Złoto drożeje, zmienić mógłby to powrót inflacji w USA

W ciągu miesiąca złoto zdrożało aż o 200 USD za uncję. Minimum z 30 dni to 1 813 USD, a maksimum 2 048 USD. Powinien utrzymywać się duży popyt na złoto ze strony banków centralnych.

– Nie można zapominać o tym, że w marcu mieliśmy niemal katastrofę finansową, obawiano się powtórzenie tego, co w sektorze bankowym działo się w latach 2007-2009, i stąd tak duże ruchy na rynku złota – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Jednak potężny był też ruch w rentownościach amerykańskich obligacji, który jest uzasadniony ponieważ Fed zbliża się do zakończenia podwyżek stóp procentowych.

Odkąd Fed zaczął podnosić stopy, na rynku widać było powracające wyczekiwanie na zakończenie tego procesu, a każda taka sugestia powodowała wzrost wycen aktywów. Dzieje się tak dlatego, że po gigantycznym zwiększeniu bilansu Fed z lat 2020-21 na rynku pozostaje ogrom wolnych środków, a proces zacieśnienia ilościowego zmienia ten stan rzeczy bardzo powoli. Dla rynku zatem zmianą jakościową jest długotrwały proces ograniczania sumy bilansowej Fed. Z kolei wyceniane przez inwestorów już na wczesną jesień luzowanie oznacza zatrzymanie tego procesu. Majowa decyzja Fed jest zatem bardziej wyznacznikiem tego, co będzie dziać się w polityce (w tym z bilansem) w dłuższym okresie niż tego, czy stopy wzrosną jeszcze o ćwierć punktu procentowego.

Prawdopodobnie w maju Fed powinien podnieść stopy, biorąc pod uwagę spore ryzyko tego, że inflacja być może zanurkuje w tym roku w okresie maj-sierpień nawet poniżej 3%, ale na koniec tego roku odbije ze względu na ostatni spory wzrost cen paliw. Wystarczy zauważyć, że ceny paliw odbiły o ponad 15% w stosunku do poziomów, które obserwowaliśmy w grudniu.

Jednak rynek obstawia, że to będzie ostatnia tegoroczna podwyżka. Mamy już do czynienia ze spadkiem stóp realnych w USA, a to oddziałuje pozytywnie dla złota. Rentowności obligacji będą spadać, gdy Fed zakończy cykl podwyżek stóp procentowych, zainteresowanie złotem powinno rosnąć ze strony inwestorów.

– Najprawdopodobniej powinniśmy przyzwyczajać się do poziomów cen złota przekraczających 2 000 USD – komentuje ekspert XTB. – Widać już rosnący popyt na rynku kontraktów terminowych.

Złoto jest blisko historycznych szczytów. Natomiast innym metalom szlachetnym daleko do rekordów. Dotyczy to zwłaszcza srebra i platyny. Jednak w ostatnich 30, dniach, to wzrost cen srebra był 2-krotnie większy niż złota. To zmienność cen srebra zaczyna zaskakiwać inwestorów. Przyczyn można szukać w tym, że wykorzystanie przemysłowe srebra jest znacznie większe niż złota, a wykorzystywane jest także w technologiach OZE.

Z perspektywy polskiego inwestora opłacalność inwestowania w metale szlachetne związana jest z kursem złotego wobec dolara. Złoty długo był słaby, znajdował się w okolicach 5 zł za dolara. Ostatnio wzmocnił się, znalazł się blisko poziomu 4,20 zł.

– Jeżeli oczekujemy, że złoty będzie mocniejszy, to zwrot z inwestycji w złoto powinien okazać się słabszy – wyjaśnia M.Stajniak z XTB.

Wiatr na lądzie, wiatr na morzu – rozwój farm wiatrowych w Polsce

Rozwój farm wiatrowych na Bałtyku ma generować moc 11 GW do 2040 roku, ale potencjał wybrzeża szacowany jest nawet na ponad 30 GW. Niestety, rozwój farm wiatrowych na lądzie jest konsekwentnie ograniczony przez ustawodawcę. Według szacunków Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW), poprawka „700 metrów” uniemożliwi realizację nawet 84% planowanych inwestycji na lądzie. Jakie rozwiązania mogą pomóc w rozwoju energetyki wiatrowej?

Maciej Mróz, wiceprezes zarządu Tauron Zielona Energia, podkreśla, że nowe przepisy, które zwiększają minimalną odległość między turbinami a zabudową, mogą spowodować zmniejszenie liczby turbin, ale bardziej wydajnych. Anna Kornecka, dyrektor Stowarzyszenia Program Czysta Polska, z kolei podkreśliła znaczenie ustawy odległościowej, zgodnie z którą odległość między turbinami a zabudową nie może być mniejsza niż 700 metrów. Jednocześnie, zgodnie z ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, trzeba również brać pod uwagę wpływ na rozwój energetyki wiatrowej.

Jarosław Broda, członek zarządu Baltic Power, podkreślił, że farmy morskie to dobre źródło energii, ponieważ turbin nie można budować bliżej niż 25 km od linii brzegowej. „Farmy morskie stwarzają również możliwości transportu i dystrybucji mocy”, powiedział.

Jednakże, aby osiągnąć cele związane z dekarbonizacją, musimy rozwijać zarówno farmy wiatrowe na lądzie, jak i na morzu. W tym celu potrzebujemy przyjaznych przepisów, które umożliwią nam zwiększenie ilości energii wiatrowej w systemie. Jak powiedział Jarosław Broda, „to, że musimy zwiększać ilość energii odnawialnej w systemie nie podlega dyskusji”.

Jednakże, aby osiągnąć te cele, potrzebujemy przyjaznych przepisów, które umożliwią nam zwiększenie ilości energii wiatrowej w systemie. Rozwój energetyki wiatrowej powinien iść w parze z ochroną krajobrazu i przyrody.

Niewątpliwie rozwój energetyki wiatrowej jest niezbędny, aby zwiększyć udział OZE w polskim miksie energetycznym i osiągnąć cele klimatyczne. Jednakże nie można lekceważyć problemów związanych z jej rozwojem, takich jak konflikty społeczne, zagrożenia dla przyrody i krajobrazu oraz brak jasnych przepisów regulujących ten sektor.

W kontekście tego problemu, Joanna Wis-Bielewicz, Head of Market Development w firmie Orsted, podkreśliła znaczenie dialogu społecznego i współpracy z lokalnymi społecznościami w procesie inwestycyjnym.

Musimy działać transparentnie, otwarcie rozmawiać ze społecznościami, słuchać ich potrzeb i obaw. W ten sposób możemy budować zaufanie i zminimalizować ryzyko konfliktów – powiedziała.

Rozwój energetyki wiatrowej jest niezbędny dla osiągnięcia celów klimatycznych, ale musi być prowadzony w sposób zrównoważony i uwzględniający potrzeby społeczności lokalnych oraz ochronę przyrody i krajobrazu. Dlatego ważne jest, aby rząd i przedstawiciele branży działań na rzecz rozwoju sektora OZE prowadzili otwarty dialog i pracowali razem, aby stworzyć korzystne dla wszystkich rozwiązania.

Alexandre Saussard nowym dyrektorem generalnym w Auchan Retail Polska

Alexandre Saussard obejmie z dniem 12 czerwca 2023 r. stanowisko dyrektora generalnego w Auchan Retail Polska. Będzie kontynuować misję przekształcania firmy i jej modeli biznesowych, realizując strategię Auchan Retail w Polsce. Alexandre Saussard zastąpi na tym stanowisku Gérarda Gallet, który został nominowany w Auchan na stanowisko Lidera regionu Luksemburga i Polski.

Alexandre Saussard będzie realizował zadania mające na celu dalsze umacnianie pozycji Auchan Retail Polska jako lidera cenowego, a także kontynuację wzrostu wyników ekonomicznych sieci, które w ciągu ostatnich lat stały się jej wyróżnikami na rynku polskim.

Nowy dyrektor generalny przejmuje stery firmy, która w ostatnich latach pod dyrekcją Gérarda Gallet przechodziła dynamiczną transformację, w odpowiedzi zarówno na zmieniające się  potrzeby konsumenta, jak i  trendy rynkowe. Był to okres znaczącego rozwoju Auchan jako firmy wieloformatowej, kontynuującej inwestycje w nowoczesny handel, zwłaszcza w obszarze e-commerce, budowanie nowych ścieżek zakupowych, czy tworzenie nowych konceptów sprzedażowych, jak np. nowatorski koncept hipermaketu Auchan.

Alexandre Saussard pracuje w Auchan na stanowiskach managerskich od blisko dwudziestu lat. W 2016 roku dołączył do Dyrekcji Produktu firmy jako dyrektor ds. handlu i marek. Pod koniec roku 2017  Saussard został dyrektorem ds. produktów niespożywczych w Auchan Chiny, a w 2019 roku dołączył do Auchan Retail Rosja, gdzie był dyrektorem sprzedaży. W styczniu 2022 r. został dyrektorem zarządzającym w Auchan Retail Francja, odpowiedzialnym za sprzedaż w hipermarketach.

Gratuluję Alexandrowi Saussard nominacji i życzę wielu sukcesów na nowym stanowisku. Jednocześnie pragnę podziękować Gérardowi Gallet za pracę, którą od 2018 roku wykonywał w Polsce osiągając świetne wyniki ekonomiczne, a przy tym określając kierunki transformacji i rozwoju firmy, które nadal będą pozwalały na realizację naszej strategii – podkreślił Benoît Lheureux, Prezes Auchan Retail Polska.

Alexandre Saussard jest absolwentem Wyższej Szkoły Handlowej (ESC) w Amiens.

Rynek reklamy telewizyjnej i internetowej w Polsce – raport za marzec 2023

W internecie najaktywniejsze reklamowo były marki z branży „Trade”, natomiast w telewizji – „Pharmaceuticals – wynika z danych gemiusAdReal w marcu 2023.

Prezentowane dane pochodzą z gemiusAdReal – cross-mediowego badania rynku reklamowego. Analizie poddano kreacje reklamowe emitowane w marcu 2023 w internecie oraz telewizji.

RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

W marcu 2023 odnotowaliśmy 82,6 mld emisji kreacji reklamowych display i wideo, a średnia częstotliwość kontaktu z reklamą na użytkownika wyniosła 2,8 tys. Działania reklamowe online dotarły łącznie do 87,8% populacji Polaków w wieku od 7 do 75 lat.

Średni czas trwania kontaktu z kreacją wyniósł 10,1 sekundy (10,5 sekundy dla kreacji typu display i 8,2 sekundy dla kreacji wideo).

Średnia widoczność kreacji digital w marcu (wskaźnik Viewability Rate liczony zgodnie z definicją IAB) wyniosła 51%. Wyższy wskaźnik widoczności osiągnęły kreacje wideo, dla których 63,4% kontaktów reklamowych znalazło się w polu widzenia użytkownika. W przypadku kreacji display było to 49,4%.

Najbardziej aktywna pod względem liczby kontaktów reklamowych online była branża „Trade” (33 mld), dla której Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych online w marcu wyniósł 40%. Średni czas kontaktu dla tej branży wyniósł 10,4 sekundy, a wskaźnik widoczności kreacji –  53,1%.

Na kolejnych miejscach podium znalazły się branże „Media, books, CD&DVD (8,1 mld kontaktów reklamowych i SoV na poziomie 8,11%) oraz Leisure Time (5,6 mld kontaktów reklamowych i SoV – 6,75%).Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Top reklamodawcy online

Najbardziej aktywnym reklamodawcą digital w marcu 2023 była marka Media Expert, która wygenerowała 2,7 mld kontaktów reklamowych online, docierając do 81,5% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazło się Allegro.pl z 2,2 mld kontaktów i 79,1% zasięgu. Trzecie miejsce na podium należało do Ceneo.pl (2,1 mld kontaktów i zasięg na poziomie 79,2%).

Warto zauważyć, że zdecydowaną większość zestawienia stanowią marki z branży Trade. W top 10 znaleźli się także przedstawiciel mediów – Player.pl na miejscu 8. oraz branży motoryzacyjnej – Volkswagen na miejscu 9.Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Wydatki na reklamę online

Analiza wydatków reklamowych na kampanie display online potwierdza aktywność marki Media Expert, która znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia – jej udział w wydatkach wśród wszystkich marek wyniósł 3,4%. Na drugim miejscu uplasowało się Ceneo.pl z 3,35% udziału, natomiast podium zamyka Allegro.pl (3,2% udziału).Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Należy pamiętać, że dane na temat wydatków w internecie stanowią wartości estymowane na podstawie cenników wydawców, gdzie wszystkie aktywności liczone były po stawce CPM (Cost per mile). Wyliczane są dla aktywności display, na platformach PC i Mobile, z wykluczeniem wideo i mediów społecznościowych/wyszukiwarek.

RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

W marcu w telewizji najbardziej aktywna reklamowo była branża „Pharmaceuticals”. Wygenerowała ona ponad 17,6 mld kontaktów reklamowych, docierając do 94,9% populacji w wieku od 7 do 75 lat. Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych w marcu wyniósł dla tej branży 23%, natomiast średni czas kontaktu z reklamą w tradycyjnym odbiorniku – 18,7 sekundy. Na drugim miejscu znalazła się branża „Trade” (13,5 mld kontaktów reklamowych, SoV na poziomie18% oraz 94,9% zasięgu), podium zamyka natomiast branża Food (11,9 mld kontaktów reklamowych, SoV – 16% i zasięg – 94,7%). Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Top reklamodawcy TV

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w telewizji była w marcu marka Lidl. Wygenerowała ona 1,85 mld kontaktów reklamowych, docierając do 89,5% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Kinder (1,2 mld kontaktów reklamowych i 87,65% zasięgu), natomiast na trzecim – Media Expert (blisko 1 miliard kontaktów i 86,8% zasięgu).Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Wydatki na reklamę TV

Pod względem estymowanych wydatków reklamowych w telewizji na pierwszym miejscu znalazła się marka Lidl – jej udział w wydatkach wyniósł 3,1% – a na drugim Kinder, z udziałem na poziomie 2,5%. Trzecie miejsce należało do banku PKO BP z udziałem 1,8%.Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Gemius

Gemius to polska firma badawczo-technologiczna, która od ponad 20 lat z sukcesem rozwija i wdraża w Polsce oraz za granicą autorskie technologie badania mediów cyfrowych. Gemius mierzy m.in. oglądalność stron www i aplikacji internetowych, słuchalność treści audio w radiu i internecie, oglądalność treści wideo zarówno w telewizji jak i w playerach internetowych, a także oglądalność i słuchalność reklam towarzyszących konsumpcji tych wszystkich rodzajów treści. Firma działa na blisko 40 rynkach w regionie EMEA, a na 12 z nich posiada lokalne oddziały. Klientami Gemiusa są reklamodawcy, media, domy mediowe, agencje reklamowe i firmy z sektora e-commerce. Prowadzone przez firmę badania realizowane są zgodnie z zasadami międzynarodowego kodeksu ICC/ESOMAR. Więcej informacji na stronie: www.gemius.pl.

gemiusAdReal

gemiusAdReal to pierwsze na rynku badanie, które dostarcza dane na temat aktywności reklamowej wszystkich marek komunikujących się z konsumentami poprzez internet i telewizję. Dzień po dniu pozwala analizować aktywność konkurencji (np. formaty, kreacje, efektywność, siłę kampanii), dzięki AdRealowi możemy wyznaczyć benchmarki dla swoich działań w sieci. Jest to szczególnie istotne ze względu na poziom skomplikowania rynku, wielości form reklamowych, sposobów rozliczeń oraz coraz bardziej złożony proces zakupu i emisji. Badanie to umożliwia określenie zarówno potencjału, jak i wykorzystania przestrzeni reklamowej poszczególnych wydawców mediowych.

KI Chemistry zwiększa udział w akcjonariacie Ciech S.A. do 58,22%

KI Chemistry, spółka z grupy Kulczyk Investments, będąca większościowym akcjonariuszem Ciech S.A., nabyła w ramach wezwania 3.729.852 akcji chemicznej spółki, stanowiących 7,08% kapitału zakładowego. Tym samym udział KI Chemistry w Ciech S.A. wzrósł z dotychczasowych 51,14% do 58,22%.

KI Chemistry zaoferowała w wezwaniu 54,25 zł za każdą akcję Ciech S.A. Łączna wartość transakcji sięgnęła zatem 202,3 mln zł. KI Chemistry podjęła decyzję o nabyciu w ramach wezwania wszystkich akcji objętych zapisami, pomimo nieziszczenia się warunków określonych w treści wezwania.

Ogłaszając wezwanie na początku marca, KI Chemistry zamierzała nabyć wszystkie akcje Ciech S.A. będące w posiadaniu pozostałych akcjonariuszy, by następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego. KI Chemistry uważa bowiem, że utrzymywanie statusu spółki publicznej w dłuższym terminie ogranicza możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne, zawirowania na globalnych rynkach finansowych i surowcowych, a także w bezpośrednim otoczeniu spółki.

Wezwanie było okazją dla akcjonariuszy mniejszościowych Ciech S.A. do wyjścia z inwestycji z premią na poziomie odpowiednio 43,1% oraz 27,3% wobec średniej ceny akcji spółki na GPW ważonej wolumenem obrotu odpowiednio z ostatnich sześciu oraz trzech miesięcy poprzedzających przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania.

Transakcja nabycia akcji przez KI Chemistry w ramach wezwania została przeprowadzona na GPW 20 kwietnia, a jej rozliczenie nastąpi 21 kwietnia 2023 r.

Kto zyskał na Polskim Ładzie 3.0?

W 2023 r. kolejny etap reformy podatkowej, nazywanej Polskim Ładem, wprowadził zmiany, które pogłębiły zamieszanie, utrudniające znalezienie optymalnej formy opodatkowania. Wiele form prowadzenia działalności gospodarczej postawionych zostało na głowie.

Na samym początku komunikowania podatkowych zmian hitem stały się spółki komandytowo-akcyjne, ze względu na składkę zdrowotną. Ministerstwo Finansów bardzo szybko zatkało powstałą lukę, taka spółka jest już objęta składką zdrowotną, taką samą jak dla spółek komandytowych.

Kto więc zyskał na Polskim Ładzie 3.0? Zyskała spółka z o.o., która początkowo została wykastrowana z formy ukrytej dywidendy (wszystkie koszty, które mogły obniżać opodatkowanie na poziomie spółki unikając podwójnego opodatkowania miały być klasyfikowane jako ukryta dywidenda), a zmiany miały wejść z początkiem tego roku.

– Ponieważ nie do odróżnienia była ukryta dywidenda od kwestii cen transferowych, ta zmiana nie weszła w życie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Oniszczuk, partner zarządzający w kancelarii Oniszczuk&Associates. – Co więcej, wynagrodzenie członków zarządu stało się jeszcze bardziej korzystnie opodatkowane, pomimo wprowadzenia 9% stawki zdrowotnej (zamiast 4,9%), ponieważ obniżono pierwszy próg podatkowy obniżono do 12%, a granica wejścia na wyższy próg została podniesiona do 120 tys. zł brutto.

Wynagrodzenie członka zarządu do 120 tys. zł w skali roku opodatkowane jest więc stawką 12% oraz składką zdrowotną, a efektywnie można było zejść w 2022 r. do ok. 9%.

Popularne stało się też opodatkowanie ryczałtowe, dogodne dla osób, które niemal nie mają kosztów. Taki 8,5% podatek ryczałtowy okazał się bardzo opłacalny dla informatyków. Na tej zmianie podatkowej zyskało Ministerstwo Finansów, straciły natomiast samorządy terytorialne, które utraciły część wpływów podatkowych.

Natomiast urzędy skarbowe są już bardzo wyczulone na stosowanie opodatkowania ryczałtowego w spółkach z o.o., gdy prowadzona jest działalność gospodarcza i jednocześnie pełniona jest funkcja w spółce. W praktyce chodzi o to, gdy jedynym kontrahentem prowadzącego działalność jest jego własna spółka z o.o.

– Nawet przy korzystnej stawce podatkowej warto jednak przemyśleć sens prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej, ze względu na ryzyko odpowiedzialności za długi -komentuje Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk&Associates. – Działalność opodatkowana ryczałtem i spółka osobowa nigdy nie dadzą nam takiego bezpieczeństwa jak spółka z o.o.

Dell Technologies: liderzy chcą dwukrotnie przyspieszyć wprowadzanie innowacji w czasie gospodarczej niepewności

W badaniu Dell Technologies wzięło udział 6600 respondentów z ponad 45 krajów, którzy w zależności od udzielonych odpowiedzi zostali podzieleni na takie kategorie jak: liderzy, naśladowcy, testerzy, obserwatorzy i spóźnialscy. Co ważne, tylko 18 proc. firm można sklasyfikować jako liderów lub naśladowców innowacji. Zgodnie z zebranymi danymi są oni ponad dwukrotnie bardziej gotowi do przyspieszenia procesów związanych z innowacjami w porównaniu do obserwatorów i spóźnialskich.

Warto podkreślić, że Innovation Index pokazuje stan organizacji w określonym punkcie w czasie, a same firmy mogą przygotować i stymulować ludzi, procesy i technologie do innowacyjności.

Ludzie jako potencjał innowacyjny

Organizacje potrzebują pomocy w rozwijaniu kultury innowacyjności – w której wszystkie pomysły mogą mieć znaczenie – i zachęcaniu do uczenia się na błędach. Polskie firmy też zdają sobie z tego sprawę i są pewne swoich zasobów. Stąd ponad 80 proc. respondentów z naszego rynku wierzy, że jednym z powodów, dla których pracownicy dołączają do ich organizacji jest właśnie możliwość wprowadzania innowacji. Jednocześnie, firmy muszą załatać związaną z tym lukę technologiczną.

Aż 53 proc. polskich respondentów – w porównaniu do 59 proc. globalnie ankietowanych osób – uważa bowiem, że jednym z powodów odejść pracowników jest brak możliwości wprowadzania innowacji. Z kolei 65 proc. wskazuje, że niektóre aspekty kultury organizacji, takie jak np. brak czasu na inne przedsięwzięcia poza codziennymi zadaniami czy też obawy przed konsekwencjami związanymi z nieskutecznym wdrożeniem danego pomysłu, powstrzymują ich od bycia tak innowacyjnymi, jak mogą być.

Autorzy raportu wskazują również na szereg kwestii, które mają usprawnić proces wprowadzania większej liczby innowacji oraz zniwelować ewentualnie bariery. Liderzy i naśladowcy innowacji wskazują w badaniu na następujące elementy, które pozwalają rozwinąć procesy wdrażania innowacji w ich organizacjach. 75 proc. podkreśla kwestię zaangażowania pracowników dzięki spójnej komunikacji. 69 proc. przeprowadza pilotaże. Z kolei 56 proc. organizuje m.in. hackathony, aby zachęcić do innowacji i wspólnego rozwiązywania problemów.

Innowacyjność oparta na procesach

Zespół badawczy Dell Technologies wskazuje również, że oprócz zmian dotyczących roli pracowników, firmy powinny również zastanowić się, w jaki sposób mogą udoskonalić swoje procesy związane z innowacjami.

Główną barierą wymienianą przez respondentów jest brak czasu, który uniemożliwia wprowadzanie innowacji, co wpływa na wyznaczania priorytetów przez managerów. 68 proc. uczestników badania twierdzi, że ich przełożeni skupiają się bardziej na codziennym zarządzaniu niż wdrażaniu innowacji. W tej sytuacji ambitni i zdolni pracownicy – bez wsparcia przełożonych – nie są w stanie rozwinąć w pełni swojego potencjału na rzecz organizacji, w której pracują. Należy zaznaczyć, że w przypadku firm w Polsce sytuacja wygląda znaczniej lepiej, bowiem tylko 39 proc. respondentów wskazuje na tę kwestię.

Zebrane dane w raporcie podkreślają także rolę strukturyzacji działań wokół innowacyjności, co w efekcie może przynieść znaczne korzyści. Może bowiem się wydawać, że innowacyjność pojawia się organicznie i spontanicznie – niemniej 63 proc. respondentów sklasyfikowanych jako liderów i naśladowców innowacji twierdzi, że procesy wdrażające zmiany w ich organizacjach opierają się na specjalnych projektach.

Rola technologii

Zdecydowana większość ankietowanych – 86 proc. – aktywnie szuka technologii, które pomogą w realizowaniu celów dotyczących wdrażania innowacji. Warto zaznaczyć, że aż 57 proc. respondentów wskazuje, że wykorzystywana w ich firmach technologia jest przestarzała. Wpływa to m.in. na ich obawy związane z potencjałem firmy do konkurowania z innymi podmiotami na rynku.

Zespół odpowiedzialny za badanie sprawdził również – w ramach takich katalizatorów technologicznych innowacji jak multicloud, edge, nowoczesna infrastruktura danych, praca zdalna oraz cyberbezpieczeństwo – gdzie organizacje osiągają korzyści oraz napotykają przeszkody. Stąd wśród najczęściej wymienianych przeszkód we wdrażaniu innowacji, oprócz złożoności danego obszaru, znalazły się:

  • rosnące koszty chmury;
  • trudności w integracji ogólnej architektury biznesowej z infrastrukturą IT;
  • czas i środki przeznaczane na migrację aplikacji biznesowych do nowych środowisk chmurowych;
  • obawy o cyberbezpieczeństwo – nie można wprowadzać innowacyjności w niezabezpieczonym środowisku;
  • brak infrastruktury IT do przetwarzania brzegowego.

Innowacyjna idea plus technologia równa się efekt i wpływ – to bardzo potężne równanie biznesowe. Jednak niektóre aspekty innowacyjności umykają organizacjom. Wydaje im się, że wszystko zależy od wielkiej idei, czekają na przełomowy moment, porównywalny do wynalezienia żarówki. Trzeba pamiętać, że to częściej skromne, praktyczne pomysły wpływają na produktywność, zyskowność i cel organizacji. Tym, bez czego nie ma mowy o skutecznym wprowadzaniu innowacji i jej wspieraniu to właściwe procesy i technologie. Wartość dodana pojawia się dopiero wtedy, kiedy spotykają się w jednej organizacji – mówi Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell Technologies w Polsce.

Dystrybucja energii i integracja systemów energetycznych

Dystrybucja energii i integracja systemów energetycznych to tematy, które często są pomijane w dyskusjach o energii w Polsce. Obecnie energia w Polsce jest rozprowadzana głównie centralnie, ale czy jest to najskuteczniejszy i najtańszy sposób? Czy obecna sieć energetyczna wymaga modernizacji? Jakie warunki energetyki sieciowej są istotne? Odpowiedzi na te pytania próbowali znaleźć eksperci podczas dyskusji prowadzonej przez Rafała Zasunia, redaktora portalu wysokienapiecie.pl. W dyskusji wzięli udział m.in. Wojciech Myślecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Ekoenergetyka, Wojciech Tabiś – Dyrektor Biura PTPiREE, Dawid Zieliński – Prezes Zarządu Columbus Energy oraz Waldemar Kuśmierz – Dyrektor Departamentu Rozwoju i Moderowania Sieci PGE Polska Grupa Energetyczna.

Trudności w dystrybucji energii

Przed polskim systemem energetycznym stoi wiele wyzwań, które utrudniają dystrybucję energii. Dużą trudnością jest zagospodarowanie przestrzeni, raporty środowiskowe i procedury biurokratyczne, które są długie i skomplikowane. Proces inwestycyjny jest niestabilny, a zmieniające się przepisy prawa utrudniają działalność w branży. Właśnie z tego powodu Karta Efektywnej Transformacji może okazać się pomocna. Jak zauważył Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy: „Sieci dystrybucyjne to najwęższe gardło transformacji energetycznej. Mówimy o wodorze, farmach wiatrowych itd., a nie mówimy o sieciach dystrybucyjnych – a przecież większość rozproszonych źródeł musi być do nich podłączona”.

Finansowanie

Kolejnym problemem jest finansowanie, które jest bardzo gorącym tematem. Z jednej strony, system dystrybucji energii w Polsce wymaga modernizacji, ponieważ musi dostosować się do zmieniającej się sytuacji w Europie, a z drugiej strony, trudno znaleźć źródła finansowania. Trafiliśmy na okres związany z wojną na Ukrainie i z procesami odejścia od paliw węglowodorowych i przejście na odnawialne źródła energii. Jeżeli te zjawiska przyłożymy do sieci przesyłowych, napotkamy problemy. Jak zauważył Waldemar Kuśmierz, dyrektor Departamentu Rozwoju i Moderowania Sieci PGE Polska Grupa Energetyczna: „Karta Efektywnej Transformacji pokazała lukę inwestycyjną. Sieci dystrybucyjne to najwęższe gardło transformacji energetycznej. Mówimy o wodorze, farmach wiatrowych itd., a nie mówimy o sieciach dystrybucyjnych – a przecież większość rozproszonych źródeł musi być do nich podłączona. W związku z tym trudno mi odpowiedzieć o ile powinna być podwyższona taryfa, aby nasi odbiorcy sfinansowali transformację energetyczną w zakresie rozbudowy sieci energetycznej. Tauron wyliczył UOK na 8,5%, a taryfa powinna rosnąć o około 7%. W mojej ocenie te wyliczenia nie są dokładne”.

Integracja systemów energetycznych

Kolejnym istotnym tematem jest integracja systemów energetycznych, zwłaszcza w kontekście rynku europejskiego. Z jednej strony, integracja ta ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa dostaw, poprzez stworzenie wspólnej infrastruktury transgranicznej oraz wzmocnienie współpracy międzynarodowej. Z drugiej strony, ma też na celu zwiększenie efektywności energetycznej oraz konkurencyjności rynku energetycznego w Europie.

Integracja rynków energetycznych jest niezwykle ważna dla bezpieczeństwa dostaw i zwiększenia konkurencyjności rynku. Polska, jako kraj centralny w Europie, odgrywa tutaj kluczową rolę. Ważne jest, abyśmy rozwijali nasze połączenia z sąsiadami i wspierali integrację rynku w Europie. Dzięki temu będziemy mogli zmniejszyć koszty energii dla naszych klientów oraz poprawić jakość dostaw – powiedział Wojciech Tabiś, dyrektor Biura PTPiREE.

Wojciech Myślecki, przewodniczący Rady Nadzorczej Ekoenergetyka, zauważył, że integracja rynków energetycznych to także szansa na rozwój nowych technologii oraz innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie energetyki.

Integracja systemów energetycznych to nie tylko kwestia dostaw energii, ale także nowych technologii i innowacyjnych rozwiązań. Współpraca międzynarodowa pozwala na wymianę doświadczeń i transfer wiedzy pomiędzy krajami. Dzięki temu możemy rozwijać nowe technologie oraz poprawiać efektywność energetyczną naszych systemów – wyjaśnił Wojciech Myślecki.

Dystrybucja energii oraz integracja systemów energetycznych to dwa kluczowe tematy, które wciąż wymagają uwagi i działań ze strony branży energetycznej w Polsce. W przypadku dystrybucji energii ważne jest nie tylko modernizowanie istniejącej infrastruktury, ale także stworzenie nowych rozwiązań, które będą sprzyjać rozwojowi elektryki rozproszonej oraz źródeł odnawialnych. Natomiast integracja rynków energetycznych to szansa na zwiększenie bezpieczeństwa dostaw, poprawę efektywności energetycznej oraz rozwój nowych technologii w dziedzinie energetyki.

Społeczne skutki przejścia UE do gospodarki neutralnej klimatycznie oraz wybrane instrumenty ich łagodzenia w ramach sprawiedliwej transformacji

W artykule zestawiono wyniki analizy wpływu transformacji w kierunku neutralności klimatycznej na sektor zatrudnienia z wspólnotowymi instrumentami wsparcia w kontekście kosztów tych zmian. Opisano założenia i metodę analizy przeprowadzonej na modelach zbudowanych w Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych (CAKE) oraz przedstawiono mechanizmy i skalę narzędzi wspomagających wysiłek transformacyjny, w tym Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, program InvestEU oraz instrument pożyczkowy. Artykuł pokazuje, iż o ile wspólnotowe narzędzia wsparcia w znaczącym stopniu odpowiadają skali niezbędnego wysiłku w perspektywie niespełna dekady, o tyle konieczne jest utrzymanie obecnych lub podobnych mechanizmów w kolejnych dekadach, ponieważ analiza jasno pokazuje, iż koszty transformacji będą ponoszone w dłuższym okresie.

Wstęp

Głęboka redukcja emisji gazów cieplarnianych, która jest celem porozumienia paryskiego, wiąże się zarówno z korzyściami jak i kosztami. Czytelnicy na pewno dobrze znają najważniejsze korzyści: to przede wszystkim ograniczenie negatywnych skutków w rolnictwie i zaspokajanie potrzeb żywnościowych, uniknięte koszty zdrowotne związane z podwyższeniem temperatury, uniknięte straty związane z klęskami żywiołowymi, ograniczenie zanieczyszczenia powietrza i mniejsza zależność od paliw kopalnianych (co przekłada się na większe bezpieczeństwo energetyczne wielu państw).

W ostatnim raporcie IPCC (Sixth Assessment Report)[1] najważniejszymi miernikami kosztów są zmienne makroekonomiczne: spadek wzrostu konsumpcji lub spadek wzrostu Produktu Krajowego Brutto. Raport wskazuje, że osiągnięcie ambitnych celów ograniczania zmian klimatycznych nie wymaga zmniejszenia konsumpcji względem jej dzisiejszego poziomu – wzrost konsumpcji będzie kontynuowany nawet w najbardziej ambitnych scenariuszach, choć będzie on nieco wolniejszy niż w scenariuszach mniej ambitnej polityki klimatycznej. Dla przykładu, wzrost globalnej gospodarki w scenariuszu ograniczenia zmian klimatycznych do około 1.5C oznacza spowolnienie wzrostu gospodarczego o 0.04 punktu procentowego. Oczywiście obliczenia te dotyczą średniego globalnego wzrostu gospodarczego. Ciężar polityki klimatyczne rozkłada się nierówno między państwami i między obywatelami.

Naturalne kolejne pytanie, które coraz częściej jest podnoszone zarówno w literaturze naukowej, jak i w debacie publicznej to jaki ciężar odczują poszczególne grupy społeczne i w jaki sposób go odczują. Modele oceny zintegrowanej, które stanowią najważniejsze narzędzie analiz opisanych w raporcie IPCC traktują koszty i obciążenie bardzo abstrakcyjnie: w postaci zmiany dynamiki wartości konsumpcji lub PKB. Modele te nie mają wystarczająco rozwiniętej struktury, aby rzucić światło w jakich częściach naszego codziennego budżetu domowego zauważymy zmiany będące skutkiem polityki klimatycznej.

Z perspektywy obywateli, koszty będą występować w dwóch formach: (i) wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych oraz (ii) utraty korzystnego finansowo zatrudnienia dla części pracowników. Wzrost cen będzie się odnosił przede wszystkim do wzrostu kosztów zakupu i wykorzystania nośników energii, w szczególności energii elektrycznej i ciepła, wzrostu kosztów transportu, oraz, prawdopodobnie, wzrostu kosztów niektórych produktów żywnościowych, w szczególności mięsa. Koszty dla pracowników będą najwyraźniejsze w wysokoemisyjnych sektorach, takich jak górnictwo. Głęboka redukcja CO2 wymaga wygaszenie górnictwa w perspektywie dwóch-trzech dziesięcioleci. Dla osób, które obecnie są zatrudnione w tym sektorze oznacza to konieczność poszukiwania alternatywnego zatrudnienia, które, w większości przypadków, będzie mniej korzystne finansowo niż praca w górnictwie.

Unia Europejska wychodząc z koncepcją Europejskiego Zielonego Ładu, w tym zawartego w nim celu neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w połowie wieku, dostrzega ową dysproporcję w rozkładzie kosztów tak ambitnej polityki klimatycznej. Wiodącym narzędziem mającym złagodzić skutki w regionach i grupach najmocniej odczuwających społeczne i ekonomiczne skutki tych działań jest mechanizm sprawiedliwej transformacji, który w założeniu ma zapewnić ukierunkowane wsparcie finansowe w latach 2021-2027 i zgodnie z deklaracjami doprowadzić do zainwestowania około 55 mln euro w regionach najbardziej dotkniętych. Mechanizm te składa się z trzech filarów, wśród których wiodącym jest Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, zaś pozostałe dwa filary to rozwiązania w ramach programu InvestEU oraz nowy instrument pożyczkowy w ramach budżetu UE, o czym piszemy szerzej w dalszej części artykułu. Komponenty wspierające sprawiedliwą transformację można znaleźć także w innych mechanizmach wsparcia polityki klimatycznej UE.

W tym kontekście zasadnym wydaje się zbadanie w jakim stopniu środki przeznaczone na sprawiedliwą transformacją pozwalają skompensować całkowite koszty polityki klimatycznej z perspektywy pracowników. Występowanie tych kosztów nie jest oczywiste: z jednej strony osoby te będą tracić pracę i dochody. Z drugiej strony transformacja gospodarki doprowadzi do powstania wielu nowych miejsc pracy. Czy możemy stwierdzić czy nowe miejsca pracy będą mniej opłacalne od starych? Czy możemy oszacować jakie będą różnice w dochodach i podsumować jakiej skali będą koszty dla pracowników? Jak skala tych kosztów wygląda na tle instrumentów przygotowywanych przez Unię Europejską, których celem jest ograniczanie negatywnych społecznych skutków transformacji niskoemisyjnej? Czy skala tych funduszy jest adekwatna i wystarczająca? Wreszcie, jak wykorzystać dostępne środki, aby skompensować straty dla pracowników, ich rodzin, ich regionów w najbardziej efektywny sposób?

Dlaczego transformacja jest kosztowna dla pracowników

Podstawowym uzasadnieniem dla wprowadzania wyżej wymienionych funduszy, w szczególności funduszu sprawiedliwej transformacji jest kompensowanie strat dla tych grup społecznych, dla których transformacja niskoemisyjna stanowi zagrożenie. W tym miejscu warto się zatrzymać i zadać nieco prowokacyjne pytanie: czy transformacja może być zagrożeniem? Nie ma wątpliwości, że wiąże się ona nie tylko wygaszaniem niektórych sektorów, ale także w powstawaniem wielu nowych miejsc pracy przy instalacji Odnawialnych Źródeł Energii, produkcji pojazdów elektrycznych czy ocieplaniem domów. Osoby opuszczające sektory takie jak górnictwo będą więc miały okazję, aby podjąć pracę w nowym miejscu. Co więcej, można zauważyć, że przecież praca w górnictwie jest szczególnie trudna i często niesie ze sobą ryzyko utraty zdrowia czy życia. Zmiana zatrudnienia może więc przynieść górnikom niemonetarne korzyści.

Istnieje jednak mocny ekonomiczny argument wskazujący na to, że dla pracowników zmuszonych do zmiany sektora zatrudnienia korzyści z transformacji będą mniejsze od kosztów, ich dochody i satysfakcja w nowych miejscach pracy będą mniejsze od tych, które otrzymują teraz. Po pierwsze, jeżeli pracownicy w sektorze górnictwa pozostają w tym sektorze od lat, to sektor ten daje im najwyższe możliwe dochody i/lub satysfakcję. W przeciwnym razie, pracownicy już teraz dobrowolnie zmieniliby sektor zatrudnienia na ten, w którym osiągnęliby większe korzyści. Po drugie, kiedy pracownicy w sektorze górnictwa tracą możliwość zatrudnienia w tym sektorze, tracą najlepszą dla nich możliwość wykorzystania swojego specyficznego kapitału ludzkiego. Racjonalność nakazuje im wybór drugiej najlepszej opcji spośród pozostałych sektorów. Jednak ich produktywność w drugiej najlepszej opcji będzie zawsze mniejsza od produktywności w pierwszej najlepszej opcji, jaką była praca w sektorze górniczym. Różnica między tymi dwoma opcjami definiuje stratę zarobków dla górników.

Punktem wyjścia do zbudowania argumentu powyżej są dwie przesłanki: o różnorodności i racjonalności pracowników. Różnorodność oznacza, że każdy pracownik posiada specyficzny kapitał ludzki: specyficzne doświadczenie, wykształcenie, wrodzone zdolności. Specyficzność kapitału ludzkiego ma dwie konsekwencje: (i) pojedynczy pracownik może mieć wyższą produktywność w jednym sektorze niż w innych sektorach (ii) potencjalna produktywność jednego pracownika w danym sektorze, może być różna od potencjalnej produktywności innego pracownika w tym samym sektorze. Drugą przesłanką jest racjonalność pracowników: każdy pracownik wybiera ten sektor, w którym jest najbardziej produktywny.

Pierwsza przesłanka nie jest kontrowersyjna – jest jasne, że każda praca wymaga specyficznych kwalifikacji i zdolności. Trudno spodziewać się, że przeciętny pracownik z sektora górniczego będzie równie produktywny w sektorze budownictwa jak murarz z długim stażem.

Druga przesłanka – o racjonalności pracowników – może wydawać się mniej oczywista. Pracownicy mogą nie mieć pełnego obrazu możliwych zarobków w innych sektorach gospodarki. Teoretycznie można wyobrazić sobie sytuację, w której płace w innych sektorach są wyższe, ale górnik nie chce zmieniać pracy ponieważ o tym nie wie. Jest to jednak mało prawdopodobne. Niemal każdy ma dostęp do różnorodnych ofert pracy z pełną informacją o jej warunkach. Większość osób ma też kontakty z pracownikami z innych sektorów, którzy mogą dzielić się informacjami o uciążliwości i korzyściach ich pracy. Dodatkowo, alternatywne założenie: o tym, że pracownicy nie znają swoich możliwości zarobkowych, a eksperci znają, jest jeszcze trudniejsze do obrony. Pracownicy lepiej znają swoje kwalifikacje, zdolności i satysfakcję z wykonywania danej pracy niż eksperci z tabelami danych.

W tym miejscu warto wspomnieć o jeszcze jednym mechanizmie, który dotychczas pomijaliśmy: polityka klimatyczna zmieni nie tylko strukturę zatrudnienia ale też zarobki pracowników w różnych sektorach. Można spodziewać się, że zarobki w „zielonych”, niskoemisyjnych sektorach będą wyższe niż są teraz, co zachęci pracowników obecnie zatrudnionych w górnictwie do poszukiwania zatrudnienia właśnie w tych sektorach. Efekt ten należy oczywiście wziąć pod uwagę w obliczaniu całkowitych kosztów/korzyści płynących polityki klimatycznej dla pracowników. Symulacje modeli ekonomicznych, które opisujemy poniżej, wskazują jednak, że siła tego pozytywnego efektu jest relatywnie mała i nie pozwala na skompensowanie kosztów dla pracowników związanych ze zmianą sektora zatrudnienia. Należy również podkreślić, że podwyższenie płacy w zielonych zawodach to broń obusieczna: z jednej strony redukuje koszty transformacji dla pracowników, z drugiej strony podwyższa koszty korzystania z zielonych technologii i koszty transformacji dla konsumentów.

Wpływ transformacji na sektor zatrudnienia

Wyzwaniem staje się zatem odpowiedź na pytanie, jak – uwzględniając wszystkie powyższe mechanizmy – można ustalić skalę kosztów związanych z transformacją niskoemisyjną dla pracowników? Działające w KOBiZE Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych podjęło próbę znalezienia odpowiedzi na to pytanie wykorzystując narzędzia modelowe. Punktem wyjścia analizy jest model globalnej gospodarki, który pozwala na opisanie zmian strukturalnych związanych z prowadzeniem polityki klimatycznej. Model ten pozwala na uwzględnienie różnorodności pracowników, zmian ich produktywności spowodowanych zmianami sektorów oraz zmian płac w różnych sektorach gospodarki.

Model, który wykorzystujemy w analizie posiada nowatorskie rozwiązania, które pozwalają na bardziej realistyczne przewidywania dotyczące zmian na rynku pracy w porównaniu do standardowych modeli makroekonomicznych. Standardowe modele zakładają, że drobna obniżka płacy w jednym sektorze powoduje natychmiastowy i całkowicie bezkosztowy odpływ pracowników z tego sektora do innych sektorów. Założenie to implicite zakłada idealną jednorodność pracowników oraz brak jakichkolwiek kosztów związanych ze zmianą sektora, co, jak uzasadnialiśmy w poprzedniej sekcji, jest mało realne. W naszym modelu wprowadziliśmy rozwiązania, które pozwalają na skorygowanie tego ograniczenia i uwzględnienie różnorodności pracowników oraz kosztów zmiany sektora. Model uwzględnia to, że zmniejszenie płacy w jednym sektorze powoduje odpływ części – a nie wszystkich – pracowników z tego sektora. W opracowaniu “How to compute the cost for workers within the “just transition” to a low-carbon future?”(CAKE Working Paper, kwiecień 2022[2]) opisaliśmy szczegółowe wyprowadzenia matematyczne, które wyjaśniają jak model pozwala na uwzględnienie kosztów dla pracowników.

Parametry modelu, które opisują koszty transformacji dla pracowników zostały skalibrowane do wartości oszacowanych w badaniach z literatury naukowej. Badania, na których oparta jest kalibracja, analizują jak duże muszą być zmiany w wynagrodzeniu dla osób zatrudnionych w firmach kontrolujących znaczącą część rynku pracy (tzw. monopsonach), aby pracownicy zdecydowali się na zmianę miejsca pracy. Na podstawie tej informacji można wywnioskować jaka jest wartość obecnego miejsca pracy dla pracowników względem wartości drugiej najlepszej opcji zatrudnienia. Szczegółowy opis strategii kalibracji znajduje się w opracowaniu “How to compute the cost for workers within the “just transition” to a low-carbon future?” (CAKE Working Paper, kwiecień 2022).

Różnice w zarobkach między sektorami dla pracowników w tej samej grupie wykształcenia w modelu są przypisywane różnicy uciążliwości pracy w tych sektorach. Jeżeli zamiast tego założylibyśmy, że uciążliwość pracy we wszystkich sektorach jest taka sama, koszty transformacji dla górników byłyby wyższe.

Model nie uwzględnia efektów demograficznych oraz faktu, że część obecnie zatrudnionych pracowników do 2050 odejdzie na emeryturę, co oznacza, że nie będą oni musieli szukać pracy. Uwzględnienie tego efektu w modelu prowadziłoby do zmniejszenia szacunków kosztu transformacji dla górników. W alternatywnej symulacji można byłoby założyć, że koszty dotyczą jedynie tych górników, którzy zostali zmuszeni do wyboru nowego miejsca pracy przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Należy jednak zaznaczyć, że przy takim założeniu nie uwzględnilibyśmy kosztów dla młodych pracowników. Dla części z nich redukcja zatrudnienia w górnictwie oznacza stratę potencjalnie korzystnego finansowo miejsca pracy. Wyniki modelu wskazują, że w scenariuszu zakładającym realizację celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku, zatrudnienie w górnictwie w Polsce spada o 51% w okresie 2020-2030 i o 83% w okresie 2020-2040.

Model przewiduje, że górnicy znajdą pracę w innych sektorach, jednak ich produktywność oraz ich wynagrodzenie w nowych sektorach będzie mniejsza niż w górnictwie. W 2030 roku łączna strata dla wszystkich pracowników, którzy dzisiaj zatrudnieni są w górnictwie wyniesie 0,3 mld euro rocznie. W 2040 strata ta wzrośnie do 0,6 mld euro rocznie. Górnicy to nie jedyna grupa pracowników, która może ponieść koszty związane z transformacją nisko-emisyjną. Straty poniosą również pracownicy pozostałych sektorów, szczególnie tych, w których koszty produkcji zależą od wielkości podatku od emisji. Symulacje modelu pozwalają na obliczenie łącznej straty pracowników w całej gospodarce. W 2030 roku strata ta wyniesie średnio 0,4% wynagrodzenia pracowników. W skali kraju strata ta wyniesie 0,7 mld euro rocznie. W 2040 strata osiągnie już poziom 0,5% średniego wynagrodzenia pracownika, co, w skali kraju, oznacza stratę 1 mld euro.

Utracone dochody pracowników przełożą się na stratę PKB. Symulacje modelu wskazują, że w 2030 roku wymuszone przepływy pracowników między sektorami doprowadzą do utraty 0,1% rocznie. W 2040 roku strata ta wyniesie już 0,3% PKB rocznie. Wartość ta nie odzwierciedla całkowitych kosztów transformacji niskoemisyjnej, a jedynie spadek PKB wynikający z uwzględnienia w modelu ograniczonych możliwości zmiany sektora dla pracowników.

Mechanizm sprawiedliwej transformacji

Jak wynika z naszych obliczeń, dla niektórych grup wysiłek i koszty osiągnięcia neutralności klimatycznej mogą być znaczące. Mając tego świadomość, ścieżce działań na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych towarzyszy mechanizm sprawiedliwej transformacji, którego podstawowym zadaniem jest wspieranie regionów najbardziej odczuwających skutki transformacji, w tym koszty niezbędnych zmian. Składa się on z trzech podstawowych filarów:

  • Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST).
  • Specjalny system w ramach programu InvestEU.
  • Instrument pożyczkowy na rzecz sektora publicznego, łączący środki budżetu UE i Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Najważniejszym instrumentem mechanizmu sprawiedliwej transformacji jest z pewnością pierwszy z wymienionych, ustanowiony na mocy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1056 z dnia 24 czerwca 2021 r.[3] Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji jest całkiem nowym instrumentem utworzonym w ramach perspektywy finansowej na lata 2021-2027 i umocowanym w szeroko pojętej polityce spójności UE, czyli jednej z najważniejszych, obejmującej działania na rzecz zmniejszania nierówności między regionami Europy i wspieranie w nich zmian strukturalnych.

W rozporządzeniu jasno wskazano, iż FST ma przyczyniać się do realizacji jednego celu zdefiniowanego jako „umożliwienie regionom i ludności łagodzenia wpływających na społeczeństwo, zatrudnienie, gospodarkę i środowisko skutków transformacji w kierunku osiągnięcia celów Unii na rok 2030 w dziedzinie energii i klimatu oraz w kierunku neutralnej dla klimatu gospodarki Unii do roku 2050 w oparciu o porozumienie paryskie”. Działania te realizowane są w ramach szerszego celu polityki spójności określonego jako „Inwestycje na rzecz zatrudnienia i wzrostu”[4]. Ważną cechą tego mechanizmu jest także wyraźne wskazanie zasięgu geograficznego oraz zakresu wsparcia w regionach poszczególnych państwa członkowskich UE.

Środki w dyspozycji Funduszu Sprawiedliwej Transformacji sięgają 17.5 mld EUR (ceny stałe 2018), w tym 10 mld EUR pochodzi z zasobów Instrumentu UE na rzecz Odbudowy[5], zaś 7.5 mld EUR z wieloletnich ram finansowych w obszarze polityki spójności w ramach ww. celu inwestycji na rzecz zatrudnienia i wzrostu. Polska jest największym beneficjentem FST z udziałem 20% dającym 3.5 mld EUR w cenach stałych 2018 r. (na kolejnych pozycjach znajdują się Niemcy z udziałem 12.88% i Rumunia z 11.12%[6]).

Skala funduszu sprawiedliwej transformacji odpowiada więc skali całkowitych kosztów transformacji dla pracowników, które, według oszacowań przedstawionych powyżej, wyniosą do 0,7 mld zł rocznie, przy czym należy wyraźnie podkreślić, iż wyniki modelowe obejmują znacznie dłuższą perspektywę czasową, zaś instrumenty wsparcia UE odnoszą się do okresu do 2027 roku i w obecnie nie mamy pewności, czy będą w podobnym kształcie kontynuowane.

Zgodnie z wymogami państwa członkowskie upoważnione do otrzymania wsparcia przygotowują terytorialne plany sprawiedliwej transformacji ze wskazaniem działań, które będzie wspierać FST, przy czym uprawnione działania są precyzyjnie zdefiniowane i obejmują głównie określone inwestycje przyczyniające się do osiągnięcia celu FST, ale także działania na rzecz podnoszenia i zmiany kwalifikacji zawodowych, wspomagające osoby poszukujące pracy czy przeciwdziałające wykluczeniu z rynku pracy.

W przypadku Polski Komisja Europejska w dniu 5 grudnia 2022 r. przyjęła pięć polskich programów operacyjnych z terytorialnymi planami sprawiedliwej transformacji finansowane w ramach Funduszu[7]. Ich wartość wynosi 3,85 mld euro (odpowiednik 3,5 mld euro w cenach stałych 2018) i dotyczy wsparcia obszarów górniczych na Śląsku i w zachodniej Małopolsce (2,4 mld euro), Wielkopolsce (415 mln euro), na Dolnym Śląsku (581,5 mln euro) oraz i w województwie łódzkim (369,5 mln euro).

Drugim ważnym filarem wspierającym finansowanie mechanizmu sprawiedliwej transformacji jest specjalny system wsparcia w ramach programu InvestEU – kolejny element Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Pro gram ten został przygotowany w celu wspierania polityk UE w wychodzeniu z głębokiego kryzysu gospodarczego i społecznego, w tym zapewnienia długoterminowa finansowania przedsiębiorstwom, przy jednoczesnym uwzględnieniu długoterminowych priorytetów UE, takich jak Europejski Zielony Ład. Program InvestEU może wspierać inwestycje realizowane w ramach planów sprawiedliwej transformacji, niemniej w nieco szerszym zakresie niż określa to rozporządzenie FST (np. projekty w dziedzinie infrastruktury energetycznej i transportowej, w tym infrastruktury gazowej i ciepłownictwa komunalnego, projekty w zakresie obniżenia emisyjności, dywersyfikacji gospodarczej i infrastruktury społecznej).

Celem funduszu InvestEU jest zmobilizowanie ponad 372 mld EUR środków prywatnych i publicznych na inwestycje, przy gwarancjach budżetowych UE na poziomie 26.2 mld EUR. Owe gwarancje mają wspomagać finansowanie z innych źródeł pozyskiwane przez podmioty realizujące projekty w regionach objętych sprawiedliwą transformacją (z zatwierdzonym terytorialnym planem sprawiedliwej transformacji). Niemniej projekty, które nie są zlokalizowane w tych regionach, również mogą zostać objęte tym systemem, pod warunkiem że przyczynią się do zaspokojenia potrzeb rozwojowych, które są związane z transformacją tych regionów i określone w odpowiednich terytorialnych planach sprawiedliwej transformacji. Warto dodać, że wykorzystanie środków funduszu InvestEU jest skorelowane z Planem Inwestycyjnym Europejskiego Zielonego Ładu[8]. Centrum Doradztwa InvestEU (The InvestEU Advisory Hub) ma wspierać tworzenie projektów wpisujących się w ten plan inwestycyjny i zapewnić wzmacnianie potencjału podmiotów wdrażających czy też pośredników finansowych.

Trzecim filarem finansowym mechanizmu sprawiedliwej transformacji jest instrument pożyczkowy na rzecz sektora publicznego, łączący środki budżetu UE i Europejskiego Banku Inwestycyjnego, z założenia wspierający inwestycje sektora publicznego w regionach przechodzących transformację. W ramach tego wsparcia sektor publiczny może otrzymywać pożyczki preferencyjne na działania podejmowane przez podmioty publiczne, w tym inwestycje w zakresie infrastruktury energetycznej i transportowej, sieci ciepłowniczych, środków na rzecz efektywności energetycznej, renowacji budynków, a także infrastruktury społecznej. Wykluczone są inwestycje związane z wykorzystaniem paliw kopalnych.

Sprawiedliwa transformacja wspierana jest także w ramach Funduszu modernizacyjnego utworzonego na mocy dyrektywy EU ETS. Wprawdzie instrument ten przeznaczony jest przede wszystkim na inwestycje w modernizację sektora energetycznego w kierunku poprawy efektywności i odejścia od technologii opartych na paliwach kopalnych, wśród uprawnionych działań mogących uzyskać finansowanie z tego źródła wymienia się także transformację sprawiedliwych przemian w regionach uzależnionych od węgla, w tym zmianę miejsca zatrudnienia oraz zdobywanie nowych umiejętności przez pracowników oraz wspieranie edukacji i inicjatyw na rzecz zwiększenia zatrudnienia. Środki Funduszu modernizacyjnego pochodzą ze sprzedaży uprawnień wydzielonych w ramach EU ETS. Przewidziano, iż w latach 2021-2030 będzie to 2% całkowitej puli uprawnień do emisji, a beneficjentami jest dziesięć państw członkowskich wskazanych na podstawie kryterium PKB na mieszkańca. Polska jest największym beneficjentem Funduszy modernizacyjnego, z udziałem 43,4% w przeznaczonej do sprzedaży puli uprawnień do emisji.

Konkluzje i rekomendacje

Nasza analiza wskazuje, że transformacja niskoemisyjna będzie się wiązać ze stratą dochodów dla niektórych grup pracowników, szczególnie tych, którzy są obecnie zatrudnienia w sektorach wysokoemisyjnych. Symulacje modelu makroekonomicznego wskazuję, że koszty w Polsce mogą wynieść nawet 0,7mld euro rocznie pod koniec tej dekady. Koszty te z założenia mają zostać skompensowane przez fundusze Unii Europejskiej, takie jak fundusz sprawiedliwej transformacji. Nasza analiza kosztów wskazuje, że skala funduszu sprawiedliwej transformacji odpowiada skali całkowitych kosztów transformacji dla pracowników. Otwartym pytaniem pozostaje to jak wykorzystać środki z funduszy europejskich, aby przyniosły one jak największą korzyść.

Strata związana z transferem może zostać zredukowana przez inwestycje dedykowane tworzeniu miejsc pracy dostosowanych do zdolności i kompetencji pracowników zatrudnionych obecnie w górnictwie. Przetwórstwo przemysłowe oraz budownictwo to dwie gałęzie gospodarki, które potencjalnie mogłyby przyjąć pracowników odchodzących z górnictwa. Można rozważyć zachęcanie i wspieranie firm zatrudniających górników do rozpoczynania działalności neutralnej emisyjnie. Pozwoliłoby to na przesuwanie grup pracowników do nowej produktywnej działalności w ramach jednego przedsiębiorstwa.

To zminimalizowałoby koszty związane z niepewnością i poszukiwaniem nowej pracy. Dodatkowo takie rozwiązanie redukowałoby ryzyko niedopasowania kompetencji pracowników do wymagań w nowym miejscu pracy, ponieważ obecny pracodawca posiada najlepszą informację o kompetencjach pracowników.

Mimo, że koszty przymusowego transferu rosną dopiero w odległej perspektywie, działania zmierzające do ich pomniejszenia powinny być podejmowane już dziś. Szczególnie dotyczy to inwestycji, których przygotowanie i realizacja wymaga czasu.

Ważną konkluzją wynikającą z zestawienia wyników analizy modelowej z wspólnotowymi instrumentami wsparcia jest to, iż koszty transformacji dla pracowników mogą być kompensowane nie tylko przez korzystanie z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji ale także poprzez skuteczne wykorzystanie pozostałych dwóch filarów, tj. programu InvestEU oraz mechanizmu pożyczkowego. Ponadto, koszty transformacji będą ponoszone w okresie dłuższym niż zakres dzisiejszych rozwiązań, stąd konieczna wydaje się kontynuacja dyskusji i pracy nad kontynuacją obecnych lub opracowaniem nowych instrumentów wparcia w kolejnych dekadach.

Autorzy:

Jan Witajewski-Baltvilks, Zespół Strategii Analiz i Aukcji, Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych, KOBiZE w IOŚ-PIB

Maciej Cygler, Zespół Strategii Analiz i Aukcji, Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych, KOBiZE w IOŚ-PIB

[1] IPCC, 2022: Climate Change 2022: Mitigation of Climate Change. Contribution of Working Group III to the Sixth Assessment Report of the Intergovernmental

Panel on Climate Change [P.R. Shukla, J. Skea, et al. (eds.)]. Cambridge University Press, Cambridge, UK and New York, NY, USA

[2] https://climatecake.ios.edu.pl/wp-content/uploads/2022/05/CAKE_JustTransition_working-paper_April-2022-1.pdf (dostęp: 10.11.2022)

[3] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1056 z dnia 24 czerwca 2021 r. ustanawiające Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. (dostęp:10.11.2022 r.)

[4] Zob. art. 5 ust.2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1060 z dnia 24 czerwca 2021 r

[5] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/241 z dnia 12 lutego 2021 r. ustanawiające Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. (dostęp:10.11.2022 r.)

[6] Abstrahując od sporu między z Komisją Europejską, w tym miejscu zakładamy, że Polska otrzyma przewidziane środki, także w części pochodzącej z Instrumentu UE na rzecz Odbudowy.

[7]

[8] Zob. komunikat KE „Plan inwestycyjny na rzecz zrównoważonej Europy. Plan inwestycyjny na rzecz Europejskiego Zielonego Ładu”. COM(2020) 21 final. (dostęp: 10.11.2022 r.)

Surowce energetyczne i wodór – jak zielone paliwa zmienią naszą gospodarkę?

W dzisiejszych czasach walka ze zmianami klimatu oraz dekarbonizacja stają się coraz bardziej aktualnymi kwestiami. W związku z tym, wodór, który jest uważany za paliwo przyszłości, zdaje się być idealnym rozwiązaniem na większość problemów związanych z emisją gazów cieplarnianych. Polska, w specjalnej strategii wodorowej, przewiduje powstanie nowej gałęzi gospodarki wodorowej oraz wzmocnienie konkurencyjności całej polskiej gospodarki. Ale jakie są wyzwania i ograniczenia technologiczne, przed którymi stoimy, a także jakie korzyści mogą wynikać z zielonych paliw?

Józef Węgrecki, członek Zarządu PKN ORLEN, podkreślił, że nie można bezkrytycznie stosować wodoru, ale faktem jest, że jest on stosowany w dużej ilości w instalacjach. Węgrecki wyjaśnił, że wodór może być paliwem przyszłości, ale musimy podchodzić do niego w sposób zdywersyfikowany. Wodór będzie szczególnie ważny w transporcie lotniczym, gdzie wymogiem będą zielone paliwa od 2028 roku.

Szymon Byliński z Ministerstwa Klimatu i Środowiska podkreślił, że wodór jest surowcem, który będzie wspierał elektryfikację wszystkich sektorów gospodarki. Będzie on również zastępował gaz ziemny i inne surowce w procesach produkcyjnych, w tym w hutnictwie. Polska planuje osiągnąć w 2032 roku około 23% wodoru odnawialnego w przemyśle.

Sebastian Wydra z Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Elektrotechniki wyjaśnił, że Polska Strategia Wodorowa definiuje cele do roku 2030, z naciskiem na produkcję niskoemisyjnego wodoru opartego na źródłach odnawialnych. W 2030 roku Polska chce mieć 2 gigawaty takich instalacji.

Barbara Adamska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii, uważa, że wodór może stać się magazynem energii dla sektorów, które nie są w stanie efektywnie korzystać z energii elektrycznej, takich jak ciepłownictwo czy transport ciężarowy. Wodór może być również wykorzystywany w celu wyrównywania niestabilności sieci w przypadku energii odnawialnych.

Zielony wodór może być kluczowym elementem polskiej transformacji energetycznej. Jednak, aby to się stało, potrzebujemy znacznych inwestycji
a także rozwoju infrastruktury i wdrożenia aplikacji wodorowych w przemyśle oraz w transporcie.

Wodór jako nowe paliwo i źródło energii od dawna wzbudza zainteresowanie naukowców i przedsiębiorców na całym świecie. Kwestia jego produkcji i zastosowania jest jednak skomplikowana i wymaga rozwiązania wielu problemów, aby w końcu stać się powszechnie dostępnym. W Polsce wiele osób już działa na rzecz rozwoju technologii wodorowych, aby nie tylko zwiększyć naszą niezależność energetyczną, ale również wykorzystać w pełni potencjał tego surowca.

Grzegorz Pawelec, przedstawiciel organizacji Hydrogen Europe, zwrócił uwagę na aspekty finansowe związane z produkcją wodoru. Dotychczas wszystkie projekty badawcze i wydobywcze wodoru były dofinansowywane, co było związane z dużym ryzykiem, jakie one niosły ze sobą. Dzisiaj, dzięki wprowadzeniu dyrektywy o źródłach odnawialnych, możemy spodziewać się zwiększenia inwestycji w ten sektor, choć na razie będą to raczej inwestycje rozwojowe niż komercyjne. Cena wodoru jest jednak kluczowa dla rozwoju tej technologii, a z uwagi na jego wysoką cenę, konieczne mogą być rządowe dofinansowania.

Józef Węgrecki, ekspert w dziedzinie energetyki, wskazuje na trudności związane z produkcją wodoru konsumenckiego, który wciąż jest stosunkowo drogi. Węgrecki uważa, że konieczne jest szukanie nowych sposobów na produkcję wodoru, na przykład z odpadów lub z atomu. Z kolei transport ciężki, samoloty i statki będą w przyszłości zasilane wodorem. Cena wodoru jest tu kluczowa, a na początku jego upowszechniania mogą być potrzebne dotacje.

Kolejnym ważnym aspektem związanym z rozwojem technologii wodorowych jest bezpieczeństwo. Szymon Byliński z Ministerstwa Klimatu i Środowiska podkreśla, że wodór jest bezpieczny, o ile stosujemy się do zasad jego użytkowania. Zaniepokojenie konsumentów może być uzasadnione, jednakże podobne obawy dotyczą także innych substancji, takich jak benzyna, a mimo to korzystamy z nich na co dzień.

Wykorzystanie wodoru jako paliwa może pomóc w ograniczeniu zanieczyszczeń transportowych, które stanowią około 60% zanieczyszczeń w większych miastach. Sebastian Wydra zwraca uwagę, że – Pojazdy zasilane wodorem rozwiązują problem czasu ładowania, ponieważ tankowanie wodorem przypomina tankowanie tradycyjne. Wkład własny polskiej nauki i przedsiębiorstw w produkcję wodoru powinien osiągnąć poziom ok. 55% w 2030 r. To bardzo dużo.

Nowe kwoty wolne od podatków i darowizn. Co ze zbiórkami charytatywnymi?

Od 1 lipca 2023 roku znacząco wzrosną kwoty darowizn i spadków wolne od podatku. Z powodu zamieszania legislacyjnego tego samego dnia nowe przepisy dotyczące darowizn od wielu osób zostaną od razu zastąpione kolejnymi regulacjami, które znoszą limit podatkowy dla zbiórek. Jakie będą więc ostateczne kwoty?

Obecnie w przypadku darowizn i spadków obowiązują trzy tzw. grupy podatkowe, obejmujące różne kategorie osób i różne kwoty wolne od podatku.

Do pierwszej grupy należy najbliższa rodzina: dziadkowie, rodzice, rodzeństwo i dzieci. Darowizny są w niej co do zasady zwolnione z opodatkowania. W nieprzekraczalnym terminie sześciu miesięcy trzeba jednak zgłosić do urzędu skarbowego otrzymanie każdej darowizny, której wartość przekracza 10 434 zł. Ta kwota według uchwalonej ustawy ma od 1 lipca zostać podniesiona niemal czterokrotnie, do 36 120 zł.

W drugiej grupie podatkowej, która obejmuje dalszą rodzinę, np. wujków czy ciocie, wartość darowizny zwolnionej z podatku to 7 276 zł. Ustawa przewiduje zwiększenie jej do 27 090 zł.

Dla trzeciej grupy, do której zaliczają się wszyscy pozostali darczyńcy i spadkodawcy, kwota wolna wynosi obecnie 4 902 zł. Ustawa przewiduje, że ma to być 18 060 zł.

Co z darowiznami weselnymi i ze zbiórek?

Oprócz zwiększania kwot wolnych od darowizn pochodzących od jednej osoby, Ustawa wprowadza też nowe ograniczenia dotyczące łącznych kwot przychodu przy darowiznach otrzymanych od wielu osób. Dotąd nie było limitu – podatnicy mogli otrzymywać darowizny nawet od kilkuset osób (np. z okazji wesela) i nie musieli płacić od nich podatku, jeśli darowizna od każdej z tych osób nie przekraczała progu określonego dla danej grupy.

Nowa ustawa wprowadza ograniczenia dla darowizn od wielu osób otrzymanych w ciągu 5 lat:

Dla I grupy – 108 360 zł;

Dla II grupy – 81 270 zł;

Dla III grupy – 54 180 zł.

Oznaczałoby to, że jeśli w ciągu 5 lat podatnik otrzyma po 30 tys. zł od mamy, taty, babci i dziadka, to nie będzie miał obowiązku zgłaszania każdej z darowizn osobno. Jednak łącznie przekroczą one limit dla pierwszej grupy (ich suma wyniesie 120 tys. zł), więc konieczne byłoby zgłoszenie do zwolnienia w I grupie.

Taki łączny limit dla zbiórek spowodowałby, że środki z wielu internetowych akcji charytatywnych musiałyby zostać opodatkowane. Dlatego w piątek 14 kwietnia Sejm przyjął w ramach tzw. ustawy SLIM VAT przepisy znoszące limity zbiorcze.

Od 1 lipca ostatecznie kwoty wolne od podatku w poszczególnych grupach wyniosą:

I grupa – 36 120 zł

II grupa – 27 090 zł

III grupa – 5 722 zł

Ustawa wprowadzająca nowe limity zbiorcze obecnie oczekuje na podpis Prezydenta. Z kolei Ustawa znosząca limity zbiorcze oraz zmieniająca wartość w III grupie kwoty wolnej została przekazana do Senatu. W mojej ocenie termin zmiany przepisów i zniesienia podatku od zbiórek nie jest zagrożony i ustawa powinna wejść z życie z 1 lipca.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Ekonomia nowej energii – wyzwania i koszty niezależności energetycznej Polski i Europy

Wojna na Ukrainie była bolesnym przypomnieniem o konieczności odtwarzania niszczonej infrastruktury energetycznej i utrzymania niezależności energetycznej państwa. Jednym z najważniejszych elementów bezpieczeństwa i obrony kraju jest zdolność do zapewnienia stabilnego i niezależnego źródła energii. To wymaga zmiany myślenia z paradygmatu optymalizacji kosztów na redundancję i backupowanie systemów. Rozproszenie, dywersyfikacja i elastyczność w zakresie źródeł energii wydają się koniecznością. Ale jakie są koszty, które Polska musi ponieść, aby zapewnić sobie niezależność energetyczną?

Odpowiedzi na to pytanie szukała grupa ekspertów, którzy wzięli udział w panelu dyskusyjnym. Wśród nich byli m.in. Jakub Wiech, Redaktor Naczelny Defence24.pl, Gabriel Gorbačevski, Energy Attaché Ambasady Republiki Litewskiej, Robert Rudich, Energy Attaché Ambasady Stanów Zjednoczonych, Patryk Demski, Wiceprezes Zarządu ds. Strategii i Rozwoju TAURON, Piotr Sabat, Członek Zarządu ds. Rozwoju PKN Orlen, Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact Network Poland oraz Tomasz Tomasiak, Dyrektor Departamentu Transformacji Energetycznej w Polskim Funduszu Rozwoju.

Ekspert Tomasiak podkreślił, że transformacja energetyczna jest niezbędna, ponieważ tylko człowiek może przeciwdziałać anomaliom klimatycznym, które są spowodowane wzrostem stężenia CO2 i innych gazów. Polska obecnie wytwarza tylko 12% energii z OZE, a większość pochodzi z węgla i źródeł nieodnawialnych. Zmiana ta jest konieczna, aby poradzić sobie ze zmianami klimatu.

Pytanie brzmiało, jak sfinansować transformację energetyczną? Tomasiak podkreślił, że należy szukać możliwości pozyskania dofinansowania z różnych programów, ale również trzeba zaangażować środki prywatne. Zgodnie z danymi Forum Energii, paliwa kopalne kosztowały Polskę 200 mld zł w 2021 roku. Tomasiak stwierdził, że znajdą się środki, ale potrzebujemy dobrych projektów i inwestycji, a im szybciej rozpoczniemy transformację energetyczną, tym więcej zaoszczędzimy.

Patryk Demski z Tauronu podkreślił, że przyspieszenie transformacji energetycznej wymaga technologii. – Powinniśmy również stawiać na innowacyjne rozwiązania w dziedzinie przechowywania energii, takie jak baterie litowo-jonowe czy wodorowe. Te technologie mają już swoje zastosowania, ale wciąż potrzebują dalszego rozwoju, aby były bardziej efektywne i tańsze. Ważne jest również, abyśmy przestali subsydiować węgiel i inne źródła nieodnawialne, które generują negatywny wpływ na środowisko i zdrowie ludzi. Powinniśmy zainwestować w odnawialne źródła energii, takie jak wiatr, słońce czy biomasa, które są nie tylko ekologiczne, ale także coraz bardziej konkurencyjne cenowo.

– Zgadzam się z Panem, że nie możemy dłużej ignorować potrzeby transformacji energetycznej i musimy działać szybko i konsekwentnie. Musimy zacząć myśleć o redundancji i dywersyfikacji naszych źródeł energii, aby uniknąć zależności od jednego dostawcy. To będzie kosztować, ale jest to cena, którą musimy zapłacić, aby zapewnić nasze bezpieczeństwo energetyczne i chronić środowisko. Również w Polsce powinniśmy bardziej stawiać na rozwój OZE i innowacyjnych technologii, aby zwiększyć naszą niezależność energetyczną i przyczynić się do walki ze zmianami klimatu – dodał Piotr Sabat z PKN Orlen.

Energia i geopolityka to dwie kwestie, które stanowią wyzwanie dla krajów europejskich. Proces derusyfikacji, czyli pozbywania się rosyjskich surowców energetycznych, i dekarbonizacja to obecnie toczące się procesy. Kamil Wyszkowski z Global Network twierdzi, że Europa na to stać, ponieważ większość państw europejskich jest rozwinięta. Jednakże, potrzebna jest globalna strategia transformacji energetycznej. Europa powinna ustabilizować około 12-15% energii z offshore’u, ponieważ im więcej jest zielonej energii z OZE, z elektrowni wodnych, z offshore’u, tym łatwiej będzie o derusyfikację. Warto zauważyć, że w wyniku konfliktów na świecie, m.in. na Ukrainie, ceny energii rosną. Model energetyki scentralizowanej jest łatwy do zaatakowania, a rozwiązaniem jest rozproszenie systemu energetycznego. W Polsce przed II wojną światową działało około 4 tys. małych elektrowni wodnych, które zostały zlikwidowane w czasach komunizmu. Konieczne są stosowne zmiany prawne, aby wrócić do wytwórczości energii prywatnej.

Z kolei Jakub Wiech pyta, czy USA będą współpracować przy europejskiej transformacji energetycznej. Robert Rudich z ambasady Stanów Zjednoczonych odpowiedział, że bezpieczeństwo energetyczne to bezpieczeństwo międzynarodowe i nie musimy iść na kompromis. Stany Zjednoczone stopniowo zastępują Rosję w dostarczaniu źródeł energii, a Europa jest obecnie największym odbiorcą dostaw gazu z Ameryki. Celem długodystansowym nie jest zastąpienie gazu z Rosji, ale bezpieczna transformacja energetyczna. W tej dziedzinie USA dostarczają na rynek tanie rozwiązania technologiczne, dzięki którym zmniejsza się emisja szkodliwych gazów, aby mogli z nich korzystać wszyscy nasi sojusznicy. Obecna infrastruktura może być niewystarczająca do realizacji procesu transformacji energetycznej, ale USA chętnie pomogą w procesie tworzenia nowego systemu energetycznego w Europie. Obecnie bezpieczeństwo finansowe przedsięwzięcia zapewniają instytucje Unii Europejskiej oraz międzynarodowe korporacje, a w przyszłości USA zainwestują 4 miliardy dolarów w transformację rynku energetycznego.

Podsumowując, dyskusja na temat ekonomii nowej energii pokazała, że transformacja energetyczna jest nieunikniona i konieczna, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski i Europy oraz przyczynić się do walki ze zmianami klimatu. Jednocześnie wiąże się to z wysokimi kosztami, ale jest to cena, którą musimy zapłacić, aby uniknąć powtórzenia scenariusza wojny na Ukrainie. Właściwe zarządzanie finansami i inwestowanie w innowacyjne technologie mogą pomóc w ograniczeniu kosztów transformacji i przyspieszeniu procesu. Jednocześnie ważne jest, aby politycy i przedsiębiorcy zrozumieli potrzebę działań na rzecz transformacji energetycznej i podjęli odpowiednie kroki w celu jej przyspieszenia.

Unia Europejska chce wydać na walkę z cyberatakami ponad miliard Euro. Polska znów celem białoruskich hakerów

  • Komisja Europejska ogłosiła plan o wartości 1,1 miliarda euro (1,2 miliarda dolarów) mający na celu przeciwdziałanie rosnącym zagrożeniom dla cyberbezpieczeństwa
  • Plan ogłoszono w czasie, gdy białoruska grupa Ghostwriter zaatakowała polski MON.
  • W ramach kampanii hakerzy, których eksperci ds. cyberbezpieczeństwa określają również jako UNC1151, wysyłali obywatelom Polski fałszywe wiadomości o potencjalnej rekrutacji do litewsko-polsko-ukraińskiej brygady, wielonarodowej armii skupiającej się na prowadzeniu operacji pokojowych i humanitarnych

Komisja Europejska ogłosiła (19.04.23) plan o wartości 1,1 miliarda euro (1,2 miliarda dolarów) mający na celu przeciwdziałanie rosnącym zagrożeniom dla cyberbezpieczeństwa, podkreślając rosnące obawy związane z serią głośnych incydentów hakerskich. Plan ogłoszono w czasie, gdy białoruska grupa Ghostwriter zaatakowała polski MON.

Rosnące wykorzystanie cyberwojny w konflikcie zbrojnym między Rosją a Ukrainą wywołało ostrą reakcję władz UE. – Akt o cybersolidarności UE wzmocni solidarność na poziomie Unii, aby lepiej wykrywać, przygotowywać się i reagować na incydenty związane z cyberbezpieczeństwem na dużą skalę, tworząc europejską tarczę bezpieczeństwa cybernetycznego i kompleksowy mechanizm cyberbezpieczeństwa – głosi komunikat organu wykonawczego UE.

To kolejny krok Unii Europejskiej stanowiący odpowiedź na rosnącą liczbę cyberataków dokonywanych przez grupy haktywistów na państwa Europy Wschodniej. Wczoraj polskie Ministerstwo Obrony Narodowej wydało ostrzeżenie o kampanii dezinformacyjnej prwadzonej przez białoruską grupę hakerską o nazwie Ghostwriter.

W ramach kampanii hakerzy, których eksperci ds. cyberbezpieczeństwa określają również jako UNC1151, wysyłali obywatelom Polski fałszywe wiadomości o potencjalnej rekrutacji do litewsko-polsko-ukraińskiej brygady, wielonarodowej armii skupiającej się na prowadzeniu operacji pokojowych i humanitarnych. Hakerzy fałszywie twierdzili, że brygada weźmie udział w operacjach wojskowych na Ukrainie.

Kampania propagandowa została wykryta 18 kwietnia, dzień po rozpoczęciu obowiązkowej kwalifikacji wojskowej w Polsce, która ocenia umiejętności i zdolności niektórych obywateli polskich, którzy mogą potencjalnie wstąpić do wojska.

Polskie władze szybko przystąpiły do obalenia kampanii dezinformacyjnej. Jak poinformowały polskie władze, hakerzy rozpowszechniali sfabrykowane wiadomości za pośrednictwem wiadomości SMS, kanałów Telegram i poczty e-mail, korzystając z nowo zarejestrowanej domeny mon-gov[.]com. Nie jest jasne, ile osób otrzymało te wiadomości. Polskie służby cyberbezpieczeństwa ostrzegają, że kampania prawdopodobnie będzie kontynuowana.

– W ciągu ostatnich 16-18 miesięcy obserwujemy gwałtowny wzrost liczby powiązanych z państwem grup haktywistycznych, z których wiele popiera narrację rosyjską lub irańską. Dostęp do tych grup to nowe potencjalne narzędzie w rękach rządów, które mogą prowadzić agresywne operacje w cyberprzestrzeni, ale bez konieczności brania za nie bezpośredniej odpowiedzialności – mówi Sergey Shykevich, ekspert Check Point Research.

– Z rosyjskiej perspektywy widzimy grupy takie jak Killnet, Noname057(16), Anonymous Russia i inne, które agresywnie atakują różne organizacje w UE i Ameryce Północnej, w tym strony internetowe dotyczące infrastruktury krytycznej, takiej jak usługi użyteczności publicznej, lotniska, opieka zdrowotna i inne. Wszystko to powoduje zamieszanie informacyjne i pozwala Rosji osiągnąć swoje cele w wojnie informacyjnej przeciwko Zachodowi – dodaje ekspert.

Kampania jest ostatnią z serii operacji dezinformacyjnych prowadzonych przez hakerów związanych z Rosją i Białorusią. Polskie władze państwowe twierdzą, że ich celem jest destabilizacja sytuacji w kraju.

– Chociaż prawie wszystkie obecne ataki tych grup koncentrują się na atakach DDoS skierowanych przeciwko publicznie dostępnym witrynom internetowym, w ciągu ostatniego miesiąca obserwujemy próby przejścia w kierunku operacji hakerskich i wycieków oraz wykorzystania programów wykradających informacje i innych rodzin złośliwego oprogramowania – przyznaje Sergey Shykevich z Check Point Research.

Grupa Würth ogłasza Wezwanie na akcje TIM

Zapisy na sprzedaż akcji przyjmowane będą od 26 kwietnia do 4 lipca 2023 r.

Grupa Würth zamierza przejąć TIM S.A. („Spółka”), największego dystrybutora artykułów elektrotechnicznych w Polsce, składając akcjonariuszom Spółki dobrowolną ofertę przejęcia („Wezwanie”).

  • FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, należącą do Grupy Würth, bezpośrednio ogłosiła Wezwanie („Wzywający”)
  • Celem Wzywającego jest osiągnięcie 100% głosów na WZA oraz wycofanie Spółki z giełdy.
  • Główni akcjonariusze i kluczowi menadżerowie TIM S.A., w tym m.in. prezes zarządu Spółki Krzysztof Folta oraz przewodniczący RN Krzysztof Wieczorkowski, podpisali już umowy, na mocy których zobowiązują się do sprzedaży swoich akcji w ramach Wezwania.
  • Cena akcji w Wezwaniu wyniesie 50,69 zł, a zapisy na sprzedaż akcji przyjmowane będą od 26 kwietnia do 4 lipca 2023 r.
    • Cena akcji w Wezwaniu zawiera premię w wysokości odpowiednio 34,1%, 51,7% i 67,0% w stosunku do ostatniej ceny zamknięcia akcji Spółki poprzedzającej dzień ogłoszenia intencji Wezwania (24.03.2023), 3-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem oraz 6-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem akcji Spółki poprzedzającej ten dzień.
    • Cena akcji w Wezwaniu zawiera również premię w wysokości 93,8% w stosunku do ostatniego kursu zamknięcia przed ogłoszeniem przez Spółkę przeglądu opcji strategicznych w dniu 22 sierpnia 2022 r.

Wezwanie na akcje TIM S.A. jest wynikiem przeglądu opcji strategicznych, który rozpoczął się pod koniec sierpnia zeszłego roku. Po przeanalizowaniu różnych możliwości i kierunków rozwoju, zarząd TIM S.A. doszedł do wniosku, że partnerstwo z Grupą Würth jest najlepszą opcją, która maksymalizuje wartość dla interesariuszy TIM S.A.

– Dołączenie do Grupy Würth otworzy nowe perspektywy rozwoju naszego biznesu. Przed nami możliwość skorzystania z bezcennego doświadczenia oraz wsparcia ze strony globalnego podmiotu o ugruntowanej i silnej pozycji rynkowej. Traktujemy to jako niewątpliwy sukces i docenienie ponad 35 lat dotychczasowej obecności na rynku, w trakcie których zaczęliśmy od tradycyjnego handlu, by po ćwierćwieczu zastąpić go nowoczesną technologią e-commerce. Pragnę również podkreślić, że ustalone warunki transakcji są bardzo korzystne dla naszych dotychczasowych akcjonariuszy. To wyjątkowy moment w 25-letniej historii TIM S.A. na GPW, który podkreśla ogromne osiągnięcia naszej spółki. Chciałbym gorąco podziękować wszystkim akcjonariuszom, którzy przez te lata darzyli nas zaufaniem i wierzyli w wartość TIM S.A. – mówi Krzysztof Folta, prezes zarządu TIM S.A.

Od dłuższego czasu przyglądaliśmy się TIM S.A., jesteśmy pod wrażeniem ich dynamicznego rozwoju, silnych kompetencji w zakresie e-commerce, a także spójnych wartości, które utożsamiamy z Grupą Würth. Jesteśmy przekonani, że nasze wspólne siły pozwolą TIM S.A. na dalszy rozwój, a my z radością będziemy wspierać tę współpracę, wspólnie dążąc do osiągnięcia ambitnych celów. Nasza oferta zawiera znaczącą premię od ceny akcji i jest tym samym bardzo atrakcyjna dla akcjonariuszy TIM S.A. Odzwierciedla ona potencjał, jaki widzimy w TIM S.A. po wejściu w skład Grupy Würth – komentuje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową materiałów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

Po udanym Wezwaniu, Spółka stanie się integralną częścią jednostki biznesowej Electrical Wholesale Grupy Würth i będzie nadal działała samodzielnie pod kierownictwem obecnego zespołu zarządzającego. Dzięki temu TIM S.A. będzie mógł kontynuować swoją dotychczasową strategię, korzystając jednocześnie z nowych możliwości rozwoju wynikających ze współpracy z globalnym partnerem, jakim jest Grupa Würth.

Najwięksi akcjonariusze i kluczowi menedżerowie Spółki, reprezentujący łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym i ogólnej liczby głosów w TIM S.A., podpisali umowy ze spółką FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH. Zgodnie z tymi umowami Krzysztof Folta (prezes Zarządu i założyciel TIM S.A.), Krzysztof Wieczorkowski (przewodniczący Rady nadzorczej TIM S.A.), Piotr Tokarczuk (CFO TIM S.A.), Piotr Nosal (CCO TIM S.A.), Maciej Posadzy (prezes Zarządu 3LP S.A.), Ewa Folta oraz Jan Walulik zobowiązani są do złożenia zapisów na sprzedaż akcji w ramach Wezwania po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję. Jednocześnie postanowiono, że składy zarządów TIM S.A. i 3LP S.A. pozostaną bez zmian, kontynuując realizację swoich dotychczasowych strategii, ale w ramach i przy wsparciu Grupy Würth.

Jeżeli w wyniku Wezwania zostanie osiągnięty próg co najmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykup akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych TIM S.A. Następnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, Wzywający zamierza wycofać Spółkę z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Zapisy do sprzedaży akcji w ramach Wezwania przyjmowane będą od 26 kwietnia do 4 lipca 2023 r. Dyspozycje sprzedaży akcji w Wezwaniu należy złożyć w swoim biurze maklerskim. Szczegóły dotyczące Wezwania znajdują się pod adresem https://wezwanie-tim.pl.

mBank S.A. i mInvestment Banking S.A. pełnią role doradców M&A i finansowych dla TIM S.A., natomiast DLA Piper doradcy prawnego.

Doradcami Grupy Würth są BNP Paribas, który pełni rolę wyłącznego doradcy M&A i finansowego, Domański Zakrzewski Palinka sp.k., która pełni rolę doradcy prawnego, EY odpowiedzialny był za finansowe i podatkowe due diligence, a Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę brokera pośredniczącego oraz doradcy transakcyjnego w Wezwaniu dla Grupy Würth.

Gdzie zaczyna się ocena pracodawcy? Już na job boardach – na podstawie przypadku Aplikuj.pl

Jeśli chcesz znaleźć dobrego pracownika, pokaż mi swoje ogłoszenie, a powiem Ci, czy jest szansa na sukces. Jednakże istnieje mnóstwo istotnych czynników i elementów, które kandydat bierze pod uwagę. Przykładowo, wygląd samego serwisu i ogłoszenia, intuicyjność procesu aplikowania, a także to, czy informacje na temat pracy i pracodawcy są wyczerpujące. Szczególnie te ostatnie elementy są kluczowe dla poprawy konwersji. Twórcy portalu Aplikuj.pl, z ponad milionem unikalnych użytkowników miesięcznie, twierdzą, że kandydaci zaczynają ocenę swojego potencjalnego pracodawcy od przejrzenia ogłoszenia, a od tej pierwszej oceny zależy właśnie tak wiele.

Zbuduj pozytywny odbiór firmy na etapie job boardów

Współcześnie portale pracy oraz popularne job boardy, w tym także Aplikuj.pl, są jednymi z najważniejszych narzędzi employer brandingowych w rękach pracodawców. Ich skuteczne wykorzystanie może z kolei prowadzić przede wszystkim do obniżenia kosztów pozyskania nowych pracowników. Decyzja kandydatów o przystąpieniu do rekrutacji opiera się nie tylko na faktach, ale również na przeżywanych emocjach i odniesionych wrażeniach. Dlatego też portale pracy od lat wspierają firmy w budowaniu pozytywnego doświadczenia za pomocą udostępniania na platformach takich funkcji, jak:

  •     rozbudowane profile pracodawców,
  •     spersonalizowane graficznie ogłoszenia,
  •     wbudowane funkcje ATS ułatwiające komunikację z kandydatem.

Aplikuj.pl to jeden z największych serwisów z dziesiątkami tysięcy ofert pracy z różnych branż w Polsce. Użytkownicy odwiedzający tę platformę mogą znaleźć aktualne ogłoszenia, jedną z największych baz porad dla pracowników i pracodawców oraz nowoczesne narzędzia, które ułatwiają poruszanie się po współczesnym rynku pracy.

Serwis jest wyposażony w wiele funkcji, które zwiększają efektywność publikacji ofert pracy, w tym mocną integrację i promocję w mediach społecznościowych. Dodatkowo wspiera firmy w employer brandingu, a kandydatom dostarcza rozbudowane i obiektywne informacje o każdym pracodawcy korzystającym z usług portalu. Czy jednak to wszystko, co serwis ogłoszeniowy może zaoferować? Jak zadbać o kandydata, aby czuł się dobrze już od pierwszego kontaktu z firmą?

zbuduj pozytywny odbior firmy na etapie job boardow

Dobre wrażenie idzie w parze z lepszą konwersją

W rekrutacji chodzi przede wszystkim o ludzi i relacje, ale koszty i złożoność procesu powodują, że mierzymy wiele wskaźników, w tym koszty pozyskania CV, retencję pracowników, wskaźnik zatrudnienia wewnętrznego, czy jakość rekrutacji. Profesjonalni rekruterzy zawsze uwzględniają średni koszt skutecznej rekrutacji i źródło pozyskania kandydatów. Eksperci skupiają się także na wskaźnikach związanych z zadowoleniem kandydatów z procesu rekrutacji. 

„W okresie ostatnich 12 miesięcy naszym największym wyzwaniem było zwiększenie efektywności publikacji ogłoszenia, a to nie jest takie proste” – mówi Witold Królczyk – COO Aplikuj.pl i dodaje: „Co kilka miesięcy prosimy naszych klientów o kalkulację tych wartości w odniesieniu do rekrutacji prowadzonych przy pomocy innych portali i dzięki wprowadzonym zmianom efektywność znacznie się poprawiła, dzięki czemu stajemy się konkurencyjni na rynku”. 

„Na naszych stronach dostępnych jest ponad 30 000 ogłoszeń. Dzięki temu kandydat ma w czym wybierać. Ale tylko część z nich to ogłoszenia „komercyjne” i właśnie te mają najlepszą ekspozycję i efektywność. Są sugerowane zainteresowanym kandydatom, promowane w newsletterach oraz w social mediach i wyróżniane u partnerów. To powoduje, że skuteczność ogłoszeń w Aplikuj.pl (liczona jako średnia liczba przesłanych CV) wzrosła o ponad 30% w ciągu ostatnich 6 miesięcy” – mówi Witold Królczyk, Aplikuj.pl.

„Jesteś pracodawcą? Zdecydowanie najbardziej efektywne i atrakcyjne są u nas oferty „no limit z promocją marki”. Nasi klienci otrzymują dedykowany profil pracodawcy, indywidualną szatę graficzną i mogą publikować oferty, schodząc nawet do ceny rzędu kilkunastu złotych za jedno ogłoszenie. Przy tym zapewniamy klientowi promocję w social mediach na zapytania brandowe i sporą ekspozycję na stronach serwisu” – mówi Izabela Foltyn z Aplikuj.pl.

Z powodzeniem można połączyć wysoką skuteczność rekrutacji z dobrym wrażeniem kandydatów, jednakże wymaga to ogromnego nakładu pracy ze strony rekrutera oraz platformy z ofertami pracy. Czego unikać w kontakcie z kandydatami? Poniżej przedstawimy największe „grzechy”, których powinni unikać rekruterzy oraz serwisy z ogłoszeniami.

Problem/trudność Rola rekrutera Rola portalu ogłoszeniowego (na przykładzie Aplikuj.pl)
Brak informacji o wynagrodzeniu: Kandydaci chcą wiedzieć, jakie wynagrodzenie oferuje firma na danym stanowisku. Brak tych informacji znacząco wpływa na decyzję o złożeniu aplikacji i może zniechęcić z korzystania z danego serwisu. Ostateczna decyzja należy do rekrutera i zwykle jest zgodna z ogólną polityką firmy. Serwis może promować oferty z “widełkami”.
Złożone procesy rejestracji: Niektóre serwisy wymagają zbyt złożonych procesów rejestracji, które mogą być frustrujące dla kandydatów i utrudniać im aplikowanie na stanowiska. Szczególnie na urządzeniach mobilnych.

 

Zdarza się, że rekruterzy budują zbyt skomplikowane formularze rejestracyjne. To serwis ogłoszeniowy kieruje pierwszymi krokami kandydata i musi być zoptymalizowany pod wszelkie urządzenia.
Ograniczone informacje o firmie: Kandydaci chcą wiedzieć więcej o firmie, w której będą pracować jeszcze przed złożeniem aplikacji. Brak takich informacji lub ich niedostateczna ilość może zniechęcić kandydatów. Niektóre informacje mogą być udostępnione tylko przez rekrutera. Portal może publikować wiele informacji na podstawie źródeł zewnętrznych i historii publikacji.
Brak odpowiedzi na aplikację. To może sprawić, że kandydaci tracą zaufanie do danego serwisu lub firmy. Rekruter powinien pamiętać o podziękowaniu za udział w procesie. Serwisy ogłoszeniowe mają często wbudowany system ATS, który ułatwia proces szybkiej odpowiedzi (także negatywnej).
Powtarzające się oferty pracy lub źle podpowiedziane oferty pracy. Kandydaci mogą czuć się zirytowani, gdy otrzymują wyniki nieaktualne lub niepasujące do ich oczekiwań. Niestety wiele serwisów tak robi. Nie ma wpływu. To serwis decyduje co pokazuje kandydatowi i powinien starać się o odpowiednią bazę ogłoszeń oraz rozwijać technologicznie wyszukiwarkę.

Wszystko o pracodawcy w jednym miejscu?

Kandydaci na rynku pracy coraz częściej oczekują, że portale ogłoszeniowe dostarczą im kompleksowych informacji o miejscu, do którego składają aplikację v kulturze organizacyjnej, misji, warunkach pracy. Większość z nich szuka informacji w Internecie, zwłaszcza że nie wszyscy rekruterzy uzupełniają tę konkretną część ogłoszenia. Aplikuj.pl wychodzi na przeciw potrzebom kandydatów, oferując w oparciu na źródłach zewnętrznych, pracy redaktorów oraz AI kompletne informacje o pracodawcy, takie jak: 

  •     statystyki zawodów / stanowisk, jakie poszukuje firma,
  •     benefity jakie oferuje najczęściej firma (na podstawie historii ogłoszeń),
  •     linki do strony i social mediów firmy,
  •     mapy do siedziby i oddziałów,
  •     dynamikę publikacji ogłoszeń i ich popularności,
  •     dane z KRS, GUS, CEIDG,
  •     opinie z Google,
  •     archiwalne ogłoszenia.

Firmy, które mają rozbudowane (płatne) profile w Aplikuj.pl mogą do tego dodać galerię zdjęć, filmy, opinie i inne sekcje. 

Technologie i narzędzia pomocne kandydatom

Kandydaci nie zwracają uwagi jedynie na popularność i efektywność serwisu, ale przede wszystkim na to, czy otrzymają spersonalizowaną ofertę pracy z pełnymi informacjami o pracodawcy oraz czy proces aplikowania jest prosty, a także intuicyjny. Aplikuj.pl zaktualizował ostatnio swoją platformę, wprowadzając nowe rozwiazania.

  1. Intuicyjna wyszukiwarka, która proponuje ogłoszenia pasujące do zapytania. To rozwiązanie, które jest wspomagane zaawansowanym autorskim mechanizmem i słownikiem zawodów i obszarów zawodowych.
  2. Profil kandydata – w tym miejscu można bezpiecznie zarządzać własnymi danymi, powiadomieniami oraz przeglądać historię aplikowań.
  3. Kreator CV (wzory do wyboru) – czyli możliwość tworzenia plików PDF na podstawie danych wpisanych w profilu.
  4. Setki wskazówek dotyczących samego procesu rekrutowania oraz pracy. Porady są regularnie aktualizowane.
  5. Narzędzia do komunikacji z rekruterem (także video) wywoływane z poziomu ATS oraz kalkulator wynagrodzeń.
  6. Co najważniejsze, szybki proces składania aplikacji i kontaktu z rekruterem, wygodny także na urządzeniach mobilnych.

Wykonanie większości wyżej wymienionych funkcji platformy było współfinansowane w ramach reakcji Unii na pandemię COVID-19 przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w Ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014–2020.

Należy pamiętać, że dla kandydata jakość procesu aplikowania jest równoznaczna z atrakcyjnością oferty i samego pracodawcy oraz jakością procesu składania aplikacji. Dlatego, dbanie o ten proces stanowi kluczowy element employer brandingu.

Publikację sfinansowano w ramach reakcji Unii na pandemię COVID-19. Wydatek współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w Ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014–2020.

dotacja ue

PSNPH: Sąd zasądził ponad 100 tys. zł dla Najemcy od Galerii Handlowej

Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) zwraca uwagę na przełomowy, prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego, przyznający najemcy ponad 100 tys. zł od galerii handlowych w związku z nieuczciwymi praktykami w obliczaniu kosztów wspólnych. To efekt korzystnego dla najemców wyroku Sądu Najwyższego z dnia 28.10.2022 r. (sygn. akt II CSKP 456/22), prowadzonego przez Kancelarię Henclewski Wyjatek. To pierwszy wyrok nakazujący zwrot Najemcy nienależnie pobranych opłat wspólnych przez Wynajmującego.

„Na podstawie komentowanego wyroku Sądu Najwyższego z 28.10.2022 r., Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 28 marca 2023 r. uznał, że Galeria dopuściła się czynu nieuczciwej konkurencji i faworyzowała w sposób rzeczowo nieuzasadniony jednych najemców, przerzucając ich koszty na pozostałych najemców w galerii. Doprowadziło to do sytuacji, w której część najemców płaciła koszty wspólne za siebie oraz za konkurencje. Ten sposób rozliczeń został przez Sąd Apelacyjny uznany za delikt i nakazał zwrot nienależnie pobranych kwot. Przypomnijmy, Sąd Najwyższy w wyżej wymienionym wyroku uznał, że rzeczowo nieuzasadnione faworyzowanie kluczowych najemców kosztem innych najemców jest czynem nieuczciwej konkurencji” – powiedział adwokat dr Tomasz Henclewski z kancelarii Henclewski&Wyjatek, który przed Sądem Najwyższym reprezentował najemcę, w opisywanej sprawie.

Najemcę w sprawie przed Sądem Najwyższym oraz Sądem Apelacyjnym w Warszawie z ramienia Kancelarii Henclewski Wyjatek prowadził adw. dr Tomasz Henclewski i adw. dr Karol Szadkowski.

„W najnowszym wyroku Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał Galerii zwrot Najemcy nieprawidłowo pobranych kosztów wspólnych w łącznej kwocie ponad 100 tys. złotych. To niezmiernie ważny, wręcz przełomowy wyrok – który pokazuje, że jest szansa dla najemców borykających się z nieuczciwymi praktykami w umowach najmu lub nieprawidłowymi rozliczeniami kosztów wspólnych. Najemcy spotykają się z tego typu działaniami od wielu lat. Od początku staliśmy na stanowisku, że wszelkie obniżki opłat, czy preferencyjne warunki jakie wynajmujący proponuje wybranym podmiotom, powinny być elementem wyłącznie jego planu biznesowego. Przenoszenie tego kosztu na innych najemców jest niezgodne z etyką biznesową, a także narusza prawo, jak potwierdził Sąd Najwyższy. Oczekujemy, że wynajmujący zastosują się do tego wyroku – wprowadzą zmiany w umowach z najemcami oraz w rozliczeniach z najemcami. Nieuczciwe praktyki w różnych obszarach są od lat stosowane przez wynajmujących. Właśnie dlatego zależy nam na prawidłowym rozłożeniu ryzyk każdej ze stron, zarówno w umowach, jak i stosunkach biznesowych” – mówi Katarzyna Marczuk, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).

Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym stwierdził, że nierówne traktowanie najemców w galerii handlowej jest czynem nieuczciwej konkurencji. A więc wynajmujący nie może pobierać od jednych najemców zawyżonych kosztów operacyjnych w związku ze zwolnieniem z takich opłat innych najemców. Sprawa dotyczyła kosztów wspólnych, które są co do zasady pokrywane proporcjonalnie przez wszystkich najemców. Jak się jednak okazuje niektóre podmioty otrzymywały specjalne obniżki, a pozostałe podmioty pokrywały więcej kosztów niż wynikałoby to z rachunku proporcjonalnego. Kosztów tych nie brał na siebie właściciel centrum handlowego. Teraz Sąd Najwyższy orzekł, że jest to czyn nieuczciwej konkurencji. Takie obniżki mogą być proponowane przez Wynajmującego – ale to sam wynajmujący musi wówczas pokryć różnicę, a nie żądać jej od innych najemców. Nie można przerzucać kosztów jednych najemców na innych.

Sąd Najwyższy stwierdził, że „Analizowany czyn nieuczciwej konkurencji związany z nierównym – bez należytego usprawiedliwienia tego zróżnicowania – traktowaniem kontrahentów wymaga określenia poziomu referencyjnego, poziomu „równego traktowania”. Ten zaś winien być poziomem tożsamym dla wszystkich kontrahentów”.

Liczba pojazdów o napędzie elektrycznym na świecie wzrosła do niemal 27 milionów

Liczba samochodów o napędzie elektrycznym wzrosła w 2022 r. na całym świecie do 26,8 miliona. Prognozy zakładają, że w 2023 roku ich sprzedaż wyniesie 14,3 miliona sztuk, a do 2030 roku obrót pojazdami BEV i PHEV będzie stanowić ponad połowę sprzedaży wszystkich nowych samochodów na świecie. Dostępność infrastruktury ładowania i koszt zakupu to wciąż największe bariery w rozwoju elektromobilności – wynika z najnowszego raportu EY i Eurelectric „Six essentials for mainstream EV adoption”.

W 2022 roku, sprzedano na świecie 10,5 mln pojazdów o napędzie elektrycznym (zasilanych bateriami (BEV) i hybryd plug-in (PHEV). To 13 proc. wszystkich nowych samochodów sprzedanych na całym świecie. Prognozy zakładają, że w 2023 r. całkowita sprzedaż aut z alternatywnym napędem wyniesie 14,3 miliona egzemplarzy.

Liczba samochodów o napędzie elektrycznym

Dynamiczny rozwój napędzany jest przez szereg czynników, między innymi, rosnącą liczbę gigafabryk baterii oraz instytucjonalne zachęty do zakupu pojazdów EV – mówi Jarosław Wajer, Partner EY, lider działu energetyki w Polsce oraz regionie CESA.

EY Mobility Lens przewiduje, że do 2030 roku obrót pojazdami BEV i PHEV będzie stanowić ponad połowę sprzedaży wszystkich samochodów na świecie. Nastąpi to trzy lata wcześniej niż dotąd zakładano. W Europie odsetek ten może sięgnąć nawet 74 proc., a już w 2027 roku może przewyższyć wolumen handlu pojazdami z innymi rodzajami napędu. Optymistyczne są również deklarowane przez konsumentów plany dotyczące zakupu samochodów elektrycznych. Ponad połowa z nich zamierza nabyć taki pojazd jako swój kolejny środek lokomocji, a 38 proc. wymienia troskę o środowisko jako główny powód takiego wyboru.

Dostępność infrastruktury ładowania drogą do sukcesu

Według raportu EY, największą przeszkodą w zakupie pojazdu elektrycznego w 2022 roku była słaba dostępność stacji ładowania. Wskazuje tak 34 proc. globalnych konsumentów. W Europie jest obecnie ponad 482 tysiące takich punktów. Za kilka lat potrzebnych będzie ich jednak ponad pięć milionów. Oznacza to, że aby sprostać oczekiwaniom użytkowników – każdego dnia – do końca obecnego roku powinno powstawać 13 tysięcy nowych publicznie dostępnych punktów ładowania. Według danych Komisji Europejskiej 71 proc. wszystkich publicznych punktów ładowania znajduje się w zaledwie pięciu europejskich krajach.

Od lat uważam, że w pierwszej kolejności należy skoncentrować się na zapewnieniu użytkownikom powszechnego dostępu do infrastruktury ładującej pojazdy elektryczne. To absolutnie niezbędny warunek, aby mogły one odnieść sukces na rynku masowego odbiorcy” – podsumowuje wnioski płynące z raportu Jarosław Wajer.

Dostępność infrastruktury ładowania

Do 2040 roku, na naszym kontynencie, 239 milionów użytkowników pojazdów o napędzie elektrycznym wymagać będzie dostępności do 140 milionów punktów służących do ładowania samochodów. 88 proc. z nich przeznaczonych będzie do „domowego” użytku. Do osiągnięcia tego celu trzeba będzie zainwestować około 350 miliardów euro w niezbędny sprzęt i instalacje. Dochodzi do tego koszt serwisu.

Wysoki koszt zakupu główną barierą

Producenci samochodów elektrycznych wytwarzają coraz więcej nowych aut w bardziej przystępnej cenie, jednak wysoki koszt nabycia samochodów z napędem elektrycznym wciąż stanowi główną przeszkodę w znaczącym zwiększeniu ich udziału w rynku sprzedaży. W Europie nie ma modeli w cenie poniżej 20 000 EUR. Warto podkreślić, że całkowity koszt takiego samochodu może być niższy niż pojazdu z napędem spalinowym dzięki niższym kosztom eksploatacji oraz możliwości otrzymania rządowych dotacji na ich zakup.

W moim przekonaniu, szczególnie w warunkach polskich, należy stworzyć system zachęt, w tym podatkowych, które zwiększyłyby popyt na zakup pojazdów o alternatywnym napędzie ograniczając tym samym w dłuższej perspektywie emisje CO2 oraz stymulując ich produkcję i powstawanie nowych miejsc pracy – mówi Michał Lesiuk, Partner EY, lider działu doradztwa dla sektora: produkcja przemysłowa i mobilność.

Zmiany na rynku pracy

Gwałtowny rozwój rynku pojazdów elektrycznych to ogromna zmiana na rynku produkcji samochodów. Stanowi ona zarówno zagrożenie dla tradycyjnego modelu produkcji samochodów oraz szansę na rozwijanie nowych przedsięwzięć biznesowych i tworzenie dodatkowych miejsc pracy w przemyśle motoryzacyjnym. Dla przykładu, jeśli do 2050 roku Europejczycy przestawią się wyłącznie na użytkowanie samochodów elektrycznych to powstanie ich ponad milion. Tylko sam przemysł produkcji baterii potrzebuje, do 2025 roku, 800 tysięcy wykwalifikowanych pracowników.

O badaniu
Badanie „Six essentials for mainstream EV adoption” przeprowadzono, po raz kolejny, we współpracy EY ze stowarzyszeniem branżowym Eurelectric na reprezentatywnej próbie liderów z branży pojazdów elektrycznych zrzeszonych w ramach tej organizacji. Składa się ona z 3,5 tysiąca firm, które zatrudniają prawie milion pracowników.

Fatamorgana dezinflacji, realne zyski PLN

Dobre wieści inflacyjne zza Odry, chociaż dziś tylko w kontekście cen producentów. Za istotniejsze w kontekście dezinflacyjnym można uznać spadki wyceny ropy. Złoty nie odpuszcza i ma ochotę na więcej.

Niemieckie PPI najniżej od prawie dwóch lat

Dzisiejszy kalendarz makro nie jest szczególnie przeładowany, ale warto zwrócić uwagę na dane opublikowane z samego rana przez niemiecki Destatis. Za naszą zachodnią granicą marcowa inflacja producencka w ujęciu rocznym wyniosła jedynie 7,5%. Określenie „jedynie” w tym przypadku wcale nie jest na wyrost, gdy weźmiemy pod uwagę, że jest to rezultat dwukrotnie niższy od poprzedniego (15,8%). W tym miejscu oczywiście warto pamiętać o efekcie bazy, czyli wysokich odczytach w analogicznych okresach poprzedniego roku. Mimo wszystko najnowszy wynik był o ponad 2% lepszy od oczekiwań (9,8%) i równocześnie najkorzystniejszy od maja 2021 roku. Dodatkowo zadowoleni powinni być fani pojęcia dezinflacji, ponieważ PPI w ujęciu miesięcznym spada po raz szósty z rzędu, tym razem o 2,6%, co znowu było rezultatem znacznie przekraczającym prognozy. Oznaki spowolnienia inflacji producenckiej w największej europejskiej gospodarce powinny cieszyć, ale można uznać za wątpliwe, że staną się one ważnym argumentem w dyskusji bankierów na najbliższym posiedzeniu EBC.

Obawy presją dla ropy

Pozostając w tematach dezinflacyjnych, do spadków powróciła wycena ropy. W czwartkowy poranek za jedną baryłkę typu Brent trzeba płacić już poniżej 82$, a za odmianę WTI mniej niż 78$. Od wczorajszej nocy zniżka sięga już prawie 4%. Tym samym widzimy najniższe notowania od początku miesiąca, kiedy OPEC+ ogłosił decyzję o ścięciu wydobycia surowca. Z jednej strony analitycy zwracają uwagę na silniejszego od kilku dni dolara na szerokim rynku, który jest negatywnie skorelowany z czarnym złotem. Z drugiej kwestia łącząca się z aprecjacją USD, czyli rosnące przekonanie rynku o jeszcze jednej podwyżce stóp procentowych w USA. Wyższy koszt pieniądza za oceanem przekłada się na większe obawy o recesję, a takowa niechybnie wiąże się z mniejszym zapotrzebowaniem na ropę. Dodatkowo ostatnie dane makro z Chin, choć można je było uznać za całkiem korzystne, nie wlały w serca inwestorów przekonania, że druga gospodarka globu będzie inicjatorem wystarczającego popytu dla utrzymania aktualnej wyceny surowca.

PLN w natarciu

Handel w czwartkowy poranek ponownie jest przychylny PLN, chociaż zyski nie są jeszcze znaczące. Na rynku walutowym ogólnie brakuje jeszcze przekonania do kierunku, czego potwierdzeniem jest kurs EUR/USD bliski poziomowi odniesienia, czyli 1,096$. Mimo wszystko warto zwrócić uwagę, że przed godz. 10 złoty jest jedyną walutą z koszyka regionalnego, która zyskuje do najważniejszych graczy. Kurs euro ma już niewielki dystans do 4,61 zł (najniższe wartości od czerwca zeszłego roku), a kurs dolara spogląda na 4,20 zł. Pytanie, jak długo uda się PLN utrzymać tak korzystny trend, który ostatnio niejednokrotnie nie przejmuje się nawet ogólnorynkowym sentymentem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – tygodniowe dane z rynku pracy.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

W 2022 r. w ręce cudzoziemców trafiło blisko 14,4 tys. mieszkań

Wojna w Ukrainie nie ostudziła zapału cudzoziemców do kupowania mieszkań w Polsce.

W 2022 r. w ręce cudzoziemców trafiło blisko 14,4 tys. mieszkań. Portal GetHome.pl ustalił, że najwięcej kupili ich obywatele Ukrainy. Coraz większą grupę cudzoziemców kupujących mieszkania w Polsce stanowią obywatele Białorusi.

Nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście czy Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE – przypomina ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Po najeździe Rosji na Ukrainę potężny napływ uchodźców z tego kraju był bardzo zauważalny, ale głównie na rynku najmu mieszkań. Natomiast jeszcze stosunkowo niewielu z nich zdecydowało się na zakup mieszkań. Oczywiście w porównaniu z rokiem 2021 liczba transakcji z udziałem Ukraińców gwałtownie wzrosła.

Ta tendencja utrzymuje się od aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. W kolejnych latach obywatele Ukrainy stali się największą grupą kupujących mieszkania z obcym paszportem – mówi Marek Wielgo.Sprawozdanie MSWiA-2022-transakcje-lokale

Ekspert portalu GetHome.pl przeanalizował najnowsze sprawozdanie MSWiA dotyczące aktywności cudzoziemców na naszym rynku nieruchomości. Jak podaje ten resort, w 2022 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły u nas 14359 mieszkań oraz 3083 lokale użytkowe. Tych pierwszych było aż o 35% więcej niż rok wcześniej! Przy czym w ręce obywateli Ukrainy trafiło na zasadach ogólnych, czyli bez zezwolenia ministra spraw wewnętrznych i administracji blisko 6,2 tys. mieszkań, czyli o 40% więcej niż rok wcześniej. A na podstawie zezwoleń dodatkowo 194 mieszkania i lokale użytkowe.

Pod względem metrażu Ukraińcy kupili więcej mieszkań, niż łącznie obywatele kolejnych 20 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii. Po 2014 r. udział obywateli Ukrainy w transakcjach mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców wzrósł z 13% do 43%.Sprawozdanie MSWiA-2022-powierzchnia mieszkań

Warto pamiętać jednak, że wciąż jest to kropla w morzu wszystkich rynkowych transakcji w naszym kraju. Według GUS, w 2021 było ich blisko 245 tys., w tym na rynku pierwotnym – ok. 101 tys. (dane za 2022 r. poznamy dopiero pod koniec roku).

Potrzeba więcej czasu zanim znacznie więcej ukraińskich rodzin, które zostaną u nas na dłużej, będzie sobie mogło pozwolić na zakup mieszkania. Tym bardziej, że wiąże się to z ogromnym wydatkiem, a oprocentowanie kredytów jest wciąż wysokie – komentuje Marek Wielgo.

Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że nad Wisłą coraz lepiej czują się także nasi białoruscy sąsiedzi. MSWiA podało, że w ubiegłym roku kupili u nas 1336 mieszkań bez konieczności ubiegania się o zezwolenie. W porównaniu z 2021 r. oznacza to wzrost aż o 83%!Sprawozdanie MSWiA-2022-sąsiedzi ze wschodu

Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w 2022 r. – głównie w największych miastach – blisko 8 tys. mieszkań o łącznej powierzchni ok. 420 tys. kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 10 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie 4,2 mld zł.Sprawozdanie MSWiA-2022-transakcje-miasta

Raport MSWiA pokazał też rosnącą aktywność na rynku mieszkaniowym obywateli Indii. Zaczęli oni kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od pięciu lat robią to coraz śmielej, np. w 2022 r. kupili mieszkania o łącznej powierzchni 9,8 tys. m kw. W ten sposób awansowali do pierwszej dziesiątki krajów, których obywatele kupują ich najwięcej.  Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu.

Autor: GetHome.pl

Dzień 420: Zyski z legalnej marihuany puszczone z dymem

20 kwietnia przypada “Dzień 420” – nieoficjalne święto wszystkich dążących do legalizacji marihuany dla celów medycznych i rekreacyjnych. Jednak osoby, które zainwestowały w akcje związane z rynkiem marihuany, nie mają wielu powodów do świętowania. Wszystko przez ogromne oczekiwania wobec branży, których nie udało się do tej pory zrealizować.

W Polsce od kilku lat istnieje możliwość korzystania z medycznej marihuany. Jednak temat legalizacji rekreacyjnego jej zażywania nadal pozostaje poza głównym nurtem publicznych dyskusji. W USA i Europie Zachodniej jest jednak inaczej. W Stanach Zjednoczonych badania opinii publicznej, jak i nastawianie części polityków, jest przychylne legalizacji marihuany na poziomie federalnym. Zanim to się stanie, legalizację przeprowadzają poszczególne stany – w 38 legalna jest jej medyczna odmiana, a w 21 – rekreacyjna. Według statystyk, obecnie 16 proc. Amerykanów przyznaje się do korzystania z marihuany. Dla porównania, 11 proc. pali papierosy, a 45 proc. pije alkohol.

W Europie, punktem zwrotnym w myśleniu o marihuanie i biznesie z nią związanym będzie jej legalizacja w Niemczech. Realizacja tego postulatu to element umowy koalicyjnej między SPD, Zielonymi i FDP, stanowiącej podstawę działań rządu Olafa Scholza. Legalizacja była priorytetem rządu, jednak prace nad nią zwolniły pod wpływem pandemii i wojny. W zeszłym tygodniu, niemieckie władze przedstawiły projekt rozwiązań, które jednak mają charakter ograniczony wobec pierwotnych planów. Niemiecki rząd obawia się bowiem, że dalej idące rozwiązania mogłyby spotkać się ze sprzeciwem Unii Europejskiej lub być niezgodne z prawem międzynarodowym. Obecna propozycja zakłada możliwość posiadania do 25g marihuany na własny użytek, a także możliwość uprawy marihuany na własne potrzeby; samodzielnie lub w formie przeznaczonych do tego klubów. Te regulacje powinny wejść w życie w Niemczech po ich uchwaleniu przez Bundestag do końca tego roku.

Proces legalizacji postępuje jednak wolniej, niż oczekiwałby tego przemysł związany z produkcją i dystrybucją legalnej marihuany. Te firmy ostatnio mają mniej powodów do świętowania – największy sektorowy fundusz ETF, Pure US Cannabis ETF (MSOS) o wartości 322 mln dolarów, w ciągu ostatnich dwóch lat stracił na wartości 87 proc., a 24 proc. tylko w tym roku. Jest to wynik gorszy od benchmarkowego amerykańskiego indeksu S&P 500 o 87 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat i 33 proc. w tym roku. Jednak sektor ten nadal jest obiecujący, bo wiele wskazuje, że procesu legalizacji marihuany na świecie nie da się już zatrzymać.

Notowane na giełdzie firmy z branży konopi indyjskich doświadczyły poważnych spadków z kilku powodów. Branża przeżyła rozczarowanie brakiem ruchu w kierunku federalnej dekryminalizacji marihuany w USA, prawdopodobnie największym rynku na świecie. Takie były oczekiwania względem Demokratycznego prezydenta i administracji. Tym bardziej, że w roku 2024 władza może przejść w ręce Republikanów.

Jednak nie możemy zapominać, że w długim terminie postawy pro-legalizacyjne stają się coraz powszechniejsze w USA i na świecie. Przykładem tego są obecne zmiany w Niemczech, które mogą wpłynąć na pojawienie się podobnych rozwiązań w innych częściach Europy.

Na razie jednak, firmy zajmujące się konopiami indyjskimi pozostają narażone na koszty wynikające ze skomplikowanej mozaiki przepisów stanowych i federalnych w USA, podczas gdy rozwój sektora jest ograniczony. Nie rośnie on tak szybko jak przewidywano jeszcze kilka lat temu. W tym kontekście warto wskazać, że największa giełdowa spółka spółka na rynku konopii (Curaleaf) ma kapitalizację wynoszącą 7,3 mld złotych, podczas gdy w branży alkoholowej, chiński Kweichow Moutai ma kapitalizację rynkową w wysokości 1,36 bln złotych. W branży tytoniowej, amerykański Philip Morris ma kapitalizację w wysokości 0,73 bln złotych.

Skąd się wziął Dzień 420?

W mediach społecznościowych i na całym świecie krąży wiele mitów na temat tego, jak powstał dzień 4/20, jednak większość z nich jest trudna do zweryfikowania. Najbardziej prawdopodobne jest, że 420 Day powstał w Kalifornii w latach 70-tych, kiedy to grupa nastolatków z San Rafael High School w hrabstwie Marian zbierała się by palić marihuanę o 4:20 każdego dnia. Liczba 420 stała się ich kodem dla marihuany, a następnie, termin 420 stał się synonimem narkotyku i był promowany przez zespoły takie jak The Grateful Dead.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Komentarz Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej w sprawie Lex Pilot

Polska Izba Komunikacji Elektronicznej, zrzeszająca operatorów i nadawców, z zadowoleniem przyjęła informacje przekazane przez stronę rządową o zamiarze wyłączenia z przepisów wprowadzających Prawo Komunikacji Elektronicznej zmian do ustawy o Radiu i Telewizji (tzw. Lex Pilot). O całkowite odrzucenie tych zapisów branża apelowała od momentu ich pojawienia się w ustawie.

Informację o tym, że przepisy wprowadzające Prawo Komunikacji Elektronicznej (PKE) będą dotyczyć wyłącznie rynku telekomunikacyjnego i nie będzie w nich części dotyczącej telewizji (tzw. Lex Pilot) przekazał minister Paweł Lewandowski, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na konferencji branżowej w Jachrance.

– Zapowiedź wycofania się strony rządowej z zapisów Lex Pilot oznacza, że rząd wsłuchał się w głos przedsiębiorców – wygrał wolny rynek i polscy widzowie. Wskazywaliśmy na wiele negatywnych konsekwencji dla nadawców, operatorów, mediów lokalnych, a także dla abonentów, którzy na skutek Lex Pilot musieliby płacić więcej za uboższą ofertę programową. Szkodliwe zapisy Lex Pilot nie tylko zepsułyby dziś jeden z najtańszych i najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie, ale też oznaczałyby konieczność poniesienia ogromnych nakładów na dostosowanie systemów, z których korzystaliby nieliczni. Liczymy na to, że dzięki tej decyzji parlament będzie mógł merytorycznie pracować nad szybkim przyjęciem ustawy PKE. – mówi Jerzy Straszewski, Prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej.

To nie koniec podwyżek stóp na „Wyspach”

Na rynku mamy duże uspokojenie i pewnego rodzaju wyczekiwanie na kolejny impuls. Indeks VIX – obrazujący nerwowość na amerykańskim rynku akcyjnym osiągnął najniższy poziom od listopada 2021 roku, co sugeruje, że obawy o stabilność sektora bankowego w USA prawdopodobnie na razie się skończyły. Z kolei implikowana zmienność kursu EUR/USD także jest bliska najniższych poziomów w tym roku. Wielka Brytania zaprezentowała zaskakująco wysokie dane inflacyjne. Funt zyskał na tej informacji umiarkowanie względem USD oraz nieco bardzie zdecydowanie w relacji do euro.

Rynek czeka na nowe „momentum”. To nie ulega wątpliwości. Konsekwencją tego jest stosunkowo nudny handel. Na rynku panuje niewielka zmienność co widoczne jest w wynikach głównych indeksów giełdowych. Uwaga rynku mogła nieco powrócić na tematy inflacyjne, ponieważ zaskakujące dana na ten temat podała Wielka Brytania. Dynamika wzrostu cen na „Wyspach” jest bardziej uporczywa niż oczekiwano. Udowodniła to wczorajsza publikacja. Ogólny wskaźnik pozostaje dwucyfrowy głównie z powodu wysokiej inflacji żywności. Po zaskakująco wysokim wzroście płac według raportu z rynku pracy z wtorku, dla rynków finansowych stało się jasne: Bank Anglii nie będzie w stanie wstrzymać podwyżek stóp, jak oczekiwano, ale będzie musiał podjąć dalsze kroki. Stopa końcowa na poziomie 5 proc. jest obecnie ponownie wyceniana, czyli na tych samych poziomach, co przed pojawieniem się obaw o kondycję sektora bankowego.

Funt szterling zdołał lekko zyskać ze względu na wzrost oczekiwań dotyczących dalszych podwyżek stóp. Do tej pory BoE rozważał wstrzymanie cyklu zacieśniania monetarnego pomimo wysokiej inflacji. Wczorajsza aprecjacja GBP wynika prawdopodobnie z tego, że rynek ponownie liczy na to, że Bank Anglii będzie kontynuował „walkę” z „drożyzną”. Inwestorzy najprawdopodobniej będą z tego powodu bacznie przyglądać się dzisiejszemu wystąpieniu członka Rady BoE Silvana Tenreyro, w nadziei na otrzymanie jakiegoś konkretnego „jastrzębiego” sygnału.

Z dzisiejszych „minutek” z posiedzenia marcowego EBC nie należy spodziewać się jakiegoś większego impulsu. O decyzji majowej w sprawie stóp procentowych (25 lub 50 bps) w dużej mierze może zadecydować wynik kwietniowej inflacji, którą poznamy 2 maja – na dwa dni przed posiedzeniem europejskiej instytucji.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Fiskus zwiększa liczbę kontroli. Eksperci: Będzie ich więcej, bo są potrzebne dodatkowe wpływy do budżetu

Wzrosła liczba kontroli podatkowych. Dane resortu pokazują 10-procentowy wzrost rdr. W ub.r. fiskus stwierdził nieprawidłowości na 3,2 mld zł.

Z danych resortu finansów wynika, że w minionym roku wszczęto o prawie 10% więcej kontroli podatkowych niż w 2021 roku. Najwięcej z nich rozpoczęto w woj. mazowieckim, dolnośląskim i małopolskim. Ponadto o blisko 15% wzrosła rdr. liczba takich działań, które zostały zakończone. Do tego 97% kontroli doprowadzonych do końca w ubiegłym roku wykazało nieprawidłowości. To wynik nieznacznie wyższy niż odnotowany rok wcześniej. Natomiast ostatnio ustalenia wyniosły ok. 3,2 mld zł, a w 2021 roku – ponad 3 mld zł. Eksperci komentujący te dane mówią, że podatnicy muszą być przygotowani na dalszy wzrost ilości tego typu kontroli. I dodają, że rządzący poszukują dodatkowych środków finansowych, bo tego wymaga sytuacja gospodarcza kraju.

Wzrost liczby kontroli

Według danych Ministerstwa Finansów, w 2022 roku zostało rozpoczętych nieco ponad 17 tys. kontroli podatkowych. To o 9,9% więcej niż w 2021 roku, kiedy takich działań zainicjowano przeszło 15,5 tys. Ostatnio najwięcej tego typu czynności zostało zapoczątkowanych w województwie mazowieckim – 2 934 (rok wcześniej ¬– 2 482), w woj. dolnośląskim – 1 987 (1 881), w woj. małopolskim – 1 800 (1 688), w woj. śląskim – 1 646 (1 418), a także w woj. wielkopolskim – 1 328 (1 387). Natomiast na końcu zestawiania widzimy województwo opolskie, woj. warmińsko-mazurskie, jak również woj. świętokrzyskie. W opinii doradcy podatkowego Ewy Flor z Kancelarii ATL Accounting & Payroll, głównym powodem wzrostu liczby kontroli mogą być zmiany w polityce podatkowej i tego typu działań prowadzonych przez resort. Może to być też wynikiem zwiększenia samych zasobów i efektywności organów podatkowych.

– Wzmożone kontrole podatkowe w 2022 roku można skomentować jednym, prostym stwierdzeniem – rządzący poszukują pieniędzy. A skąd indziej je pozyskać jak nie od podatników? Państwo mierzy się obecnie z popandemiczną rzeczywistością oraz trudną międzynarodową sytuacją gospodarczą, której odzwierciedleniem jest obecny poziom inflacji. Już te okoliczności świadczą o braku środków w budżecie państwa, który jest dodatkowo nadwyrężany rozdawaniem pieniędzy w ramach kolejnych programów rządowych – komentuje prof. Adam Mariański, prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC.

Do tego Ewa Flor dodaje, że wzrost liczby kontroli z dużym prawdopodobieństwem jest efektem wzrostu ryzyka podatkowego wśród podatników, zwłaszcza w związku z odmrożeniem gospodarki po pandemii. W 2022 roku przedsiębiorcy zwiększyli swoją aktywność gospodarczą, co mogło prowadzić do większej liczby błędów w rozliczeniach podatkowych. Dodatkowo swoją działalność „odmroziły” również organy kontrolne. Jak informuje Ministerstwo Finansów, podstawę do wszczęcia odpowiedniego rodzaju działań przez KAS stanowi analiza ryzyka, która determinuje to, jakie czynności będą prowadzone. Wyniki takiej analizy determinują też liczbę uruchamianych działań, w tym liczbę wszczynanych i prowadzonych kontroli podatkowych.

– Moim zdaniem, kontroli jest dużo i należy domniemywać, że wzrost ich liczby ma związek z funkcjonowaniem m.in. kas online, rozbudową systemu STIR czy obowiązkiem składania plików JPK oraz automatycznym przetwarzaniem danych z tych systemów. Organy bez trudu i bardzo szybko zauważają nawet drobne nieprawidłowości, jak np. kilkudniowe opóźnienie w zapłacie podatku czy omyłkowe niewykazanie faktury w rejestrze sprzedaży bądź zakupu – mówi Marek Niczyporuk, doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI.

Skuteczne działania urzędników

W ubiegłym roku zostało zakończonych ponad 18,1 tys. kontroli podatkowych. To o 14,8% więcej, kiedy było ich blisko 15,8 tys. – Takie zwiększenie liczby zakończonych kontroli może sugerować, że organy zwiększyły swoje wysiłki w walce z oszustwami podatkowymi. Może to też świadczyć o tym, że obecnie wykrywane nieprawidłowości dotyczą mniej skomplikowanych spraw, gdyż w takich przypadkach kontrole można przeprowadzić i zakończyć szybciej oraz robić ich więcej – uważa Ewa Flor.

W minionym roku najwięcej kontroli doprowadzono do końca w woj. mazowieckim – 3 113 (rok wcześniej – 2 487), w woj. dolnośląskim – 2 085 (1911), w woj. małopolskim – 1 906 (1 695), w woj. śląskim – 1 747 (1 505), a także w woj. wielkopolskim – 1 439 (1386). Najmniej kontroli zakończono w woj. warmińsko-mazurskim – 366 (w 2021 roku – 388). Wcześniej w zestawieniu widać woj. opolskie – 371 (366), jak również podlaskie – 524 (508).

– Zauważam przyspieszenie procedur kontrolnych. Obecnie potrafią trwać nawet kilka tygodni, a kiedyś było to wiele miesięcy. W momencie rozpoczęcia kontroli urzędnicy najczęściej już wiedzą, które transakcje należy sprawdzić. To istotna zmiana w stosunku do lat wcześniejszych. Wówczas znaczna część kontroli weryfikowała dokumenty przedsiębiorców, dopiero szukając nieprawidłowości. A o istnieniu tych ostatnich mogli się dowiedzieć np. z anonimowych donosów – analizuje doradca podatkowy Niczyporuk.

Spośród kontroli podatkowych zakończonych w 2022 roku, blisko 17,6 tys. wykazało nieprawidłowości (97,1%). Dla porównania, w 2021 roku było to ponad 15,2 tys. (96,6%). Według Marka Niczyporuka, te wskaźniki świadczą o wysokiej skuteczności mechanizmów typowania podmiotów do kontroli. Zdaniem eksperta, z pewnością presja na tzw. wyniki nie jest mała w organach skarbowych. Jednak trudno zakładać, że wśród kontrolujących dominuje podejście na zasadzie „musimy coś znaleźć”.

– Po otrzymaniu protokołu kończącego kontrolę, podatnik ma dwie możliwości. Pierwsza to skorygowanie nieprawidłowości, o których istnieniu poinformował go organ. Druga to walka o swoje racje. Jeśli choć część podatników wybierze pierwszą opcję i zapłaci podatek w innej wysokości niż pierwotnie deklarowana, stanowi to łatwy zastrzyk gotówki dla budżetu – dodaje prof. Mariański.

Miliardy na celowniku fiskusa

3,179 mld zł wyniosły ustalenia kontroli podatkowych zakończonych w 2022 roku. To o 5% więcej niż rok wcześniej, kiedy odnotowano 3,028 mld zł. W minionym roku największe ustalenia zostały stwierdzone w woj. mazowieckim – 1,215 mld zł (rok wcześniej – 1,394 mld zł), śląskim – 367,3 mln zł (338,5 mln zł), wielkopolskim – 282,1 mln zł (110 mln zł), łódzkim – 233,4 mln zł (138,5 mln zł), jak również dolnośląskim – 177,2 mln zł (220,3 mln zł). Z kolei na końcu rankingu widać woj. warmińsko-mazurskie – 19 mln zł (w 2021 roku – 54,8 mln zł), świętokrzyskie – 40,8 mln zł (39,4 mln zł), a także lubuskie – 45,7 mln (41,4 mln zł).

– Wpływy te, biorąc pod uwagę liczbę wszczynanych kontroli, mogłyby być większe. Na szczęście jednak znaczna część podatników decyduje się walczyć o swoje racje, co w wielu przypadkach prowadzi ich do zwycięstwa w sądach administracyjnych. Kontrole wszczynane są bardzo często w zakresie zobowiązań podatkowych za lata, których zbliżający się termin przedawnienia nie pozwala na wydanie decyzji w ciągu 5 lat od powstania obowiązku podatkowego. Prowadzi to do instrumentalnego wszczynania postępowań karnych skarbowych, które mają za zadanie jedynie wydłużyć czas na wydanie rozstrzygnięć przez urzędy skarbowe. Takie działania są niedopuszczalne – stwierdza prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Ministerstwo Finansów zwraca jednak uwagę na to, że wysokość ustaleń dokonanych w toku kontroli to czynnik, który nie jest wprost zależny od działań kontrolnych, lecz od skali i rozmiaru podejmowanych prób obejścia przepisów podatkowych przez kontrolowanych. Według Marka Niczyporuka, resort nadużywa stwierdzenia, że ogólna kwota tzw. przypisów zależy od skali i rozmiaru podejmowanych prób obejścia przepisów podatkowych przez kontrolowanych. Zdaniem eksperta, takie podejście świadczy o zarzucaniu wszystkim kontrolowanym celowego działania niezgodnie z prawem. A tak z pewnością nie jest.

– Zdecydowanie musimy przygotować się na dalszy wzrost ilości kontroli podatkowych prowadzonych przez urzędy skarbowe. Sytuacja gospodarcza nie ulega poprawie, a wzrost wpływów z podatków to niestety największe źródło wpływów do budżetu. Będą one sprawniej prowadzone i szybciej kończone. Sprzyja temu stosowanie nowych narzędzi przez organy podatkowe, w jakie zostały wyposażone, aby ich działania były bardziej efektywne i skuteczne – twierdzi prof. Mariański.

Podobnego zdania są też inni eksperci. Jak przewiduje doradca podatkowy Ewa Flor, w najbliższych latach możemy spodziewać się częstszych kontroli, ze względu na liczne zmiany przepisów podatkowych, które miały miejsce zwłaszcza od początku ub.r. Niosą one ze sobą istotne ryzyko większej liczby nieprawidłowości w rozliczeniach. Podatnicy mają trudności w dostosowaniu się do nowych wymogów prawnych, co naturalnie może prowadzić do niedopatrzeń i błędów.

 

Deloitte: Do 2030 roku globalny popyt na wodór będzie trzykrotnie większy niż planowana produkcja

Dekarbonizacja światowej gospodarki, będąca jednym z celów Porozumienia Paryskiego, wymaga znalezienia czystych źródeł energii, umożliwiających jednocześnie zaspokojenie globalnych potrzeb energetycznych. Jedną z ważniejszych ról w tym procesie może odegrać wodór, wynika z raportu “Wodór. Paliwo przyszłości”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Zgodnie z szacunkami Unii Europejskiej do 2030 roku rozwój sektora produkcji tego paliwa przyczyni się do powstania 10 tys. miejsc pracy na każdy zainwestowany miliard euro. Realizacja ambitnych celów dotyczących produkcji wodoru nie będzie jednak możliwa bez wsparcia organów państwowych oraz samorządów.

Jednym z największych wyzwań związanych z transformacją energetyczną światowej gospodarki jest zapewnienie stabilnego źródła energii, które pozwoli ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Powszechna tendencja odchodzenia od paliw kopalnych sprawia, że na znaczeniu zyskuje czysty wodór, czyli taki, którego produkcja będzie powodować minimalną lub zerową emisję dwutlenku węgla. Według autorów raportu, wykorzystanie wodoru będzie szczególnie istotne dla skutecznej zmiany tych sektorów gospodarki, których dekarbonizacja poprzez bezpośrednią elektryfikację jest najtrudniejsza, a czasami wręcz niemożliwa. Chodzi tu o m.in. transport morski czy też procesy przemysłowe wymagające wysokich temperatur, takie jak hutnictwo stali.

– Według różnych szacunków około jedna trzecia energii zużytej do 2050 roku będzie pochodziła z nośników energii w formie cząsteczkowej, w szczególności z wodoru i jego pochodnych, w tym z paliw syntetycznych. Już teraz w niektórych sektorach, m.in. rafineryjnym, korzysta się z szarego wodoru, który jest produkowany z wykorzystaniem konwencjonalnych źródeł energii. Inwestycje w ten obszar są ważne chociażby dlatego, że jeśli wodór ma faktycznie stać się paliwem przyszłości, to emisyjność procesu produkcyjnego także powinna zostać znacząco ograniczona. Tym bardziej, że w najbliższych latach zapotrzebowanie na to paliwo będzie dynamicznie rosło – mówi Tomasz Gasiński, dyrektor, Sustainability Consulting Central Europe, Deloitte.

Podaż (do)goni popyt?

Zgromadzone w 2021 roku dane wskazują, że obecna światowa podaż wodoru wynosi około 90 milionów ton rocznie. Większość jest wykorzystywana do produkcji nawozów amonowych oraz w procesach rafineryjnych. Aż 99 proc. stanowi jednak wodór szary, mający negatywny wpływ na ostateczny bilans emisyjności procesu produkcyjnego. Zapowiedź zmiany stanowią zgromadzone za pośrednictwem narzędzia Deloitte Energy Transition Monitor informacje wskazujące na rozwój inwestycji procesu produkcji czystego wodoru.

Ogłoszone w okresie do sierpnia ubiegłego roku globalne projekty, bazujące na odnawialnych źródłach energii oraz procesie elektrolizy, mogą dostarczyć blisko połowę (44 miliony ton) obecnej podaży tego paliwa. Kolejne 9 milionów ton ma pochodzić z produkcji niebieskiego wodoru – wytwarzanego z użyciem paliw kopalnych, ale jednocześnie korzystającego z metod wychwytywania dwutlenku węgla. Choć wolumeny te są znaczące, to nie będą w stanie zaspokoić rosnącego zapotrzebowania na wodór w hutach stali, w transporcie morskim, czy też przy produkcji syntetycznych paliw lotniczych. Dodatkowym problemem z punktu widzenia realizacji celów klimatycznych może okazać się czas realizacji projektów: blisko połowa z nich nie weszła jeszcze w fazę planowania, a te znajdujące się na ostatecznym etapie decyzji inwestycyjnej stanowią niecały 1 proc. całości.

Wzrost liczby projektów związanych z produkcją wodoru może dawać powody do optymizmu, jednakże pamiętajmy, że zaspokojenie popytu prognozowanego na 2030 rok będzie wymagało aż trzykrotnego zwiększenia zapowiadanej obecnie produkcji. Każdy z tych projektów to wielomiliardowa inwestycja, wymagająca dobrego zrozumienia technologii, rynków zbytu i potrzebnej infrastruktury. Na przykład niektóre instalacje powstają w bezpośrednim otoczeniu parków przemysłowych, co z jednej strony pozwala zmniejszyć koszty transportu surowca, ale z drugiej może utrudniać dostęp do bardziej oddalonych rynków– mówi Michał Arament, dyrektor Strategii Energetycznej, Monitor Deloitte.

Zdaniem eksperta, warunkiem skutecznego przeprowadzenia zielonej transformacji jest także zaangażowanie ze strony regulatora, zarówno w formie subsydiów, jak i poprzez przyjęcie właściwej polityki przemysłowej. Inwestycje w ten obszar przyczynią się bowiem do powstania wielu miejsc pracy, mogących stanowić alternatywę dla osób pracujących obecnie przy wydobyciu paliw kopalnych.

Koszt i stabilność

Wyzwaniem dla rozwoju sektora produkcji czystego wodoru będzie konieczność uzyskania przewagi cenowej nad paliwami kopalnymi takimi jak gaz ziemny. Chociaż w ubiegłym roku ceny błękitnego surowca znacząco wzrosły, co przyczyniło się do wzrostu atrakcyjności czystego wodoru dla wielu odbiorców, to według autorów raportu Deloitte powrót do poziomu cen gazu z 2020 roku sprawi, że sytuacja może ulec zmianie. Rosnący koszt uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz inne podejmowane obecnie inicjatywy legislacyjne mają więc za zadanie stymulację zarówno podaży, jak i popytu na wodór.

W przypadku Unii Europejskiej projektami mającymi wpływ na atrakcyjność nowego źródła energii są regulująca stronę popytową dyrektywa w sprawie energii odnawialnej RED III,  graniczny podatek węglowy (CBAM) oraz przepisy dotyczące podaży dotacji do mechanizmu IPCEI. Celem rozwiązań prawnych, mających wpływ na kwestię zapotrzebowania na nowe paliwo, jest przede wszystkim zwiększenie konkurencyjności najkorzystniejszego dla środowiska zielonego wodoru względem szarego. Z kolei inicjatywy determinujące stronę podażową skupiają się na promowaniu lokalnej produkcji, co zdaniem ekspertów korzystnie wpływa na zagwarantowanie bezpieczeństwa dostaw oraz zwiększenie odporności krajów europejskich na wahania cen gazu ziemnego. Zdaniem autorów raportu utrzymująca się niepewność dotycząca kosztów pozyskania błękitnego paliwa może stanowić unikalną szansę na rozwój produkcji wodoru na terenie Europy.

W przypadku Stanów Zjednoczonych rozwiązania legislacyjne dotyczą głownie podaży. Ustawy znane jako Infrastructure and Investment Jobs Act (IIJA) oraz Inflation Reduction Act (IRA) oferują producentom zachęty w postaci ulg podatkowych. Zdaniem ekspertów tego typu rozwiązania, ułatwiające kontynuację projektów już po osiągnięciu etapu ostatecznej decyzji inwestycyjnej, mogą stanowić przełom na rynku eksportu wodoru oraz jego pochodnych.

Procedowane obecnie rozwiązania legislacyjne dotyczące wodoru mają na celu nie tylko umożliwienie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Ich założenia mogą umożliwić transformację wielu gospodarek, szczególnie tych bazujących na paliwach kopalnych. W związku z tym kluczowe staje się jak najszybsze stworzenie konkurencyjnego sektora produkcji wodoru, który może stanowić czynnik nie tylko chroniący przed zawirowaniami politycznymi, ale również korzystnie wpływający na konkurencyjność oraz bilans handlowy wielu państw – mówi Piotr Hałoń, senior manager, Energy, Resources & Industrials, Deloitte.

Rekordowe zyski deweloperów giełdowych w 2022 roku

Dochodowego eldorado na pierwotnym rynku mieszkaniowym nie powstrzymał kryzys, wojna w Ukrainie, załamanie koniunktury, rajd stóp procentowych czy szybująca inflacja. Według ekspertów portalu RynekPierwotny.pl, po raz kolejny sezon publikacji rocznych wyników finansowych spółek notowanych na GPW nie tylko nie zawiódł oczekiwań akcjonariuszy spółek deweloperskich, ale zapewne wielu ucieszył rekordowymi profitami i dynamiką ich wzrostu. Pytanie, czy ta fenomenalna passa nie zostanie już niebawem skazana na odejście do lamusa?

Ubiegłoroczne zyski firm deweloperskich o profilu mieszkaniowym, notowanych na GPW (rynek podstawowy i Catalyst), ponownie osiągnęły rekordowy w historii poziom. Zaledwie dziesiątka zaliczanej do branżowej elity spółek zakomunikowała w sumie skonsolidowany zysk netto na poziomie grubo ponad 1,7 mld zł, czyli bez mała o jedną dziesiątą więcej w relacji rok do roku. To doskonały wynik, a biorąc pod uwagę silnie wyśrubowaną bazę roku 2021 oraz zeszłoroczną ciężką atmosferę koniunkturalnego załamania, można wręcz mówić o kolejnym „cudzie nad Wisłą”.                                     Tab. 1 Skonsolidowany zysk netto deweloperów GPW

Pozycję rynkowych dominatorów w kwestii zdolności generowania zysków z działalności deweloperskiej, których profity można liczyć w setkach milionów złotych, tym razem potwierdziła piątka firm, czyli dokładnie połowa prezentowanej stawki. Natomiast klasą samą dla siebie okazały się trzy spółki – Dom Development, ROBYG i Atal z zarobkiem „na czysto” od 354 do ponad 400 mln zł. Tego typu statystyki mogą wydawać się wręcz fantastyczne, a jednak są prawdziwe. Co więcej, dają najlepsze świadectwo siły eskalacji rynkowej prosperity na rodzimym mieszkaniowym rynku pierwotnym w jego najnowszej historii.

Po rocznej przerwie na czoło stawki najbardziej dochodowych spółek krajowej deweloperki mieszkaniowej powrócił Dom Development. Budzący respekt wynik 410 mln zł zysku netto jest absolutnym rekordem w dotychczasowej historii branży. Jak co roku zarząd spółki zarekomendował wypłatę dywidendy z ubiegłorocznego zysku, tym razem w wysokości 282 mln zł, co daje 11 zł na akcję oraz stopę dywidendy w okolicach 10 proc.

Po raz drugi z rzędu żadna giełdowa spółka deweloperska o profilu mieszkaniowym nie zakomunikowała straty netto za rok miniony. Jednak aż w połowie przypadków zanotowano umiarkowanie ujemną dynamikę zysków w relacji rdr. Jest to być może wstępny sygnał zarobkowej zadyszki na rynku pierwotnym, dość dobrze wpisującej się w obecną sytuację koniunkturalnego spowolnienia. Wyk. 1 Skonsolidowany zysk netto deweloperów GPW

Analizując wyniki finansowe firm deweloperskich, których podstawowym przedmiotem działalności jest budownictwo mieszkaniowe, należy zwrócić uwagę na jeden ważny aspekt. Chodzi mianowicie o to, że w tym segmencie rynku nieruchomości tego typu parametr jak zysk netto, choć jest wiarygodnym wskaźnikiem kondycji finansowej spółki,  nie musi do końca odzwierciedlać bieżącego stanu koniunktury rynkowej, czy też aktualnej sytuacji poszczególnych firm. Osiągnięty zysk netto jest bowiem efektem tzw. przekazań, a więc zawarcia ostatecznych umów przeniesienia własności lokali pochodzących ze sprzedaży, a ściślej przedsprzedaży poprzednich okresów. Jest to więc bardziej efekt działalności operacyjnej sprzed kilku kwartałów, aniżeli aktualnej aktywności gospodarczej. Tym też należy wytłumaczyć wspomniany „cud nad Wisłą”, czyli rekordową rentowność branży deweloperskiej w pierwszym roku cyklicznego spowolnienia, z efektem załamania kontraktacji w tle.

Co ciekawe, przez ostatnie lata trwania historycznej prosperity ta sama dziesiątka analizowanych firm aż dwuipółkrotnie wywindowała swoje zyski z 674 mln zł w 2016 r. do 1733 mln zł w roku ubiegłym. Z czego  wynikał aż tak spektakularny progres?

Raczej na pewno nie z pompowania marż. W ubiegłym roku średnia marża brutto wyniosła dla rozpatrywanej grupy firm 28,4 proc. i nie odbiegała w stopniu istotnym statystycznie od poziomu sprzed 6-7 lat.

Znacznie różniła się za to liczba lokali generujących zyski. W roku 2016 prezentowane spółki przekazały w sumie 11 546, natomiast w 2022 roku 16 912 lokali, co oznacza wzrost o 46,5 proc. Jeśli do tego dodać zwyżkę cen nowych mieszkań, która na głównych rynkach kraju wyniosła w omawianym okresie bez mała 80 proc., to zagadka sukcesu deweloperów wydaje się rozwiązana. Tym sposobem na każdym przekazanym lokum zarabiali oni na czysto przed siedmiu laty średnio 58 tys. zł, a w roku ubiegłym już ponad 102 tys. zł.

W tym stanie rzeczy raczej trudno się dziwić „wiecznej hossie” spółek deweloperskich notowanych na rodzimej GPW. Indeks WIG-Nieruchomości od początku 2016 roku do dziś wzrósł o 130 procent, czyli prawie tyle samo co zyski deweloperów. Ale to i tak niewiele w porównaniu ze stopą zwrotu jaką w analogicznym okresie wygenerował sam wzrost notowań walorów Dom Development – 460 proc., Atalu – 320 proc., czy Develii – 290 proc. Gdyby tak do tego doliczyć wypłacone akcjonariuszom w tych latach dywidendy, wynik mógłby przyprawić o prawdziwy zawrót głowy.

W tej sytuacji zasadne wydaje się pytanie o zyski deweloperów mieszkaniowych w roku bieżącym – czy aby nie są skazane na wyraźne tąpnięcie z rekordowych poziomów roku ubiegłego. Oczywiście pewna korekta profitów jest bardzo prawdopodobna, o ile nie przesądzona. Poziom deweloperskiej kontraktacji dość wyraźnie zaczął słabnąć wraz z początkiem procesu windowania stóp NBP, czyli jeszcze z końcem 2021 r. Potem było już tylko gorzej, a w całym 2022 r. deweloperzy giełdowi sprzedali o 36 proc. lokali mniej licząc rok do roku. To zaś musi odbić się na przyszłych przekazaniach. Czy w takim razie tegoroczne zyski deweloperów polecą na łeb na szyję?

Na razie niewiele zdaje się na to wskazywać. Pierwszy tegoroczny kwartał okazał się dla deweloperów giełdowych wyraźnie lepszy sprzedażowo od ubiegłorocznych. W perspektywie oczekiwany z niecierpliwością Bezpieczny Kredyt 2%, a może i inne pozytywne niespodzianki związane z rokiem wyborczym, jak choćby zapowiedź wdrożenia w całości dyrektywy o europejskiej płacy minimalnej, która nie pozostałaby zapewne obojętna dla kondycji polskiej mieszkaniówki. W każdym razie na giełdzie nie widać wyprzedaży akcji deweloperów, raczej ich intensywną akumulację, a indeks WIG-Nieruchomości wyraźnie przymierza się do kolejnych szczytów swojej już 11-letniej hossy.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych w Polsce – I kwartał 2023 r.

Zgodnie z przewidywaniami, rok 2023 zaczął się mozolnie. I kwartał 2023 r. przyniósł zaledwie 651 mln euro. Według prognoz Avison Young, najbliższe miesiące nie przyniosą znaczącego przyspieszenia. Ta zadyszka jest konsekwencją zawirowań gospodarczych, wzrostu kosztu finansowania, inflacji czy różnic co do oczekiwań cenowych pomiędzy kupującym a sprzedającym. Prognozujemy, że liczba transakcji powinna jednak wzrosnąć w drugiej połowie roku, zwłaszcza jeśli stopy procentowe się ustabilizują, a ceny osiągną zrównoważony poziom.

Od początku 2023 roku w Polsce zrealizowano 26 transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych. Statystycznie rzecz biorąc, ostatni kwartał utrzymał umiarkowaną płynność pomimo niskiego wolumenu inwestycji. Transakcje te wskazują na dominację nieruchomości oportunistycznych i typu „value-add” oraz inwestycji z przeznaczeniem do przebudowy. Inwestorzy magazynowi koncentrowali się na aktywach z rynku pierwotnego oraz tych zlokalizowanych w zachodniej Polsce. Wszystkie transakcje w sektorze biurowym miały z kolei miejsce w Warszawie. W sektorze handlowym dominowały oportunistyczne zakupy centrów handlowych. Najbardziej aktywni pozostają inwestorzy z USA i regionu Europy Środkowej i Wschodniej, którzy koncentrują się na produktach magazynowych i biurowych.

Najważniejsze informacje:

  • 651 mln euro – całkowity wolumen inwestycyjny w I kwartale 2023 r.
  • zrealizowano 26 transakcji
  • 62% – udział sektora magazynowego w całkowitym wolumenie kwartału

Sektor magazynowy

Sektor w okresie adaptacyjnym

Obecnie sektor magazynowy stoi w obliczu spowolnienia inwestycyjnego. Oczekiwania cenowe co do produktów magazynowych są teraz najgorętszym tematem wielu dyskusji. Właściciele chcą sprzedać za więcej, niż kupujący planują zapłacić, licząc na obniżkę ceny. Ten proces adaptacji trwa już od kilku miesięcy. Obecnie obserwujemy już wyraźną presję na obniżkę cen sprzedaży nieruchomości logistycznych, co przekłada się na wyższe stopy kapitalizacji. Różnica jest w pewnym stopniu „rekompensowana” właścicielom lub deweloperom podwyżkami podstawowych stawek czynszu.

Wolumen inwestycyjny w sektorze magazynowym o wartości 401 mln euro stanowił 62% całkowitego wolumenu w I kw. 2023 r. Jednak największa transakcja, czyli przejęcie Campusu 39 we Wrocławiu przez P3 od Panattoni, odpowiadała za ponad 1/3 tego wyniku. 12 transakcji dotyczyło pojedynczych aktywów. Nie sprzedano żadnego portfela magazynowego. Umacnia się wzorzec koncentracji inwestorów w zachodniej Polsce. 8 z 12 nieruchomości magazynowych, będących przedmiotem transakcji w analizowanym okresie, znajduje się w pobliżu zachodniej granicy kraju, a 9 z 12 zostało pozyskanych na rynku pierwotnym.

„Rozpoczęcie nowych inwestycji komplikują obecnie trudności w pozyskaniu finansowania projektów i jego wyższy koszt, a także mniejsza dostępność materiałów, siły roboczej czy też spowolnienie aktywności po stronie najemców. Spodziewamy się jednak, że nowo wybudowane obiekty magazynowe powinny w tym roku osiągnąć pewną równowagę. Transakcje dotyczące nieco starszych nieruchomości magazynowych nadal będą analizowane indywidualnie pod kątem czynszu i ostatecznej wartości za metr kwadratowy. A pozornie niższa stopa kapitalizacji będzie wynikać z większego potencjału danego projektu w momencie renegocjacji umów najmu.” – komentuje Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment w Avison Young.

Najważniejsze informacje:

  • 401 mln euro – wolumen inwestycji w sektorze magazynowym w I kw. 2023 r.
  • 75% transakcji sfinalizowano na rynku pierwotnym
  • brak transakcji portfelowych

Sektor handlowy

Nie topowe, ale kuszące

Rok 2023 raczej nie będzie w stanie konkurować z wynikami z 2022 roku. Tym samym, wzrostowy trend wolumenu inwestycji w sektorze handlowym, wznowiony po pandemii w 2021 roku, prawdopodobnie nie zostanie utrzymany. Dwie bezprecedensowe transakcje minionego roku, a mianowicie Joint Venture EPP oraz przejęcie Forum Gdańsk, stanowiły ponad 60% całkowitego wolumenu transakcji w sektorze. Ten rok rozpoczął się 8 transakcjami centrami handlowymi typu „convenience” i tymi przeznaczonymi do przebudowy, niestety bez udziału najlepszych i dużych aktywów i, co ciekawe, tylko z jednym małym parkiem handlowym.

Wolumen inwestycji handlowych wyniósł 134 mln euro, co stanowi 20% całego wolumenu rynku inwestycyjnego w Polsce w I kwartale 2023 r. Wśród 8 transakcji handlowych znalazły się dwa regularne centra handlowe, czyli Atrium Molo w Szczecinie i Ferio w Legnicy. Największymi transakcjami z planami przebudowy były przejęcia Europa Centralna w Gliwicach przez Mitiska REIM oraz Multikino w Warszawie przez GH Development. W I kw. 2023 r. odnotowano tylko jedną transakcję portfelową dotyczącą 4 małych centrów handlowych zlokalizowanych w zachodniej Polsce, w której Avison Young reprezentował sprzedającego.

„Choć w I kwartale 2023 r. sprzedano tylko jeden park handlowy – w Rawie Mazowieckiej – uważamy, że parki handlowe nadal będą ważnym elementem sektora, a inwestorzy będą nadal kupować te aktywa. Natomiast jeśli chodzi o sektor centrów handlowych, największym zainteresowaniem będą się cieszyły atrakcyjne cenowo obiekty w dobrych lokalizacjach, z możliwością pozyskania finansowania lub utrzymania finansowania od dotychczasowego kredytodawcy.” – komentuje Artur Czuba, Associate Director, Investment w Avison Young

Najważniejsze informacje:

  • 134 mln euro – wolumen inwestycyjny w sektorze handlowym w I kw. 2023 r.
  • 7/8 transakcji centrami handlowymi typu „convenience” i z planami przebudowy
  • 1 transakcja portfelowa

Sektor biurowy

Stołeczny hot spot

Po ubiegłorocznym wzroście apetytu inwestorów na budynki biurowe zlokalizowane na rynkach regionalnych w całej Polsce, transakcje zawarte w I kwartale 2023 r. skupiły się wyłącznie w Warszawie. 6 sprzedanych biurowców to obiekty typu „core +” lub oportunistyczne. 5 z nich jest zlokalizowanych poza centrum miasta – na Mokotowie, w okolicy ulicy Żwirki i Wigury oraz w rejonie Alei Jerozolimskich.

Sektor biurowy osiągnął najmniejszy wolumen inwestycyjny w I kwartale br. – 116 mln euro – zrealizowany w 6 transakcjach. Pomimo najniższego udziału (18%), sektor biurowy przyciągnął kolejnego nowego inwestora z Litwy. EIKA Asset Management nabyła biurowiec Celebro zlokalizowany w południowej części Alei Jerozolimskich w Warszawie. Doradcy inwestycyjni Avison Young reprezentowali w tej transakcji sprzedającego, White Stone Development.

„Spodziewamy się, że w nadchodzących kwartałach 2023 r. wielu inwestorów będzie się nadal interesować aktywami typu „value-add” i oportunistycznymi. Już teraz obserwujemy duże zainteresowanie wieloma tego typu budynkami, zarówno w Warszawie, jak i w głównych miastach regionalnych. Niestety, mniejsze będzie zainteresowanie budynkami typu „core”, gdyż nie widać jeszcze znacznego obniżenia oczekiwań co do poziomu cen sprzedaży, a rosnące koszty finansowania nie sprzyjają osiągnięciu oczekiwanych zysków. Jednak to tylko kwestia czasu, kiedy wieże w centrum Warszawy będą ponownie przedmiotami transakcji.” – komentuje Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young

Najważniejsze informacje:

  • 116 mln euro – wolumen inwestycji biurowych w I kw. 2023
  • zrealizowano 6 transakcji
  • EIKA – nowy inwestor z Litwy

Sektor PRS

Sektor PRS z ambitnymi planami budowy

Instytucjonalne mieszkania na wynajem, choć wciąż znajdują się we wczesnej fazie rozwoju, są niewątpliwie wschodzącą kategorią nieruchomości napędzaną pod względem popytu globalnymi zawirowaniami gospodarczymi i sytuacją geopolityczną. Zainteresowanie produktami PRS w Polsce rośnie już od kilku lat, zarówno ze strony najemców, jak i inwestorów. Pomimo tego, że chęć posiadania domu na własność jest mocno zakorzeniona w mentalności Polaków, właśnie obserwujemy zmianę tego podejścia. W obliczu niepewności gospodarczej mieszkania PRS, ze względu na swoją funkcję, stwarzają obiecujący potencjał dla wszystkich stron.

Tym samym, sektor będzie się dalej rozwijał, co potwierdzają również zapowiadane przez wielu inwestorów plany budowy kolejnych ~ 20 000 mieszkań na wynajem w ciągu najbliższych kilku lat, czyli dwukrotnie więcej niż już istniejące zasoby. Co więcej, ze względu na wczesną fazę rozwoju tego sektora, polski rynek będzie atrakcyjny zarówno dla inwestorów krajowych, jak i zagranicznych, którzy mogą uzyskać wyższe stopy zwrotu ze swoich inwestycji niż na rynku zachodnioeuropejskim.

Co dalej?

Wszyscy spodziewaliśmy się, że początek tego roku nie będzie obfitował w transakcje i nowe projekty, i rzeczywiście – obserwujemy spowolnienie aktywności inwestycyjnej w całej Europie. Mimo to, mamy napływ nowego kapitału z krajów bałtyckich i Skandynawii. Aktywny jest też obecny już kapitał, jak inwestorzy z Europy Środkowej i Wschodniej oraz kilku z Europy Zachodniej. Jednak w dobie niepewności można powiedzieć, że Polska cieszy się i nadal będzie cieszyć się zainteresowaniem inwestorów – to jeden z najaktywniejszych rynków we wszystkich segmentach, oferujący ciągle wyższe stopy zwrotu niż Europa Zachodnia.

Niemniej jednak w najbliższych miesiącach raczej nie unikniemy trudnych rozmów między stronami, napędzanych silną presją na obniżenie cen. Kwestia finansowania nadal będzie kluczowa. Obecnie banki są bardzo selektywne w udzielaniu kredytów. Podsumowując, polski rynek nieruchomości, mimo mniejszej liczby transakcji, nadal będzie jednym z najbardziej płynnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Autor  Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Research and Data Manager w Avison Young

Europejska płaca minimalna w Polsce – komentarz ekspertów Business Centre Club

Wysokość płacy minimalnej, której głównym czynnikiem jest inflacja, powinna być konsultowana z Radą Dialogu Społecznego. W bieżącym roku rząd zapowiedział dwukrotną waloryzację minimalnego wynagrodzenia. Od 1 stycznia wynosi ono 3490 zł brutto, a od 1 lipca wynosić ma 3600 zł brutto. Ostatnie wypowiedzi wiceministra Rodziny i Polityki Społecznej sugerują jednak kolejne podwyżki.

Wiceminister rodziny i polityki społecznej Stanisław Szwed zapowiedział wdrożenie dyrektywy europejskiej o minimalnym wynagrodzeniu, a co za tym idzie kolejny wzrost płacy minimalnej.

Unijna dyrektywa wspiera negocjacje zbiorowe w procesie ustalania wynagrodzeń na poziomie międzybranżowym i sektorowym, zakłada wprowadzenie odpowiednich systemów egzekwowania przepisów i sugeruje rozwiązania, których celem jest wprowadzenie sprawiedliwego podziału środków w społeczeństwie. Europejskie przepisy zakładają między innymi, że minimalne wynagrodzenie powinno stanowić od 50 do 60 proc. średniej krajowej. Oznacza to, że płaca minimalna w Polsce powinno wynosić 4130 zł brutto (3145 zł netto), a więc o 640 zł więcej niż obecnie. Jednocześnie minimalna stawka godzinowa powinna wzrosnąć w lipcu 2023 roku o 3,80 zł w porównaniu z wartością z roku ubiegłego. Przyjęte przez Parlament Europejski regulacje mają mieć zastosowanie do wszystkich pracowników w UE, którzy są związani umową o pracę lub pozostają w stosunku pracy.

BCC ma świadomość konieczności wdrożenia dyrektywy jednak nie może odbyć się ono bez szerokiej dyskusji i dostosowania mechanizmów, jak zauważa ekspert BCC, przewodniczący Rady Dialogu Społecznego, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club – Łukasz Bernatowicz:

W tym wypadku dyrektywy unijne traktowane są wybiórczo. Niejednokrotnie rząd nie stosuje dyrektyw, tym razem posługuje się nią jako podstawą do podniesienia płacy minimalnej. Nie ma bowiem obowiązku jednolitego podwyższania najniższego wynagrodzenia w całej UE, są to jedynie rekomendacje.

Już dotychczasowe podwyżki płacy minimalnej nie były korzystne z punktu widzenia walki z inflacją. Oczywiście jesteśmy świadomi konieczności podwyższania płacy minimalnej        ze względu na postępujący wzrost cen, niemniej należy mieć świadomość, że zbyt duży wzrost przekłada się na większą konsumpcję i tym samym niweczy walkę z inflacją. Do tego dochodzi specyfika roku wyborczego, która powoduje chęć przypodobania się wyborcom. Zatem należy zakładać dalsze podnoszenie płacy minimalnej. – podkreśla Łukasz Bernatowicz.

Kolejny wzrost płacy minimalnej oznacza także wzrost kosztów, a wraz z tym konieczność podnoszenia cen sprzedawanych towarów lub świadczonych usług. Przełoży się to też zapewne na wolniejszy spadek inflacji.

– BCC od dawna postuluje racjonalizację mechanizmów wprowadzania płacy minimalnej, m.in. poprzez jej regionalizację. Trzeba też pamiętać, że wzrost płacy minimalnej pociąga za sobą wzrost średniego wynagrodzenia, a to ciągnie za sobą kolejne konsekwencje w zakresie wynagrodzeń. Należy zadać sobie pytania, jaki jest sens podnoszenia stóp procentowych, którego głównym celem jest ściągnięcie gotówki z rynku i zmniejszenie możliwości zaciągania kredytów i pożyczek, skoro jednocześnie rozdaje się coraz więcej pieniędzy. – podsumowuje przewodniczący Rady Dialogi Społecznego.

Przedsiębiorcy zarówno mali, jak i duzi są obecnie w bardzo trudnej sytuacji m.in. na skutek rosnących obciążeń publicznoprawnych oraz rosnącej inflacji. Ostatecznie w wielu przypadkach za takie podwyżki zapłaci konsument, bo na niego ten ciężar ostatecznie będzie przekładany. Sytuacja na rynku pracy prowadzi do rozrostu czarnego rynku i upadłości tych przedsiębiorstw, które chcą działać zgodnie z literą prawa. Na ten rok ustalono już dwukrotną podwyżkę płacy minimalnej co i tak w obecnej sytuacji jest dla pracodawców dużym obciążeniem. – dodaje Joanna Torbé–Jacko, Adwokat, Ekspert Business Centre Club ds. prawa pracy i ubezpieczeń społecznych.

Na wdrożenie dyrektywy państwa członkowskie mają dwa lata. Według ekspertów BCC można poczekać do 2024 r., a przede wszystkim do tego czasu podjąć rozmowy z partnerami społecznymi i otworzyć dyskusję na temat możliwych rozwiązań, które „uniosą” przedsiębiorcy. Wprowadzanie takich zmian wymaga rozwagi zwłaszcza w obecnej sytuacji gospodarczej i o taką rozwagę apelujemy. – podsumowuje ekspertka BCC.

Najwyższa płaca minimalna 2300 euro obowiązuje w Luksemburgu, w Niemczech to kwota – 1981 euro, natomiast najniższe wynagrodzenie minimalne obowiązuje w Bułgarii          – 390 euro.

AGH w Krakowie wśród zwycięzców konkursu GOSPOSTRATEG

W ramach konkursu Strategicznego programu badań naukowych i prac rozwojowych „Społeczny i gospodarczy rozwój Polski w warunkach globalizujących się rynków” GOSPOSTRATEG finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie otrzyma finansowanie na realizację wysokobudżetowego projektu.

Najwyższą notę wśród ocenianych zgłoszeń oraz kwotę ponad 7,5 mln zł otrzymał projekt „Obserwatorium Transformacji Energetycznej jako instrument wspierania społeczno-gospodarczego rozwoju Polski”.

Projekt będzie realizowany przez konsorcjum, w skład którego wchodzą: Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie, Ministerstwo Rozwoju
i Technologii oraz Narodowe Centrum Badań Jądrowych. Nadrzędnym celem projektu jest utworzenie Obserwatorium Transformacji Energetycznej (OTE) – instrumentu wspierającego optymalne podejmowanie decyzji w obszarze transformacji energetycznej. W uzasadnieniu przyznania środków na realizację czytamy m.in. że: wyniki projektu mają duży potencjał wdrożenia ze względu na fakt, że powstałe rozwiązanie jest skalowalne, bowiem korzystać z niego będą mogli zarówno decydenci na szczeblu krajowym, jak i lokalnym, ale także osoby prywatne, tj. gospodarstwa domowe.

Rektor AGH prof. Jerzy Lis wyjaśnia: – Innowacyjna w skali europejskiej idea OTE jest odpowiedzią na potrzeby i postulaty interesariuszy transformacji przedsiębiorców, jednostek samorządu terytorialnego, lokalnych inicjatyw energetycznych, a także wszystkich zainteresowanych obywateli. Realizacja projektu przez AGH, Ministerstwo Rozwoju i Technologii oraz Narodowe Centrum Badań Jądrowych to duże wyróżnienie. Jestem przekonany, że tego typu narzędzia będą istotnym wsparciem oraz zwiększą bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Profesor Łukasz Lach z AGH, kierownik merytoryczny projektu, wyjaśnia: – Naszym celem jest stworzenie zaawansowanego instrumentu wspierającego podejmowanie optymalnych decyzji w warunkach szybko postępujących zmian w światowej i polskiej energetyce. Głównym zadaniem OTE będzie kompleksowe monitorowanie stanu transformacji energetycznej, modelowanie i analiza efektów wdrażanych rozwiązań oraz postulowanie kierunków zmian i działań zwłaszcza w obszarach: gospodarczym, klimatycznym i środowiskowym, społecznym oraz technicznym.

Zaawansowany i precyzyjny aparat analityczny oraz repozytorium wiarygodnych danych umożliwią prowadzenie w ramach OTE oceny kosztów i korzyści związanych
z wdrażaniem technologii energetycznych. W efekcie powstaną narzędzia umożliwiające podmiotom realizującym politykę rozwoju planowanie działań i programów w oparciu o obiektywne i bezstronne kryteria. – W naszej ocenie zastosowanie wysokiej klasy narzędzi analitycznych wytworzonych w ramach projektu może pomóc znacząco obniżyć koszty transformacji energetycznej – mówi prof. Ł. Lach z AGH.

Dr Sławomir Kopeć, kierownik zarządzający projektem ze strony AGH, podkreśla: – Tak duży sukces AGH w konkursie GOSPOSTRATEG w dużej mierze wynika z dotychczasowego doświadczenia Uczelni w realizacji projektów badawczo-rozwojowych w obszarze energetyki, w tym projektu KlastER, w którym wykonawcami obok  AGH były również MRiT i NCBJ. Poza bezdyskusyjnym znaczeniem uzyskanych wyników, realizacja projektu KlastER pozwoliła na skoncentrowanie wokół AGH unikatowego w skali kraju środowiska ekspertów i decydentów z obszaru energetyki rozproszonej.

 

Korzyści ekonomiczne i środowiskowe wynikające z zastosowania rezultatów projektu w praktyce to m.in. optymalizacja podejmowanych decyzji, zwłaszcza przy planowaniu działań na różnych szczeblach administracji publicznej. Ponadto OTE znajdzie zastosowanie przy monitorowaniu stanu faktycznego transformacji energetycznej czy w trakcie prognozowania nadchodzących zmian. Dodatkowo, opracowany zestaw narzędzi pozwoli odbiorcom na samodzielną ocenę zastosowanych rozwiązań.

Oczekiwanym rezultatem projektu będzie utworzenie narzędzia pod nazwą –  Obserwatorium Transformacji Energetycznej – którego użycie znacznie usprawni proces podejmowania decyzji i zapewni lepszą ich jakość. OTE będzie służyć zatem nie tylko jednostkom administracji centralnej i przedstawicielom sektora energetycznego, ale również obywatelom zainteresowanym problematyką transformacji energetycznej w Polsce.

Liderem powstałego konsorcjum będzie AGH w Krakowie, zaś podmiotem wdrażającym rezultaty projektu – Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Kurs euro zbliża się do 4,60 zł

Pomimo słabszych danych z Unii i lepszych z USA nie widać osłabiania się złotego. Polska waluta umacnia się od wielu dni względem euro, które jest ponownie najtańsze od czerwca 2022.

Złoty wciąż mocny

Na rynku trwa obecnie dość ciekawe odwrócenie trendu. Jeszcze nie tak dawno mówiło się o odejściu od dolara. Teraz z kolei kapitał nieśmiało wraca za ocean. Powodem są zmiany oczekiwań względem zmian stóp procentowych w USA. Okazuje się, że rynek oczekuje coraz mniejszych obniżek w tym roku, a nawet wzrostu stóp w maju. Do tego można dorzucić słabsze dane z Europy. Wczoraj dołożył się do tego problemu indeks ZEW z Niemiec, który pokazuje, że w tym kraju wcale nie jest tak dobrze. Na ogół w takiej sytuacji polska waluta powinna znajdować się w odwrocie. Nic takiego jednak się nie dzieje. Euro wczoraj przez chwilę kosztowało już nawet poniżej 4,62 zł, po raz kolejny wyznaczając kolejne 9-miesięczne minima.

Limit cen ropy z Rosji

Obecny limit na import surowca z Rosji wynoszący 60 dolarów za baryłkę powoduje, że Rosja nie jest w stanie zbytnio eksportować po rynkowych cenach do Unii. Problem w tym, że zarówno Indie, jak i Chiny nie tylko nie respektują tego limitu, bo nie muszą, ale również importują duże ilości surowca. W rezultacie jesteśmy w dość specyficznej sytuacji. Europa (w tym szczególnie Polska) chciałaby odcinać Rosjan od pieniędzy, by odczuli boleśnie swoje zbrodnicze działania na Ukrainie. Z drugiej strony główne azjatyckie gospodarki prowadzą business as usual. Należy pamiętać, że gdyby nie podwyżka cen wywołana decyzją OPEC, limit miałby mniejszy sens, bo przy tamtych cenach eksport z Rosji byłby bardziej opłacalny. Sztywny limit cenowy jest dość dziwnym rozwiązaniem, patrząc na specyfikę tego rynku, ale takie rozwiązanie niestety jest preferowane.

Bezrobocie na Wyspach rośnie

Wczorajsze dane na temat bezrobocia w Wielkiej Brytanii nie napawają optymizmem. Stopa bezrobocia wzrosła z 3,7% na 3,8%. To niby nadal bardzo dobry wynik, ale patrząc na wyraźnie rosnącą liczbę zasiłków dla bezrobotnych, można czuć niepokój. Tym bardziej że był to drugi najwyższy wynik w ciągu ostatnich dwóch lat. Z drugiej strony na rynku pracy nadal jest duże zapotrzebowanie na specjalistów, bo pensje rosną szybciej od oczekiwań. Jest to jednak wciąż wzrost wyraźnie poniżej poziomu inflacji. Wynosi ona 10,1% przy wzroście płac o 5,9%, co powoduje, że biednieją oni o niemal 4% rocznie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Praca zdalna – jak wprowadzić ją w życie i czy wniosek pracownika jest wiążący?

Ustawodawca zdecydował się wprowadzić uregulowania dotyczące pracy zdalnej na fali doświadczeń wynikających z rozwiązań doraźnie wprowadzonych na czas epidemii COVID-19. Znaczne zmiany w Kodeksie pracy weszły w życie 7 kwietnia 2023 roku – już teraz zatem pracownicy i pracodawcy winni dostosować się do nowych przepisów.

Pracą zdalną jest – według Kodeksu pracy – praca wykonywana całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą, w tym pod adresem zamieszkania, w szczególności z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość.

Praca zdalna może być więc wykonywana z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, co oznacza nie tylko środki komunikacji elektronicznej, ale także np. telefon, fax, komunikatory internetowe, a nawet bez użycia takich środków (np. analiza dokumentów).

Nowe przepisy definiują, że praca może być wykonywana w formie zdalnej zarówno w pełnym wymiarze czasu pracy, jak też tylko częściowo. Kodeks pracy wprowadza trzy rodzaje pracy zdalnej:

  • całkowita praca zdalna – wykonywana wyłącznie w trybie zdalnym;
  • częściowa, tzw. hybrydowa praca zdalna – wykonywana w części w zakładzie pracy, a częściowo w formie pracy zdalnej;
  • okazjonalna praca zdalna – wykonywana każdorazowo na wniosek pracownika złożony w formie pisemnej lub elektronicznej, w wymiarze maksymalnie 24 dni w roku kalendarzowym.

Miejscem wykonywania pracy zdalnej zawsze ma być miejsce wskazane przez pracownika, a następnie każdorazowo uzgodnione z pracodawcą (to jest zaakceptowane przez niego). Co do zasady ma być to miejsce zamieszkania pracownika lub inne wybrane przez niego miejsce (miejsca), na które pracodawca wyraził zgodę. Miejsce wykonywania pracy zdalnej zawsze musi być przy tym przedmiotem wzajemnego ustalenia między stronami stosunku pracy. Oznacza to, iż ani pracodawca ani pracownik nie może narzucić drugiej stronie miejsca wykonywania pracy zdalnej. Nie wyklucza to przy tym sytuacji, w której strony uzgodnią, iż praca zdalna będzie wykonywana w różnych miejscach, o których każdorazowo pracownik będzie informował pracodawcę. Przepis natomiast nie dopuszcza całkowitej swobody wyboru miejsca wykonywania pracy zdalnej przez pracownika (tj. bez uzgodnienia tego miejsca z pracodawcą).

Uzgodnienia dotyczące wykonywania pracy zdalnej mogą być dokonane przy zawieraniu umowy o pracę lub w trakcie zatrudnienia, np. w formie aneksu. Uzgodnienie dotyczące zmiany formy pracy z typowej na pracę zdalną może być dokonane w postaci papierowej lub elektronicznej, z inicjatywy pracodawcy lub na wniosek pracownika. Jest to wyjątek od regulacji zawartej w art. 29 § 4 Kodeksu pracy, zgodnie z którą zmiana warunków umowy o pracę wymaga formy pisemnej.

W praktyce zakres takiego uzgodnienia powinien obejmować sam fakt wykonywania pracy zdalnej, ustalenie, czy będzie to praca zdalna częściowa, czy też całkowita, jak również miejsce świadczenia pracy zdalnej. Nie wyklucza to możliwości uzgodnienia także innych istotnych dla stron stosunku pracy elementów pracy zdalnej, o ile nie będą one sprzeczne z przepisami Kodeksu pracy.

Wniosek pracownika dotyczący wykonywania pracy zdalnej nie będzie co do zasady dla pracodawcy wiążący, z wyjątkiem wniosków pracownic w ciąży, pracowników wychowujących dziecko do ukończenia przez nie 4. roku życia oraz pracowników wymienionych w art. 1421 § 1 pkt 2 i 3 Kodeksu pracy, to jest:

  1. pracowników-rodziców dziecka posiadającego zaświadczenie, o którym mowa w art. 4 ust. 3 ustawy o wsparciu kobiet w ciąży i rodzin „Za życiem” (Dz. U. z 2020 r. poz. 1329), to jest zaświadczenie o ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniu albo nieuleczalnej chorobie zagrażającej życiu, które powstały w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu;
  2. pracowników-rodziców dziecka legitymującego się orzeczeniem o niepełnosprawności albo orzeczeniem o umiarkowanym lub znacznym stopniu niepełnosprawności określonym w przepisach o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych;
  3. pracowników-rodziców dziecka posiadającego odpowiednio opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju dziecka, orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego lub orzeczenie o potrzebie zajęć rewalidacyjno-wychowawczych, o których mowa w przepisach ustawy z 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe (Dz. U. z 2021 r. poz. 1082 oraz z 2022 r. poz. 655, 1079 i 1116).

Pracodawca może odmówić uwzględnienia wniosku wyszczególnionych wyżej pracowników tylko wtedy, gdy jego uwzględnienie nie będzie możliwe ze względu na organizację pracy lub rodzaj pracy wykonywanej przez pracownika, zaś o przyczynie odmowy uwzględnienia wniosku jest zobligowany poinformować pracownika w postaci papierowej lub elektronicznej w terminie 7 dni roboczych od dnia złożenia wniosku przez pracownika.

Wykonywanie pracy zdalnej będzie także możliwe – podobnie jak przy obowiązującej pracy zdalnej – na polecenie pracodawcy (na podstawie art. 6719 § 3 KP). Dopuszczalność wydania takiego polecenia zaistnieje jednak tylko w okresie obowiązywania stanu nadzwyczajnego (np. stanu klęski żywiołowej), stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie 3 miesięcy po ich odwołaniu lub w okresie, w którym zapewnienie przez pracodawcę bezpiecznych i higienicznych warunków pracy w dotychczasowym miejscu pracy pracownika nie jest czasowo możliwe z powodu działania siły wyższej. Polecenie pracodawcy może więc zostać wydane wyłącznie z przyczyn obiektywnych (losowych) i niezależnych od pracodawcy oraz wyłącznie na określony czas.

Ponadto, aby możliwe było w ogóle polecenie pracy zdalnej przez pracodawcę, pracownik musi złożyć – bezpośrednio przed wydaniem polecenia – oświadczenie w postaci papierowej lub elektronicznej, że posiada warunki lokalowe i techniczne do wykonywania takiej pracy. Wydanie przez pracodawcę polecenia pracy zdalnej wymaga więc w pierwszej kolejności uzyskania od pracownika informacji, czy pracownik posiada odpowiednie warunki. Dopiero oświadczenie pracownika w tym przedmiocie umożliwi wydanie przez pracodawcę polecenia. Co istotne, sam pracownik dokonuje oceny swoich warunków lokalowych i technicznych, co oznacza, iż pracodawca nie może jej weryfikować ani podważać.

Ponadto zasady wykonywania pracy zdalnej określić w porozumieniu zawieranym między pracodawcą i zakładową organizacją związkową (wszystkimi zakładowymi organizacjami zawodowymi, a jeżeli nie jest możliwe uzgodnienie treści porozumienia ze wszystkimi – z reprezentatywnymi w rozumieniu ustawy o związkach zawodowych). Jeżeli nie dojdzie do zawarcia porozumienia z zakładową organizacją związkową (zakładowymi organizacjami zawodowymi) oraz w przypadku, gdy u pracodawcy nie działa żadna zakładowa organizacja związkowa (w tym przypadku – po konsultacji z przedstawicielami pracowników) – zasady wykonywania pracy zdalnej określa się w regulaminie.

Wykonywanie pracy zdalnej będzie dopuszczalne także wtedy, gdy nie zostanie zawarte porozumienie albo nie zostanie wydany regulamin, o których mowa powyżej. Wówczas zasady wykonywania pracy zdalnej będzie określać polecenie pracodawcy lub porozumienie zawarte z pracownikiem. Przepisy określają przy tym minimalną treść porozumienia z zakładową organizacją związkową (zakładowymi organizacjami związkowymi), regulaminu, porozumienia z pracownikiem lub polecenia pracy zdalnej.

Dodatkowo wprowadzono regulacje dotyczące tzw. okazjonalnej pracy zdalnej, której wymiar pracy został ograniczony do 24 dni w roku kalendarzowym. Jest to forma pracy zdalnej wykonywanej częściowo, która z uwagi na swój szczególny charakter została unormowana w sposób mniej sformalizowany i bardziej elastyczny. Większe znaczenia mają tu ustalenia stron co sposobu jej wykonywania. Z inicjatywą wykonywania okazjonalnej pracy zdalnej może wystąpić wyłącznie pracownik (wymagany jest jego wniosek). Co ważne, przepis nie wyklucza możliwości złożenia wniosku dotyczącego okazjonalnej pracy zdalnej przez pracownika, który wykonuje już pracę zdalną częściowo (na ogólnych zasadach). Pracodawca nie ma obowiązku uwzględnienia takiego wniosku, jednak jego odmowa podlega ocenie w płaszczyźnie równego traktowania pracowników i ich niedyskryminacji.

Możliwość świadczenia pracy poza zakładem pracy w formie telepracy była już wcześniej uregulowana, jednak w sposób mniej elastyczny niż nowe przepisy – telepraca nie przewidywała bowiem częściowego trybu świadczenia pracy na odległość. W porównaniu do uregulowań dotyczących telepracy, brak jest obecnie wymogu świadczenia takiej pracy regularnie oraz konieczności przekazywania pracodawcy wyników pracy (na przykład za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej). Niektóre rozwiązania prawne zostały jednak wprost przejęte do nowych kodeksowych przepisów o pracy zdalnej – uznano bowiem za zasadne oparcie się na regulacjach, które mają już ugruntowaną praktykę.

Autorka – r.pr. Edyta Oleszczuk-Romańska, Kancelaria Prawna „Chałas i Wspólnicy” sp.k.

Samochody elektryczne w I kwartale 2023 r. ze znacznym wzrostem sprzedaży na polskim rynku

Według danych z końca marca 2023 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 36 826 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze trzy miesiące b.r. ich liczba zwiększyła się o 5 500 sztuk, tj. o 84% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec marca 2023 r. po polskich drogach jeździło 67 127 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 33 263 szt. tej części floty pojazdów (50%), a pozostałą część stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 33 864 szt. (50%). Park samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym liczył 3 588 szt., z czego BEV stanowiły ponad 99%. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec marca składała się z 16 503 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 508 861 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 842 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2023 r. w Polsce funkcjonowało 2699 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (5305 punktów). 30% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 70% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W marcu uruchomiono 19 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (39 punktów).

–  Sieć infrastruktury w Polsce wciąż koncentruje się przede wszystkim tam, gdzie popyt na usługi ładowania  jest największy, czyli w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. W I kwartale tego roku zdecydowanie najwyższy przyrost nowo instalowanych stacji odnotowaliśmy w Warszawie (o 31). Wśród 15 miast z najlepiej rozbudowaną siecią ładowarek kolejne miejsca w tym rankingu zajęły Kraków oraz Łódź. Jednym z większych wyzwań w obszarze infrastrukturalnym, w kontekście zaakceptowanego w marcu przez instytucje europejskie rozporządzenia AFIR, będzie rozpoczęcie budowy punktów ładowania przeznaczonych dla samochodów ciężarowych. Obecnie ani jedna, ogólnodostępna stacja w Polsce nie jest przystosowana do obsługi takich pojazdów – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

– Program „Mój Elektryk” został oceniony bardzo dobrze przez zdecydowaną większość osób i firm zainteresowanych rozwojem zeroemisyjności. Z całą pewnością dofinasowanie kupna samochodów osobowych, samochodów dostawczych oraz budowy infrastruktury kreuje popyt na napędy zeroemisyjne. Co jest szczególnie warte podkreślenia, z programu mogą korzystać zarówno osoby indywidualne jak i firmy. Wydaje się jednak, że nadszedł czas, by wyciągnąć wnioski z zebranych doświadczeń i lekko go zmodyfikować. Jedną z kluczowych zmian powinno być wdrożenie w Polsce pilotażowego programu dopłat do ciężkich samochodów ciężarowych. Warto również podnieść limit ceny pojazdu, który może zostać objęty dotacją oraz objąć dopłatami motocykle elektryczne kupowane przez osoby fizyczne mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Blisko 9 na 10 Polaków złoży zeznanie PIT za 2022 rok przez internet

Zdecydowana większość Polaków dokonała już rozliczenia PIT za 2022 rok. W kwietniu rozliczyć zamierza się zaledwie 18% podatników. W tym roku 88% Polaków rozliczy się przez internet – co stanowi wzrost o 5 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. Najpopularniejszą metodą składania zeznań podatkowych drogą internetową jest usługa Twój e-PIT, z której korzysta 56% Polaków – wynika z badania KPMG w Polsce. 4 na 10 podatników nie wie, że Polski Ład wprowadził nowe przepisy wpływające na rozliczenie podatku za 2022 rok.

Polacy nie zostawiają rozliczenia PIT na ostatnią chwilę. Z badania KPMG w Polsce wynika, że 37% podatników mających obowiązek rozliczenia się z urzędem skarbowym złożyło zeznanie podatkowe PIT już w lutym, z kolei w marcu rozliczyło się 43% podatników. 46% podatników w zeznaniu PIT za 2022 rok skorzysta z ulg podatkowych, z których największą popularnością cieszy się niezmiennie ulga na dziecko (50% wskazań). Blisko co czwarty podatnik rozliczy w zeznaniu ulgę z tytułu darowizn.

Rozliczenie przez internet preferowaną metodą składania zeznania przez Polaków

Każdego roku coraz więcej Polaków składa PIT przez internet. W tym roku z takiej metody złożenia zeznania skorzysta 88% podatników – co oznacza wzrost o 5 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. 56% Polaków składając PIT przez internet skorzysta z systemu Twój e-PIT – wzrost o 6 punktów procentowych r/r. Korzystając z usługi Twój e-PIT 47% podatników zaakceptowało przygotowane wstępnie przez Krajową Administrację Skarbową zeznanie podatkowe bez dokonywania w nim żadnych zmian. 38% Polaków zmieniło część danych w zeznaniu, natomiast 11% odrzuciło wstępnie przygotowane przez KAS zeznanie roczne PIT i wypełniło je samodzielnie (spadek o 5 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania). Z kolei 4% respondentów przyznało, że nie zrobi nic – zatem zeznanie PIT zostanie uznane za zaakceptowane i złożone z dniem 2 maja br., kiedy mija termin rozliczenia podatkowego za 2022 rok. Praktycznie wszyscy Polacy (95% wskazań), którzy korzystają z systemu Twój e-PIT, oceniają go jako przyjazny i przejrzysty. Jednocześnie 86% nie napotykało żadnych problemów z jego działaniem. Jeżeli pojawiają się jakiekolwiek problemy, najczęściej dotyczą uwierzytelnienia podczas logowania do systemu – na co wskazuje 4 na 10 podatników, deklarujących problemy z działaniem systemu Twój e-PIT.

Szybszy zwrot nadpłaty podatku, jak również efektywność, przejrzystość i przyjazność systemu Twój e-PIT to tylko przykładowe korzyści, które sprawiają, że popularność rozliczenia PIT przez internet rośnie nieprzerwanie od kilku lat. Jest to o tyle istotne, że przy tylu skomplikowanych zmianach wprowadzonych w 2022 roku wsparcie informatyczne przy rocznych rozliczeniach podatkowych jest szczególnie potrzebne – mówi Andrzej Marczak, Partner i Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Połowa podatników wypełnia zeznanie roczne samodzielnie

56% Polaków wypełniło zeznanie PIT za 2022 rok samodzielnie, co oznacza wzrost o 6 punktów procentowych względem poprzedniej edycji badania. W stosunku do ubiegłego roku zmalał odsetek Polaków, którzy zlecają w całości wypełnienie zeznania rocznego PIT komuś innemu (33% wskazań). 11% Polaków przyznało, że zeznanie roczne PIT przygotuje samodzielnie korzystając tylko z częściowej pomocy innych.

Z prośbą o wsparcie w wypełnieniu rocznego zeznania Polacy najczęściej udają się do: księgowego (39%), rodziny (34%) lub znajomych (19%).

Sporządzenie zeznania jest bardzo łatwym zadaniem dla 33% podatników, a raczej łatwym dla kolejnych 36%. Wypełnienie zeznania rocznego PIT nie jest jednocześnie czasochłonnym obowiązkiem. 6 na 10 podatników rozliczających się z urzędem skarbowym samodzielnie lub z częściową pomocą innych deklaruje, że rozliczenie PIT nie zajmuje im więcej niż 30 minut.

78% Polaków podzieli się 1,5% podatku

O 4 punkty procentowe w stosunku do poprzedniej edycji badania zmalał odsetek Polaków, którzy deklarują, że zamierzają przekazać 1,5% swojego podatku na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego (OPP). Statystycznie najczęściej (67% wskazań) podatku nie przekazują najmłodsi Polacy, w wieku do 26 lat. W dużej mierze dzieje się tak, ponieważ ta grupa podatników korzysta z tzw. ulgi dla młodych (brak opodatkowania przychodu do kwoty 85 528 zł).

Wybierając organizację pożytku publicznego, blisko połowa Polaków polega na sugestiach lub prośbach znajomych albo rodziny, a 38% przyznaje, że pomaga organizacjom, które zna. 10% Polaków dokonuje wyboru organizacji pożytku publicznego w sposób losowy, a kolejne 4% na podstawie informacji z mediów.

Dodatkowo już blisko 8 na 10 Polaków deklaruje, że przekazuje w ciągu roku inne darowizny na rzecz OPP oraz instytucji i osób potrzebujących.

Polski Ład w rozliczeniach za 2022 rok

W ramach Polskiego Ładu wprowadzono szereg nowych przepisów, w tym dot. nowej skali podatkowej lub nowych ulg podatkowych, które mają wpływ na rozliczenie PIT za 2022 rok. Z badania KPMG w Polsce wynika, że 41% Polaków nie ma świadomości, że przepisy wprowadzone w ramach Polskiego Ładu wpływają na rozliczenie podatku za ubiegły rok. Jednocześnie 1 na 3 podatników przyznał, że nie wiedział o możliwości uwzględnienia przez naczelnika urzędu skarbowego tzw. podatku hipotetycznego przy obliczaniu rocznego podatku, jeżeli przychody za 2022 rok mieściły się w przedziale od 68 412 zł do 133 692 zł.

Regulacje wprowadzone w trakcie ubiegłego roku w zakresie Polskiego Ładu sprawiły, że w 2022 roku podatnicy zetknęli się tak naprawdę z trzema systemami podatkowymi. Co istotne, duża część zmian odnosi się stricte do rocznych rozliczeń z fiskusem. Nie dziwi więc fakt, że jak pokazują wyniki raportu KPMG, ponad 40% badanych nie ma świadomości, że przepisy wprowadzone w ramach Polskiego Ładu wpływają na ich rozliczenia podatkowe – mówi Grzegorz Grochowina, Deputy Director i Szef Zespołu Zarządzania Wiedzą w Dziale Doradztwa Podatkowego w KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

Raport KPMG w Polsce pt. ,,Roczne zeznania podatkowe Polaków PIT 2022” został przygotowany na podstawie badania przeprowadzonego metodą wywiadów telefonicznych CATI (ang. Computer Assisted Telephone Interview) na reprezentatywnej próbie 800 dorosłych Polaków. Na pytania odpowiedziały osoby mające obowiązek rozliczenia się z urzędem skarbowym za rok 2022. W grupie badanych nie zostały uwzględnione osoby, za które zeznanie podatkowe przygotowuje i składa ZUS. Badanie zostało przeprowadzone w dniach 21.03-3.04.2023 roku przez firmę badawczą Norstat. Celem badania było poznanie, w jaki sposób Polacy rozliczają swój podatek dochodowy za 2022 rok.

Przestrzenne niedopasowanie Ukraińców na rynku pracy – wyniki badania Politechniki Gdańskiej

Ukraińcy nie trafiają tam, gdzie jest na nich zapotrzebowanie – wynika z badania Politechniki Gdańskiej dla Gremi Personal. Badanie objęło migrację zarobkową sprzed wojny. Z badania wynika, że najwięcej Ukraińców osiedliło się w województwach: łódzkim, mazowieckim i pomorskim.

Zmiany strukturalne powodują, że kapitał koncentruje się w kilku województwach. Koncentracja wolnych miejsc pracy jest największa na terenach wielkiego rozwoju terytoriów – mowa tu o województwie mazowieckim, śląskim, wielkopolskim, dolnośląskim i pomorskim. Na tych terenach w ogóle przebywa najwięcej cudzoziemców, nie tylko Ukraińców. Oczywiste, że na liście znalazła się stolica z okalającym je województwem, Śląsk – bo historycznie jest tam największa koncentracja przemysłu, dolnośląskie – ze względu na rozwój specjalistycznych usług, a pomorskie do tej listy dołączyło jako ostatnie, głównie ze względu na to, że w tym regionie otwarto wiele hubów koncernów na całą Europę Środkowo-Wschodnią. Jeśli chodzi o koncentrację Ukraińców, to pozytywnie na decyzje migracyjne do trzech topowych województw: mazowieckiego, łódzkiego i pomorskiego wpłynęły trzy czynniki: gęstość zaludnienia, liczba wolnych miejsc pracy i liczba ofert pracy przypadająca na tysiąc mieszkańców. Migranci pojawiają się w miejscowościach o wysokim stopniu urbanizacji, bardziej uprzemysłowionej części kraju. To te województwa generują ponad 60 % tworzących się wolnych miejsc pracy – komentuje badanie prof. Krystyna Gomółka z Wydziału Zarządzania PG, jedna ze współautorek badania mającego na celu zbadanie sytuacji ekonomicznej obywateli Ukrainy w Polsce. – Dla porównania, najmniej miejsc pracy tworzonych jest w woj. podlaskim i świętokrzyskim ze względu na to, że są to najmniej rozwinięte regiony, tworzy się tam 20 razy mniej wolnych miejsc pracy, niż w mazowieckim!

Rozmieszczenie przestrzenne emigracji z Ukrainy charakteryzuje się słabą, ujemną zależnością przestrzenną: np. w woj. podkarpackim przebywa stosunkowo mało Ukraińców, dlatego, że jest pomiędzy nimi duża konkurencja ze względu na bliskość geograficzną. Również stosunkowo niewielka migracja zarobkowa była na terenie Śląska, mimo, że to region przemysłu ciężkiego, z którego emigrowali również Ukraińcy – ale dla większości z nich wymagania były niemożliwe do spełnienia. Podobnie w woj. dolnośląskiem jest mało Ukraińców, bo tam pracę prędzej znajdzie wysokiej klasy specjalista, niż pracownik fizyczny.

Inna sytuacja występuje w woj. kuj-pomorskim i świętokrzyskim – są to nisko uprzemysłowione regiony, gdzie nie ma możliwości rozwoju, więc ludzie w ogóle niechętnie się tam osiedlają. Podobnie na ścianie wschodniej jest mała szansa na dobrą pracę, bo region charakteryzuje słaba koncentracja kapitału.

Co nas zaciekawiło w tych badaniach? Chociażby to, że migranci szukali pracy na stabilnym rynku pracy ale niekoniecznie tam, gdzie wynagrodzenie minimalne było najwyższe. Dlaczego tak się działo? Osoby, które posiadają kwalifikacje zawodowe, ale słabo znają język polski, nie mogą nostryfikować dyplomu albo są w trakcie, obawiają się że nie będą mogli zdobyć pracy zgodnej z kwalifikacjami. – komentuje Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal.

Rozwój technologiczny ma wpływ na zmianę struktury zatrudnienia – wiedza  szybko się dezaktualizuje i migrujący pracownicy powinni nieustająco podnosić swoje kwalifikacje i dostosowywać je do wymogów rynku pracy do którego emigrują. Nowe, unijne technologie mogą być dużą przeszkodą w zatrudnianiu emigrantów, szczególnie nie znających języka polskiego i angielskiego.

Jako Gremi Personal od roku powtarzamy, że bardzo ważne jest, aby rząd zachęcał uchodźców do osiedlania się nie tylko w dużych miastach, ale także w małych miejscowościach, bo to tam znajdują się zakłady przemysłowe. Również realia wojenne bardzo się zmieniły, przyjechało dużo Ukraińców z wyższym wykształceniem, którzy wkrótce będą pracować w usługach, finansach, bankowości. W związku z tym więcej Ukraińców będzie nie tylko w tych regionach, gdzie rozwija się przemysł, ale także tam, gdzie rozwija się sektor usług. Zakładamy też, że nastąpiła rotacja Ukraińców w województwach od czasu rozpoczęcia wojny. Prowadzimy już nowe badania z Politechniką Gdańską na ten temat. – konkluduje Dzhobolda.

Wyczekiwanie na nowe sygnały

Na rynku akcji w Stanach Zjednoczonych trwa wyczekiwanie na pojawienie się jakichś nowych sygnałów. Poziomy głównych indeksów niewiele się wczoraj zmieniły (S&P 500 +0,09 proc., DJIA -0,03 proc., Nasdaq Composite -0,04 proc.) pozostając lekko poniżej swoich maksimów z ostatnich miesięcy.

Obecnie wycena kontraktów na oprocentowanie funduszy federalnych („FED funds rate”) sugeruje 86 proc. prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki stóp Rezerwy Federalnej o 0,25 pkt. proc. w maju. Przewodniczący oddziału FED w Atlancie Raphael Bostic wskazując na ciągle zbyt wysoki poziom inflacji opowiedział się wczoraj za jeszcze jedną podwyżką stóp i utrzymywaniem ich powyżej poziomu 5 proc. przez jakiś czas. Jego odpowiednik z Saint Louis James Bullard wskazując na dużą siłę rynku pracy w USA stwierdził, że dominujące na rynku obawy przed recesją są przesadzone i opowiedział się za opowiedział się za dalszym zaostrzaniem polityki pieniężnej.

Dziś rano ok. godz. 9:15 cena kontraktów terminowych na S&P 500 spadała o 0,28 proc.
Na rynkach akcji w Azji i Oceanii lekko dziś rano przeważały nieznaczne spadki. Nikkei spadł o 0,18 proc., ale nadal utrzymywał się w pobliżu swoich lokalnych maksimów z okresu minionego roku.

W Europie również lekko dominowały spadki głównych indeksów rynków akcji. Nadal wyróżniał się francuski CAC 40 ustanawiający swe nowe historyczne rekordy (+0,47 proc. ok. godz. 0:15). Niemiecki DAX, który wczoraj osiągnął swój najwyższy poziom od roku tracił dziś rano 0,19 proc.

WIG-20, który wczoraj na chwilę przekroczył najwyższy od lutego br. poziom 1900 pkt. spadał dziś ok, godz. 9:25 o 0,32 proc. Z poziomem oporu wyznaczanym przez swe lokalne maksimum z października 2021 walczył dziś rano WIG-Nieruchomości. Wśród składników sWIG-u 80 warto zwrócić uwagę na dzisiejsze nowe cykliczne maksima kursów akcji spółek Alumetal, Rainbow Tours i Echo Investment.

Rosnąc dziś powyżej poziomu 3,6 proc. rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych atakowała dziś swe miesięczne maksimum.

Swą hossę kontynuowały kontrakty na kakao na ICE osiągając dziś rano kolejny najwyższy poziom od 2016 roku. Ceny kontraktów na ropę naftową i gaz ziemny, a także na metale szlachetne lekko dziś rano spadały.

Po ubiegłotygodniowej – drugiej od lutego br.- nieudanej na razie próbie przełamania poziomu 1,10 proc. kurs EUR/USD niewiele się dziś rano zmieniał. Obserwowana ostatnio siła euro względem USD po części wynika z wiary, że o ile amerykańska Rezerwa Federalna zbliża się do końca obecnej serii podwyżek stóp, a w drugim półroczu możemy wręcz liczyć na pierwsze obniżki, to podobna zmiana polityki ECB jest bardziej odległa w czasie.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w połowie marca przełamał kluczowy poziom oporu wyznaczany w okolicach 250000 USD przez swego maksima z sierpnia ub.r. i lutego br., we wtorek i środę próbował wrócić poniżej poziomu 30000 USD. Ta próba na razie okazywała się nieudawana. Wtorek przyniósł ostatecznie 3,08 proc. wzrost kursu BTC/USD, a dziś rano ok. godz. 8:45 kurs pomimo spadku o 0,88 proc. nadal utrzymywał się powyżej poziomu 30000 USD tuż poniżej osiągniętego 14 kwietnia br. najwyższego poziomu od czerwca ub.r. Rozmiary opuszczonej górą w marcu 9-miesięcznej konsolidacji pomiędzy poziomami ok. 15000 USD i 25000 USD sugerują na tym rynku poziom ok. 40000 jako średnioterminowy cel trwającej od listopada ub.r. roku zwyżki.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Warszawski rynek biurowy Q1 2023

W pierwszym kwartale 2023 r. w Warszawie nie oddano do użytku żadnego nowego projektu biurowego. Odnotowano również 40-procentowy spadek popytu na powierzchnię biurową. Jak prognozuje firma doradcza Savills, jednym z najistotniejszych wyzwań, z którymi zmagać się będą najemcy, w oczekiwaniu na odwrócenie koniunktury, będzie znaczący wzrost kosztów eksploatacyjnych, który wyniesie od 30 do 60 procent w zależności od rodzaju i specyfiki obiektu.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie na koniec marca 2023 r. wyniosły 6,25 mln m kw. Pomimo że rynek biurowy w stolicy nie wzbogacił się w ciągu pierwszych trzech miesięcy roku o żaden nowy budynek, zaobserwowano pierwszy od wybuchu pandemii Covid-19 wzrost powierzchni w budowie. Blisko 230 000 m kw. biur, które wkrótce zostanie dostarczonych na warszawski rynek, to jednak wciąż znacznie mniej od poziomów odnotowywanych w latach 2016-2019., kiedy to w budowie znajdowało się corocznie od 700 000 do 800 000 m kw.

W najbliższych latach przewiduje się kontynuację trendu skupiającego aktywność deweloperską w centrum miasta. Obecnie nieruchomości biurowe w tej lokalizacji stanowią 65% wszystkich planowanych inwestycji. W całej Warszawie do końca 2023 roku powinno zostać ukończonych blisko 68 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z której ponad 42% zostało już wynajęte. W najbardziej optymistycznym scenariuszu, zakładającym realizację wszystkich planowanych projektów, całkowita nowa podaż w 2024 r. może przekroczyć 140 000 m kw., a w 2025 r. wzrosnąć o kolejne 290 000 m kw.

„Rok 2023 będzie stał pod znakiem wzrostu kosztów eksploatacyjnych. Wszystko za sprawą wysokiej inflacji oraz podwyżki cen mediów. Spowolnienie gospodarcze zmusza najemców do ostrożniejszego podejścia do najmu nieruchomości. Nadchodzi czas trudnych renegocjacji oraz ponownego wzrostu ofert biur dostępnych w formie podnajmu. Możemy być też świadkami strategii optymalizacyjnych polegających na zmniejszeniu powierzchni biura i relokacji, choć paradoksalnie nierzadko do lokalizacji droższej – bliżej centrum i o wyższym standardzie, co pozwoli zachęcić pracowników do powrotu do biur” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

Mimo rosnących opłat eksploatacyjnych, koszty najmu w Warszawie pozostają na stabilnym poziomie. Zgodnie z danymi Savills, miesięczne stawki czynszu w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 22,5-25,5 euro za m kw. miesięcznie. Na Służewcu czynsze nadal wynoszą od 13 do 15 euro za m kw. miesięcznie. Na koniec marca 2023 r. w Warszawie dostępnych było blisko 725 000 m kw. wolnej powierzchni biurowej, co przekłada się na współczynnik pustostanów na stabilnym od dłuższego czasu poziomie 11.6%

Całkowity popyt na powierzchnię biurową w Warszawie wygenerowany przez najemców między styczniem a marcem 2023 r. wyniósł 158 900 m kw., co stanowi spadek o około 40% w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym i bardzo zbliżony względem poprzedniego kwartału. Jak podaje Savills, nowe umowy najmu i relokacje odpowiadały za niemal 68% popytu, a ekspansje za 5%, podczas gdy niepewność gospodarcza i bardzo ograniczona ilość powierzchni w budowie odbiła się na niskim poziomie przednajmów (2%).

Transakcje powyżej 1000 m kw. miały 70% udział w popycie. W pierwszym kwartale podpisano pięć transakcji o powierzchni powyżej 5000 m kw. Popyt rozkładał się dość równomiernie między najemcami z różnych sektorów gospodarki, poza sektorem usług biznesowych, który był wyraźnym liderem (20%). Sektor IT wydaje się być obecnie sektorem o niskim wpływie, generując zaledwie 6% popytu, co jest jednym z najniższych wyników na przestrzeni ostatnich lat, oscylując wcześniej wokół 15%.

„Biura serwisowane i coworkingowe mogą być kolejnym sposobem na przetrwanie trudnego okresu lub całkowitą reorganizację modelu pracy, i są coraz częściej rozważane nie tylko przez start-upy, ale także przez uznane firmy z sektora IT czy nawet sektora finansowego. Przekłada się to na wzrost aktywności operatorów biur elastycznych, jaką obserwujemy w ostatnim czasie w Warszawie” – komentuje Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills oraz szef platformy Workthere w Polsce.

W najbliższym czasie operatorzy biur elastycznych w Warszawie planują otwarcia czterech nowych lokalizacji oraz jednej ekspansji, których łączna powierzchnia przekroczy 14 500 m kw. Największe nowe coworki znajdować się będą w centrum miasta w budynkach Skyliner (Mindspace, 4 400 m kw.), Lixa (Loftmill, 3 300 m kw.), w Warsaw UNIT (OmniOffice) oraz w Wilanów Office Park (Regus 3 100 m kw.) poza centrum Warszawy.

Handel, budownictwo i TSL nie płacą informatykom

Branża IT jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów w krajowej i światowej gospodarce. Nie jest to jednak droga usłana różami. W ostatnim roku coraz więcej polskich firm informatycznych zaczęło sygnalizować problemy finansowe. Według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, zadłużenie branży rok do roku wzrosło o niemal 22 proc. i obecnie wynosi 230,3 mln zł. Firmom byłoby łatwiej spłacić dług, gdyby tylko ich klienci uregulowali zaległe faktury za usługi informatyczne o łącznej wartości 412,3 mln zł.

Sektor IT jest jedną z branż, na którą wyjątkowo mocno oddziałują zatory płatnicze. Inne firmy są mu winne miliony. Najwięcej handel, który powinien uregulować 97,2 mln zł. Kolejne są przedsiębiorstwa budowlane (55,6 mln zł), a pierwszą trójkę zamyka transport i gospodarka magazynowa (45,7 mln zł). W sumie 50,1 tys. klientów zalega firmom informatycznym na łączną kwotę 412,3 mln zł.

Rosną długi informatyków

Ale – a może właśnie dlatego – branża IT sama ma problem z terminowym regulowaniem zobowiązań. Jeszcze w marcu minionego roku zaległości finansowe branży wynosiły niecałe 180 mln zł. Teraz opiewają one na 230,3 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 22 proc. r/r. Liczba zadłużonych podmiotów urosła z 6388 do 7028, a przeciętne zadłużenie w sektorze sięga 32,8 tys. zł, czyli o 4 tys. zł więcej niż rok wcześniej, wynika z danych KRD. Rekordzistą jest warszawska firma, która zaciągnęła 20 zobowiązań finansowych na kwotę niemal 9 mln zł, głównie wobec branży telekomunikacyjnej.

Sektor IT intensywnie się rozwija, ale musi się mierzyć z różnymi wyzwaniami. W czasie pandemii nastąpił boom na usługi teleinformatyczne, wiele firm na tym zyskało, co było widać w ich malejącym zadłużeniu. Jak wynika z analizy Garnera, w 2021 roku wzrost wydatków na IT przekroczył 10 proc. rok do roku. Według prognoz tej firmy, w pocovidowej rzeczywistości zapotrzebowanie na rozwiązania IT nie jest już tak duże, a środki na ten cel będą niższe – zwraca uwagę Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. I dodaje: – Wiele rozwiązań informatycznych firmy mogą już wdrażać automatycznie. Technologia dostarcza coraz więcej gotowych rozwiązań, rozwija się sztuczna inteligencja. W IT występuje duża rotacja pracowników i presja płacowa. Równowaga w biznesie jest więc dość krucha. O pogorszeniu sytuacji na rynku świadczy niemały, bo 22-procentowy wzrost zadłużenia oraz masowe redukcje etatów. Na przełomie roku w USA pracę straciło ok. 300 tys. specjalistów IT, zwolnienia nastąpiły też w polskich firmach technologicznych. Dla kontrahentów to sygnał, że mimo dobrej sytuacji sektora jako całości, warto monitorować kondycję finansową poszczególnych przedsiębiorstw z tej branży.

Zdecydowaną większość długu, aż 136,6 mln zł, firmy z sektora IT mają wobec instytucji finansowych i ubezpieczeniowych. To przede wszystkim zaległe zobowiązania przekazane firmom zarządzającym wierzytelnościami, ale także efekt pożyczek na rozwój biznesu w okresie boomu w branży, z którym mieliśmy do czynienia w pandemii. Kolejne 31,2 mln zł to wzajemne długi IT: podwykonawcy, programiści, specjaliści, którym zlecono projekty informatyczne, a następnie nie zapłacono za ich realizację. Trzecią w kolejce branżą próbującą odzyskać 14,4 mln zł należności od informatyków jest handel.

JDG-i freelancerzy w sieci negatywnych czynników

Jak pokazuje Barometr Nastrojów Organizacji Pracodawców Usług IT – SoDA, na rozwoju sektora IT w Polsce negatywnie odbija się sytuacja geopolityczna na świecie – takiego zdania jest 57 proc. badanych przedstawicieli branży. Ponad 70 proc. obawia się długofalowych skutków wojny za wschodnią granicą w kontekście generowania swoich przychodów.

Dużą grupę dłużników notowanych w KRD, mocno zależną od koniunktury i zapotrzebowania na rynku, tworzą jednoosobowe działalności gospodarcze, w tym freelancerzy, działający na własny rachunek. To około 3,4 tys. przedsiębiorców. Ich zaległości finansowe sięgają 93,5 mln zł.

W ubiegłym roku powstało w Polsce 310 tys. nowych jednoosobowych działalności gospodarczych, ale 194 tysięcy wyrejestrowano. Często powodem likwidacji bądź zawieszenia działalności są wysokie koszty prowadzenia firmy. W branży IT, oprócz bieżących wydatków, dodatkowym obciążeniem finansowym są też różnego rodzaju licencje, programy komputerowe, specjalistyczny sprzęt, a nawet niezbędne szkolenia, kursy i certyfikaty. Warto wiedzieć, że to wszystko można już dziś nabyć na raty, bez konieczności zaciągania kredytu w banku. W ubiegłym roku mikrofirmy po raz pierwszy mogły skorzystać z rat dla biznesu w usłudze NFG. Średnia wartość zakupów firmowych oddanych do finasowania przez przedsiębiorstwa informatyczne wynosiła 6,5 tysiąca złotych. Firmy inwestowały głównie w nowoczesny sprzęt i szkolenia, a płatności najczęściej rozkładały na 6 rat. Jeszcze większą popularnością cieszył się faktoring online. W ramach eFaktoringu mikrofirmy IT sfinansowały ponad 1200 faktur na łączną kwotę 7,1 mln zł. Średnia wartość faktury oddanej do finansowania to 5900 zł – podaje Emanuel Nowak, ekspert w firmie faktoringowej NFG.

Mazowsze na czele zadłużonych województw

Wśród regionów, w których sektor nowych technologii mierzy się z największymi trudnościami finansowymi, dominuje Mazowsze.

Tutejsze firmy IT do zwrotu mają niemal 78 mln zł. Na drugim miejscu znalazła się Wielkopolska, gdzie do uregulowania pozostaje im 28,3 mln zł. Warto jednak zauważyć, że do tak wysokiej kwoty znacznie przyczynił się szczególnie jeden dłużnik, który ma niespłacone zobowiązania sięgające 8 mln zł. Trzecim województwem jest śląskie, w którym przedsiębiorstwa IT mają 23 mln zł zaległości – dodaje Adam Łącki.

Internet domowy bez limitu danych. Mobilny czy światłowód?

Zastanawiasz się nad zakupem Internetu do swojego domu? Nie wiesz na co powinieneś zwrócić uwagę przed ostatecznym wyborem oferty? W tym artykule przybliżymy Ci najważniejsze cechy Internetu domowego. Odpowiemy także na pytanie czy gdzie szukać najlepszych ofert i czy lepiej postawić na łącze stacjonarne czy mobilne.

Jak wybrać dobry Internet domowy?

Na co przede wszystkim musisz zwrócić uwagę zanim dokonasz wyboru Internetu do domu? Najważniejsze są:

  • cena,
  • prędkość pobierania (download),
  • prędkość wysyłania (upload),
  • rodzaj łącza,
  • stabilność łącza,
  • zasięg łącza (dla Internetu mobilnego),
  • limit danych do wykorzystania (dla Internetu mobilnego),
  • usługi dodatkowe w cenie,

Cena to element oferty, na który często od razu zwracamy uwagę. Oczywiście zwykle wyższa cena wiąże się z wyższą prędkością Internetu. Nie zawsze jednak najdroższy Internet będzie najlepszy. Jeśli nie masz wygórowanych wymagań co do łącza, najprawdopodobniej nie wykorzystasz w pełni najdroższych dostępnych pakietów.

Prędkość pobierania (download) to wartość jaką mają na myśli operatorzy mówiąc o prędkości łącza. Dla zdecydowanej większości domowych zastosowań wystarczające będzie łącze o prędkości już od 50 Mb/s. W praktyce, im szybszy Internet tym większy komfort pracy. Prędkość pobierania decyduje o szybkości odświeżania stron, buforowania zawartości multimedialnej czy ściągania plików. Standardem w przypadku stacjonarnego łącza światłowodowego jest obecnie prędkość 300 Mb/s.

Nie można też zapominać o prędkości wysyłania (upload). Jeśli często przesyłasz duże pliki, na przykład prace graficzne lub filmy video, duża prędkość wysyłania będzie dla Ciebie przydatna. Łącze z wysoką wartością uploadu docenią także Youtuberzy lub streamerzy. Dla takich osób dobrym wyborem będzie łącze symetryczne, czyli o jednakowej prędkości wysyłania i pobierania.

Jedną z najważniejszych, a jednocześnie najtrudniejszych do weryfikacji, cech łącza internetowego jest jego stabilność. Nawet jeśli Twoje łącze osiąga imponujące maksymalne prędkości, ciężko będzie je efektywnie wykorzystać gdy prędkość Internetu będzie ciągle spadać. Dlatego zawsze warto zasięgnąć opinii osób, które korzystają już z usług danego dostawcy, najlepiej w Twojej okolicy.

Światłowód czy Internet mobilny do domu?

W Polsce dostępne są łącza stacjonarne (w tym światłowodowe), mobilne i satelitarne. Do użytku domowego najlepsze będzie łącze stacjonarne, chociaż do tego celu nadają się również pakiety Internetu mobilnego bez limitu, lub z bardzo dużym limitem danych. Najsłabiej wypada tu łącze satelitarne, które w porównaniu do konkurentów jest znacznie droższe i mniej stabilne.

Pod względem prędkości łącza zdecydowanie wygrywa łącze stacjonarne, zwłaszcza światłowodowe. W dużych miastach już od dłuższego czasu funkcjonuje Internet światłowodowy o prędkościach przekraczających 1000 Mb/s. W przypadku Internetu mobilnego i bezprzewodowego maksymalna prędkość łącza najczęściej wynosi ok. 100 Mb/s. Jest to prędkość, która pozwala na swobodne korzystanie z zasobów Internetu, ale jest znacznie niższa od standardu łączy stacjonarnych w dużych miastach.

W przypadku Internetu mobilnego równie ważny co prędkość może okazać się zasięg. Przede wszystkim ważne jest, aby zasięg był jak najwyższy w Twoim domu. Wtedy będziesz mógł liczyć na najwyższą możliwą prędkość i stabilność łącza. Tego typu problemy nie dotyczą łącza stacjonarnego, które dzięki połączeniu kablowemu najczęściej jest bardziej stabilne niż łącze mobilne, na którego jakość ma wpływ nie tylko zasięg, ale i warunki pogodowe.

Internet mobilny bez limitu jako Internet domowy?

Zamawiając mobilne łącze internetowe często musimy godzić się na limit danych do wykorzystania. Zwłaszcza w przypadku zastosowań domowych, może być to duże utrudnienie. W ofertach poszczególnych operatorów pojawiają się jednak opcje łącza mobilnego bez limitu. Warto rozważyć także zakup Internetu mobilnego z dużym limitem danych, wynoszącym 500 GB miesięcznie i więcej. Będzie on w pełni wystarczający dla większości użytkowników.

Należy jednak pamiętać, że Internet bezprzewodowy bez limitu lub z tak dużym limitem danych, będzie droższy od Internetu stacjonarnego. Jednocześnie, prędkość łącza mobilnego będzie niższa. Oznacza to, że z ofert tego typu warto korzystać jedynie w poniższych przypadkach:

  1. Jeśli ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury nie masz możliwości instalacji Internetu stacjonarnego lub światłowodowego.
  2. Jeśli nie masz zgody właściciela na instalację łącza stacjonarnego, na przykład w wynajmowanym mieszkaniu.
  3. Jeśli szczególnie ważny jest dla Ciebie aspekt bezprzewodowości i chcesz mieć możliwość zmiany miejsca, w którym korzystasz z Internetu.

W innych przypadkach lepszym pomysłem będzie Internet światłowodowy lub inny rodzaj Internetu stacjonarnego. Będzie on stabilniejszy niż łącze mobilne, a przy tym jego stosunek ceny do prędkości jest znacznie korzystniejszy.

Najlepsze oferty Internetu domowego

Gdzie szukać najlepszych ofert na Internet domowy bez limitu? Oczywiście można w tym celu przeszukać strony internetowe wszystkich operatorów Internetu. Można także wspomóc się porównywarką ofert Internetu, taką jak Teletropiciel.pl. Korzystanie z porównywarki jest wygodne i pozwala oszczędzić czas. Do tego od razu masz możliwość porównania ofert poszczególnych dostawców. Przedstawiamy jedne z najciekawszych znalezionych ofert Internetu domowego:

Światłowód do 1200 Mb/s od Vectry

Vectra oferuje jedno z najszybszych łącz światłowodowych w kraju. W ramach oferty tego dostawcy możemy liczyć na łącze o prędkości aż do 1200 Mb/s.

Internet stacjonarny do 300 Mb/s od Netii

Podstawowy pakiet Internetu stacjonarnego firmy Netia, zawierający bardzo stabilne łącze światłowodowe o prędkości do 300 Mb/s.

Bezprzewodowy Internet domowy bez limitu od T-Mobile

Internet bezprzewodowy bez limitu danych. Łącze mobilne o prędkości do 90 Mb/s. Najlepsza tego typu oferta od T-Mobile.

Więcej ofert Internetu domowego znajdziesz w serwisie Teletropiciel.pl

Aktywne a pasywne zarządzanie portfelem inwestycyjnym – różnice, zalety i które podejście opłaca się bardziej w długim okresie?

Inwestowanie jest obecnie jednym z niewielu sposobów na zmniejszenie negatywnych skutków ogólnego wzrostu cen spowodowanego kryzysem ogólnospołecznym i wysoką stopą inflacji. W Internecie aż roi się od reklam produktów inwestycyjnych, z których niedoświadczony inwestor może mieć mętlik w głowie. W tym artykule pokażemy, że w świecie inwestowania czasami mniej znaczy więcej, i przyjrzymy się różnicom między aktywnym a pasywnym zarządzaniem portfelem inwestycyjnym.

Metod i podejść do inwestowania jest bez liku, a inwestorzy mogą wybrać spośród ustalonych strategii, opracować własne podejście do inwestowania lub powierzyć swoje pieniądze profesjonalistom z funduszów inwestycyjnych. Niezależnie od tego, które podejście się wybierze, zawsze ma się dwie opcje. A mianowicie: aktywne lub pasywne zarządzanie portfelem inwestycyjnym. Ten podstawowy podział dotyczy całej społeczności inwestorów, od drobnych inwestorów detalicznych po globalne fundusze hedgingowe. Jakie są zalety i wady obu tych stylów inwestowania? Czytaj dalej!

Aktywne zarządzanie portfelem

Aktywnie zarządzane portfele inwestycyjne to takie, których skład jest aktywnie zmieniany i dostosowywany do aktualnych warunków rynkowych przez inwestorów lub zarządzających funduszem w celu maksymalizacji stopy zwrotu lub obniżenia ryzyka inwestycyjnego. Interwencje te polegają na aktywnym dodawaniu lub usuwaniu z portfela aktywów finansowych lub na dokonywaniu zmian w proporcjach tych aktywów w portfelu.

Aktywnie zarządzane portfele inwestycyjne wymagają specjalistycznej wiedzy na temat mechanizmów rynkowych, ekonomii i statystyki, w związku z czym takie podejście jest bardziej czasochłonne.

Aktywne zarządzanie portfelem inwestycyjnym daje wiele korzyści, które czynią je bardzo atrakcyjnym dla inwestorów. Należą do nich przede wszystkim możliwość maksymalizacji zysków poprzez monitorowanie i reagowanie na krótkoterminowe wahania cen i sentymentu rynkowego oraz wykorzystywanie ich do generowania zysków lub obniżenia ryzyka inwestycyjnego. Należy jednak zauważyć, że stałe monitorowanie sytuacji rynkowej jest niezwykle czasochłonne i wymagające pod względem wiedzy i doświadczenia, których zdobycie może nie być priorytetem dla niektórych inwestorów.

Zalety

  • Elastyczność – możliwość inwestowania w obiecujące aktywa
  • Hedging – możliwość obniżenia ryzyka inwestycyjnego
  • Optymalizacja podatkowa – fundusze inwestycyjne przed zakończeniem roku fiskalnego sprzedają aktywa, które przyniosły im straty, zmniejszając w ten sposób podstawę opodatkowania

Wady

  • Wyższe koszty wynikające z aktywnego nabywania aktywów
  • Czasochłonność
  • Potrzeba wiedzy i doświadczenia

Pasywne zarządzanie portfelem

W porównaniu z aktywnym zarządzaniem portfelem, pasywne podejście jest znacznie prostsze, mniej czasochłonne i nie wymaga tak obszernej wiedzy. Pasywne zarządzanie inwestycjami zakłada długoterminowy wzrost nabytych aktywów. Pasywny styl inwestowania jest zwykle realizowany w ramach jednego segmentu rynku, gdzie dywersyfikacja polega na utworzeniu grupy aktywów. Typowymi instrumentami są na przykład nieruchomości (REIT) lub akcje z określonych sektorów, np. lotniczego, technologii, odnawialnych źródeł energii, akcje amerykańskie itp.

W dzisiejszych czasach synonimem pasywnego inwestowania są przede wszystkim tzw. fundusze ETF (fundusze giełdowe)Są one popularne głównie ze względu na niskie opłaty, jak również z natury rzeczy wysoki poziom dywersyfikacji.

Pasywne podejście do zarządzania portfelem jest z reguły mniej czasochłonne i mniej wymagające pod względem wiedzy – inwestor zakłada wzrost posiadanych przez siebie aktywów w długim okresie.

W przypadku inwestycji pasywnych horyzont czasowy inwestycji może wynosić nawet kilkadziesiąt lat. Warto również zaznaczyć, że inwestycje pasywne wymagają znacznie bardziej dokładnego przygotowania niż inwestycje aktywne. Obejmuje to analizę fundamentalną, ekonomiczną, społeczną i analizę sentymentu rynkowego. W związku z tym nawet pasywne podejście do zarządzania portfelem może okazać się nieco czasochłonne, a przynajmniej na samym początku.

Zalety

  • Znacznie niższe koszty związane z nabyciem aktywów i zarządzaniem portfelem
  • Niskie wymagania w zakresie wiedzy specjalistycznej
  • Maksymalizacja zysku w przypadku pozytywnych fundamentów w danym segmencie rynku

Wady

  • Niemożność hedgingu (zabezpieczenia) i szerszej dywersyfikacji
  • Zablokowanie kapitału na długi czas
  • Stawianie na długoterminowy wzrost

Aktywne a pasywne zarządzanie portfelem inwestycyjnym

Jak wynika z powyższego, aktywne podejście do zarządzania portfelem posiada tę zaletę, że zarządzający lub sami inwestorzy mogą na bieżąco reagować na zmiany sytuacji na rynku, zabezpieczać swoje pozycje lub usuwać z portfela „złe” aktywa. Niemniej jednak, mimo że pasywne podejście nie oferuje takiej możliwości, nie należy go ignorować.

Wręcz przeciwnie. Badania przeprowadzone przez agenturę IFA (Index Fund Advisors) wykazały, iż wiele pasywnie zarządzanych funduszy inwestycyjnych osiąga dużo lepsze wyniki od funduszy zarządzanych w sposób aktywny. Słabsze wyniki aktywnie zarządzanych portfeli mogą wynikać np. z psychologii inwestowania, złej oceny sygnałów rynkowych lub błędnego ocenienia korekcji na rynku, którą inwestor może uważać za zakończenie trendu, ale która okaże się jedynie naturalnym, lokalnym dołkiem w drodze na północ.

W przypadku aktywnego podejścia do zarządzania portfelem należy liczyć się z negatywnym wpływem psychologii inwestowania. W przeciwieństwie do tego, inwestor inwestujący w sposób pasywny nie podlega w takim stopniu wahaniom własnego nastroju. Z raportu agentury IFA wynika, że niektóre duże fundusze inwestycyjne  wykorzystują pasywnie zarządzane inwestycje jako produkty dla swoich klientów. Ten rodzaj inwestowania jest dosyć powszechny w wielu dziedzinach i można go uznać za dominujące podejście do inwestycji w skali międzynarodowej. Raport ten całkowicie obala opinie dotyczące przewagi funduszy zarządzanych aktywnie, pokazując, że pasywne zarządzanie portfelem to metoda preferowana przez wiele dużych firm inwestycyjnych, co z kolei można uznać za ważną informację dla inwestorów detalicznych.zarządzanie portfelem

Wykresy kołowe porównujące procentowy rozkład inwestycji aktywnych i pasywnych w funduszach. Źródło: IFA.com

W niniejszym artykule pokazaliśmy, że czasami mniej może faktycznie oznaczać więcej. Pasywne podejście do inwestowania pozwala zaoszczędzić sporo czasu, nie wymaga tak obszernej wiedzy jak aktywne zarządzanie portfelem, a w dodatku często może generować wyższe zyski. Co więcej, pasywne zarządzanie portfelem inwestycyjnym jest również metodą preferowaną przez duże firmy inwestycyjne, co powinno zostać uznane przez inwestora detalicznego przynajmniej za bodziec do zastanowienia się nad własną strategią inwestycyjną.

Asseco prezentuje wyniki finansowe za rok 2022

W 2022 roku Grupa Asseco osiągnęła 17,4 mld zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 20% względem poprzedniego roku. Sprzedaż własnych produktów oraz usług informatycznych wzrosła o 19% i przekroczyła 13,4 mld zł. Zysk operacyjny, po wzroście o 25%, wyniósł 1,8 mld zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej był o 8% wyższy i osiągnął poziom 503 mln zł. Asseco pozostaje aktywne w obszarze M&A
– w minionym roku do Grupy dołączyło 16 spółek.

W 2022 roku zysk operacyjny non-IFRS* wyniósł 2,0 mld zł, co oznacza wzrost o 14% w stosunku do roku 2021. Z kolei zysk netto non-IFRS przypisany akcjonariuszom Asseco Poland ukształtował się na poziomie 547 mln zł i był wyższy o 6%. Dla Grupy Asseco dane w ujęciu non-IFRS stanowią ważną informację na temat sytuacji finansowej, a także dla oceny rozwoju działalności.

Przychody Asseco są bardzo dobrze zdywersyfikowane. W 2022 roku za 42% sprzedaży odpowiadał sektor przedsiębiorstw, udział sektora bankowości i finansów wyniósł 33% a instytucji publicznych 25%. Grupa odnotowała dwucyfrowe wzrosty we wszystkich sektorach.

Asseco umocniło swoją pozycję we wszystkich segmentach geograficznych. W 2022 roku rynki zagraniczne reprezentowane przez segmenty Formula Systems i Asseco International odpowiadały łącznie za 90% przychodów Grupy. Sprzedaż segmentu Formula Systems zwiększyła się o 23% do 11,5 mld zł, a zysk operacyjny o 49% do 1,1 mld zł. Po korektach
non-IFRS, zysk operacyjny tego segmentu ukształtował się na poziomie 1,3 mld zł, co stanowi wzrost o 20% w odniesieniu do zysku operacyjnego non-IFRS z roku 2021. W segmencie Asseco International przychody wzrosły o 15% do 4,2 mld zł, a zysk operacyjny osiągnął poziom 407 mln PLN. Po uwzględnieniu korekt non-IFRS zysk operacyjny tego segmentu wzrósł o 4% do 465 mln zł. Sprzedaż segmentu Asseco Poland przekroczyła 1,7 mld zł, czyli o 10% więcej niż rok wcześniej, a zysk operacyjny był o 5% wyższy i wyniósł 275 mln zł.

„Mimo niepewnych czasów, dalej konsekwentnie realizujemy naszą strategię opartą na rozwoju własnego oprogramowania i usług z nim związanych, a także silnej dywersyfikacji geograficznej, sektorowej i produktowej. Rok 2022 był dla nas rekordowy zarówno pod względem sprzedaży, jak i zysku netto przypisanego akcjonariuszom Asseco Poland. Międzynarodowy charakter naszej organizacji i jej struktura federacyjna, pozostawiająca dużą autonomię oraz swobodę działania poszczególnym spółkom, pozwalają nam skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych, zachowując tak potrzebne klientom lokalne i elastyczne podejście. Tylko w 2022 roku do naszej Grupy dołączyło 16 spółek działających na rynkach: europejskim, izraelskim i amerykańskim. Od momentu debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w 2004 roku liczba naszych akwizycji wynosi już blisko 130. To sprawia, że dzisiaj Grupa Asseco to blisko 33 tys. pracowników w 60 krajach na 6 kontynentach” – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2023 w kursach zmiennych, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 9,8 mld zł. W kursach stałych, w jakich został przeliczony backlog na 2022 rok, wynosi 10 mld zł.

„Wojna w Ukrainie potwierdziła, jak ważną rolę odgrywa cyberbezpieczeństwo. Jako dostawca rozwiązań dla instytucji publicznych i przedsiębiorstw bierzemy aktywny udział w zabezpieczaniu systemów informatycznych i pomagamy naszym klientom w dostosowaniu infrastruktury oraz procedur do nowych realiów” – tłumaczy Adam Góral. „Mamy również ogromne ambicje i wielkie plany, jeżeli chodzi o rynek rozwiązań chmurowych. Chcemy aktywnie włączać się w budowę europejskiej chmury obliczeniowej, a powołanie w 2021 roku Asseco Cloud jest pierwszym krokiem w tym kierunku. Nadal intensywnie promujemy ideę paperless, przenosząc procesy analogowe naszych klientów do przestrzeni cyfrowej. Pracujemy również nad rozwiązaniami z zakresu sztucznej inteligencji. Wierzę w to, że rosnąca popularność narzędzi AI, to nie chwilowa moda, a kierunek rozwoju technologii, która w swoim założeniu ma służyć człowiekowi” – dodał Adam Góral.

Asseco konsekwentnie buduje wartość dla akcjonariuszy i dzieli się z nimi wypracowanym zyskiem. W tym roku Zarząd Spółki zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu wypłatę 291 mln zł dywidendy za 2022 rok, co oznacza 3,50 zł na akcję i stanowi 58% skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej.

* Ujęcie non-IFRS obejmuje korekty o koszt amortyzacji wartości niematerialnych rozpoznanych w ramach rozliczenia połączenia (PPA), o koszty transakcji z pracownikami rozliczane w formie instrumentów kapitałowych (SBP) oraz o przychody i koszty związane z transakcjami nabycia/sprzedaży spółek i zdarzeniami jednorazowymi (oraz związane z nimi efekty podatkowe).

Skąd wynika stabilność polskiego sektora bankowego

Ostatnie tygodnie upłynęły pod znakiem kryzysu w światowym sektorze bankowym. Niemal z dnia na dzień upadł amerykański Silicon Valley Bank, a szwajcarski Credit Suisse został zgodnie z przewidywaniami przejęty przez UBS. Wydarzenia te nie pozostały obojętne wśród polskich i zagranicznych komentatorów. Ekonomiści EMIS analizują, czy i jak ta sytuacja może mieć wpływ na stabilność polskiego sektora bankowego.

Aktualne problemy światowego sektora bankowego mogą być powiązane z globalną inflacją oraz faktem, że banki centralne podwyższają stopy procentowe. Sektor wciąż obawia się możliwego trzęsienia ziemi, jako że ciemne chmury zbierają się nad dużym europejskim podmiotem – niemieckim Deutsche Bankiem. Co zaskakuje, to spokój panujący w polskim sektorze bankowym.

Coraz więcej aktywów

Sektor bankowy w Polsce charakteryzuje się wysoką stabilnością i bezpieczeństwem, należąc przy tym do najlepiej rozwiniętych w Europie Środkowo-Wschodniej. Analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w raporcie „Poland Banking Sector 2022/2023” wskazują, że w ciągu ostatniej dekady sektor stale się powiększał, a w ostatnich latach aktywa oscylowały wokół 90 proc. nominalnego PKB. W 2020 roku kontrolowane przez banki zasoby majątkowe podwoiły średni wzrost z poprzednich 10 lat, zwiększając się o 17,5 proc. r/r, a mówiąc inaczej o 100,5 proc. jako udział w PKB (do 2,4 bln zł). Aktywa na koniec 2021 roku były warte 98,1 proc. PKB, czyli znacznie powyżej średniej z ostatnich 5 lat, która wynosiła 91,6 proc. Z kolei wraz z odbudową gospodarki po pandemii COVID-19 wzrosły o dodatkowe 9,5 proc. r/r – do 2,6 bln zł.

Z raportu EMIS „Poland Banking Sector 2022/2023” wynika, że na koniec 2021 roku w Polsce funkcjonowało 30 banków komercyjnych, które posiadały 89,7 proc. aktywów sektora, czyli 2,3 bln zł. Do tej puli należy doliczyć 511 banków spółdzielczych reprezentujących 7,2 proc. aktywów (czyli 185 mld zł) oraz 37 oddziałów instytucji kredytowych z zasobami majątkowymi o wartości 79,6 mld zł (3,1 proc. ogółu). Kapitał zagraniczny stanowił 57 proc. aktywów sektora, z kolei kapitał państwowy 27 proc., a pozostałe 17 proc. pochodziło z polskiego kapitału prywatnego.

Co ważne, polski sektor bankowy jest stosunkowo skoncentrowany – pięć największych banków (PKO BP, Bank Pekao, Santander Bank Polska, ING Bank Śląski oraz mBank) w 2021 r. miało łącznie 56,56 proc. udziału w całości aktywów. Ponadto, koncentracja powoli, ale stale rośnie. Wpisuje się to w ogólny trend konsolidacji szerzej pojętego sektora finansowego, czego najbardziej znaczącym przykładem było przejęcie w 2017 r. Pekao przez PZU i PFR.

Przymusowe restrukturyzacje

Zgodnie z przepisami unijnymi na polskim rynku funkcjonuje podmiot o nazwie Bankowy Fundusz Gwarancyjny, którego zadaniem jest działanie na rzecz stabilności krajowego systemu finansowego: gwarantowanie depozytów zgromadzonych w bankach i kasach oraz przeprowadzanie przymusowej restrukturyzacji instytucji finansowych zagrożonych bankructwem.

Pod koniec 2020 roku BFG dokonał przymusowej restrukturyzacji należącego do Leszka Czarneckiego Idea Banku, czym uchronił klientów banku przed ryzykiem utraty pieniędzy. Wskutek zaplanowanego i odpowiedzialnego działania depozyty oraz oszczędności klientów Idea Banku zostały przeniesione do Banku Pekao. Podobna sytuacja wydarzyła się w 2022 roku i również dotyczyła banku Leszka Czarneckiego – tym razem przymusowej restrukturyzacji poddano Getin Noble Bank. Depozyty klientów zostały przeniesione do nowo powstałego podmiotu o nazwie Velo Bank. Zmniejszono dzięki temu koszty finansowe, które pojawiają się zwykle przy likwidacji banku, a wszystkie depozyty, niezależnie od ich wysokości, zostały zabezpieczone.

– Upadek Getin Noble Banku był w pewnym sensie dowodem na stabilność polskiego sektora bankowego. Jeżeli zakończenie działalności operacyjnej przez tak dużą instytucję finansową nie wywołuje w zasadzie żadnych większych skutków dla sektora i jego klientów, to znaczy, że jest on zbudowany na solidnych podstawach – zaznacza Andrzej Żurawski, ekonomista EMIS (ISI Emerging Markets Group). – Jeśli natomiast chcemy powiedzieć o niestabilności polskiej bankowości, zwykle mamy na myśli zaburzenia wywołane czynnikami zewnętrznymi. Przykładem jest sytuacja największego polskiego banku PKO BP, w którym doszło do czterech zmian prezesa w ciągu dwóch lat.

Stabilność mimo przeciwności

Przypadki Credit Suisse i Silicon Valley Bank – mimo że zbiegły się w czasie – mocno różnią się od siebie, zarówno pod względem przyczyn, jak i skutków. Wykupienie Credit Suisse, starego i poważanego szwajcarskiego banku przez UBS to scenariusz, który nie powinien przysporzyć klientom instytucji żadnych dużych problemów. Tego samego nie można już powiedzieć o SVB, tzw. „banku dla startupów”. Zatem nawet, gdyby problemy Deutsche Banku, dużej europejskiej instytucji, okazały się tak samo duże jak Credit Suisse – na co na razie niewiele wskazuje – nie ma powodów do paniki.

Według wielu prognoz, m.in. Międzynarodowego Funduszu Walutowego, polska gospodarka ma w 2023 roku zmniejszyć swoje tempo wzrostu do ok. 0–0,5 proc. Trwająca w Ukrainie wojna wpływa na funkcjonowanie całego regionu, a wzrost inflacji doprowadził do jeszcze silniejszego zacieśnienia polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski prognozuje, że banki mogą potencjalnie nie odzyskać rentowności sprzed pandemii, a niepewność związana z ryzykami prawnymi walutowych kredytów hipotecznych może okazać się dużym obciążeniem dla podmiotów, które wciąż zwiększają swoje rezerwy. W ostatniej edycji wydawanego przez NBP „Raportu o stabilności systemu finansowego” można przeczytać: „Sektor bankowy pozostaje odporny, ale bilans czynników wpływających na ocenę ryzyka systemowego w kraju uległ pogorszeniu.”

Analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) podkreślają, że pomimo wielu prognozowanych przeszkód, polski sektor bankowy pozostaje stabilny i dobrze przygotowany na ewentualne dynamiczne ruchy, które może przynieść przyszłość.

Źródło: EMIS Insights „Poland Banking Sector 2022/2023”