Obniżka stóp przez EBC w marcu wykluczona. Czy to znaczy, że inwestorzy mogą wrócić do drzemki?

Aby dostrzec zmienność na głównych parach walutowych, potrzebne było w ostatnich tygodniach solidne szkło powiększające. Najbliższe posiedzenie EBC niekoniecznie wyrwie rynek z letargu, komunikaty banku centralnego mogą być jednak istotne.

Ton styczniowego posiedzenia Rady Prezesów EBC był nieco bardziej gołębi niż grudniowego. W oświadczeniu nie wspomniano o „podwyższonej” presji cenowej w strefie euro, a prezeska Christine Lagarde ani nie odsunęła wprost rynkowych oczekiwań dotyczących rozluźniania polityki banku, ani nie zamknęła drzwi do cięcia stóp procentowych w kwietniu. Ośmieliło to rynki do stawiania na kwietniową obniżkę i już kilka dni po posiedzeniu rynki w pełni wyceniały ruch w dół o 25 pb.

Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło. Obecnie inwestorzy szacują prawdopodobieństwo cięcia stóp w kwietniu na ok. 20% i nawet nie wyceniają w pełni obniżki w czerwcu. Zmiany jak w kalejdoskopie!

Z czego to wynika? Naszym zdaniem wpłynęły na to szczególnie:

  • Zaskoczenia w górę amerykańskimi danymi. Odporność wzrostu gospodarczego, ciasny rynek pracy i utrzymująca się bazowa presja cenowa osłabiły oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, powodując zmiany wycen rynkowych dotyczących również innych banków centralnych.
  • Odczyty ze strefy euro są w ostatnim czasie nieco lepsze od oczekiwań. Gospodarka wspólnego bloku uniknęła recesji pod koniec 2023 r., odnotowując płaski wzrost w IV kwartale po łagodnym spadku w III kwartale. Wyprzedzające dane PMI również przedstawiają się nieco lepiej – indeks dla kluczowego sektora usług wzrósł w ubiegłym miesiącu do granicznego poziomu 50 pkt, co sugeruje, że może się zbliżać ożywienie gospodarcze. W ostatnich dniach indeks zaskoczeń gospodarczych Citigroup dla strefy euro wzrósł zaś do najwyższego poziomu od kwietnia ub.r.
  • Retoryka decydentów EBC przechyla się na jastrzębią stronę. W kontekście inflacji Prezeska Lagarde podkreśla, że bank „nie jest jeszcze tam, gdzie trzeba”, podczas gdy wielu innych deklaruje stopniowość i zależność od danych. Robert Holzmann, jeden z najbardziej otwarcie komunikujących się jastrzębi w EBC, podzielił się opinią, że bank raczej nie rozpocznie cięć stóp procentowych wcześniej niż Fed. Inni zaś, jak Isabel Schnabel i Joachim Nagel, sugerują, że konieczna jest ostrożność. Gołębie obierają zaś nietypowo zachowawcze dla nich podejście do obniżek stóp procentowych. Należący do Rady Prezesów Yannis Stournaras zasugerował, że spodziewa się pierwszego cięcia w czerwcu, Gabriel Makhlouf stwierdził zaś, że bank nie powinien się spieszyć i pozostać „wyczulony” na zagrożenia związane z płacami.

Postępy w walce z inflacją w strefie euro są wyraźne – główna miara dynamiki cen spadła w lutym do najniższego od 31 miesięcy poziomu 2,6%, bazowa zaś do 3,1%. Mimo wszystko inflacja przewyższa oczekiwania, co wspiera przekonanie, że ostatnia prosta w tej walce będzie najtrudniejsza.

Jako że obniżka stóp procentowych w czwartek jest wykluczona, uwaga uczestników rynku skupi się na komunikatach banku. Szczególnie istotne będą komentarze prezeski Lagarde oraz zrewidowane projekcje makroekonomiczne. Zbliżają się cięcia stóp, prezeska Lagarde może więc przyjąć nieco bardziej gołębi ton. Nie sądzimy jednak, że jej konferencja prasowa będzie wyraźnie różniła się od styczniowej.

Naszym zdaniem Lagarde wskaże na postępy w walce z inflacją, jej komunikaty nie będą przy tym jednak zbyt wymowne. Spodziewamy się z jej strony powtórzenia, że Rada Prezesów pozostaje zależna od danych. W tym kontekście jej retoryka na temat płac, kluczowego dla banku centralnego czynnika, będzie uważnie analizowana. EBC ma pewien wgląd w sytuację, jednak pełniejsze dane opublikowane zostaną dopiero późną wiosną.

Poza powyższymi, na euro wpływać będą zapewne wszelkie sygnały dotyczące dyskusji na temat obniżek stop procentowych. Jakiekolwiek wzmianki, że przeprowadzono na ten temat wstępne rozmowy (albo że stanie się to wkrótce), mogą być postrzegane jako gołębie i wywrzeć presję spadkową na euro. Jeśli jednak podkreślone zostanie, że jest wciąż zbyt wcześnie na takie dyskusje, rynki mogą uwierzyć, że przez jakiś czas nie dojdzie do cięć. Podczas ostatniej konferencji prasowej prezeska Lagarde nie odsunęła wprost rynkowych oczekiwań dotyczących obniżek i biorąc pod uwagę istotne zmiany wycen, nie spodziewamy się, by zdecydowała się na to w tym tygodniu. Inwestorzy będą wypatrywać również wszelkich sygnałów dotyczących możliwości cięcia w kwietniu. Sądzimy, że EBC nie będzie chciał ryzykować zapędzenia się w kozi róg. Oznaki, że kwietniowa obniżka jest wykluczona, mogłyby nieco wesprzeć wspólną walutę.

Wydaje się, że w tym tygodniu zobaczymy rewizję w dół prognoz zarówno dla inflacji, jak i wzrostu. Inwestorzy będą szczególnie zainteresowani skalą zmian tych pierwszych, zwłaszcza dla bazowej dynamiki cen. Silniejsza rewizja może być postrzegana jako gołębia, zaś minimalne modyfikacje nie powinny istotnie wpłynąć na rynki.

Biorąc pod uwagę, że ostatnie zmiany rynkowych wycen były dość agresywne, uważamy, że nie ma zbyt dużej przestrzeni do dalszego obniżania oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych. Powinno ograniczyć to skalę wsparcia euro, jeśli komunikaty banku zostaną odebrane jako jastrzębie. Poprzeczka dla gołębiego zaskoczenia wydaje się zawieszona niżej. Nie spodziewamy się, by marcowe posiedzenie przyniosło silne podbicie zmienności.

Wciąż uważamy, że Europejski Bank Centralny ma największe szanse, by rozpocząć cięcia stóp procentowych wcześniej niż niemal wszystkie pozostałe banki centralne G10. W ostatnim czasie argumenty za obniżką w kwietniu osłabiły się jednak i obecnie zaczynamy skłaniać się ku pierwszemu ruchowi stóp w dół w czerwcu.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (07.03) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Uprzedzenia największą barierą w życiu zawodowym kobiet

oraz w strategiach firm. Badania pokazują jednak, że do osiągnięcia pełnej równości, wyeliminowania luki płacowej oraz nieświadomych uprzedzeń wciąż jest daleka droga. Profesjonalistki nadal napotykają na swej zawodowej drodze przeszkody. Jak wynika z globalnego sondażu Hays, jako te największe zostały zidentyfikowane dyskryminacja i uprzedzenia (38%), brak elastyczności (26%) oraz luka płacowa (24%).

Przypadający na 8 marca Międzynarodowy Dzień Kobiet to dla wielu organizacji okazja do bliższego przyjrzenia się sytuacji kobiet w nich zatrudnionych, praktykom rekrutacyjnym oraz rozwiązaniom ukierunkowanym na zwiększanie ich udziału w kadrze menedżerskiej wyższego szczebla. W perspektywie profesjonalistek podejmowane działania bardzo często nie są jednak wystarczające.

Ubiegłoroczne badanie Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2023. Polityka DE&I w praktyce”, zrealizowane we współpracy z Centrum Badań Kobiet i Różnorodności w Organizacjach, działającym przy Akademii Leona Koźmińskiego, ponownie pokazało, że przekonanie o równości szans na awans i sprawiedliwe wynagrodzenie nie jest w Polsce powszechne. O braku zależności pomiędzy płcią pracownika a szansą na awans było przekonanych zaledwie 39 proc. kobiet i 69 proc. mężczyzn. Z kolei o tym, że wszyscy pracownicy o podobnych kwalifikacjach są sprawiedliwe wynagradzani, bez względu na płeć, było przekonanych 35 proc. kobiet i 67 proc. mężczyzn. Chociaż odsetki te nieznacznie urosły w porównaniu z rokiem 2022, to wciąż są dalekie od ideału.

Czy Ty oraz współpracownicy o podobnych kwalifikacjach i/lub podobnym zakresie obowiązków jesteście sprawiedliwie wynagradzani, bez względu na płeć?

  Kobiety Mężczyźni
Tak 35% 67%
Nie 45% 22%
Trudno powiedzieć 20% 11%

Źródło: Raport „Kobiety na rynku pracy 2023. Polityka DE&I w praktyce”, czerwiec 2023

UPRZEDZENIA I BRAK ELASTYCZNOŚCI JAKO NAJWIĘKSZE BARIERY

Ankieta Hays przeprowadzona w lutym na portalu LinkedIn wśród blisko 4,5 tys. respondentów pokazuje, że pracownicy wciąż dostrzegają przeszkody, które utrudniają kobietom rozwój zawodowy. Najczęściej wskazywano na dyskryminację i uprzedzenia (38 proc.) oraz nieelastyczne zasady pracy (26 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowały się luka płacowa i niesprawiedliwe praktyki wynagradzania (24 proc.), a także brak mentoringu i wsparcia w rozwoju (12 proc.).

Jaka jest największa bariera utrudniająca kobietom rozwój i aktywny udział w rynku pracy?

38% Dyskryminacja i uprzedzenia
26% Nieelastyczne zasady pracy
24% Luka płacowa
12% Brak mentoringu i wsparcia w rozwoju

Źródło: sondaż Hays, LinkedIn, luty 2024

Jak zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, Dyrektor Wykonawcza na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays, pomimo licznych postępów w działaniach na rzecz wyrównania szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy, do głosu wciąż dochodzą stereotypy i krzywdzące przekonania – Uprzedzenia wobec profesjonalistek bardzo często nie są wyrażane wprost. Osoba podejmująca decyzję o zatrudnieniu czy awansie wcale nie musi mieć świadomości, że jej wybór jest podyktowany uprzedzeniami. Może nie wiedzieć, że odrzucenie kandydatki z procesu rekrutacyjnego wcale nie wynika z „braku chemii”, lecz przekonania, że w tej branży nie uda się jej zbudować autorytetu. Stąd też walka z nieuświadomionymi uprzedzeniami jest trudna i wymaga intensywnych działań edukacyjnych – zauważa.

PONAD POŁOWA POLEK NAPOTKAŁA W KARIERZE PRZESZKODY WYNIKAJĄCE Z PŁCI

Podobne wnioski płyną z raportu Hays „Kobiety na rynku pracy 2023. Polityka DE&I w praktyce”. Przeszkód wynikających z płci doświadczyło w swojej karierze 57 proc. kobiet w Polsce. Profesjonalistki najczęściej mierzą się z faworyzowaniem osób płci przeciwnej, kierowaniem się stereotypami w decyzji o zatrudnieniu lub awansie, brakiem zaufania do posiadanych kwalifikacji oraz zakładaniem ich mniejszej dyspozycyjności.

Postrzeganie kobiet przez pryzmat nawet potencjalnego macierzyństwa stanowi jedno z większych wyzwań, przed jakimi stoją profesjonalistki. Pytania o dzieci na spotkaniach rekrutacyjnych czy komentarze sugerujące, że na kobietach wychowujących dzieci można mniej polegać, są coraz rzadsze. Mimo to fakt posiadania dzieci czy też potencjalnych planów z tym związanych wciąż bywa brany pod uwagę w decyzjach o zatrudnieniu lub awansie.

Na rynku pracy nadal zdarzają się sytuacje, w których profesjonalistka nie otrzymuje możliwości awansu lub objęcia roli menedżerskiej, ponieważ zdaniem decydentów może tego nie udźwignąć. Powód? Ma małe dzieci. Nikt jednak raczej nie kwestionuje, czy ojciec małych dzieci zdoła pogodzić pracę i zobowiązania wobec rodziny. Jest to element większego problemu – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz z Hays.

Do głosu dochodzą tutaj tradycyjne wzorce kulturowe, zgodnie z którymi obowiązki rodzicielskie i domowe pozostają domeną kobiet. Matki częściej biorą zwolnienia na czas choroby dziecka i jako jedyne z rodziców korzystają z urlopu rodzicielskiego. Jest to podyktowane również kwestiami ekonomicznymi. Kobiety statystycznie zarabiają mniej od mężczyzn ze względu na lukę płacową, ale też fakt, że częściej wykonują prace nisko opłacane i rzadziej pełnią stanowiska wysokiego szczebla. Z jednej strony mają zatem utrudniony rozwój zawodowy z uwagi na uprzedzenia i szklane sufity, z drugiej natomiast to one biorą na siebie ciężar związany z opieką nad dziećmi, ponieważ finansowo jest to dla rodziny bardziej opłacalne.

DZIAŁANIA, KTÓRE MAJĄ ZNACZENIE

Pracodawcy, którym zależy na tworzeniu otwartych i sprawiedliwych organizacji, mają zatem trudny orzech do zgryzienia. Jednym z podejmowanych działań jest tworzenie polityk promujących różnorodność, równość i integrację (DE&I). Takie rozwiązania funkcjonują już w co trzeciej organizacji działającej w Polsce. Badania Hays pokazują, iż kluczowe miejsce zajmuje w nich równowaga płci.

Działania firm związane z polityką DE&I najczęściej przyjmują formę różnorodnych inicjatyw wspierających grupy niedostatecznie reprezentowane w świecie pracy oraz promujące sojusznictwo (allyship), rozwiązania systemowe typu parytety płci oraz transparentne wynagrodzenia i jasne ścieżki kariery. Jak wynika z odpowiedzi respondentów badania Hays, pracodawcy przeprowadzają również szkolenia z zakresu nieuświadomionych uprzedzeń (unconsious bias), opracowują praktyczne poradniki oraz procedury wewnętrzne, np. dotyczące inkluzywnych rekrutacji.

Pracodawcy pozytywnie wypowiadają się o wpływie polityki DE&I na pracowników oraz całą firmę. Na wprowadzeniu takich rozwiązań najbardziej zyskuje kultura i reputacja organizacji. Pracodawcy dostrzegają też, że wzrasta zaangażowanie zatrudnionych, którzy mają większą pewność, że o ich dalszej karierze będą decydować wyłącznie umiejętności i wyniki pracy. Innymi słowy – mimo że taki kodeks dobrych praktyk nie rozwiąże wszystkich problemów, to jest doceniany. Pracownicy mają poczucie, że jest to ważny krok na drodze do pełnej równości szans na rynku pracy – podsumowuje Aleksandra Tyszkiewicz.

Inwestycje w nieruchomości komercyjne w CEE: spadek wolumenów, wzrost znaczenia lokalnego kapitału

Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield „CEE Investment Outlook”, 2023 rok stanął pod znakiem niższej aktywności zachodniego kapitału, co znalazło odzwierciedlenie w o połowie mniejszym wolumenie transakcji w Europie Środkowo-Wschodniej rok do roku. Polska z wynikiem 1,8 mld euro utrzymała pierwsze miejsce pośród rynków CEE odpowiadając za 36% całkowitego wolumenu inwestycji. Jest to jednak poziom dalece niższy od tego, do którego przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach. Polska odróżnia się od średniej dla regionu, jeżeli chodzi o strukturę popytu – ponad 50% transakcji na rodzimym rynku dotyczyło aktywów z sektora logistycznego, podczas gdy w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej najwięcej kapitału zostało zainwestowane zostało w sektor biurowy. Ponadto lokalni inwestorzy odpowiadali w regionie za dwie trzecie wolumenu transakcji inwestycyjnych, co stanowi znaczący wzrost w porównaniu z poprzednimi latami. Pomimo wyzwań rynek wykazał odporność, szczególnie w logistyce i sektorze mieszkaniowym, podkreślając tym samym obszary z potencjałem wzrostu.

W Polsce widać wyraźną postawę wyczekiwania zwłaszcza na rynku biurowym. Podczas gdy największa część wolumenu inwestycyjnego w regionie CEE dotyczyła nieruchomości biurowych (32% w 2023 roku vs. 41% w 2022 roku), na krajowym rynku aż 51% wolumenu przypadło na sektor logistyki.

Jak podkreślają eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, w Polsce wyraźnie widać potrzebę wdrożenia narzędzi, które pozwolą zwiększyć skalę inwestycji rodzimego kapitału.

Wzrost znaczenia lokalnego kapitału

W 2023 roku rynek nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowej zaobserwował znaczącą zmianę w źródłach kapitału, z wyraźnym wzrostem udziału inwestycji lokalnych w obliczu spadku napływu kapitału z Zachodu.

Lokalni inwestorzy oraz ci z krajów CEE stanowili większość (65%) transakcji inwestycyjnych w regionie w 2023 roku, co stanowi znacząco wyższy udział niż w poprzednich latach (42% w 2022 roku i 37% w 2021 roku).

Ta zmiana odzwierciedla szerszy trend, w którym inwestorzy regionalni odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu płynności rynkowej i napędzaniu inwestycji. Zmieniający się krajobraz podkreśla potrzebę strategicznego podejścia do pozyskiwania kapitału, akcentując rosnące znaczenie lokalnych i regionalnych inwestorów w nawigowaniu obecnego środowiska ekonomicznego. Luka w inwestycjach z Zachodu jest bardzo efektywnie zapełniana przez kapitał z Czech, Słowacji, Węgier czy Litwy. Dla Polski oznacza to jedno – konieczność wprowadzenia REITów lub innych wehikułów inwestycyjnych, które pozwolą inwestorom indywidualnym lokować środki w inne aktywa, niż tylko mieszkania, komentuje Paweł Partyka, Head of Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Stopy kapitalizacji: odporność na ekonomiczne zawirowania

Generalnie, rynek nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowej odnotował wyraźny spadek wolumenów inwestycyjnych, na czele z Polską, która zarejestrowała najgłębszą zmianę, co wskazuje na wzmożoną ostrożność inwestorów w obliczu niepewności ekonomicznej. Jednak spadek ten kontrastuje ze zróżnicowanym zachowaniem rentowności nieruchomości prime w regionie, które wykazały odporność w obliczu zmian ekonomicznych, mówi Jeff Alson, Head of Capital Markets CEE, Cushman & Wakefield.

Pomimo zmniejszenia się wolumenów, rentowność nieruchomości typu prime na niektórych rynkach odnotowały niewielki wzrost, odzwierciedlając popyt inwestorów na aktywa premium o niskim ryzyku, podczas gdy inne pozostały stabilne, podkreślając niezmienną odporność i atrakcyjność nieruchomości komercyjnych tego typu w Europie Środkowej. W ujęciu sektorowym, rentowność budynków prime rosła od początku 2022 roku we wszystkich klasach aktywów.

W Polsce stopy zwrotu wzrosły dla wszystkich klas aktywów, przy czym te bardziej zdecydowane obserwowaliśmy w segmencie logistyki, biur, centrów oraz ulic handlowych. Właściciele nieruchomości komercyjnych spodziewają się powrotu większej stabilizacji i nie zamierzają rezygnować z wyższej rentowności, tłumaczy Paweł Partyka.

Największe transakcje na rynku logistyki ukształtowały krajobraz inwestycyjny w Polsce

W okresie dużej ostrożności inwestorów co do zdecydowanych ruchów w sektorze biurowym w Polsce, na pierwsze miejsce wybiły się inwestycje w logistykę.

Największą transakcją w minionym roku był zakup przez NREP 80% udziałów w polskiej spółce 7R. Na kolejnych miejscach uplasowały się inne umowy dotyczące tego sektora – nabycie przez P3 Logistic Parks Campusu 39 oraz kupno przez Heye Polska nieruchomości o powierzchni niemal 135 tys. mkw. z portfolio Panattoni. Warto też zwrócić uwagę na pierwsze jaskółki zwiastujące ożywienie w transakcjach na rynku hotelowym. Rok 2023 zakończyliśmy dopięciem transakcji zakupu Crown Plaza oraz Holiday Inn Express w The Warsaw HUB przez francuski fundusz inwestycyjny, komentuje Paweł Partyka.

W całym regionie CEE w 2023 roku widać było różnicowanie poziomu aktywności inwestycyjnej pomiędzy różnymi sektorami – widoczny był wzrost zainteresowania zakupem aktywów residential oraz hotelowych.

Rynki szykują się na strategiczny wzrost i powrót do równowagi

Według Cushman & Wakefield, wolumen inwestycji w nieruchomości komercyjne w Europie Środkowej w najbliższych latach wydaje się być na dobrej drodze do ostrożnej, lecz potencjalnie stabilnej odbudowy. Oczekuje się, że będzie on stopniowo wzrastał o 10 do 15% rocznie, przy czym perspektywa ta jest zależna od stabilizacji globalnego środowiska gospodarczego oraz kontynuacji adaptacji do warunków rynkowych po pandemii.

Rynek prawdopodobnie nie zobaczy szybkiego odbicia cen, które zadowoliłyby zarówno sprzedających, jak i kupujących. Ponadto spodziewana konieczność de-lewarowania ze strony banków prowadząca do braku nowego kapitału własnego dla istniejących transakcji lub reinwestycji może skutkować większą liczbą wymuszonych sprzedaży, co dodatkowo komplikuje wyzwania rynkowe.

Lokalny kapitał ma odegrać kluczową rolę w kontynuacji działalności inwestycyjnej w regionie, łagodząc wpływ czasowego wycofywania się kapitału międzynarodowego. Niemniej jednak, jak przewidują eksperci Cushman & Wakefield, międzynarodowy kapitał ostatecznie powróci, wzmacniając krajobraz inwestycyjny regionu.

Pomimo tradycyjnie stabilnego środowiska inwestycyjnego w regionie CEE, obecnie istnieje luka w wolumenie inwestycji rzędu trzech do pięciu miliardów euro w porównaniu do historycznych średnich. Przewidujemy, że ten deficyt zostanie zrównoważony przez stały powrót międzynarodowego kapitału oraz konsekwentny wzrost inwestycji lokalnych, wspomaganych przez zdrowy, lecz bardziej wymagający rynek dłużny, podsumowuje Jeff Alson.

Dolar słabnie, złoty umacnia się. Kurs EUR/PLN testuje poziom 4,31

Wczoraj historyczny rekord padł na rynku złota. Uncja osiągnęła wartość 2141 USD. Wysoki popyt na metal jest widoczny od połowy lutego, ale największe wzrosty złoto odnotowuje na początku marca. Zwyżki cen korespondowały ze spadkową sesją na Wall Street. Odwrót od ryzyka wsparł aktywa uznawane za bezpieczne. Surowiec zyskuje również ze względu na perspektywę obniżki stóp przez główne banki centralne. Otoczenie w postaci podwyższonej inflacji również pozytywnie oddziałuje na wycenę. Dziś RPP zdecyduje o poziomie stóp procentowych – tu oczekuje się braku zmian i utrzymania poziomu 5,75 proc. Z kolei uwaga globalnych inwestorów będzie skupiona na wystąpieniu Powella przed Kongresem. Ważne będą również publikacje makro z rynku pracy (ADP, JOLTS).

RPP nie powinna zaskoczyć i prawdopodobnie utrzyma poziom stopy referencyjnej na poziomie 5,75 proc. W marcu poznamy nową projekcję ścieżki inflacji oraz PKB. Te nowe prognozy nie powinny jednak jakoś znacząco wpłynąć na postawę przedstawicieli „ciała decyzyjnego”. Prawdopodobnie argumentem za wciąż restrykcyjnym nastawieniem będzie ryzyko ponownego wzrostu presji cenowej a także utrzymująca się na wciąż podwyższonym poziomie inflacja bazowa. Za pozostawieniem stóp bez zmian przemawia ciągły wzrost płac a także możliwe odmrożenie cen energii w drugiej połowie 2024 roku. Rząd co prawda uspokaja i mówi, że bardzo mocne podwyżki nam nie grożą a najubożsi obywatele będą wciąż chronieni. Tu szczegółów jak na razie nie znamy i prawdopodobnie będziemy musieli na nie poczekać do kwietnia. Jeśli chodzi o stawki Vat na żywność, mogą one wrócić do poziomu 5 proc. od przyszłego miesiąca. Ten czynnik również podbije inflację w kolejnych kwartałach.

Z USA poznamy dwa raporty na temat kondycji rynku pracy USA. ADP (14:15) ma wg oczekiwań wzrosnąć do 150 tys. (poprzednio 107 tys.) a liczba wakatów wg ankiety JOLST ma spaść do poziomu 8850 tys. z 9026 tys. Dane te będą stanowił przedsmak tego co otrzymamy w piątek (NFP). Gorsze dane pokazujące schłodzenie powinny wspierać narrację szybszych obniżek stóp procentowych przez Fed co powinno działać deprecjacyjnie na USD a także wspierać apetyt na ryzyko i powodować spadek rentowności amerykańskich obligacji.

Wczorajsze prawybory potwierdziły, że kandydatami na prezydenta nowej kadencji w USA będą najprawdopodobniej Trump (Republikanie) oraz Biden (Demokraci).

Wczoraj był widoczna słabość dolara amerykańskiego na skutek danych ISM dla przemysłu. Wskaźnik spadł z 53,4 do 52,6 pkt. Subindeks cen płaconych znacznie spadł do 58,6 pkt. a zatrudnienia do 48 pkt. Wzrósł natomiast wskaźnik aktywności biznesowej (57,2 pkt.) Otrzymaliśmy również nieco gorszy od poprzedniej wartości ale lepszy od oczekiwań indeks PMI (52,3 pkt.).

Giełda amerykańska zareagowała spadkami na dane. Najwięcej stracił Nasdaq Composite (-1,7 proc.), SP500 oraz Dow Jones zakończyły dzień z wynikiem -1 proc. Kurs EUR/USD urósł do 1,0875, dziś ten poziom jest ponownie testowany. Złoty pozostaje mocny, kurs EUR/PLN krąży wokół poziomu 4,31 a USD/PLN wskazuje obecnie 3,9645.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Decyzja RPP już dzisiaj. Ekonomiści pewni, ale historia uczy ostrożności

Ostatnie decyzje Rady Polityki Pieniężnej są mocno przewidywalne. Wydaje się, że tak też będzie dzisiaj, ale nie raz już byliśmy w takich sytuacjach zaskakiwani. W tle lepsza koniunktura w Europie oraz koniec serii spadków PKB na Węgrzech.

Lepsza koniunktura w Europie

Wczoraj poznaliśmy indeksy PMI dla usług w Europie. Ogólny wynik dla strefy euro okazał się symbolicznie lepszy od oczekiwań, sięgając 50,2 pkt. Jest to jednak owe 0,2 pkt nie tylko więcej od oczekiwań, ale też od granicy rozdzielającej przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. To pierwszy wynik ze wspomnianą przewagą od lipca zeszłego roku. Słabiej od oczekiwań wypadła z kolei Wielka Brytania, tam jednak sam rezultat, mimo że nie osiągnął zakładanych rezultatów, jest wyższy i wynosi 53,8 pkt. Po tych danych inwestorzy znów optymistycznie spojrzeli na Stary Kontynent i było widać kolejny napływ środków umacniający euro względem dolara.

Czekając na decyzję RPP

Dzisiaj poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Patrząc na oczekiwania analityków, szaleństwem byłoby oczekiwać czegokolwiek innego niż utrzymania stóp procentowych. Szybko spadająca inflacja może co prawda sugerować, że jest przestrzeń na taką decyzję, ale ostatnia konferencja prasowa realnie wykluczyła taką możliwość. Prezes Adam Glapiński uważał nawet, że jego zdaniem do końca roku kalendarzowego nie zmienimy stóp procentowych. Nagły spadek inflacji nie powinien zbyt szybko zmienić tej decyzji, gdyż na tej samej konferencji zapowiadał on szybki spadek tempa wzrostu cen w styczniowych danych. Można zatem zakładać, że prognoza o odkładaniu obniżek stóp procentowych na dalszą przyszłość już zawierała w sobie te informacje. Standardowo od samego posiedzenia bardziej interesująca powinna być jutrzejsza konferencja prasowa. Jest to zresztą typowe dla decyzji Banków Centralnych i absolutnie nie powinno się z tego czynić zarzutu.

Pierwszy kwartał wzrostowy od roku

Węgry wczoraj przełamały fatalną passę. Udało im się bowiem pierwszy raz od roku zakończyć kwartał bez spadku PKB. To wcale nie znaczy, że miały wzrost. PKB Węgier nie zmieniło się bowiem w IV kwartale 2023 roku. Takich samych danych oczekiwali analitycy, zatem nie może dziwić, że na rynku walutowym nie było szczególnego wybuchu entuzjazmu po zakończeniu prawie roku recesji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych oprócz decyzji RPP warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP z rynku pracy,
16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Podsumowanie 2023 roku na rynku gruntów inwestycyjnych i prognozy na 2024

Rynek gruntów mieszkaniowych w 2023 roku wyprzedził sektor przemysłowo-logistyczny, powracając tym samym na pozycję lidera. Wynika to z rosnących oczekiwań związanych z rządowym programem kredytowym oraz zmian w sposobie szacowania zdolności kredytowej, które doprowadziły do szybkiego wyczerpania się podaży nowych mieszkań w dużych miastach. Spowodowało to wzrost zainteresowania deweloperów zakupem działek, a w dłuższej perspektywie może oznaczać nowe możliwości dla rynku nieruchomości.

Grunty mieszkaniowe: dynamiczny wzrost popytu zaskoczeniem dla rynku

Obserwowane w 2023 roku ożywienie na rynku gruntów mieszkaniowych było odpowiedzią na zaskakująco wysoki popyt na mieszkania, który znacząco przewyższył prognozy ekspertów. Zmiany w zasadach obliczania zdolności kredytowej i wprowadzenie rządowego programu „Bezpieczny Kredyt 2%” wywołały dynamiczny wzrost możliwości nabywczych konsumentów.

Wzmożony popyt na mieszkania, wynikający z poprawy sytuacji kredytowej nabywców, zderzył się z wolno rozwijającą się podażą nowych lokali – tłumaczy  Dariusz Forysiak, Dyrektor w Dziale Investment Services w Colliers. Stosunkowo niewielka liczba rozpoczętych projektów budowlanych była odpowiedzią na spowolnienie rynku w 2022 r. i w wyniku braku dostępnej oferty wróciliśmy do rekordowego wzrostu cen nieruchomości. W 2023 roku ceny transakcyjne wzrosły o ponad 10% w większości dużych miast do nawet 20% w Warszawie – dodaje Dariusz Forysiak.

Ceny gruntów mieszkaniowych w stolicy w 2023 roku wynosiły od 350 do 750 EUR/mkw[1]., poza centrum do nawet 2 500 EUR/mkw. w centralnych lokalizacjach. W innych dużych miastach w Polsce wahały się w przedziale od 200 do 900 EUR/mkw.

Limitowana dostępność gruntów mieszkaniowych, szczególnie w atrakcyjnych centrach miast, pchnęła rynek w kierunku rewitalizacji przestrzeni przemysłowo-usługowych i konwersji istniejących obiektów na cele mieszkaniowe, zwłaszcza w segmencie mieszkań na wynajem dla studentów i w tzw. sektorze PRS (Private Rented Sector). Rozwój sektora mieszkań na wynajem dodatkowo otrzymał impuls także w postaci większej otwartości deweloperów mieszkaniowych na szybszą sprzedaż całych budynków, w cenie niższej niż rynkowa. Nie bez znaczenia pozostaje też wdrażana aktualnie reforma przepisów o planowaniu przestrzennym. Coraz bardziej pożądane stają się działki z ważnymi pozwoleniami na budowę i ustalonymi warunkami zabudowy.

Wprowadzona w 2023 r. nowelizacja przepisów dotyczących zagospodarowania przestrzennego ma szansę pomóc zarówno inwestorom, przez skrócenie i uproszczenie procedury uzyskania decyzji o warunkach zabudowy i pozwoleń na budowę, jak i interesowi społecznemu – ułatwiając gminom osiągnięcie harmonijnego, zrównoważonego rozwoju urbanistycznego – wyjaśnia Krzysztof Chyla, Transaction Manager w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

Grunty biurowe: stabilizacja mimo wysokiego wskaźnika pustostanów i zmian w preferencjach nabywców

Na rynku biurowym można było zaobserwować stabilizację, nawet mimo wysokiego wskaźnika pustostanów w kluczowych lokalizacjach. Znaczące były koszty związane z utrzymaniem i adaptacją powierzchni biurowych, a preferencje najemców, których pracownicy działali w dużej mierze w trybie hybrydowym lub zdalnym, utrzymywały niskie zainteresowanie gruntami przeznaczonymi pod inwestycje biurowe i usługowe. Ceny gruntów biurowych w Warszawie wahały się między 210–410 EUR/mkw. poza centrum, aż do 380–1400 EUR/mkw. w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. W innych dużych miastach cena metra kwadratowego wynosiła od 110 do 310 EUR. W minionym roku znaczącą część rynku stanowiły umowy ekspansyjne i renegocjacje najmów biurowych, a aktywność deweloperska utrzymała się na poziomie zbliżonym do tej, którą można było zaobserwować rok wcześniej.

Grunty przemysłowo-magazynowe: korekta cen i reakcja deweloperów na rosnące koszty

Sektor przemysłowo-magazynowy w 2023 roku charakteryzował się wolniejszym tempem wzrostu i mniejszą liczbą nowych inwestycji niż w latach ubiegłych. Ten trend przełożył się na niższy wolumen transakcji, co z kolei wpłynęło na nieznaczną korektę cenową. W Warszawie koszt metra kwadratowego kształtował się w przedziale 130 do 220 EUR, podczas gdy w pozostałych lokalizacjach województwa mazowieckiego wynosił 60 do 125 EUR. W pozostałych regionach Polski najwyższe ceny zanotowano w Krakowie (40–85 EUR/mkw.) oraz na Górnym Śląsku (35–75 EUR/mkw.), najniższe natomiast w Bydgoszczy i Toruniu (20–50 EUR/mkw.), Rzeszowie (20–55 EUR/mkw.) i Szczecinie (30–50 EUR/mkw.).

Rosnące koszty skłoniły deweloperów do szukania nowych form realizacji projektów, w tym przez partnerstwa w ramach wspólnych przedsięwzięć. Przyczyniło się to do wzrostu produkcji hal magazynowych, szczególnie w ostatnim kwartale 2023 roku, co może sygnalizować nadchodzącą falę zakupów gruntowych w tej branży.

Znaczący rozwój sektora energetycznego na rynku nieruchomości przemysłowych (farm fotowoltaicznych i wiatrowych) stanowi odpowiedź nie tylko na oczekiwane zmiany legislacyjne, ale także na popyt ze strony odbiorców energii. To także wynik coraz częstszych zapytań podmiotów transnarodowych o ten segment w kontekście standardowego produktu inwestycyjnego.

Grunty handlowo-usługowe: duże nasycenie powierzchnią wpływa na brak popytu

Rynek gruntów handlowo-usługowych w dużych aglomeracjach nadal odczuwa efekty nasycenia komercyjnymi powierzchniami handlowymi. Widać to szczególnie w utrzymującej się popularności retail parków oraz średnio– i wielkopowierzchniowych dyskontów z łatwym dostępem dla konsumentów. W połączeniu z ograniczoną dostępnością atrakcyjnych terenów w centralnych lokalizacjach przyczynia się to do braku popytu na nowe, typowe centra handlowe.

Ceny gruntów handlowo-usługowych w centrum Warszawy oscylowały w 2023 roku w granicach od 410 do 1170 EUR/mkw. Poza centrum kwota ta była znacznie niższa – wahała się od 115 do 525 EUR/mkw. W innych dużych miastach w Polsce przedział cen był dość szeroki – wynosił od 80 nawet do 400 EUR/mkw.

Transakcje na tym rynku zdominowane były przez zakupy średnich i mniejszych działek, szczególnie w miastach liczących od 50 do 100 tys. mieszkańców. Średnie ceny transakcyjne utrzymywały się na podobnym poziomie jak w ciągu minionych 5 lat.

Prognozy dla rynku na 2024 rok

Ciekawym eksperymentem będzie z pewnością kwestia Zintegrowanych Planów Inwestycyjnych, które mają zastąpić nieefektywną procedurę specustawy mieszkaniowej – przyznaje Krzysztof Chyla z Colliers. – W krótkim terminie zamieszanie wprowadzić może ograniczenie w wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy do stref wyznaczonych przez gminę jako „obszary uzupełnienia zabudowy”. Przez to wartość nieruchomości, dla których decyzje wydano na starych zasadach, znacząco wzrośnie – dodaje Krzysztof Chyla.

Obserwowane ożywienie aktywności deweloperskiej na rynku mieszkaniowym i wzrost popytu na działki w sektorze przemysłowym w ostatnim kwartale 2023 r. zapowiadają wzrost dynamiki zakupów i cen gruntów.

Rosnące zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych energetyką odnawialną jako alternatywnym produktem komercyjnym ma szansę rozwinąć tę marginalną do tej pory niszę rynkową.

Pod względem łącznego wolumenu zakupów pozycję lidera utrzyma natomiast sektor mieszkaniowy, a brak podaży działek w atrakcyjnych, wielkomiejskich lokalizacjach ponownie zmobilizuje deweloperów do realizacji złożonych projektów rewitalizacyjnych – podsumowuje Dariusz Forysiak z Colliers.

[1] Dotyczy wartości za 1m2 PUM (w sektorze mieszkaniowym) lub GLA (w sektorze komercyjnym).

Pracuj stylowo i komfortowo: wybierz fotel biurowy, który zadba o Twój kręgosłup

W pracy spędza się średnio osiem godzin dziennie, więc wygoda powinna być priorytetem. Uczucie komfortu sprawia, że można  wykonywać swoje zawodowe obowiązki szybciej, łatwiej i lepiej. Ergonomiczne wyposażenie ma znaczenie dla efektywności pracy i zdrowia. Dowiedz się, jaki fotel do biura będzie przyjazny dla kręgosłupa i jednocześnie wniesie elegancki pierwiastek do aranżacji.

Ergonomiczny fotel do biura – co to znaczy?

Chyba każdy słyszał, że najlepszy fotel do biura, to taki, który jest ergonomiczny. Co kryje się pod tym pojęciem? Dopasowanie do indywidualnych potrzeb osoby, która z niego korzysta. W praktyce oznacza to, że wybierając mebel dla siebie, warto zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii.

Wybierasz fotel do biura? Zwróć uwagę na podstawowe kwestie!

Pierwszym elementem, który ma znaczenie podczas wybierania fotela do biura, jest regulacja wysokości. To drobiazg, który naprawdę wiele znaczy. Pozwala nie tylko dobrać fotel do biurka, ale do wzrostu u użytkownika – tak, aby nogi uginały się w kolanach pod kątem prostym, a stopy pozostawały oparte na posadzce. Pozycja taka odciąża stawy i zapewnia prawidłowe krążenie krwi.

Oprócz wysokości siedziska ważna jest też jego głębokość. Jak ją dopasować? Reguła mówi, że siedzisko fotela biurowego powinno podpierać około 2/3 powierzchni ud. To ważne nie tylko ze względu na układ krążenia, ale także kręgosłup. Dlaczego? Ponieważ prawidłowa pozycja dolnego odcinka stymuluje utrzymanie odpowiedniej postawy pleców.

A skoro o nich mowa, podpowiadamy, że fotel biurowy wygodny dla kręgosłupa powinien mieć odpowiednio wyprofilowane oparcie, aby wspierać lędźwie i niwelować napięcie mięśniowe, o które nietrudno po wielu godzinach spędzonych przy biurku. Jeszcze większy komfort zapewni wariant z regulowanym kątem odchylenia oparcia i zagłówkiem z regulacją wysokości. Jeśli chcesz, by czas spędzony na pracy upłynął Ci pod znakiem komfortu, wybierz ergonomiczny, wygodny i stylowy fotel biurowy z Agaty.

Detale, które mają duże znaczenie

Wybierając fotel do biura, zwróć uwagę na podłokietniki. To obowiązkowe elementy, jeśli siedzisz przy biurku przez wiele godzin. Dlaczego? Po pierwsze podłokietniki odciążają stawy łokciowe i barkowe, zapobiegając zwyrodnieniom. Po drugie – chociaż być może trudno w to uwierzyć – motywują do utrzymania wyprostowanych pleców. Sprawdzają się nie tylko podczas intensywnej pracy, ale także w trakcie przerw.

Na koniec wspomnijmy o prozaicznej kwestii, czyli ruchomości fotela. Jeśli Twoje zawodowe obowiązki wymagają częstego wstawania z miejsca, najbardziej słuszną opcją będzie obrotowy fotel biurowy na kółkach. Dzięki niemu cicho i bez obciążania lędźwi odsuniesz się od blatu lub sięgniesz po przedmioty znajdujące się w zasięgu ręki.

Fotel biurowy dopasowany do aranżacji

Kiedy wiesz już, jaki fotel wybrać, aby zapewnić sobie wygodę w pracy, pozostaje kwestia designu. Proste modele wykonane z tkaniny i siatki mesh świetnie spiszą się w nowoczesnym biurze. Możesz postawić na ponadczasową i praktyczną czerń czy szarość albo wybrać nieco awangardowy, biały fotel biurowy. Jeśli natomiast Twój gabinet jest urządzony w klasycznym stylu, strzałem w dziesiątkę będzie wariant wykonany ze skóry ekologicznej, który podkreśli elegancki charakter przestrzeni.

Odpowiednio zaaranżowane miejsce pracy zapewnia komfort fizyczny i psychiczny. Pozwala lepiej skupić się na zadaniach i uwalnia pokłady kreatywności. Krótko mówiąc: sprawia, że pracujesz wydajniej i dzięki temu już na starcie pokonujesz konkurencję.

Artykuł sponsorowany

Czy sprzedaż cross-border jest tym dla firm, czym był e-commerce kilkanaście lat temu?

Oczywiście, jest to pewna analogia, lecz przy głębszej analizie obu pojęć można dostrzec wspólne cechy otwierania sklepu internetowego z rozpoczęciem sprzedaży w modelu cross-border. Zarówno e-commerce, jak i sprzedaż transgraniczna, otworzyły drogę do nowej grupy klientów, ale również postawiły szereg wyzwań. W 2004 roku, gdy wartość polskiego rynku e-commerce oscylowała w granicach 2 miliardów złotych, mało kto wierzył, jak dynamicznie będzie rozwijać się ten sektor. Już dwa lata później wartość ta przekroczyła 5 miliardów złotych, z czego znaczną część stanowiła sprzedaż na Allegro – platformie głównie aukcyjnej. Dzisiaj transakcje w modelu aukcyjnym to wyłącznie promil działalności, a nasz najpopularniejszy marketplace działa na zasadzie sklepu internetowego.

Warto zwrócić uwagę, że początkowo e-commerce w Polsce był zdominowany przede wszystkim przez sprzedaż mediów: książek, filmów, muzyki – empik.com zadebiutował w 1998 roku, a Merlin.pl rok później. Nieco później, około roku 2000, nastąpił szybki rozwój sektora elektroniki z takimi graczami jak Komputronik czy e-sklep euro.com.pl, który został uruchomiony w 2008 roku.

Ważnym momentem dla branży odzieżowej w Polsce był rok 2013, kiedy to LPP, największa polska firma fashion, otworzyła swój sklep internetowy z flagową marką Reserved. Tymczasem CCC, polski gigant obuwniczy, otworzył e-sklep dopiero w 2019 roku. W obu przypadkach decyzje były motywowane przede wszystkim chęcią dotarcia do nowych klientów i dostosowania się do ich zmieniających się oczekiwań wobec zakupów. Uruchomienie sprzedaży internetowej wymagało od firm sporej transformacji, obejmującej wiele czynności: od stworzenia samego sklepu internetowego, poprzez adaptację go do obowiązującego prawa konsumenckiego, aż po logistykę, marketing i obsługę klienta. Było to przede wszystkim wyjście z własnej strefy komfortu i obsługa klientów, których sklepy często nie znały, a budowanie relacji stało się utrudnione. Wszystko było nowością, a firmy (szczególnie te, które były prekursorami) uczyły się na bieżąco, często popełniając błędy. Jednak te, które szybko przystosowały się do nowych warunków, zyskały przewagę konkurencyjną, docierając do klientów tam, gdzie nie miały stacjonarnych placówek – szczególnie do mniejszych miejscowości.

Sprzedaż cross-border pełni podobną rolę, co sprzedaż w kanale e-commerce. Daje przede wszystkim możliwość wejścia na nowe rynki, a tym samym dotarcie do nowych klientów, a także pozwala na dywersyfikację sprzedaży, co jest niezmiernie istotne podczas niepewnej sytuacji ekonomicznej w konkretnych krajach. Polscy sprzedawcy również mają świadomość, że klienci np. z Europy Zachodniej są w stanie za pewne kategorie produktów zapłacić więcej, niż Polacy, co tylko jeszcze bardziej skłania do tego modelu sprzedaży. Porównując ten aspekt biznesowy, to jednak przy rozwoju sprzedaży internetowej było inaczej, gdyż w pierwszych raportach klienci jako główny powód zakupów online wskazywali niższą cenę niż w sklepach stacjonarnych i tego oczekiwali od e-sprzedawców.

Skoro model cross-border ma tyle zalet, to czy łatwo wejść na nowe rynki?

Oczywiście, że nie. O ile w ramach UE przepisy dotyczące handlu elektronicznego są zbliżone, to poza nią należy zwrócić uwagę chociażby na aspekty podatkowo-celne. Dlatego też polscy sprzedawcy skupiają się głównie na Niemczech, Francji oraz Czechach. Należy pamiętać o odmiennych zwyczajach zakupów, różnicach językowych, a niekiedy również o względach kulturowych danego kraju.

Bardzo istotne jest dostosowanie sprzedaży do specyficznych wymagań rynku (czyli klientów) – preferowane formy płatności, czy dostawy produktów, a wcześniejszy dogłębny research pozwoli na stworzenie kampanii marketingowych, które mogą być trafniejsze dla konkretnej grupy odbiorców. Największym wyzwaniem prawdopodobnie jest logistyka cross-border, czyli sprawna dostawa produktów w akceptowalnej cenie, a także proces obsługi zwrotów. Oczywiście przy większych wolumenach warto rozważyć multiplikację magazynów i otwarcie również centrum logistycznego w innym kraju do obsługi rynku docelowego i np. krajów ościennych.

Ile polskich e-sklepów sprzedaje cross-border?

Z raportu IdoSell z 2022 roku wynika, że około 45% polskich sklepów internetowych sprzedaje swoje produkty za granicę, co świadczy o rosnącym zainteresowaniu ekspansją międzynarodową. Jak widać, zarówno e-commerce, jak i sprzedaż cross-border, zmieniły oblicze handlu, otwierając przed przedsiębiorstwami nowe możliwości. Kluczowym elementem sukcesu w obu przypadkach jest efektywna logistyka, która pozwala nie tylko na sprawne dotarcie do klienta, ale także na budowanie zaufania i lojalności wśród konsumentów na całym świecie. Zgodnie z danymi platformy IdoSell, 20% transakcji w ich sklepach to sprzedaż międzynarodowa, co przy udziale sprzedaży detalicznej w Polsce oscylującym wokół 9%, pokazuje, że sprzedaż cross-border rozwija się dynamicznie, często szybciej niż samo e-commerce na początku jego istnienia. Wprowadzenie sprzedaży międzynarodowej jest dzisiaj tak samo szansą, jak niegdyś było uruchomienie sklepu internetowego, otwierając przed firmami drzwi do globalnego rynku.

Leszek Gawinowski – Arvato

Pozycjonowanie SEO w internecie – czy warto w nie inwestować?

Pozycjonowanie SEO, czyli optymalizacja strony pod kątem wyszukiwarek internetowych, jest jednym z najważniejszych elementów skutecznej strategii marketingowej w internecie. Dzięki niemu możliwe jest uzyskanie wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwania, co przekłada się na zwiększenie widoczności strony, a tym samym na wzrost liczby potencjalnych klientów. W obecnych czasach, gdy konkurencja w sieci jest ogromna, inwestycja w SEO wydaje się być nie tylko wskazana, ale wręcz niezbędna do osiągnięcia sukcesu. W niniejszym artykule przedstawimy argumenty naszej agencji https://wordsite.pl/, dlaczego warto inwestować w pozycjonowanie SEO.

1. Zwiększenie widoczności i ruchu na stronie

Jednym z głównych celów każdej strony internetowej jest przyciągnięcie jak największej liczby odwiedzających. Pozycjonowanie SEO pozwala na osiągnięcie wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwania dla kluczowych słów związanych z działalnością firmy. Badania pokazują, że większość użytkowników internetu koncentruje swoją uwagę na pierwszych wynikach wyszukiwania, rzadko przechodząc na kolejne strony. Dzięki skutecznemu SEO, strona może znaleźć się na czołowych pozycjach, co znacząco zwiększa jej widoczność i przyciąga więcej potencjalnych klientów.

2. Budowanie wiarygodności i zaufania

Strony, które pojawiają się na pierwszych miejscach w wynikach wyszukiwania, są często postrzegane jako bardziej wiarygodne i godne zaufania. To przekonanie wynika z założenia, że wyszukiwarki promują treści wysokiej jakości, które są najbardziej relewantne dla zapytań użytkowników. Inwestowanie w SEO pomaga budować wizerunek marki jako eksperta w swojej branży, co może przyczynić się do zwiększenia lojalności klientów.

3. Lepsze zrozumienie klienta

Optymalizacja SEO nie ogranicza się tylko do technicznych aspektów strony. Ważną częścią procesu jest analiza słów kluczowych, które pomagają zrozumieć, jak potencjalni klienci szukają produktów lub usług oferowanych przez firmę. Dzięki temu można lepiej dopasować ofertę do ich potrzeb oraz optymalizować treści na stronie w taki sposób, aby odpowiadały na pytania i rozwiązywały problemy użytkowników.

4. Długoterminowe korzyści

W przeciwieństwie do płatnych kampanii reklamowych, które generują ruch jedynie przez ograniczony czas, pozycjonowanie SEO jest inwestycją długoterminową. Osiągnięcie wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwania jest procesem, który wymaga czasu, ale jednocześnie może przynosić korzyści przez długi okres. Dobrze zoptymalizowana strona będzie przyciągać ruch organiczny, niezależnie od zmian w algorytmach wyszukiwarek czy trendach marketingowych.

5. Wyższa rentowność inwestycji

SEO oferuje jedną z najlepszych rentowności inwestycji (ROI) w dziedzinie marketingu internetowego. Koszt pozycjonowania jest relatywnie niski w porównaniu do tradycyjnych form reklamy, a skutki są długotrwałe i często samopodtrzymujące. Ponadto, ruch generowany przez wyszukiwarki charakteryzuje się wysoką intencją zakupu, co przekłada się na lepszą konwersję i większe zyski.

Podsumowanie

Inwestycja w pozycjonowanie SEO jest kluczowym elementem skutecznej strategii marketingowej w internecie. Nie tylko zwiększa widoczność i ruch na stronie, ale również buduje wizerunek marki, pomaga lepiej zrozumieć klienta, przynosi długoterminowe korzyści i oferuje wysoką rentowność inwestycji. W dobie rosnącej konkurencji w internecie, nie można zaniedbać tak ważnego aspektu, jakim jest optymalizacja strony pod kątem wyszukiwarek.

Artykuł sponsorowany

Czy na UoD można starać się o hipotekę? Blog kredytowy odpowiada!

Wysokie dochody to nie wszystko. Czasami problem z uzyskaniem zobowiązania może wynikać również z typu umowy. Czy osoby zarabiające na podstawie umowy o dzieło mogą liczyć na kredyt mieszkaniowy? Pytamy o to eksperta Bloga Kredytowego.

Co sprawdza bank przed udzieleniem kredytu?

Proces ubiegania się o kredyt hipoteczny jest bez wątpienia stresujący. Niepewność dotycząca tego, czy uda się uzyskać wymarzone finansowanie, bardzo często wynika przy tym ze stosunkowo długiego czasu jego trwania. Rzeczywiście – niekiedy na decyzję trzeba czekać kilka długich tygodni. Ten czas jest oczywiście potrzebny bankowi na weryfikację zarówno nieruchomości, której zakup ma sfinansować kredyt, jak i potencjalnego kredytobiorcy.

Cel jest prosty: chodzi o minimalizację ryzyka. A to ryzyko rozciąga się na bardzo długi okres zakładanej spłaty, który nierzadko wynosi 25 czy 30 lat. Dlatego też osiągane dziś dochody to niejedyny czynnik, jaki biorą pod uwagę analitycy. Bardzo ważne z ich perspektywy okażą się również prognozy dotyczące przyszłości. Weryfikacji podlegają więc również typy umów, na podstawie których osiągane są dochody. Im większą dają gwarancję stałości wpływów, które można przeznaczać na spłatę kolejnych rat, tym lepiej.

 

Czym umowa o dzieło różni się od umowy o pracę?

 

Oczywiście z perspektywy banków najpewniejszym źródłem dochodów jest umowa o pracę, najlepiej na czas nieokreślony. Część instytucji może zwrócić również uwagę na firmie, w której pracuje kredytobiorca, w tym jej formę prawną czy rynkową pozycję. Znów: im silniejsza, tym lepiej, bo tym mniejsze również ryzyko utraty płynności czy likwidacji miejsca pracy.

Ale rzecz jasna nie wszyscy kredytobiorcy pracują na podstawie umowy o pracę. Część z nich korzysta z umów cywilnoprawnych, takich jak umowa zlecenie czy umowa o dzieło. W tym drugim przypadku, jak wskazuje sama nazwa, celem umowy jest stworzenie określonego dzieła. Po jego dostarczeniu zasadniczo relacja pomiędzy wykonawcą a zlecającym wygasa. Nie ma również formalnej gwarancji, że wpływy będą powtarzalne w przyszłości, tak jak ma to miejsce w przypadku umowy o pracę.

Kredyt hipoteczny na UOD? Ekspert Bloga Kredytowego komentuje

Zarabianie na UOD ma również swoje plusy dotyczące chociażby oskładkowania czy kwestii podatkowych. Uzyskanie kredytu hipotecznego jest jednak w takim przypadku często sporym wyzwaniem. Ale czy oznacza brak szans na finansowanie? – Najlepszym, co może zrobić przyszły kredytobiorca dla banku, w którym zamierza uzyskać kredyt, jest zapewnienie stabilności – mówi Michał Dawidowicz, autor serwisu Blog Kredytowy dostępnego w tym miejscu: https://blogkredytowy.pl/ .

Ten czynnik będzie brany pod uwagę również przez bank w przypadku osób zarabiających na podstawie umowy o dzieło. – Instytucja może weryfikować wysokość i częstotliwość wpływów z tego tytułu. W większości przypadków wyliczenia zdolności kredytowej będą zdecydowanie mniej korzystne niż w przypadku osób na etacie czy przedsiębiorców. W wielu bankach uzyskanie kredytu będzie jednak możliwe – dodaje ekspert.

Jak zwiększyć szanse na kredyt na UOD?

Jak widzisz, umowa o dzieło z pewnością może być przeszkodą w procesie ubiegania się o kredyt, jednak nie oznacza automatycznie braku szans na finansowanie. Jeśli to Twój przypadek, musisz lepiej przygotować się do składania wniosku.

Przede wszystkim konieczne będzie wybranie banku, który najbardziej liberalnie podchodzi do tego modelu zatrudnienia i najkorzystniej wyliczy zdolność kredytową. Na wagę złota będzie więc współpraca z doświadczonym doradcą kredytowym, który znakomicie orientuje się w aktualnych uwarunkowaniach.

Artykuł sponsorowany

Pracodawcy doceniają rozwój pracowników i system Growth

Jak pokazują statystyki, wiele firm mierzy się dziś z niewystarczającą liczbą specjalistów na rynku pracy. Ponad 70 proc. pracodawców ma trudności ze znalezieniem specjalistów a 1/3 pracowników nie ma podstawowych umiejętności cyfrowych…. Brak wykwalifikowanej kadry to od wielu lat problem, z którym zmaga się nie tylko Polska, ale większość krajów Unii Europejskiej. Pomóc ma w tym system Growth.

Metoda zawodowego rozwoju Growth zakłada, że oferowane przez pracodawcę szkolenia czy kursy, powinny być uzupełnione informacjami zdobywanymi w codziennej, zawodowej praktyce w ramach zespołów interdyscyplinarnych. To daje możliwość poznania różnych aspektów pracy innych działów i zdobywania doświadczenia w innym wymiarze. Podstawą jest właściwe budowanie zaangażowania w oparciu o współpracę i wzajemne zaufanie. Jak podkreślają eksperci istotna rolę odgrywa dostosowanie do zmian – wiedza, narzędzia pracy, znajomość procedur to wszystko jest bowiem w stanie ciągłej zmiany.

Dzisiaj na potrzebę inwestowania w profesjonalistów zwraca uwagę cała gospodarka. Możliwości jakie daje wprowadzenie systemu Growth już widać w coraz większej liczbie firm. Rozwój i nauka oparta o model 70/20/10, czyli 70% to uczenie się przez działanie i doświadczenie, 20% obejmuje uczenie się przez dzielenie się wiedzą i obserwację innych, a 10% poświęcone jest na uczenie się przez pogłębianie wiedzy. W Brown-Forman Polska – jednej z czołowych firm branży produkcji i dystrybucji alkoholi – inwestycje w system podnoszenia kompetencji zawodowych  w ramach 70/20/10, przyniósł wymierne efekty. Firma postawiła na kilka kluczowych czynników, w tym elastyczność, efektywność i zaufanie.

Elastyczność rozumiana jako umiejętność szybkiego i odpowiedniego reagowania na zmiany przy wykorzystaniu wiedzy zdobytej wcześniej w ramach między działowych grup roboczych i strategicznych projektów. Doświadczenie praktyczne pozwala pracownikom Brown-Forman Polska zaadoptować się do panujących warunków, upraszczać systemy i likwidować bariery. Dodatkowo szacunek, zaufanie i przyjazna atmosfera zdobyta w ramach tych zespołów buduje poczucie przynależności – podkreśla Dorota Pałysiewicz, Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR z Brown-Forman Polska.

W konsekwencji wyzwaniem dla firmy nie jest brak pracowników, ale odpowiednie zarządzanie talentami w erze mobilności. Innowacyjne rozwiązania sprawiają, że można pracować lepiej, inteligentniej, jednak różne pokolenia pracowników wymagają indywidualnego podejścia i szanowania różnych potrzeb. W Brown-Forman nikt nie pozostaje anonimowy, relacje i bezpośredni kontakt między pracownikami są bardzo motywujące i wyzwalają chęci do działania.

– Chcemy dawać naszym pracownikom szansę ponoszenia kompetencji i inspirować ich do myślenia poza schematami. Wdrożenie wspólnie wypracowanych zmian zaowocowało tym, że od kilku lat Brown-Forman jest bardzo wysoko oceniany przez pracowników w obszarze nauki i rozwoju – dodaje Dorota Pałysiewicz.

Różnorodny zespół pracowników w Brown-Forman Polska może rozwijać swoje umiejętności i karierę w różnorodnych programach, projektach i szkoleniach. Dodatkowo powstała inicjatywa pracownicza „GROW” wpiera wszystkie zatrudnione w firmie kobiety w budowaniu kariery i rozwoju w tym w zakresie przywództwa/zdobyć niezbędne narzędzia i wiedzę, a także rozwija ich umiejętności, w tym te z zakresu przywództwa. Z kolei inna inicjatywa pracownicza „Young Professionals” wspiera rozwój i kształtowanie zaangażowania wśród  specjalistów rozpoczyjących swoją karierę zawodową. Polska może rozwijać swoje kompetencje i karierę w różnorodnych inicjatywach.

Dzięki dużej autonomii i różnorodności powierzonych zadań pracownicy mogą dokonywać świadomych wyborów, wyznaczać i realizować swoje cele, co sprawia, że czują się odpowiedzialni za prowadzone projekty. Pracownicy, którzy czują zaangażowanie firmy w ich rozwój, chętniej dzielą się w pracy swoimi pomysłami i pozytywną energią, przyspieszając tym samym rozwój firmy, zespołu i swojej kariery..

Pomagamy pracownikom rozwijać pewność siebie i odpowiedzialność powierzając im różnorodne, co raz bardziej zaawansowane zadania i projekty. Jednocześnie wspierając ich poprzez promowanie kultury otwartego, szczerego i naturalnego feedbacku – mówi Dorota Pałysiewicz.

Wartość przychodów z najmu w Polsce przebiła 20 mld zł

Rynek najmu w Polsce rośnie niezwykle dynamicznie – według danych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów[1] pod koniec ubiegłego roku, przychody z najmu prywatnego wskazane w zeznaniach za 2022 rok to prawie 23,4 mld zł. To aż o 5 mld złotych więcej niż rok wcześniej[2]. Przybywa także mieszkań na wynajem – Narodowy Bank Polski wskazuje, że już co trzecie mieszkanie z rynku pierwotnego może być kupowane inwestycyjnie, czyli przeważnie na wynajem.Podatnicy zgłaszający najem okazjonalny_simpl.rent_light Liczba zeznań zawierających przychody z najmu_simpl.rent_light

Mieszkania na wynajem stają się stałym elementem portfeli inwestycyjnych Polaków posiadających większe oszczędności. Przychody wskazane w zeznaniach za 2022 rok to głównie czynsze przyjmowane przez osoby fizyczne lub prowadzące jednoosobowe działalności. W stosunku do roku poprzedniego mowa o wzroście obrotów aż o 28%. Tak duży wzrost związany jest z rosnącymi czynszami i popytem wygenerowanym m.in. za sprawą wojny w Ukrainie i tysięcy osób, które w związku z tym konfliktem przybyły do Polski. 23,4 mld złotych łącznych przychodów z najmu prywatnego to bardzo duży strumień pieniędzy, odpowiadający połowie wartości kredytów mieszkaniowych udzielonych w tym samym 2022 roku – według danych BIK było to 45,4 mld złotych – mówi Hanna Milewska-Wilk, analityczka rynku nieruchomości z simpl.rent, polsko-brytyjskiego startupu oferującego wynajmującym wraz z PZU jedyne na rynku ubezpieczenie płatności czynszu i zabezpieczenie majątku od ryzyk związanych z wynajmem.

Wyższy popyt nie oznacza końca problemów w branży

Coraz wyższe przychody z najmu zachęcają wiele osób do podjęcia inwestycji w mieszkania na wynajem. Jednak nie jest to inwestycja pozbawiona ryzyka – najem wciąż wiąże się z wieloma wyzwaniami, takimi jak choćby kwestia wiarygodności oraz płynności finansowej najemców. Z raportu Polityki Insight wynika, że w przypadku najmu instytucjonalnego niemal 31 proc. respondentów wskazuje, że koszty wynajmu mieszkania stanowią od 41 do 60 proc. ich miesięcznych budżetów domowych. Zaledwie o 1 pkt proc. mniejsze grono wskazuje podobny zakres w przypadku najmu zwykłego na czas określony.

Jeśli koszt wynajmu mieszkania przekracza połowę budżetu miesięcznego, to naturalnie ryzyko zachwiania płynności finansowej najemcy i opóźnienia w płatnościach jest wysokie. Ale to nie jest jedyne wyzwanie, z jakim muszą mierzyć się właściciele mieszkań. Polem nieporozumień pomiędzy wynajmującym a najemcą jest między innymi podział obowiązków i rozliczanie kaucji – dodaje Piotr Pajda, założyciel simpl.rent.

Profesjonalizacja rynku najmu w Polsce

W odpowiedzi na wyzwania związane z najmem, rynek ten otacza coraz większa liczba usług i profesjonalnych narzędzi, zapewniających obu stronom z jednej strony większy komfort, a z drugiej ograniczających ryzyko.

Jednym z przykładów takich rozwiązań jest ubezpieczenie płatności czynszu najmu, które chroni właściciela mieszkania na wypadek nieopłacenia czynszu przez najemcę, wraz z kosztami eksploatacyjnymi (do łącznej kwoty 24 tys. zł). Z drugiej strony są też rozwiązania zabezpieczające najemców, jak na przykład ubezpieczenie OC najemcy, gwarantujące likwidację powstałych w trakcie najmu przypadkowych szkód w mieszkaniu – wyjaśnia Anna Oleksik, menedżerka w dziale produktu w PZU.

Według danych Polityki Insight[3], średnia kwota, jaką respondenci byliby skłonni zapłacić za „bezpieczeństwo najmu” różni się w zależności od tego, czego miałoby dotyczyć. Największe kwoty najemcy gotowi są ponosić w zamian za możliwość obniżenia wysokości kaucji (od 143 złotych w przypadku najmu na czas określony aż do 485 złotych w przypadku najmu instytucjonalnego). Z uwagi na to, że wysokość kaucji jest tak istotna dla najmujących, wynajmujący szukają sposobów na jej obniżenie. Korzystając z produktów ubezpieczeniowych, mogą to zrobić bez kompromisu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo – oferują najmującym niższą kaucję, zabezpieczając najem w inny sposób. Kolejnym istotnym dla najemców zabezpieczeniem byłaby możliwość wydłużenia okresu wypowiedzenia. Tu ponownie najwięcej, bo aż 420 złotych, byliby gotowi zapłacić najemcy instytucjonalni.

Ograniczanie ryzyk związanych z najmem to nie tylko ubezpieczenia. To również szereg usprawniających proces najmu usług, jak na przykład obiektywna weryfikacja najemców obejmująca weryfikację tożsamości, zarobków oraz historii kredytowej. Skoro najem zyskuje na popularności tak po stronie popytu jak i podaży, warto zapewnić komfort i bezpieczeństwo wszystkim uczestnikom tego procesu – niezależnie od tego, po której stronie umowy stawiają podpis – podsumowuje Piotr Pajda.

[1] Dane publikowane przez Ministerstwo Finansów, obliczenia simpl.rent.

2 Raport „Dekada polskiego rynku najmu. Portret społeczno-ekonomiczny najemców w Polsce”, październik 2023

Złoto i bitcoin atakują szczyty

Rynki szukają szczytów. Zarówno złoto, jak i kryptowaluty odbiły się wczoraj w okolicach 1% lub mniej od szczytów wszech czasów. W tle wolniej spadająca inflacja w Szwajcarii.

Szaleństwo na złocie

Rynek wygląda jakby ceny złota oszalały. W ciągu ostatnich 2 dni surowiec poszedł w górę niemal 4%, osiągając 2130 dolarów za uncję. Uncja złota to około 31,10 grama, gdyż jest to uncja trojańska, będąca delikatnie cięższą od standardowej uncji, ważącej 28,35 grama. Metale szlachetne, podobnie jak ropa, są wyceniane w amerykańskich jednostkach miary, dlatego mają swoje własne jednostki mało wygodne z naszej perspektywy. Obecne wzrosty nie są jeszcze najwyższe w historii, ale brakuje nam już tylko około 1%. Na rynkach panuje wiele koncepcji wyjaśniających te wzrosty. Z jednej strony wskazuje się na koniec programu FED wspierającego banki. Jest to dość odważna koncepcja, gdyż koniec tego programu powinien raczej wymuszać na bankach upłynnianie rezerw i inwestycji. Z drugiej strony trwa dyskusja, czy nie są to zakupy któregoś z dużych uczestników rynku. Patrząc w kontekście obecnej ceny, zeszłoroczne duże zakupy złota przez NBP stają się obecnie bardzo efektywną decyzją.

Mniejszy od oczekiwań spadek inflacji

Wczoraj opublikowano słabsze od oczekiwań dane na temat inflacji w Szwajcarii. W skali roku jest to 1,2%, oczekiwano jednak o 0,1% mniej. Teoretycznie inflacja jest w celu Szwajcarskiego Narodowego Banku, zatem dane te nie powinny nas interesować. Warto jednak zwrócić uwagę, że stopy procentowe z punktu widzenia Szwajcarii dalej są na raczej podniesionych poziomach. W rezultacie wielu inwestorów oczekuje na sygnały nadchodzących obniżek. Wolniej od oczekiwań spadająca inflacja jest jednak sygnałem sugerującym oddalanie się owych obniżek. Tym samym jest też bodźcem, który powinien przeciwdziałać osłabieniu się franka szwajcarskiego. Wczoraj właśnie taki ruch widzieliśmy w godzinach porannych. Do końca dnia jednak to umocnienie franka się nie utrzymało. Na to na pewno nie będą narzekać kredytobiorcy frankowi, szczególnie że jesteśmy blisko popularnych terminów spłaty rat kredytów.

Bitcoin atakuje rekordy

Wczorajsze szczyty cenowe najpopularniejszej kryptowaluty niemal wyrównały rekord wszechczasów. Należy jednak pamiętać, że w takich analizach nie uwzględnia się inflacji. Skumulowana inflacja w tym czasie w USA była jednak ponad 10%. W związku z tym gdyby patrzeć na realną wartość obecne ceny są znacznie dalej od maksimów z perspektywy realnej wartości pieniądza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na odczyty PMI dla usług.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowelizacja przepisów ukróci przewozy bez licencji

Zakaz zlecania transportu podmiotom bez wystarczających uprawnień pod groźbą kar pieniężnych zakłada nowy projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, przygotowany w Ministerstwie Infrastruktury. Nowe przepisy mają objąć wszystkie typy przewozów, od krajowych, przez międzynarodowe po kabotaż. 

Nowelizacja wpłynie przede wszystkim na codzienną pracę spedytorów i nadawców ładunków, ponieważ nakłada nowe obowiązki na podmioty zlecające transport. Do tej pory przymus powierzania przewozu wyłącznie podmiotom legitymującym się odpowiednimi kwalifikacjami nie był regulowany przepisami ustawy o transporcie drogowym.

Celem wprowadzenia nowych przepisów  jest eliminacja nieuczciwych praktyk, polegających na zlecaniu transportu drogowego podmiotom, które nie posiadają stosownych uprawnień przewozowych, w tym licencji.

Nowe zadania spedytorów

Zgodnie z projektem, nowelizacja ma uregulować zasady zlecania krajowego przewozu drogowego rzeczy, międzynarodowego przewozu drogowego rzeczy oraz przewozu kabotażowego przez podmioty wykonujące inne czynności związane z przewozem jako spedytorzy, nadawcy lub podwykonawcy tych podmiotów.

Przed zleceniem przewozu drogowego zlecający będzie zobowiązany do sprawdzenia, czy przewoźnik drogowy, któremu zamierza powierzyć transport, posiada stosowne uprawnienia. Mowa o weryfikacji dokumentów uprawniających do wykonania danego rodzaju przewozu drogowego oraz związanych z przewożonym ładunkiem. Do obowiązków zlecającego będzie należeć  także wystawienie i przekazanie przewoźnikowi drogowemu dokumentu potwierdzającego zlecenie – mówi Paulina Eliasz-Pietrusewicz, prawniczka w TC Kancelarii Prawnej.

Dodatkowy obowiązek przechowywania dokumentów

Kolejną zmianą, którą nakłada nowelizacja, jest zachowanie dokumentów związanych ze zleconym przewozem przez okres 5 lat, liczony od końca roku kalendarzowego, w którym wystawiono zlecenie.

– Chodzi o kopie lub oryginały dokumentów uprawniających przewoźnika do wykonania danego rodzaju przewozu drogowego, dokumentów związanych z przewożonym ładunkiem oraz dokumentu potwierdzającego zlecenie. Wspomniane dokumenty będą musiały zostać przedstawione organom kontrolnym na ich żądanie – wskazuje ekspertka TC Kancelarii Prawnej.

Projekt ustawy przewiduje również zmianę i ustanowienie nowych sankcji w postaci kar pieniężnych za niestosowanie się do wprowadzonych obowiązków. Zostanie także, uzupełniony katalog kar pieniężnych, jakie mogą zostać nałożone za poszczególne naruszenia.

Konsultacje trwają

Obecnie zaproponowane zmiany znajdują się w fazie zaawansowanego planowania, stanowiąc wyraz dążeń rządowych do zdecydowanej reformy w obszarze transportu drogowego. Ten etap projektowy otwiera drogę do gruntownych konsultacji społecznych i branżowych, co jest niezbędne do dokładnej analizy przewidywanych skutków nowelizacji. W tej kluczowej fazie, każdy zainteresowany podmiot ma możliwość przekazania swoich uwag i zastrzeżeń, co pozwoli na optymalne dostosowanie przepisów do aktualnych potrzeb i wyzwań sektora transportowego. Dzięki temu procesowi, przed ostatecznym uchwaleniem, nowelizacja ustawy będzie mogła zostać wzbogacona o praktyczne spostrzeżenia i sugestie, co zwiększy jej skuteczność i przydatność w praktycznym zastosowaniu.

Zmiany na lepsze?

– Projekt symbolizuje ważny krok w dążeniu do zwiększenia transparentności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości w branży transportowej. Poprzez wprowadzenie wymogu posiadania odpowiednich uprawnień do zlecania przewozów, rząd zamierza wyeliminować przestrzeń dla nieuczciwych praktyk, które dotychczas mogły negatywnie wpływać na rynek. Obowiązek przechowywania dokumentacji oraz zaostrzenie sankcji za nieprzestrzeganie przepisów podkreślają zobowiązanie do utrzymania wysokich standardów w sektorze transportowym – komentuje Paulina Eliasz-Pietrusewicz z TC Kancelarii Prawnej.

Te zmiany mają na celu nie tylko ochronę uczciwych przedsiębiorstw działających na rynku transportowym, ale również zwiększenie zaufania społecznego do branży. Jest to krok w stronę stworzenia bardziej zorganizowanego, efektywnego i bezpiecznego systemu transportu drogowego, który odpowiada na potrzeby współczesnej gospodarki i społeczeństwa.

Dla kogo szkolenie menadżerskie?

W dzisiejszych czasach konieczne jest zwiększanie swoich zawodowych kwalifikacji. Rynek pracy mocno się zmienia. Kandydaci do pracy napotykają na coraz większe wymagania ze strony pracodawców. Osoby pracujące muszą dbać o swój rozwój zawodowy, inaczej mogą przestać być atrakcyjne dla firmy lub instytucji. W artykule wyjaśniamy, dla kogo polecane jest szkolenie menadżerskie.

Każdy, kto planuje swoją karierę zawodową na stanowisku kierowniczym lub wyższym, powinien mieć odpowiednie kwalifikacje. Umiejętność zarządzania zespołem to nie tylko budowanie relacji z pracownikami, ale i umiejętność skutecznego działania w trudnych sytuacjach. Nowoczesny menedżer musi liczyć się z tym, że jednym z jego zadań będzie rozwiązywanie konfliktów w swojej organizacji. Dlatego też musi mieć między innymi wysokie kompetencje komunikacyjne i wiedzieć, jakie są zasady zarządzania zasobami ludzkimi. Certyfikowane szkolenie menedżerskie zwiększa wiedzę w konkretnych obszarach zarządzania. Szkolenie menadżerskie to na ogół szkolenia zamknięte. Mogą to być też szkolenia otwarte. W ostatnim czasie dużą popularnością cieszą się szkolenia online dla kadry menedżerskiej. Niektóre ze szkoleń online to warsztaty menedżerskie programowo zbliżone do studiów MBA.

Dlaczego warto zapisać się na certyfikowane szkolenia menedżerskie?

Kursy menedżerskie to propozycja dla osób, które zajmują kierownicze stanowiska w firmach, instytucjach i w organizacjach pozarządowych. Absolwenci takich kursów zdobywają kluczowe kompetencje menedżerskie. Kursy bazują na praktycznej wiedzy z zakresu zarządzania. Są prowadzone przez ekspertów z wieloletnim doświadczeniem. Umiejętności menedżerskie pozwalają na lepsze wyniki w codziennej pracy. Manager lepiej sobie radzi z wyzwaniami. Lepiej też reaguje na sytuacje stresowe. Szkolenia dla menedżerów mogą być zamawiane przez firmy, którym zależy na zwiększaniu kwalifikacji zawodowych swojej kadry. Zwiększają też potencjał całej organizacji.

Czego uczy szkolenie menadżerskie?

Szkolenie managerskie sprawia, że kadra zarządzająca będzie podejmować lepsze decyzje biznesowe. Każdy uczestnik szkolenia może rozpoznać własny styl kierowania zespołem. Można zdobyć nową wiedzę (na przykład z zarządzania projektami). Osoby, które ukończyły takie szkolenia, doskonale wiedzą, co dają szkolenia menedżerskie potwierdzone certyfikatem. Absolwenci kursów menedżerskich odnoszą sukcesy i awansują w pracy.

Pęka bańka niemieckiego rynku nieruchomości – polski rynek już zaczyna to odczuwać…

  • W ciągu ostatnich dwóch lat ceny domów w Niemczech gwałtownie spadły, w 2024 roku Allianz Trade spodziewa się stabilizacji sektora nieruchomości
  • Sektor budowlany odczuwa skutki ograniczonego popytu a z drugiej strony – podwyższonych kosztów budowy (+23,3% od 1. kwartału 2021 r. do 3. kwartału 2023 r.). W efekcie w okresie od stycznia do listopada 2023 r. upadłość ogłosiło 2 800 niemieckich firm budowlanych (+14,8% r/r)
  • Jak na razie mieszkaniowo-bankowa „pętla zagłady” wydaje się być pod kontrolą. Należy jednak uważnie monitorować konsekwencje społeczne (dostępność mieszkań). Rząd zaproponował kompleksowy pakiet rewitalizacji sektora budowlanego, generującego 6% niemieckiego PKB, ale na skuteczny ratunek może być to zbyt mało i zbyt późno

Po długim okresie wzrostu ceny domów w Niemczech uległy silnej korekcie (spadek o 10-15% w stosunku do szczytowego poziomu z połowy 2022 r.). W 2024 r. Allianz Trade spodziewa się jednak stabilizacji, ponieważ ograniczenia podaży z nawiązką zrekompensują spadek popytu. Korekta była znacząca, ale nierównomierna regionalnie (wykres 1) i ze względu na wielkość nieruchomości, a także między domami nowo budowanymi i tymi istniejącymi. Ceny domów są jednak nadal o 100-150% wyższe niż przed erą niskich stóp procentowych. W przyszłości, wraz ze spadkiem podaży, inflacja i ich niedobór spowodują wzrost cen wynajmu. W połączeniu ze stosunkowo niską stopą bezrobocia i stopniowym ożywieniem aktywności gospodarczej powinno to doprowadzić do stabilizacji cen nieruchomości w 2024 roku. Nie będzie to jednak oznaczać powrotu do poziomów obserwowanych w nieodległej przeszłości, ponieważ wyższe koszty pożyczek i zaostrzone standardy kredytowe będą nadal odciskać swoje piętno na aktywności w nieruchomościach.

Wykres 1: Skumulowane zmiany cen domów w poszczególnych miastach od 2010 r.

Wykres 1 Skumulowane zmiany cen domów w poszczególnych miastachWykres 1 Skumulowane zmiany cen domów w poszczególnych miastachŹródła: Indeksy cen GREIX, Allianz Research. Kolory regionalne są przypisane jako średnia korekta miast (wykres lhs) na każdym terytorium. Stany, dla których nie ma danych w lhs, są w kolorze szarym.

W tym kontekście Allianz Trade nie widzi wytchnienia dla sektora budowlanego, który wciąż zmaga się ze skutkami wysokich stóp procentowych, a także podwyższonych kosztów budowy i niedoboru wykwalifikowanej siły roboczej. W kwietniu 2022 r. niemiecki wskaźnik PMI dla budownictwa spadł poniżej progu 50, a od tego czasu spowolnienie tylko się nasiliło, osiągając w ostatnich miesiącach rekordowo niskie poziomy. Podczas gdy wszystkie jego podsektory kurczą się, budownictwo mieszkaniowe jest ewidentnie najbardziej problematyczne i w największym stopniu obniża ogólny poziom aktywności (wykres 2). Wysokie stopy procentowe nie tylko obniżyły ceny mieszkań, ale także wpłynęły na zdolność niemieckich budowniczych do zaciągania pożyczek, pogarszając płynność, która jest niezbędna do rozpoczęcia projektów. Ponadto koszty budowy wzrosły o +23,3% od 1 kwartału 2021 r. do 3 kwartału 2023 r. Chociaż ceny materiałów budowlanych ustabilizowały się i wykazywały tendencję spadkową w ostatnich kwartałach w wyniku złagodzenia zakłóceń w łańcuchu dostaw, koszty pracy w sektorze budowlanym nadal rosły w ponadprzeciętnym tempie w obliczu niedoboru wykwalifikowanej siły roboczej. Niedawno IG BAU, niemiecki związek zawodowy, zainicjował w zeszłym tygodniu nowe rundy negocjacji zbiorowych, domagając się podwyżki płac o 500 EUR miesięcznie dla wszystkich pracowników budowlanych. Szacujemy, że jeśli wniosek zostanie zaakceptowany, średnia płaca godzinowa wzrośnie o +10,5%, co sprawi, że koszty pracy  w Niemczech będą o 40,1% wyższe od średniej UE i znacznie powyżej Francji, Włoch i Hiszpanii. Oczekujemy, że w dłuższej perspektywie koszty pracy będą nadal wpływać na wysokie koszty budowy.

Wykres 2: Indeks aktywności HCOB Germany Construction PMI według sektorów

Wykres 2: Indeks aktywności HCOB Germany Construction PMI według sektorówŹródła: HCOB, S&P Global, Allianz Research

Spadek rentowności doprowadził do masowego załamania działalności budowlanej i doprowadził w efekcie do niewypłacalności wielu niemieckich deweloperów – wynika z analiz Allianz Trade. Niedobór zamówień i rezygnacja z projektów narastały, ponieważ spadające ceny mieszkań i presja na wzrost kosztów nadal zmniejszały marże budowniczych i sprawiały, że projekty stawały się coraz mniej opłacalne (wykres 3).

Wykres 3: Spadek aktywności w budownictwie mieszkaniowym

(a)    Klimat biznesowy   (b)    Pozwolenia na budowę i nowe zamówienia
Klimat   Pozwolenia na budowę i nowe zamówienia

Źródła: Instytut Ifo, DeStatis, Allianz Research

Według ankiety przeprowadzonej przez instytut Ifo, 52,5% respondentów zgłosiło brak zamówień (+27,3 p.p. r/r), a 17,4% musiało anulować swoje projekty (+3,9 p.p. r/r) w styczniu 2024 r., co oznacza niewielki spadek w porównaniu z poprzednim miesiącem, ale nadal pozostaje blisko rekordowych poziomów. W rezultacie rosnąca liczba niemieckich firm budowlanych stoi w obliczu podwyższonego ryzyka niewypłacalności. W okresie od stycznia do listopada 2023 r. upadłość ogłosiły 2 822 firmy (+14,8% r/r). W latach 2021 i 2022 wybudowano odpowiednio 293 393 i 295 275 mieszkań. Liczba ta może jednak dalej spadać w 2024 r., kiedy to w okresie od stycznia do listopada 2023 r. wydano pozwolenia na budowę zaledwie 232 000 mieszkań (-26,1% r/r) i otrzymano 1 000 nowych zamówień (-21,2% r/r) (wykres 3).

Ryzyko związane z finansowaniem mieszkań nie jest dla sektora bankowego największym ryzykiem związanym z nieruchomościami. W ramach rozdrobnionego niemieckiego systemu bankowego niektóre podmioty są co prawda narażone z tytułu finansowania nieruchomości mieszkaniowych, ale w naszym scenariuszu bazowym ryzyko powinno pozostać ograniczone. Banki zaostrzyły swoje standardy, a popyt na kredyty mieszkaniowe spadł, co doprowadziło do znacznego spadku zatwierdzonych kredytów hipotecznych. W połączeniu ze stałymi warunkami w „starych” umowach przyczyniło się to do spowolnienia transmisji wyższych stóp procentowych na kredytobiorców. Przy ograniczonym poziomie bezrobocia powinno to utrzymać płatności hipoteczne w ryzach. Na dzień dzisiejszy niewypłacalność firm związanych z nieruchomościami[1] i kredyty na nieruchomości komercyjne stanowią większe źródło ryzyka niż kredyty mieszkaniowe. W przypadku pogorszenia się sytuacji, ryzyko związane z niespłaconymi kredytami hipotecznymi spiętrzałoby się w bankach o ekspozycji skoncentrowanej na budownictwie (stowarzyszenia budowlane i kredytowe, banki hipoteczne, ale także mniejsze spółdzielnie i kasy oszczędnościowe, wykres 4), podczas gdy większe banki o bardziej zdywersyfikowanej ekspozycji – i podlegające ściślejszej kontroli – powinny być w stanie lepiej sobie z tym poradzić. Jednak w takim scenariuszu ryzyko może również rozprzestrzeniać się poprzez powiązania międzybankowe, zwłaszcza za pośrednictwem banków krajów związkowych i banków specjalnego przeznaczenia, które odgrywają kluczową rolę w sieci mniejszych banków.

Wykres 4: Koncentracja ekspozycji na hipoteki mieszkaniowe i krajowe kredyty bankowe według typu bankuWykres 4 Koncentracja ekspozycji na hipoteki mieszkaniowe i krajowe kredyty bankowe

Źródła: LSEG Datastream, Bundesbank, Allianz Research

Budowanie jest obecnie po prostu zbyt drogie, ale niedobór mieszkań stał się kwestią społeczną – wynika z analiz Allianz Trade. Gwałtowny wzrost kosztów budowy i energii sprawił, że budownictwo mieszkaniowe stało się nieopłacalne. Biorąc pod uwagę, że koszty wywołane przez państwo stanowią 37% całkowitych wydatków, metr kwadratowy budowy może kosztować ponad 5000 euro. Koszt ten musiałby zostać zrekompensowany średnim czynszem za metr kwadratowy w wysokości 21 EUR, co jest po prostu nieopłacalne dla wielu osób. Ta nierównowaga finansowa doprowadziła do niskiego tempa oddawania mieszkań do użytku, które zgodnie z oczekiwaniami będzie dalej spadać w nadchodzących latach i będzie znacznie poniżej rządowego celu 400 000 nowych mieszkań rocznie. Nie jest to również wystarczające, aby zaradzić prognozowanemu niedoborowi mieszkań, który znacznie wzrośnie do 2026 r. (Wykres 5). Aby zaradzić niedoborowi mieszkań, rząd musi interweniować i wypełnić lukę pomiędzy potrzebami a oddanymi mieszkaniami. Niemiecki rząd zaproponował kompleksowy pakiet mający na celu ożywienie sektora budowlanego, ale jego wdrożenie zajmie trochę czasu. Środki takie jak szybsze procesy planowania i zatwierdzania oraz ulepszone opcje amortyzacji powinny pomoc ustabilizować w dłuższej perspektywie rynek. Wysoki wskaźnik kosztów wywołanych przez państwo jest jednak związany z różnymi czynnikami, w tym podatkami, wymogami energetycznymi, przepisami technicznymi i wymogom gmin – władz lokalnych. Aby ożywić budownictwo (stanowiące około 6% niemieckiego PKB co jest znacznym potencjałem, który może przyczynić się do wzrostu lub spadku całej niemieckiej gospodarki) sektor nieruchomości mieszkaniowych potrzebuje zachęt podatkowych w celu ograniczenia kosztów budowy i skutecznej ochrony klimatu oraz zapewnienia ciągłości finansowania – wszystko w połączeniu z niezbędnym zmniejszeniem niepewności (zwiększeniem przewidywalności).

Wykres 5: Ukończone mieszkania i prognozy, w tysiącachWykres 5 Ukończone mieszkania i prognozy, w tysiącach

Źródła: LSEG Datastream, ifo Institute, rząd niemiecki, ZIA, Allianz Research. Prognozy od 2023 r. (włącznie).

[1] W wielu przypadkach są one bardzo zadłużone. Według Destatis, 30% niespłaconych kredytów bankowych dotyczy firm z tego sektora.

O 58,5% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lutym 2024 r.

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wzrosła w lutym br. o 58,5%. Oznacza to , że w lutym br. banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 58,5% w porównaniu do lutego 2023 r.

W lutym 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 26,66 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 19,02 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 40,1%. W porównaniu do stycznia 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 18,1%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lutym 2024 r. 427,22 tys. zł i była wyższa o 18,8% niż w lutym 2023 r. W porównaniu do stycznia 2024 r. nieznacznie wzrosła o 0,1%.

Potencjalni kredytobiorcy złożyli w lutym 2024 roku wnioski kredytowe na wartość ponad 58% wyższą niż rok wcześniej.

– Popyt na kredyty mieszkaniowe wyhamował po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach Programu Bezpieczny Kredyt 2% i jest obecnie niższy niż w II półroczu 2023 roku, ale jednak pozostaje on wyraźnie wyższy (o 30-40%) niż w miesiącach przed lipcem ubiegłego roku.

Istotnym czynnikiem wpływającym na wartość bieżącego odczytu Indeksu Popytu jest większa liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, która wzrosła z 19,02 tysięcy w lutym 2023 roku do 26,66 tysięcy w lutym 2024. Ponad 40% wzrostu liczby wnioskujących w porównaniu do lutego ub.r. jest w dużej mierze efektem ówczesnego „zamrożenia” popytu na kredyty mieszkaniowe w wyniku wysokiego poziomu stóp procentowych, mamy więc efekt niskiej zeszłorocznej bazy.

Drugim ważnym aspektem determinującym poziom Indeksu jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do 427 tys. zł – to kwota o prawie 19% wyższa niż w lutym 2023 r. Jest ona jednak niższa o 1,8% niż w grudniu ub. roku. Jest to już efekt wniosków bez udziału Programu wsparcia kredytobiorców. Beneficjenci Programu Bezpieczny Kredyt 2% wnioskowali i zaciągali kredyty na wyższą średnią kwotę w porównaniu z kredytobiorcami „rynkowymi” – wyjaśnia Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz, BIK.

O 58,5% rr wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lutym 2024 r

Niezauważalna korekta na Wall Street. Bitcoin osiągnął poziom historycznych rekordów

Giełda na Wall Street wykonała wczoraj korektę. Jej zasięg był jednak kosmetyczny i w żaden sposób nie doszło do przełomu na wykresach głównych indeksów. Kurs głównej pary walutowej ustanowił szczyt lokalny w okolicy 1,0865, ale cały czas w krótkim terminie notowania pozostają w konsolidacji. Dziś poznamy raport ISM sektora usługowego w USA. Piątkowy wskaźnika dla przemysłu rozczarował. Większa zmienność może pojawić się w okolicy godz. 16. Wcześniej z Europy otrzymamy finalne wskaźniki PMI, które nie powinny jednak budzić dużych emocji. W czwartek EBC podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Dziś premier Chin przedstawił swój pierwszy raport z prac rządu, aby rozpocząć doroczne posiedzenie Narodowego Kongresu Ludowego. Bitcoin osiągnął poziom historycznych rekordów.

Dziś mamy „Super Wtorek” co oznacza, że w 16 stanach USA odbędą się prawybory Republikanów i Demokratów. Sąd Najwyższy USA orzekł, że Donald Trump może w tym roku pojawić się na prezydenckich kartach do głosowania. Jednogłośna decyzja uchyliła orzeczenie Sądu Najwyższego w Kolorado zakazujące byłemu prezydentowi ponownego kandydowania ze względu na jego wysiłki zmierzające do unieważnienia przegranej w wyborach w 2020 roku. Orzeczenie zapadło przed dzisiejszymi prawyborami, w których Trump ma nadzieję na zdecydowane zwycięstwo.

Wczoraj na temat polityki monetarnej wypowiadał się Raphael Bostic, który stwierdził, że spodziewa się, iż po pierwszej obniżce stóp procentowych przez Fed, którą bank centralny planuje na trzeci kwartał, nastąpi przerwa, aby ocenić, jak zmiana polityki wpływa na gospodarkę. Bostic powiedział, że obawia się, że firmy mają zbyt dużo entuzjazmu i mogą uwolnić nowy popyt po obniżce stóp, co zwiększy presję cenową. Dodał również, że chce przez jakiś czas zmniejszać wielkość bilansu Fed w obecnym tempie.

Dziś rozpoczęło się doroczne posiedzenie Narodowego Kongresu Ludowego Chin. Premier Li Qiang Ogłosił cel wzrostu PKB na poziomie ok. 5 proc. na ten rok, taki sam jak w ubiegłym. Państwo Środka boryka się z wieloma przeciwnościami (kryzys na rynku nieruchomości), więc ustalony cel jest naprawdę bardzo ambitny. Rząd będzie musiał skuteczniej wdrażać bodźce stymulacyjne aby napędzać gospodarkę. Planowana jest emisja długoterminowych specjalnych obligacji skarbowych w tym roku. Jest to wyraźny sygnał, że Pekin planuje wykorzystać dodatkowe zasoby fiskalne w celu wsparcia gospodarki, a rząd centralny bierze na siebie ciężar finansowy samorządów lokalnych. Oficjalny docelowy deficyt fiskalny sektora instytucji rządowych i samorządowych został ustalony na poziomie 3 proc. PKB, co oznacza spadek z 3,8 proc. w ubiegłym roku. Rynek mogła zaskoczyć decyzja premiera dotycząca braku briefingu prasowego po zakończeniu tygodniowego spotkania. Nie będzie ich również w dalszej części jego pięcioletniej kadencji.

Wczorajszy kalendarz makro był ubogi. Brakowały danych z USA. Z Europy poznaliśmy jedynie indeks Sentix, który umówmy się, jest publikacją drugo a nawet trzeciorzędną. Uwaga inwestorów będzie dziś skupiona na wskaźniku ISM dla usług, który mimo wszystko jest ważniejszy niż przemysł. Oczekuje się niewielkiego spadku głównego wskaźnika z 53,4 do 53 pkt. Z pewnością mocną reakcję rynku zobaczylibyśmy w przypadku gorszych danych, szczególnie kiedy ISM uplasowałby się poniżej granicznego poziomu 50 pkt. Inwestorzy będą spoglądać i oceniać również subindeksy zatrudnienia, cen płaconych oraz aktywności biznesowej. Dopiero od jutra zaczną napływać dane z amerykańskiego rynku pracy (JOLTS, ADP – środa, NFP – piątek). Nie zapominajmy o przemówieniu Powella przed Komisją ds. Usług Finansowych Izby Reprezentantów oraz przed Komisją Bankową (środa-czwartek). Szczególnie interesująca może być sesja pytań.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Trendy HR & Legal 2024: Podwyżki, wynagrodzenia i perspektywy zatrudnienia

Jakie trendy będą kształtować branżę HR & legal i jakich wynagrodzeń można spodziewać się na poszczególnych stanowiskach w tym roku? Na jakie stanowiska powinny aplikować osoby planujące zmianę organizacji? Jak wynika z „Raportu Trendów & Wynagrodzeń 2024”, przygotowanego przez ManpowerGroup we współpracy z portalem pracy rocketjobs.pl, na największe podwyżki w sektorze prawniczym mogą liczyć specjaliści podatkowi. W branży HR zainteresowaniem rekruterów nadal będą cieszyć się specjaliści z obszaru kadrowo-płacowego.

Pierwsza połowa ubiegłego roku była wymagającym czasem dla ekspertów HR. Liczba ogłoszeń o pracę w branży spadła o połowę w stosunku do roku poprzedniego, a przedsiębiorstwa nie planowały aktywnej rozbudowy działów personalnych. Rok 2024 zapowiada się jako czas stabilizacji pod względem nowych rekrutacji.

– W obliczu dalszej niepewności w związku z wydarzeniami globalnymi, firmy będą nadal głównie uzupełniać braki kadrowe. Tym samym zyskają specjaliści odpowiedzialni za szkolenia i rozwój w organizacjach. Zatrzymanie w spółkach utalentowanych pracowników stanie się priorytetem, a specjaliści z obszaru kadrowo-płacowego będą nadal cieszyć się dużym zainteresowaniem. Na ich pozycję wpłyną liczne nowelizacje w kodeksie pracy, nowe regulacje dotyczące pracy zdalnej czy wydłużenie urlopu rodzicielskiego – mówi Ewelina Klik, Recruitment Business Partner w Manpower. – Kwestie związane z różnorodnością, równością płci i włączeniem (DE&I) także zyskają na znaczeniu. Firmy, szczególnie te duże, podejmują działania w celu promowania bardziej zrównoważonego i inkluzywnego środowiska pracy. W rozbudowanych strukturach HR tworzone są w efekcie zupełnie nowe stanowiska dla specjalistów i managerów zajmujących się tym aspektem – dodaje ekspertka.

Jak wskazują dane zebrane w raporcie, wynagrodzenia w branży utrzymują się na stabilnym poziomie, a najlepiej płatne stanowiska to HR Director, HR Manager, Senior HR Business Partner czy HR and Payroll Manager. Do najważniejszych ekspertów w sektorze mogą również dołączyć osoby korzystające w pracy z nowych technologii. – Wdrażanie AI do procesu rekrutacji, analiza danych do prognozowania potrzeb kadrowych czy użycie narzędzi do zarządzania wynagrodzeniem to kluczowe trendy. Korzystanie z AI optymalizuje procesy i ułatwia pracę w HR, ale nadal nie pomaga zbudować relacji z drugim człowiekiem − dlatego umiejętności miękkie, takie jak zdolności komunikacyjne, przywództwo, kreatywność i umiejętność współpracy zyskują na znaczeniu, szczególnie w ramach stanowisk decyzyjnych – podsumowuje Ewelina Klik.

Raportu Trendów & Wynagrodzeń 2024

W branży legal podwyżki rzędu 15-20%

Rekrutacja i zarządzanie talentami to bez wątpienia największe wyzwania sektora prawnego na nadchodzące lata. Rynek cechuje się coraz wyraźniejszą specjalizacją, pojawia się wiele ofert pracy, a kandydaci chętnie biorą udział w rekrutacjach. Największe zapotrzebowanie na nowych pracowników niezmiennie wskazuje sektor podatkowy – poszukiwani są głównie samodzielni specjaliści, którzy mają kilkuletnie doświadczenie i będą gotowi działać w rolach eksperckich po krótkim wdrożeniu w potrzeby organizacji. Sektor finansowy, w tym bankowość, poszukuje specjalistów prawnych do pełnej obsługi, wzmożoną aktywność można zaobserwować także w wewnętrznych działach prawnych.

– Kandydaci w branży legal otwarcie mówią o swoich potrzebach, w tym o chęci zachowania odpowiedniego work-life balance czy wdrażania w pracy innowacyjnych rozwiązań i nowych technologii. Obserwujemy wzrost oczekiwań dotyczących wynagrodzeń. Najbardziej widoczne jest to w przypadku stanowisk juniorskich w kancelariach i samodzielnych specjalistów w wewnętrznych działach firm. W zależności od specjalizacji, oczekiwania zawierają się w przedziale do około 15-20% wynagrodzenia. Wyjątkiem jest sektor podatkowy, gdzie kandydaci liczą na wzrosty nawet powyżej 30%. Pracodawcy chcący pozyskać z rynku nowe talenty muszą wykazać się większą elastycznością i otwartością dotyczącą także kwestii finansowych – mówi Adrianna Wiśniewska, Starszy Konsultant Biznesowy ds. Rekrutacji Stałej w Manpower.wynagrodzenia w branży legal

Polacy w 2023 r. częściej niż rok wcześniej odwieszali jednoosobowe firmy. Za to gorzej było z ich zakładaniem

W 2023 roku liczba wniosków o założenie jednoosobowej działalności gospodarczej spadła o prawie 3% w porównaniu z 2022 rokiem. Analizując dane z poszczególnych miesięcy ubiegłego roku, widać, że najwięcej firm otwarto w styczniu, a najmniej – w grudniu. Biorąc pod uwagę podział na województwa, na czele zestawienia znajduje się mazowieckie, a na końcu – opolskie. Jednak zdecydowanie najwięcej zgłoszeń było bez określonego obszaru prowadzenia działalności. Natomiast liczba wniosków o wznowienie JDG wzrosła rdr. o przeszło 16%. Znawcy tematu, komentując te dane, twierdzą, że jeżeli nowy rząd nie zrobi większego kroku w kierunku tego typu przedsiębiorców, to nie ma co liczyć na jakąkolwiek poprawę sytuacji.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, w 2023 roku do rejestru CEIDG wpłynęło 302 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 2,7% mniej niż w 2022 roku, kiedy złożono ich 310,3 tys. Zdaniem Adriana Parola, radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego, spadek rdr. tej liczby nie jest alarmujący ani dziwny. Znacząco bowiem wzrosły koszty utrzymania firmy. Wysoka inflacja, rosnąca płaca minimalna oraz coraz wyższe składki na ubezpieczenia społeczne mają wpływ na mniejsze zainteresowanie zakładaniem tego typu działalności.

– Przedsiębiorcy w Polsce zbyt często nie wytrzymują presji związanej z trudami prowadzenia biznesu. I nie mówimy tu zazwyczaj o rynkowej konkurencji, a o obciążeniach o charakterze – powiedzmy – publicznym. Pogłębia się luka pomiędzy zakładanymi firmami, a tymi, które z rynku znikają. Trudno się dziwić, skoro inflacja jest na wysokim poziomie, a składki dla przedsiębiorców regularnie rosną. Dodatkowo problemem jest jakość stanowionego prawa – komentuje Jacek Podgórski, dyrektor Forum Pracy w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Analizując dane z poszczególnych miesięcy 2023 roku, można zauważyć, że najwięcej wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej było w styczniu – 28,5 tys. (rok wcześniej – 26,6 tys.), w marcu – 28 tys. (27 tys.), a także we wrześniu – 27 tys. (29 tys.). Najmniej zaś odnotowano ich w grudniu – 20,2 tys. (w 2022 roku – 22,8 tys.), w listopadzie – 23 tys. (23,8 tys.), jak również w lipcu – 23,3 tys. (25,6 tys.).

– Uśredniając – im bliżej końca 2023 roku, tym przytomniej na planowane zmiany zaczęli patrzeć przedsiębiorcy. Dotyczy to nie tylko JDG. Koniec roku oznacza znacznie bliższą perspektywę zmian mających wejść w życie w roku następnym. W tym kontekście warto wspomnieć o podwyższeniu płacy minimalnej. Z kolei stosunkowo niższa liczba zakładanych jednoosobowych działalności gospodarczych w lipcu może wynikać z pełni sezonu wakacyjnego – analizuje Jacek Podgórski.

Dane resortu pokazują też, ile wniosków dotyczących założenia JDG było w poszczególnych województwach. Na czele zestawienia znajduje się mazowieckie – 30,3 tys. (rok wcześniej – 31,8 tys.). Dalej widzimy małopolskie – 17,2 tys. (w 2022 roku – 19,1 tys.), wielkopolskie – 16,7 tys. (18 tys.), śląskie – 16,5 tys. (18,5 tys.), a także dolnośląskie – 14,3 tys. (16,9 tys.). Natomiast najmniej takich wniosków dotyczyło woj. opolskiego – 3,4 tys. (rok wcześniej – 3,7 tys.), świętokrzyskiego – 4,6 tys. (5,6 tys.), jak również lubuskiego – 4,8 tys. (5,1 tys.). Jednak zdecydowanie najwięcej zgłoszeń było z pustym polem, a więc bez wskazania województwa, w którym firma wykonuje działalność – 129,1 tys. (w 2022 roku – 119,2 tys.).

– Te dane są bezpośrednio związane z populacją i z warunkami prowadzenia działalności w poszczególnych częściach Polski. Większa liczba wniosków bez wskazania województwa może natomiast świadczyć o tym, że coraz więcej nowych firm orientuje swoją działalność na poziom krajowy albo międzynarodowy. Jest to również związane z naturalnym trendem powstawania coraz większej liczby firm świadczących usługi sieciowe, mobilne lub zdalnie – informuje dr hab. Przemysław Zbierowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Do tego według danych resortu, w 2023 roku do rejestru CEIDG wpłynęło 177,5 tys. wniosków o wznowienie jednoosobowej działalności gospodarczej. To to 16,1% więcej niż w 2022 roku, kiedy takich przypadków było 152,9 tys. Jak stwierdza Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, ww. wzrost jest pozytywną informacją. Jednak pamiętać należy, że w 2022 roku zostało zawieszonych blisko 350 tys. działalności. Pomimo odnotowanego wzrostu, tylko połowa przedsiębiorców zdecydowała się na wznowienie. I jak przekonuje ekspert, zestawienie tych statystyk wskazuje, że warunki do prowadzenia biznesu nie uległy poprawie.

– Wzrost liczby wznowień działalności gospodarczej związany jest – moim zdaniem – z dwoma czynnikami. Po pierwsze, 2023 był rokiem stabilizacji psychologicznej przedsiębiorców po pandemii. Wiązała się ona z przystosowaniem do niepewności. Po drugie, w ub.r. nastąpiła pewna stabilizacja regulacji prawnych i podatkowych dotyczących prowadzenia działalności – mówi dr hab. Zbierowski.

Z kolei Jacek Podgórski zaznacza, że 2022 rok był skrajnie niesprzyjający dla prowadzenia działalności gospodarczej. Wówczas mieliśmy do czynienia z pandemiczną inflacją, rosnącymi kosztami prowadzenia działalności czy skokowym wzrostem cen nośników energii, co było spowodowane wybuchem wojny w Ukrainie. Do tego weszły w życie niekorzystne i skomplikowane zmiany, wprowadzone regulacjami tzw. Polskiego Ładu. Zdaniem eksperta, te czynniki spowodowały lawinowy wzrost zawieszania działalności w 2022 roku i spadek liczby wznawianych biznesów. Dyrektor z ZPP podkreśla, że celem przedsiębiorców było przeczekanie niesprzyjających warunków do prowadzenia firmy.

– Nie wiadomo, jak w nadchodzących miesiącach będzie kształtowała się liczba wniosków dotyczących otwierania i wznawiania JDG. Wpływ na to będzie miała sytuacja ekonomiczna, która zależy m.in. od działań rządu. Bezspornym jest fakt, iż uruchomienie środków z KPO pozwoli na ponowne rozkręcenie gospodarki – zaznacza mec. Adrian Parol.

Z opinii eksperta z kancelarii GKPG wynika, że państwo powinno wypracować szerszy model gospodarczy, który pozwoli przedsiębiorczym i energicznym obywatelom poważniej myśleć o zakładaniu swoich biznesów. To musi być zdecydowany krok w stronę zmian. Musi też powstać długofalowy program wspierania młodych i kreatywnych ludzi, którzy chcieliby prowadzić firmy. Obecne uwarunkowania niezbyt temu sprzyjają, a mówiąc dosadniej – wręcz odstraszają.

– Wydaje się, że obecne trendy będą kontynuowane. W tym roku wniosków o rejestrację JDG może być tyle co w poprzednim. Natomiast tych dotyczących wznowienia może być nieco mniej, ponieważ wiele działalności powróciło już na rynek w 2023 roku. Sporo też oczywiście zależy od nowych regulacji, przede wszystkim w zakresie podatków i obowiązkowych składek nakładanych na przedsiębiorców – podsumowuje ekspert z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Więcej optymizmu w portfelach Polaków: blisko 40% liczy na poprawę sytuacji finansowej

Mimo szeregu wyzwań związanych ze stanem portfela, wśród polskich konsumentów przybywa osób pozytywnie nastawionych co do przyszłości. Oczekujący poprawy osobistej sytuacji finansowej stanowią blisko 40 proc. respondentów, wynika z najnowszej edycji badania „Consumer Signals” firmy doradczej Deloitte. Coraz mniej obawiamy się wyższych cen żywności, ale kwestia kosztów prądu i gazu pozostaje powodem do niepokoju. Chociaż większość Polaków zakłada wzrosty również w obszarze cen paliw, to nadal najchętniej wybieranym rodzajem samochodu są te o napędzie spalinowym.

Cykliczne badanie firmy Deloitte monitoruje kwestię nastrojów konsumenckich oraz wpływu takich czynników jak inflacja na decyzje zakupowe. Na podstawie comiesięcznych ankiet przeprowadzanych wśród mieszkańców blisko 20 państw eksperci oceniają kondycję finansową danego społeczeństwa oraz prognozują tendencje dotyczące zarówno codziennych transakcji, jak i większych wydatków, np. zakupu pojazdu czy wycieczki wakacyjnej.

Optymistyczne perspektywy Polaków

Najnowszy odczyt nastrojów konsumenckich pokazuje, że koszty życia nadal stanowią wyzwanie dla wielu polskich konsumentów. 45 proc. badanych (o 2 p.p. mniej niż miesiąc wcześniej), uważa, że ich sytuacja finansowa jest gorsza niż w roku poprzednim. Nadal co trzeci mieszkaniec Polski obawia się o swoją zdolność do regulowania nadchodzących płatności, a co drugi nie będzie w stanie ponieść niespodziewanego wydatku. Na niezmienionym poziomie (76 proc.) pozostaje odsetek prognozujących dalszy wzrost cen najczęściej kupowanych produktów. Z kolei deklarujący brak pieniędzy na koniec miesiąca stanowią 38 proc. ankietowanych, o 3 p.p. więcej niż w grudniu 2023 r. Obawiający się o stan swoich oszczędności stanowią 39 proc. badanych, w porównaniu do 37 proc. miesiąc wcześniej.

Mimo wielu wyzwań coraz więcej Polaków zdaje się z optymizmem patrzeć w przyszłość. O 4 p.p., do poziomu 48 proc. wzrósł bowiem odsetek zakładających wzrost przychodów osobistych, a 38 proc. (+1 p.p.) oczekuje poprawy sytuacji finansowej. I tak 65 proc. badanych, o 5 p.p. mniej w porównaniu z poprzednią edycją badania, zakłada wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych. Wyższe ceny odzieży przewiduje z kolei 56 proc. respondentów (-3 p.p.). Na niezmienionym poziomie pozostaje odsetek osób wskazujących na możliwy wzrost cen alkoholu i tytoniu oraz cen paliw (odpowiednio 65 i 68 proc.). 72 proc. (+2 p.p.) prognozuje z kolei wzrost kosztów mediów domowych.

Perspektywa wyższych rachunków stanowi jedną z przyczyn troski Polaków o kondycję finansów osobistych. Rosnące koszty życia są szczególnym wyzwaniem dla osób mających trudności z odłożeniem części zarobków na koniec miesiąca, co z kolei przekłada się na obawy związane ze stanem swoich oszczędności. Jednocześnie coraz mniej konsumentów spodziewa się podwyżek cen żywności, a niemal co druga osoba zakłada wzrost przychodów osobistych. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że w najbliższych miesiącach nastroje dotyczące osobistej sytuacji finansowej powinny ulec poprawie – mówi Michał Pieprzny, partner, lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Deloitte.

Niepokoje dotyczące przyszłych poziomów cen dotyczą nie tylko Polski, ale również innych krajów. Największy odsetek mieszkańców obawiających się dalszych wzrostów kosztów odnotowano w RPA (84 proc.), Hiszpanii (82 proc.), Francji (82 proc.) oraz w Meksyku (76 proc.). Na drugim krańcu zestawienia obaw dotyczących inflacji znajdują się Holandia (73 proc.), Indie (67 proc.), Japonia (63 proc.) oraz Arabia Saudyjska (62 proc.).

Wybieramy auta z silnikiem spalinowym

Według danych Eurostatu liczba samochodów osobowych w Polsce oscyluje wokół poziomu 680 pojazdów na 1 tys. mieszkańców, co stanowi jeden z najwyższych wyników w krajach UE. Rezultaty najnowszej edycji Consumer Signals potwierdzają europejskie dane: 67 proc. mieszkańców Polski posiada lub leasinguje auto. Wiek blisko połowy z nich nie przekracza ośmiu lat, natomiast pojazdy mające 15 i więcej lat stanowią ponad jedną czwartą wszystkich użytkowanych samochodów osobowych.

Mimo rosnącej popularności aut o napędzie alternatywnym, polscy kierowcy są przywiązani do klasycznych rozwiązań. Na pytanie dotyczące preferowanego napędu w nowym pojeździe 55 proc. ankietowanych wskazało silnik spalinowy. 18 proc. odpowiedzi dotyczyło silnika hybrydowego, a jedynie 6 proc. ankietowanych wykazuje zainteresowanie w pełni elektrycznym pojazdem. Jednocześnie co piąty konsument nie wie jeszcze, czym będzie napędzany jego nowy samochód.

Wyniki badania wskazują, że Polacy nie planują w najbliższym czasie odwiedzin w salonach sprzedaży. Jedynie 17 proc. rozważa kupno auta w trakcie kolejnych sześciu miesięcy. Wśród zdecydowanych na zmianę widać większe zainteresowanie samochodami prosto z salonu. Chociaż 62 proc. obecnie jeżdżących w Polsce aut to samochody używane już w momencie zakupu, to 52 proc. osób planujących zakup zamierza nabyć zupełnie nowe auto. Głównymi przyczynami decyzji o zmianie jest brak opłacalności inwestowania w dotychczasowy samochód (25 proc. odpowiedzi) oraz gotowość lub chęć zmiany pojazdu (22 proc.).

Mimo wielu działań mających na celu promocję samochodów zero i niskoemisyjnych Polacy wykazują przywiązanie do silników spalinowych. Z drugiej strony ponad 20 proc. konsumentów wydaje się otwarta na pojazdy z napędem alternatywnym, co stanowi szansę dla firm stawiających na elektromobilność. Nie bez znaczenia są także plany miast zakładające ograniczenie możliwości wjazdu najstarszymi i najbardziej emisyjnymi pojazdami do ścisłego centrum. To, czy oferta samochodów innych niż spalinowe okaże się dostatecznie interesująca dla polskiego kierowcy, będzie zależało od wielu czynników, takich jak ceny pojazdu, dostępność infrastruktury szybkiego ładowania czy programy publicznych dopłat – mówi Bartek Swatko, dyrektor, lider sektora Automotive w Polsce, Deloitte.

O badaniu
Najnowsza wersja badania została przeprowadzona pod koniec stycznia 2024 r. Była to 51. edycja przeprowadzona globalnie i 42., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 19 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Brazylii, Kanady, Chin, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Japonii, Meksyku, RPA, Korei Południowej, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Zamknięcie grupy LockBit. Zatrzymania cyberprzestępców w Polsce i Ukrainie

W lutym bieżącego roku zamknięta została strona internetowa grupy cyberprzestępczej LockBit – jednego z najniebezpieczniejszych gangów ransomware w ostatnich latach. Operacji przeprowadzonej przez brytyjskie National Crime Agency (NCA), we współpracy z organami ścigania z całego świata, towarzyszyło zatrzymanie dwóch mężczyzn: jednego w Polsce i jednego w Ukrainie. Zdaniem Chestera Wisniewskiego, eksperta firmy Sophos, starania służb na rzecz walki z cyberprzestępczością, są nie tylko zasadne, ale również pozwalają zobaczyć, jak funkcjonują grupy hakerskie i z jakich narzędzi można korzystać, aby skutecznie utrudniać im działalność.

Czym jest „gang ransomware”?

W większości przypadków trzon grupy przestępczej posługującej się ransomware tworzą programiści odpowiedzialni za tworzenie złośliwego oprogramowania, stron internetowych i witryn służących ofiarom do płatności okupów. Gangi potrzebują do tych działań osób, które zajmują się praniem pieniędzy oraz negocjatorów posługujących się językiem angielskim. Same ataki przeprowadzają tak zwani „partnerzy” – cyberprzestępcy korzystający z platformy, na której udostępniono oprogramowanie ransomware. Jeśli uda im się wyłudzić pieniądze, dzielą się wpływami z gangiem, z którego zasobów korzystali.

Chester Wisniewski, dyrektor ds. technologii w firmie Sophos tłumaczy, że grupy ransomware są ze sobą bardzo luźno powiązane. Jego zdaniem zamknięcie strony LockBit nie oznacza, że zrzeszeni w niej cyberprzestępcy zakończyli swoje kariery.

LockBit należy traktować jak markę. Zamknięcie go niekoniecznie musi wpływać na tworzące ją osoby. To prawda, że tej grupie, po objęciu sankcjami w USA, trudniej będzie wyłudzić okupy od amerykańskich firm. Jednak jej członkowie mogą pojawić się ponownie np. jako CryptoMegaUnicornBit i cały cykl zacznie się od nowa – objaśnia Chester Wisniewski. – Sankcje jedynie ograniczą prędkość, z jaką działają cyberprzestępcy, ale nie są realnymrealnym, długofalowym rozwiązaniem problemu ransomware – przekonuje.

Ekspert jednocześnie przekonuje, że wspólne działania organów ścigania z różnych krajów są bardzo skuteczne. Dzięki współpracy służb cyberprzestępcy, przeciwko którym wniesiono akt oskarżenia w Stanach Zjednoczonych, zostali zatrzymani w Polsce (za pranie pieniędzy) i w Ukrainie (nie ujawniono szczegółów), a przed sądem staną we Francji.

Nawet hakerzy mają problem z cyberbezpieczeństwem

Wspomniane zatrzymania członków grupy LockBit były możliwe dzięki zinfiltrowaniu infrastruktury cyberprzestępców przez organy ścigania. Chester Wisniewski tłumaczy, że najgroźniejsi hakerzy mogą paść ofiarą podobnych błędów, na które polują u swoich ofiar.

Były już przypadki, że organy ścigania „włamywały się” do systemów atakujących, wykorzystując luki zero-day w zabezpieczeniach przeglądarek internetowych i oprogramowania. Cyberprzestępców namierzano również przez to, że zapominali oni o używaniu VPN-a i zapewniającej anonimowość przeglądarki Tor. Tak zwane błędy bezpieczeństwa operacyjnego (OpSec) mogą ostatecznie pogrążyć nawet tych, którzy sami korzystają z najbardziej wyrafinowanych metod, by nielegalnie pozyskać cenne dane – komentuje specjalista Sophos.

Jego zdaniem do skutecznej walki z cyberprzestępczością konieczne są zarówno inwestycje w umiejętności i liczebność cyberpolicjantów, jak również edukacja przedstawicieli sądów. Tylko w ten sposób operacje mające na celu rozbicie grup hakerskich „od środka” będą mogły być zatwierdzane regularnie i częściej będą kończyć się sukcesem.

Służby wysyłają hakerom jasny sygnał:

Międzynarodowe działania na rzecz zamknięcia strony internetowej grupy LockBit należy traktować jako częściowy sukces. Służbom nie udało się bowiem całkowicie wyłączyć sieci należącej do cyberprzestępców, w tym witryny, na której umieszczono wykradzione ofiarom hakerów treści w odwecie za niezapłacone okupy. Mimo to przestępcom został wysłany jasny sygnał: jesteśmy wśród was i widzimy, co robicie.

Od pewnego czasu obserwujemy, że gangi ransomware zachowują się paranoicznie i mają przeświadczenie, że w ich struktury mogli wniknąć przedstawiciele służb. Już samo takie myślenie może sprawić, że ze współpracy z grupami cyberprzestępczymi zrezygnują potencjalni partnerzy – podkreśla Chester Wisniewski. – Zwiększa to koszty prowadzenia przez nich działalności, co oczywiście działa na naszą korzyść. To najlepszy dowód na to, że presja naprawdę ma sens i że w walce z hakerami warto korzystać z wszystkich dostępnych narzędzi – podsumowuje.

Zmienność na rynku walutowym może powrócić

Za nami dwa niezwykle spokojne tygodnie na rynkach walutowych. Zarówno publikacje danych makroekonomicznych z największych gospodarek, jak i wieści dot. polityki monetarnej były nieliczne, co istotnie ograniczyło zmienność. Wielkimi krokami zbliżają się posiedzenia EBC oraz Fedu, co najpewniej będzie stanowiło w najbliższych dniach główny temat dyskusji pośród inwestorów. Czekamy także na nadchodzące obrady RPP, głównie ze względu na nowe projekcje inflacyjne.

Więcej działo się w ostatnich dniach na rynkach obligacji i akcji – inwestorzy odsuwają wciąż oczekiwany termin pierwszych cięć stóp procentowych, co wpływa na osiąganie rekordowo wysokich wartości przez kluczowe wskaźniki giełdowe na całym świecie.

Koncentrujemy się jednak przede wszystkim na tym, co dopiero przed nami – widzimy szansę, że zmienność na rynku walutowym powróci w tym tygodniu. Uwagę inwestorów skupią trzy wydarzenia: posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (oświadczenie w środę 06.03) oraz towarzysząca mu konferencja prasowa (czwartek 07.03), posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (oświadczenie i konferencja prasowa w czwartek 07.03) i raport z amerykańskiego rynku pracy (piątek 08.03).

W kontekście posiedzenia RPP przyjrzymy się przede wszystkim nowej projekcji inflacji i PKB, trudno bowiem oczekiwać od Rady tak cięć, jak i mocnych sygnałów dotyczących terminu ich rozpoczęcia. Nieco większej precyzji w komunikacji spodziewamy się po EBC. Mimo że w ostatnich tygodniach docierały do nas ze strony decydentów często sprzeczne informacje, a zmiany wycen obniżek były bardzo dynamiczne, Rada Prezesów może rzucić nieco światła na perspektywy stóp. Raport NFP (non-farm payrolls) dostarczy zaś najnowsze informacje dotyczące stanu amerykańskiej gospodarki i tempa wzrostu płac, które będą kształtowały oczekiwania związane z posiedzeniem Rezerwy Federalnej (oświadczenie 20.03).

PLN

Kurs EUR/PLN w ubiegłym tygodniu dwukrotnie sięgnął poziomu 4,30, złoty zakończył go jednak na nieznacznie słabszej pozycji. Złoty radził sobie gorzej niż większość walut G10 i rynków wschodzących, nie wzbudza to jednak naszych obaw, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze niezwykle dobre wyniki. Ubiegłotygodniowy odczyt PMI dla przemysłu był nieco ośmielający – jego wartość niespodziewanie wzrosła z 47,1 do 47,9 pkt. Oznacza to wciąż kurczenie się sektora, stanowi jednak wynik dalece lepszy niż odnotowany u największego partnera handlowego Polski – w przypadku Niemiec wskaźnik ten doświadczył istotnego spadku.

W tym tygodniu uwaga skupi się na posiedzeniu RPP. Zmiana wysokości stóp procentowych wydaje się wykluczona, istotne będą więc komunikaty i – w szczególności – nowa projekcja makroekonomiczna. Najbardziej interesujące będzie podejście banku centralnego do oceny postępów w walce z inflacją. Decyzję poznamy w środę (06.03), w czwartek odbędzie się zaś konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. Sygnały z NBP mogą wpłynąć na złotego, kluczowe dla waluty będą jednak zapewne wieści spoza kraju.

EUR

Szereg nieco lepszych od ponurych oczekiwań odczytów gospodarczych i w większości jastrzębie komunikaty członków Rady Prezesów EBC sprawiły, że rynki niemal całkowicie wycofały się z oczekiwań obniżki stóp procentowych w kwietniu i obecnie wyceniają pierwsze ich cięcie w czerwcu. Ubiegłotygodniowy odczyt inflacji był nieco wyższy od konsensusu, indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro jest zaś obecnie na najwyższym poziomie od kwietnia.

Lutowy odczyt inflacji, brak aktualnych informacji dotyczących wzrostu płac i lepsze od oczekiwań odczyty makro sugerują, że EBC nie będzie istotnie sprzeciwiać się wspomnianym oczekiwaniom dotyczącym cięć. Spodziewamy się, że prezeska Christine Lagarde w większości powtórzy swoje komunikaty z poprzedniego posiedzenia, a uwaga skupi się na zrewidowanych projekcjach ekonomicznych banku. Taki obrót spraw może nieco wesprzeć wspólną walutę.

USD

Ubiegłotygodniowy odczyt styczniowej inflacji PCE nie wzbogacił istotnie obrazu zarysowanego przez miarę CPI. Nadal wydaje się, że zaskoczenia w górę są w ostatnim czasie bardziej typowe. W połączeniu z brakiem istotnych oznak ochłodzenia na amerykańskim rynku pracy zdaje się to wykluczać cięcia stóp procentowych Rezerwy Federalnej w najbliższym czasie – pierwsza obniżka jest w pełni wyceniania dopiero w lipcu.

Czy taki ogląd sprawy się utrzyma, zobaczymy po publikacji raportu NFP z rynku pracy (piątek 08.03). Kluczowy będzie naszym zdaniem średni miesięczny wzrost płac – od jakiegoś czasu znacznie przekracza oczekiwania, a 3-miesięczna miara wskazuje na ok. 6% wzrost płac w ujęciu zanualizowanym. Uważamy, że Fed będzie miał ograniczone możliwości w zakresie obniżania stóp procentowych, póki wartość ta nie ulegnie znacznej normalizacji.

GBP

Ubiegły tydzień przyniósł niewiele odczytów, które mogłyby zachwiać poglądem, że brytyjska gospodarka jest bardziej odporna, niż oczekiwano, a Bank Anglii nie będzie spieszył się z cięciami stóp i z pewnością nie rozpocznie ich przed EBC. Co prawda Wielka Brytania wkroczyła w drugiej połowie ubiegłego roku w techniczną recesję, była ona jednak niezwykle płytka i może okazać się krótkotrwała – przynajmniej jeśli wnioskować z ostatnich odczytów wskaźników PMI.

Publikowany w tym tygodniu wiosenny budżet (środa 06.03) może zawierać dodatkowe wsparcie fiskalne, Partia Konserwatywna zabiegać będzie bowiem o głosy w zbliżających się wyborach. Kanclerz Skarbu, Jeremy Hunt, może obniżyć podatek dochodowy lub składkę na ubezpieczenie społeczne. Pojawiły się również spekulacje na temat zniesienia podatku od spadków, co postrzegalibyśmy jako rozpaczliwą próbę zmniejszenia ogromnej przepaści w sondażach. Działania te mogłyby wesprzeć nieco funta.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Piątek dniem indeksów koniunktury

Koniec tygodnia na rynku upłynął pod dyktando indeksów koniunktury dla przemysłu. Wyraźnie lepsze, a raczej mniej złe, okazały się dane z Europy.

Niespodziewanie mniej pesymizmu

Piątkowe odczyty PMI w Polsce okazały się sporym pozytywnym zaskoczeniem. Wynik 47,9 pkt to rezultat zauważalnie lepszy od oczekiwań wynoszących 47,1 pkt. Z drugiej strony należy pamiętać, że równowaga pomiędzy optymistycznymi prognozami na przyszłość a pesymistycznymi to 50 pkt. W rezultacie polski wynik nie okazał się taki zły, jak sądzono. Ostatni raz optymiści przeważali w Polsce w kwietniu 2022 roku. W czasie gdy robiono te badania, prawdopodobnie wierzono jeszcze w relatywnie szybkie zakończenie rosyjskiej agresji na terytorium Ukrainy. Rynki przyjęły publikację tych danych w miarę neutralnie dla złotego. Należy jednak pamiętać, że nie były one publikowane w próżni.

Indeksy koniunktury w Europie

Indeksy PMI w piątek opublikowano dla większości europejskich gospodarek. Najgorzej spoza strefy euro wypadły Szwajcaria i Czechy z rezultatami odpowiednio po 44 pkt i 44,3 pkt. Warto jednak zauważyć, że wynik czeski był aż o 1,4 pkt powyżej oczekiwań. Pokazuje to jak bardzo pesymistycznie nastroje panują u naszych południowych sąsiadów. Sama strefa euro pokazała wynik 46,5 pkt. To teoretycznie gorzej o 0,1 pkt niż miesiąc temu, ale lepiej od oczekiwań. Główną kotwicą wyniku strefy euro są Niemcy. Zanotowali oni w lutym gigantyczny spadek do 42,5 pkt. Co ciekawe analitycy spodziewali się owego załamania. Indeks łączny w górę ciągnęły Francja i Hiszpania, która jako jedyna z głównych gospodarek pokazała przewagę odpowiedzi pozytywnych. W efekcie tych danych euro zyskiwało do końca dnia.

Indeksy z USA

Interpretacja danych makroekonomicznych z USA ma przeważnie ten sam problem. Niemal równolegle publikowany jest indeks PMI dla przemysłu oraz raport ISM dla przemysłu. Obydwa mówią o bardzo podobnej rzeczy. Pokazują jakie nastawienie do przyszłości mają menedżerowie w branży przemysłowej odpowiedzialni za zamówienia. Problem w tym, że obydwa badania są badaniami ankietowymi, mają one jednak różne grupy testowe i często dzieje się tak jak w piątek – jeden indeks jest lepszy od oczekiwań, a drugi gorszy. Ankietowani w badaniu PMI byli znacznie bardziej optymistyczni, ale patrząc na reakcję rynków, inwestorzy woleli lokalną metodę badawczą ISM i to jej bardziej zaufali. W rezultacie byliśmy świadkami odwrotu od dolara, który tylko zwiększył napływ kapitału na stary kontynent, na skutek czego kurs EURUSD znów testował ważne okolice 1,0850.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Branża budowlana powinna się bardziej skupić na projektach infrastrukturalnych

Polski rynek budowlany patrzy w przyszłość z nadzieją na uruchomienie środków z KPO. Ich znaczna część trafi na inwestycje w zrównoważony transport, transformację i efektywność energetyczną. Dziesiątki miliardów euro ze środków unijnych do wydania oraz ogłoszone w związku z tym plany inwestycyjne pozwalają mieć nadzieję na rozwój branży budowlanej w 2024 roku. Dużą szansą będzie także planowane przez GDDKiA zwiększenie wydatków inwestycyjnych do kwoty aż 19,5 mld zł.

Rozwój projektów infrastrukturalnych pozwoli skierować firmy budowlane i przez to również produkujące materiały budowlane na inne tory, które w dzisiejszej sytuacji wydają się bardzo perspektywiczne, szczególnie w kontekście najnowszych danych opublikowanych przez GUS. Główny Urząd Statystyczny nie przedstawił optymistycznych danych dotyczących budownictwa mieszkaniowego. Według wstępnych wyliczeń w 2023 roku deweloperzy przekazali 136,5 tys. mieszkań, czyli o 5,2 proc. mniej niż rok wcześniej, natomiast inwestorzy indywidualni 79,6 tys., czyli o 12,3 proc. mniej. Wyraźnie spadła też liczba rozpoczętych budów domów jednorodzinnych – po rekordowym 2021 roku, kiedy to Polacy ruszyli z budową ponad 100 tys. domów, w 2023 było to niecałe 69 tys.

Mocniejszy zwrot w kierunku inwestycji, które zyskają unijne finansowanie, a nie będą bazowały w większości na zdolności kredytowej Polaków czy zasobności portfela i ich wypłacalności, może być rozwiązaniem dla utrzymania odpowiedniej dynamiki biznesu.

Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Słabszy dolar, drogi bitcoin oraz giełdy na maksimach

Piątkowe dany makro z USA rozczarowały. Druga lutowa ankieta Uniwersytetu Michigan wykazała bardziej pesymistyczne nastroje wśród amerykańskich konsumentów, a indeks ISM spadł zamiast wzrosnąć, bo tak wskazywały prognozy ankietowanych analityków. Wpływ na dolara amerykańskiego był negatywny, ale nie katastrofalny. Kurs EUR/USD urósł do 1,0855. Wall Street na dane zareagowała wzrostami a indeksy giełdowe po raz kolejny wyznaczyły nowe historyczne rekordy. Inwestorzy wzmocnili swoje nadzieje, że w czerwcu Rezerwa Federalna obniży koszt pieniądza. Rentowności amerykańskich obligacji obniżyły się w reakcji na publikacje. Bitcoin nie zwalnia tempa i ten tydzień rozpoczyna od kolejnych wzrostów osiągając poziom 65 400 USD.

Raport Uniwersytetu Michigan wskazał pierwszy raz spadek od trzech miesięcy. Dane nie są fatalne i nie odwracają wzrostowego trendu. Słabszy wynik mógł być pokłosiem rosnących cen paliw, które mogą potęgować wyższymi oczekiwaniami inflacyjnymi. W horyzoncie roku zwiększyły się one do 3 proc. co oznacza, że urosły z poziomu 2,9 proc. Długoterminowe oczekiwania stabilizują się na poziomie 2,9 proc. Jeśli chodzi o lutowe badanie koniunktury w amerykańskim przemyśle, tu mamy spadek głównego wskaźnika do 47,8 pkt. z 49,1 pkt. poprzednio. Konsensus rynkowy wskazywał na wzrost do 49,5 pkt. To już 16 miesiąc z rzędu, kiedy indeks znajduje się poniżej neutralnego poziomu. Ostatnio znajdował się nad nim w październiku 2022 roku. Gorszy wynik niż w styczniu wynikał m.in. z redukcji zatrudnienia ale także produkcji oraz zapasów. Pozytywne jest to, że handel zagraniczny wykazuje oznaki ożywienia. To że w przemyśle USA nie jest aż tak źle świadczy również indeks PMI, który uplasował się na poziomie 52,2 pkt. co przebiło prognozy oraz poprzedni rezultat.

Rynek nieco zmienił swoją wycenę i obecnie ponownie daje ok 65 proc. szansa na łagodzenie warunków monetarnych przez Fed już w czerwcu. Aktualnie oczekiwania jego pokrywają się w dużej mierze z wynikami wykresu kropkowego, który opublikowany w grudniu wskazał na realne trzy ruchy w tym roku, każda o 25 pb.

Ten tydzień zapowiada się obficie jeśli chodzi o wydarzenia rynkowe. O stopach będzie decydować EBC. Tu raczej nikt nie ma wątpliwości, że bank pozostawi stopy bez zmian. Uwaga przeniesie się na to, czy instytucja w jakikolwiek sposób wskaże możliwy termin rozpoczęcia cyklu łagodzenia warunków monetarnych i czy komunikacja marcowa będzie nieco bardziej konkretna od tej, którą otrzymaliśmy w lutym. O stopach będzie też decydować RPP. Tu również wszystko wskazuje na to, że otrzymamy stabilizację poziomu stóp. Rynek raczej będzie chciał wiedzieć, jaki kształt będą mieć w najbliższych miesiącach tarcze antyinflacyjne, które zaproponuje rząd (Vat na żywność, ceny energii w H2 2024).

Z twardych publikacji uwaga rynku będzie przeniesiona na piątkowy raport NFP, ale wcześniej ocenie podlegać będzie raport JOLTS, ADP oraz tygodniowe dane na temat liczby wniosków o zasiłek. Oznacza to, że ten tydzień przeniesie nam najnowszy obraz amerykańskiego rynku pracy. Jeśli rynek otrzyma sygnały o większym schłodzeniu, wówczas wzrośnie szansa na czerwcową obniżkę, która na ten moment nie jest jeszcze przesądzona. Nie zapominajmy o raporcie ISM, który pokaże aktualny stan sektora usług w USA.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

EY: Rynek nieruchomości czeka na odbicie i zmienia się z uwagi na ESG

Po kilku latach intensywnego rozwoju polski rynek nieruchomości zanotował duży spadek, spowodowany głównie niesprzyjającymi czynnikami ekonomicznymi i geopolitycznymi. Łączny wolumen inwestycji sięgnął 2,1 mld EUR w 2023 r., podczas gdy rok wcześniej było to 5,8 mld EUR – wynika z najnowszej odsłony The Polish Real Estate Guide 2024 firmy EY. Jednak jest szansa na odbicie w 2024 r. Obserwowany od kilku miesięcy spadek inflacji oraz brak wzrostu stóp procentowych wpłynął na niższe koszty finansowania nowych transakcji. Ważnym wyzwaniem dla całej branży jest dostosowanie się do wymogów ESG i zadbanie o efektywność energetyczną budynków.

Choć ubiegły rok okazał się na rynku nieruchomości dużo słabszy od poprzednich, Polska nadal znajduje się na radarze inwestorów. W 2023 r. zawarli oni łącznie 82 transakcje o wartości 2,1 mld EUR – rok wcześniej było ich 122 (o wartości 5,8 mld EUR). Na taki wynik miał wpływ m.in. niższy odsetek inwestorów z USA. W 2023 r. wyniósł on zaledwie 13%, co stanowi niemal trzykrotny spadek w porównaniu do roku poprzedniego (33%.). Znacząco wzrósł za to udział inwestorów europejskich – z 22% do 57% w 2023 r. W bieżącym roku możemy liczyć na duże odbicie, zwłaszcza że minął okres wysokiej inflacji, a ekonomiści prognozują zauważalny wzrost PKB. Zespół Analiz Ekonomicznych EY prognozuje że wyniesie on 3,7% w 2024 r. i 3,1% w kolejnym. Polska od kilku lat jest liderem w tempie wzrostu gospodarczego, co stanowi silny atut w oczach zagranicznych przedsiębiorców.

W ubiegłym roku inwestorzy wstrzymywali się z decyzjami inwestycyjnymi, przede wszystkim ze względu na wysokie koszty finansowania i niestabilną sytuację geopolityczną. Wojna w Ukrainie, wyzwania geopolityczne w innych regionach świata, nie zachęcały do inwestowania oraz do finalizowania transakcji. Ponadto często oczekiwania cenowe sprzedających nie pokrywały się z proponowanymi przez kupujących warunkami transakcji. W tym roku spodziewamy się odbicia, tym bardziej, że planowany jest spadek stóp procentowych w USA i Europie Zachodniej, co przyniesie poprawę warunków finansowania nowych inwestycji – ocenia Anna Kicińska, Partnerka EY, Liderka Grupy Rynku Nieruchomości.

Inwestycje magazynowe na czele

Sektor nieruchomości magazynowych po roku przerwy powrócił na pozycję lidera jako obszar z największą liczbą inwestycji na polskim rynku. W 2023 r. odpowiadał za 46% transakcji, co oznacza wzrost aż o 12 p.p. w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Zwiększyła się również dostępność nowoczesnej powierzchni magazynowej – z 28,8 do 31,5 mln m2, co oznacza, że za popytem idzie też podaż.

Z kolei lider z 2022 r. – sektor biurowy – odnotował duży spadek o 17 p.p., plasując się dopiero na trzecim miejscu z wynikiem 20% w ogólnej liczbie inwestycji. Jako jedną z przyczyn można wskazać brak nowych i atrakcyjnych inwestycji. Na koniec 2022 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie i miastach regionalnych wyniosły 12,7 mln m2, by rok później zwiększyć się o zaledwie 0,2 mln m2. Prym nieustannie wiedzie stolica, w której na firmy czeka 48% biur z ogólnopolskiej puli. Najwięcej nowych inwestycji biurowych oddano w Krakowie (97 tys. m2) i Wrocławiu (76 tys. m2).

Bardzo stabilnie prezentuje się obszar handlowy, którego wynik był w 2023 r. tylko o 4 p.p. niższy niż rok wcześniej i sięgnął 21%. W 2023 r. na polski rynek weszły nowe marki: Lush, Candy Pop, Woolworth czy Zwieger. Pod względem zagęszczenia punktów handlowych dominuje Poznań z 725 m2 na 1.000 mieszkańców, a następnie Wrocław, który posiada ich o 100 mniej. W Warszawie ich liczba jest zdecydowanie mniejsza i wynosi 504 m2.

Rosnący wpływ ESG

Silny wpływ na rynek nieruchomości będzie mieć konieczność dostosowania się do wymogów ESG oraz zadbania o efektywność energetyczną obiektów. Już teraz częściej przeprowadza się renowacje i widać większą podaż certyfikowanych zielonych budynków.

Firmy są coraz bardziej świadome konieczności zmian i dostosowania się do unijnych polityk. Kwestie związane z ESG będą jednym z priorytetów wszystkich uczestników rynku nieruchomości, zarówno inwestorów, właścicieli, banków, ubezpieczycieli, jak i najemców. Działania właścicieli i zarządców nieruchomości będą skupione na podwyższaniu efektywności nieruchomości, która wpłynie na obniżanie kosztów operacyjnych. Liderem zmian jest sektor biurowy, który musi odpowiadać na potrzeby najemców. Jego śladem idzie rynek nieruchomości magazynowych, chcąc spełnić coraz surowsze wymagania partnerów biznesowych mających własne polityki ESG do wypełnienia – mówi Anna Palczewska, Menedżer, Zespół Prawny Grupy Rynku Nieruchomości.

Wdrażanie proekologicznych rozwiązań ma istotne znaczenie dla planety. Budynki w Unii Europejskiej są odpowiedzialne za prawie 40% zużycia energii i 36% emisji gazów cieplarnianych. Postępująca urbanizacja ma sprawić, że do 2050 roku 70% populacji świata będzie mieszkać w miastach, więc budynki będą odpowiadały za coraz większy odsetek emisji gazów cieplarnianych. Stąd inwestycje w zielone rozwiązania mają korzyść nie tylko dla sektora nieruchomości, przekładają się również na hamowanie tempa zmian klimatycznych.

W temacie zielonej transformacji istotna jest również zasada DNSH, czyli „nie czyń poważnych szkód” (z ang. Do No Significant Harm). Jej przestrzeganie może zadecydować o otrzymaniu dofinansowania (z KPO) na prowadzony projekt.

Obecnie każdy sektor nieruchomości przywiązuje dużą wagę do kwestii ESG. Z jednej strony wynika to z dyrektyw unijnych w sprawie dekarbonizacji, zaś z drugiej – z nadal wysokich cen energii. Właściciele nieruchomości są coraz bardziej skłonni inwestować w efektywność energetyczną, która oznacza dla nich wymierne oszczędności finansowe oraz przyciąga większą liczbę inwestorów. Cena najmu przestaje odgrywać kluczową rolę, a punkt ciężkości przesuwa się w stronę budynków bardziej ekologicznych, budowanych w sposób zrównoważony, a przez to mających szansę na dłuższą eksploatację bez zakłóceń – komentuje Łukasz Jarzynka, Partner EY Polska, Lider Zespołu Audytu Grupy Rynku Nieruchomości.

Geopolityka wpływa na rynek

Wojna w Ukrainie spowodowała ograniczenia w dostawach materiałów i zmniejszyła dostępność pracowników na placach budowy. Z tymi wyzwaniami firmy w dalszym ciągu nie do końca sobie poradziły, a dodatkowo nie pomagała im wysoka inflacja i rosnące koszty. Napięta sytuacja geopolityczna jest jednocześnie szansą, jak i zagrożeniem dla polskiego rynku nieruchomości. Konflikt gospodarczy na linii USA-Chiny skłania inwestorów do szukania bliższych i pewniejszych lokalizacji. Mimo trwającej wojny za naszą wschodnią granicą, Polska wciąż jawi się jako stabilny kraj o dużym potencjale rozwojowym.

Nearshoring, czyli lokowanie dostaw, zakładów produkcyjnych lub centrów usług wspólnych blisko rynków zbytu lub centrali firmy, to trend, który zyskuje na znaczeniu ze względu na coraz bardziej niepewną sytuację geopolityczną i wciąż nieodbudowane łańcuchy dostaw. Nie bez znaczenia jest również rosnący nacisk na zrównoważony rozwój i ograniczanie emisji CO2. Polska ze względu na swoje strategiczne położenie geograficzne jest jednym z beneficjentów tego trendu. Lokowanie zakładów produkcyjnych i centrów usług bliżej rodzimych rynków przekłada się na wzrost zapotrzebowania zarówno na powierzchnię przemysłową i magazynową, jak również nowoczesną powierzchnię biurową, szczególnie na rynkach regionalnych – stwierdza Tomasz Tondera, Partner EY Polska odpowiedzialny za doradztwo transakcyjne w obszarze nieruchomości.

Ważne zmiany prawne

Rok 2023 przyniósł kilka istotnych zmian i nowelizacji w polskim systemie prawnym. Wprowadzono m.in. reformę planowania przestrzennego, możliwość nabywania gruntów będących w użytkowaniu wieczystym przez określone grupy użytkowników wieczystych czy spółdzielnie mieszkaniowe, pojawiły się nowe przepisy regulujące nabywanie udziałów w spółkach posiadających grunty rolne, a także kontynuowano cyfryzację procesów administracyjnych w obszarze budownictwa. Niektóre z tych nowelizacji wpływają bezpośrednio na firmy działające na rynku nieruchomości, podczas gdy inne mogą oddziaływać na biznes w sposób pośredni.

Zmiany obejmują również kwestie związane z wydawaniem decyzji o warunkach zabudowy. Obecnie otrzymuje się je na czas nieokreślony. Natomiast od 1 stycznia 2026 r. będą wydawane jedynie na pięć lat. Aby uzyskać decyzję na czas nieokreślony, konieczne jest dopełnienie wszelkich formalności przed końcem 2025 r. Zgodnie z prawem, decyzja taka powinna zostać wydana w ciągu dwóch miesięcy, ale biorąc pod uwagę, że wiąże się to z możliwością odwołania i koniecznością uzupełnienia dokumentów, należy liczyć się ze znacznie dłuższym okresem oczekiwania na uprawomocnienie się takiego aktu. Dopiero uzyskanie klauzuli ostateczności przed 1 stycznia 2026 r. sprawi, że taka decyzja stanie się bezterminowa..

Jak co roku, polscy podatnicy stoją także przed istotnymi zmianami w prawie podatkowym. Zmiany te są zgodne z globalnymi i europejskimi trendami dotyczącymi przeciwdziałania uchylaniu się od opodatkowania czy to w ramach inicjatywy BEPS OECD, czy też Dyrektywy ATAD. Nowe regulacje przyjmowane w Polsce w wielu przypadkach rozciągają się poza wymiary zalecane przez organy międzynarodowe. Praktyka stosowanie prawa podlega także modyfikacji w związku z ewolucją podejścia sądów i aparatu skarbowego – dodaje Tomasz Ożdziński, Partner EY, Lider Zespołu Podatkowego Grupy Rynku Nieruchomości.

O raporcie
The Polish Real Estate Guide 2024 to kolejna edycja dorocznej analizy rynku nieruchomości w Polsce, przygotowywanej przez ekspertów Grupy Rynku Nieruchomości EY. Raport skupia się na kluczowych trendach i prognozach rynkowych we wszystkich sektorach wraz z obszerną prezentacją najważniejszych zmian związanych z podatkami, prawem i audytem, które mają wpływ na graczy na rynku nieruchomości. Tegoroczna edycja porusza zagadnienie zrównoważonego rozwoju, zielonej transformacji i standardów w sektorze nieruchomości. Ponadto dostarcza wskazówek dotyczących priorytetowych obszarów i ryzyk związanych z całym cyklem funkcjonowania nieruchomości.

EBC po raz czwarty z rzędu powinien utrzymać stopę depozytową na niezmienionym poziomie 4,0%

  • Allianz Trade oczekuje, że na kolejnym posiedzeniu 7 marca EBC po raz czwarty z rzędu utrzyma stopę depozytową na niezmienionym poziomie 4,0%.
  • Ponieważ tempo dezinflacji spada, a wzrost płac ponownie przyspieszył, podtrzymujemy naszą prognozę cięć o zaledwie 50 pb w drugiej połowie 2024 roku.
  • W międzyczasie: znaczne straty banku centralnego stanowią kolejne obciążenie dla bilansów fiskalnych, stanowiąc dodatkową zachętę dla EBC do przestrzegania zacieśnienia ilościowego (QT) pomimo zbliżającego się złagodzenia polityki.

EBC ponownie powstrzyma się od zmian, aby uniknąć ryzyka zbyt wczesnego cięcia (stóp procentowych)

Oczekiwać można, że na następnym posiedzeniu w dniu 7 marca EBC utrzyma status quo, utrzymując stopę depozytową na historycznie wysokim poziomie 4,0% przez czwarte posiedzenie z rzędu (MLF: 4,75%, MRO: 4,5%). W ubiegłym miesiącu Rada Prezesów była zgodna co do tego, że ryzyko zbyt wczesnej obniżki stóp procentowych nadal przewyższa ryzyko zbyt późnej ich obniżki. Dane opublikowane od tego czasu były po mocnej stronie, a złożony wskaźnik PMI dla strefy euro wzrósł o jeden punkt do 48,9 (najwyższy poziom od ośmiu miesięcy, choć nadal na terytorium kurczącym się, poniżej 50), podczas gdy wzrost płac i inflacja bazowa ponownie przyspieszyły w styczniu. W związku z tym nie ma powodu, aby sądzić, że raczej jastrzębi nastrój zmieni się do przyszłego tygodnia. Dane o lutowej inflacji zostaną opublikowane dzisiaj, 1 marca, co może zmienić obecne oczekiwania w dowolnym kierunku, mimo wszystko jest jednak mało prawdopodobne aby pociągnęły one za sobą jakiekolwiek działania EBC w przyszłym tygodniu.

Szacunki dotyczące inflacji zostaną obniżone, ale wolniejsza dezinflacja „ostatniej mili” pozostanie w centrum uwagi, ponieważ presja płacowa będzie się utrzymywać

W styczniu inflacja w strefie euro spadła tylko nieznacznie do 2,8% r/r i 3,3% r/r w ujęciu bazowym, a zatem nadal znacznie powyżej celu. Co ważniejsze, inflacja bazowa przyspieszyła trzeci miesiąc z rzędu do 0,3% m/m, co przekłada się na stopę roczną na poziomie 4,9%. Składowe PMI dotyczące cen nakładów (produkcji) wskazują, że presja cenowa w sektorze usług pozostaje wysoka, biorąc pod uwagę utrzymujący się silny wzrost płac (wykres 1). Chociaż miara wynegocjowanych wynagrodzeń wg. EBC nieznacznie spowolniła do 4,5% r/r w IV kwartale 2023 r., to pozostaje ona niepokojąco wysoka. Częściej aktualizowany i co za tym – bardziej aktualny wskaźnik faktycznego wzrostu płac przyspieszył w styczniu nawet do 4,1% r/r, co jest najwyższym wynikiem od lipca ubiegłego roku. W tym kontekście szacunki EBC dotyczące inflacji w 2024 r. zostaną prawdopodobnie obniżone na najbliższym posiedzeniu, ponieważ ostatni szacunek z grudnia był stosunkowo wysoki i wyniósł 2,7% (obecny konsensus: 2,3%, wg. ekonomistów Allianz Trade: 2,4%). Allianz Trade oczekuje jednak, że rewizja w dół będzie mniej wyraźna niż można było początkowo oczekiwać.

Wykres 1: Inflacja w strefie euro z uwzględnieniem prognozy Działu Analiz Ekonomicznych Allianz Trade i cen czynników produkcji PMI
Wykres 1 Inflacja w strefie euro z uwzględnieniem prognozy
Źródła: LSEG Datastream, S&P Global, Allianz Research

Zacieśnianie ilościowe będzie kontynuowane, ponieważ straty banku centralnego zaczynają zagrażać dochodom fiskalnym w przypadku braku przyszłych transferów

EBC będzie kontynuował zacieśnianie ilościowe zgodnie z zapowiedzią z grudnia ubiegłego roku: pasywne wycofywanie obligacji w ramach programu APP w średnim tempie około 25 mld EUR miesięcznie oraz dodatkowe 7,5 mld EUR z programu PEPP począwszy od lipca. W ubiegłym tygodniu roczne sprawozdania finansowe Bundesbanku i EBC wykazały duże straty w ich bilansach, biorąc pod uwagę znaczne niedopasowanie stóp procentowych między aktywami i pasywami (wykres 2).

Wykres 2: Zyski i straty banków centralnych, mld EUR
Wykres 2 Zyski i straty banków centralnych
Źródła: EBC, Bundesbank, BdI, BdF, Allianz Research. Uwagi: 2023 BdI i BdF są szacunkowe.

Inne banki centralne, takie jak Banca d’Italia (BdI) i Banque de France (BdF), opublikują swoje raporty w marcu, ale prawdopodobny jest ich podobny, choć mniej wyraźny wynik. W połączonym bilansie systemu monetarnego euro znajduje się obecnie blisko 3,0 bln euro obligacji z kuponem nieznacznie powyżej 0%, ponieważ zostały one w dużej mierze zakupione w środowisku niskich stóp procentowych przed czerwcem 2022 r., kiedy to QE zostało wstrzymane. Po stronie pasywów ESW posiada depozyty banków komercyjnych w wysokości ponad 3,5 bln EUR, które na razie płacą stopę depozytową w wysokości 4,0%. To niedopasowanie wynoszące obecnie 120 mld EUR w ujęciu rocznym bez wątpienia uderza w zyski banków centralnych. Oczywiście głównym zadaniem EBC jest stabilność cen, a nie generowanie zysków. Niemniej jednak, ponieważ w przeszłości zyski odpowiadające 0,2%-0,5% PKB zostały przekazane rządom, ten strumień dochodów zatrzyma się na kilka następnych lat, ponieważ banki centralne będą musiały uzupełnić swoje rezerwy na ryzyko nawet po ustaniu strat bilansowych. Skutkuje to kolejnym, mniej oczywistym efektem drugiej rundy zacieśniania polityki pieniężnej. EBC będzie zatem chętny do zmniejszenia bilansu w przyszłości i – bez oficjalnego przyznania się do tej zachęty – obniżenie stopy depozytowej w pewnym momencie również w tym pomoże (wykres 3).

Wykres 3: Bilans EBC z uwzględnieniem prognozy Allianz, mld EUR
Wykres 3 Bilans EBC z uwzględnieniem prognozy Allianz
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

W odniesieniu do oczekiwań odnośnie przyszłości – utrzymujemy nasz od dawna utrzymywany postulat dwóch obniżek stóp EBC o 25 pb w lipcu i wrześniu, gdy inflacja zbliży się do celu EBC, oraz kolejnych 75 pb w 2025r.

Ponieważ oczekiwać można, że wzrost gospodarczy w strefie euro odbije w drugiej połowie tego roku, EBC najprawdopodobniej wstrzyma się po wrześniu i poczeka, aż cel inflacyjny zostanie osiągnięty w sposób zrównoważony (nie wcześniej niż w I kwartale 2025 r.). Pogląd ten jest obecnie coraz powszechniej podzielany przez rynki, które znacznie obniżyły wielkość oczekiwanych skumulowanych cięć w 2024 r. do 90 pb ze 160 pb w grudniu (wykres 4). Niepewność jest jednak obecnie bardzo wysoka, biorąc pod uwagę duże rozproszenie wskaźników wyprzedzających. Nadal istnieje ryzyko zawirowań finansowych wywołanych wydarzeniami geopolitycznymi, eskalacją na rynku nieruchomości komercyjnych lub po prostu opóźnionym wpływem zacieśnienia polityki pieniężnej na inwestycje, co spowodowałoby znacznie szybszą i wyraźniejszą ścieżkę luzowania przez EBC.

Wykres 4: Wycena rynkowa dla zmiany stopy procentowej w 2024 r.

Wykres 4 Wycena rynkowa dla zmiany stopy procentowej w 2024

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Big Bag Wielozadaniowe: Wszechstronne zastosowanie worków big bag od przemysłu budowlanego do rolnictwa

Worki big bag, od przemysłu budowlanego, gdzie sprawdzają się w transporcie materiałów sypkich, po rolnictwo, ułatwiając magazynowanie nasion, stanowią wszechstronne narzędzie, które zrewolucjonizowało prace w wielu branżach. Wszechstronne zastosowanie worków big bag od przemysłu budowlanego do rolnictwa to odpowiednie zarządzanie materiałami, bezpieczeństwo podczas transportu i wytrzymałość, które są tylko niektóre z korzyści, jakie oferują. Odkryj ich zastosowanie w najróżniejszych sektorach i dowiedz się, jak mogą pomóc również w Twojej działalności.

Informacje o workach bigbag na gruz

  • Worki big bag są powszechnie używane w przemyśle budowlanym, rolnictwie, chemicznym, spożywczym i energetycznym do przechowywania i transportu szerokiej gamy materiałów.
  • Big bagi zapewniają wytrzymałość, bezpieczeństwo oraz ochronę przed wilgocią, co czyni je idealnym rozwiązaniem do przechowywania materiałów sypkich, chemikaliów, produktów spożywczych czy odpadów.
  • Wybierając worki big bag, należy uwzględnić specyficzne wymagania dla przechowywanego materiału oraz przestrzegać przepisów prawnych dotyczących transportu i magazynowania różnych substancji.

Wszechstronne zastosowanie worków big bag w przemyśle budowlanym

Worki big bag są nieodłącznym elementem przemysłu budowlanego, a ich wszechstronne zastosowanie znacznie ułatwia codzienne prace. Te niepozorne worki są w stanie pomieścić różne materiały, od gruzu po cement, a ich wytrzymałość i bezpieczeństwo użytkowania sprawiają, że są one nieocenione na placach budowy.

Bez względu na to, czy jesteśmy na etapie wyburzania, czy budowy – worki big bag są zawsze pomocne.worki bigbag na gruz

Worki Big Bag na gruz, oferujące najlepszą jakość, najatrakcyjniejsze ceny oraz najszerszy wybór i asortyment, znajdziesz w firmie https://neopak.pl/remont/worki-na-gruz/worki-bigbag

Przechowywanie gruzu

Jeżeli mówimy o budowie, nie możemy zapomnieć o przechowywania gruzu. Dzięki workom big bag, przechowywanie gruzu nigdy nie było tak proste. Ich wytrzymałość i odporność na różne rodzaje odpadów budowlanych sprawiają, że są one idealne do tego zadania.

Dzięki wysokiej jakości produkcji worków big bag, możemy być pewni, że nawet ciężki gruz będzie bezpieczny.

Transport materiałów sypkich

Transport materiałów sypkich, takich jak piasek czy żwir, zawsze jest wyzwaniem. Tutaj również worki big bag przychodzą z pomocą. Dzięki nim transport takich materiałów staje się bezpieczny i efektywny.

Przy wyborze worków big bag warto pamiętać, że są one dostępne w różnych rozmiarach, dzięki czemu można je dostosować do konkretnych potrzeb. Jeśli zdecydujesz się kupić big bagi, z pewnością znajdziesz odpowiedni model dla siebie.

Magazynowanie cementu i cegieł

Nie tylko gruz czy materiały sypkie mogą być przechowywane w workach big bag. Są one również idealne do magazynowania cementu i cegieł. Dzięki swojej wytrzymałości i odporności na uszkodzenia mechaniczne, worki te gwarantują bezpieczeństwo przechowywanych w nich materiałów.

Na rynku dostępne są różne warianty worków big bag, co pozwala na dostosowanie ich do konkretnych potrzeb.

Wykorzystanie worków big bag w rolnictwie

Nie tylko w budownictwie worki big bag znalazły swoje zastosowanie. W rolnictwie są one równie przydatne. Czy to ziarna, nasiona, nawozy czy pasze – wszystko to można przechowywać i transportować za pomocą worków big bag. Dzięki nim, zarządzanie materiałami rolniczymi staje się znacznie prostsze.

Przechowywanie ziaren i nasion

Ziarna i nasiona są jednymi z najważniejszych produktów w rolnictwie, a ich prawidłowe przechowywanie jest kluczowe dla utrzymania ich jakości. Worki big bag, dzięki swojej wytrzymałości i ochronie przed wilgocią, zanieczyszczeniami i szkodnikami, są doskonałym rozwiązaniem do przechowywania tych produktów.

Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo przechowywać ziarna i nasiona, należy stosować specjalne pojemniki lub worki, które są czyste i suche.

Magazynowanie nawozów

Nawozy są niezbędnym elementem w każdym gospodarstwie rolnym. Ich przechowywanie może być jednak problematyczne. Dzięki workom big bag, można je przechowywać w bezpieczny i wygodny sposób. Te worki, dzięki swojej wytrzymałości, są idealne do przechowywania różnych rodzajów nawozów. Niezależnie od rodzaju nawozu, który posiadamy, zawsze znajdziemy odpowiedni worek big bag.

