Deweloperzy: Obniżka stóp procentowych sprzyja popytowi na mieszkania, ale nie jest wystarczająca

W jakim stopniu większa dostępność kredytów przekłada się na popyt na mieszkania? Czy po obniżce stóp procentowych wzrosło zainteresowanie inwestorów projektami mieszkaniowymi, przeznaczonymi pod wynajem instytucjonalny? Jak zmiana na rynku kredytowym wpływa na plany inwestycyjne firm? Czy deweloperzy planują inwestycje podmiejskie i w zewnętrznych dzielnicach miast, by poszerzyć grupę nabywców mieszkań ze względu na niższe ceny? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Każda obniżka stóp procentowych pozytywnie wpływa na popyt na kredyty hipoteczne, a tym samym na zakup mieszkań. W przypadku naszych inwestycji około 50 proc. transakcji jest realizowanych przy wsparciu kredytu hipotecznego. Oceniamy, że wraz ze wzrostem cen odsetek ten będzie wzrastał. Zatem, każde zmniejszenie oprocentowania kredytów hipotecznych działa stymulująco na popyt.

Ostatnia obniżka stóp była znacząca, ale trudno ocenić, na ile jej wielkość podyktowana była zbliżającymi się wyborami. W związku z tym należy się liczyć że po wyborach tempo obniżek zostanie zmniejszone. W takiej sytuacji trudno podejmować decyzje o uruchamianiu nowych inwestycji, kiedy nie ma pewności czy klienci będą mieli możliwość uzyskania kredytu.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

Niższa stopa oprocentowania to teoretycznie niższy koszt kredytowania zakupu mieszkań, ale i lepsza zdolność kredytowa, a więc dobra wiadomość dla deweloperów i tych ich klientów, którzy nie mogą skorzystać z preferencyjnych stawek programu BK 2 proc. Jednakże, mimo obniżki stawek przez RPP, aktualne oprocentowanie wciąż jest stosunkowo wysokie, gdy porównać je z tym sprzed 2-3 lat.

Zwiększone zainteresowanie klientów, związanych z rynkiem najmu instytucyjnego obserwujemy już od wiosny, natomiast nie działamy w tym sektorze. Choć rynkowe perspektywy ostatnio polepszyły się, to jako duży deweloper nie działamy impulsywnie. Konsekwentnie realizujemy plan na ten rok i wprowadzamy do oferty nowe projekty. Ponieważ projektujemy nasze inwestycje pod kątem różnych grup odbiorców, w naszym portfolio znajdują się również te lokowane na przedmieściach. Między innymi ze względu na większą przystępność cenową poszukują w nich mieszkań przede wszystkim rodziny.

Małgorzata Ostrowska, dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction

Na tę chwilę widzimy pozytywne aspekty ostatniej obniżki stóp procentowych, jak i bardziej dostępnych kredytów. Na rynek wrócili młodzi ludzie, poszukujący swojego pierwszego mieszkania, choć wśród beneficjentów kredytu 2 proc. zauważamy także osoby nieco starsze. Wrócili również klienci, którzy wstrzymywali się z decyzją zakupową, licząc na stabilizację sytuacji gospodarczej oraz mniej restrykcyjne warunki kredytowania. Widząc malejąca podaż i rosnące ceny coraz chętniej podpisują  umowy zakupu.

Jeśli chodzi o osoby kupujące nieruchomości w celach inwestycyjnych, w tej grupie nie zauważyliśmy istotnych zmian. Inwestorzy są aktywni praktycznie przez cały czas. To głównie osoby kupujące lokale za gotówkę, najchętniej te z możliwością odliczenia podatku VAT w wysokości 23 proc. Zakupom tym sprzyja zbliżający się koniec roku, który przyspiesza decyzje z uwagi na chęć optymalizacji podatkowej. A mówimy tu o sporych sumach, nawet w wysokości 150 tys. zł.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Tego typu obniżka stóp procentowych może być minimalną ulgą dla osób spłacających bieżące kredyty, jednak nie jest stymulatorem popytu na rynku nieruchomości mieszkaniowych. To nadal bardzo wysoki poziom oprocentowania, który utrudnia dostępność finansowania mieszkań. Dlatego znacznie ważniejsze są programy rządowe ułatwiające zakup swojego lokum – jak obecnie Bezpieczny Kredyt 2 proc. Takie programy powinny być stałym elementem polityki państwa, gdyż docelowo wpływają pozytywnie na PKB kraju, zwiększają poczucie bezpieczeństwa obywateli i wspierają politykę prorodzinną.

 

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży Ronson Development

 

Obniżka stóp procentowych ma charakter pro-popytowy i z punktu widzenia rynku nieruchomości jest dobrą informacją, zarówno dla klientów, jak i deweloperów, bo pobudzi kolejne grupy osób, które chcą kupić mieszkanie, zwiększy zainteresowanie kredytem hipotecznym oraz wzmocni chęć inwestowania na rynku nieruchomości. Widzimy ożywienie klientów, którzy dotychczas z różnych powodów odkładali decyzję zakupową, a jednocześnie nie są odbiorcami programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Niebagatelne znaczenie ma kwestia, czy obniżka stóp będzie miała charakter trwały, a tym samym wpłynie na rynek długofalowo.

Zainteresowanie naszą ofertą sprzedażową było na tyle duże, że jeden z etapów projektu Ursus Centralny, przeznaczony pod wynajem instytucjonalny, zdecydowaliśmy się wprowadzić do regularnej sprzedaży, a tym samym przesunęliśmy plany w zakresie PRS na przyszły rok.

Założenia inwestycyjne firmy są efektem długofalowej strategii, nie uzależniamy ich od kolejnych programów. Jeszcze w tym roku uruchomimy kolejny etap projektu Nowe Warzymice w Szczecinie oraz zupełnie nowy projekt Zielono Mi na Dolnym Mokotowie w Warszawie. Przed nami też zupełnie nowe projekty i uruchomienia nowych etapów, także na przedmieściach aglomeracji, czego przykładem jest kolejny etap inwestycji Eko Falenty pod Warszawą.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

W porównaniu do sytuacji sprzed roku obecnie sprzedaż mieszkań jest prawie trzykrotnie wyższa, a popyt na kredyty cztery razy wyższy. Jest to efekt m.in.: obniżenia stóp procentowych, dzięki którym raty kredytów hipotecznych są niższe nawet o kilkaset złotych. Jednak obniżka stóp procentowych raczej nie będzie mieć aż tak wielkiego znaczenia dla osób planujących zakup własnego M w najbliższym czasie. Na rynku kredytów hipotecznych króluje bowiem program Bezpieczny Kredyt 2 proc., który gwarantuje stałą ratę kredytu z oprocentowaniem 2 proc. przez pierwsze 10 lat spłat. Dzięki niemu kredytobiorcy mogą sporo zaoszczędzić, zwłaszcza w porównaniu ze standardowymi ofertami kredytów hipotecznych, nawet po obniżce stóp procentowych. Do końca sierpnia br. złożono ponad 41 tys. wniosków na BK 2 proc. i podpisano niemal 6 tys. umów kredytowych na łączną kwotę prawie 2,16 mld zł.

Dawid Wrona, członek zarządu w Archicom

Biorąc pod uwagę aktualne zawirowania rynkowe, każdy deweloper staje przed dylematem polegającym na wyborze pomiędzy szybszą realizacją budów w odpowiedzi na rosnący popyt a powściągliwością i rozsądnym podejściem w zakresie wprowadzania nowych inwestycji i ustalania polityki cenowej.

Należy mieć świadomość, że proces wprowadzenia na rynek inwestycji wydłużył się z 2-3 lat nawet do 5-7 lat, a sukces projektu wcale nie jest gwarantowany. Specjalizujemy się w dużych, miastotwórczych projektach, co wiąże się z zamrożeniem kapitału rzędu 150-200 mln na wiele lat. W związku z tym, w mojej opinii do uruchamiania kolejnych inwestycji należy podejść z głową, bazując na analizie rynku, ale też biorąc pod uwagę czynniki makroekonomiczne. Przy czym, dodatkowym wyzwaniem staje się stworzenie produktu, który odpowiadałby na potrzeby nabywców w dłuższej perspektywie.

Bezpieczny Kredyt 2 proc. wpływa na rynek krótkoterminowo i jest adresowany do konkretnych osób. Jeśli chodzi o plany firmy na najbliższe lata, w ciągu 2-3 lat, planujemy wybudować i sprzedać blisko 8 tys. mieszkań. Już w bieżącym półroczu odbędzie się start kilku nowych inwestycji. Jesteśmy obecni na największych rynkach w kraju i nie wykluczamy ekspansji. Kierujemy wzrok m.in. w stronę Aglomeracji Śląskiej czy Trójmiasta.

Wyższe rentowności w USA i silny dolar kierują rynkiem

Złoty nieco ucierpiał na pogorszeniu globalnego sentymentu względem ryzyka. W zeszłym tygodniu wypadł gorzej niż inne waluty regionu, lecz już w poniedziałek znalazł oparcie. Na jak długo? W tym tygodniu istotne dla złotego będą decyzja RPP oraz komunikaty z banku w środę i czwartek.

Trend wzrostowy rentowności amerykańskich obligacji i kursu dolara nie zwolnił w ubiegłym tygodniu. Piątkowe jednoznacznie pozytywne dane dotyczące inflacji w USA i strefie euro odwróciły jednak częściowo ten trend i obudziły nadzieję, że ostatnie podwyżki stóp procentowych we wspomnianych gospodarkach oraz minima kursów europejskich walut są już za nami. Również surowce doświadczyły w piątek gwałtownego spadku, w wyniku czego najlepiej radzące sobie w tym roku waluty, czyli real brazylijski i peso kolumbijskie, zakończyły tydzień blisko samego dołu zestawienia.

W tym tygodniu w centrum uwagi znajduje się amerykański rynek pracy. Najważniejszy będzie piątkowy (06.10) raport NFP za wrzesień, inwestorzy będą wyczekiwać jednak również raportu JOLTs (wtorek 03.10) i cotygodniowych danych o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych, by sprawdzić, czy potwierdzają one obserwowane ostatnio ochłodzenie. O stanie europejskiej gospodarki poinformuje odczyt sprzedaży detalicznej w sierpniu (środa 04.10), będą to jednak dane mocno wsteczne. Dodatkowo w tym tygodniu odbędzie się wiele przemówień reprezentantów Europejskiego Banku Centralnego i Rezerwy Federalnej.

PLN

Złoty radził sobie w ubiegłym tygodniu gorzej niż pozostałe waluty regionu, skala jego wyprzedaży była jednak ograniczona, a w poniedziałek 02.10 znalazł wsparcie. Polska waluta znalazła się pod wpływem globalnego sentymentu – kluczowe dla złotego były zachowanie dolara i rentowności amerykańskich obligacji.

Istotne były jednak również krajowe wieści. Uwaga skupiła się w ubiegłym tygodniu na wstępnym odczycie inflacji CPI we wrześniu, zgodnie z którym dynamika cen doświadczyła znacznego spadku z 10,1% do 8,2%. To pierwszy od lutego zeszłego roku jednocyfrowy odczyt, dodatkowo spadek był silniejszy, niż oczekiwano. Co prawda niektóre czynniki odpowiadające za zmniejszenie się presji cenowej są wynikiem regulacji prawnych, a część wydaje się tymczasowa, dane mogą jednak ośmielić NBP do dalszych cięć stóp procentowych w bliskiej przyszłości.

Przed publikacją raportu inflacyjnego najbardziej prawdopodobnym wynikiem posiedzenia RPP w najbliższą środę (04.10) wydawało się utrzymanie stóp na niezmienionym poziomie lub obniżenie ich o 25 pb. – obecnie bardziej realistycznym scenariuszem jest ruch w dół o 25–50 pb. Poza samą decyzją istotne dla złotego będą komunikaty z banku w środę i czwartek, szczególnie jeśli skala ruchu będzie niestandardowa. Posiedzenie budzi tym większą ciekawość, że już za 2 tygodnie odbędą się wybory parlamentarne.

EUR

Ubiegłotygodniowy wstępny odczyt inflacji HICP we wrześniu bez wątpienia może napawać EBC optymizmem. Zarówno główna (4,3%), jak i bazowa (4,5%) miara inflacji istotnie spadły – znacznie silniej, niż oczekiwały rynki. Trend dezinflacyjny w końcu przekroczył Atlantyk i jest wyraźnie widoczny w Europie. Rynki oczekują, że EBC nie będzie już podnosić stóp procentowych w tym cyklu. Podobnie jak w przypadku USA pytanie stanowi obecnie to, jak długo zostaną one utrzymane na obecnych poziomach.

Odczyty wsparły europejskie obligacje i samą wspólną walutę. W tym tygodniu nie poznamy wielu istotnych wieści, handel euro będzie więc zależał w większości od publikacji z USA, w szczególności tych dotyczących kondycji rynku pracy.

USD

Podobnie jak w strefie euro, zeszłotygodniowe dane o dynamice cen były korzystne dla Rezerwy Federalnej. Zarówno główny, jak i bazowy indeks PCE (preferowanej przez Fed miary zmian cen) okazały się w sierpniu niższe, niż oczekiwano. Przed publikacją raportu rentowności obligacji wzrosły do poziomu najwyższego od 16 lat, po niej uległy pewnym spadkom. Rynki nie są przekonane, czy dojdzie jeszcze do podwyżek stóp procentowych w tym cyklu, uwaga w kontekście dolara skupi się więc ponownie na odczytach makroekonomicznych, w szczególności dotyczących inflacji i rynku pracy. Zdecydowanie najważniejszym odczytem tego tygodnia będzie piątkowy (06.10) raport NFP (non-farm payrolls) dotyczący września.

GBP

Istotna rewizja w górę wzrostu gospodarczego w I kwartale nieco rozwiała ponure nastroje w kontekście brytyjskiej gospodarki. Kolejne pozytywne rewizje danych historycznych potwierdzają, że PKB Wielkiej Brytanii wzrósł istotnie powyżej przedpandemicznych poziomów (+1,8%), podobnie jednak jak w większości europejskich gospodarek znajduje się poniżej trendu sprzed 2019 r.

Funt nie doświadczył większych zmian względem kluczowych walut – ciąży mu gołębiość Banku Anglii, wspiera zaś bardziej pozytywny wydźwięk odczytów gospodarczych.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Sfinks Polska: sprzedaż gastronomiczna w I półroczu 2023 r. wzrosła o 15,5%

Restauracje sieci należących do Sfinks Polska wypracowały w I półroczu 2023 r. sprzedaż gastronomiczną w wysokości 89,84 mln zł wobec 77,80 mln zł rok wcześniej. W ujęciu skonsolidowanym grupa Sfinks zanotowała na koniec czerwca przychody ze sprzedaży w wysokości 50,32 mln zł, tj. wyższe o 13% r/r. W I półroczu grupa Sfinks wypracowała także zysk netto w wysokości 313 tys. zł.

– Siłą napędową naszej grupy są restauracje SPHINX, które zwiększyły obroty w I półroczu o 17% mimo mniejszej liczebności tej sieci. Co ważne, publikowane przez nas dane miesięczne pokazują, że jeszcze większa dynamika, powyżej 21%, widoczna jest dla tzw. sieci porównywalnej. To łączny efekt popularności marki, jak i całego szeregu naszych działań związanych z ofertą dla gości, w tym stałą i sezonową kartą dań, jakością w restauracjach, kampaniami promocyjnymi, ale też właściwym doborem lokalizacji nowych restauracji. Bardzo dużą rolę prosprzedażową gra także nasz program lojalnościowy i aplikacja Aperitif, z której korzysta już ok. 600 tys. naszych gości. W efekcie jako grupa notujemy też wzrost rentowności sprzedaży, która zwiększyła się do 27,2% w I półroczu 2023 wobec 26,3% rok wcześniej. Dlatego też wobec marki SPHINX mamy największe plany rozwoju w tym roku i kolejnych, co też będzie istotnym elementem nowej strategii grupy Sfinks, którą planujemy opublikować w najbliższych dniach – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Już po zakończeniu półrocza do sieci dołączyły trzy nowe restauracje SPHINX. W Jarocinie w nowym formacie zaczął działać SPHINX Coctail Bar. We Wrocławiu po około rocznej nieobecności nastąpił powrót do dawnej, prestiżowej lokalizacji. Powstała też pierwsza przyhotelowa restauracja SPHINX w Żabiej Woli, przy trasie Warszawa-Katowice. W tym roku mają powstać jeszcze kolejne lokale pod tym szyldem.

Odzwierciedleniem rosnących przychodów i rentowności grupy Sfinks jest skonsolidowany zysk na sprzedaży, który wyniósł w I półroczu br. 13,69 mln zł wobec 11,73 mln zł w I połowie ubiegłego roku. Kolejne kategorie rachunku wyników półrocznych, zwłaszcza zysk netto, są nieporównywalne względem poziomów ubiegłorocznych, ponieważ ocenę zaburza wpływ (o 26,3 mln zł) uprawomocnienia się układu z wierzycielami. W I półroczu br. skonsolidowany zysk netto wyniósł 313 tys. zł wobec 17,35 mln zł przed rokiem.

Rośnie niewypłacalność firm w Polsce

Wojna w Ukrainie, mimo że wybuchła już o półtora roku temu, nadal jest istotnym czynnikiem nie tylko ze względu humanitarnego, ale także gospodarczego. Oczywiście pierwszy szok pod koniec lutego, w marcu i w kwietniu 2022 roku był najbardziej istotny dla gospodarki – w końcu Ukraina to eksporter surowców rolnych i niektórych metali.

Rosja także była eksporterem wielu surowców energetycznych, rolnych, metali. Dlatego na rynku globalnym doprowadziło to do zachwiania oraz do istotnego wzrostu cen wielu surowców, wielu komponentów, a także ograniczenia ich dostępności. Natomiast od tego czasu, pod koniec 2022 roku, nastąpiło pewne uspokojenie. Firmy, które były zależne od kontrahentów z Rosji z Ukrainy, znalazły inne kierunki, by uzupełnić brakujące towary, komponenty, części – i tym samym presja na wzrost cen już osłabła. Wciąż jednak można spodziewać się wzrostu cen surowców – nie tylko energetycznych, ale i rolnych – co może przełożyć się na ceny żywności. I choć kraje europejskie są zabezpieczone energetycznie – to nie wiadomo, jakie będzie zużycie energii i gazu w miesiącach zimowych. Może więc pojawić się presja na kolejny wzrost cen.

– Polska wydaje się relatywnie dobrze przygotowana przez ostatnie miesiące, jeżeli chodzi o dostępność surowców. Natomiast pamiętajmy, że nie tylko wojna w Ukrainie, ale także pandemia – czyli dosyć wymagające poprzednie lata spowodowały, że koniunktura się pogorszyła, a także osłabła strona mikroekonomiczna – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

– Widzimy, że wiele firm zawiesza działalność gospodarczą, ale także niestety wnioskuje o niewypłacalność. Niewypłacalność jest tutaj rozumiana w dosyć szerokim pojęciu – czyli zarówno typowa upadłość przedsiębiorstwa celu likwidacji majątku, ale także działania restrukturyzacyjne. Te wszystkie działania łączy wspólny mianownik – czyli brak płatności dla kontrahenta. Nasze ostatnie raporty wskazują, że niestety liczba niewypłacalności firm w Polsce dynamicznie rośnie. W pandemii mieliśmy dużo działań wsparcia – teraz firmy z pewnym opóźnieniem reagują na trudną sytuację gospodarczą. Wiele z nich nie jest w stanie prowadzić efektywnej działalności biznesowej, a nawet przetrwać na rynku. Niestety nasze prognozy są dosyć pesymistyczne – liczba niewypłacalności przedsiębiorstw będzie w kolejnych kwartałach, a nawet latach, wzrastać – analizuje Sielewicz.

Jaką wydajność mają kotły przemysłowe? Jak dobrać je do swoich potrzeb?

Profesjonalne parowe kotły przemysłowe mogą pomóc Ci w wygenerowaniu znacznych oszczędności finansowych. Musisz jednak pamiętać o kilku kluczowych cechach, wśród których kluczowe są parametry techniczne oraz jakość wykonania – a tę mogą zapewnić tylko sprawdzone, renomowane firmy. Jakie? Jaki kocioł wybrać? Między innymi na te pytania odpowiemy w dalszej części wpisu. 

Kotły przemysłowe – podstawowe informacje

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że nie istnieje jeden, uniwersalny rodzaj tych maszyn. Najczęściej spotykamy się z kotłami gazowymi przemysłowymi oraz z urządzeniami:

  • wodnymi,
  • hybrydowymi,
  • elektrycznymi,
  • wodorowymi.

Na rynku funkcjonują też kotły specjalistyczne, które są wykorzystywane w działających w bardzo wąskich segmentach rynku, przedsiębiorstwach, jednak ich procentowy udział w rynku nie przekracza kilku procent. Prym wiodą kotły parowe oraz wodne. Dlaczego? 

Ponieważ są to urządzenia, które łączą najwyższą jakość wykonania z atrakcyjną ceną, zastosowaniem nowoczesnych technologii oraz wydajnością od 175 do 55000 kg/h dla szerokiej gamy zastosowań – takie kotły przemysłowe oferuje BOSCH.

Czy inwestycja w kotły parowe przemysłowe się opłaca?

Tak, bez wątpienia jest to zakup, który może wygenerować spore oszczędności. Musi jednak poprzedzać go dokładna analiza zapotrzebowania. Pamiętaj, że rozwiązania przemysłowe powinny wyróżniać się kilkoma kluczowymi parametrami technicznymi, w tym:

  • regulowanym zakresem wydajności (np. od 1250 do 28000 kg/h),
  • możliwie jak najwyższą efektywnością energetyczną i dynamiką przy zmiennym zapotrzebowaniu pary,
  • stabilną pracę w jak najszerszym zakresie obciążeń,
  • wysoką jakością samej pary – dla niektórych grup odbiorców to parametr kluczowy. Można tu wskazać na sektor usług spożywczych, który często wymaga zgodności z normą EN 12953-10.

Pamiętaj też o tym, że zakup takiego wyspecjalizowanego urządzenia, na przykład z oferty BOSCH, powinien być poprzedzony niezwykle szczegółową analizą. Kluczowe jest przy tym właściwe obliczenie ciśnienia. Jeśli będzie ono za niskie, ryzykujesz:

  • wystąpienie problemów na odbiorach,
  • zbyt duże odchylenia od przewidzianego przez producenta średniego nadciśnienia roboczego.

Jeśli zaistnieje jedna z tych sytuacji, będziesz zmuszony często włączać i wyłączać palnik, co rodzi dalsze problemy i zakłócenia, jednak przede wszystkim przyczynia się do znacznych strat w eksploatacji maszyny. Pamiętaj, że to także wzrost ryzyka uszkodzenia takich podzespołów, jak:

  • transformator zapłonowy, 
  • elektrod,
  • zaworów elektromagnetycznych,
  • siłowników. 

Taki sposób eksploatacji negatywnie wpływa też na środowisko – kluczowa jest tutaj zwiększona emisja CO i NOx. Właśnie dlatego warto zdać się na fachowców, którzy nie tylko pomogą Ci w wyborze maszyny, która w pełni spełni Twoje oczekiwania, ale wesprą Cię na każdym etapie instalacji kotła.

Interesuje mnie kocioł przemysłowy – na jakie inne cechy warto zwrócić uwagę?

Bez względu na to, czy rozważasz tradycyjny kocioł parowy, czy np. wersję hybrydową lub elektryczną, koniecznie sprawdź, czy producent zapewnia tak innowacyjne rozwiązania, jak modułowa dostawa. To ogromne ułatwienie, dzięki któremu późniejsza instalacja powinna przebiegać bezproblemowo.

Po stronie zalet trzeba też wskazać na profesjonalną obsługę posprzedażową. Solidne, godne zaufania firmy, jak BOSCH, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich rola nie kończy się w momencie finalizacji zamówienia i dostarczenia go do klienta. Ogromne znaczenie ma też autoryzowany serwis, w którym pracują fachowcy, a także szeroki dostęp do części zamiennych oraz takich podzespołów, które pozwolą na późniejszą modernizację kotła. 

Inflacja w Polsce w końcu jednocyfrowa, ale tylko dzięki zamrożeniu cen paliw

Udało się w Polsce dowieźć jednocyfrowy wskaźnik inflacji. „Udało” to najlepsze określenie, biorąc pod uwagę, że wymagało to zamrożenia cen paliw. Dolar znów się umacnia, mimo słabszych danych. W Słowacji trudna budowa koalicji.

Inflacja 8,2%

Spadek tempa wzrostu cen oczywiście cieszy. 8,2% to wynik zdecydowanie lepszy od oczekiwań, gdyż spodziewano się wzrostu o 8,5%. Nadal jednak 8,5% w skali roku to po prostu bardzo dużo. Z drugiej strony mamy właśnie w ujęciu miesięcznym piąty miesiąc z rzędu braku wzrostu cen. Nie można mówić o spadku, bo trzy miesiące to brak zmiany, ale to bardzo korzystna statystyka. Jest oczywiście „drobny” problem. Mamy sztucznie zaniżone ceny paliw oraz energii elektrycznej. W rezultacie gdyby miało dojść do urealnienia cen, ten wynik byłby oczywiście dużo słabszy. Na razie dla naszych portfeli to niby dobra wiadomość, ale trzeba pamiętać, że ktoś finansuje tę różnicę. W rezultacie mamy bombę z opóźnionym zapłonem, którą ktoś kiedyś musi rozbroić.

Słabsze dane z USA bez wpływu?

W piątek poznaliśmy dane z USA. Wydatki Amerykanów rosną o 0,4%, czyli symbolicznie wolniej od oczekiwań. Dochody Amerykanów rosną z kolei również o 0,4%. Słabiej od oczekiwań wpadł też indeks Chicago PMI. Lepiej wypadł tylko Raport Uniwersytetu Michigan. Wydawać by się mogło, że po takich danych dolar powinien się umacniać względem euro. Okazuje się, że było dokładnie odwrotnie. Część komentatorów wskazuje na efekt kalendarzowy. Piątek był ostatnim dniem września zamykającym kwartał. W rezultacie, inwestorzy mogli patrzeć szerzej niż z perspektywy ostatnich danych, a ostatnie tygodnie były naprawdę dobre dla osób liczących na poprawę kursu USD.

Wybory na Słowacji

U naszego południowego sąsiada wybory wygrała formacja, delikatnie mówiąc kontrowersyjnego Roberta Fico. Media zwracają uwagę na jego poglądy. Jest on między innymi zwolennikiem zakończenia wsparcia militarnego dla Ukrainy, co w tej części świata oprócz Węgier jest bardzo mało popularnym postulatem. Ogólnie scena polityczna na Słowacji ma swoją specyfikę. Obecnie Robert Fico wygrał wybory z partią swojego byłego zastępcy, któremu oddał władzę, po tym, jak musiał oddać władzę, kiedy obarczono go odpowiedzialnością polityczną za zabójstwo dziennikarza śledczego. Zwycięzca o poglądach anty-NATO i anty-UE mocno komplikuje budowę koalicji. Rynki nie lubią braku stabilności. Słowacja nie jest ważnym elementem dla waluty euro, ale duża niestabilność z pewnością nie pomoże już teraz będącej pod presją walucie unijnej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych seria publikacji indeksów PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski  – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Zmiana władzy na Słowacji. Polska ma być ważnym sojusznikiem

Partia socjaldemokratyczna SMER, lewicowa partia skoncentrowana na wsparciu rządowym, ponownie zdobyła większość głosów w ostatnich wyborach. Jest to czwarta kadencja dla partii, która wcześniej rządziła krajem w latach 2006-2010, 2012-2016 i 2016-2020.

Kampania tej partii charakteryzowała się populistycznymi rozwiązaniami bieżących problemów oraz orientacją prorosyjską. Kluczowe zagadnienia obejmowały anulowanie pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy, stabilizację cen żywności i energii, wprowadzenie podatków od nadmiernych zysków banków i korporacji, zwiększenie emerytur oraz solidne wsparcie dla sektorów takich jak rolnictwo.

Jednak obietnice wyborcze partii zostały przedstawione w słabo napisanym programie politycznym, składającym się głównie z punktów i oferującym uproszczone, lecz kosztowne rozwiązania. Biorąc pod uwagę obecną sytuację kraju, który ma największy deficyt budżetowy w strefie euro, proponowane rozwiązania są postrzegane jako nierealistyczne.

Mimo tych krytyk, populistyczne podejście partii i prorosyjska postawa przyniosły jej kolejną kadencję. Partia ma teraz mandat do utworzenia rządu koalicyjnego, co świadczy o jej ciągłej dominacji w politycznym krajobrazie kraju.

Jeśli zobowiązania zawarte w programie politycznym miałyby zostać w pełni wprowadzone w życie, prawdopodobnie doprowadziłyby to do dalszych deficytów budżetowych w nadchodzących latach, popychając dług publiczny w niekontrolowaną spiralę. Jednak inwestorzy wydają się nie zwracać uwagi na te potencjalne problemy, ponieważ rentowności obligacji pozostały praktycznie niezmienione.

Z mojego punktu widzenia sektor bankowy prawdopodobnie jako pierwszy odczuje skutki. W trakcie kampanii partia nie kryła negatywnego nastawienia do banków, jasno dając do zrozumienia, że zamierza wprowadzić podatek od nadmiernych zysków i regulować stawki kredytów hipotecznych.

Co więcej, program partii sugeruje zamiar ingerencji w „niewidzialną rękę” rynku. Wspomina pojęcie „rozsądnych zysków” dla wszystkich korporacji, co może potencjalnie prowadzić do wprowadzenia podatków od nadmiernych zysków w innych sektorach uważanych za osiągające nadmierne zyski. Mając to na uwadze, sektor rafinerii ropy prawdopodobnie będzie następny w kolejce do nałożenia takich podatków.

Skupienie się partii na wzmocnieniu relacji ekonomicznych między Polską a Słowacją ma na celu zacieśnienie więzi w krajach Grupy Wyszehradzkiej (V4). Istotnym elementem ich strategii jest utrzymanie wspólnej pozycji w zakresie zakazu importu ukraińskiego zboża i innych produktów rolnych, co sprzyja wzajemnemu rozumieniu i współpracy. Ponadto partia widzi V4 jako potencjalny zjednoczony blok zdolny do przeciwdziałania pewnym działaniom Unii Europejskiej, które uważają za niezadowalające.

Na razie formowanie rządu jest jeszcze niekompletne, a klucze do władzy trzyma Peter Pellegrini, były polityczny sojusznik i obecny lider socjaldemokratycznej partii Hlas, co w języku polskim oznacza „Głos”. Pellegrini wyraźnie stwierdził, że zamierza unikać rządzenia w sojuszu z prorosyjską partią, gwarantując rząd o wyraźnie zachodniej orientacji.

Autor: Marek Nemky, analityk oddziału XTB na Słowacji

Czy program CMMS umożliwia kontrolę stanów magazynowych?

Z perspektywy coraz większej liczby przedsiębiorstw produkcyjnych wdrożenie systemu CMMS staje się standardem, bez którego trudno o zapewnienie przewagi konkurencyjnej. Jakie są możliwości takiego oprogramowania i czy pozwala na kontrolę stanów magazynowych? Sprawdźmy!

System CMMS – co to jest?

Planując inwestycje w przedsiębiorstwie skupiającym się na pracach produkcyjnych i wykorzystującym w tym celu zróżnicowane urządzenia, zwykle skupiamy się na inwestycjach w park maszynowy. Łatwo zapomnieć o niezwykle ważnym aspekcie, jakim są rozwiązania informatyczne wspierające ich pracę, w tym monitorowanie stanu poszczególnych urządzeń. 

Jednym z najistotniejszych elementów takiego układu jest właśnie system CMMS. Utrzymanie ruchu to podstawowy obszar, który wspiera. Pozwala m.in. zarządzać harmonogramem prac serwisowych i przeglądów, uzyskiwać informacje o usterkach czy hierarchizować zgłoszenia. 

Więcej możliwości dzięki integracjom

Ważną funkcjonalnością nowoczesnych systemów jest możliwość ich łączenia w ramach większego środowiska informatycznego wspierającego pracę firmy. Dzięki integracji CMMS z innymi systemami (np. EAM-CMMS czy WMS-CMMS) możliwe staje się uzyskanie kompletu informacji o przedsiębiorstwie i zachodzących w nich procesach, a także ich łatwe udostępnianie i analiza. Taką funkcję oferuje między innymi CMMS Kotrak

Szczególnie ważną rolę odgrywają integracje z systemami MES (Manufacturing Execution System) i WMS (Warehouse Management System). Dzięki nim zdigitalizowanym zarządzaniem można objąć wszystkie procesy zachodzące na linii magazyn–dział produkcji–utrzymanie ruchu.

Oczywiście w tym kontekście istotną rolę odgrywa odpowiednie wdrożenie. Dostawca posiadający wiedzę i doświadczenie będzie w stanie dostosować rozwiązania do indywidualnych potrzeb firmy i skonfigurować je w taki sposób, aby najlepiej odzwierciedlały jej charakterystykę.

CMMS a magazyn: idealne połączenie

Prace związane z utrzymaniem ruchu są nieodłącznie powiązane z procesami zachodzącymi w magazynach. Często zdarza się, że np. w ramach neutralizacji usterki potrzebne jest pobranie części, niekiedy wracają również do magazynu. 

Brak odpowiedniej łączności pomiędzy działem utrzymania ruchu a magazynem jest wobec tego sporym problemem, który może również przekłamać faktyczne stany magazynowe. Ale bez obaw! Wybierając odpowiedni CMMS cały proces podlega ścisłemu monitorowaniu. 

Wydawane są m.in. dokumenty dotyczące czynności naprawczych, a poszczególne pozycje są aktualizowane w czasie rzeczywistym. Poza tym osoby, które muszą pobrać towar, będą miały uproszczone zadanie ze względu na rozbudowane informacje na temat m.in. jego pochodzenia czy lokalizacji w magazynie. Dodatkowym wsparciem jest system generowanych automatycznie kodów kreskowych.

CMMS wspiera również zakupy

Niekiedy, zwłaszcza w przypadku poważnych awarii, wyróżniających się znacznym zapotrzebowaniem na zasoby, zdarza się, że stany magazynowe są uszczuplane w takim tempie, że konkretnych towarów czy części nieoczekiwanie zaczyna brakować. To natomiast sytuacja krytyczna, która może doprowadzić do przestoju np. w obliczu powtórnej awarii. 

Nowoczesny system CMMS jest jednak w stanie przeciwdziałać takim scenariuszom. Oprogramowanie będzie w stanie informować o przekroczeniu wartości alarmowych. Dane, które magazynuje, mogą być również niezwykle cenne z perspektywy działu zakupów. Ich umiejętne wykorzystanie pozwoli na optymalizację kosztów i usprawnienie procesów bez ryzyka, że oszczędności wpłyną na zdolności produkcyjne podmiotu.

Fundusz Smartlink Partners inwestuje 2 mln zł w OstendiHR kompleksową platformę zarządzania HR

Współtworzony przez polskich przedsiębiorców fundusz Smartlink Partners zainwestował 2 mln zł w Ostendi Global Sp. z o.o. będącą właścicielem platformy OstendiHR. Dzięki pozyskanym środkom spółka zamierza zintensyfikować pozyskiwanie klientów zagranicznych, szczególnie w USA.

OstendiHR to platforma oparta o rozwiązania sieciowe (portal ostendihr.com) do zarządzania procesami z obszaru miękkiego HR, należą do nich m.in. procesy onboardingu, reonboardingu, off-boardingu, przeglądem kompetencji, diagnozą potencjału, wyznaczanie i zarządzanie celami, diagnozą organizacji, zarządzaniem frekwencją oraz zarządzaniem wiedzą w organizacji.

Dzięki korzystaniu z rozwiązań OstendiHR klienci automatyzują powtarzalne czynności, a co za tym idzie przyspieszają proces otrzymywania danych dotyczących zatrudnionych pracowników. Dzięki modułowemu charakterowi platformy oraz możliwości korzystania z narzędzi z obszaru diagnostycznego platforma działa w modelach zakupu raportów (usage-based) oraz subskrypcyjnym – tłumaczy Bożena Roczniak, założyciel i CEO Ostendi Global Sp. z o.o.

Spółka ma obecnie klientów w Polsce, krajach Europy oraz kilku pozaeuropejskich, osiągając z zagranicy ok 10% przychodów. Inwestycja, która będzie przekazana w dwóch transzach po 1 mln zł zostanie wykorzystana głownie na intensyfikację sprzedaży zagranicznej oraz dalszy rozwój produktu.

Jest to już druga inwestycja funduszu Smartlink Parnters, działającego od czerwca tego roku. Spółka odpowiada naszej strategii ponieważ osiąga istotne powtarzalne przychody oraz posiada stałych klientów. Produkt spółki jest sprawdzony przez rynek i jest w stanie skutecznie konkurować z najlepszymi rozwiązaniami obecnymi na światowym rynku. Założyciele projektu są zdeterminowani do rozwoju również poza naszym krajem i naszym zdaniem są na najlepszej drodze do osiągnięcia międzynarodowego sukcesu – deklaruje Bartłomiej Kurylak, Partner zarządzający Smartlink Partners, oraz CFO JR Holding ASI SA.

Inwestując 2 mln zł Smartlink Parnters dołączy do inwestorów, takich jak np. Marcin Grzymkowski i jego fundusz MKK3, którzy aktywnie wspierają rozwój Ostendi Global.

Smartlink Partners ASI został formalnie zarejestrowany w maju 2023 r., wspiera wybrane przez zespół zarządzający przedsiębiorstwa z szeroko pojętej branży digital business (w tym m.in. SaaS, AI software, marketplace), renewable energy oraz deeptech (w tym także spacetech oraz greentech),  w fazie rozwoju od seed, poprzez growth do rundy A kwotami do 2 mln EUR.

Dane z USA i Chin: inflacja i spowolnienie gospodarcze to główne ryzyka

Raport na tematy wydatków amerykanów, który zawierał preferowaną przez Fed miarę inflacji, nie zaskoczył w żaden sposób. Bazowy wskaźnik zgodnie z oczekiwaniami spadł, zasadniczy wzrósł. Zmalała dynamika miesiąc do miesiąca. Dolar lekko zyskał na wartości po danych. PMI z Chin pokazały mieszany obraz gospodarki Państwa Środka. Z kolei politykom z USA udało się uniknąć „shutdown-u”.

Dolar na piątkowe dane zareagowała umiarkowanym umocnieniem. Para EURUSD zakończyła piątkowy handel w okolicach poziomu otwarcia, zatem na wykresie głównej pary walutowej nie doszło do większego przełomu. Indeksy z Wall Street zniżkowały, poza benchmarkiem technologicznym, który ostatecznie zamknął dzień na lekkim plusie (0,1 proc.). Z reakcji rynkowej wynika, że inwestorzy są coraz mocniej przekonani, że stopy procentowe w USA pozostaną na dłużej na tak wysokich poziomach a data potencjalnej pierwszej obniżki z publikacji na publikację coraz mocniej się oddala.

Słabsza dynamika wskaźnika PCE core miesiąca do miesiąca (0,1 proc.), może sugerować, że Fed nie podniesie już stóp w tym roku. Z drugiej strony wskaźnik rok do roku pozostaje na podwyższonym poziomie 3,9 proc. Otrzymaliśmy również duże rewizje dochodów i wydatków, co oznacza, że gospodarstwa domowe mają więcej oszczędności niż sądzono. Można również założyć, że podczas pandemii obywatele zgromadzili ich po prostu więcej niż szacowano a przez kolejne miesiące poziom ich został zredukowany w mniejszym stopniu niż zakładano. Mówimy tu o ponad 700 mld USD. To sugeruje sądzić, że wydatki konsumpcyjne będą wciąż wysokie, nawet jeśli spowolnienie gospodarcze wejdzie w nieco bardziej zaawansowaną fazę.

Zamknięcie rządu USA, którego obawiano się 1 października, na razie nie wchodzi w grę, ponieważ Kongres uchwalił w ostatniej chwili tymczasowe finansowanie. Potrwa to jednak tylko do 17 listopada. W związku z tym za kilka tygodni ponownie problem powróci. Stanowiska w Kongresie w sprawie poziomu wydatków rządowych oraz w kwestiach takich jak pomoc dla Ukrainy i bezpieczeństwo granic są nadal bardzo rozbieżne. Na Wall Street jest możliwe, że dziś zobaczymy pewnego rodzaju „rajd ulgi”, ale nie sądzę, że był on spektakularny.

W Weekend poznaliśmy dane PMI dla Chin. Oficjalny wskaźnik dla przemysłu wzrósł we wrześniu do 50,2 i po raz pierwszy od marca znalazł się powyżej neutralnego poziomu 50. Prawdopodobnie odzwierciedla to fakt, że ostatnie środki stymulacyjne, choć fragmentaryczne i skromne, przynoszą efekty wspierające gospodarkę. Jednak szczegóły sugerują, że większość poprawy koncentrowała się wśród dużych firm, podczas gdy działalność średnich i mniejszych firm pozostała w „terytorium kurczenia się”. To ostatnie znajduje odzwierciedlenie w słabszym niż oczekiwano wskaźniku PMI dla przemysłu Caixin, który spadł do 50,6 we wrześniu z 51,0 w sierpniu. Co więcej, oficjalny PMI dla sektora nieprodukcyjnego wzrósł we wrześniu do 51,7 z 51,0 w sierpniu. Z kolei wskaźnik PMI dla usług Caixin nieoczekiwanie spadł do 50,2 z 51,8 poprzednio. Mieszane odczyty sugerują, że stabilizacja wzrostu w usługach nie jest jeszcze solidna.

Tymczasem zawirowania na rynku nieruchomości nadal będą ciążyć gospodarce Państwa Środka. Kłopoty najbardziej zadłużonego dewelopera w Chinach pogłębiły się w ostatnich tygodniach i istnieje teraz większe ryzyko, że firma może zostać zmuszona do likwidacji w nadchodzących miesiącach. Te niepowodzenia mogą zniweczyć wysiłki chińskich władz mające na celu ożywienie nastrojów nabywców domów za pomocą szeregu środków, w tym obniżenia obecnego oprocentowania kredytów hipotecznych oraz złagodzenia przedpłat kredytów hipotecznych i ograniczeń dotyczących zakupu domów. Inwestorzy obawiają się ryzyka związanego z innymi deweloperami i systemem bankowym.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Investment Funds Depositary Services S.A. – nowy podmiot w zakresie obsługi Funduszy Inwestycyjnych Zamkniętych

Spółka Investment Funds Depositary Services S.A. (IFDS) otrzymała zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie działalności maklerskiej.

IFDS będzie specjalizować się głównie w obszarze świadczenia usług depozytariusza dla Funduszy Inwestycyjnych Zamkniętych (FIZ) oraz prowadzenia dla nich rachunków papierów wartościowych.

Decyzja o przyznaniu IFDS zezwolenia na prowadzenie działalności maklerskiej została podjęta przez Komisję Nadzoru Finansowego w dniu 28 września 2023 r.

– Akcjonariusze IFDS dostrzegli zmieniającą się sytuację na rynku funduszy inwestycyjnych zamkniętych, pojawienie się luki podażowej i potrzebę powstania nowego podmiotu świadczącego usługi depozytariusza dla FIZ. Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych coraz częściej mają też kłopot ze znalezieniem depozytariusza dla swoich funduszy, ponieważ z usług tych zaczęły wycofywać się banki. Pojawił się więc wyraźny deficyt usług depozytariusza na polskim rynku – wyjaśnia Iwona Świętochowska, Prezes Zarządu Investment Funds Depositary Services S.A.

Nowość na rynku FIZ

Jak zaznacza Iwona Świętochowska, IFDS jest w stanie wypełnić ujawnioną lukę na rynku depozytariuszy. Jako atut i wyróżnik spółki podaje, że będzie ona oferować profesjonalne usługi dedykowane FIZ-om przy zastosowaniu najwyższych standardów zarządzania ryzykiem.

Wizją IFDS jest być wiodącym dostawcą usług depozytowych, dostarczającym bezpieczne i wydajne rozwiązania, które budzą zaufanie klientów. Będziemy oferować wysokiej jakości profesjonalne usługi dla funduszy inwestycyjnych zamkniętych oraz tworzyć nowe miejsca pracy umożliwiające osobisty rozwój zawodowy – dodaje Katarzyna Kosior, Wiceprezes Zarządu Investment Funds Depositary Services S.A.

Zarząd IFDS akcentuje ścisłe przestrzeganie wymogów regulacyjnych w obszarze świadczonych usług. W prowadzonej działalności będzie kierować się zasadami Kodeksu Dobrych Praktyk Domów Maklerskich oraz Rekomendacjami Rady Banków Depozytariuszy przy Związku Banków Polskich (ZBP).

Spółka zaznacza, że będzie dążyć do tego, aby stać się preferowanym wyborem dla klientów poszukujących rzetelnych usług depozytowych na rynku finansowym.

Akcjonariuszami IFDS są IPOPEMA Securities S.A. i ProService Finteco sp. z o.o.

Grupa Develia osiągnęła 79,5 mln zł zysku netto w I półroczu 2023 r.

  • W I półroczu 2023 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 419,2 mln zł w porównaniu do 119,8 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 250% więcej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 79,5 mln zł wobec 15,1 mln zł zysku netto w I półroczu 2022 r., co oznacza wzrost o 426%.
  • W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2023 r. deweloper sprzedał 1184 lokale wobec 964 w analogicznym okresie 2022 r., czyli o 23% więcej oraz przekazał 666 lokali wobec 206 rok wcześniej, co oznacza wzrost o 223%.
  • Na koniec czerwca tego roku Develia posiadała 747,4 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 481,6 mln zł na koniec 2022 r.

– W I półroczu osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki, odnotowując znaczące wzrosty w porównaniu do ubiegłego roku. Warto wspomnieć, że podobnie jak w 2022 r. kumulację przekazań planujemy na koniec roku, co wynika z harmonogramu realizowanych inwestycji i będzie miało pozytywny wpływ na wyniki za IV kwartał. Ostatnie miesiące wskazują na kontynuację pozytywnego trendu w sektorze nieruchomości mieszkaniowych. Aktualnie na rynku obserwujemy przewagę popytu nad podażą. Dzięki przejęciu Nexity jesteśmy w stanie lepiej na to większe zapotrzebowanie odpowiedzieć, dlatego istotnie zwiększyliśmy nasze cele na ten rok. Dążymy do tego, aby sprzedać 2500-2600 lokali, czyli 60-70% więcej niż zakładaliśmy w lutym. Zwiększamy też potencjał sprzedażowy grupy poprzez systematyczne poszerzanie banku ziemi – w najbliższych miesiącach planujemy zrealizować kolejne zakupy gruntów – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Działalność deweloperska

Develia sprzedała 1184 lokale w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2023 r. na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych w porównaniu do 964 w analogicznym okresie ubiegłego roku, co oznacza wzrost o 23%. Grupa przekazała 666 lokali, czyli 223% więcej w porównaniu do 206 lokali rok wcześniej. W I półroczu Develia wprowadziła do sprzedaży 1723 lokale w inwestycjach, których budowy zostały rozpoczęte.

W II kwartale 2023 r. spółka sprzedała 651 lokali, wobec 361 mieszkań w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 80% więcej. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Aleje Praskie w Warszawie, Centralna Park w Krakowie i Ślężna Vita we Wrocławiu. W okresie kwiecień-czerwiec br. Develia przekazała 225 lokali, głównie w inwestycjach Aleje Praskie w Warszawie, Kaskady Różanki we Wrocławiu i Marinus w Gdańsku.

W czerwcu br. Develia podpisała przedwstępną umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów polskich spółek zależnych od Nexity, francuskiej firmy deweloperskiej. Transakcja za 100 mln euro została sfinalizowana w lipcu br. Na dzień zakupu Nexity posiadała w Polsce ok. 1400 lokali na różnych etapach budowy oraz bank ziemi na poziomie ok. 2100 lokali. Inwestycje firmy są zlokalizowane w Warszawie (ok. 66% lokali), Krakowie (25%) i Poznaniu (9%). Ponadto Nexity zawarło umowy przedwstępne nabycia gruntów umożliwiających realizację kolejnych ok. 2300 mieszkań. Po przejęciu spółek Nexity bank gruntów Develii wynosi ok. 10 tys. lokali, a w realizacji jest ok. 5700 lokali.

Na początku września br. Develia zaktualizowała cele na 2023 rok, zwiększając docelowy poziom sprzedaży mieszkań do 2500-2600 lokali, co oznacza wzrost o 60-70% wobec oczekiwań z początku roku. Spółka dąży do przekazania 2500-2600 mieszkań, wobec poprzedniego celu 1900-2050 mieszkań, czyli o ok. 30% więcej. Celem Develii jest także wprowadzenie do oferty i rozpoczęcie budowy 2700-2900 lokali, wobec zakładanych wcześniej 1850-2050 mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 45%. Aktualizacja celów jest wynikiem poprawy sytuacji na rynku nieruchomości mieszkaniowych oraz przejęcia przez Develię polskich spółek Nexity.

Działalność komercyjna

Develia w I półroczu 2023 r. z sukcesem kontynuowała realizację strategii dezinwestycji nieruchomości komercyjnych. W kwietniu br. spółka sfinalizowała sprzedaż biurowca Wola Retro w Warszawie. Kupującym jest spółka WR Office należąca do funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez Adventum Group. Cena sprzedaży wyniosła 69,3 mln euro.

Develia kontynuuje negocjacje dotyczące sprzedaży Arkad Wrocławskich. Celem spółki jest podpisanie przedwstępnej umowy sprzedaży tego budynku do końca grudnia br. W marcu 2023 r. zarząd Arkad Wrocławskich podjął decyzję o zamknięciu centrum handlowego Arkady Wrocławskie. Wpływ na nią miał brak rentowności obiektu spowodowany m.in. trudną sytuacją rynkową wywołaną pandemią COVID-19, wzrostem kosztów energii elektrycznej oraz wysoką inflacją. Szacunkowo działalność operacyjna centrum handlowego zostanie zakończona w pierwszej połowie 2024 r.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1H2023 1H2022 Zmiana
Przychody 419 197 119 823 249,85%
Zysk brutto ze sprzedaży 150 851 39 095 285,86%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 140 397 24 869 464,55%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 9 343 14 196 -34,19%
EBITDA 84 623 24 530 244,98%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 107 039 2 808 37119,30%
Zysk netto 79 526 15 114 426,18%
Skorygowany zysk netto* 95 007 5 823 1531,32%
ROE 6,0% 1,2% +4,8pp

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I półrocze 2023 r. wyniosły 419,2 mln zł wobec 119,8 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 79,5 mln zł wobec 15,1 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze sześć miesięcy 2023 r. wyniósł 140,4 mln zł przy przychodach 398,8 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 9,3 mln zł przy przychodach 19,3 mln zł.

W czerwcu br. akcjonariusze Develii zdecydowali, że spółka wypłaci dywidendę za 2022 r. w wysokości 179 mln zł, czyli 0,4 zł na akcję. Pierwsza transza dywidendy została wypłacona 21 lipca (107,4 mln zł), druga trafi do akcjonariuszy 13 października (71,6 mln zł). Kwota 117,7 mln zł z zysku za 2022 r. została przeznaczona na kapitał zapasowy.

– Dzięki bardzo dobrej sytuacji płynnościowej Develii na koniec I półrocza byliśmy przygotowani na wykorzystanie szans rynkowych i przejęcie polskich spółek Nexity. Pozwala nam ona także na elastyczne rozpoczynanie nowych inwestycji i zwiększanie skali działalności zgodnie z aktualnymi celami zarządu – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Na koniec czerwca 2023 r. Develia posiadała 747,4 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 481,6 mln zł na dzień 31 grudnia 2022 r. Na koniec I półrocza 2023 r. zobowiązania finansowe wyniosły 531,1 mln zł w porównaniu z 583,9 mln zł na koniec 2022 r.

Postawa FED wydłuża trend boczny na złocie

Złoto nie ma za sobą najlepszego tygodnia, a to głównie za sprawą FED, którego jastrzębie zapowiedzi wpłynęły na umocnienie się dolara oraz na wzrost rentowności amerykańskich obligacji.

Niepewna sytuacja inflacyjna przekłada się na zmienność w obszarze oczekiwań wobec złota. Choć wydawało się, że znajdujemy się w momencie potencjalnego przełamania trendu bocznego, sytuacja zmieniła się w ubiegłym tygodniu, po ogłoszeniu przez FED planu utrzymania wyższych stóp procentowych przez dłuższy czas.

Sprawiło to, że cena złota w dalszym ciągu znajduje się pod presją, i to pomimo czwartkowego osłabienia się dolara. Również ceny grudniowych kontraktów terminowych na złoto wskazują, że w dalszym ciągu nie możemy liczyć na przełamanie trendu bocznego.

FED z jeszcze jedną podwyżką

Wg. CME FedWatch Tool prawdopodobieństwo podwyżki w listopadzie czy grudniu nadal wyceniana jest stosunkowo nisko (17,2 i 30,9 proc.). W wywiadzie dla CNBC Neel Kashkari, prezes FED w Minneapolis, zasygnalizował, że FED nie zakończył cyklu podwyżek. Z jego słów wynika, że jeszcze jedna podwyżka stóp procentowych jest dość prawdopodobna, a niewykluczone są dwie.

Zdaniem Gary’ego Wagnera, analityka technicznego współpracującego z Kitco News, FED popełnił błąd zwlekając z podjęciem działań w 2021 roku, a stopy procentowe podniósł dopiero w marcu 2022 roku po tym, jak inflacja przekroczyła poziom 8 proc. Rezerwa federalna posiłkowała się przy tym fałszywym przekonaniem, że inflacja jest przejściowa i nie wymaga działań.

Jego zdaniem FED rzeczywiście będzie teraz zwlekał zarówno z zakończeniem cyklu podwyżek, jak i z ewentualnymi obniżkami, co dla złota oznaczałoby przedłużający się czas poruszania się w trendzie bocznym – przynajmniej w dolarze amerykańskim.

Czy w Polsce mamy już deflację?

Narodowy Bank Polski kontynuuje swoją kampanię informacyjną, którą zapoczątkowały bannery na siedzibie głównej o treści: „GLÓWNE PRZYCZYNY INFLACJI: 1. Agresja rosyjska na Ukrainę 2. Pandemia i jej skutki” oraz „DZIĘKI NBP POLSKA JEST NA DOBREJ DRODZE, już od 4 miesięcy ceny prawie się nie zmieniły!”.

Najnowszą odsłoną tej kampanii informacyjnej jest spot, w którym starszy pan robi zakupy w sklepie, a następnie mówi:

– Zauważyłem, że znowu zostało mi więcej. Ceny już prawie nie rosną, a niektóre produkty są nawet tańsze niż kilka miesięcy temu.

Warto przy tej okazji przypomnieć – spadająca inflacja nie oznacza spadających cen, a jedynie spadające tempo wzrostu cen. Skoro zatem NBP twierdzi, że ceny niektórych produktów są niższe, to należałoby sprawdzić, czy nie wkraczamy na terytorium inflacji ujemnej, czyli deflacji.

Przeczą temu wyniki najnowszej ankiety, którą bank centralny przeprowadził wśród makroekonomistów banków, instytucji finansowych i ośrodków badawczych. Średnioroczna inflacja w 2023 wyniesie 11,9 proc., w 2024 – 6,3 proc., a w 2025 r. 4,8 proc. Względem poprzedniej edycji ankiety widzimy niewielki spadek w tym roku i przyszłym, jednak w w 2025 roku prognoza ta jest nieco wyższa. Poprzednie wyniki to: 12,4 proc. w 2023 roku, 6,9 proc. w 2024 i 4,4 proc. w 2025 roku.

Zaktualizowane zostały także prognozy dotyczące aktywności gospodarczej. W 2023 roku wzrost PKB wyniesie 0,4 proc., w 2024 r. – 2,5 proc., a w 2025 r. 3 proc. Są to nieco niższe prognozy względem poprzedniej edycji ankiety, gdzie wzrost wynosił odpowiednio 0,9, 2,7 i 3,3 proc.

Autor: Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Czy kontrola dostępu w chmurze danych to oszczędność czasu i środków w Twojej firmie? Odpowiadamy!

W świecie biznesu wszyscy chcemy działać szybciej i obniżać koszty. Choć często mówi się, że nie należy szukać oszczędności na bezpieczeństwie, warto zwrócić uwagę na rozwój technologii i szanse, jakie oferuje. Wprowadzenie zaawansowanej kontroli dostępu w chmurze pozwoli Ci nie tylko wygenerować oszczędności, ale również lepiej zabezpieczyć przedsiębiorstwo.

Jak działa system kontroli dostępu?

Jeszcze jakiś czas temu zupełnym standardem była kontrola dostępu opierająca się na pracownikach, którzy weryfikowali imienne przepustki, wydawali klucze czy ewidencjonowali przepływ osób, np. odnotowując ruch w zeszycie. Wiązało się to oczywiście z wysokimi kosztami i niską skutecznością. 

Dziś przywiązanie do takiego modelu nie jest również z pewnością korzystne z perspektywy wizerunkowej. W zamian coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na wprowadzenie systemu dostępowego. Składa się na niego kilka elementów. 

Czytnik kontroli dostępu, zamontowany np. przy bramce lub drzwiach z elektrozamkiem, pozwala na przejście do wyznaczonych pomieszczeń, budynków czy stref wyłącznie uprawnionym osobom. Aby uzyskać dostęp, należy przyłożyć do niego np. kartę zbliżeniową lub odpowiednio skonfigurowany smartfon. 

Jest więc zdecydowanie szybciej, bezpieczniej i taniej, a przy okazji daje to również możliwość budowania wizerunku przedsiębiorstwa inwestującego w nowoczesne technologie i bezpieczeństwo.

Więcej możliwości dzięki integracjom

Oczywiście przyznawanie dostępu uprawnionym osobom – lub wręcz przeciwnie, uniemożliwienie jego uzyskania – to zaledwie punkt wyjścia. W dzisiejszych czasach od systemu kontroli dostępu oczekujemy zdecydowanie większej liczby funkcji i usprawnienia działania firmy w wielu obszarach. 

Nowoczesne rozwiązania dają taką możliwość, bazując na integracjach. Wśród nich powszechnie wykorzystywany jest system ewidencjonowania czasu pracy, który pozwala na łatwe, intuicyjne i bardzo precyzyjne określanie indywidualnego czasu pracy konkretnego pracownika. Ale to nie wszystko. 

Kontrola dostępu może być również zintegrowana z systemami zarządzania budynkiem, rezerwacją sal czy higieną produkcji. Wybierając platformę z dostępem do otwartego API, możliwości są niemal nieograniczone.

Niższe koszty i wyższe bezpieczeństwo z kontrolą dostępu w chmurze

Wielu przedsiębiorców obawia się, że bezpieczny, wydajny i funkcjonalny system dostępowy oznacza wysokie nakłady, w związku z czym rezygnuje z jego wdrożenia. Zupełnie niesłusznie. Coraz większą popularnością i zaufaniem przedsiębiorców cieszy się zaawansowana kontrola dostępu w chmurze

W tym przypadku nie musisz posiadać własnej serwerowni: system bazuje na nowoczesnych rozwiązaniach chmurowych, więc o wysokie koszty początkowe nie trzeba się martwić. Oznacza to również wyższe bezpieczeństwo. Nie musisz samodzielnie dbać o infrastrukturę czy aktualizacje bezpieczeństwa całej platformy.

System idealny dla Twojej firmy

To nie wszystkie korzyści, jakie oferuje nowoczesna kontrola dostępu. Jedną z najważniejszych zalet systemów jest elastyczność. Doświadczony dostawca będzie w stanie dostosować go do potrzeb Twojego przedsiębiorstwa. Problemów nie będzie stwarzać również modyfikacja systemu w przyszłości, np. jeżeli będziesz chcieć zintegrować go z nowymi narzędziami czy rozbudować. 

Płatność za system kontroli dostępu przyjmuje natomiast postać wygodnej subskrypcji. Koszty są więc transparentne i już na samym początku wiesz, na jakie wydatki będzie musiała się przygotować Twoja firma.

Deloitte: Do 2025 r. wartość biznesowa sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego przekroczy 4 biliony dolarów

Postępująca cyfryzacja życia gospodarczego sprawia, że coraz więcej organizacji stosuje narzędzia oparte o sztuczną inteligencję. Jak wynika z raportu Unlocking the power of AI firmy doradczej Deloitte, ponad 90 proc. firm chce osiągnąć wyższy poziom dojrzałości w zakresie AI w trakcie najbliższych 3 lat. Realizacja tych planów zależy jednak od wielu czynników, takich jak posiadanie odpowiednio wykwalifikowanych pracowników czy zdolności organizacji do optymalizacji procesu implementacji rozwiązań z zakresu uczenia maszynowego.

Zdaniem autorów raportu powstałego na podstawie rozmów z ponad 600 reprezentantami stanowisk kierowniczych w firmach z różnych branż, kluczowe w procesie adaptacji rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji (AI) są machine learning operations (MLOps). Jest to zbiór praktyk umożliwiających optymalne wdrożenie uczenia maszynowego (ML) w proces produkcyjny.

Podstawowym celem rozwiązań typu MLOps jest implementacja uczenia maszynowego w sposób zautomatyzowany, umożliwiający efektywne skalowanie i maksymalizację skuteczności. Równie istotna jest kwestia spójności i powtarzalności w podejściu do adaptacji nowopowstających rozwiązań z zakresu AI, szczególnie gdy uwzględni się tempo rozwoju sztucznej inteligencji. Według autorów raportu Deloitte firmy charakteryzujące się rozwiniętymi zdolnościami z zakresu MLOps będą w stanie maksymalizować korzyści wynikające ze stosowania najbardziej zaawansowanych narzędzi opartych o algorytmy sztucznej inteligencji. Chodzi m.in. o rozwiązania z zakresu uczenia głębokiego, takie jak modele generatywne czy uczenie przez wzmacnianie, których wykorzystanie w trakcie kolejnych dwunastu miesięcy zapowiedziało odpowiednio 41 i 42 proc. badanych.

– Znaczna część ankietowanych firm zdaje sobie sprawę z korzyści, wynikających ze stosowania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Kluczową kwestią dla zdolności do adaptacji nowych technologii jest jednak dotychczasowe doświadczenie danego podmiotu w zakresie implementacji AI i ML. Dynamika powstawania nowych narzędzi cyfrowych sprawia bowiem, że zdolność do uzyskania przewagi konkurencyjnej będzie w coraz większym stopniu zależała od predyspozycji w zakresie usprawniania procesów za pomocą nowoczesnych rozwiązań – mówi Michał Sosinka, partner associate, Cybersecurity, Deloitte.

Kluczowa rola architektów

Przytoczone w raporcie prognozy dotyczące wartości biznesowej generowanej dzięki uczeniu maszynowemu pokazują jak duże znaczenie dla globalnej gospodarki ma ta technologia. Według autorów raportu do 2025 roku wartość biznesowa powstająca dzięki sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowemu wyniesie 4,4 bln dol. Równie istotne będą rozwiązania typu MLOps – ten rynek w przeciągu najbliższych dwóch lat ma być wart 4 mld dol. Nic więc dziwnego, że zdecydowana większość firm jest zainteresowana tym obszarem. Analiza Deloitte wskazuje, że 9 na 10 badanych podmiotów zamierza w trakcie kolejnych trzech lat dołączyć do grona liderów całego sektora lub rynku w obszarze implementacji AI.

Ogromne ambicje przedsiębiorców napotykają jednak szereg wyzwań związanych z adaptacją narzędzi sztucznej inteligencji. Jednym z nich jest postrzeganie dojrzałości danego podmiotu w tym zakresie przez osoby decyzyjne w firmach. Wyniki ankiety pokazały, że zajmujący stanowiska kierownicze zdają się bardziej optymistycznie postrzegać stopień zaawansowania zarządzanego przez nich podmiotu niż pracownicy o wysokich kwalifikacjach technologicznych. W pierwszej z grup ponad 50 proc. respondentów uznaje swoją organizację za dojrzałą, a niemal co czwarta za bardzo dojrzałą w tym zakresie. Jednocześnie odsetek odpowiedzi wśród pracowników o wysokich kwalifikacjach technicznych wyniósł odpowiednio 45 proc. i 13 proc.

Ankietowani wskazali również na duże zapotrzebowanie na pracowników o kompetencjach umożliwiających sprawne przeprowadzenie procesu implementacji rozwiązań typu AI czy ML. Obecnie firmy i organizacje poszukują przede wszystkim architektów IT (28 proc. odpowiedzi), inżynierów rozwiązań typu MLOps (26 proc.) i inżynierów usług chmurowych (26 proc.).

Autorzy badania podkreślają także obszar, który przez większość badanych nie był wskazany jako kluczowe wyzwanie w procesie osiągania dojrzałości w zakresie sztucznej inteligencji. Chodzi o kwestię przepisów prawnych, która została wymieniona przez zaledwie co dziesiątego respondenta. Jednocześnie dynamicznie zmieniające się otoczenie regulacyjne sprawia, że stosowane rozwiązania typu MLOps muszą być spójne z obowiązującymi przepisami prawa.

Dążenie do pełnej dojrzałości instytucji w dziedzinie sztucznej inteligencji jest zadaniem pełnym wyzwań. Osiągnięcie mistrzostwa w tej dziedzinie wymaga przemyślanej strategii. Powinna ona uwzględniać nie tylko aspekty finansowe, ale także kompetencje niezbędne w całym procesie oraz kluczowe kwestie regulacyjne. W dobie postępującej digitalizacji globalnej gospodarki, firmy dążące do bycia liderami w swoich sektorach muszą zaadaptować najnowsze rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. To jedyna droga do zachowania dominującej pozycji w momencie, kiedy informacja jest najcenniejszym walorem rynkowym – mówi Piotr Mechliński, partner associate, Risk Analytics& AI, Deloitte.

O badaniu

Między majem a wrześniem 2022 Deloitte przepytał 621 osób podejmujących kluczowe decyzje dotyczące sztucznej inteligencji oraz analityki danych w firmach z sektorów FMCG, energetycznego, przemysłowego, usługi finansowych, life sciences, medycznego, administracji rządowej, usług publicznych, mediów, telekomunikacji i technologicznego. Pochodzący z 7 państw (Australia, Kanada, Niemcy, Japonia, RPA, Wielka Brytania i USA) respondenci byli przedstawicielami kadry zarządzającej (CTO, CIO, CDO), szefami departamentów, dyrektorami, wiceprezesami i pracownikami działów technicznych (np. architektami baz danych, data inżynierami, architektami i inżynierami).

Bezpieczny Kredyt 2% zapchał procesy w bankach. Rekordowe zainteresowanie na rynku nieruchomości

– Program rewolucyjny, jedna z najlepszych inicjatyw, jaka spotkała rynek nieruchomości od lat – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Mija kwartał od wejścia w życie programu. Jest on niewątpliwie „game changerem”, który sprawił, że po kilkunastu miesiącach stagnacji, rynek nieruchomości znowu nabrał wiatru w żagle. Od lipca sprzedaje się więcej mieszkań, a ilość wniosków liczona jest w dziesiątkach tysięcy.

Eksperci pozytywnie o programie, ale procesy w bankach są już teraz zapchane

Program Bezpieczny Kredyt 2% to inicjatywa polegająca na możliwości wzięcia kredytu z dopłatą rządową. Na okres dekady umarzane są warunkowo odsetki od kredytów. Program pozwala na zakup mieszkań na rynku deweloperskim, wtórnym lub nawet na budowę domu. Zgodnie z przewidywaniami program cieszy się rekordowym zainteresowaniem, a w bankach na rozpatrzenie czeka przynajmniej…. Kilkadziesiąt tysięcy wniosków.

Program zmienił obraz zarówno rynku nieruchomości na sprzedaż, jak i rynek wynajmów, gdzie widać wyraźną zmianę np. w ilości wynajmowanych mieszkań przez rodziny.

– Bezpieczny Kredyt 2% można powiedzieć, że zapchał procesy w bankach. Oczekiwanie jest długie na zgodę na kredyt i nic nie wskazuje, by to się miało zmienić. Najpierw na zgodę banku czekało się dwa tygodnie, a teraz to już kwestia dwóch-trzech miesięcy. Oczywiście to powoduje, że cena transakcyjna mieszkania jest często inna niż w momencie podejmowania decyzji. Spotykaliśmy się już z sytuacjami podnoszenia cen nieruchomości w czasie oczekiwania na przyznanie kredytu w banku – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Ekspert dodaje, że zarówno przez specjalistów rynku nieruchomości jak i przez konsumentów program oceniany jest pozytywnie.

– Wadą jest tylko czas oczekiwania, bo jest wrażenie, że banki nie były przygotowane na takie falowe zainteresowanie. Czy należy być zaskoczonym zainteresowaniem? Nie. Polacy czekali na możliwość zakupu mieszkań i na poprawę sytuacji finansowej i kredytowej. Sytuacja w bankach jest efektem ich niecierpliwości – dodaje Mirosław Król.

Ceny w górę, szczególnie na nowych inwestycjach

Jakie zmiany już teraz są widoczne na rynku nieruchomości? Ceny będą rosnąć, choć mocniej to widać na rynku deweloperskim niż wtórnym. Wielkich zmian nie ma póki co w przypadku cen mieszkań na wynajem, gdzie korekta do góry ma miejsce w przypadku kawalerek, a inne mieszkania na wynajem są nawet tańsze niż przed rokiem.

– Indeks popytu na Kredyty Mieszkaniowe od lipca wystrzelił o ponad 300%. Przy takich statystykach nie ma szans, by ceny mieszkań pozostały na niezmienionym poziomie. Oczywiście deweloperzy będą podnosić ceny, choć póki co następuje to ostrożnie. Wyższe ceny są widoczne już w nowych inwestycjach, gdy pojawia się nowe osiedle czy oddawane są nowe etapy inwestycji, to one są wyższe na pewno. Te mieszkania, które wcześniej były dostępne mają podobne ceny, jak na początku roku – dodaje Mirosław Król.

Na rynku wtórnym ceny rosnąć będą wolniej.

– Niektórzy próbowali sprzedać mieszkanie przez prawie rok. Teraz nareszcie coś się ruszyło i jest zainteresowanie mniej prestiżowymi lokalizacjami czy mieszkaniami do remontu – dodaje Mirosław Król.

Jak zorganizować event firmowy?

Organizacja udanego eventu firmowego to zadanie, które może sprawiać wiele radości, ale przysporzyć również mnóstwo stresu. Wiele firm decyduje się na takie wydarzenia, aby wzmocnić relacje z klientami, zintegrować zespół pracowników, czy też promować swoje produkty lub usługi. Jednak, aby osiągnąć sukces w organizacji eventu, należy przemyśleć wiele aspektów, takie jak miejsce, atrakcje czy koncepcja całego wydarzenia. Jak zorganizować event firmowy, który zostanie zapamiętany na długo.? Odpowiedź na to pytanie w artykule poniżej.

Gdzie zorganizować event firmowy?

Pierwszym krokiem przy organizacji eventu firmowego jest wybór odpowiedniego miejsca. Jeśli planujesz niewielki event firmowy dla niewielkiej grupy pracowników lub klientów, warto rozważyć organizację go we własnym biurze. To oszczędza czas i pieniądze związanymi z wynajmem zewnętrznej przestrzeni. Jednak pamiętaj, że musisz zadbać o odpowiednie przygotowanie miejsca – dekoracje, oświetlenie czy dobrej jakości nagłośnienie. Jeśli jednak organizacja eventu przekracza Twoje możliwości, warto skorzystać z usług takich firm, jak chociażby agencja eventowa, która zajmie się wszystkim od A do Z.

Jeśli spodziewasz się większej liczby uczestników, a event ma mieć charakter bardziej oficjalny, rozważ wynajęcie sali konferencyjnej w hotelu lub centrum konferencyjnym. Takie miejsca często posiadają profesjonalną infrastrukturę, co ułatwia organizację prezentacji, wystąpień czy paneli dyskusyjnych. Dobre miejsce to także gwarancja wygodnych miejsc siedzących, dostępu do kawiarni lub restauracji oraz często noclegu dla osób przyjezdnych.

Jakie atrakcje wybrać na event firmowy?

Po wyborze odpowiedniego miejsca czas na przemyślenie atrakcji, które zainteresują uczestników i sprawią, że event będzie niezapomniany. Jeśli celem eventu jest przekazanie wiedzy lub promocja nowych produktów, warto zorganizować prezentacje lub wykłady. Postaraj się, aby były one interesujące i interaktywne. Możesz także zaprosić znanych prelegentów, którzy przyciągną uwagę uczestników.

Z kolei organizacja warsztatów lub konkursów może w łatwy sposób zaangażować każdego uczestnika do zabawy. Mogą oni uczyć się nowych umiejętności, rywalizować i zdobywać nagrody. To także doskonała okazja do budowania relacji między uczestnikami. Nie zapominaj także o czasie relaksu i rozrywki. Możesz zorganizować koncerty, pokazy artystyczne, strefy relaksu z masażami czy stanowiska z pysznym jedzeniem i napojami. Ważne jest, aby zapewnić uczestnikom możliwość odpoczynku i relaksu.

Event firmowy to także doskonała okazja do budowania relacji biznesowych. Zorganizuj sesje networkingowe, gdzie uczestnicy będą mieli okazję do wymiany kontaktów i doświadczeń. Możesz także zainwestować w elementy integracyjne, takie jak gry i zabawy, które pomogą uczestnikom bliżej się poznać.

DLA Piper: Co trzecia spółka wykorzystująca AI weszła w spór z regulatorem

Co trzecia spółka na świecie wdrażająca rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji (AI) napotkała z tego tytułu kłopoty prawne i poniosła karę lub została objęta dochodzeniem regulatorów, wynika z raportu międzynarodowej kancelarii prawnej DLA Piper. Główne przyczyny sporów z regulatorami dotyczą ochrony danych osobowych, kwestii konkurencji i bezpieczeństwa produktu.

By poprawić swoją pozycję konkurencyjną niemal wszystkie największe przedsiębiorstwa na świecie (96 proc.) wdrażają już w różnym zakresie rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, wynika z badania DLA Piper przeprowadzonego wśród 600 międzynarodowych liderów rynku. Jednak wysokie koszty inwestycji i złożony proces wdrażania nowych technologii powodują, że aż 72 proc. firm kupuje gotowe rozwiązania AI od zewnętrznych dostawców, akceptując standardowe warunki umów bez odpowiednich zapisów dotyczących kontroli danych.

Wiele spółek traktuje współpracę z dostawcami AI jak typowy outsourcing usług IT i nie docenia wyzwań, jakie wiążą się z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Wielu sporom, zarówno z regulatorami jak i z dostawcami zewnętrznymi, można zapobiec. Firmy wdrażające projekty AI powinny dołożyć starań, by mieć pełną wiedzę w zakresie wykorzystania i ochrony danych, w tym w szczególności danych osobowych wykorzystywanych w modelach AI – mówi Ewa Kurowska-Tober, partner i szefowa warszawskiego zespołu prawa własności intelektualnej i nowych technologii w DLA Piper.

Jak pokazało międzynarodowe badanie DLA Piper, około 65 proc. firm zostało zmuszonych do rozwiązania umów z dostawcami rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji ze względów na m.in. kwestie etyczne i wykorzystanie danych. Prawie 10 proc. z nich zdążyło już wejść w spór z dostawcą technologii.

Poprzez uwzględnienie odpowiednich zapisów w umowach oraz uzyskanie oświadczeń i zapewnień od dostawcy, strony na późniejszym etapie współpracy mogą uniknąć sporów dotyczących tego, kto ponosi odpowiedzialność za które aspekty funkcjonowania technologii. Wypracowanie takich zabezpieczeń pomaga przedsiębiorcom unikać zarówno sporów z dostawcą technologii jak i z regulatorem – dodaje Ewa Kurowska-Tober.

Aż 83 proc. firm deklaruje, że dokłada należytych starań, aby przestrzegać ładu korporacyjnego w obszarze sztucznej inteligencji. Jednak równocześnie, ponad jedna trzecia respondentów twierdzi, że nie ma pewności, czy właściwie stosuje regulacje prawne, a 39 proc. nie ma wiedzy, w jakim kierunku zmierzają przepisy dotyczące sztucznej inteligencji.

Jak pokazuje nasze badanie, ponad połowa firm przyznaje, że ich zespoły prawne zajmujące się kwestiami compliance nie uczestniczą w procesie decyzyjnym dotyczącym wyboru rozwiązań związanych z sztuczną inteligencją. Twierdzą, że ich udział raczej spowolniłby niż usprawnił proces decyzyjny – mówi Ewa Kurowska-Tober. – Takie podejście jest kontrproduktywne i w dłuższej perspektywie naraża spółki nie tylko na opóźnienia w projektach, ale także błędy i niedopatrzenia, a w związku z tym surowe konsekwencje finansowe.

Niemal wszystkie firmy uznają ochronę własności intelektualnej za główne wyzwanie związane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Oprócz ryzyka związanego ze współpracą z zewnętrznymi dostawcami technologii AI, jako największe zagrożenie (72 proc.).firmy postrzegają niewłaściwe wykorzystanie AI przez własnych pracowników.

Z naszego badania płyną dwa jasne przesłania. Po pierwsze, spółki mają pilną potrzebę wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i nie mają czasu czekać na rozwój sytuacji. Po drugie, zwiększenie produktywności i efektywności z wykorzystaniem AI nie musi wiązać się z zagrożeniem dla etycznego działania biznesu. Kluczowe staje się, aby firmy kierowały się wartościami i dokładały należytej staranności we wdrażaniu najnowszych technologii – zaznacza Ewa Kurowska-Tober.

1 mld zł zadłużenia młodych Polaków. 20-letnia rekordzistka ma prawie 800 tys. zł długu

1 mld zł – wynosi kwota zobowiązań nieopłaconych w terminie przez osoby w wieku od 18 do 24 lat – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, na koniec lipca br. Zaległość zwiększyła się przez rok o przeszło 18 proc. O ponad 7 tys. osób wzrosła też liczba niesolidnych dłużników. Wielu z nich to zapewne studenci, bo według Eurostatu ponad 39 proc. polskich 20-24 latków wciąż się uczy, co daje nam pod tym względem 11 miejsce w Europie[1].

Choć pokolenie Z dopiero wkracza w okres życia zawodowego oraz poważnych finansowych zobowiązań, już na starcie ma niemałe zaległości. Ich suma to obecnie 1 mld zł. Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK wynika, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy skala finansowych problemów młodego pokolenia znacząco wzrosła. W lipcu 2022 r. zaległości wynosiły bowiem ponad 853 mln zł. Z kolei liczba nierzetelnych dłużników podwyższyła się ze 125 tys. do ponad 132 tys.

Zmiany nie dziwią, jeżeli weźmie się pod uwagę kryzys gospodarczy i rosnące ceny niemal wszystkiego, co niezbędne do codziennego funkcjonowania, szczególnie wynajmu mieszkań, ale także żywności czy transportu. Z drugiej jednak strony, młodym sprzyja niskie bezrobocie, które pozwala stosunkowo łatwo znaleźć zatrudnienie również w elastycznym wymiarze czasu. Pomaga im też brak podatku od rocznych dochodów do 85 528 zł.

Jak wylicza Eurostat, w Polsce niemal czterech na dziesięciu 20-24 latków to osoby uczące się. Odsetek studentów według ostatnich dostępnych danych za 2021 r. wynosił 39,2 proc. i był o 3,1 p.p. wyższy niż średnia w UE. Najpopularniejsze są studia dziennie, wynika z raportu WIB i ZBP „Portfel studenta”, w tym trybie uczy się zdecydowana większość osób (ponad 64 proc.). Niestety wyklucza to podjęcie pełnoetatowej pracy, zapewniającej stały i wystarczająco wysoki dochód. I to w sytuacji, gdy jak wskazuje raport, średnie miesięczne wydatki studenta przekraczają obecnie kwotę 3,8 tys. zł i są o ponad 21 proc. wyższe niż przed rokiem.

Średnia zaległość 18-24 latka wzrosła z kolei przez rok o 11 proc., do 7 637 zł. Jeśli chodzi o topografię zadłużenia, to przoduje woj. śląskie. Jego młodzi mieszkańcy łącznie mają ponad 137 mln zł nieuregulowanych płatności. Kolejne miejsca zajmują zameldowani w województwach mazowieckim (122,9 mln zł) i dolnośląskim (106,6 mln zł). Najmniej niespłaconych długów mają natomiast osoby ze Świętokrzyskiego (17 mln zł). Analizując odsetek niesolidnych dłużników w tej grupie wiekowej, czołówka województw wygląda już nieco inaczej. Wprawdzie na pierwszej pozycji regionów jest Dolny Śląsk, gdzie kłopoty finansowe ma 7 proc. mieszkańców w wieku 18-24 lata, to jednak na kolejnych miejscach są województwa: lubuskie (6,5 proc.), warmińsko-mazurskie i zachodniopomorskie (po 6,4 proc.). Najmniejszy udział młodych niepłacących zobowiązań jest w województwach: podkarpackim (2,1 proc.), świętokrzyskim (3,1 proc.), lubelskim i podlaskim (po 3,3 proc.). Średnia dla kraju to 5 proc.

– Rekordzistką jest pochodząca z woj. śląskiego 20-latka, która zalega bankom i innym instytucjom ponad 788 tys. zł – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Mimo że rekordzistka to kobieta, to o terminach spłacania należności zdecydowanie częściej zapominają mężczyźni. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK widnieje bowiem 80,8 tys. panów (61 proc.) w wieku 18-24 lat, ich zaległości przekraczają kwotę 611 mln zł. Kobiet jest 51 tys. (39 proc.), a ich zaległość to niecałe 398 mln zł. – Co niepokojące w przypadku młodych dłużników, więcej niż co czwarty z nich wpada od razu na głęboką wodę i ma zarówno problemy z obsługą kredytów jak i innych poazakredytowych zobowiązań. Dla porównania, wśród ogółu dorosłych Polaków w takiej sytuacji jest co piąty niesolidny dłużnik. Poza tym, biorąc pod uwagę, że gros 18-24 latków w ogóle jeszcze nie pracuje i tym samym ma ograniczone możliwości zaciągania zobowiązań, 5 proc. odsetek pokolenia Z z problemami finansowymi tylko pozornie wydaje się niewysoki, na tle całego społeczeństwa, gdzie kłopoty ma blisko 9 proc. – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Jak wynika z baz BIG InfoMonitor i BIK, ponad połowę (51 proc.) zaległego zadłużenia osób między 18 a 24 r.ż. stanowią zaległości pozakredytowe. Łączna kwota nieopłaconych w terminie bieżących rachunków, opłat karnych za jazdę bez biletu czy alimentów wynosi bowiem ponad 513 mln zł – to średnio 4 987 zł na osobę. Przeciętna kwota zadłużenia różni się jednak w zależności od rodzaju zobowiązania. W przypadku alimentów potrafią to być już sumy pięciocyfrowe – 10 247 zł. Jeśli chodzi o rachunek za telefon czy Internet mowa o 3 376 zł, a średnia wartość opłat karnych za jazdę na gapę to 266 zł. Więcej tego typu zaległości mają mężczyźni – w rejestrze BIG widnieje ich niemal 63,5 tys. Dla porównania, kobiet jest „tylko” 39,5 tys.

W przypadku zobowiązań kredytowych łączna kwota zaległych długów jest niższa i wynosi 496 mln zł, jednak przeciętne zadłużenie na osobę jest wyższe i opiewa na 7 676 zł. W przypadku kredytu mieszkaniowego średnia wartość zaległości to 60 704 zł, a w przypadku konsumpcyjnego 7 501 zł. Tutaj również prym wiodą panowie – nieterminowych dłużników jest 38 tys., a dłużniczek – 26,5 tys.

– Niepokoi, że 132 tys. młodych osób wchodzi w życie już naznaczone stygmatem nierzetelnego płatnika. Oznacza to wykluczenie nie tylko z rynku kredytowego, ale również z możliwości korzystania z wielu usług. Dominacja mężczyzn wśród niesolidnych młodych dłużników wiąże się częściowo z faktem, że wśród osób studiujących większy udział mają kobiety, według raportu „Portfel studenta” jest ich 58 proc. Oznacza to, że mężczyźni częściej podejmują już w tym czasie pracę zawodową, a tym samym mogą korzystać z produktów kredytowych – stwierdza dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

młodzi dłużnicy rekordziści

młodzi dłużnicy wg województw

[1] https://ec.europa.eu/eurostat/databrowser/view/educ_uoe_enrt08/default/table?lang=en

Mają po kilkanaście lat, a na koncie ponad 2 mln zł długów

W całym kraju jest ich 3334. To chłopcy, do 18. roku życia włącznie, którzy od małego oswajają się… z zadłużeniem. Jazdę na gapę traktują zwykle jako sport lub zabawę. Jednak, zdaniem ekspertów, gdzie zaczyna się dług, tam kończy się zabawa.

W Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej jest obecnie ponad 7 tys. najmłodszych dłużników, w wieku od 14 do 18 lat, zadłużonych na 4,2 mln zł. Nieco mniej niż połowę, bo 47 proc. z nich, stanowią chłopcy. Mają na koncie 2,08 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Począwszy od braku edukacji finansowej, przez wychowanie i wpływ mediów społecznościowych, aż po scenariusz, jaki pisze samo życie.

Nie tylko brak edukacji

Według badania przeprowadzonego przez Kantar Polska na zlecenie International Personal Finance, właściciela Provident Polska, ponad połowa Polaków uważa, że edukacja finansowa powinna być obowiązkowa już w podstawówce. Aż 7 na 10 respondentów chce wprowadzenia obowiązkowej edukacji finansowej do szkół ponadpodstawowych. Jednocześnie, 6 na 10 ankietowanych twierdzi, że firmy z branży finansowej również powinny prowadzić działania z zakresu edukacji finansowej, a 48 proc. widzi ich rolę we włączaniu finansowym.

Zdaniem ekspertów, edukację finansową od małego powinno się zaszczepiać dzieciom także w domu rodzinnym. Coraz większy wpływ na osoby z młodego pokolenia mają też media społecznościowe i influencerzy.

Najmłodsi uczą się przez obserwację. Wielu kwestii mogą nie rozumieć, jak trudnej terminologii czy skomplikowanych instrumentów finansowych, ale podstawową wiedzę o tym, jak obchodzić się z pieniędzmi, muszą mieć zaszczepioną już we wczesnych latach swojego dzieciństwa. Taką wartością jest przeświadczenie, że za usługi czy produkty trzeba płacić, rachunki należy regulować w terminie, a pożyczone pieniądze zawsze należy oddawać. Jeżeli w domu rodzinnym nie przestrzega się tych zasad, to dziecko też nie będzie tego robić. Innym źródłem wiedzy i nawyków jest dla młodych starsze rodzeństwo, rówieśnicy, koledzy z otoczenia czy nawet influencerzy. Coraz częściej to właśnie media społecznościowe mają na dzieci o wiele większy wpływ niż rodzice czy szkoła – zwraca uwagę Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Chłopięce długi, dorosłe konsekwencje

Jednak Internet to niejedyne źródło kłopotów i negatywnych wpływów. Życie pisze własne scenariusze, a najlepszym tego dowodem jest fakt, że o spłatę tych chłopięcych należności ubiegają się tacy wierzyciele jak operatorzy telekomunikacyjni, miejskie przedsiębiorstwa komunikacyjne, koleje czy sądy.

Gdzie zaczyna się dług, tam kończy się zabawa: chłopięce długi mają swoje dorosłe konsekwencje. A są nimi wielotysięczne zobowiązania finansowe, które trzeba spłacić. Takie długi nie anulują się z automatu, gdy dłużnik przekroczy 18. rok życia. Wręcz przeciwnie, mogą być bardzo ciężkim bagażem na start w dorosłość: uniemożliwić wzięcie kredytu lub pożyczki, komórki na abonament czy zakupów na raty. Gros długów młodocianych to w większości kary za jazdę bez biletu, ale nie tylko. Zdarzają się też niezapłacone rachunki za telefon czy grzywny sądowe. Średnie zadłużenie statystycznego chłopca w KRD wynosi 624 zł, ale pewien osiemnastolatek z powiatu bydgoskiego ma do spłaty operatorowi telekomunikacyjnemu 19 039 zł – mówi Adam Łącki.

Dwóch kolejnych rekordzistów ma podobne zadłużenie: 18-letni gapowicz z Łodzi uzbierał (i nie zapłacił) mandaty za jazdę bez biletu na 12 954 zł, a 18-latek z Zabrza wydzwonił u dwóch operatorów telekomunikacyjnych rachunki na 12 872 zł i również ich nie uregulował.

Dług w wielkim mieście

Młodych dłużników najczęściej można spotkać w Wielkopolsce. Ich zadłużenie też jest najwyższe: 357 tys. zł. Na drugim miejscu pod względem liczby dłużników jest województwo śląskie, choć łączny dług w tym regionie (145 tys. zł) ustępuje tutaj woj. łódzkiemu (315,1 tys. zł).

Część chłopców widniejących w KRD nie ma w ogóle przypisanego adresu, ponieważ wpisując dłużnika do rejestru wierzyciel nie ma obowiązku podawać tej informacji. Z danych, jakie mamy, widać jednak, że pod względem liczebności oraz łącznej wartości zadłużenia przeważają tutaj osoby z dużych miast, liczących ponad 300 tys. mieszkańców. Najmniej dłużników jest na wsiach i w małych miejscowościach do 10 tys. mieszkańców. Najpewniej jest to efekt tego, że większość zadłużenia stanowią kary za jazdę bez biletu, a w miastach młodzież ma zdecydowanie większy dostęp do transportu zbiorowego. Inną kwestią jest też fakt, że w miastach młodzi ludzie mają większą swobodę spędzania wolnego czasu bez nadzoru rodziców. To niekiedy skutkuje mandatami lub różnego rodzaju wykroczeniami – dodaje Adam Łącki.

Ropa WTI najdroższa od ponad roku, 100 USD w zasięgu ręki

Po tygodniu wypełnionym decyzjami głównych banków centralnych przyszedł kolejny, który miał wnieść nieco więcej uspokojenia. Rynek w pewnym stopniu jednak dyskontował ryzyko możliwego „shutdown-u” w USA oraz nadal „trawił” ostatni komunikat Fed-u o utrzymaniu stóp procentowych na wysokim poziomie przez długi czas. Indeksy kontynuowały zatem przecenę schodząc na poziomy nienotowane od kilku miesięcy. Dolar zyskiwał na wartości przez co kurs EURUSD znalazł się na moment poniżej okrągłej bariery 1,05. Z kolei ropa naftowa ponownie zaczęła zyskiwać. Szczególnie urosła WTI. Amerykańska odmiana ropy stała się najdroższa od sierpnia ubiegłego roku a baryłka przez chwilę kosztowała 95 USD.

Od czerwca ropa naftowa podrożała o ok. 30 proc. W ten sposób ożywiły się obawy o inflację. Dalszy potencjał wzrostowy tego surowca może być jednak ograniczony jeśli weźmiemy pod uwagę słabość globalnej gospodarki. Tak czy inaczej coraz bardziej realne staje się, że za baryłkę trzeba będzie zapłacić ponownie 100 dolarów.

Wzrost cen ropy to cały czas pokłosie decyzji Arabii Saudyjskiej i Rosji o przedłużeniu cięć w dostawach do końca roku. Ta decyzja byłą głównym powodem tego, że globalna produkcja nieznacznie spadła. Dodatkowo coraz więcej uczestników rynku zdaje się wierzyć w miękkie lądowanie amerykańskiej gospodarki i tym samym uniknięcie recesji. W poprzednim tygodniu Fed wzmocnił te oczekiwania, znacznie podnosząc swoje prognozy wzrostu gospodarczego. Wydarzenia te wzbudziły obawy, że podaż na rynku ropy naftowej nie będzie w stanie zaspokoić popytu w nadchodzących miesiącach.

Obawy te są dodatkowo wspierane przez stosunkowo niskie zapasy. W Stanach Zjednoczonych spadły one o 13 proc. od czasu ich szczytowego poziomu wiosną i, podobnie jak zapasy globalne, znajdują się obecnie poniżej swojej pięcioletniej średniej, a niedawny gwałtowny wzrost cen ropy prawdopodobnie przyspieszył ten spadek.

Te czynniki mogą powodować, że cena surowca będzie nadal zyskiwać w kolejnych tygodniach. Jeśli jednak gospodarka amerykańska (największy konsument na świecie) spowolni znacznie na początku 2024 (jak wynika z oficjalnych szacunków), wówczas ten czynnik przestanie wspierać wycenę ropy. Dodatkowo Arabia Saudyjska prawdopodobnie wyjdzie z ostatnich swoich ograniczeń dotyczących wydobycia z początkiem nowego roku. Mamy zatem 2 czynniki, które pokazują, że cena ponownie może znaleźć się pod presją spadkową w już za ok 3 miesiące.

W przyszłym tygodniu RPP podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Konsensus rynkowy zakłada kolejną obniżkę o 25 punktów bazowych. Europa poda dane na temat PMI. Z USA otrzymamy miesięczny raport z rynku pracy (NFP) oraz ISM dla przemysłu oraz usług.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Ryszard Petru: inflacja w Polsce jest sztucznie zaniżona o 5-6 pkt. proc.

“W Polsce inflacja jest sztucznie zaniżona o 5-6 pkt. proc. Zamiast 8%, mielibyśmy inflację na poziomie 13%. Inflacja zaniżana jest przez rząd i Orlen, które wprowadził sztucznie zaniżone ceny na stacjach benzynowych. Polsce grozi znacznie wyższa inflacja niż średnia w Unii Europejskiej” – mówił Ryszard Petru, na piątkowej konferencji prasowej, poświęconej najnowszym danym o inflacji w Polsce.

Ryszard Petru podejrzewa, że Orlen może wykorzystywać rezerwy strategiczne. “Są podejrzenia, że Orlen wykorzystuje rezerwy strategiczne, czyli obniża bezpieczeństwo kraju. Rezerwy strategiczne są na czas konfliktu zbrojnego, poważnej sytuacji międzynarodowej, kryzysu w danym kraju, a dziś nie ma takiego kryzysu. Trudna sytuacja międzynarodowa była, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, nawet wtedy nie użyto w takiej skali rezerw strategicznych jak dziś”.

“Ta sztucznie zaniżana inflacja jest tylko po to, by PiS wygrał wybory. Po wyborach cena paliwa wzrośnie od 1 zł do 1,5 zł na litrze” – dodał Ryszard Petru.

Anna Radwan-Rohrenschef, kandydatka do Sejmu, stwierdziła, że polski rząd dąży do węgierskiego scenariusza, w którym Orban, zaniżając ceny przed wyborami, przyczynił się do kryzysu gospodarczego. “Na pierwszym miejscu pod względem inflacji w UE są Węgry, a więc wydaje się, że rząd PiS-u stara się podążać węgierskim scenariuszem. W zeszłym roku przed wyborami Victor Orban mroził ceny i ręcznie sterował gospodarką, by zyskać głosy wyborców. Dzień po wyborach ceny energii wzrosły o 60%, a ceny paliw o 30%, powodując gigantyczny kryzys gospodarczy. Czy chcemy iść tym scenariuszem?”.

Inflacja wraca, banki centralne muszą zachować czujność

Kilka ważnych banków centralnych wstrzymało podwyżki stóp procentowych. To nie oznacza, że są o krok od ich obniżania, narastają obawy o powrót wyższej inflacji. Polska jest w trudniejszej sytuacji, a nowy impuls inflacyjny pojawi się w przyszłym roku.

Rynek pozostaje bardzo zmienny po wrześniowej decyzji Fed o stopach procentowych. Pomimo korekty na dolarze, złoty i tak traci w stosunku do dolara od początku tego roku, choć jeszcze niedawno zajmował pozycję lidera w stosunku do najmocniejszych walut na świecie.

– Nie martwiłbym się sytuacją na świecie, podwyżki cały czas trwają, a ostatnio zostały tylko w kilku miejscach wstrzymane. Polityka pieniężna ma opóźniony wpływ na gospodarkę, a więc banki centralne analizują efekty już wprowadzonych podwyżek – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

USDPLN przekroczył poziom 4,40, ale na koniec września znalazł się o kilka groszy poniżej tego poziomu. Para USDPLN znajdowała się najwyżej od lutego, ale z drugiej strony złoty tracił w stosunku do dolara od 1 stycznia tego roku. Jest to dosyć abstrakcyjne, pamiętając to, że złoty jeszcze niedawno temu był najmocniejszą walutą w stosunku do dolara z większości walut na świecie. Mogliśmy jedynie rywalizować z forintem czy kilkoma walutami z Ameryki Południowej.

Sytuacja zmieniła się diametralnie, choć wciąż poziom stóp procentowych w Polsce jest wyższy niż w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze niedawno rynek wyceniał nawet 75 punktów bazowych obniżki przez RPP do końca tego roku, co doprowadziłoby do tego, że stopy w Polsce spadłyby poniżej poziomów ze Stanów Zjednoczonych.

– Problemem na świecie są rosnące ceny ropy naftowej, które przekroczyły 90 USD za baryłkę, gdy jeszcze niedawno były to okolice 70 USD, a dla wielu krajów problemypotęguje drożejący dolar, a to oznacza, że inflacja, która została mocno obniżona z poziomów z ubiegłego roku, nie jest tak bardzo pod kontrolą, jak to się wydawało przed dwoma czy trzema miesiącami – wyjaśnia ekspert XTB.

W Polsce po wrześniowym cięciu mamy podstawową stopę 6%, gdy w USA mamy 5,5%. Nie jest wykluczone, że poziomy stóp procentowych zrównają się w październiku. Oczywiście sam szef NBP w ostatnim wywiadzie wskazał, że perspektywy obniżek znacznie ograniczyły się w Polsce, co sugerowałoby obniżkę o 25 pb lub wstrzymanie obniżek. Biorąc pod uwagę jednak to, że inflacja w końcu spadła do poziomu jednocyfrowego, to przy spadku do 8,2% r/r i -0,4% m/m, można uważać, że obniżka stóp w październiku powinna być niemal pewna.

Polska sytuacja jest bardzo specyficzna, bardzo istotny jest wpływ na inflację decyzji spółek z sektora paliwowego i energetycznego, w których udziały ma Skarb Państwa, Warto wspomnieć, że we wrześniu ceny paliw spadły o 8,5%, natomiast cena baryłki brent liczona w polskiej walucie wzrosła o prawie 16%.

Ceny paliw w Polsce pozostają bardzo niskie jak na fundamenty związane z ropą naftową, co pozwala na utrzymanie inflacji w ryzach. Jeśli jednak ceny ropy dalej będą rosły, a złoty się osłabiał, sytuacja na koniec roku może wymknąć się spod kontroli. Wzrosty cen energii zostały zablokowane, nie wiadomo też kiedy przywrócony zostanie 5% VAT na produkty spożywcze.

Problem z inflacją teraz komplikuje się na świecie. Skończyła się względnie łatwa walka z inflacją, zwłaszcza gdy szybko rosną ceny ropy naftowej. Polityka OPEC+ jest ostatnio bardzo konsekwentna. Stany Zjednoczone nie powtórzą już zbijania inflacji poprzez zwiększenie podaży ropy naftowej dzięki opróżnianiu wewnętrznych rezerw. Rezerwy ropy w USA są rekordowo niskie i w najbliższych miesiącach powinny być zwiększane.

– Uwzględniając efekt bazy z ubiegłego roku, nawet gdyby ropa nie drożała, inflacja w USA w kolejnych miesiącach powinna lekko rosnąć, a to co się dzieje z ropą niekoniecznie daje już taką pewność, wzrost inflacji może być większy – podsumowuje P.Kwiecień z XTB. – W Polsce sytuacja jest inna ze względu na nasz krajowy efekt bazy, inflacja raczej będzie spadać do końca roku, dopiero później pojawi się nowy impuls inflacyjny, który może być większym problemem niż w Europie Zachodniej czy USA. Tym bardziej, że jesteśmy już teraz w gorszej sytuacji bo to my mamy wyższą inflację.

Inflacja w strefie euro mocno spada

Mocny spadek inflacji w strefie euro. Według wstępnego odczytu we wrześniu inflacja CPI w strefie euro spadła w ujęciu rocznym do 4,3% względem 5,2% w poprzednim miesiącu. Podobnym torem podążył wskaźnik bazowy, który spadł do 4,5% wobec 5,3%. Odczyty okazały się sporo niższe niż zakładał konsensus rynkowy, odpowiednio o 0,2% i 0,3%.

W tym miesiącu duży wpływ na spadek wskaźnika miał odczyt z Niemiec, gdzie inflacja CPI wyniosła 4,5% r/r wobec 6,1% miesiąc wcześniej. W danych CPI z różnych gospodarek strefy euro obserwujemy jednak przeciwstawne kierunki. W Hiszpanii, gdzie cel inflacyjny osiągnięto kilka miesięcy temu, teraz następuje odwrócenie trendu za sprawą rosnących cen energii i paliw – inflacja w tym kraju ponownie wzrasta. We Francji inflacja utrzymała się z kolei na poziomie 4,9%.

Nie zmienia to jednak faktu, że ogólnie inflacja w strefie euro pozostaje podwyższona i do celu jeszcze trochę zostało. EBC z pewnością jednak będzie opierał swoje decyzje o wskaźnik inflacji. Po takich danych o inflacji wydaje się, że wrześniowa podwyżka była ostatnią w cyklu, a EBC przejdzie teraz w tryb oczekiwania. Pomimo zaskoczenia spadkiem inflacji o szybkich obniżkach jeszcze nie ma co dyskutować. EBC swoimi działaniami sygnalizował, że walka z inflacją jest na pierwszym miejscu, nawet kosztem recesji, a stopy pozostaną wysokie tak długo, jak to będzie konieczne. Wydaje się, że ta konieczność nadal pozostaje w mocy.

Autor: Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Inflacja w Polsce spada z werwą

Według wstępnych danych GUS, inflacja we wrześniu nagle spadła do poziomu jednocyfrowego i wyniosła 8,2 proc. r/r. Dwucyfrowa inflacja męczyła nas zatem przez 18 kolejnych miesięcy, od marca 2022 roku. Do tak gwałtownego spadku inflacji przyczyniły się niskie ceny benzyny w Polsce, nieadekwatne do wzrostu ceny ropy naftowej na świecie.

Wstępne dane GUS wskazują, że we wrześniu doszło do znacznego spadku inflacji do poziomu jednocyfrowego. Spadek jest nagły – z 10,1 proc. r/r w sierpniu do 8,2 proc. na dzień dzisiejszy. W ujęciu miesiąc do miesiąca, ceny spadły o 0,4 proc.

Tym samym, poziom inflacji obniża się już siódmy miesiąc z rzędu – od szczytu w lutym br. (który wyniósł 18,4 proc.). Ostatnio jednocyfrową inflację mieliśmy Polsce 19 miesięcy temu, czyli w lutym 2022 r. i wyniosła ona 8,5 proc. Duży spadek inflacji spowodowały między innymi niskie ceny benzyny i oleju napędowego utrzymywane przez Orlen, mimo że w tym samym czasie, na rynku światowym ceny ropy brent (kwotowane w dolarach) wzrosły o ponad 11 proc. Według GUS, ich ceny w Polsce we wrześniu poszły w dół o 3,1 proc.

Duży spadek inflacji we wrześniu może być argumentem dla dokonania przez RPP kolejnej obniżki stóp procentowych na posiedzeniu w przyszłym tygodniu (3-4 października). Można mieć jednak nadzieję, że po ostatnim mocnym osłabieniu złotego, po znacznie większej od oczekiwań wrześniowej obniżce stóp, Rada pozostanie ostrożniejsza w decyzjach.

Także Polacy coraz mniej obawiają się inflacji. Według najnowszego badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro, 32 proc. polskich inwestorów indywidualnych, w ciągu najbliższych 3 miesięcy najbardziej obawia się o stan polskiej gospodarki, plasując ten czynnik na pierwszym miejscu potencjalnych ryzyk zewnętrznych. Drugim największym zmartwieniem jest wysokość stóp procentowych (15 proc. odpowiedzi) a trzecim – inflacja, postrzegana jako największe zagrożenie przez 11 proc. inwestorów.

Nie tylko w Polsce inflacja znacząco spada w ostatnich dniach. W Niemczech spadła ona poniżej 5 proc. we wrześniu, osiągając 4,3 proc. r/r. Wcześniej, w okresie od czerwca do sierpnia, utrzymywała się w okolicach 6 proc. r/r.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Odbicie na rynkach po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj obserwowaliśmy odbicie na głównej parze walutowej. Wzrosły też indeksy giełdowe na Wall Street. Spadły natomiast rentowności amerykańskich obligacji. Tygodniowe dane z rynku pracy potwierdziły, że w tym sektorze nie dzieje się jak na razie nic złego. Rozczarowały dane z rynku nieruchomości oraz finalny odczyt PKB, który pokazał znaczny spadek konsumpcji. O polityce monetarnej wypowiadali się m.in. Barkin oraz Goolsbee. Można je było zaliczyć do tych mniej popierających dalsze podwyżki stóp w USA.

„Zejście” głównej pary walutowej poniżej 1,05 okazało się jak na razie chwilowym incydentem. Przez większość wczorajszego dnia obserwowaliśmy wzrosty kursu EURSUD co skutkowała osiągnięciem przez tę parę walutową poziomu zbliżonego do 1,06. Na rynku amerykańskiego długu widać było zdecydowany spadek rentowności. 2-latki osiągnęły poziom poniżej 5,04 proc. Papiery z 10-letim terminem zapadalności wskazują poziom 4,54 proc. Główne indeksy giełdowe odrobiły część strat poniesionych w ostatnich dniach. Na wielu z nich wcześniej wyrysowała się negatywna formacja RGR ale jak na razie realizacja ich nie materializuje się. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że układ na wykresie bardziej w tym momencie faworyzuje spadki niż kontynuację wzrostów, przynajmniej w krótkim okresie.

Wczoraj rynek pracy ponownie pokazał siłę. Gorzej wypadł jednak raport na temat PKB USA w II kwartale. Przede wszystkim rozczarował spadek konsumpcji do 0,8 proc. Oczekiwano wyniku na poziomie 1,7 proc. Wzrost gospodarczy uplasował się na poziomie 2,1 proc. Wynik okazał się minimalnie niższy od prognoz, które wynosiły 2,2 proc.

W momencie publikacji danych o 14:30 mieliśmy w pierwszej kolejności spadek kursu EUR/USD. Szybko jednak notowania wróciły do tendencji rozpoczętej o poranku. Wysoka dynamik odreagowania, którą obserwujemy również dziś może wynikać z faktu, że część pozycji „short” na eurodolarze jest po prostu zamykana przez inwestorów, którzy „grali” na spadki w ostatnich tygodniach. Z fundamentalnego punktu widzenia wczoraj nie nastąpiła żadna zmiana. Moim zdaniem aktualnie obserwujemy korektę wzrostową po tym, jak notowania osiągnęły kluczowe wsparcie techniczne, korespondujące z minimami z lutego oraz marca tego roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Starbucks kontra niekorzystne otoczenie makroekonomiczne

Pumpkin Spice Latte to jedna z tych sezonowych pozycji w menu Starbucksa, która ekscytuje wszystkich fanów tej kawiarni. W 2023 roku świętujemy 20-lecie tej wyjątkowej kawy. Jak się okazuje, jest ona uwielbiana nie tylko przez klientów, ale i akcjonariuszy. W przeszłości szał na kawę szumnie nazywaną “smakiem jesieni” był sygnałem do giełdowych wzrostów. Ten natomiast teraz przydałby się jak nigdy wcześniej.

Jesień dla każdego kojarzy się z czymś innym. Jest jednak wiele sygnałów, które pokazują, że nadchodzi ten czas. Zimne noce, korony drzew niczym ozdobione złotem, coraz dłuższe noce, ciepłe swetry oraz… Pumpkin Spice Latte – to zestaw dla wielu niezbędny do tego, aby ogłosić wszem i wobec jesień. Co ciekawe, ma to również wpływ na rynki finansowe.

Posmak jesieni, który daje nadzieje

To może brzmieć surrealistycznie, ale wielu inwestorów (a pewnie i władze Starbucksa) z nadzieją patrzą na ostatni kwartał 2023 roku i to właśnie z powodu Pumpkin Spice Latte. W minionym roku ten okres przyciągnął do tej znanej sieci kawiarni aż o 25,7 proc. klientów więcej niż we wcześniejszych okresach. Nawet więcej, pierwszy tydzień powrotu sezonu na Pumpkin Spice Latte był najlepszym w historii firmy. Obecnie wielu chciałby powtórki z rozrywki.

W ciągu ostatniej dekady Starbucks rozwijał się w niezwykle szybko i miało to również odzwierciedlenie w kapitalizacji spółki. Ostatnie miesiąca to jednak wyraźny trend spadkowy. Wystarczy powiedzieć, iż obecnie wycena akcji spółki jest o 25 proc. niższa niż miało to miejsce w szczytowym momencie minionego roku. Szczególnie w ostatnich miesiącach widać negatywny sentyment. Ma to jednak swoje powody.

Czy Pumpkin Spice Latte osłodzi chińskie łzy?

Nie ma bardziej znanej marki kawiarni niż Starbucks. Ponad 37000 lokali, które zużywają aż 3 proc. globalnej rocznej sprzedaży kawy, są dostępne na całym świecie. Jednak spółka w ostatnim czasie mierzy się ze sporymi problemami – zarówno wizerunkowymi, jak i niekorzystnego otoczenia makroekonomicznego.

Pod względem wizerunkowym marka miała problemy związane z oskarżeniami o rasizm, co było szeroko dyskutowane w mediach. Ponadto, związki zawodowe głośno domagały się poprawy warunków pracy, a w tym przede wszystkim wzrostu wynagrodzeń. To natomiast negatywnie wpływa na marżowość biznesu.

Jednak największe obawy dotyczą sytuacji na rynku chińskim. Ten region znacząco wpływa na sprzedaż w Starbucksie (która ostatnio była na rekordowym poziomie). To największy region, poza USA, pod względem przychodów i kiedy wydawało się, że po pandemii COVID-19 sytuacja się znacząco poprawi to przyszły bardzo negatywne dane dotyczące kondycji chińskiej gospodarki. Niekorzystne dane makroekonomiczne powodują, iż tamtejsi konsumenci mogą wyraźnie ograniczyć swoje wydatki, a w takich przypadkach jednym z sektorów, który ma najtrudniej o klienta jest właśnie gastronomia. Co więcej, istnieje ryzyko, iż Chiny mogą być jedynie wierzchołkiem góry lodowej i popyt konsumpcyjny na całym świecie zacznie drastycznie spadać.

Nadzieja nie tylko w jesiennym trendzie

Chociaż popyt na Pumpkin Spice Latte to może być sygnał do wzrostów, to nie można na tym budować całego biznesu. Wiele wskazuje jednak na to, że Starbucks zakasuje rękawy i stara się maksymalnie wykorzystać swoje mocne strony. W ostatnich latach trend typowej kawiarni odszedł do lamusa. Aż 75 proc. sprzedawanych napojów to napoje zimne. Co więcej, coraz większe znaczenie odgrywa sprzedaż zautomatyzowana, m.in. za pomocą automatów samoobsługowych czy aplikacji mobilnych.

Dlatego nowa strategia biznesowa Starbucksa zakłada mocniejszy nacisk na rozwój tego kanału. W szczególności firma ma skupić się na rozwiązaniach technologicznych pozwalających na skrócenie czasu oczekiwania, bowiem ten przy natłoku zamówień staje się nieefektywny i może zniechęcać goniących za pędem życia konsumentów. Nowy system dystrybucji napojów ma być dostępny w 40 proc. kawiarni już do 2026 roku.

Wprowadzenie tego rozwiązania pozwoli zwiększyć dynamikę powstawania nowych lokali. Te nie będą potrzebowały takiej liczby pracowników oraz dużego metrażu. Dlatego sieć zakłada, iż do 2030 roku przekroczy liczbę 55000 tys. placówek. Równolegle plany uwzględniają wzrost lojalnej bazy klientów do ponad 75 mln “kawoszy”. To wszystko powoduje, że mimo niekorzystnego obecnie otoczenia makroekonomicznego, przyszłość Starbucks wygląda obiecująco.

Autor: Joaquin Robles, analityk XTB

Inflacja w Polsce jednocyfrowa

Za wrzesień inflacja w końcu spadła do poziomów jednocyfrowych i wyniosła 8,20% r/r. Wyraźnie poniżej prognozy wynoszącej 8,50%. Tym samym inflacja zameldowała się na poziomach najniższych od końca 2021 roku. W skali m/m ceny spadły i to o aż 0,40% wobec prognozy wynoszącej -0,10%. To najwyższy miesięczny spadek cen od 2016 roku.

Spadek inflacji to przede wszystkim zasługa spadku cen paliw -3,10% m/m, pomimo rosnących cen ropy. A także spadku cen żywności (-0,40% m/m) oraz energii (-0,80% m/m).

Kwestią dyskusyjną pozostaje na ile są to czynniki długotrwałe.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

EBC przed trudnym wyborem. Korekta na dolarze?

Patrząc na wrześniowe dane na temat inflacji, w Europejskim Banku Centralnym musi być spore zamieszanie. Zależnie gdzie spojrzeć, można uzasadniać zarówno obniżkę, jak i podwyżkę stóp. W tle mamy ruch, który może być początkiem korekty na dolarze.

Zmiany cen w Europie

Jesteśmy właśnie w trakcie dużego pakietu publikacji wskaźnika inflacji w ważnych gospodarkach europejskich. Wrzesień zdecydowanie nie był pod tym względem nudnym miesiącem. Wzrost cen w Hiszpanii przyspieszył zgodnie z oczekiwaniami z 2,6% na 3,5%. Dla przypomnienia ceny na Półwyspie Iberyjskim jeszcze w czerwcu rosły o zaledwie 1,9%. Pokazuje to, że wygrana z inflacją została ogłoszona zbyt wcześnie. Z drugiej strony Niemcy za wrzesień pokazały spadek inflacji z 6,1% na 4,5%. Ostatnio tak wolno ceny nad Odrą rosły w październiku, ale 2021 roku. Do tego warto dołożyć jeszcze dzisiejszy poranny odczyt z Francji, gdzie pomimo oczekiwań wzrostu – inflacja pozostała na poziomie 4,9% rocznie. Pokazuje to, że trzy z największych gospodarek w Strefie Euro są w trzech zupełnie różnych sytuacjach. W jednej mieliśmy silny wzrost, w drugiej silny spadek, a Francja, która leży pomiędzy, miała stabilizację. EBC ma przed sobą spore wyzwanie, by prowadzić politykę monetarną w takiej sytuacji.

Korekta na dolarze?

Wczoraj mieliśmy coś, co można powoli zacząć nazywać korektą na głównej parze walutowej. Po tak silnym umocnieniu amerykańskiej waluty nie może dziwić, że kurs dolara względem innych walut się odbija. Kiedyś inwestorzy muszą zrealizować zyski. Patrząc na wczorajsze dane, część analityków podejrzewa, że była to raczej chęć zamknięcia pozycji przed zamknięciem kwartału, które na rynkach ma miejsce dzisiaj. No chyba że zakładamy, że powodem do przeceny były dane z USA. PKB annualizowane zgodne z oczekiwaniami i drugi z rzędu bardzo niski wynik liczby wniosków o zasiłek bezrobotnych to nie są dane, które w normalnych warunkach mogą powodować, że inwestorzy postanawiają wycofywać się z dolara.

Obligacje amerykańskie

Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych jest obecnie najwyższa od 2007 roku. Jest to oczywiście powiązane z wysokimi stopami procentowymi, ale przede wszystkim pokazuje, jak dużej stopy zwrotu oczekują inwestorzy, by pożyczać pieniądze państwu. Z danych tych widać, że w najbliższym czasie możemy zapomnieć o niskich stopach procentowych za oceanem. Obligacje 10-letnie pokazują bowiem oczekiwanie co do tego, ile inwestorzy chcą otrzymywać pieniędzy za trzymanie papieru wartościowego z datą wykupu za dekadę. Tak wysoka rentowność teoretycznie powinna sprzyjać spekulacjom o dalszych podwyżkach stóp procentowych. Szanse na wzrosty jednak spadają.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Włochy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Gaming Factory SA. zwiększa w H1 przychody o 120 proc. i koncentruje się na realizacji kluczowego tytułu

W pierwszym półroczu Grupa kapitałowa Gaming Factory wypracowała przychody netto na poziomie 1,4 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 120 proc. względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Spółka w tym roku znacząco ograniczyła liczbę tytułów wydawniczych skupiając się na produkcji i rozwijaniu kluczowych gier. Jest to konsekwencja obranej w ubiegłym roku aktualizacji strategii rozwoju. Najważniejszym obecnie tytułem w portfolio Gaming Factory jest Japanese Drift Master. Wishlista gry w 5 miesięcy od ogłoszenia przekroczyła 170 tys. zapisów. Demo JDM zostanie oficjalnie zaprezentowane 9 października na festiwalu Steam.

– W tym roku konsekwentnie realizujemy nasze założenia, które obraliśmy w strategii rozwoju. Podchodzimy bardziej selektywnie do nowych tytułów wydawniczych i koncentrujemy się na dalszym rozwoju najbardziej dochodowych gier. Pierwsza połowa roku był dla nas okresem znacznej rozbudowy zespołu oraz wytężonej pracy nad tytułami, w tym naszej największej gry Japanese Drift Master. W maju opublikowaliśmy DLC Electrician Simulator, z którego pierwsze przychody zostaną zaksięgowane w trzecim kwartale. W czwartym kwartale z kolei pojawią się premiery konsolowe Electrician Simulator, Bakery Simulator i Zookeeper – zaznacza Mateusz Adamkiewicz, prezes Gaming Factory.

Od stycznia do czerwca 2023 r. Przychody Grupy kapitałowej Gaming Factory ze sprzedaży wyniosły 1,4 mln zł wobec 0,65 mln zł rok wcześniej. Strata netto w pierwszym półroczu wyniosła 0,37 mln zł wobec 0,76 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Gaming Factory, oprócz portowania swoich najlepszych sprzedażowo tytułów, w tym roku planuje wydać na PC Booze Masters (produkcja Asmodev) oraz na Meta Quest 2 grę VR Realm Protector (produkcja Ultimate VR).

Spółka podkreśla jednak koncentrację na swojej kluczowej produkcji Japanese Drift Master.

Niewątpliwie Japanese Drift Master może być kamieniem milowym w rozwoju Gaming Factory. Nie mieliśmy jeszcze nigdy produkcji, która tak szybko zbudowała zainteresowanie graczy, dlatego jest to gra, co do której mamy największe plany. Po pięciu miesiącach od premiery w ten tytuł chce zagrać już ponad 170 tys. graczy. Już 9 października, podczas festiwalu Steam, będziemy mogli zaprezentować wersję demo i liczymy, że przełoży się to na dalsze budowanie rozpoznawalności JDM. – podsumowuje Mateusz Adamkiewicz.

KI Chemistry zamierza doprowadzić do wycofania Ciechu z GPW

KI Chemistry, spółka z Grupy Kulczyk Investments, która posiada 92,45% akcji Ciechu, zamierza wycofać chemiczną spółkę z GPW. Akcjonariusze mniejszościowi będą mieli jeszcze jedną okazję do zbycia akcji na rzecz inwestora strategicznego po 54,25 zł za sztukę w ramach zaproszenia do sprzedaży akcji ogłoszonego 29 września. Oferty sprzedaży będą przyjmowane od 4 do 10 października br.

– Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami, zamierzamy wycofać akcje Ciechu z obrotu giełdowego. KI Chemistry dysponuje dziś ponad 90% ogólnej liczby głosów w spółce, a zatem wystarczającą siłą głosów, aby podjąć uchwałę akcjonariuszy niezbędną dla przeprowadzenia procedury delistingu. Jednocześnie chcemy dać akcjonariuszom mniejszościowym szansę sprzedaży akcji po 54,25 zł za sztukę, zanim rozpoczniemy działania zmierzające do przekształcenia Ciechu w spółkę niepubliczną. Obecnie umożliwiamy akcjonariuszom mniejszościowym otrzymanie środków za posiadane akcje znacznie szybciej, niż w standardowej procedurze delistingowej – wskazał Dawid Jakubowicz, prezes Kulczyk Investments.

KI Chemistry zamierza nabyć do 3.981.190 akcji Ciechu stanowiących około 7,55% kapitału zakładowego spółki i tym samym zwiększyć swój udział do 100%. Oferty sprzedaży akcji będą przyjmowane od 4 do 10 października, a rozliczenie transakcji planowane jest na 13 października br. KI Chemistry nie przewiduje zmiany oferowanej ceny ani wydłużania terminu zaproszenia.

W przypadku osiągnięcia w wyniku rozliczenia transakcji progu przynajmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Ciech S.A., KI Chemistry zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy.

W opinii KI Chemistry, utrzymywanie statusu spółki publicznej ogranicza możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne, zawirowania na globalnych rynkach finansowych i surowcowych, a także w bezpośrednim otoczeniu spółki.

KI Chemistry zamierza nadal wspierać zrównoważony, międzynarodowy rozwój Grupy CIECH, w tym poprzez akwizycje. Celem jest wzmocnienie konkurencyjności Grupy w odpowiedzi na wyraźne pogorszenie koniunktury gospodarczej, które przekłada się na niższy popyt na produkty Grupy, a w konsekwencji także na jej tegoroczne wyniki finansowe. W ocenie KI Chemistry, zwiększanie konkurencyjności oraz dalszy rozwój Grupy CIECH będzie wymagać znacznych nakładów inwestycyjnych m.in. na realizację kompleksowej transformacji technologicznej oraz energetycznej, w tym nakładów na ograniczenie emisji CO2. Zarówno potencjalne akwizycje międzynarodowe, jak i intensywny kapitałowo program transformacji technologicznej i energetycznej w Grupie CIECH może skutkować koniecznością istotnego zwiększenia zadłużenia i w konsekwencji znacząco ograniczyć możliwości wypłaty dywidendy przez Spółkę w kolejnych latach.

Ważne terminy:

Rozpoczęcie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 4 października 2023 r.
Zakończenie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 10 października 2023 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji i nabycia akcji 13 października 2023 r.

 

Mex Polska notuje skokowy wzrost zysku netto i EBIT w I półroczu 2023 roku

Mex Polska, notowana na GPW spółka holdingowa, pomimo wymagającej sytuacji na rynku, zaraportowała w I półroczu 2023 roku satysfakcjonujące wyniki finansowe. Od stycznia do czerwca br. zysk netto Grupy liczył ponad 1,6 mln zł, kiedy to w analogicznym okresie 2022 roku (eliminując wpływ jednorazowego zdarzenia w kwocie 1,1 mln zł) Grupa odnotowała stratę netto na poziomie 0,5 mln zł. W tym czasie skonsolidowany zysk operacyjny (EBIT) przekroczył 2,4 mln zł i jeśli porównać go z I półroczem 2022 roku (eliminując ww. wpływ jednorazowego zdarzenia) wzrósł on prawie 4-krotnie. Zgodnie z oczekiwaniami, przychody  netto ze sprzedaży, także odnotowały solidny wzrost do poziomu 44,59 mln zł (+ 27 proc. rr). Wpływ na osiągane wyniki ma odpowiednio obrana strategia rozwoju Grupy. Jednym z jej bardziej dochodowych segmentów jest segment bistro, w ramach którego działa popularny wśród Polaków koncept ‘Pijalnia Wódki i Piwa’ oraz „Chicas&Gorillas’.

Ciągłe monitorowanie bardzo dynamicznie rosnących kosztów i systematyczna waloryzacja cen w naszej ofercie, a także zdywersykiwany model biznesowy i konsekwentne otwarcia nowych lokali własnych pozwalają nam osiągać coraz lepsze wyniki i z optymizmem patrzeć w przyszłość. Jesteśmy zadowoleni z wyników, jakie udało nam się osiągnąć w I półroczu 2023 roku. Skonsolidowany zysk netto przekroczył 1,6 mln zł, co stanowi znaczący postęp w porównaniu do analogicznego okresu 2022 roku, kiedy to po wyeliminowaniu wpływu jednorazowego zdarzenia w kwocie 1,1 mln zł, mieliśmy stratę netto w wysokości 0,5 mln zł. Stanowi to dla nas potwierdzenie, że obrana strategia rozwoju okazała się trafna, a my możemy spokojnie patrzeć w przyszłość, krok po kroku realizując wyznaczone kaminie milowe – mówi Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska SA. – Naszym celem jest dalsze monitorowanie kosztów oraz dalsze zwiększanie marży i wartości sprzedaży, między innymi poprzez kolejne otwarcia. – dodaje.

Środki pieniężne Grupy Kapitałowej Mex Polska na koniec okresu rozliczeniowego, tj. 30 czerwca 2023 roku, liczyły ponad 9 mln zł.

Mex Polska SA konsekwentnie rozwija swój biznes, poprzez równoległy rozwój kilku niezależnych i rentownych konceptów gastronomicznych zlokalizowanych na terenie całego kraju.

Jednym z bardziej dochodowych segmentów Grupy jest segment bistro. Najmłodszym konceptem z tego segmentu jest Chicas&Gorillas. To klasyczny shot-bar, który kierowany jest przede wszystkim do młodej klienteli. Sieć liczy obecnie trzy lokale (mieszczące się w Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu). Najnowszy shot-bar ma powstać w stolicy. – Chcemy wykorzystać potencjał Warszawy i już w najbliższych tygodniach otrworzyć na tym rynku nasz koncept, który charakteryzuje się niskimi cenami i bogatą ofertą typu soft-drink. Z tej okazji planuejmy mały event dla naszych akcjonariuszy, a także pozostałych inwestorów i prasy. Już teraz serdecznie na niego zapraszam, a o jego szczegółach poinformujemy niebawem za pośrednictwem komunikatu prasowego, jak i na naszym kanale social media – mówi Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu w Mex Polska SA.

Bloober Team złożył prospekt do GPW

Polski producent gier Bloober Team zgodnie z zapowiedziami złożył prospekt do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w celu przeniesienia akcji z NewConnect na rynek główny. Techniczne przejście, bez emisji nowych akcji, ma odbyć się jeszcze w tym roku. 

– Mój zespół ciężko pracował przez ostatnie kilka miesięcy by prospekt został złożony przed końcem trzeciego kwartału. Liczymy, że pozostałe formalności przebiegną sprawnie tak abyśmy mogli zadebiutować na rynku głównym jeszcze w tym roku. Będzie to dla nas również bardzo symboliczny krok, ponieważ w tym roku obchodzimy swoje 15-lecie. Tak jak wspominaliśmy wcześniej, przejście jest techniczne, bez nowej emisji akcji – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Przejście na główny parkiet jest jednym w elementów ogłoszonej w tym roku nowej strategii na lata 2023-2027. Bloober Team zakłada oparcie długofalowej strategii na trzech filarach: tworzeniu horrorów psychologicznych z elementami akcji, ekspansji poprzez współpracę z wyspecjalizowanymi partnerami oraz wolności twórczej zespołu. Gra SILENT HILL 2, we współpracy z Konami, jest pierwszą produkcją w ramach nowej strategii. Dodatkowo spółka pracuje także m.in. nad projektem C – grze na własnym IP we współpracy z Private Division (Take-Two Interactive) oraz Projektem I – produkcją VR realizowanej wspólnie z Played With Fire oraz Metą.

Tegoroczna premiera Layers of Fear (2023) była zwieńczeniem naszego (wewnętrznie nazwanego przez nas) etapu 2.0. Teraz, zgodnie ze wszystkimi planami, skupiamy się na realizacji naszej długoterminowej strategii, aby zostać światowym liderem szeroko pojętego horroru w ciągu najbliższych lat. Zarówno przejście na GPW, jak i ostatnie nabycie akcji polskiego studia VR Played With Fire, a także nawiązanie współpracy z Metą zbliżają nas do realizacji tego celu. Nadal jednak, przy wszystkich naszych działaniach, pozostajemy w zgodzie z naszym DNA i wartościami. Budujemy firmę nie najbliższe kwartały, ale na dziesięciolecia. Mamy nadzieję, że celebracja 15-lecia działalności będzie udana dla wszystkich naszych Akcjonariuszy i Sympatyków – komentuje Piotr Babieno.

Zadłużenie spółek giełdowych spadło o połowę

Kolejna edycja badania „Długi spółek giełdowych” przeprowadzonego przez Rzetelną Firmę pod patronatem Krajowego Rejestru Długów pokazuje, że zadłużenie krajowych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych spadło prawie o połowę. Obecnie dłużnicy mają do spłacenia 290 zobowiązań o wartości 8,55 mln zł. Dla nich niewiele, dla ich kontrahentów dużo.spółki giełdowe zadłużenie

Spośród 370 krajowych spółek notowanych w połowie września na GPW, 47, czyli 13 proc., było też notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Tyle, że za długi. Na spłatę 290 przeterminowanych zobowiązań w kwocie 8,55 mln zł oczekiwało 95 wierzycieli. Największe zadłużenie – ponad milion złotych – widniało na koncie spółek, których wartość rynkowa wyceniona była odpowiednio na 470 mln, 1 mld zł i ponad 10 mld zł. Zatem nie brak pieniędzy jest powodem niepłacenia. Na zwrot 1,5 mln zł od rekordzisty z tej trójki oczekiwało 20 wierzycieli.

Łączna wartość zadłużonych spółek giełdowych wynosiła ponad 68 mld zł, zatem kwota zaległości była niezauważalna w budżetach dłużników. Spółka o największej kapitalizacji (30,7 mld zł.) miała do oddania niespełna 14 tys. zł.

To najbardziej jaskrawy przykład. Ale także w przypadku tych dłużników, którzy mają zaległości na ponad milion złotych, nijak ma się to do ich wartości rynkowej. To są sporadyczne przypadki, kiedy poziom zadłużenia jest bardzo duży w stosunku do kapitalizacji dłużnika. Mamy np. w rejestrze spółkę, której wartość wyceniono na 780 tys. zł, a zalega 7 kontrahentom 193 tys. zł. I tu można podejrzewać, że jest to efekt jakiś kłopotów finansowych. W większości przypadków podejrzewam, że to jest świadoma decyzja, żeby nie płacić – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

W budownictwie najgorzej

W porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania z listy dłużników zniknęło wiele spółek przemysłowych i handlowych, które dominowały przed rokiem. Nie poprawiła się natomiast sytuacja spółek budowlanych. Jest ich łącznie 8 (1 więcej) z długiem 5,84 mln zł (1,5 mln zł mniej). Na pieniądze od nich czeka 21 wierzycieli.

Pod względem wartości rynkowej w gronie dłużników dominowały spółki o najmniejszej kapitalizacji. Tych, które zostały wyceniona do 100 mln zł było 23, z zadłużeniem 2,47 mln zł wobec 54 wierzycieli. Na drugim biegunie znajdowało się 7 giełdowych gigantów o wartości powyżej 1 miliarda złotych każdy z długiem 2,79 mln zł wobec 14 wierzycieli.

W tym zestawieniu istotne jest nie to, jak kwota zaległości ma się do wartości czy obrotów dłużników, ale wierzycieli. To często są małe firmy, podwykonawcy giełdowych olbrzymów, którzy podpisując z nimi umowę liczyli na rozwój swoich firm. Tymczasem zamiast tego jest stres i problem z regulowaniem własnych zobowiązań, bo klient który miał być impulsem rozwoju nie zapłacił. Niestety obecność na giełdzie nie oznacza płatniczej rzetelności. A powinna, bo skoro jakaś firma trafia do biznesowej elity, to powinna też dbać o to, aby jak żona Cezara, być poza wszelkimi podejrzeniami. To powinien być wzór do naśladowania przez resztę rynku. Cieszy natomiast to, że zadłużenie giełdowych spółek w ciągu ostatniego roku tak znacząco spadło, podczas gdy w całej gospodarce rośnie. To może być znak, że część zarządów wzięła sobie do serca te zalecenia – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Badanie „Długi spółek giełdowych” zostało przeprowadzone na 370 krajowych spółkach, które 13 września 2023 roku były notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. To już jego 11. edycja. Obecne zestawienie zostało przygotowane wspólnie z ekspertami programu Rzetelna Firma pod patronatem KRD.

Wrzesień pod znakiem stabilnych nastrojów konsumenckich

We wrześniu br. wskaźnik nastrojów konsumenckich pozostał na podobnym poziomie jak przed miesiącem i wyniósł -4,7. Utrzymujący się od maja br. wynik na średnim poziomie -5 może zwiastować ich trwałą stabilizację. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK– An NIQ Company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, we wrześniu 2023 r. wyniósł -4,7, co oznacza spadek o 0,2 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

We wrześniu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej również spadł: średnia unijna wyniosła -18,7 wobec -17 w sierpniu 2023 r.wskaźnik nastrojów konsumenckich

Według badań GfK – An NIQ Company we wrześniu 2023 r. respondenci ocenili swoją aktualną sytuację finansową podobnie jak miesiąc wcześniej. Wynik ten wciąż pozostaje na minusie, nieznacznie wzrastając o 0,1 jednostki (-8,5 wobec -8,6 w sierpniu 2023 r.). W nieco jaśniejszych barwach Polacy widzą swoją przyszłość – jednak i ten wskaźnik wciąż pozostaje ujemny (-2,7 wobec -3,7 w sierpniu 2023 r.).

Równocześnie prawie co trzeci Polak spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia. Tym samym obawy dotyczące rynku pracy zmniejszyły się o 5,6 p.p. względem sierpnia 2023 r. Znaczący wpływ na nastroje konsumenckie mają też rosnące z miesiąca na miesiąc ceny – aż 85,2 proc. Polaków odczuwa ich wzrost w porównaniu z wrześniem 2022 r. Trzech na czterech respondentów jest również zdania, że towary i usługi wciąż będą drożeć, przy czym już ponad 35,2 proc. uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.

– Okres wakacyjny niewątpliwie pozytywnie wpłynął na nastroje konsumenckie. Chociaż wskaźnik konsekwentnie utrzymuje się na minusie, a Polacy nadal mają szereg obaw, to w ostatnich miesiącach z większym spokojem patrzą w swoją przyszłość ekonomiczną. Po blisko pół roku trwania tego trendu nieśmiało możemy mówić o pewnej stabilizacji. Na jak długo? Oczywiście kluczowe będą kolejne miesiące, a przede wszystkim wydarzenia rozgrywające się na arenie gospodarczej i politycznej. Ale póki co niepokój związany ze zbliżającymi się wyborami jest równoważony słoneczną pogodą za oknem. – mówi Barbara Lewicka, Senior Director Marketing & Consumer Intelligence w GfK – An NIQ Company.

We wrześniu 2023 r., podobnie jak miesiąc wcześniej, dodatnie nastroje konsumenckie dotyczyły dwóch z sześciu grup wiekowych wytypowanych przez GfK – An NIQ Company. U młodzieży w wieku od 15 do 22 lat, wynik wyniósł 10,2 i wzrósł o 2,2 jednostki. Wśród pozostałych dwudziesto-kilku latków wskaźnik wyniósł 7,8 i spadł o 9,5 p.p. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy wyniki badań w tej grupie zmieniały się bardzo dynamicznie – szczególnie biorąc pod uwagę sierpniowy skok o 15,4 jednostki oraz niski wynik w lipcu (1,8), który z kolei był rezultatem spadku nastrojów konsumenckich. Na przeciwnym biegunie znaleźli się pięćdziesięciolatkowie: grupa osiągnęła wynik -17,8. Wskaźnik obniżył swój poziom o niemal 2 jednostki względem sierpnia i ponad trzykrotnie względem lipca 2023 r. Badani w tym wieku zwracają również uwagę na największy regres jakości życia na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Złe nastroje podzielają wszystkie pozostałe grupy wiekowe, natomiast tylko w przypadku trzydziestolatków wskaźnik się obniżył (-8,3 wobec -1,9 w sierpniu 2023).

Duża dysproporcja pojawia się w zestawieniu różnych poziomów wykształcenia: najlepsze nastroje GfK – An NIQ Company odnotowało wśród konsumentów z wykształceniem podstawowym, które ponownie są na plusie (7,5 wobec 4 w sierpniu 2023 r.), zaś najgorsze u osób z wykształceniem wyższym (-12 wobec -7 w sierpniu 2023 r.).

We wrześniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:wskaźnik nastrojów konsumenckich 2

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 4-9 sierpnia 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Zarobki absolwentów szkół wyższych w Polsce. Warszawa na czele, Lublin na końcu

Tylko w Warszawie świeżo upieczeni absolwenci uczelni mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości ponad 5 tysięcy złotych. Na drugim miejscu jest metropolia górnośląsko-zagłębiowska z kwotą 4 851 zł, a podium zamyka Wrocław, w którym średnie zarobki wynoszą 4 616 zł – wynika z analiz Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu

Zarobki absolwentów, którzy właśnie ukończyli szkoły wyższe i wchodzą na rynek pracy, są niższe od przeciętnego wynagrodzenia o prawie dwa tysiące złotych. Eksperci Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu, największego programu płatnych staży w Polsce, w którym biorą udział firmy z całego kraju, przeanalizowali dane zebrane w ogólnopolskim systemie monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych dla 12 miast w kraju. Wynika z nich, że absolwenci, którzy ukończyli studia w 2021 r. (najświeższe dane zebrane w systemie) zaraz po uzyskaniu dyplomu zarabiali średnio 4 403,45 zł brutto ze wszystkich źródeł. W tym czasie średnie wynagrodzenie w Polsce wynosiło 6 346,15 złotych.

Warszawa króluje, Lublin na końcu

Analiza przeprowadzona przez Program Kariera pokazuje, że na najwyższe zarobki mogą liczyć ci, którzy właśnie opuścili mury stołecznych uczelni – średnio to 5 309,57 zł. O prawie 460 złotych mniej dostawali na start absolwenci szkół wyższych z Górnego Śląska i Zagłębia. Ich przeciętne zarobki to 4 850,97 zł. Osoby, które właśnie zamknęły za sobą drzwi uczelni wrocławskich, otrzymywały od pracodawców 4 616,24 zł miesięcznie.Zarobki absolwentów

Najgorzej wśród analizowanych miast wygląda sytuacja w Lublinie. Absolwentom tutejszych szkół wyższych pracodawcy płacą 4 050,61 złotych. Tylko o niecałe dwa złote więcej wynosi wynagrodzenie osób z dyplomem z Krakowa. Osoby, które właśnie zdobyły tytuł zawodowy licencjata lub magistra w Białymstoku dostaną 4 091,64 złotych pensji.

Wielu studentów podejmuje pracę jeszcze podczas pobierania nauki i fakt, że dopiero co zdobyli wyższe wykształcenie wcale nie oznacza, że są nowicjuszami na rynku pracy. Inaczej ich zarobki byłyby jeszcze niższe. Dlatego tak ważne jest, żeby już na studiach brać udział w stażach i w ten sposób zdobywać doświadczenie. Warto przy tym wybierać najlepsze staże w danej branży, nawet jeśli odbywają się w innych miastach niż te, w których znajduje się uczelnia – mówi Marian Owerko, twórca i szef Programu Kariera, wiceprezes Polskiej Rady Biznesu.

Licencjaci i magistrzy

Świeżo upieczeni absolwenci z tytułem licencjata zarabiali przeciętnie 4 057,52 złotych. Ci, którzy ukończyli studia drugiego stopnia, już dużo lepiej – ich średnie pensje to 4 834,99 zł. To więcej niż absolwenci jednolitych studiów magisterskich, których średnia wynagrodzeń wyniosła 4 236,11 złotych.

Najbliżej średniej zarabiali licencjaci z Olsztyna – ich zarobki wyniosły przeciętnie 4 023,62 zł. Więcej zarabiali absolwenci studiów pierwszego stopnia z Wrocławia, Szczecin, metropolii górnośląsko-zagłębiowskiej i Warszawy. W przypadku dwóch ostatnich ośrodków miejskich licencjaci z tamtejszych uczelni dostawali więcej niż średnia dla wszystkich stopni studiów w analizowanych miastach. Z kolei osoby z tytułami zawodowymi licencjatów z Poznania, Trójmiasta, Łodzi, Bydgoszczy i Torunia, Krakowa, Białegostoku i Lublina musiały zadowolić się zarobkami niższymi od średniej dla badanych miast.Wynagrodzenia absolwentów

Co ciekawe, w przypadku niektórych ośrodków akademickich wynagrodzenia absolwentów jednolitych studiów magisterskich były niższe od tych, które otrzymywali ich koledzy po ukończeniu studiów I stopnia. Tak było w przypadku Krakowa, Lublina, Olsztyna i Warszawy.

­– Kształcenie magistrów w trybie jednolitym dotyczy tylko wybranych kierunków. Absolwenci kierunków medycznych i weterynaryjnych otrzymują na wczesnych etapach kształcenia niższe stawki niż ogół studentów. Wbrew stereotypowi, również początkujący prawnicy i psycholodzy nie zarabiają wiele – tłumaczy Marian Owerko.

Nie wszędzie lepiej z roku na rok

Aż w siedmiu badanych ośrodkach miejskich zarobki studentów w 2021 r. były niższe niż rok wcześniej. Największy spadek odnotowano w Białymstoku – tu pensje absolwentów stopniały aż o 327,56 zł. Licencjaci z tego miasta utracili 299,02 zł, a magistrzy aż 420,47 zł w porównaniu do koleżanek i kolegów, którzy obronili się rok wcześniej. Mocno dostali po kieszeni też absolwenci uczelni z metropolii katowickiej – średnio o 216 zł i 08 groszy w porównaniu z rokiem poprzednim, w tym najwięcej osoby, które właśnie ukończyły jednolite studia magisterskie w tamtejszych uczelniach – aż o 537,15 zł! Trzycyfrowy spadek wynagrodzenia (145,39 zł) odczuli także absolwenci z Lublina.

Cieszyć się powinny osoby, które ukończyły studia w Olsztynie – ich pensje były wyższe o 164,10 zł w porównaniu do absolwentów z roku poprzedniego. W Bydgoszczy i Toruniu, Trójmieście i Warszawie zwyżki wahały się od 70 do 90 złotych, przy czym w przypadku magistrów, którzy zdobyli wcześniej tytuł licencjata w Bydgoszczy i Toruniu, słupki skoczyły o 244,61 zł – najwięcej we wszystkich badanych miastach i analizowanych trybach studiów. Na lekkim plusie w porównaniu do wcześniejszego rocznika wyszli absolwenci z Poznania (15,29 zł).Zarobki absolwentów

Rok 2021 to był czas pandemii. Najmocniej ją odczuły ośrodki typowo akademickie, w których nie ma mocno rozwiniętego przemysłu oraz zaawansowanych usług, za to silne są gastronomia, sektor hotelarski i handel. To branże, których funkcjonowanie wówczas było zawieszone, a w których najczęściej pracują studenci. Zebrane dane pokazują, że nierzadko zostają w nich po uzyskaniu dyplomu – wyjaśnia Marian Owerko.

I dodaje, że budowanie kariery to proces długotrwały. Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że rzadko kiedy moment odebrania dyplomu uczelni pokrywa się ze zmianami ścieżki zawodowej. – Sęk w tym, żeby zawodową przygodę zacząć w miarę wcześnie i lata studiowania wykorzystać na sprawdzenie się w różnych zawodach i branżach. To nie tylko sposób na zdobycie doświadczenia, ale także na znalezienie odpowiedzi na pytanie „Co chcę robić w życiu?”. Wydatnie w tym pomagają staże, które mają odpowiednio skonstruowany program, zapewniają opiekę na uczestnikami i pozwalają osadzić zawodowe obowiązki w szerszym kontekście. To właśnie dzięki temu mogą być wstępem do wielkiej kariery – mówi Marian Owerko.

Srebrne budownictwo: jak zapewnić seniorom komfortowe warunki życia?

Automatyczne drzwi i szerokie korytarze. Windy z informacją dźwiękową. Bezpieczne łazienki, kuchnie dostosowane do potrzeb osób starszych a nawet systemy teleopieki umożliwiające seniorom kontakt ze służbami medycznymi. To tylko niektóre funkcje budynków lub mieszkań dopasowanych do potrzeb (ale również i ograniczeń) osób starszych. Budownictwo senioralne, według ekspertów, będzie coraz bardziej popularne, zwłaszcza, że społeczeństwo starzeje się. Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM przypomina, że srebrne budownictwo to dobry kierunek, ale równie ważne jest przystosowywanie dotychczasowych mieszkań do potrzeb seniorów. Bo nie każdy chce kupować nowe lokum i przenosić się w nieznane.

Aż 68 proc. ekspertów przebadanych przez firmę doradzą ThinkCo uważa, że w 2030 roku mieszkania senioralne staną się popularne.[1] Srebrne budownictwo będzie się zresztą odnosić nie tylko do budowy nowych mieszkań (a nawet całych osiedli) przystosowanych do potrzeb seniorów, ale również domów opieki, czy nieruchomości na wynajem, przeznaczonych dla emerytów.

Starsi mają inne potrzeby

Nowy trend nie dziwi, zwłaszcza, że polskie społeczeństwo starzeje się. Z danych GUS wynika, że już co piąty mieszkaniec naszego kraju ma ponad 65 lat. GUS prognozuje, że w 2030 roku liczba ludności w wieku 60+ wyniesie 10,8 mln a w 2050 roku 13,7 mln, co będzie stanowiło ok. 40 proc. całego społeczeństwa.[2]

Z danych Eurostatu wynika natomiast, że (choć starzeje się cała Unia Europejska) Polska jest jednym z najszybciej starzejących się krajów w UE. Współczynnik obciążenia demograficznego osobami starszymi zwiększył się w ciągu ostatniej dekady o 5,9 pkt. proc. w UE. Natomiast w Polsce zwiększył się o 9,6 proc.[3] Niskie świadczenia emerytalne i coraz niższa stopa zastąpienia to niejedyne problemy starzejących się państw. Kolejnym są braki w mieszkaniach, domach opieki, czy domach spokojnej starości, które byłyby dostosowane do potrzeb oraz ograniczeń emerytów, a tych przybywa z wiekiem.

Srebrne budownictwo można odnieść do kilku obszarów

Odpowiedzią na te problemy wydaje się być srebrne budownictwo, które w Polsce dopiero raczkuje. Mowa tu nie tylko o specjalnie zaprojektowanych mieszkaniach z udogodnieniami takimi jak szerokie drzwi, podłogi antypoślizgowe, czy dostępne łazienki. Mowa również o całych osiedlach, a nawet społecznościach budowanych wokół takich miejsc – skupiających seniorów, oferujących im różne aktywności, wsparcie oraz opiekę zdrowotną. Budownictwo senioralne można, a nawet trzeba odnosić również do mieszkań na wynajem oraz do domów opieki. Już dziś powstają w Polsce pierwsze osiedla wielopokoleniowe, a deweloperzy – planując nowe inwestycje – zaczynają zwracać uwagę na potrzeby osób starszych.

Jak przystosować stare mieszkanie?

Co z osobami, które nie chcą się przeprowadzać? Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM przekonuje, że budownictwo senioralne to pieśń przyszłości, która jest potrzebna. Zwraca jednak uwagę na obecne warunki mieszkaniowe seniorów oraz zachęca do takich zmian w nieruchomościach zamieszkiwanych przez osoby starsze, które będzie można wprowadzić „tu i teraz”.

Z badania PolSenior wynika, że mieszkania emerytów są słabo przystosowane do ich potrzeb. Aż 24 proc. emerytów nie ma bieżącej ciepłej wody, a tylko 49 proc. posiada balkon lub taras.[4] Respondenci, zapytani o przystosowanie mieszkań do potrzeb osób starszych i bariery architektoniczne, z którymi muszą borykać się na co dzień, przyznają, że nie posiadają wielu udogodnień, a jedną z przyczyn są koszty. Tylko 4,5 proc. ma uchwyty i poręcze zamontowane w łazience, 2,3 proc. podłogi antypoślizgowe, 4,7 proc. urządzenia domowe do ćwiczeń i rehabilitacji. Jak się okazuje bariery przed wychodzeniem z domu napotyka ponad 40 proc. seniorów. Wśród najczęściej spotykanych są wysokie i strome schody (52,6 proc.), brak windy (47,8 proc.), brak podjazdu dla osób poruszających się na wózku inwalidzkim (30,3 proc.).

– Trzeba pamiętać, że dla seniorów dużym wydatkiem są bieżące koszty związane z utrzymaniem i opłaceniem mieszkania. Nie mówiąc już o remontach czy wydatkach związanych z wymianą instalacji albo okien. Za granicą hipoteka odwrócona jest wsparciem emerytów w takich sytuacjach. Pieniądze z tej usługi można przeznaczyć m.in. na remont, a na dodatek opłaty za czynsz są po stronie funduszu hipotecznego lub świadczeniodawcy – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Jakie są koszty?

Ile kosztuje przystosowanie mieszkania do potrzeb, ale też ograniczeń osoby starszej? Wszystko zależy od zakresu prac. Wymiana armatury, płytek na antypoślizgowe, czy hydraulika może kosztować łącznie około 6000 zł. Wszystko zależy jednak od użytych materiałów i standardu wykończenia. Według Remonty Mieszkanie średni koszt remontu łazienki w 2023 roku oscyluje wokół kwot 3000-5000 zł za m kw. ale prace można wykonać taniej i nie trzeba wymieniać wszystkich elementów.[5]

Łazienka to jednak nie wszystko. Czasem trzeba wymienić łóżko dla seniora (ceny specjalistycznych, rehabilitacyjnych łóżek to koszty rzędu 900-3500 zł) albo przebudować kuchnię i korytarz, by były bardziej funkcjonalne. Kolejnym tematem jest zamontowanie systemu teleopieki dla seniora, który będzie monitorował jego samopoczucie, ciśnienie i inne parametry (czasem wystarczy opaska bezpieczeństwa z sygnałem GPS oraz czujnikiem upadku), a czasem warto zainstalować w domu system monitorujący np. z czujnikami dymu i czadu. Aby kompleksowo przystosować mieszkanie senioralne do jego – zmieniających się potrzeb – trzeba czasem wydać ok. 10-20 tys. zł.

– Pieniądze z hipoteki odwróconej, wypłacane na start podczas podpisania umowy, mogą w takim remoncie pomóc. Zwłaszcza, że można dostać 10 tys. zł a równie dobrze 100 tys. zł. Wszystko zależy od wartości nieruchomości, wieku oraz płci emeryta – podsumowuje Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Rzeczpospolita Nieruchomości, „PRS-y atrakcyjne dla seniorów”, 18.08.2023, tekst Anety Gawrońskiej

[2] https://www.prawo.pl/kadry/ile-osob-starszych-bedzie-mieszkac-w-polsce-w-2050-r-i-jaka,512580.html

[3] https://obserwatorgospodarczy.pl/2023/02/22/polska-jednym-z-najszybciej-starzejacych-sie-spoleczenstw-w-ue/

[4] Badanie PolSenior2, Gdański Uniwersytet Medyczny, Gdańsk 2021. Część czwarta społeczno-ekonomiczna, rozdział 4: „Warunki mieszkaniowe”, Zofia Szweda-Lewandowska, str. 899

[5] https://monterbudowy.pl/ile-kosztuje-wykonczenie-lazienki/

Praca hybrydowa czy tradycyjna? Beata Drzazga o plusach i minusach

O zarządzaniu w dobie 5% stopy bezrobocia i sporu nad wyższością modeli pracy – hybrydowej nad stacjonarną i stacjonarnej nad hybrydową.  O tym który model okazuje się być bardziej efektywny i jakie są ich plusy i minusy, opowiada – założycielka firmy BetaMed SA – Beata Drzazga.

Przedsiębiorcy mają dziś dylemat czy pozwolić na prace hybrydowa i przyciągnąć lub zatrzymać pracowników czy jednak wrócić do tradycji?

Jedni widzą więcej korzyści w hybrydowej, a drudzy spierają się, że niestety dla przedsiębiorstw zdecydowanie więcej jest negatywów, ale w świetle deficytu pracowników, pracodawcy są często zmuszeni do przyjęcia tego modelu, a czasem nawet zgody na prace wyłącznie on-line. Moim zdaniem praca w biurze ma swoje zalety, dużo więcej zalet niż zdalna, tak dla pracodawcy jak i pracownika. Ludzie potrzebują fizycznego kontaktu, który stwarza okazję do spontanicznych rozmów i interakcji, prowadzących do nowych pomysłów. Z psychologicznego punktu widzenia, gdy kontakt między pracownikami jest mniej bezpośredni może dojść do izolacji i utraty poczucia przynależności do zespołu. Oczywiście, istnieją sytuacje, w których praca hybrydowa jest korzystna, zwłaszcza w projektach, które nie wymagają stałej obecności w biurze.

Jakie korzyści z pracy hybrydowej widzą prywatni przedsiębiorcy, jeśli w ogóle je widzą?

Oczywiście, widzę także korzyści z pracy hybrydowej. Każdy model ma swoje plusy i minusy. Dla pracodawcy są nimi np. mniejsze zapotrzebowanie na przestrzeń biurową. Wielu z nich może sobie dziś pozwolić na zwolnienie kilkuset metrów powierzchni biurowej co również łączy się z oszczędnościami na najmie oraz np. na prądzie. Mniejsze są koszty eksploatacji biura. Natomiast w czasach deficytu pracowników, przede wszystkim jednak przedsiębiorcy muszą dawać możliwość wyboru. Pracownicy go zdecydowanie preferują, bo możemy dostosować czas pracy do swoich indywidualnych potrzeb. Dla niektórych pracowników może to oznaczać więcej czasu spędzanego z rodziną, a dla innych większą elastyczność w planowaniu swojego dnia. Praca on-line pozwala również na rekrutowanie talentów z różnych miejsc, niezależnie od lokalizacji, co w sytuacji bezrobocia jest akurat dużym plusem bo możemy sięgać z zatrudnieniem nie tylko do innych regionów Polski ale i poza granice. Natomiast praca hybrydowa otwiera drzwi do elastyczności i umożliwia pracownikom dostosowanie swojego harmonogramu do swoich potrzeb życiowych. Jednakże zawsze podkreślam, że kiedy część zespołu pracuje zdalnie, a część w biurze, musimy dbać o to, aby wszyscy czuli się zaangażowani i dobrze poinformowani. Wymaga to uważnego, często tez empatycznego wręcz zarządzania komunikacją, bo komunikacja zdalna jest zdecydowanie bardziej narażona na niedomówienia, nawet stosując narzędzia do pracy zdalnej, takie jak platformy do wideokonferencji.

Co można zrobić, aby utrzymać kreatywność i dyscyplinę w zespole pracującym tradycyjnie a zdalnie?

Osobiście staram się organizować regularne spotkania i sesje kreatywne, które pomagają pracownikom pozostać zaangażowanymi i inspirowanymi. To też doradzam początkującym przedsiębiorcom, którzy pytają mnie o radę. Ponadto, wspieram rozwijanie umiejętności interpersonalnych i komunikacyjnych, które są kluczowe w pracy zespołowej. Spotkania twarzą w twarz i współpraca nadal stanowią fundament naszej pracy. Natomiast kluczem do efektywnego zarządzania zespołem pracującym hybrydowo jest elastyczność i bardzo klarowna komunikacja. Musimy umieć zrozumieć różne potrzeby pracowników i zapewnić, że wszyscy mają dostęp do niezbędnych narzędzi i informacji. Regularne spotkania online oraz wyraźne cele i oczekiwania są kluczowe. Niektóre firmy wymagają podłączenia on-line przez cały dzień, by w ten sposób kontrolować zaangażowanie w godziny pracy swojego zespołu, ale dla mnie przypomina to coś jakby „podsłuch” w biurach i nie do końca się z tym zgadzam. Jestem raczej za tym by tak dobierać ludzi do zespołu, by można im jednak zaufać. To już jest zadanie dla HR’owców, dlatego moim zdaniem dzisiejsi HR’owcy muszą być lepszymi psychologami niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy widzi pani plusy i minusy modelu hybrydowego w kontekście równowagi między pracą a życiem prywatnym, modnym dziś „work-life-balance”?

Oczywiście, istnieją pewne aspekty pracy hybrydowej, które mogą pomóc w utrzymaniu lepszej równowagi między pracą a życiem prywatnym. Dla niektórych pracowników może to oznaczać możliwość spędzenia więcej czasu z rodziną i ograniczenie dojazdów do biura. Jestem zdania, że równowagę między pracą a życiem prywatnym można osiągnąć zarówno w pracy hybrydowej, jak i tradycyjnej, pod warunkiem odpowiedniego zarządzania czasem i priorytetami. W modelu tradycyjnym widzę to w takich aspektach jak: wyraźne rozdzielenie pracy od życia osobistego, bo pracując w biurze, masz określone godziny pracy, co ułatwia wyznaczanie granic między czasem przeznaczonym na pracę a czasem wolnym. Fizyczna separacja od obowiązków zawodowych, bo opuszczając biuro, możesz zostawić pracę za sobą i skupić się na sprawach prywatnych. Praca w biurze daje możliwość spotykania się i interakcji na żywo z kolegami z pracy, co może być ważne dla budowania relacji międzyludzkich i wsparcia emocjonalnego.

Inflacja w Niemczech i Hiszpanii wciąż jest wysoka

Inflacja CPI w Hiszpanii po raz kolejny wzrosła. Tym razem jest to jednak dość znacząca zwyżka, spowodowana przede wszystkim wzrostem cen energii elektrycznej i paliw. Inflacja w ujęciu r/r wyniosła 3,5%. Dla przypomnienia odczyt w czerwcu wyniósł 1,9% i był już bliski celowi EBC. Inflacja bazowa utrzymuje się jednak nadal dużo wyżej. Wyniosła 5,8% wobec 6,1% w sierpniu.

W Niemczech inflacja wyniosła 4,5% r/r. Odczyt okazał się lekko niższy niż konsensus (4,6%) i dużo niższy niż miesiąc temu, kiedy to inflacja wyniosła 6,1% r/r. W ujęciu miesięcznym nastąpił wzrost o 0,3%, jest to już czwarty miesiąc z analogicznym wzrostem cen.

W danych CPI obserwujemy dwa przeciwstawne kierunki. Hiszpania, która doszła do celu kilka miesięcy temu, a teraz za sprawą rosnących cen energii i paliw inflacja ponownie wzrasta. Niemcy, gdzie inflacja w ujęciu miesięcznym pozostaje stabilna, a roczna dynamika kontynuuje trend spadkowy.

Nie zmienia to faktu, że inflacja bazowa w obydwu gospodarkach pozostaje wysoka. Odczyt z Niemiec będzie miał wyraźny wpływ na wstępne dane o inflacji w całej strefie euro. Głównie na podstawie tej danej EBC będzie podejmował decyzje o dalszej polityce monetarnej. Odczyty wskazują na tendencje dezinflacyjne, jednak jak widać np. w danych z Hiszpanii walka z inflacją nie została jeszcze zakończona. Przypominam słowa prezes Lagarde, która wskazywała, że stopy pozostaną wysokie tak długo, jak to będzie konieczne. Wydaje się, że ta konieczność nadal pozostaje w mocy.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Trans Polonia w I półroczu br. z ponad 100 mln zł sprzedaży i 10 mln zł EBITDA

Trans Polonia (TPG), notowany na GPW wiodący operator transportowo-logistyczny, przedstawił wyniki finansowe za I półrocze 2023 roku. Spółka w tym okresie wypracowała 102,4 mln zł przychodów ze sprzedaży (+11,7 r/r), przy zysku EBITDA w wys. 10,2 mln zł (+0,3% r/r) i zysku netto: 4,3 mln zł (+68,3% r/r). TPG odnotowuje najwyższe wzrosty skali biznesu w obszarze logistyki płynnej chemii i stale zwiększa udział sprzedaży realizowanej poza granicami Polski (80,8% wobec 73,5% r/r). Trans Polonia zakłada utrzymanie pozytywnych trendów rynkowych w kolejnych okresach i dalszej dodatniej trajektorii sprzedażowo-wynikowej.

Zgodnie z założeniami zwiększamy skalę naszej działalności, szczególnie w strategicznym obszarze płynnej chemii, w którym przewozy realizujemy przede wszystkim w krajach Europy Zachodniej. Korzystne wyniki finansowe, przepływy operacyjne i sytuacja bilansowa pozwalają nam na systematyczny wzrost dysponowalnej floty, realizację nowych przedsięwzięć, jak i wypłatę dywidendy. Liczymy na systematyczny wzrost biznesu w najbliższych kwartałach, choć obserwujemy pewne spowolnienie gospodarcze, szczególnie w Niemczech mówi Krzysztof Luks, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych Trans Polonia S.A.

W I półroczu TPG wypracowała istotnie wyższe r/r przepływy z działalności operacyjnej rzędu 14,9 mln zł (wobec 4,9 mln zł w analogicznym okresie 2022 r.) i dysponowała na 30 czerwca 2023 r. 52,9 mln zł środków pieniężnych. Ponadto wg stanu bilansowego na ww. dzień, Grupa posiadała nieznaczne zadłużenie finansowe netto w wys. 3,7 mln zł, rzutujące na wskaźnik dług netto/EBITDA LTM w wys. 0,16 pkt.

28 sierpnia br. TPG wypłaciła Akcjonariuszom 0,50 zł dywidendy na akcję, tj. niemal 9,4 mln zł. Akcjonariusze podjęli decyzję w niniejszej sprawie podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia 28 lipca.

–  W 2023 r. spodziewamy się dalszych wzrostów sprzedaży, której poziom systematycznie zbliża się do skali biznesu sprzed sprzedaży udziałów w spółce OTP, przewożącej paliwa. W perspektywie średnioterminowej dążymy do przekroczenia bariery 300 mln zł przychodów, połączonego z utrzymaniem rentowności i kontynuacją redystrybucji zysków do naszych Akcjonariuszy w formie dywidend – uzupełnia Krzysztof Luks.

Trans Polonia prowadzi działania operacyjne bezpośrednio z Polski oraz poprzez dwie włączone do Grupy w ostatnich latach spółki transportowe: przejętą w 2021 r. J. Deckers & Zn NV z siedzibą w mieście Brecht w Belgii, zlokalizowaną w okolicach portów morskich ARA (Amsterdam–Rotterdam–Antwerpia), oraz TPG International GmbH, zlokalizowaną w Hilden w Niemczech, w rejonie Zagłębia Ruhry. Obie spółki specjalizują się w transporcie płynnych ładunków chemicznych na terenie Europy Zachodniej.