Wzrost rachunków za energię elektryczną dotknął już 65 proc. dużych firm i aż 93 proc. MŚP. Podwyżki najmocniej uderzyły w branżę IT oraz sektor produkcji. Niemal 9 na 10 przedsiębiorców wskazuje, że drożejący prąd spowodował wzrost cen świadczonych przez nich usług i oferowanych towarów. To najważniejsze wnioski z raportu Schneider Electric i fundacji Digital Poland „Elektryczność 4.0. Tańsza, czystsza i stabilniejsza energia dla przedsiębiorstw w Polsce”. Zdaniem jego autorów, odpowiedzią na rosnące ceny energii elektrycznej jest inteligentna elektryfikacja oparta na odnawialnych źródłach energii.
Droga energia drenuje budżety przedsiębiorstw
Z badania Schneider Electric i Digital Poland wynika, że aż 86 proc. firm w Polsce między styczniem 2022 r. a marcem 2023 r. zostało dotkniętych podwyżkami energii elektrycznej. W ciągu całego 2022 roku z wyższymi rachunkami musiało zmierzyć się 80 proc. prowadzących biznes, zaś w ciągu kilku pierwszych miesięcy 2023 r. było to 73 proc. firm. Wzrost kosztów związanych z energią elektryczną zadeklarowało 93 proc. MŚP i 65 proc. dużych przedsiębiorstw.
Kwota rachunku za prąd od stycznia 2022 r. wzrosła średnio o 150 proc. Procentowa wysokość średniej podwyżki wahała się od 90 proc. do nawet 195 proc. Wartości te różnicowała wielkość firmy, sektor, w którym działa dany podmiot, a także jego staż na rynku. Podwyżki cen energii elektrycznej najmocniej uderzyły w branżę IT (wzrost o 195 proc.) oraz sektor produkcji (o 155 proc.).
– Mimo że hurtowe ceny surowców takich jak gaz, ropa czy węgiel w ostatnich miesiącach w większości powróciły do poziomów notowanych przed lutym 2022 roku, ich koszty dla firm działających w Polsce są ciągle znacząco wyższe. Zdecydowanie wzrosły też koszty energii elektrycznej. Coraz więcej osób zaczyna mieć świadomość, że wstrząs wywołany wzrostem cen energii, którego doświadcza polska gospodarka, wymaga intensyfikacji długofalowych działań związanych z transformacją energetyczną i dekarbonizacją gospodarki. To wymaga koordynacji na wielu poziomach. Nie wystarczą indywidualne działania poszczególnych konsumentów energii, ponieważ generacja i dystrybucja energii odbywają się w dużej mierze w sposób scentralizowany poprzez dosyć mocno regulowany rynek. Konieczne są także działania na poziomie centralnym. Po stronie państwa leży wypracowanie zasad rozproszonej generacji energii w źródłach odnawialnych, sposobu zarządzania jej dwukierunkową dystrybucją oraz ustalenie nowych zasad na rynku energii, w tym zachęt i programów wsparcia dla użytkowników energii – mówi Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric na obszar Europy Środkowo-Wschodniej.
Za rosnące ceny prądu płacimy wszyscy
Aż 86 proc. zapytanych przedsiębiorców deklaruje, że podwyżka cen energii elektrycznej wpłynęła lub wpłynie na podwyżkę oferowanych przez nich towarów lub świadczonych usług. Prym wiedzie sektor produkcji (92 proc.), który doświadczył też wyższych niż pozostałe sektory średnich podwyżek cen energii elektrycznej.
Z raportu „Elektryczność 4.0. Tańsza, czystsza i stabilniejsza energia dla przedsiębiorstw w Polsce” wynika, że polskie firmy szukają sposobów, jak sfinansować rachunki za energię elektryczną. Czynią to przede wszystkim w podwyżkach cen oferowanych produktów lub usług (35 proc.) i/lub uszczuplaniu rezerw kapitałowych (34 proc.) czy wykorzystując środki przeznaczone na inwestycje (28 proc.).
– Wdrożenie odnawialnych źródeł energii i poprawa efektywności energetycznej to najlepszy sposób na uniezależnienie się od dostaw surowców spoza Unii Europejskiej oraz wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego i strategicznej autonomii. Powinniśmy odblokować inwestycje w OZE oraz zadbać o przyjazną politykę przyłączania do sieci nowych instalacji, a także o umożliwiające to inwestycje sieciowe. Dalsze dotowanie emisyjnych surowców kopalnych jest ślepą uliczką. Środki finansowe przeznaczane na subsydia dla osób ogrzewających domy węglem oraz przeznaczane na import surowców mogłyby zaspokoić znaczną część potrzeb finansowych związanych z energetyką (np. farmy offshore), inwestycjami w efektywność energetyczną i dekarbonizacją przemysłu. Powinniśmy też przyspieszyć cyfryzację sieci elektroenergetycznych, stworzyć preferencje dla inwestycji w produkcję OZE, osprzętu energoelektronicznego, stacjonarnych i mobilnych magazynów energii, elektrolizerów sprzętu i oprogramowania do realizacji automatyki sieciowej – podkreśla Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland.
Nowa era elektryczności
Elektryczność 4.0 (nazywana też inteligentną elektryfikacją) to proces transformacji w kierunku pochodzącej z rozproszonych odnawialnych źródeł, zarządzanej cyfrowo energii elektrycznej, dystrybuowanej poprzez dwukierunkowe, elastyczne i niezawodne sieci. Stanowi on odpowiedź na narastający trend elektryfikacji wielu sektorów gospodarki, prowadzący do osiągnięcia niezależności energetycznej i optymalizacji kosztów, oparty na zasadach zrównoważonego rozwoju. Jest więc także remedium na obecne problemy przedsiębiorstw wynikające z rekordowo wysokich cen energii elektrycznej oraz przerw w dostawach.
– Wdrażanie Elektryczności 4.0 to proces, na który składają się trzy fazy: planowanie strategiczne, cyfryzacja i dekarbonizacja. Planowanie strategiczne obejmuje określenie celów i metod, jakimi firma będzie do nich dążyć. Kolejny krok to cyfryzacja, dzięki której przedsiębiorstwo może w skuteczny sposób identyfikować możliwości oszczędzania i śledzić postępy działań z obszaru Elektryczności 4.0. Ostatnim krokiem jest właściwa dekarbonizacja obejmująca działania takie jak wdrożenie OZE czy magazynów energii pozwalających przechowywać nadwyżki czystej energii – wymienia Wojciech Świątek, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Schneider Electric.
Choć Elektryczność 4.0 wymaga poczynienia odpowiednich inwestycji, mogą one być rozłożone w czasie w taki sposób, by wpisać się w długofalowe plany rozwoju przedsiębiorstw.
Przedstawiciele firm działających w Polsce zostali zapytani o to, jakie działania wpisujące się w założenia Elektryczności 4.0 już wdrożono w ich przedsiębiorstwach. Cyfrowy monitoring zużycia energii elektrycznej, który powinien być jednym z pierwszych kroków ku inteligentnej elektryfikacji, wprowadzono u zaledwie 10 proc. badanych (w tym u 27 proc. dużych firm). O wiele korzystniej wypada wdrożenie OZE jako jednego z elementów fazy dekarbonizacji (17 proc. ogółem i aż 51 proc. dużych podmiotów).
Najpopularniejszym typem energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych (OZE) jest energia słoneczna – na jej wykorzystanie w swoim przedsiębiorstwie wskazało 3 na 4 badanych (77 proc.) z firm, które korzystają z OZE. Na drugim miejscu znalazła się energia wiatrowa (16 proc.), a tuż za nią energia biomasy (15 proc.).
Kolejne miejsce na liście wdrożeń z obszaru Elektryczności 4.0 zajmują rozwiązania podnoszące efektywność energetyczną, w tym systemy automatyki przemysłowej lub budynkowej (7 proc. ogółem i 19 proc. dużych podmiotów) oraz rozwiązania mające na celu odejście od kopalnych źródeł energii, takie jak wykorzystanie pomp ciepła do ogrzewania czy elektryfikacja transportu (7 proc. ogółem i 9 proc. wśród dużych firm). Na wdrożenie mikrosieci energetycznej lub oprogramowania sterującego zużyciem i/lub produkcją energii wskazało z kolei 5 proc. zapytanych przedstawicieli przedsiębiorstw działających w Polsce (w tym 12 proc. przedstawicieli dużych firm).
Co więcej, przedstawiciele ogółu firm wskazują, że wiedzę na temat zrównoważonego rozwoju najczęściej czerpią z… internetu (45 proc.), a 15 proc. MŚP twierdzi, że w ogóle nie ma dostępu do tego typu wiedzy.
– Dzięki raportowi widzimy, że działanie na rzecz poszerzania wiedzy o zrównoważonym rozwoju statystycznie częściej deklarują duże, zakorzenione na rynku przedsiębiorstwa, rzadziej zaś firmy mniejsze funkcjonujące poza większymi ośrodkami. Dlaczego to nie dziwi? Duży biznes nie tylko dysponuje większymi zasobami finansowymi czy osobowymi. Już dziś obowiązują go, albo zaraz zaczną, regulacje wymuszające zbieranie danych o wpływie społecznym i środowiskowym tych firm. Horyzont kształtują m.in. wchodzące w życie zapisy unijnej dyrektywy CSRD (ang. Corporate Sustainability Reporting Directive) znacząco poszerzające grono podmiotów objętych obowiązkiem raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju. Mniejsze podmioty mają wrażenie, że zmiany te ich nie dotyczą. Nie jest to prawda. Więksi kontrahenci, objęci obowiązkami legislacyjnymi, będą domagać się informacji o działaniach (np. redukcji emisji gazów cieplarnianych czy poprawy efektywności energetycznej) realizowanych w ich łańcuchach dostaw i na ich bazie podejmować decyzje biznesowe. Pytać o to będą konsumenci, a także poszukujący pracy z młodszych pokoleń – przekonuje Justyna Wysocka-Golec, dyrektor zespołu ds. zmian klimatycznych, energii i dekarbonizacji w KPMG.
Brak środków i wiedzy – jak pokonać bariery na drodze do Elektryczności 4.0?
Dla 4 na 10 firm (38 proc.) główną barierą przed wprowadzaniem Elektryczności 4.0 jest niedobór środków finansowych. Podobnie liczna grupa (28 proc.) wskazuje na niedostateczne wsparcie ze strony państwa. Co czwarte przedsiębiorstwo (24 proc.) przyznało, że nie ma odpowiedniej wiedzy dotyczącej wdrożenia nowych technologii. Podobny odsetek zastanawia się nad tym, czy wdrożenie założeń Elektryczności 4.0 się zwróci.
Warto jednak odnotować, że na rynku pojawił się w ostatnim czasie szereg inicjatyw, które stanowią istotne wsparcie dla przedsiębiorstw w procesie inteligentnej elektryfikacji. Mowa m.in. o działalności doradczej organizacji pozarządowych, programach badawczo-rozwojowych czy funduszach unijnych. Jednym z takich instrumentów jest kredyt ekologiczny, o który firmy mogą ubiegać się od 13 czerwca tego roku.
– Kredyt ekologiczny to nowy instrument wsparcia przedsiębiorców oferowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Jest finansowany z Programu Operacyjnego Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) na lata 2021-2027. O kredyt mogą ubiegać się przedsiębiorcy z sektora MŚP oraz spółki o małej i średniej kapitalizacji, które chcą zmodernizować posiadaną infrastrukturę, np. budynki, maszyny i urządzenia. Jej efektem musi być ograniczenie zużycia energii pierwotnej w zmodernizowanym obszarze o przynajmniej 30 proc. w porównaniu do bieżącego zużycia. W zależności od rodzaju inwestycji, miejsca realizacji projektu oraz wielkości przedsiębiorstwa, inwestycja może być objęta wsparciem nawet do 80 proc. kosztów kwalifikowanych – wyjaśnia Marek Szulc, główny ekspert ds. wsparcia sprzedaży instrumentów UE w Banku Gospodarstwa Krajowego.
W ramach badania polscy przedsiębiorcy zostali także zapytani o samą znajomość pojęcia Elektryczność 4.0. Jak pokazują odpowiedzi, zetknął się z nim już co drugi przedsiębiorca, ale tylko co piąty wie, co ono oznacza.
***
Badanie „Elektryczność 4.0. Tańsza, czystsza i stabilniejsza energia dla przedsiębiorstw w Polsce” na zlecenie Schneider Electric i fundacji Digital Poland przeprowadziła firma Maison&Partners. Badanie wykonano metodą CAWI (N=323: właściciele, współwłaściciele oraz osoby zarządzające w firmach z sektora MŚP zatrudniających od 2 do 250 pracowników) oraz metodą CATI (N=101: właściciele, współwłaściciele oraz osoby zarządzające z sektora dużych firm zatrudniających powyżej 250 pracowników).
Badanie miało na celu poznanie podejścia przedstawicieli działających w Polsce firm – z sektora MŚP i z sektora dużych przedsiębiorstw – do transformacji energetycznej, cyfryzacji i automatyzacji usług w dziedzinie energetyki, a także ukazanie szans i zagrożeń, jakie dostrzegają w tym kontekście. Badanie przeprowadzono w marcu 2023 roku.
Rzecznik MŚP Adam Abramowicz 10 maja 2023 r. skierował pismo interwencyjne do Prezes ZUS, zwracając się o zajęcie stanowiska w sprawie i podjęcie działań, mających na celu naprawienie systemu Płatnik tak, aby umożliwić przedsiębiorcom wypełnienie obowiązku ustawowego w zakresie rocznego rozliczenia składki zdrowotnej w terminie. W piśmie Rzecznik MŚP zadał pytanie, na jakich zasadach ZUS będzie zwracał nadpłaconą składkę w przypadku niezawinionego przez płatnika uchybienia terminu złożenia rocznej deklaracji.
Pismem z 7 czerwca 2023 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych odniósł się do kwestii poruszonych przez Rzecznika MŚP. W zakresie problemów technicznych z programem Płatnik i jego aktualizacją wskazano, że błąd w programie utrudniający pobieranie i przeniesienie do rozliczenia rocznego informacji o składkach należnych wykazanych w miesięcznych dokumentach rozliczeniowych, które są podstawą do ustalenia nadpłaty/niedopłaty składki zdrowotnej, został usunięty 2 maja 2023 r. Program Płatnik działa zaś poprawnie, o czym świadczy przekazanie do ZUS rocznego rozliczenia przez ponad 2,3 mln płatników.
Ponadto ZUS poinformował, że w zakresie wysyłki w jednym zestawie dokumentów ZWUA i ZUS program Płatnik działał prawidłowo. W celu wsparcia płatników w czasie sporządzania i przekazywania rocznego rozliczenia składki zdrowotnej, 12 maja 2023 r. ZUS podjął decyzję o przesunięciu terminu wdrożenia docelowych zasad w sporządzaniu tych dokumentów oraz o umożliwieniu jednoczesnego przesłania dokumentów ZUS ZWUA i ZUS ZUA/ZZA w sytuacji, gdy konto ubezpieczonego jest niewyrejestrowane.
W odniesieniu do przesyłania rocznego rozliczenia w przypadku zawieszenia działalności lub zaprzestania jej wykonywania, 2 maja 2023 r. ZUS wydał komunikat z zaleceniami, jak w takim przypadku należy sporządzić dokumenty.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych przekazał również wyjaśnienia dotyczące składki za styczeń 2022 r. w kontekście przedsiębiorców opodatkowanych na zasadach ogólnych lub podatkiem liniowym. Podkreślono, że składka za styczeń 2022 r. nie jest uwzględniania w rozliczeniu rocznym, gdyż styczeń 2022 nie przynależy do żadnego miesiąca składkowego. Składka za ten miesiąc została rozliczona na zasadach obowiązujących do 31 grudnia 2021 r., zgodnie z art. 79 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych[1], tj. podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne za styczeń 2022 r. dla przedsiębiorców opodatkowanych na zasadach ogólnych wg skali i podatkiem liniowym stanowiła kwota odpowiadająca 75% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w czwartym kwartale 2021 roku, włącznie z wypłatami z zysku.
Szerzej zob. 25 maja 2023 r. Rzecznik MŚP Adam Abramowicz zwrócił się do Ministra Zdrowia z wnioskiem o wydanie objaśnień prawnych w zakresie podwójnego obowiązku opłacenia składki zdrowotnej przez przedsiębiorców za styczeń 2022 r.
Odnosząc się do kwestii nadpłaty a salda w PUE, ZUS uwypuklił, że informacja o kwocie nadpłaty, jak również o sposobie jej rozliczenia (zwrotu płatnikowi, rozliczenia na zadłużenie z tytułu składek lub nienależne pobrane świadczenia) będzie widoczna na profilu płatnika w PUE ZUS po zakończeniu rozpatrywania wniosku o zwrot.
W zakresie zasad zwrotu nadpłaconej składki na ubezpieczenie zdrowotne ZUS wskazał, że roczne rozliczenie składki na ubezpieczenie zdrowotne następuje w dokumentach za kwiecień, tj. za miesiąc, w którym upływa termin złożenia zeznania podatkowego. W sytuacji, gdy płatnik z przyczyn obiektywnych nie mógł złożyć dokumentów rozliczeniowych za kwiecień w terminie do 22 maja 2023 r., ZUS dopuścił możliwość przekazania tych dokumentów do końca maja 2023 r. Przekazanie dokumentów po terminie nie rodzi żadnych konsekwencji, ważne jest jednak, żeby płatnik opłacił należne składki za kwiecień (w tym dopłatę do rocznego rozliczenia) do 22 maja 2023 r. Opłacenie składek po terminie będzie skutkowało naliczeniem odsetek za zwłokę. Jeżeli płatnik nie złoży wniosku o zwrot w ustawowym terminie, wówczas nadpłata powstała wskutek rocznego rozliczenia składki na ubezpieczenie zdrowotne zostanie rozliczona na jego koncie do końca 2023 r.
Wyrok frankowy jest jednoznacznie korzystny dla kredytobiorców frankowych. Uzyskanie anulowania kredytu to teraz absurdalnie korzystne rozwiązanie, co z pewnością odbije się na popularności drogi sądowej.
Wyrok TSUE w sprawie kredytów
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej poparł stanowiska rzecznika tej instytucji. W rezultacie banki utraciły bardzo silny argument w dyskusji z kredytobiorcami frankowymi. Mowa tutaj przede wszystkim o zagadnieniu opłaty za korzystanie z kapitału. Co to znaczy? W momencie, kiedy kredyt jest anulowany (a to popularne rozwiązanie w przypadku dotychczasowych wyroków w Polsce), pojawia się problem. Skoro klient dostał od banku jakieś pieniądze, to bank chciałby za to jakieś odsetki. Po tym widoku okazuje się, że jednak można korzystać z kapitału przez kilkanaście lat i nie ponosić z tego tytułu opłat. Jest to bardzo korzystne rozwiązanie dla klientów, którzy właśnie dostali darmowy kredyt. Warto przypomnieć, że jeśli ktoś wziął w tamtych czasach kredyt złotowy, nadal musi płacić odsetki i marżę banku. Jest też dodatkowa korzyść. Druga część wyroku ułatwia uzyskanie w sądzie na czas procesu zawieszenia spłat do wyroku. Jaki to będzie miało wpływ na banki, najlepiej pokazuje 1,5% spadku indeksu WIG-banki (indeks grupujący banki na warszawskiej giełdzie) w pierwszych minutach po decyzji.
Amerykanie nie zmieniają stóp procentowych
Za oceanem nie było niespodzianek. Zgodnie z oczekiwaniami analityków stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Po ostatnich spadkach doszło mniej więcej do zrównania stóp procentowych z inflacją bazową. Teoretycznie powinno to powodować, że stopy procentowe nie powinny już rosnąć. Teoretycznie, gdyż jak się okazuje, patrząc na wyceny kontraktów, analitycy spodziewają się jeszcze jednej podwyżki w tym roku. Jest to ciekawa zmiana, biorąc pod uwagę, że jeszcze miesiąc temu były to trzy obniżki stóp. To właśnie zmiana oczekiwań względem stóp procentowych była w ostatnich tygodniach powodem umacniania się dolara względem euro.
Ropa znów w dół
Wczoraj byliśmy świadkami niespodziewanego spadku cen ropy. Powodem były dane z USA. Rynek spodziewał się spadku w ciągu tygodnia zapasów ropy o 0,5 mln baryłek. Zapasy wzrosły o 7,92 mln baryłek. Dla oddania skali dzienna produkcja ropy naftowej to około 12 mln baryłek. W rezultacie nadwyżka tygodniowa stanowi około 10% wydobycia. Tak duży nadmiar nie mógł pozostać bez wpływu na ceny. Po publikacji cena baryłki ropy brent spadła z poziomu 75 dolarów na 73,5 dolara.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
14:45 – strefa euro – konferencja prasowa po decyzji EBC.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Surowce w tym roku są najgorzej radzącą sobie kasa aktywów. Nie dotyczy to jednak surowców spożywczych, z których istotna część nadal drożeje. Indeks Śniadaniowy eToro od początku roku wzrósł o 3 proc. Według GUS, żywność zdrożała o 19 proc w ciągu ostatniego roku.
Bloomberg Commodity Index (BCI), czyli szeroki indeks surowcowy, spadł w tym roku o blisko 10 proc. Surowce są obecnie najgorzej radzącą sobie klasa aktywów, po tym jak przez ostatnie 24 miesiące znajdowały się w czołówce najlepszych stóp zwrotu. Do obecnych spadków przyczyniła się przede wszystkim przecena ropy naftowej i gazu ziemnego. Jednak część mniej popularnych surowców spożywczych przełamało tą słabość i odnotowało dwucyfrowe wzrosty. A to oznacza, że śniadanie przeciętnego Polaka znowu może zdrożeć.
Indeks Śniadaniowy eToro składa się z bieżących globalnych cen ośmiu artykułów spożywczych, w tym: pszenicy, kakao, płatków owsianych, wieprzowiny, soku pomarańczowego, kawy i mleka. Bez większości tych produktów, bezpośrednio lub w formie przetworzonej, nie może się obyć żadne pożywne polskie śniadanie. Od początku roku jego wartość wyrażona w złotym wzrosła o 3 proc. W przypadku cen w dolarach, wartość indeksu wzrosła o 8 proc., jednak w tym samym czasie, złoty umocnił się wobec dolara o 5,5 proc.
Winowajcą tych wzrostów są niedobory podaży tych surowców na światowym rynku i zakłócenia pogodowe. Sytuacja ta może się jeszcze pogorszyć w miarę narastania zjawiska pogodowego El Niño. Mimo spadku inflacji konsumenci nadal odczuwają zatem wzrosty cen żywności w supermarketach. Według danych GUS za maj żywność podrożała w ciągu ostatniego roku 19 proc. W tym samym czasie, żywność podrożała o 7 proc. w USA, o 15 proc. w UE oraz o 19 proc. w Wielkiej Brytanii.
Tegorocznemu wzrostowi przewodzi cukier (+28 proc.), sok pomarańczowy (+19 proc.), kakao (+17 proc.), kawa (+6 proc.). Spadły natomiast ceny pszenicy (-24 proc.), wieprzowiny (-24 proc.), mleka (-19 proc.) oraz płatków owsianych (-3 proc.). Cukier – z powodu problemów pogodowych oraz ograniczeniom eksportu w Indiach, będących drugim producentem tego surowca – osiągnął 11-letni szczyt. Dzieje się tak również z powodu wzrastającego popytu na biopaliwa w Brazylii. Ceny soku pomarańczowego są natomiast bliskie najwyższych poziomów w historii, zwłaszcza po huraganie i szkodach wyrządzonych plantatorom cytrusów na Florydzie.
Zmiana bieżących cen światowych od początku roku do 14.06.2023 w USD i PLN
Wrocławski rynek inwestycyjny stale rozwija się, czyniąc z miasta jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc dla inwestorów w Polsce — wynika z danych firmy REDD, największej i najnowocześniejszej bazy danych o rynku nieruchomości w tej części Europy. Niezależnie od sektora, wrocławskie inwestycje budują tkankę miejską, wpływając na rozwój gospodarczy regionu. Rynek biurowy, magazynowy i handlowy dynamicznie się rozwijają, tworząc nowe możliwości biznesowe dla firm działających we Wrocławiu i przyciągając inwestorów zarówno z kraju, jak i zza granicy. Obecnie w mieście powstaje aż 148 tys. mkw. powierzchni biurowych, z czego największe projekty znajdują się na terenie Starego Miasta i Krzyków.
Wrocław — jeden z liderów rynku nieruchomości w Polsce
— Wrocław jest jednym z najbardziej rozwiniętych rynków nieruchomości w Polsce, obejmującym sektory biurowy czy magazynowy. Obecnie w mieście powstaje aż 148 tys. mkw. powierzchni biurowych, z czego największe projekty znajdują się na terenie Starego Miasta i Krzyków. Kompleks Quorum, realizowany przez Cavatinę, wyróżnia się jako największe przedsięwzięcie biurowe — mówi Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group.
Wrocław intensywnie rozbudowuje również rynek magazynowy, a obecnie w budowie znajduje się około 400 tys. mkw. powierzchni. Dalsze projekty są planowane na najbliższe kwartały i cieszą się dużym zainteresowaniem potencjalnych najemców.
Wysokie nasycenie powierzchniami komercyjnymi
Nasycenie powierzchniami komercyjnymi we Wrocławiu jest stosunkowo wysokie w porównaniu do innych dużych rynków w Polsce. Na koniec maja uśredniony wskaźnik pustostanów w istniejących budynkach biurowych wyniósł 15,26%, przewyższając inne miasta, z wyjątkiem Łodzi. Istniejąca powierzchnia biurowa w stosunku do liczby mieszkańców jest trzecia najwyższa w kraju, wynosząc średnio 2,14 mkw. na mieszkańca.
Wrocław przoduje pod tym względem, ustępując jedynie Warszawie i Katowicom. Wysokie nasycenie powierzchnią biurową świadczy o rosnącym zainteresowaniu inwestorów tym rynkiem.
Topowe inwestycje w poszczególnych sektorach
Wrocław wyróżnia się również topowymi inwestycjami w poszczególnych sektorach, które od dawna są znakiem rozpoznawczym Dolnego Śląska. W sektorze handlowym, Wrocławskie Centrum Handlowe, takie jak Magnolia Park czy Korona, przyciągają zarówno lokalnych mieszkańców, jak i turystów. Przestronne galerie handlowe oferują szeroki wybór sklepów, restauracji i rozrywek, co przyciąga inwestorów z branży detalicznej.
Również sektor hotelarski rozwija się w Wrocławiu. Znajdują się tu zarówno luksusowe hotele o międzynarodowym standardzie, jak i przytulne pensjonaty i hostele. Turystyka i organizacja konferencji przyciągają inwestycje w infrastrukturę hotelową, co stymuluje wzrost gospodarczy miasta.
Różnorodne czynniki przyciągające inwestorów do Wrocławia
— Ważnym czynnikiem przyciągającym inwestorów do Wrocławia jest rozbudowana infrastruktura. Miasto posiada dogodne połączenia komunikacyjne, w tym lotnisko, sieć autostrad i kolei. Wrocław jest również jednym z największych ośrodków akademickich w Polsce, z licznymi uniwersytetami i instytutami badawczymi, co przyciąga firmy z sektora innowacyjnego i technologicznego — zaznacza Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group.
Wrocławski rynek inwestycyjny oferuje atrakcyjne warunki dla firm i inwestorów. Miasto oferuje różne formy wsparcia, takie jak ulgi podatkowe, dotacje czy udogodnienia dla inwestorów zagranicznych. Dodatkowo, rozwinięta infrastruktura biznesowa, dostęp do wykwalifikowanej siły roboczej oraz dobre relacje między biznesem a władzami lokalnymi przyciągają inwestycje.
Wrocław kontynuuje dynamiczny rozwój swojego rynku inwestycyjnego, przyciągając inwestorów z różnych sektorów. Dzięki rozbudowanej infrastrukturze, atrakcyjnym warunkom biznesowym i dużemu potencjałowi rozwojowemu, miasto pozostaje w czołówce polskich miast inwestycyjnych. Dolny Śląsk staje się znakiem rozpoznawczym dla inwestycji w Polsce, a Wrocław odgrywa kluczową rolę w tym procesie.
W ostatnich latach wyraźnie wzrosła popularność podmiejskich lokalizacji wśród kupujących nowe mieszkania. Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl sprawdzili, jak bardzo różnią się ich ceny w metropoliach i okalających je miejscowościach.
– W największych miastach ceny mieszkań osiągnęły poziom, który dla wielu osób, zwłaszcza posiłkujących się kredytem, przestał być akceptowalny. Ci, którzy nie chcą płacić bajońskich sum coraz częściej decydują się na przeprowadzkę do miejscowości okalających metropolie, gdzie mieszkania są bardziej dostępne – mówi ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl Marek Wielgo.
I dodaje, że w podmiejskich lokalizacjach niższe są ceny gruntów, a w efekcie ceny mieszkań. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że np. w okolicach Warszawy w maju średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie firm deweloperskich była niższa niż w mieście średnio niemal o 40%. Podobne różnice występowały we Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu.
Zmiana preferencji kupujących spowodowała boom budowlany w podmiejskich lokalizacjach. Niestety, także i ich nie oszczędziła zapaść na rynku kredytów mieszkaniowych. W ubiegłym roku spadek sprzedaży nowych mieszkań i domów był tam bardzo gwałtowny np. w miejscowościach okalających Łódź, Poznań, Trójmiasto i Wrocław tąpnięcie było większe niż w aglomeracjach.
– Można to tłumaczyć większym uzależnieniem od kredytów kupujących mieszkania i domy w podmiejskich lokalizacjach – komentuje Marek Wielgo.
W tej sytuacji nie wszyscy deweloperzy mogli sobie pozwolić na podwyżki cen. Dobra wiadomość jest taka, że w miejscowościach okalających największe miasta – z wyjątkiem aglomeracji Łodzi i Wrocławia – wzrost średniej ceny metra kwadratowego jest w tym roku mniejszy niż w samych metropoliach, gdzie średnią windują bardzo drogie mieszkania wprowadzane przez deweloperów na rynek, głównie z myślą o zamożnych nabywcach. Dla przykładu w okolicach Krakowa ceny mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy spadły w tym roku o 5%, podczas gdy w samym mieście wzrosły aż o 8%.
Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl zwracają uwagę, że w tym roku sytuacja może się zmienić nie tylko ze względu na poprawę dostępności kredytów mieszkaniowych. Końcówka ubiegłego roku oraz pierwszy kwartał tego roku przyniosły wyraźny wzrost sprzedaży mieszkań także w podmiejskich lokalizacjach. A zwłaszcza tam, gdzie funkcjonuje kolej podmiejska lub jest trasa szybkiego ruchu.
Popyt na nowe mieszkania w miejscowościach okalających największe miasta napędzać będzie rządowy program „Bezpieczny Kredyt 2%”. Na taki preferencyjny kredyt, który już na początku lipca ma się znaleźć w ofercie czterech banków, mogą liczyć gospodarstwa domowe planujące zakup swojego pierwszego mieszkania lub domu. Maksymalna kwota kredytu w przypadku singla wynosi 500 tys. zł, zaś dla małżeństw lub rodziców z dzieckiem – 600 tys. zł. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w całym kraju do kupienia za „Bezpieczny Kredyt 2%” jest obecnie przeszło 53,2 tys. mieszkań. Najwięcej jest ich w aglomeracji warszawskiej (Warszawa i okolice). Np. w cenie do 500 tys. zł jest tu przeszło 3,7 tys. Lokali.
Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl i GetHome.pl
Obywatele Ukrainy najczęściej znajdują pracę w Polsce dzięki poleceniom lub samodzielnie oraz są gotowi do przeniesienia się z dużych miast do mniejszych miejscowości – wynika z raportu „Obywatele Ukrainy na polskim rynku pracy. Nowe wyzwania i perspektywy” przeprowadzonego przez Platformę Migracyjną EWL, Fundację EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.
Badanie pokazało, że przebywający w Polsce obywatele Ukrainy (zarówno migranci przedwojenni, jak i uchodźcy) nie są przywiązani do wielkich aglomeracji, w których przeważnie obecnie mieszkają. Są oni coraz częściej gotowi szukać możliwości lepszego życia w mniejszych miejscowościach naszego kraju, jeśli zostanie im zapewniona praca oraz odpowiednie warunki pobytowe.
Niemal połowa obywateli Ukrainy mieszkających w naszym kraju w miastach powyżej 50 tys. mieszkańców, deklaruje gotowość do przeprowadzki do mniejszych miejscowości, jeżeli zostanie im zapewnione zatrudnienie i dobre warunki dla funkcjonowania rodziny (43%).
Zdaniem Rafała Mroza, dyrektora operacyjnego Platformy Migracyjnej EWL, ukraińscy uchodźcy, nawet pomimo pobytu w Polsce z dziećmi, charakteryzują się dużą mobilnością, co pomogło im szybko wejść na polski rynek pracy.
„My, Polacy, nie jesteśmy tak mobilni jak Amerykanie. Pracujemy raczej tam, gdzie mieszkamy, a nie mieszkamy tam, gdzie pracujemy. Z kolei kultura podejmowania zatrudnienia wśród ukraińskich uchodźców częściej przypomina amerykańską” – podkreśla Rafał Mróz.
Według eksperta EWL, początkowo większość ukraińskich uchodźców przybywała do dużych miast Polski, lecz więcej ofert pracy pojawiało się w mniejszych miejscowościach, gdzie w wolnych strefach ekonomicznych działa wiele przedsiębiorstw, a pracodawcy zazwyczaj nie wymagają wysokich kwalifikacji czy znajomości języka. Z kolei w dużych aglomeracjach wakaty często są w sektorze usług, gdzie znajomość języka polskiego jest kluczowa.
Na uwagę zasługuje także fakt, że większość obywateli Ukrainy znalazła obecną pracę w Polsce dzięki poleceniu znajomych lub rodziny (31%) oraz samodzielnie (31%). W przypadku migrantów zarobkowych, którzy przybyli do Polski przed wojną, aż 38% samodzielnie znalazło zatrudnienie w naszym kraju. Świadczy to nie tylko o ich zaradności, ale również o tym, że obywatele Ukrainy stali się integralną częścią polskiego rynku pracy.
Warto zauważyć, że w przypadku uchodźców wojennych odsetek ten był zdecydowanie niższy, wyniósł on zaledwie 18%. Jednak został skompensowany przez wsparcie ze strony samorządów, jak i instytucji państwowych, które miały istotny wpływ na aktywizację zawodową uciekających przed wojną obywateli Ukrainy. 27% ukraińskich uchodźców deklaruje, że pracę znalazło dzięki powiatowym urzędom pracy lub wsparciu samorządu lokalnego. Z kolei 16% uchodźców znalazło pracę z pomocą prywatnych agencji zatrudnienia.
Badanie z obywatelami Ukrainy przebywającymi w Polsce zostało przeprowadzone w dniach 4–13 marca 2023 roku za pomocą wywiadów bezpośrednich F2F w kilkunastu miejscowościach Polski na próbie liczącej łącznie N=500 dorosłych obywateli Ukrainy, zarówno migrantów przedwojennych, jak i uchodźców wojennych z Ukrainy. Kwestionariusz badania został opracowany przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej UW z wykorzystaniem części pytań zgłoszonych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, Urząd do Spraw Cudzoziemców i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.
Grupa InPost, lider wśród platform dostaw dla e-commerce w Europie, we współpracy z GreenWay zainstalował już ponad 200 stacji ładowania aut elektrycznych w swoich centrach logistycznych oraz publicznie dostępnych dla kierowców ładowarek DC w pobliżu urządzeń Paczkomat®. Do końca tego roku InPost i GreenWay zbudują sieć kilkudziesięciu publicznie dostępnych punktów ładowania elektryków.
Obok sprzedaży i instalacji stacji ładowania, GreenWay odpowiada również za budowę przyłączy do sieci energetycznej, zarządzanie oraz serwis techniczny stacji.
– Rozbudowa sieci ładowarek na terenie własnych oddziałów ma dla nas szczególne znaczenie ze względu na strategię dekarbonizacji grupy InPost. Wierzymy, że nowe technologie i trendy powinny zostać uwzględnione w planach rozwoju miast. Dlatego wraz z Greeway pracujemy nad wdrażaniem w Polsce ogólnodostępnej sieci tego typu urządzeń sygnowanych logiem InPost i GreenWay – podkreślił Sebastian Anioł, Dyrektor Działu Innowacji Logistycznych InPost.
– Ważnym elementem naszego zaangażowania we współpracę z InPost jest także doradztwo w zakresie zastosowanych rozwiązań technicznych dotyczących infrastruktury ładowania oraz inteligentnego zarządzanie dostępną mocą w obiektach, gdzie znajdują się ładowarki – mówi Aleksander Czapczyk, Chief Commercial Officer GreenWay Polska.
InPost w ramach strategii dekarbonizacji sukcesywnie powiększa też flotę ekologicznych aut dostawczych, a także samochodów frachtowych. Obok kilkuset kurierskich samochodów elektrycznych z logo InPost, które jeżdżą po ulicach polskich miast, do portfolio firmy dołączyło 15 nowych ciągników siodłowych z napędem LNG. To kolejny krok w kierunku zmniejszania emisji CO2 w transporcie. W 2022 roku blisko 30 mln paczek trafiło do adresatów za pośrednictwem auta EV InPost.
Według najnowszych wyliczeń kalkulatora śladu węglowego opublikowanego przez InPost za 2022 rok, ślad węglowy transportu paczek dostarczonych do urządzeń Paczkomat® w porównaniu do dostawy kurierskiej do domu jest niższy nawet o 97% na ostatniej mili. Tak zredukowany wskaźnik emisji w 2022 roku w porównaniu do poprzedniego badania (wówczas ślad węglowy był mniejszy o75%) jest efektem optymalizacji sieci logistycznej i procesów, a także zwiększenia gęstości sieci urządzeń Paczkomat®. Nawet uwzględniając drogę klienta po paczkę, to dostawa do urządzenia Paczkomat® generuje nawet do 93% mniej śladu węglowego niż dostawa kurierska.
Dziś rano, 15 czerwca, w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej zapadł wyrok w dwóch sprawach dotyczących frankowiczów. Wskazuje on na istotną zmianę w sporach między kredytodawcami a kredytobiorcami. Kilka tysięcy zawieszonych w polskich sądach spraw z powództwa banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału powróci na sale rozpraw. Czego mogą spodziewać się frankowicze, a czego banki?
Wynagrodzenie za korzystanie z kapitału
Spór pomiędzy frankowiczami a kredytodawcami to wątek, który często pojawia się w siedzibie TSUE. Linia orzecznicza w Polsce w większości takich spraw staje po stronie konsumentów poszkodowanych przez nieuczciwe umowy. Nie inaczej było i dziś w Luksemburgu, gdzie na bieżąco przebieg posiedzenia TSUE w sprawie C-520/21 śledziła Izabela Libera, radca prawny z Kancelarii Libera i Wspólnicy, która od 2016 roku jest pełnomocnikiem frankowiczów – uzyskała już ponad 250 pozytywnych rozstrzygnięć, z czego ponad 50 prawomocnie zakończonych.
– „To ogromna ulga dla wielu kredytobiorców, którzy ze względu na roszczenia wysuwane przez banki obawiali się występować do sądu o unieważnienie umowy. Ten wyrok stanowi potwierdzenie dotychczasowego orzecznictwa TSUE w sprawach dotyczących kredytów frankowych. Potwierdza, że żaden przedsiębiorca, nawet największy bank, nie może czerpać korzyści ze swoich nieuczciwych działań” – komentuje Izabela Libera.
Wyrok w polskiej sprawie frankowej
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał dziś także drugi wyrok, w sprawie o sygnaturze C-287/22, która dotyczy coraz częściej wpływających wniosków o zgodę o zabezpieczenie powództwa, a więc zawieszenie spłaty rat do momentu rozstrzygnięcia sprawy. Jak podkreśla Izabela Libera, dotychczas linia orzecznicza była różnorodna.
– „Drugi wyrok również jest korzystny dla konsumentów. Trybunał orzekł, że sąd krajowy nie może odmówić udzielenia zabezpieczenia w postaci zawieszenia płatności rat, jeśli jest to konieczne do zapewnienia, żeby wyrok był skuteczny. Dotychczas sądy różnie podchodziły do kwestii zabezpieczeń” – komentuje Izabela Libera, radca prawny z Kancelarii Libera i Wspólnicy. – „To wielki dzień dla polskich frankowiczów. Po wyroku w sprawie Dziubak, który otworzył w sądach drzwi do sprawiedliwych wyroków, dzisiejszy wyrok zamyka drzwi bankom do wykorzystywania swej nieuczciwości w sprawach frankowych” – dodaje Libera.
Rezerwa Federalna wykonuje “jastrzębią pauzę”. Powell nazywa ten ruch jedynie dostosowaniem tempa podwyżek stóp procentowych, co oznacza, że teraz z dużym prawdopodobieństwem możemy oczekiwać wzrostu kosztu pieniądza na co drugim posiedzeniu. Mediana oczekiwań przedstawicieli FOMC wskazuje, że w tym roku powinniśmy otrzymać jeszcze dwa ruchy, co oznacza, że na koniec 2023 roku zobaczymy zakres na poziomie 5,5 – 5,75 proc.
Wczorajszy brak działań nie oznacza, że koniec cyklu podwyżek został osiągnięty. Tak wynika ze słów Powella oraz z twardych danych takich jak projekcje marko Fed-u oraz z wykresu kropkowego. Tu wskazywany jest poziom 5,6 proc. co oznacza, że na koniec roku przedział dla głównej stopy procentowej w USA może osiągnąć pułap 5,5 – 5,75 proc. W marcu mediana wskazywała 5,1 podobnie jak w grudniu 2022 roku.
Rynek w pewnym stopniu by przygotowany na kolejne ruchy w górę na stopach, ale nowy „dot plot” po raz kolejny stworzył lukę między ścieżką stóp oczekiwaną przez rynek a ścieżką stóp oczekiwaną przez FOMC. Rynek już dawno przyzwyczaił się do oczekiwań szybszych obniżek stóp niż amerykańscy bankierzy centralni.
Dlatego wczorajsza decyzja z pewnością nie była negatywna dla USD, ale nie była też przełomem, który uzasadniałby całkowitą rewaluację dolara. Zmienność rynkowa była umiarkowana. Kurs EUR/USD spadł o 50 pkt. co nie jest czymś wyjątkowym. W przeszłości tego rodzaju wydarzenia (kluczowe dla rynku FX) powodowały znacznie większą reakcję.
To nie koniec emocji. Dziś przed nami decyzja EBC. Tutaj potencjał niespodzianek będzie prawdopodobnie postrzegany jako znacznie mniejszy niż wczoraj. Podwyżka stóp procentowych została ogłoszona przez przedstawicieli banki, rynek zdążył ją wycenić, a zatem sam ruch w górę o 25 punktów bazowych nie powinien wpłynąć znacząco na euro. Znacznie bardziej ekscytujące dla euro są oczywiście perspektywy. Oprócz konferencji prasowej prezes EBC Christine Lagarde, duży wpływ mogą mieć nowe prognozy inflacji. Jeśli zostaną zrewidowane w dół, wówczas to może przemawiać za wcześniejszym zakończeniem cyklu zacieśniania w strefie euro.
Według Ministerstwa Finansów, w pierwszych czterech miesiącach br. tzw. estoński CIT wybrało ponad 3 tys. spółek, co oznacza spadek rdr. o ponad połowę. Głównie były to podmioty z woj. mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego. Najrzadziej decydowano się na taki krok w woj. warmińsko-mazurskim, lubuskim i podlaskim. Na takie rozwiązanie przeszły głównie spółki z o.o. I dotyczyło to blisko 3 tys. firm. Rok wcześniej takich przypadków było o ponad połowę więcej. Do tego w tym roku i w kolejnych latach resort spodziewa się mniej dynamicznego wzrostu zainteresowania ww. formą. Na chwilę obecną nie prowadzi też prac legislacyjnych. Zdaniem części ekspertów, to błąd, bo obecna regulacja wciąż wymaga doprecyzowania.
Spadek zainteresowania
Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszych czterech miesiącach br. tzw. estoński CIT został przyjęty przez 3,2 tys. spółek. To o 53,1% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. – 6,7 tys. Natomiast w całym zeszłym roku dotyczyło to 9,1 tys. podmiotów. – W mojej ocenie, mniejsze zainteresowanie estońskim CIT-em jest spowodowane tym, że firmy, które zamierzały na niego przejść, już wybrały ten sposób rozliczenia w poprzednim roku. Największy boom na dane rozwiązanie jest zwykle po wprowadzeniu nowych przepisów – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika z Kancelarii NSM LEGAL & TAX.
Jak stwierdza Tomasz Tratkiewicz, ekspert ds. podatków z organizacji Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, mniejszy wzrost liczby podatników, którzy wybrali estoński CIT, wynika z kilku przyczyn. Pierwsza to zdecydowanie mniejsza „akcja reklamowa” resortu finansów niż w 2022 roku. Druga to ciągła niepewność związana z interpretowaniem przepisów, w szczególności dot. ukrytych zysków oraz wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Trzecia z przyczyn obejmuje warunki, które – pomimo zliberalizowania prawa – dla wielu spółek biznesowo mogą być nie do spełnienia, np. w zakresie zatrudnienia wymaganej minimalnej liczby pracowników.
– Zasady wprowadzone z początkiem ub.r. zrewolucjonizowały ryczałt od dochodów spółek i sprawiły, że estoński CIT stał się bardziej przyjazny dla podatników. Eliminacja progu przychodów i rezygnacja ze ściśle określonego wymogu ponoszenia nakładów inwestycyjnych miały istotne znaczenie dla procesu decyzyjnego przedsiębiorców. Wówczas rozszerzono też katalog podatników mogących korzystać z tego rozwiązania. Tegoroczne zmiany, których celem było wyeliminowanie wątpliwości zgłaszanych Ministerstwu Finansów, nie miały aż tak dużego znaczenia dla decyzji o wejściu w alternatywny system opodatkowania. Z tego może wynikać spadek liczby podmiotów wybierających ryczałt od dochodów spółek w bieżącym roku – mówi doradca podatkowy Katarzyna Winiecka z Ostrowska-Krzewina, Winiecka Kancelaria Doradztwa Podatkowego.
Najlepsze i najsłabsze wyniki
Według danych Ministerstwa Finansów, w pierwszych czterech miesiącach br. tzw. estoński CIT wybierały głównie spółki z woj. mazowieckiego – 546 (rok wcześniej – ponad 1,3 tys.), śląskiego – 427 (989), a także wielkopolskiego – 419 (755). Natomiast na końcu zestawienia widać woj. warmińsko-mazurskie – 37 (rok wcześniej – 97), lubuskie – 59 (120), jak również podlaskie – 71 (132).
– Struktura ta odpowiada rozkładowi liczby przedsiębiorców pomiędzy poszczególnymi województwami. W czołówce statystki znajdują się spółki z woj. mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego. Są to województwa, w których swoje biznesy lokuje najwięcej przedsiębiorców. Nie dziwi zatem, że właśnie wśród tamtejszych podmiotów więcej spółek zdecydowało się na opodatkowanie ryczałtem od dochodów spółek – tłumaczy Katarzyna Winiecka.
Od stycznia do kwietnia br. na estoński CIT najchętniej przechodziły spółki z o.o. – blisko 3 tys. (w analogicznym okresie ub.r. – 6,4 tys.). – Są one najczęstszą formą prowadzenia firmy w Polsce. Przeważnie są również wybierane przez podmioty nastawione na długofalowe inwestowanie, a właśnie w spółkach inwestycyjnych estoński CIT cieszy się największą popularnością – wyjaśnia ekspertka z NSM LEGAL & TAX.
Kolejne w tym zestawieniu są spółki komandytowe – 107 (rok wcześniej – 190), akcyjne – 29 (77), a także proste spółki akcyjne – 21 (17). – W przypadku PSA wzrost jest skorelowany z rosnącym zainteresowaniem prowadzenia działalności w tej formie prawnej. Obowiązuje ona począwszy od lipca 2021 roku i jest coraz częściej zakładana. Nie dziwi zatem fakt, że wśród rosnącej liczby nowych spółek, zdarzają się takie, które wybierają opodatkowanie w formie ryczałtu od dochodów spółek. W mojej ocenie, łatwiej jest zdecydować się na CIT estoński nowym podmiotom mogącym odpowiednio zaplanować swoją działalność – zauważa Winiecka.
Ograniczony potencjał wzrostu
W tym roku oraz w kolejnych latach Ministerstwo Finansów spodziewa się mniej dynamicznego lecz stabilnego wzrostu zainteresowania tą formą opodatkowania. Aktualnie resort nie prowadzi prac legislacyjnych w zakresie estońskiego CIT-u. Natomiast obserwuje oraz analizuje, jak wpływa to rozwiązanie m.in. na kondycję spółek czy wpływy do budżetu państwa. Na tej podstawie, w duchu otwartego dialogu z przedsiębiorcami, będą podejmowane decyzje co do ewentualnych zmian legislacyjnych w przyszłości.
– Z całą pewnością konieczne są zmiany systemowe. Obecna regulacja jest nieprecyzyjna, zawiera wiele luk i obszarów potencjalnych sporów między organami a podatnikami. Co więcej, cześć wymogów stawianych firmom wydaje się nie mieć uzasadnienia w istniejącym systemie podatkowym i realiach gospodarczych. Tak jest chociażby z zakazem korzystania z estońskiego CIT-u przez podmioty, które mają pośród swoich wspólników spółki. Niestety, ale to pokazuje, jak niska jakość legislacji w Polsce bezpośrednio szkodzi gospodarce – ocenia prof. Adam Mariański, przewodniczący komisji podatkowej Business Centre Club i partner Kancelarii Mariański Group.
W opinii Tomasza Tratkiewicza, wzrost liczby spółek, które będą wybierać CIT estoński, nie osiągnie już takiej dynamiki jak w zeszłym roku. Jeżeli państwu zależy na promocji tej formy opodatkowania, np. ze względu na wspieranie inwestycji, to należałoby wprowadzić dalsze uproszczenia w ryczałcie od spółek, jak np. doprecyzowanie przepisów w zakresie ukrytych zysków oraz wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Pozwoliłoby to być może w przyszłości na realnie większe niż w tym roku wzrosty liczby spółek wybierających CIT estoński.
– W kolejnych latach wybór estońskiego CIT-u ustabilizuje się. Ryczałt od przychodów spółek będą wybierać nowe podmioty, które w perspektywie długoletniej będą inwestować swoje zyski, bez ich wypłaty w formie dywidendy. Z mojego doświadczenia wynika też, że w tzw. spółkach inwestycyjnych rzadko można spotkać koszty, które w ryczałcie od przychodów spółek definiowane są jako ukryte zyski. Nie wykluczam oczywiście, że spółki, które aktualnie istnieją na rynku, również będą wybierać taką formę rozliczenia. Niemniej jednak, moim zdaniem, nie będzie już tak dużego zainteresowania, jak na początku wprowadzenia tych zmian – uważa Natalia Stoch-Mika.
Jak prognozuje prof. Mariański, w najbliższym czasie minie swoisty efekt nowości, a zainteresowanie estońskim CIT-em spadnie. Pojawią się też naturalne problemy z rozliczeniami. Firmy, które zostaną wykluczone z reżimu ryczałtowego, będą stanowiły przestrogę dla innych, rozważających zmiany. Konieczne jest doprecyzowanie przepisów i usunięcie istotnych wątpliwości, pojawiających się w praktyce. Celem zmian powinno być zapewnienie przedsiębiorcom stabilności i przewidywalności rozwiązania, a także łatwości rozliczenia w praktyce stosowanego ryczałtu. Dobrym rozwiązaniem byłoby też wprowadzenie zmian otwierających ryczałt na dodatkowe podmioty, np. działające w prostych strukturach holdingowych.
Najbardziej aktywnie działania pozafinansowe raportują spółki z przemysłu naftowego, wydobywczego i energetycznego. Niewiele ponad połowa ze 100 największych firm działających w Polsce przygotowała osobny raport niefinansowy, ESG lub zrównoważonego rozwoju, a rezultaty badania ujawnień nie napawają optymizmem – przeciętny wynik uzyskany przez organizacje raportujące działania pozafinansowe to 5,2 w 10-stopniowej skali – wynika z raportu KPMG pt. „Benchmark klimatyczno-środowiskowy. Analiza raportowania zrównoważonego rozwoju”.
Zrównoważony rozwój koniecznością biznesową
Dla wielu firm, zagadnienia ESG nie tylko nie są już „dobrowolne”, czy zalecane przez partnerów lub instytucje finansujące, a stają się obowiązkiem prawnym, którego niespełnienie niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje. Obecnie obowiązek ten dotyczy obszaru ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem. Przedsiębiorstwa będą musiały informować swoje otoczenie o posiadaniu (lub braku) określonych procesów, dokumentów czy osiągniętych wynikach. W kolejnych latach spodziewać się można rozszerzenia obowiązków legislacyjnych na zagadnienia zarządcze lub operacyjne.
Zielona transformacja będzie w najbliższych latach trwałym trendem, wpływającym na warunki prowadzenia działalności gospodarczej – w szczególności w Europie. Dążenie do celu globalnej neutralności klimatycznej będzie dla firm oznaczać konieczność gruntownego przemyślenia swych modeli biznesowych i ich kompatybilności z tak zarysowanym horyzontem zmian – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG, w KPMG w Polsce.
Raportowanie kwestii zrównoważonego rozwoju nie rozwiąże od razu wszystkich problemów i nie odpowie na każde wyzwanie. Przejrzystość w zakresie tego, w którym miejscu transformacji znajduje się firma, pozwoli jej porównać się z innymi, poznać swoje mocne i słabe strony oraz pozwolić na realny dialog z otoczeniem rynkowym. Dialog, który przyczynić się może do wykorzystania rozproszonej po interesariuszach wiedzy do przeprowadzenia kluczowych dla długofalowego rozwoju firmy zmian – mówi Justyna Wysocka-Golec, Dyrektor w Zespole ds. Zmian Klimatycznych, Energii i Dekarbonizacji w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.
Przemysł naftowy, wydobywczy i energetyczny w czołówce pod względem ujawnień niefinansowych
Eksperci KPMG w Polsce przeanalizowali ujawnienia niefinansowe 100 największych podmiotów działających na polskim rynku. Tylko 55 ze 100 największych firm działających na polskim rynku opublikowało ujawnienia klimatyczne i środowiskowe, natomiast uśrednione wyniki spółek, które wywiązały się z tego obowiązku nie są wysokie. Większość podmiotów, które nie raportują działań pozafinansowych to spółki opisane w ramach raportów zintegrowanych, obejmujących przeważnie międzynarodowe grupy kapitałowe, choć zdarzały się też braki jakichkolwiek źródeł. Jest to dopuszczalne z perspektywy dzisiejszych przepisów, natomiast stwarza poważną lukę w ujawnieniach.
Przeciętna ocena wyniosła niewiele ponad połowę możliwych do uzyskania punktów – niespełna 5,2 punktu. Biorąc pod uwagę zwiększające się wymogi interesariuszy i standardy regulacyjne oraz fakt, że badane były spółki o wysokim stopniu organizacji i posiadanych kapitałów, trudno uznać ten wynik za zadowalający. Tym samym ujawnienia środowiskowe należy uznać za obszar wymagający znacznie większej uwagi ze strony firm – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG, w KPMG w Polsce.
Sektor naftowy, wydobywczy i energetyczny wyróżnia się najwyższym wynikiem wśród badanych ujawień, osiągając średnią wynoszącą 6,67 na 10 punktów. Następne na podium są firmy zajmujące się handlem żywnością (np. sieci supermarketów), które otrzymały przeciętnie 5,6 punktu. Trzecie miejsce ex aequo, z nieznacznie niższym wynikiem – 5,5 punktu, zajęły: zbiorcza grupa handlowa obejmująca spółki meblowe, internetowe, odzieżowe etc. oraz firmy produkujące żywność.
Dość niski wynik odnotował przemysł motoryzacyjny – firmy tej grupy otrzymały przeciętnie 4,25 punktu na 10, choć transport samochodowy ma znaczący wpływ na środowisko. Można przypuszczać, że przedsiębiorcy w tej grupie prawdopodobnie nie spotkali się jeszcze z adekwatną presją interesariuszy.
Firmy działające w przemyśle naftowym, wydobywczym i energetycznym w dużym stopniu przyczyniają się do zmian klimatycznych, w związku z czym spotykają się z największą presją regulatorów oraz otoczenia społecznego. Widać także, że firmy pośrednio powiązane z rolnictwem mają stosunkowo wysoką samoświadomość wpływu środowiskowego, co odpowiada charakterystyce branży – działalność gospodarcza w tym zakresie stanowi bowiem coraz większe wyzwanie wobec gwałtownych zjawisk pogodowych oraz zanieczyszczenia środowiska – mówi Justyna Wysocka-Golec, Dyrektor w Zespole ds. Zmian Klimatycznych, Energii i Dekarbonizacji w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.
Notowania na giełdzie stymulują do transparentności
Badanie KPMG obejmowało spółki zróżnicowane pod względem wielkości, branży, pochodzenia kapitału właścicielskiego czy obecności na giełdzie. Jedną z najbardziej znaczących zmiennych różnicujących wyniki jest fakt odnotowywania spółki na giełdzie. Te firmy, które są obecne na Giełdzie Papierów Wartościowych, wypadły lepiej od średniej pod względem jakości ujawnień i transparentności raportowania. Istnieje również korelacja między poziomem raportowania działań pozafinansowych, a wielkością firmy – większe podmioty są nieco bardziej zaawansowane od spółek z sektora MŚP. Z badania wynika również, że w analizowanych 100 największych firmach działających w Polsce skala i jakość ujawnień niefinansowych jest na wyższym poziomie w przypadku podmiotów z polskim kapitałem.
Branża zakładów bukmacherskich wciąż prężnie się rozwija i przynosi corocznie wielomiliardowe przychody. Po nowelizacji ustawy hazardowej, której nowe przepisy weszły w życie 1 kwietnia 2017 roku, przybywa zarówno legalnych bukmacherów, jak i użytkowników aktywnie korzystających z ich usług. Sukcesywnie maleje przy tym szara strefa, która jednak nadal jest problemem i jej udział w rynku jest ciągle znaczny. Jak można ją zminimalizować?
Dlaczego Polacy nadal grają nielegalnie?
Co czwarty dorosły Polak przed 60tym rokiem życia gra w zakłady bukmacherskie. Ponad połowa robi to nielegalnie, głównie przez chęć uniknięcia podatku od gier hazardowych w Polsce, który wynosi 12% i jest stosunkowo wysoki na tle innych krajów. Wartość obrotów w szarej strefie wyniosła w 2020 roku 12,6 mld zł, z kolei 14,4 mld zł wygenerowali legalni operatorzy. Stacjonarni bukmacherzy osiągnęły obrót w wysokości 11,7 mld zł, zatem cały rynek hazardowy w Polsce osiągnął wartość około 40 miliardów złotych.
Sposoby walki z szarą strefą w Polsce
Dzięki nowelizacji ustawy o grach hazardowych z 1 kwietnia 2017 roku, jasno i precyzyjnie określono przepisy prawne dotyczące legalnego hazardu w Polsce. W przypadku zakładów bukmacherskich wymagana jest licencja Ministra Finansów, dzięki której można legalnie prowadzić tego typu działalność. Był to pierwszy krok do walki z szarą strefą. Funkcjonowanie bez zezwolenia wiąże się z wysokimi karami i surowymi konsekwencjami, także dla graczy. Odstraszyło to sporą część zagranicznych bukmacherów, działających niezgodnie z literą polskiego prawa i szara strefa zmalała z 90% w 2017 r. do 50% obecnie. Bardzo ważnym narzędziem walki z szarą strefą gier hazardowych w Polsce jest tak zwany Rejestr Domen Zakazanych, czyli regularnie aktualizowana lista stron nielegalnych bukmacherów internetowych, dostępny na stronach www ministerstwa. Dostarczyciele Internetu mają obowiązek blokowania takich stron w ciągu 48h od ich pojawienia się w rejestrze, natomiast operatorzy bezpiecznych płatności online mają na to 30 dni. W sieci dostępny jest takżeprzegląd stron bukmacherskich działających w Polsce legalnie, na podstawie zezwolenia przyznanego przez Ministerstwo Finansów. Warto grać legalnie.
Jak kształtowała się szara strefa w Polsce?
Szara strefa zakładów bukmacherskich i kasyn online to w Polsce nadal ponad 50% rynku, co jest wynikiem poniżej średniej w Unii Europejskiej, ale nadal sporym problemem. Przychody branży hazardowej rosną od 2021 roku o około 50% rocznie, osiągając kwoty kilkunastu miliardów złotych. A tak wyglądał udział szarej strefy w latach 2016-2021:
Rynek Hazardu Internetowego w Polsce
2016
2017
2018
2019
2020
2021
Cała szara strefa gier hazardowych
79,7%
44,4%
34,7%
25,4%
22,8%
17,9%
Średnia całej szarej strefy w UE
44,0%
38,8%
35,3%
30,0%
27,4%
25,2%
Szara strefa zakładów bukmacherskich
64,3%
20,3%
13,5%
10,3%
9,4%
8,2%
Średnia szarej strefy zakładów w UE
41,2%
36,0%
33,2%
29,6%
27,9%
27,9%
Szara strefa kasyn online
100,0%
100,0%
98,8%
68,9%
54,0%
37,7%
Średnia szarej strefy kasyn online w UE
69,9%
61,1%
58,2%
48,7%
44,6%
40,0%
Szara strefa ma w Polsce ponad 50% udział w rynku zakładów bukmacherskich i kasyn. Jak wyglądały przychody w branży hazardowej w latach 2020-2021 z podziałem na sektory?
W przypadku gier liczbowych przychód w 2020 roku wyniósł 3,83 mld zł, natomiast w 2021 4,11 mld, co daje 7,4% wzrost. Loterie pieniężne zarobiły 1,46 mld w 2020 roku i 1,88 mld w 2021, czyli o 28,8% więcej. Automaty do gier przyniosły w 2020 roku przychód w wysokości 1,31 mld zł, z kolei rok później 1,91 mld – o 45,8% więcej. Gry kasynowe wygenerowały w 2020 roku 8,76 mld zł, a w 2021 aż 18,34 mld, co jest wzrostem o 108,9%. Przychód z zakładów wzajemnych wyniósł w 2020 roku 7,26 mld zł, a 2021 – 10,60 mld, więcej o 46%. Zatem łączny przychód z gier hazardowych online w 2020 wyniósł 27,03 mld zł, natomiast rok później o 52,5% więcej, czyli 41,21 mld zł. Kanał online ma ponad 80% udział w rynku.
Straty budżetu państwa przez szarą strefę
Według obliczeń ekspertów, szara strefa gier hazardowych online, w samym tylko 2020 roku wyniosła 12,6 miliardów złotych, co stanowiło 46,7% udziału całego rynku. W Polsce z oferty nielegalnych bukmacherów korzysta ponad milion aktywnych użytkowników. Powodem mogą być zbyt wysokie podatki w legalnym sektorze hazardowym w Polsce, zarówno te nałożone na operatorów, jak i na użytkowników. Przedstawiciele branży apelują do organów państwowych o opracowanie nowych, korzystniejszych dla wszystkich rozwiązań, które jednocześnie pomogłyby skuteczniej zniwelować udział szarej strefy w rynku. Według szacunków, Skarb Państwa w 2021 roku stracił aż 782 miliony złotych z tytułu nieodprowadzonego podatku od gier hazardowych działających w szarej strefie.
Kto częściej gra nielegalnie – kobiety czy mężczyźni?
Według wyników badań, przeprowadzonych przez Stowarzyszenie Na Rzecz Likwidacji Szarej Strefy Zakładów Wzajemnych w Polsce – „Graj Legalnie”, 61% kobiet uprawiających hazard online przyznało, że gra albo wyłącznie u nielegalnych operatorów, albo jednocześnie u legalnych i nielegalnych. W przypadku mężczyzn było to 55%. Ogólnie z gier hazardowych korzysta 18% kobiet – 14% z zakładów bukmacherskich, 11% z kasyn online. Z oferty nielegalnych bukmacherów korzysta ponad 15% dorosłych internautów, czyli ponad 3 miliony graczy, z czego 2/3 korzysta z kasyn online, a 1/3 z zakładów wzajemnych. 85% dorosłych Polaków korzystających z kasyn online wybiera te nielegalne w Polsce.
Nowe możliwe sposoby ograniczenia szarej strefy
Branża legalnych zakładów bukmacherskich i gier hazardowych w Polsce regularnie postuluje o skuteczniejsze zwalczanie szarej strefy. Mogłyby w tym pomóc takie działania:
Zmiana formy i wysokości opodatkowania gier hazardowych
Zwiększenie nadzoru państwowego nad przestrzeganiem przepisów ustawy o grach hazardowych i rejestru domen zakazanych
Edukowanie graczy o niebezpieczeństwie nielegalnych stron
Zwiększenie wiedzy, świadomości i odpowiedzialności graczy
Wzmocnienie kontroli narzędzi płatności online, jak e-portfele
Artykuł utworzony przezDawida Żurawskiego, redaktora Probukmacher.pl, który ma ponad 6 lat doświadczenia w branży.
Aż 39% osób poszukujących nieruchomości na rynku pierwotnym we Wrocławiu w 2022 r. zamierzało nabyć mieszkanie dwupokojowe. Choć budżety przeznaczane na zakup wymarzonego „M” rosły szybko, to różnica pomiędzy średnimi cenami ofertowymi a tym co nabywcy byli gotowi zapłacić wynosiła aż 22% i była najwyższa wśród miast analizowanych w raporcie JLL i Otodom “Preferencje nabywców mieszkań 2022”.
W 2019 r. mieszkania dwupokojowe stały się najczęściej poszukiwanymi przez użytkowników obido[1] lokalami i nie zmieniło się to do dziś. Detronizacja trójek wiązała się głównie z przyspieszeniem wzrostu cen mieszkań, za którymi trudno było nadążyć nabywcom. Naturalnie przenosili oni zainteresowanie na lokale mniejsze lub bardziej kompaktowe. Nie inaczej jest również we Wrocławiu. Mieszkań dwupokojowych na rynku pierwotnym szukało w minionym roku aż 39% potencjalnych nabywców. “Trójki” wciąż pozostały na radarze kupujących, bo jako preferowane wskazywało je aż 30% osób rozpatrujących zakup w tym mieście i był to drugi co do popularności typ mieszkania.
Najchudszy portfel wrocławian
Choć w zakresie udziału poszczególnych typów mieszkań w preferencjach kupujących Wrocław nie różni się bardzo od innych rynków, to już na poziomie budżetu, jakim dysponowali nabywcy, różnice były wyraźne. Za dwupokojowe mieszkania byli oni gotowi zapłacić 477 tys. zł, a za trzypokojowe 561 tys. zł. Choć budżety te urosły w ciągu roku o 17% w przypadku dwójek i o 7% w przypadku trójek, to na tle pozostałych rynków analizowanych w raporcie wrocławianie byli w stanie zapłacić najmniej.
– Obecnie średnia cena ofertowa mieszkań deweloperskich we Wrocławiu wynosi 12,4 tys. zł. za metr kwadratowy. Jeszcze w grudniu było to 11,2 tys. zł, a na koniec 2021 r. 9,9 tys. zł zatem tempo wzrostów jest zawrotne. Oczywiście należy pamiętać, że zwłaszcza w drugiej połowie 2022 roku oferta Wrocławia została zasilona drogimi apartamentami, co wpłynęło wyraźnie na ceny średnie i rozminęło się istotnie z tym, co byli gotowi zapłacić nabywcy – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.
Jak wyliczyli eksperci różnica pomiędzy średnimi cenami ofertowymi a deklarowanymi budżetami wynosiła na koniec 2022 r. aż 22%, gdy w tym samym czasie na pozostałych trzech rynkach oscylowała w granicach 6-11%.
Ciasne, ale własne?
Według raportu JLL i Otodom „Preferencje nabywców mieszkań 2022” ci, którzy gotowi byli kupić we Wrocławiu mieszkanie większe niż dwupokojowe, mogli zaakceptować mniejszy metraż niż kupujący w Krakowie czy Trójmieście. Pięciopokojowe mieszkanie na powierzchni ok. 80 mkw. byli oprócz nich w stanie zaakceptować jedynie nabywcy ze stolicy. W przypadku tych dwóch miast zbliżone oczekiwania mieli również w odniesieniu do metrażu mieszkań czteropokojowych (ok. 67 mkw.). Diametralnie różnili się natomiast pod względem możliwości finansowych. Za pięciopokojowe mieszkanie kupujący deklarowali kwotę maksymalną o ponad 700 tyś. zł wyższą niż wrocławianie.
A może pod miastem?
Choć w IV kwartale 2022 roku widać skok w budżecie wrocławskich kupujących (w przypadku zdecydowanych na najpopularniejsze mieszkania dwupokojowe aż o 17% r/r), to nie oznacza, że ceny mieszkań przestały im uciekać. One również urosły w ciągu roku o 13%. Być może właśnie dlatego aż 44 proc. użytkowników platformy obido, rozpatrujących ten rynek, dopuszczało zakup mieszkania poza granicami administracyjnymi miasta.
[1] Dane na podstawie wyszukiwań na platformie mieszkaniowej obido
Zgodnie z przyjętym projektem minimalne wynagrodzenie w 2024 r. ma wzrosnąć dwa razy: od stycznia do kwoty 4242 zł, a od lipca do 4300 zł. Oznacza to wzrost Małego ZUS dla przedsiębiorców o ok. 20%. Będzie to największa podwyżka w historii.
Przedsiębiorcy rozpoczynający prowadzenie działalności mogą skorzystać z preferencyjnych stawek składek ZUS. Wylicza się je proporcjonalnie do minimalnego wynagrodzenia, które obecnie wynosi 3490 zł, a od lipca wzrośnie do 3600 zł. W przyszłym roku również ma dwa razy zostać zwiększone. Pierwsza podwyżka nastąpi 1 stycznia 2024 r. (do poziomu 4242 zł), druga – 1 lipca 2024 roku do kwoty 4300 zł.
Dwie podwyżki płacy minimalnej spowodują dwie zmiany w wysokości składek ZUS w 2024 roku. W przypadku ZUS preferencyjnego podstawa składek (bez składki zdrowotnej) to 30% wynagrodzenia minimalnego. Obecnie podstawa ta wynosi 1047 zł, a składki od niej liczone – 331,26 zł miesięcznie. Od lipca podstawa wyniesie 1080 zł, a składki 341,72 zł.
Od stycznia 2024 r. podstawa składki wzrośnie do kwoty 1273 zł. Składki (bez składki zdrowotnej) za okres od stycznia do czerwca wyniosą 402,78 zł, a więc o 71,52 zł miesięcznie więcej niż w analogicznym okresie w bieżącym roku. Z kolei po drugiej podwyżce od lipca 2024 roku, podstawa wymiaru ulgowych składek ZUS wzrośnie do 1290 zł. W związku z tym należności za okres lipiec – grudzień 2024 wzrosną do poziomu 408,17 zł. Wzrost względem analogicznego okresu w 2023 roku wyniesie 66,45 zł miesięcznie.
Składka zdrowotna
Należy pamiętać, że oprócz powyższych składek przedsiębiorcy płacą jeszcze składkę zdrowotną, która od stycznia tego roku jest wyliczania w całkowicie zmieniony sposób.
Dla podatników rozliczających się na skali podatkowej składka zdrowotna wynosi 9% od dochodu, a dla podatników rozliczających się metodą podatku liniowego – 4,9% od dochodu. Ustawodawca zastrzegł jednak, że składka nie może być niższa niż 9% liczone od wynagrodzenia minimalnego. W 2023 roku jest to więc co najmniej 314,10 zł miesięcznie.
Przy wzrośnie pensji minimalnej od stycznia do 4242 zł, w roku 2024 wysokość składki minimalnej wyniesie 381,78 zł (o 67,78 zł więcej). O tyle samo więcej zapłacą też podatnicy rozliczający się według karty podatkowej.
Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt
Po wczorajszych danych o zmianach cen za oceanem rynki czekają już tylko na potwierdzenie, że stopy procentowe pozostają bez zmian. Należy jednak pamiętać, że pół godziny później będzie konferencja prasowa, a tam coś nowego może paść.
Dalszy spadek inflacji za oceanem
Wczorajsze dane z USA nie zaskoczyły zbytnio. Ceny rosną obecnie o 4%, czyli mieliśmy spadek o 0,9 punktu procentowego względem kwietnia. Oczekiwania były symbolicznie o 0,1 punktu procentowego wyższe. Jest to zatem dobry odczyt. Problemem nadal pozostaje inflacja bazowa. Wynosi ona 5,3% i skurczyła się zaledwie o 0,2 punktu procentowego. Pokazuje to dobitnie, że obecny sukces jest napędzany głównie spadkiem cen surowców i realnie wcale nie jest tak dobrze. Z punktu widzenia dzisiejszej decyzji w sprawie stóp procentowych odczyt ten przesądza właściwie decyzję. Gdyby nie doszło do utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie, byłoby to duże zaskoczenie.
Chińczycy powodem wzrostu cen ropy?
Na rynku widzimy obecnie bardzo silne odbicie cen ropy naftowej. Wielu analityków łączy to z napływem optymizmu po obniżce krótkoterminowych stóp procentowych w Chinach. Ruch ten ma powodować zwiększony popyt w krótkim okresie. Warto jednak pamiętać, że to słabsze dane z Państwa Środka napędzały spadki. Ruch wzrostowy na ropie byłby najprawdopodobniej jeszcze silniejszy, a już baryłka drożała ponad 2 dolary, gdyby nie dane z USA. Okazało się, że wbrew oczekiwaniom rezerwy paliw za oceanem wzrosły, zamiast zgodnie z oczekiwaniami spadać.
Odbicie korony norweskiej
Korona norweska była na początku czerwca najsłabsza wobec euro w całej historii. Można mieć co prawda pewne obiekcje względem tej statystyki, gdyż na początku pandemii byliśmy świadkami wielu dziwnych wydarzeń na rynkach. Wtedy to przez chwilę notowania korony norweskiej oderwały się od rzeczywistości. Wróciły jednak niemal od razu. Obecne umocnienie się korony o około 5% od szczytów to korzystny sygnał. Kraj ten przez słabą walutę ma problemy z cenami dóbr importowanych. To z kolei przekłada się bardzo boleśnie na wzrost inflacji.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych,
20:30 – USA – konferencja prasowa po decyzji FOMC.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Rynek szukał powodów, aby zapomnieć o swych niedawnych lękach. I je znalazł, bo zmienność nastrojów jest naturą rynków. Konsumenci nadal czują się dobrze, ale dopiero odczują silniej skutki podwyżek stóp procentowych.
Początek czerwca przebiegał w bardzo dobrych nastrojach. Chociaż wzrosty głównych amerykańskich indeksów nie są zbyt wielkie, to jest jednak szansa na nowe wielomiesięczne rekordy. W przypadku S&P 500 około 15 pkt. więcej wystarczyłoby do najwyższych poziomów od czerwca 2022 r. Fed zaczyna wygrywać walkę z inflacją.
Inflacja CPI w USA w maju wyniosła 4% r/r wobec 4,1% prognoz i 4,9% poprzednio. W ujęciu miesięcznym także wzrost wypadł poniżej prognoz (0,1%, oczekiwano 0,2%). Inflacja bazowa CPI (bez cen energii i żywności) wyniosła 5,3% i okazała się zgodna z oczekiwaniami rynków. Rynek oczekuje, że stopy nie ulegną zmianie. Presja inflacyjna w gospodarce powoli słabnie obniżając szanse na kolejne podwyżki stóp przez Fed. Dodatkowo inflacja w usługach bez cen najmu, szczególnie obserwowana przez J.Powella drugi raz z rzędu pokazała spadek cen.
To powinno prowadzić do wsparcia amerykańskich indeksów. Jest szansa na najwyższe zamknięcie od niemal roku w przypadku S&P 500 i kolejne rekordy od kwietnia zeszłego roku w przypadku technologicznego Nasdaq. Pomimo wielu niepewności, takich jak np. potencjalnie ściągnięcie płynności po emisji długu przez amerykański rząd, Goldman Sachs zdecydował się na podniesienie celu dla S&P 500 na 4500 pkt. na koniec tego roku, gdy ostatnio było to nieco ponad 4300 pkt.
– Poprzedni rok minął w złych nastrojach, głównie z powodu inflacji i wysokich stóp procentowych, a jesienią Europie groził kryzys energetyczny, teraz mamy odwrócenie tych nastrojów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Rynek szukał powodów, aby odbić się od tych obaw i wrócić do dobrych nastrojów po covidzie, bo o ile pierwsza reakcja na epidemię była szokowa, to jednak ekspansja w polityce gospodarczej doprowadziła do szalonych wzrostów na giełdach, szczególnie w USA.
Na wyobraźnię inwestorów podziałała sztuczna inteligencja, która tchnęła drugie życie w potężnie do niedawna wyprzedawany indeks Nasdaq. Znany z dużego udziału technologicznych spółek indeks w zeszłym roku zaliczył największe spadki od czasu pęknięcia bańki internetowej. Rok 2023 przyniósł nieoczekiwany zwrot akcji, byki masowo wracają do technologii. Powód? Powiew świeżości związany ze sztuczną inteligencją. Paliwa do wzrostów dostarczyła w maju Nvidia, która po niemal 400%, bezprecedensowym rajdzie od październikowego dołka z niemal 1 bln USD kapitalizacją znalazła się na 5 miejscu wśród najwyżej wycenianych amerykańskich spółek giełdowych. Po wynikach finansowych akcje Nvidia notują największy jednodniowy wzrost kapitalizacji rynkowej w historii amerykańskiej giełdy. Wycena firmy wzrosła o zawrotne 200 mld USD w ciągu tylko jednego dnia.
Na rynkach leje się szampan, bo globalna rozgrywka wokół sztucznej inteligencji nabiera tempa, a spółki z nafaszerowanego technologicznymi spółkami indeksu Nasdaq 100 przeżywają prawdziwą wiosnę za sprawą zwiększonego popytu na zaawansowane półprzewodniki umożliwiające skalowanie mocy obliczeniowej, wykorzystywanej w tzw. sieciach neuronowych.
Jak rynek powinien wyceniać nowe firmy technologiczne? Giełda uwielbia technologiczne nowości rozpalające wyobraźnię spekulantów.
– Przypomina się poprzednia hossa dot-com napędzana wynalezieniem internetu, która sprawiła, że na giełdach mieliśmy istne szaleństwo, które skończyło się wielkim krachem finansowym – przypomina ekspert XTB. – Rynki nie chcą tego pamiętać, wolą oceniać, że to się nie powtórzy bo teraz będzie inaczej.
Rzeczy abstrakcyjne i przełomowe wynalazki trudno wycenić przez co (jak pokazała historia) rynki mają skłonność do popadania w stany skrajne. Od paniki do wielkiej euforii. Choć trend AI narodził się w nieprzyjaznych rynkowym nowościom okolicznościach makro (niższa płynność, wysokie stopy procentowe, utrudniony dostęp do drożejącego, zewnętrznego finansowania) kwitnie niczym kwiat rosnący na pustyni.
Do tego dołączyć trzeba przeświadczenie inwestorów, że w sumie w gospodarce nie jest źle. Obawiano się recesji, a gospodarki najważniejszych krajów nieźle sobie radzą. Wprawdzie przemysł radzi sobie raczej słabo, to usługi – bardzo dobrze. Konsument cały czas jest silny, a jednak inwestorzy już odliczają kiedy banki centralne zaczną obniżać stopy procentowe.
– Jest w tym nadmiar optymizmu, ponieważ polityka pieniężna działa z opóźnionym zapłonem, bo choć gospodarka USA nieźle radzi sobie przy 5% podstawowej stopie procentowej, to jednak nie oznacza, że za 2-3 kwartały nadal radzić sobie będzie dobrze, jednak rynki ignorują takie zagrożenie – komentuje dr Przemysław Kwiecień z XTB. – Konsumenci nadal czują się tam dobrze, ale dopiero odczują skutki podwyżek stóp procentowych, a stanie się to dopiero za jakiś czas i wtedy dowiemy się jakie jest zagrożenie spowolnienia gospodarczego, zwłaszcza że w USA to usługi mają największy udział w PKB.
Ageizm nadal wypycha starszych pracowników z rynku pracy: w UE tylko 51% populacji w wieku od 60 do 64 lat pozostaje aktywana na rynku pracy. Głównymi przyczynami są trudności ze znalezieniem odpowiedniej pracy i długotrwałe bezrobocie w starszym wieku, spowodowane utrzymującymi się negatywnymi stereotypami dotyczącymi starszych pracowników.
W opinii Allianz Trade zmiany demograficzne zwiększają potrzebę większego włączania starszych pracowników: do 2050 r. 30% światowej siły roboczej będzie w wieku co najmniej 50 lat. Wzrost populacji w wieku produkcyjnym ma spowolnić we wszystkich regionach z wyjątkiem Afryki i przybrać wartość ujemną w Europie. W tym kontekście jeszcze ważniejsze będzie zatrzymywanie starszych pracowników i zapewnianie środków motywujących do odraczania emerytury.
Wiek emerytalny ma wyraźny wpływ na wskaźniki aktywności zawodowej osób starszych. Dlatego ważnym działaniem może być nowe podejście do kwestii emerytury. Arbitralnie ustalony wiek emerytalny nie uwzględnia zmian średniej długości życia ani różnych wymagań zawodowych. W Singapurze czy Szwecji, gdzie starsi pracownicy mają prawo do ponownego zatrudnienia lub pracy odpowiednio do 68 i 69 roku życia, wskaźniki aktywności zawodowej starszych pracowników są znacznie wyższe. Podobne środki wdrożone w całej UE mogą zwiększyć siłę roboczą o 6 mln osób w 2050 r.
W opinii Allianz Trade potrzebne są trwałe wysiłki przedsiębiorstw w celu dostosowania rynków pracy do potrzeb starzejącej się populacji siły roboczej. Działania mające na celu poprawę przyjazności firm dla osób starszych obejmują zapewnienie większej elastyczności w zakresie godzin i miejsca pracy, wspieranie uczenia się przez całe życie poprzez oferowanie szkoleń i możliwości rozwoju zawodowego wszystkim grupom wiekowym, propagowanie tworzenia zespołów zróżnicowanych wiekowo w celu wspierania transferu wiedzy, oferowanie programów zdrowotnych i profilaktycznych, ergonomiczne projektowanie miejsc pracy i szkolenie personelu w zakresie zwalczania (nieświadomych) uprzedzeń związanych z wiekiem.
Równie ważną rolę odgrywają rządowe środki wsparcia. Obejmują one dotacje dla firm zatrudniających długotrwale bezrobotnych starszych pracowników, dotacje na programy szkoleniowe dla pracowników o niskich kwalifikacjach i starszych pracowników lub dotacje na mobilność dla starszych pracowników, którzy muszą się przenieść. Wprowadzenie elastycznych opcji emerytalnych, które umożliwiają połączenie emerytury i dochodu z pracy, mogłoby ułatwić elastyczne przejście z pracy na emeryturę. Krajowe kampanie na rzecz zwalczania zjawiska ageizmu mogą wspierać zmiany kulturowe. Ostatecznie jednak powodzenie wszystkich tych środków zależy również od samych starszych pracowników, którzy muszą prosić o możliwości uczenia się i szkolenia przez całe życie oraz być otwarci na dzielenie się swoją wiedzą, aby aktywnie obalać z góry przyjęte przekonania.
Ageizm nadal wypycha starszych pracowników z rynku pracy, utrudniając reformy emerytalne
Osobom poszukującym pracy w wieku 50 lat i starszym znalezienie nowego zatrudnienia zajmuje dwa razy więcej czasu niż młodym pracownikom. W kontekście starzenia się społeczeństw i wydłużającej się średniej długości życia zatrzymywanie starszych pracowników[1] i zapewnianie środków motywujących do odraczania emerytury ma kluczowe znaczenie dla poprawy długoterminowej stabilności systemów emerytalnych i złagodzenia wpływu demograficznego na rynek pracy. W rzeczywistości wiele krajów wprowadziło już środki, takie jak przyznawanie kredytów za długi staż pracy lub odroczenie przejścia na emeryturę oraz zaostrzyło warunki przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Jednak politycy nadal wykluczają dalsze podwyższanie wieku emerytalnego[2].
Niedawne protesty przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego we Francji i Urugwaju oraz zdecydowane reakcje na propozycję opozycji zniesienia możliwości przejścia na emeryturę w wieku 63 lat dla osób ubezpieczonych co najmniej 45 lat w Niemczech ilustrują politycznie obciążony charakter problemu. Protesty i resentymenty są podsycane obawą przed niemożnością znalezienia odpowiedniej pracy w starszym wieku i zepchnięciem na długotrwałe bezrobocie przed osiągnięciem wieku emerytalnego[3]. Obawy te są dość uzasadnione, biorąc pod uwagę, że osobom poszukującym pracy w wieku 50 lat i starszym znalezienie nowego zatrudnienia zajmuje dwa razy więcej czasu niż młodym pracownikom. Ponadto w większości krajów odsetek osób długotrwale bezrobotnych jest nadal znacznie wyższy w grupie wiekowej od 55 do 64 lat niż w przeciętnej populacji siły roboczej. W krajach OECD od przełomu wieków odsetek ten był średnio o 8,7 punktu procentowego wyższy niż w grupie wiekowej od 25 do 54 lat. W 2022 r. różnica osiągnęła 10,7 punktu procentowego po spadku do 4,5 punktu procentowego podczas pandemii Covid-19. 38,6% starszych pracowników pozostawało bez pracy dłużej niż rok w porównaniu z 28,0% pracowników w wieku od 25 do 54 lat (wykres 1).
Wykres 1: Bezrobotni na dłużej (średnia OECD)
Źródło: OECD.
Istnieją jednak wyraźne różnice między krajami i regionami: w UE 53,4% bezrobotnych w wieku od 55 do 64 lat pozostawało bez pracy przez ponad rok, w porównaniu z zaledwie 36,7% w grupie wiekowej 25-49 lat. Na Słowacji dotyczyło to 76,3% starszych pracowników, podczas gdy w USA odsetek ten wynosił tylko 21,2%. Wyjątkiem jest Japonia, gdzie bezrobocie długoterminowe wśród starszych pracowników (34,4%) jest mniejsze niż wśród młodszych pracowników (39,6%) (wykres 2).
Wykres 2: Częstość występowania bezrobocia długotrwałego wzrasta wraz z wiekiem
Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Japonia i grupa wiekowa OECD 20-54 lata.
Źródła: OECD, Eurostat
Co sprawia, że starsi pracownicy pozostają dłużej poza rynkiem pracy?
Jako przyczyny podaje się np. brak aktualnych umiejętności lub formalnych kwalifikacji, brak niedawnego doświadczenia w ubieganiu się o pracę oraz brak pewności siebie w samo prezentacji. Przede wszystkim jednak utrzymują się negatywne stereotypy dotyczące starszych pracowników, w tym, że starsi pracownicy są mniej produktywni, zmotywowani, elastyczni i zdolni do dostosowania się niż młodsi pracownicy oraz że nie tylko trudniej ich wyszkolić, ale także, że pracodawcom nie opłaca się inwestować w ich szkolenie i rozwój, biorąc pod uwagę ich przewidywalny krótszy staż. Istnieją również stereotypy, że ich zdrowie i zdolności poznawcze pogarszają się, co prowadzi do większej liczby zwolnień lekarskich, a co najważniejsze, że są drodzy, ponieważ otrzymują wyższe wynagrodzenia i świadczenia niż młodsi pracownicy.
Niedawne badanie AARP (Amerykańskiego Stowarzyszenia Emerytów) wykazało, że około 78% osób w wieku od 40 do 65 lat zgłosiło, że było świadkiem lub doświadczyło zjawiska ageizmu w miejscu pracy, a 62% osób w wieku 55 lat i starszych poszukujących pracy stwierdziło, że doświadczają dyskryminacji ze względu na wiek podczas poszukiwania pracy. Potwierdzają to międzynarodowe badania przeprowadzone wśród pracodawców na całym świecie, z których tylko 39% przeszkoliło swoich pracowników w zakresie unikania dyskryminacji ze względu na wiek w procesie zatrudniania i rekrutacji[4], a także niedawna publikacja Australijskiego Instytutu HR, według której tylko 12% specjalistów HR proaktywnie koncentrowało się na starszych pracownikach w procesie rekrutacji, a zaledwie 30% firm przeszkoliło swoich pracowników w zakresie obowiązków rekrutacyjnych, aby upewnić się, że wszystkie praktyki rekrutacyjne są wolne od uprzedzeń ze względu na wiek.[5] Powody, dla których nie zatrudniano starszych pracowników, to typowe obawy dotyczące sprawności fizycznej, biegłości technologicznej i zdolności do zmian. Jednak to, że takie postrzeganie jest jedynie uprzedzeniem, zostało potwierdzone w tym samym badaniu: ponad 50% respondentów nie zauważyło żadnej różnicy w przystosowaniu się do zmian między młodszymi i starszymi pracownikami, a tylko 30% zauważyło, że młodsi pracownicy osiągają lepsze wyniki pod tym względem.[6] W rzeczywistości 69% australijskich specjalistów HR nie widziało różnicy między starszymi i młodszymi pracownikami pod względem wydajności pracy. Podczas gdy 27% wyżej oceniło wydajność pracy starszych pracowników, tylko 5% wyżej oceniło młodszych pracowników.[7] Jednak uprzedzenia są trudne do wyeliminowania: ci sami specjaliści HR niechętnie zatrudniali starszych pracowników, pomimo pozytywnych doświadczeń z takimi pracownikami.
Pomimo poprawy sytuacji w ostatnich dziesięcioleciach w 2022 r. tylko 51 % pracowników w wieku 60–64 lat było nadal aktywnych na unijnym rynku pracy. W rezultacie wielu pracowników w wieku 55 lat i starszych, którzy tracą pracę, podejmuje gorzej płatną pracę lub całkowicie wycofuje się z rynku pracy. W przypadku krajów OECD 56% pracowników w wieku 60-64 lat było nadal aktywnych na rynku pracy, ale ponownie mamy tutaj do czynienia ze znacznymi różnicami pomiędzy poszczególnymi krajami. W krajach o najwyższych wskaźnikach aktywności zawodowej pracowników w wieku od 60 do 64 lat – Islandii (81,4%), Japonii (75,2%) i Szwecji (73,1%) – około trzech na czterech starszych pracowników było nadal aktywnych na rynku pracy. Dotyczy to jednak tylko jednej trzeciej starszych pracowników w Austrii (33,6%) i Rumunii (32,0%) oraz zaledwie 25% w Luksemburgu (wykres 3).
Wykres 3: Współczynniki aktywności zawodowej spadają wraz z wiekiem
Źródła: Eurostat, OECD
Zmiany demograficzne zwiększają potrzebę włączenia starszych pracowników
Wzrost liczby ludności w wieku produkcyjnym w wieku 20-64 lat ma wyraźnie zwolnić we wszystkich regionach z wyjątkiem Afryki, a nawet zmniejszyć się w Europie. W tym kontekście włączenie starszych pracowników jest jeszcze bardziej istotne. Od zakończenia wyżu demograficznego liczba osób w wieku produkcyjnym na świecie wzrastała średnio o 1,8% rocznie, przy średniej rocznej stopie wzrostu wahającej się od +0,3% w Europie do +2,8% w Afryce. W Azji i Ameryce Łacińskiej średni wzrost również wyniósł powyżej +2%, a w Ameryce Północnej liczba osób w wieku od 20 do 64 lat wzrastała średnio o +1,2% rocznie. Podczas gdy ta dynamika utrzyma się w Afryce, przy oczekiwanym średnim wzroście o +2,5% rocznie do połowy stulecia, w innych regionach świata nastąpią wyraźne zmiany ze względu na spadające współczynniki dzietności i przechodzące na emeryturę osoby z wyżu demograficznego. W Azji i Ameryce Łacińskiej wzrost populacji siły roboczej spowolni do średnio +0,3% rocznie, podczas gdy w Ameryce Północnej oczekuje się, że osiągnie zaledwie +0,2% rocznie. Europa będzie musiała poradzić sobie ze średnim spadkiem liczby ludności w tej grupie wiekowej o -0,6% rocznie (wykres 4).
Wykres 4: Spowalnia wzrost liczby ludności w wieku produkcyjnym
* Ameryka Łacińska i Karaiby
Źródło: Wydział ds. Ludności ONZ (2022)
W liczbach bezwzględnych globalna populacja w wieku od 20 do 64 lat ma wzrosnąć z obecnych 4,6 mld do 5,4 mld do 2050 r., co będzie napędzane rozwojem w Afryce. Jednak w Europie ma spaść z obecnych 439 mln do 370 mln. W UE-27 liczba osób w tej grupie wiekowej ma spaść z obecnych 263 mln do 217 mln w 2050 r. W Ameryce Północnej ma wzrosnąć z 221 mln do 233 mln. Oczekuje się, że w Ameryce Łacińskiej wyniesie 436 mln, po osiągnięciu szczytowego poziomu 440 mln w 2043 r. Jednak największa gospodarka Ameryki Łacińskiej, Brazylia, już od 2038 r. będzie musiała poradzić sobie z malejącą siłą roboczą. W Azji, która pozostanie najbardziej zaludnionym kontynentem, liczba osób w tej grupie wiekowej ma wzrosnąć z 2,8 mld do 3,0 mld, głównie dzięki rozwojowi sytuacji w Indiach, ponieważ liczba ludności w wieku produkcyjnym w Chinach i Japonii ma spaść odpowiednio z 901 mln do 718 mln i z 67 mln do 47 mln do połowy stulecia.
W tym samym okresie udział osób w wieku 50 lat i starszych w populacji w wieku produkcyjnym ma wzrosnąć powyżej 30% we wszystkich regionach świata z wyjątkiem Afryki, z udziałem od 32,8% w Azji do 36,5% w Europie. Krótko mówiąc, jedna trzecia globalnej populacji w wieku produkcyjnym (1,6 mld osób) będzie w wieku od 50 do 64 lat. Jednak w Chinach, Brazylii, Japonii i UE-27 udział dojrzałych pracowników w całej populacji siły roboczej będzie powyżej odpowiedniej średniej regionalnej. W Chinach udział ten ma wzrosnąć do 40,1% do połowy stulecia; w Japonii wyniesie 38% po osiągnięciu szczytowego poziomu 41,3% w 2032 r., podczas gdy w Brazylii oczekuje się, że 36,1% populacji siły roboczej będzie miało 50 lat lub więcej. W UE-27 udział ten wyniesie 36,8% po osiągnięciu szczytowego poziomu 37,3% w 2042 r. (wykres 5).
Wykres 5: Globalna populacja siły roboczej starzeje się
* Ameryka Łacińska i Karaiby.
Źródło: Wydział ds. Ludności ONZ (2022).
Udziały te mają jeszcze wzrosnąć ze względu na uzgodnione już podwyższenie wieku emerytalnego powyżej 65 lat. Na przykład w Niemczech podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat ma zwiększyć o 2 mln liczbę osób w wieku 65 i 66 lat w populacji aktywnej zawodowo w 2050 r., zwiększając w ten sposób udział osób w wieku 50 lat i starszych w populacji siły roboczej powyżej 40%.
W kontekście ww. zmian demograficznych istnieje pilna potrzeba (re)aktywacji i zatrzymania starszych pracowników na rynku pracy, aby złagodzić wpływ zmian demograficznych na podaż pracy. Dotyczy to zwłaszcza krajów członkowskich UE, w których liczba ludności w wieku od 20 do 64 lat ma się znacznie zmniejszyć. Gdyby współczynnik aktywności zawodowej w grupie wiekowej 60-64 lata we wszystkich krajach UE wzrósł do dzisiejszego poziomu w Szwecji, liczba osób dostępnych na rynku pracy w tej grupie wiekowej wzrosłaby z obecnych 15,3 mln do 20,3 mln w 2050 r. Dla porównania: gdyby dzisiejsze wskaźniki aktywności zawodowej w tej grupie wiekowej utrzymały się na stałym poziomie w każdym z 27 krajów UE, ich liczba spadłaby do 14,2 mln.
Co to oznacza dla decydentów?
Zarówno rządy, jak i przedsiębiorstwa muszą podjąć wysiłki w celu przezwyciężenia stereotypów dotyczących starszych pracowników oraz dostosowania rynków pracy i miejsc pracy do potrzeb starzejącego się społeczeństwa. Jest to szczególnie prawdziwe w kontekście faktu, iż wiele firm nadal nie ma zorganizowanego podejścia do problemu starzenia się siły roboczej[8], a tylko mniejszość pracodawców wdrożyła dotychczas polityki wspierające wielopokoleniową siłę roboczą[9]. Jednak wysiłki w tym zakresie są potrzebne nie tylko w celu złagodzenia skutków zmian demograficznych; budowanie i wspieranie wielopokoleniowych środowisk pracy może również przyczynić się do poprawy zadowolenia z pracy we wszystkich grupach wiekowych. W niedawnym globalnym badaniu AARP 70% starszych pracowników[10], którzy pracowali w środowisku wielopokoleniowym, stwierdziło, że jest zadowolonych lub bardzo zadowolonych ze swojej pracy w porównaniu z 63%, którzy wyrazili niezadowolenie. To samo dotyczy odpowiednio 73% pracowników w grupie wiekowej od 25 do 44 lat w porównaniu z odpowiednio 67%.[11]
Przyczyną powolnej adaptacji firm może być z jednej strony mało odczuwalny do niedawna wpływ zmian demograficznych na rynkach pracy, a z drugiej utrzymujące się stereotypy dotyczące starszych pracowników. Według najnowszego globalnego badania AARP, 55% starszych pracowników ukończyło szkolenie związane z pracą w ciągu ostatnich pięciu lat, a wśród tych, którzy tego nie zrobili, 41% stwierdziło, że byliby zainteresowani przyszłymi szkoleniami[12]. Jednak wielu pracodawców niechętnie oferuje szkolenia starszym pracownikom, wychodząc z założenia, że inwestycje w kwalifikacje starszych pracowników nie zwracają się ze względu na relatywnie krótszy przyszły staż pracy. Poza faktem, że w dłuższej perspektywie w ten sposób spada produktywność siły roboczej, oznacza to pomieszanie pojęć stażu pracy i wieku. Statystyki pokazują, że młodsi pracownicy częściej zmieniają pracę i pozostają z pracodawcą krócej niż starsi.[13]
Działania mające na celu dostosowanie miejsc pracy do potrzeb starzejącej się siły roboczej obejmują nie tylko wspieranie uczenia się przez całe życie, ale także większą elastyczność w odniesieniu do godzin i miejsca pracy oraz promowanie zdrowego starzenia się w miejscu pracy. Działania takie jak oferowanie pracy w niepełnym wymiarze godzin lub pracy zdalnej, zarządzanie zdrowiem czy ergonomiczne miejsca pracy[14] często mają na celu przede wszystkim poprawę wizerunku firmy. Ale w rzeczywistości przynoszą korzyści również młodszym pracownikom i sprawiają, że firma jest bardziej atrakcyjna także dla innych grup populacji. Zgodnie z wynikami niedawnego badania, miejsca pracy przyjazne osobom starszym przyniosły korzyści nie tylko starszym pracownikom, ale także kobietom i absolwentom szkół wyższych, którzy podejmują taką pracę równie licznie, ponieważ z oczywistych względów mają takie same preferencje zawodowe jak starsi pracownicy.[15]
Jednak najważniejszym środkiem może być nowe podejście do emerytury. Arbitralnie ustalany obowiązkowy wiek emerytalny nie odzwierciedla zróżnicowania stanu zdrowia poszczególnych pracowników ani różnic w wymaganiach zawodowych. Odejście od chronologicznego wieku robotników i pracowników pod względem przejścia na emeryturę znacznie przyczyniłoby się do zwiększenia zatrudnienia wśród starszych pracowników.[16] W rzeczywistości w wielu krajach o najwyższych obecnie wskaźnikach aktywności zawodowej osób starszych wiek obowiązkowej emerytury został już podniesiony powyżej 65 lat lub nie ma obowiązkowego wieku emerytalnego w węższym tego słowa znaczeniu. Oznacza to, że pracownicy mają pośrednio prawo do dłuższej pracy i przejścia na emeryturę w późniejszym wieku. Wybitnymi przykładami są Szwecja, która odnotowuje jeden z najwyższych wskaźników zatrudnienia osób starszych w UE oraz Singapur, gdzie 47,5% ludności w wieku od 65 do 69 lat jest nadal aktywnych na rynku pracy. W obu krajach najwcześniejszy wiek emerytalny to obecnie 63 lata, ale pracownicy mają prawo do pracy do 68 roku życia w Singapurze i 69 w Szwecji. W Szwecji mogą również pracować dłużej, jeśli pracodawca wyrazi na to zgodę, a ponadto nie ma górnej granicy wieku w odniesieniu do nabywania uprawnień emerytalnych. W Singapurze wiek emerytalny wynosi 63 lata, a wiek ponownego zatrudnienia 68 lat. Oznacza to, że pracodawcy nie mogą zwolnić pracownika poniżej 63 roku życia ze względu na jego wiek i muszą zaoferować ponowne zatrudnienie uprawnionym pracownikom, którzy mają od 63 roku życia wzwyż, aż do wieku ponownego zatrudnienia, czyli 68 lat.[17] W Japonii reformy wprowadzone w 2021 r. miały na celu zachęcenie firm do zwiększania zatrudnienia pracowników w wieku od 65 do 70 lat.[18] W Niemczech stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego oraz wprowadzenie programu tzw. elastycznej emerytury, który zachęca do późniejszego przejścia na emeryturę poprzez przyznanie dodatkowego pół procenta podwyżki świadczeń emerytalnych za każdy miesiąc odroczenia momentu przejścia na emeryturę, jak również zniesienie dodatkowych limitów zarobkowych mają na celu zwiększenie udziału starszych pracowników w rynku pracy.[19]
Reformom systemu emerytalnego musi towarzyszyć polityka rynku pracy wspierająca wzrost wskaźników aktywności zawodowej osób starszych. Na przykład rząd Singapuru również odgrywa aktywną rolę, oferując zachęty finansowe, takie jak kredyt z tytułu zatrudnienia starszych pracowników, który zapewnia kompensację płac pracodawcom zatrudniającym starszych pracowników w celu adaptacji do wyższego wieku emerytalnego i wieku ponownego zatrudnienia, a także stypendium na ponowne zatrudnienie w niepełnym wymiarze godzin dla pracodawców, którzy oferują ponowne zatrudnienie w niepełnym wymiarze godzin. Dla starszych pracowników dostępne są również inne elastyczne formy pracy i ustrukturyzowane plany kariery zawodowej lub tzw. Senior Worker Early Adopter Grant, których celem jest zachęcenie firm do przyjęcia wyższego wewnętrznego wieku emerytalnego i ponownego zatrudnienia powyżej wymogów ustawowych.[20]
Nie ma jednak uniwersalnego podejścia w odniesieniu do polityk rynku pracy, które sprzyjałoby (ponownemu) zatrudnianiu starszych pracowników. W wielu krajach europejskich wydaje się, że nie tylko reformy systemu emerytalnego miały wyraźny wpływ na wzrost wskaźników aktywności zawodowej osób starszych. Do pewnego stopnia przyczyniły się do tego „mniej rygorystyczne przepisy dotyczące ochrony zatrudnienia i ogólnie większa elastyczność płac na rynkach pracy”.[21] Przyznawanie dotacji z tytułu zatrudnienia (osób starszych) nie okazało się skutecznym środkiem we wszystkich krajach, biorąc pod uwagę potencjalne „straty jałowe” i efekty zastąpienia pracowników. Oferowanie programów prac publicznych przyniosło jedynie pewne pozytywne efekty krótkoterminowe, podczas gdy obowiązkowe działania związane z poszukiwaniem pracy okazały się skuteczne, ale z opóźnieniem czasowym. Dlatego kluczem do poprawy możliwości zatrudnienia starszych pracowników i zatrzymania ich na rynku pracy są działania podejmowane na poziomie przedsiębiorstw: oferta szkoleń, praca w niepełnym wymiarze godzin, przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na wiek i tworzenie środowiska zróżnicowanego wiekowo.
[1] Nie ma jednej definicji „starszego pracownika”. W niektórych krajach robotnicy i pracownicy w wieku 45 lat i starsi są uważani za starszych pracowników. Jednak najczęściej stosowanym przedziałem wiekowym jest przedział wiekowy od 55 do 64 lat, patrz Mandl, Irene i in. (Eurofund) (2018), s. 27f.
[2] W 2023 r. wiek emerytalny wynosił powyżej 65 lat tylko w 14 z 75 krajów, które uwzględniliśmy w naszym raporcie emerytalnym. Zobacz globalny raport emerytalny Allianz 2023.
[5] Australijski Instytut HR (2023), s. 16 i wykres s. 17.
[6] Australijski Instytut HR (2023), rys. 3, s. 10.
[7] Australijski Instytut HR (2023), s. 8. C. A. Viviani i in. (2021) przeprowadzając przegląd literatury również nie znalazł dowodów na niższą produktywność starszych pracowników.
[8] Patrz Berg, Peter i Matthew M. Piszcek (2022).
[9] „Niedawna ankieta przeprowadzona przez AARP Global Employer Survey 2020 pokazuje, że w żadnym obszarze polityki nie ma więcej niż 6% pracodawców, którzy wdrożyliby zasady ukierunkowane na wspieranie wielopokoleniowej siły roboczej, takie jak bezstronne procesy rekrutacji i programy powrotu do pracy lub etapowe programy emerytalne”. OECD (2022): Sprawozdanie z wdrażania […], s. 21.
[10] Tutaj zdefiniowana jako grupa wiekowa 45 lat i starsza. Zobacz Choi-Allum, Lona (2022).
[13] W 2019 r. średni staż pracy pracowników w wieku od 30 do 54 lat wynosił 10 lat, a pracowników w wieku od 55 do 64 lat 18 lat i 10 miesięcy. Zob. OECD (2023): Zatrzymywanie talentów w każdym wieku, s. 19.
[14] Zobacz na przykład Hall, Martin i Andrea Rathbone (2016):
[16] Zob. UNECE (2019), s. 7. Wiek obowiązkowej emerytury rozumiany jest w tym przypadku jako uprawnienie pracodawcy do rozwiązania umowy o pracę bez podania dalszego powodu lub zgody pracownika.
[17] W Singapurze wiek emerytalny i wiek ponownego zatrudnienia mają wzrosnąć do 2030 r. odpowiednio do 65 i 70 lat. W Szwecji najwcześniejszy wiek emerytalny będzie stopniowo podwyższany zgodnie ze średnią długością życia począwszy od 2026 r.
[18] „Firmy będą oferować ponowne zatrudnienie lub przedłużenie umowy o pracę swoim starszym pracownikom do 70 roku życia w ramach systemu stałego zatrudnienia, podwyższą obowiązkowy wiek emerytalny do 70 lat lub zniosą obowiązkowy system emerytalny, wprowadzą system zawierania umów outsourcingu biznesowego do 70 roku życia; lub wprowadzą system umożliwiający pracownikom angażowanie się w projekty społeczne realizowane przez pracodawcę lub organizacje, którym powierzono jakieś zadania lub w które zainwestowano itp., np. organizacje non-profit – do 70 roku życia”. Zob. OECD (2022)
15 czerwca 2023 r. na rynku akcji zagranicznych GPW – GlobalConnect – zadebiutują akcje Zalando, Porsche oraz SAP
Akcje tych spółek wejdą do obrotu na GlobalConnect na wniosek, który złożył do GPW Wprowadzający Animator Rynku – Santander Biuro Maklerskie
Na wniosek Wprowadzającego Animatora Rynku (WAR) – Santander Biura Maklerskiego – 15 czerwca 2023 r. na GlobalConnect zadebiutują kolejne trzy spółki. Będą to akcje niemieckich spółek notowanych na Deutsche Börse: sklep internetowy Zalando, producent sportowych i luksusowych samochodów osobowych Porsche oraz producent oprogramowania do zarządzania firmami SAP. Akcje wprowadzanych spółek wchodzą w skład indeksu giełdowego DAX. Karty Instrumentu Finansowego dla akcji nowych spółek będą dostępne na stronie GlobalConnect: https://gpwglobalconnect.pl/karty-instrumentow-finansowych.
Obecnie w obrocie dostępne są akcje siedmiu spółek: Allianz, BMW, hiszpańskiego holdingu odzieżowego Inditex (Zara, Pull&Bear, Massimo Dutti, Bershka, Stradivarius, Oysho, Zara Home), Jeronimo Martins (właściciel m.in. sieci sklepów Biedronka), Mercedes Benz, Siemens i Volkswagen. Planowane jest dalsze, sukcesywne rozbudowywanie oferty. W późniejszym okresie planowane jest także poszerzenie oferty o dostępność akcji wybranych spółek amerykańskich.
GlobalConnect to nowy rynek GPW, który ruszył w listopadzie 2022 r. Na tym rynku notowane są akcje wprowadzane do obrotu przez Wprowadzającego Animatora Rynku (WAR) bez zgody emitenta. Dzięki nowemu rynkowi inwestorzy mogą kupować i sprzedawać na GPW akcje największych i najbardziej znanych spółek zagranicznych. Na ten moment jedynym WAR, który wprowadza akcje spółek zagranicznych do obrotu na GlobalConnect, jest Santander Biuro Maklerskie.
Nowy rynek funkcjonuje w Alternatywnym Systemie Obrotu (ASO) GPW. Notowania odbywają się w trakcie sesji giełdowej na GPW – od poniedziałku do piątku w godzinach 09:05-17:05. Akcje zagranicznych spółek są kwotowane w polskich złotych. Wybór spółek wprowadzanych do obrotu na GlobalConnect leży w gestii WAR. WAR odpowiada także za zapewnienie płynności na wprowadzanych walorach.
Inwestorzy mogą składać zlecenia poprzez istniejący lub nowy rachunek w krajowych biurach maklerskich, które są podłączone do GlobalConnect. Opłaty pobierane od Członków Giełdy, działających na tym rynku są identyczne jak opłaty pobierane na Głównym Rynku GPW. Posiadaczom akcji notowanych na GlobalConnect będą przysługiwały pożytki w postaci np. dywidend.
-Act, spółka inżynieryjna specjalizująca się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych ogłasza plany wejścia na rynek NewConnect. Będzie to ważny krok w strategii rozwoju firmy, który umożliwi bardziej kompleksową realizację projektów zarówno na polskim rynku, jak i na terenie Ukrainy. Władze spółki przewidują, że do debiutu powinno dojść w pierwszej połowie 2024 roku.
B-Act, w ramach przygotowań do debiutu, podpisała umowy z Grupą INC, która będzie odpowiedzialna za wprowadzenie spółki na NewConnect. Sam debiut na rynku giełdowym został zaplanowany na pierwszą połowę 2024 roku. Władze spółki planują, że debiut poprzedzi oferta publiczna, do której powinno dość jeszcze w tym roku.
– Wejście na rynek NewConnect, a także pozyskanie kapitału to dla nas istotny element realizacji strategii rozwoju. Pomimo trwających działań wojennych za naszymi wschodnimi granicami, nie tylko kontynuujemy wcześniej rozpoczęte projekty, ale również pozyskujemy nowe zlecenia. To daje nam dobrą pozycję startową w momencie, gdy na rynku ukraińskim zacznie pojawiać się jeszcze więcej projektów związanych z odbudową Ukrainy. Nowe projekty to konieczność wzmocnienia kapitałowego, w czym pomocny może okazać się rynek giełdowy – komentuje Adam Białachowski, prezes B-Act.
W perspektywie końca tego roku, spółka planuje przeprowadzenie oferty publicznej. Pozwoli to pozyskać dodatkowe środki finansowe na realizację projektów w Polsce oraz rozwój międzynarodowy..
– Oprócz Ukrainy i Polski stale pozyskujemy zlecenia na innych rynkach. Na swoim koncie mamy projekty m.in. w Ameryce Południowej i Azji. Szczególnie kraje arabskie Bliskiego Wschodu są dla nas ciekawych region ze względu na wiele inwestycji infrastrukturalnych i duży kapitał zaangażowany w budowę nowych obiektów. Wierzymy, że obecność na NewConnect otworzy przed nami nie tylko nowe możliwości finansowe, ale zwiększy rozpoznawalność firmy i przyczyni się do jeszcze szybszego wzrostu spółki – zaznaczył Adam Białachowski.
Spółka w 2022 r. osiągnęła ponad 13,8 mln PLN przychodów, co w porównaniu z 2019 r., kiedy wyniosły 4,7 mln PLN, oznacza blisko trzykrotny wzrost. Ukraina jest drugim co do wielkości rynkiem, a wygenerowane na nim przychody stanowią ok. 20 proc. całości. B-Act prowadzi swoją działalność głównie w Europie, ale również realizuje projekty w Brazylii czy na Bliskim Wschodzie, m.in. biorąc udział przy budowie stadionu na mundial w Katarze. Największa część przychodów pochodzi z kontraktów realizowanych na polskim rynku.
Okna aluminiowe to ciekawe i oryginalne rozwiązanie spotykane najczęściej w nowoczesnym budownictwie, które niesie ze sobą wiele zalet. Tego typu okna określane są jako ślusarka otworowa i najczęściej spotyka się je w budynkach o dużych przeszkleniach, chociaż nie tylko! Jakie są zalety okien aluminiowych i kiedy warto na nie postawić? Już wyjaśniamy!
Nowoczesna ślusarka otworowa
Wybierając stolarkę otworową do dyspozycji mamy nie tylko okna PVC czy drewniane, ale także okna aluminiowe. I chociaż wiele osób uważa, że tego typu okna najczęściej spotyka się w przypadku obiektów komercyjnych, to jednak z powodzeniem są one stosowane także w budownictwie mieszkaniowym. Ich konstrukcja, trwałość oraz możliwość tworzenia dużych przeszkleń czynią je bowiem niezwykle atrakcyjnym wyborem dla wielu inwestorów. Dlaczego warto zdecydować się na okna aluminiowe i jakie korzyści niosą dla domów i mieszkań?
Okna aluminiowe – odporność na czynniki atmosferyczne
Jedną z kluczowych zalet okien aluminiowych jest ich wytrzymała konstrukcja oraz wysoka odporność na czynniki atmosferyczne. Aluminium to materiał, który charakteryzuje się dużą wytrzymałością i niezwykłą trwałością. Okna aluminiowe są odporne na korozję, odkształcenia oraz szkodliwe działanie wilgoci, co sprawia, że są idealnym wyborem dla domów znajdujących się w trudnych strefach klimatycznych – przykładowo nadmorskich czy wilgotnych. Są one w stanie sprostać najbardziej ekstremalnym warunkom atmosferycznym, zapewniając stabilność i bezpieczeństwo na długie lata.
Przeszklenia wielkogabarytowe o różnych kształtach
Kolejną istotną zaletą okien aluminiowych jest możliwość tworzenia wielkogabarytowych przeszkleń o różnych kształtach. Dzięki wytrzymałej aluminiowej konstrukcji okna mogą być większe i bardziej efektowne. A wszystko to przy zachowaniu stosunkowo cienkich profili. Takie przeszklenia wpuszczają do wnętrza dużą ilość naturalnego światła, co optycznie powiększa przestrzeń i tworzy przyjemną atmosferę. Ponadto, okna aluminiowe pozwalają na eksperymentowanie z różnymi kształtami i formami, dając większą swobodę w projektowaniu i aranżacji wnętrz.
Okna aluminiowe sprawdzają się doskonale w nowoczesnym budownictwie. Ich minimalistyczny design i elegancka estetyka idealnie współgrają z odważnymi trendami architektonicznymi. Fakt, że aluminium jest łatwe do formowania, daje projektantom większą elastyczność w kreowaniu oryginalnych rozwiązań. I to właśnie trwałość, łatwość użytkowania i wysoka estetyka sprawiają, że okna aluminiowe są popularnym wyborem w przypadku budynków komercyjnych, biur, galerii sztuki oraz domów o nowoczesnym charakterze.
Domy energooszczędne i pasywne z oknami aluminiowymi
Kolejną zaletą dobrej ślusarki otworowej są jej wysokie parametry termoizolacyjne. Okna aluminiowe o Uw = 0,68 W/m2k spełniają bowiem parametry dedykowane do budownictwa energooszczędnego a nawet pasywnego. Oczywiście ma tutaj znaczenie zarówno sama konstrukcja okna, jak i zastosowane pakiety szybowe. Pasywne okna aluminiowe zapewniają bardzo wysoką termoizolację, co przekłada się na realne oszczędności w postaci obniżenia kosztów ogrzewania zimą i zmniejszenia zużycia energii potrzebnej do uzyskania komfortu termicznego latem.
Okna drewniano-aluminiowe, czyli wariacja na temat
Ciekawą technologią, która w ostatnim czasie robi spore zamieszanie na rynku, są okna drewniano-aluminiowe. Tego typu okna stanowią interesujące połączenie dwóch systemów, łącząc naturalny urok drewna z wytrzymałością aluminium. Okna drewniano-aluminiowe wyposażone są w aluminiową nakładkę chroniącą okna drewniane przed wpływem warunków atmosferycznych i uszkodzeniom. Okna z zewnątrz zachwycają swoją trwałością i minimalistycznym designem, od wewnątrz naturalnością i przytulnością.
Jak widać okna aluminiowe to rozwiązanie odznaczające się szeregiem korzyści. Ich trwała konstrukcja, odporność na czynniki atmosferyczne, możliwość tworzenia dużych przeszkleń o różnych kształtach, doskonała termoizolacja i izolacja akustyczna, a także znacząca rola w budownictwie energooszczędnym czynie je ciekawą alternatywą dla innych systemów okiennych. Z powodzeniem można na nie postawić zarówno w przypadku inwestycji komercyjnych, jak i w przypadku stolarki okiennej dla swojego domu czy mieszkania.
Muzyka od dawna pełni ważną rolę w naszym życiu. Nie tylko sprawia, że czujemy się lepiej, ale może także wpływać na nasze zachowanie. Wpływ muzyki na nasze zakupy jest tematem, który wzbudza coraz większe zainteresowanie wśród marketerów i właścicieli sklepów. Czy wiesz, że odpowiednio dobrane dźwięki mogą zwiększyć sprzedaż i wpływać na nasze decyzje zakupowe? W tym artykule dowiesz się, jak muzyka wpływa na nasze zakupy i jak można wykorzystać ten efekt w biznesie.
Psychologiczne aspekty muzyki w sklepach
Nástroj
Muzyka w sklepach może tworzyć nastrojową atmosferę, która ma duże znaczenie dla klientów. Odpowiednio dobrana muzyka może wpływać na nasze samopoczucie, czyniąc nas bardziej zrelaksowanymi i pozytywnie nastawionymi do zakupów. Jeśli sklep ma na celu wywołanie określonego nastroju, na przykład romantycznego czy energetycznego, muzyka może być skutecznym narzędziem w osiągnięciu tego efektu.
Przyspieszenie tempa zakupów
Pewne gatunki muzyki, szczególnie te o szybkim tempie, mogą przyspieszać nasze tempo zakupów. Kiedy słuchamy szybkiej i energetycznej muzyki, jesteśmy bardziej skłonni do poruszania się szybciej i podejmowania szybszych decyzji. Sklepy detaliczne często wykorzystują tę strategię, aby zwiększyć liczbę transakcji.
Wpływ na postrzeganie jakości produktów
Muzyka może również wpływać na postrzeganie jakości produktów. Badania wykazały, że kiedy w tle gra muzyka klasyczna, klienci mają tendencję do oceniania produktów jako bardziej ekskluzywne i wyrafinowane. Jest to ważne dla sklepów, które chcą kreować wizerunek luksusu i wysokiej jakości.
Rodzaje muzyki i ich wpływ na zachowania zakupowe
Energiczna muzyka pop
Energiczna muzyka pop, pełna rytmu i pozytywnych melodii, może pobudzać naszą aktywność i motywować nas do zakupów. Tego rodzaju muzyka często występuje w sklepach odzieżowych i młodzieżowych, gdzie celem jest pobudzenie klientów do eksploracji i wydawania pieniędzy.
Relaksacyjne dźwięki
Dźwięki relaksacyjne, takie jak delikatna muzyka instrumentalna lub odgłosy natury, mogą wpływać na nasze samopoczucie i wywoływać uczucie komfortu. Sklepy z kosmetykami i produktami do pielęgnacji ciała często stosują tego rodzaju muzykę, aby stworzyć atmosferę relaksu i odprężenia.
Muzyka klasyczna
Muzyka klasyczna, ze względu na swój elegancki i wysublimowany charakter, może podnosić prestiż sklepu i wpływać na postrzeganie jakości produktów. Sklepy z luksusowymi markami często decydują się na ten rodzaj muzyki, aby tworzyć ekskluzywną atmosferę.
Dźwięki a zwiększenie sprzedaży
Wpływ na impulsywne zakupy
Muzyka może mieć duży wpływ na impulsywne zakupy. Badania wykazały, że sklepy stosujące strategie muzyczne, takie jak granie szybkiej muzyki i umieszczanie impulsywnych utworów w reklamach, zwiększają szanse na zakup nieplanowanych produktów. Muzyka może pobudzać naszą ciekawość i chęć posiadania nowych rzeczy.
Stymulowanie wydawania większej ilości pieniędzy
Odpowiednio dobrana muzyka może również stymulować nas do wydawania większej ilości pieniędzy. Pewne gatunki muzyki, takie jak jazz lub muzyka elektroniczna, są kojarzone z luksusem i ekskluzywnością. Kiedy słuchamy takiej muzyki podczas zakupów, możemy być bardziej skłonni inwestować w droższe produkty lub usługi.
Tworzenie przyjemnych doświadczeń zakupowych
Muzyka może również wpływać na ogólne doświadczenie zakupowe. Kiedy jesteśmy otoczeni przyjemnymi dźwiękami, nasze zakupy stają się bardziej przyjemne i satysfakcjonujące. Odpowiednio dobrane utwory mogą tworzyć pozytywną atmosferę i wpływać na nasze postrzeganie sklepu.
Najczęstsze błędy podczas odtwarzania muzyki w sklepach
Nadmiar dźwięków i negatywny wpływ
Należy pamiętać, że nadmiar dźwięków może mieć negatywny wpływ na doświadczenie zakupowe. Zbyt głośna lub chaotyczna muzyka może powodować irytację i dezorientację u klientów. Ważne jest znalezienie odpowiedniego balansu i umiaru w stosowaniu muzyki w sklepach.
Nieodpowiedni wybór utworów
Nieodpowiednio dobrana muzyka może również przekazywać niewłaściwe przesłanie i nie pasować do grupy docelowej sklepu. Dlatego ważne jest przeprowadzenie badań i testów, aby dowiedzieć się, jakie gatunki muzyczne są najbardziej odpowiednie dla danej grupy klientów.
Jak wykorzystać muzykę w biznesie?
Komunikacja dźwiękowa w sklepie to nie tylko promocje, rady i rabaty. Dzięki licznych zaletom i korzyściom, komunikacja dźwiękowa jest niezbędna dla firm, które poszukują właściwej formy kontaktu z klientami. Klienci słyszą – a każda sekunda ma znaczenie. Ważne jest, aby na bieżąco informować klientów, powiadamiać o godzinach otwarcia i po prostu ich witać. Komunikaty dźwiękowe przed i po godzinach otwarcia stanowią dodatkową okazję do kontaktu z personelem i przekazywania aktualnych informacji, a także podkreślania ich ważności – wystarczy wysłać spersonalizowaną piosenkę z okazji urodzin. Shakespeare Music oferuje komunikację dźwiękową na najwyższym poziomie dla firm, które pragną nawiązać trwały kontakt z klientami i zwiększyć ich zaangażowanie.
We wtorek 13 maja br. hakerzy zaatakowali ePUAP, czyli polską platformę usług administracji publicznej, a także strony Gov.pl. Jak na razie nie potwierdzono, kto stoi za atakami DDoS. To jednak metoda charakterystyczna dla prorosyjskich grup haktywistycznych – komentują eksperci cyberbezpieczeństwa z Check Point Software.
Nieznani sprawcy przeprowadzili ataki typu DDoS, czyli ukierunkowane działania wymierzone w witryny internetowe oraz serwery w celu zakłócenia ruchu sieciowego. Obecnie większość usług administracji publicznej jest dostępna, jednak portal ePUAP wciąż może działać niestabilnie.
Eksperci uważają, że najprawdopodobniej za ofensywą mogą stać prorosyjskie grupy hakerskie, dla których ataki typu DDoS są charakterystyczne. W ostatnich 12 miesiącach eksperci Check Pointa obserwowali szczególne zainteresowanie Polską grup haktywistów powiązanych z Rosją, takich jak Killnet czy Noname057(16).
Co więcej, Rosja od dawna przymyka oko na swoich obywateli atakujących zagraniczne cele. Rosyjski parlament rozważał nawet ustawę, która oficjalnie zwolniłaby rosyjskich cyberprzestępców z odpowiedzialności prawnej za hakowanie „w interesie Federacji Rosyjskiej”.
– Hakerzy powiązani z Rosją rzeczywiście stanowią zagrożenie dla polskich instytucji. Z naszych obserwacji wynika, że począwszy od IV kwartału 2022 r. liczba cyberataków na Ukrainę spadła, natomiast wzrosła w krajach sojuszniczych, takich jak Polska, Estonia czy Dania – wyjaśniał w marcu polskim mediom Sergeyej Shykevich, dyrektor działu wywiadu zagrożeń w firmie Check Point Software Technologies
Uważamy, że oczekiwane obecnie przez rynek podwyżki po 25 pb. w czerwcu i lipcu to absolutne minimum dla EBC. Choć poczyniono pewne postępy w walce z inflacją, to – biorąc pod uwagę skalę problemu i powiązane z nim ryzyka – jeszcze nie czas, by osiąść na laurach.
Od ostatniego posiedzenia, na którym EBC podniósł stopy procentowe o 25 pb., komunikaty członków banku centralnego wskazywały ogólnie na konieczność dalszych działań, ale również sugerowały pewną ich granicę. Wydaje się to niewielkim gołębim zwrotem względem mocno jastrzębiego stanowiska. W przemówieniu na początku czerwca prezeska Christine Lagarde porównała proces zacieśniania do lotu – „samolot musi wznieść się na odpowiednią wysokość, by osiągnąć swój cel, nie jednak na tyle, by go przekroczyć”. Podkreśliła ponownie zależność EBC od danych i oświadczyła, że okres podwyżek stóp będzie zależny od trzech czynników: „perspektyw inflacji, dynamiki inflacji bazowej i siły transmisji polityki monetarnej”.
Ostatnie dane o inflacji HICP były znacznie lepsze od oczekiwań, co pozwala na ostrożny optymizm. Główna miara dynamiki cen gwałtownie spadła do 6,1% w maju – znalazła się znacznie poniżej rekordowych 10,6% w październiku i najniżej od 15 miesięcy. Istotniejsza dla EBC miara bazowa również obniżyła się, sięgając 5,3%.
Pojawiły się także inne pozytywne sygnały. Ceny producenckie wzrosły w maju tylko o 1% w skali roku, spadły zaś oczekiwania konsumentów dotyczące inflacji według ankiet EBC. Ceny energii ustabilizowały się na niższych poziomach, niż się obawiano, a dynamika cen żywności, która stanowi obecnie ok. 1/3 inflacji HICP, wydaje się mieć szczyt za sobą. Powinno to zmniejszyć nieco presję na Radę Prezesów w tym tygodniu.
Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2023)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.06.2023
Dodatkowo, wskaźniki aktywności gospodarczej pogorszyły się i od czasu ostatniego posiedzenia w większości zawodzą oczekiwania, co odzwierciedla indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro. Zrewidowane dane o PKB wskazują nawet na recesję na początku roku, choć bardzo łagodną i techniczną. W międzyczasie w maju spadł nieco zbiorczy PMI i mimo że sektor usługowy pozostaje odporny, wszelkie sygnały wskazują na słabość przemysłu.
To nieznaczne pogorszenie się danych gospodarczych może wzywać decydentów do nieco większej ostrożności, szczególnie, że jest ono dodatkowym argumentem za łagodzeniem presji inflacyjnej. Dane dotyczące kredytów wskazują zaś, że transmisja polityki monetarnej zachodzi.
Mimo to należy mieć na uwadze, że nawet po niedawnym spadku bazowa miara dynamiki cen ponad dwukrotnie przekracza cel EBC, a perspektywy inflacji są niepewne. Komentując to ostatnio, Lagarde stwierdziła, że „nie ma jasnych dowodów, że inflacja bazowa osiągnęła szczyt”. Warto również zaznaczyć, że banki centralne w Australii i Kanadzie zaskoczyły w zeszłym tygodniu podwyżkami stóp procentowych, co sugeruje, że decydenci nie wahają się działać, by nie dać szans inflacji.
Wykres 2: Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro (2022 – 2023)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.06.2023
Jak komunikaty EBC mogą wpłynąć na euro?
Przed czerwcowym posiedzeniem uważamy, że EBC będzie chciał uzyskać w swoim przekazie balans między zapewnieniem o determinacji w walce z inflacją i zwróceniem uwagi na dotychczasowe działania. Rada Prezesów nie przekaże naszym zdaniem wyraźnych wskazówek odnośnie do przyszłych działań, podkreślając zamiast tego, że pozostaje zależna od danych.
Mimo niedawnego spadku inflacji nie spodziewamy się, by Rada Prezesów dokonała dużego gołębiego zwrotu. Uważamy, że zamiast tego potwierdzi, że po czerwcu konieczne będzie dalsze zacieśnianie, choć raczej nie przekaże szczegółowego planu działania. Rynki wyceniają obecnie ok. 55 pb. podwyżek stóp procentowych w nadchodzących miesiącach, więc euro nie skorzysta na samej podwyżce stóp – skala wsparcia waluty będzie zależała w dużej mierze od rynkowej oceny tonu Lagarde.
Nie spodziewamy się, że prezeska podkreśli słabość danych gospodarczych, ponieważ – wbrew pewnym rozczarowaniom danymi – głęboka i długa recesja w strefie euro wciąż wydaje się mało prawdopodobna. Nie przewidujemy również istotnych zmian prognoz PKB i inflacji. Ocena w zakresie inflacji pozostanie jednak dla rynków kluczowa. Naszym zdaniem wypowiedzi Lagarde na jej temat nie będą zbytnio odbiegać od majowych i wierzymy, że prezeska przede wszystkim postara się przekazać, że EBC nie opuszcza gardy.
Euro może liczyć na pewne wsparcie (w relacji do głównych walut), jeśli Lagarde powtórzy, że zgodnie z przewidywaniami banku inflacja „zbyt długo będzie zbyt wysoka”. Jednocześnie złagodzenie tonu w kontekście ryzyk dla perspektyw inflacji zostałoby prawdopodobnie odebrane jako gołębie i obciążyło wspólną walutę.
EBC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 14:15 w czwartek 15.06, konferencja prasowa przewodniczącej Lagarde rozpocznie się 30 minut później.
Mateusz i Zbigniew Juroszek – za pośrednictwem fundacji rodzinnych – zobowiązali się zbyć akcje w STS Holding („Spółka”), lidera rynku w Polsce, w wezwaniu na akcje Spółki ogłoszonym przez Entain CEE z Grupy Entain. Transakcja zakłada reinwestycję części wpływów ze sprzedaży akcji Spółki przez rodzinę Juroszek w Entain CEE, przedsięwzięcie Grupy Entain i EMMA Capital, które ma na celu dalszy rozwój regionalny przez umożliwienie Entain połączenie się z lokalnymi liderami rynku.
Fundacje Rodzinne Zbigniewa Juroszka i Mateusza Juroszka zamierzają sprzedać Entain 109 619 476 akcji STS Holding po cenie 24,8 złotych za akcję. Część pozyskanego kapitału przeznaczą na reinwestycję w spółkę Entain CEE, obejmując w niej 10% udziałów. Mateusz Juroszek pozostanie prezesem zarządu STS Holding S.A. oraz STS S.A., obejmując również stanowisko w Radzie Dyrektorów Entain CEE.
Entain – zgodnie z ujawnionymi informacjami, po uzyskaniu wymaganych prawem zgód, ale bez względu na wynik wezwania – zamierza sfinalizować nabycie od rodziny Juroszek w ramach wezwania. Oznacza to, że Entain obejmie przynajmniej 69,94% akcji STS Holding, które obecnie należą do fundacji rodzinnych Mateusza oraz Zbigniewa Juroszka.
Entain CEE jest przedsięwzięciem notowanej na giełdzie w Londynie Grupy Entain oraz EMMA Capital, spółki inwestycyjnej z Czech. Entain CEE została założona w zeszłym roku w celu generowania wzrostu w sektorze zakładów i gier w regionie Europy Środkowej i Wschodniej przez współpracę z lokalnymi liderami rynku. W 2022 roku Entain CEE przejęło chorwackiego operatora SuperSport, krajowego lidera z ponad 50% udziałem w lokalnym rynku.
Zarząd, struktura managerska oraz plany rozwoju na polskim rynku nie ulegają zmianie w związku z transakcją. STS będzie za to mógł korzystać z wiedzy, rozwiązań, technologii, dostępu do kapitału w ramach szerokiej oraz międzynarodowej grupy kapitałowej.
Mateusz Juroszek pozostanie prezesem zarządu STS i dołączy do Rady Dyrektorów Entain CEE. Mateusz Juroszek jest prezesem zarządu STS od 2012 roku i w ciągu ostatniej dekady odegrał kluczową rolę w rozwoju STS. Mateusz Juroszek posiada rozległą wiedzę na temat branży i polskiego rynku gier, Entain z radością przyjęła wiadomość o tym, że nadal będzie pełnił funkcję prezesa zarządu STS, a także dołączy do Rady Dyrektorów Entain CEE, pomagając w dalszym rozwoju regionalnym i realizacji strategii Entain CEE.
W naszej ocenie dołączenie STS, w proponowanym kształcie do Grupy Entain, jest obiecującym przedsięwzięciem, dającym spółce szansę do kolejnego skokowego wzrostu. STS jest największym bukmacherem w Polsce. Jesteśmy zadowoleni ze współpracy z Entain, która oznacza synergie i atrakcyjne wyniki dla STS, Entain CEE oraz całej Grupy Entain. Ponadto doświadczenie i wiedza menedżerów z podmiotów, które są inwestorami w przedsięwzięciu takim jak Entain CEE, pozwala na połączenie naszej wiedzy eksperckiej związanej z lokalnym rynkiem wraz ze światowej klasy platformą Entain – mówi Mateusz Juroszek.
Inflacja CPI w USA spadła w maju do 4% r/r względem 4,9% r/r w kwietniu. Roczne tempo inflacji w USA spadło do najniższego poziomu od ponad dwóch lat. W ujęciu miesięcznym zanotowaliśmy wzrost o 0,1% m/m. Inflacja bazowa z kolei wyniosła 5,3% r/r.
Dane o inflacji były wyczekiwane przez rynek w kontekście dalszych decyzji monetarnych. Już jutro poznamy decyzję FOMC. Wydaje się, że dane o inflacji ostatecznie przesądzają o pauzie w cyklu podwyżek stóp procentowych w USA. Nie oznacza to jednak, że inflacja została w pełni opanowana. Szczególnie wskaźnik inflacji bazowej pozostaje podwyższony. Z drugiej strony należy pamiętać, że podwyżki stóp procentowych mogą oddziaływać z opóźnieniem na realną gospodarkę. Do tego dochodzą niedawne napięcia na rynku finansowym związane z upadkami banków, stąd przerwa w cyklu wydaje się na ten moment optymalnym rozwiązaniem.
Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski
Akcjonariusze notowanej na głównym parkiecie GPW w Warszawie Cloud Technologies przychylili się do propozycji Zarządu i na ZWA 12 czerwca podjęli decyzję o przeznaczeniu zysku netto za rok 2022 w części na wypłatę dywidendy oraz w części na zwiększenie kapitału zapasowego. ZWA udzieliło absolutorium członkom organów spółki za 2022 rok. Przyjęło także program motywacyjny dla kadry zarządzającej.
Zwyczajne Walne Zgromadzenie Cloud Technologies 12 czerwca udzieliło absolutorium członkom organów spółki za 2022 rok, zatwierdziło sprawozdanie Rady Nadzorczej za 2022 rok, sprawozdanie Zarządu za 2022 rok oraz sprawozdanie finansowe za 2022 rok. Podczas WZA podjęto również uchwały dotyczące m.in.: wypłaty dywidendy i zwiększenia kapitału zapasowego, upoważnienia Zarządu do nabywania akcji własnych i utworzenia kapitału rezerwowego oraz przyjęcia programu motywacyjnego dla kadry zarządzającej.
– Dziękuję Akcjonariuszom za zaufanie oraz przekonanie, że obrana przez nas strategia rozwoju Cloud Technologies pozwoli z powodzeniem zwiększać wartość spółki w długim horyzoncie czasowym, przy jednoczesnym zwiększeniu atrakcyjności inwestycji dla akcjonariuszy. Przyjęte przez WZA uchwały pozwolą nam realizować elementy nowej strategii rozwoju na lata 2023-2025 w zakresie skupu akcji własnych na potrzeby programu motywacyjnego dla kadry zarządzającej oraz wypłaty dywidendy. Niezmiennie naszym głównym celem we wskazanym horyzoncie czasowym jest dalszy wzrost organiczny na ciągle rosnącym rynku reklamy cyfrowej oraz dynamicznie rosnącym rynku sztucznej inteligencji, przede wszystkim poprzez sprzedaż wysokiej jakości danych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.
W ramach realizacji strategii rozwoju na lata 2021-2023 Cloud Technologies osiągnęło oszczędności, w szczególności w zakresie skupu akcji własnych. W związku z tym Zarząd zarekomendował wypłatę części zysku netto w formie dywidendy oraz przeniesienie pozostałej jego części na kapitał zapasowy. WZA przychyliło się do propozycji Zarządu. 4,58 mln PLN zostanie przeznaczone na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy. Wyniesie ona 1,00 zł na jedną akcję. Dzień dywidendy został wyznaczony na 23 czerwca 2023 r., natomiast dzień wypłaty dywidendy na 30 czerwca 2023 r. Wypłacenie dywidendy jest pierwszym krokiem do realizacji nowej strategii rozwoju spółki na lata 2023-2025, w której Zarząd Cloud Technologies rekomenduje wypłatę dywidendy w wysokości około 20% oczyszczonego wyniku EBITDA.
Pozostała część z zysku netto za 2022 r. w wysokości 8,3 mln PLN, czyli 3,72 mln PLN, zostanie przeznaczona na zwiększenie kapitału zapasowego. Ponadto WZA podjęło decyzję o rozwiązaniu kapitału rezerwowego utworzonego na podstawie uchwały NWZA z dnia 31 stycznia 2022 roku. Kwota 3,56 mln PLN zostanie przeniesiona na kapitał zapasowy. WZA przyjęło także Politykę Wynagrodzeń Zarządu i Rady Nadzorczej. Cloud Technologies w związku z przeniesieniem notowań akcji z NewConnect na główny parkiet GPW w Warszawie jest bowiem zobowiązane do posiadania takiej polityki, zgodnie z którą mogą być wypłacane wynagrodzenia członków powyższych organów.
Akcjonariusze Cloud Technologies upoważnili również Zarząd Cloud Technologies do nabywania akcji własnych. Spółka będzie mogła nabyć do 250.000 akcji o wartości nominalnej 0,10 PLN każda. Cena nabycia akcji nie będzie niższa niż 0,10 PLN i nie wyższa niż 240 PLN. Akcje będą mogły być nabyte na giełdzie lub w drodze publicznego zaproszenia do składania ofert sprzedaży. Planowany skup akcji własnych jest ważnym elementem strategii rozwoju spółki na lata 2023-2025. Akcje własne zostaną wykorzystane do realizacji programu motywacyjnego dla kadry zarządzającej. Jego celem jest zwiększenie zaangażowania kadry zarządzającej oraz ich długoterminowe związanie ze Spółką i Grupą Kapitałową.
Spodziewamy się, że Rezerwa Federalna podczas czerwcowego posiedzenia wstrzyma swój cykl podwyżek stóp procentowych. Wiele jeszcze zależy od odczytu inflacji za maj – musiałby on najprawdopodobniej zaskoczyć w górę, by podwyżka stóp weszła w grę.
W ostatnim miesiącu dolar umocnił się względem niemal wszystkich pozostałych walut, gdy rynki wycofywały się z zakładów na cięcia stóp procentowych w USA, a zamiast tego zaczęły poważnie rozważać możliwość kolejnej ich podwyżki latem. W pewnym momencie na początku maja inwestorzy spodziewali się pierwszej obniżki stóp w lipcu, a w kontraktach futures wyceniano ok. 85 pb. cięć do końca roku. Oczekiwania te uległy jednak ogromnej zmianie – zmniejszyły się obawy dotyczące amerykańskiego sektora bankowego, a dane o aktywności ekonomicznej ogólnie pokazują odporność gospodarki, sugerując, że obawy o recesję były przesadzone.
Mimo to podwyżka stóp w czerwcu zdecydowanie nie jest pewna. Od ostatniego posiedzenia FOMC w maju dane makroekonomiczne były mieszane. Najnowsze dane z rynku pracy były dobre, szczególnie majowe dane NFP (non-farm payrolls) o zmianie zatrudnienia w sektorach pozarolniczych, które ponownie zaskoczyły w górę (339 tys. względem konsensusu 190 tys.). Oczekiwaniom nie sprostały jednak stopa bezrobocia (wzrost do 3,7%) i średnie zarobki godzinowe (spadek do 4,3%), a liczba cotygodniowych nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nieoczekiwanie wzrosła do najwyższego od listopada 2021 r. poziomu 261 tys. Co więcej, zarówno główna, jak i bazowa miara inflacji w dalszym ciągu spadały. Obniżył się również indeks PMI dla usług od ISM, który w maju osiągnął 50,3 pkt – drugi najniższy wynik od czasu pierwszych pandemicznych lockdownów.
Wykres 1: Stopa bezrobocia w USA i nowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych (2022 – 2023)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.06.2023
Kluczowy dla Fedu będzie odczyt majowej inflacji
Członkowie FOMC wydają się podzieleni w kwestii dalszego zacieśniania polityki. Niektórzy, w tym Patrick Harker i Philip Jefferson, zdają się opowiadać za utrzymaniem stóp w czerwcu. Część jastrzębi, w szczególności prezes Fed z St. Louis, James Bullard, mówi zaś o konieczności dalszych podwyżek.
Wśród decydentów i uczestników rynku panuje konsensus, że kluczowy będzie publikowany 13.06 raport inflacyjny za maj. W naszej ocenie musiałby on najprawdopodobniej zaskoczyć w górę, by podwyżka stóp w czerwcu weszła w grę. Ekonomiści oczekują obecnie spadku zarówno głównej (z 4,9% do 4,1%), jak i bazowej (z 5,5% do 5,2%) miary dynamiki cen.
Jeśli stopy zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie, uwaga uczestników rynku skupi się na tonie komunikatów banku, szczególnie na możliwości podwyżki w lipcu i nowych prognozach stóp procentowych. Spodziewamy się, że Powell przyjmie niezobowiązujący ton, nieprzesądzający przyszłych ruchów. Fed pozostaje zależny od danych, a decydenci zapewne będą chcieli zobaczyć jeszcze chociaż jeden raport inflacyjny po majowym, zanim podejmą decyzję, czy stopy procentowe są na odpowiednio wysokim poziomie. Jeśli chodzi o dot plot, spodziewamy się, że tak jak i ostatnio będzie on wskazywał na brak cięć stóp przed 2024 r., co byłoby zgodne z naszymi oczekiwaniami.
Wykres 2: Inflacja w USA (2013 – 2023)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.06.2023
Jak wspomnieliśmy, uważamy, że Fed utrzyma w środę stopy na niezmienionym poziomie, część członków może jednak opowiedzieć się za podwyżką. Zaskakujący ruch w górę w tym miesiącu z pewnością wywołałby natychmiast gwałtowną aprecjację dolara – rynki wyceniają obecnie prawdopodobieństwo takiego scenariusza tylko na ok. 1/3.
Jeśli Fed wstrzyma się z podwyżką stóp procentowych w czerwcu, ale zasugeruje, że w kolejnym miesiącu może dojść do zacieśniania, dolar również może się umocnić – w ograniczonym jednak stopniu, podwyżka w lipcu jest bowiem wyceniana na ok. 80%. Niemniej spodziewamy się, że Powell nie będzie wprost sugerować podwyżki stóp w lipcu, jako że obserwujemy nie tylko normowanie się amerykańskiej presji inflacyjnej, ale i wczesne oznaki ochłodzenia rynku pracy.
Raz jeszcze podkreślamy wagę raportu o inflacji za maj. Znaczne przebicie oczekiwań dotyczących miary głównej lub ważniejszej miary bazowej może przyczynić się do bardziej jastrzębiej postawy FOMC w środę. Może to zwiększyć prawdopodobieństwo ostatecznej podwyżki w lipcu. Obecnie spodziewamy się jednak utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie do końca roku, zanim na początku kolejnego rozpoczną się ich cięcia.
FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 14.06, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.
Autorzy: Matthew Ryan, CFA – kierownik działu analiz Ebury
Od rana złoty kontynuuje słabszą passę. Mocniej traci względem funta, który zyskuje po lepszych od oczekiwań danych z tamtejszego rynku pracy. W tle dalsze problemy Turcji i tamtejszej liry.
Lepsze dane z Wysp Brytyjskich
Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Tamtejszy rynek pracy pozytywnie zaskoczył inwestorów. Stopa bezrobocia nie tylko nie wzrosła do 4%, ale spadła do 3,8%. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła o 13,6 tysiąca, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 21,5 tysiąca. Do tego wzrost wynagrodzeń był wyższy od oczekiwań. Jest to jednak nadal wolniejszy wzrost niż inflacja. Z drugiej strony obecnie inflacja przekracza wzrost płac o 2,2%, miesiąc temu było to 4%. Brytyjczycy biednieją zatem statystycznie wolniej niż jeszcze miesiąc temu. Dobre dane widać na wykresach. Po publikacji funt szedł w górę.
Ropa szuka dna
Notowania czarnego złota znów wczoraj szukały dna. Okolice 70-72 dolarów za baryłkę ropy brent to jednak poziom, od którego od 3 miesięcy ceny regularnie się odbijają. Tak też było wczoraj. Patrząc na sytuację makroekonomiczną na świecie, obecny spadek cen może być trudny do powstrzymania dla państw OPEC. Obniżki wydobycia oczywiście mogą podbijać ceny, ale wymagają solidarności, która nie jest najmocniejszą cechą kartelu. Pogarszająca się koniunktura powoduje jednak, że zapotrzebowanie na ropę wciąż jest korygowane, zatem obniżki wydobycia są potrzebne, by chociaż utrzymywać ceny na zbliżonym poziomie. Oznacza to, że najprawdopodobniej utrzyma się jeszcze jakiś czas presja na obniżanie poziomu inflacji powodowana tańszymi surowcami energetycznymi.
Bezrobocie w Turcji znów rośnie
Pomimo tego, że ostatni trend jest korzystny dla Turcji, to od trzech miesięcy jesteśmy świadkami wzrostu bezrobocia. Poziom 10,2% to jednak wyraźnie niżej niż 11,3% rok temu. Kraj ten jednak po ostatnich wyborach wyraźnie stracił w oczach inwestorów. Na rynek pracy przełoży się to jednak dopiero w danych za czerwiec, jeżeli nie jeszcze później. Rynki uwierzyły, że kontrkandydat Erdogana jest dużo korzystniejszy. Widać to dobrze po kursie liry tureckiej. Za dolara pod koniec maja płacono 20 lir. Dzisiaj płaci się wyraźnie ponad 23 liry. To ponad 15% przecena. Tak duża przecena może się negatywnie odbić na inflacji, gdyż podrożeją dobra importowane.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Główny indeks japońskiego rynku akcji zakończył wtorkową sesję na najwyższym poziomie od lipca 1990 (+1,8 proc.). Indeks ten wybił się w listopadzie 2020 z trwającej od stycznia 2018 konsolidacji w strefie ok. 16500-24000 pkt. i ciągle brakuje my kilkunastu procent by zrealizować sugerowany przez rozmiary tej opuszczonej górą formacji potencjał wzrostowy. Równocześnie 2 tygodnie temu Nikkei 225 opuścił górą konsolidację rozpoczętą w lutym 2021, co również sugeruje istnienie tu dalszego kilkunastoprocentowe potencjału wzrostowego.
DAX był dziś rano najwyżej od 3 tygodni (+0,57 proc. ok. godz. +0,52 ), a CAC 40 najwyżej od 2 tygodni (+0,68 proc.).
WIG-20 ma od tygodnia kłopoty z pokonaniem poziomu ok. 2050 pkt. i dziś ok. godz. 10:20 tracił 0,43 proc. Wśród jego składników swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji LPP i Dino Polska. Najwyżej od lutego ub.r. był dziś WIG-Odzież. Najniżej od grudnia 2020 roku była dziś cen akcji Grupy Azoty. Jeśli chodzi o kursy akcji spółek wchodzących w skład sWIG-u 80, to dziś swe nowe cykliczne maksima osiągnęły ceny akcji Instal Kraków, Vercom i VIGO Photonics.
W oczekiwaniu na dzisiejsze dane na temat CPI w USA (godz. 14:30) rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych lekko spadała (3,726 proc.). Ekonomiści oczekują silnego spadku rocznej dynamiki CPI z 4,9 proc. w kwietniu do 4,1 proc. w maju i mniej zdecydowanej zniżki wskaźnika inflacji bazowej z 5,5 proc. do 5,3 proc. Rentowność 10-latek polskiego rządu oscylowała w okolicach poziomów swoich minimów z ostatniego tygodnia (5,899 proc.).
Kurs euro nadal osiągał dziś rano swe rekordowe poziomy względem tureckiej liry. Euro było również najdroższe od 3 tygodni względem amerykańskiego dolara osiągając poziom 1,08 USD. Kurs USD/JPY nadal utrzymywał się w obrębie trwającej od 2 tygodni konsolidacji (-0,01 proc. ok. godz. 10:10).
Złoty koryguje od wczoraj swą ostatnią siłę (EUR/PLN +0,45 proc., USD/PLN +0,07 proc. ok. godz. 10:10).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara nieśmiało próbował dziś rano powrócić powyżej poziomu 26000 (+0,52 proc. ok. godz. 10:05).
Cena kontraktów na ropę naftową spadła wczoraj do najniższych poziomów od 5 tygodni, a dziś rano próbowało skorygować ten spadek (WTI +0,6 proc., Brent +0,95 proc. ok. godz. 10:10). Drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +0,35 proc., srebro +0,91 proc., platyna +0,3 proc. pallad +0,93 proc.) i miedź (+1,51 proc. ok. godz. 10:15).
Z prognoz Oxford Economics wynika, że do końca 2040 r. liczba ludności w wieku produkcyjnym w Polsce będzie stopniowo spadać. Tempo to ulegnie przyspieszeniu zwłaszcza po 2035 r. Przewiduje się, że już za niecałe 17 lat liczba ludności w wieku produkcyjnym zmaleje o 8,4 proc., co spowoduje wzrost wskaźnika obciążenia demograficznego z 30 proc. w 2022 r. do 40 proc. w 2040 r. Eksperci CBRE wskazują, że te zmiany może odczuć sektor biurowy, nasilą się również trendy suburbanizacyjne.
– Zmiana demograficzna, z którą mamy aktualnie do czynienia, a która będzie postępowała, wynika ze zjawiska starzenia się społeczeństwa i jednocześnie występującego spadku współczynnika dzietności. Te dwa trendy oddziałują mocno na siebie, co już w 2040 roku zobaczymy wyraźnie w wielu aspektach życia społecznego, w tym również na rynku nieruchomości. Co prawda na razie trudno jest ostatecznie prognozować jak na demografię wpłynie migracja, bowiem dostępne analizy nie uwzględniają chociażby napływu uchodźców do Polski w 2022 roku i później. Nie wiadomo ile osób z tej grupy zdecyduje się pozostać w Polsce na stałe, ale nie wydaje się, żeby migracja odwróciła w znaczącym stopniu trendy demograficzne – mówi Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE.
Rosnący wskaźnik obciążenia demograficznego
Niektóre regiony zostaną bardziej dotknięte skutkami zmniejszenia liczby ludności niż inne. Przykładowo, w województwie mazowieckim przybędzie mieszkańców, choć tempo tego wzrostu będzie maleć. Z kolei województwa łódzkie i świętokrzyskie już teraz doświadczają największych spadków ludności i tak pozostanie w kolejnych dekadach. Równolegle ze zmniejszeniem całkowitej liczby ludności, maleć będzie także grupa osób w wieku produkcyjnym. Spowoduje to wzrost wskaźnika obciążenia demograficznego osobami starszymi w Polsce, który wzrośnie z 30 proc. w 2022 roku do 40 proc. w 2040 roku. To oznacza, że mniej osób w wieku produkcyjnym będzie wspierało więcej osób starszych.
– Utrudni to zaspokojenie rosnących potrzeb w zakresie opieki nad osobami w wieku emerytalnym. Będzie to widoczne również w obszarze finansów państwowych, ponieważ proporcjonalnie mniejsza liczba osób płacących podatki będzie musiała wspierać rosnącą grupę osób zależnych od wydatków publicznych – wskazuje Agnieszka Mikulska z CBRE.
Zmiana dynamiki na rynku pracy
Spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym będzie miał wpływ na rynek pracy, a tym samym sektor biurowy, który i tak już uległ zmianom. W wyniku pandemii COVID-19 w wielu branżach mieliśmy do czynienia z przejściem na pracę hybrydową i wszystko wskazuje na to, że tak zostanie. Z badania CBRE „Research Occupier Sentiment Survey” dla regionu EMEA wynika, że aż 72 proc. firm uważa obecnie pracę hybrydową za nową normę.
W kolejnych latach i dekadach pracodawcy mogą również na większą skalę oferować elastyczne formy pracy, w tym pracę w niepełnym wymiarze godzin, aby wesprzeć starsze osoby w procesie przechodzenia na emeryturę lub zachęcić je do dłuższej aktywności na rynku pracy. Wystąpienie takiego trendu może dodatkowo zagrażać popytowi na powierzchnie biurowe. Z drugiej strony, pojawi się konieczność dostosowania biur i miejsc pracy do potrzeb grup tradycyjnie mniej aktywnych, w tym osób starszych czy z niepełnosprawnościami. Jednocześnie, warunki demograficzne będą przyczyniać się do tego, że pracodawcy będą szukać talentów nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. Jeśli sytuacja gospodarcza Polski będzie stabilna, saldo migracji może wzrastać.
– Spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym wpłynie również na rynek mieszkaniowy. Z dużym prawdopodobieństwem nasilą się trendy suburbanizacyjne oraz rozwój mieszkalnictwa na terenach mniej zurbanizowanych. Wyniknie to z tego, że mniej osób będzie musiało mieszkać w pobliżu głównych centrów zatrudnienia – podsumowuje Agnieszka Mikulska z CBRE.
Fundusz Infrastruktury Czystej Energii zgromadził 85 mln euro w ramach pierwszej fazy pozyskiwania środków finansowych.
Wiodącymi inwestorami są Europejski Fundusz Inwestycyjny (EIF) oraz fundusze emerytalne z krajów bałtyckich.
Fundusz będzie inwestował w projekty z zakresu energetyki słonecznej i wiatrowej w Polsce, krajach bałtyckich i innych państwach Europy Środkowej.
Modus Asset Managment, dzięki przeprowadzeniu pierwszego etapu pozyskiwania środków w ramach Funduszu Infrastruktury Czystej Energii, pozyskał 85 milionów euro na nowe inwestycje w rozwój zielonej energii w Europie Środkowej. Tym samym aktywnie włącza się w transformację energetyczną tej części Europy. Firma jest obecnie zaangażowana w kilkanaście procesów akwizycyjnych, a pozyskany kapitał pozwoli na dalsze inwestycje w rozwój portfela aktywów OZE. Do końca 2022 roku, poprzez fundusze celowe, Modus Asset Management przejął projekty o łącznej mocy 113 MW od różnych deweloperów w Polsce.
Povilas Pečiulis, CEO Modus Asset Management, powiedział, że pomyślne zakończenie pierwszego etapu pozyskiwania kapitału stanowi dowód atrakcyjności dla potencjalnych inwestorów i odporności aktywów bazujących na infrastrukturze energetyki odnawialnej.
„Polska jest obecnie jednym z kluczowych rynków w naszej strategii. Do tej pory, z powodzeniem, działaliśmy tutaj poprzez fundusz Modus Poland Solar Fund I, co potwierdza naszą silną pozycję w regionie. Fundusz Infrastruktury Czystej Energii ma pomóc w przyspieszeniu transformacji w kierunku OZE. Został zaprojektowany tak, aby zwiększyć nasze zaangażowanie w Polsce, gdzie planujemy zainwestować do 50% pozyskanych środków w rozwój czystej energetyki” – powiedział szef Modus Asset Management.
Clean Energy Infrastructure Fund będzie inwestować w projekty fotowoltaiczne i wiatrowe, a także w kolokowane magazyny energii. Oczekuje się, że łączna moc zainstalowana, w portfelu funduszu, osiągnie 600 MW. Fundusz będzie koncentrował się na projektach na późnym etapie rozwoju i gotowych do budowy, a także na transakcjach „pod klucz”.
Według głównych inwestorów: Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego i Swedbanku, w regionie istnieje duże zapotrzebowanie na fundusze inwestycyjne OZE, takie jak Fundusz Infrastruktury Czystej Energii. „Działania Funduszu na rzecz osiągnięcia unijnych celów klimatycznych są znaczące i namacalne”, powiedział dyrektor generalny EIF Marjut Falkst, dodając, że współpraca była możliwa dzięki wsparciu programu „InvestEU”. Według Tadasa Gudaitisa, dyrektora Swedbank Investment Management, inwestycje w energię odnawialną mają rozwiązać problem lokalnych niedoborów energii, a tym samym pomóc wzmocnić odporność gospodarek i konsumentów na szoki cenowe. „Rozwój mocy wytwórczych z OZE przyczynia się do obniżenia emisji dwutlenku węgla. W dłuższej perspektywie przyniesie to nie tylko korzyści środowiskowe, ale także zwiększy konkurencyjność lokalnego biznesu” – powiedział Gudaitis.
Clean Energy Infrasrtucture Fund to czwarty fundusz energii odnawialnej uruchomiony przez Modus Asset Management. Ma on obecnie najwyższy rating zrównoważonego rozwoju wśród produktów finansowych Dark Green i opiera się na inwestycjach długoterminowych. Okres inwestycyjny funduszu to pięć, a jego cykl życia to dziesięć lat. Docelowo jego wartość ma wynieść 200 mln euro, z twardym limitem na poziomie 350 mln euro. „Kwalifikując się jako fundusz Dark Green, nie tylko zapewnimy atrakcyjne warunki inwestorom, ale także pozytywnie wpływamy na środowisko i zachęcamy innych graczy rynkowych do podążania w tym kierunku” – powiedział Pečiulis.
– Nie nakręcajcie spirali hejtu wobec lekarzy – apeluje dr Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie. – Sprawa z Nowego Targu wymaga wyjaśnienia i wyciągnięcia wniosków na przyszłość. W żadnym przypadku jednak nie należy stosować zbiorowej odpowiedzialności, a niektórzy mówiąc, że „lekarze zabijają pacjentów” uderzają w tysiące medyków, którzy codziennie ratują pacjentki, działając pod coraz większa presją prokuratora, mediów i polityków. Taka presja jest dla lekarzy wyniszczająca – dodaje dr Michał Bulsa.
„Przestańcie nas zabijać”, „Przestańcie być ulegli wobec systemu”, „Stańcie po stronie pacjentek” – w ostatnich dniach jesteśmy świadkami medialnego i politycznego linczu na lekarzach. Doszło do dramatu zginęła pacjentka, która straciła życie będąc w zagrożonej ciąży. To, czy pacjentkę można było uratować, a lekarze zachowali się w odpowiedni sposób, sprawdzą powołane do tego instytucje. Sprawa powinna być wyjaśniona z wyciągnięciem wniosków w celu uniknięcia takich zdarzeń w przyszłości.
– Jako Izbę Lekarską boli nas, że obecna sytuacja jest swojego rodzaju generatorem hejtu na osoby, które robią wszystko, co w ich mocy, by pomagać pacjentkom i wspierać je w niełatwych warunkach, w jakich przyszło nam działać. Jeżeli politycy chcą nam pomagać, to niech przedkładają projekty ustaw, edukują społeczeństwo i mówią o trudnych sytuacjach pacjentek – nie mają jednak prawa oceniać zbiorczo zachowania wszystkich lekarzy – mówi dr Michał Bulsa.
– Kolejny raz doszło do tragedii młodej kobiety. To wielki dramat, który budzi wielką społeczną złość. Rozumiem to. W tym momencie jedyne, co możemy zrobić to stanąć ramię w ramię i wypracować rozwiązania, by lekarze nie bali się podejmować trudnych decyzji, by nie bali się, że po decyzji o przerwania ciąży do szpitala przybędą politycy, policja i prokuratorzy, a oni sami będą mieć wizytę służb w ich prywatnych domach o świcie – mówi dr Michał Bulsa.
– Opinia publiczna musi być świadoma, że presja, jaka jest wywierana na lekarzach poprzez sformułowania „Przestańcie nas zabijać” jest gigantyczna, niesprawiedliwa i uderzająca w najczulszy punkt naszej codziennej pracy. Na dodatek takie stawianie sprawy powoduje zmniejszenie zaufania do lekarzy we wszystkich specjalnościach. Pomiędzy pacjentką a lekarzem nie może stać duch prokuratora – dodaje dr Michał Bulsa.
Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie spotkał się z posłanką Katarzyną Kotulą, by rozmawiać o rozwiązaniach, jakie należy wypracować, by skutecznie walczyć o prawa pacjentów, przy jednoczesnym szacunku dla wszystkich lekarzy.
– Spotkanie z Panią Poseł mimo jej gorzkich słów w stosunku do lekarzy przebiegało w dobrej atmosferze. Mamy wspólny cel – dobro pacjentów. Nie ma nic cenniejszego niż ludzkie życie i jeżeli zdarzają się sytuacje utraty życia przez pacjentki należy to natychmiastowo wyjaśniać i wdrożyć działania naprawcze. Uważamy, że należy to jednak robić w taki sposób, by nie pozwolić na hejt i nienawiść w kierunku lekarzy – dodaje Prezes Bulsa.
W III kwartale 2023 roku 31% polskich pracodawców chce poszukiwać nowych rąk do pracy, podczas gdy redukcję stanowisk deklaruje 17% organizacji. Niemal połowa, bo 48% firm nie chce nic zmieniać w swoich strukturach, a jedynie 4% nie zna planów rekrutacyjnych na najbliższe miesiące. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych organizacji wynosi +12%, co oznacza większą niż w ostatnich miesiącach chęć zatrudnienia nowych talentów. To dane z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na czas od lipca do końca września tego roku. Największe zapotrzebowanie na kandydatów zgłaszają przedsiębiorcy z sektora usług komunikacyjnych (+26%) oraz IT (+26%). Są jednak branże, w których pracodawcy nie prognozują zmian lub liczą się z koniecznością zwolnień. Analizując dane dla regionów Polski można zauważyć, że choć nowych rąk do pracy będą potrzebowały organizacje w całym kraju, to na najwięcej ofert mogą liczyć mieszkańcy Południa (+20%). Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.
ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od lipca do końca września. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która jest barometrem rynku pracy i pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr na najbliższy kwartał wynosi +12%. Jest to wynik wyższy o 4 punkty procentowe od prognozy deklarowanej zarówno na kwiecień-czerwiec, jak i porównując wynik do wskaźnika z III kwartału 2022 roku. W praktyce oznacza to, że osoby planujące zmianę pracy mogą liczyć na więcej ofert, a organizacje chętniej niż dotychczas rozbudowują swoje zespoły.
Jak mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce, pierwsze miesiące 2023 roku odznaczały się dużą niepewnością wśród pracodawców, musieli bowiem mierzyć się z wieloma wyzwaniami. – Poza wciąż toczącą się wojną za wschodnią granicą Polski, doszły do tego szalejąca inflacja, rosnące koszty surowców, prowadzenia działalności oraz życia. Wygląda jednak na to, że organizacje w pewien sposób przeczekały ten czas, bacznie przyglądając się wydarzeniom w kraju oraz na świecie, układając strategie oraz plany na najbliższe miesiące na nowo. I choć w poprzednim kwartale decyzje o zatrudnieniu podejmowane były bardzo ostrożnie, to nadchodzący czas wygląda obiecująco dla rynku pracy. Głęboko wierzę, że pomimo trudności, ten optymizm już z nami pozostanie – dodaje ekspert.
Zatrudnienie nowych pracowników planuje 31% badanych przedsiębiorstw, a na konieczność redukcji etatów wskazuje 17% ankietowanych firm. 48% polskich organizacji chce pozostawić swoją strukturę zatrudnienia na dotychczasowym poziomie, a o braku decyzji mówi 4% z nich.
– Po dość sceptycznych nastojach rekrutacyjnych ze strony polskich pracodawców, z jakimi mieliśmy do czynienia w pierwszym półroczu tego roku, możemy mówić o swego rodzaju odbiciu. Organizacje z niemal wszystkich branż deklarują chęć powiększania zespołów. Wzrosty prognozy netto zatrudnienia widoczne zarówno w ujęciu rocznym, jak i kwartalnym potwierdzają tylko, że do firm nad Wisłą powrócił optymizm i śmielej patrzą w przyszłość. Sytuacja na rynku pracy w Polsce uległa poprawie, wróciliśmy do dwucyfrowych prognoz zatrudnienia, które notowaliśmy przed pandemią, co jest dobrym znakiem. Odsetek firm deklarujących potrzeby rekrutacyjne jest także o 3 punkty procentowe wyższy w porównaniu z poprzednim kwartałem. Podobne są także prognozy firm wskazujących na redukcję etatów, bowiem wynik ten jest mniejszy o dwa punkty procentowe w porównaniu do poprzednich trzech miesięcy – mówi Tomasz Walenczak.
IT i usługi komunikacyjne z największym zapotrzebowaniem
Raport prezentuje prognozy zatrudnienia dla 8 sektorów rynku. Jak pokazują deklaracje pracodawców, w 6 branżach firmy planują otwierać nowe rekrutacje. Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kandydaci z obszaru usług komunikacyjnych (+26%) oraz IT (+26%), które odnotowały także najwyższe wzrosty w ujęciu kwartalnym – odpowiednio o 5 oraz 18 punktów procentowych. Organizacje branży dóbr & usług konsumenckich (+16%) i przemysłu & surowców (+11%) także planują powiększać swoje zespoły, jednak w nieco mniejszym stopniu. W sektorze finansów & nieruchomości oraz opieki zdrowotnej & nauk przyrodniczych prognoza netto zatrudnienia to odpowiednio +5% i +4%, co oznacza niewielki wzrost rekrutacji. Co ciekawe, plany organizacji z branży energetyki & usług komunalnych są takie same, jak w poprzednim kwartale (0). Wśród analizowanych obszarów, redukcji etatów możemy natomiast spodziewać się wśród przedstawicieli transportu, logistyki & motoryzacji (-3%). Deklaracje na nadchodzący kwartał to szczególnie duże zmiany dla ostatnich dwóch sektorów, bowiem w porównaniu kwartalnym ich prognozy netto zatrudnienia są niższe o 22 punkty procentowe.
Południowa Polska z największym optymizmem rekrutacyjnym
Analizując dane raportu ManpowerGroup dla regionów Polski, można zauważyć, że firmy z całego kraju chcą powiększać swoje zespoły. Najwięcej nowych pracowników planują chcą pozyskiwać organizacje w regionie Południa (+20%), Wschodu (+16%), a także Północnego-Zachodu (+13%). Te zlokalizowane w centralnej części Polski deklarują prognozę netto zatrudnienia na poziomie +11%. Mniej korzystnych, choć wciąż optymistycznych perspektyw dla kandydatów należy natomiast oczekiwać na Północy (+6%). Bardzo niewielki wzrost zatrudnienia, będący raczej zapowiedzią stabilizacji na lokalnym rynku deklarują pracodawcy z południowego zachodu (+2%) Polski.
– Prognozy dla regionów pokazują, że organizacje w całym kraju chcą wzmacniać swoje zespoły o nowe talenty. Optymizm na południu oraz wschodzie Polski, dla których odnotowaliśmy najwyższe wskazania na najbliższy kwartał, jest konsekwencją nie tylko rozwoju tych obszarów, nowych inwestycji, sezonu wakacyjnego, a zatem czasu wzmożonej pracy w wielu branżach, ale także odbicia po niepewności pierwszych miesięcy tego roku. Jednocześnie firmy zlokalizowane w południowo-zachodniej części kraju mówią o bardzo niewielkich potrzebach rekrutacyjnych, co zapowiada mało nowych miejsc pracy, a zatem pewnego rodzaju wyhamowanie i stabilizację lokalnego rynku – dodaje dyrektor generalny Manpower w Polsce.
Duże firmy z największym optymizmem rekrutacyjnym, mikroprzedsiębiorstwa ostrożne w zwiększaniu zatrudnieniaNajbardziej otwarte na powiększanie swoich zespołów są duże firmy (+18%), zatrudniające powyżej 250 pracowników. Na podobnym poziomie (+16%) prognozę zatrudnienia deklarują także małe organizacje (10-49 pracowników). Średnie przedsiębiorstwa (50-249 pracowników) są bardziej ostrożne w rozbudowywaniu zespołów, przewidując prognozę +7%. W najmniejszym stopniu powiększanie struktur planują mikro firmy, zatrudniające do 10 osób, z prognozą netto zatrudnienia +2%.
Polska na tle regionu EMEA
Raport ManpowerGroup pokazuje także dane dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, w którym to wszystkie kraje odnotowują dodatnią prognozę netto zatrudnienia. Oznacza to większą niż w ostatnich miesiącach chęć zatrudnienia nowych pracowników. Wśród państw regionu EMEA z najmniejszymi potrzebami rekrutacyjnymi znalazły się Słowacja (+10%), Włochy (+11%) oraz Austria (+11%). Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć natomiast kandydaci z Holandii (+39%), Południowej Afryki (+34%) oraz Wielkiej Brytanii (+29%).
Wyniki Spółki za maj potwierdzają skuteczność podejścia nowego Prezesa. Po dobrych wynikach w marcu i kwietniu, rezultaty za maj również przedstawiają się optymistycznie. Kluczowy projekt Studia – Real Boxing 2, utrzymuje wysoki poziom kluczowych metryk. Mimo ograniczonych nakładów na UA, rentowność tytułu pozostaje na oczekiwanym przez Spółkę poziomie.
Real Boxing 2 odnotował w maju wzrost ARPU i przychodów z kluczowego rynku, mimo braku wyróżnień w kanałach sprzedaży. “Jesteśmy zadowoleni z utrzymujących się efektów kolejnych aktualizacji i kampanii live-ops. Dzięki wprowadzonym ostatnio zmianom, proporcja pomiędzy przychodami z reklam a wewnętrznych płatności, zmienia się na korzyść tych drugich. Pracujemy obecnie nad implementacją systemu adaptacyjnego dostosowywania trudności, co powinno dodatkowo pozytywnie przełożyć się na zaangażowanie graczy i ich monetyzację. Pamiętamy też, o jednym z kluczowych dni w kalendarzu USA i przygotowujemy specjalne oferty na 4 lipca” – podkreśla Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing.
Obok pracy nad obecnym i przyszłym portfolio, Spółka nadal pozostaje też zaangażowana w projekt realizowany w ramach szybkiej ścieżki. “Jak już kilkakrotnie podkreślałem publicznie, mimo braku dialogu z NCBiR, nadal realizujemy projekt w ramach zawartej umowy. Inwestujemy w niego własne środki i oczekujemy ich refundacji zgodnie z warunkami kontraktu. Złożyliśmy w Centrum wezwanie do zapłaty należnych środków a także zastrzeżenia do powtórnej oceny wniosku – przeprowadzonej, podkreślmy, bez podstaw prawnych. Czekamy na stanowisko NCBiR lub Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej w naszej sprawie, wierząc że zawarta umowa będzie realizowana” – mówi Piotr Gamracy, Prezes Vivid Games.
Zgodnie z podpisaną dziś umową inwestycyjną oraz umową akcjonariuszy, DC24 ASI sp. z o.o. został nowym inwestorem Saule Technologies. Udzielając Spółce finansowania, inwestor otrzymał prawo do objęcia akcji nowej emisji Saule Technologies za kwotę maksymalnie 40 mln zł.
– Cieszymy się z dołączenia nowego inwestora do Saule Technologies. Ta współpraca oznacza ważny krok w naszej misji rewolucjonizacji branży energii słonecznej. Jesteśmy przekonani, że dzięki wsparciu finansowemu i doświadczeniu inwestora, będziemy mogli szybciej realizować nasze ambitne plany rozwojowe – mówi Olga Malinkiewicz, CTO i Co-Founder Saule Technologies.
– Niespełna 3 lata temu uwierzyliśmy w przełomową technologię ogniw perowskitowych i zainwestowaliśmy 10 mln euro w Saule Technologies oraz pożyczyliśmy 7 mln zł. W ciągu kolejnego roku Spółka otworzyła pierwszą fabrykę perowskitów we Wrocławiu, uruchomiła linię produkcyjną, wdrożyła wiele innowacyjnych rozwiązań, m.in. zasilane perowskitami elektroniczne etykiety cenowe PESL, wykorzystywane m.in. na stacji Orlen czy w Żabce. Wiemy jednak, że do utrzymania tempa rozwoju Saule i realizacji ich ambitnych projektów niezbędne są kolejne inwestycje, bo komercjalizacja produktów w takiej rzeczywistości, jaką mamy na świecie od 2 lat, jest wymagająca i czasochłonna. Cieszymy się zatem, że nowy inwestor również uwierzył w przyszłość technologii perowskitowej i zdecydował się w nią zainwestować. Dodatkowe finansowanie z pewnością przyspieszy udoskonalanie produktów na bazie perowskitów i dalszą ich komercjalizację, co będzie miało pozytywny wpływ na wyniki finansowe Grupy Kapitałowej SauleTech, a tym samym na wyniki Grupy Columbus – twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A., która jest jednym z akcjonariuszy Saule Technologies.
Przypomnijmy, że Saule Technologies jest pionierem w dziedzinie badań nad perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi – ogniwami słonecznymi nowej generacji – a także pierwszą firmą na świecie, która rozpoczęła ich produkcję. Ogniwa perowskitowe, drukowane przez Saule Technologies na elastycznych foliach, są lekkie, ultracienkie, półprzezroczyste i bardzo wydajne, nawet w sztucznym świetle. Dzięki temu zakres możliwych zastosowań ogniw perowskitowych jest znacznie większy niż zakres zastosowań tradycyjnych ogniw krzemowych.
Jak wynika z analizy blisko 80 tysięcy cen, w maju br. zakupy były droższe średnio o 19,9% rdr. Uwzględniając tylko żywność i napoje bezalkoholowe, wzrost wyniósł 18,4% rdr. Spośród siedemnastu kategorii, najmocniej poszły w górę ceny warzyw – o prawie 40% rdr. Wpływ na to miały przede wszystkim marchew i cebula, które najbardziej podrożały z listy niemal stu produktów codziennego użytku. Drugie miejsce w zestawieniu drożyzny zajmuje chemia gospodarcza – ok. 33% rdr. Czołową trójkę zamykają karmy dla zwierząt ze wzrostem o prawie 32% rdr. Natomiast art. tłuszczowe są jedyną kategorią, która rok do roku potaniała. W tym przypadku ceny poszły w dół o blisko 4%.
Dynamika wzrostu cen wyraźnie spada
Z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych), wynika, że w maju br. zakupy były droższe średnio o 19,9% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Według tej samej metodologii, w kwietniu br. odnotowano wzrost rdr. o 20,4%, a w marcu br. – o 23,7%. Najnowsza analiza objęła 17 kategorii i blisko 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą niemal 80 tys. cen detalicznych z ponad 39 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych.
– Maj to już kolejny z rzędu miesiąc malejącej dynamiki zmian cen, co było prognozowane z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Gospodarka, po ubiegłorocznym okresie podwyżek, znajduje się obecnie w trendzie malejącego poziomu wzrostu cen. Zjawisko to jest wysoce pożądane przez wszystkich uczestników rynku, zarówno konsumentów, jak i producentów – komentuje dr Hubert Gąsiński z Uczelni WSB Merito Warszawa.
Biorąc pod uwagę tylko żywność i napoje bezalkoholowe (łącznie 13 kategorii), ceny w maju br. poszły w górę średnio o 18,4% rdr. Dla porównania, w kwietniu zdrożały o 19,1% rdr. Z kolei w marcu wzrost wyniósł 23,2%. Jak stwierdza ekonomista Marcin Luziński z Santander Bank Polska, dynamika cen obniża się ze względu na wygasanie efektów rosyjskiej agresji na Ukrainę, odbudowę podaży produktów żywnościowych i spadek presji kosztowej. Swoje zrobiło też spowolnienie gospodarcze, które zmniejszyło presję popytową. Ekspert spodziewa się, że w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu cen będzie dalej maleć.
– Według danych Eurostatu, w kwietniu i maju 2022 roku ceny żywności w Polsce zaczęły przyspieszać z dwucyfrową dynamiką. Wchodzimy więc w okres, kiedy do porównania rdr. trafia coraz wyższa baza. Przekłada się to na widocznie niższe niż notowane jeszcze kilka miesięcy temu rekordowe poziomy zmian cen. Niemniej obecnie obserwowane dynamiki wciąż są wysokie. Na szczyt drożyzny jeszcze się wspinamy, jedynie szlak stał się mniej stromy. Do jednocyfrowej dynamiki wrócimy być może na przełomie trzeciego i czwartego kwartału tego roku – zaznacza Grzegorz Kozieja, dyrektor Biura Analiz Sektora Food and Agri w Banku BNP Paribas.
Jak przekonuje dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito Opole, można ostrożnie oczekiwać dalszych spadków dynamiki cen w sklepach, o ile sytuacja na międzynarodowym rynku się nie zmieni i nie dojdzie do nieprzewidzianych szoków podażowych. Zdaniem ekspertki, w kontekście rynku krajowego należy zakładać, iż potencjalny spadek wzrostu cen może być hamowany. To scenariusz na skutek realizacji działań, obliczonych na zyskanie poparcia społecznego przed wyborami, a polegających na dosypywaniu pieniędzy do budżetów gospodarstw domowych.
– Koszty zakupów w Polsce są związane z cenami światowymi, więc bardziej stabilna sytuacja globalna przekłada się na krzywą zmian u nas w kraju. Nie jesteśmy wolni od zagrożeń na rynkach światowych. Spodziewany jest powrót El Nino. Mamy do czynienia z dotkliwymi zjawiskami pogodowymi – najpierw brak wody, a później powódź we Włoszech, wysuszone pola w Hiszpanii, nawalne deszcze w Chinach grożące tamtejszym zbiorom pszenicy. Wreszcie nabierająca znów tempa wojna w Ukrainie. Czarne łabędzie wciąż mogą doprowadzić do wybicia z tej nieco spokojniejszej sytuacji – dodaje ekspert z Banku BNP Paribas.
Top drożyzny. Warzywa wywracają zestawianie
Według raportu, w maju najmocniej podrożały warzywa – o 39,9% rdr. W obrębie tej kategorii widzimy, że cena marchwi poszła w górę o 133,6%, a cebuli – o 106,9% rdr. To najwyższe wyniki spośród wszystkich analizowanych produktów, a czwarte miejsce w tym zestawieniu zajmuje papryka – 50,6% rdr. Z kolei kapusta potaniała w tym czasie o 46,1%, co jest największą obniżką rdr. w całej analizie.
– Wysokie ceny dotyczą przede wszystkim warzyw z ubiegłego roku. Tak jest między innymi w przypadku cebuli. Na szczęście na rynku będzie pojawiać się coraz więcej nowalijek, których zwiększona podaż powinna korzystanie wpłynąć na koszty zakupów na tym rynku. Niestety spadek dynamiki cen będzie prawdopodobnie hamowany przez rosnące koszty działalności rolniczej, w tym wysokie ceny nawozów – dodaje dr Gawlik.
Drugie miejsce w zestawieniu najbardziej drożejących kategorii zajmuje chemia gospodarcza ze średnim wzrostem rdr. na poziomie 32,6%. W tym przypadku ceny poszczególnych produktów poszły w górę rdr. od 23,2% (środek do czyszczenia szyb) do 42,9% (ręczniki papierowe).
– Produkcja środków chemicznych w dużej części bazuje na półproduktach przemysłu petrochemicznego. Niestabilne ceny ropy i gazu wpłynęły wyraźnie na wzrost cen produktów pochodnych. Szansą na wyhamowanie tego trendu, widocznego w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, są spadki cen nośników energii. Jednak wyraźne obniżenie cen będzie widoczne dopiero za jakiś czas, kiedy zakontraktowana po niższej cenie ropa i gaz zostaną przetworzone i jako półprodukty trafią finalnie na rynek – mówi ekspert z Uczelni WSB Merito Warszawa.
Na trzecim miejscu w rankingu są karmy dla zwierząt – 31,9% rdr. W kwietniu to one otwierały zestawienie drożyzny z wynikiem 48,8% rdr. Dalej są dodatki spożywcze ze średnim wzrostem 25,5% rdr. oraz artykuły dla dzieci – 24,6% rdr.
– Dla karmy kluczowe jest zachowanie cen głównych surowców, czyli warzyw i mięsa, a w przypadku tych kategorii widoczne jest odreagowanie po wzrostach w ostatnich miesiącach. Jednocześnie nie spodziewam się dynamicznych spadków cen tego typu artykułów – analizuje ekonomista z Santander Bank Polska.
Jest też zaskoczenie. Tłuszcze „chwilowo” odpuściły
Jak wynika z raportu, ceny szesnastu z siedemnastu analizowanych kategorii poszły w górę rdr. Wyjątkiem są artykuły tłuszczowe, które w tym czasie potaniały średnio o 3,9%. Dla porównania, jeszcze w kwietniu wyliczono im wzrost na poziomie 8,5% rdr. W listopadzie ub.r. podwyżka wynosiła aż o 48,8% rdr. Ostatnio w obrębie tej kategorii cena masła spadła o 21,6%, a oleju – wzrosła o 0,4% rdr.
– Spadek cen w segmencie wyrobów tłuszczowych może mieć podstawy w niespotykanym w ubiegłych latach imporcie z Ukrainy nasion słonecznika oraz rzepaku. Wprowadzane nieśpiesznie restrykcje unijne dotyczące obrotu ww. produktami nie spowodują już znacznej zmiany na polskim rynku – zaznacza dr Hubert Gąsiński. Do tego analitycy z UCE RESEARCH dodają, że na spadek cen w tej kategorii – oprócz powyższych powodów – wpłynął też mocno zmniejszony popyt na artykuły tłuszczowe. Retailerzy musieli zareagować na krytyczną sytuację i zacząć obniżać regularne ceny. Eksperci dodają, że wkrótce ten trend się odwróci i wzrosty znowu będą na dwucyfrowym poziomie.
Najniższy wzrost cen rdr. należy do mięsa – 10,7%. Marcin Luziński podkreśla, że ta kategoria drożała w zeszłym roku ze względu na rosnące koszty produkcji (np. pasz i energii) i ograniczenie rozmiarów hodowli podczas pandemii. Zdaniem ekonomisty z Santander Bank Polska, presja kosztowa stopniowo wygasa, a stada są odbudowywane, co sprzyja obniżeniu dynamiki podwyżek cen mięsa lub nawet ich spadkowi. Jest to jednak powolny proces. Z raportu wiemy też, że nieco bardziej podrożały rdr. produkty sypkie – o 11,9%, a także owoce – o 11,7%.
– Na te ceny wpływa rosnąca podaż owoców sezonowych na rynku krajowym, zarówno tych od polskich producentów, jak i pochodzących z importu. Łatwo to zaobserwować na przykładzie truskawek, których cena sukcesywnie obniża się wraz ze zwiększeniem ich podaży – mówi ekspertka z Uniwersytetu WSB Merito Opole.
Na koniec warto dodać, że rdr. istotnie zdrożały napoje – o 21,4%. Ceny wędlin zwiększyły się o 16,5%, używek – o 15,9%, a pieczywa i nabiału – odpowiednio o 15,7% i 14,5%. Do tego środki higieny osobistej poszły w górę o 13,7% rdr.
ChatGPT to jest model, który rzeczywiście zmienia się bardzo szybko. Raptem kilka miesięcy temu znacznie mniej potrafił. Od około tygodnia można go już podłączyć do sieci. Czyli może nie tylko korzystać z własnej bazy wiedzy, żeby nam odpowiadać – ale dodatkowo jeszcze korzystać w czasie rzeczywistym z zasobów Internetu. Dodatkowo ma wtyczki, które pozwalają mu np. przeszukiwać jakąś konkretną bazę. Takich pluginów jest całkiem sporo. Natomiast Sam Altman, twórca Open AI – firmy, która stworzyła czata GPT – powiedział, że wersja nr 5, czyli kolejna, będzie jeszcze bardziej doskonała.
– Chat jest bardzo pomocnym narzędziem, jednak w przyszłości problemem może być dezinformacja. Za pomocą takiego narzędzia jak czat można naprawdę ludzi oszukać – stworzyć video albo konkretne dźwięki. Można klonować głos i wprowadzić ludzi w błąd. Widzieliśmy nawet przedsmak podczas pierwszego etapu wojny w Ukrainie – gdzie pojawił się prezydent Kaczyński – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Aleksandra Przegalińska, Prorektorka ds. Współpracy z Zagranicą oraz ESR, Akademia Leona Koźminskiego. – A zatem zagrożenia sztucznej inteligencji są bardzo wyraźne i niezwykle ważne jest, by była ona jak najlepiej ukierunkowana. Mieliśmy już takie technologie w przeszłości – na przykład klonowanie – z których zrezygnowaliśmy, bo uznaliśmy, że skutki społeczne ostatecznie są zbyt negatywne. W tej chwili widzimy dużo zalet ChatuGPT. Firmy spodziewają się wzrostu produktywności, ludzie dostali nowe narzędzie kreatywne i bardzo chętnie z niego korzystają. Ale zagrożenia także muszą zostać uregulowane, zabezpieczone – bo w przeciwnym razie mogą być bardzo niebezpieczne – wyjaśnia Przegalińska.
-2,50 punktu – tyle wynosi ogólna wartość indeksu nastrojów w branży maszyn i urządzeń rolniczych w najnowszym badaniu przeprowadzonym przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). W stosunku do poprzednich edycji ponownie nieznacznie ona spadała, co oznacza, że obecnie negatywne nastroje nieznacznie, ale jednak, jeszcze się pogłębiają. Wartość ujemna oznacza, że wśród przedsiębiorców dominują negatywne nastroje i pesymistyczne przewidywania przyszłości. Zdaniem autorów badania, miała i ma na to zapewne wpływ ogólna sytuacja w rolnictwie, i to, co stanowi największy problem, czyli napływ zbóż i innych produktów rolnych w Ukrainy. – Sytuacja ta wpływa na decyzje rolników dotyczące inwestycji w gospodarstwa. Patrząc na wyniki badania, przedsiębiorcy przewidują, że znaczna część rolników nie będzie teraz inwestować, zapewne wstrzyma się z nimi i poczeka na lepsze czasy, a to bezsprzecznie będzie miało wpływ na sytuację firm działających w branży maszyn i urządzeń rolniczych. Większość z nich spodziewa się w najbliższym czasie gorszej koniunktury – głosi konkluzja najnowszej edycji, przeprowadzanego przez PIGMiUR co pół roku badania.
Spadek, choć dość subtelny, i dominowanie nastrojów negatywnych to główne przekazy, jakie płyną z najnowszej edycji badania nastrojów w branży rolnej czyli wśród m.in. dealerów i importerów maszyn oraz urządzeń rolniczych, producentów maszyn a także – w niewielkim stopniu – wśród przedstawicieli innych segmentów około rolniczych. Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) przeprowadza takie badanie co pół roku, biorąc pod uwagę m.in. przewidywania respondentów co do dalszego kształtowania się koniunktury czy, co bardziej szczegółowe, co do sprzedaży we własnych firmach.
– Ogólna wartość indeksu ponownie nieznacznie spadała i obecnie wynosi -2,50 punktu – zaznacza w swoim opracowaniu Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Tłumaczy przy tym, że wartość ujemna oznacza, że wśród przedsiębiorców dominują negatywne nastroje i pesymistyczne przewidywania przyszłości. – Negatywne nastroje nieznacznie, ale jednak jeszcze się pogłębiają w stosunku do poprzedniego cyklu badania – podaje PIGMiUR.
Według autorów opracowania, spadek, mimo że stosunkowo mały, ogólnej wartości indeksu spowodowany jest głównie dwoma aspektami. – Po pierwsze wzrosła ilość przedsiębiorców, którzy uważają, że sytuacja w branży się zdecydowanie pogorszy. Obecnie niemal 28 proc. respondentów tak właśnie uważa, podczas gdy pół roku temu było to niespełna 12 proc. biorących udział w badaniu. Tym samym, zmniejsza się odsetek odpowiedzi przewidujących polepszenie się koniunktury w branży – tłumaczą.
Drugim elementem, który zdaniem PIGMiUR wpłynął negatywnie na wartość indeksu są przewidywania co do sprzedaży we własnych firmach. – Obecnie nieco ponad 50 proc. przedsiębiorców przewiduje, że tegoroczne wyniki będą gorsze niż w 2022 roku – to o 5 punków procentowych więcej tego typu odpowiedzi niż pół roku temu – opisują autorzy badania. Odnoszą się też do przyczyn takich wyników badania.
– Zapewne na takie postrzeganie rzeczywistości gospodarczej miała i ma wpływ ogólna sytuacja w rolnictwie, i to co stanowi największy problem, czyli napływ zbóż i innych produktów rolnych z Ukrainy. Sytuacja ta wpływa na decyzje rolników dotyczące inwestycji w gospodarstwa. Patrząc na wyniki badania, przedsiębiorcy przewidują, że znaczna część rolników nie będzie teraz inwestować, zapewne wstrzyma się z nimi i poczeka na lepsze czasy, a to bezsprzecznie będzie miało wpływ na sytuację firm działających w branży maszyn i urządzeń rolniczych. Większość z nich spodziewa się w najbliższym czasie gorszej koniunktury – podsumowują autorzy przeprowadzanego co pół roku badania nastrojów w branży rolnej z PIGMiUR.
Najnowszą edycję raportu o nastrojach w branży, opartych o przewidywania obecnej i przewidywanej koniunktury w tym segmencie rolniczym Izba przeprowadziła na przełomie marca i kwietnia. To cykliczne badanie powtarzane co pół roku i przeprowadzane od czerwca 2014 roku. Jego efektem jest wartość liczbowa – indeks, który obrazuje nastroje panujące w branży rolnej (maszyn i urządzeń rolniczych) wśród przedsiębiorców, bo to oni biorą udział w badaniu. Poprzednie takie badanie miało miejsce w listopadzie 2022 roku.
Złoty znalazł się na najwyższym poziomie względem euro od grudnia 2020 r. – pomimo nieco gołębiej retoryki prezesa Glapińskiego oraz braku istotnych danych makroekonomicznych z rodzimego rynku. W najbliższych dniach czekają nas posiedzenia dwóch najważniejszych banków centralnych, które mogą porządnie namieszać na rynku walutowym.
Spoglądając na pozostałe waluty rynków wschodzących, warto wspomnieć, że niezmiennie bardzo dobrze radzą sobie waluty Ameryki Łacińskiej, mocne spadki odnotowuje zaś lira turecka. Waluta w ubiegłym tygodniu osłabiła się względem dolara o ponad 10%, co jest poniekąd pokłosiem zakończonych niedawno wyborów prezydenckich. Rynki mają dość niekonwencjonalnego podejścia do polityki monetarnej wybranego na trzecią kadencję Erdoğana.
Po spokojnym tygodniu rynki przygotowują się na posiedzenie Rezerwy Federalnej (środa 14.06) i Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 15.06). Prawdopodobieństwo podwyżki ze strony Fedu jest wyceniane w poniedziałek 12.06 na ok. 1/3, publikacja raportu inflacyjnego za maj dzień przed decyzją oznacza jednak, że przynajmniej niektórzy członkowie FOMC zapewne do samego końca wstrzymywać się będą z jej podjęciem. Łatwiej przewidzieć ruch EBC – powszechnie oczekuje się podwyżki o 25 pb. Rynek skupi się więc na prognozach oraz stopniu jastrzębiości komunikatów. Możemy spodziewać się, że zmienność na rynkach w tym tygodniu będzie wysoka.
PLN
Był to kolejny dobry tydzień dla złotego, który ponownie radził sobie lepiej niż inne waluty regionu. Tym razem umocnił się względem euro o ponad 1%, dzięki czemu kurs EUR/PLN zakończył tydzień na poziomie poniżej 4,45. To najsilniejsza pozycja złotego od grudnia 2020 r.
Złotemu sprzyjał słabszy dolar. Skala aprecjacji polskiej waluty jest jednak nieco zaskakująca, szczególnie biorąc pod uwagę, że niedawne komunikaty NBP były raczej gołębie (prezes Adam Glapiński przedstawił warunki cięć stóp: jednocyfrowa inflacja oraz pewność względem jej dalszego spadku), a oczekiwania względem skali obniżek stóp procentowych w ostatnim czasie wzrosły. Na początku ubiegłego tygodnia wyceniano w stawkach FRA ok. 60 pb. obniżek w ciągu kolejnych sześciu miesięcy, a pod koniec tygodnia było to już ok. 80 pb.
Jako jedni z większych optymistów w kontekście złotego nie spodziewaliśmy się, że będzie on silniejszy niż zakładaliśmy – a jednak. Nie możemy wykluczyć korekty kursu EUR/PLN w krótkim terminie, nadchodzące tygodnie mogą nas jednak skłonić do zrewidowania naszego poglądu na złotego.
W tym tygodniu skupimy się na danych dotyczących handlu (wtorek 13.06) oraz odczytach inflacyjnych (czwartek 15.06 i piątek 16.06). W najbliższych dniach czekają nas posiedzenia najważniejszych banków centralnych oraz istotne publikacje danych makroekonomicznych ze świata, spodziewamy się więc, że sytuacja złotego będzie zależała w dużej mierze od czynników zewnętrznych.
EUR
Ostateczna rewizja PKB w I kwartale 2023 r. pokazała, że strefa euro wkroczyła w recesję, ale tylko w najbardziej technicznym jej rozumieniu: w dwóch ostatnich kwartałach gospodarka odnotowała spadki o 0,1%. Dane te otrzymujemy późno i są one wsteczne, dołożyły się jednak w niewielkim stopniu do bardziej posępnego obrazu wyników gospodarki wspólnoty.
Uważamy, że techniczna recesja wynika głównie z jednorazowych czynników, a gospodarka strefy euro jest na dobrej drodze do umocnienia się w nadchodzących kwartałach – niskie ceny energii i ciasny rynek pracy wspierają wydatki gospodarstw domowych. Jeśli oczekiwanej w tym tygodniu podwyżce stóp procentowych będzie towarzyszyła jastrzębia retoryka EBC, euro powinno otrzymać wsparcie.
USD
Dwa istotne wydarzenia mogą pozwolić w tym tygodniu dolarowi na wyłamanie się w końcu z przedziału, w którym ostatnio utkwił. We wtorek (13.06) opublikowany zostanie raport inflacyjny za maj. Zaskoczenie w górę względem oczekiwań może być wystarczające, by przechylić szalę na korzyść podwyżki stóp procentowych następnego dnia.
Tak jak konsensus spodziewamy się, że stopy procentowe w czerwcu nie ulegną zmianie. Możliwy rozłam wśród decydentów i jastrzębie sygnały mogłyby wzmocnić przekonanie rynku, że kolejny ruch stóp procentowych będzie raczej w górę niż w dół. Niemniej koniec cyklu w USA wydaje się być w zasięgu, czego nie możemy powiedzieć o strefie euro, spodziewamy się więc, że dolar będzie w średnim terminie słabszy.
GBP
Rynki oczekują, że w związku z uporczywą inflacją Bank Anglii podniesie stopy procentowe znacznie powyżej 5%, co wpływa na aprecjację funta względem dolara i euro. Publikowane w tym tygodniu dane mogą go dodatkowo wesprzeć.
Oczekuje się kolejnego silnego raportu z rynku pracy (wtorek 13.06), który może wykazać nominalny wzrost płac o blisko 7% w ujęciu rocznym. Dane o PKB w kwietniu (środa 14.06) powinny zaś pokazać powrót do wzrostu. Ze względu na to uważamy, że funtowi łatwiej powinno być się w najbliższym czasie umocnić, niż osłabić.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury