RPP zaskoczyła. Co dalej ze stopami?

Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła dziś podniesienie stóp procentowych o 75 pb. W konsekwencji stopa referencyjna wzrośnie do 5,25%, najwyższego poziomu od 2008 r. Natychmiastową reakcją rynku walutowego na informacje o stopach procentowych było osłabienie złotego. Kurs EUR/PLN wzrósł z poziomu 4,65 do okolic 4,69. Osłabienie waluty w takiej sytuacji jest naturalną reakcją – rynek liczył na więcej.

Skala podwyżki jest zaskoczeniem: zarówno konsensus, jak i my zakładaliśmy, że stopy wzrosną o 100 pb. Sugerowaliśmy nawet, że możliwy jest nieco większy ruch. Co ciekawe, jest to odwrotna sytuacja niż w kwietniu, kiedy oczekiwano wzrostu o 50–75 pb., a stopy zostały podniesione o 100 pb.

Nieco wcześniej niż NBP stopy podniósł Narodowy Bank Czeski, również o 75 pb. Tam jednak oczekiwania były niższe, więc decyzja wywołała umocnienie czeskiej korony.

Jednocześnie warto dodać, że obserwowany obecnie sentyment jest ogólnie negatywny dla grupy aktywów ryzykownych, do których zalicza się złoty. Te waluty, które wczoraj zyskiwały na poprawie nastrojów po posiedzeniu Fedu, dziś raczej tracą. Osłabienie polskiego złotego częściowo wpisuje się w ten trend.

Co dalej ze stopami?

Majowy komunikat po posiedzeniu RPP ma podobny wydźwięk do kwietniowego. Podkreślone są w nim zarówno negatywne efekty dla gospodarki z tytułu rosyjskiej agresji na Ukrainę, jak też ryzyko z nią związane. W zakresie dalszych kroków banku centralnego komunikat jest identyczny jak kwietniowy i wskazuje na to, że „decyzje będą zależne od napływających informacji”.

Po decyzji rynek obniżył nieco oczekiwania w zakresie kształtowania się stóp procentowych w Polsce, kontrakty FRA nadal jednak sugerują, że w perspektywie trzech miesięcy stopy powinny wynieść ok. 7,5%. Zachowanie kursu złotego w najbliższym czasie będzie zależało m.in. od kształtowania się tych wycen.

Z uwagą będziemy obserwować konferencję prasową prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się w piątek 06.05 o 15:00. Być może wyjaśni ona skalę majowej podwyżki i rzuci nieco światła na to, jak mogą kształtować się stopy w przyszłości. Obecnie zakładamy nadal, że kolejne miesiące przyniosą kontynuację podwyżek stóp procentowych w Polsce i że w perspektywie kilku miesięcy wzrosną one do ok. 7%.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Podwójna podwyżka stóp

W środę FED podniósł stopy o 0,5 p.p., a w czwartek po raz ósmy z rzędu dokonała tego Rada Polityki Pieniężnej. Stopy wzrosły o 0,75 p.p., do 5,25 proc. Rosną jednak wolniej niż inflacja, która w kwietniu wyniosła 12,3 proc, czyli o 1,3 p.p. więcej niż w marcu. Rekordowe są także straty posiadaczy bankowych lokat.

FED rozpoczął podnoszenie stóp procentowych w marcu, a w środę dokonał drugiej podwyżki w serii, o 0,50 p.p. Wcześniej FED nie podnosił stóp, co w roku 2021 było jednym z argumentów Rady Polityki Pieniężnej, by wstrzymać się także z podwyżkami stóp w Polsce. RPP od października 2021 roku przestała oglądać się na FED i na wszystkich ośmiu kolejnych posiedzeniach podniosła stopy procentowe. Dziś dokonała podwyżki o 0,75 p.p., co oznacza, że podstawowa stopa procentowa w Polsce wynosi obecnie 5,25 proc.

Realna stopa procentowa (stopa procentowa minus inflacja) w Polsce jednak kolejny raz spadła, bowiem inflacja wzrosła bardziej niż stopy, z 11 do 12,3 proc. Miesiąc temu realna stopa w Polsce wynosiła -5,77 proc, teraz spadła do -6,28 proc. Najbardziej niepokojący pozostaje fakt, że inflacja nadal może rosnąć w kolejnych miesiącach, co jeszcze bardziej obniży realną stopę procentową. Cały czas realna stopa w Polsce jest wyższa od amerykańskiej, która wynosi obecnie -6,91 proc.

Choć stopy wynoszą już 5,25 proc, to jeszcze do niedawna najlepsze lokaty nie przekraczały 2 proc.

A to powodowało, że najważniejszy z celów podwyżek, czyli zachęcenie do rezygnacji z bieżącej konsumpcji na rzecz oszczędzania, nie był w pełni realizowany. Mamy także za sobą kolejny miesiąc rekordowych strat, ponoszonych przez posiadaczy kończących się rocznych lokat. Lokaty na 12 miesięcy założone w maju 2021, z przeciętnym oprocentowaniem, przyniosły po roku straty wynoszące 10,86 proc.

Podczas gdy oprocentowanie lokat nie rośnie tak szybko jak stopy, to szybciej niż stopy wzrasta stawka rynkowa WIBOR (WIBOR 3M wynosi obecnie 6,14 proc). Stanowi ona podstawę do obliczania oprocentowania kredytów hipotecznych o zmiennej stopie procentowej. To właśnie kredytobiorcy ponoszą obecnie największe koszty podwyżek stóp. Widać to po spadających notowaniach polskich banków, które mierzą się z kilkoma problemami dotyczącymi kredytów hipotecznych. Pierwszym są kredyty w walutach obcych i procesy z kredytobiorcami, na które banki muszą tworzyć rezerwy. Kolejnym są rosnące problemy kredytobiorców w złotym i możliwe pogorszenie jakości portfela tych kredytów. Trzecim są pojawiające się propozycje polityków dotyczące ewentualnej pomocy kredytobiorcom mieszkaniowym, które w dużym stopniu zostałyby sfinansowane przez same banki.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Bez ciśnienia. Czyli jak produkować zbiornik ciśnieniowy?

Czy w dzisiejszych czasach można konkurować czymś innym niż ceną? Można. Pytanie tylko czym i co jest ważne oprócz ceny. O to zapytałem polskiego producenta zbiorników ciśnieniowych. Jaka jest recepta na sukces w przemyśle według Gpi Poland? Gotowe wskazówki poniżej.

Czym jest zbiornik ciśnieniowy?

Zbiorniki ciśnieniowe to rodzaj konstrukcji, która stanowi najlepsze rozwiązanie do magazynowania cieczy, substancji półpłynnych i gazów. Trzeba spełniać najbardziej rygorystyczne wymagania, które są tak szalenie istotne kiedy mowa o ciśnieniu powyżej 0,5 bara.

Zbiorniki ciśnieniowe nierzadko muszą być wytrzymałe na wysokie ciśnienie bądź próżnię, duże skoki temperatur i substancje silnie żrące lub niebezpieczne. Wtedy też mówimy o zbiornikach podlegających pod UDT, ale to temat na osobny wpis. Ryzyko wybuchu w tego typu konstrukcjach jest wysokie, dlatego już na etapie projektowania inżynierowie muszą je ograniczyć do minimum. Ciśnieniowe zbiorniki nierdzewne mogą być wyposażone, w zależności od rodzaju medium, w dodatkowe elementy, jak mieszała, systemy grzewczo-chłodzące, drabiny zewnętrzne, włazy, okno inspekcyjne, stację CIP, czujniki wycieku itp.

Normy i regulacje prawne

Zbiorniki ciśnieniowe można produkować na podstawie certyfikatu PED 2014/68/EU, zgodnie z EN 13445, AD 2000, ASME VIII-1 i wielu innych regulacji. Wszystko zależy od kraju w jakim dane zbiorniki mają pracować i od ogólnych założeń i preferencji odbiorcy. Są zakłady, których oddziały znajdują się w Polsce, Niemczech, Holandii, a zbiorniki projektowane są według normy amerykańskiej. Ze względu na globalizację przemysłową przepisy te są akceptowane również na terenie ponad 140 krajów poza USA i Kanadą. Taka praktyka jest częsta, choć dla zbiorników i urządzeń ciśnieniowych najpopularniejszą normą jest ta europejska EN 13445, jako dopełnienie dyrektywy PED (Pressure Equipment Directive).

Zbiorniki ciśnieniowe dla spożywki i browarów

zbiornik ciśnieniowyZapytałem producenta zbiorników, kto najczęściej zamawia ciśnieniowe odpowiedniki i jakie wymagania są stawiane przez klientów, „Mogę zdradzić, że najczęściej zbiorniki ciśnieniowe są zamawiane przez duże międzynarodowe koncerny oraz polskie, niemieckie i belgijskie browary. Co nie dziwi, gdyż ten rodzaj zbiorników najlepiej sprawdza się w kwestii żywności i wszelkich napojów, zwłaszcza w przypadku tych, u których zachodzi proces fermentacji. Odpowiadając na pytanie o wymagania jakie musi spełnić producent zbiorników, aby liczyć się na rynku, to będąc obiektywną, z całą pewnością w dzisiejszych realiach ważny jest czas realizacji zamówienia. Firmy często nie mogą i nie chcą czekać na dostawę, a z drugiej strony dostępność stali jest ograniczona. Co więcej, klienci stawiają na przepływ informacji o tym, na jakim etapie jest produkcja i możliwość dostosowania zbiornika do procesu i miejsca w zakładzie klienta. Oczywiście, cena to też ważny czynnik decyzyjny, natomiast zastanowiłabym się skąd wynikają różnice między jedną ofertą, a drugą. Szczegóły, w tej branży mają ogromne znaczenie”. – Aleksandra Chmiel-Karakuła, Marketing Coordinator Gpi Poland.

Zbiorniki ciśnieniowe ze stali nierdzewnej ze względu na swoją odporność materiałową znajdują zastosowanie w przemyśle chemicznym, farmaceutycznym na przykład do produkcji leków, czy szczepionek. Konstrukcje są produkowane najczęściej ze stali nierdzewnej 304 (L) i 316 (L) w zależności od właściwości chemiczno-fizycznych medium. Z drugiej strony magazynowanie piwa, mleka, koncentratów, syropów wiąże się również z koniecznością zastosowania neutralnego i odpornego materiału. Wydaje się, że stal nierdzewna jest najlepszym rozwiązaniem.

Od czego zależy wytrzymałość zbiorników ciśnieniowych?

zbiornik ciśnieniowyZe wszystkich rodzajów zbiorników, jakie są budowane, zbiorniki ciśnieniowe stanowią najbardziej szczególną konstrukcję, z którą inżynierowie musza się zmierzyć. Na wytrzymałość zbiornika, co się wiąże także z bezpieczeństwem, ma wpływ rodzaj materiału, ścisłe przestrzeganie wszelkich norm czy odpowiednie testy kontroli. Podczas projektowania zbiorników zawsze bierze się pod uwagę możliwość powstawania korozji, starzenie materiału po formowaniu metodą na zimno czy kruchość wodorową. Producent zbiorników posiada wewnętrzny system identyfikacji materiałów, które wykorzystywane są do produkcji.

Doświadczony inżynier na podstawie danych od klienta prowadzi obliczenia wytrzymałościowe bazując na wybranej wcześniej normie projektowej. Od tego w jakim stopniu przepisy będę przestrzegane, zależy jakość nierdzewnych urządzeń oraz jednocześnie bezpieczeństwo pracowników danej firmy, w której stalowa konstrukcja ma się znajdować.

Chcąc uzyskać jak największą wytrzymałość zbiorników ciśnieniowych i jednocześnie nie tworzyć „ciężkiej”, kosztownej konstrukcji, specjaliści  zwracają szczególną uwagę nie tylko na ciśnienie, ale i na właściwości chemiczne produktu magazynowanego w zbiorniku. Inną grubość będzie miał zbiornik chemiczny, mający styczność z substancją żrącą, a jeszcze inną zbiornik na mleko, czy czekoladę.

Kalkulacje są szczegółowe i sprawdzane przez nowoczesne programy obliczeniowo-projektowe.

Odpowiedzialna produkcja bez ciśnienia

Produkując zbiorniki ciśnieniowe nie ma miejsca na najmniejsze przeoczenie i błąd. Choć w Gpi produkowane są zbiorniki z zadanym przez klienta ciśnieniem projektowym, to sama praca konstruktora, mówiąc kolokwialnie, tego ciśnienia musi być pozbawiona. Pośpiech jest złym doradcą.

Polski oddział Gpi od dekady dostarcza zbiorniki nierdzewne, w tym zbiorniki procesowe, zbiorniki buforowe czy magazynowe, dla największych firm w Europie. Producent słynie z dużych zbiorników i niecodziennej praktyki jeśli chodzi o podejście do pracy.  Dziś w Gpi pracuje prawie 100 osób.

Zmieniająca się sytuacja na rynku gospodarczym i ekonomicznym, zapoczątkowana w 2020 roku, rosnące ceny stali, wysoka inflacja, czy wojna za wschodnią granicą, która doprowadziła do destabilizacji gospodarczej w Europie, ma wpływ na produkcję zbiorników. Dzieje się tak dlatego, ponieważ zapotrzebowanie na zbiorniki zależy od rozwoju branż, dla których są produkowane – od możliwości tworzenia zakładów pracy, rozbudowy istniejących fabryk lub wprowadzenia nowego produktu na rynek.

„Nasza filozofia działania, choć skrupulatna, profesjonalna i przemyślana, zdecydowanie odbiega od idei korporacyjnych firm. Jesteśmy nastawieni na indywidualne potrzeby każdego pracownika, staramy się stwarzać dobrą atmosferę, która sprawdza się nawet przy dużych i trudnych projektach. Konkurencja była, jest i będzie. Natomiast, mówiąc w przenośni i czerpiąc z doświadczenia moich kolegów wiem, że nieodpowiednie ciśnienie może położyć wszystko”.

Przed dzisiejszymi dostawcami stawia się wymagania jak; gwarancję na optymalizacja procesów, krótki czas dostawy, szukanie alternatywnych rozwiązań i przede wszystkim na wiedzę. Firmy wiedzą czego potrzebują, ale to od producenta powinna wychodzić informacja, jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Klient wie CO chce magazynować, producent zbiorników musi wiedzieć JAK to zrobić bezpiecznie.

Rynek powierzchni handlowych w I kw. 2022 r.

  • W pierwszym kwartale 2022 roku do użytkowania oddane zostało zaledwie 30 tys. mkw. powierzchni handlowej. Liczba ta obejmuje trzy nowe obiekty i jedną rozbudowę centrum handlowego;
  • Ponad 65% obiektów będących w budowie to parki handlowe;
  • Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w lutym i w marcu 2022 roku wzrosła odpowiednio o 8,1% i 9,6% w porównaniu do lutego i marca 2021 roku;
  • Średnia odwiedzalność w centrach i parkach handlowych w marcu 2022 osiągnęła średni poziom 372 tys. konksumentów na obiekt handlowy, co stanowi 4-proc. spadek w porównaniu do 2019 roku;
  • Średnie obroty osiągane w centrach handlowych w lutym 2022 roku były wyższe o 2% niż w roku ubiegłym.

Wpływ wysokiej podaży w czwartym kwartale 2021 roku

Zaledwie 30 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej zostało oddane do użytku w pierwszym kwartale 2022 roku. Niski bilans wynika z zarówno z bardzo wysokiej podaży, którą zakończony został czwarty kwartał 2021 roku, jak i z opóźnień budowy poszczególnych obiektów.

Wymieniona liczba mkw. obejmuje trzy obiekty i rozbudowę jednego centrum handlowego, które zlokalizowane są w Kołobrzegu, Warce, Sierpcu i Tychach. Całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce przekroczyła 15,5 mln mkw.

350 tys. mkw. powierzchni handlowej w budowie na koniec marca 2022

Na koniec pierwszego kwartału 2022 roku zarejestrowano 350 tys. mkw. w budowie z terminem otwarcia zaplanowanym na lata 2022-2023. Nowa powierzchnia handlowa zlokalizowana będzie w 25 obiektach, z których 12 zostanie rozbudowanych, a 3 będą przebudowane. Wśród największych obiektów będących aktualnie w budowie są: centrum handlowe Atut Ruczaj w Krakowie, które powiększone zostanie o 25 tys. mkw., Galeria Bawełnianka w Bełchatowie, druga faza kompleksu handlowego Karuzela w Kołobrzegu oraz park handlowy DOR Plaza w Częstochowie.

Ponad 55% budowanej obecnie powierzchni handlowej zostanie dostarczone na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 tys. mieszkańców. W dalszym ciągu będziemy też obserwować proces uzupełniania istniejącej podaży mniejszymi centrami codziennych zakupów oraz małymi parkami handlowymi. Ponad 65% obiektów będących w budowie to parki handlowe; szacujemy, że w najbliższych latach powstanie lub zostanie rozbudowanych 30 takich obiektów – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Associate Director, Cushman & Wakefield.

Polski rynek przyciąga nowe marki

W pierwszym kwartale 2022 roku na polskim rynku debiutowały dwie nowe marki: Philipp Plein – która swój monobrandowy butik otworzyła w Warszawie przy pl. Trzech Krzyży – oraz Snipes, niemiecka sieć obuwnicza i odzieżowa streetwear. Wspomniana marka pod koniec 2021 roku przejęła spółkę Distance S.A. i jej sieć sprzedaży, która liczy 31 sklepów.

W bieżącym roku przewidywane są kolejne debiuty, m.in. marek Butlers, DM, czy Less.store.

Wzrost sprzedaży detalicznej o 8,1% w porównaniu do lutego i marca 2021 roku

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w lutym i w marcu 2022 roku wzrosła odpowiednio o 8,1% i 9,6% w porównaniu do lutego i marca 2021 roku. Warty podkreślenia jest marcowy wysoki wzrost sprzedaży detalicznej ze względu na fakt, że bazą porównawczą jest wysoki – ponad 15-procentowy wzrost odnotowany w marcu 2021 roku. W tym samym miesiącu bieżącego roku największy wzrost sprzedaży detalicznej w porównaniu z marcem 2021 r. odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 42%), sklepy z farmaceutykami, kosmetykami i sprzętem ortopedycznym (16%), punkty sprzedaży paliw (15,5%) oraz sklepy oferujące prasę, książki i sklepy specjalistyczne (7,3%).

Popularność zakupów przez Internet nie spada

Sprzedaż internetowa osiągnęła znaczny wzrost w czasach pandemii – w okresie zakazu handlu udział tej formy sprzedaży sięgał 11%, powracając do średniego poziomu ok. 8% w trakcie znoszenia obostrzeń. Od listopada ubiegłego roku zauważalny jest wzrost sprzedaży internetowej do średniego poziomu ok. 10%, który utrzymywał się także w pierwszym kwartale 2022 roku.

W porównaniu do Wielkiej Brytanii – najbardziej rozwiniętego rynku sprzedaży przez Internet w Europie – Polska osiąga wartości rejestrowane tam w 2013 roku. Zauważyć natomiast należy, że dystans do nadrobienia jest zróżnicowany w zależności od kategorii produktowej. Najbardziej dojrzały pod względem udziału jest rynek modowy ze średnim udziałem sprzedaży online w ciągu ostatnich 12 miesięcy na poziomie ponad 25%, będący zaledwie o 2,5 pp. niższy od poziomów odnotowanych na rynku brytyjskim. Największa różnica między polskim a brytyjskim rynkiem, wynosząca prawie 10 pp., zarejestrowana jest w kategorii artykułów spożywczych. Udział wartości żywności, napojów i wyrobów tytoniowych kupowanych w sieci nie przekracza 1% – mówi Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Odwiedzalność w dużych centrach handlowych wyższa niż przed pandemią

Na koniec czwartego kwartału 2022 roku zarejestrowano średni poziom 372 tys. odwiedzających na obiekt handlowy. Liczba ta stanowi 4-proc. spadek w porównaniu do 2019 roku. Należy jednak podkreślić, że spadek odwiedzalności w zeszłym roku był głębszy i wynosił średnio 32%.

Poziom frekwencji konsumentów w centrach handlowych w styczniu i lutym br. nie był zadowalający, jednak w marcu 2022 zarejestrowano silne odbicie i powrót klientów. Szczególnie wysoki poziom odwiedzalności odnotowano w dużych (liczących od 40-60 tys. mkw.) i bardzo dużych (liczących pow. 60 tys. mkw.) centra handlowe, które w marcu 2022 odwiedziło odpowiednio o 2% i 3% więcej klientów niż w 2019 roku przed pandemią.

Skumulowana wartość obrotów w 2021 roku była wyższa niż w roku 2020

Z danych o obrotach w centrach handlowych wynika, że poziom sprzedaży w lutym 2022 roku był wyższy o 2% niż w roku ubiegłym; jednocześnie o 4% niższy niż w analogicznym miesiącu 2019 roku. Średni poziom sprzedaży w marcu 2022 wyniósł prawie 670 PLN netto na mkw. powierzchni GLA. Biorąc pod uwagę polepszający się wskaźnik odwiedzialności, można spodziewać się poprawy wyników sprzedaży w kolejnych miesiącach. W dłuższej perspektywie jednak, ogólnie pogarszająca się koniunktura gospodarcza oraz rosnąca inflacja, zmniejszająca zasobność portfela polskiego konsumenta, może negatywnie wpłynąć na poziom osiąganych przez najemców obrotów.

Klienci wrócili do centrów handlowych – w marcu odwiedzalność zrównała się z tą sprzed pandemii

  • W marcu 2022 r. odwiedzalność centrów handlowych mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu wyniosła 99,7% w porównaniu do marca 2019 r.
  • Obroty w centrach handlowych w lutym 2022 r. były o 5% niższe w stosunku do lutego 2019 r. 
  • W podziale na kategorie produktów najlepsze wyniki odnotowały żywność i usługi. Ich obroty wzrosły odpowiednio o 45,8% i 35,9%, porównując do lutego 2019 r. 
  • Najlepsze wyniki osiągnęły największe centra handlowe (powyżej 60 tys. mkw. GLA), gdzie obroty były jedynie 0,3% niższe niż w lutym 2019 r. Z kolei średniej wielkości centra handlowe (20-40 tys. mkw. GLA) odnotowały spadek obrotów o 11,6% w stosunku do lutego 2019 r.

Bardzo nas cieszy, że Polacy wraz ze zniesieniem limitów osób w placówkach handlowych chętnie wrócili do zakupów stacjonarnych w centrach handlowych i zachowań zakupowych sprzed pandemii. Jednoznacznie wskazują na to wyniki odwiedzalności galerii handlowych za marzec, które prezentujemy w oparciu o Footfall Density Index. To reprezentatywne dane pochodzące z systemów kamer liczących klientów z dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Gromadzi i analizuje je globalna firma audytorska PwC – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Z danych na temat obrotów w centrach handlowych, analizowanych w oparciu o Turnover Index, wynika, że w lutym 2022 r. były one o 5% niższe niż dwa lata wcześniej. Są to wyniki raportowane wynajmującym bezpośrednio przez najemców, zawsze po zamknięciu danego miesiąca i weryfikowane przez PwC, stąd miesięczne opóźnienie w ich publikacji w stosunku do danych nt. odwiedzalności. Przyczyn niższych, lutowych obrotów można wymienić kilka. Nałożyły się tu: efekt szoku spowodowanego gwałtownie rosnącą inflacją i wzrostu kosztów życia, co spowodowało, że klienci kupują ostrożniej i częściej sięgają po produkty pierwszej potrzeby. Stąd znaczący wzrost obrotów w kategorii żywność. Podwyżki cen mediów, nowe przepisy podatkowe, które zmniejszyły pensje Polaków oraz wyższe raty kredytów spowodowały ograniczenie konsumpcji części produktów i odroczenie decyzji zakupowych na późniejszy okres.

Badania odwiedzalności centrów handlowych (Footfall Density Index), których wyniki podaje Polska Rada Centrów Handlowych, są prowadzone przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii powalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych, a co za tym idzie raportowanie wiarygodnych danych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Jest on znacznie dokładniejszy od systemów opierających się na analizie danych z telefonów, które nie zliczają np. osób mających wyłączoną lokalizację lub internet w swoich urządzeniach. Specjaliści określają dokładność przy badaniu telefonów na około 30%.

– Prezentowane przez PRCH wyniki odwiedzalności centrów handlowych są reprezentatywne i bardzo dokładne. Podobnie wysokość obrotów, która jest raportowana bezpośrednio przez najemców. To dane pochodzące z centrów handlowych reprezentujących 35% całej powierzchni dostępnej w Polsce. Dlatego dziwią nas i niepokoją pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje prezentujące znacząco zaniżone wyniki odwiedzalności i obrotów najemców. Nie znamy metod ich pomiaru oraz przetwarzania, ani powodów, dla których informacje takie są przekazywane opinii publicznej. Pokazują one nieprawdziwy obraz kondycji branży, co nie jest w interesie najemców i wynajmujących – konkluduje Krzysztof Poznański.

W 2021 roku podpisano ponad 16 tys. nowych umów o dożywocie

Z najnowszych danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że liczba umów o dożywocie (mowa o nieruchomościach rolnych i nierolniczych) wciąż rośnie. W 2020 roku zawarto łącznie ponad 13 tys. nowych umów o dożywocie, w wyniku których przeniesiono prawo własności nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę. W 2021 roku było ich już ponad 16 tys. co daje dynamikę wzrostu na poziomie 21,8 proc.

Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi statystyki dotyczące liczby zawieranych umów o dożywocie od ponad 30 lat. Informacje gromadzone przez resort sprawiedliwości dotyczą, w większości przypadków, kontraktów zawieranych przez osoby indywidualne np. seniora i jego sąsiada. W latach 2000-2010 takich umów było łącznie 43 tys. ale w następnym dziesięcioleciu już 98 tys. W kolejnych latach można obserwować stałą tendencję wzrostową o coraz większej dynamice. Ta dynamika przyrostu w 2021 roku sięgnęła 21,8 proc. (względem roku poprzedniego).

Warto przeanalizować informacje dotyczące nieruchomości rolnych oraz nierolniczych, by zauważyć pewną tendencję. Znacznie większa liczba zawieranych kontraktów dotyczy nieruchomości nierolniczych. W 2021 było ich ponad 14 tys., podczas gdy umów dotyczących nieruchomości rolnych było (w analogicznym okresie) nieco ponad 2 tys.

– Stale rosnąca liczba zawieranych umów o dożywocie oraz nasze obserwacje i doświadczenie pozwalają zakładać, że zdecydowana większość umów jest zawierana pomiędzy osobami fizycznymi. To pozwala wysnuć wniosek, że wiele osób woli zawrzeć umowę o dożywocie, w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę z osobą prywatną (np. sąsiadem, kimś znajomym, a często również nieznajomym), aniżeli z profesjonalną instytucją np. funduszem hipotecznym. Tu trzeba przypomnieć, że profesjonalne fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF) podpisały na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat ok. 1000 tego rodzaju umów. Tymczasem w analogicznym okresie osoby indywidualne zawarły ponad 100 tys. takich kontraktów – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Wartość nieruchomości wyniosła blisko 5 mld zł

Zgodnie z danymi GUS na koniec roku 2020 przeciętna wielkość mieszkania w Polsce wynosiła 64,8 metra kwadratowego.[1] Przeciętna cena sprzedaży lokali mieszkaniowych na koniec tegoż roku wynosiła 352,7 tys. zł. W trakcie roku 2021 mieszkania w Polsce podrożały średnio o 16,94 proc.

– Jeżeli pomnożylibyśmy te średnie wartości lokali przez liczbę zawartych umów o dożywocie, to w 2021 roku łączna wartość przedmiotu transakcji w ramach umów o dożywocie wyniosła blisko 5 mld zł. Tak istotny ze względów społecznych i ekonomicznych obszar życia pozostaje niestety poza jakimkolwiek nadzorem. Podmioty zrzeszone w ZPF od lat zabiegają i przypominają o konieczności regulacji i profesjonalizacji tego rynku – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Gospodarka mieszkaniowa i infrastruktura komunalna w 2020 r., GUS, Warszawa 2021

Stopy rosną, a dolar traci

Wczorajsza decyzja o podwyżce stóp procentowych tylko teoretycznie powinna wspierać dolara. Brakowało korzystnych niespodzianek, dużo było negatywnych, więc dolar traci na wartości. W tle tych wydarzeń w górę idzie ropa naftowa.

Dolar w odwrocie

Wczorajsza decyzja o wzroście stóp procentowych o 0,5% w USA nie zaskoczyła rynków. Było to bowiem dokładnie zgodne z oczekiwaniami. Rynki zareagowały jednak przeceną dolara. Dlaczego waluta mimo podwyżek stóp procentowych traci? Powodem jest fakt, że wszyscy wiedzieli, że podwyżki będą, a po cichu liczono na przyspieszenie tempa wzrostu. Na konferencji prasowej prezes Jerome Powell odciął jednak te spekulacje. Nadal zatem obowiązuje scenariusz dwóch podwyżek o 0,5% w ciągu kwartału. Ograniczanie sumy bilansowej również jest mocniej odsunięte w czasie. W rezultacie byliśmy wczoraj świadkami istotnego odbicia na amerykańskim parkiecie.

Ropa znów idzie w górę

Informacje o przygotowaniach do odcięcia się od rosyjskiej ropy przez kraje Unii Europejskiej mocno namieszała na rynkach. Nawet gdy się okazało, że mówimy o końcu roku, a planowana jest dyspensa dla Słowacji i Węgier. Powodem jest duże uzależnienie tych państw od importu rosyjskiej ropy. Złośliwi komentatorzy zwracają uwagę na konieczność zebrania jednomyślności, by sankcje weszły w życie. W rezultacie przymknięto oko na jawne prorosyjskie sympatie na Węgrzech. Takie rozwiązanie z dużym prawdopodobieństwem powoduje, że kraj ten zostanie dużym brokerem rosyjskiej ropy, a całe sankcje tylko podniosą koszty pozyskania surowca w UE. Jakby tego było mało, przebicie poziomu 110 dolarów odczujemy jeszcze w naszych kieszeniach.

Nie samymi stopami rynek żyje

Słabszy moment dolara zaczął się po decyzji Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Grunt pod spadki zaczął się pojawiać jednak już wcześniej. Zobaczyliśmy bowiem rekordowy deficyt handlowy w USA oraz mniejszą od oczekiwań liczbę miejsc pracy. Nie można jednak danych tych traktować jako jednoznacznie złych. Deficyt wynika bowiem z ogromnego wzrostu importu. Zarówno bowiem import, jak i eksport są na rekordowo wysokich poziomach. Miejsce pracy powstało niby mniej od oczekiwań, ale 247 tysięcy to niemal 0,2% łącznej liczby pracujących. Biorąc pod uwagę jeden z najniższych wskaźników bezrobocia w historii, ten wzrost to i tak solidny wynik. Nie zmienia to faktu, że dolar wpadł w pułapkę bardzo wysokich oczekiwań i teraz traci.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych głównym odczytem jest wzrost stóp procentowych w Polsce, problem w tym, że w przeciwieństwie do wszystkich banków centralnych, których decyzje obserwujemy, tylko polski nie podaje godziny decyzji.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nowe zasady rozliczania przychodów zagranicznych 2022

Polscy rezydenci podatkowi są zobligowani do rozliczenia się z całości dochodów osiąganych zarówno w kraju, jak i za granicą. Międzynarodowa Konwencja MLI kilka lat temu narzuciła zmiany w sposobach rozliczeń przychodów zagranicznych, a od tego roku obowiązuje ograniczenie w stosowaniu tzw. ulgi abolicyjnej dla dochodów osiągniętych w 2021 r. Jakie są nowe zasady opodatkowania?

Konwencja MLI

Zasady rozliczeń zagranicznych przychodów, prócz wewnętrznych przepisów prawa krajowego, regulują zawierane przez Polskę z innymi państwami umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania. Jednak wpływ na te umowy mają również uzgodnienia o szerszym międzynarodowym zakresie. Przykładem jest Konwencja wielostronna implementująca środki traktatowego prawa podatkowego, mające na celu zapobieganie erozji podstawy opodatkowania i przenoszeniu zysku, podpisana w Paryżu dnia 7 czerwca 2017 r. (ang. Multilateral convention to implement tax treaty-related measures to prevent base erosion and profit shifting – zwana “Konwencją MLI”). Sygnatariusze Konwencji są zobowiązani do wdrażania ustanowionych w niej standardów do swoich systemów prawnych, przede wszystkim w zakresie stosowania umów w sprawie unikania podwójnego opodatkowania (dalej również: u.p.o.), głównie celem:

  • zapobiegania nadużyciom traktatów dla osiągania korzyści podatkowych,
  • realizowania międzynarodowych umów ws. unikania podwójnego opodatkowania
  • usprawnienia procedury międzynarodowej współpracy podatkowej.

Odnośnie pozostałych reguł i klauzul państwa przystępujące do MLI mogą wybierać, czy je przyjmą czy nie. Aktualne stanowiska państw co do zakresu w jakim przyjęły protokoły MLI są publikowane na stronie internetowej OECD. Przyjęte standardy mają swoje odzwierciedlenie i wpływ na zawarte umowy dwustronne w sprawie unikania podwójnego opodatkowania. Standardy Konwencji MLI zaczęły stopniowo wchodzić w życie od 1 lipca 2018 r.

Zmiany w opodatkowaniu zagranicznych dochodów

Od 1 stycznia 2019 r. postanowienia Konwencji MLI mają zastosowanie do podatków u źródła podlegających u.p.o. zawartym z: Austrią, Australią, Francją, Izraelem, Japonią, Litwą, Nową Zelandią, Serbią, Słowacją, Słowenią i Wielką Brytanią. W zakresie pozostałych podatków, w tym obarczających przychody z pracy za granicą, MLI ma zastosowanie do u.p.o. zawartych z Austrią i Słowenią. W konsekwencji, podatnicy osiągający przychody z pracy najemnej w Austrii i/lub Słowenii do rozliczenia PIT za 2019 r. muszą stosować zasadę proporcjonalnego odliczenia w miejsce obowiązującej wcześniej zasady wyłączenia z progresją.

Protokoły Konwencji MLI mają zastosowanie do dochodów z pracy osiągniętych od 1 stycznia 2020 r.: w Finlandii, Irlandii, Izraelu, Japonii, na Litwie, w Nowej Zelandii, na Słowacji i w Wielkiej Brytanii. W ich przypadku podatnicy również zostali zmuszeni do zmiany metody wyłączenia z progresją na metodę proporcjonalnego odliczenia. Podobnie jak osiągający dochody z umowy o pracę lub zlecenie w: Arabii Saudyjskiej, Belgii, na Cyprze, w Danii, Indiach, na Islandii, w Kanadzie, Katarze, na Łotwie, w Norwegii, Portugalii, Rosji, na Ukrainie i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – w zakresie dochodów osiąganych od 1 stycznia 2021 r.

Co to oznacza w praktyce?

Dla wymienionych podatników oznacza to, że

  • zostali zobowiązani do złożenia deklaracji podatkowej w Polsce bez względu na to, czy osiągali przychody z pracy najemnej w kraju i za granicą, czy tylko za granicą;
  • osiągnięte za granicą przychody mają wpływ na wysokość opodatkowania w Polsce i zostaną opodatkowane stawką przewidzianą dla tego typu przychodów w polskich przepisach, przy proporcjonalnym odliczeniu podatku dochodowego zapłaconego za granicą;
  • do podstawy opodatkowania w Polsce wliczany jest zwrot nadpłaconego podatku w roku podatkowym, w którym podatnik go otrzyma.

Metoda proporcjonalnego odliczenia a wyłączenia z progresją

Jaka jest różnica między dwoma metodami unikania podwójnego opodatkowania? Metoda wyłączenia z progresją pozwala na wyłączenie z podstawy opodatkowania w Polsce dochodów osiągniętych za granicą, zwolnionych od opodatkowania na podstawie u.p.o. Podatek od pozostałych dochodów podatnika oblicza się jednak przy zastosowaniu stawki właściwej dla całego osiągniętego w roku podatkowym dochodu, a więc zsumowanych dochodów uzyskanych w Polsce i za granicą.

Natomiast przy metodzie proporcjonalnego odliczenia zagraniczny dochód powiększa podstawę opodatkowania w Polsce, ale od podatku należnego odlicza się wartość podatku zapłaconego za granicą proporcjonalnie do uzyskanego tam dochodu. Przy tej metodzie podatnik zawsze jest zobowiązany do wykazania w deklaracji podatkowej dochodu uzyskanego za granicą, bez względu na to, czy osiągnął inne dochody.

Ulga abolicyjna

Art. 27g ustawy o PIT stanowi, że podatnicy podlegający obowiązkowi podatkowemu w Polsce od całości swoich dochodów (przychodów) bez względu na miejsce położenia ich źródeł, uzyskane w roku podatkowym poza terytorium RP przychody:

  1. ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej oraz spółdzielczego stosunku pracy;
  2. z działalności wykonywanej osobiście;
  3. z pozarolniczej działalności gospodarczej lub
  4. z praw majątkowych w zakresie praw autorskich i praw pokrewnych, z wykonywanej poza terytorium RP działalności artystycznej, literackiej, naukowej, oświatowej i publicystycznej, z wyjątkiem dochodów (przychodów) uzyskanych z tytułu korzystania z tych praw lub rozporządzania nimi

– mają prawo odliczyć od podatku dochodowego kwotę stanowiącą różnicę między podatkiem obliczonym metodą odliczenia proporcjonalnego, a kwotą podatku obliczonego według metody wyłączenia z progresją.

Limitowana ulga abolicyjna od 2022 r.

Jednak wskazana ulga abolicyjna została ograniczona. Rozliczając dochody z 2021 roku wysokość odliczenia nie może przekroczyć kwoty 1 360 zł. Należy też pamiętać, że z ulgi mogą skorzystać podatnicy wyłącznie w zakresie dochodów, do których zastosowanie ma metoda proporcjonalnego odliczenia. Poza tym ulga nie obejmuje dochodów ze wskazanych wyżej w art. 27g źródeł, ale uzyskanych w krajach i na terytoriach wymienionych w rządowym wykazie krajów i terytoriów stosujących szkodliwą konkurencję podatkową.

Przychody uzyskane przed 1 stycznia 2021 r. korzystają z prawa od odliczenia kwoty ulgi w pełnej wysokości. Pełne odliczenie dotyczy również dochodów:

  1. ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej oraz spółdzielczego stosunku pracy;
  2. z usług wykonywanych na podstawie umowy zlecenia lub umowy o dzieło, uzyskiwanych wyłącznie od osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą, osoby prawnej i jej jednostki organizacyjnej oraz jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej (z wyjątkiem przychodów z umów zawieranych w ramach prowadzonej przez podatnika pozarolniczej działalności gospodarczej);
  3. osiąganych w oparciu o umowy o zarządzanie przedsiębiorstwem, z kontraktów menedżerskich lub umów o podobnym charakterze, w tym w ramach prowadzonej przez podatnika pozarolniczej działalności gospodarczej (z wyjątkiem przychodów otrzymywanych przez osoby wchodzące w skład zarządów, rad nadzorczych, i/lub
    innych organów stanowiących osób prawnych);

– jeśli dochody te są osiągane z tytułu pracy lub usług wykonywanych poza terytorium lądowym państw.

Podatnicy, którzy chcieliby się dowiedzieć, czy przysługuje im pełna kwota ulgi abolicyjnej w zakresie rozliczenia zagranicznych dochodów, muszą więc w pierwszej kolejności ustalić, co kryje się pod pojęciem „terytorium lądowym państw” zdefiniowanym w przepisach podatkowych.

Skomplikowane rozliczenie

Ulegający modyfikacjom system rozliczeń ma zasadniczą wadę – jest trudny do opanowania dla zwykłego podatnika. Samo Ministerstwo Finansów, publikując obszerne objaśnienia podatkowe przepisów przyznało, że stopień ich skomplikowania jest znaczny. Podatnicy chcąc w terminie i prawidłowo rozliczyć się z fiskusem, będą musieli szukać pomocy u profesjonalnego księgowego, czy prawnika podatkowego. Zwłaszcza, że choć ulgę abolicyjną rozlicza się w zeznaniu rocznym, przez co nie uwzględnia się jej przy obliczaniu zaliczek na PIT w trakcie roku, to jednak jeśli podatnik zakłada, że jego roczne zobowiązanie zostanie wyraźnie pomniejszone w wyniku zastosowania ulgi, może wystąpić do urzędu skarbowego o ograniczenie wysokości pobieranych zaliczek.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Chmura Krajowa i Google Cloud uruchamiają program dla startupów “Let’s get (c)loud”

Chmura Krajowa i Google Cloud uruchamiają program akceleracyjny dla startupów “Let’s get (c)loud”. Ma on na celu szybszy rozwój młodych innowacyjnych firm, dzięki wsparciu w zakresie technologii i biznesu oraz wykorzystaniu narzędzi Google Cloud.

Program dla startupów “Let’s get (c)loud” wspiera rozwój spółek technologicznych w wielu obszarach. Są to zarówno konsultacje techniczne z inżynierami Chmury Krajowej oraz Google Cloud, którzy pomogą maksymalnie wykorzystać potencjał technologii chmurowej, jak też sesje biznesowe z praktykami. Najlepsze projekty będą mogły uzyskać wsparcie o wartości nawet do 100 tys. USD do wykorzystania na usługi Google Cloud Platform lub środki na migrację do chmury albo walidację produktu.

Sukcesy polskich startupów pokazują, że jesteśmy w stanie budować firmy o zasięgu globalnym lub regionalnym, które są liderami swoich branż i technologii. Chcemy wspierać rozwój takich organizacji, bo mamy głębokie przekonanie, że naprawdę globalny sukces jest dzisiaj możliwy jedynie przy wykorzystaniu najnowszych i najbardziej zaawansowanych technologii cloudowych – mówi Paweł Ławecki, wiceprezes Chmury Krajowej.

Dla tego typu zwinnych organizacji chmura obliczeniowa jest naturalnym wyborem. Przede wszystkim uruchomienie środowiska IT jest o wiele szybsze niż w modelu on-premise i nie wymaga znacznych nakładów inwestycyjnych związanych z zakupem i utrzymaniem infrastruktury IT. Po drugie chmura obliczeniowa jest elastyczna, co pozwala dopasować zasoby do faktycznego zużycia, unikając niepotrzebnych kosztów. Jest też skalowalna. Jeżeli startup odniesie sukces i zapotrzebowanie na wielkość środowiska IT gwałtownie wzrośnie, chmura obliczeniowa pozwoli obsłużyć wszystkich klientów.
I co najważniejsze chmura publiczna – taka jak Google Cloud ma również wbudowanych wiele gotowych do użycia usług, które znacznie przyspieszają wdrażanie nowych pomysłów biznesowych i wyjście z nimi na rynek. Część z tych najnowszych technologii i narzędzi dostępnych jest dzisiaj już tylko w chmurze publicznej.

Uczestnicy programu będą mogli skorzystać z doświadczenia ekspertów Chmury Krajowej oraz Google Cloud, którzy brali udział w złożonych projektach chmurowych. Program startupowy “Let’s get (c)loud” ma za zadanie wesprzeć rozwój innowacyjnych firm, dzięki maksymalnemu wykorzystaniu zalet Google Cloud. Na jego uczestników czeka wiele spotkań i rozmów dotyczących między innymi wsparcia technicznego, mentoringu biznesowego, możliwości wykorzystania kredytów na usługi Google Cloud oraz wspólnych działań marketingowych, również międzynarodowych. Mentoring biznesowy i techniczny uwzględnia między innymi:

  • wsparcie certyfikowanych inżynierów z zespołów Chmury Krajowej i Google Cloud specjalizujących się w obszarze architektury rozwiązań chmurowych, app development, mulit-cloud, security, data, AI, ML, etc.
  • sesje z praktykami biznesu i przedstawicielami funduszy venture capital
  • techniczne meetupy, Q&A
  • a dla startupów z rozwiązaniami o największym potencjale biznesowym i chmurowym, wspólne aktywności sprzedażowe do dużych klientów korporacyjnych

Chcemy, aby polskie startupy mogły skupić się na faktycznej innowacji, dzięki wykorzystaniu w pełni tego, co już oferuje Google Cloud. Nasze narzędzia umożliwiają tworzenie innowacji szybciej, bardziej efektywnie kosztowo i bezpieczniej.
W ramach naszego programu będziemy wspierać zarówno startupy, które z chmurą już miały do czynienia, jak i te, które swoją przygodę z chmurą dopiero zaczynają. Chcemy również “łączyć kropki” i łączyć startupy z ekspertami i instytucjami, które wyniosą te spółki na wyższy poziom np. poprzez dodatkowe finansowanie, wiedzę branżową lub pomoc w ekspansji międzynarodowej – mówi Justyna Hojnacka z Google Cloud.

FOMC nie zaskoczył negatywnie

Amerykański Federalny Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC) nie sprawił wczoraj jakiejś negatywnej niespodzianki inwestorom. Zgodnie z oczekiwaniami wysokość oprocentowania funduszy federalnych wzrosła o 0,5 pkt. proc. do przedziału 0,75-1 proc. Stopy w USA są nadal ekstremalnie niskie, ale ta skala tej podwyżki była największa od 2000 roku. FOMC zaprezentował też swe plany redukcji wielkości swej sumy bilansowej. Okazały się one mniej agresywne, niż to wcześniej było sugerowane: od czerwca sprzedaż obligacji wartych 47,5 mld dolarów miesięcznie, od września wartych 95 mld dolarów miesięcznie. Dziś decyzję na temat stóp podejmie polska RPP.

Niezmaterializowanie się obaw przed bardziej agresywnymi działaniami FED przełożyło się na silny wzrost cen akcji w USA. S&P 500 zyskał wczoraj +2,99 proc., DJIA +2,81 proc., zaś Nasdaq Composite +3,19 proc. To trzecia z rzędu wzrostowa sesja na Wall Street. Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy lekko korygowały wczorajszy skok (S&P 500 -0,23 proc.).

Na giełdach w Azji i Oceanii przeważały dziś wzrosty (najsilniej – o 1,65 proc. – zwyżkował filipiński PSEi).

Zgodnie z tym czego można było oczekiwać europejskie giełdy otworzyły się na wyraźnych plusach (ok. 9:30 DAX +2,25 proc., CAC 40 +2,21 proc.). Do najwyższego poziomu od początku agresji Rosji na Ukrainę wyszedł dziś rano rosyjski RTS (+2,76 proc.).
Podążając za Wall Street WIG-20 rozpoczął czwartkową sesję od wzrostu (+1,33 proc. ok. godz. 9:15). Jedynym indeksem sektorowym GPW, który na początku czwartkowej sesji nie rósł był WIG-Chemia (-0,3 proc.). Najwyżej od 2010 roku była dziś cena akcji Arctic Paper (+2,48 proc.). Po wyjściu na początku sesji na najwyższy poziom od 2018 roku, akcje Boryszewa taniały o 6,76 proc..

Rentowność 10-letnich obligacji rządu Indii wyszły dziś na najwyższy poziom od 3 lat. O krok od wyjścia na najwyższy poziom od 2008 roku były rentowności 10-latek rządu Malezji. Rentowność 10-letnich obligacji rządu Kanady był wczoraj najwyżej od 2011 roku. Rentowność amerykańskich 10-latek po wczorajszym cofnięciu się poniżej poziomu 3 proc., dziś lekko ponownie rosły.

Wczoraj o 10 proc. podrożały kontrakty na węgiel kamienny na giełdzie w Rotterdamie. Ponownie na najwyższy poziom od 2008 roku wyszła dziś rano cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Ceny ropy naftowej rosły dziś nieznacznie. Drożały dziś metale szlachetne (złoto +1,35 proc.).

Lekko umacniał się po decyzji FED amerykański dolar (USD/JPY +0,31 proc., EUR/USD –0,29 proc.). Złoty słabł dziś rano (USD/PLN +0,59 proc., EUR/PLN +0,35 proc.).
Kurs Bitcoina wobec USD spadał dziś rano o 0,5 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

AGH podejmuje współpracę z IDEAS NCBR

Szkoła Doktorska AGH podejmuje współpracę z IDEAS NCBR, ośrodkiem badawczo-rozwojowym powołanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Obszarem współpracy będzie działalność badawczo-rozwojowa w dziedzinie sztucznej inteligencji oraz rozwiązań informatycznych dla ekonomii cyfrowej.

W ramach współpracy rekrutowani będą doktoranci, którzy będą kształcić się w Szkole Doktorskiej AGH i jednocześnie pracować w IDEAS NCBR. Spółka, oprócz atrakcyjnych zarobków, oferuje młodym naukowcom refundację kosztów podstawowego stypendium doktoranckiego.

Prorektor ds. Nauki AGH prof. Marek Gorgoń podkreśla:- Współpraca Szkoły Doktorskiej AGH z IDEAS NCBR stanowić będzie poszerzenie oferty badawczej dla doktorantów AGH. IDEAS NCBR uzyska możliwość zaangażowania doktorantów w prowadzone w spółce badania naukowe oraz, co bardzo istotne, komercjalizację wyników badań naukowych. Transfer rozwiązań badawczych powstających w ramach rozpraw doktorskich jest niezwykle istotny. To są najczęściej projekty zlecane przez konkretne firmy, które poszukują specjalistycznych rozwiązań. Mamy nadzieję, że współpraca będzie wzajemnie korzystna, a porozumienie będzie początkiem wspólnych działań na rzecz transferu technologii dotyczących sztucznej inteligencji z uczelni do
prężnie działającego biznesu i przemysłu.

Sztuczna inteligencja jest rozwijana w AGH na bardzo wielu płaszczyznach. Cyfrowy wymiar rzeczywistości wspierany jest pracami studentów, zaawansowanymi projektami kół naukowych,  pracami dyplomowymi, grantami kadry naukowej AGH oraz doktoratami wdrożeniowymi. – Te ostatnie są dla nas kluczowe. Zależy nam na umocnieniu tej prężnie rozwijającej się dziedziny oraz wsparciu rynku najlepszymi rozwiązaniami
z obszaru artificial intelligence –
wyjaśnia prof. Marcin Szpyrka, Dyrektor Szkoły Doktorskiej AGH w Krakowie.

Z uwagi na wsparcie finansowe ze strony IDEAS NCBR uczelnia będzie mogła przyjąć dodatkowych doktorantów. Jesteśmy przekonani, że już za kilka lat, kadra naukowa specjalizująca się w szeroko rozumianym AI znacznie się rozrośnie. Dzięki współpracy w ramach różnych projektów badawczych realizowanych przez spółkę zaobserwujemy nie tylko transfer wiedzy między studentami i najlepszymi uczelniami w Polsce i za granicą, ale również zintegrujemy środowisko ekspertów. Liczymy na to, że taka forma współpracy pozwoli nam na wykształcenie nowego pokolenia innowatorów – tłumaczy dr hab. Piotr Sankowski, prof. UW, prezes IDEAS NCBR.

Kształcenie w Szkole Doktorskiej AGH trwa 8 semestrów i realizowane jest w 4 dziedzinach nauki w 16 dyscyplinach naukowych. Doktoranci realizują indywidualny plan badań i indywidualny plan kształcenia dostosowany do potrzeb danej osoby. Szkoła Doktorska jest bezpłatna, prowadzona w trybie stacjonarnym, a jej uczestnicy mają zagwarantowane stypendium doktoranckie. Szczegółowe informacje dotyczące oferty Szkoły dostępne są na stronie: https://www.agh.edu.pl/doktoranci/szkoly-doktorskie/szkola-doktorska-agh/

PrestaShop z 40% wzrostem przychodów w 2021 roku

W 2021 roku PrestaShop odnotowała znaczący wzrost przychodów oraz wartości towarów brutto wygenerowanych przez sprzedawców korzystających z platformy. Firma planuje także podwoić zatrudnienie w 2022 r. Platforma stała się preferowanym rozwiązaniem e-commerce dla małych i średnich przedsiębiorstw w Europie i Ameryce Łacińskiej. Po dołączeniu do grupy MBE Worldwide, firma przedstawia plany na jeszcze bardziej dynamiczny rozwój.

Historyczny rok dla lidera e-commerce w Europie i Ameryce Łacińskiej

Piętnaście lat po debiucie we Francji, PrestaShop odnotowuje wyjątkowy dynamiczny wzrost. Prawie 300 000 sklepów PrestaShop wygenerowało 24 miliardy euro wartości sprzedaży w 2021 roku, co stanowi 9% wzrost w porównaniu z rokiem 2020 i przekłada się na 40% wzrost przychodów.

”Jesteśmy bardzo dumni, że mogliśmy mieć wpływ na doskonałe wyniki PrestaShop i jej sprzedawców w ubiegłym roku. Wszystkie zespoły PrestaShop Polska z niecierpliwością czekają na jeszcze lepsze rezultaty w 2022 roku, aby rozwijać nasz wspólny sukces” – podkreśla Mateusz Osiecki, Country Manager PrestaShop Polska.

PrestaShop planuje zwiększyć liczbę pracowników w 2022 roku z 200 do 400. Ma być to możliwe również dzięki podejściu „Work From Anywhere”, zapewniającemu równowagę między pracą a życiem prywatnym. Na początku 2022 roku, do firmy dołączyło 50 nowych pracowników.

Nastawienie na rozwój wymaga również tworzenia partnerstw strategicznych na dużą skalę, aby wspierać cele użytkowników platformy. Są to m.in. oferowanie nowych funkcji i usług, zwiększenie liczby klientów poprzez odpowiednie strategie marketingowe i zwiększanie widoczności. Oferując dostęp do najlepszej technologii, PrestaShop pozwala firmom każdej wielkości, zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorstwom, na rozwój i skalowanie.

PrestaShop Essentials, dostępny na platformie Addons, to pakiet funkcji, który powstał aby poprawić i uprościć doświadczenia sprzedawców. Zawiera m.in PrestaShop Checkout zbudowany przy użyciu interfejsu płatności PayPal, analizy i zarządzanie danymi e-commerce z PrestaShop Metrics, marketing internetowy z PrestaShop Marketing with Google, zakupy społecznościowe z PrestaShop Facebook, czy płatności odroczone z PrestaShop Paylater, które zostały niedawno uruchomione we współpracy z Oney i PayPlug.

„PrestaShop opiera się na ambitnej strategii wzrostu, dzięki połączenie trzech unikalnych filarów: dynamicznie działających sprzedawców, rozwoju zespołów poprzez rekrutowanie najlepszych specjalistów oraz stale ewoluującego portfolio zawierającego coraz bardziej innowacyjne i efektywne rozwiązania” – mówi Alexandre Eruimy, Dyrektor Zarządzający PrestaShop.

Priorytet Prestashop na rok 2022 rok: umocnienie pozycji jako część grupy MBE, aby przyspieszyć dalszą ekspozycję wśród średnich firm

Pod koniec 2021 roku, PrestaShop została przejęta przez MBE Worldwide. Wykorzystując komplementarność swoich ofert, firmy chcą stać się wiodącą globalną platformą handlową.

Synergia pomiędzy usługami PrestaShop, a doświadczeniem MBE w zakresie, logistyki i personalizacji doświadczeń klienta, pozwoli platformie zdobyć nowych klientów na całym świecie. Dzięki wsparciu ważnego gracza w branży, PrestaShop może teraz zaoferować płynne i w pełni zintegrowane doświadczenie obejmujące wszystkie potrzeby sprzedawców. Fuzja z MBE wzmocniła PrestaShop i pozwoliła dynamicznie osiągać kolejne cele.

„Doskonałe wyniki PrestaShop i jej sprzedawców w 2021 roku potwierdzają, że nasza decyzja o przejęciu platformy była słuszna. Dzięki ekspertyzie i zespołom PrestaShop, dążymy teraz do dalszej maksymalizacji możliwości wynikających z e-commerce, wspierając tym samym nasz długoterminowy cel, którym jest stanie się wiodącą platformą dla globalnego handlu.” – komentuje Paolo Fiorelli, prezes i CEO MBE.

„Razem z MBE możemy teraz odpowiedzieć na cały zakres potrzeb firm dzięki w pełni zintegrowanemu podejściu – od logistyki poprzez wysyłkę i systemy płatności, aż po ostatnią milę. Omnichannel stał się normą, dlatego połączenie naszego know-how pozwoli osiągnąć cel, którym jest stanie się referencyjną platformą e-commerce przyspieszającą rozwój biznesu na całym świecie.” – podkreśla Alexandre Eruimy, dyrektor zarządzający PrestaShop.

Rosji grozi całkowita wasalizacja ekonomiczna

Nie ma świata trójbiegunowego. Jest świat ewidentnie zmierzający w stronę dwubiegunowego – czyli Zachód z jednej strony, Chiny z drugiej. Rosja zaś trochę zachowuje się jak państwo bandyckie. Częściowo jak państwo upadłe. I w szczególności państwo, któremu grozi zarówno całkowita wasalizacja ekonomiczna. A skutkiem tego gospodarka oparta na surowcach – akurat węglowodorach, które mogą w ciągu dziesięciu – dwudziestu lat zostać zupełnie wyparte przez nowe technologie wodorowe. Rosja jest więc gospodarką, która będzie coraz bardziej skazana na porażkę. Oczywiście są pewne powody odziedziczone z przeszłości, dla których Rosja odgrywa większą rolę niż odgrywałaby – niż pozwalałby na to ich potencjał gospodarczy, polityczny i militarny. Nawet ten konwencjonalny. Jednak Rosja przestanie wkrótce być wielkim, znaczącym, graczem światowym.

– Rosja jest Brazylią z 6 tyś. głowić nuklearnych i podejmuje działania ryzykanckie. To się dla Rosji prawdopodobnie źle skończy i rosyjski niedźwiedź zostanie pożarty przez chińskiego smoka. Rosja stanie się chińskim wasalem gospodarczym i politycznym – powiedział serwisowi eNewsroom  profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Oczywiście Rosja może odejść od dostarczania na Zachód surowców – na przykład energetycznych. A jak Zachód raz zrezygnuje z rosyjskich surowców – to już więcej do nich nie wróci. Za 20 lat czy 25 będą stosowane technologie wodorowe – a nie spalanie ropy i gazu. Natomiast Chiny oczywiście wezmą od Rosji paliwa jako przejściowe – ale będą jedynym odbiorcą. Więc wkrótce Rosjanie zobaczą, że to Chiny dyktują warunki. A więc długookresowo największym przegranym wojny będzie właśnie Rosja. Jeśli nic się nie zmieni, to kraj ten znajdzie się na drodze do tego, żeby w ciągu 15-20 lat stać się mało znaczącym satelitą Chin – ocenia Orłowski.

Pandemia nie wywoła plagi rozwodów. Finanse ważnym hamulcem w tej kwestii

Jak wynika z danych ponad 40 sądów okręgowych, w pierwszym kwartale br. wpłynęło do nich łącznie blisko 19,9 tys. pozwów rozwodowych, czyli niemal tyle samo co rok wcześniej. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku nastąpił wzrost o nieco ponad 3%, a w zestawieniu z początkiem 2019 roku widać spadek o prawie 8%. Od stycznia do marca br. najwięcej takich pozwów odnotowano w Poznaniu – prawie 1,3 tys. Z kolei najmniej było ich w Łomży – 149. Jak przewidują eksperci, w kolejnych latach raczej nie czeka nas plaga rozwodów, jak wcześniej zapowiadali niektórzy specjaliści z rynku. Ich liczba będzie wręcz maleć, ponieważ coraz rzadziej są zawierane małżeństwa. Następnym powodem będzie niestety ekonomia.

Z danych uzyskanych z 46 sądów okręgowych wynika, że od początku stycznia do końca marca br. wpłynęło do nich prawie 19,9 tys. pozwów rozwodowych. To niemal tyle samo co w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy odnotowano ich 19 873, czyli o 16 mniej niż w pierwszym kwartale 2022 roku (19 889). Z kolei zestawiając tegoroczne dane i zarejestrowane na początku 2020 roku (prawie 19,3 tys.), widać wzrost o nieco ponad 3%. Natomiast w porównaniu z trzema pierwszymi miesiącami 2019 roku (ponad 21,5 tys.) ostatnio nastąpił spadek o prawie 8%.

– Różnice w stosunku do trzech poprzednich lat są bardzo niewielkie. I nie oddają skali rozpadających się małżeństw w Polsce, jaką prognozowano w zeszłym roku w związku z nowymi doświadczeniami par zamkniętych w domach w wyniku pandemii. Obecnie wielu małżonków przechodzących kryzysy odkłada wnoszenie pozwów ze względu na kwestie ekonomiczne, w tym np. wspólnie spłacane i rosnące kredyty hipoteczne. Ponadto znaczna część osób obawia się kosztów związanych z wniesieniem sprawy do sądu. Trzeba pamiętać o tym, że w ostatnich dwóch latach niektórzy Polacy stracili swoje biznesy i musieli np. znaleźć nowe pomysły na życie. I na tym skupili swoją uwagę, odkładając sprawy osobiste na dalszy plan – mówi radczyni prawna Małgorzata Sokołowska, specjalizująca się w sprawach rodzinnych.

Jak zauważa Michał Pajdak z platformy e-Psycholodzy, wspólne zawieranie umów hipotecznych, których jest kilka milionów w skali Polski, może ograniczać podejmowanie decyzji o rozwodach. W zeszłym roku było 2,5 mln aktywnych umów kredytowych, o czym informuje ekspert. I dodaje, że samodzielnie trudniej jest uzyskać kredyt mieszkaniowy, a nawet wynająć mieszkanie przy rosnących cenach najmu. Dlatego niestety część osób wciąż jeszcze podejmuje decyzje o wyborze partnera życiowego pod presją względów ekonomicznych, a także wymagań społecznych.

– Nadal niewielu Polaków, którzy przychodzą po porady prawne dotyczące rozwodu, pracuje wcześniej nad relacjami osobistymi, np. poprzez terapie czy mediacje rodzinne, inwestując w naprawę więzi. Niemniej mam wrażenie, że rośnie liczba osób, które poprzez szeroko dostępne warsztaty, webinary i kursy online czy dynamicznie rozwijające się internetowe grupy wsparcia, indywidualnie pogłębiają swoją wiedzę na temat przyczyn kryzysów w związkach, dostrzegając przez to sytuację, w jakiej same się znalazły. Jednak można się spodziewać, że w dużej mierze właśnie względy ekonomiczne, a nie chęć rozwoju w pielęgnowaniu bliskości, hamują liczbę pozwów – dodaje mec. Małgorzata Sokołowska.

Natomiast Michał Pajdak zwraca uwagę na to, że sukcesywnie spada ilość zawieranych małżeństw w Polsce. Jednak liczba wniosków rozwodowych utrzymuje się na podobnym poziomie rok do roku. Co więcej, rośnie wiek osób wchodzących w związki małżeńskie. Wybór partnera życiowego powinien być więc dojrzały, ale nie zawsze tak jest. Systematycznie rośnie odsetek urodzeń pozamałżeńskich. Jak podaje ekspert, obecnie co czwarte dziecko rodzi się w niesformalizowanym związku. A to wszystko oznacza, że w najbliższych latach liczba rozwodów będzie wykazywała procentowe wzrosty w stosunku do ilości zawieranych małżeństw.

– Liczba rozwodów utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie od kilku lat. I raczej nic nie zapowiada, żeby jakoś drastycznie ich przybywało. Jak widać, nawet sama pandemia niewiele tutaj zmieniła. A już na pewno nie jestem skłonna uznać, że czeka nas plaga pozwów rozwodowych. Można pokusić się o prognozę, że w przyszłości będzie ich nawet nieco mniej, skoro coraz rzadziej są zawierane małżeństwa – stwierdza mec. Małgorzata Sokołowska.

Patrząc na dane z poszczególnych sądów okręgowych, widać, że w analizowanym okresie br. wpłynęło do nich od blisko 150 do przeszło tysiąca pozwów rozwodowych. W pierwszym kwartale tego roku najwięcej takich przypadków odnotowano w Sądzie Okręgowym w Poznaniu – 1 296, Katowicach – 1 035, Warszawie – 1 034, Gdańsku – 1 003, a także Krakowie – 947. Na 6. miejscu jest Sąd Okręgowy Warszawa-Praga z wynikiem 850.

– Najwięcej pozwów rozwodowych wpływa do sądów znajdujących się w najbardziej zaludnionych aglomeracjach miejskich. Gdyby zsumować wyniki z dwóch sądów zlokalizowanych w stolicy, to łącznie byłoby ich blisko 2 tys. Natomiast z analizy wynika, że Poznań jest w czołówce miast z największą liczbą takich spraw. Wyjaśnieniem może być też to, że w tych dużych miastach mieszkają osoby o jednolitych poglądach, które w jasny i szybki sposób chcą rozwiązywać swoje problemy rodzinne. Tutaj mniejsze znacznie odgrywają czynniki religijne i tzw. wstyd społeczny niż w niewielkich miejscowościach. Jeśli dana osoba upewni się, że wie, czego potrzebuje w życiu, a co stanowi dla niej źródło frustracji lub nawet strachu o siebie i dzieci, to po prostu zaczyna działać – komentuje mec. Sokołowska.

W pierwszym kwartale br. najmniej pozwów rozwodowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Łomży – 149, Przemyślu – 153, Tarnobrzegu – 184, Suwałkach – 185, Krośnie – 188, a także Tarnowie – 199. Jak podsumowuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl, na wyniki tych sądów wpłynęła wielkość miast, w których się znajdują. Znaczenie miał też obszar ich działania. Liczba rozwodów jest widocznie niższa na mniej zurbanizowanych terenach, gdzie religijność i przywiązanie do tradycji mocno przekładają się na decyzje podejmowane przez małżonków.

Rządowy program pomocy kredytobiorcom utrudni walkę z inflacją

Rząd bardzo chętnie pożycza pieniądze od obywateli na takich warunkach, że na tym tracimy z powodu rekordowej inflacji. Zmieniając WIBOR pod pretekstem ochrony kredytobiorców osłabi skuteczność walki z inflacją prowadzonej przez RPP.

Przy bliskich zeru rekordowo niskich stopach procentowych kredyty mieszkaniowe podpisało 530 tys. kredytobiorców, a chodzi o okres maj 2020-wrzesień 2021. Można szacować (za BIK), że kłopoty ze spłatą, ze względu na kolejne podwyżki stóp procentowych w konsekwencji rekordowej inflacji może mieć 90 tys. osób. To przede wszystkim osoby, które zaciągnęły kredyt samodzielnie i mają inne zobowiązania kredytowe. Problem jest więc indywidualny, a nie systemowy, może być łagodzony poprzez Fundusz Wsparcia Kredytobiorców.

Jednak pojawiają się pomysły, aby wprowadzić właśnie rozwiązania systemowe, bez wyjaśniania, że zapłacą za nie podatnicy. I nie jest to sposób na ograniczanie inflacji i przeciwdziałanie kolejnym podwyżkom stóp procentowych, które uderzą także w tę grupę kredytobiorców.

– Takie pomysły powinny być poprzedzone zrozumieniem tego, jak działa polityka pieniężna i w jaki sposób bank centralny może wpływać na inflację – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Aby zmniejszyć inflację trzeba osłabiać popyt, podstawowym instrumentem, którym jest stopa procentowa. Bank centralny powinien zmierzać do osiągnięcia celu inflacyjnego 2,5%, a w takiej sytuacji podwyżki stóp powodują, że musi rosnąć WIBOR, który jest rynkową stopą procentową na różne okresy, a te najpopularniejsze stawki dotyczą okresu 3 i 6 miesięcy.

NBP podnosi stopy, aby ograniczyć popyt, gdy jednocześnie rząd zwiększa wydatki stymulujące popyt (to np. trzynaste i czternaste emerytury). Działania te są ze sobą sprzeczne.

Co się stanie, jeżeli zostanie „zamrożony” WIBOR, albo zastąpiony innym rozwiązaniem, które w sposób sztuczny nieznacznie obniży koszty spłaty kredytów?

– To byłoby odebranie RPP jedynego narzędzia, którym dysponuje ona do tego, aby sprowadzić inflacje na akceptowalne poziomy – wyjaśnia ekspert XTB. – Oczywiście, można dyskutować na ile obniżenie popytu w gospodarce ma się odbywać poprzez wzrost kosztów kredytu obniżający wydatki konsumpcyjne zadłużonych osób, jednak nie można odbierać bankowi centralnemu jedynego narzędzia umożliwiającego skuteczne działanie.

Mamy też problem, że przy rosnących stopach procentowych powinny bardziej rosnąć oprocentowania lokat w bankach, co także osłabiłoby popyt konsumpcyjny. Jednak oprocentowanie rośnie niemal symbolicznie, ponieważ polskie banki mają nadpłynność finansową i nie chcą pozyskiwać depozytów.

Nadpłynność banków jest spowodowana nie tylko słabym zainteresowaniem przedsiębiorstw inwestycjami produkcyjnymi z powodu poczucia wysokiej niepewności, a wśród jej przyczyn jest zmienność polskiego prawa, szczególnie pogłębiona wprowadzaniem Polskiego Ładu. Ta nadpłynność jest przede wszystkim konsekwencją tego, że rząd finansuje swoje wydatki poza oficjalnym długiem rządowym, poprze emisję obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego i Polski Fundusz Rozwoju. Ekspozycja polskiego sektora bankowego na takie obligacje jest już obecnie bardzo wysoka.

– Aby przeciwdziałać tej sytuacji rząd mógłby zwiększyć oprocentowanie obligacji detalicznych, opierając je właśnie o stawkę WIBOR i dzięki temu wspierając RPP w działaniach zmierzających do obniżenia inflacji – wyjaśnia P.Kwiecień. – Przede wszystkim brakuje obligacji rządowych krótkoterminowych, 3 i 6 miesięcznych opartych właśnie o WIBOR.

Rosnące ceny i spadek sprzedaży po pierwszym kwartale. Prognozy dla rynku nieruchomości

Za nami pierwszy kwartał tego roku. Dwucyfrowa inflacja, kolejne podwyżki stóp procentowych oraz nowa rekomendacja KNF, znacznie ograniczyły możliwości kredytowe kupujących, a co za tym idzie przełożyły się na spore spadki sprzedaży mieszkań. Wojna w Ukrainie, spowodowała boom na rynku najmu, jednak deweloperzy mimo zachwianych warunków i wchodzącej w życie za dwa miesiące nowej ustawy deweloperskiej, wciąż rozpoczynają budowę kolejnych inwestycji, a liczba ofert na rynku rośnie – wynika z danych redNet Consulting.

Tab.1. Oferta mieszkaniowa w Warszawie, Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu

OFERTA MIESZKAŃ        
2021 2022
I kw. II kw. III kw. IV kw. I kw. zmiana kw/kw.
Warszawa 11 860 11 302 11 499 11 928 13 036 9,3%
Kraków 9 371 8 809 8 384 8 325 9 091 9,2%
Trójmiasto 6 441 6 363 5 811 5 918 6 636 12,1%
Wrocław 9 085 8 385 6 339 7 278 6 986 -4,0%

Źródło: redNet Consulting dla redNet24

Na czterech największych rynkach nieruchomościowych w Polsce, po pierwszych trzech miesiącach tego roku jedynie Wrocław, zaliczył spadek ofert mieszkań w ujęciu I kwartał tego roku do ostatniego kwartału zeszłego roku (-4%). W Warszawie i Krakowie liczba ofert wzrosła o ponad 9%, a najwięcej w Trójmieście – o ponad 12%. Stolica wciąż jest w czołówce i spośród wspomnianej czwórki I kwartał roku zamyka z ponad 13 tys. ofert mieszkaniowych.

Wpływ na wzrost podaży ma spadek sprzedaży, jednak moim zdaniem nie są to, aż tak drastyczne zmiany i trzeba obserwować rynek w kolejnych kwartałach, bo sytuacja może się zmienić. Wszystko zależy od sytuacji geopolitycznej, a w konsekwencji ekonomicznej w Polsce zauważa Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl

Ceny wciąż rosną….

Jak wynika z danych redNet 24, w ostatnich kwartałach średnie ceny mieszkań w największych polskich miastach cechuje tendencja wzrostowa. W Warszawie na koniec marca za 1mkw. trzeba było zapłacić średnio blisko 13,5 tys., co daje 5% wzrost w porównaniu z ceną z końca zeszłego roku. Mniejsze podwyżki zaobserwować można było w Krakowie (+2,7%) oraz w Trójmieście (2,3%), a także we Wrocławiu ( + 1,6%)

Tab.2. Średnia ofertowa cena 1 mkw. mieszkania

CENY MIESZKAŃ    
2021 2022
I kw. II kw. III kw. IV kw. I kw. zmiana kw/kw.
Warszawa 11 772 12 184 12 325 12 719 13 348 4,9%
Kraków 10 346 10 807 11 267 11 665 11 985 2,7%
Trójmiasto 10 854 11 123 11 387 12 285 12 566 2,3%
Wrocław 9 688 10 081 10 426 10 568 10 740 1,6%

Źródło: redNet Consulting dla redNet24

Sprzedaż wyhamowała

Cztery największe aglomeracje na rynku nieruchomości zaliczyły spore spadki sprzedażowe, choć nie są one tak duże, jak wcześniej przewidywano. Najtrudniejsza sytuacja panuje w stolicy, w porównaniu do IV kwartału 2021r. nastąpił spadek o 26%. O 1168 mniej mieszkań zostało sprzedanych w trzech ostatnich miesiącach roku. Nieco mniejsze spadki zanotowały Kraków ( -16,3%) oraz Wrocław ( -15,7%), najmniejsze Trójmiasto (-9,3%).

Tab.3. Kwartalna sprzedaż mieszkań w Warszawie, Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu

SPRZEDAŻ MIESZKAŃ        
2021 2022
I kw. II kw. III kw. IV kw. I kw. zmiana kw/kw.
Warszawa 6 751 6 051 4 016 4 475 3 307 -26,1%
Kraków 2 576 3 270 2 448 2 262 1 893 -16,3%
Trójmiasto 3 330 2 427 2 519 2 133 1 935 -9,3%
Wrocław 3 129 2 898 2 304 1 878 1 583 -15,7%

Źródło: redNet Consulting dla redNet24

Co wpływa na spadek sprzedaży w stolicy?

Przeciętne, miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Warszawie wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie – na koniec marca wyniosło 7632,8 zł brutto. Wynagrodzenie rośnie, ale ceny nieruchomości również, czy to wpływ spadku sprzedaży w stolicy?

Na spadek sprzedaży wpływ ma wiele czynników, nie tylko ceny. Warszawski rynek nieruchomości ponad dwa lata temu najbardziej dotknęła pandemia spowodowana wirusem COVID-19. Kiedy rynek w miarę się ustabilizował na koniec zeszłego roku, to w lutym wybuchła wojna w Ukrainie, która spowodowała spadki sprzedażowe, a rynek najmu w szybkim czasie nabrał rozpędu. Dodatkowo wpływ na obecną sytuację ma najwyższa w XXI w. inflacja i ciągłe podwyżki stóp procentowych, które zmniejszą zdolność kredytową kupujących. Nie przesądzałabym sytuacji w stolicy po pierwszym kwartale, ale wszystko wskazuje na to, że w dłuższej perspektywie można spodziewać się mniejszych spadków sprzedażowych, około 15-16% w ujęciu kwartał do kwartałupodkreśla Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich

Założenia unijnego programu certyfikacji cyberbezpieczeństwa usług chmurowych niosą ryzyko dla rozwoju otwartego rynku cyfrowego

Unijny program certyfikacji cyberbezpieczeństwa w zakresie usług chmurowych powinien być tworzony przejrzyście oraz w ramach konsultacji z podmiotami, na które będzie miał on wpływ w Europie. Konieczne jest uwzględnienie jego korzyści i kosztów, a udział w nim musi pozostać dobrowolny – uważa reprezentujący sektor nowych technologii Związek Cyfrowa Polska. Organizacja zaapelowała do rządu, aby polscy ministrowie zabiegali o to w dyskusji na arenie europejskiej. – Stawką jest rozwój sprawiedliwego, otwartego rynku cyfrowego – przekonują eksperci.

Prace nad Europejskim Programem Certyfikacji Cyberbezpieczeństwa w zakresie Usług Chmurowych (EUCS) prowadzone są obecnie przez Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa. To obecnie w branży technologicznej jeden z kluczowych tematów. Tym bardziej, że regulacja może stać się obowiązującą w całej Wspólnocie normą dostarczania usług chmurowych.

Założenia projektu budzą jednak wątpliwości przedstawicieli polskiej branży cyfrowej. Stanowisko w sprawie certyfikacji zabrał Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje w Polsce firmy technologiczne. Trafiło ono do premiera Mateusza Morawieckiego. – Chcemy wesprzeć rząd naszym doświadczeniem i wskazać kierunki, które pozwolą możliwie najlepiej wykorzystać potencjał technologii chmurowej w polskim i unijnym sektorze prywatnym oraz publicznym – mówi Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski.

Ochronić potencjał rynku cyfrowego

Dlaczego to ważne? „Założenia projektu niosą znaczne ryzyko dla rozwoju sprawiedliwego, otwartego rynku cyfrowego, powstawania innowacyjnych usług korzystających z technologii chmury obliczeniowej i wzrostu ambitnych przedsiębiorstw, pragnących konkurować na światowych rynkach” – czytamy w piśmie wystosowanym przez Związek Cyfrowa Polska do premiera.

Najwięcej wątpliwości ekspertów budzi niejasne i nieprecyzyjne opisanie wymagań, których spełnienie będzie niezbędne do uzyskania tak zwanego certyfikatu EUCS. Szczególnie branżę niepokoi warunek tzw. suwerenności, który zakłada, że siedziba główna podmiotu kandydującego do uzyskania takiego certyfikatu najwyższego poziomu, musi być zlokalizowana w Europie, a sama firma nie może być w posiadaniu podmiotu spoza Unii. To zdaniem Cyfrowej Polski nie tylko będzie wymóg trudny do wdrożenia czy nawet jego późniejszej kontroli, to może on wprost uderzyć w dostawców usług chmurowych oraz firmy wykorzystujących ich usługi (w tym start-upy). „Taka sytuacja skutkowałaby uszczerbkiem na rozwoju innowacyjnych usług i rozwiązań w UE, uderzyłaby we wzrost cyfrowej gospodarki i potencjał tutejszych firm do konkurowania na światowych rynkach” – alarmują eksperci Cyfrowej Polski.

Przejrzystość na pierwszym miejscu

Dlatego Związek zwrócił się do polskiego rządu z apelem o zabieganie na poziomie unijnym, aby tworzone regulacje w sprawie bezpieczeństwa chmury były projektowane przejrzyście, a także w oparciu o konsultacje społeczne wśród ekspertów w dziedzinie cyberbezpieczeństwa i przedstawicieli branży. – To szczególnie istotne ze względu na niezwykle szeroki zakres podmiotów dotkniętych postanowieniami procesu certyfikacji. Uważamy, że konieczne jest, aby stojąca na czele projektu Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa regularnie publikowała projekt programu i informowała o istotnych postępach prac – podkreśla Michał Kanownik.

Cyfrowa Polska postuluje też, aby przedstawiono precyzyjną ocenę efektów projektu EUCS i przygotowano zestaw wskazówek oraz wytycznych dotyczących wdrażania nowego programu. Organizacja uważa, że konieczne jest również zapewnienie możliwości audytu i egzekwowania wymogów programu certyfikacji usług chmurowych. I wreszcie postuluje, aby udział w programie certyfikacji pozostał dobrowolny.

Co do zasady program certyfikacji usług chmurowych nie może być oparty wyłącznie o wizję polityczną, ale przede wszystkim powinien odpowiadać na realia rynkowe. Uważamy, że istotne jest, aby polski rząd zabiegał na arenie europejskiej o korzystne dla całej branży cyfrowej rozwiązania. Przejrzystość, konsultacje i jasne wytyczne to podstawowe elementy prawidłowego wprowadzania nowych rozwiązań – ocenia prezes Związku Cyfrowa Polska.

Skriware z rekordowymi przychodami w I kw. 2022 r.

Skriware, spółka działająca na globalną skalę w branży EdTech, osiągnęła w minionym kwartale 2022 r. przychody o wartości 16,2 mln zł, co jest wynikiem o 34 proc. większym niż wartość przychodów w całym 2021 roku. Z kolei EBITDA wyniosła 4,8 mln zł, a zysk netto 4,7 mln zł. Rekordowe wyniki w I kw. 2022 to zasługa rozwoju własnych produktów oraz zwiększonego popytu na technologię w polskiej edukacji.

– Cieszymy się z wyników finansowych, jakie zanotowaliśmy w I kwartale br. Doskonale odzwierciedlają one dynamiczne tempo rozwoju naszej działalności i pozwalają konsekwentnie umacniać naszą pozycję w branży. Intensywnie pracujemy nad dalszym rozwojem, stale inwestując w rozwój produktu i treści, tak, aby docelowo stworzyć rozwiązania dla nowoczesnej i efektywnej edukacji – komentuje Karol Górnowicz, CEO Skriware.

Firma stawia na ekspansję zagraniczną i budowanie globalnej sieci dystrybutorów. Niedawno podpisano pierwszą umowę dystrybucyjną z partnerem ze Stanów Zjednoczonych, dotyczącą dostarczenia do wybranych amerykańskich szkół interdyscyplinarnych laboratoriów SkriLab.

Do 2024 roku chcemy podwoić liczbę szkół, z którymi współpracujemy. Teraz dodatkowo możliwość wnioskowania do Programu Laboratoria Przyszłości, w którym bierzemy udział, mają szkoły niepubliczne, dofinansowaniem objęte zostaną także szkoły ponadpodstawowe. Ponadto, nakierowujemy obecnie swoją strategię sprzedaży na zwiększanie udziału eksportu w całości przychodów, jak również budowanie modelu sprzedaży powtarzalnej. – dodaje Karol Górnowicz.

Obecnie Skriware buduje sieć dystrybucji na czterech kontynentach: w Europie, Azji, Ameryce Północnej oraz Australii. Do tej pory spółka nawiązała współpracę z 14 dystrybutorami w 18 krajach. Poza Polską z rozwiązań Skriware korzysta ponad 300 szkół i instytucji zagranicznych.

Skriware dostarcza dzieciom praktyczną i angażującą edukację, dopasowaną do potrzeb XXI wieku, która łączy rozwój kompetencji miękkich i technicznych bazując na interdyscyplinarnej metodzie nauczania STEAM (Science, Technology, Engineering, Arts, Mathematics). To wszystko jest możliwe dzięki autorskiemu laboratorium edukacyjnemu SkriLab, które oparte jest na druku i modelowaniu 3D, robotach edukacyjnych, narzędziach do programowania oraz platformie online dedykowanej nauczycielom. Oferta produktowa Skriware składa się z kombinacji wdrożeń hardware oraz software, które sprzedawane są bezpośrednio przez dystrybutorów oraz w modelu SaaS, który stanowi istotny czynnik wzrostu skali biznesu. Spółka w Polsce dostarcza swoje rozwiązania do ponad 2 tysięcy szkół.

W perspektywie najbliższych 12 miesięcy spółka ma w planach przeprowadzić IPO.

Co to jest podcast marketing?

Boom na podcasty nie ominął także branży marketingowej. Stopniowo, ta forma przekazu jest coraz częściej wykorzystywana także przez marketerów i obfituje w ciekawe tematy i formaty.

Rynek podcastów kwitnie i otwiera nowe możliwości dla ekonomii: jak podaje The Interactive Advertising Bureau, tylko na rynku amerykańskim prognozuje się, że w 2022 roku przychody z reklam w podcastach wyniosą około 700 milionów dolarów. Chociaż szum wokół tego nowego medium nie jest tak wielki jak w Ameryce, coraz więcej użytkowników odkrywa je dla siebie także w Polsce. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez LoveBrands Group i SW Research, ponad 40% Polaków słuchało lub słucha regularnie podcastów.

Zarówno rynki B2C, jak i B2B stopniowo uświadamiają sobie ten potencjał. Coraz więcej firm wykorzystuje podcasty jako swój własny, dodatkowy kanał (podcast korporacyjny lub branded podcast). Podobnie jak w przypadku treści redakcyjnych, na pierwszym miejscu stawia się na jakość. Firmy, którym uda się zaoferować słuchaczom jakościowe treści, z wyraźną wartością dodaną, mogą, za pomocą podcast marketingu, w ukierunkowany sposób dotrzeć do swojej grupy docelowej, zbudować długotrwałą lojalność klientów i nawiązywać długotrwałe kooperacje.

Co to w ogóle jest podcast?

Określenie „podcast” obejmuje dwa pojęcia:

  • „Pod” (odniesienie do (przeważnie) mobilnej konsumpcji podcastów) i
  • broadcast (z ang. nadawanie)

Podcast składa się z plików audio lub wideo, które są dostępne online i subskrybowane za pomocą tzw. RSS-Feed. Oznacza to, że to medium służy przede wszystkim do komunikacji typu „pull marketing”: użytkownik sam, świadomie decyduje o wyborze treści i sam jej aktywnie poszukuje.

Dzięki podcast marketingowi firmy mogą osiągnąć m.in. następujące cele:

  • Jakościowe podejście do grupy docelowej (zamiast ilościowego)
  • Generowanie leadów
  • Promowanie produktów i usług (pośrednio)
  • Budowanie Community i Thought Leadership
  • Generowanie zaangażowania użytkowników
  • Długotrwała lojalność klientów
  • Udostępnianie ekskluzywnej wiedzy eksperckiej za pośrednictwem dźwięku
  • Budowa wizerunku; na przykład wywiady z partnerami lub klientami są również doskonałym źródłem referencji.

Jakie są możliwości marketingowe podcastów?

Wszyscy, którzy chcą reklamować się za pomocą podcastów, mają do wyboru różne opcje w zakresie mediów płatnych (Paid Media) i mediów własnych (Owned Media).

Paid Media

Na rynku podcastów istnieją trzy rodzaje płatnej reklamy:

  • reklamy komercyjne oraz
  • hybrydowe formy reklamy:
    • sponsoring i
    • reklama natywna (Native Advertising).

Podcasty są zazwyczaj ubogie w treści bezpośrednio reklamowe, co oczywiście jest korzystne dla przekazu promocyjnego.

Umieszczenie reklam (commercials)

Jeśli chciałbyś pojawiać się w podcastach w sposób klasyczny, za opłatą, masz możliwość umieszczania, w odcinkach podcastów, spotów reklamowych. Twoja reklama będzie pokazana albo jako:

  • PreRoll-Ad, czyli na początku odcinka,
  • PostRoll-Ad na koniec odcinka
  • albo pomiędzy nimi lub w środku jako MidRoll-Ad

Oczywiście, opcje umieszczania reklam w podcastach można też łączyć. Często jednak, w jednym odcinku emitowany jest tylko jeden spot, dzięki czemu reakcja na reklamę jest większa.

Oferta sponsoringu

Sponsor podcastu jest zwykle wymieniany na początku lub na końcu odcinka, tak jak w klasycznych reklamach telewizyjnych. W przeciwieństwie jednak do zwyczajnej reklamy, gospodarz podcastu zwykle sam przedstawia sponsora. Dzięki temu przekaz staje się bardziej autentyczny i pozytywnie wpływa na wizerunek reklamodawcy. Trzeba jednak starannie dobierać odpowiednie podcasty, a jest to trudne i to nie tylko ze względu na olbrzymią różnorodność tematów. Specyfiką tego segmentu mediów jest to, że podcasterzy zwykle współpracują tylko z wybranymi partnerami, żeby prezentować swoim słuchaczom tylko takie treści i kooperacje, z którymi rzeczywiście się utożsamiają.

Wykorzystaj reklamę natywną (Native Advertising)

Reklama natywna to kolejny sposób na reklamowanie się w cudzych podcastach. Również w tym wypadku to autor podcastu prezentuje reklamowany produkt lub usługę. Jednak w przypadku reklamy natywnej, przekaz reklamowy nie znajduje się na pierwszym planie, ale jest naturalnie zintegrowany z konwersacją. Przekaz reklamowy tak bardzo się rozmywa, że trudno odróżnić od siebie oba rodzaje treści. Celem tego jest zwrócenie uwagi na markę i budowę jej wizerunku. Przy umiejętnej implementacji można tu także obejść problem ignorowania treści reklamowych przez odbiorców.

Owned Media

Podcasty jako owned media, to najtrudniejsza dyscyplina w podcast marketingu. Polega to na tym, że firmy produkują własne formaty, czyli podcasty korporacyjne. Dzięki temu firmy nie są uzależnione od partnerów zewnętrznych. Same kontrolują wszystkie parametry przekazu zawartego w podcastach, takie jak:

  • obecność marki,
  • cele komunikacyjne, a także
  • przekazy reklamowe, całkowicie zgodne z wyobrażeniami firmy

Podcasty korporacyjne mogą być wykorzystywane w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej, zarówno w sektorze B2C, jak i B2B. Opcje projektowania i realizacji podcastów są tu różnorodne:

  • od Storytelling do
  • raportów,
  • wywiadów z ekspertami lub
  • podcastów, w postaci paneli dyskusyjnych na konkretne tematy

Zakres możliwego działania jest szeroki i może być dostosowany do konkretnych potrzeb firmy i branży.

Podcast korporacyjny może być na przykład częścią ograniczonej czasowo kampanii lub być zaplanowany, jako działanie długoterminowe. Tylko w tym drugim przypadku można w pełni wykorzystać w pełni zalety tego medium, takie jak pozyskiwanie lojalności klientów.

Earned Media

Jeśli za pośrednictwem podcast marketingu firmom uda się dotrzeć do grup docelowych, to mogą one stymulować pozyskiwanie zasięgów z earned media. W przypadku tej formy mediów konsumenci lub inni multiplikatorzy z własnej inicjatywy komunikują się na temat danej treści. Earned media trudno jest kontrolować, ale są one szczególnie wiarygodne. Wysokiej jakości treści, skierowane do właściwego słuchacza zwiększają prawdopodobieństwo tego, że potencjalni multiplikatorzy podzielą się tymi treściami z innymi. Aby zwielokrotnić swój zasięg, można też pomyśleć o gościnnych występach w zewnętrznych podcastach.

Jakie są zalety podcastów korporacyjnych?

Podcasty korporacyjne nie gwarantują bardzo dużego zasięgu ani krótkotrwałego wzrostu sprzedaży, ale tworzą warunek wstępny udanej Customer Journey: budują wiarygodność i zaufanie.

Decydującym warunkiem jest tu dobre dopasowanie organizatora podcastu, grupy docelowej i, jeśli to możliwe, reklamowanego produktu lub usługi. Jeśli to dopasowanie jest udane, można uzyskać bardzo dobry efekt reklamowy.

Zwiększanie się udziału podcastów w rynku reklamowym i USP

Zapotrzebowanie na treści audio rośnie, a serwisy streamingowe, takie jak Deezer czy Spotify, jeszcze wzmacniają ten trend. Podcasty, jako osobna kategoria kanałów marketingowych, stają się więc coraz bardziej popularne. Dostawcy usług streamingowych czasami nawet je promują, dzięki czemu to medium to coraz szerzej wkracza do świadomości konsumentów. Również Apple dostrzega to zapotrzebowanie i preinstaluje aplikację do obsługi podcastów na swoich urządzeniach. Tworzy to podstawę do tego, by grupa docelowa coraz bardziej angażowała się w to nowe medium. Jednocześnie, jeszcze niewiele firm oferuje swoje własne podcasty. Jeśli dana marka wypełnia tę lukę (i zagospodarowuje pewien temat), zyskuje unikalny USP (Unique selling proposition) i zwraca na siebie uwagę potencjalnych klientów.

Koszty/Korzyści

W porównaniu z tworzeniem formatów wideo, podcasty są stosunkowo łatwe i niedrogie w produkcji. Zamiast skomplikowanej techniki oświetleniowej i kamer, zwykle potrzebny jest tylko stosunkowo niedrogi sprzęt, taki jak specjalny mikrofon czy oprogramowanie do edycji dźwięku. Ponadto, o format audio, mogą być uzupełnione już istniejące treści. Na przykład, użytkownik może przeczytać tekst poradnika na stronie internetowej, a następnie znaleźć pod nim podcast, z pogłębionym wywiadem z ekspertem. Nie powinno to jednak przesłaniać faktu, że treści muszą być planowane długoterminowo. Ponadto, wysokiej jakości, wolne od zakłóceń nagranie dźwiękowe jest podstawowym warunkiem tego, by pozyskać wierne audytorium.

Elastyczne zastosowanie, regularność i długość

Dzięki ofertom On-Demand i urządzeniom mobilnym, takim jak smartfony, użytkownicy konsumują dziś content kiedy, gdzie i jak chcą. Jako medium mobilne, podcast korporacyjny całkowicie spełnia te wymagania. Czy to pod prysznicem, czy w pociągu, online czy offline: podcasty mogą być słuchane w każdym miejscu i prawie na każdym urządzeniu. Praktycznie żadne inne medium nie może być używane w tak elastyczny sposób i tak blisko towarzyszyć użytkownikom w ich codziennym życiu. Podcasty dają też możliwość zrelaksowania  na kilka minut oczu.

Ponieważ konsumpcja podcastów, w przeciwieństwie do dłuższych artykułów czy filmów, oszczędza czas, to użytkownik chętniej słucha nawet dłuższych odcinków. Daje to więcej czasu na zaangażowanie słuchaczy, a co za tym idzie – zupełnie inny wpływ na ich zachowania zakupowe.

Indywidualny przekaz i autentyczność

Podcasty wyróżniają się przede wszystkim możliwością indywidualizacji przekazu. Już tylko sam dźwięk ludzkiego głosu tworzy zupełnie zupełnie inne podejście słuchacza do treści. Może on nawet odnieść wrażenie, że jest częścią osobistej, intymnej rozmowy. Zwiększa to wiarygodność przekazu oraz prawdopodobieństwo, że grupa docelowa będzie silniej identyfikować się z treściami, a przez to także z marką. Wszystko to sprawia, że podcast jest wyjątkowo autentycznym medium, które nadaje się także do poruszania drażliwych lub trudnych tematów.

Docieranie do właściwych grup docelowych

Ponieważ podcasty zazwyczaj dotyczą konkretnego obszaru tematycznego, dzięki tej formie reklamy firmy mogą szczególnie precyzyjnie docierać do swoich grup docelowych. Jeśli własny podcast jest reklamowany także w innych podcastach, to precyzja targetowania wzrasta jeszcze bardziej i dodatkowo zwiększa zasięg. Nie jest tajemnicą, że znaczenie cyfrowych narzędzi komunikacji rośnie. Podcasty to nowy punkt styku w Customer Journey, nie występujący w klasycznych kanałach komunikacji. Dzięki kanałom internetowym, takim jak podcasty, można dotrzeć przede wszystkim do młodszych użytkowników, którzy świadomie unikają klasycznych reklam i są bardzo mobilni. Ponadto, oferty On-Demand, zawierające podcasty, zaspokajają pragnienie autonomicznej konsumpcji treści i obejmują różnorodne tematy i formaty, spośród których słuchacz może swobodnie wybierać te, które mu najbardziej odpowiadają.

Problem: mierzenie sukcesu podcastów

Niestety, jak dotąd nie ma jednolitego i wiarygodnego standardu, który pozwoliłby mierzyć sukces konkretnego podcastu. Na przykład, dane dotyczące liczby abonentów i pobrań podcastu nie są wskaźnikiem rzeczywistej liczby słuchaczy. Nie jest jasne, czy odcinek został rzeczywiście wysłuchany po jego subskrypcji lub pobraniu. Ponadto, do tej pory przeprowadzono tylko kilka badań na ten temat – szczególnie brakuje tu długoterminowych obserwacji i konkretnych wyników empirycznych. Marketerzy, którzy stawiają na podcasty, przecierają więc nowe szlaki, ale mogą zostać nagrodzeni premią za pionierskie działania, w ciągle jeszcze mało konkurencyjnym segmencie rynku marketingowego.

Tomasz Sadowski, ekspert ds. marketingu, HUBMEDIA

Ponad 1 mln szkód spowodowanych żywiołami w zeszłym roku

  • Aż 1,05 mln szkód spowodowanych żywiołami likwidowali w 2021 r. działający w Polsce ubezpieczyciele – wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).
  • To więcej niż w minionych latach, ale zdaniem przedstawicieli branży ubezpieczeniowej ten rok może przynieść dalszy wzrost liczby szkód katastroficznych.
  • W I kw. 2022 r. tego rodzaju szkód było aż o 390% więcej w porównaniu z początkiem zeszłego roku – negatywne prognozy potwierdzają dane zakładu ubezpieczeń Compensa.
  • Coraz częstsze doniesienia o zniszczeniach spowodowanych złą pogodą prowadzą do wzrostu zainteresowania ubezpieczeniami mienia.

W 2021 r. zgłosiliśmy ubezpieczycielom w Polsce aż 1,05 mln szkód spowodowanych żywiołami – podaje w corocznym sprawozdaniu statystycznym KNF. Mowa o szkodach rzeczowych powstałych wskutek takich zjawisk jak m.in. ogień, burze, obsunięcia i tąpnięcia ziemi, gradobicie czy mróz[I]. To o 111,1 tys. (+11,7%) oraz 74,1 tys. (+7,5%) więcej w porównaniu odpowiednio z 2019 i 2020 r.

Warto te dane uzupełnić o informację, że łączna liczba szkód, do których w zeszłym roku doprowadziły żywioły, była z pewnością większa. Powyższe dane nie obejmują spowodowanych np. wichurami i gradobiciami zniszczeń zgłoszonych z ubezpieczeń autocasco (AC). Z naszych statystyk wynika, że sprawy prowadzone w ramach polis komunikacyjnych stanowią kilka procent wszystkich szkód katastroficznych – mówi Monika Lis-Stawińska, Dyrektor Zarządzający w Departamencie Likwidacji Szkód Kompleksowych, Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group.

Co ciekawe, w grudniu zeszłego roku aż 61% Polaków zapytanych przez Ipsos obawiało się, że 2022 r. przyniesie jeszcze większą liczbę ekstremalnych zjawisk pogodowych[II]. Pesymistyczne prognozy potwierdziły się w obserwowanych w styczniu i lutym potężnych burzach i wichurach. Anomalie pogodowe nie pozostały bez wpływu na statystyki szkód.

W I kw. 2022 r. klienci zgłosili nam aż o 390% więcej szkód spowodowanych złymi warunkami atmosferycznymi, niż w tym samym czasie przed rokiem. Jeśli tegoroczne lato okaże się tak samo wietrzne i ulewne, jak poprzednie, to nie można wykluczyć, że pod koniec roku będziemy raportować o kolejnym negatywnym rekordzie – uważa Monika Lis-Stawińska z Compensy. – Co jednak ważne, częste informacje o szkodach pogodowych powodują wzrost zainteresowania ubezpieczeniami majątkowymi. One nie uchronią np. właściciela domu przed wichurą, ale zapewniają odszkodowanie, dzięki któremu można przywrócić mienie do stanu sprzed szkody – dodaje.

Trend zwiększonego zainteresowania polisami widać w podsumowaniu KNF-u. W 2021 r. kupiliśmy w Polsce 28,2 mln ubezpieczeń na wypadek szkód spowodowanych żywiołami. Rok wcześniej zawarliśmy o 6,7% polis mniej, a dwa lata temu o 8,8%.

Jak działa ubezpieczenie?

Dzięki ubezpieczeniu można otrzymać odszkodowanie po szkodach spowodowanych rozmaitymi zdarzeniami losowymi. Zalicza się do nich zła pogoda. Ochroną objęte może być mienie prywatne lub firmowe, np. budynki wraz z wyposażeniem, mała architektura ogrodowa czy pojazdy. Po szkodzie, np. gradobiciu lub wichurze, należy zgłosić zdarzenie ubezpieczycielowi i tym samym rozpocząć proces ubiegania się o odszkodowanie.

– Gdy szkód katastroficznych jest wyjątkowo dużo, ubezpieczyciele uruchamiają działania usprawniające proces likwidacji szkód. W naszym przypadku oznacza to np. wprowadzenie możliwości tak zwanej samolikwidacji. W tym przypadku ubezpieczony sam określa wartość strat i zamieszcza niezbędne dokumenty za pomocą smartfona. Ta procedura umożliwia też zdalne oględziny, czyli bez konieczności wizyty rzeczoznawcy. Na bieżąco relokujemy rzeczoznawców do terenów najbardziej dotkniętych szkodami. Umożliwiamy też natychmiastowe podjęcie działań, mających na celu zminimalizowanie skutków szkody i naprawę zniszczonego mienia – tłumaczy Monika Lis-Stawińska z Compensy.

Do zadań posiadacza polisy należą po szkodzie m.in. fotograficzne udokumentowanie strat, gromadzenie do okazania ubezpieczycielowi zniszczonych przedmiotów czy zbieranie rachunków i faktur za wykonane naprawy lub zakupione przedmioty. Wszystko to przyspieszy rozpatrywanie zgłoszenia i umożliwi właściwą ocenę zakresu powstałych zniszczeń, co ma wpływ na wysokość odszkodowania.

Źródło: Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group

[I] Szkody zgłoszone w ramach ubezpieczeń majątkowych (Działu II, grupy 8. i 9.), https://www.knf.gov.pl/podmioty/Podmioty_rynku_ubezpieczeniowego/Grupy_dzialu_II.

[II] Ipsos, Global Predictions for 2022, https://www.ipsos.com/sites/default/files/ct/news/documents/2021-12/Global-Predictions-for-2022.pdf.

Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – kwiecień 2022 r.

W kwietniu 2022 r. nie potwierdziły się czarne prognozy dotyczące popytu na nowe mieszkania. Eksperci RynekPierwotny.pl zaobserwowali w większości największych miast wzrost ich sprzedaży. A jak zmieniły się ceny?

Popyt

Wśród ekspertów powszechne jest przekonanie, że popyt na mieszkania spadnie z powodu wzrostu oprocentowania kredytów mieszkaniowych oraz skutków gospodarczych wojny w Ukrainie. Obawy o przyszłość rynku mieszkaniowego podsycają dane Biura Informacji Kredytowej (BIK). Wynika z nich, że od listopada Polacy zaciągają coraz mniej kredytów na zakup mieszkań. Tymczasem marzec przyniósł gwałtowny wzrost liczby chętnych na kredyty mieszkaniowe w porównaniu z poprzednim miesiącem.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – kwiecień 2022 r.

Problem w tym, że najprawdopodobniej ma to związek z zapowiedzią wejścia w życie od kwietnia nowej rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego, której efektem jest obniżenie zdolności kredytowej potencjalnych nabywców mieszkań. Po prostu chcieli oni załapać się na korzystniejsze zasady, by móc zrealizować swoje plany. Czy skutkowało to w kwietniu wzrostem finalizowanych transakcji mieszkaniowych?

Sprzedaż mieszkań

Z kwietniowych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie 3783 mieszkania, co jest wynikiem lepszym od marcowego o 19%! Oczywiście w porównaniu z kwietniem 2021 r. sprzedaż była mniejsza, i to aż o 29%. Jednak wtedy kredyty były rekordowo tanie. Ponadto z powodu wysokiej inflacji wielu majętnych Polaków inwestowało swoje nadwyżki finansowe w mieszkania, licząc na wzrost ich wartości oraz dochód z najmu.

Analitycy portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że sytuacja popytowa w poszczególnych miastach wciąż jest bardzo zróżnicowana. Np. nie we wszystkich odnotowano w kwietniu wzrost sprzedaży.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – kwiecień 2022 r.

Aż o 160% wzrosła ona w Łodzi. Tyle tylko, że poprzedni miesiąc przyniósł spore załamanie sprzedaży w tym mieście po bardzo dobrej dla łódzkich deweloperów końcówce ubiegłego roku i niezłym początku obecnego. Warto zaznaczyć, że kwietniowy wynik sprzedażowy w Łodzi był najlepszym od ponad roku.

Powody do zadowolenia mieli w kwietniu także deweloperzy w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu, bo sprzedali więcej mieszkań niż w marcu o odpowiednio: 75%, 17% i 12%. Z drugiej strony w tych miastach sprzedaż była dużo gorsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, np. we Wrocławiu aż o 59%, a w Warszawie – o 29%.

Wrocławskich deweloperów optymizmem może napawać fakt, że po gwałtownym spadku sprzedaży w lutym kolejne miesiące przyniosły duże odbicie. Z kolei w Warszawie i Krakowie najsłabszym w tym roku miesiącem sprzedażowym był marzec.

Należy dodać, że tylko w dwóch miastach – w Katowicach i Łodzi – deweloperzy mogli się cieszyć w kwietniu z poprawy wyniku zarówno względem marca, jak i kwietnia ubiegłego roku.

Niestety, powodów do zadowolenia nie mieli w kwietniu zwłaszcza poznańscy i gdańscy deweloperzy. W Poznaniu sprzedaż spadła aż o 51% w porównaniu z marcem. Ponadto o 49% była ona mniejsza niż w kwietniu rok temu. Z kolei w Gdańsku nabywców znalazło zaledwie 436 mieszkań, co jest wynikiem o 10% słabszym od marcowego i o 17% w porównaniu z kwietniem 2021 r.

Dane sprzedażowe za okres pierwszych czterech miesięcy 2022 r. pokazują, że we wszystkich analizowanych miastach popyt na nowe mieszkania wyraźnie się zmniejszył w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Najbardziej we Wrocławiu (o 48%), Warszawie (o 41%) i Gdańsku (o 36%). W Warszawie sprzedaż maleje nieprzerwanie od roku.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – kwiecień 2022 r.

Podaż mieszkań

A jak wyglądała sytuacja podażowa? We wszystkich analizowanych miastach do sprzedaży trafiły łącznie 3453 mieszkania, czyli o 12% mniej niż w marcu. Paradoksalnie najbardziej skurczyła się nowa podaż w Katowicach i Łodzi, a więc w miastach, w których deweloperzy zwiększyli w kwietniu sprzedaż.Podaż mieszkań

Największy spadek mieszkań wprowadzonych do sprzedaży – aż o 58% – odnotowano właśnie w Łodzi. W Katowicach kwietniowa podaż była niższa od marcowej o 57%, a w Warszawie – o 35%.

Natomiast dużym wzrostem nowej podaży zaskoczyli w kwietniu poznańscy deweloperzy – wprowadzili na rynek 648 mieszkań, tj. trzykrotnie więcej niż miesiąc wcześniej! Z prowadzenia przez deweloperów na rynek większej niż miesiąc wcześniej puli mieszkań mogli się też cieszyć potencjalni nabywcy we Wrocławiu.Podaż mieszkań

Warto zwrócić uwagę, że tylko w Poznaniu i Wrocławiu deweloperzy wprowadzili w kwietniu do sprzedaży więcej mieszkań niż ich sprzedali. W pozostałych miastach podaż okazała się niewystarczająca. I właśnie w tych miastach odnotowano w kwietniu wzrost liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W stolicy Dolnego Śląska na koniec kwietnia kupujący mieli do wyboru 4538 mieszkań, czyli o 15% więcej niż miesiąc wcześniej.Podaż mieszkań

Co ważne, w obu miastach oferta rośnie od lutego. Niestety, w pozostałych metropoliach wyraźnie się ona skurczyła, choć końcówka ubiegłego roku dawała nadzieję na poprawę sytuacji podażowej.

Warto też ponadto odnotować, że w Gdańsku, Katowicach, Łodzi i w Warszawie, oferta mieszkań w kwietniu była większa niż przed rokiem, np. w stolicy o 15%, a w Łodzi aż o 40%.

Ceny mieszkań

Jaki to miało wpływ na ceny mieszkań? Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Poznaniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów spadła w kwietniu o 4%. Jest to efektem wprowadzenia na rynek dużej puli mieszkań ze średnią ceną ok. 9,1 tys. zł za m kw., czyli znacznie odbiegającą w dół od średniej w ofercie, która w marcu przekroczyła pułap 10 tys. zł za metr. Może to świadczyć o tym, że poznańscy deweloperzy zaczęli ją dostosowywać do coraz skromniejszych możliwości finansowych swoich potencjalnych klientów.

Z kolei w Katowicach mieliśmy do czynienia z odwrotną sytuacją. Średnia cena mieszkań w ofercie katowickich deweloperów wzrosła o 2% na skutek wprowadzenia na rynek drogich – jak na ten rynek – mieszkań. Kosztowały one średnio przeszło 9,8 tys. zł za m kw.Ceny mieszkań

Z kolei w Gdańsku, Krakowie i Łodzi średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła tylko o 1%, zaś w Warszawie i Wrocławiu utrzymała poziom z marca.

Porównując średnią cenę metra kwadratowego rok do roku, to liderem podwyżek są Katowice. W kwietniu była ona aż o 27% wyższa niż w analogicznym okresie przed rokiem. We wszystkich miastach analitycy portalu RynekPierwotny.pl odnotowali dwucyfrową podwyżkę. W Krakowie była ona niemal o połowę niższa niż w Katowicach.Ceny mieszkań

Rosnące koszty budowy powodują, że poprzeczka cenowa wciąż idzie w górę. Zmiany najlepiej widać porównując strukturę cenową mieszkań. Przez ostatni rok we wszystkich miastach ubyło mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw.

Struktura cenowa oferty

Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowano w Łodzi, gdzie w kwietniu ubiegłego roku aż 62% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało nawet mniej niż 7 tys. zł za metr. Po roku udział tak tanich lokali wynosi 14%! W Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i we Wrocławiu takie oferty można policzyć dosłownie na palcach. Szybko ubywa tam też mieszkań z ceną w przedziale 7-8 tys. zł za m kw. Struktura cenowa oferty

Struktura cenowa oferty

Scenariusz “make or break” dla kryptowalut w tym tygodniu?

Zarówno bitcoin, jak i ethereum walczyły ze strachem inwestorów w zeszłym tygodniu. Wygląda na to, że w tym tygodniu inwestorzy na całym świecie biorą głęboki oddech przed najnowszym ogłoszeniem polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej USA.

Bitcoin zaczął zeszły tydzień zaledwie na poziomie 40 000 dolarów, ale we wtorek gwałtownie spadł poniżej 37 500 dolarów. Kryptowaluta wróciła do poziomu 39 500 dolarów w dalszej części tygodnia, ale teraz kształtuje się na poziomie 38 000 dolarów.
W międzyczasie ethereum rozpoczął ubiegły tydzień powyżej 2 950 dolarów, ale spadł poniżej 2 700 dolarów w weekend na platformie eToro. Obecnie kształtuje się z powrotem powyżej 2800 dolarów.

Zawirowania na rynku kryptoaktywów wydają się iść w ślad za innymi aktywami, ponieważ inwestorzy odchodzą od bardziej ryzykownych obszarów rynku, takich jak akcje spółek technologicznych. Zmienność również jest obecnie wysoka, co ilustrują opisane powyżej wahania cen.

Mówi się, że inwestorzy giełdowi wstrzymują oddech przed decyzją Fed – i dotyczyłoby to również społeczności kryptowalut. Rynki zbliżają się do ceny w podwyżce o 50 punktów bazowych, co prawdopodobnie spowoduje, że ceny kryptoaktywów będą jeszcze niższe niż ostatnio. Jednak w sytuacji, gdy gospodarka amerykańska wydaje się być bliska odwrotu, Fed może wahać się co do obecnego kursu.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Ponad 0,5 mld zł przychodów ze sprzedaży TIM SA po czterech miesiącach 2022 r.

Wrocław, Polska – 4 maja 2022 r. – Ze wstępnych szacunków wynika, że przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły w kwietniu 2022 r. 115,6 mln zł (+14,5% rdr.). Suma szacowanych przychodów ze sprzedaży za okres styczeń-kwiecień 2022 r. przekroczyła 509 mln zł (+40,2% rdr.).

Sprzedaż online realizowana samodzielnie przez klientów przyniosła w kwietniu 2022 r. ponad 79,2 mln zł (+7,4% rdr.), zaś przez cztery miesiące bieżącego roku – niemal 354,7 mln zł (+41,2% rdr.).

W 2021 roku próg pół miliarda złotych przychodów ze sprzedaży przekroczyliśmy w czerwcu, w bieżącym roku dokonaliśmy tego już po czterech miesiącach – podkreśla Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Pierwsze tygodnie po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę przebiegły pod znakiem dużej niepewności klientów w zakresie dostępności produktów oraz ryzyka kolejnych wzrostów cen, co przełożyło się na zwiększony popyt. Efekt tej sytuacji był wyraźnie widoczny w ponadprzeciętnych wynikach przychodowych marca. W kwietniu obserwowaliśmy pewną stabilizację, by nie rzec – uspokojenie w tej kwestii. Dlatego też marzec i kwiecień bieżącego roku należałoby rozpatrywać łącznie. Analizując dwa ostatnie miesiące w ten właśnie sposób, z szacunków wynika, że sprzedaż towarów w marcu i kwietniu 2022 roku wyniosła łącznie 291,1 mln zł, a więc średnio miesięcznie 145,5 mln zł. Dla porównania, średnia miesięczna z marca i kwietnia 2021 roku wyniosła niespełna 103,8 mln zł. Rok do roku zanotowaliśmy zatem wzrost o 40,1%. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę, że kwiecień 2022 roku liczył jeden dzień roboczy mniej niż rok wcześniej – dodaje Krzysztof Folta.

Grupa CCC podsumowała Q1 2022: dynamiczny, 32% wzrost przychodów i blisko 50% marża brutto (+ok. 6 p.p. rdr)

Grupa CCC w pierwszym kwartale 2022 r. (luty-kwiecień) wygenerowała 1,9 mld PLN przychodów, co oznacza blisko 32% wzrostu rdr. Ponad połowę tej kwoty (55%) stanowił e-commerce. Marża brutto Grupy wzrosła w pierwszym kwartale o ok. 6 p.p. rdr, osiągając  poziom blisko 50%. Jest to efekt konsekwentnej realizacji strategii biznesowej GO.25, zakładającej rozwój modelu omnichannel, oferty produktowej, logistyki oraz mocną i bliską relację z Klientem.

– Miniony kwartał to kumulacja wyzwań w zakresie siły zakupowej konsumentów: echa kolejnej fali pandemii, wojna w Ukrainie, niesprzyjające otoczenie makroekonomiczne – a w szczególności mająca wpływ na portfele klientów wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe. Jako Grupa CCC pozostajemy pod ich nieuniknionym wpływem, ale dzięki zrealizowanym w ostatnich latach inwestycjom, jesteśmy na nie dzisiaj dużo bardziej odporni. Ostatni kwartał pokazał, że nawet w bardzo trudnym otoczeniu biznesowym potrafimy wypracowywać wzrosty i szybko reagować na zmieniające się otoczenie zewnętrznepowiedział Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC. – Oczywiście liczmy na uspokojenie sytuacji na rynku i większą stymulację popytu. Kwiecień był dużo mocniejszym pod tym względem miesiącem niż pierwsza połowa kwartału i mamy nadzieję, że ten trend się utrzyma.

W pierwszym kwartale 2022 roku przychody Grupy CCC wyniosły ok. 1,9 mld PLN, co stanowi wzrost o 32% rdr. Udział ze sprzedaży online stanowił 55%, osiągając tym samym poziom 1 mld PLN (+16% rdr). Grupa kontynuuje działania mające na celu dalsze zwiększanie udziału sprzedaży internetowej, zgodnie z założeniami strategii GO.25.

Segment CCC wygenerował w ubiegłym kwartale przychody w wysokości 790 mln PLN, co stanowi wzrost o przeszło 40% rdr. Sprzedaż w bieżącym roku jest o 3% wyższa w porównaniu z przychodami wypracowanymi przez ten szyld w analogicznym kwartale 2019 roku (tj. nieobarczonym pandemią), pomimo mniejszej o ponad 3% powierzchni handlowej.

– Od ponad dwóch lat sukcesywnie zmieniamy sklepy CCC – dopasowując ich powierzchnię i czyniąc je coraz bardziej cyfrowymi. Jest to nasza odpowiedź na zmieniające się oczekiwania Klientów. Widzimy, że ten model się sprawdza. Dziś sprzedaż z m2, w porównaniu z 2019 rokiem, jest wyższa już o ok. 30 PLN, tj. o 6% – dodaje Marcin Czyczerski.

Najmłodszy koncept Grupy, HalfPrice, w pierwszym kwartale 2022 r. wypracował przychody w wysokości 118 mln PLN. Obroty DeeZee w okresie omawianego kwartału kształtowały się na podobnym do zeszłorocznego poziomie i wyniosły 26 mln PLN.

Marża brutto Grupy wzrosła w ubiegłym kwartale o 5,9 p.p. rdr oraz 2,4 p.p. kdk, osiągając bardzo wysoki poziom 49,2%. Na wzrost marży Grupy w największym stopniu wpłynęła jej poprawa rdr o blisko o 10 p.p. w segmencie CCC. Zysk brutto na sprzedaży Grupy wyniósł blisko 928 mln PLN (+50% rdr). Dynamika kosztów w minionym okresie była zbliżona do tempa wzrostu przychodów. Należy przy tym zaznaczyć, że w ujęciu kdk odnotowano zmniejszenie poziomu kosztów SG&A o ok. 32 mln PLN, co przekłada się na spadek o ok. 3%.

Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych
Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych

– Równolegle do inwestycji w strategiczny rozwój, sukcesywnie odbudowujemy rentowność operacyjną po pandemii. Pomimo niesprzyjającego otoczenia rynkowego, poprawiliśmy wynik operacyjny o 56 mln PLN rdr. W kolejnych kwartałach, będziemy dalej, konsekwentnie wypracowywać wzrosty – dodaje Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowo-Księgowych w Grupie CCC.

Pierwszy kwartał 2022 r. Grupa CCC zakończyła marżą EBITDA na poziomie 5,8%, co stanowi wzrost o 3,4 p.p. rdr).

Grupa MODIVO

W ubiegłym kwartale Grupa MODIVO osiągnęła przychody na poziomie 916 mln PLN, a jej sprzedaż wzrosła o 19% rdr. W ostatnim kwartale szyld MODIVO, wygenerował obrót na poziomie 162  mln  PLN  (+69% rdr). W tym samym czasie eobuwie.pl zwiększyło sprzedaż o ok. 12% rdr, osiągając przychody w wysokości 753 mln PLN.

 

Grupa wypracowała marżę brutto na poziomie 43,5%, co stanowi wzrost o 0,4 p.p. rdr. Koszty SG&A rosły w tempie 35% rdr, a ich dynamika wynikała także z realizacji projektów rozwojowych – rozbudowy logistyki, systemów wspierających sprzedaż, a także działań związanych z wdrożeniem marketplace. W ujęciu kdk poziom kosztów spadł o ok. 9%.

 

– W pierwszym kwartale 2022 r. Grupa MODIVO S.A. osiągnęła dwucyfrowy wzrost przychodów mimo niekorzystnego wpływu sytuacji geopolitycznej oraz wysokiej bazy związanej z lockdownami z roku 2021. Szyld MODIVO był najszybciej rosnącym w całej Grupie CCC.  Jednocześnie konsekwentnie realizujemy nasz program rozwoju oferty i technologii. Między innymi wkrótce uruchomimy marketplace oraz nową platformę reklamową dla naszych partnerów, co pozwoli na uzyskanie nowych, wysokomarżowych przychodów– powiedział Damian Zaplata, Prezes Zarządu Grupy MODIVO.

 

Grupa MODIVO wypracowała zysk EBITDA w wysokości 59 mln PLN, przy marży na poziomie 6,4%, co jest zgodne z założeniami strategii GO.25.

 

GO.25 – konsekwentna realizacja założeń strategii biznesowej

 

Pierwszy kwartał 2022 roku w Grupie CCC to dalsze, konsekwentne wdrażanie założeń strategii biznesowej GO.25, opublikowanej pod koniec ubiegłego roku. Najważniejsze z nich to:

 

  • Rozwój szyldów: HalfPrice zadebiutował na 7. rynku, tj. w Słowacji. W Polsce zostało otwartych 16 nowych sklepów. Eobuwie.pl rozpoczęło natomiast swoją działalność w Łotwie i Austrii.
  • Rozwój Omnichannel: CCC wprowadziło omnichannelową kartę podarunkową – dostępną we wszystkich kanałach sprzedaży. Natomiast w Warszawie otworzono niedawno zmodernizowany salon tego szyldu, w którym klienci znajdą pierwszą strefę online z kolekcją odzieży marki Sprandi.
  • Rozwój produktu: Grupa CCC rozpoczęła sezon wiosna-lato‘22 poszerzając różnorodną, modową ofertę o debiuty nowych marek własnych: SIMPLE, Americanos oraz Togoshi. Towarzyszą im ciekawe i angażujące kampanie marketingowe.

– Zgodnie z GO.25 w pierwszym kwartale 2022 utworzyliśmy nowy, ważny zespół „Data&AI Hub”, który wykorzystując zaawansowane rozwiązania analityczne takie jak Predictive analytics, Machine Learning oraz AI wspiera zarządzanie sprzedażą, produktem i operacjami. Wszystko po to, aby optymalizować operacje oraz trafniej diagnozować oczekiwania naszych Klientów – dodaje Karol Półtorak, Wiceprezes Zarządu ds. Strategii i Rozwoju w Grupie CCC.

W czwartek decyzja RPP – jak zareaguje złoty?

Na horyzoncie podwyżka o kolejne 100 pb.

Zakładamy, że RPP podniesie stopy o kolejne 100 pb. podczas posiedzenia 05.05, zwiększając tym samym stopę referencyjną do 5,5%. Sama nadwyżka inflacji byłaby wystarczającym argumentem za kontynuowaniem podwyżek stóp procentowych, jednak agresywne zacieśnianie polityki pieniężnej wspierają też inne czynniki – mocne dane makro, a także luzowanie polityki fiskalnej, spory deficyt na rachunku bieżącym i słabość złotego.

Jesteśmy zdania, że NBP w krótkim terminie będzie jednym z banków centralnych, które najmniej będą się przejmowały ryzykami dla wzrostu gospodarczego. Inflacja systematycznie zaskakuje w górę, podczas gdy wszelkie znaki sugerują, że wzrost w pierwszym kwartale był bardzo mocny i wyniósł mniej więcej 8% rok do roku. Podobnie jak w marcu momentum inflacyjne w kwietniu było bardzo mocne i wskazuje na potrzebę aktywnego działania.

W związku z tym tak jak konsensus zakładamy, że Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy o kolejne 100 pb. podczas posiedzenia w czwartek 05.05, zwiększając tym samym stopę referencyjną do 5,5% z obecnych 4,5%. Nie możemy wykluczyć nawet silniejszego ruchu, biorąc pod uwagę nowo odkrytą preferencję banku do zaskakiwania rynku. Uważamy jednak, że tym razem jest to mniej prawdopodobne – oczekiwana skala ruchu jest już ogromna.

Po ostatnich zaskoczeniach danymi rewidujemy nasze oczekiwania dotyczące stóp procentowych w Polsce i obecnie zakładamy, że w perspektywie kilku miesięcy wyniosą one ok. 7%, co jest dość bliskie rynkowym wycenom. Kontrakty FRA sugerują obecnie, że rynek liczy, że stopy za trzy miesiące osiągną ok. 7,5%.

Wykres 1: Stopa referencyjna NBP i stopa WIBOR 3M obecnie i oczekiwana za 3, 6, 9 i 12 miesięcy*Stopa referencyjna NBP i stopa WIBOR 3M obecnie i oczekiwana za 3, 6, 9 i 12 miesięcy*

Mocne dane to argument za podwyżką

Wstępny odczyt pokazał, że inflacja CPI w Polsce w kwietniu dobiła do 12,3% i po raz drugi z rzędu była ok. 1 pp. wyższa od oczekiwań. To jej najwyższy odczyt od 1998 r. Momentum inflacyjne pozostało mocne, ceny wzrosły o 2% w ujęciu miesiąc do miesiąca (wobec 3,3% w marcu). Inflację podbijały przede wszystkim ceny energii, żywność jednak drożała również mocno, istotnie szybciej niż w marcu (aż o 4,2%). Dane o inflacji bazowej poznamy w połowie kwietnia, wstępny odczyt sugeruje jednak jej wzrost do ok. 7,5% wobec 6,9% w marcu. Inflacja pozostaje więc znacznie powyżej górnych widełek celu NBP (2,5% ± 1 pp.) i mimo że największy szok może być już za nami, inflacja prawdopodobnie jeszcze wzrośnie w kolejnych miesiącach.

Wykres 2: Inflacja w Polsce (2012 – 2022)Inflacja w Polsce (2012 – 2022)

Wśród danych z gospodarki szczególnie warto wspomnieć o sytuacji na rynku pracy, gdzie płace nadal rosną w dwucyfrowym tempie (12,4% w marcu), a bezrobocie jest na podobnym poziomie jak przed pandemią COVID-19: stopa bezrobocia rejestrowanego to 5,4%. Produkcja przemysłowa rośnie powyżej trendu i wraz ze sprzedażą detaliczną zaskoczyła w górę w marcu. Indeksy nastrojów i aktywności biznesowej oraz ryzyka dla europejskiej gospodarki związane z wojną w Ukrainie i sytuacją w Chinach sugerują, że perspektywy mogą być mniej korzystne. Obecnie jednak sytuacja jest wyjątkowo dobra, a Polska radzi sobie lepiej niż większość gospodarek, które monitorujemy. Jednocześnie dane coraz bardziej wskazują na ryzyko przegrzania.

Jak zareaguje złoty?

Trudno precyzyjnie określić, co wycenia rynek w kontekście czwartkowego posiedzenia, zakładamy jednak, że podwyżka o mniej niż 100 pb. negatywnie wpłynęłaby na złotego. Nawet ruch o takiej skali może nie wystarczyć, żeby doprowadzić do natychmiastowego umocnienia waluty.

Sądzimy, że kluczowa w kontekście posiedzenia będzie komunikacja, więc skupimy się na publikacji komunikatu po posiedzeniu i komentarzach prezesa Glapińskiego podczas konferencji prasowej następnego dnia. Docenilibyśmy precyzję, jednak bank może nie chcieć zobowiązywać się do konkretnych działań ponad wspomnienie o tym, że zacieśnianie polityki powinno być kontynuowane. Komunikacja z ostatniego posiedzenia nie wniosła niemal nic istotnego, a obecne środowisko charakteryzuje znaczna niepewność.

Decyzja w sprawie polityki RPP zostanie ogłoszona w czwartek (05.05). Konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego rozpocznie się w piątek o 15:00.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Nawet 1900 zł/m2 w rok. O tyle zdrożały mieszkania w dużych miastach

Spośród 17 dużych miast Polski najwięcej podrożał 1m2 w Warszawie i wynosi obecnie rekordowe 13080 zł. Granicę 10 tys. zł za metr przekroczyły jeszcze 3 inne miasta. W porównaniu z rokiem 2021 za mieszkanie trzeba zapłacić średnio o 17 proc. więcej. 

Eksperci porównywarki ubezpieczeń nieruchomości rankomat.pl zestawili mediany cen mieszkań z rynku wtórnego. Dane pochodzą z raportów Expandera i rentier.io z marca 2022 r. oraz marca 2021 r. Wynika z nich, że w 17 analizowanych miastach 1m2 podrożał w ciągu roku średnio o 1243 zł. Najwięcej w Warszawie, a najmniej w Częstochowie.

W Częstochowie prawie bez zmian

Warszawa (+1901 zł), Białystok (+1895 zł) i Szczecin (+1647 zł) zanotowały największe wzrosty rok do roku za 1m2 mieszkania z rynku wtórnego. W większości zestawianych miast roczny wzrost cen mieszkań oscylował w przedziale 1000-1400 zł.

Podwyżki poniżej 1000 zł za 1m2 wystąpiły w 5 miastach – wynika z porównania raportów Expandera i rentier.io. Najmniejsze różnice dotyczyły 3 miast z województwa śląskiego – Sosnowca (+643 zł), Katowic (+628 zł) i Częstochowy (+541 zł). Jak podrożał mkw

Inflacja nie nadąża za mieszkaniami

Średnia wartość mieszkań w dużych miastach wzrosła między marcem 2021 i marcem 2022 r. średnio o 17 proc. To więcej niż najnowszy wskaźnik inflacji w Polsce (12,3 proc. na towary i usługi według tzw. szybkiego szacunku wskaźnika GUS w kwietniu 2022 r.).

Najwięcej procentowo podrożał 1m2 w Białymstoku (+28 proc.). Równie gwałtowny wzrost zanotowały miasta, w których mieszkania nie należą do najdroższych, jak Szczecin (+23 proc.) oraz Łódź i Poznań (+20 proc.).

Najbardziej stabilne ceny mieszkań na rynku wtórnym według raportów Expandera i rentier.io były w miastach województwa śląskiego. 1m2 w ciągu roku zdrożał o 12 proc. w Sosnowcu, 10 proc. w Częstochowie i 9 proc. w Katowicach. Jak wzrosła wartość mieszkania

Gdynia i Kraków przekroczyły próg 10 000 zł/m2

W raporcie Expandera i rentier.io z marca 2022 r. stawka powyżej 10 000 zł za 1m2 została przekroczona już w 4 miastach. To Warszawa, Gdańsk, Kraków i Gdynia, podczas gdy rok wcześniej taka sytuacja występowała tylko w Warszawie i Gdańsku. W gronie “dziesięciotysięczników” praktycznie znajduje się także Wrocław (9950 zł).

Obecnie najwyższe stawki za 1m2 mieszkania z rynku wtórnego ma Warszawa (13080 zł), a najniższe Częstochowa (5956 zł).

W marcu 2022 r. podobnie jak rok wcześniej najdroższymi miastami pod względem cen mieszkań były Warszawa, Gdańsk, Kraków, Gdynia, Wrocław i Poznań. Białystok ze stawką 8662 zł wyprzedził w zestawieniu Lublin (8485 zł) i Rzeszów (7779 zł). W rankingu, mimo wzrostów cen rok do roku, najbardziej spadły Katowice (7608 zł). Bez zmian było w czwartej od końca Bydgoszczy (7150 zł) i nieco tańszym Radomiu (6569 zł). Sosnowiec (5999 zł) już nie był najtańszym dużym miastem pod względem cen mieszkań jak w marcu 2021 r. zamieniając się pozycjami z Częstochową. Jak zmieniają sie ceny mieszkań

Polisa mieszkaniowa odporna na podwyżki

W tym samym czasie – od marca 2021 r. do marca 2022 r. – zdrożały również polisy mieszkaniowe. W 14 spośród 17 analizowanych miast za polisę płacono więcej niż przed rokiem, a tylko w 3 mniej. Wyjątkami były Szczecin Białystok i Sosnowiec. Średnia za ubezpieczenie mieszkania w 17 miastach wyniosła 258 zł, a rok wcześniej 236 zł.

Najwięcej za roczną polisę mieszkaniową płacili lokatorzy z Krakowa (302 zł), Wrocławia (295 zł) i Warszawy (średnio 291 zł). Przed rokiem kolejność była nieco inna – Warszawa, Wrocław i Szczecin.

Najmniej ubezpieczenie mieszkania kosztowało lokatorów w Sosnowcu (162 zł), Gdyni (234 zł) i Bydgoszczy (235 zł). Przed rokiem najtańszymi miastami pod kątem ubezpieczenia mieszkania były Rzeszów, Radom i ponownie Sosnowiec.Średnie ceny polis

Ponieważ cena ubezpieczenia zależy w głównej mierze od wartości mieszkania, nie może dziwić także wzrost średnich składek. Na szczęście jest on niemal niezauważalny i wynosi od 11 zł do 58 zł więcej za ochronę z polisy przez 12 miesięcy. Z reguły podwyżka oscylowała wokół 30 zł rocznie – zaznacza Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości rankomat.pl.

Ile obecnie kosztuje polisa mieszkaniowa?

Sprawdziliśmy, ile rzeczywiście kosztuje polisa mieszkaniowa w największych miastach Polski. Aby poznać wysokość składki, należy wskazać konkretne nieruchomości. Załóżmy, że będzie to mieszkanie 50 m2 w Warszawie i taki sam lokal, tyle że w Częstochowie. Według stawki warszawskiej (13080 zł/m2) mieszkanie 50 m2 kosztuje 654 000 zł, a według częstochowskiej (5956 zł) to ponad połowa mniej, czyli 298 000 zł.

W Warszawie mieszkanie warte 654 000 zł można ubezpieczyć już od 192 zł rocznie. W Częstochowie lokal mieszkalny za 298 000 od 124 zł rocznie. To jednak podstawowe pakiety obejmujące ściany i stałe elementy od pożaru, zalania i innych popularnych ryzyk. Płacąc za polisę dwa razy więcej ,zyskujemy szerszą ochronę, która pokryje koszt wezwania specjalisty do usterki, szkody wyrządzonej sąsiadowi, wybicia szyby, dewastacji czy wypadku  – podsumowuje Michał Ratajczak z rankomat.pl.

Banki centralne kierują rynkami

Mamy przed sobą pasmo ważnych decyzji banków centralnych. O ile złotego wczorajsza podwyżka stóp w Australii nie dotknęła, o tyle dzisiejsza w USA nie powinna być neutralna. Nie wspominając o jutrzejszej podwyżce w Polsce.

Czekając na Amerykanów

Dzień na rynkach mija w oczekiwaniu na decyzję FED. Waluty są na razie stabilne, ale to trochę potencjalna cisza przed burzą. Oczekiwania względem wieczornego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku oraz wypowiedzi Jerome Powella rosną. Na razie scenariuszem bazowym wydaje się podwyżka o 0,5%. Rynki są właściwie zgodne w tym temacie. Jest to zresztą wprost zapowiadane przez decydentów. W tym kontekście istotniejszy będzie prawdopodobnie komentarz prezesa FED co dalej. Drugą ważną kwestią jest program redukcji sumy bilansowej. Poprzednie podejście do tego procesu zakończyło się gwałtowną przeceną na giełdzie, która najmocniej odczuła odpływ kapitału. Główny indeks S&P 500 już teraz jest 13% poniżej szczytów z początku roku. Z drugiej strony tak wysoko jak teraz był tylko przez rok w całej swojej historii. Ciężko zatem mówić, że giełda ma problemy.

Długi weekend na rynkach

Inwestorzy przed długim weekendem postanowili zmniejszyć zaangażowanie w Polsce. Z jednej strony może to być zrozumiałe, biorąc pod uwagę dzień wolny, podczas gdy rynki działają. Z drugiej strony w czwartek najprawdopodobniej dojdzie do podwyżki stóp procentowych. W rezultacie to, co w poniedziałek złoty tracił, dzisiaj znów odrabia. Rynki spodziewają się bowiem kolejnej dużej podwyżki stóp procentowych w Polsce. Głośno mówi się o tym, że może to być ponownie 1%. Wyższe oczekiwania wynikają zarówno ze stawek WIBOR, jak i kontraktów na stopę procentową. Nie można zatem wykluczyć, że jeżeli rynek dalej będzie oczekiwał silnych wzrostów, możemy spodziewać się dalszego umacniania złotego.

Australia podnosi stopy procentowe

Grono państw wysokorozwiniętych, w których stopy procentowe nie wzrosły, zawęża się. Wczoraj wyłamała się Australia, która podniosła stopy procentowe mocniej, niż oczekiwano. Wzrost wynosił 0,25% z 0,1% na 0,35%. Rynki oczekiwały mniejszych wzrostów i podniesienia stóp do zaledwie 0,25%. Po tej decyzji, jak często po wyższych od oczekiwań wzrostach stóp procentowych, waluta się umacniała. Dolar australijski zyskiwał względem dolara amerykańskiego. Dalej jednak, biorąc pod uwagę dobrą passę amerykańskiej waluty, jest na niskich poziomach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
14:30 – USA – handel zagraniczny,
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Tylko w I kw. 2022 r. samozatrudnieni złożyli ponad 63 tys. wniosków o zamknięcie firm

W I kwartale 2022 roku do rejestru CEIDG wpłynęło o prawie 42% więcej wniosków dot. zamknięcia jednoosobowych firm niż w analogicznym okresie ub.r. Do tego w tym samym czasie o ponad 46% wzrosła liczba próśb o zawieszenie działalności. Eksperci, choć nie są zaskoczeni tymi wynikami, uważają je za mocno niepokojące. Wyjaśniają również, że są one przede wszystkim skutkiem wprowadzenia Polskiego Ładu. Przedsiębiorcy nie udźwignęli nowych obciążeń fiskalnych, zwłaszcza w wyjątkowo trudnej rzeczywistości gospodarczej. Ponadto ci, którzy byli związani z rynkami wschodnimi, stracili możliwość prowadzenia biznesu po ataku Rosji na Ukrainę.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, w pierwszym kwartale br. do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpłynęło ponad 63,1 tys. wniosków dot. zamknięcia działalności gospodarczej (I – ok. 27,3 tysiąca, II – prawie 17,7 tys., III – ponad 18 tys.). To o prawie 42% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy takich przypadków było ok. 44,6 tys. (I – ok. 16,5 tysiąca, II – 13 tysięcy, III – 15,1 tys.).

– Te dane są mocno niepokojące. Tak wysoki wzrost wniosków dot. zamknięcia JDG był spowodowany tym, że przedsiębiorcy nie udźwignęli nowych obciążeń fiskalnych, wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu. Warunki do prowadzenia biznesu utrudniła im ciężka sytuacja gospodarcza, która ciągnie się od początku pandemii. Do tego przyszedł czas zwrotu pieniędzy otrzymanych z tarcz antykryzysowych. Niewykluczone jest też, że część firm zmieniła formę działalności, szukając optymalizacji podatkowej – komentuje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Ponadto z danych udostępnionych przez resort wynika, że w ciągu trzech miesięcy br. do rejestru CEIDG wpłynęło prawie 89,5 tys. wniosków o zawieszenie działalności (I – ok. 38 tys., II – 25,7 tys., III – 25,8 tys.). To o 46% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy takich przypadków odnotowano ok. 61,5 tys. (I – ok. 24,2 tys., II – 18,3 tys., III – 19 tys.).

– Dane te nie są zaskakujące. Na znaczący wzrost wniosków o zawieszenie działalności wpłynęło mocne pogorszenie warunków prowadzenia działalności gospodarczej w 2022 roku, związane ze zmianami wprowadzonymi wraz z Polskim Ładem. W wyniku tego część przedsiębiorców zawiesiła działalność, optymalizując koszty i oczekując na dalszy bieg wydarzeń, a w szczególności – na zapowiadane przez rząd modyfikacje podatkowe – mówi radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Doradca podatkowy Marek Niczyporuk z Kancelarii Ars AEQUI również uważa, że drastyczne wzrosty składanych wniosków dot. zawieszenia i zamknięcia działalności gospodarczej w I kwartale 2022 r. są związane z Polskim Ładem. I podkreśla, że szczególnie dotkliwe okazały się przepisy wprowadzające obowiązek zapłaty składki zdrowotnej liczonej od dochodu. W ocenie eksperta, ta zasada jest mocno niekorzystna dla przedsiębiorców i dotyka zwłaszcza osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze.

– Zarówno w przypadku zamknięcia, jak i zawieszenia działalności widać, że w styczniu br. było najwięcej wniosków, w lutym następowały mocne spadki, a w marcu – lekkie wzrosty. Moim zdaniem, świadczy to o tym, iż cześć osób decydowała się poczekać na efekt zmian związanych z Polskim Ładem, by w trzecim miesiącu roku podjąć ostateczną decyzję. Ponadto na marcowe skoki wpłynął wybuch wojny za naszą wschodnią granicą. Niektóre firmy, związane z rosyjskim czy ukraińskim rynkiem, musiały zostać zamknięte lub zawieszone – zauważa Adrian Parol.

Jak stwierdza Marek Niczyporuk, na ww. wyniki wpłynęło też wsparcie udzielone firmom przez Polski Fundusz Rozwoju, w ramach Tarczy Finansowej PFR dla Firm i Pracowników. Brak obowiązku zwrotu znacznej części dotacji związany był z koniecznością utrzymania działalności gospodarczej i zatrudnienia przez określony czas. Po jego upływie wielu przedsiębiorców nie odnalazło się w nowej rzeczywistości gospodarczej. Wzrost kosztów prowadzenia biznesu przyczynił się do zamykania i zawieszania działalności gospodarczych przez Polaków. Część z nich chciała przeczekać I kwartał obowiązywania przepisów i wybrała ten drugi wariant, by uniknąć zapłaty składek ZUS.

– Rosną obciążenia związane z obsługą kredytów, więc finansowanie również staje się droższe. Jeśli do tego popyt będzie się podłamywał, to więcej firm ostatecznie zrezygnuje z prowadzenia działalności gospodarczej lub ją zwyczajnie zawiesi – przewiduje mec. Goszczyński.

Natomiast, jak podsumowuje mec. Adrian Parol, najwięcej zależy od sytuacji gospodarczej w Polsce i od przebiegu konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą. Obecnie w większości branż występują trudne warunki do prowadzenia biznesów, mimo zlikwidowania ograniczeń związanych z pandemią.

Analiza pomysłów pomocy kredytobiorcom. Kto za to zapłaci?

Podwyżki stóp procentowych postawiły kredytobiorców w niezwykle trudnej sytuacji. Ich comiesięczne raty mogą zwiększyć się nawet o 100 proc. Coraz więcej mówi się o pomocy kredytobiorcom przez państwo, jednak rozwiązanie tego problemu nie jest takie proste. O ile oczywiście jest możliwe. Podobnie jak w kredytach frankowych, nie udało się rozwiązać na razie kluczowej kwestii: kto za to wszystko zapłaci?

Na początek warto przybliżyć minimum teorii. Kredyt składa się z raty kapitałowej i odsetkowej. Rata kapitałowa to to co spłacamy naprawdę. Odsetki zawierają w sobie koszt kapitału oraz marże banku. Biorąc kredyt w okresie niskich stóp procentowych relacja odsetek do kapitału jest znacznie niższa niż przy wysokich stopach. Z tego też powodu przy niskich stopach kredyty wydają się być bardzo opłacalne, szczególnie względem najmu. Taką sytuację mieliśmy w ostatnich latach w Polsce. W trakcie pandemii problem tylko się zwiększył. Stopy procentowe obniżono niemal do zera. Alternatywy do inwestowania były znikome. Do tego z powodu lockdownu zaczęliśmy dużo więcej czasu spędzać w domach, więc i wydanie na nie większego procentu pensji wydawało się racjonalne. W rezultacie wiele osób “wykorzystało” sytuację i stało się posiadaczami wymarzonych mieszkań. W dobie niskich stóp procentowych wydawało się to idealną decyzją. Nie bez znaczenia był też fakt, że niskie raty powodowały, że wyliczana w bankach zdolność kredytowa pozwalała wydać dużo pieniędzy na mieszkanie.

Co spowodowało problem?

W pandemii Polska wchodziła już z szybko rosnącymi cenami. Z szybko, jak na tamte czasy. Inflacja łamała bowiem cel inflacyjny na poziomie 2,5% z tolerancją +/-1%. Na początku pandemii sytuacja się uspokoiła, jednakże wraz z odbiciem w gospodarce problem powrócił. Na deser doszła inwazja rosyjska na Ukrainę, ale ta zaczęła się, gdy problem dawno był poza kontrolą. Dzisiaj mamy 12,3% wzrostu cen, czyli jakieś 3,5 raza więcej niż górny limit celu inflacyjnego. W rezultacie nie można tak wysokiej inflacji pozostawić samej sobie i coś trzeba z tym zrobić.

Jak się walczy z inflacją?

Trzeba ograniczyć ilość kapitału na rynku. Jak najprościej to zrobić? Spowodować by ludzie mniej chcieli wydawać a bardziej oszczędzać. W tym celu podnosi się stopy procentowe. Droższy kredyt zniechęca do jego brania. Wyższe oprocentowanie lokat powoduje, że część osób chętniej zamiast wydać – oszczędzi. Te same stopy procentowe powodują jednak wzrost kosztów kredytów. Na moment pisania tego tekstu główna stopa, od której zależy WIBOR będący podstawą kalkulacji w bankach, wzrosła z 0,1% na 4,5%. Co to oznacza w praktyce? Że na każde 100 000 zł trzeba rocznie spłacać dodatkowe 4 400 zł. Brzmi strasznie i takie właśnie jest. Szczególnie dla osób, które wydawały co miesiąc całą wypłatę. Na razie ich raty wzrosły o około 50%, ale docelowo mogą się nawet podwoić względem zeszłego roku.

Rząd przychodzi na ratunek

Kredytobiorców jest dużo, więc mając na uwadze też elektorat wyborczy, szybko zaczęły pojawiać się ciekawe rozwiązania problemu kredytobiorców. Dokładnie jak w burzy mózgów, tylko pominięto wszystkie dalsze fazy, szczególnie ocenę pomysłów. W rezultacie na rynek trafiły propozycje, które, nie tylko na uczelniach ekonomicznych, mają szansę stać się … memem. Propozycje mają różne wady. Przede wszystkim nie jest powiedziane kto za to zapłaci i kto miałby chcieć z nich skorzystać. Przeanalizujmy sobie zatem kilka najpopularniejszych pomysłów i zobaczmy jakie kwestie warto by było rozważyć.

Zamrożenie rat na wysokości z grudnia 2021

Wydaje się to prostym pomysłem. Płacimy tyle, co płaciliśmy w grudniu i po problemie. Jakie ma to konsekwencje oprócz tego, że kredytobiorcy zapłacą mniej? Ktoś pewnie dostanie mniej. W rezultacie klientów nie dotknęłaby niemal żadna podwyżka. Banki miałyby na siebie wziąć koszty. Problem w tym, że skoro w grudniu stopy procentowe wzrosły do 1,75% to już teraz banki płaciłyby na lokatach podobnie co otrzymywałyby w ramach rat. Oczywiście po uwzględnieniu marż. Problem w tym, że to nie koniec podwyżek stóp procentowych, a banki już teraz obsługiwałyby te kredyty charytatywnie. W rezultacie obejrzelibyśmy poważne problemy finansowe całego sektora. I to takie, przy których kredyty frankowe to przystawka przed obiadem. W racie odsetkowej WIBOR to jednak koszty banku. Jeżeli bank miałby otrzymywać mniej, to nie tylko pożegna się z marżą, ale straci.

Wakacje kredytowe raz na kwartał

Pomysł łączący w sobie wiele kwestii przemawiających do emocji i niemal żadnej przemawiającej do rozsądku. Na czym polega ta koncepcja? Raz na kwartał możemy nie zapłacić raty i wpłacić ją później. Brzmi świetnie do momentu kiedy nie zastanowimy się skąd później weźmiemy na nią pieniądze. Oczywiście zaraz znaleźli się entuzjaści mówiący, że przecież można wydłużyć kredyt o te kilka rat. Pomysł dobry w środowisku niskich stóp procentowych i fatalny obecnie. Dlaczego? Wartość pieniądza w czasie. By dzisiaj nie zapłacić tych 8 rat, czyli jednej raty na kwartał przez 2 lata, trzeba się będzie zdrowo nagimnastykować. Dlaczego tak? Skoro nie zapłacimy teraz raty, w której kapitał to tylko 15% kwoty, a tak jest już obecnie, to potem trzeba będzie zapłacić całość. Tak odsetki cudownie nie znikną. W rezultacie na każdą niezapłaconą ratę kredyt wydłuży się około pół roku, zakładając, że przyszłe raty nie wzrosną. No chyba, że ktoś nam dopłaci, ale kto?

Usuńmy WIBOR i zastąpimy go innym wskaźnikiem

Kolejne rozwiązanie niby dobre, ale jednak dziwne. Owszem, jeżeli weźmiemy na dzisiaj WIBOR 3m czyli około 6% i dorzucimy do tego 2% marży, mamy 8%. Jeżeli zastąpimy zatem WIBOR stopą procentową 4,5% to z tą samą marżą mamy 6,5%. Brzmi jak super plan. Gdzie jest problem? Po pierwsze WIBOR, szczególnie ten wielomiesięczny w okresie wzrostów stóp procentowych, kształtuje się wyraźnie powyżej tego jednodniowego, który jest zbliżony do stóp procentowych. W rezultacie, gdy stopy będą spadać kredytobiorcy na odwrotnym efekcie nie skorzystają. Większym problemem jest jednak to, że pieniądze nie biorą się z powietrza. Jeżeli zapłacimy po niższej stawce do banku, a bank nie zmieni swojej pozycji kosztowej, to skąd weźmie się różnica?

Kto za to zapłaci?

W rezultacie problem jest prostszy niż by mogło się wydawać. Musimy zastanowić się, kto i ile jest skłonny zapłacić za rozwiązanie tego problemu i zobaczyć na co to wystarczy. Politycy bardzo chętnie by ograniczyli marże banków, ja jako posiadacz kredytu też bym to chętnie zrobił, ale nasz ustrój gospodarczy tak nie działa. Jeżeli dobrowolnie nie przekonamy banków, by położyły pieniądze, rozwiązaniem tego problemu jest budżet. Pytanie czy dotowanie kredytobiorców z budżetu jest właściwym rozwiązaniem? Pytanie też czy wszystkich czy może jakichś konkretnych grup? A jeżeli tak, to dlaczego jednych a nie drugich?

Jest też bardzo brutalne rozwiązanie, które nie raz już było postulowane w przypadku kredytów frankowych. Jest to ułatwienie wymiany mieszkań na mniejsze, lepiej dopasowane do naszej sytuacji materialnej. Ale przecież nie po to kupowaliśmy mieszkanie marzeń, by teraz oddać go komuś innemu. Wątpliwe jest zatem pójście ścieżką powiedzenia ludziom, że jak ich na coś nie stać nie powinni tego mieć.
Do momentu zatem, aż nie odpowiemy sobie czy jesteśmy skłonni jako państwo sfinansować rozwiązania problemu będziemy czekać w zawieszeniu. Niestety, patrząc na perspektywy dalszych wzrostów stóp procentowych będzie to drogie czekanie. Pytanie czy proponowane w większości banków stałe stopy procentowe nie okażą się korzystniejsze? Co wyjdzie taniej dowiemy się niestety dopiero po latach.

Maciej Przygórzewski, główny analityk walutowy Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat

Columbus rozpoczyna współpracę z PERN

Największy krajowy operator logistyki naftowej – PERN S.A. skorzysta z usług Columbus Energy w zakresie fotowoltaiki. Pierwszym zadaniem Columbusa jest uzyskanie warunków przyłączenia do sieci elektroenergetycznej dla instalacji fotowoltaicznych dla 9 baz paliw i ropy należących do PERN.

O swoich działaniach, umożliwiających wybudowanie instalacji fotowoltaicznych w wybranych  bazach ropy naftowej i paliw, spółka PERN informowała kilkukrotnie. W wyniku wygranego przetargu, Columbus Energy został partnerem Spółki w obszarze  przygotowania koncepcji budowy instalacji fotowoltaicznych, które zostaną zamontowane na terenie  9 wytypowanych do tego etapu baz paliw i ropy naftowej.

Naszym głównym zadaniem na obecnym etapie współpracy jest sporządzenie koncepcji budowy instalacji fotowoltaicznej oraz pozyskanie wszelkich wymaganych zgód, pozwoleń i decyzji, niezbędnych do uzyskania warunków przyłączenia instalacji fotowoltaicznej do sieci elektroenergetycznej. Jest to bardzo złożony proces z uwagi na obowiązujące prawo oraz wymogi związane z uzyskaniem decyzji środowiskowych  – tłumaczy Sebastian Lorenz, dyrektor sprzedaży obszaru public Columbus Energy S.A.

To już kolejna umowa podpisana w 2022 r. z PERN. Na tym etapie Columbus przygotowuje analizę możliwości wybudowania instalacji fotowoltaicznych we wskazanych przez PERN lokalizacjach. Do końca bieżącego roku PERN zamierza też uruchomić na dachu centrali w Płocku i terenach zielonych wokół budynku instalacje fotowoltaiczne, które będą generowały zieloną energię na potrzeby biurowca.

Rentowność amerykańskich 10-latek powyżej 3 proc. po raz pierwszy od 3,5 lat

Po kończącym kwiecień silnym spadku główne indeksy amerykańskiego rynku akcji we wtorek lekko rosły drugi dzień z rzędu (S&P 500 +0,48 proc., DJIA +0,2 proc., Nasdaq Composite +0,22 proc.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy ostrożnie kontynuowały ostatnie odbicie (S&P 500 +0,22 proc.).

Na części rynków Azji i Oceanii nadal trwały obchody Święta Pracy. Poza tajwańskim TAIEX-em (+0,41 proc.), główne indeksy czynnych dziś giełd tego regionu świata spadały (najsilniej – o 1,13 proc. – Hang Seng).

Na europejskich giełdach przeważały dziś rano umiarkowane spadki głównych indeksów. Niemiecki DAX tracił -0,29 proc., a francuski CAC 40 -0,33 proc. Indeksy rynków akcji euro zapewne pozytywnie reagując na wcześniejszą słabość euro pozostawały jednak powyżej poziomów swoich minimów z końca kwietnia.

Po wtorkowej przerwie w notowaniach na GPW WIG-20 zbliżał się dziś rano do poziomu swego wojennego minimum z 24 lutego br. (-0,38 proc.). Swe nowe cykliczne minima ustanawiały dziś WIG-Gry i WIG-Media. Swe nowe roczne minimum zaliczył dziś rano kurs akcji Wirtualnej Polski. Wśród składników sWIG-u 80 najniżej od przynajmniej roku były ceny akcji Erbudu i Onde, zaś swe nowe cykliczne maksima po silnych ponad 7 proc. wzrostach ustanawiały ceny akcji Boryszewa i Arctic Paper.

Rentowność 10-letnich obligacji rządu Australii ustanowiła dziś swój nowy najwyższy od 2014 roku poziom. W tym tygodniu rentowność 10-latek rządu USA sięgnęła 3 proc. po raz pierwszy od końca 2018 roku. Swe nowe cykliczne maksima ustanawiały dziś rentowności 10-latek krajów strefy euro.

Cena kontraktów na ropę naftową nadal przebywała w obrębie czegoś wyglądająca jak prawie 2-miesięczna formacja „trójkąta zniżkującego” (dziś rano WTI +1,46 proc., Brent +1,31 proc.).

Kurs amerykańskiego dolara stabilizował się w pobliżu swoich osiągniętych ostatnio wieloletnich rekordów wobec euro i jena. Złoty również nie wykazywał dziś rano większych zmian. Co może zaskakiwać rosyjski rubel był we wtorek najsilniejszy wobec amerykańskiego dolara od marca 2020. Kurs USD, który 7 marca przekroczył poziom 150 RUB, spadł wczoraj do poniżej 70 RUB.

Kurs BTC/USD przebywał w pobliżu poziomów swoich kwietniowych minimów (+1,37 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Przed nami istny boom na samochody elektryczne

  • Eksperci spodziewają się, że w tym roku podwoi się liczba samochodów elektrycznych na naszych drogach. W perspektywie najbliższych trzech lat ma być ich już ponad 500 tys.
  • Atrakcyjność „elektryków” jest podbijana także poprzez szereg udogodnień związanych z użytkowaniem, szczególnie ważnych w mieście.
  • Koszt przejechania 100 km samochodem elektrycznym jest przeciętnie 33 zł niższy niż w przypadku samochodów benzynowych.
  • Dlatego „elektryki” coraz częściej są postrzegane jako inwestycja, więc zwiększa się także zainteresowanie zewnętrznymi opcjami finansowania ich zakupu.

Pierwszy kwartał 2022 r. pokazał, że Polacy kupują mniej nowych i sprowadzają mniej używanych samochodów, co z pewnością jest w dużej mierze spowodowane niską dostępnością pojazdów. Mimo to, na polskim rynku zauważalny jest coraz większy udział samochodów elektrycznych. Do tej kategorii Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego zalicza auta wyłącznie elektryczne (BEV) i elektryczne hybrydy z możliwością ładowania zewnętrznego (PHEV). W samym marcu przybyło na naszych drogach niemal 2,4 tys. sztuk takich samochodów osobowych. Jest to o tyle istotne, że łącznie przez pierwsze dwa miesiące 2022 r. na polskich drogach pojawiło się niewiele więcej – bo 2855 takich pojazdów.

Polacy będą coraz bardziej elektromobilni

Jak wskazuje najnowszy raport Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) i Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar – z końcem 2021 r. Polacy mieli 40 307 samochodów z napędem elektrycznym (BEV, PHEV). Szacunki PSPA wskazują, że na koniec roku będzie to już trochę ponad 81 tys. sztuk. Co istotne, w perspektywie najbliższych trzech lat będziemy mogli mówić nawet o ok. 510 tys. elektryków (BEV, PHEV), które pojawią się na polskich drogach. Skalę wzrostu zainteresowania obrazuje fakt,  że w 2010 r. w posiadaniu Polaków było jedynie 21 takich pojazdów. Rynek samochodów elektrycznych będzie rósł i to szybko, ale jak podkreślają eksperci Cofidis – ma on jeszcze duży dystans do pokonania. Obecnie zainteresowanie samochodami elektrycznymi widać w całej Europie. Na przykład model 3, marki Tesla  będącej symbolem tego segmentu, posiada obecnie ponad 140 tys. Europejczyków, co czyni go najbardziej popularnym „elektrykiem” w Europie.

– Elektromobilność to obecnie jeden z najważniejszych trendów w motoryzacji. Branża, rządy i samorządy faworyzują produkcję i koncentrują się na promocji posiadania samochodu o napędzie elektrycznym. Dzięki temu właściciele takich aut mogą liczyć na wiele korzyści – w tym m.in. bezpłatne parkingi, prawo do jazdy po bus-pasach czy dofinansowanie zakupu pojazdu. Spodziewam się, że również w Polsce zaczną powstawać tzw. strefy czystego powietrza,  w których mogą poruszać się tylko auta spełniające określone normy ekologiczne – komentuje Nuno de Oliveira, prezes Cofidis Polska.

Elektryki vs. napędy tradycyjne – czy cena ma znaczenie?

Firma Cofidis dostrzega coraz większe zainteresowanie Polaków zewnętrznym finansowaniem zakupu samochodów elektrycznych. Tym bardziej, że są one droższe od samochodów z napędem tradycyjnym. Część różnicy niweluje dofinansowanie w ramach programu „Mój Elektryk”. To sprawia, że te auta są bardziej przystępne cenowo. Jak wynika z najnowszych danych, do lutego wpłynęło 1863 wniosków o dofinansowanie na kwotę łączną ok. 39 mln zł.

Dla przykładu – obecnie najtańszym autem elektrycznym jest Dacia Spring, który w podstawowej wersji według producenta jest dostępny w cenie od 84,9 tys. zł. Z uwzględnieniem maksymalnej dopłaty w ramach programu „Mój Elektryk”, można go zakupić w cenie nieprzekraczającej 58 tys. zł. Zestawiając to auto z podobnych gabarytów benzynową Dacia Sandero, dysproporcja cenowa nie wydaje się aż tak duża. W najskromniejszym pakiecie Sandero można nabyć od 48,5 tys. zł, co oznacza, że różnica między tymi modelami to około 10 tys. zł. Przy droższych modelach, ta rozbieżność jest większa.

– Spodziewamy się, że cześć osób zdecyduje się wydać więcej. Po podliczeniu kosztów i korzyści może się okazać, że warto wydać nieco więcej na nowoczesny i ekologiczny samochód, nawet posiłkując się kredytem. Ponadto właśnie z jednym z naszych Dealerów pracujemy nad wdrożeniem oferty, która oprócz wsparcia zakupu auta, pomoże również sfinansować ładowarkę lub pakiet serwisowy – mówi Marcin Szulc, Dyrektor ds. Handlowych i Rozwoju Biznesu w Cofidis.

Holistyczny rozrachunek

Jednak cena zakupu auta nie jest jedynym parametrem, jaki warto brać pod uwagę. Z analiz firmy SPIE Building Solutions, wynika, że koszt użytkowania samochodów elektrycznych jest niższy, niż aut o klasycznym spalinowym napędzie.

Ładowanie pojazdu prądem przemiennym AC za pomocą kabla EVSE czy stacji naściennej typu wallbox zgodnie z taryfą G11 (średnia cena na marzec 2022, 0,65zł/kWh), przy założeniu średniego zużycia energii na poziomie 20kWh/100km oznacza koszt 13 zł na 100 km. Porównując tę kwotę do średniej ceny benzyny 6,59 zł na koniec marca i średniego zużycia paliwa na poziomie 7l/100 km, koszt poruszania się samochodem spalinowym wyniesie około 46 zł na 100 km, co oznacza znaczną przewagę kosztów użytkowania auta elektrycznego – trzy i pół krotnie niższy koszt prądu, względem benzyny – mówi Karol Kubiak, ekspert SPIE Building Solutions.

Zastrzega, że powyższe obliczenia są szacunkowe, a dla celów porównawczych zostały przyjęte uśrednione wartości. Wskazują one, że przeciętna oszczędność na 100 km w przypadku podróży samochodem elektrycznym plasuje się na poziomie ok. 33 zł.

Jeśli przyjmiemy, że przykładowy posiadacz auta elektrycznego będzie przejeżdżał 20 tys. kilometrów rocznie, to przy powyższych założeniach wyda na benzynę ponad 9 tys. zł. Ładowanie samochodu elektrycznego będzie kosztowało go trochę ponad 2,5 tys. zł rocznie. Widać więc, że różnica w cenie między autem elektrycznym i benzynowym, może częściowo zwrócić się ze względu na oszczędność w tankowaniu.

Gdzie ładować elektryka?

Dodatkowo podmioty finansujące zakup samochodowców i jednocześnie pożyczające pieniądze na założenie instalacji fotowoltaicznych dostrzegają ciekawą korelację.

Z naszych doświadczeń związanych z finansowaniem samochodów elektrycznych, wynika, że osoby decydujące się na taki zakup, rozważają również instalację paneli fotowoltaicznych i odwrotnie – osoby posiadające fotowoltaikę, chętniej decydują się na kupno samochodu o napędzie elektrycznym. Takie rozwiązanie sprawia, że nowe elektryczne auto staje się jeszcze bardziej ekonomiczne. Wobec rosnącej popularności samochodów z napędem elektrycznym, spodziewamy się także większego zainteresowania finansowaniem fotowoltaiki – komentuje Marcin Szulc, dyrektor ds. Handlowych i Rozwoju Biznesu w Cofidis Polska.

Własna instalacja fotowoltaiczna poprawia opłacalność takiej inwestycji, bo ładowanie auta w komercyjnym punkcie jest droższe. W przypadku wolniejszego ładowania uzupełnienie energii akumulatora na dystans 100 km potrwa ok. 2h i kosztuje ok. 30-40 zł. Jeśli taką operację będziemy chcieli skrócić do 15 minut na ultraszybkiej stacji przy autostradzie, cena może wynieść 70 zł.  Według Licznika Elektromobilności pod koniec lutego 2022 r. w Polsce funkcjonowały 2034 ogólnodostępne stacje ładowania elektryków (posiadające 3963 punkty do ładowania pojazdu), a z każdym miesiącem przybywa ok. 100 kolejnych. 30% z nich stanowią szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 70% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC). Dostępność stacji ładowania przestaje być barierą w podjęciu decyzji o zakupie tego typu samochodu.

Dwukrotny wzrost liczby ofert pracy dla ekspertów od finansów i księgowości

W marcu bieżącego roku pracodawcy opublikowali w polskiej sieci blisko 33 tysiące ofert pracy skierowanych do ekspertów z obszaru finansów. To dwukrotnie więcej niż rok temu w analogicznym momencie. Podobne wnioski można wyciągnąć porównując dane dla rynku pracy za luty i styczeń. Aktualne trendy na rynku pracy w obszarze finansów komentują eksperci Manpower.

Pierwszy kwartał 2022 roku przyniósł dwukrotny wzrost liczby ofert pracy skierowanych do specjalistów od finansów i księgowości – w porównaniu do danych dla pierwszego kwartału 2021 (źródło: Job Market Insights). Podczas gdy w styczniu 2022 ukazało się 26,7 tys. ogłoszeń o pracę, rok temu w analogicznym miesiącu było ich 14,7 tys. Luty bieżącego roku to 28,8 tys. vs. 14,9 tys. w lutym 2021. Z kolei marzec to 32,9 tys. vs. 16,7 tys. marzec ubiegłego roku.

Agnieszka Sarecka, szef zespołu rekruterów i ekspert w obszarze rekrutacji na stanowiska finansowe i księgowe w Manpower wyjaśnia, że tak dynamiczny wzrost liczny ofert pracy to efekt między innymi nowych zmian, które weszły w życie wraz z wprowadzeniem Polskiego Ładu. – Poszukiwani są przede wszystkim pracownicy w obszarze doradztwa podatkowego, umocniła się również pozycja analityków biznesowych. Jednak znaczna liczba ofert pracy kierowana jest także do doświadczonych osób na stanowiskach głównych księgowych, samodzielnych księgowych oraz księgowych. W procesach rekrutacyjnych zwraca się uwagę na zaawansowaną znajomość języka angielskiego, niemieckiego oraz systemów księgowych – zarówno w wewnętrznych działach finansowych, jak i u szerokiego spektrum doradców, zajmujących się konsultingiem finansowym – dodaje przedstawicielka Manpower.

Z kolei Marta Romaneczko-Kozielska, lider zespołu rekruterów i head hunter na stanowiska finansowe i prawnicze zauważa, że okres pandemiczny wymusił dużą dynamikę pod względem tempa oraz liczby wprowadzanych do organizacji zmian, pewną nowością na rynku stało się rosnące i wysokie zapotrzebowanie na osoby, które mają kompetencje do tego, żeby takimi zmianami zarządzić. – Korporacje bardzo często sięgają z jednej strony po Transformation Leaderów oraz Change Managerów z mocnym doświadczeniem finansowym, z drugiej – po osoby z wiedzą i certyfikacjami w zakresie zarządzania projektami, które posługują się takimi metodykami jak Lean, Agile, PMP, Waterfall czy Scrum, dotychczas wymaganymi głównie od specjalistów z obszaru IT. W okresie pandemii firmy nauczyły się pracować zwinnie i coraz częściej wymagają od pracowników umiejętności organizowania i koordynacji pracy w takim trybie. W branży finansowej jest to szczególnie widoczne – uzupełnia Marta Romaneczko-Kozielska.Dwukrotny wzrost liczby ofert pracy dla ekspertów od finansów i księgowości

Jak zaznaczają ekspertki Manpower pracodawcy budując swoje zespoły w działach finansowych, poszukują wśród kandydatów kompetencji takich jak szybka adaptacja do zmian, komunikatywność, umiejętność analitycznego myślenia oraz odporność na stres. Zakres zadań, wykonywanych często pod presją czasu, a także odpowiedzialność są tu o wiele większe niż w innych branżach.

– Analizując rynek pracy, zauważyliśmy, że kandydaci są otwarci na udział w procesach rekrutacyjnych, ale po otrzymaniu oferty skrupulatnie ją rozważają. Możliwość rozwoju u obecnego pracodawcy oraz wzrost wynagrodzenia decydują o pozostaniu w firmie. Coraz trudniej jest pozyskać kandydatów z rynku, co sprawia, że firmy są bardziej otwarte na to, by płacić więcej za nowe talenty. Obecnie osoba, która nie posiada jeszcze tak bogatego doświadczenia zawodowego może na stanowisku młodszej księgowej zarabiać już 6 500 zł brutto. Z kolei młodszy analityk finansowy może liczyć na płace na poziomie 6 000 – 8 000 zł brutto – dodaje Agnieszka Sarecka.

Ukraińcy nie chcą żyć z zasiłków. Do gry wchodzą przedsiębiorcy z unikalnym pomysłem

Na rynku pojawił się nowy trend. Przedsiębiorcy nie tylko chcą zatrudniać Ukraińców, ale także ułatwiają im znalezienie pracy. W niektórych przypadkach uchodźcy są wyposażani w narzędzia potrzebne do wykonywania zawodu. Poszukiwane są dla nich zlecenia. Są również szkoleni w kwestii prowadzenia legalnej działalności. Jak przekonują znawcy tematu, to są dobre działania, które do tej pory nie były praktykowane w Polsce. Napływ pracowników z Ukrainy jest korzystny dla wielu branż. W gronie uchodźców są m.in. lekarze, pielęgniarki, informatycy czy inżynierowie. Jednak, zdaniem ekspertów, oprócz powyższego, konieczne jest systemowe wsparcie państwa. Należy skupić się m.in. na uzupełnianiu kwalifikacji Ukraińców i nauce języka. Nasza gospodarka przez to długofalowo może odnosić wymierne korzyści.

Wędka zamiast ryby

Ostatnio w Polsce pojawił się ciekawy i nowy trend. Część pracodawców nie tylko już zatrudnia Ukraińców, ale też zdecydowanie ułatwia im wejście na nasz rynek pracy. Przykładem jest platforma zbiórkowa Szczytny-Cel.pl. Do niej po pomoc zgłosiło się kilkanaście osób będących wyuczonymi masażystami i fizjoterapeutami. Prosili o zorganizowanie zbiórek finansowych, ale przedsiębiorca miał na to inny pomysł. Finalnie zostali wyposażeni kompleksowo w narzędzia do wykonywania wyuczonego zawodu. Ponadto firma wspomogła ich w nauce języka polskiego oraz w organizowaniu realnych zleceń poprzez zaprojektowanie materiałów promocyjnych, umieszczanie atrakcyjnych ogłoszeń w sieciach społecznościowych i na najpopularniejszych portalach aukcyjnych.

– Zamiast tradycyjnych zbiórek postanowiliśmy im pomóc w inny sposób. Wyszliśmy z założenia, że zamiast rozdawać przysłowiowe ryby, lepiej dać wędki. I już w ciągu kilku następnych dni te osoby zaczęły przyjmować zlecenia oraz realnie wchodzić na nasz rynek pracy ze swoim wyuczonym na Ukrainie zawodem. Obecnie, po blisko kilku tygodniach obserwacji, widzimy, że radzą sobie u nas coraz lepiej. Praktycznie codzienny grafik zleceń mają wypełniony od rana do wieczora, a klienci polecają ich sobie nawzajem. Co ciekawe, widzimy na rynku już naśladowców tego pomysłu, co nas niezmiernie cieszy – mówi Maciej Kamiński, prezes platformy zbiórkowej Szczytny-Cel.pl.

Ponadto przedsiębiorca zorganizował im serię szkoleń nt. prowadzenia legalnej działalności na naszym rynku. Poinformował ich m.in. o obowiązkach podatkowych i składkowych wobec ZUS-u. Od tego momentu uchodźcy dopytują o poszczególne formalności, bo nie chcą żyć tylko z zasiłków, a głównie z własnej pracy. Do tego zamierzają u nas rozwijać się zawodowo i społecznie.

– Jest to bardzo dobry przykład tego, jak przedsiębiorcy zastępują rząd. To oni organizują kursy i szkolenia, a działy kadr doradzają w obszarze obowiązków podatkowych, składkowych oraz administracyjnych, czyli tych najtrudniejszych dla uchodźców. Pracodawcy w dużej mierze przyjęli na siebie także ciężar realizowania nauki języka, a nawet zapewnienia miejsc do mieszkania czy wyżywienia. Jednak wymaga to systemowego wsparcia i koordynacji działań przez państwo – komentuje dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego i ekspert Pracodawców RP.

Jak podkreśla Katarzyna Lorenc, ekspert BCC ds. rynku pracy, oprócz tego cieszą proaktywne postawy pracowników, ale również pracodawców z Ukrainy, którzy przenoszą do nas swoje biznesy. W ten sposób powstają nowe miejsca zatrudnienia dla wszystkich, także dla Polaków. Najgorsze, co mogłoby się zdarzyć, to sytuacja, w której uchodźcy dołączą do grona bezrobotnych.

Duży potencjał

– Ukraińcy w Polsce wcale nie muszą być postrzegani w kategoriach ludzi, którzy przyjechali tylko po świadczenia socjalne. Ostatnio coraz częściej słyszymy taką narrację od Polaków. Tymczasem uchodźcy wręcz rwą się do pracy, szukają dodatkowych możliwości i zajęć zarobkowych. Nie chcą żyć z zasiłków – przekonuje prezes Kamiński.

Z kolei Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, zaznacza, że mamy jeden z najniższych wskaźników bezrobocia w UE. Decyduje o tym m.in. szybkie starzenie się naszego społeczeństwa. W efekcie na rynek pracy wchodzi rocznie o 100 tys. mniej ludzi niż przechodzi na emeryturę. Przed wybuchem wojny ww. lukę częściowo wypełniali Ukraińcy. Zazwyczaj podejmowali prace, które nie cieszyły się zbytnim zainteresowaniem Polaków. Teraz też tak może być, choć dotarły do nas głównie kobiety z dziećmi, a wyjechało sporo mężczyzn, m.in. kierowców i pracowników budowlanych.

– Co roku brakuje nam minimum 250 tys. osób do pracy tylko z uwagi na niż demograficzny. Bez pracowników z Ukrainy dotychczasowe wzrosty gospodarcze byłyby niemożliwe. Ich pojawienie się to błogosławieństwo dla wielu branż. Podobnie jak wcześniej, Ukraińcy uzupełnią te miejsca, w których brakuje polskich pracowników – dodaje Katarzyna Lorenc.

Jak przekonuje dr Kolek, napływ uchodźców może spowodować, że pracodawcy znajdą potrzebnych pracowników, zwłaszcza w gastronomii, hotelarstwie czy prostych usługach, np. we fryzjerstwie. Ekspert dodaje, że wśród uchodźców są także lekarze, pielęgniarki, informatycy czy inżynierowie. Takie osoby są niezwykle potrzebne do rozwoju przedsiębiorstw i mogą uzupełnić zespoły pracowników. To wcale nie musi oznaczać rezygnacji z dotychczasowego personelu. Ukraińcy mogą uzupełnić kompetencje, których dotychczas brakowało.

– Są takie sektory, w których jesteśmy w stanie wchłonąć ogromną liczbę pracowników, przede wszystkim w medycynie, bo mamy mało lekarzy i pielęgniarek. W związku z tym bardzo dobrze, że ułatwia się im w tej chwili podejmowanie pracy, tym bardziej że przybywa pacjentów, bo uchodźcy też potrzebują opieki zdrowotnej – mówi ekspert z Konfederacji Lewiatan.

Konieczne wsparcie

Ale oczywiście nie jest tak kolorowo. Maciej Kamiński zwraca uwagę na największe utrudnienia dla Ukraińców. Często zderzają się oni z naszą administracją i nie wiedzą, co mają dalej zrobić. Zdaniem prezesa platformy zbiórkowej Szczytny-Cel.pl, nasz rząd powinien organizować dla nich szkolenia czy warsztaty nt. zakładania własnych firm. To byłoby znacznym ułatwieniem dla tych osób.

– Absolutnie konieczne jest systemowe wsparcie państwa, a dotychczas go nie widać. Urzędy pracy już powinny skupić się na uzupełnianiu kwalifikacji uchodźców na potrzeby kadry zawodów deficytowych. Może się to odbywać poprzez realizację oferty kursów i szkoleń przygotowanych dla Ukraińców. Natomiast dzięki współpracy z agencjami zatrudnienia i pracy tymczasowej można wspierać bezrobotnych w wejściu na rynek pracy – mówi ekspert Pracodawców RP.

Według Jeremiego Mordasewicza, część środków z Funduszu Pracy powinna trafić na aktywizację zawodową Ukraińców, żeby oni byli produktywni na naszym rynku. Ważna więc jest nauka języka polskiego. Jak zauważa ekspert, sporo uchodźców gromadzi się w woj. lubelskim i podkarpackim. Natomiast musi być większy ruch na zachód kraju, bo przygraniczne tereny nie wytrzymają takiego napływu ludności.

– Możemy lepiej przygotować Ukraińców do realiów naszego rynku pracy. Po pierwsze, należy pomóc im w pisaniu CV po polsku oraz wskazać popularne portale i miejsca z ogłoszeniami o pracę, które mają już oferty po ukraińsku. Po drugie, warto wesprzeć ich w nauce języka w codziennych rozmowach, m.in. o pracy. Po trzecie, potrzebne jest rekomendowanie osób pracodawcom, jeśli mogą uzupełnić braki kadrowe w danych firmach – dodaje Katarzyna Lorenc.

Prezes platformy zbiórkowej Szczytny-Cel.pl mówi, że cieszy go fakt, iż w krótkim czasie udało się wprowadzić na rynek pracy kilkanaście osób, chociaż z punktu widzenia całej gospodarki to ledwie mała kropla w morzu ogromnych potrzeb. Ale mimo wszystko warto zachęcać przedsiębiorców do tego typu pomocy. I jak zapowiada Maciej Kamiński, firma na pewno na tym nie poprzestanie, bo widzi w tym duży sens, nie tylko gospodarczy, ale też społeczny.

– Nasz rynek pracy może odnieść korzyści z napływu Ukraińców. Polscy pracownicy nie powinni się tego obawiać, bo podobne sytuacje miały miejsce w wielu innych państwach. I nic niepokojącego się tam nie wydarzyło. Uchodźcy nie będą zabierać pracy, ponieważ na początek zajmują zazwyczaj niższe szczeble drabiny zawodowej. Ponadto z pewnością nie spowodują obniżenia zarobków – podsumowuje Jeremi Mordasewicz.

BioMaxima podsumowuje 2021 jako kolejny rekordowy rok

Rok 2021 zakończył się zatwierdzeniem przez Komisję Nadzoru Finansowego prospektu Spółki. Akcje BioMaxima S.A. zostały wprowadzone do obrotu na głównym rynku warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych 31 stycznia br. Spółka przeniosła notowania swoich walorów z NewConnect, na który weszła w 2010 roku. Był to pierwszy w 2022 roku debiut na głównym rynku GPW.

Wyższa wycena i spodziewane rekordowe wyniki

W raporcie z 4 lutego br. analitycy DM BOŚ podnieśli wycenę akcji BioMaxima S.A. w horyzoncie 12 miesięcy do 41,40 zł wobec wcześniejszej wyceny na poziomie 37,30 zł. Autorzy raportu wskazywali między innymi na wysoką skuteczność testów BioMaxima w wykrywaniu wariantu Omikron. Analitycy przewidywali również brak osłabienia popytu na nie-Covidowe produkty Spółki, czego dowodem są zdobyte już w 2022 roku duże zamówienia. Z powodu zwiększania skali działalności Spółki, rosnącej rozpoznawalności marki BioMaxima i wzrostu zaufania do testów Spółki, dyskonto dla wyceny względem spółek porównywalnych zmniejszono z 15% na 10%. W 2022 roku analitycy spodziewają się po raz kolejny rekordowych wyników. Prognozy przychodów/ EBITDA/ EBIT/ zysku netto za 2022 rok zostały podniesione do 161,2/ 29,5/ 27,8/ 23,4 mln zł.

Rok nagród

W marcu 2021 roku, w ramach konkursu organizowanego przez dziennik Parkiet, BioMaxima S.A. otrzymała główną nagrodę „Byki i Niedźwiedzie” w kategorii spółka roku z rynku NewConnect. Z kolei we wrześniu Spółka otrzymała Nagrodę Gospodarczą Prezydenta Miasta Lublin w kategorii Innowacyjność, potwierdzając tym samym swoją pozycję jako ważnego gracza na lubelskiej scenie biznesowej, mającego istotny wkład w rozwój gospodarczy miasta.

Plany inwestycyjne

W maju 2021 roku nastąpiła finalizacja transakcji nabycia nieruchomości przy ulicy Vetterów w Lublinie, na której zostanie rozbudowana powierzchnia produkcyjna oraz magazynowa. Prace budowlane zostały już rozpoczęte. Ich zakończenie oraz uzyskanie pozwolenia na użytkowanie przewidywane jest na I kwartał 2023 roku.

W bieżącym roku BioMaxima planuje również budowę kolejnej instalacji fotowoltaicznej, która przyczyni się do dalszego obniżenia kosztów energii ponoszonych przez Spółkę.

Zgodnie z opublikowanym przez Spółkę kalendarzem, skonsolidowany raport kwartalny za I kwartał 2022 roku zostanie przekazany dnia 30 maja 2022 r.

Branża meblarska: pandemia się skończyła, zaczęła się wojna

Polska branża meblarska kryzys wywołany pandemią koronawirusa ma już za sobą. Po zastoju z 2020 roku, rok 2021 przyniósł znaczący wzrost sprzedaży, zmalały też długi. Jeszcze w styczniu prognozy na rok 2022 były także optymistyczne. Dzisiaj już nie są. Rosną ceny surowców, energii i wynagrodzeń, spotęgowane jeszcze wojną na Ukrainie, a to powoduje, że maleje i tak nie najwyższa rentowność. Do tego wysokie stopy procentowe i duże rozdrobnienie branży sprawi zapewne, że wróci skłonność do kredytowania się kosztem kontrahentów.

Według danych z raportu „Polskie Meble Outlook 2022” przygotowanego przez firmę B+R Studio na zlecenie Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli sektor wypracował wzrost wartości swoich przychodów ze sprzedaży o 18 proc., do 59,9 mld zł. Wartość produkcji została oszacowana na 46,9 mld zł i była wyższa o 12 proc. r/r.

Wyraźne odbicie branży meblarskiej widać było także w jej zadłużeniu, które w pierwszym roku pandemii zanotowało rekordowy wzrost o 22 proc., do poziomu prawie 121,3 mln zł. W tym najtrudniejszym czasie sektor musiał stawić czoła lockdownom, zamknięciu sklepów oraz poradzić sobie z problemami wynikającymi z zerwania łańcuchów dostaw. Jednak po szoku, jaki przyniósł 2020 rok, meblarze szybko odzyskali swój impet. Na koniec pierwszego kwartału 2022 roku udało im się w pełni spłacić zaległości i ich dług jest teraz o 6 proc. niższy niż przed pojawieniem się Covid-19. Nadal mają jednak do oddania 92,8 mln zł – wskazuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Producenci i sprzedawcy mają problem z płatnościami

W KRD widnieje obecnie 3,2 tys. firm z branży meblarskiej, z czego 2312 firm to producenci, a 893 sprzedawcy mebli. Średni dług jednej zadłużonej firmy to ok. 29 tys. zł. Dla średniej, czy dużej firmy nie jest to istotna kwota, ale jeśli wziąć pod uwagę, że ok. 94 proc. producentów mebli to mikroprzedsiębiorstwa, świadczące usługi na rzecz większych producentów, to zmienia to postać rzeczy. 60 proc. długu branży to właśnie nieopłacone faktury i rachunki jednoosobowych działalności gospodarczych.

Największe problemy z długami mają przedsiębiorcy z Wielkopolski. Ich wierzyciele czekają na 15,8 mln zł. Meblarze z województwa mazowieckiego powinni oddać 11,6 zł. Próg 10 mln zł przekraczają także przedsiębiorstwa z dolnośląskiego. Najmniej zaległości przypada w udziale producentom i sprzedawcom mebli z województwa świętokrzyskiego (1,2 mln zł). Za nimi plasują się podlaskie (1,4 mln zł) i opolskie (1,6 mln zł) przedsiębiorstwa.

Branżowym rekordzistą jest spółka jawna z województwa łódzkiego, która zalega na blisko 3,3 mln zł wobec firmy windykacyjnej oraz administracji państwowej i samorządowej.

Istnieje duża zależność między dobrą koniunkturą w danej branży, a skłonnością do niepłacenia. Meblarstwo to jedna z najlepiej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki, co jednak nie gwarantuje, że każdy klient zapłaci. Bazując na 30-letnim doświadczeniu w obsłudze wierzytelności  wiemy, że gdy rosną stopy procentowe, część firm zamiast wziąć kredyt w banku, zaczyna finansować swoją działalność kosztem kontrahentów. Obracanie ich pieniędzmi  jest po prostu tańsze. A trzeba pamiętać, że w  branży meblarskiej mamy duże rozdrobnienie, sporą konkurencję i malejące marże. To zwiastuje narastanie problemów z płatnościami – komentuje Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Odbicie nie na wszystkich polach

Mimo pozytywnych sygnałów o spłacie pandemicznego zadłużenia, branża nie wyszła jeszcze całkiem na prostą po pandemii. Dane KRD pokazują, że sektor spłacał swoje zaległości przede wszystkim wobec instytucji finansowych, ale niekoniecznie już wobec pozostałych kontrahentów z innych branż. Poza bankami i firmami z sektora finansowego, które pozostają głównym wierzycielem meblarzy (z 44,5 mln zł do odzyskania), na spłatę prawie 11 mln zł czeka handel. Za nim po odbiór najwyższych należności w kolejce ustawiają się firmy zajmujące się przetwórstwem przemysłowym (7,4 mln zł). Meblarze uregulowali więc najbardziej palące pandemiczne długi, ale nadal mają problem z terminowym płaceniem swoim partnerom biznesowym.

Sektor dotknął też znaczący spadek rentowności produkcji. Jeszcze w 2020 sięgała ona 6,7 proc. W roku 2021 obniżyła się do 5 proc., najniższego poziomu od blisko 3 lat, wyliczyli autorzy raportu „Polskie Meble Outlook 2022”.

Kłody pod nogi meblarzy

Bieżący rok zapowiadał się dla branży bardzo pozytywnie i dawał nadzieje na poprawę kondycji finansowej firm oraz odbudowanie rentowności produkcji. Prognozy mówiły o wzroście wartości przychodów o ok. 8 proc., do 64,7 mld zł. Szacunki te nie uwzględniały jednak wybuchu wojny, która znów zaburzyła koniunkturę na rynku meblarskim i w całej gospodarce.

O ile Polska nie eksportowała zbyt wiele produkcji na Wschód, o tyle Białoruś, Rosja oraz Ukraina były ważnym dostawcą surowców niezbędnych do produkcji mebli, np. sklejki, płyt drewnopochodnych. Za wschodnią granicą zlokalizowane były też fabryki polskich firm. Zmiana źródła dostaw czy wycofanie z białoruskiego i rosyjskiego rynku to trudna operacja, która będzie miała swoją cenę. Mniejsza podaż materiałów i trudności w ich zdobyciu nieuchronnie doprowadzą też do podwyżek na rynku surowców. A do tego trzeba dołożyć inflację i wzrost kosztów produkcji, którą odczuwa cały polski biznes. Potrzeby finansowe firm gwałtownie więc wzrosną.

Problemy z dostępnością surowców ich cenami w największym stopniu dotkną producentów mebli. Są na pierwszej linii frontu. Muszą na bieżąco radzić sobie z nagłymi wzrostami stawek czy brakiem materiałów. Jednocześnie producenci reprezentują najbardziej zadłużoną grupę w branży. To do nich należy 71 proc. zaległych płatności – podaje Adam Łącki z KRD.

Ekspert KRD zauważa też, że wojna rosyjsko-ukraińska nie wpływa pozytywnie na konsumpcję. Niepewność i bardzo wysoka inflacja nie zachęcają klientów do zakupów. Niemniej, podobnie jak w przypadku pandemii, potrzeby te będą prawdopodobnie po prostu odłożone w czasie. Firmy meblarskie muszą jednak doczekać tego momentu, zaznacza Adam Łącki.

Buty sportowe – to jest to

Chyba każdy z nas lubi buty sportowe. Jakby nie był takie buty są wygodne, gwarantują nam niesamowicie duży komfort, a także pozwalają na długie spacery oraz uprawianie sportu. Jakie obuwie szczególnie polecamy?męskie sneakersy sportowe od Answear

Sneakersy damskie – dobry wybór

Gdy przejrzymy sobie ofertę https://answear.com/k/ona/obuwie/sneakersy-i-sportowe, to na pewno będziemy pod ogromnym wrażeniem. Te buty sportowe są na tyle charakterystyczny, że są to uniwersalne buty.

Damskie sneakersy pasują zarówno do sportowego dresu, pięknie się prezentują ze sportową kurtka, ale także pasują w połączeniu z sukienką. Nie zawsze musimy wkładać szpilki.

Buty sneakersy są przeznaczone zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Męskie sneakersy wydają się równie uniwersalne. Królową wśród fanek sneakersów jest bez wątpienia Jennifer Lopez.

Sneakersy męskie – nawet do garnituru

Białe sneakersy pasują także do garniturów. Także jest to uniwersalne obuwie. Oczywiście w takim zestawieniu powinniśmy się dobrze czuć. Gdy tak nie jest, to lepiej białe sneakersy nośmy do sportowych spodni.

Koniecznie sprawdź stylizacje, do których tego typu buty pasują idealnie. W butach sportowych czujemy się atrakcyjnie i pewnie. Jednak w butach na płaskiej podeszwie mamy lepszą przyczepność. W swojej szafie przynajmniej powinniśmy mieć kilka par sportowych butów.

Jest to rodzaj obuwia, które sprawdza się zarówno na chłodniejsze dni, jak i te cieplejsze.

Producenci podążają za najnowszymi trendami i nie przestają nas zaskakiwać. Polecamy szczególnie modele wykonane ze skóry naturalnej.

Sprawdźmy ofertę https://answear.com/k/on/obuwie/sneakersy-i-sportowe i wybierzmy parę sneakersów dla siebie.

Markowe obuwie sportowe

Polecamy z całego serca markowe buty sportowe. Takie marki jak Nike Air Max, Calvin Klein, Gino Rossi, Converse, Puma, Tommy Hilfiger, Adidas, czy też New Balance możemy kupować z zamkniętymi oczami. Buty sportowe męskie markowe są na pewno wyższej jakości. Sneakersy te są wykonane z lepszych jakościowo materiałów. Sam materiał tekstylny robi na nas ogromne wrażenie.

Popularne marki, jak na przykład Adidas nie pozwolą sobie na to, aby wyprodukować buty, które nie spełniają potrzeb konsumentów. Te produkty są naprawdę wysokiej jakości. Ich zakup może się wydawać inwestycją, a nie takim zwykłym zakupem.

Tak naprawdę to buty markowe Nike oraz każde inne będą nam służyły przez długie lata. Każda marka ma oczywiście swoje plusy i minusy. Jednak z czasem będziemy mieli swoją ulubioną markę.

Mowa nie tylko o butach sportowych, ale także o innym rodzaju butów, jak buty na koturnie, czy też stylowe czółenka. Szeroki wybór na pewno nie ułatwia nam zakupu.

Ustaw filtry sneakersy męskie i zaczynaj zakupy

Polecamy na pewno buty sportowe kupować w sieci. Dzięki temu mamy możliwość zrobienia zakupów bez wychodzenia z domu. Wystarczy, że przejrzymy w sklepie popularne kategorie i wybierzemy dla siebie odpowiedni model. Gdy interesują nas konkretnie sneakersy, to polecamy filtry sneakersy męskie, czy też damskie.

Robiąc zakupy internetowe możemy także liczyć na obsługę klienta. Zwróć uwagę, że sklepach internetowych bardzo często obsługa klienta pracuje 24 godziny na dobę.

Z naszej oferty na pewno coś dla siebie wybierzesz. Gdy masz jakieś wątpliwości, to skontaktuj się z obsługą, czy też przejdź do zakładki zadawane pytania. Być może w zakładce tej znajdziemy odpowiedzi, które rozwieją nasze wątpliwości.

Szybka realizacja zamówienia

Nie da się także ukryć, ze zamówienia są bardzo szybko realizowane. Nawet się nie obejrzymy, a nasze wymarzone modele butów wraz z jeansami będą nam już dostarczone.

O rozmiar butów się nie martw. Na pewno nietrafiony rozmiar można wymienić na właściwy. Nie da się ukryć, że podczas noszenia nasze buty muszą być komfortowe. Postaw na wygodę.

Nie tylko buty

W sieci możemy kupić nie tylko buty, ale także inne elementy, które powinny znaleźć się w Twojej szafie. Możemy zacząć zakupy od jeansów i koszuli, poprzez bluzy, polo Assn, a zakończyć zakupy sportową kurtką.

Jak widać na powyższym, w Internecie możemy zakupić absolutnie wszystko.

Na brak inspiracji

Gdy brakuje Ci inspiracji i cały czas w Twoich stylizacjach triumfuje kolor czarny, to koniecznie odwiedź stronę https://flashfashion.pl. Na pewno coś Cię zainteresuje.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – kwiecień 2022 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 3,5% rdr do 22,9 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 42,3% rdr do poziomu 508,1 tys. szt.
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 186,3% rdr do 879,8 mln zł
  • Spadek łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 11,6% rdr do 33,8 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,8% rdr do 263,5 mln zł
  • Spadek wartości obrotu ETF-ami o 26,5% rdr do 54,7 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 3,7% do 12,3 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 12,5% rdr do 7,6 TWh

W kwietniu 2022 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 23,1 mld zł, czyli o 2,8% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 3,5% rdr do poziomu 22,9 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 203,9 mln zł, o 9,0% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec kwietnia wyniosła 57 754,98 pkt i była o 5,0% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w kwietniu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 53,8% rdr do poziomu 249,5 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 53,1% rdr i wyniosła 239,0 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w kwietniu wyniósł 901,2 tys. szt., czyli o 39,0% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 42,3% rdr do poziomu 508,1 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 12,5% rdr do 129,1  tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 92,4% rdr do 240,0 tys. szt.

W kwietniu odnotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,8% rdr do poziomu 263,5 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 26,5% rdr do 54,7 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec kwietnia 97,5 mld zł, wobec 102,5 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 186,3% rdr do poziomu 879,8 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 33,8 mld zł wobec 38,2 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 11,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w kwietniu br. 12,3 TWh, co oznacza wzrost o 3,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 0,3% rdr do poziomu 3,0 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 5,0% rdr do poziomu 9,3 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 12,5% rdr do 7,6 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 44,6% do poziomu 2,0 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 10,6% rdr do poziomu  5,6 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 3,4  TWh, co oznacza wzrost o 75,7% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 25,7% rdr do poziomu 9,1  ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 78,4% rdr, do wolumenu 3,4 TWh.

Kapitalizacja 377 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w kwietniu 2022 r. wyniosła
594,5 mld zł (127,6 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 422 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 141,7 mld zł (245,1 mld EUR).

W kwietniu 2022 r. na GPW odbyło się 19 sesji giełdowych, w porównaniu do 20 sesji rok wcześniej.

Na rynku NewConnect w kwietniu br. zadebiutowały akcje spółek: BeeIN S.A. (wartość oferty: 4 mln zł) oraz NOCTILUCA S.A. (wartość oferty: 4,6 mln zł).

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Rynek przygotowuje się na podwyżkę stóp o 50 pb. w USA

Wraz z rynkiem spodziewamy się, że stopa procentowa Fedu podczas posiedzenia w tym tygodniu wzrośnie o 50 punktów bazowych. Ruchu o takiej skali nie dokonano w USA od ponad dwóch dekad. Uważamy, że komentarze Powella będą jastrzębie, a Fed pozostanie elastyczny w ocenie przyszłych kroków i pozostawi dostępne opcje agresywniejszego niż oczekuje rynek zacieśniania polityki, jeśli inflacja będzie wciąż zaskakiwać w górę.

Bank rozpoczął obecny cykl podczas ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) w marcu podwyżką o 25 pb., do przedziału 0,25–0,50%. W późniejszych komunikatach Rezerwa Federalna stawała się coraz bardziej jastrzębia, co sprawiło, że inwestorzy wyceniają niezwykle agresywne tempo podwyżek stóp w USA w pozostałej części roku.

Uważamy, że dane makroekonomiczne wspierają szybkie tempo normalizacji polityki monetarnej. Szczególnie dotyczy to odczytu inflacji CPI w marcu, która osiągnęła rekordowy od 40 lat poziom 8,5%. Rynki są zgodne i obecnie fed funds futures wskazują, że inwestorzy spodziewają się jeszcze 250 pb. podwyżek stóp w tym roku, co odpowiada dziesięciu podwyżkom o 25 pb. To znaczny wzrost w stosunku do oczekiwanych przed decyzją 16 marca 150 pb. (z marcową łącznie 175 pb). Inwestorzy są obecnie pewni podwyżki o 50 pb. w maju i spodziewają się kolejnych takich podwyżek na kolejnych trzech posiedzeniach: w czerwcu, lipcu i wrześniu.

Wykres 1: Inflacja w USA (2012 – 2022)Wykres 1: Inflacja w USA (2012 – 2022)

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 29.04.2022

Powell będzie otwarty na agresywne tempo podwyżek

Przy wycenie przez rynki tak agresywnego tempa podwyżek poprzeczka dla jastrzębiego zaskoczenia przez Fed na najbliższym posiedzeniu jest naszym zdaniem postawiona bardzo wysoko. Podwyżka o 50 pb. będzie postrzegana jako minimalna – uważamy, że to już pewne.

Na najbliższym posiedzeniu nie poznamy rewizji projekcji makroekonomicznych ani dotyczących stóp procentowych – kolejny dot plot Fedu będzie opublikowany dopiero w czerwcu. Komunikaty Powella dotyczące dodatkowych podwyżek i najnowszy pogląd banku na nadwyżkę inflacji będą jednak uważnie obserwowane przez uczestników rynku.

Spodziewamy się, że Powell utrzyma szeroko otwarte drzwi do agresywnego tempa podwyżek w pozostałej części roku. Mimo że prezes Fed nie zobowiąże się w środę do ruchów na konkretnych posiedzeniach, niemal na pewno powtórzy, że stopy mogą być podnoszone na każdym zebraniu w 2022 r.

Jaka może być reakcja dolara w środę?

Zaznaczamy, że kurs dolara już przed posiedzeniem jest bardzo wysoki. W odpowiedzi na jastrzębiość Fedu i zwiększone obawy o globalny wzrost gospodarczy indeks USD obrazujący relację dolara względem koszyka głównych walut wzrósł w zeszłym tygodniu do najwyższego poziomu od dwudziestu lat. Sądzimy zatem, że możliwy jest scenariusz zgodny z rynkową maksymą „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, w którym dolar może utracić część ostatnich zysków, nawet jeśli komunikaty Fedu w środę będą jastrzębie.

Spodziewamy się, że komentarze Powella takie pozostaną, jednak jakakolwiek negatywna wzmianka w kontekście wzrostu gospodarczego lub oznaka złagodzenia obaw inflacyjnych byłyby niekorzystne dla dolara. Powell zasugerował w kwietniu, że inflacja w USA mogła osiągnąć szczyt w marcu, choć niekoniecznie na to liczy.

Jeśli Fed okazałby rosnącą pewność, że tak jest, dolar mógłby się osłabić. Nie spodziewamy się, że retoryka Powella będzie przeciwstawiała się wycenom rynkowym stóp procentowych, ale jeśliby się tak wydarzyło, to również mogłoby negatywnie wpłynąć na walutę.

Biorąc pod uwagę podwyższoną wycenę rynkową, uważamy, że Fedowi trudno będzie przekroczyć oczekiwania. Choć podczas wystąpienia w kwietniu prezes Fedu w St. Louis James Bullard powiedział, że nie można wykluczyć podwyżki o 75 pb. w tym roku (byłby to pierwszy taki ruch od 1994 r.), widzimy bardzo małe szanse na ruch o takiej skali. Wśród członków FOMC pojawił są aktywny sprzeciw wobec podwyżki o 75 pb. i wydaje się, że panuje ogólny konsensus, że nawet w obecnym środowisku inflacyjnym nie byłaby to odpowiednia strategia. Gdyby Fed jednak zaskoczył w środę rynek ruchem o 75 pb., obserwowalibyśmy natychmiastową aprecjację dolara. Uważamy, że nawet wspomnienie o możliwości takich podwyżek na kolejnych spotkaniach byłoby korzystne dla amerykańskiej waluty.

Wykres 2: Indeks USD (2021 – 2022)Wykres 2: Indeks USD (2021 – 2022)

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 29.04.2022

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 04.05, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Kwiecień na S&P 500 i WIG-u 20 był najsłabszy od marca 2020

W kwietniu S&P 500 stracił 8,8 proc. To największy spadek tego indeksu od marca 2020 (-12,51 proc.), czyli od miesiąca, w którym nastąpiło apogeum covidowej paniki. WIG-20 stracił w kwietniu 12,89 proc., czyli najwięcej od lutego (-14,38 proc.) i marca (-14,48 proc.) 2020 roku.

Kwietniowe spadki indeksów rynków akcji strefy euro były generalnie mniejsze (DAX -2,2 proc., CAC 40 -1,89 proc.), co można próbować przypisywać pozytywnemu wpływowi dewaluacji euro do najniższego poziomu względem dolara od 5 lat. Podobnie było w przypadku japońskiego Nikkei 225, który stracił w kwietniu jedynie 2,92 proc., co również można wiązać ze spadkiem kursu jena do najniższego poziomu względem amerykańskiego dolara od 20 lat.

Rynek akcji w USA zamknął miniony tydzień i miesiąc silnymi spadkami w piątek (S&P 500 -3,63 proc., DJIA -2,77 proc., Nasdaq Composite 4,17 proc.) Nasdaq Composite i Nasdaq 100 spadły do najniższego poziomu od końca 2020 roku. Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy odbijały się w górę o 0,66-0,85 proc.

Część rynków akcji w Azi i Oceanii było zamkniętych z powodu obchodów dnia pracy (w Chinach potrwają do środy). Główne indeksy czynnych giełd w tym regionie dziś spadały (najmocniej – -1,31 proc. – tracił australijski All Ordinaries.

Prawie cała Europa zaczynała maj spadkami (DAX –0,74 proc., CAC 40 -1,17 proc.).

Spadał również WIG-20 (-0,92 proc.). WIG-Gry i WIG-Media ustanawiały dziś swe nowe cykliczne minima (ten pierwszy był najniżej od końca 2018 roku, ten drugi był najniżej od wiosny ub.r.). Najniżej od przynajmniej roku były ceny akcji CD Projekt, Allegro, Cyfrowego Polsatu, Budimexu, Onde i Erbudu.

Rentowności 10-letnich obligacji w wielu krajach strefy euro – Austrii, Belgii, Hiszpanii, Francji, Włoch, Holandii i Portugalii – wyszły dziś rano na nowe cykliczne maksima. Wcześniej podobnie uczyniły rentowności 10-latek rządu Australii.
W piątek na najwyższy poziom od czerwca 2020 wyszły na COBT ceny kontraktów na ryż. Kontrakty na amerykańską ropę (WTI) lekko dziś rano taniały, zaś ropa Brent drożała dziś o 0,83 proc.

Zmiany kursów głównych walut były dziś niewielkie (USD/JPY + 0,37 proc., EUR/USD -0,02 proc.). Również minimalne zmiany notował w poniedziałkowy poranek złoty.

Kurs BTC/USD zwyżkował dziś rano o 1,74 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers