Gospodarcze powiązanie obiektów nie może decydować o opodatkowaniu ich jako całości

Jeśli poszczególne obiekty, z których każdy posiada cechy pozwalające uznać go za odrębny przedmiot opodatkowania, są wykorzystywane do osiągnięcia konkretnego celu gospodarczego i z tego powodu zostały funkcjonalnie połączone, to nie można z nich tworzyć jednego przedmiotu opodatkowania podatkiem od nieruchomości. Tak orzekł sąd w Gdańsku uchylając interpretację indywidualną organu podatkowego, który chciał opodatkować podatkiem od nieruchomości całość instalacji wykorzystywanej przez firmę w swojej działalności.

Działania skarbówki sprzeczne z Konstytucją RP

Przedsiębiorcy na co dzień muszą walczyć z praktyką organów podatkowych, które zawyżają stawki opodatkowania posiadanych przez nich nieruchomości tylko dlatego, że należą właśnie do nich, czyli do podmiotów prowadzących działalność gospodarczą. Działania fiskusa są tak powszechne, że wypowiedział się w ich sprawie sam Trybunał Konstytucyjny. W wyroku z 24 lutego 2021 r. potępił takie działania orzekając, że interpretowanie przepisów ustawy o podatkach i opłatach lokalnych w ten sposób, że o związaniu gruntu, budynku lub budowli z prowadzeniem działalności gospodarczej decyduje wyłącznie posiadanie tych nieruchomości przez przedsiębiorcę lub inny podmiot prowadzący działalność gospodarczą, jest sprzeczne z Konstytucją RP (sygn. akt SK 39/19).

Organy chcąc respektować wyrok Trybunału, ale jednocześnie nie rezygnować z poboru wyższych wpływów z opodatkowania, innymi ścieżkami starają się zawyżać stawki danin obciążających należące do przedsiębiorców nieruchomości.

Zespół niezależnych elementów tworzących całość

Spółka akcyjna zobowiązała się do wykonania konstrukcji węzła betoniarskiego. Węzeł składa się z wielu niezależnych od siebie elementów – urządzenia głównego i szeregu instalacji uzupełniających. Ten zespół urządzeń stanowi użytkową całość, powiązaną funkcjonalnie do celów produkcji betonu. Jednak poszczególne jego elementy mogą stanowić samodzielne konstrukcje, spełniające odrębne funkcje, mogą być demontowane bez istotnej zmiany dla całości węzła i utraty jego funkcji.

Spółka stała na stanowisku, że obiekt ten należy kwalifikować jako zespół pojedynczych, niezależnych od siebie elementów, stąd i każdy z nich powinien być odrębnie oceniany z punktu widzenia podatkowego. Zdaniem przedsiębiorcy, tylko fundamenty pod maszyny i urządzenia, jako odrębne pod względem technicznym części przedmiotów składających się na całość użytkową, które zostały wprost wskazane w art. 3 pkt 3 ustawy Prawo budowlane, spełniając definicję budowli, podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości. Pozostałe elementy nie są bowiem trwale związane z gruntem, mogą być dowolnie i bez żadnego uszczerbku demontowane i przenoszone w inne miejsce i w dalszym ciągu będą spełniać swoje funkcje.

W opinii organu to jedna, podlegająca opodatkowaniu budowla

W opinii organu podatkowego, wykazanie związku techniczno-użytkowego danej konstrukcji pozwala na objęcie jej podatkiem od nieruchomości jako budowli, o której mowa w art. 2 ust. 1 pkt 3 w zw. z art. 1a ust. 1 pkt 2 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, jako dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej urządzenie budowlane związane z obiektem budowlanym, które zapewniają możliwość użytkowania obiektu zgodnie z jego przeznaczeniem. Ponieważ wskazany przez spółkę węzeł betoniarski stanowi zespół urządzeń powiązanych funkcjonalnie do celów produkcji betonu, to spełnia on definicję budowli w rozumieniu ww. przepisu. Powinien więc w całości być kwalifikowany jako podlegająca podatkowi od nieruchomości budowla związana z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Kolejny precyzyjny wyrok TK na korzyść przedsiębiorców, o którym zapominają organy

Spółka zaskarżyła tę interpretację organu. Powołała się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2017 r., w którym TK stwierdził, że na potrzeby opodatkowania podatkiem od nieruchomości przesądzającym nie może być związek funkcjonalny połączonych w obiekt elementów. Również w wyroku z 26 stycznia 2022 r., sygn. akt III FSK 2135/21, Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że niedopuszczalne jest wyodrębnianie przedmiotu opodatkowania, nie ze względu na jego fizyczne właściwości, a z uwagi na połączenie techniczno-użytkowe. Jednym przedmiotem opodatkowania może być wyłącznie to, co wchodzi w jego skład i nie może być od niego odłączone bez uszkodzenia lub istotnej zmiany, któregoś z rozłączonych przedmiotów.

Związek gospodarczy nie może mieć znaczenia dla istnienia obowiązku podatkowego

WSA w Gdańsku stanął po stronie spółki. Przywołując wyroki NSA z 5 maja 2022 r., sygn. akt III FSK 2141/21 oraz III FSK 4165/21 i z 7 kwietnia 2022 r., sygn. akt III FSK 419/21, wskazał, że z punktu widzenia obowiązku podatkowego znaczenie ma nie tyle fakt gospodarczego powiązania zespołu obiektów, ile to, czy poszczególne elementy stanowią jeden przedmiot materialny, samoistny pod względem technicznym. W przedmiotowej sprawie, spółka wskazała na odrębność poszczególnych elementów węzła, natomiast organ podatkowy potraktował je jako tworzące węzeł całość.

Sąd zgodził się z przedsiębiorcą, że w swoim wyroku z 2017 r. TK wyraźnie stwierdził, iż związek funkcjonalny nie może mieć znaczenia dla istnienia obowiązku podatkowego. A argumentacja organu na takim właśnie związku została oparta. Organ powiązania techniczno-użytkowe obiektu wziął za decydujące dla uznania go za jeden obiekt budowlany, podlegający opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości jako budowla. Uchylając zaskarżoną interpretację organu podatkowego gdański sąd podkreślił, że w przypadku złożonych konstrukcji gospodarczych o kwalifikacji do opodatkowania jako jeden obiekt budowlany powinno decydować to, czy wszystkie jej elementy składają się na jeden wyodrębniony fizycznie przedmiot materialny. Jeśli tak będzie, wówczas jeden element wyodrębniony spośród reszty będzie mógł zostać potraktowany jako przedmiot opodatkowania – jako budynek lub jako budowla.

„Nawet, jeżeli poszczególne pod względem fizycznym obiekty, z których każdy spełnia cechy pozwalające uznać go za odrębny przedmiot opodatkowania, są wykorzystywane do osiągnięcia konkretnego celu gospodarczego i z tego powodu zostały funkcjonalnie połączone (np. za pomocą rur, kabli, szyn, taśmociągów), nie można tworzyć z ich sumy jednego przedmiotu opodatkowania, w rozumieniu art. 2 ust 1 u.p.o.l.” (wyrok WSA w Gdańsku z 17 stycznia 2023 r., sygn. akt I SA/Gd 975/22).

Podsumowanie

W omawianej sprawie sąd słusznie przyjął interpretację korzystną dla przedsiębiorcy. Linia orzecznicza jest ugruntowana i wyraźnie uznaje za niedopuszczalne wyodrębnianie przedmiotu opodatkowania z uwagi na jego połączenie funkcjonalne, zamiast adekwatnie do jego fizycznych właściwości. Sprawa potwierdza tylko, że organy często wybierają pro fiskalną wykładnię prawa podatkowego, stojąc na straży interesu Skarbu Państwa. Zwłaszcza gdy po drugiej stronie barykady stoi przedsiębiorca. Jak widać, podatnicy mogą się jednak skutecznie bronić, chroniąc interes swój i swojej firmy.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Kontynuacja słabości dolara

Po wielu dniach konsekwentnego umacniania się względem euro dolar przyjął dwa silne ciosy. Jeden z FED w środę i wczoraj z EBC. Szwajcarzy nie zaskoczyli rynków, za to Norwedzy niespodziewanie podnieśli stopy procentowe.

EBC zaskoczył

Europejski Bank Centralny dołączył do grona banków, w których decyzje są mniej znaczące niż konferencje prasowe. Co w sumie jest dość zdrowe z perspektywy przewidywalności rynków. Problem w tym, że zdaniem wielu komentatorów EBC, delikatnie mówiąc, mija się z oczekiwaniami. Brak zmian stóp procentowych, utrzymanych na poziomie 4,5%, nikogo nie zaskoczył. Zaskakująca była natomiast twarda deklaracja utrzymywania przez „odpowiednio długi czas” stóp procentowych na obecnym poziomie. Celem oczywiście jest 2% inflacja w średnim okresie. Dlaczego jest to takim zaskoczeniem? Wielu analityków wskazuje, że sytuacja gospodarcza w strefie euro wymusi obniżki stóp procentowych znacznie szybciej. Spowalniająca gospodarka potrzebuje bowiem dodatkowego tlenu, tym tlenem jest tańszy pieniądz. W rezultacie euro znów odbiło w górę. Powodem był fakt, że inwestorzy spodziewali się podobnego komunikatu jak w USA i zapowiedzi obniżek. Skoro otrzymali perspektywę dłuższego utrzymywania się obecnych poziomów, to rynki kupują euro.

Pozostałe banki centralne

Szwajcaria również nie zmieniła stóp procentowych. Główna stopa pozostała na poziomie 1,75%. Biorąc pod uwagę, że od czerwca inflacja znajduje się poniżej 2%, można oczekiwać, że mimo tego, że na tle innych państw jest to bardzo tani pieniądz, jest on na wystarczająco wysokim poziomie. Znacznie ciekawiej jest jednak w Norwegii. We wrześniu inflacja spadła w ujęciu rocznym do 3,3% i wydawało się, że idziemy w dobrą stronę. Obecnie po październikowym i listopadowym odbiciu ceny rosną już o 4,8%. W rezultacie by ratować sytuację, podniesiono wczoraj główną stopę procentową z 4,25% na 4,5%. Po tej decyzji byliśmy świadkami gwałtownego umocnienia korony norweskiej względem kursu euro.

Dane z USA

Wczorajsze lepsze dane ze Stanów Zjednoczonych utonęły w tle konferencji EBC. Sprzedaż detaliczna rosła w ujęciu miesięcznym o 0,3%, wobec oczekiwanego symbolicznego spadku. Z kolei liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do 202 tysięcy. Są to obiektywnie dobre poziomy, aczkolwiek część analityków wskazuje na pewne cuda statystyczne na rynku pracy. Spadek bezrobocia jest bowiem większy niż wzrost liczby nowych miejsc pracy, co może sugerować, że pewna grupa osób niemogących znaleźć pracy w ogóle zniknęła z rynku a tym samym ze statystyk. Nie zmienia to faktu, że takie odczyty w standardowych warunkach powinny przekładać się na umocnienie euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikację indeksów PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ranking Rzetelności Konsumentów: Małopolska najrzetelniejszym regionem w Polsce. Dolny Śląsk na dnie

W województwach małopolskim, podkarpackim i świętokrzyskim niezmiennie znajdziemy najsumienniej płacących rachunki konsumentów. W aktualnym Rankingu Rzetelności Konsumentów Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i Rzetelnej Firmy widać również tych, którzy nie mogą przypisać sobie tej cechy. Zaliczają się do nich mieszkańcy Pomorza, Warmii i Mazur oraz Dolnego Śląska.

Rzetelna Firma oraz Krajowy Rejestr Długów ponownie oceniły rzetelność polskich konsumentów, analizując nie tylko łączne kwoty zadłużenia w poszczególnych regionach, lecz także uwzględniając ich wielkość i zaludnienie. Eksperci porównali łączny dług w każdym województwie, ale w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców, średnią wartość zaległości statystycznego dłużnika w każdym z nich oraz wielkość odsetka osób zadłużonych wśród wszystkich mieszkańców.

– Stworzyliśmy obiektywny wskaźnik, który pozwala na uzyskanie kompleksowego obrazu rzetelności konsumentów w poszczególnych obszarach kraju. To pozwala na identyfikację regionów charakteryzujących się lepszą lub gorszą dyscypliną finansową. Wysokie miejsce w rankingu wskazuje, że konsumenci danego obszaru są bardziej rzetelni w regulowaniu swoich zobowiązań finansowych – wyjaśnia Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Geografia rzetelności – od Małopolski po Podlasie

Skład najbardziej rzetelnej piątki województw w rankingu od marcowej edycji się nie zmienił, jednak doszło do wymiany miejsc między liderami. Województwo podkarpackie oddało I miejsce małopolskiemu, świętokrzyskie utrzymało swoją pozycje na 3 miejscu. Podlasie spadło o jedno miejsce, a awans na 4 miejsce zaliczyła Wielkopolska. Porównując obecne zestawienie do poprzedniego, największą różnicę widać w średnim zadłużeniu statystycznego dłużnika wpisanego do KRD – w podlaskim wzrosło o 1909 zł, w podkarpackim o 1747 zł, w świętokrzyskim o 1447 zł, w Małopolsce o 1163 zł i Wielkopolsce zaledwie o 565 zł.

Na pozycję lidera konsumenckiej rzetelności wysunęli się mieszkańcy województwa małopolskiego – jako jedyni w rankingu przekroczyli próg 40 punktów. Wśród Małopolan znajdziemy 4,36 proc. dłużników, zadłużenie na tysiąc mieszkańców wynosi 864 tys. zł, a na jednego dłużnika przypada średnio niecałe 20 tys. zł. Na drugim miejscu z 39 punktami znalazło się Podkarpacie, gdzie odnotowano najniższy odsetek zadłużonych wśród mieszkańców, zaledwie 3,45 proc. Na tysiąc mieszkańców przypada tu 697 tys. zł zadłużenia, a statystyczny dłużnik ma do spłaty średnio 20 tys. zł. Podium zamyka województwo świętokrzyskie, w którym żyje 5 proc. nierzetelnych konsumentów spośród wszystkich zamieszkujących ten region. Dług na tysiąc mieszkańców wynosi milion złotych, a na jedną osobę przypada średnio 20 tys. zł, czyli tyle samo co w pozostałych najbardziej rzetelnych województwach. Ten wynik przyniósł mu 37 punktów w Rankingu Rzetelności Konsumentów.

Dolny Śląsk niezmiennie na dnie

Niechlubna piątka również nie zmieniła swojego składu, różnicę widać jedynie w miejscu 4 i 5 od końca. Dolny Śląsk zajmuje niezmiennie ostatnie miejsce, Warmia i Mazury pozostały na przedostatniej pozycji, Pomorze utrzymało trzecie miejsce od końca. Jedynie konsumenci z województwa zachodniopomorskiego pogorszyli swoją sytuację i w aktualnym rankingu znaleźli się na czwartym miejscu od końca, a na ich marcowe piąte miejsce awansowali mieszkańcy kujawsko-pomorskiego.

Mieszkańcy Dolnego Śląska zdobyli zaledwie 8 punktów, na tysiąc mieszkańców przypada tutaj 1,8 mln zł nieopłaconych rachunków. Dłużnicy stanowią aż 9 proc. spośród wszystkich tu zamieszkałych.

Długi a demografia

– Bardzo często w takich rankingach ostatnie miejsca zajmują te najbardziej ludne. W tak dużych skupiskach ludności łączne zadłużenie dłużników jest zawsze największe, zatem od lat jako najmniej rzetelni byli wymieniani mieszkańcy województw śląskiego i mazowieckiego. A zaraz za nimi wielkopolskiego, małopolskiego i dolnośląskiego. Tymczasem, jeśli zrelatywizować te wskaźniki, okazuje się że sytuacja w nich nie jest w cale zła. Oczywiście poza Dolnym Śląskiem. Ale Małopolanie z drugiej strony są wzorem płatniczej rzetelności – komentuje Katarzyna Starostka.

Z kolei Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, zwraca uwagę na inny ciekawy wniosek wynikający z analizy rankingu.

– Pięć najbardziej rzetelnych województw leży na terenach dawnej Rzeczpospolitej, na których ludność jest osiadła od stuleci. Piątka najbardziej nierzetelnych zlokalizowana jest na ziemiach przejętych po II wojnie światowej i zamieszkałych przez ludność napływową. To pokazuje, jak duży wpływ na nasze zachowania mają więzi lokalne. Tam, gdzie ludzie się znają od pokoleń, znacznie większą uwagę przykłada się do opinii sąsiadów i nie robi rzeczy, które nie są społecznie akceptowane. Np. nie robi się długów. A z drugiej strony to pokazuje też, jak długo te więzi muszą się budować. Wszak od zakończenia wojny minęło prawie 80 lat i na świat przyszło już kilka urodzonych na tych terenach pokoleń – dodaje Adam Łącki.

EBC tłumi oczekiwania na obniżki stóp. Kurs euro umacnia się

Lagarde podczas wczorajszej konferencji prasowej starała się stłumić oczekiwania rynkowe na obniżkę stóp procentowych co w pewnym stopniu jej się udało. Było to odzwierciedlone w umacniającym się kursie euro. Jednocześnie prezeska EBC wyraziła optymizm co do perspektyw inflacji. Stopy procentowe w strefie euro nie uległy zmianie po raz kolejny. BoE brzmiał jastrzębio i umocnił GBP. Z kolei frank szwajcarski stracił a mocno zyskała korona norweska, co było pokłosiem restrykcyjnego nastawienia Norges Banku.

Przed wczorajszym posiedzeniem rynki finansowe w pełni wyceniły pierwszą obniżkę stóp proc. o 25 punktów bazowych w marcu 2024 roku. Łącznie oczekiwano cięć o 150 pb do końca przyszłego roku. Taka interpretacja nie podobała się przedstawicielom europejskiego banku. Stłumienie tych spekulacji okazało się skuteczne a w efekcie kurs EUR/USD urósł prawie do poziomu 1,10 i wyrównał szczyt wyznaczony pod koniec listopada.

Lagarde nie mówiła już, że inflacja pozostanie „zbyt wysoka przez zbyt długi czas”. Wyjaśniła również, że w przeciwieństwie do Rezerwy Federalnej, Rada Prezesów EBC nie dyskutowała wczoraj o obniżkach stóp procentowych. Podkreśliła również silny wzrost płac, który napędza krajową inflację, oraz że EBC nie obniży swojej czujności.

Podczas konferencji podkreślono jednocześnie, że bazowa miara inflacji była ostatnio niższa od prognoz. Podczas odpowiedzi na pytania prezeska EBC nie powtórzyła stwierdzenia, że stopy pozostaną na obecnym poziomie przez kilka kwartałów. Bank prognozuje, że inflacja oraz wskaźnik „core” spadnie w horyzoncie prognozy do celu na poziomie 2 proc. Ostatnie niższe odczyty CPI ze strefy euro (2,4 proc. r/r) to efekt m.in. niższych cen usług.

Mimo wszystko spadki inflacji będą ograniczane przez wciąż silny wzrost płac, co dostrzega EBC, zatem stopy proc. pozostaną prawdopodobnie na podwyższonym poziomie dłużej a pierwsza obniżka raczej będzie mieć miejsce później niż start cyklu luzowania, który planuje Rezerwa Federalna.

Dobrą sesję ma za sobą również funt szterling. Zgodnie z oczekiwaniami Bank Anglii pozostawił wczoraj stopy procentowe na niezmienionym poziomie (5,25 proc.) Co ważniejsze, w przeciwieństwie do Fed, w dalszym ciągu podkreślał ryzyko inflacji. Para GBP/USD urosła do najwyższego poziomu od sierpnia br. i ustanowiła lokalny szczyt w okolicach 1,2790. BoE nie pokusił się o wykorzystanie znacznego spadku inflacji jako okazji do odejścia od ostrożnego nastawienia. Gubernator Andrew Baily przyznał, że nie można jeszcze z całkowitą pewnością stwierdzić, że stopy procentowe osiągnęły szczyt. Jednocześnie otwarcie przyznał, że w BoE nie odbyła się żadna dyskusja na temat obniżek, ponieważ jest jeszcze za wcześnie na taki ruch łagodzący warunki monetarne. Rynek odebrał decyzję oraz słowa prezesa banku jako zdecydowanie „jastrzębie” co wzmocniło wycenę funta.

Frank szwajcarski stracił (głównie do euro) po decyzji SnB o utrzymaniu poziomu kosztu pieniądza na tym samym poziomie 1,75 proc. Prezes SNB Thomas Jordan zwrócił wczoraj uwagę, że bank centralny „nie skupia się już na sprzedaży walut obcych”. W II kwartale instytucja w celu sztucznego wsparcia CHF sprzedała rezerwy walutowe o wartości ponad 40 mld CHF. Projekcje banku dotyczące inflacji zostały obniżone i zbliżają się do docelowego przedziału SnB 0-2 proc. Wczoraj kurs EUR/CHF urósł w momencie decyzji a wzrosty przyspieszyły popołudniu, kiedy do głosu doszedł EBC.

Z kolei wciąż mocno restrykcyjne nastawienie wykazuje Norges Bank. Stopy procentowe w Norwegii zostały podniesione o 25 punktów bazowych do 4,5 proc. Co więcej, według przedstawicieli instytucji prawdopodobnie pozostaną one na tym poziomie przez jakiś czas – do jesieni 2024 r. Dalsze podwyżki nie zostały w pełni wykluczone. Jednocześnie nie skreślono też scenariusza wcześniejszych obniżek, gdyby norweska gospodarka wyraźnie spowolniła lub inflacja spadła mocniej niż wskazują na to projekcje. Spadek kursu EUR/NOK do 11,50 był zdecydowany i dynamiczny. Konferencja prasowa EBC nie zdołała trwale podbić kursu i aktualnie notowania znajdują się w obrębie wczorajszych minimów.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Murapol debiutuje na GPW. Spółka wyceniona na 1,35 mld zł

Debiut MURAPOL na GPWAkcje Murapol S.A., jednego z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, od dzisiaj notowane są na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Debiut na warszawskim parkiecie jest zwieńczeniem oferty publicznej akcji, której wartość sięgnęła około 404 mln zł. Kapitalizacja Spółki, wynikająca z ostatecznej ceny akcji sprzedawanych w ofercie, wynosi około 1,35 mld zł.

Zarząd MURAPOL - debiut na GPWKomentując dzisiejsze wydarzenie, Nikodem Iskra, prezes Grupy Murapol, powiedział:

„Od ponad 22 lat Grupa Murapol z sukcesem współtworzy polski rynek mieszkaniowy, a dzisiaj dołącza do grona spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. To dla nas szczególny dzień – rozpoczynamy nowy etap w rozwoju naszej firmy, z nowymi akcjonariuszami na pokładzie. Są wśród nich zarówno inwestorzy zagraniczni, jak i krajowe fundusze oraz spore grono inwestorów indywidualnych. Giełda to krok niewątpliwie otwierający nowe możliwości rozwoju, zwłaszcza w relacjach z rynkami finansowymi i akcjonariuszami spółki. Rozmowy w trakcie oferty, konfrontacja naszej wizji rozwoju, tego co Murapol wyróżnia, z rynkowymi oczekiwaniami, utwierdziły nas w przekonaniu, że zmierzamy we właściwym kierunku. Uważamy, że przychylność rynku i zainteresowanie naszym biznesem przyniosły sukces oferty. Posiadamy liczne przewagi konkurencyjne, w tym ugruntowaną pozycję rynkową, ofertę produktową skierowaną do szerokiego grona klientów oraz sprawdzony model biznesowy, który okazał się skuteczny także w okresie zmiennej koniunktury. Mamy także jasną strategię dalszego rozwoju Grupy Murapol, która wierzymy, że umożliwi nam budowanie wartości dla wszystkich akcjonariuszy.”

Podsumowanie oferty publicznej akcji Murapol S.A. („Oferta”):

  • Ostateczna liczba akcji oferowanych w Ofercie wyniosła 12.240.000 (w tym 1.224.000 akcji stabilizujących), co stanowi 30% kapitału zakładowego Murapol S.A. („Spółka”). Oferta obejmowała wyłącznie istniejące akcje, sprzedawane przez większościowego akcjonariusza Spółki, tj. AEREF V PL Investment S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”), podmiot należący do funduszy Real Estate zarządzanych przez Ares Management („Ares”), wiodącego globalnego menadżera zarządzającego inwestycjami alternatywnymi.
  • Ostateczna cena akcji oferowanych dla inwestorów indywidualnych oraz ostateczna cena akcji oferowanych dla inwestorów instytucjonalnych została ustalona na poziomie 33 zł za jedną akcję. Łączna wartość Oferty wyniosła tym samym około 404 mln zł, a wynikająca z ustalonej ceny akcji kapitalizacja Spółki wynosi około 1,35 mld zł.
  • Inwestorom indywidualnym przydzielono 855.000 akcji (tj. około 7% ostatecznej liczby akcji oferowanych), a do inwestorów instytucjonalnych trafiło łącznie 11.385.000 akcji. Średnia stopa redukcji zapisów złożonych przez inwestorów indywidualnych wyniosła 84,63%.
  • Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w Ofercie uczestniczyli również członkowie Zarządu oraz niektórzy członkowie Rady Nadzorczej, którzy nabyli akcje Spółki.
  • W związku z Ofertą Akcjonariusz Sprzedający powołał Biuro Maklerskie Pekao do pełnienia roli menadżera stabilizującego w celu umożliwienia dokonywania działań stabilizujących cenę rynkową akcji Spółki poprzez nabywanie akcji Spółki na GPW. Działania stabilizacyjne będą mogły objąć nie więcej niż 10% ostatecznej liczby akcji oferowanych (tj. nie więcej niż 1.224.000 akcji) i będą mogły być dokonywane jedynie w okresie 30 dni kalendarzowych od dnia pierwszego notowania akcji Spółki (włącznie).
  • Spółka, Akcjonariusz Sprzedający, jak również członkowie Zarządu oraz określeni członkowie Rady Nadzorczej w odniesieniu do akcji Spółki, które będą posiadać po przeprowadzeniu Oferty, zobowiązali się, że nie będą oferować ani sprzedawać akcji Spółki od daty zobowiązania do upływu okresu 360 dni (a w przypadku Hampont 540 dni) od dnia pierwszego notowania akcji Spółki, z pewnymi zwyczajowymi wyłączeniami (umowy lock-up).
  • Erste Group Bank AG, Erste Securities Polska S.A., Pekao Investment Banking S.A., Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie oraz Banco Santander S.A. pełnili rolę Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu. Biuro Maklerskie Pekao pełniło rolę Firmy Inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej akcji oferowanych oraz Współprowadzącego Księgę Popytu i Menadżera Stabilizującego. Erste Securities Polska S.A. i Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełnili również rolę firm inwestycyjnych współpośredniczących w ofercie publicznej.
  • Niezależnym doradcą finansowym Spółki w związku z Ofertą był Rothschild & Co.

Black Pearls VC sprzedaje Telemedi austriackiemu Mavie

Jako fundusz venture capital zaangażowany we wspieraniu rozwoju spółek technologicznych, z radością ogłaszamy kolejne udane wyjście z jednej z naszych​ spółek portfelowych, którą jest Telemedi. Mavie, austriacki dostawca usług medycznych, nabył większościowy pakiet udziałów w spółce, co zaowocowało pełnym wyjściem z inwestycji dla naszego funduszu. W ramach długoterminowego partnerstwa Mavie zapewni wsparcie na poziomie strategicznym dla Telemedi, które nadal będzie rozwijane przez założyciela Pawła Sieczkiewicza.

Telemedi jest dostawcą usług telemedycznych i jedną z największych tego typu platform w Europie Środkowo-Wschodniej. Nasza współpraca z firmą rozpoczęła się, 4 lata temu gdy poprowadziliśmy rundę pre-seed, stając się pierwszym inwestorem VC, który dołączył do spółki. Od tego czasu mieliśmy zaszczyt wspierać Pawła Sieczkiewicza i zespół na kolejnych etapach rozwoju biznesu: od pre-seedu, poprzez serię A o wartości 5,5 mln euro, w której aktywnie uczestniczyliśmy, aż do osiągnięcia efektywności kapitałowej i naszego wyjścia z inwestycji. Przez cały ten czas pozostawaliśmy jednym z największych udziałowców spółki. Dzięki naszemu wsparciu pomagaliśmy zespołowi Telemedi w podejmowaniu kluczowych decyzji strategicznych, a także w codziennych wyzwaniach, koncentrując się na dostarczaniu wartości wszystkim akcjonariuszom i klientom. Ponadto wspieraliśmy zespół w rozwoju organizacyjnym i pozyskiwaniu funduszy, pomagając Telemedi zabezpieczyć kapitał potrzebny do skalowania działalności.

Telemedycyna jest ważnym filarem opieki zdrowotnej w Polsce. Korzysta z niej 80% Polaków. Działamy w tym obszarze od 2014 roku i w ostatnich latach bardzo się on rozwinął. Mamy duże doświadczenie w tym, co jest potrzebne i akceptowane przez pacjentów. Z naszych usług korzysta ponad 300 000 osób, a rocznie obsługujemy około pół miliona zapytań medycznych. Jesteśmy zaufanym partnerem dla wszystkich największych polskich firm ubezpieczeniowych, pomagając im w obsłudze ich produktów ubezpieczeń zdrowotnych, a także dla sektora publicznego. Cieszę się, że dzięki Mavie mamy partnera, który wzmocni naszą bazę, zaoferuje nowe usługi i wprowadzi nasze know-how na inne rynki. Chciałbym także podziękować moim inwestorom i partnerom, którzy pomagali w budowaniu biznesu. Aleksander i zespół Black Pearls VC byli zawsze dostępni, gdy potrzebowałem wsparcia w tym żeby spojrzeć na coś z innej perspektywy lub zakwestionować jakiś pomysł. Jednocześnie zawsze czułem, że ufają moim decyzjom, co jest bardzo ważne dla założyciela”. – Paweł Sieczkiewicz, Prezes Zarządu Telemedi

W Mavie postawiliśmy sobie za cel wspieranie ludzi w poprawianiu i utrzymywaniu ich zdrowia w dobrej kondycji przez całe życie. Chcemy wspierać różne grupy wiekowe naszych klientów, oferując usługi profilaktyczne i rehabilitacyjne. Dlatego analizujemy luki i obszary problemowe w obecnej opiece zdrowotnej i koncentrujemy się na innowacyjnych usługach, które uwzględniają potrzeby zdrowotne ludzi. Telemedycyna zyskała na znaczeniu w ostatnich latach. Telemedi jest jednym z największych lokalnych dostawców cyfrowych rozwiązań w zakresie opieki zdrowotnej, posiadającym rozległą wiedzę na temat tego, które rozwiązania telemedyczne są istotne i w jaki sposób mogą najlepiej dotrzeć do pacjentów. Firma wykazała znaczny wzrost w ostatnich latach. Widzimy duży wspólny potencjał we wzmacnianiu portfolio Telemedi o nowe dodatkowe usługi, ale także w ekspansji na inne rynki poza Polską.”

Erich Kruschitz i Lukas Mayrl, dyrektorzy zarządzający Mavie.

Mavie i Telemedi planują współpracować w celu osiągnięcia efektywnego wzrostu, zapewniając dostęp do opieki zdrowotnej swoim klientom w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółki skoncentrują się na rozszerzeniu portfolio produktowego i eksploracji nowych rynków dla oferowanych rozwiązań.

Z dumą informujemy, że dzięki naszemu frameworkowi tworzenia wartości i naszej strategii inwestycyjnej, osiągnęliśmy 15,2-krotny zwrot Cash on Cash z naszej początkowej inwestycji w Telemedi. Ogólny zwrot na inwestycji uwzględniając nasze transkacje follow-on wyniósł 3,5x. Oznacza to, że po raz trzeci w tym roku zwracamy kapitał naszym Limited Partnerom, co stawia nas w czołówce funduszy VC, którzy zapewnianie inwestorom płynność niezbędną w obecnej sytuacji rynkowej.

Partnerem odpowiedzialnym po naszej stronie za transakcję był Aleksander Dobrzyniecki, który ściśle współpracował z założycielem Telemedi Pawłem Sieczkiewiczem od samego początku naszej współpracy w 2019 roku. Aleksander dołączył również do zarządu spółki, pełniąc ostatnio funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej:

Przez lata Paweł i jego zespół zbudowali Telemedi jako lidera rynku dzięki nieustannej egzekucji swojej strategii i motywacji do wzrostu biznesu. Będąc pierwszym inwestorem VC, który dołączył do podróży Telemedi w 2019 roku, aktywnie wspierając rozwój firmy, jesteśmy szczęśliwi, że kolejnym rozdziałem w rozwoju Telemedi jest partnerstwo z Mavie. Transakcja wyjścia jest doskonałym przykładem realizacji naszej strategii inwestowania na wczesnym etapie i utrzymywania dużego pakietu udziałów współce. Dzięki niej mamy możliwość wspierania najlepszych założycieli od etapu pre-seedu aż do wyjścia z inwestycji”. – Aleksander Dobrzyniecki, partner w Black Pearls VC

Exit z Telemedi jest naszym szóstym wyjściem z pozytywnym zwrotem z inwestycji od 2021 roku. Najważniejszymi transakcjami wyjścia od tego czasu był: exit Skyrise.tech przejętego przez Etteplan ze zwrotem 18,6x w 2021 r., przejęcie Nordigen przez fintechowego jednorożca GoCardless w 2022 r., wyjście z Nomi Biotech Corporation do inwestora strategicznego czy też sprzedaż Solwit do Alten Group z Francji ze zwrotem 3,16x. Sprzedaż naszych udziałów w Telemedi do Mavie Next ze zwrotem 3,5x jest potwierdzeniem wysokiej skuteczności naszej strategii inwestycyjnej.

Ponieważ nasz czas współpracy z firmą dobiega końca, życzymy wszystkiego najlepszego Mavie i zespołowi Telemedi i jesteśmy przekonani, że to partnerstwo przyniesie ogromną wartość zarówno klientom, jak i pacjentom w całej Europie Środkowo-Wschodniej i poza nią.
Nasze inwestycje w spółkę pochodziły z kilku różnych wehikułów inwesytcyjnych. Chcielibyśmy podziękować naszym indywidualnym i instytucjonalnym inwestorom, w tym Narodowemu Centrum Badań i Rozwoju, FNP Ventures, Bankowi Gospodarstwa Krajowego (wspieranemu przez RPO Województwa Zachodniopomorskiego) oraz Kozminski Business Hub. Chcielibyśmy podziękować wszystkim naszym Limited Partnerom za nieustające zaufanie na przestrzeni lat. Nasze sukcesy nie byłyby możliwe bez Waszego wsparcia.

Największe kryzysy wizerunkowe 2023 r.

Największy kryzys wizerunkowy 2023 roku w polskim świecie publicznym to afera wizowa. W gronie firm i organizacji – PKN Orlen i oskarżenia o manipulacje cenami przed wyborami, zaś w sferze marek osobistych na pierwszym miejscu znaleźli się influencerzy zamieszani w tzw. Pandoragate. Takie są wyniki badania Kryzysometr 2023/2024 przeprowadzonego przez agencję Alert Media Communications wśród panelu eksperckiego ponad stu ekspertów ds. komunikacji największych polskich firm, organizacji i instytucji.

Kryzysy w sferze publicznej

W sferze publicznej kryzysem wizerunkowym roku była afera wizowa MSZ wskazana przez 41% respondentów Kryzysometru, czyli ponad stu dyrektorów i managerów PR oraz rzeczników prasowych z kluczowych firm rynkowych, instytucji publicznych oraz organizacji pozarządowych. Na drugim miejscu zestawienia, podobnie jak w ubiegłym roku, znalazł się Narodowy Bank Polski i Prezes Adam Glapiński w związku z publicznymi oskarżeniami o niekompetencję w ocenie i zarządzaniu inflacją oraz krytyką dotyczącą upolitycznienia tej instytucji (37% wskazań[1]). Kryzysowe podium tego rankingu hurtowo uzupełnia Prawo i Sprawiedliwość wraz z kryzysem władzy: butą, aferami personalnymi i instytucjonalnymi oraz błędami w komunikacji prowadzącymi do utraty zaufania społecznego, a w efekcie rządu (34% głosów).

Na dalszych miejscach zestawienia znalazło się: Radio Szczecin, które ujawniło poufne dane pozwalające zidentyfikować syna posłanki opozycji jako ofiarę molestowania (31% głosów) oraz Kościół Katolicki i jego fatalna reakcja na orgię z udziałem księży i męskiej prostytutki na plebanii w Dąbrowie Górniczej (25% wskazań).

„Trzy pierwsze miejsca w tej części rankingu tak naprawdę wskazują razem na szeroki kryzys władzy, której nadmierne upolitycznienie i niewystarczające kompetencje negatywnie zostały ocenione nie tylko przez wyborców, ale i ekspertów naszego branżowego panelu. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy Kryzysometr w przyszłym roku pokaże, czy w sferze publicznej – tak silnie związanej z polityką – nastąpi zmiana jakościowa, której tak bardzo oczekują zarówno eksperci, jak i zwykli obywatele. Warto też zwrócić uwagę, że są dwa podmioty, które regularnie utrzymują wysokie miejsca w zestawieniu kryzysów – to Kościół i NBP. A to znaczy, że brakuje tam wystarczającego wyciągania wniosków i uczenia się na błędach, a to prowadzi lub może prowadzić do konsekwencji nie tylko wizerunkowych, ale też bardzo wymiernych, jak m.in. postępujący odpływ wiernych z Kościoła Katolickiego czy duże prawdopodobieństwo postawienia szefa NBP przed Trybunałem Stanu” – komentuje Adam Łaszyn, CEO Alert Media Communications.

Kryzysy w biznesie i sferze społecznej zdominowane przez… politykę

W rankingu kryzysów organizacji – zarówno biznesowych, jak i społecznych – po raz kolejny znalazł się podmiot, któremu zarzuca się upolitycznienie, czyli PKN Orlen, oskarżany o manipulacje cenami przed wyborami, którym towarzyszyła dziwna „plaga” awarii dystrybutorów. Takie były wskazania aż 74% ankietowanych, co jest najwyższym wynikiem w historii Kryzysometru. Na drugim miejscu znalazły się zbiorczo spółki skarbu państwa ze wspólnym zarzutem zaangażowania w finansowanie komunikacji i kampanii wspierającej referendum odbywające się równolegle z wyborami (33% wskazań), a pierwszą trójkę zamknął Polski Związek Piłki Nożnej w związku z aferą dotyczącą zaproszenia na mecz Polska-Mołdawia skazanego za korupcję działacza piłkarskiego  (25%).

„W tegorocznym rankingu problemów wizerunkowych organizacji biznesowych pierwsze dwa miejsca to kryzysy okołopolityczne. Tak dzieje się kolejny rok z rzędu, potwierdzając, że życie firm czysto rynkowych nie jest tak medialnym tematem jak emocje wywoływane politycznymi kontekstami funkcjonowania spółek skarbu państwa. To może być interpretowane jako brak akceptacji dla politycznego zaangażowania tych przecież bardzo dużych przedsiębiorstw. Niskie pozycje apolitycznych kryzysów biznesowych i brak w rankingu znanych marek rynkowych, w tym międzynarodowych, wskazuje, że firmy kierujące się zdrowym zarządzaniem rynkowym, a nie wykonywaniem politycznych zadań są mniej zagrożone i – to na pewno! Znacznie lepiej wiedzą, jak sytuacjami kryzysogennymi zarządzać. Potwierdzają to jeszcze inne dane z naszego Kryzysometru, zgodnie z którymi 7 na 10 ankietowanych managerów ds. Public Relations stwierdziło, że w minionym roku dzięki pracy ich i ich zespołów udało się zażegnać potencjalne sytuacje kryzysowe” – ocenił Krzysztof Tomczyński, Partner i Account Director w Alert Media Communictions.

Kryzysowe marki osobiste

W rankingu marek osobistych pierwsze miejsce zajął bohater zbiorowy i osoby zaangażowane w tzw. Pandoragate w związku z oskarżeniami wobec Stuu i innych influencerów dot. wykorzystywania nieletnich (71% głosów). Drugie miejsce to kontrowersje wokół naginania rzeczywistości, ogłaszania sukcesów i przebiegu kariery aktorskiej Natalii Janoszek (37% głosów), a podium zamknął ultratriatlonista Robert Karaś, w którego organizmie wykryto substancje dopingowe (30% głosów).

„Kryzysy celebrytów i infleuncerów to nie tylko ich osobisty problem, ale także wyzwanie dla marek, z którymi współpracują, bo automatycznie pojawiają się pytania o to, czy firma wiedziała o kontrowersjach i jak reaguje na zarzuty wobec tych celebrytów. W tym roku obserwowaliśmy kilka mniej lub bardziej głośnych zerwań tego typu współprac. Można nawet mówić o widocznej recesji na rynku współpracy z influencerami. Widać też, że w firmach rośnie świadomość zagrożeń płynących z wykorzystywania takich narzędzi komunikacji, bo problemy wywołane przez influencerów lub nietrafione kampanie marketingowe z nimi znalazły się w czołowej piątce zagrożeń na 2024 w naszym Kryzysometrze. I to jeden z większych wzrostów w tym roku. Dlatego przed startem kampanii lub współpracy zawsze warto jest przygotować i przeprowadzić audyt potencjalnego ryzyka. Przygotować się na meandry współpracy obarczonej, jak się okazuje, coraz większym ryzykiem wizerunkowym – podsumowuje Beata Łaszyn, wiceprezeska Alert Media Communications.

W szerokim panelu eksperckim badania Kryzysometr 23/24, przeprowadzonego przez agencję Alert Media Communications na przełomie listopada i grudnia 2023 r., wzięło udział 107 rzeczników, dyrektorów i managerów PR z wiodących polskich firm, instytucji państwowych i samorządowych oraz organizacji pozarządowych. Wskazali oni największe kryzysy roku z podziałem na sferę publiczną (zdominowaną przez politykę), biznesową (tu zamieściliśmy organizacje i firmy) oraz marki osobiste.

[1] W głosowaniu można było wskazać do trzech odpowiedzi, dlatego wyniki nie sumują się do 100.

XTB tworzy nowy dział AI. Tomasz Gawron na czele

XTB, fintech oferujący dostęp do światowych rynków finansowych poprzez platformę inwestycyjną online i aplikację mobilną, zatrudnił Tomasza Gawrona na stanowisku Head of AI. Nowo powstały dział, w ramach zespołu odpowiedzialnego za Produkt i Technologie, będzie skupiał się na wdrożeniu technologii bazujących na sztucznej inteligencji (AI) zarówno w procesach biznesowych, jak i w platformie inwestycyjnej i aplikacji mobilnej XTB.

Head of AI odpowiada za stworzenie i zarządzanie zespołem, który pracuje nad przygotowaniem i realizacją strategii wdrożenia nowoczesnych, innowacyjnych technologii bazujących na sztucznej inteligencji. Do jego najważniejszych zadań należy monitorowanie i analiza nowoczesnych rozwiązań AI oraz identyfikowanie możliwości ich wdrożenia zarówno w obecnych, jak i przyszłych produktach oferowanych przez XTB.

– Jako fintech z globalną bazą klientów chcemy być w czołówce naszej branży jeśli chodzi o innowacje oraz wdrażanie rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji i machine learning. Head of AI to nowe stanowisko w XTB, które skupia odpowiedzialność za przyspieszenie tempa, w jakim wdrażamy zaawansowane technologie. Postrzegamy je nie tylko jako sposób na poprawę efektywności, sposobu analizy danych, procesów związanych z onboardingiem czy wsparciem klientow, ale także jako drogę do podniesienia efektywności naszych pracowników – powiedział Adam Dubiel, Chief Product & Technology Officer at XTB.

Efektywne wdrożenie nowoczesnych technologii wymaga przede wszystkim koncentracji na aspektach operacyjnych tych rozwiązań, dlatego zespół AI w XTB będzie odpowiadał za prototypowanie i testy produktów i procesów opartych na AI, aby zapewnić ich wysoką jakość, spójność i zgodność z celami strategicznymi spółki. Zadaniem zespołu będzie również śledzenie aktualnych trendów i technologii AI, a także dzielenie się tą wiedzą oraz edukacja pracowników XTB, by byli oni w stanie wykorzystywać najnowsze technologie w swojej codziennej pracy z uwzględnieniem potencjalnych ograniczeń regulacyjnych.

Cieszę się, że zostałem częścią najdynamiczniej rozwijającego się fintechu w Polsce – mówił Tomasz Gawron, Head of AI w XTB. – Rozwój własnej technologii oraz wprowadzanie rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję, które będą mieć na celu szerzenie dostępu do optymalnych rozwiązań inwestycyjnych to niezwykle inspirująca wizja pracy. Wierzę, że dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii XTB stanie globalnym liderem wśród platform inwestycyjnych – dodał Gawron.

Tomasz Gawron jest doświadczonym programistą, ekspertem w dziedzinie robotyki. Ma bogate doświadczenie dydaktyczne i szkoleniowe, zdobyte podczas pracy ze studentami robotyki i informatyki na Politechnice Poznańskiej. Zanim dołączył do XTB, był kierownikiem badań i inżynierii AI w Wunderman Thompson Technology, w którym zbudował dział badań nad sztuczną inteligencją  i nadzorował realizację strategii firmy w zakresie AI oraz koordynację projektów. Tomasz Gawron jest doktorem automatyki i robotyki na Politechnice Poznańskiej.

Nowe postawy konsumentów, demokratyzacja sztucznej inteligencji oraz kryzys kreatywności będą oddziaływać na biznes w 2024 roku

  • Raport Accenture Life Trends 2024 identyfikuje pięć globalnych makrotrendów, które będą oddziaływać na biznes i społeczeństwo w 2024 r.
  • Jak wynika z badania Accenture Song, od wybuchu pandemii połowa społeczeństwa zaczęła redefiniować życiowe priorytety, kładąc większy nacisk na stabilność zawodową i emeryturę, niż np. na zdobycie wyższego wykształcenia. Równocześnie 48 proc. badanych przyznaje, że myśli o swojej przyszłości na mniej niż 12 miesięcy naprzód lub w ogóle nie robi planów.
  • Stawiając czoła wyzwaniom ekonomicznym, firmy muszą także wziąć pod uwagę nowe postawy życiowe i oczekiwania konsumentów. To zadanie utrudnia nadchodzący kryzys kreatywności, na który wskazują wyniki raportu. Przykładowo, aż 40 proc. respondentów w wieku 18-24 lata jest zdania, że aplikacje wielu firm są nie do odróżnienia.

Zmiany światopoglądowe konsumentów, związane m.in. z dynamicznym rozwojem technologii, przekładają się na kwestionowanie tradycyjnych ścieżek życiowych. Poszukując swojego miejsca w świecie, ludzie dekonstruują dotychczasowe systemy wartości, co skutkuje niepewnością oraz brakiem stabilności w świecie biznesu.

–  Przed nami okres dekonstrukcji napędzany przez zmiany wartości istotnych dla konsumentów, demokratyzację i popularyzację sztucznej inteligencji oraz nieustające tempo transformacji, – mówi Rainer Balensiefer, Managing Director w Accenture Song Poland. – Dekonstruujemy indywidualne i społeczne wzorce życiowe, do których przyzwyczailiśmy się przez ostatnie dziesięciolecia. Dla wielu ludzi tradycyjne kamienie milowe (czyli plan A) związane z wykształceniem, pracą, karierą zawodową, małżeństwem, zakupem mieszkania, założeniem rodziny i oszczędzaniem na emeryturę, stają się coraz mniej pożądane i uzasadnione. W wyniku ich dekonstrukcji kształtują się alternatywne pomysły na życie (plan B), które wytyczają nowy kierunek w pozycjonowaniu marek. Aby wyróżniać się i oferować rozwiązania dostosowane do aktualnych potrzeb i nowych ścieżek życiowych konsumentów, niezbędna jest kreatywność i innowacyjność, – podkreśla.

Accenture Song w raporcie Life Trends 2024 zidentyfikowało pięć globalnych makrotrendów, które znacząco wpłyną na to, w jaki sposób marki będą mogły się wyróżnić i przyspieszyć swój rozwój.

  1. Where’s the love? (Co z troską o klienta?) Dzięki korelacji między pozytywnym doświadczeniem klienta a wzrostem przychodów przedsiębiorstwa, klienci od lat stanowili centralny punkt strategii i działań firm. Obecne wyzwania ekonomiczne skłaniają przedsiębiorstwa do poszukiwania oszczędności i przywrócenie rentowności poprzez podniesienie cen, obniżanie jakości i lawinę niechcianych subskrypcji. To powoduje napięcia w relacji klient-firma. Prawie połowa konsumentów (47 proc.) z powodu trudności w kontakcie z firmą lub braku wsparcia ze strony obsługi klienta czuje się mniej ceniona. Obniżenie jakości produktów lub zmniejszenie ich rozmiarów („shrinkflacja”), spadek jakości i dostępności usług („skimpflacja”) oraz niedociągnięcia w obsłudze klienta i niechciane subskrypcje, sprawiają wrażenie, że firmy wycofują się ze swoich obietnic. Działania marek podejmowane w celu przetrwania, część klientów interpretuje jako chciwość.
  2. The great interface shift (Wielka zmiana interfejsów). Już 77 proc. społeczeństwa na świecie miało styczność z konwersacyjną sztuczną inteligencją, co świadczy o przynależności tego typu technologii do kultury masowej. Generatywna sztuczna inteligencja przenosi doświadczenia użytkowników z poziomu transakcyjnego na personalny. Duże modele językowe (LLM) nie tylko umożliwiają inteligentne, dwukierunkowe konwersacje, ale również dostarczają konstruktywne i kreatywne propozycje rozwiązań, a nie tylko odpowiedź na zapytanie.

Jak wynika z raportu Accenture Song, 42 proc. konsumentów czuje się komfortowo, korzystając ze sztucznej inteligencji (takiej jak ChatGPT) do wyszukiwania rekomendacji produktów, wykonywania zadań w pracy (44 proc.), a także pozyskiwania porad w zakresie zdrowia i wellness (33 proc.).

To technologia, która docelowo zmieni większość interfejsów i dostarczy firmom dane do projektowania hiperpersonalizowanych produktów, usług i doświadczeń. Inteligentne przedsiębiorstwa (smart brands) pójdą o krok dalej – w kierunku responsywnego rozwoju marki.

  1. Meh-diocrity (Kryzys kreatywności). Dotychczas głównym celem kreatywnej twórczości było nawiązanie dialogu z odbiorcą, uruchamiając jego emocje i wyobraźnię. Obecnie kontakt pomiędzy twórcą a odbiorcą często odbywa się poprzez media społecznościowe, którymi rządzą dane i algorytmy. W efekcie promowane mogą być treści niekoniecznie kreatywne, lecz te najbardziej angażujące. Choć może to mieć negatywny wpływ na rezultat, twórca akceptuje tę sytuację albo ryzykuje pozostać niezauważonym. W branży rozrywkowej konsumenci są zasypywani remake’ami filmów i rozszerzeniami linii produktów. Aż 35 proc. respondentóważa, że aplikacje wielu firm są nie do odróżnienia; w grupie wiekowej 18-24 lata tego zdania jest 40 proc. ankietowanych, co wskazuje, że mamy do czynienia z okresem kreatywnej stagnacji.

Problem przeciętności nie rozwiąże się sam, a wraz z rosnącą rolą generatywnej sztucznej inteligencji w procesach twórczych, może się wręcz pogłębić. Wytrawni przedsiębiorcy dostrzegą w tym wyzwaniu szansę, ponieważ oryginalność zawsze wyróżni się w tłumie – podobnie, jak w przypadku firm inwestujących w kreatywne talenty.

  1. Error 429: Human request limit reached (Błąd 429. Zbyt wiele żądań). Relacje ludzi z technologią znajdują się w punkcie krytycznym. Prawie jedna trzecia konsumentów uważa, że technologia utrudniła ich życie w równym stopniu, co je uprościła. Technologia bardziej przydarza się ludziom niż im służy, bywa zbyt wymagająca i często nie wpływa pozytywnie na ich samopoczucie. Prawie jedna trzecia ankietowanych (31 proc.) twierdzi, że o trybie korzystania z personalnych urządzeń elektronicznych decydują otrzymywane powiadomienia, 27 proc. respondentów uważa, że odpowiada za to potrzeba nieustannego przewijania treści (tzw. scrollowania) lub algorytmy (również 27 proc.). W konsekwencji konsumenci zaostrzają samokontrolę: jedna trzecia osób usuwa powiadomienia, jedna na pięć korzysta z funkcji limitu czasu przed ekranem, a jedna czwarta osób kasuje aplikacje lub całkowicie rezygnuje z korzystania z urządzeń elektronicznych. To efekt napięcia w relacji ludzi z technologią, która wyczerpuje ich zasoby i chęci niezbędne do postawienia ich dobrego samopoczucia na pierwszym miejscu.

Firmy muszą zastanowić się, jakie rozwiązania technologiczne będą pasować do stylu życia ludzi i czego od nich wymagać. Czasu? Nowych umiejętności? Marki, które zaoferują konsumentom bardziej dopasowane sposoby interakcji (w tym bez pośrednictwa technologii), zyskają zaufanie klientów, przywracając im pożądane poczucie kontroli.

  1. Decade of deconstruction (Dekada dekonstrukcji). Za sprawą nowych ograniczeń, potrzeb i możliwości, tradycyjne ścieżki życiowe ulegają transformacji, Ludzie kwestionują dotychczasowe przekonania, kształtując nowe role, sposoby myślenia i działania. Wkraczamy w okres dekonstrukcji, która będzie miała długoterminowy wpływ na zasady kształtujące nie tylko prywatne życie, ale również sposób, w jaki korzystamy z produktów i usług.

Obecnie ludzie uwzględniają w swoich planach perspektywę czasową nie dłuższą niż rok. 48 proc. ankietowanych w badaniu Accenture Song planuje na mniej niż 12 miesięcy lub wcale. Ponadto w ciągu ostatnich trzech lat nastąpił spadek znaczenia tradycyjnych kamieni milowych w życiu człowieka, takich jak zawarcie małżeństwa (o 9 p.p.), ukończenie studiów (o 6 p.p.) i wyprowadzka z rodzinnego domu (również o 6 p.p.). Nowe sposoby myślenia zmienią perspektywy dla produktów i usług. Dzięki elastycznemu podejściu i zdolności kwestionowania dotychczasowych norm, firmy będą mogły tworzyć pozytywne doświadczenia klientów, wspierając ich indywidualne wybory życiowe.

– Aby odgrywać istotną rolę w życiu konsumentów marki muszą skupić się na dopasowaniu i stosowaniu nowopowstających narzędzi do obecnych wyzwań – podkreśla David Droga, CEO w Accenture Song. – Tempo w jakim ewoluują zachowania konsumentów jest szybsze niż zmiany zachodzące w firmach, dlatego dotrzymanie im kroku stanowi dla biznesu ciągłe wyzwanie. Zidentyfikowane trendy odzwierciedlają interakcje, zachowania i postawy ludzi w odniesieniu do świata biznesu, technologii i życia społecznego w środowisku nieustannych zmian. Dzięki nim firmy mogą zrozumieć motywacje konsumentów i na tej podstawie generować wzrost.

Pełny raport Accenture Life Trends 2024, który zawiera wskazówki dla firm i liderów, można przeczytać tutaj.

O metodologii

Na podstawie corocznego badania crowdsourcingowego wśród członków globalnej społeczności Accenture Song, do której należą projektanci, pracownicy kreatywni oraz eksperci z obszarów technologii, socjologii i antropologii, formułowane są prognozy najważniejszych cyfrowych trendów oraz rekomendacji działań biznesowych na nadchodzący rok. W sierpniu 2023 r. Accenture przeprowadziło ankietę weryfikującą trendy na rok 2024 wśród ponad 15 tys. respondentów z 21 krajów.

Wyrok TSUE z dnia 14 grudnia wytrącił z rąk banków ostatni oręż w walce z frankowiczami

Wyrokiem z dnia 14 grudnia TSUE wytrącił z rąk banków ostatni oręż w walce z frankowiczami. Tym samym padły też głoszone przez niektórych sędziów koncepcje co do sposobu liczenia terminów przedawnienia roszczeń banków. Trybunał potwierdził, że uzależnianie początku biegu przedawnienia roszczeń przedsiębiorcy od działań podejmowanych przez kredytobiorcę w toku postępowania sądowego jest niezgodne z Dyrektywą 93/13 w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Oznaczałoby to bowiem ogromną asymetrię w uprawnieniach banku i kredytobiorcy, a to z tego względu, iż roszczenia kredytobiorcy zaczynają ulegać przedawnieniu już od momentu, kiedy dowiedział się on, że jego umowa zawiera nieuczciwe klauzule. Zdaniem TSUE, sytuacja taka może zatem tym bardziej zachęcać przedsiębiorcę, w następstwie pozasądowej reklamacji konsumenta, do pozostania bezczynnym lub do wydłużenia etapu pozasądowego poprzez przedłużenie negocjacji, aby termin przedawnienia roszczeń konsumenta upłynął, zanim termin przewidziany dla jego własnych roszczeń w ogóle się rozpocznie.

Jest rzeczą oczywistą, że skoro kredytobiorca najpierw wzywa bank do zwrotu zapłaconych rat powołując się na nieważność umowy, a następnie składa pozew o zapłatę kategorycznie twierdząc, że umowa jest nieważna, to jest to wystarczający sygnał dla banku, iż dana osoba nie chce „uzdrowienia” umowy kredytowej i utrzymania jej w mocy. Tym samym w momencie uzyskania takiej wiedzy przez bank rozpoczyna się dla niego okres przedawnienia roszczeń o zwrot kapitału. Przeciwna koncepcja doprowadziłaby do tego, że przedsiębiorca oferujący nieuczciwe umowy byłby całkowicie zwolniony z odpowiedzialności za ich skutki do czasu, aż konsument nie podjąłby aktywnych działań zmierzających do zakwestionowania umowy i dochodzenia należnych mu roszczeń. A już zupełnie niezgodne z zasadami ochrony konsumentów jest przerzucanie na kredytobiorcę obowiązku wystąpienia z tymi roszczeniami na drogę sądową. Konsument powinien być chroniony przed nieuczciwymi działaniami banków z mocy prawa, niezależnie od tego, czy ma co do tego świadomość i odpowiednią wiedzę. Uzależnianie więc powstania konsekwencji prawnych niekorzystnych dla banków od podejmowania przez kredytobiorcę takich działań jak złożenie pozwu, mogłoby prowadzić do bezkarności banków i czerpania korzyści z własnego bezprawia. Brak perspektywy przedawnienia roszczeń o zwrot kapitału zniwelowałby efekt odstraszający Dyrektywy, który ma zniechęcić banki do stosowania nieuczciwych klauzul w umowach kredytowych.

W swoim wyroku TSUE zajął się również kwestią podnoszonych przez banki w toku procesów zarzutów zatrzymania. Uwzględnienie takiego zarzutu przez sąd oznacza, że bank może powstrzymać się ze spełnieniem świadczenia na rzecz kredytobiorcy do czasu zaofiarowania przez niego, lub zabezpieczenia środków na zapłatę bankowi kapitału. W konsekwencji po stronie banku ustaje skutek opóźnienia, a więc kredytobiorcy nie należą się odsetki za czas opóźnienia.

Należy zaznaczyć, że procesy frankowe trwają obecnie kilka lat, a zarzut zatrzymania podnoszony jest przez banki często na kilka dni przed rozprawą apelacyjną. Prowadzi to do sytuacji, kiedy banki mogły bezkarnie wykorzystywać długość trwania procesu i nie płacić z tego tytułu żadnych odsetek. W tej kwestii TSUE zajął również kategoryczne stanowisko stwierdzając, że przepisy unijne sprzeciwiają się takie interpretacji polskich przepisów, które powodują utratę przez kredytobiorcę prawa do odsetek od momentu wezwania do zapłaty na skutek podniesienia przez bank zarzutu zatrzymania.

Komentując ostatnie wydarzenia w TSUE trzeba tez wspomnieć o jednym, bardzo ważnym orzeczeniu, które zapadło 11 grudnia w sprawie o sygn. C-756/22. W sprawie tej Trybunał jednoznacznie rozstrzygnął, że banki nie mogą żądać żadnej waloryzacji, potwierdzając ostatecznie i jednoznacznie, że w razie stwierdzenia nieważności umowy kredytowej bankom przysługuje jedynie zwrot kapitału w wartości nominalnej, oraz odsetki od wezwania kredytobiorcy do zapłaty. Z wyroku wydanego dzisiaj w sprawie C-28/22 wynika zaś, że roszczenia te mogą ulec przedawnieniu w braku podjęcia przez bank aktywnych działań, zmierzających do ich odzyskania.

Kredytobiorcy nie muszą już więc obawiać się wystąpienia przeciwko bankom na drogę sądową. Trzeba jednak pamiętać, że tak jak roszczenia banków się przedawniają, tak samo dzieje się z roszczeniami kredytobiorców – nie można więc zwlekać z podjęciem działań w nieskończoność.

Autor: Izabela Libera – Radca prawny

Polskie firmy coraz bardziej świadome cyberzagrożeń związanych z AI

Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana zarówno do cyberataków, jak i obrony przed nimi. Z badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wynika, że niemal wszyscy respondenci (92%) analizują aspekt cyberbezpieczeństwa przy wdrażaniu tego narzędzia. Przy czym 37% z nich bierze pod uwagę ten obszar tylko w ograniczonym stopniu. O rosnącej świadomości przedsiębiorstw w zakresie sztucznej inteligencji świadczy fakt, że 66% ankietowanych wdrożyło procedury dotyczące jej stosowania przynajmniej dla ogólnodostępnych systemów, a kolejne 30% rozważa wprowadzenie takich zasad. Co ciekawe, rodzime firmy deklarują, że odpowiednio zarządzają ryzykiem. Tylko 3% z nich nie zastanawiało się nad tym, jakie zagrożenia niesie ze sobą sztuczna inteligencja.

Stosowanie rozwiązań opartych na AI w wielu firmach staje się już normą i szansą na istotne zwiększenie efektywności swoich działań. Jednak jak każda technologia, również i ta niesie ze sobą zarówno szanse, jak i zagrożenia, na czele z wirtualnymi ryzykami. Wyniki badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazują, że dla rodzimych przedsiębiorców kwestie dotyczące cyberbezpieczeństwa przy implementacji narzędzi AI są istotne. Ponad połowa z nich (55%) rozważa ten aspekt, a kolejne 37% bierze go pod uwagę w ograniczonym zakresie. Zaledwie 3% respondentów zupełnie ignoruje ten temat.

– Wraz ze wzrostem zastosowań sztucznej inteligencji pojawiają się nowe zagrożenia, które wymagają ochrony sieci i systemów informatycznych przed atakami. Firmy w Polsce deklarują, że analizują potencjalne ryzyka, jednak praktyka w wielu przypadkach wygląda mniej optymistycznie. AI jest postrzegana głównie jako technologiczna nowość i kojarzona z takimi rozwiązaniami jak chatboty. Tymczasem to zupełnie nowy obszar ryzyka, a wiele przedsiębiorstw nie jest przygotowanych na cybernetyczne zagrożenia. Zaliczymy do nich ataki z wykorzystaniem spersonalizowanych wiadomości phishingowych, próby wyłudzeń z użyciem komunikatów zawierających nagranie głosowe łudząco podobne do głosu znanych nam osób czy też łatwiejsze pisanie kodów przez hakerów chcących znaleźć luki w oprogramowaniu. Efektem coraz swobodniejszego i niebezpiecznego wykorzystania narzędzi AI jest coraz rosnący problem z wyciekiem wrażliwych danych – tłumaczy Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider Zespołu Cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Wykres 1. Czy wprowadzając narzędzia oparto o AI analizowane były aspekty dot. cyberbezpieczeństwa?
Czy wprowadzając narzędzia oparto o AI analizowane były aspekty dot. cyberbezpieczeństwa

Nowe polityki dotyczące narzędzi AI

Ważnym typem działań w zakresie cyberbezpieczeństwa jest wprowadzenie odpowiednich procedur dotyczących używania systemów AI. Z badania EY wynika, że najwięcej respondentów (40%) wdrożyło politykę korzystania zarówno z wewnętrznych, jak i ogólnodostępnych narzędzi AI np. chatbotów. Pod kontrolą 26% firm znajduje się używanie wyłącznie zewnętrznych systemów, a 30% dopiero zastanawia się nad przyjęciem jakichkolwiek zasad.

Wdrożenie polityk dotyczących korzystania z ogólnodostępnych rozwiązań AI pozwoli organizacji uchronić się przed negatywnymi skutkami ich używania, np. wyciekiem zastrzeżonych czy wrażliwych danych. Jeśli pracownik bez nadzoru korzysta z zewnętrznych narzędzi do wykonywania obowiązków służbowych i przekazuje chatbotowi poufne informacje lub szczegóły ważnych projektów, może to narazić firmę na nieprzewidziane reperkusje. Dlatego tak ważne jest stosowanie systemów AI w sposób odpowiedzialny i zgodny z zasadami etycznymi firmy, co pozwoli zminimalizować potencjalne ryzyka.

Wykres 2. Czy wdrażane były szczegółowe zasady i procedury dotyczące używania systemów AI?Czy wdrażane były szczegółowe zasady i procedury dotyczące używania systemów AI

Respondenci mają świadomość zagrożeń, dlatego chatboty coraz częściej stają się przedmiotem regulacji w wielu firmach. Niemal połowa (47%) dopuszcza możliwość korzystania z nich w określonych przypadkach, zaś 15% pozwala na to tylko w celach służbowych. Co czwarta organizacja (24%) nie wprowadziła jeszcze żadnych polityk w tym obszarze, ale analizuje taką możliwość.

Minimalizowanie zagrożeń

Firmy w Polsce stosują różne podejścia do zarządzania ryzykiem związanym z wdrożeniem systemu AI. Niemal co trzeci ankietowany (31%) zidentyfikował najważniejsze zagrożenia związane z jego implementacją w swojej organizacji i stara się im zapobiegać. Drugą grupę stanowią przedsiębiorstwa, które jeszcze przed wdrożeniem konkretnego systemu przeprowadzają analizę ryzyka (26% odpowiedzi). Znaczny odsetek (27%) stanowią respondenci, którzy orientują się w ogólnych, typowych ryzykach związanych z AI, nie skupiając się na aspektach specyficznych dla swojej organizacji. Z kolei co dziesiąta firma (10%) zarządza ryzykiem przy adopcji narzędzi sztucznej inteligencji, stosując takie samo podejście, jak przy wdrożeniu każdego innego systemu IT.

Najsłabszym ogniwem w procesie utrzymywania wysokiego poziomu cyberbezpieczeństwa są pracownicy – ich niewystarczający poziom wiedzy lub błędy najczęściej doprowadzają do narażenia firmy na ataki cybernetyczne. Aby temu przeciwdziałać, organizacje implementujące narzędzia AI zawczasu się zabezpieczają. Jednym z najpopularniejszych sposobów jest wprowadzenie rozwiązań proceduralnych (np. szkoleń dla pracowników), które wskazało 36% respondentów. Inną opcją jest zwiększenie liczby rozwiązań na poziomie narzędzi (31% odpowiedzi), a co piąta firma (20%) wdrożyła zarówno zabezpieczenia proceduralne, jak i narzędziowe.

– Choć implementacja narzędzi AI jest coraz powszechniejsza w rozmaitych branżach, to jednak dla wielu organizacji oznacza to dużą zmianę ze względu na kompleksowość takiego projektu. Na pewno należy zadbać o przeszkolenie wszystkich pracowników, by poznali jasne zasady korzystania zarówno z wewnętrznych, jak i ogólnodostępnych systemów sztucznej inteligencji. Warto także przeprowadzić szczegółową analizę ryzyka jeszcze przed samym wdrożeniem AI. Pozwoli to zbudować skuteczną strategię działania i zidentyfikować obszary, na które należy zwrócić szczególną uwagę, takie jak ochrona danych osobowych czy kwestie prawne – radzi Patryk Gęborys, Partner EY Polska, Zespół Bezpieczeństwa Informacji i Technologii.

Wykres 3. Czy wprowadzono w formie firmowej polityki zasady korzystania z ogólnodostępnych narzędzi opartych o AI?Czy wprowadzono w formie firmowej polityki zasady korzystania z ogólnodostępnych narzędzi opartych o AI

O badaniu
Badanie – Jak polskie firmy wdrażają AI – zostało opracowane na zlecenie EY Polska przez Cube Research w okresie sierpień – wrzesień 2023 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działających w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Rynek walutowy reaguje na decyzję FED, złoty zyskuje

Amerykanie co prawda nie obniżają stóp, ale zapowiadają obniżki. Rynki zareagowały natychmiastową wyprzedażą dolara. W następstwie tego szukano alternatyw, jedną z nich był polski złoty, który wyraźnie zyskuje na wartości.

FED jak RPP

Porównywanie amerykańskich decydentów w sprawie polityki monetarnej do polskich mocno nobilituje tych drugich. Nie zmienia to faktu, że mamy obecnie bardzo podobną sytuację, gdzie przy znanej decyzji rynki czekały już tylko na konferencję prasową. W przypadku USA się jednak nie zawiodły. Komitet Otwartego Rynku rozważa bowiem obniżki stóp procentowych. „Rozważa” jeszcze niewiele mówi, aczkolwiek inwestorzy już zaczęli się dostosowywać do nowej rzeczywistości. Jeszcze wczoraj szansa na jedną lub więcej obniżkę stóp w marcu wynosiła ledwie 40%. Dzisiaj jest już to niemal 90%. Na reakcję rynków walutowych nie trzeba było czekać. Skoro spada oczekiwana wysokość stóp procentowych, trwa wyprzedaż dolara. W ciągu pierwszej godziny po decyzji dolar stracił względem euro około centa. Potem ten ruch stracił jednak gwałtownie impet, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że konferencja prasowa miała miejsce o 20:30.

Reakcja złotego

Czasem szybkość reakcji na rynkach potrafi zaskoczyć. Wraz z napływem kapitału do Europy wywołanym konferencją prasową prezesa FED wstrząsy wtórne widzieliśmy również w innych państwach. Kapitał przepływał bowiem ze strefy euro do gospodarek silnie powiązanych. Tuż po decyzji kurs euro do złotego spadł z poziomu 4,32 zł nawet poniżej 4,30 zł. W rezultacie znaleźliśmy się w sytuacji najtańszego euro od 2020 roku. Jeszcze silniejszy ruch był na dolarze amerykańskim. Tam spadek był ponad 5-groszowy. Nie powinno to dziwić. Skoro dolar tracił względem euro, a złoty zyskiwał względem euro, to kurs dolara względem złotego skumulował oba zjawiska. Podobne reakcje do polskiego złotego miały czeska korona i forint węgierski.

Ropa testuje roczne minima

Ostatnie wydarzenia na świecie i oczekiwane spowolnienie gospodarcze powodują, że oczekiwany popyt na ropę spada. Z drugiej strony ograniczenia produkcji przez kartel OPEC nie są na razie na tyle skuteczne, by znów wywindować ceny w górę. W rezultacie wczoraj ropa brent zbliżała się do granicy 72 dolarów za baryłkę. Są to ważne granice, bo w tym roku w marcu, maju i czerwcu surowiec odbijał się wielokrotnie w okolicach 70-72 dolarów za baryłkę, ani razu nie przekraczając tej granicy. Jest to zatem bardzo ważny poziom wsparcia. Należy też pamiętać, że w analizach cen surowców nie uwzględniamy cen realnych, czyli po inflacji. Gdyby je uwzględnić, bylibyśmy jeszcze bliżej tamtych poziomów. Wczoraj jednak pod koniec dnia oprócz decyzji FED poznaliśmy stan zapasów w USA, który oddalił nas trochę od tych poziomów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Dolar osłabia się, złoto zyskuje, giełdy rosną po decyzji Fed

Wczorajsza decyzja Fed była zgodna z oczekiwaniami. Po raz trzeci z rzędu instytucja pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie (5,25 – 5,5 proc.). Według zaktualizowanych prognoz, amerykański bank centralny spodziewa się teraz trzech obniżek w przyszłym roku zamiast dwóch. Jednocześnie oczekuje się, że gospodarka będzie miała miękkie lądowanie. W związku ze spadkiem inflacji wzrosło prawdopodobieństwo, że Fed obniży stopy procentowe przed połową przyszłego roku. W efekcie dolar stracił na wartości, spadły rentowności amerykańskich obligacji a indeksy giełdowe zyskały.

Wczorajsza decyzja była jednogłośna. Co prawda w oświadczeniu Rezerwa Federalna nie wyklucza kolejnej podwyżki, ale tak naprawdę taki scenariusz jest w tym momencie już raczej nierealny. Komunikat taki został jedynie wygłoszony, żeby pozostawić przez Fed możliwość działania w przypadku, gdyby sytuacja z inflacją nieco bardziej się skomplikowała. Zostały złagodzona jednak niektóre sformułowania. Komentarze Powella sugerowały , że Fed nie uważa już tego scenariusza za prawdopodobny w realizacji.

Prezes Fed na konferencji prasowej, wskazał na to, że kluczowa stopa procentowa jest bardzo bliska lub już osiągnęła swój szczyt, co potwierdził również wykres kropkowy. Teraz na pierwszy plan wysuwa się pytanie o to, jak długo Fed pozostanie na szczycie stóp. Powell po raz pierwszy potwierdził, że Fed rozpoczął dyskusję na temat nadchodzących obniżek. Co prawda, ponownie usłyszeliśmy, że jest za wcześnie, aby ogłosić zwycięstwo nad inflacją. Rynek tak naprawdę nic nie zrobił sobie z tego znanego już stwierdzenia i skupił się na „gołębim” zwrocie w komunikacji.

Fed dostrzega wyraźny postęp w procesie dezinflacyjnym i dostrzega również postęp w spadku cen usług. Podkreślono pozytywne odczyty danych z wczoraj (PPI) oraz z wtorku (CPI) oraz przyznano, że skłoniły one niektórych uczestników spotkania do skorygowania swoich prognoz. Powell podał również szacunki wskaźników PCE oraz PCE core – to preferowana przez bank miara inflacji. Wyniosły one 2,6 proc. oraz 3,1 proc. w przypadku miary bazowej.

Wracając do wykresu kropkowego tu nastąpiła zmiana dotyczące tego o ile Fed planuje ciąć koszt pieniądza w 2024 roku. Teraz mediana oczekiwań przedstawicieli FOMC wskazuje na redukcję o 75 punktów bazowych (do 4,6 proc.), we wrześniu konsensus sugerował dwa cięcia do 5,1 proc. (wówczas zakładano, że na koniec roku będziemy wyżej na poziomie 5,6 proc.) Mamy tutaj zmianę o 50 punktów bazowych i złagodzenie nastawienia w polityce monetarnej.

Fed zmienił swoje prognozy dotyczące inflacji oraz wzrostu gospodarczego. W tym roku realne PKB ma wynieść 2,6 proc. (poprzednio było to 2,1 proc.) a w 2024 roku gospodarka ma rozwijać się w tempie średniorocznym 1,4 proc. (poprzednio 1,5 proc.). Wskaźnik PCE ma ukształtować się na poziomie 2,8 proc. (we wrześniu prognozowano 3,3 proc.). W kolejnym roku szacunki wskazują 2,4 proc. a nie 2,5 proc. jak sugerowały wrześniowe projekcje. W przypadku miary bazowej również nastąpił spadek. Z 3,7 proc. do 3,2 proc. w 2023 roku oraz z 2,6 proc. do 2,4 proc. w przyszłym roku.

Reakcja rynkowa było jednoznaczna. Widać było, że inwestorzy nie mają problemu z interpretacją danych oraz słów Powella. Prezes Fed dokonał w pewnym stopniu zwrotu w polityce monetarnej, co sugerowały już wcześniejsze wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli banku. Dolar osłabił się a główna para walutowa „zawędrowała” do pułapu 1,09 i tym samym została przełamana potencjalna linia szyi formacji oRGR. Złoty zyskał a kurs EUR/PLN spadł do 4,30 a USD/PLN do 3,95. Słabość USD powoduje z reguły umocnienie złota i tak też było tym razem. Uncja obecnie kosztuje ok 2030 USD choć wczoraj cena zbliżyła się do poziomu 2040 USD. Widoczny był zdecydowany ruch na obligacjach (spadek rentowności) a Wall Street przyjęła informacje z dużym optymizmem, czego skutkiem były zdecydowanie wzrosty indeksów na poziomie ok 1,4 proc. Dow Jones wyznaczył nowe historyczne maksima.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek obligacji korporacyjnych rozgrzany w drugiej połowie 2023 r.

Mamy dopiero początek grudnia, a w drugiej połowie tego roku emitenci obligacji korporacyjnych przeprowadzili emisje publiczne[1] na ponad 800 mln zł, a wartość zapisów złożonych przez inwestorów to aż 1,144 mld zł. Sprawia to, że średnia redukcja zapisów wyniosła 30 proc., a mówimy wyłącznie o emisjach zakończonych do 12 grudnia 2023 r. Mamy zatem jeszcze cały miesiąc, a aktualnie są aż cztery kolejne emisje publiczne w toku (Kruk, PCC Rokita, Cavatina Holding i Victoria Dom) na kwotę dodatkowych ponad 180 mln zł. Zakładając, że zamknął się one w całości mówimy o około 1 mld zł emisji publicznych w drugiej połowie tego roku.

W drugiej połowie roku mieliśmy 20 publicznych emisji obligacji firm[2], a kolejne 4 są w toku. Wyraźnie widać stałe grono bywalców obligacyjnych salonów, bo spośród tych 24 emisji mamy 11 często powtarzających się emitentów. Dwie największe emisje w tym czasie przeprowadził Kruk, odpowiednio na 75 i 90 mln zł i zresztą obie były zakończone redukcjami (39 proc. i 9 proc.). Największa spółka z branży windykacyjnej w Polsce, rekordowe wyniki, notowana w WIG20, duże zainteresowanie obligacjami Kruk-a nie powinno dziwić. Kolejny kwotowy rekordzista to deweloper komercyjny Ghelamco, który po swojej pierwszej emisji publicznej w tym roku na 75 mln zł, zakończonej redukcją w wysokości 44 proc., od razu ruszył z kolejną emisją, tym razem na 50 mln zł. Ta druga również zakończyła się redukcją zapisów, tym razem na 55 proc.

Tylko 3 z 20 zakończonych emisji nie zakończyły się pełnym uplasowaniem i redukcją. Pierwsza z nich to Marvipol, który z emisji na 60 mln zł zebrał od inwestorów 55,5 mln zł. W tym przypadku mieliśmy jednak do czynienia z dosyć sporą jak na emisje dewelopera kwotą i to w tym miejscu należy się doszukiwać źródła takiego stanu rzeczy. Drugą z emisji jest natomiast windykacyjny Best, który z emisji na 50 mln zł, zebrał jedynie 19 mln zł. W tym przypadku możemy zdecydowanie mówić o niepowodzeniu oferty. Chociaż w  miejscu warto zauważyć, że dwie jego wcześniejszy oferty na odpowiednio 20 i 30 mln zł kończyły się znaczącymi redukcjami wynoszącymi 39 proc. i 20,6 proc. Trzecie to emisja Kredyt Inkaso, które zebrało 37,7 mln z planowanych 50 mln.

Grono „wysokokwotowych” emisji zamyka Echo Investment z emisją na 50 mln zł (redukcja 28 proc.) oraz wciąż trwająca emisja kolejnego dewelopera mieszkaniowego, czyli Victorii Dom. Ta ostatnia emisja kończy się 13 grudnia i parę dni później będzie można ją podsumować.

Inwestorów do rynku emisji publicznych przyciąga zapewne kilka czynników. Jednym z nich z pewnością jest oprocentowanie. Najmniej ze wskazanych emitentów „płaci” PCC Rokita, Kruk oraz Echo Investment, czyli odpowiednio 3,20 proc. oraz 4,00 proc. ponad WIBOR. A najwięcej Budlex Finance, Cavatina Holding oraz Kredyt Inkaso – odpowiednio 6,50 proc., 6,00 proc., oraz 5,50 proc. ponad WIBOR. Tym samym średnie oprocentowanie ponad WIBOR emisji publicznych w tym półroczu wyniosło 4,91 proc. (na podstawie zakończonych emisji).

Zamknięte emisje publiczne

Zamknięte emisje publiczne

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.[3]

Obecnie trwają kolejne 4 emisje publiczne. W tym najwyższa kwotowo w tym półroczu, czyli Victoria Dom na 100 mln zł. Oprócz tego kolejne emisje spółek Cavatina oraz PCC Rokita. Dodatkowo mamy kolejną „dogrywkową” emisję Kruk-a w EURO. Po sukcesie pierwszej z nich, zakończonej redukcją na ponad 70 proc., gdzie przy emisji na 5 mld euro popyt przekroczył 17 mld euro – Kruk właściwie od razu ruszył z emisją uzupełniającą. Suma tych emisji to kolejne ponad 186 mln zł. Na tę chwilę trudno oszacować prawdopodobne redukcje, jednak biorąc pod uwagę średni ich poziom w tym roku – prawdopodobnie są one możliwe. Chociaż warto zaznaczyć, że dla emisji Victorii na 100 mln zł – redukcję trudno byłoby uzyskać. Szczególnie w znaczącej skali.

Suma wartości zakończony emisji publicznych w tym półroczu to ponad 800 mln zł. Emisje na kolejne 186 mln zł są w toku. Razem daje to 988 mln zł emisji publicznych w 2H2023. W 1H23 wartość tych emisji wyniosła 300 mln zł – co razem daje kwotę 1,288 mld zł emisji publicznych w roku 2023.

Trwające emisje

Emitent Wartość emisji

(mln)

Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln)
PCC Rokita 25 3,20%+WIB3M 5 grudzień W toku
Cavatina Holding 40 6,00%+WIB6M 3,5 grudzień W toku
Victoria Dom 100 5,95%+WIB6M 3 grudzień W toku
Kruk 21,691 4,00%+EURIBOR3M 5 grudzień W toku
Suma 186,691
Łączna suma trwających i zamkniętych emisji publicznych w 2H2023 988
Kurs euro na 6.12.2023 4,3382

 

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.[4]

Inwestorzy w tym roku ewidentnie rozkochali się w obligacjach korporacyjnych. Świadczy o tym i duży popyt (redukcje) i duża podaż (duża liczba emisji). Wszystkie emisje publiczne w tym roku miały zmienne oprocentowanie, czyli ich oprocentowanie oparte było o WIBOR. Wysokie stopy procentowe, a także oczekiwania, co do ich przyszłego poziomu z pewnością sprzyjają rynkowi obligacji korporacyjnych. Szczególnie kiedy nie materializują ryzyka kredytowego (default emitenta). Wielu emitentów ma wciąż aktywne prospekty emisyjne, do tego limit emisji bezprospektowych wynosi obecnie 5 mln euro (wcześniej 2,5 mln euro), a na rynku ewidentnie widać i zainteresowanych inwestorów i emitentów. Wydaje się, że z optymizmem można patrzeć na rok 2024.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA). Michael / Ström Dom Maklerski.

[1] Emisje publiczne na kwotę powyżej 20 mln zł

[2] Emisje publiczne na kwotę powyżej 20 mln zł

[3] Emisje publiczne na kwotę powyżej 20 mln zł

[4] Emisje publiczne na kwotę powyżej 20 mln zł

Niniejszy materiał:

  1. nie stanowi rekomendacji w ramach usługi doradztwa inwestycyjnego w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi;
  2. nie jest badaniem inwestycyjnym w rozumieniu rozporządzenia delegowanego Komisji (UE) 2017/565 z dnia 25 kwietnia 2016 r. uzupełniające go dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/65/UE w odniesieniu do wymogów organizacyjnych i warunków prowadzenia działalności przez firmy inwestycyjne oraz pojęć zdefiniowanych na potrzeby tej dyrektywy;
  3. nie spełnia standardów rekomendacji inwestycyjnej określonych w rozporządzeniu delegowanym Komisji (UE) 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającym rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów.

Sekurytyzacja wierzytelności handlowych w Europie i Polsce: stabilny wzrost i perspektywy

Europejski rynek sekurytyzacji wierzytelności handlowych odnotowuje stabilne tempo wzrostu, a obecne warunki makroekonomiczne, w szczególności utrzymujące się wysokie stopy procentowe, powinny sprzyjać jego dalszemu rozwojowi również w Polsce, uważają eksperci kancelarii prawnej DLA Piper.

Jak wynika z najnowszego raportu Stowarzyszenia na Rzecz Rynków Finansowych w Europie (AFME) wartość rynku prywatnych sekurytyzacji w Europie wyniosła na koniec 2022 roku około 196 mld euro. Największy udział w rynku miały sekurytyzacje wierzytelności zabezpieczone należnościami handlowymi (ang. trade receivables securitizations – TRS). Stanowiły one ponad połowę rynku, a ich zannualizowane tempo wzrostu wyniosło na koniec 2022 roku około 13 proc., wynika z danych AFME. Kolejnym istotnym segmentem rynku były sekurytyzacje zabezpieczone wierzytelnościami z tytułu spłaty rat kredytu i leasingu samochodowego.

– Te analizy potwierdzają, że TRS są bardzo dobrym źródłem finansowania dla spółek, które posiadają duży portfel zdrowych, rotujących wierzytelności – mówi Paweł Turek, counsel w zespole rynków finansowych, projektów infrastrukturalnych i restrukturyzacji w DLA Piper w Warszawie. – Mogą być również odpowiedzią na trudności związane z aktualnymi warunkami makroekonomicznymi.

Sekurytyzacja należności handlowych pozwala spółkom na pozyskanie kapitału poprzez zamianę wierzytelności na papiery wartościowe, które stają się przedmiotem obrotu. Zdaniem ekspertów DLA Piper, TRS mogą być szczególnie atrakcyjne dla spółek, które planują się dynamicznie rozwijać także poprzez akwizycje, ponieważ pozwalają pozyskać znacznie wyższe finansowanie niż wskazuje na to ich bilans (dług netto/EBITDA). Mogą one także być skierowane do spółek o ratingu inwestycyjnym gorszym niż portfel ich należności. Jest to także forma finansowania długoterminowego, co jest szczególnie ważne w okresie zawirowań gospodarczych.

– Do rozwoju polskiego rynku TRS mogą przyczynić się zawirowania na rynkach kapitałowych i utrzymujące się wysokie stopy procentowe, które ograniczają spółkom dostęp do kapitału – dodaje Bartosz Matusik, partner kierujący praktyką podatkową w warszawskim biurze DLA Piper. – Prognozy zakładają, że liczba transakcji TRS będzie rosła. Trend ten jest zrozumiały, ze względu na korzyści, które mogą uzyskać emitenci dzięki tym transakcjom.

Eksperci DLA Piper zwracają uwagę również na znaczenie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE regulującego rynek sekurytyzacji, zwanego SECR. Weszło ono w życie 1 stycznia 2019 roku i ustanowiło jednolite ramy prawne dla wszystkich rodzajów sekurytyzacji oraz wymogi dotyczące m. in. obowiązku należytej staranności, zatrzymania ryzyka i transparentności.

Dzięki rozporządzeniu sekurytyzacja jest pierwszym produktem finansowym o jednolitej regulacji obowiązującej we wszystkich krajach UE – dodaje Paweł Turek. – Rozporządzenie jest bardzo szczegółowe, a wymogi rygorystyczne, dzięki temu jednak rośnie zaufanie inwestorów, a tym samym zainteresowanie sekurytyzacją.

Zdaniem przedstawicieli DLA Piper następnym krokiem w rozwoju rynku będzie przeprowadzanie publicznych transakcji sekurytyzacyjnych.

Co stanie się z kursem euro w Polsce na początku 2024 roku? Opinie ekspertów

Euro to jedna z najważniejszych walut na świecie. W związku ze zmianą rządu w Polsce ponownie realne stało się przyjęcie euro również w naszym kraju. Proces ten najpewniej potrwa jeszcze całe lata. Niemniej, zmiana władzy bardzo szybko wpłynęła na kurs europejskiej waluty wobec polskiej złotówki. Co stanie się z kursem euro w Polsce na początku 2024 roku? Zapytaliśmy o opinie ekspertów strony https://kantor.live w tej dziedzinie.     

Najwyższy kurs euro w Polsce

Począwszy od 15 października 2023 roku, gdy jasne stało się, że zmieni się władza w Polsce, złotówka zaczęła się wyraźnie umacniać, zarówno wobec dolara amerykańskiego, jak i euro. Jeszcze 15 października kurs EUR w NBP wynosił 4,4614 PLN. W ostatnim czasie jednak wyraźnie spadł. Zmiana ta już teraz jest spora i należy spodziewać się, że wraz z odzyskiwaniem kolejnych sektorów przez liberałów trend ten będzie się utrzymywał.

Może więc okazać się, że w najbliższym czasie najkorzystniejszą opcją będzie sprzedaż euro. Żeby nie być stratnym na tego typu transakcji, należy znaleźć najkorzystniejszy kurs. Polacy mogą kupować i sprzedawać europejską walutę na wiele różnych sposobów. Wśród dostępnych opcji są:

  • banki,    
  • kantory naziemne,     
  • kantory internetowe.

 Świetną i wygodną opcją jest skorzystanie z usług kantorów naziemnych. Oferują one na ogół znacznie korzystniejsze od klientów ceny walut niż te dostępne w bankach. Nie wymagają również posiadania konta w internetowych serwisach i dokonywania transakcji online. Tym samym, nie ma lepszej alternatywy dla kupna i sprzedaży euro w gotówce. Bazę najlepszych kantorów, które mają najlepszy euro kurs prognozy, znajdziesz w naszej wyszukiwarce.

Aktualny kurs euro w Polsce a przewidywania na przyszłość

Aktualnie, złotówka przeżywa najlepszy okres w roku. Kurs euro wobec złotówki dzisiaj to jest 13.12.2023, wynosi on 4,326 PLN. Inwestorzy znów zaczęli przychylnie patrzyć na polski rynek, a przewidywany zastrzyk gotówki w ramach Krajowego Programu odbudowy może jeszcze bardziej rozruszać polską gospodarkę.

Ponadto, na początku grudnia opublikowane zostały pozytywne odczyty z polskiej gospodarki, które pozwalają Polakom pozytywnie patrzeć w przyszłość. Dobrą wiadomością był przede wszystkim wzrost PKB w III kwartale 2023 o 0,5%, który sprawił, że realny stało osiągnięcie wskaźnika na poziomie 3% w ujęciu rocznym. Innym pozytywnym sygnałem był wzrost wskaźnika PMI dla przemysłu do 48,7 punktu. Biorąc pod uwagę nawarstwiające się problemy gospodarcze liderów UE, Niemiec, wiele wskazuje na to, że złotówka w dalszym ciągu będzie umacniać się wobec EUR.

Czy dzisiejszy kurs euro w Polsce się utrzyma?

Chociaż w grudniu doszło do pewnej stabilizacji kursu EUR, nie należy spodziewać się, że będzie on przez dłuższy czas utrzymywał się w najbliższym czasie na tym samym poziomie. Nie będzie przesadą twierdzenie, że złotówka odzyskała swój blask sprzed kryzysu – w IV kwartale nie ma sobie równych na świecie. Przed PLN prawdopodobnie miesiące wzrostu wartości wobec najważniejszych globalnych – nie tylko euro, ale również dolara amerykańskiego, franka szwajcarskiego i brytyjskiego funta.

Jaki jest przewidywany kurs euro w Polsce w 2024 roku?

Analitycy przewidują, że PLN w 2024 roku pozostanie prymusem na rynkach walutowych. Analitycy przewidują, że dzięki stosunkowo silnemu wzrostowi gospodarczemu uda mu się odrobić straty do EUR do poziomu przedpandemicznego, a więc do kursu na poziomie poniżej 4,25 PLN. Innymi motorami napędowymi będzie najpewniej zakończenie konfliktu z Unią Europejską, a w efekcie – odblokowanie funduszy na jeszcze większą skalę

Kurs euro w Polsce – czy warto sprzedać walutę?

Podsumowując, wydaje się, że na chwilę obecną warto sprzedawać euro, w szczególności, jeśli nie chcemy być stratni w najbliższych kilku miesiącach. Polska stała się ponownie bardzo atrakcyjnym rynkiem do inwestycji, co oznacza, że złotówka najpewniej będzie umacniać się wobec waluty europejskiej. Jeśli więc posiadasz euro i planujesz w niedalekiej przyszłości inwestycję, to polecam rozważenie sprzedaży tej waluty, zanim złotówka jeszcze bardziej się wobec niej umocni.

Wyłączenie odpowiedzialności

Artykuł ten ma charakter informacyjny i nie stanowi porady inwestycyjnej. Treść artykułu nie powinna być traktowana jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji finansowych.

Inwestycje wiążą się z ryzykiem. Zawsze istnieje możliwość utraty części lub całości zainwestowanych środków. Przed podjęciem decyzji o inwestycji należy dokładnie zapoznać się z ryzykami związanymi z danym instrumentem finansowym.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek straty poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie informacji zawartych w tym artykule.

Jak działają giełdy kryptowalut?

Giełdy kryptowalut odgrywają kluczową rolę, umożliwiając inwestorom handel różnorodnymi aktywami cyfrowymi. Wraz z rozwojem technologii blockchain i rosnącym zainteresowaniem inwestorów, kryptowaluty, takie jak Bitcoin, Ethereum czy Ripple, zyskują na popularności. Jednakże, dla wielu osób, koncepcja działania giełd kryptowalut może wciąż pozostawać tajemnicza i pełna zagadek. Jak więc działają giełdy kryptowalut? Zobacz, co warto o nich wiedzieć

Rejestracja i weryfikacja

Pierwszym krokiem dla inwestora chcącego handlować na giełdzie kryptowalut jest rejestracja konta. Proces ten zazwyczaj obejmuje podanie podstawowych informacji osobistych oraz przejście przez proces weryfikacji tożsamości. W przypadku Bittrex https://cryps.pl/gielda/bittrex/ giełda ta stawia na bezpieczeństwo swoich użytkowników, co oznacza dokładną weryfikację.

Po zakończeniu rejestracji inwestor otrzymuje dostęp do portfela kryptowalutowego na giełdzie. Jest to wirtualny portfel, w którym przechowywane są zakupione kryptowaluty. Portfele te są zabezpieczone zaawansowanymi technologiami kryptograficznymi, aby zapewnić bezpieczeństwo aktywów.

Ile kosztują kryptowaluty? 

Giełdy kryptowalut oferują różnorodne rynki, na których można handlować. Rynki te dzielą się na pary walutowe, na przykład BTC/USD czy ETH/BTC, gdzie inwestorzy mogą kupować lub sprzedawać jedną kryptowalutę w zamian za inną. Cena kryptowalut ustalana jest na podstawie popytu i podaży na danym rynku. Warto jednak pamiętać, że kryptowaluty wyróżniają się znaczną zmiennością. Wartość danej krypto może w szybkim czasie zarówno znacznie spaść, jak i wzrosnąć. Z tego względu nigdy nie inwestuj więcej, niż jesteś w stanie stracić. 

Warto przy tym wiedzieć, że inwestorzy na giełdzie kryptowalut mogą składać różne rodzaje zleceń. Najczęstsze to zlecenia rynkowe, gdzie inwestor kupuje lub sprzedaje kryptowaluty po aktualnej cenie rynkowej, oraz zlecenia limitowe, które pozwalają określić cenę, po której inwestor jest gotów kupić lub sprzedać.

Jakie ryzyko wiąże się z inwestowaniem w kryptowaluty? 

Wielu inwestorów korzysta z opcji lewarowania, czyli inwestowania większej kwoty niż posiada na koncie. Choć lewarowanie może zwiększyć zyski, to jednocześnie zwiększa ryzyko straty. Dlatego istotne jest, aby być świadomym, ryzyka związanego z lewarowaniem i stosować odpowiednie strategie zarządzania ryzykiem.

Bezpieczeństwo danych oraz środków inwestorów to priorytet dla giełd kryptowalut. W przypadku Bittrex platforma ta stosuje zaawansowane środki bezpieczeństwa, takie jak dwuskładnikowa weryfikacja, szyfrowanie danych i monitorowanie transakcji w czasie rzeczywistym.

Jak więc widzisz, giełdy kryptowalut stanowią kluczowy element ekosystemu kryptowalutowego, umożliwiając inwestorom handel różnorodnymi aktywami cyfrowymi.  Jednak poznanie procesów działania giełd oraz stosowanie właściwych strategii handlowych to kluczowe kwestie dla osiągnięcia sukcesu na tym dynamicznym rynku. Warto również pamiętać o zasadach bezpieczeństwa, aby chronić swoje aktywa przed ewentualnymi zagrożeniami. Dlatego wybieraj tylko giełdy, które są wysoko w rankingach bezpieczeństwa.

Rynek hotelowy w Polsce: wzrost popytu i poprawa wyników, modernizacja i ESG w tle

Jak wynika z najnowszego raportu Trends Radar „Nieruchomości na fali zmian” przygotowanego przez zespół międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, rynek hotelowy w Polsce notuje konsekwentny wzrost popytu i kluczowych wskaźników dotyczących wyników hoteli. Tak pozytywna sytuacja powinna mieć swoją kontynuację również w 2024 roku, kiedy spodziewana jest między innymi odbudowa liczby noclegów udzielonych gościom zagranicznym. Długoterminowo rynek mocniej skoncentruje się na modernizacjach istniejących obiektów hotelowych, wdrażaniu w nich nowoczesnych rozwiązań technologicznych i tych związanych z ESG.

Na rynku widać wzrost popytu

Jak podaje Trends Radar, na rynku hotelowym w Polsce możemy obserwować konsekwentny wzrost popytu. Dla przykładu, w 2022 roku sektor zanotował 23-procentowy wzrost r/r liczby noclegów, a prognozy na zamknięcie 2023 roku mówią o spodziewanych 5% na plusie r/r.

Tak pozytywne tendencje są przede wszystkim rezultatem wzmocnienia popytu krajowego, natomiast odbudowa liczby noclegów udzielanych gościom zagranicznym jest spodziewana w 2024 roku. Według prognoz, w przyszłym roku liczba noclegów w polskich hotelach ma szansę przekroczyć o 7% poziom zanotowany w 2019 roku, tłumaczy Maciej Prończuk, ekspert ds. rynku hotelowego Cushman & Wakefield.

Dalsze ożywienie na polskim rynku hotelowym będzie w dużej mierze zależało również od wzrostu liczby podróży biznesowych. Podczas gdy Oxford Economics prognozuje powrót do przedpandemicznego poziomu popytu w segmencie biznesowym w Polsce w 2027 roku, wiele wskazuje na to, że może to nastąpić znacznie wcześniej.

Warszawskie hotele już odnotowują wzrost popytu generowanego ze strony firm. Na koniec III kwartału tego roku liczba noclegów oraz przychody związane z popytem biznesowym stanowiły odpowiednio 81% i 98% poziomów odnotowanych w 2019 roku. Z kolei popyt konferencyjny w warszawskich hotelach wzrósł w tym czasie o prawie 20% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku i choć był o 25% niższy od poziomu z 2019, to warto zauważyć, że jednocześnie wygenerował przychody o zaledwie 5% mniejsze niż w tym samym okresie w 2019 roku, dodaje Maciej Prończuk.

Na większą liczbę gości mogą też liczyć hotele zlokalizowane przy polskich lotniskach. Dane pokazują, że liczba pasażerów linii lotniczych na polskich lotniskach powróciła do poziomów sprzed pandemii, a nawet je przekroczyła – w pierwszej połowie 2023 była wyższa o 4% w porównaniu z pierwszym półroczem 2019. Według prognoz ten korzystny trend utrzyma się w najbliższych miesiącach.

Wzrosty notują też kluczowe wskaźniki efektywności

Jak podaje Trends Radar, wskaźnik przychodu na jeden dostępny pokój (RevPAR) w polskich hotelach w okresie od stycznia do października 2023 wzrósł o ponad 19% w stosunku do analogicznego okresu 2022 roku a dodatkowo był o 23% wyższy od poziomu odnotowanego w tym samym okresie w roku 2019.

Trend ten może utrzymać się w 2024 roku, ale musimy mieć też na uwadze, że spodziewane tempo wzrostu spowolni. Wskaźniki obłożenia już teraz są zbliżone do poziomów sprzed pandemii, a możliwości podnoszenia średnich stawek dziennych (ADR) będą ograniczone, na co wpływ będzie mieć między innymi inflacja. Po okresie dynamicznego ożywienia rynek hotelowy w Polsce stabilizuje się, co oznacza bardziej umiarkowany wzrost wyników, dodaje Maciej Prończuk.

Warto podkreślić, że mimo iż hotelarze borykają się z wieloma wyzwaniami wynikającymi z między innymi inflacji, wzrostu kosztów wynagrodzeń i mediów, hotele pozostają rentowne. Na przykład, według danych HotStats, całkowite koszty od początku bieżącego roku do września w hotelach w Warszawie wzrosły o 25%-30%1. Jednocześnie jednak dzięki silnemu wzrostowi przychodów zysk operacyjny brutto na jeden zajęty pokój wzrósł w warszawskich hotelach od 7% do nawet 17% w stosunku do analogicznego okresu 2019 roku.

Jednakże, pomimo coraz lepszych wyników hoteli w Polsce, na rynku nie ma wielu nowych inwestycji hotelowych w budowie. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, skumulowany średni roczny wskaźnik wzrostu liczby pokoi hotelowych w latach 2015-2023 wyniósł 3%. W najbliższych latach prognozowany jest dalszy średni przyrost bazy hotelowej w Polsce. Jak wynika z raportu Cushman & Wakefield „Hotel Operator Beat H1 2023”, pomimo znacznej aktywności deweloperskiej w regionie CEE, realizacja ok. 17% projektów opóźnia się, a kolejnych 11% zostało wstrzymanych. Jest to spowodowane przede wszystkim wysokimi kosztami budowy i trudnościami związanymi z pozyskaniem finansowania dłużnego, na co zwraca uwagę odpowiednio 65% i 35% ankietowanych operatorów. Według 40% respondentów, opóźnienia w realizacji inwestycji hotelowych najczęściej wynoszą od 6 do 12 miesięcy.

Przyszłość rynku pod znakiem modernizacji i ESG

Rosnące oczekiwania gości hotelowych, coraz wyższe koszty operacyjne, a także konieczność sprostania kryteriom ESG sprawia, że coraz więcej inwestorów działających na rynku hotelowym decyduje się na modernizację istniejących instalacji, systemów i procedur oraz inwestowanie w nowe technologie.

Warto podkreślić, że jak wynika z raportu Cushman & Wakefield oraz CMS „Hotel Investment Scene in CEE: Getting Real about ESG in Hotel Real Estate”, Warszawa znalazła się w pierwszej dziesiątce największych rynków europejskich pod względem udziału hoteli posiadających uznane certyfikaty ekologiczne, który w stolicy sięga niemal 10%. Co więcej, pomimo niższego poziomu certyfikacji w porównaniu z sektorem nieruchomości biurowych, Polska jest liderem wśród sześciu państw CEE pod względem liczby hoteli, które posiadają certyfikat BREEAM czy LEED. Mimo to operatorzy wciąż mają dużo do zrobienia, aby ograniczyć ślad węglowy hoteli, dodaje Maciej Prończuk.

Aspekty związane z ESG stanowią wyzwanie, ale jednocześnie i szansę, ponieważ realizacja polityki zrównoważonego rozwoju może mieć pozytywny wpływ na wysokość przychodów oraz umożliwić obniżenie kosztów operacyjnych.

ESG staje się również istotnymi kryterium w procesach decyzyjnych operatorów oraz instytucji udzielających finansowania dłużnego. Z badania Cushman & Wakefield „Hotel Operator Beat H1 2023”, wynika, że 42% ankietowanych operatorów jest skłonnych zaoferować wyższy czynsz, a 30% – zaproponować właścicielom wyższy depozyt zabezpieczający (key money) w przypadku hoteli spełniających najwyższe standardy w zakresie zrównoważonego rozwoju i ESG, podsumowuje Maciej Prończuk.

1 W przeliczeniu na jeden zajęty pokój w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 roku.

Czy wprowadzenie kasowego PIT będzie korzystne dla przedsiębiorców? Ekspert podatkowy ocenia propozycję nowego rządu

Jedną z obietnic wyborczych Koalicji Obywatelskiej było wprowadzenie tzw. kasowego PIT. Teraz zamiar ten potwierdził w swoim exposé premier Donald Tusk. Wdrożenie tego rozwiązania przyniosłoby zmiany dla przedsiębiorców, którzy płaciliby podatek dochodowy dopiero po otrzymaniu środków z tytułu opłaconej faktury, a nie w momencie jej wystawienia.

Eksperci zwracają uwagę, że wprowadzenie kasowego PIT przyniosłoby przedsiębiorcom dodatkowy obowiązek weryfikacji faktury, a konkretniej dnia, w którym została ona zapłacona. Przyjmując np., że usługa została wykonana 31 grudnia, to według aktualnie obowiązujących zasad, zostałaby ona ujęta dla podatku dochodowego również pod tą datą. Natomiast w przypadku kasowego PIT trzeba będzie sprawdzić, kiedy opłacono tę fakturę lub kiedy otrzymano płatność. Jest to dodatkowy obowiązek weryfikacyjny, ponieważ często w fakturach wskazuje się 14-dniowy termin płatności.

Z pewnością dodatkowa weryfikacja przysporzyłaby wielu problemów. Odzwierciedleniem tego jest metoda kasowa w podatku VAT, który stosuje bardzo mało przedsiębiorców, pomimo faktu, że mogą z niego skorzystać podatnicy, którzy osiągają przychód rzędu 2 milionów euro rocznie. Biorąc pod uwagę kryterium przychodu, zdecydowana większość podatników w Polsce mogłaby skorzystać z kasowego VAT, ale nie robi tego, bo jest to po prostu często utrudnienietłumaczy Piotr Juszczyk, Główny doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Ulga na złe długi z jednym warunkiem i krótszym terminem

Zdaniem eksperta, chcąc zadbać o przedsiębiorców i ich płynność finansową, powinno się znieść warunki do skorzystania z ulgi na złe długi. Ulga ta pozwala na obniżenie podstawy opodatkowania o te faktury, które nie zostały zapłacone lub uregulowane. W konsekwencji mogłoby to spowodować, że przedsiębiorcy rzeczywiście odnosiliby korzyść z jej stosowania. Jednak obecnie ulga na złe długi jest obarczona różnymi warunkami, dlatego powinny one zostać usunięte z ustawy o PIT i ustawy o podatku VAT. W zamian powinien pozostać tylko jeden warunek skorzystania z ulgi – sytuacja, w której drugi przedsiębiorca nie zapłacił za daną fakturę, chociaż powinien.

Oprócz zniesienia warunków dotyczących ulgi na złe długi, powinien zostać skrócony termin możliwości skorzystania z niej. Obecnie wynosi on 90 dni od terminu płatności. Warto rozważyć skrócenie tego czasu do 30 czy nawet 15 dni, albo wprowadzenie systemu, w którym, jeśli np. 20. dnia miesiąca nie mamy należności za fakturę, to tej faktury nie musimy uwzględniać w podatku dochodowym. Stosując taki system, przedsiębiorca mógłby liczyć podatek dochodowy na zasadach uproszczonych, ale jeśli jakieś faktury nie ma uregulowanej, to nie będzie musiał jej wykazywać – wskazuje Piotr Juszczyk.

Rozważając wprowadzenie takiego systemu, warto uwzględnić fakultatywny charakter jego stosowania, tzn. niewykazywanie płatności w danym rozliczeniu podatkowym byłoby możliwością dla przedsiębiorców, a nie obowiązkiem.

Wakacje od ZUS – ulga czy kłopot?

Eksperci ostrożnie oceniają również obietnicę wprowadzenia wakacji podatkowych dla przedsiębiorców. –  Chwilowe likwidowanie u przedsiębiorców problemu braku płynności finansowej poprzez to, że nie zapłacą raz w roku składek ZUS, nie jest rozsądnym rozwiązaniem. Wszystko dlatego, że przedsiębiorcy przez 11 miesięcy muszą dalej je płacić. W mojej ocenie tutaj mamy już też gotowe rozwiązanie, tylko należałoby je bardziej zliberalizować. Mowa o Małym ZUS plus – wskazuje ekspert inFakt.

Obecnie Mały ZUS plus działa w taki sposób, że przedsiębiorca, który osiąga przychody do 180 tys. zł, posiada koszty prowadzenia działalności na poziomie 160 tys. zł, co równa się dochodowi w wysokości 20 tys. zł., nie może sobie pozwolić na skorzystanie z tej ulgi, bo nie będzie go na nią stać. W 2024 roku wartość rocznego podstawowego ZUS będzie wynosiła blisko 24 tys. zł.

W sytuacji dochodu rocznego rzędu 20 tys. zł, przedsiębiorca będzie musiał dodatkowo dołożyć w jakiś sposób 4 tys. zł do swojego dochodu, żeby zapłacić składki ZUS. Natomiast w przypadku przedsiębiorcy osiągającego przychód w wysokości 80 tys. zł, mającego koszty na poziomie 20 tys. zł, dochód wynosi 60 tys. zł i taki przedsiębiorca może skorzystać z Małego ZUS plus. Wszystko dlatego, że warunkiem skorzystania z tej ulgi jest nieprzekroczenie granicy 120 tys. przychodu.

W mojej ocenie Mały ZUS plus powinien zostać wprowadzony na stałe i bez warunku przychodowego, a z dochodem, zamiast stosowania wakacji od składek ZUS – podkreśla Piotr Juszczyk.

Recesyjne obawy wywołają gołębi zwrot EBC?

Istotne zmiany otoczenia gospodarczego od czasu październikowego posiedzenia sugerują, że Europejski Bank Centralny może przyjąć w czwartek bardziej gołębi ton. Naszym zdaniem zmiana komunikacji jest uzasadniona, bank będzie jednak zapewne bardzo ostrożny, by nie wzmocnić już agresywnych oczekiwań rynkowych dotyczących cięć stóp procentowych. Przy sprawnej komunikacji ze strony banku wspólna waluta ma szansę na umocnienie po posiedzeniu.

Oczekiwania inwestorów w kontekście łagodzenia polityki monetarnej w strefie euro w ciągu ostatnich dwóch miesięcy znacznie wzrosły, do czego przyczyniły się słabe dane dotyczące aktywności gospodarczej i dalszy spadek presji cenowej. Szczególnie widoczne było to pod koniec listopada, po publikacji ostatniego raportu inflacyjnego. Obecnie rynki spodziewają się rozpoczęcia cięć już w marcu (wyceniane w 60%) i w sumie 130 pb. obniżek w 2024 r.

Wykres 1: Inflacja HICP w strefie euro (2014 – 2023)

Inflacja HICP w strefie euro
Źródło: LSEG Datastream Data: 12.12.2023

Obawy przed recesją w strefie euro nie wygasają

Listopadowy odczyt inflacji przyciągał uwagę. Obie miary spadły znacznie silniej, niż tego oczekiwano – główna z 2,9% do 2,4%, bazowa zaś z 4,2% do 3,6%. Wartości te, szczególnie druga z nich, są wciąż za wysokie, miara główna odbiega jednak aktualnie od celu o mniej niż 0,5 pp. – wyraźnie widać więc postępy w walce z inflacją.

Publikowane z dużym opóźnieniem wskaźniki aktywności gospodarczej w strefie euro wskazują, że gospodarka jest na krawędzi płytkiej recesji lub już jej doświadcza. Szereg danych ankietowych wskazuje w ostatnim czasie na pewną poprawę sytuacji, wskaźniki PMI są jednak bliskie niedawnych minimów i wyraźnie poniżej oddzielającej kurczenie się i ekspansję granicy 50 pkt. Ostatnie dane dotyczące kredytów również potwierdziły, że polityka banku dość skutecznie ogranicza popyt, co jest niekorzystne dla wzrostu gospodarczego, pozytywne jednak dla perspektyw inflacji. Wątły stan popytu we wspólnym bloku i skala ostatniego spadku dynamiki cen sugerują, że odwracanie polityki pieniężnej może rozpocząć się w nie tak dalekiej przyszłości.

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2020 – 2023)

Wskaźniki PMI w strefie euro (2020 – 2023)
Źródło: LSEG Datastream Data: 12.12.2023

EBC w pewnym stopniu przyznał, że rzeczywistość gospodarcza uległa zmianie. Jastrzębie skrzydło banku jest od jakiegoś czasu spokojne, a być może najważniejsza jego przedstawicielka Isabel Schnabel w swoim niedawnym wywiadzie zasugerowała, że podwyżki stóp procentowych nie wchodzą w grę. Minutki z październikowego posiedzenia banku również zawierały gołębie tony. Poza potwierdzeniem, że bazowy scenariusz banku nie uwzględnia dalszych podwyżek stóp, zasugerowały wzrost obaw dotyczących perspektyw gospodarczych.

EBC wykona pivot – ale stopniowo

Dane dotyczące aktywności gospodarczej opublikowane od czasu ostatniego posiedzenia raczej nie rozwieją obaw EBC w kontekście wzrostu. Raport inflacyjny HICP może pozwolić zaś na pewien optymizm w odniesieniu do dynamiki cen i naszym zdaniem ośmielić Radę Prezesów do niewielkiej korekty tonu w gołębią stronę.

Jednocześnie uważamy, że jest zbyt wcześnie na istotny zwrot w polityce banku, a ruchy w tym kierunku będą zapewne bardzo stopniowe, szczególnie biorąc pod uwagę, że EBC jest znany jako jeden z najostrożniejszych banków centralnych G10.

Prawdopodobna ostrożna komunikacja bez forward guidance

Prezeska Christine Lagarde postara się naszym zdaniem nie zdradzić wiele podczas swojej konferencji prasowej i będzie unikać przekazania czegokolwiek, co można by uznać za forward guidance. Co prawda nie może ona zaprzeczyć postępom w walce z inflacją, może jednak spróbować złagodzić przekaz, sugerując, że nie jest to jeszcze walka wygrana, podkreślając przy tym niepewność dotyczącą perspektyw.

W kontekście wzrostu może również zdecydować się na to, by nie brzmieć zbyt pesymistycznie – zauważając niepewne oznaki, że najgorsze może być już za nami, lub przynajmniej, że część danych ankietowych zmierza w dobrym kierunku. Możliwe, że zdecyduje się także odsunąć agresywne wyceny rynkowe dotyczące cięć stóp procentowych, co może okazać się kluczowe dla reakcji euro. Wyraźne wskazanie, że jest zbyt wcześnie na rozważanie obniżek, prawdopodobnie wsparłoby wspólną walutę.

Uwagę rynku mogą zwrócić także komentarze dotyczące reinwestycji w ramach Pandemicznego Programu Zakupów Awaryjnych (PEPP). Mają one być kontynuowane przynajmniej do końca 2024 r., ostatnie komentarze Lagarde sugerują jednak, że będzie to wkrótce poddane dyskusji – nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby temat ten wypłynął podczas grudniowego posiedzenia.

Poza tonem komunikatów Lagarde istotne dla rynku będą zrewidowane projekcje makroekonomiczne. Uwaga skupi się na skali obniżek prognoz wzrostu i inflacji w średnim terminie oraz nowych perspektywach długoterminowych, pojawią się bowiem pierwsze prognozy na 2026 r.

EUR/USD z szansą na umocnienie

Biorąc pod uwagę drastyczną zmianę oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych EBC, do której doszło w ostatnich tygodniach, poprzeczka dla gołębiego zaskoczenia wydaje się zawieszona bardzo wysoko. Trudno sobie wyobrazić, jak EBC mógłby istotnie zwiększyć rynkowe oczekiwania dotyczące rozluźniania polityki. Sugeruje to, że bilans ryzyk dla euro przed posiedzeniem skierowany jest w górę. Niemniej nie możemy całkowicie wykluczyć niewielkich strat wspólnej waluty, jeśli Lagarde nie zarządzi odpowiednio komunikacją lub jeśli „źródła powiązane z EBC” podważą stanowisko prezentowane na posiedzeniu, jak z niepokojącą regularnością zdarzało się w ostatnim czasie.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (14.12) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Roman Ziruk; Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Pracownicy chcą premii, nie prezentów

Planujesz świąteczne podarki dla pracowników? Dobrze się zastanów. Prawdopodobnie oni… wcale nie chcą prezentów, a przynajmniej 88% z nich. Z danych Gi Group Holding wynika, że tylko 4% pracowników czeka na firmowy upominek. Reszta woli kartę prezentową albo dzień wolny od pracy. Czego naprawdę oczekują polscy pracownicy?

Gi Group Holding przeprowadził ankietę dotyczącą świątecznych benefitów. Odpowiedzi mogą być zaskakujące: tylko 12% z 580 respondentów wybrało niepieniężną (czyli prezentową) formę benefitu świątecznego. Z tego prawie połowa (47%) chciałaby dostać kartę prezentową na zakupy. Na upominek firmowy wskazało jedynie 4% respondentów.

Dlaczego pracownicy nie chcą dostawać prezentów?

Jak mówi ekspert rynku pracy, ten stan rzeczy może mieć kilka przyczyn.

– Premia pieniężna daje pracownikom wolność wyboru w zakresie tego, jak chcą wykorzystać otrzymane środki. Ponadto święta to czas, kiedy wiele osób ponosi duże wydatki, a dodatkowa gotówka może pomóc w pokryciu tych kosztów. To ważne szczególnie w okresie ekonomicznej niepewności, nie tylko dla osób o ograniczonych dochodach, ale także dla specjalistów czy managerów – mówi Małgorzata Parzych ekspert ds. Administracji Personalnej i Legalizacji Zatrudnienia Cudzoziemców w Grafton Recruitment.

Premia świąteczna jest więc najczęstszym wyborem pracowników. A co na to pracodawcy? Vouchery czy prezenty mogą być równie wartościowe a nawet droższe, jednak nie są postrzegane tak samo.

– Firmy lubią skupiać się na prezentach w formie fizycznej, ponieważ w wielu przypadkach mogą potraktować je jako koszty uzyskania przychodu, więc zmniejszają ich obowiązki podatkowe. W przypadku świadczenia pieniężnego i zatrudnienia na umowę o pracę trzeba brać również pod uwagę konieczność opłacenia większego ZUS-u – dodaje Małgorzata Parzych.

Pieniądze albo psikus?

Gi Group Holding zapytało specjalistów również o to, jaki rodzaj fizycznego prezentu jest dla nich najbardziej atrakcyjny. Kartę upominkową wskazało 47% respondentów, dodatkowy dzień wolny od pracy – 37%, a 12% uczestników wybrało bilet na wydarzenie kulturalne. Upominek firmowy wskazało tylko 4% osób.

W świetle wyników ankiety o wybór świadczeń pieniężnych i niepieniężnych ta odpowiedź nie zaskakuje. Wynika z niej, że pracownicy chcą otrzymać prezent, który będzie stanowił dla nich realną wartość w postaci wsparcia domowego budżetu czy uwolnienia wolnego czasu. Warto wziąć to pod uwagę przy wyborze świątecznych podarunków dla pracowników.

FED nie zaskoczy

Zapowiada się neutralne posiedzenie Rezerwy Federalnej. W Polsce mamy nowy rząd i nowy powód do pojawiania się w zagranicznej prasie. Bezrobocie na Wyspach Brytyjskich stabilne.

Inflacja w USA bez niespodzianek

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w USA. Tempo wzrostu spadło zgodnie z oczekiwaniami symbolicznie o 0,1% do 3,1%. Jest to zatem drugi najniższy wynik po czerwcowym dołku od początku tego cyklu wyższej inflacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że inflacja bazowa stoi w miejscu, co nie jest dobrym prognostykiem. O tym, że dane te nie zmieniają nic w dotychczasowych przewidywaniach co do poziomu stóp procentowych, najlepiej świadczy reakcja rynków. Kontrakty terminowe na stopę procentową niemal nie drgnęły, mimo tego, że decyzja o stopach procentowych zostanie podjęta już dzisiaj wieczorem. Na rynku walutowym po publikacji danych było widać chwilowe umocnienie dolara, ale rynek bardzo sprawnie wrócił na poprzednie poziomy. Zapowiada się zatem nudne posiedzenie FED.

Mamy nowy rząd

Wydawało się wczoraj, że kumulacją emocji tego dnia będzie dyskusja na temat powołania nowego rządu Donalda Tuska. Koalicji zależało na czasie między innymi z powodu rychłej wizyty w Brukseli. Opozycja, również z tego powodu, zamierzała to blokować. Show jak się okazuje skradł jednak jeden z posłów opozycji, którego uczucia religijne obraziła świeca Chanukowa. W rezultacie, w wielu mediach światowych zamiast informacji o nowym gabinecie, silniej przebiła się informacja o gaszeniu owej świecy gaśnicą. Pomimo tego incydentu, na szczęście tylko wizerunkowego, złoty wczoraj zyskiwał. Powodem było między innymi to, że nie zrealizowały się żadne ryzyka przed wybraniem nowego rządu. Część inwestorów bała się, że na ostatniej prostej proces zostanie wstrzymany lub opóźniony jakąś sztuczką formalną.

Bezrobocie na Wyspach

Wczoraj poznaliśmy również dane z brytyjskiego rynku pracy. Bezrobocie utrzymuje się na poziomie 4,2% już 3 miesiąc. Warto natomiast zwrócić uwagę na spadającą liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 16 tysięcy to z jednej strony nadal wzrost, ale mniejszy niż oczekiwane 20,3 tysiąca. Jest to zatem krótkoterminowo korzystna niespodzianka, ale niedająca perspektyw na długoterminową poprawę. W zeszłym roku też w okolicach listopada mieliśmy stabilizację stopy bezrobocia. Była to jednak stabilizacja na poziomie 3,7%, a nie obecnych 4,2%. Inwestorzy nie wierzą jednak za bardzo w funta. Dane te zostały wykorzystane do częściowej korekty umocnienia funta brytyjskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja producencka,
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kraków wzmacnia pozycję na rynku biurowym. Nowe inwestycje i stabilny popyt

Według najnowszego raportu przygotowanego przez Newmark Polska, rynek biurowy w Krakowie w 2023 roku wykaże wzrost zasobów o 5,5%, przekraczając 1,8 mln mkw. powierzchni, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego zainteresowania najemców, pomimo globalnych wyzwań gospodarczych. Krakowem najbardziej zainteresowani są najemcy z sektorów technologii, finansów i nowoczesnych usług wspólnych.

Mimo wyraźnego spowolnienia w budowie spowodowanego wzrostem kosztów finansowania i budowy do końca listopada 2023 roku oddano do użytku 97 000 mkw. nowych biur. Do największych nowych projektów zrealizowanych w 2023 roku należą: kolejny etap kompleksu Ocean Office Park (budynek B o pow. 28 600 mkw., I kw.), Kreo (24 000 mkw., III kw.), Fabryczna Office Park B5 (14 000 mkw., I kw.) oraz Mogilska 35 Office (13 500 mkw., IV kw.). Spodziewana nowa podaż biurowa w ciągu całego roku nie przekroczy 100 000 mkw. i tym samym będzie niższa od ubiegłorocznej o 4% i o ponad 39% od średniej z lat 2016-2020 (158 000 mkw.).

– Najemcy wciąż są bardzo zainteresowani krakowskim rynkiem biurowym, aczkolwiek obserwujemy zwiększoną aktywność w zakresie relokacji i renegocjacji obecnych umów. Jest to związane z trendem optymalizacji kosztów wynajmowanej powierzchni i zwiększenia efektywności jej wykorzystania – mówi Patryk Kowalkowski, Doradca w dziale powierzchni biurowych, Newmark Polska.

W okresie od stycznia do września 2023 roku podpisano umowy najmu na łącznie prawie 121 100 mkw. biur, co daje miastu trzecie miejsce wśród miast regionalnych pod względem wolumenu popytu, za Trójmiastem (127 100 mkw.) i Wrocławiem (121 900 mkw.). W strukturze popytu dominowały nowe umowy najmu (56%), z renegocjacjami i ekspansjami stanowiącymi odpowiednio 29% i 10%. Sektor nowoczesnych usług dla biznesu, w tym centra ITO, odpowiadały za 30% zarejestrowanego popytu.

– Branża IT w Krakowie przeżywa szybki rozwój, co przekłada się na rosnącą liczbę ofert pracy. Liczba ogłoszeń pracy w branży IT w Krakowie podwoiła się w stosunku do roku poprzedniego, co jest związane z dynamicznym rozwojem sektora IT w Polsce – mówi Katarzyna Kucharek, Strategic Business Development Manager, Randstad.

– Kraków to miasto, które potrafi łączyć – tradycję z nowoczesnością, ekologię z innowacjami, inwestycje z troską o środowisko i jakość życia mieszkańców. Liczba zlokalizowanych tu inwestycji zagranicznych i rozwój rodzimej przedsiębiorczości świadczą o tym, że Kraków ma wszystko, czego firmy oczekują od lokalizacji idealnej do prowadzenia biznesu – podkreśla Jacek Majchrowski, Prezydent Krakowa.

– Mimo wyzwań związanych z kosztami i budową, deweloperzy nadal planują nowe inwestycje biurowe, zwiększając atrakcyjność rynku dla przyszłych najemców. W przygotowaniu znajdują się m.in. biurowce: Nowy Format, Wita Stwosza, Tischnera Green Town czy nowa inwestycja Cavatina Holding, które po ukończeniu dostarczą kolejne 150 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Kraków, z bogatą ofertą biur i atrakcyjnymi cenami czynszów, nadal przyciąga firmy poszukujące nowoczesnych i innowacyjnych rozwiązań w swoich biurowcach –podsumowuje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Liderka ds. ESG, Newmark Polska.

Dzięki bogatej ofercie biur najemcy mają do dyspozycji powierzchnie biurowe w różnym standardzie i cenie. Obecnie średnie czynsze w Krakowie mieszczą się w przedziale od 13,50 do 14,50 euro /mkw./miesiąc, ale w najbardziej poszukiwanych i atrakcyjnych lokalizacjach sięgają nawet 15,50-17,50 euro/mkw./miesiąc. Warto jednak odnotować, że deweloperzy prześcigają się w dostarczaniu coraz to bardziej zawansowanych oraz innowacyjnych rozwiązań zarówno technologicznych, jak i z zakresu ESG, by nowe projekty były nie tylko nowoczesne, ale też ponadczasowe i przyjazne dla środowiska.

ORLEN, Lafarge i Air Liquide z grantem na terminal CO2 w Gdańsku

Morski terminal przeładunkowy dwutlenku węgla – wspólne przedsięwzięcie ORLEN, Lafarge Cement S.A. i Air Liquide Polska – uzyskał grant Komisji Europejskiej na przygotowanie dokumentacji projektowej inwestycji oraz studiów wykonalności łańcucha dostaw. Budowa terminala przyczyni się do realizacji strategicznych celów Koncernu w zakresie ograniczania emisji własnych CO2. Umożliwi także świadczenie usług związanych z zarządzaniem dwutlenkiem węgla na rzecz firm, dla których wychwytywanie i sekwestracja CO2 jest jedyną dostępną technologią umożliwiającą redukuję emisji. W latach 2027–2030 ORLEN będzie dysponować potencjałem zagospodarowania lub sekwestracji 3 mln ton CO2 rocznie.

Planowany terminal CO2 jest częścią inicjatywy „PL-EU Interconnector”, wpisanej na listę Projektów Wspólnego Zainteresowania (PCI), na którą trafiają projekty szczególnie istotne z punktu widzenia realizacji polityki energetycznej i klimatycznej UE. Celem projektu jest finalizacja badań inżynieryjnych i transportowych, niezbędnych do budowy multimodalnego terminala dwutlenku węgla w Gdańsku. Grant w wysokości 2,54 mln euro został przyznany w ramach programu „Łącząc Europę” (CEF Energy PCI „Studies”) i posłuży do przygotowania dokumentacji projektowej, w tym do realizacji Front–End Engineering Design (FEED) dla terminala morskiego.

Budowa terminala będzie podzielona na dwa etapy, przy czym w pierwszym instalacja ma uzyskać przepustowość 3 mln ton CO2 rocznie. Około 1 mln ton CO2 przypadnie ORLEN na potrzeby sekwestracji dwutlenku węgla z Zakładu Produkcyjnego w Płocku, ok. 1 mln ton wykorzysta spółka Lafarge Cement S.A., a pozostały ok. 1 mln ton zostanie udostępniony w ramach usług komercyjnych. Z takiego rozwiązania skorzystają branże, w których uniknięcie emisji CO2 jest trudne z powodów technologicznych, skutkujących brakiem możliwości istotnego ograniczenia emitowanego dwutlenku węgla, w szczególności sektor hutniczy i cementowy.

Przewidywanym miejscem budowy terminala jest Gdańsk. Według założeń, dwutlenek węgla będzie dostarczany do instalacji z zakładów przemysłowych centralnej i północnej części kraju, a następnie przeładowywany na statki i transportowany do docelowych miejsc sekwestracji zlokalizowanych pod dnem morza. Początkowo transport dwutlenku węgla do terminala będzie realizowany koleją, jednak docelowym rozwiązaniem jest budowa rurociągu przesyłającego CO2.

Spółka Lafarge Cement S.A., będąca partnerem ORLEN, w styczniu 2023 roku podpisała umowę na dofinansowanie projektu Kujawy Go4ECOPlanet w ramach konkursu Innovation Fund. Projekt przewiduje uruchomienie w 2027 r. w Cementowni Kujawy instalacji do wychwytywania CO2, która umożliwi całkowitą redukcję śladu węglowego z wypału klinkieru.

Budowa terminala morskiego CO2 to pierwsza tego typu inwestycja w Polsce i jedna z pierwszych w regionie. Projekt pozwoli Grupie ORLEN zbudować pozycję lidera usług zarządzania emisjami dwutlenku węgla oraz ułatwi osiągnięcie przez Koncern neutralności emisyjnej do 2050 roku. Inwestycja przyczyni się do rozwoju infrastruktury dla transportu CO2 w Europie Środkowej i Centralnej.

Dodatkowo we wrześniu tego roku ORLEN wspólnie z partnerami: spółkami Lafarge Cement S.A. i Air Liquide Polska oraz we współpracy z ORLEN Lietuva, uzyskał dla projektu ECO2CEE (kontynuacja projektu „EU CCS Interconnector”) status projektu PCI na nowej liście projektów PCI/PMI, co umożliwi ubieganie się w latach 2024-2025 o dofinansowanie prac wykonawczych terminalu z programu CEF Energy PCI „Works”.

Pracownicy w Polsce: Chaos i nagłe zmiany rujnują komfort pracy

Komfort pracy jest stanem, do którego z oczywistych względów dążą wszyscy pracownicy. Każdy chce funkcjonować w dobrych, sprzyjających warunkach i doświadczać jak najmniej przeszkód, pełniąc codzienne obowiązki. Tymczasem, jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, specjalistki i specjaliści mierzą się z wieloma trudnościami w pracy. Wśród najczęściej wymienianych znalazły się chaos w procesach i projektach zespołowych oraz dużo nagłych zmian lub zadań ad hoc.

Choć wynagrodzenie niezmiennie od lat pozostaje głównym powodem satysfakcji z pracy, to dla pracowników liczy się też coś więcej. Ważne są dla nich możliwości rozwoju, dobre relacje ze współpracownikami, czy zwyczajnie komfort pracy. Jednak jak wykazuje badanie Hays – spokój ten nie zawsze jest łatwy do osiągnięcia.

Brak organizacji pracy i nagłe zmiany

Ostatnie lata wymagały od pracowników i pracodawców dużej elastyczności oraz konieczności szybkiego dostosowania się do zmian. Nie dość, że transformacji uległy potrzeby i oczekiwania rynku, to zaczęto zmieniać dotychczasowe modele współpracy. Obecnie pracownicy znacznie częściej niż jeszcze kilka lat temu pracują w zespołach zdalnych i międzynarodowych. Bez wątpienia był to wyczerpujący czas.

Czy po okresie wielu zmian udało się ustabilizować i unormować sposób działania organizacji? Nie zawsze i nie do końca, bowiem 46 proc. respondentów najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego wśród blisko 1200 specjalistów na przełomie listopada i grudnia 2023, za największą przeszkodę w pracy uważa chaos panujący w procesach i projektach zespołowych.

Powodów takiego stanu rzeczy można upatrywać w wielu źródłach – niewystarczająco uporządkowanej strukturze organizacji, wysokiej rotacji pracowników czy nieefektywnym zarządzaniu, które może być połączone z niedostatecznymi kompetencjami liderskimi wśród kadry menedżerskiej.

W obliczu podobnych problemów zgłaszanych przez pracowników, kluczowe staje się dokładne przeanalizowanie sytuacji przez kadrę wyższego szczebla. Warto zastanowić się, jak realnie wygląda współpraca i kształtowanie procesów w firmie, co minimalizuje ich efektywność i jak często wprowadzane są zmiany. Nieocenione w stawianiu czoła tej przeszkodzie będą również indywidualne rozmowy z pracownikami lub zewnętrznymi ekspertami z zakresu HR, którzy dostarczą obiektywnej, niezależnej opinii – tłumaczy Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland.

Zdaniem pracowników problem tkwi także w dużej liczbie zmian wprowadzanych zbyt nagle lub pospiesznie oraz liczbie wcześniej niezaplanowanych, lecz wymagających natychmiastowej uwagi zadań ad hoc (37 proc.). To właśnie one najczęściej powodują wypadanie z rytmu w trakcie pracy, konieczność ciągłej zmiany priorytetów oraz ogólny bałagan i zagubienie.

Braki kadrowe prowadzące do nadgodzin

Niemal 1/4 respondentów jako przeszkodę w pracy wskazuje również niewystarczającą liczbę pracowników. Może się to przekładać się na zwiększenie liczby obowiązków w przeliczeniu na jedną osobę, a w konsekwencji prowadzić do nadgodzin, przemęczenia oraz spadku efektywności pracy. To, że obecnie jest to rzeczywiście duży problem, potwierdza raport Hays i Baker McKenzie „Nadgodziny 2023”.

Ponadto niemal co piąty ankietowany przyznaje, że firma ma słabe zaplecze technologiczne lub skomplikowane regulacje i zasady, co zamiast ułatwiać pracę, jedynie ją utrudnia. Trudno bowiem efektywnie i sprawnie pracować w sytuacji, gdy przykładowo wiele prostych zadań administracyjnych nadal trzeba wykonywać manualnie, otrzymywać zgodę na uzyskanie określonych danych z kilku źródeł lub wielokrotnie sprawdzać rezultaty po zawodnej technologii.

Dobra informacja jest taka, że zaledwie 5 proc. respondentów jako przeszkodę w pracy wskazała złe relacje ze współpracownikami. – Fakt, że niewielki odsetek pracowników jako główną przeszkodę w pracy wskazuje na złe relacje z kolegami i koleżankami, może oznaczać, że pracodawcy – mimo doświadczania rynkowej niepewności – dbają o integrację i dobrą atmosferę w zespołach. Jest to niezwykle ważne, ponieważ wzbudza poczucie jedności u pracowników, co z kolei wzmacnia wzajemne wsparcie i zaufanie – dodaje Agnieszka Kolenda.

Z jakimi przeszkodami mierzysz się w pracy?

Chaos w procesach i projektach zespołowych 46%
Dużo nagłych zmian/ zadań ad hoc 37%
Za mały zespół 23%
Słabe zaplecze technologiczne 19%
Skomplikowane regulacje i zasady 17%
Brakuje mi pewnych umiejętności/ rozwoju 15%
Międzynarodowy zespół/ kultura 9%
Złe relacje ze współpracownikami 7%
Za duży zespół 5%

Źródło: badanie Hays Poland, listopad-grudzień 2023
Procenty nie sumują się do 100, gdyż możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Problem jest, wsparcia nie ma?

Pomimo licznych przeszkód doświadczanych przez pracowników, tylko 33 proc. jednoznacznie stwierdza, że otrzymuje wsparcie od pracodawcy w walce z nimi. Jednocześnie prawie 40 proc. z reguły nie otrzymuje go wcale, a 28 proc. nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Czym może być to spowodowane? Prawdopodobnych scenariuszy jest wiele.

Potencjalnym powodem jest luka w komunikacji. Może być tak, że pracownicy w sposób niewystarczający komunikują przełożonym problemy, z jakimi się mierzą. Niewykluczone jest również to, że to szefowie nie zawsze są w stanie je rozwiązać.

Wspieranie pracowników to bardzo często już sama umiejętność wysłuchania tego, co mówią i prawdziwego zrozumienia wyzwań, z jakimi się mierzą. W pracy zawsze będziemy mieć do czynienia z sytuacjami, na które ani zatrudniony, ani przełożony nie mają dużego wpływu, np. zmiany prawne, sytuacja rynkowa czy decyzje klienta. Wówczas menedżer powinien nakierować wysiłki pracownika na obszar, w którym może coś zdziałać. Wspólne spojrzenie na problem często pozwala znaleźć rozwiązanie, które wcześniej nie było tak oczywiste. Ponadto uświadomienie sobie, że nie ma idealnych organizacji i ról w pracy, pozwala z większą wyrozumiałością patrzeć na trudności, które napotykamy – tłumaczy Agnieszka Kolenda.

Przeszkody zauważone, ale co dalej?

Doświadczane przez pracowników problemy często pociągają za sobą dalsze przemyślenia. Specjalistki i specjaliści pochylają się nad problemem, lecz jak pokazuje badanie – w samotności i nierzadko z poczuciem zrezygnowania. Ponad 1/4 ankietowanych przyznaje, że pozostawiona sama sobie z przeszkodą, stara się na własną rękę minimalizować jej skutki.

Jakie są Twoje przemyślenia na temat wskazanych przeszkód?

Staram się samodzielnie minimalizować ich skutki 27%
Męczą mnie na tyle, że myślę o zmianie pracy 22%
Uważam, że można byłoby je łatwo rozwiązać 20%
Demotywują mnie i utrudniają osiągnięcie sukcesu w pracy 15%
Staram się je ignorować i skupiać na pozytywach 8%
Trudno powiedzieć 8%

Źródło: badanie Hays Poland, listopad-grudzień 2023

Nieco ponad 1 na 5 respondentów deklaruje, że przeszkody w pracy są na tyle męczące, że stają się motywatorem do rozważań na temat zmiany pracy, a kolejne 20 proc. sądzi, że przy odrobinie dobrej woli można by było łatwo je wyeliminować. Pokazuje to zatem, że nagromadzenie się nawet niewielkich problemów w organizacji, może powodować demotywację i frustrację wśród pracowników.

Jednocześnie zaledwie 8 proc. ankietowanych jest wobec nich optymistycznie (a może nawet nieco idealistycznie) nastawiona. Grupa ta ma świadomość problemu, jednak stara się go ignorować i w pracy skupiać wyłącznie na pozytywnych aspektach.

Co dane te oznaczają dla pracodawców? Przede wszystkim dobrze jest przeprowadzać regularne rozmowy z pracownikami nie tylko o ich wynikach i rozwoju, ale w szczególności o samopoczuciu, satysfakcji z pracy oraz – jak wykazało badanie – przeszkód w niej doświadczanych. Być może dodatkowo pozwoli to na zatrzymanie odpływu pracowników z organizacji. Pomocne może być także tworzenie grup projektowych, w skład których będą wchodzili przedstawiciele różnych działów i kadry zarządzającej, mające na celu lepsze zarządzanie najczęstszymi problemami pojawiającymi się w organizacji.

Rynek biurowy w Polsce: stagnacja i poszukiwanie okazji

Spadek wolumenu inwestycyjnego, który notowany jest w tym roku we wszystkich sektorach rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce, najbardziej widoczny jest w segmencie biurowym. Pomimo względnego ożywienia, jakie można było zaobserwować pod koniec lata, całkowita wartość wolumenu transakcyjnego zarejestrowanego w okresie Q1-Q3 2023 roku wyniosła zaledwie ok. 1,7 mld euro, z czego tylko ok. 267 mln euro przypadło na aktywa biurowe.

Jednak w tym czasie spowolnienia, jest również miejsce na sukcesy. Zespół doradztwa inwestycyjnego Avison Young ma na swoim koncie ok. 1/3 zrealizowanych transakcji w tym sektorze – zarówno pod względem wolumenu jak i liczby transakcji.

„Liczby potwierdzają wyraźnie spowolnienie na rynku nieruchomości komercyjnych. Jednak transakcje dalej się toczą. W porównaniu z innymi krajami w Europie, Polska wydaje się być jednym z bardziej aktywnych rynków. I tak jak w czasie pandemii COVID-19, inwestorzy adaptują się do zmieniających się warunków, weryfikując posiadane aktywa i strategie inwestycyjne.” – komentuje Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young.

Bezkonkurencyjna Warszawa

W 2022 roku w centrum zainteresowania inwestorów były głównie miasta regionalne, w których zawarto 15 z 21 transakcji biurowych. W tym roku inwestorzy zainteresowani aktywami biurowymi skoncentrowali swoją uwagę wyłącznie na rynku warszawskim.

Od ostatniego roku zmianie uległ także rodzaj aktywów, na których skupiają się inwestorzy. W 2022 roku przeważały transakcje z udziałem obiektów typu „core” lub „core+”, co można odczytać jako wybór strategii niskiego ryzyka. W tym roku, poza nieruchomościami „core+”, widoczne jest też zainteresowanie aktywami „value-add” i oportunistycznymi, przeznaczonymi do przebudowy lub zmiany funkcji – co z kolei świadczy o tendencji do szukania okazji inwestycyjnych.

W cenie tańsze aktywa

Od początku roku inwestorzy wykazywali szczególne zainteresowanie tańszymi obszarami poza centrum Warszawy, w tym obszarem Mokotowa i Służewca. Zespół Avison Young sfinalizował w ostatnim czasie aż dwie transakcje w tej okolicy (Obrzeżna Center i HOL 7.7), a i kolejne projekty są w trakcie negocjacji. Jednak przedmiotem największych transakcji były aktywa zlokalizowane w centrum Warszawy.

Największą transakcją do końca III kw., której wartość wynosiła prawie 70 milionów euro, był zakup budynku Wola Retro przez węgierski fundusz Adventum, gdzie dział doradztwa inwestycyjnego Avison Young reprezentował sprzedającą Develię. Druga największa transakcja dotyczyła Warta Tower, która przejęta została przez Cornerstone, co potwierdza rosnącą aktywność polskiego kapitału, szczególnie w przypadku nieruchomości typu „value-add” i oportunistycznych.

Avison Young zwraca uwagę, że mimo znacznie mniejszego całkowitego wolumenu transakcji, aktywność inwestycyjna w 2023 roku pozostaje wysoka pod względem liczby transakcji. Płynność jest na porównywalnym poziomie do wyników z okresu I-III kw. 2016 i 2017 roku, ale średni wolumen transakcyjny jest znacznie mniejszy.

W strukturze transakcji biurowych dominują mniejsze projekty. Brakuje przejęć większych inwestycji, których ceny nie uległy jeszcze oczekiwanej korekcie. Głównymi powodami zastoju w sektorze biurowym, obok utrzymującego się jeszcze w pierwszej połowie 2023 roku rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących są wysokie koszty finansowania zakupu oraz postrzeganie nieruchomości biurowych jako mniej stabilnych inwestycji ze względu na upowszechnienie się hybrydowego modelu pracy.

Inwestorzy regionalni i kapitał rodzimy

Globalne fundusze instytucjonalne pozostają nadal w uśpieniu. Brak konkurencji z ich strony wykorzystują inwestorzy lokalni i biznes prywatny. Większość kapitału zainwestowanego w tym roku na polskim rynku nieruchomości komercyjnych pochodziła z krajów Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) oraz krajów bałtyckich. W pierwszej połowie 2023 roku udział inwestorów z regionu CEE w całkowitym wolumenie transakcji w Polsce wyniósł 45 proc. To o 20 proc. więcej niż w latach 2020-2022.

Innym źródłem kapitału, który korzysta z ograniczonej konkurencji i wchodzi do gry jest kapitał rodzimy, który poszukuje w sektorze nieruchomości komercyjnych okazji i obniżek cen. Można go podzielić na dwie grupy. Jedna to firmy z polskim kapitałem, które wykorzystują spowolnienie, są w stanie odpowiednio oszacować ryzyko i zabezpieczyć finansowanie oraz sfinalizować dobrą transakcję. Druga grupa to „family offices”, zamożne osoby, reprezentujące bogate rodziny, zainteresowane dodatkowymi opcjami inwestycyjnymi. Inwestorzy z tego segmentu celują we wszystkie główne klasy aktywów, których wartość nie przekracza 50 mln euro, od nieruchomości typu „core” po inwestycje niosące wyższe ryzyko, ale umożliwiające wygenerowanie wysokich zwrotów.

W nowy rok z optymizmem

Perspektywy dla sektora biurowego są umiarkowanie optymistyczne. W 2024 roku na rynku mogą pojawić się nowe aktywa w związku z dużą liczbą refinansowań i wykupem sporej liczby obligacji komercyjnych emitowanych przez deweloperów i inwestorów.

Dostępność aktywów biurowych może również wzrosnąć w wyniku weryfikacji portfeli przez fundusze inwestycyjne, które przyjęły nową strategię działania i planują zbyć nieruchomości, które się w nią nie wpisują lub też te, które weryfikują portfele pod względem spełniania warunków ESG. Globalne i europejskie podmioty, chcąc zoptymalizować portfolio mogą pójść w stronę redukcji alokacji w aktywa biurowe i przenosić inwestycje do atrakcyjniejszych obecnie sektorów, np. magazynowego czy PRS.

Decydująca dla aktywizacji działań na rynku transakcji inwestycyjnych w 2024 roku będzie wysokość stóp procentowych oraz dostępność finansowania. Stopy kapitalizacji dla kluczowych projektów na przestrzeni roku wzrosły w Polsce średnio od 0,5 do 1 punktu procentowego przy czym ciężko jest określić stopę dla najlepszych aktywów, gdyż nie odnotowano żadnej transakcji typu „prime” w sektorze biurowym. Avison Young spodziewa się, że aktywność inwestycyjna w sektorze biurowym może utrzymywać się na ograniczonym poziomie z uwagi na utrzymujące się dość sceptyczne nastawienie rynku do tej klasy nieruchomości, a w innych sektorach powinna się ustabilizować.

Odbudowę wolumenów transakcyjnych może też przynieść zmiana polityki banków, które nadal bardzo selektywnie podchodzą do finansowania projektów, w związku z czym inwestorzy gotówkowi mają wciąż silną przewagę i większą możliwość zawierania atrakcyjnych transakcji.

Autor: Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young

Deloitte: Chmura priorytetem w transformacji cyfrowej sektora finansowego

Firmy z sektora finansowego przechodzą ewolucję cyfrową, w ramach której coraz większego znaczenia nabiera cyberbezpieczeństwo. Organizacje są przy tym coraz bardziej świadome wpływu tego aspektu na ich strategie biznesowe. Według najnowszego raportu firmy doradczej Deloitte pt. Cybersecurity insights 2023: Budgets and benchmarks for financial services institutions, przedsiębiorstwa zdają sobie sprawę z konieczności uwzględniania wydatków na bezpieczeństwo w sieci w swoich budżetach.

Badanie pokazujące znaczenie cyberbezpieczeństwa w usługach finansowych zostało przeprowadzone w czerwcu 2023 roku pośród 61 organizacji. Eksperci wyłonili 3 kluczowe trendy dominujące w branży. Pierwszym z nich są ograniczone budżety organizacji, co wpływa również na środki wydatkowane na bezpieczeństwo w zakresie IT. Drugim jest transformacja cyfrowa, która jest głównym czynnikiem biznesowym zapewniającym cyberbezpieczeństwo, przy jednoczesnym wzroście presji regulacyjnej, również w zakresie zarządzania tym ryzykiem. Trzecim trendem branżowym jest zmiana modelu biznesowego organizacji zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Te zmiany odzwierciedlają rosnącą, strategiczną rolę tego aspektu dla firmy.

Raport Deloitte dostarcza dyrektorom ds. bezpieczeństwa informacji (CISO), dyrektorom ds. informatyki, dyrektorom generalnym i zarządom wniosków, które pomogą im dostosować ich działania do standardów panujących na rynku.

Rola cyberbezpieczeństwa w strategii biznesowej

Badanie Deloitte Reshaping the Cybersecurity Landscape z 2020 r. jasno wykazało, że najważniejszą kwestią w uświadomieniu strategicznego znaczenia cyberbezpieczeństwa jest spojrzenie poza technologię informatyczną i uwzględnienia jej wpływu na strategię biznesową.

Nasza najnowsza analiza pokazuje, że wiele firm wzięło sobie do serca przesłanie sprzed 3 lat. Aż 61 proc. instytucji finansowych zadeklarowało, że ich organizacja stosuje globalny, scentralizowany i skonsolidowany model operacyjny. Skupia się on między innymi na świadczeniu usług w ramach wszystkich obszarów biznesowych przedsiębiorstwa czy określaniu standardów służących jako dobre praktyki. Co istotne, w ramach tego modelu instytucja koncentruje się na wszystkich aspektach cyberbezpieczeństwa nie tylko w zakresie technologii i IT, lecz również kładzie nacisk na ryzyko biznesowe oraz talenty – mówi Przemysław Szczygielski, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, partner zarządzający działem Risk Advisory w Polsce i krajach bałtyckich, Deloitte.

Drugim najpopularniejszym modelem operacyjnym (wśród 24 proc. firm) jest model globalnie scentralizowany i skoncentrowany na IT. Pozostawia on do zagospodarowania niektóre aspekty cyberbezpieczeństwa organizacji biznesowej nie rozdzielając ich na poszczególne jednostki. Z kolei trzecim najczęściej stosowanym podejściem jest skupienie się na operacjach cybernetycznych (12 proc. badanych). Jedynie 2 proc. instytucji reprezentuje model opierający się na rozwiązaniach cybernetycznych oraz dopasowaniu ich do konkretnej jednostki.

Outsourcing, ale nie dla chmury

Autorzy raportu wskazują, że niemal 80 proc. instytucji finansowych część swojego budżetu w zakresie bezpieczeństwa sieci przeznacza na usługi świadczone przez podwykonawców, podczas gdy 21 proc. ankietowanych nie zleca żadnej operacji związanej z cyberbezpieczeństwem na zewnątrz. Pozostała grupa korzysta z outsourcingu – 42 proc. spośród tych respondentów deklaruje, że ponad jedną czwartą (<26 proc.) swojego budżetu na cyberbezpieczeństwo przeznacza na zlecanie działań do zewnętrznych podwykonawców. Co ciekawe, najliczniejszą grupę (58 proc.) stanowią badani, którzy na outsourcing przeznaczają nie więcej niż jedną czwartą swojego budżetu.

Obszarem, w którym outsourcing stosowany jest najczęściej, są centra bezpieczeństwa operacyjnego (43 proc.), a następnie wykrywanie i reagowanie na incydenty oraz „red teaming” (32 proc.), czyli ofensywna technika polegająca na symulacji ataku wymierzonego w pracownika. 15 proc. badanych wskazywało również outsourcing operacji związanych z bezpieczeństwem sieci, szkolenia i cyber świadomość oraz bezpieczeństwo fizyczne. Niemal wszystkie instytucje świadczące usługi finansowe wolą zabezpieczać chmurę we własnym zakresie – jedynie 4 proc. się na to nie decyduje.

Transformacja cyfrowa oparta na chmurze

Dla instytucji finansowych wdrażanie nowych technologii ma kluczowe znaczenie dla rozwoju biznesu i kontrolowania kosztów. W miarę odbudowywania się branży po wstrząsach wywołanych pandemią COVID-19, a także coraz częstszymi sytuacjami naruszającymi bezpieczeństwo danych w sieci, firmy udoskonalają swoje strategie transformacji cyfrowej. Cyberbezpieczeństwo jest integrowane z nowymi procesami i systemami w miarę ich tworzenia.

W ciągu ostatnich pięciu lat szeroko pojęta chmura pozostaje głównym priorytetem w trakcie cyfrowej transformacji instytucji świadczących usługi finansowe. Podobna sytuacja dotyczy analizy danych, która zajmuje drugie miejsce w rankingu. Ostanie trzy lata, a w szczególności ostatni rok, to widoczny wzrost zainteresowania sztuczną inteligencją. O ile dwa pierwsze tematy są już dość znane w przedsiębiorstwach, wraz z coraz szerszym stosowaniem AI w procesach firmy zwiększy się liczba wyzwań, z którymi będą mierzyć się dyrektorzy zajmujący się bezpieczeństwem informacji – zauważa Ścibor Łąpieś, partner, lider zespołu Technology, IT, M&A, Deloitte.

Dwie ostatnie pozycje w zestawieniu priorytetów dla CISO są zupełnie nowymi w porównaniu z poprzednią edycją badania z 2020 r. Przedostatnim z nich jest nowy lub zaktualizowany system do planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP) oraz technologii operacyjnej. Na końcu zestawienia znajdują są: blockchain i kryptowaluta.

Coraz mniejsze budżety na cyberbezpieczeństwo

Jednym z problemów dyrektorów ds. bezpieczeństwa sieci jest presja budżetowa. Cięcia wydatków w instytucjach finansowych zmniejszyły równocześnie budżety przeznaczone na cyberbezpieczeństwo. Segment bankowości i rynków kapitałowych w 2021 r. zabezpieczał 0,88 proc. na takie działania, a w 2023 r. już 0,80 proc. Widoczny spadek odnotowano w branży ubezpieczeniowej, w której z 0,41 proc. budżetu, wydatki na cyberbezpieczeństwo spadły do 0,20 proc. Jedyny wzrost zaobserwowano w sektorze zarządzania inwestycjami – z 0,40 proc. utrzymujących się w 2020 r. i 2021 r. odnotowano 0,49 proc. w bieżącym roku.

W ramach tych budżetów priorytety w części dotyczącej wydatkowania były w dużej mierze zgodne z tymi przedstawionymi w raportach Deloitte dotyczących cyberbezpieczeństwa instytucji finansowych za lata 2020 i 2021. Największą część wydatków w 2023 roku nadal stanowią: strategia, talent i zarządzanie (24 proc.), bezpieczeństwo infrastruktury i sieci (20 proc.), wykrywanie zagrożeń i reagowanie na nie (16 proc.).

Z uwagi na to, że cyberbezpieczeństwo odgrywa coraz częściej centralną rolę w zarządzaniu ryzykiem biznesowym, strategie CISO w coraz większym stopniu opierają się na szerzej zakrojonych potrzebach ich firm. Nasze badanie wyłoniło dwa główne imperatywy biznesowe, które są kluczowymi czynnikami wpływającymi na zapewnienie bezpieczeństwa sieciowego. Wśród nich znajdują się: program transformacji i strategia, na co wskazywało 83 proc. respondentów oraz zidentyfikowane ryzyka i problemy, które są istotne dla 75 proc. ankietowanych – mówi Michał Sosinka, partner aassociate w dziale Cybersecurity, Risk Advisory, Deloitte.

Pełny raport do pobrania znajduje się tutaj.

O badaniu

Badanie „Cyberbezpieczeństwo usług finansowych 2023” zostało przeprowadzone przez firmę Deloitte & Touche LLP w czerwcu 2023 r. w celu zapewnienia branży usług finansowych punktów odniesienia dotyczących wielkości, znaczenia i funkcjonowania operacji związanych z cyberbezpieczeństwem. W ankiecie wzięło udział łącznie 61 instytucji finansowych, z czego większość z sektora bankowości i rynku kapitałowego. Większość respondentów podała, że prowadzi działalność na rynkach Ameryki Północnej lub Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Respondentami były instytucje różnej wielkości, przy czym największy odsetek odnotował przychody „średniej wielkości” w wysokości od 500 milionów do 5 miliardów dolarów.

Zadłużenie kurierów wciąż rośnie

Zadłużenie kurierów wciąż rośnie i wynosi teraz 35,3 mln zł. Zadłużonych jest 1237 podmiotów. Ale prawie czterokrotnie więcej przedsiębiorstw nie płaci im za wykonywane usługi. Kontrahenci są winni doręczycielom przesyłek ponad 30 mln zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów.

Największą grupą wśród kurierów nieregulujących faktur są jednoosobowe działalności gospodarcze, które są zadłużone na kwotę 22,3 mln zł. Jest to 918 dłużników, posiadających łącznie 3965 zobowiązań. Spółki natomiast mają o 9 mln zł mniejsze zadłużenie, wynoszące niecałe 13 mln zł. Liczba spółek z zaległościami jest prawie trzykrotnie mniejsza i wynosi 319.

W prowadzeniu działalności gospodarczej kurierzy często posiłkują się kredytem lub leasingiem, których później wielu z nich nie jest w stanie spłacać. To najczęściej podwykonawcy, którym znacznie łatwiej jest założyć firmę, niż pracować u kogoś na etacie. Do wykonywania swoich usług potrzebują aut. Dlatego właśnie ich najczęściej ich wierzycielami są banki i firmy leasingowe, które kredytują zakup samochodów. Małe firmy kurierskie zalegają im ponad 4,5 mln zł. Dopóki otrzymują oni zlecenia i zapłatę za usługi, problemu nie ma. Ten pojawia się w momencie, gdy zleceniodawcy przestają płacić za przesyłki, a takich sytuacji na rynku jest coraz więcej – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Instytucje finansowe czekają na swoje pieniądze

Oprócz banków i firm leasingowych, ponad 12 mln zł kurierzy są winni firmom z branży zarządzania wierzytelnościami, które najczęściej odkupują te długi od sektora finansowego właśnie. 2,2 mln zł zalegają firmom transportowym, a niemal 1,8 mln zł dostawcom Internetu i usług telekomunikacyjnych. Kurierzy również nie regulują swoich płatności wobec towarzystw ubezpieczeniowych, którym muszą oddać 1,6 mln zł.

Najbardziej zadłużeni rozwożą przesyłki w województwie mazowieckim. Łączna wartość ich przeterminowanych zobowiązań finansowych wynosi prawie 8,3 mln zł. Z kolei kurierzy z woj. śląskiego są winni prawie 3,8 mln zł, a z dolnośląskiego – niecałe 3,1 mln zł.

Nierzetelni kontrahenci nie płacą za przesyłki

Firmy z branży KEP coraz częściej same stają się wierzycielami próbującymi odzyskać od dłużników pieniądze za zrealizowane przesyłki. Inne przedsiębiorstwa korzystające z usług dużych firm kurierskich i pocztowych są im winne ponad 30,4 mln zł. Na tę sumę składa się 4388 dłużników, czyli prawie czterokrotnie więcej niż zadłużonych kurierów. Tyle, że o ile w gronie kurierów-dłużników dominują mikroprzedsiębiorcy, to wierzycielami prawie wyłącznie spółki.

Kurierom niechętnie płaci handel hurtowy i detaliczny. 2326 firm z tej branży ma do oddania 17,4 mln zł. Na drugim miejscu znajdują się firmy produkcyjne, które zalegają ponad 3,5 mln zł. Trzecim dłużnikiem firm kurierskich jest branża TSL, winna nieco ponad 3 mln zł.

Zdaniem ekspertów, wina może leżeć też w niedostatecznej weryfikacji klientów przed nawiązaniem współpracy i w trakcie niej.

Źródłem zatorów płatniczych bardzo często są nieuczciwi kontrahenci. Dlatego dobór odpowiednich partnerów biznesowych może w znaczący sposób wpłynąć na kondycję finansową przedsiębiorstwa. Z badania „Zaufanie w biznesie” przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy pod patronatem Krajowego Rejestru Długów wynika, że aż 43 proc. przedsiębiorców w ostatnich 6 miesiącach doświadczyło nierzetelnego zachowania ze strony swojego kontrahenta. W większości była to niesumienność płatnicza, czyli nieterminowe opłacanie faktur i rachunków. Takim sytuacjom bezwzględnie trzeba zapobiegać – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Polska z opóźnieniem wdroży globalny podatek minimalny. Co to oznacza dla polskich firm?

Począwszy od 2024 roku w Polsce będą obowiązywać zupełnie nowe, rewolucyjne regulacje podatkowe związane z unijną dyrektywą w sprawie zapewnienia globalnego minimalnego poziomu opodatkowania krajowych i międzynarodowych grup kapitałowych (tzw. dyrektywa Filar II). Świadomość wielu podatników w Polsce wydaje się być jeszcze niewielka za sprawą wstępnego etapu prac legislacyjnych nad implementacją dyrektywy. Nie zmienia to faktu, że z formalnego punktu widzenia nowe regulacje będą dotyczyć tysięcy polskich podmiotów z kapitałem zagranicznym i nawet kilkuset spółek z kapitałem polskim należących do tzw. dużych grup krajowych lub międzynarodowych raportujących skonsolidowane przychody na poziomie powyżej 750 mln euro.

Filar II w wymiarze europejskim to dyrektywa, którą wszystkie kraje członkowskie mają obowiązek wdrożyć do końca 2023 r. Jest już jednak praktycznie pewne, że Polska nie zdąży zrealizować tego obowiązku w terminie. Prawdopodobnie nie będzie jedynym opóźniającym się krajem unijnym.

W większości krajów europejskich proces legislacyjny jest jednak znacznie bardziej zaawansowany, a w niektórych nawet go ukończono, przy czym obowiązujące przepisy już podlegają kolejnym nowelizacjom (np. w Wielkiej Brytanii). W niektórych państwach prace zostały zakończone na etapie parlamentarnym (np. Holandia i Czechy), w innych projekty ustaw implementujących dyrektywę zostały skierowane pod obrady parlamentu (np. Dania, Finlandia, Francja), a w jeszcze innych został zakończony etap konsultacji społecznych (np. Austria, Bułgaria, Cypr, Niemcy, Węgry, Włochy, Rumunia, Słowacja, Słowenia). Państwa, w które dopiero opublikowały projekty ustaw i ich proces legislacyjny niedawno się rozpoczął należą do mniejszości (np. Litwa, Estonia, Luksemburg czy Szwecja). W podobnej sytuacji, jak Polska znajdują się jeszcze Grecja, Łotwa, Portugalia i Hiszpania.

Co się stanie jeśli Polska nie implementuje na czas dyrektywy Filar II?

Legislacja krajowa jest bardzo ważna, ponieważ umożliwia wprowadzenie przez państwo członkowskie tzw. krajowego minimalnego podatku wyrównawczego, którego głównym skutkiem jest to, że tzw. opodatkowanie wyrównawcze (w uproszczeniu do efektywnej stawki 15%) następuje w państwie członkowskim, w którym działają podmioty legitymujące się niższym niż zakładany poziomem opodatkowania.

W przypadku braku wdrożenia krajowego podatku wyrównawczego, mechanizm opodatkowania zgodnie z dyrektywą Filar II przewiduje, że podatek np. od nisko opodatkowanych spółek polskich należących do globalnej grupy kapitałowej byłby pobierany poza Polską np. w kraju rezydencji spółki dominującej (niekoniecznie unijnej) zgodnie z tzw. zasadą włączenia dochodu. Warto zaznaczyć, że inicjatywa Filar II wychodzi znacznie poza ramy UE i jest projektem OECD obejmującym około 140 państw, które w ramach tzw. Otwartych Ram (ang. Inclusive Framework) uzgodniły w 2021 r., stopniowo uszczegóławiane, zasady działania dyrektywy Filar II. – Michał Niżnik, Partner, Dział Doradztwa Podatkowego, Zespół ds. Podatków Międzynarodowych, KPMG w Polsce

Mechanizm krajowego podatku wyrównawczego

Brak wdrożenia przepisów krajowych i brak wprowadzenia krajowego podatku wyrównawczego oznaczałby, że Polska niejako w praktyce zrzekłaby się swoich tradycyjnych (terytorialnych) kompetencji podatkowych.

Nieoficjalne informacje wskazują, że projekt, nad którym trwają prace ministerialne obok implementacji całokształtu regulacji dotyczącej globalnego podatku minimalnego, zakłada także wprowadzenie mechanizmu krajowego podatku wyrównawczego. Nie powinno być to w sumie niespodzianką, ponieważ wszystkie wymienione wyżej państwa na obecnym etapie prac nad projektami ustaw również zakładają wprowadzenie do swoich legislacji krajowego podatku wyrównawczego. – Łukasz Piwowarczyk, Partner Associate, Dział Doradztwa Podatkowego, KPMG w Polsce

Warto wyjaśnić, że jedyne co łączy podatek wyrównawczy przewidywany inicjatywą Filar II z tzw. polskim podatkiem minimalnym regulowanym już obecnie w art. 24 ca ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (Ustawy CIT) to zbieżność momentu wejścia w życie. Pierwotne wprowadzenie w Polsce podatku minimalnego zbiegło się bowiem z wojną w Ukrainie i kryzysem spowodowanym COVID. Na skutek protestów organizacji przedsiębiorców, w ramach szeregu inicjatyw naprawczych niwelujących niektóre z rozwiązań Polskiego Ładu, stosowanie tego podatku zostało zawieszone (a termin zawieszenia mija 1 stycznia 2024 r.).

Konstrukcyjnie polski podatek minimalny (pobierany zasadniczo w wysokości 10% podstawy opodatkowania) niczym nie przypomina podatku wyrównawczego. Jest to podatek pobierany od przychodów i jednocześnie wybranych kategorii kosztów przez podatników osiągających niską marżowość lub straty.

Mimo, że mechanizm poboru polskiego podatku minimalnego może wydawać się skomplikowany to jest on jednak nieporównywalnie prostszy od mechanizmów zaprojektowanych w ramach kalkulacji i poboru podatku wyrównawczego (w ramach inicjatywy Filar II). Co najistotniejsze nie wymaga takiego zaangażowania administracyjno-kadrowego, jakie będzie udziałem podatku wyrównawczego. – Michał Niżnik, Partner, Dział Doradztwa Podatkowego, Zespół ds. Podatków Międzynarodowych, KPMG w Polsce

Odpowiedzialność za wyliczenia krajowego podatku wyrównawczego spadnie na polskie działy finansowe

W przypadku wprowadzenia krajowego podatku wyrównawczego, który będzie spełniał wszelkie kryteria określone dyrektywą i regulacjami OECD, czyli będzie spełniał parametry tzw. bezpiecznej przystani, grupa kapitałowa nie będzie musiała dokonywać osobnych wyliczeń podatku wyrównawczego na poziomie centrali i będzie mogła uznać, że wyliczenie polskiego podatku wyrównawczego od jej polskich spółek zależnych jest ostateczne i zgodne z założeniami Filar II. W praktyce, w takim przypadku ciężar prawidłowości wyliczeń będzie spoczywał na polskich działach finansowych.

Samo wyliczenie podatku będzie niezmiernie skomplikowane. Model zakłada odpowiednie przeliczanie wyniku księgowego oraz wartości podatków i przy tej okazji analizę ponad 150 elementów specyficznych danych. W ramach procesu liczenia jest dostępnych około 18 opcji wyborów, które determinują sposób wyliczenia dochodu dla celów Filar II, efektywnej stawki podatkowej oraz samego podatku wyrównawczego.

Uwzględniając jednocześnie, że około 140 krajów zgodziło się wdrożyć te zharmonizowane zasady, a także fakt, że UE zdecydowała się na własną dyrektywę (nieco różniącą się od modelu OECD) powstaje obraz bardzo skomplikowanego, nowego systemu podatkowego. Zapanowanie nad nim, prawidłowe wdrożenie będzie już poważnym wyzwaniem dla krajowych legislacji, a co dopiero dla podatników, do których jest adresowany. – Łukasz Piwowarczyk, Partner Associate, Dział Doradztwa Podatkowego, KPMG w Polsce

Jaki jest stopień przygotowania organizacji do wyzwań jakie przynosi Filar II?

Z ankiety przeprowadzonej przez KPMG wśród uczestników konferencji w październiku br. poświęconej globalnemu podatkowi wyrównawczemu wynika, że większość grup potencjalnie objętych Filar II, mających podmioty (spółki lub stałe zakłady) w Polsce, nie podjęła jeszcze przygotowań do zbadania wpływu nowego systemu na zobowiązania podatkowe i raportowe w Polsce. Panuje także przekonanie, że uda się w znakomitej większości „przeczekać” jeszcze kilka lat dzięki różnym opcjom lub regulacjom tzw. bezpiecznych przystani. Należy zauważyć, że może to być jednak w niektórych przypadkach zbyt optymistyczne założenie.

Podstawowa opcja na odroczenie wdrożenia podatku wyrównawczego (przynajmniej niektórych jego zasad) dotyczy małych państw, które są siedzibą dla nie więcej niż 12 dużych grup kapitałowych. Szacuje się, że może to dotyczyć np. Malty, Słowacji, Litwy, Bułgarii, Chorwacji czy Węgier. Polska na to zwolnienie się nie kwalifikuje. Równocześnie należy uważnie weryfikować czy inne wyłączenia dotyczą pełnej regulacji podatku wyrównawczego czy jedynie wybranych zasad, co może powodować, że co prawda nie będzie obowiązku opodatkowania zgodnie np. z zasadą zaliczenia dochodu, ale nadal będzie obowiązek obliczenia krajowego podatku wyrównawczego lub globalnego podatku wyrównawczego.

Mogą wystąpić również i takie przypadki, gdy dana grupa kapitałowa w Polsce będzie kwalifikować się na bezpieczną przystań opartą na raportowaniu CbCR. Także w tym przypadku należy zwrócić uwagę, że ta opcja dostępna jest tylko wtedy gdy matematyczne wyliczenia bądź to przychodu/dochodu/stawki lub też innych parametrów składających się na Filar II są odpowiednio niskie. Tylko wówczas tego typu zwolnienia odciążą grupę kapitałową z obowiązków administracyjnych liczenia podatku wyrównawczego wg zasad ogólnych jednocześnie dając krótkotrwałą (maksymalnie 3-letnią) podstawę do czasowego niestosowania tych zasad w indywidualnych przypadkach. – Łukasz Piwowarczyk, Partner Associate, Dział Doradztwa Podatkowego, KPMG w Polsce

Mimo pozornego spokoju wynikającego z jednej strony z braku nowych edycji Polskiego Ładu, co jest dyktowane logiką roku wyborczego, a także z drugiej strony braku rozpowszechnienia informacji o czekających podatników zmianach na poziomie całego OECD i UE, już teraz jest moment na przebudzenie i skonfrontowanie się z rzeczywistością w postaci kilkuset stron rozmaitych wytycznych administracyjnych, komentarzy OECD, opracowań dotyczących bezpiecznych przystani, tekstów dyrektyw i innych opracowań dosłownie nieubłaganie czających się za rogiem. Nadszedł również czas na przeprowadzenie analiz wpływu podatku wyrównawczego na podatników należących do międzynarodowych grup kapitałowych. Warto podkreślić, że najczęściej takie analizy będą przeprowadzane przez zespoły specjalistów z różnych dziedzin (tj. doradców podatkowych i księgowych). Wygląda na to, że i tym razem początek roku będzie bardzo pracowity dla większości dużych podatników.

Polska wśród najgorszych krajów w UE pod względem implementacji dyrektyw

Polska do tej pory pod względem liczby dyrektyw, które nie zostały wdrożone na czas, zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej, ale korzystniej wypadamy w statystyce odnoszącej się do opóźnienia, z jakim państwa Unii Europejskiej implementują dyrektywy – opóźnienie to dla Polski wynosiło średnio 11,5 miesiąca, podczas gdy średnia europejska to 12,6 miesiąca, wynika z analizy kancelarii PwC Legal, na bazie danych udostępnionych przez Komisję Europejską. Prawnicy rekomendują nowemu rządowi jak najszybsze przyjęcie ustaw wdrażających tzw. dyrektywę o sygnalistach oraz Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej, których wdrożenie jest opóźnione już wiele miesięcy. Ponadto rekomendują nowemu rządowi jak najszybsze rozpoczęcie prac legislacyjnych nad trzema dyrektywami, które mogą mieć znaczący wpływ na budowanie wartości dla polskiego biznesu.

Jakie znaczenie dla gospodarki ma harmonizacja polskiego systemu prawnego z regulacjami unijnymi? Jak wyglądał harmonogram implementacji dyrektyw w Polsce? Jakie to miało skutki dla krajowego biznesu, pracowników oraz polskich konsumentów? I wreszcie, jak Polska wypada w tej kwestii na tle pozostałych państw członkowskich UE i co warto zrobić w omawianym temacie w najbliższym czasie? Mimo, że to opracowanie PwC Legal zawiera subiektywny wybór dyrektyw, które uważamy, że nowy koalicyjny rząd w pierwszej kolejności mógłby prowadzić – skala i zakres rekomendacji ma – w naszym rozumieniu – dać największą i najszybszą korzyść dla biznesu.

“Skupiliśmy się na dyrektywach, które regulują zagadnienia istotne dla ogółu przedsiębiorców (niezależnie od branży), jak również są ważne z perspektywy pracowników i konsumentów. W ostatnich latach Polska była zobowiązana do wdrożenia do krajowego porządku prawnego dyrektyw m.in. przyznających nowe uprawnienia dla pracowników, wprowadzających mechanizmy zapewniające bardziej przejrzyste i przewidywalne warunki zatrudnienia, czy proponujących rozwiązania mające na celu ochronę konsumentów przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi. Polska wśród badanych 27 krajów Unii może znacznie polepszyć swoją pozycję” – mówi Cezary Żelaźnicki, partner zarządzający PwC Legal oraz lider rozwiązań biznesowych w obszarze prawa PwC w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu.

Implementacja dyrektyw unijnych w terminach w nich wskazanych stanowi wyzwanie we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej, a Polska nie jest w tym zakresie wyjątkiem. W przypadku Polski pole do poprawy występuje szczególnie w zakresie liczby dyrektyw, które nie zostały wdrożone na czas – wg stanu na 10 grudnia 2022 r. Polska w tej statystyce zajmowała 25 miejsce spośród 27 państw członkowskich. Polska wypadała z kolei korzystniej w statystyce dotyczącej opóźnienia, z jakim państwa Unii Europejskiej wdrażają dyrektywy – opóźnienie to dla Polski wynosiło średnio 11,5 miesiąca, podczas gdy średnia europejska to 12,6 miesiąca. W większości analizowanych przez nas przypadków dyrektywy nie zostały implementowane w terminie – zidentyfikowane opóźnienia w ich wdrożeniu wahają się od 1 miesiąca do niemal 3 lat, przy czym Polska w tym zakresie nie wyróżnia się istotnie na tle innych krajów członkowskich.

“Opóźnienia w implementacji dyrektyw wpływają na organizację całej działalności gospodarczej. Po stronie przedsiębiorców często powodując dodatkowe koszty związane z przygotowaniem do wdrożenia przepisów i nierzadko krótkim terminem ich wdrożenia, jak również z koniecznością stosowania różnych standardów w relacjach z podmiotami z różnych krajów UE” – dodaje Aleksandra Bańkowska, partner PwC Legal.

Opóźnienia mogą też wpływać na atrakcyjność inwestowania w Polsce przez podmioty zagraniczne.

“Na tle analizowanych przez nas przypadków można wskazać, że z jednej strony prace legislacyjne powinny rozpoczynać się z odpowiednim wyprzedzeniem, natomiast z drugiej warto zwrócić uwagę, że dobre efekty przyniosłyby możliwie szerokie konsultacje z zainteresowanymi, które następnie znajdowałyby uwzględnienie w projektowanych regulacjach” – stwierdził Wojciech Trzciński, partner PwC Legal.

Prawnicy PwC Polska rekomendują nowemu rządowi jak najszybsze przyjęcie ustaw wdrażających tzw. dyrektywę o sygnalistach oraz Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej. Ich wdrożenie jest opóźnione wiele miesięcy, a Komisja Europejska złożyła z tego powodu skargi na Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Ponadto prawnicy PwC Polska rekomendują nowemu rządowi jak jak najszybsze podjęcie prac legislacyjnych nad następującymi dyrektywami:

Dyrektywa w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości

– Akt ten stanowi zbiór przepisów dotyczących kwestii wyrównania wynagrodzeń kobiet i mężczyzn za tę samą pracę lub pracę o tej samej wartości, kwestii zakazu pośredniej i bezpośredniej dyskryminacji płacowej wynikającej z płci oraz przejrzystości wynagrodzeń i skuteczniejszych środków egzekwowania prawa do równych wynagrodzeń.

Dyrektywa DAC7, w sprawie współpracy administracyjnej w dziedzinie opodatkowania

– Dzięki niej m.in. nastąpi ujednolicenie obowiązków sprawozdawczych operatorów platform handlowych, co ma pomóc w zminimalizowaniu tzw. “szarej strefy” w sieci.

Dyrektywa w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/W (“DSM”)

– Dyrektywa ma na celu ujednolicenie prawa autorskiego w państwach członkowskich UE i uregulowanie zasad wykorzystywania utworów w środowisku cyfrowym. Kluczowymi beneficjentami reformy mają być twórcy oraz wydawcy.

Polska trzecim eksporterem drobiu na świecie, ale konkurencja z Ukrainą rośnie

Polska dołączyła do czołówki największych eksporterów drobiu na świecie z wynikiem 1,6 mln ton, w porównaniu do Brazylii 4,4 mln ton i Stanów Zjednoczonych 3,3 mln ton. Polacy są w czołówce konsumpcji mięsa wśród Europejczyków. Spożywamy średnio 73,2 kg mięsa rocznie na osobę, średnia europejska wynosi 67,9 kg. Polska wołowina mimo historycznych spadków staje się coraz bardziej popularna na rynkach eksportowych, o czym może świadczyć wzrost wartości eksportu o 11% w pierwszym kwartale 2023 roku – wynika z raportu polskiego Strategy& “Co, ile i jak jemy: stan rynku mięsa w Polsce w 2023 roku”.

Okres ostatnich 5 lat to stały spadek produkcji wołowiny i wieprzowiny spowodowany silnym rozdrobnieniem produkcji, a przez to trudności w zapewnieniu cen pozwalających zachowanie marż, ale ten trend może być odwrócony przez spodziewany wzrost eksportu​ o 1,1% do 2027 roku). Historyczny wzrost produkcji drobiu, a także spodziewany wzrost będzie napędzany silną pozycją polskich producentów na rynkach międzynarodowych i wsparty zmianą zachowań konsumentów traktujących drób jako zdrowszą alternatywę dla pozostałych gatunków mięsa​. Koszty hodowli wzrosły ponad dwukrotnie w porównaniu do 2018 roku (ze 100% do 233% w 2022 roku), w dużej mierze ze względu na rosnące ceny pasz oraz energii od 2020 roku​. Jednocześnie Polacy są w czołówce wśród Europejczyków jeśli chodzi o konsumpcję mięsa, choć konsumpcja per capita w Polsce zacznie nieznacznie spadać w średnim terminie.

“Konsumencki rynek mięsa w Polsce osiągnął wartość prawie 50 mld zł w 2022 roku. W ostatnich kilkunastu latach sektor ten przekształcił się z niskowolumenowej produkcji rolniczej w kilkudziesięciu dużych producentów specjalizujących się w różnych gatunkach mięsa. Konsolidacja sektora sprawia, że firmy coraz śmielej eksplorują rynki zagraniczne w poszukiwaniu nowych klientów. Szczególnie widoczne jest to w polskim sektorze drobiarskim, który stał się jednym z globalnych liderów, osiągając w 2021 roku ponad 3 mld dolarów sprzedaży eksportowej. Polska zajmuje trzecie miejsce pod względem eksportu drobiu na świecie, ustępując tylko USA i Brazylii” – mówi Krzysztof Badowski, partner zarządzający Strategy& w Polsce.

Wzrastające koszty pasz i energii stanowią główne wyzwanie dla ​rozwoju rynku mięsa. Koszty paszy są kluczowym elementem kosztowym producentów mięsa (50-60%), a ceny paszy w Polsce są coraz bardziej powiązane ze zmianami cen na rynkach światowych. Wzrost importu zbóż przez Chiny czy zamknięcie dostaw zboża z kierunku wschodniego znacząco wpłynęły na wzrost średnich cen pasz w Polsce, obniżając tym samym konkurencyjność polskich producentów na rynku Europejskim. Koszty energii (15-20%) to jeden z głównych czynników wpływających na koszty produkcji na rynku mięsnym. Od 2020 roku na rynku można zaobserwować stopniowo rosnące ceny energii elektrycznej i gazu, spowodowane lockdownem podczas COVID-19, niskimi dostawami gazu z kierunku wschodniego czy regulacjami Unii Europejskiej. Wszystko to znacząco wpływa na podwyższenie ceny wyrobu – od surowców wytwarzanych przez rolnika, produkcję pasz, przez utrzymanie zwierząt, aż po rzeźnie, przechowywanie i transport. Koszty zatrudnienia w sektorze rolniczym (10-15%) w ciągu ostatnich 2 lat wzrosły o blisko 26%, co powoduje, że firmy muszą mierzyć się ze wzrostem nakładów kosztów na aktualnych pracowników. Dodatkowa specjalizacja sektora powoduje, że rosną też wymagania stawiane pracownikom. Pozostałe koszty to kolejne 10-15%.

“W sektorach wieprzowiny i wołowiny również zauważalny jest wzrost produkcji, co może być przełomem w długoletnim trendzie malejącego pogłowia bydła i trzody w Polsce. Notowany w 2022 i 2023 r. wzrost kosztów może stymulować dalszą konsolidację branży, tworząc kolejnych liderów zdolnych do konkurowania na rynkach międzynarodowych.​ Mimo wielu pozytywnych sygnałów, nadchodzące lata będą wyzwaniem dla całej branży, zwłaszcza w kontekście prawdopodobnego osiągnięcia maksimum krajowej konsumpcji, która wkrótce może zacząć spadać. Wzrasta również popularność zamienników mięsa, konkurujących o uwagę tej samej grupy konsumentów” – mówi Marek Steinhoff-Traczewski, starszy menedżer Strategy& w Polsce.

W wyniku zniesienia ceł nastąpiło znaczne zwiększenie napływu mięsa drobiowego z Ukrainy. W wyniku zniesienia kontyngentów taryfowych i chęci pomocy gospodarce ukraińskiej zniknęła ochrona polskiego sektora drobiarskiego​. Całkowity import mięsa drobiowego z Ukrainy do UE w 2022 wzrósł o 80% w porównaniu z 2021​. Początek 2023 roku również przyniósł dane świadczące o rosnącym imporcie. Przez pierwsze 8 tygodni 2023 r. importowano z Ukrainy do UE 94% więcej mięsa drobiowego w porównaniu z analogicznym okresem 2022​. Pomimo starań resortu rolnictwa o modyfikację zapisów rozporządzenia, tak aby uwzględniały ochronę m.in. polskich producentów, większość krajów poparła przedłużenie rozporządzenia do czerwca 2024 roku​. Przedstawiciele branży drobiarskiej podkreślają, że uwzględniając rosnące wymagania dotyczące dobrostanu zwierząt, jakości pasz czy ograniczeń w stosowaniu antybiotyków unijni producenci nie są w stanie konkurować z mięsem zza wschodniej granicy.

Ponad 50% Europejczyków zadeklarowało obniżoną konsumpcję mięsa w roku 2023 względem roku poprzedniego, zaś 0d roku 202o widoczny jest wzrost wydatków na substytuty – zwłaszcza w Niemczech i Francji. Choć w Europie Zach. udział substytutów w wydatkach rośnie, to w Polsce znajduje się na stabilnym poziomie. Wśród czynników napędzających rozwój tego rynku możemy wymienić zmianę podejścia ekologicznego i etycznego, rosnącą świadomość zdrowotną wśród konsumentów oraz efektywność ekologiczną. Rosnąca świadomość ekologiczna i poszukiwanie bardziej zrównoważonych źródeł białka zmienia przyzwyczajenia konsumentów – Na znaczeniu zyskuje dieta fleksitariańska, której głównym założeniem jest redukcja całkowitego spożycia mięsa.​ Białko pochodzenia owadziego jest coraz częściej postrzegane jako zdrowsze źródło białka niż tradycyjne źródła białka zwierzęcego​. Jednocześnie produkcja białka owadziego w porównaniu do produkcji mięsa jest bardziej zrównoważona i posiada małe wymagania – przy produkcji zużywa się znacznie mniej ziemi, wody i paszy.

Rodzaje kredytów i pożyczek

Niewiele osób ma aż tyle oszczędności, aby sfinansować każdy niespodziewany wydatek. Większość z nas od czasu do czasu korzysta z różnego rodzaju pożyczek. Wyjaśniamy, jakie są podstawowe ich typy.

Chcesz kupić samochód, pojechać na wakacje, czy wymienić pralkę? W takim przypadku wiele osób wybiera wzięcie pożyczki. Należy jednak pamiętać, aby robić to tylko jeżeli jesteśmy pewni, że będziemy w stanie taki kredyt spłacić.

Kredyt bankowy

Najbardziej popularnym rodzajem pożyczki jest kredyt konsumpcyjny w banku. Możesz przeznaczyć go na dowolny cel. Taki kredyt będziesz potem spłacał w ratach przez określoną liczbę miesięcy. Możesz dostać ofertę w swoim banku, ale masz też możliwość przeglądnięcia ich wielu w jednym miejscu takim jak serwis Better Compared. Dzięki niemu możesz łatwo porównać warunki przeróżnych produktów finansowych.

Debet na koncie

Jeżeli nie chcesz spłacać pożyczki przez wiele miesięcy, ale zrobić to raz w krótkim czasie,  możesz zwykle zrobić debet na swoim koncie. Polega on na tym, że możesz wydać więcej pieniędzy, niż masz na koncie. Jeżeli spłacisz taki debet w wyznaczonym terminie, bardzo często nie będziesz musiał płacić żadnych odsetek, ani kosztów. Najczęściej jest tak, że nawet jeżeli nie uda ci się tego zrobić od razu, możesz zapłacić jedynie odsetki, a resztę w późniejszym terminie. 

Karty kredytowe

Czymś bardzo podobnym do debetu na koncie są karty kredytowe. Działają one na podobnej zasadzie, co płatnicze. Różnica jest taka, że jest to zupełnie osobny instrument finansowy i płacisz pieniędzmi banku, a nie swoimi. Oczywiście będziesz je musiał spłacić w ustalonym terminie. W takim przypadku również nie zostaną ci naliczone odsetki. Zdarza się, że dług można rozbić na raty i spłacać go jak normalny kredyt.

Kredyty hipoteczne

Jeżeli chcesz kupić coś większego, np. mieszkanie lub dom, istnieje możliwość skorzystania z kredytu hipotecznego. Polega on na tym, że dajesz coś pod zastaw, najczęściej kupowaną nieruchomość. Stanowi ona zabezpieczenie dla banku na wypadek, gdybyś nie spłacił kredytu. Taki kredyt jest udzielany najczęściej na wiele lat. Aby go otrzymać, trzeba spełnić wiele wymagań. 

Chwilówki

Jeżeli twoja zdolność kredytowa jest niska, a chcesz pożyczyć niewielką kwotę na krótki czas, istnieje możliwość wzięcia chwilówki. Takie pożyczki dużo łatwiej dostać, jednak należy pamiętać, że ich oprocentowanie jest zwykle o wiele wyższe. Jest to szczególnie odczuwalne, jeśli miałbyś problem ze spłatą. Zawsze zatem dokładnie przeczytaj umowę, szczególnie, że chwilówki nie są oferowane przez banki, ale firmy parabankowe.

Pożyczaj z głową

Pamiętaj, że pożyczka nigdy nie jest rozwiązaniem problemu, ponieważ zawsze trzeba ją spłacić. Bierz ją zatem jedynie, jeśli masz pewność, że będziesz w stanie ją oddać. Życie ponad stan to bardzo prosty sposób na popadnięcie w poważne tarapaty finansowe. Aby tego uniknąć korzystaj z ofert produktów finansowych z głową. Bardzo ważne jest też, aby zawsze przeczytać umowę. Szczególnie, jeśli korzystamy z usług firmy parabankowej.

Wynagrodzenie kluczem do walki o talenty, ale nie jedynym

Trwająca od wielu miesięcy inflacja sprawiła, że coraz więcej pracowników z uwagą przygląda się kwotom na swoich paskach wypłat – regularnie robi to już ponad 65 proc. Polaków. Przedsiębiorcy również są zdania, że muszą płacić więcej pracownikom, by nie przeszli do konkurencji. Pieniądze jako najważniejszy argument w walce o talenty, wskazało aż 30,9 proc. pracodawców biorących udział w badaniu „The Perfect Match”, przeprowadzonego przez SD Worx – wiodącego dostawcę usług kadrowo-płacowych. Jednak podwyżka to wciąż za mało, by zaskarbić sobie lojalność pracowników i zatrzymać ich
w organizacji. 

Na przestrzeni ostatnich lat sposoby przyciągania i zatrzymywania pracowników w firmach dynamicznie się zmieniały. Rynek pracownika oraz presja płacowa sprawiły, że wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw stale rosły. Jednocześnie pandemia i globalne trendy sprawiły, że pracownicy – zwłaszcza z młodszych pokoleń – zaczęli wymagać od pracodawców tego, czego nie widać na pasku wypłaty. Ważne stały się możliwość rozwoju zawodowego, awansu wewnętrznego, cyfrowe środowisko pracy oraz elastyczny grafik i możliwość zdalnego wykonywania obowiązków. Dopiero w tym roku, gdy wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe zaczęły pochłaniać nie tylko spory odsetek wynagrodzeń, ale i podwyżek, wynagrodzenie ponownie zyskało na znaczeniu. Pracodawcy natomiast zaczęli wierzyć, że to właśnie uposażenia zatrzymają w ich firmach najlepszych pracowników. Dla porównania, w ubiegłorocznym badaniu „The Perfect Match” przeprowadzanym przez SD Worx, wysokość wypłaty była najważniejszym atrybutem jedynie dla 24,3 proc. pracodawców. Obecnie jest to priorytet dla niemal 31 proc. ankietowanych. Jednocześnie, aż 31,5 proc. firm uważa, że kluczem do sukcesu w walce o talenty jest zagwarantowanie pracownikom poczucia stabilnego zatrudnienia i wynagrodzenia.

Pieniądze to nie wszystko, ale to bardzo dużo

Regularnie badamy nastroje pracowników i pracodawców, bowiem zmieniają się one wraz z wieloma czynnikami. Część z nich jest obiektywna i zewnętrzna, jak sytuacja gospodarcza i inflacja, które sprawiły, że wysokość wypłaty znów dla wielu talentów jest tym, co motywuje do pozostania w dotychczasowej firmie lub do zmiany pracy. Inne wynikają z subiektywnych potrzeb, jak work-life balance, ambicje związane z edukacją i rozwojem czy chęć pracy w przyjaznym środowisku nastawionym nie tylko na rozwój, ale i na wsparcie. Wysokość wynagrodzenia jest obecnie czynnikiem, który w przeciągu roku zyskał na znaczeniu w firmach, ale warto zauważyć, że istnieją pewne rozbieżności między tym, co pracodawcy i pracownicy uważają za atrakcyjne. Oznacza to, że sama podwyżka to jednak za mało, by zatrzymać najlepszych pracowników w organizacji – mówi Paulina Zasempa, People Country Lead – Poland and CEE w SD Worx Poland.

Na szczycie listy benefitów, które chcą zapewniać przedsiębiorcy, wciąż znajduje się elastyczne zarządzanie czasem pracy. Stawia na nie aż 32 proc. pracodawców. To ciągle sporo, ale mniej niż w ubiegłym roku – wówczas elastyczny czas pracy był na szczycie priorytetów aż dla 34,7 proc. firm. Mniej pracodawców ma zamiar przyciągać talenty wizją dobrej atmosfery w miejscu pracy (27,9 proc. vs 34,1 proc. w 2022 r.) czy ciekawymi i niestandardowymi zadaniami do wykonania (27,7 proc. vs 32,4 proc.). Niezachwianą pozycję zajmuje jedynie work-life balance – zarówno w tym, jak i w ubiegłym roku, wskazuje na niego 27,7 proc. przedsiębiorców.

Polacy otwarci na nowe oferty

Badanie przeprowadzane globalnie przez SD Worx obejmuje nie tylko pracodawców, ale również pracowników. Pokazuje to korelację oferty firm i oczekiwań zatrudnionych przez nie osób. Z najnowszych danych „The Perfect Match” wynika, że Polacy przodują wśród obywateli Europy w aktywnym poszukiwaniu nowego miejsca pracy. Przyznało się do tego aż 21,4 proc. ankietowanych. Zmianę miejsca zatrudniania dopuszcza kolejne 33,7 proc. pracowników, którzy co prawda nie rozsyłają swoich aplikacji rekrutacyjnych, ale czekają na atrakcyjne propozycje. Jednocześnie 34 proc. pracodawców już dziś wie, że budowanie zaangażowania ich zespołów w najbliższej przyszłości będzie trudniejsze. Czy pomogą im w tym podwyżki i premie? Niewykluczone, bowiem aż 51,9 proc. Polaków pytanych o to, co chciałoby zmienić w swoim pakiecie wynagrodzeń twierdzi, że chciałoby dostawać więcej pieniędzy. To największy odsetek spośród wszystkich badanych nacji. Dla porównania – tylko 30 proc., Austriaków chciałoby podwyżki.

Istnieje korelacja między gotowością zmiany miejsca pracy, a wiekiem – młodsze pokolenia częściej poszukują nowego pracodawcy. Aktywnie pracuje nad tym ponad 20 proc. zatrudnionych 20- i 30-latków. Dla porównania, zmiany chce niecałe 15 proc. 40-latków. Jednocześnie można wskazać zależności między mobilnością zawodową pracowników, a ich motywacjami. Wraz z wiekiem ankietowanych rośnie ich lojalność wobec pracodawcy, ale też znaczenie wysokości wynagrodzenia.

Z kolei młodsi pracownicy są mniej lojalni, ale zatrzymać ich w organizacji może nie tylko premia czy podwyżka. Badani coraz częściej wskazują bowiem na czynniki pozafinansowe, jak poczucie satysfakcji z wykonywanej pracy czy samopoczucie w związku z obecnością w organizacji. I to właśnie na te kwestie powinni zwrócić uwagę pracodawcy, jeśli chcą zatrzymać i przyciągnąć do siebie najlepsze talenty – podkreśla Paulina Zasempa, People Country Lead – Poland and CEE w SD Worx Poland.

Rosyjscy haktywiści ponownie chwalą się atakami na polskie firmy. Ciężko je nazwać udanymi

NoName057(16) atakuje Niemcy, Polskę i Czechy, wpływając na portale i strony internetowe (DDoS) przedsiębiorstw z branży transportowej, rządowej, finansowej oraz medialnej – informuje Check Point Research. Wśród rzekomych celów znajdują KGHM, Metro Warszawskie, komunikacja miejska w Monachium, Czeska Policja oraz Senat. Ataki te nie robią już na nikim wrażenia – puentują eksperci.

Analitycy Check Point Research w swoim raporcie OSINT poinformowali o ponownych atakach na strony internetowe polskich, niemieckich oraz czeskich przedsiębiorstw, a także administracji. Wśród polskich celów miały znaleźć się: warszawskie metro, Raiffeisen Bank, Plus Bank, Pekao, KGHM, Polskie Radio oraz portal ePUAP. Obecnie wszystkie strony z powodzeniem funkcjonują, co ukazuje, że kampanie prorosyjskich haktywistów nie przynoszą wymiernych efektów, a firmy są dobrze przygotowane do tego typu interwencji.

Wojciech Głażewski, szef polskiego oddziału firmy Check Point zapewnia, że przygotowane przez rosyjskie grupy cyberprzestępcze ataki DDoS spowszedniały i nie zaskakują już administratorów najważniejszych witryn – Ataki, pokroju tych przeprowadzanych przez NoName, zdarzają się coraz częściej, a w przyszłym roku mogą stać się codziennością. Historia zatacza koło, jednak przechodząc od tragedii do farsy. Działania rosyjskich haktywistów nie robią już na nikim wrażenia, co nie oznacza, że działy IT nie powinny być gotowe na każdą okoliczność.

Wśród zaatakowanych organizacji były również czeska policja, MSW, senat czy praski port lotniczy. W przypadku niemieckich celów ataki przeprowadzono na strony transportu publicznego w Monachium i Norymberdze oraz bawarski BL Bank.Rosyjscy haktywiści ponownie chwalą się atakami na polskie firmy

Jak można zwiększyć widoczność witryny za granicą?

Wyjście na rynek zagraniczny to częsty krok w rozwoju wielu przedsiębiorstw. Nic dziwnego – działalność w innym państwie otwiera masę nowych możliwości biznesowych. W takim przypadku priorytetową kwestią staje się zbudowanie dobrej widoczności marki i znalezienie sposobu na skuteczne dotarcie do potencjalnych klientów z danego kraju. Co w obecnej erze Internetu sprawdzi się lepiej niż marketing online?  

Jeśli działasz na rynku międzynarodowym lub planujesz dopiero na niego wejść, pozycjonowanie zagraniczne jest właśnie tym, czego potrzebujesz. To strategia, która pozwoli Ci zwiększyć rozpoznawalność Twojego biznesu w konkretnym kraju oraz osiągnąć postawione cele. Dowiedz się, jak wykorzystać maksymalnie potencjał swojej witryny, tak by zajmowała pierwsze pozycje w Google!    

Pozycjonowanie stron za granicą – sprawdzony sposób na podbicie nowych rynków

SEO (Search Engine Optimization, pozycjonowanie) to proces, który ma na celu dostosowanie strony internetowej do wymagań wyszukiwarki. Dzięki odpowiedniej optymalizacji jest ona w stanie osiągać wyższe pozycje w wynikach wyszukiwania i tym samym docierać do zainteresowanych użytkowników. SEO za granicą jest więc idealnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców, którzy cenią sobie skuteczność oraz realne efekty.   

Zastanawiasz się, czy pozycjonowanie za granicą sprawdzi się w przypadku Twojego biznesu? Niezależnie od tego, w jakiej branży działasz, strategia SEO pozwoli Ci osiągnąć dobrą widoczność wśród docelowych odbiorców. To z kolei przełoży się na większą rozpoznawalność marki w danym państwie i wzrost wyników sprzedażowych. Dzięki indywidualnie dopasowanym pracom pozycjonerskim użytkownicy będą trafiać na Twoją stronę zamiast do konkurencji. Pamiętaj – jeśli Twoja firma posiada słabą widoczność w organicznych wynikach wyszukiwania, tracisz nie tylko klientów, ale także zmniejszasz swoją konkurencyjność na rynku.  

Czym charakteryzuje się SEO za granicą?

Proces SEO zależy w głównej mierze od specyfiki rynku docelowego. Przykładowo, pozycjonowanie stron po angielsku nie będzie przebiegało tak samo, jak pozycjonowanie we Francji. Różnice językowe oraz kulturowe są jednymi z elementów, które wpływają na podejmowane działania. Nie chodzi tu tylko o tłumaczenie treści – zachowania użytkowników, ich przyzwyczajenia i preferencje determinują często sposób komunikacji czy układ witryny. 

Ważną kwestią jest również praca nad siecią linków odsyłających do strony (link building). Przykładowo, biorąc pod uwagę pozycjonowanie sklepów w Niemczech, kluczowe jest pozyskiwanie jakościowych linków z domen .de, czyli tych nakierowanych na Niemcy. Możliwe jest to m.in. za pomocą artykułów publikowanych na portalach związanych z tematyką konkretnego biznesu. Dlaczego jest to ważne? Zagraniczne linki SEO wzmacniają nie tylko rozpoznawalność marki, ale wpływają również pozytywnie na widoczność witryny w danym kraju. 

Jak widać, pozycjonowanie stron za granicą posiada swoją specyfikę. W końcu każdy rynek rządzi się swoimi własnymi prawami. Warto pamiętać, że strategia, która sprawdzi się w jednym kraju, może być nieskuteczna w drugim. Podczas ekspansji biznesu za granicę nie ma miejsca na niepewność – w tej sytuacji najlepszym wyjściem jest skorzystanie ze wsparcia doświadczonych specjalistów SEO.   

Dlaczego warto postawić na pozycjonowanie zagraniczne? 

Wchodząc ze swoim biznesem na nowy rynek, zaczynasz od zera. Mieszkańcy nie znają Twojej marki i nie wiedzą, co właściwie oferujesz. Jeśli chcesz zacząć pozyskiwać klientów i sprzedawać, musisz podjąć konkretne działania. Pozycjonowanie strony za granicą jest kluczowym elementem tego procesu. SEO to nie tylko optymalizacja techniczna – to zrozumienie lokalnych preferencji, zachowań klientów i dostosowanie do nich witryny.

Spersonalizowana strategia pozwoli Ci na skuteczne dotarcie do pożądanej grupy docelowej. To dla Ciebie szansa na budowanie trwałej relacji i umacnianie swojej pozycji na zagranicznym rynku. Widoczność w organicznych wynikach wyszukiwania oznacza więcej jakościowego ruchu na stronie, który przekłada się na sprzedaż. Nie ograniczaj zatem potencjału swojej firmy – pozwól swojej witrynie błyszczeć na pierwszych pozycjach Google w konkretnym kraju!

Kredyt CHF na 6 mln zł – przedsiębiorca wygrywa z Alior Bank

Umowa kredytu powiązanego z frankiem szwajcarskim na kwotę 6 mln złotych, w przeważającej części przeznaczonego na potrzeby działalności gospodarczej, zostaje w całości unieważniona przez bielski sąd okręgowy. To kolejne, kluczowe orzeczenie, które rzuca nowe światło na prawa przedsiębiorców-frankowiczów oraz na frankowiczów, którzy zaciągnęli kredyt poza prowadzoną działalnością gospodarczą, ale wykorzystali go na jej potrzeby. W skali kraju liczba przedsiębiorców decydujących się na sprawę w sądzie w zakresie kredytu CHF wciąż jest znikoma. Nie ma oficjalnych statystyk, ale szacuje się, że w ostatnim roku tego typu spraw było zaledwie kilkadziesiąt.

Powód – przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą – skierował pozew przeciwko Alior Bank S.A. o ustalenie nieważności umowy kredytu denominowanego w walucie CHF, która zawarta została w 2012 roku. Wartość kredytu wynosiła aż 6 milionów złotych i w znacznej części kwota ta została przeznaczona na prowadzenie działalności gospodarczej kredytobiorcy. W dniu 29 listopada 2023 roku wydany został wyrok przez Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej Wydział V Gospodarczy o sygnaturze akt V GC 36/23, w którym uznano, że umowa kredytu frankowego zawarta między przedsiębiorcą a bankiem jest nieważna w całości. Sąd zasądził również zwrot kosztów procesu.

Obecne orzecznictwo w zakresie spraw przedsiębiorców, którzy zaciągnęli kredyty powiązane z frankiem szwajcarskim nie jest jednoznaczne i uregulowane. Brak jest jednolitej linii orzeczniczej, tak jak w przypadku konsumenckich kredytów denominowanych w walucie CHF lub indeksowanych do waluty CHF. Uzyskany wyrok daje jednak jasny sygnał przedsiębiorcom-frankowiczom, że istnieje możliwość zakwestionowania umów kredytowych związanych z działalnością gospodarczą (lub takich, gdzie środki wykorzystano na jej prowadzenie) na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego. Tutaj zastosowanie znajduje uchybienie zasadzie równowagi kontraktowej oraz zasadzie swobody umów – mówi radca prawny Leszek Krupa, wspólnik Kancelarii Kupilas&Krupa, pełnomocnik powoda i dodaje: Bank, zastrzegając sobie niczym nieskrępowane prawo do jednostronnego ustalania kursu waluty, narusza powyższe zasady, dodatkowo posiadając status podmiotu o znacznie większej sile rynkowej niż kredytobiorca. Nawet nie stosując tzw. dyrektyw konsumenckich, czy przepisów dotyczących klauzul niedozwolonych, i tak można dowieść, że dana umowa zawiera takie rozwiązania, które pozwalają na jej unieważnienie na mocy przepisów ogólnych.

Uzasadnienie wyroku

Sąd wskazał, że nie można obecnie przy orzekaniu w sprawach dotyczących kredytów powiązanych z walutami obcymi zlekceważyć obszernego orzecznictwa sądów cywilnych w sprawach tego typu kredytów. Pomimo faktu, że przeważająca część kredytu była wykorzystana na potrzeby działalności gospodarczej, istotne jest badanie samej treści umowy nie tylko na gruncie przepisów konsumenckich. Sąd wskazał także, że aktualnie ochrona jednoosobowego przedsiębiorcy, który nie jest finansistą i nie można go uznać za eksperta w danej dziedzinie (tutaj: w zakresie spraw bankowych) idzie coraz dalej. W praktyce zrównuje taką osobę z konsumentem. Ponadto Sąd podniósł także, że badanie ważności umowy następuje na datę jej zawarcia, a zatem późniejsze ewentualne aneksy zawierane przez strony, nie mają znaczenia dla tej oceny.

Co istotne, Bank w sprawie nadużył swojej pozycji rynkowej wobec swojego klienta, a powinien postępować jak instytucja zaufania publicznego. Oczywiste było, że Bank posiada znacznie większą siłę rynkową, a sam proponując określone rozwiązania (jednocześnie wskazując, że są one jedynymi dostępnymi dla klienta), stawia swojego kontrahenta w szczególnie trudnej pozycji.

W sprawie znaczące było także wykazanie, że zastosowane przez Bank rozwiązania w kredycie powoda (bardzo wysoka prowizja, wysoka marża, a także stosowany spread) de facto doprowadziły do sytuacji, że ten konkretny kredyt indeksowany w CHF posiadał parametry finansowe mniej korzystne niż oferowane w 2012 roku przez Alior Bank kredyty w PLN. Co dodatkowo pozwoliło przekonać Sąd, że powód został postawiony przed opcją skorzystania z kredytu indeksowanego, reklamowanego jako bezpieczny i korzystny, jednak bez opcji skorzystania z tańszego rozwiązania w PLN, które nie zostało mu w ogóle zaoferowane.

Sprawa toczyła się w I instancji w sumie przez 1,5 roku, jednak należy zwrócić uwagę, że czas ten wynikał ze zmiany sądu. W istocie merytoryczny okres rozpatrywania sprawy to pół roku. Sprawę przedsiębiorcy prowadziła Kancelaria Kupilas&Krupa w Bielsku-Białej we współpracy z Kancelarią Prawną LexNord.

Większe szanse na wygraną

W 2022 roku orzeczenia TSUE i Sądu Najwyższego spowodowały, że znacznie wzrosły szanse frankowiczów prowadzących działalność gospodarczą na korzystne rozstrzygnięcia w sporach z bankami. Jednak w tym zakresie wciąż bardzo mało przedsiębiorców decyduje się na walkę z instytucją finansową. Sprawy przedsiębiorców-frankowiczów są bardziej złożone, a argumentacja prawna w nich zastosowana musi być bardziej poszerzona niż w klasycznej sprawie konsumenta, który zaciągał kredyt powiązany z walutą obcą. W przypadku formułowania roszczeń o zapłatę w tego typu sprawach należy również podjąć niezwłoczne działania z uwagi na krótszy niż w przypadku konsumentów termin przedawnienia roszczeń wobec banków, który wynosi 3 lata.

Jak efektywnie integrować marketing afiliacyjny z Twoją strategią sprzedaży?

Coraz więcej firm inwestuje w marketing afiliacyjny, nie tylko na świecie, ale i w Polsce. Ta gałąź marketingu jest też jedną z najszybciej rozwijających się narzędzi w arsenale strategii marketingowych i może znacznie zwiększyć zasięg i efektywność sprzedaży marek. Najszybszym sposobem na rozpoczęcie działań afiliacyjnych jest współpraca z siecią afiliacyjną, np. siecią Admitad. Jak jednak zintegrować strategie sprzedaży z afiliacją, aby skutecznie ją dopełniała, a nie tylko przepalała marketingowy budżet? Poniżej przedstawiamy kilka elementów, o których należy pomyśleć, aby skutecznie włączyć marketing afiliacyjny do działań biznesowych.

Coraz więcej firm inwestuje w marketing afiliacyjny, nie tylko na świecie, ale i w Polsce. Ta gałąź marketingu jest też jedną z najszybciej rozwijających się narzędzi w arsenale strategii marketingowych i może znacznie zwiększyć zasięg i efektywność sprzedaży marek. Najszybszym sposobem na rozpoczęcie działań afiliacyjnych jest współpraca z siecią afiliacyjną, np. siecią Admitad (https://www.admitad.com/pl/). Jak jednak zintegrować strategie sprzedaży z afiliacją, aby skutecznie ją dopełniała, a nie tylko przepalała marketingowy budżet? Poniżej przedstawiamy kilka elementów, o których należy pomyśleć, aby skutecznie włączyć marketing afiliacyjny do działań biznesowych.

Afiliacja jako uzupełniająca aktywność marketingowa

Aktualnie przeprowadzona analiza SWOT, PESTEL czy strategia marketingowa idealnie współgrającą z działem sprzedaży będzie dobrą bazą do planowania działań afiliacyjnych. Najważniejsza rzecz, którą warto nauczyć się o afiliacji, to to, że afiliacja nie wyklucza. 

Działania programu partnerskiego (https://www.admitad.com/pl/store/należy zintegrować z już istniejącymi strategiami sprzedaży i obędzie się to bez ich kanibalizacji. Afiliacja sprawdzi się najlepiej jako naturalne rozszerzenie aktualnych planów marketingowych. Bez blokowania aktywności w żadnej z innych form marketingu, takiej jak: marketing w mediach społecznościowych, marketing e-mailowy czy SEO. Kluczem do sukcesu jest przenikanie się różnych aktywności, czyli np. uwzględnienie współpracy z media buyerami, którzy domkną sprzedaż dodatkową kampanią reklamową, twórcami treści, którzy napiszą recenzję o produkcie, gdy klient waha się czy dokonać zakupu. 

Może Cię zainteresować: https://www.admitad.com/pl/blog/analiza-swot/

Afiliacja a lejek sprzedażowy

Z gotowej strategii marketingowej i biznesowej łatwo ocenić słabe strony marki i lejka sprzedażowego. Przy planowaniu działań afiliacyjnych okaże się to szczególnie ważne przy ustrukturyzowywaniu aktywności na każdym etapie lejka sprzedażowego. Różne akcje afiliacyjne mogą być dopasowane do różnych etapów, natomiast najbardziej efektywne będą przy zamykaniu sprzedaży. 

W marketingu partnerskim dominującym modelem rozliczeniowym jest model CPA, który zakłada zapłatę jedynie za osiągnięcie działania docelowego użytkownika, może być to m.in. sprzedaż, zapisanie się do newslettera, uzupełnienie formularza leadowego etc. W zależności od tego, jaki cel kampanii wybierze reklamodawca będzie działała na innym etapie lejka.

Na etapie budowania świadomości dobrze dołączać do kampanii bardzo szeroką grupę wydawców. Żaden model biznesowy partnera nie może wtedy zaszkodzić programowi, a reklamodawca zyskuje ze względu na efekt dodatkowy afiliacji – szeroki zasięg. Jego marka pojawi się na szeregu różnych portali, w reklamach online czy w mailingach prezentowanych nowej grupie potencjalnych odbiorców. 

Kolejny etap budownia zainteresowania i zaznajamiania się z produktem. Warto uzupełnić strategie o działania afiliacyjne oparte na treściach edukacyjnych. Klienci muszą rozumieć korzyści płynące z korzystania z produktów marki przed zakupem. Uświadomić należy nie tylko zalety przedmiotów, ale też kupowania w konkretnym sklepie, np. dostawa ograniczająca CO2, odpowiedzialana społecznie marka, sklep produkujący przedmioty lokalnie. 

Ostatnim etapem jest zamknięcie sprzedaży. Wydawcy koncentrują się na tym aspekcie, dlatego reklamodawcy będzie łatwiej zamknąć nie tylko sprzedaże z afiliacji, ale też przekonać klientów, którzy już mieli kilka razy styczność z marką. Wydawcy prowadzący usługi media buyingowe będą prowadzić kampanie w wyszukiwarkach, a więc jak potencjalny klient będzie zastanawiał się porównywał oferty, trafi na produkt reklamodawcy. Warto współpracować z porównywarkami cen czy serwisami cashback, gdzie klient zagląda dopiero, gdy jest zdecydowany na zakup. 

Optymalizacja drogą do sukcesu

Sukces w marketingu afiliacyjnym nie przychodzi od razu. Wymaga ciągłego dostosowywania i optymalizacji. Ważne jest regularnie monitorowanie wyników działań afiliacyjnych: kliknięć, wysokości konwersji i innych wskaźników. Te wskaźniki pokażą, którzy partnerzy są najbardziej efektywni i są w stanie dowieźć najwyższy poziom konwersji. Przy współpracy z ekspertami sieci afiliacyjnej łatwiej można zaplanować poprawienie działań lub wprowadzić do strategii wydawców z dodatkowymi modelami biznesowymi. 

Przy optymalizacji należy też wziąć pod uwagę strategie promocji. W działaniach afiliacyjnych dobrze sprzedawać może się produkt gorzej performujący w codziennich działaniach sprzedażowych. Testowanie zawsze jest kluczowe w marketingu i tak też jest w afiliacji. Należy zawsze pamiętać, żeby dopasować strategie do swojego biznesu.

Czy Fed ostudzi rynkowe oczekiwania wobec tempa obniżek stóp?

Spodziewamy się, że Rezerwa Federalna przybierze podczas swojego posiedzenia w środę (13.12) ostrożny ton i odsunie przy tym rynkowe wyceny cięć amerykańskich stóp procentowych w 2024 r. Jastrzębie sygnały ze strony banku mogłyby zapewnić dolarowi wsparcie w drugiej połowie tygodnia.

Rynkowe oczekiwania dotyczące ścieżki stóp procentowych Fedu uległy znacznej zmianie od ostatniego oświadczenia FOMC w listopadzie, co jest związane z dalszym spadkiem inflacji w USA i wstępnymi oznakami ochłodzenia na rynku pracy. W kontraktach terminowych pierwsza obniżka jest obecnie wyceniana na maj (uprzednio lipiec), a suma cięć do końca 2024 r. na 110 pb. (względem 65 pb.). Ostatnie komunikaty przewodniczącego FOMC Jerome’a Powella pozostawały jednak dość jastrzębie i wydaje się, że rynkowe wyceny i retoryka Fedu są od siebie dość odległe. Ktoś będzie musiał ustąpić.

Wykres 1: Wyceniana zmiana stóp procentowych w USA do końca 2024 r. [pb.]

1. Wyceniana zmiana stóp procentowych w USA do końca 2024 r. [pb.]Źródło: Bloomberg Data: 11.12.2023

Rynek wycenia agresywne obniżki stóp w USA

Podczas swojego ostatniego przemówienia przed okresem ciszy przed posiedzeniem Powell nie tylko odsunął spekulacje o możliwości rozluźnienia polityki monetarnej w najbliższym czasie, ale też nie wykluczył dodatkowych podwyżek stóp procentowych. Zgodnie z jego słowami jest „zbyt wcześnie”, by stwierdzić, że Fed podniósł stopy do poziomu wystarczającego do pokonania inflacji. Według Powella nie nadszedł jeszcze czas na rozważanie, kiedy rozpocznie się proces łagodzenia polityki, do którego bank chce zmierzać „ostrożnie”. Rynki niemal zupełnie się tym nie przejęły, a kontrakty terminowe plasują oczekiwania wobec obniżek stóp procentowych Fedu w 2024 r. na bardzo wysokim poziomie.

Naszym zdaniem wspomniane wyceny rynkowe są zbyt agresywne, a entuzjazm inwestorów nadmierny. Pogląd ten opieramy na trzech głównych elementach:

  • Amerykański rynek pracy pozostaje ciasny i wykazuje jak dotąd jedynie niewielkie oznaki ochłodzenia. Członkowie FOMC bez wątpienia będą ośmieleni ostatnim pogorszeniem sytuacji na rynku pracy, dotąd nie widać jednak, by ono postępowało. Wzrost zatrudnienia pozostaje na solidnym poziomie ok. 200 tys., liczba wakatów utrzymuje się znacznie powyżej przedpandemicznych poziomów, redukcja zatrudnienia spadła, a nowych deklaracji bezrobotnych jest wciąż mało – ich czterotygodniowa średnia krocząca utrzymuje się na poziomie ok. 220 tys.

Wykres 2: Liczba wakatów i dobrowolnych odejść z pracy w USA (2014 – 2023)2. Liczba wakatów i dobrowolnych odejść z pracy w USA (2014 – 2023)

Źródło: LSEG Datastream Data: 11.12.2023

  • Wydatki konsumenckie utrzymują się na bardzo dobrym poziomie. Cykl zacieśniania Rezerwy Federalnej nie jest jeszcze w pełni odzwierciedlony w danych makroekonomicznych ze względu na niską wrażliwość amerykańskiej gospodarki na wysokie stopy procentowe i znaczne opóźnienie w transmisji polityki. Szczególną uwagę zwracają wciąż wysokie wydatki konsumenckie. Będą musiały wykazać znacznie wyraźniejsze oznaki hamowania, aby Fed utwierdził się w przekonaniu o trwałości spadku inflacji do dwuprocentowego celu.
  • Pokonanie ostatniej prostej w walce z inflacją zajmie trochę czasu – gospodarstwa domowe i firmy dostosowują się do inflacyjnego otoczenia, kolejno oczekując wyższych płac i ustalając wyższe ceny. Strajki pracownicze są wciąż częste, podobnie jak niedobory siły roboczej, co powinno wspierać wzrost płac i podtrzymywać inflację na podwyższonym poziomie.

Dot plot w centrum uwagi

Biorąc pod uwagę powyższe, spodziewamy się, że Fed wyśle w środę jastrzębie – względem rynkowych oczekiwań – komunikaty. Powell zaakcentuje zapewne cierpliwość i ponownie stwierdzi, że jest zbyt wcześnie na ogłoszenie wygranej w walce z inflacją, a także zwróci uwagę na to, że okres wzrostu poniżej trendu i ochłodzenie na rynku pracy są konieczne, by bank był pewny osiągnięcia wyznaczonego celu inflacyjnego. Prawdopodobnie powie również, że dalsze zacieśnianie polityki monetarnej jest możliwe, jeśli postęp w walce z inflacją zostanie zagrożony – rynki odbiorą to jednak raczej jako zastrzeżenie na marginesie, a nie formę forward guidance.

Najważniejszym aspektem komunikacji Fedu w tym tygodniu będzie naszym zdaniem jego dot plot, czyli oczekiwania dotyczące ścieżki stóp procentowych. We wrześniu, kiedy publikowany był po raz ostatni, projekcje na następne lata zostały zrewidowane w górę. Mediany na 2024 i 2025 r. wzrosły do odpowiednio 5,1% i 3,9%, co sugeruje jedynie niewielkie rozluźnienie polityki w ciągu kolejnych 12 miesięcy (obecnie stopy zawierają się w przedziale 5,25–5,50%).

Podejrzewamy, że uczestnicy rynku oczekują znacznej rewizji tych oczekiwań w dół, by zbliżyły się do wycen w kontraktach terminowych. Nie jesteśmy jednak pewni, czy Fed sprosta tym oczekiwaniom, a potencjalny spadek mediany na 2024 r. może być stosunkowo niewielki.

Wykres 3: Dot plot FOMC (wrzesień 2023)

3. Dot plot FOMC (wrzesień 2023)Źródło: LSEG Datastream Data: 11.12.2023

Dolar z szansą na umocnienie

Rezerwa Federalna zapewne nie będzie chciała się zbytnio wychylać i na ostatnim w tym roku posiedzeniu powstrzyma się od działań mogących mocno poruszyć nastroje. Powell nie zmieni raczej istotnie retoryki względem tej prezentowanej na początku grudnia, podkreślając, że łagodzenie polityki nie jest jeszcze widoczne na horyzoncie. Jego jastrzębie komunikaty i dot plot, pokazujący najwyżej niewielką rewizję w dół względem września, mogłyby dać dolarowi w drugiej połowie tygodnia pewien impuls do wzrostu. Taki obrót spraw mógłby jednocześnie mieć negatywny wpływ na polską walutę.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (13.12) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – analityk Ebury

Fiskus narusza nie tylko zasady postępowania, ale i Konstytucję

Prezentowane przez organy podatkowe podejście do procedury złożenia deklaracji podatkowej przez spółkę narusza zasadę prowadzenia postępowania podatkowego w sposób budzący zaufanie do tych organów, ale również art. 1 Konstytucji RP stanowiący, że Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Inicjowanie przez organy postępowań bezprzedmiotowych obarcza również ich kosztem obywateli, co z kolei stoi w sprzeczności z wywodzonym z art. 2 Konstytucji prawem do dobrej administracji. Tak orzekł WSA we Wrocławiu w sprawie firmy, której organy dwóch instancji odmówiły skuteczności złożenia deklaracji podatkowej z powodu użycia niewłaściwego formularza.

Organ może sam określić podatek, jeśli podatnik nie złoży deklaracji

Stosowanie do art. 21 §3 Ordynacji podatkowej, w przypadku stwierdzenia przez organ podatkowy, że podatnik nie zapłacił podatku, albo nie złożył deklaracji podatkowej, czy też wskazał w niej błędną wysokość podatku lub nie wykazał jej wcale, organ wydaje decyzję, w której sam określa wysokość zobowiązania podatkowego. Zgodnie z art. 6 ust. 9a ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, informacje o nieruchomościach i deklaracje dotyczące podatku od nieruchomości mogą być składane za pomocą środków komunikacji elektronicznej.

Deklaracja podatku od nieruchomości

Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Wałbrzychu w listopadzie ubiegłego roku podtrzymało decyzję organu podatkowego I instancji określającą przedsiębiorcy wysokość zobowiązania w podatku od nieruchomości za 2022 rok. Organ odwoławczy uznał, że prezydent miasta zasadnie wydał przedmiotową decyzję, bowiem spółka nie złożyła skutecznie deklaracji podatkowej w wymaganym terminie. SKO zgodziło się z organem I instancji, że złożony w pdf-ie formularz deklaracji, nawet z kwalifikowanym podpisem elektronicznym, załączony do pisma i przesłany za pośrednictwem elektronicznej platformy usług administracji publicznej (ePUAP) nie spełnia wymogów ustawy o podatkach i opłatach lokalnych. Jak stanowi przepis art. 6 ust. 9 pkt 1 tej ustawy, deklaracje podatku od nieruchomości osoby prawne są zobowiązane składać na ustalonym wzorze formularza. Wałbrzyskie SKO wskazało, że w tym zakresie odpowiednie wzory dokumentów elektronicznych określił minister finansów i udostępnił w centralnym repozytorium.

Nie musi być na „odpowiednim druczku”

Spółka zaskarżyła decyzję kolegium. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu przyznał, że w aktach prawnych, także w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych, są przepisy stanowiące, że właściwy minister ds. finansów w porozumieniu z innym właściwym ministrem ds. informatyzacji określa sposób przekazywania drogą elektroniczną pism. Jednak przepisy te nakładają jedynie obowiązek tworzenia takich wzorów i formularzy na odpowiedniego ministra, ale nie mówią o obowiązku ich stosowania przez podatnika. Żadne przepisy, na które powołały się organy podatkowe w tej sprawie nie decydują o istnieniu po stronie podatnika obowiązku stosowania tych konkretnych wzorów dokumentów elektronicznych.

Organy podatkowe a prawo, którego mają przestrzegać

Wrocławski sąd orzekł, że organy naruszyły przepisy ustawy o podatkach i opłatach lokalnych i zasady postępowania przewidziane w Ordynacji podatkowej, albowiem nie było podstaw prawnych do wszczęcia postępowania podatkowego. Uchylając decyzje organów obu instancji WSA podkreślił szczególnie, że zaprezentowana w tej sprawie postawa tych organów narusza zasadę prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie, ale i konstytucyjną gwarancję Polski, jako dobra wspólnego wszystkich obywateli. Co prawda państwo może obarczać obywateli obowiązkami podatkowymi, ale wszczynanie postępowań podatkowych z góry bezprzedmiotowych jest sprzeczne z kolejną regułą – zasadą prawa do dobrej administracji, wywodzoną z zasady państwa prawa, gwarantowanej w art. 2 Konstytucji RP. Spółka wniosła deklarację w terminie, i określiła w niej podatek w prawidłowej wysokości. Sąd pytał więc organy o cel wszczynania postępowania podatkowego (wyrok z 26 października 2023 r., sygn. akt I SA/Wr 204/23).

Organy same tworzą spór, ale to przedsiębiorcy muszą podjąć walkę w sądzie o swoje prawa

Podatek obliczony we właściwej wysokości, deklaracja złożona w terminie. Co więc przemawiało za podjęciem takich działań przez organy? Czy to zamiłowanie skarbówki do inwigilacji podatników, do której przepustkę daje właśnie wszczęcie postępowania podatkowego?

W omawianej sprawie wrocławski sąd zasądził od organu na rzecz spółki kwotę ponad 5 000 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania sądowego – na które składały się kwota wpisu sądowego i wynagrodzenie doradcy podatkowego. Kwoty, które musiał założyć z własnej kieszeni przedsiębiorca, który postanowił bronić się przed bezprawnym działaniem organu.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Expose Tuska, rynki czekają na konkrety

Obrady Sejmu biją rekordy zainteresowania, nie ma to jednak na razie przełożenia na rynki finansowe. Dzisiaj exposé nowego premiera, ciekawe jak zareagują rynki? W Czechach oddalają się podwyżki stóp procentowych.

Sejmowy show

Wczorajsze obrady Sejmu oglądało abstrakcyjnie dużo widzów. Z jednej strony dobrze, że naród interesuje się polityką. Z drugiej strony niezależnemu obserwatorowi mogłoby się wydawać, że uwagi o powadze izby odnoszą się do faktycznej powagi, a nie tego, co tam się odbywa. Merytorycznie brak wotum zaufania dla rządu Mateusza Morawieckiego i wskazanie Donalda Tuska to bardzo ważne posiedzenie. Należy jednak pamiętać, że wydarzenia te były oczekiwane. Z analityków mało kto spodziewał się innego rozwiązania. Część spodziewała się ewentualnie obstrukcji formalnej, ale to nie były dyskusje o tym, co się wydarzy, tylko kiedy. Z tego też powodu rynki przeszły mocno obojętnie wobec braku wotum zaufania dla rządu partii z najlepszym indywidualnym wynikiem w ostatnich wyborach.

Codzienne exposé

Można powiedzieć, że mamy właśnie bardzo atrakcyjny tydzień w naszym Sejmie. Zarówno wczoraj, jak i dzisiaj usłyszymy exposé potencjalnego premiera. Dzisiejsze będzie znacznie ważniejsze, bo wczorajszy kandydat realnie nie miał szans na wybór. Dzisiejszy kandydat z kolei nie ma szans na niebycie wybranym. Wielu obserwatorów jest jednak bardzo mocno zainteresowanych, co znajdzie się w exposé, biorąc pod uwagę na czele tak szerokiej koalicji stanie Donald Tusk. W mediach głównego nurtu trwają spekulacje, jak dużo społecznych postulatów Lewicy pojawi się w tym przemówieniu. Dla rynków walutowych najważniejszym pytaniem jest, czy odważy się poruszyć kwestię euro, a jeżeli tak, to czy poda datę wejścia do unii walutowej. Biorąc pod uwagę, że z naszych sąsiadów, którzy też są w Unii, tylko Czesi nie mają wspólnej waluty, ma to powoli coraz więcej sensu. Czesi dotychczas byli bardzo sceptyczni, ale w tym roku doszło do sporej wolty. W rezultacie w negatywnym scenariuszu możemy utracić jeszcze w tej kadencji kolejnego sąsiada z lokalną walutą.

Dezinflacja w Czechach wolniejsza

Analitycy oczekiwali spadku cen w ujęciu miesięcznym w Czechach. Dane pokazały jednak wzrost o 0,1%. W rezultacie roczny wskaźnik inflacji, czyli ten, który najczęściej jest porównywany, nie spadł tak mocno, jak oczekiwano. Ceny rosną w Czechach zatem o 7,3% w skali roku. W rezultacie tych danych doszło do umocnienia czeskiej korony. Rynki kupowały czeskie korony widząc, że potencjalnie oddala się perspektywa spadku stóp procentowych w Pradze.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat