Coraz więcej firm korzysta z rozwiązań wideokonferencyjnych. Pozwalają oszczędzić czas, pomagają w komunikacji i rekrutacji

Coraz więcej firm korzysta z rozwiązań wideokonferencyjnych. Pozwalają oszczędzić czas, pomagają w komunikacji i rekrutacji 1

Większa mobilność zatrudnienia i oczekiwania nowego pokolenia na rynku pracy wymuszają rozwój technologii mobilnych. Rośnie zapotrzebowanie na rozwiązania wideokonferencyjne, które pozwalają oszczędzić czas i koszty w firmach. Mnogość modeli wdrożeń i elastyczne formy zakupu sprawiają, że rozwiązania wideokonferencyjne stają się popularne nie tylko w korporacjach, lecz także w małych i średnich przedsiębiorstwach.

– Rozwiązania wideokonferencyjne dosyć mocno ewoluowały w ostatnich latach. Jeszcze kilka lat temu infrastruktura wideokonferencyjna stanowiła kilka pudełek, teraz jest to przede wszystkim oprogramowanie, które można wdrożyć w środowisku wirtualnym. Firmy mają do wyboru chmurę prywatną, publiczną czy połączenie obu tych modeli i stworzenie hybrydy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Pawlikowski, Ekspert ds. Rozwiązań Wideokonferencyjnych w MCX Telecom.

Firmy coraz częściej poszukują nowych rozwiązań, rośnie popyt na systemy telekomunikacyjne. Większe jest też zapotrzebowanie na systemy wideokonferencyjne wykorzystywane m.in. w procesach rekrutacji, szkoleniach czy rozmowach z klientami i współpracownikami. Jednocześnie to rozwiązania oszczędne. Dla firm, które mają własne środowisko wirtualne, wystarczy sam zakup oprogramowania software. Zachętą dla firm jest mnogość modeli wdrożeń (chmury prywatne, publiczne czy rozwiązania hybrydowe) oraz elastyczne formy zakupu, czyli czasowe subskrypcje licencji czy leasing.

– Dzisiejsze rozwiązania wideokonferencyjne są mocno zintegrowane z platformami Unified Communications, czyli komunikacji zunifikowanej. Tworzą one jednolite środowisko komunikacyjne. To istotne, ponieważ użytkownicy zyskują możliwość połączenia z dowolnego urządzenia oraz miejsca za pomocą aplikacji na urządzenia mobilne typu tablet czy smartfon, a także bezpośrednio z przeglądarki internetowej – tłumaczy Pawlikowski.

Wideokonferencje pozwalają nie tylko oszczędzić pieniądze (koszt wdrożenia systemu często zwraca się w ciągu roku), lecz także zwiększają wydajność pracy i poprawiają komunikację w przedsiębiorstwie. Zapewnienie zespołom projektowym wysokiej jakości narzędzi komunikacji zwiększa zaś ich efektywność pracy.

– Dużą zmianą przy projektowaniu rozwiązań wideokonferencyjnych było uwzględnienie elementów pracy grupowej. Mam tutaj na myśli czat grupowy czy możliwość dzielenia dokumentów pomiędzy współpracownikami z możliwością ich edycji. Sama obsługa urządzeń jest dużo bardziej intuicyjna niż kiedyś, a ujednolicony interfejs na wszystkich urządzeniach nie wymaga uczenia się obsługi urządzenia od nowa. Przy projektowaniu systemów bierze się również pod uwagę charakter oraz miejsce wykonywanej pracy – ocenia ekspert MCX Telecom.

Jak wskazuje Piotr Pawlikowski, rozwój technologii chmurowych powoduje dużo łatwiejszy dostęp do usług Unified Communications. Obecnie popyt na chmurę rośnie nawet siedmiokrotnie szybciej niż na inne usługi IT (dane IDC). Prognozy mówią, że w 2019 roku wartość rynku usług w chmurze prywatnej i publicznej przekroczy w Polsce 450 mln dol., co będzie stanowić blisko 11 proc. całego rynku usług IT (obecnie to ok. 4 proc.). Co więcej, rośnie zapotrzebowanie nie tyle na same usługi, ile na chmurę jako platformę łączącą rozwiązania IT.

– Na rynku zaczynają dominować osoby z pokolenia Y, które na co dzień korzystają z urządzeń mobilnych, portali społecznościowych, aplikacji typu Snapchat, WhatsApp czy aplikacji oferujących połączenia wideo. To one wymuszają zmiany, gdyż wchodząc na rynek pracy, oczekują zaawansowanego dostępu do usług. Mobilność i praca zdalna także wymuszają rozwój tego rodzaju technologii – przekonuje ekspert.

Wideokonferencje są coraz częściej wykorzystywane w administracji publicznej, aby poprawić organizację czasu pracy czy zapewnić odpowiednią komunikację wewnątrz i na zewnątrz urzędu. Do komunikacji z kryzysowych sytuacjach wideokonferencję wykorzystuje też wojsko i policja.

– Sektor finansowy od lat wykorzystuje rozwiązania wideokonferencyjne do komunikacji wewnątrz organizacji. W ostatnim czasie systemy te są stosowane również w kontaktach z klientami poprzez czat na stronie internetowej firmy. Rozwiązania te wykorzystywane są również w szkolnictwie w procesie nauczania, który łączy tradycyjne metody z edukacją na odległość – mówi Piotr Pawlikowski.

Rekordowe zainteresowanie dofinansowaniem na wymianę oświetlenia elektrycznego i budowę przydomowych oczyszczani ścieków. Środki na ten rok wyczerpane

Rekordowe zainteresowanie dofinansowaniem na wymianę oświetlenia elektrycznego i budowę przydomowych oczyszczani ścieków. Środki na ten rok wyczerpane 2

Na realizację zadań z zakresu środowiska Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie w ciągu 22 lat wydał ponad 4,2 mld zł. Finansował realizacje ponad 20 tys. inwestycji. W tym roku realizowane są dwa programy. „Budowa przydomowych oczyszczalni ścieków” oraz „Modernizacja oświetlenia elektrycznego” cieszą się dużym zainteresowaniem. Oba wyczerpały pełne środki, które przygotowaliśmy dla naszych wnioskodawców na 2016 rok – podkreśla Anna Mzyk, rzecznik WFOŚiGW w Warszawie.

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie finansuje zadania z zakresu ochrony środowiska na terenie województwa mazowieckiego od ponad 22 lat. Na przestrzeni tych lat na realizację różnorodnych zadań z zakresu środowiska wydaliśmy 4,2 mld zł, finansując realizacje ponad 20 tys. inwestycji. Corocznie przygotowujemy ofertę programową, która wynika z potrzeb środowiskowych oraz z potrzeb jednostek korzystających z pieniędzy funduszu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Mzyk, rzecznik WFOŚiGW w Warszawie.

W tym roku Fundusz realizuje dwa programy. Nabór do programu „Budowa przydomowych oczyszczalni ścieków dla osób fizycznych” ruszył z początkiem lipca. Dofinansowanie w formie dotacji na budowę przydomowych oczyszczalni można otrzymać do 45 proc. kosztów kwalifikowanych, ale nie więcej niż 7,5 tys. zł dla oczyszczalni o przepustowości do 5 m3/d i nie więcej niż 10 tys. zł dla oczyszczalni o przepustowości 5 – 7,5 m3/d. Istnieje też możliwość całkowitego dofinansowania w formie pożyczki.

To program skierowany do Kowalskiego, który nie może podłączyć się do zbiorczej kanalizacji, tylko ma dom w tzw. rozproszonej zabudowie. Może on skorzystać z dofinansowania wojewódzkiego funduszu i wybudować indywidualnie przy własnym domostwie taką oczyszczalnię ścieków – tłumaczy Mzyk.

Fundusz zachęca też do wymiany przestarzałych systemów oświetleniowych. W ramach programu „Modernizacja oświetlenia energetycznego” oferuje niskoprocentową pożyczkę, która obejmuje m.in. koszty demontażu starych opraw, wymiany systemu sterowania oświetleniem czy montażu urządzeń do inteligentnego sterowania oświetleniem.

Mogą z tego skorzystać jednostki samorządu terytorialnego i ich podległe jednostki. Program polega na wymianie oświetlenia elektrycznego w budynkach użyteczności publicznej ze starego oświetlenia na te nowoczesne, ledowe. To podnosi jakość oświetlenia, poprawia jakość widzenia dla osób, które korzystają z pomieszczeń w tych budynkach, a także pozwala zaoszczędzić energię elektryczną – przekonuje rzecznik WFOŚiGW.

Program pozwala na całkowite pokrycie kosztów kwalifikowanych w formie pożyczki, umorzonych może zostać do 40 proc. kosztów. Wymiana oświetlenia umożliwia obniżyć rachunki gmin nawet o 2/3.

Nabór do obu programów miał trwać do 30 września lub do wyczerpania alokacji. Jak wskazuje rzecznik funduszu, cieszyły się dużym zainteresowaniem. Nowoczesne, oszczędne oświetlenie jest też jedną z dróg do tworzenia tzw. inteligentnych miast.

Oba programy cieszą się bardzo dużą popularnością. Zarówno program na budowę przydomowych oczyszczalni ścieków, jak i program związany z modernizacją oświetlenia elektrycznego w tym momencie wyczerpały środki, które przygotowaliśmy dla naszych wnioskodawców na 2016 rok – podkreśla Anna Mzyk.

30 proc. dzieci spędza codziennie 2–4 h w internecie. Większość z nich nie ma zainstalowanych programów chroniących przed szkodliwymi treściami

30 proc. dzieci spędza codziennie 2–4 h w internecie. Większość z nich nie ma zainstalowanych programów chroniących przed szkodliwymi treściami 3

Już ponad połowa dzieci ma własny smartfon. Co czwarty rodzic przyznaje, że ich dziecko może korzystać z internetu kiedy i gdzie chce. Wydłuża się czas przebywania w sieci, nawet 8 proc. dzieci deklaruje, że jest stale online. Większość rodziców przyznaje, że nie wie, jak dbać o bezpieczeństwo najmłodszych. Nowe narzędzie ochrony rodzicielskiej proponuje rodzicom Orange Polska, operator szkoli też sprzedawców w zakresie bezpieczeństwa dzieci w sieci.

– Internet to znakomite źródło wiedzy, dostępu do informacji, ciekawych treści i rozwijania pasji. Staramy się też zachęcać rodziców, żeby tak na to patrzyli, ale musimy mieć świadomość, że zagrożenia, z jakimi się nasi podopieczni spotykają w sieci, powinny być minimalizowane – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prezes Fundacji Orange Ewa Krupa.

Odpowiedzią na potrzebę ochrony najmłodszych jest m.in. nowa usługa ochrony rodzicielskiej wraz z aplikacja mobilną „Chroń Dzieci w Sieci” opracowana przez Orange Polska. To kolejna po Bezpiecznym Starterze usługa stworzona z myślą o najmłodszych internautach.

– Dzięki aplikacji rodzice będą mogli zwiększyć kontrolę nad tym, z jakich treści i w jakim czasie korzystają ich dzieci. Skorzystają z filtrowania informacji, które są tam dostępne. Powiększy to kontrolę nad tym, jak dzieci spędzają czas w internecie, ochroni je przed dostępem do treści, które są dla nich niewłaściwe – tłumaczy Bożena Leśniewska, członek zarządu ds. sprzedaży i komercyjnej digitalizacji Orange Polska.

– Z najnowszego badania zleconego przez Fundację Orange wynika, że zdecydowana większość dzieci powyżej 10 roku życia w Polsce korzysta z urządzeń dostępu do internetu praktycznie w sposób stały. W tygodniu 30 proc. dzieci korzysta z sieci przeważnie 2–4 godziny dziennie. Podczas weekendów nawet 8 proc. dzieci jest niemal ciągle online – podkreśla Ewa Krupa.

Internet odgrywa w życiu dzieci zdecydowanie większą rolę niż w życiu ich rodziców. Aż 62 proc. dzieci twierdzi, że trudno im sobie wyobrazić życie bez internetu, podczas gdy w przypadku rodziców wskazało tak tylko 39 proc. Dla dzisiejszych dzieci internet jest cyfrowym podwórkiem – tu rozmawiają i nawiązują relacje z rówieśnikami. Z badań Fundacji Orange wynika, że już ponad połowa dzieci ma własny smartfon. Wydłuża się czas, w jakim dzieci korzystają z sieci. Obecnie nawet 8 proc. najmłodszych deklaruje, że jest stale online. Starsi – gimnazjaliści i licealiści – są praktycznie cały czas obecni w sieci, nie tylko w trakcie weekendów.

– Już roczne i dwuletnie dzieci korzystają z urządzeń podłączonych do internetu. Widzimy też, że rodzice, choć deklarują, jak istotna jest dla nich ochrona swoich pociech w sieci, nie zawsze są do tego właściwie przygotowani – wskazuje Krupa.

Ponad 65 proc. rodziców najbardziej obawia się kontaktu dziecka ze szkodliwymi treściami, ale 80 proc. z nich nie instaluje na urządzeniach programów chroniących przed nimi. Rodzice są przekonani, że ich dzieci z takich stron po prostu nie korzystają. Co szóstemu dziecku (15 proc.) zdarzyło się jednak przeglądać nieodpowiednie dla nich strony w sieci, ale ponad 75 proc. z nich deklarowało, że trafiło na nie przypadkiem.

– Zachęcamy rodziców, żeby byli partnerami do rozmowy o tych tematach, bo taka jest potrzeba dzieci. To właśnie z nimi chcą rozmawiać w sytuacji zagrożeń – podkreśla ekspertka z Fundacji Orange. – Niebezpieczeństwa, z jakimi się nasi podopieczni spotykają w sieci, powinny być minimalizowane. Temu służą działania edukacyjne, które prowadzi Fundacja Orange– dodaje Ewa Krupa.

Fundacja Orange od niemal 11 lat edukuje najmłodszych użytkowników internetu. Ze szkoleń i lekcji na temat bezpieczeństwa w internecie skorzystały setki tysięcy dzieci. Obecnie Fundacja szkoli także sprzedawców operatora.

– Dzięki szkoleniom sprzedawcy w salonach Orange Polska będą umieli porozmawiać z rodzicami na temat zagrożeń w internecie. Udostępnią też ulotkę, mały podręcznik korzystania z sieci i informacje o tym, jakie można spotkać zagrożenia – mówi Bożena Leśniewska.

– W naszych salonach rodzice znajdą również dostosowaną do młodych odbiorców grę edukacyjną. Pozwala ona uświadomić dzieciom, na co powinny zwracać uwagę i dlaczego powinny być ostrożne oraz że nie wszystko, co spotkają w internecie, jest dla nich przeznaczone – wskazuje Bożena Leśniewska.

W uczeniu dzieci korzystania z internetu dużą rolę odgrywają rodzice i opiekunowie. Świadomość takiej odpowiedzialności ma ponad 90 proc. z nich, gorzej jest z praktyką. 93 proc. dorosłych deklaruje, że kontroluje aktywność swojego dziecka w internecie w domu, ale potwierdza to zaledwie 56 proc. ich podopiecznych. W dużej mierze wynika to z poczucia słabszych niż u dzieci kompetencji cyfrowych i nienadążania za nowościami. Wskazuje na to 76 proc. rodziców.

– To zdecydowanie na rodzicach spoczywa odpowiedzialność wprowadzenia dzieci w cyfrowy świat w odpowiedni sposób, żeby kształtować właściwe nawyki. Dlatego zachęcamy do skorzystania z pomocy, jaką oferują nasi doradcy. Będzie z niej można skorzystać w 200 salonach Orange w całej Polsce – podkreśla Krupa.

Spożycie indywidualne na razie napędza gospodarkę

Bieżące nastroje konsumentów poprawiły się we wrześniu 2016 r. w stosunku do sierpnia br. Natomiast wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej był słabszy niż wskaźnik bieżący, a także niższy niż sierpniu br. i wyniósł (-7,5) – podał GUS na podstawie wspólnego z NBP badania koniunktury konsumenckiej przeprowadzonego w okresie 5-14 września.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Bieżące nastroje konsumenckie są we wrześniu najlepsze nie tylko w 2016 r., ale najlepsze od początku badań koniunktury konsumenckiej (1997 r.). Gospodarstwa domowe coraz lepiej oceniają nie tylko swoją sytuację finansową w ciągu ostatnich 12 miesięcy, ale także coraz lepiej – sytuację finansową w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Efektem są większe obecnie dokonywane ważne zakupy.

Należy zatem spodziewać się, że po dobrych wynikach sprzedaży detalicznej w sierpniu br. (wzrost o 7,8 proc. r/r w cenach stałych, a o 5,6 proc. w cenach bieżących), równie dobry będzie pod tym względem wrzesień. A to oznacza, że w 3. kwartale br. – podobnie jak w 1. połowie roku – to spożycie indywidualne wspierało wzrost polskiej gospodarki.

Pytanie jednak co dalej. Badanie koniunktury konsumenckiej wskazuje bowiem, że rosną obawy gospodarstw domowych o sytuację w polskiej gospodarce w najbliższych 12 miesiącach. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej był niższy we wrześniu niż w sierpniu br. – głównie w wyniku gorszej oceny perspektyw polskiej gospodarki, a także większych obaw dotyczących możliwości oszczędzania. Od tego jak to gorsze postrzeganie perspektyw polskiej gospodarki będzie przekładać się na decyzje konsumpcyjne gospodarstw domowych, będzie zależał wzrost PKB w Polsce w kolejnych kwartałach. Bo na inwestycje, przynajmniej na razie, nie ma co liczyć.

Możliwe, że sierpniowy relatywnie silny wzrost sprzedaży detalicznej to efekt nie tylko poprawiającej się sytuacji na rynku pracy (głównie wzrostu wynagrodzeń) oraz realizacji programu 500+, ale także przyspieszenia decyzji zakupowych przez gospodarstwa domowe w obawie o to, co może się wydarzyć w polskiej gospodarce w najbliższych 12 miesiącach. Gospodarstwa domowe mają pieniądze, ceny na razie nie rosną, sytuacja jest na razie stabilna, więc postanowiły zrealizować swoje potrzeby dotyczące dóbr trwałego użytku. Widać to wyraźnie po bardzo silnym wzroście sprzedaży samochodów, a także mebli, sprzętu rtv i agd.

Jeśli gospodarstwa domowe w kolejnych miesiącach zwiększą skłonność do oszczędzania, to z długookresowej perspektywy bardzo dobrze, ale dla bieżącego wzrostu polskiej gospodarki, a także dla wpływów do budżetu może to być problem.

Konfederacja Lewiatan

Czego możemy oczekiwać po posiedzeniu Fed-u?

O godzinie 20 czasu polskiego FOMC ogłosi decyzję odnośnie poziomu amerykańskich stóp procentowych. Przy szansach na podwyżkę stóp w okolicy 20 proc., taki ruch okazałby się niemałym zaskoczeniem dla inwestorów, pomimo iż część z nich argumentuje, że już przyszedł na to czas.

Na pewno taka decyzja byłaby pozytywna dla amerykańskiego dolara. Poszkodowanymi byłyby oczywiście metale szlachetne oraz najprawdopodobniej indeksy giełdowe. Jednak w obliczu wyborów prezydenckich, Fed raczej będzie wstrzymywał się z podejmowaniem radykalnych decyzji. Dlatego też, rynki będą bacznie śledzić towarzyszące decyzji projekcje makroekonomiczne oraz przewidywania członków Fed-u odnośnie poziomu stóp procentowych na koniec 2016 i 2017 roku. Kluczowe dla zachowania rynków będzie to, czy widzą oni konieczność podwyżki stóp jeszcze w tym roku, czyli na grudniowym posiedzeniu. Obecnie dolar handluje stabilnie do większości głównych walut, oprócz japońskiego jena. Para EURUSD handluje w okolicy poziomu 1,1140, para GBPUSD w okolicy poziomu 1,2980 a para USDPLN w okolicy poziomu 3,8590.

Bank Japonii, zgodnie z oczekiwaniami, pozostawił dziś stopy procentowe na negatywnym poziomie -0,1 proc. Zmienił natomiast zasady skupu obligacji skarbowych. Do tej pory program wynosił 80 bln jenów rocznie, teraz zrezygnowano z konkretnego poziomu, czyniąc program bardziej elastycznym. Celem Banku będzie kontrola krzywej dochodowości instrumentów dłużnych, co w dłuższej perspektywie ma podnieść inflację do poziomu ponad 2 proc. Dzisiejsza decyzja jest eksperymentem inżynierii finansowej, dlatego też reakcja rynku była dość chaotyczna. Japoński jen początkowo osłabił się do dolara, jednak obecnie jest znacznie mocniejszy niż przed decyzją. Para USDJPY traci obecnie prawie 1 proc. handlując już w pobliżu poziomu 100,70. Para EURJPY traci ponad 1 proc. handlując w pobliżu poziomu 112,30. Natomiast para GBPJPY traci około 0,9 proc. handlując w pobliżu poziomu 130,80. Największy ruch odnotowaliśmy natomiast na rynku akcyjnym, indeks Nikkei zyskał na zamknięciu 1,9 proc., a skupiający akcje japońskich banków Topix Banks Indeks – aż 7 proc. Również oprocentowanie 10 letnich obligacji japońskich wzrosło powyżej zera pierwszy raz od marca.

Ropa naftowa WTI zyskuje 0,9 proc. i handluje w pobliżu poziomu 45 dolarów za baryłkę, po tym jak OPEC zmienił przyszłotygodniowe, nieformalne spotkanie w Algierze na spotkanie formalne. Natomiast ankieta przeprowadzona przez agencję Bloomberg wskazuje, iż analitycy nie oczekują porozumienia co do zamrożenia produkcji ze względu na panujące wewnątrz grupy animozje. Z Libii natomiast wypłynął pierwszy od 2014 roku tankowiec pełen ropy, co może oznaczać zbliżający się koniec wojny domowej. Również ropa Brent handluje dziś 0,7 proc. drożej niż wczoraj w pobliżu poziomu 46,5 dolarów za baryłkę.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Związki zawodowe odrzuciły wszystkie propozycje pracodawców

Podczas dzisiejszego spotkania zespołu prawa pracy Rady Dialogu Społecznego w sprawie regulacji rynku pracy tymczasowej, związki zawodowe zaprzepaściły szansę na wypracowanie zrównoważonych rozwiązań w tym zakresie – uważają Polskie Forum HR i Konfederacja Lewiatan.

Głównymi elementami spotkania były dwie kwestie: określenie maksymalnego okresu zatrudnienia pracownika tymczasowego oraz wydłużenia umów z kobietami w ciąży do dnia porodu.

Pracodawcy wyszli z propozycją promowania umów o pracę w pracy tymczasowej poprzez wydłużenie maksymalnego okresu zatrudnienia na tej podstawie do 24 miesięcy i skróceniu do 12 miesięcy przy stosowaniu umów prawa cywilnego lub mieszanych. Nadużywanie umów cywilnoprawnych jest jedną z największych bolączek rynku pracy tymczasowej (i nie tylko) – ponad 50% pracowników tymczasowych w Polsce zatrudnianych jest dziś w tej formule. Dla porównania agencje zrzeszone w Polskim Forum HR, które zatrudniają ponad 30% wszystkich pracowników tymczasowych w Polsce, tylko w przypadku 8% stosują umowy cywilne. Obecna propozycja rządowa zakłada jednolity, 18- miesięczny limit, w stosowaniu obu rodzajów umów.

– Brak zgody związków zawodowych i rządu na promocję umów o pracę w zatrudnieniu tymczasowym jest dla nas kompletnie niezrozumiałe. W czasie dzisiejszego spotkania nie usłyszeliśmy żadnych argumentów, które pokazywałyby dlaczego wydłużenie do 24 miesięcy możliwości zatrudniania pracownika tymczasowego w oparciu o umowę o pracę jest dla niego szkodliwe – komentuje Agnieszka Bulik, wiceprezes Polskiego Forum HR.

Drugim elementem propozycji rządowej, budzącym ogromne kontrowersje jest nałożenie na agencje obowiązku wydłużenia umowy, która uległaby rozwiązaniu po upływie 3 miesiąca ciąży, do dnia porodu. Propozycja ta nie bierze pod uwagę specyfiki zatrudniania w formie pracy tymczasowej, której podstawową cechą jest pośredniczenie w powierzaniu pracy zleconej przez podmiot zewnętrzny.

Całe ryzyko gospodarcze i związane z nim koszty w całości zostają przerzucone na agencję podczas kiedy z jej istoty wynika, że zatrudnienie tymczasowe trwać może tak długo jak wynika to ze zgłoszonego zapotrzebowania na pracę przez pracodawcę użytkownika. Kobiety stanowią 47% wszystkich pracowników tymczasowych z czego 41% to osoby poniżej 26 roku życia – zatrudnienie grupy ponad 150 tys. kobiet będzie obarczone zbyt dużym ryzykiem kosztowym, którego ani agencje ani pracodawcy użytkownicy nie mogą wziąć na siebie.

Co nam pozostało ze szczytnego celu lepszego uregulowania pracy tymczasowej, które miało wprowadzić wyższe standardy funkcjonowania tego rynku? – jedynie ograniczenia, które zniechęcą pracodawców do korzystania z tej, najlepiej uregulowanej, formy elastycznego zatrudnienia i zmuszą do poszukiwania innej formuły, już nie tak korzystnej dla pracowników.

– W projekcie ustawy nie znalazła się żadna propozycja pracodawców. Argumentacja przez nas przedstawiona nie została w ogóle wzięta pod uwagę. W mojej ocenie taka forma dialogu społecznego jest sprzeczna z jego założeniami – podsumowuje dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

Czy zniesienie normy ruszy budowę kilkunastometrowych mieszkań

Czy zniesienie normy dotyczącej minimalnej powierzchni budowanych mieszkań spowoduje, że w nowych inwestycjach pojawią się lokale o metrażu poniżej 20 mkw.? Czy deweloperzy planują budowę mikromieszkań w swoich projektach? Czy jest zainteresowanie zakupem takich lokali? Sondę przedstawia serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Mieszkania kompaktowe, tj. lokale o najlepszej relacji powierzchni do liczby pomieszczeń zawsze były poszukiwane na rynku. Zainteresowanie małymi mieszkaniami jest bardzo widoczne w ciągu ostatnich 2-3 latach, kiedy mocno aktywni zaczęli być klienci inwestycyjni, poszukujący lokali pod wynajem. Powód jest prosty, za niższą cenę można kupić mieszkanie spełniające określoną funkcję. Wykończenie takiego mieszkania również jest tańsze, a przez to rentowność z najmu wyższa. Mniejszych mieszkań szukają również osoby o ograniczonej zdolności kredytowej.

Ograniczenia co do minimalnej wielkości pokoi, kuchni, salonu, czy kubatury łazienki w znacznym stopniu utrudnia projektowanie małych mieszkań, w związku z czym minimalna powierzchnia mieszkania jednopokojowego na rynku to około 23-25 mkw., a dwójki z aneksem kuchennym 35-40 mkw. Zniesienie limitów zdecydowanie ułatwi projektowanie mniejszych mieszkań, na które jest popyt, szczególnie w projektach zlokalizowanych w centrach miast. Po wprowadzeniu zmian, na pewno będziemy starali się dostosować projekty do oczekiwań rynku, uzupełniając ofertę o lokale o mniejszym metrażu.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Wielkość oferty rynkowej mikromieszkań i popyt na nie zależeć będzie m.in. od ustalanych cen. Rynek nadal jednak preferuje dwu i trzypokojowe mieszkania o powierzchniach około 50-60 mkw. Takie lokale znaleźć można w każdym, naszym projekcie. W przygotowywanych do wprowadzenia inwestycjach nie przewidujemy tzw. mikromieszkań. Metraże oferowanych mieszkań zaczynać się będą od ok. 30 mkw.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic

Zniesienie normy dotyczącej minimalnej powierzchni mieszkania nie spowoduje rewolucyjnych zmian na rynku. Z pewnością przysłuży się inwestorom, szczegónie kupującym mieszkania z przeznaczeniem na najem krótkoterminowy, a wydaje się że taki był właśnie powód zmiany przepisów. W przypadku projektów mieszkaniowych istnieją również przepisy związane z wymaganą ilością miejsc postojowych w przeliczeniu na liczbę mieszkań. Projektowanie większej liczby mieszkań o niedużych metrażach przynosi konieczność budowy kolejnego poziomu garażu, lokowanego zwykle pod budynkiem, co przestaje mieć ekonomiczne uzasadnienie. To powód ograniczonej ilości mieszkań możliwych do wybudowania w inwestycji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Zniesienie normy minimalnej powierzchni mieszkań z pewnością przyczyni się do tego, że w nowych inwestycjach pojawią się lokale o metrażu poniżej 20 mkw. Przy czym, ilość takich mieszkań w inwestycji będzie uwarunkowana różnymi czynnikami oraz lokalizacją samego projektu. Jeśli pojawi się taka potrzeba mieszkania tego typu znajdą się w naszych inwestycjach. Najbardziej są nimi zainteresowani klienci dokonujący zakupów w celach inwestycyjnych.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Mieszkania kompaktowe cieszą się największym zainteresowaniem w inwestycjach realizowanych w sektorze nieruchomości popularnych. Już teraz najwięcej kupujących decyduje się na lokale o powierzchni do 40 mkw., stąd można przypuszczać, że jeśli na rynku pojawią się mniejsze mieszkania także znajdą się na nie chętni. Mikromieszkania są przede wszystkim idealnym rozwiązaniem inwestycyjnym. W warszawskim projekcie Wola Invest mamy w ofercie wykończone i wyposażone mieszkania jednopokojowe w cenie od 239 tys. zł.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Z uwagą przyglądamy się temu, co dzieje się na rynku nieruchomości, analizujemy m.in. także trend budowy mikroapartamentów. Stawiamy przede wszystkim na wygodę i komfort, co przekłada się na jakość i rodzaj oferowanych mieszkań. Na tym etapie nie sprzedajemy tego typu lokali, ale nie wykluczamy, że w przyszłości mogą się one pojawić w naszej ofercie.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Mikromieszkania to dynamicznie rozwijający się segment na rynku. Popularnością cieszą się zwłaszcza wśród rentierów, studentów, czy singli, którzy samodzielnie starają się o kredyt. W naszych projektach zawsze planujemy odpowiednią liczbę mniejszych lokali, o metrażu od około 25 mkw., które są jednymi z najszybciej kupowanych mieszkań. Z dzisiejszymi możliwościami kreatywnego i funkcjonalnego wykorzystania przestrzeni to interesująca oferta dla osób żyjących w pojedynkę.

Yael Rothschild, prezes zarządu Mill-Yon Gdańsk

Nie zdarzają się nam zapytania dotyczące mieszkań poniżej 20 mkw. Najmniejsze mieszkania o jakie pytają klienci to 25-27 mkw. Małe mieszkania o powierzchni do ok. 35 mkw. znikają z naszej oferty błyskawicznie, jeszcze w okresie przedsprzedaży. Dla inwestora najbardziej atrakcyjnym kąskiem jest lokal o powierzchni 35-40 mkw., na której mieszczą się dwa pokoje z odrębną kuchnią. Nie planujemy budowy mieszkań o metrażu mniejszym niż 20 mkw. w naszych inwestycjach. Ważny aspekt to koszt budowy mikromieszkań, a w konsekwencji cena sprzedaży metra kwadratowego. Każde z tych mieszkań musi być wyposażone w łazienkę i przyłącza kuchenne, a koszt realizacji projektu z większą liczbą tych pomieszczeń jest odpowiednio wyższy. Być może najlepszą grupą docelową dla mikromieszkań będą samotne osoby starsze, dla których bardzo istotnym czynnikiem są koszty eksploatacyjne. Sprawdzą się również prawdopodobnie w przypadku budowy aparthoteli.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży RED Real Estate Development

Po zmianie przepisów związanych z minimalnym metrażem mieszkań nie zamierzamy wprowadzać zmian w strukturze oferty. Dzięki temu nasi klienci będą mieli pewność zachowania najwyższych norm, nawet jeśli nie będzie to odgórnie wymagane. Nowe przepisy dadzą większą swobodę deweloperom. Warto jednak zauważyć, że osób zaintereowanych nietypowymi rozwiązaniami, czyli „mikroskopijnymi” mieszkaniami jest niewiele. Daje się to zauważyć na przykładzie kawalerek budowanych według „starych” zasad. Takie mieszkania stanowią niewielki ułamek rynku nieruchomości, kupiło je 5 proc. Polaków przebadanych przez TNS Polska. Zapotrzebowanie na „mikroskopijne” lokale będzie z pewnością jeszcze mniejsze.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Planowane zniesienie norm dotyczących minimalnej powierzchni pomieszczeń spowoduje, że w nowych projektach pojawią się mieszkania o mniejszym metrażu. Klienci bardzo często pytają o najmniejsze mieszkania. Najlepszym przykładem tego, że popyt na małe mieszkania nie słabnie jest nasza, nowa inwestycja Apartamenty Krasińskiego II zlokalizowana na warszawskim Żoliborzu. Sprzedaliśmy w niej wszystkie mieszkania o metrażach od 25 do 30 mkw., które stanowiły 6 proc. oferty w tym projekcie. Jeśli będziemy planować budowę mieszkań o powierzchni mniejszej niż 20 mkw. bardzo istotną kwestię stanowić będzie zapewnienie odpowiedniej funkcjonalności takich lokali, aby równowaga pomiędzy niewielką powierzchnią i spełnieniem oczekiwań nabywców została zachowana.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Od dawna specjalizujemy się w budowie niewielkich, ale funkcjonalnych mieszkań. Nie mniej zmiana przepisów nie spowoduje, że będziemy je budować o powierzchniach mniejszych niż 20 mkw., ponieważ kupujący nie zgłaszają takiego zapotrzebowania.

Ewelina Krosta, reprezentująca WAN S.A.

Nie odnotowaliśmy zapotrzebowania na mieszkania o metrażu poniżej 20 mkw. w naszych inwestycjach. Klienci, którzy poszukują niewielkich lokali, pytają raczej o mieszkania w przedziale od 25 do 30 mkw., ponieważ mniejsze lokale nie zapewniają komfortu i odpowiedniej przestrzeni. Potencjalni najemcy również interesują się większymi metrażami, uważają mieszkania o powierzchni poniżej 20 mkw. za zbyt ciasne. Dlatego także inwestorzy, którzy znają rynek nieruchomości, będą woleli zainwestować w lokale o kilka metrów większe, które dają większe szanse na wynajem.

Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu, Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Jedynie projekty dopasowane do oczekiwań nabywców mogą odnosić sukcesy. Dlatego też, planując realizację kolejnych etapów naszych inwestycji, bardzo szczegółowo analizujemy sprzedaż w uruchomionych fazach projektów oraz opinie i zapytania ze strony klientów. Dzięki takiemu modelowi widzimy, że niewielkie kawalerki i mieszkania dwupokojowe nadal cieszą się dużym zainteresowaniem kupujących. W naszych projektach tego rodzaju lokale stanowią istotny element oferty, nie planujemy jednak wprowadzać do niej mikromieszkań.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

Dzień z bankami centralnymi

Dzień z bankami centralnymi 4

Nadeszła długo wyczekiwana środa, dzień posiedzeń dwóch z trzech najważniejszych banków centralnych na świecie. Decyzję Banku Japonii już poznaliśmy, a o godzinie 20:00 poznamy decyzję Rezerwy Federalnej. Na deser dowiemy się jakie stanowisko zaprezentuje Bank Nowej Zelandii.

Dzisiejszego poranka poznaliśmy dalsze działanie Banku Japonii w celu ożywienia inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Najważniejszą informacją komunikatu jest wprowadzenie dodatkowego elementu w aktualnym luzowaniu ilościowym. Jest nim kontrola krzywej dochodowości. Tym samym BoJ zwiększył elastyczność swojego aktualnego działania. Decyzja o kontroli krzywej dochodowości powinna wspomóc japoński sektor finansowy, który nie jest w najlepszym stanie. Dodatkowo Bank Japonii wspomniał o możliwości przestrzelenia celu inflacyjnego, oznacza to, że władze monetarne nie mają zamiaru zaprzestać dalszej ekspansji monetarnej. Bank nie wyklucza również dalszego cięcia stóp procentowych w przyszłości.

Dzisiejsza decyzja Banku Japonii jest kolejnym eksperymentem inżynierii finansowej. Skutki takiego działania mogą objawić się nam z zdwojoną siłą w przyszłości. Na dzień dzisiejszy inflacja pozostaje poniżej celu banku, a wzrost gospodarczy daje dużo do życzenia. W przeszłości na rentowność obligacji skarbowych w większej mierze wpływał wolny rynek, teraz zmierzamy w stronę zmonopolizowania go przez kilka banków centralnych.

Kilkanaście godzin po decyzji Banku Japonii, o godzinie 20:00 poznamy koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych. Według kontraktów terminowych na stopę procentowe prawdopodobieństwo na podwyżkę stóp procentowych na dzisiejszym posiedzeniu wynosi jedynie 22%. Jeżeli miałoby dojść do jakiejkolwiek podwyżki kosztu pieniądza w tym roku, to najprawdopodobniej nastąpi to w grudniu.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA

Dzień z bankami centralnymi 5

Źródło: Bloomberg

Decyzja w sprawie stóp procentowych została już praktycznie przesądzona. Pomimo tego faktu inwestorzy mają na co czekać. O godzinie 20:00 zostanie również opublikowana projekcja makroekonomiczna Rezerwy Federalnej, a wraz z nimi ścieżka podwyżek stóp procentowych. Nie możemy również zapomnieć o konferencji z udziałem Janet Yellen, która odbędzie się o godzinie 20:30.

Na koniec tego ekscytującego dnia poznamy koszt pieniądza w Nowej Zelandii. W tym przypadku stopy procentowe również mają zostać na niezmienionym poziomie, ale komunikat banku może przybliżyć nas do kolejnej obniżki.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Dział Strategii Rynkowych i Analiz

Fed da sygnał do wyprzedaży złotego?

Zapowiedź podwyżki stóp procentowych w USA może popsuć nastroje na rynkach finansowych, umocnić dolara i jednocześnie przecenić dobrze spisującego się ostatnio złotego.

Środa na krajowym rynku finansowym upływa pod znakiem umiarkowanie dobrych nastrojów.  Złoty zyskuje do głównych walut (za wyjątkiem szwajcarskiego franka). O godzinie 15:00 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2940 zł, USD/PLN 3,8520 zł, GBP/PLN 5,0010 zł, a CHF/PLN 3,9435 zł. Ponadto 3. kolejny dzień spadają rentowności polskich obligacji. Lekko też rośnie warszawska giełda. Niestety wzrost popytu na polskie aktywa może okazać się tylko chwilowy. Dotychczasowe czynniki stojące za nim bowiem powoli zanikają, a na horyzoncie pojawia ryzyko trwalszego pogorszenia klimatu inwestycyjnego przez Fed.

Opisana poprawa sentymentu do złotego, obligacji i akcji ma swe źródła w Japonii. Dziś rano Bank Japonii (BoJ) zdecydował się na dalsze luzowanie polityki monetarnej, żeby w ten sposób wesprzeć japońską gospodarkę i osiągnąć zakładany dwuprocentowy cel inflacyjny. Bank do utrzymywanych dotychczas ujemnych stóp procentowych (-0,1%) i systematycznego zwiększania bazy monetarnej, dołożył program ilościowego i jakościowego luzowania polityki monetarnej z kontrolą krzywej rentowności. Mówiąc wprost, będzie on tak prowadził program skupu rządowych obligacji, żeby utrzymać rentowność 10-letnich obligacji blisko zera. To oznacza, że polityka monetarna w Japonii wkracza na wyższy poziom zaawansowania. Nie ma jednak pewności, czy okaże się ona skuteczna.

Działania podjęte przez BoJ początkowo zostały dobrze przyjęte przez rynki finansowe. Tak, jak zawsze przyjmują one każde luzowanie polityki monetarnej. Światowe giełdy ruszyły do góry, a japoński jen zaczął się osłabiać. Tyle tylko, że po kilku godzinach inwestorzy już nie są tak pewni, czy polityka Banku Japonii okaże się skuteczna. W efekcie jen, który rano tracił na wartości, teraz zyskuje do większości walut, a rosnące wcześniej mocno europejskie giełdy, oddają wzrosty. Za chwilę ten regres nastrojów może przełożyć się na złotego.

Z punktu widzenia polskiej waluty dużo groźniejsze, niż to mające miejsce z poślizgiem rozczarowanie Bankiem Japonii, będzie posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed). Wyniki posiedzenia zostaną opublikowane o godzinie 20:00 polskiego czasu. Pół godziny później odbędzie się konferencja prasowa z udziałem Janet Yellen.

Jest oczywiste, że Fed dziś nie zmieni stóp procentowych. Nie dlatego, że gospodarka USA nie spełnia warunków do ich podwyżki. Przede wszystkim dlatego, że byłoby to zbyt duże zaskoczenie dla rynków finansowych. A Yellen z pewnością rynków nie chce zaskakiwać.  Jednak już twarda zapowiedź podwyżki stóp na posiedzeniu grudniowym jest realna. To zaś umocniłoby dolara i pośrednio przełożyło się na osłabienie złotego. To nasz scenariusz bazowy. Przy czym sama przecena złotego wywołana przez sygnał z Fed może mieć znacznie dalej idące reperkusje. Taka wyprzedaż może przypomnieć inwestorom, że perspektywy polskiej gospodarki pogarszają się, co doskonale pokazują systematycznie obniżane przez rząd prognozy wzrostu PKB na ten rok. Dlatego też spodziewamy się, że na przełomie września i października kurs euro może wrócić do 4,40 zł, szwajcarskiego franka powyżej 4 zł, a dolara do 4 zł.

Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets

Zwiększone inwestycje na B+R priorytetem hiszpańskich firm

Według najnowszego raportu Global Innovation Index 2016, Hiszpania w klasyfikacji ogólnej zajęła 28. miejsce wśród 128 badanych krajów, zdobywając 47.2 pkt.

Złożyło się na to kilka czynników: między innymi Hiszpania dobrze prezentuje się pod względem działań proinnowacyjnych (22. miejsce) i efektywności innowacji (28. miejsce).

Autorzy raportu wskazali również na mocne strony hiszpańskiej gospodarki, w tym na poziom zaangażowania na rzecz badania i rozwoju (22. miejsce), na który składają się między innymi, wysoko sklasyfikowane (14. miejsce) średnie wydatki B+R trzech największych, globalnych firm w Hiszpanii.

Na plus zapisano stopień rozwoju infrastruktury, informacji i technologii komunikacji (10. miejsce z 62.6 pkt.), którego składową jest wskaźnik dostępności tych technologii (14. miejsce z 79.3 pkt.).

Najlepiej są one wykorzystywane na linii komunikacji administracja państwowa – obywatele. Hiszpania ze względu na możliwość załatwienia urzędowych spraw online zajmuje 4. miejsce na świecie z 94,5 punktami na 100 możliwych.

Wśród atutów wskazano też handel i konkurencyjność (8.) oraz wielkość rynku krajowego (16.), dzięki czemu wskaźnik stopnia rozwoju rynku osiągnął 62,3 pkt. dając Hiszpanii 13. miejsce na świecie.

„Nakłady na badania i rozwój w dziedzinie informacji i telekomunikacji traktowane są przez hiszpańskie firmy priorytetowo. Wysoka punktacja w dziedzinach związanych z innowacyjnymi technologiami i komunikacją, jest w przypadku Hiszpanii, czymś oczywistym” – zauważa Dyrektor Biura Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej (PHIG) Zuzanna Gołębiewska.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez dziennik ekonomiczny Expansion, firmy zgrupowane w indeksie giełdowym Ibex35, tj. Amadeus, Grifols, Iberdrola, Acciona i Gamesa zainwestowały w 2015 roku w prace badawczo-rozwojowe i innowacje (B+R+I) ponad 8,5 miliarda euro, co stanowi 0,79% PKB Hiszpanii. Największy udział w tej kwocie ma firma komunikacyjna Telefónica (76,7% całkowitych inwestycji). Warto zauważyć, że Telefonica inwestuje w ten segment, pomimo prawie sześcioprocentowego spadku swoich inwestycji, w porównaniu z rokiem poprzednim. Oznacza to, że prace badawczo-rozwojowe i innowacje w bezpośredni sposób wpływają na rentowność firmy i dlatego mimo dekoniunktury, a może właśnie ze względu na nią, nie powinny być zaniechane”, uważa Zuzanna Gołębiewska.

Zwiększenie w 2015 roku wydatków na badania i rozwój przez firmy zgrupowane w Ibex35, pomimo ogólnego spadku inwestycji o 0,37 proc. w stosunku do roku 2014, świadczy o silnym zdeterminowaniu, by podnieść poziom innowacyjności przedsiębiorstw. Niewątpliwie, stanowią one jeden z najistotniejszych czynników zwiększających konkurencyjność i rentowność firmy.

Wysiłki hiszpańskich przedsiębiorstw, podejmowane mimo spowolnienia gospodarczego, zostały docenione na szczeblu europejskim. Dla przykładu, spółka Amadeus z branży technologicznej dla sektora turystycznego, została uznana przez Unię Europejską za przedsiębiorstwo Impuls wśród Ibex35.

Amadues w 2015 roku zdecydował się wydać na innowacje 660.7 milionów, co stanowiło 16,88% sprzedaży i 16,2 procentowy wzrost w stosunku do 2014 roku. Ponadto, w pierwszej połowie 2016 roku firma zainwestowała w B+R kolejne 348.15 mln, czyli o 13,1 procent więcej. niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Kwota ta stanowi 15,3% przychodów firmy.

Grifols, międzynarodowa hiszpańska spółka działająca w sektorze szpitalnym i farmaceutycznym, stanowi kolejny przykład zwiększonych wydatków na badania i rozwój, pomimo spadku inwestycji o 9,8 proc. (kwotowo 106 mln euro) w pierwszej połowie 2016 roku. Hiszpańska firma wyłożyła w sektorze B+R 236,1 mln euro w 2015 roku, co stanowiło wzrost rzędu 21,2 procent w stosunku do poprzedniego roku.

Iberdrola w roku 2016 planuje zainwestować w B+R 200 mln euro, o taką właśnie kwotę spółka energetyczna zwróciła się do Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) w pierwszym tygodniu sierpnia.

Innowacje technologiczne to jeden ze strategicznych czynników rozwoju firmy Gamesa. W 2015 roku przeznaczono na B+R 168 milionów euro, co oznacza wzrost nakładów o 54.10 proc., w stosunku do poprzedniego roku. Gamesa tworzy innowacje opierając się na badaniach prowadzonych w siedmiu centrach technologicznych, zlokalizowanych w Hiszpanii, Indiach, Chinach, USA i Brazylii, które zatrudniają ponad 500 osób.

Silnie zaangażowanie w innowacje stanowi wyróżnik dla hiszpańskiej Acciony. Inwestycje firmy w badania i rozwój wyniosły 180 milionów euro w 2015 roku, o 2,9 proc. więcej niż w roku poprzednim.

W skali rocznej suma hiszpańskich inwestycji w badanie i rozwój stanowiła 1,24% PKB w 2015 roku, co jest jednak w dalszym ciągu wartością mniejszą niż średnia europejska wynosząca ok. 2 proc.

Hiszpania w pierwszej dziesiątce państw zgłaszających nowe wzory i znaki towarowe

Dobra współpraca nauki z biznesem widoczna na przykładzie zastosowania wzornictwa i innowacji w przemyśle to kolejny atut hiszpańskiej gospodarki, na który zwraca uwagę Raport GII 2016, przyznając jej pod tym względem 73.8 punktów i 9. miejsce w światowym rankingu.

Hiszpańska kreatywność zwraca także uwagę w Polsce. Zuzanna Gołębiewska (PHIG) podaje, że Polski Urząd Patentowy UPRP w 2015 roku udzielił firmom hiszpańskim sześciu z jedenastu zgłoszonych patentów i praw ochronnych na wzory użytkowe, co dało Hiszpanom wraz z firmami szwedzkimi i brytyjskimi 8. miejsce.

Kreatywności i innowacyjność hiszpańskiej myśli technicznej, naukowej i artystycznej znalazła swoje odbicie w niedawno opublikowanym przez europejski Urząd ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) rankingu dwudziestu państw zgłaszających wzory przemysłowe. Hiszpanie w 2015 roku zgłosili do OHIM 3588 wzorów przemysłowych, zajmując ósme miejsce na świecie wśród poszukujących ochrony dla nowego designu.

Równie aktywne są hiszpańskie firmy w przypadku znaków towarowych. W rankingu 20. państw o największej liczbie zgłoszeń oraz rejestracji wspólnotowych znaków towarowych dokonanych w 2015 roku w OHIM, Hiszpania zajęła 5. miejsce po Niemczech, USA, Wielkiej Brytanii i Włoszech zgłaszając 9406 znaków towarowych, z których zostało zarejestrowanych 8056.

Dodatkowo ponad dwa tysiące zgłoszeń wpłynęło z Hiszpanii do Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO), z czego zarejestrowano 522, co uplasowało Hiszpanów odpowiednio na 14. i 17. pozycji.

Źródła:

Raport GII 2016
www.globalinnovationindex.org/analysis-economy

Expansion – raport 24.08.2016
www.expansion.com/empresas/tecnologia/2016/08/24/57bca53722601d5b4f8b4635.html

Portal Promocji Przemysłu
https://spain.trade.gov.pl/pl/gospodarka/208472,spolki-gieldowe-inwestuja-8-5-mld-w-b-r-i.html

UPRP
www.uprp.pl/uprp/_gAllery/77/24/77242/raport_roczny_2015.pdf

Targi RetailShow 2016 – już w listopadzie największe wydarzenie branży retail w Europie Środkowo-Wschodniej

Już tylko dwa miesiące do VII Międzynarodowych Targów Wyposażenia Sklepów RetailShow 2016, największego wydarzenia branży retail w Europie Środkowo-Wschodniej. Przez dwa dni przedstawiciele sieci handlowych i właściciele sklepów poznają trendy wyposażenia i aranżacji placówek handlowych oraz najnowsze produkty, technologie i rozwiązania informatyczne dla handlu. Targom towarzyszą konkursy branżowe „Best Shop Concept 2016” oraz „Innowacje Handlu 2016”, a także inspirująca konferencja i warsztaty. Targi RetailShow odbędą się 16 i 17 listopada br. w Centrum EXPO XXI w Warszawie.

Wystawcy oraz odwiedzający podkreślają biznesowy charakter Targów RetailShow i możliwość spotkania się z decydentami. W związku z dynamicznym rozwojem targów organizator niemal  dwukrotnie powiększył powierzchnię ekspozycyjną. Tylko podczas tej imprezy goście targów  mają możliwość obejrzenia cieszącego się ogromnym zainteresowaniem Modelowego Sklepu, który co roku prezentowany jest w zupełnie nowej aranżacji.

Ugruntowana pozycja RetailShow

Targi RetailShow zdobyły zaufanie i wiodącą pozycję w branży retail w Europie Środkowo-Wschodniej. Doceniane są przez profesjonalistów, którzy właśnie tam co roku dokonują przeglądu najnowszej oferty rynkowej. Zeszłoroczną edycję odwiedziło ponad 4000 branżowych klientów, wśród których byli przedstawiciele sieci spożywczych, odzieżowych, gastronomicznych, obuwniczych, sportowych, drogeryjnych, RTV-AGD, Dom i Ogród, jubilerskich, sieci saloników prasowych, banków, aptek, stacji paliw oraz innych sklepów specjalistycznych. Co roku targi goszczą także zarządzających centrami handlowymi, najemców, osoby prowadzące niezależne placówki handlowe, przedstawicieli firm dostarczających wyposażenie dla sklepów oraz hurtowni.

– Cieszy nas duże zainteresowanie branży handlowej naszym wydarzeniem. W tym roku ofertę przedstawi około 200 wystawców z Polski i zagranicy stąd nasza decyzja o zwiększeniu powierzchni ekspozycyjnej. Chcemy zapewnić maksymalny komfort zarówno wystawcom, jak i odwiedzającym – mówi Wojciech Smoktunowicz, dyrektor marketingu firmy ECP Polska, organizatora targów. Dodaje także, że wydarzenia towarzyszące, tj. konferencja Retail Congress oraz warsztaty w Retail Innovations Theatre, podczas których branżowi eksperci i praktycy dzielą się swą wiedzą i doświadczeniem, przyciągają szerokie grono profesjonalistów.

Wszystko dla sklepów

Targi RetailShow to wydarzenie, podczas którego dostępna jest kompleksowa oferta wyposażenia sklepów. W tym roku znacznie powiększy się grupa wystawców z ofertą mebli i oświetlenia.

Poza tym wystawcy zaprezentują najnowsze kasy, wagi, oprogramowanie dla handlu, czytniki i drukarki kodów kreskowych, drukarki fiskalne oraz systemy zabezpieczeń, kontroli dostępu i obsługi płatności. Nie zabraknie wyposażenia obejmującego wózki sklepowe i magazynowe, boksy kasowe, systemy prowadzenia klienta, klimatyzację i wentylację, systemy POS i display oraz identyfikację wizualną.

O uwagę odwiedzających zabiegać będą również dostawcy systemów informatycznych w obszarach zakupów, sprzedaży, marketingu, logistyki czy księgowości oraz rozwiązań sprzedażowych i marketingowych w kanałach e-commerce & mobile. Jak co roku zainteresowani znajdą także rozwiązania w obszarze systemów komunikacji bezprzewodowej i mobilnej, lojalnościowych, geolokacyjnych, liczenia klientów czy digital signage, aroma- i audiomarketingu.

Konkursy branżowe – wyprzedzić konkurencję

Integralną część Targów RetailShow stanowią dwa konkursy: „Best Shop Concept 2016” oraz „Innowacje Handlu 2016”, które cieszą się coraz większym prestiżem w branży.

W konkursie „Best Shop Concept 2016” Jury wyróżni sklepy ze spójnym i unikalnym konceptem, wysokimi walorami estetycznymi i użytkowymi. Oceniane będą w kategoriach: sklep odzieżowy, specjalistyczny, hipermarket, supermarket, dyskont, sklep typu convenience oraz sklep po remodelingu. Warunkiem zgłoszenia jest wymóg działalności placówki na terenie Polski oraz jej otwarcie w bieżącym roku.

W drugim konkursie „Innowacje Handlu 2016” wyłonione zostaną najlepsze urządzenia, produkty i usługi dla branży handlowej spośród prezentowanych na targach RetailShow. Oceniane będą one w 12 kategoriach: systemy i technologie IT; projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych; oświetlenie, kasy fiskalne i wagi; drukarki, skanery, kolektory, POS; rozwiązania płatnicze; programy lojalnościowe; e-commerce & mobile; ochrona i systemy zabezpieczeń; systemy marketingowe, POS i digital signage; systemy franczyzowe dla handlu oraz logistyka i magazyn. Zwycięzcy konkursu zaprezentują nagrodzone produkty szerokiej publiczności w Retail Innovations Theatre.

Zgłoszeń do obu konkursów należy dokonać do 15 października. Formularze znajdują się na stronie http://www.retailshow.pl/pl/pobierz.

Informacje praktyczne

VII Targi RetailShow odbędą się w dniach 16-17 listopada 2016 w godzinach 9:00-17:00 w Centrum EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Organizatorem Targów RetailShow jest firma ECP Polska. Wstęp na targi jest bezpłatny po zarejestrowaniu się na stronie internetowej lub w recepcji w dniu targów http://www.retailshow.pl/pl/rejestracja.

Kupujący art. spożywcze w internecie – kim są?

Kiedy przyjrzeć się osobom kupującym zakupy spożywcze online, można zobaczyć idealny przykład współczesnych, zaawansowanych użytkowników nowych technologii i świadomych odbiorców reklam. Wśród nich można spotkać bardzo wielu prosumentów – konsumentów zaangażowanych we współtworzenie i promowanie produktów ulubionej marki czy jednoczesną produkcje i konsumpcję dóbr i usług i świadomych użytkowników mediów społecznościowych.

Osoba kupująca zakupy spożywcze online to modelowy przykład współczesnego, zaawansowanego użytkownika nowych technologii, a zwłaszcza urządzeń mobilnych, treści video, świadomego użytkownika reklam, oczekującego od nich dobrze sobie znanej rozrywki i praktycznych korzyści. Te osoby relatywnie rzadziej oglądają ogólnodostępne kanały telewizyjne, a za to częściej – kanały skierowane do młodzieży i młodych rodziców. Projektując kampanie skierowane do zaawansowanych użytkowników nowych technologii i świadomych użytkowników reklam – czyli de facto wszystkich odbiorców zaawansowanych kampanii digitalowych – warto pamiętać o tej kategorii użytkowników.

Mieszkają w miastach, ale to nie młodzież
Na tle pozostałych internautów wyróżniają się przede wszystkim tym, że nie mieszkają na wsiach, można ich jednak spotkać i w małych i dużych miastach. Nie są to też najmłodsi – najwięcej można ich spotkać 25-44. To ważna kategoria z demograficznego punktu widzenia. Warto pamiętać, że na rynek konsumentów wchodzi pokolenie niżowe, więc przez jakiś czas młodych klientów będzie przybywać coraz mniej. W skali kilkuletniej marketerom powinno obecnie najbardziej zależeć na utrzymaniu obecnych użytkowników 30-40 lat.

Bardzo lubią video
Kupujący zakupy spożywcze online o wiele częściej niż inni internauci oglądają video – i na komputerach PC i na urządzeniach mobilnych. Częściej też oglądają treści video na komputerach, niż na telewizorach. Oni w ogóle oglądają dużo video, tak, jak pozostali, oglądają je na Youtube, ale wyróżniają się częstszym oglądaniem video na Facebooku

w-video-sm

To video bardzo często oglądają na telefonach
Kupujący zakupy spożywcze online szczególnie chętnie oglądają video na urządzeniach mobilnych, wśród tych osób jest wiele, które intensywnie oglądają na mobile. Te osoby najczęściej ze wszystkich użytkowników e-commerce oglądają video streamowane (live). Na tle pozostałych osób zdecydowanie często oglądają video na świeżym powietrzu, podczas spotkań z przyjaciółmi i na wakacjach. Bardzo często oglądają też video w komunikacji miejskiej. Te osoby są już na Snapchacie. Spośród pozostałych użytkowników e-commerce wyróżniają się częstym oglądaniem relacji sportowych (34%). Co ciekawe, wśród tych osób wyróżniają się użytkownicy HBO GO (i jest największy potencjał dla Netflixa).

w-video-mobile

To świadomi użytkownicy reklam video, i oczekują praktycznych korzyści
Kupujący zakupy spożywcze online umieją docenić dobre reklamy – przede wszystkim za dobrą muzykę i postacie, które już znają – internetowych celebrytów. Zdecydowanie znają i doceniają reklamy za bezpośrednie korzyści – reklama video powinna dostarczać praktyczny przekaz.
Co oczywiste, oczekują, że reklama będzie dopasowana do kontekstu, w którym występuje i dopasowana do ich zainteresowań (są świadomi targetowania behawioralnego i nie są przeciwni takim rozwiązaniom) To nie jest tak, że oni nie lubią reklam, najlepiej je znoszą na komputerach stacjonarnych. Warto pamiętać, że polscy internauci na tle Europy wyróżniają się korzystaniem z Ad-Blocka na tle Europy.

w-reklama

 

W materiale do pobrania umieściliśmy więcej szczegółowych informacji na temat tego, jak kupujący produkty spożywcze online korzystają z nowych technologii i z reklam w kanałach cyfrowych.

Dane pochodzą z syndykatowego badania CAWI Multiscreening 2016, N=1000, lato 2016, zrealizowanego wśród uczestników panelu badawczego Ideas.

Twitter ułatwia proces obsługi klienta, Instagram zapowiada zmiany w reklamach

Twitter i Instagram wprowadzają zmiany na swoich serwisach. W przypadku Twittera będą one dotyczyły komunikacji z klientem. Instagram zaś planuje szereg zmian związanych z reklamą. Oto kilka kluczowych informacji zebranych przez Katarzynę Kowalczyk z NapoleonCat.

Nowe funkcje i narzędzia ułatwiające obsługę klienta na Twitterze

nowe-funkcje-i-narzedzia-ulatwiajace-obsluge-klienta-na-twitterze
Źródło: Social Media Today – Dane dotyczą 37 krajów i nie uwzględniają Polski

Zgodnie z danymi opublikowanymi na serwisie Social Media Today ponad 80% zapytań dotyczących obsługi klienta, odbywa się właśnie na Twitterze. W ciągu ostatnich 2 lat liczba tweetów skierowanych do firm B2C i marek wzrosła ponad dwukrotnie.

Twitter cały czas uznawany jest za medium o bardzo szybkim przepływie informacji. Jego użytkownicy przyzwyczajeni są do wysyłania krótkich wiadomości, ale też do szybkich odpowiedzi i krótkiego czasu reakcji na ich zapytania. Stąd też często korzystają z Twittera, szczególnie jeśli nie mogą skontaktować się z firmą w inny sposób, bądź gdy zbyt długo czekają na odpowiedź, np. drogą mailową itp. Dlatego też Twitter udoskonala funkcje ułatwiające firmom obsługę klienta i możliwości szybkiej komunikacji pomiędzy nią, a użytkownikami serwisu.  Nowe funkcje dotyczą tweetów, jak również wiadomości prywatnych (Direct Messages).

Dzięki wprowadzonej aktualizacji firmy i marki, posiadające swoje konta na Twitterze, mają możliwość umieścić na swoich profilach informacje o tym, że oferują wsparcie w zakresie obsługi klienta (właśnie poprzez kontakt na Twitterze), w jakich godzinach są najbardziej responsywne. Dodatkowo, pod krótkim opisem na ich kontach pojawi się większy przycisk umożliwiający wysłanie bezpośredniej wiadomości. Aby skorzystać z nowych funkcji, należy je aktywować na stronie z ustawieniami Customer support.

Źródło: https://blog.twitter.com/2016/announcing-new-customer-support-features-for-businesses

Instagram udoskonali możliwość interakcji z reklamą

instagram-udoskonali-mozliwosc-interakcji-z-reklama
Źródło: http://blog.business.instagram.com/post/150451625945/direct-response-ad-enhancements

Reklamy z linkami na Instagramie zostały wprowadzone jesienią 2015, umożliwiając użytkownikom bezpośrednie wejście na stronę, czy instalacje aplikacji z poziomu reklamy. Z przeprowadzanych badań wynikało jednak, iż przycisk Call To Action nie był wystarczająco widoczny dla wielu użytkowników. Instagram zaktualizował zatem w czerwcu bieżącego roku sam sposób wyświetlania przycisku CTA. Wcześniej był on umieszczony pod reklamą, po prawej stronie, zaś po lewej stronie dostępne były opcje pozwalające użytkownikom polubienie reklamy, czy umieszczenie komentarza. W nowej wersji przycisk CTA jest umieszczony pod kreacją graficzną i rozciągnięty na całą szerokość reklamy. Zmiana ta przyniosła pozytywne efekty. Instagram na swoim blogu zapowiedział podjęcie kolejnych kroków, mających na celu jeszcze bardziej uwydatnić opcje CTA. Użytkownikom, którzy zainteresują się reklamą (co przez Instagram jest definiowane jako wyświetlenie jej przez czas min. 4 sekund, bądź kliknięcie w profilową nazwę reklamodawcy) przycisk CTA będzie wyświetlany na niebieskim tle.

instagram
Źródło: http://blog.business.instagram.com/post/150451625945/direct-response-ad-enhancements

Kolejną nowością jest wprowadzenie przycisku CTA w komentarzach do reklamy. Jeśli użytkownik Instagrama otworzy sekcję komentarzy, wchodząc na nią bezpośrednio z reklamy, nadal będzie miał możliwość podjąć akcję zalecaną przez reklamodawcę.

Dodatkowo Instagram rozszerzy informacje umieszczone na przycisku CTA. Jeśli w emitowanej reklamie zostanie umieszczony link do strony zewnętrznej, cena czy ocena użytkowników w App Storze, te informacje będą wyświetlane również na przycisku CTA.

 

 

 

 

Nowe funkcje video

instagram-nowe-funkcje-videoKolejne zmiany dotyczą reklam wideo. Użytkownicy, którzy w reklamie wideo włączą  dźwięk, zostaną przekierowani na docelowy adres URL (landing page kampanii reklamowej), zaś reklama wideo będzie im nadal wyświetlana (bez przerywania) na górze ekranu. Dzięki temu użytkownicy Instagrama będą mogli wybrać, czy chcą oglądać reklamę do końca (np. na pełnym ekranie), czy też ją zamknąć i korzystać z opcji udostępnionych na stronie reklamodawcy.

Zapisywanie wersji roboczych

Nową funkcję Instagram zapowiedział już kilka miesięcy temu i była ona testowana na wybranych użytkownikach, od lipca b.r. Zgodnie z informacją podaną na oficjalnym koncie Instagrama na Twitterze, aktualizacja jest dostępna dla wszystkich użytkowników od wczoraj (20. września).

instagram

Źródło: https://twitter.com/instagram/status/778282127628627968

instagram2Nowa funkcja umożliwia zapisanie modyfikowanych zdjęć w postaci szkicu, jeszcze przed ich publikacją. Dzięki temu użytkownicy aplikacji mają możliwość zachować wersję roboczą i wrócić do jego edycji później. Aby zapisać zdjęcie jako draft, wystarczy w procesie jego edycji (np. dodawania efektów, filtrów, podpisu) użyć przycisku Wstecz w lewym górnym rogu. Wówczas aplikacja zapyta, czy zapisać modyfikowane zdjęcie jako wersję roboczą. Wszystkie szkice przechowywane są w Galerii. Zatem, aby do nich wrócić wystarczy, przy następnym korzystaniu z aplikacji, użyć ikony aparatu  i przejść do Galerii. Grafiki będą widoczne w dolnej części ekranu i opisane jako „Wersja robocza”. Jeśli użytkownik dodaje do aplikacji zdjęcie bez jego edycji, wówczas nie będzie miał możliwości zapisania go w formie szkicu. Dokładna instrukcja zapisywania posta jako draftu została opisana w Centrum pomocy Instagrama.

Większość zapowiadanych zmian ma być wprowadzana na bieżąco i dostępna w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Nie da się ukryć, że oba serwisy w tym roku wprowadziły wiele istotnych usprawnień. Czym jeszcze nas zaskoczą? Przekonamy się wkrótce.

NapoleonCat to autorska platforma do zarządzania marką w social mediach od Polski po Brazylię. Klienci Napoleona to agencje social media, domy mediowe, wydawcy, e-commerce. Napoleon jest członkiem elitarnej grupy partnerów Facebooka Preferred Marketing Developer Program, co daje gwarancję dostarczania rozwiązań na najwyższym poziomie. Platforma dostarcza szeroki zakres danych analitycznych z platform tj. Facebook, Twitter, YouTube, Instagram.  Więcej informacji: https://napoleoncat.com/.

II edycja Asia Trade know-how. Expo Mazury 22-24 września 2016

Już po raz drugi w Polsce w jednym miejscu i czasie będzie można spotkać się z przedstawicielami krajów z każdego regionu Azji. W dniach 22-24 września 2016 roku odbywać się będzie II edycja Asia Trade know-how. Miejsce tego wydarzenia jest nieprzypadkowe, gdyż będzie nim jedno z najnowocześniejszych centrów targowo-konferencyjnych w Europie – Expo Mazury w Ostródzie. Jest  to unikalne w skali kraju wydarzenie targowo-kongresowe o charakterze biznesowym. Uczestnicy będą również mogli lepiej poznać kulturę i obyczaje panujące w krajach azjatyckich.

Wydarzenie po raz kolejny odbędzie się pod patronatem licznych ambasad azjatyckich w Polsce i polskich w Azji, kilkunastu Izb Gospodarczych (polskich, bilateralnych i zagranicznych) z Krajową Izbą Gospodarczą oraz Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych na czele. Imprezę wspierają także jednostki samorządu terytorialnego i ich komórki, organizacje pozarządowe oraz prestiżowe stowarzyszenia biznesowe. Misją przyświecającą organizatorom Asia Trade Know-How jest wskazanie nowych możliwości rozwoju dla polskich przedsiębiorstw.

Wydarzenie umożliwi uzyskanie kompleksowej wiedzy i sprawdzonych rozwiązań w zakresie nawiązywania kontaktów handlowych z krajami azjatyckimi. Wystawcy będą mieli okazję by wziąć udział w dedykowanych spotkaniach matchmakingowych z właścicielami firm z rynków  azjatyckich, a także by zaprezentować swoją ofertę produktową szerokiemu gronu potencjalnych kontrahentów z zagranicy. Wśród odwiedzających znajdą się producenci, importerzy i eksporterzy czy pośrednicy handlowi działający w Azji oraz w Polsce. Asia Trade to też jedyne tego typu wydarzenie w Polsce, na którym spotkać będzie można ambasadorów i przedstawicieli ambasad oraz Izb Gospodarczych z kilkunastu krajów Azji m.in. Afganistanu, Filipin, Indii, Indonezji, Iranu, Kazachstanu, Tajlandii, Tajwanu, czy Wietnamu.

Uzupełnieniem kompleksowego podejścia do tematu relacji biznesowych na linii Polska – Azja będą liczne panele dyskusyjne, bezpośrednie spotkania z przedstawicielami ambasad oraz obecność szerokiej gamy ekspertów i specjalistów w dziedzinie rynków wschodnich. Jak prowadzić biznes z kontrahentem z Azji? Od czego zacząć? Kto może nas wesprzeć? Na co należy uważać? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań będzie można uzyskać odwiedzając we wrześniu Asia Trade know-how.

Część wystawiennicza wydarzenia będzie pokazem możliwości polskich przedsiębiorców. W ich gronie znajdą się zarówno firmy od lat znane i wiodące prym w swoich branżach na światowej arenie, firmy debiutujące lub planujące rozszerzyć swoją międzynarodową ekspansję, a także firmy zupełnie nowe, które przebojem wchodzą na rynek. Taka różnorodność pozwoli pokazać jak ogromny potencjał drzemie w polskiej gospodarce i podkreśli jak bardzo jest ona konkurencyjna w stosunku do gospodarek pozostałych krajów.

Na targach, dzięki obecności przedstawicieli polskich biur podróży oraz polskich i azjatyckich touroperatorów, zaprezentowane zostaną również atrakcje i walory turystyczne azjatyckich krajów. Będzie można dowiedzieć się jakie miejsca odwiedzić i co zobaczyć, aby w pełni odczuć ducha i tradycje danego kraju. Wszystko po to, aby wzbogacić propozycje podróży, nawet do najbardziej popularnych miejsc w Azji, tak aby każda z nich stała się unikatowym i niezapomnianym przeżyciem.

Znajomość tradycji i obyczajów panujących w kraju naszego kontrahenta może okazać się kluczowa dla relacjach biznesowych. Dlatego ostatni dzień wydarzenia poświęcony zostanie dodatkowo kulturze azjatyckiej.  Na scenie swoje programy artystyczne – zarówno muzyczne, jak i taneczne zaprezentują uczestnicy z poszczególnych krajów. Podczas warsztatów, prezentacji i wystaw poznać będzie można m.in. azjatycką kuchnie, sztukę, tradycje, sztuki walki, a także wyroby rzemieślnicze. Dzięki szerokiemu zakresowi i imponującej liczbie reprezentowanych krajów, będzie to wydarzenie dotychczas w Polsce niespotykane.

Liczni eksperci, dziesiątki przedstawicieli azjatyckiego biznesu i doskonała atmosfera do nawiązywania wzajemnej współpracy. Asia Trade know-how to wyjątkowa okazja do nawiązania relacji biznesowych z nowymi rynkami i rozwoju swojej firmy. Więcej szczegółów o wydarzeniu można znaleźć na stronie: http://www.asia-trade.pl.

Asia Trade know-how odbywać się będzie w Expo Mazury (http://www.expomazury.pl), czyli w drugim, co do wielkości obiekcie targowo-konferencyjnym w Polsce:  50 000 m2 całkowitej powierzchni, 40 798 m2 powierzchni wystawienniczej. Hale wystawiennicze wyposażone są w nowoczesny system klimatyzacji i wentylacji, system audio pozwalający na dowolne sterowanie dźwiękiem, najnowsze urządzenia multimedialne, pełne zaplecze gastronomiczne pozwalające na obsługę 2 000 osób na godzinę. Obiekt zlokalizowany jest w pełnej uroku, kameralnej Ostródzie  (35-tysięcznym mieście położonym w otoczeniu 15-stu jezior i lasów), zwanej Perłą Mazur i Letnią Stolicą Warmii i Mazur.

Upadek SKOK Wołomin nie wpłynął na rozwój bankowości spółdzielczej

Upadek Banku Spółdzielczego z Wołomina nie miał istotnego wpływu na ograniczenie i spadek zaufania do bankowości spółdzielczej. Nie przytaczając historii tego banku, bankowość spółdzielcza w tym wypadku obroniła się podejmując szereg działań wyjaśniająco-informujących, jeżeli chodzi o gwarant bezpieczeństwa dla depozytów ludności. Na przestrzeni 25 lat był jeden taki przypadek. Nie powinno się to zdarzyć, lecz jest to kwestią zarządu tego banku, który podzielił taki los.

– Bankowość spółdzielcza jest zdrowym sektorem, który realizuje zrównoważony rozwój– powiedział serwisowi eNewsroom.pl Zdzisław Kupczyk, prezes zarządu Banku BPS – Nie ma tam gigantycznego pościgu za wynikami i ważną rzeczą jest, aby działalność była prowadzona w sposób nie deprecjonujący ulokowanego kapitału. Jest to celem nadrzędnym. Istotną kwestią jest aby w ramach działalności biznesowej mieć na uwadze ochronę depozytów ludności i zgromadzonego tam kapitału.

Ma to swoje następstwa w postaci powołania Systemu Ochrony Instytucjonalnej, który jest instytucją zabezpieczającą banki przed zdarzeniami „niechcianymi”, wywołującymi w sposób nagły perturbacje na rynku bankowości spółdzielczej i rynku finansowym. Pokładamy duże nadzieje z realizacją funkcji tego systemu. Sytuacja bankowości spółdzielczej na tle podobnego sektora za granicą jest skromniejsza. Banki na zachodzie Europy budowały swoją siłę i potencjał przynajmniej przez jeden wiek.

W Polsce rozpoczęto budowanie sektora po 1989 roku, z uwzględnieniem nowych uwarunkowań gospodarczych i społecznych.Organizacyjnie i technologicznie powoli doganiamy zachodnią cywilizację ekonomiczną i finansową, lecz musimy wziąć pod uwagę dystans czasowy i zmiany gospodarcze dokonujące się stale. W Polsce wiele obszarów buduje swoją tożsamość gospodarczo-ekonomiczną, podczas gdy na zachodzie są one ustabilizowane. Ta dysproporcja jest uzasadniona. Ambitne plany i założenia przyjęte przez bankowość spółdzielczą wskazują na to, że rozwój powinien przebiegać spokojnie, z odpowiednią dozą dynamiki, budując w sposób właściwy oczekiwany potencjał – ocenia Kupczyk.

Banki centralne znów głównym tematem

Bank Japonii i FED przypominają nam właśnie kto jest graczem numer jeden na światowych rynkach finansowych. W Japonii rozpoczyna się kolejny eksperyment finansowy. Do końca listopada nowy podatek od sklepów.

Wydawać by się mogło, ze obecny kryzys wywarł już wystarczający wpływ na politykę banków centralnych. Jak widać nie. Do podręczników z makroekonomii trafia właśnie kolejny eksperyment. Bank Japonii wprowadził nieograniczony pakiet luzowania ilościowego. Zamierza tak długo skupować obligacje aż wyzeruje ich rentowność. Taka decyzja zapadła właśnie na ostatnim posiedzeniu. Stopa procentowa pozostała bez zmian i dalej wynosi -0,1%. Bank ponadto zamierza zwiększać bazę monetarną tak długo aż osiągnie inflacje na poziomie 2%. Jak zareagowały rynki na te informacje? Giełda podskoczyła o niemal 2%. Nie można się dziwić takiej reakcji. Przecież właśnie zapowiedziano zalew rynków dodatkowym kapitałem, który gdzieś musi trafić. Osłabieniu uległ bardzo silny w ostatnich czasach jen. Efekt ten nie może dziwić. Część z tych nowo kreowanych jenów zostanie wszakże wymieniona na inne waluty na rynku zatem kurs spadnie.

Do końca listopada poznamy projekt podatku handlowego. Tak przynajmniej deklaruje wiceminister finansów Wiesław Janczyk. Problemem z tym podatkiem jest zgodność z przepisami unijnymi. Można w ciemno założyć, że duże sieci sklepów jeżeli będą miały furtkę uniknąć płacenia daniny bardzo chętnie skorzystają z dostępnych furtek prawnych. Postępowanie w tej sprawie wszczęła już zresztą Komisja Europejska. Zawiera on zakaz stosowania podatku do czasu zakończenia analiz przez KE. Co ciekawe Minister Finansów zapowiedział zawieszenie poboru podatku w obecnej formie, ale wprowadzi go w innej. Na szczęście wpływy z podatku zapisane na 2017 rok są relatywnie nie tak wielkie, a ich brak nie powinien zdestabilizować budżetu. Nie zmienia to faktu, że kwota 1,6 mld złotych będzie z pewnością zauważalnym dla rządu brakiem.

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to amerykański odpowiednik naszej RPP. Wedle wyceny kontraktów terminowych szansa na podwyżkę stóp o 0,25% wynosi obecnie 15% i od jakiegoś czasu jest stała. Większość analityków spodziewa się, że do zmian dojdzie w grudniu. Taki wariant ma obecnie prawdopodobieństwo niemal 60%. Jak reagują rynki? Jak stopy procentowe rosną, lub rośnie prawdopodobieństwo wzrostu na podstawie wypowiedzi to dolar się umacnia. W przeciwnym scenariuszu dolar traci do głównych walut.

Dzisiaj dzień wolny w Japonii, warto zwrócić uwagę na następujące dane:

  • 14:00 – Polska – koniunktura konsumencka,
  • 14:30 – Kanada – sprzedaż hurtowników,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
  • 20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Brakuje rąk do pracy. Firmy gorączkowo poszukują Ukraińców

Obecnie 35% pracodawców zgłasza problemy ze znalezieniem odpowiednich kandydatów – wynika z badania zrealizowanego przez Work Service S.A. Wobec powiększających się niedoborów kadrowych, już 38% firm rozważa zatrudnienie pracowników z Ukrainy. Najczęściej rekrutowani są oni na stanowiska niższego szczebla. Zdaniem ekspertów Work Service, w tym roku możemy spodziewać się napływu ponad 1 mln pracowników z Ukrainy do Polski. Jednak w kolejnych miesiącach będziemy obserwować rosnącą rywalizację o przyciąganie kadr ze wschodu w ramach krajów Grupy Wyszehradzkiej.

– W Polsce tylko do 2020 roku około 1 mln osób z powojennego wyżu demograficznego przejdzie na emeryturę. Na ich miejsce wchodzą kolejne roczniki niżu demograficznego, co już zaczyna być odczuwalne. Gdy połączymy to z emigracją pracowników z rodzimego rynku to zrozumiemy dlaczego już dziś aż 35% firm ma trudności ze znalezieniem kandydatów na rynku pracy. A te trendy w kolejnych latach będą się pogłębiać – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Dlatego w celu realizacji bieżących zamówień, pracodawcy zaczęli sięgać po pracowników zza granicy. Wchodzą oni w powstałe i wielokrotnie przez wiele tygodni nieobsadzone miejsca pracy. To spowodowało, że w tym roku możemy spodziewać się napływu ponad 1 mln osób z Ukrainy do Polski. Jednak obecna strategia jest krótkoterminowa, bo w ramach uproszczonych procedur umożliwia zatrudnienie na 6 miesięcy i dotyczy głównie niewykwalifikowanych kadr. A wobec kurczenia się rynku pracy potrzebna jest dla Polski długofalowa polityka imigracyjna – dodaje Maciej Witucki.

Pracownik z Ukrainy potrzebny na stanowisku niższego szczebla

pracownik z ukrainy potrzebny na stanowisku nizszego szczeblaZ najnowszego „Barometru Rynku Pracy VI” wynika, że aż 38,1% firm rozważa zatrudnianie pracowników z Ukrainy w związku z deficytem kadry na rynku pracy. Za tą deklaracją stoją czyny. Z najnowszych danych Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej wynika, że w I półroczu 2016 roku polscy pracodawcy zgłosili zamiar zatrudnienia ponad 634 tys. pracowników ze Wschodu, głównie z Ukrainy.

Firmy w Polsce najczęściej poszukują Ukraińców na stanowiska niższego szczebla (22,3%), co nie jest zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że pracodawcy zgłaszają największe problemy rekrutacyjne właśnie w tej kategorii (70,9%). Rzadziej pracownicy z Ukrainy są poszukiwani na stanowiska średniego szczebla (8,2%), a najrzadziej wyższego – zaledwie 2,6% firm deklaruje poszukiwanie kadry zarządzającej wśród osób z Ukrainy. – Dziś bez udziału pracowników zza granicy wiele procesów i zamówień w firmach po prostu by stanęło. Brak rąk do pracy jest coraz bardziej odczuwalny i może stanowić w przyszłości główne wyzwanie, przed jakim stanie polska gospodarka. Nie wszyscy mogą postawić na robotyzację, która częściowo pozwala zastąpić pracę ludzką. Dlatego nie dziwi fakt, że już przeszło co trzecia firma rozważa zatrudnienie Ukraińców w swoich zakładach – podkreśla Maciej Witucki.

Ukrainiec poszukiwany do usług w dużej firmie

Zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy rośnie wraz z wielkością zakładu pracy – już 39,5% dużych firm zamierza zatrudniać kadrę niższego szczebla zza Buga, w porównaniu do 17,1% małych przedsiębiorstw zatrudniających do 50 pracowników. Natomiast firmy średnie najczęściej będą zatrudniać osoby z Ukrainy jako kadrę średniego szczebla – już 18,2%, w porównaniu do 5,7% małych i 4,7% dużych firm.

Usługi i produkcja – to właśnie w tych branżach pracodawcy najbardziej potrzebują pracowników z Ukrainy. Odpowiednio odsetek zgłaszających chęć zatrudniania osób zza wschodniej granicy w tych branżach wynosi 34% oraz 30,7%. Spore zainteresowanie występuje też w sektorze handlowym – 21,7% firm planuje zatrudniać Ukraińców na stanowiska niższego lub średniego szczebla. Najmniejsze zainteresowanie występuje zaś w sektorze publicznym, gdzie zaledwie 5,2% firm planuje poszukiwać kadry wśród osób z Ukrainy.

– Najnowszy raport Narodowego Banku Polskiego mówi o tym, że pracownicy z Ukrainy znajdują zatrudnienie głównie w rolnictwie, usługach domowych, budowlance czy produkcji, co potwierdzają wyniki naszego badania. Dodatkowo, warto zwrócić uwagę, że będzie rosło zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy w branży handlowej. Mimo iż nie jest to sektor z największym zapotrzebowaniem na kadrę, to w porównaniu do poprzedniej edycji badania, właśnie w tej branży najbardziej wzrosły trudności rekrutacyjne – mówi Krzysztof Inglot, pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

Rośnie rywalizacja w ramach Grupy Wyszehradzkiej

Biorąc pod uwagę sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej, wyraźnie widać, że nie tylko w Polsce mamy do czynienia z umacniającym się rynkiem pracownika. Z danych Eurostatu wynika, że poziomy bezrobocia w Czechach (4,2%), na Węgrzech (5,1%) czy w Polsce (6,1%) są jednymi z najniższych w całej Unii Europejskiej. – Rosnące deficyty pracownicze są widoczne w całym naszym regionie. Polska, Węgry czy Czechy żeby utrzymać konkurencyjność swoich gospodarek muszą zadbać o dostępność kapitału ludzkiego, dlatego konkurencja o pracowników ze wschodu, pomiędzy tymi krajami będzie narastać. Szacujemy, że bez dwukrotnego zwiększenia poziomów imigracji do Polski, część inwestycji międzynarodowych może odpłynąć i wybrać inne regiony z większą dostępnością kadrową – dodaje Krzysztof Inglot.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy VI zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

 

  • Pracowników – badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=498) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w czerwcu i lipcu 2016 roku
  • Pracodawców – Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w czerwcu i lipcu 2016 roku

Części wspólne nieruchomości, czyli czyje?

Kupując mieszkanie, stajemy się również właścicielami części wspólnych nieruchomości, zazwyczaj proporcjonalnie do posiadanego udziału w metrażu całości inwestycji. Automatycznie nabywamy również prawa oraz obowiązki z nimi związane. Co należy zatem do części wspólnych i jakie wiążą się z nimi trudności?

Czym są części wspólne i kto nimi dysponuje?

Nieruchomość wspólna to w rozumieniu ustawy o własności lokali część budynku lub grunt, które nie służą do wyłącznego użytku właścicieli mieszkań lub pomieszczeń. Do części wspólnych zaliczyć można zatem m.in. fundamenty, piwnice, strychy, dach, ściany nośne, klatki schodowe, przewody, instalacje, korytarze, bramy czy windy. Koszty związane z ich utrzymaniem ponoszą właściciele nieruchomości składowych, w zależności od warunków przyjętych w umowie.

Zazwyczaj częściami wspólnymi nieruchomości zarządza wspólnota mieszkaniowa lub powołany zarządca. Większość decyzji w sprawie remontów, modernizacji, czy przebudowy niektórych elementów, podejmowana jest na zebraniach wspólnot w drodze głosowania. Ich finansowanie możliwe jest z tzw. funduszu remontowego, czy oddzielnych środków budżetowych wspólnoty.

Prawo głosu przypada każdemu właścicielowi lub poświadczonemu pełnomocnikowi, niezależnie od osobowości prawnej. Ważny jest jednak udział w części wspólnej, który jest równy stosunkowi powierzchni użytkowej lokalu wraz z przynależnościami, np. piwnicą, do łącznej powierzchni lokali wraz z pomieszczeniami przynależnymi– tłumaczy Agnieszka Glanowska z Grupy Deweloperskiej Sento.

Kwestie sporne we wspólnotach mieszkaniowych

Ustawowa definicja nieruchomości wspólnych budzi liczne kontrowersje, szczególnie w przypadku finansowania napraw czy usuwania awarii. Dobrą praktyką wspólnot mieszkaniowych jest doprecyzowanie kwestii rozgraniczania własności nieruchomości w drodze uchwał zarządu.

Wśród elementów składowych lokali problemy w zakresie nieruchomości wspólnych zwykle dotyczą instalacji wodno-kanalizacyjnej. W praktyce jednak wypracowano uniwersalne rozwiązania na podstawie orzecznictwa sądowego, które przyjmują, że nieruchomość wspólną stanowi instalacja wodna do zaworu odcinającego w mieszkaniach, a piony kanalizacyjne stanowią część nieruchomości wspólnej.

Kolejną kwestią dyskusyjną są drzwi, okna oraz witryny, jednak rozróżnienie w tym zakresie jest dość oczywiste. Jeśli drzwi lub okna służą do użytku jedynie jednego właściciela, to nie można ich zakwalifikować do nieruchomości wspólnych, zatem wspólnota mieszkaniowa nie ponosi za nie odpowiedzialności. Mimo że są one osadzone w ścianach nośnych, nie stanowią elementów konstrukcyjnych i są traktowane jako urządzenia.

Najbardziej problematyczne na ten moment  są balkony i tarasy, które należy kwalifikować zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 7.03.08, sygn. akt III CZP 10/08. Są one traktowane, jako tzw. przestrzeń wewnętrzna właściciela lokalu, zatem wspólnota nie powinna odpowiadać za ich utrzymanie. Jednak są one równocześnie elementami konstrukcyjnymi budynku, zatem do przeprowadzania ich remontów są zobligowane WM. – dodaje.

Problem zawłaszczania nieruchomości

O ile dobre praktyki i zasady dobrego sąsiedztwa dopuszczają użytkowanie nieruchomości wspólnych przez współwłaścicieli w różnym zakresie, o tyle rzeczywistość pokazuje, że stosunki sąsiedzkie często uniemożliwiają polubowne rozwiązanie sporów. Stanowisko Sądu Najwyższego w tej kwestii orzeka, że z części wspólnych należy korzystać w sposób nieutrudniający użytkowanie ich przez pozostałych współwłaścicieli oraz przede wszystkim zgodnie z ich przeznaczeniem.

W przypadku sporów związanych z zawłaszczaniem nieruchomości wspólnych bądź ich nadużywaniem, interwencje powinien podjąć zarząd, jako reprezentant wspólnoty, sporządzając odpowiedni protokół. W niektórych przypadkach dochodzi do konieczności rozwiązywania konfliktów w drodze sądowej, korzystając z powództwa negatoryjnego bazując na Art. 222 Kodeksu cywilnego.– tłumaczy przedstawiciel firmy Sento.

Prawo własności nieruchomości oraz powiązane akty legislacyjne regulują wiele kwestii związanych zarówno z samym zakupem nieruchomości, jak i jej użytkowaniem. Świadomość obowiązków i odpowiedzialności za części wspólne ułatwi rozwiązywanie konfliktów we wspólnotach oraz ewentualne dochodzenie swoich praw do nieruchomości.

Części wspólne, a jakość mieszkania

Powierzchnie dzielone przez wszystkich właścicieli nieruchomości w bezpośredni sposób przekładają się na komfort mieszkania. Ich rodzaj, materiał wykonania, czy design, świadczą o renomie inwestycji oraz jej wartości. Przy wyborze i zakupie mieszkania warto zwrócić na nie szczególną uwagę, ponieważ potrafią się one znacząco różnić w zależności od inwestycji oraz lokalizacji nieruchomości. Ważna jest ich funkcjonalność, ale także i wygląd, ponieważ są one nieodłączną częścią budynku oraz mieszkań.

Elementy dodatkowe wyróżnikiem inwestycji

Coraz więcej ludzi rozumie znaczenie części wspólnych i to właśnie one bywają czynnikiem decydującym o zakupie mieszkania w danej inwestycji.  – Zielone tarasy widokowe na dachach budynków, modernistyczne klatki schodowe, czy funkcjonalnie zaprojektowane otwarte przestrzenie to elementy, które wpływają na bezpośredni komfort mieszkania. Są one istotne dla coraz większej grupy osób zainteresowanych kupnem własnego M.- tłumaczy Agnieszka Glanowska.  Efektowne i funkcjonalne części wspólne sprawiają, że mieszkanie to coś więcej niż cztery ściany, drzwi, okna i można w nim z przyjemnością spędzać swój wolny czas – dodaje.

Otoczenie nieruchomości istotną kwestią

Poza typowymi częściami wspólnymi warto zwrócić uwagę na inne elementy, które towarzyszą budynkom. Place zabaw, alejki spacerowe, zieleń urządzona, siłownie zewnętrzne, oświetlenie czy mała architektura taka jak ławki i stojaki rowerowe, to wyposażenie nieruchomości, które służy mieszkańcom w codziennym życiu. Są one integralną częścią całego projektu i zazwyczaj planuje się je już na wczesnym etapie prac koncepcyjnych. Warto zatem wybrać osiedle mieszkaniowe, które pod  tym kątem odpowiada naszym potrzebom i preferencjom. – dodaje przedstawiciel Grupy Sento.

7 barier, które zniechęcają polski sektor MSP do eksportu

Firmy z sektora MSP wciąż niechętnie wychodzą ze swoja ofertą poza granice naszego kraju. Nieznajomość zagranicznych rynków, brak inwestycji w promocję swojej marki w Polsce i poza jej granicami, czy nieświadomość możliwości wsparcia eksportu, to tylko niektóre z barier powstrzymujących małych i średnich przedsiębiorców przed ekspansją zagraniczną.

Spośród ponad 1,8 miliona przedsiębiorstw, aż 99,8 proc. stanowią mikro, małe i średnie firmy. Mają one nie tylko najwyższy wkład w rozwój polskiego PKB, ale i zatrudniają najwięcej, bo aż 70 proc. pracowników w Polsce. Jednocześnie, 69 proc. ze wszystkich firm, które nie prowadzą działalności międzynarodowej i nie mają w planach jej rozpoczęcia, to właśnie przedsiębiorstwa z sektora MSP. Obszarem szczególnie mało eksplorowanym przez małe i średnie firmy jest eksport. Skąd niechęć przed wprowadzaniem swoich produktów lub usług na rynki zagraniczne? O barierach rozwoju eksportu dla polskich firm z sektora MSP mówi Arkadiusz Drążek, dyrektor handlowy w ZPC Brześć, firmie specjalizującej się w produkcji wyrobów cukierniczych eksportowanych na trzy kontynenty.

  1. Jest ryzyko… nie ma zabawy

Zwłaszcza mikro- i małe przedsiębiorstwa są narażone na wahania koniunktury oraz inne czynniki wpływające na ich działalność. Nie dziwi więc fakt, że drobni przedsiębiorcy obawiają się, w kontekście działalności eksportowej, że jest ona obarczona dużo większym ryzykiem niż działalność w kraju. Wśród największych czynników ryzyka można tu wymienić zmiany kursów walutowych, utratę płynności finansowej, relatywnie wysokie koszty prowadzenia działalności zagranicznej, czy utratę konkurencyjnej pozycji. Wszystkie ryzyka można jednak ograniczyć, pod warunkiem, że po pierwsze – umiejętnie przygotujemy się do działań eksportowych, a następnie równie umiejętnie je zrealizujemy.

  1. Ograniczenia są tylko w Twojej głowie

Wbrew pozorom, jedną z największych barier zniechęcających małe i średnie firmy do podjęcia działalności międzynarodowej jest.. przeświadczenie, że bariery dla eksportu są nie do przeskoczenia. Zwykle dochodzi do tego brak pewności siebie oraz swojej oferty. Tymczasem, z tegorocznego raportu „Małe i średnie firmy w Polsce” banku BZ WBK wynika, że zarówno koszty, jak i uciążliwość biurokracji związanej z prowadzeniem działalności eksportowej są zbliżone do średniej unijnej – nie powinny więc zniechęcać polskich przedsiębiorców.

  1. Brak znajomości rynku oraz języka

Z pewnością czynnikiem, który hamuje rozwój eksportu w sektorze MSP jest brak znajomości zagranicznych rynków oraz języków obcych, oczywiście niezbędnych do budowania relacji z zagranicznymi kontrahentami. Poza znajomością języka istotnym jest też poznanie etykiety biznesowej i kultury prowadzenia działalności gospodarczej w kraju, do którego planujemy eksportować nasze produkty bądź usługi. Jest to bardzo ważne, jeśli chcemy zbudować silne i lukratywne relacje z lokalnym partnerem, który dodatkowo może podzielić się z nami wiedzą na temat samego rynku, regulacji i uwarunkowań gospodarczo-kulturowych.

  1. Przekonanie o uniwersalności produktu

Oczywiście są produkty uniwersalne, jednak w większości przypadków należy dostosować nasz produkt czy usługę do realiów lokalnego rynku. Poza obowiązkowymi certyfikatami i uprawnieniami, które musimy uzyskać na docelowym rynku, warto też pomyśleć o takich kwestiach, jak dostosowanie do oczekiwań i charakterystyki zagranicznych konsumentów: nazwy produktu, materiałów wizerunkowych i koncepcji promocyjnej, jak również strony internetowej czy kanałów social media.

  1. Słaba marka to żadna marka

Polska, mimo prawie 25-letnich starań, wciąż nie ma silnej marki narodowej, co przekłada się na trudniejszy start w budowaniu relacji handlowych na szczeblu międzynarodowym. Remedium na ten problem jest przemyślana inwestycja we własny wizerunek, zarówno na szczeblu krajowym, jak i międzynarodowym. Jednym z najskuteczniejszych narzędzi kreowania wspomnianego wizerunku jest regularna obecność na najważniejszych, międzynarodowych targach branżowych. Podczas takich wydarzeń kontakt osobisty z potencjalnym partnerem handlowym jest niezastąpiony, nie mówiąc już o możliwości wspólnego omówienia i poznania produktu, czy obserwowaniu działań konkurencji.

  1. Orientuj się długofalowo

Wiele firm, zwłaszcza tych z sektora MSP, nie opracowuje długofalowych strategii biznesowych uwzględniających konkretne plany, inwestycje i kierunki rozwoju działalności. Bardzo często spotykane jest podejście „jakoś to będzie”. Dotyczy to również działalności eksportowej. Tymczasem, umiejętna analiza rynkowa pozwala przewidzieć i określić wiele czynników mających wpływ na naszą sytuację na zagranicznych rynkach. Dzięki opracowaniu strategii możemy też, w sposób przemyślany i uporządkowany, realizować kolejne działania, na bieżąco je optymalizując. To właśnie umiejętna analiza rynkowa oraz długofalowa strategia pozwoliły firmie Brześć na rozpoczęcie działalności międzynarodowej. W przypadku bardzo rozdrobnionego i konkurencyjnego rynku słodyczy, na którym działamy, eksport stał się szansą na pozyskanie nowych klientów.

  1. Sam na placu boju?

Mali i średni przedsiębiorcy często narzekają na zawiłości prawne, biurokrację oraz brak wsparcia ze strony rządu odnośnie ekspansji zagranicznej. Jednocześnie, nie są oni świadomi mnogości instrumentów i rozwiązań stymulujących polski eksport. Firmy z sektora MSP mogą starać się o szereg dofinansowań z programów unijnych np. na obecność na międzynarodowych targach czy pomoc w opracowaniu strategii eksportowej, korzystać z możliwości wsparcia oferowanych np. przez Bank Gospodarstwa Krajowego czy Agencje Kredytów Eksportowych. Warto też zapoznać się z pozafinansowymi instrumentami wsparcia rozwoju eksportu.

Dzień ważnych decyzji na rynkach

Wtorkowe notowania na europejskich parkietach zakończyły się praktycznie bez zmian bazowych indeksów. Przez większość dnia panował marazm spowodowany wyczekiwaniem na środowe decyzje banków centralnych, a konkretnie Banku Japonii oraz Rezerwy Federalnej USA. Jedną z nich już poznaliśmy, ale o tym za chwilę.

Na bierność inwestorów przekładało się również mało rozbudowane kalendarium makroekonomiczne. Poznali oni minimalnie słabszy odczyt niemieckiej inflacji producenckiej, która wyniosła -1,6% (prognoza -1,5%), a także słabsze od prognoz dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. Jak okazało się, liczba wydanych pozwoleń na budowę w sierpniu spadła o 0,4% w ujęciu miesięcznym i o 2,3% w ujęciu rocznym, natomiast liczba rozpoczętych budów była niższa o 5,8% m/m i 0,9% r/r. Poznaliśmy także prognozy rządowe dla Szwajcarii, które pokazują, że z tamtejszą gospodarką nie jest tak źle. Pomimo wielu turbulencji, władze są przekonane o poprawie sytuacji gospodarczej i zdecydowały o podniesieniu prognozy wzrostu PKB na 2016 r. z 1,4% do 1,5%. Bez mian pozostawiono natomiast prognozy PKB na 2017 r. (+1,8%) a także inflacji (+0,3%). Na rynku pracy rząd Szwajcarii również prognozuje poprawę, ponieważ według oczekiwań stopa bezrobocia powinna spaść w latach 2016-2017 do 3,3%.

W rezultacie, niemiecki DAX zakończył wtorkowe notowania, zyskując 0,19%, francuski CAC40 stracił 0,13%, a brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,25%. Na rynku przy Książęcej, WIG20 przy bardzo niskich obrotach, które osiągnęły niewiele ponad 550 mln zł., zakończył dzień wzrostem o 0,33%.

Dziś poznaliśmy już decyzję Banku Japonii, który ogłosił, że będzie utrzymywać rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu poniżej 0% (-0,1%). Oznacza to, że wkroczy na rynek, skupując wszystkie papiery o okresie zapadalności dekady, których dochodowość przekroczy tę barierę. Dodatkowo, bank będzie dążył do przekroczenia celu inflacyjnego ustanowionego na poziomie 2%. Rynki zareagowały na tę decyzję wyprzedażą jena oraz wzrostami cen akcji. Może to przynieść optymistyczne nastroje także na rynkach w Europie.

Co jednak jeszcze przed nami? Rodzimi inwestorzy poznają wskaźniki koniunktury konsumenckiej. Ze Stanów Zjednoczonych otrzymamy dane dotyczące tygodniowej zmiany zapasów paliw, gdzie prognozuje się spadek o 0,56%. Najważniejszym wydarzeniem dnia, do którego inwestorzy przygotowują się już od kilku tygodni, będzie decyzja FOMC w sprawie wysokości stóp procentowych w USA oraz projekcje makroekonomiczne. Publikacja związana ze stopami jest zaplanowana dopiero na godz. 20:00, dlatego reakcja europejskich parkietów nastąpi jutro.

Sesja w USA:
Rynek akcyjny w Stanach Zjednoczonych zamknął wtorkowy handel, podobnie jak rynki w Europie, na neutralnych poziomach. W momencie zamknięcia, na giełdzie w Nowym Jorku indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,05%, S&P500 wzrósł o 0,03%, natomiast Nasdaq Composite o 0,12%.

Waluty:
Wtorkowe notowania dla EURUSD zakończyły się spadkiem o 0,17% do poziomu 1,1155.

Kurs EURGBP zakończył dzień wzrostem o 0,14% do poziomu 0,8588, natomiast EURJPY stracił 0,41%, docierając do poziomu 113,44.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,2994 PLN za euro, 3,8534 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9439 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,0026 PLN za funta szterlinga.

Surowce:
Złoto zakończyło wtorkowe notowania wzrostem o 0,16% do poziomu 1319,25 USD za uncję. Srebro straciło natomiast 0,07% i osiągnęło poziom 19,277 USD za uncję. W przypadku ropy naftowej, odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 43,44 USD za baryłkę, zyskując tym samym 0,32%, natomiast odmiana Brent straciła 0,15% i była notowana po 45,88 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

MLP Group wybuduje nowy park logistyczny w pobliżu Poznania

MLP Group wybuduje nowy park logistyczny w pobliżu Poznania. Będzie to drugie centrum w tej części kraju realizowane przez wiodącego dewelopera powierzchni magazynowych. Planowane w nowej lokalizacji obiekty dostarczą łącznie blisko 120 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni.

MLP Group planuje realizację kolejnego dużego parku logistycznego. W ramach projektu przygotowywana  jest budowa czterech obiektów o łącznej powierzchni blisko 120 tys. mkw. Park logistyczny powstanie na działce o powierzchni 19 hektarów.

MLP Poznań

Centrum logistyczne będzie zlokalizowane w pobliżu Poznania, od zachodniej strony miasta. Planowane obiekty będą bardzo dobrze skomunikowane z Poznaniem i całym krajem. W pobliżu znajduje się droga ekspresowa S11 (węzeł Dąbrówka), a do autostrady A2 jest tylko 6 kilometrów. Z kolei do podpoznańskiego lotniska Ławica jest zaledwie 11 kilometrów, a do centrum Poznania około 17 kilometrów.

„Odpowiadamy na zapotrzebowanie naszych klientów – lokalizacja planowanego parku logistycznego jest idealnym miejscem szczególnie dla firm dystrybuujących towary do krajów zachodniej Europy.” – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Planowany park logistyczny będzie drugim centrum MLP w tej części kraju. Pierwszym jest MLP Poznań rozwijany w miejscowości Koninko, który docelowo dostarczy ponad 90 tys. mkw.

Aktualnie w skład portfela nieruchomości MLP Group wchodzi siedem parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin, MLP Wrocław, MLP Gliwice oraz MLP Teresin. W planie jest również uruchomienie w tym roku projektów w Łodzi oraz kolejnego na Górnym Śląsku. Docelowa powierzchnia magazynowa MLP Group sięga blisko 1 mln mkw.

Producent systemów ERP proALPHA Polska zapowiada zwiększenie zatrudnienia. Chce też stać się partnerem dla firm w reindustrializacji

Producent systemów ERP proALPHA Polska zapowiada zwiększenie zatrudnienia. Chce też stać się partnerem dla firm w reindustrializacji 6
Chcemy stać się partnerem polskich firm w zrównoważonym rozwoju, w reindustrializacji, w tworzeniu nowej jakości w polskim przemyśle – zapowiada Dariusz Śliwowski, prezes proALPHA Polska. Systemy ERP, które produkuje firma, pozwalają nie tylko zarządzać produkcją, lecz także przekształcić produkt w usługę stanowią podstawę w budowaniu konkurencyjności. Firma proALPHA planuje podwojenie biznesu w kraju, zapowiada także zwiększenie zatrudnienia.

Innowacyjność w Polsce jest słowem kluczem, ale różnie z nią bywa – przekonuje Dariusz Śliwowski, prezes zarządu proALPHA Polska. – Od pomysłu do przemysłu w Polsce to nie jest coś, z czego możemy być dumni. Gospodarka w dużym stopniu rozwijała się do tej pory jako tani zasób dla europejskich, światowych dużych producentów. To się kończy. Wkraczamy w czasy, kiedy musimy konkurować innowacyjnością, pomysłem, know-how, własnością intelektualną, rozwiązaniami – wskazuje ekspert.

Obecnie na badania i rozwój Polska przeznacza 0,9 proc. PKB, przy średniej europejskiej na poziomie 2 proc. Nasz kraj został pominięty w raporcie Komisji Europejskiej, który podsumowuje wydatki poszczególnych państw na ten cel. Szansą dla Polski jest nowoczesny przemysł, wówczas z kraju wykonawcy możemy się stać krajem pomysłodawcą. Przykładem może być koncepcja przemysłu 4.0 w Niemczech, w który zostało zainwestowane łącznie 200 mln euro.

Koncepcja sprowadza się do tego, że przy udostępnieniu internetu każdy przedmiot, czy to maszyna, czy to urządzenie na produkcji, czy produkt końcowy może być opomiarowany i na bieżąco w trybie online może informować o swoim stanie, o parametrach w jakich działa, co się psuje, co działa dobrze, ile razy została wykonana jakaś czynność związana z tym produktem. To wszystko jest możliwe dzięki dostępnej sieci, systemom, które mogą te dane gromadzić i przetwarzać, czyli big data – tłumaczy Śliwowski.

Gdyby udało jej się w pełni wykorzystać potencjał cyfrowych danych, firmy mogłyby lepiej się rozwijać (tak twierdzi 75 proc. ekspertów IT według badania przeprowadzonego przez Computing Technology Industry Association). Ponad 70 proc. twierdzi zaś, że efekty wdrożenia mechanizmów do analityki Big Data przyniosły sukces. System ERP zarządza wszystkimi wspólnym danymi przedsiębiorstwa. Pozwala to na całościowy ogląd procesów zachodzących w firmie i szybkie podejmowanie właściwych decyzji.

Dzięki temu, że wszystko może działać w chmurze, nie trzeba budować własnych serwerowni, można to przetworzyć i jedynie skonsolidować dane. To daje nową jakość, bo nie tylko pozwala precyzyjnie zarządzać produkcją, lecz także dba o to, żeby na każdym etapie produkcji mieć wiedzę o tym, czy maszyna dobrze działa, czy jest optymalnie wykorzystana. Nie tylko pozwala z zapewnieniem kosztów produkować indywidualne produkty na potrzeby pojedynczego klienta, lecz także na końcu przekształcić produkt z usługę – przekonuje prezes proALPHA Polska.

Jak wskazuje Śliwowski, przykładem może być producent silników lotniczych Rolls-Royce, który tak naprawdę przekształcił sam silnik w usługę napędu sprzedawaną na godziny. Firma zdalnie monitoruje stan maszyn, aby z wyprzedzeniem wykryć ewentualne usterki. Taki właśnie trend rozwijany jest w Niemczech.

To wszystko polskie przedsiębiorstwa, polska gospodarka powinny śledzić bardzo precyzyjnie i starać się zająć uprzywilejowana pozycję w nowym modelu tworzenia produkcji przemysłowej. Na początku jest to możliwe dzięki dobremu systemowi ERP, który zapewnia gromadzenie i przetwarzanie informacji, danych, planowanie i dostarczanie ich w postaci inteligentnej usługi do klienta. Dopiero później przychodzą kolejne elementy, które można podłączyć do tego kręgosłupa, który dostarczamy klientom – zapewnia ekspert.

System ERP wdraża się zwykle firmie produkcyjnej od 9 do 18 miesięcy. Zwrot nakładów następuje już po 2–3 latach. Panorama Consulting Solutions ocenia, że blisko 60 proc. spodziewanych korzyści z systemu osiąga się w ciągu pierwszego roku od wdrożenia.

Jak zapowiada prezes proALPHA Polska, firma chce stać się partnerem polskich firm w tworzeniu nowej jakości w przemyśle.

Mamy wszelkie dane i doświadczenie, aby to zrobić poprzez efektywne wykorzystanie doświadczenia innych gospodarek. W wielu miejscach nie ma co odkrywać Ameryki, trzeba wziąć przykład z najlepszych i w oparciu o to zbudować własny pomysł, ale importując technologię, pomysł, rozwiązania, doświadczenia – przekonuje Śliwowski.

Europejski producent proALPHA  ma obecnie ok. 1,8 tys. klientów, z czego sto w Polsce. W Europie działa 20 lat, 11 w Polsce.

Dla tych klientów codziennie pracuje 36 tys. ludzi, szacujemy, że do naszego systemu loguje się 7 tys. osób w Polsce – ocenia Śliwowski i zapowiada podwojenie wielkości biznesu w Polsce. – Planujemy zwiększyć nasz zespół w Polsce do ponad 50 pracowników z aktualnych 30 – mówi Dariusz Śliwowski.

Polska Grupa Odlewnicza stawia na rozwój organiczny i akwizycje

Polska Grupa Odlewnicza stawia na rozwój organiczny i akwizycje 7
Kwota ponad 42 mln zł, pozyskana z emisji obligacji, pozwoli na inwestycje organiczne i dywersyfikację źródeł finansowania Polskiej Grupy Odlewniczej. Firma nie wyklucza również akwizycji. Obecnie trwa analiza kondycji finansowej dwóch podmiotów. Chcemy wpisać na stałe emisje obligacji jako jedno ze źródeł finansowania naszej działalności  – zapowiada Dariusz Ginalski, prezes Polskiej Grupy Odlewniczej.

– Udało nam się wyemitować obligacje, które właśnie wchodzą do obrotu na rynku Catalyst. Cel tak naprawdę jest jeden – dalszy rozwój naszej grupy. Chcemy realizować go w oparciu o dwa filary. Pierwszy to inwestycje organiczne i rozwój wewnętrzny, drugi – procesy akwizycyjne będące wynikiem wykorzystania szans, które pojawiają się na rynku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Dariusz Ginalski, prezes Polskiej Grupy Odlewniczej.

Do obrotu wprowadzonych zostało 42,2 tys. 3-letnich obligacji serii A1. Oprocentowanie wynosi WIBOR 6M+ 1,9 proc., data wykupu to 9 sierpnia 2019 roku. Dariusz Ginalski zapowiada, że środki pozyskane z emisji zostaną przeznaczone na realizację przyjętej strategii. Prezes podkreśla jednak, że Polska Grupa Odlewnicza do akwizycji podchodzi ostrożnie.

– W ostatnich latach dokonaliśmy tylko jednej, ale planujemy kolejne. Z jednej strony myślimy o akwizycjach, które mogą wprowadzić nowy produkt do firmy, nową branżę lub które spowodują konsolidację rynku i poszerzenie naszych dotychczasowych wyrobów. Z drugiej strony mamy w planach inwestycje wewnątrz spółki. W tym roku pojawił się świetny program, w ramach którego możemy skorzystać z funduszy unijnych, chcemy być przygotowani również na inwestycje organiczne. Stąd pomysł na emisję obligacji. Jednocześnie obligacje pozwalają nam na dywersyfikację źródeł finansowania naszej działalności – tłumaczy Ginalski.

Grupa PGO należy do grona największych w Polsce firm działających w branży metalurgicznej. Jest producentem odlewów i odkuwek. Chce wprowadzać na rynek nowe produkty i poszerzać dotychczasowe portfolio. Jak jednak podkreśla prezes, to tylko jeden z kierunków rozwoju.

Rynek branży metalurgicznej stopniowo się konsoliduje. Dlatego Grupa PGO nie wyklucza, że do akwizycji dojdzie w najbliższym czasie.

– Mamy w trakcie rozpoznawania zawsze kilka podmiotów. Obecnie due diligence odbywa się w dwóch – przyznaje Ginalski.

Polska Grupa Odlewnicza uruchomiła program emisji obligacji na łączą kwotę do 100 mln zł. Wartość nominalna jednej obligacji emitowanej w ramach programu wyniesie 1 tys. zł, a cały program może być realizowany do końca czerwca 2019 roku.

– Poprzez emisję obligacji wygasiliśmy nasze kredyty, jednocześnie nie chcieliśmy wychodzić w depozyty. Obecnie mamy do dyspozycji 100 mln zł. Dlatego, w przypadku pojawienia się na rynku potencjalnych akwizycji, jesteśmy gotowi do działania – podkreśla Dariusz Ginalski.

Ceny paliw na stacjach nie powinny wyraźnie wzrosnąć. Na obniżki też jednak nie ma co liczyć

Ceny paliw na stacjach nie powinny wyraźnie wzrosnąć. Na obniżki też jednak nie ma co liczyć 8
Od niemal pół roku ceny ropy wahają się w przedziel 40–50 dolarów za baryłkę. Mimo zapowiedzi rychłego porozumienia producentów surowca ws. ograniczenia jego podaży, trudno liczyć na gwałtowny wzrost cen, zwłaszcza że zapowiedzi takich było już w ciągu ostatniego roku co najmniej kilka i wszystkie zakończyły się fiaskiem. Dlatego ceny paliw nie powinny pójść w górę, o ile nie nastąpi wyraźne osłabienie złotego.

– Notowania ropy naftowej wciąż pozostają pod presją podaży, to się nie zmienia. Ceny nawet jeżeli delikatnie wzrastają, to bardzo szybko są hamowane, co głównie wynika z niekorzystnej sytuacji fundamentalnej na tym rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk surowcowy Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska. – Ta presja podażowa wynika z wciąż dużej utrzymującej się produkcji ropy naftowej na świecie, zarówno na Bliskim Wschodzie, w Rosji, jak i w Stanach Zjednoczonych z racji obawa dotyczących popytu, który zarówno ze strony Chin, jak i z całej światowej gospodarki pozostaje niepewny i ta dysproporcja pomiędzy podażą a popytem generuje negatywny wpływ na ceny ropy naftowej.

Według najnowszych prognoz Międzynarodowej Agencji Energii zapotrzebowanie na ropę będzie rosło wolniej niż dotychczas prognozowano – o 1,3 mln baryłek dziennie zamiast o 1,4 mln. W przyszłym roku wzrost zapotrzebowania spowolni do 1,2 mln baryłek na dzień.

Ceny ropy zarówno Brent, jak i WTI, od kwietnia poruszają się w przedziale 40–50 dolarów za baryłkę. To wprawdzie znacznie więcej niż podczas styczniowego dołka, gdy zeszły poniżej 30 dolarów, ale i tak dwa razy mniej niż jeszcze dwa lata temu. Według Doroty Sierakowskiej stan taki utrzyma się jeszcze przez kilka miesięcy.

– Notowania ropy naftowej tak naprawdę jeszcze przez wiele miesięcy mogą się poruszać w trendzie bocznym. To wszystko wynika z faktu, że z jednej strony mamy do czynienia z dużą podażą i brakiem jakichkolwiek istotnych informacji, które mogłyby wpłynąć na duży wzrost notowań ropy naftowej – wskazuje. – Z drugiej strony zaś mało prawdopodobny jest scenariusz dramatycznych spadków cen ropy naftowej, ponieważ jednak mamy do czynienia wciąż z szansami na ewentualne porozumienie producentów tego surowca na świecie i wsparcie przez nich przynajmniej w niewielkim stopniu tych cen ropy naftowej – mówi analityczka.

Prezydent Wenezueli powiedział po spotkaniu z przedstawicielami Ekwadoru, Iranu i innych państw OPEC, że jeszcze we wrześniu możliwe jest wypracowanie porozumienia na temat zamrożenia poziomu produkcji ropy, co ograniczyłoby jej podaż. Decydujące będzie spotkanie pod koniec miesiąca z Rosją. Zapowiedzi takiego porozumienia krążą jednak po rynku od zimy i na razie nie przyniosły efektu.

Na stacjach benzynowych ceny we wrześniu pozostają stabilne. Litr benzyny Pb95 kosztuje 4,44 zł, litr oleju napędowego 4,26 zł, zaś gaz LPG 1,88 zł.

– Oczywiście stabilizacja notowań ropy naftowej na globalnym rynku oznacza również duże prawdopodobieństwo stabilizacji notowań cen paliw przy dystrybutorach –  przewiduje Sierakowska. – Chociaż tutaj warto zwrócić uwagę na to, że jednak kluczowym elementem będą również notowania polskiego złotego, ponieważ również one wpływają na ceny paliw na polskim rynku. Z punktu widzenia ropy naftowej i jej wpływu na ceny paliw wydaje się, że jest duża szansa na to, że notowania paliw po prostu znacząco nie wzrosną.

Whisky coraz bardziej popularna wśród kobiet. Trunek ma także szerokie zastosowanie w kuchni

Whisky coraz bardziej popularna wśród kobiet. Trunek ma także szerokie zastosowanie w kuchni 9

Wbrew stereotypom whisky jest nie tylko alkoholem dla mężczyzn. Już co czwarta Polka chętnie sięga po butelkę tego trunku zarówno podczas spotkań towarzyskich, biznesowych, jak i w trakcie przyrządzania posiłków w kuchni. Alkohol ten może być wykorzystywany zarówno jako marynata, jak i do wyrobu lodów, zimnych i gorących sosów oraz pieczenia i gotowania.  

– Dotychczas wszystkim się wydawało, że whisky to trunek typowo męski, prawdopodobnie ze względu na moc zawartego w niej alkoholu – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Buss z firmy Tudor House LTD, importera i dystrybutora alkoholi segmentu premium w Polsce, a także organizatora festiwalu Whisky Live Warsaw. – Okazuje się jednak, że ostatnimi czasy po trunek ten coraz częściej sięgają kobiety. Rośnie na przykład popularność tzw. foodpairing, w ramach którego whisky łączona jest z innymi potrawami, doskonale sprawdza się podczas gotowania i pieczenia.

Według organizacji International Wine & Spirit Research (IWSR) Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków konsumpcji whisky. W pierwszej połowie ubiegłego roku zanotowała najwyższy wśród państw objętych rankingiem wzrost importu szkockiej zarówno pod względem wartościowym, jaki i ilościowym.

Z rocznego raportu IWSR wynika, że import tego alkoholu do Polski wzrósł w pierwszej połowie 2015 roku wartościowo o ponad 45 proc., a o przeszło 60 proc. pod względem wolumenów.

Scotch Whisky Association podaje zaś, że wartość importu szkockiej whisky do kraju wyniosła 20,5 miliona funtów i była o 45,2 proc. wyższa niż w tym samym okresie poprzedniego roku (14,1 mln funtów). Liczony w butelkach o pojemności 70 cl eksport do Polski wzrósł natomiast o 60,4 proc., z 5,5 mln do 8,9 mln, zapewniając szesnaste miejsce w rankingu. Według ostatnich badań firmy analitycznej Nielsen obecnie na Wyspach Brytyjskich co trzecia butelka tego trunku kupowana jest przez kobiety. W Polsce odsetek ten jest niższy, ale i tak stosunkowo wysoki, bo co czwarta Polka sięga po butelkę whisky.

– Nie jest to już tylko trunek dla mężczyzn – tłumaczy Jarosław Buss. – Myślę, że dzieje się tak z kilku powodów. Kobiety, po pierwsze, odkryły, tak jak wcześniej mężczyźni, potężne bogactwo aromatów i smaków, które ten alkohol oferuje. Po drugie jest to trunek typowo demokratyczny, służący każdej płci i wszędzie. Po trzecie, wreszcie się okazało, że kobiety chcą dorównać mężczyznom, zmienić stereotyp postrzegania ich jako słabej płci i pragną być postrzegane jako równorzędny partner zarówno towarzyski, jak i biznesowy.

Istotną rolę w tym procesie, jak przypuszcza Jarosław Buss, pełni także coraz większe bogactwo możliwych zastosowań tego trunku w kuchni chociażby do sosów zimnych, tym bardziej gorących, które przy odpowiedniej temperaturze uwydatniają smak i aromat. Whisky ma także szerokie zastosowanie w przygotowaniu deserów.

– W foodpairingu możliwości są przeogromne – potwierdza Jarosław Buss. – Podstawowym zastosowaniem whisky w kuchni jest jednak marynata. Na bazie whisky można przygotowywać podkład pod wiele różnych dań: bardzo dobrze sprawdza się podczas przygotowywania mięsa, stosowana jest do ryb, zastosować ją można do marynowania owoców morza oraz przyrządzając wszelkiego rodzaju słodkości.

Ekskluzywna sesja foodpairing przy współudziale szefa kuchni Jarosława Walczyka oraz możliwość degustacji produktów łączonych z whisky m.in. czekolady, suszonego mięsa, a nawet lodów mają być jedną z atrakcji tegorocznej edycji Whisky Live Warsaw, która odbędzie się 14–15 października tego roku w Hotelu Courtyard by Marriott Warsaw Airport. Organizatorzy imprezy otwierają się także na kobiety.

– Będzie około 50 stoisk, na których będziemy gościć producentów z całego świata, nawet z tak egzotycznych krajów, jak Japonia, Tajwan, Indie, Australia czy mikrodestylarnie ze Stanów Zjednoczonych. Pojawi się także tzw. przystanek smaków, który będzie miejscem łączenia whisky z różnymi gatunkami ciasta, lodami w ośmiu smakach, czekoladą czy kawą – zachęca Jarosław Buss. Będą specjalne zamknięte, ograniczone mniej więcej do 25 osób, tzw. sesje Master Class, na których goście będą mogli spróbować unikatowych, limitowanych, często kolekcjonerskich edycji whisky.

W roli wystawców swój udział zapowiedzieli także m.in. producenci czekolad, cygar oraz suszonego mięsa. Obok nich pojawią się zarówno światowi producenci alkoholi z segmentu premium, jak i unikalne destylarnie z wszystkich kontynentów (w tym craft distilleries ze Stanów Zjednoczonych).

Jedną ze stałych atrakcji festiwalu są zamknięte sesje, tzw. Master Class, na których w małych grupach (nie więcej niż 25 osób) odbywa się degustacja unikatowych, limitowanych, niszowych edycji whisky prowadzona przez przedstawicieli destylarni. W tym roku przewidzianych jest kilka bloków tematycznych, m.in. sesja Master Class Glenfarclas – podróż przez dekady, podczas której zaprezentowane zostaną whisky z lat 60., 70., 80. oraz 90., a spotkanie poprowadzi George Grant, właściciel destylarni, przedstawiciel szóstego już pokolenia rodziny.

Obecność na festiwalu zapowiedział Ian Chang, master blender wschodzącej azjatyckiej gwiazdy whisky, czyli tajwańskiego Kavalana. W Warszawie pojawią się również Jan Beckers (ambasador marki Douglas Laing, uznanego na świecie niezależnego bottlera założonego w 1948 roku) oraz George S. Grant (w szóstym pokoleniu, począwszy od roku 1865, właściciel legendarnej szkockiej destylarni Glenfarclas ze szkockiego Speyside). Listę gości specjalnych zamykają Steven Sweeney, przewodniczący polskiego oddziału Scotch Malt Whisky Society oraz Ingvar Ronde, wydawca klasycznej Malt Whisky Yearbook.

Tegoroczną edycję festiwalu uświetni także konkurs barmański Diageo World Class, organizowany nieprzerwanie od 2009 roku w najlepszych lokalach całego świata.

Inwestorzy chcą kupić w IPO akcje CELON PHARMA S.A. za 1,5 mld zł

W zakończonym wczoraj procesie budowy księgi popytu w pierwszej ofercie publicznej Celon Pharma S.A., prowadzonym przez Mercurius Dom Maklerski, inwestorzy wyrazili chęć zakupu akcji Spółki za ponad 1,5 mld zł, w tym w transzy detalicznej prawie 2,5 tys. inwestorów złożyło zapisy o wartości ponad 180 mln zł.

Oferta publiczna objęła 15.000.000 akcji nowej emisji serii B, w tym 13.000.000 w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych, a 2.000.000 w Transzy Inwestorów Indywidualnych. Po zamknięciu zapisów spółka pozyska zakładane środki brutto w kwocie ok. 245 mln zł, które będą wykorzystane na sfinansowanie wybranych projektów związanych z realizacją strategii rozwoju Spółki w obszarze leków generycznych, jak i projektów innowacyjnych.

Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.
Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.

Inwestorzy z entuzjazmem odnieśli się do strategii naszej spółki, gremialnie deklarując chęć objęcia akcji. Jest to istotne również z uwagi na fakt, że mamy do czynienia z dość niepewnymi  warunkami na rynku kapitałowym. Tym bardziej cieszymy się, że jesteśmy coraz bliżej zamknięcia, z tak niewątpliwym sukcesem, pierwszej oferty publicznej naszych akcji.mówi Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.

To dotychczas największe IPO w tym roku. Zadeklarowany popyt wyraźnie pokazuje, że nie brakuje kapitału u polskich inwestorów, lecz musi się on spotkać ze spółkami, które mają pomysł, jak go umiejętnie wykorzystać. – podkreśla Michał Kowalczewski, Prezes Zarządu Mercurius Domu Maklerskiego, który pełni rolę Oferującego w procesie oferty publicznej.

Celon Pharma S.A. będzie pierwszą spółką biofarmaceutyczną specjalizującą się jednocześnie w opracowywaniu, wytwarzaniu i wprowadzaniu na rynek specjalistycznych leków generycznych, a także prowadzącą badania nad innowacyjnymi terapiami, notowaną
na GPW w Warszawie. Aktualny portfel produktowy Spółki można podzielić na klasyczne leki generyczne, złożone leki generyczne, tzw. leki generyczne plus oraz projekty nowych leków, w tym potencjalnych leków innowacyjnych.  Firma dysponuje dwoma w pełni wyposażonymi laboratoriami dedykowanymi do badań i rozwoju produktów leczniczych (R&D), zarówno leków generycznych, jak i innowacyjnych. Posiada także nowoczesny zakład wytwórczy
w Kazuniu Nowym, w którym wytwarzane są suche formy farmaceutyczne.

80 proc. Polaków myje owoce i warzywa tylko w wodzie. To wystarcza, by usunąć pozostałości środków ochrony roślin i szkodliwe mikroorganizmy

80 proc. Polaków myje owoce i warzywa tylko w wodzie. To wystarcza, by usunąć pozostałości środków ochrony roślin i szkodliwe mikroorganizmy 10

Na temat właściwego przygotowania owoców i warzyw do spożycia narosło wiele mitów. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie PSOR, aż 84 proc respondentów słyszało o tym, że warzywa i owoce należy parzyć wrzątkiem lub płukać wodą z solą kuchenną. Tymczasem, jak przekonują eksperci, wystarczy zwykła woda, a tam, gdzie jest to niezbędne, warzywo lub owoc należy obrać ze skórki.

– Coraz większą wagę przykładamy do odpowiednich zachowań higienicznych podczas spożywania i przygotowania posiłków. To bardzo ważne, zwłaszcza że spożywanie surowych owoców i warzyw jest wskazane z punktu widzenia zdrowej i bezpiecznej diety – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Jacek Postupolski, kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Żywności z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Odpowiednio zbilansowana dieta powinna uwzględniać w swoim składzie surowe warzywa i owoce. Spożywanie kilku porcji warzyw dziennie jest istotne dla naszego zdrowia, jednak pod warunkiem zachowania podstawowych zasad higieny, tj. umycia czy w przypadku niektórych rodzajów obrania ze skórki. Jak wskazuje ekspert, myjemy nie tylko po to, by pozbyć się brudu.

– Owoce i warzywa muszą być w odpowiedni sposób przygotowane, aby uniknąć możliwości wniknięcia do organizmu substancji niepożądanych, np. pozostałości środków ochrony roślin, zanieczyszczeń i szkodliwych dla nas mikroorganizmów – tłumaczy dr Postupolski.

Warto przy tym pamiętać o tym, że dopuszczalny poziom pozostałości środków ochrony roślin w warzywach i owocach jest określany przez prawo i ma zagwarantować konsumentom bezpieczeństwo spożywanych produktów.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin, Polacy są świadomi, że owoce i warzywa należy w odpowiedni sposób przygotować przed spożyciem. Większość osób myje je, by pozbyć się brudu. Prawie połowa badanych chce się w ten sposób pozbyć również mikroorganizmów chorobotwórczych.

 Musimy się starać, by wchłaniając cenne dla nas substancje z owoców i warzyw, unikać wnikania bakterii i innych organizmów chorobotwórczych, w tym pasożytów. Mycie i obieranie warzyw powoduje, że prawdopodobieństwo wniknięcia ich do organizmu jest dużo mniejsze – przekonuje ekspert.

Znacząca większość Polaków myje warzywa w samej wodzie (80 proc.). Płukanie w różnego rodzaju mieszankach nie jest rozpowszechnionym zjawiskiem, np. tylko 4 proc. osób deklaruje stosowanie wody z sokiem z cytryny lub kwaskiem cytrynowym.

 Warzywa i owoce powinniśmy myć pod bieżącą wodą, jaka jest stosowana do przygotowania posiłków w gospodarstwie domowym. W przypadku silnego zabrudzenia, np. marchewki, celowe jest obranie warzyw, żeby unikać ewentualnego zanieczyszczenia, które jest trudne do usunięcia przez wodę – zaznacza dr Postupolski.

Ponad 80 proc. Polaków słyszało o przynajmniej jednym alternatywnym dla mycia w samej wodzie sposobie na czyszczenie warzyw i owoców. Najpopularniejszą znaną metodą jest parzenie wrzątkiem (72 proc.), płukanie w wodzie z solą kuchenną (38 proc.) lub w wodzie z sokiem z cytryny albo kwaskiem cytrynowym (37 proc.), a także z octem (35 proc.) lub sodą oczyszczoną (31 proc.).

– Nie ma jednak konieczności stosowania takich metod, jak moczenie owoców czy warzyw w wodzie, stosowania kwasów czy sody. Nie zwiększy to bezpieczeństwa tych produktów, a np. stosowanie sody powoduje rozkład witamin – wskazuje ekspert.

Zgodnie z odpowiedziami respondentów badania owoce i warzywa najczęściej myte są w zwykłej wodzie. Pojawiają się jednak istotne różnice pomiędzy owocami krajowymi (78 proc.) a importowanymi (59 proc.). Aż 17 proc. Polaków w ogóle nie myje owoców importowanych (w przypadku owoców krajowych odsetek ten wynosi 2 proc.). Wynika to w dużej mierze z przekonania, że owoców, których skórki się nie je (np. banany, cytrusy), nie trzeba myć. Eksperci podkreślają, że to błąd. Zabrudzenia, pojawiające się na skórkach owoców w trakcie transportu czy przechowywania w magazynach, w trakcie obierania łatwo przedostają się na dłonie, a stąd drobnoustroje chorobotwórcze mają już prostą drogę do naszych ust, jeśli nie zadbamy odpowiednio o higienę i nie umyjemy rąk przed spożyciem.

Nowelizacja ustawy hazardowej ma zmniejszyć szarą strefę. Wpływy do budżetu będą większe

Nowelizacja ustawy hazardowej ma zmniejszyć szarą strefę. Wpływy do budżetu będą większe 11
Zmiany dotyczące ustawy hazardowej według ekspertów na pewno wpłyną korzystnie na uregulowanie rynku branży bukmacherskiej w Polsce, ograniczą szarą strefę, większe będą też wpływy do budżetu Skarbu Państwa. Jak ocenia Wojciech Michałowski, prezes spółki E-Toto Zakłady Bukmacherskie, wątpliwości budzą jednak kwestie blokowania stron internetowych zagranicznych operatorów i płatności do nich. Dobrym pomysłem jest zmiana 12 proc. podatku obrotowego na 20 proc. podatek od przychodu.

– Zmiany, które następują obecnie w Sejmie, są jak najbardziej pożądane, zwłaszcza dla branży zakładów bukmacherskich. To ograniczenie rynku szarej strefy poprzez blokadę stron internetowych oraz przelewów realizowanych w zagranicznych kontach firm bukmacherskich. Dobrą stroną jest umożliwienie reklamy. To dobry kierunek, podobnie jak monitorowanie dostępu nieletnich do hazardu i gier – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Michałowski, prezes zarządu spółki E-Toto Zakłady Bukmacherskie.

Resort finansów wskazuje, że podstawowym celem nowelizacji jest zapewnienie możliwie jak najwyższego poziomu ochrony graczy przed negatywnymi skutkami hazardu i podniesienie poziomu świadomości społeczeństwa co do zagrożeń związanych z nielegalnym hazardem. Zmiany mają też na celu walkę z szarą strefą, zwłaszcza w zakresie automatów do gier i gier hazardowych w internecie.

– Obecne zmiany forsowane w Sejmie mają dobry kierunek. Z pewnością wpłynie to korzystnie na uregulowanie rynku branży bukmacherskiej w Polsce, ograniczenie szarej strefy, większe będą też wpływy do budżetu Skarbu Państwa – ocenia ekspert.

Jak wskazuje Michałowski, wątpliwości budzi kwestia nałożenia na operatorów telekomunikacyjnych obowiązku blokowania stron internetowych, które umożliwiają nielegalny hazard.

– Nigdzie nie jest zaznaczone, jak będzie egzekwowane blokowanie tych stron i przelewów. Myślę, że to jest bardzo ważny czynnik, który powinien być doprecyzowany, aby było to rzeczywiście realizowane, a nie zostało tylko na papierze – przekonuje prezes E-Toto.

Dostawcy internetu będą musieli blokować domeny wykorzystywane do gier hazardowych bez koncesji i zezwolenia. To zaś może spowodować, że najwięksi gracze zdecydują się na zarejestrowanie swoich usług na zasadzie polskiej licencji. Szacuje się, że obecnie niezarejestrowani w Polsce operatorzy mają 90 proc. rynku według obrotu (sumy stawek) i 70 proc. od przychodu brutto.

Doprecyzowana wymaga też kwestia reklamy. Z jednej strony obecna rekomendacja nowelizacji ustawy umożliwia reklamowanie, z drugiej strony ogranicza promocję zakładów bukmacherskich – zaznacza Michałowski.

Pojawiały się postulaty wprowadzenia w Polsce modelu duńskiego, który opiera się na liberalnych zapisach w obszarze reklamy i sponsoringu. Spod działania ustawy hazardowej są wyjęte zakłady bukmacherskie. Takie przepisy forsował m.in. Jarosław Gowin. Ustawodawstwo duńskie zezwala na zawieranie umów sponsoringowych pomiędzy licencjonowanymi operatorami a drużynami sportowymi. Zdaniem prezesa E-toto na wprowadzeniu takiego modelu zyskałby budżet państwa.

– System w Danii był podobny do tego, który mamy obecnie w Polsce. Zmiany na system bardziej uporządkowany spowodowały kilkunastokrotny wzrost wpływów do Skarbu Państwa, rzędu od kilkunastu do kilkuset milionów euro – tłumaczy ekspert.

Ministerstwo Finansów zakłada wzrost dochodów budżetu państwa na poziomie 729 mln zł w pierwszym roku obowiązywania nowelizacji. W następnych latach ma to być dodatkowe 1,5 mld zł rocznie.

– Druga kwestia to zamiana podatku od obrotu, który obecnie w Polsce jest najwyższy w Europie i wynosi 12-proc., na 20-proc. podatek od dochodu, tzw. GGR. To spowodowało znaczący wpływ do budżetu – przekonuje Wojciech Michałowski.

Rosną wynagrodzenia członków zarządów spółek giełdowych, w radach nadzorczych maleją

Z raportu firmy doradczej PwC – „Wynagrodzenia członków zarządów i rad nadzorczych największych spółek giełdowych w 2015 r.” wynika, że zarobki członków zarządów wzrosły w 2015 r. o 10% w porównaniu
z poprzednim rokiem. Odwrotny trend zanotowano w radach nadzorczych, których członkowie otrzymali wynagrodzenie mniejsze o 6%.

PwC od 7 lat co roku przygotowuje analizę wynagrodzeń członków zarządów i rad nadzorczych największych spółek giełdowych w Polsce. Różnice w płacach obu tych grup są ogromne. Wciąż w odczuciu polskich członków rad nadzorczych ich wynagrodzenia nie są adekwatne do wymaganego od nich poziomu zaangażowania w pracę na rzecz spółek. Panuje powszechna opinia, iż poziom wynagrodzenia nie jest dość motywujący, w związku z tym trudno jest przyciągnąć do pracy w radzie odpowiednio przygotowanych kandydatów, a zaangażowanie członków rad w prace rady jest niewystarczające, co z kolei może przekładać się na niższą skuteczność rady. Od lat kręcimy się w błędnym kole. Regulatorzy są przekonani o potrzebie istnienia skutecznych rad nadzorczych, istotnym elemencie ładu korporacyjnego i ważnym organie nadzorczym w spółkach, w których swoje pieniądze lokują akcjonariusze. Jak pokazują jednak dane z naszego raportu nadal brakuje pełnej zgodności w tym zakresie po stronie dominujących akcjonariuszy” – mówi Krzysztof Szułdrzyński, partner zarządzający działem audytu i usług doradczych w PwC.

Wynagrodzenia zarządów największych spółek giełdowych

W 2015 roku łączne wynagrodzenia krótkookresowe członków zarządów w badanych przez PwC na potrzeby raportu firmach wzrosły średnio o 10% w porównaniu z 2015 r., co stanowi powrót do trendów obserwowanych przed rokiem 2013.

Prezesi zarządów otrzymali w 2015 roku średnio 1,66 mln zł, a więc o 11% więcej w stosunku do roku 2014. Poziom wynagrodzeń krótkoterminowych pozostałych członków zarządów również znacząco wzrósł i wyniósł 1,18 mln zł – o 9% więcej niż rok wcześniej.

Dynamika zmian wynagrodzeń, niemal identyczna dla prezesów i pozostałych członków zarządów, powoduje, że różnica poziomów płacowych na tych stanowiskach kolejny rok utrzymuje się na poziomie ok. 40%. Największe zróżnicowanie pod tym względem zaobserwowaliśmy w mWIG 40, gdzie prezesi zarobili średnio aż o 80% więcej niż pozostali członkowie zarządu. W przypadku WIG 20 i sWIG 80 proporcja ta wyniosła odpowiednio ok 65% i ok 30%.

 

  Przeciętne roczne wynagrodzenie osób zarządzających (zł)
Stanowisko 2014 2015 Zmiana 2015 w stosunku do 2014
Prezes zarządu 1 490 000 1 660 000 +11%
Członek zarządu 1 080 000 1 180 000 +9%
Ogółem 1 180 000 1 300 000 +10%

 

Struktura pakietu wynagrodzeń zarządów w 2015 roku utrzymała podobny kształt jak w poprzednich latach. Najważniejsza zmiana dotyczyła udziału płacy zmiennej w łącznym wynagrodzeniu zarządów. Premie i prowizje stanowiły w 2015 roku ok 36 % pakietu, co oznacza wzrost aż o 11% w stosunku do roku 2014. Jest to jednak wynik porównywalny do lat 2011-2013, kiedy udział tego komponentu również przekraczał 30% całościowego wynagrodzenia.

Pomimo widocznego wzrostu udziału premii i nagród w łącznym wynagrodzeniu zarządów w Polsce, poziom ten w dalszym ciągu odbiega od praktyk stosowanych na Zachodzie. Spółki z Europy Zachodniej przyjmują znacznie bardziej agresywne podejście do wynagradzania najwyższej kadry kierowniczej niż firmy z Europy Środkowo-Wschodniej. Przykładowo, w Niemczech udział płacy zasadniczej w pakiecie płacowym zarządów wynosi ok. 26% dla największego indeksu DAX oraz ok. 32% dla indeksu MDAX. Udział płacy zmiennej kształtuje się tam zaś na poziomie ok. 59% i 56% odpowiednio dla indeksu DAX oraz MDAX” – zauważa Robert Kujoth, menedżer w dziale prawno-podatkowym w PwC.

Autorzy raportu PwC przeanalizowali także wynagrodzenia członków zarządów spółek giełdowych w podziale na branże. W 2015 roku liderem pod względem wysokości średniego wynagrodzenia krótkoterminowego członków zarządów była branża bankowa (formalnie na drugim miejscu tuż za sektorem ubezpieczeń, reprezentowanym jednak tylko przez jedną spółkę). Bankowość odnotowała z jednej strony awans w rankingu o 3 miejsca, z drugiej zaś nominalny wzrost średniej płacy osób zarządzających o 17%. Branża telekomunikacyjna, pomimo spadku średniego poziomu wynagrodzeń członków zarządu o ok. 13%, utrzymała w tym roku trzecie miejsce w rankingu. Tuż za nią uplasował się sektor mediowy, który po kilku latach na pozycji lidera spadł na 4 miejsce i odnotował 15% spadek średniego wynagrodzenia osób zarządzających.

Kobiety i mężczyźni w zarządach spółek giełdowych

Kobiety stanowiły w 2015 r. zaledwie 11% wszystkich członków zarządów w badanych spółkach. Stanowi to, mimo wszystko, wzrost w porównaniu do poprzedniego roku, kiedy udział kobiet w zarządach wynosił tylko 9%. najwięcej kobiet zasiada w zarządach firm z indeksu sWIG 80, gdzie stanowią one 14% wszystkich osób zarządzających. Średni indeks giełdowy mWIG 40 cechuje się udziałem kobiet na poziomie 9%, natomiast WIG 20 już tylko 5%, a więc znacznie poniżej średniej ogólnorynkowej. Im większe spółki (wielkość definiowana poprzez kapitalizację rynkową) tym niższy udział kobiet w składach zarządów.

Wśród analizowanych spółek zatrudniających w zarządach zarówno mężczyzn jak i kobiety, dysproporcja w średnim poziomie wynagrodzenia krótkoterminowego pozostała istotna. W 2015 r. mężczyźni w tych firmach zarabiali aż o ok. 59% więcej niż kobiety – dwa lata temu różnica ta wynosiła 47%.

Wynagrodzenia członków rad nadzorczych największych spółek giełdowych

Spółki notowane w ramach trzech największych indeksów giełdowych w Polsce utrzymują zarobki członków rad na stosunkowo niskim poziomie, w porównaniu z uposażeniami ich odpowiedników w Europie Zachodniej. Autorzy raportu PwC zwracają uwagę, że w Polsce brakuje jasnych reguł wynagradzania, a niestety w odczuciu osób zasiadających w radach nadzorczych ich wynagrodzenia nie są adekwatne do poziomu ich zaangażowania.

Jak wynika z badania, przeprowadzonego na potrzeby raportu PwC, w 2015 roku przeciętne roczne wynagrodzenie członka rady nadzorczej w spółkach giełdowych wyniosło około 105 tys. zł, co oznacza spadek o 6% w porównaniu do roku 2014. Jednocześnie wciąż niemal 13% osób zasiadających w radach nie pobiera wynagrodzenia z tytułu wykonywanej pracy.

Na najwyższe uposażenia mogą liczyć członkowie rad zatrudnieni w bankach, przedsiębiorstwach z branży medialnej, elektromaszynowej i w sektorze surowcowym. Różnice w płacach pomiędzy członkami rad w poszczególnych branżach są znaczące – średnie roczne wynagrodzenie osoby zatrudnionej w radzie nadzorczej banku jest ponad 6-krotnie wyższe niż członka rady firmy farmaceutycznej. Co ciekawe, spółki zajmujące się działalnością finansową, nie będące jednak bankami, znalazły się zdecydowanie niżej w rankingu. Członkowie ich rad nadzorczych otrzymywali przeciętnie 65 tys. zł, wobec 198 tys. zł, jakie dostawali ich odpowiednicy zatrudnieni w bankach.

Na wysokość uposażenia przekłada się także dodatkowe zaangażowanie. Członkowie rad zasiadający w komitetach (53% spośród badanych) mogą liczyć na wynagrodzenie większe o 20% w porównaniu z osobami, które nie należały do żadnego komitetu. Przynależność do więcej niż jednego komitetu znacząco wpływa na poziom wynagrodzenia, zaś uposażenie członka 3 komitetów jest średnio ponad 2 razy wyższe niż osoby zasiadającej w jednym komitecie. Jest to zdecydowanie pozytywny trend pokazujący, że rynek zaczyna dostrzegać konieczność wynagradzania członków rad nadzorczych za ich dodatkowe zaangażowanie w prace w komitetach.

O raporcie „Wynagrodzenia zarządów i rad nadzorczych największych spółek giełdowych w 2015 r.”

Raport stanowi podsumowanie badania przeprowadzonego przez PwC w zakresie wynagrodzeń zarządów oraz rad nadzorczych największych spółek giełdowych w 2015 roku. Główne wnioski dotyczą trendów w wynagrodzeniach osób zarządzających i nadzorujących, a także zmian w strukturze pakietu wynagrodzeń oraz w poziomach wynagrodzeń, jakie zaszły pomiędzy 2014 a 2015 rokiem.

Badaniem objęto spółki z trzech indeksów giełdowych: WIG20, mWIG40 oraz sWIG80 według składu tych indeksów na 31 grudnia 2015 roku . Źródłem danych dotyczących wynagrodzeń były sprawozdania finansowe oraz sprawozdania zarządów z działalności spółek za lata poddane badaniu.

Samorządy walczą z rakiem szyjki macicy. Masowe szczepienia mogą zredukować umieralność 17-krotnie

Samorządy walczą z rakiem szyjki macicy. Masowe szczepienia mogą zredukować umieralność 17-krotnie 12

Ponad 200 samorządów w Polsce prowadzi obecnie szczepienia dziewcząt przeciw wirusowi brodawczaka ludzkiego, który powoduje raka szyjki macicy, odbytu, pochwy i zewnętrznych narządów płciowych. Wg ostatnich danych Polsce co roku tylko z powodu raka szyjki macicy umiera 1700 kobiet.  Lepsze jakościowo badania obejmujące całą populację oraz szczepienia przeciw wirusowi ograniczyłyby tę liczbę do 100.

– Najlepiej przeciwdziałać przez dobry screening, przez wczesne wykrywanie i przez szczepienia HPV, które niestety do tej pory nie znajdują się z różnych względów na liście szczepień zalecanych – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. Mirosław Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. – Ale trzeba też pamiętać, że to są szczepienia dość kosztowne. Natomiast robiliśmy z Finami parę lat temu taką estymację, że gdybyśmy mieli dobry jakościowo screening obejmujący większość kobiet i szczepienia HPV, to nie mielibyśmy 1,7 tys. zgonów w Polsce rocznie, tylko około 100.

Wirus brodawczaka ludzkiego ma 170 odmian, z których dwie powodują 70 proc. zakażeń prowadzących do wspomnianych nowotworów. Zakażenie następuje drogą płciową, zwykle w ciągu pierwszych dwóch lat po rozpoczęciu przez młodą osobę współżycia. Jednak skutki zakażenia ujawniają się często wiele lat później, gdy leczenie jest już utrudnione. Dlatego tak ważne jest regularne wykonywanie cytologii, a najlepiej – zapobieganie zakażeniu poprzez szczepienie profilaktyczne.

– Zachorowalność na raka szyjki macicy spada, dzieje się to na skutek rozpoznań stanów przedrakowych i leczenia ich i świadomości społecznej. Natomiast nadal mamy na tle Europy wysoką liczbę zgonów i w każdym przypadku to jest tragedia, za każdą z tych kobiet stoi opuszczona rodzina, dzieci, bo to są niejednokrotnie kobiety w średnim, młodym wieku –  uświadamia prof. Wysocki. –  Screening czyli badanie w takiej czy innej formie obejmuje około 60-70 proc. kobiet, i ten zorganizowany, i ten, gdzie kobiety chodzą same do ginekologów. Natomiast jakość tego screeningu niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia.

Jak podkreśla, skuteczność szczepionek jest bardzo wysoka. Dlatego tak ważną jest kwestią, by jak największą liczbę młodzieży nimi objąć, głównie dziewczynki w wieku 13-14 lat. Choć są kraje jak Wielka Brytania czy Austria, gdzie szczepienia obejmują także chłopców. W Polsce decyzja o przeznaczeniu na ten cel publicznych środków pozostaje w gestii samorządów.

Jako pierwsza gmina w Polsce proces szczepień przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego 9 lat temu rozpoczęła gmina Polkowice. Od tamtej pory zostało zaszczepionych 1,6 tys. dziewczynek z tej dolnośląskiej gminy.

– Przede wszystkim należy wsłuchiwać się w mieszkańców, we wszystkich rankingach zdrowie bije na głowę inne potrzeby mieszkańców –  podkreśla Mariola Kośmider, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Polkowice. – Dlatego też profilaktyka jest tak ważna i samorządy powinny część swoich środków przeznaczać na profilaktykę. Czasami są dylematy, czy chodnik, czy światło, czy szczepionka, ja wybieram szczepionkę.

Jak zaznacza, chodzi nie tylko o sam fakt zaszczepienia, chroniący przed zachorowaniem, ale też efekt edukacyjny. Na skutek nagłośnienia akcji zwiększa się świadomość społeczna tego, czym jest i czym grozi zarażenie wirusem, jak się przed nim ustrzec i jak zwalczyć go w początkowej fazie, zanim dojdzie do rozwinięcia się choroby. Wówczas wyleczalność sięga 80-100 proc.

– Edukacją obejmujemy zarówno dziewczęta jak i chłopców, osoby dorosłe jak i starsze. To nie tylko zaszczepione dziewczyny, ale kilka tysięcy wykonanych cytologii, kilka tysięcy wykonanych badań mammograficznych, kilka tysięcy spotkań – wylicza dolnośląska radna. – Od 10 lat prowadzona jest kampania społeczna, kampania billboardowa, która zachęca m.in. do profilaktyki skierowanej na raka szyjki macicy.

Powszechność szczepień jest istotna, bo zetknięciu z wirusem brodawczaka ulega większość populacji. 80 proc. zarażonych ulega samoistnemu wyleczeniu i nawet nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, któremu było poddane.  W Australii po wprowadzeniu przed dekadą szczepień populacyjnych liczba infekcji zmalała o 90 proc., a naukowcy liczą, że w ciągu 40 lat uda się całkowicie wyeliminować nowotwory powodowane przez wirusa. Jak wspomniano, szczepienia są  dość kosztowne, jednak nie da się przecenić korzyści społecznych, związanych nie tylko z uniknięciem ludzkiej tragedii, ale i kosztownym leczeniem onkologicznym.

– Jak pokazują doświadczenia samorządów, które już podjęły się realizacji tych programów, to ten wysiłek z budżetu pozornie bez natychmiastowego efektu finansowego, wydatkowanie tych pieniędzy, jednak zaowocowały zaufaniem i podniesieniem świadomości – zwraca uwagę Rudolf Borusiewicz, sekretarz generalny Związku Powiatów Polskich. –  Badanie pracy doktorskiej pokazuje, że pierwsze roczniki w Polkowicach objęte szczepieniem w ogóle mają podniesiony poziom wiedzy poprzez tę edukację, prowadzą inny styl życia niż ci, którzy nie przeszli tej lekcji.

S. Horbaczewski: Ceny nieruchomości w Polsce będą rosły. Najbardziej skorzysta na tym Warszawa

S. Horbaczewski: Ceny nieruchomości w Polsce będą rosły. Najbardziej skorzysta na tym Warszawa 13

Ceny nieruchomości w Polsce będą rosły. Stanie się tak z powodu wzrostu zamożności społeczeństwa, a także napływu środków finansowych przysyłanych do kraju przez Polaków żyjących na emigracji  uważa Sławomir Horbaczewski, finansista i ekspert rynku nieruchomości.

Przyczyną trwającej od ponad dwóch lat stabilizacji cen nieruchomości przy jednoczesnej dobrej sprzedaży deweloperskiej jest panująca na rynku równowaga popytu i podaży. Wpływ ma również udział program MDM – jego limity cenowe przekładają się na rynek i politykę cenową deweloperów. Według raportu Amron-Sarfin dla Związku Banków Polskich udział MDM w obrocie na rynku pierwotnym wynosi 17 proc. w Warszawie i Krakowie, 26 proc. we Wrocławiu, blisko 60 proc. w Poznaniu i 72 proc. w Łodzi.

– Wciąż mamy bardzo duże możliwości wzrostów na tym rynku. Z tym że wzrostów, które będą uzasadnione fundamentalnie, a nie o charakterze spekulacyjnym. Dlatego że cały czas się rozwijamy, gromadzimy dobra, czyli nasze zasoby się zwiększają. Cały czas mamy strumienie przychodów, bo wzrost gospodarczy jest. W związku z tym dobra się zwiększają, pieniądze są odkładane przez wszystkich Polaków. Mamy również przypływy z zagranicy, bo wszyscy emigranci polscy, którzy wyjechali, przesyłają mniejsze lub większe, ale przesyłają pieniądze do kraju – mówi z rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Horbaczewski, finansista, ekspert nadzoru korporacyjnego oraz rynku nieruchomości.

Zdaniem Horbaczewskiego na rynku jest coraz więcej pieniędzy, które można przeznaczyć na dobra o charakterze trwałym, jakimi są właśnie nieruchomości.

–  Przede wszystkim na mieszkania, bo one są płynne, w związku z tym wszyscy inwestują w mieszkania, a dopiero w drugiej kolejności w domy. Domy co do zasady, domy jednorodzinne, domy mieszkalne dla jednej rodziny, osobno stojące są niepłynne, z nimi nic nie można zrobić tak naprawdę, bardzo długi czas ekspozycji na rynku, żeby je sprzedać – mówi Horbaczewski. –  Uważam, że ceny nieruchomości w Polsce będą systematycznie rosły. To nie będzie bardzo gwałtowny wzrost, ale ponieważ oparty na względach bardzo fundamentalnych, to ten wzrost będzie trwały. 

Według Horbaczewskiego bardzo wysokie ceny nieruchomości sprzed kilku lat wynikały z pewnych działań o charakterze krótkoterminowym, spekulacyjnym. Natomiast w tej chwili ceny są stabilne i nie będą malały. Ekspert zaznacza jednocześnie, że fundamentalnym zjawiskiem dla rynku nieruchomości jest trwale postępująca urbanizacja.

– O Warszawie mówi się, że jest za duża. Rząd chce ją decentralizować i pewne instytucje umieszczać poza Warszawą. Ja bym się nad tym bardzo głęboko zastanowił, dlatego że Warszawa jest wciąż, moim zdaniem, „niedoważona” w stosunku do reszty kraju. Jeżeli spojrzymy na Europę, na dojrzałe kraje na świecie, to mamy do czynienia z głównymi miastami, które są znacznie większe niż Warszawa, która ma jeszcze olbrzymi potencjał wzrostu. Będzie korzystała na tym z wielu względów. Przede wszystkim nie tylko jest to stolica administracyjna kraju, ale jest to stolica w pełnym tego słowa znaczeniu: gospodarcza, komunikacyjna, także w dużej mierze – kulturowa. Więc w pierwszej kolejności na wzroście cen nieruchomości skorzysta Warszawa – uważa Horbaczewski.

Ekspert wskazuje, że również inne duże polskie miasta, takie jak Wrocław, Poznań, Gdańsk, Gdynia czy Sopot, mają potencjał do wzrostu,

– Wydaje mi się, że mamy do czynienia z bardzo silną urbanizacją w Polsce. Coraz więcej miast staje się jeszcze większymi miastami, a obszary wiejskie lub tudzież bardzo małe miasta tracą na tym i cały czas następuje migracja ludności. Wydaje mi się, że ceny nieruchomości są stabilne, one będą rosły, również w dłuższej perspektywie, natomiast z wyraźną dominacją dużych ośrodków miejskich – konkluduje Horbaczewski.

Linie lotnicze przywiązują coraz większą wagę do jakości obsługi pasażera

Linie lotnicze przywiązują coraz większą wagę do jakości obsługi pasażera 14

Zarówno nisko kosztowe, jak i tradycyjne linie lotnicze przywiązują coraz większą wagę do standardu obsługi pasażera na lotnisku oraz w samolocie. Także porty lotnicze, które dysponują największym katalogiem usług tego rodzaju, wykazują się coraz większą pod tym względem inwencją. Dla pasażerów najważniejsze jest samo połączenie. Istotna jest również jakość obsługi.

– Linie lotnicze zawsze dbały i dbają o pasażera – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Emilia Osewska-Mądry z Rady Przedstawicieli Linii Lotniczych w Polsce BARiP. – Zależy nam na tym, żeby pasażer odczuwał troskę i chęć świadczenia obsługi na jak najwyższym poziomie. Jej częścią jest to, co dzieje się na lotniskach. A więc w grę wchodzą nie tylko linie lotnicze, lecz także porty. To drugie bardzo ważne ogniwo serwisu.

Pasażerowie, jak przyznaje Emilia Osewska-Mądry, wybierają w pierwszej kolejności linię lotniczą, a dopiero potem port, z którego będą chcieli odlecieć. Serwis jest jednak dużą częścią i pewnym przyrzeczeniem, które poszczególne linie lotnicze składają pasażerowi, ale to nieodzowna część całej usługi. Aby jednak podnosić poziom serwisu i inwestować w nowe produkty linie lotnicze muszą obniżać koszty. Niektóre kompanie nie zawsze więc zwracają uwagę na to, co oferowane jest w lotniskowych lounge’ach.

– Z punktu widzenia podnoszenia poziomu obsługi dla pasażera bardzo ważne jest, żeby lotniska rozwijały również swoją pozamerytoryczną działalność, a pieniądze w równym stopniu pochodziły od linii lotniczych, z opłat za poszczególne operacje, jak i z innych form działalności – przyznaje Emilia Osewska-Mądry. – Wachlarz możliwości wciąż rośnie, lotniska wykazują się coraz większą pod tym względem innowacyjnością. Myślę, że również w Polsce, gdzie linie mocno się promują, chcą obniżać koszty, a w rezultacie rozwijać nowe kierunki i obsługiwać pasażerów na coraz wyższym poziomie.

Nawet linie niskokosztowe, jak wskazuje Emilia Osewska-Mądry, które na początku działalności nie przywiązywały dużej wagi do rozbudowanego serwisu pasażera ze względu na koszty, w tej chwili zwracają na to uwagę. Natomiast firmy o tradycyjnym modelu biznesowym, których centrum zainteresowania od początku była pełna obsługa podróżnych na odpowiednio wysokim poziomie, także rozwijają tego rodzaju usługi, ale w bardziej innowacyjny sposób, najczęściej dokładając klasę podróży, której do tej pory nie było.

Przykładem, jak zaznacza Emilia Osewska-Mądry, może być British Airways i PLL LOT. Krajowe linie lotnicze uruchomiły w czerwcu tego roku dodatkową klasę Economy Plus we wszystkich samolotach na krótkim i średnim dystansie. W ramach tej usługi każdy pasażer otrzymuje specjalny numer infolinii, wspólne stanowisko odprawy z klasą biznes, priorytet bagażu i boardingu, a gdyby samolot w Warszawie nie był obsługiwany przez rękaw – autobus. Na pokładzie natomiast ma do dyspozycji ten sam co w klasie biznes wybór posiłków, napojów oraz alkoholi, codziennej prasy oraz miejsce w przedniej części maszyny, tuż przed tzw. zasłonką klasy biznes. Dodatkowo pasażerowie otrzymują więcej niż wcześniej mil w programie lojalnościowym. 

– Linie lotnicze również są bardzo innowacyjne w tym, żeby wprowadzać nowe rodzaje produktów, nawet na swoich pokładach, ale nie tylko: możemy spotkać się z ofertą różnego rodzaju zakupów na lotnisku, taką usługę można także zamówić z domu i odebrać po przylocie do portu docelowego – twierdzi Emilia Osewska-Mądry. – Rośnie katalog dostępu do rozrywki na pokładzie. Wszystkie innowacje to na pewno rzeczy podnoszące jakość usług obsługi pasażerskiej, cenione przez odbiorców.

Czy w Polsce może zostać wprowadzony dochód gwarantowany?

Światowe Forum Ekonomiczne prognozuje, że w związku z automatyzacją do roku 2020 zatrudnienie straci przynajmniej 5 milionów osób. Polska, a także inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej są najbardziej narażonymi państwami Europy na utratę etatów (1). Czy uda się utrzymać miejsca pracy? Skąd osoby pozbawione stałego zarobku będą czerpać środki do życia? Czy w Polsce może zostać wprowadzony dochód gwarantowany? O tych i innych zjawiskach podczas tegorocznej edycji EFNI będą dyskutować europejscy politycy, przedstawiciele polskiego rządu i specjaliści ze świata ekonomii i rynku pracy.

W ramach czwartej rewolucji przemysłowej pojawiają się nowe, wcześniej niespotykane wyzwania. Jednym z kluczowych jest powszechna automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji, które według większości ekspertów doprowadzą do znaczącego wzrostu bezrobocia. W Polsce możemy odczuć to już w perspektywie 5 lat. Wiele osób pozbawionych etatu może potrzebować wsparcia państwa. Profesor Guy Standing, twórca teorii prekariatu i gość tegorocznego EFNI przekonuje, że rozwiązaniem wielu problemów może być wprowadzenie bezwzględnego dochodu podstawowego. Profesor Standing przekonuje, że zapewnienie stałego dochodu sprawi, że zamiast skupiać się na tym, by zdobyć środki do przeżycia obywatele zaczną samoczynnie uczestniczyć w życiu społecznym i obudzi się w nich przedsiębiorczość. Z tezą tą polemizuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, ekspert EFNI. „Moim zdaniem idea bezwarunkowego dochodu podstawowego to utopia, ponieważ nie liczy się z naturą człowieka. Aby uczestniczyć w życiu społecznym, potrzebujemy nie tylko jedzenia i dachu nad głową, ale także środków na aktywność, bez której ludzie ulegają społecznemu wykluczeniu. Ponadto przy takim systemie wiele osób mających niskie aspiracje materialne zrezygnowałoby z dotychczasowego zarobkowania”.

Jakie rozwiązania możemy więc przyjąć wobec zmieniających się perspektyw dla rynku pracy? Będą o tym dyskutować uczestnicy tegorocznej edycji EFNI, która odbędzie się pod hasłem „Przyszłość pracy. Realia, marzenia, mrzonki” w dniach 28-30 września w Sopocie.

Europejskie Forum Nowych Idei to międzynarodowy kongres środowisk biznesowych z udziałem wybitnych przedstawicieli świata polityki, kultury, nauki i mediów. Organizowane jest od 2011 r. przez Konfederację Lewiatan we współpracy z BusinessEurope, Miastem Sopot oraz polskimi i międzynarodowymi firmami i instytucjami. Celem Forum jest wypracowywanie pomysłów na silną Europę i konkurencyjną gospodarkę, otwartą na trendy cywilizacyjne i technologiczne. Tegoroczna edycja EFNI odbędzie się w dniach 28-30 września w Sopocie, a jej hasłem przewodnim będzie „Przyszłość pracy. Realia, marzenia i mrzonki”.

(1) Sedlak&Sedlak, na podstawie analiz Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych, 2015

Sprzedaż Grupy Fiat Chrysler Automobiles (FCA) w lipcu i sierpniu 2016 w Europie

Również w letnich miesiącach trwał silny wzrost sprzedaży Grupy Fiat Chrysler Automobiles (FCA) w Europie: zwiększyła ona sprzedaż o 4,3% w lipcu i o 20,4% w sierpniu, w obydwóch przypadkach uzyskując wartości wyższe od tych notowanych na rynku. Narastająco w ciągu roku FCA zwiększyła sprzedaż o 15,5%, podczas gdy rynek osiągnął 7,8% wzrost. W pierwszych ośmiu miesiącach 2016 roku pozytywne rezultaty osiągnęły wszystkie marki grupy: Jeep +22,2%, Fiat +16%, Lancia +8,7% i Alfa Romeo +7,9%. Dzięki modelom 500 i Panda, marka Fiat zdominowała segment A: te dwa samochody wspólnie uzyskały w nim prawie 30% udział narastająco w ciągu roku. 500L jest ponownie najlepiej sprzedającym się samochodem w swoim segmencie z udziałem w rynku 26,5%. Fiat 500X stale plasuje się na najwyższych pozycjach w swoim segmencie i w pierwszych ośmiu miesiącach roku osiągnął sprzedaż na poziomie ponad 73 300 sztuk. Stale rośnie również sprzedaż rodziny Tipo, która podbija europejskie rankingi i która w tym miesiącu zostanie wzbogacona o wersję Station Wagon. W lecie wzrosła też sprzedaż Jeepa, który – przede wszystkim dzięki Renegade’owi – w ciągu roku zwiększył sprzedaż o 22,2%.

Fiat Chrysler Automobiles (FCA) utrzymała dobrą passę sprzedaży również w miesiącach letnich, pomimo zmiennego popytu na rynku. I tak, w sierpniu – miesiącu, w którym szczególnie we Włoszech, obroty tradycyjnie spadają – FCA zwiększyła swoją sprzedaż o 20,4% (rynek +9,5%), po tym, jak w lipcu zwiększyła sprzedaż o 4,3% w stosunku do -1,8% rynku. Łącznie odnotowano prawie 48 000 zarejestrowanych samochodów FCA w sierpniu i 78 100 w lipcu, a udział w rynku wyniósł 5,6 % w sierpniu (+0,5 punktu procentowego) i 6,7 % (+0,4 punktu procentowego w lipcu).

W pierwszych ośmiu miesiącach roku, sprzedaż aut Grupy Fiat Chrysler Automobiles (FCA) wyniosła 677 000 samochodów, 15,5 % więcej w porównaniu do zeszłego roku (na rynku ze wzrostem 7,8 %), z udziałem w rynku równym 6,7%, zwiększonym o 0,4 punkty procentowe.

W sierpniu FCA odnotowała wzrost na prawie wszystkich głównych rynkach z wartościami powyżej średniej: we Włoszech (+24,5% w porównaniu do 20,1% rynku), w Niemczech (+33,2 % na rynku, który osiągnął wzrost 8,3%), we Francji (+24,3% w stosunku do 6,7% rynku), w Hiszpanii (+26,9%, gdzie rynek uzyskał +14,6%), w Polsce (+ 23,0 % w porównaniu do rynku + 20,2%).

Marka Fiat zarejestrowała w sierpniu ponad 35 000 sprzedanych samochodów, 21,1% więcej w stosunku do 2015 roku, co przekłada się na udział w rynku równy 4,1% (+0,4 punkty procentowe). W lipcu marka sprzedała ponad 59 400 samochodów (3,5% więcej w porównaniu do analogicznego miesiąca 2015 roku) z udziałem w rynku równym 5,1%, co daje wzrost o 0,3 punktu procentowego w stosunku do lipca zeszłego roku.

W pierwszych ośmiu miesiącach 2016 roku Fiat sprzedał 513 500 samochodów (16% więcej w stosunku do analogicznego okresu 2015 roku, osiągając rezultat powyżej średniej rynku), a udział w rynku wyniósł 5,1% w stosunku do 4,7% w poprzednim roku.

Marka Fiat odnotowała wzrost sprzedaży w obydwóch miesiącach na prawie wszystkich głównych rynkach europejskich, ze wzrostem większym niż średnia rynkowa we Włoszech (+4,5% w lipcu i +26,1% w sierpniu), w Niemczech (+12,9% w lipcu i +33% w sierpniu), we Francji (+17,9% w sierpniu) i w Hiszpanii, gdzie wyniki Fiata wzrosły o 32,8 % w lipcu do nawet 41% w sierpniu. W Polsce marka Fiat w lipcu osiągnęła wzrost o 3,6%, a w sierpniu wzrost sprzedaży o 21,0%, dzięki m.in. świetnej sprzedaży nowego Fiata Tipo (1539 szt. tego modelu nabyli polscy Klienci od początku sprzedaży).

Ponownie Fiat zdominował sprzedaż segmentu A. Fiat 500 i Fiat Panda utrwaliły swoją pozycję na szczycie rankingu przy wspólnym udziale w rynku bliskim 30% narastająco w ciągu roku. W pierwszych ośmiu miesiącach roku, ilość sprzedanych obydwóch modeli wzrosła w stosunku do 2015 roku: Fiat 500 o +1,9% a Fiat Panda o +15,8%.
Lato okazało się zdecydowanie udane dla Fiata 500L, który był najczęściej sprzedawanym samochodem w swoim segmencie zarówno w lipcu, jak i w sierpniu. Narastająco w ciągu roku, ilość sprzedanych w Europie Fiatów 500L wyniosła prawie 59 000, z udziałem w segmencie równym 26,5%. Fiat 500X jest dopełnieniem wyników rodziny 500: ponad 73 300 sprzedanych sztuk (narastająco w ciągu roku), pierwsze pozycje w rankingach segmentu z udziałem w rynku równym 8,5%, wzrost w stosunku do 2015 roku o 2,7 punktu procentowego. Rośnie stale sprzedaż rodziny Tipo, która podbija europejskie rankingi: w tym miesiącu gama zostanie wzbogacona o wersję Station Wagon.

Marka Lancia/Chrysler w sierpniu sprzedała ponad 2500 samochodów, rejestrując w ten sposób sprzedaż 47 400 aut w pierwszych ośmiu miesiącach 2016 roku (8,7% więcej w stosunku do 2015 roku), osiągając stabilny udział równy 0,5 %. Narastająco w ciągu roku model Ypsilon zwiększył sprzedaż o 13,9% w Europie w stosunku do analogicznego okresu 2015 roku, umacniając swoją pozycję lidera w segmencie B we Włoszech.

W sierpniu sprzedaż Alfy Romeo w Europie wyniosła ponad 3300 samochodów ze wzrostem o 17,3%, co przełożyło się na stabilny udział w rynku równy 0,4%, natomiast w lipcu sprzedano prawie 5200 sztuk (+9,7%), z udziałem w rynku 0,4%.

Również dzięki modelowi Giulia, wyniki marki poprawiły się we Włoszech (+6,5% w lipcu i +26,1% w sierpniu), w Niemczech (+8,7% w lipcu i +32,3% w sierpniu), we Francji (+6,7% w lipcu i 23,3% w sierpniu), w Wielkiej Brytanii (+41,5% w lipcu i +15,6% w sierpniu) i w Hiszpanii (+15,9% w lipcu). W Polsce chętnie nabywanym modelem jest nadal Alfa Giulietta, której sprzedano od początku roku 357 szt. Rozpoczęcie sprzedaży nowej Alfy Romeo Giulia zapewne spowoduje znaczny wzrost sprzedaży tej marki także na polskim rynku.
W pierwszych ośmiu miesiącach roku, ilość sprzedanych w Europie Alf Romeo wyniosła ponad 41 500 sztuk, 7,9% więcej w stosunku do poprzedniego roku, ze stabilnym udziałem w rynku wynoszącym 0,4 %.

Marka Jeep zamknęła okres letni dwoma miesiącami nieznacznego wzrostu. Ponad 6300 sprzedanych samochodów w sierpniu (+29,7%, z udziałem w rynku równym 0,7%, co daje wzrost o 0,1 punktu procentowego), a w lipcu wzrost wyniósł 12,9% (8300 sprzedanych egzemplarzy), a udział w rynku- 0,7 %.

Wzrost wyników marki odnotowano na wszystkich głównych rynkach europejskich, wszędzie z wartościami nieznacznie wyższymi od średniej: we Włoszech (+56,7% w sierpniu i +19% w lipcu), w Niemczech (+26,3% w sierpniu i +9,9% w lipcu), we Francji (+82,2% w sierpniu i +3,3% w lipcu), w Wielkiej Brytanii (+75,5% w sierpniu i +71,1% w lipcu), w Hiszpanii (+36,1% w sierpniu i +2,9% w lipcu), w Polsce (-3,8% w lipcu i + 26,3% w sierpniu).
Narastająco w ciągu roku Jeep sprzedał ponad 69 800 samochodów, co przełożyło się na 22,2% wzrost i udział w rynku zwiększony z 0,6 do 0,7%.

To oczywiście Renegade – cały czas wśród najlepiej sprzedających się samochodów w swoim segmencie – ciągnie w górę wyniki marki: w ciągu dwóch letnich miesięcy zostało sprzedanych ponad 9100 tych aut i około 51 300 narastająco w ciągu roku, prawie 47% więcej w stosunku do pierwszych ośmiu miesięcy 2015 roku.

Marka Jeep odnotowała w Polsce narastająco wzrost sprzedaży o 8,8%, a najchętniej nabywanym Jeepem jest właśnie model Renegade (1004 szt., wzrost o 59,4%).

Luksusowa marka Maserati sprzedała w sumie 609 samochodów w lipcu, 594 w sierpniu i sumarycznie 4530 w pierwszych ośmiu miesiącach 2016 roku.

Prezes ZBP: Ustawa frankowa nie jest potrzebna

Kancelaria Prezydenta oraz prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, zaproponowali sposób postępowania wobec problemu walutowych kredytów mieszkaniowych. Projekt ustawy i propozycje różnych rozwiązań poddawane są rzetelnej ocenie Komitetu Stabilności Finansowej, Narodowego Banku Polskiego, Komisji Nadzoru Finansowego. Wraz z kredytobiorcami frankowymi, innymi kredytobiorcami oraz podatnikami powinniśmy sobie odpowiedzieć, czy i w jakim zakresie jest potrzebna ingerencja ustawowa w tym obszarze.

– W ocenie sektora bankowego oraz wielu specjalistów odpowiedź brzmi, że ingerencja ustawowa na wielką skalę nie jest potrzebna – powiedział agencji eNewsroom.pl Krzysztof Pietraszkiewicz – bankowiec, ekonomista i prezes Związku Banków Polskich.

– Jednakże są potrzebne działania, które spowodują udzielenie wsparcia i pomocy tym grupom kredytobiorców kredytów walutowych na cele mieszkaniowe, którzy potrzebują takiej pomocy. Wśród 560 tysięcy takich kredytów jest grupa kredytobiorców, która z niepokojem obserwuje zmiany kursów walutowych. Jednak ta grupa zawiera liczną rzeszę osób, która nadal większościowo jest w lepszej sytuacji ekonomicznej aniżeli kredytobiorcy kredytów mieszkaniowych w polskim złotym.

Dlatego trzeba szukać uzupełniającego sposobu postępowania działań podjętych przez banki, żeby przyjść z pomocą, kiedy zajdzie taka potrzeba. Mówimy o kredytach na kolejne 20 czy 25 lat. Pamiętać trzeba bowiem, że banki trzymają się wprowadzonego rozwiązania, gdzie wielkość raty kredytu mieszkaniowego nie musi być większa i nie jest większa niż przed decyzją Szwajcarskiego Banku Narodowego.  Po drugie, mamy do czynienia z ujemnymi stopami procentowymi w Szwajcarii, co powoduje szybszą spłatę kapitału w wielu przypadkach, gdyż odsetki zostały zminimalizowane. Po trzecie, wprowadzono na wniosek banków ustawę o pomocy socjalnej dla kredytobiorców złotowych i walutowych kredytów mieszkaniowych. W przypadku nieszczęścia, choroby, utraty lub zmiany pracy zobowiązania kredytowe mogą być finansowane ze specjalnego funduszu ulokowanego w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Powstaje pytanie: „Co? Czy? W jakiej skali?” należy jeszcze zrobić w razie gdyby waluty obce miały tendencję do umacniania się znaczącego, żeby nie rosła rata kredytu i zadłużenie klientów. Na tym powinniśmy koncentrować nasz wysiłek w dalszych pracach. Kancelaria prezydenta zaproponowała, żeby banki dokonały zwrotu pewnej części spreadów. W tym sensie, ta ustawa budzi bardzo dużo wątpliwości prawnych ponieważ różnicuje klientów. Rozumiem, że po to są stosowne procedury w Sejmie, opinie NBP, KNF i innych instytucji, aby takie wady usunąć.

Pracownicy z Ukrainy powinni wypełnić lukę na rynku pracy po 500+

Od pewnego czasu można zaobserwować efekt programu „500+” i można przyjąć, że spełnia on oczekiwania rządu. Większość kobiet, które mają dzieci i korzystają z programu, postanowiła zostać w domu. Powoduje to negatywny proces na rynku pracy, ponieważ brakuje pracowników w niektórych zawodach. Głównie chodzi o sektory potrzebujące niższych kwalifikacji i prace fizyczne.

– Jedyną możliwością, jaką widzimy w tej chwili, jest przyciągnięcie pracowników z innych krajów, szczególnie z Ukrainy – powiedział agencji eNewsroom.pl Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców PolskichW ubiegłym roku było w Polsce ich 800 tysięcy, natomiast ograniczenia prawne zmierzają do tego, że może być ich mniej. Jeżeli będziemy ograniczali przyjazdy pracowników z Ukrainy do Polski możemy się liczyć z tym, że w niektórych branżach może zabraknąć rąk do pracy.

Mowa nie tylko o branżach związanych z pracami tzw. miejskimi, czyli ochroną, utrzymaniem czystości i budownictwem. Mam na myśli także sektor sadowniczy, który cierpi z powodu braku ludzi do pracy. Z moich informacji wynika, że sadownicy zostawiają owoce na drzewach, ponieważ brakuje osób do ich zebrania. Z kolei na Ukrainie w tym samym czasie mamy bardzo duże nasadzenia borówki amerykańskiej i malin.

Najprawdopodobniej polscy sadownicy zostaną wyparci z rynku przez sadowników z Ukrainy. W związku z tą sytuacją, uważam że nie powinniśmy całkowicie ulegać zasadom narzucanych przez Unię Europejską. Powinniśmy zwiększyć możliwości i swobodę przyjazdu pracowników ukraińskich do Polski, przez uproszczenie procedur, a nie ich komplikowanie.

Dobrze, że rząd zawiesi podatek od handlu

Resort finansów zawiesi pobór podatku od handlu detalicznego w obecnej formie i przedstawi projekt podatku według innej formuły.

Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Rząd podjął słuszną decyzję o zawieszeniu poboru podatku od handlu. W przeciwnym razie, w przyszłości musiałby dokonać zwrotu tego podatku wielu przedsiębiorcom i to z karnymi odsetkami. Poza tym nie respektowanie prawa europejskiego prowadziłoby do dalszego pogorszenia, już obecnie nie najlepszych, relacji z Komisją Europejską.
Minister finansów liczy, że w trakcie postępowania przed Komisją Europejską uda mu się obronić progresywny podatek od handlu. Moim zdaniem nie powinien na to liczyć, ponieważ progresywny podatek od handlu w sposób oczywisty narusza zasady równej konkurencji.

Konfederacja Lewiatan

 

Immochan z nowym dyrektorem ds. rozwoju, promocji i konstrukcji

André Decroix został nowym dyrektorem ds. rozwoju, promocji i konstrukcji w polskim oddziale Immochan. Kieruje pracą działu odpowiedzialnego za przygotowanie i projektowanie inwestycji oraz ich budowę, a także zarządzanie remodelingiem istniejących Centrów Handlowych Auchan zarządzanych przez Immochan w Polsce. Decroix zastąpił na tym stanowisku François Garin, który pełnił tę funkcję przez 11 lat.

André Decroix kieruje pracą zespołu odpowiedzialnego za powstawanie nowych inwestycji Immochan – od przygotowania projektu do ukończenia prac budowlanych. Do obowiązków Decroix należy również zarządzanie modernizacją funkcjonujących w Polsce Centrów Handlowych Auchan.

– Cieszę się, że mogłem dołączyć do zespołu Immochan w Polsce w momencie, gdy firma świętuje dwudziestolecie obecności na rynku. Przede mną wiele wyzwań związanych z realizacją nowych projektów, między innymi z rozbudową Centrum Handlowego Auchan Gdańsk i Centrum Handlowego Auchan Hetmańska. Liczę na to, że dzięki współpracy zespołu i wieloletniemu doświadczeniu w branży osiągniemy wspólnie wiele sukcesów na dynamicznie rozwijającym się polskim rynku – mówi André Decroix, dyrektor ds. rozwoju, promocji i konstrukcji w Immochan.

Decroix ma wieloletnie doświadczenie w branży nieruchomości komercyjnych. Po ukończeniu studiów z  zakresu urbanistyki oraz ekonomii i marketingu na Uniwersytecie w Lille we Francji pracował jako deweloper w sieci supermarketów ATAC. Następnie przez osiem lat pełnił funkcję regionalnego dyrektora rozwoju w regionie paryskim w Auchan. W latach 2005-2009 pracował jako dyrektor programowy i asset manager w firmie Unibal-Radomco. Do zespołu francuskiego oddziału Immochan dołączył we wrześniu 2009 roku. W tym czasie zbudował nowy dział firmy, działający w sektorze nieruchomości biurowych i budownictwa mieszkaniowego.

François Garin, który wcześniej pełnił funkcję dyrektora ds. rozwoju, promocji i konstrukcji w polskim oddziale Immochan, będzie pracował we włoskim oddziale firmy.

Szczyt w Algierii zdecyduje o cenach ropy

Rozmowy o zamrożeniu produkcji ropy naftowej. Choć sam rynek twierdzi, że do porozumienia nie dojdzie, to jednak wśród przedstawicieli poszczególnych państwa OPEC pojawiają się opinie, że jest ono prawdopodobne.

Co więcej produkcja ropy na świecie jest dziś bardzo blisko historycznych szczytów. Ile zapłacimy za ropę, jeżeli do porozumienia nie dojdzie? Więcej w materiale wideo.

Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń 2016 r.

Rok 2016 jest bez wątpienia rokiem pełnym zmian na rynku finansowym i ubezpieczeniowym. Nowe uwarunkowania prawno-regulacyjne, zmiany w udzielaniu kredytów przez banki, zmiany w akceptacji kart płatniczych, czy też rekomendacje dotyczące rachunków na przelew to bardzo ważne przemiany, które dotyczą zarówno instytucji finansowych oraz ubezpieczeniowych, jak i ich klientów. To sprawia, że podczas kolejnej edycji  Spotkania Liderów Bankowości i Ubezpieczeń, która odbędzie się 5 – 6 października 2016 r. w Hotelu Sheraton w Warszawie, nie zabraknie kluczowych tematów.

Warsaw International Banking Summit

Potwierdza to również jeden z członków Rady Programowej Warsaw International Banking Summit – Banking Forum Piotr Kaczmarek, Prezes Zarządu Getin Holding: „Dobrze, że cyklicznie spotykamy się na kolejnych edycjach tej konferencji, podczas której bankowcy mogą ze sobą rozmawiać o zmianach zachodzących w branży. Ciekawych tematów i zagadnień nie brakuje, globalnych i lokalnych wyzwań także, zwłaszcza że tak interesujących czasów dla sektora finansowego dawno nie było”.

Zakres merytoryczny spotkania zostanie również starannie opracowany przez Rady Programowe, którym przewodniczą Pan Prezes Mariusz Grendowicz (Warsaw International Banking Summit – Banking Forum) oraz Pan Prezes Artur Olech (Insurance Forum). Wśród członków Rady Programowej znajdują się najważniejsze osoby z branży finansowej m.in. Franz Fuchs, (Przewodniczący Rady Nadzorczej, Vienna Insurance Group w Polsce), Adam Uszpolewicz (Prezes Zarządu Aviva), Andrzej Jarczyk (Prezes Zarządu Uniqa), Piotr Kaczmarek (Prezes Zarządu Getin Holding); Joao Bras Jorge, (Prezes Zarządu Bank Millennium), Zbigniew Jagiełło (Prezes Zarządu PKO Bank Polski), Sławomir S. Sikora, (Prezes Zarządu Bank Citi Handlowy), Krzysztof Pietraszkiewicz, (Prezes Związek Banków Polskich).

Zachęcamy do obejrzenia  wideorelacji z poprzedniej edycji konferencji. Więcej informacji na temat wydarzenia znajdą Państwo na stronie www.bankowosciubezpieczenia.pl