AWS ogłasza drugą edycję Generative AI Accelerator z budżetem 230 mln dolarów

Amazon Web Services (AWS) ogłosił nową edycję Generative AI Accelerator, globalnego programu skupiającego się na pomocy nowo powstałym startupom z obszaru generatywnej sztucznej inteligencji. AWS przeznaczy 230 mln dolarów na wsparcie 80 (w porównaniu z 21 w 2023 roku) startupów z całego świata w osiągnięciu konkurencyjności rynkowej poprzez dostęp do odpowiednich technologii oraz mentoring technologiczny i biznesowy. Zgłoszenia do programu przyjmowane są do 19 lipca.

W trakcie 10-tygodniowego kursu założyciele wybranych startupów tworzących rozwiązania w oparciu o generatywną sztuczną inteligencję przejdą szkolenie z tworzenia i rozwijania rozwiązań GenAI i ML, tworzenia strategii biznesowych oraz optymalizacji działalności i jej kosztów. Dokładny program będzie dopasowany pod konkretne potrzeby i technologię danej organizacji. Aby w pełni skorzystać z programu wystarczy, że organizacje będą miały stworzony MVP (minimal valiable product), czyli produkt na wczesnym stadium rozwoju potrzebny do pierwszych testów rynkowych.

Kolejne korzyści z programu to m.in.:

  • do 1 mln dolarów w kredytach AWS (AWS Activate Credits) do wykorzystania na moc obliczeniową, pamięć masową i bazy danych AWS oraz najnowocześniejsze technologie AWS, np. AWS Trainium i AWS Inferentia 2,
  • dostęp do sesji szkoleń i infrastruktury AWS,
  • możliwość nawiązania kontaktów z ekspertami branżowymi poprzez społeczność AWS.

Rozwój akceleratora AWS wskazuje na dynamicznie rosnący potencjał startupów z obszaru generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI). Każde, nawet najmniejsze przedsięwzięcie biznesowe, powinno mieć dostęp do technologii, z których korzystają największe firmy na świecie. AWS kontynuuje w ten sposób swoje ponad 20-letnie zaangażowanie w zwiększanie konkurencyjności startupów, w tym ich możliwości w zakresie budowania rozwiązań AI i ML.

Wysokie zainteresowanie AWS Generative AI Accelerator w ubiegłym roku zachęciło nas do rozwinięcia programu w tym roku i przekazania na ten cel 230 mln dolarów. Generatywna sztuczna inteligencja dopiero się rozwija, a już teraz pozwala budować nieznane i niedostępne dotąd rozwiązania. Wszystkie startupy, w tym nawet te najbardziej rozwinięte potrzebują zewnętrznej infrastruktury i sieci kontaktów, które pomogą im w osiągnięciu krótko- i długoterminowych celów. Dokładnie w tych obszarach ma pomóc nasz program. AWS GenAI Accelerator daje szanse startupom również z naszego regionu na skorzystanie z ogromnego wsparcia merytorycznego i finansowego, a także nawiązywania bardzo wartościowych relacji zwiększających szanse na osiągnięcie globalnego sukcesu. W ciągu 18 lat działalności, Amazon Web Services wspomógł więcej startupów, niż jakikolwiek inny dostawca usług chmurowych. Aż 96% technologicznych „jednorożców” w obszarze AI/ML znajdujących się na liście „Pitchbook” korzysta z naszych usług. Sami zaczynaliśmy jako startup, dobrze rozumiemy potrzeby dynamicznie rozwijających się przedsięwzięć i dlatego chętnie pomagamy w ich rozwojupowiedział Jacek Podoba, w AWS odpowiedzialny za wspieranie startupów w CEE.

W kwietniu Fundacja Tech To The Rescue ogłosiła także akcelerator AI for Changemakers, stworzony ze wsparciem AWS. Pomaga on organizacjom non-profit, instytucjom i firmom społecznym wykorzystać sztuczną inteligencję w swojej działalności. W ramach programu wybrane zostanie ponad 100 organizacji, które realizują wyróżniające się projekty społeczne. Dostaną szansę na jeszcze szybszy rozwój swoich inicjatyw z wykorzystaniem AI. Akcelerator ten ma za zadanie zapewnić całą niezbędną wiedzę i infrastrukturę potrzebne do rozwoju organizacji non-profit z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Organizacje wybrane do tej inicjatywy otrzymają możliwość: wzięcia udziału w sześciotygodniowych obozach szkoleniowych (bootcamps), dotarcia do odpowiednich firm technologicznych (tzw. matchmaking), wsparcia ekspertów i mentorów, dostępu do usług AWS (kredyty AWS) oraz udziału w hackatonach.

Eycore zaprezentował pierwszego polskiego satelitę do radarowego obrazowania przestrzennego ziemi SAR

Eycore, polska firma z branży kosmicznej, zaprezentowała pierwszego polskiego satelitę do radarowego obrazowania przestrzennego ziemi SAR (Synthetic Aperture Radar). Radary tworzone przez Eycore są pierwszym polskim projektem, który ma możliwość integracji z dowolną platformą mikrosatelitarną. Jednocześnie Eycore i Creotech Instruments podpisały list  intencyjny o współpracy przy projektowaniu i budowie platform satelitarnych wyposażonych w instrumenty radarowe SAR.

Radary z syntetyczną aperturą (SAR) to przełomowa technologia, która pozwala na obserwację powierzchni Ziemi w trybie ciągłym, niezależnie od warunków pogodowych i pory dnia. Umożliwiają prowadzenie obrazowania również w nocy i w warunkach dużego zachmurzenia, co odróżnia je zasadniczo od instrumentów optycznych. Ma to ogromne znaczenie zważywszy na fakt, że 70 proc. powierzchni Ziemi jest zawsze przykryte chmurami. Polska jest jednym z krajów leżących na terenach, które przez większą część roku są przesłonięte chmurami i niedostępne dla instrumentów optycznych umieszczonych na orbicie okołoziemskiej.

Radar z syntetyczną aperturą, który opracowaliśmy, jest efektem polskiej myśli technicznej – pracy, wiedzy i doświadczenia naszych inżynierów – mówi Maciej Klemm, współzałożyciel i prezes zarządu Eycore. – W Eycore postawiliśmy sobie dodatkowo za cel zbudowanie uniwersalnej konstrukcji, czyli radaru, który można umieścić na dowolnym mikrosatelicie, zachowując pełną kontrolę nad czasem i sposobem jego wykorzystania.

Pierwszy radar SAR swojego projektu Eycore planuje wynieść na niską orbitę okołoziemską w czwartym kwartale 2025 roku. Będzie to efekt kilkuletniej pracy badawczej i konstrukcyjnej inżynierów związanych z firmą. Pierwszy polski satelita SAR powstanie przy wykorzystaniu platformy satelitarnej dostarczonej przez renomowanego, europejskiego producenta. Przy jego umieszczeniu na orbicie Eycore skorzysta z pomocy największego, globalnego dostawcy rakiet nośnych w przemyśle kosmicznym firmy SpaceX.

Obrazowanie radarowe przy użyciu technologii SAR znajduje zastosowanie w wielu kluczowych dziedzinach takich jak: rolnictwo, klimat, leśnictwo, obronność, infrastruktura. Szczególnie przydatne okazuje się w obserwowaniu skutków zmian klimatycznych, przewidywaniu katastrof naturalnych i monitorowaniu ich przebiegu, planowaniu wydobycia surowców naturalnych. Znajduje też szerokie zastosowanie w wojskowości.

Nasze prace nad radarami i satelitami SAR wynikają z szybko rosnącego zapotrzebowania rynku na takie właśnie obrazowanie Ziemi. Widzimy ogromny potencjał w tym sektorze zarówno w obszarze wojskowym jak i cywilnym – mówi Tomasz Kusowski, współzałożyciel i wiceprezes Eycore.Już teraz widzimy duże zainteresowanie potencjalnych partnerów dostępem do niezależnego obrazowania radarowego Ziemi. Eycore ma więc doskonałe perspektywy na bardzo szybki rozwój.

Przy budowaniu i umieszczaniu w przestrzeni kosmicznej kolejnych systemów radarowych Eycore będzie w przyszłości współpracował z polską firmą notowaną na GPW – Creotech Instruments. W tej sprawie firmy podpisały dziś list intencyjny, który przewiduje, że Eycore dostarczy instrumenty radarowe, natomiast Creotech – platformy satelitarne potrzebne do wynoszenia tych obiektów na orbitę okołoziemską.

Dla Creotech Instruments, największej polskiej firmy branży kosmicznej, współpraca z Eycore to kolejny innowacyjny projekt rozwijający kompetencje i know-how spółki.

Z firmą Eycore współpracujemy już od kilku lat, więc dobrze się znamy. Cieszymy się, że to właśnie nasza autorska platforma będzie w przyszłości wykorzystywana przez Eycore na potrzeby Satelitów  SAR – mówi dr hab. Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments. Jedną z głównych cech wyróżniających platformę jest jej modularność, dzięki czemu możemy dostosować produkt do indywidualnych wymagań klienta w misjach o różnorodnym zastosowaniu i profilu, również radarowych. Platforma HyperSat stanowi obecnie podstawę misji EagleEye i już teraz jest kluczowym elementem szeregu projektów, zarówno na szczeblu krajowym, jak i europejskim – dodaje Grzegorz Brona.

Bank Millennium zakończył realizację Planu Naprawy

Zarząd Banku Millennium podjął decyzję o zakończeniu realizacji Planu Naprawy, uruchomionego w następstwie wprowadzenia ustawy dotyczącej tzw. wakacji kredytowych w 2022 roku. Uruchomione w latach 2022-2024 działania pozwoliły podnieść wskaźniki kapitałowe do bezpiecznych poziomów. Nie było konieczności dokapitalizowania Banku ze strony akcjonariuszy. Równocześnie Bank osiągał w tym okresie bardzo dobre wyniki operacyjne, kontynuował realizację strategii oraz utrzymywał wysoki poziom innowacyjności i jakości obsługi klienta.

Dzięki działaniom podnoszącym rentowność, niskim kosztom ryzyka, akumulacji zysków, transakcjom sekurytyzacji i sprzedażowym, oraz zmianie struktury i częściowemu odwróceniu negatywnych wycen papierów dłużnych w portfelu, Bank Millennium ogłosił zakończenie realizacji Planu Naprawy. W ocenie Zarządu Banku, osiągnięte zostały wszystkie kluczowe założenia. W szczególności, wszystkie wskaźniki zdefiniowane w ww. planie osiągnęły bezpieczne poziomy, rentowność oraz wyniki finansowe Grupy Banku Millennium uległy trwałej poprawie, współczynniki kapitałowe zostały przywrócone do poziomów znacznie przekraczających minimalne wymogi regulacyjne a Bank oraz Grupa spełniają wymogi MREL, w tym wymogi dotyczące połączonego bufora. Zarząd nie identyfikuje także przyszłych okoliczności, które przemawiałyby za dalszą realizacją Planu Naprawy.

Joao Bras Jorge – Prezes Zarządu Banku Millennium
João Brás Jorge – Prezes Zarządu Banku Millennium

– Dwa lata temu, kiedy uruchamialiśmy całą procedurę, jasno deklarowaliśmy, że silne fundamenty, które wspierają Bank, pozwolą nam w okresie planu naprawy normalnie się rozwijać. Dotrzymaliśmy słowa. W ubiegłym roku udostępniliśmy nową aplikację korporacyjną, właśnie wdrożyliśmy odświeżoną aplikację dla klientów detalicznych, powiększyliśmy bazę aktywnych klientów przekraczając poziom 3 milionów, zrealizowaliśmy szereg programów sekurytyzacji. Złożony program naprawy i wysiłek całego zespołu Banku doprowadził do spełnienia wskaźników kapitałowych szybciej niż planowaliśmy. Wyjście z Planu Naprawy to nowy początek dla dalszego wzrostu biznesu i rozwoju banku. – mówi Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

Obecnie Bank Millennium jest na ostatniej prostej w realizacji obowiązującej strategii „Inspirują nas ludzie”. Może się pochwalić pozytywnym wynikiem realizacji większości celów na rok 2024 i to przed wyznaczonym czasem. Notuje dobre wyniki biznesowe zarówno w bankowości detalicznej, jak i przedsiębiorstw. Pracuje również nad nową strategią 2025-28, którą zamierza przedstawić w październiku tego roku.

Sprzedaż elektryków przewyższy auta spalinowe do 2030 roku. W Europie będzie jeździć 75 mln bezemisyjnych aut

Sprzedaż samochodów elektrycznych przewyższy sprzedaż wszystkich innych pojazdów do 2030 r. a do końca dekady po europejskich drogach będzie jeździć ponad 75 mln aut elektrycznych – przewidują eksperci EY. Rośnie też liczba punktów ładowania na Starym Kontynencie i obecnie sięga niemal 745 tys. Raport EY i Eurelectric How do we solve the challenge of data interoperability in e-mobility? pokazuje, że w ekosystemie pojazdów elektrycznych interoperacyjność i wymiana informacji będą odgrywać kluczową rolę w poprawianiu doświadczeń kierowców. Każdy elektryk generuje dane, które stają się podstawą spersonalizowanych rekomendacji i ukierunkowanych usług.
Na wszystkich rynkach, na których pojawiły się pojazdy bezemisyjne, obserwujemy stopniowy wzrost ich liczby. Obecnie na świecie sprzedaż elektryków stanowi 16% wszystkich kupowanych aut. W 2023 r. na drogi wyjechało ponad 14,1 miliona nowych pojazdów z silnikiem elektrycznym, a ich łączna liczba przekroczyła 40 milionów. W UE oraz w Wielkiej Brytanii, Norwegii i Szwajcarii akumulatorowe pojazdy elektryczne (BEV) i hybrydowe pojazdy elektryczne typu plug-in (PHEV) stanowiły jeden na pięć nowych samochodów sprzedanych w 2023 roku.

Nic nie zapowiada, że ta wzrostowa tendencja się zatrzyma – wręcz przeciwnie. Według analiz ekspertów EY, w Europie do 2030 r. sprzedaż elektryków przewyższy sprzedaż pozostałych pojazdów, a po drogach będzie jeździć 75 mln bezemisyjnych aut. Prognoza sprzed dwóch lat zakładała, że ich liczba wyniesie wówczas 65 mln. Jedną z odpowiedzi na te wzrosty jest spadek cen akumulatorów, które w 2022 r. niespodziewanie skoczyły do góry. Do głosu dochodzą też takie kwestie, jak ekologia, komfort jazdy i powszechniejsza infrastruktura ładowania.

Samochody elektryczne stają się coraz bardziej atrakcyjną opcją dla konsumentów, co prowadzi do dynamicznego wzrostu sprzedaży. Widzą oni wiele korzyści związanych z ich posiadaniem, takich jak niższe koszty serwisowania oraz eksploatacji – cena energii na wielu rynkach jest korzystniejsza niż cena paliwa. Do tego dochodzi większa świadomość ekologiczna, a wiele firm zmienia flotę na bezemisyjną, aby wypełniać swoje zobowiązania dotyczące zrównoważonego rozwoju. Nie bez znaczenia jest także postęp technologiczny związany z krótszym czasem ładowania, co zwiększa wygodę użytkowania – komentuje Jarosław Wajer, Partner EY, lider działu energetyki w Polsce oraz regionie CESA.

Logistyka na początku eko drogi

W Europie rośnie też sprzedaż bezemisyjnych pojazdów ciężkich (eHDV). Ponad 7% samochodów dostawczych jest obecnie elektrycznych, podczas gdy ciężarówki z takim silnikiem stanowią 1,5% rynku, co oznacza skok z poziomu zaledwie 0,4% w 2022 roku. Z kolei sprzedaż autobusów elektrycznych wzrosła do 14%, za co odpowiadały przede wszystkim Francja, Hiszpania i Niemcy. Choć w obszarze logistyki widać zalążek zmian, to upowszechnienie pojazdów elektrycznych będzie tu trudniejsze niż w przypadku aut osobowych.

Zapewnienie wystarczającego zasięgu dla pojazdów dostawczych jest bardziej skomplikowane, a ładunki dodatkowo obciążają baterie. W przypadku takich flot infrastruktura musi być odpowiednio skalowana i zapewniać możliwość szybkiego ładowania dla wielu aut jednocześnie. A to wymaga znacznych inwestycji w rozbudowę stacji zasilających – zauważa Jarosław Wajer.

Więcej stacji ładowania

Strategicznie rozmieszczone stacje ładowania są niezbędne do tego, aby zmniejszyć obawy użytkowników związane z zasięgiem i długimi podróżami. Dziś auta elektryczne są na tyle zaawansowane, że same potrafią zaprogramować trasę, biorąc pod uwagę dogodne postoje na ładowanie. A o te jest coraz łatwiej. W Europie liczba publicznych punktów ładowania wzrosła o 40% – z około 530 tys. w 2022 r. do 744 tys. rok później. Jednak rozłożenie infrastruktury nie jest równomierne. W 2023 r. około 78% europejskich punktów ładowania było zlokalizowanych w zaledwie siedmiu krajach: Belgii, Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Przyjęcie przepisów dotyczących infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR) spowoduje, że szybkie publiczne stacje ładowania samochodów osobowych i dostawczych będą instalowane co 60 kilometrów wzdłuż głównych korytarzy transportowych UE, czyli tzw. sieci TEN-T. W przypadku pojazdów eHDV pełne pokrycie siecią spodziewane jest do 2030 r. W miarę upowszechniania się aut elektrycznych, konieczny będzie ciągły i proporcjonalny wzrost liczby miejsc, gdzie można je ładować. W trafnym określeniu nowych punktów pomogą sami użytkownicy elektryków.

Dane generowane przez każde auto elektryczne pozwalają na efektywną wymianę informacji między różnymi systemami i platformami, co jest kluczowe dla zapewnienia wydajności, bezpieczeństwa i wygody użytkowania tych pojazdów. Dzięki nim mamy m.in. wgląd w to, gdzie potrzebne są nowe stacje ładowania, bazując na wzorcach użytkowania elektryków oraz informacjach o przepustowości sieci. Z pomocą takich danych planowanie nowych inwestycji w obszarze elektromobilności staje się szybsze i łatwiejsze – tłumaczy Michał Lesiuk, Partner EY, lider działu doradztwa dla sektora produkcji przemysłowej i mobilności.

Inteligentne usługi

Korzystanie z aut elektrycznych z każdym rokiem staje się coraz wygodniejsze i lepiej trafia w oczekiwania kierowców. Dane generowane przez samochody elektryczne stanowią podstawę spersonalizowanych rekomendacji i ukierunkowanych usług. Z raportu Międzynarodowej Agencji Energii wynika, że nowe usługi pozwolą zaoszczędzić globalnej branży pojazdów elektrycznych ponad 4 mld dolarów do 2030 r. dzięki obniżeniu kosztów i większej wydajności.

W raporcie EY i Eurelectric czytamy, że wdrażanie szybkich i ultraszybkich ładowarek prądu stałego (DC) nabrało tempa, zwiększając się o 77% do ponad 100 tys. przy wzroście liczby ładowarek prądu przemiennego (AC) o 36%. Postęp technologiczny sprawia, że szybkie ładowarki mają teraz moc znamionową 10 razy wyższą niż pięć lat temu, co oznacza, że czas ładowania jest znacznie krótszy. Dzięki wymianie danych między różnymi systemami, harmonogramy ładowania mogą być optymalizowane w oparciu o przepustowość sieci i stawki za energię elektryczną w czasie rzeczywistym, prognozy pogody oraz indywidualne potrzeby kierowców.

Za rozwojem infrastruktury ładowania stoi ogromny skok technologiczny, ale elektromobilność nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Dziś jest wspierana przez inteligentne systemy analizujące duże ilości danych i ten obszar będzie się dalej rozwijał. Dużym wyzwaniem nadal pozostaje powszechny dostęp do stacji ładowania w każdym europejskim kraju. Konieczna jest szybsza instalacja urządzeń poza transeuropejską siecią transportową. Punkty ładowania muszą pojawić się w miejscach pracy, przy osiedlach mieszkalnych i obiektach komercyjnych, a węzły szybkiego ładowania o dużej mocy powinny być liczniejsze, aby zastąpić dzisiejsze stacje benzynowe – dodaje Jarosław Wajer.

O raporcie
Analiza How do we solve the challenge of data interoperability in e-mobility? przeprowadzona przez EY i Eurelectric oparta jest na rozmowach z wiodącymi przedstawicielami branży samochodowej, energetycznej, ropy naftowej i gazu ziemnego, producentami akumulatorów, firm zarządzających flotą samochodową, firm leasingowych i przedstawicieli stacji ładowania. Pokazuje trendy i opinie dotyczące rynku elektromobilności w Europie i na świecie.

Hongkong ponownie najdroższym miastem na świecie dla międzynarodowych pracowników

Hongkong pozostaje najdroższym miastem na świecie dla międzynarodowych pracowników, według badania kosztów utrzymania przeprowadzonego przez Mercer w 2024 r.

Mercer, należący do grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC), opublikował ranking 2024 Cost of Living City, który wspiera pracodawców w planowaniu strategii wynagrodzeń dla ich międzynarodowych pracowników.

Tegoroczne podium rankingu ponownie otwiera Hong Kong, tuż za nim uplasował się Singapur. Biorąc pod uwagę, że Zurych, Genewa i Bazylea znajdują się w pierwszej piątce najdroższych miast, wysokie koszty życia w Szwajcarii mogą korelować z wysoką jakością życia.

Rosnące koszty mieszkaniowe w wielu miastach na całym świecie sprawiły, że mobilność stała się wyzwaniem dla pracodawców. Inflacja również zmniejsza siłę nabywczą i dodatkowo obciąża pakiety wynagrodzeń. Czynniki te mogą utrudniać pracodawcom przyciągnięcie i zatrzymanie najlepszych talentów, a także zwiększać wydatki na wynagrodzenia i świadczenia, ograniczać mobilność talentów i podnosić koszty operacyjne.

„Kryzys związany z kosztami utrzymania miał znaczący wpływ na międzynarodowe organizacje i ich pracowników” – powiedziała Yvonne Traber, Global Mobility Leader w Mercer. „Ważne jest, aby organizacje były na bieżąco informowane o trendach w zakresie kosztów utrzymania i stopach inflacji oraz zbierały opinie pracowników na temat tych kwestii, aby skutecznie zarządzać ich wpływem”.

„Wysokie koszty utrzymania mogą wymagać od pracowników dostosowania stylu życia, ograniczenia wydatków uznaniowych, a nawet walki o zaspokojenie podstawowych potrzeb” – kontynuuje Traber. „Aby poradzić sobie z tymi wyzwaniami, pracodawcy mogą oferować pakiety wynagrodzeń, które obejmują dodatki mieszkaniowe lub dotacje, zapewniać usługi wsparcia i badać alternatywne strategie pozyskiwania talentów”.

Małgorzata Ciarka – Career Business Leader w Mercer Polska dodaje: „Raport Mercer Cost of Living City 2024 co roku dostarcza informacji o wartości inwestycji w kapitał ludzki. Jest to ważna publikacja, która pozwala międzynarodowym organizacjom podjąć świadome decyzje dotyczące lokowania swoich pracowników w atrakcyjnych miejscach na świecie, przy uwzględnieniu aspektu kosztowego.

Kraje Europy Zachodniej w większości utrzymały swoją pozycję, jeśli chodzi o koszty życia – nie wzrastają znacząco, ale i tak te koszty są wysokie na tle innych części świata. Natomiast miasta z państw Europy Środkowo-Wschodniej – pomimo, że istotnie wzrosły w rankingu kosztowym (wysoka inflacja, wzrost wynagrodzeń), nadal są znacznie tańsze od Europy Zachodniej, a jednocześnie atrakcyjne pod względem warunków życia pracowników.

Warto zauważyć, że koszty pracownicze w polskich miastach rosną szybko, więc Warszawa, Kraków i Wrocław mieszczą się już w drugiej setce najdroższych miast na świecie, podobnie jak Budapeszt, Zagrzeb i Lubljana. Wszystkie te miasta oferują także wysoki standard życia.

Podobny standard zapewnia Praga, ale nadal jest znacznie droższa, natomiast takie miasta jak Bukareszt, Sofia i Belgrad, mimo niskich kosztów, nie dorównują jakości życia. Polska w tym zestawieniu plasuje się więc na bardzo atrakcyjnej pozycji dla lokowania pracowników”.

Ranking miast

W Azji znajdują się dwa miasta o najwyższych kosztach utrzymania. Czynniki wpływające na koszty życia w tym regionie obejmują inflację, ożywienie gospodarcze, ceny paliw i żywności, środki strukturalne i globalne spowolnienie gospodarcze.

Pięć europejskich miast znalazło się w pierwszej dziesiątce światowego rankingu, w tym cztery miasta w Szwajcarii. Londyn awansował o dziewięć miejsc na ósmą pozycję. Koszty życia w Europie różnią się w zależności od miasta, ale przewiduje się, że roczna stopa inflacji w strefie euro spadnie w 2024 r., co wskazuje na pewną stabilność kosztów.

Koszty życia w Stanach Zjednoczonych pozostają istotną kwestią w 2024 r., przy czym wszystkie amerykańskie miasta w rankingu znalazły się w pierwszej setce, a siedem z nich w pierwszej dwudziestce. Kanadyjskie miasta znajdują się w dolnej części rankingu miast Ameryki Północnej, ponieważ kanadyjska gospodarka wykazała się odpornością i przewyższa oczekiwania. Toronto jest najdroższym miastem w Kanadzie (92), a tuż za nim plasuje się Vancouver (101). Koszty życia w meksykańskich miastach znacznie wzrosły w porównaniu z poprzednim rokiem. Miasto Meksyk uplasowało się na 33 miejscu z 79 w 2023 r., a Monterrey na 115 miejscu ze 155 w ubiegłym roku.

W Ameryce Południowej stolica Urugwaju, Montevideo, jest najdroższą lokalizacją dla pracowników międzynarodowych (42), podczas gdy kilka miast w regionie odnotowało znaczny ruch w porównaniu do 2023 roku: Santiago w Chile spadło w rankingu o 73 miejsca do 160, a Bogota w Kolumbii podniosła się o 40 miejsc do 174.

W regionie Pacyfiku oczekuje się, że rosnąca inflacja wywrze w tym roku presję na rodziny. Sydney w Australii (58) jest najdroższym miastem w regionie Pacyfiku, wyprzedzając Noumea w Nowej Kaledonii, które poszło w górę o 10 miejsc do 60 pozycji w globalnym rankingu.

Afrykańskie miasta, które uplasowały się najwyżej w globalnym rankingu to Bangui w Republice Środkowoafrykańskiej (14, wzrost o 12 miejsc), Dżibuti, stolica kraju o tej samej nazwie (18, wzrost o 9 miejsc) i Ndżamena w Czadzie (21, wzrost o 19 miejsc). Warto zauważyć, że Lagos w Nigerii spadło o 178 miejsc od zeszłego roku, co stanowi największą globalną zmianę w porównaniu do 2023 roku. Zmiana ta jest w dużej mierze spowodowana wahaniami kursów walut, w tym powtarzającymi się dewaluacjami naira.

Zajmujący 15. miejsce Dubaj w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest najdroższym miastem na Bliskim Wschodzie – regionie, który nadal stoi w obliczu wyzwań związanych ze wzrostem gospodarczym. Po wcześniejszym spadku kosztów utrzymania, Mumbaj awansował o 11 miejsc w 2024 r., osiągając 136 miejsce w rankingu ogólnym i stając się najdroższym miastem w Indiach.

2024 Cost of Living City Ranking

 

Ranking  City  Location 
1  Hong Kong Hong Kong SAR
2  Singapore Singapore
3  Zurich Switzerland
4  Geneva Switzerland
5  Basel Switzerland
6  Bern Switzerland
7  New York United States
8  London United Kingdom
9  Nassau Bahamas
10  Los Angeles United States

 

O Rankingu

Ranking Mercer obejmuje 227 miast na pięciu kontynentach. Badanie to mierzy porównawcze koszty ponad 200 pozycji w każdej lokalizacji; obejmują one zakwaterowanie, transport, żywność, odzież, artykuły gospodarstwa domowego i rozrywkę. Zebrane dane dostarczają pracodawcom kluczowych informacji potrzebnych do projektowania efektywnych i przejrzystych pakietów wynagrodzeń dla międzynarodowych pracowników. Dane wykorzystane w porównaniu kosztów utrzymania i wynajmu mieszkań Mercer’a pochodzą z ankiety przeprowadzonej w marcu 2024 roku.

Polacy wciąż boją się oficjalnie zgłaszać mobbing. Do PIP-u wpływa coraz mniej skarg

Jak wynika z danych przekazanych przez GIP PIP, w I kw. 2024 r. wpłynęło 255 skarg na działania mobbingowe. To o 20,8% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków stwierdzono 322. Większość stanowią skargi podpisane i było ich 245. W pierwszych trzech miesiącach br. Państwowa Inspekcja Pracy podjęła również 231 czynności kontrolnych, tj. o 21,7% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy było ich 295. Eksperci przekonują, że dane w żaden sposób nie obrazują faktycznej skali zjawiska mobbingu w polskich firmach. Zauważają też, że pracownicy wciąż boją się oficjalnie zgłaszać tego typu zachowania. Do tego dodają, że mimo wszystko w najbliższym czasie można spodziewać się wzrostu liczby ww. skarg, bo w życie ma wejść dyrektywa o ochronie tzw. sygnalistów. Wówczas pracodawcom dużo trudniej będzie nie dostrzegać problemu.

Jak wynika z danych przekazanych przez GIP PIP (Główny Inspektorat Pracy – Państwowa Inspekcja Pracy) w I kwartale br. wpłynęło 255 skarg w kwestii podejrzeń o działania mobbingowe. Oznacza to spadek aż o 20,8% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, kiedy stwierdzono 322 takie przypadki. W skali całego kraju jest to więc zdecydowanie niewielka liczba. Jednak niekoniecznie musi oznaczać, iż są faktyczne powody do optymizmu.

– Spadek liczby zgłoszeń o 20,8% może wynikać z tak różnych czynników, jak poprawa kultury organizacyjnej w firmach czy lepsze procedury zapobiegania mobbingowi. Niestety, ale powodem mogą być również obawy pracowników przed zgłaszaniem takich przypadków – mówi Iwona Szmitkowska, pełnomocnik zarządu organizacji Pracodawcy RP ds. rynku pracy. – Liczba zgłoszeń może nie odzwierciedlać rzeczywistej skali problemu. Pracownicy mogą unikać formalnego zgłaszania takich sytuacji – dodaje ekspertka.

Natomiast adwokat Bartłomiej Raczkowski zauważa, że Państwowa Inspekcja Pracy nie jest organem, do którego takie roszczenia się zgłasza. Co do zasady jest to bowiem sąd i przed nim dochodzi się sprawiedliwości w tej kwestii. – Zgłoszenia do Państwowej Inspekcji Pracy traktuje się jako działania uboczne osób, które nie są zdecydowane na sądowne dochodzenie roszczeń. Chcą sprawdzić, czy ktoś się zajmie ich sprawą i czy da rozwiązać się dany problem – komentuje mec. Raczkowski.

Ekspert podkreśla również, że wciąż zdecydowana większość spraw mobbingowych nie trafia do sądu, ponieważ jest załatwiana na poziomie zakładu pracy. Dane GIP PIP pokazują, że I kwartale br. podjęto 231 czynności kontrolnych, czyli o 21,7% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy było ich 295. Może to wskazywać na zmniejszenie się skali niekorzystnych zjawisk na linii pracownik – pracodawca, co jednak niekoniecznie musi odpowiadać rzeczywistości.

– Problem mobbingu może maleć, jeśli działania prewencyjne i wzrost świadomości wśród pracodawców przynoszą efekty. Narastają obawy dotyczące składania skarg, szczególnie w niepewnych warunkach rynkowych, gdy pracownicy mogą bać się utraty pracy – stwierdza psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl. – Sytuacja na rynku, w tym częstsze niż kilka lat temu wykonywanie pracy zdalnej i hybrydowej, może zmniejszać liczbę zgłoszeń. Pracownicy mają bowiem mniej bezpośrednich interakcji – uzupełnia Murgrabia.

Z przekazanych danych wynika również, że zdecydowaną większość stanowią skargi podpisane. W I kw. br. było ich 245, a anonimów – 10. Rok wcześniej odpowiednio 308 i 14. Eksperci podkreślają, że wciąż wiele osób nie wie o tym, że skarga niepodpisana nie jest analizowana. Jak wynika z danych GIP PIP, w I kw. br. było 18 zasadnych skarg na mobbing. To o 14,3% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 21.

– Podpisanie skargi stwarza większe szanse na podjęcie czynności kontrolnych, ponieważ dostarcza konkretnych informacji, które mogą być niezbędne do przeprowadzenia skutecznego dochodzenia. Mniejsza liczba anonimowych zgłoszeń może świadczyć o większej świadomości pracowników na temat procedur zgłaszania takich spraw – podkreśla Michał Murgrabia.

Z kolei Aleksandra Romel-Domarecka, ekspertka w zakresie budowania kultury pracy z Uniwersytetu WSB Merito, zauważa, że część skarg może oczywiście dotyczyć zachowań, które nie spełniają prawnych kryteriów mobbingu. – Pracownicy mogą błędnie interpretować pewne działania przełożonych. Często granica, czy jakieś działanie jest nadużyciem czy nie, jest bardzo cienka – wyjaśnia ekspertka. – Pocieszające jest jednak to, że zachowania, które kiedyś traktowane były jako normalne, dzisiaj są oficjalnie zgłaszane. Młodzi pracownicy wprowadzają na rynek pracy nowe standardy i są najbardziej świadomi tego, jak należy ich traktować – tłumaczy Romel-Domarecka.

Według najnowszych i ogólnie dostępnych na rynku badań, w drugiej połowie 2023 roku aż 41,4 proc. pracujących Polaków doświadczyło w miejscu pracy zachowań o charakterze mobbingowym. –  Spadek może oznaczać skuteczność działań prowadzonych przeciwko takim sytuacjom w firmach. Pracownicy mogą być bardziej świadomi swoich praw i obowiązków, co może prowadzić do lepszego zarządzania konfliktami w miejscu pracy, zanim eskalują one do szkodliwego poziomu – zaznacza Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Eksperci są przekonani, że skala zjawiska będzie narastać. Zdaniem Iwony Szmitkowskiej, po wprowadzeniu ustawy o sygnalistach można spodziewać się wzrostu liczby zgłoszeń mobbingu, ponieważ pracownicy będą czuć się bezpieczniej, zgłaszając je. – Liczba czynności kontrolnych może również wzrosnąć, aby odpowiedzieć na liczbę zgłoszeń. Kluczowe czynniki to efektywność wdrożenia ustawy, poziom zaufania pracowników do systemu zgłaszania oraz kultura organizacyjna w firmach – wylicza Iwona Szmitkowska.

Do tego adw. Bartłomiej Raczkowski informuje, że osoby zgłaszające niewłaściwe zachowania w firmie będą miały szczególną ochronę prawną, więc może to wpłynąć na liczbę skarg i podnieść odwagę osób, które chcą je zgłosić. – Już teraz mają ochronę prawną. Nawet jeżeli ustawa o ochronie sygnalistów nie obejmie zgłoszeń dot. prawa pracy, to i tak odwet przeciwko zgłaszającym takie sytuacje jest nielegalny – zapewnia mec. Raczkowski. W jego opinii, istotne jest to, w jaki sposób pracodawcy sobie z tym radzą i czy podchodzą do skarg uczciwie, chcąc po prostu wyjaśnić sprawę.

Natomiast Aleksandra Romel-Domarecka uważa, że trudno przewidzieć, czy liczba skarg będzie rosła, spadała czy też pozostanie niezmieniona. – Na pewno rośnie świadomość pracowników, a to może spowodować wzrost zgłoszeń, bo łatwiej będzie pracownikowi zidentyfikować rodzaj stosowanej przemocy i zareagować – mówi Romel-Domarecka. Ekspertka zwraca też uwagę na to, że wkrótce pojawi się instytucja sygnalisty. Pracodawcy będą wtedy musieli opracować procedurę wewnętrznych zgłoszeń niepokojących w firmie zdarzeń, która określi zasady przyjmowania takich zgłoszeń i stworzy kanały do ich podejmowania.

– Nowe przepisy z pewnością są potrzebne i mogą zmienić sytuację, ale to na pewno nie stanie się tak od razu. W pracownikach wciąż jest spory strach przed ewentualnym odwetem po stronie pracodawcy. Dopóki czują ten lęk, dopóty zgłoszeń wciąż będzie zbyt mało. Niestety, z moich obserwacji wynika, że problem wcale nie jest w odwrocie, jakby wskazywały powyższe dane. Jest wręcz przeciwnie. Pracownicy wciąż są wystraszeni i boją się oficjalnie donosić na pracodawców – podsumowuje psycholog Michał Murgrabia.

Wyzwania przedsiębiorstw – sukcesja firm i prawne aspekty AI

Zakończyła się VI edycja Międzynarodowego Forum Gospodarczego. W tym roku poświęcona była takim zagadnieniom jak m.in. sukcesja rodzinnego biznesu oraz wykorzystanie AI w biznesie, czyli obszarom, których rozwój ma szansę wpłynąć na zdynamizowanie polskich przedsiębiorstw i budować silną gospodarkę.

Family Office i sukcesja firm

Podczas tegorocznej, VI edycji MFG, która odbyła się w dniach 5-6 czerwca na Stadionie Śląskim w Chorzowie, jednym z głównych tematów były firmy rodzinne i ich sukcesja czyli przekazywanie biznesu następcom. W dyskusji wzięli udział przedsiębiorcy reprezentujący wielopokoleniowe firmy rodzinne i prawnicy. Potencjał polskich firm rodzinnych drzemie w sukcesji i w tzw. Family Office, otwierających drzwi do przekształcenia przedsiębiorstwa w międzypokoleniowy biznes – mówił podczas konferencji mec. Robert Nogacki z warszawskiej Kancelarii Prawnej Skarbiec, nagrodzonej podczas MFG tytułem Championa Biznesu. – To dziś jest najlepszy moment na dyskusję o możliwościach jakie daje sukcesja i jej dostępnych modelach. Pierwsze pokolenie polskich przedsiębiorców, którzy zaczynali budować swój biznes w czasach przemian osiąga właśnie wiek emerytalny i staje przed dylematem – co dalej? Jeśli środowisko regulacyjne będzie sprzyjające, a świadomość polskich przedsiębiorców odnośnie możliwości wykorzystania takich narzędzi jak sukcesja czy Family Office wzrośnie, to Polska gospodarka ma szansę na realne korzyści i wzrost w oparciu o firmy rodzinne. Dla przykładu, 57% PKB Stanów Zjednoczonych jest wytwarzane przez firmy rodzinne – podsumował Nogacki.

Ryzyko prawne związane z AI

Podczas panelu poświęconego sztucznej inteligencji (AI) i jej wpływowi na gospodarkę (w dyskusji brali udział m.in. Oktawian Augustyn, Monika Zygmunt-Jakuć, mec. Robert Nogacki, Jerzy Kurgan, Mariusz Misiek i Jacek Stańdo), jednym z najistotniejszych tematów były prawne aspekty związane z AI. – To nie tylko kwestia praw autorskich czy odpowiedzialności cywilnej za skutki „decyzji” podejmowanych przez sztuczną inteligencję (AI). Dla polskich przedsiębiorców to przede wszystkim problematyka wdrożenia regulacji unijnego rozporządzenia AI Act. Pod koniec maja Rada UE przyjęła poprawioną treść aktu i już wkrótce zacznie on etapami wchodzić w życie. Niedostosowanie się do nowych przepisów może skutkować karami finansowymi, w wysokości nawet do 35 milionów euro lub 7% rocznego obrotu firmy – powiedział mec. Nogacki.

AI Act, czyli Akt o sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence Act/AI Act), mówi o tym, jak wdrażać, używać i rozwijać AI w firmie i jakie formalne wymogi należy spełnić. AI Act dotyczy wszystkich systemów, które są wprowadzone lub używane na terytorium Unii Europejskiej. Regulacje prawne będą dotyczyć także tych systemów, które powstawały i rozwijały się poza UE lub należą do przedsiębiorstw niezarejestrowanych we Wspólnocie.

Silne polskie marki

Podczas VI edycji Międzynarodowego Forum Gospodarczego (MFG) warszawska Kancelaria Prawna Skarbiec, za wkład w rozwój gospodarczy, zaangażowanie w ideę społecznej odpowiedzialności biznesu, budowanie pozytywnego wizerunku polskich przedsiębiorstw oraz stworzenie silnej i rozpoznawalnej marki, otrzymała nagrodę Champion Biznesu, przyznawaną przez Europejski Ośrodek Rozwoju Gospodarki.

Międzynarodowe Forum Gospodarcze to jedno z ważnych wydarzeń biznesowo-gospodarczych w kraju, które już od 2019 roku skupia polskich i zagranicznych przedsiębiorców, naukowców i badaczy działających w biznesie. MFG łączy konferencję merytoryczną z możliwością odbywania biznesowych spotkań, sprzyjając nawiązywaniu współpracy i odnajdywaniu rozwiązań dla aktualnych problemów towarzyszących prowadzeniu działalności gospodarczej.

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Ministerstwo Zdrowia myli priorytety. Kryzys w NFZ i kadrowy dramat w szpitalach ważniejsze od alkoholu na stacjach paliw i e-papierosów

Ministerstwo Zdrowia myli priorytety. Prezes Bulsa: „Od stacji benzynowych jest w tym momencie zdrowotna zapaść kadrowa i finansowy horror w NFZ”.

Nie ignorujemy tematu konieczności regulacji dotyczących powszechności sprzedaży i spożywania alkoholu. Regulacje dotyczące handlu napojami wysokoprocentowymi na stacjach paliw są konieczne i należy się nad tym pochylić, ale czy aby na pewno teraz? Czy to jest najważniejszy temat? Czy w sektorze ochrony zdrowia jest już tak dobrze, że możemy zajmować się sprawami, które owszem mają rezon medialny, ale czy są ważniejsze od innych? Jako prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie apeluję do Minister Izabeli Leszczyny, by zweryfikowała listę ministerialnych priorytetów i zamiast pytać specjalistów od PR zapytała lekarzy jakie są obecnie najważniejsze problemy sektora ochrony zdrowia – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Apel Prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie jest odpowiedzią na ubiegłotygodniowe informacje medialne, w których pojawiła się sugestia, że temat unormowania sprzedaży alkoholu na stacjach paliw to temat, którym w najbliższym czasie zajmować się będzie Ministerstwo Zdrowia.

– Jesteśmy zwolennikami wszelkich regulacji dotyczących dobrostanu Polaków pod kątem uzależnień i walki ze zbyt szerokim i powszechnym dostępem do alkoholu. Jako Izba Lekarska zwracaliśmy uwagę na promocję alkoholu w Internecie czy nieetyczne naszym zdaniem reklamy alkoholu, szczególnie w czasie wakacji czy majówki. Ten temat jest nam bliski i uważamy, że w odpowiednim czasie powinien być zagadnieniem szeroko analizowanym – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Dlaczego teraz nie jest odpowiedni czas na takie prace?

– Jako lekarze jesteśmy zaniepokojeni, że Minister Zdrowia Izabela Leszczyna zajmuje się póki co bardzo „medialnymi” zagadnieniami, pozostawiając za sobą realne problemy systemu ochrony zdrowia. Jako Prezes Izby Lekarskiej jestem w stanie jednym tchem wymienić kilka jak nie kilkanaście zagadnień, którymi Ministerstwo Zdrowia powinno zająć się priorytetowo. Na tej liście nie ma prohibicji na stacjach paliw – mówi Michał Bulsa.

Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie wskazuje sprawy o których w ostatnim czasie aktywnie dyskutują lekarze w Szczecinie.

– Brak jasnych zasad refundacji leków, represyjny system prawny szukający głównej winny w medykach, źle zorganizowany system powodujący powiększające się kolejki do lekarzy specjalistów, brak planu na zwiększenie liczby specjalistów w dziedzinach kluczowych takich jak psychiatria dziecięca, neurologia czy geriatria ale i brak pielęgniarek i gigantyczna luka kadrowa jaka nam grozi w tej specjalności. System ochrony zdrowia wymaga żmudnej pracy. Mamy pewne smutne refleksje, że w ostatnich miesiącach akcenty zostały położone nie na te tematy, które są dla systemu ochrony zdrowia najważniejsze – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecini

Okręgowa Rada Lekarska w Szczecinie pozostaje do pełnej dyspozycji Ministerstwa Zdrowia. Jesteśmy gotowi do dialogu i do rozmów.

4 na 10 pracodawców IT chce zatrudniać, o zwolnieniach myśli połowa mniej firm

Jak pokazują dane rynkowe, organizacje obszaru IT dóbr & usług konsumenckich kładą nacisk na rozwój zespołów. Od lipca do końca września 42% firm tego sektora chce zatrudniać nowych pracowników, a zmniejszenie liczby etatów przewiduje 20% organizacji. W III kwartale tego roku 35% pracodawców nie przewiduje zmian w zespołach. To dane raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na najbliższe miesiące.

Zaprezentowana przez ManpowerGroup analiza wskazuje, że w trzecim kwartale 2024 plany rekrutacyjne pracodawców obszaru IT są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem +22%. To jeden z najwyższych wyników spośród wszystkich 8 analizowanych branż. Wskaźnik ten wzrósł o 16 punktów procentowych względem II kwartału 2024, ale jest mniejszy o 4 punkty procentowe analizując dane rok do roku.

– Branża IT rzeczywiście rysuje nam zdecydowanie bardziej optymistyczny krajobraz w III kwartale tego roku. Zauważamy więcej projektów rekrutacyjnych niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jednak analizując dane z całego roku oraz bazując na rozmowach z organizacjami, widzimy, iż sytuacja cały czas jest dynamiczna i zmienna. Na pewno warto zachować czujność i obserwować rynek – mówi Anna Nowakowska, kierownik zespołu rekrutacji stałej w Experis i dodaje, że firmom zdecydowanie łatwiej jest znaleźć dziś specjalistę IT niż dwa lata temu, ogłoszenia pracy w branży wreszcie zaczęły pracować, przynosić efekty. – Trudno jest natomiast znaleźć kandydatów z konkretnymi umiejętnościami technicznymi, szczególnie w gronie tych doświadczonych i samodzielnych ekspertów. Pomimo, że pracownicy są coraz bardziej otwarci na zmiany i szukają dla siebie nowych możliwości, to cały czas mamy do czynienia z niedoborem talentów, pasywnym rynkiem kandydata IT – dodaje ekspertka.

Jakich pracowników poszukują teraz firmy IT?

Zdaniem ekspertki rynku pracy nowych technologii, organizacje potrzebują teraz mocno wykwalifikowanych pracowników. – Obserwujemy zmniejszone zapotrzebowanie na młodych specjalistów IT oraz wysokie wymagania techniczne wobec kandydatów. Firmy poszukują osób z ugruntowanym doświadczeniem, najlepiej z minimum 6-8 letnim, którzy są samodzielni, posiadają umiejętności rozwiązywania problemów, pracy w zespole oraz komunikacji. Pracodawcy cenią sobie doświadczenie zdobyte przy różnych projektach, z wykorzystaniem różnorodnych technologii. Warto zauważyć, że organizacje także wkładają wiele pracy i wysiłku w to, by rozwinąć w zespołach umiejętności miękkie. Kluczowym aspektem, na który coraz więcej organizacji zwraca uwagę, jest różnorodność oraz równość płci. I to nie tylko generalnie w firmach, ale także w działach IT, które często postrzegane są jako te zdominowane przez mężczyzn. Nasze ostatnie wewnętrzne analizy pokazują, że w ramach rekrutacji stałej, od początku tego roku 38% zrekrutowanych przez nas kandydatów stanowiły kobiety, doświadczone ekspertki IT – podkreśla Anna Nowakowska.

Według danych Job Market Insights od stycznia do końca maja tego roku najczęściej poszukiwani byli specjaliści na stanowisko DevOps Engineera, Java developera, Data Engineera. Zdaniem ekspertki Experis, to stanowiska, na których wciąż będą poszukiwani kandydaci. – DevOps Engineer i Data Engineer pozostają bardzo poszukiwanymi specjalistami, choć znalezienie odpowiednich talentów na te stanowiska wciąż stanowi wyzwanie. Analiza i przetwarzanie dużych ilości danych są dziś kluczowe w każdej branży, wspierając firmy w podejmowaniu strategicznych decyzji. Java Developerzy coraz częściej muszą posiadać umiejętności tworzenia oprogramowania także od strony front-endowej. Obserwujemy rosnące zainteresowanie kandydatami z obszaru Fullstack, co nie zmienia faktu, że zapotrzebowanie na Java Developerów nadal jest wysokie. Organizacje mają też coraz większy apetyt na ekspertów z dziedziny Gen AI, ML i NLP. Choć mniej popularne, rośnie również zainteresowanie Golang Developerami – mówi Anna Nowakowska.

Branża IT w regionie EMEA

Raport ManpowerGroup prezentuje także dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dane pokazują, że pracodawcy obszaru nowych technologii zadeklarowali na III kwartał tego roku prognozę netto zatrudnienia na poziomie +25%. Od lipca do końca września wzmożone działania rekrutacyjne planuje 46% organizacji, 21% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a jedynie 1% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 32% pracodawców branży IT w regionie EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

Hays Poland: 64 proc. profesjonalistów nie chce aplikować do firm z nieetycznych branż

Z Raportu płacowego Hays 2024 wynika, że w tym roku największy odsetek specjalistów nie planuje zmieniać pracy, lecz wyraża otwartość na atrakcyjne propozycje zawodowe. Atrakcyjne, czyli przede wszystkim dobrze płatne oraz umożliwiające rozwój. Jednak i te elementy oferty mogą nie wystarczyć, gdy rekrutacja dotyczy pracy w branży, która przez część kandydatów określana jest jako nieetyczna, np. ze względu na degradację środowiska lub negatywny wpływ na społeczeństwo. Wówczas, jak pokazuje najnowsze badanie Hays, wątpliwości co do aplikowania, ma aż 64 proc. specjalistów.

Kwestie finansowe pozostają kluczowym czynnikiem w decyzjach podejmowanych na drodze kariery. Pracujemy przede wszystkim po to, aby zarabiać, móc odpowiedzieć na swoje potrzeby i prowadzić preferowany styl życia. Jednak w ogólnym ujęciu sens życia zawodowego jest znacznie głębszy. Jak zauważają eksperci ds. rekrutacji z firmy Hays, dla specjalistów ogromne znaczenie ma również to, jakimi ludźmi otaczają się w środowisku zawodowym, w jakim miejscu pracują, jakie ma ono wpływ na społeczeństwo i środowisko oraz czy firma działa w sposób etyczny i transparentny. Z każdym rokiem trend ten zyskuje na znaczeniu.

LICZY SIĘ DNA MARKI

O employer brandingu na rynku pracy mówi się coraz więcej. Jednak o ile wiele firm wciąż traktuje budowanie marki pracodawcy jako atrakcyjny, lecz nieobowiązkowy dodatek do działań HR, to wizerunek organizacji ma ogromne znaczenie dla potencjalnych kandydatów. Wiedza na temat wartości, działań i sposobu komunikacji danej firmy pozwala chociażby zdecydować, czy chce się do niej dołączyć i tym samym wziąć udział w rekrutacji.

Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Hays Poland. Spośród czynników związanych z postrzeganiem danego pracodawcy na rynku, kandydaci jako element zniechęcający do aplikowania najczęściej wybierali prowadzenie działalności biznesowej w nieetycznej branży. Wskazało na to 64 proc. osób biorących udział w ankiecie przeprowadzonej na przełomie maja i czerwca 2024 wśród blisko tysiąca specjalistów i menedżerów.

Które elementy związane z marką pracodawcy zniechęciłyby Cię do zaaplikowania na ofertę pracy?*

Fakt, że działa w nieetycznej branży 64%
Jej minione kryzysy wizerunkowe 24%
Brak inkluzywnej komunikacji 24%
Fakt, że nie wspiera różnorodności 21%
Uprawianie greenwashingu 18%
Uprawianie pinkwashingu 16%
Inne 6%

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2024.
*Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Biorąc pod uwagę kwestie i trendy, które w ostatnich latach wybrzmiewały najsilniej na rynku, na postrzeganie określonych firm jako nieetycznych może wpływać np. działanie na niekorzyść środowiska lub społeczeństwa (np. branża paliwowa lub alkoholowa), złe traktowanie pracowników (np. firmy zatrudniające w krajach, gdzie łamane są prawa pracownicze), intencjonalne wprowadzanie klientów w błąd, stosowanie nieuczciwej konkurencji czy świadome uleganie wpływom zewnętrznym z uwagi na korzyści materialne (np. prowadzenie biznesu w krajach prowadzących działania wojenne).

Nie powinien zatem dziwić fakt, że w decyzjach zawodowych kandydatów wartości i przekonania często odgrywają rolę równie ważną lub nawet ważniejszą od kwestii finansowych. – Atrakcyjne wynagrodzenie, preferowany model pracy czy możliwości rozwoju rzeczywiście cieszą pracowników najbardziej. Ale jeśli firma nie przestrzega bliskich pracownikowi norm etycznych, to elementy te automatycznie tracą na wartości. Wewnętrzny konflikt zmniejsza bowiem komfort i poczucie sensu wykonywanej pracy, które są nieodłączną częścią satysfakcji zawodowej pracowników – zauważa Karolina Lis, Senior Director w Hays Poland.

DOBRA OPINIA ZBUDOWANA NA WAŻNYCH SPOŁECZNIE DZIAŁANIACH

Co poza etycznym wymiarem biznesu liczy się dla kandydatów w kontekście wizerunku firmy? Czynnikami, które zniechęciłyby kolejne 24 proc. profesjonalistów do aplikowania, są jej minione kryzysy wizerunkowe. Pracownikom zależy, aby być częścią pozytywnie kojarzącej się organizacji, która jest szanowana na rynku.

Aby tak było, firmy powinny nie tylko postępować etycznie, ale także zauważać zmieniające się potrzeby na rynku. A do tych należą chociażby te związane ze zwiększaniem różnorodności i równości, na które także zwracają uwagę respondenci. 24 proc. z nich miałoby wątpliwości, czy zaaplikować do organizacji prowadzącej nieinkluzywną komunikację, a kolejne 21 proc. wahałoby się w przypadku, gdyby potencjalny pracodawca nie wspierał różnorodności.

Firmy pochylające się nad działaniami z zakresu DE&I bez wątpienia mają większą szansę na przyciągnięcie i zatrzymanie pracowników. Inicjatywami z tego zakresu, które przykuwają uwagę profesjonalistów, są przede wszystkim oficjalne polityki różnorodności, działania CSR wspierające mniejszości, parytety płci, wewnętrzne grupy projektowe i mentoringowe, a także edukacja z obszaru nieuświadomionych uprzedzeń oraz inkluzywnego języka – zauważa Karolina Lis z Hays Poland.

PRAWDZIWE DZIAŁANIA, A NIE PUSTE FRAZESY

Podejmowanie ważnych społecznie i środowiskowo działań pomaga przyciągnąć oraz zatrzymać pracowników. Jest to jeden z argumentów, dla których firmy w swojej komunikacji chętnie podkreślają swoje zaangażowanie w działania CSR. Aby przyniosło to oczekiwane skutki musi zostać spełniony tylko jeden, lecz bezwzględny warunek: firmy muszą rzeczywiście działać.

Prowadzenie podkoloryzowanej, wprowadzającej w błąd narracji na temat skali zaangażowania biznesu w działania prospołeczne i prośrodowiskowe zostaje przez kandydatów dostrzeżone i negatywnie ocenione. Blisko 1/5 respondentów przyznaje, że miałaby wątpliwości, czy zaaplikować na ofertę firmy, która stosuje tzw. greenwashing, czyli prowadzi fałszywą komunikację dotyczącą swoich proekologicznych inicjatyw. Podobnie jest w przypadku działań na rzecz wsparcia osób LGBTQ+. Organizacja, która wyolbrzymia swoje zasługi na rzecz tej grupy (pinkwashing), zraziłaby do siebie 16 proc. potencjalnych kandydatów.

Jakiekolwiek oszukiwanie czy wprowadzanie w błąd jest złe. Skuteczny employer branding powinien skupiać się na rzeczywistych działaniach i osiągnięciach firmy, nie na ślepym podążaniu za trendem i przypisywaniu sobie zasług. Nie każda organizacja musi prowadzić zaawansowane i wielonakładowe inicjatywy na rzecz zrównoważonego rozwoju czy osób LGBTQ+. Za to każda powinna mieć opracowaną indywidualną, zgodną z prawdą strategię komunikacyjną – zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Jest to klucz do zadowolenia oraz lojalności pracowników, a także skutecznej strategii rekrutacyjnej – komentuje Karolina Lis.

Celem pracodawców powinno być zatem dostrzeganie potencjału w realnie podejmowanych działaniach i budowanie na tym swojej unikatowości. Autentyczność zawsze się bowiem obroni.

Od 5 do 20 proc. budżetu – tyle przeznaczą na rozwiązania Gen-AI w 2024 r. firmy finansowe

Rośnie wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji do celów biznesowych, jak również do pracy i poza nią. W latach 2023 – 2024 urosło ono wśród użytkowników z 22 do 39 procent. Z badania McKinsey1 wynika, że dziś 13 proc. respondentów używa Gen-AI wyłącznie do realizacji zadań służbowych (w 2023 – 8 proc.), natomiast 26 proc. z taką samą intensywnością do wykonywania działań w pracy, a także poza nią (14 proc. w ubiegłym roku). W tym samym czasie nie zmienił się odsetek osób, który regularnie używa generatywnej SI wyłącznie do prywatnych potrzeb – w obydwu przypadkach wynosi on 16 proc. Sektor finansowy jest jednym z bardziej zainteresowanych wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji. Jego przedstawiciele – w tym także z Polski – widzą w tej technologii dużo korzyści. Według badania Amazon Web Services2, zwiększona adaptacja AI w biznesie może uwolnić dodatkowe 576 miliardów złotych dla polskiej gospodarki.

W jakim celu firmy z branży finansowej wdrażają generatywną sztuczną inteligencję?

Jak wynika z analizy firmy badawczej Deloitte3, według polskich dyrektorów finansowych redukcja kosztów jest najczęściej oczekiwaną korzyścią zastosowania Gen-AI. Ponadto, niemal 2 tys. liderów biznesowych i technologicznych, przebadanych przez Deloitte4, wskazuje, że innymi najczęściej spodziewanymi benefitami z wprowadzanych zmian w związku z implementacją generatywnej sztucznej inteligencji pozostaje wzrost produktywności i efektywności. Już przeszło co 4. przedsiębiorstwo (27 proc.) oraz 7 na 10 organizacji najbardziej zaawansowanych w procesie adopcji AI odniosły korzyści w tym obszarze. Aż 76 proc. firm ankietowanych przez Strand Partners w zleconym przez Amazon Web Services badaniu „Unclocking Europe’s AI potential”5 uznało, że bez nowych technologii mieliby problem z codziennym funkcjonowaniem. Wskazuje to na rosnącą adaptację technologiczną polskiego biznesu. Co więcej, 90 proc. ankietowanych w tym samym badaniu zadeklarowało, że technologie cyfrowe są ważne dla osiągnięcia ich planów pięcioletnich.

Mniej niż 5 proc. budżetu cyfrowego – taki odsetek przeznaczy na rozwój Gen-AI 47 proc. przedsiębiorstw.

Firma Deloitte7 jest bardzo wstrzemięźliwa w prognozach dotyczących inwestycji ogółu firm w AI. Jej zdaniem, większość podmiotów zamierza przeznaczyć jedynie niecały 1 proc. swoich nakładów inwestycyjnych na rozwój sztucznej inteligencji. Co ciekawe, na tym tle wydatki sektora finansowego mogą być nawet pięciokrotnie wyższe.

McKinsey8 jest jeszcze bardziej optymistyczny w swoich prognozach. O ile potwierdza się cyfra 5 w kontekście przewidywanych inwestycji w Gen-AI u 47 proc. przedsiębiorstw, o tyle zdaniem tej amerykańskiej spółki doradczej, 26 proc. spółek zainwestuje od 6-10 proc, 4 proc. – od 11-15 proc, natomiast 11 proc. od 16-20 proc. swojego budżetu cyfrowego. Świadczy to o rosnącym zainteresowaniu firm z sektora finansowego korzyściami wynikającymi z Gen-AI, a także dużą dojrzałością.

Wyzwania przedsiębiorstw na drodze ku wdrożeniu AI

Deloitte9 jest zdania, że największymi wyzwaniami w procesie adopcji nowej technologii są kwestie związane z jakością danych i infrastrukturą IT oraz dostępność wykwalifikowanej kadry.

Z opinią firmy badawczej zgadzają się uczestnicy Finance Day 3.0, wydarzenia organizowanego po raz trzeci przez firmę NTT DATA. Zdaniem Tomasza Koteckiego, dyrektora zarządzającego pionu transformacji i strategii w UNIQA Polska, kluczową kwestią, na którą należy zwrócić uwagę, wdrażając i wykorzystując AI, jest jakość danych. Łukasz Jęczmiński, Head of Cloud & Data Center w NTT DATA, zachęca, żeby firmy odpowiedziały sobie na pytanie, w jaki sposób wdrożenie Gen-AI będzie spełniać strategię biznesową danej firmy. Jego zdaniem należy wspomnieć również o wyzwaniu technologicznym. Implementacja modeli generatywnej sztucznej inteligencji wymaga od wszystkich zaangażowanych dużej higieny, rozumianej jako kontrola danych, którymi karmiony jest algorytm. Modele nie mogą żyć przecież własnym życiem. Dużą rolę odegrają tutaj oddelegowani i przeszkoleni w tym celu pracownicy.

Firmy mają jednak sposoby, w jaki sposób radzić sobie z wyzwaniami, a także generować pomysły, które są później realizowane.

Hackathony najlepszą formą generowania pomysłów w branży finansowej

Z doświadczeń Credit Agricole Bank Polska S.A., a także Katarzyny Tomczyk-Czykier, Dyrektor Pionu Innowacji i Cyfryzacji Bankowosci Detalicznej, wynika, że organizacja hackathonu to bardzo korzystne dla firm wydarzenie. Tego typu inicjatywa pozwoliła bowiem firmie zrealizować projekt „Modelowania (tudzież) budowania podpowiedzi tekstów do prostego języka”. Była to odpowiedź na feedback klientów dotyczący tego, że w branży widać rosnący poziom skomplikowania w kanałach digital. Pomysł na pierwszy rzut oka nie wydaje się złożony i skomplikowany, ale właśnie taki powinien być zdaniem Katarzyny Tomczyk-Czykier. Wtedy ma on o wiele większą szansę na realizację. W polskim oddziale Credit Agricole 2 lub 3 kolejne pomysły są w kolejce do realizacji. Największą korzyścią tego typu inicjatyw jest oszczędność – przede wszystkim czasu. Osoby, które przeglądają komunikaty, mogą się zająć innymi tematami, ponieważ standardy są zaszyte w modelu.

Katarzynie Tomczyk-Czykier wtóruje Paweł Moniewski z AWS. Według niego hackathony rzeczywiście robią furorę, ponieważ angażują do pracy i myślenia wszystkich w organizacji. Jego zdaniem czegoś takiego po prostu nie było.

Plany inwestycyjne firm w związku z AI

Hackathony oraz generowanie pomysłów, które są następnie wdrażane to jedno, ale nie należy również zapominać o inwestycjach.

Według Deloitte’a10 respondenci planują przeznaczyć zaoszczędzone na wykorzystaniu generatywnej sztucznej inteligencji środki i czas na rozwój innowacji (45 proc.), usprawnianie działalności (43 proc.) i dalsze skalowanie AI (27 proc.). Z danych Deloitte wynika ponadto, że firmy z wysokim poziomem wiedzy o generatywnej sztucznej inteligencji dwa razy częściej niż pozostałe organizacje osiągają duże korzyści z prowadzonych wdrożeń. W badaniu AWS11 aż 94 proc. polskich biznesów, które wprowadziły do swojej działalności AI, zaraportowało zwiększone przychody.

Firmy te deklarują, że udane wdrożenia przyniosły im namacalne korzyści w kwestii rozwoju produktów i usług oraz zwiększania poziomu innowacyjności. Wynika tak z drugiej edycji raportu „Deloitte’s State of Generative AI in the Enterprise”, a także może świadczyć, że nie tylko branża finansowa powinna zainteresować się wykorzystaniem technologii, która staje się coraz bardziej popularna – nie tylko w biznesie, ale także w życiu codziennym.

1 McKinsey.com, The state of AI in early 2024: Gen AI adoption spikes and starts to generate value, 30 maja 2024 r.

2 Amazon Web Services, Poland | AWS (unlockingeuropesaipotential.com), 6 lutego 2024 r.

3 Deloitte.com, Firmy z wysokim poziomem wiedzy o generatywnej AI dwa razy częściej niż pozostałe organizacje osiągają duże korzyści z prowadzonych wdrożeń, 4 czerwca 2024 r.

4 Deloitte.com, Redukcja kosztów najczęściej oczekiwaną korzyścią z zastosowania generatywnej AI według polskich dyrektorów finansowych, 26 marca 2024 r.

5 Amazon Web Services, Poland | AWS (unlockingeuropesaipotential.com), 6 lutego 2024 r.

7 Deloitte.com, Redukcja kosztów najczęściej oczekiwaną korzyścią z zastosowania generatywnej AI według polskich dyrektorów finansowych, 26 marca 2024 r.

8 McKinsey.com, The state of AI in early 2024: Gen AI adoption spikes and starts to generate value, 30 maja 2024 r.

9 Deloitte.com, Redukcja kosztów najczęściej oczekiwaną korzyścią z zastosowania generatywnej AI według polskich dyrektorów finansowych, 26 marca 2024 r.

10 Deloitte.com, Firmy z wysokim poziomem wiedzy o generatywnej AI dwa razy częściej niż pozostałe organizacje osiągają duże korzyści z prowadzonych wdrożeń, 4 czerwca 2024 r.

11 Amazon Web Services, Poland | AWS (unlockingeuropesaipotential.com), 6 lutego 2024 r.

Wall Street wciąż wysoko, Europa próbuje nadrobić zaległości

Sp500 wyznacza nowe historyczne rekordy. Nasdaq Composite oscyluje wokół swojej maksymalnej wyceny. Dow Jones ma problemy z wyznaczeniem nowych szczytów wszechczasów. Dola stracił głównie na skutek słabych danych o sprzedaży detalicznej, które podsyciły obawy o siłę konsumentów. Produkcja przemysłowa w USA zaskoczyła wysoką dynamiką miesiąc do miesiąca ale dane są sprzeczne z poznanymi wcześniej indeksami ISM, które sugerowały, że dynamika wzrostu w tym sektorze jest słaba. W Europie DAX zyskał kosmetyczne 0,35 proc. ale notowania wciąż znajdują się w korekcie spadkowej. Francuski CAC40 odbił o 0,76 proc. ale do odrobienia strat poniesionych głównie w minionym tygodniu jeszcze daleka droga. Kolejny dzień zyskiwał frank szwajcarski a para EUR/CHF spadła poniżej 0,95. Aprecjacji uległ również polski złoty. Para EUR/PLN osiągnęła lokalny dołek na 4,33 a USD/PLN poniżej 4,03.

Nastroje na Wall Street są wciąż dobre. Rajd Nasdaq Composite oraz SP500 jest kontynuowany. Za wzrosty odpowiadają głównie spółki technologiczne. Akcje Nvidia – lidera w branży sztucznej inteligencji – urosły wczoraj o 3,5 proc. Z kolei w Europie następuje poprawa sentymentu, ale jest ona powolna. Od swoich rekordów znacznie oddalony jest niemiecki Dax, jeszcze większy dystans od tego pułapu dzieli główny benchmark francuskiej giełdy. Do czasu I tury wyborów we Francji (30 czerwca) sytuacja będzie prawdopodobnie nerwowa. Wciąż spread pomiędzy obligacjami skarbowymi Francji oraz Niemiec jest podwyższony, co odzwierciedla premię za ryzyko polityczne.

Wczoraj otrzymaliśmy kilka wystąpień przedstawicieli Fed, z których wszyscy podkreślali potrzebę uzyskania większej liczby dowodów na schłodzenie inflacji przed rozpoczęciem cięcia stóp procentowych. Adriana Kugler dała warunek, że jeśli gospodarka będzie się rozwijać z jej oczekiwaniami, wówczas istnieje prawdopodobieństwo, że jeszcze w tym roku właściwe będzie rozpoczęcie procesu łagodzenia polityki monetarnej. Williams z Nowego Jorku dostrzega proces dezinflacji i oczekuje kontynuacji łagodzenia presji cenowej w tym jak i przyszłym roku. Z kolei bardziej „jastrzębio” wypowiedział się Alberto Musiałem uznając, że muszą minąć kwartały, zanim pojawią się dane potwierdzające pierwszą obniżkę stóp. Lorie Logan apelowała o cierpliwość i czekanie na więcej danych potwierdzających trend łagodzenia cen. Na ten moment rynek widzi blisko 65 proc. szans na obniżkę kosztu pieniądza przez Fed we wrześniu a następnie daje realne szanse na kolejny ruch we wrześniu. Przypomnijmy, że ostatnia aktualizacja prognoz Fed wskazała na możliwy jeden ruch w tym roku. Rynek zatem zakłada, że Fed się myli i będzie zmuszony działać szybciej, żeby nie dopuścić do zbyt mocnego schłodzenia gospodarki.

Słabość konsumenta wczoraj została potwierdzona przez dane o sprzedaży detalicznej z USA. W maju wzrosła ona o 0,1 proc. co jest rezultatem gorszym od prognoz. Jeszcze mocniej rozczarował wynik wykluczający sprzedaż aut. Tu otrzymaliśmy spadek o 0,1 proc. m/m a miał być wzrost. Dane za kwiecień uległy rewizji w dół. Dane oczywiście nie są katastrofalne ale świadczą o tym, że Amerykanie wykazują się dużą ostrożnością jeśli chodzi o wydatki, co może sugerować, że rosną obawy o spowolnienie gospodarcze w środowisku wciąż wysokiej inflacji. Pozytywnie zaskoczyła produkcja przemysłowa rosnąć o 0,9 proc. m/m co dało wynik zdecydowanie wyższy od konsensusu na poziomie 0,3 proc. Sytuacja nie jest do końca klarowana. Inne dane dotyczące sektora przemysłowego (wskaźnik ISM) rozczarował niskim wynikiem (48,7 pkt.)

Wczorajsze dane z USA osłabiły dolara i skierowały tym samym kurs EUR/USD do poziomu 1,0750 i tym samym spowodowały, że para USD/PLN obniżyła swoje notowania do pułapu poniżej 4,05. W relacji do euro, złoty też zyskał na kurs wskazał wczoraj na moment poziom 4,33.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wybory we Francji – rynki czekają na rozstrzygnięcie

Już za 12 dni czekają nas przedterminowe wybory we Francji. Pierwsze reakcje europejskich rynków po ogłoszeniu wyborów były bardzo negatywne. Potaniały akcje wielu francuskich firm, także my odczuliśmy sytuację we Francji poprzez osłabienie złotego. Teraz sytuacja trochę się uspokoiła, jednak rynki z niecierpliwością czekają na rozstrzygnięcie.

Zaledwie 8 dni temu w reakcji na wyniki wyborów do parlamentu europejskiego Emmanuel Macron zdecydował się na rozpisanie przedterminowych wyborów do parlamentu. A do pierwszej tury dojdzie już za 12 dni – 30 czerwca. Niespodziewana decyzja o rozpisaniu wyborów odbija się także na sytuacji na rynkach finansowych. Od tej decyzji indeks 600 największych europejskich firm STOXX600 spadł o 2 proc. zaś francuski CAC40 stracił aż 4 proc. Doszło także do osłabienia euro – kurs EUR/USD spadł z 1,09 do 1,07. Osłabił się także złoty, którego kurs spadł z 4,31 na 4,35 za euro.

Decyzja prezydenta Macrona wprowadziła na rynek dodatkową niepewność, której wcześniej inwestorzy nie przewidywali. Wcześniej bardziej skupiali się na nadchodzących wyborach w Wielkiej Brytanii, USA oraz innych krajach. W tym roku bowiem wybory planowo odbywają się w krajach w sumie odpowiadających za 60 proc. światowego PKB.

Inwestorzy realnie obawiają się zwycięstwa partii Marine Le Pen, która po wyborach może chcieć znacjonalizować wybrane francuskie przedsiębiorstwa. Akcje operatorów operatorzy autostrad Vinci i Eiffage spadły z tego powodu na początku zeszłego tygodnia o ponad 15 proc. Mocne spadki dotknęły także francuskich banków takich jak Société Générale, BNP Paribas czy Crédit Agricole. Spadały także akcje dwóch koncernów medialnych TF1 i M6, a to z uwagi na wcześniejsze zapowiedzi Le Pen dotyczące prywatyzacji mediów publicznych, gdyby do tego poszło miałoby to negatywny wpływ na te koncerny. Spadały także ceny akcji koncernów energetycznych z uwagi na zapowiedzi wprowadzenia kontroli cen energii elektrycznej (z takim rozwiązaniem mamy do czynienia teraz w Polsce).

Zwiększony poziom niepewności widać także na rynku rządowych obligacji. Różnica między oprocentowaniem 10-letnich obligacji francuskich i niemieckich (uchodzą za najbezpieczniejsze i najniżej oprocentowane) wzrosła po raz pierwszy od kryzysu zadłużeniowego w 2011 r. powyżej poziomu 0,8 pkt. proc. Podczas gdy pod koniec maja ,przed decyzją S&P Global Ratings o obniżce ratingu długoterminowego długu Francji z AA na AA-, było to nieznacznie powyżej 0,5 pkt. proc. Rynki będą bacznie obserwować czy problemy nie rozleją się na inne wysoce zadłużone kraje w UE, takie jak Włochy i Hiszpania. Inwestorzy bacznie także będą w najbliższym czasie przyglądać się reakcji Europejskiego Banku Centralnego na sytuację. Na problemach europejskich obligacji zyskują natomiast obligacje amerykańskie, których rentowność spada.

Rynki czekają na pierwsza turę wyborów, która obędzie się już za 12 dni. Wybory do Zgromadzenia Narodowego we Francji odbędą się w jednomandatowych okręgach wyborczych. Zwycięzca wyborów w pierwszej turze – 30 czerwca będzie ten kandydat który uzyska najwięcej głosów i jednocześnie przekroczy próg 25 proc. zarejestrowanych wyborów. Jeśli w danym okręgu wyborczym to nie nastąpi – to tydzień później odbywa się druga tura w której bierze udział dwóch kandydatów z najwyższymi wynikami z pierwszej plus dodatkowo inni kandydaci jeśli w pierwszej turze przekroczyli próg 12,5 proc. zarejestrowanych wyborów. W drugiej turze mandat uzyskuje kandydat, który otrzyma najwięcej głosów. Według najnowszych sondaży Zjednoczenie Narodowe może liczyć na 33 proc. głosów, socjaliści startujący jako „Nowy Front Ludowy” na 28 proc., zaś koalicja prezydenta Macrona na 18 proc. głosów.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce rośnie najszybciej w Europie

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland w cyklicznym raporcie „At a Glance – Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce, I kwartał 2024 roku” wskazali, że w budowie znajduje się obecnie 2,32 mln m kw. powierzchni przemysłowo-logistycznej, co plasuje Polskę w czołówce rynków europejskich.

Sektor mocno rośnie

Choć wielkość powierzchni w budowie w sektorze magazynowym na początku 2024 roku spadła względem IV kwartału 2023 roku o ok. 0,49 mln m. kw., nadal utrzymuje się na wysokim poziomie.

Na koniec marca 2024 roku całkowite zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznej
w Polsce osiągnęły poziom 32,7 mln m kw., co oznacza wzrost o prawie 10% r/r. Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce rośnie najszybciej w Europie. W trakcie realizacji znajduje się obecnie około 2,32 mln m kw. powierzchni co pokazuje, że poziom aktywności deweloperskiej jest nadal na wysokim poziomie i jest nieznacznie niższy niż w poprzednim kwartale. Najwięcej inwestycji nadal powstaje w strefie „Wielkiej Piątki” oraz w rejonie Gdańska i Krakowa. Wzrost aktywności deweloperskiej można również zauważyć na mniejszych rynkach tj. w strefie Bydgoszcz/Toruń czy Szczecin
– podkreśla Martyna Kajka, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

W okresie styczeń-marzec 2024 r. najwięcej budowanej powierzchni magazynowej znajdowało się w strefach: Dolny Śląsk (586 000 m kw.), Polska Centralna (396 700 m kw.) oraz Warszawa II (301 500 m kw.). Z kolei najwięcej nowej powierzchni magazynowej w I kw. dostarczono w strefach: Dolny Śląsk (272 000 m kw.), Trójmiasto (167 200 m kw.) oraz Poznań (121 100 m kw.).

Wysoki wolumen nowej podaży i spadek popytu

W I kwartale 2024 r. deweloperzy magazynowi dostarczyli na rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce ponad 850 tys. m kw. powierzchni. To o ponad 270 tys. m kw. więcej niż w ostatnim kwartale 2023 r.

Popyt w tym sektorze z kolei spada. W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku wynajęto ponad 870 tys. m kw. powierzchni przemysłowo-logistycznej, co jest wynikiem o ok. 25% mniejszym niż w analogicznym kwartale 2023 roku. Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland jest to najniższy poziom popytu zarejestrowany od II kwartału 2019 roku. Według analityków wynika to w dużej mierze ze spowolnienia gospodarczego oraz szeroko pojętego wzrostu kosztów operacyjnych czy finansowania. Spadek popytu na powierzchnie przemysłowo-logistyczne został zaobserwowany nie tylko w Polsce, ale również w całym CEE.

Najwięcej umów najmu podpisano w strefie Polski Centralnej– w regionie Łodzi wynajęto ponad 178 tys. m kw., a w strefie Warszawa II w ręce najemców oddano 168 tys. m kw. powierzchni. Trzecie miejsce zajął Poznań z 165 tys. m kw. wynajętej przestrzeni. Do największej transakcji kwartału należy wynajęcie 62 tys. m kw. przez firmę z sektora handlowego w obiekcie Hillwood Łódź II Chocianowice.

Pustostany nadal rosną

Współczynnik pustostanów znajduje się w trendzie wzrostowym od 2021 roku, kiedy to osiągnął najniższą wartość w historii rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce tj. 3,3%.  W okresie styczeń-marzec 2024 roku wyniósł 8,2%, co stanowi z kolei najwyższy poziom od września 2020 roku (8,5%). W ujęciu rocznym zanotował wzrost o 1,7 p.p.

Po I kwartale 2024 roku wolumen powierzchni niewynajętej wzrósł do 2,61 mln m kw., na co duży wpływ miała podaż nowej powierzchni (852 tys. m kw.). Najniższy poziom pustostanów przypada w Trójmieście, Rzeszowie i Krakowie, gdzie nie przekracza 4%, a najwyższy w centrum oraz na zachodzie kraju, w regionie Wrocławia, Zielonej Góry i Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie sięga ponad 10%.

Deweloperzy magazynowi powiększają banki ziemi

Raport BNP Paribas Real Estate Poland zwraca uwagę na nową ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, która przewiduje do 2025 roku zastąpienie dotychczasowych studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego nowymi planami ogólnymi, co oznacza, że do tego czasu nie będzie możliwa zmiana MPZP. Kluczowym elementem tych planów będą obszary uzupełnienia zabudowy (OUZ), które miały umożliwiać realizację określonych typów inwestycji.

Początkowo magazyny miały być uwzględnione w procedurze OUZ, co pozwalałoby na ich łatwiejszą budowę. Jednak rząd w ostatniej chwili wykreślił magazyny z listy inwestycji objętych tą procedurą. Oznacza to, że nowe przepisy znacznie utrudnią budowę nowych magazynów w Polsce, co może mieć negatywne konsekwencje dla rynku nieruchomości i logistyki, w szczególności w kontekście rosnącego zapotrzebowania na powierzchnie magazynowe, które napędza e-commerce oraz rozwój sektora logistycznego. W obawie przed nowymi przepisami deweloperzy uzupełniają banki ziemi – podkreśla Robert Pawłowski, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Deweloperzy magazynowi istotnie są aktywni w tym zakresie. W ostatnim czasie CTP powiększyło swój bank gruntów o 0,5 mln m kw. powierzchni, co łącznie daje im ok 3 mln m kw. gruntów z pozwoleniem na budowę lub będących w trakcie jej uzyskiwania. Z kolei Satoia od 2023 roku posiada w swoim banku ziemi ok 1,2 mln m kw. powierzchni, z czego większość to grunty produkcyjne. Firma do końca roku chce zakupić kolejny minimum milion m kw. Również Prologis w ostatnim czasie powiększył swój bank ziemi o ponad 23 ha w gminie Żabia Wola.

E-commerce rośnie w siłę

Prognozy pokazują, że sprzedaż detaliczna online w całej Europie pomiędzy 2022 a 2027 rokiem ma wzrosnąć aż o 42%. Według danych Globaldata rynek e-commerce w Polsce ma urosnąć do 2027 roku o 38%, wyprzedzając pod względem skali wzrostu Belgię, Holandię czy Austrię, a sprzedaż przez Internet osiągnie wartość ponad 24 mld euro. Rosnąca popularnością e-handlu oznacza dalszy wzrost częstotliwości dostaw oraz dalsze inwestycje w sieć logistyczną i infrastrukturę magazynową w obszarach miejskich i ich bezpośrednim otoczeniu.

E-commerce znajduje się wciąż na fali wznoszącej. Świadczą o tym chociażby wyniki osiągane przez InPost. W ubiegłym roku operator dostarczył aż 589,5 mln przesyłek, o 16% więcej niż w 2022 roku. 19 grudnia 2023 roku firma obsłużyła rekordową liczbę paczek – prawie 11 milionów w ciągu jednego dnia, podczas gdy w 2019 roku był to tylko 1 milion, a w 2016 roku niecałe 500 tys. Osiągnięte wyniki pokazują, że Polacy są zainteresowani dostawą zamówienia do aparatu paczkowego. To ważne również z punktu widzenia minimalizowania śladu węglowego i zmniejszenia negatywnego wpływu na środowisko.

Inflacja bazowa w Polsce spada, kryptowaluty znów tracą

Poniedziałek upłynął pod dyktando danych o inflacji. Zarówno inflacja bazowa w Polsce, jak i konsumencka we Włoszech nie zaskoczyły jednak rynków. Nie powinny również wpływać na decyzje banków centralnych. W tle słabsze notowania na rynku kryptowalut.

Inflacja bazowa spada zgodnie z oczekiwaniami

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej. Jest to wskaźnik zmian cen z wykluczeniem zmian żywności i energii. Wyklucza się te dwa elementy, gdyż są one często najbardziej zmienne. Manewr ten w zamyśle użytkowników wskaźnika ma na celu pokazanie pewnej tendencji poprzez analizę trendu. 3,8% w przypadku inflacji bazowej to jednak wyraźnie więcej niż 2,5% inflacji konsumenckiej. Pokazuje nam to, że wcale z tą dezinflacją, czyli spadkiem tempa wzrostu cen, wcale nie jest tak dobrze. Tłumaczy to również, dlaczego Rada Polityki Pieniężnej na razie wstrzymuje się z obniżkami. Absolutnie nie tłumaczy jednak, dlaczego nie wstrzymała się przed wyborami parlamentarnymi.

Inflacja we Włoszech

Rzym od dłuższego czasu wygrywa z inflacją. Od listopada mieliśmy tylko jeden miesiąc, kiedy inflacja nie znajdowała się poniżej 1%. Obecnie mamy kolejny miesiąc 0,8% i nie jest to coś, co powinno niepokoić rynki. Większym problemem jest, że oprócz ograniczenia inflacji mamy też ograniczenie aktywności gospodarczej. Roczny wzrost gospodarczy na poziomie 0,7% to nie jest nic rewelacyjnego. To, na co warto zwrócić uwagę to fakt, że nie dzieje się to kosztem wzrostu bezrobocia. Co więcej, zatrudnienie więc rośnie. W rezultacie Włochy są jednym z tych państw strefy euro, które wyczekuje kolejnych obniżek stóp procentowych. Znacznie mniej się bowiem boją inflacji niż recesji wywołanej niską aktywnością gospodarki przyciśniętej drogim kredytem.

Kryptowaluty znów szukają dna

Na rynku kryptowalut znika optymizm. Bitcoin od kilku dni wybija kolejne cenowe minima miesięczne. Nie lepiej jest na drugim w kolejności Etherium, gdzie wracamy coraz bardziej do poziomów, które na rynku panowały zanim pojawiły się potwierdzenia otwarcia funduszy ETF w tej kryptowalucie. Część analityków wskazuje, że problemem ponownie są oddalające się obniżki stóp procentowych w USA. W rezultacie kryptowaluty, które miały być receptą na inflację, znacząco tracą na standardowym leku przeciwko wzrostowi cen, czyli podnoszeniu stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Lekka poprawa nastrojów w Europie: Inwestorzy obserwują dane z Chin i USA

Wall Street kontynuowała wczoraj dobrą passę. Główne indeksy giełdowe zamknęły dzień na wyraźnych plusach. Nasdaq Composite zyskał 1 proc., z kolei SP500 urósł o 0,8 proc. a Dow Jones o 0,5 proc. Dwa pierwsze wymienione benchmarki wyznaczyły tym samym nowe historyczne rekordy. Rosły rentowności europejskich oraz amerykańskich rządowych papierów dłużnych. Lekka poprawa nastrojów spowodowała także umocnienie złotego. Kurs EUR/PLN spadł z poziomu 4,38 poniżej 4,35. Lekko osłabił się frank szwajcarski, który zanotował w minionym tygodniu wyraźną aprecjację zarówno względem euro jak i dolara amerykańskiego.

Wczoraj kalendarz makro był umiarkowanie zapełniony. W nocy z niedzieli na poniedziałek poznaliśmy dane z Chin. Poprawa sprzedaży detalicznej i wciąż stabilny wzrost inwestycji w maju sugerują, że gospodarka Chin rosła w mniej nierównym tempie w porównaniu do tego, co widzieliśmy w poprzednich miesiącach. Jest to z pewnością optymistyczny sygnał, ale inwestorzy będą chcieli z pewnością zobaczyć więcej wzrostowych sygnałów. Dużo będzie zależeć od rządu. Trzeci zjazd Komunistycznej Partii Chin zaplanowano na lipiec. Oczekuje się, że reformy strukturalne będą wspierać transformację gospodarczą Chin.

Z Polski poznaliśmy wyniki inflacji bazowej. Wskaźnik obniżył się z poziomu 4,1 proc. do 3,8 proc. To wynik najniższy od niespełna trzech lat. Złoty na samą publikację nie zareagował w znaczący sposób. O sile PLN decydują w tym momencie czynniki globalne (ogólne wyniki wyborów do europarlamentu, sytuacja polityczna we Francji), które doprowadziły do ubiegłotygodniowej deprecjacji. Wracając do dynamiki wzrostu cen w Polsce, widać, że dezinflacja postępuje. Jeśli chodzi o deficyt budżetowy, ten wzrósł do 53,1 mld PLN w maju z poziomu 39,9 mld PLN, który odnotowano miesiąc wcześniej.

Dziś w centrum uwagi znajdzie się odczyt sprzedaży detalicznej w USA za maj. Rynek będzie oceniał aktualną siłę konsumenta i w tej perspektywie starał się ocenić kształt przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA. Obraz aktualnego stanu gospodarki USA rozszerzy odczyt wyniku produkcji przemysłowej. W obydwu przypadkach prognoza wskazuje umiarkowany wzrost aktywności. Kwiecień bowiem przyniósł stagnację. Z Europy poznamy wskaźnik ZEW, który ma ulec poprawie z 47,1 do 50 pkt. Nastroje poprawiają się sukcesywnie od jesieni ubiegłego roku i prawdopodobnie ten trend zostanie wzmocniony. Z kolei Bank centralny Węgier ponownie obniży stopy procentowe. Konsensus rynkowy wskazuje redukcję o 25 punktów bazowych, choć niewykluczona jest, że zobaczymy mocniejsze cięcie, które wpisywałoby się w dotychczasowe tempo zmian.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

W należącym do ORLEN – Oddziale PGNiG w Odolanowie ruszyła innowacyjna instalacja do przetwarzania energii elektrycznej z OZE w wodór

W należącym do ORLEN – Oddziale PGNiG w Odolanowie, w ramach programu badawczego InGrid Power to Gas – ruszyła instalacja do przetwarzania energii elektrycznej produkowanej ze źródeł odnawialnych w paliwa gazowe takie jak wodór. Teraz przetestowane zostaną możliwości dostarczania wodoru za pomocą sieci dystrybucyjnych gazu ziemnego oraz wykorzystania mieszanki tych paliw w urządzeniach końcowych.

W ramach programu ruszyła już testowa produkcja zielonego wodoru z wykorzystaniem energii elektrycznej pochodzącej z farmy fotowoltaicznej o mocy prawie 0,5 MW, działającej na terenie Oddziału PGNiG w Odolanowie. Wydajność instalacji, wykorzystującej proces elektrolizy, wynosi 20 ton wodoru rocznie. Wyprodukowane paliwo będzie łączone z gazem ziemnym, a następnie zatłaczane do badawczej sieci dystrybucyjnej, aby sprawdzić, w jaki sposób mieszanki wodoru i gazu ziemnego oddziaływają na poszczególne elementy infrastruktury oraz na urządzenia odbiorcze.

– Grupa ORLEN dysponuje jedną z największych sieci dystrybucji gazu w Europie, o długości 200 tys. kilometrów. Jej wykorzystanie do przesyłu odnawialnego wodoru może przyspieszyć upowszechnienie tego paliwa w gospodarce. Projekt InGrid Power to Gas pozwoli odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zrobić to najskuteczniej. Prace badawcze prowadzone w demonstracyjnej instalacji obejmują cały łańcuch wartości, począwszy od odnawialnego źródła energii potrzebnego do produkcji zielonego wodoru, przez doświadczalną, zamkniętą sieć dystrybucyjną aż po urządzenia końcowe, w których będą spalane mieszanki wodoru i gazu ziemnego. Unikalna wiedza i doświadczenie, które zdobędziemy w ramach InGrid Power to Gas, wykorzystamy do skutecznej i efektywnej kosztowo transformacji energetycznej kraju – mówi Tomasz Jarmicki, Dyrektor Biura Rozwoju i Wdrożeń Technologii Gazowych ORLEN.

W wyniku testów ustalone zostaną optymalne proporcje mieszanek wodoru i gazu, które będą bezpieczne dla sieci dystrybucyjnej. Następnie zweryfikowane zostaną możliwości techniczne ich przesyłu. Urządzeniami końcowymi testowanymi na instalacji będą różne modele kotłów grzewczych, agregatów prądotwórczych oraz kuchenek gazowych. Pierwszych wyników tych badań Grupa ORLEN spodziewa się pod koniec 2024 roku.

W skład instalacji badawczej w Odolanowie wchodzą również dwa magazyny energii. Jeden to magazyn energii elektrycznej o pojemności 0,4 MWh, mogący zasilać elektrolizer, drugi to magazyn wodoru, który składa się z dwóch komór – każda o pojemności 10 m sześc., mogących zmagazynować jednorazowo ponad 50 kg tego paliwa. Elektrolizer zastosowany w instalacji jest jednym z pierwszych i największych uruchomionych w Polsce urządzeń. Jego moc wynosi 0,4 MW.

Instalacja InGrid Power to Gas będzie służyć potrzebom badawczym podmiotów z Grupy ORLEN. Planowane jest również jej udostępnienie partnerom naukowym i handlowym koncernu. W dalszej perspektywie prace prowadzone w demonstracyjnej instalacji pozwolą na komercjalizację technologii, umożliwiając powszechne zastosowanie wodoru w zielonej energetyce.

Po zakończeniu zaplanowanych na rok prac badawczych instalacja będzie wykorzystywana do kolejnych innowacyjnych projektów, m.in. produkcji nieemisyjnego metanolu z wykorzystaniem zielonego wodoru. Będzie również mogła wytwarzać mieszankę wodoru z gazem ziemnym na potrzeby lokalnych odbiorców przemysłowych.

Projekt wpisuje się w działania strategiczne Grupy ORLEN, których celem jest uzyskanie silnej pozycji w całym łańcuchu wartości gospodarki wodorowej – począwszy od produkcji, przez dystrybucję, po magazynowanie odnawialnego wodoru.

Polskie firmy coraz częściej borykają się z problemem opóźniania płatności. Najgorzej sytuacja wygląda w branży transportowej i handlowej

Mimo grożących kar i wątpliwej uczciwości takich zachowań, nieopłacanie w terminie zobowiązań wobec kontrahentów jest w gospodarce powszechne. Według badania Skaner MŚP, realizowanego cyklicznie dla BIG InfoMonitor zatory płatnicze są stałym elementem biznesu, blisko 94 proc. przedsiębiorstw w Polsce boryka się z przeterminowanymi płatnościami. Dla części z nich jest to sposób na to by mieć ciastko i zjeść ciastko jednocześnie, innych zmusza do tego sytuacja finansowa. Na koniec kwietnia zaległości firm z różnych branż przekroczyły rekordowe 44 mld zł.

Swoich zobowiązań nie opłacają w terminie nie tylko firmy, które są w finansowych tarapatach, ale też duże, prężnie działające podmioty. Takie przetrzymane w organizacji pieniądze traktują bowiem jak darmowy kredyt. Cierpią na tym jednak te najmniejsze przedsiębiorstwa, dla których każda kolejna nieopłacona faktura to poważny problem i dziura w budżecie.

Płatności w transporcie nie dojeżdżają na czas

Udział mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, dla których faktury przeterminowane o 30 czy 60 dni jest stale aktualny i wciąż na wysokim poziomie. Skaner MŚP pokazuje wprawdzie, że w drugim kwartale br. odnotowano pewną poprawę, ale jest to trend widoczny co roku, który nie wpływa znacząco na zmianę sytuacji. Gdy spojrzeć na ogół MŚP to 46,4 proc. czeka na opłacenie zaległych faktur ponad 30 dni, a 35 proc. już nawet 60 dni. Najgorzej sytuacja wygląda w branży transportowej, gdzie ponad połowa przedsiębiorstw odnotowała opóźnienia o 30 dni, a 48 proc. o co najmniej 60 dni. Długotrwałe opóźnienia w spłacie zobowiązań przez kontrahentów wpędzają branżę transportową w długi. Niespłacone w terminie zadłużenie firm z tego sektora widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wynosi już 3,2 mld zł i jest udziałem ponad 37 tysięcy podmiotów. Oznacza to, że już prawie co 10. firma transportowa ma poważne kłopoty finansowe.

W niewiele lepszej sytuacji jest handel. Jak pokazuje Skaner MŚP nawet 53 proc. handlowców czekało w ciągu ostatnich 3 miesięcy na zapłatę ponad miesiąc po terminie, a 2 na 5 musiało uzbroić się w cierpliwość na ponad 2 miesiące. I w tym przypadku działa efekt domina, bowiem 5 proc. przedsiębiorstw handlowych (działających, zawieszonych i zamkniętych) znalazło się już w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, a ich przeterminowane zobowiązania osiągnęły w kwietniu bagatela 8,9 mld zł. Na podobnym poziomie jak w poprzednim kwartale są zatory zgłaszane przez firmy w przemyśle i usługach.

Budująca postawa branży budowlanej

W porównaniu z wynikami badania za 1 kwartał 2024, najbardziej poprawiła się natomiast sytuacja w budownictwie. “Zaledwie” ⅓ firm budowlanych spotkała się w ostatnich miesiącach z opóźnieniami sięgającymi 30 dni. Jeszcze mnie, bo “jedynie” co 5. przedsiębiorstwo w tej branży musiało czekać na swoje pieniądze ponad dwa miesiące. – Widać tu odczuwalne od początku roku ożywienie na rynku budowlanym. Rośnie liczba zarówno rozpoczynanych inwestycji, jak i wydawanych pozwoleń na budowę. Przed nami też wzrost popytu na usługi budowlane ze względu na uruchomienie Krajowego Planu Odbudowy (KPO) – to zdecydowany bodziec prorozwojowy. Problem może być taki, że jeżeli nie wynegocjujemy z Brukselą wydłużenia czasu realizacji inwestycji z tego źródła finansowanych, to one wszystkie będą musiały być rozliczone za dwa lata. A to oznacza, że wszystkie projekty będą musiały być realizowane równolegle, zatem popyt na roboty budowlane będzie skoncentrowany w bardzo krótkim czasie – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – W cenie będą więc dobrzy fachowcy. Dla dużych przedsiębiorstw oznacza to konieczność pozyskania i utrzymania zaufanych podwykonawców, więc nie mogą sobie one pozwolić na lekceważące traktowanie zobowiązań wobec nich – dodaje.

Poprawę widać także w danych BIG InfoMonitor i BIK, choć budownictwo nadal należy do TOP 5 branż z najwyższymi zaległościami wobec banków i partnerów biznesowych, to na koniec kwietnia tego roku w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego, niespłacane zobowiązania tego sektora zmniejszyły się o blisko 480 mln zł (8 proc.) i przekroczyły 5,7 mld zł. Wciąż jednak przybywa firm z problemami, bo w tym samym czasie pojawiło się 1 208 nowych podmiotów – jest już ich ponad 50,5 tys.Zatory płatnicze w Polsce

Niezależnie od branży w najtrudniejszej sytuacji są małe przedsiębiorstwa (zatrudniające od 10 do 49 osób). To wobec nich kontrahenci najczęściej dopuszczają się opóźnień. Ponad połowa małych firm zgłaszała w ostatnich miesiącach faktury przeterminowane o 30 dni, a niewiele mniej, bo 45 proc. – o 60 dni. Największą presję czują klienci mikrofirm (zatrudniających do 9 pracowników), ale i tak 40 proc. z nich nie spłaca swoich zobowiązań przez ponad 30 dni po terminie, a ¼ nawet przez więcej niż 60 dni.

Milionowe kary to za mało

Nieuregulowane w terminie faktury to problem nie tylko w Polsce, ale też w Unii Europejskiej. Już pod koniec ubiegłego roku Komisja Europejska zapowiedziała działania w sprawie poprawki do obowiązujących przepisów. Projekt zakłada ograniczenie terminu zapłaty za fakturę do maksymalnie 30 dni oraz karę finansową za ewentualne opóźnienia. Także polskie prawo zakazuje nadmiernego opóźniania w regulowaniu swoich zobowiązań, a prezes UOKiK jest uprawniony do nakładania kar pieniężnych na podmioty łamiące ten zakaz. – Kary nakładane przez UOKiK mogą być dotkliwe, najwyższa w 2023 roku wyniosła 7,5 mln zł, ale dotyczą jedynie garstki nieuczciwych dłużników. W ubiegłym roku nałożono je na zaledwie 34 firmy na łączną sumę 24 mln zł. Poza tym, tego typu przepisy są niewystarczające w sytuacji gdy część kontrahentów zwyczajnie nie czuje moralnego obowiązku spłacania swoich długów w terminie, a inni, wciągnięci już w śnieżną kulę zaległości po prostu nie mają środków by rozliczać się na bieżąco. Warto więc, zanim nawiąże się z kimś relacje biznesowe, sprawdzić jego uczciwość finansową – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Nieopłacone w terminie zobowiązania prowadzą do coraz większych zatorów pieniężnych w całej gospodarce. W ciągu roku[1] przybyło w Polsce blisko 8,5 tys. nadmiernie zadłużonych firm. Jest ich już prawie 320 tys., a kwota ich zaległości (z tytułu kredytowych i pozakredytowych zobowiązań, opóźnionych pow. 30 dni i na co najmniej 500 zł) na koniec kwietnia 2024 r. przekroczyła 44 mld zł, w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego oznacza to wzrost o 3,1 mld zł (8 proc.). – Nic więc dziwnego, że jedynie co trzecia firma z sektora MŚP planuje w ciągu najbliższych 12 miesięcy inwestycje, a co czwarta wzrost zatrudnienia. Miliardy złotych zamrożone w przeterminowanych długach, skutecznie chłodzą plany przedsiębiorców. Dostęp do kapitału jest jedną z największych przeszkód w rozwoju małego biznesu, a nieopłacone w terminie płatności jeszcze bardziej blokują rozwój tego typu podmiotów – podsumowuje Cezary Bachański, przedsiębiorca i ekspert Warsaw Enterprise Institute.

Źródła:

Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, kwiecień 2024.

https://www.prawo.pl/biznes/duze-firmy-czesto-kredytuja-sie-kosztem-malych-za-co-groza-im-kary,525046.html

Zastąpią Roskosmos. To m.in. polscy inżynierowie uratują historyczną misję Europejskiej Agencji Kosmicznej na Marsa

Po ataku Rosji na Ukrainę dalsze losy historycznej misji ExoMars stanęły pod znakiem zapytania. Rosyjska Agencja Kosmiczna została wykluczona z projektu, a razem z nią cała konstrukcja lądownika marsjańskiego. Dzięki współpracy Włochów, Francuzów, Brytyjczyków i Polaków pierwszy europejski łazik prawdopodobnie jednak wyląduje na Marsie w 2028 roku. Inżynierom z polskiej firmy Astronika, w zastępstwie za wykluczony Roskosmos, powierzono bardzo odpowiedzialne zadanie, od którego zależy powodzenie całej misji – umożliwienie bezpiecznego zjazdu łazika z lądownika na powierzchnię Marsa.

Tego typu systemy nie były do tej pory realizowane w Europie. Obecnie trwają prace związane z Preliminary Design Review (PDR), jednym z dwóch kluczowych i kompleksowych przeglądów całej konfiguracji i konstrukcji urządzenia. To moment, w którym inżynierowie z czterech organizacji i kilku krajów wspólnie oceniają, czy postępy projektu spełniają oczekiwania, a konstrukcja spełnia krytyczne wymagania w tej pionierskiej misji.

Historia misji ExoMars (teraz RFM – „Rosalind Franklin Mission”) sięga aż 15 lat wstecz. Od tak dawna Europejska Agencja Kosmiczna, razem z Agencją Roskosmos pracowała nad wysłaniem pierwszego europejskiego łazika na Marsa. Atak Rosji na Ukrainę i zatrzymanie współpracy pomiędzy agencjami postawiły misję pod znakiem zapytania. Rosjanie mieli bowiem dostarczyć całą platformę do lądowania łazika oraz zająć się obsługą procesu lądowania.

Po miesiącach intensywnych prac można ogłosić, że rolę Rosjan przejęła częściowo firma Airbus. Dlaczego częściowo? Bo dużą część projektu realizuje polska spółka Astronika. Nasi inżynierowie otrzymali jedno z kluczowych zadań – są odpowiedzialni za budowę systemu, po którym łazik bezpiecznie zjedzie z lądownika na powierzchnię Marsa. System EGRESS składa się z czterech zmechanizowanych ramp, które muszą dokonać precyzyjnego otwarcia i zapewnić łazikowi Rosalind Franklin bezpieczny zjazd i rozpoczęcie eksploracji.

Inżynierowie z Astroniki zapytani o skalę odpowiedzialności mówią wprost: – Nasz system musi być absolutnie niezawodny. Od jego poprawnego działania zależy powodzenie całej misji. Bez nas łazik nie rozpocznie podróży po Czerwonej Planecie – mówi Maksymilian Gawin, kierownik projektu.

Czas bardzo nagli, bo żeby harmonogram misji został zachowany, już w te wakacje Polacy muszą przekazać gotowy model inżynieryjny, a na wiosnę przyszłego roku planowane są ostateczne testy urządzenia.

Główne wyzwania

Co stanowi największe wyzwania przy konstruowaniu mechanizmu zjazdowego dla łazika na misję ExoMars?

– Po pierwsze wiatr i pył marsjański. Musimy tak skonstruować nasze systemy, żeby były odporne na pogodę w miejscu lądowania. Po drugie oczywiście musimy się zmierzyć z tradycyjnym wyzwaniem – stabilność versus waga sprzętu. Nasza rampa nie może przekroczyć 59 kg, ale nie możemy pozwolić sobie na żadne uchybienie w kwestii stabilności – jak łazik spadnie i się przewróci, to misja za wiele milionów zakończy się porażką – wskazuje Maksymilian Gawin, kierownik projektu z Astroniki.

Jest jeszcze kwestia tzw. „planetary protection”. Każdy kawałek metalu, który leci w kosmos musi zachowywać bardzo wyśrubowane standardy czystości.

– Jeżeli celem misji jest Czerwona Planeta to standardy te są jeszcze wyższe, a nasz zespół musi zagwarantować, że absolutnie żadne zanieczyszczenie biologiczne nie skazi powierzchni Marsa. Gdybyśmy zawieźli tam jakieś mikroorganizmy, to przecież kiedyś naukowcy mogliby je „odkryć” jako życie pozaziemskie – opowiada Maksymilian Gawin z Astroniki.

Cel misji

A właśnie poszukiwanie śladów życia na Marsie jest jednym z podstawowych celów misji. Jak mówi Benjamin Rasse, Team Leader projektu w ESA:

– Łazik Rosalind Franklin może dokonać fundamentalnych odkryć w chemii organicznej, naukach o życiu i porównawczej planetologii, bo jako pierwszy zejdzie na głębokość do dwóch metrów pod powierzchnię planety, pobierając próbki chronione przed promieniowaniem powierzchniowym i ekstremalnymi temperaturami.

Wiertło pobierze glebę ze starożytnych części Marsa i przeanalizuje ją na miejscu za pomocą pokładowego laboratorium. Misja posłuży także do zademonstrowania kluczowych technologii, które Europa musi opanować na potrzeby przyszłych misji eksploracji planet. Obejmuje to możliwość bezpiecznego lądowania na planecie, samodzielnego poruszania się po powierzchni oraz automatycznego wykonywania wierceń, przetwarzania i analizy próbek.

Co to oznacza dla polskiego sektora kosmicznego?

Przede wszystkim budujemy polski łańcuch dostaw dla wielkich projektów kosmicznych. Wykonanie rampy zjazdowej dla łazika wymaga kooperacji wielu polskich podmiotów. Astronika współpracuje tutaj m. in. z Centrum Badań Kosmicznych PAN, Siecią Badawczą Łukasiewicz – Instytutem Lotnictwa, firmą Spaceive, Politechniką Warszawską oraz wieloma innymi polskimi firmami. Każdy z tych podmiotów uzyskuje unikalny know-how, który będzie wykorzystywać w przyszłych zleceniach.

Udział Astroniki w misji ExoMars jest dowodem na to, że wiedza pozyskiwana w ramach wcześniejszych kontraktów procentuje. Bez wcześniejszych sukcesów, chociażby przy misji JUICE (polskie instrumenty są w drodze do Jowisza), firma nie uzyskałaby pozycji jednego z liderów produkcji kosmicznych ultralekkich wysięgników i mechanizmów zwalniająco-trzymających.

Silne polskie firmy, które stały się na arenie międzynarodowej rozpoznawalną marką i symbolem jakości, stanowią bramę dla mniejszych podmiotów z naszego rynku i pomagają im także uzyskiwać coraz ciekawsze kontrakty.

Nie bez znaczenia jest wsparcie administracji publicznej: bez zwiększenia polskiej składki do ESA wiele projektów nigdy nie trafiłoby do polskich firm. To dobra inwestycja w przyszłość polskiego sektora kosmicznego. Know-how zostaje w Polsce, co zwiększa napływ zamówień i sprzyja specjalizacji oraz profesjonalizacji polskiej gospodarki.

Polska branża meblarska: silny eksport, ale spadająca wiarygodność płatnicza

Rok 2023 przyniósł polskiemu sektorowi meblarskiemu wyzwania w postaci obniżonych wyników finansowych oraz redukcji miejsc pracy. Mimo utrzymania konkurencyjnej pozycji na arenie międzynarodowej, perspektywy na kolejny rok nie są najlepsze. Widać to także w pogarszającym się scoringu branży opracowanym przez Krajowy Rejestr Długów. W ciągu roku prawie o 11 proc. zmniejszył się odsetek firm o najwyższej wiarygodności, natomiast o 14-15 proc. przybyło tych z bardzo niską oceną wiarygodności płatniczej.

Sektor meblowy w Polsce przeżywa obecnie trudności natury ekonomicznej. Raport przygotowany przez B+R Studio, oparty na statystykach GUS, wskazuje, że atmosfera gospodarcza w tej branży w 2022 i 2023 r. była najbardziej niekorzystna od dwudziestu lat. Główne czynniki, które negatywnie wpłynęły na branżę, to rosnące ceny energii elektrycznej i paliw, wzrost płac, wysoka inflacja oraz niepewność spowodowana konfliktem na Ukrainie. Dobre wiadomości dla branży są takie, że Polska w 2023 r. utrzymała wysoką pozycję na arenie międzynarodowej w zakresie produkcji i eksportu mebli. Zajęliśmy szóste miejsce pod względem produkcji, a drugie pod względem eksportu mebli na świecie. Jednocześnie pozostaliśmy największym eksportem mebli w Europie.Polska branża meblarska silny eksport, ale spadająca wiarygodność płatnicza

Wiarygodność na pograniczu

Eksperci Krajowego Rejestru Długów przygotowali Analizę wiarygodności płatniczej dla branży meblarskiej, z której wynika, że obecnie blisko 12 proc. firm z tego sektora cechuje się średnim lub wysokim ryzykiem transakcyjnym, przy czym najniższą wiarygodność płatniczą ma blisko 7 proc. przedstawicieli tej branży.

– Przyjrzeliśmy się wszystkim firmom z tej branży i porównanie wyników z kwietnia 2023 roku do kwietnia 2024 roku, pokazuje widoczne pogorszenie kondycji przedsiębiorstw meblarskich. O ponad jedną dziesiątą spadła grupa podmiotów zaliczających się do kategorii A, czyli tych najbardziej rzetelnych. Natomiast w kategoriach F i G, czyli takich, których wiarygodność jest bardzo niska, zanotowaliśmy wzrosty o 14-15 proc. To pokazuje, że coraz większa grupa producentów i sprzedawców mebli ma kłopoty z płynnością finansową, co prędzej czy później skończy się długami – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Na razie największe problemy mają najmniejsze firmy, działające jako jednoosobowe działalności gospodarcze. Na ponad 114 mln zł zadłużenia notowanego w Krajowym Rejestrze Długów aż 64 mln zł przypada na mikroprzedsiębiorstwa.

Meblarze na minusie

Zaległości przedsiębiorców z branży meblarskiej wynoszą 114,6 mln zł. W KRD widnieje aktualnie ponad 3,1 tys. dłużników, z których każdy ma do spłaty średnio 37 tys. zł.

Ponad 79 mln zł, czyli 70 proc. całej kwoty, to zaległości widniejące na koncie producentów mebli. 10 522 nieuregulowanych zobowiązań przypada na 2310 dłużników, każdy ma do spłaty średnio 34,4 tys. zł. Przedsiębiorcy sprzedający meble hurtowo i detalicznie winni są łącznie 35 mln zł, z czego każda grupa zalega kolejno 25,3 mln zł i 9,8 mln zł.

Pozostała część długów przypada na hurtownie i sklepy meblarskie. To łącznie 791 firm z zadłużeniem sięgających 35,1 mln zł.

JDG-i w opałach

Pod względem formy prawnej, ponad połowa całego długu należy do jednoosobowych działalności gospodarczych. W tej grupie znajduje się 2117 dłużników, którzy mają do zwrotu 64 mln zł. Spółki prawa handlowego zadłużone są na 50,5 mln zł. Rekordowe zadłużenie osiągnął pewien producent mebli z województwa małopolskiego. Zalega ona ponad 2,8 mln zł, głównie firmie leasingowej.

JDG-i to istotny segment polskiej gospodarki. Wśród producentów mebli stanowią one ok. 94 procent firm aktywnych na tym rynku. Mają co prawda dużą zdolność adaptowania się do zmieniających się warunków funkcjonowania, ale mają też swoje granice. Do najpoważniejszych problemów, z jakimi się zmagają od dłuższego już czasu, należy brak dostępu do drewna z certyfikatem odpowiedniej gospodarki leśnej FSC. Niestety Lasy Państwowe rezygnowały z takiej certyfikacji w ostatnich latach i nie bardzo chcą do niej wrócić. A ten certyfikat jest wymagany przez dystrybutorów na świecie. Jeśli do tego dodać malejące zamówienia z tradycyjnych rynków, na których firmy sprzedawały, rosnące koszty energii i płac, to widać, że nie są to warunki sprzyjające rozwojowi. Gdy sprzedaż spada, a koszty rosną, to ci najmniejsi najszybciej tracą płynność finansową – dodaje Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Najwięcej przeterminowanych zobowiązań finansowych mają na koncie przedsiębiorstwa zarejestrowane w Wielkopolsce – 21,4 mln zł, na drugim miejscu znajdują się firmy z Mazowsza – 16,2 mln zł, a na trzecim ex aequo firmy z Małopolski i z Dolnego Śląska – po 11,5 mln zł. Najmniej do zwrotu mają meblarze z województwa świętokrzyskiego – 718 tys. zł i z Podlasia – 984 tys. zł.

Wierzyciele liczą na zapłatę

Największym wierzycielem branży meblarskiej są instytucje finansowe: banki, firmy zarządzające wierzytelnościami, firmy leasingowe i ubezpieczyciele czekają na zwrot 75 mln zł. Prawie 8,3 mln zł mają do odzyskania firmy handlowe, a po 5,8 mln zł – firmy energetyczne i przemysłowe.

Ale branża meblarska również ma swoich dłużników i czeka na pieniądze od swoich kontrahentów. To blisko 20 mln zł. Gros tej sumy, bo ponad 8 mln zł muszą zwrócić przetwórcy przemysłowi. Kolejne 4,5 mln zł zalegają firmy budowlane, a 3,2 mln zł – handlowe.

Akcelerometry pojemnościowe i piezoelektryczne : klucz do pomiaru wibracji w przemyśle

W branży przemysłowej kluczowe jest szczegółowe monitorowanie drgań np. na liniach produkcyjnych. Dzięki temu można możliwie szybko wykryć ewentualne uszkodzenia konstrukcyjne maszyn i sprzętu przemysłowego. A zatem jak w kwestii monitorowania drgań sprawdzają się akcelerometry piezoelektryczne i pojemnościowe (MEMS)? Więcej na ten temat dowiesz się z poniższego artykułu.

Monitorowanie wibracji i drgań – w jaki sposób można to robić?

Rynek technologiczny daje wręcz nieograniczone możliwości w kwestii skrupulatnego monitorowania drgań np. na maszynach. Podstawowymi narzędziami do pomiaru wibracji i drgań są akcelerometry. To urządzenia pomiarowe, które dzielimy na trzy podstawowe kategorie:

  1. Akcelerometry piezoelektryczne – ten rodzaj czujników mierzy poziom wibracji w przemyśle. Zasada działania jest dość prosta. W wyniku odkształcenia swojej struktury element pomiarowy wytwarza ładunek elektryczny, który jest odczytywany przez sterownik.
  2. Akcelerometry MEMS – tego typu sensory pomiarowe są najtańsze na rynku. Sensory dokonują pomiaru pod wpływem siły zmieniającej odległość pomiędzy okładkami kondensatora. Najczęściej stosuje się je w mobilnych urządzeniach pomiarowych.
  3. Akcelerometry piezorezystancyjne – to sprzęt do pomiaru drgań składający się z nadajnika laserowego, soczewki oraz odbiornika. Pozwala na pomiar naprężenia poprzez zmianę rezystancji przetwarzanej na sygnał elektryczny w wyniku oddziaływania sił odkształcających materiał.

Bez względu na wybraną technologię działania akcelerometru, kluczowe jest to, w jakiś sposób sygnał zostanie przetworzony i interpretowany. Może być to realizowane przez jednostkę przetwarzającą lub w tzw. Czujnikach inteligentnych bezpośrednio w samym czujniku (np. czujniki z IO-Link).

Kompleksowe i regularne monitorowanie drgań jest kluczowe w kwestii optymalizacji kosztów oraz sposobu funkcjonowania zakładów przemysłowo-produkcyjnych. Nowoczesne czujniki piezoelektryczne są podstawowymi narzędziami pomiarowymi, jeśli chodzi o monitorowanie drgań w Przemyśle 4.0.

Dlaczego warto inwestować w czujniki do monitorowania drgań?

Jest wiele powodów, dla których warto inwestować w innowacyjne techniki pozwalające na precyzyjne monitorowanie drgań w przemyśle. Dzięki temu jesteśmy w stanie wykryć nawet najmniejsze odchylenia od norm pracy np. maszyn wykorzystywanych na liniach produkcyjnych.

Kluczowe zalety wykorzystywania czujników odpowiedzialnych za monitorowanie drgań to:

  • realna szansa na optymalizację działań w zakładach przemysłowych,
  • łatwiejsze planowanie napraw sprzętu, zanim dojdzie do poważnych usterek,
  • szybsza diagnostyka uszkodzeń i awarii,
  • możliwość stałego monitorowania stanu maszyn krytycznych dla procesu produkcji,
  • wydłużenie żywotności maszyn przemysłowych poprzez szybkie reagowanie na usterki.

Wdrożenie w przedsiębiorstwach przemysłowych, produkcyjnych czy nawet technologicznych czujników drgań przekłada się na lepsze zabezpieczenie maszyn na wypadek usterek. Dodatkowo nowoczesne czujniki można podłączyć bezpośrednio do układu sterowania przez interfejs sieciowy.

Zyskujemy w ten sposób odczyt kluczowych informacji w czasie rzeczywistym, co można dodatkowo zespolić z systemem powiadamiania o usterkach i problemach na produkcji.

Polska doświadcza pogorszenia standardów uczciwości w biznesie, a skłonność do działań nieetycznych rośnie

Polska wytraca prędkość na drodze do poprawy standardów uczciwości, a skłonność do podejmowania działań nieetycznych rośnie. Co piąta rodzima spółka doświadczyła oszustwa lub naruszenia zgodności z przepisami, a niemal połowa ankietowanych (49 proc.) twierdzi, że w ich organizacji zatrudnieni są menedżerowie, którzy poświęciliby uczciwość dla osiągnięcia krótkoterminowych korzyści osobistych. To wynik istotnie wyższy niż w krajach rozwiniętych (39 proc.), a także krajach Europy Wschodniej (41 proc.) – wynika z najnowszego Raportu EY ze Światowego Badania Uczciwości w Biznesie 2024.

Badanie pokazuje, że ponad połowa (53 proc.) respondentów dopuszcza możliwość nieuczciwego działania w celu poprawy perspektywy rozwoju własnej kariery lub uzyskania wyższego wynagrodzenia. Odsetek ten jest zauważalnie wyższy od średniej dla wszystkich badanych krajów (38 proc.), oznacza także wzrost, aż o 20 pp. względem wyniku, który Polska uzyskała w 2022 roku (33 proc.). Co więcej, również ponad połowa respondentów (54 proc.) jest skłonna postępować nieuczciwie, jeśli poprosi ich o to przełożony. Z kolei 4 na 10 badanych (42 proc.) przyznaje, że standardy uczciwości w biznesie pogorszyły się ze względu na presję ze strony kierownictwa. Ponadto, co siódmy pracownik w Polsce (14 proc.) nigdy nie usłyszał w swojej organizacji, że uczciwe postępowanie jest ważne. To wynik prawie dwukrotnie wyższy niż dla ogółu respondentów badania (8 proc.).

Na tle regionu, ale także w porównaniu do rynków rozwiniętych niepokoić może istotny wzrost skłonności polskich respondentów badania do działań nieetycznych – stwierdza Mariusz Witalis, Partner, lider Działu Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY w Europie Centralnej i Środkowowschodniej. Odsetek osób deklarujących gotowość do nieuczciwego postępowania dla osobistych korzyści jest rekordowy na przestrzeni kilkunastoletniej historii naszego badania. Ta tendencja w połączeniu z niepewną sytuacją gospodarczą to jasny sygnał dla zarządów, by nie ignorować ryzyka nadużyć zarówno w bieżących jak i strategicznych działaniach – dodaje Mariusz Witalis.

Badanie Uczciwości w Biznesie 2024(Nie)zgodność ze standardami i czy ją sygnalizujemy?

Niemal jedna trzecia respondentów (27 proc.) deklaruje, że w ciągu ostatnich dwóch lat zgodność ze standardami uczciwości w ich organizacji poprawiła się. Wynik ten jest gorszy niż w poprzednim badaniu z 2022 r. kiedy odsetek ten wyniosł 31 proc. Polska negatywnie wyróżnia się pod tym względem na tle świata bowiem globalnie wynosi on 49 proc., a w naszym regionie 43 proc. Badanie pokazuje, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat z 83 proc. do 66 proc. obecnie spadł odsetek pracowników, którzy oczekują od kierownictwa wysokich standardów zachowań. Z 79 proc. do 64 proc spadła również liczba ankietowanych, którzy ufają, że można sygnalizować nieprawidłowości w pracy bez obawy o negatywne konsekwencje związane ze zgłoszeniem. Wyzwaniem dla firm jest też utrzymanie standardów uczciwości w okresach szybkich zmian lub trudnych warunków rynkowych (spadek z 80 proc. w 2022 r. do 47 proc. obecnie).

Prawie jedna trzecia (30 proc.) respondentów w Polsce deklaruje, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat zgłaszali różnego rodzaju nadużycia i nieprawidłowości. Jednocześnie, nieco więcej (35 proc.) badanych ma wiedzę o niewłaściwym postępowaniu, którego nie zdecydowało się ujawnić (32 proc. w 2022 r.). Z kolei wzrost z 50 proc. do 60 proc. ankietowanych pokazuje, że rośnie presja na sygnalistów, aby nie dokonywali zgłoszeń. Z badania wynika też, że naruszenia nie są zgłaszane z powodu braku wiary, że wywoła to jakąkolwiek reakcję (wzrost z 34 proc. w 2022 do 43 proc.). Potencjalni sygnaliści wciąż obawiają się o dalszy rozwój kariery (40 proc. respondentów). I trudno im się dziwić, bo zaledwie jedna trzecia (32 proc.) firm w Polsce deklaruje, że prowadzi postępowania wyjaśniające i podejmuje działania naprawcze w następstwie zgłoszeń sygnalistów (7 pp. mniej niż na rynkach rozwiniętych).

W przededniu wejścia w życie polskiej ustawy o ochronie sygnalistów, przedsiębiorcy powinni zaplanować uruchomienie kanałów umożliwiających zgłaszanie nieprawidłowości i wdrożenie wymaganych prawem procedur. Regulacje chroniące sygnalistów mogą ośmielić tych, którzy do tej pory mieli wątpliwości, a jak pokazuje nasze badanie – ponad jedna trzecia respondentów ma wiedzę o niewłaściwym postępowaniu, którego dotychczas nie zdecydowała się ujawnić – mówi Wojciech Niezgodziński, Partner w Zespole EY Forensics. Warto także zastanowić się nad sposobem weryfikacji zgłoszeń – dodaje.

Badanie Uczciwości w Biznesie 2024 Topniejące zaufanie

Badanie uzmysławia, że znacznie spadło zaufanie ankietowanych do kierownictwa, współpracowników i otoczenia biznesowego. W porównaniu do poprzedniego badania, z 84 proc. do 78 proc. spadła liczba respondentów ufających, że kierownictwo ich organizacji przestrzega odpowiednich przepisów prawa, kodeksów postępowania i przepisów branżowych, a z 80 proc. do 75 proc., że w ogóle postępuje uczciwie w ramach wykonywanej pracy. Odnotowano też spadek z 82 proc. do 72 proc., tych którzy ufają, że pracownicy w ich organizacji postępują uczciwie. Z kolei z 75 proc. do 68 proc. spadł odsetek badanych mających zaufanie, że podmioty współpracujące z ich organizacjami, w tym dostawcy, sprzedawcy, partnerzy i konsultanci, przestrzegają odpowiednich przepisów prawa, kodeksów postępowania i przepisów branżowych. Co więcej, z 74 proc. do 64 proc. spadła również liczba tych, którzy dają wiarę, że współpracujące z nimi firmy działają etycznie i uczciwie.

O badaniu
Najnowsza edycja Światowego Badania Uczciwości w Biznesie 2024 została zrealizowana w okresie od października 2023 roku do stycznia 2024 roku przez agencję badań Ipsos. Ankieterzy przeprowadzili 5464 wywiady w lokalnych językach z członkami zarządów, przedstawicielami kadry kierowniczej wyższego szczebla, managerami i pracownikami wybranych dużych spółek i instytucji publicznych z 53 krajów i terytoriów na całym świecie. W badaniu wzięło udział 100 firm z Polski.

Złoty traci najmocniej od września 2023 r.

Złoty istotnie ucierpiał pod wpływem czynników zewnętrznych – stracił na trybie risk-off obecnym zarówno na emerging markets, jak i na rynku europejskim. Skala spadków jest największa od września ub.r., kiedy Narodowy Bank Polski zdecydował się na niespodziewanie dużą obniżkę stóp procentowych. Choć nasz pogląd dotyczący perspektyw złotego pozostaje pozytywny, to ryzyka zewnętrzne mogą ponownie doprowadzić do większej zmienności waluty i okresowo wywierać na nią presję.

Kluczowe punkty:

  • Euro traci, jako że niepewność związana z wyborami parlamentarnymi we Francji dodaje niepożądaną premię od ryzyka politycznego.
  • Inflacja w USA była niższa, niż oczekiwano, mimo to FOMC zasygnalizował tylko jedną obniżkę stóp procentowych do końca roku.
  • Bank Anglii powinien utrzymać stopy na niezmienionym poziomie, ale może zasygnalizować, że pierwsze cięcie jest na horyzoncie.

Już wcześniej przekonaliśmy się, że polityka ponownie nabiera wagi – wyniki wyborów w Meksyku, RPA i Indiach zachwiały bowiem rynkami i walutami tych krajów. W ubiegłym tygodniu, za sprawą ogłoszenia przyspieszonych wyborów parlamentarnych we Francji, niepewność zawitała do Europy. Głęboka niepewność spowodowana ogłoszeniem przyspieszonych wyborów parlamentarnych we Francji zatrzęsła europejskimi aktywami i walutami. Spadki dotknęły słabnące euro oraz francuskie akcje i obligacje rządowe. Polityka znów stoi w centrum uwagi, a nawet dobre wieści o niższej niż oczekiwano inflacji w USA, które poskutkowały spadkiem rentowności amerykańskich obligacji, nie wystarczyły, by wspomóc europejskie waluty. Znaczenie polityki podkreśla także to, że najlepiej radzącą sobie w ubiegłym tygodniu walutą był rand południowoafrykański, który zyskał na wieściach o korzystnym dla rynku porozumieniu między partiami politycznymi: Afrykańskim Kongresem Narodowym a centrowym Aliansem Demokratycznym.

W tym tygodniu nie poznamy szczególnie wiele danych. Dopiero w piątek (21.06) uwagę skupią wstępne odczyty wskaźników PMI z największych gospodarek. Istotniejsze dla euro będą jednak najpewniej nagłówki dotyczące sondaży i możliwych koalicji we Francji – rynki mają nadzieję, że centrowi sprzymierzeńcy Macrona mogą zapobiec uzyskaniu większości przez prawicę lub lewicę.

Najważniejszym wydarzeniem w kontekście polityki monetarnej będzie posiedzenie Banku Anglii (czwartek 20.06), od którego nie oczekuje się zmiany stóp procentowych – uwaga rynków skupi się na wskazówkach Komitetu Polityki Monetarnej dotyczących terminu pierwszego cięcia.

PLN

Ubiegły tydzień był dla złotego wyjątkowo trudny – najgorszy od czasu, gdy we wrześniu ubiegłego roku NBP zszokował rynki niespodziewanie agresywnym cięciem stóp procentowych o 75 pb. Tym razem sytuacja krajowa miała niewielki wpływ na kurs – słabość złotego można łączyć z trybem risk-off obecnym na rynkach wschodzących i na rynku europejskim. Złoty, należący do obu tych grup, a dodatkowo będący walutą o wysokiej becie, ucierpiał szczególnie mocno i był jedną z najgorzej radzących sobie walut rynków wschodzących.

Krajowe wiadomości były znacznie mniej istotne, szczególnie że nie wydarzyło się nic specjalnie zaskakującego. Potwierdzono, że inflacja w maju wyniosła 2,5%, rachunek obrotów bieżących zaś nieznacznie rozczarował, odnotowując w kwietniu pierwszy od 11 miesięcy spadek.

Utrzymujemy nasz pozytywny pogląd na złotego. Premia od ryzyka politycznego powróciła jednak z hukiem, a niepewność zwiększona przez niepewne perspektywy polityczne w części głównych krajów wschodzących i wybory w krajach rozwiniętych może doprowadzić do większej zmienności złotego i okresowo wywierać na niego presję. W tym tygodniu uwaga skupi się nie tylko na nagłówkach politycznych, ale też na licznych odczytach ekonomicznych. Ze względu na kontekst inflacyjny szczególnie zainteresowani będziemy czwartkowymi (20.06) danymi z rynku pracy (zwłaszcza płacami), warta uwagi będzie jednak także produkcja przemysłowa.

EUR

Im bardziej rynki przypatrują się możliwym wynikom wyborów parlamentarnych we Francji (30.06), tym mniej są zadowolone. Poza niepewnością dotyczą sytuacji, w której nikt nie zyskuje większości, istnieje ryzyko, że większość uzyskają partie silnie prawicowe lub lewicowe, które mogą wycofać reformy wprowadzone przez Macrona, zwiększyć wydatki i mieć bardziej wrogie nastawienie wobec unijnego projektu.

Spready francuskich obligacji względem niemieckich wzrosły do poziomów nieobserwowanych od czasu kryzysu euro ponad dekadę temu, a europejskie aktywa ryzykowne straciły, nawet mimo nowych rekordów na amerykańskim rynku akcji.

Oczekuje się, że wskaźniki PMI (piątek 21.06) pokażą dalszą poprawę spójną z umiarkowanym wzrostem gospodarczym. Dotyczące aktywności dane ze wspólnego bloku od początku roku w większości zaskakiwały w górę i w tym tygodniu rynki spodziewają się podobnej sytuacji, szczególnie w kontekście sektora usługowego. Odczyty te zostaną jednak prawdopodobnie przyćmione przez wieści polityczne z Francji i reakcje inwestorów na nie.

USD

Stosunkowa jastrzębia postawa Fedu podczas posiedzenia wyraźnie kontrastowała z opublikowanym kilka godzin wcześniej słabszym raportem o majowej inflacji. Dot plot sugeruje, że zdaniem większości decydentów FOMC do końca roku stopy procentowe obniżone zostaną najwyżej raz, podczas gdy w marcu przewidywano trzy cięcia. Było to dość jastrzębie zaskoczenie, szczególnie po niższym od oczekiwań raporcie o majowej inflacji CPI – większość rynków spodziewała się, że mediana na 2024 r. pokaże dwie obniżki w tym roku.

Podczas swojej konferencji prasowej przewodniczący Jerome Powell podkreślił jednak, że wszystko zależy wciąż od przyszłych danych z rynku pracy i odczytów inflacji, a w Komitecie wydaje się panować równowaga między jastrzębiami i gołębiami, co sugeruje, że nasz bazowy scenariusz, zakładający cięcia we wrześniu i w grudniu jest wciąż realny. W tym tygodniu uwagę przyciągnie zamieszanie polityczne we Francji, mimo tego istotne będą sprzedaż detaliczna i wskaźniki PMI w USA, które dadzą wgląd w skalę spowolnienia amerykańskiego popytu.

GBP

Bank Anglii podczas posiedzenia (czwartek 20.06) będzie musiał decydować na podstawie ostatnich sprzecznych sygnałów z brytyjskiej gospodarki. Z jednej strony majowy raport dotyczący zatrudnienia pokazał wyraźne oznaki rozluźnia na rynku pracy – zarówno stopa bezrobocia, jak i liczba osób ubiegających się o świadczenia dla bezrobotnych wzrosły silniej, niż oczekiwano. Z drugiej strony zaskoczenie w górę kwietniową inflacją, szczególnie w usługach, i uporczywie wysoka presja płacowa, która w dalszym ciągu wynosi ok. 6% w ujęciu rocznym, przemawiają za odsunięciem rozpoczęcia cyklu obniżek stóp procentowych.

Dzień przed posiedzeniem (19.06) opublikowany zostanie raport inflacyjny za maj, co tylko zwiększa niepewność. Dalsze oznaki dezinflacji mogą spowodować gołębi zwrot w komunikatach banku, co potencjalnie może utorować drogę do obniżenia stóp procentowych w sierpniu. Wybory w Wielkiej Brytanii nie wpływają jednak silnie na aktywa, jako że od początku wyceniano zdecydowaną większość Partii Pracy.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Inflacja w Polsce w maju na poziomie 2,5%, zgodnie z oczekiwaniami

Zgodnie z oczekiwaniami kolejny miesiąc mamy w Polsce inflację w celu. Teraz jest ona dokładnie w środku przedziału. Słabsze dane z USA powstrzymały kolejne wzrosty dolara. W tle ropa kontynuuje stabilizację cenową ostatnich dni.

Inflacja znów dokładnie w celu

Cel inflacyjny w Polsce wynosi 2,5% i właśnie tyle pokazały finalne dane za maj publikowane w piątek. W ujęciu miesięcznym jest to symboliczny wzrost o 0,1%, co pokazuje, że ceny są pod kontrolą. Nie znaczy to wcale, że nadchodzą wkrótce obniżki stóp procentowych. Pomimo sukcesów w walce z inflacją w dalszym ciągu wygląda na to, że w 2024 roku nie zobaczymy ani jednej obniżki stóp. Analitycy nie są zgodni, czy to będzie bardziej pierwszy, czy drugi kwartał 2025 roku. Działania Rady w kontekście nagłych szokowych obniżek stóp procentowych potrafią zadziwić niejednego obserwatora. Warto natomiast pamiętać o silnym konflikcie pomiędzy władzą a obecnym zarządem NBP. Być może tam leży klucz do obecnej sytuacji. Na rynkach nie widzieliśmy większej reakcji, bo inflacja trafiła dokładnie w oczekiwania.

Słabsze dane z USA

Po ostatnich umocnieniach dolara inwestorzy tylko czekają na słabsze dane, by uspokoić nastroje. Piątkowe dane przyniosły nam spadek cen importu i exportu, co jest dodatkowym argumentem za przyspieszeniem obniżek stóp procentowych. Tym samym jest to sygnał osłabiający dolara. Do tego słabiej od oczekiwań wypadł Raport Uniwersytetu Michigan. 65,6 pkt wobec oczekiwanych 72 pkt to nawet jak dla badań ankietowych spora różnica. W rezultacie mieliśmy pod koniec dnia korektę części piątkowego umocnienia dolara. Wielu obserwatorów mogłoby oczekiwać silniejszego ruchu po takich danych. Nie możemy jednak zapomnieć, że dane te również wstrzymały istotnie umacniającego się w ostatnich dniach dolara. Nie wiadomo, o ile jeszcze kurs dolara poszedłby w górę do końca dnia, gdyby nie te dane.

Ropa stabilna

Ostatnie dni na rynku ropy nie były pasjonujące. Na rynku widzimy stabilizację w okolicach 83 dolarów za baryłkę w przypadku notowań ropy Brent. Ropa Crude, czyli ta notowana w USA, a nie w Londynie, jest zwyczajowo tańsza i oscyluje w okolicach 78-79 dolarów za baryłkę. Piątkowe dane o spadku liczby odwiertów w USA do najniższych poziomów od 2022 nie zmieniły nic na rynku. Wygląda na to, że rynek wbrew obniżkom stóp procentowych nie przewiduje aż takiego wzrostu popytu na surowiec.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Hipoteka odwrócona. Brytyjski rynek pędzi, a polskiemu brakuje iskry

Niedawno w Londynie odbyła się największa w Europie konferencja branży hipoteki odwróconej w Europie Equity Release Summit. Eksperci mówili m.in. o wnioskach z najnowszego raportu Ernst & Young oraz European Pensions and Property Asset Group (EPPARG). A wnioski są takie, że w ciągu najbliższej dekady, globalny rynek hipoteki odwróconej urośnie dwukrotnie, a wartość środków uwalnianych dzięki tej usłudze wzrośnie do 50 miliardów dolarów rocznie.[1] Niemalże w tym samym czasie Związek Przedsiębiorstw Finansowych przygotował raport o polskim rynku hipoteki odwróconej. Jak wypadamy na tle Europy?

Z najnowszego raportu EY i EPPARG wynika, że rokrocznie dzięki hipotece odwróconej seniorzy na całym świecie uwalniają środki pieniężne o wartości 17 miliardów dolarów, a liczba ta wzrośnie do roku 2033 do 50 miliardów dolarów.[2] Ben Graigner z EY podczas konferencji w Londynie zauważył, że wszystkie kraje biorące udział w raporcie mają te same problemy demograficzne, ale również ten sam potencjał, czyli środki pieniężne zamrożone w nieruchomościach. W badaniu EY i EPPARG oszacowano, że we wszystkich 13 analizowanych krajach osoby powyżej 60. roku życia posiadają majątek o wartości 23 bilionów dolarów.

Wielka Brytania jest jednym z najstarszych, największych i najszybciej rozwijających się rynków na świecie. Equity Release Council opublikował niedawno dane za I kw. 2024 roku, z których wynika, że w trzech pierwszych miesiącach tego roku z produktów typu equity release skorzystało ponad 14 tys. konsumentów.[3] A na polskim rynku, podpisano w ciągu dekady łącznie ponad 500 umów. Mowa tu o umowach z profesjonalnymi funduszami hipotecznymi, bo prywatnych kontraktów zawieranych indywidualnie (np. pomiędzy seniorem a jego sąsiadem), jest rocznie ok. 16 tys.

Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM (który razem z Lennartem Grabe, Benem Grainger i Claudio Pacellą) był panelistą poczas Equity Release Summit podkreśla, że przed Polską wciąż stoi dużo wyzwań.

– Pamiętajmy, że do najbardziej rozwiniętych rynków hipoteki odwróconej na świecie należą Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Australia. Do krajów, które przodują pod względem wyników oraz liczby dostawców usług warto dopisać również Kanadę, Norwegię, Szwecję, Holandię i Niemcy. Już dziś, według szacunków EY i EPPARG, seniorzy w USA uwalniają corocznie 7 miliardów dolarów kapitału z tytułu hipoteki odwróconej, a w Australii 3 miliardy dolarów. W Wielkiej Brytanii po rekordowym roku 2022, kiedy seniorzy uwolnili 6,2 mld funtów, w roku 2023 dzięki hipotece odwróconej do brytyjskich seniorów trafiło 2,6 mld funtów. Prognozy na najbliższe dziesięć lat są obiecujące. Wolumeny środków uwolnionych dzięki hipotece odwróconej wzrosną w USA do ponad 12 mld dolarów, w Wielkiej Brytanii do ponad 7 mld, a w Australii do 5-6 mld dolarów rocznie. Eksperci prognozują, że polscy seniorzy przy spełnieniu pewnych warunków za dziesięć lat mogliby uwalniać środki o wartości 5 mld dolarów rocznie – podkreśla Robert Majkowski.

Polski rynek na razie raczkuje

Prognozy są obiecujące, ale wyzwań stojących przed tą branżą nie brakuje. Niedawno Związek Przedsiębiorstw Finansowych opublikował raport dotyczący rodzimego rynku. Wynika z niego, że największe fundusze hipoteczne w Polsce  na koniec 2023 roku zarządzały łącznie blisko 400 umowami renty dożywotniej (rynek prywatny, czyli umowy zawierane między osobami indywidualnymi jest znacznie większy, bo rocznie podpisuje się ok. 16 tys. takich kontraktów). Średni wiek klientów dla umów zarządzanych przez fundusze hipoteczne znajdował się w analizowanym okresie w przedziale między około 75 a 80 lat i na koniec 2023 roku wyniósł 76,6 lat.[4] Fundusze hipoteczne wypłaciły emerytom łącznie 34,3 mln świadczeń z tytułu renty dożywotniej. Największa liczba zawieranych umów wciąż dotyczy dużych miast, w szczególności województwa mazowieckiego, a dopiero póżniej pomorskiego, czy dolnośląskiego.

– Przed polskim rynkiem wciąż dużo pracy. Największym wyzwaniem jest edukacja, która umożliwiałaby zrozumienie tej usługi nie tylko w krótkiej, ale też w długiej perspektywie. A trzeba pamiętać, że w przypadku modelu sprzedażowego hipoteki odwróconej, nazywanego też rentą dożywotnią, wypłata świadczeń pieniężnych dla seniorów trwa aż do końca życia, a nie przez określony czas. Bardzo dużym wyzwaniem jest też wprowadzenie nadzoru nad podmiotami oferującymu usługę, dzięki czemu istotnie zwiększy się bezpieczeństwo zarówno dla seniorów jak i usługodawców. Ważne jest, by nadzór dotyczył wszystkich podmiotów działających w branży. Niestety większość rynku, to umowy z osobami prywatnymi, a ten obszar pozostaje poza wszelką kontrolą, dlatego profesjonalizacja usług senioralnych jest koniecznością – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Raport „Global Equity Release Roundtable 2023”, wyd. Ernst & Young oraz European Pensions and Property Asset Group (EPPARG). Szczegóły: https://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-hit-usd-50-billion-by-2033/

[2] Raport „Global Equity Release Roundtable 2023”, wyd. Ernst & Young oraz European Pensions and Property Asset Group (EPPARG). Szczegóły: https://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-hit-usd-50-billion-by-2033/

[3] https://www.ftadviser.com/equities/2024/04/29/more-than-14-000-clients-utilise-equity-release-in-q1-2024/?utm_medium=social&utm_source=twitter

[4] Raport ZPF pt. „Rynek odwróconej hipoteki w modelu sprzedażowym” , lata 2010-2023.

Rynek najmu z dynamiką popytu zbliżoną do 2021 roku

Od początku II kwartału rośnie zainteresowanie mieszkaniami na wynajem. W maju było ono o 4% większe niż w kwietniu i o 12% wyższe w ujęciu rocznym. To oznacza, że dynamika wzrostu jest zbliżona do tej sprzed trzech lat. Zwiększonemu popytowi towarzyszy jednak spadek bazy dostępnych ofert. Po obserwowanej w kwietniu tendencji wzrostowej, w maju liczba ogłoszeń uszczupliła się o 4%. Jednocześnie przeciętna stawka najmu za mkw. utrzymuje się na podobnym poziomie od ubiegłorocznego szczytu sezonu. Jak to wpływa na opłacalność inwestowania w lokale na wynajem?

W maju liczba wyszukiwań kategorii mieszkań na wynajem wyniosła ponad 1,5 mln, a ostatniego dnia miesiąca użytkownicy portalu Otodom mogli wybierać spośród 26 tys. ogłoszeń. To o 1 000 mniej w porównaniu z 30 kwietnia, co w głównej mierze jest efektem spadku liczby nowo dodanych ofert – o 8% w ujęciu miesięcznym. Dostępna baza najszybciej kurczy się w Olsztynie (-18%), Trójmieście (-16%) i Rzeszowie (-12%). Mimo to w odniesieniu do końcówki maja ubiegłego roku jest wciąż o 12% większa.

Nieco inaczej sytuacja wygląda, jeśli pod uwagę weźmiemy wartości bezwzględne. Wówczas okaże się, że największy spadek podaży jest w Warszawie, Krakowie i Trójmieście – odpowiednio o 370, 287 i 182 ogłoszeń. Aglomeracja nadmorska już piąty miesiąc z rzędu wykazuje tendencję spadkową. Od początku tego roku tamtejsza baza zmniejszyła się o 47%. Jeśli zeszłoroczne trendy się powtórzą, to dynamicznych wzrostów w ofercie mieszkań na wynajem możemy spodziewać się dopiero w lipcu – wyjaśnia Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Póki co na koniec maja dostępna baza wzrosła jedynie w czterech spośród wszystkich miast wojewódzkich: w Opolu (15%), Łodzi (5%) oraz Lublinie i Bydgoszczy (1-2%). Jednocześnie Łódź i Lublin, podobnie zresztą jak Kielce i Olsztyn, są lokalizacjami, w których nastąpił skok popytu. Nieruchomości na wynajem poszukiwano tam o jedną piątą częściej niż przed rokiem.

Co ciekawe, w Olsztynie największą popularnością cieszyły się mieszkania czteropokojowe w budżecie do 4 000 zł. Co prawda w maju, w pozostałych miastach wojewódzkich, niezmiennie największe powodzenie miały lokale dwupokojowe o minimalnym metrażu 40 mkw., a zaraz za nimi większe nieruchomości – o powierzchni co najmniej 50 mkw. z trzema lub dwoma pokojami. Jednak te trzy kombinacje parametrów tracą na udziale z miesiąca na miesiąc. A to pokazuje, że preferencje najemców coraz bardziej się różnicują.

Nieznaczne wahania w ofertowych stawkach najmu

W maju średnia kwota najmu wyniosła nieco ponad 3500 zł, co oznacza niemal 1% wzrost w ujęciu miesięcznym i 3% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Przekładając to jednak na wartości bezwzględne (30 zł), rynek ma raczej do czynienia z kontynuacją stabilizacji stawek aniżeli podwyżką. Ten trend potwierdza też przeciętna cena najmu za mkw., która od sierpnia 2023 roku utrzymuje się na poziomie około 68 zł.

Analizując 10 miast wojewódzkich, największy wzrost ofertowej stawki najmu w ujęciu miesięcznym widać w Kielcach (4%) oraz Lublinie, Trójmieście i Szczecinie (2%). Z kolei po stronie zniżkowej plasują się pozostałe miasta, w których dynamika spadku nie przekracza 0,7%.

Na szczególną uwagę zasługują Kielce, gdzie w ciągu miesiąca średnia stawka wzrosła o 75 zł. Jest to wynik między innymi podwyżek czynszu za mniejsze mieszkania (4% w przypadku nieruchomości do 40 mkw.) oraz zmiany struktury ogłoszeń. W maju o 13% zmniejszyła się dostępna baza najmniejszych lokali przy jednoczesnym silnym spadku nieruchomości możliwych do wynajęcia w starszym budownictwie. Dotychczas to właśnie mieszkania zrealizowane w latach 1945-1999 stanowiły największy udział w ofercie Kielc. Tymczasem w maju ustąpiły miejsca nowszemu budownictwu, które siłą rzeczy charakteryzuje się wyższymi cenami najmu w porównaniu z blokami z wielkiej płyty – tłumaczy Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Inwestowanie w mieszkania na wynajem nie takie oczywiste

Stabilizację stawek na rynku najmu widać też, rozpatrując sytuację w pięciu największych miastach. W maju kwoty najmu wzrosły w ujęciu rocznym jedynie w Krakowie (2%) i Poznaniu (4%). Zestawiając to z rosnącymi kosztami zakupu mieszkań, nasuwa się pytanie o opłacalność inwestowania w nieruchomości na wynajem. Według monitoringu Otodom Analytics, dynamika średnich cen zakupu lokali na rynku deweloperskim wynosi nieco poniżej 20% w przypadku Wrocławia (17%) i Poznania (18%), a wzrost na poziomie 21% odnotowuje w Warszawie, Krakowie i Łodzi.

Patrząc na obecne warunki rynkowe, istnieje ryzyko, że inwestycja w zakup nieruchomości i nakład finansowy poniesiony, aby dostosować lokal pod wynajem mogą być coraz mniej korzystne finansowo dla inwestorów, szczególnie tych korzystających z kredytu hipotecznego. Dodatkowym czynnikiem jest zwiększająca się rok do roku baza mieszkań na wynajem, która zmienia układ sił pomiędzy wynajmującymi i najemcami. Do tego należy wziąć pod uwagę skalę kolejnego rządowego programu wspierającego zakup własnego mieszkania. Stymulowanie strony popytowej zapewne doprowadzi do dalszych wzrostów cen zakupu mieszkań, co przy stabilnych stawkach najmu teoretycznie może skłonić część potencjalnych inwestorów do rezygnacji z nabycia lokalu pod wynajem. Wydaje się jednak, że w obliczu niewystarczająco atrakcyjnych inwestycyjnych alternatyw i braku podatku katastralnego, bardziej prawdopodobne jest, że transakcje i tak będą dochodzić do skutku – mówi Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

W takiej sytuacji, jak dodaje Karolina Klimaszewska, zakupione mieszkania najpewniej nie byłyby wynajmowane, a czekałyby puste na wzrost ich wartości. W konsekwencji mogłoby to doprowadzić do dalszych wzrostów cen zakupu nieruchomości, wypychając nowe pokolenia młodych Polek i Polaków na rynek najmu. W ujęciu długoterminowym, przy ograniczonym napływie lokali na wynajem, zapewne skutkowałoby to ponownym niedoborem podaży i potencjalnie wzrostem kosztów najmu.

Polityka ponownie tematem numer jeden

Wyniki wyborów do europarlamentu wywierają coraz mocniejszą presję na euro. Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja we Francji, gdzie prezydent Macron zdecydował się na rozpisanie przedterminowych wyborów, chcąc w ten sposób zapewnić stabilność w Paryżu. Możliwe zwycięstwo partii Le Pen powoduje również spadki na giełdzie. Mocne zniżki odnotowują rentowności obligacji francuskich zarówno na krótkim jak i długim końcu krzywej dochodowości. Kurs EUR/USD na moment znalazł się poniżej 1,07 – najniżej od początku marca. W tych okolicznościach słaby jest również polski złoty.

Wybory do europarlamentu spowodowały trochę zamieszania i tym samym przetasowania na rynku finansowym. Szczególnie gorąca atmosfera polityczna panuje we Francji. Prawicowo-nacjonalistyczne Zjednoczenie Narodowe – parta kierowana przez Marine Le Pen – zdobyła 31,4 proc. głosów w wyborach do europarlamentu. To wynik niespełna dwukrotnie lepszy od rezultatu sojuszu Macrona. Z tego też powodu prezydent Francji zdecydował się na rozpisanie przedterminowych wyborów w dwóch turach (30 czerwca oraz 7 lipca). Dobry wynik z poprzedniej niedzieli rodzi spekulacje, że poparcie dla Le Pen może być również wysokie w wyborach do francuskiego parlamentu. Rodzi to ryzyko, że pierwszy raz od 2002 roku doszłoby do sytuacji, kiedy prezydent i premier pochodzą z dwóch różnych ugrupowań, które diametralnie różnią się od siebie.

Partia Zjednoczenia Narodowego odrzuca takie projekty jak Zielony Ład oraz jest przeciwna europejskiej polityce migracyjnej. Co prawda partia ta nie wzywa do „Frexitu” ale popiera koncepcję „Europa a la carte”, która pozwala państwom członkowskim wybierać przepisy, które im pasują, dbając w ten sposób o dobro narodowe. Ugrupowanie to znajduje się w ewidentnym trendzie wzrostowym i to zaczynają dyskontować rynki finansowe. Pamiętajmy, że Francja nie jest jedynym krajem, gdzie w siłę rosną prawicowe partie. Tego typu ugrupowania (również we Włoszech, Polsce, czy na Węgrzech) nie chcą, żeby Unia Europejska przekształciła się w coś na kształt państwa federalnego z centralnym rządem w Brukseli. Po prostu chcą większej autonomii. Jednak unia walutowa nie będzie kompatybilna, jeśli poszczególne kraje będą działać „na własną rękę” (brak przestrzegania zasad zdrowej polityki budżetowej). Rodzi to ryzyko większego zadłużenia poszczególnych krajów a to by spowodowało odpływ kapitału zagranicznego. W konsekwencji siła unii walutowej i jej integracja byłaby zagrożona. Rynek to widzie i zaczyna przeceniać euro.

Notowania EUR/USD znalazły się najniżej od początku maja i powróciły w obręb kanału spadkowego, który trwa od początku tego roku. Interesująco wygląda sytuacja na francuskim CAC40. Notowania kontraktu mocno zniżkują od ostatnich kilku dni. Wyrysowany podwójny szczyt w okolicy historycznych rekordów stał się skutecznym prognostykiem zniżek z ubiegłego tygodnia. Po przełamaniu linii szyi wyprzedaż została spotęgowana. Szacuje się, że kapitalizacja francuskich akcji spadła o ok 200 mld dolarów. Jak na razie obserwujemy korektę spadkową, która jest już porównywalna (ale wciąż mniejsza) pod kątem rozpiętości do zniżek z ubiegłego roku (kwiecień – październik). Notowania zbliżają się do przyspieszonej linii trendu wzrostowego, która przebiega przez minima z września 2022 roku oraz października 2023 roku. Bariera wypada w okolicy poziomu 7400 pkt.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Tak Polacy budują domy

Zlecają budowę domu wykonawcom z sieci, szukają gotowych do pracy w terminie do 6 miesięcy – tak dzisiaj budują Polacy!

Spośród wielu alternatywnych metod budowy domu dostępnych na rodzimym rynku, żadna nie cieszy się taką popularnością jak ta klasyczna, murowana. Serwis z usługami online – Oferteo.pl – przeanalizował jak zlecający poprzez platformę użytkownicy definiowali swoje potrzeby w zakresie budowy domu murowanego i poszukali odpowiedzi, na jakim etapie formalności są osoby poszukujące generalnego wykonawcy.

Dane pozyskano na przełomie roku 2023 oraz 2024, analizując zapytania z 10 miesięcy, w kategorii budowa domu murowanego. Łącznej analizie poddano blisko 30 000 zapytań z serwisu Oferteo.pl.

Nadal wybieramy klasykę w projekcie domu

Najpopularniejszym typem budynku, który chcą wybudować klienci, jest dom jednorodzinny parterowy, opcjonalnie może on posiadać poddasze użytkowe (dla grupy stanowiącej aż 53% zainteresowanych). Jego powierzchnia dla 41% badanych wypowiedzi będzie wynosiła od 101 do 150 m² jednak znajdą się i tacy, którzy w 16% sięgną po większe parcele – te mierzące nawet 200 m²! Natomiast 35% zlecających usługi zastanawia się nad domem o powierzchni od 36 do 100 m².Powierzchnia użytkowa

-Obecnie, średnia powierzchnia użytkowa uznawana za optymalną do życia i ekonomicznie opłacalną przy budowie domów w Polsce oscyluje między 100 a 120 m² . –  zauważa Marta Kaleta-Domaradza z Oferteo.pl — Istnieje kilka uzasadnionych powodów motywujących do takiego wyboru, z których główne to fakt, że budowa większego domu wiąże się ze zwiększonymi kosztami zarówno w fazie inwestycyjnej, jak i eksploatacyjnej. Powierzchnia 100-120 m² jest optymalnym kompromisem między komfortem a kosztami, umożliwiając bardziej przystępną cenę budowy oraz późniejsze utrzymanie. Natomiast współczesne trendy związane z mniejszymi rodzinami (1+1 lub 2+1), zmiany stylu życia oraz wzrostu popularności mieszkań o mniejszej powierzchni sprawiają, że domy o większych metrażach stają się mniej pożądane. Powierzchnia 100-120 m² jest często wystarczająca dla większości rodzin, dając odpowiednią funkcjonalność bez nadmiaru nieużytkowych przestrzeni.

Duża większość (91%) budynków nie ma być podpiwniczona, oraz będzie pozbawiona garażu (51%). Co również wpływa na obniżenie kosztu takiej budowy. Natomiast aż 66% szukających fachowców do budowy domu zdecyduje się na dach dwuspadowy.

-Dach dwuspadowy jest popularny w Polsce ze względu na tradycyjny, klasyczny wygląd, który doskonale komponuje się z krajobrazem podmiejskim. Jest to również forma architektury dostosowana do polskiego klimatu i warunków atmosferycznych. Konstrukcja dachu dwuspadowego jest stabilna i odporna na obciążenia, dodatkowo pozwala na późniejsze adaptacje i rozbudowę poddasza, co może stanowić dodatkową przestrzeń mieszkalną lub magazynową.

Największa liczba zapytań o budowę domów dotyczyła budowy, której efektem finalnym będzie postawienie budynku do tak zwanego stanu surowego otwartego (SSO). Dom w stanie surowym otwartym to faza budowy, w której istotne elementy konstrukcyjne, takie jak nośne ściany, stropy oraz dach z odpowiednim pokryciem, są ukończone, aczkolwiek brakuje okien, drzwi i instalacji. Realizacja tego stanu wymaga ścisłego przestrzegania projektu i zazwyczaj trwa od 2 do 3 miesięcy.

Stan zakończenia budowy

Koszty systematycznie rosną

Jak podaje serwis Extradom.pl, który szczegółowo przenalizował koszty budowy domu w I kwartale 2024 roku podając, że uśredniona kwota niezbędna do budowy domu parterowego o powierzchni 150m2  to 821 990 zł. Biorąc pod uwagę koszt metra kwadratowego powierzchni użytkowej domu to koszt 5 422 zł/m2 w I kwartale 2024 roku.

Z największym wzrostem kosztów budowy mamy do czynienia w województwie lubelskim – 8,79%. Najmniejsze wzrosty były na Śląsku – 0,58% i w zachodniopomorskim – 0,19%. W Warszawie, która jest tradycyjnie najdroższa, było to 1,07%. W połączeniu ze wzrostem o 1,59% w najtańszym, warmińsko-mazurskim, zaowocowało to dalszym ujednoliceniem kosztów budowy na terenie całego kraju. Obecnie różnica ta wynosi już mniej niż 11%.

Prognozując wzrosty kosztów budowy domów w tym roku należy wziąć pod uwagę różnice między poszczególnymi regionami. W zależności od lokalizacji wzrosty te będą oscylować od około 6% do nawet 10-12%. Niższy ze wskaźników jest zbliżony do prognozowanej inflacji na ten rok, a wyższy to połowa prognozowanego wzrostu cen mieszkań w największych miastach Polski. Przewiduję, że cena netto metra kwadratowego domu jednorodzinnego pod koniec roku wynosić będzie od 5 500 do około 6 000 zł. – zauważa Wojciech Rynkowski z Extradom.pl.

Wyjątkiem może być stolica, gdzie ceny tradycyjnie są najwyższe i zapewne przekroczą barierę 6 000 zł za metr kwadratowy i mazowieckie, które stanowi jej naturalne zaplecze. Jednak biorąc pod uwagę, że ceny ofertowe za metr kwadratowy mieszkania w największych miastach sięgają już kilkunastu tysięcy złotych, a za kawalerki w Warszawie płaci się dziś nawet ponad dwadzieścia tysięcy, to budowa własnego domu jest jeszcze bardziej interesującą alternatywą niż była rok temu.

Formalności czy wybór sprawdzonych wykonawców?

Skoro wiemy już, jakie są preferencje dotyczące samego domu — Oferteo.pl przyjrzało się, na jakim etapie formalności są osoby poszukujące ekipy lub fachowców do budowy domów.

-Aż 29% osób zlecających budowę domu we wskazanym okresie deklaruje, że posiada jedynie działkę, nie dysponując jeszcze pozwoleniem na budowę, 11% – nie posiada nawet działki, ale już podejmuje się próby znalezienia fachowca. – zauważa Kaleta-Domaradzka z Oferteo.pl. – Nie zapominajmy, że ustawowy czas oczekiwania na wydanie pozwolenia na budowę to 65 dni, a jeśli w naszym zgłoszeniu pojawią się braki formalne — może się on również wydłużyć.

Aspekty formalno-prawne

Serwis podaje, że w sezonie budowalnym, który trwa od maja od października — na najlepszych fachowców trzeba czekać średnio 6 miesięcy. Jednak są i takie województwa, jak np. mazowieckie — gdzie czas oczekiwania wydłuża się nawet do 12 miesięcy!

Polacy są również świadomi, że na wykwalifikowane ekipy czy fachowców trzeba dzisiaj poczekać, bo ich kalendarze są już wypełnione terminami. Dlatego też dla 26% zlecających termin rozpoczęcia budowy liczący do 6 miesięcy nie stanowi przeszkody w oczekiwaniu.Termin rozpoczęcia budowy

– Widzimy, że fachowcy obecni na naszej platformie, a dodatkowo nagrodzeni w rankingu Oferteo Najlepsi 2024, którzy świadczą wysokiej jakości usługi, to poniekąd towar luksusowy, na który warto czekać. –  podsumowuje Marta Kaleta-Domaradzka z Oferteo.pl.

Ta refleksja doskonale oddaje coraz większe zapotrzebowanie na usługi budowlane najwyższej jakości, co przekłada się na ich pożądanie oraz oczekiwanie na terminy, by skorzystać z najlepszych specjalistów, a przecież sezon budowlany trwa obecnie w najlepsze, a nadchodzące prognozy pogody, zapowiadające upały — będą jeszcze mocniej motywowały inwestorów do poszukiwania wykonawców.

Business Intelligence – czym jest i co może wnieść do Twojego biznesu?

Efektywne zarządzanie firmą wymaga skoordynowania ze sobą wielu działań. W tym celu firma musi na bieżąco gromadzić i analizować dane. Na ich podstawie tworzone są raporty, prognozy i wizualizacje, które pomagają w tworzeniu długofalowych strategii działania. Business Intelligence to zaawansowane narzędzie, które przekształca dane w użyteczne informacje biznesowe. Do czego można je wykorzystać?

Analiza danych jest niezbędna do kontrolowania efektywności wielu obszarów funkcjonowania firmy. Z tego powodu znajduje zastosowanie w finansach, marketingu, sprzedaży, produkcji oraz zarządzaniu zasobami ludzkimi. BI Business Intelligence to doskonałe rozwiązanie dla każdej firmy, która gromadzi dużą ilość danych. Kiedy warto zdecydować się na wdrożenie systemu BI?

W jakich obszarach biznesu można wykorzystać system Business Intelligence?

Firmy nieustannie zbierają dane dotyczącej prowadzonej przez siebie działalności. Mogą to być dane dotyczące:

  • wynagrodzeń,
  • transakcji finansowych,
  • liczby sprzedanych produktów,
  • liczby pacjentów lub klientów,
  • liczby wyprodukowanych wyrobów,
  • i wiele innych.

W dobie postępującej cyfryzacji coraz więcej danych podlega procesowi digitalizacji, co oznacza, że są wprowadzane do systemu komputerowego i przechowywane w formie plików w pamięci komputerów. Digitalizacja danych znacząco ułatwia ich analizowanie. W takim wypadku przy użyciu odpowiedniego narzędzia analitycznego można monitorować trendy rynkowe, dokonywać oceny ryzyka, śledzić ruch na stronie internetowej czy analizować zachowania klientów.

Uzyskane w ten sposób informacje są następnie wykorzystywane do wprowadzania niezbędnych działań naprawczych, optymalizacji procesów lub zredukowania kosztów związanych z danym obszarem funkcjonowania firmy.

Zalety wdrożenia systemu typu Business Intelligence

Wdrożenie systemu typu Business Intelligence w firmie niesie ze sobą wiele korzyści. Przede wszystkim pozwala kontrolować wszystkie istotne dane w czasie rzeczywistym i szybko reagować na wszelkie niepokojące sygnały. System Business Intelligence porządkuje dane w sposób czytelny, według jasno określonych kryteriów. Korzystanie z tego rozwiązania umożliwia skrócenie czasu potrzebnego na wykonanie poszczególnych analiz do niezbędnego minimum.

System BI integruje dane z różnych obszarów. Z pomocą tego systemu informacje można ze sobą porównywać. Tworzenie różnego rodzaju wizualizacji i zestawień to duże ułatwienie dla kadry kierowniczej. Graficzne przedstawienie danych pozwala trafnie ocenić bieżące procesy zachodzące w firmie. Dzięki systemowi Business Intelligence wszystkie dane są zgromadzone w jednym miejscu, a dostęp do nich jest szybki i bezproblemowy.

Wdrażanie systemu Business Intelligence to złożony proces, który warto powierzyć specjalistom. Dostawca narzędzia dostosuje jego funkcje do potrzeb Twojej organizacji i zintegruje system z innymi istotnymi bazami danych. System BI ułatwia zarządzanie firmą, pozwala zoptymalizować wiele procesów jednocześnie, a tym samym może pomóc firmie w uzyskaniu lepszych wyników finansowych.

Czy sytuacja na rynku pracy pogrąży polskie przedsiębiorstwa?

Dane z rynku pracy potwierdzają, że nie ucierpiał on na znacznym spowolnieniu gospodarczym, jakie Polska odnotowała w zeszłym roku. Zgodnie z metodologią Eurostatu stopa bezrobocia wyniosła 3,0% w kwietniu br., co jest drugim najniższym poziomem w Unii Europejskiej (zaraz za 2,6% w Czechach). Potwierdza to tendencję spadkową, jakiej Polska doświadcza w ostatnich latach, podczas gdy dekadę temu bezrobocie przekraczało 10%. Ponadto, dwucyfrowy nominalny wzrost wynagrodzeń utrzymuje się już ponad 2 lata, a po uwzględnieniu inflacji pozostaje bliski takich poziomów od początku tego roku. Jednak korzystna sytuacji dla pracowników jest coraz bardziej dotkliwa dla przedsiębiorstw.Czy sytuacja na rynku pracy pogrąży polskie przedsiębiorstwa?Czy sytuacja na rynku pracy pogrąży polskie przedsiębiorstwa?Czy sytuacja na rynku pracy pogrąży polskie przedsiębiorstwa?Czy sytuacja na rynku pracy pogrąży polskie przedsiębiorstwa?

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2024 r. wzrosło o 11,3% r/r, kontynuując tym samym w większości dwucyfrowy wzrost wynagrodzeń, który rozpoczął się pod koniec 2021 r. (wykres 1). Dzięki niższej inflacji płace rosną także w ujęciu realnym – w kwietniu 2024 r. wzrosły o 8,5% r/r i były bliskie 10% w poprzednich miesiącach tego roku. Minimalne wynagrodzenie wzrosło prawie trzykrotnie w ciągu ostatnich dziesięciu lat, przy czym, jak wskazują ekonomiści, było ono rewaloryzowane każdego roku, a w latach 2023 i 2024 nawet dwukrotnie. Chociaż zjawisko to wywarło bezpośredni wpływ na branże z wyższym udziałem pracowników otrzymujących płacę minimalną, takie jak przemysł tekstylno-odzieżowy czy handel detaliczny, przyczyniło się również do presji na ogólny wzrost wynagrodzeń.

Czy wzrost wynagrodzeń może być problemem?

Nie tylko wyższe płace w sektorze przedsiębiorstw, ale także wzrost wynagrodzeń w sektorze publicznym, świadczenia socjalne i poprawiające się nastroje konsumentów przyczyniły się do poprawy koniunktury i wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych w ostatnich miesiącach. Jednak, pomimo tego, że przedsiębiorstwa mogą korzystać z odbudowującego się popytu, biznes doświadcza trudności będących wynikiem sytuacji na rynku pracy. Przedłużający się okres solidnego wzrostu wynagrodzeń zmusza je do przeznaczania znacznej części przychodów na wynagrodzenia dla pracowników. Inne wydatki, w tym koszty energii oraz części i komponentów wykorzystywanych w procesie produkcyjnym, również pozostają znaczne, chociaż nie są już tak wysokie jak rok wcześniej.

Niedobory siły roboczej

Ekonomiści wyjaśniają, że presję płacową powodują również niedobory siły roboczej. Firmy zgłaszają trudności w obsadzaniu wakatów, zwłaszcza w przypadku wykwalifikowanych pracowników. W polskim przemyśle braki kadrowe pozostają większą barierą działalności biznesowej niż niedostateczny popyt czy deficyt materiałów i komponentów (wykres 2). Znaczne niedobory kadrowe zgłaszane są w przemyśle metalurgicznym, produkcji maszyn, a także w budownictwie. Napływ pracowników zagranicznych zmniejsza braki na rynku pracy tylko w pewnym stopniu, pomimo że w Polsce zarejestrowanych jest już 1,1 mln pracowników z zagranicy, głównie z Ukrainy (762 tys. pracowników).

– Firmy nadal będą doświadczać niedoborów siły roboczej – ostrzega Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Demografia działa na niekorzyść Polski, gdyż odsetek ludności w wieku produkcyjnym zmniejsza się od 2009 roku i w ubiegłym roku osiągnął 64,7% (tak niski poziom został odnotowany poprzednio w 1990 r.). Paradoksalnie dynamika zatrudnienia była w ostatnich miesiącach ujemna, osiągając -0,4% r/r w kwietniu 2024 r. Z jednej strony świadczy to o opóźnionym wpływie pogorszenia koniunktury gospodarczej, jakiego doświadczyła Polska w ubiegłym roku, z drugiej zaś o zwiększonych skłonnościach firm do inwestycji w automatyzację i robotyzację procesów produkcyjnych. Przedsiębiorstwa chcą być mniej zależne od rynku pracy dotkniętego niedoborami kadrowymi i rosnącymi wynagrodzeniami – dodaje ekspert.

Polski rynek pracy w ujęciu makroekonomicznym

Wzrost gospodarczy Polski będzie w tym roku jeszcze mocniej zasilany rosnącymi wydatkami konsumentów. Jednak w ujęciu międzynarodowym sytuacja na rynku pracy może mieć niekorzystne skutki dla konkurencyjności Polski, zwłaszcza w dłuższej perspektywie.

Zgodnie z danymi Eurostatu średnie godzinowe koszty pracy pozostają w Polsce znacznie niższe niż w Europie Zachodniej, w tym w sąsiednich Niemczech. Warto jednak podkreślić, że podczas gdy średnia w Europie Zachodniej wzrosła z 29,70 euro w 2012 r. do 37,20 euro w 2023 r., a w Niemczech z 30,50 euro do 41,30 euro, koszty pracy w Polsce wzrosły w tym samym okresie z 7,90 euro do 14,50 euro. W ujęciu procentowym oznacza to, że koszty pracy w Polsce wzrosły o 84%, podczas gdy w Europie Zachodniej o 25%, a w Niemczech o 35% (wykres 3).

– Podobne trendy obserwujemy w większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Średnie godzinowe koszty pracy w Czechach i na Słowacji osiągają obecnie wyższy poziom niż w Portugalii i Grecji, podczas gdy w Słowenii koszty pracy przewyższają te w Hiszpanii – mówi Grzegorz Sielewicz. – W rezultacie region Europy Środkowo-Wschodniej może w nadchodzących latach utracić swoją konkurencyjność, jeśli nie będzie znacznie zwiększać wydajności produkcji i inwestycji w innowacyjność i zaawansowane technologie. W innym przypadku firmy zagraniczne, ale także krajowe, będą bardziej skłonne lokować swoje projekty inwestycyjne w krajach poza UE (np. Bałkany Zachodnie, Turcja, Maroko), gdzie koszty pracy są niższe niż w unijnych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce – wyjaśnia ekspert.

Presja na dalszy wysoki nominalny wzrost wynagrodzeń nie będzie już tak silna. Z kolei na realną dynamikę płac będzie oddziaływać wyższa inflacja w drugiej połowie roku. Jednocześnie przedsiębiorstwa niechętnie decydują się na duże zmniejszenie zatrudnienia, aby przygotować się na wyraźniejsze ożywienie gospodarcze. Niższa presja nie sprawi jednak, że wynagrodzenia będą malały.

Koszty pracy pozostaną istotną częścią budżetów firm, a już w poprzednich miesiącach znacznie przyczyniły się do ograniczenia zysków polskich przedsiębiorstw. Większość sektorów odnotowała spadki wskaźników rentowności obrotu brutto (wykres 4) poniżej poziomów z 2019 r. Warto pamiętać, że w latach 2021 i 2022 nastąpił znaczny ich wzrost, do czego przyczyniło się przenoszenie na klientów i kontrahentów ogólnego zwiększenia kosztów działalności biznesowej w obliczu popandemicznego ożywienia i gospodarczych konsekwencji pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Przy wysokich kosztach działalności, w tym pracy, rentowność działalności biznesowej pozostaje pod dużą presją, pomimo postępującej poprawy koniunktury na rynku krajowym. Nawet jeśli presja na dalszy wzrost wynagrodzeń nie będzie już tak silna, to zagrozi zyskom osiąganym przez przedsiębiorstwa w Polsce.

Ekoenergetyka SA pozyskuje 741 mln złotych kredytu od Banku Pekao S.A. na dalszy rozwój w Europie

Ekoenergetyka SA podpisała umowę kredytową na 741 mln złotych z Bankiem Pekao S.A. w celu sfinansowania dalszego, dynamicznego rozwoju spółki na rynku europejskim.  

W pierwszym okresie spółka otrzyma finansowanie w wysokości 691 mln złotych. Umowa przewiduje zwiększenie kwoty kredytu do 741 mln złotych, po spełnieniu określonych warunków. Bank Pekao pełni rolę lidera i agenta konsorcjum, a w dalszym etapie transakcji wraz ze spółką będzie dobierał współkonsorcjantów.

W tym miesiącu Ekoenergetyka uruchomiła nową linię produkcyjną, dzięki której zwielokrotni się wydajność produkcji oraz poprawi jakość samego produktu. Spółka planuje dalszą automatyzację linii, wprowadzając roboty przemysłowe do niektórych elementów procesu produkcyjnego. Inwestycja w nową linię jest częścią strategicznego planu, mającego na celu zwiększenie możliwości produkcyjnych oraz zaspokojenie rosnącego popytu na ładowarki do samochodów elektrycznych na rynku europejskim.

Pozyskane finansowanie zapewni spółce możliwość dalszego dynamicznego rozwoju zarówno w obszarze ekspansji międzynarodowej w całej Europie, jak również w zakresie planowanych ambitnych inwestycji – powiedział Bartosz Kubik, współzałożyciel i prezes zarządu Ekoenergetyki. – Cieszymy się, że możemy rozwijać naszą współpracę z jednym z liderów polskiego rynku finansowego. Od początku naszej współpracy Bank Pekao S.A. z

nieprzeciętnym zaangażowaniem wspierał i rozumiał potrzeby dynamicznego rozwoju stąd w pewien sposób naturalną była decyzja o wyborze tego Banku jako lidera procesu. Biorąc pod uwagę, jak dużym zainteresowaniem rynku finansowego cieszy się sektor elektromobilności i nowych technologii, w którym jesteśmy liderem, wierzymy, że konsorcjum przyciągnie zainteresowanie innych czołowych instytucji finansowych – dodała Barbara Wacht, wiceprezes zarządu.

Umowa kredytowa przewiduje możliwość ustrukturyzowania finansowania w pierwszym roku współpracy w formule Sustainability Linked Loan (SLL), która uzależnia koszt kredytu od spełnienia wskaźników zrównoważonego rozwoju.

Elektromobilność to nasza przyszłość, a istotnym czynnikiem jej dynamicznego rozwoju jest powstanie odpowiedniej infrastruktury. Bardzo się cieszymy, że Bank Pekao może przyczynić się do tego rozwoju finansując firmę, która ma istotny wpływ na kształtowanie rynku ładowarek do pojazdów elektrycznych. Co ważne, nie tylko sam cel inwestycyjny, ale także finansowanie wpisuje się w kryteria zrównoważonego rozwoju, ponieważ warunki kredytu są powiązane z realizacją celów ESG – mówi Magdalena Zmitrowicz, wiceprezes zarządu Banku Pekao S.A.

Cieszymy się, że możemy wspierać tak innowacyjną firmę jak Ekoenergetyka w ekspansji międzynarodowej. Postrzegamy to jako kolejny krok w naszej relacji i widzimy już możliwości dalszego wspólnego rozwoju – mówi Dieter Lobnig, dyrektor Departamentu Bankowości Inwestycyjnej i Finansowania Nieruchomości.  

Ekoenergetyka, która kontroluje około 20 proc. rynku miejskich stacji ładowania autobusów w Europie, koncentruje się obecnie na zwiększaniu udziałów w rynku ładowania elektrycznych samochodów osobowych oraz ciężarowych. Spółka w ostatnim czasie ogłosiła światowe premiery najnowszych rozwiązań stacji szybkiego ładowania: Axon Easy o mocy 400kW oraz Axon Side 360kW z satelitami SAT400, dedykowanych profesjonalnym hub’om ładowania największych europejskich operatorów. Firma zrealizowała już pierwsze dostawy tych produktów m.in. dla Ionity i Orlen Deutschland oraz wygrała kolejne kontrakty dla znaczących operatorów w Europie. Ekoenergetyka współpracuje od lat z wieloma operatorami, w tym z portugalskim Powerdot, a jej produkty można spotkać na parkingach większości supermarketów w Polsce.

Doradcą prawnym Ekoenergetyki w negocjacjach kredytowych była kancelaria Rubicon, zaś Bank Pekao wspierała kancelaria Schoenherr. W dalszym procesie syndykacji spółce dodatkowo doradzać będzie Pekao Investment Banking S.A..

Założona w 2009 roku Ekoenergetyka wyrosła z akademickiego projektu badawczego i zatrudnia obecnie ponad 1.000 osób. Międzynarodową ekspansję spółki wspiera Enterprise Investors, wiodący środkowoeuropejski fundusz private equity, który objął znaczący pakiet mniejszościowy w 2022 roku w ramach transakcji wynoszącej blisko 50 mln euro.

ETV jako klucz do komercjalizacji innowacyjnych technologii środowiskowych, czyli jak uniknąć greenwashingu

Innowacyjne technologie środowiskowe to szansa, aby sprostać pilnym wyzwaniom środowiskowym, przed którymi stoją Europa i świat. Jednak stopień ich komercjalizacji i zastosowanie w gospodarce nadal pozostają zaskakująco niskie pomimo  potrzeb rynku i rosnącego popytu. Przyczyną może być potrójne ryzyko niepowodzenia rynkowego: ryzyko związane z wdrażaniem technologii środowiskowej, ryzyko związane z wdrażaniem innowacji oraz ryzyko związane ze zwrotem kosztów inwestycji. Ograniczenie tych ryzyk przez twórców i dostawców technologii jest trudnym wyzwaniem, wymagającym dodatkowych narzędzi. Z pomocą może przyjść system weryfikacji technologii środowiskowych ETV, oparty na normie ISO 14034.

Wyzwania klimatyczne i środowiskowe, przed którymi stoimy, w połączeniu z ambitnymi celami do osiągnięcia, stawianymi przez Unię Europejską, wymagają zastosowania innowacyjnych technologii środowiskowych. Bez innowacji osiągnięcie neutralności klimatycznej, ograniczenie wykorzystania zasobów naturalnych i przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym, nie będzie możliwe.

Tak zwane zielone firmy coraz częściej zyskują lepszą pozycję na rynku dzięki rosnącemu popytowi na zrównoważone produkty, wsparciu regulacyjnemu, efektywności operacyjnej a przez to lepszej rentowności i reputacji wśród klientów. Charakteryzują się też zwiększoną odpornością na ryzyka związane ze zmianami klimatu oraz wahaniami cen surowców i zastosowaniem innowacji technologicznych, które pomagają otwierać nowe możliwości biznesowe. Niestety, ten zielony trend, bez zachowania odpowiedniej ostrożności, może utorować drogę do greenwashingu. Jak się przed tym uchronić?

Zielone innowacje – tak, ale o potwierdzonym  działaniu

Konwencjonalne technologie o potwierdzonym efekcie działania nadal zdają się budzić więcej zaufania przedsiębiorców niż zielone innowacje. Przyczyn takiego stanu rzeczy można szukać w niedostatecznej informacji, z którą dostawcy nowych technologii środowiskowych trafiają do nabywców, użytkowników, inwestorów, decydentów i organów regulacyjnych. Brak danych, dotyczących w szczególności rzeczywistych osiągnięć technologii, jej skuteczności w ograniczaniu negatywnego wpływu na środowisko, zgodności z przepisami i perspektyw zwrotu z inwestycji sprawia, że potencjalni nabywcy uznają innowację za zbyt ryzykowną i finalnie decydują się na inne rozwiązanie.

Nawet najlepsza innowacyjna technologia, pomimo obiecującego potencjału do poprawy efektywności środowiskowej, może ponieść porażkę na rynku, jeśli nie ma rzetelnych, obiektywnych dowodów na potwierdzenie swojej skuteczności. Branże unikające ryzyka, których procesy i działalność podlegają surowym standardom i przepisom, są szczególnie niechętne do przyjmowania nowych technologii bez wiarygodnych dowodów.

Dlatego też marketing zielonych innowacji musi obejmować nie tylko komunikację korzyści płynących z zastosowania innowacji, ale także wiarygodne uzasadnienie efektów jej działania i wynikających z niej oszczędności (również środowiskowych). W tym miejscu kluczowa staje się weryfikacja technologii, którą może zapewnić system ETV oparty na normie ISO14034. ETV, poprzez rygorystyczną kontrolę jakości i przy zaangażowaniu niezależnych, akredytowanych jednostek weryfikujących, potwierdza, że deklaracje efektu działania nowych technologii środowiskowych są zgodne z prawdą i poparte rzetelnymi wynikami badań. Dostarcza w ten sposób istotnych dla rynku dowodów, pomagając zmniejszyć ryzyko związane z komercjalizacją nowej technologii środowiskowej na rynku. ETV stanowi potwierdzenie, że innowacja działa w warunkach rzeczywistych, zapewnia korzyści środowiskowe, a także dostarcza niezbędnych danych, które mogą okazać się kluczowe w podejmowaniu decyzji o zastosowaniu czy finansowaniu danego rozwiązania np. poprzez możliwość porównania badanych wskaźników efektywności technologii.

Kto skorzysta z ETV?

ETV przynosi korzyści wszystkim zainteresowanym stronom: klientom/użytkownikom, którzy otrzymują zweryfikowane informacje o działaniu technologii, twórcom/dostawcom technologii, którzy zyskują wiarygodność rynkową, ograniczając ryzyko niepowodzeń rynkowych, inwestorom/instytucjom finansowym, którzy uzyskują wiarygodne informacje w zakresie zielonego finansowania i rentowności inwestycji oraz decydentom, którzy wspierają wdrażanie nowych rozwiązań dla osiągnięcia celów środowiskowych.

Proces ETV, prowadzony zgodnie z normami ISO 14034, obejmuje kompleksową weryfikację deklaracji efektu działania  za pośrednictwem akredytowanych jednostek, zapewniając najwyższe standardy kontroli i  jakości. Rezultatem weryfikacji jest publicznie dostępne świadectwo weryfikacji, które przedstawia w sposób przejrzysty zweryfikowane parametry efektu działania, niezbędne do akceptacji rynkowej innowacyjnej technologii środowiskowej.

ETV: jak to działa?

Proces weryfikacji takich technologii może wydawać się skomplikowany, ale jego rygorystyczność jest niezbędna do zapewnienia najwyższych standardów kontroli i odpowiedniej jakości. Procedury weryfikacji są zgodne z uznaną międzynarodową normą techniczną „ISO 14034: Zarządzanie środowiskowe: Weryfikacja Technologii Środowiskowych (ETV)” (ISO, 2016), która została przyjęta jako norma europejska w 2019 roku. Norma ta reprezentuje globalny konsensus co do sposobu weryfikacji twierdzeń dotyczących wydajności nowych technologii środowiskowych, niezależnie od tego, czy są to procesy, produkty czy usługi do zastosowań przemysłowych.

Weryfikacji dokonują akredytowane jednostki (tzw. jednostki weryfikacyjne). Proces rozpoczyna się od złożenia do nich wniosku. Głównym elementem takiego zgłoszenia jest deklaracja efektu działania technologii,  obejmująca w szczególności te parametry techniczne rozwiązania, które odnoszą się do jego unikalnych cech, poparte danymi z badań, mającymi na celu potwierdzenie gotowości rynkowej rozwiązania. Deklaracja musi być przedstawiona w sposób umożliwiający weryfikację w drodze pomiarów i badań. Ponadto wymagane są informacje o zmniejszonym wpływie technologii na środowisko w porównaniu z konwencjonalnymi, powszechnie stosowanymi rozwiązaniami, tak, aby wykazać środowiskową wartość dodaną innowacji.

Na podstawie tych informacji jednostka weryfikująca określa, czy technologia kwalifikuje się do ETV. Jeśli tak, jednostka współpracuje z wnioskodawcą w celu uzgodnienia parametrów, które należy zweryfikować dla potwierdzenia deklaracji. Następnie opracowywany jest plan weryfikacji, szczegółowo opisujący, w jaki sposób deklarowany efekt działania zostanie sprawdzony, w tym metody i warunki badania poszczególnych parametrów.

Po sfinalizowaniu i uzgodnieniu protokołu jednostka weryfikująca analizuje przedłożone dane z badań dotyczące efektu działania technologii, aby upewnić się, że działa ona zgodnie z przeznaczeniem. Jeśli istniejące dane testowe spełniają wymagania określone w planie weryfikacji, można je wykorzystać. W przeciwnym razie wnioskodawca musi zlecić niezbędne badania niezależnej jednostce badawczej.

Następnie jednostka sporządza raport z weryfikacji, podsumowujący proces i wydaje świadectwo. Proces ten kończy się publikacją świadectwa na dedykowanej stronie internetowej (np. stronie jednostki weryfikującej), dzięki czemu jest ono publicznie dostępne.

Projekt LIFEproETV

LIFEproETV ma na celu wzmocnienie akceptacji i rozpoznawalności ETV na rynku. Budując silną markę ETV, projekt wspiera wdrażanie innowacyjnych technologii środowiskowych, które są kluczowymi czynnikami zielonej transformacji Europy i budują jej konkurencyjną pozycję na rynku globalnym.

Projekt jest realizowany w ramach europejskiego programu LIFE przy współfinansowaniu ze środków NFOŚiGW oraz Ministerstwa Rolnictwa Węgier. Za realizację odpowiada międzynarodowe konsorcjum, w skład którego wchodzą Instytut Ekologii Terenów Uprzemysłowionych (akredytowana jednostka weryfikująca ETV), Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, Narodową Agencję Badań i Rozwoju ENEA (Włochy), Slovenian National Building and Civil Engineering Institute (Słowenia), ETA-DANMARK (akredytowana jednostka weryfikująca ETV, Dania), KOVET (stowarzyszenie na rzecz zrównoważonych przedsiębiorstw, Węgry), CETAQUA (centrum badań, rozwoju i testowania technologii wodno-ściekowych, Hiszpania).

Polacy coraz mocniejsi w ESA – Sener z kontraktem do misji Ariel

Polska firma koordynatorem projektu dla jednej z najważniejszych misji Europejskiej Agencji Kosmicznej.

  • Według danych Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego, w trakcie dziesięciu lat członkostwa w ESA polskie podmioty zrealizowały kontrakty na ponad sto milionów euro, z czego 150 firm bezpośrednio pozyskiwało kontrakty od agencji, a drugie tyle miało w nie wkład jako podwykonawcy.
  • Firma inżynierii kosmicznej Sener Polska przyjęła rolę koordynatora budowy systemu dla misji ARIEL, jednego z największych i najważniejszych projektów Europejskiej Agencji Kosmicznej ostatnich lat.
  • Inżynierowie z Polski rozwijają mechanizmy Anteny Średniego Zysku (ang. Medium Gain Antenna), która pomoże nam lepiej poznać zidentyfikowane planety znajdujące się poza Układem Słonecznym. Prace nad projektem mają potrwać do marca 2026 roku.

Głównym celem misji Ariel jest badanie tzw. egzoplanet czyli planet znajdujących się poza Układem Słonecznym. W ramach kontraktu z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) Sener Polska, przy współpracy z firmą-matką Sener Aeroespacial, jest odpowiedzialny za zaprojektowanie, opracowanie oraz wykonanie testów instrumentu Medium Gain Antenna (MGAMA), czyli Anteny Średniego Zysku. Umożliwi ona przesyłanie informacji pomiędzy satelitą a Ziemią. Spółka Sener odpowiada za dostarczenie modeli lotnych tego instrumentu, czyli ostatecznych wersji urządzeń, które polecą w kosmos jako część sondy Ariel.

Rosnące znaczenie polskich firm w ESA

W pracach nad Ariel, Sener Polska po raz pierwszy w swojej historii przyjmuje pozycję koordynatora, odpowiedzialnego za dostarczenie całego systemu. To kolejny krok na biznesowej ścieżce rozwoju firmy, która rozpoczęła się od prac związanych z opracowywaniem pojedynczych komponentów i mechanizmów. Jak podkreśla Beatriz Pérez, dyrektor generalna Sener Polska, pozyskiwanie takich zleceń pokazuje mocną pozycję Polski w ESA:

Współpraca z Europejską Agencją Kosmiczną przy jej najważniejszych misjach, to efekt długoterminowych działań w zakresie rozwoju zespołu i inwestycji w nowe technologie. Przejmując odpowiedzialność za całe systemy, tak jak w przypadku Ariel, rozwijamy umiejętności zarządzania złożonymi projektami i kontrolowania jakości. Ten postęp umacnia naszą pozycję jako cenionego partnera w dziedzinie projektów kosmicznych, a zdolność do tworzenia kompleksowych systemów otwiera drzwi do przyszłych, jeszcze bardziej zaawansowanych przedsięwzięć. – mówi Beatriz Pérez, dyrektor generalna Sener Polska.

Początkowo istotną rolę w realizacji kontraktów z ramienia ESA w Polsce odgrywały programy wsparcia, takie jak Polish Incentive Scheme, realizowany od 2012 do 2019 roku, jednak po jego zakończeniu polskie podmioty musiały konkurować w przetargach na równi z innymi członkami Agencji. Dziś Polacy biorą udział w ponad połowie kluczowych misji ESA, a w bazie przetargowej agencji zarejestrowane jest ponad 400 polskich firm. Firmy pozyskujące większe kontrakty mają duży wpływ na rozwój całego sektora, stawiając na długotrwałe partnerstwa z lokalnymi przedsiębiorstwami. Jak podaje Sener, tylko w 2023 roku spółka współpracowała z 84 polskimi firmami.

Pierwszy kamień milowy w projekcie Ariel osiągnięty

W ramach projektu Ariel, Sener Polska wykorzystuje przede wszystkim swoje dotychczasowe obszary specjalizacji, na przykład mechanizmy przytrzymująco-zwalniające, takie jak HDRM, które już znalazły zastosowanie w innych misjach ESA. Pracujący nad MGAMA zespół stoi też przed wyzwaniem: urządzenie, które będzie ciągle wystawione na promieniowanie słoneczne musi być wytrzymałe na wysokie temperatury. Co więcej, na aktualnym etapie projektu zakłada się, że obciążenie podczas startu może być równie wymagające dla podsystemu elektronicznego, jak i dla samej anteny, co należy uwzględnić podczas fazy projektowania.

Antena Średniego Zysku składa się z:

  • anteny (ARA – Antenna Reflector Assembly), odbierającej i wysyłającej sygnały w paśmie X, czyli w zakresie częstotliwości używanym do komunikacji kosmicznej,
  • mechanizmu obrotowego (APM – Antenna Pointing Mechanism) pozwalającego ustawiać antenę w odpowiednim kierunku. Mechanizm opiera się na użyciu dwóch silników krokowych wraz z przekładnią planetarną (DTA – Detent Torque Actuators stworzone przez Sener Aeroespacial), które precyzyjnie kontrolują ruch anteny. Do APM wlicza się także wspomniany mechanizm przytrzymujący-zwalniający HDRM.
  • modułu elektronicznego (APME – Antenna Pointing Mechanism Electronics) sterującego silnikami, które z kolei ustawiają antenę.

Sener Polska w projekcie zajmuje się m.in. zagadnieniami systemowymi, zarządzaniem jakością, a także integracją systemu oraz testami modelu lotnego.

Obecnie Medium Gain Antenna znajduje się w fazie projektu wstępnego. W drugiej połowie maja osiągnęliśmy kamień milowy podsumowujący ten etap, tak zwany PDR, czyli Preliminary Design Review. Dostarczenie modeli lotnych zaplanowane jest na marzec 2026. Poprzedzone będzie wykonaniem kampanii testowej, a jeszcze wcześniej dostarczeniem modeli inżynieryjnych poszczególnych podsystemów.- wskazuje Katarzyna Okulska-Gawlik, Project Manager projektu Ariel w Sener Polska.

Prowadzony aktualnie Preliminary Design Review (PDR), to etap w rozwoju projektu, podczas którego sprawdza się, czy wstępny projekt systemu spełnia wszystkie wymagania i założenia. Jest to moment, w którym ocenia się także, czy projekt jest gotowy do przejścia do bardziej szczegółowego etapu planowania i budowy.

Obniżka FED we wrześniu

Rosną szanse na wrześniowe obniżki stóp procentowych. Szybciej spadają ceny, a rynek łapie zadyszkę. Bank Japonii nie zmienia stóp procentowych i wycofuje się z zakupu krajowych obligacji. W Szwajcarii spadają ceny producentów.

Obniżki stóp za oceanem coraz bliżej

Już środowe dane o inflacji konsumenckiej spowodowały, że jesteśmy zdecydowanie bliżej obniżki niż utrzymania stóp procentowych na wrześniowym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Wczoraj jednak niższa od oczekiwań okazała się inflacja producencka, co jest kolejnym argumentem przemawiającym za potencjalnym obniżeniem stóp procentowych. Do tego warto dołożyć jeszcze wyższe od oczekiwań wyniki wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Dodatkowe 17 tysięcy wniosków to 7,5% powyżej oczekiwań, niby nie dużo, ale to kolejny powód do zadania pytania, czy wysokie stopy procentowe nie przekładają się nadmiernie negatywnie na rynek pracy. Niższa inflacja i problemy rynku pracy to coś, co przyspiesza decyzje o obniżkach stóp procentowych. Widać to wyraźnie zarówno na kontraktach na stopę procentową, jak i na walutach, gdzie dolar jest wyraźnie w odwrocie.

Japonia nie zmienia stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami Bank Japonii nie zmienił stóp procentowych. Pojawiła się natomiast zapowiedź ograniczeń zakupu japońskich obligacji rządowych. Oczywiście pojawiło się wyłączenie o tym, że będzie przyglądał się warunkom rynkowym w okresie przejściowym, by ustalić dokładny plan na następne lata. Taka furtka powoduje, że można w przyszłości to zmienić. Rynki przyjmują to jako niekorzystną wiadomość dla jena japońskiego. W rezultacie tych ruchów jen japoński znowu zbliża się do szczytów względem dolara.

Deflacja w Szwajcarii

Wczorajsze dane ze Szwajcarii pokazują spadek cen producenckich. Tak, spadek cen, a nie spadek tempa wzrostu cen. Wygląda zatem na to, że pomimo tego, że inflacja konsumencka w Szwajcarii jest na bardzo akceptowalnym poziomie 1,4%, to jeszcze mamy dodatkowe ułatwienie. Niższa presja ze strony cen producentów tylko powoduje, że potencjalne odbicie inflacji będzie mniejsze. Na rynku walutowym widać wyraźnie umocnienie franka szwajcarskiego. Wygląda na to, że pomimo tych danych inwestorzy nie łączą tego ze zwiększoną szansą na dalsze obniżki już i tak bardzo niskich stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy udane lato może uratować największe światowe marki odzieży sportowej?

  • Koszyk akcji odzieży sportowej, w tym Nike, Adidas i Puma, zwrócił zaledwie 18 proc. w ciągu pięciu lat
  • Jednak w minionych intensywnych sportowo sezonach letnich, ich wartość wzrosła nawet o 12 proc.
  • Podczas gdy niektóre czołowe marki zmagały się z trudnościami, inne odnotowały fenomenalny wzrost – od Asics po grupę golfową Acushnet.

Analiza przeprowadzona przez platformę tradingowo-inwestycyjną eToro sugeruje, że zaledwie tydzień do rozpoczęcia letniego sportowego urodzaju, największe światowe marki odzieży sportowej mogą doświadczać bardzo potrzebnego wzrostu cen akcji.

eToro stworzyło ważony kapitalizacją rynkową koszyk 10 największych marek odzieży sportowej na świecie i odkryło, że w porównywalnie pracowitych latach 2016 i 2021, wartość tych firm wzrosła o 11-12 proc. w okresach od czerwca do sierpnia, znacznie przewyższając główne indeksy giełdowe.

Te sportowe sezony letnie obfitowały w ważne wydarzenia – od Mistrzostw Europy i turniejów piłkarskich Copa America, po Igrzyska Olimpijskie, Tour de France, główne turnieje golfowe i mistrzostwa Wimbledonu. Podczas tych wydarzeń, największe światowe marki sportowe zyskały ogromną ekspozycję.

Według analizy eToro, jakiekolwiek powtórzenie odbicia cen akcji obserwowanego w poprzednich latach byłoby więcej niż mile widziane dla tych marek. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że łącznie zwróciły one akcjonariuszom zaledwie 18 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat, czyli jedną piątą 88 proc. wygenerowanych przez S&P 500 w tym samym okresie. Koszyk odzieży sportowej osiągnął szczególnie słabe wyniki w ostatnim czasie, spadając o 8 proc. od początku tego roku w porównaniu z 10-procentowym wzrostem S&P 500 i 7-procentowym wzrostem FTSE 100.

Komentując wyniki, analityk eToro Sam North powiedział: W ciągu najbliższych kilku miesięcy największe światowe marki odzieży sportowej zyskają maksymalną ekspozycję dzięki miliardom telewidzów, którzy będą oglądać EURO, Igrzyska Olimpijskie i inne przebojowe wydarzenia sportowe, odbywające się przez całe lato. Nadzieją dla tych firm jest to, że spora fortuna, którą wydają na sponsoring, może zwiększyć sprzedaż i ceny akcji, ponieważ fani sportu, zainspirowani tym, co widzieli na ekranach, wychodzą i kupują nowe buty sportowe, koszulki i sprzęt sportowy.

Niemiecki Adidas odnotował spadek wartości o 11 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat, choć jest to mało znaczące w porównaniu z Under Armour z siedzibą w Baltimore, który stracił ponad 70 proc. swojej wartości w tym samym okresie. Jednak bardziej luksusowe i specjalistyczne marki tego rynku radziły sobie znacznie lepiej. Marka athleisure Lululemon cieszyła się zdrowymi wzrostami cen akcji (85 proc.) w ciągu pięciu lat, podczas gdy marka do biegania Asics wzrosła o 620 proc.

Sam North kontynuuje: Podczas gdy najbliższe kilka miesięcy jest kluczowym momentem dla tych marek, istnieją również strukturalne oznaki, że mogą one być dobrze przygotowane do wzrostu. Inflacja nadal spada, dając konsumentom większą siłę nabywczą, podczas gdy akcje są notowane w pobliżu dolnego zakresu wskaźnika wyceny 24 x P / E, co czyni je efektywnie tanimi.

Ważne jest również, aby zdać sobie sprawę z tego, jak znakomicie radzą sobie niektóre spółki z naszego koszyka, w tym konglomerat golfowy Acushnet i japoński Asics, nagradzając akcjonariuszy trzycyfrowymi zwrotami.

Tabela przedstawiająca koszyk akcji odzieży sportowej w porównaniu z głównymi indeksami
Koszyk/indeksy Zwroty YTD Zwroty w ciągu 1 roku Zwroty w ciągu 3 lat Zwroty w ciągu 5 lat
Marki sportowe -8% -5% 73% 18%
FTSE 100 7% 9% 12% 15%
S&P 500 10% 24% 25% 88%
NASDAQ 11% 33% 125% 113%

**Dane z maja 2024 r. Wyniki osiągnięte w przeszłości nie są wyznacznikiem przyszłych wyników.

Tabela przedstawiająca wyniki marek uwzględnionych w globalnym koszyku odzieży sportowej 
Marka Zwroty YTD Zwroty w ciągu 1 roku Zwroty w ciągu 3 lat Zwroty w ciągu 5 lat
Nike -14% -12% -32% 18%
Adidas 24% 48% -23% -11%
Puma -7% 2% -50% -11%
Fila 1% 5% -29% -50%
Asics 99% 132% 235% 620%
Lululemon -41% -10% -6% 85%
Under Armour -21% -5% -69% -70%
Anta Sports 10% 3% -47% 78%
Acushnet (Titleist, FootJoy) 2% 43% 22% 169%
Amer Sports* (Wilson, Salomon) n/a n/a n/a n/a

* IPO Amer Sports 1 lutego 2024 r.

**Dane z maja 2024 r. Wyniki osiągnięte w przeszłości nie są wyznacznikiem przyszłych wyników.

Wyniki w poprzednich intensywnych sportowo sezonach letnich (obejmujących Igrzyska Olimpijskie, Euro i Copa America)
czerwiec-sierpień 2016 czerwiec-sierpień 2021
Koszyk marek sportowych 11% 12%
S&P500 4% 8%
FTSE100 9% 6%
NASDAQ 5% 11%

Bioceltix ustalił cenę emisyjną w ramach prowadzonej oferty akcji serii M na 58 zł. Spółka pozyska ponad 46 mln zł na budowę wytwórni komórek macierzystych

Bioceltix – giełdowa spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym – ustalił cenę emisyjną akcji w ramach prowadzonej oferty akcji serii M na 58 zł za sztukę. W ten sposób, emitując 795 tys. walorów, pozyska ok. 46 mln zł na budowę wytwórni weterynaryjnych produktów leczniczych opartych o komórki macierzyste, która ma być największym tego typu zakładem na świecie. Nowa wytwórnia zapewni polskiemu biotechowi przemysłową skalę produkcji leków biologicznych zwalczających najczęściej występujące choroby u zwierząt towarzyszących.

Wrocław, 14.06.2024 – 12 czerwca menedżerowie oferty – mBank S.A. i Trigon Dom Maklerski S.A. przy udziale Domu Maklerskiego Navigator S.A. – zakończyli przyspieszoną budowę księgi popytu (ABB) na 795 tys. nowo emitowanych akcji serii M. Po rozważeniu wyników ABB, cenę emisyjną za jedną akcję ustalono na 58 zł.

Cieszymy się, że inwestorzy docenili potencjał i strategię rozwoju Bioceltix, dzięki czemu zamykamy tę emisję z sukcesem. Dziękujemy za zaufanie. Spółka pozyska nieco ponad 46 mln zł brutto. Środki te zostaną przeznaczone przede wszystkim na budowę nowej, wielkoskalowej wytwórni komórek macierzystych. Mamy ambitne plany sprzedaży międzynarodowej i nie możemy wytracać tempa, tym bardziej że w połowie maja złożyliśmy wniosek do Europejskiej Agencji Leków o wydanie pozytywnej rekomendacji dla leku na osteoartrozę u psów. Dzięki dobrej pozycji gotówkowej możemy szybko ruszyć z inwestycją i jednocześnie realizować pozostałe projekty. Jesteśmy w najlepszym możliwym momencie rynkowym, jeżeli chodzi o rozwój biotechnologii weterynaryjnej, a jednocześnie zajmujemy się aktualnie najważniejszymi obszarami terapeutycznymi u zwierząt towarzyszących. To wszystko pozwala nam budować silną pozycję rynkową w skali międzynarodowejkomentuje Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Wraz z emisją nowych akcji szykują się dodatkowe zmiany w akcjonariacie spółki. Zgodnie z zapowiedziami, do transakcji dołączył Infini ASI – historycznie pierwszy inwestor finansowy w Bioceltix. Fundusz zdecydował się sprzedać swój pakiet 250 tys. akcji po cenie 55 zł za sztukę.

Emisja nowych akcji

10 czerwca br. zarząd Bioceltix podjął decyzję o wyemitowaniu do 795 tys. akcji zwykłych na okaziciela serii M w trybie subskrypcji prywatnej z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy, przy czym akcjonariusze uprawnieni do udziału w ofercie, posiadający co najmniej 0,5% akcji spółki na 18 maja br., mieli prawo pierwszeństwa objęcia nowych akcji – w liczbie umożliwiającej im utrzymanie dotychczasowego udziału w kapitale zakładowym.

Główni akcjonariusze Bioceltix, wraz z prezesem zarządu, zdecydowali ponadto o przedłużeniu swoich lock-up’ów o kolejne 2 lata, zobowiązując się do nierozporządzania akcjami bez zgody mBanku i Domu Maklerskiego Trigon. Lock-up na akcje Kvarko Group ASI (11,4%) oraz Alternative Solution ASI (6,2%) obowiązuje do 30 listopada 2026 r., natomiast lock-up prezesa Łukasza Bzdziona (8,86%) do 31 maja 2027 r. Sam Bioceltix również zobowiązał się do nieemitowania nowych akcji przez rok.

Współmenedżerami oferty były mBank S.A. oraz Trigon Dom Maklerski S.A., zaś Dom Maklerski Navigator S.A. pełnił rolę współprowadzącego księgę popytu. Doradcą Investor Relations i finansowym spółki był cc group sp. z o.o.

Rozwój produktów zgodnie z planem

Lek BCX-CM-J na osteoartrozę stawów u psów autorstwa Bioceltix ma szansę już wkrótce zostać pierwszym na świecie weterynaryjnym produktem leczniczym zawierającym psie komórki macierzyste. Z kolei kandydat na lek na atopowe zapalenie skóry u psów – BCX-CM-AD – po sukcesie badania pilotażowego, jest w fazie właściwego, wieloośrodkowego badania klinicznego. Spółka osiągnęła też ważny etap w projekcie BCX-EM, rekrutując do badania klinicznego 117 koni ze zdiagnozowanymi objawami zmian zwyrodnieniowych stawów. Obserwacja ostatniego pacjenta zakończy się w drugiej połowie czerwca, a więc już niedługo Bioceltix powinien ogłosić wstępne wyniki tego badania klinicznego. Dodatkowo, spółka prowadzi prace badawczo-rozwojowe nad drugim produktem leczniczym na atopowe zapalenia skóry u psów, tym razem w oparciu o białka i inne substancje produkowane i wydzielane na zewnątrz przez komórki macierzyste. Jest to tak zwany sekretom, który znajduje się w medium pohodowlanym stanowiącym aktualnie odpad z głównego szlaku technologicznego.

Ceny materiałów budowlanych: maj 2024 – kres spadków coraz bliżej?

W maju na krajowym rynku materiałów budowlanych wciąż obowiązywała średnia ujemna dynamika cen w relacji rok do roku. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl coraz wyraźniej jednak dają o sobie znać symptomy jej wygaszania. Dziewiąty z rzędu regres stawek wyniósł tym razem zaledwie 2 proc., czyli najmniej od listopada ub. roku. Z kolei w relacji miesiąc do miesiąca Grupa PSB zakomunikowała kolejny średni wzrost notowań, potwierdzając tym samym postępujące słabnięcie tendencji spadkowej cen monitorowanych grup asortymentowych.

Jeszcze na minusie, ale coraz bliżej zera – tak można w skrócie podsumować sytuację dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku, publikowaną co miesiąc przez Grupę PSB. Tymczasem ten sam wskaźnik liczony w odniesieniu do poprzedniego miesiąca, po raz drugi z rzędu utrzymał się na dodatniej stronie, tym razem w wymiarze 0,4 proc. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl taka wartość nie oznacza jeszcze definitywnego końca spadków stawek materiałów budowlanych, ale na pewno jest kolejnym wiarygodnym zwiastunem powrotu wzrostów cen już w najbliższych miesiącach. W najnowszym raporcie dynamika cen w kanale hurtowym wyniosła -1,1 proc. oraz detalicznym -2,6 proc., czyli w obu przypadkach wyraźnie mniej niż miesiąc wcześniej.Wyk.1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku w maju br. wskazuje na wciąż wyraźnie dominującą pozycję taniejących grup towarowych w stosunku 16 do 4, co mogło by sugerować wciąż relatywnie silną tendencję spadkową. Tymczasem dokładnie odwrotnie ma się sytuacja dynamiki cen w relacji miesiąc do miesiąca, gdzie zdecydowanie przeważają drożejące grupy asortymentowe.Tab. 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Wśród materiałów najszybciej taniejących niezmiennie od miesięcy przodują płyty OSB z drewnem, taniejące w ciągu roku o 8,4 proc., a następnie dachy-rynny o 6,5 proc. Jednak w przypadku pierwszej z wymienionych pozycji uwagę zwraca bardzo silne odreagowanie przeceny, które z miesiąca na miesiąc osiągnęło poziom aż 8 proc. Niewykluczone, że w tym przypadku mamy do czynienia z „pierwszą jaskółką”, zapowiadającą podobne odbicie w przypadku pozostałych pozycji.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl wciąż jest zdecydowanie za wcześnie na ogłaszanie przesilenia korekty cenowej materiałów budowlanych, jednak moment ten wydaje się nieuchronnie zbliżać wielkimi krokami. Nie tylko z miesiąca na miesiąc kurczy się skala przeceny, ale odwrotnie proporcjonalnie rośnie wolumen argumentów przemawiających za powrotem zdecydowanych wzrostów cen nie tylko materiałów ale i usług budowlanych.

Do funkcjonujących już od dłuższego czasu w przestrzeni publicznej takich tematów jak oczekujące na start programy w ramach Krajowego Programu Odbudowy, rosnące szanse realizacji Centralnego Portu Komunikacyjnego, następnie termomodernizacji w ramach dyrektywy budowlanej, czy wciąż nie odwołanego kredytu na Start, teraz dochodzi kwestia budowy fortyfikacji na wschodniej granicy czy schronów, niewykluczone że także w ramach hali garażowych w deweloperskich inwestycjach wielorodzinnych.

Co gorsza jednak, eskalacja popytu wynikająca z uruchamiania w przewidywalnej przyszłości rekordowych ilości wszelkiego rodzaju budów,  nie dotyczy tylko Polski, ale dosłownie całej Europy. Grozi to długotrwałym zaburzeniem rynkowej równowagi wynikającej z prawdopodobnego w tej sytuacji załamania dostępności materiałów budowlanych, a w konsekwencji ostrym wywindowaniem ich cen. Pytanie, czy może z dynamiką wyraźnie przekraczającą widoczny wciąż na prezentowanym wykresie rekordowy poziom 32 proc. z czerwca 2022 r.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Majowe ochłodzenie w emisjach obligacji, ale popyt inwestorów nadal wysoki

Trzy emisje na łączną kwotę 102,5 mln zł – tak kształtuje się bilans maja, najsłabszego jak dotąd miesiąca w roku. Majowy wynik wypada blado w szczególności na tle pierwszego kwartału, kiedy to mieliśmy średnio 5 emisji na ponad 250 mln zł miesięcznie. Ostudzenie emocji na rynku obligacji korporacyjnych zdaje się jednak nie dotyczyć inwestorów.

Popyt kolejny miesiąc z rzędu mocno przekroczył kwoty emisji – w trzech emisjach 1506 inwestorów złożyło zapisy na 198,45 mln zł. Niezaspokojony popyt nie zmieni jednak faktu, że drugi kwartał zapowiada się istotnie słabiej niż pierwszy. Nie powinno to jednak niepokoić – w końcu nie da się nieustannie odnotowywać kolejnych rekordów.

Trzy majowe emisje

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów Komentarz
Echo Investment 60 3,8 4 maj 123,41 51 593 Poprzednio 4,00 proc.
MCI Management 21,5 4,3 3,5 maj 22,81 6,11 454  
Vehis Fin1 21 7,0 2 maj 52,23 59,79 459  
SUMA 102,5       198,45 38,97 1506  

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Statystykę miesiąca poprawiła publiczna emisja obligacji dewelopera Echo Investment na kwotę 60 mln zł, zakończona redukcją na poziomie ponad 50 proc. (zapisy opiewały na 123,41 mln zł).

Do ostatecznego wyniku maja przyczyniły się także emisje funduszu Private Equity MCI Managament oraz firmy leasingowej Vehis – kolejno 21,5 i 21 mln zł. W przypadku tej drugiej –  redukcja również przekroczyła 50 proc. Prawdopodobnie inwestorów zachęciło wysokie oprocentowanie w skali roku, wynoszące 7 proc. powiększone o WIBOR3M.

Łącznie w trzech emisjach wzięło udział ponad 1,5 tys. inwestorów, a złożone przez nich zapisy opiewały na prawie 200 mln zł. Średni poziom redukcji wyniósł blisko 40 proc. To wynik lepszy niż w marcu i kwietniu, choć do styczniowego rekordu (średnia redukcja na poziomie ponad 63 proc.) jeszcze trochę brakuje.

  Wartość emisji (mln zł) Wielkość zapisów (mln zł) Średnia redukcja (proc.) Liczba inwestorów Średnia liczba inwestorów

(na emisję)

Styczeń 235,2 664,8 63,65 4977 995
Luty 360,7 912,8 50,63 5742 957
Marzec 164,7 304,1 34,78 3665 610
Kwiecień 171,5 196,2 23,67 1574 787
Maj 102,5 198,5 38,97 1506 806
  1034,6 2276,4      

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Kto nie zainwestował w maju, nadrabia w czerwcu

Na początku czerwca zakończyła się rozpoczęta w maju publiczna emisja obligacji chemicznej spółki PCC Exol. Zakończyła się ona 45-procentową redukcją zapisów – przy emisji na 20 mln zł inwestorzy zgłosili popyt na kwotę ponad 36 mln zł. I to pomimo stosunkowo niskiego oprocentowania na poziomie 2,70 proc. ponad WIBOR.

W samym czerwcu rozpoczęły się natomiast dwie kolejne emisje publiczne dewelopera Cavatina Holding na 25 mln zł oraz spółki z branży finansowej PragmaGo na 30 mln zł. Po pierwszej połowie czerwca wartość emisji sięga zatem poziomu 75 mln zł. Dodatkowo PragmaGo przyjęła piąty program publicznych ofert papierów dłużnych o wartości do 500 mln zł, który musi jeszcze zaakceptować KNF.

Emisje czerwcowe Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
PCC Exol 20 2,7 5,25 czerwiec 36,43 45,1 806
Cavatina Holding 25 6,0 3,5 czerwiec      
PragmaGo 30 4,8 3 czerwiec      

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Do funduszy obligacji korporacyjnych inwestorzy w maju wpłacili 395 mln zł netto (słabszy wynik odnotowaliśmy w tym roku w kwietniu – wtedy to wpłaty wyniosły 227 mln zł). Średnia stopa zwrotu dla tych funduszy wyniosła za maj 0,60 proc., a tym samym średnioroczna stopa zwrotu spadła do 9,40 proc. Napływy netto połączone z dodatnią stopą zwrotu przełożyły się na wzrost aktywów funduszy obligacji korporacyjnych do poziomu ponad 14 mld zł (+481 mln m/m).

Inwestorzy wciąż głodni, emitenci już mniej

Po pięciu miesiącach tego roku emitenci pozyskali ponad 1 mld zł z publicznych emisji obligacji korporacyjnych. Dla porównania w całym 2023 roku było to 1,35 mld zł. Popyt zgłoszony przez inwestorów wyniósł w tym roku aż 2,27 mld zł, tym samym przekraczając całość zapisów złożonych w roku 2023 w wysokości 1,967 mld zł. Dane te pokazują, że na rynku wciąż istnieje ogromny i tylko częściowo zaspokojony popyt na obligacje firm.

Słabnie jednak apetyt emitentów, co widać chociażby po liczbie emisji, których w pierwszym kwartale było po 5-6 miesięcznie, ale już w kwietniu i maju mieliśmy odpowiednio tylko 3 i 2 emisje. Napływy do funduszy obligacji firm wciąż są dodatnie i wynoszą po kilkaset mln zł miesięcznie (od początku roku 2,7 mld zł). Przedsiębiorstwa nie mają jednak niezaspokojonego popytu na kapitał, po udanym pozyskaniu kapitału z obligacji mogą mieć po prostu niższe potrzeby kapitałowe, a tym samym rzadziej wychodzić z emisjami.

Kolejne 3 czerwcowe emisje trwają, a w akceptacji są następne prospekty (PragmaGo). Inwestorzy wciąż wykazują spore zainteresowanie emisjami. Kolejne miesiące pokażą czy majowe ostudzenie to tylko zadyszka i delikatna „korekta” w trendzie wzrostowym, czy po prostu pierwsze miesiące tego roku były rekordowe.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Interesuje Cię prawo europejskie i międzynarodowa polityka? Oto Twój idealny wybór profilu nauczania

Profil nauczania w liceum ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia późniejszego studiowania oraz kariery zawodowej. Powinien odpowiadać pasjom i zainteresowaniom. Sprawdźmy, co oferuje liceum CosinusYoung osobom interesującym się prawem europejskim i międzynarodową polityką.

Polska już od dwóch dekad należy do Unii Europejskiej. Sprawia to, że coraz bardziej potrzebni na rynku pracy są specjaliści z zakresu politologii, stosunków międzynarodowych, nauk społecznych, geografii, turystyki i rekreacji, a także licznych kierunków humanistycznych czy pedagogicznych. Osoby planujące zdobycie wykształcenia wyższego w tych dziedzinach powinny dokonać odpowiedniego wyboru profilu w liceum, który otworzy im drogę na studia. Sprawdźmy, co pod tym względem oferuje liceum ogólnokształcące CosinusYoung.

Klasa Europejska w liceum CosinusYoung – pasja i rozwój

W liceum ogólnokształcącym CosinusYoung uczniowie, równolegle z realizacją podstawy programowej, wezmą udział w nadobowiązkowych, certyfikowanych zajęciach dodatkowych, które znakomicie pomogą rozwinąć zainteresowania oraz pogłębić wiedzę. Ich tematyka zgodna jest oczywiście z wybranym profilem klasy. Dzięki nim uczniowie będą mogli świadomie podejmować decyzje o wyborze studiów i dalszym rozwoju zawodowym. Do wyboru są profile: medyczny, kosmetyczny, vlogerski, uniwersytecki, europejski, politechniczny i bezpieczeństwo wewnętrzne.

Klasa Europejska w liceum CosinusYoung - pasja i rozwój

Profil europejski w liceum CosinusYoung to wspaniała propozycja dla osób pasjonujących się prawem europejskim, polityką międzynarodową, integracją europejską, geografią i im podobnymi zagadnieniami. Uczniowie klasy europejskiej w liceum CosinusYoung doświadczą niezwykłej podróży edukacyjnej, zdobywając gruntowną wiedzę, i to w nader interesujący sposób – poprzez zgłębianie tajników krajoznawstwa, odkrywanie niezwykłej różnorodności krajobrazów zabytków i walorów turystycznych różnych regionów. Ale to nie wszystko! Zajęcia w Klasie Europejskiej pomogą też zrozumieć znaczenie stosunków międzynarodowych oraz poznać tajniki współpracy między państwami. Oprócz tego uczniowie zgłębią mechanizmy komunikacji medialnej i nauczą się wykorzystywać media w celu efektywnego przekazywania informacji oraz promowania różnorodnych kultur. Profil ten oferuje zatem bardzo szerokie spektrum wiedzy oraz wyboru dróg dalszego kształcenia.

Klasa Europejska w liceum ogólnokształcących CosinusYoung jest idealnym wyborem dla osób, które:

1) planują studiowanie na kierunkach humanistycznych;

2) są ciekawe świata, lubią podróżować i poznawać nowe miejsca;

3) pasjonują się kulturą różnych krajów;

4) lubią uczyć się języków;

5) interesują się polityką.

Przedmioty rozszerzone to: język angielski i geografia.

Liceum CosinusYoung w Łodzi – dlaczego warto?

Wybierając szkołę średnią, zdecydowanie warto skierować uwagę na liceum ogólnokształcące CosinusYoung w Łodzi. Dlaczego? Przede wszystkim z tej przyczyny, iż jest to nowoczesna placówka, która stanowi bramę do uzyskania świadectwa dojrzałości. Główny nacisk w procesie kształcenia położony jest na przygotowanie uczniów do matury – oczywiście zarówno z zakresu podstawowego, jak i rozszerzonego.

liceum cosinusyoung w lodzi dlaczego warto

Co bardzo istotne, liceum zatrudnia wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną, w skład której wchodzą wybitni nauczyciele, którzy, odnosząc liczne sukcesy, pracowali w innych renomowanych szkołach na terenie Łodzi. Dzięki ich wielkiemu zaangażowaniu, będącemu kluczowym elementem w kształceniu uczniów, młodzi ludzie mogą nie tylko przyswajać wiedzę, lecz przede wszystkim rozwijać swoje umiejętności niezbędne do odniesienia sukcesu w dalszej edukacji, a także życiowe pasje i zainteresowania.

Do wyboru są następujące profile klas: bezpieczeństwo wewnętrzne, europejski, kosmetyczny, medyczny, politechniczny, uniwersytecki i vlogerski.

Od rekordu do korekty: Czy złoto traci blask?

Od początku roku złoto podrożało o 13%, ale jego cena jest niższa o ponad 100 USD od historycznego rekordu sprzed miesiąca. To tylko korekta czy też dzieje się coś złego ze złotem? Najlepszy czas na inwestowanie złotych w złoto prawdopodobnie już minął.

W połowie maja cena złota znajdowała się na poziomie 2 330 USD/uncja. Minimum z 30 dni to 2 304 USD, a maksimum 2 454 USD. To cena 2 454 USD za uncję z 19 maja stała się nowym, historycznym rekordem.

– Najprawdopodobniej mamy do czynienia tylko z korektą, która ma jednak bardzo mocne podstawy, związane z decyzjami banku centralnego Chin – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. – Gdy padł historyczny rekord cen popyt ze strony banków centralnych był bardzo duży, a prym wśród nich wiódł Ludowy Bank Chin. Przez 18 miesięcy ten bank zwiększał swoją ekspozycję w złocie, a maj był pierwszym miesiącem, gdy Ludowy Bank Chin zrezygnował ze zwiększania swych rezerw w złocie.

Decyzja banku centralnego Chin wywołała dużą niepewność wśród inwestorów, a do tego dołożyły się obniżone nadzieje na obniżki stóp procentowych w USA.

Fed mocno zaskoczył swoją czerwcową decyzją, zmniejszając oczekiwania na ilość obniżek stóp procentowych w tym roku. Dane makroekonomiczne w większości w ostatnich miesiącach wypadały dobrze, więc oczekiwano lekko jastrzębiego zwrotu. Fed jednak oczekuje tylko jednej obniżki.

Warto na samym początku wspomnieć o tym, że przed decyzją Fed opublikowano inflację CPI za maj, dlatego bankierzy Fed nie mieli możliwości aktualizacji swoich prognoz w związku z niższym od oczekiwań odczytem. Inflacja CPI spadła do 3,3% r/r, pomimo oczekiwań braku zmian, natomiast bazowa spadła głębiej do 3,4% r/r.

Projekcja dla środka przedziału stóp procentowych wzrosła z 4,6% do 5,1%. To w zasadzie oznacza, że bankierzy oczekują teraz tylko jednej obniżki stóp procentowych. Najprawdopodobniej mogłaby ona mieć miejsce w listopadzie lub grudniu. Jednak sam Powell podczas konferencji powiedział, że projekcje inflacyjne były konserwatywne. Fed widzi w tym roku nieco wyższą inflację: PCE na poziomie 2,6% zamiast 2,4%, natomiast bazowa PCE na poziomie 2,8% zamiast 2,6%.

Nieco wzrosły oczekiwania na przyszły rok, ale wciąż inflacja ma być w celu w 2026. Wobec tego, jeśli inflacja będzie zachowywać się podobnie jak w maju (a już wiemy, że za czerwiec powinniśmy doświadczyć kolejnego negatywnego wpływu cen paliw), wtedy wzrośnie szansa na obniżkę. Problemem jest jednak dosyć duża przerwa między lipcowym i wrześniowym posiedzeniem Fed.

– Perspektywa utrzymania się wyższych stóp procentowych przez dłuższy czas powoduje, że mamy teraz moment zastoju na złocie – komentuje ekspert XTB. – Powinniśmy jednak oczekiwać kontynuacji zakupu złota przez banki centralne, które będą odchodzić od amerykańskiego dolara w rezerwach. Jednocześnie zwiększy się ich ekspozycja na złoto.

Rynek wycenia w tym momencie 1,7 obniżki w tym roku, choć po odczycie inflacji była to wycena dwóch pełnych obniżek. Dla rynku nieco bardziej jastrzębi Fed może być jednak zbawieniem, gdyż może dojść do złagodzenia podejścia ze strony Fed, co będzie kolejnym motorem napędowym dla Wall Street, metali szlachetnych, czy negatywnym czynnikiem dla dolara.

Po wakacjach nastroje inwestorów mogą więc zmienić się. Obecna zmiana cen złota okaże się wówczas tylko korektą. I ceny złota znów będą bardzo bliskie rekordów.

Dla polskich inwestorów perspektywy są jednak o wiele bardziej niejednoznaczne, gdyż uwzględniać trzeba ryzyko kursowe. Złoty był bardzo mocny przy cenie minimalnie powyżej 3,90 za dolara, ale osłabił się w czerwcu o ponad 10 gr.

– Są szanse, że nowy historyczny rekord cen złota zobaczymy jeszcze w tym roku – dodaje M.Stajniak z XTB. – Jednak najlepszy czas w ostatnich miesiącach na inwestowanie złotych w złoto prawdopodobnie już minął.