Rosyjskie MSZ ogłosiło w sobotę, że państwa europejskie miały ponieść 1,6 bln euro strat w wyniku sankcji nałożonych na Rosję w latach 2022–2025. Komunikat opublikowano przy okazji obchodów Międzynarodowego Dnia przeciwko Jednostronnym Środkom Przymusu ONZ, który Kreml konsekwentnie wykorzystuje do krytyki zachodniej polityki sankcyjnej.
W oświadczeniu podkreślono, że mimo „bezprecedensowej presji gospodarczej” rosyjska gospodarka miała wykazać się „wysoką odpornością i zdolnością adaptacji” oraz nadal notować stabilny wzrost. Moskwa przekonuje jednocześnie, że sankcje rzekomo przynoszą większe szkody ich autorom niż Rosji i blokują budowę „sprawiedliwego, wielobiegunowego porządku światowego”.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ponownie nazwał sankcje „bronią obosieczną”. Według tej narracji Zachód, ograniczając relacje gospodarcze z Rosją, „strzela sobie w stopę” i sam pogarsza swoją sytuację ekonomiczną.
Ten obraz nie znajduje jednak pełnego potwierdzenia w danych międzynarodowych instytucji finansowych. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę wzrostu rosyjskiego PKB w 2025 r. do 0,6 proc., po silnym, ale jednorazowym wzroście 4,3 proc. w 2024 r., napędzanym głównie wydatkami wojennymi.
MFW prognozuje również inflację na poziomie ok. 9 proc. w 2025 r., wyraźnie wyższą niż globalna średnia. Wysokie ceny, kontrola kapitału, izolacja finansowa i uzależnienie od eksportu surowców wskazują, że długoterminowa odporność rosyjskiej gospodarki jest znacznie bardziej ograniczona, niż sugeruje Kreml.
Również twierdzenia o 1,6 bln euro strat po stronie Europy znacząco odbiegają od niezależnych analiz. Badania austriackich i europejskich ośrodków wskazują, że wpływ sankcji na PKB UE w 2023 r. wyniósł ok. 0,2 proc., czyli w przybliżeniu 30–40 mld euro.
Szersze szacunki dla lat 2022–2024 mówią o kosztach rzędu 100–500 mld euro, wynikających głównie z zerwania handlu z Rosją, przebudowy łańcuchów dostaw oraz gwałtownego wzrostu cen energii. Są to kwoty istotne, ale wielokrotnie niższe od podawanych przez rosyjską dyplomację.
Ekonomiści zwracają uwagę, że choć koszty dla Europy były realne i szczególnie dotknęły przemysł energochłonny, to równolegle nastąpiło szybkie przyspieszenie inwestycji w LNG, OZE i infrastrukturę energetyczną. W średnim i długim okresie oznacza to większą odporność UE i trwałe uniezależnienie się od rosyjskich surowców.
Zdaniem analityków kwota 1,6 bln euro ma przede wszystkim funkcję propagandową. Jej celem jest osłabienie poparcia dla sankcji i wsparcia Ukrainy poprzez sugestię, że to Europa ponosi największy koszt wojny gospodarczej.
W rzeczywistości spór o liczby dotyczy mniej minionych strat, a bardziej przyszłości. Kluczowe pytanie brzmi, która gospodarka w perspektywie dekady zapłaci wyższą cenę – ta, która przyspiesza dywersyfikację i modernizację, czy ta, która traci dostęp do technologii, kapitału i głównych rynków zbytu.