Transport pasz dla zwierząt

Transport pasz dla zwierząt jest kolejnym obszarem, w którym worki big bag są niezastąpione. Dzięki nim, pasze są bezpieczne podczas transportu i łatwo dostępne dla zwierząt.

Wybierając worki big bag do transportu pasz, pamiętajmy, że są one dostępne w różnych wariantach, które możemy dostosować do konkretnych potrzeb.

Big Bag w przemyśle chemicznym

Przemysł chemiczny jest kolejną branżą, w której worki big bag znalazły swoje zastosowanie. Dzięki nim, transport i przechowywanie różnych substancji chemicznych staje się znacznie prostsze i bezpieczne. Pamiętajmy jednak, że specyfikacje worków big bag mogą się różnić w zależności od konkretnego rodzaju materiału, dlatego warto zapoznać się z wymaganiami dotyczącymi przechowywania konkretnych substancji.

Przechowywanie chemikaliów

Przechowywanie chemikaliów zawsze wiąże się z ryzykiem. Dlatego tak ważne jest, aby wybrać odpowiednie worki do ich przechowywania. Worki big bag są odpowiednie do przechowywania różnych chemikaliów, zarówno tych łatwopalnych, jak i agresywnych. Jednak, aby prawidłowo przechowywać chemikalia, zaleca się stosowanie specjalnych pojemników lub worków, które są czyste, suche i odporne na korozję.

Transport proszków i granulatów

Transport proszków i granulatów to kolejne wyzwanie, które można pokonać dzięki workom big bag. Dzięki nim, transport takich substancji staje się bezpieczny i efektywny.

Pamiętajmy jednak, że w przypadku transportu chemicznych proszków i granulatów, obowiązują pewne przepisy prawne, które powinniśmy znać i przestrzegać.

Magazynowanie nawozów

Jak już wcześniej wspominaliśmy, worki big bag są również wykorzystywane do magazynowania nawozów. Co więcej, dzięki ich wytrzymałości i trwałości, nawozy chemiczne mogą być przechowywane w nich nawet do 24 miesięcy. Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo przechowywać takie nawozy, należy zapoznać się z obowiązującymi przepisami i zasadami.

Worki big bag w przemyśle spożywczym

Przemysł spożywczy to kolejna branża, która korzysta z zalet worków big bag. Czy to zboża, warzywa czy owoce – wszystko to można przechowywać i transportować za pomocą worków big bag. Dzięki nim, zarządzanie produktami spożywczymi staje się znacznie prostsze.

Przechowywanie produktów spożywczych

Ziarna, nasiona, zboża, mąka, cukier, sól, ryż, kawa, kakao – to tylko niektóre z produktów spożywczych, które możemy przechowywać w workach big bag. Dzięki swojej wytrzymałości i możliwości zabezpieczenia przed wilgocią, zanieczyszczeniami i szkodnikami, są one doskonałym rozwiązaniem do przechowywania tych produktów.

Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo przechowywać takie produkty, należy stosować specjalne pojemniki lub worki, które są czyste i suche.

Ochrona przed wilgocią i zanieczyszczeniami

Ochrona przed wilgocią i zanieczyszczeniami to jeden z najważniejszych aspektów przechowywania produktów spożywczych. Dzięki workom big bag, możemy być pewni, że nasze produkty są odpowiednio zabezpieczone. Worki te zapewniają ochronę przed wilgocią dzięki swojej wytrzymałości oraz wewnętrznej foliowej wkładce, która chroni przed wilgocią, tlenem i innymi czynnikami atmosferycznymi.

Pamiętajmy jednak, że worki big bag nie są odporne na wodę, ale są odporne na deszcz.

Transport żywności

Transport żywności to kolejne wyzwanie, które można pokonać dzięki workom big bag. Dzięki nim, transport takich produktów staje się bezpieczny i efektywny.

Pamiętajmy jednak, że w przypadku transportu żywności, obowiązują pewne przepisy prawne, które powinniśmy znać i przestrzegać.

Big Bag w energetyce

Energetyka to kolejna branża, w której worki big bag odgrywają kluczową rolę. Dzięki nim, transport i przechowywanie różnych substancji staje się prostsze i bezpieczne. Pamiętajmy jednak, że specyfikacje worków big bag mogą się różnić w zależności od konkretnego rodzaju materiału, dlatego warto zapoznać się z wymaganiami dotyczącymi przechowywania konkretnych substancji.

Przechowywanie węgla

Przechowywanie węgla jest kluczowe dla wielu sektorów energetyki. Dzięki workom big bag, przechowywanie węgla staje się bezpieczne i efektywne. Te worki, dzięki swojej wytrzymałości, są idealne do przechowywania różnych rodzajów węgla.

Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo przechowywać węgiel, warto zapoznać się z obowiązującymi przepisami i zasadami.

Transport peletów drzewnych

Transport peletów drzewnych to kolejne wyzwanie, które można pokonać dzięki workom big bag. Dzięki nim, transport takich substancji staje się bezpieczny i efektywny. Pamiętajmy jednak, że w przypadku transportu peletów drzewnych, obowiązują pewne przepisy prawne, które powinniśmy znać i przestrzegać.

Magazynowanie drewna opałowego

Magazynowanie drewna opałowego jest kluczowe dla wielu sektorów energetyki. Dzięki workom big bag, przechowywanie drewna staje się bezpieczne i efektywne. Te worki, dzięki swojej wytrzymałości, są idealne do przechowywania różnych rodzajów drewna opałowego.

Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo przechowywać drewno, warto zapoznać się z obowiązującymi przepisami i zasadami.

Worki big bag w gospodarowaniu odpadami

Gospodarowanie odpadami to kolejna dziedzina, w której worki big bag odgrywają kluczową rolę. Dzięki nim, gospodarowanie odpadami staje się prostsze i bardziej efektywne. Pamiętajmy jednak, że specyfikacje worków big bag mogą się różnić w zależności od konkretnego rodzaju odpadu, dlatego warto zapoznać się z wymaganiami dotyczącymi przechowywania konkretnych odpadów.

Pakowanie materiałów surowcowych

Pakowanie materiałów surowcowych jest kluczowe dla wielu sektorów przemysłu. Dzięki workom big bag, pakowanie materiałów staje się bezpieczne i efektywne. Te worki, dzięki swojej wytrzymałości, są idealne do pakowania różnych materiałów surowcowych.

Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo pakować takie materiały, warto zapoznać się z obowiązującymi przepisami i zasadami.

Transport odpadów przemysłowych

Transport odpadów przemysłowych to kolejne wyzwanie, które można pokonać dzięki workom big bag. Dzięki nim, transport takich odpadów staje się bezpieczny i efektywny.

Pamiętajmy jednak, że w przypadku transportu odpadów przemysłowych, obowiązują pewne przepisy prawne, które powinniśmy znać i przestrzegać.

Magazynowanie odpadów komunalnych

Magazynowanie odpadów komunalnych jest kluczowe dla utrzymania porządku i czystości w naszych miastach. Dzięki workom big bag, magazynowanie takich odpadów staje się bezpieczne i efektywne. Te worki, dzięki swojej wytrzymałości, są idealne do magazynowania różnych rodzajów odpadów komunalnych. Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo magazynować takie odpady, warto zapoznać się z obowiązującymi przepisami i zasadami.

Porady dotyczące użytkowania worków big bag

Pomimo że worki big bag są bardzo łatwe w obsłudze, warto znać kilka porad, które mogą pomóc w ich efektywnym wykorzystaniu. Poniżej znajdują się najważniejsze z nich.

Zabezpieczanie zawartości

Zabezpieczanie zawartości przechowywanej w workach big bag jest kluczowe dla utrzymania jej jakości. Dzięki workom big bag, zabezpieczanie takiej zawartości staje się proste i efektywne. Te worki, dzięki swojej wytrzymałości, są idealne do zabezpieczania różnych rodzajów zawartości. Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo zabezpieczyć taką zawartość, warto zapoznać się z obowiązującymi przepisami i zasadami.

Łatwy załadunek i rozładunek

Łatwy załadunek i rozładunek to kolejne zalety worków big bag. Dzięki nim, załadunek i rozładunek różnych materiałów staje się prosty i efektywny.

Pamiętajmy jednak, że w przypadku załadunku i rozładunku różnych materiałów, obowiązują pewne przepisy prawne, które powinniśmy znać i przestrzegać.

Ponowne wykorzystanie

Ponowne wykorzystanie worków big bag to kolejny sposób na ich efektywne wykorzystanie, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z big bagi o charakterze wielokrotnego użytku. Dzięki temu, możemy nie tylko oszczędzić pieniądze, ale także przyczynić się do ochrony środowiska, unikając produkcji nowych worków.

Pamiętajmy jednak, że przed ponownym wykorzystaniem worków big bag, warto sprawdzić ich stan i upewnić się, że są one nadal bezpieczne do użytku.

Podsumowanie

Podsumowując, worki big bag są niezwykle wszechstronne i znajdują zastosowanie w wielu sektorach przemysłu. Dzięki nim, przechowywanie i transport różnych materiałów staje się prostsze, bezpieczne i efektywne. Pamiętajmy jednak, że aby prawidłowo wykorzystać worki big bag, warto znać kilka porad, które pomogą nam w ich efektywnym wykorzystaniu.

Najczęściej Zadawane Pytania

Do czego służy big bag?

Big bag służy do przechowywania i transportowania dużych ilości materiałów sypkich, pływających oraz półpłynnych, najczęściej wykorzystywanych przez przemysł.

Co to znaczy big bag?

Big Bag to nazwa zbiorcza różnych rodzajów elastycznych kontenerów do transportu dużych ilości materiałów sypkich, pylastych i granulowanych, takich jak piasek, gruz czy chemikalia.

Z czego jest worek big bag?

Worek typu big bag jest zazwyczaj tworzony z polipropylenu, który zapewnia workom dużą odporność na uszkodzenia mechaniczne. Dzięki temu materiałowi worki te są wytrzymałe i trwałe.

Czy big bag przepuszcza wodę?

Big bagi nie są przeznaczone do przenoszenia materiałów płynnych, nie są wodoodporne, ale są odporne na deszcz.

Co można wrzucać do worków big bag?

Do worków typu Big Bag możesz wrzucić odpady budowlane i poremontowe, takie jak gruz ceglany, tynkarski, betonowy, ceramiczny, płyty kartonowo-gipsowe oraz materiały izolacyjne. Odpadów niebezpiecznych, azbestu, oraz pokryć dachowych nie wolno umieszczać w workach Big Bag.

Czy czeka nas reforma podatków od kryptowalut?

Początek roku przyniósł informacje dotyczące projektu ustawy o kryptowalutach, nad którą pracuje Ministerstwo Finansów. Nowe przepisy mają zostać przyjęte przez Radę Ministrów już w II kw. br. „Obok tych regulacji konieczne jest także uszczegółowienie przepisów podatkowych, które są nie mniej ważne jak przejęcie nadzoru nad tym rynkiem przez KNF, co zakłada projekt ustawy” – zauważa Izabela Deryło, Specjalista kwestii podatkowych związana z warszawskim biurem kancelarii Wolf Theiss.

W ubiegłym roku Słowacja przyjęła przepisy dotyczące podatku dochodowego zapewniające korzystniejszą stawkę dla uczestników rynku kryptowalut. Pod warunkiem, że inwestor powstrzyma się od sprzedaży aktywów przez 12 miesięcy, będzie mógł liczyć na obniżoną stawkę wynoszącą 7 proc. W przypadku wcześniejszego upłynnienia aktywów, trzeba się jednak liczyć z koniecznością opłacenia podatku na warunkach ogólnych z uwzględnieniem progów podatkowych wynoszących odpowiednio 19 i 25 proc. W podobnym kierunku podąża Portugalia, gdzie stosuje się 28-procentowy podatek od dochodów z aktywów cyfrowych przechowywanych krócej niż rok, ale jeśli są one zachowane przez okres ponad 12 miesięcy, można liczyć na brak podatku w ogóle.

Kierunek związany z preferencyjnym obniżeniem stawek od sprzedaży kryptowalut przez rok, to istotny trend w Europie. Słowacja wprowadziła preferencyjną stawkę podatkową z tego tytułu i kwotę wolną wynoszącą 2,4 tys. euro. Z kolei w Niemczech, tak samo jak w Portugalii, jeśli nie sprzedamy aktywów przez 12 miesięcy, nie zapłacimy podatku wcale – podkreśla Izabela Deryło.

Kolejnym trendem w opodatkowaniu kryptowalut na świecie jest adaptacja zasad, które obowiązują na rynku prywatnych aktywów majątkowych. I tak w Szwajcarii, podobnie jak w przypadku obligacji czy akcji, prywatny inwestor będzie zwolniony z podatku od zysków kapitałowych, również w zakresie kryptowalut, o ile przychód nie będzie związany z prowadzoną działalnością gospodarczą. Zbliżone rozwiązania zastosowano w Singapurze. Na podatkowej mapie świata nie możemy też zapomnieć o Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie zupełnie nie ma obowiązku zapłacenia podatku od zysków wynikających z obrotu kryptowalutami. Jak jednak wygląda sytuacja polskiego rynku na tym tle?

Co do zasady w Polsce podatek od kryptowalut rozliczamy analogicznie do zysków kapitałowych, choć nie traktujemy ich łącznie np. w przypadku kosztów uzyskania przychodu czy przy rozliczeniu strat. Oznacza to, że na naszym rynku obowiązuje stawka wynosząca 19 proc. i nie mamy kwoty wolnej od podatku. Niezależnie też od czasu, jaki minął od zakupu kryptowaluty, przy jej sprzedaży z zyskiem zapłacimy podatek – mówi Izabela Deryło.

Wiele kontrowersji w Polsce dotyczy kosztów uzyskania przychodu przy pozyskiwaniu kryptowalut np. poprzez ich tzw. wykopanie. Zarówno koszt zakupu koparki, jak i prąd zużyty do pozyskania kryptowaluty nie będzie podlegał odliczeniu. Od pozyskanych kryptowalut zapłacimy więc praktycznie efektywną stawkę 19 proc. pomniejszoną jedynie o prowizje.

Przychody i koszty poniesione z tytułu transakcji kryptowalutami wykazujemy na rocznej deklaracji PIT-38. Mamy na to czas do 30 kwietnia 2024 r. za rok 2023, przy czym ewentualne straty możemy odliczyć jedynie w roku bieżącym i bezpośrednio następującym po nim. Nie łączymy też dochodów i kosztów uzyskanych z akcjami i obligacjami, choć możemy rozliczyć je na jednym formularzu. Należy również pamiętać, że obowiązek podatkowy pojawia się dopiero w momencie zamiany kryptowaluty na prawny środek płatniczy, tj. tradycyjną walutę, więc wymiana kryptowaluty na inną kryptowalutę będzie neutralna podatkowo – tłumaczy Izabela Deryło.

Polskie przepisy podatkowe, choć nie są najbardziej restrykcyjne w Europie, to jednak nie sprzyjają rozwojowi tego rynku. Sytuacji nie zmieni zapewne też implementacja unijnego rozporządzenia 2023/1114 z dnia 31 maja 2023 r. w sprawie rynków kryptoaktywów – jest to już ósma nowelizacja tej dyrektywy, potocznie nazywana „DAC8”. Z opisu nowelizacji opracowywanej obecnie przez Ministerstwo Finansów wynika, że najważniejszą zmianą ma być wyznaczenie Komisji Nadzoru Finansowego jako organu, który będzie nadzorował ten rynek oraz przyznanie KNF „środków nadzorczych służących przeciwdziałaniu naruszeniom, których mogą dopuścić się podmioty nadzorowane”. Na tym etapie niestety nie ma wzmianki o ewentualnym dostosowaniu prawa podatkowego.

Treścią nowej ustawy o kryptowalutach będą kwestie związane z ochroną inwestorów indywidualnych przed ryzykiem oszustwa oraz troska o ich rzetelne informowanie o inwestycjach w kryptowaluty. To na pewno wyczekiwana przez rynek zmiana i powinna zostać dobrze przyjęta – choć warto poczekać na więcej szczegółów przed ostateczną oceną zmian. Trudno jednak nie zwrócić uwagi na dość konserwatywne podejście organów skarbowych do opodatkowania transakcji kryptowalutowych. Wiele krajów w Europie, jak np. Wielka Brytania czy Hiszpania, oferuje podatnikom kwoty wolne od podatku w wysokości kilku tysięcy euro – co eliminuje wiele ryzyk podatkowych dla mniejszych inwestorów. Obecnie w Polsce takich rozwiązań nie ma. Brakuje także dyskusji dotyczącej wprowadzenia ulg na wzór słowackiego rozwiązania zachęcającego do trzymania kryptowalut przez okres dłuższy niż 12 miesięcy. Od rynku krypto może też odstręczać fakt, że giełdy kryptowalut w odróżnieniu od biur maklerskich nie mają obowiązku wystawienia PIT-8C, który ułatwia rozliczenie z fiskusem. W ocenie rynku te wszystkie uwarunkowania mogą być powodem rosnącej podatkowej szarej strefy i utrudniać rozwój nowych technologii w tym obszarze – zwraca uwagę Izabela Deryło.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez szwedzką firmę podatkową Divly, tylko 0,53% inwestorów kryptowalutowych na całym świecie zapłaciło w 2022 roku podatki z tego tytułu. W ramach badania przeanalizowano sytuację w 24 krajach reprezentujących większość regionów na świecie.

Grupa Muszkieterów przekroczyła 10 mld zł obrotu w 2023 roku

Grupa Muszkieterów osiągnęła w 2023 r. łączny obrót w wysokości 10,3 mld zł w ramach zrzeszonych sieci  Intermarché i Bricomarché, odnotowując wzrost na poziomie 7,4 proc. rok do roku bez uwzględnienia stacji paliw. Tym samym umocniła swoją pozycję jako kluczowego gracza na polskim rynku. Grupa ogłosiła również dalsze, ambitne plany na 2024 – ponad 30 nowych supermarketów obu sieci.

Bricomarché zwiększa udziały rynkowe

Sieć Bricomarché osiągnęła wzrost sprzedaży na poziomie 3,1 proc. na kurczącym się rynku, realizując obrót na poziomie 3,8 mld zł. Dzięki temu zwiększyła udział w rynku DIY aż o 0,86 proc. rok do roku. Liczba sklepów wzrosła o kolejne 8 supermarketów, w różnych regionach Polski. W roku 2023 marka skutecznie realizowała strategię rozwoju poprzez wprowadzanie zróżnicowanych projektów marketingowych oraz usług, zarówno dla klientów, jak i zrzeszonych przedsiębiorców.

Program lojalnościowy Bricomarché „Skanujesz – zyskujesz”, wprowadzony w drugim półroczu 2023 r. był kolejnym elementem nowej strategii Omnichannel, którą Bricomarché z powodzeniem wdraża już od ponad roku. Inicjatywa, dzięki której klienci zyskiwali dodatkowe bony na zakupy była również dodatkową możliwością oszczędzania, spójną z ideą i celem sieci, jakim jest zapewnianie klientom jak największej swobody w dokonywaniu zakupów, łatwego dostępu do oferty produktowej, promocji i nowości. Kluczowym projektem w zakresie strategii marketingowej było również podjęcie współpracy z nowym, 21. sezonem programu „Nasz nowy dom” – sieć pojawiła się w wielu odsłonach jako partner oferujący szeroki asortyment produktów do remontu, dekoracji wnętrz i ogrodu.

Sieć rozszerzyła również program udogodnień dla klientów o możliwość projektowania łazienki. Usługa wprowadzana w kolejnych sklepach pozwala, wspólnie z wykwalifikowanym pracownikiem Bricomarché, stworzyć wizualizację tej części mieszkania.

Marka weszła także w kolejną fazę transformacji informatycznej kontynuując wdrażanie programu SAP dla centrali zakupowej oraz sklepów.

Dla Bricomarché miniony rok nie był łatwy z uwagi na makroekonomiczne i geopolityczne okoliczności. Konflikt za wschodnią granicą stale wpływał i wpływa na otoczenie, łańcuchy dostaw i dostępność materiałów. Z kolei wcześniej mieliśmy do czynienia z eksplozją zapotrzebowania na materiały budowlane i wyposażenia wnętrz, co było spowodowane pandemią. W trakcie jej trwania wielu właścicieli mieszkań decydowało się na remonty czy ich odnowienie. To wszystko spowodowało, że 2023 r. powitaliśmy całkiem niezłą kondycją naszych gospodarstw domowych, wysokimi stopami procentowymi, galopującą inflacją, a przez to spadającą siłą nabywczą. W efekcie przełożyło się to na malejącą liczbę udzielanych kredytów i mieszkań oddawanych do użytku, co oczywiście dotknęło branżę dom i ogród. Mimo trudnej sytuacji, sieć Bricomarché poradziła sobie całkiem dobrze na tle rynku. Odnotujemy wzrost przychodów, co jest szczególnie istotne, gdyż dochodzą do nas informacje, że wielu graczy rynkowych zakończy rok z regresją sprzedaży. Ten wzrost obrotów możemy uznać za sukces – mówi Jacek Paszke, Prezes Zarządu Bricomarché w Polsce.

Jak zapowiada sieć, rok 2024 przyniesie jeszcze większą dynamikę rozwoju – Bricomarché zapowiada 25 nowych otwarć, z czego kilkanaście placówek ma być uruchomionych już w pierwszym półroczu.

Skuteczna transformacja Intermarché

Sieć Intermarché, bez stacji paliw, zrealizowała wzrost sprzedaży na poziomie 11,5 proc. na stałej powierzchni (LfL). Łączny obrót zrealizowany przez Intermarché wraz z stacjami paliw w roku 2023 wyniósł 6,5 mld zł. Rok 2024 ma natomiast przynieść 10 otwarć nowych placówek, z czego pierwsze zostanie zrealizowane w Zielonej Górze już 7 marca br. Sieć będzie kontynuować wdrażanie konceptu Power w kolejnych punktach sprzedaży.

Marka świetnie poradziła sobie w zaistniałej sytuacji. Odnotowała dwucyfrowy wzrost sprzedaży i dobrą rentowność centrali zakupowej oraz sklepów Intermarché. Nasz niezależny model współpracy sprawdził się w trudnych warunkach. Wiele działań, których celem było podnoszenie poziomu sprzedaży wypłynęło z inicjatywy właścicieli sklepów. Z kolei centrala zakupowa dążyła do tego, aby zapewnić przedsiębiorcom i ich klientom odpowiednią ofertę oraz wysoką jakość produktów. Z powodzeniem wprowadziliśmy programy lojalnościowe i akcje promocyjne – mówi Maciej Ćwikliński, Prezes Dyrekcji Handlowej Intermarché w Polsce.

Pomimo trudnej sytuacji rynkowej, sieć wychodziła naprzeciw potrzebom klientów i poszerzyła ofertę promocji oraz programów rabatowych. Dzięki akcjom lojalnościowym przeprowadzonym na przestrzeni 2023 roku, takim jak „Interkasa”, czy „Interpunkty”, klienci otrzymali bony zakupowe o łącznej wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych.

W ramach trwającej transformacji technologicznej, we wszystkich supermarketach i na stacjach paliw na terenie całej Polski sieć wdrożyła nowy system kasowy, pozwalający na skuteczniejsze identyfikowanie indywidualnych potrzeb konsumentów. Trwa również stopniowe wdrażanie systemów kas samoobsługowych w sklepach Intermarché, które są dostępne już w 50 proc. placówek w Polsce. Sieć zainicjowała także działania oszczędnościowe, wśród których kluczową jest montaż instalacji fotowoltaicznych w sklepach.

W 2023 roku sieć Intermarché realizowała także nowo przyjętą strategię marek własnych – po dogłębnej analizie i rewizji portfolio dotychczasowych produktów, w sklepach zadebiutowała nowa, parasolowa marka „O la la!”, oferująca przystępne cenowo, wysokiej jakości artykuły spożywcze.

Ponadto, Intermarché kontynuuje rebranding przysklepowych stacji paliw – odnowione stacje nawiązują wizerunkiem do kolorystyki sieci. W celu przeprowadzenia skutecznej transformacji wizualnej, Intermarché wciąż oferuje atrakcyjne dofinansowania dla przedsiębiorców zainteresowanych przeprowadzeniem zmiany wizerunku własnej stacji paliw.

Projekty grupowe wzmacniają Muszkieterów

W minionym roku doszło do szeregu kluczowych zmian w centralnym zarządzie zrzeszonych spółek. Wraz z początkiem września, Sławomir Czarnecki stanął na czele Grupy Muszkieterów jako Prezes Zarządu ITM Polska, zastępując tym samym Davida de Bosschère’a. Stoi on na czele nowo powołanego Zarządu Grupy, w którego skład, zgodnie z unikatowym modelem partycypacyjnym Muszkieterów, weszło trzech właścicieli sklepów Intermarché oraz trzech właścicieli sklepów Bricomarché. Swoją pierwszą strategiczną decyzją powołał Macieja Ćwiklińskiego na stanowisko Prezesa Intermarché w Polsce, a także ustanowił nowy Zarząd Intermarché złożony wyłącznie z właścicieli sklepów.

 

Grupa Muszkieterów, w ramach opracowanej strategii rozwoju, dokonała decentralizacji logistyki dla dwóch swoich szyldów, Intermarché i Bricomarché. Do połowy 2023 roku usługi logistyczne dla obu sieci świadczyła jedna, centralnie zarządzana struktura w ramach całej Grupy. 1 czerwca 2023 roku obszar logistyki został rozdzielony i stał się integralną częścią centrali każdej z marek. Zmiana ta jest zgodna z długoterminową strategią Power, której głównym założeniem jest orientacja na klienta, a co za tym idzie konieczność dostosowania łańcucha dostaw do specyfiki każdego z szyldów.

Równocześnie, jeszcze w ubiegłym roku Grupa zakończyła przetarg na magazyn centralny – przedłużyła na 10 kolejnych lat umowę najmu GLP Poznań I Logistics Centre, gdzie korzysta z 82 tys. powierzchni magazynowej.

– Rok 2023 przeniósł kolejny, istotny wzrost naszych obrotów. Przekroczenie progu 10 mld zł jest ważnym i symbolicznym momentem, ale tylko etapem na drodze dalszego budowania masy krytycznej dla sieci Intermarché i Bricomarché, a tym samym całej Grupy w Polsce – ocenia Prezes Grupy Muszkieterów, Sławomir Czarnecki. – Wchodzimy w 2024 rok, w którym towarzyszyć nam będzie ogromna determinacja, aby zrealizować kolejne etapy naszego planu rozwoju.

Brak zaufania ze strony CFO utrudnia wykorzystanie potencjału centrów usług wspólnych – raport Deloitte

Brak stabilności otoczenia ogranicza skłonność dyrektorów finansowych do przeprowadzenia większych zmian w funkcjonowaniu zarządzanych przez nich departamentów. Siedmiu na dziesięciu badanych CFO nie planuje reorganizacji w trakcie najbliższych dwóch lat, wynika z raportu “2024 Central Europe CFO Survey – Finance operations przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Dążenie do optymalizacji kosztów skłania badanych do skorzystania z usług centrów usług wspólnych (SSC) oraz usług biznesowych (GBS), przede wszystkim w zakresie outsourcingu powtarzalnych czynności.

Dodatek do raportu Deloitte omawiającego nastroje dyrektorów finansowych (CFO) z Europy Środkowej poświęcony jest trendom w obszarze bieżącej działalności operacyjnej podległych im działów. Publikacja przedstawia także prognozowane kierunki rozwoju oraz trendy wpływające na działalność tej branży. Dodatek do głównego raportu „Deloitte Central Europe CFO Survey 2024” powstał na podstawie ankiety przeprowadzonej między październikiem a grudniem 2023 r. wśród 475 dyrektorów finansowych pochodzących z 15 krajów Europy Środkowej, w tym z Polski.

Trwałość w niepewnych czasach

Autorzy raportu podkreślają, że w ostatnich latach środkowoeuropejskie firmy zmagały się z wieloma wyzwaniami, będącymi konsekwencją wydarzeń politycznych i gospodarczych. Odpowiedzią na te wyzwania ma być spójność organizacyjna i operacyjna. Aż 70 proc. badanych CFO nie planuje bowiem przeprowadzenia istotniejszych zmian w swoich departamentach w trakcie najbliższych dwóch lat. Zdaniem autorów raportu taki rozkład odpowiedzi jest przejawem rosnącej stabilności funkcjonowania działów finansowych. Jeden z ankietowanych dyrektorów finansowych stwierdził z kolei, że spadek zapotrzebowania na zmiany może wynikać z wielu przekształceń dokonywanych w ostatnich latach.

– Większość dyrektorów finansowych jest zdecydowanie przeciwna przeprowadzeniu większych zmian organizacyjnych w czasach powszechnej niestabilności. Wydaje się to zrozumiałe, ponieważ zazwyczaj takie procesy trwają wiele lat i wymagają odpowiednich przygotowań. Z drugiej strony szereg wyzwań, z jakimi mierzą się obecnie firmy oraz postępująca digitalizacja procesów księgowych sprawiają, że branża finansowa musi być gotowa na podjęcie działań zmierzających do dostosowania się do nowych warunków funkcjonowania – mówi Damian Groński, partner w zespole Business Process Solutions, Deloitte.

Automatyzacja i kadry

W ramach ankiety dyrektorzy finansowi z Europy Środkowej wskazywali trendy, które ich zdaniem mają największy wpływ na działalność kierowanych przez nich departamentów. Obszarem, który uzyskał najwięcej odpowiedzi jest postępująca automatyzacja powtarzalnych procesów (60 proc.). Na drugim miejscu znalazła się kwestia wdrożenia sztucznej inteligencji i machine learningu w funkcjonowanie działu finansowego (39 proc.). Taki sam odsetek badanych stwierdził, że kluczowe jest pozyskanie pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. 35 proc. odpowiedzi dotyczyło konieczności dostosowania działalności do wymogów regulatora, z kolei co trzeci respondent za najistotniejsze uznał dążenie do ograniczania kosztów.

Poprawa efektywności działań i odpowiednie dysponowanie zasobami ludzkimi stanowią obecnie główne obszary zainteresowań dyrektorów finansowych. W obydwu przypadkach niezwykle istotną rolę mogą odegrać narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję. Dzięki nim możliwa będzie automatyzacja najprostszych czynności, co z kolei pozwoli pracownikom działów finansowych skupić się na innego rodzaju czynnościach. Nie bez znaczenia są także możliwości w zakresie ograniczenia kosztów funkcjonowania całego działu dodaje Damian Groński.

Zaufanie podstawą dla outsourcingu

Twórcy raportu podkreślają, że większość dyrektorów działów finansowych preferuje pozostawienie kluczowych procesów wewnątrz struktur swojej organizacji. Jedynym obszarem, który menadżerowie przekazaliby zewnętrznym podwykonawcom jest dokumentacja cen transferowych – tę opcję wskazał co drugi ankietowany. W przypadku pozostałych działań, takich jak obsługa księgowa, około 70 proc. badanych opowiadało się za utrzymaniem ich wewnątrz firmy.

Wśród korzyści płynących z przeniesienia części procesów do centrów SSC lub GBS najczęściej wymienia się uzyskanie dostępu do nowoczesnych technologii. Równie istotna jest możliwość skorzystania z wiedzy zewnętrznych ekspertów oraz redukcji kosztów funkcjonowania działu finansowego. Eksperci podkreślają jednak, że istotnym wyzwaniem w tym obszarze jest zaufanie, którego brak uniemożliwia maksymalizację korzyści płynących ze współpracy z centrami usług wspólnych i usług dla biznesu.

Dążenie do efektywności kosztowej, procesowej oraz potrzeba innowacyjności sprawiają, że dyrektorzy finansowi coraz częściej decydują się na przekazanie części działalności do centrów usług wspólnych. Ze względu na znaczenie procesów finansowych dla firmy oraz potrzebę ich kontrolowania, taka operacja jest zazwyczaj dokonywana w ramach struktur danej organizacji. Niejednokrotnie zdarza się jednak, że część procesów podlegających outsourcingowi jest duplikowana. Zjawisko to wynika w dużej mierze z braku zaufania, co z kolei utrudnia pełne wykrozystanie potencjału centrów usług wspólnych – mówi Monika Warmbier, partnerka, liderka zespołu Finance & Performance w Polsce, Deloitte.

Deloitte: Polska wchodzi w fazę ekspansji gospodarczej

Rozbieżność nastrojów gospodarczych w Polsce i Niemczech wciąż się utrzymuje. Pod koniec roku Polska przechodziła już z fazy ożywienia w pełną ekspansję, podczas gdy Niemcy pozostawały w trendzie recesyjnym. Konsensus rynkowych i instytucjonalnych prognoz zbieranych przez Deloitte wskazuje, że w 2024 r. należy spodziewać się jedynie łagodnego odbicia wzrostu w Europie Środkowej. Przewidywany wzrost PKB w regionie ważony wielkością poszczególnych gospodarek to 2,5 proc. Polska gospodarka wzrośnie o 2,7 proc., czyli znacznie więcej niż niemieckie PKB, które zwiększy się tylko o 0,5 proc.

Tematem przewodnim pierwszej w tym roku edycji Deloitte Economic Outlook dla Europy Środkowej jest niepewność prognoz makroekonomicznych. Pokazujemy, że procesy gospodarcze są nieprzewidywalne i nawet duże zaburzenia, takie jak recesje, często wymykają się przewidywaniom ekonomistów. Jednak ostatecznie prognozy mają ciągle swoją wartość, ponieważ sprawdzają się lepiej niż proste prawidłowości takie jak założenie, że gospodarka w kolejnym roku będzie rosła zgodnie ze swoją wieloletnią średnią. Porównujemy również agregowany przez nas konsensus prognoz PKB i inflacji sprzed roku, pokazując, że 2023 roku spośród krajów regionu w jedynie Estonia w przypadku wzrostu gospodarczego, oraz Chorwacja i Czechy w przypadku inflacji znalazły się poza wskazanymi przez nas przedziałami szacunku.

Przez ostatni rok można było zaobserwować rozbieżność wskaźnika nastrojów gospodarczych opracowanego przez Komisję Europejską (złożonego z przemysłu, budownictwa, usług, handlu detalicznego i zaufania konsumentów) w Polsce i Niemczech. Poprawa nastrojów w Polsce kontrastowała z pogorszeniem u naszego zachodniego sąsiada. Polska przeszła od ożywienia do ekspansji w grudniu 2023 r. Tymczasem Niemcy wciąż pozostają w recesji, chociaż w ostatnich 5 miesiącach jest to mniej negatywny trend niż wcześniej.

W Polsce zaufanie konsumentów i nastroje w budownictwie utrzymują się na poziomie około 10 proc. powyżej średniej po pandemii. W polskim przemyśle nastroje pozostają zgodne z post-pandemiczną średnią. Z kolei w Niemczech budownictwo i przemysł nadal pozostają w tyle, odpowiednio 20 proc. i 10 proc. poniżej średniej po pandemii. Wiąże się to z utrzymującą się słabością produkcji przemysłowej w strefie euro oraz wpływem podwyższonych stóp procentowych, które zniechęcają do zaciągania pożyczek i osłabiają popyt. Znacznym problemem są też wysokie koszty energii, wpływające szczególnie na gałęzie energochłonne.

Łagodne odbicie wzrostu i lekka dezinflacja w regionie

Agregowany przez Deloitte konsensus prognoz rynkowych i instytucjonalnych wskazuje na obniżenie przewidywań co do wzrostu PKB w 8 z 11 krajów Europy Środkowej oraz Niemczech w stosunku do konsensusu jesiennego. Jednocześnie w 7 z 11 krajów regionu oczekiwana jest teraz nieco szybsza dezinflacja w 2024 r. Recesja w Niemczech znacznie obniżyła wzrost gospodarczy w Europie Środkowej w 2023 r. Ubiegły rok zakończył się przewidywanym wzrostem PKB o 0,5 proc. (przy -2,5 proc. w Estonii i +2,6 proc. w Chorwacji) w całym regionie i spadkiem o 0,2 proc. w Niemczech. Według konsensusu, w 2024 r. możemy spodziewać się jedynie łagodnego odbicia wzrostu w Europie Środkowej, ponieważ polityka pieniężna w strefie euro pozostanie restrykcyjna. Gospodarki regionu będą rosły średnio w tempie 2,5 proc. (od 1,5 proc. w Czechach i Estonii do 3,4 proc. w Rumunii) według średniej ważonej wzrostu PKB. Polska, największa gospodarka w regionie, ma rosnąć w tempie 2,7 proc. To znacznie szybciej niż w Niemczech, gdzie wzrost ma wynieść zaledwie 0,5 proc. Jak dotąd przewidywania na 2025 r. nie są dużo bardziej optymistyczne, z średnim wzrostem w Europie Środkowej na poziomie 2,9 proc., zaś w Niemczech – 1,3 proc.

Chociaż ubiegły rok był okresem dezinflacji, średnia inflacja w 2023 r. pozostała wysoka i wyniosła średnio 10,4 proc. w gospodarkach Europy Środkowej (od 7,2 proc. w Słowenii do 17,7 proc. na Węgrzech) i 6,3 proc. w Niemczech. Nasz konsensus prognoz wskazuje, że również w 2024 r. inflacja utrzyma się powyżej zakładanego celu. W całym regionie osiągnie średnio 4,2 proc. (od 2,8 proc. na Litwie do 6,0 proc. w Polsce), a w Niemczech 2,9 proc. W 2025 r. prognozy wskazują na powrót inflacji w Niemczech do 2,1 proc., w Europie Środkowej średnia ma wynieść 3,0 proc. (między 2,2 proc. na Słowacji a 4,0 proc. w Polsce). Dodatkowo utrzymuje się znaczna niepewność kursów złotego i forinta, co wynika z wciąż najwyższych w regionie stóp inflacji. Widoczne jest to w dwu- i trzykrotnie większej rozbieżności prognoz dla tych walut w porównaniu z koroną i lejem.

Grupa Otmuchów z ponad 31 mln zł EBITDA po ostatnim kwartale 2023 r.

Zakłady Przemysłu Cukierniczego Otmuchów, producent słodyczy w Polsce oraz jeden z wiodących producentów żelków w Europie, podsumowuje cztery kwartały 2023 roku. W raportowanym okresie Grupa wypracowała solidne wyniki finansowe, zauważalne zwłaszcza poprzez wysoką rentowność, która na poziomie EBITDA wyniosła ponad 31 mln zł, co oznacza wzrost o 287 proc. rdr., z kolei poziom przychodów osiągnął wartość bliską 285 mln zł. Ostatni kwartał 2023 r. wykazał efekty prowadzonej działalności optymalizacyjnej i modernizacyjnej, jednocześnie będąc wstępem do finalizacji budowy nowej linii produkcyjnej, której otwarcie planowane jest na II kw. bieżącego roku.

W ostatnim kwartale minionego roku odnotowaliśmy satysfakcjonujące nas wyniki finansowe dzięki ogromnemu zaangażowaniu naszych pracowników i wspólnemu dążeniu do celu. Druga połowa roku była czasem intensywnych działań optymalizacyjnych, obejmujących selekcję oferowanych produktów i wykluczanie tych, które wykazywały najniższą rentowność. Proces podnoszenia efektywności operacyjnej naszej działalności nadal trwa, a jego kulminacją będzie uruchomienie nowej linii produkcyjnej w drugim kwartale bieżącego roku. Podejmowane inicjatywy mają na celu nie tylko utrzymanie korzystnego trendu rozwoju naszej firmy, ale także, dzięki wprowadzanej automatyzacji i związanej z nią redukcji kosztów, oczekujemy dalszego wzrostu naszej siły i konkurencyjności – komentuje Monika Butz, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy ZPC Otmuchów S.A.

Na koniec 2023 r. Grupa odnotowała przychody wynoszące blisko 285 mln zł, co oznacza wzrost o 13 proc. rdr., zysk brutto ze sprzedaży zwiększył się o 61 proc. rdr. do 59,3 mln zł. Po czwartym kwartale 2023 r. EBITDA za cały rok wyniosła 31,1 mln zł, co oznacza wzrost o 287 proc. rdr. W samym IV kw. 2023 r. przychody osiągnęły wartość 81,5 mln zł wzrastając 18 proc rdr.

Grupa Otmuchów kontynuuje dynamiczny rozwój, przy czym głównym obszarem działalności pozostaje rynek polski. W okresie czterech kwartałów 2023 roku udział tego rynku w całkowitej sprzedaży zmniejszył się do poziomu 62%, w porównaniu do 64% w analogicznym okresie 2022 roku. Jednocześnie udział sprzedaży eksportowej wzrósł do 38% w 2023 r., w porównaniu do 36% w roku poprzedzającym.

Jesteśmy w trakcie systematycznego zwiększania udziału sprzedaży eksportowej, kierując się nie tylko kierunkami europejskimi, ale także rozwijając obecność na rynkach pozaeuropejskich, zwłaszcza w krajach Bliskiego Wschodu oraz Azji. Ten strategiczny krok ma na celu dalsze umocnienie naszej pozycji na rynku, odpowiadając jednocześnie na dynamiczne zmiany i oczekiwania globalnego otoczenia biznesowego. Jesteśmy przekonani o utrzymaniu naszej silnej pozycji zarówno na krajowym, jak i międzynarodowym rynku, dzięki wysokiej jakości oferowanych produktów i elastycznej strategii handlowej – dodaje Monika Butz.

Grupa Otmuchów aktualnie finalizuje realizację planowanej inwestycji, której zakres obejmuje rozbudowę zakładu produkcyjnego w Nysie o linię produkcyjną, umożliwiającą zwiększenie wolumenu produkcyjnego w kategorii żelek. Ponadto, Spółka skoncentrowana jest na inwestycjach mających na celu dalszą automatyzację oraz optymalizację kosztów produkcji na istniejących wydziałach produkcyjnych. Rozważana jest również inwestycja w nową kategorię produktową.

Planujemy uruchomienie produkcji nowej kategorii produktowej w drugim kwartale bieżącego roku. Z niecierpliwością oczekujemy tego kluczowego momentu, zdając sobie sprawę, że stanowi to dla nas wyjątkową szansę na osiągnięcie pozycji jednego z czołowych producentów słodyczy w Europie. Nasze dotychczasowe działania, obejmujące liczne optymalizacje i automatyzacje, potwierdzają gotowość do znacznego zwiększenia skali produkcji – komentuje Marcin Kukliński, Prezes Zarządu ZPC Otmuchów S.A.

Grupa Otmuchów kontynuuje dynamiczny rozwój swoich marek, w tym marki Bebeto. W odpowiedzi na zmieniające się preferencje konsumentów oraz okres świąteczny, Bebeto wprowadziło do swojej oferty innowacyjne rozwiązania, obejmujące prepakowane standy i sezonowe akcje promocyjne z okazji Halloween i Bożego Narodzenia. Te strategie skierowane zostały zarówno do tradycyjnych, jak i nowoczesnych kanałów sprzedaży, co umożliwiło marce dotarcie do szerokiego grona konsumentów.

Zainicjowaliśmy liczne działania wspierające sprzedaż produktów w czwartym kwartale 2023 roku, obejmujące min. ogólnopolski konkurs konsumencki. Kampania promocyjna została skutecznie wsparta działaniami w mediach społecznościowych, a także lokalnymi akcjami billboardowymi i reklamami w aplikacjach zakupowych. Komunikacja w miejscu sprzedaży dopełniła całości, zapewniając maksymalne zaangażowanie klientów i zwiększając widoczność marki Bebeto na rynku – podsumowuje Daniel Stefański, Trade Marketing Manager w ZPC Otmuchów S.A.

W ramach strategii rozwoju marki Cosby, Grupa Otmuchów wprowadziła nowości w postaci licencjonowanych produktów z popularnymi postaciami – Barbie i HotWheels, skoncentrowanych głównie w kategorii jajek z niespodzianką.

Opracowane produkty stanowią atrakcyjną propozycję dla najmłodszych konsumentów, poszerzając wachlarz oferty marki i zwiększając jej atrakcyjność na konkurencyjnym rynku. Dzięki nowym inicjatywom marka Bebeto umocniła swoją pozycję, oferując klientom szeroki wybór wysokiej jakości produktów oraz atrakcyjne promocje, które skutecznie przyciągają uwagę i budują lojalność wśród konsumentów – wyjaśnia Daniel Stefański.

Kredyty dla mikroprzedsiębiorców w styczniu 2024 roku

Styczeń 2024 roku zakończył się na plusie, gdy chodzi o liczbę i wartość udzielonych kredytów bankowych dla małego biznesu. W porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim, banki zwiększyły liczbę udzielonych kredytów o 6,5% oraz ich wartość o 3,3%. Szczególnie widoczny był wzrost w segmencie kredytów obrotowych, gdzie liczba udzielonych kredytów wzrosła o 9,9%, a ich wartość nawet o 10,2%. Ten optymistyczny obraz zaburza spadek wartości zawieranych umów o kredyt inwestycyjny (-13,2% r/r).

W styczniu 2024 r., w porównaniu do stycznia 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom więcej kredytów o 6,5% i na wartość wyższą o 3,3%. Przyznały o niemal 10% więcej (+9,9%) kredytów obrotowych. Spadło natomiast zainteresowanie kredytami w rachunku bieżącym i kredytami inwestycyjnymi. Liczba kredytów w rachunku bieżącym zmniejszyła się o 7,7%, choć ich wartość wzrosła nieznacznie o 2,7%. Większe obawy budzi jednak spadek w kredytach inwestycyjnych, gdzie zarówno liczba udzielonych kredytów (-7,6%), jak i ich wartość (-13,2%) odnotowały negatywną dynamikę.

– Analizując krótkoterminowe trendy, styczeń 2024 roku pokazał niewielki wzrost liczby udzielonych kredytów o 4,1% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Jednakże wartość tych kredytów znacząco spadła o -31,6%, co może wskazywać na ostrożniejsze podejście banków do finansowania działalności mikrofirm oraz na zmianę struktury udzielanych kredytów na mniejsze kwoty – mówi Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz, BIK.

Budowlanka i usługi – największa dynamika wzrostu w styczniu r/r

Z łącznej liczby 12,6 tys. udzielonych kredytów, firmy usługowe zaciągnęły 6,0 tys. (47,5%), a handlowe 2,9 tys. (22,9%), co stanowi 70,4% wszystkich kredytów udzielonych w styczniu br. Wartość finansowania dla tych dwóch sektorów wyniosła 62,7% łącznej kwoty kredytów, z 556 mln zł (38,0%) dla usług i 361 mln zł (24,7%) dla handlu.

Sektor budowlany odnotował największy wzrost r/r z 12,6% wzrostem liczby udzielonych kredytów i 14,3% wzrostem ich wartości. Sektor usługowy również wykazał pozytywną dynamikę, z 8,7% wzrostem liczby kredytów i 4,1% wzrostem ich wartości. Wzrost wartości nowych kredytów w styczniu odnotowała też branża handlowa (+4,6%). Natomiast z ujemną dynamiką wartości udzielonych kredytów zakończył się styczeń w firmach produkcyjnych (-11,3%).

– Wzrost w sektorach budowlanym i usługowym świadczy o rosnącej koniunkturze w tych branżach. Podczas gdy spadek wartości udzielonych kredytów o 11,3% w firmach produkcyjnych, może wskazywać na trudności w tym sektorze. Potwierdzają to również problemy z terminową spłatą rat kredytowych – w styczniu firmy produkcyjne odnotowały najwyższą (czyli najgorszą) spośród głównych branż wartość wskaźnika Indeksu Jakości BIK, osiągając poziom 6% – tłumaczy Sławomir Nosal.

Jakie czynniki najbardziej hamują rozwój mieszkalnictwa w Polsce? Deweloperzy odpowiadają

Deweloperzy są zgodni. Oprócz pobudzania popytu przez inicjowanie takich programów jak Bezpieczny Kredyt 2% czy Kredyt mieszkaniowy na start, branża nieruchomości mieszkaniowych potrzebuje zmian wspierających prowadzenie działalności deweloperskiej. Szereg wyzwań, z którymi już teraz mierzą się deweloperzy jest spory, a wszystko wskazuje na to, że mogą się one nasilić już w niedalekiej przyszłości. Jakie są zatem główne bariery hamujące rozwój mieszkalnictwa w Polsce? O to portal RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli największych polskich firm deweloperskich.

Andrzej Gutowski, Wiceprezes, Dyrektor Działu Sprzedaży RONSON Development

Wprowadzony w 2023 roku program dopłat do kredytów pobudził stronę popytową na rynku nieruchomości. Tymczasem, wraz z programami zwiększającymi popyt na mieszkania, powinny iść równolegle rozwiązania zwiększające dostępność gruntów.

Deweloperzy cały czas zmagają się z ograniczoną dostępnością gruntów pod zabudowę. Co więcej wprowadzane nowe przepisy regulujące rynek nieruchomości wymagają dostosowania się firm do zmieniających się wymogów prawnych, co również może opóźniać tempo realizacji inwestycji już zaplanowanych. Kolejny czynnik to także przewlekłość procedur administracyjnych. Obecnie uzyskanie pozwoleń na budowę jest procesem czasochłonnym. Mimo ustawowego czasu 65 dni, proces ten wydłuża się nawet do kilku lat, szczególnie w największych polskich aglomeracjach.

Aby skutecznie poprawić sytuację na rynku, rząd powinien skoncentrować się na poprawie strony podażowej. Konieczne jest uwolnienie gruntów pod budowę, zwiększenie dostępności działek oraz przyspieszenie procedur administracyjnych. Usprawnienie tych procesów może kluczowo wpłynąć na wyhamowanie wzrostu cen na rynku i zwiększenie podaży mieszkań.

Leszek Stankiewicz, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor Finansowy Dom Development

Jedną z barier, która ma ogromny wpływ na proces przygotowania i realizacji inwestycji mieszkaniowych, jest przewlekłość procedur administracyjnych. Ich usprawnienie mogłoby mieć istotny wpływ na odblokowanie podaży. Uważamy, że o zdrowej sytuacji rynkowej możemy mówić wówczas, gdy oferta dostępnych mieszkań jest na poziomie odpowiadającym wolumenowi sprzedaży w ciągu 4-5 kwartałów. W ostatnich kwartałach tej równowagi zdecydowanie brakowało, gdyż podaż wyraźnie nie nadążała za popytem.

Inną barierą, z którą mierzą się deweloperzy w całej Polsce, są trudności z pozyskaniem gruntów pod budowę nowych osiedli. Wyzwanie to jest szczególnie dotkliwe w dużych miastach. Działki, które jeszcze są dostępne, osiągają bardzo wysokie ceny, a to przekłada się na rosnące ceny mieszkań. Nasza branża wielokrotnie apelowała o uwolnienie gruntów z Krajowego Zasobu Nieruchomości czy zmiany w specustawie mieszkaniowej. W 2024 roku nie spodziewamy się jednak istotnego wzrostu podaży. Mało prawdopodobne jest także wyhamowanie wzrostu cen, natomiast zakładamy, że będzie on mniejszy niż w minionym roku.

Dom Development jest w tej komfortowej sytuacji, że posiada duży i zdywersyfikowany bank ziemi oraz silny bilans i zasoby gotówkowe, które pozwalają nam elastycznie reagować na pojawiające się okazje rynkowe, by sprawnie zwiększać skalę działalności. Jednak wielu mniejszych deweloperów, między innymi ze względu na wciąż wysokie stopy procentowe i utrudniony dostęp do finansowania, może mieć trudności, by sprostać wyzwaniom, z jakimi mierzy się nasza branża.

Iwona Kołodziejczyk, General Manager w Toscom Development

Jest wiele wyzwań, z którymi na co dzień mierzą się deweloperzy, samorządy oraz klienci. To z ich powodu rozwój mieszkalnictwa w Polsce w najbliższych latach stoi pod znakiem zapytania. Część tych problemów to kwestie o charakterze lokalnym, a niektóre dotyczą całego kraju. W przypadku deweloperów główne obawy wciąż związane są z sytuacją za wschodnią granicą i nadal niestabilnym poziomie cen, co ma przełożenie na wynagrodzenia, zwiększone koszty materiałów budowlanych oraz problemy z dostępnością pracowników. Wyzwania są również po stronie samorządów. Nowelizacja ustawy o planowaniu przestrzennym silnie wyhamowuje procesy planistyczne na poziomie lokalnym. Problem z dostępnością nowych gruntów przygotowanych pod budownictwo mieszkaniowe występuje w wielu miastach, a ograniczenie ich podaży to mniejsza dostępność mieszkań oraz kolejne wzrosty ich cen. Brakuje przede wszystkim gruntów w dobrych, centralnych lokalizacjach z dostępem do pełnej infrastruktury. Te peryferyjne są tylko pozornie tańsze. Nasi klienci coraz częściej zdają sobie z tego sprawę. Poza ceną samego mieszkania liczą też np. koszty codziennych dojazdów do centrum. Ustawa planistyczna to nie jedyna duża zmiana, która wpływa na rynek mieszkaniowy. Niebawem wejdą w życie nowe warunki techniczne, których wpływ na wzrost kosztów tez będzie istotny. Wpłyną też na zagospodarowanie samej działki, a część terenów wręcz wykluczą z możliwości realizacji inwestycji mieszkaniowej.

Cezary Grzebalski, Dyrektor ds. Rozwoju Projektów w Skanska Residential Development Poland.

Obecnie nie widzimy trudności w kontraktacji prac budowalnych. Rynek usług budowlanych jest stabilny, zarówno pod względem dostępności materiałów budowalnych, jak i kosztów realizacji projektów. Głównym czynnikiem powodującym ograniczenie podaży nowych mieszkań jest mała dostępność gruntów – cześć z nich nie jest przeznaczona pod budownictwo mieszkaniowe, natomiast w przypadku tych, na których mogą powstać osiedla, konieczne jest uzyskanie szeregu różnych decyzji administracyjnych, co powoduje znaczące wydłużenie czasu potrzebnego na realizację inwestycji oraz wzrost kosztów całego przedsięwzięcia deweloperskiego.

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca ACCIONA w Polsce

Zdecydowanie najważniejszym czynnikiem hamującym rozwój mieszkalnictwa w Polsce oraz mającym znaczący wpływ na cenę metra kwadratowego jest brak dostępnych działek budowlanych. Działki prywatnych właścicieli są coraz droższe, zaś grunty należące do Skarbu Państwa nie są uwalniane na potrzeby mieszkalnictwa. Nie mam tu na myśli tylko wstrzymywania sprzedaży gruntów państwowych deweloperom na rzecz budowy inwestycji komercyjnych. Chodzi także o fakt braku ich kwalifikacji na potrzeby nieistniejącego/niedziałającego do dzisiaj programu mieszkań na wynajem – w mojej opinii realizacja mieszkań komunalnych na wynajem mogłaby się odbywać w systemie PPP. Za sprawą takiego podejścia państwo nie musiałoby tworzyć od podstaw podmiotu odpowiedzialnego za ich budowę.

Kolejną kwestią jest dywersyfikacja form własności. Brak przejrzystych przepisów w sprawie mieszkań na wynajem, zła opinia, która towarzyszy im za sprawą nielicznych (lecz medialnie nośnych) patologii systemu, powodują, że regulacje dla tego obszaru rynku przedłużają się lub zostają wstrzymane.

Na rozwój mieszkalnictwa w Polsce wpływ mają także niepewność legislacyjna oraz przedłużające się procedury administracyjne, brak jasno napisanych planów miejscowych oraz ustaleń w zakresie infrastruktury czy sieci. To właśnie te czynniki mają znaczący wpływ na znacznie dłuższy proces przygotowania projektu do realizacji.

Nie mniej ważnym od poprzednich przykładów są rządowe programy pomocowe, które nie sprzyjają stabilności na rynku nieruchomości. Ostatni z nich, Bezpieczny kredyt 2%, napędził wzrost popytu, a co za tym idzie – także cen. Wątpię, aby zapowiedź kolejnego programu rządowego, tę sytuację polepszyła.

Bartosz Kuźniar, Prezes Zarządu Lokum Deweloper

Pomimo dużego deficytu mieszkań od lat występującego w Polsce, działalność deweloperska jest stale, coraz mocniej ograniczana. Uzyskanie decyzji planistycznych dla posiadanych gruntów zajmuje dziś 5-7 lat, a nawet gdy grunt posiada już przeznaczenie mieszkaniowe, to uzyskanie zapewnień od dostawców mediów, zgody na skomunikowanie inwestycji z drogą publiczną, decyzji środowiskowej i ostatecznie pozwolenia na budowę, to okres kolejnych minimum dwóch lat. Często dochodzi także do oprotestowania wydanej już decyzji, zaś na rozstrzygnięcia wyższych instancji czeka się 3-5 lat.

Aby mieszkalnictwo mogło się rozwijać, potrzebne jest więc przede wszystkim uproszczenie przepisów i procedur związanych z zagospodarowaniem przestrzennym, jak też priorytetowe traktowanie inwestycji mieszkaniowych przez samorządy. Dobrym rozwiązaniem jest specustawa mieszkaniowa, która po niedużej nowelizacji, oddającej samorządom więcej uprawnień – w zakresie wymaganej ilości miejsc postojowych, czy określania strefy śródmiejskiej – przy determinacji samorządów umożliwić może istotną poprawę sytuacji mieszkaniowej na lokalnym rynku.

Naturalnym czynnikiem ograniczającym rozwój mieszkalnictwa jest też obecnie brak niskooprocentowanych kredytów na nabycie mieszkań. Deweloperzy dostosowują swoją ofertę do potrzeb rynkowych. Gdy popyt na mieszkania maleje, to naturalnie nie uruchamiają nowych inwestycji, aby ostatecznie nie utrzymywać pustych, niesprzedanych lokali. Potrzebne wydaje się więc wdrożenie nowych programów pomocowych dla klientów, a długofalowo – obniżenie stóp procentowych, by popyt utrzymywał się na względnie stałym poziomie, stymulującym do utrzymania podaży mieszkań na zbliżonym poziomie.

Zbigniew Gościcki, Prezes Zarządu Unidevelopment SA

Jednym z największych wyzwań, przed którymi stoi sektor mieszkaniowy, jest niska dostępność gruntów umożliwiających realizację nowych inwestycji. Mała podaż terenów przekłada się na ich wysokie ceny i znajduje odzwierciedlenie zarówno w cenach mieszkań, jak i niewystarczającej liczbie nowych projektów realizowanych na rynku. Potwierdzeniem tego faktu są dane GUS, zgodnie z którymi w 2023 r. firmom z naszej branży wydano o 20% mniej pozwoleń na budowę niż rok wcześniej. Całościowo obrazu sytuacji nie zmienia stosunkowo dobry początek tego roku – w styczniu 2024 r. deweloperzy otrzymali 14,6 tys. pozwoleń, co oznacza wzrost o 42,2% r/r. W szerszej perspektywie nie ma wątpliwości, że brak gruntów hamuje rozwój mieszkalnictwa w Polsce i wymaga pilnych działań.

Jednym z rozwiązań, które warto wdrożyć, jest przywrócenie gminom możliwości decydowania o liczbie miejsc parkingowych przypadających na mieszkanie w inwestycjach realizowanych w trybie specustawy mieszkaniowej. W rzeczywistości pozwoli to zwiększyć liczbę nowych projektów deweloperskich. Ponadto czołowe organizacje przedsiębiorców w naszym kraju wskazują, że w kontekście problemów z dostępnością gruntów pod inwestycje mieszkaniowe istnieje potrzeba rozpoznania i uwolnienia potencjału gruntów należących do Skarbu Państwa.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction

Rozwój mieszkalnictwa w Polsce napotyka na szereg przeszkód, które znacząco wpływają na tempo i skuteczność realizacji nowych projektów budowlanych. Jedną z kluczowych barier dla zmniejszania luki podażowej i niedoboru mieszkań jest ograniczona dostępność działek przeznaczonych pod zabudowę, co jest wynikiem niewystarczającej liczby atrakcyjnych gruntów oraz ich wysokich (i wciąż rosnących) cen.

Dodatkowo proces uzyskiwania pozwoleń na budowę jest wydłużony i obarczony nadmierną biurokracją, co znacząco opóźnia start inwestycji. Czas oczekiwania na wydanie pozwoleń na budowę jest długotrwały, a wymóg uzyskania dodatkowych uzgodnień czy raportów środowiskowych dodatkowo komplikuje cały proces. Co istotne, im dłuższa realizacja inwestycji, tym większe koszty z nią związane, co finalnie odbija się także w cenie nieruchomości proponowanej klientowi. Na rosnące koszty realizacji inwestycji wpływają też ogólne wzrosty cen materiałów, mediów czy robocizny.

Cezary Grabowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Bouygues Immoblier Polska

Aktualnie czynników hamujących rozwój mieszkalnictwa w Polsce i wpływających bezpośrednio na branżę deweloperską w Polsce jest kilka i są one związane z aspektami prawnymi, ale również możliwością rozwoju nowych projektów mieszkaniowych. Pierwszym czynnikiem, który negatywnie wpływa na mieszkalnictwo, jest brak dostępnych gruntów pod nowe inwestycje. Ten czynnik przekłada się na bezpośrednio na podaż, która w porównaniu do popytu ciągle maleje. Widać to szczególnie w dużych miastach takich jak Warszawa, gdzie oferta mieszkaniowa ciągle topnieje. Drugim czynnikiem są procedury i tzw. biurokracja, która wiąże się bezpośrednio z szybkością uzyskania pozwolenia na budowę na danym terenie. Im dłużej trwa cała procedura, tym mniejsza szansa na poszerzenie oferty mieszkaniowej dla klientów. Trzeci czynnik to brak stabilizacji na rynku, który jest wywołany nowymi przepisami, zmianami regulacji już istniejących czy wprowadzeniem nowych wymogów technicznych. Przykładem mogą być nowe warunki techniczne obejmujące takie wytyczne jak m.in. zachowanie 5 metrów odległości od granicy sąsiedniej działki czy obowiązek realizacji placu zabaw dla inwestycji powyżej 20 mieszkań.

Warto zwrócić uwagę, że proces inwestycyjny jest złożony i trwa nawet 5 lat, a wszelkie nagłe zmiany w przepisach i brak stabilności wpływają bezpośrednio na możliwości planowania inwestycji i ich realizację, a w e efekcie końcowym ofertę dostępną na rynku.

Tomasz Kozak – Członek Zarządu, Dyrektor ds. Inwestycji Komercyjnych w firmie PROFBUD

Rozwój mieszkalnictwa w Polsce stoi w obliczu wielu wyzwań, które hamują jego dynamikę. Wśród najczęściej wymienianych przeszkód znajdują się brak gruntów pod zabudowę oraz przedłużające się procedury administracyjne. Te problemy są powszechnie rozpoznawane i szeroko omawiane w debatach publicznych oraz branżowych analizach. Jednakże, istnieje inny, równie istotny czynnik, który nie jest dostatecznie eksponowany i wykorzystywany w dyskusjach – brak wypracowanego modelu współpracy publiczno-prywatnej (PPP) pomiędzy deweloperami a jednostkami samorządu terytorialnego lub spółkami Skarbu Państwa.

Rzeczywiście, samorządy i państwo dysponują znacznymi aktywami, w tym terenami idealnymi pod nowe inwestycje mieszkaniowe. Z drugiej strony, sektor prywatny, reprezentowany przez deweloperów, dysponuje nie tylko kapitałem finansowym, ale i cennym kapitałem ludzkim, w tym doświadczeniem oraz umiejętnościami zarządczymi. Mimo to, obserwujemy zbyt mało inicjatyw, które skutecznie łączą te dwa światy w celu realizacji wspólnych projektów.

Współpraca PPP mogłaby otworzyć nowe możliwości dla rozwoju mieszkalnictwa w Polsce, zwłaszcza w obszarach, gdzie najbardziej tego potrzeba – budownictwie socjalnym. Partnerstwo publiczno-prywatne pozwoliłoby na lepsze wykorzystanie dostępnych zasobów, zarówno tych należących do państwa, jak i kapitału prywatnego. Pozwoliłoby to na realizację projektów, które obecnie są trudne do sfinansowania i przeprowadzenia wyłącznie przez jedną ze stron.

Kluczem do sukcesu jest stworzenie przejrzystych, stabilnych i przewidywalnych ram prawnych dla takich partnerstw, które będą chronić interesy zarówno sektora publicznego, jak i prywatnego. Potrzebna jest również otwartość i gotowość do dialogu ze strony obu stron, a także zmiana podejścia, która pozwoli spojrzeć na potencjalne projekty przez pryzmat wspólnych korzyści, a nie tylko barier i ograniczeń.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Wśród kluczowych czynników hamujących rozwój sektora mieszkaniowego w Polsce należy wymienić nadmiernie złożone przepisy, ilość koniecznych uzgodnień oraz wydłużające się procedury administracyjne. W niektórych miastach czas oczekiwania na pozwolenie na budowę może wynieść nawet 2-3 lata przy założeniu, że realizacja nie zostanie oprotestowana przez sąsiadów. Nie pomagają również częste zmiany przepisów, jak choćby niedawna nowelizacja warunków technicznych, która wymusiła na niektórych deweloperach radykalne zmiany w już opracowanych projektach.

Kolejnym istotnym problemem są wysokie ceny oraz ograniczona dostępność działek pod zabudowę mieszkaniową w największych aglomeracjach. W naszym przypadku dysponujemy gruntami wystarczającymi do wybudowania ponad 10 tysięcy mieszkań, gdzie ten zasób stale się powiększa, jednak w skali całego sektora jest to istotny hamulec dla działalności deweloperskiej. W tej kwestii oczekujemy interwencji ze strony rządu, na przykład poprzez uwolnienie gruntów należących do spółek Skarbu Państwa, które zostały zablokowane na rzecz programu „Mieszkanie Plus” lub ułatwienie przekształcania ziemi rolniczej na cele mieszkaniowe, szczególnie w miejscach położonych blisko miast.

Wskutek kumulacji powyższych czynników produkcja deweloperska hamuje. Według danych GUS liczba wydanych pozwoleń na budowę w 2023 r. wyniosła 146 tys. mieszkań, co stanowi spadek o 22,8 proc. Deweloperzy nie są w stanie zgromadzić „zapasu” PnB na nadchodzące lata, przez co można się spodziewać, że rozdźwięk pomiędzy podażą a popytem na rynku mieszkaniowym będzie coraz większy. Z uwagi na wydłużający się czas realizacji, rosną koszty. Utrzymujące się wysokie stopy procentowe oznaczają dla deweloperów wyższe nakłady na finansowanie, końcową cenę mieszkań podbijają również przerzucanie na inwestora znacznych kosztów infrastruktury czy nowa obowiązkowa składka na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny. Wszystko to sprawia, że budowanie mieszkań w cenie poniżej 9 tys. zł za metr kwadratowy jest bardzo trudne. Rynek mieszkaniowy rozwija się obecnie tylko w największych aglomeracjach, gdzie popyt – a zarazem ceny – są najwyższe. Deweloperzy chętniej realizują też projekty z wyższej półki cenowej, w przypadku których łatwiej im osiągnąć zakładaną minimalną marżę. Cierpią na tym mniejsze aglomeracje lub tańsze lokalizacje w większych miastach, gdzie na ogół powstają mieszkania z segmentu popularnego, dla mniej zamożnych nabywców.

Angelika Kliś, Członkini Zarządu ATAL

Podaż i ceny ziemi budowlanej oraz realia procedowania spraw w urzędach istotnie wpływają na rozwój mieszkalnictwa w Polsce. Państwo, oprócz form wsparcia popytu, powinno zaproponować działania wspierające stronę podażową. Uwolnić działki z zasobów państwowych oraz zderegulować i uprościć procedury, nadmiernie wydłużające proces inwestycyjny. Brak postępów w tych kwestiach nie tylko hamuje rozwój mieszkalnictwa, lecz także wywiera presję na ceny mieszkań.

Warto też wspomnieć o specustawie Lex deweloper. Teoretycznie jest to narzędzie do przekształcania terenów pod funkcje mieszkaniowe, lecz praktyka pokazuje, że to bardzo żmudny, wieloletni i ryzykowny proces, który nie jest efektywny.

Wymienione zjawiska mają już charakter strukturalny, długookresowy, w odróżnieniu od parametrów ekonomicznych, które z czasem mogą ulec zmianie. Jak np. koszt pieniądza, który w Polsce jest wciąż wysoki. Od ok. trzech lat mamy do czynienia ze zwiększoną inflacją, co przekłada się na wysokość stóp procentowych, a więc także na koszt pozyskania kapitału. Z jednej strony silnie oddziałuje to na dochodowość biznesu i podaż mieszkań, zwłaszcza budowanych przez małe i średnie firmy deweloperskie; z drugiej: utrudnia klientom sfinansowanie zakupu mieszkania na korzystnych warunkach, poza systemem dopłat. Duża dynamika wzrostu płac też działa obosiecznie: poprawia zdolność zakupową nabywców, jednocześnie podnosi koszt wytworzenia mieszkań.

Konrad Borzęcki, Dyrektor Ekspansji YIT Polska

Trudno jest wskazać jeden czynnik hamujący rozwój budownictwa mieszkaniowego w Polsce. Takich elementów jest wiele i są to czynniki nie tylko bezpośrednio związane z prowadzeniem działalności deweloperskiej, takie jak: dostęp do atrakcyjnych gruntów, brak planów miejscowych czy czasochłonność samego procesu inwestycyjnego, ale również – nadmierna biurokracja, a czasami wręcz nieprzewidywalność urzędów związana z uzyskiwaniem decyzji administracyjnych.

Nie można zapominać jednak o tym, że na działalność deweloperską istotny wpływ mają również czynniki od interesariuszy samego procesu deweloperskiego niezależne. Sytuacja mikro- i makroekonomiczna (stopy procentowe, zdolność kredytowa, wzrost cen materiałów budowlanych, koszty pracy), zmiany legislacyjne czy programy rządowe, a w ostatnich latach również coś, z czym Polska wcześniej nie miała aż tak bezpośrednio do czynienia, czyli dynamicznie zmieniająca się sytuacja geopolityczna związana przede wszystkim z wojną w Ukrainie.

Dopiero kompilacja wszystkich tych elementów pozwala w sposób właściwy spojrzeć na powody takiego, a nie innego tempa rozwoju budownictwa mieszkaniowego w Polsce.

Piotr Baran, Prezes Zarządu PCG

Czynników hamujących rozwój mieszkalnictwa w Polsce jest niestety wiele. Jako branża i firmy członkowskie zrzeszone w Polskim Związku Firm Deweloperskich wciąż apelujemy o wsparcie rządu, zmiany w polityce mieszkaniowej i w przepisach. Nasze stanowisko przedstawione zostało w raporcie „7 grzechów głównych wstrzymujących rozwój budownictwa mieszkaniowego”, opracowanym przez PZFD.

Z punktu widzenia inwestora mogę wymienić kilka najistotniejszych hamulców. Przede wszystkim brakuje gruntów pod zabudowę w miejscach atrakcyjnych do zamieszkania dla potencjalnych nabywców. W działalności PCG z tym problemem borykamy się szczególnie we Wrocławiu. Powstawanie nowych inwestycji blokują też utrudnione, wydłużone procedury administracyjne (m.in. czas wydawania pozwoleń, wymóg dodatkowych uzgodnień i raportów środowiskowych). W przypadku nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków technicznych budynków i wielkiej reformy planowania przestrzennego mamy zdecydowanie zbyt krótkie vacatio legis. Otrzymaliśmy za mało czasu na dostosowanie projektów inwestycyjnych do legislacyjnych zmian.

Zakończę na tym, co zawsze podkreślam w swoich wypowiedziach. Brakuje mechanizmów wspierających podaż mieszkań. Dobrze przemyślanych i zaplanowanych działań długofalowych, które ustabilizowałyby zarówno rynek, jak i ceny lokali oraz zdecydowanie odblokowały powstawanie nowych projektów.

Autor: RynekPierwotny.pl

EDP Renewables wygrywa największy publiczny przetarg w Singapurze na instalację do 200 MWp mocy słonecznej

Firma EDP Renewables (Euronext: EDPR) wygrała 8. fazę programu SolarNova, singapurskiego przetargu publicznego mającego na celu wyłonienie dewelopera rozproszonej energii słonecznej. Przetarg był prowadzony wspólnie przez Singapurską Radę Mieszkalnictwa i Rozwoju oraz Singapurską Radę Rozwoju Gospodarczego.

W ramach projektu firma zobowiązała się do dostarczenia minimalnej mocy 130 MWp z potencjałem docelowym wynoszącym 200 MWp mocy.. Projekt zakłada także instalację ponad 320000 paneli słonecznych w 1075 budynkach mieszkalnych Singapuru i 101 budynkach rządowych, w tym w 55 szkołach publicznych.

Jest to największa inicjatywa w ramach programu SolarNova, inicjatywy rządowej, koncentrującej się na przyspieszeniu wdrażania systemów fotowoltaicznych w Singapurze. EDPR był jedynym deweloperem wybranym w tej fazie do wdrożenia instalacji fotowoltaicznych.

Jest to również trzeci przetarg SolarNova wygrany przez EDPR. Tym razem realizowany projekt okazją do testowania nowych innowacyjnych koncepcji, takich jak zaawansowana regeneracja, która może wydłużyć żywotność panelu słonecznego do pięciu lat i zmaksymalizować jego moc wyjściową.

Dzięki wygranej EDPR aktywnie przyczyni się do realizacji strategicznego celu Singapuru, jakim jest wprowadzenie do systemu do 2030 r. co najmniej 2 GWp energii pochodzącej ze słońca. Odzwierciedla też atrakcyjne możliwości rozwoju EDPR w regionie APAC.

Po pełnym uruchomieniu, projekt będzie łącznie zasilał ponad 50 000 czteropokojowych mieszkań i potencjalnie zmniejszy emisję dwutlenku węgla o ponad 96 000 ton metrycznych rocznie. Energia generowana z paneli słonecznych na budynkach mieszkalnych będzie wykorzystywana, aby zapewnić działanie urządzeń służących wszystkim mieszkańcom w ciągu dnia.

Projekt SolarNova 8 jest potwierdzeniem naszej pozycji wiodącego gracza w dziedzinie odnawialnych źródeł energii w Singapurze. Przynosi jednocześnie korzyści, takie jak nowe miejsca pracy i wzrost gospodarczy. Naszym celem jest wyznaczanie nowych standardów w zakresie innowacji i zarządzania środowiskiem oraz wniesienie znaczącego i celowego wkładu w krajobraz czystej energii w Singapurze – powiedział Pedro Vasconcelos, Dyrektor operacyjny (COO) EDP Renewables APAC .

Krajowym celem klimatycznym Singapuru jest osiągnięcie zerowej emisji netto do 2050 r., a energia słoneczna jest jednym z kluczowych katalizatorów napędzających ten ambitny program. Wygrana w przetargu SolarNova stawia EDPR na czele tej transformacyjnej podróży. Sukces tej inicjatywy podkreśla zaangażowanie firmy w transformację energetyczną, a jednocześnie wpisuje się w singapurską wizję niskoemisyjnej przyszłości. EDP uznaje kluczową rolę innowacji w zakresie energii słonecznej i wspiera wysiłki Singapuru na rzecz dekarbonizacji oraz czystszej, bardziej ekologicznej i zrównoważonej przyszłości.

O Radzie Mieszkalnictwa i Rozwoju (HDB)

Rada ds. Mieszkalnictwa i Rozwoju (HDB) jest singapurskim organem ds. mieszkalnictwa publicznego. Planuje i rozwija singapurskie osiedla mieszkaniowe, budując domy i przekształcając miasta w celu stworzenia wysokiej jakości środowiska życia dla wszystkich. Zapewnia również różne udogodnienia komercyjne, rekreacyjne i społeczne. Obecnie ukończono ponad 1 milion mieszkań w 24 miastach i 3 osiedlach w całym Singapurze. Mieszkania HDB są domem dla około 80% populacji Singapuru, z

czego około 90% posiada je na własność. Więcej informacji o HDB można znaleźć na stronie hdb.gov.sg

O programie SolarNova

Uruchomiony w 2014 r. program SolarNova jest inicjatywą rządu Singapuru, prowadzoną przez Radę Rozwoju Gospodarczego (EDB) i HDB w celu przyspieszenia wdrażania systemów fotowoltaicznych (PV) w Singapurze. W ramach programu SolarNova, HDB łączy zapotrzebowanie sektora publicznego na instalację paneli słonecznych w blokach HDB i obiektach rządowych.

Po przekroczeniu wcześniejszego celu w zakresie pozyskania energii słonecznej na poziomie 220 megawatów mocy szczytowej (MWp) do 2020 r., HDB ogłosiło w 2019 r. nowy, tym razem na poziomie 540 MWp. Ma on zostać osiągnięty do 2030 r. i może przyczynić się do uzyskania 648 GWh czystej energii rocznie. Pozwoli to na realizację krajowych celów w zakresie energii słonecznej na poziomie 1,5 gigawata mocy szczytowej (GWp) do 2025 r. i 2 GWp do 2030 r., zgodnie z Zielonym Planem Singapuru.

Uwaga: EDP Renewables APAC, wcześniej znana jako Sunseap, wygrała dwa z ośmiu przetargów, a mianowicie SolarNova 1 w 2015 r. i SolarNova 4 w 2019 r., umieszczając systemy fotowoltaiczne na około 2400 publicznych budynkach mieszkalnych. Zwycięstwo w SolarNova 8 oznacza trzecią wygraną firmy w tej serii. Program SolarNova wygeneruje szacunkowo 420 GWh energii słonecznej rocznie. Stanowi to około 5% całkowitego zużycia energii w Singapurze lub równowartość zasilania 88 000 mieszkań w budynkach użyteczności publicznej.

Ile konkretów w 100 dni? BCC podsumowuje działania nowego rządu

Pod koniec marca upłynie pierwsze 100 dni rządu Donalda Tuska, który zakładał, że spełni w tym czasie 100 konkretów. Ministrowie Gospodarczego Gabinetu Cieni Business Centre Club ocenili działania nowej władzy w tym okresie.

Legislacja, inwestycje, finanse publiczne, infrastruktura, problemy w spółkach skarbu państwa czy ochrona zdrowia – to tematy poruszane podczas dzisiejszego posiedzenia think tanku BCC. Posiedzenie otworzył przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni, prezes BCC dr Jacek Goliszewski, który zwrócił się do ministrów z prośbą o ocenę dotychczasowych działań rządu i przedstawienie rekomendacji na najbliższe miesiące.

Eksperci oceniając działania nowej władzy, zwrócili uwagę na pozytywny ale także na niespełnione obietnice wyborcze i ryzyka.

Choć nie udało się zrealizować w 100 dni – 100 konkretów, BCC pozytywnie oceniło działania podjęte przez nowy rząd tj. uruchomienie środków z KPO, zapewnienie o prowadzeniu dialogu z przedsiębiorcami, ogłoszenie pakietu deregulacyjnego, prace na rzecz poprawy systemu stanowienia prawa,  uchwalenie ustawy o finansowaniu in vitro z budżetu państwa, szybsze zwroty VAT dla przedsiębiorców oraz odroczenie wejścia w życie KSeF  i z nadzieją patrzy na perspektywę przywrócenia dialogu społecznego, porządku prawnego oraz wdrożenie konkretnych działań mających na celu ułatwieniem prowadzenia firm i poprawę sytuacji polskich przedsiębiorstw (tym samym zwiększenie ich konkurencyjności na europejskim rynku), a także umożliwienie przedsiębiorcom znaczącego udziału w proces obudowy Ukrainy. BCC też po raz kolejny zwróciło uwagę na wzrost znaczenia i konieczność inwestycji w nowe technologie.

Legislacja

Stabilne otoczenie regulacyjne oparte na poprawnej legislacji stanowi podstawę, która umożliwia podtrzymanie wzrostu gospodarczego i inwestycji prywatnych. Tej podstawy brakowało przez ostatnie lata. Przedstawiciele nowego rządu zapowiedzieli szerokie konsultowanie nowych projektów regulacyjnych. Witold Michałek minister ds. procesu stanowienia prawa BCC zwrócił uwagę, że te deklaracje dotyczą jedynie projektów innych niż rządowe (w szczególności poselskich).

  • Nadal brakuje odpowiednich zmian w przepisach Regulaminu Sejmu. Należy przypomnieć, że w Umowie Koalicyjnej trzech zwycięskich komitetów wyborczych, zawarto ważne zapisy, dające szansę poprawy jakości procesu legislacyjnego. W Części I Ustalenia Programowe, m.in. zapisano: p.2 – „ …przeprowadzimy reformę procesu legislacyjnego, otwierając go na szerokie konsultacje społeczne”. Zapis ten nie powinien dotyczyć jedynie projektów na etapie rządowym. Postulat organizacji pracodawców dotyczący konieczności powrotu do przygotowywania założeń projektów aktów normatywnych nie doczekał się jak dotąd pozytywnej reakcji ze strony osób odpowiedzialnych w rządzie za proces legislacyjny – podkreślam ekspert.

Ekspert BCC pozytywnie ocenił pierwszą serię spotkań nowego rządu ze środowiskiem gospodarczym na temat poprawy systemu stanowienia prawa na etapie rządowym, a także

stanowisko wiceministra finansów, który deklarował m.in., że w ministerstwie będą przygotowywane lepszej jakości uzasadnienia do projektów.

Gospodarka

Deklaracje nowego rządu wychodzą naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców – mówił dr Marcin Mrowiec minister gospodarki Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.                                

Brak wypełniania najbardziej kosztownych obietnic przedwyborczych traktuję jako wyraz odpowiedzialności za stan finansów publicznych.

Dużym wyzwaniem dla ministra finansów będzie sfinansowanie potrzeb pożyczkowych na 2024 rok w zdecydowanej większości zdeterminowanych przez poprzedni rząd. Kolejne znaczące wydatki i jeszcze większe zadłużanie byłoby przejawem braku odpowiedzialności. W odpowiedzi inwestorzy żądaliby wyższych odsetek i obsługa długu publicznego byłaby jeszcze bardziej kosztowna.- twierdzi Mrowiec.

– Zmniejszenie „inflacji prawa”, obniżenie uciążliwości kontroli mikroprzedsiębiorców, powołanie zespołu na rzecz reformy prawa gospodarczego – te deklaracje dają nadzieję na uspokojenie „frontu regulacyjnego” oraz konsekwentne wypracowywanie regulacji możliwie najmniej obciążających sektor przedsiębiorstw. Nasza gospodarka minęła „dołek” cyklu koniunkturalnego, zaś kolejne kwartały powinny przynieść systematyczną poprawę dynamiki wzrostu gospodarczego. W najbliższych kwartałach główną siłą napędową wzrostu PKB będzie konsumpcja, natomiast rząd powinien intensywnie działać w kierunku uczynienia inwestycji kołem zamachowym wzrostu gospodarczego w kolejnych latach. Zasadniczym celem nowego rządu powinna być pogłębiona diagnoza przyczyn trwale niskiej stopy inwestycji oraz podjęcie adekwatnych działań zaradczych. Kolejnym najważniejszym wyzwaniem powinno być przełamanie kryzysu demograficznego i wypracowanie polityki imigracyjno-asymilacyjnej. Mając najniższą stopę bezrobocia w Unii Europejskiej powinniśmy ograniczyć skalę transferów socjalnych i skierować je tylko do najsłabszych ekonomicznie grup społecznych, a poczynione oszczędności podzielić pomiędzy ograniczenie wzrostu zadłużania i działania prowzrostowe, w tym odpowiednią jakość usług publicznych – podsumowuje dr Mrowiec Mrowiec.

Natomiast główny ekonomista BCC Stanisław Gomułka zwraca uwagę na konieczność   podjęcia konkretnych działań rządowych stymulujących prywatne inwestycje krajowe i

zagraniczne, szczególnie w obszarze transformacji energetycznej oraz na ograniczenie wzrostu deficytu sektora finansów publicznych z około 6-8 % PKB w roku 2024 do poniżej 3% PKB w latach po roku 2025;

System podatkowy

BCC pozytywnie ocenia odroczenie wejścia w życie KSeF.

  • Cieszy decyzja Ministerstwa Finansów, że KSeF nie stanie się obowiązkowy od połowy roku ani w całym 2024 r. Wskazywane przez BCC i inne organizacje argumenty połączone ze wstępnym audytem stanu przygotowań po stronie MF potwierdzają słuszność tej decyzji. – mówił Michał Borowski minister ds. podatków Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC

Ekspert pozytywnie ocenił także plan reformy w finansowaniu samorządów m.in. poprzez system redystrybucji wpływów podatkowych.

  • To bardzo ważny i długo wyczekiwany krok, gdyż w ostatnich latach jednostki samorządu terytorialnego – z uwagi na wdrażane reformy podatkowe – były sukcesywnie pozbawiane znaczących kwot ich dochodó Ministerstwo Finansów powinno w sposób szczególny zadbać o rozwój inicjatyw mogących realnie wpłynąć na budowanie dialogu z podatnikami. Rozwijając formy tej współpracy warto wrócić do koncepcji mediacji podatkowej. – dodał ekspert.

Infrastruktura

Przewodniczący Związku Pracodawców BCC dr Łukasz Bernatowicz ocenił zmiany w zakresie infrastruktury, dialogu społecznego oraz inwestycji. Bernatowicz pozytywnie ocenił podpisanie pierwszej umowy na dofinansowanie w ramach Krajowego Programu Odbudowy i odniósł się do kwestii ryzyk związanych z terminem wydatkowania tych środków.

  • Na wykorzystanie środków jest czas do 2026 roku, tymczasem Polska otrzymała do tej pory jedynie kilka procent z planowanych 35 mld euro. Prawie trzy lata, kiedy środki z UE, zamiast finansować polskie inwestycje, czekały zamrożone i traciły na wartości. – mówił Bernatowicz.

Ekspert BCC wyraził nadzieję na powrót dialogu społecznego i wprowadzenie właściwego vacatio legis, który zadeklarował Minister Krzysztof Hetman.

Bernatowicz zwrócił też uwagę, że konieczne jest podjęcie pilnych działań mających na celu zwiększenie dostępności gruntów pod budownictwo mieszkaniowe oraz wydłużenie terminów regulacji.

Populistyczna nowelizacja autorstwa rządu Prawa i Sprawiedliwości doprowadzi do drastycznego ograniczenia możliwości zabudowania działek budowlanych. Nowe regulacje wprowadzane są w drastycznie krótkim terminie, co uniemożliwia dostosowanie projektów mieszkaniowych będących w toku. Jako działanie minimum niezbędne jest wydłużenie terminu wejścia w życie tych regulacji do września 2024 r.

Deweloperzy otrzymali zgodę na budowę ponad 40 tysięcy mniej mieszkań niż rok wcześniej (spadek o 20%). To świadczy o strukturalnych problemach z podażą gruntów  i zwiastuje przyszłe, jeszcze większe trudności z dostarczaniem nowych mieszkań na rynek. Mniej pozwoleń oznacza bowiem mniejszą szansę na bieżące uzupełnianie oferty i rozpoczynanie nowych inwestycji. – podkreślał Łukasz  Bernatowicz.

Spółki Skarbu Państwa

Dr Grażyna Magdziak – minister ds. majątku państwowego pozytywnie oceniła zmiany w spółkach państwowych, które w ostatnim okresie realizowały wiele działań niezwiązanych z ich podstawowym przedmiotem działalności i wspierały cele polityczne poprzedniego rządu.

Obecnie identyfikowane są takie poczynania w celu tworzenia narzędzi maksymalnie niwelujących negatywne skutki takich działań. Konieczny jest szczegółowy przegląd zasobu spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa. Obecnie tylko część spółek państwowych  nadzorowana jest bezpośrednio przez Ministerstwo Aktywów Państwowych, KPRM, lub inne ministerstwa bądź centralne instytucje państwowe. Większa ich część jest natomiast własnością Skarbu Państwa w formie pośredniej stanowiąc własność różnych państwowych agencji, funduszy lub dużych korporacji i holdingów. Bardzo zróżnicowany jest również udział Skarbu Państwa w ich strukturze kapitałowej. Przeprowadzony przegląd ten powinien dać odpowiedź, które z tych spółek powinny nadal stanowić majątek państwowy, a które stanowić mają przedmiot działań dezinwestycyjnych oraz w jakiej formie winny te działania być dokonane. – podkreślała ekspertka BCC.

Ochrona Zdrowia

Anna Janczewska – minister ds. systemu ochrony zdrowia Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC pozytywnie oceniła uchwalenie ustawy o finansowaniu in vitro z budżetu państwa oraz projekt Ministerstwa Zdrowia –  „Bezpieczna, świadoma ja”.

. Program będzie realizowany od 1 czerwca tego roku i corocznie ma być przeznaczane na ten cel nie mniej niż 500 mln zł.

  • Jest to realizacja pierwszego punktu ze 100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów KO. To duży sukces koalicji rządowej, który umożliwi wielu parom posiadanie upragnionego dziecka, bez konieczności pokrywania wysokich kosztów tej procedury. Ustawa ta  stwarza warunki do dodatkowego wzrostu liczby urodzeń w Polsce, która spada już systematycznie od 2017 roku. – podkreśliła ekspertka, zwraca uwagę na konieczność wprowadzenia do szkół edukacji prozdrowotnej.

Projekt Bezpieczna Ja obejmuje m.in. nieinwazyjne badania prenatalne dla wszystkich, akcje edukacyjne dotyczące onkopłodności, promocja szczepień przeciwko HPV dla dzieci, zmiany w przepisach ogólnych warunkach umów NFZ z oddziałami ginekologiczno-położniczymi                i zapewniania zgodnie z polskim prawem terminacji ciąży. Program ma ruszyć 1 czerwca tego roku.

Program „Laptop dla ucznia” wstrzymany. W tle zarzuty prokuratorskie

Zapowiadane przez rząd wstrzymanie programów „Laptop dla ucznia” i „Laptop dla nauczyciela”, których celem miało być wsparcie rozwoju kompetencji cyfrowych, jest symptomatycznym epilogiem niezrealizowanej inicjatywy rządu PIS. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zawiadomił Prokuraturę Okręgową w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przy przetargu dotyczącym zakupu sprzętu w ramach programu.

Kolejny nieodpowiednio przygotowany projekt

Celem ubiegłotygodniowego posiedzenia Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii oraz Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży miało być między innymi przedstawienie  merytorycznych podstaw wdrożenia programów „Laptop dla ucznia” i „Laptop dla nauczyciela”, oraz analizy związanej z wyborem rodzaju sprzętu i oczekiwanego wpływu na efekty kształcenia.

Niestety zabrakło merytorycznych wniosków a całe spotkanie zdominował spór polityczny. Z relacji wiceministrów resortów Edukacji Narodowej oraz Cyfryzacji wyłonił się natomiast przygnębiający obraz skali niewłaściwego przygotowania całego programu zarówno od strony strategicznej, organizacyjnej, jak i edukacyjnej.

Autorom i realizatorom projektu zarzucono: rozdawnictwo przedwyborcze i socjalny charakter programu, który tylko w założeniach miał wzmacniać edukację cyfrową.

Zapowiedziane wstrzymanie programu przez nowy rząd ze względu na brak zgody Komisji  Europejskiej na sfinansowanie projektu jest epilogiem tej inicjatywy.

– Wiele wskazuje na to, że program „Laptop dla ucznia” był tylko programem przedwyborczym poprzedniej ekipy rządowej. Błędy powinny być skorygowane. Złe decyzje administracyjne urzędników zapewne znajdą swój finał w sądzie. Nie możemy jednak sobie pozwolić na wylanie dziecka z kąpielą (ucznia z laptopem). Charakter programu, do tej pory faktycznie tylko socjalny, powinien zostać pilnie i racjonalnie zmodyfikowany albo wręcz stworzony na nowo. – twierdzi Wojciech Płażalski ekspert BCC ds. telekomunikacji i inwestycji w rozwój cyfrowy.

Mam nadzieję, że zmodyfikowany program „Cyfrowy uczeń” okaże się niezbędnym racjonalnym i przemyślanym projektem, który otrzyma wsparcie z finansowania unijnego, a jednocześnie będzie faktycznie działał na rzecz poprawy zawstydzających statystyk Polski w realizacji celów „Cyfrowej dekady UE” w wymiarze edukacji – podsumowuje ekspert BCC.

Zdaniem ekspertów BCC z satysfakcją należy ocenić zapowiedź Ministra Gawkowskiego o planach wdrożenia do programów nauczania klas 1-3 zagadnień związanych z higieną  cyfrową.

Nie możemy pozwolić, aby najmłodsze pokolenia w sposób bezrefleksyjny, a w efekcie szkodliwy, korzystały z nowych technologii. Mam nadzieję, że do pracy nad praktycznym wymiarem przyszłych zajęć dla najmłodszych uczniów, zostaną zaangażowani specjaliści,  a nie tylko bezkrytyczni entuzjaści AI i nowych technologii – podsumowuje Wojciech Płażalski. 

Korekta na złotym

Wczorajszy dzień był kolejnym dniem testowania ważnego poziomu 4,30 zł na EURPLN. Po danych z USA doszło nawet do przebicia tej bariery, ale bardzo szybko wróciliśmy wyraźnie powyżej.

Słabsze dane dla dolara

Wczorajsze dane z USA składały się realnie z rewizji danych o PKB. Publikowano co prawda również liczbę wniosków o kredyt hipoteczny oraz saldo obrotów towarowych, ale nie są to odczyty, które powodują rewolucje na rynkach walutowych. Sama rewizja danych na temat PKB była dziwnie przyjęta przez rynek. Finalne dane były bowiem lepsze od wstępnych. Symbolicznie, ale zawsze jednak lepsze. Rynek jednak oczekiwał znacznie większego przełomu. W rezultacie pomimo pozytywnego odczytu kurs dolara był w odwrocie. Jak silny był przepływ kapitału do Europy, widać było na kursie złotego. Umacniał się on wraz z odbiciem na dolarze. Tam jednak doszło do próby przebicia wieloletniego trendu technicznego. O tym, jak te poziomy były silne, najlepiej świadczy to, że kurs mimo napływu kapitału do Europy, odbił się jak poparzony i wyskoczył o ponad dwa grosze w górę.

Nowa Zelandia nie zmienia stóp procentowych

Wczoraj w nocy mieliśmy decyzję w sprawie stóp procentowych w Nowej Zelandii. Nie doszło do zmian. Co ciekawe, rynek czekał na podwyżkę stóp, co jest sporą zmianą względem oczekiwań w innych krajach. Najlepszym dowodem na to, że to właśnie tego oczekiwali inwestorzy, była reakcja rynków. Po samej decyzji dolar nowozelandzki zaczął gwałtownie tracić względem swojego amerykańskiego kolegi. Kurs spadł bowiem o ponad 1%, co dla tej pary walutowej jest wyjątkowo dużą zmianą. W komentarzu do decyzji pojawiła się informacja, że pomimo braku wzrostów bank nie spodziewa się obniżek przed 2025 rokiem. Z drugiej strony oczekiwania inflacyjne mają spadać, przez co nie była konieczna podwyżka stóp.

Szaleństwo na kryptowalutach trwa

Jeszcze w poniedziałek za jednego bitcoina płacono 51 000 dolarów, co niektórzy i tak uważali, że to wysoka wycena. Dzisiaj jednak po raz kolejny sięgnęliśmy 63 000 dolarów. Oznacza to przeszło 20% wzrostu w tym tygodniu, a zostały jeszcze dwa dni… Na rynku jesteśmy na etapie, w którym emocje wzięły górę. Powszechne jest przekonanie, że kryptowaluty idą na szczyty wszechczasów. Brakuje co prawda jeszcze około 10%, ale widząc szybkość tego ruchu, wielu entuzjastów tego rynku zastanawia się, nie czy dojdzie do wybicia rekordu, ale jakiego. Z drugiej strony obecnie brak chętnych do sprzedaży powoduje, że relatywnie małe środki mocno podnoszą cenę. Pytanie, co stanie się z rynkiem, jak ktoś będzie chciał zrealizować duży pakiet na górce. Tę refleksję obecnie przesłaniają emocje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:45 – USA -indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl