Polscy naukowcy z Poznania pracują nad rozwojem sztucznej inteligencji. Współpracują z jednym z wiodących inwestorów w polskim przemyśle farmaceutycznym

Polscy naukowcy z Poznania pracują nad rozwojem sztucznej inteligencji. Współpracują z jednym z wiodących inwestorów w polskim przemyśle farmaceutycznym 1

Dopływ wykwalifikowanych kadr, rozwój innowacji i budowanie pozytywnego wizerunku pracodawcy – to tylko część korzyści, które biznes czerpie ze współpracy ze środowiskiem naukowym i uczelniami. Korzysta na niej również druga strona. Potwierdza to przykład Politechniki Poznańskiej, która wspólnie z GSK pracuje nad rozwojem sztucznej inteligencji. Ich rozwiązanie może niedługo znaleźć zastosowanie na skalę globalną.

– Politechnika Poznańska jest dla nas naturalnym partnerem. Mają nie tylko świetnych inżynierów, którzy pracują w obszarach technologicznych, lecz także znakomitą kadrę naukową. Prowadzimy z tą organizacją wiele programów badawczych. Jeden z nich jest związany ze sztuczną inteligencją i – bazując na aktualnych wynikach – ma szansę zostać zastosowany globalnie. Mówimy o 100 tys. naszych pracowników na całym świecie, którzy potencjalnie będą używali technologii przygotowanej razem z uczelnią w Poznaniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sebastian Drzewiecki, dyrektor zarządzający Centrum Usług Biznesowych GSK IT.

Pod koniec października Politechnika Poznańska i GSK podpisali umowę, która dotyczy wspólnego projektu badawczego nad sztuczną inteligencją (AI). Uczelnia ma wesprzeć firmę w rozwoju tej technologii. W przyszłości AI może być zastosowana na globalną skalę w procesie badania nowych leków oraz wspierać użytkowników IT dzięki wykorzystaniu wirtualnych agentów.

– Sztuczna inteligencja jest dziś stosowana w bardzo wielu dziedzinach. Podobnie jak informatyka wtłacza się w każdą dziedzinę naszego życia, tak i rozwój sztucznej inteligencji ma wielkie znaczenie. To szeroki temat naukowy, który jest rozwiązywany na Politechnice Poznańskiej i znajduje zainteresowanie kilku grup naukowych – mówi prof. dr hab. inż. Tomasz Łodygowski, rektor Politechniki Poznańskiej.

Poznańska uczelnia od kilku lat współpracuje z firmą GSK w Poznaniu, która od kilku lat jest jednym z największych lokalnych pracodawców. Centrum Usług Biznesowych GSK IT – działające w Poznaniu od 2005 roku – zatrudnia 700 osób, z których ponad połowę stanowią absolwenci poznańskiej uczelni. Informatycy i programiści zapewniają wsparcie techniczne dla naukowców GSK prowadzących badania nad nowymi lekami niemal na całym świecie.

– Korzyścią z takiej współpracy pomiędzy uczelniami a biznesem jest dostęp do ludzi, którzy myślą nieszablonowo i szukają nowych rozwiązań. Współpraca z Politechniką Poznańską to zastrzyk wiedzy na temat tego, jak ich know-how i potencjał jesteśmy w stanie zastosować w realnym biznesie, jak przełożyć to, co wymyślamy na realne zastosowania. To obszar, w którym wspólnie znajdujemy dużo synergii – mówi Sebastian Drzewiecki.

– Od wielu lat nasi studenci odbywają praktyki w GSK. Dotąd dotyczyło to przede wszystkim studentów technologii chemicznej, w tej chwili próbujemy podjąć współpracę również na niwie naukowej czy usługowo-naukowej. Przywiązujemy dużą wagę do takiej współpracy z otoczeniem biznesowym. Co roku z naszej uczelni wysyłamy na praktyki około 4,8 tys. studentów, więc musimy mieć wielu partnerów. W szczególności cenimy sobie współpracę z firmami, które oferują studentom dłuższe praktyki. Dla obu stron to zdecydowanie lepsze rozwiązanie – uważa prof. Tomasz Łodygowski.

Dyrektor zarządzający Centrum Usług Biznesowych GSK IT zauważa, że dla firmy farmaceutycznej współpraca ze środowiskiem akademickim i uczelniami – poza dopływem kadr – ma jeszcze dodatkową zaletę, mianowicie jest elementem budowania pozytywnego wizerunku pracodawcy.

– GSK bardzo dużo inwestuje w kapitał ludzki, to bardzo ważna część naszego organizacyjnego DNA. Nasi stażyści mają dostęp do niektórych szkoleń na równi z naszymi pracownikami, choć nie mamy pewności, że wszyscy z nich finalnie znajdą zatrudnienie w naszej firmie. Wierzymy, że budowanie kapitału ludzkiego na przyszłość jest ważne dla nas i dla naszego regionu – mówi Sebastian Drzewiecki.

– Współpraca między światem akademickim a biznesem może być bardzo owocna. W przypadku takich firm jak GSK, które wykorzystują zaawansowane technologie, jest wręcz kluczowa. To cecha charakterystyczna brytyjskiego przemysłu, w szczególności sektorów technologii, medycyny czy farmacji. Z naszych doświadczeń wynika, że właśnie tak powinien działać biznes – dodaje Jonathan Knott, ambasador brytyjski w Polsce. – W Polsce biznes i uczelnie mogą stworzyć świetny zespół, który ma szansę podbić świat.

W ciągu 2 lat w Polsce powstaną ładowarki do aut elektrycznych umiejscowione w ulicznych latarniach. Czas ładowania za ich pomocą nie przekroczy 15 minut

W ciągu 2 lat w Polsce powstaną ładowarki do aut elektrycznych umiejscowione w ulicznych latarniach. Czas ładowania za ich pomocą nie przekroczy 15 minut 2

Polscy naukowcy pracują nad przełomowym dla branży samochodów elektrycznych rozwiązaniem – systemem ładowarek zainstalowanych w latarniach ulicznych. Z takiej ładowarki auto można naładować w zaledwie 15 minut. Pierwsze takie urządzenia zostaną zainstalowane w ciągu dwóch lat. Według rządowych prognoz do 2025 roku po polskich drogach będzie jeździć około miliona samochodów elektrycznych. Konsekwencją wzrostu zainteresowania takimi autami jest zwiększone zapotrzebowanie na infrastrukturę do ich ładowania. Obecnie w Polsce jest tylko 130 stacji ładowania pojazdów elektrycznych, w Niemczech – blisko tysiąc razy więcej.

– Ładowarkę do samochodów elektrycznych umieszczamy wewnątrz słupa oświetleniowego latarni. Ma to dwie zalety, pierwsza jest taka, że nie musimy szukać nowego miejsca, infrastruktury, zgłaszać pozwolenia, ponieważ często takie latarnie istnieją, np. stare rozwiązania wyładowcze – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Dariusz Zieliński z Katedry Napędów i Maszyn Elektrycznych Politechniki Lubelskiej.

Jak przewidują eksperci, samochody na prąd to przyszłość motoryzacji. Dzięki pomysłowi naukowców z Lublina ładowanie pojazdów elektrycznych będzie szybsze i tańsze, a zarazem bardziej dostępne. Twórcy podkreślają, że dzięki temu powstaje oszczędność miejsca, a stacje ładowania nie szpecą krajobrazu.

– To rozwiązanie pozwala na zastosowanie ładowarki w miejscach, gdzie kiedyś już była latarnia albo jest potrzeba zbudowania takiej latarni i można te dwie funkcje ze sobą połączyć. Gdy market, który chce wymienić wszystkie swoje latarnie na nowe, LED-owe, wymienia je na takie z funkcją ładowarki – tłumaczy dr Dariusz Zieliński.

Projektowana ładowarka ma moc 50 kW i jest w stanie naładować samochód nawet w 15 minut. Czas ten zależy jednak od modelu auta, bo nie wszystkie pojazdy pozwalają na tak szybkie ładowanie. Aby skorzystać z tego rozwiązania, wystarczy wcześniej ściągnąć na telefon specjalną aplikację, poprzez którą można będzie zarezerwować konkretną ładowarkę. System będzie połączony z operatorem sieci elektrycznej, dzięki czemu koszty ładowania samochodu będą doliczane do faktury za zużycie energii w gospodarstwie domowym.

– Na dzień samochody nie mają aż tak dużego zasięgu, żeby pozwolić na korzystanie przez całą noc. Trzeba naładować energię na te 200–300 km, zrobić sobie 15 minut odpoczynku na ładowanie i znowu jechać w drogę – zauważa przedstawiciel Katedry Napędów i Maszyn Elektrycznych Politechniki Lubelskiej.

Projekt lubelskich naukowców będzie zgodny z trzema standardami ładowania pojazdów elektrycznych CHAdeMO (rozwiązanie japońskie), DC Combo (standard europejski) oraz ładowanie prądem przemiennym AC. Dzięki temu z usługi będzie mogło skorzystać 95 proc. samochodów dostępnych na rynku. Ponadto system będzie miał licencję otwartą, dzięki czemu każda firma zainteresowana budową takich ładowarek otrzyma niezbędną dokumentację.

– Ładowarka będzie miała licencję otwartą, creative commons. Każda firma, która zgłosi się do nas i będzie chciała budować takie ładowarki, dostanie od nas dokumentację, następnie zbuduje pierwszy prototyp takiej ładowarki i od każdej sprzedanej sztuki odprowadza licencję do naszego konsorcjum – tłumaczy ekspert.

Pierwsze dwie ładowarki zostaną oddane do użytku w 2019 roku. Jedna powstanie przy akademiku Politechniki Lubelskiej, druga – obok siedziby PGE Dystrybucja. Rok później w Lublinie powstaną kolejne dwa takie urządzenia. Jak prognozują twórcy, samo wyprodukowanie ładowarki to koszt około 40 tysięcy złotych.

Rewolucja w walce z astmą. Stworzona przez Polaków nakładka na inhalator i aplikacja na smartfona ostrzegą przed atakiem

Rewolucja w walce z astmą. Stworzona przez Polaków nakładka na inhalator i aplikacja na smartfona ostrzegą przed atakiem 3

Nakładka na inhalator i aplikacja w smartfonie mają zapobiegać atakom astmy. Urządzenie wyposażone jest w kalendarz pyleń, informacje o zanieczyszczeniach powietrza i warunkach pogodowych oraz dane dotyczące okoliczności użycia leku. Dzięki zgromadzonym danym jest w stanie ostrzegać przed możliwością wystąpienia ataku. Przypomina również o konieczności zażycia leku. Aplikacja na smartfona jest już dostępna, a urządzenie trafi na rynek wiosną 2018 roku.

Astma, czyli zapalna choroba dróg oddechowych charakteryzująca się napadami duszności, to jedno z najczęściej występujących schorzeń przewlekłych. W Polsce z jej powodu cierpi ok. 5 proc. społeczeństwa. Astma jest chorobą nieuleczalną, możliwe jest jednak jej kontrolowanie i niedopuszczanie do zaostrzenia jej przebiegu do tego stopnia, że objawy praktycznie nie występują. W tym celu stosuje się przewlekłą lub doraźną farmakologię oraz ograniczenie czynników pogarszających stan pacjenta. W monitorowaniu i kontrolowaniu astmy pomocne są także najnowsze technologie.

– Aby skutecznie kontrolować, należy wszelkie czynniki zrozumieć i zmierzyć, dlatego dostarczamy inteligentną nakładkę na inhalatory, która mierzy nie tylko ile razy użyliśmy inhalator, lecz także wszelkie czynniki atmosferyczne, pogodowe, alergeny w powietrzu czy jakość powietrza – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Mikosz, współzałożyciel start-upu FindAir.

Atak astmy może wywołać wiele czynników, m.in. warunki pogodowe, zanieczyszczenie powietrza, pyłki drzew, dym papierosowy czy zmiany temperatury. Nakładka na tradycyjny inhalator i specjalna aplikacja na smartfona, opracowane przez FindAir, mają stanowić rodzaj wirtualnego dziennika dla każdego astmatyka. Technologia ta zbiera informacje o użyciu leku oraz okolicznościach wystąpienia ataków astmy, dzięki czemu z czasem jest w stanie przewidzieć sytuację, podczas której może nadejść atak i ostrzec przed nim chorego.

– Staramy się dostarczać przydatne informacje naszym użytkownikom tak, aby mogli oni wyciągnąć wnioski do dalszej kontroli choroby. Staramy się dawać im takie porady na podstawie naszych analiz, aby mogli uniknąć następnego ataku astmy, aby ułatwić im życie i żeby nie musieli się wycofywać z aktywności – mówi Jacek Mikosz.

Urządzenie FindAir One zbiera informacje o ilości zażytego leku, co pomaga kontrolować liczbę dziennych dawek, oraz kontekście jego użycia. Aplikacja aktualizuje na bieżąco dane odnośnie do alergenów w okolicy, warunków pogodowych i stanu zanieczyszczenia powietrza (m.in. ilości pyłów zawieszonych PM10 i PM2,5). Informacje te służą przede wszystkim ułatwieniu codziennego życia astmatyków, mogą być jednak również przedstawiane lekarzowi jako rodzaj dokumentacji choroby. Technologia opracowana w FindAir ma też zapobiegać zgubieniu inhalatora poprzez funkcję lokalizacji nakładki.

– Traktujemy lekarzy jako partnerów i zależy nam na tym, żeby analizy i dane, które zbieramy, pomagały im w stawianiu lepszej diagnozy, jeżeli wypracujemy model, że nasze raporty i analizy będą na tyle atrakcyjne dla lekarzy, że będą chcieli z tego korzystać, wtedy wierzymy, że oni będą chcieli polecać to urządzenie swoim pacjentom – mówi Jacek Mikosz.

Prace nad nakładką na inhalator wciąż trwają, prawdopodobny termin wprowadzenia jej na rynek to wiosna 2018 roku. Urządzenie ma kosztować ok. 200 złotych i być dostępne m.in. poprzez stronę internetową producenta. Nakładka będzie nakładana na butelkę z lekiem, zatem skorzystać będzie z niej można, wyłącznie stosując inhalatory z odkrytą butelką.

Już dostępna jest natomiast aplikacja na telefon, którą można bezpłatnie pobrać z Google Play. Wszelkie dane trzeba wprowadzać do niej jednak manualnie.

– Nasze podejście jest na pewno rewolucyjne, staramy się oddać władzę w ręce pacjentów. Takich rozwiązań konsumenckich nie ma na rynku, jesteśmy pierwszym takim rozwiązaniem w Europie – mówi Jacek Mikosz.

Za pomysł na produkt ułatwiający życie astmatyków firma FindAir została nagrodzona pierwszym miejscem podczas tegorocznej edycji infoShare Startup Contest, który odbył się w maju w Gdańsku.

Według Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP na astmę oskrzelową choruje ponad cztery miliony Polaków.

Do 2021 roku 5 mln Polaków będzie miało telewizor 4K. Pojawia się coraz więcej kanałów i filmów wykorzystujących tę technologię

Do 2021 roku 5 mln Polaków będzie miało telewizor 4K. Pojawia się coraz więcej kanałów i filmów wykorzystujących tę technologię 4

Ponad 60 proc. osób postrzega 4K jako technologię przełomową. Blisko jedna trzecia planuje kupić telewizor z tą technologią – wynika z badań Orange Polska. Telekom szacuje, że do 2021 roku taki sprzęt będzie mieć już 5 mln Polaków, a 4K wyprze z rynku technologię HD. Dlatego Orange już dziś stawia na rozwój oferty. Dzięki współpracy z platformą Netflix i kanałem sportowym Eleven Sports dostarczy tysiące godzin treści w rozdzielczości 4K.

 Jestem przekonany, że 4K to przyszłość telewizji. Dziś nikt już nie mówi o HD, bo wszystkie telewizory to mają. Myślę, że za trzy lata, a nawet wcześniej, to samo będzie z telewizją 4K. Jestem tego pewien  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Telewizor 4K ma już w swoim salonie ok. 12 proc. badanych przez Orange, a kolejne 29 proc. planuje taki zakup w niedługim czasie. Szacunki firmy mówią, że do 2021 roku odbiornik w tej technologii będzie mieć prawie 5 mln Polaków. 4K ma się przyjmować na rynku znacznie szybciej niż wcześniejsza technologiczna, czyli HD, i ostatecznie wyprzeć ją z rynku. Aż 82 proc. badanych deklaruje chęć oglądania filmów, seriali i sportu w najwyższej rozdzielczości.

 HD to dziś standard. 4K to kolejna generacja. Można to zobaczyć m.in. w centrach handlowych, na wielkich telewizorach w sklepach. Tam widać wyjątkową jakość 4K. Obraz przyciąga wzrok, bo jest tak ostry, że wydaje się być bardziej wyraźny od rzeczywistości. 4K to nowy standard jakości dla dużych ekranów – ocenia Jean-François Fallacher.

Największy w Polsce telekom poinformował w ubiegłym tygodniu o włączeniu kanału sportowego Eleven Sports 1 oraz treści dostępnych na platformie Netflix do swojej oferty telewizyjnej w jakości 4K. Poprzez dekoder Orange TV klienci otrzymają dostęp do ponad tysiąca filmów i seriali w rozdzielczości 4K, w tym ostatnich hitów, jak „Stranger Things”, „The Crown” czy „Orange is the new black”.

 Nasi klienci oglądają dużo telewizji. W Polsce to średnio ponad 4,5 godziny dziennie. Widzimy więc duże zapotrzebowanie na usługi telewizyjne. Dzięki inwestycjom w światłowód jesteśmy w stanie zapewnić im obraz w ultrawysokiej jakości. To jedna z zalet światłowodu. W zasięgu naszej sieci światłowodowej znajduje się już 2,2 mln polskich gospodarstw domowych. To wielka inwestycja, która daje dostęp nie tylko do bardzo szybkiego internetu, lecz także do najwyższej jakości kontentu telewizyjnego  mówi prezes Orange Polska.

Za pośrednictwem światłowodu Orange dostarcza sygnał 4K do gospodarstw domowych, m.in. w ramach pakietów Orange Love. Dzięki współpracy z Netflixem i Eleven Sports znacznie powiększy się katalog treści oferowanych w tej rozdzielczości. Eleven Sports 1 będzie nadawać na żywo wybrane transmisje w 4K, w tym mecze hiszpańskiej La Liga Santander i niemieckiej Bundesligi.

 Technologicznie mieliśmy wszystko, by oferować 4K. Teraz mamy więcej treści w tej jakości. Dzięki współpracy z Netflixem i Eleven Sports mamy kontent, który Polacy najbardziej lubią oglądać, czyli filmy i sport. Netlix i Eleven Sports szukali operatora zdolnego dostarczyć ich sygnał w bardzo wysokiej jakości do domów klientów. Orange może to zagwarantować dzięki sieci światłowodów i dekoderom w ramach oferty Orange Love  mówi Jean-François Fallacher.

Z badań Orange Polska wynika, że Polacy najchętniej oglądają seriale (66 proc.) i sport (30 proc.) w klasycznej telewizji, ale już ponad połowa, oglądając filmy i seriale, korzysta z usług VOD. Telekom zwracał uwagę na to, że mobilnie telewizję ogląda coraz więcej osób. Wzrost sięga 200 proc. Mimo to klasyczna telewizja linearna wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością, a wideo za pośrednictwem smartfona czy innych urządzeń mobilnych ogląda na razie co piąty Polak (18 proc.).

Blisko 1 mln dowodów osobistych wciąż do wymiany

W Polsce wszyscy pełnoletni obywatele mają obowiązek posiadania aktualnego dowodu osobistego. Jeśli upływa termin ważności dotychczasowego dokumentu, obywatel musi złożyć wniosek o wydanie nowego. W tym roku do wymiany kwalifikowało się dodatkowo aż 5 mln dokumentów, gdyż mija dekada od masowej wymiany „zielonych książeczek” na pierwsze plastikowe. Według szacunków Ministerstwa Cyfryzacji blisko 1 mln dowodów osobistych może stracić ważność, jeśli ich właściciele nie zawnioskują o nowy dokument do końca 2017 r.

Wiele codziennych aktywności lub planów może potencjalnie nie dojść do skutku, gdy nasz dowód osobisty jest nieważny. Przeterminowany dowód stanie na przeszkodzie w załatwieniu spraw urzędowych, w złożeniu wniosku o kredyt czy też w realizacji wyjazdu za granicę. Utrata ważności dowodu osobistego następuje jednak nie tylko po upływie okresu na jaki został wydany, ale również w wyniku zmiany danych w nim zawartych, o czym muszą pamiętać szczególnie osoby zmieniające nazwisko po zawarciu związku małżeńskiego lub dokonujące innych zmian w swoich aktach stanu cywilnego (np. urodzenia, małżeństwa). Dowód osobisty to dokument, który potwierdza tożsamość i polskie obywatelstwo, pozwala wyjechać za granicę bez paszportu, między innymi do krajów Unii Europejskiej czy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. To tylko niektóre z powodów, dla których należy dbać o swój dowód osobisty oraz samodzielnie kontrolować termin upływu jego ważności.

Nowe przepisy z zakresu dowodów osobistych

Od 1 marca 2015 roku, obowiązują nowe przepisy z zakresu dowodów osobistych, w których została zniesiona właściwość miejscowa dla złożenia wniosku o dowód. O wydanie dowodu osobistego można ubiegać się w dowolnym urzędzie miasta, gminy w Polsce. Ponadto, wniosek o wydanie dowodu osobistego można złożyć również w formie elektronicznej za pośrednictwem portalu epuap.gov.pl. Przy składaniu wniosku w takiej formie, konieczne jest posiadanie kwalifikowanego podpisu elektronicznego lub profilu zaufanego. Wielu obywateli o takich rozwiązaniach nie posiada jeszcze szerokiej wiedzy. Należy także przypomnieć, iż fotografia dołączana do wniosku o wydanie dowodu osobistego nie może być starsza niż 6 miesięcy, jest to fotografia biometryczna, analogiczna jak w paszportach.

Ważną wskazówką dla osób, które w 2007 r., przy składaniu wniosku o wydanie dowodu osobistego miały ukończony 65 rok życia i uzyskały dowód osobisty na czas nieokreślony jest to, że w przypadku takich osób nie występuje konieczność wymiany po 10 latach, czyli w 2017 r. (chyba, że posiadacz dowodu uzna, iż wizerunek twarzy znacznie się zmienił i chce takiej wymiany). Powyższa informacja może być cenna dla tych osób, które nie sprawdzają ważności swojego dowodu, i zupełnie nieświadome składają wniosek w związku z upływem terminu ważności.

Trwa wymiana dowodów w urzędach

Z szacowanych około 5 mln osób, które w tym roku miało zgłosić się po nowy dowód ze względu na upływ 10-letniego terminu ważności, prawdopodobnie pozostało jeszcze około milion. Jak podało Ministerstwo Cyfryzacji, w listopadzie i grudniu tego roku liczba dokumentów, które tracą ważność kształtuje się odpowiednio: 552 tys. i 435 tys. szt. Urzędy na wydanie dowodu mają 30 dni od złożenia wniosku. Zazwyczaj czas ten jest krótszy, jednak w przypadku dużej liczby zgłoszeń urzędy mogą mieć problem z dotrzymaniem terminu.

W związku przewidywaną w 2017 r. zwiększoną liczbą osób wymieniających dowody osobiste, Urząd Miasta Łodzi (UMŁ) od marca do sierpnia 2017 r. przeprowadził akcję informacyjną dla mieszkańców przypominającą o obowiązku wymiany dowodu przed upływem terminu jego ważności oraz zachęcającą do wcześniejszego składania dokumentów w celu uniknięcia kolejek. Ulotki informacyjne zostały rozpowszechnione we wszystkich lokalizacjach urzędu, placówkach pocztowych, przychodniach i bankach oraz były wyświetlane na ekranach LCD i biletomatach w środkach komunikacji miejskiej. Dla usprawnienia i komfortu mieszkańców, pracownicy Oddziału Dowodów Osobistych Wydziału Spraw Obywatelskich UMŁ od marca do czerwca br. pracowali dodatkowo w jedną sobotę w miesiącu, a od września do listopada w dwie soboty w miesiącu, wspierając w przeprowadzeniu formalności związanych z wymianą dowodu. Od 1 stycznia do 31 października 2017 r. przyjęto tam 101 057 wniosków o wydanie dowodu osobistego, w tym 74 170 z powodu upływu terminu ważności. Dla porównania, w tym samym okresie w 2016 r. przyjęto 68 847 wniosków o wydanie dowodu osobistego.

Z kolei Wydział Spraw Administracyjnych Urzędu Miasta Krakowa potwierdził, że w okresie pierwszych 10 miesięcy 2017 r. wpłynęło do miejscowych urzędów łącznie 102 610 wniosków o nowy dowód. Dla porównania w tym samym okresie, czyli styczeń – październik 2016 r. o nowy dokument zawnioskowało tam 84 419 osób. Jednocześnie krakowski magistrat poinformował, że choć od obywateli nie docierają żadne niepokojące sygnały w sprawie wymiany dowodów, to z doświadczenia wynika, że pojawią się obywatele, którzy złożą wnioski o nowy dowód osobisty w ostatniej chwili.

Poznański magistrat spodziewa się w tej sprawie ok. 90 – 100 tys. interesantów, podczas gdy w ubiegłym roku było to 67 tys. osób.

Na obsługę dużej liczby klientów przygotowany jest także Urząd Miejski we Wrocławiu, który największej ilości interesantów w sprawie wymiany dowodów spodziewa się w grudniu 2017 r. oraz w styczniu 2018 r. Przyczyną takich szacunków jest wydanie pod koniec roku 2007 oraz na początku 2008 r., większej części dowodów osobistych. Niemniej, liczba klientów w każdym miesiącu tego roku rośnie – do Wrocławia przybywa klientów, zamieszkujących okoliczne gminy a pracujących we Wrocławiu. Położenie urzędu oraz godziny otwarcia są dogodne dla złożenia wniosku o dowód oraz odbioru gotowego dokumentu. Wrocław średnio rocznie wydaje około 85 tys. dowodów osobistych. Dla przykładu, w roku 2005 – 81 604, w 2015 r. – 84 156, w 2016 – 93 401, a w roku 2016 – 88 601. Na rok 2017 wrocławskie urzędy szacują obsłużenie około 140 tys. wniosków. W okresie styczeń – październik 2017 roku zostało wydanych już 95 000 dowodów.

Dla porównania, Delegatury Biura Administracji i Spraw Obywatelskich w Dzielnicach m.st. Warszawyprzyjęły w okresie od stycznia do października br. 231 929 wniosków o wydanie dowodu osobistego. W tym samym okresie ubiegłego roku było ich 192 517, a za cały 2016 r. 222 079. W 2017 r. szacuje się, iż Delegatury BAiSO przyjmą łącznie 290 tyś. wniosków. Choć liczba składanych wniosków w urzędach osiąga ogromną skalę, to z obserwacji pracowników Biura Administracji i Spraw Obywatelskich w Warszawie wynika, iż obywatele najczęściej wnioskują o wymianę dokumentów w ostatniej chwili.

Dobrą wiadomość w tej kwestii przynosi Urząd Miejski w Gdańsku, z którego doświadczeń wynika, że coraz bardziej wzrasta świadomość mieszkańców dotycząca możliwości wcześniejszego składania wniosków o wydanie dowodu, nie czekając do ostatniej chwili. Gdański urząd potwierdził, że wymiana dowodów osobistych w ich rejonie przebiega spokojnie i sprawnie. Klienci dopytują o możliwości składania wniosków drogą elektroniczną, przyjmowania wniosków od osób zameldowanych i zamieszkałych poza Gdańskiem, a także o termin realizacji wniosku o wydanie dowodu osobistego. Od stycznia do października 2017 r. w urzędach Gdańska wydano 59 778 dowodów osobistych. W tym samym okresie w 2016 r. wydano ich o 26% mniej. Urzędnicy w Gdańsku zaobserwowali, że wyjątkowy bywa okres przedświąteczny, który charakteryzuje się zwiększoną liczbą klientów szczególnie tych, którzy przyjadą z zagranicy. Warto uświadamiać Polakom, że w związku z zagranicznymi wyjazdami świątecznymi, noworocznymi czy feriami zimowymi, by sprawdzali termin ważności własnych dowodów osobistych i dowodów swoich dzieci. Dzieci, o ile nie mają innego dokumentu, muszą posiadać własny dowód osobisty, aby przekroczyć granicę kraju.

Dobre praktyki

O swój dowód osobisty należy dbać już w momencie odbioru dokumentu w urzędzie. Niezależnie, czy jest się 18-latkiem ze swoim pierwszym dowodem osobistym, czy wieloletnim posiadaczem tego dokumentu, trzeba wyrobić sobie nawyk dbania o ten dokument. Obowiązkiem posiadacza tego podstawowego dokumentu tożsamości jest nie tylko samodzielne sprawdzanie daty jego ważności, wiedza, gdzie i jak złożyć wniosek o nowy dowód, ale także właściwe postępowanie w sprawie jego kradzieży, zagubienia lub uszkodzenia.

Wiele osób, kierując swoją uwagę na obszar ochrony danych zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w cyberprzestrzeni, są bardziej niż dotychczas gotowi na zdobywanie wiedzy w tym zakresie. Akcja Nieskradzione.pl porusza tematykę bezpieczeństwa ochrony danych na co dzień, m.in. możliwości zabezpieczenia się przed ich kradzieżą oraz o konieczności zastrzegania utraconego dowodu osobistego. BIK upowszechnia rolę działania prewencyjnego i potrzebę zachowania wypracowania nawyku przezorności w zabezpieczaniu swojego dokumentu tożsamości.

BIK prowadzi szereg działań edukacyjnych dotyczących bezpieczeństwa finansowego zarówno na swojej stronie internetowej, jak i we współpracy z Komendą Główną Policji, kontynuując ogólnopolską akcję edukacyjną zarówno na stronie www.nieskradzione.pl, jak i docierając bezpośrednio do obywateli poprzez współpracę z urzędami miast – w 2016 r. w Warszawie, a w 2017 r. w Gdańsku, Poznaniu, Krakowie, Łodzi i we Wrocławiu.

Chrońmy swoje dane

Dowód osobisty zawiera nasze cenne dane – dane tożsamości, dlatego należy go chronić. Wraz z dowodem złodziej kradnie bowiem cenne dane, na które może, na nasz rachunek, wziąć kredyt lub pożyczkę, bezkarnie zrobić zakupy na raty albo założyć fikcyjną firmę. Może także wziąć abonament na telefon komórkowy na nasze nazwisko, wynająć samochód czy też wyrobić fałszywy dokument ze skradzionymi danymi i swoim zdjęciem, by popełniać przestępstwa na rachunek pokrzywdzonej osoby. O skali procederu związanego z podrabianiem dokumentów świadczą dane policji, która w roku 2016 odnotowała 28,5 tys. takich przestępstw. O procederze wyłudzeń co kwartał raportuje ZBP w opracowaniu InfoDok, w którym za II kwartał br. odnotowywano 18 prób wyłudzeń dziennie i łączną kwotę prób wyłudzeń kredytów ponad 114 mln zł.

Nasz dowód, a przede wszystkim dane na nim zawarte, mogą stać się łupem przestępcy. Warto wiedzieć, że jeśli dane takie jak: imię i nazwisko, data i miejsca urodzenia, adres, seria i numer dowodu osobistego – znajdą się w niepowołanych rękach, mogą stać się furtką m.in do wyłudzenia kredytów czy pożyczek. Niestety, jeszcze niewiele osób jest na tyle przezornych, by zabezpieczyć swój dokument tożsamości.

Jak wybrać lokal usługowy lub biuro dla firmy?

Wybór właściwego lokalu usługowego lub siedziby firmy to jeden z najważniejszych dylematów, jakie czekają przedsiębiorcę. Od lokalizacji, rodzaju i wielkości i kosztów utrzymania pomieszczenia, może zależeć bardzo wiele. Jak wybrać odpowiedni lokal dla swojego biznesu i czym kierować się przy wyborze miejsca na siedzibę firmy? Podpowiadamy, na co zwrócić uwagę.

Wybór lokalu usługowego

Planując otwarcie sklepu, restauracji, hotelu czy innego lokalu usługowego, warto uwzględnić kilka istotnych czynników. Najważniejsze z nich to m.in.:

  • dobra lokalizacja – im więcej ludzi zamieszkuje lub odwiedza dany teren, tym wiesza szansa na nasz sukces. Nieprzypadkowo, tak wiele sklepów i lokali usługowych zlokalizowanych jest w centrum miast, nawet pomimo wyższych cen opłat. Przykład: Lokale użytkowe – Warszawa. Odpowiednia lokalizacja może sprawić, że wyższe nakłady na utrzymanie obiektu zwrócą się z nawiązką. Istotnym czynnikiem jest także odpowiednia ilość miejsc parkingowych,
  • bliskość konkurencji – wbrew pozorom, lokalizacja blisko konkurencji może być strzałem w dziesiątkę. Klienci lubią mieć kilka lokali o podobnym asortymencie blisko siebie. W ten sposób mogą porównywać oferty i wybierać produkty lub usługi tam, gdzie stosunek ceny do jakości jest ich zdaniem najlepszy,
  • obecność przedsiębiorstw oferujących usługi komplementarne – wielu klientów dokonuje zakupów kompleksowo. Dlatego warto sprawdzić, czy w najbliższej okolicy znajdują się lokale oferujące asortyment z podobnych branż co nasza, gdyż w ten sposób rosną również nasze szanse na sprzedaż produktów lub usług. Przykład: piekarnia blisko cukierni.
  • powierzchnia i rozkład pomieszczeń w lokalu – warto sprawdzić, czy rozkład i wymiary poszczególnych pomieszczeń odpowiadają naszym indywidualnym potrzebom, np. czy w przypadku restauracji będzie wystarczająco dużo miejsca na salę dla gości, kuchnię itp.

Wybór biura

Wybierając pomieszczenie na siedzibę firmy, musimy zwrócić uwagę na nieco inne czynniki. Ważne jest, by nasza lokalizacja była dobrze skomunikowana z głównymi dzielnicami w mieście, gdyż ułatwi to dojazd naszym pracownikom i klientom. Przykład: wynajem biur Warszawa. Jeśli na terenie miasta działa specjalnie wydzielona strefa ekonomiczna, oferująca niższe podatki i opłaty dla przedsiębiorców, warto na jej terenie założyć siedzibę firmy, gdyż pomoże to optymalizować koszty prowadzenia działalności. Przedsiębiorcy myślą długofalowo – dlatego warto mieć pewność, że budynek, w którym wynajmujemy lokal, nie zostanie za kilka lat sprzedany lub wyburzony. Czynniki wymieniane w przypadku lokali usługowych, takie np. liczba miejsc parkingowych również warto wziąć pod uwagę. Ciekawą alternatywę stanowi dla firmy biuro serwisowane.

Mimo że powyższe przykłady odnoszą się do warszawskiego rynku nieruchomości, zasada jest identyczna również w pozostałych regionach naszego kraju. Niezależnie, czy otwieramy firmę w dużym mieście, czy na prowincji, warto uwzględnić lokalne czynniki i uwarunkowania, gdyż potrzeby klientów w zakresie lokalizacji i komfortowej obsługi są podobne, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Brytyjski rozwód z koreańskim pociskiem w tle

We wtorkowym kalendarzu makroekonomicznym szczególną uwagę zwracało wystąpienie Jerome Powella, przyszłego szefa Fed, który momentami postanowił przybrać nieco jastrzębią pozę. Na koniec dnia jego wzmianki o konieczności normalizacji polityki poprzez stopniowe podnoszenie stóp odchodzą jednak do lamusa. Dzisiejsze show skradło porozumienie pomiędzy Londynem oraz Brukselą w sprawie projektu ustawy o opuszczeniu przez Wielką Brytanię unijnych struktur. Informacja The Telegraph istotnie wpłynęła na sentyment wobec funta szterlinga (0,0 proc.), który niemalże w ułamku sekundy zdołał odrobić swoje dzisiejsze straty z dość satysfakcjonującą nawiązką.

Solidne przetasowanie na rynku zapewniło przeprowadzenie przez północnokoreańską armię próby pocisku balistycznego zdolnego do przenoszenia głowic jądrowych. Komunikat agencji JCS potwierdziły depesze japońskiej straży przybrzeżnej, która odnotowała uderzenie o taflę morza w okolicach jednej z wysp. Powyższy fakt pozwolił bezpiecznym przystaniom na delikatne odrobienie strat. Obecnie frank szwajcarski traci względem dolara 0,2 proc. przy niewiele mniejszej deprecjacji jena (0,1 proc.). Sile amerykańskiej waluty udało się oprzeć jedynie dolarowi nowozelandzkiemu oraz dolarowi australijskiemu. Ich 0,1 proc. umocnienie pozwala na chwilową stabilizację kursów NZD/USD przy 0,6920 oraz AUD/USD przy 0,7610.

W koszyku walut państw Emerging Markets uwagę ponownie zwraca południowoafrykański rand (0,8 proc.), który na początku tygodnia wkupił się w łaski inwestorów po piątkowym ścięciu ratingu przez S&P do poziomu śmieciowego oraz groźbach rewizji oceny przez Moody’s. W wyraźnym odwrocie znajduje się turecka lira (-1,5 proc.), która okrywa cieniem niezbyt udaną sesję w wykonaniu czeskiej korony (-0,5 proc.) czy węgierskiego forinta (-0,3 proc.). Tuż pod kreską znalazł się polski złoty (-0,1 proc.) próbujący ustabilizować notowania USD/PLN w okolicach 3,5400 oraz EUR/PLN przy 4,2000. Obecnie GBP/PLN wraca w okolice poziomu 4,7240, a CHF/PLN plasuje się przy okrągłym 3,6000.

Wśród wiadomości napływających zza oceanu uwagę inwestorów próbował zwrócić indeks nastrojów wśród amerykańskich gospodarstw domowych opracowany przez Conference Board, który plasując się na 17-letnich szczytach wyraźnie zaskoczył oczekiwania ankietowanych uczestników rynku (129,5 pkt, konsensus: 124,0 pkt). Tak wyraźne podbicie oceny to miedzy innymi zasługa lepszej oceny oczekiwań, która wystrzeliła do poziomu 113,3 pkt wobec 109,0 pkt notowanych na koniec października. Zmienność amerykańskiej waluty wyraźnie podbiły wzmianki o wycofaniu się części czołowych przedstawicieli Partii Demokratycznej ze spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Za punkt zapalny uznano kontrowersyjny wpis na portalu Twitter, który zdaniem reprezentantów podważał wiarygodność jednej ze stron negocjacji.

W trakcie wtorkowej sesji na europejskich parkietach próbowano zatrzeć niezbyt pozytywne wrażenie związane z wczorajszymi przecenami. Ze wzrostowych nastrojów skutecznie wyłamała się giełda przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-0,5 proc.) osunął się pod okrągły poziom 2 500 pkt za sprawą pokaźnych zniżek Banku Pekao (-2,5 proc.), Jastrzębskiej Spółki Węglowej (-2,2 proc.) czy KGHM Polskiej Miedzi (-2,1 proc.). W przypadku finansowego giganta należy mówić o wymazywaniu wczorajszej zwyżki spowodowanej komentarzami regulatora, aczkolwiek wzmianki Komisji Nadzoru Finansowego można częściowo uznać jako aprobatę połączenia z Aliorem (-1,9 proc.). Dość wysoka wycena miedzi (-1,8 proc.) na światowych rynkach wyraźnie podbudowuje niepewność związaną z wynikami rodzimego kombinatu w nadchodzących kwartałach. Prezes zarządu spółki Radosław Domagalski-Łabędzki pozostaje dość optymistycznie nastawiony wobec wzrostów cen surowca, których czynniki znajdują się w dalszej mierze w Państwie Środka. Spadki gigantów próbował rekompensować mBank (2,2 proc.) podpisujący umowę o sprzedaży jednostki mFinanse za kwotę 520 mln PLN. Połowicznym beneficjentem najnowszej noty analitycznej JPMorgan zostało CCC (1,5 proc.), którego wycenę podniesiono do poziomu 257 PLN za akcję (obecnie: 249,55 PLN).

Na szczycie giełdy we Frankfurcie znalazło się Linde (2,3 proc.) zyskujące za sprawą wyraźnie podbitego wolumenu. Na dalszych pozycjach indeksu DAX (0,5 proc.) uplasowały się ProSiebenSat.1 (2,0 proc.) oraz Deutsche Börse (1,7 proc.) informujące o zmianach w benchmarkowym indeksie STOXX 600 (0,6 proc.). Skalę wzrostów na niemieckiej giełdzie skutecznie ograniczyło BMW (-0,9 proc.) czujące na sobie nie tylko oddech Tesli, ale również działań związanych z doprowadzeniem afery dieslowej ku końcowi.

O miano lidera na londyńskim parkiecie nieustępliwie walczył Shell. Jego 4,0 proc. zwyżka to efekt wypowiedzi prezesa spółki, w której znalazły się wzmianki dotyczące planowanego częściowego skupu akcji własnych w możliwie jak najbliższym terminie. Po piętach deptał mu Worldpay (3,9 proc.), który zakończył wtorkowe notowania z niewiele mniej pokaźną zwyżką. W tym przypadku motorem wzrostów stały się doniesienia ze strony członków zarządu Vantiv odnośnie planowanego przejęcia. Listę spółek indeksu FTSE 100 (1,0 proc.) zamknął Convatec (-2,5 proc.), który może zostać przeniesiony do mniej prestiżowego FTSE 250 (0,7 proc.).

Na rynku surowców energetycznych kolejną fenomenalną sesję z rzędu notuje styczniowy kontrakt na gaz ziemny. Jego 4,0 proc. zwyżka wyraźnie okrywa cieniem delikatną przecenę ropy WTI (-0,2 proc.), która wraca w okolicę poziomu 58,00 USD za baryłkę. W gronie metali szlachetnych świetnie radzi sobie pallad (2,1 proc.), który rekompensuje pokaźną przecenę srebra (-1,1 proc.). W przypadku złota (0,0 proc.) należy mówić o względnej stabilizacji przy poziomach z wczorajszego zamknięcia. Obecnie uncja żółtego kruszcu jest wyceniana po 1 295 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Niebezpieczne Wi-Fi

Wychodząc z domu zamykamy drzwi na klucz. Nie zostawiamy kluczyków w stacyjce samochodu. Staramy się nie gubić i nie zostawiać naszych portfeli w miejscach publicznych. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – aby chronić swoje dane przed kradzieżą. Niestety wielu z nas nie zabezpiecza dostatecznie dobrze swojej sieci. Nie zdając sobie sprawy, że poprzez nią również mogą zostać przywłaszczone ważne dla nas informacje, takie jak m.in. dostępy do kont, poczty elektronicznej i portali społecznościowych

Warto wiedzieć, że niektóre hotspoty (otwarte punkty dostępu), są tworzone specjalnie do kradzieży danych. Oszuści doskonale wiedzą z jakimi sieciami łączą się użytkownicy. Dlatego tworzą je w taki sposób, aby miały nie budzące podejrzeń nazwy, nawiązujące do pobliskich sklepów czy restauracji. Po podłączeniu się do takiej sieci, złodziej może przejąć każdą informację, która zostanie przez nas przesłana. Jeżeli akurat w tym czasie zalogujemy się na naszą skrzynkę pocztową, haker z łatwością przechwyci login i hasło do niej.

A co w przypadku, kiedy to nasza sieć jest niezabezpieczona?

Tutaj również możemy nabawić się wielu nieprzyjemności. Osoby, które podłączą się do naszego Wi-Fi – zarówno firmowego jak i prywatnego – mogą ściągać pliki oraz publikować różne treści – nawet te zakazane. W przypadku wykrycia nielegalnych działań, policja w pierwszej kolejności przyjdzie do właściciela sieci czyli nas (identyfikacja odbywa się po adresie IP) i to my staniemy się podejrzanymi w sprawie, a właściwie osoby nie poniosą kary. Do oczyszczenia z zarzutów konieczne będzie przeprowadzenie specjalistycznych analiz.

W jaki sposób możemy ograniczyć ryzyko?

Wystarczy zastosować się do kilki prostych zasad:

  1. Ustaw hasło trudne do złamania i inne niż administracyjne

Jeśli ktoś będzie chciał włamać się do sieci zapewne spróbuje wykorzystać domyślne dane urządzenia sieciowego. Zadbaj o to by hasło nowe było unikalne i złożone.

  1. Zablokuj rozgłaszanie sieci

Wystarczy, że zmienisz domyślą nazwę sieci Wi-Fi ustawioną przez producenta na własną i ją ukryjesz. Do wyłączenia rozgłaszania nazwy sieci bezprzewodowej wykorzystaj opcję „Broadcast SSID” i ustaw ją na „DISABLED”. Dzięki temu osoby wyszukujące dostępne sieci jej nie zobaczą.

  1. Sprawdzaj, kto jest połączony do Wi-Fi

Można to zrobić w panelu administracyjnym routera. Pozwoli to na kontrolowanie, czy do sieci nie są podpięte nieznane urządzenia.

  1. Kontrola dostępu na podstawie adresu MAC

Aby uniemożliwić podłączanie nieznanych osób do sieci należy zastosować filtrację adresów MAC (Mac Address Filtering). Wymaga to poznania i wpisania adresów sprzętowych urządzeń (MAC Address) do panelu administracyjnego routera i jest nieco uciążliwe, ale uchroni przed podpięciem się do sieci osób postronnych.

  1. Aktualizuj oprogramowanie routera

Najlepiej skorzystać z kreatora znajdującego się w jego interfejsie lub pobrać ze strony producenta właściwe oprogramowanie. Jest to najprostszy sposób na zabezpieczenie się przed błędami, brakami funkcjonalności i lukami bezpieczeństwa.

  1. Włącz zaporę sieciową.

Nowoczesne routery posiadają wbudowany mechanizm filtrowania ruchu sieciowego – tzw. Zaporę Stateful Packet Inspection. Sprawdza ona przechodzące przez router pakiety i blokuje te, które nie spełniają określonych parametrów.

Według Kodeksu karnego w art. 267 § 2, każdy, „kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego” podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Pamiętajmy o tym przed kolejnym podłączeniem się do nieznanej nam sieci. Będą w kawiarni lub sklepie upewnijmy się, jaka jest prawidłowa nazwa sieci i czy jest zabezpieczona hasłem. Ograniczymy dzięki temu możliwość zastania ofiarami oszustów – mówi Damian Gąska, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Zakaz handlu to turbodoładowanie dla branży e-commerce

Zbigniew Nowicki - Przewodniczący Rady e-izby, Dyrektor Zarządzający Bluerank
Zbigniew Nowicki – Przewodniczący Rady e-izby, Dyrektor Zarządzający Bluerank

Odpowiedź na pytanie o rozwój polskiego e-handlu może być tylko jedno: wypatrujemy zwiększenia prędkości. Zakaz obudzi nie tylko kreatywność marketerów, ale wymusi zmianę nawyków konsumentów, którzy w sposób naturalny zwrócą się w stronę e-handlu, dostępnego bez zakazu nie tylko przez całą dobę, ale i wszędzie tam, gdzie jest zasięg.

Kreatywność na start!

Obowiązujący od przyszłego roku, stopniowo zwiększany, zakaz handlu w niedzielę, wyłączył sklepy internetowe. Uchwała przyjęta przez Sejm jest zgodna z wytycznymi EU i zakazu handlu, dlatego nie trzeba będzie jej notyfikować w Komisji Europejskiej. Dzięki temu Internet pozostał wolny od ograniczeń i utrzymał status przestrzeni, w której pojęcie wolności nabrało silniejszego znaczenia: bez podziałów, granic, zakazów, ale za to z pełną otwartością, czyli kosmopolitycznie. Większość Internautów tak właśnie odbiera tę wiadomość. Internet pozostanie wolny i otwarty, właśnie taki, jaki powinien być. Co ważne, Internauci są tą grupą społeczną, która dokonywała największych niedzielnych zakupów. Zgodnie ze statystykami są to osoby pomiędzy 25. – 44. rokiem życia, mieszkańcy największych miast oraz osoby nie mające zmianowego trybu pracy. To właśnie dla nich Internet przygotuje najciekawsze rozwiązania tego problemu. Spodziewam się eksplozji kreatywności, zarówno tej, związanej z branżą e-commerce, ale i sklepów z tzw. „realu” czy tej, którą wygeneruje sektor prawny.

Historyczna data

Wykluczenie e-commerce znacząco wpłynie na rozwój polskiego e-handlu: prognozuję duży wzrost zainteresowania zakupami online. Możliwe, że data 24 listopada 2017 r. zapoczątkuje nowy rozdział i stanie się datą graniczną dwóch epok dla polskiego rynku, a Polacy zaczną zmieniać nawyki i jeszcze intensywniej korzystać z tej wielkiej galerii, jaką oferuje e-handel bez ograniczeń. Już teraz marki z segmentu fashion deklarują zwiększenie inwestycji na wsparcie e-handlu, aby zrównoważyć brak obrotów w salonach galerii handlowych przez 23 dni wolnych od zakupów w całym roku. Przykładowo: obrót 70 salonów sieci X z 1 niedzieli wynosi około 1 miliona złotych (10h x 20 klientów na godzinę x 75 złotych wartość średniego koszyka x 70). Jak łatwo policzyć – możemy tu mówić o 23 milionach złotych obrotu. To kwota, o którą marketerzy muszą powalczyć jak najszybciej.

Era „Cyber Sundays”

Pewne nawyki konsumentów z pewnością pozostaną niezmienne. Myśląc o e-Customer Journey, jesienna plucha standardowo będzie wspierać przedświąteczne zakupy w niedzielę, a słoneczna letnia pogoda i tak sprawi, że ludzie będą off-line przy grillu i piwie z dala od wybierania towarów on-line. Nadchodzący czas, to jednak wyzwanie dla marketreów, którzy muszą nie tylko wzmacniać swój udział w segmencie e-commerce lub strategicznie zaplanować premierę swojej marki online, jeśli ten segment nie był doinwestowany. To także czas na edukację i burzenie stereotypów: pora zacząć kupować artykuły codziennego użytku on-line np.: sztabki złota, ubezpieczenia, samochody czy zwierzęta domowe. Cieszy fakt, że polskie e-sklepy, czyli te, działające na terytorium RP, będą w stanie konkurować i walczyć o zainteresowanie Internautów  z największymi, zagranicznymi graczami na rynku.  Teraz, kiedy uwaga konsumentów naturalnie zwróci się w stronę Internetu, sprzedaż 365 dni w roku będzie intensywniejsza, ale i niedziele mogą stać się świętami dla kupujących i zamiast jednorazowego „Cyber Monday”, zobaczymy cykliczne „Cyber Sundays”.

Branża digital grzeje silniki

Zakaz handlu to także zmiany dla branży digital marketingu. Znika dylemat co zrobić w niedzielę z reklamą internetową realizowaną w modelu performance, ale też znikną dodatkowe koszty obsługi takiej opieki dla e-sklepów. Branża powinna być przygotowana na zwiększone zainteresowanie marketerów i wiedzieć, jak zdobywać „Internety”, kiedy w „realu” pojawia się zakaz. Czas sprzyja odważnym i tym, którzy zaufają dysponującym największą wiedzą i największym doświadczeniem w tym obszarze, ale i firmom, które będą ułatwiać polskiej branży e-commerce zagraniczną ekspansję.

Zbigniew Nowicki – Przewodniczący Rady e-izby, Dyrektor Zarządzający Bluerank

Nieruchomości komercyjne w Polsce – perspektywa inwestora

Polski rynek nieruchomości komercyjnych przez ostatnie dwa lata rósł w błyskawicznym tempie. Było to odzwierciedleniem nie tylko dobrej koniunktury w gospodarce, ale też sprzyjającego klimatu inwestycyjnego dla zagranicznych firm. Czy planowany podatek dla REIT – spółek zajmujących się wynajmem powierzchni komercyjnych – może schłodzić nastroje inwestycyjne?

Polska to wciąż rynkowy champion Europy Środkowej i Centralnej największy kraj regionu, ósma gospodarka UE z perspektywą wzrostu PKB na poziomie 3,5-3,9 proc. do 2019 roku. Jak wynika z raportu „EY European Attractiveness Survey 2017” („Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2017”), Polska w 2016 r. znalazła się po raz pierwszy w historii w pierwszej piątce najlepszych terenów inwestycyjnych w Europie – obok Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec. Zgodnie z danymi upublicznionymi przez ministra Rozwoju i Finansów, wartość inwestycji zagranicznych w Polsce osiągnęła w 2016 r. rekordowy poziom 10 mld dolarów.

Bardzo dobra koniunktura w gospodarce przekłada się także na polski rynek nieruchomości komercyjnych. Od kilku lat obserwujemy duży popyt na wynajem powierzchni biurowych. Według danych z raportu Knight Frank „Poland Office Market H1 2017” w latach 2012-2014 utrzymywał się on na stałym poziomie ok. 960 tysięcy metrów kwadratowych rocznie, a w roku 2015 odnotował gwałtowny wzrost przekraczający 40 proc. Przykładowo rynek w Warszawie oferuje grubo ponad 5 mln m2 powierzchni biurowej, a pod koniec pierwszego półrocza 2017 budowano kolejnych 754 tysięcy m2 powierzchni. Sektor ten intensywnie rozwija się też w Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Katowicach, Łodzi i Wrocławiu, które to miasta łącznie przewyższają dynamiką stołeczny rynek.

Udział rodzimego kapitału w transakcjach inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne od 2015 r. kształtuje się na poziomie 9-10 proc. wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej JLL. Kapitałochłonne prace są w tym sektorze prowadzone głównie przez firmy z USA (45 proc. udziału w rynku w pierwszej połowie 2015 r.) i niemieckie (24 proc.). Jednak plany wprowadzenia 1 stycznia 2018 r. nowego podatku od nieruchomości komercyjnych mogą negatywnie wpłynąć na kondycję branży. „Niezależnie od oceny ekonomicznej zasadności podatku, jeśli okaże się on niedopuszczalny ze względu na regulacje polskie bądź unijne, może to spowodować niepotrzebne legislacyjne zamieszanie i odpływ kapitału.” – tłumaczy adwokat Andrzej Tokaj, założyciel i Senior Partner w kancelarii Magnusson, specjalizującej się między innymi w obszarze nieruchomości komercyjnych.

„W sytuacji, gdy potwierdzi się, że planowane regulacje mimo określenia mianem podatku dochodowego nabiorą charakteru selektywnego to ustawodawca zostanie zmuszony do wycofania się z nich w krótkim czasie po wprowadzeniu. Koszty wizerunkowe, w tym długotrwale nieodwracalne zmniejszenie wiarygodności inwestycyjnej Polski, mogą okazać się bardzo wysokie. Przepisy istotnie zmieniające warunki rynkowe – a do takich należą z pewnością przepisy polegające na wprowadzeniu nowych podatków – powinny być wprowadzane z kilkuletnim wyprzedzeniem.” – dodaje Andrzej Tokaj. – „Pozwala to wszystkim zainteresowanym stronom przygotować się prawnie i inwestycyjnie.”

Z informacji dostępnych aktualnie na stronach Ministerstwa Rozwoju i Finansów wynika, że nowy podatek zostanie uwzględniony w obu ustawach o podatku dochodowym – CIT oraz PIT. Obejmie opodatkowanie nadwyżki wartości nieruchomości komercyjnych powyżej 10 mln zł. Stawka tego podatku teoretycznie pozostaje niewielka – 0,035 proc/mies. Jednakże podstawą opodatkowania będzie wartość początkowa nieruchomości, bez odpisów amortyzacyjnych i powiększana o nakłady. To oznacza, że podatek będzie całkowicie oderwany od faktycznej dochodowości danej nieruchomości. Zobowiązanie wobec fiskusa zaistnieje nawet w sytuacji ponoszenia przez właściciela strat z inwestycji w nieruchomości.

Opisywany podatek dotyczy największego rynku w regionie. Inwestycje komercyjne w Polsce w ub. r. osiągnęły wartość 5,2 mld euro – to prawie połowa kapitału REIT przypadającego na Europę Środkowo-Wschodnią w 2016 r. Jednak brak doprecyzowania ustawy przy planowanym bliskim terminie wprowadzenia oraz obecność w projekcie zapisów budzących wątpliwości UOKiK już teraz przekładają się na spadek zainteresowania funduszy REIT naszym krajem. W Czechach wolumen obrotów na rynku nieruchomości komercyjnych wzrósł w 2016 r. o 30 proc., do 3,3 mld euro. Stanowi to 30 proc. łącznej wartości transakcji inwestycyjnych w regionie. Z kolei na Węgrzech łączna kwota transakcji wzrosła ponad dwukrotnie, do 1,2 mld euro. Powyższe dane opublikowane przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield nie pozostawiają złudzeń – tracimy ten rynek niepotrzebnie.

„Sytuacja na rynku w Czechach i w Polsce dowodzi, że potencjalność podatku kształtuje podejście inwestorów. Niepewność inwestycyjna oznacza zmniejszenie zainteresowania.” – uważa Andrzej Tokaj. – „Nie chodzi o to, aby przyzwalać na erozję podatkową, ale dać rynkowi jasny sygnał, czego Polska jako regulator będzie oczekiwać od jego uczestników. Do podobnych zmian szykują się też inne kraje europejskie, co ma na celu dostosowanie lokalnego prawa do mechanizmów globalnych. Wydaje się to koniecznym krokiem także w Polsce, ale dla własnych interesów powinniśmy zachować odpowiednią kulturę legislacyjną.” – dodaje.

Celon Pharma S.A. rozpoczyna program kliniczny dla Esketaminy w leczeniu depresji lekoopornej

  • Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wydał pozwolenie na prowadzenie badania klinicznego Esketaminy w podaniu inhalacyjnym;
  • Badanie I fazy zostanie przeprowadzone w wyspecjalizowanym ośrodku w Polsce i potrwa do II kwartału 2018 r;
  • Celon Pharma to pierwsza polska spółka, która ma szanse wprowadzić na rynek nowy lek na depresję lekooporną.

Celon Pharma otrzymała zgodę na rozpoczęcie programu klinicznego, który obejmie w I fazie kilkudziesięciu zdrowych ochotników. Badanie będzie miało na celu weryfikację właściwości farmakokinetycznych enancjomeru s-ketaminy, a także ustalenie efektywnej dawki, która zostanie podana pacjentom w kolejnej fazie programu klinicznego.

Dr Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.: Celon Pharma jest pierwszą polską Spółką, która wprowadziła do rozwoju klinicznego lek przeciwdepresyjny. Przewidujemy, że I faza potrwa do kwietnia 2018 r. Jesteśmy przygotowani od strony merytorycznej oraz finansowej. Rozwój naszego leku opartego na esketaminie, obejmujący również fazę II badań klinicznych, został dofinansowany przez NCBiR na kwotę ponad 12 mln PLN.

Dr n.med. Andrzej Urban, Dyrektor Medyczny Celon Pharma S.A.: Ketamina jest bardzo dobrze znaną substancją, odkrytą w latach 60-tych XX wieku i stosowaną w anestezji, ma również właściwości przeciwbólowe i jest używana w weterynarii. Antydepresyjny mechanizm działania ketaminy nie jest do końca poznany, ale od czasu odkrycia jej właściwości przeciwdepresyjnych, które zauważono przy użyciu subanestetycznych dawek, przeprowadzonych zostało kilkanaście badań klinicznych.  Opracowana przez nas nowa forma podania leku w formie wziewnej stwarza możliwość poza szpitalnego leczenia depresji, zapewnia wysoką precyzję dawkowania, co jest istotne zwłaszcza w związku z występowaniem potencjalnych efektów ubocznych.

Złoty podąża śladem EUR/USD, czekając jednocześnie na Powella

We wtorek złoty umacnia się do euro i franka, jednocześnie tracąc do zyskującego na rynkach globalnych dolara. Inwestorzy czekają na przesłuchanie Jerome Powella, przyszłego szefa Fed.

O godzinie 14:03 za euro na rynku walutowym trzeba było zapłacić 4,2055 zł, szwajcarski frank kosztował 3,6020 zł, a dolar 3,54 zł. W dwóch pierwszych przypadkach były to kursy nieznacznie niższe niż wczoraj, a w trzecim nieco wyższy. Zmiany te korelują z umocnieniem dolara na rynkach globalnych. W tym ze spadkiem notowań EUR/USD poniżej 1,19 dolara, po tym jak w poniedziałek para ta testował już poziom 1,1960, notując najwyższe poziomy od 2. miesięcy.

Dotychczasowe wahania polskich par nie zamykają drogi do dalszych zmian. W tym nie rozstrzygają jeszcze o losach dnia. Wszystko co najważniejsze na rynku walutowym dopiero się wydarzy.

Wydarzeniem wtorku będzie przesłuchanie Jerome Powella przed Komisją Bankową Senatu USA w związku z nominacją jego osoby na stanowisko przyszłego szefa Fed. Rozpocznie się ono o godzinie 15:45, i razem z publikowanymi w godzinach 14:30 i 16:00 danymi z USA (indeks zaufania konsumentów, indeks Fed z Richmond, indeks FHFA, indeks S&P/Sace-Shiller i saldo obrotów towarowych), zdecyduje o losach całego dnia.

Z opublikowanej już przez Fed treści wystąpienia Powella wynika, że będzie on kontynuował politykę Janet Yellen, zmierzającą do stopniowego podnoszenia stóp procentowych i ograniczania bilansu banku centralnego. To rynek już wie. Przysłowiowy diabeł będzie jednak tkwił w szczegółach, a więc w odpowiedziach na pytania senatorów. Zważywszy na ostatnio malejące oczekiwania na nieco szybsze tempo podwyżek stóp procentowych w USA w przyszłym roku, większe jest ryzyko jastrzębiej niż gołębiej niespodzianki ze strony Powella. To zaś przypomniałoby o praktycznie przesądzonej grudniowej podwyżce stóp przez Fed, wzmocniłoby dolara, a jednocześnie osłabiło waluty rynków wschodzących. W tym nieznacznie również złotego.

Z punktu widzenia całego tygodnia kluczowa dla złotego będzie jego końcówka. Wówczas zostaną opublikowane szczegółowe dane nt. polskiego PKB za III kwartał, wstępne szacunki inflacji w listopadzie, a także najnowszy odczyt indeksu PMI dla sektora przemysłowego.

W czwartek GUS powinien potwierdzić wstępne szacunki dynamiki PKB w III kwartale na poziomie 4,7 proc. rok do roku. To co będzie się liczyło to struktura tego wzrostu. Na ile gospodarka była napędzana przez konsumpcję? I w jakim stopniu dołożyły się do tego inwestycje i eksport netto?

W czwartek również zostaną opublikowane szacunkowe dane nt inflacji w listopadzie. Oczekuje się jej przyspieszenia do 2,3 proc z 2,1 proc rok do roku w październiku. Nie można jednak wykluczać, że wyższe ceny żywności i paliw przełożą się na jeszcze mocniejszy wzrost inflacji. I jakkolwiek będzie ona spadać w kolejnych miesiącach, co będzie związane z efektem bazy, to wyższa listopadowa inflacja może u części uczestników rynku wzmocnić oczekiwania na szybsze podwyżki stóp procentowych w Polsce niż w zakładanym obecnie ostatnim kwartale 2018 roku.

Ostatnią publikacją będzie piątkowy indeks PMI dla sektora przemysłowego. W listopadzie oczekuje się poprawy koniunktury w tym segmencie gospodarki, co przełoży się na wzrost wskaźnika do 53,8 pkt. z 53,4 pkt. w październiku. Jest prawdopodobne, że dane ostatecznie będą jeszcze lepsze i PMI będzie miał wartość powyżej 54 pkt., co w zestawieniu z wyższą od prognoz inflacją i widocznemu odbiciu inwestycji w PKB, przełoży się na umocnienie złotego.

Złoty wsparty przez krajowe dane ma szanse zamknąć cały tydzień umocnieniem do głównych walut. W efekcie w piątek pod koniec notowań za euro możemy zapłacić 4,19-4,20 zł, dolar może potanieć do 3,50 zł, a szwajcarski frank do 3,56-3,57 zł.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Bank Anglii asekuruje Brexit. Co z wolnymi niedzielami w Polsce?

Wzrosły rezerwy na wypadek zawirowań w sektorze bankowym w USA. Słabsze dane z Europy. Trwa festiwal życzeń w sprawie wolnych niedziel w Polsce.

Bank Anglii asekuruje Brexit

Wielka Brytania przygotowuje się na zawirowania w sektorze finansowym po opuszczeniu wspólnoty europejskiej. W tym celu Bank Anglii wydał rozporządzenia zwiększające bufor antycykliczny z 0,5% do 1%. W rezultacie Banki muszą zabezpieczyć dodatkowe 6 miliardów funtów. Środki te mają być gwarancją, że w przypadku niepokojów przy Brexicie system będzie stabilny. Co ciekawe w komunikacie bank zaznaczył, że jest możliwe kolejne podniesienie tego buforu. Londyn jest ważnym ośrodkiem finansowym na świecie. Samo opuszczenie struktur unijnych to dla niego spory cios, zatem dodatkowe zabezpieczenia jeżeli będą uznane za konieczne powinny się pojawić. Swoją drogą warto zwrócić uwagę, że ruch ten jest pewnym ograniczeniem kapitałów na rynku. Pieniądze, które zasilą fundusz nie trafią na rynek pod kredyty. Jest to zatem działanie zmiękczające wpływ ostatniej obniżki stóp procentowych.

Słabsze dane o sprzedaży detalicznej

Rano poznaliśmy odczyt na temat sprzedaży detalicznej z Hiszpanii. Wynik był niemiłym zaskoczeniem dla rynków. Po zeszłorocznym wzroście o 1,6% dzisiaj oglądaliśmy spadek o 0,1%. Te same dane pokazała Szwecja i tutaj również nie obyło się bez niespodzianki. W ujęciu rocznym mamy co prawda wzrost o 2,6% ale analitycy spodziewali się 3,4%.

Co z niedzielami w Polsce?

Trwają właśnie prace nad kolejnym flagowym projektem. Mowa o zakazie handlu w niedzielę. Projekt ten ma już tyle wersji, że ciężko się zorientować o czym tak naprawdę mowa. Zaczęło się od dwóch niedzielnych wolnych w miesiącu. Potem pojawiły się wszystkie, ale z pewnymi wyłączeniami, które śmiało można określić lukami. Następnie do głosu doszły związki zawodowe. Pojawił się ostatnio nawet projekt niedziel wolnych nie tylko w handlu stacjonarnym, ale też e-handlu. Jest też wersja, żeby zagwarantować wszystkim pracownikom dwie wolne niedziele a pozostałe zrobić bardzo wysoko płatne (jak 3,5 dnia). O ile korzyść dla pracowników chcących spędzić weekend z rodziną jest niepodważalna, są też pewne problemy, nie tylko z dostępem do sklepów w niedziele. Głównie skumulowanie handlu w 6 dni powinno spowodować, że firmy będą potrzebować mniej pracowników. Mamy obecnie dobrą koniunkturę, więc być może w statystykach nie pojawi się wzrost bezrobocia. Z drugiej strony wzrost bezrobocia nie powinien być neutralny dla rynków walutowych. Jeżeli wzrośnie powinniśmy spodziewać się osłabienia złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

GPW, PFR oraz BIK, przy udziale IAiR, podpisały porozumienie dotyczące współpracy na rzecz wspólnej agencji ratingowej

  • 28 listopada 2017 r. GPW, PFR oraz BIK podpisały porozumienie dotyczące współpracy na rzecz wspólnej agencji ratingowej („Agencji”) działającej w oparciu o Instytutu Analiz i Ratingu
  • Celem porozumienia jest wypełnienie luki w ofercie ratingowej skierowanej przede wszystkim do segmentu małych i średnich przedsiębiorstw
  • Rozwój Agencji wpisuje się w „Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”
  • Agencja rozpocznie działalność operacyjną w drugiej połowie 2018 r.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW), Polski Fundusz Rozwoju (PFR) oraz Biuro Informacji Kredytowej (BIK), przy udziale Instytutu Analiz i Ratingu (IAiR), podpisały dziś porozumienie dotyczące współpracy w zakresie rozwoju wspólnej agencji ratingowej – instytucji zajmującej się gromadzeniem i udostępnianiem informacji o ryzyku kredytowym podmiotów gospodarczych, przede wszystkim emitentów obligacji. Głównym celem porozumienia jest budowanie w Polsce kultury ratingu poprzez zapewnienie uczestnikom rynku dostępu do krajowego ratingu, analiz ekonomicznych i ocen ryzyka w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw. Działanie Agencji ma służyć również zwiększeniu znaczenia rynku długu w finansowaniu gospodarki oraz poprawie jakości polskiego rynku kapitałowego poprzez ułatwienie wyceny ryzyka inwestorów giełdowych. Jest to kolejna inicjatywa ułatwiająca rozwój rynku kapitałowego w Polsce. Rozwój agencji ratingowej jest jednym z elementów „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.

Funkcjonowanie niezależnej instytucji ratingowej ma zwiększyć wiarygodność, przejrzystość i bezpieczeństwo obrotu gospodarczego, w szczególności poprzez zapewnienie możliwości lepszego oszacowania ryzyka przez podmioty finansowe i niefinansowe.

– W strukturach GPW funkcjonuje Instytut Analiz i Ratingu, ale do tej pory nie rozpoczął on rzeczywistej działalności. Na krajowym rynku kapitałowym brakowało więc silnej, lokalnej i rozpoznawalnej agencji ratingowej. Cieszę się, że Giełda wraz z Polskim Funduszem Rozwoju oraz Biurem Informacji Kredytowej przy udziale IAiR podejmują działania mające na celu budowanie kultury ratingu w Polsce i dalsze eliminowanie asymetrii informacji. Rozwijając wspólną agencję oferującą usługi ratingowe szerokiemu kręgowi podmiotów, w szczególności w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, wypełniamy istotną lukę w infrastrukturze krajowego rynku. Warto także pamiętać o tym, że polski kapitałowy rynek długu mimo dynamicznego rozwoju wciąż ma ogromny, niewykorzystany jeszcze potencjał. Nasza Agencja może pomóc w jego uwolnieniu. Uwiarygodniając emitentów w oczach inwestorów, przyczyni się ona do zwiększenia płynności na rynku obligacji oraz wzrostu jego efektywności – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

– Obecnie brak jest na rynku lokalnym silnej agencji ratingowej, która mogłaby świadczyć usługi ratingowe w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw. Ustanowienie polskiej agencji ratingowej zwiększy przejrzystość rynku i bezpieczeństwo inwestorów oraz powinno ułatwić dostęp do kapitału mniejszym emitentom. Rozwój rynku obligacji korporacyjnych, w tym listów zastawnych, jest ważny z perspektywy całej gospodarki. Przyczynia się on do wzmocnienia bazy finansowania sektora przedsiębiorstw – powiedział Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Powstanie agencji ratingowej daje szansę na dostęp do unikalnych analiz ekonomicznych i oceny ryzyka w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, zwłaszcza że oparte one będą o największą w Polsce bazę danych Grupy BIK.

– Projekt stworzenia Agencji doskonale wpisuje się w ramy działania i misję Grupy BIK – powiedział Mariusz Cholewa, prezes Zarządu BIK. – BIK, jak i należąca do niego spółka BIG InfoMonitor, mają wieloletnie doświadczenie w analizie, a także dostarczaniu danych kredytowych oraz danych na temat zobowiązań osób prywatnych i przedsiębiorstw. Modele scoringowe BIK są doskonałym narzędziem do oceny ryzyka kredytowego. Dlatego też jesteśmy naturalnym partnerem agencji ratingowej, której celem jest właśnie minimalizowanie ryzyka. Dzięki Agencji rzesza inwestorów gotowych wyłożyć swoje pieniądze na instrumenty dłużne małych i średnich przedsiębiorstw uzyska pomoc w szacowaniu ryzyka. Pozwoli to zwiększyć zaufanie i bezpieczeństwo uczestników obrotu gospodarczego – filary misji Grupy BIK – dodał.

Niezbędnym warunkiem rozpoczęcia działalności przez Agencję jest rejestracja w Europejskim Nadzorze Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA). 20-letnie doświadczenie BIK będzie istotne w tym procesie.

– Agencja rozpocznie działalność operacyjną w drugiej połowie 2018 r. Jednak ostateczny termin pojawienia się ratingów zależy od procesu rejestracji w ESMA, której pozytywny wynik jest warunkiem ich publikowania. Natomiast już wcześniej będziemy dostarczać uczestnikom rynku nasze analizy i raporty – powiedział Wojciech Lipka, prezes Zarządu Instytutu Analiz i Ratingu.

Black Friday 2017 – pierwsze podsumowania

Ostatni piątek na całym świecie zdominował Black Friday, a więc jedno z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu handlu elektronicznego. Łowcy okazji mieli okazję skorzystać z wielu dedykowanych temu wydarzeniu ofert promocyjnych. Awin, sieć reklamy efektywnościowej, która działając z ponad 6000 reklamodawców i ponad 100 000 aktywnych wydawców z całego świata, na bieżąco analizował tegoroczne wyniki, które potwierdzają wzrost znaczenia tego wydarzenia i wzrost poziomu sprzedaży generowanej w Black Friday z roku na rok.

Awin odnotował wzrost globalnej liczy transakcji w porównaniu do zeszłego roku o 21%, natomiast globalny dochód wzrósł o 27%.

O popularności zakupów w tym dniu świadczyć może też wzrost średniej wartości zamówienia o 5 euro.

Nieco inaczej wygląda sytuacja na polskim rynku. Z danych Awin wynika wysoki, bo niemal pięćdziesięcioprocentowy wzrost dochodu (45%) i wzrost średniej wartości zamówienia o 37 euro, przy jednoczesnym spadku liczby transakcji (o 18%).

Black Friday, co nie zmienia się od lat, przewyższa sprzedaż we wszystkie zwykłe piątki IV kwartału 2017 roku.

Niezmiennie jak przed rokiem miastem z najlepszymi wynikami była Warszawa. Za nią uplasowały się: Kraków, Katowice, Gdańsk, Poznań, Wrocław, Łódź.

Awin wnioskuje, że przyczyną samego spadku może być znaczące wydłużenie, a raczej wyprzedzenie święta zakupowego. Każdy z reklamodawców chciałby wykorzystać nadarzającą się okazję maksymalnie i w związku z tym niektórzy z nich posunęli się do  planowego falstartu względem reszty branży, chcąc tym samym uprzedzić konkurencję. Przykładem może być Euro RTV AGD, które swoją akcję promocyjną „Black Weeks” rozpoczęło już na początku listopada, obniżając ceny na część dostępnego asortymentu. Zwieńczeniem akcji jest oczywiście Cyber Weekend, uwzględniający zarówno Black Friday oraz Cyber Monday (który nie znalazł jeszcze tak dużego uznania w oczach zarówno sklepów, jak i klientów na polskim rynku), jednak przeceny w wielu miejscach trwały już wcześniej. Według Awin polski rynek skupił się od samego początku tylko na jednym dniu, zamiast traktować temat kompleksowo. W krajach zachodnich nieodzowną kontynuacją Czarnego Piątku jest Cyber Monday, co samoistnie przedłuża święto zakupowe o 3 dni.

Biorąc pod uwagę zarówno kampanie wyprzedzające Black Friday, jak i wybiórcze podejście do Cyber Monday, ciężko jest określić czy spadek rzeczywiście miał miejsce. Zainteresowanie klientów mogło bowiem zostać rozłożone w czasie, co zredukowało ubiegłoroczny szał zakupowy i związany z nim wynik – komentuje Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Awin porównał także międzynarodowe dostawy. Okazuje się, że najwięcej dostaw do zagranicznych klientów od polskich reklamodawców trafiło do Niemiec i Francji.

Wśród polskich klientów podczas zakupów dominującą rolę (84%) odgrywa desktop jednak w stosunku do zeszłego roku odnotowano spadek o 4,55%. Jednocześnie widać rosnącą rolę smartfonoów, na których dokonano 14% transakcji, o 5,38% więcej niż przed rokiem. 

Podczas tegorocznego Black Friday polscy klienci głównie szukali okazji w kategorii ubrania i akcesoria.

Najskuteczniejsi okazali się wydawcy oferujący kody promocyjne (podobnie jak w zeszłym roku), natomiast na drugim miejscu znaleźli się wydawcy contentowi. To duża zmiana, gdyż w poprzednim roku zajmowali oni 5 pozycję.

Święto zakupów zyskuje coraz większą popularność również w Polsce. Coraz większa liczba reklamodawców jest świadoma rosnącego trendu, przez co chętniej przystępuje do inicjatywy. Wskaźnik zainteresowania mediów również znacząco wzrósł, nie tylko na szczeblu ogólnopolskim – podkreśla Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin. Polacy coraz chętniej kupują w sieci, a wprowadzona w ostatnich dniach ustawa, pierwotnie ograniczająca, a od 2020 roku całkowicie zakazująca handlu w niedziele, jedynie spotęguje ten trend. Spadek ilości zakupów jest moim zdaniem wypadkową akcji promocyjnych, znacząco wykraczających poza wspomniany Cyber Weekend – dodaje.

Polskie zakupy w sieci mają jeszcze wiele do zaoferowania. Rozwój będzie postępował o ile ograniczenia w postaci np. RODO nie wpłyną negatywnie na reklamę w sieci, co przełoży się na spadki przychodów z tego kanału sprzedaży.

Kot jako środek trwały, czyli pięć nietypowych kosztów firmowych

Jedną z zalet prowadzenia własnej działalności gospodarczej jest możliwość rozliczania faktycznie poniesionych wydatków związanych z prowadzeniem firmy. Koszty firmowe to te, które służą uzyskaniu przychodu lub zabezpieczają jego źródła. Do najpopularniejszych kosztów tego rodzaju należą związane z transportem, zakupem sprzętu i usług, wydatki mieszkaniowe i na edukację. Co ciekawe, do kosztów firmowych można zaliczyć również domowe zwierzę, kosmetyki do makijażu czy garnitur.

Kot jako środek trwały

Czy miłośnicy zwierząt mogą ujmować w kosztach prowadzenia działalności wydatki związane z zakupem i utrzymaniem swoich pupili? Jeżeli związane jest to z działalnością gospodarczą prowadzoną przez właściciela czworonoga i spełnione jest kilka innych warunków – jak najbardziej. Urzędnicy nie powinni się sprzeciwić zaliczeniu do kosztów wyżywienia, opieki weterynaryjnej, szczepień czy szkoleń.

Wydatki związane z psem można więc rozliczyć, jeśli ten np. będzie miał za zadanie pilnować posesji. Trzeba jednak w tej sytuacji pamiętać, że rasa psa musi odpowiadać powierzonym mu zadaniom. Jak podkreślają eksperci z firmy inFakt, w tej sytuacji trudno będzie się wytłumaczyć z pudla czy yorka. Osoba prowadząca zajęcia z zakresu zooterapii może natomiast rozliczyć wydatki związane z np. koniem czy innym zwierzęciem.

Kiedy z kolei można rozliczyć wydatki związane z kotem? Na przykład wtedy, kiedy jego zadaniem ma być zwalczanie gryzoni w magazynie bądź… chronienie księgozbiorów przed zniszczeniem.

Co jeszcze ciekawsze, znane są przypadki wykorzystywania kaczek do walki ze ślimakami na uprawach rolnych bądź dżdżownic użyźniających glebę. Opcja rozliczenia kosztów generalnie istnieje w kontekście zwierząt pracujących, które wykorzystując swoje naturalne predyspozycje, pomagają przy prowadzeniu firmy. Zwierzę należy w tej sytuacji wprowadzić do… ewidencji środków trwałych jako inwentarz żywy.

Rozliczenie w firmie wydatków związanych ze zwierzęciem może być problematyczne, jeżeli przedsiębiorca prowadzi działalność gospodarczą we własnym mieszkaniu. Urzędnicy wówczas uznają, że zwierzę służy – cokolwiek może to oznaczać – „celom prywatnym”.

Czy kara może być kosztem?

Może – ale należy pamiętać, że dotyczy to tylko nielicznych sytuacji. Nie może być o tym mowy w przypadku choćby rozliczania odsetek od zaległości podatkowych. Aby kara mogła zostać ujęta w kosztach, konieczne do spełnienia są przynajmniej następujące kryteria:

  • kara musi mieć wpływ na osiągane przychody;
  • zapłata kary musi być celowa – a więc musi być wynikiem przemyślanego działania właściciela firmy;
  • kara nie została odgórnie wyłączona przez przepisy.

Przykład: przedsiębiorca zawiera umowę na wykonanie usługi, w której znalazł się zapis o odszkodowaniu w wyniku odstąpienia od umowy. W trakcie przygotowań do zrealizowania usługi pojawiają się okoliczności, które sprawiają, że umowa przestaje się opłacać. Wówczas przedsiębiorca może odstąpić od umowy i zapłacić karę, która będzie stanowiła koszt.

Łatwo wymienić jest te kary, których z pewnością nie można ująć w kosztach. Są to np. kary za wady dostarczanych towarów lub wykonanych usług, odsetki od zaległości podatkowych, mandaty i grzywny czy dodatkowe opłaty wymierzone przez ZUS.

Szminka dla youtubera

Dobra wiadomość dla wszystkich osób, zwłaszcza dla pań, których działalność gospodarcza związana jest z wystąpieniami publicznymi. W koszty można w takim wypadku ująć kosmetyki do makijażu takie jak np. puder, szminka, cienie do powiek itp. Dotyczy to oczywiście również youtuberów.

Choinka przyciągnie klientów

W związku ze zbliżającym się Bożym Narodzeniem wielu przedsiębiorców może się zastanawiać, czy zasadne będzie ujęcie w firmowych kosztach świątecznych ozdób. Przeznaczanie firmowych środków na zakupy związane z Bożym Narodzeniem to zwyczajowe wydatki, a ich celem jest przede wszystkim stworzenie pozytywnego wizerunku firmy w oczach klientów czy kontrahentów.

Podkreślmy ponownie: przedsiębiorca ma możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wydatków, które mają związek z prowadzoną przez niego działalnością. W przypadku ozdób świątecznych nie będzie to więc trudne dla prowadzących lokale gastronomiczne, sklepy, salony fryzjerskie czy kosmetyczne bądź biura i gabinety, w których przyjmowani są klienci.

Można w powyższych przypadkach uznać, że odpowiedni wystrój przyciąga klientów i zwiększają się dzięki niemu obroty firmy. Zatem przeznaczenie pieniędzy na zakup ozdób ma związek z przychodami, ponieważ wpływa na ich zwiększenie.

Świąteczne zakupy jako koszty będą zapewne zanegowane przez urzędników w przypadku, kiedy przedsiębiorca prowadzi działalność we własnym domu. Ozdoby nie mogą też odbiegać od zwyczajów czy normy – jeśli będą zbyt drogie i wystawne, mogą zostać uznane za wydatki reprezentacyjne, których zaliczyć do kosztów nie można.

Z kolei kartki świąteczne wysyłane do kontrahentów mogą być kwalifikowane jako koszty – pod warunkiem, że mają za zadanie podtrzymanie kontaktów biznesowych.

Garnitur do celów firmowych

Wielu przedsiębiorców nie rozstaje się na co dzień z garniturem, więc – co zrozumiałe – chciałoby uwzględnić ten wydatek w kosztach firmy. Zgodnie z interpretacją Dyrektora Krajowej Izby Skarbowej wydatki na zakup stroju biznesowego ze stałym oznaczeniem firmy Wnioskodawcy spełnią funkcję reklamową (…), co w efekcie może wpływać na zwiększenie przychodów.

Wynika więc z tego, że owszem – wydatek na firmowy garnitur może być kosztem, o ile:

  • będzie zawierał elementy identyfikujące firmę;
  • elementy te będą znajdowały się w widocznym miejscu;
  • oraz elementy te będą trwale zamieszczone na odzieży.

Oczywiście należy pamiętać o tym, żeby oznaczenie zamieszczone na garniturze rzeczywiście jednoznacznie kojarzyło się z firmą przedsiębiorcy. – Jeżeli osoba, której firma nosi nazwę Kancelaria Adwokacka Jan Kowalski, na koszulach bądź garniturze wyhaftuje monogram JK, a litery nie stanowią logo firmy, w mojej opinii, może to zostać uznane przez organ podatkowy raczej za ekstrawagancję takiej osoby niż symbol mający jednoznacznie identyfikować firmę przedsiębiorcy – podpowiada Magda Sławińska-Rzemek. Podobnie jak w przypadku ozdób świątecznych, należy też pamiętać, aby garnitur nie był przesadnie drogi. Może wówczas być uznany za wydatek na reprezentację. Garnitur, aby stanowić koszt, musi być wykorzystywany wyłącznie do celów firmowych.

Sytuacja geopolityczna na świecie wyzwaniem dla firm w branży transportowej

Geopolityczne zawirowania oraz spowolnienie w światowej gospodarce negatywnie odbijają się na rozwoju branży transportowej. Transport morski wyróżnia się pozytywnie na tle branży. Duże wyzwanie stoi przed firmami z sektora logistyki, które w jeszcze większym stopniu muszą reagować na wymagania cyfrowych konsumentów.

Negatywne skutki zmian politycznych na świecie

Zawirowania geopolityczne istotnie wpłynęły na stan globalnej gospodarki, w tym branży transportowej. Zgodnie ze statystykami CPB światowy handel zmalał w październiku 2016 r. o 1,1%. Dla wielu 2016 r. był rokiem najwolniejszego wzrostu handlu i produkcji od czasów kryzysu finansowego w 2009 roku. Do końca 2017 roku spodziewany jest wzrost handlu w przedziale od 1,8% do 3,1% (korekta poprzedniej prognozy Światowej Organizacji Handlu, która zakładała wzrost na poziomie 3,6%). Pogorszenie to wynika ze spadków wolumenów sprzedaży towarów, które są rezultatem spowolnienia dynamiki wzrostu PKB i wymiany handlowej w gospodarkach rozwijających się.

Zmniejszenie dynamiki wzrostu handlu i zachowawcze prognozy są wynikiem wielu zmian na świecie, jak np. krótszych łańcuchów dostaw, malejącego arbitrażu płacowego i stabilizacji procesu globalizacji. Najnowsze badania wykazują, iż w czasach digitalizacji przepływy danych i informacji przynoszą większą wartość ekonomiczną niż globalny handel towarami materialnymi. Bezsprzecznie transport dóbr i osób pozostanie jednak podstawą działalności większości firm transportowych na świecie, natomiast przepływ danych i informacji, którymi firmy transportowe zarządzają, otwierają dla nich nowe możliwości rozwoju– mówi Wojciech Drzymała, partner w dziale audytu ogólnego, szef zespołu doradczego dla sektora transportu, spedycji i logistyki w KPMG w Polsce.

Lepiej w transporcie morskim

Po niepokojącym początku 2016 roku sytuacja na globalnym rynku żeglugowym znacznie się poprawiła. Potencjał przewozowy żeglugi światowej netto (liczony jako dostawy statków pomniejszone o złomowanie) wykazał w ubiegłym roku lekki wzrost, co w powiązaniu ze spadkiem zamówień na nowe statki powoduje dobre perspektywy dla wzrostu rynku. Oczekuje się, że w ciągu 2017 roku popyt na światowym rynku żeglugowym wzrośnie o około 3%, podczas gdy podaż wzrośnie o około 1%, co zniweluje lukę między popytem a podażą i wpłynie na wzrost wartości rynku żeglugowego. Potwierdzeniem tego trendu jest wskaźnik BDI (Baltic Dry Index), który jeszcze w lutym zeszłego roku osiągnął historyczne minimum – 290 punktów, a 24 października b.r. osiągnął poziom 1588 punktów.

Rynek lotniczy z dobrą perspektywą

Według danych IATA w 2016 r. popyt w ruchu pasażerskim wzrósł o 6,3% w porównaniu do roku poprzedniego, co jest imponującym wynikiem, biorąc pod uwagę fakt, że odnotowano wówczas najniższy wzrost PKB (2,3%) od początku kryzysu finansowego w 2009 r. MFW przewiduje, że aktywność gospodarcza wzrośnie w 2017 i 2018 roku, zwłaszcza na rynkach wschodzących i w gospodarkach rozwijających się, co może pozytywnie wpłynąć na rozwój rynku lotniczego. Geopolityczne zawirowania oraz rosnące ceny paliw mogą negatywnie wpłynąć na marże realizowane przez przewoźników i zakłócić rozwój rynku lotniczego.

Logistyka musi otworzyć się na innowacje

Niepewna sytuacja geopolityczna wpływa także na logistykę ze względu na jej duże uzależnienie od wzrostu światowego handlu. Mało prawdopodobne jest jednak, aby spowolniło to wzrost wymiany transgranicznej w handlu elektronicznym. W miarę rozwoju dyskusji na temat przejścia na piątą generację sieci komórkowych (5G), handel online staje się coraz szybszy i lepiej reaguje na impulsywne potrzeby klientów detalicznych. W wyniku tego firmy logistyczne muszą spełnić wysokie standardy i coraz większe wymagania swoich klientów internetowych.

W obliczu ciągle rosnącej presji wprowadzania innowacji i coraz większej liczby firm, które opracowują nowe rozwiązania technologiczne, firmy logistyczne muszą zdecydować czy rozwijać technologie własnymi siłami, czy wykorzystywać gotowe rozwiązania. Należy wziąć pod uwagę koszty, szybkość wdrażania i przydatność, ale kluczowym czynnikiem jest dostosowanie do wymogów konsumentów z pokolenia Millennials – mówi Wojciech Drzymała, partner w dziale audytu ogólnego, szef zespołu doradczego dla sektora transportu, spedycji i logistyki w KPMG w Polsce.

Nowoczesne technologie wspierają walkę ze smogiem

Smog jest obecnie jednym z najpoważniejszych zagrożeń środowiskowych i zdrowotnych. Aż 33 z 50 miast o największym stężeniu zanieczyszczeń powietrza w Unii Europejskiej leży w Polsce. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte skuteczne mogą być tylko rozwiązania systemowe, oparte na najlepszych światowych przykładach współpracy między biznesem, sektorem publicznym i NGO, efektywnych regulacjach oraz nowoczesnych technologiach. Wczoraj podczas gali finałowej trzeciej edycji konkursu Smogathon nagrodzono najbardziej innowacyjne projekty mające na celu walkę ze smogiem.

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że rocznie z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera w Europie 440 tys. osób, z czego jedna dziesiąta w Polsce. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w kategorii zanieczyszczenia powietrza pyłami zawieszonymi PM10 i rakotwórczym benzo(a)pirenem, Polska zajmuje pierwsze miejsce w Europie. Pod względem zanieczyszczenia pyłami PM2,5 plasujemy się na drugiej pozycji.

– Pokonanie smogu jest jednym z najpoważniejszych współczesnych wyzwań. Intensywny rozwój transportu, przy ciągle jeszcze niedostatecznie zredukowanej emisji dwutlenku węgla sprawia, że dość restrykcyjne standardy jakości powietrza w wielu miastach Unii Europejskiej, w tym również Polski, są permanentnie przekraczane. Równocześnie opracowano już szereg rozwiązań, które ograniczają zanieczyszczenia powietrza i chcemy przyczyniać się do ich propagowania, dlatego m.in. wspieramy takie konkursy jak Smogathon – mówi Irena Pichola, Partner Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

Siła władz lokalnych

Źródła i koncentracja zanieczyszczeń są silnie uzależnione między innymi od stopnia zurbanizowania i uprzemysłowienia danego regionu, dominującego typu zabudowy i poziomu rozwoju transportu, ale także położenia geograficznego. Nieprzypadkowo do najbardziej zanieczyszczonych miast w Polsce należą te położone w karpackich kotlinach jak np. Nowy Sącz, Nowy Targ, Zakopane czy Żywiec. Częste w zimie zjawisko inwersji temperatur połączone z niską emisją z zabudowy jednorodzinnej powoduje zaleganie silnie zanieczyszczonego powietrza, co szkodzi zarówno mieszkańcom jak i turystom.

Na zły stan rzeczy wpływa również brak wiążących regulacji dotyczących alarmującego przekroczenia poziomu zanieczyszczonego powietrza. Do tego dochodzą problemy z finansowaniem rozwiązań, które pozwalają skutecznie walczyć z niszczącymi skutkami smogu. Przykładem są dopłaty do wymiany pieców, z których znacznie chętniej korzystają zamożniejsi mieszkańcy, gdyż biedniejsi mają problem ze sfinansowaniem wkładu własnego.

Przykład województwa małopolskiego pokazuje, że siłą napędową zmian mogą być samorządy, mobilizowane przez społeczeństwo obywatelskie. Co prawda przepisy międzynarodowe i krajowe tworzą niezbędne ramy prawne, ale to od determinacji mieszkańców i ich reprezentantów we władzach samorządowych zależy skuteczne wykorzystanie regulacji do poprawy jakości powietrza. Aby zjednoczyć się w walce z zanieczyszczeniami i przyspieszyć tempo odważnych działań na rzecz klimatu, 40 największych miast na świecie utworzyło grupę C40. Wśród nich jest również Warszawa. – Skutki smogu to przede wszystkim więcej przewlekłych chorób i przedwczesnych śmierci, a ekonomicznie przekłada się to na absencję w pracy, nieefektywną alokację zasobów ludzkich, ograniczenie przychodów z turystyki i rekreacji, czy spadek wartości nieruchomości w zanieczyszczonych miastach. Dlatego w interesie miast jest szukanie rozwiązań problemu smogu – mówi Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Inteligentne zarządzanie

Na czym powinny koncentrować się działania samorządów, które borykają się z problemem smogu? Możliwych rozwiązań jest wiele, ale zdaniem ekspertów Deloitte warto już dziś zastanowić się nad właściwym określeniem priorytetów w transporcie, z preferencją dla transportu publicznego i rozwojem centrów przesiadkowych oraz inteligentnych systemów sterowania ruchem. Wiele miast wprowadziło ograniczenie ruchu dla prywatnych samochodów w dzielnicach centralnych lub stara się go ograniczyć poprzez podnoszenie kosztów np. na miejskich parkingach. Taką decyzję podjęły m.in. władze Londynu, Amsterdamu czy Sztokholmu. Z kolei niektóre miasta, na przykład Madryt, Mediolan i Paryż, ograniczają wjazd samochodów do centrum w okresach silnego zanieczyszczenia.

W związku z tym, że na jakość powietrza wpływ ma również transport publiczny, władze samorządowe powinny inwestować w niskoemisyjną flotę autobusową, rekomendują eksperci Deloitte. Aż 26 miast z grupy C40 zobowiązało się do 2020 roku wprowadzić na rynek ponad 45 tys. takich autobusów. Co więcej, wspólnie prowadzą negocjacje z producentami autobusów, co jest bardziej efektywne kosztowo. Równie kompleksowo podchodzą do inwestycji w niskoemisyjne systemy grzewcze. – Możliwości skutecznych działań władz samorządowych, w wyniku których nastąpi ograniczenie smogu, jest naprawdę wiele. Wspomniane wcześniej inwestycje w zrównoważony transport miejski są uzupełniane licznymi projektami wspierającymi wymianę kotłów i paliw, czy instalacjami służącymi do monitoringu zanieczyszczeń. Obserwujemy także działania polegające na wymianie oświetlenia ulicznego, instalacji platform gromadzenia danych o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym oraz działania „miękkie”, realizowane przez władze samorządowe, odnoszące się do problemu zanieczyszczenia powietrza i budowania świadomości mieszkańców – mówi Radosław Kubaś, Lider ds. sektora publicznego, innowacji i zachęt inwestycyjnych w Deloitte.

Technologia podnosi jakość życia

Walka ze smogiem, oprócz wymiaru społeczno-ekonomicznego, ma również wymiar technologiczny. Coraz więcej firm poszukuje rozwiązań, które mogłyby wpłynąć na ograniczenie przedostawania się do powietrza szkodliwych cząstek stałych (PM), będących podstawowymi składnikami smogu. Są to, m.in.: dodatki do paliwa wodorowego, zaprojektowane w celu zmniejszenia emisji, wzrostu oszczędności paliwa i utrzymania czystości filtrów cząstek stałych czy też technologie, które pozwalają nie tylko na wychwytywanie, ale też przetwarzanie cząsteczek na przykład na farby. Rozwiązanie to zostało zastosowane w generatorach diesla w Indiach, gdzie w ciągu dwunastu miesięcy przechwycono ponad 300 kilogramów cząstek stałych, które mogły zanieczyścić około 1500 miliardów litrów powietrza.

Nie brakuje również technologicznych nowinek, które mogą poprawić jakość życia i uchronić nas przed wdychaniem szkodliwych substancji. Są to, m.in.: przystanki wolne od smogu, nowoczesne oczyszczacze, które nie tylko usuwają zanieczyszczenia, ale też same produkują tlen w pomieszczeniach. Warte uwagi są również maski antysmogowe, które informują, kiedy należy wymienić filtr, przenośne czujniki badające zanieczyszczenie powietrza, czy poduszki do wózków dziecięcych z wbudowanymi filtrami blokującymi dostęp toksyn, oraz membrany okienne nie przepuszczające smogu, kurzu oraz pyłków do pomieszczeń mimo otwartych okien.

Smogathon, czyli najlepsze praktyki

Niektóre z tych innowacji znalazły się w finale konkursu Smogathon, którego Deloitte jest partnerem merytorycznym. Jest to konkurs dla startup-ów, naukowców i osób, pracujących nad rozwiązaniami technologicznymi, które mogą pomóc w walce ze źródłami lub skutkami smogu. W tym roku odbyła się jego trzecia edycja, która po raz pierwszy miała zasięg globalny.

Najlepszym projektem w wielkim finale konkursu okazał się Artveoli – “oddychający obraz”. Innowacyjne urządzenie, wyglądające jak dzieło sztuki, składa się z ledowych paneli zawierających algi, które w pomieszczeniach, za pomocą fotosyntezy, zamienia dwutlenek węgla w tlen. Twórcy tego rozwiązania otrzymali nagrodę wysokości 100 tys. dolarów, z czego 75 proc. zostanie przeznaczonych na jego wdrożenie w Krakowie. Piękne obrazy oczyszczające powietrze wkrótce pojawią się w krakowskich szkołach.

– Mamy nadzieję, że wiedza i doświadczenia zaprezentowane na konferencji zainspirują władze gminne, regionalne i centralne do podejmowania intensywnych działań na rzecz poprawy jakości powietrza – mówi Andrzej Guła, współzałożyciel Polskiego Alarmu Smogowego.

– Dzięki Smogathonowi miasta na całym świecie nie patrzą na Kraków jedynie jako szczególnie mocno zanieczyszczoną aglomerację, ale przede wszystkim jak na pioniera wielu działań, które stopniowo pozwalają mu na wyjście z tego problemu – zauważa Maciej Ryś, Lider Smogathonu.

Wyższa inflacja w listopadzie osłabi wyceny obligacji skarbowych w Polsce

Na krajowym rynku stopy procentowej poniedziałkowa sesja przyniosła nieznaczny wzrost rentowności obligacji. Stabilizacji notowań sprzyjał zarówno brak kluczowych publikacji danych makroekonomicznych jak i istotniejszych wydarzeń w kraju i na świecie. Wciąż też czekamy na kluczowe decyzje w sprawie wyłonienia koalicji w Niemczech, a także w sprawie reformy systemu podatkowego w USA. Przed tymi rozstrzygnięciami trudno spodziewać się silniejszych ruchów na rynku. Zakładając w bazowym scenariuszu, że koalicja CDU/CSU/SPD jednak powstanie, a w Kongresie USA przejdzie większa część pakietu reform D. Trumpa, spodziewać się można globalnie lekkiego impulsu do wzrostu rentowności. 

W kraju warto wspomnieć o wypowiedzi E. Łona z RPP, który jako pierwszy z członków RPP zwrócił uwagę na aprecjację złotego, jako czynnika hamującym dyskusję nt. potencjalnych podwyżek stóp procentowych w przyszłym roku. W naszych dziennikach rynkowych zwracana była uwaga, że właśnie ostatnie zmiany na rynku walutowym mogą mieć istotniejsze przełożenie na retorykę Rady. Potencjalne dalsze umocnienie PLN, gdyby było kontynuowane, naturalnie łagodziłoby wypowiedzi członków RPP. Spodziewać się można, że w kolejnych tygodniach ten czynnik będzie coraz częściej brany pod uwagę, chociaż cały czas największe znaczenie dla banku centralnego wciąż powinny mieć dane makroekonomiczne, które nadal wzmacniają i będą wzmacniały „jastrzębi” w RPP.

W tym kontekście najważniejszym wydarzeniem tygodnia na krajowym rynku będzie czwartkowa publikacja przez GUS wstępnych danych nt. inflacji w listopadzie. Spodziewać się można, że w scenariuszu bazowym wyniesie ona 2,3% r/r (tak też kształtuje się konsensus na rynku), jednak nie można wykluczyć wyższego odczytu na poziomie 2,4%. Ma to o tyle istotne znaczenie, że od celu banku centralnego inflację dzieliłby zaledwie 0,1 pkt. proc. Do tego statystyczny efekt spadku dynamiki inflacji w grudniu będzie mniej widoczny, a przy takich założeniach inflacja w grudniu może wynieść blisko 1,8%-1,9% r/r, a nie jak jeszcze niedawno szacowano poniżej dolnego ograniczenia pasma wahań od celu inflacyjnego NBP. To będzie miało wpływ na wypowiedzi członków RPP tym bardziej, że czynniki podbijające inflację nie mają charakteru jednorazowego i będą oddziaływały także w kolejnych miesiącach. Spodziewać się bowiem można, że presja na wzrost cen paliw i żywności może się utrzymać, podobnie jak proinflacyjny efekt rosnących kosztów pracy.

Biorąc wszystkie czynniki pod uwagę, w krótkiej perspektywie ze względu na bardzo korzystną sytuację na rynku pierwotnym spodziewać się można stabilizacji notowań obligacji. Pod koniec roku za wzrostem ich rentowności przemawiać będą zarówno dane makroekonomiczne jak i wzrost podaży obligacji w I kw. 2018 r. W dalszym ciągu w nieco dłuższej perspektywie kilku miesięcy prawdopodobny jest wzrost rentowności 2-letnich papierów skarbowych o nawet 30 pb., natomiast 10-letnich o ok. 15 pb.

Wyższa inflacja w listopadzie osłabi wyceny obligacji skarbowych w Polsce

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Do końca tygodnia możliwe jest dalsze osłabienie złotego

Poniedziałek nie przyniósł istotnych zmian na rynku walutowym. Na świecie kurs EURUSD utrzymywał okolice 1,19-1,195, złoty zaś konsolidował się w strefie czteromiesięcznych szczytów, na EURPLN notując poziomy 4,20-4,21.

Ze względu na praktycznie pusty wczorajszy kalendarz publikacji najwyraźniej inwestorzy pozostawali wciąż pod wpływem impulsów zeszłotygodniowych, mocno ograniczających awersję do ryzyka. W ostatnich dniach wzrosty euro i złotego wspierały dobre dane europejskie (Ifo, PMI) oraz protokół Fed z listopadowego posiedzenia decyzyjnego wskazujący na wysoki niepokój członków FOMC o niski poziom amerykańskiej inflacji, co może ograniczać pole do kolejnych (po grudniowej) podwyżek stóp w 2018 roku. Ponadto jeszcze w piątek opublikowane zostały słabe amerykańskie wskaźniki PMI zarówno dla przemysłu jak i dla usług dodatkowo nasilające obawy o wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych. Lokalnie zaś PLN wspierały poprawiające się wśród inwestorów nastroje związane z dobrą kondycją polskiej gospodarki. Choć RPP nadal zakłada pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie w horyzoncie kolejnych kwartałów, to jednak przy niskiej awersji do ryzyka na rynku bazowym solidne dane krajowe musiały w końcu znaleźć odzwierciedlenie w notowanych naszej waluty.

W poniedziałek jedyną godną uwagi publikacją był raport dot. sprzedaży domów na rynku pierwotnym w USA. Wyższy od oczekiwanego poziom 685 tys. został przez rynek dolara przyjęty pozytywnie, spychając kurs EURUSD do wsparcia na 1,19.

Przez kolejne dni bieżącego tygodnia kalendarz publikacji wypełniony będzie już po brzegi, z czego uwagę przyciągać będą przede wszystkim dane inflacyjne głównie analizowane w kontekście kolejnych decyzji monetarnych. Biorąc pod uwagę ostatnie zmiany cen importu oraz amerykańskiego wskaźnika CPI można oczekiwać silniejszych odczytów PCE, wzmacniających zaufanie rynków do perspektyw wzrostu stóp w Stanach Zjednoczonych, a tym samym umacniających dolara. Ponadto w tym tygodniu wracają na wokandę prace nad reformą podatkową (po tygodniowej przerwie prace wznowi Kongres i Senat USA), których oczekiwany postęp powinien wspierać walutę amerykańską. Obok silniejszego dolara, w tym tygodniu w złotego dodatkowo uderzyć mogą jeszcze dane z Chin. Mając w pamięci ostatnie słabe publikacje docierające z Państwa Środka zakładać można, że wskaźnik PMI również może rozczarować, osłabiając juana i pośrednio też naszą walutę. W tej sytuacji publikowane w najbliższych dniach dane krajowe, choć zapewne potwierdzą solidny rozwój polskiej gospodarki, tym razem pozostawać mogą w cieniu doniesień globalnych, neutralnie wpływając na złotego. Uwagę warto jednak jest zwrócić na czwartkowe publikacje ostatecznych wyników dla PKB w III kw. oraz wstępnych danych dot. wskaźnika inflacji CPI w listopadzie. W piątek poznamy jeszcze indeks PMI aktywności polskiego przemysł, który biorąc pod uwagę bardzo mocne analogiczne dane z Niemiec, również powinien pokazać solidną wartość.

Nie można więc wykluczyć, że pomimo sprzyjających złotemu czynników lokalnych, kurs EURPLN powróci do 4,22-4,23 przy EURUSD obniżającym notowania w kierunku 1,18.

Do końca tygodnia możliwe jest dalsze osłabienie złotego

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Obrona status quo

Dolar jest ponownie nieco silniejszy przy gorącej debacie uczestników rynku o przyszłości ustawy podatkowej. Typowy dla końca miesiąca handel zaczyna powoli przegryzać się przez rynek walutowy, przynosząc nerwowe zwroty akcji. Wtorek jak na razie jest spokojny, ale przed nami bogaty kalendarz wydarzeń.

Kursy walutowe z USD, niezależnie czy po lewej lub po prawej stronie, poruszają się w tą i z powrotem, co spełnia definicje konsolidacji. Wczoraj nagły spadek rentowności obligacji w USA zainicjował kolejną falę przeceny USD, ale do końca dnia udało się odwrócić ruch. Inwestorzy nie lubią efekty jo-jo, szczególnie jeśli nie ma podparcia w informacjach (a wczorajsze wahania nie miały). Winnych obecnego stanu rzeczy można szukać w przetasowaniach na koniec miesiąca, albo w przeciwstawnych opiniach uczestników rynku odnośnie sukcesu głosowania ustawy podatkowej w Kongresie USA (pod koniec tygodnia). Dodajmy do tego obronę technicznego wsparcia na indeksie dolarowym DXY przy 92,50 i mamy obraz powrotu rynku do punktu wyjścia.

Dziś etykietkę wydarzenia dnia przypięto do przesłuchania Jerome’a Powella przed Senacką Komisją Bankową Kongresu USA. Nominat na nowego prezesa Fed będzie prezentował swoją wizję dla obejmowanego stanowiska, choć ujawniony już tekst jego oświadczenia otwierającego wskazuje na obronę status quo. Powell podkreśla konieczność stabilizacji rynku pracy oraz sprowadzenie inflacji w stronę celu. Oznacza to stopniowe podnoszenie stóp procentowych oraz ograniczanie sumy bilansowej, ale przy niepewnej przyszłości nakazana jest elastyczność w działaniu. To sugeruje, że okres przejściowy po zmianie warty w Fed powinien być łagodny. Z drugiej strony, nic to nie mówi o kształcie polityki w dłuższym horyzoncie. Dla rynku temat liczby podwyżek w 2018 r. i 2019 r. pozostaje otwarty niezależnie od tego, co mówią prognozy FOMC. Rynek będzie zainteresowany pytaniami do Powella, które mogą zdradzić więcej w temacie, jak daleko chce on doprowadzić stopy procentowe.

W temacie USD, dziś usłyszymy także od Dudleya i Harkera z Fed; przemawiać będzie także sekretarz skarbu Mnuchin. Z danych największa uwaga będzie skupiona na indeksie nastrojów konsumentów. Wskaźnik nastrojów wyraźnie skoczył w październiku do najwyższego poziomu do 2000 r., a zdrowy rynek pracy i niska inflacja mogą podtrzymywać optymizm. Poza tym w kalendarzu podaż pieniądza z Eurolandu, PPI z Kanady, indeks zaufania konsumentów z Niemiec oraz wystąpienie prezesa Banku Kanady.

Na rynku towarowym widać pierwsze pęknięcia na optymizmie względem szczytu OPEC i oczekiwanego porozumienia o przedłużeniu cięć wydobycia. Wcześniej wskazywaliśmy, że decyzja jest mocno zdyskontowana i nawet spełnienie oczekiwań grozi „sprzedażą faktów”. Wygląda zatem na to, że co niektórzy inwestorzy wolą nie czekać do czwartku i już preferują ucieczkę z pozycji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Będą surowe kary za oszustwa na tachografach. Nawet utrata uprawnień

30 listopada br. wystartuje Krajowy Rejestr Elektroniczny Przedsiębiorców Transportu Drogowego (KREPTD). Znajdzie się w nim wykaz przedsiębiorców, którzy uzyskali zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika. Takie rejestry działają już w innych krajach Unii Europejskiej i tworzą centralną, ogólnoeuropejską bazę, która ma na celu poprawę bezpieczeństwa oraz wyeliminowanie z branży transportowej nieuczciwych przewoźników.

KREPTD jest elektroniczną ewidencją: przewoźników, posiadających zezwolenie na wykonywanie swojego zawodu, poważnych naruszeń dokonywanych podczas przewozów, a także osób, które zostały uznane za niezdolne do kierowania operacjami transportowymi. Polska wersja rejestru będzie powiązana z Europejskim Rejestrem Przedsiębiorców Transportu Drogowego (ERRU), dzięki czemu zebrane dane trafią do jednej bazy, a organy kontrole będą miały wgląd w naruszenia kierowców dokonywane na terenie całej UE.

– Część danych zawartych w rejestrze będzie miała charakter publiczny, m.in. informacja o posiadaniu uprawnień do prowadzenia działalności transportowej czy też liczba pojazdów spółki. Pomoże to polskim przedsiębiorcom zweryfikować kontrahentów, którym zlecają usługi transportowe. Bardzo ważnym elementem KREPTD będzie ewidencja naruszeń dokonywanych przez kierowców w całej Europie. Dzięki temu, inspekcje i służby kontrolne w jeszcze większym stopniu zadbają o bezpieczeństwo na drodze. Jednak dla nieuczciwych przewoźników może okazać się to końcem ich działalności, gdyż zmianie uległa procedura utraty tzw. dobrej reputacji – mówi Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO.
Dobra reputacja przewoźnika to nic innego, jak jego nieposzlakowana opinia prawna, czyli brak wyroków oraz sankcji za popełnianie poważnych naruszeń w ramach przepisów krajowych i unijnych. Istnieją dwa organy upoważnione do wszczęcia postępowania o odbiór dobrej reputacji: starosta właściwy dla siedziby przedsiębiorcy oraz Główny Inspektor Transportu Drogowego.

Od tej pory przedsiębiorcy będą odpowiadać za naruszenia czy też manipulacje swoich pracowników, nawet jeśli kierowcy dokonują ich bez wiedzy przełożonego czy osoby zarządzającej transportem.
– Warto wiedzieć, że istnieje procedura naprawcza, dzięki której uczciwy przedsiębiorca będzie mógł uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji. Jeśli sytuacja spotka firmę, która zatrudnia stu kierowców, a tylko jeden z nich popełnia naruszenia, wiadomo, że odebranie uprawnień do wykonywania przewozów byłoby nieproporcjonalną reakcją. Ważne jest też to, że już w tej chwili pracodawca może zweryfikować, czy zagraża mu utrata dobrej reputacji. Wystarczy skorzystać ze specjalistycznego oprogramowania bądź usług firmy zewnętrznej, która rozlicza przedsiębiorcę i może wskazać obszary ryzyka – podsumowuje Mateusz Włoch.

Dolar na fali

Dolar zyskuje we wtorek rano po tym, jak w poniedziałek ogłoszono lepsze od oczekiwań dane dotyczące sprzedaży nowych domów w USA. Amerykańskiej walucie pomogła też wypowiedź Roba Kaplana, szefa oddziału Fedu z Dallas, który opowiedział się za podniesieniem stóp procentowych w najbliższym czasie, a jest on członkiem głosującym w Federalnym Komitecie Otwartego Rynku. Analitycy zwracają też uwagę na sprawę reformy podatkowej w USA. Do dolara traci m.in. euro, mimo próby przełamania powyborczego impasu w Niemczech, a zyskuje japoński jen, który jest najsilniejszy wobec amerykańskiego rywala od około dwóch miesięcy.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do japońskiego jena (-0,13%), a zyskuje do euro (+0,26%), brytyjskiego funta (+0,01%), dolara kanadyjskiego (+0,43%) oraz dolara australijskiego (+0,03%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,189, GBP/USD – 1,331, USD/CAD – 1,277, AUD/USD – 0,761 i USD/JPY – 111,2. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,39%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,893. Złotówka minimalnie traci do dolara i funta i pozostaje na podobnym poziomie do euro i franka szwajcarskiego. We wtorek rano dolar kosztuje 3,54 zł, euro – poniżej 4,21 zł, funt – 4,71 zł, a frank – 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. W poniedziałek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,35%, frankfurcki indeks DAX – 0,46%, a paryski indeks CAC 40 – 0,56%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,04%, meksykański indeks Bolsa – o 1,39%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,13%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,04%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,34%, a hongkoński indeks Hang Seng stracił 0,09%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztuje 63,84 USD (-0,03%), a ropy WTI – 58,11 USD (-1,45%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 66 USD. Z kolei cena złota rośnie. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1293 USD. To 3 USD więcej (+0,23%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis
  • 1:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 8:30 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii
  • 9:00 – Słowacja – Inflacja PPI (r/r), październik – 2,1% (poprzednio 2,1%)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury wg BIEC, listopad – 169,5 pkt. (poprzednio 170,4 pkt.)
  • 14:30 – Kanada – Inflacja IPPI (r/r), październik (poprzednio 1,5%)
  • 14:30 – USA – Saldo obrotów towarowych, październik (prognoza -65 mld USD)
  • 15:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 16:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board, listopad (prognoza 124 pkt.)
  • 16:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Filadelfii
  • 17:30 – Kanada – Wystąpienie szefa Banku Kanady

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce

W październiku 2017 r., w ujęciu wartościowym, udzielono więcej kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych oraz limitów kredytowych, w porównaniu z październikiem 2016 r. Największy wzrost odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych (+16,3%) oraz kredytów konsumpcyjnych (+11,2%). W ujęciu liczbowym najwyższy wzrost w stosunku do października 2016 r. dotyczył limitów kredytowych (+14,2%) oraz kredytów mieszkaniowych (+13,1%). Nadal obserwujemy pogłębiającą się negatywną tendencję w sprzedaży kart kredytowych – spada zarówno liczba ich wydawnictwa (-10,5%), jak i wartość przyznawanych limitów (-2,4%).

Według analityków BIK, dodatnie dynamiki w ujęciu wartościowym, a nie wolumenowym, dla wszystkich produktów kredytowych w okresie styczeń – październik 2017 r., w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, wynikają z faktu, że banki i SKOK-i udzielają kredytów na wyższe kwoty i przyznają wyższe kwoty limitów, co można tłumaczyć bardzo dobrą sytuacją finansową gospodarstw domowych związaną ze wzrostem wynagrodzeń oraz uzyskiwanymi płatnościami z programu 500 plus.

Wysoka dynamika w ujęciu wartościowym kredytów mieszkaniowych udzielonych w październiku 2017 r., w porównaniu do października 2016 r., w dużej części może wynikać z efektu bazy – bardzo słabego października 2016 r. Podobnego zjawiska możemy również oczekiwać w listopadzie.

Na początku 2017 r. stwierdziliśmy, że rok ten powinien charakteryzować się kilkuprocentowymi dodatnimi dynamikami wzrostu wartości udzielanych kredytów gospodarstwom domowym w porównaniu do 2016 r. Sprzyjające otoczenie gospodarcze skłania BIK do podtrzymania prognozy dotyczącej całego roku w zakresie wartości udzielanych kredytów w szczególności mieszkaniowych i konsumpcyjnych.

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W październiku 2017 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 620,7 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 6,83 mld zł. Stanowi to wzrost o 9,2% w ujęciu liczbowym i wzrost o 11,2% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do października 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 5,85 mln kredytów na łączną kwotę 65,48 mld zł. Jest to mniej o 0,5% w ujęciu liczbowym i więcej o 3,9% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie 2016 r.

– W październiku br. banki i SKOK-i udzieliły o 2,4% więcej kredytów konsumpcyjnych niż we wrześniu. Od początku roku widać trwały trend związany ze spadkiem liczby udzielanych kredytów niskokwotowych, a wzrostem liczby kredytów udzielanych na wyższe kwoty. W okresie styczeń – październik 2017r. w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego banki udzieliły o 13,1% mniej kredytów do 1 tys. zł. Segment ten coraz intensywniej zajmują firmy pożyczkowe. 66% wartości kredytów konsumpcyjnych udzielonych w 10 miesiącach 2017 r. to kredyty udzielone na kwotę powyżej 20 tys. zł. – występuje więc bardzo wysoka koncentracja sprzedaży w wysokokwotowym segmencie – twierdzi  prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Wyraźnie należy podkreślić, że wzrostowi sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nie towarzyszy wzrost ryzyka. Rosnąca sprzedaż kredytów konsumpcyjnych ma więc solidne podstawy wynikające z ogólnej poprawy sytuacji gospodarczej i poprawy sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych – dodaje prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe

W październiku 2017 r. banki udzieliły łącznie 17,6 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 4,08 mld zł. Stanowi to wzrost o 13,1% w ujęciu liczbowym i wzrost o 16,3% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do października 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. banki udzieliły łącznie 175,4 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną kwotę 39,4 mld zł. Jest to więcej o 6,3% w ujęciu liczbowym i więcej o 12,5% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie 2016 r.

– Październik br. jest już kolejnym w 2017 r. wzrostowym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych, zarówno pod względem liczby jak i wartości udzielanych kredytów. Na rynku kredytów mieszkaniowych nadal panuje więc optymizm. Wartość udzielonych kredytów wzrosła o 16,3%, a ich liczba o 13,1% w porównaniu z październikiem 2016 r.

Prof. Rogowski wyjaśnia, że dwucyfrowe dynamiki zarówno w ujęciu wolumenowym, jak i wartościowym po części wynikają z efektu bazy – słabego pod względem sprzedaży kredytów mieszkaniowych października 2016 r. W październiku 2016 r. banki udzieliły 15,6 tys. kredytów mieszkaniowych, podczas gdy w październiku 2015 r. – 18,0 tys. tego rodzaju kredytów.

– W porównaniu do października 2015 r. w październiku 2017 r. banki udzieliły o 2,2% mniej kredytów. W ujęciu wartościowym w październiku 2015 r. banki udzieliły kredytów na kwotę 3,66 mld zł – porównując zatem październik 2017 r. z październikiem 2015 r., to w październiku br. banki udzieliły kredytów mieszkaniowych na kwotę o 11% wyższą – reasumuje prof. Rogowski z BIK.

– Jeżeli chodzi o dynamikę udzielonych kredytów mieszkaniowych w poszczególnych przedziałach kwotowych, od początku roku widzimy istotne zróżnicowanie. Najbardziej wzrosła o 21,4% liczba kredytów udzielonych na kwotę powyżej 350 tys. zł. Wyraźnie spadła natomiast liczba kredytów udzielonych na niskie kwoty do 100 tys. zł. W tej grupie kredytów zanotowano spadek o 13,2%. Identyfikujemy więc zjawisko wysokiej koncentracji kredytów mieszkaniowych w najwyższym przedziale kwotowym. 31% wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych w okresie styczeń – październik 2017 r. przypada na kredyty powyżej 350 tys. zł.- dodaje prof. Rogowski.

Karty kredytowe

W październiku 2017 r. wydano 80,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 444 mln zł. Stanowi to spadek o 10,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 2,4% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do października 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. wydano 827,5 tys. kart na łączną kwotę 4,5 mld zł przyznanych limitów. Jest to mniej o 7,3% w ujęciu liczbowym i więcej o 2,5% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie 2016 r. 

– W październiku br. nadal pogłębia się wcześniej obserwowany negatywny trend w kartach kredytowych, których banki wydają liczbowo coraz mniej, przyznając jednak wyższe kwoty limitów kredytowych. Z taką sytuacją mamy do czynienia już od kilku kwartałów. W okresie styczeń – październik 2017 r. 40% wartości przyznanych limitów kartowych stanowiły limity kwotę powyżej 10 tys. zł. W ujęciu liczbowym stanowiły one jedynie 10% wydanych kart kredytowych. Ujemne dynamiki odnotowano w przypadku kart o limicie do 3,5 tys. zł. Najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła limitów w przedziel 3,5 – 4 tys. zł (+28%). Wzrost wartości przyznawanych limitów na wyższe kwoty można tłumaczyć tym, że banki obecnie w przypadku kart kredytowych koncentrują się na klientach, którzy w opinii banku powinni wykonywać wiele transakcji kartowych, mówi prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W październiku 2017 r. przyznano 55,3 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę przyznanych limitów 239 mln zł. Stanowi to wzrost o 14,2% w ujęciu liczbowym i wzrost o 9,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do października 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. przyznano 519,1 tys. limitów na łączną kwotę 2,26 mld zł przyznanych limitów. Jest to więcej o 5,6% w ujęciu liczbowym i więcej o 7,0% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie styczeń – wrzesień 2016 r.

– W październiku 2017 r. odnotowaliśmy wysoką dodatnią dynamikę liczby przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych (+14,2%) w porównaniu z październikiem ubiegłego roku. Od początku roku obserwujemy wzrost zainteresowania limitami kredytowymi w kontach osobistych. W okresie pierwszych dziesięciu miesięcy 2017 r. banki przyznały limity na kwotę o 7% wyższą w porównaniu do tego samego okresu zeszłego roku. Zjawisko to jeszcze wyraźniej widać analizując przyznawane limity w określonych przedziałach kwotowych. W okresie styczeń – październik 2017 r. 61% wartości przyznanych limitów w kontach osobistych koncentruje się w przedziale > 7 tys. zł. – dodaje prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Uzasadniona obawa niewykonania zobowiązania podatkowego jako podstawa decyzji zabezpieczającej

Podatnik nie ma obowiązku pozostania biernym wobec dokonanego przez organ podatkowy zabezpieczenia wykonania zobowiązania podatkowego. Od decyzji zabezpieczającej można, a nawet trzeba się odwołać. W odwołaniu należy wykazać, że organ dokonał zabezpieczenia pomimo braku uzasadnionej obawy niewykonania takiego zobowiązania.

Obiektywne przesłanki

Zgodnie z art. 33 Ordynacji podatkowej, zobowiązanie podatkowe przed terminem płatności może zostać zabezpieczone, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa jego niewykonania, w szczególności gdy podatnik trwale nie uiszcza wymagalnych zobowiązań o charakterze publicznoprawnym lub dokonuje czynności polegających na zbywaniu majątku, które mogą utrudnić lub udaremnić egzekucję. Jednocześnie instytucja taka może zostać zastosowana przez organ podatkowy również w toku postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej przed wydaniem decyzji ustalającej wysokość zobowiązania podatkowego, określającej wysokość zobowiązania podatkowego albo określającej wysokość zwrotu podatku. Oznacza to, że w toku jednej z wymienionych procedur organ może wydać decyzję zabezpieczającą – ale wyłącznie w przypadku zaistnienia przesłanki uzasadnionej obawy niewykonania zobowiązania podatkowego. Pojęcie to jest jednak nieostre, a wyrażenie „w szczególności” wskazuje na katalog otwarty przypadków, w których można mówić o zaistnieniu takiej obawy. Istotne jest jednak to, że przesłanka zastosowania zabezpieczenia „musi być realna i w dużym stopniu prawdopodobna, zawsze w kontekście przyszłych możliwości zaspokojenia wierzytelności Skarbu Państwa” (zob. wyrok WSA w Kielcach z dnia 8 września 2011 r., I SA/Ke 398/11).

Wystąpienie jednej ze wskazanych wprost w przepisie okoliczności uzasadnia obawę, że zobowiązanie nie zostanie wykonane. Jeżeli jednak organ powołuje się na inne okoliczności faktyczne, powinien za pomocą wszelkich argumentów popartych ustalonymi w sprawie okolicznościami wykazywać, że one zachodzą. Wymaga to od organu przeprowadzenia postępowania dowodowego w tym zakresie, choć nie tak skonkretyzowanego, jak w trakcie postępowania podatkowego. Zaznaczyć trzeba, że „w decyzji o zabezpieczeniu muszą być wskazane okoliczności, które zadecydowały o dokonaniu zabezpieczenia oraz dane co do wysokości podstawy opodatkowania” (zob. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 23 września 2016 r., I FSK 1719/14).

Nieprawidłowa praktyka organów

Praktyka organów podatkowych pokazuje, że rzadko powołują się one w decyzji zabezpieczającej na wprost wymienione w art. 33 Ordynacji podatkowej okoliczności. Częściej zachodzi sytuacja, w której organy starają się uprawdopodobnić uzasadnioną obawę niewykonania zobowiązania poprzez inne, niewskazane w powyższym przepisie przypadki. Takie okoliczności muszą jednak zostać poparte konkretnym, ustalonym przez organ stanem faktycznym w oparciu o materiał dowodowy dotyczący m.in. sytuacji finansowej podatnika w zestawieniu z przybliżoną wysokością zobowiązania podatkowego. Organy często zatem sięgają do sprawozdań finansowych czy też przeglądają deklaracje i próbują odnaleźć jakiekolwiek nieprawidłowości w rozliczeniach z fiskusem. Nawet najmniejsze uchybienia mogą zatem urosnąć do rangi uchylania się od płacenia podatków. Argumentacja organów podatkowych często jednak jest zbyt ogólnikowa lub w żaden sposób niepoparta konkretnymi dowodami. Zdarza się również, że organ powołuje się na okoliczność, która w żadnym razie nie miała i nie ma miejsca w odniesieniu do danego podatnika.

Nierzadko zdarza się także, że uzasadnienie faktyczne i prawne przedmiotowej decyzji jest lakoniczne, ogólnikowe i w żadnym razie nie wyjaśnia przesłanek, jakimi kierował się organ przy jej wydaniu. Taka praktyka uniemożliwia nie tylko zrozumienie toku rozumowania organu przez podatnika, ale również dokonanie kontroli instancyjnej przez organ wyższego stopnia. Taki przypadek z kolei istotnie zmniejsza szanse podatnika na samodzielne – bez korzystania z pomocy profesjonalisty – przygotowanie odwołania obalającego argumentację organu.

Decyzja zabezpieczająca. I co dalej?

Wydanie decyzji zabezpieczającej niesie za sobą wyłącznie negatywne skutki dla podatnika. W jej następstwie zostaje sporządzony tytuł wykonawczy na podstawie którego organ egzekucyjny dokonuje – w pierwszej kolejności – blokady środków pieniężnych na rachunkach bankowych podatnika. Blokada następuje do wysokości wskazanego w decyzji przybliżonego zobowiązania podatkowego. Tym samym w przypadku kwoty równej bądź przekraczającej zgromadzone na koncie środki pieniężne podatnik zostaje pozbawiony dostępu do własnych zasobów finansowych. Nie jest zatem w stanie wywiązać się z aktualnych zobowiązań, wypłacić pracownikom wynagrodzeń, a w efekcie – prowadzić bieżącej działalności gospodarczej.

Niewątpliwie zatem należy się odwoływać od decyzji zabezpieczającej. Egzekucja nie zostanie co prawda wstrzymana automatycznie, lecz brak obrony swoich praw i bierna postawa prowadzi do przekonania, że podatnik godzi się z rozstrzygnięciem organu i samą procedurą egzekucyjną. Wskazać również trzeba, że w trakcie egzekucji istnieją środki zaskarżenia, z których można i powinno się skorzystać (np. zarzuty do tytułu wykonawczego czy też skarga na czynności egzekucyjne).

Autor: prawnik Weronika Marjańska, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rok 2018 przyniesie wzrost cen paliw

Na rynku ropy naftowej oczekiwany jest dalszy stabilny wzrost cen.Trend ten trwa od stycznia 2016 roku przy dosyć niskiej zmienności cen na rynkach światowych. Utrzymaniu tej sytuacji będą sprzyjały czynniki zarówno popytowe, jak i podażowe. Większe zapotrzebowanie na wymianę handlową będzie sprzyjało rynkowi ropy naftowej, zwłaszcza, że transport – frachty morskie i transport lądowy – w większości jest realizowany za pomocą silników zasilanych tym właśnie surowcem. Przyłożą się także czynniki podażowe. W grudniu zeszłego roku miało miejsce porozumienie krajów OPEC. Zdecydowano wtedy o ograniczeniu wydobycia, a decyzja została podtrzymana w tym roku i będzie obowiązywać do marca 2018 roku. To także sprzyja wzrostowi cen.

– Chodzi o szybszy globalny wzrost gospodarczy oraz przyspieszenie dynamiki globalnej wymiany handlowej  powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonommista Coface w regionie Europy Centralnej – Jeszcze w 2016 roku mieliśmy do czynienia ze znacznym jej spadkiem, kiedy sięgnęła poziomu 1,3%. Obecnie Światowa Organizacja Handlu przewiduje, że zwiększy się ona do 3,6%, a w 2018 roku jeszcze o kolejne 3%. Dalsza sytuacja na rynku obejmuje dwie główne liczby – 60 i 70 dolarów. Pierwsza to cena baryłki ropy brent, poniżej której jej wartość nie spadnie. To poziom wyznaczony przez kraje OPEC jako minimalny. Druga to cena, za którą będziemy podążać w przyszłym roku. To poziom, przy którym budżet Arabii Saudyjskiej będzie się bilansował. Należy pamiętać, że jest ona jednym z głównym producentów surowca i państwem, które ma duże znaczenie w procesie decyzyjnym organizacji OPEC. Rok 2018 przyniesie stabilny wzrost cen ropy naftowej – surowiec będzie drożeć na rynkach światowych. Przełoży się to na ceny paliw w Polsce i na świecie. Koncerny naftowe nie zrezygnują ze swoich marż – ceny na stacjach paliw będą więc adekwatnie wzrastać – wskazał Sielewicz.

Przebranżowienie, czyli kandydaci nie w profilu oczami eksperta ds. HR

Izabela Ostapowicz – Consultant HRK Engineering & Technology
Izabela Ostapowicz – Consultant HRK Engineering & Technology

W czasach, gdy elastyczność zawodowa i przebranżowienie są modnym tematem, wielu pracodawców stawia wciąż na doświadczonych specjalistów w danych obszarach. Sporo kandydatów deklaruje gotowość do zmiany branży i otwartość na nowe wyzwania. Jak to się jednak ma do działań agencji rekrutacyjnej?

Decydując się na współpracę z headhunterem, pracodawca liczy na pozyskanie kandydatów, którzy będą odpowiadali w jak największym stopniu założonym oczekiwaniom i aktualnym potrzebom, co wiąże się z gotowością do realizacji zastanych zadań i projektów w stosunkowo krótkim czasie.

Pracownik poszukiwany

Oczywiście istnieją procesy i stanowiska, gdzie najbardziej istotnym czynnikiem jest tzw. potencjał (który de facto jest najtrudniej ocenić w ramach standardowego procesu rekrutacji). Zdarza się to nieraz w rekrutacjach na stanowiska handlowe (choć też w pewnym ograniczonym zakresie) i naturalnie – na stanowiska typu entry level. Problematyczne natomiast staje się zaproszenie do rozmów osoby, która do tej pory zdobywała kompetencje, np. jako instruktor fitness, a obecnie aplikuje na stanowisko inżyniera w dziale R&D, gdyż informacja zwrotna będzie dosyć przewidywalna: „Kandydat nie w profilu”. Nie trudno domyślić się, że sytuacja byłaby analogiczna w odwrotnym przypadku.

Pracodawcy są skłonni inwestować w rozwój pracownika w danym obszarze (szczególnie w przypadku niespotykanej nigdzie specyfiki produkcji, czy też produktu) jednakże z ich perspektywy jest to dosyć ryzykowne. Często powiela się schemat, gdzie kandydat rezygnuje po kilku miesiącach ze stanowiska, gdyż „wyobrażał to sobie inaczej” – twierdzi Izabela Ostapowicz, Consultant w firmie HRK Engineering & Technology

Zmianami, które można zaobserwować częściej są te bardziej płynne, jak np. zmiana stanowiska z inżyniera automatyka na programistę czy chociażby doradcy technicznego/robotyka na inżyniera sprzedaży w zakresie robotyki (choć to również wiąże się z ryzykiem wynikającym z rozbieżności pomiędzy specyfiką pracy). Powracając do roli agencji rekrutacyjnej – każde tego typu poszerzenie zakresu poszukiwań danej osoby jest konsultowane z pracodawcą, zaś ich decyzja wynika najczęściej z dotychczasowych doświadczeń, tego co sprawdzało się, bądź też nie, w przeszłości.

Ciężko jest zatem podważać model rekrutacji pracodawcy, któremu zależy, aby jego handlowcy znali rynek, klientów i produkt, a inżynierowie realizowali jak najbardziej efektywnie swoje projekty, w obu przypadkach wiedząc z czym się to wiąże i na ile ich to spełnia.

(Nie)wielkie doświadczenie

Brak pomysłu na swoją karierę zawodową często widać w życiorysach kandydatów. Niełatwo jest uwierzyć, że w przeciągu 5-letniej kariery dana osoba była w stanie wyspecjalizować się w obszarze finansów, HR, marketingu, logistyki i inżynierii, pracując wszędzie po kilka miesięcy. Niestety z perspektywy rekrutera wygląda to bardziej jak niska skuteczność w poszczególnych miejscach niż nadzwyczajna multizadaniowość, co nie wróży dla pracodawcy długiej współpracy z daną osobą.

„Jak zdobyć doświadczenie, jeśli nikt nie daje mi na to szansy?” – to pytanie często pada z ust kandydatów. Modelem, który się często sprawdza jest przebranżowienie się w ramach danej firmy, dzięki awansom poziomym lub pionowym (w przypadku ambicji do stanowisk kierowniczych). Jest to bezpieczne pole do przekwalifikowania się i dobry punkt wyjściowy do dalszej drogi.

Aplikowanie na wszelkie możliwe ogłoszenia o pracę, aby zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie, nie jest dobrze widziane wśród rekruterów, gdyż nie kojarzy się z interdyscyplinarnym profilem zawodowym, a raczej (niestety) z brakiem umiejętności czytania ze zrozumieniem.

Zmiany nie zawsze odbywają się w sposób drastyczny, a „rzucenie się na głęboką wodę” nie sprawdza się u wszystkich. Dla własnego komfortu, nieraz bardziej wskazane jest, aby był to proces. Sytuacja rynkowa, czy po prostu chęć „sprawdzenia się” motywuje do zmiany branży i zawodu, jednakże warto podejść do tego w sposób bardzo świadomy i systematyczny.

Autor: Izabela Ostapowicz – Consultant HRK Engineering & Technology

Ericsson przewiduje: w 2023 roku miliard subskrypcji sieci 5G

  • Zgodnie z najnowszym raportem Ericsson Mobility Report, za sześć lat sieć 5G obejmować będzie 20% światowej populacji
  • Mobilna transmisja danych stale rośnie, napędzą ją wzrost oglądalności treści wideo
  • Do końca tego roku LTE będzie dominującą dostępną technologią, napędzaną zapotrzebowaniem na lepszą obsługę i szybsze sieci

Prognozy Ericsson (NASDAQ: ERIC) przewidują, że do roku 2023 będzie miliard abonentów rozszerzonego mobilnego internetu szerokopasmowego sieci 5G. Prognozy te należą do kluczowych statystyk, opublikowanego dzisiaj, listopadowego wydania Ericsson Mobility Report.

Oczekuje się, że technologia 5G zostanie wdrożona jako pierwsza w gęsto zaludnionych obszarach miejskich i do końca 2023 roku obejmie ponad 20 procent światowej populacji. Pierwsze komercyjne sieci 5G New Radio (NR) powinny zacząć działać w 2019 r., z głównymi wdrożeniami w 2020 roku. Pierwsze wdrożenia sieci 5G są przewidziane na kilku rynkach, w tym w USA, Korei Południowej, Japonii i Chinach.

Globalna mobilna transmisja danych przekroczy w 2023 roku 20 000 eksabajtów miesięcznie

Ericsson przewiduje w 2023 roku miliard subskrypcji sieci 5GEricsson przewiduje, że do końca 2023 roku, mobilna transmisja danych wzrośnie ośmiokrotnie, osiągając 110 eksabajtów miesięcznie. Odpowiada to 5,5 milionom lat przesyłu wideo w jakości HD.

We wszystkich regionach utrzymany zostanie wzrost mobilnej transmisji danych.
Ameryka Północna do końca roku 2017 wykazywać będzie najwyższe średnie użycie mobilnej transmisji danych przez smartphone, przekraczające 7GB miesięcznie.

Według Ericsson oglądane treści wideo będą wciąż zwiększały mobilny ruch szerokopasmowy. Siłą napędową trendu wzrostowego wideo są młodzi millenialsi – osoby będące w przedziale wiekowym od 15 do 24 lat. Stremują oni 2,5 razy więcej niż osoby powyżej 45 roku życia.

Streaming wideo w wyższej rozdzielczości  oraz pojawiający się trend wzrostu a rosnący trend zwiększonego strumieniowania formatów wideo, takich jak wideo 360 stopni, będzie miał wpływ na wielkość transmisji danych. Na przykład film 360 stopni w YouTube wykorzystuje od 4 do 5 razy większą przepustowość niż zwykłe filmy z YouTube o tej samej postrzeganej jakości.

Wdrożenia LTE – rozpęd trwa

Według firmy Ericsson do końca tego roku LTE będzie dominującą technologią. Szacuje się, że do końca 2023 roku osiągnie 5,5 miliarda abonamentów i obejmie ponad 85 procent światowej populacji.

Voice over LTE (VoLTE) został uruchomiony w ponad 125 sieciach, w ponad 60 krajach, we wszystkich regionach. Ocenia się, że do końca 2023 roku subskrypcje VoLTE sięgną 5,5 miliarda, co stanowi ponad 80 procent połączonych subskrypcji LTE i 5G.

Smartwatche to jedne z najnowszych urządzeń, które wykorzystują VoLTE. Użytkownicy mogą nawiązywać połączenia głosowe bezpośrednio na swoim smartwatchu, nie mając w pobliżu smartfona (multi-SIM). Połączenia można również przesyłać między smartfonem a zegarkiem.

Niklas Heuveldop, Chief Strategy Officer and Head of Technology and Emerging Business, Ericsson, mówi: “W najnowszym raporcie podkreślono trend w zakresie subskrypcji mobilnej i wzrost transmisji danych, a także wysiłki branży zmierzające do sprostania rosnącym wymaganiom sieci komórkowych na świecie. Ponadto w raporcie przeanalizowano pojawienie się nowych przypadków użycia, w miarę rozwoju możliwości sieci – inteligentnych zegarków, alarmów IoT oraz rozszerzonej rzeczywistości. Przygotowując się do technologii 5G, trendy te będą nadal wyznaczać kierunek rozwoju branży mobilnej. „

Polscy naukowcy bliscy wynalezienia leku na raka płuc. W ciągu roku mają być znane pierwsze wyniki badań na zwierzętach

Polscy naukowcy bliscy wynalezienia leku na raka płuc. W ciągu roku mają być znane pierwsze wyniki badań na zwierzętach 5

Lubelscy naukowcy poinformowali, że w ciągu roku mają być znane wyniki badań przeprowadzonych na myszach, które mają potwierdzić działanie płynu celomatycznego dżdżownic, wykazującego aktywność przeciwnowotworową. To nowy wynalazek, na bazie którego może powstać lek na raka. W testach in vitro substancja ta niszczyła komórki raka płuca w 80 proc., nie oddziałując negatywnie na prawidłowe komórki organizmu. W kolejnych badaniach naukowcy zamierzają sprawdzić skuteczność płynu także na inne linie komórek nowotworowych m.in. raka piersi i jajnika.

Wypełniający ciało dżdżownic płyn celomatyczny pełni rolę szkieletu hydraulicznego i bierze aktywny udział w procesie poruszania się zwierzęcia. Substancja ta wykorzystywana jest od lat w medycynie ludowej wielu kultur świata. Lubelscy naukowcy postanowili natomiast zbadać jej działanie przeciwnowotworowe.

Badania rozpoczęły się pięć lat temu. W tym czasie naukowcy z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej we współpracy z badaczami lubelskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadzili szereg doświadczeń mających na celu określenie rodzaju nowotworu, na który płyn celomatyczny dżdżownic oddziałuje w najbardziej optymalny sposób, oraz znalezienie warunków, w których płyn działałby na komórki rakowe, nie niszcząc przy tym prawidłowych komórek organizmu.

Badania na różnych liniach komórek nowotworowych ze strony Uniwersytetu Medycznego prowadziła prof. dr hab. Jolanta Rzymowska, natomiast badania związane z pozyskaniem i odpowiednim przygotowaniem preparatu ze strony Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej prowadziła dr hab. Marta Fiołka.

– Badaliśmy aktywność płynu na różne typy nowotworów, raka piersi, jajnika, szyjki macicy i płuca. Były to linie, na których prowadzono badania pilotażowe, później skupiliśmy się na badaniu aktywności tylko na raka płuca A549, gdyż trzeba było wybrać typ linii, na którą płyn celomatyczny działa najlepiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. Marta Fiołka z Instytutu Biologii i Biotechnologii UMCS.

Płyn celomatyczny badany był wielokierunkowo. Naukowcy próbowali rozdzielać go na frakcje i sprawdzać aktywność przeciwnowotworową poszczególnych składowych płynu, stosowali zróżnicowane metody pobierania płynu oraz określali jego działanie na kilka linii nowotworowych. W ostateczności zdecydowali się na całościowe badanie płynu, dochodząc do wniosku, że pojedyncze frakcje cechuje znacznie słabsze działanie.

Badacze ustalili, że do pobrania płynu potrzebne jest działanie słabego bodźca elektrycznego, natomiast do jego odpowiedniego przygotowania – wysoka temperatura inkubacji. Badania molekularne potwierdziły antynowotworową aktywność płynu celomatycznego dżdżownic Dendrobaena veneta na poziomie in vitro.

– Udało nam się znaleźć warunki, w których płyn działa w 80 proc. na komórki nowotworu płuca A549, natomiast nie działa toksycznie na komórki prawidłowe. Sprawdzaliśmy różne typy komórek prawidłowych, komórki prawidłowe nabłonka drzewa oskrzelowego, komórki fibroblastów skóry ludzkiej i komórki krwi – wymienia dr Marta Fiołka.

Na wynalazek pt. „Płyn celomatyczny dżdżownicy Dendrobaena veneta do zastosowania w leczeniu raka płuc” został przyznany patent, jego autorzy natomiast przygotowują się do kolejnego etapu badań, czyli doświadczeń na zwierzętach. Badania na myszach prowadzone będą we współpracy z wyspecjalizowanymi w tego typu doświadczeniach ośrodkami badawczymi. Dopiero, gdy na tym etapie zostaną osiągnięte dobre wyniki, naukowcy będą mogli przystąpić do współpracy z lekarzami onkologami i firmami farmaceutycznymi w ramach badań klinicznych.

– Równolegle musimy prowadzić analizę chemiczną płynu celomatycznego, gdyż jest to preparat złożony i dlatego te badania są bardzo trudne. Wiele związków działa synergistycznie, aktywność całego płynu potęguje się, gdy traktujemy go całościowo. Musimy prowadzić analizy w wielu różnych ośrodkach, żeby zdefiniować, co tak naprawdę działa w tym płynie w tak efektywny sposób – mówi dr Marta Fiołka.

Dżdżownice do badań in vitro zostały wyhodowane w uniwersyteckim laboratorium. Naukowcy będą kontynuować hodowlę w warunkach laboratoryjnych, gdyż tylko ściśle kontrolowane warunki mogą zapewnić powtarzalne wyniki badań. Płyn może być pobierany wielokrotnie, ponieważ dżdżownice regenerują się po upływie kilku tygodni.

Projekt na badania na myszach przeszedł ocenę formalną. Naukowcy czekają na finansowanie z Narodowego Centrum Nauki, decyzję poznają w połowie stycznia. W ciągu kilku miesięcy mają być znane wyniki badań prowadzonych na myszach. Następnym krokiem będą badania przedkliniczne.

Druga ustawa o innowacyjności ułatwi współpracę biznesu z nauką. Ulgi podatkowe mogą sięgnąć nawet 150 proc.

Druga ustawa o innowacyjności ułatwi współpracę biznesu z nauką. Ulgi podatkowe mogą sięgnąć nawet 150 proc. 6

Prezydent podpisał drugą ustawę o innowacyjności. W 2017 roku Polska awansowała w Rankingu Innowacyjności Bloomberga. Raport wskazuje jednak, że słaba współpraca pomiędzy biznesem a światem nauki jest tym czynnikiem, który ciągnie Polską gospodarkę w dół. W rankingu nasz kraj przesunął się z 23. na 22. pozycję, jednak spośród siedmiu kategorii, jakie są brane pod uwagę przy tworzeniu rankingu, najsłabiej wypadamy pod względem procentowego udziału wydatków na badania i rozwój w PKB oraz w odsetku osób zaangażowanych w prace badawczo-rozwojowe. Ustawa, która ma wejść w życie w 2018 roku, znacznie poprawia sytuację.

– Ustawa o innowacyjności ma umożliwić zbudowanie bodźców, które zachęcają przedsiębiorców i naukowców do wzajemnej kooperacji. Najlepszą zachęta jest opłacalność, dlatego w tej ustawie, po pierwsze, przedsiębiorcy, którzy będą współpracować z naukowcami, będą mogli zapłacić zdecydowanie niższe podatki – zostawiamy fundusze w kieszeniach przedsiębiorców po to, żeby je inwestowali w rozwój swoich laboratoriów i w rozwój współpracy z naukowcami, a po drugie rozszerzamy katalog tego, co mogą oni kwalifikować jako koszt w uldze na badania i rozwój – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Piotr Dardziński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Według raportu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pt. „Diagnoza stanu transferu technologii za pośrednictwem spółek celowych” w Polsce istnieje pilna potrzeba likwidacji barier systemowych i prawnych, które utrudniają transfery technologii. Nowe przepisy mają za zadanie usunięcie wielu przeszkód i zachęcenie biznesu oraz naukowców do zintensyfikowania współpracy.

– Położyliśmy nacisk na umożliwienie uczelniom bardziej elastycznego kooperowania ze środowiskiem przedsiębiorców. Bardzo często jedna i druga strona narzekają na to, że aktualne struktury organizacyjne uczelni nie są zbyt przyjazne w kontakcie z przedsiębiorcą, dlatego zachęcamy uczelnie do tego, żeby budowały pewien system otaczający uczelnię, system spółek, zarówno spółek celowych, jak i spółek prowadzących działalność gospodarczą, tzw. spin-off’ów – wyjaśnia podsekretarz stanu MNiSW.

Nowe przepisy przewidują m.in., że w niektórych przypadkach biznes będzie mógł traktować rozbudowę laboratoriów jako koszt. Po stronie kosztów będzie można wpisać też wyposażenie oraz bieżące funkcjonowanie laboratorium, a zatem np. zatrudnienie pracowników. Związane będą z tym jednak nowe obowiązki dla pracodawców.

– Żeby przedsiębiorcy mogli skorzystać z ulgi na badania i rozwój, muszą w odpowiedni sposób przygotować wykaz kosztów kwalifikowanych, czyli pokazać dokładnie na co i ile wydali. To nie jest sprawozdawczość, która będzie dodatkowo obciążała przedsiębiorców, będziemy w większości opierać się na sprawozdawczości, którą oni już prowadzą, przekazując informacje do GUS. Trochę staranniej natomiast trzeba będzie wykazać, że zatrudnieni pracownicy w działach badawczo-rozwojowych rzeczywiście wykonują pracę, która bezpośrednio dotyczy albo jest realnym wsparciem dla prac badawczo-rozwojowych – wyjaśnia ekspert.

Ustawa przynajmniej częściowo rozwiąże problemy, na które zwrócili uwagę autorzy raportu „Diagnoza stanu transferu technologii za pośrednictwem spółek celowych”. Nowe przepisy przewidują zmniejszenie obciążeń podatkowych dla spółek komandytowych i komandytowo-akcyjnych, a to one właśnie w dużej mierze inwestują we współpracę nauki i biznesu.

– Wykazujemy więc koszty, te koszty odliczamy podwójnie, bo jest 100 proc. ulgi. Ulga rośnie nawet do 150 proc. w maksymalnym poziomie lub 100 proc. w standardowym poziomie. Każda złotówka wydana na badania i rozwój będzie mogła być de facto odliczona jako dwa złote od podstawy do opodatkowania. W różnorodnej strukturze wydatków może to oznaczać nawet obniżenie podatku o kilka do kilkunastu procent – tłumaczy ekspert.

Ustawę pochwalili Pracodawcy RP. Ekspert organizacji Łukasz Kozłowski stwierdził, że ulga taka oznacza realne oszczędności podatkowe dla biznesu. Jak mówił Kozłowski, Polska odstaje od gospodarek rozwiniętych, a proponowane zmiany z pewnością zachęcą wielu małych i średnich przedsiębiorców do inwestowania w prace badawczo-rozwojowe.

– My przygotowaliśmy tę ustawę nie na podstawie wiedzy, którą ma ministerstwo, tylko przygotowaliśmy ją na podstawie informacji, jakie dostaliśmy od naszych partnerów zewnętrznych. To znaczy, że ta ustawa jest przygotowana dla nich i na ich wniosek, to oni mówią: jeśli uda się wprowadzić takie rozwiązania, to my jesteśmy w stanie w dużo większym stopniu zaangażować się we współpracę nauka–gospodarka i także zainwestować w tę współpracę – wyjaśnia dr Piotr Dardziński.

Na początku bieżącego roku rząd przyjął Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Realizacja jej celów będzie wymagała zaangażowania do roku 2020 około 1,5 bln zł ze środków publicznych oraz 600 mld zł ze środków prywatnych. Rząd zakłada, że w ciągu najbliższych trzech lat udział nakładów na prace badawczo-rozwojowe zwiększy się do 1,7 proc. PKB. Przed dwoma miesiącami Europejski Bank Inwestycyjny przyznał Polsce 730 mln euro kredytu na wsparcie polskiej nauki, na instytucje badawcze, uczelnie i granty.

– Mali i średni przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po współpracę z nauką. Bardzo liczymy na to, że zbudują swoje centra badawczo-rozwojowe dlatego, że na świecie nie ma takiej możliwości, żeby nauka rozwijała się wyłącznie na uniwersytetach i w instytutach badawczych. Ona musi się także rozwijać po stronie przedsiębiorców i to się wszystkim opłaca – podsumowuje dr Piotr Dardziński.

Podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawa wejdzie w życie 1 stycznia 2018 roku.

Firmy coraz częściej wykorzystują wyroby cukiernicze do promocji. W cukiernictwie biznesowym hitem są babeczki i torty z logotypami

Firmy coraz częściej wykorzystują wyroby cukiernicze do promocji. W cukiernictwie biznesowym hitem są babeczki i torty z logotypami 7

Do promowania firm i budowania wizerunku wśród kontrahentów służą już nie tylko gadżety, takie jak kubki, kalendarze, smycze czy długopisy. W biznesie podczas spotkań służbowych, konferencji czy targów coraz chętniej wykorzystywane są wyroby cukiernicze: muffiny, torty i zestawy słodyczy – obowiązkowo z logo danej firmy, jej atrybutami bądź konkretnym napisem. Słodkie gadżety wykonane na specjalne zamówienie będą kolorystycznie jak najbardziej zbliżone do tych zawartych w księdze znaku. Wypieki są również zamawiane przez firmy z myślą o pracownikach, np. z okazji spotkań świątecznych czy dla uczczenia długiego stażu pracy.

Właściciele pracowni cukierniczych podkreślają, że jest wiele sytuacji, w których ich wyroby są wykorzystywane do nawiązywania lub podtrzymywania dobrych kontaktów w biznesie. Bardzo częstym firmy składają zamówienia przed targami, podczas których słodkie gadżety mają być elementem promocji dekoracją stanowiska, zachęta dla odwiedzających czy upomikiem dla kluczowych klientów.

W cukiernictwie biznesowym najczęściej zamawianą formą są babeczki z logotypami. Zazwyczaj każda babeczka jest osobno pakowana i ma logo danej firmy. W drugiej kolejności mamy torty biznesowe, czyli torty, na których też często pojawia się logotyp firmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Urszula Stępniak, właścicielka pracowni cukierniczej Słodki Muffin.

W tortach biznesowych wyznacznikiem nie jest cena, natomiast dużą wagę przywiązuje się do estetyki i smaku. Do każdego zamówienia jest możliwość dołączenia bileciku z życzeniami, podpisem lub logo firmy.

– Torty biznesowe bardzo często oprócz tego, że mają logotyp, muszą też mieć atrybuty danej firmy. Jeżeli robimy tort dla firmy budowlanej, to pojawią się tam elementy, które będą nam się z tą firmą kojarzyły – kombinerki, deski podłogowe czy śrubokręt. Jeśli robimy tort dla marki obuwniczej, to oprócz samego logotypu pojawiają się buty i torebki, które w tych sklepach można znaleźć – mówi Urszula Stępniak.

Stępniak podkreśla, że w przypadku jej pracowni firmy stanowią ok. 30 proc. odbiorców. Pozostałe 70 proc. to klienci indywidualni. Choć ceny w porównaniu do sieciówek cukierniczych są o ok. 20 proc. wyższe, to wiele osób wraca właśnie do niej, bo wolą zapłacić za tort więcej, ale mieć pewność, że powstał ze składników najwyższej jakości.

– W cukiernictwie biznesowym największym wyzwaniem było wykonanie ponad 4,5 tys. babeczek dla jednej z firm ubezpieczeniowych z okazji rebrandingu firmy. Wtedy praca trwała przez 48 godzin non stop i było to wyzwanie, głównie ze względu na to, że trzeba było je wykonać w krótkim czasie, by wszystko było jak najbardziej świeże – dodaje Urszula Stępniak.

Cukiernia Słodki Muffin przygotowała tort urodzinowy dla Paula McCartneya z okazji jego jedynego koncertu w Polsce. Urszula Stępniak wspomina, że na realizację zlecenia miała zaledwie 24 godziny. Po przekrojeniu tort był biało czerwony, tak by muzyk kojarzył go właśnie z naszym krajem.

Choroba genetyczna powoduje podwyższony poziom cholesterolu już u kilkuletnich dzieci. Większość chorych nie jest jej świadoma

Choroba genetyczna powoduje podwyższony poziom cholesterolu już u kilkuletnich dzieci. Większość chorych nie jest jej świadoma 8

Hipercholesterolemia rodzinna to choroba genetyczna, dziedziczona z pokolenia na pokolenie. Powoduje, że poziom złego cholesterolu jest bardzo wysoki już u kilkuletnich dzieci. To prowadzi z czasem do przedwczesnego rozwoju miażdżycy, choroby wieńcowej i zawału serca w bardzo młodym wieku. Szacuje się, że w Polsce na hipercholesterolemię rodzinną cierpi prawie 150 tys. osób (bazując na częstości 1:250), ale tylko niewielki jest tego świadomych.

– Hipercholesterolemia rodzinna u dziecka nie boli, najczęściej nie daje żadnych objawów klinicznych, ale badania ultrasonograficzne pokazują zwiększoną grubość kompleksu błony środkowej wewnętrznej, tzw. intima-media w tętnicy szyjnej wspólnej. Pogrubienie tego kompleksu świadczy o tym, że rozpoczął się proces rozwoju miażdżycy. Stosując statyny i inne leki obniżające poziom frakcji LDL cholesterolu i odpowiednią dietę, możemy spowodować zmniejszenie grubości intima-media i pacjent, wchodząc w dorosłość, w badaniu ultrasonograficznym nie ma żadnych zmian miażdżycowych – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. med. Małgorzata Myśliwiec z Katedry i Kliniki Pediatrii Diabetologii i Endokrynologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Hipercholesterolemia rodzinna jest uwarunkowaną genetycznie chorobą dziedziczną. Charakteryzuje się przede wszystkim podwyższonym poziomem cholesterolu LDL (tzw. złego cholesterolu) w surowicy i wysokim ryzykiem przedwczesnego rozwoju choroby wieńcowej. Wywołuje ją mutacja jednego z genów odpowiedzialnych za gospodarkę lipidową, najczęściej jest to mutacja genu receptora dla cholesterolu LDL. Podwyższone poziomy cholesterolu obserwuje się już w dzieciństwie, nawet u kilkuletnich pacjentów.

 Podczas badań w zakładzie pracy oznaczyłam cholesterol, był bardzo wysoki. Nie uwierzyłam, że jest to mój wynik – jestem osobą zdrową, szczupłą, niepalącą, uprawiającą sport. Ponowiłam badania i wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. Tym bardziej że mój ojciec zmarł na zawał serca w wieku 46 lat. Mój kardiolog skierował mnie do odpowiedniego ośrodka, który zajmuje się leczeniem hipercholesterolemii rodzinnej. Szybko zostały też zdiagnozowane moje dzieci, chorobę wykryto u 9-letniej córki – mówi Magdalena Miara-Kosewska ze Stowarzyszenia Pacjentów z Hiperlipidemią Rodzinną w Gdańsku.

Szacuje się, że w Polsce na to schorzenie cierpi około 80 tys. osób, ale tylko niewielki odsetek jest świadomy swojej choroby. Pozostali nie są właściwie leczeni. To może mieć bardzo poważne konsekwencje. Podwyższone poziomy cholesterolu z czasem prowadzą do przedwczesnego rozwoju miażdżycy.

– Najczęściej jej objawem jest choroba wieńcowa. U nieleczonych mężczyzn pojawia się ona około 40–50 roku życia, a u nieleczonych kobiet 10–15 lat później. Niestety, może się wiązać to z ryzykiem nagłego zgonu sercowego. Oszacowano, że życie nieleczonych chorych z hipercholesterolemią rodzinną heterozygotyczną może być skrócone nawet o 10–30 lat. Natomiast jeżeli podejmiemy leczenie wcześniej, nawet u dzieci od 6 roku życia, to życie chorych przyjmujących leki jest takie samo jak zdrowych osób – mówi dr Agnieszka Mickiewicz, kardiolog.

Choroba dziedziczona jest z pokolenia na pokolenia, a rodzeństwo i dzieci chorego mają 50-proc. ryzyko rozwinięcia hipercholesterolemii.

– Jeżeli zapytamy o wywiad rodzinny u dziecka, u którego rozpoznano hipercholesterolemię rodzinną, to okaże się, że mama, tata czy dziadek zmarł w wieku 35–40 lat. Natomiast odpowiednia terapia wydłuża życie osoby z hipercholesterolemia rodzinną, ponieważ w przyszłości nie wystąpią incydenty sercowo-naczyniowe – dodaje prof. dr hab. med. Małgorzata Myśliwiec.

Aby właściwie rozpoznać i potwierdzić hipercholesterolemię rodzinną, potrzebne mogą być badania genetyczne – to jedyne pewne potwierdzenie diagnozy. Oprócz tego lekarz może też zlecić cały szereg badań dodatkowych, w tym m.in. USG tętnic szyjnych i obwodowych metodą Dopplera, echokardiografię, EKG, próbę wysiłkową, angioTK  tętnic wieńcowych i koronarografię. To o tyle istotne, że choroba ta może dawać nietypowe objawy.

– Hipercholesterolemię wykryto u mnie, kiedy to zaczęły się bóle ścięgna Achillesa. Na początku nie były zbyt duże, z czasem przestały pomagać nawet silne leki przeciwbólowe. Ortopedzi nie wiedzieli, co mi jest. W końcu zdecydowali, żeby otworzyć to ścięgno i sprawdzić, co się tam dzieje. Okazało się, że odkładają się na nim złogi tłuszczu. Zrobiłam również badania moim synom w wieku 5 i 3 lata. Obaj są bardzo szczupli, drobni i energiczni. U obu wyszła hipercholesterolemia rodzinna. Przyjmowanie statyn powoduje, że złogi tłuszczu nie odkładają się w naczyniach. Dzięki systematycznemu leczeniu prawdopodobieństwo zawału serca jest u mnie takie jak u każdego człowieka – dodaje Anna Kapica-Marynowska, pacjentka ze zdiagnozowaną pięć lat temu hipercholesterolemią rodzinną.

Leczenie dorosłych i dzieci znacząco się różni, ponieważ u kilkulatków nie można stosować tak wysokich dawek leków. Jednak wczesne wdrożenie leczenia nawet w tak młodym wieku jest ważne, ponieważ zapobiega rozwojowi miażdżycy.

 Im wcześniej rozpoczniemy leczenie, tym większe szanse dla chorych, że ich długość życia będzie taka jak ludzi zdrowych, bez tej choroby. Leczymy ich intensywnie, sięgając po wszystkie dostępne terapie, aby osiągnąć cel. Cele leczenia zostały określone przez Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne: u osób z bardzo dużym ryzykiem sercowo-naczyniowym, np. chorobą wieńcową, celem jest LDL cholesterol niższy niż 70 mg/dl. U chorych z dużym ryzykiem, np. samą hipercholesterolemią rodzinną bez powikłań miażdżycowych, celem jest LDL cholesterol poniżej 100 mg/dl. Należy też obniżyć cholesterol LDL o co najmniej 50 proc. do wartości początkowej, jeśli wynosi on odpowiednio 70–135 lub 100–200 mg/dl – wskazuje dr Agnieszka Mickiewicz.

Pacjenci z hipercholesterolemią rodzinną muszą przez cały czas pozostawać pod opieką lekarską i stosować odpowiednie leki, które obniżają poziom cholesterolu i LDL. Konieczna jest też zmiana diety i stylu życia.

– Leczymy najpierw silnymi statynami, czyli atorwastatyną i rosuwastatyną, zwiększając stopniowo dawki do maksymalnych tolerowanych przez pacjenta. Jeśli ta terapia nie pomaga, dołączamy ezetymib. To leki powszechnie dostępne w aptekach, od lat refundowane. Taka terapia statyną to koszt rzędu 10–30 zł miesięcznie, jeśli dodamy ezetimib – 50–70 zł miesięcznie. Należy podkreślić, że leczenie trwa do końca życia. Nie można go przerywać, nawet jeśli cel leczenia zostanie osiągnięty – terapia powinna być kontynuowana – mówi dr Agnieszka Mickiewicz. – Znaczna część chorych osiąga cele leczenie na takiej terapii, część wymaga jednak zastosowania terapii aferezą cholesterolu LDL lub innowacyjnymi cząsteczkami (inhibitorami PCSK-9).

Od 2018 roku pozyskanie koncesji na poszukiwanie i wydobywanie gazu łupkowego ma być prostsze. Łatwiej będzie też przedłużyć koncesję na wydobywanie węgla

Od 2018 roku pozyskanie koncesji na poszukiwanie i wydobywanie gazu łupkowego ma być prostsze. Łatwiej będzie też przedłużyć koncesję na wydobywanie węgla 9

Od przyszłego roku mają być łatwiejsze postępowania w związku z koncesjami na poszukiwanie i wydobywanie węglowodorów, m.in. gazu łupkowego. Przedsiębiorcy skorzystają na wprowadzeniu procedury „open door”, w której to oni będą mogli inicjować postępowanie koncesyjne na wydobycie węglowodorów ze złóż. Mniej biurokracji ma być też przy przedłużaniu koncesji na wydobycie węgla. Ma to zapobiec wygaśnięciu do 2020 roku ważności ponad połowy z 65 koncesji na eksploatację złóż węgla kamiennego i brunatnego. Proponowane nowe przepisy przewidują też zmiany w regulacjach dotyczących wydobycia bursztynu.

– Trwają prace nad projektem kolejnych zmian ustawy Prawo geologiczne i górnicze przygotowanym przez Ministerstwo Środowiska. W uzasadnieniu projektu resort wskazuje, że głównym celem zmian jest uproszczenie procedur koncesyjnych i wyjaśnienie wątpliwości interpretacyjnych, które narosły w toku stosowania ustawy. Wydaje się, że wszystkie najważniejsze zmiany można byłoby ująć w trzech grupach: dotyczących koncesji węglowodorowych, ułatwiających przedłużanie koncesji na wydobywanie węgla i dotyczących złóż bursztynu – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Grzegorz Wąsiewski, radca prawny z Kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak.

Propozycja Ministerstwa Środowiska zakłada, że od 2018 roku łatwiejsze ma być przede wszystkim pozyskiwanie koncesji na poszukiwanie i wydobywanie węglowodorów, w tym węglowodorów niekonwencjonalnych, czyli tzw. gazu łupkowego. Obecnie w Polsce obowiązuje dwadzieścia koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż węglowodorów uwzględniających gaz z łupków. Do końca października 2017 roku wykonano siedemdziesiąt dwa otwory rozpoznawcze.

 Z jednej strony przywrócona zostanie procedura „open door” polegająca na tym, że to przedsiębiorca może się zgłosić do organu koncesyjnego, wskazując, że jest zainteresowany zagospodarowaniem określonego bloku koncesyjnego, a więc nie czekając na ogłoszenie przetargu dotyczącego tego obszaru. W efekcie – jeśli ta zmiana wejdzie w życie – podmiotem inicjującym postępowanie koncesyjne będzie mógł być przedsiębiorca górniczy zainteresowany działalnością w danym miejscu, a nie tylko organ koncesyjny czy Skarb Państwa – tłumaczy Wąsiewski.

Dotychczasowe przepisy miały na celu wzmocnić pozycję państwa w zakresie złóż węglowodorowych. Pierwszą koncesję dotyczącą złóż węglowodorów niekonwencjonalnych wydano w 2007 roku. Pięć lat później obowiązywało już ponad sto koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie takich złóż. Dane Polskiego Instytutu Geologicznego wskazywały wówczas, że na terenie Polski znajdować się może 346–768 mld m3 gazu łupkowego. W 2015 roku wprowadzono więc nowy rodzaj koncesji łącznej na poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie węglowodorów. Przepisy, które weszły wówczas w życie, precyzowały także procedurę przetargową czy próbowały na grunt polskiego prawa przenieść model tzw. umowy o współpracy.

 Gdy wprowadzono te przepisy w toku dość długo trwających konsultacji, przedstawiciele branży zwracali uwagę na to, że część zaproponowanych rozwiązań stanowi nadmierne obciążenie administracyjne bądź nadmierną ingerencję w swobodę ich działalności. Wydaje się, że w zakresie koncesji węglowodorowych zmiany, które proponuje obecna nowelizacja, częściowo wychodzą tamtym głosom i komentarzom naprzeciw – przekonuje ekspert.

Nowelizacja ustawy przewiduje też zmiany w konstrukcji umowy o wspólnych operacjach górniczych, tzw. joint operating agreements, znanej już z innych krajów. Nowe przepisy usuwają zapis, że udział operatora w kosztach i zyskach wynikających ze współpracy różnych przedsiębiorców na danym obszarze koncesyjnym musi przekraczać 50 proc.

– Choć obecne zainteresowanie złożami węglowodorów jest dużo mniejsze, niż było kilka lat temu, to wszystkie te zmiany należy uznać za idące w dobrym kierunku i w jakimś sensie ułatwiające przedsiębiorcom ich działalność – ocenia Wąsiewski.

Nowelizacja ustawy wprowadza też przepis, który ułatwi przedłużanie koncesji na wydobywanie węgla kamiennego i węgla brunatnego. To o tyle istotne, że – jak wskazały ubiegłoroczne analizy Ministerstwa Środowiska – do 2020 roku wygaśnie ważność trzydziestu pięciu koncesji na eksploatację węgla kamiennego i pięciu dla węgla brunatnego z sześćdziesięciu pięciu koncesji wydobywczych (pięćdziesięciu pięciu kamiennego i dziesięciu brunatnego), a większość ze złóż nie została jeszcze wyczerpana. Obecnie wydłużenie okresu jej obowiązywania przebiega podobnie, jak udzielenie koncesji i wymaga uzgodnienia z odpowiednim organem samorządu. Dlatego procedura zarówno uzyskiwania nowych i przedłużania obowiązujących koncesji na wydobycie węgla trwa średnio 3–4 lata. Nowelizacja zakłada, że takie uzgodnienie nie będzie konieczne w przypadku koncesji przyznanych przed 15 listopada 2008 roku.

W tym przypadku przedłużenie będzie wymagać nie uzgodnienia z organem samorządu, a jego opinii, więc formy o nieco niższej randze, w każdym razie formy niewiążącej. Ma to uprościć całą tę procedurę – podkreśla ekspert kancelarii BSJP.

Nowe przepisy modyfikują również katalog złóż kopalin objętych własnością górniczą, który zostanie poszerzony o bursztyn, gazy szlachetne i pierwiastki ziem rzadkich.

Deweloperzy planują coraz więcej inwestycji na warszawskiej Woli. To nowe centrum biznesowe stolicy

Deweloperzy planują coraz więcej inwestycji na warszawskiej Woli. To nowe centrum biznesowe stolicy 10

Biznesowe centrum Warszawy przenosi się coraz bardziej na zachód. Stolica rozwija się wzdłuż linii metra, zarówno po lewej, jak i po prawej stronie Wisły. Obecnie to Wola staje się zagłębiem biznesu, przede wszystkim ze względu na dobrą komunikację i nowoczesną powierzchnię biurową. Obecnie na terenie Zachodniego Centrum znajduje się prawie 40 budynków biurowych. Rośnie też liczba mieszkań. Jeszcze w 2006 roku oddano tu do użytkowania niespełna 100 nowych mieszkań, a w 2016 roku dziesięciokrotnie więcej.

– Każdy nasz projekt biurowy i komercyjny to duże zaangażowanie kapitałowe, w związku z czym wszystkie są bardzo szczegółowo analizowane. Nigdy nie zaczynamy, dopóki nie mamy pewności, że on jest przygotowany od strony komercyjnej i że jest zainteresowanie rynku. Wola jest świetnym miejscem do rozwoju. Z naszych badań i analiz wynika, że miasto będzie się rozwijało pod względem biurowym wzdłuż linii metra – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Wróbel, członek zarządu LC Corp, dewelopera budującego na Woli kompleks biurowo-usługowy Wola Retro.

Biznesowe centrum przenosi się coraz bardziej na zachód miasta. Z raportu JLL „Kierunek Wola – nowe biznesowe serce Warszawy” wynika, że obecnie w granicach Zachodniego Centrum na powierzchni 260 ha znajduje się 38 budynków biurowych o powierzchni 603 tys. mkw. (z czego 250 tys. powstało w ciągu ostatnich 5 lat), gdzie pracuje ok. 55 tys. osób. W ciągu najbliższych 5 lat w biurach w tym rejonie Warszawy zatrudnionych będzie już 115 tys. osób. Przez ostanie 3 lata na Woli zawarto umowy najmu na 360 tys. mkw., z czego blisko 280 tys. stanowiły nowe umowy.

Istotnym atutem Woli jest transport. Już sama zapowiedź budowy II linii metra stała się motorem rozwoju biurowego. Zwłaszcza że, jak wynika z analizy JLL, tylko co trzeci pracownik biurowców na Woli dojeżdża do pracy samochodem. Pozostali korzystają z komunikacji miejskiej, przede wszystkim z tramwajów i metra.

 Wola jest skomunikowana w układzie północ-południe przez ulicę Towarową tramwajami i w układzie wschód-zachód metrem, ale przy stacji przesiadkowej na Świętokrzyskiej jest skomunikowanie z pierwszą linią metra i w całym układzie północ-południe. Jesteśmy przekonani, że Warszawa będzie się rozwijała wzdłuż linii metra zarówno na Woli, jak i po prawej stronie Wisły, która dzisiaj zupełnie nie jest biznesową mekką biurową. Analizy biur pośredniczących i specjalistów od najmu mówią, że Śródmieście i centralny okręg biznesu przesunął się do Karolkowej. Jeszcze niedawno był na Rondzie Daszyńskiego, a parę lat temu kończył się przy al. Jana Pawła II – tłumaczy Tomasz Wróbel.

Zdaniem ekspertów Wola przez kolejne lata pozostanie najszybciej rozwijającą się dzielnicą biurową w Polsce. Raport JLL wskazuje, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu miesięcy zasoby biurowe tej dzielnicy sięgną miliona mkw. Obecnie trwa m.in. budowa kompleksu biurowo-usługowego Wola Retro u zbiegu ulic Siedmiogrodzkiej i Skierniewickiej. Kompleks ma być gotowy w III kwartale 2019 roku.

– To świetne miejsce z historią – budynek biurowy, autorstwa Lacherta i Szanajcy, czołowych przedwojennych polskich architektów modernistów, wybudowany w 1938–1939 roku, który zachował swój walor biznesowy do dzisiaj. Kiedy przymierzaliśmy się do zakupu tego terenu, robiliśmy analizę, patrzyliśmy, czy da się z tego coś zrobić i wyszło nam, że przy pracach aranżacyjnych i przebudowie uda się zaadaptować ten przedwojenny biurowiec do wyśrubowanych, dzisiejszych wymagań naszych najemców – mówi członek zarządu LC Corp.

Nowy projekt będzie składać się z dwóch części: odrestaurowanego zabytkowego budynku i dwóch nowych biurowców o łącznej powierzchni 24,5 tys. mkw., a powierzchnia piętra ma sięgać 3,3 tys. mkw.

 W zrewitalizowanej części na najwyższym piętrze będą powierzchnie o wysokości ponad czterech metrów, dobre biura dla wyspecjalizowanych branż, architektów, prawników, z antresolą i możliwością aranżacji. Nowe piętra będą nowoczesne, dobrze doświetlone, z małą powierzchnią add-on-factor [współczynnik powierzchni wspólnej – red.] poniżej 5 proc. Z punku widzenia najemców wszystkie kryteria efektywności i niskich kosztów są spełnione i przygotowane – zapewnia Tomasz Wróbel.

Znikają kolejne bariery dla rynku samochodów elektrycznych. Rosnące zasięgi i coraz niższe ceny mogą wywołać boom zakupowy

Znikają kolejne bariery dla rynku samochodów elektrycznych. Rosnące zasięgi i coraz niższe ceny mogą wywołać boom zakupowy 11

Na polskim rynku motoryzacyjnym udział elektryków wciąż jest znikomy, ale dynamicznie rośnie. Wynika to z faktu, że znikają kolejne bariery. Po pierwsze, nowe modele oferują coraz lepsze osiągi, a ich ceny stopniowo spadają. Przykładowo trzyletni używany samochód elektryczny stanowi już ciekawą alternatywę cenową dla konwencjonalnych silników spalinowych. Dodatkowo koncerny motoryzacyjne inwestują w rozbudowę infrastruktury do ładowania. Wszystko to składa się na rosnące zainteresowanie autami elektrycznymi nie tylko wśród klientów indywidualnych, lecz także wśród firm i przedsiębiorców.

 Zerowa emisja spalin, praktycznie bezgłośny układ napędowy, wysoki komfort użytkowania – to elementy, które spowodowały, że coraz więcej osób rozpatruje zakup samochodu elektrycznego. Kolejny jest argument kosztowy. Dzisiaj pokonanie 100 kilometrów to koszt zaledwie 6 złotych, czyli nieco więcej niż litr paliwa, żaden inny samochód nie jest w stanie się z tym mierzyć. Tych korzyści zaczyna się pojawiać coraz więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Powalski, dyrektor PR w Nissan Sales Central & Eastern Europe.

Udział samochodów elektrycznych i hybryd typu plug-in na polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc. Statystyki pokazują jednak tendencję wzrostową. Według danych CEPIK w okresie od stycznia do października 2017 roku w Polsce zarejestrowanych zostało 860 tego rodzaju pojazdów, podczas gdy rok temu wskaźnik zatrzymał się na 473 autach, a dwa lata wcześniej osiągnął poziom 295. Rosnąca popularność elektryków widać szczególnie na przykładzie innych europejskich krajów. Według European Automobile Manufacturers Association (ACEA) w ubiegłym roku na terenie Unii Europejskiej zarejestrowano ponad 155 tys. takich aut (wzrost blisko 5 proc. rdr.).

Na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) firma badawcza SW Research przeprowadziła w maju br. badanie, z którego wynika, że 12 proc. Polaków realnie planuje w najbliższym czasie zakup samochodu elektrycznego, a 31,5 proc. wciąż się nad nim zastanawia. Coraz większe zainteresowanie elektrykami wynika z faktu, że znikają kolejne bariery ograniczające rozwój tego rynku.

 Dzisiaj zasięgi samochodów elektrycznych wzrastają w tempie, którego nie spotykaliśmy do tej pory. Zwiększenie zasięgu samochodu Nissan LEAF do 378 kilometrów to wzrost o 50 proc. w stosunku do generacji, którą wprowadziliśmy raptem cztery lata temu. Stereotyp zasięgu praktycznie zostaje obalony. Dzisiaj możemy się swobodnie poruszać autem elektrycznym praktycznie po całym kraju – mówi Paweł Powalski.

Powoli znikają również ograniczenia infrastrukturalne. Dziś na terenie całego kraju jest ok. 305 punktów ładowania samochodów elektrycznych, z czego większość w Warszawie i innych dużych miastach. Polski rząd stawia jednak mocny akcent na rozwój elektromobilności. Plany resortu rozwoju zakładają, że do 2020 roku ma powstać już 400 szybkich punktów ładowania samochodów elektrycznych i 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

– Rozwój infrastruktury widzimy w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Sieć ładowarek jest coraz większa i są zapowiedzi, że będzie rozwijana. Główna bariera i obawa użytkowników dotycząca ładowania samochodów elektrycznych będzie powoli znikać – mówi Bartłomiej Binkiewicz, business development manager w firmie  Eurotax.

 W najbliższych latach możemy się spodziewać dynamicznego rozwoju punktów ładowania. Odległości między nimi będą nie większe niż 80 km, a podróżowanie stanie się bardziej elastyczne. W rezultacie przy zasięgach, które oferują w tej chwili samochody elektryczne, oraz planowanej liczbie stacji ładowania, klienci nie powinni się już obawiać tego aspektu – mówi Paweł Powalski.

Bartłomiej Binkiewicz podkreśla, że coraz mniej barier dla rynku samochodów elektrycznych będzie napędzać wzrost zainteresowania takimi pojazdami – zarówno nowymi, jak i używanymi. W tej chwili trzy- czy czteroletni używany samochód elektryczny kosztuje mniej więcej połowę swojej ceny początkowej. Dla klientów, których nie stać na zakup nowego auta, jest osiągalny cenowo i stanowi ciekawą alternatywę dla konwencjonalnych silników spalinowych.

Przez ostatnie lata wartość rezydualna samochodów elektrycznych (czyli spodziewana wartość, po której samochód zostanie sprzedany np. firmie leasingowej po zakończeniu kontraktu) była na średnim poziomie, co wiązało się z dość wysoką ceną zakupu i niskimi walorami użytkowymi, np. z ograniczonym zasięgiem. Przez to elektryki były postrzegane jako nieopłacalne i nie cieszyły się dużym zainteresowaniem firm i klientów biznesowych. Zmiana technologiczna odwróciła sytuację.

 Spodziewamy się, że z powodu coraz lepszej oferty i zmiany technologicznej modeli wartości rezydualne samochodów elektrycznych będą stopniowo wzrastać. Na rynek wchodzą nowe modele, które oferują zdecydowanie więcej niż do tej pory. Przez najbliższe lata będziemy obserwować wzrosty –prognozuje Bartłomiej Binkiewicz.

– Samochody elektryczne są też idealnym rozwiązaniem dla floty. Zerowa emisja szkodliwych spalin, niski poziom hałasu, korzyści bezpośrednie, czyli kosztowe, które w znaczący sposób wpływają na bilans każdej firmy, oraz korzyści wizerunkowe wynikające z użytkowania samochodów, które są całkowicie przyjazne dla środowiska. Wszystko to sprawia, że coraz więcej firm decyduje się na zakup samochodów elektrycznych – dodaje Paweł Powalski.

Dla branży motoryzacyjnej firmy i korporacje, które wymieniają flotę średnio co kilka lat, są istotnym klientem. W I półroczu tego roku przedsiębiorstwa kupiły w Polsce ponad 167 tys. nowych samochodów osobowych (o 28,8 tys. więcej niż rok wcześniej), czyli prawie 70 proc. wszystkich sprzedanych nowych pojazdów.

W tę półkę celuje również Nissan. Nowy Nissan LEAFto blisko 400 kilometrów zasięgu, co powoduje, że przy normalnym użytkowaniu takie auto można ładować raz na tydzień. Poza walorami użytkowymi auto ma dużo wyższą wartość rezydualną, co jest istotne dla klientów firmowych.

– Przewidywana jest dla niego wartość rezydualna na poziomie 56–57 proc. po trzech latach użytkowania. Względem poprzedniej generacji Nissana LEAF jest to wzrost o 4–6 pkt proc., zależnie od wersji wyposażenia. To bardzo duży skok, spowodowany zmianą w samym produkcie, nowym zasięgiem, nowym wyglądem oraz prognozami rozwoju całego rynku aut elektrycznych związanymi chociażby z infrastrukturą, która bardzo się poprawi. To wszystko owocuje bardzo optymistycznymi prognozami wartości rezydualnej – podsumowuje Bartłomiej Binkiewicz.

KGHM – dwie dekady na miedziowym szlaku do Chin

kghm_polska_miedz_oraz_china_minmetals_2_0KGHM Polska Miedź S.A. oraz China Minmetals Corporation obchodzą w tym roku 20. rocznicę wymiany handlowej. W Pekinie przedstawiciele koncernów dokonali podsumowania dotychczasowej współpracy i rozmawiali o możliwościach jej rozwoju.

– Cieszę się, że 20 lat temu zyskaliśmy tak zaufanego i prestiżowego partnera biznesowego. To między innymi dzięki współpracy z China Minmetals Corporation produkty KGHM zyskały pozycję i rozpoznawalność na chińskim rynku – powiedział Radosław Domagalski-Łabędzki, prezes zarządu KGHM Polska Miedź S.A. – Dwie dekady stabilnej wymiany handlowej pomiędzy China Minmetals Corporation a KGHM świadczą o wysokim profesjonalizmie i dużym potencjale do dalszego wzrostu wartości obu firm – dodał.

Dotychczasową współpracę z KGHM ocenił Guo Wenqing, prezes Minmetals Corporation oraz przewodniczący China Metallurgical Group Corporation. – Jesteśmy partnerami biznesowymi, ale jeszcze bardziej dobrymi przyjaciółmi. W trakcie 20-letniej współpracy wnieśliśmy ogromny wkład w rozwój relacji gospodarczych między Chinami a Polską. China Minmetals stał się największym importerem produktów KGHM w Chinach, a jego udział na rynku chińskim nieustannie wzrasta. Skala współpracy oraz jej owocne efekty są przykładem dla innych polskich oraz chińskich przedsiębiorstw – podkreślił Wenqing.

Jak zaznaczył, historia relacji obydwu przedsiębiorstw posiada wymiar nie tylko biznesowy, ale też kulturalny. – Przez te 20 lat byliśmy świadkami nieustannego umacniania przyjaźni oraz wymiany kulturowej między dwoma krajami. Obie strony podjęły się sfinansowania rewitalizacji Alei Chińskiej w warszawskich Łazienkach, a Polska dla Chin stała się swego rodzaju oknem na Europę – zaznaczył Wenqing.

kghm_polska_miedz_oraz_china_minmetals_4_0O znaczeniu współpracy z Państwem Środka mówił szef Polskiej Miedzi. – Współpraca z China Minmetals przyniosła korzyści nie tylko koncernom, ale także obu krajom. Handel obu firm sięgnął 60 procent chińskiego importu z Polski i stał się fundamentem długotrwałych oraz stabilnych relacji pomiędzy krajami – podsumował prezes Domagalski.

W spotkaniu uczestniczyli m.in. prezes zarządu KGHM Polska Miedź S.A Radosław Domagalski-Łabędzki oraz wiceprezes ds. rozwoju aktywów zagranicznych KGHM Michał Jezioro. Stronę chińską reprezentowali m.in. Guo Wenqing, prezes Minmetals Corporation oraz przewodniczący China Metallurgical Group Corporation, jak również pierwszy wiceprezes Dong Mingjun oraz Gao Xiaoyu, prezes China Minmetals Nonferrous Metals.

Współpraca handlowa KGHM – China Minmetals

Historia współpracy koncernów rozpoczęła się w 1997 roku wraz z zawarciem długoterminowej umowy na sprzedaż czerwonego metalu. Do końca ubiegłego roku KGHM Polska Miedź S.A. sprzedała China Minmetals Corporation blisko 881 tysięcy ton katod miedzianych na kwotę 5 miliardów USD. W tym czasie wartość obrotów handlowych wzrosła prawie dziesięciokrotnie z 28 mln USD do momentami 300 mln USD rocznie.

– Przed nami transport milionowej tony miedzi do Chin. Ten symboliczny moment zawdzięczamy rzetelności naszego partnera biznesowego oraz zaangażowaniu pracowników Polskiej Miedzi – zaznaczył prezes Domagalski.

Chiny odgrywają obecnie pierwszoplanową rolę na rynku metali nieżelaznych, w szczególności miedzi. Od początku stulecia Państwo Środka jest największym konsumentem, a od połowy ubiegłej dekady także największym producentem rafinowanej postaci czerwonego metalu.

W czerwcu 2016 roku KGHM Polska Miedź oraz China Minmetals zadeklarowały partnerstwo strategiczne na kolejne 5 lat. Firmy podpisały czwartą już umowę ramową. Zakłada ona sprzedaż firmie China Minmetals Corporation od 250 tys. do 600 tys. ton katod miedzianych w latach 2017-2021. Wartość przedmiotu umowy szacowana jest od 1 178 110 500,00 USD do 2 827 565 000,00 USD w zależności od poziomu wykorzystania opcji ilościowej.

Oczekuje się, że chiński popyt na miedź w 2018 roku będzie nadal wzrastał. Promowana przez władze Państwa Środka inicjatywa Nowego Szlaku Jedwabnego „One Belt, One Road” zakłada realizację inwestycji w infrastrukturę na obszarze obejmującym 65 krajów i 60% światowej populacji. Większość z nich dotyczy infrastruktury transportowej i energetycznej, w których czerwony metal odgrywa znaczącą rolę.

Frankowicze zadowoleni z poniedziałkowych notowań

Poniedziałek był dość łaskawy dla osób posiadających zobowiązania we franku szwajcarskim. Na przestrzeni dnia obserwowano nie tylko stopniowe umocnienie złotego, ale przede wszystkim próbę wyraźnego przebicia przez EUR/CHF listopadowych szczytów w okolicach poziomu 1,1720. Czynnikiem podbijającym powrót franka do łask były najświeższe doniesienia z Pjongjangu, zgodnie z którymi reżim Kima szykuje się do kolejnego popisu siły.

W depeszy japońskiego rządu nie znalazła się żadna wzmianka dotycząca potencjalnego terminu testu balistycznego rakiet zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych czy o obecności dodatkowych anomalii na Półwyspie Koreańskim. Niemniej jednak powyższe pogłoski zostały poważnie przyjęte przez inwestorów, którzy zdecydowali się na częściowy transfer kapitału ku bezpiecznym przystaniom. W czołówce walut koszyka G10 znajduje się japoński jen (0,5 proc.), który wyraźnie odstaje odrabiającemu straty szwajcarskiemu frankowi (-0,2 proc.). Przetasowanie sentymentu obserwuje się również na rynku metali szlachetnych, gdzie prym wiodą pallad (0,8 proc.) oraz platyna (0,6 proc.). Nieco mniejszy ruch ku wyższym poziomom ma za sobą złoto (0,5 proc.), które wraca w okolice poziomu 1 295 USD za uncję.

Niezbyt optymistyczne nastroje na światowym rynku ropy wyraźnie odbijają się na wycenie norweskiej korony (-0,2 proc.) oraz kanadyjskiego dolara (-0,4 proc.) – obecnie baryłka West Texas Intermediate notuje skok w okolice 58,20 USD, wymazując częściowo swoją przecenę do 1,3 proc. Dość nisko znalazło się również euro (-0,3 proc.), które pozwala parze EUR/USD na ponowny test wsparcia przy okrągłym 1,1900. Zdecydowanie bardziej ciekawą sesję ma za sobą lider Emerging Markets. W tym przypadku mowa o południowoafrykańskim randzie (3,1 proc.) wyłamującemu się z ratingowych reperkusji. Można domniemywać, iż tak pokaźne umocnienie względem amerykańskiego odpowiednika to efekt „zaledwie” groźby Moody’s o perspektywach ścięcia oceny wiarygodności kredytowej RPA do poziomu śmieciowego. W przypadku złotego należy mówić o próbie obrony ostatnio notowanych poziomów, bowiem EUR/PLN balansuje w okolicach 4,2080, USD/PLN wraca do 3,5350, GBP/PLN wykonuje ruch powrotny do 4,7110, a CHF/PLN odbija się od 3,5870 do 3,6030.

Na początku tygodnia europejskie giełdy zapłonęły czerwienią. Z prospadkowych nastrojów wyłamały się madrycki IBEX 35 (0,1 proc.) oraz WIG 20 (0,7 proc.), który próbował zakończyć sesję nad okrągłym poziomem 2 500 pkt. W Warszawie miano lidera zyskał PKN Orlen (2,8 proc.) próbujący zatrzeć rozczarowanie po piątkowych notowaniach. W centrum uwagi znalazły się spółki z sektora bankowego będące beneficjentami mniej restrykcyjnych regulacji Komisji Nadzoru Finansowego w zakresie wypłaty dywidendy. Na fali komentarza Marka Chrzanowskiego, przewodniczącego KNF, znalazły się Alior (2,5 proc.) oraz Bank Pekao (2,3 proc.), których oferta produktowa powinna istotnie się różnić z racji na możliwość zaburzenia zasad konkurencji w sektorze. Na samym dnie znalazło się wracające ku niższym poziomom PGE (-2,7 proc.), które przejęło aktywa ciepłownicze EDF Polska. Wyraźne przetasowania na rynku metali przemysłowych odbiły się na walorach KGHM Polskiej Miedzi (-1,4 proc.). Dodatkowy cios w sentyment inwestorów wymierzył Vestor decydujący się na ścięcie ceny docelowej do poziomu 134 PLN (obecnie: 112,20 PLN).

Poniedziałek we Frankfurcie został zdominowany powrotem indeksu DAX (-0,5 proc.) w okolice okrągłego poziomu 13 000 pkt. Na czele zestawienia pojawił się Fresenius SE (1,1 proc.), co należy traktować jako pokłosie najnowszych osiągnięć Fresenius Medical Care (0,2 proc.). Pomiędzy spółkami znalazła się między innymi Lufthansa (0,5 proc.) planująca lekką zmianę modelu świadczonych usług. W dolnej części stawki znalazł się między innymi BASF (-1,8 proc.) planujący zwiększenie cen dodatków do oleju smarowego. Chemicznemu gigantowi nie pomogła najnowsza nota analityczna Bernstein, gdzie efekty synergii związane z porozumieniem z DEA wyceniono na poziomie 115 mln EUR. Finalnie listę niemieckich spółek zamknął Deutsche Bank, którego walory na przestrzeni dnia potaniały o 2,1 proc.

Na Wyspach swoje pięć minut miało GlaxoSmithKline, którego lek przeciwdziałający efektom wirusa HIV wchodzi już w trzeci etap testów. Pierwsze wyniki GSK powinno opublikować dopiero w 2019 roku – wynika z noty opublikowanej w witrynie spółki. Pomyślne komentarze Redburn istotnie wpłynęły na wycenę spółki EasyJet, której 1,5 proc. wzrost mogą zakłócić głośne debaty nad pokaźną różnicą w wynagradzaniu pracy kobiet oraz mężczyzn. Wyraźna przecena miedzi (-1,2 proc.) wpłynęła na wycenę akcji Anglo American (-2,1 proc.) oraz Antofagasty (-3,4 proc.). Zakładnikiem noty analitycznej stał się Micro Focus, który ze zniżką rzędu 3,7 proc. zamknął listę komponentów indeksu FTSE 100 (-0,4 proc.).

Na rynku surowców energetycznych swoje pięć minut mają styczniowe kontrakty na gaz ziemny (3,4 proc.). W kontrze do ich potężnej zwyżki stoi najbardziej z przecenionych płodów rolnych – w tym przypadku mowa o marcowych kontraktach na pszenicę, które na przestrzeni dnia tracą 5,6 proc. Na rynku kryptowalut uwagę inwestorów zwraca Bitcoin zyskujący względem dolara aż 15,6 proc. Na podstawie obserwowanych tendencji można domniemywać, iż jeszcze w tym tygodniu para BTC/USD wyraźnie naruszy okrągły poziom 10 000.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Unikatowy wynalazek Polaków zrewolucjonizuje światową branżę energii odnawialnej

Laboratorium spółki Euro Com Project zbadało i opatentowało możliwości użycia polskiego grafenu w modułach fotowoltaicznych. Wynalazek zrewolucjonizuje rynek energetyki słonecznej. A przy użyciu wysokosprawnych ogniw fotowoltaicznych wraz z elektrodą grafenową rozwiązanie obniży koszty produkcji 1 kWh nawet o połowę.

Według autorów patentu obecna technologia fotowoltaiczna jest już na granicy rentowności. Wynalazek ma znacząco zwiększyć wydajność modułu fotowoltaicznego, a w konsekwencji elektrowni słonecznej. Innowacyjne na skalę światową rozwiązanie daje szansę na zmianę dotychczasowego postrzegania energetyki słonecznej jako mało wydajnej i stosunkowo drogiej.

Mogileńska spółka Euro Com Project – właściciel takich marek jak FreeVolt, FreeHeat, FreeDrive – opracowała sposoby aplikacji  warstwy grafenu w krzemowych ogniwach fotowoltaicznych. Zastosowane materiału dwuwymiarowego stworzyło nowe możliwości zwiększenia sprawności ogniw, przewyższające oczekiwania działu R&D spółki. Co istotne, wyprodukowane z takich ogniw moduły będzie można w szczególności instalować w regionach bardzo gorących, w których z uwagi na wysoką temperaturę ich efektywność znacząco spadała.

Projekt ten można śmiało określić jako przełomowy. Technologia PVGRAF jest szansą na zrewolucjonizowanie światowej branży odnawialnych źródeł energii przy udziale polskiego grafenu i polskiej myśli technologicznej i może stać się naszym hitem eksportowym – mówi Dariusz Zamroczyński współtwórca projektu. Opatentowany wynalazek to wynik wieloletniego poszukiwania rozwiązania przez spółkę, która ma już na swoim koncie kilka patentów wdrożonych do komercjalizacji. Owocem wspólnej pracy naukowców i działu R&D jest możliwość użycia polskiego grafenu na przemysłową skalę w całej branży odnawialnych źródeł energii. Spółka nie tylko opatentowała technologię, ale posiada już ogniwa krzemowe pokryte elektrodą grafenową o nazwie PVGRAF. Pierwsze na świecie ogniwa 156mmx156mm pokryte jednoatomową warstwą grafenu zostały już przetestowane pod kątem wydajności i stabilności pracy.

Tak zwany etap komercjalizacji materiału, czyli wdrożenia do produkcji i sprzedaży, powinien zakończyć się w połowie 2018 roku. Będziemy wówczas chcieli zaprezentować grafenowe moduły wykonane w technologi PVGRAF z udziałem ogniw Mono Perc i HJT jak i całą linię produkcyjną, która na te potrzeby została zaprojektowana – mówi Łukasz Nowiński współtwórca projektu.

Proponowane rozwiązanie poprawi również trwałość krzemowego ogniwa fotowoltaicznego, gdyż grafen nie ulega korozji. Należy się tylko cieszyć, że zostało zaproponowane i będzie realizowane przez polskie firmy – powiedział dr inż. Stanisław Pietruszko, prezes Polskiego Towarzystwa Fotowoltaiki.

Pula 150 mln zł obligacji podporządkowanych Alior Banku wyczerpana już w pierwszym dniu zapisów

Już w pierwszym dniu przyjmowania zapisów na obligacje podporządkowane serii P2A, liczba obligacji objętych zapisami złożonymi przez inwestorów przekroczyła łączną liczbę obligacji dostępnych w ramach tej oferty. Tym samym okres przyjmowania zapisów został skrócony do 28 listopada, w miejsce pierwotnie planowanego 8 grudnia 2017 r.

Zapisy na obligacje serii P2A o łącznej wartości nominalnej 150 mln złotych rozpoczęły się 27 listopada bieżącego roku. Już w pierwszym dniu przyjmowania zapisów pula oferowanych obligacji podporządkowanych Banku została wyczerpana. W związku z tym, zgodnie z zasadami opisanymi w prospekcie emisyjnym, zapisy złożone w dniach 27 i 28 listopada zostaną odpowiednio zredukowane.

W związku ze skróceniem okresu przyjmowania zapisów na obligacje serii P2A, Bank przyspieszył także termin przydziału obligacji serii P2A, który nastąpi około 30 listopada 2017 r.

To już kolejna w tym półroczu udana emisja obligacji Alior Banku. W sierpniu przeprowadziliśmy emisję obligacji zwykłych na kwotę 250 mln złotych, a w październiku dwie emisje obligacji podporządkowanych o łącznej wartości 600 mln złotych. Przy każdej z tegorocznych emisji udało nam się uzyskać marżę znacznie niższą niż w latach ubiegłych, a popyt istotnie przekroczył wartość oferowanych papierów. Świadczy to o bardzo pozytywnym postrzeganiu naszej instytucji przez inwestorów – komentuje Filip Gorczyca, Wiceprezes Zarządu Alior Banku odpowiedzialny za Pion Finansów. – Dzięki przeprowadzonym emisjom, Alior Bank zaspokoił już swoje potrzeby w zakresie kapitału Tier 2 w horyzoncie strategii i nie przewiduje dalszych emisji obligacji podporządkowanych w najbliższym czasie – deklaruje Filip Gorczyca.

Jak długo może trwać słabość dolara?

Wolniejsze tempo zacieśniania monetarnego w USA dobre dla rynków akcji i niekorzystne dla dolara. Złotówka na solidnych wsparciach w relacji do głównych walut. Temat przewalutowania kredytów frankowych zniknął z mediów bo frank jest znów tani. Ważny tydzień dla dolara, głosowanie nad reformą podatkową i wskazania inflacji. Głosy z RPP o mocnym złotym. Złotówka będzie mocna dopóki sentyment na rynkach pozostanie dobry.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 04.10.2017-27.11.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2000 3,5910 3,5212 4,6945
Maksimum 4,2630 3,6710 3,6690 4,8420

Kurs euro

Kurs euro 27.11.2017Na EUR/PLN doszło do wybicia z konsolidacji. Kurs złamał wsparcie w postaci dolnego ograniczenia wyrysowanego kanału. Testowana obecnie jest psychologiczna wartość 4,20. Poziom ten może sprawić, że uaktywnią się kupujący. Polska waluta ma za sobą świetny okres. Głównym czynnikiem, który w tym wypadku pomógł jest bez wątpienia słabość dolara amerykańskiego. Również dobre nastroje na rynkach służą krajowej walucie. Wspólna waluta jest również mocna ale i tak nie powstrzymuje to złotego by w tej parze się umacniać.

Nie można też zapominać o dobrych danych gospodarczych z Polski, które są fundamentem siły złotówki. Czy czeka nas w takim razie dalsze umocnienie polskiej waluty? Może być o to trudno. Jesteśmy w pobliżu dość silnych wsparć. Do tego pojawiają się już głosy z RPP o zaniepokojeniu silną rodzimą walutą. W dłuższym terminie wpływa to niekorzystnie na choćby krajowy eksport. W tym tygodniu poznamy dane o PKB za III kwartał i wstępny odczyt inflacji za listopad. Istotne będzie przede wszystkim jak ma się sytuacja w inwestycjach. Kluczowy będzie w najbliższych dniach sentyment na szerokim rynku jeśli utrzyma się dobry to złoty może pozostać silny.

Kurs franka

Kurs franka 27.11.2017Na CHF/PLN również mamy do czynienia z wybicia dołem z wyrysyowanego kanału. Przez moment wydawało się, że fiasko utworzenia nowego rządu w Niemczech wywoła większą panikę inwestorów. Niepewność jednak szybko została zażegnana. Widać to szczególnie na parze EUR/CHF gdzie przebity został poziom 1,17. Słabość franka szwajcarskiego widoczna jest więc także na CHF/PLN. Jesteśmy na poziomach sprzed czarnego czwartku w 2015 roku. Kredytobiorcy frankowi więc mają powody do szczęścia. Widać to nawet nie patrząc na kurs walutowy. Temat przewalutowania tych kredytów czy pomocy w spłacie na dobre zniknął z mediów. Co dalej czy możemy liczyć na franka nawet po 3,50? Wydaje się, że teraz czeka nas jakieś choćby techniczne odbicie. Patrząc choćby na sytuację na rynkach akcyjnych gdzie widzimy dawno nie widziana poziomy można by powiedzieć, że aż prosi się o większą korektę. Klimat inwestycyjny też już dość długo jest w euforycznych nastrojach. Również słabość dolara może się zakończyć co przełoży się na odwrót od rynków wschodzących.

Kurs dolara

Kurs dolara 27.11.2017W ostatnich dniach obserwujemy silne osłabienie amerykańskiej waluty. Obawy o losy ustaw podatkowych i tempo wzrostu inflacji w USA spowodowały, że główna para walutowa jest powyżej 1,19. W efekcie USD/PLN jest już blisko granicy 3,50. Nie można wykluczyć, że ta granica będzie w najbliższych dniach testowana. Tydzień dla dolara będzie bardzo istotny. W środę lub czwartek nastąpi głosowanie nad reformą podatkową w Senacie. Propozycja Senatu jest nieco inna od tej zaproponowanej przez Izbę Reprezentantów. Wydaje się więc, że będzie konieczne wypracowanie wspólnej wersji i dopiero takowa trafi na biurko prezydenta Trumpa. Kluczowa wydaje się kwestia wprowadzenia cięć podatków od 2018 roku. Jeśli tak się stanie to może być spory impuls do odreagowania spadków dolara. Do tego w tym tygodniu mamy odczyty inflacyjne ze strefy euro i USA. W zależności gdzie będą sygnały odbicia ta waluta może zyskiwać. USD/PLN jest blisko solidnego długoterminowego wsparcia w okolicach 3,51 i to może spowodować większą aktywność kupujących więc odreagowanie jest możliwe. Przełamanie tego poziomu dałoby solidny sygnał to większej przeceny.

Kurs funta

Kurs funta 27.11.2017GBP/PLN również złamał dolne ograniczenie w tym wypadku wyrysowanego trójkąta i uderzył na południe. W tym wypadku zdecydowała siła krajowej waluty i pozostający dobry sentyment na rynkach. Funt od dawna nie jest pierwszym wyborem inwestorów. Brytyjskiej walucie ciążą przedłużające się negocjacje. Impas w wypracowaniu kwoty zadośćuczynienia za Brexit trwa. Strony niewątpliwie zbliżają się do konsensusu. W tym wypadku jednak można oczekiwać nieugiętego stanowiska UE. Dopiero po ustaleniu rachunku za wyjście Wielkiej Brytanii przystąpią do chyba najważniejszej części negocjacji czyli dostępu do wspólnego rynku i umów handlowych. Trudno więc liczyć na pozytywy dla funta. Jak już to tylko krótkotrwałe. Obecnie technicznie jesteśmy w dość ciekawym miejscu a więc minimum z października. Możliwe jest odbicie korekcyjne, a być może przysłużą się do tego odczyty sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl