Wybory we Francji już w weekend, a w Wlk. Brytanii 8 czerwca

Izba Gmin potwierdziła, że wybory na wyspach odbędą się już 8 czerwca. W weekend prezydenta wybiorą Francuzi. Wyścig jest wyjątkowo wyrównany. Wynagrodzenia i zatrudnienie w Polsce.

8 czerwca wybory w Wielkiej Brytanii

Formalnościom stało się zadość. Izba Gmin zgodnie z oczekiwaniami zatwierdziła przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii na 8 czerwca. Wniosek miał zaledwie 13 głosów sprzeciwu. Oznacza to, że relatywnie ładnie zapowiadający się na rynkach kwartał może być całkiem ciekawy. Drugi rok z rzędu czerwiec minie nam pod znakiem zmian na funcie. Rozwiązanie obecnego parlamentu nastąpi już w długi weekend majowy w nocy z 2 na 3 maja. Formalnym powodem rozwiązania jest chęć uniknięcia blokad parlamentarnych w procesie negocjacji warunków Brexitu. Pytanie czy proces, który już trwa nie zostanie utrudniony przez same wybory. Od czasu ogłoszenia decyzji funt cały czas się umacnia. Wczoraj wzmocnił się o kolejny grosz.

W ten weekend wybory we Francji

Końcówka wyścigu wyborczego okazuje się znacznie bardziej emocjonująca niż pierwotnie sądzono. W grze pozostaje realnie 3-4 kandydatów. Druga tura jest niemalże 100% pewna, o ile jest coś pewnego w przewidywaniu wyniku wyborów. Do drugiej tury największe szanse ma wejść Emmanuel Macron oraz Marine le Pen. Poparcie dla nich oscyluje w okolicach 20-25% z delikatną przewagą dla Macrona. Dalej za nimi znajduje się jeszcze dwóch kandydatów Francois Fillon oraz Jean Luc Melenchon. Dysponując oni poparciem delikatnie poniżej 20%. Przy dokładności sondaży wyborczych może się okazać, że któryś z nich znajdzie się w drugiej turze wyborów. Jak reagują rynki? Widać wyraźne umocnienie się euro. Zarówno względem dolara jak i franka. Żaden z kandydatów nie podoba się szczególnie branży finansowej, ale wcześniej oczekiwania były, że będzie jeszcze gorzej stąd najprawdopodobniej obecne umocnienie.

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zatrudnienia i wynagrodzeń w Polsce. Przeciętne wynagrodzenie osiągnęło 4577 zł, a w branży przedsiębiorstw jest to już 5981 zł. W ciągu roku jest to wzrost o 5,2%, czyli o 1% więcej niż oczekiwali analitycy. Wraz z płacami rośnie też zatrudnienie. Przyrost o 4,6% było co prawda o 0,1% poniżej oczekiwań, ale to wciąż bardzo dobry wynik.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

“IT w Bankowości GigaCon” 22-go maja w Warszawie

22 maja (poniedziałek) odbędzie się kolejna edycja bezpłatnej  konferencji “IT w Bankowości GigaCon” w Warszawie (Hotel Courtyard, Żwirki i Wigury 1).

IT w Bankowości GigaConSerdecznie zapraszamy wszystkich przedstawicieli banków i instytucji finansowej na spotkanie, które będzie poświęcone informatyzacji sektora bankowego. Jak co roku firmy informatyczne przedstawią rozwiązania IT, które mają na celu usprawnić zarządzanie, podnieść efektywność pracy czy zoptymalizować koszty. Prelegenci opowiedzą o najnowszych trendach, przeprowadzonych wdrożeniach i swoich doświadczeniach związanych z informatyzacją instytucji finansowych.

W czasie konferencji poruszymy takie tematy m.in. jak:
– big data w  sektorze bankowym, w świetle przepisów sektorowych oraz nowego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (“RODO”),
– bezpieczeństwo danych bankowych – zasadność/opłacalność migracji danych do Cloud’a,
– wdrożenie MiFID II a bankowe IT – wymagania i perspektywy,
– zarządzanie i optymalizacja procesów wydruku w przedsiębiorstwach,
– Alfresco, Activiti w sektorze bankowym w Polsce i na świecie

Jedynym warunkiem uczestnictwa jest BEZPŁATNA rejestracja przez naszą stronę.
W agendzie pojawiły się już pierwsze tematy, zachęcamy zatem do odwiedzenia naszej strony, gdzie oprócz formularza rejestracyjnego znajdą Państwo więcej szczegółów dot. konferencji:

http://gigacon.org/event/it-bank-warszawa_17/

Sampling – mała, wielka siła marketingowych działań

Dynamika przemian na rynku marketingowym poddaje próbie dotychczasowe rozwiązania z zakresu promocji marek. Każdego roku pojawiają się nowe trendy i kanały komunikacji. A co z klasycznymi metodami wspierania sprzedaży? Albedo Marketing bierze na warsztat jedną z nich – sampling, analizując kiedy najlepiej się ona sprawdza (i to nie tylko w branży FMCG).

O uwagę konsumenta „konkurują” dziś setki komunikatów reklamowych dziennie – wyróżnić się na ich tle i dotrzeć do odbiorcy, to prawdziwa sztuka. Prowadzenie efektywnych działań marketingowych nie zawsze jednak oznacza sięganie po nowe, innowacyjne narzędzia promocji. Sampling, jako klasyczna metoda wsparcia sprzedaży, wydaje się współcześnie tym bardziej skuteczna, im większy natłok komunikatów wokół konsumenta (zjawisko clutteru komunikacyjnego). Należy jednak pamiętać o kilku warunkach. – Sampling nie może być traktowany po prostu jako rozdawnictwo, gdyż wtedy nie ma prawa przynieść zadowalających efektów sprzedażowych. Projektując działania, zawsze w centrum powinien być człowiek i dogłębne zrozumienie jego potrzeb. Dlatego sampling będzie skuteczny tylko wtedy, gdy wiemy do kogo chcemy dotrzeć, a w dalszej kolejności, w jaki sposób zamierzamy to zrobić. Dobrze sprofilowana grupa docelowa, dopasowany do produktu charakter działań i miejsce akcji, to klucz do sukcesu – mówi Małgorzata Megger, Field Marketing Manager z Albedo Marketing, agencji marketingu zintegrowanego.

Sampling, w porównaniu do innych metod wsparcia sprzedaży, posiada istotną przewagę – możliwość bezpośredniego dotarcia do konsumenta, czyli działanie precyzyjne, a nie masowe. Firma oddziałuje na zmysły klienta, który ma możliwość posmakować, dotknąć, doświadczyć czegoś na własnej skórze. Ta klasyczna metoda sprawdza się także w wielu branżach, nie tylko w tej najbardziej oczywistej, czyli FMCG. Jak zatem wykorzystać sampling, by przyniósł firmie najlepsze efekty?

  1. Nowości w portfolio, czyli marka przypomina o sobie

Sampling świetnie sprawdza się w przypadku launchu nowych smaków lub produktów firmy. Projektując akcję samplingową należy jednak dobrze określić jej cel – zwrócenie uwagi na nowość w portfolio produktowym marki, a dokładnie na fakt, że uległo ono poszerzeniu o nowy smak. Taki sampling przynosi nie tylko efekty „tu i teraz”, ale działa też długofalowo, dodatkowo budując wizerunek. W jaki sposób? Firma pokazuje, że się rozwija i dba o klienta, który nie musi zmieniać marki, jeśli chciałby wypróbować czegoś innego. Dodatkowo klient ten ma pewność, że nowość sygnowana jest tym samym logo, jak produkty, z których do tej pory korzystał. Przykład? Wprowadzenie na rynek kremów czekoladowych marki E. Wedel, która dotychczas nie była obecna w tej kategorii. Przeprowadzona akcja samplingowa, oprócz możliwości spróbowania, zwróciła uwagę konsumentów na to, że marka doskonale znana amatorom słodyczy, wchodzi właśnie na sklepowe półki z zupełnie nowym produktem.

  1. Wykreowanie nowych okazji do spożycia

W tym kontekście sampling jest pretekstem do zwrócenia uwagi konsumentów na daną markę, a przede wszystkim na zasugerowanie zupełnie nowego zastosowania promowanego produktu – takiego, którego do tej pory konsument mógł w ogóle nie rozważać. W ten sposób promowano m.in. produkty marki Serenada w ramach akcji „Nie tylko na kanapce”. Samplingi zrealizowano poza tradycyjnymi punktami sprzedaży, np. na uczelniach i w biurowcach, komunikując nowe, inne zastosowanie produktu, który kojarzył się dotychczas raczej jako klasyczny element kanapki. Konsumenci mieli możliwość przetestowania znanego im produktu, czyli sera żółtego salami, jako idealnej przekąski w pracy, szkole czy na pikniku.

  1. Spróbuj, to nic nie kosztuje!

Sampling to także nakłonienie konsumenta do wypróbowania danego produktu i danie mu czasu na to, by wyciągnął z tego testu własne wnioski – mówi Małgorzata Megger z Albedo Marketing. Przyzwyczajenia są naszą drugą naturą, a jako konsumenci posiadamy kilka ulubionych marek i najczęściej to właśnie spośród nich dokonujemy wyboru. Dlatego też wejście do osobistego portfolio konsumenta, to ogromne wyzwanie dla firm spoza tej „elitarnej” listy. Przykładem tak nieoczywistego wykorzystania samplingu są promocje inicjowane przez producentów sprzętu wspólnie z sieciami RTV/AGD, np. kupując telewizor, istnieje możliwość jego zwrotu w ciągu 30 dni. Jaki jest tego efekt? Klient ma świadomość, że może przetestować produkt bez jakichkolwiek konsekwencji – będzie zatem bardziej skłonny „dać się namówić” na zakup. Prawdopodobnie jednak przyzwyczai się do nowego sprzętu, a tym samym nie będzie miał ochoty demontować telewizora czy odłączać kina domowego i zwracać do sklepu.

  1. Brakujący element, czyli „coś więcej”

Akcje samplingowe przynoszą także świetne efekty, gdy mają na celu zasugerowanie konsumentowi określonego rozwiązania jego bieżących problemów. Łącząc sampling i metodę cross-promocji, firma może zaoferować klientowi produkt stricte komplementarny – zapas tabletek czyszczących w komplecie do zmywarki czy kapsułki z kawą do ekspresu. Na sukces tego rodzaju samplingu, „pracuje” doskonale rekomendacja silnej, zaufanej marki. Przykładem może być akcja Whirlpool i Fairy, promująca nowe tabletki do zmywania. Konsument dokonujący zakupu zmywarki marki Whirlpool, otrzymywał faktycznie produkt komplementarny – zmywarka wyposażona w komplet tabletek Fairy była od razu gotowa do działania. Nabywca nie musiał się już wówczas zastanawiać nad kolejnym nabytkiem, co mogło być dodatkowym kłopotem, szczególnie jeśli dopiero rozpoczynał swoją przygodę ze zmywarką.

  1. Wejdź na chwilę, zostań na zawsze

Zdarza się, że nie dajemy za darmo pełnowartościowego produktu, a czasem nawet nie dajemy go w ogóle. W tym kontekście sampling polega na możliwości wejścia do świata marki, posmakowania produktu, zaoferowania doświadczenia, a wszystko to ma na celu podkreślenie przyjemności obcowania z marką – mówi Mateusz Drążkiewicz, Strategy Planning Manager w Albedo Marketing. Tego typu akcje samplingowe często są inicjowane przez dealerów samochodowych, którzy oferują jazdę testową lub przekazują auto w ramach konkursu – nie na zawsze, ale np. na tydzień. Jeden z dealerów proponujących jazdę testową, oferował klientom opcję pozostawienia dotychczasowego samochodu w salonie. W czasie, gdy tymczasowy posiadacz nowego modelu testował auto pod kątem swoich oczekiwań, zespół dealera zapewnił serwis „starego” samochodu, myjąc go, sprzątając, wyposażając w upominki od firmy. Efekt? Wykreowanie w głowie konsumenta przekonania: „Wow! To tak dbają o klienta w serwisie!”.

  1. Sampling to świetna okazja do budowania dobrego PR

Sampling pozwala natychmiast poznać bliżej dany produkt, ale jako narzędzie spełnia też inne cele. Wielu klientów, którzy wypróbują daną markę zostaje przy niej lub chętnie po nią sięga przy następnej wizycie. To efekt w dłuższym horyzoncie czasowym, gdyż konsument potrzebuje czasu – często rozważa zakup przetestowanego produktu dopiero przy następnej wizycie w sklepie. Tak dzieje się w przypadku zakupów chemii gospodarczej i kosmetyków, gdyż według badań rynkowych, przeciętny Polak dokonuje zakupu tego typu asortymentu 2-3 razy w miesiącu, a więc tyle samo razy styka się z produktem, rozważając zakup. W tej sytuacji, sampling jest narzędziem, które może skutecznie zbudować odpowiedni wizerunek marki w oczach konsumenta. Aby działanie było skuteczne, istotne jest tzw. mapowanie pożądanego doświadczenia z marką, czyli efektowna i przemyślana oprawa akcji: miejsce, scenografia, komunikat, zachowanie hostess, wręczenie niezobowiązującego podarunku. Przykład? Akcja dla marki PERSIL, promująca nowy produkt z formułą ColdZyme, zorganizowana na lotnisku Okęcie. Grupą docelową były osoby powracające z wakacji, standardowo z walizkami wypełnionymi odzieżą wymagającą prania. Podróżni zdecydowanie zwrócili uwagę na hostessy w strojach stewardess, które wręczały im „rozwiązanie” problemu, czyli sample nowego produktu PERSIL.

Sampling niezmiennie może stanowić skuteczne narzędzie wsparcia sprzedaży. W porównaniu do innych klasycznych działań marketingowych, jak reklama outdoorowa czy telewizyjna, nadal łatwiej jest zaangażować konsumenta w kontakcie bezpośrednim – zyskując bowiem jego uwagę na chwilę, firma ma szansę na dłużej zagościć w „osobistym” portfolio preferowanych marek. Warunkiem uzyskania dobrych efektów działania jest jednak precyzyjne sprofilowanie grupy docelowej oraz zrozumienie jej potrzeb. Inaczej, sampling pozostanie tylko i wyłącznie rozdawnictwem.

Pracownik zamiast headhuntera. Polecenia najlepszą formą rekrutacji dla 48% firm

Według najnowszego międzynarodowego raportu LinkedIn „Global Recruiting Trends 2017”, polecenia pracownicze stanowią najlepsze źródło jakościowych rekrutacji dla aż 48% pracodawców. Jak dodaje Glassdoor, aż 70% takich kandydatur kończy się zatrudnieniem. Źródłem sukcesu tzw. programów referralowych jest połączenie interesów wielu stron. Pracodawcy zyskują dostęp do specjalistów, pracownicy – szansę na dodatkowe benefity, a kandydaci – potwierdzenie jakości miejsca pracy od znajomych. Również w Polsce firmy sięgają po coraz ciekawsze formy poleceń, a wynagrodzenia za rekomendację sięgają nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Kiedyś mówiono o załatwianiu pracy po znajomości – dziś to jedna z uznanych metod rekrutacji, na których może zarobić sam pracownik. Firmy płacą za to nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Tzw. programy poleceń są szczególnie popularne w branżach, które intensywnie rekrutują i charakteryzują się niedoborem talentów, np. IT, nowoczesnych usługach biznesowych czy konsultingu. Według zagranicznych badań osoby z polecenia są bardziej godne zaufania, osiągają lepsze wyniki i wiążą się na dłużej z pracodawcą.

Trudno się więc dziwić, że firmy rozbudowują swoje programy poleceń i sięgają po coraz bardziej różnorodne narzędzia rekrutacji poprzez tzw. referrale. Jak mówi Karolina Malicka, Recruitment Lead w Accenture Operations, osoby z polecenia stanowią aż 22% zatrudnionych przez jej firmę w ubiegłym roku. Rozwija ona intensywnie swoje centra w Warszawie i Krakowie, których zespół liczy łącznie ponad 2000 specjalistów.

– W 2016 roku w ramach programu referralowego spłynęło do nas około 3000 CV. Wspieramy zaangażowanie pracowników w nasz proces rekrutacyjny, przygotowując kampanie wewnętrzne promujące system poleceń nie tylko nagrodami finansowymi za polecenie. Wprowadzamy także mechanizmy grywalizacyjne, oferując dodatkowe wyróżnienia dla pracowników, którzy są najbardziej efektywni w procesie polecania znajomych. Do nagród zaliczają się zarówno drobne gadżety technologiczne czy karty upominkowe, jak i wycieczki zagraniczne – opowiada Karolina Malicka, Recruitment Lead w Accenture Operations.

Premia, która jest oszczędnością

Pracodawcy wprowadzają programy poleceń, bo przynoszą one efekty. Według JobVite, pracownicy z programów poleceń charakteryzują się najdłuższym średnim czasem pracy. Wyraźnie wyprzedzają pod tym względem osoby aplikujące przez strony kariery czy portale rekrutacyjne. Jak dodają badacze odpowiedzialni za raport LinkedIn, specjaliści pochodzący z programów poleceń osiągają najlepsze wyniki w pracy. W Stanach Zjednoczonych, gdzie tego typu programy są najbardziej popularne, w ubiegłym roku przeprowadzone zostały także badania Recruiter Nation. Przebadani rekruterzy nie pozostawiają wątpliwości. Polecenia za najlepszą formę rekrutacji uznaje co trzeci z nich (34%) – to najlepszy wynik tuż po wewnętrznych rekrutacjach. I choć większość firm płaci pracownikom za referrale (64%), a 45% z nich przyznaje, że budżet na ten cel ma jeszcze wzrosnąć, to wciąż programy referralowe dają ogromne oszczędności dla pracodawców. Związane z nimi koszty są bowiem w Polsce kilkakrotnie niższe, niż w wypadku współpracy z headhunterami, agencjami zatrudnienia czy przy kosztownych kampaniach na portalach pracy.

Tego typu projekty realizują w Polsce także np. Accenture, Allegro, Shell Business Operations, MakoLab czy Capgemini. Ostatnia z wymienionych firm zwraca szczególną uwagę na rywalizację o pracownika w branży IT. Tego typu programy są w niej na porządku dziennym, a kwoty sięgają coraz wyższych szczebli.

– W ramach naszego referral program pracownicy wrocławskiego centrum Capgemini otrzymują bonus, który może wynieść nawet 10 000 zł, w przypadku rekomendacji osoby z wieloletnim doświadczeniem. Wystarczy, że kandydat w przesłanych dokumentach zamieści imię i nazwisko pracownika polecającego. Rekomendować mogą zarówno pracownicy, jak i praktykanci oraz stażyści. Co ważne, pracownik nie odpowiada za weryfikację kompetencji osoby, która stara się o pracę. Z moich obserwacji wynika jednak, że zazwyczaj rekomendujemy tych ludzi, z którymi sami chcielibyśmy pracować i których umiejętności wysoko oceniamy – tłumaczy Anna Mikucka, Head of DCX w Capgemini Software Solutions Center we Wrocławiu.

Kwoty za polecenia są atrakcyjne i teoretycznie na wyciągnięcie ręki. Jak jednak podkreślają eksperci i uczestnicy programów, bardzo ważną rolę odgrywa odpowiednie podejście do rekomendacji i przemyślane działania w tym zakresie. Mają one bowiem wpływ nie tylko na powodzenie rekrutacji, ale także reputację polecającego.

Zaufać pracownikowi, uwierzyć pracodawcy

Jak podkreślają rekruterzy, kandydaci z polecenia są zazwyczaj bardziej dopasowani do ofert, na które aplikują. Taka sytuacja to efekt bardziej przemyślanych motywów stojących za aplikacją. Dbając o swoją reputację, skutecznie polecający sięgają po sprawdzone osoby, a także bardziej uważnie przyglądają się proponowanym specjalistom.

Według badań Glassdoor przeprowadzonych na podstawie 440 000 odpowiedzi na pytania dotyczące stanowisk pracy, programy poleceń przynoszą realne korzyści i o kilkanaście procent większy udział udanych rekrutacji w stosunku do innych źródeł aplikacji. Kluczem jest jednak oparcie się na rekomendacjach pracowników, którzy zapewnią firmie dobór odpowiednich kandydatów, a nie skupią się wyłącznie na otrzymaniu bonusu. Potwierdza to Karolina Malicka, która w Accenture Operations wraz z zespołem wprowadziła sieć ambasadorów regularnie konsultującą się z działem HR.

– Rozwijamy się intensywnie i rekrutujemy ogromną liczbę nowych osób. Obecnie na portalu referralowym Accenture można znaleźć kilkaset stanowisk w różnych miejscach Polski. W tej sytuacji oprócz dotychczasowych rozwiązań dodaliśmy jeszcze inne ciekawe rozwiązania. Rozwijamy w firmie sieć ambasadorów Social Butterflies. To osoby, które wspierają naszą rekrutację w kluczowych grupach docelowych, m.in. wśród lingwistów. Grupy Social Butterflies spotykają się co kilka tygodni z przedstawicielami działu HR i ustalają priorytety rekrutacyjne. Sami zyskują większe szanse na bonusy referralowe, a dla nas to bezcenne źródło nowych kandydatur – opowiada Karolina Malicka, Recruitment Lead w Accenture Operations.

Trafne polecenia mają często także bezpośredni wpływ na bonus finansowy. W większości firm nagrodę otrzymuje się po zakończeniu przez polecanego okresu próbnego, a w części z przedsiębiorstw – także w kolejnych odstępach czasowych. Na przykład, w agencji marketingowo technologicznej MakoLab nagrodę otrzymuje się dwukrotnie – po zatrudnieniu rekomendowanego oraz po przedłużeniu umowy próbnej, a wysokość jest wyznaczana przez 3 progi zależne od poziomu stanowiska.

Polecenia z pomysłem

Firmy, aby ułatwić polecenia i nadać im jeszcze większą przejrzystość, wychodzą także coraz częściej naprzeciw osobom spoza organizacji. Tak zrobiło Accenture Operations, które dodało do swoich ogłoszeń o pracę opcję „Siła rekomendacji”. Umożliwia ona znajomym pracowników z mediów społecznościowych (Facebook i LinkedIn) proszenie specjalistów Accenture o rekomendację. Dostęp do wielu ofert nagród za polecenia dla osób spoza firm oferuje z kolei polski portal ShareHire.

Dziś rozwija się nie tylko popularność programów poleceń, ale zmienia się także ich charakter. Firmy sięgają po dedykowane strony www, aplikacje mobline, organizują happeningi mające na celu promocję programów zatrudnienia. Po rekomendacje pracownicze sięgają także coraz częściej mniejsze firmy, nie kojarzone z tego typu inicjatywami. Pracodawcy dostrzegają bowiem potencjał wiedzy, jaką ma ich kadra o potencjalnych kandydatach. Warto się więc rozglądać za firmami, które doceniają wsparcie swoich pracowników – jest ich coraz więcej.

Rozmowa o pracę czy przesłuchanie, czyli jak lepiej poprowadzić spotkanie

Trzymanie się sztywno CV i listu motywacyjnego może przypominać przesłuchanie. Może więc lepiej czasem je odrzucić i skupić się na osobie, którą mamy przed sobą?

Kiedy w czasie rozmowy kwalifikacyjnej posiłkujemy się CV, daje to poczucie uporządkowania sytuacji. Nie zawsze jednak takie podejście jest skuteczne – zauważa Joanna Żukowska, ekspert serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. Czasem lepiej odłożyć dokumenty rekrutacyjne i sięgnąć po wywiad behawioralny, czyli taki oparty na kompetencjach. Pozwoli to odbyć wartościową konwersację i lepiej poznać kandydata – dodaje ekspert.

Wyjaśnij swój wybór

Poprowadzenie rozmowy bez CV może być dla kandydata stresujące, jeśli nie zostanie o tym uprzedzony. Poszukujący pracy są przyzwyczajeni do tego, że ich dokumenty aplikacyjne są inspiracją dla rekrutera, i że to na nich opiera on kolejne punkty rozmowy. W pierwszej chwili może to nawet wyglądać tak, jakby zatrudniający nie był przygotowany do spotkania i improwizował. Warto więc wytłumaczyć kandydatowi, co robimy i dlaczego. Powiedzmy, że zależy nam na prawdziwej rozmowie.

Patrz do przodu, nie w tył

CV pozwala rekruterowi prześledzić zawodową drogę kandydata. Sprawia jednak, że skupiamy się na tym, co pracownik zrobił a nie na tym, jak będzie rozwiązywać konkretne problemy w przyszłości. Rekrutując, próbujemy zazwyczaj wypełnić luki w zespole. Szukamy kogoś, kto przejmie określone zadania. W tym kontekście mniej ważne wydaje się to, co kandydat robił w poprzedniej firmie.

Lepiej opisać konkretny problem albo wyzwanie, które stoi przed naszą firmą i poprosić o pomysły rozwiązań. Rekruterzy rzadko tak stawiają sprawę. Unikają konkretów typu: „to jest projekt, nad którym będzie pan pracował, zależy mi na takim wyniku”. A kiedy tak sformułujemy pytanie, dowiemy się, jak kandydat użyje swoich doświadczeń i umiejętności, by rozwiązać problem.

Jak zachowałby się kandydat, gdyby…

Behawioralne pytania pozwalają  skupić się na tym, jak kandydat ocenia konkretną sytuację. A to pozwala zebrać informacje, których nie da się wyczytać z CV.

Często zdarza się przecież, że zatrudniamy kogoś ze względu na jego kwalifikacje i umiejętności zapisane w dokumentach rekrutacyjnych, a potem zwalniamy za nieodpowiedni stosunek do pracy. Za pomocą odpowiednich pytań, możemy się dowiedzieć, co właściwie kandydat myśli i co jest dla niego ważne. Dzięki temu wybierzemy osobę, która wpisze się w kulturę firmy.

Podaż i popyt na wrocławskim rynku mieszkaniowym w dalszym ciągu na wysokim poziomie

Popyt na wrocławskim rynku pierwotnym utrzyma się na wysokim poziomie. Dzięki odpowiednio wysokiej podaży, ceny nowych mieszkań prawdopodobnie wzrosną tylko nieznacznie. Jeszcze lepsza wiadomość czeka na poszukujących mieszkań z drugiej ręki, bowiem ceny na rynku wtórnym powinny pozostać stabilne. To najważniejsze informacje i prognozy na temat rynku mieszkaniowego we Wrocławiu, zawarte w raporcie E-VALUER INDEX 2017.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawek czynszu w największych miastach Polski.

We Wrocławiu mediany cen transakcyjnych w 2016 roku wyniosły 5776 zł/mkw. dla rynku pierwotnego i 5236 zł/mkw. dla lokali używanych. Co ciekawe, to właśnie mieszkania z rynku wtórnego drożały w ubiegłym roku mocniej (wzrost cen o 3%) niż te nowo wybudowane (1%). Prognozy Emmerson Evaluation wskazują jednak, że w tym roku sytuacja może się odwrócić. Wzrost cen na rynku pierwotnym nieco przyspieszy (maksimum 2-3% wzrostu), podczas gdy ceny na rynku wtórnym pozostaną na obecnym poziomie.

– Popyt na nowe mieszkania we Wrocławiu pozostanie w 2017 roku na wysokim poziomie. Przy ograniczonej podaży byłby to impuls do silnego wzrostu cen. Na szczęście dla kupujących wrocławscy deweloperzy stanęli na wysokości zadania i także w bieżącym roku zapewnią odpowiednio dużą podaż na rynku wrocławskim, co sprawi, że ceny pójdą w górę tylko nieznacznie – podsumowuje Piotr Basiak, dyrektor regionalny Emmerson Evaluation we Wrocławiu.

Gdzie szukać najtańszych mieszkań?

Wrocław wyróżnia się na tle innych największych metropolii dużym zróżnicowaniem cen nowych i używanych mieszkań ze względu na lokalizację. Nie ma tu jednoznacznie najtańszej dzielnicy dla całego rynku mieszkaniowego. – W przypadku rynku pierwotnego najniższą medianę ceny za mkw., wynoszącą 5092 zł, zanotowaliśmy w dzielnicy Fabryczna, z kolei dla rynku wtórnego było to Psie Pole, z medianą ceny na poziomie 4860 zł/mkw. – wskazuje Piotr Basiak. Najdroższymi dzielnicami pod względem cen zakupu nowych mieszkań były natomiast Śródmieście (5980 zł/mkw.) i Stare Miasto (5973 zł/mkw.), które również okazało się najdroższą lokalizacją dla kupujących we Wrocławiu mieszkania z drugiej ręki (5747 zł/mkw.).

mieszkania Wrocław

Co się najlepiej sprzedaje?

– Intersująca jest także struktura sprzedaży lokali mieszkalnych według ich powierzchni. Dane z raportu E-VALUER INDEX 2017 wskazują, że we Wrocławiu na rynku pierwotnym najbardziej popularne były nieduże mieszkania – dodaje ekspert Emmerson Evluation. W Starym Mieście najmniejsze lokale (poniżej 35 mkw.) stanowiły nawet 41% sprzedanych ofert. W innych dzielnicach dominowały transakcje zakupu mieszkań o powierzchni 35-50 mkw (Śródmieście, Psie Pole, Fabryczna) lub 50-70 mkw. (Krzyki). Na rynku wtórnym w większości dzielnic bardziej popularne były mieszkania średnie (50-70 mkw.), jedynie na Starym Mieście prawie połowę sprzedaży stanowiły lokale mierzące od 35 do 50 mkw.

Wynajem kwitnie w każdej dzielnicy

Co ciekawe, na tle innych największych miast Polski, Wrocław wyróżnia się równomiernym rozłożeniem ofert najmu w poszczególnych dzielnicach. Najwięcej ofert lokali mieszkalnych do wynajęcia można znaleźć w Śródmieściu (26%), prawie po równo oferta rozkłada się pomiędzy Stare Miasto, Fabryczną i Krzyki (po ok. 20%). Najmniej ofert zanotowano w dzielnicy Psie Pole (13%). Warto też zauważyć, że wynajem mieszkania we Wrocławiu zapewnia stosunkowo korzystną stopę zwrotu, szczególnie na tle innych dużych ośrodków. Według danych Emmerson Evaluation, stopa zwrotu z wynajmu mieszkania we Wrocławiu waha się od 4,7-5,8%, co czyni stolicę województwa dolnośląskiego jedną z najbardziej rentownych lokalizacji wśród największych polskich metropolii.

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Niemiec na wschodzie marzy o zarobkach Niemca na zachodzie

Polscy pracownicy tęsknie spoglądają na płace za zachodnią granicą naszego kraju, gdzie zarabia się średnio cztery razy więcej. Niemiecki rynek pracy nie jest jednak wolny od problemów. W niektórych sektorach różnice w zarobkach między nowymi a starymi landami sięgają niemal 50 procent – pisze Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w Polsce w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lutym br. 4577,86 zł – podaje Główny Urząd Statystyczny. W województwie warmińsko-mazurskim, regionie o najniższych zarobkach, pracownicy zarabiali średnio o 38,5 proc. mniej niż w województwie mazowieckim, gdzie zarobki są najwyższe w Polsce. Średnią w istotny sposób zawyża jednak Warszawa. Gdyby porównać województwo warmińsko-mazurskie do drugiego pod względem zarobków województwa dolnośląskiego, różnica ta wynosi już tylko 24 proc. (najnowsze dane GUS dla województw dotyczą grudnia 2016 r.).

Dawną granicę między NRD i RFN wyznaczają dziś zarobki

W Niemczech przeciętne wynagrodzenie z pozoru wyglądało podobnie, tyle że było wyrażane w innej walucie i w analogicznym okresie wynosiło 3,7 tys. euro – podaje Destatis, Federalne Biuro Statystyczne. To ilustruje, jak ogromna przepaść dzieli Polskę i Niemcy w kwestii wynagrodzeń. Jednak różnice w wysokości płac, jakie występują pomiędzy landami byłego NRD i RFN, rzucają cień na obraz niemieckiego rynku pracy.

Ekonomiści spodziewali się, że po zjednoczeniu Niemiec i transformacji gospodarczej we wschodnich landach w szybkim tempie dogonią one landy zachodnie. W byłej NRD raptownie wzrosła produkcja oraz popyt ze strony sektora publicznego, przedsiębiorstw zarządzanych przez państwo i firm prywatnych. Wzrost nie rozkładał się jednak równomiernie na wszystkie sektory.

Według statystyk Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych (DIW) pracownicy ze wschodnich landów osiągają poziom 79 proc. produktywności pracowników landów byłego RFN. Gdy dodamy, że pracownicy z landów RFN średnio pracują dłużej, odsetek ten spada nawet do 74 proc. O niższej produktywności wschodnich Niemiec decydują m.in.: nierówny rozwój poszczególnych sektorów oraz mniejszą ilość miejsc pracy dla wykwalifikowanych specjalistów.

Na terenie byłego RFN średnie miesięczne wynagrodzenie jest o 29 proc. wyższe niż w nowych landach byłego NRD. O ile w sektorze wydobywczym różnica wynosi tylko 8 proc., to w budownictwie już 23 proc., a w branży informatycznej i komunikacji 40 proc. Z kolei w przetwórstwie przemysłowym różnica sięga aż 47 proc. na korzyść landów byłego RFN.

Kobietom przeprowadzka opłaca się mniej

Warto zwrócić też uwagę na dysproporcje pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn na wschodzie i zachodzie Niemiec. Według ostatnich danych Destatis mężczyźni w landach byłego RFN zarabiali więcej od kobiet o 22 proc. (700 euro). Co ciekawe, różnica ta na obszarze byłego NRD wynosi tylko 4,4 proc. (120 euro). Panowie zarabiają w landach byłego RFN średnio 34 proc. więcej (1000 euro), panie tylko o 15 proc. (420 euro). Oznacza to, że kobietom w mniejszym stopniu niż mężczyznom opłaca się wyjeżdżać za pracą ze wschodnich do zachodnich landów.

Istotne różnice między wysokościami wynagrodzeń na wschodzie i zachodzie państwa nie zmieniają ogólnej opinii o niemieckim rynku pracy, bardzo atrakcyjnym pod względem płac i pakietu socjalnego. Według ostatniego raportu Eurostatu tylko cztery europejskie kraje – Luksemburg, Irlandia, Holandia i Belgia – gwarantują wyższą pensję minimalną niż Niemcy – 1498 euro.

Czy sztuczna inteligencja zdominuje biznes? FutureTech Congress już w maju w Warszawie!

FutureTech CongressFutureTech Congress to jeden z najważniejszych szczytów biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej dedykowany innowacyjnym branżom fintech, insurtech oraz big data. Pierwsza edycja kongresu organizowanego przez MMC Polska odbędzie się 24 i 25 maja w Warszawie. Podczas dwóch dni debat i wykładów, międzynarodowi eksperci będą rozmawiać o przyszłości polskiego biznesu i roli, jaką odegrają w niej sztuczna inteligencja oraz zaawansowane rozwiązania technologiczne. Honorowym przewodniczącym rady programowej jest Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO BP.

FutureTech Congress stanowi odpowiedź na zapotrzebowanie dynamicznie rozwijającego się rynku polskich innowacji. Jego idea zrodziła się na bazie dotychczasowych doświadczeń MMC Polska – organizatora konferencji BIG DATA: Think Big CEE Congress oraz FinTech Digital Congress. Celem twórców wydarzenia było stworzenie platformy spotkań i dyskusji dla dojrzałego sektora finansowego, startupów oraz instytucji finansowych. Jego głównym zadaniem jest konsolidacja środowiska biznesowego Europy Środkowo-Wschodniej. Patronat honorowy nad kongresem objęły m.in. Ministerstwo Cyfryzacji, GIODO, UKE, PIIT, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

Ogromny sukces ubiegłorocznej edycji FinTech Digital Congress oraz doświadczenia zebrane w trakcie pięciu edycji BIG DATA: Think Big CEE Congress zainspirowały nas do stworzenia kompleksowej i neutralnej platformy wymiany idei w zakresie nowych technologii w biznesie. O unikalnym charakterze FutureTech świadczą zarówno skala wydarzenia, jak i udział najważniejszych przedstawicieli trzech innowacyjnych obszarów biznesowych:  fintech, insurtech i big data – podkreśla Piotr Zesiuk, Prezes Zarządu MM Conferences SA, organizatora imprez pod marką MMC Polska. – Polska branża nowych technologii w biznesie jest jedną z najszybciej rozwijających się w Europie. Ma to swoje bardzo konkretne i pozytywne konsekwencje. Światowe centra biznesowe przenoszą się do Polski i właśnie tutaj szukają zdolnych pracowników. Rozwiązania projektowane przez polskie startupy są docenianie i aktywnie wdrażane poza granicami naszego kraju. Jednak  polska myśl technologiczna ma w dalszym ciągu ogromny potencjał eksportowy. Jej wspieranie jest jednym z głównych celów FutureTech Congress – dodaje Piotr Zesiuk.

FutureTech Congress składa się z trzech filarów: FinTech Digital Congress (technologie finansowe), InsurTech Digital Congress (technologie dla branży ubezpieczeń) oraz BIG DATA: Think Big CEE Congress (zarządzanie dużymi zasobami danych).

  • FinTech Digital Congress dedykowany jest nowym technologiom na rynku bankowym i finansowym. W ramach FinTech odbędą się wykłady i panele dyskusyjne poruszające tematykę szybko postępującej cyfryzacji biznesu, płatności e-commerce, tożsamości cyfrowej, rozwojowi kryptowalut oraz relacjom pomiędzy przedstawicielami startupów a inwestorami.
  • InsurTech Digital Congress poświęcony jest nowoczesnym kierunkom rozwoju europejskiej branży ubezpieczeń. Podczas dyskusji tematycznych zaprezentowane zostaną rewolucyjne technologie takie, jak blockchain, telematyka czy biometria. Eksperci skupią się także na problematyce potrzeb klienta wobec zmian na rynku ubezpieczeń oraz stosunku firm ubezpieczeniowych do innowatorów rynku i stosowania nowych technologii w praktyce.
  • BIG DATA: Think Big CEE Congress stanowić będzie przegląd zagadnień dotyczących operowania nowoczesnymi bazami danych. Cztery główne bloki programowe BIG DATA skupiają się na sztucznej inteligencji w biznesie, relacjach z klientami w branży retail, wyzwaniach stawianych przez unijne regulacje dotyczące danych osobowych oraz implementacji innowacyjnych rozwiązań big data. Wśród gospodarzy bloków znajdą się Ministerstwo Rozwoju, GIODO oraz IBM.

W radzie programowej FutureTech Congress zasiadają najważniejsi przedstawiciele polskiego sektora bankowego i technologicznego m.in. PKO BP, MCI Capital, mBank, ING Bank Śląski, ITmagination, Link4 czy Polkomtel oraz zagranicznych przedsiębiorstw działających na polskim rynku, m.in. Google, Microsoft, Asseco, T-Mobile, Samsung, Hitachi, Auchan, Alior Bank, IBM, IntelCapital czy PayPal.

Kongres realizowany jest w ramach działalności grupy MMC Polska, organizującej prestiżowe konferencje, warsztaty i szkolenia biznesowe w Polsce dedykowane specjalistom, kadrze menadżerskiej oraz zarządom firm.

Wszelkie informacje na temat FutureTech można uzyskać za pośrednictwem oficjalnej strony kongresu: www.ftcongress.com oraz profili społecznościowych na portalach Facebook oraz Twitter.

EUR/GBP przed widmem spadków

Po wystrzałowym wtorku, środa przyniosła nieco bardziej stonowane nastroje na rynku walutowym. Wyraźnie spadały ceny ropy naftowej. W dobrym świetle zaprezentował się polski parkiet giełdowy.

To już drugi dzień z rzędu kiedy to główny indeks giełdowy w Polsce wykazuje dużą siłę, względem otoczenia. Co prawda tym razem indeksy w Europie również rosły, aczkolwiek dużo mnie niż WIG20. Również i indeks SP500 nie wykazywał się wczoraj dużą dynamiką. Amerykańskie indeksy ciągnęła w dół spadająca cena akcji IBM. Na koniec dnia straty na tym rynku wyniosły 4.9%. Przyczyną były gorsze od oczekiwań wyniki finansowe spółki, co zdarzyło się pierwszy raz od pięciu kwartałów.

Doniesienia z rynku paliw zepchnęły ceny ropy mocno na południe. Baryłka ropy Brent była na koniec wczorajszego dnia tańsza o 3.14%. Publikowanych danych było wczoraj niewiele. Dowiedzieliśmy się z nich jednak, iż przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) w Polsce było wyższe o 5,2 proc. r/r i wyniosło 4577,86. Znaczące wzrosty płac, jeśli się utrzymają, mogą zacząć wywierać presję inflacyjną. Dziś natomiast poznamy dane o sprzedaży i produkcji przemysłowej w Polsce.

eurgbp20042017r

Na rynku EUR/GBP doszło do wyjścia dołem z konsolidacji mającej szansę na wzrosty. O ile nie jest to pułapka i nie nastąpi powrót, spadki mogą teraz sięgnąć nawet poziomu 0.80. Wskaźnik RSI jest po stronie grających na zniżkę. Aby ją zanegować ewentualny powrót musi doprowadzić rynek na wysokość powyżej 0.87. Pierwszym oporem jest już jednak poziom 0.85.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

VIAON – nowa marka na rynku TSL

Wraz z początkiem kwietnia br., na rynku TSL pojawił się nowy gracz –  VIAON. Jest to jedyny w Europie dystrybutor usług i produktów marek takich jak: INELO, OCRK i GBOX. Nowo powstała marka swoim zasięgiem obejmuje 14 krajów Starego Kontynentu, w których szacunkowa wartość rynku transportowego sięga ok. 700 miliardów euro.

VIAON powstał dzięki decyzji biznesowej firm  INELO oraz OCRK –  liderów rozwiązań dla branży TSL. W świetle zmian legislacyjnych oraz prowadzenia działalności w dynamicznym sektorze transportowym, VIAON stwarza nowe możliwości dla firm przewozowych, eliminując konieczność poszukiwania rozwiązań u kilku różnych dostawców. Utworzenie nowej marki ma na celu ułatwienie dostępu do nowoczesnych rozwiązań dla przedsiębiorstw związanych z transportem osób i towarów na terenie Europy.  „Decyzja o połączeniu potencjału INELO, OCRK i GBOX podyktowana była zmianami w branży transportowej. Dopasowujemy się do dynamicznego otoczenia TSL, zauważamy potrzeby firm transportowych, dlatego też zdecydowaliśmy o stworzeniu jednego dystrybutora usług i produktów, który spełni oczekiwania branży, dając jednocześnie możliwości wykraczające poza znane do tej pory standardy” – tłumaczy Bartosz Najman, Chief Excecutive Officer VIAON.

Synergia doświadczeń i energii trzech marek pozwoli maksymalnie wykorzystać potencjał płynący z dedykowanych rozwiązań dla firm transportowych oraz na skorzystanie z produktów i usług wszystkich marek, będących pod parasolem VIAON. Co więcej, dzięki integracji rozwiązań telematycznych oferowanych przez markę GBOX z usługą OCRK Premium będzie możliwość pełnej kontroli nad czasem pracy kierowcy. Jest to kluczowe, zwłaszcza w sytuacji oddelegowania kierowców do krajów objętych obowiązkowym wynagrodzeniem minimalnym.

„Przewidujemy, że powstanie marki VIAON wpłynie nie tylko na zwiększenie potencjału rynkowego INELO, OCRK oraz GBOX i pozwoli na konsolidację naszych działań na terenie Europy, ale przede wszystkim ułatwi przedsiębiorcom prowadzenie działalności transportowej” – ocenia Bartosz Najman.

Dostęp do pełnej oferty dystrybutora ułatwia zintegrowana sieć ponad dwudziestu profesjonalnych doradców na terenie kraju. VIAON posiada na chwilę obecną klientów w 14 krajach Europy, m.in. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Czechach oraz w Polsce. Szacunkowa wartość rynku transportowego w tych krajach w sumie może sięgać ok. 700 miliardów euro, stanowiąc tym samym jedną z największych gałęzi gospodarki Starego Kontynentu.

Z usług i produktów dystrybuowanych przez VIAON korzystają nie tylko firmy transportowe, ale również polskie instytucje państwowe, takie jak Inspekcja Transportu Drogowego, Izba Celna czy Policja, a także zagraniczne np. niemiecka BAG czy brytyjska DVA, DVSA (Driver & Vehicle Standards Agency).

Długoterminowe prognozy dla branży transportowej wskazują, że transport drogowy w Polsce i Europie nadal będzie dominował wśród pozostałych gałęzi transportu. Potencjalnie oznacza to dalszy rozwój branży i tym samym utrzymanie przez Polskę pozycji lidera. Taka sytuacja nie wyklucza w dalszej perspektywie ekspansji marki VIAON na kolejne kraje Europy” – komentuje Bartosz Najman.

CEO VIAON zapewnia, że powstanie dystrybutora otworzy nowe możliwości przed obecnymi i potencjalnymi klientami INELO, OCRK i GBOX.

Przetwarzanie danych osobowych w marketingu tylko za zgodą

Zbieranie zgód na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych jest postrzegane przez wiele podmiotów jako zabezpieczenie na wypadek zarzutów nielegalnego ich wykorzystywania. Przedsiębiorcy i marketerzy często zapominają o tym, że taka zgoda może zostać odwołana w każdym momencie. Nie zmienia to jednak faktu, że zgodnie z obowiązującym prawem, takie zgody powinny zbierać wszystkie organizacje prowadzące działania marketingowe. Ekspert ODO 24 – firmy specjalizującej się w ochronie danych osobowych i bezpieczeństwie informacji radzi, jak je przygotować.

Odbieranie zgody na przetwarzanie danych osobowych od osoby, której dane dotyczą  najczęściej jest kojarzone z dwoma procesami w organizacji – rekrutacją oraz marketingiem. Do prowadzenia działań marketingowych, takich jak np. wysyłanie oferty  własnych produktów i usług drogą mailową lub telefoniczną, zawsze potrzebne są odpowiednie zgody.

Zgody są najczęściej wykorzystywanym narzędziem dającym podstawę prawną przetwarzania danych osobowych w celach marketingowych. Jeżeli podmiot chce prowadzić wysyłkę oferty handlowej drogą elektroniczną powinien posiadać zgodę odbiorcy takiej wiadomości – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24.

Przykład: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu otrzymywania informacji handlowych drogą elektroniczną wysyłanych przez (nazwa podmiotu).

Jeżeli działania marketingowe są prowadzone z wykorzystaniem połączeń telefonicznych to zgoda na nie musi zostać wyrażona osobno. Takie rozwiązanie zapobiega sytuacji, w której może powstać domniemanie zgody na przetwarzanie danych osobowych w innym celu niż ten, który wynika z treści oświadczenia woli.

Przykład: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w postaci numeru telefonu w celu otrzymywania połączeń telefonicznych mających na celu przedstawienie informacji handlowej przez (nazwa podmiotu).

Warto zaznaczyć, że w procesie pobierania danych osobowych bezpośrednio od osoby, której dane dotyczą należy spełnić obowiązek informacyjny. W praktyce oznacza to, że istnieje konieczność poinformowania osoby, od której pobierana jest zgoda, o adresie siedziby i pełnej nazwie podmiotu, który to robi, celu zbierania danych, znanych mu lub przewidywanych odbiorcach lub kategoriach odbiorców danych, prawie dostępu do treści jego danych oraz ich poprawiania, dobrowolności albo obowiązku podania danych, a jeżeli taki obowiązek istnieje, o jego podstawie prawnej – zaznacza Konrad Gałaj-Emiliańczyk z ODO 24.

Osłabienie złotego w grze

W stosunku do głównych walut złoty w środę tracił. Globalne czynniki polityczne zwiększają awersję do ryzyka, przez co zmienia się także sentyment do złotego. Dodatkowo inwestorzy, mając na uwadze niewiadomą, związaną z wynikami wyborów we Francji, nie chcą narażać się na dodatkowe zagrożenia płynące z oceny ratingu dla Polski, który ma opublikować agencja Standard & Poor’s. W najbliższych dniach możemy być świadkami zwiększonej zmienności na parach z polskim złotym, a kierunek zmian zależny będzie od sytuacji na głównej parze walutowej oraz zmian na GBPUSD.

Zauważamy także fakt braku korelacji pomiędzy poszczególnymi głównymi parami walutowymi, a w szczególności z parami nominowanymi do jena. To właśnie jen i złoto są wygranymi ostatnich tygodni. Inwestorzy wybrali te aktywa jako przystań w tej niepewnej sytuacji rynkowej. Uważamy jednak, że pomimo pozycjonowania się klientów instytucjonalnych, wspierającego jena w najbliższym czasie będą oni wychodzić z tych inwestycji, oczekując sporych zysków i rozpoczną wycenianie kolejnych podwyżek stóp procentowych w USA, co dodatkowo może osłabić złotego w stosunku do dolara. Zauważyć też należy, że rynek obecnie nie do końca wycenia ryzyko związane z wyborami we Francji, co może prowadzić do gwałtownych ruchów w przypadku wygranej w pierwszej turze wyborów przez eurosceptyków.

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara USDPLN wykresPo przetestowaniu dołka z 21 marca przy 3,94 doszło do odbicia w górę na ponad 3 grosze. W przypadku trwałego wybicia poziomu 3,98 potwierdzi się zakończenie korekty mierzonej od 11 do 18 kwietnia w ramach fali 2 i rozpoczęcie fali 3. Zakładamy, że najdłuższa fala 3 przybierze formę 5-falową. Oporem dla wzrostów będzie poziom 4,01. Zanegowaniem scenariusza wzrostowego będzie zejście poniżej lokalnych dołków.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresEuro po wzrostach, po raz kolejny zareagował na poziom 4,2570. W przypadku bazowego scenariusza wzrostowego zasięg ewentualnych szczytów można nakreślić na kilka sposobów. Cena dała kilka możliwości określenia zasięgu poprzez wyrysowanie formacji klina czy trójkąta zwyżkującego. Uważamy jednak, że do określenia zasięgu wzrostów posłużyć nam może zasięg równości ostatniego impulsu, gdyż dodatkowo jest on potwierdzony mierzeniem 50% Fibo ostatniego dużego impulsu spadkowego. Zatem oporem może być poziom 4,2815. Zanegowaniem scenariusza wzrostowego będzie zejście poniżej 4,2270.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresFunt w dalszym ciągu odrabia straty. Ryzykowna zagrywka ze strony Premier May dodała sporo siły funtowi, a zmienność zrobiła swoje, windując cenę do poziomu 5,09. Wskazywaliśmy kilka dni temu, że funt ma sporo miejsca do wzrostów i ten pro wzrostowy scenariusz wypełnił się niemal w całości. Najbliższym oporem jest poziom 5,11, gdzie powinno dojść do lokalnej korekty. Zaksięgowanie tego poziomu może być zakończeniem fali 1 wielkiego impulsu w ramach fali III. W przypadku spadków wsparciem będzie poziom 5,02.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Belka: REIT to atrakcyjny instrument dla funduszy inwestycyjnych i emerytalnych

Real Estate Investment Trust, czyli tzw. REIT, dają świetną możliwość inwestowania mało ryzykownego, a stosunkowo wysoko rentownego. Zwłaszcza, że instrumentów inwestycyjnych nie ma wiele.

– Są to instytucje dywidendowe – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Belka, profesor nauk ekonomicznych – To znaczy, że REIT wypłacają akcjonariuszom 95 procent swoich zysków z zarządzania nieruchomościami komercyjnymi. Jeżeli potrafią zarządzać tymi nieruchomościami, jeśli wybierają spośród nich te, które mają dobre perspektywy zwrotu, to jest to pewny i atrakcyjny instrument. Inwestować w niego mogliby nie tylko Polacy, ale np. fundusze inwestycyjne czy emerytalne – dodał Belka.

Deloitte: Polskie firmy nie radzą sobie ze skuteczną redukcją kosztów

W ciągu ostatnich dwóch lat 67 proc. dużych firm europejskich odnotowało wzrost przychodów, a 76 proc. przewiduje ich wzrost w ciągu najbliższych dwudziestu czterech miesięcy. W Polsce tak optymistycznie myśli ma aż 86 proc. przedsiębiorców. Jednak gospodarcza niepewność skłania firmy na Starym Kontynencie do koncentrowania się na redukcji kosztów. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Thriving in uncertainty. Deloitte’s first biennial cost survey: Cost improvement practices and trends in Europe” jest ona dla polskich i europejskich firm sposobem na osiągnięcie wzrostu i poprawę wydajności. Jednak aż 57 proc. firm w Europie przyznaje, że nie są dostatecznie skuteczne w obniżaniu kosztów.

Badanie przeprowadzono w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, Belgii, Holandii, Norwegii, Danii oraz w Polsce wśród menedżerów wyższego szczebla w dużych firmach, osiągających przychody w wysokości co najmniej 100 mln euro rocznie.

Jako największe zewnętrzne ryzyko europejscy przedsiębiorcy postrzegają niepewność gospodarczą, na którą wskazało 34 proc. z nich. Największy odsetek odnotowano w Wielkiej Brytanii (52 proc.), co ma związek z Brexitem oraz w Polsce (71 proc.). – Na tak wysoki wynik wpływ mają niestabilny rynek, wzrost kosztów pracy oraz rosnące ceny surowców. Nie bez znaczenia jest również niepewność co do zmieniających się regulacji prawnych i podatkowych, na którą wskazało 57 proc. polskich respondentów. Średnia dla pozostałych badanych krajów wynosiła jedynie 16 proc. – wyjaśnia Jakub Rosiecki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. W porównaniu do innych krajów polscy menedżerowie wśród istotnych ryzyk wskazywali także cyfryzację, którą wymieniło 43 proc. badanych. Może się to wiązać z niskim poziomem wdrożenia technologii cyfrowych w polskich firmach i poczuciem braku przygotowania do zmian w tym obszarze.

Aż 83 proc. firm europejskich zadeklarowało, że w ciągu najbliższych 24 miesięcy rozpocznie proces redukcji kosztów. W Polsce takiej samej odpowiedzi udzieliła przeważająca większość ankietowanych przedsiębiorców. Dla europejskich menedżerów najważniejszym priorytetem na najbliższe dwa lata jest wzrost sprzedaży (30 proc.), rentowność oraz redukcja kosztów (po 28 proc.). W Polsce głosy te rozkładały się nieco inaczej. Jako najważniejszy priorytet polscy respondenci wskazywali rentowność (57 proc.), przed redukcją kosztów (43 proc.) oraz wzrostem sprzedaży (29 proc.). – Pytanie o najważniejsze priorytety, niezależnie od badanego kraju, pokazało jeden trend. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że by rosnąć, muszą oszczędzać. Polakom, ze względu na niestabilność waluty, rosnące koszty pracy oraz wysokie obciążenia fiskalne idea „save to grow” jest szczególnie bliska – tłumaczy Jakub Rosiecki.

O jakim poziomie oszczędności mowa? Ponad połowa (52 proc.) respondentów w europejskim badaniu deklaruje, że walczy o obniżenie kosztów na poziomie mniej niż 10 proc. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło 57 proc. badanych. Jednak aż 57 proc. firm w Europie, podobnie jak w Polsce, przyznaje jednocześnie, że osiągnięcie wyznaczonego celu nie udaje im się. Prawie połowa (48 proc.) respondentów uważa, że największą barierą jest implementacja przyjętych planów, a dla 32 proc. jest to brak zrozumienia tej strategii redukcji kosztów. W Polsce ten brak zrozumienia miał ponad dwa razy więcej wskazań (71 proc.). – Ponieważ pracownicy kojarzą zarządzanie kosztami ze zwolnieniami, menedżerowie są zazwyczaj ostrożni w komunikacji w tym obszarze. Często embargo na takie informacje jest zbyt duże, co wyraźnie sprawia, że konieczne zmiany są trudniejsze do wdrożenia – mówi Jakub Rosiecki.

Najważniejszą przyczyną, dla której firmy decydują się na redukcję kosztów jest uzyskanie przewagi konkurencyjnej (46 proc.) oraz inwestowanie we wzrost przedsiębiorstwa (36 proc.). W Polsce, w której presja cenowa ma większe znaczenie niż na innych rynkach, uzyskanie przewagi konkurencyjnej jest ważne aż dla 71 proc. respondentów.

W ciągu ostatnich 24 miesięcy badane firmy wdrożyły wiele narzędzi wspierania bardziej efektywnego zarządzania kosztami. Zarówno w Polsce, jak i reszcie badanych krajów są to przede wszystkim ulepszone procesy do prognozowania, budżetowania i raportowania (odpowiednio 86 i 47 proc.). Na drugim miejscu znalazła się konfiguracja systemów IT (odpowiednio 57 i 42 proc.). Wyższe odsetki odpowiedzi w Polsce niż w innych badanych krajach, mogą wskazywać na to, że polskie firmy miały w tym obszarze większe opóźnienia i zaniedbania.

Częściej niż ich koledzy z innych rynków, polscy menedżerowie twierdzili, że podejmowali oni w ciągu ostatnich dwóch lat próby w zarządzaniu kosztami. Większość respondentów zadeklarowała, że podjęła próbę implementacji szerokiego programu w celu restrukturyzacji i zarządzania kosztami w całych jednostkach (86 proc.), zmusiła je do redukcji ustalonego procentu ich kosztów (71 proc.) lub zainwestowała w inicjatywy mające na celu poprawę wydajności (71 proc.). – Teoretycznie polscy przedsiębiorcy powinni odnotowywać więc znaczne sukcesy w redukowaniu kosztów. Niestety, tak nie jest. Wydaje się jednak, że wyciągnęli odpowiednie lekcje z tych doświadczeń i zdają sobie sprawę, że najważniejsze jest wdrożenie odpowiedniej strategii i umiejętne zarządzanie zmianami – mówi Jakub Rosiecki.

W ciągu najbliższych 24 miesięcy aż 71 proc. polskich menedżerów planuje zarządzić redukcję kosztów we wszystkich działach w swojej firmie, a 57 proc. planuje intensyfikację istniejących programów poprawy wydajności. – Chociaż przyszłość gospodarcza i geopolityczna jest uważana za niepewną, przedsiębiorcy nie oczekują biernie na to, co się wokół nich stanie. Oprócz niepewności, największe trendy to wzrost konkurencyjności, rosnąca globalizacja i mnożenie regulacji. Polskie firmy, wraz z brytyjskimi, włoskimi, francuskimi, niemieckimi i hiszpańskimi, można zaliczyć do kategorii kwitnących w niepewności, a to oznacza, że są predestynowane do wzrostu i rozwoju – podsumowuje Jakub Rosiecki.

Piotr Karpiński z CBRE obejmuje stanowisko Senior Director, Head of Asset Services w regionie CEE

Piotr Karpiński, Senior Director, Head of Asset Services CEE, CBREAwans Piotra to dowód na uznanie jego ogromnego wkładu w rozwój linii biznesowej, Piotr dołączył do zespołu CBRE w 2013 roku i był współodpowiedzialny za rozwój działu Asset Services w sektorze nieruchomości handlowych. Piotr nadzoruje pracę ponad 150 specjalistów, którzy obsługują nieruchomości o wielkości ponad 1 milion mkw. GLA.

Andy Hay, Managing Director Asset Services w regionie EMEA komentuje: „Piotr odegrał kluczową rolę w rozwoju naszych możliwości rynkowych w Polsce, a jego awans wzmacnia nasze zaangażowanie na rzecz klientów, gdyż cały czas rozwijamy naszą działalność biznesową w zakresie zarządzania nieruchomościami w regionie Europy Środkowo-Wschodniej z najlepszymi na rynku profesjonalistami”.

Nowoczesny model pracy coraz popularniejszy w polskich firmach. Pracownicy cenią głównie elastyczne godziny pracy

Nowoczesny model pracy coraz popularniejszy w polskich firmach. Pracownicy cenią głównie elastyczne godziny pracy 1

Ponad 40 proc. Polaków to zwolennicy nowoczesnego modelu pracy. Cenią sobie elastyczne godziny pracy, sami chcą decydować, gdzie i ile pracować – wynika z raportu „Jak Polacy lubią pracować”. Więcej niż połowa osób zmieniłaby biuro, w którym pracuje. To przede wszystkim osoby młode, które cenią nowoczesne przestrzenie, inspirujące i pobudzające do działania, sprzyjające twórczej współpracy. 

 Z badań wynika, że 42 proc. Polaków chciałoby pracować w sposób nowoczesny, zgodnie z trendem, który przychodzi do nas z dużych światowych metropolii. Na potrzeby badania Kantar TNS zaproponował wskaźnik nowoczesnego modelu pracy. Zakwalifikował do tego wskaźnika wszystkie osoby, które deklarują, że są zwolennikami m.in. elastycznych form pracy i elastyczności w miejscu pracy. To są osoby, które poświęcają czas prywatny na potrzeby profesjonalne, a także w pracy załatwiają sprawy domowe. Okazuje się, że aż 2 na 5 Polaków deklaruje, że chciałoby pracować w sposób nowoczesny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Lis z Brain Embassy.

Z badania przeprowadzonego przez Kantar TNS Polska na zlecenie Brain Embassy wynika, że Polacy są gotowi na zmiany miejsca pracy. Choć wciąż nieco więcej niż połowa osób (58 proc.) podchodzi tradycyjnie do czasu i miejsca pracy, coraz większa jest grupa zwolenników nowoczesnego modelu pracy.

 Najważniejsze dla Polaków w pracy są: ogólna atmosfera w miejscu pracy, ergonomia stanowisk i przestrzeni pracy, a także lokalizacja, czyli dojazd. Co istotne, młodzi deklarują ponadto bardzo wiele dodatkowych wymagań. Pośród nich jest m.in. możliwość znalezienia stref relaksu oraz stref pozwalających na dostosowywanie pracy i zadań, które realizują, do miejsca – wymienia Lis.

Ponad połowa Polaków deklaruje, że zmieniłaby przestrzeń, w jakiej pracuje. To przede wszystkim ludzie młodzi w wieku 25–40 lat są bardziej skłonni do zmian (64 proc.). Większość chciałaby mieć uporządkowane miejsce pracy (76 proc): własne biurko, laptop, ergonomiczne krzesło. Im młodsze osoby, tym większe wymagania, np. wygodny fotel z podnóżkiem.

– Aż 53 proc. osób zadeklarowało chęć zmiany biura. Świadczy to tylko o tym, że dzisiejsze biura nie są w stanie sprostać oczekiwaniom pracowników. Trend będzie rosnący, bo na rynek pracy wchodzą coraz młodsi pracownicy, którzy co pokazuje nasze badanie, mają dużo bardziej wyśrubowane wymagania – tłumaczy ekspert Brain Embassy.

Nowoczesne biura powinny sprzyjać pracy zespołowej i zachęcać do działania i kreatywności. Mają również być przestrzenią, która inspiruje, a jednocześnie gdzie łączą i przenikają się różne światy biznesowe. Takich miejsc – zdaniem Lisa – będzie przybywać.

 Najmłodsza grupa Polaków w wieku od 25 do 30 lat zdecydowanie zmieni preferencje po stronie podaży na rynku pracy i rynek przestrzeni biurowych będzie musiał wyjść im naprzeciw. Jednym ze sposobów jest stworzenie przestrzeni podobnych do Brain Embassy, gdzie spotykają się światy korporacji, start-upów, freelancerów, a przepływ informacji nie jest ograniczony ścianami jednej firmy i jednej kultury organizacyjnej – wskazuje Adam Lis.

Młodzi Polacy to także zwolennicy elastycznego czasu pracy, którzy sami decydują, w jakim przedziale godzin pracują. Coraz popularniejszą formą pracy staje się biuro w domu, czyli home office. Ponad 30 proc. pracowników przyznaje, że zdarza im się praca z domu, nieco więcej zaś w wolnym czasie zajmuje się obowiązkami zawodowymi. Wśród zwolenników nowoczesnego modelu pracy zaciera się granica między życiem prywatnym a zawodowym.

– Ponad 60 proc. Polaków chciałoby zaczynać pracę między 7 a 8 rano, co zupełnie podważa dzisiejszy tradycyjny model pracy od 9 do 17. Na dłuższą metę świadczy to o tym, że chcielibyśmy pracować bardziej elastycznie, żeby móc wygospodarować trochę czasu w późnych godzinach popołudniowych, ale jednocześnie chcielibyśmy zyskiwać więcej z dnia. Wyjątkiem są osoby pracujące z domu, które chciałyby zaczynać pracę raczej po godzinie 10 – zaznacza Lis.

Ponad połowa osób wskazuje też, że efektywnie pracuje średnio 4–6 godzin dziennie. Jednak u zwolenników nowoczesnego modelu pracy wzrasta liczba tych, którzy są w stanie pracować efektywnie ponad 8 godzin dziennie (3-krotnie więcej niż wśród tradycyjnych pracowników). Na efektywność pozytywnie wpływa sprecyzowane zadanie do wykonania (65 proc.), wyznaczanie samemu sobie tempa pracy (61 proc.) i praca w lubianym zespole (połowa badanych).

– Przeprowadziliśmy niedawno ankiety satysfakcji wśród członków społeczności Brain Embassy. Okazało się, że aż 60 proc. deklaruje zdecydowany wzrost kreatywności w miejscu pracy, czyli w naszej przestrzeni, a 75 proc. z nich – wzrost efektywności pracy w porównaniu do poprzedniego miejsca. Co więcej, ponad połowa z nich wykorzystała naszą przestrzeń do zawarcia nowych relacji biznesowych – podkreśla Adam Lis.

Rynek nieruchomości premium i luksusowych będzie rósł, ale dojrzałość osiągnie dopiero za dekadę

Rynek nieruchomości premium i luksusowych będzie rósł, ale dojrzałość osiągnie dopiero za dekadę 2

3,6 mld zł wydali w 2016 roku w Polsce nabywcy luksusowych apartamentów i rezydencji oraz tych z segmentu premium. Oznacza to niemal 2 tys. transakcji kupna–sprzedaży – wynika z raportu „Luxury Realty Map”. Rynek takich nieruchomości powinien dalej rozwijać się w szybkim tempie ze względu na rosnącą podaż i coraz większą siłę nabywczą Polaków. Wciąż jednak znajduje się w fazie wschodzącej.

– Mówimy o rynku premium i luksusowym łącznie. Jako próg tego rynku wyznaczyliśmy sobie milion złotych jako globalną cenę nieruchomości. 75 proc. tego rynku jest zlokalizowane w największych polskich miastach, czyli Warszawa, Trójmiasto, Poznań, Wrocław i Kraków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Wojciechowski, partner zarządzający Poland Sotheby’s International Realty. – Jeżeli chodzi o pozostałą część, to są to głównie nieruchomości zlokalizowane w miejscowościach wakacyjnych, na północy, na zachodnim wybrzeżu od Mielna przez Kołobrzeg, aż do Świnoujścia i polskie góry, gdzie prym wiedzie oczywiście Zakopane.

Z przygotowanego przez Poland Sotheby’s International Realty raportu „Luxury Realty Map” wynika, że za połowę dokonanych w 2016 roku transakcji na rynku premium odpowiada Warszawa. Po 7 proc. przypada na Trójmiasto i Wrocław, 5 proc. na Kraków, a 3 proc. na Poznań.

Autorzy raportu przyjęli różne progi cen za 1 mkw., by zakwalifikować transakcję do kategorii nabycia nieruchomości luksusowej. W stolicy próg ten wyniósł 14,7 tys. zł za 1 mkw., we Wrocławiu – 12,2 tys. zł, w Trójmieście – 12 tys. zł, w Krakowie – 11,43 tys. zł, a w Poznaniu – 10 tys. zł. Często jednak ceny mieszkań o podwyższonym standardzie zaczynają się poniżej tych limitów, np. w Warszawie już od 11 tys. zł.

– Nieruchomość może być zaliczana do nieruchomości premium i zarazem luksusowej, skoro ceny potrafią się na niższych piętrach zaczynać od 12–13 tys. zł za mkw., a ostatnie piętro kosztuje 25 tys. – wyjaśnia Wojciechowski. – Wiadomo, że w każdej nieruchomości piętro ostatnie jest tylko jedno, stąd też ten luksus często należy wyłącznie właśnie do tego, kto kupi apartament na samej górze. Natomiast ta granica jest dość płynna.

Podkreśla, że cena to niejedyny wyznacznik tego, czy nieruchomość zalicza się do kategorii premium lub luksusowej, czy nie. To wypadkowa różnych czynników, takich jak lokalizacja, sąsiedztwo, sam projekt, jego budulec i wykończenie, zastosowane technologie, czy – w przypadku apartamentowców – widok z okna lub punkty usługowe i rozrywkowe znajdujące się na miejscu w budynku: siłownia, basen itp.

– Toczą się spory, czy mieszkanie 40- czy 50-metrowe może być luksusowe. W Polsce tak, dlatego że sporo z tych transakcji, których globalna cena jest bardzo wysoka i cena za metr jest bardzo wysoka, to są właśnie nieruchomości poniżej 80 mkw. – wyjaśnia partner zarządzający Poland Sotheby’s International Realty. – Niektórzy za próg przyjmują właśnie 80 mkw., inni 100–120 mkw., a niektórzy mówią, że tylko 300 mkw. i więcej może być luksusem. Dlatego łączymy rynek premium i luksusu, bo nie jesteśmy Paryżem, Londynem ani Nowym Jorkiem, gdzie ten luksus można faktycznie odciąć i powiedzieć, co jest stricte luksusowe.

W 2016 roku wartość transakcji na tym rynku w Polsce wyniosła 3,6 mld zł, a ich liczba zbliżyła się do pułapu 2 tys. To nieco mniej niż przed rokiem, ale tylko z powodu wysokiej bazy: w 2015 roku miało miejsca aż 90 transakcji o wartości ponad 5 mln zł, co zdecydowanie podniosło poprzeczkę i wywindowało wartość rynku do 4,2 mld zł. Gdyby pominąć ten czynnik jednorazowy, rynek wciąż jest w trendzie wzrostowym. Względem 2012 roku jego wartość wzrosła o 40 proc. i zdaniem autorów Luxury Realty Map ma przed sobą dalsze perspektywy intensywnego rozwoju.

– Podaż jest spora, mamy 121 inwestycji zgromadzonych w pięciu miastach – zauważa Arkadiusz Wojciechowski. – Skądinąd wiemy, rozmawiając z inwestorami i deweloperami, że na kolejne lata sporo takich inwestycji jest już w planach, one będą jeszcze bardziej nowoczesne. Natomiast popyt stale rośnie ze względu na rosnącą liczbę zamożnych Polaków. Z roku na rok przybywa ich coraz więcej, mają swoje wymagania. To ludzie, którzy nic nie muszą, tylko mogą. Więc często jest tak, że mając określone wymagania, czekają i mogą czekać latami na to, co odpowiadać będzie ich preferencjom.

Jakich dodatkowych usług oczekują klienci hoteli?

Najlepsze hotele prześcigają się w ofertach, które mają zadowolić ich gości i sprawić, że będą chcieli do nich wrócić i polecić innym. Zdrowe przekąski w minibarze, asystent ds. zakupów czy fotograf na wycieczkach, to tylko niektóre z dodatkowych usług, które widzieliby klienci w pakiecie usług hotelowych.

Serwis do opiniowania obiektów noclegowych na całym świecie – HolidayCheck, przeprowadził badania klientów odwiedzających hotele na temat usług, które dodatkowo chcieliby znaleźć w ofertach hotelowych. Okazało się, że turyści widzą jeszcze sporo obszarów do zagospodarowania i wzbogacania oferty usługowej. Czego jeszcze w pakietach usług oczekują klienci odwiedzający hotele? Jakimi usługami raczej nie byliby zainteresowani goście?

Zdrowe przekąski

Powiedzenie, że odchudzanie zaczyna się od kolejnego poniedziałku albo po wakacjach, powoli staje się nieaktualne. Okazuje się, że dietę chcemy trzymać także na urlopach. Już co trzeci ankietowany zwraca uwagę na nawyki żywieniowe podczas wyjazdów poza miejsce zamieszkania. Badane osoby chętnie widziałby minibarek hotelowy ze zdrowymi przekąskami. Zamiast orzeszków, chipsów i alkoholu, wolałyby owoce, smoothie czy warzywa. Taka usługa spotkałaby się z dużym zainteresowaniem zwłaszcza wśród kobiet – aż 38 proc. pytanych pań byłoby zadowolonych z takiego rozwiązania. Również panowie coraz częściej dbają o zdrowie i 26 proc. z nich poparło ten pomysł.

Hotel od zaplecza

26 proc. ankietowanych turystów chciałoby spróbować gotowania lokalnych potraw. Zarówno pod okiem profesjonalnego kucharza, jak i w domu miejscowej rodziny – podróżnicy chętnie chcą poznawać kulinarne nowości i smaki z miejsc, które odwiedzają. Interesująca dla turystów byłaby wycieczka na zaplecze hotelowe i poznanie tajników takiej pracy. 23 proc. ankietowanych osób chętnie dowiedziałaby się jak wygląda zarządzanie obiektem hotelowym czy wydawanie posiłków na dużą skalę. Osoby starsze, powyżej 55 roku życia (27 proc.) szczególnie chciałyby zwiedzić hotelową pralnię, kuchnię czy piwnice.

Zakupowy asystent i wypożyczalnia ubrań

Osobisty asystent do spraw zakupów, znający najlepsze sklepy w mieście, tabele rozmiarów, najnowsze trendy mody – jest jak najbardziej pożądany. 21 proc. ankietowanych kobiet i 16 proc. mężczyzn chętnie skorzystałoby z pomocy takiego profesjonalnego doradcy przy urlopowych zakupach. Dla 9 proc. turystów, którzy nie lubią pakowania i noszenia bagaży, idealnym rozwiązaniem byłaby hotelowa wypożyczalnia ubrań. Stroje na wiele okazji: na plażę, wycieczki, wieczorne wyjścia, czy wizyty w restauracji – dzięki temu podróżni nie musieliby myśleć o pakowaniu i strojach na różne okazje.

Fotograf w cenie

Mimo, że smartfony z możliwością robienia dobrych zdjęć towarzyszą nam nieustannie, a selfie to praktycznie codzienność, jednak 17 proc. turystów chętnie widziałoby usługi fotograficzne w cenie hotelu lub zorganizowanej imprezy. 29 proc. podróżujących pomiędzy 18 a 24 rokiem życia, byłoby zainteresowanych obecnością fotografa na zorganizowanych wycieczkach.

Zabawki dla dorosłych

Obok karty dań z ofertą roomservice, ankietowani turyści widzieliby także katalog z erotycznymi zabawkami dostępnymi w hotelu. Pomysł ten najbardziej przypadł do gustu panom – 8 proc., panie chęć skorzystania z tego typu usługi potwierdziły jednie w 1 porc.

Pakowanie, pocztówki i kontrola trzeźwości

Mimo odpoczynku i błogiego lenistwa są sprawy, które urlopowicze wolą zrobić sami. Tylko 9 proc. badanych pozostawiłoby pakowanie po kończącym się urlopie pokojówce. Wypisywanie kartek pocztowych do najbliższych, podróżujący także wolą pozostawić sobie, niż zlecić pracownikowi hotelu – tylko 4 proc. turystów skorzystałoby z takiej możliwości. Najmniejszym zainteresowaniem, tylko 3 proc. ankietowanych, cieszyłaby się usługa polegająca na zaprzestaniu podawania alkoholu tym turystom, którzy po wypiciu wcześniej zadeklarowanej ilości drinków, mieliby dalej bawić się przy bezalkoholowych napojach.

Czy dodatkowe usługi znajdą się wkrótce w ofertach większości hoteli? Zobaczymy.

Samsung chce w ciągu kilku lat przeznaczyć miliard dolarów na rozwój internetu rzeczy. Koncern otworzył w Rzeszowie miejsce dla innowacyjnych firm

Samsung chce w ciągu kilku lat przeznaczyć miliard dolarów na rozwój internetu rzeczy. Koncern otworzył w Rzeszowie miejsce dla innowacyjnych firm 3

Samsung chce w ciągu kilku najbliższych lat przeznaczyć miliard dolarów na rozwój internetu rzeczy. Część z tych inwestycji będzie miała miejsce w Polsce, a jedną z nich jest otwarty w Rzeszowie inkubator dla start-upów, które tworzą rozwiązania właśnie w oparciu o internet rzeczy. We współpracy z tamtejszą politechniką i Doliną Lotniczą koncern będzie wspierać młode innowacyjne firmy w rozwijaniu ich produktów, stworzeniu modelu biznesowego i znalezieniu inwestora. To pierwsze takie przedsięwzięcie w Polsce.

– Samsung zdecydował się zainwestować ponad miliard dolarów w internet rzeczy (IoT) na przestrzeni kilku kolejnych lat. Część tych inwestycji odbywa się w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Łęgiewicz, dyrektor public affairs w Samsung Electronics Polska. – Skupiliśmy się na internecie rzeczy, bo szalenie istotny jest dla nas przemysł 4.0. Poza inwestycją w centrum badawczo-rozwojowe, chcemy także wspierać inicjatywy od nas niezależne, dzięki którym internet rzeczy będzie powszechnie dostępny. Temu właśnie służy pomysł uruchomienia inkubatora.

We współpracy z Politechniką Rzeszowską i Doliną Lotniczą Samsung otworzył w środę 12 kwietnia inkubator dla start-upów, które tworzą rozwiązania z zakresu internetu rzeczy. Mogą się zgłaszać do niego zespoły albo indywidualne osoby, które mają już koncepcję biznesową albo gotowy prototyp swojego produktu. Przez trzy miesiące okresu inkubacyjnego będą się rozwijać, korzystając ze wsparcia merytorycznego Samsunga. Doświadczeni menadżerowie i inżynierowie z R&D Institute pomogą im zweryfikować rynkowe zapotrzebowanie na dany produkt, rozwinąć go i stworzyć odpowiedni model biznesowy. Udzielą też wsparcia w poszukiwaniach inwestorów i partnerów biznesowych.

– Otwieramy inkubator, żeby pomagać małym przedsiębiorcom, studentom i kreatywnym ludziom, którzy chcą rozpocząć własny biznes, opierając się na swoim pomyśle. Ważnym elementem tej inicjatywy będzie stałe wsparcie mentorów z naszego centrum badawczo-rozwojowego – mówi Jacek Łęgiewicz.

– Ta inicjatywa stwarza szansę na dostęp do wiedzy i olbrzymiego zaplecza Samsunga oraz możliwość wymiany informacji. Inkubator powstał po to, żeby rodziły się w nim nowe pomysły z pożytkiem dla całej gospodarki – dodaje Grzegorz Budzik, prorektor ds. nauki Politechniki Rzeszowskiej.

Młode i innowacyjne firmy, które zakwalifikują się do Inkubatora Samsunga, będą mogły korzystać z przystosowanej do ich potrzeb pracowni, wyposażonej w najnowocześniejszy sprzęt: od tabletów i smartfonów po monitory i elektroniczne tablice interaktywne. Do programu inkubacyjnego zostały już zakwalifikowane trzy pierwsze start-upy: Healmorn, Res Solution i Control Cold. Koncern prowadzi rekrutację, w której wyłoni kolejne przedsięwzięcia.

Inkubator będzie funkcjonował na terenie kampusu Politechniki Rzeszowskiej. Koreański koncern umyślnie zdecydował się otworzyć go we wschodniej części kraju, wychodząc poza biznesowe centrum, jakim jest Warszawa.

– Rzeszów, który kojarzy się przeważnie z Doliną Lotniczą, jest centrum przemysłu przyszłości. Dlatego zdecydowaliśmy się na to miejsce – uzasadnia Jacek Łęgiewicz.

– Dla naszych studentów i absolwentów inkubator Samsunga stwarza możliwość dostępu do światowych technologii. Jesteśmy uczelnią, która ma wieloletnie tradycje współpracy z przemysłem. Teraz włączamy się w nurt technologii, w którym bardzo skraca się czas od pomysłu do jego realizacji i powstania gotowego wyrobu. Ten nowy trend jest nazywany przemysłem 4.0 i włączenie się do niego jest olbrzymią szansą na rozwój – dodaje Grzegorz Budzik.

Dyrektor public affairs w Samsung Electronics podkreśla zaangażowanie technologicznego koncernu na polskim rynku. W Warszawie działa największe poza Azją centrum badawczo-rozwojowe, które zatrudnia kilkuset inżynierów. W Polsce powstaje oprogramowanie do wielu urządzeń Samsunga, które trafia następnie na globalny i europejski rynek. Według szacunków w około 70 proc. gospodarstw domowych w Europie jest przynajmniej jedno urządzenie koreańskiego giganta.

Jak podkreśla Łęgiewicz, Samsung Inkubator to część szerszego zaangażowania firmy w cyfryzację polskiego biznesu. Ma się przyczynić do rozwijania w Polsce projektów technologicznych. Podczas inauguracji działalności inkubatora obecny był wicepremier, minister rozwoju i finansów, Mateusz Morawiecki, który powiedział, że w perspektywie kolejnych kilku lat Polska ma ambicje, aby stać się europejskim hubem nowych technologii.

– Polska jest takim centrum europejskich start-upów. Tutaj powstaje szalenie dużo pomysłów na biznes. Polacy mają w sobie takiego ducha, który sprawia, że chcieliby pomysł przekuć od razu w sukces – podkreśla Jacek Łęgiewicz.

Najpóźniej we wrześniu pierwsze kontrole zużycia energii w firmach. Oszczędności w niektórych z nich mogą sięgać 26 proc.

Najpóźniej we wrześniu pierwsze kontrole zużycia energii w firmach. Oszczędności w niektórych z nich mogą sięgać 26 proc. 4

Dla dużych polskich przedsiębiorstw oszczędzanie energii nie jest już proekologicznym gestem, ale obowiązkiem. Wprowadzone w ubiegłym roku prawo nakłada na nie wymóg regularnego poddawania się audytom efektywności energetycznej. Na przeprowadzenie pierwszej kontroli firmy mają czas do końca września. Ten obowiązek może być szansą na osiągnięcie znacznych oszczędności. Jak szacuje Międzynarodowa Agencja Energii, dzięki nowoczesnym technologiom w gospodarce można podnieść efektywność energetyczną o jedną czwartą.

Ustawa o efektywności energetycznej, która weszła w życie z początkiem października ubiegłego roku, wprowadza do krajowego porządku prawnego regulacje Unii Europejskiej. Jednym z jej najważniejszych zapisów jest obowiązek przeprowadzania audytów efektywności energetycznej, którym co cztery lata muszą się poddawać duże przedsiębiorstwa.

– Tym obowiązkiem są objęte wszystkie firmy, które zatrudniają powyżej 250 osób i mają obrót roczny przewyższający 50 mln euro. Pierwsze audyty powinny zostać przeprowadzone w ciągu 12 miesięcy od momentu wejścia w życie nowej ustawy, a więc przedsiębiorstwa mają na to czas do 30 września 2017 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szczepański, wiceprezes ds. operacyjnych Atende SA.

Jak dodaje, audyt powinien być pierwszym krokiem do opracowania strategii nastawionej na oszczędności.

– Biorąc pod uwagę to, że audytem muszą być objęte urządzenia i instalacje, które odpowiadają za 90 proc. konsumpcji energii, to przedsiębiorstwo uzyskuje całkiem dobry obraz swojej efektywności energetycznej i podstawę do zdefiniowania dalszych działań – mówi Jacek Szczepański.

Szczególną uwagę należy przy tym zwrócić na infrastrukturę i systemy IT, które odpowiadają za duży procent zużycia energii w firmie.

Do monitorowania infrastruktury IT, zarówno tej biurowej, jak i w obszarze data center, służą systemy klasy EMS, czyli Energy Management System. Umożliwiają one nie tylko pomiar i bieżące monitorowanie zużycia energii, lecz także dają podstawy do proaktywnego działania. Dzięki systemom EMS można porównywać efektywność energetyczną poszczególnych urządzeń i symulować wdrożenie nowych polityk oszczędnościowych. Taką symulację można przeprowadzić jeszcze zanim firma dokona w tym obszarze jakichkolwiek inwestycji – mówi Jacek Szczepański.

Wyjątkowo energochłonne są centra danych. Systemy chłodzenia i zasilania data center to największe pole do szukania oszczędności energii. W źle zaprojektowanej serwerowni sprzęt IT pochłania tylko niewielki procent energii, a resztę zużywają systemy chłodzenia, klimatyzacja, wentylacja etc. Wdrożenie nowoczesnych rozwiązań może ograniczyć to zużycie nawet o jedną piątą.

Zastosowanie rozwiązań EMS nie musi się ograniczać tylko do monitorowania infrastruktury IT. Systemy te umożliwiają optymalizację zużycia energii w innych obszarach, jak klimatyzacja czy ogrzewanie, które zwykle odpowiadają za lwią część zużycia energii. Średnio szacuje się, że dzięki zastosowaniu rozwiązań IT można poprawić efektywność energetyczną przedsiębiorstw o około 15 proc. – mówi Jacek Szczepański.

Tego typu rozwiązania pozwalają przedsiębiorstwom również obniżyć koszty operacyjne. Dlatego od lat działania na rzecz efektywności energetycznej są w centrum strategii europejskich firm. Jak prognozuje Międzynarodowa Agencja Energii, wartość inwestycji w tym obszarze będzie stale wzrastać, a Unii Europejska będzie tu liderem. W ciągu kilku ostatnich lat korzyści z podnoszenia efektywności energetycznej dostrzegły również polskie przedsiębiorstwa i samorządy.

Widzimy coraz większe zainteresowanie tego rodzaju rozwiązaniami, a wdrożenie nowego prawa przyczyni się do podniesienia świadomości w zakresie efektywności energetycznej. Dzięki współpracy z firmą Cisco, naszym partnerem m.in. w zakresie rozwiązań służących poprawie efektywności energetycznej i informacjom o rynkach zagranicznych, wiemy, że w Polsce to zainteresowanie jest wciąż mniejsze niż w wysoko rozwiniętych krajach Unii Europejskiej – mówi wiceprezes ds. operacyjnych Atende.

Audyt efektywności energetycznej powinien zostać przeprowadzony przez niezależny podmiot, a jego wyniki będą wykorzystywane do analiz i kontroli. Przedsiębiorstwa muszą się liczyć z tym, że raport z audytu może zostać skontrolowany przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, który ma prawo wystąpić o jego udostępnienie.

Nowoczesne aplikacje ułatwiające zarządzanie zużyciem energii przez sprzęt IT zostaną przedstawione na webinarium organizowanym przez Atende 10 maja.

Wskaźnik wzrostu gospodarczego niewiele mówi o jakości życia w danym państwie. Kuwejt i Brunei, jedne z najbogatszych państw, na dalekich pozycjach w rankingach szczęścia

Wskaźnik wzrostu gospodarczego niewiele mówi o jakości życia w danym państwie. Kuwejt i Brunei, jedne z najbogatszych państw, na dalekich pozycjach w rankingach szczęścia 5

Wskaźniki ekonomiczne nie oddają w pełni obrazu tego, jak żyje się w poszczególnych krajach. Przykładem mogą być takie kraje jak Finlandia – dopiero na 27. miejscu pod względem PKB, a w czołówce w rankingach jakości życia i szczęścia. Z drugiej strony jedne z najbogatszych państw, jak Kuwejt, Katar i Brunei, zajmują odlegle pozycje w rankingach najlepszych miejsc do życia. Podobnie jest w biznesie – wyniki finansowe firm nie świadczą o ich wpływie na gospodarkę i lokalne społeczności. Przedsiębiorcy szukają więc nowych wskaźników, które pomogą im to zobrazować.

– W XX wieku wskaźnikiem, który najczęściej pokazywał jakość życia, był produkt krajowy brutto. Ale nie opisuje on całości życia, relacji społecznych, tego, w jaki sposób czerpiemy satysfakcję z życia społecznego. Dowodem są kraje, które pod względem PKB plasują się na samym szczycie, np. Kuwejt czy Brunei, przede wszystkim ze względu na złoża ropy naftowej. Jednocześnie, kiedy zwrócimy uwagę na jakościowe aspekty życia, te same kraje plasują się w trzeciej i czwartej dziesiątce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Ciesiołkiewicz, ekspert Komitetu Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej.

PKB jest wciąż najczęściej stosowanym wskaźnikiem, który opisuje funkcjonowanie światowych gospodarek. Zarzuca się jednak, że pomija on aspekty związane z jakością życia, stąd pojawiają się rankingi, które biorą pod uwagę właśnie poziom zadowolenia mieszkańców.

– Istnieje bardzo silna potrzeba szukania nowych miar, które biorą pod uwagę system edukacji, zdrowia, zabezpieczeń społecznych, które pokazują innego rodzaju relacje niż tylko materialne. Jednym ze wskaźników jest World Happiness Report czy Social Progress Index, który niedawno został przyjęty przez Komisję Europejską jako uzupełniająca miara do PKB na poziomie regionów – tłumaczy Ciesiołkiewicz.

W najnowszym rankingu World Happiness Report, gdzie pod uwagę bierze się m.in. dostęp do opieki medycznej, bezpieczeństwo, stabilność zatrudnienia, poziom poszanowania dla praw i wolności obywatelskich czy poziom korupcji w kraju, na czele znalazły się kraje skandynawskie: Norwegia, Dania i Islandia.

– Bardzo dobrym przykładem, który pokazuje dobry balans między PKB a wskaźnikami jakości życia, jest choćby Finlandia [27. pod względem PKB, 5. w rankingu szczęścia i 1. w rankingu jakości życia – red.]. Najważniejszy wniosek z tego płynący jest taki, że rankingi PKB nie pokrywają się z rankingami satysfakcji z życia – wskazuje ekspert Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

Polska pod względem PKB i szczęścia mieszkańców plasuje się na 45. miejscu. W indeksie SPI, który uwzględnia poziom rozwoju społeczeństw, dostępność edukacji, służby zdrowia, stan praw i wolności obywatelskich zajmujemy 30. pozycję (79,76 pkt przy światowej średniej 62,88).

Jak przekonuje Ciesiołkiewicz, takie indeksy potrzebne są nie tylko przy badaniu jakości życia w poszczególnych państwach, lecz także są istotne dla firm. Sucha informacja o obrotach, przychodach i zyskach to tylko skrawek rzeczywistości, który niewiele mówi o wpływie biznesu na rozwój gospodarki i poprawę jakości życia mieszkańców.

 Do tej pory mieliśmy do czynienia z dwoma etapami. W pierwszym duże przedsiębiorstwa przygotowywały tzw. raporty społeczne, które pokazywały inne poza finansowymi aspekty funkcjonowania firmy. Drugim etapem są tzw. zintegrowane raporty, które pokazują w jednym miejscu związek między wynikami finansowymi a jakościowymi miarami funkcjonowania przedsiębiorstwa. Trzecim etapem jest właśnie mierzenie wpływu przedsiębiorstw na cały ekosystem, w jakim funkcjonują, w tym na społeczność lokalną – tłumaczy Ciesiołkiewicz.

Jego zdaniem mierzenie wpływu przedsiębiorstw to bardzo ważny element odbudowywania zaufania klientów do biznesu. Został on nadszarpnięty blisko dekadę temu, podczas kryzysu finansowego. Z jego skutkami do dziś zmagają się chociażby instytucje finansowe. Rzetelne mierzenie wpływu wymaga jednak konsekwencji i metodycznego przygotowania.

– Każda decyzja biznesowa wywiera jakiś wpływ. Chodzi o to, żeby ten wpływ był jak najbardziej pozytywny, żeby wiedzieć, że nasze decyzje mają daleko idące konsekwencje w życiu społecznym. Mierzenie takiego wpływu ma ogromne znaczenie dla lepszych decyzji menadżerskich, które również przynoszą lepsze efekty dla całej społeczności. Budują również w pracownikach poczucie sprawstwa. Jest to więc niezwykle motywujące dla samych przedsiębiorstw – podkreśla Konrad Ciesiołkiewicz.

Przykładem wpływu biznesu na gospodarkę i życie lokalnych społeczności może być obszar nowych technologii. Szacuje się, że rozbudowa sieci szerokopasmowego internetu może zwiększyć PKB Polski o 1,5 proc. rocznie. Mniej abstrakcyjne wydają się dane o wpływie internetu na życie społeczeństwa. Dla przykładu, jak wynika z Diagnozy Społecznej, prawie 100 proc. uczniów deklaruje, że korzysta z sieci przy nauce, a dwie trzecie robi to przynajmniej raz w tygodniu. Zgodnie z wynikami badania Instytutu Badań Edukacyjnych młodzi ludzie, którzy korzystają z komputera od 2 do 4 godzin dziennie, osiągają najlepsze wyniki na teście PISA. Z kolei wśród seniorów internet pomaga w walce z wykluczeniem – osoby korzystające z niego częściej deklarują, że nie czują się samotne.

Rozwój nowych usług zamiast zwolnień. Dzięki nowej strategii Poczta Polska chce zwiększyć przychody do 7 mld zł

Rozwój nowych usług zamiast zwolnień. Dzięki nowej strategii Poczta Polska chce zwiększyć przychody do 7 mld zł 6

Do 2021 roku przychody Poczty Polskiej mają wzrosnąć z nieco ponad 5,3 mld do 7 mld zł. Spółka chce to osiągnąć nie przez cięcia kosztów i zwolnienia pracowników, ale przez rozwój istniejących i nowych segmentów działalności. Usługi cyfrowe i administracyjne, obsługa rynku e-commerce oraz logistyka dla handlu międzynarodowego to główne filary nowej strategii Poczty Polskiej. Spółka stawia na aktywne włączenie się w obsługę rządowych programów i chce się stać partnerem państwa przy cyfryzacji usług administracyjnych.

W krótkiej perspektywie plany związane z rozwojem Poczty Polskiej zmierzają do zatrzymania trendu zwijania poczty jako instytucji, czyli likwidacji placówek i zwalniania pracowników. Ubiegły rok był pierwszym, kiedy ten trend został zatrzymany. Zwiększamy liczbę placówek i pracowników, pojawiły się też pierwsze inwestycje w postaci np. możliwości płacenia karta bankomatową na poczcie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Nowa strategia Poczty Polskiej na lata 2017–2021 zakłada koniec polityki cięcia kosztów personalnych i zmniejszania zatrudnienia. Dotychczas ze względu na koszty, aby poprawić sytuację spółki zamykano urzędy pocztowe i zwalniano pracowników. Teraz ma się to zmienić – w nowej strategii istotna staje się dostępność terytorialna i dostosowanie czasu otwarcia placówek do potrzeb klientów.

– Naszym głównym założeniem jest odbudowa przychodów. W ostatnich 11 latach poczta utraciła 1,5 mld zł przychodów, naszym zadaniem jest ich odbudowanie. Musimy w perspektywie strategii, czyli do roku 2021, mieć 7 mld przychodów, a startujemy z punktu 5,3 mld zł – wskazuje Przemysław Sypniewski, prezes zarządu Poczty Polskiej. – Już w tym roku plany mamy bardzo ambitne, na poziomie dodatkowych kilkuset milionów złotych.

Poczta zapowiada pozyskiwanie nowych źródeł przychodów. Zmienić ma się struktura przychodów. Dotychczas ponad 60 proc. stanowiły przychody z obsługi korespondencji. Do 2021 roku najwięcej, bo ok. 40 proc., mają generować e-commerce i obsługa paczek.

Mamy trzy osie wzrostu, które są dla nas bardzo istotne: logistyka, usługi międzynarodowe, usługi dla administracji i cyfryzacja. Wszystko to oparte o założenia dla państwa, klientów i pracowników – podkreśla Wiesław Włodek, wiceprezes Poczty Polskiej.

Przesyłki kuriersko-pocztowe, obsługa rynku e-commerce oraz usługi międzynarodowe mają pozwolić na zwiększenie przychodów. Docelowo przychody z obszaru kuriersko-pocztowego mają się podwoić. Strategia zakłada też pięciokrotny wzrost przychodów z usług logistycznych, a ponaddwukrotnie większe mają być wpływy z usług międzynarodowych.

W dłuższej perspektywie chcemy, aby Poczta Polska była operatorem cyfrowym, żeby obywatel miał możliwość kontaktowania się z rządem poprzez skrzynkę elektroniczną. Tradycyjne usługi w postaci listów zanikają, chcemy zastąpić tę tradycyjną pocztę pocztą elektroniczną – zapowiada Kazimierz Smoliński.

Poczta Polska stawia na współpracę z państwem w obszarze cyfryzacji administracji publicznej. Integracja publicznych systemów informatycznych z pocztową platformą Envelo ma przyspieszyć załatwianie spraw urzędowych i sprawniejszy obieg dokumentów. Spółka chce także aktywnie włączyć się w obsługę rządowych programów, m.in. programu Rodzina 500 plus.

– Strategia już pracuje. W ubiegłym roku wypracowaliśmy jako Poczta Polska znacznie większe przychody niż przez kilkanaście ubiegłych lat. To jest sukces tej strategii przyjętej pod koniec 2016 roku przez zarząd – podkreśla Wiesław Włodek. – Inwestujemy z tego, co zarobimy, w nowe technologie, w nowe programy, systemy IT i oczywiście inwestujemy w pracowników.

Poczta chce rocznie na inwestycje związane z logistyką, IT oraz siecią placówek przeznaczyć 400 mln zł. Spółka wypłaciła już dodatkowe środki dla osób zatrudnionych na pełny etat. W ubiegłym roku po raz pierwszy od kilku lat podniesiono pensje. Obecnie najniższe wynagrodzenie to 2150 zł brutto. Docelowo w perspektywie najbliższych 5 lat średnia wynagrodzenia w Poczcie Polskiej ma być równa średniej krajowej.

– Poczta Polska chce inwestować w różne działania, które zniwelują dług technologiczny, ale przede wszystkim też chce podnosić uposażenie pracowników, żeby ono było dostosowane do wymogów rynkowych – wskazuje Wiesław Włodek.

OVH otworzy pierwsze centrum danych w Wielkiej Brytanii

OVH, europejski lider usług chmurowych, wybrał Londyn na lokalizację pierwszego z trzech centrów danych, które uruchomi w Wielkiej Brytanii. Londyńskie centrum danych będzie w stanie pomieścić 40 000 serwerów i osiągnie pełną zdolność operacyjną do końca maja 2017. 

Wrocław, 19 kwietnia 2017 Nowe centrum danych zapewni nieprzerwaną ciągłość usług dzięki globalnej sieci światłowodowej, którą grupa OVH rozwinęła celem minimalizacji opóźnień w przesyle danych. Z lokalnym punktem obecności (PoP) zostanie ono połączone za pomocą dwóch, niezależnych od siebie, światłowodów zapewniając tym samym wysoki poziom bezpieczeństwa usług. Centrum będzie korzystać z bezpośrednich połączeń z innymi lokalizacjami OVH m.in. w Amsterdamie, Montrealu i Nowym Jorku, a  czas transferu danych nie przekroczy pół milisekundy.

W pełni operacyjne centrum danych w pół roku

Centrum danych, którego łączna powierzchnia wynosi 4000 metrów kwadratowych, jest efektem  sześciu miesięcy intensywnych prac. W pierwszym etapie działania, centrum będzie realizować ofertę „Discover OVH”, a następnie świadczyć, poza kolokacją, pełen zakres usług.

Centra danych OVH na Wyspach

Kolejne centra w Wielkiej Brytanii będą odpowiedzialne za kopie zapasowe danych powierzanych przez klientów. Druga lokalizacja powstanie na peryferiach Londynu, a trzecia w odległości umożliwiającej jej pełnienie funkcji zapasowego centrum danych. Wszystkie trzy ośrodki, podobnie jak inne centra grupy OVH, będą ze sobą połączone za pomocą technologii vRack, prywatnej sieci stworzonej przez firmę, co ułatwi zarządzanie rozproszoną infrastrukturą serwerową.

„Dzięki kompetencjom specjalistów IT oraz swojej infrastrukturze, Londyn pozostaje w czołówce najatrakcyjniejszych destynacji dla europejskich firm technologicznych. Decyzja OVH, aby uruchomić londyńską lokalizację jest kolejnym dowodem na to, że miasto pozostaje niezmiennie otwarte na talenty, inwestycje i innowacje z całego świata. Mamy nadzieję, że kolejne innowacyjne firmy technologiczne, wzorem OVH, również wybiorą Londyn” – mówi Rajesh Agrawal, zastępca burmistrza Londynu ds. Biznesu.

OVH działa w Wielkiej Brytanii od 2007 roku. Biuro firmy znajduje się w Londynie, zaledwie parę kilometrów od przyszłego centrum danych. Filia obsługuje wielu brytyjskich klientów, w tym: startupy takie jak BulbThings, którego celem jest zrewolucjonizowanie zarządzania aktywami przy użyciu technologii eksploracji danych (data mining), duże przedsiębiorstwa takie jak Lineup Systems, specjalizujące się w produkcji narzędzi do reklamy on-line, czy XTM International, będący liderem w dziedzinie systemów zarządzania tłumaczeniami.

Sieć centrów w 11 krajach

OVH zamierza kontynuować inwestycje w Europie. W październiku zeszłego roku, firma ogłosiła otwarcie trzech centrów danych w Australii, Singapurze i Polsce. W 2016 roku firma pozyskała 250 milionów Euro z funduszy inwestycyjnych KKR oraz TowerBrook, co pozwoli zrealizować plan globalnej ekspansji. Ponadto OVH przedstawiło pięcioletni plan inwestycyjny o łącznej wartości 1,5 miliarda Euro. Środki pozwolą m.in. na sfinansowanie budowy centrów danych w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Holandii oraz Niemczech, gdzie OVH uruchomiło swoje pierwsze centrum niedaleko PoP we Frankfurcie.

Z chwilą stworzenia sieci centrów danych OVH, firma zaoferuje milionom swoich klientów usługi placówek zlokalizowanych w 11 krajach, znajdujących się na czterech kontynentach, połączonych własną siecią światłowodową o aktualnej przepustowości 10 Tbps.

Od ognia do ponownego otwarcia – czyli pożar w hotelu

Wiosna i lato to gorący okres w branży hotelarskiej, szczególnie wśród obiektów położonych w miejscowościach turystycznych. Rozpoczynający się właśnie sezon zaowocuje nie tylko wzrostem rezerwacji indywidualnych, ale również grupowych w kontekście organizacji uroczystości rodzinnych, spotkań biznesowych czy integracji firmowych. Niestety, proporcjonalnie do wzrostu obłożenia, rośnie również ryzyko wystąpienia niebezpiecznych zdarzeń, jak np. pożar czy zalanie obiektu, których konsekwencje – w sytuacji braku odpowiedniego zabezpieczenia – mogą być bardzo dotkliwe dla naszego biznesu.

Z konsekwencjami pożaru musiał zmierzyć się m.in. właściciel hotelu z województwa dolnośląskiego. W holu jego obiektu pod koniec 2016 roku został zaprószony ogień. Pomimo bezzwłocznego zgłoszenia zdarzenia straży pożarnej i sprawnej akcji ratunkowej, zniszczenia okazały się znacznie większe, niż wskazywała na to pierwotna analiza skutków pożaru.

– Zniszczenia powodowane przez ogień niestety w zasadzie zawsze niosą o wiele poważniejsze konsekwencje, niż mogłoby to wynikać z pierwotnej oceny sytuacji. Po pierwsze należy pamiętać, że powoduje je nie tylko ogień, ale również bardzo wysoka temperatura oraz sadza i dym. Nie da się również ukryć, że także konieczna akcja przeciwpożarowa, a w zasadzie takie jej elementy jak duże ilości wody czy specjalnych substancji gaszących płomienie, również powodują spore straty – tłumaczy Marcin Pabiś, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Majątkowych Concordii Ubezpieczenia.

Z tego typu sytuacją spotkał się właśnie właściciel wspomnianego dolnośląskiego obiektu. Po dogłębnej ocenie zniszczeń okazało się, że chociaż konstrukcja budynku nie została uszkodzona, zniszczenia objęły nie tylko hol, w którym został zaprószony ogień. Całkowitego remontu wymagał także korytarz oraz przylegające do niego pokoje – m.in. podłogi, ściany oraz dekoracje znajdujące się we wnętrzach. Konieczna okazała się również wymiana instalacji – narażone na działanie skrajnie wysokich temperatur uległy całkowitemu zniszczeniu – zarówno sieć elektryczna i telewizyjna, jak również hydrauliczna. Łączny koszt szkód pozornie niegroźnego pożaru został oszacowany na 160 tys. zł.

Niestety tak rozległe uszkodzenia wymagały całkowitego zamknięcia obiektu na okres kilku miesięcy i przeprowadzenia generalnego remontu – Bezpośrednie zniszczenia i remonty to nie jedyne konsekwencje takich zdarzeń losowych, jak pożary. Nie można zapominać także o tym, że oznaczają one brak możliwości pracy przez dość długi czas, często nawet przez okres kilku miesięcy. Wiąże się z tym oczywiście konieczność odwołania zarówno pojedynczych rezerwacji, jak również rezerwacji całego hotelu w związku z organizacją np. wesela czy imprezy firmowej. Natomiast również przed takimi konsekwencjami uchroni właściciela obiektu odpowiednio przygotowania polisa – dodaje Marcin Pabiś.

Co ze zniszczeniami mienia gości hotelowych?

Wspomniany hotel w momencie wybuchu pożaru gościł około 60 osób. Niestety w czasie ewakuacji nie ma czasu na pakowanie, tak więc wszystkie rzeczy osobiste, które znalazły się w spalonych pokojach także uległy zniszczeniu. Jednak i w przypadku takiego scenariusza istnieje szansa zabezpieczenia. Wystarczy, że przy ubezpieczeniu firmy, właściciel hotelu rozszerzy polisę o szkody powstałe w mieniu należącym do osób trzecich (czyli gości hotelowych)_ oraz zadba o ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej za szkody w rzeczach wniesionych przez gości hotelowych – za które odpowiada zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego (art. 846 i następne).

Co jeszcze właściciel hotelu może ubezpieczyć?

Przygotowując się do zawarcia umowy ubezpieczenia, warto sięgnąć do spisu mienia ruchomego lub środków trwałych – znajdziemy tam takie rzeczy jak meble, sprzęt łazienkowy, kuchenny oraz biurowy. – Opierając się na tych dokumentach, zapewnimy możliwość prowadzenia działalności także w sytuacji, gdy padniemy ofiarą nie tylko nieszczęśliwego wypadku jak np. pożar, ale także wtedy gdy dotknie nas kradzież lub rabunek, np. komputerów, które pozwalają na prowadzenie działalności – podsumowuje Marcin Pabiś. W zakres ubezpieczenia majątku można również wpisać ryzyko utraty gotówki, także spowodowanej zdarzeniem losowym, np. zalaniem czy pożarem.

Praca w weekendy: popularne stawki godzinowe „na rękę”

Zarobki w Polsce, to ściśle tajna kwestia oficjalnie, pracodawcy niechętnie chwalą się tym ile płacą, ale nieoficjalnie mówią o nich otwarcie. Podobnie pracownicy. Jakie pieniądze pozwala zarobić praca w weekendy? Oto przegląd stawek.

Od kilkuset złotych do około 2 tys. zł – tyle można dorobić w miesiąc, pracując w każdy weekend. Pracowników, tylko na weekendy, rekrutują najczęściej branże: gastronomia, handel, ale też inne branże stricte usługowe. Chcąc znaleźć pracę jedynie na sobotę lub niedzielę, należy podążać właśnie tym tropem.

Pracodawcy często oferują pracę zmianową (rano, popołudnie) np. kasjerów. Inni szukają osób jedynie na nocne zmiany np. do pracy w piekarniach czy na magazynie. Zdarzają się oferty pracy, głównie do restauracji, gdzie trzeba liczyć się z pracą po 12 godzin, od rana do wieczora.

Praca w weekendy może być stałą, atrakcyjną formą zarobku. Oto popularne stawki na podstawie rozmów z pracownikami, pracodawcami i w oparciu o aktualne ogłoszenia.

Uwaga. Od 1 stycznia 2017 roku, stawki godzinowe nie mogą być niższe niż 13 zł. Wciąż jednak można natknąć się zarówno na oferty pracy poniżej średniej, jak i pracowników, którzy pracują za niższe pieniądze od ustawowych.

Praca w weekendy: popularne stawki godzinowe na rękę

od 9 zł (plus napiwki) – na tyle wyceniana jest praca w weekendy kelnera; ofert pracy będzie coraz więcej już od kwietnia, kiedy restauracje rozstawią ogródki;

od 9 zł – pomoc kuchenna w restauracji; praca w weekendy wiąże się tu z pracą od otwarcia do zamknięcia lokalu;

od 10 zł – osoba do roznoszenia ulotek;

od 10 zł – stawka dla recepcjonisty w hotelu w dużym mieście, praca zmianowa;

od 10 do 12 zł – stawka dla kasjera w butiku w centrum handlowym (praca w systemie porannym lub popołudniowym);

od 11 do 18 zł– stawka oferowana hostessom;

od 12 do 16 zł – pakowacz, magazynier; możliwe są zmiany nocne i te są wówczas lepiej płatne;

od 13 do 15 zł – tyle może zarobić pracownik call centre, odbierający połączenia przychodzące;

od 13 zł – pomocnik piekarza, nocna zmiana;

od 15 do 20 zł – praca na recepcji w SPA;

16 zł– praca w weekendy dla animatora imprez dziecięcych na sezon wiosenno-letni;

od 10 do 20 zł – płaca dla opiekunek, które opiekują się dziećmi kilka godzin w trakcie weekendu; na wyższą stawkę mogą liczyć osoby, których praca polega na wyjściu np. z dzieckiem na basen;

nawet 25 zł – tyle może zarobić sprzedawca stron www on-line (tak wysoka stawka jest możliwa jedynie dla efektywnych pracowników);

od 13 do 17 zł merchandiserzy, czyli osoby wystawiające towar na półkach w hipermarketach

od 25 zł  – kelner obsługujący wesela; takich osób poszukują sale weselne lub firmy, które współpracują z organizatorami wesel;

– Praca na weekend jest o tyle atrakcyjna, że można ją połączyć np. ze studiami dziennymi albo z inną dorywczą pracą – mówi Jolanta Mróz z Kredyt Inkaso – to dobry czas na poszukiwania, gdyż rozpoczynają się rekrutacje pracowników na sezon wiosenno-letni. W tym czasie wiele branż potrzebuje więcej osób do pracy…, zwłaszcza na weekendy.

Zmiana w podatkach spowoduje zwiększenie wynagrodzenia netto dla pracowników o 22 proc.

Celem nowego ładu podatkowego jest uwolnienie przedsiębiorczości od skomplikowanego i niestabilnego systemu podatkowego i dzięki temu pobudzenie społeczeństwa do rozwoju działalności gospodarczej – taki wniosek płynie z Raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) „Płaca Plus Podatki Minus. Ustawa Dzierżawskiego”.

Ma temu służyć zmniejszenie kosztu nakładanego na pracę poprzez docelowe zwiększenie dochodu netto dla pracownika o 22 proc., a także wyrównanie warunków konkurencyjnych poprzez likwidację możliwości optymalizacji podatkowej przez podmioty globalne.

Według naszych wyliczeń proponowany nowy system podatkowy jest co najmniej neutralny z punktu widzenia budżetu państwa. Powinien on jednak doprowadzić do trwałego wzrostu gospodarczego na poziomie średnio 7-8 proc., wzrostu zamożności szerszego kręgu społeczeństwa, a w efekcie do poprawy stanu finansów publicznych – powiedział Mariusz Pawlak, główny ekonomista ZPP, autor publikacji.

Aktualnie obowiązujący system podatkowy jest nie tylko skomplikowany (w raporcie Paying Taxes Polska została sklasyfikowana na 87. miejscu), ale również niesprawiedliwy. Największe podatki nakładane są na pracę, co przekłada się na fakt, że różnica między tym co wypłaca pracodawca, a tym co otrzymuje pracownik, czyli tzw. klin podatkowy, dla średniego wynagrodzenia wynosi ponad 40 proc.

Koalicja „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków” postuluje wprowadzenie zupełnie nowego systemu podatkowego, który w radykalny sposób spowoduje poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce i wpłynie na wzrost wynagrodzeń pracowników. Założenia projektu zostały zaprezentowane podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu na rzecz wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego w Sejmie RP. Projekt Płaca Plus Podatki Minus zakłada, że proponowany system podatkowy będzie przejrzysty i stabilny, podatek łatwy w naliczeniu i tani w poborze, a jego płatność nie do uniknięcia.

W konsekwencji administracja podatkowa zostanie skierowana do zajmowania się patologiami i przestępstwami podatkowymi o znacznym wymiarze dla wpływów budżetowych, tzw. karuzelami VAT, szacowanym na 3 proc. PKB, czyli około 50 mld zł. Planowany deficyt budżetowy w 2017 roku wyniesie prawie 60 mld zł.

Gospodarka to żywy organizm , który jest w stanie generować ponadprzeciętne dochody. Dzisiejszy system podatkowy zdecydowanie nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu. Biorąc pod uwagę otaczające nas realia, można śmiało stwierdzić, że w takich warunkach przedsiębiorcy nie są w stanie podejmować odważnych decyzji. Boją się inwestować, co potwierdzają badania – powiedział Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. – Potrzeba zdecydowanych działań, „kosmetyczne” poprawki niczego nie wniosą. Jeśli teraz rząd nie zdecyduje się na wdrożenie konkretnych zmian, to w przyszłości trzeba będzie je wprowadzać w obliczu krachu finansów publicznych – dodał Kaźmierczak.

Koncepcja nowego ładu podatkowego zakłada likwidację PIT, CIT, składek na NFZ, ZUS, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Aktualnie wpływy budżetowe z tytułu wszystkich wymienionych danin wynoszą 334,1 mld zł. Oznacza to powstanie ubytku, który trzeba uzupełnić. W miejsce likwidowanych podatków i składek autorzy raportu proponują wprowadzenie podatku od Funduszu Płac, podatku przychodowego od działalności gospodarczej osób fizycznych, podatku przychodowego od przedsiębiorstw i banków, podatku od usług publicznych dla działalności gospodarczej osób fizycznych oraz przedsiębiorstw oraz podatku od dywidend. Ponadto nowy system zakłada unettowienie emerytur oraz rent, nierefundowanie składki OFE oraz wprowadzenie jednolitej stawki VAT na poziomie 16,25 proc.

Dodatkowe kwantyfikowalne rezerwy wpływów pochodzić będą z eliminacji patologii w podatku VAT w 10 proc. oraz wzrostu Funduszu Płac o 5 proc., przejścia z szarej strefy, co da łącznie 13,6 mld zł.

Dodatkowa baza do naliczenia podatków powstanie w wyniku wzrostu aktywności gospodarczej oraz konsumpcji prywatnej. Razem przychody budżetowe wyniosą 347,6 mld zł.

Z raportu wynika, że nowy system podatkowy:

  • jest prosty, przejrzysty i nie wymaga nieustannych nowelizacji,
  • jest szczelny, bo pole do unikania opodatkowania praktycznie nie istnieje,
  • jest tani w poborze i w naliczaniu,
  • oszczędza czas przedsiębiorcom, a aparat skarbowy skupia się jedynie na przestępstwach podatkowych mających istotne znaczenie dla wpływów budżetowych,
  • w początkowej fazie jest neutralny dla budżetu, a docelowo generuje większe wpływy budżetowe poprzez likwidacje patologii i wzrost aktywności gospodarczej,
  • praktycznie likwiduje szarą strefę zatrudnienia, gdyż obniża koszty pracy,
  • przekazuje pracownikom większy dochód netto, przez co wpływa na pobudzenie konsumpcji prywatnej.

Współautorzy raportu wskazują, że obecnie pozapłacowe koszty pracy wynoszą ponad 60 proc., co ogranicza wynagrodzenia pracowników. Dlatego Parlamentarny Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego i eksperci Koalicji „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków” proponują jeden podatek od funduszu płac w wysokości 27 proc.

Podatek przychodowy nie jest dobry dla tych, którzy dziś nie płacą podatku dochodowego, tylko dla tych którzy go płacą. Ci, którzy prowadzą działalność gospodarczą charytatywnie, bo ciągle mają straty, w dalszym ciągu będą mogli to robić – powiedział prof. Robert Gwiazdowski, Prezes Rady Fundacji Warsaw Enterprise Institute.

Trzeba mieć na uwadze, że zaproponowana przez nas zmiana nie zakłada podwyżek w innych obszarach podatkowych. Chcemy wprowadzić zasadę, w myśl której podatek będzie sprawiedliwy, równy i powszechny. Dzisiejsza sytuacja jest taka, że część przedsiębiorców płaci podatki. Dane pochodzące z Ministerstwa Finansów nie pozostawiają złudzeń – są to głównie małe i średnie firmy. Natomiast duże korporacje mają sposoby na to, żeby tego podatku unikać. Dziś do budżetu w ramach CIT wpływa 29 mld zł, więc jak porównamy to z obrotami tej części gospodarki, to okazuje się, że są to naprawdę niewielkie pieniądze. W przypadku wprowadzenia nowych rozwiązań, ta powszechność spowoduje, że te wpływy będą dużo większe – powiedział poseł Adam Abramowicz, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego. – Mamy nadzieję, że rząd potraktuje pracę Zespołu i Koalicji, jako pomoc w wyborze najlepszego wariantu. Nie ulega bowiem wątpliwości, że system podatkowy w Polsce jest nieefektywny, demotywuje do pracy, a przede wszystkim jest bardzo skomplikowany i im szybciej to zmienimy tym większa korzyść na obywateli i całego państwa – skonkludował poseł Adam Abramowicz.

Raport: Sytuacja mikro i małych firm w województwie małopolskim

Przedsiębiorcy z Małopolski to najwięksi optymiści w kraju – takie wnioski płyną z siódmego już „Raportu o sytuacji mikro i małych firm w roku 2016” Banku Pekao S.A. Małopolskie firmy najlepiej w kraju oceniają ogólną sytuację gospodarczą oraz sytuację branży. W 2016 roku wzrósł odsetek eksporterów – na prowadzenie wysunęli się przedsiębiorcy z podregionów: tarnowskiego i oświęcimskiego. Mikro i mali przedsiębiorcy wdrażają mniej innowacji niż ich koledzy z innych części kraju. Wzrosło znaczenie barier rozwoju biznesu tj. wysokość podatków, koszty pracy i niska rentowność działalności.

Średni Ogólny Wskaźnik Koniunktury[i] w województwie małopolskim wyniósł 98,48 pkt i był to najlepszy wynik w kraju. Mikro i mali przedsiębiorcy z Małopolski zdecydowanie lepiej niż średnio w kraju ocenili zarówno ubiegłe 12 miesięcy (96,8 pkt vs. 95,4 pkt) jak i perspektywy kolejnego roku (100,1 pkt vs 97,9 pkt). Najbardziej zadowoleni w województwie są przedsiębiorcy z podregionów: oświęcimskiego (Ogólny Wskaźnik Koniunktury wyniósł tu prawie 100 pkt i wzrósł o ok. 2 pp. w ujęciu rocznym), a następnie krakowskiego (99 pkt) i nowosądeckiego (99 pkt). To trzy najlepsze wyniki podregionalne w kraju. W Krakowie i podregionie tarnowskim Wskaźnik osiągnął wartość 97 pkt.

Wskaźnik Koniunktury to wypadkowa wyników badania dla 8 obszarów: oceny ogólnej sytuacji gospodarczej, sytuacji branży i firmy, przychodów i wyniku finansowego firmy, zatrudnienia, długości oczekiwania na zapłatę oraz dostępu do finasowania. Małopolscy przedsiębiorcy w zasadzie wszystkie z tych aspektów (poza zatrudnieniem, które zostało ocenione minimalnie gorzej niż średnio w kraju) oceniają wyżej niż ich koledzy z kraju. Najlepiej w Polsce ocenili ogólną sytuację gospodarczą oraz sytuację branży.

W Małopolsce wzrósł odsetek eksportujących firm. W 2016 roku eksportowało 17% firm, czyli o 3 pp. więcej niż rok wcześniej. Odsetek ten był jednak niższy niż średnio w kraju, gdzie eksportowało 18% firm. W porównaniu z 2015 r., największy wzrost odsetka eksportujących firm miał miejsce w podregionie oświęcimskim (18% w 2016 r. vs. 6% w 2015 r.) i podregionie tarnowskim (21% w 2016 r. vs. 15% w 2015 r.). Wysokim odsetkiem eksportujących może pochwalić się także Kraków – zagraniczną działalność prowadzi tu 20% firm. W podregionie krakowskim eksportowało 15% firm. Natomiast, największy spadek odsetka eksporterów miał miejsce w podregionie nowosądeckim (10% w 2016 . vs. 15% w 2015 r.). W 2017 roku odsetek eksporterów w Małopolsce spadnie do 16% (średnio w kraju odsetek ten ma wynieść 19%). W czołówce eksporterów mają znaleźć się podobnie jak w ubiegłym roku, przedsiębiorcy z podregionu tarnowskiego (21% planuje tu prowadzenie działalności eksportowej) oraz ci z podregionu oświęcimskiego (19%). Odsetek eksporterów nieco spadnie w Krakowie (do 16%) i w podregionie krakowskim (do 13%). W podregionie nowosądeckim odsetek eksportujących firm utrzyma się na poziomie z ubiegłego roku tj. 10%.

– Małopolscy przedsiębiorcy należą do najbardziej zadowolonych w kraju. Dobrą wiadomością jest wzrost odsetka eksportujących firm w ubiegłym roku. Tym bardziej, że firmy, które eksportują są bardziej zadowolone z wyników w porównaniu z tymi, które działają na lokalnym rynku. W przyszłości należałoby wzmacniać działalność eksportową, a także skupić się na wprowadzaniu innowacji, których to w małopolskich mikro i małych firmach jest mniej w porównaniu z innymi województwami w kraju – mówi Agnieszka Michalik, współautorka Raportu Banku Pekao S.A.

W tym roku tematem specjalnym siódmej edycji „Raportu o sytuacji mikro i małych firm” Banku Pekao SA są inwestycje w mikro i małych firmach. W Małopolsce w 2016 roku inwestowało 45% firm. To mniej niż rok wcześniej, kiedy to działalność inwestycyjną prowadziła co druga firma. Odsetek ten jest niższy niż średnio w kraju, gdzie w 2016 roku inwestowało 49% firm. W przyszłym roku, podobnie jak średnio w kraju, prowadzenie inwestycji deklaruje 39% firm. W Małopolsce wysokość nakładów przeznaczonych na inwestycje jest wyższa od średniej w kraju. Najlepsi pod tym względem są przedsiębiorcy z podregionów tarnowskiego i krakowskiego – w 2016 roku odpowiednio 55% i 54% mikro i małych firm prowadziło tam inwestycje. W przyszłym roku, najwięcej inwestycji zamierzają wdrożyć przedsiębiorcy z podregionu krakowskiego (48%), a kolejno z podregionu tarnowskiego (42%) i nowosądeckiego (40%).

W Małopolsce przedsiębiorcy realizują inwestycje, żeby poprawić efektywność (50%), dokonać wymiany środków trwałych (41%) oraz w odpowiedzi na popyt na produkty i usługi firmy na rynku krajowym (18%).

W tegorocznym badaniu autorzy zapytali także o inwestycje w kapitał ludzki. Przedsiębiorcy z Małopolski podnoszą swoje kwalifikacje przede wszystkim poprzez samokształcenie (52%) oraz kursy i szkolenia (41%). Właściciele firm chcą zwiększać swoje kwalifikacje – zwłaszcza w obszarze języków obcych (26%), specjalistycznej wiedzy związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą (25%), marketingu i reklamy (24%).

W województwie małopolskim odsetek innowacyjnych firm jest nieco poniżej średniej krajowej. Natomiast, nakłady na innowacje są zbliżone do średniej. W województwie innowacje produktowe wdrożyło 23% firm (średnio w kraju 24%), a innowacje procesowe 16% (średnio w kraju 17%). Najwięcej innowacji produktowych wdrażają przedsiębiorcy z podregionu oświęcimskiego (29%), a procesowych z Krakowa (20%).

Przedsiębiorcy z Małopolski byli proszeni o skwantyfikowanie barier rozwoju biznesu. W porównaniu z rokiem 2015 wzrosło znaczenie następujących barier: wysokość podatków, koszty pracy i niska rentowność działalności.

Raport został przygotowany na podstawie wywiadów telefonicznych prowadzonych we wrześniu i październiku 2016 roku z właścicielami prawie 7 tysięcy mikro i małych firm (w tym 523 z województwa małopolskiego). Raport pokazuje wyniki badania na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) i lokalnym (66 podregionów).

Badanie Dell EMC: jedynie 5% działów IT dużych firm przeszło cyfrową transformację

71% firm nie będzie w stanie konkurować na rynku bez przeprowadzenia transformacji infrastruktury informatycznej – wynika z badania Enterprise Strategy Group, wykonanego na zlecenie Dell EMC. Transformacja infrastruktury IT staje się niezbędna do utrzymania konkurencyjności w coraz bardziej cyfrowym świecie.

Zjawisko transformacji cyfrowej nadało rozpędu transformacji infrastruktury IT. Jednocześnie w badaniu ESG 2017 IT Transformation Maturity Curve, przeprowadzonym na zlecenie Dell EMC, 95% respondentów przyznało, że ich przedsiębiorstwa czują zagrożenie ze strony mniejszych podmiotów, które przekształcają swoje infrastruktury informatyczne, procesy oraz metody dostarczania produktów i usług, w celu przyspieszenia transformacji cyfrowej swoich przedsiębiorstw. Wiele firm wciąż liczy cykle tworzenia aplikacji w miesiącach, a nawet latach, wykorzystuje infrastruktury składające się z odseparowanych od siebie elementów oraz stosuje sztywne, przestarzałe architektury. Wszystko to stanowi przeszkodę w skutecznej transformacji cyfrowej.

„Wyniki badania pokazują, że zdecydowana większość klientów potrzebuje zoptymalizować swoje dotychczasowe infrastruktury w celu wykorzystania możliwości, jakie daje era cyfrowa” ¾ powiedział David Goulden, prezes Dell EMC. „Z badania wynika również, że większość respondentów nie nadąża za swoimi najlepszymi konkurentami, którzy przeprowadzili transformację infrastruktury informatycznej i dzięki temu mogą skuteczniej konkurować na rynku. Inwestycja w transformację IT pozwoli przedsiębiorstwom wyeliminować rozdźwięk pomiędzy przestarzałymi systemami a cyfrowymi rozwiązaniami biznesowymi, co ułatwia realizację celów, przyspiesza wprowadzanie produktów na rynek oraz zwiększa konkurencyjność”.

Badanie ESG 2017 IT Transformation Maturity Curve zostało zaprojektowane z myślą o uświadomieniu roli, jaką odgrywa transformacja infrastruktury informatycznej dla firm chcących stać się przedsiębiorstwami cyfrowymi. Firma ESG przyjęła model oceny dojrzałości oparty na badaniach i danych. Celem było wskazanie różnych etapów transformacji infrastruktury informatycznej i ustalenie, w jakim stopniu globalne przedsiębiorstwa osiągnęły je w oparciu o ich odpowiedzi na pytania dotyczące lokalnej infrastruktury informatycznej, procesów i dostosowania struktury organizacyjnej.

W oparciu o wyniki globalnej ankiety 1000 respondentów zostało podzielonych na cztery etapy dojrzałości transformacji infrastruktury informatycznej:

  • Etap 1 – Zacofanie (12%): przedsiębiorstwo nie spełnia wielu lub wręcz żadnych kryteriów transformacji infrastruktury informatycznej określonych w badaniu ESG.
  • Etap 2 – Zalążek zmian (42%): przedsiębiorstwo czyni postępy w transformacji IT, ale jedynie w minimalnym stopniu wdrożyło nowoczesne rozwiązania w zakresie centrów danych.
  • Etap 3 – Ewolucja (41%): przedsiębiorstwo wykazuje zaangażowanie w transformację infrastruktury informatycznej i w umiarkowanym stopniu wdrożyło nowoczesne rozwiązania w zakresie centrów danych oraz metod świadczenia usług IT.
  • Etap 4 – Pełna transformacja (5%): przedsiębiorstwo przeprowadziło najdalej posuniętą transformację IT.

Większość respondentów (71%) zgadza się z twierdzeniem, że transformacja infrastruktury informatycznej jest niezbędna do utrzymania konkurencyjności na rynku. Spośród przedsiębiorstw, które osiągnęły etap czwarty, 85% deklaruje, że ma „bardzo mocną” lub „mocną” pozycję wyjściową do konkurowania i osiągania sukcesów na rynku w najbliższych kilku latach, w porównaniu z zaledwie 43% spośród firm, które osiągnęły etapy pierwszy lub drugi.

Przedsiębiorstwa, które osiągnęły ostatni etap, cechują się też największym stopniem wykorzystania zasobów IT w celu przyspieszenia tworzenia innowacyjnych produktów i wprowadzania ich na rynek, automatyzacji obsługi ręcznych procesów i zadań oraz przekształcenia działu informatycznego z centrum kosztów w centrum zysku. Przedsiębiorstwa te:

  • Przekroczyły w ubiegłym roku zakładane poziomy przychodów (96% z nich), czyli ponad dwa razy częściej niż przedsiębiorstwa na najniższym stopniu rozwoju cyfrowego.
  • Osiem razy częściej niż przedsiębiorstwa na najniższym stopniu rozwoju cyfrowego przyznają, że współpraca pomiędzy działem IT a pionami biznesowymi przebiega wzorowo.
  • Poczyniły „znaczne postępy” w przekształceniu działu informatycznego z centrum kosztów w centrum zysku (siedem razy częściej niż najmniej dojrzałe cyfrowo przedsiębiorstwa).
  • Siedem razy częściej niż najmniej dojrzałe cyfrowo przedsiębiorstwa postrzegają dział IT jako źródło uzyskania przewagi nad konkurencją.
  • Wykorzystują zasoby informatyczne do przyspieszenia tworzenia innowacyjnych produktów i wprowadzania ich na rynek (sześć razy częściej niż najmniej dojrzałe cyfrowo przedsiębiorstwa).

„Współczesne firmy coraz częściej liczą na to, że nowe technologie pomogą im w rozwoju wszystkich obszarów działalności biznesowej. Jednak jak wskazało badanie ESG, bardzo mały odsetek firm przeprowadził już pełną transformację swojej infrastruktury. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że każdy krok w kierunku transformacji IT w firmie może przynieść ogromne korzyści” – twierdzi John McKnight, wiceprezes, Research and Analyst Services, Enterprise Strategy Group.

Według badania ESG wdrożenie nowoczesnych rozwiązań w zakresie centrów danych, takich jak skalowalne systemy pamięci masowej i infrastruktura konwergentna lub hiperkonwergentna, pozwala zwiększyć elastyczność udostępniania infrastruktury oraz usprawnić realizację projektów informatycznych i tworzenie aplikacji. Badanie pokazuje, że:

  • 54% organizacji, które wzięły udział w badaniu, korzysta z infrastruktury konwergentnej lub hiperkonwergentnej w celu obsługi aplikacji;
  • 58% organizacji, które wzięły udział w badaniu, wdrożyło w pewnym zakresie skalowalne systemy pamięci masowej;
  • około 50% respondentów jako długofalową strategię swojej organizacji wskazało wdrożenie technologii sterowanych programowo i zaczęło już planowanie, ocenę lub faktyczne wdrażanie takich technologii.

Wdrażanie nowoczesnych procesów informatycznych, takich jak samoobsługowa konfiguracja, infrastruktura IT działająca na zasadach podobnych do chmury publicznej oraz metodyka DevOps, to cechy przedsiębiorstw, które osiągnęły etap czwarty. Badania wskazało, że:

  • 26% respondentów ma „szerokie” lub „rozwinięte” możliwości samoobsługi;
  • 65% respondentów poczyniło „znaczne” lub „zadowalające” postępy w zakresie zapewnienia użytkownikom takiej samej możliwości udostępniania zasobów informatycznych, jaką zapewniają dostawcy usług chmury publicznej;
  • 43% respondentów twierdzi, że wdrożyło zasady i najlepsze praktyki DevOps w „szerokim” lub „zadowalającym” zakresie.

Jak wskazało badanie, transformacja infrastruktury IT często zależna jest od owocnej współpracy pomiędzy działem IT a pionami biznesowymi. Z badania wynika, że:

  • Efekty pracy 36% działów informatycznych są oceniane przez kierownictwo najwyższego szczebla co miesiąc, a 38% – co kwartał;
  • W przypadku 39% przedsiębiorstw najwyższy rangą ekspert ds. IT podlega bezpośrednio dyrektorowi generalnemu;
  • 61% najmniej dojrzałych cyfrowo przedsiębiorstw stwierdza, że interesariusze z działów biznesowych postrzegają dział IT jako „stabilnego dostawcę usług, lecz jednocześnie centrum kosztów”.

„Korzyści płynące z nowoczesnej infrastruktury informatycznej da się odczuć w każdym z działów biznesowych przedsiębiorstwa. Nowe technologie w znacznym stopniu zwiększają wydajność pracowników, pozwalają również skrócić czas wprowadzania na rynek nowych usług i podejmować decyzje biznesowe w oparciu o efektywną analizę wielkich zbiorów danych. Dlatego budżetu przeznaczanego na transformację IT nie należy traktować jako inwestycji wyłącznie w rozwiązania informatyczne” – zauważa Radomir Bordon, Dyrektor Technicznego Wsparcia Sprzedaży, Dell EMC.

Na konferencji Dell EMC World w maju 2017 eksperci będą dyskutować o transformacji infrastruktury IT i o tym, w jaki sposób umożliwia ona przedsiębiorstwom osiąganie celów w zakresie transformacji cyfrowej.

Informacje o badaniu Dell EMC IT Transformation Maturity Study

Sponsorowane przez Dell EMC badanie zostało przeprowadzone przez Enterprise Strategy Group pomiędzy 9 grudnia 2016 r. a 5 stycznia 2017 r. w formie ankiety internetowej, która objęła 1000 dyrektorów ds. IT, decydentów z pionów biznesowych i pracowników zaznajomionych z aktualnymi i przyszłymi wydatkami na IT oraz zaangażowanych w procesy zakupu infrastruktury. Respondenci pochodzili ze Stanów Zjednoczonych, Brazylii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Chin, Japonii i Australii i reprezentowali przedsiębiorstwa z różnych branż.

Kurs funta zwyżkuje po wczorajszej decyzji brytyjskiego rządu

Jak na ten moment opinia publiczna w Wielkiej Brytanii popiera decyzję premier May dotyczącą rozpisania wyborów parlamentarnych na czerwiec. Można śmiało powiedzieć, iż wczorajsza decyzja umocniła brytyjskiego funta. Rynki w tym momencie dokonują wyceny najbardziej realnego scenariusza – jeszcze bardziej silniejszego gabinetu konserwatystów.

Kurs funta do dolara - sytuacja na rynku Para walutowa GPB/USD, która dużo wycierpiała w trakcie trwających od lipca 2016 roku, brexitowych batalii, odzyskuje pewność siebie. Z analizy platformy inwestycyjnej eToro, wynika, iż zarówno indywidualni inwestorzy jak i fundusze hedgingowe pozamykały krótkie pozycję, co jest odwrotnością trendu z wczorajszego wieczora. Aktualnie para walutowa GPB/USD znajduje się ponad jej średnim poziomem, co skutkuje bardzo wysokim sentymentem sprzedażowym w przypadku transakcji krótkoterminowych. Natomiast zupełnie inaczej niż brytyjska waluta prezentuje się indeks FTSE. Silniejsza waluta oznacza mniejsze zyski.

FTSEStraty na brytyjskiej giełdzie w połączeniu z trudnym do przewidzenia rezultatem wyborów we Francji pociągnęły ze sobą w dół wszystkie europejskie indeksy. Wall Street jest gotowa do korekty, przede wszystkim warto zwrócił uwagę na Bank of America, który ogłosił wzrost zysków o 40%, ale Goldman Sachs opublikował rozczarowujące wyniki za pierwszy kwartał tego roku. To było bardzo poważnym ciosem dla rynku, w związku z tym Dow Jones zakończył wczorajszą sesję z 113 punktowym spadkiem.

Dziś azjatyckie rynki notują spadki, indeks China 50 zniżkuje, podobnie jak hongkoński HKEX. Natomiast europejskie indeksy od rana są płaskie. Wielu inwestorów będzie chciało skorzystać na panujące obecnie zniżce, ich nastroje może jednak ostudzić niepewna sytuacja geopolityczna na świecie. Uwagę przykuje także kurs ropy naftowej, ponieważ dziś popołudniu zostaną opublikowane informację dotyczące zapasów w USA. Dalsze straty w sektorze energetycznym mogą się okazać fatalne w skutkach dla tego wysoce podatnego na wahania rynku.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 19 kwietnia.

Przełomowy moment dla funta?

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Wczorajsze silne wzmocnienie funta i osiągniecie przez GBP/USD półrocznych szczytów w okolicach 1.2900, było wynikiem dość specyficznej sytuacji w Wielkiej Brytanii, a także jednostronnego pozycjonowania się inwestorów spekulacyjnych, według danych CFTC. Rzadko bowiem ogłoszenie przedterminowych wyborów w dość niestabilnym środowisku zewnętrznym i w przededniu kluczowych negocjacji handlowych z większością państw na świecie, jest pozytywne dla lokalnej waluty.

Głównym powodem, który stał za wzrostem szterlinga, jest hipotetyczne zdobycie przez konserwatystów zdecydowanie większej ilości miejsc w Izbie Gmin, niż podczas głosowania w 2015. Bieżące sondaże dają im około 15-20 pkt proc. przewagi nad laburzystami, co według wyliczeń Financial Times może im dać 387 miejsc w 650 miejscowej niższej izbie parlamentu. To o 56 więcej niż dwa lata temu.

Tak duże społeczne poparcie oraz przewaga w Izbie Gmin zmniejsza szanse, że część parlamentarzystów wnioskujących o twardy (czy nawet bardzo twardy) Brexit, będzie miała stosunkowo niewielką siłę przebicia i mogą być teoretycznie zdominowani przez bardziej pragmatyczną większość z Theresą May na czele.

Warto jednak zauważyć, że to tłumaczenie ma również słabe strony. Sondaże zmieniają się stosunkowo szybko, a temat Brexitu może być jednym z głównych argumentów decydujących o oddaniu głosu. Jeżeli wspomoże to liberalnych demokratów czy laburzystów, to finalny wynik wcale nie musi wyraźnie odbiegać od rezultatu z 2015 roku. Taki rozwój sytuacji mógłby z kolei osłabić brytyjską premier i spowodować kolejny wzrost niepewności na Wyspach

Pomijając więc kwestie polityczne, które w krótkim terminie mogą sprzyjać szterlingowi, wczorajszy ruch był prawdopodobnie spotęgowany przez konieczność zamykania pozycji przez inwestorów spekulacyjnych. Według danych CFTC, liczba kontraktów terminowych nastawionych na spadek funta przekraczała o ponad 100 tys. liczbę pozycji, zakładających wzrost brytyjskiej waluty. To oznaczało, że znaczna część rynku liczyła na dalsze spadki szterlinga.

Często jednak takie jednostronne zaangażowanie spekulantów prowokuje drugą stronę rynku do działania. Jeżeli bieżące notowania zaczynają poruszać się w przeciwnym kierunku (tutaj w górę), to kapitał nastawiony na spadki jest zmuszany do zamykania pozycji, a więc odkupu funta np. w relacji do dolara. Im bardziej gwałtowny jest ten ruch (w górę), tym większa jest szansa, że spowoduje to kapitulację pozycji nastawionych na spadki i konieczność ich zamknięcia. Kwestia wyborów została więc do tego wykorzystana, co jednak wcale w dłuższym terminie nie musi oznaczać wyjątkowo pozytywnych informacji dla szterlinga.

Niedoszacowane ryzyko we Francji

Zmiany na funcie spowodowały także daleko idące konsekwencje na innych klasach aktywów. Kupno szterlinga w relacji do dolara wywołało presję spadkową na USD. Słabszy dolar pomógł przebić się głównej parze walutowej przez poziom 1.0700. Prawdopodobnie również, że niższa wycena amerykańskiej waluty wywołała presję spadkową na rentowności obligacji skarbowych USA.

Paradoksalnie więc mamy do czynienia z wyższą wyceną europejskiej waluty, chociaż przez ostatnie dni wyraźnie wzrosło zagrożenie niekorzystnego dla rynku rozwoju sytuacji we francuskich wyborach. Opublikowany dziś sondaż dla Le Monde (próba ponad 11 tys. osób) pokazuje, że Jean-Luc Melenchon może zdobyć w niedzielę 19 proc. głosów. Znacznie zwiększa to ryzyko, że może on trafić do drugiej tury, gdyż jego dystans do prowadzącej wcześniej dwójki (Le Pen – 22.5 proc., Macron – 23 proc.) diametralnie się zmniejszył (szeroko opisywaliśmy tę kwestię wczoraj). Gdyby przedstawiciel skrajnej lewicy oraz Le Pen trafili do drugiej tury, to już w najbliższy poniedziałek moglibyśmy mieć do czynienia z bardzo poważnym wzrostem awersji do ryzyka, połączonym nawet z kilkuprocentowym osłabieniem europejskiej waluty.

Stabilizacja na złotym

Sytuacja na złotym nadal pozostaje względnie stabilna. Ruchy na PLN praktycznie tylko i wyłącznie były rezultatem przetasowań na funcie (umocnienie) oraz na dolarze (niższa wycena). Ogólnie sytuacja krajowej waluty pozostaje stabilna i prawdopodobnie nie wycenia ona negatywnego dla rynków wschodzących rozwoju sytuacji podczas francuskich wyborów.

Gdyby Melenchon oraz Le Pen trafili do drugiej tury, to inwestorzy prawdopodobnie nie czekaliby na wynik tego pojedynku. Ich poglądy gospodarcze są względnie zbliżone stąd rezultat finalnego pojedynku miałby już marginalne znaczenie. Taki rozwój sytuacji mógłby nie tylko zauważalnie osłabić globalną wycenę euro, ale również przecenić złotego o przynajmniej kilka groszy w relacji do europejskiej waluty i nawet kilkanaście w porównaniu do dolara czy franka, które szybko stałyby się synonimem bezpiecznej przystani.

Inwestycje zagraniczne na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych spadły o 19%

Proces ożywienia gospodarczego w strefie euro nadal trwa. Pomimo spowolnienia w połowie roku PKB utrzymał na przestrzeni całego roku 2016 stałe tempo wzrostu na średnim poziomie 1,7%. Przewiduje się, iż w roku 2017 PKB doświadczy wzrostu na poziomie blisko 1,5%, co stanowić będzie niewielki spadek w porównaniu z rokiem 2016 wynikający z niepewnej sytuacji politycznej na szczeblach krajowych i pewnych mniej korzystnych kluczowych uwarunkowań gospodarczych (m.in. surowce, inflacja, ceny ropy oraz stopy procentowe).

Europa: Wolumen inwestycji zagranicznych w roku 2016 W roku 2016, po rekordowym roku 2015, europejski rynek inwestycyjny odnotował 10% spowolnienie z wynikiem 230 md euro, gdzie spadł również udział inwestycji transgranicznych. Etienne Prongue, Dyrektor, International Investment Group, BNP Paribas Real Estate, wyjaśnia: „Jedną z mocnych stron europejskiego rynku nieruchomości komercyjnych była zawsze ilość przepływającego pomiędzy rynkami oraz napływającego do Europy kapitału. Po osiągnięciu rekordowego poziomu w roku 2015 udział inwestycji transgranicznych w całkowitym wolumenie transakcji zawartych w roku 2016 spadł do poziomu 48%, jednakże wynik 110 mld euro jest nadal trzecim najwyższym wynikiem osiągniętym na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat”.

PO REKORDOWYM ROKU 2015 WOLUMEN INWESTYCJI ZAGRANICZNYCH W ROKU 2016 SPADŁ O 19%Wśród inwestorów zagranicznych najsilniej representowani byli inwestorzy europejscy (41%), gdzie wolumen zawartych przez nich transakcji osiągnął poziom 45,8 mld euro przy w miarę równomiernym rozłożeniu na inwestorów wywodzących się ze strefy euro (51%) oraz tych spoza niej (49%).

Wolumen transakcji zawartych przez inwestorów amerykańskich spadł aż o 37% i w roku 2016 osiągnął poziom niecałych 26 mld euro. Ich udział w całkowitym wolumenie zagranicznych transakcji inwestycyjnych zawartych na rynku europejskim wyniósł jedynie 24% (w porównaniu z 31% rok temu). Wysokie ceny i niepewna sytuacja ogólna  skierowały uwagę inwestorów na kraje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w których wyniki utrzymały się na wysokim poziomie, natomiast na 3 najważniejszych rynkach europejskich spadły one o połowę.

Pomimo 12% spadku wolumenu inwestycji przeprowadzonych na europejskim rynku nieruchomości udział inwestorów azjatyckich w całkowitym wolumenie transgranicznych transakcji inwestycyjnych wzrósł do poziomu 11%. Są oni obecnie najważniejszymi inwestorami na rynku brytyjskim, gdzie na drugim miejscu uplasowali się inwestorzy amerykańscy.

Wolumen transakcji zawartych przez inwestorów zagranicznych„Pomimo spadku wolumenu dokonanych transakcji inwestycyjnych nie odnotowano zmian w zakresie samego uplasowania się kierunków lokowania kapitału zagranicznego” – komentuje Céline Cotasson-Fauvet, Dyrektor, Pan-European Research, BNP Paribas Real Estate. „Wielka Brytania nadal plasuje się na pierwszej pozycji wśród kierunków lokowania inwestycji zagranicznych na rynku europejskim, jednakże sam wolumen zawartych transakcji spadł o 30% ze względu na przyjętą przez większość inwestorów postawę ‘poczekamy – zobaczymy’. Rynek niemiecki ucierpiał z powodu trwającego nadal niedoboru podaży, co negatywnie wpłynęło na całkowitą wartość obrotów; wolumen inwestycji międzynarodowych spadł o 20% w porównaniu z rokiem 2015. Z kolei Francja, chociaż odnotowany tam wolumen transakcji zagranicznych był o 19% niższy w porównaniu z rokiem wcześniejszym, nadal ma 9% udział w całkowitym wolumenie europejskich inwestycji transgranicznych. Najwięcej zyskały Irlandia, Holandia oraz kraje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej.Wolumen inwestycji zagranicznych w roku 2016

Spowolnienie w branży motoryzacyjnej

Niskie stopy procentowe oraz bardzo tania waluta sprzyjała branży motoryzacyjnej. Razem z podwyżką kosztu obsługi zadłużenia spółki motoryzacyjne dostały czkawki, ale jak to się wszystko zakończy?

Niepokojącym zjawiskiem jest czas, który dzieli wyprodukowany samochód od jego sprzedaży. Wymagany czas do sprzedaży wszystkich wyprodukowanych samochodów trwałby około 3.16 miesiąca. Reasumując, dealerzy pozbędą się dopiero swoich samochodów po ponad 3 miesiącach od wyprodukowania.

Wymagany czas do pozbycia się zapasów

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano czas wymagany do pozbycia się swoich zapasów. Od 2016 roku stabilnie rośnie. Dla porównania w 2009 roku podczas recesji gospodarczej wskaźnik ten powędrował w okolicę 5. Spowalniająca branża motoryzacyjna wcześniej czy później odbije się na pozostałych.

Spowolnienie branży widać także po marcowej sprzedaży. Analitycy spodziewali się sprzedaży na poziomi 17.3 miliona aut, natomiast sprzedano „jedyne” 16.53 miliona aut. Warto zauważyć, że przez trzy ostatnie miesiące zanotowano prawie 10 procentowy spadek sprzedaży aut.

Sprzedaż auto

Źródło: Bloomberg

Rosnące zapasy oraz spowolnienie w sprzedaży samochodów z pewnością odbije się na przyszłych wynikach gigantów motoryzacyjnych jak General Motors, BMW, Audi, Ford.

sprzedaż aut marzec usa

Źródło: zerohedge

Marcowa sprzedaż samochodów nie zachwyca. Ford sprzedał o 4 procent mniej samochodów niż rok wcześniej w tym samym miesiącu, natomiast Fiat o 10 procent. Samochody dostarczane przez BMW oraz Toyote również zanotowały spadek sprzedaży.

Wszystko to w najbliższej przyszłości powinno przełożyć się na gorsze wyniki branży motoryzacyjnej. Jeżeli spojrzymy na wykres BMW, to sytuacja nie jest tak klarowna, jak spowolnienie w branży.

wykres bmw tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym notowania BMW nie dały rady wspinać się dalej po linii trendu wzrostowego, została przerwana. Pomimo tego nikt nie jest skłonny do sprzedaży akcji, niemniej jednak akcje jednego z najlepszych producentów aut na świecie mogą po raz kolejny spaść w okolicę poziomu 66 euro za akcje. Jednakże musimy wiedzieć, że zarabianie na spadkach podczas hossy na całym rynku jest bardzo trudne.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Routery i sieciowy sprzęt wideo najczęściej atakowanymi urządzeniami IoT

Rok 2016 był rekordowy pod względem liczby ataków na urządzenia Internetu rzeczy. Same routery znalazły się na celowniku cyberprzestępców ponad 25 miliardów razy. Na kolejnych miejscach znalazły się sieciowe nagrywarki wideo i kamery. Wszystko to przez poważne luki w zabezpieczeniach tych urządzeń, które do dziś nie zostały naprawione.

Internet rzeczy jest dziś jednym z najbardziej narażonych na cyberzagrożenia obszarów. Producenci tego typu rozwiązań często nie dbają o odpowiednie zabezpieczenia. Cyberprzestępcy są wyjątkowymi oportunistami i bezlitośnie wykorzystują każdą wykrytą podatność w urządzeniach IoT. Niestety ich producenci naprawiają je zbyt późno, przez co hakerzy mają sporo czasu na łowy. Nierzadko bywa też tak, że stworzenie i dostarczenie łatki jest ekstremalnie trudne, ponieważ urządzenia te nie mają automatycznych mechanizmów aktualizacji firmware’u.

W związku z tym obserwujemy nowe fale ataków na IoT. W zeszłym roku botnet o nazwie Mirai wykorzystał urządzenia IoT do przeprowadzenia jednego z największych w historii ataków DDoS. Ataki na sprzęt będący elementem systemów medycznych, przemysłowych czy infrastruktury krytycznej mogą mieć bardzo poważne konsekwencje. Zainfekowany Internet rzeczy może być użyty do szpiegowania, wyłudzania okupów ransomware, czy też posłużyć jako furtka do głębiej osadzonych zasobów sieciowych.

Domowe routery najczęstszym celem

Analitycy z zespołu FortiGuard Labs firmy Fortinet zebrali dane dotyczące ataków na Internet rzeczy z 2016 roku z podziałem na określone kategorie urządzeń.

Zestawienie najczęściej atakowanych urządzeń IoT w 2016 roku

Jak się okazało, w ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z gwałtownym wzrostem liczby ataków na routery wykorzystywane zazwyczaj w domowych sieciach. Odnotowano ich ponad 25 miliardów w porównaniu do 820 tysięcy w 2015 r.

Ta ogromna liczba to wynik luki odkrytej w routerach Netcore/Netis. Luka ta polega na zamieszczeniu hasła dostępu do panelu zarządzania routerem w kodzie oprogramowania. Jak do tej pory nie opublikowano łatki na tę podatność i należy się spodziewać dalszych zmasowanych ataków na te urządzenia. W Polsce routery tego producenta nie należą do najpopularniejszych. Na nasz kraj z puli 25 miliardów ataków przypadło około 90 tysięcy.

Przejęcie dostępu do zarządzania routerem pozwala na przechwycenie ruchu pochodzącego ze wszystkich urządzeń podłączonych do domowej sieci.Porównanie liczby ataków na IoT w 2015 i 2016 roku

Hakerzy-podglądacze

Drugą najczęściej atakowaną w 2016 r. kategorią urządzeń IoT były sieciowe nagrywarki wideo (DVR/NVR). Wykorzystuje się je do przechowywania nagrań z monitoringu bazującego na kamerach IP. Analitycy Fortinet wykryli w minionym roku 1,5 miliona. ataków na tego typu urządzenia. W Polsce odnotowano ich około 1800. Za zdecydowaną większością tych naruszeń stoi odkryta w marcu ubiegłego roku podatność dotycząca urządzeń 79 różnych producentów nagrywarek. Również ten backdoor nie został do dziś naprawiony.

Na trzecim miejscu w zestawieniu znalazły się kamery IP. Za większość ubiegłorocznych ataków na te urządzenia odpowiada backdoor odkryty w kamerach firmy LinkSys. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że w porównaniu do 2015 r. liczba ataków na kamery sieciowe spadła 10-krotnie.

Można to tłumaczyć faktem, że kamery coraz częściej wykorzystują do zdalnej kontroli rozwiązania chmurowe lub P2P, w którym komunikacja podlega zaszyfrowaniu. Najbardziej narażone na ataki są kamerki, nad którymi kontrola odbywa się bezpośrednio poprzez sieć Internet.

Na kolejnych miejscach zestawienia przygotowanego przez Fortinet znalazły się rozwiązania NAS, systemy telefoniczne (VoIP), telewizory Smart TV i drukarki sieciowe.

Jak bezpiecznie korzystać z Internetu rzeczy?

Dobierając urządzenia IoT, zwróćmy szczególną uwagę na to, jak do bezpieczeństwa podchodzi ich producent – czy stosuje jakiekolwiek mechanizmy ochronne oraz jak wygląda kwestia aktualizacji firmware’u.

Sprawdźmy również, czy dany sprzęt nie jest obarczony rozpoznaną luką bezpieczeństwa.

Wprowadzając rozwiązania Internetu rzeczy do sieci firmowej, najlepiej będzie skonsultować się ze specjalistą i upewnić, czy aktualnie stosowany system bezpieczeństwa IT jest w stanie objąć je skuteczną ochroną – może się okazać, że system będzie wymagał aktualizacji.

Zmieniają oblicze rynku sprzątania – historia posprzatajmi.pl

Żyjemy w dobie wszechobecnego pośpiechu, natłoku spraw do załatwienia, różnych aktywności i obowiązków. Często musimy przestawiać priorytety i przekładać coś „na później”, ponieważ codzienność boleśnie uświadamia nam, że doba ma tylko 24 godziny. Coraz częściej na sprzątanie nie mamy ani czasu, ani ochoty.

Wyobraź sobie sytuację, że chcesz zamówić dla siebie usługę sprzątania. Najpierw szukasz w Internecie ogłoszeń, pytasz znajomych o polecenia i zapisujesz sobie numery telefonów. Jest już zbyt późna pora, więc dopiero następnego dnia dzwonisz do osób wykonujących usługi sprzątania. Efekt jest następujący: pani Krystyna jednak dziś nie może, pani Danuta mieszka stanowczo za daleko, pani Barbara w ogóle nie odbiera telefonu, a pani Jadwiga mogłaby wykonać zlecenie, jednak jej stawka godzinowa jest dla Ciebie zbyt wysoka. Od wczoraj upłynęło już bezpowrotnie wiele czasu, a Ty nadal jesteś w punkcie wyjścia. A teraz wyobraź sobie, że wszystko może być o wiele szybsze i prostsze. Nie musisz na własną rękę szukać usługodawcy, dzwonić i pytać o dyspozycyjność, ani o ceny. Wystarczy kilka kliknięć o dowolnej dla Ciebie porze, a platforma posprzatajmi.pl zrobi to za Ciebie! Odpowiadając na potrzeby rynku, stworzono w Polsce serwis, którego pomysłodawca – Dawid Fabiś określa jako swoiste połączenie funkcjonalności Ubera i BlablaCar dla pomocy domowych. Zasadniczym celem portalu jest ułatwienie Ci życia, poprzez wyręczenie Cię w obowiązkach sprzątania, których nie chcesz lub nie możesz wykonywać oraz poprzez zaoszczędzenie Twojego czasu na poszukiwanie osób, które mogą Cię wyręczyć.

Na czym to polega?

Schemat działania jest bardzo prosty. Wchodzisz na portal posprzatajmi.pl, podajesz kilka niezbędnych informacji takich jak: Twoje miasto, dzielnica, powierzchnia mieszkania bądź biura, które ma być posprzątane i interesujący Cię termin wykonania zlecenia. To zajmuje tylko chwilę. Serwis następnie pokaże Tobie kto i za jaką kwotę może wykonać Twoje zlecenie. Teraz wystarczy, wysłać zlecenie, a portal odezwie się do wszystkich sprzątających w Twoim mieście, którzy w danym dniu pracują. Później wystarczy już czekać na potwierdzenie przyjecia zlecenia, a w dniu wykonania usługi udostępnić lokal i dokonać płatności na miejscu po wykonaniu usługi. Warto także wystawić ocenę osobie sprzątającej. Prawda, że proste?

Jak powstał portal, czyli „potrzeba matką wynalazków”

Skoro wiadomo już jak działa posprzatajmi.pl, nasuwa się pytanie: jak doszło do jego powstania? Otóż założyciel opisywanego portalu – Dawid Fabiś – także poszukiwał kogoś, kto mógłby zająć się sprzątaniem jego mieszkania: „Potrzebowałem kogoś zaufanego, godnego polecenia, kto mógłby posprzątać moje mieszkanie. Niestety, nie miałem do nikogo takiego kontaktu, więc postanowiłem zamówić usługę przez firmę sprzątającą. Okazało się, że na stronach internetowych nie ma informacji o osobach wykonujących zlecenia, o jakości ich pracy, jednak mimo wszystko zdecydowałem się na zamówienie usługi. Kiedy umówionego dnia czekałem już na przyjście fachowca z firmy sprzątającej, dostałem informację na pół godziny przed rozpoczęciem zlecenia, że osoba sprzątająca dedykowana do mojego zlecenia jednak nie może przyjechać i niestety nie ma też nikogo innego, kto mógłby ją teraz zastąpić”. To doświadczenie sprawiło, że Dawid zaczął analizować funkcjonowanie firm świadczących usługi sprzątania. Zauważył niuanse, które wymagały zmiany modelu funkcjonowania. W międzyczasie śledził też trendy ekonomiczne na rynkach polskim i światowym, takie jak collaborative economy, sharing economy, czy peer-to-peer economy. Poświęcił dużo czasu na poznanie tego tematu „od podszewki” – można się o tym przekonać, gdy zafascynowany opowiada: „Żyjemy w czasach rynku e-commerce, przez Internet kupujemy wszelkiego rodzaju produkty, zamawiamy jedzenie oraz usługi i nikogo to już nie dziwi. Funkcjonujemy też jako społeczność globalna, w modelach sharing economy i peer-to-peer economy. Potwierdza to ogromna popularność platform takich jak Uber, BlaBlaCar czy AirBnB”. W taki oto sposób, z połączenia potrzeby i rozczarowującego doświadczenia, obserwacji i szczerej fascynacji aktualnymi trendami powstał pomysł na posprzatajmi.pl.

Jeśli się wzorować, to tylko na najlepszych

Portal funkcjonuje w oparciu o model peer-to-peer, który można określić jako „ludzie dla ludzi”. Według Dawida Fabisia, posprzatajmi.pl jest pokrewne w działaniu do Ubera, ponieważ działa wg zasady „tu i teraz”. Wystarczy kilka kliknięć, aby zamówić usługę. Posiada również wspólne cechy z BlaBlaCar – każdy użytkownik ma wybór w zakresie jakości i ceny, a usługi świadczone są bezpośrednio przez ludzi dla ludzi. W wyborze pomagają rankingi osób sprzątających, wystawiane przez innych usługobiorców.

Co z tym zaufaniem?

Dla portalu posprzatajmi.pl zaufanie jest ważnym czynnikiem, którego nie można pominąć. Dlaczego? Ponieważ w przeważającej części przypadków usługodawca i usługobiorca się nie znają. Z drugiej jednak strony, czy to tak duży problem? Jak wynika z niedawnych badań (raport „Ekonomia Współpracy w Polsce 2016”), internauci w Polsce mają skłonność do wykazywania większego zaufania wobec innych, nieznanych sobie internautów, aniżeli wobec sąsiadów. To właśnie internaucie wolimy zlecić posprzątanie naszego mieszkania, a nie sąsiadowi. Ciekawe, prawda? Wniosek nasuwa się sam.

Jaka jest misja i kierunek rozwoju?

Dawid Fabiś zapytany o kierunek rozwoju i misję jaką ma spełniać serwis odpowiada: „Jak zaczynaliśmy tworzyć posprzatajmi.pl cel był jeden – ułatwić sobie i internautom znalezienie osoby sprzątającej w okolicy. Dzisiaj, gdy patrzymy na rynek usług sprzątania, po jego analizie widzimy też inny aspekt społeczny – odczarowanie zawodu osób sprzątających. Wiemy, że wkładamy kij w mrowisko tej branży, ale platformy peer-to-peer mocno skracają „łańcuch dostaw”, tym samym eliminują zbędnych, z punktu widzenia klienta pośredników (będących częścią ceny), z korzyścią dla świadczącego usługę oraz dla klienta. Gdy czytam analizy o średnich zarobkach osób sprzątających w Polsce i patrzę na ceny tych usług to wiem, że nasza platforma idealnie odpowiada na potrzeby obu grup docelowych tej usługi. Dziś celem staje się nowoczesna platforma, w dużej mierze zautomatyzowana, do zarządzania zleceniami. Z drugiej strony widzę osoby sprzątające, pracujące za „normalne” stawki, dzięki temu angażujące się w swoją pracę, wykonując ją najlepiej jak potrafią, aby zdobyć jak najlepsze opinie klientów. Patrząc przez pryzmat planów dalszego rozwoju, priorytetem jest aktywowanie platformy w jak największej liczbie miast Polski. Z serwisu można korzystać już w 18 największych miastach, co stawia nas na pozycji lidera. Będziemy ten zasięg sukcesywnie zwiększać. Pracujemy również nad rozwojem platformy poza naszym granicami, otwierając się na rynki w Europie, a także poza nią.

Polski „Uber”?

Co raz częściej mówi się o zjawisku „uberyzacji” rynku, czyli wykorzystaniu różnego rodzaju platformy łączących klientów bezpośrednio z usługodawcami, które ułatwiają, przyspieszają i upraszczają proces zakupowy. Być może właśnie w Polsce powstaje kolejny „Uber”, który tym razem pomoże zadbać o porządek w mieszkaniu, domu czy biurze i rozwinie skrzydła nie tylko w naszym kraju.

Przywództwo poprzez służenie – na czym polega i czy może się przydać w twojej firmie?

Choć służebne przywództwo dla niektórych brzmi jak oksymoron, menedżerowie coraz częściej dostrzegają zalety zarządzania w myśl tej idei. Co w praktyce oznacza ona dla pracodawców oraz pracowników i jak przekłada się na funkcjonowanie całej firmy?

Dobry lider kojarzy się ze stanowczością, zdecydowaniem oraz sprawnym kierowaniem pracą innych. Niektórzy mylą to jednak z zarządzaniem poprzez kontrolowanie oraz budowanie autorytetu opartego na strachu i dystansie. Istnieją alternatywy dla takiego stylu pracy – jedną z nich jest przywództwo poprzez służenie. – W myśl tej koncepcji menedżerowie nie koncentrują się na nadzorowaniu pracowników, a zachęcają ich do brania odpowiedzialności za swoje działania. Równocześnie zapewniają im swoją pomoc w rozwoju – wyjaśnia Marek Małkowicz Prezes Zarządu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. – Takie osoby w pierwszej kolejności chcą służyć innym – swoją radą i wsparciem, a dopiero w dalszej kierować ich pracą – dodaje. Jak wcielić w życie ten model i co może zyskać dzięki temu zespół i cała firma?

Słuchaj i obserwuj

Żeby komuś zaproponować swoją pomoc, trzeba mieć świadomość, że jej potrzebuje. Trudno dowiedzieć się o tym bez uważnego słuchania i obserwowania. Dlatego liderzy, którzy służą innym, cenią sobie stały kontakt z członkami swojego zespołu. Dobrym pomysłem na jego utrzymanie są, poza codzienną wymianą informacji dotyczących bieżących spraw zawodowych, krótkie rozmowy z zatrudnionymi osobami, skupiające się na ich celach i zainteresowaniach. Dzięki nim pracownicy mają szansę na doprecyzowanie swoich planów i pomysłów, a firma – na dostrzeżenie potencjalnych możliwości rozwoju i wprowadzania innowacji, również w wymiarze całej organizacji.

Wzrastaj, pomagając wzrastać innym

„Służący” przywódca potrafi wydobyć ze swoich podwładnych to, co najlepsze. Zmiany, które pomaga im wypracowywać i wdrażać, są dla niego bardzo ważnym osiągnięciem. – Warto pamiętać, że to proces długofalowy i nastawiony na dojrzewanie. Menedżer niejako usuwa się na drugi plan, ale nie przestaje pomagać nie tylko w codziennych zadaniach, ale i odkrywaniu talentów. Dzięki temu pracownicy wiedzą, że zawsze mogą na niego liczyć i że w każdym momencie jest gotowy, aby wyciągnąć pomocną dłoń i udzielić cennej rady – mówi Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland. – Taka postawa kierującego zespołem nie oznacza jednak, że zapomina on o realizacji celów firmy – dodaje. Choć niektórzy liderzy koncentrują się tylko na osiąganiu targetów, eksperci zwracają uwagę, że taki model nie zawsze się sprawdza, a pożądane wyniki można uzyskać skutecznie również w inny sposób.

Zachęcaj do samodzielności i odpowiedzialności

Poczucie, że ktoś, kogo się szanuje – na przykład szef – obdarzył nas swoim zaufaniem, zachęca do zwiększania zaangażowania. Pracodawca, który wierzy w możliwości i umiejętności swojego zespołu, ufa jego członkom i docenia ich wkład. Nie narzuca im swojego zdania, a liczy się ze wszystkimi opiniami i daje możliwość wyboru. Wie bowiem, że jest to dobra droga do osiągnięcia przez nich samodzielności i odpowiedzialności zarówno za swoje zadania, jak i całą organizację. Przywódca może wspierać ten proces również dzieląc się z pracownikami sprawami ważnymi dla firmy. Identyfikacja z wizją i misją organizacji może pozytywnie wpływać na motywację zatrudnionych w niej osób, do tego ma jeszcze jedną bardzo praktyczną zaletę – dla firmy oznacza również między innymi zmniejszenie kosztów związanych z rotacją personelu.

Pozwalaj na popełnianie błędów

Dla pracowników istotne jest także to, jak ich szef reaguje na problemy. „Służący” lider dobrze wie o tym, że „błądzić jest rzeczą ludzką”, dlatego nie wymaga ani od innych, ani od siebie bycia idealnym. Jeśli ktoś popełni błąd, dokładnie omawia z nim sytuację i plan działania. – Z punktu widzenia rozwoju pracownika kluczowe jest wówczas udzielanie mu informacji zwrotnych oraz mentoring przełożonego, które pomogą w wyciągnięciu odpowiednich wniosków – mówi Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland. – Przeprowadzenie rozmowy wymaga wówczas od pracodawców sporo taktu, jeśli ma wzmocnić wzajemną relację, a zarazem nie zniechęcić podwładnego do wykazywania inicjatywy i nie zachwiać jego poczucia własnej wartości. Zadaniem lidera nie jest bowiem krytykowanie, rozkazywanie i karanie, a wskazywanie właściwego kierunku, wspieranie w realizacji planów i pomaganie w znalezieniu rozwiązań, również w problematycznych sytuacjach – dodaje.

Promuj kulturę szacunku i zaufania

Postawa przywódcy ma wpływ na funkcjonowanie zespołu i jego poszczególnych członków, a także atmosferę w miejscu pracy. Według teorii społecznego uczenia się Alberta Bandury jednym z mechanizmów nabywania nowych zachowań jest modelowanie – ludzie decydują się na wypróbowanie danego postępowania po obserwacji działań innych osób oraz ich skutków. Lider może więc być wzorem do naśladowania, jeśli sam wciela w życie swoje przekonania, jest wiarygodny i wzbudza zaufanie. Gdy podopieczni na co dzień widzą, że jego priorytetem jest zarządzanie poprzez służenie, szanuje innych, pomaga im oraz dotrzymuje słowa, chętniej sami zachowują się podobnie wobec pozostałych członków zespołu. Takie „naśladownictwo” pomaga w tworzeniu kultury organizacji, której przedstawiciele chętnie się uczą, stanowią wsparcie dla siebie nawzajem, a w połączeniu z wiedzą i umiejętnościami praktycznymi taka atmosfera przyczynia się do długofalowego rozwoju firmy.

Problemy Greckich przedsiębiorstw, Białoruś wychodzi z recesji, wybory w Wielkiej Brytanii

Na wczorajszej konferencji prasowej premier Theresa May zapowiedziała przedterminowe wybory. W Grecji rząd chce ułatwić firmom pozasądowe odzyskiwanie należności. Wzrost PKB na Białorusi.

Wybory na wyspach jeszcze w czerwcu

Wczoraj na konferencji prasowej premier Wielkiej Brytanii Pani Theresa May zapowiedziała przyspieszone wybory. Biorąc pod uwagę, że wniosek popierają wszystkie największe partie głosowanie w parlamencie powinno okazać się tylko formalnością. Powodem tego zagrania zdaniem komentatorów jest chęć wykorzystania obecnej dobrej sytuacji gospodarczej by umocnić swoją pozycję polityczną. Gdyby do tego doszło konserwatyści mogliby pozwolić sobie na więcej w negocjacjach brexitowych, a tym samym zapewne uzyskać lepsze warunki współpracy z Unią Europejską. Jak zareagowały rynki? Do momentu kiedy nie było wiadomo w jakim celu organizowana jest nagle konferencja prasowa funt staniał z okolic 5,01 zł do 4,98 zł. Gdy jednak okazało się, że tematem są wcześniejsze wybory rozpoczął się ruch w górę. Do końca dnia funt wspiął się do okolic 5,07 zł. Od rana funt utrzymuje ten poziom.

Problemy Grecji

W Grecji czekają na zmianę prawa dotyczącego regulacji zadłużenia. Problemem ma podobno dotyczyć nawet 200 000 przedsiębiorstw. Ze względu na nieuregulowane zobowiązania grozi im bankructwo. Istotnym problemem, z którym ma walczyć zapowiadana jeszcze na kwiecień ustawa, jest możliwość zawierania umów pozasądowych. To konieczność sądowego dochodzenia roszczeń powoduje, że są one tak ciężko egzekwowane.

Białoruś powoli wychodzi z recesji

Według danych lokalnego urzędu statystycznego PKB Białorusi w pierwszym kwartale 2017 roku po raz pierwszy od 2 lat wzrosło. Prognozy na cały 2017 rok pokazują, że optymizm lokalny nie jest podzielany przez międzynarodowe instytucje. O ile rząd zapowiada wzrost o 1,7%, o tyle instytucje międzynarodowe szacują spadek PKB o 0,2% do 1%. W ostatnich dwóch latach PKB Białorusi skurczył się odpowiednio o 3,8% i 2,6%. Waluta Białorusi znajduje się obecnie na najwyższych poziomach od końca 2015 roku. Z drugiej strony jeszcze 2,5 roku temu była warta 50% więcej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie,
  • 16:30 – USA – Tygodniowa zmiana zapasów paliw,
  • 20:00 – USA – beżowa księga – zapiski z posiedzenia FED.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Apple użyje Lexusów RX 450h w badaniach nad pojazdami autonomicznymi

Dziennikarze Automotive News dotarli do oficjalnych informacji, potwierdzających zamiar wejścia technologicznego giganta z Kalifornii w branżę motoryzacyjną. Wynika z nich, że platformą dla prób prowadzonych przez Apple będzie hybrydowy Lexus RX 450h.

Władze stanu Kalifornia wydały firmie Apple pozwolenie na testowanie pojazdów autonomicznych na drogach publicznych i tym samym spółka z Cupertino dołączyła do 29 innych podmiotów, mogących prowadzić tam swoje próby. W pozwoleniu zapisano, że w testach będą uczestniczyć trzy samochody Lexus RX 450h i sześciu kierowców. Oznacza to, że Apple pracuje przede wszystkim nad oprogramowaniem do automatycznego prowadzenia pojazdów, nie wyklucza jednak możliwości stworzenia w przyszłości przez firmę spod znaku nadgryzionego jabłka własnego samochodu.

Apple nie jest pierwszą firmą, wykorzystującą w próbach hybrydowe Lexusy RX – od wielu lat stanowią one trzon floty pojazdów testowych firmy Google, która prowadzi szeroko zakrojone badania nad technologiami automatycznego prowadzenia z użyciem ponad 20 takich aut.

Powodem, dla którego jako platformy testowe dla systemów automatycznego prowadzenia pojazdów używane są auta hybrydowe jest fakt, że samochody z napędem konwencjonalnym nie są w stanie zapewnić wystarczającej ilości prądu do zasilania rozbudowanego systemu czujników i komputerów. Hybrydy mają prądu pod dostatkiem.

Nieodkryty potencjał Big Data. Rynek na drodze do 203 mld USD

Globalny rynek danych i analityki biznesowej, jest obecnie wyceniany na 130 mld dolarów i będzie rósł w kolejnych latach w dwucyfrowym tempie. Przewiduje się, że w 2020 roku przekroczy już próg 203 mld dolarów. Technologie Big Data rozwijają się sześciokrotnie szybciej niż pozostałe segmenty sektora IT. Tymczasem polski biznes wydaje się być wciąż nieświadomy wyścigu, w którym uczestniczy. Wygrają w nim te firmy, które będą mieć dostęp do odpowiednich danych i zrobią z nich jak najlepszy pożytek.

Według IDG Enterprise 2016 Data & Analytics Research, 78% przedstawicieli przedsiębiorstw uważa, że zbieranie i analizowanie danych może zainicjować fundamentalną zmianę sposobu prowadzenia ich biznesu w ciągu najwyżej trzech lat. Polska wpisuje się w ten światowy trend. Rodzimi przedsiębiorcy podchodzą jednak do Big Data z daleko idącą ostrożnością – tylko 5,9% polskich firm korzysta z rozwiązań do analizy dużych zbiorów danych.

– Polacy, podchodzą z dystansem do technologicznych nowinek. Świadczy o tym dalekie, 23. miejsce wśród zaawansowanych cyfrowo państw Unii Europejskiej według analiz KE. Jednak w przypadku Big Data perspektywy są optymistyczne. Aż 8 do 10 polskich menedżerów IT jest zdania, że analityka wielkich zbiorów danych będzie stanowić podstawę strategii biznesowych dla ich firm w przeciągu najbliższych 5 lat. Natomiast w ciągu najbliższych dwóch aż siedem na dziesięć przedsiębiorstw planuje zwiększenie wydatków na analizę dużych zbiorów danych Bogdan Brzozowski, IT Consultant w Capgemini

Zamienić dane na pieniądze

2016 rok stanowił przełom dla wielu firm powiązanych z segmentem Big Data. Według Deloitte kluczowym trendem w tym okresie była monetyzacja danych. W oparciu o Big Data coraz częściej podejmuje się ważne decyzje biznesowe dotyczące rozwoju, strategii czy kampanii marketingowych. Dlaczego? Osoby zarządzające przedsiębiorstwami zakładają, że wraz z zaawansowanymi analizami pozyskają nowy, głębszy wgląd w informacje, które dają możliwość wzrostu dla swojego biznesu. Według IDG Enterprise 2016 Data & Analytics Research firmy inwestowały do tej pory w narzędzia do analityki danych głównie z myślą o dwóch celach biznesowych: poprawie jakości systemów CRM  oraz poszukiwaniu w danych możliwości ich wymiernego wykorzystania w przedsiębiorstwie  (tzw. data – driven business).

– Przewiduje się, że do 2020 roku analityka predyktywna i preskryptywna przyciągnie około 40% nowych inwestycji w Business Intelligence. Pierwsza służy przewidywaniu przyszłych scenariuszy rozwoju rynku oraz zachowań klientów i konkurencji. Druga dostarcza wiedzy, jak te zachowania można modelować i wpływać aktywnie na postawy korzystne z punktu widzenia firmy. Przedsiębiorstwa coraz bardziej koncentrują się na analizie zachowań klientów. W ten sposób poszukują szansy na wejście na nowe rynki, kreowanie nowych modeli biznesowych oraz chcą poprawiać swoją operacyjność. Inwestycje w analitykę, Big Data oraz BI wychodzą tym celom naprzeciw – tłumaczy dalej Bogdan Brzozowski

Skala możliwości zastosowania rozwiązań Big Data jest w dużej mierze zależna od branży. Przede wszystkim korzystają z nich firmy z sektora usług finansowych. W ich wypadku Big Data służy m.in. do oceny ryzyka kredytowego lub selekcji klientów, którym zostanie przedstawiona oferta konkretnego produktu bankowego. Dzięki zaawansowanym algorytmom takie procesy są realizowane w czasie rzeczywistym. Jeszcze niedawno zajmowały nawet do kilku dni. Kolejnym sektorem świadomym użyteczności Big Data jest handel i telekomunikacja. Do tego grona zaliczają się również firmy produkcyjne, które dzięki analityce mogą obniżać koszty operacyjne nawet o 20% i liczyć na 30% wzrost zysków. Na ten efekt, a więc wymierne pójście w górę słupka przychodu, liczą wszyscy menedżerowie wprowadzający do firm projekty BI. I oczekują wykazania ich skuteczności.

Główne wyzwania dla biznesu: jakość i dostępność danych

Monetyzacja danych wiąże się jednak z pewnymi wyzwaniami. Głównym problemem jest dokładna ocena przydatności i wiarygodności zasobów danych. Także tych pochodzących ze źródeł zewnętrznych, których do tej pory przedsiębiorstwa w ogóle nie brały pod uwagę, a będą wykorzystywane coraz częściej. Zasilanie systemów firmowych danymi zewnętrznymi to działanie określane jako „data enrichment”. Dzięki niemu firma zyskuje możliwość przetestowania skuteczności zebranych przez siebie informacji. Ze względu na to, biznes będzie przywiązywał coraz większą wagę do jakości danych, zasilając nimi wewnętrzne systemy BI. W tej sytuacji kluczowa staje się aktualność tego typu treści. Dane muszą być regularnie odświeżane i aktualizowane, ponieważ coraz więcej parametrów (np. intencja zakupowa klienta) ma charakter krótkoterminowy. Do tego dochodzi kwestia utrzymywania w bazie pewnego porządku, mająca na celu chociażby uniknięcie mnożenia się kosztów np. związanych z utrzymaniem serwerów. Bogdan Brzozowski,  podaje przykład takiej sytuacji:

– Olbrzymia ilość danych utrudnia ich analizę oraz utrzymanie spójności przechowywanej informacji. 33 proc. zbieranych przez firmy danych klasyfikuje się jako zbędne, przestarzałe lub nieistotne, czyli ROT (Redundant, Obsolete or Trivial).Typowym przykładem są zduplikowane rekordy, które bardzo często pojawiają się podczas wprowadzania danych adresowych podmiotów prawnych lub osób fizycznych. Tradycyjne metody wyszukiwania były niewystarczające w identyfikacji takich przypadków. W odpowiedzi na ten problem wykorzystaliśmy rozwiązanie nazwane „fuzzy search”, będące nowym podejściem do przeszukiwania i analizy tekstów w relacyjnych bazach danych – komentuje Bogdan Brzozowski.

Drugim istotnym zagadnieniem, zaraz po jakości danych, jest ich dostępność oraz łatwość zarządzania nimi. Firmy chcą analizować treści w czasie rzeczywistym i sprawnie dostosowywać swoje oprogramowanie w zależności od bieżących potrzeb. Takie możliwości otwierają przed nimi usługi chmurowe – czyli w skrócie model usług przetwarzania danych oparty na zewnętrznej infrastrukturze dostawcy. Według analiz Gartnera do ich zalet należą m.in. elastyczność, skalowalność, obniżka kosztów, innowacyjność i wsparcie wzrostu biznesu.

Usługi w modelu cloud dają użytkownikom szansę sprawnego funkcjonowania w świecie Big Data bez zbędnych inwestycji np. w drogi sprzęt czy serwery, przy zachowaniu pełnej sprawności działania. Umożliwiają też pracę z dowolnego miejsca. Równie ważny jest fakt, że dzięki funkcjonowaniu „na zewnątrz” produkty cloudowe mogą być szybko aktualizowane i dostosowywane do zmian zachodzących na rynku. Trudno się więc dziwić, że zyskują na popularności. Jak przewiduje Gartner, do 2020 roku aż 50 proc. usług w zakresie tzw. outsourcingu IT będzie związanych z strategiami wdrożenia usług chmurowych. Duże zainteresowanie firm w tym zakresie odczuwamy także na przykładzie własnych doświadczeń z projektami cloud realizowanymi przy użyciu technologii przetwarzania in-memory SAP HANA. Tylko w 2016 roku liczba subskrybentów usług SAP w tym modelu sięgnęła aż 110 mln, a poziom przychodów firmy z tego tytułu wyniósł 3 mld dolarów – mówi Tomasz Niebylski, dyrektor ds. wsparcia sprzedaży w SAP Polska.

Karol Wyka nowym dyrektorem ds. wynajmu HB Reavis w Polsce

Karol Wyka objął nowe stanowisko Country Leasing Director w warszawskim oddziale firmy deweloperskiej HB Reavis. Od kwietnia tego roku odpowiada za komercjalizację wszystkich jej budynków w Polsce, zarządzanie 11-osobowym zespołem najmu oraz wzmacnianie relacji z obecnymi i potencjalnymi klientami.

Karol Wyka jest związany z HB Reavis od 2013 roku. Dotychczas odpowiadał m.in. za wdrażanie strategii wynajmu dla poszczególnych budynków oraz negocjowanie warunków umów z klientami. Pracował przy podpisaniu umów z wieloma renomowanymi firmami, które z powodzeniem działają lub wkrótce przeniosą swoje siedziby do biurowców HB Reavis, w tym m.in. Diebold Nixdorf (ponad 9 700 mkw.) oraz KMD (niemal 6 200 mkw.).

W ramach nowych obowiązków, Karol Wyka koordynuje działania zespołu odpowiedzialnego za wynajem powierzchni biurowych i handlowo-usługowych we wszystkich budynkach HB Reavis w Warszawie, w tym m.in. Varso, Gdański Business Center, West Station, Postępu 14 oraz planowanej inwestycji przy ulicy Burakowskiej.

– Doświadczenie we współpracy z kluczowymi klientami i umiejętność budowania trwałych relacji to bezcenne kompetencje, które Karol wykorzysta teraz, kierując zespołem odpowiedzialnym za komercjalizację naszych budynków. Jesteśmy przekonani, że przysłuży się to dalszemu rozwojowi HB Reavis w Polsce, a także zapewni jeszcze większą satysfakcję klientów, dla których tworzymy nowoczesne i zdrowe środowisko pracy – mówi Stanislav Frnka, prezes zarządu HB Reavis Poland.

Karol Wyka, Country Leasing Director w HB Reavis Poland
Karol Wyka, Country Leasing Director w HB Reavis Poland

– Jestem dumny, że jestem częścią tak innowacyjnej organizacji jak HB Reavis i mogłem uczestniczyć w wielu z najbardziej znaczących transakcjach biurowych ostatnich lat. Jestem pewien, że pozyskana w ten sposób wiedza pomoże mi w nowej roli. Mam nadzieję z powodzeniem zarządzać niezwykle profesjonalnym zespołem oraz realizować wszystkie postawione przede mną cele, wzmacniając pozycję HB Reavis jako jednego z liderów polskiego rynku nieruchomości komercyjnych – komentuje Karol Wyka, Country Leasing Director w HB Reavis Poland.

Karol Wyka posiada ponad siedmioletnie doświadczenie w dziedzinie wynajmu powierzchni biurowych. Przed dołączeniem do zespołu HB Reavis pracował jako Senior Property Broker w firmie doradczej Nuvalu Polska. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz stypendystą Uniwersytetu Otago w Nowej Zelandii.

Członkiem zarządu i dyrektorem handlowym HB Reavis Poland jest Grzegorz Strutyński, który nadzoruje pracę działów wynajmu, marketingu, PR i space planningu, jak również działalność firmy w zakresie tzw. workspace solutions oraz nowych projektów coworkingowych.

Erkan Soy dyrektorem zarządzającym Criteo w krajach Europy Środkowo-Wschodniej

– Criteo (NASDAQ: CRTO), firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, ogłosiła powołanie Erkana Soya na stanowisko dyrektora zarządzającego w krajach Europy Środkowo – Wschodniej. Erkan Soy będzie zarządzał oddziałami firmy w Polsce, Czechach oraz w regionie CEE.

Erkan Soy jest doświadczonym menedżerem z udokumentowanym dorobkiem. Po zbudowaniu oddziału – biura oraz zespołu – Criteo w Turcji, Soy będzie wspierał rozwój firmy w wyróżniających się wysokim potencjałem krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Erkan Soy, dyrektor zarządzający CEE w Criteo
Erkan Soy, dyrektor zarządzający CEE w Criteo

„Cieszę się z  podjęcia nowej roli w czasie, gdy rynki CEE podlegają znaczącym zmianom. Udział transakcji cross-device w Polsce wynosi obecnie 40%, czyli więcej niż w Stanach Zjednoczonych (31%). Ta tendencja przynosi ze sobą wyzwania, ale także nowe możliwości dla reklamodawców. Criteo chce zapewnić im najlepsze wsparcie przy użyciu naszych zaawansowanych rozwiązań” – mówi Erkan Soy, dyrektor zarządzający CEE w Criteo.

W 2011 roku Erkan Soy wspierał wejście Criteo na rynek w Turcji, Rosji i Polsce, po czym skoncentrował się na budowaniu silnego tureckiego oddziału firmy z wyspecjalizowanym zespołem w Stambule. Tym samym udowodnił, że potrafi wspierać rynki we wchodzeniu w nowy etap i wzmacniać rozwój, co jest kluczowym oczekiwaniem dla Polski.

„Wraz z rozwojem biznesu Criteo w regionie Europy Środkowo-Wschodniej znacznie przekraczającym średnią, rynki CEE  mają dla nas coraz większe znaczenie. Poprzez utworzenie nowego stanowiska, odpowiadamy na ten  pozytywny trend i dążymy do wykorzystania nowych możliwości. Wraz ze swoim zespołem Erkan odegra ważną rolę w umacnianiu naszego sukcesu w Polsce i całej Europie Środkowo-Wschodniej, co pozwoli Criteo na pozostanie wiodącą marką” – mówi Alexander Gösswein, dyrektor zarządzający na Europę Centralną w Criteo.

Samouczący się algorytm Criteo analizuje miliardy transakcji online w celu przewidywania zachowań użytkowników, przeglądających produkty w sklepach online. Tym samym umożliwia sprzedawcom dotarcie do odbiorców w czasie rzeczywistym za pomocą spersonalizowanych komunikatów w różnych kanałach i na różnych urządzeniach, m.in. na Facebooku, poprzez in-app. Wykorzystując bezpośrednie relacje z tysiącami wydawców na całym świecie, Criteo dociera do 1,2 miliarda użytkowników internetu (dane Comscore, styczeń 2016). Criteo obsługuje ponad 14 000 klientów na całym świecie, w tym firmy z Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Allegro, Bonami, Itaka, Invia czy Orsay.