Inwestorzy oczekują osłabienia złotego w 2024 roku

Od początku roku złoty wzmocnił się wobec dolara o 10%. Wyraźnego osłabienia złotego inwestorzy spodziewają się w początkach 2024 r., z powodu tegorocznych decyzji RPP o obniżkach stóp procentowych.

Rynek stawia na obniżki stóp procentowych jesienią. Wycenia sytuację, jakby decyzja ta była już „zaklepana”

Stawki FRA (kontrakty na przyszłą stopę procentową, które są instrumentem pochodnym, oferowane przez rynki finansowe, będącym odmianą kontraktów forward) w perspektywie 3 miesięcy obstawiają przede wszystkim dwie obniżki stóp procentowych.

– W perspektywie 6 miesięcy inwestorzy obstawiają nawet trzy obniżki, w sumie o 150 pkt. bazowych, co wydaje się ekstremalne – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Nawet prezes NBP powiedział ostatnio, że rynek przesadza w swych oczekiwaniach.

Kluczowym czynnikiem, aby RPP obniżyła stopy procentowe ma być spadek inflacji do poziomu jednocyfrowego, a potencjalnie może to stać się już w sierpniu albo we wrześniu.

To otwiera drogę do pierwszej obniżki we wrześniu lub październiku. We wrześniu i październiku inflacja może sprawiać dobre wrażenie, spadnie ze względu na efekt bazy, gdyż rok wcześnie ceny rosły bardzo szybko.

Jednocześnie mamy najnowsze projekcje NBP, że prawdopodobieństwo osiągnięcia zdrowego dla gospodarki celu inflacyjnego (2,5% +/-1%) na koniec 2025 r. jest na poziomie 50%.

– Jeżeli stopy procentowe zostaną obniżone tylko w połowie tego co widzi rynek, cel inflacyjny może być bardzo trudny do osiągnięcia, a będący w mniejszości jastrzębio nastawieni członkowie RPP ostrzegają, że obniżka będzie błędem – komentuje ekspert XTB. – Kluczowe jest jednak ile tych obniżek będzie, jeżeli jedna lub dwie może to nie mieć dużego wpływu na zagrożenia dotyczące powrotu rosnącej inflacji.

Ze względu na efekt bazy kłopotliwe dane inflacyjne mogą pojawić się za listopad i grudzień, gdyż rok do roku akurat wówczas wzrost cen był już niższy. Początek 2024 r. może więc przynieść duże rozczarowanie.

– To właśnie na początku 2024 r. w ocenie inwestorów powinno dojść do wyraźnego osłabienia złotego – mówi M.Stajniak z XTB. – Inwestorzy oczekują, że na koniec tego roku kurs złotego wobec dolara znajdzie się w przedziale 3,90-4,00 zł, a później spodziewa się sporego odbicia do 4,15-4,20 zł za dolara.

Pod koniec lipca kurs złotego zbliżył się bardzo do 4,00 zł. Minimum z 52 tygodni to 3,94 zł (17 lipiec br.), a maksimum – 5,04 zł.

Wyniki finansowe Grupy Kuehne+Nagel w pierwszej połowie 2023 r.

  • Wzrost udziału w rynku logistyki morskiej i kontraktowej
  • Spadek wolumenów w logistyce lotniczej podobnie jak na rynku
  • Koncentracja na zarządzaniu zyskami i zrównoważonym wzroście
  • Kontrola kosztów w drugim kwartale 2023 r.
Grupa
Kuehne+Nagel
CHF m
H1 2023 H1 2022 Δ Q2 2023 Q2 2022 Δ
Obrót netto 12,721 20,631 -38% 5,973 10,473 – 43%
Zysk brutto 4,649 5,898 -21% 2,255 2,956 -24%
Wynik operacyjny (EBITDA) 1,518 2,58 -41% 715 1,274 -44%
EBIT 1,135 2,195 -48% 523 1,075 -51%
Zysk za okres 860 1,628 -47% 398 796 -50%

 

Grupa Kuehne+Nagel w pierwszej połowie 2023 roku osiągnęła dobre wyniki mimo trudnego otoczenia rynkowego. Szczególna sytuacja gospodarcza związana z pandemią w 2021 i 2022 r. nadal wpływała na porównywanie wyników rok do roku.

Obroty netto za pierwsze sześć miesięcy 2023 r. wyniosły 12,7 mld CHF, EBIT wyniósł około 1,1 mld CHF, a zysk 860 mln CHF. Współczynnik konwersji, opisujący stosunek EBIT do zysku brutto Grupy, utrzymał się na wysokim poziomie 24%.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:

„Kuehne+Nagel dobrze poradziło sobie z transformacją z wyjątkowej sytuacji gospodarczej związanej z pandemią. W spowolnionym środowisku biznesowym jednostki logistyki morskiej i kontraktowej zyskały udział w rynku i utrzymały stabilne zyski. Z kolei wolumeny w logistyce lotniczej spadły podobnie jak na rynku. Mimo że nasze działania w zakresie kontroli kosztów stały się bardziej widoczne w drugim kwartale 2023 r., nasza strategia pozostaje niezmieniona, koncentrując się na wysokiej jakości świadczonych usług logistycznych i wyjątkowej orientacji na potrzeby klientów”.

Logistyka morska

CHF m H1 2023 H1 2022 Δ Q2 2023 Q2 2022 Δ
Obrót netto 4,859 9,869 -51% 2,192 5,012 -56%
Zysk brutto 1,309 1,942 -33% 623 968 -36%
EBIT 639 1,208 -47% 295 587 -50%

W pierwszej połowie 2023 r. obroty netto logistyki morskiej wyniosły 4,9 mld CHF przy EBIT w wysokości 639 mln CHF. Współczynnik konwersji utrzymał się na wysokim poziomie 49%. Wolumen kontenerów w pierwszej połowie 2023 r. wyniósł 2,1 miliona TEU. Jednostka logistyki morskiej była w stanie zdobyć udział w rynku, który spadł o około 5%.

Wiosną 2023 r. Kuehne+Nagel nawiązało współpracę z Volvo Cars w celu wykorzystania 5 500 ton zrównoważonych biopaliw w transporcie morskim. W przyszłości transporty dla szwedzkiego producenta samochodów będą realizowane przy znacznie zmniejszonej emisji paliwa.

Logistyka lotnicza

CHF m H1 2023 H1 2022 Δ Q2 2023 Q2 2022 Δ
Obrót netto 3,516 6,324 -44% 1,654 3,178 -48%
Zysk brutto 937 1,613 -42% 449 796 -44%
EBIT 293 826 -65% 139 401 -65%

W pierwszej połowie 2023 r. obroty netto lotniczej jednostki biznesowej wyniosły 3,5 mld CHF, a EBIT 293 mln CHF. Tempo spadku wolumenów nieco spowolniło w drugim kwartale. Wolumen frachtu lotniczego w pierwszej połowie 2023 r. wyniósł 957 000 ton, a współczynnik konwersji 31%.

W czerwcu 2023 r. Kuehne+Nagel podpisało umowę przejęcia Morgan Cargo, wiodącego dostawcy usług logistyki lotniczej w RPA, Wielkiej Brytanii i Kenii. Firma specjalizuje się w towarach łatwo psujących się, zatrudnia 450 ekspertów logistycznych i obsłużyła 40 000 ton frachtu lotniczego oraz 20 000 TEU w 2022 roku.

Logistyka drogowa

CHF m H1 2023 H1 2022 Δ Q2 2023 Q2 2022 Δ
Obrót netto 1,873 2,033 -8% 917 1,051 -13%
Zysk brutto 684 684 335 355 -6%
EBIT 93 80 16% 41 50 -18%

 

W pierwszej połowie 2023 r. obroty netto logistyki drogowej wyniosły 1,9 mld CHF, a EBIT 93 mln CHF. Wolumen zrealizowanych zamówień wyniósł około 12 milionów, porównywalnie do poprzedniego roku. Wykorzystanie sieci pozostało wysokie.

Jednym z ważnych czynników wpływających na znaczny wzrost EBIT w pierwszej połowie 2023 r. było trwające wdrożenie RoadLOG, autorskiego systemu Kuehne+Nagel do zarządzania transportem (TMS) dla przesyłek drogowych.

Logistyka kontraktowa

CHF m H1 2023 H1 2022 Δ Q2 2023 Q2 2022 Δ
Obrót netto 2,473 2,405 3% 1,21 1,232 -2%
Zysk brutto 1,719 1,659 4% 848 837 1%
EBIT 110 81 36% 48 37 30%

 

W pierwszej połowie 2023 r. logistyka kontraktowa osiągnęła dobre wyniki z obrotami netto w wysokości 2,5 mld CHF i zyskiem EBIT w wysokości 110 mln CHF.

Zdobyła udział w rynku, szczególnie w Ameryce Północnej, w sektorze opieki zdrowotnej i e-commerce. Wykorzystanie powierzchni logistycznej Kuehne+Nagel pozostało na bardzo wysokim poziomie.

Dr Joerg Wolle, Przewodniczący Rady Dyrektorów Kuehne+Nagel International AG:

„W pierwszej połowie 2023 r. wyniki finansowe Grupy Kuehne+Nagel były znacznie większe niż porównywalne dane z okresu przed COVID-19, a Grupa dobrze radziła sobie w nowym środowisku. W nadchodzących latach strategia Roadmap 2026 pozostanie kluczowym motorem rozwoju Kuehne+Nagel. Założenia strategii, ogłoszone w marcu 2023 r., zostały bardzo pozytywnie przyjęty zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie i już widzimy pierwsze sukcesy. Koncentrujemy się na świadczeniu wysokomarżowych usług i rozwoju potencjału rynkowego w Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie”.

Nadchodzi koniec podwyżek stóp procentowych w USA?

Jutro spodziewamy się ostatniej podwyżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej w obecnym cyklu. Wątpimy jednak, by prezes Jerome Powell zamknął drzwi do kolejnych ruchów w górę.

Podczas czerwcowego posiedzenia członkowie FOMC nieoczekiwanie wskazali poprzez dot plot, że w pozostałej części roku możliwe są jeszcze dwie podwyżki po 25 pb., co pobrzmiewało również w komunikatach Powella. Uczestnicy rynku nie wydają się jednak przekonani do retoryki Fedu, będąc sceptycznie nastawionymi wobec dalszego zacieśniania, zwłaszcza po ostatnim zaskakująco niskim odczycie inflacji CPI w czerwcu.

Fed niejako sam zapędził się w kozi róg i podwyżka stóp procentowych o 25 pb. na środowym posiedzeniu wydaje się właściwie pewna. Jest ona zresztą niemal w pełni wyceniana w kontraktach futures. Uważamy przy tym, że niedawno pojawiło się już dość argumentów za mniejszą potrzebą kolejnych ruchów w górę, a środowy okaże się ostatnim.

Jastrzębie wśród członków FOMC będą całkiem słusznie argumentować, że aktywność gospodarcza w USA utrzymuje się na dobrym poziomie i wspiera ją silny rynek pracy. Dane na jej temat opublikowane od czasu czerwcowego posiedzenia były w dużej mierze pozytywne. Zamówienia środków trwałych w maju przekroczyły szacunki, ISM PMI dla usług niespodziewanie wzrósł do dość dobrego poziomu 53,9 pkt, a Indeks Zaskoczeń Ekonomicznych Citigroup (68,4) jest bliski wieloletnich szczytów. PKB w I kwartale, który jest wskaźnikiem wstecznym, został zrewidowany w górę do 2% w ujęciu zannualizowanym, a bieżące oszacowanie Fedu z Atlanty – GDPNow – wskazuje obecnie na podobny wzrost w II kwartale (2,4%). Te dane i wskaźniki sugerują zwiększone prawdopodobieństwo „miękkiego lądowania”, czyli sprowadzenia przez Fed inflacji do akceptowalnego poziomu bez wywoływania recesji w USA.Prognoza GDP Now dla wzrostu gospodarczego w USA (2022-2023)

Od czerwca obserwujemy wyraźniejsze oznaki trendu spadkowego zarówno głównej, jak i bazowej dynamiki cen w Stanach Zjednoczonych. Czerwcowy raport dotyczący inflacji CPI spowodował jeden z najsilniejszych tygodniowych spadków indeksu USD od czasu globalnego kryzysu finansowego.

Sugeruje też, że cykl zacieśniania Fedu przynosi owoce. Główna miara inflacji znalazła się na najniższym poziomie od ponad dwóch lat (3,0%), zaś kluczowa, bazowa, niespodziewanie spadła poniżej 5% po raz pierwszy od listopada 2021 r. – co jest momentem przełomowym. Dużo jeszcze brakuje, aby inflacja powróciła do celu, jednak fakt, że niemal wszystkie wskaźniki dynamiki cen w USA – w tym 3-miesięczna bazowa zannualizowana miara (4,1%) – zmierzają w dół, jest bardzo dobrą wiadomością dla decydentów.Inflacja w USA (2016-2023)

Przypuszczamy, że presję z decydentów FOMC na lipcowym posiedzeniu zdejmie zwłaszcza silniejszy od oczekiwań spadek inflacji bazowej. Jak wspomnieliśmy, nie spodziewamy się, by Powell wprost wskazał w swoich komunikatach, że cykl podwyżek dobiegł końca. Ale nie powinien również być tak jastrzębi jak jeszcze w czerwcu. Prawdopodobnie ponownie podkreśli on siłę amerykańskiego rynku pracy i być może wspomni o odporności danych gospodarczych od ostatniego posiedzenia FOMC. W czerwcu powiedział, że istnieje możliwość ruchów na „kolejnych posiedzeniach”, tj. w lipcu i wrześniu. Sądzimy jednak, że obecnie nie będzie raczej mówił o tym tak otwarcie.

Zakładamy, że Powell podkreśli, iż decyzje Fed są zależne od danych. Przesuwając w ten sposób decyzję o terminie zakończenia cyklu podwyżek na kolejne posiedzenie we wrześniu, kiedy to zostaną opublikowane nowe projekcje. Powinno to dać Fedowi wystarczająco czasu, bo niemal dwa miesiące na ocenę warunków gospodarczych, w szczególności inflacji, przed podjęciem decyzji o konieczności potencjalnego dalszego zacieśniania. Do czasu wrześniowego zebrania (20.09) opublikowane zostaną raporty dotyczące inflacji CPI w lipcu i sierpniu, a także preferowanej przez Fed miary PCE za czerwiec oraz lipiec.

Jeśli Fed przyjmie w tym tygodniu postawę całkowicie zależną od danych, reakcja dolara w środę powinna być ograniczona. Jeśli zaś zdecyduje się na powiedzenie wprost, że jest gotowy do ponownej podwyżki stóp procentowych przed końcem roku, amerykańska waluta prawdopodobnie doświadczy silnej aprecjacji.

Obecnie implikowane prawdopodobieństwo rynkowe kolejnej podwyżki o 25 pb. we wrześniu wynosi kilkanaście procent, a w listopadzie ok. 1/3.

Gołębim scenariuszem, który bez wątpienia wywołałby natychmiastową wyprzedaż dolara, byłoby wskazanie przez Powella, że Fed prawdopodobnie zakończył podnoszenie stóp procentowych. Jak jednak już wspomnieliśmy, nie spodziewamy się na razie takiego ruchu. Przez zakończeniem zacieśniania decydenci Fedu będą chcieli bowiem zapewne zobaczyć więcej oznak spadku inflacji.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (26.07) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – kierownik działu analiz Ebury

Dobra koniunktura w USA pomaga dolarowi. Kryptowaluty w kryzysie

Rosnące ceny ropy przekładają się na ceny paliw. W hurcie ostatni raz tak drogo było 20 kwietnia. Lepszy indeks koniunktury z USA pomaga dolarowi. Na rynku kryptowalut znów zamieszanie.

Ropa najdroższa od kwietnia

Notowania ropy naftowej idą w ostatnich czasach zdecydowanie w górę. Jesteśmy już 10 dolarów na baryłce w górę od dołków z czerwca. Tak silny wzrost może przełożyć się na spowolnienie tempa spadku inflacji. Co powoduje, że surowiec drożeje? Powodów jest kilka. Analitycy wskazują na wychodzenie Chin ze spowolnienia pocovidowego. Do tego spadki stanów zapasów w USA w ostatnich danych i działania OPEC. Łącznie daje to spory potencjał na dalsze śrubowanie cen. Nie bez znaczenia jest to, że już mówi się o obniżaniu stóp procentowych. Tańszy kredyt może przełożyć się na większą aktywność gospodarczą. Już dzisiaj o 22:40 zobaczymy dane w sprawie zmian zapasów paliw w USA, co może wpłynąć na ten rynek.

Indeksy koniunktury

Odczyty indeksów PMI to jeden z tych wskaźników, które pokazują jak może wyglądać sytuacja gospodarcza w przyszłości. Badania ankietowe mają swoje wady, ale mają też zaletę, jest to możliwość przewidywania przyszłości. Wczorajsze dane mówią, że przyszłość dla strefy euro jest słabsza niż dotychczas sądziliśmy. Co ciekawe dość niespodziewanie lepiej wypadł przemysł w USA. Usługi co prawda uzyskały słabszy wynik, ale przemysł amerykański to jedyny z głównych odczytów, które pozytywnie zaskoczyły rynki. To między innymi dlatego dolar znów zyskuje względem euro. Właśnie dlatego wczoraj, mimo umacniania się złotego względem euro, kurs dolara względem złotego był najwyższy od niemal dwóch tygodni.

Zamieszanie na kryptowalutach

Jeszcze wczoraj pisaliśmy o testowaniu przez Bitcoina wielotygodniowych minimów. Kilka godzin po publikacji doszło w końcu do ich przełamania. W tle mamy jeszcze przygody Binance z amerykańskim nadzorcą. Z jednej strony na razie giełda wychodzi z nich obronną ręką. Trzeba jednak brać pod uwagę, że administracje państwowe bardzo nie lubią, jak się z nimi walczy. W rezultacie można oczekiwać, że nawet jeżeli tę rundę wygrają przedstawiciele świata kryptowalut, to może dojść do zmian reguł gry. W rezultacie zmian obecne zwycięstwa mogą okazać się niewiele warte. To prawdopodobnie dlatego inwestorzy ograniczają swoje angażowanie. Nie brakuje też głosów, że to nowa kryptowaluta worldcoin Sama Altmana, twórcy Open AI, zaczyna zagarniać swój kawałek tortu kosztem innych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg. CBI,
  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 16:00 – USA – Indeks Zaufania Conference Board.

 Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Stawki freelancerów – w których branżach w I połowie 2023 roku wzrosły najbardziej?

O blisko 25 proc. wzrosły średnie stawki polskich freelancerów w ciągu roku – wynika z Index Useme, czyli narzędzia zbierającego dane z umów rozliczanych za pomocą wskazanej platformy. Największe zmiany można zaobserwować zwłaszcza wśród niezależnych specjalistów podejmujących zlecenia w kategorii multimedia i fotografia. Jak to wygląda w pozostałych branżach?

Useme, platforma upraszczająca rozliczenie na linii klient-freelancer, po raz kolejny podzieliła się średnimi wysokościami stawek za zlecenia w najpopularniejszych wśród niezależnych specjalistów profesjach. Zaprezentowane w najnowszym raporcie dane pokazują, że mimo wysokiej inflacji, freelancerzy nie mogą narzekać na swoje zarobki, a ich wzrost w czerwcu 2023 r. wyniósł o niemal 25 proc. w porównaniu do tego samego okresu roku wcześniej.

Już po raz kolejny dzielimy się danymi dotyczącymi średnich stawek z umów realizowanych przez Useme. Prezentowane kwoty jasno pokazują, że sytuacja gospodarcza oraz wzrost popularności współpracy z  freelancerami wpływają na popyt i cenę za świadczone przez nich usługi – komentuje Przemysław Głośny, CEO Useme.

Największe wzrosty w kategorii multimedia i fotografia

W kategorii animacja możemy zaobserwować największą zmianę w wysokości średnich stawek za zlecenie. Wzrosły one aż o 95 proc. i w czerwcu 2023 roku wyniosły 3194 zł w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Duże wzrosty dotyczyły również freelancerów zajmujących się wideo oraz fotografią. Ich wynagrodzenia wzrosły kolejno o 40 proc. (2281 zł) i 37 proc. (2058 zł).

Z kolei niezależni specjaliści realizujący zlecenia w kategorii architektura – zarówno projekty aranżacji wnętrz, jak i rendery 3d przedmiotów oraz wizualizacje – mieli stawki wyższe o 29 proc. (3348 zł), natomiast graficy mogli liczyć na zarobki rzędu 1615 zł za zlecenie (wzrost o prawie 15 proc.).

A co z najpopularniejszymi branżami?

Copywriting, czyli pisanie tekstów na zamówienie niezmiennie znajduje się w czołówce najpopularniejszych branż freelancingu. Stawki niezależnych specjalistów w tej kategorii wzrosły prawie o 25 proc. rok/rok, choć średnia wartość zlecenia była najniższa wśród wszystkich branż uwzględnionych przez Index Useme – 1159 zł. Jednak warto mieć na uwadze, że twórcy tekstów mają zazwyczaj więcej umów o niższej wartości. Dotyczy to również tłumaczy, choć w przeciwieństwie do cen usług copywriterów ich wynagrodzenia wzrosły o 15 proc. i czerwcu 2023 średnio wynosiły 1563 zł.

Kolejnymi popularnymi wśród wolnych strzelców branżami są SEO, czyli optymalizacja stron internetowych oraz social media – prowadzenie i moderacja profili w mediach społecznościowych czy realizowanie kampanii reklamowych. Freelancerzy specjalizujący się we wskazanych działaniach podnieśli stawki o 20 proc. rok/rok i mogli liczyć na średnie zarobki w wysokości prawie 1777 zł za zlecenie.

Nierówności w branży IT

Freelancerzy świadczący usługi związane z szeroko rozumianym IT, czyli programiści, twórcy aplikacji mobilnych, platform e-commerce czy ci zajmujący się budowaniem stron, a także ich modernizacją oraz specjaliści realizujący pozostałe działania IT np. testujący oprogramowanie, to najbardziej zróżnicowana grupa, jeżeli chodzi o zmiany w wysokości stawek za zlecenia w okresie czerwiec 2022 – czerwiec 2023.

W tej kategorii największy, blisko 27-procentowy wzrost odnotowali freelancerzy podejmujący zlecenia w kategorii “Inne usługi IT” a ich średnia stawka za zlecenie w czerwcu br. wyniosła 2463 zł. Następnie znaleźli się specjaliści zajmujący się budowaniem i modernizacją stron www z 20-procentowym wzrostem wynagrodzenia – 1876 zł. Z kolei najmniej swoje stawki podnieśli twórcy aplikacji mobilnych – blisko 2,5 proc. rok/rok, mimo to, ich średnia stawka za zlecenie wyniosła aż 6048 zł.

Jedynymi kategoriami, w których stawki zmalały w porównaniu do czerwca 2022 roku, były programowanie oraz tworzenie sklepów internetowych. Zmiany w wysokości średnich wartości zlecenia były niewielkie i wynosiły kolejno -3 proc. (3181 zł)  i -0,5 proc. (1684 zł).

Wzrost stawek w większości branż polskiego freelancingu pokazuje, że niezależni specjaliści, zwłaszcza Ci z dużym doświadczeniem w swoich profesjach nie mogą narzekać na zarobki. Średni wzrost wynagrodzeń freelancerów o 25 proc. rok/rok daje ciekawy kontrast w porównaniu do przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Według danych GUS w czerwcu br. wzrosło ono o ponad połowę mniej, czyli 11,9 proc. rok/rok[1]. – podsumowuje Przemysław Głośny, CEO Useme. – Oczywiście wysokość stawek freelancerów w dużej mierze uzależniona jest od charakteru konkretnej profesji, a specjaliści realizujący zlecenia w takich branżach jak copywriting, tłumaczenia social media czy SEO są w stanie podjąć miesięcznie więcej prac niż np. programiści – dodaje ekspert.

Stawki freelancerów – w których branżach w I połowie 2023 roku wzrosły najbardziej
Materiał powstał na podstawie danych z serwisu – Index Useme z czerwca 2023.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/pracujacy-zatrudnieni-wynagrodzenia-koszty-pracy/przecietne-zatrudnienie-i-wynagrodzenie-w-sektorze-przedsiebiorstw-w-czerwcu-2023-roku,3,139.html

Mniejsza aktywność na warszawskim rynku biurowym w pierwszym półroczu 2023 r.

Pierwsze półrocze 2023 roku charakteryzowało się mniejszą aktywnością zarówno po stronie deweloperów, jak i najemców. Oddana do użytku nowa podaż była wynikiem o 90% niższym w porównaniu do analogicznego okresu w 2022 roku.

W pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku deweloperzy dostarczyli na rynek zaledwie 18 700 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Dzięki temu zasoby biurowe na koniec czerwca wyniosły 6,25 mln m kw. W II kwartale roku ukończono trzy projekty: The Park 9 (11 000 m kw.), Wał Miedzeszyński 628 (6 000 m kw.) oraz pierwszy budynek kompleksu Bohema – Glicerynownia o powierzchni 1 700 m kw.

Na początku lipca w budowie znajdowało się zaledwie 265 000 m kw. powierzchni biurowej. Rozpoczęcie inwestycji Upper One i Towarowa 22 w II kwartale 2023 roku spowodowało 25% wzrost powierzchni w budowie względem poprzedniego kwartału. Przy zachowaniu planowanych terminów ukończenia prac budowlanych, do końca roku warszawski rynek biurowy powiększy się o 55 900 m kw. Wynik ten jest znacznie niższy od tych osiąganych w poprzednich analogicznych okresach.

Ponad 75% realizowanej obecnie powierzchni biurowej znajduje się w centralnych lokalizacjach Warszawy.

„Po okresie pandemii, kiedy najemcy ostrożnie podejmowali decyzje dotyczące nowych umów, w 2022 roku zauważalne było już zdecydowane ożywienie. Po pozytywnych sygnałach dotyczących popytu, I połowa roku 2023 roku przyniosła ponownie mniejszą aktywność najemców na stołecznym rynku biurowym. W I półroczu podpisano umowy najmu na ponad 325 700 m kw., co było wynikiem niższym o 32%  w porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim,” – dodaje Izabela Dąbrowska, dyrektor w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.

W II kwartale 2023 roku najemcy podpisali umowy na ponad 167 100 m kw., przy czym trzy największe umowy dotyczyły renegocjacji.

W strukturze umów największy udział w I połowie roku przypadał na nowe umowy, które stanowiły 60% wolumenu transakcji (ponad 196 100 m kw., łącznie z umowami właścicielskimi). Renegocjacje odpowiadały za 35% wolumenu, a ekspansje, na które wciąż decyduje się niewielu najemców, jedynie 5%. Biorąc pod uwagę wielkość transakcji, jedenaście z dwudziestu największych umów najmu dotyczyło nowych kontraktów.

,,Na koniec czerwca na warszawskim rynku biurowym zidentyfikowano 714 400 m kw. dostępnej od zaraz powierzchni, co stanowiło 11,4% zasobów biurowych. Wskaźnik pustostanów zanotował spadek o 0,2 pp. w porównaniu do I kwartału oraz 0,5 pp. względem analogicznego okresu w 2022 roku. W strefach centralnych wskaźnik pustostanów wynosił 9,9% (spadek względem ubiegłego kwartału), zaś poza centrum pozostał na tym samym poziomie i był szacowany na 12,7%. Najniższy wskaźnik pustostanów odnotowano w strefie północnej (5,1%) oraz na Ursynowie i Wilanowie (5,8%) zaś najwyższy niezmiennie na Służewcu (20,6%)” – komentuje Katarzyna Bojar, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Wywoławcze stawki czynszu za powierzchnię biurową w Warszawie pozostały na niezmienionym poziomie w II kw. 2023 roku. W najlepszych budynkach biurowych w Centralnym Obszarze Biznesu stawki miesięczne kształtowały się na poziomie 19,00-26,00 EUR/m kw. W pozostałych lokalizacjach centralnych wyjściowe czynsze znajdowały się w przedziale od 15,00 do 24,00 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum wynosiły od 10,00 do 16,00 EUR/m kw./miesiąc. Stawki opłat eksploatacyjnych odnotowały delikatny wzrost i na koniec czerwca 2023 roku kształtowały się w przedziale od 16,00 do 35,00 PLN/m kw./miesiąc.

Polacy w europejskiej czołówce użytkowników płatności odroczonych

Polacy, obok Szwedów i Włochów, znajdują się w czołówce użytkowników płatności odroczonych. Z usług BNPL lub rozłożenia płatności na raty skorzystało w Polsce już 64% konsumentów. Przy pomocy płatności odroczonych kupujemy przede wszystkim elektronikę, wyposażenie wnętrz oraz modę.  Najczęściej płacimy BNPL za zakupy w internecie, na kwotę do 445 zł (57%). Takie wnioski płyną z raportu „European Retail Banking Radar 2023” opracowanego przez firmę doradczą Kearney[1].

„W porównaniu do innych narodów europejskich Polacy szybko adaptują nowoczesne rozwiązania technologiczne, które skutecznie zaspokajają ich potrzeby. Podobnie jest w przypadku usług BNPL (Buy Now Pay Later), które cieszą się dużym powodzeniem w naszym kraju. Kup Teraz Zapłać Później daje klientom możliwość opóźnienia lub rozłożenia płatności na raty, co sprawia, że zakupy online i stacjonarne stają się szybsze, łatwiejsze oraz bardziej dostępne, a tym samym zaspokajają potrzeby nowoczesnych konsumentów. Biorąc pod uwagę dotychczasowe tendencje i zalety tej formy płatności spodziewamy się dalszego wzrostu popularności BNPL na polskim rynku.” – podsumowuje Daniel Malinowski, zarządzający Mokka w Polsce.Polacy w europejskiej czołówce użytkowników BNPL

BNPL głównie do zakupów online

Konsumenci w Europie korzystają z opcji „Kup Teraz Zapłać Później” przede wszystkim do zakupów online. Ponad 80% badanych, którzy przynajmniej raz skorzystali z BNPL, rozłożyło lub odroczyło płatność za zakupy w sieci. Najczęściej z opcji BNPL w internecie korzystają mieszkańcy Austrii, Holandii i Szwecji (95%). Około dwóch trzecich respondentów, którzy skorzystali z płatności odroczonych przyznaje, że skorzystali z niej w sklepach stacjonarnych (65%) oraz jako opcji konwersji po zakupie (66 procent). Z kolei BNPL w sklepach stacjonarnych najczęściej korzystają mieszkańcy Rumunii (79%) i Hiszpanii (78%), a najrzadziej w Holandii i Szwecji (45 procent).

„W świetle raportu Kearney warto zauważyć, że płatności odroczone stanowią nie tylko wygodne rozwiązanie dla konsumentów, ale także skuteczną strategię dla firm działających online, pozwalającą na odzyskiwanie porzucanych koszyków zakupowych oraz zwiększanie konwersji sprzedaży.” – dodaje Daniel Malinowski, zarządzający Mokka w Polsce.

Zakupy z BNPL częste, na niewielkie kwoty

Konsumenci korzystają z płatności odroczonych często, jednak (w skali Europy) są to zakupy na niewielkie kwoty. Około 80% użytkowników BNPL odracza lub dzieli na raty płatności za zakupy o wartości do ok. 1100 zł (250 Euro). W większości krajów europejskich – Austrii, Niemczech, Holandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii – 2/3 zakupów finansowanych za pomocą BNPL ma wartość od 50 do 250 euro.

W Czechach, Polsce, czy w Rumunii są to mniejsze kwoty. W Czechach 43% wszystkich zakupów realizowanych za pomocą BNPL ma wartość niższą niż 225 zł (50 euro) – trend ten obserwuje się również w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak Polska (36%), czy Rumunia (32%). Z we Francji (14%), Włoszech (12%) i Szwajcarii (11%) wartość wszystkich zakupów realizowanych za pomocą BNPL ma wartość powyżej 500 euro, a analogicznie 23% i 17% i 17% ma wartość między 250 a 500 euro.

W Polsce 36% ankietowanych płaci BNPL za zakupy na kwotę do 225 zł (50 Euro), 21% konsumentów na kwotę od 225zł do 445 zł (50-99 Euro), 25% na kwotę od 450 zł do 1120 zł (100-249 Euro), a 9% na kwotę od 1125 zł do 2245 zł) 250-499 Euro. Zakupy na kwotę powyżej 2500 zł (500 Euro) robi kolejne 9% ankietowanych.

Zakupy z BNPL 5 razy w roku

Wielkość zakupów BNPL tłumaczy ich częstotliwość. Prawie trzy czwarte użytkowników BNPL (73 proc.) korzysta z opcji odroczenia płatności do 5 razy w roku, a 27% 6 razy lub częściej. Częstotliwość korzystania jest najwyższa w Szwajcarii i Szwecji, gdzie odpowiednio 41% i 36% respondentów korzysta z BNPL sześć razy w roku lub częściej, a najniższa w Portugalii i Hiszpanii.

Elektronika, wyposażenie wnętrz i moda dominują w zakupach z BNPL

Elektronika, elementy wyposażenia wnętrz i moda to kategorie, które dominują w zakupach realizowanych za pomocą BNPL. Urządzenia elektroniczne oraz wyposażenie wnętrz to dwie najpopularniejsze kategorie zakupowe, za które płacimy przy pomocy BNPL. W Polsce 45% konsumentów skorzystało z BNPL do zakupu urządzeń elektronicznych, 47% – wyposażenia wnętrz, 37% – mody, 26% – podróży, 26% – rozrywki, a 15% finansowania codziennych zakupów.

Wypadamy pod tym względem podobnie do innych Europejczyków. Jak wynika z raportu, 50% konsumentów w 6 z 13 badanych krajów skorzystało z BNPL do zakupu elektroniki, a ponad 40% w 9 krajach, do zakupu wyposażenia wnętrz. Moda jest również popularną kategorią, co odzwierciedla integrację BNPL z platformami e-commerce. 39% respondentów we Francji oraz 37% w Polsce i Rumunii korzysta z BNPL do zakupu ubrań, butów i akcesoriów.

Podróże, rozrywka i codzienne wydatki to obszary, w których 10-20% respondentów korzysta z BNPL, co wskazuje na wszechstronność i szerokie zastosowanie usług BNPL. 30% respondentów w Szwajcarii użyło również BNPL do zakupów związanych z turystyką i podróżami, podobnie jak 28% w Portugalii.

Firmy niezależne od banków dominują na rynku BNPL

Rynek BNPL jest zdominowany przez firmy niepowiązane z bankami. Tak jest również Polsce, gdzie 60% klientów skorzystało dotychczas z usług BNPL oferowanych przez firmy niepowiązane z bankami, 28% skorzystało z BNPL oferowanych przez banki, a 12% nie potrafiło tego określić.

W Niemczech ponad połowa (54%) ofert BNPL jest związana z bankiem i kartą bankową. W Hiszpanii i we Francji instytucje finansowe kontrolują ponad jedną trzecią rynku BNPL, a 36 procent wszystkich zakupów realizowanych za pomocą BNPL jest finansowana przez bank. Jednak niezależni dostawcy dominują w Szwecji i Holandii, gdzie 85% i 79% respondentów wskazuje, że korzysta z ofert BNPL od takich instytucji przy wyborze odroczenia płatności.

Pełny raport „European Retail Banking Radar 2023” jest dostępny na:

[1] Źródło: https://www.kearney.com/industry/financial-services/european-retail-banking-radar/article/-/insights/with-embedded-finance-such-as-bnpl-on-the-rise-are-banks-at-risk-of-losing-out

 

Faktoring w I półroczu 2023 r.

Polscy faktorzy sfinansowali w I półroczu 2023 r. bieżącą działalność krajowych przedsiębiorstw w kwocie blisko 225,7 mld zł. Oznacza to, że wykupili wierzytelności w formie faktur o łącznej wartości o 1,2 proc. wyższej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2022 r. Faktury na gotówkę zamieniło ponad 24 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 12,7 mln dokumentów płatniczych.faktoring I połowa 2023

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należy do niego 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Obroty krajowych firm faktoringowych nadal rosną, choć w I półroczu 2023 r. dynamika znacząco osłabła. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że spadła wartość faktur, na podstawie których przedsiębiorcy ubiegali się o finansowanie.

Głównych przyczyn tego zjawiska należy upatrywać w czynnikach makroekonomicznych. W ostatnich miesiącach wyhamowała dynamika inflacji, a efekty dotychczasowego wzrostu cen surowców energetycznych i rolnych zostały częściowo zmniejszone przez działania wprowadzone na szczeblu rządowym. Mamy też do czynienia z obniżeniem wartości zamówień, co ma swoje odzwierciedlenie w spadku średniej wartości faktury, wystawianej przez podmioty korzystające z faktoringu. Szczególnie wyraźnie widzimy to w malejących cenach wyrobów hutniczych i metali, które to branże od lat korzystają z faktoringu i mają istotne znaczenie dla obrotów naszego sektora – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.faktoring I połowa 2023 - obrotyZ usług firm należących do PZF korzysta obecnie 24,2 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 12,7 mln faktur o łącznej wartości 225,7 mld zł.faktoring I połowa 2023 - klienci

– Faktoring jest nadal w dobrej kondycji. Świadczy o tym choćby systematyczny wzrost liczby przedsiębiorstw decydujących się na pozyskiwanie finansowania w formie faktoringu, a także rosnąca liczba przedstawianych do wykupu faktur.

Należy podkreślić, iż w ostatnich latach obserwujemy większą otwartość rynku faktoringowego na współpracę z segmentem mikro i małych firm. Wielu faktorów przygotowało dedykowane dla tych grup programy finansowania, uwzględniające specyfikę prowadzonego przez nie biznesu. W ten sposób przedsiębiorcy uzyskali bardzo szeroki wybór oferty finansowania faktoringowego – dodaje Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Finansowanie w formie faktoringu wybierają przeważnie firmy produkcyjne i dystrybucyjne. Aż ośmiu na dziesięciu klientów korzystających z usług faktoringowych wywodzi się z tych dwóch grup podmiotów. Wystawiają one na ogół faktury na znaczące kwoty oraz z dłuższymi terminami płatności, co sprawia że środki na ich bieżącą działalność pozostają w „zamrożeniu”. Faktoring pozwala im na szybki dostęp do gotówki i regulowanie bieżących zobowiązań. Dzięki temu mogą bez zakłóceń rozwijać swoją działalność, a przy tym oferować odbiorcom atrakcyjne warunki zamówień towarów.faktoring I połowa 2023 - struktura

Czy polskie jabłka podbiją dalekie rynki? – nowe strategie eksportowe na sezon 2023/2024

Zbliża się kolejny sezon zbioru i eksportu polskich jabłek. Polska planuje zdobywać nowe perspektywiczne rynki krajów azjatyckich. Jakie odmiany jabłek będą cieszyły się największą popularnością wśród importerów na świecie? Na jakie odmiany warto postawić przy kolejnych nasadzeniach, aby zwiększyć zyski? Eksperci reprezentujący sektor produkcji jabłek, zespół Core Team – Spójny marketing jabłka w kraju i za granicą oraz Unię Owocową i inne organizacje branżowe, przeanalizowali sytuację na światowych rynkach i przedstawiają rekomendacje dla eksportu. Strategia eksportowa jest częścią dokumentu „Jabłkowa Perspektywa 2030”.

Ceny jabłek na światowych giełdach

W sezonie 2022/2023 wzrosły ceny jabłek na europejskich giełdach. W kwietniu średnie ceny eksportowe osiągnęły poziom 81 euro/100 kg, czyli o ok. 7 euro w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego sezonu. Zdaniem ekspertów wzrosty cen na światowych giełdach nie są jednak nadal w stanie nadążyć za wzrostem inflacji oraz rosnących kosztów pracy i energii, które dotykają również polskich producentów. Polska nadal ma ceny jabłek niższe niż dwaj pozostali duzi gracze w regionie, czyli Francja i Włochy, ale już wyższe niż Belgia.  Zgodnie z danymi  publikowanymi przez Komisję Europejską, nadal możemy zaobserwować widoczne różnice pomiędzy średnimi cenami w UE oraz Polską.

Ceny jabłek na światowych giełdach
Fruit and vegetables prices (europa.eu)

„Osiąganie zysku jest obecnie możliwe jedynie poprzez osiąganie najwyższych parametrów produkcji na eksport. Branża musi również cały czas prowadzić kampanie wspierające konsumpcję jabłek w UE i na świecie, celem skutecznego konkurowania z owocami takimi jak m.in.: owoce egzotyczne, czereśnie i owoce jagodowe, które zyskują coraz więcej uwagi ze strony konsumentów i wypychają jabłka z półek sprzedażowych” – mówi Paulina Kopeć, Sekretarz Generalny Unii Owocowej.

TOP 10 największych rynków eksportowych dla polskich jabłek

Obecnie do najważniejszych rynków zbytu dla polskich jabłek należy zaliczyć: Egipt, Kazachstan, Indie i Białoruś. Atrakcyjne rynki to również Bliski Wschód i kraje takie jak: Jordania, Zjednoczone Emiraty Arabskie Królestwo Arabii Saudyjskiej. Najbardziej perspektywiczne wydają się dla Polski obecnie rynki azjatyckie.

Należy jednak podkreślić, że eksport jabłek z UE rozwija się mniej dynamicznie niż w poprzednich sezonach. Według Helwiga Schwartaua z Ami Hamburg – firmy analizującej dane eksportowe dla branży, wielkość eksportu jabłek z UE rośnie tylko w dwóch kierunkach na Bliski Wschód oraz do krajów Ameryki Południowej. Na stałym poziomie kształtuje się eksport na rynki Dalekiego Wschodu. Niewielkie spadki widać na rynkach eksportowych takich jak Wielka Brytania, a duże dotyczą eksportu na rynki afrykańskie oraz na Białoruś.

Eksport jabłek z Polski
Eksport jabłek z Polski 2022 rok – top 10 rynków eksportowych (jabłka świeże)

Perspektywiczne rynki dla polskich jabłek

Patrząc na dane Apple Dashboard UE na bazie danych z ITC/COMTRADE, dot. największych światowych importerów jabłek (wg. wartości sprzedaży), znaleźć można kraje takie jak:

1.       Niemcy
2.       Rosja
3.       Wietnam
4.       Wielka Brytania
5.       Indie
6.       Indonezja
7.       Egipt
8.       Holandia
9.       Filipiny
10.   Tajlandia

Top 10 największych importerów jabłek wg. Apple Dashboard dane za: ITC/COMTRADE

Należy jednak zaznaczyć, że nie wszystkie rynki z powyższej tabeli są otwarte dla polskiego eksportu.  Na przykład rynek rosyjski jest od dawna niedostępny dla polskich producentów jabłek ze względu na nałożone na nasz kraj embarga.

Jak pokazuje powyższa tabela w pierwszej dziesiątce  znalazły się kraje azjatyckie, w których Polska bardzo silnie się promuje. Patrząc na dane dotyczące wzrostów w imporcie jabłek, atrakcyjnymi odbiorcami mogą być takie kraje jak: Wietnam, Tajlandia Egipt, Bangladesz i Filipiny, które notują dynamiczne procentowe wzrosty w imporcie jabłek w przeciągu ostatnich kilku lat.  Pośród dużych importerów, atrakcyjnych w długofalowej perspektywie, znaleźć można też kraje Ameryki Płd. Brazylię, Peru, Kolumbię i Wenezuelę. Na tym kontynencie Polska dopiero rozpoczyna działania eksportowe i ma już otwarte pierwsze rynki zbytu takie jak np. Kolumbia, Kostaryka.

Rynki azjatyckie

Wśród perspektywicznych rynków zbytu dla Polski eksperci w pierwszej kolejności wskazują nowe rynki azjatyckie zwłaszcza Indie, Tajlandię, Malezję i Wietnam, gdzie konsumpcja owoców rośnie bardzo dynamicznie. W długofalowej perspektywie z tego regionu atrakcyjne są również Filipiny.

Zgodnie z dokumentem strategii „Jabłkowa Perspektywa 2030” szczególnie interesujące dla producentów jabłek są Indie, ponieważ tamtejsi sadownicy nie są w stanie wyprodukować odpowiednio dużo wysokiej jakości własnych owoców. Eksport do Indii dynamicznie rośnie w porównaniu rok do roku–w sezonie 2020/21 było to tylko 4,5 tys. ton, ale już w 2022 roku ponad 27 tys. ton.  Poza  Red Delicious i prążkowanymi ciemniejszymi sportami Gali, dużą popularnością w Indiach cieszą się również nowe odmiany, które selekcjonowane są pod względem wysokiej jędrności i skórki odpornej na uszkodzenia.

Perspektywa podboju dalekiego wschodu przez polskich sadowników może być niezwykle opłacalna, np. co roku na rynek tajski importowanych jest ponad 150 tys. ton jabłek głównie z USA, Chin, Nowej Zelandii, a także RPA i Rosji.

Sukcesu na dalekich rynkach można upatrywać głównie w Gali i sportach Gali. Konsumenci na rynkach azjatyckich preferują słodkie odmiany Gali. Importerzy zainteresowani są również zielonymi jabłkami. Pozostałe odmiany, które możemy zaoferować na tych rynkach, jednak tylko o najlepszych parametrach, to Red Delicious i Red Jonaprince.

W 2021 roku  Indonezja zaimportowała około 190 tys. ton jabłek z krajów trzecich. Obecnie jest to już rynek otwarty dla polskiego eksportu. Liczba dostawców na tym rynku jest jednak ograniczona do ok. 5-6. Import jabłek pochodzi głównie z półkuli północnej z Chin i USA. Dostawcy z półkuli południowej to Nowa Zelandia i RPA. Należy przy tym podkreślić, że w tym regionie UE jest prawie nieobecna ze swoim eksportem, niewielką ilość jabłek dostarcza na ten rynek jedynie Francja.

Tajlandia i Malezja to rynki o wysokich o bardzo wysokich standardach dla importu jabłek, które sprowadzają bardzo dużo owoców z południowej półkuli, jak również z Europy. W ostatnim czasie oba te rynki zaczęły mocno współpracować z Serbią i Mołdawią, które mogą stanowić dla nas konkurencję.

Na obu rynkach importerzy oczekują bardzo wysokiej jędrności, kruchości i soczystości, chcą promować unikatową odmianę z Polski (inną niż Gala czy Jonagoldy). Konsumenci, na tych rynkach preferują również zielone jabłka. Odmiany, które mogą być popularne w Tajlandii i Malezji to: Gala i Gala paskowana, Red Chief i Red Jonaprince (tylko w najlepszych parametrach) oraz odmiany klubowe. Konsumenci lubią też zielone jabłko (Granny Smith) oraz są zachwyceni odmianą Envy.

Bardzo istotną kwestią w otwieraniu rynków azjatyckich są jednak różnice kulturowe i bardzo długi proces nawiązywania relacji i prowadzenia rozmów handlowych przed rozpoczęciem rzeczywistej współpracy.

„Proces otwierania rynków azjatyckich jest bardzo długi i wymaga wielu miesięcy a czasem nawet lat starań i rozmów handlowych. Aby polski eksport jabłek rozwijał się prawidłowo, konieczne jest również liczenie się z wymaganiami tych rynków dotyczącymi jakości zewnętrznej produktu np. odmiany, wielkości, wybarwienia oraz sposobu przygotowania. Kluczowe są także elementy składające się na jakość wewnętrzną, takie jak: jędrność, zawartość cukru, poziom pozostałości. W ostatnich latach producenci kierują się ku nowym i pożądanym odmianom na rynkach eksportowych” – podkreśla Paulina Kopeć.

Poniżej przedstawiamy, tylko niektóre parametry, jakie powinny być spełnione przez producentów, by z sukcesem wysyłać jabłka na eksport.

Kraj docelowy Preferowane odmiany Okienko wysyłkowe Preferowana wielkość owoców w mm Minimalna jędrność podczas sortowania Minimalny % wybarwienia owoców Transit time Zgłoszenie do PIORIN
Egipt RED JONPRINCE, RED DELICIOUS, GALA Z PASKOWANYM RUMIEŃCEM,

GALA Z ROZMYTYM RUMIEŃCEM,

MINIMALNE ILOŚCI GALI MUST I IDAREDA

CAŁY ROK 70-85 5 70 30 TAK
Bliski wschód RED JONAPRINCE, RED DELICIOUS, GALA Z PASKOWANYM RUMIEŃCEM,GOLDEN WRZESIEŃ-LIPIEC 65-85 6 50 40 TAK
Indie RED JONAPRINCE, RED DELICIOUS, GALA Z PASKOWANYM RUMIEŃCEM,GOLDEN WRZESIEŃ-LIPIEC 65-85 6,5 70-80 40 TAK
Kolumbia GALA październik – Styczeń 60-80 7 70-80  40 TAK
Bangladesz GALA PAŹDZIERNIK-STYCZEŃ 60-70  7 70-80  40  TAK
Tajlandia GALA PAŹDZIERNIK – styczeń 65-75 ?? 7 80+  45 TAK
Wietnam  GALA PAŹDZIERNIK-luty 60-75 (75-80 też) 7 60-80 (80-100)  40-60 TAK
Malezja GALA PAŹDZIERNIK-STYCZEŃ 60-70 7 80 45 NIE
Indonezja GALA PAŹDZIERNIK-STYCZEŃ 60-75 7 80 45 TAK

 

Rynki Bliskiego Wschodu

Numerem jeden dla polskiego eksportu jabłek jest z pewnością Egipt, jednak odmiany, które są tam  eksportowane, muszą być trwałe, twarde i dobrze znosić sprzedaż bez chłodniczego cyklu logistycznego. Długi transport wskazuje, że najlepiej nadają się do tego odmiany z grupy Red Delicious – prążkowane ciemniejsze sporty Gali. Świetnie sprawdzają się również odmiany, które selekcjonowane są pod względem wysokiej jędrności i skórki odpornej na uszkodzenia.

W długofalowej perspektywie dla Polski atrakcyjne mogą być również rynki innych krajów afrykańskich. Są one dobrym odbiorcą na ciemniejsze mutanty Red Delicious.

Ameryka Południowa – nowy rynek dla Polski

Obecnie możemy również zaobserwować dynamiczny rozwój eksportu z Europy do krajów Ameryki Południowej, takich jak Kolumbia, Ekwador, Meksyk i Peru. Według danych Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN) otwarte kierunki z Polski na tym kontynencie to m.in.: Kolumbia, Kostaryka, Gujana Francuska i Panama.

Odbiorcy polskich jabłek na rynku europejskim

Konsumenci w Europie chętnie kupują odmiany takie jak Braeburn i różne odmiany o słodkim i kwaśnym smaku. Konsument europejski oprócz polskiej Gali oraz Goldena przyzwyczajony jest też do odmian dwukolorowych. W Europie dobrze sobie radzą również mniejsze odmiany jabłek z grupy Jonagold.  Preferencje konsumenckie, wskazują jednak na odejście od wielkich owoców 8,5-9,0, na korzyść tych drobniejszych. Być może, w przyszłości rozwiązaniem będzie produkcja jabłek z odmian grupy Jonagold o mniejszych rozmiarach lub zmiana na odmianę zbliżoną wyglądem i smakiem.

Na szczególną uwagę zasługuje rynek niemiecki, gdyż jest naszym bezpośrednim sąsiadem, o bardzo dużym zapotrzebowaniu na jabłka. Jedną z najlepiej sprzedających się odmian w Niemczech jest Elstar. Wszelkie krzyżówki z tą odmianą, gdzie zachowany jest kwaskowaty smak, cieszą się bardzo dużą popularnością. Spożycie jabłek w Niemczech utrzymuje się na poziomie 20 kg na jednego mieszkańca rocznie. Przy społeczeństwie liczącym około 80 mln ludzi, daje to olbrzymi wolumen owoców do potencjalnego bliskiego eksportu.

„Ważnym odbiorcą polskich jabłek są Niemcy, jednak do tego kraju eksportowane są w znacznej większości owoce, które będą później przetworzone. Osiągają one niższe ceny i przynoszą niewielkie zyski sadownikom. Niestety również w krajach Europy Zachodniej konsumpcja jabłek spada i konieczne są duże i skoordynowane działania promocyjne w zakresie spożywania owoców i warzyw zarówno na rynku krajowym, jak i w całej UE” – podkreśla Paulina Kopeć.

Walory smakowe i zdrowotne polskich jabłek

Eksportowane owoce muszą się charakteryzować odpowiednimi walorami smakowymi i zdrowotnymi, aby przy tak dużej konkurencji ze świata, jabłka z Polski zagościły na dłużej w krajach azjatyckich. Do najważniejszych wymogów eksportowych należy zaliczyć:

  • wysoką jędrność,
  • odporność skórki na uszkodzenia
  • oraz wymagania smakowe (preferowane odmiany soczyste, kruche, bardziej słodkie).

Jednocześnie w eksporcie na dalekie rynki muszą być zachowane parametry jabłek, które pozwolą owocom pokonać bardzo długą trasę.

„Niestety obecnie, nawet przy tej wielkości eksportu, jaką realizuje Polska, nie mamy wystarczającej ilości owoców, które spełniałyby podane parametry. Z pewnością nad tym problemem musi pochylić się cała branża, by wypracować sposoby na dostarczanie jabłek o jak najwyższej jakości i paramentrach eksportowych przy rosnących kosztach produkcji i pracy oraz malejącej liczbie pracowników sezonowych”- podkreśla Paulina Kopeć Sekretarz Generalna Unii Owocowej.

Mimo wszystko polska Gala ma jedne z najlepszych warunków do długiego przechowywania i transportu na dalekie rynki. Jednocześnie polskie jabłka w ostatnim sezonie były narażone na mniejsze  anomalie pogodowe oraz skutki zmian klimatycznych. Według map pogodowych UE, Polskę w ostatnim sezonie ominęły zarówno ekstremalne fale upałów,  jak i  przymrozki. Warto również podkreślić, że Polska wciąż ma jeszcze mniejszy wzrost kosztów produkcji niż inni duzi gracze w regionie, może więc zaproponować bardziej atrakcyjne ceny.

Wybór odmian pod konkretne rynki zbytu

Odmiany z grupy Gala znajdziemy na prawie wszystkich rynkach świata i w perspektywie najbliższych 10 lat wydaje się ona być bezpiecznym wyborem. Jej stabilna, wysoka pozycja w eksporcie wynika bezpośrednio z preferencji smakowych konsumentów na całym świecie. Trzeba jednak pamiętać, że innego rozmiaru i wybarwienia Galę będziemy wysyłać na rynki skandynawskie, a innego do Egiptu oraz do Indii. Trendy światowe wskazują zapotrzebowanie na sporty gali z prążkowanym rumieńcem. Taki owoc akceptowany jest na wszystkich światowych rynkach.

„We współczesnym świecie następuje gwałtowny rozwój hodowli jabłek. Konsumentom zależy na smaku, teksturze, wyglądzie i zdrowotnych cechach produktu, a kluczowym czynnikiem wciąż pozostaje jakość. Odmiany klubowe, które nie spełniają tych wysokich standardów, mogą mieć trudności na rynku” – dodaje Paulina Kopeć.

Przyszłość eksportu – odmiany klubowe i funkcjonalne

Na światowym rynku dostępnych jest coraz więcej odmian klubowych, które dają szanse konsumentom na wypróbowanie nowych, unikatowych smaków. Producenci z zagranicy stawiają również na odmiany funkcjonalne m.in. w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Rozwijane są  odmiany jabłka, o dłuższym okresie przydatności do spożycia, które wpisują się w ekologiczny trend niemarnowania żywności. Coraz ważniejsza staje się jakość oraz atrakcyjny wygląd na półce sklepowej, gdzie jabłka konkurują z coraz większą gamą owoców egzotycznych.

Na rynku funkcjonują setki inicjatyw badawczo-rozwojowych, pracujących nad stworzeniem nowych odmian owoców. Wiele z nich wykazuje się potencjałem do wytworzenia istotnej zmiany w krajobrazie hodowli jabłek w UE, a nawet na całym świecie. Wśród tych projektów dużą rolę odgrywają odmiany klubowe – ekskluzywne odmiany jabłek, które są kontrolowane przez określone kluby hodowlane. Przynoszą one wiele korzyści, zarówno dla hodowców, jak i dla konsumentów. Dla hodowców odmiany klubowe oznaczają wyższe zyski, dzięki swojej unikalności i możliwości kontrolowania podaży. Dla konsumentów te odmiany oferują szereg różnych smaków, tekstur i innych cech, które mogą przyciągać różne grupy docelowe.

Obecnie na świecie działa około 100 inicjatyw związanych z hodowlą jabłek, skupiających się na rozwoju nowych odmian. Nowości obejmują m.in.: odmiany odporne na parch (scab), żółte alternatywy dla Golden Delicious, odmiany o wysokim zabarwieniu dla ciepłych klimatów i intensywnych zmian pogody, odmiany hodowane specjalnie jako mini przekąski, odmiany dziecięce oraz odmiany o wyjątkowej teksturze lub smaku. W programach rozwoju gatunków jabłek znajdziemy również odmiany o czerwonym miąższu, odmiany supersłodkie, odmiany hipoalergiczne, odmiany dla diabetyków lub dla osób z nietolerancją fruktozy, oraz bezpestkowe.

Przygotowanie jabłek do eksportu na dalekie rynki

Aby budować silną markę polskich jabłek na nowych rynkach, niezbędna jest ich wysoka, powtarzalna jakość. Etapem, na którym w wielu przypadkach tracona jest szansa na daleką wysyłkę jabłek, jest moment ich zbioru. Często jest tak, że na zbiór owoców danej odmiany, sadownicy mają nie więcej niż kilka dni. Po tym czasie następują nieodwracalne zmiany fizjologiczne w owocach, w tym autokatalityczna produkcja etylenu, czyli hormonu starzenia.

Zbyt późny zbiór to nie tylko postępujący spadek jędrności miąższu, ale również możliwość wystąpienia zarówno chorób pochodzenia fizjologicznego, jak i grzybowego podczas transportu czy dystrybucji owoców w krajach docelowych. Jabłka zerwane zbyt późno są podatne na występowanie rozpadów czy oparzelizny starczej. Oczywiście objawy jakichkolwiek uszkodzeń, czy chorób dyskwalifikują takie owoce z obrotu.

Należy również zwrócić uwagę, że warunki obrotu towarów na dalekich rynkach znacznie odbiegają od warunków europejskich, gdyż owoce są dystrybuowane przy znacznie wyższych temperaturach. Owoce nie mogą mieć żadnych objawów chorób związanych z ich nadmierną dojrzałością. Dlatego tak trudnym jest wyprodukowanie owoców spełniających wszystkie kryteria jabłek o potencjale eksportowym na daleki rynki.

Importerzy z krajów Afryki czy Azji oczekują owoców wysokiej jakości nie tylko w momencie ich załadunku w Polsce, ale przede wszystkim podczas ich obrotu handlowego w kraju docelowym. Często jest tak, że w momencie zbiorów polskie jabłka cechuje jędrność na tym poziomie, na jakim powinny być one podane w krajach docelowych i ten trend powinien ulec zmianie.

„W przygotowaniu jabłek do eksportu należy zadbać o wysoką jakość produktu finalnego. Można to osiągnąć na przykład poprzez następujące działania: intensywny program nawożenia do owocowego wapniem, optymalny termin zbioru, zastosowanie preparatu Harvista 1.3 SC, traktowanie po zbiorcze jabłek 1-MCP oraz zastosowanie dodatkowej ochrony np. SmartFresh ProTabs, zabezpieczenie owoców przed gniciem oraz przygotowanie ich do wysyłki i transport w specjalnych workach modyfikujących atmosferę – worki typu MAP z wykorzystaniem saszetek pochłaniających etylen” – komentuje Łukasz Widłak z AgroFresh.

To tylko niektóre działania, które można wdrożyć, aby być pewnym jakości jabłek, nie tylko w momencie sortowania i pakowania w Polsce, ale również po wielotygodniowym transporcie kontenerowym w obrocie detalicznym przy wysokich temperaturach zewnętrznych w kraju docelowym.

„Bez wykorzystania nowych technologii w zakresie traktowania owoców przed i po zbiorach nie można uzyskać oczekiwanych przez odbiorcę parametrów jakościowych” – dodaje Widłak.

Przedsiębiorczy naukowiec – kluczowe ogniwo w łańcuchu polskiej gospodarki

Światowej klasy nauka to szansa na światowy biznes. Polscy uczeni należą w wielu dziedzinach do globalnej elity, a opracowywane w krajowych laboratoriach technologie budzą zainteresowanie największych globalnych graczy. Mimo to współpraca polskich naukowców z polskim biznesem nadal jest ograniczona.

Badania i rozwój są podstawą każdej nowoczesnej gospodarki. Według opublikowanego w lutym opracowania Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej, pod względem wydatków na B+R Polska do niedawna była w europejskim ogonie. W latach 2008-2020 doszło w Polsce do znaczącego zwiększenia nakładów na badania. Nadal jednak pozostajemy w tyle nie tylko za zachodnią Europą, ale i za Czechami czy Węgrami[1]. Polscy naukowcy widzą w ścisłej współpracy z biznesem szansę na szybki rozwój polskiej nauki.

Naukowiec do współpracy z biznesem wnosi przede wszystkim szerokie, spojrzenie na daną problematykę, pod innym niż dotychczas kątem. Jest w stanie opracowywać innowacyjne rozwiązania, które dają oszczędności i zupełnie nowe perspektywy – tłumaczy prof. dr hab. Wojciech Knap, dyrektor Międzynarodowej Agendy Badawczej CENTERA, ośrodka rozwijającego nowoczesne technologie terahercowe. – Z kolei biznes potrafi rozpoznawać rynek, analizować ryzyko, rozumie, ile można potencjalnie zarobić i jakie rozwiązania są potrzebne. Tylko sprzężenie tych umiejętności jest drogą naprzód – dodaje naukowiec.

Ośrodek CENTERA powstał dzięki Funduszom Europejskim z Programu Inteligentny Rozwój (POIR) przyznanym przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej (FNP) w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB). Jest jednym z 14 centrów doskonałości, które powstały w Polsce w ramach programu MAB.

Profesor Knap to jeden z czołowych badaczy tzw. promieniowania terahercowego – fal o wysokiej częstotliwości, mieszczących się między mikrofalami a promieniowaniem podczerwonym. Stworzony przez niego ośrodek pracuje nad rozwiązaniami, które mogą znaleźć zastosowanie w telekomunikacji, bezpieczeństwie czy produkcji przemysłowej.

Najprościej wytłumaczyć to na bazie bezprzewodowej komunikacji. Telefony, z których dziś korzystamy, działają na falach o częstotliwości kilku gigaherców. Ta częstotliwość ogranicza jednak to, jak szybko możemy przesyłać dane. Aby przesyłać je na przykład tysiąc razy szybciej, musimy odpowiednio zwiększyć częstotliwość, a to oznacza, że w przyszłości, żeby istotnie zwiększyć szybkość przesyłania danych, będziemy w komunikacji musieli korzystać właśnie z fal terahercowych – tłumaczy badacz. – Inną ciekawą właściwością fal terahercowych jest to, że przechodzą one łatwo przez różne materiały. To pozwala identyfikować niewidoczne gołym okiem obiekty, na przykład ukryte pod koszulą czy w kopercie. Pozwala też na tzw. non-destructive testing, czyli testowanie produktów bez ich uszkadzania czy niszczenia. Możemy wyszukiwać defekty w żywności, plastikach czy drewnie.

Kierowana przez prof. Knapa CENTERA zatrudnia dziś około 60 pracowników. Na koncie ma już zarówno liczne patenty, jak i współpracę z wielkimi, międzynarodowymi koncernami. Sam prof. Knap, wraz ze współpracującymi z nim prof. Tomaszem Skotnickim, prof. Markiem Potemskim i prof. Sergeyem Ganichevem, został w marcu tego roku umieszczony na przygotowywanej przez Uniwersytet Stanforda, wydawnictwo Elsevier i firmę SciTech Strategies liście najczęściej cytowanych na świecie uczonych.

Mamy już partnerów biznesowych w dziedzinie non-destructive testing. Współpracujemy m.in. z Huawei Germany. Jest ono zainteresowane zarówno zastosowaniami technologii terahercowych w testowaniu produktów, jak i w telekomunikacji – podkreśla prof. Knap.
– Przychodzą do nas największe światowe firmy, takie jak Huawei, ale polskie nas często nie doceniają. Początkowo obiecująca współpraca z branżą paliwową nad technologiami pozwalającymi oceniać jakość paliwa ciekłego lub wodorowego ugrzęzła na przykład w miejscu. Jednym z wyjątków jest VIGO Photonics, które chce z nami współpracować nad przyszłymi projektami. Mamy więc światło w tunelu.

Zdaniem profesora Knapa podstawowym problemem jest fakt, że polskie firmy w większości nadal nie dorobiły się własnych działów badawczo-rozwojowych z prawdziwego zdarzenia. Znajduje to odzwierciedlenie w danych statystycznych. Ze zrealizowanego przez Eurostat badania Community Innovation Survey wynika, że zaledwie 5 proc. polskich przedsiębiorców podejmowało współpracę badawczo-rozwojową (w porównaniu do 10 proc. w Niemczech i 18 proc. w Danii). Zaledwie 2,5 proc. polskich przedsiębiorstw badanych przez Eurostat zadeklarowało ubieganie się w latach 2016–2018 o patent.

Brakuje świadomości, że w Europie można odnieść sukces tylko, jeżeli robi się produkty o bardzo dużej wartości dodanej, produkty zaawansowane technologicznie, które trudno jest dogonić konkurencji np. z Azji. Nie ma trendu inwestycji w innowacje – przekonuje naukowiec. – Polski biznes nie patrzy jeszcze przyszłościowo, nie ma zasobów pozwalających na działanie w perspektywie 10 letniej, zamiast tego tworzy plany na 3-4 lata naprzód. Tylko nieliczni odważają się rozwijać technologię, która profity będzie dawała za 5 czy 7 lat.

Są jednak wyjątki. Poza wspomnianym VIGO Photonics, zespół prof. Knapa współpracuje z polską firmą SMARTTECH3D opracowującą technologie, które pozwolą przetworzyć skany np. części przemysłowych wykonane w 3D na precyzyjne rysunki techniczne. Dzięki technologii terahercowej takie rysunki mogą zawierać także elementy ich wewnętrznej struktury. Współzałożona 20 lat temu przez prof. Knapa firma Teracalis tworzy też we własnym zakresie roboty, które na bieżąco analizują na linii produkcyjnej plastikowe rury wykorzystywane do transportu ropy, poszukując słabości w ich strukturze.

Współpracę między nauką a biznesem wspierać mają działania podejmowane m.in. przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Ta pozarządowa organizacja finansująca badania naukowe ogłosiła w kwietniu, że planuje realizować w nowej perspektywie funduszy UE nowe inicjatywy, takie jak Międzynarodowe Agendy Badawcze, PRIME, Proof of Concept i TEAM-NET, w ramach których naukowcy opracowujący rozwiązania możliwe do zastosowania w gospodarce, mogą starać się o wysokie granty.

Potencjał polskiej nauki jest bowiem ogromny i w znacznym stopniu wciąż niewystarczająco wykorzystany w gospodarce. Polscy badacze należą do światowej czołówki w dziedzinach takich, jak technologie kwantowe czy zaawansowane badania biochemiczne, które w najbliższych latach mogą przełożyć się globalnie na nowe usługi i technologie potencjalnie warte miliardy dolarów.

[1] https://oees.pl/wp-content/uploads/2023/02/Wspolpraca-uczelni-z-biznesem_07.02.2023.pdf

Santander Consumer Bank: Polacy coraz częściej odczuwają wypalenie zawodowe

Aż 35 proc. pracujących Polaków zgłasza, że odczuwa znużenie i wykończenie po pracy kilka razy w tygodniu. Ponadto co piąty respondent doświadcza tych uczuć jeszcze przed jej rozpoczęciem (19 proc.) – wynika z raportu Benefit Systems „Zmęczeni, obojętni, niezaangażowani. Postpandemiczne potrzeby pracowników”. Takie reakcje mogą świadczyć o wypaleniu zawodowym, które dotyka coraz więcej z nas. Jak można zapobiegać tej sytuacji? Wyjaśnia ekspert Santander Consumer Banku.

Jak wynika ze statystyk Eurostatu, należymy do jednych z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. W 2022 roku statystyczny Polak na etacie poświęcał na swoje obowiązki służbowe średnio 41,3 godziny w tygodniu. Wysokie tempo pracy i presja czasu sprawiają, że coraz więcej pracowników nie wytrzymuje obciążenia. Zjawisko to można zaobserwować również wśród najmłodszych  zatrudnionych, którzy – w porównaniu do starszych kolegów – są bardziej skłonni do podjęcia radykalnych kroków. Według badania „Workmonitor 2023” Randstad aż 58 proc. respondentów z pokolenia Z deklaruje, że odeszłoby z pracy, która uniemożliwia im cieszenie się życiem. Jak można przeciwdziałać tej sytuacji? Kluczem jest zadbanie o dobrostan pracowników, czyli podjęcia działań, które w pozytywny sposób wpłyną na ich samopoczucie. Według ekspertki Santander Consumer Banku, działania w tym obszarze warto zacząć od przeprowadzenia anonimowego badania, które zmierzy obecny poziom well-beingu zatrudnionych i sprawdzi, jaki wpływ ma na niego atmosfera panująca w firmie.

Wyniki takich ankiet w naszym banku stały się podstawą kilku inicjatyw realizowanych pod hasłem „Różni, ale równi” – komentuje Ewa Kosmowska z Santander Consumer Banku. – Jedną z najważniejszych było zdefiniowanie zachowań niepożądanych i rozbudowanie narzędzi do ich eliminacji. W tym celu powołaliśmy tzw. ambasadorów dobrych relacji. Tę rolę pełni obecnie kilka pracownic banku, które wzbudzają największe zaufanie kolegów i koleżanek po fachu, i zostały wybrane na podstawie ich głosów. Ich rolą jest udzielenie wsparcia, wysłuchanie i rozmowa nacelowana na rozpoznanie źródła problemu i wypracowanie komfortowego rozwiązania dla osoby, która zetknęła się z niepożądanym zachowaniem. Przeszkoliliśmy również naszych menadżerów w zakresie rozpoznawania ukrytych konfliktów i wyposażyliśmy ich w wiedzę na temat sposobów ich rozwiązywania.

Na pierwszym miejscu edukacja

Ważną rolę w budowaniu dobrostanu zespołów odgrywa także szeroko pojęta edukacja pracowników. Dotyczy ona zarówno sposobu reagowania na zachowania, które ochładzają i utrudniają relacje w zespole, zasad prostej i efektywnej komunikacji, jak i działań prowadzących do rozwoju zawodowego np. oferowania zatrudnionym szkoleń prowadzonych przez ekspertów w swojej dziedzinie. Warto poświęcić również więcej uwagi edukacji liderów, czyli osób zarządzających pracą innych, w tym na zwiększanie świadomości w zakresie wpływu ich działań na środowisko w firmie i na zewnątrz.

Nieustannie kształcimy naszych pracowników w różnych obszarach. Wyposażamy ich w wiedzę, która ma na celu budowę i rozwój dobrych relacji, ale również dajemy możliwości rozwoju – mówi Ewa Kosmowska z Santander Consumer Banku. – W tym celu organizujemy m.in. strefę wymiany wiedzy, gdzie pracownicy w roli trenerów wewnętrznych prowadzą szkolenia wewnętrzne dla innych zatrudnionych. Ponadto udostępniamy platformę e-learningową Dojo z bogatą ofertą kursów i webinarów. W banku działa również program mentoringowy, który odbywa się w cyklach rocznych. Rolę mentora pełnią w nim dyrektorzy, członkowie zarządu i eksperci w różnych dziedzinach, którzy dzielą się wiedzą z mentees w formule 1:1. Kładziemy też nacisk na wzmacnianie kompetencji osób na czele teamów. W tym celu stworzyliśmy program „Zwinny lider”, który jest nastawiony na przywództwo oparte na wartościach, godzenie potrzeb ludzi z wymogami organizacji i unikanie hierarchizacji na rzecz pracy zespołowej.

Rozwój to nie wszystko

Wsparcie w kształtowaniu dobrego i zdrowego stylu życia polega również na zapewnieniu pracownikom jak najlepszych warunków pracy. Tam, gdzie jest to możliwe, warto wprowadzić nowoczesne rozwiązania takie jak np. opcja pracy zdalnej lub hybrydowej i elastyczne podejście do godzin pracy tak, aby każdy mógł spokojnie połączyć je ze swoim życiem prywatnym. W przypadku pracy stacjonarnej bądź hybrydowej, warto zadbać o komfortowe strefy socjalne i miejsca do relaksu, gdzie zatrudnieni mogą oderwać się na chwilę od obowiązków zawodowych i dać umysłowi odpocząć. Można zadbać także o wyeliminowanie problemów związanych z dotarciem do biura np. poprzez zapewnienie parkingu dla samochodów i rowerów, szatni do odświeżenia się dla rowerzystów czy nawet możliwości ładowania pojazdu elektrycznego. Z kolei pracownikom zdalnym można zaproponować np. budżet na doposażenie domowego biura.

– Warto pomyśleć także o udostępnieniu pracownikom opcji skorzystania z pomocy psychologicznej – dodaje Ewa Kosmowska z Santander Consumer Banku. – W Santander Consumer Banku działa specjalna infolinia, dzięki której każdy zatrudniony może porozmawiać z profesjonalistą i uzyskać wsparcie emocjonalne oraz pomoc w trudnej sytuacji. Podobne działania są szczególnie ważne po okresie lockdownu, izolacji i niepokoju, w którym żyliśmy przez ostatnie lata w związku z pandemią koronawirusa.

Nowa definicja sukcesu zawarta w „Karcie na rzecz Dobrostanu” wydanej przez WHO określa powodzenie w biznesie jako realizację polityki związanej z tworzeniem środowiska przyjaznego dla ludzi i planety. Warto mieć to na uwadze i dbać o dobrostan swoich zespołów poprzez bieżące monitorowanie i reagowanie na zgłaszane przez nich potrzeby. Zadowoleni pracownicy są bardziej zmotywowani, zaangażowani i efektywni, co przekłada się na dobre wyniki firmy, zmniejsza rotację i zwiększa szansę na przyciągnięcie do niej nowych talentów.

Podwyżka płacy minimalnej w 2024 roku: szansa czy zagrożenie dla polskiej gospodarki?

  • W 2024 r. czeka nas podwyżka płacy minimalnej sięgająca w skali roku aż 700 zł (prawie 20%).
  • Podwyżka ta może w sposób bardzo istotny dotknąć najmniejsze przedsiębiorstwa, szczególnie te, które działają w mniejszych i mniej zamożnych miastach.
  • W świetle powyższego rozważyć należałoby regionalizację minimalnych wynagrodzeń – w oparciu o obiektywne kryteria, takie jak np. poziom przeciętnego wynagrodzenia na danym obszarze.
  • ZPP wskazuje także na konieczność zmian w sposobie wynagrodzenia pracowników w sektorze publicznym, przy jednoczesnej rewizji etatyzacji. Ich wynagrodzenia już dawno nie pokrywają się z warunkami rynkowymi. Dlatego proponujemy zmianę „mnożników kwoty bazowej”, w taki sposób, aby zapewnić pracownikom niższego i średniego szczebla rynkowe wynagrodzenie bez konieczności dokonywania znaczących zmian w samej kwocie bazowej.

Jak co roku, temat wynagrodzeń minimalnych w 2024 r. wywołał liczne kontrowersje. Propozycja rządowa oparta na algorytmach bazujących przede wszystkim na inflacji przewiduje, że od 1 stycznia minimalne wynagrodzenie ma wynosić 4242 zł, a od 1 lipca 2024 r. 4300 zł. Podejście takie, z uwagi na brak porozumienia w Radzie Dialogu Społecznego, zgodne jest z przepisami ustawy z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę.

Minimalne wynagrodzenie, a sytuacja polskiej gospodarki

Powstaje pytanie, czy blisko 20% podwyżka minimalnego wynagrodzenia w skali roku nie wpłynie negatywnie na kondycję polskiej gospodarki? Od dnia dzisiejszego do lipca przyszłego roku wynagrodzenie minimalne wzroście bowiem aż o 700 zł. Pensja minimalna powinna być przecież wynikiem ważenia uzasadnionych potrzeb pracowników oraz możliwości pracodawców. Przyjrzyjmy się kilku liczbom. Prognozowane przeciętne wynagrodzenie w 2024 r. to 7794 zł, a zatem relacja minimalnego wynagrodzenia do przeciętnego wynosić będzie ponad 55%. Oczywiście prognozy są niepewne i faktyczne przeciętne wynagrodzenie może być wyższe, ale wahania nie będą raczej znaczące. Sprawdźmy kolejny wskaźnik – inflację, która w czerwcu 2023 r. wyniosła 11,5%. Zgodnie z prognozą NBP inflacja w 2023 r. powinna wynieść 11,9%, zaś w 2024 między 3,7% a 6,8% (prawdopodobnie około 5,2%)[1]. Inflacja będzie zatem znacznie niższa niż podwyżka minimalnego wynagrodzenia. Kolejny wskaźnik, przeciętne wynagrodzenie, które w maju było wyższe o 12,2% niż w roku ubiegłym. Zatem przeciętne wynagrodzenie również rośnie wolniej niż zapowiadana podwyżka minimalnego wynagrodzenia. Kolejny wskaźnik – wzrost PKB, w tym przypadku prognozy na 2023 r. wskazują na wzrost na poziomie poniżej 1% (np. Komisja Europejska szacuje wzrost PKB Polski na poziomie 0,7%[2]). Oznacza to, że wynagrodzenia rosną również szybciej, niż cała nasza gospodarka. Wreszcie, jak wynika z samych analiz rządowych podwyżka minimalnego wynagrodzenia to realny koszt dla przedsiębiorców wynoszący aż 35,5 miliardów złotych. Te pieniądze w dużej mierze zasilą państwo w postaci podatków i składek na ubezpieczenia społeczne.

Jak w praktyce wpłynie to na polskich przedsiębiorców? Dla wielu będzie to ciężar nie do udźwignięcia. Szczególnie dla tych, którzy funkcjonują w mniej zamożnych regionach kraju. Będzie to oznaczać konieczność zamknięcia działalności przez liczne przedsiębiorstwa z powodu wzrostu kosztów. Inni będą starali się przerzucić te koszty na ceny produktów i usług, co w konsekwencji odczujemy wszyscy w postaci inflacji. Wzrost kosztów prowadzenia działalności zmusić może wiele firm do działania sprzecznego z przepisami. Przedsiębiorcy mając w alternatywie zamknięcie swojej działalności mogą przechodzić do szarej strefy. Zaczną pojawiać się na naszym rynku sytuacje, gdzie większość pracowników będzie zarabiać najniższą krajową, a niektórzy z nich będą otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie „pod stołem”. Może dochodzić także do prób odchodzenia od standardowych umów o pracę na rzecz innych form współpracy w celu uzyskania oszczędności.

Minimalne wynagrodzenie w przyszłości

W związku z koniecznością wdrożenia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2041 w sprawie adekwatnych wynagrodzeń minimalnych w Unii Europejskiej (zwanej dalej „Dyrektywą”) oraz z uwagi konieczność zapewnienia przewidywalności wynagrodzeń na polskim rynku, konieczne wydaje się pilne podjęcie prac legislacyjnych zmierzających do zmiany przepisów dotyczących ustalania minimalnego wynagrodzenia. Poniżej prezentujemy postulaty w tym zakresie.

Regionalizacja minimalnych wynagrodzeń

Całkowicie inne realia gospodarcze są w Warszawie, a zupełnie inne w niewielkim mieście powiatowym. Dlatego należałoby rozważyć rozróżnienie wysokości minimalnego wynagrodzenia w zależności od regionu. W najbardziej zamożnych regionach państwa podwyżka minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku do 4300 zł dotknie najmniejszych przedsiębiorców działających na granicy zysku, doprowadzi do „spłaszczenia” krzywej wynagrodzeń i może stanowić czynnik zmniejszający motywację do podnoszenia kompetencji wśród pracowników, jednak mimo wszystko skutki gospodarcze w tym zakresie będą znacznie mniejsze niż dla firm działających w małych miastach województwa podlaskiego, czy kujawsko-pomorskiego. Dla tych podmiotów tak skokowy wzrost kosztów działalności może być ciężarem nie do udźwignięcia. Również zupełnie inna jest sytuacja samych pracowników zarabiających najniższe wynagrodzenie w małej miejscowości, a inna w jednym z największych miast Polski, gdzie koszty życia są znacząco wyższe.

Wysokość minimalnego wynagrodzenia powinna być oparta na obiektywnych przesłankach zgodnych z Dyrektywą

Dyrektywa wskazuje wprost propozycje dotyczące standardów określania minimalnego wynagrodzenia. Dwie ze wskazanych metod dotyczą 50% przeciętnego wynagrodzenia oraz 60% mediany wynagrodzeń. Są to cele, do których należy zmierzać i z pewnością stanowią podpowiedź ze strony UE, w jakim kierunku można podążyć ustalając kryteria. W związku z powyższym zasadnym wydaje się wykorzystanie metod wprost wskazanych w Dyrektywie. Każdego roku można obliczać zarówno 50% przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia w przyszłym roku, jak i 60% mediany wynagrodzeń. Wyższa z tych kwot powinna obowiązywać w regionach zamożniejszych, a niższa w pozostałej części kraju. Jednocześnie, jeśli wyliczone w ten sposób kwoty wskazywałyby na konieczność obniżenia wynagrodzenia minimalnego w kolejnym roku, minimalne wynagrodzenie powinno pozostać bez zmian.

Z pewnością problemem w tym zakresie może okazać się pozyskiwanie danych z rynku przez GUS. Konieczne byłoby wprowadzenie nowych rozwiązań dotyczących gromadzenia i publikowania danych równocześnie z wdrożeniem zmian prawnych dotyczących ustalania wysokości minimalnego wynagrodzenia. Problemem może być np. mediana wynagrodzeń, która obecnie jest publikowana przez GUS raz na dwa lata.

Wynagrodzenia w sektorze publicznym

Obecna sytuacja gospodarcza w większości podmiotów działających w sektorze publicznym uniemożliwia zatrudnienie odpowiedniej ilości wykwalifikowanych kadr i zapewnienie im godnego wynagrodzenia. Od dawna płace w tych jednostkach oddalają się od warunków rynkowych. Stwarza to ryzyko spadku jakości usług publicznych i powstania w niedalekiej przyszłości poważnych braków kadrowych zarówno w niewielkich urzędach gmin, jak i w ministerstwach.

ZPP zauważa, że proponowana w 2023 r. podwyżka wynagrodzeń wiążąca się ze zmianą „kwoty bazowej” jest niewystarczająca. Jednocześnie zgadzamy się z argumentem podnoszonym przez Ministerstwo Finansów, że podwyżka kwoty bazowej skutkuje zwiększeniem różnic między najlepiej i najmniej zarabiającymi osobami w sektorze publicznym. Dlatego uważamy, że konieczne jest podjęcie prac legislacyjnych polegających na dokonaniu zmian w szeregu ustaw tak zwanych „mnożników kwoty bazowej” dla poszczególnych stanowisk pracy, w ten sposób, aby pracownicy niższego i średniego szczebla mogli liczyć na wynagrodzenie konkurencyjne z rynkowym bez konieczności dokonywania znaczących zmian w samej „kwocie bazowej”.

Obecnie funkcjonujące „mnożniki kwoty bazowej” powodują, że praca w sektorze publicznym przestała być atrakcyjna. Jeszcze do niedawna dodatkowym argumentem za jej podjęciem była „stabilność zatrudnienia”, ale obecnie, w sytuacji gdy bezrobocie w Polsce jest rekordowo niskie, a w większości firm brakuje „rąk do pracy”, argument ten przestaje mieć znaczenie. Dochodzi nawet do absurdów, gdy pracownikom którzy muszą spełnić liczne kryteria dotyczące wykształcenia, doświadczenia zawodowego czy znajomości języków, którzy muszą „wygrać” konkurs na stanowisko w urzędzie, oferuje się wynagrodzenie niższe niż przy wykonywaniu tak zwanych „prac prostych” w sektorze prywatnym.

Jednocześnie wskazujemy, że w ślad za dokonaniem zmian powinno iść odpowiednie zwiększenie finansowania poszczególnych jednostek sektora finansów publicznych (zarówno finansowanych z budżetu państwa, jak i z budżetów samorządowych).

Podsumowanie

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wskazuje, że regionalizacja wynagrodzeń minimalnych pozwoli obniżyć ryzyko negatywnych zjawisk w polskiej gospodarce, takich jak zbyt wysoki wzrost kosztów działalności przedsiębiorstw w mniej zamożnych regionach kraju, czy rozszerzanie się szarej strefy. Pośrednio wpłynąć może także na lepszy rozwój gospodarczy słabszych ekonomicznie regionów kraju oraz zmniejszenie procesu migracji wewnętrznej spowodowanej brakiem perspektyw zatrudnienia w mniejszych miejscowościach.

Ponadto z całą pewnością coraz większym problemem są wynagrodzenia pracowników w sektorze publicznym, który stał się mało atrakcyjną ścieżką kariery zawodowej. Skutkuje to stale zmniejszającą się jakością usług publicznych, co dotyka zarówno przedsiębiorców, jak i wszystkich innych obywateli. Dlatego też koniecznym wydaje się wprowadzenie zmian w tak zwanych „mnożnikach kwoty bazowej” co umożliwi zwiększenie wynagrodzeń pracowników niższego i średniego szczebla bez konieczności znaczącego podnoszenia wysokości samej kwoty bazowej.

Bezpieczny Kredyt wsparł ożywienie, ale sprzedający nie spodziewają się długotrwałych wzrostów

II kwartał 2023 roku upłynął pod znakiem ożywienia związanego m.in. z przygotowaniami zarówno po stronie sprzedających, jak i kupujących do programu Bezpieczny Kredyt 2%. Jednak zatrzymanie wzrostu cen ziemi, pomimo podwyżek cen wszystkich typów nieruchomości, wskazuje, że sprzedający nie spodziewają się długotrwałego wzrostu popytu. Z kolei spadek cen najmu popularnych mieszkań do 40 mkw. może sygnalizować nadpodaż ofert w tym segmencie, która w kolejnych miesiącach może przełożyć się na spadek sprzedaży – oceniają autorzy najnowszego Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight.

W II kwartale tego roku średnie ceny ofertowe mieszkań podniosły się o 3% kw/kw. Warto jednak zauważyć, że w ujęciu rocznym ich tempo wzrostu nadal nie dorównywało wzrostowi cen konsumpcyjnych (13% w II kwartale roku) i było równe 6,5%.

Zapowiedź wprowadzenia systemu dopłat do kredytów wzmocniła ożywienie na rynku i wpłynęła na wzrost cen, jednak nie była jedynym czynnikiem determinującym. Złagodzenie warunków udzielania kredytów hipotecznych przez KNF zwiększyło w pierwszym półroczu popyt ze strony klientów finansujących zakup kredytem. Z kolei utrzymujący się wysoki poziom inflacji sprawił, że osoby dysponujące nadwyżką finansową chętnie lokowały swoje oszczędności w nieruchomościach – komentuje dr Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.

Przy porównaniu rynku pierwotnego i wtórnego nadal szybciej rosły ceny lokali deweloperskich. W okresie od kwietnia do czerwca br. podrożały one o 3,5% w stosunku do I kwartału, podczas gdy mieszkania z rynku wtórnego – o 2,5%. Za tym wzrostem stoją z jednej strony wprowadzenia do oferty nowych, droższych mieszkań w atrakcyjnych inwestycyjnie lokalizacjach dużych miast. Z drugiej strony był to pośrednio efekt zapowiedzi programu Bezpieczny Kredyt 2%. Sprzedający, spodziewając się wzrostu popytu, podnosili ceny wcześniej już wystawionych lokali.

Bezpieczny Kredyt rozbudził nadzieje sprzedających domy

Nadzieje sprzedających związane z rządowym programem dopłat do kredytów widoczne były także w segmencie domów na sprzedaż. W II kwartale br. w serwisie Otodom liczba ofert domów wolnostojących usytuowanych na działkach do 500 mkw. wzrosła o 18% w porównaniu do poprzedzającego kwartału, a tych z większym terenem o 14%. Eksperci zwracają uwagę, że to nietypowa sytuacja na rynku jak na tę porę roku.

Zazwyczaj szczyt ożywienia w sektorze domów na sprzedaż przypada na okres noworoczny. W tym roku najprawdopodobniej część sprzedawców zdecydowała się wystawić swoje nieruchomości na sprzedaż już teraz, spodziewając się, że korzystne warunki udzielenia dopłat w przypadku tego typu nieruchomości skuszą kupujących, którzy poszukują lokum większych rozmiarów – komentuje Karolina Klimaszewska, analityczka Otodom.

W II kwartale tego roku średni koszt powierzchni użytkowej domu na działce do 500 mkw. oscylował wokół 5800 zł, a usytuowanego na większym terenie – 5700 zł. Podwyżki nie ominęły też “szeregówek”, które po 2%  wzrostach kw/kw osiągnęły średnią cenę 6500 zł/mkw.

Brak chętnych na grunty?

Na rynku pojawia się coraz więcej ofert gruntów budowlanych i obecnie ich liczba jest najwyższa od 2020 roku. W II kwartale br. do sprzedaży trafiło o ponad 12% więcej działek budowlanych w porównaniu do poprzedzającego kwartału. Tak wysoki poziom podaży był jedną z przyczyn zatrzymania wzrostów cen ziemi.

Dodatkowym czynnikiem hamującym wzrost cen gruntów budowlanych są koszty budowy nieruchomości, rosnące szybciej niż inflacja. Niesprzyjające warunki rynkowe wyraźnie odstraszają inwestorów od budowy domów i segmentów z myślą o późniejszej sprzedaży – zaznacza Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.

Ciekawym zjawiskiem jest też to, że również osoby planujące budowę domu na własny użytek wstrzymują się z decyzją o zakupie gruntu. W ich przypadku działka budowlana może być potraktowana jako wkład własny do kredytu w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%, zwiększając wartość jego limitu do 1 mln zł.

Nadpodaż małych mieszkań

W II kwartale tego roku oddano do użytkowania dużą pulę mieszkań zakupionych przez inwestorów w okresie boomu na rynku, czyli w latach 2020-2021. Znaczna ich część zasiliła rynek najmu. Najczęściej były to mieszkania o powierzchni nie przekraczającej 40 mkw., które cieszyły się dużą popularnością wśród najemców. Dane Otodom wskazują jednak, że w ciągu minionych trzech miesięcy ich nominalna cena najmu spadła o 1,1% kw/kw. A to może świadczyć o nadpodaży ofert najmu w tym segmencie rynku.

– Spadek cen najmu w przypadku mieszkań do 40 mkw. to istotna zmiana na rynku. Jeżeli w kolejnych miesiącach nadal się utrzyma, to możemy się spodziewać także obniżenia zainteresowania zakupem małych mieszkań zlokalizowanych w dużych ośrodkach miejskich przez detalicznych inwestorów  – podsumowuje dr Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.

Nastroje konsumenckie najwyższe od 2,5 roku

Lipiec przyniósł kolejny w tym roku wzrost wskaźnika nastrojów konsumenckich, który systematycznie zbliża się do dodatniego wyniku. Inflacja sprawiła, że mądre zarządzanie pieniędzmi stało się nawykiem polskich nabywców – część z nas przestała się obawiać, że nie poradzi sobie z rosnącymi wydatkami i presją cenową. Po raz pierwszy od roku wskaźnik wzrostu wynagrodzeń jest wyższy niż inflacja Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK– an NIQ company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w lipcu 2023 r. -3,4 i wzrósł o 3,3 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

W lipcu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej lekko wzrósł: średnia unijna wynosi -wobec -16,1 w czerwcu 2023 r.Nastroje konsumenckie

Według badań GfK – an NIQ company w lipcu 2023 r. swoją aktualną sytuację finansową Polacy oceniali lepiej niż jeszcze miesiąc wcześniej. Wynik, choć wciąż pozostaje na minusie, wzrósł aż o 8,3 jednostki m/m (wskaźnik -3 wobec -11,3 w czerwcu 2023 r.). W przyszłość konsumenci również spoglądali bardziej optymistycznie niż jeszcze miesiąc temu, co wpłynęło na wzrost wyniku o prawie 3 p.p. (średni wskaźnik wyniósł -1,6 wobec -4,5 w ubiegłym miesiącu).

Zauważalny jest lepszy wynik średniego wskaźnika w relacji I kw. – II kw., który zaczął intensywnie rosnąć począwszy od przełomu kwietnia i maja. Tym samym, choć odsetek osób, które w lipcu 2023 krytycznie patrzą w przyszłość jest względnie wysoki (-31,9), na przestrzeni sześciu miesięcy wynik ten zmalał o około 20 jednostek.

Równocześnie 34,5 proc. Polaków zbadanych przez GfK– an NIQ company spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia. Odnosząc się do czerwca 2023 r. wskaźnik ten spadł o 4 p.p. Od stycznia 2023 do lipca 2023 obawy związane z rynkiem pracy spadły aż o 20 jednostek. Jednocześnie już 52 proc. respondentów jest zdania, że ceny towarów i usług wciąż będą rosnąć, przy czym już  ponad 36 proc. uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.

– Stres związany z funkcjonowaniem w czasach post-pandemicznych maleje, a konsumenci pozwalają sobie na odpoczynek od ciągłej potrzeby bycia czujnym na wahania koniunkturalne i gospodarcze. W ostatnim czasie zmiany cen nie są tak drastyczne, jak jeszcze kilka miesięcy temu, gdy rosły niemal z dnia na dzień. To daje Polakom poczucie stabilizacji. Dodatkowo, w czasie utrzymywania się wysokiej inflacji, konsumenci zdobyli umiejętność bardziej oszczędnego dysponowania pieniędzmi, co przekłada się również na ich większe – niż choćby na początku roku – poczucie bezpieczeństwa finansowego. Również przekazy medialne zza wschodniej granicy są mniej regularne, a tym samym nie budzą permanentnego niepokoju – mówi Barbara Lewicka, Senior Director Marketing & Consumer Intelligence w GfK – an NIQ company. W jej opinii nie można pominąć faktu, że wakacyjne słońce, które można wykorzystać w sezonie urlopowym nie wyjeżdżając z kraju też wpływa na poprawę nastrojów – Szczególnie, że tegoroczny lipiec okazał się zaskakująco dobrym czasem dla osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw. Po raz pierwszy od roku wskaźnik wzrostu wynagrodzeń jest wyższy niż inflacja. A do tego konkretnie lipiec jest miesiącem podwyżek dla wielu. Kumulacja tych informacji sprawia, że wskaźnik wyraźnie zmierza w górę – dodaje ekspertka.

W lipcu 2023 r. ujemne nastroje konsumenckie dotyczyły dwóch z sześciu grup wiekowych wytypowanych przez GfK – an NIQ company. Dodatnie nastroje zaobserwowano u młodzieży w wieku 15-22 lata, gdzie wynik wyniósł 5,3. Ta grupa wiekowa ma również najwięcej nadziei na poprawę warunków finansowych i jakości życia w najbliższych 12 miesiącach. Wśród pozostałych dwudziesto-kilku latków wskaźnik wyniósł 1,8. Pomimo kolejnego miesiąca na plusie wynik spadł o 3,6 jednostki w porównaniu z czerwcem 2023 r. Na drugim biegunie znalazły się osoby w wieku emerytalnym z wynikiem -7,9, który, choć ponownie jest na minusie, wskazuje wzrost nastrojów aż o 10 p.p. w ujęciu m/m. W przypadku osób w grupie wiekowej 40-49 wskaźnik wzrósł o prawie półtorej jednostki (-5,2 wobec -6,6 w czerwcu 2023 r.). Badanie wskazuje, że osoby w tym wieku najgorzej oceniają kondycję ekonomiczną Polski. Nastroje konsumenckie pięćdziesięciolatków uległy polepszeniu o 6 jednostek (-5,5 wobec -11,5 w czerwcu 2023 r.), choć jednocześnie wskazują oni na największy spadek jakości życia w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

W porównaniu z czerwcem 2023 r., ponownie zmniejszyła się dysproporcja w nastrojach ze względu na poziom wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK– an NIQ company odnotowało wśród osób z wykształceniem podstawowym, które ponownie są na plusie (4,7 wobec 3,3 w czerwcu 2023 r.), zaś najgorsze u osób z wykształceniem średnim (-8,4).

W lipcu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Nastroje konsumenckie

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 7-14 lipca 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Globalworth sprzedaje biurowiec Warta Tower za ponad 63 mln euro

Globalworth, wiodący inwestor biurowy w Europie Środkowo-Wschodniej, podpisał umowę sprzedaży biurowca Warta Tower w Warszawie ze spółką należącą do platformy inwestycyjnej Cornerstone Investment Management. Wartość transakcji ustalono na ponad 63 mln euro.

Warta Tower to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i ikonicznych biurowców stolicy. Budynek zlokalizowany przy ulicy Chmielnej, w warszawskim centrum biznesowym, oferuje ponad 33.000 mkw.

„Finalizując transakcję sprzedaży budynku Warta Tower, osiągnęliśmy kolejny ważny cel
w realizacji naszej strategii. Osią naszej działalności jest dostarczanie nowoczesnej powierzchni biurowej, w budynkach wyróżniających się na tle konkurencji, które oferują najlepsze jakościowo środowisko pracy. Istotnym, pozytywnym elementem, wartym podkreślenia jest sprzedaż powyżej wartości księgowej oraz poprawa parametrów portfela nieruchomości pozostających w Grupie. Sprzedaż tak prestiżowego budynku, w topowej lokalizacji w Warszawie, jest dla nas dużym sukcesem z uwagi na perturbacje na rynku biurowym. Jednocześnie jestem przekonany, że doświadczony zespół po stronie Kupującego przeprowadzi przebudowę i ponowną komercjalizację z dużym sukcesem.”– mówi Łukasz Duczkowski, Head of Investments and Special Projects w Globalworth Poland.

„Cieszymy się, że sfinalizowaliśmy to przejęcie. Koncepcja rewitalizacji Warta Tower nie tylko dostarczy nowoczesnych rozwiązań zaprojektowanych według najnowszych standardów, ale także skoncentruje się na wprowadzeniu strategii ESG, która pozwoli nam stworzyć doskonałe miejsce na mapie biurowej Warszawy. Zakończenie modernizacji planowane jest na rok 2025. Zastosowane rozwiązania zaspokoją wymagania firm poszukujących nowych przestrzeni biurowych, będą efektywne kosztowo i spełniają również wysokie standardy zrównoważonego rozwoju, uzyskując wszystkie niezbędne certyfikaty. Nowi najemcy, którzy już ogłosili przeniesienie swojego biura do Warta Tower, są bardzo ciekawi zastosowanych rozwiązań i elementów ESG w budynku. Wczesne deklaracje firm pokazują, że ten projekt będzie bardzo silnym konkurentem na rynku biurowym.”  – komentuje Przemysław Pikus, Partner w Cornerstone Investment Management.

W procesie sprzedaży firmie Globalworth doradztwo prawne zapewniła kancelaria Rymarz Zdort, a finansowo-księgowe, Baker McKenzie. Kupujący był reprezentowany przez Dentons, Colliers Intermational, MDDP (wsparcie finansowo-księgowe) oraz Savills (wsparcie techniczne).

Warta Tower oferuje około 33,7 tys. mkw. powierzchni najmu, jednym z wyróżników budynku jest ciekawie zaprojektowane lobby. Konstrukcja umożliwia dowolną aranżację przestrzeni, a rozległe przeszklenia zapewniają doskonałe doświetlenie wnętrz naturalnym światłem. 21-piętrowy budynek zapewnia nowoczesne, komfortowe i elastyczne środowisko pracy. Najemcy mają do dyspozycji blisko 560 miejsc postojowych. Warta Tower jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków biurowych w Warszawie. Obiekt zlokalizowany jest przy ulicy Chmielnej, w pobliżu Alei Jerozolimskich – jednej z głównych arterii komunikacyjnych stolicy.

Odbudowa Ukrainy to ogromne wyzwanie, ale też szansa na rozwój gospodarczy

Trwająca wojna w Ukrainie spowodowała zniszczenia szacowane dziś nawet 749 mld USD. Specjaliści wskazują, że procesy odbudowy kraju mogą trwać ponad 10 lat. Duże znaczenie dla powodzenia będą mieć tu współprace i programy międzynarodowe, ale jest to też ogromna szansa dla polskich przedsiębiorstw.

Dotychczasowe straty zostały oszacowane przez Bank Światowy na 411 mld dolarów, co dwukrotnie przewyższa PKB Ukrainy z 2021 roku. Z kolei ostatnie wyliczenia podane poraz pierwszy przez stronę Ukraińską mówią o kwoocie prawie 750 mld dolarów. Jednak działania wojenne wciąż trwają, co sprawia, że z miesiąca na miesiąc szacowane straty stale rosną. Przyczyniają się do tego rozległe zniszczenia m.in. w infrastrukturze mieszkaniowej, drogowej i energetycznej, ale też straty przyrodnicze czy w przemyśle.

Największe straty na rynku mieszkaniowym

Do tej pory największe zniszczenia widoczne są na rynku mieszkaniowym. Jak podano jesienią 2022 roku, ponad 2,4 mln mieszkańców Ukrainy mieszkało w domach uszkodzonych lub zniszczonych w wyniku działań wojennych. Skalę zniszczeń pokazuje też jeden dzień z marca 2023 roku, gdy podczas ostrzału Zaporoża zostało zniszczonych lub uszkodzonych ponad 300 mieszkań. Każdego dnia podobna sytuacja dzieje się w wielu regionach kraju, zwłaszcza w regionach Wschodniej Ukrainy, zarówno w dużych miastach, mniejszych miejscowościach, jak i na wsiach.

Eksperci Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej wyliczają, że zaledwie po nieco ponad roku trwającej wojny największe zniszczenia dotknęły sektor mieszkalnictwa, a zniszczonych lub uszkodzonych zostało niemal 154 tys. domów i mieszkań. Prawie 88% tej liczby stanowi budownictwo jednorodzinne, a pozostałe 12% to bloki. Zgrubne szacunki wskazują, że największe straty dotyczą właśnie sektora mieszkaniowego i sięgają 54 mld dolarów. Tym samym przewyższają one straty w infrastrukturze (ponad 36 mld) i przemyśle (13 mld). Już dziś nakłady, które będzie trzeba przeznaczyć na odbudowę mieszkań i domów, są znaczące, a trwające działania wojenne powodują, że koszty dalej rosną.

Odbudowa Ukrainy będzie bardzo skomplikowanym projektem, zarówno od strony proceduralnej, jak i logistycznej. Musimy pamiętać, że będzie ona odbywać się jednocześnie na wielu płaszczyznach, chociaż głównym fundamentem będzie tu zatroszczenie się o podstawowe potrzeby mieszkańców i zapewnienie im dachu nad głową. Warto wspomnić też o koniecznych inwestycjach w odbudowę infrastruktury drogowej i energetycznej, sklepów, budynków administracji publicznej czy szkół, krótko mówiąc wszystkiego, co pozwoli przywrócić względną normalność na zniszczonych terenach – wyjaśnia Marcin Wróblewski, ekspert rynku ubezpieczeniowego, prezes zarządu exito Broker. – To właśnie w tych sektorach można się spodziewać pierwszych i najbardziej znaczących inwestycji zaraz po zakończeniu działań wojennych.

Cały świat gotowy do pomocy

Temat odbudowy Ukrainy znajduje się dziś wśród kluczowych wątków międyznarodowych dyskusji. Pierwsze znaczące rozmowy odbyły się w lipcu 2022 roku w Szwajcarii, gdzie dosżło do spotkania delegacji ponad 40 państw i m.in. Banku Światowego, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Kolejnym krokiem milowym były dyskusje doczone pod koniec października w Berlinie, gdzie komisja Europejska i sprawujace prezydencję w G7 Niemcy, organizowały konferencję skoncentrowaną na temacie odbudowy. Wśród kluczowych wątków znalazło się tam omówienie podstaw do stworzenia platformy darczyńców, za której pośrednictwem mógłby być koordynowany cały proces. Ostatnia konferencja mająca miejsce w Londynie pod koniec czerwca omawiała też bieżące potrzeby związane z odbudową, a Ukraina mówiła o zapotrzebowaniu rzędu 6 mld dolarów jedynie na przestrzeni najbliższych 12 miesięcy.

Aby cały proces mógł przebiegać pomyślnie, potrzebny jest etap wstępnych przygotowań. Dzięki stworzeniu klarownego planu odbudowy, wyznaczeniu priorytetów czy uwzględnieniu roli prywatnych inwestorów, proces będzie mógł być odpowiednio rozplanowany, a jego wdrażanie powinno być maksymalnie efektywne. Ponadto na poziomie międzynarodowym dyskutuje się o potrzebie opracowania odpowiednich narzędzi i instrumentów finansowych, które umożliwią firmom zagranicznym zaangażowanie się w pomoc w odbudowie na możliwie bezpiecznych warunkach.

Ogromna szansa dla Polski

Polska ma duże szanse, aby odegrać kluczową rolę w całym procesie odbudowy, nie tylko z uwagi na sąsiedztwo geograficzne, ale również dzięki wcześniejszym bogatym doświadczeniom współpracy i działaniu wielu firm na rynku ukraińskim – stwierdza Marcin Wróblewski z exito Broker. – Nie bez znaczenia pozostanie także doświadczenie nabyte podczas przekazywania i tranzytu środków pomocowych tuż po wybuchu konfliktu. Mamy szanse pełnić rolę koordynatora procesu, choć będzie to z pewnością wymagające zadanie. Trudno dziś wyobrazić sobie, żeby odbudowa Ukrainy odbyła się bez znaczącego udziału Polski, ale przed nami jeszcze wiele przygotowań.

Już dziś powstają inicjatywy mające za zadanie usystematyzować dotychczasową wiedzę i zgromadzić podmioty potencjalnie zainteresowane udziałem w tym przedsięwzięciu. W minionym roku powstał Katalog Polskich Spółek zainteresowanych odbudową Ukrainy przygotowany przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Do tej pory w katalogu zarejestrowało się ponad 2,1 tysiąca firm reprezentujących branże budowlaną, energetyczną, rolno-spożywczą, farmaceutyczną, IT i wiele innych.

Szczególnie ważne jest ostatnie ogłoszenie Ministra rozwoju i technologii, w którym wspomina o podpisanym porozumieniu, w ramach którego polscy przedsiębiorcy mają być preferowani w przetargach w Ukrainie.

Czy państwa wspomogą przedsiębiorców?

Sergiy Tsivkach, prezes UkraineInvest, ocenia, że w samych tylko latach 2023-2024 potrzebne będzie ok. 5 mld dolarów przeznaczonych na składkę za ubezpieczenie inwestycji od ryzyka wojny. To znacząca kwota, której prywatni ubezpieczyciele mogą nie być w stanie pokryćsamodzielnie. Duża odpowiedzialność i konieczność zaangażowania spoczywa więc na barkach międzynarodowych instytucji finansowych. M.in. z tego powodu procedowana jest nowelizacji ustawy o gwarantowanych przez Skarb Państwa kredytach eksportowych, która pozwoli finalnie na ubezpieczanie udziału polskich przedsiębiorstw w odbudowie Ukrainy i ich inwestycji.

Musimy pamiętać, że znaczącą rolę w całej odbudowie Ukrainy będą mieć prywatne podmioty z całego świata, a bez udziału prywatnego biznesu trudno mówić o wielkoskalowych inwestycjach w nowoczesne fabryki i biurowce, sieci energetyczne, przemysł czy w sektor mieszkaniowy – komentuje Marcin Wróblewski. – Jednocześnie obecność biznesu będzie podyktowana możliwością ochrony przed ryzykiem wojny. Tutaj widać przestrzeń, żeby gwarancje były w przyszłości udzielane na różne sposoby. Wydaje się też oczywiste, że za część ryzyka będą odpowiadać ubezpieczyciele komercyjni, ale też instytucje międzynarodowe.

Rynki akcji nie reagują na oczekiwane podwyżki stóp przez FED i ECB

Na rynkach akcji nie widać na razie jakiegoś przesadnego lęku przed oczekiwanymi w środę (FED) i czwartek (ECB) kolejnymi podwyżkami stóp o 0,25 pkt. proc. Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii przeważały zwyżki głównych indeksów, chociaż jednym z nielicznych wyjątków był japoński Nikkei 225, który spadł o 0,06 proc. Ok. godz. 9:35 kontrakty na S&P 500 wykazywały minimalną zmianę (+0,04 proc.). W Europie nieznacznie traciły DAX (-0,08 proc.) i CAC 40 (-0,06 proc.).

Na GPW WIG, WIG-20 i mWIG-40 osiągnęły we wtorek rano swe nowe cykliczne maksima (WIG-20 +0,24 proc. ok. godz. 9:40). Wśród składników mWIG-u 40 swój kolejny najwyższy w historii poziom osiągnęła cen akcji spółki ASBISc Enterprises, zaś najwyżej od roku był kurs akcji BNP Paribas Bank Polska.

Rentowność 10-letnich obligacji rządu Stanów Zjednoczonych znajdowała się dziś rano na najwyższym poziomie od 9 sesji. Jutro poznamy decyzję FED w sprawie stóp procentowych. Oczekiwana jest kolejna podwyżka wysokości podstawowych stóp procentowych 0,25 proc. Jeśli do niej dojdzie wysokość oprocentowania funduszy federalnych w USA osiągnie najwyższy poziom od 2001 roku (5,5 proc.). Rentowność 10-latek polskiego rządu wróciła powyżej poziomu 5,4 proc. Trwają dyskusje, czy wbrew opinii większości ekonomistów RPP we wrześniu dokonana „przedwyborczej” obniżki stóp procentowych.

Kurs EUR/USD po 5 sesjach spadku próbował się dziś rano odbijać w górę (+0,1 proc. ok. godz. 9:05). Niewielka była również zmiana kursu USD/JPY.

Nieznacznie umacniał się dziś ok. godz. 9:10 polski złoty (EUR/PLN -0,11 proc., USD/PLN -0,23 proc.)

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który od miesiąca walczył z poziomem oporu wyznaczanym przez jego szczyt z kwietnia br., wyłamał się w poniedziałek dół z tej konsolidacji ponad poziomem 29500 USD (-2,61 proc.) i znalazł się na najniższym poziomie od miesiąca. Dziś ok. godz. 9:05 zmiana kursu była kosmetyczna (-0,04 proc.). Ostatnie średnioterminowe cykle na wykresie kursu BTC/USD trwały kolejno 14, 15, 23, 20 i 18 tygodni. Od czerwcowe dołka kursu minęło na razie 7 tygodni.

Ceny kontraktów na ropę naftową kontynuują swój rozpoczęty prawie miesiąc temu marsz w górę. Zarówno kurs kontraktów na WTI na NYMEX-ie (+0,29 proc. ok. godz. 9:20) jak i cena kontraktów na ropę Brent na ICE (+0,22 proc.) osiągnęły dziś rano swe najwyższe poziomy od końca kwietnia. Po dwóch sesjach spadku odbijała dziś rano w górę cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Drożały metale (złoto +0,01 proc., srebro +0,45 proc., platyna +0,65 proc., pallad +1,18 proc., miedź +1 proc.). Taniały dziś rano na CBOT pszenica i soja, natomiast minimalny wzrost notowała na ICE cena kontraktu na bawełnę, która w miniony piątek osiągnęła najwyższy poziom od 1,5 miesiąca.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

S&P Global Ratings: Co należy obserwować w polskim sektorze bankowym w 2023 roku

  • Spodziewamy się, że gospodarka, ze szczególnym uwzględnieniem rynku pracy pozostanie stabilna mimo bliskości granicy z Ukrainą, gdzie ma miejsce konflikt zbrojny, a także wysokiej inflacji.
  • Spodziewamy się, że część banków dotkniętych kryzysem będzie zmuszona do utworzenia rezerw kapitałowych z tytułu kredytów hipotecznych denominowanych we frankach szwajcarskich.
  • Popyt na kredyty utrzymuje się na niskim poziomie, podczas gdy zbliżające się wybory parlamentarne niosą ze sobą ryzyko interwencji w sektor bankowy.

Kluczowe determinanty kredytowe:

– Koszty sądowe związane z kredytami hipotecznymi denominowanymi w obcych walutach wciąż pozostają istotnym źródłem ryzyka.  Mimo że nawet najbardziej zagrożone banki powinny być w stanie zaabsorbować te koszty, ryzyko może nadal zagrażać stabilności finansowej, jeśli bufor rentowności operacyjnej zmniejszy się lub jeśli orzeczenia sądowe wskażą na jeszcze wyższe koszty niż obecnie przewidujemy.

– Stabilność gospodarcza jest częściowo uzależniona od europejskiego popytu, taki stan rzeczy ma miejsce ze względu na zorientowaną na eksport polską gospodarkę. Spadek bezrobocia będący znacznie poniżej historycznych wartości minimalnych może wpłynąć na ceny nieruchomości i doprowadzić do gwałtownego wzrostu kosztów kredytu. Ponadto istnieje obawa o wypłatę niektórych unijnych funduszy, co w dłuższej perspektywie może negatywnie wpłynąć na wyniki gospodarcze.

– Ingerencja rządu stanowi pewne zagrożenie. Wybory parlamentarne, które będą miały miejsce w 2023 r. niosą ze sobą ryzyko kolejnych ingerencji w nadzwyczajnym trybie, jednak spodziewamy się, że banki mają siłę by zaabsorbować wszelkie dodatkowe koszty dzięki wysokiej rentowności operacyjnej.

Kluczowe założenia:

  • Spodziewamy się umiarkowanego wzrostu PKB w 2023 r. i coraz lepszych perspektyw w kolejnych latach. Perspektywy krajowego wzrostu gospodarczego na lata 2024-2025 wydają się optymistyczne i powinny opierać się na silniejszym wzroście gospodarczym kluczowych partnerów handlowych.
  • Oczekujemy, że obecna polityka pieniężna doprowadzi inflację do poziomu zbliżonego docelowemu pod koniec 2024 r. lub na początku 2025 r.

Co należy obserwować w ciągu kolejnego roku:

  • Decyzje sądów dotyczące kredytów hipotecznych w walutach obcych i skuteczność programów ugodowych. Postęp w zakresie ugód pozasądowych może być kosztowny, ale stopniowo poprawi stabilność.
  • Pozyskiwanie funduszy w celu spełnienia minimalnych wymagań dotyczących własnych środków i kwalifikowanych zobowiązań (MREL).
  • Jakość aktywów nadal może się osłabiać. Wysokie koszty finansowania będą nadal wpływać na jakość aktywów, zwłaszcza w przypadku kredytów konsumenckich bez zabezpieczenia i kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Paryż podnosi opłaty za parkowanie SUV-ów. Czy duże samochody znikną z miast?

Paryż podnosi opłaty za parkowanie SUV-ów. Czy duże samochody znikną z miast? Jaka jest przyszłość rynku? –  komentarz eksperta ds. motoryzacji w Capgemini Polska

Niedawno media obiegła informacja o tym, że władze Paryża planują podnieść opłaty za parkowanie dla kierowców SUV-ów. Podobne rozwiązanie wprowadził już Lyon, a w najbliższym czasie ma to zrobić również Grenoble. Czy ten trend rozszerzy się na inne kraje? Czy popyt na SUV-y i ich produkcja spadnie?

O przyszłości rynku automotive opowiada Piotr Maj, ekspert Capgemini Polska:

Biorąc pod uwagę otoczenie biznesowe nie sądzę, aby producenci SUV-ów mogli się martwić. W ostatnich latach tego typu samochody stały się modne. Klienci wybierają je z powodów estetycznych, ale też dlatego, że są wygodne: siedząc wysoko kierowca czuje się bezpieczniej, z samochodu jest łatwiej wyjść i wejść czy włożyć dziecko do fotelika. Nie wydaje mi się, aby zwiększone opłaty za parkowanie mogły ich do tego skutecznie zniechęcić.

Najistotniejszym jednak powodem, który sprawia, że ten sektor motoryzacji będzie się dalej rozwijał są kwestie czysto biznesowe. Nowe, proekologiczne regulacje, które wprowadza Unia Europejska sprawiają, że producenci samochodów mają duże trudności z osiągnieciem satysfakcjonującej marży na mniejszych modelach aut. Dostosowanie samochodów do obowiązujących norm to dla producentów koszt rzędu kilkuset milionów euro. Wraz z wprowadzaniem każdej kolejnej normy te koszty rosną. Wydatki są tak duże, że firmom motoryzacyjnym nie opłaca się sprzedawać mniejszych modeli – po prostu za mało można na nich zarobić. Aby dostosować mały samochód do unijnych norm trzeba byłoby podnieść jego cenę do poziomu nieakceptowalnego dla klienta. Tę tendencje widać na rynku już od jakiegoś czasu. Producenci wycofują się z, z małych modeli czy ich wersji combi, a także z najniższych wersji wyposażenia na rzecz corssoverów i SUVów. W efekcie samochody na rynku pierwotnym będą stawały się coraz droższe i coraz większe.

Podobnie sytuacja wygląda na rynku aut elektrycznych. Główną obawą, która powstrzymuje klientów przed kupnem tego typu samochodów jest zasięg, a on jest bezpośrednio związany z wielkością baterii i co za tym idzie wielkością samochodu. To oznacza dokładnie tyle, że aby dojechać daleko samochodem elektrycznym bez konieczności ładowania, trzeba posiadać duże auto. Producenci nie planują więc na rynek wielu małych samochodów elektrycznych, dobrze to widać na przykładzie koncernu VW, gdzie dominują elektryczne SUVy.

Paradoksalnie regulacje unijne skłaniają producentów do przestawienie się na niemalże wyłączną produkcję dużych samochodów. W perspektywie przewidywać zatem można dalszy rozwój rynku wtórnego, na którym wciąż można będzie znaleźć mniejsze i tańsze modele. W dalszej przyszłości zakładać należy, że zwyczajnie zmniejszy się liczba samochodów kupowanych przez klientów indywidualnych, ponieważ coraz mniej osób będzie mogło sobie na nie pozwolić. Tę tendencję widać już teraz: w ciągu roku średnia ważona cena sprzedaży nowych samochodów osobowych zwiększyła się o blisko 20 tys. zł, a średnia z 2022 roku zbliżyła się do pułapu 155 tys. zł. W ciągu 4 lat wzrost cen nowych samochodów osobowych wyniósł ponad 50%!  Już w tym momencie szacuje się, że około 60% nowych aut kupowanych jest w modelu b2b – nabywają je duże firmy, aby wyposażać swoje floty. Około 40% kupujących stanowią klienci prywatni oraz osoby prowadzące własne działalności gospodarcze i dokonujące zakupu na własny użytek[1]. Z pewnością będzie również rosła popularność produktów finansowych na zakup aut i korzystania z różnych form abonamentów i wypożyczeń, w formule innej niż car-sharing, który jako model biznesowy jest również mało rentowny. Optymalnym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłby skokowy rozwój komunikacji publicznej, dostępności ładowarek oraz wszelkiego rodzaju zintegrowane modele hybrydowe pozwalające za pomocą jednej aplikacji łączyć różne formy transportu publicznego i prywatnego.

[1] Szacunki oparte są na danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Parki handlowe zajmują jedną piątą całej przestrzeni zakupowej. To trzykrotnie więcej niż w 2010 r., a zapotrzebowanie wciąż rośnie

Pomimo rozwoju e-commerce, zakupy stacjonarne nie odeszły do lamusa. Zwłaszcza codzienne sprawunki wolimy kupować w tradycyjnym sklepie – wynika z badania CBRE. Rynek handlowy w Polsce rozwija się w stałym tempie i w I kwartale br. osiągnął ponad 13,5 mln mkw. Przybywa zwłaszcza parków handlowych, których udział w całym sektorze zwiększył się w ciągu ostatnich 13 lat z 7 proc. do 20 proc. i cały czas rośnie. Sprzyja temu szczególnie rozwój mieszkalnictwa na obrzeżach dużych miast i w mniejszych miejscowościach, a także sieci sklepów dyskontowych, oferujących produkty przemysłowe i spożywcze.

Mimo dużej liczby parków handlowych w Polsce, mamy wciąż wiele miejsca na nowe obiekty. W budowie jest obecnie 261,2 tys. mkw. takiej powierzchni i rynek cały czas będzie się rozwijał, choć trudno prognozować w jakim tempie. Parki handlowe powstają szybko, ich budowa trwa często nawet mniej niż rok. Dodatkowo wyróżniają się atrakcyjnymi czynszami oraz relatywnie niskimi opłatami eksploatacyjnymi i są odporne na różne zawirowania rynkowe, co pokazały ostatnie lata. Równocześnie koszty ich utrzymania można dość łatwo kontrolować. Kolejnym elementem wartym poruszenia jest dość duża możliwość wdrożenia w parkach handlowych rozwiązań dla zrównoważonego rozwoju, co może wpłynąć na długofalowe ograniczenie kosztów utrzymania tych obiektów.. Dlatego inwestorzy tak przychylnym okiem patrzą na tego typu obiekty – mówi Magdalena Frątczak, szefowa sektora handlowego w CBRE.

W pierwszych trzech miesiącach 2023 roku całkowita powierzchnia handlowa w Polsce przekroczyła 13,5 mln mkw. Z tego 20 proc. zajmują parki handlowe, które w ostatnich latach rozwijały się najintensywniej. To koncept, który powstał w odpowiedzi na potrzebę robienia niedrogich, codziennych zakupów w jednym miejscu, podobnie jak w hipermarketach, ale bliżej miejsca zamieszkania. Sprzyja mu także suburbanizacja i rozwój sieci sklepów dyskontowych, zarówno przemysłowych, jak i spożywczych, takich jak Biedronka, Tedi, Dealz, Pepco czy Action. Oba procesy cały czas postępują, dlatego można się spodziewać, że parków będzie przybywać.

Wyróżniki sukcesu

Parki handlowe to zazwyczaj obiekty jednokondygnacyjne, spójnie zaprojektowane i zarządzane, które nie posiadają powierzchni wspólnych i do sklepów można dostać się bezpośrednio z parkingu, co skraca czas zakupów. Ich najemcy odpowiadają zazwyczaj na najważniejsze, codzienne potrzeby klientów, dlatego zazwyczaj można w nich znaleźć sklep spożywczy, drogerię, dyskont wielobranżowy, a także elektronikę, odzież, obuwie, produkty dla dzieci i zwierząt.

Obserwujemy, że powierzchnią w parkach handlowych coraz częściej interesują się najemcy, którzy do tej pory w takich obiektach nie występowali. To konsekwencja szybkiego rozwoju tego typu formatów, ale także predyktor wysokiego poziomu takich inwestycji w przyszłości. Co ważne, umowy na najem w parkach handlowych zazwyczaj podpisywane są na dłuższy okres niż w innych obiektach, co najmniej na 5, a nawet na 10 lat – mówi Magdalena Frątczak.

ESG w parkach

W ostatnim czasie widać coraz większe zainteresowanie wprowadzaniem zasad zrównoważonego rozwoju w parkach handlowych. Dzięki temu obiekty stają się bardziej nowoczesne, zapewniają użytkownikom wyższy komfort korzystania z przestrzeni i lepsze samopoczucie, np. poprzez większy dostęp do światła dziennego. Kolejna zaleta ESG to oszczędności. Z uwagi na brak części wspólnej lub jej minimalny udział w całej powierzchni użytkowej obiektu, parki handlowe charakteryzują się stosunkowo niskimi kosztami utrzymania w obszarach kosztów sprzątania oraz ochrony. Można je jeszcze obniżyć, wdrażając rozwiązania z zakresu zrównoważonego rozwoju zarówno na etapie budowy, jak i później. Wśród nich są m.in. zapewnienie skutecznej ochrony przed nadmiernymi zyskami ciepła od słońca poprzez np. zewnętrzne stałe lub ruchome elementy zacieniające, maksymalizacja dostępu światła dziennego w przestrzeniach przeznaczonych na pobyt ludzi np. poprzez fasady, świetliki, sun-pipes, sterowanie ilością świeżego powietrza w zależności od potrzeb dzięki czujnikom CO2 i zmiennemu wydatkowi powietrza wentylacyjnego, czy wdrożenie oświetlenia zewnętrznego sterowanego zegarem astronomicznym.

Nowelizacja postępowania przed ZUS. Wątpliwości będzie rozstrzygał sąd, nie ZUS

Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) zwraca uwagę, że procedowany obecnie w Sejmie projekt ustawy o ograniczeniu biurokracji i barier prawnych (druk nr 3502) zawiera ciekawą propozycję nowelizacji postępowania przed Zakładem Ubezpieczeń Społecznych (art. 12 pkt 2 projektu). Zmiana polega na tym, że w sprawach, w których kluczowe jest ustalenie czy płatnika i ubezpieczonego łączy istotny z perspektywy ubezpieczeń społecznych stosunek prawny (np. stosunek pracy, zlecenia czy dzieła), ZUS zamiast rozstrzygać tę kwestię samodzielnie, wystąpi do sądu o ustalenie czy taki stosunek rzeczywiście istnieje. Na etapie dalszych prac legislacyjnych należy precyzyjniej określić sytuacje, w których organ występuje do sądu – gdyż obecna treść przepisu nadal pozostawi ZUS zbyt daleko idącą swobodę.

Organ nie powinien kierować sprawy do sądu, gdy stwierdzi, że ma wątpliwości – lecz gdy np. stanowisko płatnika i ubezpieczonego jest w sprawie odmienne niż ustalenia ZUS. Warto też odróżnić sytuacje, gdy skierowanie sprawy do sądu zablokowały wypłatę świadczenia osobie, która została zgłoszona na długo przed wnioskiem oświadczenie, od tych, w których wniosek o wypłatę złożono niedługo po zgłoszeniu do ubezpieczenia. Należy rozważyć czy podobna konstrukcja nie powinna istnieć względem innych organów emerytalnych. Po trzecie sąd powinien ustalać nie tylko czy stosunek prawny istnieje, ale również kluczowe dla ubezpieczeń elementy jego treści np. dotyczące wysokości faktycznych zarobków. Po czwarte konieczne wydaje się uzupełnienie nowego rozwiązania o niezbędne przepisy z zakresu sądowego postępowania cywilnego regulujące właściwość sądu i nowe role procesowe stron.

– Dla płatników, ale zwłaszcza z perspektywy ubezpieczonych, nowelizacja będzie miała znaczenie nie do przecenienia. Obecnie ZUS jako organ nawet w sprawach niejednoznacznych i niejednokrotnie wbrew woli stron rozstrzyga o tych kluczowych kwestiach. Ponieważ odwołanie od takiej decyzji wnosi się do sądu powszechnego, to na odwołującym się spoczywa ciężar dowodu, a ZUS staje się stroną postępowania. Z upływem czasu udowodnienie swoich racji przed sądem staje się coraz trudniejsze – np. gdy ZUS dąży do odebrania zasiłku macierzyńskiego wypłaconego przed kilkoma laty. Zmiana sprawi, że to przede wszystkim kwestionujący zgłoszenie ZUS będzie musiał przedstawić dobrze umotywować swoje stanowisko, a obywatel nie będzie stawiany w całym procesie w jednoznacznie gorszej sytuacji procesowej. Projektodawcy trafnie zauważyli, że zmiana nie byłaby całkowitą nowością, ponieważ podobne rozwiązanie istnieje już względem organów podatkowych. Z tego doświadczenia należy jednak wyciągnąć wnioski, ponieważ to rozwiązanie w sferze podatków jest niezwykle rzadko stosowane. – mówi Tomasz Lasocki, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Zmiana paradygmatu procesowego stworzy nowe wyzwania przed ZUS i sądami. Będzie wymagała czasu na przygotowanie nowych procedur i polityk ZUS – jednak z pewnością przyczyni się do poprawy relacji państwo-obywatele. W dalszej perspektywie przyczyni się do uproszczenia systemu ubezpieczeń, który dzisiaj pielęgnuje pewne niepotrzebne zaszłości dotyczące różnic w podleganiu różnych kategorii ubezpieczonych czy zasad ustalania świadczeń.

Zgłoszona propozycja z pewnością jest trudna do wdrożenia, jednak jest warta związanego z tym wysiłku, ponieważ w dłuższej perspektywie może przyczynić się do poprawy jakości funkcjonowania systemu, który obecnie ryzyko wynikające z nadmiernego skomplikowania często przerzuca na obywateli.

Sprzedaż danych Cloud Technologies wciąż rośnie. W maju wzrosła o 49 % r/r

Cloud Technologies, spółka dostarczająca dane do targetowania reklamy internetowej, które zasilają kampanie największych marek na świecie, dzięki postawieniu na wysokomarżowy segment sprzedaży danych kontynuuje dynamiczny wzrost organiczny. Sprzedaż danych Cloud Technologies do kluczowych klientów wzrosła w maju br. o 49 % r/r.  Zgodnie ze strategią rozwoju na lata 2023-2025 r. spółka spodziewa się dalszych wzrostów w tym segmencie. Jednocześnie aktywnie poszukuje nowych obszarów monetyzacji danych o dużym potencjale wzrostu, jak np. perspektywiczny rynek sztucznej inteligencji, który do rozwoju potrzebuje dużych zbiorów ustrukturyzowanych danych.

–  Sprzedaż danych na rosnącym rynku reklamy internetowej cały czas napędza nasze przychody. Odnosząc się do samej dynamiki warto jednak podkreślić, że rozwijamy się znacznie szybciej niż rynek. Co ważne, dynamika sprzedaży kształtuje się na wysokim poziomie pomimo wysokiej już bazy z poprzedniego roku, co potwierdza jak duży potencjał drzemie w danych. Realizowana obecnie strategia na lata 2023-2025, będąca ewolucją poprzedniej, w naszej ocenie przyniesie kontynuację wzrostów, a jednocześnie otworzy przed nami kolejne, atrakcyjne segmenty rynku, takie jak wykorzystanie danych cyfrowych w sektorze AI – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. 

Notowana na głównym parkiecie GPW Cloud Technologies od lat pozyskuje dane i wykorzystuje algorytmy AI, między innymi w celu zaawansowanego klasyfikowania treści. Spółka zasila danymi algorytmy maszynowego uczenia największych platform odpowiedzialnych za emitowanie reklam internetowych. W wyniku właściwego targetowania reklamodawcy osiągają lepsze wyniki oraz tym samym zwrot z inwestycji. Raportowany wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies. Około 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA, który jest jednym z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie.

Celem strategicznym Cloud Technologies w perspektywie 2023 – 2025 jest dalszy dynamiczny rozwój sprzedaży danych w obecnych i nowych obszarach o dużym potencjale wzrostu. W ramach realizacji nowej strategii spółka zamierza przeznaczyć do 100 mln PLN w latach 2023 – 2025. Szczegółowy plan zakłada przeznaczenie do 60 mln PLN na potencjalne akwizycje i inwestycje, około 10 mln PLN na prace badawczo-rozwojowe, a także około 30 mln PLN na skup 250 000 akcji w ramach programu motywacyjnego dla pracowników. Jednocześnie Zarząd Cloud Technologies zarekomendował ustanowienie polityki dywidendowej, z dywidendą w wysokości około 20% oczyszczonego wyniku EBITDA. 30 czerwca br. spółka wypłaciła z zysku netto za 2022 rok dywidendę w łącznej wysokości 4,6 mln zł, co oznaczało 1 zł dywidendy na akcję.

Cloud Technologies osiągnęło wszystkie cele założone w strategii na lata 2021-2023. Przychody z wysokomarżowego segmentu sprzedaży danych w 2022 roku wzrosły do poziomu 38,5 mln PLN (+53% r/r), a spółka stała się jednym z wiodących dostawców na globalnym rynku danych. W lipcu 2022 r. Cloud Technologies dokonało akwizycji hiszpańskiej spółki TL1 za 1,9 mln EUR, a w grudniu spółka przeszła z rynku NewConnect na Główny Rynek GPW, zaliczając udany debiut. Z kolei w lutym br. spółka sfinalizowała proces zakupu kodów źródłowych do platformy DSP, co zwiększa niezależność w funkcjonowaniu grupy kapitałowej na rynku reklamy internetowej. W ramach realizacji poprzedniej strategii (2021-2023) Cloud Technologies przeprowadziło skup akcji własnych na potrzeby programu motywacyjnego, skupując łącznie 250 000 akcji za 11,2 mln PLN oraz z powodzeniem zrealizowało projekty B+R o wartości 3,3 mln zł.

Dolar znowu górą

Największym wygranym ubiegłego tygodnia okazał się amerykański dolar. Potwierdziły się nasze podejrzenia, że jego deprecjacja w wyniku publikacji danych inflacyjnych była nieco nadmierna. Choć siła amerykańskiej waluty negatywnie odbiła się na walutach rynków wschodzących, to złoty radził sobie stosunkowo dobrze. Jego odporność nie musi być jednak pewnikiem, a najbliższy tydzień obfituje w wydarzenia, które mogą podbić zmienność.

Przy braku szczególnych wieści dolar umacniał się względem innych walut – to kwestia raczej technicznych uwarunkowań niż fundamentów. Negatywny wobec dolara konsensus, wspierany przez pokaźne spadki inflacji, oznacza rozciągnięte pozycjonowanie inwestorów, które jest wrażliwe na ruch w przeciwną stronę. I wydaje się, że właśnie do tego doszło w ubiegłym tygodniu. Dolar doświadczył aprecjacji względem pozostałych głównych walut i większości rynków wschodzących. Jednym z wyjątków było peso kolumbijskie, które wciąż wspierane jest przez bardzo wysokie stopy procentowe i obecnie znajduje się na szczycie zestawienia najlepiej radzących sobie walut w tym roku walut.

Ten tydzień będzie pełen publikacji kluczowych danych i informacji dotyczących polityki monetarnej. Już w środę (26.07) poznamy decyzję Rezerwy Federalnej ws. stóp procentowych, a w czwartek (27.07) decyzję Europejskiego Banku Centralnego. Oczekuje się, że oba zdecydują się na ruch w górę o 25 pb., przy czym wiele wskazuje na to, że dla Fedu będzie to ostatni ruch, podczas gdy EBC najpewniej ma jeszcze trochę do zrobienia.

Najistotniejszymi odczytami w tym tygodniu będą lipcowe wstępne wskaźniki PMI z głównych obszarów gospodarek (24.07), których część już poznaliśmy oraz odczyt PKB w II kwartale i raport dotyczący inflacji PCE w USA (odpowiednio czwartek 27.07 i piątek 28.07).

PLN

Złoty był w ubiegłym tygodniu jedną z najmniej zmiennych walut Europy Środkowej i zakończył go nieznacznym spadkiem względem euro. Kurs EUR/PLN wydaje się przyklejony do poziomu 4,45, wokół którego oscyluje już od pewnego czasu. Polska waluta wydaje się odporna w obliczu odzyskanej przez dolara siły, nie będziemy jednak zaskoczeni, jeśli w krótkim terminie nieco straci. Szczególnie biorąc pod uwagę, że w ostatnim czasie większość walut regionu doświadcza presji.

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy wiele odczytów z Polski, z których większość była zgodna z oczekiwaniami. Warto zaznaczyć, że wzrost płac, mimo że negatywnie zaskoczył, po raz pierwszy od niemal roku był dodatni w ujęciu realnym. Uważamy, że dalszy wzrost płac w ujęciu realnym w połączeniu z poprawą sentymentu konsumentów – na którą wskazują zeszłotygodniowe dane – w nieodległym czasie powinny wesprzeć konsumpcję.

W tym tygodniu inwestorzy skupią się głównie na spodziewanych licznych wiadomościach z zewnątrz, które mają potencjał wpływu na złotego. W piątek uwaga rynku ponownie będzie jednak skierowana na informacje z Polski. Przede wszystkim poznamy wstępny odczyt inflacji w lipcu. Powinien on pokazać dalszy spadek inflacji CPI. W ubiegłym tygodniu niższy od oczekiwań poziom 0,5% osiągnęła inflacja PPI, co jest pozytywnym sygnałem. Wraz z dobrym odczytem bazowej dynamiki cen wzmacnia to dezinflacyjną narrację w kraju.

EUR

Europejski Bank Centralny niezmiennie walczy z inflacją. Biorąc pod uwagę jej miarę bazową, widoczny w USA trend dezinflacyjny nie dotarł jeszcze do Europy. Jej niewielka zeszłotygodniowa rewizja w górę potwierdziła, że EBC wciąż ma przed sobą trochę pracy. Podniesienie stóp procentowych o 25 pb. na posiedzeniu w tym tygodniu jest więc właściwie pewne.

Inwestorzy skoncentrują się więc przede wszystkim na komunikatach z posiedzenia, które będą kluczowe dla reakcji euro. Uważamy, że w przeciwieństwie do sytuacji z czerwca, tym razem prezeska Christine Lagarde powstrzyma się od zdecydowanego kierowania oczekiwaniami rynków wobec kolejnego posiedzenia, a EBC wróci zapewne do podejścia, w którym decyzje zależą od danych.

Bank stoi przed trudnym zadaniem zbalansowania słabej aktywności gospodarczej i wciąż znacznie podwyższonej inflacji. Jakiekolwiek sygnały dotyczące tego jak zamierza pogodzić te kwestie będą kluczowe dla euro. Najnowsze dane dotyczące pierwszej z powyższych kwestii są bardzo rozczarowujące, co wyraźnie pokazały ostatnie odczyty PMI.

USD

Posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (26.07) może zaowocować ostatnią podwyżką stóp procentowych w obecnym cyklu zacieśniania. Prezes Fed Jerome Powell jednak raczej tego wprost nie potwierdzi. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ruch o 25 pb., za którym podąży umiarkowanie jastrzębia retoryka, istotnie nie zmieniająca stanu gry. Z jednej strony gospodarka USA radzi sobie dobrze, z drugiej jednak świetne wieści dotyczące inflacji oznaczają, że Rezerwa Federalna może wstrzymać się z działaniami na kilka miesięcy i obserwować rozwój wydarzeń.

Jeśli Fed pozostawi decyzję o czasie zakończenia cyklu podwyżek na kolejne posiedzenia, reakcja dolara powinna być ograniczona. Jednak jeżeli pojawią się sygnały, że ruch w tym tygodniu może być ostatnim, będzie to dla dolara zdecydowanie negatywne. O ile globalny wzrost gospodarczy będzie utrzymywać się na przyzwoitym poziomie, naszym zdaniem dolar powinien stopniowo osłabiać się względem innych głównych walut.

GBP

Zeszłotygodniowa szeroka wyprzedaż walut europejskich szczególnie mocno uderzyła w funta. Do jego słabości przyczyniły się m.in. dane o inflacji, pokazujące zaskakująco niską dynamikę cen – w tym szczególnie niespodziewany spadek miary bazowej z najwyższych od 30 lat poziomów. Znaczenie miała też dość wysoka wycena waluty: wraz z frankiem szwajcarskim funt pozostaje najlepiej radzącą sobie w tym roku walutą G10.

Po raz pierwszy od wielu miesięcy wieści dotyczące dynamiki cen były dla Banku Anglii pozytywne. Zarówno miara główna, jak i bazowa były niższe od konsensusu. Jeszcze za wcześnie, by stwierdzić, że widoczny w USA trend dezinflacyjny zawitał na dobre do Wielkiej Brytanii, z pewnością jest to jednak sygnał dający nadzieję.

Rynki wciąż wyceniają ok. 50% prawdopodobieństwa dużej podwyżki stóp procentowych o 50 pb. w sierpniu. Dodatkowo, bardzo możliwe, że koszt pieniądza pozostanie na wysokim poziomie dłużej niż w pozostałych krajach G10. Czynnik ten powinien w dalszym ciągu wspierać funta.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Nadchodzą zmiany w działalności nierejestrowanej? Do Sejmu trafił projekt ustawy o zniesieniu miesięcznego limitu przychodowego

Na początku lipca w Sejmie pojawił się projekt ustawy o ograniczaniu biurokracji i barier prawnych. Proponowane przepisy zakładają m.in. wprowadzenie rocznej, a nie miesięcznej kwoty przychodu, do wysokości której możliwe jest prowadzenie tzw. działalności nieewidencjonowanej. Projekt skierowano do opinii do organizacji samorządowych.

Działalność nierejestrowana to działalność na małą skalę, której prowadzenie nie wymaga dokonywania formalności, w tym rejestracji firmy w CEIDG i opłacania składek ZUS. Po zmianach, które weszły w życie 1 lipca maksymalna kwota, jaką można zarobić miesięcznie, aby uniknąć konieczności zakładania działalności gospodarczej, to 2700 zł, czyli 75 proc. minimalnego wynagrodzenia. Przed lipcem stawka limitu dla działalności nierejestrowanej wynosiła 50 proc. płacy minimalnej.

Problem jednak dotyczy osób, które zarabiają na przykład sezonowo lub tworzą przez dłuższy czas jakiś produkt, a następnie go sprzedają. W takiej sytuacji wartość dochodu może przekroczyć 2700 zł i zmuszałoby to do założenia działalności gospodarczej. Dlatego pojawił się projekt ustawy o ograniczaniu biurokracji i barier prawnych – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Na mocy przepisów ustawy przez cały rok nie można byłoby osiągnąć przychodu przekraczającego dziewięciokrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie 3600 zł x 9 = 32 400 zł. W ten sposób nie trzeba by było zakładać działalności gospodarczej.

Ukłon w stronę przedsiębiorców?

Ekspert inFakt wskazuje, że proponowana zmiana jest odpowiedzią na postulaty, w których wskazywano, że aktualnie obowiązująca regulacja uniemożliwia prowadzenie tzw. działalności nieewidencjonowanej wielu osobom, np. rękodzielnikom czy rzemieślnikom. Potrzebują oni więcej czasu niż miesiąc na wytworzenie określonych wyrobów, za które uzyskują często cenę wyższą niż określony aktualnie w ustawie miesięczny limit 2700 zł.

Projekt ustawy umożliwia prowadzenie takim osobom działalności bez konieczności rejestracji firmy w CEIDG. Proponowana zmiana może przyczynić się do zwiększenia aktywności obywateli, pozwalając wielu nowym osobom podejmować legalnie dodatkową działalność zarobkową – wskazuje Piotr Juszczyk.

Krótsza przerwa między prowadzeniem działalności

Celem proponowanych zmian jest również skrócenie okresu „karencji” z 60 do 24 miesięcy, które muszą upłynąć od zakończenia prowadzenia działalności gospodarczej do podjęcia tzw. działalności nieewidencjonowanej. Oznaczałoby to, że jeśli ktoś prowadził działalność gospodarczą 2,5 roku temu, to teraz po upływie 24 miesięcy mógłby dodatkowo zarabiać na działalności nierejestrowanej. Projekt ustawy zakłada również takie samo skrócenie okresu od dnia ostatniego zawieszenia lub zakończenia działalności do skorzystania z tzw. ulgi na start w zakresie obowiązkowych ubezpieczeń społecznych.

Zdaniem eksperta inFakt proponowane zmiany to z pewnością krok we właściwym kierunku, ponieważ miesięczny limit może łatwo zostać przekroczony. Roczny próg zapewnia większą elastyczność i ułatwia prowadzenie działalności nierejestrowanej.

Ceny nieruchomości mieszkaniowych na świecie rosną najwolniej od 2015 roku

Firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global House Price Index – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 56 krajach i regionach na świecie. Indeks pokazuje, że ceny rosną najwolniej od III kwartału 2015 roku. Na koniec marca 2023 roku roczny, średni wzrost cen wyniósł 3,5%.

Najważniejsze wnioski:

  • Indeks cen rośnie najwolniej od III kwartału 2015 r. Oprócz tego jego wartość znacznie spadła z rekordowego poziomu osiągniętego na koniec marca 2022 roku, który wyniósł wtedy 11,1%.
  • Spośród 56 śledzonych rynków 17 odnotowało spadki cen w ujęciu r/r, w tym 9 krajów o ponad 5%.
  • 23 ze śledzonych rynków odnotowało spadek cen w ciągu I kwartału 2023 r.
  • Turcja ponownie prowadzi w rankingu. Na koniec I kw. 2023 r. ceny nieruchomości wzrosły tam o 132,8% w ujęciu r/r i o 22,2% w ujęciu k/w.
  • Pierwsza dziesiątka indeksu jest zdominowana przez kraje europejskie. Po Turcji, ceny najbardziej wzrosły w Macedonii Północnej (18,8%), w Chorwacji (17,3), na Węgrzech (16,6), na Litwie (15,3%), w Grecji (14,5%), w Islandii (13,4%) i w Portugalii (11,4%). Na ósmym miejscu znalazł się Meksyk (11,7%), a grupę tę miejscem 10-tym zamyka Singapur (11,3%).
  • W Polsce na koniec I kw. 2023 r. ceny nieruchomości wzrosły o 9,3% w stosunku do końca I kwartału 2022 r. Plasuje to Polskę na 15 miejscu w indeksie.

Polska firma B-Act zajmie się projektami odbudowy w regionie Charkowa

B-Act, spółka inżynieryjna specjalizująca się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych, otworzyła w ostatnim tygodniu przedstawicielstwo w Charkowie. Władze Charkowa szacują skalę zniszczeń na 9,5 mld euro i już teraz prowadzą prace w zakresie odbudowy. B-Act w najbliższym czasie ruszy również z biurem w Winnicy. Spółka zamierza kontynuować dynamiczną ekspansję zagraniczną, a pieniądze na rozszerzenie skali działalności planuje pozyskać z oferty publicznej, a w konsekwencji zadebiutować na rynku NewConnect.

B-Act mocno angażuje się w odbudowę Ukrainy. Tylko w ostatnim czasie podpisał kontrakty o wartości ok. 26,5 mln PLN, które obejmują doradztwo inżynieryjne i nadzór techniczny nad kluczowymi projektami dla odbudowy infrastruktury w tym kraju.

Do tej pory spółka swoje działania na Ukrainie skupiała przede wszystkim wokół biura w Kijowie oraz biura w Połtawie, gdzie realizowała kilka kontraktów drogowych. Teraz zdecydowała rozszerzyć obecność na inne regiony. Kolejne przedstawicielstwo regionalne zostało otwarte w Charkowie w ubiegłym tygodniu.

Charków przed wojną zamieszkiwało blisko 1,5 mln mieszkańców, a całą aglomerację miejską ponad 2 mln osób. Miasto jest ważnym ośrodkiem przemysłowym i naukowym. Zostało szczególnie dotknięte działaniami wojennymi w pierwszej połowie ubiegłego roku. Pomimo trwających ataków władze miasta już teraz myślą o odbudowie. Igor Terechow, mer Charkowa, w trakcie czerwcowej Ukraine Recovery Conference w Londynie poinformował, że na odbudowę infrastruktury, domów i innych budynków tylko w samym mieście potrzeba 9,5 mld euro. Około 150 tys. mieszkańców pozostaje bez mieszkań, połowa szkół i przedszkoli jest uszkodzona – wynika z informacji mera Charkowa. Same władze miasta podjęły się częściowej odbudowy. Tylko w ubiegłym roku odbudowano 200 obiektów mieszkalnych, które były całkowicie zniszczone. Obecnie budowanych jest jeszcze 50 domów.

Skala zniszczeń w Charkowie jest ogromna. Pomimo, bliskości granicy z Rosją i powtarzających się ataków rakietowych, już teraz trwa odbudowa miasta. Dzieje się tak, bo to właśnie rekonstrukcja infrastruktury ma duże znaczenie w kontekście zapewnienia dalszych możliwości rozwoju dla osób, które zdecydowały się pozostać w Ukrainie. Chcemy mieć udział w tym procesie i podzielić się swoimi doświadczeniami. Dlatego zdecydowaliśmy się na otwarcie biura w Charkowie, które będzie naszym kolejnym przyczółkiem w tym kraju. Nie jest to nasze ostatnie słowo w zakresie aktywności w ukraińskich regionach – deklaruje Adam Białachowski, prezes B-Act.

W najbliższych tygodniach B-Act zamierza otworzyć biuro w Winnicy (południe Ukrainy). Już teraz niedaleko tego miasta spółka prowadzi prace na ważnej inwestycji dla Ukrainy. Chodzi o budowę transgranicznego mostu Jampol – Koseuts na Dniestrze, który jest wspólnym projektem Ukrainy i Mołdawii. B-Act jeszcze przed rozpoczęciem wojny podpisał kontrakt na pełnienie funkcji nadzoru technicznego oraz inżyniera konsultanta w ramach tej inwestycji, którego wartość wynosi 2 mln EUR.

Liczymy, że zwiększenie naszej obecności na rynku ukraińskim pozytywnie przełoży się także na wyniki finansowe spółki. W minionym roku osiągnęliśmy blisko 14 mln PLN przychodów i chcemy poprawić ten wynik oraz zwiększyć rentowność. Aby móc stale się rozwijać i dalej realizować ambitne plany pod koniec 2023 r. chcemy przeprowadzić ofertę publiczną dla inwestorów oraz w połowie 2024 r. zadebiutować na rynku NewConnect. Uważamy, że B-Act znalazł się w odpowiednim momencie, aby zacząć finansować projekty za pośrednictwem funduszy pozyskanych z rynku kapitałowego – dodaje Adam Białachowski.

Nowelizacja ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych – komentarz BCC

Przyjęte w nowelizacji ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych rozwiązania de facto nie uderzą w rynek PRS, co było zamierzeniem rządu, ale w przysłowiowego zamożnego Kowalskiego. Dlaczego tak się stanie?

Po pierwsze, ustawa mówi o lokalach jako odrębnych nieruchomościach, a model PRS nie wymaga wydzielenia lokali jako odrębnych nieruchomości (następuje to u notariusza), wystarczy nabyć sam budynek. Ponadto, nawet w przypadku wydzielenia odrębnych własności lokalu w takim budynku, wystarczy, że przedmiotem obrotu będzie spółka celowa będąca właścicielem czy użytkownikiem wieczystym takich nieruchomości.

Po drugie, część inwestycji PRS budowana jest jako hotele, więc wprowadzone rozwiązania nie mają zastosowania, bo nie mamy tu do czynienia z lokalami mieszkalnymi. Równocześnie podwyższonego podatku nie stosuje się, gdy dokonamy nabycia dowolnej ilości lokali na różnych nieruchomościach gruntowych, ważne tylko, żeby nie przekroczyć progu 5 lokali mieszkalnych na jedną nieruchomość gruntową. Nowe przepisy pozostaną zatem co do zasady martwe. – stwierdza Tomasz Artaszewicz-Zawisza, ekspert Business Centre Club prawo nieruchomości i prawo planowania zagospodarowania przestrzennego

Tomasz Artaszewicz-Zawisza, ekspert BCC, prawo nieruchomości i prawo planowania zagospodarowania przestrzennego

Upadki banków w 2023 – analiza z perspektywy czasu

Czy regulacje są odpowiedzią na wszystkie problemy sektora bankowego? Czy da się przewidzieć i mitygować ryzyko na rynku finansowym? Jak systemowe hamowanie inflacji potrafi doprowadzić do upadku banku? Czy jesteśmy u progu kolejnego kryzysu gospodarczego spowodowanego niewypłacalnością sektora finansowego? Sytuację branży po przejściach analizuje Marcin Myszkowski, Head of Next Generation Banking Practice, GFT.

Silvergate Bank upadł ponad 3 miesiące temu, 8 marca, Silicon Valley Bank ogłosił niewypłacalność dwa dni później, 10 marca 2023 roku. Ich upadki – strukturalnie bliźniaczo podobne do siebie, choć nieidentyczne  – pociągnęły za sobą kolejne instytucje finansowe. Choć wydaje się, że udało uniknąć się ogólnoświatowego kryzysu finansowego i gospodarczego, to warto przyjrzeć się sekwencji wypadków, by dokładnie zrozumieć, dlaczego walka z inflacją czasem przynosi ofiary w postaci upadku banków.

Zacznijmy od większego i słynniejszego z tej dwójki, w którym jak w soczewce skupiły się wszystkie problemy sektora bankowego. Silicon Valley Bank – SVB – został założony w 1983 roku. Bank ten działał głównie w Kalifornii i z tego powodu był objęty mniej restrykcyjnymi regulacjami, niż duże międzynarodowe  instytucje. Jego klientami były głównie startupy technologiczne oraz firmy, które je finansują – fundusze venture capital. Co więcej, istotna część Doliny Krzemowej trzymała pieniądze – firmowe jak i prywatne – właśnie w tym banku. To istotny szczegół, który miał wpływ na jego późniejszy los.

Tuż przed upadkiem bank posiadał 209 mld USD aktywów i zatrudniał ponad 8 tys. pracowników. Na początku 2023 roku zajmował 16 miejsce na liście największych amerykańskich banków. Dla porównania – PKO BP, największy polski bank posiadał pod koniec 2022 roku ok. 110 mld USD w aktywach. Największy wzrost poziomu aktywów SVB notował od roku 2020, kiedy startupy lokowały środki od inwestorów oraz z pandemicznych planów ratunkowych. Regulacje bazylejskie, zakładające poprawienie płynności banków, wymagają od instytucji finansowych posiadania gotówki, obligacji skarbowych lub wysokiej jakości papierów wartościowych, co jak się wkrótce okaże, również miało wpływ na tegoroczny kryzys branży.

SVB zdecydował się zainwestować nowe aktywa w długoterminowe obligacje skarbowe. 97% z 80 mld dolarów ulokował w obligacjach 10-letnich lub dłuższych, z których średnia stopa zwrotu wynosiła 1,56%. Taka decyzja, logiczna w czasach niskich stóp procentowych, staje się ryzykowna, gdy stopy drastycznie rosną. Wspomniana sytuacja zaczęła mieć miejsce od 2021 roku, kiedy rozpoczął się wzrost inflacji w Stanach Zjednoczonych. Od wybuchu wojny w Ukrainie, System Rezerwy Federalnej (FED) regularnie podnosił stopy procentowe. Oznaczało to, że nowe obligacje skarbowe były oprocentowane na 3,5%, o 2 pkt. proc. więcej niż te zakupione przez SVB.

W konsekwencji wartość obligacji posiadanych przez SVB drastycznie spadła – nikt nie chciał ich kupić, skoro na rynku były dostępne obligacje z dużo wyższą stopą zwrotu. Bank mógł uniknąć upadku, gdyby już na początku fazy podnoszenia stóp procentowych sprzedał posiadane obligacje. Ze stratą, ale zminimalizowałby widmo jeszcze większych strat. Jednak, mimo wyraźnych sygnałów o nadchodzących podwyżkach stóp procentowych, SVB nie reagował. Jedną z przyczyn mógł być fakt, że przez 8 miesięcy najbardziej drastycznych podwyżek w banku nie było szefa pionu ryzyka, który powinien podejmować takie decyzje. Dotychczasowa CRO Laura Izurieta opuściła stanowisko w kwietniu 2022 roku. Dopiero w styczniu 2023 zastąpił ją Kim Olson, kiedy było za późno na uratowanie sytuacji.Upadki bankow w 2023 - wykres 1 Upadki bankow w 2023 - wykres 2

Efektem tego braku reakcji była utrata płynności finansowej. Na początku 2023 SVB był zmuszony do sprzedaży obligacji skarbowych z dużą stratą – ok. 1,8 mld USD. By uratować płynność, poszukiwał gotówki na rynku, próbując pozyskać 500 mln USD od funduszy venture capital. Nie umknęło to uwadze inwestorów banku oraz agencji Moody’s, która obniżyła rating firmy 8 marca do poziomu Baa1, z tendencją spadkową. W efekcie akcje banku zaczęły drastycznie spadać, tracąc w ciągu jednego dnia 60% wartości rynkowej.

To z kolei spowodowało panikę wśród klientów SVB i tzw. run na bank. Żeby zrozumieć, dlaczego klienci masowo zaczęli wypłacać pieniądze, trzeba poświęcić chwilę regulacjom dotyczącym zabezpieczania depozytów w bankach. Zwykle lokalne przepisy gwarantują klientom wypłatę środków nawet po upadku instytucji do określonej kwoty (w Polsce jest to Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który chroni środki do 100 tys. EUR). W USA odpowiada za to FDIC (Federalna Korporacja Ubezpieczeń Depozytów), która chroni depozyty klientów do 250 tys. USD. Wszyscy, którzy widzieli złą sytuację finansową SVB i mieli więcej pieniędzy – a był to bank dla startupów, które w znacznej większości trzymały tam więcej gotówki – obawiali się straty pieniędzy. 9 marca, dzień po zmianie ratingu, wielu klientów złożyło wnioski o wypłatę lub transfer pieniędzy na konta w innych bankach. Wnioski opiewały na kwotę 42 mld USD (ok. 25% wszystkich depozytów w banku). SVB nie był gotowy na tak nagłą i dużą wypłatę środków. Dzień instytucja zamknęła bilansem ujemnym na poziomie 1 mld dolarów i nie była w stanie przekazać klientom ich środków. To oznacza niewypłacalność i jest równoznaczne z upadkiem banku. Panika najważniejszych klientów, którzy chcieli uratować środki nieobjęte gwarancją, udzieliła się pozostałym oraz rozlała się na klientów innych banków będących w podobnej sytuacji.

Równolegle z SVB – i z podobnych przyczyn – w kłopoty wpadł Silvergate Bank. Założona w 1998 roku instytucja, w 2016 roku skierowała się w stronę kryptowalut. We wrześniu 2020 roku Silvergate posiadał aktywa kryptowalutowe w wysokości 2,1 mld USD. Jednym z najważniejszych klientów banku była FTX, jedna z największych giełd wymiany kryptowalut. Rynek ten jest bardzo luźno regulowany, a wręcz można przyznać, że w praktyce nie podlega żadnym regulacjom. FTX upadł pod koniec 2022 roku, gdy wyszło na jaw, że jest to niemal piramida finansowa. Większość strat FTX pokrył Silvergate z depozytów. 5 stycznia 2023 roku wycena akcji spadła o 40% po tym, jak firma potwierdziła w raporcie kwartalnym, że jej klienci wycofali 8,1 mld USD w okresie od września do grudnia 2022. To kolejny przykład paniki wywołanej wśród klientów, którzy masowo zaczęli wycofywać kryptowalutowe aktywa z banku – tym razem spowodowanej upadkiem FTX.

Podobnie, jak SVB, Silvergate inwestował depozyty w długoterminowe, niskooprocentowane obligacje skarbowe. W sytuacji drastycznej podwyżki stóp procentowych, bank musiał je sprzedać ze sporą stratą. W dokumencie regulacyjnym Silvergate stwierdził, że jego kapitalizacja jest „niższa niż dobra”, co doprowadziło do spadku akcji o kolejne 57% w okresie od 1 do 3 marca 2023, z 13,53 USD do 5,77 USD. W konsekwencji 8 marca 2023 ogłoszono, że Silvergate Bank zakończył swoją działalność i zostanie zlikwidowany.

Kolejną ofiarą paniki klientów został Signature Bank, jeszcze w grudniu 2022 roku wymieniony jako 19. pod względem wielkości bank w Stanach Zjednoczonych (według S&P Global), posiadający  aktywa o wartości 110,36 mld USD i 88,59 mld USD depozytów. Signature zajmował się głównie udzielaniem pożyczek na nieruchomości wielorodzinne w Nowym Jorku. Upadł dwa dni po SVB, a przyczyną były zarówno wysokie kwoty niezabezpieczonych depozytów, jak i dodatkowo prawie 25% depozytów w kryptowalutach. Analogicznie jak w wypadku SVB, najpierw wycena banku spadła drastycznie (od 10 lutego do 10 marca o 79%), a następnie klienci masowo ruszyli wypłacać pieniądze, zaniepokojeni jego sytuacją. Masowy run na  środki finansowe spowodował niewypłacalność Signature już 12 marca 2023 roku, kiedy DFS (Departament Usług Finansowych) przejął bank i wyznaczył FDIC na syndyka masy upadłościowej instytucji.

Następną kostką domina stał się First Republic Bank – bank komercyjny i dostawca usług zarządzania majątkiem z siedzibą w San Francisco, w Kalifornii. Obsługiwał zamożnych klientów indywidualnych i prowadził 93 biura w 11 stanach, głównie w Nowym Jorku, Kalifornii, Massachusetts i na Florydzie. Problemy First Republic zaczęły się w połowie marca, a pośrednią przyczyną były upadki SVB, Silvergate i Signature. Agencje ratingowe Fitch i S&P Global obniżyły rating kredytowy First Republic, powołując się na „wysoki odsetek nieubezpieczonych depozytów” zamożnych klientów, którzy z większym prawdopodobieństwem przeniosą swoje pieniądze w razie zagrożenia niewypłacalnością. Co więcej, wskaźnik kredytów do depozytów wynosił 111%  – bank pożyczył więcej pieniędzy niż posiadał w depozytach. W wyniku paniki, jaka wówczas wybuchła, klienci zaczęli wycofywać swoje depozyty, a kurs akcji kalifornijskiego banku poszybował w dół. Nad First Republic zawisnęło widmo niewypłacalności. Czwarty upadły bank w tak krótkim czasie mógł spowodować krach podobny do tego z 2008 roku.

Dlatego na pomoc First Republic przyszła branża bankowa. 11 instytucji – w tym Goldman Sachs, Morgan Stanley, JP Morgan Chase, Bank of America, Citigroup i Wells Fargo (banki zaangażowane w wywołanie poprzedniego kryzysu finansowego) – ulokowało 30 mld USD w depozytach w First Republic, by zahamować panikę i pokazać swoje zaufanie do chwiejącego się banku. Nie zmieniło to decyzji agencji S&P Global, która 19 marca obniżyła rating kredytowy instytucji do poziomu śmieciowego, stwierdzając, że dodatkowe depozyty mogą nie poprawić sytuacji First Republic. Już w kwietniu okazało się, że w niecały miesiąc z banku wyparowało ponad 100 mld USD, ponad połowa wszystkich depozytów. W zdecydowanej większości depozyty wycofali klienci, którzy ulokowali w banku więcej środków niż gwarantowana przez FDIC suma 250 tys. USD.

Pod koniec kwietnia First Republic rozpoczął ostatnią próbę restrukturyzacji – zapowiedział sprzedaż swoich obligacji i papierów wartościowych (by pozyskać środki finansowe) oraz rozpoczął zwolnienia grupowe. Ogłoszenie przez FDIC zamysłu przejęcia banku spowodowało spadek akcji instytucji do 3,50 USD. Kolejne spadki wartości akcji zmusiły FDIC do potwierdzenia przejęcia oraz chęć jego dalszej sprzedaży. Już 29 kwietnia FDIC zwróciła się w tym celu do największych amerykańskich banków, po tym jak cena spadła o kolejne 42% w obrocie po zamknięciu dnia na amerykańskich giełdach (afterhours trading). 1 maja 2023 JPMorgan Chase został właścicielem First Republic Bank.Upadki bankow w 2023 - os czasu

Kryzys zaufania do instytucji finansowych rozlał się też na Europę i zachwiał tutejszym gigantem – Credit Suisse. Szwajcarski bank jest uznawany za jeden z tych, które nie mogą upaść, ale od kilku lat znajdował się w trudnej sytuacji. W latach 2019-2022 Credit Suisse targała seria skandali – od afery szpiegowskiej, przez gigantyczne odszkodowania po wyciek tajnych dokumentów sugerujących brudne interesy klientów banku i brak odpowiedniej transparentności procedur. Wśród zarzutów znalazło się też niszczenie dokumentów dotyczących kont rosyjskich oligarchów po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Panika inwestorów wywołana przez wspomnianą wyżej sekwencją zdarzeń w Stanach Zjednoczonych połączona z problemami Credit Suisse, spowodowała wyprzedaż akcji banku. 15 marca Saudi National Bank – główny udziałowiec CS – odmówił zwiększenia płynności, co spowodowało jeszcze drastyczniejszy spadek wyceny akcji. Szwajcarska instytucja znalazła się na krawędzi upadku. 16 marca – tydzień po krachu SVB i cztery dni po likwidacji Signature Bank – Credit Suisse zwrócił się do Szwajcarskiego Banku Narodowego o pożyczkę w wysokości 54 mld CHF.

Nie powstrzymało to jednak depozytariuszy od wypłacania środków – w ciągu tygodnia aktywa CS spadły o 10 mld CHF (69 mld od początku 2023 roku). Widmo upadku wydawało się nieuchronne. Jednak dzięki negocjacjom szwajcarskiego rządu, Credit Suisse został wykupiony przez innego rodzimego giganta – UBS – za 3,2 mld USD (1% wartości CS w 2007 roku). Warto podkreślić, że – by uniknąć dalszej paniki na rynkach – negocjacje i sprzedaż Credit Suisse odbyła się w weekend 19-20 marca oraz nie musiała być zatwierdzona przez walne zgromadzenie akcjonariuszy obu instytucji.

Również amerykańscy regulatorzy robili wszystko, bo zapobiec panice, która mogłaby się rozlać na inne sektory i doprowadzić do wyniszczającego kryzysu podobnego do tego z 2008 roku (którego skutki są odczuwalne do dziś przez światowe gospodarki). Amerykański rząd obiecał zagwarantować depozyty, które nie były objęte gwarancjami w ramach istniejących regulacji.

Jakie tak właściwie są efekty regulacji? Czy sektor bankowy jest zbyt luźno czy zbyt mocno normowany? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – regulacje pomagają mitygować ryzyko. Jednak żadne obostrzenia nie są w stanie wziąć pod uwagę wszystkich zdarzeń. Bez odpowiednich przepisów powstrzymujących chęć do ryzykownego zarządzania aktywami, kryzysy finansowe byłyby jeszcze częstsze, a ich efekty dotkliwsze.

W działalności regulatorów widać pewną reaktywność. Kolejne przepisy (jak regulacje bazylejskie wprowadzone w odpowiedzi na kryzysy z 2008 roku) pojawiają się dopiero w konsekwencji ponownych kryzysów finansowych. Za obecną falę upadków banków nie można jednak winić instytucji nadzorczych – banki same nieprawidłowo zarządzały ryzykiem (inwestując np. w niestabilne kryptowaluty). Trzeba się jednak liczyć z tym, że sytuacja z początku 2023 roku spowoduje powstanie kolejnych regulacji. Czy wobec tego należy oczekiwać większej aktywności banków, wprowadzania zaleceń nie w odpowiedzi na kryzysy, ale również, gdy pojawi się cień zagrożenia? Instytucje nadzoru finansowego na pewno będą dążyć w tę stronę i przewidywać wydarzenia zanim się zadzieją. Upadki jednych z największych banków mogły wywołać globalną zapaść, jednak dzięki stosunkowo szybkiej reakcji rządów i instytucji, kryzys nie spowodował tak daleko idących konsekwencji gospodarczych jakie mógł przynieść.

Wybory w Hiszpanii: wynik może mieć wpływ na równowagę w Europie

Zwrot o 180 stopni w drodze? W następstwie poważnych porażek w ostatnich wyborach regionalnych i lokalnych 28 maja, premier Pedro Sanchez z Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) wezwał do przeprowadzenia przedterminowych wyborów w Hiszpanii, które odbyły się w niedzielę 23 lipca (zamiast grudnia, jak pierwotnie planowano).

Bez względu na to, kto wygra, konsolidacja fiskalna będzie kluczowa

Reaktywacja europejskich reguł fiskalnych w 2024 r. zwiększy presję na środki konsolidacji fiskalnej. Niezależnie od wyniku wyborów, zajęcie się finansami publicznymi będzie nieuniknione, ograniczając tym samym wszelkie próby prowadzenia bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej. Podczas gdy odbicie gospodarcze w latach 2021-2022 i rosnąca inflacja w wyniku kryzysu energetycznego pomogły poprawić wskaźniki deficytu i zadłużenia, następny hiszpański rząd będzie musiał podjąć więcej działań w przyszłości. Podczas gdy lewicowy rząd prawdopodobnie podniósłby podatki, prawicowy sojusz najprawdopodobniej skupiłby się na cięciu kosztów (wykres 1). W opinii Allianz Trade należy zauważyć, że wysiłek fiskalny, jaki należy podjąć w nadchodzących latach, będzie prawdopodobnie znaczący, biorąc pod uwagę presję, jaką wywrze reforma emerytalna, która weszła w życie w tym roku, a która wiąże emerytury z indeksem inflacji z poprzedniego roku. MFW szacuje, że taka reforma może zwiększyć wydatki na emerytury o 3,2-3,5% do 2050 r., oprócz 1 punktu procentowego wynikającego ze starzenia się społeczeństwa. W kontekście Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (NRPP) Komisja Europejska zwróciła się do hiszpańskiego rządu o ponowne wprowadzenie współczynnika korygującego, który dostosowałby początkowe świadczenia emerytalne do zmian w oczekiwanej długości życia i mechanizmu sprawiedliwości międzypokoleniowej. Nieprzyjęcie tych środków zmniejszyłoby przyszłe transze unijnych funduszy naprawczych przyznanych Hiszpanii, która była jednym z głównych beneficjentów tego mechanizmu.

Wykres 1: Saldo budżetowe (% PKB)Wykres 1: Saldo budżetowe (% PKB)

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Znacząca zmiana społeczna (być może) tuż za rogiem. W ciągu ostatniej dekady hiszpański krajobraz polityczny przeszedł znaczącą transformację, ze znacznym wzrostem liczby partii. Ta fragmentacja doprowadziła do większej niestabilności, ponieważ rządy koalicyjne muszą być tworzone, często na podstawie kruchego konsensusu.

Nowy (prawicowy?) rząd może wpłynąć na obecną politykę gospodarczą

Lewicowy rząd premiera Pedro Sancheza przyjął szereg środków i reform mających na celu zwiększenie wydatków i/lub praw socjalnych. Na przykład, aby sfinansować różne bodźce fiskalne ogłoszone w zeszłym roku w celu powstrzymania kryzysu energetycznego, rząd wprowadził tymczasowe podatki od nadzwyczajnych zysków w sektorze energetycznym i bankowym, aby zebrać około 6 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat. Jeśli do władzy dojdzie prawicowy rząd, środki te prawdopodobnie zostaną wycofane, ponieważ obie partie mają różne podejście do polityki podatkowej. Podczas gdy obecny lewicowy rząd PSOE proponuje zmniejszenie obciążeń podatkowych dla rodzin z osobami na utrzymaniu i utrzymanie podatku od nieruchomości, PP podkreśla potrzebę obniżenia podatku dochodowego od osób fizycznych (IRPF) dla osób zarabiających mniej niż 40 000 EUR rocznie (około 85% całości) oraz obniżenia podatku VAT na podstawowe towary w celu zrekompensowania inflacji. Prawdopodobne jest również, że prawicowy rząd będzie dążył do złagodzenia niektórych przepisów wprowadzonych przez nową reformę pracy. Na froncie energetycznym planowane zamknięcie elektrowni jądrowych w 2027 r. może zostać opóźnione w celu zapewnienia dostaw energii. Zakres tych zmian politycznych będzie jednak zależał od konsensusu między partnerami koalicyjnymi i siły ich większości.

W opinii Allianz Trade ryzyko gospodarcze i finansowe powinno być ograniczone, niezależnie od tego, czy następny rząd będzie lewicowy czy prawicowy. Hiszpańska gospodarka utrzymała dobrą dynamikę, a aktywność gospodarcza w końcu zbliżyła się do poziomów sprzed kryzysu. W pierwszym kwartale roku był to jeden z najlepiej radzących sobie krajów w strefie euro, któremu pomógł eksport netto, zwłaszcza usług, wspierany przez ciągłe ożywienie w turystyce. Ponadto hiszpańska gospodarka skorzystała na pewnych różnicach strukturalnych, takich jak stosunkowo mniejszy sektor przemysłowy w porównaniu na przykład z Niemcami. To właśnie ten energochłonny przemysł najbardziej ucierpiał z powodu wyższych cen energii i spowolnienia globalnego handlu wytwórczego.

Wykres 2: Wkład we wzrost realnego PKBWkład we wzrost realnego PKB

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Allianz Trade oczekuje, że Hiszpania wzrośnie o +2% w 2023 r., osiągając lepsze wyniki niż główne kraje strefy euro. Wskaźniki wyprzedzające sugerują, że odporność utrzymała się w drugim kwartale. W drugiej połowie roku spodziewamy się złagodzenia obserwowanej dotychczas słabości konsumpcji prywatnej, dzięki poprawie realnych dochodów wynikającej z obserwowanego spadku inflacji (spodziewamy się, że inflacja zasadnicza osiągnie 3,8% w 2023 r. i 3,4% w 2024 r.) oraz oczekiwanego wzrostu płac (4,6% w 2023 r. i 4,1% w 2024 r.).

Wykres 3: Stopa bezrobocia (%)Stopa bezrobocia

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Kraj ten nadal stoi jednak przed wyzwaniami wynikającymi ze słabości strukturalnych, takich jak wysokie zadłużenie i niska produktywność, a także utrwalone słabe wyniki na rynku pracy, charakteryzujące się wysokim i utrzymującym się bezrobociem oraz pracą tymczasową, znacznie powyżej poziomów obserwowanych wśród europejskich konkurentów (wykres 2). Aby rozwiązać ten ostatni problem, pod koniec 2021 r. hiszpański rząd przyjął nową reformę rynku pracy, przywracając niektóre prawa pracownicze utracone w przeszłości – a przede wszystkim rozwiązując problem wysokiej częstotliwości pracy tymczasowej w kraju. Jak dotąd zauważamy, że reforma doprowadziła do znacznej zmiany profilu zatrudnienia, przy znacznym wzroście liczby umów na czas nieokreślony (wykres 3). Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, by wyciągać ostateczne wnioski na temat reformy i jej wpływu na funkcjonowanie rynku pracy[1] .

Rysunek 4: Umowa o pracę według rodzajuUmowa o pracę według rodzaju

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Chociaż spodziewamy się utworzenia koalicji[2] po wyborach, nadal istnieje możliwość, że PP i Vox nie będą w stanie osiągnąć porozumienia, co doprowadziłoby do zawieszenia parlamentu, konieczności przeprowadzenia nowych wyborów i przedłużenia niepewności politycznej. W takim scenariuszu reformy mogłyby zostać opóźnione.  W każdym razie należy pamiętać, że utworzenie nowego rządu może zająć trochę czasu. Działalność parlamentarna zostanie wznowiona po utworzeniu nowych izb; sesja inauguracyjna zaplanowana jest na 17 sierpnia, a proces inwestytury z udziałem króla Hiszpanii Felipe VI, spotkania między partnerami i kilka głosowań w Zgromadzeniu muszą zostać zakończone. Jak dotąd rynki nie zareagowały na potencjalne zmiany polityczne. Jednak utrzymująca się niepewność co do przyszłej polityki rządu może wpłynąć na zaufanie inwestorów i utrudnić działalność inwestycyjną.

Wyniki wyborów mogą również zmienić równowagę w Europie

Biorąc pod uwagę, że wybory odbywają się niecały miesiąc po objęciu przez Hiszpanię prezydencji w Radzie UE, sojusz PP-Vox pozwoliłby skrajnej prawicy na ustalanie agendy spotkań Rady. Przesunięcie na prawo w Hiszpanii najprawdopodobniej poddałoby w wątpliwość trudne negocjacje w sprawie zasad fiskalnych w przyszłym roku, a mało prawdopodobny sojusz hiszpańskiego rządu z Holandią mógłby być zagrożony. Inne inicjatywy, takie jak promowanie zrównoważonego wzrostu gospodarczego, wspieranie spójności społecznej i terytorialnej, wzmacnianie tożsamości europejskiej i konsolidacja walki ze zmianami klimatu, również mogą napotkać przeszkody. Co więcej, biorąc pod uwagę niedawny wzrost liczby tradycyjnych i skrajnie prawicowych partii w całej UE (wykres 5) oraz fakt, że w przyszłym roku UE ma wybrać nowy Parlament Europejski, taki prawicowy trend na szczeblu krajowym może oznaczać bardziej konserwatywną Brukselę w czasie, gdy podejmowane będą krytyczne decyzje w takich kwestiach, jak ekspansja UE na wschód, handel z Chinami i nadzorowanie praworządności w krajach UE.

Wykres 5: Kraje europejskie, w których rządy tworzą (lub wchodzą w skład) partie centroprawicowe lub skrajnie prawicowe (czerwiec 2023 r.)Kraje europejskie, w których rządy tworzą (lub wchodzą w skład) partie centroprawicowe lub skrajnie prawicowe

Źródła: Politico, Allianz Research

[1] Zobacz nasz raport Brak szybkich zwycięstw: Więcej miejsc pracy, ale niska produktywność w strefie euro

[2] Po wyborach regionalnych pod koniec maja, Vox i PP uzgodniły utworzenie rządów w regionie Walencji i wielu miastach, takich jak Toledo. Prowadzą również rozmowy w sprawie utworzenia podobnych paktów w regionach Aragonii, Balearów i Estremadury.

Polska liderem rynku nieruchomości przemysłowych i magazynowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Ponad 65 mln mkw. wynoszą obecnie całkowite zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznych w regionie CEE-12[1]. Ponad 1/3 tego wolumenu (25 mln mkw.) znajduje się w regionach 12 stolic europejskich. Polska jest zdecydowanym liderem tego rynku – niemal 30 mln mkw. znajduje się na terenie naszego kraju – wynika z raportu Colliers pt. „ExCEEding Borders: sektor produkcyjny i magazynowy w krajach CEE-12”.

Rynek przemysłowo-logistyczny oraz sektor produkcyjny w regionie CEE-12

Głównym motorem napędowym rozwoju rynku przemysłowo-logistycznego w regionie CEE-12 jest silny wzrost sektorów spedycji, handlu i dystrybucji, a także w dalszej kolejności lekka produkcja, przemysł motoryzacyjny i FMCG. Pomimo stale rosnącej podaży nadal istnieje duże zapotrzebowanie na tego typu nieruchomości.

– Obecna dostępność powierzchni na rynku przemysłowo-logistycznym jest niska, co potwierdza poziom pustostanów w przeanalizowanych przez nas krajach – w większości wynosi on poniżej 5 proc. Częściowo wynika to z faktu, że wysoki odsetek nowej podaży stanowią obiekty BTS (build-to-suit), czyli budowane zgodnie z potrzebami konkretnego najemcy. Standardowe inwestycje spekulacyjne w całym regionie mają obecnie mniejszy udział w rynku, jednak nieruchomości z sektora przemysłowo-logistycznego charakteryzują się najkrótszym czasem realizacji w porównaniu z innymi sektorami, co daje deweloperom możliwość szybkiego dostarczenia nowych projektów na rynek – mówi Dominika Jędrak, Dyrektorka Działu Doradztwa i Badań Rynku w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej w Colliers.

W raporcie, poza podsumowaniem obecnej sytuacji na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych, autorzy wskazują także trendy, które będą miały wpływ na rozwój tego sektora w CEE w przyszłości.

– Istnieje kilka czynników, które mogą wpływać na popyt na rynku powierzchni dla przemysłu oraz logistyki, a także na proces podejmowania decyzji o kolejnych inwestycjach. Jednym z atutów, który będzie mieć wpływ na rozwój tej branży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej jest położenie w samym sercu Europy i doskonały dostęp do międzynarodowej sieci transportowej, która została ulepszona w ciągu ostatnich kilku lat – podkreśla Dominika Jędrak i dodaje – Obecnie, pomimo lekkiego spowolnienia, sektor przemysłowo-logistyczny nadal osiąga dobre wyniki. Przewidujemy, że w 2023 będzie w jeszcze lepszej kondycji.

Ze względu na trwającą wojnę w Ukrainie wszystkie kraje CEE-12 doświadczyły rosnących cen paliw, wyższych cen materiałów budowlanych (i niższej ich dostępności), częściowego przerwania łańcuchów dostaw oraz wysokiej inflacji w 2022 roku. Spowodowało to wydłużenie czasu budowy nowych obiektów przemysłowo-logistycznych oraz wzrost czynszów i stóp zwrotu. Jednak w większości przypadków z końcem 2022 r. sytuacja zaczęła się stabilizować – ceny paliw i materiałów budowlanych zaczęły spadać, inflacja rosła wolniej, a deweloperzy powrócili do większej aktywności. Dlatego, w nadchodzącym roku należy się spodziewać, że czynniki wpływające na atrakcyjność regionu Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak: stosunkowo niskie koszty pracy, które pozwalają inwestorom spodziewać się atrakcyjnych zysków, wykwalifikowana kadra pracownicza, a także duża aktywność w niektórych sektorach produkcyjnych, będą mieć wpływ na dalszy rozwój branży.

Polska liderem w podaży, Czechy w popycie

Sektor produkcyjny w regionie CEE-12 różni się w zależności od kraju. Największe obroty w tym sektorze w 2020 r. odnotowała Polska, która odpowiadała za około 38 proc. całkowitego wolumenu w przeanalizowanych krajach, następnie Czechy (19 proc.) i Węgry (12 proc.). Pod względem udziału sektora produkcyjnego w popycie brutto od początku 2018 r. liderem są Czechy, z udziałem wynoszącym aż 36%.

Najbardziej rozwiniętym sektorem produkcyjnym w regionie CEE-12 w 2020 r. pod względem obrotów był sektor motoryzacyjny.

– W ostatnim czasie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej odnotowano znaczny wzrost liczby zapytań ze strony klientów zajmujących się produkcją akumulatorów wykorzystywanych w samochodach elektrycznych. Trend wzrostowy w tym sektorze powinien utrzymać się w nadchodzących latach. Drugim sektorem o najwyższych obrotach w przeanalizowanych krajach jest produkcja żywności. Widzimy także zwiększone zainteresowanie powierzchnią produkcyjną ze strony klientów azjatyckich, głównie z Chin i Korei Południowej – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers w Polsce.

Autorzy raportu Colliers prognozują, że sektor produkcyjny w krajach CEE-12 będzie nadal znacząco rosnąć w nadchodzących latach. Wpływ na to będą miały wcześniej wymienione czynniki związane z kosztami zatrudnienia, ale także między innymi niższe stawki czynszu niż w krajach Europy Zachodniej. Istotną rolę odgrywa również kwestia dostępności gruntów inwestycyjnych.

– Pozytywny wpływ na tempo rozwoju tego segmentu w krajach środkowoeuropejskich będą mieć także trendy takie, jak nearshoring, czyli przenoszenie produkcji do państw sąsiednich, friendshoring, polegający na przenoszeniu produkcji do państw sojuszniczych oraz reshoring, oznaczający powrót produkcji do kraju macierzystego – podsumowuje Maciej Chmielewski.

[1] Eksperci Colliers przeanalizowali 12 krajów w Europie Środkowo-Wschodniej: Albanię, Bułgarię, Czechy, Czarnogórę, Estonię, Litwę, Łotwę, Polskę, Serbię, Słowację, Węgry i Rumunię.

Posiedzenie Rady Prezesów EBC – niewiele wyżej, ale na dłużej?

Gospodarka strefy euro prawdopodobnie pozostanie w technicznej recesji, odnotowując kolejny kwartał ujemnego wzrostu w II kwartale, podczas gdy inflacja pozostaje niewygodnie wysoka, a zaostrzające się warunki finansowania obciążają aktywność krajową – wynika z analiz Allianz Trade. Bieżące dane ankietowe sugerują, że słaba dynamika wzrostu utrzymywała się w ostatnich miesiącach w obliczu spowolnienia produkcji, spadku wolumenu zamówień i wyjątkowo niskich inwestycji. Ostatnie dane dotyczące produkcji i zamówień z maja sugerują, że strefa euro odnotuje kolejny kwartał ujemnego wzrostu. Wskaźniki zaufania wskazują na wyraźne odwrócenie pozytywnej dynamiki danych miękkich od początku roku, co jest wspierane przez rotację do usług, które przenoszą dynamikę wzrostu. Jednocześnie wciąż stosunkowo napięty rynek pracy utrzymuje presję płacową na wysokim poziomie, ale uporczywie wysoka inflacja odbija się na realnych dochodach gospodarstw domowych, które odradzają się powoli, utrzymując konsumpcję na niskim poziomie (wykres 1). Ogólnie rzecz biorąc, zagregowany popyt ulega stagnacji, co powinno pomóc wzmocnić trend dezinflacyjny w ostatnich miesiącach.

Wykres 1: Dynamika płac w strefie euro i inflacja bazowaDynamika płac w strefie euro i inflacja bazowa

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Uwaga: wskaźnik presji płacowej opiera się na ankietowej miarze ograniczeń produkcji w oparciu o niedobór siły roboczej i krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne.

Mimo że inflacja spowolniła, głównie ze względu na wpływ rządowych środków wsparcia, presja cenowa będzie zmniejszać się powoli w drugiej połowie tego roku. Allianz Trade oczekuje, że rządy będą coraz bardziej ograniczać wydatki, ponieważ rosnące obciążenia związane ze stopami procentowymi wymagają konsolidacji fiskalnej. Roczna inflacja nadal jest blisko trzykrotnie wyższa od celu EBC w zakresie stabilności cen, który wynosi 2%. Inflacja zasadnicza spadła do 5,5% r/r w czerwcu (6,1% r/r w maju), dzięki spadkowi cen energii i żywności (-5,6% r/r i 11,7% r/r) – pomimo wyższej inflacji w Niemczech – a inflacja bazowa wzrosła (ponownie) do 5,4% r/r (5,3% r/r w maju), ale pozostaje poniżej historycznego rekordu 5,7% r/r w marcu. Jednak inflacja energii gwałtownie spadnie w nadchodzących kwartałach (z powodu silnych dezinflacyjnych efektów bazowych) i będzie stanowić mniej niż 10% całkowitej inflacji w tym roku.

Biorąc pod uwagę obecne środowisko stagflacyjne, EBC musiałby sformułować wytyczne dotyczące ścieżki stóp procentowych, które nie spowalniałyby nadmiernie zagregowanego popytu i uwzględniałyby fakt, że wpływ zaostrzonych warunków finansowania na gospodarkę działa z jeszcze większym opóźnieniem. Wyższe stopy procentowe ograniczają inflację poprzez zacieśnienie akcji kredytowej, co w pełni wpływa na popyt (konsumpcję i inwestycje) z opóźnieniem, historycznie 12-18 miesięcy. Dotychczasowy dramatyczny spadek podaży pieniądza w strefie euro wskazuje, że ograniczenie akcji kredytowej już spowolniło konsumpcję i inwestycje, co pomoże obniżyć inflację. Istnieją jednak powody, by sądzić, że tym razem opóźnienie to jest nieco dłuższe (co skutkuje mniejszą skutecznością restrykcyjnej polityki pieniężnej w normalizowaniu inflacji): (1) ponieważ duża część inflacji była napędzana podażą (ceny energii i żywności) oraz (2) nadzwyczajne luzowanie ilościowe przed szokiem inflacyjnym wraz z luźną polityką fiskalną podczas pandemii i kryzysu energetycznego utrzymywały zarówno płynność w całym systemie, jak i nadwyżkę oszczędności na wysokim poziomie, wspierając zagregowany popyt. Istnieją również dodatkowe czynniki wyjaśniające, dlaczego odwrócenie trendu inflacyjnego przez EBC trwało tak długo:

  • Obciążenie zadłużeniem gospodarstw domowych: wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych ma silny wpływ na podaż nowych domów i popyt na istniejące domy, co pozwala zachować majątek gospodarstw domowych; ponadto w ostatnich latach wiele gospodarstw domowych przeszło na kredyty hipoteczne o zmiennym oprocentowaniu.
  • Obciążenie długiem korporacyjnym: malejące ryzyko rolowania ze względu na wydłużony profil zapadalności długu (ale koszt refinansowania znacznie wyższy w ciągu 1-2 lat)
  • Niższa kapitałochłonność nakładów inwestycyjnych: wartości niematerialne/oprogramowanie są mniej wrażliwe na zaostrzone warunki finansowania.
  • Wsparcie fiskalne: konsolidacja fiskalna jest średnio niewielka w tym roku (np. ujemny impuls fiskalny w wysokości zaledwie 0,5% w strefie euro).

Wykres 2: Strefa euro – stopy realne i inflacja zasadniczaStrefa euro - stopy realne i inflacja zasadnicza

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Uwaga: */ zdefiniowana jako stopa procentowa pomniejszona o krótkoterminowe (1 rok) oczekiwania inflacyjne.

W opinii Allianz Trade EBC utrzyma restrykcyjną ścieżkę polityki pieniężnej w oparciu o podejście oparte na trzech filarach, uzależniając przyszłe zmiany stóp procentowych od napływających danych gospodarczych i finansowych, dynamiki inflacji bazowej oraz siły transmisji polityki pieniężnej. Podczas gdy inflacja spada, bazowa presja cenowa jest nadal zbyt silna, aby EBC mógł wstrzymać działania. Inflacja w usługach pozostanie na wysokim poziomie przez pozostałą część roku, a płace przyspieszą w związku z utrzymującym się silnym popytem, zwłaszcza w turystyce. Wysoka inflacja bazowa wzmocni przekonanie Rady Prezesów EBC, że dalsze podwyżki stóp procentowych są nadal potrzebne. Silna aprecjacja euro od czerwca powinna również zaważyć na perspektywach inflacji i wzrostu.

Allianz Trade podtrzymuje prognozę z czerwcowego raportu Economic Outlook, że EBC podniesie stopy o 25 pb na posiedzeniu Rady Prezesów w przyszłym tygodniu, co stało się konsensusem rynkowym w ciągu ostatnich kilku tygodni.  Prognozujemy również jeszcze jedną podwyżkę o 25 pb we wrześniu, aby osiągnąć stopę końcową na poziomie 4,0%, przy czym EBC utrzyma restrykcyjne nastawienie do połowy 2024 r. i prawdopodobnie obniży stopy procentowe w 2024 r. tylko wtedy, gdy jego prognoza z grudnia tego roku (lub marca 2023 r.) wykaże, że cel inflacyjny na poziomie 2% może zostać osiągnięty w średnim okresie. Biorąc pod uwagę obecne rozbieżności między prognozami inflacyjnymi pracowników EBC i krajowych banków centralnych Eurosystemu (KBC), obawy o stabilność finansową i zdolność obsługi zadłużenia mogą upolitycznić decyzję o obniżkach stóp w drugiej połowie przyszłego roku. Wpłynie to również na to, jak szybko realne stopy procentowe faktycznie wzrosły i w jakim stopniu zacieśniają warunki finansowania bez dalszych podwyżek stóp (wykres 2).

Gorsze od oczekiwań odczyty PMI dla strefy euro

Gorsze od oczekiwań odczyty PMI dla strefy euro. PMI dla przemysłu w lipcu wyniósł 42,7 wobec 43,4 miesiąc wcześniej. Tak niska wartość jest kolejnym negatywnym zaskoczeniem (prognozy 43,5) i pokazuje, że spowolnienie w przemyśle w dalszym ciągu się pogłębia. W szczególności słaby odczyt dotyczył największej gospodarki strefy euro. W Niemczech PMI dla przemysłu spadł do 38,8 pkt (prognoza 41,0). Początek trzeciego kwartału jest zatem bardzo słaby. Istnieje prawdopodobieństwo, że w kolejnym kwartale gospodarka znajdzie się w recesji.

Wskaźnik dla usług wyniósł w lipcu 51,1 wobec 52,0 w czerwcu. Konsensus zakładał, że wskaźnik wyniesie 51,5. Wskaźnik utrzymał się powyżej 50 pkt, jednak koniunktura nie jest już tak dobra, jak w poprzednich miesiącach.

Zbiorczy wskaźnik PMI dla strefy euro wyniósł 48,9 (konsensus 49,7), jest to istotne zejście poniżej poziomu oddzielającego wzrost od spadku aktywności. Sektor produkcyjny pozostaje hamulcem dla gospodarek, a sektor usług nie jest już tak mocny, jak jeszcze kilka miesięcy temu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Jak pandemia zmieniła podejście ludzi do pracy

Czas pandemii bezpośrednio wpłynął na zmianę w podejściu ludzi do pracy, doprowadzając do stworzenia całkiem nowej kultury zatrudnienia. Upowszechnienie się pracy zdalnej, dostęp do nowoczesnych narzędzi ułatwiających komunikację zespołów bez względu na lokalizację i coraz silniejsze zaakcentowanie dobrostanu pracowników – to dziś największe wyzwania dla rekruterów. Na obecnym rynku pracy łowcy talentów muszą wyjątkowo się starać, aby ich oferta nie tylko trafiła pod właściwy adres, ale też spotkała się z pozytywną reakcją – wynika z badań PageGroup: raportów Talent Trends i Candidate Pulse.

Elastyczność przede wszystkim

Najnowszy raport Talent Trends 2023 nie pozostawia wątpliwości – rośnie znaczenie work-life balance i tę tendencję trudno będzie już zatrzymać. Równowaga między karierą a życiem prywatnym stała się kluczowym elementem życia zawodowego. Jak wynika z badań PageGroup aż 7 na 10 osób postawiłoby zdrowie psychiczne i balans między życiem zawodowym a osobistym ponad sukces w pracy, a 40 proc. pracowników odmówiłoby awansu, gdyby uznało, że może on mieć niekorzystny wpływ na ich samopoczucie. Dlatego zatrudnieni oczekują dziś od pracodawców przede wszystkim elastyczności, stawiając na swobodę w wyborze tego jak, gdzie i kiedy pracują.

Praca zdalna kluczem do sukcesu

Z badania PageGroup wynika, że obecnie zaledwie 35 proc. pracowników w Polsce pracuje na pełnoetatowych stanowiskach w biurach. Formy pracy zdalnej (12 proc.) i hybrydowej (53 proc.) stają się coraz bardziej powszechne. Pracownicy, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, traktują home office jako standardowy tryb świadczenia obowiązków. Oferowanie możliwości pracy spoza biura w wielu branżach nie robi już na pracownikach wrażenia, dlatego firmy nie mają wyjścia: muszą przemodelować własną ofertę i wymyślać kolejne benefity, które przykują uwagę pracowników, zwłaszcza ich najmłodszej generacji.

Idealna oferta kusi dobrą pensją i benefitami

Dodatkowe dni wolne w roku, krótszy tydzień pracy, możliwość skorzystania z firmowej siłowni w porze lunchu czy lekcje języka obcego w godzinach biurowych. Tak naszpikowana oferta może być bardzo efektywna, pod warunkiem, że oczekiwania finansowe zostaną zaspokojone. Jeśli pracownik jest usatysfakcjonowany wysokością pensji, kolejnym wabikiem pozostają zaawansowane benefity. Na szczególną kreatywność w tym zakresie muszą się zdobyć rekrutujący w branżach, gdzie popyt wciąż przewyższa podaż. Mimo że proporcje w ostatnich miesiącach się zmieniają, i nawet pracownikom branży IT zaczyna zagrażać konkurencja, ten sektor nadal wiedzie prym i wciąż rozdaje karty.

Dopasowanie do potrzeb

By dowiedzieć się, jakie ogłoszenia działają skutecznie na kandydatów, przykuwając ich uwagę do oferty pracodawcy, firma Michael Page przeprowadziła ankietę wśród ponad 7000 osób. W badaniu Candidate Pulse można znaleźć odpowiedzi na zasadnicze pytania: czym kierują się kandydaci przy wyborze pracodawcy, gdzie szukają informacji o firmie i co musi zawierać oferta pracy, by ich skutecznie przyciągnąć?

Po pierwsze – łowcy talentów powinni przygotować ogłoszenie o pracy, które będzie ciekawe i spójne. Jak się okazuje, niemal 70 proc. poszukujących zatrudnienia twierdzi, że czyta całe ogłoszenie, dlatego ważne jest, by przykuwało uwagę od początku do końca. Ponad 60 proc. oczekuje bardzo precyzyjnego i klarownego podania wszelkich szczegółów. Dotyczy to nie tylko wynagrodzenia czy benefitów, ale także technicznego opisu stanowiska czy zakresu codziennych obowiązków.

Podążać za trendami

Trend home office ma bardzo wyraźne odwzorowanie w idealnie przygotowanej ofercie. Aż 60 proc. osób szuka w ogłoszeniu o pracy przede wszystkim informacji o lokalizacji – czy praca jest stacjonarna w biurze czy jednak zdalna, z domowej kanapy lub innego preferowanego miejsca. Zapoznając się z ogłoszeniem o wakacie kandydaci zwracają także uwagę na typ umowy i wynagrodzenie. Informacji o wysokości oferowanej pensji poszukuje w ofercie co trzecia osoba.

Co ciekawe, znaczenie ma także nazwa stanowiska, a już mniejsze jego poziom w strukturze firmy, czy nawet nazwa zatrudniającego.

– 9 na 10 osób, ubiegając się o pracę, szuka informacji o potencjalnym pracodawcy na jego stronie firmowej. Stanowi to więc jasny drogowskaz dla zatrudniających – jak cię widzą, tak cię piszą. Warto, by dbali o aktualizację strony internetowej, zawartość mediów społecznościowych, czy o atrakcyjną szatę graficzną mającą szansę zatrzymać uwagę na dłużej. Ten warunek w równym stopniu dotyczy samej prezentowanej oferty, która musi być przede wszystkim aktualna – tłumaczy Magdalena Wołowiec, Marketing Manager PageGroup.

Wśród czynników, które z kolei mogą zniechęcić do udziału w procesie rekrutacyjnym jest niejasny opis stanowiska, zawiłości w sposobie prezentacji oferty utrudniające jej zrozumienie oraz niezrozumiałe formularze aplikacyjne, generujące u kandydata zniecierpliwienie a nawet irytację.

Obietnice z pokryciem

Idealna oferta pracy spełnia wiele kryteriów. By skutecznie przyciągała talenty, musi być dopasowana do profilu poszukiwanego kandydata i powinna szczegółowo odpowiadać na wszelkie wątpliwości. Jednak nawet najlepiej przygotowane ogłoszenie nie spełni swojej roli w perspektywie długofalowej, jeśli obietnice w nim zawarte nie okażą się tożsame z faktyczną ofertą zatrudniającego.

WIBOR znów spada, co może ciążyć polskiej walucie

O tym, że wzrost cen może przełożyć się na spadek zakupów, w sumie każdy wiedział. Nie powinno nas zatem dziwić, kiedy on w końcu następuje. Z drugiej strony nadchodzące wybory i spadające stopy procentowe mogą spowodować odbicie.

Sprzedaż detaliczna cierpi

Pomimo dobrych danych o zarobkach z czwartku, piątkowe dane o sprzedaży detalicznej zawiodły. W ciągu roku sprzedaż detaliczna wzrosła o 2,1% względem oczekiwanego 2,6%. Pokazuje to pewne problemy, które w końcu mogą się przenieść na inne dane. Z drugiej strony nadchodzące wybory w Polsce to zawsze okazja, by przekazać konkretnym grupom społecznym pewną ilość gotówki. Wybierane są raczej takie, dla których będzie to duża zmiana, w związku z czym można oczekiwać, że sprzedaż detaliczna wkrótce się odbije. Nie zmienia to faktu, że nie jest to rodzaj odbicia, o którym marzą analitycy.

WIBOR znów spada

Ostatnie dni przynoszą nam spadki stopy WIBOR. Nie jest to tempo zmian, które odmienia życie kredytobiorców, ale powoli widać nadchodzące zmiany. W ostatnich tygodniach niemal codziennie widzimy spadek o kolejne setne części procenta. Najmniej, bo o 0,14%, spadł na razie WIBOR 3-miesięczny, gdyż rynek spodziewa się później spadku stóp procentowych. WIBOR 6-miesięczny spadł jednak już o 0,37%, co pokazuje, że rynki oczekują więcej niż pojedynczej symbolicznej obniżki stóp procentowych. Im bliżej będziemy obniżek stóp procentowych, tym bardziej powinno to ciążyć polskiej walucie. To między innymi z tego powodu w ostatnich dniach waluty obce podrożały o około 0,5% względem złotego.

Bitcoin testuje wsparcie

Od kilku dni główna kryptowaluta świata znów testuje wsparcie tuż poniżej poziomu 30 000 dolarów. Rynki pilnie przyglądają się tym ruchom, gdyż z punktu widzenia analizy technicznej, kolejne znajdują się ponad 4000 dolarów niżej. Powoduje to zatem spory niepokój u inwestorów. Nie brakuje głosów, że problemem jest koszt mocy obliczeniowej wykorzystywanej przy przetwarzaniu operacji na potrzeby kryptowalut. W rezultacie firmy zajmujące się tzw. wydobyciem muszą większą ilość otrzymywanego wynagrodzenia sprzedawać na rynku. Część analityków właśnie ten proces obwinia za zakończenie ostatniego cyklu wzrostów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wstępne odczyty indeksów PMI dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Uśpiony wieloryb bitcoinowy budzi się po 11 latach

Bitcoin pokonuje obecnie powolny odwrót, ponieważ cena kontynuuje trend spadkowy z ostatnich szczytów. Kryptowaluta rozpoczęła ubiegły tydzień tuż poniżej 30 000 dolarów i – pomimo krótkiego wzrostu w czwartek – spadła poniżej 29 500 dolarów. Ethereum odnotowało podobny spadek w zeszłym tygodniu, zaczynając powyżej 1 900 dolarów, ale łagodząc tempo w ciągu tygodnia, aby obecnie znaleźć się na poziomie około 1 850 dolarów.

Chociaż dynamika rynku w miesiącach letnich może mieć tendencję do zmienności przy niższych przepływach handlowych, ostatni okres był wyjątkowo spokojny dla najlepszych kryptowalut na rynku. Złagodzenie ceny, które obecnie widzimy, sugeruje, że inwestorzy szukają pozytywów, których mogliby się trzymać, ale na razie niewiele się dzieje, więc najlepiej czekać i obserwować.

Ripple szuka ekspansji w Wielkiej Brytanii

Ripple, projekt kryptowalutowy stojący za tokenem XRP, powiedział, że chce rozszerzyć swoją działalność na Wielką Brytanię, niedługo po tym, jak wygrał bitwę sądową w USA przeciwko organom regulacyjnym. Komentarze europejskiego dyrektora generalnego firmy w DL News sugerują, że firma szuka brytyjskiej licencji w FCA.

To posunięcie podkreśla znaczenie zmian regulacyjnych zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i UE, które mają obecnie jedne z najbardziej przejrzystych ram na świecie, jeśli chodzi o sektor kryptowalut. Firma chce również uzyskać licencję na płatności w Irlandii.

W ostatnich miesiącach obserwowaliśmy powolny, ale wyraźny wzrost liczby firm kryptowalutowych przenoszących się do Wielkiej Brytanii lub UE. Oczywiste jest, że sektor kryptowalut przeszedł kilka poważnych zmian w ubiegłym roku, teraz jednak spogląda w przyszłość opartą na nowych regulacjach, opracowując produkty i technologie głównego nurtu.

Budzi się uśpiony wieloryb bitcoinowy

Portfel kryptowalutowy przechowujący bitcoiny o wartości około 31 milionów dolarów obudził się po 11 latach snu. Skrytka zawierająca około 1037 bitcoinów pozostawała nietknięta od 2012 roku, kiedy to każdy token był wart około 4,92 dolarów, czyli łącznie 5 108 dolarów.

Ruchy wielorybów, takie jak te, są zwykle analizowane przez społeczność kryptowalutową w poszukiwaniu oznak ruchu na rynku. Chociaż jest to znaczna ilość bitcoinów, nie jest to w żadnym wypadku ruch na rynku, ani nie zapowiada niczego innego.

Warto jednak zauważyć, że tak duża kwota pozostawała nietknięta przez bardzo długi czas. Potwierdza to, że podejście długoterminowe jest najlepsze dla kryptowalut i inwestowania w ogóle. Inne długo uśpione portfele były ostatnio w ruchu, ale według danych Glassnode, około 55 proc. podaży bitcoinów nie poruszało się od co najmniej dwóch lat.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Transport ładunków sypkich – co obejmuje oraz jak reguluje go prawo?

Każda grupa towarów posiada swoje określone cechy, przez które prawo różnie interpretuje charakter jej przewozu. Niektóre ładunki transportuje się w sposób bardzo prosty, natomiast inne potrzebują już do tego celu specjalistycznych warunków. Jednym z przykładów tej drugiej opcji są ładunki w postaci sypkiej. Dlaczego organizacja ich transportu bywa mocno skomplikowana oraz czym wyróżniają się na tle innych? O tym opowiemy w poniższym wpisie.Transport i logistyka ładunków sypkich

Grupy towarów przewożone transportem sypkim

Wszystkie ładunki sypkie są podporządkowywane konkretnym grupom względem różnych kryteriów. Bardzo często ten typ przewozu wykorzystuje się do przemieszczania artykułów budowlanych. Mowa tutaj wyłącznie o tych produktach, które występują w postaci sypkiej. Należą do nich: piasek, żwir, cement czy wapno.

Zdarza się, iż cechy przewozu ładunków sypkich trzeba połączyć jeszcze z transportem żywności. To spore utrudnienie z uwagi na konieczność zachowania maksymalnego poziomu higieny na całej przestrzeni załadunkowej. Do tego rodzaju produktów należą wszystkie kruszywa, które w późniejszym okresie czasu zostaną przeznaczone do produkcji jedzenia bądź do bezpośredniego spożycia. Mowa mianowicie o cukrze, soli, ryżu, pszenicy oraz wszystkich typach zboża. Oczywiście, do grona ładunków sypkich zalicza się jeszcze węgiel czy nawet ziemię.

Flota potrzebna do transportu ładunków sypkich

Ładunki sypkie mogą być transportowane drogą lądową, morską oraz kolejową. Najczęściej jednak, w celu dostarczenia takiego towaru do konkretnego odbiorcy, korzysta się z opcji dostaw drogowych. Bardzo często, przykładowy transport piasku może przebiegać w silosach bądź cysternach. Specjalnie wykonane do tego celu naczepy cechują się łatwą możliwością zsypu dołem. Bardzo często zdarza się, iż przewóz tego typu surowca odbywa się luzem na naczepie tylnozsypowej, jednak dotyczy to wyłącznie transportów na mniejsze odległości. Dopuszcza się także umieszczenia tego ładunku w zwykłej naczepie, podpinanej do ciągnika siodłowego. Niemniej jednak, towar musi być szczelnie zabezpieczony w mocnym worku bądź w beczce.

Regulacje prawne związane z transportem ładunków sypkich

Transport ładunków sypkich jest ściśle regulowany przez prawo i nie można w żaden sposób temu zapobiegać. Niezabezpieczenie towaru prowadzi do jego ulatniania na skutek nawiewu powstającego w czasie jazdy. To z kolei może stwarzać ogromne zagrożenie dla wszystkich uczestników ruchu drogowego.

Dlatego też, ustawa z dnia 20 czerwca 1997 roku jasno wskazuje, iż szczelna zabudowa naczepy jest elementem bez wątpienia wymaganym. Z kolei ustawa o transporcie drogowym podpisana cztery lata później, upoważnia Inspektorat Transportu Drogowego do kontroli szczelności pojazdów przewożących właśnie ładunki sypkie. Oczywiście, niestosowanie się do wyżej opisanych regulacji prawnych grozi karą grzywny nałożoną na przewoźnika. Chcąc zorganizować więc transport ładunków sypkich, warto zaufać jedynie doświadczonym specjalistom, działającym w branży TSL od dłuższego czasu.

Musk chce zmienić markę Twittera

Chociaż wyraźnie nie chodzi to stricte o kryptowalutę, Elon Musk od dawna ma tendencję do poruszania rynku swoimi wypowiedziami. Najnowszym głośnym wydarzeniem jest ogłoszenie, że ekscentryczny miliarder zamierza zmienić nazwę Twittera na „X”, starając się odbudować go jako swoją od dawna wymarzoną „aplikację do wszystkiego”.

Ma to wpływ na kryptowaluty w perspektywie krótkoterminowej, ponieważ porusza rynki, a także w perspektywie długoterminowej, ponieważ Musk chce zbudować sieci płatności za pomocą własnej platformy, która wkrótce może konkurować z takimi jak ethereum, bitcoin lub inne.

Obserwatorzy nie przegapią również wiadomości o tym, że płatności bitcoinowe najwyraźniej zostały po cichu wycofane z Tesli, mimo że dogecoin pozostał bez zmian. Podczas gdy rynek wróży z fusów na temat wyborów Muska, lepiej dla inwestorów byłoby nie rozpraszać się krótkoterminowymi wydarzeniami i skupić się na dłuższych i szerzej widocznych trendach.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Dywidendowe żniwa u deweloperów giełdowych

Jak co roku w okresie wakacyjnym na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych dokonuje się sezon dywidendowy, skutkujący liczonymi w setkach milionów złotych przelewami na rachunki inwestorów. Na jakie profity tym razem mogli liczyć akcjonariusze spółek deweloperskich?

Co roku liczne grono zarządów spółek giełdowych podejmuje decyzje, zatwierdzane następnie przez Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy, o podziale wypracowanego w poprzednim roku zysku netto przedsiębiorstwa na część wypłacaną akcjonariuszom oraz zatrzymaną w firmie, z zamiarem przeznaczenia jej na cele inwestycyjno-rozwojowe. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl z czasem powoli rosła liczba notowanych na GPW deweloperów mieszkaniowych, którzy decydowali się na wypłatę dywidend, podobnie jak i ich suma. Pytanie, czy ten pozytywny trend trwa nadal.Tab. 1 - Dywidendowe żniwa deweloperów giełdowych za 2022 rok

W roku bieżącym na wypłatę dywidendy z zysków 2022 roku zdecydowało się siedem spółek deweloperskich o profilu mieszkaniowym notowanych na głównym parkiecie GPW oraz obecny na Catalyst Ronson Development. Z ubiegłorocznej stawki zabrakło Marvipolu, którego zarząd zdecydował się na przeznaczenie całego zysku na kapitał zapasowy, tłumacząc decyzję o niewypłacaniu dywidendy niepewną sytuacją rynkową.

Niestety rekord deweloperskich dywidend tym razem nie został poprawiony, pomimo znacznego wzrostu sumy zysków netto, która za rok ubiegły wyniosła w przypadku prezentowanej stawki spółek ponad 1237 mln zł. Z tej kwoty deweloperzy mieszkaniowi zdecydowali się przekazać swoim akcjonariuszom 785 mln zł, czyli blisko 64 proc. Tymczasem przed rokiem z profitów rzędu około 1 mld zł oddali udziałowcom aż 822 mln, czyli grubo ponad 80 proc.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl tego typu sytuacja wraz z przypadkiem Marvipolu może świadczyć o nieco ostrożniejszej ocenie obecnej sytuacji rynkowej przez tuzów rodzimej branży deweloperskiej.

Z kolei średnia stopa dywidendy wyniosła 7,4 proc. wobec rekordowego 9,4 proc. z ubiegłego roku. Mimo tego wciąż aktualna pozostaje teza, według której deweloperka mieszkaniowa to jedna z wiodących branż na warszawskiej GPW pod względem progresu osiąganych zysków oraz wypłacanych akcjonariuszom profitów.

Zaledwie rok temu wydawało się, że załamanie sprzedaży deweloperów mieszkaniowych, jakiego rodzimy rynek pierwotny wówczas doświadczał, musi znaleźć swoje bezpośrednie przełożenie na spadek oczekiwań przyszłych wyników finansowych, a co za tym idzie także wypłacanych dywidend. Tymczasem jak się okazało, wszelkie obawy o przyszłość koniunktury na rynku mieszkaniowym nie uległy trwalszej materializacji.

Co więcej, średnio ponad 7-procentowa dywidenda na pewno cieszy akcjonariuszy spółek deweloperskich, ale w świetle notowań giełdowych nie jest zapewne pierwszorzędnym argumentem inwestycyjnym. Znacznie większe zyski przynosi im bowiem trwająca już bez mała 11 lat hossa. W jej efekcie tylko od początku br. indeks WIG-Nieruchomości poszybował o 45 proc. i niewiele wskazuje, by w przewidywalnej przyszłości na tej wartości miał poprzestać.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

KPMG tworzy Zespół ds. fuzji i przejęć wyspecjalizowany w obszarze zielonej transformacji energetycznej

Bartosz Węgrowski wzmocnił struktury Departamentu Deal Advisory w KPMG w Polsce i jako Dyrektor stanął na czele nowego Zespołu M&A Energy Green Transition. Nowy zespół świadczy usługi dla podmiotów z sektora energetycznego, koncentrując się w szczególności na projektach z zakresu zielonej gospodarki. Wraz z Bartoszem do KPMG dołączyli Paweł Czarnecki i Michał Szych (Associate Directors). KPMG posiada jeden z najbardziej wyspecjalizowanych, interdyscyplinarnych zespołów obsługujących klientów z sektora energetycznego i przemysłu energochłonnego obejmujący m.in. doradztwo w zakresie finansowania, doradztwo prawne i podatkowe oraz obsługę transakcji fuzji i przejęć.

Transformacja energetyczna oparta na odnawialnych źródłach energii to szansa na dekarbonizację gospodarki i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Polski. Jest to jednocześnie ogromne wyzwanie w kontekście finansowania. Sytuacja ta sprzyja większej aktywności inwestorów, poszukujących projektów w obszarze zielonej transformacji. Nowe regulacje prawne, ambitne cele klimatyczne i wsparcie państwa dla zielonych inwestycji tworzą dobre warunki do rozwoju rynku fuzji i przejęć w sektorze energetycznym – mówi Alina Wołoszyn, Partner, Szef Działu Deal Advisory w KPMG w Polsce.

W ostatnich latach obserwujemy dużą aktywność inwestorów w sektorze energetycznym – mam tutaj na myśli przede wszystkim aktywa wytwórcze skupione wokół OZE. Dynamika ta dotyczy większości państw europejskich, a Polski w szczególności. To co należy jednak podkreślić to trendy stabilizujące rynek – inwestorzy stają się coraz bardziej wrażliwi na jakość przejmowanych portfeli, stabilizują się ceny transakcyjne, następuje silniejsza specjalizacja kupujących w odniesieniu do klasy aktywów oraz stadium ich zaawansowania. Wchodzimy w fazę większej dojrzałości – to w obszarze aktywów wytwórczych. Pozostaje jeszcze cały segment tzw. aktywów operacyjnych, takich jak produkcja czy usługi na rzecz zielonej transformacji energetycznej. Tu mamy do czynienia w szczególności ze spółkami na wczesnym etapie rozwój o relatywnie małej skali, których właściciele są zainteresowani pozyskiwaniem tzw. „growth capital”. KPMG aktywnie uczestniczy w łączeniu stron takich projektów, odpowiadając za ich realizację – mówi Bartosz Węgrowski, Dyrektor w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu M&A Energy Green Transition w KPMG w Polsce.

Bartosz Węgrowski posiada blisko 15-letnie doświadczenie w doradztwie w zakresie fuzji i przejęć na różnych rynkach, w szczególności w energetyce i innych sektorach przemysłowych. Przed dołączeniem do KPMG zdobywał doświadczenie pełniąc funkcję dyrektora inwestycyjnego w jednym z największych europejskich funduszy typu family office. Brał udział w wielu krajowych i ogólnoeuropejskich transakcjach kapitałowych. Ponadto, pełnił funkcję członka rad nadzorczych polskich i zagranicznych spółek reprezentujących sektory produkcji przemysłowej i energetyki odnawialnej.

Razem z Bartoszem do Zespołu M&A Energy Green Transition na stanowiska Associate Directors dołączyli Paweł Czarnecki i Michał Szych – eksperci z kilkunastoletnim doświadczeniem w zakresie fuzji i przejęć, doradztwa transakcyjnego i inwestycyjnego w branży energetycznej.

Obecna sytuacja w sektorze energetycznym sprawia, że wiele funduszy dostrzega wysoki potencjał inwestycyjny w przedsięwzięciach z zakresu energii odnawialnej. Duża skala inwestycji w infrastrukturę związaną z OZE, w tym m.in. przede wszystkim w farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, stwarza obiecujące perspektywy rozwoju rynku M&A. Doświadczony zespół fuzji i przejęć wyspecjalizowany w obsłudze transakcji w branży energetycznej dopełnia kompleksową ofertę KPMG dla tego sektora – mówi Tomasz Pasiewicz, Partner, Szef Zespołu M&A w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Czynniki ekonomiczne na czele największych obaw Polaków. Inflacja wciąż „królową” rankingu

Inflacja oraz wzrost cen bardziej przerażają niż wojna i wybuch bomby atomowej.

Jak wynika z cyklicznego badania pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”, ponad 90% respondentów obawia się konkretnych sytuacji, które potencjalnie mogą wystąpić w najbliższym czasie. To wynik tylko nieznacznie mniejszy niż odnotowany pół roku temu, ale liderzy rankingu zostali prawie ci sami. Obecnie przeszło 45% ankietowanych czuje strach przed inflacją i utratą wartości pieniądza. Ponad 37% wskazuje, że boi się choroby najbliższych. Widać też, że polityka coraz bardziej podsyca napięcie. Destabilizacji państwa obawia się blisko 27% badanych, a lęk przed napływem emigrantów wskazuje już 22% respondentów. Z kolei spadek cen nieruchomości z wynikiem niespełna 2% zamyka całą listę obejmującą ponad 30 obaw i lęków.

Mniej się boimy, ale ogólnie słabo to wygląda

Badanie UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl pokazuje obecne lęki i obawy Polaków. Przeszło tysiąc dorosłych osób poproszono o wskazanie sytuacji, których najbardziej się obawiają, że mogą wystąpić w ciągu najbliższych trzech miesięcy. I tak 90,3% ankietowanych wybrało przynajmniej jeden czarny scenariusz ze spisu 33 możliwych (ponad pół roku temu – 93,7%). Z kolei 3,9% respondentów stwierdziło, że obawia się czegoś, co nie zostało uwzględnione na tej liście (poprzednio – 0,9%). 1,8% uczestników badania zaznaczyło, że niczego się nie obawia (wcześniej to było – 2,1%). Natomiast 4% nie ma wyrobionej w tej kwestii opinii (3,3%).

– Wiele osób doświadcza lęków i obaw, co sugeruje, że niepewność i niepokój są dzisiaj powszechnymi doświadczeniami w społeczeństwie. Choć odsetek osób wyrażających obawy jest wysoki, to nieznacznie spadł w porównaniu z poprzednim okresem badawczym. Może to wskazywać na pewne zmniejszenie poziomu niepokoju – komentuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Jak zaznacza ekonomista Marek Zuber, pod koniec ubiegłego roku inflacja rosła. Nie było pewności, kiedy dojdzie do szczytu. Teraz ciągle jest bardzo wysoka, ale w ostatnich miesiącach zaczęła spadać. I to element nieco uspokajający ludzi. Według eksperta, widać wyraźnie, że spora część społeczeństwa nie uwierzyła w słowa prezesa NBP oraz rządu. Z ich strony pojawiały się zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą. Wyniki badania pokazują, że Polacy myślą zupełnie inaczej.

– Wzrósł odsetek osób wyrażających obawy dotyczące sytuacji spoza wymienionych na liście kwestii. To może sugerować, że istnieją nowe lub zmieniające się czynniki wpływające na niepokoje w społeczeństwie. Te wyniki podkreślają potrzebę dalszych badań i zrozumienia przyczyn oraz skutków obaw i lęków. Ważne, aby skutecznie reagować na nie i zapewnić odpowiednie wsparcie dla osób dotkniętych tymi stanami. Strach może bowiem poważnie utrudniać wykonywanie codziennych zadań i skutecznie uniemożliwić normalne funkcjonowanie – dodaje Michał Murgrabia.

Inflacja wciąż najbardziej straszy Polaków

Biorąc pod uwagę listę 33 lęków i obaw, 45,2% Polaków wciąż boi się inflacji i utraty wartości pieniądza (pod koniec ub.r. – 50,8%). Michał Pajdak, jeden ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl, podkreśla, że mimo lekkiego spadku wyników, inflacja wciąż jest dominującym lękiem w naszym kraju. Ona wpływa na dyskomfort, nie tylko w sferze ekonomicznej. Zmusza rodaków do podejmowania niepopularnych decyzji, ograniczania wydatków i przyczynia się do znacznego spadku komfortu życia.

– Wyniki badania świadczą o tym, że Polki i Polacy wykazują dobre rozpoznanie rzeczywistości. Ich przemyślenia nie odbiegają znacząco od wniosków ekspertów. Wysoka inflacja nadal budzi największe obawy, ale już nieco mniejsze w porównaniu z poprzednim badaniem. Ten spadek wynika z widocznej dezinflacji, czyli trendu spadku wskaźnika inflacji konsumenckiej, ale nadal nie deflacji, czyli malejących cen – analizuje prof. Paweł Wojciechowski, przewodniczący Rady Programowej Instytutu Finansów Publicznych, były minister finansów i ambasador przy OECD.

Lęk dotyczący inflacji i utraty wartości pieniądza częściej wskazują kobiety niż mężczyźni. Ponadto mówią o tym głównie osoby w wieku 75-80 lat, z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł, z wyższym wykształceniem oraz z miejscowości liczących co najmniej 500 tys. mieszkańców.

– Ludzie najstarsi doświadczają zwiększonych wydatków związanych z ochroną zdrowia, zakupem leków, przy jednoczesnej mniejszej dynamice wzrostu emerytur. Z kolei osoby dobrze zarabiające z reguły dysponują nadwyżkami i oszczędnościami. W ich przypadku temat inflacji rzutuje bezpośrednio na spadek siły nabywczej odkładanych środków – wyjaśnia Michał Pajdak.

Polityka coraz mocniej podsyca napięcie

Na kolejnych miejscach ww. zestawienia znajdują się takie wskazania, jak choroba najbliższych – 37,3% (poprzednio – 38,4%), choroba lub utrata własnego zdrowia – 35,7% (33,7%), a także wzrost cen żywności, innych towarów dostępnych w sklepach – 29% (33,9%). Zdaniem prof. Wojciechowskiego, odpowiedź dotycząca choroby najbliższych może wynikać również z obaw o stan opieki zdrowotnej. Dane OECD potwierdzają, że nadal wydłuża się w Polsce czas oczekiwania na wizytę do lekarza. Ekspert równocześnie podkreśla, że jesteśmy niechlubnym liderem z najmniejszą liczbą lekarzy na 1000 mieszkańców wśród państw OECD.

– W porównaniu z poprzednimi wynikami, mniej osób wyraża obawy dotyczące wzrostu cen żywności i innych towarów. To sugeruje, że niektórzy respondenci mogli już przyzwyczaić się do wysokich cen lub wręcz oczekiwać poprawy sytuacji. Jednak przyczyny tych zmian mogą być różnorodne i zależeć od indywidualnych doświadczeń oraz kontekstu społecznego – stwierdza psycholog Murgrabia.

Dalej w ww. zestawieniu widać obniżenie jakości życia – 27,5% (wcześniej – 32,4%). Polacy obawiają się również destabilizacji państwa (protestów, strajków, zamieszek, fałszowania wyborów, propagandy) – 26,9% (poprzednio – 19%). Następnie wskazywane są lęki związane ze wzrostem kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 26,7% (grudzień ub.r. – 33,9%), a także z wojną, konfliktem zbrojnym na terenie Polski – 23,7% (27,1%). Michał Pajdak zwraca tutaj szczególną uwagę na to, że coraz więcej lęków budzi perspektywa destabilizacji państwa. Chodzi o protesty, strajki, zamieszki, fałszowanie wyborów i szeroko pojętą propagandę. I jak dodaje ekspert, winni są temu politycy, którzy prowadzą agresywną debatę publiczną. Należy się obawiać, że ten stan będzie się pogarszał do jesiennych wyborów. Ciśnienie sporu będzie tylko rosło wraz z lękami Polaków w tym zakresie. Podobnego zdania są też inni eksperci.

– Badani w większym stopniu dostrzegają lęki związane z destabilizacją państwa. W ciągu pół roku nastąpił tu spory wzrost obaw, bo aż o prawie 8 punktów procentowych. To oczywiście efekt rosnącego niezadowolenia społecznego, ale też polaryzacji politycznej, związanej z intensywną prekampanią oraz coraz większego podporządkowania mediów celom politycznym – mówi prof. Wojciechowski.

Do powyższego autorzy badania dodają, że wpływ debaty politycznej może też być widoczny w obszarze obaw związanych z uchodźcami. Lęk przed napływem emigrantów wskazuje obecnie już 22% respondentów (wcześniej – 17,4%). – Powszechnie wydaje się, że Polacy przywykli już do trudnej sytuacji geopolitycznej, ekonomicznej i tej społecznej. Mniej osób obawia się wojny czy nawet wybuchu elektrowni atomowej. Są to znane ryzyka, ale coraz bardziej kontrolowane. Być może więc zmienia się prawdopodobieństwo ich wystąpienia, w ocenie Polaków – dodaje Michał Pajdak.

Uwzględniając pozycje z ww. listy 33 lęków i obaw, najmniej wskazań ma odpowiedź dotycząca spadku cen nieruchomości – 1,9% (poprzednio – 1,1%). Przed nią w ww. zestawieniu znajduje się upadek wspólnoty kościelnej – 2,2% (w poprzednim badaniu – 1,8%), a także rozpad własnego związku lub rozwód – 4,1% (4,2%).

– Wzrosła liczba Polaków obawiających się spadku cen nieruchomości, ale to ciągle dotyczy bardzo relatywnie niewielkiej części społeczeństwa. Dla tych ludzi mieszkania czy domy są inwestycją, a teraz boją się straty wynikającej z tej formy lokowania kapitału. Najemców tych nieruchomości ewentualny spadek cen z pewnością nie zatrważa – mówi Marek Zuber.

Podsumowując wyniki badania, można jeszcze wskazać, że od końca zeszłego roku mocno wzrosły lęki związane z przestępstwami cybernetycznymi, np. kradzieżą tożsamości lub haseł. Jednocześnie coraz mniej Polaków boi się pandemii. – Chociaż z perspektywy psychologicznej będziemy z tego doświadczenia wychodzić latami, to jednak nie budzi ona już tak dużych obaw, jak wcześniej – wskazuje Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.