BeeIN S.A. ponad dwukrotnie zwiększa przychody w I kw. 2022

Notowana na NewConnect spółka BeeIN S.A., dostawca rozwiązań z rynku OZE, skokowo zwiększyła sprzedaż w okresie od początku stycznia do końca marca 2022 r., osiągając 6 mln zł przychodów w stosunku do 2,7 mln zł w I. kwartale 2021 r. Dzięki nawiązaniu współpracy z japońską firmą DAIKIN spółka rozszerza ofertę handlową o pompy ciepła i klimatyzatory klasy premium. W najbliższym czasie BeeIN zamierza rozpocząć sprzedaż magazynów energii dedykowanych klientom detalicznym.

Na koniec I półrocza 2022 r. spółka skokowo zwiększyła sumę bilansową, notując wzrost aktywów do 9,6 mln zł (vs 6,5 mln zł r/r). Zysk netto w pierwszych 3 miesiącach br. wyniósł 0,45 mln zł, a przepływy pieniężne osiągnęły w tym okresie 0,74 zł mln zł. BeeIN S.A. wypracowało w pierwszym kwartale 6 mln zł przychodów, co przekłada się na dynamikę wzrostu przekraczajacą 125%. Rekordowy wzrost przychodów spółki jest efektem m.in. konsekwentnej realizacji strategii oraz dynamicznego przyspieszenia transformacji energetycznej w Polsce.

Wzrost cen prądu i wprowadzenie zmian prawnych w zakresie rozliczania produkowanej energii to czynniki, które w połączeniu z dobrze przygotowaną ofertą handlową przełożyły się na istotne zwiększenie sprzedaży
paneli fotowoltaicznych w pierwszym kwartale tego roku. Z kolei wybuch wojny w Ukrainie, przyczynia się do niezwykle dynamicznego rozwoju rynku pomp ciepła. Handel tymi urządzeniami generuje wyższe marże niż innymi komponentami z naszej oferty i jest to tendencja, która utrzyma się także w kolejnych kwartałach –
mówi Michał Sochacki, Prezes Zarządu BeeIN S.A.

W pierwszym kwartale spółka odnotowała zwiększenie sprzedaży pomp ciepła, co w połączeniu z zapowiedziami rozwoju tego rynku m.in. w Komunikacie Komisji Europejskiej “REPowerEU” oraz uruchomieniem programów dofinansowań pozwala BeeIN z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Przygotowywaliśmy się na wzrost zainteresowania pompami ciepła, ponieważ już wcześniej prognozowaliśmy rozwój tego obszaru w naszej strategii. Zgodnie z jej założeniami wprowadzamy do oferty produkty japońskiego producenta – DAIKIN, które obejmują pompy ciepła i klimatyzatory klasy premium. Jesteśmy przekonani że właśnie pompy ciepła będą miały coraz istotniejszy udział w dalszych wzrostach przychodów BeeIN – twierdzi Michał Sochacki.

W pierwszym kwartale spółka podpisała z bankiem umowę na odnawialny kredyt obrotowy w wysokości 2 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zwiększanie skali biznesu, m.in. rozszerzenie oferty handlowej o magazyny energii dedykowane klientom detalicznym. Ich sprzedaż pozwoli BeeIN kompleksowo odpowiadać na potrzeby prosumentów zainteresowanych budowaniem niezalezności energetycznej.

Inwestujemy także w to, co dla nas najcenniejsze, czyli kapitał ludzki. Systematycznie powiększamy np. zespół dedykowany do obsługi pomp ciepła. Jesteśmy przekonani, że w długoterminowej perspektywie przełoży się to na zwiększenie zasięgu oraz jakości naszych usług, znajdując odbicie w kolejnych wzrostach sprzedaży – podsumowuje Michał Sochacki z BeeIN S.A.

Giełdowy Indeks Produkcji spadł w kwietniu o 8%

Giełdowy Indeks Produkcji spadł w kwietniu z 964,72 do 887,39 punktów, co dało spadek o 8% w trakcie pierwszego miesiąca drugiego kwartału 2022 roku. W porównaniu z innymi polskimi spółkami notowanymi na GPW, polscy producenci wypadli względnie korzystnie – indeks WIG-POLAND stracił 11,1%. Również na tle szerokiego rynku, wynik GIP60 nie wyróżnia się szczególnie negatywnie, gdyż indeks WIG stracił w tym czasie 11%.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc kwiecień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Po marcowym odbiciu cen akcji, kwiecień przyniósł silne ochłodzenie nastrojów inwestycyjnych na całym świecie, które trwa do dziś. Wyprzedaż dotknęła niemal każdy możliwy rynek – spadały akcje za oceanem, w Europie i Azji, chwilę później zaczęła się paniczna wyprzedaż na rynku kryptowalut, a rosnące stopy procentowe obniżyły ceny obligacji. Czy to koniec świata? Pewnie jeszcze nie, a reakcja rynków – jak to zwykle bywa – jest przesadzona, ale fakt jest taki, że krew leje się niemalże wszędzie, co jest pokłosiem nie tylko wojny w Ukrainie, ale przede wszystkim wieloletniej luźnej polityki fiskalnej, która wpompowała w rynki niewyobrażalne ilości gotówki.

Naturalnie spadki na zagranicznych rynkach akcji spowodowało odpływ kapitału również z warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Indeks szerokiego rynku WIG jeszcze pod koniec marca plasował się w okolicach 66000 punktów, na koniec kwietnia był już poniżej 58000, a w momencie pisania tego komentarza (12 maja) zbliża się do granicy 52000 punktów. Jeszcze bardziej oberwał indeks WIG20, który w kwietniu stracił 12,89%, a w pierwszej połowie maja dołożył kolejne -10% spadając sumarycznie z okolic 2200 punktów do poniżej 1700.

Jak w takiej sytuacji zachowały się akcje największych polskich producentów z GPW? Relatywnie lepiej od reszty rynku – co prawda w kwietniu akcje 4 na 5 spółek z Giełdowego Indeksu Produkcji traciły na wartości, ale sumarycznie GIP60 stracił „jedynie” 8% spadając z 964,72 do 887,39 pkt. Kolejne sesje mają również wypadły względnie korzystnie dla spółek produkcyjnych – w pierwszej połowie miesiąca indeks stracił jedynie -3%, co przy wyniku WIG (-8,1%), czy WIG20 (-8,9%) należy uznać za przyzwoity wynik. Widać więc relatywną siłę polskich producentów względem innych sektorów notowanych na polskim parkiecie.

Szczególnie odporne okazały się spółki metalurgiczne, którym – jako jedynym z portfela GIP60 – udało się wypracować dodatnią medianę zmiany ceny akcji w kwietniu na poziomie 2,06%. Mediana stóp zwrotu z przemysłu meblarsko-drzewnego wyniosła w tym okresie -1,04%. Najgorzej pod względem mediany kwietniowych stóp zwrotu wypadły spółki z branży projektowej, czyli producenci i dystrybutorzy odzieży (mediana -12,17%), a także producenci z branży motoryzacyjnej (-11,62%). W pozostałych przypadkach mediana stóp zwrotu oscylowała wokół 5% spadków.

W trudnych warunkach rynkowych niewielka grupa dużych polskich producentów przyniosła przyzwoite zyski swoim akcjonariuszom. Na wyróżnienie zasługuje Boryszew S.A. za 14,73% wzrost ceny akcji w kwietniu z 3,53 zł do 4,05 zł, ale również Polwax S.A. (+7,1% m/m) i ZPUE S.A. (+6,7%).

Boryszew to należąca do Romana Karkosika grupa przedsiębiorstw zajmujących się produkcją komponentów dla sektora motoryzacyjnego oraz materiałów chemicznych (wśród których najpopularniejszym jest płyn chłodniczy Borygo), tlenków metali i elementów metalowych. Posiada blisko 40 zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w 14 krajach i zatrudnia prawie 12 tysięcy pracowników. Kurs akcji spółki wystrzelił na ostatniej sesji kwietnia za sprawą anonsu o wypłacie solidnej dywidendy i ogólnej reorientacji w kierunku spółki dywidendowej – powyższe informacje wystarczyły na niemal 15% wzrost ceny w przeciągu jednej tylko sesji.

Polwax jest jednym z europejskich liderów rynku parafinowego w zakresie produkcji oraz dystrybucji parafin, wosków oraz produktów komponowanych na bazie parafin. Zaopatruje między innymi przemysł zniczowy, świecowy, spożywczy, gumowy, motoryzacyjny i producentów nawozów. Obecnie spółka znajduje się pod sporą presją wywołaną konfliktem za naszą wschodnią granicą, gdyż spora część zaopatrzenia spółki pochodzi właśnie z tego kierunku. Kurs akcji reaguje na każdą pozytywną, jak i negatywną informację o sytuacji u naszego wschodniego sąsiada.

ZPUE znalazło się na podium miesięcznego rankingu GIP60 nie po raz pierwszy i zapewne nie po raz ostatni. Spółka z wieloletnią tradycją notowań na GPW sięgającą 1998 roku znana jest z produkcji rozdzielnic średniego i niskiego napięcia oraz innych elementów wyposażenia stacji transformatorowych. Specjalizuje się w segmencie produkcji kontenerowych stacji transformatorowych. Głównymi odbiorcami produktów spółki są zakłady energetyczne, przemysłowe oraz obiekty użyteczności publicznej. Co ciekawe kurs akcji spółki rozpoczął solidne wzrosty w momencie wybuchu wojny w Ukrainie mimo, że spółka posiada w Rosji swój zakład, a rynki wschodnie stanowiły sporą część popytu spółki. Jednak na początku maja wyniki spółki za poprzedni rok nieco ochłodziły entuzjazm inwestorów.

Produkcja sprzedana przemysłu w marcu (najświeższe dane z GUS) w cenach bieżących biła historyczne rekordy. Dane wyrównane sezonowo, przedstawione w cenach stałych ujawniają, że przeważająca część tego wzrostu wynika z ogólnego wzrostu cen w gospodarce, a realny wzrost należy szacować na poziomie 2,3% w porównaniu z lutym. Szacunkowe wyniki za kwiecień, płynące z badań ankietowych, wskazują na kontynuację spadku nowych zamówień w rodzimym przemyśle zapoczątkowany w marcu. Oprócz problemów z popytem, spółki produkcyjne mierzyły się w tym czasie również z problemami podażowymi, których źródeł należy doszukiwać się w destabilizującej rynki wojnie oraz chińskich problemach epidemiologicznych, które po raz kolejny zmroziły gospodarkę Państwa Środka. Do niekorzystnych aspektów bieżącej sytuacji należy dodać jeszcze rosnącą inflację, która dodatkowo utrudnia planowanie długoterminowe i zarządzanie portfelami zamówień, które w szybkim tempie tracą na rentowności. Ceny środków produkcji ciągle rosną, a w szczególności ceny surowców, metali i paliw, co z kolei prowokuje producentów do podniesienia cen własnych wyrobów – proces podwyżek cen trwa już wśród wytwórców nieprzerwanie od 20 miesięcy. W DSR obserwujemy znaczący wzrost zainteresowania systemami wspierającymi planowanie produkcji z uwzględnieniem dynamiki zmian w dostępności surowców/komponentów. Również, dobrze wdrożona w systemie ERP,  możliwość symulacji częstych zmian cenników u dostawców jest obecnie elementem przewagi rynkowej firmy produkcyjnej.

Oczywiście wpływ wojny w Ukrainie na sytuację polskiego przemysłu jest ciągle destabilizujący. Spadają nowe zamówienia i produkcja, a ceny paliw i energii wyznaczają nowe okresowe maksima, do tego ciągle żywe problemy z łańcuchami dostaw jeszcze się pogłębiły w wyniku rosyjskiej inwazji. W tej sytuacji wiele spółek zintensyfikowało proces budowy zapasów bezpieczeństwa, wracając do strategii, która okazała się skuteczna podczas pandemii. Zdaje się więc, że producenci wyciągnęli wnioski i są przygotowani na normalizację otoczenia. Wysoka zmienność na rynkach utrudnia prognozowanie, jednak skoro od wielu tygodni mamy trend spadkowy, to możliwe, że niedługo nastąpi odreagowanie, które doceni inwestorów, którzy pozostali przy swoich inwestycjach w polskich spółkach produkcyjnych.”

Carbon Studio notuje zysk netto po I kwartale 2022

Carbon Studio – notowany na NewConnect specjalista w dziedzinie tworzenia gier w technologii Virtual Reality (VR) – uzyskał 211 tys. zł jednostkowego zysku netto w I kwartale 2022 r. Jednocześnie w raportowanym okresie spółka wypracowała blisko 800 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży. Na wyniki finansowe firmy niezmiennie wpływ miała stabilna sprzedaż popularnej serii The Wizards. Lada dzień, 19 maja br., największy tytuł z portfolio Spółki Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall – pojawi się w Meta Store. To właśnie nad dopracowaniem i optymalizacją tego projektu zespół Carbon Studio intensywnie pracował w okresie minionego kwartału.

Od stycznia do marca 2022 roku Carbon Studio odnotowało zysk netto na poziomie 211 tys. zł. Przychody netto ze sprzedaży gier w tym czasie wyniosły prawie 800 tys. zł, utrzymując się na zbliżonym poziomie co w analogicznym okresie ub. roku, kiedy to przychody osiągnęły wynik 900 tys. zł.

Na wypracowane przez Carbon Studio wyniki finansowe w I kwartale 2022 – podobnie jak przy poprzednich okresach – pozytywny wpływ miała stabilna sprzedaż gier fantasy z naszej flagowej serii The Wizards. – mówi Błażej Szaflik, prezes zarządu Carbon Studio. – Początek tego roku był dla Carbon Studio bardzo pracowity, a uwaga naszego zespołu była skoncentrowana na przygotowaniu naszego największego projektu – Warhammer: Age of Sigmar Tempestfall do wersji Meta Quest. Prace weryfikacyjne ze strony właściciela marki – globalnej firmy Games Workshop oraz producenta gogli Meta Quest, rozpoczęły się na przełomie ostatnich kwartałów, co pozwoliło nam wejść w kolejną fazę projektu. Aktualnie wielkimi krokami zbliżamy się do premiery  najnowszej odsłony gry, którą szykujemy jeszcze w tym tygodniu, na 19 maja. To dla nas bardzo ważny moment, który chcemy od początku świętować wspólnie z graczami. Dlatego też kilka dni temu udostępniliśmy fanom teaser projektu. Zachęcamy również do śledzenia naszych kanałów – dodaje Błażej Szaflik.

Gra z gatunku action – adventure – Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall, zadebiutowała na rynku w listopadzie 2021 roku w wersji na: Steam VR, Oculus Store oraz Viveport. Teraz przyszedł czas na Meta Quest (dawniej Oculus Quest).

– Meta Quest w dalszym ciągu jest dla nas najważniejszą platformą. To właśnie w Meta Store upatrujemy największego potencjału sprzedażowego dla tytułu Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall i tym samym wzrostu wyników finansowych Carbon Studio w przyszłych kwartałach. – mówi Aleksander Caban, członek zarządu w Carbon Studio S.A. – Jednocześnie mamy świadomość, że fani Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall korzystają z różnych wersji gogli VR, dlatego też docelowo będziemy kontynuowali rozwijanie tego tytułu na wszystkie popularne platformy VR – dodaje Aleksander Caban.

Nadchodząca edycja gry Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall będzie dostępna ze wszystkimi wdrożonymi ulepszeniami z wersji PC VR, a także z dodatkową zawartością – trybem The Storm Trials, w którym gracz zmierzy się z licznymi grupami wrogów na kolejnych poziomach-arenach, z dodatkową możliwością obrania własnej ścieżki progresji postaci oraz ekwipunku. Cena gry została ustalona na 24,99 USD.

W marcu br. Zarząd Carbon Studio poinformował o zawarciu trzech umów ze znaczącym podmiotem z branży gamingowej na bezzwrotne dofinansowanie 3 projektów, które spółka będzie realizować wspólnie z podmiotem zależnym. Dofinansowanie będzie wypłacane w transzach za realizację danego kamienia milowego w ramach postępu prac nad tymi projektami. Ich finalizację zaplanowano do końca 2023 r.

Miesiąc później, w kwietniu 2022 r., spółka otrzymała dofinansowanie w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020. Kwota ponad 240 tys. zł zostanie przeznaczona na zakup sprzętu Motion Capture. Przyznane dofinansowanie pozwoli nam wykorzystywać profesjonalny sprzęt Motion Capture – technologii stosowanej w filmach i grach komputerowych – polegającej na przechwytywaniu ruchu graczy i zapisywaniu ich w komputerze, co usprawni nasz system pracy, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. – dodaje Aleksander Caban.

Jeszcze w tym roku spółka Carbon Studio planuje przeniesienie notowań z NewConnect na rynek główny GPW w Warszawie.

Hakerzy w Polsce atakują finanse. Na świecie Edukację. Rosną zagrożenia w Rosji i Ukrainie

  • W kwietniowym zestawieniu najbezpieczniejszych sieci wg Check Point Research Polska ulokowała się na 13 miejscu w Europie
  • Trwająca za naszą wschodnią granicą wojna doprowadziła również do wzrostu zagrożeń cybernetycznych w Ukrainie i Rosji. Kraje te uzyskały indeks zagrożeń odpowiednio na poziomie 54,9 oraz 52,1 pkt-a, co zepchnęło je ku trzeciej tercji światowego rankingu.
  • Hakerzy w Polsce najczęściej atakują sektor finansowy. Na świecie jest to sektor edukacji i badań z przeszło 2000 ataków na organizację w tygodniu

Hakerzy w Polsce najczęściej atakują sektor finansowy. I choć dane wskazują na stopniowy spadek całkowitej ilości ataków, to instytucje finansowe i banki doświadczają ponad 1000 ataków w ciągu tygodnia! Na świecie celem nr 1 ataków jest sektor „edukacji i badań”. Jednocześnie, eksperci Check Point Research zwracają uwagę na nowe sposoby dostarczenia malware’u Emotet przez cyberprzestępców.

W kwietniowym zestawieniu najbezpieczniejszych sieci wg Check Point Research Polska ulokowała się na 13 miejscu w Europie i 28 na świecie. Współczynnik zagrożeń na poziomie 38,4 pkt pozwolił na wyprzedzenie m.in. Chorwacji (38,6), Białorusi (38,9) czy Niemiec (39,6). Niespodziewane zmiany doszły na szczycie zestawienia, bowiem najbezpieczniejszą w Europie okazała się sieć albańska z indeksem zagrożeń na poziomie 27,9. Drugą pozycję uzyskała Malta (28,1), natomiast trzecią Cypr (30,8). Trwająca za naszą wschodnią granicą wojna doprowadziła również do wzrostu zagrożeń cybernetycznych w Ukrainie i Rosji. Kraje te uzyskały indeks zagrożeń odpowiednio na poziomie 54,9 oraz 52,1 pkt-a, co zepchnęło je ku trzeciej tercji światowego rankingu.

Według badaczy Check Point Research, Emotet, czyli zaawansowany, samorozprzestrzeniający się i modułowy trojan, nadal jest najbardziej rozpowszechnionym złośliwym oprogramowaniem, które atakuje 6,4% organizacji na całym świecie i około 5,5% organizacji w Polsce. Mimo to nastąpił ruch wśród innych złośliwych programów na liście Top10. Tofsee i Nanocore zostały wycofane i zastąpione przez Formbooka i Lokibot, obecnie odpowiednio drugie i szóste najbardziej rozpowszechnione złośliwe oprogramowanie. Formbook w zeszłym miesiącu został wykryty w 3,4% firm na świecie oraz 2% w Polsce. Trzecią najpowszechniejszą rodziną malawaru jest AgentTesla z wpływem na 2,45% organizacji na świecie oraz ponad 1,5% w Polsce.

Wyższy wynik Emotet w marcu (10%) był spowodowany głównie oszustwami o tematyce wielkanocnej, ale spadek w tym miesiącu można również wytłumaczyć decyzją Microsoftu o wyłączeniu określonych makr powiązanych z plikami pakietu Office, co wpłynęło na sposób, w jaki Emotet jest zwykle dostarczany. Eksperci Check Point Research zawracają uwagę na doniesienia o tym, że Emotet ma nową metodę dostarczania, którą jest wiadoność phishingowa zawierająca adres URL usługi OneDrive. Emotet ma wiele zastosowań po ominięciu zabezpieczeń maszyny. Ze względu na swoje wyrafinowane techniki rozprzestrzeniania się i asymilacji Emotet oferuje cyberprzestępcom również inne złośliwe oprogramowanie na forach Darknetu, w tym trojany bankowe, oprogramowanie ransomware, botnety itp. W rezultacie po dokonaniu przez Emotet ataku konsekwencje mogą się różnić w zależności od tego, które złośliwe oprogramowanie zostało dostarczone.

– Wraz z ciągłym rozwojem krajobrazu cyberzagrożeń i interakcją dużych korporacji, takich jak Microsoft, wpływających na parametry działania cyberprzestępców, hakerzy muszą stać się bardziej kreatywni w sposobie dystrybucji złośliwego oprogramowania, co jest widoczne w nowym sposobie dostarczania Emoteta – wyjaśnia Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software.

W skali globalnej najczęściej naruszanymi sektorami w ostatnim półroczu były Edukacja i Badania (2163 ataki na organizację w tygodniu), sektor rządowo-wojskowy (1559) oraz ISP/MSP (1407). W Polsce analizy danych dotyczące sektora edukacji nie pozwoliły na uzyskanie istotnych statystycznie wyników. Za to rodzimy sektor finansowo-bankowy doświadczył w ostatnich miesiącach średnio 1082 ataków w tygodniu, stając się w Polsce najczęściej atakowaną branżą. Na drugim miejscu umiejscowił się sektor rządowo-wojskowy (1002), na trzecim użyteczności publicznej z 772 atakami w tygodniu.

W tym miesiącu byliśmy świadkami luki Spring4Shell, która pojawiła się na pierwszych stronach gazet. Chociaż nie znajduje się jeszcze na liście dziesięciu największych luk w zabezpieczeniach, warto zauważyć, że ponad 35% organizacji na całym świecie zostało już dotkniętych tym zagrożeniem – dodaje ekspertka Check Pointa.

Polski Ład. Nadchodzą zmiany w zasadach poboru zaliczek w podatku PIT

Choć wciąż toczą się prace nad zmianami w ramach Polskiego Ładu, gros przepisów ma wejść w życie z dniem 1 lipca 2022 roku. Jednym z nich jest zmiana zasad, na mocy których płatnicy uwzględniają kwotę zmniejszającą podatek w trakcie roku.

W ramach obowiązujących od niedawna przepisów Polskiego Ładu rząd zaproponował pewne modyfikacje. Już od lipca br. ulec zmianie mają między inny zasady poboru zaliczek na podatek dochodowy.

Wyżej wspomniane zmiany obejmować będą kwotę zmniejszającą podatek, która to występuje w skali podatkowej. Obecnie jest to kwota 5100 złotych, zaś na mocy obniżenia stawki PIT do 12 proc. wyniesie ona 3600 złotych.

Warto zauważyć, że kwota zmniejszająca podatek generuje kwotę wolną od podatku. Od stycznia 2022 roku bowiem została ona podniesiona do 30 tys. złotych. W rezultacie, podatnik na skali, którego roczne przychody nie przekroczą tejże kwoty, nie będzie miał obowiązku uiszczenia opłaty z tytułu podatku dochodowego – podkreśla Szymon Kwasigroch z Systim.pl.

Co ważne, aktualnie część płatników – jak chociażby zakłady pracy czy organy rentowe – obliczający oraz pobierający zaliczki na podatek od dokonywanych wypłat, mogą zmniejszać zaliczkę o kwotę 425 złotych (1/12 z 5100 złotych). Po wejściu zmian kwota ta wynosić będzie 300 złotych (czyli 1/12 z 3600 złotych).

Dla kogo nadchodzące zmiany będą najkorzystniejsze? – Z pewnością nie dla osób, które zarabiają powyżej 20 000 złotych miesięcznie. Ci bowiem odczują stratę w dochodach – mówi specjalista z Systim.pl. – Najbardziej korzystne będą zmiany dla tych wszystkich osób, które zarabiają co miesiąc od 10 do 12 tys. złotych brutto. Z kolei pracownicy, zarabiający w przedziale od 3 do 8 tys. złotych miesięcznie odczują jedynie niewielki zysk – dodaje ekspert.

Na koniec warto podkreślić, że zmiany w zaliczkach to nie jedyne planowane przez projektodawcę zmiany. W ramach nowelizacji zaproponowano bowiem, aby podatnik mógł upoważnić maksymalnie 3 płatników – w tym zleceniodawców – do stosowania odliczenia w wysokości 1/12 kwoty zmniejszającej podatek, wskazując jednocześnie kwotę do odliczenia, stanowiącą 1/12, 1/24 lub 1/36 kwoty zmniejszającej podatek.

Tomasz Pietrzak objął funkcję dyrektora w MLP Group

Tomasz Pietrzak awansował na stanowisko Leasing Director Poland. Z MLP Group związany jest od ponad pięciu lat. Dotychczas odpowiadał za komercjalizację obiektów magazynowych w regionie warszawskim, a teraz będzie zarządzał najmem na terenie całej Polski.

MLP Group wzmacnia zespół odpowiedzialny za najem oferowanych powierzchni. Na stanowisko Leasing Director Poland został powołany Tomasz Pietrzak. Będzie odpowiadał za najem powierzchni komercyjnych we wszystkich parkach logistycznych z portfolio MLP Group zlokalizowanych na terenie Polski.

Tomasz Pietrzak jest związany z MLP Group od kwietnia 2017 r.  Początkowo pełnił funkcję Leasing Managera, a później awansował na stanowisko Senior Leasing Managera. Od samego początku był odpowiedzialny za komercjalizację parków logistycznych w regionie Warszawy. Wspierał jednocześnie Dział Leasingu w obsłudze rynków regionalnych.

– Tomasz Pietrzak na przestrzeni ostatnich pięciu lat pracy w MLP Group aktywnie uczestniczył w transakcjach najmu obejmujących łącznie około 500 tys. m2 powierzchni. Powierzając Tomaszowi nadzór nad komercjalizacją powierzchni komercyjnych w całej Polsce doceniamy jego szerokie kompetencje i wysoki profesjonalizm. Nastawienie na osiąganie wyznaczonych celów zapewniła mu dotychczas wysoką efektywność przy leasingu obiektów, przy jednoczesnym utrzymaniu bardzo dobrych relacji z naszymi najemcami. Jesteśmy przekonani, że posiadane duże doświadczenie w zakresie najmu pozwoli osiągać bardzo dobre wyniki sprzedażowe we wszystkich realizowanych projektach w kraju – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.
Przed rozpoczęciem współpracy z MLP Group doświadczenie w zakresie sprzedaży powierzchni komercyjnych oraz najmu powierzchni magazynowych i biurowych zdobywał w agencji Maxon Nieruchomości. Był wówczas odpowiedzialny m.in. za aktywne pozyskiwanie klientów, koordynacje negocjacji oraz przygotowywanie umów najmu. Wcześniej współpracował z największym brokerem ubezpieczeniowym na świecie.
Tomasz Pietrzak jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku Ekonomia. Ukończył również studia podyplomowe w zakresie Pośrednictwa w Obrocie Nieruchomościami. Uczestniczył w wielu kursach i szkoleniach wzmacniających kompetencje obejmujące m.in. psychologię obsługi klienta, komunikacje i negocjacje z klientem komercyjnym, czy marketing w sprzedaży.

Krzysztof Wilczek na czele zespołu przygotowującego i realizującego projekty HB Reavis w Polsce

Szeregi HB Reavis, międzynarodowego specjalisty w zakresie tworzenia przestrzeni pracy, wzmocnił Krzysztof Wilczek. Jako Country Development Director odpowiada za aktywność firmy w Polsce w obszarze realizacji projektów deweloperskich, w tym zakupu gruntów pod nowe, wielofunkcyjne inwestycje.

Krzysztof Wilczek posiada 19 lat doświadczenia na rynku nieruchomości. Ostatnio sprawował funkcję dyrektora (Development & Construction) w firmie Reino Capital. Wcześniej przez 13 lat był związany ze Skanska Property Poland, m.in. jako dyrektor regionalny tej firmy w Warszawie, Łodzi i Trójmieście. Pracował także w Budimex S.A. Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej.

W dotychczasowej karierze Krzysztof Wilczek nadzorował ponad 20 projektów, w tym realizację wielu cenionych centrów biznesowych w największych miastach w kraju. Odpowiadał również za transakcje zakupu działek umożliwiających realizację nieruchomości komercyjnych o łącznej powierzchni 365 tys. mkw. Jego rola w polskim oddziale HB Reavis będzie skoncentrowana na dalszym wzmacnianiu obecności firmy nad Wisłą, w najbliższym czasie poprzez sfinalizowanie prowadzonych obecnych budów oraz akwizycje gruntów i przygotowanie nowych projektów.

Deweloperzy: mieszkania będą jeszcze droższe

Kumulacja czynników cenotwórczych przekłada się na dalszy wzrost cen nieruchomości. Jak dużych podwyżek na rynku nowych mieszkań możemy się spodziewać w tym roku? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży w Develia S.A.

Trudno jednoznacznie oszacować, o ile w 2022 roku zdrożeją mieszkania. Z pewnością będą to podwyżki znaczące, biorąc pod uwagę dwucyfrową inflację, wzrosty cen materiałów budowlanych i ich ograniczoną dostępność. Podniesienie stóp procentowych godzi nie tylko w nabywców posiłkujących się kredytem, zwiększają się również koszty finansowania inwestycji dla deweloperów. Należy tutaj także uwzględnić utrzymujące się problemy z niską dostępnością coraz wyżej wycenianych działek pod nowe osiedla. W ostatnich latach mieszkania drożały w tempie 10-12 proc w skali roku. Nie jesteśmy w stanie dziś przewidzieć, czy w 2022 taki scenariusz się powtórzy.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Prognozowane przez NBP kolejne wzrosty inflacji będą miały odzwierciedlenie w podwyżkach cen energii, transportu, materiałów budowlanych oraz presji płacowej po stronie wykonawców. Oznacza to wyższe koszty generalnego wykonawstwa. Ponadto, ograniczona ilość działek budowlanych, szczególnie w dużych miastach, sprawi, że ich ceny będą szły w górę. Wszystkie te czynniki, a także wchodzący w połowie roku Deweloperski Fundusz Gwarancyjny spowodują wzrost cen, ale zakładam, że będzie on kilkuprocentowy. Cena za metr kwadratowy w dużym mieście jest już dzisiaj bardzo wysoka, a zapowiadane podwyżki stóp procentowych uniemożliwią kolejnym grupom klientów pozyskanie kredytu. Dlatego deweloperzy, dla których klient indywidualny jest nadal głównym odbiorcą, nie będą windować cen wyżej niż o 3-5 procent.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal S.A.

Nie zakładamy scenariusza, w którym ceny mieszkań miałyby spadać. Należy się spodziewać trendu wzrostowego w odniesieniu do cen nieruchomości. Trudno jednoznacznie określić, o ile wzrosną.

Adam Urbański, dyrektor Sprzedaży w TDJ Estate

To fakt, przez ostatnie dwa lata rynek nas nie oszczędza. Najpierw pandemia, która na pewien czas zatrzymała sprzedaż mieszkań, teraz borykamy się z wysoką inflacją i konfliktem zbrojnym za naszą wschodnią granicą. Nie bez znaczenia były również nowe regulacje dotyczące polskiego ładu. Koszty budowy, robocizny, materiałów istotnie wzrosły, co bezpośrednio przekłada się na wzrost cen metra kwadratowego nieruchomości. W ostatnim kwartale 2021 roku wzrost cen na rynku pierwotnym w poszczególnych stolicach województw, poza Warszawą w porównaniu rok do roku wyniósł od 13 – 16 proc. Bieżący rok będzie podobny do roku ubiegłego, wzrosty cen być może nie będą już tak dynamiczne, jednak w dalszym ciągu musimy się liczyć z drożejącymi mieszkaniami, głównie z powodu ciągle rosnących kosztów realizacji.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Koszty projektów mieszkaniowych rzeczywiście rosną w bardzo szybkim tempie i to na każdym etapie, od zakupu działki po realizację budowy. Ceny materiałów, brak pracowników, wzrost kosztów pracy odgrywają tu oczywiście kluczową rolę. Może się zdarzyć, że podaż w ujęciu całościowym polskiego rynku będzie ograniczana, ponieważ część inwestycji deweloperskich zostanie przynajmniej czasowo zamrożona.
Równocześnie popyt utrzymuje się na dość wysokim poziomie, mimo systematycznego wzrostu stóp procentowych. Mieszkanie to jest potrzeba podstawowa i nie sposób jej zastąpić. Z kolei w Polsce nadal mamy do czynienia ze zjawiskiem opisywanym obrazowo jako głód mieszkaniowy. Wszystko to powoduje, że mieszkania będą wyraźnie droższe. Tym bardziej, że oprócz kumulacji realnych czynników przekładających się na wzrost kosztów realizacji inwestycji, mamy też do czynienia z inflacją. Z naszych szacunków wynika, że w tym roku można się spodziewać wzrostu cen na poziomie około 10 proc.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Według ekonomistów stopy procentowe mają być podnoszone regularnie aż do trzeciego kwartału tego roku, ale to w dużej mierze prognoza teoretyczna. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć inflacji, zmian na rynku materiałów budowlanych i surowców, ani wielkości podwyżek stóp procentowych. Mamy aktualnie do czynienia z absolutnie unikalnym splotem okoliczności, nie ma danych historycznych, na których można by opierać rzetelne wyliczenia prognoz. Prognozy dotyczące kształtowania się cen są obarczone wieloma założeniami, co osłabia ich jakość. Trudno więc określić, na jakich warunkach będziemy wprowadzać na rynek trzy inwestycje, które mamy na etapie przygotowania.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Ceny mieszkań będą rosły nadal, ale nie z powodu rosnącego popytu tylko z uwagi na malejącą podaż. Deweloperzy budują coraz wolniej, bo dłużej zajmuje zdobycie gruntu i przygotowanie inwestycji. Trzeba też zakładać dłuższy okres budowy ze względu na ewentualne problemy z pozyskaniem materiałów. Do tego dochodzi rosnąca aktywność funduszy inwestycyjnych, które zawierają umowy na całe budynki czy inwestycje. W związku z tym, podaż mieszkań na „normalnym rynku” jest jeszcze mniejsza, a możliwości produkcyjne deweloperów są coraz bardziej ograniczone. Nie przewidujemy jednak aby wzrost cen mieszkań przekroczył poziom inflacji, prawdopodobnie będzie to 7-10 proc. rocznie.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wszystko wskazuje na to, że ceny mieszkań nie zatrzymają się i dalej będą miały tendencję wzrostową. Przewidujemy, że w tym roku podwyżka może być co najmniej kilkuprocentowa. W przypadku nowych inwestycji, trudno w tej chwili nawet określić ceny mieszkań, gdyż ciągle rosną ceny materiałów i wykonawstwa.

Teresa Witkowska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Napollo Residential

Liczymy, że wzrost cen w ujęciu rocznym wyniesie minimum 5 proc. Deweloperski Fundusz Gwarancyjny będzie miał najmniejszy wpływ na podwyżkę, gdyż deweloperzy zdążyli już określić tu ryzyko finansowe i się przygotować. Niestety czynniki, takie jak inflacja czy wzrastające stopy oprocentowania kredytów są tak naprawdę wciąż wielką niewiadomą, a to przede wszystkim one determinują wzrost cen mieszkań.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Na koniec 2021 roku NBP informował o podwyżce 17 proc. r/r w Polsce. Naszym zdaniem wzrosty cen nieruchomości w krótkim okresie się utrzymają, gdyż nadal rosną koszty wytworzenia. Wyhamowanie może nastąpić w drugiej połowie br. z uwagi na utrudniony dostęp do kredytów hipotecznych. Wciąż mamy do czynienia z dużą aktywnością inwestorów i popyt z ich strony w dużej części rekompensuje nam wstrzymujących się klientów kupujących na własne potrzeby. Biorąc pod uwagę, że dotychczas Poznań reagował na zmiany rynkowe mniej gwałtownie niż reszta dużych miast, spodziewamy się, że wzrost może być tutaj nieco wolniejszy i korekty cen niższe.

Piotr Baran, prezes zarządu PCG S.A.

Rzeczywiście mamy obecnie dużo czynników wpływających na wzrost cen. Niestety nie da się uniknąć podwyżek, ponieważ jesteśmy zależni od cen materiałów i kosztów pracowniczych. To one w największym stopniu determinują stawkę za metr kwadratowy i podnoszą koszt realizacji całej inwestycji. Szacujemy, że w tym roku wzrost cen w zależności od lokalizacji będzie kilkunastoprocentowy, a w niektórych miastach może nawet sięgnąć ponad 20 proc. Szczególnie może to dotyczyć miejscowości, w których dotąd ceny były relatywnie niskie na tle innych ośrodków, a w teraz muszą dogonić wzrost kosztów produkcji mieszkań.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie eksperci szacowali, że w 2022 roku ceny mieszkań w Polsce dalej będą rosnąć. Wolniej niż w poprzednich latach, bo o około 5 proc. w skali roku. W tej chwili podnoszenie cen nieruchomości to nie wybór deweloperów, ale konieczność. Trudno powiedzieć, jak dużych podwyżek cen mieszkań można się spodziewać. W niepewnej sytuacji ciężko stawiać wiarygodne prognozy. Szacujemy, że mieszkania będą drożeć w podobnym tempie jak dotąd, około 10 proc. rocznie. Wystarczy wymienić kilka przyczyn, jak wzrost cen materiałów budowlanych, cen paliw, braki pracowników czy nowe przepisy.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. rozwoju w Wawel Service

Wzrost kosztów budowy, mniejsza ilość rozpoczynanych budów, wyższe ceny materiałów i wyższy koszt zakupu działek pod budownictwo wielorodzinne oraz braki kadrowe to czynniki, z którymi branża mieszkaniowa mierzy się już dziś. Wszystko wskazuje na to, że ceny mieszkań nadal będą rosły.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Pomimo wysokiej konkurencji i presji na marżę deweloperską, nie obędzie się bez wzrostu cen. Ten będzie wynikał z czynników niezależnych od deweloperów, przede wszystkim inflacji i zmiany przepisów, które realnie przekładają się na koszty wytworzenia mieszkań. Wzrost cen mieszkań w skali roku będzie się utrzymywał na poziomie kilku procent powyżej inflacji.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Ceny niektórych produktów i usług biją rekordy. Drożeje prawie wszystko. Coraz więcej płacimy za codzienne życie, rachunki, utrzymanie domu i mieszkania. Dodatkowo, ekonomiści są zdania, że to może być dopiero początek wzrostu cen i w przyszłym roku drożyzna będzie jeszcze większa. Prognoza dotycząca inflacji za marzec br. mówi o 10,1 proc., ale GUS wyliczył, że ceny wzrosły aż o 10,9 proc. Tak bardzo nie doszacować tego wskaźnika nie zdarzyło się analitykom nigdy dotąd. Owszem bywało, że prognozy mocno nie trafiały, ale „mocno” oznaczało nie więcej niż 0,6 pkt proc. W kwietniu 2021 roku, w marcu 2017 roku, w sierpniu 2013 roku i lipcu 2011 roku. W marcu 2022 roku pomyłka wyniosła aż 0,8 pkt proc. To pokazuje, w jak niepewnych okolicznościach gospodarczych przyszło nam teraz żyć i jak ciężko oszacować wzrost cen mieszkań w ujęciu rocznym.

Marcin Michalec, CEO Okam

Pewne wzrosty wydają się być nieuniknione z uwagi na rosnące ceny materiałów budowlanych oraz surowców, jak również niepewną sytuację w naszej części Europy, która odbija się na światowych rynkach. Istnieje dość znaczne zagrożenie brakiem pracowników fizycznych, ale wyzwaniem będzie także sprawna implementacja przez inwestorów zapisów nowelizacji ustawy deweloperskiej. W tym momencie ciężko jednak dokładnie oszacować skalę wzrostów. Nasze projekty kojarzone są przez klientów z wysoką jakością i dobrym standardem wykończenia, co chcemy utrzymać, wprowadzając kolejne ulepszenia i innowacyjne rozwiązania, a to oczywiście wiąże się z wyższymi kosztami budowy, które w obecnych czasach idą w górę.

Australia – rynek daleki od spadków

W czasie spadków cen akcji w USA inwestorzy poszukują alternatyw. Może nią być Australia – 8. największy rynek akcyjny na świecie, jeden z niewielu które jeszcze do niedawna nie notowały spadków. 21 maja Australię czekają wybory parlamentarne, które mogą doprowadzić do zmiany rządu.

Australijskie akcje to ciekawa alternatywa dla rynków amerykańskiego czy europejskiego. Jeszcze do niedawna cały rynek notował wzrosty. Teraz już jest inaczej i główny australijski indeks ASX200 notuje od początku roku przecenę o 6,3 proc. Jednak w tym samym czasie S&P500 stracił 16,4 proc.

Australia radziła sobie lepiej od innych rynków za sprawą dużej reprezentacji spółek z branży surowcowej, które w ostatnim czasie notują rekordowe wyniki. Mało jest też na nim spółek z branży technologicznej, które ostatnio odnotowały największe spadki. A 1/3 rynku stanowią firmy z branży finansowej, których dochody w dużym stopniu pochodzą z samej Australii. Firmy finansowe zyskują, dzięki rozpoczętemu cyklowi podwyżek stóp procentowych. Tylko około 40 proc. sprzedaży australijskich przedsiębiorstw pochodzi spoza Australii, co czyni je znacznie mniej podatnymi na globalne problemy. Firmy z rynku surowców, choć prezentują świetne wyniki, to pozostają w znacznym stopniu powiązane z sytuacją w Chinach. Są narażone na efekty spowolniania i spadku popytu w Chinach i odwrotnie, gdyby doszło do zniesienia restrykcji popyt i zyski mogą szybko wzrosnąć.

Na początku maja australijski bank centralny (RBA) podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od 2010 roku. Dokonano podwyżki o 0,25 p.p. podnosząc stopy procentowe do poziomu 0,35 p.p. A to zapewne dopiero początek podwyżek, bo bank chce walczyć z rosnąca inflacją, która ostatnio wyniosła 5,1 proc.

A już w sobotę 21 maja Australię czekają federalne wybory parlamentarne, których efektem może być przejęcie władzy przez opozycyjną Partię Pracy z rąk koalicji Liberalno-Narodowej, która ma obecnie jednomandatową większość. Jednak podobnie jak w wielu innych krajach, różnice w polityce pomiędzy największymi partiami są ograniczone, przy czym obie koncentrują się na ograniczeniu kosztów utrzymania konsumentów i zwiększeniu dostępu do rynku mieszkaniowego. Wydaje się zatem, że wybory nawet skutkujące zmianą rządu nie powinny przynieść znaczących zmian w polityce gospodarczej.

Wysokie ceny surowców i podwyżka stóp pomogły utrzymać wysoką wartość dolara australijskiego wobec rosnącego w tym roku w siłę dolara amerykańskiego. Dolar australijski stracił więc zaledwie 4 proc. wobec swojego amerykańskiego odpowiednika, znacznie mniej niż waluty innych krajów rozwiniętych. Ocenia się, że znaczący australijski eksport surowców, od rudy żelaza po gaz ziemny i węgiel, odpowiada za wzrost zysków australijskich spółek o 20 proc. w tym roku, co stanowi dwukrotność średniego globalnego wzrostu. Współczynnik C/Z (P/E) dla całego parkietu wynosi około 15, czyli jest zbliżony do średniej światowej. Dla największej spółki na parkiecie – BHP Group (BHP) wynosi 8, przy 9 proc. stopie dywidendy.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Susza, wojna, horrendalne ceny nawozów – żywność będzie drożeć i napędzi inflację

Inflację można obliczać w różny sposób. Jeżeli mówimy o inflacji dla konsumentów – to oczywiście najbardziej typowym wskaźnikiem jest CPI. W tej chwili najnowsze dane, które znamy wstępne dla kwietnia, to 12,3% inflacji rok do roku. Może się okazać, że w miesiącach letnich inflacja będzie dalej rosnąć i zatrzyma się w granicach 14-15%. Niestety, wojna na Ukrainie powoduje znaczący wzrost cen surowców i dużą ich wahliwość. Przyczyną jest nie tylko zagrożenie zmniejszeniem dostaw – ale przede wszystkim przestawienie się z dostaw rosyjskich na zachodnie, znacznie droższe. Wpływa to oczywiście na zwiększanie inflacji, ale także na wzrost cen żywności.

– Już dziś wiemy, że utrudnione będą zbiory na Ukrainie, do tego Ukraina jest okradana ze swoich zbiorów z poprzednich lat i nie bardzo wiadomo, czy te zapasy będą czy nie będą sprzedawane na świecie. Nie wiadomo, co będzie ze zbiorami w Rosji – trzeba pamiętać, że Rosja jest krajem, który się specjalizuje w produkcji zbóż i zaopatrywała bardzo wiele krajów – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Do tego bardzo drożeją nawozy – są one już 3-4 razy droższe niż rok temu. To istotny czynnik zwiększający ceny wytwarzania żywności w Polsce, w Europie i na całym świecie. Tak wysokie ceny nawozów z jednej strony wpływają na mniejsze ich wykorzystanie przez rolników – a więc niższe zbiory, a z drugiej mocno zwiększają ceny płodów rolnych. Zatem ceny żywności oraz perturbacje społeczno-gospodarcze, ocierające się o politykę w wielu krajach, istotnie wpłyną na inflację w tym roku – podkreśla Soroczyński.

Medicover przejmuje McFIT Polska i rozszerza sieć fitness do ponad 100 klubów

Medicover sfinalizował przejęcie 14 najnowocześniejszych klubów fitness prowadzonych w Polsce przez McFIT, wiodącą europejską sieć fitness należącą do RSG Group. McFIT Polska, obecny w 10 największych miastach, jest częścią największej w Europie społeczności fitness oferującej unikalne doświadczenia treningowe, które przyciągają tysiące bywalców siłowni do jej klubów numer 1 w Europie. Po przejęciu posiadacze pakietów sportowych Medicover Sport będą mogli wkrótce korzystać z polskich siłowni McFIT, by cieszyć się ich wyjątkowym wystrojem, wiodącymi rozwiązaniami technologicznymi oraz dedykowanymi trenerami personalnymi.McFIT Polska fitness siłownia

McFIT Polska jest obecny w największych miastach Polski – Warszawie (4 kluby), Wrocławiu (2 kluby), Poznaniu, Łodzi, Krakowie, Katowicach, Gdyni, Białymstoku, Bydgoszczy i Szczecinie. Znane ze swej wyjątkowości siłownie McFIT oferują jedyny w swoim rodzaju design, dostęp do nowoczesnych rozwiązań technologicznych oraz cenione na całym świecie zajęcia i programy treningowe.

Sieć klubów fitness McFIT należy do RSG Group, globalnego lidera w branży fitness, obsługującego łącznie 6,4 miliona klientów. Firma działa w 48 krajach, ma ponad 1000 klubów i zatrudnia 41 tysięcy pracowników. Studia McFIT przyjmują klientów w Niemczech, Hiszpanii, Austrii, Polsce i we Włoszech. W Europie McFIT jest obecny na rynku usług fitness z 268 lokalizacjami. McFIT otworzył swój pierwszy klub fitness w Polsce w 2014 roku przy prestiżowej ulicy Nowy Świat w Warszawie. Po ośmiu latach zarządzania, które wyniosło McFIT do najbardziej lubianej marki fitness wśród polskich bywalców siłowni, RSG Group przekazuje własność polskiego oddziału firmie Medicover.

W 2014 roku otworzyliśmy nasz pierwszy klub McFIT w Warszawie, co stanowiło kolejny ważny kamień milowy dla RSG Group w Europie. Z fantastycznym zespołem otworzyliśmy 14 lokalizacji w Polsce i prowadziliśmy je z sukcesem, z czego jesteśmy bardzo dumni. Przejęcie marki Gold’s Gym sprawiło, że w 2020 roku RSG Group stała się marką fitness nr 1 na świecie – jednak zmieniło to również nasze zaangażowanie na innych rynkach, ze szczególnym uwzględnieniem Ameryki Północnej. Dlatego bardzo się cieszymy, że znaleźliśmy w Medicover idealnego partnera biznesowego, który rozumie zasady rynkowe, wywodzi się z branży i nadal będzie profesjonalnie i sumiennie prowadził kluby McFIT w Polsce – razem z całym naszym zespołem i kadrą zarządzającą. Oczywiście dotychczasowi klienci sieci będą mogli nadal korzystać z siłowni i klubów fitness McFIT – mówi Vito Scavo, Dyrektor Operacyjny, RSG Group GmbH.Medicover McFIT Polska fitness

Medicover kontynuuje swoje intensywne inwestycje w segment fitness w Polsce, zwiększając wielkość swojej sieci siłowni do 106. Wiodący operator prywatnej opieki zdrowotnej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej cieszy się na współpracę z polskim zespołem McFIT.

Jesteśmy dumni i szczęśliwi, że polski oddział tej wyjątkowej sieci dołączył do rodziny Medicover i Medicover Sport. To dla nas ważna transakcja, na którą czekaliśmy, która dodatkowo napędza nasz dynamiczny rozwój w tym segmencie. Podziwialiśmy tę sieć, ponieważ jest uważana za jedną z najlepszych na świecie. Kluby McFIT, ze swoją społecznością, designem i oddanym personelem tworzą przyszłość fitnessu jako istotnego sportu na świecie. Nasi klienci będą mieli wkrótce możliwość korzystania z tych doświadczeń, a wszystko to w ramach pakietu Medicover Sport – komentuje Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych, Medicover.

W klubach McFIT każdy bywalec siłowni znajdzie coś dla siebie – niezależnie od tego, czy interesuje go trening obwodowy, funkcjonalny, czy lubi zajęcia grupowe.
Artur Białkowski dodaje:

Obecnie, aby zmotywować się do regularnych ćwiczeń, potrzebujemy czegoś więcej niż tylko treningu na najwyższym poziomie. Potrzebujemy uważności trenerów, ich doświadczenia z najnowszymi, skutecznymi i sprawdzonymi formami treningu oraz doskonałej atmosfery. A wszystko to w eleganckim i nowocześnie zaprojektowanym wnętrzu. Jakość McFIT można porównać z najlepszymi klubami fitness na świecie. Wierzę, że nasi klienci docenią tę najnowszą generację treningów.

Inwestycje napędzą polski sektor metalurgiczny, ale branżę czekają nowe wyzwania

Sektor branży metalurgicznej po trudnym okresie pandemii zdołał odbić się od dna szybciej, niż wielu przewidywało, odnotowując silny wzrost w 2021 roku. Wiele kluczowych przedsiębiorstw w Polsce planuje rozbudowę lub modernizację swoich zakładów wytwórczych. Inwestycje mają na celu zwiększenie mocy produkcyjnych.

Polska jest jednym z największych importerów netto półproduktów i gotowych produktów ze stali. W 2020 r. kraj zajął piąte miejsce na świecie i pierwsze w Unii Europejskiej. Jak podaje Eurostat w tym samym roku w całym sektorze zatrudnionych było ponad 72 tys. osób, co pozwoliło Polsce uplasować się na trzecim miejscu w Europie po Niemczech i Włoszech. Eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group zauważają, że gdy po recesji spowodowanej pandemią wiele sektorów wykorzystujących stal, takich jak budownictwo, AGD czy motoryzacja, powróciło na ścieżkę wzrostu, popyt zaczął rosnąć do tego stopnia, że europejscy producenci niekiedy nie byli w stanie za nim nadążyć. Ceny takich produktów jak stalowe pręty zbrojeniowe, osiągnęły poziom niespotykany od kilkunastu lat – w 2022 roku jest to średnio 3000 złotych za 1 sztukę. Na koniec 2021 roku Polski Instytut Ekonomiczny szacował, że po pandemii polska gospodarka zużywa więcej stali niż przed nią, a popyt dwukrotnie przewyższa krajową podaż.

Troska o środowisko w parze z innowacyjnością

Polski sektor przetwórstwa metali ma długoletnie tradycje, znaczne zasoby, dobrze rozwiniętą infrastrukturę i wiedzę branżową, które stanowią solidną podstawę dla jego rozwoju. Siłą napędową tej gałęzi gospodarki jest jej wysoki poziom innowacyjności. Wielu producentów, zwłaszcza stali i aluminium, przechodzi proces modernizacji swoich zakładów wytwórczych czy zwiększania mocy produkcyjnych. Przykładowo firma ArcelorMittal planuje renowację dużych pieców hutniczych w Dąbrowie Górniczej, a CMC Poland budowę nowej, trzeciej linii walcowniczej. Umożliwi to sprzedaż wyżej cenionych wyrobów gotowych zamiast półwyrobów o niższej marży.

Oprócz zwiększenia  wydajności, inwestycje koncentrowały się również na ograniczeniu negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Udział bardziej przyjaznej dla środowiska technologii EAF w polskich zakładach wytwórczych stale wzrasta i obecnie jest ona wykorzystywana w 50% całkowitej produkcji stali w Polsce. Według Polskiego Stowarzyszenia Producentów Stali przyczyniło się to do znacznej poprawy efektywności energetycznej przemysłu. Przykładem jest polska huta miedzi KGHM w Legnicy, której strategia zakłada uzyskanie niezależności energetycznej. Polski gigant miedziowy inwestuje w budowę własnych mocy wytwórczych i planuje, że w 2030 roku połowa jego zapotrzebowania na energię elektryczną będzie pochodzić z własnych lub odnawialnych źródeł.

Obiecujący rok dla przemysłu stalowego w Polsce

Główny konsument stali, sektor budowlany, prawdopodobnie będzie kontynuował swoją wzrostową tendencję, napędzając popyt na ten surowiec. Oczekuje się wzrostu nie tylko w sektorze mieszkaniowym, ale również komercyjnym i inżynierii lądowej. Przykładem może być planowana przez polski rząd budowa ponad 2 tysięcy kilometrów dróg ekspresowych i autostrad do 2025 roku, ponad 100 mostów i obwodnic oraz przebudowa 50 tysięcy kilometrów dróg w ramach założeń Polskiego Ładu. Do 2030 roku natomiast rząd chce połączyć za pomocą tras szybkiego ruchu wszystkie województwa.

Istnieją segmenty przemysłu metalurgicznego, w których w najbliższych latach spodziewany jest silny wzrost. Należą do nich produkcja miedzi i aluminium, na które popyt ma być napędzany przez globalne projekty infrastrukturalne oraz rozwój czystej energii i pojazdów elektrycznych, a także przez popyt na samochody, domy, sprzęt elektryczny i urządzenia wykorzystujące energię odnawialną.

Wyzwania dla polskiego sektora metali

Przed sektorem przetwórstwa metali stoją również liczne wyzwania. Są one związane z rosnącymi kosztami emisji gazów cieplarnianych oraz cenami energii elektrycznej w kraju. Dodatkowo, polscy producenci muszą konkurować z firmami spoza Unii Europejskiej, których nie ograniczają dyrektywy unijne. Istotnym wyzwaniem jest niski poziom rentowności, wynikający z wysokich kosztów surowców i produktów.

Sektor przetwórstwa metali jest bardzo energochłonny, co stoi w sprzeczności z celami Unii Europejskiej: obniżeniem emisji dwutlenku węgla i osiągnięciem neutralności klimatycznej do 2050 r. Cena uprawnień do emisji CO2 stale rośnie, co z kolei powoduje wzrost kosztów energii elektrycznej. Uzależnienie polskiej gospodarki od węgla stawia krajowe przedsiębiorstwa w trudnej sytuacji i sprawia, że są one mniej konkurencyjne.

Wciąż jednak podejmowane są działania mające zmienić ten stan rzeczy. Do 2019 roku ilość CO2 wytwarzanego przy produkcji jednej tony stali została zredukowana do 1,83 tony z 3 ton, a eksperci EMIS szacują, że obecnie jest to zaledwie 0,92 tony. Pod koniec sierpnia 2019 roku uchwalono ustawę, która przyniosła korzyści przemysłom energochłonnym, zapewniając rekompensaty kosztów emisji CO2 zawartych w cenach energii. Łączna roczna ilość wypłat została ograniczona do 890 milionów złotych w latach 2020-2021. W lutym 2022 roku Senat przyjął poprawkę do tych limitów, podnosząc je do ponad 45 miliardów złotych na lata 2022-2031.

Źródło: Poland Metal Processing Sector Report 2022-2023

Klientów znacznie mniej, ale ceny mieszkań rosną

Rosnące stopy procentowe i spadająca zdolność kredytowa ograniczyły znacząco popyt na mieszkania w I kw. 2022 r. Jednocześnie we wszystkich analizowanych miastach na rynku pierwotnym oraz w większości miast na rynku wtórnym ceny mieszkań ponownie wzrosły. Najnowszą analizę rynku mieszkaniowego i kredytowego przygotowali eksperci Metrohouse, Credipass oraz RynekPierwotny.pl.

Sytuację na rynku wtórnym mieszkań należy rozpatrywać w świetle zachodzących zdarzeń, które nie są bez znaczenia dla kształtowania się popytu i cen nieruchomości. Podwyżki stóp procentowych oraz niepewna sytuacja na rynku będąca wynikiem wojny za naszą wschodnią granicą nie sprzyjają podejmowaniu decyzji o zakupie. Coraz bardziej rynek mieszkaniowy zamyka się też na klientów kredytowych, których zdolność do finansowania zakupu spada z każdym kwartałem.

Mimo wszystko ceny mieszkań idą w górę

W tym kontekście warto przyjrzeć się cenom, które pojawiły się w transakcjach w I kw. 2022 r. Pierwsza i szczególnie ciekawa obserwacja to spadek średniej ceny transakcyjnej w Warszawie, która znów nie przekracza 12 000 zł za m kw. i jest niż o 5,4 proc. w odniesieniu do IV kw. 2021 r. Z kolei w dwóch miastach – Krakowie i Gdańsku dzięki wzrostom cen po raz pierwszy w naszym zestawieniu udało się przebić barierę 10 000 zł za m kw., mówi Marcin Jańczuk, współtwórca raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

Średnie ceny mieszkań w tych dwóch lokalizacjach są niemal identyczne, choć dane historyczne wskazują, że zwykle Stolica Małopolski charakteryzowała się wyższymi cenami niż w Gdańsku. Kolejne miasto z wysokimi cenami mieszkań to Wrocław, lecz tutaj nie odnotowano znaczących zmian w porównaniu do poprzedniego kwartału, a średnia cena zbliża się do 9000 zł za m kw. Kilkaset złotych taniej za m kw. jest w Poznaniu. Rekordzistą wzrostów jest jednak Łódź, gdzie kwartalne tempo wzrostów imponuje (8,8 proc.). Obecnie za m kw. lokalu w tym mieście płacimy ponad 6200 zł. Podobnie jak w Gdańsku wzrosty r/r wynoszą 15,5 proc. Nie są to jednak rekordy roczne podwyżek. Liderem jest Kraków, gdzie ceny wzrosły o ponad 17 proc. Już dziś wysokie ceny przekładają się na mniejsze zainteresowanie zakupem oraz na wydłużenie czasu sprzedaży mieszkań.

Ostatnie dane z rynku pierwotnego, które opracował portal RynekPierwotny.pl wskazują, że we wszystkich analizowanych miastach ceny mieszkań wzrosły od 2 do 8 proc. w skali kwartału. Spośród największych miast, jedynie w Łodzi i Poznaniu ceny nie przekraczają jeszcze 10 tys. zł za m kw. –Bardzo sugestywny wydaje się fakt, że podwyżki względem IV kw. 2021 r. odnotowano na terenie wszystkich badanych metropolii. Wyniki dotyczące Warszawy, Krakowa, Łodzi oraz Poznania są szczególnie istotne. W marcu Stolica Wielkopolski bardzo zbliżyła się już do poziomu 10 000 zł za m kw. i wszystko wskazuje, że zostanie on przekroczony. Warto pamiętać, że w Poznaniu popyt na nowe „M” od grudnia 2021 r. do marca 2022 r. utrzymywał się na stabilnym i dość wysokim poziomie, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Pod względem stabilności popytu, poznański rynek był wyjątkiem w grupie analizowanych miast. Znaczenie może mieć fakt, że Poznań wciąż cechuje się dość dużym udziałem nowych „M” z ceną ofertową nie większą niż 8000 zł za m kw.

Jak można było oczekiwać droższy pieniądz przełożył się na mniejsze zainteresowanie zakupami inwestycyjnymi. Według raportu Barometr Metrohouse i Credipass pod koniec 2021 r. zakup inwestycyjny deklarowało 41 proc. klientów podczas gdy w I kw. 2022 r. wskaźnik ten spadł do 32 proc. Najczęściej kupujemy mieszkania w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych, a wśród nabywców przeważają osoby dokonujące transakcji pierwszy raz w życiu.

Wiele zmian na rynku kredytów

Podwyżki stóp procentowych to odczuwalny dla wszystkim wzrost aktualnych rat kredytowych oraz spadek zdolności kredytowej dla nowych kredytobiorców. – Analizując rok do roku widzimy spadek zdolności w zależności od banku o 45% do nawet 65%. Przyczyną tego spadku jest również rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która weszła w życie 1 kwietnia 2022, zalecająca liczenie zdolności z buforem 5,0% czyli zakładając wzrost oprocentowania kredytu o taką wartość. Dotychczasowe założenia rekomendowały liczenie zdolności z buforem 2,5%. W ciągu ostatnich 12-stu miesięcy raty kredytów wzrosły już o około 80%. Przyjmując pod uwagę projekcje wzrostu stóp, pewnie niedługo przekroczymy dwukrotność wysokości raty przed serią podwyżek, komentuje Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Credipass.

Pierwszy raz w historii mamy przypadek, gdzie średnie oprocentowanie kredytu ze stopą stałą jest niższe niż ze stopą zmienną. Wynika to z tego, że część banków nie zaktualizowała jeszcze swojej oferty o ostatnią dużą podwyżkę stóp procentowych. Aktualnie średnie oprocentowanie kredytu ze zmienną stopą procentową wyniosło ok. 7,55% a ze stopą stałą ok. 7,3%. Dla przypomnienia, jeszcze dwa kwartały temu ta różnica wynosiła 1,46% na niekorzyść oprocentowania stałego. Pozytywną informacją płynącą z rynku jest widoczna obniżka marż kredytu. Już praktycznie każdy bank obniżył mniej lub więcej swoje marże w stosunku do wartości jakie były w zeszłym roku. W aktualnie trudnych realiach rynku kredytowego banki będą starały się przyciągnąć do siebie klientów właśnie przez obniżanie marż.

Zysk netto Cloud Technologies rośnie o 144% w I kw. 2022 r. Sprzedaż danych napędza rozwój spółki

  • Cloud Technologies, spółka koncentrująca się na sprzedaży cyfrowych danych, wypracowała w I kw. 2022 r. zysk netto w wysokości 2,2 mln zł. EBITDA w I kw. tego roku notowanej na NewConnect spółki wyniosła 4,5 mln zł, co oznacza wzrost o 51% r.d.r.
  • Za dynamiczny rozwój Cloud Technologies odpowiada sprzedaż danych, której udział w przychodach wynosi 75%. W pierwszym kwartale 2022 r. przychody z tego tytułu wzrosły o 66% do poziomu 7,5 mln zł. Q1 2022 był również drugim najlepszym kwartałem w historii spółki pod względem sprzedaży danych.
  • Ponad 80% przychodów ze sprzedaży danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i jest rozliczana w dolarach amerykańskich, co dodatkowo zwiększa rentowność spółki.

– Wyniki za I kwartał tego roku to powód do satysfakcji, a przede wszystkim potwierdzenie słuszności przyjętej strategii i kierunków rozwoju. Wzrost zysków oraz rentowności potwierdzają słuszność naszych decyzji dotyczących koncentracji wokół segmentu sprzedaży danych, którego marża wynosi ponad 62%. Powyższe czynniki świadczą o stabilności, skalowalności oraz globalnym charakterze naszego modelu biznesowego, co powinno implikować dynamikę wzrostów w kolejnych okresach. Wyniki osiągnięte w I kwartale 2022 roku pozwalają z optymizmem patrzeć na dalszy rozwój Cloud Technologies – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Pod względem osiągniętego zysku netto, I kw. 2022 roku był dla Cloud Technologies najlepszym pierwszym kwartałem na przestrzeni ostatnich czterech lat. Wynik finansowy netto spółki wzrósł również w stosunku do IV kw. 2021 r., o 83%. Na wzrost zysków oraz rentowności Cloud Technologies miał wpływ coraz większy udział sprzedaży danych w przychodach spółki, który wynosi obecnie 75%. Kluczowy dla spółki segment charakteryzuje się wysoką marżą na poziomie ponad 62%.

Rozwojowi spółki i poprawie wyników w I kw. tego roku towarzyszył skup akcji własnych, związany z planowanym programem motywacyjnym. W ramach pierwszych dwóch transz Cloud Technologies skupiło od inwestorów 37,7 tys. akcji własnych o łącznej wartości 1,2 mln zł. Beneficjentami programu motywacyjnego zostaną członkowie wyższej kadry kierowniczej i organów zarządczych spółki. Uczestnicy programu zostaną upoważnieni do objęcia do 250 000 akcji w 2024 roku przy spełnieniu KPI w postaci skumulowanego EBITDA w wysokości 55 mln zł.

Spółka rozpoczęła nowy rok notując wysoki wzrost dynamiki sprzedaży danych w pierwszych miesiącach. I kw. 2022 r. był drugim najlepszym kwartałem w historii spółki pod względem sprzedaży danych. Wynik ten jest szczególnie warty odnotowania ze względu na specyfikę i sezonowość rynku, gdzie I kw. jest historycznie najgorszym okresem w ciągu roku.

Pierwszy kwartał 2022 roku był dla nas bardzo udany. Dobre wyniki finansowe w pierwszym kwartale zapowiadają udany rok dla Cloud Technologies, z uwagi na sezonować branży, gdzie pierwszy kwartał jest z reguły najsłabszym okresem w ciągu roku. Dzięki konsekwentnej realizacji strategii stale poprawiamy wyniki – rośnie nasz wynik netto, EBITDA oraz rentowność spółki. Rozwijamy się organicznie, a akwizycje planowane zgodnie z przyjętą strategią, powinny zwiększyć dynamikę wzrostów w przyszłości – dodaje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.

Cloud Technologies prowadzi działalność na dynamicznie rozwijającym się globalnym rynku danych, którego wartość w 2021 roku wyniosła 52 mld USD według raportu OnAudience. Skumulowany roczny wskaźnik (CAGR) na globalnym rynku danych za lata 2017-2021 wynosi 29%, z czego dominującą pozycję zajmują Stany Zjednoczone, będące kluczowym rynkiem Cloud Technologies. Wraz z globalnym rynkiem danych rosną wydatki na reklamę online. Według agencji Zenith wskaźnik CAGR globalnych wydatków na reklamę online w latach 2017- 2021 wyniósł 15%.

Polski pracownik w obliczu inflacji

Pomimo sytuacji gospodarczej, wojny w Ukrainie oraz pandemii, wielu Polaków jest gotowych do zmiany miejsca zatrudnienia. Czynnikiem szczególnie wpływającym na postawy zawodowe jest inflacja. Wpływa ona na raty kredytowe Polaków, strukturę ich wydatków, oszczędności, a przede wszystkim na wielkość realnych zarobków. Trudno się więc dziwić, że ze względu na inflację aż 44% Polaków jest bardziej skłonnych do zmiany pracy na lepiej płatną, niż jeszcze przed rokiem. Co wpływa na obawy Polaków? Na te i inne pytania odpowiadamy w materiale prasowym poświęconym badaniu Pracuj.pl „Nowe oblicza pracy”.

Najważniejsze ustalenia:

  • 44% Polaków myśli o zmianie pracy przez wpływ inflacji na pensję.
  • Blisko połowa badanych strała się o podwyżkę w obliczu inflacji.
  • Znaczna większość Polaków coraz bardziej zwraca uwagę na swoją pensję.
  • Co trzeci utrzymałby się z oszczędności przez maksymalnie 2 miesiące.
  • Dzięki pracy zdalnej Polacy znacząco oszczędzają na wydatkach.
  • 71% szukających pracy chętniej aplikuje na oferty pracy z widełkami zarobków.

Koniec „taniego życia”?

Ostatnie ponad dwa lata przyniosły serię finansowych wyzwań zarówno dla pracowników, jak i przedstawicieli biznesu. Na znaczeniu zyskały modele pracy zdalnej i hybrydowej, które nie tylko wpłynęły na styl i kulturę pracy, ale także na strukturę wydatków Polaków. Zapotrzebowanie na pracę sprawiło, że przyspieszyło tempo wzrostu wysokości pensji, co jednak generowało także wzrosty cen. Kolejne fale pandemii, obostrzenia, zaburzenie łańcuchów dostaw długo wpływały na sytuację gospodarczą i wartość pieniądza m.in. poprzez tarcze antykryzysowe. Ponadto kilka miesięcy temu wojna w Ukrainie zachwiała globalną gospodarką, przyczyniając się dodatkowo do wzmocnienia czynników wpływających na wartość pieniądza.

W konsekwencji w kwietniu 2022 roku inflacja w Polsce wyniosła 12,2% rok do roku oraz 2% miesiąc do miesiąca. Natomiast inflacja bazowa CPI bez cen żywności, energii i paliw wyniosła 7,7%. Można się spodziewać, że te liczby mają wpływ także na rynek pracy. By sprawdzić, jak wzrost cen i spadek realnej wartości wypłacanych pensji przekłada się na postawy pracowników, przeprowadziliśmy kolejne badanie z serii „Nowe oblicza pracy”, oparte na odpowiedziach reprezentatywnej grupy 2128 Polaków z marca 2022 roku.

Inflacja rośnie, a z nią poczucie niepewności

Jak inflacja odbija się na naszych budżetach domowych i możliwościach finansowych Polaków? Sytuacja gospodarcza, siła nabywcza pieniądza i regulacje nie pozostają bez wpływu na nasze portfele. Aż 76% respondentów Pracuj.pl uważa, że obecna pensja wystarczy im na mniej, niż jeszcze 12 miesięcy temu. Taka sama część badanych oceniła, że inflacja ma negatywny wpływ na ich wynagrodzenie. Dodatkowo, 59% respondentów ocenia, że inflacja istotnie wpływa na faktyczną wartość (siłę nabywczą) ich pensji.

Między innymi z powodu inflacji aż 80% ankietowanych Polaków zwraca coraz większą uwagę na strukturę swoich wydatków. Powoduje to, że decyzje zakupowe są bardziej rozważne i przemyślane. Nacisk na wyższe wynagrodzenia wynika także z niewielkich oszczędności, nie gwarantujących dłuższego utrzymania się w sytuacji rezygnacji z pracy lub jej utraty. Aż 19% Polaków jest w stanie utrzymać się z odłożonych środków przez maksymalnie miesiąc. Oszczędności na powyżej 6 miesięcy posiada zaledwie co trzeci badany.

Polski Ład kontra wynagrodzenia

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów związanych z wynagrodzeniami Polaków w ostatnich latach okazał się Polski Ład. To reforma podatkowa, która weszła w życie w styczniu 2022 roku, a następnie została skorygowana w kwietniu br. W założeniach ma ona na celu m.in. usprawnienie systemu podatkowego w Polsce. W praktyce jednak spotkała się z bardzo różnorodnym odzewem, a nawet niechęcią wielu odbiorców.

W obliczu inflacji i napięć dotyczących wynagrodzeń nowe regulacje generowały dodatkową niepewność części pracowników. Dowodzą tego badania Pracuj.pl, przeprowadzone w marcu 2022 roku – jeszcze przed najnowszą zmianą w Polskim Ładzie. 53% Polaków badanych przez zespół serwisu określało swój poziom zrozumienia zasad i regulacji tego programu jako niski. W tym samym czasie aż 46% Polaków oceniło negatywnie wpływ Polskiego Ładu na swoje zarobki, 40% neutralnie, a 24% pozytywnie.

Zmiany w regulacjach i wartości pieniądza wpływają niewątpliwie na zainteresowanie tematyką finansową. 59% respondentów deklaruje, że śledzą informacje na temat gospodarki i jej podstawowych wskaźników, np. stopy inflacji, średniej pensji, bezrobocia, zapotrzebowania na pracowników. Z kolei 51% uważa, że są na bieżąco z pojawiającymi się zmianami dotyczącymi obowiązujących i nowo ustanawianych podatków, które są odprowadzane od ich zarobków.

Z perspektywy pracownika różnorodność zdarzeń gospodarczych, wpływających na jego zarobki, potrafi być przytłaczająca. Niepewność pogłębiana jest przez jednoczesne działania przeciw i pro-inflacyjne obserwowane na rynku. Z jednej strony pracownicy korzystają np. z tarcz obniżających ceny paliwa koniecznego do dojazdów do pracy, z drugiej część z nich płaci wyższe raty kredytów, a wszyscy odczuwają wzrosty cen żywności. Wszystko to prowadzi do sytuacji, w której wynagrodzenia są szczególnie istotną motywacją do zmiany zawodowej, napędzając wyścig na płace – komentuje Konstancja Zyzik, Menedżerka ds. Pozyskiwania Talentów i Rozwoju Pracowników w Grupie Pracuj.

Inflacja napędza rekrutację i… negocjacje

Wszystkie wspomniane wcześniej warunki wpływają na postawy rekrutacyjne Polaków. Z ostatnio opublikowanych badań przeprowadzonych przez Pracuj.pl wynika, że 36% respondentów obecnie aktywnie szuka nowego miejsca pracy. 44% badanych jako katalizator skłaniający do myślenia o zmianie pracodawcy wskazuje właśnie inflację. Ponadto aż 65% osób szukających obecnie nowej pracy jako motywację wskazuje nieodpowiednią wysokość zarobków.

Jednocześnie jednak spadek wartości pieniądza wpływa nie tylko na poszukiwania nowych pracodawców, ale i negocjacje z obecnymi. 41% Polaków badanych przez Pracuj.pl przyznaje, że ze względu na inflację starało się o podwyżkę w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W wielu wypadkach taki krok sprowadza się do zachowania tzw. płacy realnej, czyli takiej, na jaką pracownik umówił się z pracodawcą przy podpisaniu porozumienia. Przy osłabianiu siły nabywczej przez zewnętrzne czynniki, taki krok dla wielu osób okazuje się koniecznością.

Z miesiąca na miesiąc inflacja w Polsce rośnie. W konsekwencji rosną ceny towarów i usług, co ma przełożenie na budżet każdego Polaka. Część pracodawców przyznawała raz w roku podwyżkę inflacyjną. Natomiast jeśli pracownik samodzielnie prosił o podwyżkę, to pracodawca swoją decyzję podejmował w oparciu o ponadprzeciętne wyniki swojego pracownika. Ze względu na to, że ceny towarów codziennego użytku rosną z miesiąca na miesiąc, pracownicy coraz bardziej wywierają presję na skorygowanie swojego wynagrodzenia w oparciu o bieżącą sytuację gospodarczą, a nie jedynie o osiągane wyniki. Jeśli nie mogą tego zrobić, często zaczynają się rozglądać za inną, lepiej płatną pracą. Inflacja i pościg za zachowaniem realnego wynagrodzenia stały się więc dodatkowym czynnikiem, zachęcającym pracowników do szukania wyższych wynagrodzeń oraz przeglądania ofert. Dlatego w przyciąganiu pracowników jeszcze ważniejsze staje się dziś komunikowanie widełek zarobków w ogłoszeniach o pracę

Presja płacowa na pracodawców, a rekrutacja

Według danych GUS wzrost wynagrodzeń w Polsce napędzany może być w dużym stopniu wzrostem inflacji, a nie wzrostem gospodarczym. W stosunku do roku poprzedniego wzrost płac za marzec 2022 roku wynosił rekordowe 12,4%.

Powyższa dana wskazuje na zwiększającą się presję płacową na pracodawców, którzy wiedzą, że pracownicy z powodu inflacji chętniej rozglądają się za nowym pracodawcą. W tej sytuacji ważne stają się widełki zarobków w ogłoszeniach. Publikowanie przez pracodawców klarownych informacji o wynagrodzeniu w ofertach pracy skutkuje bowiem wzmocnieniem zainteresowania ich ofertą rekrutacyjną. Aż 71% osób poszukujących pracy jest bardziej skłonne do zaaplikowania na stanowisko posiadające informację o widełkach płacowych.

Wiedząc, że taka informacja uatrakcyjnia ofertę, pracodawcy zmieniają swoje podejście do samego procesu rekrutacji. Ta istotna zmiana zwiększa konkurencyjność wśród kandydatów na dane stanowisko. Z badań Pracuj.pl wynika, że 48% Polaków dostrzega częstsze zamieszczanie widełek płacowych przez pracodawców w ofertach pracy. Ponadto 71% respondentów uważa, że oferty, które przedstawiają proponowane zarobki, są bardziej skuteczne od pozostałych ogłoszeń.

Warto zaznaczyć, że kwestie podejścia do płac różnią przedstawicieli różnych płci. Według badań Pracuj.pl to mężczyźni częściej występują o podwyżkę wynagrodzenia (44%) niż kobiety (38%). Co ciekawe, mężczyźni zwracają mniejszą uwagę na swoje wydatki i wynagrodzenie (76%) niż kobiety (85%). W porównaniu z rokiem ubiegłym, skłonność do zmiany pracy jest podobna zarówno u kobiet (45%), jak i u mężczyzn (43%).

Quo vadis, pracowniku?

Uwzględniając makroekonomiczne turbulencje, presja płacowa nakładana na pracodawców jest bardzo wysoka. Mobilność w obliczu inflacji może dotyczyć zwłaszcza młodszych kandydatów. Jak wynika z badania Pracuj.pl, im jesteśmy starsi, tym jesteśmy mniej aktywni na rynku pracy. Mniej więcej po 35. roku życia Polacy zaczynają bardziej doceniać stabilizację i pracę w znanym im środowisku wykonywania swoich obowiązków. W tym kontekście to najmłodsi pracownicy będa bardziej skłonni reagować na presję inflacyjną zmianą pracy, starsi za to częściej zaakceptują warunki w firmie, w imię oszczędności rezygnując z niektórych wydatków.

Jednym ze sposobów wprowadzenia stabilności na rynku pracy i budowy porozumienia z pracownikami jest otwarta komunikacja o przedziale wynagrodzeń, kryteriach zadań oraz benefitach. Polacy częściej spoglądają na strukturę swojego domowego budżetu. Dzięki temu następuje większa świadomość cen towarów i usług. Tym samym każdy Polak tworzy swój „koszyk inflacyjny”, dzięki któremu może ocenić, jak bardzo istotnie inflacja wpływa na utrzymanie jego stylu życia. Taka kalkulacja prowadzić może z kolei do decyzji, że czas na zmianę zawodową.

Dobry początek 2022 r. dla Bloober Team

Bloober Team po raz kolejny rekordowo zaczyna rok.  Aż o 39%, do 17,22 mln. zł wzrosły przychody netto spółki ze sprzedaży w pierwszym kwartale 2022 r. w porównaniu z poprzednim rokiem. We współpracy ze światowymi gigantami w branży gamingowej spółka kontynuuje prace nad dwoma dużymi projektami – Projektem B i Projektem C. 

Rekordowy wynik przychodów związany jest przede wszystkim z wysokim poziomem sprzedaży The Medium oraz Observer System Redux, a także z realizacją umów z globalnymi wydawcami. Ostatnia produkcja studia, The Medium, która swoją premierę miała w 2021r. okazała się największym sukcesem finansowym w historii spółki. Gra zdobyła uznanie fanów gatunku, co potwierdzają opinie użytkowników – aż 88% pozytywnych ocen na portalu Steam (ponad 4800 recenzji). Tak dobra sprzedaż oraz mniejszy przyrost kosztów operacyjnych pozwoliły spółce osiągnąć zysk netto w wysokości prawie 5,2 mln. zł.

Spółka obecnie dalej realizuje swoje plany i rozwija dwa duże projekty – Projekt B (wcześniej projekt Black) i Projekt C. Gry tworzone przez spółkę powstają we współpracy z największymi podmiotami w branży gamingowej – japońskim gigantem KONAMI, wytwórnią wydawniczą Take Two – Private Division i Rouge Games. W zeszłym roku zaufanie do krakowskiego gamedewelopera pokazał także jeden z największych koncernów technologicznych i inwestycyjnych – Tencent, który objął mniejszościowy pakiet akcji spółki.

– Niezmiernie cieszę się, że The Medium nadal tak dobrze się sprzedaje. Początek roku przyniósł kolejne wyróżnienia dla naszej gry m.in. zwycięstwo w rankingu najlepszych gier 2021 organizowanym przez serwis Gamerweb, nominacje w SXSW Awards 2022 w kategoriach Indie Game of the Year oraz Excellence in Original Score – komentuje Piotr Babieno, prezes spółki. – Stabilnie realizujemy nasze cele i długoterminową strategię by ugruntować naszą pozycję światowego lidera w tworzeniu gier z gatunku horror. Cały czas zatrudniamy nowe osoby i budujemy trwały, doświadczony zespół, który mam nadzieję, zostanie z nami długie lata. Od dawna podkreślam, że stawiamy na ludzi i ich umiejętności. Wierzę, że stworzenie dobrego planu i trzymanie się go przyniesie duże profity zarówno całej firmie, jak i jej pracownikom. Zawierane przez nas współprace z największymi graczami na rynku tylko pokazują, że nasza praca jest dostrzegana i doceniana.

W wyniku agresji Rosji na Ukrainę spółka aktywnie włączyła się w charytatywne działania pomocowe. Już w pierwszych dniach Bloober Team poinformował o uruchomieniu specjalnego programu stażowego dla osób, które schroniły się w Polsce. Ponadto 1 marca jako pierwsza gamingowa spółka w kraju podjęli decyzję o blokadzie sprzedaży swoich tytułów na terytorium Federacji Rosyjskiej oraz Białorusi.

– Wybuch wojny tuż za naszą granicą miał zdecydowanie duży wpływ na atmosferę w pracy, ale nie zakłócił w żaden sposób harmonogramów prowadzonych projektów. Nasi pracownicy okazali niesamowite wsparcie ukraińskim sąsiadom – wielu z nich wyruszyło do pomocy uchodźcom na granicę z Ukrainą, bądź́ zaoferowało im schronienie. Niezmiernie mnie cieszy, że pracuje z tak wspaniałymi ludźmi, którzy potrafią się tak zjednoczyć w trudnych momentach – kończy Piotr Babieno.

5 rzeczy stworzonych z myślą o firmach pogrzebowych

Mogłoby się wydawać, że branża pogrzebowa jest zawodem, dla którego nie ma miejscu w rozwijającym się świecie. I to bardzo mylne stwierdzenie, bo chociaż śmierć jest niezmienną kwestią, to oferty pogrzebowe są stale udoskonalane. Bez jakich usług pogrzebowych nie obejdzie się współczesna firma pogrzebowa?

Wirtualne nekrologi

Czasy prasy codziennej dawno odeszły. Chociaż rodziny nadal chętnie decydują się na publikowanie nekrologów w prasie codziennej, to nie spełnia to już takiej roli, jak jeszcze 10 lat temu. Dzisiaj to media społecznościowe stanowią główny nośnik informacji. To właśnie na tablicę na Facebook większość osób kieruje swoją uwagę kilka razy dziennie. To wszystko wywołało potrzebę stworzenia nowoczesnych e-Nekrologów, które będą dopasowane do powagi sytuacji, ale jednocześnie umożliwią rodzinie ich łatwe udostępnianie. Właśnie takie nekrologi stworzył portal pogrzebowy Funer: e-nekrologi.com, to rozwiązanie dla firm pogrzebowych w całej Polsce. Prosty moduł na stronę zakładu pozwala rodzinie bezpośrednio ze strony firmy pogrzebowej udostępnić informacje o zbliżającym się pogrzebie w swoich mediach lub poprzez SMS. Ponadto każdy e-Nekrolog może zostać wyposażony w funkcję pinezki, po której kliknięciu wyświetli się mapa z dojazdem do kościoła lub na cmentarz.

Transmisje online

Transmitowanie pogrzebów online znane było od zawsze. Dotychczas jednak wszystko realizowane było z myślą o osobach zasłużonych dla kraju lub pełniących ważne funkcje. Dzięki temu pogrzeb księżnej Diany lub Jana Pawła II mógł obejrzeć każdy ze swojego domu. Dzisiejszy świat nie jest tym samym co rzeczywistość w ubiegłym wieku. Coraz więcej osób podróżuje lub przeprowadza do innych państw. Tym samym przyjazd na pogrzeb członka rodziny nie zawsze jest możliwy. Ostatnie lata również mocno pokazały, że pandemia i odgórnie narzucone obostrzenia mogą utrudnić obecność na pożegnaniu. Z tego powodu coraz częściej rodziny komunikowały pracownikom zakładów pogrzebowych potrzebę transmitowania pogrzebu online. Rozwiązania świadczone przez największe media jak YouTube, czy Facebook nie zawsze przynosiły pożądany efekt. Meta może wyciszyć lub nawet zablokować transmisję za wykorzystanie utworów żałobnych, które pojawiają się w tle. W takiej sytuacji najbezpieczniejszym rozwiązaniem okazuje się transmitowanie pogrzebów online bezpośrednio przez stronę zakładu. Funer: Pogrzeby Online to rozwiązanie stworzone z myślą o wszystkich osobach, które, mimo że na odległość, chcą być obecne przy pogrzebie bliskiego. Coraz więcej zakładów pogrzebowych w Polsce decyduje się na dodanie do oferty transmisji online. Jeszcze kilka lat temu taka usługa nie była przez nikogo świadczona.

Prezentacja firmy — bądź tam, gdzie cię szukają

Serwis pogrzebowy Funer to jedna z największych platform pogrzebowych w Polsce, która oferuje prezentacje zakładów pogrzebowych. Wystarczy wybrać miasto, a strona wyświetli listę zakładów pogrzebowych z obszernym opisem, przedstawieniem usługi, historii zakładu i danymi teleadresowymi. Osoby poszukujące zakładu pogrzebowego w danym mieście, często wybierają portal z usługami pogrzebowymi Funer, który pozwoli im porównać ze sobą oferty zakładów. Tym samym zyskują wszystkie zakłady, które są w serwisie.

Ogłoszenia

Każda firma ma swoje potrzeby. Zakłady pogrzebowe jak każda inna działalność musi realizować swoje usługi profesjonalnie. Dlatego w serwisie Funer dostępna jest obsługa

informacje branżowe, sprzedaż i ogłoszenia. Miejsce, w którym można dodać ogłoszenia o sprzedaży karawanów, odzieży dla pracowników zakładu oraz aktualnych informacji dotyczących branży pogrzebowej. Tablica ogłoszeń spersonalizowana szczegółowo pod potrzeby zakładów pogrzebowych.

Wszystkie rozwiązania oferowane przez portal pogrzebowy Funer stworzone są z myślą o osobach działających dla branży pogrzebowej. W jednym miejscu można znaleźć wszystko to, co potrzebne jest do promocji swojej firmy i wzbogacenia oferty swojego zakładu.

Polski Ład. Mamy 34 proc. wzrost skarg do WSA na indywidualne interpretacje podatkowe

W pierwszych trzech miesiącach 2022 roku do Wojewódzkich Sądów Administracyjnych w całym kraju wpłynęło o przeszło 34% więcej skarg na indywidualne interpretacje podatkowe niż było to w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej z nich było związanych z podatkiem VAT, a tylko nieznacznie mniej dotyczyło obszaru PIT. Komentujący dane eksperci z branży podatkowej prognozują, że w kolejnych kwartałach tego roku podatnicy zintensyfikują swoje działania, przede wszystkim ze względu na Polski Ład.

Więcej skarg

Według danych udostępnionych przez Krajową Informację Skarbową (KIS), w pierwszym kwartale 2022 roku do Wojewódzkich Sądów Administracyjnych (WSA) złożono 289 skarg na indywidualne interpretacje przepisów podatkowych. Natomiast w analogicznym okresie ub.r. było ich 215.

– Wzrost jest efektem funkcjonowania bardzo skomplikowanego i niejasnego systemu podatkowego. Od kilku lat możemy obserwować, że zmiany w ustawach podatkowych są wprowadzane dość chaotycznie, często w nieuzasadnionym pośpiechu. Daje to organom podatkowym narzędzie do interpretacji przepisów na niekorzyść podatników. Tym samym instytucja WSA, która umożliwia merytoryczne rozstrzyganie sporów zaistniałych między tymi dwiema stronami, jest coraz częściej wykorzystywana – zaznacza doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak stwierdza prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów, wykazany wzrost jest związany prawdopodobnie ze zmianami w przepisach prawa (chodzi o Polski Ład), zresztą wyjątkowo niskiej jakości legislacyjnej. Podatnicy chcieli uzyskać afirmację urzędową dla swoich poglądów. Zdaniem eksperta, władza przestała panować nad tym, co sama robi w legislacji.

– Odnotowana w I kwartale 2022 roku liczba skarg do WSA jest wynikiem tego, jakie przepisy obowiązywały w latach 2020-2021. Moim zdaniem, Polski Ład nie miał jeszcze przełożenia na ww. dane, ponieważ zmiany w prawie podatkowym zostały wprowadzone w styczniu 2022 roku. Lawina skarg do WSA dopiero nadciąga i niestety mocno ją odczujemy w kolejnych miesiącach tego roku – przewiduje Ewa Flor.

Natomiast Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, podkreśla, że w całym 2021 roku KIS wydała ponad 23 tys. indywidualnych interpretacji. Liczba skarg złożonych w I kwartale br. wygląda więc na niewielką, ale nie dziwi jej wzrost, m.in. ze względu na wprowadzane zmiany. Ekspert dodaje, że termin wydania interpretacji indywidualnej przez KIS został wydłużony z trzech do sześciu miesięcy ze względu na pandemię. Z kolei na złożenie skargi do WSA podatnik ma 30 dni od momentu doręczenia interpretacji.

– W mojej opinii, wzrost skarg na interpretacje indywidualne jest znaczący, lecz niezaskakujący. Od dłuższego czasu organy podatkowe interpretują przepisy prawa podatkowego na niekorzyść podatnika. Z uwagi na niejasne regulacje, praktyką stało się teraz składanie wniosków o interpretację co do każdej czynności istotnej dla podatnika – komentuje dr Radosław Bulejak, ekspert BCC ds. postępowań podatkowych i administracyjnych.

VAT na czele

W pierwszym kwartale br. najwięcej skarg do WSA na indywidualne interpretacje podatkowe dotyczyło VAT-u – 100. To o 54% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku. Wówczas było ich 65, co oznaczało drugie miejsce w zestawieniu.

– Prawdopodobnie wzrost skarg na interpretacje w przedmiocie VAT wynika z dwóch znaczących noweli, tj. wprowadzenia nowej procedury wewnątrzwspólnotowej sprzedaży towarów na odległość, w ramach VAT e-commerce oraz SLIM VAT 2, zmieniających m.in. zasady korygowania faktur i deklaracji. Trzeba też pamiętać o tym, że nieprawidłowe rozliczenia VAT wiążą się z dolegliwymi sankcjami. Naturalną konsekwencją takich ryzyk podatkowych są wnioski o interpretacje indywidualne oraz skargi do sądów – dodaje dr Bulejak.

Natomiast z obserwacji Ewy Flor wynika, że VAT nastręcza podatnikom największą ilość problemów. Ustawa o podatku od towarów i usług jest stale aktualizowana i najbardziej skomplikowana ze wszystkich. W ocenie ekspertki ostatnie zmiany mogły dostarczyć Polakom szeregu wątpliwości. Dlatego wzrost liczby skarg nie jest zaskakujący.

– Z VAT-em dzieje się ostatnio wyjątkowo źle. Zupełnie nie wiadomo, jaki jest sens wprowadzania większości nowych przepisów, które są zbędne i z reguły błędne. Komplikowanie jest nazywane upraszczaniem. Obywatele czują się niepewnie, a w takiej sytuacji częściej chcą uzyskać potwierdzenie swojego poglądu – wyjaśnia prof. Modzelewski.

W pierwszym kwartale br. nieznacznie mniej skarg było związanych z zakresem PIT – 94 (w I kw. 2021 roku – 60, wówczas trzecie miejsce w rankingu), a następnie z CIT – 70 (79, poprzednio pierwsze miejsce). Dalej w tegorocznym zestawieniu widzimy skargi dotyczące interpretacji dotyczących akcyzy – 19 (3), z kategorii „Inne” – 5 (1), SD – 1 (2), PCC – 0 (5) oraz OP – 0 (0). Jak zauważa Ewa Flor, pod względem skomplikowania ustawa o podatku akcyzowym jest porównywalna do ustawy o podatku od towarów i usług. Jednak podmiotów podlegających pod nią jest nieporównywalnie mniej niż podatników VAT, co przekłada się na kilkakrotnie mniejszą liczbę skarg.

– PIT i CIT generują co roku te samy problemy, tj. zasady stosowania ulg w tych podatkach oraz zakres zwolnień. Nieznacznie przewaga interpretacji w przedmiocie PIT może wynikać z tego, że w zeszłym roku nadal sporne było, jak rozliczać podatkowo dofinansowania z uwagi na stan epidemii. W tym roku i w następnym przybędzie spraw CIT-owskich i to znacząco. Zapowiadane są bowiem kolejne korekty Polskiego Ładu – stwierdza ekspert z BCC.

Nadchodzące spory

W opinii doradcy podatkowego Ewy Flor, w tym roku zdecydowanie wzrośnie liczba skarg do WSA, co będzie efektem wprowadzenia Polskiego Ładu. W związku z tym najprawdopodobniej o kilka miesięcy wydłuży się czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy, który i tak nie jest krótki. Może to mieć bardzo niekorzystny wpływ na gospodarkę. Nadal najwięcej pytań będzie w sprawie VAT-u, PIT-u i CIT-u. Z kolei Marek Niczyporuk uważa, że wkrótce większość interpretacji będzie dotyczyła zagadnień z zakresu Polskiego Ładu. Tym samym przybędzie sporów.

– Skarg nie będzie więcej niż w ostatnich miesiącach. Te, które wpłynęły do WSA w minionych tygodniach, są jeszcze z okresu, w którym ludzie byli zainteresowani podatkami. Teraz ich one dużo mniej obchodzą, bo podatnicy stracili zaufanie do kompetencji twórców wprowadzanych zmian – tzw. ludzi z rynku. Nastąpiła destrukcja świadomości podatkowej obywateli. A kiedy oni nie interesują się prawem, to znaczy, że przestaje faktycznie obowiązywać – przekonuje były wiceminister finansów.

Natomiast jak podsumowuje dr Bulejak, ten rok będzie szczególny. Obejmie zarówno Polski Ład, jak i projektowaną korektę tej reformy. Ponadto należy spodziewać się kolejnych zmian w ustawie VAT – pakietu SLIM VAT 3. Czas oczekiwania na rozpoznanie skargi przez sąd administracyjny bez wątpienia znacząco się wydłuży.

ABB: Firmy walczą o przetrwanie, ¼ wszystkich wydatków pochłania energia

Galopujących cen i kosztów prowadzenia biznesu nie da się powstrzymać. Na każde 1000 PLN, które firma musi przeznaczyć na swoje utrzymanie, 230 PLN stanowią wydatki na energię, podaje w badaniu ABB. Nic dziwnego, że aż 97 proc. ankietowanych firm podjęło lub za chwilę podejmie działania, które pozwolą na zwiększenie efektywności energetycznej.

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w porównaniu do pierwszego kwartału 2021 roku cena prądu podrożała aż o 229,30 zł za MWh. To niemal 100 proc. podwyżka. Patrząc szerzej i jeśli porównywać pierwsze kwartały ostatnich 12 lat to okaże się, że mamy do czynienia z najwyższym historycznie wzrostem średniej ceny. To nie koniec złych wieści. Prezes URE wskazuje, że cena prądu może być wkrótce jeszcze wyższa.

Rodzime przedsiębiorstwa wciąż są bardziej energochłonne niż ich odpowiedniki w krajach zachodnich. Potencjał efektywności jest więc olbrzymi. Wzrostem cen zagrożony jest szczególnie przemysł, który odpowiada za około ⅓ całego krajowego zużycia energii elektrycznej – zwraca uwagę Robert Szczotka, dyrektor biznesu Systemów Napędowych ABB w Polsce.

Biznes w stanie mobilizacji

Zdecydowana większość menedżerów, którzy wzięli udział w badaniu ABB (89 proc.) deklaruje, że ich firmy w ciągu najbliższych pięciu lat na pewno podniosą poziom wydatków na poprawę efektywności energetycznej.

Twórcy raportu podkreślają, że ponad połowa (54 proc.) firm już inwestuje, a 43 proc. planuje rozpoczęcie projektów, które mają podnieść efektywność energetyczną. Co drugie przedsiębiorstwo biorące udział w badaniu (52 proc.) planuje w tym samym okresie osiągnąć poziom zerowej emisji netto. – Oznacza to osiągnięcie zerowej emisji gazów cieplarnianych w danej firmie albo dla danego produktu czy projektu. Na początku wyznacza się poziom emisji, następnie ogranicza je w możliwie największym stopniu, a potem kompensuje pozostałe nieuniknione emisje poprzez unikanie emisji w innym miejscu czy procesie lub offsetowanie – tłumaczy Robert Szczotka z ABB.

Mimo sporych wyzwań, które się z tym wiążą, ponad połowa uczestników badania (52 proc.) zadeklarowała, że planuje osiągnąć poziom zerowy netto w ciągu pięciu lat. Trzy procent respondentów stwierdziło, że już osiągnęło status neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla.

Spośród tych firm, które już inwestują w zwiększenie efektywności wykorzystania energii, prawie dwie trzecie (65 proc.) modernizuje swój sprzęt, aby uzyskać najlepsze w swojej klasie wskaźniki efektywności, np. instaluje wysokowydajne silniki elektryczne i napędy o zmiennej prędkości obrotowej. Szacuje się, że w skali globu na zasilenie wszystkich silników elektrycznych w budynkach i aplikacjach przemysłowych zużywanych jest aż 45 proc. światowych zasobów energii elektrycznej. Zmiana w tym obszarze może więc przynieść korzyści na wielu poziomach.

Hamulec transformacji

Raport, choć w gruncie rzeczy dość optymistyczny, zwraca uwagę również na pewne negatywne aspekty. Połowa respondentów (50 proc.) wymieniła koszty jako największą przeszkodę w poprawie efektywności energetycznej, a 37 proc. uznało, że problemem jest czas przestoju, który jest nieunikniony przy tak dużych projektach wdrożeniowych. Niepokojące jest również to, że tylko 4 na 10 (41 proc.) respondentów uważa, że posiada wszystkie potrzebne informacje na temat narzędzi niezbędnych do poprawy efektywności energetycznej.

Z drugiej strony, mimo że koszty stanowią istotną barierę dla inwestycji w poprawę efektywności energetycznej, to potencjał oszczędności był najważniejszym powodem inwestycji (59 proc.). Innymi istotnymi argumentami „za” były wzrost konkurencyjności (44 proc.) i poprawa reputacji marki (40 proc.).

W dobie rosnących kosztów energii przyjęcie energooszczędnej technologii oferuje stosunkowo szybki zwrot z inwestycji przy jednoczesnym zmniejszeniu emisji CO2. W zależności od zastosowania, wydatki mogą się zwrócić już po upływie 6 do 24 miesięcy, przynosząc jednocześnie długoterminowe oszczędności. To zysk dla biznesu i dla środowiska.

Raport ABB „Energy Efficiency Investment Survey 2022” został przygotowany przy współpracy z firmą badawczą Sapio Research. Badanie objęło 2,3 tys. firm różnej wielkości reprezentujących sektory przemysłu i transportu z 13 krajów.

Pojazdy elektryczne zdominują 70% rynku już w 2040 r.

Popyt na całkowicie elektryczne samochody (BEV) wzrośnie w Europie do ok. 50% w 2030 r. i do ok. 70% w 2040 r. – wynika z analizy Element Energy i Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA), która objęła siedem europejskich rynków. Autorzy raportu „Elektromobilność – Czy to jedyna droga?”, wskazują ponadto, że zdynamizowanie popytu na zeroemisyjne samochody o ok. 30%, może nastąpić w przypadku wczesnego upowszechnienia dedykowanych platform lub o 8% przy zintensyfikowanym rozwoju publicznej infrastruktury ładowania. Niezmiennie kluczowym wzywaniem sektora e-mobility pozostaje cena zakupu. 

Raport „Elektromobilność – Czy to jedyna droga?” zawiera szereg scenariuszy rozwoju rynku w zakresie popytu na poszczególne rodzaje napędów do 2050 r. Analiza objęła siedem europejskich rynków (Hiszpania, Francja, Włochy, Niderlandy, Niemcy, Wielka Brytania, Polska) w których w ciągu roku rejestruje się łącznie ok. 80% nowych samochodów w Europie.

– Badanie konsumenckie realizowane w ramach niniejszego raportu było dotychczas największym tego typu projektem w Europie.  Do ankiet przystąpiło ponad 14 tys. respondentów, którzy są nabywcami wyłącznie nowych samochodów. Łącznie zebrano ponad 112 tys. odpowiedzi, na podstawie których dokonano 35 wariantowych analiz dla każdego badanego rynku – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Na kursie do elektromobilności

Autorzy raportu przewidują, że od 2025 r. popyt wśród europejskich nabywców nowych samochodów na pojazdy całkowicie elektryczne (BEV), który w 2020 r. stanowił ok. 5%, przewyższy inne układy napędowe, a do roku 2030 i 2040 osiągnie odpowiednio poziom ok. 50% i 70%. W przypadku pozostałych napędów zelektryfikowanych popyt na klasyczne hybrydy (HEV) osiągnie szczyt w 2024 r. i zmniejszy się poniżej 10% do 2040 r. W przypadku hybryd typu plug-in (PHEV) popyt wzrośnie w krótkim okresie do 20% (w 2025 r.), napędzany spadającymi cenami akumulatorów, a następnie zmniejszy się do 10% do 2050 r.

– Wyniki badania jednoznacznie obalają tezy mówiące, że europejscy nabywcy nowych pojazdów nie chcą kupować samochodów całkowicie elektrycznych. Kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzje zakupowe pozostaje niezmiennie cena pojazdu, którą w głównej mierze determinuje koszt akumulatorów trakcyjnych. W tym zakresie oczekujemy utrzymania trendu spadkowego, który obserwujemy od 2010 r. Z raportu wynika, że koszty produkcji pojazdów BEV zostaną obniżone o 25%, a do 2028 r. ceny zakupu dla wszystkich segmentów samochodów zrównają się. Ma na to wpływ m.in. obniżenie kosztów produkcji baterii. W latach 2010-2021 koszt jednej kWh (akumulator litowo-jonowy) spadł o 89%, a w latach 2020-2030 możemy oczekiwać kolejnych spadków o 58%, co w połączeniu z unijnymi i lokalnymi regulacjami może przyczynić się do gwałtownego rozwoju elektromobilności – komentuje Maciej Mazur.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat

Boom na pojazdy elektryczne w Polsce

W najbliższych latach możemy oczekiwać, że polski rynek będzie rozwijał się z podobną tendencją jak: hiszpański, włoski, brytyjski czy francuski – wynika z analizy Element Energy. Przewiduje się, że do 2025 r. popyt na BEV będzie większy niż na jakikolwiek inny układ napędowy, a do 2035 r. osiągnie między 54% a 91% całkowitego popytu na nowe samochody, w zależności od rynku. Potwierdza to również opracowana przez PSPA, najnowsza edycja cyklicznego raportu „Polish EV Outlook”, z której wynika, że udział nowych, BEV wyniesie w Polsce 13,9% w 2025 r. Potencjał wzrostu tego segmentu odnotowywano już we wcześniejszych latach. W 2021 r. na krajowym rynku zarejestrowano prawie 2-krotnie więcej samochodów całkowicie elektrycznych niż w roku 2020 r. i niemal 4-krotnie więcej niż w 2019 r.

– Flota samochodów całkowicie elektrycznych w Polsce będzie stale się powiększać i to jest niezwykle pozytywny sygnał dla całego naszego rynku. Ponadto, fakt, że pod względem poziomu popytu nie pozostajemy w tyle za resztą Europy, napawa optymizmem na kolejne lata. W tym zakresie nie możemy oczywiście oczekiwać wolumenów sprzedażowych zbliżonych do poziomu przykładowo Francji czy Wielkiej Brytanii, gdzie w 2020 r. sprzedawano ponad 1,5 mln nowych samochodów podczas gdy w Polsce było to ok 0,4 mln sztuk.  Musimy pamiętać, że dane prezentowane w raporcie to stosunki procentowe ogólnej sprzedaży, zatem wyniki końcowe w naszym kraju będą kilkukrotnie mniejsze stosownie do parku nowo rejestrowanych pojazdów – komentuje Maciej Mazur.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat-02

Syntetyczne paliwa nie są rozwiązaniem

W raporcie Element Energy poruszono również kwestię e-paliw, czyli neutralnych pod względem emisji dwutlenku węgla paliw syntetycznych, wytwarzanych z odnawialnych źródeł energii. Nawet w optymistycznych scenariuszach, dotyczących przyszłych kosztów syntetycznych paliw kopalnych, pojazdy spalinowe napędzane e-paliwami nie stanowią w opinii konsumentów atrakcyjnej alternatywy dla wariantów całkowicie elektrycznych. Wprowadzenie e-paliw zwiększa bowiem koszty eksploatacji samochodów dla wszystkich konsumentów, zachęcając nabywców nowych aut do wyboru wariantów całkowicie elektrycznych, a zarazem najmocniej uderzając w najbiedniejsze grupy społeczne. Zgodnie z prezentowanym raportem, e-paliwa mogłyby zyskać ekonomiczną rentowność w przypadku długoterminowych dotacji rządowych oraz zniesienia opłaty paliwowej do czasu zrównania się cen z konwencjonalną benzyną. Eksperci zakładają jednak, że mogłoby to nastąpić dopiero w 2037 r. Bardziej opłaclane z perspektywy konsumentów są nowe pojazdy BEV. Według optymistycznego scenariusza, oszczędności w zakresie całkowitych kosztów posiadania (TCO) mogą wynieść nawet 23% w odniesieniu do wariantów konwencjonalnych zasilanych e-paliwami.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat-03

Czynniki, które mogą zwiększyć popyt na BEV

Na potrzeby raportu założono również scenariusze nadprogramowe, których zadaniem było wskazanie, jak kluczowe z perspektywy konsumenta czynniki, takie jak np. cena czy dostęp do rozbudowanej infrastruktury ładowania, mogą wpłynąć na popyt na EV. Analizy wykazały, że upowszechnienie dedykowanych platform do pojazdów elektrycznych pozwala na wzrost popytu na poziomie nawet ok. 30%, podczas gdy wczesny rozwój punków ładowania pozwala zwiększyć ten wskaźnik o 7%.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat-04

Ożywienie na warszawskim rynku biurowym

Na warszawskim rynku biurowym da się zaobserwować oznaki długo wyczekiwanego ożywienia, podaje firma doradcza Savills. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku wynajęto 273 200 m kw. powierzchni i był to jeden z najwyższych kwartalnych wyników w historii stołecznego rynku. Zgodnie z prognozami Savills, malejąca dostępność powierzchni w centrum będzie postępować, co skutkuje stopniowym wzrostem czynszów, który może się znacząco nasilić w przyszłym roku.

Jak wynika z najnowszego raportu Savills, w I kw. 2022 roku całkowita podaż warszawskiego rynku biurowego wyniosła 6,23 mln m kw., z czego 2,77 mln m kw. stanowiły obiekty zlokalizowane w centralnej części miasta. Od początku roku w Warszawie oddano sześć nowych biurowców o łącznej powierzchni 93 400 m kw. Wśród największych inwestycji znalazły się: Forest Tower (51 500 m kw.), Lixa C (19 400 m kw.), Skysawa (8500 m kw.) oraz Fabryka PZO II (5000 m kw.).

Na stołecznym rynku w budowie znajduje się obecnie 323 800 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 201 800 m kw. znajduje się w strefach centralnych. Największe projekty w budowie to m.in. Varso Tower (66 300 m kw.), The Bridge (47 000 m kw.) oraz Skyliner II (38 000 m kw.), spośród których pierwszy zostanie oddany do użytku jeszcze w tym roku.

Na rynku biurowym można zaobserwować  napływ firm z Ukrainy, które chcą przenieść swój biznes do Polski. Wśród firm wchodzących do Polski szczególnie poszukiwane są elastyczne przestrzenie biurowe, które dają możliwości dostosowania powierzchni do aktualnej liczby pracowników.

Zgodnie z danymi Savills, na koniec marca 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 12,2% i spadł o 0,5 pp. w ujęciu kwartalnym. W I kw. 2022 r. miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 21-25,5 euro za m kw. miesięcznie, a na Służewcu – największym pozacentralnym obszarze biznesowym stolicy – wyniosły 13-15 euro za m kw. miesięcznie.

„Część najemców zainteresowana lokalizacjami centralnymi, ze względu na malejącą dostępność powierzchni i tym samym ograniczoną możliwość relokacji, a także z powodu coraz bardziej nieprzewidywalnych w swojej skali wzrostów kosztów aranżacji, może w najbliższym czasie częściej decydować się na przedłużenie obecnych umów najmu. Spadek dostępności powierzchni w ścisłym centrum miasta będzie postępował i w przyszłym roku może przełożyć się na odczuwalny wzrost czynszów, który obecnie dotyczy głownie czynszów bazowych i pozostawia jeszcze pole do negocjacji w zakresie zachęt dla najemców” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

Czy inflacja pokrzyżuje plany remontowe Polaków?

Rosnące ceny materiałów budowlanych pokrzyżują plany remontowe Polaków? *Wyniki ankiety PAYBACK Opinion Poll.

Wiosna i lato to doskonały czas, aby odświeżyć wystrój kuchni czy salonu, naprawić uciążliwe usterki albo przeprowadzić generalny remont mieszkania lub domu. Jak jednak wyglądają nasze plany remontowe w zderzeniu z rosnącymi kosztami materiałów budowlanych i robocizny? Jaki odsetek konsumentów planuje w nadchodzącym czasie remont i ile na niego wyda? Odpowiedzi na te i inne pytania znaleźć można w nowym badaniu PAYBACK Opinion Poll.

Coraz wyższa inflacja znacząco wpływa na zawartość koszyków zakupowych Polaków i sieje spustoszenie w naszych portfelach. Ten negatywny trend dotyczy również tych konsumentów, którzy w ostatnim czasie wykonywali remont lub dopiero go planują. Potwierdza to najnowsze badanie PAYBACK, w którym 92% ankietowanych zadeklarowało, że odczuli oni wzrost cen produktów do wykończenia wnętrz, materiałów budowalnych i kosztów związanych z usługami remontowymi.

Niestety, dalszego wzrostu kosztów obawia się aż 94% respondentów PAYBACK Opinion Poll. Z tego powodu, 40% osób w tej grupie musiało zweryfikować swoje plany i przeprowadzi remont w mniejszym zakresie niż pierwotnie planowany – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.rosnace-ceny-materialow

Drugie życie domu

Koszty kosztami, jednak jaki procent z nas planuje w najbliższym czasie jakikolwiek remont? W kolejnych miesiącach do odświeżenia wnętrz swoich mieszkań lub domów przymierza się 43% ankietowanych, najczęściej biorąc za cel prace w łazience (19%), kuchni (17%) lub sypialni (12%). W większości przypadków motywacją do działania jest chęć zmiany wyglądu pomieszczeń (43%) lub w przypadku co czwartego respondenta – wiek domu czy mieszkania. W tym celu 33% z nas zabierze się za malowanie ścian. Z kolei na wymianę podłogi, mebli albo glazury zdecyduje się odpowiednio 18%, 17% i 16% osób.jakich-pomieszczen-bedzie-dotyczyl-remont

Do grona szczęśliwców mogą natomiast siebie zaliczyć ci, którzy zdążyli przed drastycznym skokiem poziomu inflacji. Co czwarty respondent badania PAYBACK przeprowadził remont w ciągu ostatniego roku/półtora, a 22% ankietowanych 2-3 lata temu. Najczęściej prace remontowe dotyczyły kuchni lub salonu – te pomieszczenia wskazało 28% i 27% ankietowanych. O kilka procent mniej respondentów wyremontowało z kolei sypialnię (22%) i łazienkę (21%). I znowu – wśród głównych powodów remontu znalazła się chęć zmiany wyglądu (48%) lub wiek mieszkania czy domu (22%).

Polacy to złote rączki?

Co ciekawe, ponad polowa ankietowanych zamierza przeprowadzić remont na własną rękę lub z pomocą bliskich. W przypadku 27% osób część pracy uda się wykonać we własnym zakresie, a część dzięki zatrudnieniu specjalistów. Ci z nas, którzy w całości powierzą remont fachowcom, są zatem w mniejszości (19%).

A jaki budżet planujemy przeznaczyć na remont? Około 30% ankietowanych zamierza wydać pomiędzy 1000 zł a 5000 zł, 23% pomiędzy 5000 zł a 10 000 zł, natomiast 21% z nas – pomiędzy 10 000 zł a 20 000 zł. Ponad połowa respondentów sfinansuje remont sięgając do oszczędności, co czwarty ankietowany wykorzysta bieżące dochody, a 13% zaciągnie kredyt lub pożyczkę.jaki-budzet-planujemy-przeznaczyc

W przypadku tych z nas, którzy remont mają za sobą, prace udało się najczęściej zamknąć w kwocie 1000-5000 zł (27%). Co czwarty respondent wydał pomiędzy 5000 zł a 10 000 zł, a 17% pomiędzy 10 000 zł a 20 000 zł. I znowu, podobnie jak w przypadku planowanych prac, remonty były przede wszystkim finansowane z oszczędności (55%), bieżących dochodów (26%) lub kredytu/pożyczki (13%).

Duże markety górą

A gdzie najchętniej kupujemy materiały i artykuły niezbędne do remontu? W tej kategorii bezwzględnie wygrywają duże markety budowlane, które wybiera 72% z nas. W mniejszych sklepach zaopatruje się zaledwie 13% respondentów, w internecie – 7%, a w salonach sprzedaży konkretnych producentów – 4%. Wybierając niezbędne produkty, zdecydowanie częściej niż na cenę (29%) zwracamy uwagę na jakość i wydajność, którą wskazała przeważająca część ankietowanych (63%).gdzie-kupujemy-materialy-do-remontu

Największy szturm klientów markety i sklepy budowlane mogą przeżywać w miesiącach wiosenno-letnich, które uznajemy za najlepsze do przeprowadzenia prac remontowych. Blisko 50% jako odpowiedni czas na remont uznało czerwiec, a po 40% – maj lub lipiec.

Oczywiście, remont to nie tylko malowanie ścian czy układanie podłóg, ale również wybór odpowiednich artykułów do wyposażenia wnętrz, które najchętniej kupujemy w sklepach stacjonarnych. Wybiera je aż 75% respondentów. Zanim jednak wyruszymy po odpowiednią lampę, dywan czy kanapę, szukamy inspiracji. Wtedy z pomocą przychodzą nam media społecznościowe – wskazał je co trzeci badany, portale i blogi wnętrzarskie (29%) czy sklepy lub gazetki z artykułami wyposażenia wnętrz (24%).

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 21-25 kwietnia 2022 r. metodą ankiety online na grupie 880 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Czy wykluczenie cyfrowe zatrzyma dyrektywę o sygnalistach?

Polskie przedsiębiorstwa stanęły przed ważnym wyzwaniem wdrożenia europejskiej Dyrektywy o sygnalistach. Wciąż brakuje jednak krajowych przepisów w tym zakresie, co sprawia, że firmy zwlekają z wprowadzeniem odpowiednich zmian. Nie warto jednak czekać na ostatni moment, tym bardziej że działania sygnalistów mogą przynieść biznesowi poważne korzyści. W zgodnej z przepisami ochronie ich praw pomogą doradcy i narzędzia IT.

Sygnalista, po angielsku Whistleblower, to osoba, która zgłasza zauważone przez siebie nieprawidłowości w działaniu swojej firmy lub instytucji administracji publicznej, samorządowej albo innej organizacji pożytku publicznego. Co ważne, dokonuje takiego zgłoszenia w dobrej wierze, nie odnosząc przy tym osobistych korzyści.

Przekazywanie takich informacji może się jednak spotkać z negatywnym odbiorem współpracowników, pracodawcy lub społeczeństwa. To dlatego Unia Europejska przygotowała Dyrektywę o sygnalistach, która ma chronić sygnalistów przed akcjami odwetowymi. Dyrektywa od 17 grudnia 2021 r. obejmuje przedsiębiorstwa oraz podmioty z sektora publicznego zatrudniające co najmniej 250 osób. Termin wdrożenia przepisów w firmach, które mają od 50 do 249 pracowników, został przesunięty na 17 grudnia 2023.

Polskie prawo wciąż nie jest gotowe na europejskie zmiany. W parlamencie jest projekt ustawy, który wejdzie w życie trzy miesiące po przeprocesowaniu (w obecnej proponowanej formule) i zobowiąże firmy do posiadania rozwiązań, procedur i narzędzi do przyjmowania zgłoszeń od sygnalistów.

Sygnalista – przyjaciel czy wróg?

Choć idea sygnalisty jest jasna, wiele osób mylnie utożsamia działalność takiej osoby z donoszeniem. Nic bardziej mylnego. Sygnalista informuje o wielu różnych nieprawidłowościach, ale – co ważne – sam nie ponosi z tego tytułu żadnych korzyści. Nie dostaje dodatkowego wynagrodzenia, nie poprawiają się warunki jego pracy, nie jest specjalnie traktowany. Po prostu widzi błędy i pokazuje je swojemu pracodawcy lub instytucji, z którą współpracuje.

Sygnalista zgłasza zmiany, które mogą poprawić działalność operacyjną firmy. Zauważa na przykład, że firma nie stosuje wystarczających środków bezpieczeństwa, co może zakończyć się wypadkami i koniecznością wypłaty ogromnych odszkodowań. Lub widzi, że przedsiębiorstwo płaci za system, z którego w rzeczywistości nie korzysta – naraża się więc na niepotrzebne koszty. Takich przykładów jest dużo. Firma nie zawsze sobie je uświadamia, dlatego pomoc ze strony pracowników, którzy obserwują działanie przedsiębiorstwa oddolnie, jest nieoceniona. Pomaga oszczędzać i poprawiać wydajność oraz bezpieczeństwo organizacji. Buduje poczucie współodpowiedzialności za biznes. Najważniejsze jest jednak to, by stworzyć pracownikom poczucie bezpieczeństwa, komfort. Tylko w takich warunkach będą szczerze dzielić się spostrzeżeniami – mówi Anna Tomczyk, Lead Consultant w GFT Technologies.

Dyrektywa o sygnalistach ma zapewnić pracownikom strefę komfortu w tym działaniu. Zobowiązuje bowiem pracodawców do wdrożenia procedur oraz narzędzi, które pomogą informować o nieprawidłowościach, chroniąc dane sygnalistów. Przewiduje też sankcje w przypadku utrudniania dokonania zgłoszenia, podejmowania działań odwetowych wobec sygnalisty czy naruszenia obowiązku zachowania poufności jego danych.

Co ważne, procedowana w Polsce ustawa wymaga też podjęcia konkretnych działań naprawczych oraz potwierdzenia zgłoszenia w terminie 7 dni od jego wpłynięcia.

Wykluczenie cyfrowe zatrzyma dyrektywę?

Jak firmy mogą przygotować się do wprowadzenia tych wytycznych? Pomogą oczywiście technologie. Przedsiębiorcy mają do wyboru kilka różnych rozwiązań – subskrypcję gotowego programu, system on-premises instalowany na własnej infrastrukturze lub nakładkę na działające już w firmie narzędzia informatyczne.

Podobne regulacje istnieją już choćby w branży finansowej. Teraz po prostu zostaną przeniesione na inne branże. I tu może się pojawić problem, bo dyrektywa dotyczy także sektorów, w których pracownicy są dużo mniej „ucyfryzowani”. Osoby zatrudnione choćby w budowlance nie mają nieustannego dostępu do komputerów czy firmowych smartfonów. Jak zatem pomóc im zgłosić naruszenie? I na to są rozwiązania – mówi Aleksander Rujna, Senior Business Analyst w GFT Technologies.

Przede wszystkim dyrektywa nie wymaga wprowadzania narzędzi elektronicznych. W firmach wciąż mogą funkcjonować skrzynki wrzutowe lub dedykowane infolinie. Oczywiście zgłoszenie elektroniczne jest wygodniejsze, pozwala bowiem jednocześnie śledzić, co się z nim dzieje. Dodatkowo – z założenia narzędzie takie musi być dostępne nie tylko dla pracowników firmy, ale też dla kontrahentów, partnerów, podwykonawców, stażystów itd. – innym słowem dla wszystkich osób związanych z daną organizacją. Najlepiej więc powiązać je ze stroną WWW.

Wciąż zdarzają się firmy, które nie mają aktywnych stron internetowych. Jednak i to nie jest problemem we wdrażaniu dyrektywy. Wykluczenie cyfrowe nie będzie więc przeszkodą w dostosowaniu się do przepisów, zwłaszcza jeśli w proces wdrażania ustawy zaangażowane zostaną podmioty, które mają doświadczenie we wprowadzaniu rozwiązań w obszarze compliance – dodaje Aleksander Rujna. – W GFT mamy wiele pomysłów, które możemy zaproponować polskim firmom, a które opierają się na naszej wiedzy wynikającej z wieloletniej współpracy z instytucjami finansowymi. Co chyba najważniejsze w kontekście wymagań Unii Europejskiej – zapewniamy, że każde z tych rozwiązań będzie bezpieczne i będzie chronić dane wrażliwe. A jakie to będzie narzędzie? To zależy od oczekiwań i możliwości konkretnego przedsiębiorstwa. Całe szczęście dyrektywa daje tu sporą elastyczność.

Czy wdrożenie nowych przepisów musi być drogie? Niekoniecznie. Rozwiązania oparte na chmurze zdejmują z firmy konieczność zapewnienia odpowiedniej infrastruktury. Cała aplikacja jest hostowana po stronie dostawcy chmury. Koszty użytkowania natomiast łatwo dostosować w tym przypadku do poziomu faktycznego zużycia aplikacji. Gdy nie będzie zgłoszeń, hostowanie będzie tanie.

Choć polskie prawo wciąż nie jest gotowe na wprowadzenie Dyrektywy o sygnalistach, firmy muszą już dziś wdrożyć rozwiązania, które będą pomagać w zgłaszaniu nieprawidłowości w przedsiębiorstwach. Dotyczy to także mniejszych podmiotów, które nowe przepisy obejmą dopiero 17 grudnia 2023 r. Poświęcenie czasu na odpowiednie przygotowanie, wewnętrzny audyt, stworzenie procedur i wybór najlepszego narzędzia przełoży się na bezproblemowe wdrożenie, które nie zakłóci działania firmy.

Odporność firm rodzinnych na aktualną sytuację gospodarczą w Polsce

Zarządzanie firmą w niepewnych czasach jest wyjątkowo trudne, szczególnie, gdy w chaotyczny sposób wprowadzane są kolejne zmiany w prawie. Wiszący nad Polską kryzys gospodarczy oznacza walkę o przetrwanie małych i średnich przedsiębiorstw, często firm rodzinnych. To, co pomaga w przetrwaniu to unikalny sposób funkcjonowania, który stanowi przewagę nad innymi biznesami, szczególnie w obliczu kryzysu. Pomimo różnych problemów i wyzwań satysfakcja z prowadzenia biznesu jest wysoka – aż 77% właścicieli firm rodzinnych przyznaje, że jest zadowolonych ze swojej sytuacji zawodowej – tak wynika z badania[1] przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy[2].Firmy rodzinne bardziej odporne na kryzys

Wyzwania i problemy

Przedsiębiorcy rodzinni muszą się mierzyć z różnymi wyzwaniami, charakterystycznymi dla firm familijnych. Największy problem w prowadzeniu firmy rodzinnej, zdaniem ich właścicieli, może stanowić inne spojrzenie na strategię i rozwój przedsiębiorstwa wśród członków rodziny (19%), przekazanie kontroli nad firmą następnemu pokoleniu – sukcesja (17%), trudności wynikające z różnic pokoleniowych (11%), a także konflikty rodzinne (8%).

Ponadto, obecnie firmy muszą mierzyć się z natężeniem wyzwań – to nie tylko skutki wojny na Ukrainie i wyższe koszty prowadzenia działalności, ale także szybko zmieniające się przepisy. Wiele sklepów w branży spożywczej jest firmami rodzinnymi i to właśnie one w najbliższym czasie odczują skutki kolejnych zmian prawnych, wprowadzanych bez konsultacji i w zawrotnym tempie. Zgodnie z przedstawionym w tym roku projektem ustawy o zmianie ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi oraz ustawy o odpadach ma wejść w życie nowy obowiązek dla sklepów. Każda placówka o tym charakterze działalności będzie musiała przyjmować nie tylko opakowania zwrotne, plastikowe itp., ale również opakowania szklane, niezależnie od miejsca ich sprzedaży. Nowy system kaucyjny to spore utrudnienie i wyzwanie – przedsiębiorcy zastanawiają się jak sprostać tym wymaganiom, w sytuacji, kiedy duża liczba sklepów nawet nie dysponuje odpowiednią przestrzenią do gromadzenia takich opakowań.

Sposób funkcjonowania, który pomaga przetrwać

W zmierzeniu się z długą listą wyzwań i przetrwaniu w czasach kryzysu pomaga unikalny dla firm rodzinnych sposób działania. Według wyników badania właściciele biznesów rodzinnych oceniają, że największe zalety i przewaga konkurencyjna takich firm to większa skłonność właścicieli do poświęceń na rzecz firmy (69%), większe zaufanie wobec pracowników z rodziny (42%), wspólne wartości (35%), a także szybkość w podejmowaniu decyzji (28%). To również dobra atmosfera w pracy (25%) oraz większa satysfakcja z sukcesu (blisko 23%) i gwarancja stabilności (14%). To bardzo ważne elementy, uławiające codzienną pracę. Aż 59% właścicieli firm rodzinnych uważa, że zaangażowanie innych członków rodziny w pracę pomaga w prowadzeniu biznesu.

Nie bez znaczenia w tym kontekście jest też sposób, jak na firmy rodzinne patrzą konsumenci, partnerzy biznesowi i potencjalni pracownicy. Zdaniem właścicieli tego typu przedsiębiorstw firmy rodzinne są postrzegane jako godne zaufania (blisko 57,5%), przyjazne ludziom (57%), jak również stabilne (43%) i atrakcyjne miejsce pracy (16%), posiadające plany rozwoju na przyszłość (blisko 14%). Taki wizerunek firm rodzinnych ułatwia prowadzenie biznesu i radzenie sobie z różnymi wyzwaniami.

Z doświadczenia wiem, że dzięki unikalnemu sposobowi funkcjonowania i innemu postrzeganiu firm rodzinnych wiele wyzwań może być zdecydowanie łatwiejsze do przejścia. Jednak pomimo to firmy potrzebują dużego wsparcia, szczególnie w czasach kryzysu. To wyjątkowo trudny czas dla przedsiębiorców. Ponadto, kluczowe i niezwykle potrzebne jest zrozumienie ze strony państwa. Bez tego firmy stoją przed pytaniem czy dadzą poradzą sobie z kolejnymi szybko wprowadzanymi zmianami. – mówi Robert Rękas, prezes Zarządu Lewiatan Holding, inicjatora Urodzonych Przedsiębiorców.

[1]  Badanie przeprowadzone w 2022 roku wśród przedsiębiorców firm rodzinnych Lewiatan.

[2] Celem inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy jest promowanie polskiej przedsiębiorczości oraz wspieranie przedsiębiorców w wyzwaniach z jakimi mierzą się na co dzień w prowadzeniu działalności.

Próba kontynuacji odbicia

Po wczorajszym lekkim zawahaniu (WIG-20 -0,19 proc., DAX –0,45 proc., S&P 500 -0,39 proc.) rynki akcji na świecie sprawiały dziś rano wrażenie, że chcą kontynuować próby kontynuacji rozpoczętego pod koniec poprzedniego tygodnia wzrostu. WIG-20 zwyżkował na początku wtorkowej sesji o 0,76 proc., DAX rósł o +0,95 proc., a cena kontraktów na S&P 500 zyskiwała +0,56 proc.

Po wzroście o 2,03 proc. najwyżej dziś rano od 3 lat był WIG-Chemia (cena akcji Grupy Azoty +2,75 proc.). Wśród składników mWIG-u 40 najniżej od 5,5 lat były ceny akcji spółki Celon Pharma. Wśród składników sWIG-u 80 najniżej od 2 lat była dziś cena akcji Apatoru.

Wcześniej na giełdach Azji i Oceanii minimalnie spadły jedynie wartości głównych indeksów w Nowej Zelandii (-0,18 proc.) i Filipinach (-0,07 proc.). Najsilniej – o +3,17 proc. – rósł dziś Hang Seng.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych na większości rynków lekko dziś rano rosły, ale za wyjątkiem tych wyemitowanych przez rząd Indonezji, nie sięgały poziomów swych nowych cyklicznych szczytów.

Ceny kontraktów na ropę naftową po wyjściu w ostatnich dniach w pobliże swoich 1,5-miesięcznych maksimów dziś rano pozostawały stabilne (WTI -0,12 proc., Brent –0,05 proc.). Wczoraj swój szczyt z 2020 roku osiągnęła cena kontraktów na ryż na CBOT. W poniedziałek podobnie silnie zwyżkowały wychodząc na historyczne lub ponad 13-letnie rekordy ceny kontraktów na różne typy pszenicy („hard red wheat” na CBOT, „milling wheat” na MATIF oraz „spring wheat” na MGEX).

Euro trzeci dzień z rzędu próbowało dziś rano ostrożnie odrabiać wcześniejsze straty, które sprowadziły w zeszłym tygodniu jego kurs względem amerykańskiego dolara do najniższego poziomu od ponad 5 lat (EUR/USD +0,19 proc.). Słabszy był jen (USD/JPY +0,22 proc. dziś rano), ale kurs amerykańskiego dolara względem japońskiej waluty pozostawał poniżej 20-letniego maksimum ustanowionego tydzień temu.

Po spadku w ubiegłym tygodniu do najniższego poziomu od prawie 1,5 roku kurs BTC/USD ponownie próbował dziś utrzymać się powyżej poziomu 30000 USD (+1,09 proc. dziś rano).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Campiri – platforma z kamperami na wynajem pozyskała łącznie 4,7 mln EUR

  • Campiri to e-platforma łącząca posiadaczy kamperów z zainteresowanymi ich wynajmem. W ramach ogłoszonej właśnie rundy inwestycyjnej firma pozyskała 2,7 mln EUR od renomowanych inwestorów VC.
  • Spółka rodem z Czech zapowiada wprowadzenie marki na kolejne rynki, jak i wzmocnienie działań na już istniejących, w tym w Polsce. Oznacza to m.in. wzmocnienie zespołu i powiększenie własnej floty pojazdów.
  • Mając wsparcie inwestorów z Europy i Stanów Zjednoczonych, Campiri celuje w pozycję lidera w regionie CEE, prężnie rozwijając się nie tylko w Polsce, a także na rynku greckim i słowackim.

W ciągu zaledwie roku od uruchomienia, Campiri stało się dominującym graczem na rynku cyfrowego karawaningu w Czechach. Platforma z kamperami, działająca podobnie jak serwisy typu Airbnb, sukcesy odnosi również w Polsce – już po czterech miesiącach od rozpoczęcia działalności operacyjnej nad Wisłą w ofercie ma ponad sto kamperów pozyskanych zarówno od właścicieli indywidualnych, jak i wypożyczalni. I to właśnie nasz kraj ma być regionalnym hubem spółki. Firma Lukáša Janouška i Paula Tesara ma coraz większe ambicje – celem jest osiągnięcie pozycji lidera na rynku najmu kamperów w całej Europie.

Z międzynarodowym wsparciem od funduszy Rockaway, Miton i Purple Ventures

Realizacja wyznaczonych celów, w tym dalszy rozwój w Polsce, będzie możliwa m.in. dzięki zakończonej właśnie inwestycyjnej rundzie w wysokości 2,7 mln EUR. Do tej kwoty dochodzi m.in. wkład założycieli w wysokości ponad 600 tys. EUR. Kolejne 1,3 mln EUR Campiri pozyskało w formie finansowania dłużnego na zakup floty kilkudziesięciu samochodów.

Głównymi inwestorami w Campiri są:

  • Rockaway Capital, mający w portfelu również m.in. czeskiego jednorożca Productboard czy działającą także w Polsce Invię,
  • grupa inwestycyjna Miton, przed laty inwestująca m.in. w największą grupę modową w Polsce – DOMODI,
  • Purple Ventures, wspierający kapitałowo takie spółki jak Vrgineers, Toroto, Tatum, Curfex czy Paypipes.

Pozyskane właśnie od tych inwestorów środki przeznaczone zostaną na wprowadzenie Campiri na nowe rynki, wzmocnienie zespołu i zakup nowych pojazdów.

– Od początku mamy wielkie ambicje i plany. Chcemy, aby Campiri było nie tylko lokalnym graczem. Największa część finansowania przeznaczona zostanie więc na wsparcie ekspansji i rekrutację doświadczonych osób do zespołu na obecnych oraz nowych rynkach. Ogromny potencjał dla rozwoju firmy widzimy w Europie Środkowej, Wschodniej i Południowej. Jesteśmy przekonani, że to idealny moment, by rosnąć właśnie tam. Podczas gdy w

Europie Zachodniej działa już kilka konkurencyjnych firm, w regionie Europy Środkowo-Wschodniej trend digitalizacji w turystyce dopiero raczkuje mówi dyrektor generalny Campiri Lukáš Janoušek, który wcześniej jako udziałowiec i CMO z sukcesem, również w Polsce, rozwijał Twisto – jeden z najgorętszych fintechów w Europie.

– Uwagę naszego funduszu zwrócił przede wszystkim cyfrowy model biznesowy Campiri, tj. pomysł, aby za pomocą kilku kliknięć sprawnie połączyć właścicieli z osobami zainteresowanymi wynajmem ich kamperów. W ostatnich latach obserwujemy wzrost popularności tej formy podróżowania. Co istotne, ma ona również wyraźnie mniejszy wpływ na środowisko naturalne. Jednocześnie wspieranie przez Campiri zrównoważonych projektów w ramach branży turystycznej jest zgodne z naszą strategią ESG, która stanowi dla nas jedno z kluczowych kryteriów wyboru – podkreśla Dusan Zabrodsky, partner inwestycyjny w Rockaway Capital i dodaje, że finansowanie Campiri jest konsekwentną kontynuacją ostatnich inwestycji funduszu w całym segmencie cyfrowego wypożyczania oraz sprzedaży aut.

Wystarczył jeden sezon, aby stanąć na podium

Już pierwszy sezon działalności zapewnił platformie w Czechach pozycję lidera z największą bazą samochodów kempingowych do wynajęcia. Obecnie liczba aut w czeskiej ofercie sięga 400 pojazdów. W Polsce – gdzie Campiri działa od początku roku – dostępnych jest już ponad 100 kamperów.

Campiri zamknęło 2021 r. obrotami w wysokości 800 tys. EUR i zrealizowaniem ponad 5000 “noclegów na kółkach” – zarówno dzięki współpracy z właścicielami indywidualnymi, jak i wypożyczalniami. W tym roku celem jest poszerzenie oferty na wszystkich rynkach do 1200 pojazdów. Pomoże w tym m.in. własna flota kilkudziesięciu aut, która dzięki pozyskanemu kapitałowi ma być w dalszym ciągu rozbudowywana. Jednym z motorów napędowych wzrostu Campiri ma być jego rozwój na polskim rynku.

– Campiri to nowa jakość podróżowania dla miłośników kamperów oraz osób, które chciałyby spróbować takiej formy wypoczynku. Dziś, gdy kamper nie jest już tylko alternatywnym sposobem spędzania wakacji, musi być dostosowany zarówno do rosnących oczekiwań turystów, jak i do wymagań związanych z ochroną środowiska. To dla nas ważne, dlatego też przekazujemy 1% naszych obrotów na wsparcie projektów lokalnych społeczności i ekologicznych. Nasi klienci jak i właściciele kamperów kochają nas za to, że działamy kompleksowo, w jednym miejscu łącząc usługę wygodnego najmu kamperów z bogatą ofertą unikalnych lokalizacji turystycznychwskazuje Katarzyna Jedlińska, dyrektor generalna Campiri w Polsce i na Słowacji.

Od wynajmu do inwestycji

Ostatnie lata otworzyły branży karawaningowej drzwi do sukcesu. Pandemia nie tylko sprawiła, że ludzie zaczęli szukać alternatywnych sposobów podróżowania, ale też zmieniła podejście dużej części społeczeństwa do tradycyjnych wakacji.

– Obecnie turyści coraz odważniej spełniają marzenia o niepowtarzalnych przygodach, a co za tym idzie, oczekują dużej elastyczności w miejscu pobytu. To właśnie oferują auta kempingowe. Do niedawna segment ten był całkowicie pomijany w procesie unowocześniania branży turystycznej. Borykał się z problemami i skomplikowanymi procesami. Campiri przynosi cyfrową zmianę, umożliwiając każdemu zorganizowanie niepowtarzalnych wakacji w kamperze za pomocą kilku kliknięć – dodaje szefowa Campiri.pl.

Platforma Campiri, dostrzegając rosnące zainteresowanie podróżami kamperami w Polsce, wprowadza więc do swojej oferty kolejne funkcje. Już niedługo w jednym miejscu będzie można zarezerwować i opłacić całe wakacje.

Campiri.pl zaproponuje też kamperowiczom setki malowniczych, sprawdzonych przystanków, na których można zatrzymać się kamperem – nie tylko na polecanym przez firmę kempingu, ale na przykład pod murami średniowiecznego zamku, w winnicy czy kameralnej agroturystyce.

Creotech Instruments zamyka I kwartał 2022 z 2-krotnie wyższym zyskiem netto r/r

Notowana na NewConnect spółka Creotech Instruments podsumowała wyniki za I kwartał 2022 r. W raportowanym okresie firma, w relacji r/r, odnotowała około 2-krotny wzrost zysku netto, który od stycznia do marca br. wyniósł 0,57 mln zł. W minionym kwartale Creotech osiągnął również r/r 24% wzrost wyniku EBITDA, który ukształtował się na poziomie prawie 1,5 mln zł. Natomiast przychody ogółem w tym okresie wyniosły 9,4 mln zł i utrzymały się na poziomie podobnym do analogicznego okresu poprzedniego roku, kiedy to zamknęły się kwotą 9,8 mln zł. Systematyczny wzrost zysków Creotech Instruments wynika w głównej mierze z efektywnego zarządzania kluczowymi obszarami biznesowymi z zakresu branży kosmicznej oraz technologii kwantowych. Dalszy rozwój Spółki w tym ostatnim segmencie będzie dodatkowo napędzany udziałem Creotech w strategicznym projekcie, jakim jest realizacja budowy pierwszego dużego komputera kwantowego dla Unii Europejskiej. Kilka dni temu międzynarodowe konsorcjum, w skład którego wchodzi Spółka, otrzymało od Komisji Europejskiej zaproszenie do zawarcia umowy na budowę takiego komputera.

– W I kwartale 2022 udało nam się istotnie zwiększyć marżę generowaną na działalności komercyjnej, pomimo spadku przychodów. Było to wynikiem zmiany mixu sprzedażowego – niższe przychody z relatywnie nisko-marżowych projektów kosmicznych zrekompensowaliśmy znacznymi wzrostami sprzedaży w znacznie wyżej marżowych segmentach – produkcji zaawansowanej elektroniki oraz podsystemów do komputerów kwantowych. Przełożyło się to na około 2-krotne zwiększenie zysku netto r/r, do poziomu 0,57 mln zł oraz 24% wzrost r/r wyniku EBITDA, do poziomu 1,5 mln zł. Wypracowane wyniki uznajemy za bardzo dobre, zwłaszcza mając na uwadze wysokie koszty prowadzonych projektów badawczo-rozwojowych, których ostateczne produkty zostaną wdrożone do oferty produktowej na przestrzeni najbliższych 2 lat. – informuje Maciej Kielek, Wiceprezes ds. Finansowych w Creotech Instruments S.A. – Dodatkowo należy podkreślić, że do końca 2023 roku Spółka będzie bardzo mocno inwestować w rozwój strategicznych produktów, które, wg obecnych założeń, od 2024 roku pozwolą nam na skokowe zwiększenie skali prowadzonej działalności i generowanych marż. – dodaje Maciej Kielek.

Jednym z głównych filarów działalności Creotech Instruments jest obszar technologii kwantowych. Najnowszym przedsięwzięciem, w którym będzie brała udział Spółka Creotech Instruments jest opracowanie i wdrożenie pierwszego dużego komputera kwantowego dla Unii Europejskiej. Do tego strategicznego projektu Spółkę Creotech Instruments, która wchodzi w skład międzynarodowego konsorcjum pod przewodem Uniwersytetu w Innsbrucku, zaprosiła Komisja Europejska. Celem przedsięwzięcia jest budowa 100-kubitowego komputera kwantowego do 2025 roku oraz uzyskanie gotowości technologicznej do budowy 1000-kubitowego rozwiązania do 2029 roku. Zawarcie umowy ramowej planowane jest na 2022 rok.

Creotech Instruments to również jeden z liderów na polskim rynku kosmicznym. W kwietniu 2022 roku Spółka zrealizowała I fazę strategicznego projektu PIAST realizowanego dla polskiego wojska, którego celem jest umieszczenie 3 satelitów obserwacyjnych, opartych na autorskiej platformie HyperSat, na orbicie okołoziemskiej w 2024 roku. Pierwszym testem technologii HyperSat będzie wystrzelenie pierwszego polskiego mikrosatelity obserwacyjnego – EagleEye, które planowane jest na przełom 2023 i 2024 roku.

Dobra passa złotego. Euro wraca na 4,65 zł

Dobra passa polskiej waluty wynika z kilku czynników. Najważniejszym jednak wciąż wydaje się presja na wzrost stóp procentowych. To właśnie dlatego wzrost inflacji tak dobrze wpływa na złotego.

Inflacja wciąż rośnie

Finalne dane z inflacji w zeszłym tygodniu to jedno. Wczoraj poznaliśmy inflację bazową. Jest to wskaźnik wzrostu cen bez uwzględnienia energii i żywności. W ten sposób odrzucane są najbardziej zmienne elementy wzrostu cen. Niestety parametr ten również okazał się wyższy od oczekiwań. Jest on niższy niż standardowa inflacja. Nie można się temu dziwić, biorąc pod uwagę to, co dzieje się na rynku ropy. Również żywność pomimo tarczy antyinflacyjnej jest elementem, który przyspiesza wzrost cen. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby teraz tarczę antyinflacyjną wyłączyć. Jak na to reaguje złoty? Wbrew pozorom korzystnie. Jesteśmy w trakcie cyklu wzrostu stóp procentowych, a każdy taki odczyt powoduje, że rosną oczekiwania co do dalszych wzrostów, a to umacnia walutę.

Ropa najdroższa od marca

Czarne złoto drożało ostatnimi czasy z bardzo prostego powodu. Spodziewany popyt na ten surowiec znacznie przekraczał to, co na rynki mogło zostać dostarczone. W rezultacie cena szła w górę, co równoważyło rynek. Przy wyższych cenach zapotrzebowanie spadało. Powodem tego problemu jest europejskie embargo na ropę z Rosji. Tej z kolei nie można łatwo przekierować w inną stronę świata. Do tego dochodzi ożywienie gospodarcze w Azji, które odbudowuje zapotrzebowanie zmniejszone przez koronawirusa. Pewnym problemem jest jednak stanowisko Węgier. Kraj ten w ramach swojej sympatii prorosyjskiej jest skłonny wetować embargo. Taka decyzja może z kolei szybko zdusić ceny ropy.

Granice manipulacji

Dla osób nieposiadających telewizorów w Polsce czy to w latach komuny, czy ostatnim czasie pewne poziomy absurdu są trudniejsze do wyobrażenia. Jest jednak taki kraj na wschodzie, który wszystkie nasze osiągnięcia wyprzedza o kilka długości. Tak, mowa o Rosji. Obecnie kraj ten, chce udowodnić, że mimo agresji militarnej (którą nazywają specjalną operacją, gdyby to coś zmieniało) gospodarka ma się dobrze, sięga wyżyn. A przynajmniej wyżyn notowań rubla względem złotego, czy euro. Na rynku, który absurdalnie stracił płynność, takie manipulacje są możliwe. Pytanie, jaki jest sens pompowania rubla na najwyższe poziomy od pięciu lat. Analitycy nie potrafią wyjaśnić, jaki może być powód umacniania się rosyjskiej waluty mimo wojny, sankcji i problemów gospodarczych. Urealnienie kursu, o ile dojdzie do powrotu Rosji na rynki, będzie brutalnym zimnym prysznicem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Wino będzie droższe

Polska branża winiarska: prowadzenie biznesu stało się całkowicie nieprzewidywalne.

– Planowanie jakiejkolwiek strategii stało się wręcz niemożliwe, a bieżąca działalność jest ogromnym wyzwaniem mówią szefowie firm winiarskich zrzeszonych w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa – największej organizacji w kraju skupiającej podmioty branży winiarskiej. Wojna w Ukrainie, a także galopująca inflacja, skutecznie utrudniają bieżącą działalność przedsiębiorcom. Skutki niebawem odczują konsumenci.

Wino będzie droższe

Grzegorz Bartol, Wiceprezes firmy Bartex, nie ukrywa rozgoryczenia. – Prowadzenie biznesu stało się całkowicie nieprzewidywalne. Ceny surowców drożeją już nawet nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. O finalnych cenach często dowiadujemy się w dniu dostawy. Planowanie jakiejkolwiek strategii stało wręcz niemożliwe, a bieżąca działalność jest ogromnym wyzwaniem. Niestety końca inflacji nie widać, a jej szczyt dopiero przed nami. Konsumenci z pewnością dotkliwie odczują skutki tej sytuacji – mówi Grzegorz Bartol.

Potwierdza to Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group. Przerwane łańcuchy dostaw to jedno z wyzwań, z którymi przedsiębiorstwa muszą się mierzyć coraz częściej. – W związku z prowadzonymi działaniami wojennymi dwie huty, z którymi współpracowaliśmy, zostały uszkodzone lub zniszczone. Nie mamy więc możliwości sprowadzania butelek od naszych dotychczasowych partnerów, pojawił się problem z ich dostępnością. Skokowo rosną też ceny surowców wykorzystywanych do produkcji, a opartych na pszenicy i kukurydzy, których Ukraina była głównym eksporterem – mówi Jakub Nowak.

I dodaje: – Skokowy wzrost kosztów energii, czyli gazu, benzyny czy prądu, a także cen surowców, będzie miał, a nawet już ma, przełożenie na skokowy wzrost cen wina.

Czekając na lepsze czasy

Tego, czym jest „skokowy” wzrost cen chociaż za gaz, przekonał się ostatnio Paweł Gąsiorek, Prezes firmy Dom Wina. W podkrakowskim Dworze Sieraków, którego jest współwłaścicielem, miesięczna opłata za gaz skoczyła z 7 do 50 tys. zł.  Pojawiły się też inne trudności. – Musieliśmy opóźnić wprowadzenie na rynek nowej marki win gruzińskich, bo zwyczajnie nie mamy możliwości przywiezienia ich do Polski. Dotąd były transportowane przez Ukrainę. Obecnie możliwy jest jedynie fracht drogą morską do Turcji, ale to bardzo droga opcja. Więc odłożyliśmy ten projekt na lepsze czasy, gdy skończy się wojna. Obecnie dysponujemy jeszcze zapasem win z Gruzji innych marek, ale gdy się wyczerpią – nie będą już dostępne na rynku, a to ważny dla nas kierunek importu – mówi Paweł Gąsiorek.  Obaw jest więcej. – Wojna rykoszetem może odbić się na naszych planach promocji win węgierskich z Vilanyi. Gdy w roku 2014 wybuchła wojna w Gruzji Polacy z sympatii zaczęli masowo kupować wina gruzińskie. Dziś z Węgrami może być na odwrót –  klienci mogą bojkotować te wina – obawia się Paweł Gąsiorek.

Wszystkie ręce na pokład!

I choć wyzwań i trudności nie brakuje, podstawowe decyzje nie zabrały dużo czasu i były czymś oczywistym: Zrezygnowaliśmy z eksportu produktów do Rosji, mimo podpisanych kontraktów- rozwiązaliśmy je natychmiast po wybuchu wojny – mówi Jakub Nowak, Prezes JNT Group.

Niemal od razu po wybuchu wojny, firmy zrzeszone w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa, ruszyły z pomocą Ukrainie. Wszystko inne zeszło wtedy na drugi plan.

Zorganizowaliśmy pomoc dla naszych pracowników z Ukrainy, którzy uzyskali możliwość sprowadzenia swoich rodzin i szerokiej opieki ze strony firmy. W pomoc zaangażowali się wszyscy nasi pracownicy, którzy nie tylko działali na granicy, ale też przygarnęli pod swój dach ludzi  uciekających przed wojną – mówi Jakub Nowak Prezes firmy JNT Group, który osobiście przywiózł z granicy i przyjął u siebie 2 ukraińskie rodziny.

Jaka przyszłość wina?

Dziś, po ponad dwóch miesiącach od wybuchu wojny w Ukrainie, nikt już nie ma wątpliwości, że realia prowadzenia firmy zmieniły się diametralnie. Trudno o realizację jednej, zaplanowanej strategii, konieczna jest codzienna analiza sytuacji. Jak nieuniknione podwyżki cen wina przełożą się na jego konsumpcje? Na oficjalne badania jeszcze trzeba poczekać, ale pierwsze obserwacje już są:

Widzimy, że Polacy dużo wnikliwiej przyglądają się stosunkowi ceny wina do jakości. Czynnik „value for money” wpływa na decyzje zakupowe w sytuacji niestabilności rynkowej i rosnącej inflacji – mówi Jakub Nowak, Prezes JNT Group.

– Nie widzę żadnych przesłanek, aby wojna pozytywnie wpłynęła na konsumpcję wina. Oczywiście w dłuższej perspektywie, część z ukraińskiej emigracji może zostać, w tym ludzie z zasobniejszym portfelem – oni kiedyś dołączą do naszej klasy średniej i wyższej. To może mieć wpływ na polski biznes i jego wzmocnienie w dalekiej perspektywie dla Polski – uważa z kolei Paweł Gąsiorek, Prezes Domu Wina.

W ostatnich latach rynek wina rozwijał się z roku na rok dynamicznie, a Polska była uznawana za jeden z najbardziej perspektywicznych rejonów na świecie w tym aspekcie. Nawet przez okres pandemii wino przeszło obronną ręką. – Polacy coraz więcej wiedzą o winie i docenią je – mówi Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Owszem,  nadal daleko nam do Portugalczyków, Francuzów czy Włochów, którzy wypijają rocznie zdecydowanie ponad 10 razy tyle co przeciętny Polak.. Oznacza to jednak nic innego, jak duży potencjał polskiego rynku i długą perspektywę jego dalszego rozwoju – mówi Prezes ZP PRW.

Wiele wskazuje jednak na to, że tendencja wzrostowa rynku wina mogła zostać w ostatnim czasie zachwiana. Ostatnie wydarzenia nie sprzyjają bowiem celebracji i świętowaniu.

Prawie 14 mln zł przychodów netto ze sprzedaży wypracowała Grupa PTWP w I kwartale 2022 r.

Grupa PTWP w I kwartale 2022 r. zwiększyła przychody netto ze sprzedaży prawie o 50 proc. względem analogicznego okresu w 2021 r. Wpływ miało na to ożywienie branży eventowej i zwiększenie udziału usług online w ofercie spółki. Jednoczenie Grupa PTWP już w I kwartale br. znacznie przekroczyła jeden z kluczowych celów rozwojowych, osiągając próg 12 mln unikalnych użytkowników miesięcznie we wszystkich swoich serwisach internetowych.

– W I kwartale 2022 r. zwiększyliśmy poziom przychodów i nadal realizujemy nasze długoterminowe cele biznesowe. Wynik raportowanego kwartału Grupa PTWP zakończyła ze stratą netto na poziomie 0,9 mln zł, na którą wpływ miały takie czynniki jak sezonowość naszej działalności i ograniczenia związane z pandemią w styczniu i lutym. Od początku roku notujemy również znaczący wzrost kosztów niezależnych od działań operacyjnych spółki, a jednocześnie poczyniliśmy w I kwartale duże inwestycje rozwojowe w kadry i infrastrukturę IT. Na podstawie podpisywanych zamówień widzimy jednak, że kolejne okresy powinny powrócić do bardzo dobrych wyników finansowych. Konsekwentnie rozwijamy nasz segment digital, a po znakomitych wynikach portali Grupy PTWP osiągniętych w I kwartale br. uważamy, że jest to dobry kierunek dalszego rozwoju – informuje Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP.

13,98 mln zł przychodów netto ze sprzedaży wypracowała Grupa PTWP w pierwszym kwartale br., co oznacza wzrost w porównaniu r/r o prawie 50 proc. W raportowanym okresie spółka odnotowała stratę netto w wysokości 0,9 mln zł. Na koniec marca 2022 r. stan środków pieniężnych na koncie Grupy PTWP wyniósł 24,6 mln zł.

W pierwszym kwartale br. w obiektach zarządzanych przez Grupę PTWP tj. Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Hali Widowiskowo-Sportowej „Spodek” w Katowicach, zgodnie z harmonogramem zrealizowano wszystkie zaplanowane wydarzenia. Najważniejsze z nich to: 4 Design Days, Intel Extreme Masters czy Kongres Wyzwań Zdrowotnych. Na bieżąco organizowane są również kluczowe eventy biznesowe na czele z XIV Europejskim Kongresem Gospodarczym. Grupa PTWP z dużym wyprzedzeniem zapełniła swoje kalendarium eventowe na obecny i przyszły rok.

W marcu 2022 r. Grupa PTWP zanotowała rekordowe wyniki swoich serwisów internetowych. Tym samym spółka o 20 proc. przekroczyła cel rozwojowy na 2022 r., który zakładał osiągnięcie progu 10 mln UU miesięcznej liczby odwiedzin. Historyczne wyniki zdobyły między innymi portale, takie jak: rynekzdrowia.pl, pulshr.pl czy wnp.pl.

W listopadzie 2021 r. władze PTWP podjęły decyzję o rozpoczęciu działań zmierzających do przeniesienia notowań firmy w 2022 roku z NewConnect na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Na ten moment spółka nie planuje przy tej okazji emisji akcji.

Grupa PTWP po zatwierdzeniu raportu rocznego za 2021 r. przeprowadzi program motywacyjny dla kluczowych pracowników. Maksymalna wielkość programu to ok. 5% kapitału zakładowego.

Inflacja nieco wyższa niż szacowano

Po ostatecznych wyliczeniach Główny Urząd Statystyczny podał, że w kwietniu inflacja wyniosła 12,4 proc., a nie 12,3 proc., jak wcześniej szacowano. To poziom najwyższy od 24 lat. Różnica jest niewielka, ale tendencja wzrostowa wciąż się utrzymuje. Prognozy na najbliższe miesiące zakładają kontynuację tej tendencji. W ślad za tym w górę będą szły stopy procentowe.

W kwietniu najmocniej inflację napędzały rosnące po 27-28 proc. ceny paliw i energii. Bardzo mocno odczuwalny był także sięgający 13,2 proc. wzrost cen żywności. Tym razem nieco wolniejszy był wzrost w przypadku większości usług, za wyjątkiem hotelarskich, które poszły w górę o 14,1 proc. Ze względu na wiele czynników obarczonych dużą dozą niepewności, trudno oszacować maksymalny poziom inflacji, jaki możemy zobaczyć w najbliższych miesiącach. Najbardziej pesymistyczne prognozy ekonomistów zakładają, że może ona przekroczyć 14-15 proc. Szczyt powinna osiągnąć w czerwcu lub w lipcu, ale to także nie jest pewne.

W ślad za rosnącą inflacją w górę będą szły stopy procentowe. Prawdopodobnie cykl ich podwyższania zakończy się w momencie, gdy inflacja przestanie się nasilać. Analitycy szacują docelowy poziom stopy referencyjnej w dość szerokim przedziale od 6,5-7 proc. do nawet 8-10 proc. Uwzględniając fakt, że obecnie wynosi ona 5,25 proc. i że najbardziej prawdopodobne są jeszcze dwie jej podwyżki po minimum 0,5 punktu procentowego, przekroczy ona z pewnością 6 proc. Trzeba jednak także zakładać, że Rada Polityki Pieniężnej będzie zapewne brać pod uwagę nie tylko poziom inflacji, ale także sytuację w gospodarce. W tej kwestii prognozy nie są zbyt optymistyczne. Po szacowanym na około 8 proc. wzroście PKB w pierwszym kwartale, należy spodziewać się zdecydowanego wyhamowania tempa wzrostu. Większość prognoz szacuje jego skalę na około 4 proc. Niedawno Bank Światowy obniżył swoją prognozę dla Polski z 4,7 do 3,9 proc., a Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju zredukował swoje przewidywania na przyszły rok z 4,5 do 3,5 proc., podtrzymując tegoroczną prognozę na poziomie 4 proc. Spora część niezależnych analityków spodziewa się dynamiki wzrostu sięgającej zaledwie około 3 proc. w tym roku. W tej kwestii prognozy są jednak także obarczone dużą dozą niepewności, głównie ze względu na trudny do oszacowania wpływ wojny na Ukrainie oraz konsekwencji sankcji nakładanych na Rosję” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

W I kw. przychody Columbus Energy wzrosły o prawie 45% r/r

W minionym kwartale przychody Columbus Energy wzrosły o prawie 45% w stosunku do pierwszego kwartału 2021 r. Aż o 50% w porównaniu z analogicznym okresem zwiększyła się też wartość aktywów Grupy, a zainstalowana moc w pierwszym kwartale osiągnęła rekordowy poziom 40 MW.

Grupa Columbus Energy opublikowała dziś skonsolidowany raport za pierwszy kwartał 2022 r. Jak wynika z podsumowania kwartału, Grupa osiągnęła przychody w wysokości 225,47 mln zł, czyli o prawie 45% wyższe niż w pierwszym kwartale 2021 r. (155,89 mln zł). Najwyższą historycznie wartość Columbus uzyskał też w zainstalowanej mocy – aż 40 MW. Pod względem sprzedażowym, operacyjnym i logistycznym Grupa zakończyła pierwszy kwartał rekordowymi wynikami, które nie przełożyły się jednak na wynik finansowy.

Przez ostatnie pół roku popyt na instalacje prosumenckie był tak duży, że zostaliśmy postawieni pod wielką presją kosztową, jakiej nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Podwykonawcy wywindowali swoje oczekiwania dwukrotnie, a komponenty w tym okresie były droższe, głównie ze względu na szalejącą inflację i kurs euro. Presja małych instalatorów wpłynęła też na cenę sprzedaży, która była niższa o ok. 10% od ceny oczekiwanej. Chociaż cel biznesowy został osiągnięty, a przychody na poziomie             225 mln zł są zadowalające, to wynik finansowy jest daleki od satysfakcjonującegotwierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Jak podkreśla Prezes, w całej Grupie wprowadzono już plan redukcji zadłużenia.

Refinansujemy farmy fotowoltaiczne przez project finance, co stopniowo daje nam możliwość odzyskiwania kapitału wcześniej zainwestowanego w budowę farm. Równolegle prowadzimy proces refinansowania nakładów finansowych poniesionych na projekty farm fotowoltaicznych przez współpracę z inwestorem w formule joint-venture. Na ten moment jest to dług, jednak w kolejnych kwartałach będzie on konwertowany na udziały w biznesie farmowym lub spłacony. Chcemy sprzedać część wybudowanych farm fotowoltaicznych opartych o system aukcyjny (oczywiście z odpowiednią marżą), ok. 60 MW, które już pracują i generują przychody. Ta sprzedaż może wygenerować w trzecim kwartale przychody na poziomie ok. 300 mln zł – wyjaśnia Dawid Zieliński.

Zdaniem Zarządu Spółki, organizacja została zaprojektowana na maraton, a nie sprint, i w porę dostrzegła szansę wykreowania trwałej wartości – dla prosumenta, właściciela domu, przedsiębiorcy, również dla inwestorów rynku kapitałowego.

Sprzedaż naszych produktów na rynku domów nabiera tempa. To już nie tylko fotowoltaika, ale pompy ciepła i magazyny energii. Po kwietniowym zatrzymaniu rynku połowa maja pokazuje już zrównoważony popyt na nasze usługi i kontraktacja inwestycji wraca do poziomu z 2020 r. Tylko w kwietniu podpisaliśmy umowy na łączną kwotę ponad 50 mln zł. W drugim kwartale br. marża jednostkowa wróci do poziomu z najlepszych kwartałów. Wyniki finansowe w drugim kwartale nie będą jeszcze odwzorowywać długoterminowych zmian, ale w trzecim kwartale będzie można zaobserwować mocne odbicie wynikupodsumowuje Dawid Zieliński.

Trójmiejskie zasoby biurowe blisko miliona

Trójmiasto zdecydowanie jest jednym z dynamiczniej rozwijających się rynków biurowych, który w 2022 roku ma szansę dołączyć do Krakowa i Wrocławia jako regionalny rynek biurowy o zasobach przekraczających 1 mln m kw.

Na koniec marca 2022 roku zasoby biurowe w Trójmieście przekroczyły 990 000 m kw. Do użytku oddano trzy projekty – Format  (16 000 m kw., Torus), Airport City Gdańsk Alpha (8 500 m kw., Port Lotniczy) oraz Officyna II (7 300 m kw., Torus) o łącznej powierzchni  ponad 31 000 m kw.

„Dostarczona na rynek nowoczesna powierzchnia biurowa stanowiła 13% wolumenu powierzchni zrealizowanej w miastach regionalnych. Dodatkowo, w budowie znajdowało się około 140 000 m kw., co jest wysokim wynikiem względem skali lokalnego rynku. Jeśli deweloperzy dotrzymają planowanych terminów to ponad 15% realizowanej powierzchni będzie dostarczona na trójmiejski rynek jeszcze w tym roku, zaś pozostałe projekty zostaną oddane do użytku w 2023 roku,” – komentuje Joanna Gomułkiewicz, Leasing Manager w Knight Frank.

Największymi inwestycjami pozostającymi w budowie są Waterfront II (14 500 m kw., Vastint) oraz Punkt (12 500 m kw., Torus).

Aktywność najemców również była na relatywnie wysokim poziomie.  Od stycznia do marca podpisano umowy na blisko 22 500 m kw., co było wzrostem o 57% w porównaniu do poprzedniego kwartału i stanowiło około 15% całkowitego wolumenu umów w miastach regionalnych.

W dalszym ciągu jest to poziom dużo niższy niż w analogicznym kwartale 2021 roku (spadek o 41%). Największy udział, blisko 46%, stanowiły renegocjacje, zaś nowe umowy odpowiadały za blisko 45% wolumenu transakcji. Ekspansje wyniosły prawie 10% wolumenu podpisanych umów.

W wyniku oddania do użytku kilku nowych projektów, a także przeważającego udziału renegocjacji w strukturze umów najmu, współczynnik pustostanów w Trójmieście wzrósł o 2 pp. w ciągu kwartału i na koniec marca 2022 roku wyniósł 14,3%. W ciągu roku współczynnik pustostanów wzrósł o 5,2 pp., w dużej mierze ze względu na oddanie do użytku znaczącej ilości nieskomercjalizowanej powierzchni biurowej. Należy jednak podkreślić, że jest to jeden z najniższych wskaźników notowanych aktualnie w największych miastach regionalnych w Polsce (zaraz za Szczecinem i Poznaniem). Czynsze wywoławcze na koniec marca 2022 roku oscylowały w przedziale od 10,00 EUR do 15,00 EUR za m kw. miesięcznie. Warto zawrócić uwagę, że rosnące koszty budowy, w tym wzrost cen materiałów budowalnych i kosztów pracy, mogą wpłynąć na zahamowanie możliwości negocjacyjnych inwestorów, zwłaszcza w nowych budynkach,”  – dodaje Katarzyna Bojar, Junior Consultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Złoty trzyma się nieźle pomimo zawirowań na rynkach

Kolejny tydzień wyprzedaży aktywów ryzykownych wywarł na walutach przewidywalne skutki. Złoty jednak poradził sobie dobrze w niesprzyjającym otoczeniu, kończąc tydzień umocnieniem w parze z euro.

Spośród walut G10 najlepiej w zeszłym tygodniu radził sobie jen japoński, a za nim był dolar amerykański. Euro nie wypadło zbyt dobrze, a waluty o dużej zależności od sytuacji rynkowej, takie jak korona norweska i waluty antypodów, wyraźnie traciły. Rosnące ceny surowców wspomogły odbicie niektórych walut emerging markets w końcówce tygodnia, większość z nich jednak zakończyła go niżej w parze z dolarem amerykańskim.

Główną obawą napędzającą rynki jest to, jak bardzo banki centralne mogą obniżyć wzrost cen do celu inflacyjnego bez zbytniego pogorszenia perspektyw wzrostu gospodarczego. Dane o wysokiej częstotliwości, jak publikowane we wtorek dane o sprzedaży detalicznej w USA, nabiorą w związku z tym większego znaczenia. Niemniej w tym tygodniu nie poznamy wielu odczytów, więc w centrum uwagi będą komunikaty przedstawicieli banków centralnych. Jeśli chodzi o Europejski Bank Centralny, poza wieloma przemówieniami zobaczymy też minutki z kwietniowego posiedzenia.

PLN

W obliczu utrzymujących się ryzyk, silnego dolara i gwałtownej wyprzedaży na niektórych rynkach polski złoty radził sobie nieźle, zyskując nieznacznie w parze z euro. Złoty wypada dobrze również na tle walut regionu. Korona czeska wprawdzie była w stanie zakończyć tydzień większym umocnieniem, ale po panice związanej z wyborem na prezesa Narodowego Banku Czeskiego gołębiego Aleša Michla interweniował tam bank centralny, wzmacniając walutę.

Oczekiwania dotyczące wzrostu stóp procentowych w Polsce nieco spadły w zeszłym tygodniu, nie przełożyło się to jednak na osłabienie waluty. Rynek nadal oczekuje silnego wzrostu stóp i – patrząc na stawki FRA – zakłada, że stopa referencyjna wzrośnie do ok. 7,25%. Dane o inflacji uzasadniają kontynuację podwyżek. W związku z silniejszym wzrostem inflacji bazowej (7,7%), czyli miary lepiej odzwierciedlającej wewnętrzną presję na wzrost cen, inflacja CPI w kwietniu okazała się nieco wyższa niż pokazał wstępny szacunek (12,4%).

Pozytywną dla złotego informacją jest to, że zgodnie z zapewnieniami rządu Polska i Komisja Europejska doszły do porozumienia ws. „kamieni milowych” i mocno opóźniony Krajowy Plan Odbudowy będzie mógł niedługo ruszyć. Wygląda na to, że środki trafią do kraju w momencie, kiedy gospodarka zacznie wykazywać oznaki spowolnienia, i mogą pomóc ograniczyć jego skalę.

We wtorek 17.05 poznamy dane o PKB Polski w I kwartale. Powinny one być mocne i pokazać wzrost o mniej więcej 8%. Ich wartość informacyjna może być jednak niska, ponieważ są dość wsteczne, a przy okazji wstępnego odczytu nie poznamy szczegółowej struktury wzrostu. Istotniejsze z naszego punktu widzenia mogą być dane piątkowe, o produkcji przemysłowej i sytuacji pracowników w przedsiębiorstwach w kwietniu. Szczególnie interesujące dla nas będzie, czy płace nadal rosną szybciej od inflacji pomimo jej ostatniego podbicia.

EUR

W obliczu braku istotnych danych inwestorzy martwili się takimi kwestiami jak dostawy gazu ziemnego i ich wpływ na produkcję przemysłową. Dane o nastrojach nie były za dobre, lecz warto zauważyć, że więcej mówiące wskaźniki PMI utrzymują się wciąż powyżej granicy wzrostu. Trudno mówić o wysokim ryzyku recesji, jeśli zbiorczy indeks PMI wynosi 55,8 pkt (50 pkt oznacza brak zmian w aktywności).

Jastrzębia zmiana retoryki Europejskiego Banku Centralnego nie pomogła dotąd wspólnej walucie, lecz naszym zdaniem to tylko kwestia czasu. Tegotygodniowe przemówienia przedstawicieli EBC i minutki z kwietniowego posiedzenia mogą być okazją do odwrócenia spadkowego trendu euro.

USD

Zeszłotygodniowe drugorzędne dane ekonomiczne z USA nie zmieniły istotnie obrazu gospodarki w stanie pełnego zatrudnienia, zmagającej się z ograniczeniami podażowymi, lecz wciąż rosnącej. Publikowane w tym tygodniu dane o produkcji i sprzedaży detalicznej pokażą najaktualniejszy stan amerykańskiej gospodarki, lecz raczej nie zmienią one za wiele. Uwaga inwestorów będzie wciąż skupiać się na wahaniach na rynkach obligacji i akcji. Uważamy, że ucieczka do bezpiecznych aktywów wygląda na zbyt silną i stabilizacja na giełdach może wystarczyć, by dolar oddał część swoich ostatnich zysków.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Pomoc potrzebującym kontra własne obawy – rynek pracy w dobie kryzysu uchodźczego

Wspierający i doceniający różnorodność – taki obraz Polaków w obliczu konfliktu w Ukrainie wyłania się z badania, które towarzyszyło XVI edycji Barometru Rynku Pracy opublikowanego przez Gi Group. Tylko 17% respondentów boi się utraty pracy w związku z tą sytuacją, 60% nie ma nic przeciwko temu, by w ich firmie pracowały osoby innej narodowości niż polska i aż 70% włączyło się w pomoc dla obywateli ukraińskich.

Wojna za wschodnią granicą ma znaczący wpływ na wiele dziedzin życia w Polsce – należy do nich m.in. rynek pracy i nastroje dotyczące zatrudnienia. Te ostatnie są jednak zaskakująco pozytywne.

Bezpieczeństwo pracy mimo konkurencji

Z badania przeprowadzonego w kwietniu przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group, będącego uzupełnieniem do XVI edycji Barometru Rynku Pracy, wynika, że Polacy raczej nie postrzegają skutków rosyjskiej inwazji na Ukrainę jako zagrożenia dla swojej sytuacji zawodowej. Aż 61% ankietowanych nie obawia się utraty pracy z tego powodu, a tylko 17% jest przeciwnego zdania. Widać jednak pewne rozbieżności ze względu na płeć: utraty pracy obawia się większy odsetek kobiet (57%) niż mężczyzn (65%).Obawa przed utratą pracy z powodu wojny w Ukrainie

Dobre nastroje związane ze stabilnością zatrudnienia przejawiają się w oczekiwaniach finansowych: średnio 4 na 10 pracowników liczy na podniesienie wynagrodzenia w najbliższych miesiącach, zaś prawie 1/3 spodziewa się jego utrzymania. Sprawiają także, że przybysze z innych krajów mogą być w wielu firmach mile widziani.Oczekiwanie względem wynagrodzenia

Oswajanie różnorodności

60% badanych nie ma nic przeciwko temu, aby w ich przedsiębiorstwie były zatrudniane osoby innych narodowości niż polska. Odsetek kobiet i mężczyzn oceniających to pozytywnie jest zbliżony (odpowiednio 59% i 60%). Ponadto 33% jest zdania, że zatrudnianie pracowników innych narodowości jest korzyścią dla firmy.Opinie o pracownikach innych narodowości – total

Zaledwie 19% badanych wyraża obawę dotyczącą utraty stanowiska ze względu na takich pracowników, przy czym przeważa ona wśród kobiet (23%, dla porównania mężczyźni – 15%). Problemy z porozumiewaniem się w firmie oraz różnice kulturowe zdają się nie mieć większego znaczenia – jako przeszkodę wskazuje to odpowiednio 20% i 13% respondentów.

Pomoc na każdym froncie

Polacy nie pozostają obojętni wobec potrzeb obywateli ukraińskich dotkniętych wojną. Aż 70% badanych mówi o włączeniu się w działania pomocowe, przy czym są to częściej kobiety niż mężczyźni (74% vs 66%) oraz osoby mające stałą pracę (74%), co można wytłumaczyć większymi możliwościami i lepszą kondycją finansową.Włączanie się w pomoc

Zaangażowani w pomoc Ukrainie głównie przekazywali żywność (50%), w dalszej kolejności ubrania, środki czystości i inne rzeczy. Wysoko na liście znalazła się pomoc finansowa, której udzieliło 45% osób. Jedzenie i środki pieniężne były najczęstszą formą wsparcia niezależnie od stałego zatrudnienia, jednak widać pewne zróżnicowanie ze względu na płeć: w przypadku kobiet dominowały dary, zaś w przypadku mężczyzn – pomoc finansowa.Sposoby włączania się w pomoc

Gdy opadła pierwsza fala entuzjazmu związanego z pomaganiem Ukrainie i jej obywatelom, przyszła konfrontacja z kolejnymi falami uchodźców, którzy zatrzymują się w Polsce. Pomoc była i wciąż jest potrzebna. Widzimy, że w jej niesieniu nie ustają zarówno osoby fizyczne, jak i firmy. Z racji naszej specjalizacji, tylko od początku kwietnia, znaleźliśmy pracę blisko 500 osobom, które były zmuszone uciekać ze swojej ojczyzny. pomagamy w usamodzielnieniu się i stworzeniu godnych warunków życia. Organizujemy też zbiórkę środków finansowych. Mam nadzieję, że zaangażowanie i chęć pomocy, które obserwujemy i które zostały potwierdzone w wynikach badania, nie opadną. Wsparcie naszych wschodnich sąsiadów bardziej będzie przecież przypominała maraton niż sprint  – podsumowuje Marcos Segador Arrebola, Prezes Zarządu Gi Group Poland S.A.

Notka o badaniu

Badanie zrealizowane na zlecenie Gi Group Polska S.A. w kwietniu 2022 r. przez ARC Rynek i Opinia Sp. z o.o. Metodologia: CAWI. Dane uzyskano na próbie reprezentatywnej dla populacji Polaków w wieku 18-65 lat. N=1047.

ZPP: minimalny CIT trzeba albo radykalnie uprościć, albo z niego zrezygnować

Od kilku tygodni trwa proces „naprawiania” Polskiego Ładu. W ostatnich tygodniach dyskutowaliśmy o przedstawionych przez Ministerstwo Finansów propozycjach zmian w zakresie podatku PIT, ale już teraz wiemy, że w najbliższym czasie można spodziewać się projektu zmian dot. podatku CIT. W ich obrębie szczególne kontrowersje budzi temat tzw. minimalnego CIT-u. W naszym przekonaniu sytuacja jest bardzo prosta – należy to rozwiązanie albo radykalnie uprościć, albo całkowicie z niego zrezygnować.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od lat promuje koncepcję likwidacji podatku CIT i zastąpienia go prostym podatkiem przychodowym. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego wciąż utrzymywany jest system, w ramach którego podatku można po prostu nie płacić, czego przykładem mogą być niektóre międzynarodowe korporacje sukcesywnie uiszczające CIT w absolutnie marginalnej wysokości. W toku dyskusji nad Polskim Ładem, w odpowiedzi na plan całkowitego sfinansowania tej reformy przez podwyżkę obciążeń dla polskiego biznesu i klasy średniej, zaproponowaliśmy rozwiązanie polegające na wprowadzeniu jednolitego, powszechnego minimalnego CIT w wysokości 1% przychodu. Ministerstwo Finansów zdecydowało się naszym pomysłem zainspirować i uwzględnić go w przygotowywanym projekcie – ale w całkowicie zmienionej wersji, zupełnie nieprzystającej do wyjściowego konceptu.

Nasz pomysł na podatek przychodowy – niezależnie od tego, czy miałby on zastąpić CIT (w idealnym scenariuszu), czy też miałby stanowić systemową gwarancję, że podatek od osób prawnych będzie wpłacany do budżetu w godziwej wysokości – jest wyjątkowo prosty. Opowiadamy się za mechanizmem powszechnym, obejmującym wszystkich podatników, bez wyłączeń i zwolnień. Podobnie samą kwotę podatku powinno się liczyć w maksymalnie uproszczony sposób – 1% od przychodu, bez ulg, czy jakichś osobnych, szczególnych metod rozliczania.

Ministerstwo zaproponowało tymczasem bardzo skomplikowaną konstrukcję podatku minimalnego, w ramach której podstawą opodatkowania jest suma części (4%) przychodów innych niż przychody z zysków kapitałowych, oraz m.in. przekraczających 30% EBIDT-y kosztów finansowania dłużnego poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych. Zakres podmiotowy minimalnego CIT powoduje, że nie jest to podatek powszechny, a dodatkowo prawodawca uwzględnił możliwość stosowania ulg i odpisów zmniejszających podstawę opodatkowania, co jeszcze zwiększyło poziom złożoności omawianych przepisów.

Co więcej, tak zbudowany mechanizm obliczania podatku, generuje szereg niezamierzonych pierwotnie konsekwencji – jak to z reguły bywa przy równie złożonych rozwiązaniach. Zwracaliśmy na to uwagę w toku procesu legislacyjnego – komplikowanie regulacji dot. minimalnego CIT spowoduje spadek ich skuteczności, co gorsza przyczyniając się do pogorszenia pozycji konkurencyjnej podmiotów, które zostaną efektywnie objęte rozwiązaniem. Sygnały, które trafiają z rynku zarówno do nas, jak i do Ministerstwa Finansów jasno wskazują, że wspomniane obawy właśnie się materializują i istnieje poważne ryzyko, że minimalny CIT w obowiązującej formule uderzy w polski biznes, nie stanowiąc skutecznego narzędzia przeciwdziałania agresywnej optymalizacji.

Ideą stojącą za propozycją wprowadzenia minimalnego CIT było podjęcie skutecznych działań przeciwdziałających międzynarodowym schematom optymalizacji podatkowej, które do tej pory pozwalają niektórym firmom płacić w Polsce marginalny CIT. Rozwiązanie przyjęte przez MF nie miało żadnych szans na realizację tego celu. Mając na uwadze powyższe, widzimy dwa możliwe wyjścia z sytuacji. Pierwszym z nich będzie radykalne uproszczenie konstrukcji minimalnego CIT, tak by stał się on powszechnie obowiązującym mechanizmem, zgodnie z którym płacony w danym roku podatek CIT nie może być niższy niż 1% osiągniętych przychodów. Drugim jest całkowita rezygnacja z tego rozwiązania – wprowadzanie drobnych korekt i poprawek to najprostsza droga do pogłębienia chaosu.

Komitet Obrony Branży Targowej: problem z rozliczaniem Tarczy 2.0

Jak najszybszego zakończenia procedury rozliczania Tarczy PFR 2.0. – domagają się od Polskiego Funduszu Rozwoju przedsiębiorcy zrzeszeni w Komitecie Obrony Branży Targowej. Chodzi głównie o właścicieli mikroprzedsiębiorstw, często rodzinnych, firm pracujących dla organizatorów branżowych targów. Nadal czekają oni na decyzję, która kończy ich udział w całym tym programie, i to mimo zakończenia jeszcze w lutym składania wniosków o rozliczenie przyznanej subwencji z Tarczy PFR 2.0. Ich sytuację utrudnia to, że PFR przesunął termin wydania decyzji w tej sprawie dopiero na połowę lipca. Komitet Obrony Branży Targowej ostrzega, co spowodować może brak możliwości zakończenia rozliczenia tarczy:

  1. Obniżoną o wartość subwencji zdolność kredytową.
  2. Zablokowanie możliwości dokonywania zmian własnościowych w spółkach cywilnych, jak również możliwości zakończenia działalności gospodarczej czyli faktyczne ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

Branża targowa to jeden z najciężej doświadczonych przez pandemię sektorów gospodarki. Przez 2020 i 2021 wiele imprez targowych było odwołanych, przez co wykonujące dla organizatorów targów mikro przedsiębiorstwa pozbawione zostały praktycznie możliwości zarabiania.

Ciężkie rozliczanie Tarczy 2.0 PFR

Choć dziś targowi przedsiębiorcy wychodzą na prostą, „wisi” nad nimi konieczność rozliczenia środków z Tarczy 2.0. PFR. Zwracają uwagę, że spowodowana tym niepewność to znaczne utrudnienie w ich – i tak bardzo ciężkiej, popandemicznej, sytuacji, do której dochodzą obecne okoliczności związane z toczącą się za naszą wschodnią granicą wojną.

Dlatego też zwracają się oni do Polskiego Funduszu Rozwoju o jak najszybsze zakończenie procedury rozliczania Tarczy PFR 2.0. Chodzi głównie o właścicieli mikroprzedsiębiorstw, często rodzinnych, firm pracujących dla organizatorów branżowych targów. Nadal czekają oni na decyzję, która kończy ich udział w całym tym programie, i to mimo zakończenia jeszcze w lutym składania wniosków o rozliczenie przyznanej subwencji z Tarczy PFR 2.0.

Niebezpieczne przesunięcie w czasie

Ich sytuację utrudnia to, że PFR przesunął termin wydania decyzji w tej sprawie dopiero na połowę lipca – informuje Komitet Obrony Branży Targowej i ostrzega, że brak możliwości zakończenia rozliczenia tarczy powoduje:

  1. Obniżoną o wartość subwencji zdolność kredytową firm. Subwencja widnieje do tego czasu jako pożyczka, co w czasach wysokiej inflacji ma bardzo duży wpływ na kondycję finansową przedsiębiorstwa.
  2. Brak możliwości dokonywania zmian własnościowych w spółkach cywilnych, jak również brak możliwości zakończenia działalności gospodarczej – co oznacza ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej do czasu otrzymania decyzji PFR.

Firmy realizujące usługi projektowania i zabudowy stoisk targowych szacują, że ograniczenia te powodują o około 25% spadek dynamiki powrotu do przed pandemicznych możliwości produkcyjnych.

– Mikroprzedsiębiorstwa już na początku roku złożyły wnioski o rozliczenie subwencji, licząc na to, że podobnie szybko – jak w przypadku Tarczy 1.0 – proces ten będzie przebiegał bardzo sprawnie. Do weryfikacji były bowiem tylko dwa składniki – średnie zatrudnienie – ZUS przygotował specjalny formularz będący prośbą o ustalenie stanu faktycznego, oraz potwierdzenie poprzez CEDG prowadzenia firmy do końca 2021 roku. Wydawało się, że weryfikacja tylko tych dwóch faktów będzie przebiegała niemal automatycznie. Niestety w praktyce okazało się, że tak nie jest – uważa Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej.

Kłopotliwe spłaty

Informuje też, że firmy z grupy MŚP, które posiadały rzeczywiste koszty niższe niż szacowane w momencie złożenia wniosku, stanęły przed koniecznością spłaty nadwyżki i zwróciły się do PFR-u z prośbą o przedłużenie okresu rozliczenia subwencji. – Mimo, że nabór dla przedsiębiorstw MŚP oraz mikroprzedsiębiorstw odbywał się na różnych zasadach oraz w różnych terminach, w przypadku rozliczenia przychylono się do próśb MŚP i przedłużono terminy również dla mikroprzedsiębiorstw, które o to nie prosiły, a mało tego, dla których opóźnianie terminów jest po prostu niekorzystne – przypomina.

Jak wskazuje, subwencja, do czasu jej całkowitego rozliczenia, traktowana jest jako pożyczka, a co za tym idzie, obniża zdolność kredytową firmy. – Ta praktyka ma swoje zastosowanie zarówno w przypadku kredytów obrotowych, jak i tzw. kredytów kupieckich. W dobie najwyższej w tym stuleciu inflacji oznacza to nie lada kłopoty finansowe dla firm – ostrzega Krzysztof Szofer.

Pomagała, a teraz utrudnia

Z kolei Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej zwraca uwagę, że dotyka to najbardziej poszkodowane przez pandemię COVID 19 przedsiębiorstwa, bo tylko takie mogły z subwencji korzystać. – Tarcza 2.0 pomogła zatem uratować firmy w trakcie pandemii, a teraz utrudnia ich rozwój, zaś bardzo dużej liczbie uniemożliwia swobodę prowadzenia działalności gospodarczej – przyznaje ten przedsiębiorca i pyta: – Jak można bowiem traktować niemożliwość likwidacji firmy, przekształcania np. spółek cywilnych, jak nie ograniczanie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej przez poszczególne podmioty?

Niezadowolenie wśród przedsiębiorców

Tłumaczy, że mikroprzedsiębiorstwa to często firmy rodzinne. W wielu branżach stanowią ponad 75% wszystkich działających firm. – Na forach internetowych dotyczących rozliczania Tarczy PFR co chwilę pojawiają się wpisy: „chciałem zlikwidować firmę i mimo, że regulamin stanowił inaczej, muszę teraz czekać do czasu zakończenia rozliczania Tarczy PFR 2.0” lub „chciałbym dołączyć do mojej spółki moje dorosłe już dzieci celem sukcesji firmy, ale do czasu rozliczenia Tarczy nie mam takiej możliwości”. „A kto będzie dopłacał do składek ZUS tym firmom, które chciały zakończyć swoją działalność z końcem lutego, a muszą teraz czekać i płacić do połowy lipca? To zmienianie zasad w trakcie gry, niekorzystne dla jednej ze stron” – czytamy na forum – Tarcze PFR – mówi Paweł Montewka.

Co chciał PFR?

Przedstawiciele branży targowej wskazują, że nikt nie wie, jakimi przesłankami kierował się PFR wprowadzając tak niekorzystne rozwiązania dla tej grupy firm. Być może wylano dziecko z kąpielą, ale może to jakieś celowe działanie. – Jedno jest pewne – przyspieszenie rozliczeń to tylko i wyłącznie wewnętrzna sprawa PFR – przypomina Artur Pawelec, także targowy przedsiębiorca działający w Komitecie Obrony Branży Targowej.

Komitet sygnalizował już ten problem podczas lutowego spotkania z Ministerstwem Rozwoju oraz Prezesem PFR Panem Pawłem Borysem. – Mimo deklaracji Pana Prezesa, że sytuacja spowodowała niezamierzone skutki, nic się w sprawie nie zmieniło – nadal obowiązuje termin połowy lipca, a podczas niedawnego spotkania z Polską Izbą Przemysłu Targowego Pan Wiceprezes PFR Marczuk powiedział, że firmy muszą uzbroić się w cierpliwość – relacjonuje Artur Pawelec.

Zwraca przy tym uwagę, że po pierwsze takie „zbrojenie” sporo kosztuje mikroprzedsiębiorstwa, a po drugie – łatwo udziela się rad, jeśli nie trzeba co miesiąc martwić się, skąd wziąć środki na obsługę napływających zleceń wobec komunikatów banków o zaostrzeniu kryteriów przyznawania kredytów.

– Coś wyraźnie popsuło się w trybach dobrze funkcjonującej instytucji jaką jest PFR – podsumowuje Krzysztof Szofer, w imieniu przedsiębiorców targowych.

Straty całej branży targowej, spowodowane głównie pandemią, szacuje się dziś na około 4 mld PLN.

Wiele firm targowych zmuszonych zostało do skorzystania w ostatnich 2 latach z państwowej pomocy – w postaci tarcz. W Polsce działa od 4 do 4 i pół tysiąca firm, które pracują dla organizatorów targów w kraju i za granicą.

Przez pierwsze cztery miesiące bieżącego roku liczba samochodów elektrycznych zwiększyła się o 7 768 sztuk

Według danych z końca kwietnia 2022 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 46 552 osobowe i użytkowe samochody z napędem elektrycznym. Przez pierwsze cztery miesiące bieżącego roku ich liczba zwiększyła się o 7 768 sztuk, tj. o 44% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.Tempo rozbudowy sieci stacji ładowania wymaga przyspieszenia

Pod koniec kwietnia 2022 r. po polskich drogach jeździło 44 667 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (21 450 szt.) tej części floty pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 23 217 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 885 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec kwietnia składała się z 13 321 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 379 750 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 721 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec kwietnia 2022 r. w Polsce funkcjonowało 2 166 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (4 217 punktów). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W kwietniu uruchomiono 53 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (99 punktów).

– Często patrzymy na rozwój rynku pojazdów niskoemisyjnych – w tym elektrycznych – przez pryzmat dynamicznie rosnącej liczby samochodów osobowych, a w ostatnim okresie wyraźnie wzrosły też rejestracje samochodów dostawczych. Jednak bardzo mało mówimy o samochodach ciężarowych, a te są przecież absolutnie niezbędne do funkcjonowania gospodarki. Już dziś wielu producentów ma w ofercie elektryczne pojazdy ciężarowe i tu pojawia się po raz kolejny problem niewystarczającej ilości stacji ładowania, a precyzyjniej ujmując – niemal całkowity ich brak.  Pamiętajmy, że Polska jest bardzo silnym europejskim graczem w dziedzinie transportu i już dziś musimy myśleć o tym, żeby w procesie przechodzenia na ciężkie pojazdy niskoemisyjne polskie firmy transportowe utrzymały swoją pozycję. Jeśli bowiem wzorem np. Niemiec czy Belgii nie zostaną wprowadzone zachęty dla firm transportowych, wypracowaną przez lata pozycję możemy utracić – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Po dokładnie czterech latach od pierwszej odsłony „Licznika Elektromobilności” park osobowych samochodów z napędem elektrycznym powiększył się prawie ośmiokrotnie, podczas gdy sieć ogólnodostępnych stacji ładowania zaledwie trzykrotnie. Ta dysproporcja będzie stale się powiększać, jeżeli nie zostaną wdrożone instrumenty wspierające rozbudowę infrastruktury. Z jednej strony konieczne jest wprowadzenie odpowiednich zmian systemowych (prowadzących m.in. do skrócenia czasu przyłączeń ładowarek do sieci elektroenergetycznej), zaś z drugiej – kontynuacja zakończonych w marcu programów wsparcia NFOŚiGW, zwłaszcza w obszarze najdroższych i najbardziej potrzebnych stacji ultraszybkich   – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA

Badanie EY: W czasie pandemii polskie firmy niechętnie przechodziły na tryb pracy zdalnej

Wyniki badania EY – Jak w czasie pandemii pracowały firmy w Polsce – wskazuje, że zdalny model funkcjonowania był w najlepszym przypadku zjawiskiem przejściowym. W aż 49% firm pracownicy biurowi nieustannie działali w trybie stacjonarnym, a jedynie w 11% organizacji wykonywali swoje obowiązki „na odległość”. Co więcej w 72% przebadanych przedsiębiorstw, które pracowały w formie zdalnej, nastąpił już powrót do biur lub stanie się to w najbliższej przyszłości. Równocześnie, jedynie 40% organizacji, które podjęły taką decyzję tryb powrotu do modelu stacjonarnego był konsultowany z zespołem. Wpływ pandemii koronawirusa staje się szczególnie widoczny w wyzwaniach, przed jakimi staną działy HR. Poza zatrzymaniem (73%) i pozyskiwaniem (69%) talentów będzie to przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu (57%).

Z perspektywy branży HR okres pandemii postrzegany jest nie tylko w kategorii niespotykanych wcześniej wyzwań, konieczności szybkiej adaptacji, ale również olbrzymiego skoku technologicznego, który całkowicie przemodelował system funkcjonowania organizacji. Wyniki badania EY – Jak w czasie pandemii pracowały firmy w Polsce – wskazują, że to krótkowzroczna perspektywa. W skali ogólnopolskiej jedynie 11% organizacji w czasie pandemii skierowało pracowników biurowych wyłącznie na pracę zdalną. Tryb hybrydowy wskazało 40% ankietowanych. Najpopularniejszy okazał się model stacjonarny wybrany przez 49% przedsiębiorstw, co przeczy postrzeganiu tych zasad funkcjonowania wyłącznie jako domeny osób zatrudnionych w produkcji lub handlu.

Rys 1. Formy pracy w czasie pandemii

Formy pracy w czasie pandemii

Kluczową rolę w procesie wyboru modelu pracy odgrywała wielkość organizacji oraz struktura własności. Wyniki badania wskazują, że model hybrydowy przeważał w firmach z przynajmniej częściowym kapitałem zagranicznym (65%) oraz zatrudniających ponad 300 osób (52%). Tryb stacjonarny był domeną mniejszych (55%) i rodzimych organizacji (55%).

– Można powiedzieć, że w Polsce praca zdalna przyjęła się w sposób co najwyżej umiarkowany. Zadziwiające jest to, że mimo olbrzymiego skoku technologicznego, jaki wykonały firmy w naszym kraju, praca zdalna czy hybrydowa potraktowana została raczej jako rozwiązanie przejściowe. Na pewno odróżnić tu należy podejście mniejszych, rodzimych przedsiębiorstw od organizacji z kapitałem zagranicznym, zdecydowanie bardziej zaangażowanych we wrażanie trwałych rozwiązań. Jednak nawet one w długofalowej perspektywie będą dążyć do działania przynajmniej w trybie hybrydowym – mówi Artur Miernik, partner EY, Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

Przyszłość jest stacjonarna, hybrydowa czy zdalna?

Wyniki badania pokazują, że jedynie nieco ponad połowa (51%) firm w Polsce skierowała pracowników biurowych w czasie pandemii do realizacji ich zadań w systemie pracy zdalnej lub hybrydowej. Z tego grona jedynie 1% nie planuje w przyszłości powrotu do biur. Równocześnie, w 72% tych organizacji nastąpił już stacjonarny powrót wszystkich pracowników lub nastąpi to w najbliższej przyszłości. Ponownie kluczową rolę w tym procesie odgrywa struktura właścicielska. W przypadku przedsiębiorstw o polskim kapitale odsetek firm, których pracownicy powrócili już do biur, wynosi 86% – to aż o 45 punktów procentowych więcej niż w przypadku organizacji z przynajmniej częściowym kapitałem zagranicznym. Ta grupa zdecydowanie chętniej (56%) wybiera model hybrydowy.

Co szczególnie ważne aż 37% przedsiębiorstw, które zdecydowały się na powrót w trybie stacjonarnym lub hybrydowym nie przeprowadziło wcześniej żadnych badań. W 40% przypadków o zdanie zostali spytani pracownicy, a w 30% managerowie. Jednocześnie to właśnie wola pracowników (50% wskazań) była najczęstszym motywatorem do zmiany trybu pracy firm.

Rys. 2. Główne przyczyny decyzji o powrocie do pracy stacjonarnej lub hybrydowej

Główne przyczyny decyzji o powrocie do pracy stacjonarnej lub hybrydowej

Szczególną trudnością dla pracodawców wydaje się praca w modelu hybrydowym, gdyż wymaga ona równoczesnego łączenia elementów z trybów stacjonarnego i zdalnego. Organizacje przygotowują się do niego w wielu aspektach. W szczególności dotyczą one szkoleń dla pracowników w zakresie pracy zdalnej (64% wskazań), wyposażenia sal w monitory i kamery do prowadzenia spotkań w modelu hybrydowym (61%) oraz przeorganizowanie przestrzeni biurowej (58%).

Rys 3. Wdrożone lub planowane rozwiązania wynikające z powrotu pracowników w modelu hybrydowym

Wdrożone lub planowane rozwiązania wynikające z powrotu pracowników w modelu hybrydowym

– Niewątpliwie wszyscy jesteśmy zmęczeni pandemią i dostrzegamy szkody, jakie wyrządziła ona w relacjach międzyludzkich, również na gruncie zawodowym. Tym można m.in. tłumaczyć coraz powszechniejszy powrót firm do biur. Równocześnie praca zdalna uruchomiła nowe zjawiska widoczne w wielu branżach, zwłaszcza w kontekście młodych osób. Znacząca grupa pracowników nie tylko nie chce wracać do biur, ale co więcej – któregoś dnia zapragnie wybrać inny model pracy niż etatowy. Dodajmy do tego problemy z pozyskaniem pracowników oraz ich dużą fluktuację, a otrzymamy złożony obraz tego, z czym w coraz większym stopniu zmagać się będą pracodawcy w Polsce. Rynek amerykański przeszedł przez falę great resignation, w Polsce wyzwaniem staje się great rotation jako efekt wypalenia zawodowego, ale też okazja do zmiany warunków zatrudnienia– dodaje Artur Miernik.

Co przyniesie przyszłość?

Rok 2020 można rozpatrywać jako niezwykłe przyspieszenie technologiczne w organizacjach związane z wdrażaniem nowych procedur w systemie pracy lub wewnętrznym obiegu dokumentów. W przeciągu kilkunastu tygodni miały miejsce zmiany, które przed pandemią mogłyby zająć lata. Kolejne 12 miesięcy to okres przystosowywania się do wdrożonych zmian i pewnej, chociaż chwiejnej stabilizacji.

Rok 2022 stoi pod znakiem kolejnych kluczowych decyzji. Dla – przynajmniej części – firm oznacza to wdrożenie na nowo procedur związanych ze stałym powrotem pracowników do biur lub dostosowanie funkcjonowania organizacji to trybu zdalnego. Nakładając wynikające z pandemii obowiązki organizacyjne z aspektami socjologicznymi (coraz popularniejsze elastyczne formy zatrudnienia wśród młodszych generacji) i demograficznymi (spadająca liczba kandydatów) otrzymujemy niezwykle niekorzystne sprzężenie zjawisk dla działów HR.

Ankietowani specjaliści wymieniając kluczowe wyzwania wskazywali na zatrzymanie obecnych pracowników w organizacji (73%) oraz pozyskiwanie nowych talentów (69%). Na kolejnym miejscu znalazło się przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu (59%), co należy bezpośrednio wiązać ze zmęczeniem wynikającym z pandemii. Równocześnie jedynie 24% odpowiedzi wskazywało na wdrożenie pracy hybrydowej, co wskazuje iż wiele organizacji „z góry” zakłada że proces przebiegnie sprawnie. Praktyka może znacząco zweryfikować te założenia, gdyż ten proces oznacza nie tylko przystosowania biura, ale również wprowadzenie zatrudnionych osób w nowy tryb funkcjonowania.

Rys. 4. Wyzwania pracowników działów HR w 2022 r.
Wyzwania pracowników działów HR w 2022

– Trzeba postawić sprawę jasno – zasady obowiązujące na początku 2020 roku już nie wrócą. Nie można zasłaniać oczu na transformację w obszarze HR, którą widać już na rodzimym horyzoncie. Coraz wyraźniej dostrzegamy efekty tzw. gig economy, czyli potrzebę bardziej elastycznych form współpracy z firmami, wręcz subskrypcyjne podejście do zatrudnienia, które zupełnie nie koresponduje z próbą odbudowania więzi z pracodawcą poprzez powrót do biur. Zdecydowanie bardziej adekwatne jest wdrożenie zarządzania talentami. Także zdalne zatrudnienie pracowników spoza lokalizacji firmy, a nawet z zagranicy stwarza nowe możliwości zmierzenia się z problemem ciągłego niedoboru kandydatów. W tym kontekście kluczowe staje się oczywiście stałe doskonalenie kompetencji menedżerskich i silne przywództwo – podsumowuje Artur Miernik, partner EY, Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

O Badaniu
Badanie – Jak w czasie pandemii pracowały firmy w Polsce – zostało przeprowadzone na zlecenie EY przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) w listopadzie 2021 roku na reprezentatywnej próbie dużych firm działających na rynku polskim, zdefiniowanych jako zatrudniające minimum 200 pracowników w skali kraju.

Pragmatyzm wkracza na rynki

Rozpoczyna się proces liczenia kosztów sankcji. Nietrudno się domyślić, że nie są to małe wartości. W rezultacie coraz więcej obserwatorów wskazuje, że mało który rząd będzie skłonny dla idei oddać władzę, obniżając komfort życia obywateli.

Rosyjski szantaż?

Wbrew pozorom to nie tylko Unia posiada narzędzia nacisku na Rosję. Działa to niestety też w drugą stronę. Analitycy banku Barcley’s szacują, że zakręcenie gazu przez Putina może spowodować 5% spadek PKB w strefie euro. Dlaczego jest to ważne dla rynków walutowych? Po pierwsze skoro mówimy o potencjalnych problemach gospodarczych strefy euro, może to opóźniać podwyżki stóp procentowych. Żaden bank centralny nie chce bowiem brać odpowiedzialności za recesję. W przypadku problemów gospodarczych w większości państw jednak szybko zacznie się szukanie winnych wewnątrz, a nie fikołki w rodzaju “putinflacji”. W rezultacie groźba zakręcenia gazu może mieć bardzo wymierny wpływ na politykę państw. Rządząca partia może nie chcieć zrezygnować z reelekcji, tylko dlatego by podjąć słuszne działania. Niewykluczone zatem, że pomysł sankcji na Rosję może wkrótce istotnie spowolnić.

Słabsze dane z Chin

Pandemia, która mocno niespodziewanie wróciła do korzeni, nie pozostała bez wpływu na dane makroekonomiczne. W kwietniu w ujęciu rocznym spadała zarówno produkcja przemysłowa, jak i sprzedaż detaliczna. Szczególnie ten drugi parametr mocno ucierpiał, bo aż 11,1%. Jest to jednak efekt bardzo twardej polityki lockdownów. Zaledwie 2,9% spadku w produkcji przemysłowej, biorąc pod uwagę region, w którym znajdowały się zakażenia, jest pewnym zaskoczeniem. Z drugiej strony chińska gospodarka wielokrotnie pokazywała, że potrafi się zorganizować i dowieźć cele niczym najsprawniejsze korporacje.

Inflacja jeszcze wyższa

W piątek poznaliśmy finalny odczyt inflacji za kwiecień. We wstępnych danych wynikiem było oszałamiające 12,3%. Analitycy sądzili, że rezultat ten zostanie utrzymany, nieśmiało licząc, że może nie jest aż tak źle. Ostatecznie ceny rosną jednak o 12,4%, co jest wynikiem o 0,1% wyższym niż wstępne szacunki. W piątek złoty tracił na wartości, aczkolwiek nie można tego łączyć tylko z tym odczytem. Była to zdecydowanie bardziej konsekwencja działań na rynkach globalnych. Polskiej walucie przeszkadza odpływ kapitału za ocean.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl