymać się przez cały rok.

W maju 2018 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 3,7% niż przed rokiem i wyniosło 6210,2 tys. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) było wyższe o 7,0% r/r i wyniosło 4696,59 zł.

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w maju br. była wyższa niż przed rokiem o 6,1% (wobec wzrostu o 7,4% w maju ub. roku). W porównaniu z kwietniem br. miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 2,2%.

– Słabnąca koniunktura w Europie nie odbiła się negatywnie na polskiej gospodarce – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wzrost odczuwalnych dochodów pracowników będzie nadal duży, w maju fundusz płac był wyższy o ponad 10 proc. w porównaniu do maja 2017 r.

Sukces programu obligacji detalicznych PKN ORLEN

Na tydzień przed końcem terminu zapisów, liczba subskrybowanych obligacji przekroczyła łączną liczbę oferowanych obligacji serii E. Wszystkie emisje cieszyły się zainteresowaniem ze strony inwestorów co świadczy o silnej pozycji Koncernu na rynkach finansowych.

Grupa ORLEN odgrywa ważną rolę z punktu widzenia rozwoju gospodarki i rynków finansowych w Polsce. Dlatego chętnie angażujemy się w aktywizację krajowego rynku kapitałowego, m.in. poprzez wprowadzenie wszystkich naszych obligacji detalicznych do obrotu na platformę Catalyst. W ten sposób również wzmacniamy naszą pozycję i zaufanie ze strony inwestorów. Najlepszym potwierdzeniem jest właśnie sukces programu obligacji detalicznych – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

W ramach ostatniej serii E oferowane były obligacje o wartości 200 mln zł, oprocentowane według zmiennej stopy procentowej, na którą składa się WIBOR 6M i marża w wysokości 1,2%. Wszystkie obligacje detaliczne otrzymały ocenę agencji Fitch Ratings, która przyznała całemu programowi rating na poziomie A(pol).

Na rynkach strach góruje nad rozsądkiem

Wiele znaków zapytania co do efektów działań Trumpa i jego agresywnie prowadzonej polityki. Inwestorzy znów chętniej lokują kapitał w aktywa bezpieczne stąd umacnia się frank szwajcarski i jen. Wojny handlowe póki co służą dolarowi. Chiny i UE nie składają broni i uderzają akcjami odwetowymi. EUR/USD odbił się od wsparcia i podąża w górę. Pytanie czy to tylko korekta czy jednak możliwa zmiana trendu. BoE pomaga nieco funtowi.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 14.05.2017-25.06.2018
Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2582 3,5670 3,6000 4,8365
Maksimum 4,3387 3,7920 3,7620 4,9830

 

EUR/PLN

EURPLN..H4Na rynkach nadal nie widać optymizmu. Coraz bardziej nieczyste zagrywki prezydenta Trumpa w wojnie handlowej powodują, że odreagowania są bardzo szybko stłumione. Nowe pomysły a tym samym nowe cła są praktycznie prezentowane codziennie. Teraz grozi on nowymi sankcjami znów wobec Chin i UE. Trudno jest wyrokować co jeszcze może się pojawić i na co liczy Trump. Bo raczej nie myśli prezydent USA, że nakładanie kolejnych ograniczeń w handlu będzie spokojnie przyjmowane czy to przez Państwo Środka czy UE. A kraje objęte sankcjami uderzają w bardziej wizerunkowe sankcje odwetowe. Unia Europejska w ramach rewanżu nałożyła cła na motocykle, sok pomarańczowy i Bourbona. Podsumowując trwa chaos i dezorientacja inwestorów to musi skutkować wyprzedażą aktywów rynków wschodzących. Na EUR/PLN trwa krótkoterminowy trend wzrostowy i bardzo możliwe jest testowanie oporu w postaci ostatniego maksimum. Biorąc pod uwagę podejście Trumpa, że nie zawaha się za wszelką cenę wygrać i otrzymać to czego chce możemy oczekiwać dalszej presji wzrostowej na tej parze. Jak pokazał temat Włoch i kryzys polityczny w tym kraju strach bardzo szybko zagościł na rynkach. I nie był to konkretny przypadek tylko myślenie inwestorów co może się zdarzyć. A nie ma nic gorszego w tym przypadku bo szybko się uruchamia spirala strachu. Szczególnie w okresie wakacyjnym gdy płynność jest niższa. Stąd nie będzie zaskoczenia gdy zobaczymy na EUR/PLN 4,35.

CHF/PLN

CHFPLN..H4Również na CHF/PLN doskonale widać aktualne podejście inwestorów. Lokują oni swoje środki w bezpieczne przystanie stąd wynika umocnienie franka szwajcarskiego. Waluta Szwajcarii nie jest odosobniona i rosną w siłę także inne waluty uznawane za bezpieczne czyli jen i dolar amerykański. Jest to jak najbardziej uzasadnione podejście biorąc pod uwagę to co się dzieje na świecie. Z jednej strony to do niemal znudzenia temat wojny handlowej USA z praktycznie całym światem. Ostatnie informacje mówią o zablokowaniu chińskich inwestycji w amerykański sektor technologiczny. Z drugiej strony pojawiają się niepokojące informacje z Niemiec o utarczkach wewnątrz koalicji rządzącej. Merkel ma ponoć dwa tygodnie na rozwiązanie sprawy uchodźców. W przeciwnym wypadku SPD widzi nawet możliwość powołania nowych wyborów nawet we wrześniu. Póki co rynki biorą to za dość utopijny scenariusz ale gdyby się tak stało możemy oczekiwać silnej wyprzedaży euro a co za tym idzie umocnienia franka szwajcarskiego. I po trzecie temat Turcji. Erdogan po niedzielnych wyborach zyskał niemal pełnię władzy. Teoretycznie źle ale w praktyce może się okazać, że będzie to wsparciem dla mocno przecenionej liry bo przynajmniej na chwilę zniknie niepewność. Tym samym umocnienie jednej z walut krajów wschodzących mogło by być na plus dla innych, a tym samym dla złotego. Oporem dla dalszych wzrostów będzie sforsowanie ostatniego maksimum.

USD/PLN

USDPLN..H4Awersja do ryzyka na rynkach wywindowała USD/PLN znów wysoko. Testowane było ostatnie maksimum na poziomie bliskim 3,76. Nieudana próba zbiegła się z ruchami na parze EUR/USD i pozwoliła kursowi nieco odreagować. Główna para walutowa nieco ruszyła się w górę ale wygląda to na ruch korekcyjny. Wsparcie w okolicach 1,15 okazało się solidnym wsparciem. Niemniej jednak poziom 1,16-1,17 pozwala patrzeć zarówno na perspektywę spadkową jak i wzrostową. Teoretycznie uważa się, że wojna handlowa powinna działać na korzyść. Wynika to z tego, że w nerwowym okresie na świecie dolar może być bezpieczną przystanią. I ma ku temu powody choćby solidna gospodarka i perspektywa dość wysokich rentowności długu przy niskim ryzyku. Tylko pytanie zasadnicze czy waluta amerykańska już nią jest. Agresywna polityka Trumpa może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jeśli nie osiągnie tego co chce może to podważyć zaufanie do dolara. Tym bardziej, że Chiny, Kanada czy UE nie wyglądają by miały się łatwo poddać. A co jeśli UE zacznie silniej współpracować z Chinami? Wtedy prezydent USA może oberwać rykoszetem i tym samym waluta amerykańska. Tym bardziej, że działania Fed są już w cenie. A ryzyko, że EBC przeciągnie dłużej QE jest bardzo małe. I to spory argument na rzecz euro. Podsumowując są spore szanse, że dolar może nieco stracić w najbliższym czasie.

GBP/PLN

GBPPLN..H4Na GBP/PLN również mamy trend wzrostowy ale przebiegający dość spokojnie. Waluta brytyjska nieco zyskała po posiedzeniu Banku Anglii gdzie rozkład głosów jastrzębich zwiększył się o jeden. W efekcie stopy zostały utrzymane ale już tylko wynikiem 6-3. Oczywiście rozbudziło to apetyty inwestorów o podwyżkę stóp już na kolejnym posiedzeniu. Wiele z pewnością wyjaśnią dane makro, które będą się pojawiać w kolejnych tygodniach. W tym choćby PKB powinno wskazać drogę BoE. Wiele też będzie zależało od ogólnego sentymentu na rynkach. Jeśli awersja do ryzyka się utrzyma to GBP/PLN dość szybko będzie testował okolice ostatniego maksimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Absurd skargi nadzwyczajnej

Wraz z początkiem kwietnia do grona nadzwyczajnych środków zaskarżenia dołączyła szumnie zapowiadana skarga nadzwyczajna. Nowe rozwiązanie z jednej strony umożliwia naprawienie sądowych krzywd, z drugiej – mimochodem sprzyja wydłużaniu się w nieskończoność postępowań sądowych oraz wznawianiu spraw nawet sprzed 20 lat. Pomimo sporego zainteresowania ze strony obywateli, eksperci nadal widzą więcej wad skargi nadzwyczajnej niż jej zalet.

Przesłanki wniesienia skargi nadzwyczajnej

Skarga nadzwyczajna jest środkiem subsydiarnym – przysługuje jedynie wtedy, gdy nie zachodzi możliwość uchylenia lub zmiany orzeczenia w drodze innego rodzaju nadzwyczajnych środków zaskarżenia. Można ją wnieść od kończącego postępowanie, prawomocnego rozstrzygnięcia sądu powszechnego lub wojskowego, jeżeli jest to niezbędne dla zapewnienia praworządności oraz sprawiedliwości społecznej, a orzeczenie narusza konstytucyjne zasady tudzież wolności i prawa człowieka. Skarga może zostać również wniesiona, gdy orzeczenie rażąco narusza prawo poprzez jego błędną wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie lub gdy zachodzi oczywista sprzeczność zebranego w sprawie materiału dowodowego z ustaleniami sądu. Wprowadzone rozwiązanie może zatem służyć do zakwestionowania prawie każdego prawomocnego orzeczenia sądowego.

Skorzystanie z nowego instrumentu nie jest możliwe w przypadku postanowienia o przysposobieniu, wyroku ustalającego nieistnienie małżeństwa lub orzekającego unieważnienie małżeństwa bądź rozwód, gdy chociaż jedna ze stron po jego uprawomocnieniu zawarła nowy związek małżeński. Skarga nadzwyczajna nie może być także wniesiona w sprawach wykroczeń i wykroczeń skarbowych. Należy również pamiętać, że jeżeli zostanie ona złożona w sprawie, gdzie wcześniej rozpoznawana była kasacja lub skarga kasacyjna, to wówczas skargi nie będzie można oprzeć na podnoszonych wcześniej zarzutach.

Podmioty uprawnione do wniesienia skargi nadzwyczajnej

Ustawodawca zadecydował, że skarga nadzwyczajna nie może zostać wniesiona samodzielnie przez obywatela czy nawet profesjonalnego pełnomocnika. Może ją wnieść tylko Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Prokurator Generalny. Do grona uprawnionych należą też Rzecznik Praw Dziecka, Prezes Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, Rzecznik Praw Pacjenta, Rzecznik Finansowy, Przewodniczący KNF i Prezes UOKiK, którzy mogą wnieść skargę jedynie w sprawie należącej do ich właściwości. Aby więc zainteresowany mógł uczynić pożytek ze skargi nadzwyczajnej, musi on zwrócić się z wnioskiem do jednego ze wspomnianych organów i zainteresować go swoją sprawą. Po otrzymaniu takiego wniosku organ będzie miał obowiązek przeanalizować go i zapoznać się z aktami. Będzie mógł odmówić sporządzenia i wniesienia skargi, gdy stwierdzi, że byłaby ona nieuzasadniona lub że istnieją negatywne przesłanki do jej wniesienia.

Skargi nadzwyczajne będzie rozpatrywać nowo powołana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w Sądzie Najwyższym, której sędziowie będą mianowani przez Krajową Radę Sądownictwa wybieraną przez polityków.

Terminy do złożenia skargi nadzwyczajnej

Co do zasady skargę nadzwyczajną będzie można wnieść w ciągu 5 lat od uprawomocnienia się zaskarżonego orzeczenia, a w przypadku gdy od orzeczenia wniesiono kasację albo skargę kasacyjną – w terminie roku od ich rozpoznania. Jednocześnie niedopuszczalne jest uwzględnienie skargi wniesionej na niekorzyść oskarżonego, gdy od dnia uprawomocnienia się orzeczenia minął ponad rok. Jeżeli zaś od uprawomocnienia się orzeczenia upłynęło 5 lat, a wywołało ono nieodwracalne skutki prawne lub przemawiają za tym zasady, wolności oraz prawa człowieka i obywatela wskazane w Konstytucji RP, Sąd Najwyższy będzie mógł ograniczyć się do stwierdzenia, że zaskarżone orzeczenie wydano z naruszeniem prawa.

Ponadto wprowadzona została tymczasowa możliwość wniesienia skargi nadzwyczajnej od orzeczeń, które uprawomocniły się po 17 października 1997 r. – będzie można z niej skorzystać jedynie w ciągu 3 lat od wejścia w życie znowelizowanej ustawy.

Absurd skargi nadzwyczajnej

Pozornie skarga nadzwyczajna może wydawać się dobrym rozwiązaniem. Budzi ono jednak sporo kontrowersji i fatalnie wpływa na pewność obrotu prawnego. Po pierwsze: skąd pewność, że ponowne rozpatrzenie sprawy zakończy się sprawiedliwym rozstrzygnięciem? Pamiętajmy, że przez lata niektóre akta są niszczone, a niektóre giną; świadkowie pewnych wydarzeń umierają, a pamięć żyjących stopniowo się zaciera. Odtwarzanie akt jest zaś procesem niezwykle czasochłonnym, wymagającym przesłuchiwania wielu świadków. Odtworzony materiał ostatecznie może okazać się niekompletny. Prawdopodobieństwo, że rozstrzygnięcie sprawy sprzed lat zakończy się sukcesem, jest bardzo małe.

Po drugie, wymogi złożenia skargi nadzwyczajnej są na tyle ogólne, że organ polityczny tak naprawdę subiektywnie decyduje, które wyroki mogą zostać wzruszone. To natomiast może prowadzić do niebezpiecznych działań o charakterze zemsty politycznej – nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której sprawę wygrali polityczni przeciwnicy obecnej władzy. Czy istnieje lepsze narzędzie nacisku niż możliwość zmiany prawomocnego wyroku?

Poza tym, ponowne osądzanie zamkniętych już spraw źle wpływa na pewność obrotu prawnego. A tymczasem fundamentalną wartością państwa prawa jest zaufanie do niego – zaufanie, że ostateczne rozstrzygnięcie sądowe rzeczywiście jest ostateczne. Tymczasem wprowadzenie skargi nadzwyczajnej powoduje, że ostateczne rozstrzygnięcie nie jest ostateczne. Nie zapominajmy także, że największą słabością polskiego sądownictwa są przewlekające się postępowania, a idea skargi nadzwyczajnej jeszcze bardziej wydłuży toczące się postępowania.

Czy wprowadzenie skargi nadzwyczajnej naprawdę było niezbędne?

Nasuwa się wniosek, iż skarga nadzwyczajna to środek, który powiela dotychczas istniejące rozwiązania, narusza zasadę pewności prawa, a politykom daje kolejny instrument wpływu na sądownictwo. Zamiast leczyć problemy wymiaru sprawiedliwości i przywracać poczucie sprawiedliwości społecznej, jedynie potęguje przedłużanie się postępowania i wprowadza niepotrzebne konflikty. Niedługo nikt nie będzie mógł być pewien, że wyrok w jego sprawie jest ostateczny.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Obawy o wojnę handlową znów uderzyły w złotego

Narastający konflikt między Chinami a Stanami Zjednoczonymi zaniepokoił inwestorów, skłaniając ich do wyprzedaży walut rynków wschodzących na rzecz bezpieczniejszych – franka szwajcarskiego i jena japońskiego.

W ubiegłym tygodniu ostatecznie umocniła się również wspólna europejska waluta – po kilku miesiącach rozczarowań, dane ekonomiczne ze strefy euro pozytywnie zaskoczyły. Funt brytyjski natomiast nie skorzystał zbyt mocno z jastrzębich sygnałów płynących z Banku Anglii. Podczas ostatniego spotkanie BoE główny ekonomista banku centralnego, Andy Haldane, niespodziewanie dołączył do dwóch pozostałych „jastrzębi” głosujących za natychmiastową podwyżką stóp procentowych.

Najlepiej radzącą sobie walutą tygodnia było meksykański peso. Pozytywny sentyment do waluty Meksyku powrócił wraz z pojawieniem się przekonania, że prawdopodobna elekcja lewicowego kandydata na prezydenta nie wpłynie negatywnie na perspektywy gospodarcze kraju.

W bieżącym tygodniu dla rynku walutowego kluczowe będą dane makroekonomiczne publikowane w USA, Europie i Chinach. Największą uwagę przywiązujemy do dynamiki cen w Stanach Zjednoczonych i w Starym Kontynencie, które poznamy pod koniec tygodnia.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Złoty najmocniej tracił w parze z euro. „Winnym” stojącym za osłabieniem polskiej waluty, zwłaszcza w pierwszej części tygodnia był wzrost ryzyka wojny handlowej w związku z potyczką USA i Chin na owym froncie.

Praktycznie wszystkie odczyty z Polski opublikowane w ubiegłym tygodniu były dobre. W maju obserwujemy wzrost dynamiki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Rynek pracy również pokazuje dobre odczyty – płace w sektorze korporacyjnym w maju wzrosły o 7% rocznie, niemal zgodnie z oczekiwaniami, zatrudnienie rośnie z kolei w stałym tempie 3,7% rocznie.

W tym tygodniu poznamy również kilka odczytów z Polski. Warto będzie zwrócić uwagę w szczególności na piątkowe dane o inflacji CPI. Uwaga inwestorów nadal prawdopodobnie będzie jednak skupiała się na kwestii konfliktu handlowego USA i Chin oraz na danych płynących z największych światowych gospodarek.

GBP

Tak jak oczekiwał konsensus, podczas ostatniego spotkania Bank Anglii zdecydował o utrzymaniu poziomu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Niemniej, liczba jastrzębi w MPC (Komitecie Polityki Pieniężnej) wzrosła do trzech, po tym jak główny ekonomista BoE, Andy Haldane, zagłosował inaczej  niż pozostali decydenci banku centralnego. Po raz pierwszy od siedmiu lat główny ekonomista Banku Anglii sprzeciwia się zdaniu reszty MPC. Tym samym jego decyzja ma większe znaczenie, niż gdybyśmy mieli do czynienia z głosami innych członków Komitetu. Uważamy, że tak znacząca zmiana nastrojów w banku centralnym otwiera możliwość podniesienia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii już w sierpniu. Jesteśmy jednak dość zaskoczeni umiarkowaną reakcją szterlinga na rozwój sytuacji w banku centralnym. Zaczynamy się skłaniać do wniosku, że funta w okresie letnim może czekać okres wzrostu, zwłaszcza jeżeli pojawią się jakiekolwiek pozytywne wieści odnośnie stanu negocjacji ws. Brexitu.

EUR

Kluczowe indeksy PMI, opisujące aktywność biznesu w gospodarkach strefy euro pozytywnie zaskoczyły. Zbiorczy indeks PMI wzrósł po raz pierwszy od pięciu miesięcy. W związku z tym, iż wspomniany wskaźnik jest jednym z najlepszych źródeł do oceny sytuacji gospodarczej Starego Kontynentu, wzrost PMI uzasadnia nasz pogląd, że spowolnienie w strefie euro powinno być krótkie i niezbyt dotkliwe.

Obecnie czekamy na informacje dotyczące wzrostu cen. Jeżeli inflacja bazowa będzie wykazywała oznaki wzrostu (co miało miejsce miesiąc temu), może zmienić to sytuację na EUR/USD w średnim terminie. Ostatnio obserwowane poziomy mogłyby w takiej sytuacji być dołkiem dla głównej pary.

USD

Ubiegły tydzień rozpoczął się niepokojącym oświadczeniem prezydenta Trumpa, w którym szef amerykańskiej egzekutywy rozważał nałożenie 10% taryfy celnej na eksportowane przez Państwo Środka produkty o wartości 200 miliardów dolarów, jak i odpowiadającą mu deklaracją o odwecie ze strony Chin. Azjatycki rynek akcji ma za sobą ciężki tydzień, mimo

że aktywa w innych częściach globu radziły sobie względnie dobrze. Co istotne, dolar amerykański nie skorzystał istotnie na wzroście niepewności rynkowej (mimo swojego statusu „bezpiecznej przystani”) i zakończył tydzień nieco poniżej poziomu w którym go rozpoczął.

Podobnie jak w przypadku strefy euro, uwagę inwestorów w USA w tym tygodniu powinny przywiązać opublikowane w piątek dane o dynamice cen. Rynek będzie oczekiwał utrzymania wzrostowego trendu dynamiki cen w Stanach Zjednoczonych, który obserwujemy od kilku miesięcy.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na Gold oraz BTCUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

abela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu COT warto zainteresować się platyną oraz euro.

Złoto – coraz ciekawsze

Według ostatniego raportu COT złoto staje się coraz ciekawszym instrumentem. Dlaczego? Otóż po raz kolejny zobaczyliśmy wzrost krótkich pozycji w portfelach zarządzających oraz redukcję długich. Historycznie ilość krótkich pozycji względem długich stanowi zbyt dużą ilość w portfelach zarządzających, co historycznie zawsze doprowadzało do mocniejszgo odbicia na tym surowcu. Czy tym razem będzie tak samo? Bardzo prawdopodobne, ponieważ wskazuje na to też analiza techniczna. Niemniej jednak zanim zdecydujemy się na działanie linia pozycji netto powinna odbić, ponieważ dane zjawisko równowagi pomiędzy długimi oraz krótkimi pozycjami może się przedłużyć. Pomimo tego złoto szuka długoterminowego dołka, po czym prawdopodobnie znajdziemy się na nowych szczytach.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Na wykresie tygodniowym notowania złota powoli zbliżają się do długoterminowego wsparcia 1235-1255 USD za uncję. Przy tak dużym pesymizmie żywionym do rynku metali szlachetnych bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia oraz powrót do wzrostów. Celem kupujących są ostatnie szczyty w okolicy 1374 USD za uncję.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

BTCUSD – czas na zwrot akcji?

Fundusze lewarowane od początku maja redukowały długą pozycję w BTC na rynku kontraktów terminowych. Natomiast według ostatniego raportu Commitments of Traders doszło do sporej zmiany. Po pierwsze odbiła linia netto pozycji, ale nie tylko. Bowiem spadła ilość krótkich pozycji oraz wzrosło zaangażowanie kapitału lewarowanego po długiej stronie rynku. Fundusze dobrały do swojego portfela 129 kontrakty opiewające na długą pozycję oraz w tym samym czasie zamknęły 220 kontraktów na pozycję short. Dzięki temu obrona wcześniej wspomnianego wsparcia jest bardzo prawdopodobna.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Co więcej jest to już drugi tydzień z rzędu, gdzie fundusze dobrali coraz większą ilość długich pozycji względem krótkich. Z tego względu ostatnie dwa raporty COT potwierdzają byczy wydźwięk BTCUSD.

Analiza techniczna potwierdza prawdopodobne odbicie na notowaniach BTCUSD. Oscylator stochastyczny wskazuje na bardzo mocne wyprzedanie kursu. Natomiast same notowania znalazły się na mocnym wsparciu 5500 USD.

Notowania BTCUSD, interwał tygodniowy

Notowania BTCUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Marlets

Celem funduszy lewarowanych może być poziom w okolicy pierwszego napotkanego oporu 10 000 USD.

Dział Analiz Admiral Markets

Erdogan zwycięża wybory w Turcji. OPEC ogranicza wydobycia ropy

W Turcji Erdogan wygrywa zarówno wybory prezydenckie i parlamentarne. Na posiedzeniu OPEC doszło do podwyżki wydobycia ropy naftowej. Dane z Niemiec bez wpływu na euro.

Erdogan zwycięża

Zgodnie z oczekiwaniami analityków wybory w Turcji zwycięża Recep Erdogan i jego Partia Sprawiedliwości i Rozwoju startująca w koalicji z Nacjonalistyczną Partią Działania. Zarówno prezydent jak i jego partia otrzymały nieznacznie powyżej 50%. Dzięki temu nie będzie potrzeby drugiej tury. Są to o tyle ważne wybory, że zmieniono system na prezydencki. W rezultacie zlikwidowano rolę premiera a funkcję tą będzie pełnił prezydent. Oznacza to, że jeszcze więcej władzy trafia w jedne ręce. Co ciekawe wbrew wcześniejszym podejrzeniom nie było masowych protestów związanych z manipulacjom wyborami. Jak zareagowały rynki? W piątek lira turecka kosztowała około 79 groszy. Dzisiaj rano są to już okolice 81 groszy. Oznacza to, że inwestorzy obawiali się braku rozstrzygnięcia i dalszej komplikacji sytuacji w kraju.

Konferencja OPEC

W piątek odbyło się posiedzenie państw kartelu OPEC. Zgodnie z oczekiwaniami pod naciskiem Rosji i Arabii Saudyjskiej doszło do podniesienia limitu wydobycia o milion baryłek. Jest to trochę ponad 1% światowego wydobycia. Jakie były powody zwiększenia produkcji? Po pierwsze sankcje amerykańskie względem Iranu powinny z czasem znacząco ograniczyć produkcję z tego kraju. Po drugie są obawy, że wraz ze wzrostem gospodarczym pojawi się deficyt surowca na rynku. Wzrost wydobycia zgodnie z oczekiwaniami spowodował spadki cen surowca na rynku.

Neutralne dane z Niemiec

O godzinie 10:00 poznaliśmy ważny odczyt z Niemiec. Indeks instytutu IFO zgodnie z oczekiwaniami nieznacznie spadł i osiągnął 101,8 pkt. Pokazuje on nastroje wśród niemieckich przedsiębiorców. Dlaczego te dane są ważne dla euro? Niemcy są największą gospodarką strefy euro i jeżeli ta lokomotywa się zatrzyma to znowu będziemy widać inwestorów przenoszących swoje pieniądze w inne regiony świata. Taki ruch byłby kolejnym negatywnym sygnałem dla europejskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – USA – sprzedaż nowych domów,
  • 16:30 – USA – indeks Dallas FED dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rosnąca awersja do ryzyka podbija notowania dolara kosztem walut EM

Globalna awersja do ryzyka sprzyjać powinna wycenie polskich obligacji. Złoty nadal będzie pod wpływem globalnego sentymentu. Oczekiwana wyższa inflacja w EZ powinna wspierać euro i poprawiać nastawienie do PLN pomimo obaw przed wzrostem protekcjonizmu na świecie.

Złoty rozpoczyna bieżący tydzień na poziomie 4,325 na EURPLN i 3,71 na USDPLN przy EURUSD w okolicach 1,165. Ubiegły tydzień cechowało osłabienie PLN. Nasilająca się awersja do ryzyka, będąca skutkiem obaw o negatywny wpływ ewentualnej globalnej wojny handlowej na światową gospodarkę, wspierał tzw. bezpieczne aktywa. Złoty pozostawał więc pod presją podąży. Do czwartku kurs EURPLN wyraźnie rósł, chwilowo testując już opór na 4,332.

Nie tylko kosztem walut EM, ale też względem euro wyraźnie umacniał się dolar amerykański. EURUSD zbliżył się już do wsparcia na poziomie 1,15 jednakże nie zdołał go przebić. W czwartek USD wyhamował wzrost, a dzień później euro wspierane wstępnym, zgodnym z oczekiwaniami indeksem aktywności przemysłu dla strefy euro (w czerwcu bez negatywnego zaskoczenia – czego się obawiano – na poziomie 55 pkt) i lepszym dla usług (w czerwcu na poziomie 55 pkt) zdołało wspiąć się do blisko 1,168. Dane nie zdołały jednak długo utrzymać wzrostu euro do dolara, były bowiem słabsze niż miesiąc wcześniej, wspierając zapowiedzianą przez M. Draghi’ego „cierpliwość” w podejmowaniu decyzji odnośnie terminu podwyżki stóp w strefie euro. Biorąc pod uwagę obecny etap rozwoju gospodarki, dla której dalsze spowalnianie aktywności w biznesie jest niebezpieczne, wyższe cła są sporym zagrożeniem. Po czerwcowych posiedzeniach decyzyjnych Fed i EBC widać utrzymujące się rozbieżności w prowadzonych politykach, co sprzyja dolarowi.

Nasilający się popyt na bezpieczne aktywa sprawiał, że złoty pozostawał obojętny na krajowe publikacje gospodarcze, choć te potwierdzały solidne tempo rozwoju polskiej gospodarki wskazujące na możliwy ponad 5% wzrost PKB w 2Q. W maju produkcja przemysłowa wzrosła powyżej oczekiwań ekonomistów o 5,4% z kolei sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 7,6% również przebijając rynkowe szacunki.  Jak zauważyli ekonomiści PKO BP, biorąc pod uwagę również inne dane krajowe, w tym bardzo dobre nastroje konsumentów i fundusz płac rosnący realnie po 9% już od pół roku, konsumpcja nadal jest głównym motorem wzrostu gospodarczego. Niemniej, krajowe makro jest obecnie neutralne dla oceny perspektyw polityki NBP, przez co pozostaje bez wpływu na PLN.

W najbliższych dniach waluta nasza nadal będzie pod wpływem globalnego sentymentu. Oczekiwana wyższa inflacja w EZ powinna wspierać euro i poprawiać nastawienie do PLN. Brak negatywnego zaskoczenia ze strony RPP (w czwartek opublikowane zostanie minutes z ostatniego posiedzenia, oczekiwane jest potwierdzenie stabilnej polityki monetarnej NBP) dodatkowo powinno wspierać odreagowanie ostatnich wzrostów EURPLN (możliwy będzie spadek poniżej 4,30), pomimo utrzymujących się obaw przed wzrostem protekcjonalizmu na świecie.

Wykres dnia: Rosnąca awersja do ryzyka podbija notowania dolara kosztem walut EM. Poniżej kurs EURPLN na tle indeksu dolarowego DXY.Rosnąca awersja do ryzyka podbija notowania dolara kosztem walut EMŹródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

S3 Lubin Północ-Lubin Południe gotowa

Mota-Engil Central Europe zakończyła budowę 11,3 km odcinka drogi ekspresowe S3 od węzła Lubin Północ do węzła Lubin Południe. Wszystkie prace zostały wykonane zgodnie z harmonogramem w ciągu 30 miesięcy.

fot. GDDKiA S3 LubinW ramach zadania firma wybudowała dwa węzły drogowe Lubin Zachód i Lubin Południe oraz wykonała 9 obiektów inżynierskich w technologii żelbetowej. Powstało także 12 dróg dojazdowych dla ruchu lokalnego i łącznic na węzłach. Wybudowana przez wykonawcę trasa omija miasto Lubin od zachodu.

Realizacje naszej części inwestycji, ale także całej trasy biegnącej z północy na południe kraju wpłynie na skrócenie czasu podróży i poprawę bezpieczeństwa ruchu. Trudno wyobrazić sobie, że może jeszcze bardziej podnieść atrakcyjność inwestycyjną regionu, ponieważ Dolny Śląsk jest doskonale rozpoznanym przez biznes terenem i jak mało, który dba o swój rozwój. Na pewno rozwinięcie infrastruktury drogowej w tej części kraju odciąży główne arterie, a to niewątpliwa wartość tej inwestycji – mówi Piotr Bienias, członek zarządu Mota-Engil Central Europe.Oddawany dzisiaj odcinek S3 to jedna z dwóch prowadzonych przez nas w tym regionie inwestycji. Przed nami już wkrótce kolejne finalizacja inwestycji tym razem S3 Jawor-Bolków – dodaje.

Prace na terenach górniczych

Prace prowadzone były na terenach szkód górniczych. Północna część terenu, na którym prowadzono prace przebiega bowiem przez obszar i teren górniczy „Lubin I”, na którym usytuowane są Zakłady górnicze „Lubin – Szyby Główne i Wschodnie”. Natomiast odcinek, leżący na południe od węzła Lubin Południe przebiega przez rejon występowania złóż niezagospodarowanych, o potencjalnych możliwościach eksploatacji. Prowadzona od 1968 r. na przedmiotowym terenie działalność górnicza oraz związany z nią przemysł przetwórczy, przyczyniły się do szeregu zmian w środowisku naturalnym.

Projektanci wraz z wykonawcą mieli zatem za zadanie opracować:

  • sposób zabezpieczenia korpusu drogowego, konstrukcji nawierzchni i obiektów inżynierskich z tytułu występowania szkód górniczych, wraz ze statecznością skarp.
  • pewnym wyzwaniem było także zaprojektowanie i wykonanie sprawnego systemu odwodnienia terenu. Deformacje górnicze powierzchni terenu może bowiem wywoływać zmiany warunków gruntowo-wodnych i zniszczenie systemu odwodnienia powierzchniowego. To należało uwzględnić z w analizach i rozwiązaniach projektowych.
  • w ich wyniku np. zwiększono minimalne pochylenie systemu odwodnienia na odcinkach przeciwnych pochyleń górniczych.

W związku posadowieniem obiektów inżynierskich na terenie szkód górniczych, podczas projektowania i budowy zastosowano zabezpieczenia konstrukcji adekwatne do kategorii terenu górniczego.

Projekt w liczbach:

  • 453000 ton – kruszyw
  • 1,4 mln m3 – nasypów
  • 1660 ton- stali
  • 17350 m3- betonu
  • 1 mln m3 – wykopów
  • 192000 ton – masy bitumicznej
  • 240 osób oraz 130 jednostek sprzętowych – średnia mobilizacja w okresie najbardziej wzmożonych prac
  • Tajemnica terminowego osiągania kamieni milowych – profesjonalny i zaangażowany zespół, dobry harmonogram prac z wykorzystaniem maksymalnej ilości frontów

Operatorzy komórkowi i dostawcy internetu najbardziej korzystają na obecności Ukraińców

3 na 4 Ukraińców przebywając w Polsce korzysta z usług operatorów komórkowych, a połowa wykupuje pakiet internetu. Podium domyka telewizja, w którą zaopatruje się co trzeci pracownik zza wschodniej granicy. Korzystanie z polskich usług bankowych deklaruje zaledwie 13% obywateli Ukrainy – wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018”. Eksperci Personnel Service wskazują, że Ukraińcy najchętniej wybierają oferty specjalnie stworzone z myślą o ich potrzebach.

– Wiele firm usługowych, w momencie pojawienia się na polskim rynku pracy aż miliona osób z Ukrainy, zobaczyło dla siebie szansę na przyciągnięcie nowej grupy klientów. Zaczęły przygotowywać specjalne oferty skrojone z myślą o potrzebach pracowników z Ukrainy,  tłumaczyć dokumenty na język ukraiński, a w wielu miejscach pojawili się ukraińskojęzyczni konsultanci. Wszystko po to, żeby właśnie po ich usługi sięgnęli pracownicy zza wschodniej granicy – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

TOP3 usług, czyli telefon, Internet i telewizja

Trzy najczęściej wybierane usługi przez pracowników z Ukrainy pracujących w Polsce to oferty operatorów komórkowych (72%), pakiet Internetu (49%) oraz telewizja (32%). Pierwsze dwa produkty, czyli telefon i Internet, są kluczowe z punktu widzenia kontaktu z rodziną, która zostaje na Ukrainie. A jak wskazuje aż 39% Ukraińców długotrwała rozłąka z najbliższymi to najtrudniejszy element emigracji zarobkowej. Telewizja to element informacyjno-rozrywkowy, który pozwala również poznać lepiej kulturę kraju i osłuchać się z językiem.

Bankowość mniej istotna

Mniej chętnie pracownicy z Ukrainy decydują się na otwieranie rachunków osobistych w polskich bankach, mimo że te instytucje jako jedne z pierwszych stworzyły specjalne oferty dla tej grupy klientów. Z „Barometru Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018” wynika, że z bankowości korzysta 13% obywateli Ukrainy przebywających w Polsce. Podobny odsetek realizuje przekazy pieniężne w wybranej instytucji finansowej. Co ciekawe, pracownicy z Ukrainy rzadko wysyłają pieniądze do rodziny na Ukrainie – nie robi tego aż 61% osób.

Jedną z najchętniej wybieranych instytucji finansowych przez obywateli Ukrainy jest Bank Zachodni WBK.

Ukraińcy do codziennego funkcjonowania w naszym kraju, poza pracą, potrzebują podstawowych usług, w tym finansowych. W naszym banku konta osobiste posiada ponad 75 tys. klientów z Ukrainy. Dokładamy wszelkich starań, żeby kierować do nich zrozumiałą i spersonalizowaną ofertę. Zaczęliśmy od uruchomienia infolinii w języku ukraińskim, przetłumaczyliśmy dokumenty i uruchomiliśmy specjalną stronę internetową po ukraińsku. Dzięki temu osoba decydująca się na konto osobiste i podpisująca dokument ma pewność, że rozumie warunki – mówi Marcin Pawłowski, dyrektor Obszaru Marketingu Detalicznego i Rozwoju Oferty w Banku Zachodnim WBK.

Ubezpieczenia nisko w hierarchii potrzeb

Na pakiet ubezpieczenia w Polsce decyduje się co dziesiąty pracownik z Ukrainy (9%). Ten element jest nisko w hierarchii potrzeb pracujących w naszym kraju cudzoziemców. Jeszcze mniejszym zainteresowaniem cieszy się prywatna opieka medyczna, na którą pozwala sobie tylko 6% Ukraińców. Z usług prawnych korzysta tylko 1% osób.

Rafał Brzoska, prezes InPost: Rośniemy trzy razy szybciej niż konkurenci

Firma kurierska InPost w ciągu dwóch lat od założenia przeszła olbrzymią transformację – od biznesu listowego, który był branżą trudną, wymierającą do nowoczesnych i innowacyjnych paczkomatów. Zmiany, które zaszły w tym czasie, w końcu przynoszą oczekiwane efekty. W akcjonariacie spółki pojawił się amerykański inwestor. To jeden z największych funduszy private equity – Advent International, który uwierzył w projekt i pomógł ściągnąć spółkę z giełdy. Dzięki niemu udało się ją oddłużyć i zrestrukturyzować.

– Inwestor uwierzył w wizję zarządu. Chodzi o założenie, że Polska może być krajem, który da ponad przeciętny zwrot z inwestycji dzięki unikatowej kombinacji logistycznej – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Brzoska, prezes InPost – Żadna inna firma w Unii Europejskiej nie posiada tak szerokiej sieci paczkomatów i wyedukowanego w tym zakresie społeczeństwa, a zarazem tradycyjnego biznesu kurierskiego dostarczającego przesyłki do domu. Obecnie InPost posiada 3,5 tysiąca paczkomatów. Miesiąc wcześniej liczba ta wynosiła 3200, a jeszcze dwa miesiące temu – równe 3 tysiące. Do końca 2018 roku firma planuje postawić tysiąc kolejnych maszyn. To w historii sieci najszybszy wzrost, który jest możliwy dzięki 250 mln złotym w tegorocznym budżecie. Wkład amerykańskiej firmy rośnie i jest ona gotowa na kolejne inwestycje. Wzrost sieci paczkomatów, rozbudowa sortowni centralnej, nowe technologie, inwestycje w IT mają doprowadzić zwiększenia liczby dostarczonych przez InPost paczek o 40 proc. w stosunku do ubiegłego roku, kiedy było ich 60 milionów. Takie tempo wzrostu firma utrzymuje po pierwszych pięciu miesiącach. Obecnie rośniemy trzy razy szybciej niż konkurenci. Z jednej strony napawa to dumą, ale jest też olbrzymim wyzwaniem dla całego managementu – dodał Brzoska.

Sektor HoReCa spodziewa się najlepszego sezonu wakacyjnego od kilku lat

Wakacje rozpoczęły się na dobre, a przedstawiciele sektora HoReCa są w najlepszych nastrojach od początku 2015 roku. Odczyt „Barometru EFL”  dla tej grupy w II kwartale br., który wyniósł 65,1 pkt., był najwyższy od początku realizacji badania. O tym, że restauratorzy i hotelarze spodziewają się gorącego sezonu wakacyjnego, świadczą prognozy sprzedaży. Aż 55 proc. zarządzających obiektami hotelarsko-gastronomicznymi liczy na wzrost zamówień na ich usługi.

– Na największe obroty branża HoReCa, czyli rynek usług hotelarskich i gastronomicznych, wchodzi w czasie sezonu letnio-wakacyjnego, który w Polsce rozpoczął się na dobre. Wiele wskazuje na to, że po jak się wydawało, rekordowych latach 2016-2017, tegoroczny zakończymy z jeszcze większym sukcesem. Jak wynika z raportu BIG InfoMonitor oraz BIK „Sytuacja na rynku hotelowym. Pełne obłożenie”, liczba gości obiektów hotelowych w tym roku może zbliżyć się do niemal 26 mln, podczas gdy w 2017 roku wyniosła nieco nad 24 mln. Ręce zacierają również restauratorzy, gdyż zwiększony ruch turystyczny oznacza więcej odwiedzających prowadzone przez nich resturacje i kawiarnie – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

HoReCa przybrała najoptymistyczniejsze barwy

W II kwartale 2018 roku subindeks „Barometru EFL” dla branży HoReCa wyniósł 65,1 pkt. Jest to wynik dużo lepszy niż kwartał temu (+5,7 pkt.) i rok temu (+6,6 pkt.). Należy zauważyć, że jest to najwyższy wskaźnik dla tej grupy przedsiębiorców od początku realizacji badania, czyli od stycznia 2015 roku. Co więcej, pomiar dla HoReCa na II kwartał tego roku jest też najwyższym wynikiem wśród wszystkich badanych sześciu branż.

Restauratorzy i hotelarze liczą na gorący sezon

Bardzo wysoka wartość wskaźnika wynika z przewidywanego poziomu sprzedaży. Aż 55,3 proc. firm z branży HoReCa spodziewa się wzrostu zamówień w najbliższych miesiącach, tylko co jedenasta oczekuje spadku sprzedaży. To też są najlepsze wyniki w historii badania. Za planowanym wzrostem sprzedaży idzie prognozowana poprawa płynności finansowej firm działających w branży gastronomiczno-hotelarskiej. 4 na 10 przedsiębiorców spodziewa się poprawy w tym obszarze. Jest to związane ze specyfiką branży, w której obowiązują krótkie terminy płatności za usługi.

Skąd tak optymistyczne prognozy restauratorów i hotelarzy? – Coraz więcej Polaków zamiast wyjeżdżać do popularnych w ostatniej dekadzie lokalizacji takich jak Tunezja, Egipt, czy Turcja, decyduje się na wakacje w kraju. Po drugie, sektor HoReCa jest jednym z największych beneficjentów rządowego programu 500+. Wzrost realnego dochodu gospodarstw domowych powoduje, że nie tylko rośnie konsumpcja prywatna, ale spora część wydatków trafia własnie do kieszeni przedsiębiorców z branży gastronomicznej – mówi Prezes EFL.

***

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 19-27 kwietnia 2018 r.

Trump znów grozi. Inwestorzy ponownie pełni obaw

Brzydka gra była tydzień temu i po weekendzie nie jest lepiej. Prezydent Trump kontynuuje nieczyste zagrywki na polu wymiany handlowej, grożąc sankcjami Chinom i UE. Inwestorzy ponownie są pełni obaw, w efekcie czego piątkowy powiew optymizmu szybko wyparowuje. Spore rozczarowanie przeżywają teraz Ci, którzy liczyli, że temat napięć w globalnym handlu przycichnie na dłużej.

Na rynku walutowym JPY przypomina o swoim statusie bezpiecznej przystani, a tuż za nim plasują się CHF i USD. Co jeszcze w piątek rano wyglądało na odreagowanie obaw i skupienie się na pozytywnych sygnałach makro (zadowalające PMI z Eurolandu), szybko zostało przygniecione powrotem tematu wojen handlowych. Prezydent USA Trump najpierw zagroził nałożeniem 20-proc. ceł na samochody importowane z UE, co ma być odpowiedzią na odwetowe cła, jakie UE nałożyła na warte 2,8 mld EUR dobra z USA, m.in. motocykle, sok pomarańczowy i Bourbona, które to były reakcją na wcześniejsze sankcje Trumpa dotyczące importu stali i aluminium. W weekend porcję nerwowości dorzuciły doniesienia WSJ, że Departament Skarbu na prośbę prezydenta szykuje przepisy, które zablokują inwestycje w sektor technologiczny USA dla firm z kapitałem chińskim. Ktokolwiek sądził, że do końca kwartału uda się dobrnąć w sennym dryfie, teraz musi zrewidować swoją strategię, gdyż sprawy mogą przybrać chaotyczny obrót. Znowu.

Pocieszające jest to, że choć awersja do ryzyka dominuje dziś na rynkach, nie mamy dużych ruchów, więc być może uda się opanować nerwy i utrzymać trzeźwość umysłu. Z jednej strony można sobie racjonalizować, że Trump więcej mówi, niż robi i finalnie skutki dla globalnego ożywienia będą minimalne. Z drugiej strony nie ma gwarancji, że strategia Trumpa zawsze będzie skuteczna i w pewnym momencie cierpliwość drugiej strony się wyczerpie. Co będzie, gdy Trump nie dostanie tego, czego chce? Jak wówczas będzie jego odpowiedź? Jakkolwiek osobiście nie daję dużych szans takiemu scenariuszowi, ale nie mogę nie przyznać wyższego prawdopodobieństwa dla potencjalnej spirali strachu, jeśli inwestorzy zaczną obawiać się takiego rozwoju wypadków. Bo na rynkach strach czasami góruje nad rozsądkiem i faktami. Dopiero co włoski kryzys polityczny z dnia na dzień stał się tematem dnia, który dotknął szeroki rynek finansowy. Warto o tym pamiętać podczas wakacyjnego marazmu.

Ostatni tydzień czerwca nie obfituje w kluczowe wydarzenia makro. Napięcia w globalnym handlu powinny pozostać na pierwszym planie, a ich wpływ na biznes może zostać potwierdzony w danych z Niemiec, USA i Kanady. W tym pierwszym przypadku dziś uwagę przykuje indeks Ifo. W obliczu napięć handlowych i słabych wyników przemysłu można spodziewać się spadku indeksu. EUR/USD wrócił na ziemię niczyją z otwartymi perspektywami zarówno dla wzrostów, jak i spadków. Lepiej poczekać.

W Polsce spodziewamy się obniżenia stopy bezrobocia do 6 proc. z 6,3 proc., co podkreśli dobrą sytuację na rynku pracy, choć dla rynku walutowego nie będzie to miało większego znaczenia. Żeby fundamenty mogły pomagać złotemu, wpierw potrzeba stabilizacji apetytu na ryzyko, o co w minionym tygodniu było trudno, a dziś nie jest lepiej, więc złoty prędko nie pokaże siły. Może w czwartek?

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inteligentne oświetlenie i automatyzacja parkingów wchodzi do Polski. Pierwsze projekty smart city pojawiają się w polskich miastach

Inteligentne oświetlenie i automatyzacja parkingów wchodzi do Polski. Pierwsze projekty smart city pojawiają się w polskich miastach 7

Coraz większa liczba rejestrowanych samochodów zmusza miasta do rozwiązywania problemów niewystarczającej liczby miejsc parkingowych. Buduje się już wielopoziomowe parkingi z automatycznym odstawianiem samochodu w miejsce postoju. Zrewolucjonizować parkowanie w polskich miastach chce też startup WellParko, wykorzystując w tym celu kamery monitoringu i sztuczną inteligencję. System pozwala m.in. na odnajdywania wolnych miejsc postojowych oraz lokalizowanie pojazdów, które nie uiściły opłaty parkingowej. To pierwsze kroki polskich miast w kierunku idei tzw. smart city.

Wraz z napływem nowych mieszkańców do największych miast w Polsce ulice zapełniają się samochodami, przez co znalezienie wolnego miejsca postojowego zaczyna być problematyczne. Firma WellParko znalazła sposób, aby rozwiązać ten problem w miarę niskim kosztem – opracowała system zautomatyzowanego monitoringu i obsługi parkingów. Inteligentne algorytmy wspierane sztuczną inteligencją w czasie rzeczywistym analizują obrazy przechwycone z kamer i na ich podstawie lokalizują zaparkowane pojazdy.

– Specjalizujemy się w automatyzacji obsługi i kontroli parkingów. Zazwyczaj korzystamy z gotowej infrastruktury kamer CCTV i stosujemy opracowane przez nas algorytmy do otrzymanych nagrań. W ten sposób jesteśmy w stanie uzyskać informacje o wolnych miejscach parkingowych w czasie rzeczywistym. Dostarczamy także informacje o lokalizacji pojazdów, które nie uiściły opłaty parkingowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Gustas Germanavičius ze startupu Wellparko.

Do tej pory problem parkowania w miastach rozwiązywany był w inny sposób. Już w 2013 roku władze Mikołowa stworzyły inteligentne parkingi zajmujące jedynie dwa miejsca postojowe – kierowca wjeżdża na specjalną platformę i wprowadza kod autoryzacyjny, a jego pojazd jest automatycznie transportowany na jedno z pięter postojowych. Projekt ten doczekał się realizacji w kilku miastach w Polsce, a podobne rozwiązania stosowane są powszechnie na całym świecie.

W Polsce coraz więcej prowadzi się projektów z zakresu tzw. inteligentnych miast (z ang. smart city), a polskie miasta coraz częściej przyciągają zagranicznych inwestorów.

– Nawiązaliśmy współpracę z operatorem telefonii komórkowej Orange, ponieważ chcieliśmy wdrożyć opracowane przez nas rozwiązanie i przetestować je przed wprowadzeniem na rynek. W tym celu zrealizowaliśmy nieduży projekt na terenie lotniska w Warszawie, dzięki któremu mogliśmy następnie powielić nasze rozwiązanie na terenie całego kraju – tłumaczy ekspert.

Pierwszym w Polsce miastem inteligentnym chce zostać Kazimierz Dolny. W ramach działań pilotażowych powstanie tu nie tylko system zarządzania miejscami parkingowymi, ale także inteligentny monitoring, stacje ładowania pojazdów elektrycznych, zautomatyzowane oświetlenie oraz stacje monitorowania jakości powietrza. Kazimierz Dolny może okazać się doskonałym miejscem dla firm, zainteresowanych rozwojem idei smart city, jednak projekt jest dopiero we wczesnej fazie realizacji.

WellParko także dopiero sonduje możliwości polskiego rynku. Przeprowadzony na warszawskim lotnisku pilotaż zakończył się sukcesem, a startup ma już kolejne plany związane z Polską.

– Poszukujemy aktualnie nowych partnerów i poszerzamy sieć współpracy w Polsce. Następny duży projekt chcemy zrealizować w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Kolejne rozwiązanie w ramach miasta inteligentnego wdrożymy natomiast w ciągu dwóch miesięcy – zapowiada Gustas Germanavičius.

Według raportu IESE Cities in Motion Index 2017, w pierwszej 100 najbardziej inteligentnych miast świata znalazły się jedynie dwa polskie miasta – na 54. miejscu Warszawa, a na 95. miejscu – Wrocław.

Z prognoz Grand View Research wynika, że wartość globalnego rynku systemów inteligentnych miast wyniesie w 2025 roku 2,57 bln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 18,4 proc.

Technologia VR i AR wyszkoli mechaników, logistyków oraz lekarzy. Pozwoli także poczuć ciepło oraz teksturę cyfrowych przedmiotów

Technologia VR i AR wyszkoli mechaników, logistyków oraz lekarzy. Pozwoli także poczuć ciepło oraz teksturę cyfrowych przedmiotów 8

Rzeczywistości wirtualna i rozszerzona powstały z myślą o zintensyfikowaniu wrażeń płynących z gier komputerowym, jednak doskonale sprawdzają się także w edukacji oraz przemyśle. Przedsiębiorcy wykorzystują gogle do zwiększenia efektywności szkolenia, a dzięki nowatorskim technologiom mogą wiernie odtworzyć warunki pracy i związane z nią ryzyka bez narażania pracowników na jakiekolwiek realne niebezpieczeństwo. W najbliższych latach technologia będzie ewoluować, jednak nie należy spodziewać się rewolucji.

– Jednym z głównych zastosowań VR i AR w przemyśle są szkolenia, które pozwalają pracownikom szybciej nauczyć się materiału, zwłaszcza jeżeli dana umiejętność wymaga warunków niebezpiecznych, np. spawanie, montaż i obsługa różnych niebezpiecznych urządzeń. W tej sytuacji możemy się posłużyć wirtualną rzeczywistością, aby takie szkolenie przeprowadzić w sposób bezpieczny. Skraca się też czas takiego szkolenia, bo osoba może popróbować różnych rozwiązań i spokojnie je przećwiczyć, aby później na żywym organizmie przetestować swoją wiedzę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Korczyński z Giant Lazer.

Okulary Google Glass w wersji Enterprise Edition ułatwiają pracę m.in. w fabrykach czy szpitalach. W 2017 roku z okularów Google korzystało przeszło 50 firm, w tym m.in. Boeing, DHL czy Volkswagen. Okazało się, że dzięki nim można zwiększyć efektywność pracy, a także skrócić czas produkcji skomplikowanych elementów mechanicznych.

Ogromny potencjał technologii AR dostrzegła także branża medyczna, która coraz częściej sięga po tego typu gogle. Wykorzystując aplikację NOViSE chirurdzy mogą przeprowadzać eksperymentalne operacje, TutorDerm pozwala wykonywać wirtualne szkolenia z zakresu medycyny estetycznej, a firma Fundamental VR stworzyła oprogramowanie wykorzystujące haptyczne przyrządy chirurgiczne, dzięki którym lekarze mogą w pełni poczuć efekty swoich działań, zupełnie tak, jakby przeprowadzali operację na żywym, a nie wirtualnym pacjencie.

Do popularyzacji alternatywnych metod obsługi wirtualnej rzeczywistości przyczyniła się firma HTC, projektując moduł VIVE Tracker, który umożliwił zamienienie niemal dowolnego przedmiotu w kontroler ruchu. Dzięki niemu możemy grać w VR za pośrednictwem pistoletu, rękawic bokserskich czy rakiety tenisowej. Firma WorldViz wykorzystała ten gadżet do stworzenia kompleksowego systemu odtwarzania ruchów człowieka. Branża AR i VR zmierza w tym kierunku, aby odczucia były coraz bardziej realistyczne.

– Jest kilka sposobów na to, żeby nasze doświadczenia odczuwane w VR były bardziej realistyczne. Jednym z takich rozwiązań są np. rękawice haptyczne, które pozwalają na to, żeby osoba mogła posługiwać się dłońmi, wykorzystywać wszystkie palce. Takie rękawice mogą też przenosić takie doznania jak temperatura i tekstura. Istnieją różne rodzaje symulatorów ruchu, które pozwalają pracownikowi być np. pilotem myśliwca czy sterować ciężarówką, które również symulują naturalne warunki i zwiększają głębię doznać – wyjaśnia ekspert.

Giant Lazer stworzyło aplikację szkoleniową VR, przygotowującą pracownika do wykonania inspekcji ciężarówki oraz egzaminowania go. Aplikację wspiera oprogramowanie wspomagające pracowników w trakcie pracy, które monitoruje postępy i ułatwia zdalne rozwiązywanie problemów. Z technologii wirtualnej rzeczywistości skorzystać mogą także uczniowie i studenci.

– Rozwijamy aplikację szkoleniową Pack Rage dla studentów i młodszych roczników. Szkolenie z zakresu logistyki składa się z dwóch części, jest pigułką informacyjną, którą nauczyciel przedstawia studentom. Później oni wykorzystując VR, mogą tego doświadczyć na własnej skórze. Nie jest to tylko teoretyczne przeglądanie książek, ale uczniowie mogą sprawdzić swoją wiedzę w praktyce, realizując przy okazji element grywalizacji. Można wręcz zorganizować turniej, co dla młodych jest zawsze atrakcyjne ­– podsumowuje Jakub Korczyński.

Pack Rage to gra logistyczna zaprojektowana dla młodzieży ponadgimnazjalnej oraz dla studentów. Służy ona wprowadzeniu młodych ludzi w branżę logistyczną i zaznajomienie ich z takimi tematami jak dostawy, sortowanie, magazynowanie. Zadaniem gracza jest zebrać jak najwięcej punktów w ciągu 3 minut gry poprzez wrzucanie paczek do odpowiednich kosmicznych transporterów. Gracz musi zwracać uwagę na oznaczenia i wartości paczek oraz uważać na elementy utrudniające grę takie jak bomby, przeszkadzający ufoludek czy latająca plazma.

Analitycy z firmy Tractica szacują że wartość rynku urządzeń VR dla branży biznesowej osiągnie w 2018 roku miliard dolarów, a do 2025 roku wzrośnie do 12,6 mld dol.

Młodzi kierowcy są sprawcami co piątego wypadku na polskich drogach. Gubi ich brak doświadczenia i brawura

Młodzi kierowcy są sprawcami co piątego wypadku na polskich drogach. Gubi ich brak doświadczenia i brawura 9

Kurs prawa jazdy to za mało, by dobrze radzić sobie za kierownicą. Młodzi kierowcy najczęściej nie potrafią dostosować prędkości do warunków jazdy, wychodzić z trudnych sytuacji drogowych czy walczyć z rozproszeniem uwagi. W efekcie stanowią znaczne zagrożenie, powodując co piąty wypadek drogowy. Niezbędną wiedzę mogą zdobyć na szkoleniach z zawodowymi kierowcami, podczas których poznają zasady wychodzenia z poślizgu, hamowania przy różnych prędkościach, rozpoznawania zagrożeń i radzenia sobie z nimi. Taki program od trzech lat realizuje Ford w ramach Driving Skills for Life.

Jak pokazują dane Komendy Głównej Policji, w 2017 roku doszło do ponad 32 tys. wypadków drogowych, których sprawcami w blisko 90 proc. byli kierowcy. Liczba śmiertelnych ofiar tego rodzaju kolizji plasuje Polskę na jednym z ostatnich miejsc w europejskich rankingach bezpieczeństwa na drogach, gorzej sytuacja przedstawia się jedynie w Rumunii, Bułgarii i Chorwacji. Największą grupę sprawców oraz ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w Unii Europejskiej stanowili młodzi kierowcy. W Polsce spowodowali oni ponad 5,5 tys. wypadków, w których zginęło 468 osób, a ponad 7,2 tys. zostało rannych.

Osoby w wieku 18–24 lata powodują co piąty wypadek. Jeśli by jednak zrównać liczbę osób w tym wieku z innymi grupami wiekowymi, okazałoby się, że powodują oni najwięcej wypadków i najwięcej osób ginie w wypadkach przez nich spowodowanych, bo jest to 57 proc. zabitych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes młodszy inspektor Sebastian Gleń, rzecznik prasowy Małopolskiej Policji.

Przyczyny, dla których osoby do 24 roku życia stanowią większe zagrożenie na drogach niż kierowcy z innych grup wiekowych, stanowią nietrzeźwość za kierownicą, nadmierna brawura, rozproszenie uwagi, zaburzona zdolność prowadzenia auta, przede wszystkim jednak brak wiedzy i doświadczenia, niezbędnych do bezpiecznej jazdy. Młodzi kierowcy często nie potrafią zachować prędkości adekwatnej do warunków jazdy, np. w ulewnym deszczu wyjść z poślizgu czy utrzymywać odpowiedniej odległości w stosunku do innych uczestników ruchu drogowego.

Często źle oceniają swoje umiejętności i mówienie o tym, że przesadzają z prędkością, jest prawdą. Nie potrafią czasem z braku doświadczenia wyczuć, czy jest śliska nawierzchnia, czy samochód potrafi w ten, a nie inny sposób skręcić. I to się często źle kończy – mówi Tomasz Czopik, kierowca rajdowy, instruktor doskonalenia techniki jazdy.

Kurs nauki jazdy w ramach przygotowań do egzaminu państwowego daje jedynie podstawową wiedzę na temat prowadzenia auta. Jego absolwenci nie znają realiów zachowania się na drogach w różnych, również tych trudnych, sytuacjach. Wiedzę tę mogą zdobyć na specjalnie przygotowanych szkoleniach organizowanych przez wyspecjalizowane ośrodki, np. w szkole Ford Driving Skills for Life. Kurs ten przeznaczony jest właśnie dla osób w wieku 18–24 lata i obejmuje m.in. naukę rozpoznawania zagrożeń na drodze, utrzymywania bezpiecznej prędkości, radzenia sobie w trudnych sytuacjach drogowych oraz zwalczanie rozproszenia uwagi.

Pokazujemy zagrożenia, jakie mogą czyhać na niedoświadczonego kierowcę, czyli jak wyjść z niekontrolowanego poślizgu, jak wygląda hamowanie z różnej prędkości, ile faktycznie zajmuje czasu i na jakiej długości. Pokazujemy również, do czego służą systemy kontroli trakcji, jak obsługiwać samochód, jaka jest bezpieczna pozycja za kierownicą – wymienia Tomasz Czopik.

To już trzecia edycja Ford Driving Skills for Life w Polsce. Do tej pory mieliśmy okazję przeszkolić dwa tysiące osób, tym razem w Sosnowcu i Krakowie – mówi Mariusz Jasiński z Ford Polska

Organizatorzy nie ukrywają, że zainteresowanie ze strony kierowców przerosło ich oczekiwania, dziennie szkolą bowiem nawet sto sześćdziesiąt osób. Widzą również wymierne efekty swoich starań.

Po rozmowach z naszymi młodymi klientami i ankietach widzimy, że młodzież zdejmuje nogę z gazu. Zdają sobie sprawę z tego, że nie wszystko można zrobić, nawet jeśli jest się młodym, sprawnym i bystrym kierowcą – mówi Tomasz Czopik.

Ludzie są nieprzygotowani po kursie na prawo jazdy. To, co tutaj się dzieje, jest dla mnie bardzo ważne. Zyskuje się tu bardzo ważne umiejętności. Dowiedziałem się, jak opanowywać auto podczas poślizgu, jak się zachowuje auto podczas gwałtownego hamowania. Dowiedziałem się też, jak nie prowadzić, czyli jak się nie rozpraszać podczas jazdy – dodaje Wojciech Domarecki, uczestnik Ford Driving Skills for Life.

Nowością tegorocznej edycji jest program „Podziel się drogą”, kierowany do rowerzystów i kierowców. Organizatorzy szkolenia zauważają, że na polskich drogach pojawia się coraz więcej użytkowników jednośladów, rośnie też liczba kolizji z ich udziałem. W Europie kierowcy rowerów stanowią jedną na dwanaście śmiertelnych ofiar wypadków drogowych.

– Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa na drogach jest niezrozumienie jednej i drugiej grupy, dlatego chcemy obu grupom zwrócić uwagę na to, że wspólna koegzystencja na drogach, zrozumienie, empatia są przyczynkiem do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach – mówi Mariusz Jasiński.

Wirtualna rzeczywistość pozwala kierowcom wcielić się w rowerzystę, zobaczyć sytuację na drogach jego oczami i poznać takie zagrożenia, jak jazda zbyt blisko wyprzedzających samochodów czy skręcających bez kierunkowskazu. Rowerzyści mogą natomiast wczuć się w sytuację kierowców aut, którzy muszą sobie radzić z użytkownikami jednośladów wykonującymi gwałtowne manewry na drodze, jeżdżącymi pod prąd lub lekceważącymi sygnalizację świetlną.

Zainteresowanie ulgą na badania i rozwój mniejsze niż oczekiwano. Firmy często nie wiedzą, że mogą z niej skorzystać

Zainteresowanie ulgą na badania i rozwój mniejsze niż oczekiwano. Firmy często nie wiedzą, że mogą z niej skorzystać 10

45 proc. firm w Polsce twierdzi, że nie prowadzi działań badawczo-rozwojowych – wynika z badania Ayming Polska. W dużej mierze to efekt tego, że często nie identyfikują działalność B+R, nie zdając sobie sprawy z tego, że ją prowadzą. Tym samym nie ewidencjonują wydatków z nią związanych i nie mogą skorzystać z ulgi podatkowej. B+R to nie tylko zaawansowane technologie, lecz także zmiany wprowadzane w ramach codziennej operacyjnej działalności firmy. Problem może dotyczyć dużej liczby firm. Odliczenia za 2016 rok były znacznie niższe, niż przewidywał resort finansów.

– W badaniu zleconym przez Ayming Polska 55 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że prowadzi działalność badawczo-rozwojową. 37 proc. dodatkowo wskazało, że w swoich strukturach wyodrębnia komórki badawczo-rozwojowe – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, dyrektor linii biznesowej Finance and Innovation w Ayming Polska.

Chociaż liczba firm prowadzących działalność badawczo-rozwojową rośnie – w 2016 roku deklarowało to tylko 40 proc. respondentów, to jednak odsetek tych, którzy nie podejmują takich inicjatyw, wciąż jest wysoki.

 Aż 45 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że nie prowadzi działalności badawczo-rozwojowej, a badanie zostało przeprowadzone wśród przedsiębiorstw z branż, w których ta działalność powinna występować w bieżącej działalności operacyjnej – podkreśla Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik. – Co to może oznaczać? Może firmy niewystarczająco identyfikują tę działalność, przez co mogą tracić na korzyściach związanych z ulgą z działalności badawczo-rozwojowej.

Od początku 2016 roku firmy prowadzące działalność B+R mogą skorzystać z ulgi na badania i rozwój. Pierwotny kształt ulgi pozostawiał wiele do życzenia – niska wartość odliczenia, ograniczony katalog kosztów kwalifikowanych do ulgi i preferencyjne traktowanie przede wszystkim sektora MŚP. Przyczyniło się to do niskiego zainteresowania tym rozwiązaniem. Z danych resortu finansów wynika, że za rok podatkowy 2016 rozliczono ulgę na kwotę ponad 323 mln zł. Tymczasem szacowano, że kwota odliczeń od podstawy opodatkowania w wyniku rozliczania ulgi wyniesie ponad 1,6 mld zł. Ulgę za rok podatkowy 2017 rozliczyło zaledwie 9 proc. respondentów.

Liczba przedsiębiorstw, które korzystają z ulgi, powinna rosnąć, zwłaszcza że wprowadzone w styczniu dużą ustawą o innowacyjności zmiany zwiększyły atrakcyjność tego rozwiązania podatkowego. Tegoroczne inwestycje w innowacje mogą przynieść firmom duże oszczędności – będą mogły odliczyć 100 proc. kosztów kwalifikowanych niezależnie od wielkości firmy i nawet 150 proc. w przypadku centrów badawczo-rozwojowych. Problemem jednak jest to, jak firmy postrzegają B+R.

 Z doświadczenia Ayming wynika, że identyfikacja działalności badawczo-rozwojowej to ciągle spore wyzwanie przed firmami. Dzieje się tak głównie dlatego, że firmy kojarzą ją z zaawansowanymi innowacjami, w skali przynajmniej ogólnopolskiej albo ogólnoeuropejskiej. Ustawa o CIT mówi jednak, że działalność badawczo-rozwojowa może prowadzić do innowacji na skalę przedsiębiorstwa. Dobrym przykładem jest tu zmiana składu produktu, wprowadzenie nowego, innowacyjnego opakowania czy zmiana w procesie produkcyjnym – przekonuje Wojciech Popardowski, project manager w Ayming Polska.

Problemem jest też poziom wiedzy o uldze na B+R. Z badania Kantar Millward Brown, przeprowadzonego na zlecenie Ayming Polska, wynika, że co trzecia firma o takiej uldze nie słyszała. Co ciekawe, najniższa świadomość istnienia ulgi podatkowej na B+R występuje w branżach elektronicznej i motoryzacyjnej (60 proc.), które deklarują najwyższy poziom wydatków na taką działalność.

W 2017 roku w większości firm nakłady na B+R stanowiły 1–3 proc. ogółu wydatków. 7 proc. przedsiębiorstw deklarowało wydatki na poziomie 5–10 proc. rocznych wydatków, a więcej niż 10 proc. wydawało zaledwie 2 proc. firm. Głównymi kategoriami wydatków ponoszonymi przez przedsiębiorstwa są koszty materiałów i surowców (33 proc.), koszty zatrudnienia (30 proc.) i ekspertyz, opinii czy usług doradczych (23 proc.).

Blisko 40 proc. polskich firm zatrudnia pracowników spoza Unii. Najczęściej w budownictwie i przemyśle

Blisko 40 proc. polskich firm zatrudnia pracowników spoza Unii. Najczęściej w budownictwie i przemyśle 11

Obecnie 39 proc. polskich firm zatrudnia obcokrajowców spoza Unii Europejskiej. W średniej wielkości przedsiębiorstwach ten odsetek jest znacząco wyższy i wynosi 65 proc., wśród małych firm na taki krok zdecydowała się blisko połowa. Zdecydowana większość, bo aż 81 proc. firm, rozważa zatrudnienie kolejnych obcokrajowców – wynika z opublikowanego właśnie raportu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej (SIP) i Fundacji Konrada Adenauera. Do wzrostu zatrudnienia cudzoziemców niezbędna jest jednak dobrze skonstruowana polityka migracyjna i uproszczone procedury dla pracodawców.

 Zagraniczni pracownicy ratują bardzo wiele polskich firm i dużą część polskiej gospodarki. Mamy dzisiaj na rynku pracy ponad 100 tys. wakatów, a na stałe przebywa w Polsce niemal pół miliona cudzoziemców, głównie Ukraińców. Można przyjąć, że gdyby nie zagraniczni pracownicy, ogromna liczba polskich firm miałaby kłopoty z wykonywaniem zamówień, z rozwijaniem się i w pewnym sensie również z rentownością – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Witucki, prezes zarządu Work Service i przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej.

Utrzymujące się od miesięcy rekordowo niskie bezrobocie hamuje rozwój polskich przedsiębiorstw, które mają duże problemy z pozyskaniem pracowników. Napływ pracowników ze Wschodu, w szczególności z Ukrainy, jest niewystarczający, aby wypełnić luki. Rynkowi pracy nie sprzyjają też niekorzystne prognozy demograficzne – według GUS w 2040 roku mediana wieku polskiego społeczeństwa przekroczy już 50 lat. W ocenie ekspertów w rozwiązaniu kryzysu może pomóc m.in. właściwa polityka migracyjna i szersze otwarcie polskiego rynku pracy na obcokrajowców, również spoza Unii Europejskiej.

Jak wynika z raportu „Pracodawcy i pracodawczynie a zatrudnianie cudzoziemców i cudzoziemek”, opracowanego przez Stowarzyszenie Interwencji Prawnej i Fundację Konrada Adenauera, obecnie 39 proc. polskich firm zatrudnia obcokrajowców spoza UE.

– Wydawałoby się, że cudzoziemców zatrudniają głównie duże firmy, ale – ku naszemu zaskoczeniu – ten odsetek jest bardzo wysoki także wśród średnich i małych firm. W mikroprzedsiębiorstwach to wygląda zupełnie inaczej, ten odsetek jest dość niewielki, ale to wynika z tysiąca innych uwarunkowań – mówi prof. Witold Klaus, prezes Stowarzyszenia Interwencji Prawnej.

W średniej wielkości przedsiębiorstwach odsetek zatrudnionych cudzoziemców wynosi 65 proc., wśród małych firm sięga 48 proc. Najrzadziej na taki krok decydują się mikroprzedsiębiorstwa (4 proc.).

Obecnie, jak wynika z raportu SIP i Fundacji Konrada Adenauera, najczęściej cudzoziemcy pracują w branży budowlanej (53 proc.) i przemysłowej (49 proc.). Natomiast w usługach i handlu pracowników spoza UE zatrudnia średnio co trzecie przedsiębiorstwo.

 Zupełnie nową branżą, która pojawiła się w ostatnich miesiącach, jest infrastruktura i budownictwo. Już teraz mamy dość dużo ekip, głównie ukraińskich. W budownictwie mieszkaniowym 3/4 pracowników to obcokrajowcy. Natomiast duże projekty infrastrukturalne, drogi, koleje, porty lotnicze będą wymagały nowej fali siły roboczej, której w Polsce nie ma. Stąd bardzo duże zainteresowanie branży ciężkiej infrastruktury pracownikami z zagranicy – mówi Maciej Witucki.

Co istotne, zdecydowana większość, bo aż 81 proc. firm, rozważa zatrudnienie kolejnych cudzoziemców. W gronie firm, które dotychczas się na to nie zdecydowały, taką możliwość rozważa co trzecia (35 proc.). Znaczna część pracodawców deklaruje jednak, że nie zdecydowałaby się zatrudnić w pierwszej kolejności pracownika z Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej czy Afryki Subsaharyjskiej.

Prezes SIP ocenia, że zarówno dla pracodawców, jak i cudzoziemców główną barierą integracyjną jest język, który warunkuje sprawne funkcjonowanie na rynku pracy.

– Obecnie na polskim rynku pracy są głównie Ukraińcy. Bliskość językowa jest na tyle duża, że oni po pewnym czasie pobytu w Polsce radzą sobie w podstawowej komunikacji. Natomiast brakuje szeroko rozumianego wsparcia integracyjnego, kursów językowych – tak, aby znajomość języka była u nich na zaawansowanym poziomie i służyła do kontaktów z klientami, a nie tylko do pracy na zapleczu. Istotne jest również wsparcie w uzyskaniu dokumentów, komunikacji z urzędami, załatwianiu różnych prozaicznych spraw jak zameldowanie czy rejestracja dziecka. Tego rodzaju pomocy w ogóle w Polsce nie ma i to jest największe wyzwanie, z którym mierzą się cudzoziemcy – podkreśla prof. Witold Klaus.

Istotną barierą pozostają również skomplikowane i czasochłonne procedury wymagane przy zatrudnianiu zagranicznych pracowników.

– Te osoby, które zatrudniały cudzoziemców i przeszły całą procedurę, znają ją lepiej i oceniają łagodniej. Dla tych, którzy tego nie robili, jest to wyzwanie, trudność. Oni postrzegają te procedury jako bardzo skomplikowane. Pracodawcy, którzy już zatrudniają cudzoziemców, zwracają też uwagę na czasochłonność procedur. One w większości województw trwają po kilka miesięcy – mówi prof. Witold Klaus.

Wśród kluczowych rekomendacji płynących z raportu SIP i Fundacji Konrada Adenauera są zarówno te krótkofalowe, jak uproszczenie procedur dotyczących zatrudniania cudzoziemców, tak aby odbywało się to w sposób płynny, w formie elektronicznej, jak i długofalowe, m.in. skonstruowanie właściwej polityki migracyjnej, zauważenie i docenienie wkładu imigrantów w polską gospodarkę.

– To powinno się odbić również na promowaniu cudzoziemców, którzy legalnie pracują i żyją w Polsce już jakiś czas, tak żeby potem ułatwić im dalszą ścieżkę legalizacyjną i naturalizacyjną, czyli uzyskanie obywatelstwa. Niezbędna jest polityka migracyjna – rząd powinien przedstawić koncepcję na to, w jaki sposób chcemy, jako państwo, cudzoziemców przyciągać i zatrzymać, ponieważ nie chodzi o to, żeby oni tu przyjechali na krótko. Celem powinno być to, aby duża część z nich została w Polsce na dłużej, wchodziła na stałe na rynek pracy i w polskie społeczeństwo – podkreśla prof. Witold Klaus.

Maciej Witucki zauważa, że polityka migracyjna i przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców to temat do dyskusji między pracodawcami a administracją publiczną. Z drugiej strony w tę debatę należałoby włączyć również organizacje pozarządowe, które patrzą na kwestię imigracji bardziej z perspektywy społecznej, a nie tylko gospodarczej.

– To są nie tylko pracownicy, bo część z nich wybiera nasz kraj na stałe. Duża część mniejszości ukraińskiej chce zamieszkać u nas na stałe. Kwestie mieszkań, edukacji czy sprowadzenia dzieci to ten aspekt, w którym jest miejsce dla organizacji pozarządowych, aby mogły tę debatę wyprowadzić na inne tory niż tylko gospodarczo-przemysłowe – mówi Maciej Witucki.

Badanie „Pracodawcy i pracodawczynie a zatrudnianie cudzoziemców i cudzoziemek” zostało przeprowadzone w lutym bieżącego roku na członkach i członkiniach Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna, w którym zarejestrowanych jest ponad sto tysięcy osób i uzupełnione o wywiady grupowe z polskimi przedsiębiorcami. Partnerami badania są Komitet Dialogu Społecznego KIG, Business Center Club, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Work Service SA.

Cukrzyca epidemią XXI wieku. Nowe technologie i aplikacje mobilne pomagają w jej leczeniu

Cukrzyca epidemią XXI wieku. Nowe technologie i aplikacje mobilne pomagają w jej leczeniu 12

W Polsce na cukrzycę choruje prawie 3 mln osób, ale szacuje się, że około miliona osób nie zostało jeszcze zdiagnozowanych. Jednym z fundamentów leczenia cukrzycy jest regularna samokontrola poziomu stężenia glukozy we krwi – tym częstsza, im bardziej intensywna terapia, którą leczony jest pacjent. Najpopularniejszym sprzętem do samokontroli są glukometry, w ostatnich latach chorym przychodzą z pomocą również nowe technologie cyfrowe i aplikacje mobilne. Pozwalają kontrolować wyniki pomiarów, wskazują przyczyny niepowodzeń terapeutycznych, a nawet zachęcają chorego do zmiany nawyków.

– Samokontrola glikemii jest bardzo istotnym elementem leczenia cukrzycy, przy czym jej częstotliwość zależy od sposobu leczenia pacjenta. Im intensywniejsza jest terapia, tym częściej trzeba sprawdzać sobie poziom glukozy we krwi. Osoba chorująca na cukrzycę typu 1 lub typu 2, leczona metodą wielokrotnych wstrzyknięć insuliny, wymaga samokontroli minimum 4–5 razy dziennie. Każdorazowo musi sprawdzić, jaką dawkę insuliny ma sobie podać, jaką ilość i jaki rodzaj jedzenia ma spożyć oraz ewentualnie na jaką aktywność fizyczną może sobie pozwolić. Te trzy parametry, czyli poziom glukozy, planowany posiłek i planowana aktywność fizyczna, warunkują dawkę insuliny, którą pacjent powinien sobie podać – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr n. med. Mariusz Dąbrowski, konsultant ds. diabetologii w województwie podkarpackim.

Cukrzyca jest przewlekłą chorobą metaboliczną, której przyczyną jest zaburzenie wydzielania insuliny. Jej niedobór prowadzi do zaburzeń w wykorzystaniu glukozy przez organizm, co z kolei powoduje podwyższone stężenie glukozy we krwi, hiperglikemię. Może ona prowadzić do zaburzeń czynności i niewydolności narządów, m.in. nerek, oczu, serca i naczyń krwionośnych. Cukrzyca charakteryzuje się także zaburzeniami metabolizmu węglowodanów, tłuszczów i białek. Nieleczona cukrzyca prowadzi do poważnych powikłań i inwalidztwa oraz przedwczesnej śmierci.

Eksperci podkreślają, że jednym z fundamentów leczenia cukrzycy jest regularna samokontrola poziomu stężenia glukozy we krwi.

– Ważne jest mierzenie poziomu glukozy przed snem, żeby uniknąć nieoczekiwanych spadków w nocy. Nie zawsze jest to możliwe, ale pokazuje pacjentowi, jak efektywne jest jego leczenie. Chodzi również o to, aby widzieć, jak poziomy glukozy kształtują się w poszczególnych dniach czy porach dnia. Ważne też, aby pacjent raz na jakiś czas zbadał sobie cukry poposiłkowe, ponieważ – zarówno dla pacjenta, jak i lekarza – bardzo ważną informacją jest to, jak poziom glukozy kształtuje się miej więcej dwie godziny po posiłku. To pokazuje, czy dawka insuliny była adekwatnie dobrana do wielkości posiłku, czy może posiłek był za duży bądź za mały – mówi dr n. med. Mariusz Dąbrowski.

Właściwa samokontrola powoduje, że z cukrzycą – choć jest to choroba przewlekła – można normalnie funkcjonować, a także wyczynowo uprawiać sport. Pokazują to liczne przykłady. Od dzieciństwa z cukrzycą zmaga się podróżnik Andrzej Michalik, który w 2016 roku samotnie przepłynął Wisłę kajakiem, a w ubiegłym roku przeszedł pieszo z plecakiem wzdłuż całego polskiego wybrzeża.

Można normalnie żyć z cukrzycą, realizować swoje marzenia, oczywiście pamiętając o tym, że ta cukrzyca jest – mówi Andrzej Michalik. – Mam cukrzycę 30 lat. W tym czasie nastąpiła ewolucja w tej chorobie – kiedyś mieliśmy zeszyt i długopis, wszystko notowaliśmy po to, żeby lekarz sobie to obejrzał i zobaczył, jak wygląda nasz proces leczenia, i zdecydował, czy go zmienić. Teraz mamy to w aplikacji i smartfonie.

Najpopularniejszym sprzętem do samokontroli glikemii u osób chorych na cukrzycę są glukometry, które powinny spełniać dwa warunki: być dokładne i bardzo poręczne, proste w użyciu. Takie urządzenia pozwalają chorym na skuteczne monitorowanie glikemii i ułatwiają podjęcie decyzji związanych z dawkowaniem insuliny i przyjmowaniem posiłków.

W monitorowaniu cukrzycy i optymalizowaniu leczenia chorym pomagają też cyfrowe i mobilne technologie. W Polsce dwa lata temu na rynek wprowadzona została aplikacja Contour Diabetes, która jest elementem systemu Contour Plus One do monitorowania glikemii. To rozwiązane funkcjonuje już w 24 państwach Europy i Ameryki Północnej.

 Tworząc to rozwiązanie, chcieliśmy ułatwić życie chorym na cukrzycę pod kątem monitorowania glikemii, ale też dokumentację tzw. kontekstu wyniku. Wynik pomiaru glikemii wykonywany przy użyciu glukometru Contour Plus One automatycznie trafia do aplikacji i jest oznaczony odpowiednim kolorem. Kolor zielony to prawidłowy poziom cukru, czerwony, zbyt niski, kolor żółty, zbyt wysoki. To doskonała informacja np. dla dzieci bądź osób starszych – mówi Teresa Benbenek-Klupa, diabetyk i edukator w cukrzycy, starszy kierownik ds. komunikacji naukowej w firmie Ascensia.

Obecna, zaktualizowana wersja aplikacji (dostępna bezpłatnie w polskiej wersji językowej w sklepach Apple App Store i Google Play) została rozszerzona o nowe funkcje, które zwiększają samodzielność pacjenta w samokontroli cukrzycy. Nowa funkcja „Moje schematy” analizuje wyniki pomiarów stężenia glukozy we krwi, które są przesłane automatycznie z glukometru Contour Plus One. Na podstawie tej analizy pacjent dostaje informacje o schematach zachowań, wskazuje przyczyny niepowodzeń terapeutycznych, przypomina o lepszej samokontroli i zachęca chorego do zmiany nawyków w celu poprawy efektywności leczenia.

Kolejna funkcjonalność aplikacji polega na tym, że chory może zapisać ilość spożytych wymienników, insuliny bądź innych leków, które właśnie przyjmuje. Co więcej, może wykonać zdjęcie posiłku, który spożywa i określić swoją aktywność fizyczną, zarówno jej czas trwania, jak i intensywność. Ten kontekst wyniku pozwala na bardzo skuteczną i prawidłową analizę efektów leczenia związaną z codziennymi aktywnościami naszych chorych. Co więcej, aplikacja śledzi wyniki chorego i jeżeli zauważy powtarzalność związaną z nieprawidłowymi glikemiami – wykrywa tzw. schemat zachowania i informuje o tym chorego. Zachęca go też do współpracy w celu zmiany tego schematu i poprawy efektów leczenia – mówi Teresa Benbenek-Klupa.

– Aplikacja w Contour Plus One ułatwia nam życie, pomaga w codziennym, osobistym zarządzaniu własną chorobą. Spisane są tam wszystkie wyniki, mamy na bieżąco pokazany wyniki i ich historię. Dzięki tej aplikacji wiemy też, jak możemy reagować na swoją chorobę, gdzie można poprawić, gdzie zostawić tak, jak jest – mówi Andrzej Michalik.

Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną – Światowa Organizacja Zdrowia prognozuje, że do 2030 roku będzie chorować na nią już ok. 551 mln ludzi na całym świecie.

Polscy menadżerowie mają skłonność do nadmiernej krytyki. To podcina skrzydła pracownikom

Polscy menadżerowie mają skłonność do nadmiernej krytyki. To podcina skrzydła pracownikom 13

Zbyt częsta krytyka podcina skrzydła pracownikom. Na bieżąco przekazana informacja zwrotna wskaże podwładnym obszary wymagające poprawy, a jednocześnie zmotywuje ich do działania. Jest to tym bardziej istotne dla pokolenia millenialsów przyzwyczajonego do natychmiastowego dawania lajków i komentarzy w mediach społecznościowych. Istotne jest zarówno chwalenie za osiągnięcia, jak i rzeczowe, pozbawione personalnych emocji informowanie o konkretnych niedociągnięciach. Dotyczy nie tylko relacji szef–przełożony, lecz przede wszystkim relacji koleżeńskiej peer to peer w organizacji. To kluczowe w budowaniu turkusowego modelu zarządzania, w którym nie ma struktury hierarchicznej. Taki model zyskuje w Polsce coraz więcej zwolenników, którzy podkreślają, że niesie on wiele pozytywnych skutków dla organizacji.

Modele zarządzania przedsiębiorstwem zmieniały się wielokrotnie na przestrzeni kilku ostatnich dekad. Zdaniem belgijskiego coacha biznesu Frederica Laloux, można wymienić przynajmniej pięć etapów tych przemian, określanych przez niego mianem czerwonego, bursztynowego, pomarańczowego, zielonego i turkusowego. Ich istotą było stopniowe przechodzenie od władzy scentralizowanej w rękach przywódcy i nastawienia na krótkotrwałą perspektywę do rozproszenia władzy pomiędzy wszystkich pracowników organizacji i wyznaczanie celów wyższych niż zysk.

– Chodzi o to, żeby poczuć, że pracujemy na jakiś wspólny cel i do tego celu chcemy dojść, że czujemy się w naszej organizacji trochę jak w domu, jesteśmy odpowiedzialni za jej funkcjonowanie na każdym obszarze, wszystko to, co robimy, ma nas doprowadzić do konkretnego celu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Panek, dyrektor ds. PR Vivus Finance.

Ostatni etap przemian w modelu zarządzania, czyli turkusowy, zakłada brak struktury hierarchicznej – dyrektora zastępuje lider, będący publicznym wizerunkiem dla świata zewnętrznego, ale niemający władzy zwierzchniej. Wszyscy pracownicy mogą podejmować autonomiczne decyzje, muszę jednak ponosić za nie odpowiedzialność. W wielu turkusowych firmach nie ma stanowisk, lecz funkcje, pracownicy sami wyznaczają sobie czas pracy lub ustalają go z kontrahentami wewnętrznymi. W Polsce ten model zarządzania nie jest jeszcze popularny, na turkusowych zasadach działa zaledwie kilkanaście firm. Orędownikiem tego modelu jest prof. Andrzej Blikle.

 Myślę, że mentalnie, jako społeczeństwo, nie jesteśmy jeszcze gotowi, żeby zrezygnować zupełnie z hierarchii w organizacji, natomiast elementy całego modelu turkusu jak najbardziej są gotowe do wprowadzenia i mogą przynieść bardzo dużo pozytywnych skutków – mówi Anna Panek.

W organizacjach nastawionych na samodoskonalenie oraz wzrost zaangażowania pracowników ważne jest przekazywanie informacji zwrotnej. Tę strategiczną kompetencję powinni znać wszyscy menadżerowie średniego i wyższego szczebla, którzy chcą tworzyć nowoczesne przedsiębiorstwa wykorzystujące elementy modelu turkusowego.

Rozwijać się powinni także wszyscy pracownicy i dobrze, jeśli uda się uczynić z tego element kultury organizacyjnej. Umiejętność udzielania feedbacku to podstawa rozwoju zarówno firmy, jak i poszczególnych jej pracowników, prawidłowo przekazany może bowiem motywować do dalszego działania. Bardzo często jednak informacja zwrotna ma charakter negatywny, obniża poziom motywacji i zniechęca pracownika.

– Chyba taka jest nasza polska mentalność, że przyzwyczailiśmy się do ciągłego narzekania, do mówienia o tym, co nie działa, a nigdy nie widzimy pozytywnych stron – mówi Anna Panek.

Umiejętne udzielanie feedbacku sprawia, że osoba, która go otrzymuje, może się poczuć zmotywowana do dalszego działania, a jednocześnie zyskuje cenne informacje na temat tego, co w przyszłości może poprawić. Bardzo istotne jest więc zarówno chwalenie pracowników za dobrze wykonaną pracę, jak i rzetelne informowanie ich o rzeczach niezgodnych z oczekiwaniami i wymagających poprawy. Dobry kontakt pomiędzy osobą udzielającą feedbacku a podwładnym zwiększa prawdopodobieństwo, że wszelkie informacje zwrotne zostaną przyjęte z otwartością.

 Z mojego doświadczenia i doświadczenia menadżerów, z którymi współpracuję, wynika, że jest to rzeczywiście bardzo cenne dla pracowników. Oni wiedzą, co zostało dobrze zrobione, dzięki czemu mogą kontynuować ten pozytywny trend – mówi Anna Panek.

Informacja zwrotna nigdy nie powinna być udzielana przy innych podwładnych, może być bowiem źródłem zażenowania lub wstydu. Zwierzchnik powinien poinformować podwładnego o swoich dobrych intencjach, odnosić się do konkretnych sytuacji, powoływać się na fakty, a nie opinie, a także uważnie wysłuchać drugiej strony, dając jej szansę na przedstawienie własnych argumentów.

– Jedną z metod przekazywania informacji jest metoda na kanapkę, kiedy zaczynamy od czegoś pozytywnego, potem przechodzimy do zachowań, konkretnych sytuacji, które chcemy zmienić, a kończymy znowu czymś pozytywnym. Są zwolennicy tej metody, ja do nich nie należę. Uważam, że trzeba mówić bardzo konkretnie o zaobserwowanym zachowaniu, bez owijania w bawełnę  – mówi Anna Panek.

11. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2018

W dn. 11-14 października 2018 r. w Katowicach odbędzie się 11. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2018 – największe i najważniejsze wydarzenie dla środowiska przedsiębiorców rodzinnych w Polsce. Wydarzenie organizowane przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych co roku staje się platformą dialogu i współpracy przedstawicieli biznesu, państwa i nauki. Głównym celem Zjazdu jest ukazanie wizerunku firm rodzinnych jako przedsiębiorstw, które w głównej mierze tworzą polską gospodarkę, oraz jednocześnie, jako podmiotów innowacyjnych, które aspirują do ciągłego rozwoju, zdobywając nie tylko rynek polski, ale przede wszystkim rynki zagraniczne.

U-RODZINY 2018-logoW ciągu trzech dni Zjazdu Katowice staną się miejscem spotkań przedsiębiorców rodzinnych nie tylko we własnym gronie, ale i z administracją rządową, przedstawicielami samorządów oraz środowiskiem naukowym i eksperckim. Program 11. edycji Zjazdu jest najbogatszy w historii wydarzenia, a lista prelegentów obfituje w znane nazwiska. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa oraz Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa. Do grona patronów medialnych Zjazdu dołączyli m.in. telewizja TVP3 Katowice i Polskie Radio Katowice.

Wśród prelegentów i gości specjalnych Zjazdu będzie można spotkać założycieli i prezesów największych polskich firm rodzinnych m.in.: Selena FM, Mokate, Comarch, Colian Holding, Hasco-Lek i wielu innych. Nie zabraknie także wiedzy eksperckiej i naukowej, gdyż swój udział potwierdzili prof. Tadeusz Uhl (Akademia Górniczo-Hutnicza), dr hab. Andrzej Sobaś (profesor ASP w Krakowie), Zuzanna Skalska (badaczka trendów w biznesie), a także prof. Andrzej Blikle (Honorowy Prezes IFR).

U-RODZINY to wyjątkowe wydarzenie, które służy integracji, wymianie doświadczeń i planowaniu wspólnych przedsięwzięć przez firmy rodzinne. Hasło przewodnie Zjazdu – Aspiracje i Możliwości, nawiązuje do głównego pytania, na które spróbujemy odpowiedzieć podczas wydarzenia – „Czy polskie firmy rodzinne mogą odgrywać ważną rolę w europejskiej i światowej gospodarce?”.

Wspólnie ze znanymi prelegentami będziemy rozmawiać o inwestowaniu w rozwój technologii, o nowych wyzwaniach w obliczu czwartej rewolucji przemysłowej, o patriotyzmie regionalnym i ekspansji zagranicznej polskich firm rodzinnych, a także o wizerunku i postrzeganiu polskich marek na świecie. Poruszone także zostaną “tradycyjne” tematy Zjazdu, takie jak sukcesja w firmach rodzinnych, zmiany prawne i podatkowe wprost dotyczące przedsiębiorców oraz efektywne zarządzanie i polityka kadrowa.

U-RODZINY to nie tylko konferencja merytoryczna, ale też świetna zabawa na uroczystym balu i okazja do świętowania wśród przedsiębiorców rodzinnych. Gala wieczorna odbędzie się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym, a dla gości wystąpią Marcin Wyrostek & Corazon oraz zespół SoundMachine. Dodatkową atrakcją dla uczestników będzie wieczór artystyczny w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia – jednej z najbardziej unikalnych sal koncertowych nie tylko w Polsce, ale i całej w Europie.

Stena Recycling: Recykling odpadów niebezpiecznych to ciągle niewykorzystana w pełni szansa

Według szacunków na świecie wytwarza się rocznie 400 mln ton odpadów niebezpiecznych. Te szkodliwe dla ludzi i środowiska odpady muszą być utylizowane we właściwy sposób. Do niedawna spora część odpadów niebezpiecznych trafiała na składowiska lub, w najlepszym razie, była zamieniana na energię w procesie odzysku. Jednak eksperci firmy Stena Recycling uważają, że potencjał recyklingu w tym segmencie jest znacznie większy niż obecnie.

Wśród wszystkich odpadów wytworzonych w procesach przemysłowych, znajdują się również takie, które klasyfikujemy jako niebezpieczne. Wymagają one zastosowania bardzo restrykcyjnych zasad, regulowanych prawnie, dotyczących ich przechowywania, transportu, utylizacji czy recyklingu. Niestosowanie się do przepisów może nie tylko narazić przedsiębiorcę na kary finansowe, lecz także spowodować poważne konsekwencje dla środowiska i zdrowia lub życia ludzi.

Do odpadów niebezpiecznych zaliczyć można m.in. paliwa, glikole, farby, kleje, popioły przemysłowe, katalizatory, rozpuszczalniki, kwasy i alkalia trawiące, czy przepracowane oleje. Zwykle są one unieszkodliwiane, a mogłyby zostać odzyskane. Na przykład powstały w wyniku przetworzenia rozpuszczalników produkt może być wykorzystywany w przemyśle farbiarskim i do produkcji tworzyw sztucznych. Podobnie jest z glikolami używanymi w chłodnictwie, które można poddać destylacji i ponownie wykorzystać. Zdaniem Moniki Mąkowskiej, Dyrektor Biznesu Odpadów Niebezpiecznych i Innych w Stena Recycling, potencjał ponownego wykorzystania wymienionych wyżej surowców, jak też innych zawierających się w całym segmencie odpadów niebezpiecznych, jest znacznie większy niż obecnie się praktykuje.

Posiadamy wiedzę oraz wypracowane metody, które pozwalają usprawnić system gospodarki odpadami niebezpiecznym, a jednocześnie znaleźć nowe możliwości zastosowania odzyskanych surowców. Często nasi Klienci nie zdają sobie sprawy, że można odzyskać materiały, których używają na co dzień. Przykładowo zamiast unieszkodliwiać kwasy czy alkalia trawiące, dużą ich część można wykorzystać do produkcji chemicznej lub do wzajemnej neutralizacji. Natomiast popioły po uprzedniej właściwej stabilizacji jako materiał drogowy. Takie rozwiązania pozwalają na wyższe w hierarchii postępowanie z odpadami.  – mówi Monika Mąkowska.

Niektóre substancje wchodzące w skład odpadów niebezpiecznych sprawiają, że nie można ich poddać powtórnemu przetworzeniu. Jednak ich ilość sukcesywnie spada. Dzięki specjalistycznym zakładom i sieci ponad 100 partnerów w całej Europie, Stena Recycling skutecznie zwiększa poziom recyklingu poszczególnych frakcji odpadów niebezpiecznych. Dobrym przykładem jest wykorzystanie metali zawartych w odpadach niebezpiecznych – w katalizatorach pochodzących z przemysłu spożywczego i chemicznego, czy w szlamach galwanicznych oraz w akumulatorach litowo-jonowych.

Dziś z powodzeniem odzyskujemy nikiel zarówno z katalizatorów, jak i szlamów galwanicznych. Natomiast nasi szwedzcy koledzy  pracują nad procesami, które umożliwią nam odzyskiwanie z akumulatorów elektrycznych coraz więcej surowców, oprócz tych które dziś już odzyskujemy, czyli przede wszystkim miedź, nikiel i kobalt. – podkreśla Monika Mąkowska.

Polska jest na etapie nieuniknionych bo ewolucyjnych zmian w gospodarowaniu odpadami niebezpiecznymi. Zwracamy coraz większą uwagę na nasze – jako społeczeństwa – bezpieczeństwo w konsekwencji postępowania z odpadami, głównie niebezpiecznymi. Zwiększa się nasza świadomość w kontekście odpowiedzialności za sposób ich zagospodarowania. W efekcie obserwujemy dążenie firm do coraz bardziej zrównoważonej działalności oraz konieczność optymalizacji procesów biznesowych, w tym gospodarowania odpadami. Dzięki temu zainteresowanie recyklingiem odpadów niebezpiecznych będzie rosło. A to droga do realizacji założeń gospodarki cyrkularnej.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Ostatni tydzień czerwca nie obfituje w kluczowe wydarzenia makro. Napięcia w globalnym handlu powinny pozostać na pierwszym planie, a ich wpływ na biznes może zostać potwierdzony w danych z USA, Niemiec i Kanady. W Nowej Zelandii RBNZ powinien utrzymać stopę procentową bez zmian.

Przyszły tydzień: indeks zaufania konsumentów, PCE Core z USA, Ifo z Niemiec, HICP z Eurolandu, RBNZ, Poloz z BoC

USA

W USA kalendarz nie oferuje publikacji największego kalibru. Sprzedaż nowych domów (pon), zamówienia na dobra trwałe (śr), czy trzeci odczyt PKB (czw) raczej nie ruszą dolarem. Indeks zaufania konsumentów (wt) będzie się liczył, jeśli wskaże na silne pogorszenie nastrojów, co jednak nie jest oczekiwane. Inflacja PCE (pt) powinna wskazać, że presja cenowa w gospodarce wzmacnia się, ale powoli i roczny wskaźnik raczej pozostanie poniżej celu 2 proc. Uwaga będzie też poświęcona przemówieniom członków Fed: Bostic i Kaplan (wt), Rosengren (śr), Bullard i Bostic (czw). Ostatnie prognozy Fed wskazały na rosnące poparcie dla jeszcze dwóch podwyżek w tym roku i każdy komentarz w tym kierunku powinien wpływać na rynkowe oczekiwania, wspierając dolara.

Strefa euro

W Europie niemiecki indeks Ifo (pon) rzuci więcej światła na stan gospodarki, choć w obliczu napięć handlowych i słabych wyników przemysłu można spodziewać się spadku indeksu. Wstępny szacunek czerwcowej inflacji (pt) prawdopodobnie wskażą na przyspieszanie, choć będzie to związane przede wszystkim z wyższymi cenami ropy naftowej. Za to inflacja bazowa ma się osłabić, przypominając, że EBC nie ma obecnie podstaw, by rezygnować z gołębiego nastawienia, co może pociągnąć EUR niżej.

Wielka Brytania

Finalna rewizja PKB za I kw. z Wielkiej Brytanii będzie miała znaczenie, jeśli przyniesie korektę w górę, o co na tym etapie jest bardzo trudno. Poza tym funt wchodzi w tydzień z solidnym bagażem optymizmu w postaci jastrzębiego przekazu BoE, zakończenia parlamentarnej batalii wokół Brexitu oraz wygaszenia presji aprecjacyjnej USD. Razem stwarza to fundament do mocniejszego odbicia od ośmiomiesięcznych dołków.
W Polsce spodziewamy się obniżenia stopy bezrobocia do 6 proc. z 6,3 proc., co podkreśli dobrą sytuację na rynku pracy, choć dla rynku walutowego nie będzie to miało większego znaczenia. Żeby fundamenty mogły pomagać złotemu, wpierw potrzeba stabilizacji apetytu na ryzyko, o co w minionym tygodniu było trudno. Jednak ostatnie uspokojenie, jeśli zostanie przniesione na ostatni tydzień czerwca, powinno pozwolić na umocnienie złotego poniżej 4,30 za euro.

Japonia

W Japonii spodziewane są słabe odczyty sprzedaży detalicznej (czw) i produkcji przemysłowej (czw), do czego skłaniają rozczarowujące wskaźniki koniunktury. To może oferować minimalny impuls do osłabienia jena, choć większe znaczenie powinny mieć zmiany na rynku długu i akcji. Eskalacja wojny handlowej USA-Chiny zawsze jest ryzykiem, ale bez tego powrót rynku akcji do wzrostów lub rajd rentowności długu USA będą ciągnąć USD/JPY wyżej.

Australia

W Australii kalendarz na przyszły tydzień jest pusty, więc kierunek dla AUD będzie przede wszystkim oparty o globalny apetyt na ryzyko. Przy osłabieniu napięć handlowych na linii USA-Chiny, AUD/USD może czekać mocniejsze odreagowanie. W Nowej Zelandii RBNZ powinien pozostawić stopę OCR na 1,75 proc. Nieprzekonujące dane raczej zapewnią ostrożnościowy ton w komunikacie, co stanowi czynnik ryzyka dla NZD.

Kanada

W kalendarzu z Kanady z twardych danych mamy PKB za kwiecień (pt), ale nie ono będzie najważniejsze. Wokół CAD trwa gorąca dyskusja nad szansami podwyżki stóp procentowych w lipcu i po dzisiejszym słabym odczycie CPI narosło wątpliwości. W środę przemawiać będzie prezes BoC Poloz i interesujące będzie, czy zdradzi wskazówki odnośnie najbliższej decyzji. Ponadto w piątek BoC przedstawi wyniki kwartalnej ankiety wśród przedsiębiorstw i obawy o relacje handlowe lub spadające oczekiwania inflacyjne mogą wpłynąć na odroczenie podwyżki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.