Tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny bez limitów

Tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny bez limitów – które od 1 kwietnia zapowiedział resort zdrowia – nie poprawią sytuacji pacjentów. Będzie to kolejne dosypanie pieniędzy do źle funkcjonującego systemu, a przez to ich zmarnowanie.

Ministerstwo Zdrowia nie wyjaśniło jeszcze, skąd weźmie środki na dodatkowe usługi. Nie to jest jednak najważniejsze – problemem jest fakt, że pieniądze nie zmienią źle działającego systemu ochrony zdrowia.

Zwiększenie środków finansowych przeznaczanych na diagnostykę nie rozwiążę problemu polskiego pacjenta, ponieważ pacjent nadal nie będzie miał ustalonego miejsca w systemie. Poza tym nie należy zapominać o ograniczonych zasobach kadrowych, w tym przypadku lekarzach z dziedziny radiologii i diagnostyki obrazowej. Najistotniejszą kwestią dla każdego pacjenta jest zapewnienie ciągłości opieki, zgodnie z przyjętym indywidualnym planem diagnostyki i leczenia.

Pacjent otrzymując od lekarza specjalisty skierowanie na badanie rezonansu lub tomografię zostaje pozostawiony sam sobie. Musi na własną rękę szukać miejsca wykonania badania. Od jego umiejętności zdobywania informacji i determinacji zależy w dużej mierze, czy badanie nastąpi szybciej, czy wolniej. To, że badania nie będą limitowane, nie oznacza automatycznie, że pacjent wykona je szybko.

Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie modelu opieki ambulatoryjnej skoncentrowanej na pacjencie i jego potrzebach zdrowotnych, skoordynowanie i zintegrowanie jego diagnostyki i leczenia oraz stworzenie mechanizmu umożliwiających finansowe motywowanie świadczeniodawców do stałego podnoszenia poziomu jakości udzielanych świadczeń.

Gdyby lekarz wystawiając skierowanie od razu mógł zaproponować lub wyznaczyć miejsce badania zgodne z potrzebami leczenia – wtedy pacjent nie byłby narażony na ryzyko.
W obecnej sytuacji zasilenie systemu opieki zdrowotnej dodatkowymi pieniędzmi nie poprawi sytuacji w stopniu, jaki jest możliwy do osiągnięcia przy przebudowie organizacji opieki ambulatoryjnej, przy czym bezdyskusyjną kwestią jest konieczność podjęcia działań mających na celu zwiększenie dostępności do diagnostyki obrazowej.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Symmetry zrealizuje projekt z zakresu przeciwdziałania nadużyciom w Ministerstwie Finansów

Symmetry podpisało umowę z Ministerstwem Finansów na dostawę narzędzi analityki biznesowej w oparciu o technologię firmy SAS, wiodącego na świecie dostawcy zaawansowanej analityki i oprogramowania Business Intelligence. Maksymalna łączna wartość zamówienia wynosi blisko 3 mln zł brutto.

Wspólnie z SAS zaproponowaliśmy unikalne, hybrydowe podejście do wykrywania i zapobiegania nadużyciom. Mechanizm rozwiązania wykorzystuje wiele technik, w tym zaawansowaną analitykę z wbudowaną sztuczną inteligencją (AI) oraz funkcje uczenia maszynowego. Co więcej, konsoliduje ogromne ilości danych ze źródeł wewnętrznych i zewnętrznych, a potężny mechanizm analizy przetwarza wszystkie informacje w czasie rzeczywistym komentuje Paweł Bociąga, Prezes Zarządu Symmetry Sp. z o.o.

Przedmiotem umowy jest dostawa oprogramowania wraz z zapewnieniem prawa do korzystania z licencji pakietu SAS Detection and Investigation. Realizacja projektu nastąpi w terminie do 10 dni roboczych od dnia zawarcia umowy. Spółka udzieli Zamawiającemu dwunastomiesięcznej gwarancji na dostarczony software.

Implementacja narzędzi zaawansowanej analityki biznesowej przez Ministerstwo Finansów ma na celu zwiększenie potencjału analitycznego i efektywności typowania do kontroli podatkowych oraz innych działań weryfikacyjnych KAS (Krajowej Administracji Skarbowej).

ABB i Dassault Systèmes nawiązują globalną współpracę w zakresie oprogramowania dla branż cyfrowych

Firmy ABB i Dassault Systèmes poinformowały o nawiązaniu globalnej współpracy, dzięki której klienci z branż cyfrowych otrzymają dostęp do unikatowego portfolio oprogramowania, od rozwiązań pozwalających na zarządzanie cyklem życia produktów po monitorowanie stanu technicznego urządzeń. Obie firmy będą mogły dostarczać klientom kompleksowe, otwarte rozwiązania cyfrowe, pozwalające wzmocnić ich konkurencyjność, a także zwiększyć elastyczność, szybkość i wydajność cyklu życia produktów, procesów produkcyjnych i operacji.

Współpraca pozwoli na wykorzystanie największych zalet rozwiązań cyfrowych ABB Ability™ oraz platformy 3DEXPERIENCE Dassault Systèmes, opierając się na solidnej infrastrukturze obu firm, szerokiej znajomości specyfiki branży oraz dostępie do klientów z całego świata. Firma ABB już wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE do modelowania i symulowania rozwiązań przed ich dostarczeniem do klientów. Partnerstwo pozwoli firmie ABB opracowywać, a następnie dostarczać klientom zaawansowane, wirtualne „cyfrowe bliźniaki” obiektów fizycznych. Dzięki temu, będą oni mogli wykorzystywać rozwiązania ABB w swoich operacjach z wyższą skutecznością i elastycznością oraz z ukierunkowaniem na zrównoważony rozwój.

Obie firmy będą stopniowo skupiać się na automatyzacji fabryk i robotyce oraz automatyzacji procesów przemysłowych, a także rozwiązaniach w zakresie elektryfikacji inteligentnych budynków. Pierwsze wspólne projekty zostaną zaprezentowane podczas targów przemysłowych Hannover Messe, które odbędą się w Niemczech w dniach 1-5 kwietnia 2019 r.

– Ta przełomowa współpraca pozwoli naszym klientom uzyskać przewagę nad konkurencją w zakresie innowacyjności i tempa rozwoju, fundamentalnie przekształcając ich łańcuch wartości, aby wykorzystać potencjał drzemiący w cyfryzacji przemysłu. Wspólnie oferujemy otwarte i kompleksowe portfolio rozwiązań, od cyfrowych bliźniaków po monitorowanie kondycji zasobów, pozwalających poprawić konkurencyjność dzięki wykorzystaniu produktów, wiedzy i doświadczenia oraz globalnego zasięgu obu firm – mówi Ulrich Spiesshofer, dyrektor generalny ABB. – Dassault Systèmes dołącza do grona partnerów ABB z zakresu cyfryzacji przemysłu – firm Microsoft, HPE i IBM. Bardzo cieszy nas możliwość współpracy z globalnym zespołem Dassault Systèmes w zakresie rozwijania innowacyjności i dostarczania wartości klientom.

–W XXI wieku przemysł nie polega już tylko na samej zdolności do produkowania dóbr. Dzisiejsi liderzy muszą doskonale opanować techniczne know-how. To zupełnie nowy wyróżnik konkurencyjności, istotny już dziś z uwagi na konwergencję cyfrowych technologii, które zmieniają każdy aspekt prowadzenia biznesu w sektorze przemysłowym  – mówi Bernard Charlès, wiceprezes i dyrektor generalny Dassault Systèmes. – W dobie renesansu  przemysłu podejście platformowe pozwala wykorzystać synergię między światem rzeczywistym i wirtualnym. Nasze partnerstwo z ABB pozwoli wykorzystać wiedzę i wieloletnie doświadczenie obu firm, aby umożliwić klientom czerpanie korzyści z tego silnego i dynamicznego trendu.

W dobie wysoce zautomatyzowanego przemysłu, cyfrowe modelowanie fabryk oraz elastyczne, zrobotyzowane systemy produkcyjne pomagają firmom w generowaniu większej liczby bardziej złożonych cykli w krótszym czasie. To z kolei przyspiesza przejście z produkcji masowej na masową indywidualizację, czyli wytwarzanie bardziej zróżnicowanych dóbr w mniejszych partiach, z krótszym cyklem życia produktu. Z uwagi na fakt, że dostawy just-in-time (ang. dokładnie na czas) w ostatnich latach stały się normą, dla wielu producentów drastycznie wzrósł koszt przestojów. Obecnie koszt godzinnego przestoju w nowoczesnej fabryce może przekroczyć milion dolarów.

ABB posiada już rozbudowaną ofertę rozwiązań cyfrowych ABB Ability™. Koncepcja uruchomiona w 2017 r. obejmuje ponad 210 cyfrowych rozwiązań do planowania, budowy i obsługi zakładów przemysłowych przy wyższym poziomie produktywności i bezpieczeństwa oraz niższych kosztach.

Firma Dassault Systèmes współpracuje z przedsiębiorstwami różnej wielkości z 11 branż, pomagając im sprostać nowym wyzwaniom w dobie renesansu przemysłowego. Platforma 3DEXPERIENCE integruje technologie i funkcjonalności bazujące na wiedzy i „know-how”, zapewniając spójne środowisko sprzyjające innowacyjności oraz zapewniające cyfrową ciągłość od fazy projektu, przez produkcję, aż do wsparcia technicznego.  Firmy z branży przemysłowej mogą integrować aplikacje 3D platformy, aby tworzyć cyfrowe bliźniaki obiektów fizycznych.  Wykorzystują w tym celu dane i wiedzę z całego środowiska, co pozwala im mierzyć, oceniać i prognozować wydajność produktów oraz optymalizować ich wydajność w inteligentny sposób.

Współpraca ABB i Dassault Systèmes będzie początkowo koncentrować się na następujących obszarach:

Automatyzacja i robotyzacja fabryk

Wykorzystanie cyfrowych bliźniaków do kompleksowej optymalizacji procesów i systemów w połączeniu z elastycznością automatyzacji, umożliwi dostosowanie fabryk do dynamicznie zmieniających się uwarunkowań rynkowych. Obejmuje to gotowe do działania rozwiązania produkcyjne i usługi, a także wspólne doradztwo w zakresie biznesowej transformacji przemysłowej, mającej na celu zoptymalizowanie i skrócenie czasu wprowadzania nowych produktów na rynek. Producenci elektroniki mogą zwiększyć tempo wytwarzania nowych produktów o krótkim cyklu życia, z kolei firmy z sektora spożywczego mogą zmieniać dostosowane do lokalnych wymagań sezonowe oferty bez zmniejszania tempa produkcji. W branżach o wysokim współczynniku automatyzacji, takich jak przemysł samochodowy, wykorzystanie cyfrowych bliźniaków zapewnia zintegrowane środowisko projektowo-produkcyjne, wspierające tworzenie nowych procesów montażowych z możliwością rekonfiguracji elementów.  Możliwe jest także łączenie osobnych systemów – na przykład automatyki logistycznej ze zrobotyzowanymi liniami produkcyjnymi, których optymalna wydajność zależy od przestrzegania precyzyjnie określonych harmonogramów dostaw części.

Inteligentne budynki

Współpraca Dassault Systèmes i ABB dotycząca systemów cyfrowych bliźniaków umożliwi płynną organizację działań od fazy projektowania poprzez prace inżynieryjne aż do obsługi budynków, a także wdrażanie zrównoważonych rozwiązań transportowych opartych na połączeniu z internetem. Dostępne informacje, w połączeniu z wirtualnym środowiskiem platformy 3DEXPERIENCE® pozwolą także na rozszerzenie interakcji z klientem w fazie opracowywania specyfikacji projektu oraz zarządzania budynkiem.

Przemysł przetwórczy: przykład górnictwa

Presja konkurencyjności w przemyśle przetwórczym  np. górnictwie, zmusza firmy do nieustannego poszukiwania nowych metod zwiększania bezpieczeństwa oraz podnoszenia produktywności i oszczędności energetycznej przy jednoczesnej redukcji kosztów i minimalizacji ryzyka bieżącej działalności. Cyfrowy model podziemnego środowiska, w połączeniu z systemami planowania kopalń i sterowania nimi, może potencjalnie zoptymalizować zużycie energii i zautomatyzować wydobycie. Może także zapewnić spółkom wydobywczym monitorowanie i optymalizację produkcji w czasie rzeczywistym, a także umożliwić wirtualne symulowanie hipotetycznych scenariuszy zdarzeń.

Prosta spółka akcyjna – sukces na Słowacji, szansa na sukces w Polsce

13 lutego 2019 r. do Sejmu wpłynął rządowy projekt nowelizacji kodeksu spółek handlowych, który przewiduje wprowadzenie do prawa polskiego nowego typu spółki kapitałowej – prostej spółki akcyjnej („PSA”).

Dr Anna Rataj, LL.M., LL.M. Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie
Dr Anna Rataj, LL.M., LL.M. Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Projektowana konstrukcja ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni wieszczą nowemu typowi spółki sukces, inni totalną porażkę. Spróbujmy dla odmiany, zamiast wróżyć z fusów, przyjrzeć się doświadczeniom naszych sąsiadów zza południowej granicy. Od dwóch lat podobna regulacja dotycząca PSA obowiązuje na Słowacji. To właśnie Słowacja była inspiracją dla pomysłu wprowadzenia PSA w Polsce. Jak funkcjonuje nowy typ spółki w tamtejszej rzeczywistości?

Słowacka regulacja prostej spółki akcyjnej

W 2015 roku słowacki parlament uchwalił nowelizację tamtejszego kodeksu handlowego wprowadzając regulację dotyczącą PSA (po słowacku j.s.a. – jednoducha spolocnost na akcie). Była to pierwsza tak duża zmiana słowackiego prawa spółek od momentu przyjęcia kodeksu (czyli od 1991 r. – jeszcze w Czechosłowacji). Nowe przepisy weszły w życie 1 stycznia 2017 r. Długie vacatio legis było uzasadnione koniecznością przygotowania i implementacji odpowiednich rejestrów w ramach słowackiego odpowiednika krajowego depozytu papierów wartościowych.

Podstawowe korzyści PSA to niskie wymogi kapitałowe przy jej zakładaniu oraz prosta struktura korporacyjna. Po raz pierwszy zdecydowano się zrezygnować z obowiązku wniesienia wysokiego kapitału zakładowego,  który z zasady miał pełnić funkcję ochrony interesów wierzycieli, ale w praktyce okazywał się nie być wystarczającym zabezpieczeniem, a przy tym utrudniał nowym przedsiębiorstwom możliwość założenia spółki kapitałowej. Minimalny kapitał zakładowy słowackiej PSA wynosi 1 euro, minimalna wartość nominalna jednego udziału to 1 eurocent. Zarząd może składać się z jednej osoby, rada nadzorcza nie jest obowiązkowa, a akcjonariusze mogą podejmować uchwały w drodze obiegowej.

Tak sformułowane podstawy dają akcjonariuszom dużą swobodę kształtowania wzajemnych relacji. W PSA można wydawać różne rodzaje akcji, z którymi związane odmienne prawa – umożliwia to tworzenie klas odzwierciedlających niejako pozycję akcjonariuszy w spółce, wynikającej np. z momentu dołączenia do spółki. Istnieje również możliwość zgłoszenia do rejestru typowych zapisów umowy między wspólnikami dotyczących m.in. prawa przyciągnięcia i przyłączenia, co zwiększa ich egzekwowalność. Ponadto wszelkie transakcje na akcjach podlegają obowiązkowej rejestracji a lista wszystkich akcjonariuszy dostępna jest online w krajowym depozycie. Nie ma możliwości oferowania akcji słowackiej PSA na giełdzie – musiałaby ona najpierw przekształcić się w tradycyjną spółkę akcyjną (jest to uwarunkowane przepisami drugiej dyrektywy unijnej).

Rejestracja PSA trwa 5 dni roboczych i przypomina rejestrację spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Zasadnicza różnica sprowadza się do konieczności zarejestrowania listy akcjonariuszy w krajowym depozycie, co uwarunkowane jest zasadą transparentności akcjonariatu oraz formą elektroniczną akcji. PSA może podjąć aktywność jeszcze przed zarejestrowaniem wszystkich akcji w depozycie.

Statystyki

PSA nie miała zastąpić żadnego z dotychczasowych typów spółek kapitałowych, nie można zatem oczekiwać, że pod względem liczebności przewyższy np. spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która nadal pozostaje najpopularniejszym typem spółki na Słowacji. W ciągu dwóch lat obowiązywania regulacji zarejestrowano 123 proste spółki akcyjne. Dla porównania, w tym samym okresie zarejestrowano 406 spółek akcyjnych, co oznacza, że jedna na pięć spółek akcyjnych jest prostą spółką akcyjną. Zgodnie z przewidywaniami PSA cieszy się największym zainteresowaniem wśród start-upów, działających głównie w branży nowych technologii. Jej popularność rośnie również wśród inwestorów Venture Capital zajmujących się inwestycjami w przedsiębiorstwa niepubliczne znajdujące się we wczesnych fazach rozwoju. Zdarza się, że inwestorzy prywatni zakładają PSA dopasowaną odpowiednio do swoich potrzeb a następnie inwestują w poczatkujący start-up lub istniejącą już dłużej na rynku spółkę.

Biorąc pod uwagę uproszczenie wielu formalności typowych dla spółki akcyjnej i zapewnioną elastyczność rozwiązań w zakresie struktury ładu korporacyjnego należy spodziewać się, że liczba rejestrowanych na Słowacji PSA będzie systematycznie rosła.

O krok dalej: blockchain

W pierwotnym założeniu regulacja PSA w Polsce miała być podobna do słowackiej. Jednak w trakcie prac pewne kwestie udoskonalono (np. szersze zastosowanie środków elektronicznych, rejestracja elektroniczna w 24 godziny). Dodatkowo eksperci i zwolennicy rozwiązań innowacyjnych dostrzegli w niej szansę na wprowadzenie do prawa polskiego nowoczesnej technologii blockchain dla celów tokenizacji PSA. Choć pomysł nie spotkał się z entuzjazmem wszystkich środowisk, udało się go przeforsować w pracach nad projektem i został ujęty w następującym zapisie: „Art. 30030 § 3. Rejestr akcjonariuszy jest prowadzony w postaci elektronicznej, która może mieć formę rozproszonej i zdecentralizowanej bazy danych.” Zgodnie z uzasadnieniem projektu, celem tego przepisu jest przesądzenie, że wymóg postaci elektronicznej może być zrealizowany przez wykorzystanie technologii blockchain. Podkreślono przy tym, że podmiot  uprawniony, decydując się na korzystanie z określonej formy postaci elektronicznej rejestru (np. właśnie technologii blockchain), musi zapewnić wszelkie warunki do realizacji swych zadań i obowiązków ustawowych, zwłaszcza do postępowania zgodnie z procedurą dokonywania wpisów, oraz zagwarantować ograniczenie dostępu do danych w rejestrze. Przedstawiciele środowisk start-upowych z dumą podnoszą, że zastosowanie technologii blockchain w przypadku ewidencji akcji PSA to rewolucyjne w skali światowej rozwiązanie, które ma przyciągnąć do Polski zagranicznych inwestorów.

Podsumowanie

Doświadczenie słowackie pokazuje, że nowy typ spółki był w istocie bardzo potrzebny w tamtejszych realiach biznesowych. Polska od kilku lat podkreśla znaczenie rozwoju nowoczesnych technologii i umożliwianie łatwego startu przedsiębiorcom mającym innowacyjne pomysły. Wprowadzenie PSA do kodeksu spółek handlowych wpisuje się w tę narrację. Zastosowanie przy tym tak nowoczesnego rozwiązania jakim jest blockchain powoduje, że sama regulacja tak naprawdę jest swego rodzaju innowacyjnym start-upem w polskim prawie. Miejmy nadzieję, że okaże się być jeszcze większym sukcesem niż u naszych sąsiadów.

Komentarz ekspertów ze słowackiego biura Taylor Wessing :

– Wprowadzenie nowego typu spółki było bardzo potrzebne w słowackim prawie. Dotychczasowe regulacje spółek kapitałowych, oparte w swych pierwotnych założeniach na koncepcjach przejętych z niemieckiego i austriackiego systemu prawnego, były dość restrykcyjne pod względem wymogów formalnych. Przepisy nie zawsze pozwalały na swobodne kształtowanie wzajemnych relacji między wspólnikami lub akcjonariuszami – wyjaśnia Radovan Pala, Partner w Taylor Wessing w Bratysławie.

– Wprawdzie obowiązuje zasada swobody umów, ale nie w każdym przypadku koncepcje takie jak prawo przyciągnięcia i przyłączenia, plan opcji na akcje czy akcjonariat pracowniczy dawały się łatwo zmieścić w ramach obowiązujących przepisów. Przepisy nie odzwierciedlały aktualnych tendencji inwestowania kapitału ani realiów słowackiego otoczenia biznesowego. Sytuację pogarszało podejście słowackich sądów, które nie były skłonne do interpretowania przepisów w sposób pozwalający na ich dostosowanie do potrzeb biznesu, lecz trzymały się ukształtowanych przed laty linii orzeczniczych – dodaje Juraj Fridrich, Partner w Taylor Wessing w Bratysławie.

– Pierwotnym celem stworzenia PSA było służenie start-upom i inwestorom Venture Capital, choć wykorzystywana może być we wszystkich odmianach projektów typu joint venture. Nasze biuro w Bratysławie zarejestrowało dotychczas 8 prostych spółek akcyjnych. W dwóch z nich miała miejsce implementacja planu akcjonariatu pracowniczego. Przewidujemy, że w kolejnych latach takich rejestracji będzie coraz więcej –  podsumowuje Andrej Leontiev, Partner w Taylor Wessing w Bratysławie.

Autor: Dr Anna Rataj, LL.M., LL.M. Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Monika Masztakowska pokieruje Działem Sprzedaży i Marketingu w Diners Club Polska

Z początkiem marca 2019 r. Monika Masztakowska objęła stanowisko Dyrektora Działu Sprzedaży i Marketingu w Diners Club Polska. Z firmą związana jest od blisko 15 lat. Wcześniej wspierała między innymi sieć dystrybucji prestiżowych kart jako menadżer.

Monika Masztakowska - Diners Club Polska
Monika Masztakowska – Diners Club Polska

Monika Masztakowska posiada wieloletnie doświadczenie w obszarze sprzedaży, marketingu i public relations. Pracę w Diners Club Polska rozpoczęła jako menadżer ds. marketingu i PR w 2004 r. Przez ostatnie 3 lata była menadżerem ds. sprzedaży, a wcześniej przez prawie dwa lata wspierała dział rozwoju produktu. Przez cały czas budowała sieć sprzedaży kart wydawcy oraz wzmacniała jego wizerunek. Od marca 2019 r. odpowiada za koordynację wszystkich działań z zakresu  marketingu i sprzedaży całej firmy.

– Diners Club to firma z ugruntowaną pozycją na rynku, budowaną przez wiele lat. Mamy unikalną ofertę kart płatniczych skierowaną do osób podróżujących prywatnie i służbowo, których z roku na rok w Polsce przybywa, co pokazują m.in. nasze cykliczne badania. Wiemy, że potencjał sprzedaży kart Diners Club jest duży i dlatego stale udoskonalamy naszą ofertę oraz pracujemy nad pozyskaniem nowych klientów i partnerów. Wierzę, że wspólnie z doświadczonym zespołem możemy jeszcze wiele osiągnąć – mówi Monika Masztakowska, nowa Dyrektor Działu Sprzedaży i Marketingu w Diners Club Polska.

– Cieszę się, że za sprzedaż i marketing Diners Club Polska będzie odpowiadać tak doświadczona osoba. Monika była obecna we wszystkich kluczowych momentach dla naszej marki. Wprowadzała m.in. większość kart i usług do oferty. Jest jedną z najbardziej doświadczonych osób w Diners Club Polska, która bardzo dobrze poznała każdy aspekt firmy pod względem produktowym, sprzedażowym czy marketingowym – mówi Paweł Pomianowski, Prezes Zarządu Diners Club Polska.

Monika Masztakowska w Diners Club pracuje od prawie 15 lat. Wcześniej była związana z firmami z obszaru finansów. Doświadczenie zdobywała realizując projekty między innymi dla banku BPH, Kredyt Banku czy PKO BP. Na stanowisku Dyrektora Działu Sprzedaży i Marketingu zastąpiła Pawła Kałudowa.

Jest absolwentką wydziału matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz podyplomowych studiów public relations na Akademii Ekonomicznej.

Obawy o obawy RPP

Środowa sesja to przede wszystkim decyzja Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Dodatkowo Włosi rozpoczynają program dochodu podstawowego. Paczka danych zza oceanu.

Tylko pozornie bez zmian

            Przy braku ważniejszych czynników globalnych inwestorzy dzisiaj skupią się na posiedzeniu rodzimej Rady Polityki Pieniężnej. Zmian w poziomach stóp procentowych oczywiście nikt się nie spodziewa. Oficjele z NBP w ostatnich latach poświęcili sporo energii, by rynek nie nastawiał się na żadne ruchy. Nie oznacza to jednak, że dzisiejsze posiedzenie będzie nudne, czy pozbawione znaczenia. Od pewnego czasu widać zwiększoną aktywność ultra-gołębi w Radzie, która już nie ogranicza się tylko do wywiadów prasowych Eryka Łona. W dzisiejszym komunikacie możemy spodziewać się podkreślenia wielu ryzyk, ze spowolnieniem gospodarczym w Niemczech na czele. Ma to przygotować grunt pod przyszłą obniżkę stóp procentowych. Oznaczałoby to, że RPP wzorem EBC udałoby się przespać cały cykl podwyżek.

Włosi gwarantują dochód

            Od dzisiaj we włoskich urzędach pocztowych można składać wnioski o przyznanie dochodu obywatelskiego. W zeszłym roku nowy rząd stoczył długą batalię z Brukselą o ten pomysł. Jak się okazuję zwycięską batalię. Warto też pamiętać, że projekt został też bardzo źle odebrany przez inwestorów, co doprowadziło do wystrzelenia rentowności włoskiego długu. Z założenia każdy, kto spełni wymagane kryteria, będzie mógł liczyć na zasiłek w wysokości do 780 euro. Ustawa jest również mocno krytykowana właśnie za te zbytnio rozdmuchane kryteria. Obietnice wyborcze faktycznie brzmiały zdecydowanie inaczej, a ostateczny kształt bardziej przypomina zasiłek, niż dochód obywatelski (co ciekawe by go pobierać wcale nie trzeba być obywatelem Włoch). Tak to już bywa z kompromisami, że nie tylko nie zadowalają wszystkich, ale często wręcz nikogo.

Ameryka ratuje kalendarz

            Wszystko, co najciekawsze z dzisiejszego kalendarza makro napłynie do nas zza oceanu. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na odczyt ADP. Szacunkowy przyrost zatrudnienia w lutym ma wyhamować do poziomu 190 tysięcy. Z perspektywy negocjacji amerykańsko-chińskich ciekawy wydaje się także raport o bilansie handlu zagranicznego. Na dokładkę dostaniemy tzw. beżową księgę, obrazującą kondycję rynku nieruchomości oraz tygodniową zmianę zapasów ropy naftowej. Amerykanom kroku dotrzymają ich północni sąsiedzi. Z Kanady napłyną dane dotyczące PMI oraz handlu zagranicznego. Poznamy także decyzję w sprawie stóp procentowych, choć rynek nie oczekuje w tej kwestii zmian. Złoty od rana pozostaje stabilny, przez co zmienność na najważniejszych parach złotowych pozostaje niewielka. Euro kosztuje 4,30 zł, dolar 3,80 zł, frank 3,785 zł, a funt równe 5 zł.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Idą zmiany w JPK: nowa struktura i kary finansowe za błędy

Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt
Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt

Już od 1 lipca 2019 roku struktura JPK_VAT oraz deklaracje VAT mogą zostać zastąpione strukturą JPK_VDEK. Za błędne przesyłanie dokumentu na przedsiębiorcę będą nakładane kary finansowe. Jak będzie wyglądać nowy Jednolity Plik Kontrolny oraz kiedy Naczelnik Urzędu Skarbowego będzie mógł nałożyć karę?

Czym jest JPK_VDEK?

Według aktualnych przepisów czynny podatnik VAT ma obowiązek przesyłania do Urzędu Skarbowego JPK_VAT co miesiąc. Plik zawiera informację o podatku należnym oraz naliczonym, wynikającym z prowadzonych ewidencji. Oprócz tego podatnicy mają obowiązek prowadzenia rejestrów i przesyłania deklaracji VAT za wybrane okresy rozliczeniowe. Taki system jest uciążliwy szczególnie dla podatników, którzy rozliczają się z tego podatku kwartalnie.

Według ustawodawcy JPK_VDEK ma uprościć rozliczenia podatku od towarów i usług. Nowy plik odzwierciedli dane przesyłane obecnie w deklaracjach VAT oraz w pliku JPK_VAT. Dodatkowo będzie zawierał dane, które są potrzebne do analizy rozliczeń tego podatku i jego kontroli.

Pozycje z deklaracji VAT-7/7K zostaną przeniesione do części nowej struktury, a następnie połączone z danymi z pliku JPK_VAT. Dzięki takiemu rozwiązaniu przedsiębiorca prześle jeden dokument elektroniczny – będzie to więc duże ułatwienie szczególnie dla tych, którzy teraz rozliczają się z VAT kwartalnie, a JPK_VAT muszą wysyłać co miesiąc. Kolejnym uproszczeniem będzie likwidacja załączników VAT-ZZ, VAT-ZD i VAT-ZT oraz wniosków występujących w standardowych deklaracjach.

Kara za błędy w JPK_VDEK

Nowy rodzaj JPK, zgodnie z projektem Ministerstwa Finansów, może się jednak wiązać z karami dla przedsiębiorców. W przypadku stwierdzenia w przesłanej ewidencji błędów czy danych niezgodnych ze stanem faktycznym, lub w przypadku zmiany danych zawartych w tej ewidencji, przedsiębiorca jest obowiązany przesłać niezwłocznie korektę JPK_VDEK.

Za przesłanie ewidencji zawierającej błędy lub dane niezgodne ze stanem faktycznym naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł nakładać karę finansową w wysokości 500 zł za każdą stwierdzoną nieprawidłowość. Przepisy nie stwierdzają jednoznacznie, co jest nieprawidłowością podlegającą karze – w praktyce może więc być nią pomyłka w numerze faktury czy literówka w nazwie kontrahenta. Decyzja o nałożeniu kary należy do naczelnika, który wcześniej powinien wezwać do przesłania korekty ewidencji, wskazując przy tym błędy lub dane niezgodne ze stanem faktycznym.

Aby uniknąć kary, przedsiębiorca powinien w terminie do 14 dni od dnia doręczenia wezwania złożyć do naczelnika urzędu skarbowego korektę ewidencji. Korekta powinna zawierać wskazane w wezwaniu błędy lub dane niezgodne ze stanem faktycznym.

Średni czas oczekiwania firm na zapłatę faktury przekroczył 3 miesiące

  • Średni czas oczekiwania przez firmy na zapłatę faktury to obecnie 3 mies. i 9 dni*, co wiele z nich doprowadza do bankructwa.
  • Pojawiają się opinie, że zatory płatnicze osiągnęły już taką skalę, że wymagają zdecydowanej reakcji Rządu – stosowna ustawa ma wejść w życie w czerwcu 2019.
  • Są jednak narzędzia skuteczniejsze i już dostępne, osiągalne dla większości firm, pozwalające oddalić niebezpieczeństwo zatorów finansowych.

Model systemu płatności dominujący w polskiej gospodarce rujnuje przedsiębiorstwa. Polega on na tym, że kontrahent biznesowy płacąc za odebrany towar czy wykonaną usługę stara się maksymalnie odsunąć w czasie moment przelewu. Normą są terminy płatności przypadające za dwa lub trzy miesiące, ale bywa, że jest to nawet 6 miesięcy. Taka długa perspektywa najbardziej dotkliwa jest dla sektora MSP – małe i średnie firmy nie mają wystarczająco silnej pozycji, żeby skutecznie negocjować i domagać się krótszych terminów płatności, nie mają też często wystarczających zasobów finansowych, żeby kilka miesięcy oczekiwania na przelew przetrwać. Niektórym to się nie udaje, stąd tak dużo bankructw – 988 w 2018 roku.

Aż 54 proc. polskich firm otrzymuje należne pieniądze z ponad 60-dniowym opóźnieniem − wynika z badania Skaner MŚP zrealizowanego przez Keralla Research na zlecenie BIG Infomonitor (za IV kw. 2018 roku).  W ciągu ostatnich dwóch lat nigdy nie było to aż tak dużo. Znacząco zwiększyła się też liczba firm, które w badaniu przyznały, że problem opóźnień przelewów ze strony ich partnerów nie jest im obcy.

Rząd pomoże?

Chociaż w wielu innych krajach UE zatory płatnicze też są problemem, czasem mówi się, że to polska specjalność. Reguluje je polska ustawa z dn. 8.03.13r. o terminach zapłaty w transakcjach handlowych. Realia rynkowe są jednak dalekie od dobrych chęci i blokują możliwość wykorzystania potencjału rozwojowego przez polskich przedsiębiorców, w tym szczególnie tych z sektora MŚP. Na pomoc firmom ruszył rząd przygotowując nową ustawę, która ma pomóc przedsiębiorcom w zniwelowaniu opóźnień w płatnościach. W jej projekcie tak zdefiniowano problem.: „(…) stosowanie zbyt długich, często nieuzasadnionych gospodarczym charakterem danej transakcji, terminów płatności za dostarczone towary i usługi. Brak terminowej zapłaty za towary lub usługi, jak również długie oczekiwanie na nią, generuje szereg negatywnych konsekwencji.”

Zapisy ustawy zakładają m.in. skrócenie terminu zapłaty w transakcjach, w których dłużnikiem jest podmiot publiczny do 30 dni, bez możliwości wydłużenia (wyjątek – podmioty lecznicze z terminem 60-dniowym); wprowadzenie ustawowego obowiązku stosowania maksymalnego, 60-dniowego terminu zapłaty w transakcjach, w których wierzycielem jest MŚP, a dłużnikiem duży przedsiębiorca. Są też jednak obawy związane z ustawą i wynikają z braku precyzji niektórych przepisów, a także zwiększenia obowiązków nakładanych na dłużników.

 – Długie terminy płatności hamują rozwój przedsiębiorstw utrudniając wprowadzanie na rynek nowych produktów, powodują konieczność podnoszenia cen produktów lub usług czy zmniejszanie funduszu wynagrodzeń, a nawet ograniczanie zatrudnienia. Za wcześnie jeszcze na ocenę czy ustawa, która ma wejść w życie w czerwcu pomoże w realny sposób i na dużą skalę, ale były już próby odgórnego regulowania zatorów i jak widać po danych, nie zakończyły się spektakularnym sukcesem. Lepszą i skuteczniejszą pomoc oferuje rynek i różne mechanizmy finansowania biznesu, szczególnie tego małego. Ja najwięcej mogę powiedzieć o faktoringu, bo tym się zajmuję i z licznych rozmów przeprowadzanych z przedsiębiorcami, którzy zgłaszają się do nas po finansowanie wynika, że faktoring to lepszy sposób na przetrzymywane przelewy niż ustawa. Wprawdzie przedsiębiorca korzystając z faktoringu musi za wsparcie zapłacić, ale jeśli biznes przez niego prowadzony przynosi dochody, to jest w stanie podzielić się zyskiem w zamian za dostęp do swoich już zarobionych pieniędzy już następnego dnia po wystawionej fakturze. Tym bardziej, że koszty faktoringu od kilku lat spadają, my też je obniżyliśmy. Jeśli termin zapłaty na fakturze to np. 90 dni, co nie jest wcale w polskiej gospodarce rzadkością, to możliwość dostępu do tych pieniędzy 3 miesiące wcześniej daje ogromny komfort i możliwość rozwoju przedsiębiorcy – ocenia Maciej Wilk – Dyrektor Regionu Śląskiego w eFaktor S.A.

* Dane KRD i KPF

Ochrona zdrowia – trendy i wyzwania w 2019 r.

W latach 2018-2022 wydatki na ochronę zdrowia na świecie będą rosły średnio o 5,4 proc. rocznie, co stanowi około 10,4 proc. globalnego PKB. Do głównych przyczyn napędzających wzrost wydatków należą: starzenie się ludności, rozpowszechnienie systemu ochrony zdrowia w krajach rozwijających się, rozwój technologii i rosnące koszty pracy. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „2019 Global Health Care Outlook. Shaping the future” wynagrodzenia mogą stanowić nawet 70 proc. kosztów prowadzenia szpitala. Autorzy przewidują, że w najbliższych latach medycyna stanie się bardziej przewidywalna, prewencyjna, oraz spersonalizowana. Rynek opieki medycznej powinien przejść transformację od skupiania się na leczeniu chorób do profilaktyki zdrowotnej.

Coraz większe nierówności w wydatkach na zdrowie

W 2022 roku łączne wydatki na ochronę zdrowia na świecie wyniosą około 10 bilionów dolarów. W latach 2018-2022 będą one rosły średnio o 5,4 proc. rocznie, jednak ich udział w globalnym PKB pozostanie na dotychczasowym poziomie 10,4 proc. Dla porównania w latach 2013-2017 wydatki rosły średnio o 2,9 proc. rocznie. – Za zwiększenie oczekiwanych wydatków odpowiedzialne są umocnienie się dolara względem innych walut, rozpowszechnienie opieki zdrowotnej w krajach rozwijających się, coraz większe potrzeby osób starszych, rozwój technologii medycznych oraz rosnące koszty pracy w sektorze. Co również istotne, różnice w wydatkach na ochronę zdrowia między krajami będą się pogłębiać – mówi Oliver Murphy, Partner, Lider ds. Sektora Farmaceutycznego i Opieki Zdrowotnej w Deloitte. W 2022 roku wyniosą one od 54 dolarów rocznie na mieszkańca Pakistanu do ponad 11,7 tys. dolarów na obywatela Stanów Zjednoczonych. Większy przyrost demograficzny w krajach rozwijających dodatkowo utrudni zniwelowanie różnic. Wyższe wydatki nie zawsze przekładają się na lepszą jakość opieki zdrowotnej. Przykładowo, Stany Zjednoczone, będące światowym liderem wydatków na ochronę zdrowia, uplasowały się na ostatnim miejscu pod względem jakości usług medycznych spośród dziesięciu porównywanych krajów rozwiniętych.

Dłuższe życie – większy wkład w PKB

Choroby zakaźne coraz rzadziej są przyczyną śmierci na świecie. Liczba zgonów z powodu AIDS spadła z 2,3 mln w 2005 roku do 940 tys. w 2017 roku. Z powodu malarii w 2016 roku zmarło 445 tys. osób, czyli o prawie milion mniej niż w roku 2000. W większości krajów rozwiniętych za ponad 80 proc. zgonów odpowiadają choroby przewlekłe, głównie nowotwory, choroby serca i cukrzyca. Wyzwaniem jest również zanieczyszczenie środowiska, które w 2016 roku było przyczyną ok. 4,2 mln zgonów na świecie – szczególnie w rejonie Zachodniego Pacyfiku.

Wyzwaniem dla systemów ochrony zdrowia w krajach rozwiniętych będzie wzrost oczekiwanej długości życia. Przeciętnie wzrośnie ona z 73,5 w roku 2018 roku do 74,4 w 2022 roku. Prawie co ósma osoba na świecie będzie miała ponad 65 lat. Warto zaznaczyć, że wydłużanie się średniej długości życia wpływa na większą liczbę lat pracy człowieka a to z kolei przekłada się na wzrost PKB. Największy tego efekt zaobserwowano w Japonii, gdzie PKB na mieszkańca wzrosło z tego powodu o prawie 29 proc., oraz w Europe Zachodniej – 22 proc., ale zależność występuje również w niektórych krajach rozwijających się, np. Argentynie, Tajlandii czy Chinach.

Ochrona zdrowia 2019 – trendy i wyzwania

W raporcie eksperci Deloitte opisują sytuację w sektorze ochrony zdrowia oraz czynniki wpływające na pacjentów, dostawców usług medycznych, rządy i innych beneficjentów systemu oraz analizują sześć głównych wyzwań stojących przed sektorem w 2019 roku. Są to:

  • utrzymywanie stabilności finansowej,
  • wdrożenie nowych modeli dostaw usług medycznych – poprawiających ich dostępność i ceny,
  • dostosowanie do zmieniających się potrzeb, wymagań i oczekiwań konsumentów,
  • inwestycje w cyfrowe innowacje,
  • zgodność z przepisami i zapewnienie cyberbezpieczeństwa,
  • pozyskiwanie, rozwój i zatrzymywanie najlepszego personelu medycznego.

–  Wszyscy beneficjenci systemu ochrony zdrowia powinni dążyć do jednego celu, którym jest przejście od systemu leczenia do systemu zapobiegania chorobom. Cel ten zostanie osiągnięty tylko, jeśli transformacji systemu ochrony zdrowia będą towarzyszyły zmiany w pozostałych obszarach, m.in. na rynku pracy, w mieszkalnictwie, edukacji i transporcie, a także handlu, bankowości i technologii. – mówi Oliver Murphy. – Inteligentna transformacja systemu zdrowia może przyczynić się do rozwoju innowacji, większej dostępności usług medycznych, lepszej jakości i niższych kosztów – dodaje.

Trendy i wyzwania w Polsce

Wyzwania i trendy, które obserwujemy na arenie międzynarodowej, mają także swój wydźwięk lokalny. Analizując wyniki Indeksu Rozwoju Społecznego za rok 2018 (ang. Social Progress Index), którego Deloitte jest globalnym partnerem, możemy wyraźnie zauważyć, że Polska w obszarze „Zdrowie i dobrostan” plasuje się na 42 miejscu (gdy jednocześnie całościowo zajmuje 32. lokatę pośród badanych 146 krajów świata; sam indeks składa się z 51 wskaźników). We wspomnianym wcześniej obszarze, eksperci analizują m.in. takie kwestie jak dostęp do jakościowej opieki zdrowotnej czy oczekiwane lata życia w wieku 60-ciu lat. – Co istotne z drugiej strony, w grupie krajów o podobnym PKB na osobę, takich jak np. Malezja, Węgry, czy Chile, Polska osiąga podobne wyniki w tym obszarze. Jednym z rozwiązań, które potencjalnie mogą poprawić sytuację pacjentów, jest próba wdrożenia koncepcji opieki farmaceutycznej – komentuje Rafał Rudzki, Starszy Menadżer, w Zespole Doradztwa Biznesowego Deloitte. – Ministerstwo Zdrowia pod koniec 2017 r. powołało roboczy zespół do spraw pilotażowego wdrożenia opieki farmaceutycznej.  W pierwszej połowie br. zespół ten powinien wypracować i wdrożyć  program pilotażowej opieki farmaceutycznej w Polsce. Powinien on być oparty o zespół usług farmaceutycznych, w którym farmaceuta, współpracując z pacjentem, lekarzem i w razie potrzeby z innymi pracownikami medycznymi, czuwa nad prawidłowym przebiegiem farmakoterapii –dodaje. Szczegółowe rekomendacje dotyczące wdrożenia takiej zmiany wraz ze scenariuszami przedstawiono w opublikowanym w 2018 r. raporcie „Rola i wyzwania współczesnej apteki w systemie ochrony zdrowia. Jak wprowadzić w Polsce opiekę farmaceutyczną?” przygotowanym przez Deloitte na zlecenie USP Zdrowie.

 „Inteligentne” usługi medyczne

Wysoki poziom świadczonych usług, transparentność wszystkich procesów i informacji, w tym tych najważniejszych, czyli dotyczących cen za usługi medyczne czy zapewnienie pacjentom bezpieczeństwa to podstawowy standard. Jednak według autorów raportu istnieje kilka kluczowych aspektów, które mogłyby uczynić opiekę medyczną bardziej „inteligentną”. Są to, m.in. odpowiednie leczenie wdrożone w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i dla konkretnego pacjenta. – Kliniki powinny używać nowych technologii do tego, by stawiać bardziej precyzyjne diagnozy, a także skuteczniej leczyć i dostarczać opiekę medyczną. Co również istotne, pacjenci powinni mieć możliwość uzyskania rzetelnej informacji na temat swojego stanu zdrowia i być włączeni w plan leczenia – mówi Maciej Dalecki, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Wirtualna rzeczywistość wkracza także do branży medycznej

Cyfryzacja może przyspieszyć diagnozowanie i leczenie chorób. Inwestycje w cyfrowe innowacje ochrony zdrowia mogą poprawić dostępność i przystępność cenową usług medycznych. Przykładowo firma Apple razem ze startupem Health Gorilla opracowują aplikację, która umożliwi bieżący dostęp do danych diagnostycznych pacjenta, np. badań krwi, zebranych w szpitalach, laboratoriach i innych centrach diagnostycznych. Autorzy raportu podkreślają, że nowe rozwiązania technologiczne wymagają regulacji w obszarze cyberbezpieczeństwa ze strony rządu. – Rozwój sztucznej inteligencji i robotyzacji może ograniczyć problem niedostatecznej liczby personelu medycznego, a także zmniejszyć koszty związane z zatrudnieniem. Obecnie wynagrodzenia stanowią nawet 70 proc. kosztów prowadzenia szpitala. Nowe technologie nie ograniczą zatrudnienia w sektorze, a wyspecjalizowany personel medyczny będzie mógł skoncentrować się na pomocy chorym. Według szacunków wartość sektora technologii medycznej do 2021 roku wyniesie 280 mld dolarów, co oznacza średni roczny wzrost na poziomie 15,9 proc. – podsumowuje Maciej Dalecki.

Wyraźnie pozytywne tendencje na rynku najmu i inwestycji w nieruchomości

Wyniki najnowszego badania RICS Poland Commercial Property Monitor za IV kw. 2018 r. są spójne z ogólnie pozytywną dynamiką na rynku najmu i inwestycji w nieruchomości komercyjne. Ograniczona podaż pracowników i znaczny wzrost wynagrodzeń skutkują dalszym solidnym wzrostem popytu krajowego oraz, w efekcie, wzrostem gospodarczym. 

Podobny obraz wyłania się z analizy RICS, w której silny popyt uznano za czynnik napędzający pozytywne tendencje na rynku nieruchomości komercyjnych. Prognozy wzrostu czynszów najmu i wartości kapitałowych na przyszły rok pozostają niezmienione, z wyróżniającymi się na tym tle wysokiej jakości nieruchomościami przemysłowymi i biurowymi.

Ogólne tendencje na rynku najmu

Wskaźnik Occupier Sentiment Index (zbiorcze połączenie wskaźników dotyczących rynku najmu powierzchni komercyjnych) osiągnął w IV kwartale wartość +18, minimalnie wyższą niż w III kwartale (+17). Co istotne, wskaźnik ten jest najwyższy od siedmiu lat, sugerując dalszy, stopniowy wzrost dynamiki na rynku najmu.

Popyt wśród najemców rośnie w sposób stabilny, w szczególności w sektorach przemysłowym oraz biurowym. Zainteresowanie powierzchniami handlowymi było natomiast umiarkowane, chociaż z punktu widzenia bilansu netto, przez cały rok równomiernie rosło.

Pomimo wzrostu popytu podaż nieruchomości pod najem także wzrosła w IV kwartale, przy czym głównym czynnikiem napędzającym ten pozytywny trend był ilościowy przyrost powierzchni biurowych i przemysłowych.

Jednocześnie wartość pakietów zachęcających dla najemców pozostała co do zasady bez zmian.

Przez drugi kwartał z rzędu analitycy podtrzymali swoje prognozy dotyczące wartości najmu w przyszłym roku na poziomie wszystkich sektorów, przy czym, inaczej niż w poprzednim kwartale, byli oni bardziej pozytywni jeśli chodzi o prognozy dla sektora wysokiej jakości nieruchomości przemysłowych. Dodatkowo prognozy dla wysokiej jakości powierzchni biurowych i handlowych także drgnęły w górę względem III kwartału. Jednocześnie prognoza dla rynków wtórnych była nieco bardziej pesymistyczna niż w III kwartale; w przyszłym roku w segmencie wtórnych powierzchni handlowych spodziewany jest spadek wartości najmu.

Tendencje na rynku inwestycyjnym

Wskaźnik Investment Sentiment Index (zbiorcze połączenie wskaźników dotyczących rynku inwestycyjnego) osiągnął w IV kwartale wartość +17, podobnie jak w poprzednim kwartale. Oznacza to pozytywną dynamikę inwestycyjną w podstawowym zakresie.

Inwestycje w IV kwartale nadal zasadniczo rosły. Co istotne, tempo wzrostu popytu było największe od 11 kwartałów. Jeśli chodzi o poszczególne sektory, najlepszy wynik odnotowały sektory biurowy i przemysłowy, przy czym – po niewielkim spadku w III kwartale – wzrósł także popyt w odniesieniu do powierzchni handlowych. Zwiększyły się również inwestycje zagraniczne we wszystkich tych trzech sektorach.

Ponadto wzrosła również podaż nieruchomości przeznaczonych na cele inwestycyjne.

Projekcje wartości kapitałowej na przyszły rok zostały w IV kwartale zweryfikowane. Spodziewany jest solidny wzrost w sektorach wysokiej jakości powierzchni biurowych i przemysłowych; z kolei jeśli chodzi o wysokiej jakości powierzchnie handlowe, wzrost będzie minimalny. Oczekiwania względem lokalizacji wtórnych są umiarkowane w porównaniu z rynkami podstawowymi – wartość kapitałowa w sektorze powierzchni handlowych prawdopodobnie ulegnie w przyszłym roku spadkowi.

Większość analityków (58%) uważa, że rynek jest w fazie szczytowej cyklu nieruchomościowego, podczas gdy 21% uważa, że rynek wciąż jest na etapie wzrostu.

Marcin Purgal MRICS Knight Frank
Marcin Purgal, MRICS Knight Frank

Komentarz: Marcin Purgal MRICS, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych w Knight Frank

„Polska pozostaje najbardziej pożądaną destynacją wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Silne fundamenty gospodarcze, różnorodność produktu we wszystkich klasach aktywów, wysoka jakość nieruchomości czy relatywnie szeroki spread w stopach kapitalizacji w porównaniu z Europą Zachodnią, przyczyniają się do wzmożonej aktywności inwestorów, w tym również takich, którzy nie byli jeszcze widoczni na rynku np. kapitał azjatycki czy nowe fundusze z Europy Zachodniej. Po raz kolejny mamy za sobą rekordowy rok pod względem poziomu zainwestowanego kapitału na polskim rynku nieruchomości (7,2 mld EUR) co przełożyło się na wzrost o 47% w porównaniu do roku 2017. Największy skokowy wzrost zanotował sektor magazynowy gdzie wolumen transakcji wzrósł o 109% do rekordowego poziomu 1,8 mld EUR, a sektor biurowy i handlowy zakończył rok na wartości odpowiednio 2,7 mld EUR oraz 2,5 mld EUR. Wszystkie sektory rynku cechowały się kompresją stóp zwrotu.

Wśród najbardziej pożądanych przez inwestorów nieruchomości są najlepsze, nowo wybudowane lub o unikalnym charakterze budynki biurowe zlokalizowane w Warszawie, czy największych miastach regionalnych, dominujące obiekty handlowe w największych miastach oraz obiekty magazynowe. Należy zwrócić też uwagę na nowe klasy aktywów takie jak akademiki, mieszkania na wynajem czy hotele, co do których inwestorzy sygnalizują większe zainteresowanie i które w najbliższych latach zyskają na znaczeniu.

Optymistycznie patrzymy na kolejny rok i przy założeniu stabilności makroekonomicznej należy oczekiwać utrzymania się aktywności inwestycyjnej na zbliżonym poziomie”.

SYNERGA.fund S.A. podpisała list intencyjny w sprawie połączenia z ALL IN! GAMES

SYNERGA.fund S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., podpisała list intencyjny w sprawie połączenia ze spółką Alin Group Sp. z o.o. będącą w trakcie zmiany nazwy na ALL IN! GAMES Sp. z o.o., która prowadzi działalność wydawniczą na rynku gier komputerowych. Obie spółki rozpoczną proces due diligence i będą przygotowywały Term Sheet, którego podpisanie ma nastąpić do 29 marca 2019 r.

SYNERGA.fund S.A. oraz Alin Group Sp. z o.o. (dalej ALL IN! GAMES Sp. z o.o.) podjęły decyzję o rozpoczęciu negocjacji w sprawie połączenia obu podmiotów i w związku z tym podpisały list intencyjny w tym zakresie. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku spółki ALL IN! GAMES Sp. z o.o. (spółka przejmowana) na spółkę SYNERGA.fund S.A. (spółka przejmująca) w zamian za wydanie dotychczasowym udziałowcom spółki ALL IN! GAMES Sp. z o.o. akcji SYNERGA.fund S.A. Aktualnie obie spółki będą prowadziły proces due diligence i przygotowywały Term Sheet, którego podpisanie ma nastąpić do dnia 29.03.2019 r. Połączenie Spółek dojdzie do skutku po ustaleniu parytetu wymiany akcji i pod warunkiem wyrażenia zgody przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy SYNERGA.fund S.A. oraz Zgromadzenie Wspólników ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Zarządy obu spółek dostrzegają istotne korzyści wynikające z zacieśnienia współpracy pomiędzy nimi oraz wykorzystania efektów synergii, płynącej z doświadczenia i potencjału.

„Poprzez podpisanie listu intencyjnego w sprawie połączenia z ALL IN! GAMES rozpoczynamy nowy rozdział w historii naszej spółki. Wejście w branżę gier komputerowych otworzy przed nami nowe możliwości i pozwoli efektywnie wykorzystać nasz status spółki publicznej do rozwoju bardzo mocnego podmiotu. Dostrzegamy wiele korzyści płynących z połączenia spółek, do których można zaliczyć m.in. efekty synergii oparte na uzupełniających się potencjałach spółek, zoptymalizowanie oraz zwiększenie skali działalności, a także redukcję kosztów funkcjonowania. Obecnie nasze działania będą skoncentrowane na przeprowadzeniu procesu due diligence oraz opracowaniu term sheet’u określającego podstawowe warunki transakcji.” – wyjaśnia Tomasz Wykurz, Prezes Zarządu Spółki SYNERGA.fund S.A.

ALL IN! GAMES Sp. z o.o. jest liczącym się podmiotem na rynku gier komputerowych, który prowadzi działalność wydawniczą. Wydawnictwo posiada obecnie w swoim portfolio wachlarz różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste i cały czas pozyskuje kolejne tytuły. Poprzez wsparcie ALL IN! GAMES Sp. z o.o. gry otrzymują niezbędne finansowanie dalszej produkcji, profesjonalną kampanię marketingową, kontakt z influencerami, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie oraz premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie. ALL IN! GAMES Sp. z o.o. pozyskała już aż 16 tytułów tworzonych przez znanych polskich i zagranicznych deweloperów, m.in. Destructive Creations, PolyAmorous czy The Knights of Unity, w tym także zagraniczne produkcje, takie jak „Fort Triumph” tworzony przez zespół deweloperski z Izraela. W 2019 r. ALL IN! GAMES Sp. z o.o. planuje wydać co najmniej 6 gier, a w 2020 r. minimum 10 produkcji. Tytuły te zostaną zaprezentowane na wszystkich najważniejszych imprezach międzynarodowych, co wpisuje się w strategię budowania rozpoznawalności Wydawnictwa na świecie.

„Osiągnięcia Wydawnictwa ALL IN! GAMES są imponujące i świadczą o dużej skuteczności zespołu zarządzającego. Dzięki posiadanym kompetencjom i zasobom udało im się zbudować bardzo różnorodny i perspektywiczny portfel gier tworzonych przez studia polskie oraz zagraniczne. Potencjał tych produkcji jest bardzo wysoki, a pierwsze premiery będą miały miejsce już w drugim kwartale tego roku. Filozofia oraz model biznesowy ALL IN! GAMES powinny pozwolić na osiągnięcie znaczącej pozycji rynkowej w branży gier komputerowych w Polsce.” – zakończył Prezes Wykurz.

W lutym br. SYNERGA.fund S.A. przyjęła nowe kierunki rozwoju i podjęła decyzję o rezygnacji z dotychczasowego przedmiotu działalności w segmencie technologii blockchain oraz rozpoczęciu działalności w obszarze inwestowania w podmioty z branży gier komputerowych. Spółka liczy, że będzie mogła wykorzystać kompetencje i know-how głównych Akcjonariuszy, którzy posiadają duże doświadczenie w tej branży, bowiem zrealizowali oni z sukcesem połączenie notowanej na rynku akcji GPW NewConnect Spółki Laser-Med S.A. (obecnie ONE MORE LEVEL S.A.) ze spółką ONE MORE LEVEL S.A., która zajmuje się produkcją gier komputerowych na PS4, Xbox One oraz na PC.

Podczas NWZA SYNERGA.fund S.A., które odbyło się w lutym 2019 r., Akcjonariusze Spółki podjęli Uchwałę o przeprowadzeniu scalenia akcji w stosunku 100:1, co ma przełożyć się na lepszą płynność obrotu akcjami. Aktualnie kapitał zakładowy Spółki wynosi 27.310.000,00 zł i dzieli się na 273.100.000 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda. Po resplicie wartość nominalna akcji wyniesie 10,00 zł każda, a ich łączna liczba będzie wynosiła 2.731.000.

Jednym z głównych akcjonariuszy SYNERGA.fund S.A. jest notowana na rynku akcji GPW NewConnect JR HOLDING S.A., która wraz z Januarym Ciszewskim posiada łącznie akcje stanowiące ponad 16,94% udziału w kapitale zakładowym Spółki oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. W styczniu 2019 r. w akcjonariacie Spółki pojawiło się dwóch nowych inwestorów. Pierwszym z nich jest Tomasz Majewski posiadający akcje stanowiące 19,67% udziału w kapitale zakładowym Emitenta oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. Z kolei drugim nowym inwestorem jest Artur Górski, który posiada akcje stanowiące 7,03% udziału w kapitale zakładowym SYNERGA.fund S.A. oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.

Kto i jak uzależnia decyzje od danych?

Polityka pieniężna staje się gorącym tematem przy interesujących dylematach, z jakimi przyjdzie się zmierzyć decydentom w różnych częściach świata. Rozczarowujące spowolnienie wzrostu gospodarczego w Australii podsyca spekulacje o obniżkach, podczas gdy w Polsce plany fiskalne rządu mogą zamknąć furtkę dla złagodzenia polityki. W Kanadzie rynek może nie doceniać determinacji banku centralnego do przywrócenia cyklu podwyżek.

Dzień nie zaczął się dobrze dla AUD, gdyż dużym rozczarowaniem okazał się odczyt PKB z Australii. W IV kw. wzrost zwolnił do 0,2 proc. k/k po już i tak słabych 0,3 proc. w trzecim kwartale. Sygnały z ostatnich dni (dane o zapasach i eksporcie netto) szykowały rynek na słabszy odczyt (co przyniosło obniżenie konsensusu prognoz z 0,5 proc. w piątek do 0,3 proc.), a i tak dane okazały się gorsze. Spowolnienie gospodarcze pod koniec ubiegłego roku było zjawiskiem globalnym, jednak w Australii najsilniej przekłada się na debatę o złagodzeniu polityki monetarnej. We wzroście głównie zawodzi konsumpcja, gdyż dochody gospodarstw domowych są drenowane przez wysokie koszty kredytu, a oszczędności spadające ceny nieruchomości. Wczoraj wieczorem prezes RBA Lowe sam stwierdził, że nie wyobraża sobie podwyżki stopy procentowej w tym roku. A czy wyobraża sobie obniżkę? Na pewno rynek zaczyna wyceniać taki scenariusz, choć pewnie RBA wciąż ma nadzieje, że wydatki rządowe w roku wyborczym uratują sytuację. Krótkoterminowo liczy się jednak, co rynek chce obstawiać, a to będzie wywierać presję na AUD, o ile trendu nie zakłóci kolejny pozytywny news w temacie negocjacji handlowych USA-Chiny.

Planowane wydatki rządowe mogą być też tematem dla Rady Polityki Pieniężnej. Dziś kończy się dwudniowe posiedzenie, gdzie stopy procentowe będą utrzymane bez zmian, za to na konferencji prasowej interesującym tematem będą zapatrywania członków Rady na skutki zapowiadanych programów socjalnych i czy mogą one wpłynąć na ścieżkę polityki monetarnej. W ostatnich dniach największy gołąb w Radzie Jerzy Żyżyński zasugerował, że impuls fiskalny może doprowadzić do przegrzania gospodarki, co mogłoby skłonić RPP do myślenia o podwyżkach. Stanowcze zamknięcie furtki dla obniżek stóp procentowych byłoby pozytywnym sygnałem dla złotego, jednak przyznajemy bardzo małe prawdopodobieństwo dla takiej deklaracji na dzisiejszej konferencji. EUR/PLN wrócił do swojego poziomu równowagi przy 4,30 i od tego momentu przeszedł w płaski dryf. Jeśli nie będzie jastrzębich akcentów na konferencji, spodziewam się kontynuacji nudnego handlu.

W Kanadzie główna uwaga będzie na decyzji Banku Kanady. CAD jest mocno poobijany po rozczarowaniu odczytem PKB za grudzień w ostatni piątek i rynek narobił sobie oczekiwań, że pod wpływem raportu BoC złagodzi przekaz. Tylko że odczyt PKB jest mocno przestarzały, a inne odczyty z gospodarki w ostatnim czasie zaskakiwały pozytywnie. Z tego powodu nie sądzę, aby BoC miał rezygnować ze swojego dotychczasowego nastawienia ku dalszym podwyżkom w przyszłości. Dziś komunikat powinien podkreślić neutralne wyczekiwanie na wykrystalizowanie jasnego obrazu z danych, co z punktu widzenia aktualnego nastawienia rynku byłoby pozytywnym impulsem dla CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Coraz bliżej komercyjnego wdrożenia 5G w Polsce. Orange i Ericsson testują nową technologię w kolejnych miastach

Coraz bliżej komercyjnego wdrożenia 5G w Polsce. Orange i Ericsson testują nową technologię w kolejnych miastach 1

Sieć 5G będzie początkiem kolejnego etapu rewolucji technologicznej W latach 2020–2035 technologia ma podnosić globalne PKB o 0,2 pkt proc. rocznie. Wdrożenie nowego standardu sieci komórkowych zbliża się wielkimi krokami do Polski. W lutym Orange i Ericsson po raz pierwszy przeprowadziły testy sieci 5G działającej w częstotliwości 2628 GHz. 

 Wpływ technologii 5G na nasze życie będzie ogromny. Będziemy mieć bardzo dużą prędkość internetu i małe opóźnienia, co pozwoli wykorzystywać 5G do sterowania autonomicznych samochodów i rozwijania internetu rzeczy. Dzięki tej technologii będzie można obsłużyć prawie milion urządzeń na kilometrze kwadratowym – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Jaworski, dyrektor wykonawczy ds. sieci i technologii w Orange Polska.

W porównaniu do LTE technologia 5G stworzy rewolucyjne możliwości, oferując ultraszybką komunikację i większą pojemność sieci. Podczas gdy 4G LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością liczoną w megabajtach, sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością sięgającą kilku Gb/s, a czas opóźnienia transmisji skróci się z kilkudziesięciu do kilku milisekund.

5G to sieć o wielu przyszłych zastosowaniach. Dla klientów indywidualnych korzyścią będzie lepsza mobilna transmisja danych, z kolei w przypadku klientów biznesowych zastosowania można podzielić na dwie kategorie. Pierwszą jest rozpowszechnienie się internetu rzeczy, w ramach którego do sieci będą podłączone miliony czujników. Dzięki temu możliwa będzie np. realizacja idei smart cities. Po drugie, komunikacja między urządzeniami wykorzysta dużą przepustowość, niskie opóźnień i wysoki poziom bezpieczeństwa. A to są cechy pozwalające różnym segmentom przemysłu, jak np. produkcji, transportowi, opiece zdrowotnej i szkolnictwu, czerpać z technologii 5G realne korzyści – dodaje Martin Mellor, country manager Ericsson Polska.

 Nie można bagatelizować wpływu 5G na gospodarkę i Przemysł 4.0. Proszę sobie wyobrazić fabryki bezprzewodowe, w których będzie można prosto i szybko przeorganizować linię produkcyjną, żeby dostosować ją do kolejnych produktów wdrażanych przez konkretnego producenta – mówi Piotr Jaworski.

Jak podkreśla ekspert, technologia 5G będzie znaczącym czynnikiem wzrostu PKB i tworzenia nowych miejsc pracy. Szacuje się, że w latach 2020–2035 technologia 5G będzie podnosić globalne PKB o 0,2 pkt proc. rocznie. Raport Ericssona na temat mobilności przewiduje, że do 2024 roku sieć 5G będzie mieć już 1,5 mld użytkowników, co czyni z niej najszybciej rozwijającą się technologię mobilną na świecie.

W lutym Orange Polska i Ericsson wspólnie przeprowadziły testy sieci 5G w Zakopanem. Operator, bazując na urządzeniach dostarczonych przez Ericsson, po raz pierwszy przetestował sieć 5G na częstotliwości 26–28 GHz udostępnionej przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Stację bazową podłączono do sieci Orange Polska, co pozwoliło m.in. oglądać filmy poprzez aplikację Orange TV Go. Wykorzystane w tym celu urządzenia zgodne ze standardem 3GPP – pracujące na najwyższych planowanych obecnie dla 5G częstotliwościach – uruchomiono jako pierwsze w Polsce i jedne z pierwszych na świecie.

– Partnerstwo w dziedzinie stałego dostępu bezprzewodowego pomiędzy Ericsson a Orange Polska jest bardzo ważne, ponieważ pozwoli połączyć ze sobą różne technologie opracowane przez Ericsson czy Qualcomm i sprawdzić ich współdziałanie. Dlatego istotne jest zbadanie doświadczeń klientów oraz przeanalizowanie sposobów wdrożenia technologii z perspektywy operacyjnej – dodaje Martin Mellor.

Stacja wykorzystana w Zakopanem jest zgodna z najnowszą fazą standardu 5G – Release 15, stworzoną przez międzynarodową organizację 3GPP. Działa w tzw. trybie „Non Stand Alone”, co oznacza, że do przyłączenia się do sieci wykorzystuje sieć 4G LTE, ale transfer danych przebiega po sieci 5G. To rozwiązanie pozwala na współpracę tych dwóch generacji sieci mobilnej.

– Chcemy być dobrze przygotowani do wdrożenia 5G, dlatego zamierzamy przeprowadzić testy ze wszystkimi dostawcami na rynku, którzy oferują najlepsze rozwiązania – mówi Piotr Jaworski.

Orange jako pierwszy w Polsce rozpoczął poza laboratorium testy sieci 5G w paśmie 3,5 GHz, zarówno na urządzeniach testowych, jak i komercyjnych. Testy w paśmie 26–28 GHz są ich kontynuacją, a celem przygotowanie operatora do komercyjnego wdrożenia sieci 5G. W tym roku Orange planuje przeprowadzić kolejne testy sieci 5G i jak podkreśla rozwój programu pozostaje w synergii z rozbudową sieci światłowodowej.

Skala współczesnego niewolnictwa jest zatrważająca. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy przynosi ono 150 mld dol. zysku rocznie

Skala współczesnego niewolnictwa jest zatrważająca. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy przynosi ono 150 mld dol. zysku rocznie 2

Co najmniej 40 milionów osób na świecie żyje w niewoli. Współcześnie liczba niewolników jest najwyższa w historii. Według szacunków Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) zyski czerpane ze współczesnego niewolnictwa sięgają nawet 150 mld dol. rocznie.

– Myśl, że w XXI wieku może istnieć niewolnictwo, większości ludzi wydaje się absurdalna – mówi Dominika Kulczyk, prezes Kulczyk Foundation.

W rzeczywistości jeszcze nigdy w historii nie było tylu niewolników. Dominika Kulczyk podkreśla, że ważne jest zarówno uzmysławianie ludziom skali problemu, jak i finansowe wspieranie walki ze współczesnym niewolnictwem, dzięki czemu coraz więcej ludzi odzyska wolność. To jest główny cel filmów dokumentalnych produkowanych przez Dominikę Kulczyk i Kulczyk Foundation we współpracy z CNN International.

– Na co dzień prawdopodobnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że niewolnictwo istnieje. Od tego trzeba zacząć. Jego skala sięga ok. 40 mln ludzi, czyli tyle, co ludność całej Polski. Aż 71 proc. niewolników to kobiety i dziewczynki – mówi Dominika Kulczyk, prezes Kulczyk Foundation, agencji informacyjnej Newseria. – Nie chciałabym mieć poczucia, że jestem przemądrzałym mieszkańcem Europy, który wie lepiej, jak ratować dzieci z Jeziora Wolta w Ghanie, bo tego nie wiem. Głównym mianownikiem naszego pomagania jest wspieranie ludzi, aby byli w stanie zrobić pierwszy krok w mądry sposób, przy pomocy organizacji, które na miejscu prowadzą ich przez rzeczywistość i chcą zmieniać ich losy na lepsze – dodaje Dominika Kulczyk.

Pomoc ofiarom niewolnictwa wykracza poza wsparcie finansowe i obejmuje także kampanie i akcje, których celem jest zwiększenie świadomości ludzi w tej kwestii. Do tego rodzaju działań należy CNN Freedom Project, realizowany od 2011 roku przez amerykańską stację telewizyjną CNN. Reporterzy tego nadawcy, będący przedstawicielami tzw. impact journalism, czyli dziennikarstwa realnie zmieniającego otaczający nas świat, docierają do najdalszych miejsc na świecie, dokumentują przypadki współczesnego niewolnictwa i szukają skutecznych sposobów rozwiązania opisywanych problemów społecznych. W 2018 roku Dominika Kulczyk zainicjowała współpracę z amerykańską stacją, której pierwszym efektem jest film pt. „Troubled Waters” (pol. „Wzburzone wody”). Emitowany od 1 marca na antenie CNN International reportaż pokazuje dramat dzieci z Ghany sprzedanych do niewoli.

CNN zaprosiło mnie do przyłączenia się do ich inicjatywy. Działam ze swoją fundacją w ponad 60 krajach i wspieram około 200 organizacji pozarządowych. Zdecydowałam, że mogę dzięki temu doświadczeniu pokazać prawdziwą historię, która może być niesłychanie przekonująca, by nagłaśniać temat niewolnictwa. Dlatego zaproponowałam CNN International realizację materiału z Ghany – relacjonuje Dominika Kulczyk.

Dominika Kulczyk ma nadzieję, że reportaże dotyczące walki ze współczesnym niewolnictwem będą w stanie wpłynąć na percepcję ludzi i skłonić ich do wsparcia potrzebujących. Podkreśla jednak, że praca przy tego rodzaju reportażach jest odpowiedzialna i wymaga dużego doświadczenia w przedstawianiu trudnych i bolesnych losów ich bohaterów.

– To są bardzo trudne historie i jeśli możemy przez fakt opowiadania o nich światu pomóc ludziom, to praca ta ma głębszy wymiar – uważa Dominika Kulczyk.

Przedpremierowy pokaz filmu dokumentalnego pt. „Troubled Waters” odbył się 28 lutego w Londynie. Wydarzenie połączone było z dyskusją, w której wzięła udział wnuczka królowej Elżbiety II – księżniczka Eugenia.

Rośnie liczba odmów na pobyt stały dla cudzoziemców w Polsce. Spada również liczba wnioskujących, także tych z UE

Rośnie liczba odmów na pobyt stały dla cudzoziemców w Polsce. Spada również liczba wnioskujących, także tych z UE 3

W ubiegłym roku liczba cudzoziemców mających ważne zezwolenie na pobyt w Polsce wzrosła o 47 tys. – mniej niż rok i dwa lata temu. W zdecydowanej większości są to obywatele Ukrainy. Najczęściej na miejsce pobytu obcokrajowcy wybierają Mazowsze, Małopolskę, Dolny Śląsk i Wielkopolskę.

Cudzoziemcy, którzy chcą przedłużyć swój pobyt w Polsce, mogą składać odpowiednie wnioski w urzędach wojewódzkich. Jeżeli spełniają warunki otrzymania zezwolenia, wówczas otrzymują dokumenty potwierdzające ich prawo pobytu w kraju. W 2018 roku liczba cudzoziemców mających ważne zezwolenie na pobyt w Polsce wzrosła o 47 tys. osób i według stanu na 1 stycznia 2019 roku było to 372 tys. osób – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Dudziak, rzecznik Urzędu do spraw Cudzoziemców.

To tempo było nieco niższe niż w roku 2017 i 2016, kiedy to liczba ta zwiększyła się odpowiednio o 59 tys. i 54 tys. osób.

Głównym powodem chęci przedłużenia pobytu w Polsce przez cudzoziemców jest chęć podjęcia lub kontynuowania pracy. Osoby tak uzasadniające swój wniosek złożyły około 70 proc. wszystkich podań. W dalszej kolejności są powody związane z chęcią pobytów rodzinnych, a także chęć podjęcia np. nauki czy studiów, która stanowi około 10 proc. wszystkich postępowań.

Jako powód mniejszego tempa wzrostu można tu wskazać na nieco większy odsetek decyzji zakończonych odmową wydania zezwolenia na pobyt, które w zeszłym roku wydały urzędy wojewódzkie – tłumaczy Jakub Dudziak. – Było to około 18 proc. wszystkich wydanych decyzji, podczas gdy w roku 2017 i 2016 było to około 10 proc. wszystkich wydanych decyzji. Można też zwrócić uwagę na to, że swój pobyt zarejestrowało o około 20 proc. mniej obywateli Unii Europejskiej niż w latach ubiegłych.

W 2018 roku przybyło blisko 34 tys. obywateli Ukrainy mających ważne zezwolenie na pobyt w Polsce. W dalszej kolejności byli obywatele Białorusi – wzrost o 4,7 tys. osób, Indii – o niecałe 2 tys. osób, Gruzji – o około 1,3 tys. osób, a także Wietnamu – o 0,7 tys. osób. Ukraińcy posiadają obecnie 179 tys. ważnych dokumentów pobytowych. W dalszej kolejności są obywatele Niemiec, Białorusi, Wietnamu, Rosji – to są liczby rzędu od 12 do 20 tys. osób.

Obcokrajowcy najchętniej wybierają na miejsce pobytu i pracy te rejony kraju, w których bezrobocie jest niskie, a płace wysokie. Liderem jest Mazowsze, głównie Warszawa i jej najbliższe okolice, ale wielu cudzoziemców wybiera też województwa położone w zachodniej i południowej części kraju.

 Obecnie ważne zezwolenia na pobyt zarejestrowane właśnie na Mazowszu ma około 114 tys. cudzoziemców, w dalszej kolejności popularnym regionem jest województwo małopolskie, a także dolnośląskie czy wielkopolskie – mówi przedstawiciel Urzędu do spraw Cudzoziemców.

W Europie codziennie okradanych jest 50 ciężarówek. Ryzyko napadu pomagają ograniczyć nowoczesne rozwiązania

W Europie codziennie okradanych jest 50 ciężarówek. Ryzyko napadu pomagają ograniczyć nowoczesne rozwiązania 4

Włamania do pojazdów, kradzieże towaru czy paliwa to już niemal codzienność dla firm transportowych w Europie. Dziennie okradanych jest średnio 50 naczep, a straty ze wszystkich kradzieży dokonanych w 2016 roku w UE wyniosły blisko 10 mld euro. Stworzony w Polsce system zabezpieczeń pozwala zminimalizować ryzyko. Kamery pozwalają na natychmiastową analizę sytuacji wokół pojazdu, a specjalne czujniki są w stanie wykryć nawet najmniejsze zmiany położenia towaru bez autoryzacji przewoźnika.

 Jednym z największych wyzwań w branży transportowej jest zabezpieczenie towaru w transporcie. Chodzi nie tylko o zapobieganie kradzieży czy uszkodzeniom, lecz także monitoring załadunku i rozładunku. Kradzieży w Europie jest około 50 dziennie – to są oficjalne dane Parlamentu Europejskiego. Przypadki uszkodzeń i kradzieży drobnicowych myślę, że możemy liczyć w setkach – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Lewicki, prezes i współzałożyciel firmy Sternkraft GmbH, która stworzyła system zabezpieczeń SafeWay.

W 2016 roku straty ze wszystkich dokonanych kradzieży w UE wyniosły blisko 10 mld euro. Portal Trans.Info wskazuje, że ryzyko napadów na kierowców jest duże przede wszystkim we Francji, Hiszpanii, Bośni i Hercegowinie czy Serbii. Ryzykowne są zwłaszcza niestrzeżone parkingi. Do grona niebezpiecznych dla kierowców krajów dołączyły też Niemcy, m.in. ze względu na coraz większą liczbę imigrantów.

– Branża transportowa rozwija się w tempie 7–8 proc. rok do roku. Telematyka, czyli oprzyrządowanie elektroniczne i monitoring branży transportowej, rośnie jeszcze szybciej, o 10–12 proc. Głównym elementem rozwoju w transporcie w najbliższych latach będzie telematyka naczep – monitoring i kontrola przewożonego towaru. Do tej pory była to telematyka ciągnika, spalanie, zachowanie kierowcy. W tym momencie wszystko idzie w kierunku nadzoru i kontroli towaru – wskazuje Marcin Lewicki.

Z raportu Research and Markets „Automotive Telematic Market – Global Outlook and Forecast 2019–2024” wynika, że światowy rynek telematyki przez następne 5 lat będzie rósł w tempie 15 proc. rocznie aż osiągnie wartość ok. 130 mld dol.

System telematyczny i zainstalowane w pojeździe czujniki informują o stopniu zużycia paliwa, ogumienia czy części, dzięki czemu można z wyprzedzeniem zaplanować prace naprawcze i konserwacje. Nowe technologie przydatne są również kierowcom – śledzą sytuację na drodze i trasę pojazdu, informują o przekroczeniu prędkości czy zbyt małej ilości paliwa.

– Nie ma rozwoju telematyki naczep bez nowych technologii. Analiza obrazu, sczytywanie kodów kreskowych z ładowanych towarów, monitoring wizyjny towarów, załadunków i rozładunków – bez tego branża nie pójdzie dalej do przodu – przekonuje Lewicki.

Z badania Inelo z 2017 roku wynika, że ze względu na napady, kradzieże czy próby włamań co trzeci kierowca nie ma poczucia bezpieczeństwa. Mogłyby je zwiększyć możliwość natychmiastowego powiadomienia służb o zagrożeniu (30 proc.), wyposażenie pojazdu w dodatkowe środki obronne (19 proc.) czy możliwość natychmiastowego kontaktu ze spedytorem w sytuacji zagrożenia (12 proc.).

– Nasze rozwiązanie SafeWay przeciwdziała kradzieżom całościowym, czyli całopojazdowym, przecięciom plandek, napadom, porwaniom TIR-ów, problemom na załadunkach – mówi prezes Sternkraft GmbH.

System składa się z w pełni zintegrowanych z panelem zarządzania kamer i czujników. Kamery pozwalają na szybką analizę sytuacji wokół pojazdu. Z kolei czujniki laserowo-optyczne SmartSensors umieszczone wewnątrz naczepy są w stanie wykryć nawet najmniejsze zmiany położenia towaru.

– Nadzorującym cały program jest logista lub właściciel firmy transportowej. Jeżeli mamy sto naczep rozłożonych po całej Europie, to logista może sobie zza własnego biurka i z poziomu swojego komputera wybrać w każdej chwili dowolną naczepę i zobaczyć obraz z niej. Kierowca może być wyposażony w taki panel kontrolny, za pomocą którego również zarządza systemem – tłumaczy Lewicki.

Na etapie wdrożenia technologia ta, opracowana przez polskich inżynierów, zyskała wsparcie niemieckich inwestorów. Dzięki temu możliwe były testy tego rozwiązania przez przewoźników w całej UE.

Jak wskazuje ekspert, większość samochodów nie jest ubezpieczona od kradzieży paliwa czy wtargnięcia imigrantów. Tymczasem nawet pocięta plandeka może spowodować przestój, to zaś oznacza straty dla operatów flot.

Polacy coraz chętniej sięgają po wina z wyższej półki. Do najpopularniejszych należą wina włoskie

Polacy coraz chętniej sięgają po wina z wyższej półki. Do najpopularniejszych należą wina włoskie 5

Import wina do Polski systematycznie rośnie. W ciągu zaledwie kilku lat jego wartość niemal się podwoiła. Wśród dostawców wina dominują Włochy – w 2018 roku wyeksportowali do Polski wina za blisko 65 mln euro. Większość stanowią gatunki czerwone, a co trzecia butelka to wino musujące, zwłaszcza prosecco. Polacy coraz chętniej sięgają po te z wyższej półki. O ile sprzedaż segmentu ekonomicznego stoi w miejscu, o tyle wina premium notują nawet 20-proc. wzrost sprzedaży.

– Popularność włoskich win na świecie rośnie z powodu coraz lepszej jakości włoskiego winiarstwa. Na rynku jest dostępnych coraz więcej rozmaitych szczepów i apelacji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Grotowski, ekspert ds. wina. – Włoskie wina są w Polsce najbardziej rozpoznawalne, w związku z czym także najchętniej kupowane. Najbardziej rozpoznawalne szczepy to primitivo z czerwonych win i prosecco z białych.

Z danych ICE Agencji Promocji i Internacjonalizacji Przedsiębiorstw Włoskich wynika, że wartość importu włoskiego wina do Polski sięgnęła 64,9 mln euro, dla porównania z USA – nieco ponad 36 mln, a z Niemiec – 35,6 mln euro. W ciągu roku wzrost importu włoskiego wina wzrósł o 20 proc. Większość sprowadzanych win stanowią butelkowane czerwone, ale dynamicznie rośnie sprzedaż prosecco. Z danych Nielsena wynika, że wzrost sprzedaży wyniósł 46 proc.

– Włochy kojarzą się przede wszystkim z Toskanią, a najbardziej popularne tamtejsze wino to chianti, bardzo uniwersalne wino, świetne do posiłków. Na świecie popularne są wina z wyższej półki – barolo pochodzące z Piemontu czy brunello di montalcino. Na odkrycie czeka wiele jeszcze innych regionów winiarskich, np. wina z Kampani – aglianico czy taurasi, wino, które można trzymać długo i odkrywać jego smak nawet po 20 latach – wymienia Paweł Grotowski.

Wenecja Euganejska jest jednym z najważniejszych regionów winiarskich Włoch. To tam powstają doceniane amarone i valpolicella czy takie białe wina jak soave i pinot grigio. Najlepsze włoskie wina są doceniane na całym świecie, także w naszym kraju. Polacy coraz częściej wybierają wina z wyższej półki. Decydujące znaczenie przestaje mieć cena, a coraz większą uwagę zwracamy na walory smakowe, pochodzenie czy określone szczepy winogron.

– Kiedy rynek winiarski zaczynał się rozwijać, Polacy sięgali przede wszystkim po wino półwytrawne, półsłodkie. Nie byli wymagającymi klientami. Obecnie to się mocno zmieniło. Ludzie czytają o tym w internecie, douczają się i chcą pić wino jakościowe. W związku z tym sięgają przede wszystkim po wina wytrawne, wina z apelacją, wina, które mają jakąś historię za sobą, wina ze znanych im regionów winiarskich, często z tych regionów, które odwiedzali, np. podczas wakacji we Włoszech – wyjaśnia ekspert.

Z danych GUS wynika, że import wina do Polski systematycznie rośnie. Jeszcze w 2010 roku wynosił nieco ponad 613 mln zł, w 2017 – już blisko 1,2 mld zł. Coraz więcej Polaków kupuje wina świadomie, sięga po wytrawne, dopasowuje je do potraw czy pór roku. Z danych Nielsena wynika, że w 2018 roku sprzedaż win stołowych wzrosła o 7 proc., natomiast tych najdroższych – o 20 proc.

– Osoby młode albo niewyrobione sięgają często na początku swojej podróży po świecie wina po wino słodkie. To nic złego, byle później znalazły ścieżkę, która zaprowadzi do wina bardziej jakościowego, wytrawnego. Do posiłku pasują tylko wina wytrawne. Żeby wyczuć wszystkie aromaty i smaki, które pochodzą z procesu wiwifikacji, a także z poszczególnego szczepu, trzeba sięgnąć właśnie po wino wytrawne. Cukier obecny w winie słodkim zaburza smakowanie i tak naprawdę czujemy tylko cukier, landrynki, truskawki – mówi Paweł Grotowski.

Smartfony w przyszłości mają być noszone na ręku niczym zegarek. Nie będą też korzystać z tradycyjnych kart SIM

Smartfony w przyszłości mają być noszone na ręku niczym zegarek. Nie będą też korzystać z tradycyjnych kart SIM 6

Najnowszym trendem na rynku smartfonów są elastyczne wyświetlacze. Coraz więcej firm, w tym najwięksi producenci, zapowiadają wprowadzenie do sprzedaży urządzeń ze zginanymi ekranami. Na rynku pojawiają się też inteligentne, elastyczne zegarki z funkcją dzwonienia. Dzięki wyposażeniu w standard eSIM, mają wbudowaną kartę SIM i użytkownik nie musi się martwić o jej umieszczenie. Zakładane na rękę, elastyczne smartfony mogą w przyszłości zastąpić standardowe telefony, jakie znamy dzisiaj.

– Nubia Alfa to nasz pierwszy elastyczny smartwatch z funkcją wykonywania połączeń. To fantastyczna sprawa, kiedy jesteś w ruchu. Dopasowuje się do budowy ciała zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Elastyczne wyświetlacze obecnie trafiają do zegarków i smartfonów, nasze urządzenie to właściwie smartfon, nie zegarek, więc można powiedzieć, że elastyczne telefony już istnieją – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Cristina Santaolla z Nubia Technology.

Nubia Alpha wygląda jak bransoletka, jednak wyposażona jest w ekran OLED o długości aż czterech cali. Poza funkcjami typowymi dla inteligentnych zegarków, takimi jak komunikacja Bluetooth czy moduł Wi-Fi oraz możliwość wykonywania połączeń telefonicznych, urządzenie wyposażone jest w aparat o rozdzielczości 5 megapikseli.

– Urządzenie ma mnóstwo funkcji kojarzonych z telefonami, takich jak aparat fotograficzny. Ma wszystko to, czego oczekujemy od smartfona w formie zegarka, urządzenia noszonego. Obsługuje Wi-Fi, można się łączyć, prowadzić rozmowy telefoniczne, wysyłać wiadomości czy sprawdzić godzinę – wymienia ekspertka.

Najnowszym trendem w smartfonach są urządzenia z elastycznymi ekranem. Swoje modele zaprezentowały już największe firmy na rynku mobilnych urządzeń – Huawei oraz Samsung. Coraz więcej firm natomiast pracuje nad zginanymi smartfonami, które można założyć na rękę zupełnie jak zegarek. Nad takim rozwiązaniem pracuje chińska firma TLC. Na urządzenie poczekamy jednak najprawdopodobniej co najmniej do 2020 roku. Na razie znany jest jego dokument patentowy i koncept. Pomysł na tego typu urządzenia miała już trzy lata temu firma Lenovo, która zaprezentowała koncepcyjny model Cplus. Ostatecznie nie trafił on jednak do produkcji.

Oprócz elastycznych ekranów na rynku smartfonów najnowszym trendem jest pozbycie się kart SIM. Z nowego standardu korzysta m.in. Nubia Alpha.

– Nasze urządzenie może być traktowane jak smartwatch albo smartfon, ponieważ obsługuje standard eSIM, dzięki czemu fizyczna karta SIM jest już niepotrzebna. Jest to doskonałe rozwiązanie dla ludzi, którzy muszą mieć telefon wszędzie przy sobie, bo nie zajmuje dłoni. Standard eSIM powszechny jest już w Chinach, w Europie jeszcze nie – mówi Cristina Santaolla.

Tymczasem wsparcie dla standardu eSIM zostało właśnie wprowadzone do oferty sieci Orange w Polsce. Wirtualna karta SIM daje posiadaczom inteligentnych zegarków możliwość korzystania z pełni ich możliwości bez konieczności noszenia przy sobie telefonu. Wirtualna karta telefoniczna pozwala na skonfigurowanie tego samego numeru telefonu na kilku urządzeniach – np. na smartfonie i smartwatchu albo na dwóch smartfonach.

eSIM jest również standardem wykorzystywanym w connected cars. Volkswagen zaprezentował niedawno odświeżoną wersję swojej limuzyny Passat R-line, która została wyposażona w tę technologię. Pozwala ona na stałe połączenie samochodu z siecią. Dzięki temu można na bieżąco pobierać dane dotyczące pogody czy natężenia ruchu.

Już wkrótce nowa technologia może trafić do szerokiego grona odbiorców. Nubia Alpha z technologią eSIM pojawi się na rynku chińskim w kwietniu 2019 r. W Europie na smartfon w formie zegarka będzie trzeba poczekać co najmniej do sierpnia.

Według analityków z Mordor Intelligence światowy rynek wyświetlaczy elastycznych do 2023 roku osiągnie wartość niemal 22 mld dol. Z kolei Allied Market Research szacuje, że do 2025 roku rynek inteligentnych zegarków będzie wyceniany na 31 mld dol.

Grafenowy czujnik przewidzi napady padaczki czy udar. W przyszłości pozwoli przywrócić mowę i zdolność komunikacji

Grafenowy czujnik przewidzi napady padaczki czy udar. W przyszłości pozwoli przywrócić mowę i zdolność komunikacji 7

Nowoczesny czujnik oparty na grafenie rejestruje aktywność mózgu na bardzo niskich częstotliwościach i może prowadzić do nowych metod leczenia epilepsji. Dotychczasowe urządzenia były w stanie wykryć aktywność tylko na pewnym progu częstotliwości. Nowa technologia rejestruje aktywność mózgu na częstotliwościach poniżej wartości 0,1 Hz. Dzięki temu pozwoli przewidzieć prawdopodobieństwo napadu padaczkowego czy nawet udaru.

– Nasze urządzenie potrafi rejestrować aktywność mózgu z wyższą czułością niż obecnie dostępne technologie. Zostało zaprojektowane jako urządzenie wszczepialne do badania aktywności mózgu u osób z chorobami neurologicznymi, takimi jak padaczka czy choroba Parkinsona. Dodatkowo jest w stanie nie tylko rejestrować aktywność mózgu, lecz także przejść w tryb stymulacji, który znajduje zastosowanie np. w rehabilitacji mowy – mówi agencji Newseria Innowacje Cinzia Spinato z Katalońskiego Instytutu Nanonauki i Nanotechnologii.

Nowo opracowany implant oparty na grafenie rejestruje aktywność elektryczną w mózgu przy bardzo niskich częstotliwościach i na dużych obszarach. Od lat matryce elektrod są wykorzystywane do rejestrowania aktywności elektrycznej mózgu, mapują aktywność w różnych regionach mózgu, aby w możliwie jak największym stopniu zrozumieć jego działanie. Dzięki nowemu urządzeniu będzie można zbadać aktywność mózgu przy niższych częstotliwościach niż 0,1 Hz, które do tej pory było wartością graniczną. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu grafenu.

– Urządzenie oparte jest na grafenie, który stanowi kluczową technologię umożliwiającą nam rejestrowanie bardzo niskich częstotliwości w pracy mózgu i charakteryzuje się biozgodnością, tak więc ma przewagę nad technologiami stosowanymi obecnie – przekonuje Cinzia Spinato.

Grafen toruje drogę nowatorskim diagnozom i zabiegom biomedycznym. Wysoki obszar powierzchni, mobilność elektronów i funkcjonalizacja powierzchni sprawiają, że rewolucjonizuje technologie biomedyczne. Naukowcy udowodnili już, że pole powierzchni grafenu stanowi doskonałą platformę do dostarczania leków, pozwala na stosowanie efektywnych biosensorów. Grafen można wykorzystać w inżynierii tkankowej, powstał już implant siatkówkowy, który może służyć jako proteza optyczna dla osób, które straciły wzrok, a nowe badania wykazały, że grafen można również wbudować w polimer i stworzyć czujniki i implanty mózgu.

– Sondę z wbudowanym grafenem umieszcza się nad korą mózgową, pod skórą głowy, gdzie zostaje zamknięta. Łączność zewnętrzną zapewnia komputerowy interfejs, poprzez który analizowane są rejestrowane sygnały. U chorych na padaczkę można zarejestrować konkretne wzorce aktywności mózgowej, które poprzedzają napad, dzięki czemu urządzenie potrafi ostrzegać o nadchodzącym ataku padaczkowym, pozwalając choremu na podjęcie odpowiednich środków ostrożności – tłumaczy Cinzia Spinato.

Urządzenie wykorzystuje innowacyjną architekturę opartą na tranzystorach, która wzmacnia sygnały mózgowe przed przekazaniem ich do odbiornika. Grafen jest zaś na tyle elastyczny, że można go używać na dużych obszarach kory mózgowej, nie zakłócając przy tym funkcjonowania mózgu. W efekcie lekarze zyskują dostęp do mapowania aktywności mózgu o niskiej częstotliwości, gdzie znajdują się informacje dotyczące m.in. o początku napadów padaczkowych czy udarów.

Naukowcy oceniają, że technologia tranzystorowa wykorzystująca grafen przyspieszy wdrożenie nowych strategii multipleksowania, które mogą doprowadzić do opracowania nowej generacji interfejsów mózg-komputer. W przyszłości pozwolą też przywrócić mowę i zdolność komunikacji.

– Zakończyliśmy już badania przedkliniczne na zwierzętach i szykujemy się do rozpoczęcia badań klinicznych na ludziach. Po ich pomyślnym zakończeniu wyrób trafi na rynek. Spodziewamy się, że nastąpi to w dłuższej perspektywie, za przynajmniej pięć, sześć lat – zapowiada Cinzia Spinato.

Grand View Research ocenia, że światowy rynek grafenu do 2025 roku osiągnie wartość ponad 552 mln dol.

5 wskazówek: Jak wybrać odpowiedni system workflow?

Adam Kubat, head of IT systems ArchiDoc, Grupa OEX
Adam Kubat, head of IT systems ArchiDoc, Grupa OEX

Elektroniczny obieg dokumentów znajduje zastosowanie w wielu różnych obszarach działania firmy. Na co zwrócić uwagę przy wyborze rozwiązania, aby optymalnie wykorzystać jego funkcjonalności?

Dopasowanie do potrzeb

Na rynku jest dostępnych bardzo wiele systemów elektronicznego obiegu dokumentów, także w wersji pudełkowej. Jednak nie każde rozwiązanie sprawdzi się w przypadku każdej firmy. Przy wyborze systemu warto pamiętać, że to oprogramowanie powinno dać się dostosować do potrzeb organizacji, nie odwrotnie.

Szczególnie w większych firmach niektóre procesy są na tyle skomplikowane i rozbudowane, że gotowe rozwiązania workflow nie zawsze będą w stanie sprostać oczekiwaniom biznesu. Doskonałym przykładem jest obieg faktury kosztowej, który może składać się z wielu etapów i wymagać zaangażowania pracowników z różnych szczebli struktury organizacyjnej. W takich przypadkach kluczowe jest dokładne odwzorowanie procesu w systemie.

Co prawda niektóre gotowe rozwiązania posiadają bardzo rozbudowane funkcjonalności, jednak mimo to nie zawsze będą to funkcje, które są potrzebne w przypadku danej firmy.

Możliwość rozwoju

Każda organizacja się zmienia, rozwija, dostosowuje do ewoluującego otoczenia biznesowego. System elektronicznego obiegu dokumentu powinien podążać w tym procesie równolegle z firmą i umożliwiać elastyczną modyfikację funkcjonalności i zastosowań, zgodnie z aktualnymi potrzebami. To co sprawdza się w organizacji dzisiaj, za 2 lata może wymagać dużej zmiany.

Firma, która wdrożyła elektroniczny obieg dokumentów w obszarze HR, np. do obiegu wniosków urlopowych lub innych dokumentów kadrowych, z czasem może odczuć potrzebę zastosowania takiego rozwiązania także w innych działach. Dobrze dobrany system powinien umożliwiać bezproblemowe wprowadzenie takiej zmiany.

Krótki czas wdrożenia

Decyzja o wdrożeniu elektronicznego obiegu dokumentów zapada najczęściej wtedy, kiedy biznes odczuwa już bardzo dużą potrzebę usprawnienia obiegu informacji. Tym samym firma oczekuje jak najszybszego uruchomienia rozwiązania.

Czas wdrożenia rozbudowanych i szytych na miarę systemów może być bardzo rozciągnięty w czasie. Na rynku są jednak dostępne rozwiązania, które bazują na metodologii RAD (Rapid Application Development), umożliwiającej znaczne skrócenie zarówno procesu implementacji aplikacji, jak i jej późniejszej modyfikacji. Pozwala to dostosowywać oprogramowanie do potrzeb firmy i wprowadzać zmiany także bez konieczności uruchamiania prac programistycznych i angażowania działu IT. W takim modelu część modyfikacji może wykonać samodzielnie użytkownik systemu, np. dodanie nowej kategorii dokumentu lub dodatkowego kroku w procesie. Niektóre zmiany nie wymagają prowadzenia testów i są widoczne w systemie od razu.

Łatwa integracja z innymi systemami

Większość firm wdrażających workflow wykorzystuje co najmniej kilka różnych systemów informatycznych: ERP, CRM, oprogramowanie finansowo – księgowe czy wspierające procesy HR. Integracja, pozwalająca na wymianę danych pomiędzy aplikacjami, to jedna z podstawowych funkcji rozwiązań z obszaru elektronicznego obiegu dokumentów. Nie zawsze jednak taka integracja jest łatwa do zrealizowania i uwzględnia specyficzne uwarunkowania organizacji. Taki problem może wystąpić np. w przypadku grup kapitałowych, które chcą korzystać z elektronicznego obiegu dokumentów z poziomu jednej, centralnej platformy.

Podczas wdrażania workflow warto zwrócić uwagę na elastyczność i łatwość procesu integracji. Istotna dla firmy może być możliwość dokonania zmian w krótkim czasie.

Koszt to nie tylko zakup licencji

Sam zakup oprogramowania to nie cała inwestycja potrzebna do wdrożenia elektronicznego obiegu dokumentów. Już przy wyborze rozwiązania warto uwzględnić także koszt wdrożenia i późniejszych modyfikacji systemu. W przypadku skomplikowanych procesów lub dużej częstotliwości wprowadzania zmian może okazać się, że obsługa oprogramowania będzie dużo kosztowniejsza niż jego zakup.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów producenci systemów oferują funkcjonalności ułatwiające ich implementację i bieżącą obsługę. Na rynku są dostępne rozwiązania zawierające np.  graficzne kreatory procesów biznesowych, co umożliwia ich odwzorowanie w aplikacji bez konieczności kodowania. W długim okresie czasu koszt takiego systemu może okazać się dużo niższy niż aplikacji, w której każda czynność wymaga angażowania programistów.

Adam Kubat, head of IT systems ArchiDoc, Grupa OEX

Komunikacja wewnętrzna – wyzwanie PR w 2019 roku

Jaka jest komunikacja marek A.D. 2019? Szybkorotująca i wielokanałowa. Nowe technologie to dziś zarówno narzędzia zewnętrznej komunikacji marki, bezpośredniej komunikacji z odbiorcami, jak i wsparcie komunikacji wewnętrznej. Ta ostatnia część zyskuje na znaczeniu wraz z przeobrażeniami w zakresie HR. W „erze pracownika” działy HR muszą realizować wiele zadań przypisywanych dotychczas Internal PR. I z tego powodu korzystają ze wsparcia agencji.

Jeszcze kilka lat temu komunikacja w firmie odbywała się albo poziomo (wśród pracowników), albo pionowo (na linii zarząd – pracownicy). Dziś taki model już się nie sprawdza, ustępując wielopoziomowej komunikacji wewnętrznej, realizowanej często z wykorzystaniem nowych technologii, zaawansowanych narzędzi IT oraz w sposób mniej sformalizowany. Zaś zmiany form i narzędzi porozumiewania się w życiu codziennym przekładają się na język stosowany wewnątrz organizacji.

„Dziś firmom zależy na budowaniu wizerunku dobrego pracodawcy. Dobrego, czyli takiego, który rozumie potrzeby pracowników, wychodzi im naprzeciw, a nawet planuje z wyprzedzeniem działania zmierzające do zapewnienia dobrostanu pracowników” – mówi Kamila Radomska-Woźniak, szefowa agencji PR i komunikacji Nonoproblemo.

Dodaje, że to właśnie z tych powodów coraz częściej zadania związane z komunikacją wewnętrzną przypisywane są działom HR. Przyznaje jednak, że aby zapewnić płynną, przyjazną i otwartą komunikację, działy personalne powinny korzystać z doświadczeń PR. Z wewnętrznych zasobów firmowych, albo ze wsparcia agencji PR.

Employer Branding to komunikacja

Z Raportu „Employer Branding w Polsce 2018”[1] wynika, że zaledwie 18% firm posiada w pełni opracowaną strategię Employer Brandingu, 35% ją rozwija, zaś 24% firm dopiero pracuje nad strategią. Oznacza to, że prawdopodobnie tylko w pierwszej grupie określono założenia strategii komunikacji wewnętrznej, która wspiera działania HR. Aż 87% pracodawców, którzy wzięli udział
w badaniu, za najważniejszą korzyść wprowadzenia strategii Employer Brandingu uznało spójność komunikacyjną (87%).

„Opracowując strategię Employer Brandingu, trzeba myśleć o tym, w jaki sposób opowiemy o tym pracownikom. Trzeba też przeanalizować, z jakim grupami docelowymi będziemy rozmawiać. Czy nasi pracownicy to przedstawiciele pokolenia Y lub Z, którzy komunikują się niemal wyłącznie elektronicznie? A może większość to przedstawiciele starszych generacji? Oni wolą dzwonić, rozmawiać, przeczytać materiały informacyjne” – zauważa szefowa Nonoproblemo.

„Pracownicy oczekują dziś transparentnej i spójnej komunikacji. Jeśli firma wprowadza nowe programy HR – oczekują informacji o tym, jakie są powody wdrożenia takiego rozwiązania, jakie korzyści im, jako zatrudnionym, to przyniesie. We Fresenius rozwijamy równolegle szereg programów dla pracowników. Dzięki wsparciu agencji wszystkie mają wspólną linię wizualną, nazwy skonstruowane w taki sposób, aby od razu było wiadomo, że to projekty HR, a także formę dystrybucji dostosowaną do charakteru projektu: elektroniczną, klasyczną lub mieszaną” – opowiada Sylwia Gołuchowska, dyrektor HR we Fresenius Medical Care Polska S.A.

Dobra komunikacja angażuje

To, w jaki sposób komunikujemy się z pracownikami, przekłada się na ich postrzeganie pracodawcy oraz na zaangażowanie. Pracownik zaangażowany, to pracownik bardziej wydajny, mniej chętny do odejścia z firmy. W końcu pozyskanie, a przede wszystkim utrzymanie personelu, to dziś, w tzw. erze pracownika, dla pracodawców kluczowe zadania.

„Budowanie zaangażowania pracowników w naszym przypadku jest powiązane z wartościami firmy i kulturą organizacyjną. Ten niezwykle ważny obszar zarządzania rozpoczyna się kampanią informacyjną oraz anonimowym badaniem przeprowadzanym wśród wszystkich zatrudnionych. A po zebraniu i opracowaniu wyników znów następuje intensywny proces informowania: jak kształtują się zaangażowanie i satysfakcja pracowników oraz jakie działania planujemy podjąć, by je stale podnosić. Ten swoisty dialog z pracownikami to doskonały przykład na to, jak – poprzez spójną komunikację i konsekwentne działanie – można zaprosić wszystkich zatrudnionych do współzarządzania firmą. Takie podejście buduje zaangażowanie i tworzy pozytywny wizerunek firmy” – podkreśla Sylwia Gołuchowska z Fresenius Medical Care.

Im szerszy zakres działań objętych strategią Employer Brandingu, tym więcej osób i narzędzi trzeba zaangażować. Dlatego firmy korzystają z nowoczesnych platform HCM (Human Capital Management), które ułatwiają zintegrowane zarządzanie kapitałem ludzkim.

„Współczesne systemy HCM obejmują również tzw. miękkie aspekty zarządzania personelem. Obok modułów stricte kadrowych, zawierają narzędzia analityczne, moduły związane z rekrutacją, onboardingiem, planowaniem następstw i rozwoju, a także systemy szkoleniowe czy zintegrowane portale pracownicze, np. do zarządzania urlopami” – tłumaczy Anna Łuczak, specjalista ds. marketingu i PR w firmie Quercus, zajmującej się wdrożeniami SAP w obszarze HR. „Umocnienie się roli HR w budowaniu wizerunku firmy widać także w nowych narzędziach opracowywanych z myślą o współczesnych wyzwaniach. Są bardziej skoncentrowane na miękkim HR, pozwalają na realizację strategii komunikacji. Ale tę wcześniej trzeba opracować i zaimplementować do systemu. W tym zakresie wsparcie agencji jest kluczowe”.

Dobra komunikacja to wartość

Branża IT to przykład sektora, który musi dokładać szczególnych starań, aby przyciągnąć i zatrzymać u siebie pracowników. Dlatego pod względem narzędzi zmierzających do zapewnienia dobrostanu pracowników można ją traktować jako wzorcową.

„Zaangażowanie zespołu można budować małymi krokami, jak zdrowe przekąski dla pracowników lub przeciwnie – firmowe słodkie piątki albo wspólne wypady do klubów, finansowane przez pracodawcę. Nasz zespół szczególnie docenił otwarcie chilloutroomu, gdzie programiści i konsultanci mogą odpocząć w trakcie pracy, wyciszyć się lub przeciwnie – pograć, pogadać. Ostatnio wraz z naszą agencją PR przygotowaliśmy dla nich prezenty – leżaki z hasłem „OdSAPnij sobie”. Docenili ten pozytywnie kojarzący się prezent” – dodaje Anna Łuczak.

Takie podejście buduje wizerunek pracodawcy i jest czytelnym komunikatem dla zespołu, że rozumie on potrzebę zachowania zdrowego balansu między pracą i czasem wolnym. Ważne, aby odbywało się to w zgodzie z wartościami firmy, z którymi pracownicy powinni się identyfikować.

„Wdrażanie firmowych wartości zyskuje ostatnio na znaczeniu. Realizujemy programy, których celem jest ich wprowadzenie. Narzędzia uzależnione są zarówno od firmy, jej wizerunku wśród pracowników, jak i samych wartości. Jednak kluczowy jest aspekt komunikacyjny – informacje muszą być czytelne, przekaz zaś dostosowany do konkretnej grupy. Ważne, aby wartości nie były tylko pustymi słowami. W komunikacji, zwłaszcza w tej wewnętrznej, nie ma dziś miejsca na niedomówienia czy eufemizmy. Jeśli wyznajemy jakieś wartości, każde nasze działanie powinno je odzwierciedlać. Na każdym szczeblu” – podsumowuje Kamila Radomska-Woźniak, szefowa agencji Nonoproblemo.

Dlatego wraz z zespołem, jako podsumowanie 10-lecia firmy, opracowała nieszablonowy #nonoszyt, prezent dla klientów, partnerów, kontrahentów i oczywiście dla samych pracowników.

„Zależało nam na tym, aby każdy członek zespołu pokazał w nim kawałek siebie. Nonoszyt jest więc odzwierciedleniem wartości, którymi na co dzień kieruje się agencja – kreatywności, indywidualnego podejścia do każdego projektu i klienta oraz elastyczności. To, czy będzie kalendarzem, notesem, pamiętnikiem czy zeszytem inspiracji zależy od użytkownika” – wyjaśnia.

Jeszcze kilka lat temu w niewielu firmach funkcjonowały działy komunikacji wewnętrznej. Również HR skoncentrowany był na innych działaniach niż obecnie. Zmieniają się potrzeby rynkowe – pracodawcy, zmuszeni do aktywnego zabiegania o pracowników, muszą traktować ich jak klientów. Dlatego analizują potrzeby, wprowadzają rozwiązania zgodne z oczekiwaniami zespołu, dbają o wellbeing. Jednak niezależnie od tego, jakie programy HR aktualnie realizują, podstawą jest komunikacja. Dopasowana do profilu pracowników, otwarta i transparentna.

[1] Raport Employer Branding w Polsce 2018, HRM Institute, s. 18, 21

Sztuczna inteligencja w firmie? – jak wykorzystać do zarządzania zasobami informacyjnymi

Sztuczna inteligencja nie jest gotowym rozwiązaniem, które zadziała samoistnie. Jest raczej jak młody pracownik z ogromnym potencjałem, któremu należy stworzyć odpowiednie warunki do nauki i rozwoju, aby korzystać z pełni jego możliwości. Jednym z niezbędnych elementów takiej edukacji jest dostęp do danych, rozproszonych często po różnych silosach. Jak przygotować podstawę informacyjną dla AI, aby mogła rozwinąć skrzydła?

Informacja jest kluczem

Informacje stanowią podstawę sztucznej inteligencji. Jeśli chcemy czerpać zyski z zastosowania sztucznej inteligencji, powinniśmy najpierw nauczyć ją podejmowania automatycznych decyzji w celu osiągnięcia konkretnych rezultatów. Dlatego uczymy systemy AI analizować dane i dajemy im algorytmy do rozwiązywania problemów. Aby to jednak było możliwe, musimy przygotować podstawę informacyjną dla AI. Jest to istotne, bo w przyszłości systemy sztucznej inteligencji będą się uczyły same.

W przeciwieństwie do ludzi, AI potrzebuje dużych ilości danych, aby uczyć się efektywnie. Jednak w odróżnieniu od ludzi, z łatwością radzi sobie z przetwarzaniem takiej masy danych. Na przykład system, aby rozpoznać obraz psa, potrzebuje przetworzyć setki tysięcy, a nawet miliony obrazów z psem i bez psa. Natomiast małe dziecko potrafi rozpoznać psa na pierwszy rzut oka. Algorytmy muszą przeanalizować duże ilości danych, aby rozwiązać dany problem. Choć maszyny potrzebują dziś masowych ilości danych, aby uzyskać wyniki, są w stanie zrobić to zdecydowanie szybciej niż te, które powstały w latach 80-tych, na pierwszej fali sztucznej inteligencji. To kładzie kres paradoksowi, że obfitość oznacza deficyt!

Czujesz się zalany informacjami? Błogosławieństwo

Nic się nie dzieje bez informacji. Zalew informacji może być dziś postrzegany jako przekleństwo, ale może stać się dla nas pomocny w przyszłości. Poziom naszych umiejętności poznawczych spada z powodu nadmiaru informacji. Nie wykorzystujemy nawet 80 proc. zebranych informacji! Z każdym mijającym dniem i rokiem ich liczba rośnie i ulega zwielokrotnieniu. Przemysł 4.0, Internet rzeczy itp. powodują dramatyczny wzrost ilości danych: do 2020 r. ilość danych na świecie wzrośnie dziesięciokrotnie, z obecnych 4,4 zettabajtów do 44 zettabajtów.

 

Dzisiejszy zalew informacji idealnie nadaje się do zastosowań z zakresu sztucznej inteligencji. Mimo to oprogramowanie ERP nie jest w stanie przetwarzać ogromu tych informacji. Potrzebne jest oprogramowanie kontekstowe, które może efektywnie zarządzać i przechowywać wolumeny danych oraz, w razie potrzeby, poziomo je skalować. Jest to i zawsze było nieodłącznym celem i umiejętnością systemów zarządzania treścią w przedsiębiorstwie, takich jak Doxis4 firmy SER. Wystarczy spojrzeć na przykład DHL Express: obecnie w repozytorium informacji Doxis4 przechowywanych jest 8,5 miliarda dokumentów. Dostęp do tych dokumentów ma średnio milion użytkowników dziennie. W godzinach szczytu rejestrowanych jest 1 060 wejść na minutę.

Już 20 lat temu 80 proc. wszystkich informacji w kontekście biznesowym było nieustrukturyzowanych. Podobnie dzisiaj. W repozytoriach informacji oprogramowania ECM Doxis4 firmy SER można znaleźć wszystkie te informacje, w tym dane SAP (zarówno bieżące, jak i archiwalne), wiadomości e-mail, dokumenty, zawartość mediów społecznościowych, witryny internetowe, dane maszyn, obrazy i filmy.

Usługi poznawcze są domem dla AI

W dobie sztucznej inteligencji informacja staje się wreszcie czynnikiem produkcji. Logistyka informacyjna stanie się jednym z elementów mających największy wpływ na nadawanie im wartości. Dlatego tak istotne jest, by znać wartość swoich informacji i przechowywać je w systemie ECM.

Repozytorium informacji, rdzeń oprogramowania ECM Doxis4, pełni funkcję sejfu do przechowywania nowej waluty w biznesie: informacji. Używane jako archiwum cyfrowe przechowuje wartości empiryczne i ma zdolność zapamiętywania. Ta wszechobecna inteligencja nadaje oprogramowaniu ECM Doxis4 nową warstwę architektoniczną: usługi poznawcze. Usługi te obejmują wszystkie technologie sztucznej inteligencji z zakresu głębokiej analizy treści, ontologii i przetwarzania języka naturalnego (NLP), które są dostępne we wszystkich aplikacjach ECM. Ponadto, zdolność tych usług do łączenia, takiego jak na przykład modelowanie statystyczne i semantyczne, niesie ze sobą potencjał innowacyjności.

Federacyjna usługa integracji treści

Zarządzanie informacją ma charakter technologiczny i jest złożone, co stanowi wyzwanie dla dzisiejszych firm. Oprócz systemów, takich jak np. SAP, wykorzystywane są inne liczne aplikacje biznesowe, a ich zawartość jest przechowywana w oddzielnych bazach danych i strukturach. Już teraz jest to powodem zmartwień o wydajność pracowników. Dopóki sytuacja ta nie zostanie uwzględniona w procesie decyzyjnym, będzie miała negatywny wpływ na wyniki sztucznej inteligencji w przyszłości. AI potrzebuje danych z różnych źródeł informacji do nauki i prognozowania. Integracja silosów informacyjnych rozproszonych po firmach jest pod względem strategicznym ważniejsza dla zespołów IT niż kiedykolwiek wcześniej.

Włączenie tych źródeł informacji do różnych struktur metadanych będzie obsługiwane przez federacyjną usługę integracji treści w Doxis4. Zawartość silosów informacyjnych można przenieść, ale nie jest to konieczne! Federacyjna platforma metadanych Doxis4 umożliwia dostęp do dowolnych baz danych, systemów plików itp. z Doxis4. Platforma wykorzystuje przeszukiwarki z wbudowaną sztuczną inteligencją do śledzenia informacji ze źródeł. Aby uniknąć przeciążenia informacjami, nie wszystkie informacje są archiwizowane na stałe. Podobnie jak w przypadku ludzkiego hipokampa, można tu również przenosić najistotniejsze informacje z pamięci krótkotrwałej do pamięci długotrwałej.

Źródło: SER GROUP Polska

Propozycje zmian w nowym prawie zamówień publicznych

Część propozycji, zawartych w projekcie nowego prawa zamówień publicznych, wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców i może służyć poprawie efektywności i jakości zamówień publicznych. Z drugiej jednak strony w dalszym ciągu pozostaje szereg zagadnień, które wymagają regulacji, a które nie zostały zaadresowane lub których propozycje zapisów są niewystarczające – uważa Konfederacja Lewiatan.

Lewiatan za najistotniejsze elementy, określane jako systemowe, które należy uwzględnić, uważa:

(a) wprowadzenie przepisów eliminujących dotychczasowe praktyki polegające na nadużywaniu i obchodzeniu przesłanek stosowania tzw. zamówień in-house;
(b) domknięcie systemu zamówień poprzez jednoznaczne przyznanie kompetencji Krajowej Izby Odwoławczej do rozstrzygania w sprawach objętych wyłączeniami spod PZP oraz dotyczących zmian do umowy;
(c) propozycję alternatywną do przedstawionej w zakresie Izby Koncyliacyjnej zachowującą kompetencje Krajowej Izby Odwoławczej do orzekania w sprawach z zakresu Prawa zamówień publicznych.

(a) Regulacje dotyczące tzw. zamówień in-house

– Zamówienia in-house jako niekonkurencyjny mechanizm realizacji zadań publicznych powinny być stosowane jedynie wyjątkowo, w jasno i ściśle określonych przypadkach, tj. wówczas gdy pozwalają na efektywniejsze wydatkowanie środków publicznych w stosunku do modelu konkurencyjnego, stanowiącego przecież podstawę rozwiązań przyjętych w przepisach dotyczących zamówień publicznych – mówi mec. Katarzyna Kuźma, partner w Praktyce Infrastruktury i Energetyki w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, przewodnicząca Rady Zamówień Publicznych przy Konfederacji Lewiatan.

(b) Rozszerzenie zakresu orzekania Krajowej Izby Odwoławczej przy zachowaniu jej kompetencji do spraw z zakresu prawa zamówień publicznych

Konieczne jest wprowadzenie do przepisów projektu postanowień potwierdzających w sposób jednoznaczny, iż wykonawcy są uprawnieni do wnoszenia do Krajowej Izby Odwoławczej odwołań od decyzji zamawiającego o udzielaniu zamówienia z pominięciem przepisów ustawy, jak również w odniesieniu do zmian zawartych umów.

(c) Izba Koncyliacyjna – propozycja alternatywna do przedstawionej w projekcie nowego PZP

Co do zasady, wszelkie rozwiązania, które mają na celu usprawnienie procesu realizacji umowy i zapobieganie poddawania powstałych sporów długotrwałym postępowaniom sądowym, uważamy za zasadne. Jednak przedstawiona w projekcie nowego PZP instytucja Izby Koncyliacyjnej, nie zapewni osiągnięcia postulowanego celu, m.in. z uwagi na zakres spraw, którymi miałaby się zajmować nowa Izba.

Lewiatan postuluje zamiast postępowania koncyliacyjnego doprecyzowanie istniejących przepisów poprzez jednoznaczne wskazanie, że Krajowa Izba Odwoławcza orzeka co do zgodności z prawem zamówień publicznych zmian do umów. Nowe przepisy powinny przyznać również stronom umowy o zamówienie publiczne uprawnienie do występowania do Krajowej Izby Odwoławczej z wnioskiem o rozstrzygnięcie tego, czy proponowana zmiana umowy (jeszcze przed jej zawarciem) jest zgodna z przepisami PZP. Domknięciem systemu powinna być zasada umownego powoływania stałych komisji rozjemczych rozwiązujących bieżące zagadnienia sporne powstające na etapie realizacji umów o zamówienie publiczne.

Poza rozwiązaniami o charakterze systemowym Konfederacja Lewiatan, dostrzega również konieczność wprowadzenia szczegółowych zapisów usprawniających i porządkujących procedurę udzielania zamówienia. W związku z tym, postuluje takie rozwiązania jak:

(i) wprowadzenie zapisów zapewniających proporcjonalność warunków umowy oraz właściwie skonstruowane klauzule waloryzacyjne;
(ii) wprowadzenie zasady przewidywalności działań zamawiającego;
(iii) doprecyzowanie przesłanek wykluczenia, by eliminacja wykonawcy była rzeczywiście proporcjonalna do zarzucanego mu przewinienia;
(iv) wprowadzenie pojęcia „oferty niewiarygodnej”, a nie jedynie „rażąco niskiej”;
(v) ograniczenie możliwości dyskrecjonalnego unieważnienie postępowania;
(vi) uwzględnienie szerszej możliwości dochodzenia odszkodowań, w tym w zakresie utraconych korzyści w związku z naruszeniem przez zamawiającego przepisów ustawy.

Chiny chcą uciec przed spowolnieniem w gospodarce

Partia komunistyczna z Państwa Środka wprowadza szereg pomysłów wsparcia dla firm i gospodarstw domowych. Spokojniej w temacie brexitu. Dolar mocny od początku tygodnia.

Robić wszystko, by wzrost PKB nie wyhamował

Bez wątpienia informacją dnia jest zapowiedź ogromnego pakietu fiskalnego przez Chiny. Ma to być ratunek na spowolnienie gospodarcze. W ubiegłym roku chiński PKB mocno wyhamował i osiągnął, i tak imponującą wartość, 6,6%. Problem w tym, że dla Państwa Środka wynik taki to oznaka słabości, ponieważ jest to najniższy poziom od 30 lat.

Na krótką metę pakiet fiskalny pozytywny

Działania te podyktowane są prognozami na ten rok, według których PKB ma być jeszcze niższy i wynieść około 6%. Na zjeździe komunistycznej partii Chin zapowiedziano szereg działań, głównie to przede wszystkim obniżka stawek VAT dla przemysłu i transportu, emisja obligacji dla samorządów i wsparcie akcji kredytowej dla firm. Według władz deficyt z tym związany ma się podnieść jedynie o 0,2% PKB. Jakie to ma znaczenie dla rynków? Z pewnością patrząc krótkookresowo jak najbardziej pozytywnie, Pekin chce działać i spróbować walczyć z niemal nieuniknionym spowolnieniem w gospodarce. W dłuższym okresie jednak spowoduje to wzrost zadłużenia gospodarstw domowych, jak i sektora przemysłowego.

Ruchy na amerykańskich obligacjach wspierają dolara

Jeśli chodzi o szeroki rynek to od początku tygodnia mocniejszy jest dolar amerykański. EUR/USD schodzi coraz bardziej w okolice 1,13. Jest to wynik ruchów na obligacjach amerykańskich gdzie obserwujemy wzrost rentowności. Inwestorzy po wystąpieniach szefa Fed w Kongresie znów zaczęli spekulować o możliwej jednej podwyżce stóp w tym roku w USA. W tym kontekście z pewnością bardzo ważne będą dane z amerykańskiego rynku pracy, które poznamy w piątek.

Czekamy na 12 marca

Nieco ciszy w ostatnich dniach jest w temacie brexitu. Pozwoliło to GBP/PLN zejść znów poniżej 5,00. Inwestorzy wyczekują przyszłotygodniowego głosowania w Izbie Gmin, by poznać odpowiedź czy brexit będzie chaotyczny, jednak z umową, czy zostanie odroczony. Wydaje się, że wybór będzie między dwoma ostatnimi opcjami. Nie wydaje się, by miało to spowodować dalszy wzrost wartości funta.

ISM w centrum uwagi

Dzisiaj na rynkach jeszcze kilka ważnych pozycji. O 13.30 przemawia członek Fed Rosengren, z kolei o 15.30 Kashkari. O 15.45 poznamy wskaźnik PMI dla usług również z USA. Najważniejszą publikacją będzie jednak ISM dla usług o godzinie 16.00.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Mniej niż połowa projektów w zakresie innowacji jest wprowadzana na rynek

Nadmiar projektów oraz brak odpowiednich procedur prowadzą do niepowodzeń w zakresie innowacji. Co ważne, raport pokazuje, że najszybciej rozwijające się przedsiębiorstwa więcej inwestują w innowacje.

Firma Oracle opublikowała raport, który pokazuje, że przedsiębiorstwa nie są w stanie wdrożyć ponad połowy planowanych innowacji. Mimo oczywistego związku między rozwojem a innowacjami firmy nie wdrażają ich dużej części – gównie ze względu na nieodpowiednie procedury.

Raport pt. „Having a successful innovation agenda” (Skuteczny program innowacji) jest oparty na badaniu, które objęło ponad 5000 osób podejmujących decyzje w dziedzinie rozwiązań chmurowych i oprogramowania. Respondenci pracują w firmach z 24 krajów, osiągających przychody od poniżej 1 mln GBP do ponad 500 mln GBP i zatrudniających od 100 do 50 000 pracowników.

 

Najważniejsze wnioski:

  • Jedną trzecią firm przytłacza nadmiar projektów w dziedzinie innowacji
  • 85% firm odnotowujących znaczny wzrost inwestuje w innowacje
  • 21% respondentów twierdzi, że brak zaangażowania ze strony kierownictwa to główna bariera na drodze do innowacji
  • 22% uważa, że we wdrażaniu innowacji przeszkadza brak procedur, podczas gdy 22% obwinia brak wizji
  • 22% twierdzi, że niedostateczne inwestycje w informatykę utrudniają realizację programu innowacji

Niewystarczająca koncentracja i organizacja

Nadmiar projektów, o którym wspomina jedna trzecia respondentów, przeszkadza firmom w realizacji inicjatyw w zakresie innowacyjności. Problem ten był szczególnie wyraźny w przedsiębiorstwach odnotowujących szybki wzrost — 38% z nich uznało, że realizują zbyt wiele równoległych inicjatyw. Mimo ambitnych starań o wbudowanie procedur zachęcających do innowacji 22% respondentów stwierdziło, że idealne przepływy pracy nie zostały jeszcze prawidłowo wdrożone w ich firmach. Natomiast 19% ankietowanych powiedziało, że we wdrażaniu innowacji przeszkadza brak odpowiednich technologii.

Brak przywództwa

Okazało się, że największe bariery na drodze do skutecznego wprowadzania innowacji to niewystarczające zaangażowanie ze strony kierownictwa połączone z brakiem klarownej odpowiedzialności za projekt. Za projekty w dziedzinie innowacji najczęściej odpowiadają kadra kierownicza (48%) i dział informatyczny (46%), ale inne działy plasują się zaraz po nich
(35–41%).

Zaangażowanie klientów jako wskaźnik sukcesu

Przedsiębiorstwa odchodzą od tradycyjnych wskaźników KPI takich jak produktywność personelu (53%) i przychody (53%) i jako miarę zwrotu z inwestycji coraz częściej wykorzystują doświadczenie klientów (57%). To przesunięcie odwraca jednak ich uwagę od zaangażowania pracowników — tylko 44% respondentów traktuje je jako dźwignię innowacji, a tylko 41% uważa, że taką rolę może odgrywać kultura organizacyjna.

„Pracownicy są bardzo ważnym elementem każdego programu innowacji — zarówno na etapie generowania nowych pomysłów dotyczących rozwiązania realnych problemów, jak i wprowadzania ich w życie” — powiedział Neil Sholay, wiceprezes Oracle, szef działu innowacji. „Ale aby się to powiodło, potrzebna jest jeszcze sprawna i wspierająca kultura innowacji. Zaczyna się ona od jasnej wizji ze strony liderów, nadawania projektom priorytetów i finansowania wybranych projektów”.

Jak sztuczna inteligencja wypływa na sprzedaż?

W świecie handlu sztuczna inteligencja stała się użytecznym i niezbędnym narzędziem. Jedną z dziedzin działalności, w której bezpośrednio widać efekty AI, jest sprzedaż. Raport Salesforce o stanie sprzedaży w 2018 roku pokazuje, że wykorzystanie technologii AI w tej branży wzrośnie do 2020 roku o 155%. Jak AI wpływa na branżę i jak ją zmienia?

Inteligentne czaty

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO Adexon

Wkrótce sztuczna inteligencja osiągnie jeszcze większą zdolność przetwarzania języka. Umożliwi to chatbotom rozwijanie bardziej zaawansowanych cech ludzkich i interakcję z klientami za pomocą naturalnego sposobu porozumiewania się. Będzie to miało kilka praktycznych zastosowań dla zespołów sprzedaży. Chatbot będzie mógł na przykład wykonywać podstawowe zadania, takie jak dokonywanie rezerwacji.

AI można również wykorzystać w celu skrócenia czasu administrowania kontaktów z klientami przez bezpośrednie aktualizowanie CRM za pomocą prostego interfejsu. Pozwoli to zespołom handlowym aktualizować dane w czasie rzeczywistym.

Przewidywanie doświadczeń klientów

W 2019 roku AI będzie coraz częściej wykorzystywana przez firmy do analizowania danych konsumentów, przewidywania ich działań, wzorców zachowań oraz określania długoterminowych trendów. Umożliwi to firmom tworzenie jeszcze lepszych doświadczeń klientów. Zespoły sprzedażowe będą mogły wykorzystać te dane do tworzenia spersonalizowanych ofert, dopasowanych do aktualnych potrzeb konsumenta. W tym przypadku, przy prawidłowym wdrożeniu, AI może mieć duży wpływ na generowanie leadów i wzrost przychodów ze sprzedaży.

Prognozy sprzedaży

Przed rozwojem sztucznej inteligencji prognozowanie sprzedaży należało głównie do zespołów analityków biznesowych i często zdarzało się, że wyniki te były niepoprawne i niekompletne. Jedną z korzyści jaką niesie AI dla każdej firmy jest zdolność analizowania ogromnych ilości danych, w znacznie szybszym tempie niż mógłby zrobić to człowiek. Algorytmy sztucznej inteligencji są teraz w stanie przewidzieć, z zadziwiającą dokładnością, przychody na następny kwartał. Informacje te pozwalają menedżerom sprzedaży podejmować lepsze decyzje dotyczące chociażby tego, na co należy przeznaczyć w danej firmie więcej zasobów w danym okresie.

Upselling i cross-selling

Każdy sprzedawca wie, że najszybszym i najbardziej ekonomicznym sposobem na osiągnięcie wzrostu przychodów jest sprzedawanie większej ilości produktów lub usług swoim obecnym klientom. Możliwość ustalenia, którzy klienci prawdopodobnie kupią więcej, nigdy nie była tak dokładna jak teraz. AI może skanować historię zakupów klienta, posty w mediach społecznościowych i wszelkie zachodzące u nich zmiany. Korzyści z używania sztucznej inteligencji w przypadku upsellingu i możliwości jakie niesie dla cross-sellingu to zwiększony przychód dla zespołu sprzedaży i spadek powiązanych kosztów marketingowych.

Kiedy AI po raz pierwszy zaczęła być wykorzystywana przez firmy, jej celem była głównie automatyzacja takich zadań, jak wprowadzanie danych, obsługa konsumentów oraz wyszukiwanie potencjalnych klientów. Dzięki swojej zdolności do analizy dużych danych
i integracji z istniejącym oprogramowaniem, a także platformami, w ciągu następnych dwunastu miesięcy sztuczna inteligencja będzie w stanie ocenić wyniki sprzedaży, przewidzieć przyszłe trendy i zaproponować korzystne kierunki działań.

AI nie jest technologią statyczną – zmienia się i ewoluuje cały czas. Firmy, które w pełni ją wykorzystają zobaczą ogromne korzyści, jakie może ona przynieść w zakresie wizualizacji, zaangażowania oraz maksymalizacji generowania przychodów.

Podatek od nieruchomości od elektrowni wiatrowych – studium przypadku

Zgodnie z art. 14c § 1 i 2 Ordynacji podatkowej wydający indywidualną interpretację podatkową organ związany jest przedstawionym we wniosku o jej wydanie stanem faktycznym. Nie może go sam modyfikować, a w przypadku negatywnej oceny stanowiska wnioskodawcy zobligowany jest wskazać stanowisko prawidłowe, łącznie z jego prawnym uzasadnieniem. Jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu w wyroku z 25 stycznia 2019 r., wskazanych wymogów nie spełnia takie działanie organu, które ewidentnie pomija okoliczności wyraźnie wskazane przez podatnika we wniosku o wydanie interpretacji (sygn. akt I SA/Op 134/18).

Podatek od nieruchomości od elektrowni wiatrowych

Ustawa z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (Dz.U. 1991 nr 9, poz. 31, ze zm.) zawiera definicję budowli, za którą uznaje obiekt budowlany w rozumieniu przepisów prawa budowlanego, niebędący budynkiem lub obiektem małej architektury, a także urządzenie budowlane w rozumieniu przepisów prawa budowlanego związane z obiektem budowlanym, które zapewnia możliwość użytkowania obiektu zgodnie z jego przeznaczeniem (art. 1a ust. 1 pkt 2).

16 lipca 2016 r. weszła w życie Ustawa z dnia 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (Dz.U. 2016, poz. 961). W art. 2 pkt 1 zdefiniowała ona elektrownię wiatrową, jako budowlę w rozumieniu przepisów prawa budowlanego, składającą się co najmniej z fundamentu, wieży oraz elementów technicznych. Jednakże w obowiązującym wówczas stanie prawnym Ustawa z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (Dz.U. 2017, poz. 1332) wśród budowli nie wymieniała elektrowni wiatrowych. Wskazywała jedynie, że za budowle uznaje się także części budowlane urządzeń technicznych kotłów, pieców przemysłowych, elektrowni jądrowych i innych urządzeń (art. 3 pkt 3).

W art. 17 ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych zastrzeżono, że do 31 grudnia 2016 r. podatek od nieruchomości od elektrowni wiatrowych ustala się i pobiera zgodnie z wcześniej obowiązującymi przepisami. Ustawą z dnia 7 czerwca 2018 r. o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2018, poz. 1276) ustawodawca dostrzegł swój błąd, zmieniając brzmienie ustawy o inwestycjach, jak i ustawy – prawo budowlane. W pierwszej z nich doprecyzował, że za elektrownię wiatrową uznaje się instalację odnawialnego źródła energii, składającą się z części budowlanej, stanowiącej budowlę w rozumieniu prawa budowlanego oraz urządzeń technicznych, w tym elementów technicznych. W drugiej zaznaczył, że budowlami są także części budowlane urządzeń technicznych elektrowni wiatrowych. Przepisy te weszły w życie z mocą wsteczną od 1 stycznia 2018 r.

Niedozwolona wykładnia organów podatkowych

„W stanie prawnym obowiązującym między 29 września 2005 r. a 1 stycznia 2017 r. w orzecznictwie sądów administracyjnych przyjmowano, że budowlą w rozumieniu przepisów ustawy o podatkach i opłatach lokalnych są wyłącznie części budowlane urządzenia technicznego, jakim jest elektrownia wiatrowa. W związku z tym do podstawy opodatkowania podatkiem od nieruchomości nie wliczano wartości generatora, rotora z gondolą, wirnika (…) Orzecznictwo uznawało, że budowlą, stanowiącą przedmiot opodatkowania podatkiem od nieruchomości jest w związku z tym wyłącznie fundament i wieża” (Postanowienie NSA z 29 maja 2018 r., sygn. akt II FSK 2983/17).

W zakresie opodatkowania podatkiem od nieruchomości elektrowni wiatrowych za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2017 r. powstały więc liczne spory interpretacyjne na linii podatnicy – fiskus. Organy podatkowe uznawały bowiem, że od 1 stycznia 2017 r. opodatkowaniu podlegają także wyjęte dotąd spod tego obowiązku elementy techniczne elektrowni wiatrowych. Organy stosowały niedozwoloną wykładnię rozszerzającą definicje pojęć „budowla” i „elektrownia wiatrowa” do celów podatkowych. Niedozwoloną, bo choć uległy one doprecyzowaniu, następowało to w innych ustawach niż podatkowe.

W kolejnym z postanowień NSA stwierdził: „(…) jak wskazano m.in. w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, definicje z prawa budowlanego nie mogą być w pełni funkcjonalne na gruncie prawa daninowego, z uwagi na wymagany wyższy standard jednoznaczności i określoności przepisów podatkowych niż w przypadku prawa administracyjnego. (…) Z Konstytucji RP wynika bowiem nakaz precyzyjnego ustalenia w ustawie wszystkich istotnych elementów stosunku daninowego, w tym także jego przedmiotu. W praktyce oznacza to m.in., że przepisy prawa podatkowego nie mogą być interpretowane per analogiam na niekorzyść podatników” (Postanowienie NSA z 22 października 2018 r., sygn. akt. II FSK 2983/17).

Im więcej do opodatkowania, tym lepiej

W takim stanie faktycznym jedna ze spółek, będąca właścicielem elektrowni wiatrowych na Opolszczyźnie, wystąpiła do organu podatkowego o wydanie interpretacji co od 1 stycznia 2017 r. stanowi podstawę opodatkowania podatkiem od nieruchomości w przypadku należących do niej elektrowni. W kwietniu 2017 r., wbrew stanowisku spółki, organ uznał, że jest nią elektrownia wiatrowa, w której skład wchodzą elementy budowlane, czyli fundament i wieża oraz elementy techniczne, czyli m.in. generator i wirnik.

Zatem spółka sama określi podstawę opodatkowania. Szach i mat…

Spółka wystąpiła więc do organu z kolejnym zapytaniem. Tym razem miało to być pytanie retoryczne, w pełni pozostające w zgodzie z ww. stanowiskiem fiskusa i potwierdzające jedynie, że w obliczu takiego rozumienia przez organ elektrowni wiatrowej jako budowli, ustalenie podstawy opodatkowania nastąpi w oparciu o wartość rynkową elektrowni, określoną przez… spółkę.

Jak bowiem jasno wynika z treści art. 4 ust. 1 pkt 3 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, podstawę opodatkowania budowli lub ich części związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej stanowi wartość, o której mowa w przepisach o podatkach dochodowych, ustalona na dzień 1 stycznia roku podatkowego, stanowiąca podstawę obliczania amortyzacji w tym roku, niepomniejszona o odpisy amortyzacyjne, a w przypadku budowli całkowicie zamortyzowanych – ich wartość z dnia 1 stycznia roku, w którym dokonano ostatniego odpisu amortyzacyjnego, z zastrzeżeniem ust. 4, 5 i 6 tego artykułu. Z kolei wskazany w odesłaniu ust. 5 stanowi wyraźnie, że: „Jeżeli od budowli lub ich części, o których mowa w ust. 1 pkt 3, nie dokonuje się odpisów amortyzacyjnych – podstawę opodatkowania stanowi ich wartość rynkowa, określona przez podatnika na dzień powstania obowiązku podatkowego” (Dz.U. 1991 nr 9, poz. 31, ze zm.).

W swoim wniosku spółka poinformowała, że tak rozumiane przez organ należące do spółki elektrownie wiatrowe nie są przez nią amortyzowane, ani nie jest ona w stanie określić nawet ich wartości amortyzacyjnej. Spółka poniosła także wydatki na elementy, które są częścią elektrowni wiatrowej, ale nie są częścią elektrowni wiatrowej w rozumieniu nowych przepisów.

…tyle że fiskus gra w inne szachy

Mimo tak precyzyjnie wskazanej podstawy prawnej stanowiska spółki, organ uznał je za nieprawidłowe. W wydanej 1 marca 2018 r. interpretacji indywidualnej stwierdził, że od 1 stycznia 2017 r. podstawę opodatkowania stanowi wartość początkowa poszczególnych elementów elektrowni wiatrowej, czyli wartość będąca podstawą obliczania amortyzacji. Podstawa opodatkowania podatkiem od nieruchomości zostanie więc ustalona w oparciu o metodę wskazaną w art. 4 ust. 1 pkt 3 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych.

Organ pomijał istotne okoliczności wskazane przez podatnika

WSA w Opolu wyrokiem z 25 stycznia 2019 r. uchylił zaskarżoną przez spółkę interpretację organu. Stwierdził, że dokonana przez organ wykładnia przepisów jest co do zasady dopuszczalna. Przepisy podatkowe obciążają podatkiem od nieruchomości budowle, a nie środki trwałe. Ponadto nie uzależniają możliwości objęcia tym opodatkowaniem od tego, aby dana budowla stanowiła jeden środek trwały. Niedopuszczalne jest jednak pomijanie przez organ istotnych okoliczności faktycznych, przytoczonych przez podatnika we wniosku o wydanie interpretacji. A takimi były wyraźne wskazania, że spółka nie amortyzuje ani nie zna wartości elementów technicznych elektrowni wiatrowych oraz poniosła wydatki na elementy niestanowiące elementów elektrowni wiatrowych, jako budowli w rozumieniu przepisów podatkowych, takich jak np. oprogramowanie, chłodnice czy oświetlenie, a których wartość składa się na wartość początkową urządzeń wiatrowych.

„…słuszna, co do zasady, wykładnia (…) nie mogła mieć w niniejszej sprawie znaczenia przy ocenie prawidłowości stanowiska wnioskodawcy, a to ze względu na pominięcie przez organ interpretacyjny istotnych okoliczności, na które wnioskodawca zwrócił uwagę (…) Spółka we wniosku wyraźnie podała, że poniosła wydatki na elementy, które nie stanowią części elektrowni wiatrowej w rozumieniu nowych przepisów. Natomiast te elementy techniczne, które stanowią część elektrowni wiatrowej, nie zostały wyodrębnione i ujawnione w rejestrze jako osobne środki trwałe. Spółka nie ma możliwości określenia wartości elementów składających się na elektrownię wiatrową, które nie podlegały dotychczas opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości, jako że nie stanowiły budowli. Tymczasem stanowisko organu o konieczności zastosowania przez Spółkę przepisu art. 4 ust. 1 pkt 3 u.p.o.l., te ostatnie okoliczności w zupełności pomija (…)” (sygn. akt I SA/Op 134/18).

Zdaniem sądu wskutek wejścia w życie nowych przepisów doszło do „wytworzenia” nowej budowli z elementów, które zostały już zakupione pod rządami ówcześnie obowiązujących przepisów i pod rządami tych samych przepisów zostały lub mogły zostać już dawno zaewidencjonowane. Dlatego też zgodnie ze stanowiskiem spółki ustalenie podstawy opodatkowania możliwe jest w oparciu o wartość rynkową budowli, w myśl art. 4 ust. 5 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych.

Jedna na dwie wydane przez fiskusa interpretacje jest błędna

Na początku 2019 r. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport nt. „Barier prawnych w rozwoju firm rodzinnych w Polsce”. Badanie NIK obejmujące swym zakresem I kwartał 2018 r. wykazało, że aż 55% wydanych w tym okresie przez organy podatkowe interpretacji indywidualnych zostało uchylonych przez sądy administracyjne. Sądy uchyliły również 16,1% decyzji podatkowych. Jeszcze więcej, bo 29,1% takich decyzji uchyliły na skutek odwołania podatników organy podatkowe drugiej instancji.

To wyraźnie dowodzi, że organy podatkowe w ponad co drugiej wydanej interpretacji indywidualnej i blisko w co drugiej decyzji podatkowej mylą się na niekorzyść podatnika. Tak liczne przypadki naruszenia prawa bądź jego nieznajomości ze strony organów noszą znamiona urzędniczego bezprawia. Bezprawia bez konsekwencji dla tych organów.

Jeśli istnieją wątpliwości co do zasadności opodatkowania, to znaczy, że trzeba opodatkować

Jak widać na przykładzie przywołanej wyżej sprawy, jeśli coś nie podlega opodatkowaniu, to fiskus sprawi, aby podlegało. A istniejących wątpliwości interpretacyjnych przepisów podatkowych z pewnością nie rozstrzygnie na korzyść podatnika.

Na marginesie tej sprawy należy wskazać, że wątpliwa jest sama konieczność opodatkowania podatkiem od nieruchomości części technicznych elektrowni wiatrowych. Nowe przepisy ustanawiające taki obowiązek mogą bowiem stanowić niedozwoloną, selektywną pomoc publiczną państwa w rozumieniu art. 107 ust.1 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.Urz.UE 2016, C 202). Opodatkowując części elektrowni wiatrowych, nie opodatkowują jednocześnie innych typów elektrowni. Jest to przejaw niedopuszczalnej faworyzacji fiskalnej jednych przedsiębiorców kosztem innych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dzień Kobiet – stare święto, nowe zwyczaje. Wyniki badania

Dzień Kobiet to obecnie nowoczesne święto, które Panie chcą obchodzić niestandardowo. Choć nadal doceniają kwiaty i czekoladki chciałyby odrobinę zaszaleć.  Do lamusa odchodzą upominki, które przypominają kiczowate gadżety, a życzeń Panie oczekują przemyślanych i od serca. Najchętniej tego dnia zrelaksowałyby się, ale niekoniecznie w męskim gronie. Na pytanie –  jak obecnie kobiety widziałyby swoje święto odpowiada zrealizowana sonda.

Jak pokazały wyniki badania „Dzień kobiet oczami Polek” serwisu Prezentmarzeń, święto kobiet obchodzi 62% respondentek, a już 38% coraz częściej odchodzi od tego zwyczaju. Najczęściej o Dniu Kobiet pamięta partner (43%) oraz ojciec i brat (22%), a praktycznie w ogóle inne kobiety (1%).

Dla Pań, które wzięły udział w badaniu to dzień, w którym mogą poczuć się wyjątkowo (31%), gdzieś wyjść i miło spędzić czas (29%). Dla niektórych jest ważne, że jest to święto doceniające kobiety (18%) i że otrzymają niespodziankę (16%). Mało która jednak oczekuję, że mężczyźni mają się w tym dniu jakoś specjalnie wykazać (6%). To czego nie lubią Panie w Dniu Kobiet to nacisku na komercjalizację (42%) oraz niepotrzebnych uścisków Panów, którzy nie są im bliscy (34%).

To czego życzyłyby sobie Panie przede wszystkim tego dnia to więcej seksu, mniej seksizmu (32%) oraz mniej niemiłych i sarkastycznych komentarzy (31%). Panie chciałyby poczuć miłość, uwagę i zrozumienie (26%), a także troskę i opiekuńczość (14%). Nie chciałyby tego dnia odczuć, że nie są ważne (20%) i olane (15%), ani otrzymywać wymuszonych życzeń z powinności (15%) lub niespodzianek zorganizowanych z obowiązku (19%).

Również życzenia, które czasem otrzymują kobiety nie zawsze są miłe. Szczególnie gdy dotyczą tego, aby schudły (27%) lub założyły rodzinę i miały dzieci (34%). Kobiety są także uczulone na dziwne wierszyki w formie życzeń (12%). Doceniają jednak takie, które są przemyślane i widać, że ktoś je zna (42%) oraz w których jest chęć spełnienia ich marzeń (29%), jakiekolwiek by one nie były. Ważne są dla nich również te związane z życzliwością zdrowia (22%).

Zmieniają się nie tylko poglądy Polek dotyczące postrzegania Dnia Kobiet, ale również preferencje dotyczące celebrowania święta. Kobiety nie lubią spędzać czasu w domu przed telewizorem (30%) lub jak kiedyś świętując w domu przy ciastku (11%). Gorsze jest jednak wychodzenie na siłę, żeby odbębnić świętowanie (34%).

Panie nie lubią również udawać, że to zwykły dzień – jak twierdzi 25% ankietowanych. Najchętniej zaszalałyby robiąc coś niestandardowego (36%). Nie mają jednak nic przeciwko spędzaniu czasu miło z rodziną 37%, cenią sobie także relaks z przyjaciółką lub  lubią spędzać czas romantycznie z partnerem – 23%. Najgorsze jednak dla nich jest spędzanie Dnia Kobiet z kolegą – jak twierdzi co trzecia lub rodzicami, jak deklaruje aż 28%.

Najchętniej spędziłyby dzień w SPA (16%), poszły na jakąś lekcję tańca (19%), warsztaty kulinarne (11%) czy sesję zdjęciową (11%). Interesuje je wszystko co związane z relaksem i urodą (31%) oraz spędzanie czasu kreatywnie (26%). Doceniają także kulinaria, jak na przykład romantyczną kolację we dwoje (19%). Panie wolą jednak rozrywki, które wiąże się z relaksem niż adrenaliną. Jedynie 7% respondentek zdecydowałaby się na ekstremalne rozrywki, nawet jeśli byłaby to przejażdżka luksusowym samochodem (4%).

Coraz więcej kobiet otwarcie deklaruje, że również od bliskich chciałoby otrzymać niestandardową niespodzianką (27%) lub prezent w formie przeżycia (29%), doceniają jednak symboliczne kwiaty lub czekoladki (32%). Najgorszy prezent to taki, który został kupiony przez przypadek, na szybko (39%) lub kiczowate gadżety (29%). Panie nie lubią także atrakcji na siłę, na które nikt nie ma ochoty (27%). Co ciekawe, mają ogromny sentyment do dawnych czasów PRL-u i wcale nie uważają, że „goździki i rajstopy” to zły pomysł. Jedynie 5% uważa, taki prezent za nietrafiony.

I jak pokazują kwoty w jakich otrzymują prezenty można wnioskować, że kwiaty i czekoladki to nierzadki upominek. Najczęściej otrzymują prezent w kwocie do 50 zł – 37 % ankietowanych oraz pomiędzy 50 a 100 zł (29%). Coraz częściej jednak na niestandardowe niespodzianki bliscy przeznaczają kwoty pomiędzy 100 a 300 zł, a nawet powyżej 300 zł (20%). W takim zapleczu już raczej znajdują się prezenty w formie przeżyć.

Panie, które udzielały odpowiedzi w badaniu „Dzień kobiet oczami Polek” serwisu Prezentmarzeń – to kobiety w każdym przedziale wiekowym. Osoby pomiędzy 25 – 34 rokiem życia – 22%, osoby młode 18 – 24 lat – 31 % oraz 13% kobiet dojrzałych w wieku 35 – 44 lat. Odpowiedzi udzieliły także respondentki poniżej 18 roku życia – 19% oraz 45 – 55 lat – 11%, a także powyżej 55 lat – 4%.

*Badanie w formie ankiety online i w centrach handlowych przeprowadził serwis Prezentmarzeń w lutym 2019 na próbie 671 respondentek.

Obojętność i brak feedbacku – czego nie lubią pracownicy z pokolenia Z?

Przedstawiciele pokolenia Z coraz liczniej wkraczają na rynek pracy, wraz ze swoją perspektywą, zdolnościami i oczekiwaniami. Warto przyjrzeć im się bliżej, bo za 10 lat to oni będą zarządzać sporą częścią gospodarki. Jakie metody i postawy utrudnią komunikację z pracownikami z tej generacji i zagłuszają ich wewnętrzną motywację?

Pokolenie Z to osoby urodzone po 1995 roku, od dziecka mające kontakt z nowymi technologiami. Świat wirtualny naturalnie przenika się dla nich z tym realnym. Choć są otwarci na zmiany, cenią sobie przejrzyste warunki zatrudnienia i możliwość własnego rozwoju. Niektóre cechy łączą ich z wcześniejszymi generacjami, pod innymi względami całkowicie różnią się od nich. Jeśli do twojego zespołu coraz liczniej dołączają „Zety”, dowiedz się, w jaki sposób na pewno ich sobie nie zjednasz.

Metoda kija i marchewki

Podobnie jak dla przedstawicieli pokolenia Y, a w przeciwieństwie do X, praca dla „Zetów” nie jest celem samym w sobie. Chcą, by przynosiła im satysfakcję, nie tylko finansową. Wielu motywuje do działania zrozumienie sensu, ciekawość, znalezienie własnej wartości, potrzeba samorealizacji – sprawdzenia się czy rozwinięcia własnych możliwości. – Rolą menedżera jest w razie potrzeby pomoc w odnajdywaniu naturalnej motywacji i usuwaniu barier, które ją zagłuszają. Jeśli bowiem pracownicy angażują się w swoją pracę tylko dlatego, by uniknąć porażki, krytyki i kary lub z drugiej strony – uzyskać nagrody czy pochwały, ich chęci do działania pojawiają się jedynie w konkretnych sytuacjach, gdy widoczny jest przysłowiowy kij lub marchewka – przestrzega Michał Brywczyński, trener z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Niekorzystne jest też, gdy o podjętym wysiłku decyduje współpraca z lubianą, podziwianą osobą oraz chęć spełniania jawnych i ukrytych oczekiwań szefa. Co bowiem, gdy przełożony się zmieni? Motywatory zewnętrzne gaszą motywację wewnętrzną. Zmniejszają wydajność i sprzyjają krótkoterminowemu myśleniu. Gdy zaś uda ci się pobudzić naturalne zaangażowanie „Zetów”, są spore szanse na to, że „odpłacą się” większą efektywnością i kreatywnością czy realnymi usprawnieniami w działaniu swoim i firmy.

Brak feedbacku

Ocena pracownicza raz na kwartał, wzbogacona o wielostronicowy raport, w przypadku „Zetów” raczej się nie sprawdzi. Są bowiem przyzwyczajone do natychmiastowych reakcji, bo przecież odpowiedź na każde niemal pytanie znajdują w internecie w ułamku sekundy, a po publikacji zdjęcia w mediach społecznościowych znajomi od razu je komentują. Podobnie w pracy spodziewają się bieżącej informacji zwrotnej. W kontaktach z pracownikami z tego pokolenia zadbaj więc o częsty i krótki feedback. Dzięki temu pozwolisz im na stałą weryfikację zakresu i sposobu działania. Taka krótka pętla zwrotna pomoże im uniknąć problemów i rozwijania błędnych założeń. Na bieżąco też będą mogli wprowadzać zmiany, co pozwoli nie tylko na ich rozwój, ale i przyczyni się do sprawniejszej realizacji zadań. – Na początku ścieżki zawodowej zwykle potrzebujemy więcej wskazówek, trzeba uważać jednak na to, by nie narzucać podwładnym swojego postępowania jako jedynego właściwego. Być może nowy członek zespołu zaskoczy nas zupełnie innym podejściem do problemu i pomysłem na jego rozwiązanie lub ciekawym sposobem wykonania danego obowiązku. Pamiętajmy, że jako ludzie lubimy mieć wybór, dajmy więc pracownikom możliwość decydowania w sprawach, w których spokojnie sobie poradzą. To angażuje i zwiększa poczucie odpowiedzialności – zauważa Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland.

Ważna jest też forma, w jakiej przekażemy informację zwrotną. Pamiętaj, żeby dotyczyła konkretnego działania czy zachowania, a nie była krytyką osoby. Powinna być konstruktywna i konkretna, pozwalać na wprowadzenie realnych usprawnień. – Miejmy też świadomość tego, że przyswajamy informacje w taki sposób, że aby zrównoważyć jedną negatywną wiadomość, potrzebne są aż trzy pozytywne. Pamiętajmy więc o tym, żeby w kontaktach z podwładnymi nie odnosić się jedynie do kwestii, nad którymi powinni jeszcze popracować, ale także zauważać te, w których radzą sobie dobrze – doceniać zapał, postępy czy ciekawe pomysły – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland.

Obojętność i niewidoczny cel

Wielu „Zetów” nie zjednają sobie także pracodawcy obojętni na kwestie związane z podwładnymi, ale i szerzej rozumianym otoczeniem i środowiskiem. Przełożeni nie zyskują sobie ich szacunku automatycznie z racji pełnionej funkcji, ale poprzez swoją postawę – dotrzymywanie zasad i spójność działania z deklarowanymi wartościami i misją. Istotne jest etyczne postępowanie, a także wywieranie pozytywnego wpływu na otaczający świat. Młodzi pracownicy chcą być częścią organizacji, która wykazuje autentyczne zainteresowanie konkretnymi członkami zespołu, jak i swoim otoczeniem. Ważne jest dla nich, by praca dawała im różnorodność obowiązków i możliwość rozwoju zainteresowań. Równocześnie jednak chcą wiedzieć, dlaczego coś robią, że ich wysiłek to określony wkład w osiągnięcie większego celu. Coraz częściej zwracają też uwagę na społeczną odpowiedzialność przedsiębiorstwa.

Aby nie utrudniać komunikacji z „Zetami” i nie zakłócać ich wewnętrznej motywacji do pracy zadbajmy więc przede wszystkim o odpowiedzialną kulturę organizacji. Inspirujące środowisko, konstruktywny feedback czy autentyczne zainteresowanie liderów pomogą w budowaniu samodzielności i zaangażowania, nie tylko wśród najmłodszego pokolenia w naszych firmach – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland.

W 2019 r. okna i drzwi otwarte na nowe szanse, choć czekają je też wyzwania

Producenci okien i drzwi będą dobrze wspominać 2018 r. – Nie ma jeszcze pełnych danych, ale spodziewamy się, że wartość krajowego rynku stolarki otworowej w 2018 r. znów okaże się rekordowa. Szacujemy, że osiągnie wynik ok. 7,6-7,8 mld zł, rosnąc tym samym o ok. 7-9% w stosunku do roku poprzedniego – prognozują analitycy Santander Bank Polska. W najbliższych latach sytuację sektora będzie kształtować wiele czynników, wśród których nie zabraknie także wyzwań.

Według danych GUS w 2018 r. wolumen produkcji stolarki otworowej w Polsce wzrósł o 6,6% r/r. To znacznie lepszy wynik niż zanotowany w całym roku 2017 r. (+5,8% r/r). W 2019 r. analitycy Santander Bank Polska spodziewają się stabilizacji wolumenu sprzedaży stolarki otworowej na krajowym rynku i wzrostu eksportu rzędu 5-8% r/r. Pozytywnym perspektywom dla producentów stolarki otworowej będą towarzyszyć spore wyzwania: przede wszystkim wzrost kosztów produkcji (surowców, pracy i energii), hamowanie rynku mieszkaniowego oraz Brexit.

Wyzwań dla branży nie brak, ale …

W 2018 r. zarówno ceny drewna przemysłowego, jak i najczęściej wykorzystywanych przez stolarkę otworową tworzyw pozostawały na zbliżonym lub nieznacznie niższym poziomie niż w 2017 r. Maciej Nałęcz, analityk ds. sektora produkcji przemysłowej jest zdania, że podwyżki ceny materiałów i produkcji w 2019 r. wydają się raczej nieuniknione. – Producenci będą musieli zmierzyć się chociażby ze wzrostem ceny zakupu energii elektrycznej, co może wpłynąć na ich marże w zależności od tego, kiedy firma kontraktowała energię – szacuje analityk Santander Bank Polska. Spodziewa się on, że wyższe koszty najmocniej odczują producenci stolarki drewnianej ze względu na wyższą energochłonność procesu produkcyjnego. Do tego dochodzi także rosnąca presja na podwyżki wynagrodzeń w przemyśle. W branży stolarki otworowej wzrost płac w 2018 r. był nawet nieco szybszy (8%) niż średnia dla całego sektora przedsiębiorstw (ok. 7%).

Polski rynek stolarki okiennej i drzwiowej w ostatnich latach korzystał na wysokim popycie ze strony deweloperów. Analitycy Santander Bank Polska wskazują jednak, że z rynku mieszkaniowego docierają sygnały o spowolnieniu, co może mieć duże znaczenie dla sektora. W 2018 r. po raz pierwszy od lat obserwowaliśmy spadek sprzedaży mieszkań w ujęciu rok do roku. Mimo iż wg danych REAS | JLL Residential Advisory w 6. największych miastach Polski spadek wyniósł 11% w porównaniu do rekordowego 2017 r., to wciąż był to drugi najlepszy rok w historii branży. Sam powód spadku jest prosty – deweloperzy musieli w ub. r. mierzyć się z dynamicznym wzrostem kosztów materiałów budowlanych, jak i robocizny. W dodatku, coraz trudniej jest kupić działki pod nowe inwestycje w cenie zapewniającej atrakcyjny zwrot z inwestycji. Problem ten dodatkowo pogłębiły w ubiegłym roku wybory samorządowe, które spowodowały dodatkowe opóźnienia w wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy i pozwoleń na budowę. Producenci stolarki otworowej nie odczują jednak jeszcze tego spadku, ponieważ zarówno liczba wydanych pozwoleń na budowę, jak i budowanych mieszkań jest wciąż w trendzie wzrostowym. Jednakże, deweloperzy będą musieli dostosować podaż mieszkań do mniejszego popytu, co przyczyni się do wyhamowania popytu na stolarkę otworową. Warto jednak obserwować budownictwo indywidualne, które odpowiada za 35-40% podaży mieszkań. Tutaj występują podobne trendy po stronie kosztowej, jednak dynamicznie rosnące płace i bardzo dobra koniunktura konsumencka mogą przyczynić do podtrzymania podaży mieszkań w tym segmencie, co może stabilizować rynek w kolejnych kwartałach, wskazuje Maciej Nałęcz z Santander Bank Polska.

Listę największych ryzyk dla branży stolarki otworowej eksperci Santander Bank Polska zamykają Brexitem. –Wielka Brytania jest trzecim najważniejszym zagranicznym odbiorcą naszych okien i drzwi. Bez względu na finalne rozstrzygnięcie sprawy wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE, brytyjska gospodarka już odczuwa jego pierwsze konsekwencje. Eksporterzy stolarki otworowej muszą się obecnie mierzyć z ogromną niepewnością i wciąż nie znają warunków, na jakich nastąpi to rozstanie. W najgorszym wypadku po 29. marca polski eksport okien i drzwi stanie na brytyjskiej granicy i będziemy mieli do czynienia z wyraźnym spadkiem sprzedaży na tym istotnym dla polskich firm kierunku – analizuje Maciej Nałęcz.

… dla równowagi pojawia się wiele szans

Według analityków Santander Bank Polska, pozytywny wpływ na sytuację branży w 2019 r. będą miały przede wszystkim czynniki, takie jak nowe normy energetyczne dla stolarki otworowej, rosnąca świadomość ekologiczna konsumentów i bardzo wysoka skłonność do remontów deklarowana przez gospodarstwa domowe w UE i Polsce.

Ekologia i efektywność energetyczna to ważne kwestie dla rozwoju branży okien i drzwi. Już od 2021 r. w Unii Europejskiej wejdą w życie nowe wymogi dotyczące zapotrzebowania budynków na energię pierwotną, a od 2019 r. nowe siedziby władz publicznych muszą spełniać normy niemal zerowego zapotrzebowania na nią. – Zaostrzające się przepisy dotyczące efektywności energetycznej budynków to dobra wiadomość dla branży stolarki okiennej i drzwiowej. Ułatwiają bowiem producentom sprzedaż droższych modeli i tym samym pomogą w wypracowaniu wyższych marż – zauważa Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej w Santander Bank Polska. Ekspert zwraca uwagę, że już teraz wielu producentów oferuje okna i drzwi spełniające, czy wręcz przekraczające przyszłe normy energetyczne. Inwestycja w tę kategorię produktów zdecydowanie ma przyszłość i może pomóc firmom w ugruntowaniu lub umocnieniu ich pozycji na rynku.

Równolegle do działań legislacyjnych w sferze efektywności energetycznej budynków rośnie też świadomość konsumentów. Na rynku okien i drzwi widać istotny trend, jakim jest poszukiwanie produktów postrzeganych jako ekologiczne. Przystępna cena i niska przenikalność ciepła, której szukają konsumenci, sprzyja szczególnie producentom stolarki okiennej z PCV dostosowanej do pakietów trzy- czy czteroszybowych, zauważają eksperci Santander Bank Polska.

Trend konsumencki związany z wyborem ekologicznych modeli okien i drzwi jest także ważny w kontekście rosnącego zainteresowania remontami mieszkań. Dzięki bardzo dobrej koniunkturze wskaźnik skłonności do remontów, monitorowany przez Komisję Europejską, znajduje się obecnie na jednym z najwyższych poziomów od 2008 r., i to zarówno na terenie UE, jak i na rynku krajowym. To ważne, bo eksport na zagraniczne rynki odpowiada już za blisko 50% sprzedaży sektora, w tym 90% sprzedaży zagranicznej trafia na unijne rynki. Jeśli chodzi o remonty, to w Polsce teoretycznie skłaniają do nich rządowe programy dopłat do wymiany okien i drzwi w ramach walki ze smogiem oraz związane z wypełnianiem unijnych dyrektyw dotyczących efektywności energetycznej budynków. Jednak, według obserwacji ekspertów sektorowych Santander Bank Polska, w praktyce proces wypełniania i składania wniosków jest skomplikowany i nie przekłada się na razie znacząco na krajową sprzedaż stolarki otworowej. Wzmacnia jednak trend proekologicznego myślenia o wymianie okien czy drzwi i pośrednio może stymulować właśnie takie zakupy.

Nowe zasady odstąpienia od umowy deweloperskiej

Projektowana ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz o Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym przewiduje szereg rozwiązań mających na celu wzmocnienie ochrony nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Poza utworzeniem Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego ustawodawca proponuje m. in. rozszerzenie katalogu przesłanek umożliwiających nabywcy odstąpienie od umowy deweloperskiej.

R.pr. Mariusz Kowolik Partner Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
R.pr. Mariusz Kowolik Partner Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Zgodnie z obecnym brzmieniem ustawy deweloperskiej nabywca może odstąpić od umowy, w przypadku gdy:

  • 1) umowa nie zawiera elementów określonych w art. 22 ustawy (jak np. ceny, powierzchni lub terminu przeniesienia prawa własności),
  • 2) informacje zawarte w umowie deweloperskiej są niezgodne z informacjami zawartymi w prospekcie informacyjnym lub załącznikach,
  • 3) deweloper nie doręczy nabywcy prospektu informacyjnego wraz z załącznikami,
  • 4) informacje zawarte w prospekcie lub załącznikach są niezgodne ze stanem faktycznym lub prawnym,
  • 5) prospekt informacyjny nie zawiera wszystkich wymaganych informacji lub
  • 6) deweloper nie przeniesie w określonym w umowie terminie praw wynikających z tej umowy.

Co ważne, w pierwszych pięciu przypadkach nabywca może odstąpić od umowy jedynie w terminie 30 dni od dnia jej zawarcia, natomiast w ostatnim, przed skorzystaniem z prawa do odstąpienia od umowy nabywca musi wyznaczyć deweloperowi 120-dniowy termin na przeniesienie praw wynikających z umowy deweloperskiej i dopiero po jego bezskutecznym upływie uprawniony jest do odstąpienia od umowy – wyjaśnia r. pr. Mariusz Kowolik Partner Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Oczywiście mając na uwadze zasadę wolności kontraktowej strony mogą wprowadzić do umowy deweloperskiej dodatkowe warunki uprawniające do odstąpienia od umowy, nie mogą być one jednak mniej korzystne dla nabywcy aniżeli przepisy ustawy. W praktyce jednak deweloperzy rzadko decydują się na rozszerzenie katalogu przesłanek uprawniających do odstąpienia od umowy.

Projekt ustawy z dnia 13 lutego 2019 r. przewiduje możliwość odstąpienia od umowy deweloperskiej również w przypadku, gdy:

  • 7) deweloper nie zawrze umowy mieszkaniowego rachunku powierniczego w razie wypowiedzenia go przez bank,
  • 8) deweloper nie posiada zgody wierzyciela zabezpieczonego hipoteką, o której mowa w art. 25 ust. 1 umowy,
  • 9) deweloper nie poinformuje w odpowiednim terminie nabywcy o zawarciu mieszkaniowego rachunku powierniczego z nowym bankiem,
  • 10) w przypadku nieusunięcia przez dewelopera istotnej wady lokalu mieszkalnego albo domu jednorodzinnego w dodatkowo wyznaczonym przez nabywcę terminie, jak również
  • 11) jeżeli syndyk zażąda wykonania umowy na podstawie art. 98 prawa upadłościowego.

Rozszerzenie katalogu przesłanek uprawniających nabywcę do odstąpienia od umowy deweloperskiej jest kolejnym krokiem ustawodawcy w celu zapewnienia skutecznej ochrony nabywcy w relacji z deweloperem. Za szczególnie istotne z punktu widzenia dotychczasowej praktyki należy uznać przyznanie wprost nabywcy prawa odstąpienia od umowy w przypadku nieusunięcia przez dewelopera istniejących wad lokalu lub domu jednorodzinnego w wyznaczonym terminie. W obecnym stanie prawnym kwestią sporną jest, czy nabywca może odstąpić od umowy w sytuacji, gdy deweloper wybudował lokal mieszkalny lub dom jednorodzinny nieposiadający wszystkich uzgodnionych wcześniej właściwości i zaoferował przeniesienie jego własności, czy jedynie może domagać się naprawienia szkody na zasadach ogólnych.

W mojej ocenie w takim przypadku nabywca może odmówić zawarcia umowy przenoszącej własność, wyznaczając jednocześnie deweloperowi dodatkowy 120-dniowy termin na doprowadzenie lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego do umówionego stanu i przeniesienia na nabywcę jego własności, a po jego bezskutecznym upływie odstąpić od umowy – wskazuje r. pr. Mariusz Kowolik Partner Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Niestety mając na uwadze redakcje omawianego przepisu nie wydaje się, aby rozwiał on wszelkie wątpliwości dotyczących odstąpienia od umowy w przypadku wad lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Wskazuje on bowiem, że wada musi być „istotna”, co jest pojęciem nieostrym i subiektywnym. W praktyce mogą pojawić się więc liczne spory dotyczące interpretacji tego pojęcia oraz próby posłużenia się nim, jako instrumentem umożliwiającym wycofanie się przez nabywcę z zawarcia umowy przenoszącej własność lokalu lub domu jednorodzinnego – zauważa r. pr. Mariusz Kowolik Partner Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Przemysł wrzuca piąty bieg – czas na sieć 5G

Podczas tegorocznej edycji Forum Gospodarczego TIME, które odbyło się w dniach 4-5 marca 2019, eksperci, przedsiębiorcy, naukowcy i przedstawiciele władz szczególną uwagę poświęcili sieci 5G oraz rozwiązaniom wykorzystywanym przez przemysł 4.0. Forum Gospodarcze TIME to dwudniowe spotkanie europejskiego przemysłu cyfrowego, zorganizowane przez Krajową Izbę Gospodarczą Elektroniki i Telekomunikacji, Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji oraz ZVEI, niemieckie stowarzyszenie przemysłu elektronicznego. Jednym z partnerów wydarzenia był Schneider Electric.

Jacek Łukaszewski, Prezes Zarządu Schneider Electric Polska
Jacek Łukaszewski, Prezes Zarządu Schneider Electric Polska

Mamy dzisiaj do czynienia z czwartą rewolucją przemysłową – przekonuje Jacek Łukaszewski, Prezes na Klaster Europy Środkowo-Wschodniej w Schneider Electric. – Doskonale ilustruje to nasza flagowa platforma EcoStruxure, wykorzystująca potencjał Internetu Rzeczy. Jej poprzednik, Transparent Factory, powstał w 1997 roku i bazował na sieci Ethernet. Obecnie nasz system współtworzy olbrzymia społeczność, zrzeszająca 20 000 programistów, 3 000 przedsiębiorców i 650 000 usługodawców oraz partnerów. Sama cyfryzacja odpowiada natomiast za ok. 50% dochodu firmy. Wierzymy, że to właśnie digitalizacja jest właściwym kierunkiem rozwoju.

Wsparcie przemysłu 4.0

Zmiany związane z wprowadzaniem nowych, cyfrowych rozwiązań do przemysłu zachodzą na naszych oczach. Powiązanie pracy fizycznej z zaawansowanymi systemami informatycznymi, w tym z Internetem rzeczy i przetwarzaniem w chmurze, jest szansą nie tylko na radykalne zwiększenie efektywności, ale także na opracowanie nowych schematów współpracy ludzi z inteligentnymi urządzeniami.

Nasze projekty modernizacyjne w Polsce potwierdzają korzyści, jakie branża może odnieść dzięki transformacji cyfrowej. W hucie St. Gobain w Dąbrowie Górniczej w ciągu jednego miesiąca udało nam się tak zmodernizować cały system tak, że wydajność pieca wzrosła z 500 ton dziennie do 1000 ton dziennie. Z kolei w zakładzie ELDA – Szczecinek Elektrotechnika S.A. – stanęliśmy przed wyzwaniem zmniejszenia zużycia energii elektrycznej parku maszynowego. Teraz ELDA kontroluje zysk energetyczny i wydatki na energię elektryczną za pomocą zestawu parametrów monitorujących – przekonuje Jacek Łukaszewski.

Sama koncepcja przemysłu 4.0 została zaprezentowana w 2011 roku w trakcie targów w Hanowerze. W ciągu 8 lat doczekała się jednak znaczącego rozwinięcia.

Uważamy, że wykorzystanie sztucznej inteligencji i cyfrowych rozwiązań w przemyśle to olbrzymia szansa, ale również wielka odpowiedzialność – stwierdził Wojciech Świątek, Business Development Director w Schneider Electric, podczas dyskusji na temat cyfrowej transformacji, jako elementu strategii nowoczesnej firmy w trakcie Forum. – W najnowszym raporcie Global Digital Transformation Benefits Report 2019 przeanalizowaliśmy 230 projektów, które realizowaliśmy w ciągu ostatnich pięciu lat w 41 krajach świata. Okazało się, że wielu przedsiębiorców obawia się wdrożenia nowych rozwiązań ze względu na wysokie koszty tej operacji. Musimy jednak wskazywać, jakie dają korzyści i perspektywy na przyszłość. Forum Gospodarcze TIME jest znakomitym miejscem do dyskusji i prezentowania możliwych ścieżek rozwoju.

Współpraca jest opłacalna

Rewolucyjnych zmian nie można wdrożyć samodzielnie. Jednym z podstawowych celów Forum jest wskazanie na potrzebę współpracy pomiędzy przedsiębiorcami, naukowcami oraz politykami. Nowa gospodarka wymaga zupełnie nowych rozwiązań, także w zakresie obowiązującego prawa.

W trakcie panelu poświęconego transformacji cyfrowej obok siebie zasiedli przedstawiciele największych firm zajmujących się innowacjami, reprezentanci środowisk naukowych oraz Parlamentu Europejskiego. – Musimy określić to, jak maksymalnie wykorzystać szansę, którą dają nam nowe technologie. Możemy to osiągnąć stawiając na współpracę i otwartość – mówił Wojciech Świątek. – Olbrzymią rolę w przemianach odgrywa Unia Europejska i podległe jej instytucje. Tylko priorytetowe traktowanie kwestii rozwoju przemysłu umożliwi sukces w tym obszarze. – dodaje.

Rusza rekrutacja do drugiej edycji akceleratora RBL_START Alior Banku

Startuje nabór do drugiej edycji programu akceleracyjnego RBL_START. Akcelerator Alior Banku tym razem szuka rozwiązań z obszarów analizy danych, wspierania lojalności klientów, bezpieczeństwa oraz takich, które pozwolą na oferowanie usług finansowych w dotychczas niezagospodarowanych kanałach dystrybucji. Na zakwalifikowanych czeka m.in. rozbudowany program mentoringowy, szansa na finansowanie i możliwość wdrożenia swoich rozwiązań w Alior Banku lub PZU.

RBL_START DemoDay
RBL_START DemoDay

Pierwsza edycja RBL_START skupiała się głównie na obszarze otwartej bankowości. Z około 100 aplikantów z całego świata wybrano 8 start-upów, które ukończyły trwający 15 tygodni program akceleracyjny. W jego wyniku trwają prace nad projektami pilotażowymi z wybranymi start-upami. Dodatkowo, bank zdecydował się zainwestować 4 mln złotych w jeden ze start-upów z akceleratora – PayPo.

W drugiej edycji RBL_START znacznie rozszerzył obszary poszukiwań. W odpowiedzi na potrzeby swoich klientów jak i poszczególnych jednostek biznesowych banku tym razem poszukiwane są rozwiązania umożliwiające pozyskiwanie danych z różnych źródeł oraz zaawansowaną analizę zebranych danych z uwzględnieniem analizy predykcyjnej. Akcelerator skupi się także na usługach, które zwiększają zaangażowanie i lojalność klientów oraz pozwalają na oferowanie produktów finansowych i niefinansowych w różnych kanałach kontaktu. Bank nie ogranicza się tylko do tradycyjnych kanałów dystrybucji – mile widziane są wszelkie pomysły na wykorzystanie kanałów, w których dotychczas oferta finansowa była niedostępna. Akcelerator chce pozyskiwać także firmy z obszaru bezpieczeństwa i weryfikacji tożsamości w kanałach zdalnych.

RBL_START DemoDay Daniel Daszkiewicz
RBL_START DemoDay – Daniel Daszkiewicz

Chcemy tworzyć nowe produkty razem ze start-upami z branży FinTech i InsureTech. Własny program akceleracyjny pozwala nam budować tę współpracę w sposób najbardziej efektywny zarówno dla banku jak i zaangażowanych firm – wyjaśnia Kamila Wincenciak, Dyrektor ds. Partnerstw z FinTech w Alior Banku.

W ramach akceleratora zakwalifikowane start-upy będą mogły zweryfikować przyjęty model biznesowy we współpracy z ekspertami z Alior Banku i PZU – głównego partnera programu. Dodatkowo uczestnicy otrzymają szansę na opracowanie business case’ów potencjalnych projektów z partnerami, do których w tym momencie należą m.in.: IBM, Microsoft i kancelaria prawna Linklaters. Już wkrótce do tego grona dołączą kolejne firmy. Podczas trwania programu, każdy ze start-upów będzie mógł przetestować swoje rozwiązania z klientami wykorzystując zaplecze badawcze jakim dysponuje bank, a także otrzyma dostęp do Portalu dla Deweloperów i Open API Alior Banku. Akcelerowane rozwiązania będą w razie konieczności weryfikowane pod kątem prawnym i otrzymają dostęp do piaskownicy regulacyjnej KNF. RBL_START, na czas trwania programu, gwarantuje również miejsce do pracy w siedzibie RBL_ w budynku Warsaw Spire.

RBL_START mentorzy - Kamila Wincenciak, Konrad Radzik
RBL_START mentorzy – Kamila Wincenciak, Konrad Radzik

RBL_START to także szansa dla start-upów na zdobycie finansowania. Niedawno powołany zespół inwestycyjny RBL_VC zweryfikuje każdą z firm pod kątem potencjału inwestycyjnego i zbada możliwości dalszej współpracy. Po pierwszej edycji programu Alior Bank zdecydował się nabyć 20% udziałów w jednym ze start-upów – PayPo i nie wyklucza dalszych inwestycji.

Wierzymy, że partnerstwa ze start-upami pozwolą nam zmieniać nasz biznes szybciej i rozwijać ofertę bankową w kierunkach zgodnych z oczekiwaniami klientów i trendami rynkowymi. Posiadamy własny program akceleracyjny i fundusz inwestycyjny, uruchomiliśmy Portal dla Deweloperów, z którego mogą korzystać start-upy z akceleratora. Mamy zarówno doświadczenie jak i odpowiednie zaplecze i narzędzia do skutecznego wdrażania wspólnych projektów. Naszym celem jest nawiązanie współpracy z 20 podmiotami do 2020 roku i zostanie partnerem pierwszego wyboru dla start-upów – powiedział Marcin Jaszczuk, Wiceprezes Zarządu w Alior Banku.

RBL_START poszukuje firm, których rozwiązania należą do obszarów wskazanych przez Alior Bank lub PZU w kryteriach rekrutacji i takich, które mają przygotowane przynajmniej MVP swojego produktu. Do programu mogą aplikować start-upy z całego świata, pod warunkiem, że ich założyciele będą w stanie uczestniczyć w akceleratorze w Warszawie.

Jako PZU jesteśmy partnerem drugiej edycji akceleratora startupów RBL_Start. Jest to dla nas bardzo cenne doświadczenie, przybliżające do świata startupów i nowoczesnych technologii. W ramach PZU każdego roku realizujemy kilkanaście pilotaży we współpracy ze startupami, a akcelerator RBL_START jest bardzo ważnym źródłem nawiązywania takich relacji. Mamy nadzieję, że druga edycja programu umożliwi poznanie zespołów, z którymi nawiążemy trwałą i korzystną dla obu stron współpracę – mówi Bartek Kwieciński, Dyrektor Zarządzający ds. Kanałów Cyfrowych i CRM w PZU. – W ramach akceleratora RBL_START szczególnie zależy nam na poznaniu startupów z obszaru szeroko rozumianej branży finansowej i open banking. Jesteśmy również otwarci na startupy z trzech głównych obszarów poszukiwań innowacji w PZU – a więc z obszaru wykorzystania dużych zbiorów danych (big data), cyfryzacji procesów oraz nowych interakcji z klientami, w tym w kanale digital – podsumowuje przedstawiciel PZU.

Rekrutacja do II edycji RBL_START potrwa do 12 maja, sam akcelerator będzie trwać od czerwca do listopada i zakończy się DemoDay, podczas którego uczestnicy zaprezentują swoje rozwiązania przed potencjalnymi inwestorami i partnerami.

Ukrainki na polskim rynku pracy – ich sytuacja, tendencje i problemy

Obcokrajowcy są częścią krajowego rynku pracy i odgrywają w nim znaczącą rolę. W Polsce największą grupę imigrantów ekonomicznych tworzą Ukraińcy. Z danych Smart Work wynika, że aktualnie mężczyźni stanowią między 60 a 70% wszystkich migrantów. Z roku na rok zwiększa się jednak liczba kobiet, które przyjeżdżają do naszego kraju w poszukiwaniu pracy. O ich sytuacji w Polsce opowiada Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work.

Choć rynek pracy jest chłonny i potrzebuje pracowników we wszystkich sektorach, istnieją zauważalne różnice w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn. Z uwagi na zapotrzebowanie, jak również barierę komunikacyjną spowodowaną nieznajomością języka przez obcokrajowców, znajdują oni zatrudnienie najczęściej przy pracach fizycznych. Większość stanowisk pracy oferowanych cudzoziemcom dedykowana jest więc mężczyznom. Pracują oni w budownictwie, rolnictwie, przetwórstwie przemysłowym lub transporcie. Ukrainki zatrudnienie znajdują w usługach, przemyśle włókienniczym, odzieżowym czy spożywczym. Ukrainki zajmują się także sprzątaniem oraz opieką nad starszymi osobami.

Praca (nie) dla kobiet

Mariusz Hoszowski -  Prezes firmy Smart Work
Mariusz Hoszowski –  Prezes firmy Smart Work

Według naszej oceny ok. 60-70% wakatów jest zajmowanych przez mężczyzn cudzoziemców, ponieważ jest na nich większe zapotrzebowanie przez pracodawców. Są prace i gałęzie przemysłu, do których praktycznie nie trafiają kobiety – na przykład budownictwo. Z drugiej strony na Ukrainie bardzo powszechne są usługi budowlane związane z malowaniem, tapetowaniem lub usługi związane z pracami wykończeniowymi, które są wykonywane przez kobiety. Dużą popularnością cieszą się tam szkoły zawodowe, które przygotowują kobiety do tego typu zajęć. W Polsce pracodawcy z branży budowlanej i innych, które wymagają siły i pracy fizycznej, wybierają jednak mężczyzn. Choć kobiety występują we wszystkich sferach działalności gospodarczych – zarówno w rolnictwie, montażu przemysłowym, usługach, gastronomii czy hotelarstwie – i choć ich obecność jest zauważalna, istnieją przepisy kodeksu pracy, które ograniczają możliwości między innymi podnoszenia przez nie ciężkich przedmiotów. – mówi Mariusz Hoszowski, prezes Smart Work.

Kobiety coraz częściej dołączają do swoich mężów, a pracodawcy, którzy chcą pozyskać do swojej pracy mężczyzn, coraz częściej decydują się na zatrudnianie małżeństw – a nawet opierają na nich swoją strategię rekrutacyjną. Jest to ciekawe rozwiązanie, ponieważ mężczyzna pracujący z żoną jest bardziej przywiązany do miejsca pracy i nie szuka innych możliwości zatrudnienia na wolnym rynku. Zatrudnieni wspólnie partnerzy nie muszą martwić się o pracę drugiej połówki i przeważnie pracują razem.

Ukrainki w Polsce

Dla obywateli Ukrainy, którzy stanowią większość wśród osób wybierających Polskę na swój kierunek migracji, nasz kraj jest atrakcyjny ze względu na relatywnie przyjazne przepisy prawa, bliskość kulturową, językową i geograficzną. Zdaniem Mariusza Hoszowskiego z Agencji Pracy Smart Work, kobiety cudzoziemki niczym nie odbiegają swoimi kwalifikacjami oraz zaangażowaniem w pracy od mężczyzn.

Zauważamy, że do Polski przyjeżdżają kobiety w każdym wieku – od 18 do 65 roku życia – i o różnym stanie cywilnym. Kobiety jako pracownice są bardziej tolerancyjne, elastyczne i cierpliwe, dlatego sumiennie wykonują powierzoną im pracę. Najczęściej znajdują zatrudnienie w fabrykach czy magazynach z lekkich branż czy w usługach. Starsze panie zazwyczaj trafiają do branży opiekuńczej. Bardzo często zajmują się opieką nad jeszcze starszymi osobami, z którymi mieszkają. Zdarzają się oczywiście wyjątki związane z posiadanymi przez starsze cudzoziemki kwalifikacjami, a najlepszym przykładem są tutaj szwaczki. Jeśli zdrowie pozwala im na dotrzymanie tempa pracy w zakładzie, nie ma przeszkód przed zatrudnieniem starszych pracownic na przykład w przemyśle lekkim – dodaje prezes Smart Work.

Zostać czy wyjechać?

Przyjeżdżające do Polski cudzoziemki, o ile nie dołączają do swojego męża, raczej nie decydują się na stałe osiedlenie w Polsce. Większość kobiet wraca z powrotem na Ukrainę, gdzie zostawiły swoje rodziny. – Z naszych obserwacji wynika, że na chwilę obecną około 10% kobiet planuje pozostać na terenie Polski. Najczęściej i najlepiej sprawdzającym się wariantem jest początkowe zatrudnienie mężczyzny, który znajdzie w Polsce mieszkanie i zajmie się sprawami formalnymi, a następnie dołączenie do niego kobiety – samej lub z potomstwem. Zdaniem Mariusz Hoszowskiego, problemem, z którym spotykają się zagraniczne rodziny, jest znalezienie przedszkola. Dyrektorzy lub właściciele takich placówek niechętnie decydują się na opiekę nad zagranicznymi dziećmi ze względu na trudności z komunikacją.

Specyfika pewnych gałęzi gospodarki sprawia, że kobiety mają trudność ze znalezieniem pracy. Dotyczy to zarówno rodaczek, jak i cudzoziemek. Związane jest to z charakterem pewnych stanowisk i przepisami kodeksu pracy, a nie – jakby się wydawało – dyskryminacją płci dlatego kobiety cudzoziemki stanowią mniejszy odsetek wybierających Polskę na cel swojej migracji.

Monit z banku a wezwanie do zapłaty z firmy windykacyjnej

Monit to nic innego jak przypomnienie, że minął ustalony termin, w którym przysłowiowy Kowalski powinien wywiązać się ze swojego zobowiązania finansowego – zapłacić rachunek za telefon, czynsz za mieszkanie, ratę kredytu mieszkaniowego czy mandat. Wierzyciele, którymi mogą być zarówno firmy telekomunikacyjne, energetyczne, banki, instytucje pożyczkowe, urzędy miejskie czy gminne – upominając się o spłatę długu wobec nich – mogą wysłać takich przypomnień nawet kilka. Co ważne – mogą być wysyłane przez samych wierzycieli lub firmy windykacyjne – w imieniu wierzycieli. Takie pisma mogą mieć różne znaczenie i wagę. Może to być proste przypomnienie, jeśli opóźnienie w spłacie nie jest duże. Jednak może to również być tzw. ostateczne wezwanie, gdy następuje ostatnia, przedsądowa próba nawiązania kontaktu z dłużnikiem oraz przekonania go do spłaty długu polubownie.

Na każdy monit – dotyczący zaległej należności – warto odpowiedzieć, niezależnie od tego, czy pismo wysłał wierzyciel pierwotny (np. bank, urząd miejski, spółdzielnia mieszkaniowa), czy firma windykacyjna, działająca w jego imieniu. W obu przypadkach celem takiego pisma jest przypomnienie dłużnikowi o tym, że minął termin spłaty. Jeżeli bank wysyła do nas takie pismo, to musi być ono zgodne z Ustawą o prawie bankowym z 1997 roku (Dz.U. 1997 Nr 140 poz. 939, z późniejszymi zmianami). To właśnie ten akt prawny reguluje m.in. konsekwencje płynące z nieopłacenia zobowiązania w wyznaczonym terminie. Monit bankowy musi mieć więc odpowiednią formę i zawierać określone informacje. Jeżeli natomiast wierzyciel pierwotny (np. wspomniany wyżej bank) po jednym, czy czasem nawet kilku upomnieniach nie odzyska należności – zapewne sprzeda dług wierzycielowi wtórnemu (funduszowi sekurytyzacyjnemu, czy firmie windykacyjnej|) i to właśnie ten, nowy wierzyciel zacznie kontaktować się z dłużnikiem celem spłaty zobowiązania. Warto pamiętać, że w zakresie przysługującej mu wierzytelności wierzyciel wtórny ma te same prawa i obowiązki wobec dłużnika, jakie miał wierzyciel pierwotny.

Na rynku działa wiele firm windykacyjnych, więc wezwania do zapłaty przybierają różne formy. Zdarzyć się może, że takie dokumenty nie spełniają wymogów prawnych i etycznych – są na przykład wysyłane w kopercie z widocznym napisem „dłużnik” lub nie zawierają wyczerpujących informacji na temat zaległości. Przedsiębiorstwa z sektora zarządzania wierzytelnościami, zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF), dając w tym zakresie dobry przykład, stosują Zasady Dobrych Praktyk Windykacyjnych, ustanowione i przestrzegane przez członków KPF. W dokumencie tym można znaleźć zasady odnoszące się do całego procesu windykacyjnego, w tym informacje o tym, co powinno znaleźć się w wezwaniu do zapłaty i w jakiej formie powinno ono być wysyłane do konsumenta.

Oto poradnik dotyczący zarówno monitów od wierzyciela (np. z banku), jak i wezwań do zapłaty wysyłanych przez firmę windykacyjną.

Monit od wierzyciela pierwotnego. Kto ponosi koszty?

Monit jest zazwyczaj wysyłany w formie pisemnej, za potwierdzeniem odbioru. Funkcjonują jednak inne formy przypomnień: elektroniczna (gdy otrzymujemy wiadomość mailem lub SMS-em), telefoniczna lub osobista (gdy mamy do czynienia z wizytą wierzyciela). Sam wierzyciel nadaje takie przypomnienie najczęściej po 7-21 dniach od przekroczenia terminu spłaty danego zobowiązania. Koszty wysłania monitu pokrywa dłużnik, zgodnie z taryfami i opłatami danego banku, który stanowi załącznik do każdej umowy. Są one różne, w zależności od formy. Za przypomnienie w formie elektronicznej trzeba zapłacić ok. 2-5 zł, za monity listowne – kilkanaście złotych. Największe koszty obciążają dłużnika wtedy, gdy wierzyciel będzie chciał spotkać się osobiście. Koszt takiego postępowania to ok. 100 zł. W przypadku kilku, kilkunastu monitów suma wszystkich kosztów może okazać się wysoka. Co ważne – łączne koszty nadania monitów (wraz z innymi opłatami wynikającymi z opóźnień w spłacie) nie mogą przekroczyć równowartości maksymalnych odsetek ustawowych.

Jakie informacje powinny znaleźć się w monicie?

Pisemny monit, wysłany do konsumenta, powinien zawierać przede wszystkim dane adresowe wierzyciela pierwotnego (np. banku) oraz dane adresowe dłużnika. W piśmie powinien znaleźć się numer zaległej faktury lub numer umowy pożyczkowej, której sprawa dotyczy, a także kwota zadłużenia, informacja o nieprzekraczalnym terminie spłaty i numer rachunku bankowego, na który należy wpłacić zaległą kwotę. W takim piśmie mogą znaleźć się również informacje dotyczące następnych kroków, które podejmie wierzyciel, jeżeli dłużnik nie wywiąże się ze spłaty należności  (najczęściej informacja o skierowaniu sprawy na drogę sądową).

Co zrobić, gdy otrzymamy monit?

Warto podkreślić, że monit jest ponagleniem polubownym. Jeżeli nie będziemy na niego odpowiadać, to nie poniesiemy konsekwencji natury sądowej, ale brak odpowiedzi już na pierwszy taki monit stanie się przyczyną do rozpoczęcia procesu windykacyjnego, a później postępowania sądowego. Warto pamiętać, że nawet jeżeli nie mamy możliwości spłaty zobowiązania w danym momencie, lepiej skontaktować się z wierzycielem i poinformować go o naszych kłopotach finansowych lub innych zdarzeniach, które mają wpływ na spóźnianie się ze spłatą. Wierzycielowi co do zasady zawsze zależy na tym, by porozumieć się z konsumentem. Jeżeli zobaczy on dobrą wolę dłużnika, najprawdopodobniej będzie skłonny podpisać aneks do umowy czy ugodę, co pozwoli rozłożyć zobowiązanie na raty lub ustalić inny termin spłaty.

Co zrobić, gdy otrzymamy wezwanie do zapłaty z firmy windykacyjnej?

Jeżeli dotarło do nas takie pismo nie od wierzyciela, ale od firmy windykacyjnej, oznacza to, że obsługa naszego długu została zlecone tej firmie lub nabyła ona nasz dług. Nie oznacza to, że na takie wezwanie można nie opowiadać. Wręcz przeciwnie. Ignorowanie pism od firmy windykacyjnej czy unikanie innych form kontaktu może spowodować, że sprawa zostanie skierowana na drogę postępowania sądowego (a to może już obciążyć dłużnika kolejnymi kosztami, wg zasady że przegrany zwraca koszty procesu). Efektem może być wyrok sądowy i rozpoczęcie egzekucji komorniczej i kolejne, czasem wysokie, dodatkowe koszty, związane z pracą komornika.

Jakiego rodzaju informacje powinno zawierać wezwanie do zapłaty z firmy windykacyjnej?

Firma windykacyjna może przypominać dłużnikowi o spłacie m.in. mailowo, listownie, telefonicznie lub wysyłając przedstawiciela terenowego. Listowne wezwanie do zapłaty powinno zawierać wszelkie informacje dotyczące danej wierzytelności, począwszy od kwoty należność, naliczonych odsetek i daty wymagalności, aż po dane wierzyciela oraz informacje na temat dokumentu, z którego zadłużenie wynika (np. numer faktury lub umowy kredytowej).

W przypadku takiego pisma ważna jest nie tylko zawartość, ale również forma dostarczenia. Wezwanie do zapłaty powinno być zaadresowane do dłużnika, a nie np. jego rodziny, znajomych, czy sąsiadów lub do miejsca pracy. Takie działanie, poza łamaniem prywatności osoby zadłużonej oraz przepisów dotyczących danych osobowych, stanowi działanie nietyczne. Koperta, w której jest dostarczane upomnienie powinna być neutralna, to jest bez adnotacji i znaków wskazujących, że dotyczy ona długu adresata. Jeżeli jest inaczej, należy zgłosić takie działanie do Komisji Etyki KPF (o ile takie postępowanie dotyczy jednego z członków organizacji) lub do Biura Rzecznika Finansowego, które stoi na straży rzetelności wszystkich firm z branży finansowej. Można się także poprosić o pomoc Rzeczników Praw Konsumenta, czy też odwołać się do Federacji Konsumentów.

Pamiętajmy, że niezależnie od tego, czy otrzymaliśmy monit od wierzyciela pierwotnego (np. z banku), czy wezwanie do zapłaty z firmy windykacyjnej – najważniejsza jest rzetelna, konkretna i otwarta rozmowa. Warto wyjaśnić wszelkie wątpliwości, jeśli je mamy, dotyczące istnienia naszego zadłużenia (być może po prostu zapomnieliśmy opłacić fakturę) oraz w jaki sposób możemy je uregulować. Nawet, jeżeli w danym momencie nie dysponujemy wystarczającymi środkami pieniężnymi, warto powiedzieć o tym wierzycielowi. A jeśli nie mamy wątpliwości co do posiadania długu, warto zapłacić choćby małą część na potwierdzenie naszej wiarygodności. Jeśli kontaktuje się z nami wierzyciel, w szczególności wierzyciel wtórny, to jego celem jest ustalenie takiego harmonogramu spłat, który będzie dopasowany do naszych potrzeb. Unikanie kontaktu z wierzycielem pierwotnym lub firmą windykacyjną może powodować niepotrzebny stres, narażać dłużnika na dodatkowe koszty (oraz problemy natury prawnej), a w rezultacie… nie doprowadzi do tego, że dług zniknie.

Ruszyły zapisy do II edycji akceleratora Colliers dla branży proptech

Spółka Colliers International rozpoczęła nabór do akceleratora Colliers dla branży proptech na 2019 rok, który realizuje we współpracy z Techstars. Do udziału w programie zapraszane są start-upy z branży technologii dla nieruchomości, których działalność będzie miała wpływ na przyszłość sektora. Program jest częścią strategii firmy Colliers ukierunkowanej na innowacje. Dzięki inwestycjom w nowe technologie specjaliści Colliers będą mogli zaoferować swoim klientom inteligentne i spersonalizowane rozwiązania istotne w budowaniu ich przewagi konkurencyjnej.

Pierwsza edycja akceleratora Colliers i Techstars dla branży proptech odbyła się w 2018 r. Wzięły w niej udział start-upy oferujące rozwiązania dla branży nieruchomości, takie jak: zbiory danych dla najemców i inwestorów, usługi dla sektora biurowego i jego najemców, big data, analiza danych i sztuczna inteligencja, przestrzeń jako usługa, usługi dla sektora handlowego, inteligentne miasto i internet rzeczy. W ramach trzymiesięcznego programu start-upy współpracowały z ponad 150 mentorami z Colliers i innych firm z branży. Zwieńczeniem programu był tzw. demo day, podczas którego uczestnicy zaprezentowali swoje rozwiązania 600-osobowej grupie złożonej z pracowników Colliers, klientów, specjalistów z branży i inwestorów technologicznych.

— Jesteśmy podekscytowani pierwszymi sukcesami podopiecznych I edycji akceleratora i relacjami biznesowymi nawiązanymi podczas programu. Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie procesu selekcji w 2019 roku — mówi Dylan Taylor, prezes i COO Colliers International. — Poprzez strategiczne inwestowanie w odpowiednie rozwiązania technologiczne i ich przedsiębiorczych twórców możemy kształtować przyszłość naszej firmy i całej branży. Peter Drucker, legendarny myśliciel i badacz nowoczesnego zarządzania, który wywarł ogromny wpływ na naszą spółkę powiedział: „Najlepszym sposobem na przewidywanie przyszłości, jest tworzenie jej”. Wydaje mi się, że właśnie to robimy.

Sylwia Pędzińska, senior partner odpowiedzialna w Colliers International w Polsce za obszar Innovation&Knowledge
Sylwia Pędzińska, senior partner odpowiedzialna w Colliers International w Polsce za obszar Innovation&Knowledge

— Kolejna odsłona akceleratora stwarza wiele nowych możliwości, zarówno dla Colliers, jak i biorących w nim udział stat-upów. Jesteśmy na bieżąco z kierunkami, w jakich podążają zmiany technologiczne w naszej branży, jednocześnie służąc wsparciem młodym przedsiębiorcom w rozwijaniu ich firm. Wierzymy, że dzięki takiej współpracy nasi klienci otrzymają produkty i usługi wspierające ich w codziennej działalności —dodaje Sylwia Pędzińska, senior partner odpowiedzialna w Colliers International w Polsce za obszar Innovation&Knowledge.

Dodatkowe informacje i zgłoszenia do akceleratora Colliers realizowanego we współpracy z Techstars dostępne są na stronie programu.

— Colliers to partner, który z ogromnym zaangażowaniem pracuje nad zmianami w branży nieruchomości komercyjnych. Wkład pracy i wsparcie, jakie spółka oferuje start-upom czynią nasz program wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju — mówi Ben Liao, dyrektor zarządzający akceleratora Colliers realizowanego we współpracy z Techstars. — Na każdym etapie dokładamy wszelkich starań, aby zapewnić start-upom najlepszą opiekę mentorską i przyspieszyć ich sukces.

Branża retailowa powinna lepiej wykorzystywać dane geolokalizacyjne

Od jakiegoś czasu dane lokalizacyjne pozwalają na testowanie efektywności akcji promocyjnych. Informują o tym, czy należy zwiększyć liczbę gazetek bądź optymalizować działania reklamowe. Mogą też służyć do badania czynnika współodwiedzalności sklepów stacjonarnych. Mając tę wiedzę, sieci liczą na większe przychody. Dla przykładu, mogą wysyłać klientom spersonalizowane komunikaty reklamowe. Przy poprawnym wykorzystywaniu ww. pomiarów, wszyscy gracze na rynku mają szanse na to, żeby się rozwijać w zrównoważony sposób i ograniczać swoje koszty. Jednak eksperci podkreślają, że sieci nie są wyspecjalizowane w prowadzeniu takich testów i analiz. I dodają, że te, które nie zainwestują w ten model, w przyszłości będą mało konkurencyjne, co w zasadzie może skończyć się kłopotami.

Cele pomiarów

Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, członek zarządu firmy technologicznej Proxi.cloud, firmy sporo już wiedzą o konsumentach odwiedzających ich strony internetowe. I taką samą potrzebę zdobywania i analizowania informacji mają sklepy stacjonarne. Zyskały tę możliwość dzięki geolokalizacji. Są w stanie sprawdzać, czy osoby, które wyraziły zgodę na usługi lokalizacji, pojawiły się w konkretnej placówce. Wizyty, rejestrowane poprzez aplikacje, służą zarówno do celów badawczych, jak i marketingowych.

– W zakresie danych lokalizacyjnych, zbieranych za pomocą aplikacji mobilnych, sieci interesuje m.in. to, jak często pojawia się klient w ich sklepach na tle konkurencji. Dane są anonimizowane, ale to nie przeszkadza w testowaniu efektywności konkretnej akcji promocyjnej. Można sprawdzać, czy nie trzeba np. zwiększyć lub zmniejszyć liczby bądź też częstotliwości dystrybuowanych gazetek. Warto też analizować skuteczność działań reklamowych prowadzonych w Internecie, radiu albo na billboardach – mówi Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Dr Łuczak wyjaśnia, że dzięki technologii geolokalizacji sieci mogą dużo szybciej, niż tradycyjnymi metodami, sprawdzać, czy np. rozwieszone w okolicy billboardy lub nadawane w radiu komunikaty przyciągnęły oczekiwaną liczbę klientów do sklepu stacjonarnego. A skoro kupują również wyświetlenie reklam w Internecie, to mogą także weryfikować, czy osoby, które je widziały, były w placówce. W zależności od uzyskanych wyników mają szansę korygować swoje działania.

– Dane lokalizacyjne to jedne z najcenniejszych informacji, potrzebnych do budowania ścieżki zakupowej klienta i zwiększania przychodów sieci. Jednak określanie na ich podstawie efektywności pojedynczych kampanii reklamowych może być dość ryzykowane. Sieć musiałaby prowadzić szeroko zakrojone badania długofalowo i uwzględniać wiele różnych czynników, m.in. opinię o każdej placówce. Wówczas mogłoby się okazać, że np. sam komunikat jest dobry, ale obsługa sklepu zniechęca klientów do wizyt – ostrzega Andrzej Wierzchoń, Senior Manager Sales w TERRITORY Influence/TRND CEE.

Natomiast ekspert z Proxi.cloud dodaje, że sieci mogą badać czynnik współodwiedzalności sklepów. Na jego podstawie będą wiedziały, które dokładnie placówki przyciągają więcej lub mniej osób. Z kolei Sebastian Starzyński zaznacza, że rzeczywista wartość ww. danych zależy od tego, jak dany gracz rynkowy potrafi je wykorzystać. Im lepiej wie, jak to robić, tym są one dla niego cenniejsze. Może to osiągać poprzez budowanie własnych kompetencji lub korzystanie z obsługi zewnętrznych firm.

Wykorzystywanie danych

– W mojej ocenie, sklepy nie potrafią właściwie wykorzystywać wiedzy o współodwiedzalności placówek. Przy odpowiednim podziale konkurencji na segmenty i prawidłowym korzystaniu z jej pozytywnych aspektów, wszyscy gracze na rynku rozwijaliby się w zrównoważony sposób. Duże placówki nie konkurowałyby z małymi, okolicznymi sklepami. Jedne i drugie ograniczyłyby swoje koszty, oferując zupełnie inne produkty – zwraca uwagę Andrzej Wierzchoń.

Z kolei prezes Starzyński uważa, że sieci jeszcze nie wiedzą, jak dokładnie wykorzystywać ww. informacje, bo nie specjalizują się w robieniu testów. Ci gracze, którzy nauczą się tego, nie będą zdradzać innym, co im pozwala na zdobywanie przewagi konkurencyjnej. Natomiast Andrzej Wierzchoń podpowiada, że połączenie zebranych danych geolokalizacyjnych z badaniem koszyka zakupowego w dużym detalu i stopniowe uśrednianie ułatwia dostosowanie konkretnej placówki do potrzeb jej klientów. Sieci mogą inaczej konstruować ofertę, zgodnie z oczekiwaniami konsumentów wobec danego sklepu.

– O rosnącej popularności aplikacji z usługami lokalizacji świadczy to, że uruchamiają je kolejni duzi gracze rynkowi. Przykładem może być sieć Żabka, która właśnie wprowadziła swoją Żappkę, czyli tzw. apkę dla klientów. Tego typu narzędzie zyskuje na znaczeniu w sytuacji bardzo konkurencyjnego rynku. Jednak sieci i marki dopiero zaczynają mierzyć wizyty w sklepach stacjonarnych i tak naprawdę uczą się tego – podkreśla dr Krzysztof Łuczak.

Warto dodać, że do mierzenia wizyt w placówkach najczęściej są wykorzystywane aplikacje ułatwiające zakupy. Większość sklepów stacjonarnych może być zainteresowana inwestycją w ten kanał. Można też wymienić producentów, szczególnie liderów FMCG, gdyż ich produkty są często nabywane. Samo narzędzie przynosi długofalowe efekty. W branży technologicznej mówi się, że sieci, które nie zainwestują w nie dość szybko, w przyszłości będą miały problem z dogonieniem swojej konkurencji.

– W momencie zarejestrowania wizyty klienta w sklepie warto natychmiast wysyłać do niego wiadomość push z aktualną ofertą promocyjną. W ten sposób komunikat dociera do właściwej osoby, znajdującej się w placówce i podejmującej decyzje zakupowe. Powiadomienie może być też wysłane w późniejszym czasie do osoby zainteresowanej określonym asortymentem. Jak wiadomo, dopasowanie przekazów do potrzeb użytkowników ma kluczowe znaczenie dla powodzenia kampanii – przypomina ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Według Andrzeja Wierzchonia, Polacy przejawiają wyjątkową niechęć do bycia śledzonymi przez marketerów. I to może być dużą barierą przy zbieraniu tego typu pomiarów. Ponadto sam remarketing w naszym kraju jest jeszcze mało efektywny. Klienci są niezadowoleni z tego, że tygodniami dostają informacje o produktach, które już dawno nabyli, a sklepy zwyczajnie o tym nie wiedzą. I nad tym muszą popracować specjaliści, żeby dane lokalizacyjne były dobrze wykorzystywane.

– Jedyną wadą tego typu pomiaru jest to, że nie wszyscy klienci sklepów stacjonarnych korzystają ze smartfonów i aplikacji mobilnych. Ponadto nie każdy, kto posiada oba narzędzia, wyraża zgodę na udostępnianie danych lokalizacyjnych. Pozwalanie na to w dużej mierze zależy od atrakcyjności samej aplikacji. W niektórych przypadkach 30% użytkowników dzieli się ww. informacjami na swój temat, a w innych – 70%. Te rozbieżności należy uwzględniać w analizach – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Technologie siłą napędową branży motoryzacyjnej

Producenci w Polsce zdają sobie sprawę z ogromnej roli nowych technologii w branży motoryzacyjnej. Niemal połowa (46%) widzi w tym trendzie największe możliwości dla rozwoju polskiego automotive. Mowa przede wszystkim o produkcji części lub podzespołów do aut elektrycznych, hybrydowych i autonomicznych lub całych pojazdów – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2018. Nastroje w automotive”. Jednak eksperci podkreślają, że innowacje technologiczne to nie tylko szanse na rozwój, ale również potencjalne zagrożenia. W obliczu czekających branżę motoryzacyjną zmian, polscy respondenci najbardziej obawiają się zmniejszenia liczby zamówień w istniejących już fabrykach w Polsce (38%), spadku sprzedaży i produkcji pojazdów (36%) oraz niewystarczającego wsparcia rządowego dla sektora automotive (30%).

Z roku na rok znaczenie technologii w oczach zakładów motoryzacyjnych rośnie. Rok temu wskazał na nie co trzeci respondent, a dwa lata temu – co piąty. Może to być również związane z realizacją przez polski rząd Planu Rozwoju Elektromobilności, którego ważnym ogniwem będą właśnie zakłady produkcyjne w Polsce i ich włączenie w produkcję polskiego auta elektrycznego. W porównaniu do ubiegłorocznej edycji raportu, wzrósł ponad czterokrotnie odsetek respondentów, którzy liczą na nowy zakład produkcyjny (2017: 9%). Warto podkreślić, że rozwój technologii jest postrzegany jako największa możliwość wzrostu dla branży motoryzacyjnej w każdym z badanych krajów, poza Turcją, która najbardziej liczy na produkcję nowego modelu auta. Najwięcej technologicznych optymistów jest na Węgrzech (71% wskazań), w Niemczech (67%) oraz w Wielkiej Brytanii (50%).

Spokojni o politykę, zmartwieni kosztami pracy

Biorąc pod uwagę zagrożenia, jakich obawiają się przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, badane państwa możemy podzielić na dwie grupy. W pierwszej największą bolączką w najbliższych latach będą koszty pracy, w Polsce aż 2 na 3 respondentów obawia się ich wzrostu. To zdecydowanie więcej niż rok temu (18%). Do tej grupy należą również Węgry, Czechy, Słowacja, Rosja i Rumunia.

Państwa z drugiej grupy martwią się najbardziej sytuacją gospodarczo-polityczną. Wśród nich znalazła się Wielka Brytania, Turcja oraz Niemcy. Szczególne obawy panują wśród przedstawicieli brytyjskiego automotive (75% wskazań), co może być związane z procesem wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Co ciekawe, nad Wisłą producenci są nieco bardziej spokojni o otoczenie gospodarczo-polityczne niż rok wcześniej (29% w porównaniu do 42% w 2017 r.).

Paweł Gos, prezes Exact Systems
Paweł Gos, prezes Exact Systems

Według naszych analiz, w Polsce największy potencjał ma rozwój samochodów z napędem elektrycznym i hybryd plug-in. W związku z nowymi trendami motoryzacyjnymi, największą szansą dla naszego kraju jest powstanie nowej fabryki części i podzespołów motoryzacyjnych, a największym zagrożeniem mogą okazać się zmniejszone zamówienia na części i podzespoły w istniejących fabrykach. Co ciekawe i bardzo mnie osobiście cieszy, u aż 39% producentów motoryzacyjnych w Polsce jest dział odpowiedzialny za badania i rozwój nowoczesnych technologii, a prawie co trzeci zakład już produkuje części do ekoaut i aut autonomicznych – mówi Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems S.A.

Polscy producenci motoryzacyjni liczą, iż dzięki nadchodzącej rewolucji technologicznej w naszym kraju umocni się obszar, w którym jesteśmy liderem regionu już od kilku lat, tj. produkcja części i podzespołów. Połowa respondentów liczy na powstanie nowych fabryk, a 48% ma nadzieję, że zwiększy się wolumen zamówień w już istniejących zakładach. Nie brakuje jednak optymistów, którzy liczą, że w naszym kraju zostanie zlokalizowana nowa fabryka aut elektrycznych lub hybrydowych (41% wskazań).

– Nie dziwi fakt, że firmy widzą szansę na swój rozwój w nowych technologiach. To się dzieje już od kilku lat, czego dowodzi badanie MotoBarometr. Ten trend wynika zresztą z pewnej reakcji łańcuchowej. Inaczej mówiąc: producenci oryginalnego wyposażenia i bezpośredni dostawcy potrzebują, poszukują i właśnie z takimi innowacyjnymi podmiotami chętniej wchodzą w kooperację. Wymusza to oczywiście szerokorozumiany postęp w technologii i technice w ogóle, a nie tylko w samej branży – mówi Roman Kantorski, Prezes Polskiej Izby Motoryzacji. I dodaje: W sukurs przychodzi tutaj Sektorowy Program INNOMOTO, dzięki któremu firmy chętniej podejmują działania badawczo – rozwojowe. Obecnie mamy już II edycję tego programu, a przed nami jeszcze trzecia.

Metodologia badania

Badanie „MotoBarometr 2018. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry, Wielka Brytania” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 597 respondentów z 9 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry, Wielka Brytania). Respondentami byli przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, w tym OEM i Tier, a w szczególności inżynierowie ds. jakości, dyrektorzy zakładów, managerowie ds. jakości i produkcji.

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od kwietnia do lipca 2018 roku.

Eesti Energia podsumowuje rok 2018 z zyskiem netto w wysokości 106 mln euro

W 2018 r. estoński koncern energetyczny Eesti Energia, do którego należy działający w Polsce Enefit, wypracował 106 mln euro zysku netto (wzrost o 5% r/r). Przychody ze sprzedaży wzrosły o 16% r/r osiągając poziom 875 mln euro. Wzrost wyników to głównie rezultat wyższych cen rynkowych energii elektrycznej i paliw płynnych, oraz większego wolumenu sprzedaży energii wytworzonej z łupków bitumicznych. W Polsce Enefit zakończył 2018 r. z wolumenem obrotu 1190 GWh energii elektrycznej (sprzedaż energii oraz zakup z OZE) i portfolio blisko 250 klientów korporacyjnych.

Według Andri Avila, dyrektora finansowego Eesti Energia, wynik można uznać za satysfakcjonujący. – Choć cały rok, pod względem wyników finansowych, można zaliczyć do udanych, pozytywny wpływ na ostateczny rezultat miał czwarty kwartał, w którym przychody ze sprzedaży wyniosły 261 mln euro przy zysku netto w wysokości 40 mln euro – powiedział Andri Avila.

Na wzrost przychodów i zysku netto wpłynęły przede wszystkim rosnące ceny rynkowe ropy i energii elektrycznej, a także wzrost wydobycia ropy łupkowej. Cena rynkowa energii elektrycznej wzrosła o 42% w ciągu roku w obszarze cenowym Nord Pool Estonia.

Wzrost ceny rynkowej energii elektrycznej wynika głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, w drugiej połowie 2018 r. skandynawskie zasoby elektrowni wodnych spadły znacznie poniżej średniej, co doprowadziło do wzrostu cen energii elektrycznej w krajach bałtyckich, a także w Skandynawii. Drugim ważnym powodem wyższej ceny był trzykrotny wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w porównaniu do średniego poziomu z 2017 r. Ponieważ energia elektryczna w Europie nadal jest produkowana głównie z paliw kopalnych, wyższa cena CO2 spowodowała znaczny wzrost cen na rynku energii elektrycznej – wyjaśnił Avila.

W 2018 r. sprzedaż energii elektrycznej przez Eesti Energia wyniosła 9,2 TWh, pozostając na poziomie z 2017 r. W związku ze wzrostem ceny rynkowej i poprawą niezawodności zakładów naftowych, Eesti Energia sprzedała w zeszłym roku 393 tys. ton ropy łupkowej – o 6% więcej niż w 2017 roku. Produkcja ropy łupkowej osiągnęła rekordowy poziom 411 tysięcy ton.

W 2018 r. rozpoczęto sprzedaż energii elektrycznej i usług energetycznych w Finlandii i Szwecji, gdzie obecnie priorytetem jest powiększanie portfela klientów. Eesti Energia sprzedaje energię i oferuje rozwiązania na sześciu rynkach: w Estonii, Łotwie, Litwie, Polsce, Finlandii i Szwecji.

Działalność Eesti Energia w Polsce

W ubiegłym roku Enefit sprzedał w Polsce 736 GWh energii elektrycznej i 91 GWh gazu ziemnego. Oferta firmy kierowana jest do segmentu małych i średnich przedsiębiorstw, jak również największych odbiorców przemysłowych. Enefit oferuje również usługę zakupu energii elektrycznej i bilansowania handlowego (POB) dla wytwórców energii ze źródeł odnawialnych. W ubiegłym roku spółka zakontraktowała łącznie 454 GWh. Umowy podpisano z farmami wiatrowymi, biogazowniami i farmami fotowoltaicznymi o łącznej mocy wytwórczej 136 MW.

Jednym z kierunków rozwoju Enefit na 2019 rok będzie działalność na rynku tzw. umów Corporate PPA. W ramach takiej umowy firma będąca odbiorcą zawiera długoterminową umowę zakupu energii bezpośrednio od wytwórcy z konkretnego źródła odnawialnego. Skala umowy zapewnia wytwórcy podstawę do finansowania inwestycji, a odbiorca zabezpiecza sobie dostawy energii w długim okresie, po korzystnej cenie. W umowach Corporate PPA Enefit będzie pełnił rolę integratora, który jako spółka obrotu posiada odpowiednie kompetencje by zapewnić wszelkie usługi, niezbędne do poprawnego działania takiego rozwiązania.

Kraków i Wrocław liderami regionalnych rynków biurowych

Kraków i Wrocław plasują się na czele rankingu miast z najwyższym poziomem nowej podaży powierzchni biurowej w 2018 roku, jak wynika z raportu pt. „At a Glance – Regionalne Rynki Biurowe – II połowa 2018”, przygotowanego przez Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa BNP Paribas Real Estate Poland. Obydwa miasta odpowiadają za 59% nowej powierzchni oddanej do użytku w ośmiu głównych miastach regionalnych oraz ponad połowę wygenerowanego w ubiegłym roku popytu netto.

W 2018 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych oddano łącznie do użytku ponad 511 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej – najwięcej w Krakowie (155 200 m kw.) oraz Wrocławiu (146 600 m kw.). W najbliższym czasie obydwa miasta jeszcze umocnią swoją wiodącą pozycję wśród regionów. Według danych z raportu BNP Paribas Real Estate Poland, obecnie w budowie znajduje się ok. 80 obiektów o łącznej powierzchni 860 000 m kw., z czego ponad połowa przypada właśnie na Kraków i Wrocław. Oznacza to, że po raz kolejny miasta regionalne wyprzedzą Warszawę pod względem wolumenu budowanej powierzchni.

Największe obiekty w Trójmieście

Co ciekawe, obiekty o największej powierzchni biurowej wybudowano w 2018 roku nie w stolicy Dolnego Śląska lub Małopolski, ale w Trójmieście. W Gdańsku oddano do użytku dwa kolejne budynki Olivia Business Centre: Olivia Star (45 700 m kw.) oraz Olivia Prime A (28 000 m kw). W najbliższych kwartałach rynek trójmiejski powiększy się o kolejne inwestycje, gdyż ok. 130 000 m kw. znajduje się na etapie budowy. We Wrocławiu największymi zrealizowanymi projektami były Sagittarius (24 900 m kw.) i Retro Office House (18 150 m kw.), zaś w Krakowie Equal Business Park C (23 500 m kw.) oraz O3 Business Campus III (19 200 m kw.). Duże obiekty powstały również na mniejszych rynkach, jak np. Ogrodowa 8 w Łodzi (24 700 m kw.), Spokojna 2 w Lublinie (18 500 m kw.) oraz KTW I w Katowicach (18 200 m kw.). Eksperci od dłuższego czasu dostrzegają nasilający się trend budowania większych powierzchni biurowych.

Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland

Budynki o wielkości powyżej 15 000 – 20 000 m kw., a nawet 30 000 m kw. w jednej fazie, odpowiadają za ponad połowę realizowanej obecnie nowej podaży. Dobra koniunktura na rynku zachęca deweloperów do inwestycji na większą skalę niż dotychczas – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Popyt wciąż rośnie, regiony stanowią ciekawą alternatywę dla Warszawy
W całym 2018 roku popyt netto na powierzchnie biurowe w miastach regionalnych wyniósł 451 000 m kw., z czego ponad ¼ dotyczyła budynków będących jeszcze na etapie budowy (tzw. umowy pre-let). Pod względem geograficznym największe zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe, ponad 50% wygenerowały Wrocław i Kraków. Do dużego wolumenu powierzchni wynajętej na tych dwóch rynkach przyczyniło się wysokie zainteresowanie firm z sektora finansowo-inwestycyjnego oraz technologicznego (m.in. operatorzy segmentów BPO/SSC /IT/R&D).

Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland dodaje, że wzrost znaczenia miast regionalnych wynika z kilku czynników:
Coraz więcej firm decyduje się lokować w regionach drugą, po Warszawie, siedzibę skupiającą działalność, która nie musi być prowadzona ze stolicy. Kolejny powód to wysoka jakość wykształcenia pracowników oraz, mimo stałego wzrostu, wciąż konkurencyjne koszty ich zatrudnienia. Duże znaczenie mają również atrakcyjne cenowo, niższe od warszawskich, stawki czynszu bazowego – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Koszty najmu najlepszych obiektów w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu sięgają 15 euro/ m kw./miesiąc,, podczas gdy w Warszawie czynsze w najbardziej prestiżowych lokalizacjach zaczynają się od 21.5euro / m kw. / miesiąc. Spośród wszystkich analizowanych rynków najniższym poziomem stawek czynszu typu ,,prime’’ charakteryzuje się Lublin, gdzie wahaja się one pomiędzy 11 a 13 euro m kw./ miesiąc).

Coraz mniej pustostanów

Rosnący popyt na powierzchnie biurowe przyczynił się do zmniejszenia wskaźnika pustostanów, który na koniec 2018 roku spadł do 8,4%. Co ważne, nawet w miastach z wysokim pułapem nowej podaży, udało się utrzymać lub zmniejszyć współczynnik do poziomu zbliżonego do średniej rynkowej (Kraków – 8,6%, Wrocław – ok. 9%). Oznacza to, że nowe powierzchnie, nawet przy dużych wolumenach, zostały szybko wchłonięte przez rynek. Największe spadki zanotowano na rynkach o najniższej i najwyższej obecnie stopie pustostanów, tj. Szczecin – spadek o 4,9 p. proc. do 5,1%, oraz Lublin – spadek o 4,3 p. proc. do 15,4%.