Gołębie jastrzębie. Traktat sopocki dotrzymany, czas na wystąpienie prezesa

Wczorajsze posiedzenie nie przyniosło nam wbrew oczekiwaniom zmian stóp procentowych. Okazuje się, że wzrost inflacji do 17,2% nie jest wystarczającym uzasadnieniem. Tym ciekawsza wydaje się dzisiaj konferencja prasowa.

RPP nie zmienia stóp

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Okazuje się, że oczekiwania analityków nie doceniły siły traktatu sopockiego. Pod tą żartobliwą nazwą w świecie finansów rozumie się rozmowę prezesa Adama Glapińskiego na molo w Sopocie z działaczką Agrounii. O skali niespodzianki najlepiej świadczy ankieta przeprowadzona wśród 19 dużych instytucji finansowych. 16 spodziewało się wzrostu o 0,25%, dwie o 0,50% a tylko jedna przewidziała 0 zmian. Jak widać, nie należało brać średniej arytmetycznej z oczekiwań, a geometryczną. W rezultacie na rynku pojawiło się trochę zamieszania. Skoro inwestorzy nastawiali się na wzrosty, teraz odwracają swoje pozycje. Powoduje to sprzedaż polskiej waluty, która w rezultacie słabnie. Po samej decyzji euro na chwilę podrożało do 4,85 zł, następnie odbiło się w dół. Dzisiaj od rana znów wraca do tych poziomów. Rynki czekają jednak na godzinę 15:00, wtedy odbędzie się konferencja z wystąpieniem prezesa NBP.

Rynek pracy w USA

Jeżeli skądś płyną ostatnio dobre dane w USA, to z pewnością jest to rynek pracy. Wczorajszy raport ADP jest tylko potwierdzeniem tego trendu. 208 tysięcy miejsc pracy to przyzwoity wynik. Nie należy jednak popadać w hurraoptymizm. W tym tygodniu zobaczymy jeszcze dwa ważne odczyty z tamtejszego rynku pracy. Dzisiejszy odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wraz z raportem ADP są tylko wstępem do piątkowego raportu o sytuacji z rynku pracy. Dobre dane nie przeszkodziły jednak dolarowi wczoraj zyskać na wartości po serii słabszych dni.

Rumunii podnoszą stopy

Narodowy Bank Rumunii zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych o 0,75%. Był to ruch o 0,25% powyżej oczekiwań rynków. Jak uważają złośliwi, wspólna decyzja rumuńskich i polskich decydentów była średnio zgodna z oczekiwaniami. Sytuacja Rumunii jest jednak mocno zależna, ze względu na powiązanie waluty, od działań EBC. Kraj ten stara się utrzymywać kurs rona w okolicach 4,95 rona za 1 euro. W rezultacie do momentu gdy EBC nie podnosił stóp procentowych nie mogli za mocno sami ich podnosić, by nie doprowadzić do nadmiernego umocnienia waluty. W ostatnim roku doszło do tego tylko raz na początku sierpnia. Kurs jednak już wrócił znów do celu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Będziemy mieć węgiel w portach, ale nie będziemy mieć go w piecach. Sektor TSL o dramatycznych problemach z dystrybucją węgla

Eksperci sektora TSL zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że najbliższe tygodnie zdominuje temat dystrybucji węgla w Polsce. Sprawa jest poważna, bo wiele wskazuje na to, że węgiel w najbliższych tygodniach będzie docierał do portów. Gorsza sytuacja będzie mieć miejsce, gdy trzeba będzie go dystrybuować do mieszkańców. – Przedsiębiorcy są zaniepokojeni, bo sami starają się o węgiel i nie zawsze udaje im się złożyć zamówienie. Inna sprawa to dyskusja na temat ważnego energetycznego surowca w przede dniu rozpoczęcia sezonu grzewczego. Zastanawiamy się jak to możliwe, że do tego momentu nie ma wypracowanego porozumienia w sprawie dystrybucji. W przypadku zabezpieczenia energetycznego mieszkańców i przedsiębiorców nie ma miejsca na działanie „na sznurek i zapałkę” – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Mojsiuk: „Dystrybucja węgla na wielu poziomach ma wpływ na całą gospodarkę”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie po konsultacjach z zachodniopomorskimi ekspertami sektora TSL nie ma wątpliwości, że sytuacja jest trudna, a może być krytyczna. Węgiel – nawet jeżeli zgodnie z zapowiedziami dopłynie do Polski – to może być poważny problem z jego dystrybucją.

– Wywiezienie takiej ilości węgla z portu może być trudne koleją, bo po prostu nie ma wagonów. To dziesiątki lat niedoinwestowania taboru kolejowego i braku inwestycji intermodalnych. Są bardzo długie czasy oczekiwań, by wjechać do portu i wyjechać. Przygotowania trwają bardzo dynamicznie, ale zdążenie przed zimą wydaje się niemożliwe – mówi Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju Grupy CSL.

– W opinii Północnej Izby Gospodarczej eksperci sektora TSL powinni być mocniej zaangażowani w dyskusje o sprawach energetycznych. Sytuacją niedopuszczalną jest chaos, jakiego świadkiem jesteśmy obecnie. Przedsiębiorcy zwracają nam uwagę, że priorytet nadany węglowi w portach również może mieć wpływ na całą gospodarkę np. sektor e-commerce. Nie jesteśmy również zwolennikami zrzucania odpowiedzialności za dystrybucję węgla na samorząd – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. 

„Szybka dystrybucja w obecnych okolicznościach jest niemożliwa”

Eksperci rynku TSL zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie mówią wprost: węgiel w portach jest albo zaraz będzie. Największym problemem pozostaje dystrybucja, bo na to żaden port, samorząd ani nawet firmy komercyjne nie są gotowe. Polscy importerzy sprowadzają węgiel z krajów zamorskich jak Wenezuela, Indonezja czy nawet RPA.  Tematem dyskusyjnym jest jakość surowca, ale tutaj przedsiębiorcy nie podejmują się oceny.

Jak mówi Przemysław Hołowacz, ekspert sektora TSL, dyrektor ds. rozwoju Grupy CSL, ostatnie tygodnie pokazują, że porty przyjmują nowe statki z węglem. Problemów jest jednak więcej.

– Brakuje węglarek do obsługi surowca, są gigantyczne czasy oczekiwania przy wjeździe i wyjeździe z portu, również drogi kolejowe nie pozwalają na obsługę tak wielkiego wolumenu węgla. Jest wielka szansa, by węgiel dotarł do portu, ale jego dystrybucja będzie gigantycznym problemem. Nie mamy zasobów ani kolejowych na drogowych, ani kadrowych, by to spełnić – mówi Przemysław Hołowacz.

– Węgiel będziemy mieć w Polsce, ale nie w piecach, a w portach. Szybka dystrybucja w obecnych okolicznościach może być nierealna – mówi Przemysław Hołowacz.

– Wiemy już, że PKP będą zobligowane do traktowania przewozu węgla priorytetowo nie tylko względem innych przewozów cargo, ale również względem przewozu osób. Należy to wziąć pod uwagę planując podróże koleją. Taka sama zasada została przyjęta w Niemczech. Kwestia dystrybucji węgla zgodnie z przewidywaniami staję się istotnym problemem politycznym tak na szczeblu krajowym, jak i na szczeblu lokalnym, gdzie obserwujemy coraz mocniej wyrażaną wolę rządzących do delegowania sprawy zaopatrzenia ludności w węgiel na samorządy terytorialne i reakcje przedstawicieli samorządów na te pomysły. Biorąc pod uwagę, że sprawa węgla dotyka kwestii zabezpieczenia podstawowych potrzeb obywateli, spodziewam się, że temat ma potencjał do bycia wiodącym w najbliższym czasie, bo sezon grzewczy właśnie się rozpoczyna – mówi Jerzy Gębski z firmy Enterprise Logistics.

Nietanie studiowanie. Nawet 1251 zł za miejsce w akademiku, drugie tyle za kawalerkę bez rachunków

Studia wyższe są coraz droższe, a zniżka studencka, obecna w pubach czy pociągach, nie obowiązuje na rynku nieruchomości. Najtańszym sposobem na studiowanie poza rodzinnym domem nadal jest akademik. Dla tych, którzy nie załapią się na pokój z uczelnianej puli, pozostaje płacić ponad 2000 zł samego czynszu.

Właśnie rozpoczął się rok akademicki. Z tej okazji eksperci multiporównywarki rankomat.pl przenalizowali ceny wynajmu różnych nieruchomości dla studenta – miejsca w akademiku, kawalerki, pokoju w mieszkaniu wielkopokojowym oraz całych mieszkań.

W porównaniu znalazło się 10 miast – Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Łódź, Gdańsk, Lublin, Katowice, Rzeszów i Szczecin. Dokładnie taka jest kolejność – według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Akademickość polskich miast” – miejscowości o największej liczbie studentów. Jednak pod względem cen zakwaterowania w pokojach i mieszkaniach zestawienie mocno odbiega od pierwowzoru.

mieszkanie

Akademik dla oszczędnych

akademikCeny za wynajem miejsca w akademiku w 10 miastach Polski są umiarkowanie zróżnicowane. Zestawienie rankomat.pl dotyczy tylko stawek oferowanych przez uniwersytety. Najtańsze miejsce w pokoju akademickim oferuje Uniwersytet Szczeciński (310 zł miesięcznie). W Łodzi za najtańszą opcję zakwaterowania trzeba wydać co najmniej 370 zł, w Warszawie podobnie (400 zł). Niską stawkę ma jeszcze Uniwersytet Rzeszowski (410 zł), natomiast studenci Uniwersytetu Wrocławskiego muszą liczyć się z wydatkiem co najmniej 585 zł, tyle że bez dodatkowych kosztów, jak w przypadku wynajmu mieszkania.

Wyższa cena w akademiku wiąże się z zajmowaniem pojedynczego pokoju, lepszym standardem, a nawet dostępem do internetu, jak na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W roku akademickim 2022/23 za miejsce w popularnym „DS-ie” trzeba zapłacić nawet 1251 zł – to stawka na Uniwersytecie Wrocławskim. Znacznie niższe stawki maksymalne mają Uniwersytet Łódzki (820 zł), Uniwersytet Warszawski i Rzeszowski (po 810 zł). Najtańszy z najdroższych jest Uniwersytet Gdański ze stawką 642,60 zł za miejsce w akademiku.

Kawalerka trzyma cenę

kawalerkaŚrednie stawki za wynajęcie kawalerki wahają się od 790 do 2665 zł miesięcznie. To kwoty za sam czynsz, czyli bez rachunków za media – na podstawie wyników portalu ogłoszeń gethome.pl. Najtańszym miastem są Katowice, a najdroższym Warszawa, choć podobnie wysoką średnią notuje Gdańsk (2630 zł).

Tak wysoka dysproporcja średnich stawek bierze się ze specyfiki rynku wynajmu mieszkań w Katowicach, gdzie występują oferty kawalerek bardzo tanich, ale wymagających sporego remontu (w ogłoszeniach widnieją jako tzw. ekspozycja stała). Pomijając wyjątek Katowic, trzeba przyjąć, że za kawalerkę w dużym mieście trzeba wydać średnio 2000 zł miesięcznie samego czynszu.

Najtańsze kawalerki dla studentów w 10 miastach kosztują od 1100 zł (Katowice) do 1900 zł (Gdańsk i Warszawa). Oferty poniżej 1500 zł zdarzają się w Łodzi (1150 zł), Krakowie i Lublinie (1400 zł).

Pokój tańszy, ale kuchnia wspólna

pokójStudenci, którzy nie dostali miejsca w akademiku lub nie chcą w nim mieszkać, a kawalerka jest dla nich za droga, mogą znaleźć pokój w mieszkaniu. Najniższe stawki również są dość zróżnicowane – od 490 zł miesięcznie w Katowicach do co najmniej 1800 zł w Gdańsku.

1000 zł miesięcznie bez rachunków za miejsce w pokoju to dolna granica w Rzeszowie, a poniżej tego progu są jeszcze Lublin (od 800 zł), Poznań (od 750 zł) i Szczecin (od 650 zł).

Warszawa wcale nie jest tak droga (1290 zł) ze względu na dużą liczbę ofert. Więcej niż w stolicy trzeba zapłacić za kwaterunek w Łodzi i Krakowie (od 1400 zł) i Wrocławiu (co najmniej 1600 zł samego czynszu).

Im więcej osób zajmuje wynajmowane mieszkanie, tym mniejsze opłaty dotyczą pojedynczego lokatora, co widać na przykładzie średnich stawek czynszów. Najwięcej bez względu na liczbę pokoi trzeba zapłacić w Warszawie – 3915 zł za 2 pokoje, 6220 zł za 3 pokoje i 9958 zł za 4 pokoje. W każdej kategorii podium jest właściwie bez zmian, czyli Warszawa, Wrocław i Gdańsk. Tylko w przypadku mieszkań 4-pokojowych tuż za stolicą znalazł się Kraków – wynika z danych gethome.pl.

W Katowicach są najtańsze mieszkania 2-pokojowe (1990 zł) i 3 pokojowe (2542 zł), a w Poznaniu 4-pokojowe (3210 zł).

Co z ubezpieczeniem mieszkania dla studenta?

Mieszkanie zajmowane przez najemcę należy do właściciela, który za ewentualne straty będzie oczekiwał rekompensaty finansowej. Studenci, którzy nie posiadają regularnych przychodów, narażają się tym samym na niebezpieczeństwo wpadnięcia w długi.

Przyczyn małej awarii czy poważnej szkody może być kilka – wybita szyba, zalanie, pożar, ale też kradzież rzeczy w nieswoim mieszkaniu przez obce osoby.

Studenci w większości nie są zamożną grupą społeczną, więc nie będą chętni ponieść dodatkowego wydatku w postaci ubezpieczenia mieszkania. O ile w przypadku akademika ma to uzasadnienie ekonomiczne, to przy wynajmie pokoju czy całego mieszkania, 100-200 zł rocznie na polisę może uratować budżet. Najlepszym rozwiązaniem będzie ubezpieczenie samego wyposażenia razem z OC w życiu prywatnym   – komentuje Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości rankomat.pl.

Ceny nieruchomości w III kwartale 2022 r. – popyt wyhamowuje, ceny się stabilizują

Średnie ceny ofertowe mieszkań i domów coraz wyraźniej się stabilizują. Tego samego nie można jeszcze powiedzieć o działkach, które w wielu regionach dalej drożeją – wynika z raportu Nieruchomosci-online.pl, który podsumowuje III kwartał 2022 r.

Portal Nieruchomosci-online.pl wziął pod lupę średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w III kwartale br. Jak wynika z raportu obejmującego miasta wojewódzkie, przypadki największych wzrostów zanotowano w segmencie kawalerek. Porównując III kwartał do II kwartału br., takie mieszkania najbardziej podrożały w Zielonej Górze (o 7,9 proc.), Rzeszowie (o 6,8 proc.) i Olsztynie (o 6,7 proc.). W przypadku mieszkań 2-, 3- i 4-pokojowych ceny rosły w niektórych miastach maksymalnie o 4-5 proc.Zainteresowane sprzedaż Zainteresowanie najem

Patrząc jednak na wszystkie miasta wojewódzkie i wszystkie wielkości mieszkań, wyraźnych wzrostów nie było wiele. W III kwartale przeważała względna stabilizacja, bo za taką należy uznać korekty średnich cen w górę lub w dół wynoszące mniej niż 2 proc., porównując kwartał do kwartału. Wprawdzie nie widzimy jeszcze wyraźnych spadków, ale ceny coraz częściej utrzymują się na dotychczasowym poziomie – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Dane portalu potwierdzają też, że popyt na mieszkania wciąż wyhamowuje: w III kwartale zainteresowanie mieszkaniami na Nieruchomosci-online.pl było o 15 proc. niższe niż w II kwartale br., a także o 36 proc. niższe niż w III kwartale 2021 r. (czyli porównując rok do roku). Na rynku nieruchomości dominują obecnie klienci z gotówką, którzy kupują przede wszystkim mniejsze mieszkania na wynajem. Znalezienie kupca na większy lokal jest dziś trudne, ponieważ po podwyżkach stóp procentowych wielu potencjalnych klientów ma zamkniętą drogę do kredytów. Mieszkania

Rynek najmu: tanieją tylko duże mieszkania

Zupełnie inna atmosfera panowała na rynku wynajmu mieszkań. W III kwartale wysoki popyt generowały głównie trzy grupy poszukujących: studenci powracający na uczelnie, osoby pozbawione szans na własne mieszkanie z powodu drożejących kredytów oraz imigranci z Ukrainy i Białorusi. Wszystko to sprawiło, że zainteresowanie mieszkaniami na wynajem (wyrażane liczbą kontaktów z ogłoszeniodawcami) było o 50 proc. wyższe niż w analogicznym okresie 2021 r.

W III kwartale rynek najmu zawsze mocno kształtują studenci, którzy są aktywni w końcówce sierpnia i we wrześniu. W tym roku obserwujemy wyjątkowe zainteresowanie wynajmem pokoi, które było wyraźnie wyższe z kwartału na kwartał, jak również z roku na rok. Znaczenie mogły mieć tutaj dwa czynniki. Po pierwsze, obecne wysokie stawki za wynajem całych mieszkań wykraczają poza możliwości wielu studentów. Po drugie, podaż jest teraz bardzo ograniczona. Oferta mieszkań na wynajem zmniejszyła się w ciągu roku o 56 proc. – mówi Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

W III kwartale podrożał przede wszystkim wynajem mieszkań 1- i 2-pokojowych. Jedynymi miastami, w których stawki przy tych wielkościach spadły, były Gdańsk, Bydgoszcz i Lublin. Więcej spadków pojawia się natomiast przy mieszkaniach 3-pokojowych. Tutaj korekty pojawiły się w połowie miast wojewódzkich: w Gdańsku, Białymstoku, Bydgoszczy, Poznaniu, Szczecinie, Katowicach, Zielonej Górze i Gorzowie Wielkopolskim.

Najdroższym miastem pozostaje Warszawa. Jak wynika z kwot wpisywanych przez ogłoszeniodawców na Nieruchomosci-online.pl, średnia stawka za kawalerkę to 2,5 tys. zł, a za lokal dwupokojowy 3,9 tys. zł. Uwagę może zwracać średnia stawka ofertowa za wynajem mieszkania 3-pokojowego, która wynosi około 6 tys. zł. – Analizując wysokie ceny w stolicy, trzeba pamiętać o tym, że niemałą część oferty dużych mieszkań stanowią luksusowe nieruchomości w centralnie zlokalizowanych dzielnicach. Niekoniecznie skierowane są one do przeciętnych klientów, np. rodzin – zwraca uwagę Alicja Palińska.   Najem

Ceny domów coraz stabilniejsze

Porównanie III kwartału do II kwartału br. pokazuje też, że w kierunku stabilizacji zmierza segment domów. Zauważalny wzrost średniej ceny ofertowej – a więc przynajmniej 2-procentowy – zanotowano tylko w 5 miastach wojewódzkich: Gorzowie Wielkopolskim, Kielcach, Opolu, Szczecinie i Warszawie (od +2,4 proc. do +10,2 proc.).

Uwagę zwraca to, że w niektórych lokalizacjach III kwartał przełamał trend wzrostu cen. Dotyczy to Wrocławia, Białegostoku i Bydgoszczy – ceny domów w tych miastach od roku systematycznie i wyraźnie rosły z kwartału na kwartał, a teraz po raz pierwszy lekko spadły.

Mimo uspokojenia cen, popyt na domy również mocno wyhamował. Jednym z głównych powodów jest spadek akcji kredytowej, ale nie bez znaczenia są też obawy potencjalnych nabywców dotyczące rosnących kosztów utrzymania domów (głównie cen prądu i ogrzewania). W III kwartale zainteresowanie domami na Nieruchomosci-online.pl było więc o 13 proc. niższe niż w II kwartale br., a także o 48 proc. niższe niż III kwartale 2021 r.

Domy

Ceny działek w miastach wciąż zaporowe

Segmentu działek również nie ominął spadek popytu. Porównując kwartał do kwartału, zainteresowanie gruntami na Nieruchomosci-online.pl spadło o 22 proc., a porównując rok do roku  – o 56 proc. W tym przypadku, oprócz masowych problemów z uzyskaniem kredytów, istotną przeszkodą dla kupujących są nadal wysokie koszty budowy domu. Wprawdzie w ostatnim czasie materiały budowlane nie drożeją już w zawrotnym tempie, ale wciąż daleko do spadków. Jak wynika z prognoz firmy doradczej CBRE, w 2023 r. ceny materiałów mają dalej rosnąć, ale znacznie mniej agresywnie niż w ostatnich dwóch latach (średnio o 4-8 proc.).

Mimo aktualnej sytuacji w wielu miastach ceny działek ciągle rosną. Wzrosty średnich cen zanotowano w 9 stolicach województw: w Białymstoku, Katowicach, Kielcach, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Toruniu, Warszawie i Zielonej Górze.Działki

Drogie (i często nieliczne) działki w miastach sprawiają, że wielu kupujących przenosi się do gmin ościennych. Tak wyglądały w III kwartale ceny gruntów w otoczeniu największych miast:

Warszawa – 726 zł/mkw.

  • Grodzisk Mazowiecki – 248 zł/mkw.
  • Piaseczno – 356 zł/mkw.
  • Nadarzyn – 321 zł/mkw.
  • Łomianki – 509 zł/mkw.

Kraków – 424 zł/mkw.

  • Wieliczka – 246 zł/mkw.
  • Zabierzów – 292 zł/mkw.
  • Mogilany – 254 zł/mkw.
  • Skawina – 163 zł/mkw.

Łódź – 348 zł/mkw.  

  • Zgierz – 129 zł/mkw.
  • Aleksandrów Łódzki – 168 zł/mkw.
  • Pabianice – 140 zł/mkw.
  • Ozorków – 127 zł/mkw.

Wrocław – 441 zł/mkw.  

  • Długołęka – 321 zł/mkw.
  • Czernica – 252 zł/mkw.
  • Siechnice – 313 zł/mkw.
  • Kobierzyce – 299 zł/mkw.

Poznań – 574 zł/mkw.

  • Tarnowo Podgórne – 433 zł/mkw.
  • Dopiewo – 448 zł/mkw.
  • Pobiedziska – 211 zł/mkw.
  • Swarzędz – 326 zł/mkw.

Giełdowy Indeks Produkcji spadł we wrześniu o 5,26%

Na koniec września Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) osiągnął wartość 749,71 punktów, czyli niżej o 5,26% od ceny ustalonej na koniec sierpnia i już ponad 34% poniżej wartości z końca ubiegłego roku.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc wrzesień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„We wrześniu kurs Giełdowego Indeksu Produkcji przez długi czas utrzymywał się w przedziale 780-790 punktów, ustalonym na koniec poprzedniego miesiąca. Niestety nierozsądne wypowiedzi rządu o tzw. podatku od zysków nadzwyczajnych w połączeniu z jastrzębimi protokołami Fed spowodowały masowy odwrót kapitału z rynku akcji, wpływając również na ceny akcji polskich spółek produkcyjnych. W wyniku powyższego w ostatnim tygodniu września GIP60 już tylko spadał przebijając granicę 750 punktów. Ostatecznie we wrześniu GIP60 zredukował swoją wartość o 5,26% pogłębiając tegoroczny spadek do 34,4%.

Porównując aktualny spadek wartości GIP60 do jego historycznych wyników nie trudno zauważyć, że jest to jeden z gorszych miesięcy w historii wskaźnika. Jednak odnosząc aktualne wyniki GIP60 do ogólnej sytuacji na GPW można dostrzec kilka pozytywów. We wrześniu spadały niemal wszystkie indeksy z rodziny WIG – indeks szerokiego rynku WIG spadł o 8,4% a WIG20 jeszcze mocniej, bo aż o 9,8% przełamując psychologiczną granicę 1400 punktów, czyli poziom na którym znajdował się ostatnio w najciemniejszych tygodniach szoku pandemicznego. Indeksy małych (SWIG80) i średnich spółek (MWIG40) straciły we wrześniu odpowiednio 6,9% i 7,5%. Jak widać, niektóre spośród wymienionych indeksów straciły niemal dwukrotnie więcej od GIP60, a więc polskie spółki produkcyjne wykazały się względną odpornością.

Mimo, że – jak zauważyliśmy wcześniej – zachowanie polskich spółek produkcyjnych z GPW nie było najgorszym z całego parkietu, to jednak spośród wszystkich 60 polskich spółek produkcyjnych wchodzących w skład GIP60 jednie w 16 przypadkach zaobserwowano we wrześniu wzrost ceny akcji, a w 40 przypadkach  spadek, z czego połowa (20 przypadków) zanotowała spadek przekraczający 5%. W przekroju branżowym jedynie producentom żywności i przemysłowi lekkiemu udało się osiągnąć dodatnią średnią miesięczną stopę zwrotu z akcji, która w wymienionych branżach wyniosła odpowiednio 3,9% i 0,13%. W pozostałych branżach gorzej lub o wiele gorzej – akcje polskich producentów z branży chemicznej straciły średnio 1,34%, projektanci już 2,59%, producenci materiałów budowlanych 2,77%, a producenci tworzyw sztucznych 3,46%. Jednak najgorzej we wrześniu zachowywały się papiery polskich producentów z branż: drzewnej (średnio -8,27%), metalurgicznej (-8,74%), farmaceutycznej (-10,57%) i motoryzacyjnej (-10,70%).

Najwyższą miesięczną stopę zwrotu wśród polskich spółek produkcyjnych i zwycięstwo w wrześniowej klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji osiągnęła spółka ZPUE S.A. której akcje podrożały z 275 PLN do 314 PLN (+14,18%). Grupa ZPUE skupia spółki działające w sektorze elektroenergetycznym, a jej kluczowy asortyment stanowią rozdzielnice średniego i niskiego napięcia oraz kontenerowe stacje transformatorowe. Na walory spółki nie wpłynął zbytnio raport wynikowy za pierwsze półrocze br. ale już informacja o podwojeniu kapitału przeznaczonego na skup akcji była dla nich bardzo pokrzepiająca i przyniosła wysokie wzrosty na ostatnich sesjach wrześniowych.

Drugie miejsce dla spółki Lena Lighting S.A. za wzrost ceny akcji z 3,6 PLN do 4,05 PLN, co dało miesięczną stopę zwrotu na poziomie 12,50%. W przypadku tej spółki wyniki pierwszego półrocza wpłynęły bardzo pozytywnie na kurs akcji spółki – ponad 20% wzrosty przychodów spowodowały wzrosty akcji spółki nawet w tak trudnym okresie jaki pod koniec miesiąca panował na GPW.

Najniższy stopień podium w najnowszej klasyfikacji GIP60 dla spółki Famur S.A. za wzrost ceny akcji z 2,936 PLN do 3,146 PLN, co pozwoliło jej akcjonariuszom uzyskać 7,15% miesięczną stopę zwrotu z inwestycji w akcje.  Akcje spółki w sierpniu regularnie zaliczały sesje spadkowe, aż do momentu kiedy pod koniec miesiąca pojawiła się informacja o potencjalnych akwizycjach, która w kilka sesji wywindowała cenę akcji z okolic 2,7 do 3,3 a następnie – w wyniku braku dodatkowych informacji cenotwórczych – skonsolidowała ją w przedziale 3,1-3,3.

Rosnące stopy procentowe roztaczają widmo recesji

Najświeższy obraz bieżącej sytuacji w przemyśle dają nam wskaźniki oparte o badania ankietowe, takie jak ISM, PMI czy też wskaźniki koniunktury obliczane przez urzędy statystyczne. Jednak dane ankietowe wydają się być obecnie zbyt mocno nacechowane negatywnymi nastrojami, które ogarnęły media informacyjne na całym świecie. Są to oczywiście emocje wynikające ze świadomości potencjalnych ryzyk, których w ostatnich dwóch latach pojawiło się aż nadto, jednak zaburzają zdolność badań ankietowych do ustalenia rzeczywistej sytuacji spółek produkcyjnych i szerzej sektora przemysłowego. Zjawisko rozdźwięku pomiędzy nastrojami a twardymi danymi bardzo dobrze widać na danych z sierpnia, dla którego GUS opublikował już informacje o produkcji sprzedanej przemysłu. PMI zanurkował wtedy najgwałtowniej od najgorszego momentu pandemii koronawirusa, do poziomu 40,9 wskazując na spadek produkcji i zamówień. Tymczasem, według danych GUS produkcja sprzedana przemysłu po oczyszczeniu z czynników sezonowych wzrosła o 10,9% w stosunku do sierpnia ubiegłego roku. Najbardziej wzrosła sprzedaż dóbr inwestycyjnych (+22,6%) i dóbr konsumpcyjnych nietrwałych (+11,9%), a spadek zaobserwowano jedynie w przypadku dóbr konsumpcyjnych trwałych (-1,4%). W podziale na grupy produktowe, największy względny wzrost produkcji w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku zaobserwowano u producentów pojazdów, przyczep i naczep (+40%), urządzeń elektrycznych (+23,9%)  oraz producentów maszyn i urządzeń (+16,8%). Ogólnie udział wartości produkcji działów przemysłu, w których odnotowano wzrost w stosunku do sierpnia ub. roku, wyniósł 94,6% (rosło 30 na 34 działów). Dane te zdają się być sprzeczne z nastrojami jakie przejawiały się w badaniach ankietowych wykonanych pod koniec miesiąca. Dlatego również w tym miesiącu należy podejść do nich z odpowiednim dystansem.

Przyszła sytuacja gospodarcza zależy od tak wielu niepewnych wydarzeń, że prognozowanie stało się obecnie bardzo trudne. W połączeniu z rosnącym kosztem kapitału wyrażanym za pośrednictwem stóp procentowych, stanowią bardzo mocne czynniki odciągające tenże kapitał od rynków akcji. W naszej części świata dochodzi jeszcze jeden bardzo mocny czynnik jakim jest nieprzewidywalna sytuacja geopolityczna. Niestety do kompletu należy też dodać nieodpowiedzialne działania przedstawicieli partii rządzącej, które najprawdopodobniej doprowadzą do nałożenia na duże spółki dodatkowego  domiaru za „nadmiarowe zyski”. Podtrzymuje to sytuację, w której nasz rynek jest jednym z najtańszych na świecie (porównując zyski do cen) i najprawdopodobniej nie odda tej wysokiej pozycji jeszcze przez długi czas. Czy zatem inwestorów z GPW czekają kolejne chude miesiące, kwartały czy nawet lata? Być może, jednak jeśli kolejne tygodnie pokażą, że realizują się nienajgorsze scenariusze, czyli np. będziemy świadkami opanowania inflacji, wyraźnego oddalenia się groźby konfliktu nuklearnego, stosunkowo ciepłej zimy i/lub wypłaty środków z KPO, to istnieje bardzo duża szansa, że akcje polskich spółek produkcyjnych będą jednymi z tych, które odbiją najmocniej. ”

Studenci chętniej idą do pracy. Dobija ich inflacja i koszty wynajmów

Znacznie wzrosła ilość studentów odwiedzających firmy rekrutacyjne w poszukiwaniu pracy. Eksperci nie mają wątpliwości, że powodem jest drastyczny wzrost kosztów życia, który powoduje, że utrzymanie się z pieniędzy od rodziców i ewentualnego stypendium nie jest możliwe. – Rynek pracy studentów wita z otwartymi ramionami. Nie możemy mówić o tym, że przeżywamy szturm studentów, ale osób zgłaszających się do pracy będąc studentami dziennymi jest trzykrotnie więcej niż przed rokiem – mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy z firmy IDEA HR Group. – Studenci szukają pracy możliwie elastycznej, takiej która pozwoli im łączyć pracę i studia. Najczęściej decydują się na handel, e-commerce, prace magazynowe czy gastronomię – dodaje ekspertka.

Student w pracy: zdecydowanie większa determinacja niż przed rokiem

Godzenie pracy i studiów dziennych dotychczas nie było częstym zjawiskiem. Studenci zaoczni zazwyczaj pracowali etatowo, a studenci dzienni pozwalali sobie na prace dorywcze i weekendowe. Sytuacja zmieniła się diametralnie z powodu kryzysu finansowego. Koszty wynajmu mieszkania czy nawet pokoju to kwoty od 1500 do 2500 złotych. Ogólne koszty życia również wzrosły drastycznie.

– Studenci nie chcieli się wiązać z żadnym pracodawcom w czasie studiów dziennych. Pracę dotychczas traktowali jako konieczność. Obecna sytuacja jest więc zmianą, choć nie jest zaskoczeniem. Utrzymanie się młodego człowieka w dużym mieście na studiach to ogromne wydatki. Studenci szukają pracy, która będzie elastyczna, a jednocześnie pozwoli im na naukę. Preferowane są wolne zawody jak np. bycie kurierem, praca w gastronomii czy coraz częściej praca w halach magazynowych. Studenci mają aspiracje, by praca przynosiła im jak najwięcej pieniędzy – mówi Anna Sudolska.

Jaka jest skala zmiany w tym zakresie? – Trudno ocenić, ale zaryzykowałabym, że zainteresowanie pracą wśród studentów jest nawet trzykrotnie wyższe. Oni mówią wprost, że bez stałego przychodu nie będą w stanie studiować. Niektórzy deklarują gotowość przejścia w tryb Indywidualnego Toku Studiów albo nawet studiowania zaocznego – mówi Anna Sudolska.

Student z językiem angielskim do pracy w sektorze TSL zostanie przyjęty natychmiast

Rynek pracy na studentów czeka jak na lekarstwo. Bezrobocie wciąż jest bardzo niskie, a trudno o bardziej pożądanego pracownika niż zdeterminowany i dynamiczny student.

– Poszukujemy chętnym studentom prace związaną z ich przyszłymi zawodami. Tutaj na pewno najłatwiej mają osoby z sektora TSL, inżynierowie, technicy, geolodzy, ale i pracownicy sektora e-commerce czy marketingu internetowego. Bardzo często zdarza się, że studenci zaczynają prace w swoich przyszłych zawodach, a przychodzili do nas, bo chcieli szybkiej pracy dorywczej – mówi Anna Sudolska.

– Takiej też nie brakuje. Najwięcej w handlu i na magazynach. Centra dystrybucyjne chętnie zatrudniają studentów. Martwi tu jednak wysoka rotacja. To bardzo ciężka praca, ale daje wysokie jak na studentów i ich możliwości zarobki. Pracodawcy są gotowi do ustalania np. indywidualnego trybu pracy – dodaje ekspertka.

– Przykładowo szukamy osoby do pracy w biurze, odpowiedzialnej za administracyjną obsługę procesów magazynowych: zamawianie transportów, weryfikowanie/wprowadzanie danych do systemu, kontakt głównie mailowy z zagranicznymi oddziałami firmy. Student z angielskim zostanie do takiej pracy przyjęty niczym król – mówi Anna Sudolska. Na takich stanowiskach studenci mogą liczyć na ok. 5 tysięcy złotych brutto wynagrodzenia.  W przypadku handlu, gastronomii czy dorywczej pracy w hotelarstwie czy budownictwie te pensje wahają się od 3500-4200 złotych brutto. Sektor e-commerce jest trudny do oceny, zdarzają się tutaj rekordowe wynagrodzenia, ale wiele jest uzależnione od indywidualnych wyników pracownika.

Medicover Stomatologia sfinalizował przejęcie dwóch sieci dentystycznych w Niemczech

Medicover Stomatologia oficjalnie sfinalizował przejęcie dwóch wiodących sieci dentystycznych – MeinDentist z 16 klinikami w Berlinie i Poczdamie, a także DDent – z 16 klinikami na północy Niemiec. Tym samym Medicover Stomatologia oficjalnie posiada w Niemczech już 32 centra stomatologiczne, a międzynarodowe portfolio sieci przekroczyło właśnie 100 lokalizacji.

W czerwcu 2022 r. sieć Medicover Stomatologia, lider rynku usług stomatologicznych w Polsce i autor konceptu Rytuału Uśmiechu, ogłosiła podpisanie umowy przejęcia nowoczesnej sieci klinik MeinDentist z oddziałami w Berlinie i Poczdamie. Z początkiem października br. Medicover Stomatologia oficjalnie sfinalizowała przejęcie i włączyła centra MeinDentist do swojego portfolio oraz ogłasza kolejny krok na drodze międzynarodowego rozwoju – sfinalizowanie akwizycji wiodącej sieci w regionie północnych Niemiec – DDent, z siedzibą w Hamburgu.

DDent, specjalizujący się w stomatologii zachowawczej i protetyce, funkcjonuje na niemieckim rynku od 2017 r., dysponuje 16 nowoczesnymi centrami stomatologicznymi i własnym laboratorium protetycznym. Sieć zatrudnia ponad 40 specjalistów i 160 asystentów, którzy przyjmują pacjentów na 73 fotelach. Od początku istnienia DDent stawiał na rozwój poprzez akwizycje; tylko podczas pierwszego roku działalności sieć dokonała akwizycji 11 nowych centrów. To sprawia, że sieć klinik DDent jest jednym z najbardziej prężnych graczy na rynku usług stomatologicznych w Niemczech, który dopiero wkracza na drogę konsolidacji. Sprawny model rozwoju sieci DDent wpisuje się w ambicje dynamicznej ekspansji sieci Medicover Stomatologia na niemieckim rynku.

Włączenie do naszego portfolio MeinDentist i DDent – sieci, które cieszą się nie tylko wysoką renomą wśród pacjentów, mają atrakcyjną ofertę zabiegów i wykorzystują know-how lekarzy i personelu medycznego, lecz także ich kadra zarządzająca jest zorientowana na dalszy dynamiczny rozwój – pozwoli nam przenieść nasze najlepsze doświadczenia z polskiego rynku na rynek niemiecki, sukcesywnie budować silną pozycję i napędzać konsolidację – komentuje Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Na początku chcemy przede wszystkim wnikliwie poznać oba biznesy, zgłębić rynek i wypracować dalsze kierunki rozwoju. Sam potencjał biznesu dentystycznego w Niemczech dziś oceniamy jako ogromny – dodaje.

Wypracowany przez nas model biznesowy, zakładający konsolidację mniejszych centrów na północy kraju, okazał się słuszny. Dołączając do Medicover, wnosimy nie tylko zarówno nasze nowoczesne obiekty i solidną ofertę, jak i lokalną perspektywę, energię i ambicje, by kontynuować rozwój i stale podnosić jakość opieki stomatologicznej – mówi lek. dent. Nicol Dudek, CEO DDent, implantolog.

Strategia rozwoju Medicover Stomatologia zakłada łączenie sił z wiodącymi klinikami i dentystami przy jednoczesnym inwestowaniu w rozwój marki własnej. W ciągu ostatnich dwóch lat działalności w Polsce sieć podwoiła liczbę gabinetów stomatologicznych (obecnie:104), a jej portfolio stanowi 72 nowoczesnych centrów w całym kraju, zatrudniających łącznie ok. 800 specjalistów. W skład sieci wchodzi także innowacyjne laboratorium protetyczne Medicover „Rytuał Uśmiechu”, mieszczące się na powierzchni 300 m2 w Centrum Praskim Koneser w Warszawie.

Po oficjalnym przejęciu niemieckich sieci MeinDentist i DDent międzynarodowe portfolio Medicover Stomatologia obejmuje 104 lokalizacje.
Najnowsze inwestycje w Niemczech i symboliczne przekroczenie liczby 100 centrów w naszym portfolio to ważny rozdział w dotychczasowej historii sieci. Nie planujemy jednak osiąść na laurach – mówi Wioletta Januszczyk.

Wejście na niemiecki rynek nie zmienia naszego podejścia do rodzimego rynku. Cały czas będziemy mocno rozwijać się w Polsce, bo wciąż widzimy, jak wielki jest tu potencjał. Aktualnie skupiamy się na rozwoju na rynkach polskim i niemieckim, ale weryfikujemy też inne rynki, na których jesteśmy obecni jako Medicover, pod kątem naszej potencjalnej obecności z ofertą stomatologiczną – podsumowuje Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Niemcy to największy w Europie i drugi co do wielkości na świecie rynek stomatologiczny, którego wartość szacowana jest na ok. 30 mld euro. Jest to ponad dziesięć razy więcej niż wartość rynku stomatologicznego w Polsce. Tymczasem w naszym kraju stomatologia to najmocniej sprywatyzowany segment usług medycznych – około 40 proc. wydatków na prywatną ochronę zdrowia to właśnie wydatki na wizyty u dentystów. Rośnie segment usług FFS (fee for service) i popyt na usługi specjalistyczne i estetyczne, które najczęściej nie wchodzą w skład abonamentów medycznych.

Polski biznes myśli przyszłościowo. Stawia na chmurę i 5G

Światowa gospodarka spowalnia a wraz z nią szanse na utrzymanie wzrostu w naszej części Europy. Jednak polski sektor IT zachowuje optymizm i planuje dalszy rozwój. W jaki sposób firmy w Polsce chcą kontynuować ekspansję dzięki cyfryzacji?

Według Equinix, Inc. (Nasdaq: EQIX), Global Tech Trends Survey* ponad połowa (57 proc.) decydentów z branży IT w Polsce wskazuje, że ich firmy pojawią się na nowych rynkach. Jednocześnie uodpornienie się na nagłe zmiany jest najważniejszym czynnikiem przy planowaniu strategii rozwoju technologicznego, uważa tak ponad 80 proc. respondentów. Dlatego jako kluczową ankietowani wskazywali skalowalność, którą zapewnia chmura obliczeniowa.

Większość specjalistów IT w Polsce (65 proc.) deklaruje, że ich firmy zamierzają przenosić więcej funkcjonalności do chmury. Migrować będą przede wszystkim bazy danych (67 proc.), a w dalszej kolejności także funkcje związane z cyberbezpieczeństwem i starsze oprogramowanie (ang. legacy app). Podobnie postępują firmy na całym świecie – bazy danych przenoszone będą do chmury jako pierwsze w każdej szerokości geograficznej. Jednak, jak pokazuje raport GTTS, firmy z regionu  Azji i Pacyfiku są wyraźnie bardziej odważne w kwestii migracji zarówno poczty elektronicznej, jak i aplikacji kluczowych dla prowadzenia działalności. Podjęcie takich starań wskazało aż 59 proc. respondentów z firm w regionie Azji i Pacyfiku, w Polsce taką migrację przewiduje tylko 1/3 firm.

Połączenia bezpośrednie napędzają biznes

W gospodarce cyfrowej ekosystemy są fundamentem przedsiębiorczości. Firmy, które chcą przyspieszyć swoją cyfryzację i w pełni uczestniczyć w gospodarce opartej na technologiach cyfrowych mogą do tego wykorzystać połączenia bezpośrednie.

„Dostosowanie biznesu do nadchodzących zmian to także nawiązywanie sieciowych połączeń bezpośrednich między firmami świadczącymi usługi na skalę międzynarodową. Pozwala to na wymianę danych przy największej możliwej przepustowości i najmniejszych opóźnieniach. Dzięki połączeniom bezpośrednim świadczenie usług cyfrowych na całym świecie jest możliwe niezależnie od tego, czy firma działa w Kalifornii, czy w Warszawie” – zauważa Sylwia Pyśkiewicz, prezes zarządu Equinix w Polsce.

Potwierdzają to wyniki raportu GTTS, w którym decydenci IT z Polski za największą korzyść połączeń bezpośrednich uznają wzrost elastyczności (38 proc.), a następnie ułatwienie transformacji cyfrowej (37 proc.) i poprawę optymalizacji sieci (36 proc.).

Kolejnym elementem postrzeganym przez sektor IT jako szansa na dalszy rozwój jest 5G, którego wdrożenie jest najważniejszym priorytetem strategicznym dla 45% respondentów. Technologia ta wdrażana jest już w ponad 61 krajach i, choć jej beneficjentami będą wszyscy użytkownicy sieci, to największy potencjał stoi przed przemysłem. To dzięki 5G będzie możliwe powszechniejsze zastosowanie sztucznej inteligencji (AI) i Internetu Rzeczy (IoT) w sektorze produkcji. Potwierdzają to wyniki badania GTTS, w którym zastosowanie AI i IoT jest najważniejszą zaletą dostrzeganą przez respondentów (44 proc.). Kolejnymi korzyściami wskazywanymi przez decydentów branży IT jest możliwość łączenia się z większą liczbą partnerów (40 proc.) i tworzenie nowego oprogramowania (39 proc.)

Cały raport i więcej informacji z badania Global Tech Trends Survey można znaleźć na stronie Equinix 2022 Global Tech Trends Survey.

*Badanie wykonane na zlecenie Equinix na reprezentatywnej grupie (n=2900) decydentów z branży IT z 29 krajów, w tym z Polski (n=100).

Nagroda Nobla z fizyki kwantowej potwierdza, że na naszych oczach rozgrywa się nowa era rewolucji technologicznej

„Świat jest kwantowy, potwierdzono to eksperymentalnie i nie można go tylko opisywać mechaniką klasyczną. Nagroda Nobla z fizyki kwantowej potwierdza, że na naszych oczach rozgrywa się nowa era rewolucji technologicznej” – komentuje płk dr hab. inż. Marek Życzkowski, prof. WAT z Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej.

Laureatami tegorocznej Nagrody Nobla z fizyki zostali Alain Aspect, John F. Clauser i Anton Zeilinger, zajmujący się mechaniką kwantową. Komitet Noblowski docenił ich prace związane ze splątanymi fotonami, ustaleniem naruszenia nierówności Bella i pionierską informatyką kwantową. Poprzez te działania przyczyniają się do tego, że w przyszłości informacje będą przekazywane w sposób bardziej bezpieczny poprzez lepsze szyfrowanie, a dane będą trafiały szybciej.

Badania naukowe w tej tematyce prowadzone są również od kilkunastu lat w Wojskowej Akademii Technicznej. Jak podkreśla płk Marek Życzkowski, Nagroda Nobla w tej dziedzinie to dla świata nauki potwierdzenie opisywanych teorii kwantowych.

„Prace nagrodzonych w tym roku uczonych oraz ich zespołów prowadzą do wydajnych komputerów kwantowych, do idei kryptografii kwantowej, która jest najbliżej związana z przyznaną Nagrodą Nobla oraz do sensorów kwantowych. Świat kwantowy da nam potężne narzędzia do wykonania obliczeń umożliwiających realizację badań kluczowych dla ludzkości, chociażby z zakresu medycyny czy środowiska” – mówi płk Życzkowski.

Optoelektronik precyzuje, że eksperymentalne potwierdzenie istnienia stanów splątanych wyrazi się w postaci łączności kwantowej o niespotykanych możliwościach i bezpieczeństwie czy też nad wyraz czułych układach sensorycznych. Zaznacza, że w świecie klasycznym coś takiego nie istnieje.

BeeIN zwiększa przychody za 3. kwartał o 145%. Spółka notuje historyczne wzrosty w obszarze pomp ciepła i fotowoltaiki

Spółka BeeIN, notowany na rynku NewConnect dostawca rozwiązań z sektora OZE, uzyskała w okresie od lipca do września 2022 r. przychody rzędu 12 mln zł (vs. 4,9 mln zł r/r). Historyczny wzrost przychodów jest wynikiem konsekwentnej realizacji strategii, rozwoju kanałów sprzedaży zagranicznej, a także zwiększenia skali dystrybucji oraz montaży własnych pomp ciepła.

– Bardzo dobre wyniki finansowe za 3Q22 to efekt trafnego wyznaczenia kierunków strategicznego rozwoju, które zaprezentowaliśmy podczas tegorocznego debiutu na rynku NewConnect i rzetelnej pracy całego Zespołu BeeIN. Tak istotny wzrost przychodów względem analogicznego okresu z roku poprzedniego umacnia mnie w przekonaniu, że nasza strategia się sprawdza, a jej dalsza, konsekwentna realizacja przełoży się na satysfakcjonujące wyniki także w kolejnych kwartałach. Jako Zarząd jesteśmy zadowoleni z dynamicznego wzrostu przychodów, ale jeszcze bardziej cieszy nas poprawa efektywności naszych działań oraz rotacja kapitału obrotowego, jakim dysponuje spółka – wyjaśnia Michał Sochacki, Prezes Zarządu BeeIN.

Spółka trafnie przewidziała zwiększenie się popytu na pompy ciepła i już w pierwszym kwartale 2022 r. rozpoczęła sprzedaż oraz montaż własnej linii urządzeń SPRSUN SELECT. Obecnie BeeIN kontynuuje rozwój w tym obszarze, rozwijając dystrybucję oraz montaże własne pomp ciepła, na które oferuje klientom krótkie terminy realizacji. Istotną przewagą konkurencyjną spółki BeeIN jest także obsługa posprzedażowa, w tym serwis połączony ze zdalnym wsparciem (monitoringiem).

Spółka konsekwentnie rozwija działalność na rynkach zagranicznych, szczególnie w krajach, które oferują korzystniejsze sposoby dotowania inwestycji w odnawialne źródła energii. Aktualnie BeeIN dystrybuuje swoje produkty do kilkunastu krajów, systematycznie zwiększając liczbę stałych odbiorców. Spółka planuje utrzymać tendencję wzrostową przychodów płynących z ekspansji zagranicznej, które obecnie stanowią ok. 20% wszystkich przychodów. Sposobem na osiągnięcie tego celu jest systematyczne powiększanie zespołu sprzedażowego, działającego na terenie Polski oraz innych państw europejskich.

– Dynamiczny wzrost przychodów w 3. kwartale sprawia, że nawet w niepewnych czasach patrzymy w przyszłość z optymizmem i spokojem, ponieważ widzimy, że zmierzamy we właściwym kierunku. Czwarty kwartał zapowiada się równie interesująco i wiele wskazuje na to, że najbliższe komunikaty ESPI przyniosą naszym inwestorom kolejne dobre wieści – podsumowuje Artur Lipiński, Wiceprezes BeeIN SA.

Handel zmaga się ze wzrostem kradzieży w sklepach

Dane Komendy Głównej Policji muszą spędzać sen z oczu z powiek właścicieli sklepów. Pierwsze półrocze 2022 w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku przyniosło wzrost przypadków kradzieży klasyfikowanej jako przestępstwo aż o 28 proc.[i]. Przybyło również kradzieży zaliczanych do wykroczeń – o 12 tys. więcej incydentów (wzrost o 13 proc.) [ii]. W całym roku 2021 sklepy padły ofiarą kradzieży na większą lub mniejszą skalę aż 216 800 razy! Detaliści mają się czym martwić. Jest to też pole do zwiększenia środków ochrony i zabezpieczeń przed kradzieżami.

Okazja czyni złodzieja

Wiele wskazuje na to, że po chwilowym „uśpieniu” w pierwszych miesiącach pandemii (kiedy obowiązywały ścisłe limity liczby klientów) sklepowi złodzieje nie tylko wznowili, ale zwielokrotnili dawną aktywność. Szybko dostrzegli, że obowiązek zakrywania twarzy może działać na ich korzyść. Sprzedawcom zajętym dodatkowymi obowiązkami związanymi z pilnowaniem przestrzegania zasad bezpieczeństwa sanitarnego przez klientów łatwiej też było przeoczyć przypadki podejrzanego zachowania. Obecnie jednak, kiedy noszenie masek w sklepach nie jest już wymagane, liczba kradzieży wcale nie wyhamowała. Co gorsza, rośnie, i to dynamicznie. Obserwatorzy rynku wskazują na przyczyny o charakterze gospodarczym i geopolitycznym.

Brak poczucia bezpieczeństwa i niepewność jutra, powodowane wybuchem wojny w Ukrainie, masowym napływem uchodźców oraz utrzymującą się od wielu miesięcy drożyzną mogą stanowić impuls dla wielu osób do tak desperackiego czynu, jakim jest kradzież. Zajmując się profesjonalną ochroną obiektów, w tym również wielu placówek i sieci handlowych Seris Konsalnet zauważa, że strach jest obecnie tą dominującą emocją, która może skłaniać jednych do sięgania po nielegalne środki, jak np. przywłaszczenie cudzych dóbr, a innych do zwiększenia czujności i szukania dodatkowych sposobów na monitorowanie swojej własności.

Co kradną Polacy i za ile

W danych Policji niepokój budzi coś jeszcze – znacząca przewaga kradzieży na większe kwoty. To te przypadki, które kwalifikowane są w rozumieniu przepisów kodeksu karnego jako przestępstwa i dotyczą zaboru mienia o wartości przekraczającej 500 zł. Kryterium wykroczeń spełniają te przypadki, kiedy wartość ukradzionych dóbr nie była wyższa niż 500 zł i regulowane są kodeksem wykroczeń. Ponieważ dane KGP pokazują, że wzrost kradzieży dotyczy sklepów małych i wielkopowierzchniowych, zróżnicowane są też łupy.

Według ekspertów Seris Konsalnet na kradzieże o większej wartości narażone są sklepy z odzieżą, elektroniką, perfumerie, a w ostatnim czasie również apteki. Wynikać to może z faktu, że bardziej efektywna jest kradzież produktów o dużej wartości, lecz małych gabarytach, które łatwo ukryć i wynieść ze sklepu. Dla podmiotów strzegących bezpieczeństwa dodatkowym wyzwaniem są sytuacje, kiedy kradzieże te połączone są z użyciem przemocy czy włamaniem. 

Czy konieczne będą zabezpieczenia na maśle

Właściciele sieci i małych sklepów reagują szybko, często na własną rękę. Ostatnio do sieci trafiły zdjęcia z zabezpieczeniem antykradzieżowym naklejonym na kostki masła. W przypadku dóbr podstawowych wzrostowi kradzieży może sprzyjać jeszcze jedna zmienna – społeczne przyzwolenie.

Galopująca inflacja i rosnące ceny produktów spożywczych, niezbędnych nam na co dzień, mogą sprawiać, że niektóre osoby niejako będą usprawiedliwiać ich przywłaszczanie jako sposób na przetrwanie w trudnej sytuacji. Może się też okazać, że uciekać się do tego będą osoby, które wcześniej niczego nie ukradły. Dla nas to nowy, ale coraz bardziej powszechny, problem. Seris Konsalnet szuka sposobów na jak najbardziej skuteczne wsparcie detalistów.

[i] Z 13,5 tys. w okresie 01-06.2021 r. do 17,2 tys. w okresie 01.-06.2022 r. Źródło: Komenda Główna Policji

[ii] Wzrost z 95 tys. w okresie 01-06.2021 r. do 107 tys. w okresie 01.-06.2022 r. Źródło: Komenda Główna Policji

W 2022 roku wyniki branży motoryzacyjnej zaczęły się poprawiać, a zadłużenie spadać

Po miesiącach kumulujących się trudności, w 2022 roku wyniki branży motoryzacyjnej zaczęły się poprawiać. Produkcja sprzedana i eksport notują rekordowe wyniki, a według danych Krajowego Rejestru Długów zadłużenie sektora spadło o ponad 140 mln zł w ciągu ostatniego roku i wynosi obecnie 306 mln zł. Mimo optymistycznych wskaźników, problemy z wypłacalnością ma wciąż blisko 12 tys. firm.

Sektor motoryzacji jest jednym z najbardziej poszkodowanych przerwami w światowych łańcuchach dostaw. Najpierw brakowało części niezbędnych do produkcji, później zaczęły się braki surowców do wytwarzania komponentów. Firmy zamawiały na zapas, co powodowało jeszcze większe niedobory. To trudności, które nadal się utrzymują, choć przedsiębiorstwa nauczyły się już lepiej sobie z nimi radzić. Początek tego roku rozpoczął się dla branży lepiej od poprzedniego, ale sytuację pogorszyła wojna, która na nowo zachwiała dostawami. Do dotychczasowych problemów dołączyły jeszcze rosnące koszty prądu, gazu i benzyny. To wszystko przekłada się wyższe ceny produkowanych aut, ale widać pierwsze jaskółki poprawy kondycji sektora, którymi są rosnąca produkcja i eksport oraz malejące zadłużenie jej przedstawicieli.

Światełko w tunelu

Sektor motoryzacyjny obejmuje produkcję pojazdów samochodowych, przyczep i naczep oraz handel autami zarówno hurtowy, jak i detaliczny, a także naprawę pojazdów. Łączne zadłużenie branży, według danych Krajowego Rejestru Długów BIG, wynosi obecnie ponad 306 mln zł, którą to kwotę do spłacenia ma 11,8 tys. firm. Największe problemy finansowe notuje handel. Łącznie musi oddać 283,5 mln zł z całej kwoty zadłużenia. Zdecydowanie mniejszą kwotę do zwrotu, bo nieco ponad 22,8 mln zł, ma sektor produkcyjny. Zdaniem ekspertów, zadłużenie branży motoryzacyjnej w najbliższym czasie nie powinno już bardziej przybierać na sile.

Ostatnie 2,5 roku to bezprecedensowo trudny okres dla branży motoryzacyjnej. COVID, kryzys półprzewodnikowy i trwająca wojna w Ukrainie przyczyniły się do wielu problemów w całym sektorze. Jednakże, biorąc to pod uwagę w świetle niezłych obrotów branży, obecne zadłużenie wydaje się nie stanowić większego problemu i ze sporym prawdopodobieństwem można przewidzieć, że w najbliższym czasie znaczna jego część zostanie uregulowana. Nawet mając na uwadze obecną inflację i wstrzymywanie się części klientów z decyzjami zakupowymi, można ocenić sytuację części sprzedażowej jako stabilną – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Również analizy AutomotiveSuppliers.pl, wskazują, że w pierwszych sześciu miesiącach br. produkcja sprzedana pojazdów samochodowych, przyczep i naczep była na rekordowym poziomie – wyniosła o 2,2 proc. więcej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W grupie firm średnich i dużych wzrost był jeszcze większy i osiągnął 2,3 proc. Ponad połowę z niego wygenerowali producenci części i akcesoriów samochodowych. Nowy rekord w I półroczu br. ustanowił także eksport przemysłu motoryzacyjnego, na co wpłynęły szczególnie dobre wyniki z maja i czerwca. W stosunku do tego samego okresu zeszłego roku urósł o 2,2 proc. Zdecydowaną większość, bo 81 proc., rodzimej produkcji wchłonęły rynki Unii Europejskiej.

Dobre wyniki pierwszej połowy tego roku napawają optymizmem także ze względu na spadek zadłużenia. Jeszcze rok temu długi sektora wynosiły 446,5 mln zł, czyli o ponad 140 mln zł więcej niż obecnie. Z kolei liczba dłużników zmniejszyła się o ok. 700 podmiotów, z 12,5 tys. w roku ubiegłym. Motoryzacja, osłabiona brakiem komponentów i zaburzeniami w łańcuchach dostaw, wreszcie może wrzucić kolejny bieg  – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA.

Długotrwałe zadłużenie

Tym, co może niepokoić, jest fakt, że duża część przedsiębiorstw przestała spłacać swoje zobowiązania już dawno temu. Blisko połowa wszystkich długów branży motoryzacyjnej, bo 136,6 mln zł, to zobowiązania mocno przeterminowane – o ich odzyskanie walczą wtórni wierzyciele, czyli firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. Niemal 100 mln zł to długi wobec instytucji finansowych (banków, firm leasingowych i faktoringowych oraz towarzystw ubezpieczeniowych). Na kolejnych miejscach wśród wierzycieli są firmy handlowe – 25,7 mln zł oraz telekomy – 15,3 mln zł.

W podziale na województwa najwyższe długi mają przedsiębiorstwa z województwa mazowieckiego, które muszą spłacić 76,4 mln zł. Drugie i trzecie miejsce zajmują firmy z Wielkopolski i ze Śląska, które mają do oddania odpowiednio 35 mln zł oraz 33 mln zł. Najmniejsze długi, nieco ponad 4 mln zł, mają przedsiębiorcy z województw opolskiego i podlaskiego.

Rekordzistą branży motoryzacyjnej pod względem zadłużenia jest firma z Mazowsza zajmująca się produkcją części i akcesoriów do pojazdów silnikowych, która swoim wierzycielom powinna oddać 4,6 mln zł.

Mimo sporego zadłużenia, motoryzacja ma też swoich dłużników. Kontrahenci są jej winni ponad 45,8 mln zł. Wśród nich najwięcej, bo 17,6 mln zł, pochodzi od przedstawicieli branży handlowej.

Ostrożne prognozy

Najbliższe miesiące nie będą łatwe dla motoryzacji, choćby z uwagi na mniejszą dostępność nowych pojazdów, ale i zmniejszony popyt po stronie kupujących. Z jednej strony kryzys półprzewodnikowy powoduje przerwy w fabrykach i problemy z łańcuchami dostaw innych części i podzespołów, a z drugiej sami klienci wstrzymują swoje decyzje zakupowe. Według danych Cyfryzacji KPRM, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. zostało zarejestrowanych ponad 15 proc. mniej pojazdów osobowych niż w analogicznym okresie ub.r. W tym samym czasie spadła też liczba zarejestrowanych pojazdów ciężarowych o blisko 17 proc.

Zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy nie palą się dziś do zakupu nowych aut czy wymiany samochodów na lepsze modele. Te kosztowne wydatki zostały przesunięte w czasie, głównie z powodu inflacji i związanej z tym niepewności. Blisko 80 proc. przedsiębiorstw biorących udział w naszym badaniu „Zakupy firmowe“, przyznaje, że podwyżki cen wpłyną ogólnie na zmianę sposobu dokonywania przez nich zakupów w najbliższych sześciu miesiącach. Firmy zapowiadają, że będą teraz częściej poszukiwać promocji i okazji cenowych (44 proc.), szukać tańszych zamienników i ograniczać wydatki (po 36 proc.). Co czwarta zamierza rezygnować z zaplanowanych wcześniej zakupów (20 proc.) lub odsuwać w czasie decyzje zakupowe z uwagi na niewystarczające środki finansowe (22 proc.). Jak widać, założenia inwestycyjne firm, także te motoryzacyjne, zawisły na kołku i dopóki inflacja będzie drążyć portfele przedsiębiorców, dopóty nieprędko zaczną znów planować większe wydatki – mówi Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Papierkiem lakmusowym branży jest kondycja finansowa przedsiębiorstw, bo to one w większości odpowiadają za zakupy pojazdów użytkowych (ciężarowych i dostawczych). Niemniej jednak, przedstawiciele branży nie spodziewają się drastycznych obniżek w tym segmencie.

Musimy pamiętać o tym, że w Polsce ponad 70 proc. nowych samochodów jest kupowanych przez przedsiębiorstwa, a te, żeby dobrze funkcjonować, muszą nabywać nowe pojazdy, zarówno osobowe jak też dostawcze i ciężarowe. Oczywiście należy liczyć się z tym, że jakaś część przedsiębiorców wstrzyma się z zakupami, ale można sądzić, że nie wpłynie to bardzo znacząco na sprzedaż nowych pojazdów – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. I dodaje, że portfel zamówień w przypadku producentów nowych samochodów jak i zamówienia na części i podzespoły produkowane w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. A spora część produkcji części i podzespołów jest przeznaczona na rynek aftermarketowy, czyli do naprawy aut używanych, a nie do pierwszego montażu. Uważa, że oczywiście mogą przydarzać się bankructwa wśród przedsiębiorstw sektora automotive, ale biorąc pod uwagę ogólną sytuację gospodarczą należy raczej sądzić, że w przypadku poziomu zadłużenia branży motoryzacyjnej i tak jest ona, co do zasady, w stosunkowo dobrej sytuacji.

OPEC obniża produkcję ropy. RPP zaskakuje

Kartel zrzeszający kraje eksportujące ropę naftową podjął kontrowersyjną decyzję i ogłosił obniżenie produkcji o 2 mln baryłek dziennie. Taka ilość może spowodować wzrosty cen surowca na giełdzie ale również pogorszyć stosunki dyplomatyczne między USA a Arabią Saudyjską.

Spotkanie 24 krajów OPEC+ (w tym Rosji) wydobywających ropę odbyło się w czasie, gdy większość państw walczy z rosnącymi kosztami energii. Pierwszy raz od momentu wybuchu pandemii rozmowy odbyły się twarzą w twarz a nie wirtualnie. Wczorajsza decyzja spowodowała, że ropa zdrożała. Konflikt na linii OPEC – USA będzie się niestety pogłębiał.

Biały dom nazwał decyzję „krótkowzroczną” i w oświadczeniu podał, że administracja dostarczy na rynek w przyszłym miesiącu kolejne 10 mln baryłek ze swoich strategicznych rezerw. Od marca kraje Zachodu uwolniły mniej więcej 180 mln baryłek, z czego aż 75 proc. przypada na USA. OPEC w oświadczeniu napisał, że decyzja tak została podjęta ze względu na niepewność, która otacza globalną gospodarkę i perspektywy ropy naftowej.

Posunięcie kartelu jest postrzegane jako interwencja głównie Arabii Saudyjskiej, która ma na celu podtrzymanie cen surowca na podwyższonym poziomie. Przypomnijmy, że ropa znacznie spadła w ostatnich miesiącach, a spadki te są głównie tłumaczone obawami rynku o globalną recesję. Widać, że Arabia komfortowo będzie czuć dopiero wówczas, kiedy wycena powróci w okolice 100 USD lub powyżej. Kiedyś takim optymalnym poziomem (wg deklaracji sprzed kilku lat) były okolice 60-70 USD.

Jeszcze latem Biden podróżował do Arabii Saudyjskiej i apelował o zwiększenie produkcji. Wczoraj został wysłany ewidentny komunikat, że OPEC ignoruje w pełni sugestie amerykańskiego prezydenta. Decyzja jest wręcz interpretowana jako klarowne opowiedzenie się po stronie rosyjskiej w wojnie z Ukrainą.

Wyższe ceny ropy z pewnością są na rękę Rosji. Jej gospodarka opiera się na dochodach z energii. Od grudnia wchodzi embargo na surowiec z kraju Putina. Rosja będzie musiała znaleźć nowych odbiorców poza Europą. W efekcie wydobycie w tym kraju nadal prawdopodobnie będzie się kurczyć. W efekcie surowiec będzie musiał być oferowany z dużym dyskontem. Już teraz Rosja produkuje zdecydowanie poniżej swojego limitu z powodu aktualnych sankcji oraz niemożności inwestycji w nową infrastrukturę naftową.

Ostre cięcie produkcji wywołuje obawy o ponowny wzrost cen ropy na rynku, co w konsekwencji będzie powodować dalszy wzrost globalnej inflacji. Dlatego też decyzja OPEC lekko osłabiła euro, które to w relacji do dolara spadło do poziomu poniżej 0,99. Wzrosty odnotował rynek europejskiego gazu ziemnego. Jedna megawatogodzina ponownie została wyceniona powyżej 175 euro. Ropa brent urosła w okolice 94 USD a WTI powyżej 88 USD za baryłkę.

Z technicznego punktu widzenia notowania ropy przełamały górne ograniczenie kanału spadkowego, który trwa od połowy czerwca tego roku. To dla inwestorów posługujących się wyłącznie wykresem może stanowić istotny sygnał kupna.

Z wydarzeń krajowych nie sposób nie wspomnieć o decyzji RPP, która była zaskoczeniem dla rynku. Stopy procentowe zostały utrzymane na tym samym poziomie (6,75 proc.), podczas gdy szeroki konsensus rynkowy zakładał kolejny ruch w górę o 25 punktów bazowych. To była zła informacja dla złotego, który uległ osłabieniu. Okazuje się, że RPP bardziej obawia się o spowolnienie gospodarcze niż o pędzącą inflację. „Deklaracje” z sopockiego molo zostały zatem wypełnione w 100 proc. Dziś prawdopodobnie dowiemy się czy to koniec cyklu czy może jedynie pauza. Zakładam, że RPP da sobie przestrzeń do dalszych podwyżek, ale decyzje będzie podejmować z posiedzenia na posiedzenie w oparciu najnowsze dane makro.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Market Story: CD Projekt – „Siła dobrego na jednego”

Przedwczoraj CD Projekt pierwszy raz od marca 2021 opublikował aktualizację strategii. Dostaliśmy potężną dawkę ambitnych planów oraz zapowiedzi, które dają szansę na to, że zła passa twórców Wiedźmina ma szansę wreszcie przeminąć.

Podsumowując informacje opublikowane przez CD Projekt IR, spółka planuje wydanie:

  • Wiedźmina 3: Dziki Gon w wersji na najnowszą generację konsol w IV kwartale 2022 r.
  • Dużego rozszerzenia do Cyberpunka 2077 pod tytułem “Widmo wolności”, planowanego na 2023 r. Pracuje nad nim zespół ponad 350 osób, projekt jest w finalnej fazie produkcji.
  • Projektu Orion, kryjącego pod kryptonimem następną grę z serii Cyberpunk. Będzie rozwijany przez nowe studio CD PROJEKT RED North America.
  • Projektu Polaris, który będzie otwarciem nowej wiedźmińskiej sagi. Ma składać się z trzech gier, które studio CD PROJEKT RED planuje wydać w trakcie 6-letniego cyklu, licząc od premiery Polarisa.
  • Projektu Syriusz, który swoją fabułą będzie osadzony w wiedźmińskim uniwersum, ale będzie różnić się od dotychczasowych produkcji z uwagi na fakt, że jest skierowany do znacznie szerszej grupy odbiorców. Syriusz zaoferuje graczom rozgrywkę zarówno jednoosobową, jak i w trybie multiplayer. Za development będzie odpowiedzialne bostońskie studio The Molasses Flood.
  • Projektu Canis Majoris, kolejnej gry ze świata Wiedźmina – będzie pełnoprawną produkcją rozwijaną przez zewnętrzne studio kierowane przez doświadczonych twórców związanych w przeszłości z tym uniwersum.
  • Projektu Hadar – zupełnie nowego, oryginalnego IP, przy którym wczesny etap prac koncepcyjnych rozpoczął się w 2021 r.

O ile nad DLC do Cyberpunka pracuje 350 osób i projekt jest w finalnej fazie produkcji, o tyle spółka komunikuje, że do pracy nad jednym projektem potrzebny jest zespół od 350 do 500 osób. W związku z tym CD Projekt zamierza znacząco zwiększyć zatrudnienie i, co za tym idzie, koszty osobowe. W trakcie okresu bez premier spółka zamierza skupić się na monetyzacji back katalogu. Stałemu podtrzymaniu zainteresowania CD Projektem oraz jego grami może sprzyjać w najbliższym czasie premiera serialu The Witcher: Blood Origin, który nawiązuje do uniwersum wiedźmińskiego, zaplanowana  na koniec grudnia na Netflixie.

Spółka również pozostaje aktywna na rynku fuzji i przejęć, chociaż jak poinformował prezes Adam Kiciński, nie są prowadzone w tym momencie żadne konkretne rozmowy. CD Projekt otwiera się również na licencjonowanie swoich franczyz, jeśli chodzi o mobile. Według prezesa: ”Jesteśmy otwarci na współpracę z zewnętrznymi partnerami, którzy się w tym segmencie specjalizują. Prowadzimy rozmowy, ale jest za wcześnie, żeby cokolwiek w tej sprawie więcej komunikować”. Kolejną pozytywną informacją, choć niebędącą zaskoczeniem, jest zapowiedź zarządu, że spółka będzie finansowała nowe gry ze środków własnych, bez potrzeby finansowania z zewnątrz. Ostatnią informacją, która może wspierać kurs akcji w najbliższych dniach, jest skup akcji własnych rozpoczęty przez spółkę do wartości 100 mln zł, który będzie trwał od 5 do 28 października.

CD Projekt zdecydował się na jedno “silne uderzenie” wieloma pozytywnymi informacjami, które od kilku dni rozpalały wyobraźnię inwestorów, co było widoczne po kursie akcji. Dzisiaj mamy do czynienia z klasycznym euforycznym otwarciem oraz późniejszym sprzedawaniem faktów. Przyszłość CD Projektu wygląda obiecująco, pod warunkiem że udałoby się zrealizować wszystkie zapowiadane projekty w jakości Wiedźmina 3, dzięki czemu Cyberpunk mógłby być uznany za bolesny, ale jednorazowy “wypadek przy pracy”. Zanim jednak nastroje inwestorów zbyt szybko ulegną fali hura optymizmu, warto pamiętać o tym, że na koniec dnia liczy się dowiezienie jakości i zarobiona gotówka.

Autor: Maciej Kietliński, Ekspert Rynku Akcji XTB

Rynek ładowania aut elektrycznych wzrośnie siedmiokrotnie do końca dekady

Europejski rynek infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych wzrośnie niemal siedmiokrotnie do końca tej dekady, wynika z analiz Bain & Company. Do dynamicznego rozwoju branży przyczyni się realizacja ambitnych celów redukcji emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej oraz chęć zmniejszenia uzależnienia od dostaw rosyjskich surowców.

Eksperci firmy doradczej Bain & Company spodziewają się, że w Europie przychody firm związanych z rynkiem ładowania aut elektrycznych wzrosną łącznie do 40-55 mld euro w 2030 roku wobec 7-8 mld euro w 2021 roku. W USA wartość rynku może wynieść do tego czasu 70 mld euro, co stanowiłoby 20-krotny wzrost. Przełoży się to na wzrost zysków całego sektora. W Europie zyski branży szacowane są na poziomie 3-5 mld euro w 2030 roku wobec 0,5-0,7 mld euro w ubiegłym roku.

Mimo zawirowań na rynku motoryzacyjnym, spowodowanych utrudnieniami w łańcuchach dostaw, udział samochodów elektrycznych w sprzedaży nowych pojazdów ciągle rośnie. Ten trend będzie się pogłębiać – powiedział Roch Baranowski, Partner Bain & Company. – Wiodące koncerny przechodzą na produkcję samochodów elektrycznych, a rozwój silników spalinowych będzie wygaszany. Ponadto, wbrew powszechnym obawom, jak problemy z zasięgiem, infrastrukturą czy też użytkowaniem w porze zimowej, akceptacja aut elektrycznych przez konsumentów w praktyce okazuje się bardzo duża.

Jak wynika z szacunków, do roku 2030 około 55 proc. sprzedawanych aut w Europe będzie napędzana w pełni elektrycznie. W Chinach stanowić będą one 40 proc. rynku, a w USA 32 proc.

Według ekspertów Bain & Company, jedna trzecia zysków sektora generowana będzie przez inteligentne usługi nowej generacji, związane m.in. z magazynowaniem energii pobieranej przez samochody elektryczne i oddawaniem jej do sieci i gospodarstw domowych. Samochody elektryczne mogą być odpowiedzią na wyzwania związane z równoważeniem popytu na energię z podażą w czasie, gdy coraz więcej prądu będzie pochodzić z wiatru i słońca. Rynkowi gracze muszą jednak liczyć się z relatywnie silnym uregulowaniem tej części biznesu.

Rynek infrastruktury i usług dla pojazdów elektrycznych jest bardzo zróżnicowany. Tworzą go producenci samochodów, firmy paliwowe, dostawcy energii, jak i producenci sprzętu, firmy informatyczne, operatorzy punktów ładowania, sieci handlowe, fundusze infrastrukturalne i startupy. Te podmioty zawierają już partnerstwa biznesowe, na czym skorzysta rynek i klienci.

Wiodący gracze walczą o zajęcie najlepszych lokalizacji dla infrastruktury publicznej, zwłaszcza wzdłuż głównych szlaków tranzytowych. Jednocześnie tworzą partnerstwa, by zaoferować szeroki wachlarz usług związanych z ładowaniem samochodów w różnych lokalizacjach oraz  z wykorzystaniem aplikacji dla inteligentnych budynków i integracji z energetyką prosumencką – dodał Roch Baranowski.

Przykładem partnerstwa jest spółka Ionity, stworzona przez BMW Group, Ford Motor Company, Hyundai Motor Group, Mercedes-Benz i Volkswagen, której celem jest rozwój sieci stacji szybkiego ładowania wzdłuż europejskich autostrad. Z kolei koncern paliwowy Shell buduje własną infrastrukturę i zwiększa obecność na rynku poprzez przejęcia. Shell kupił firmę Sonnen, producenta inteligentnych systemów magazynowania energii w domach, oraz Ubitricity, dostawcę miejskich systemów ładowania opartych na wykorzystaniu latarni ulicznych.

Tesla tworzy własne rozwiązania, obejmujące systemy do ładowania i magazynowania energii w domu, dachowe panele słoneczne oraz sieć szybkich ładowarek wzdłuż autostrad. Nawigacja samochodowa Tesli lokalizuje punkty ładowania wzdłuż zaplanowanej trasy i uwzględnia ładowanie w planie podróży. Płatność odbywa się automatycznie za pomocą karty kredytowej powiązanej z kontem użytkownika.

W Polsce, liderami rynku usług ładowania aut elektrycznych jest słowacki GreenWay oraz PKN Orlen, który rozwija swoją sieć stacji we współpracy z dostawcami ładowarek – szwajcarskim ABB, portugalskim Efacec i polską Ekoenergetyką. W rozwój infrastruktury inwestują także inne koncerny elektroenergetyczne – Tauron Polska Energia, Grupa PGE oraz Innogy.

Jak wskazują eksperci Bain & Company polski rynek aut z napędem elektrycznym jest wciąż na wczesnym etapie rozwoju, jednak jego przyspieszenie jest nieuniknione. Szacuje się, że łączna liczba aut elektrycznych wynosi około 50 tys. w porównaniu do ponad pięciu milionów w całej Europie.

Samochody elektryczne są często postrzegane w Polsce jako fanaberia dla bogatych czy ekologów. Z każdym jednak rokiem zwiększa się gama dostępnych modeli ze średniej półki, a na rynku aut używanych w ciągu następnych lat zacznie pojawiać się coraz więcej pojazdów elektrycznych z Europy Zachodniej – powiedział Roch Baranowski. – Elektromobilność rozwinie się w Polsce na większą skalę, a wyścig o zajęcie najlepszych pozycji, aby obsługiwać ten ogromny rynek już się rozpoczął. Gracze infrastrukturalni mają dobrą okazję, by obserwując bardziej zaawansowane rynki rozpoznać zwycięskie strategie i uniknąć popełnianych tam błędów oraz dopasować ekspansję do lokalnych warunków.

Więcej informacji na temat perspektyw rynku ładowania samochodów elektrycznych:

https://www.bain.com/insights/electric-vehicle-charging-shifts-into-high-gear/#

Krótszy tydzień pracy to większy stres i zwiększenia tempa pracy. To może wpłynąć na bezpieczeństwo

Projekt ustawy skracającej tygodniowy wymiar etatu z 40 do 35 godzin trafił już do Sejmu. Skrócenie norm czasu pracy nie powoduje zmian w wysokości wynagrodzenia, co oznacza, że nie będzie ono niższe niż dotychczas otrzymywane. Projekt nie przewiduje także ograniczeń w sposobach organizacji czasu pracy w okresie rozliczeniowym i umożliwia prowadzenie systemu pracy w trzech ośmiogodzinnych zmianach. A jaki jest cel i potrzeba uchwalenia ustawy oraz – jakie konsekwencje może oznaczać zmiana przepisów?

Uzasadnieniem do projektu jest poprawa stanu zdrowia Polaków i zapobieganie wypaleniu zawodowemu. Według badania przeprowadzonego w 2021 r. przez Smartscope na zlecenie Nationale-Nederlanden, aż ⅔ polskich pracowników zauważa u siebie objawy wypalenia zawodowego. Pracownicy mają mieć więcej czasu na odpoczynek, spędzanie go z rodziną i przyjaciółmi, kontakt z naturą i aktywność fizyczną. Spodziewanymi skutkami skrócenia czasu pracy są również wzrost jej wydajności – przewiduje projekt ustawy.

Według danych OECD za 2021 r. polscy pracownicy pracują przeciętnie 1 830 godzin w roku, co stanowi szósty najwyższy wynik wśród wszystkich państw OECD i drugi najwyższy wśród państw europejskich. Z kolei odnosząc się do dostępnych danych m.in. ZUS, WHO, NFZ, GUS i raportów m.in. Mindy – aktualnie średnio 5 godzin i 43 minuty pracy przepada w tygodniu przez kiepski nastrój pracownika. W ciągu roku daje to 36 dni „udawania pracy” – możemy więc stwierdzić, że mamy do czynienia ze zjawiskiem stresu w pracy zwanym prezentyzmem. I jednocześnie daje to potwierdzenie, że sam cel projektu ustawy jest słuszny – mówi Marek Błądek, Trener Wellbeing W&W Consulting.

Jednocześnie skrócenie czasu pracy pracowników może być znacznym utrudnieniem dla pracodawcy, chociażby z uwagi na ponoszone te same koszty wynagrodzeń przy krótszej dostępności pracownika, możliwość zmniejszenia rentowności biznesu, wzrost ryzyka w zakresie warunków pracy i trudności z zapanowaniem nad szybkością wykonywanych zadań, co mogłoby się przyczynić do wyższych wskaźników wypadkowości.

Wyobraźmy sobie pracownika pracującego na rusztowaniu, który musiałby wykonać te same zadania szybciej, aby ukończyć je w wyznaczonym czasie, a jednocześnie z tą samą starannością oraz przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa. Dane GUS dotyczące przyczyn wypadków przy pracy już w 2020 r. ukazały, że nieprawidłowe zachowanie się pracownika stanowi 60,8% wszystkich przyczyn, w tym niedostateczna koncentracja uwagi na wykonywanej czynności – 26,1%, np. poprzez pośpiech. Innym przykładem może być przemieszczanie się operatora wózka widłowego po magazynie, który przewozi towar z jednej części hali do drugiej. Skrócenie jego czasu pracy będzie się wiązać z koniecznością zwiększenia tempa i intensywności pracy. Łatwo więc można przewidzieć, że będzie to skutkowało złamaniem wewnętrznych uregulowań firmy w zakresie dopuszczalnej prędkości i ryzykiem wypadku. Trzeba tutaj również zaznaczyć, że pracownik zaniedbując kwestie BHP i PPOŻ naraża nie tylko siebie, ale także współpracowników i wszystkie inne osoby znajdujące się w pobliżu – dodaje Magdalena Włastowska, Ekspert ds. bezpieczeństwa pracy W&W Consulting.

Podsumowując – Jeśli mówimy o skróceniu czasu pracy w kontekście obowiązku zapewnienia bezpiecznych warunków pracy, należy przeprowadzić wnikliwą analizę odpowiadającą na pytanie – jak właściwie zarządzić procesami, aby przyniosły oczekiwaną efektywność przy skróceniu czasu pracy bez narażania pracowników na ryzyko wypadków i podwyższonego stresu w sytuacji zwiększenia tempa pracy? Oczywiście, może się okazać, że rozwiązaniem będzie zwiększenie zatrudnienia w zawodach, których przyspieszenie tempa wykonania pracy groziłoby poważnymi konsekwencjami utraty zdrowia i życia – dodaje Magdalena Włastowska.

Danina Sasina: nowy podatek od nadmiarowych zysków już tylko dla firm prywatnych?

Nowym podatkiem być może objęte zostaną w praktyce tylko firmy prywatne, ze względu na argumentację, z której wynika, że to spółki nadzorowane przez rząd w sposób wyjątkowy przyczyniają się do rozwoju polskiej gospodarki.

Jeśli podatek od nadmiarowych zysków lub marż wejdzie w życie, to spowoduje on rewolucję w płynności finansowej firm. Może też spowodować kolizję prawną dotyczącą zbliżonych regulacji, które planowane są na poziomie Unii Europejskiej.

Co już wiemy? Planowane jest wprowadzenie podatku (a dokładnie „składki” lub „daniny”), który ma wyglądać następująco:

*podatek ten ma objąć nie tylko spółki skarbu państwu, jak również nie tylko spółki energetyczne, gazowe, banki itd., ale generalnie wszystkie spółki;

*ma on dotyczyć tzw. dużych przedsiębiorców, a więc spółek posiadających więcej niż 250 pracowników oraz spółek o przychodach przekraczających 50 mln EUR lub posiadających aktywa o wartości co najmniej 43 mln EUR;

*będzie należny w wysokości 50% wzrostu marży w okresie referencyjnym 2018-2021, z wyłączeniem roku 2020 (z uwagi na wpływ pandemii w tym roku); nie wiadomo jednak, czy będzie to dotyczyło zysku brutto finansowego, czy podatkowego.

Obecnie nie wiadomo, czy będzie możliwe odliczenia tej składki poprzez koszty podatkowe, jak również czy podatek ten będzie konkurencyjny wobec klasycznego podatku CIT. Co istotne, z informacji prasowych wynika, że podatek ten ma być płatny już w grudniu 2022 r. bądź na początku 2023 roku. Taka konstrukcja powoduje spore wątpliwości konstytucyjne. Ma on jednak być tymczasowy (płatny maksymalnie jedno- lub dwukrotnie).

– Zapowiadanych jest kilka wyłączeń z tego podatku, m.in. dla podmiotów, które ponoszą „kluczowe inwestycje dla państwa”, jak również jeśli dany podmiot przeznaczy trzy czwarte nadzwyczajnego zysku za na kwalifikowane inwestycje – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Niedźwiedzki, Senior Associate, radca prawny i doradca podatkowy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Rozważana jest też ulga dla podmiotów z trudną sytuacją płynnościową.

Rząd kalkuluje kilkunastomiliardowe wpływy z tytułu tego podatku, które mają być przeznaczone na obniżenie cen energii dla konsumentów. Wiadomo też, że ta danina ma być niezależna od podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) i ma być „przejściowa”, tzn. wyłącznie w okresie „nadzwyczajnej sytuacji” związanej z dostępem i ceną źródeł energii.

Na chwile obecną nie pojawił się żaden formalny projekt ustawy lub rozporządzenia, a funkcjonujące w mediach i prasie informacje są wyłącznie informacjami nieoficjalnymi. Z doniesień medialnych wynika, że pierwszy projekt ma się pojawić w drugim lub trzecim tygodniu października 2022 r.

Windfall tax na poziomie Unii Europejskiej czy to rozwiązanie zablokuje polski podatek? Ministrowie Energii UE osiągnęli porozumienie polityczne w sprawie środków awaryjnych mających na celu obniżenie cen energii. Kluczową częścią projektu jest dodatkowa danina obliczana od zysków podlegających opodatkowaniu w świetle przepisów danego kraju. Dotyczył on będzie wzrostu średniorocznych zysków od 2018 r. Jeśli taki wzrost przekroczy co najmniej 20%, wówczas danina będzie należna do zapłaty jeszcze w 2022 r. lub na początku 2023 roku.

– Krytyczne jest to, że państwa członkowskie ustaliły, że objęte takim podatkiem będą wyłącznie przedsiębiorstwa z branży: ropy naftowej, gazu ziemnego, węgla i rafinerii – wyjaśnia W.Niedźwiedzki z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Ponadto, podatek ten ma mieć charakter tymczasowy.

Podatek solidarnościowy w UE ma być nakładany niezależnie od zwykłych podatków i opłat obowiązujących w państwach członkowskich. Co więcej, państwa członkowskie mają pełną swobodę co do wprowadzania podobnych rozwiązań, pod warunkiem, że będą one zgodne z celem unijnego aktu prawnego.

Państwa członkowskie wykorzystają wpływy z podatku solidarnościowego do zapewnienia wsparcia finansowego gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom oraz do złagodzenia skutków wysokich detalicznych cen energii elektrycznej. Rozporządzenie ma zostać formalnie przyjęte na początku października. Oficjalnie nie podano stawki tego podatku, lecz w kuluarach mowa jest o stawce 33%.

Istotne jest również to, że unijny podatek tzw. windfall tax ma wejść w życie w formie rozporządzenia (a nie dyrektywy).

– Oznacza to, że państwa członkowskie będą zobowiązane do jego stosowania w sposób bezpośredni – dodaje W.Niedźwiedzki. – Na chwile obecną nie wiadomo jednak, czy unijny podatek będzie wprowadzony zamiast podatku polskiego, czy równolegle.

Podwyżka płacy minimalnej wywoła wzrost bezrobocia?

W Polsce płacę minimalną pobiera według danych GUS około 2,7 miliona osób. Dla tych 2,7 miliona osób podwyżka płacy minimalnej jest na pewno potrzebna i pomocna w przetrwaniu obecnego trudnego okresu. Wzrost będzie dwuetapowy – w lipcu płaca minimalna wzrośnie o blisko 20% rok do roku. Przy 20-procentowym wzroście kosztów pracy – a koszty pracy są największymi kosztami, zaraz obok produktów, jakie ponosi przedsiębiorca – można się spodziewać wzrostu cen. Jednak przekładanie kosztów na wyższe ceny nie jest możliwe bez końca – więc w pewnym momencie przedsiębiorcy, nie mogąc już dalej podwyższać cen, przełożą to na redukcję kosztów zatrudnienia. To może wpłynąć negatywnie na rynek pracy. Co ciekawe – dwuetapowe podwyższenie płacy minimalnej do 3490 zł, a później do 3600 zł spowoduje wzrost wpływów do budżetu zaledwie o 0,6 miliarda złotych. To dla rządu i dla obywateli sygnał, że 2023 rok może być trudny budżetowo – nie na wszystko może starczyć środków.

– Problem polega na tym, że wynagrodzenie minimalne rośnie całkowicie w oderwaniu od rzeczywistości. Jest to nieuzasadnione absolutnie żadnymi względami ekonomicznymi, a wynika tylko i wyłącznie z chęci poprawy nastrojów wśród obywateli – które są w tej chwili jak wiemy bardzo słabe. Jeśli podnosimy płacę minimalną w sposób rozsądny – to ona w zasadzie nie ma negatywnych konsekwencji w przełożeniu na zatrudnienie. Jednak gdy płaca minimalna rośnie nieracjonalnie i w sytuacji potencjalnej recesji, czy potencjalnego spowolnienia gospodarczego – można spodziewać się dwóch konsekwencji – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan. – Pierwszą jest to, że przedsiębiorcy przełożą podwyższone o 20% koszty na ceny. Ponownie straci na tym konsument – czyli de facto najbardziej stracą również osoby, które zarabiają płacę minimalną – bo ich inflacja jest dużo wyższa niż średnia inflacja podawana przez GUS. Drugim kanałem, przez który może oddziaływać podwyższona płaca minimalna, jest rynek pracy i wzrost bezrobocia. W tej chwili jeszcze mówimy o tym, że brakuje rąk do pracy. Jednak już zaczynają docierać od przedsiębiorstw sygnały, że zatrzymują procesy rekrutacyjne lub nawet planują zwolnienia. Trzecią konsekwencją może być powiększenie się szarej strefy – ale wydaje się, że rządzącym jest to w tej chwili na rękę. Po prostu tracą tylko i wyłącznie dodatkowe wpływy do budżetu państwa – komentuje Zielonka.

Grupa STS: rekordowy NGR w Q3 2022

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – w Q1-Q3 2022 wygenerowała NGR na poziomie 458 mln zł, gdy przed rokiem było to 429 mln zł. Od stycznia do września 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 3,300 mld zł, gdy przed rokiem było to 3,274 mld zł. W samym Q3 2022 Grupa wygenerowała historycznie najwyższy NGR w ujęciu kwartalnym, wyniósł on 162 mln zł, przed rokiem było to 134 mln zł. W ostatnim kwartale br. Grupa STS przygotowuje się do Mistrzostw Świata w Katarze, które rozgrywane będą w listopadzie i grudniu.

W Q1-Q3 2022 roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła 576 tys. Grupa odnotowała od stycznia do września br. 237 tys. nowych rejestracji, a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 163 tys.Grupa STS: rekordowy NGR w Q3 2022 Grupa STS: rekordowy NGR w Q3 2022

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami trzeci kwartał bieżącego roku przyniósł znaczący wzrost NGR. Od lipca do września wygenerowaliśmy historycznie najwyższy, w ujęciu kwartalnym, wskaźnik NGR na poziomie 162 mln zł. Ostatnie miesiące tego roku będą dla nas wyjątkowo intensywne m.in. ze względu na Mistrzostwa Świata w Katarze i kalendarz pozostałych rozgrywek ligowych dostosowany do mundialu. Warto zaznaczyć, że od października do grudnia rozgrywane są również niezwykle popularne turnieje i ligi innych dyscyplin niż piłka nożna. Notujemy wysoką aktywność graczy, co powinno pozytywnie przełożyć się na wyniki Q4 2022 mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Wrzesień okazał się bardzo dobrym miesiącem pod względem liczby aktywnych użytkowników – było ich aż 281 tysięcy, co było drugim najwyższym wynikiem miesięcznym w historii Grupy. Odnotowaliśmy też 38 tysięcy rejestracji, dokonano również 27 tysięcy pierwszych depozytów – to były jedne z najwyższych miesięcznych rezultatów w naszej historii dodaje Mateusz Juroszek.

W dniu 20 września br. zarząd STS Holding podjął decyzję o wypłacie zaliczki na poczet dywidendy za rok 2022. Do akcjonariuszy trafi niemal 42,3 mln zł. Kwota zaliczki, przypadająca na 1 akcję, wyniesie: 0,27 zł. Dzień ustalenia akcjonariuszy uprawnionych do zaliczki: 24.10.2022 r., natomiast dzień wypłaty zaliczki: 28.10.2022 r. – 31.10.2022 r. W sierpniu 2022 roku STS Holding wypłacił akcjonariuszom dywidendę w wysokości 0,37 zł na akcję, czyli łącznie ok. 57,9 mln zł.

Od stycznia do czerwca 2022 roku Grupa STS wygenerowała skonsolidowane przychody na poziomie 263 mln zł. Skorygowana EBITDA w pierwszym półroczu 2022 wyniosła 117 mln zł. Zysk netto Grupy od stycznia do czerwca br. wyniósł 62 mln zł[1]. W H1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła zaś 83 mln zł zysku netto[2].

Grupa nie posiada długów zewnętrznych i zobowiązań bankowych, a przyznane linie kredytowe nie zostały uruchomione. Na 30 czerwca br. kapitały rezerwowe Grupy STS wyniosły łącznie 238 mln zł, w tym 198 mln zł środków finansowych i ich ekwiwalentów oraz 40 mln zł niewykorzystanych linii kredytowych.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

[1] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

[2] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

Frankowicze czekają na ważny wyrok – 12 października poznamy decyzję TSUE

Już 12 października br. odbędzie się rozprawa, na którą czekają wszyscy Frankowicze. Od wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zależy dalszy przebieg sporów pomiędzy bankami a kredytobiorcami. Wyrok dotyczyć ma kwestii braku prawa banków do wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału.

Prawo stanie po stronie Frankowiczów?

Obecnie w sądach toczą się postępowania przeciwko kredytobiorcom wytoczone przez banki, które domagają się opłat za korzystanie z kapitału. Polskie i unijne prawo sprzyja Frankowiczom.

Dotychczas orzeczenia sądów były przychylne kredytobiorcom. Nie czekając na orzeczenie TSUE, polskie sądy oddalają pozwy składane przez banki za bezumowne korzystanie z kapitału. Roszczenia, których domagają się banki, są bowiem bezzasadne. Ich głównym celem jest powstrzymanie Frankowiczów przed składaniem pozwów o unieważnienie wadliwych umów kredytowych – mówi Marcin Szołajski, radca prawny i założyciel Szołajski Legal Group.

Krajowe instytucje także stoją po stronie Frankowiczów. Swoje poparcie wyrazili m.in. UOKiK, Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Ministerstwo Sprawiedliwości. Oficjalne stanowisko polskiego rządu w piśmie do TSUE również sprzyja obywatelom.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, można spodziewać się, że wyrok, który zapadnie 12 października, także będzie korzystny dla kredytobiorców.

Jakie znaczenie ma wyrok TSUE?

Na oficjalny wyrok czekają obywatele, którzy wzięli kredyt we frankach. Od wyników zależą bowiem ich dalsze poczynania w kwestii unieważniania umów frankowych.

– Jeśli wyrok będzie pozytywny dla kredytobiorców, oczekujemy, że coraz więcej Frankowiczów będzie zgłaszać się do sądów. Przestaną oni bowiem obawiać się ewentualnych roszczeń ze strony banków. Dotychczas instytucje te zniechęcały swoich klientów do walki, wykorzystując swoją przewagę – mówi Marcin Szołajski. Dodaje: Osobiście uważam jednak, że kredytobiorcy nie powinni oczekiwać na wyrok Trybunału – banki nie mają bowiem podstaw prawnych domagania  się wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Tymczasem Frankowicze mogą wiele zyskać – jest szansa, że zostaną im zwrócone kwoty, które wpłacili bankom tytułem rat kredytów.

Po oficjalnym wyroku możemy więc spodziewać się masowych pozwów unieważnienia umów kredytów frankowych. Już 12 października poznamy finalne stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Jednoosobowe firmy zakładane tylko online? Projekt trafił do Rządowego Centrum Legislacji

W Rządowym Centrum Legislacji pojawił się projekt, według którego jednoosobowe działalności gospodarcze będzie można założyć w CEIDG tylko drogą elektroniczną. Wejście w życie tej zmiany planowane jest na 1 października 2024 roku.

Obecnie zakładanie działalności przez internet również jest możliwe i dość proste. Podatnicy mogą też wtedy dokonać rejestracji do ZUS, czyli zgłosić się do ubezpieczeń oraz zarejestrować się do VAT.

Od początku 2022 roku przez internet zostało zarejestrowanych 62% nowych firm. Niemal 40% działalności wciąż jednak jest zakładanych tradycyjnie, podczas wizyty w urzędzie. Powstaje więc pytanie, czy w przyszłości, jeżeli będzie dostępna wyłącznie droga elektroniczna, nie przysporzy to problemów wielu osobom myślącym o własnym biznesie.

Ponadto od 1 stycznia 2024 roku w Polsce będzie obowiązywał Krajowy System Elektronicznych Faktur, czyli e-faktury. Będą one obowiązywały wszystkich podatników, więc może pojawić się kolejna bariera związana z posiadaniem dostępu do internetu czy kompetencji cyfrowych. Prowadzenie działalności gospodarczej będzie całkowicie przeniesione online.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Gdzie najlepiej sprzedać złoto?

Złoto od dziesiątek lat uznawane jest za bezpieczną przystań inwestycyjną, co potwierdziło się już w wielu przypadkach. Doszło do tego także na początku 2022 roku, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę. Wtedy cena tego metalu poszybowała w górę. Co zrobić, jeśli potrzebujemy aktualnie środków i musimy zbyć ten surowiec? Gdzie najlepiej sprzedać złoto?

Kiedy sprzedać złoto?

Zanim zdecydujemy się na zbycie tego metalu, warto najpierw sprawdzić, ile za niego zapłaciliśmy. Chodzi przecież o to, aby zarobić na tej inwestycji. Zatem, zanim zaczniemy się zastanawiać, gdzie korzystnie sprzedać złoto, upewnijmy się, jaka była cena zakupu i ile wynosi ona obecnie. Ponadto zweryfikujmy, jakie są prognozy na najbliższe miesiące – być może lepszym krokiem byłoby poczekać ze zbyciem, aby dużo więcej zarobić? Wielu analityków przewiduje wzrost ceny tego metalu. Uncja na koniec roku według zapowiedzi może kosztować nawet 2 187 USD, ale jeszcze bardziej pozytywne są prognozy na najbliższe lata. Mówi się, że w 2030 roku złoto może osiągnąć nawet 4 821 USD, czyli spodziewany jest ponad dwukrotny wzrost ceny. Zatem, jeśli nie ma konieczności jego sprzedaży, to warto odłożyć ten moment na przyszłość. Wtedy prawdopodobnie uda się o wiele więcej zyskać. Na pewno w ogóle nie warto analizować, gdzie najdrożej sprzedać złoto, kiedy jego cena od dłuższego czasu spada. To idealny moment na kupowanie. Inwestując, warto być cierpliwym i nie podejmować pochopnych decyzji. Jeśli nie jesteśmy zmuszeni do szukania nabywcy na ten metalu, to tego nie róbmy. Odłóżmy transakcję na przyszłość, a prawdopodobnie dzięki tej decyzji wyjdziemy na niej zdecydowanie lepiej. Z drugiej strony, jeśli ktoś kupił złoto wiele miesięcy temu, to i dziś może naprawdę dużo na tym zarobić.

Gdzie najlepiej sprzedać złoto?

Załóżmy jednak, że zbycie tego metalu jest konieczne ze względu na naszą aktualną sytuację lub po prostu się nam to opłaca. Gdzie dobrze sprzedać złoto? Zobaczmy aktualne ceny skupu złota w sprawdzonym miejscu. Pod wskazanym linkiem znajdują się stawki za złoto inwestycyjne, jak i złoto użytkowe. Czym one się różnią? Otóż do tego drugiego zaliczamy m.in. łańcuszek, pierścionek czy kolczyki. Natomiast do pierwszego należą sztabki czy monety ze złota.

Poza tym Mennica Skarbowa prowadzi również skup złota inwestycyjnego skup.zlota.pl. To jednocześnie jeden z największych sprzedawców tego metalu na polskim rynku. Możliwe jest odkupienie złota bez względu na to, od jakiego dystrybutora się go nabyło.

Teoretycznie są również inne sposoby na sprzedaż złota, np. lombardy, w których jednak raczej nie zarobimy na tym metalu. Realnie otrzymamy kwotę o kilkadziesiąt procent niższą od wartości rynkowej – to nie jest dobry wybór. Można też sprzedać daną rzecz jubilerowi. Problem w tym przypadku tkwi w tym, że nie każdy skupuje złoto, a po drugie – zaoferowana nam kwota prawdopodobnie nie będzie się znacznie różnić od propozycji lombardu.

Najlepiej dobrze przeanalizować, gdzie można sprzedać sztabki złota i znaleźć kilka sprawdzonych miejsc, które zajmują się tym od wielu lat. Należy porównać ceny i na tej podstawie podjąć decyzję, komu sprzedać ten metal.

Uwaga na oszustów! Zainteresowany surowcem może próbować wmówić nam np., że nie jest to prawdziwe złoto albo że jego wartość jest o wiele niższa od rynkowej. Należy podchodzić rozsądnie do takich opinii. Na pewno nie warto pochopnie decydować się na sprzedaż. Jeśli zaproponowano nam dużo niższą kwotę, niż się spodziewaliśmy, to należy sprawdzić, ile zaproponuje nam inny skup. Niestety, ale zdarzają się przypadki kupujących, którzy nabyli nieprawdziwe złoto. Warto handlować w pewnych, polecanych miejscach – takich jak skup.zlota.pl i mieć świadomość, jak zweryfikować prawdziwość surowca.

Złoty dość gwałtownie traci po decyzji RPP

Na październikowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Taka decyzja była sygnalizowana wcześniej, jednak rynek spodziewał się, że wobec wysokiej inflacji Rada zmieni zdanie. Złoty dość gwałtownie traci.

Październik był pierwszym miesiącem od dłuższego czasu, gdy nie tylko skala podwyżki,   ale także sam jej fakt stał pod znakiem zapytania. To pokłosie wypowiedzi prezesa Glapińskiego z początku wakacji, który po sierpniowej przerwie sugerował już tylko jedną podwyżkę stóp o 25 punktów bazowych, a o tej Rada zdecydowała we wrześniu. Z drugiej strony oczywiście za podnoszeniem stóp przemawia inflacja, która w minionym miesiącu przyspieszyła aż do 17,2%. Oczywiście to w dużej mierze efekt cen energii, ale inflację widać nadal w kategoriach popytowych. Realne stopy procentowe znalazły się na rekordowym poziomie ponad -10% i w tym kontekście ryzyko utrwalenia się oczekiwań inflacyjnych jest bardzo wysokie.

Wydaje się, że w takich okolicznościach należałoby kontynuować cykl podnoszenia stóp procentowych. Choć polska gospodarka zwalnia, rynek pracy pozostaje mocny, nie widać też znaczącego osłabienia popytu (m.in. wobec ekspansywnej polityki fiskalnej, włączając w to wakacje kredytowe). Tak się jednak nie stało. Wobec agresywnych podwyżek wdrażanych przez główne banki centralne taka postawa RPP nakłada presję na kurs złotego. Wpływ na niego ma wiele czynników (w tym głównie sytuacja euro wobec dolara, a także sytuacja na Ukrainie), jednak gołębia postawa RPP zwiększa ryzyko dalszego osłabienia naszej waluty. O 15:30 euro kosztuje 4.83 złotego, dolar 4,89 złotego, frank 4,96 złotego, zaś funt 5,52 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, Główny Ekonomista XTB

Z podwyżką stóp procentowych lub bez, inflacja może wzrosnąć do 20 proc.

RPP po raz pierwszy od roku zdecydowała się nie podnosić stóp procentowych. Czy do podwyżki by doszło, czy też nie, wydaje się, że droga do 20 proc. inflacji pozostaje otwarta. W czasie obecnego cyklu, stopy wzrosły z poziomu 0,5 proc. do 6,75 proc. A przeciętny kredytobiorca hipoteczny płaci dziś ratę o 104 proc. większą, niż rok temu.

Od października 2021 roku, RPP podnosiła stopy procentowe na każdym comiesięcznym posiedzeniu. Wyjątkiem był sierpień, kiedy takiego posiedzenia nie było. We wrześniu tego roku, Rada podniosła stopy tylko o 0,25 pp. co miało być sygnałem, że cykl podwyżek powoli ma się ku końcowi. Według wcześniejszych prognoz NBP, szczyt inflacji w tym roku miał być już za nami. Okazało się jednak, że inflacja we wrześniu wzrosła do 17,2 proc., czyli znacznie powyżej oczekiwań. Szczególnie niepokojący dla RPP powinien być wzrost inflacji bazowej do blisko 10,7 proc. To inflacja konsumencka, z wyłączeniem jej najbardziej zmiennych wskaźników, czyli przede wszystkim cen żywności i surowców energetycznych. To właśnie na poziom inflacji bazowej wpływa polityka pieniężna.

Jednak pomimo tego znacznego wzrostu, RPP postanowiła poczekać i w tym miesiącu nie podnosić stóp. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że od podwyżki stóp do wystąpienia jej efektów mija od 6 do 9 miesięcy. Zatem RPP uznała, że inflacja (z powodu nadchodzącej recesji) w ciągu najbliższych miesięcy zacznie spadać. Jednak wydaje się, że przed tym spadkiem jeszcze wzrośnie, być może nawet do poziomu 20 proc. RPP uznała, że nie posiada instrumentów potrzebnych, by wpłynąć na wysokość inflacji krótkoterminowo.

Brak podwyżki oznacza także niezmienione raty kredytów oraz oprocentowanie depozytów. Najlepsze bankowe lokaty są obecnie oprocentowanie na 8-8,2 proc. Jednak w wyniku zniknięcia z rynku Getin Banku, który ostatnio bardzo aktywnie walczył o klientów wysokim oprocentowaniem lokat, presja na ich wzrost w najniższym czasie będzie niższa.

Brak podwyżki stóp będzie także w najbliższym czasie wpływał na osłabienie złotego. Złoty, podobnie jak euro, pozostanie na dalszych etapach słabą walutą.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Answear.com ze sprzedażą online o 51 proc. większą rdr. w III kw. 2022 r.

Answear.com, wiodący e-commerce oferujący modę i produkty dekoracyjne do wnętrz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według wstępnych danych wypracował w III kw. 2022 r. 244 mln zł sprzedaży on-line, oznacza to wzrost o 51 proc. rdr. Bardzo dobre wyniki pokazują, iż mimo wymagającego otoczenia rynkowego, Spółka jest w stanie z powodzeniem realizować założoną strategię i utrzymywać atrakcyjne dynamiki wzrostu.

Cieszymy się ze wstępnych danych sprzedażowych w III kw. 2022 r. Mimo trudnego otoczenia rynkowego w postaci przede wszystkim dużej inflacji oraz widma recesji nasz biznes stale dynamicznie rośnie w odróżnieniu od konkurencji, która odnotowuje spadki sprzedaży. Potwierdza to zasadność naszej strategii dywersyfikacji geograficznej oraz stałego zwiększania średniej wartości zamówienia. Dodatkowo miniony kwartał był to pierwszy w tym roku pełen okres, który uwzględniał ponownie uruchomiony rynek ukraiński. Tu również pozostajemy optymistami, widzimy stałą odbudowę tego rynku, co powinno w przyszłości przełożyć się na jeszcze lepszą sprzedaż – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Dobre wstępne wyniki sprzedażowe Answear.com w minionym kwartale to m.in. zasługa wykorzystania efektów ekspansji geograficznej na nowe rynki w Europie Południowej, dzięki której rośnie baza klientów oraz ilość realizowanych zamówień. Rozciągłość geograficzna rynków Spółki pozwala na jednoczesną sprzedaż nowych kolekcji jesień-zima na rynkach Europy Środkowej i wydłużenie okresu sprzedaży letnich kolekcji na południu kontynentu. Dodatkowo Answear.com kontynuował działania wspierające budowę świadomości marki, które w III kw. były realizowane w ramach kampanii reklamowych w TV.

Rozpoczynamy teraz IV kwartał, czyli najbardziej pracowity okres w całym roku. Jesteśmy do niego bardzo dobrze przygotowani, dla naszych klientów mamy bogatą ofertę kolekcji zimowej. Dodatkowo zamierzamy zaprezentować nowe atrakcyjne marki. W planach mamy również przeprowadzenie intensywnej kampanii reklamowej obejmującej TV i video on-line. Liczymy, że tak jak zwykle, IV kwartał będzie dla nas najlepszym okresem w całym roku – dodaje Krzysztof Bajołek.

Stopy RPP bez zmian. Czy to koniec podwyżek?

Rada Polityki Pieniężnej tym razem wybrała najmniej prawdopodobny choć możliwy scenariusz, zakładający pozostawienie stóp procentowych bez zmian. W okolicznościach wciąż rekordowej dynamiki inflacji decyzja ta wydaje się zdecydowanie dyskusyjna, by nie powiedzieć nieco szokująca.

Najnowszy odczyt inflacji na poziomie 17,2 proc. nie pozostawia większych wątpliwości co do wciąż niesłabnącej dynamiki postępującej drożyzny w kraju. Pomimo niedawnych jeszcze deklaracji władz NBP, dających nadzieję na rychły koniec windowania kosztu krajowego pieniądza, prognozy przed kolejnym posiedzeniem RPP raczej nie przewidywały innych scenariuszy, jak tylko kolejny ruch w górę  w granicach 25-50 pb. Tym bardziej, że nie tylko z niezależnych źródeł, ale ze strony samego gremium RPP docierają na rynek prognozy wzrostu inflacji w kilkumiesięcznej perspektywie do poziomu 20 proc. W przypadku materializacji podobnego scenariusza, zresztą dosyć prawdopodobnego w okolicznościach proinflacyjnych inicjatyw rządu, zakończenie cyklu na obecnym poziomie 6,75 proc. wydaje się coraz mniej prawdopodobne.

Tymczasem w październiku stopy pozostają na niezmienionym poziomie, co oznacza brak istotnego statystycznie ruchu stawki WIBOR 3M w najbliższej przyszłości, a tym samym zapewne pozostawienie rat kredytów mieszkaniowych na niezmienionym poziomie.

Dotyczy to jednak wyłącznie kredytów złotowych. Jeśli chodzi o te walutowe, ze szczególnym uwzględnieniem denominowanych we franku szwajcarskim, to brak podwyżki stóp NBP powoduje dalsze osłabienie złotego, a za nim trudno przewidywalny wzrost kosztów obsługi kredytów przez frankowiczów.

W sumie aż tak silne preferowanie interesu kredytobiorców złotowych grozi całym szeregiem konsekwencji, wśród których może nie zabraknąć i tych o katastrofalnym wymiarze, ze wzrostem inflacji wyraźnie powyżej 20 proc. już w bezpośredniej perspektywie i załamaniem kursu złotego na czele.

W tej sytuacji trudno również oczekiwać jakiegokolwiek odwrócenia sytuacji zapaści statystyk kredytów mieszkaniowych, która ma się wciąż jak najlepiej. Indeks BIK popytu na kredyty mieszkaniowe we wrześniu zniżkował o 68,7 proc. w relacji rok do roku. Z kolei wolumen wnioskujących o kredyt spadł o blisko 67,6 proc. do 13,6 tys., co jest wprawdzie wartością wyższą w relacji miesiąc do miesiąca o 9,6 proc. od rekordowo niskiego poziomu z sierpnia, jednak nie dającą jakiejkolwiek nadziei na trwałe odwrócenie trendu już na obecnym etapie dekoniunktury.

Może to jednak oznaczać, że rynek kredytów mieszkaniowych próbuje stabilizować się na rekordowo niskim poziomie, poszukując twardego dna swoich statystyk. Jednak ewentualne, acz bardzo prawdopodobne pomimo październikowego postoju dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej NBP,  najprawdopodobniej dość mocno zakłóci ten proces już w bezpośredniej perspektywie.

Tymczasem z najnowszych danych serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl. wynika, że stabilizacja coraz mocniej zaznacza swoją dominację w statystykach pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki. Po bardzo umiarkowanych wzrostach stawek ofertowych w sierpniu, we wrześniu zapanował już niemal idealny bezruch ze wskazaniem na kosmetyczny spadek w relacji miesiąc do miesiąca. Wciąż jednak istotnych statystycznie przecen nie widać, choć za sprawą rozwijającej się akcji promocyjnej deweloperów ceny transakcyjne w przypadku coraz większej liczby inwestycji mogą osiągać atrakcyjne poziomy.

Z kolei sytuacja na rynku kredytów hipotecznych wciąż nie wróży najlepiej  perspektywom sprzedaży mieszkań deweloperskich. Ostatni raport BIG DATA RynekPierwotny.pl. komunikuje wrześniowy wynik sprzedaży nowych mieszkań w liczbie zaledwie 2,6 tys. lokali na siedmiu największych rynkach kraju. Oznacza to wprawdzie kilkuprocentowy wzrost w relacji miesiąc do miesiąca, ale i w tym przypadku trudno to uznać za dobry omen dla koniunkturalnych perspektyw. Od początku roku deweloperzy w przedmiotowych lokalizacjach znaleźli klientów na zaledwie 25,4 tys. lokali,  czyli o 37% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

W efekcie kolejne miesiące mogą w konsekwencji przynieść niespotykany w historii rynku pierwotnego spadek podaży nowych mieszkań. Najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego informują o wolumenie zaledwie 5 tys. nowo rozpoczętych budów lokali deweloperskich w sierpniu, czyli wyniku już od wielu lat nienotowanego. Jeśli kolejne miesiące przyniosą utrwalenie podobnego poziomu danych inwestycyjnych, katastrofalne dla podaży nowych mieszkań skutki windowania rodzimych stóp procentowych staną się faktem.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jakich warunków zatrudnienia oczekują dziś pracownicy i kandydaci? Wyniki badania Michael Page

Z badania firmy Michael Page wynika, że praca marzeń oznacza obecnie stałą umowę (80 proc. wskazań) w średniej firmie (41 proc.) z transparentnym podziałem obowiązków (93 proc.). Jednocześnie u idealnego lidera kandydaci najbardziej doceniliby pomoc w rozwijaniu potencjału (48 proc.), szacunek (47 proc.), profesjonalne przywództwo (46 proc.) i dobrą komunikację (44 proc.). Co jeszcze składa się na pracę marzeń, a co zniechęca do przyjęcia oferty lub motywuje do szukania innego pracodawcy?

Rynek specjalisty nadal podbija stawki

Braki w zatrudnieniu i duża rotacja pracowników to dziś poważny problem dla wielu firm, wpływający mocno na ich efektywność. Dla organizacji kluczowa staje się miarodajna informacja o najistotniejszych i co ważne – aktualnych oczekiwaniach wobec pracodawców. Potrzeby te dynamicznie zmieniają się w ostatnich latach, m.in. na skutek pandemii, wojny w Ukrainie czy rosnących kosztów życia.

Z punktu widzenia samych kandydatów poszukujących pracy lub rozważających jej zmianę – trudno o lepszą sytuację. Rosnąca rywalizacja o talenty, obserwowany na rynku deficyt kompetencji, a także galopująca inflacja podbijają w ostatnich miesiącach ich wynagrodzenia, co najwyraźniej widzimy w przypadku stanowisk specjalistycznych. Wobec tego w wielu branżach doświadczeni pracownicy oczekują obecnie 20-, a nawet 30-procentowych podwyżek. Aby ograniczyć zaburzenia siatki płac w organizacji i znacznego wzrostu kosztów, firmy powinny na bieżąco reagować na potrzeby pracowników, zarówno te dotyczące wynagrodzenia, jak i te związane z warunkami zatrudnienia i pozapłacowymi benefitami – mówi Monika Wojciechowska, Executive Manager w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Stabilność przede wszystkim

Z przeprowadzonego przez Michael Page badania wynika, że w czasach wielkiej niepewności i dużych zmian kandydaci najbardziej cenią stałą umowę o pracę. Taka forma zatrudnienia preferowana jest przez aż 80 proc. ankietowanych – i jest to wyraźny sygnał skierowany do pracodawców. Umowę tymczasową byłoby skłonnych wybrać już tylko 34 proc. badanych, natomiast każdą inną formę kontraktu przyjęłoby 15 proc. respondentów.

Skala firmy ma znaczenie

Z jaką firmą kandydaci skłonni by byli się związać? Wprawdzie wyborem nr 1 jest organizacja średniej wielkości, ale podpisuje się pod nim 41 proc. respondentów, a na dużą lub małą wskazuje odpowiednio 30 i 25 proc. Średnie firmy są przez kandydatów odbierane jako te, w których można liczyć na wyraźne poczucie sprawczości i wpływu. Tak można odczytać fakt, że o takiej preferencji w największym stopniu decyduje krótki proces decyzyjny (dla 36 proc.), możliwość szkolenia (30 proc.) i jasna wizja strategiczna (27 proc.).

W przypadku dużych organizacji najsilniejszym motywem jest możliwość rozwoju poprzez oferowane w nich programy szkoleniowe – na ten aspekt wskazywała niemal połowa badanych (46 proc.). Na kolejnych pozycjach uplasowała się szansa na awans (39 proc.) oraz wyższe wynagrodzenie (27 proc.). Taki rozkład odpowiedzi potwierdza też, że pensja nie jest już najważniejszym kryterium przyciągającym kandydatów do danej firmy. Rośnie natomiast znaczenie rozwijania kompetencji i szans na przyspieszenie kariery.

Takich perspektyw ‒ według kandydatów ‒ nie oferują małe firmy, wybierane najrzadziej przez ankietowanych. Jako wymarzone miejsce zatrudnienia wskazała je tylko jedna czwarta osób biorących udział w badaniu Michael Page. Nie znaczy to jednak, że nie mają one ważnych atutów – szczególnie dla tych, którzy cenią możliwość szybkiego spontanicznego działania, kameralne środowisko pracy i niezależność. Tu również, podobnie jak w średnich organizacjach, szybki proces decyzyjny jest kluczowym kryterium, liczącym się dla 41 proc. preferujących tej wielkości pracodawcę. Taki sposób działania ma związek także ze zwykle mniej formalną kulturą organizacyjną, która przyciąga do małych firm niemal tyle samo kandydatów (40 proc.). Powiązaną z powyższymi cechami możliwość bardziej samodzielnego zarządzania swoimi obowiązkami wymienia z kolei jedna trzecia respondentów (34 proc.).

Transparentne i empatyczne zarządzanie

Ze wskazaniami dotyczącymi wielkości idealnej firmy dobrze korespondują oczekiwania wobec obowiązującego w niej stylu zarządzania. Ma to wszak istotny wpływ na to, czy możemy w pracy rozwijać się, realizować i zdobywać nowe kompetencje. Jak wynika z badania Michael Page, dla ogromnej większości, aż 93 proc. ankietowanych, transparentność firmy w zakresie codziennych obowiązków jest niezbędną cechą pracy marzeń.

Jeśli chodzi natomiast o przywództwo, pracownicy i kandydaci chcieliby, żeby ich szef był dla nich inspirującym mentorem, szanującym swój zespół i jednocześnie motywującym go do osiągania sukcesów. Dla niemal połowy (48 proc.) najważniejsza jest u menedżera umiejętność wspierania pracowników w realizacji potencjału, a na prawie równorzędnych pozycjach respondenci wymieniają szacunek (47 proc.), przywództwo (46 proc.) i umiejętność komunikowania się (44 proc.). Warto przy tym zauważyć, że umiejętności przywódcze są najistotniejsze dla mężczyzn (52 proc.), a kobiety na pierwszym miejscu stawiają szacunek (50 proc.). Jednocześnie tym, co najbardziej doskwiera u potencjalnego szefa, jest opór wobec zmian – praca z niechętnym im przełożonym zniechęciłaby 43 proc. Kobiety wskazują także na pierwszym miejscu nierówne traktowanie, co pokazuje, że w zakresie inkluzywności ich oczekiwania wciąż nie są całkowicie spełnione. Nieco niższą liczbę osób zraziłby do menedżera brak umiejętności organizacyjnych (38 proc.) i publiczne krytykowanie członków zespołu (37 proc.).

Pracownicy oraz kandydaci doskonale wiedzą, czego oczekują od pracodawcy. Nasze badania potwierdzają, że transparentność, stabilność, szacunek i umiejętność przyjęcia innych punktów widzenia to dla nich podstawowe elementy nowoczesnego miejsca zatrudnienia. Rynek pracy daje dziś bardzo dużo możliwości – mamy zatem najlepszy moment, aby wreszcie znaleźć swoją pracę marzeń – podsumowuje Monika Wojciechowska, Executive Manager z Michael Page.

Parytet franka, euro i dolara

Na rynku mieliśmy wczoraj sytuacje, gdy kursy głównych walut obcych dla Polaków niemal się zrównały. Do zestawu brakowało tylko funta, ale jeżeli Bank Anglii będzie kontynuował swoje działania niewykluczone, że funt też dołączy do pozostałych.

Czekając na RPP

Dzisiaj poznamy decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. Rynki oczekują wzrostu o 0,25% pomimo ostatnich deklaracji i utrzymaniu stóp na niezmienionym poziomie. Powodem jest wzrost inflacji we wrześniu mimo zapowiadanego przez prezesa NBP tzw. płaskowyżu. Okazuje się, że jest to półprawda. Jest to wyż, ale już niepłaski. Należy również pamiętać, że RPP ma dziwny zwyczaj niepodawania godziny publikacji decyzji. W rezultacie dzisiaj gdzieś pewnie między 15:00 a 17:00 poznamy werdykt. Patrząc na WIBOR, w cenie jest już większość podwyżki o 0,25%. W rezultacie brak zmiany powinien działać na niekorzyść naszej waluty. Większy wzrost, mało prawdopodobny z powodów politycznych, z kolei powinien umacniać polskiego złotego.

Dolar znów szuka parytetu

Wczoraj rano dolar był niemal na wartości parytetu względem franka. Wieczorem z kolei zbliżył się względem euro. W obydwóch przypadkach była to odległość wyraźnie niższa niż 1%. Powodem jest zmiana nastrojów na rynkach. Mamy obecnie ruch w stronę górnych ograniczeń trendu spadkowego na parze EURUSD. Oprócz technicznych przesłanek warto jednak wskazać na dane makroekonomiczne. USA od kilku dni pokazuje mocno przeciętne odczyty. Przeczy to koncepcji dużo lepszej sytuacji gospodarczej za Oceanem. W rezultacie wielu inwestorów realizuje zyski z ostatniego ruchu, nie spodziewając się jego kontynuacji.

Nowa Zelandia nie zaskakuje

W przeciwieństwie do swoich najbliższych sąsiadów, Nowozelandczycy nie spowalniają zmian w polityce monetarnej. Stopy procentowe zgodnie z oczekiwaniami wzrosły z 3% na 3,5%. Powodem oczywiście jest wzrost inflacji, która sięga tam już 7,3%. Reakcja na rynkach jest relatywnie niewielka, bo inwestorzy byli właśnie przygotowani na taką decyzję. Brak zaskoczenia powoduje, że mogli się oni do wzrostu przygotować już wcześniej, co tłumaczy brak silnych ruchów po samej publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

O ile wzrośnie rata kredytu po kolejnej podwyżce stóp NBP? [WYLICZENIA]

Przed październikowym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej na pewno można mieć wątpliwości co do najbardziej prawdopodobnej podwyżki głównej stopy NBP. Wcześniejsze doniesienia sugerowały bowiem podniesienie wspomnianej stawki o 0,25 punktu procentowego. Jednakże niedawne informacje na temat wrześniowej inflacji, a także negatywne rekordy kursowe złotego sugerują, że RPP może zwiększyć najważniejszą polską stopę o 0,50 punktu procentowego. Notowania kontraktów FRA na WIBOR 3M z 4 października br. sugerują natomiast mniejszą podwyżkę (o 0,25 punktu procentowego).Wyliczenia kredytowe - październik 2022

W przypadku modelowego kredytu na 300 000 zł, posiadającego marżę 2,00% i trzydziestoletni okres spłaty, podwyżka głównej stopy NBP o 0,25 punktu procentowego oznaczałaby wzrost raty wynoszący 37 zł względem obecnego poziomu. Większa korekta (o 0,50 p.p.) skutkowałaby podwyżką równej raty wynoszącą 102 zł. Natomiast w stosunku do lipca 2021 r. raty przykładowego kredytu wzrosłyby o:

  • 1 371 zł/120% – przy podwyżce głównej stopy NBP o 0,25 p.p.
  • 1 437 zł/126% – w razie podwyższenia głównej stopy NBP o 0,50 p.p.

Niewykluczone, że przed końcem cyklu podnoszenia stóp procentowych NBP, raty kredytowe wzrosną o ponad 130% względem minimum (notowanego przy stopie WIBOR 3M wynoszącej 0,21%).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

MRiT zapowiada zmiany w prawie zamówień publicznych. Podwykonawcy mówią o kosmetycznych zmianach i braku logiki

  • Podwykonawców czekają nowe przepisy. Eksperci: Zmiany powinny iść szerzej. Inaczej nic z tego nie będzie
  • Podwykonawcy niewiele ugrają na zmianie przepisów. Pozycja zamawiającego wciąż będzie dominująca
  • Eksperci komentują: Nowe przepisy mogą być martwą literą prawa

MRiT przewiduje, że w czwartym kwartale br. wejdą w życie nowe przepisy związane z rynkiem zamówień publicznych. Wynika z nich, że sposób dokonania waloryzacji wynagrodzenia będzie uzależniony od woli stron. Ponadto przewidziana jest modyfikacja art. 439 ustawy Pzp poprzez rozszerzenie obowiązku zawierania klauzul waloryzacyjnych na umowy o długości powyżej 6 miesięcy oraz umowy dostaw. Projekt regulacji zakłada obowiązek waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców przez wykonawcę w określonej sytuacji. Jednak znawcy tematu, związani z branżą budowlaną, negatywnie odbierają część ministerialnych zapowiedzi. 

Z wolą stron

Jak przewiduje Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w IV kwartale br. wejdą w życie nowe przepisy związane z rynkiem zamówień publicznych. Aktualnie toczą się prace parlamentarne dotyczące rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców. Resort podaje, że jedną z planowanych regulacji jest ustanowienie wyraźnej podstawy prawnej do dokonywania zmian zawartych umów w sprawie zamówienia publicznego w zakresie wysokości wynagrodzenia wykonawców, wprowadzania do nich nowych klauzul waloryzacyjnych lub modyfikacji dotychczasowych (np. poprzez zmianę wysokości limitu waloryzacji). Strony będą mogły zmieniać także inne postanowienia umów, dotyczące warunków, terminu i sposobu jej wykonania, a w szczególności zakresu świadczenia (katalog będzie otwarty).

– Pytanie, czy nieobowiązkowa formuła zmian umów będzie wystarczająca. Ustawa ma pozostawiać swobodę decyzyjną zamawiającemu co do uznania przesłanek zmiany umowy i zawarcia aneksu. Obawiam się, że jeśli nawet obecne nadzwyczajne okoliczności nie przemawiają za dokonaniem zmiany umowy – waloryzacją albo inną modyfikacją sposobu wykonywania umowy, to ustawa nienakładająca obowiązku zmiany może pozostać martwą literą prawa – komentuje Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB).

Ministerstwo wskazuje, że z nowych przepisów będzie wprost wynikała możliwość dokonania waloryzacji wynagrodzenia w oparciu o stosowne wskaźniki, publikowane przez Prezesa GUS. Sposób dokonania waloryzacji będzie jednak uzależniony od woli stron. Jeżeli uznają one, że inny sposób dokonania waloryzacji lepiej oddaje rzeczywistą zmianę, jaka zaszła w danej branży i wpłynęła na możliwość realizacji umowy, będą mogły dokonać waloryzacji w oparciu o wybrany przez siebie i uzgodniony model.

Jak podkreśla prezes Styliński, to byłby milowy krok, ale tylko jeśli intencją ustawodawcy będzie, aby w każdym przypadku konkretny mechanizm waloryzacyjny był przedmiotem „uzgodnienia” stron. Ekspert obawia się jednak, że ustawodawca nie pójdzie tak daleko i nie będzie wymagał uzgodnienia mechanizmu waloryzacji z wykonawcą. To oznacza, że choć zmiana umowy musi się dokonać za obopólną zgodą, to w procesie uzgadniania aneksu nadal zbyt często będziemy mieli do czynienia z dominującą pozycją zamawiającego i narzucaniem danej waloryzacji.

– Negatywnie odbieram propozycję waloryzacji opartą tylko o wolę stron. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby niezależnie od obowiązkowej waloryzacji ustawowej strony ustaliły dodatkowe warunki dla dodatkowej waloryzacji. Ustawowa odpowiedzialność stron musi zostać jednak uregulowana prawem do zastosowania określonych wag wskaźników waloryzacji, inaczej mija się to z celem – stwierdza Robert Gil, dyrektor jednej z wiodących spółek w branży oznakowania dróg w Polsce.

Ponadto resort informuje, że regulacje obejmą swym zakresem także umowy zawarte pod reżimem uchylonego z dniem 1 stycznia 2021 roku prawa zamówień publicznych, które nie przewidywało istniejącego obecnie obowiązku wprowadzania do określonej kategorii umów klauzul waloryzacyjnych. Strony, w oparciu o przygotowane regulacje, będą mogły zatem uzupełnić treść umowy o stosowną klauzulę waloryzacyjną lub inną zmianę.

– Podejście MRiT należy poprzeć, bowiem nie ma żadnego rynkowego uzasadnienia, aby zmianie podlegały tylko takie kontrakty, które generują istotną stratę wykonawcy po 1 stycznia 2021 roku. Przesłanką podlegającą ocenie, uruchamiającą zawieranie aneksów, powinno być stwierdzenie zaistnienia straty, a więc istotne pogorszenie efektywności umowy, którego nie dało się przewidzieć. I to musi być możliwe bez względu na to, czy dana umowa była zawarta przed czy po 1 stycznia 2021 roku – dodaje prezes PZPB.

Wokół klauzul

Resort podaje, że nowe przepisy przewidują także modyfikację art. 439 ustawy Pzp, poprzez rozszerzenie obowiązku zawierania klauzul waloryzacyjnych na umowy trwające powyżej 6 miesięcy (obecnie jest to 12 miesięcy) oraz umowy dostaw (dziś obowiązek ten odnosi się jedynie do robót budowlanych i usług). Dzięki temu w większej liczbie kontraktów w sprawie zamówień publicznych znajdą się klauzule waloryzacyjne.

– Załóżmy, że na początku stycznia br. podwykonawca zawarł umowę, a w maju skończył wykonywać wszystkie roboty. Zatem w dalszym ciągu pozostaje bez prawa do waloryzacji z tytułu wojny w Ukrainie, bo nie wyrobił tych 6 miesięcy. Wprowadzanie czasowych ograniczeń w sytuacjach nieprzewidywalnych zaprzecza idei pomocy. Waloryzacja wynagrodzenia powinna następować z dniem podpisania umowy przez podwykonawcę – podkreśla Robert Gil.

Z kolei według Jana Stylińskiego, racjonalny jest pomysł skrócenia minimalnego okresu obowiązkowej waloryzacji do umów 6-miesięcznych i dłuższych. Zdaniem prezesa PZPB, nieco dyskusyjne jest wprowadzenie waloryzacji umów na dostawy. Dotychczasowe przepisy nie nakładały takiego obowiązku, bowiem dostawcy aktualizują cenniki znacznie częściej niż mogła następować jakakolwiek zmiana cen usług budowlanych. W efekcie, w pewnym uproszczeniu, dostawcy co do zasady realizują dostawy po aktualnych cenach rynkowych.

– Ponadto Generalni Wykonawcy dokonują waloryzacji tylko tej części robót, jaka została zafakturowana od trzynastego miesiąca umowy. Przykładowo, jeśli przez 12 miesięcy wykonałem 90% wartości robót, a przez kolejne 2 miesiące resztę, to otrzymuję waloryzację tylko za resztę prac. Gdyby nie kary umowne, korzystniej dla podwykonawcy byłoby nic nie robić przez 12 miesięcy, żeby potem można było zwaloryzować wszystko. Waloryzacja zgodnie z ustawą Pzp dotyczyć ma całości robót, co oznacza, że dopiero po upływie 12 miesięcy umowy podwykonawca waloryzuje całość odebranych na ten czas prac, a potem co miesiąc resztę. Takie negatywne praktyki, pozbawiające jedną ze stron znacznych pieniędzy powinny być zakazane i karane przez inwestorów  – dodaje dyrektor Gil.

Jak informuje MRiT, w projekcie regulacji przewidziany został też obowiązek waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców przez wykonawcę w sytuacji, gdy zamawiający dokonał waloryzacji wynagrodzenia wykonawcy. Jednocześnie zaproponowano, aby rozwiązanie to miało zastosowanie także do umów zawartych między podwykonawcami a dalszymi podwykonawcami. Zakres waloryzacji będzie ustalany w drodze porozumienia stron. Przepisy nie będą narzucały w tym zakresie szczegółowych rozwiązań. Według Roberta Gila, widać bardzo dobry kierunek działania, ale dopóki nie powstanie ostateczna wersja tych regulacji niemożliwa jest ocena, jak intencje przełożą się na rzeczywiste korzyści.

– Taki mechanizm schodzącej w dół waloryzacji obowiązuje już obecnie. Przepisy doprecyzowujące nie stworzą zatem obecnie żadnej nowej wartości w tym względzie. Obawiam się, że nawet najlepsza ustawa nie rozwiąże problemu zamawiających, którzy nie korzystają z instrumentów, jakimi dysponują. Podwykonawcy powinni być traktowani w sposób analogiczny do generalnych wykonawców. Jeśli zatem ci drudzy korzystają z mechanizmów waloryzacyjnych, to w sposób identyczny powinni mieć do nich dostęp również ci pierwsi – podsumowuje prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Czy nowe prawo zniechęci przedsiębiorców do obniżania cen? Interweniuje branża cyfrowa

Związek Cyfrowa Polska apeluje do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o korektę kilku kwestii w projekcie wdrożenia unijnej Dyrektywy Omnibus. Stawką jest ochrona konsumentów przed nieuczciwymi praktykami przedsiębiorców – to właśnie jej dotyczy Dyrektywa, stanowiąca element tzw. Europejskiego Nowego Ładu dla Konsumentów. Tymczasem niektóre zapisy, procedowane właśnie w Sejmie, mogą zadziałać dokładnie odwrotnie – alarmują eksperci Cyfrowej Polski.

Wzmocnienie pozycji konsumentów oraz jasne ustalenie dodatkowych obowiązków przedsiębiorców – to główne cele wynikające z unijnej Dyrektywy Omnibus, przyjętej na poziomie UE w listopadzie 2019 roku. W szczegółach: Dyrektywa odnosi się do kwestii reklamy wprowadzającej w błąd i reklamy porównawczej, nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich oraz ochrony konsumenta poprzez czytelne podawanie cen produktów.

Wątpliwości ekspertów budzi jednak kilka zapisów w projekcie implementacji Dyrektywy w polskich warunkach. – Są trzy kwestie, na które zwracamy uwagę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów –mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnie procedowanym kształcie, stracą zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy. Ci pierwsi nie będą w pełni chronieni, a na drugich bezpodstawnie zostaną nałożone dodatkowe obowiązki – wyjaśnia.

Przedsiębiorcy zniechęceni do obniżania cen?

Po pierwsze, jak zawrócono uwagę w liście ekspertów Cyfrowej Polski do UOKiK,  nieprecyzyjne przetłumaczono Dyrektywę Omnibus, co skutkuje rozszerzeniem obowiązków przedsiębiorców. Chodzi o rozbieżność w tłumaczeniu jednego zdania, dotyczącego ogłoszeń o obniżkach cen. Obecny projekt dwukrotnie podnosi tę samą kwestię, za każdym razem nakładając na przedsiębiorców nieco inne obowiązki. To, według Związku Cyfrowa Polska, stoi w sprzeczności z przejrzystością, jaką ma wprowadzać Dyrektywa.

Branża cyfrowa podnosi również kwestię stopniowej obniżki cen. Według obecnego projektu, w przypadku stopniowego zwiększania promocji, przedsiębiorca może odnosić się jedynie do poprzedniej, już obniżonej ceny. Jak zwaracją uwagę branżowi eksperci, keśli więc – przykładowo – podczas pierwszej obniżki cena towaru spadła o 50 proc., ze 100 do 50 złotych, a następnie przedsiębiorca obniży cenę o kolejne 10 zł, klient dowie się jedynie o dwudziestoprocentowej obniżce (z 50 do 40 złotych). To z kolei może zniechęcać przedsiębiorców do dalszego obniżania ceny w ramach jednej promocji, co ostatecznie będzie niekorzystne dla konsumentów – twierdzą eksperci.

W opinii przesłanej do UOKiK, przedstawiciele sektora cyfrowego postulują również wydłużenie terminu implementacji ustawy. Ze względu na skalę zmian wynikających z nowego prawa, eksperci Cyfrowej Polski proponują wydłużenie tzw. vacatio legis do trzech miesięcy lub zastosowanie tzw. leniency period, czyli ulgowego traktowania przedsiębiorców, którzy od razu nie zastosują się do wszystkich zapisów Dyrektywy Omnibus.

Każdy z nas jest konsumentem, dlatego doceniamy rozwiązania, które mają na celu ochronę kupujących przed nieuczciwymi praktykami sprzedawców. Uważamy jednak, że prawo powinno być tworzone starannie, z troską o interesy wszystkich stron. Dlatego wnosimy o drobne poprawki, które z jednej strony wesprą przedsiębiorców, a z drugiej, dzięki jasnemu ustaleniu kilku kwestii, jeszcze lepiej wpłyną na ochronę konsumenta – podsumowuje Michał Kanownik.

RPP przed trudną decyzją

Od RPP oczekuje się dzisiaj, że podniesie główną stopę procentową o przynajmniej 25 punktów bazowych. Wówczas koszt pieniądza urośnie z poziomu 6,75 proc. do 7 proc. Ostatnie dane, głównie niezwalniająca inflacja, potwierdzają słuszność tej decyzji. Rynek tak naprawdę bardziej ciekawy jest jednak tego, co zakomunikuje NBP – czy cykl się kończy w październiku czy jednak zostanie przedłużony. To ta decyzja powinna mieć większy wpływ na złotego niż sama dzisiejsza zmiana parametrów polityki monetarnej.

Inflacja w Polsce nie zwalnia tempa. Wstępny szacunek GUS- pokazał wartość 17,2 proc. To dużo powyżej rynkowego konsensusu, który oscylował wokół 16,4 proc. Szczególnie również może martwić odczyt bazowy, który zbliżył się do 11 proc. Rada Polityki Pieniężnej ma twardy orzech do zgryzienia. Przewidywania dotyczące tego, że szczyt dynamiki wzrostu cen przypadnie na wakacje okazał się nietrafiony i coraz bardzie staje się realny scenariusz osiągnięcia przez wskaźnik CPI nawet 20 proc. na początku 2023 roku. Już dziś kolejna decyzja RPP. Piątkowe dane prawdopodobnie sprawią, że stopy w Polsce nadal będą rosły a zapowiadany koniec cyklu podwyżek być może będzie musiał być przesunięty w czasie. Złoty jest nadal bardzo słaby, pomimo tej ostatniej aprecjacji. Szczególnie słabość ta widoczna jest w relacji do dolara i franka. Wzrost kosztu pieniądza mógłby chociaż po części wpłynąć na umocninie PLN, chociaż moim zdaniem na wycenę naszej waluty większy wpływ będzie mieć czwartkowy komunikat banku – czy wstrzymuje się na razie z dalszymi podwyżkami, czy może jednak pozostaje na restrykcyjnej ścieżce. Rada z pewnością widzi, że za dolara trzeba było przed chwilą płacić już ponad 5 złotych, co być może dodatkowo skłoni „ciało decyzyjne” do kontynuowania restrykcyjnego nastawienia.

Należy jednak dostrzegać płynące z gospodarki sygnały spowolnienia. Ostatni odczyt PMI dla przemysłu co prawda odbił do 43 pkt., jednak nadal znajduje się dużo poniżej granicy 50 pkt. Indeks z pewnością stanowi czynnik hamulcowy w kontekście dalszych podwyżek. Nie jest wykluczone, że RPP pójdzie śladami banku Węgier oraz Czech, które to instytucje zakończyły już cykl.

Istnieje jeszcze taki scenariusz, w którym RPP nie deklaruje ani zakończenia ani kontynuacji cyklu a jedynie uzależnia dalsze działania od globalnych wydarzeń, jesiennych projekcji makro oraz napływających na bieżąco danych makro z krajowej gospodarki. Wydaje się, że taki bieg zdarzeń jest na ten moment najbardziej prawdopodobny. Będzie on po prostu najwygodniejszy dla RPP w obecnych, niepewnych warunkach ekonomicznych.

Od kilku dni złoty korzysta na poprawie nastrojów na globalnych rynkach. Widać odpływ kapitału od dolara, co automatycznie faworyzuje waluty naszego regionu. Eurodolar osiągnął dziś rano parytet i od dołka z ubiegłego tygodnia odbił już blisko 4,5 figury. Tym samym złoty w od połowy ubiegłego tygodnia odrabia straty. PLN w relacji do USD zdołał umocnić się już o ponad 25 groszy. W długim terminie nasza waluta pozostaje nadal słaba a ryzyko kolejnej fali osłabiającej jest stosunkowo dużo i trudne do przewidzenia w czasie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

FPP: Recepta jak obniżyć inflację o 2,3 pp. w ciągu 6 miesięcy

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) przygotowała propozycję rozwiązania, które w ciągu 6 miesięcy pozwoliłoby na obniżenie wskaźnika inflacji (CPI) w ujęciu rok do roku o 2,3 punktu procentowego. Mechanizm polegałby na zrekompensowaniu wzrostu cen energii dla przedsiębiorstw produkujących i sprzedających wyroby spożywcze – które w ramach umowy utrzymałyby ceny swoich produktów. Udział w systemie wsparcia byłby dobrowolny – na podstawie indywidualnej decyzji każdej firmy. Dzięki temu system wsparcia dla przedsiębiorstw – obecnie zakładający objęcie jedynie 250 podmiotów – dotyczyłby szerokiego grona firm z różnych branż, a jednocześnie miałby charakter ograniczający inflację. To ważny aspekt, ponieważ dotychczasowe mechanizmy pomocowe były proinflacyjne i kosztowały finanse publiczne już ponad 70 mld zł. Ceny żywności stanowią istotny element koszyka inflacyjnego (26,6%), a tym samym ich ograniczenie może istotnie pomóc obniżyć całościowy wskaźnik inflacji.

Proponowane rozwiązanie zakłada przyznanie przedsiębiorcom wytwarzającym i sprzedającym podstawowe artykuły konsumpcyjne dobrowolnego wsparcia finansowego na pokrycie zwiększonych kosztów energii i jej nośników pod warunkiem utrzymania cen sprzedawanych produktów pośrednikom i odbiorcom końcowym na niezmienionym poziomie przez okres korzystania z rządowego programu. System mógłby być obsługiwany przez Polski Fundusz Rozwoju, a pomoc byłaby przyznawana w ramach umowy zawieranej z przedsiębiorcą. Tymczasowe ograniczenie podwyżek cen przez konkurencyjne podmioty byłoby naturalną zachętą do partycypacji w systemie wsparcia. W przypadku naruszenia warunków umowy przez przedsiębiorcę poprzez podniesienie cen dla kontrahentów i konsumentów, przyznane wsparcie podlegałoby zwrotowi, wraz z kwotą doliczonej kary. Szacunkowy koszt wdrożenia proponowanego rozwiązania wyniósłby ok. 11,3 mld zł.

„Polska gospodarka znajduje się pod presją rosnących cen energii elektrycznej i gazu, które silnie ciążą na ogólnej ocenie koniunktury wśród przedsiębiorców oraz stają się jednym z czynników wywołujących, z jednej strony, wysoką inflację, a jednocześnie również głębokie spowolnienie dynamiki wzrostu gospodarczego lub nawet recesję. Zdecydowana większość rządowego wsparcia łagodzącego skutki drogiej energii oraz wysokich cen innych dóbr i usług była ukierunkowana na ochronę konsumentów. Przyjęty przez Sejm projekt ustawy o działaniach osłonowych skierowanych do firm w swym założeniu ma obejmować jedynie ok. 250 podmiotów. Obecna sytuacja wymaga jednak wsparcia skierowanego również do mniejszych przedsiębiorstw oraz szerszego grona branż, dla których udźwignięcie ciężaru gwałtownie rosnących kosztów także staje się coraz poważniejszym wyzwaniem. Jednocześnie wprowadzane mechanizmy powinny oddziaływać w kierunku ograniczania inflacji, zamiast jej dalszego podsycania. W związku z powyższymi wyzwaniami, Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) przedstawiła propozycję szerszego mechanizmu wsparcia firm w obecnym kryzysie. Projekt FPP zakłada przyznanie przedsiębiorcom wytwarzającym i sprzedającym podstawowe artykuły konsumpcyjne (tj. żywność i napoje) wsparcia finansowego rekompensującego zwiększone koszty zakupu energii i jej nośników. Firmy uczestniczące w programie jednocześnie zobowiązałyby się do utrzymania przez okres jego obowiązywania, zakładany na 6 miesięcy, do utrzymania dotychczasowych cen oferowanych ich odbiorcom. Dzięki temu, realizowane byłby jednocześnie dwa cele – wsparcie sektora przedsiębiorstw w obecnych trudnych warunkach oraz ograniczenie inflacji konsumenckiej” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

inflacja

Aby system był możliwie najprostszy zarówno z punktu widzenia beneficjentów, jak również podmiotów odpowiedzialnych za jego obsługę, propozycja FPP zakłada odgórne określenie wartości wsparcia w relacji do poziomu przychodów firmy korzystającej ze wsparcia. Wartość ta byłaby obliczana z uwzględnieniem zmiany średniej ceny kontraktów na Towarowej Giełdzie Energii na dostawy energii elektrycznej i gazu ziemnego w przyszłym roku w stosunku do poziomu obowiązującego w analogicznym okresie 2021 r. oraz uśredniony udział kosztów energii w przychodach ogółem przedsiębiorstw w gałęziach objętych systemem wsparcia.

Pierwszy omański satelita został zintegrowany z rakietą LauncherOne i jest gotowy do lotu w kosmos

Integracja była kamieniem milowym w misji wyniesienia pierwszego omańskiego satelity na niską orbitę okołoziemską na pokładzie zmodyfikowanego samolotu Boeing 747.

Po zakończeniu dzisiejszej udanej operacji na lotnisku Newquay w Kornwalii w Wielkiej Brytanii, pierwszy omański satelita Aman jest gotowy do wystrzelenia na niską orbitę okołoziemską jeszcze w 2022 roku. Omański satelita został zintegrowany z rakietą LauncherOne, która zabierze satelitę w kosmos. Integracja satelity jest ważnym krokiem w realizacji celów pierwszej misji kosmicznej rządu Omanu.

Reprezentujący Sułtanat Omanu ETCO – pochodzący z Omanu innowator w dziedzinie technologii wschodzących, Virgin Orbit – wiodąca amerykańska firma zajmującą się wynoszeniem satelitów na orbitę, SatRev – polski producent i operator nanosatelitów oraz TUATARA – specjalista w zakresie zaawansowanych rozwiązań z zakresu AI, analityki danych i technologii kognitywnych, kontynuują prace nad omańską misją w kosmos. Pierwszy omański satelita CubeSat, Aman, został zintegrowany ze statkiem kosmicznym na lotnisku Newquay w Kornwalii.

Za proce integracji odpowiadał zespół Virgin Orbit rozpoczynając od ostatecznego czyszczenia i sprawdzenia satelity Amani oraz usunięcia wszystkich elementów Remove Before Flight (RBF) na CubeSat. Po przygotowaniu satelity, został on umieszczony w dyspenserze startowym, po czym nastąpiła seria ścisłych kontroli.

Integracja satelity stanowi ważny kamień milowy w realizacji planu wysłania pierwszego omańskiego statku kosmicznego w kosmos. To niesamowite być świadkiem rozwoju tego pierwszego w historii kraju projektu i z niecierpliwością czekamy na jego zakończenie, które nastąpi jeszcze w tym roku, gdy zostanie on wystrzelony na niską orbitę okołoziemską – wyjaśnia Abdulaziz Jaafar, CEO ETCO.

Byliśmy świadakami udanej integracji naszego satelity. Wszystkie ryzyka zostały już zminimalizowane dzięki wydarzeniu Fit-Check, które miało miejsce w ubiegłym miesiącu, kiedy ten sam zespół integracyjny Virgin Orbit przeprowadził szczegółową kontrolę wszystkich zaplanowanych kroków integracji w siedzibie SatRev we Wrocławiu – mówi Grzegorz Zwoliński, prezes SatRev.

Projekt zgodny jest z omańską strategią cyfryzacji „Oman Vision 2040”. Jest to narodowy program mającym na celu wspieranie konkurencyjności gospodarczej i dobrobytu społecznego przy jednoczesnym stymulowaniu wzrostu oraz budowaniu zaufania we wszystkich relacjach gospodarczych, społecznych i rozwojowych. Program kosmiczny Omanu umożliwi przełomowe badania naukowe i przechwytywanie obrazów satelitarnych o wysokiej rozdzielczości. Będą on dalej analizowane cyfrowo przy użyciu rozwiązań wizji komputerowej (computer vision), uczenia maszynowego (machine learning) oraz sztucznej inteligencji, które opracowane zostało przez TUATARĘ w strategicznym partnerstwie z ETCO.

Omański projekt kosmiczny zamierza zapewnić długotrwałe korzyści i odblokować nowe możliwości dla następnego pokolenia światowych odkrywców kosmosu i innowatorów w sektorze kosmicznym przy zapewnieniu inwestycji w krajowe talenty, które będą odpowiedzialne za przyszłość Omanu. Projekt będzie również zachęcał i wspierał firmy w Omanie, aby przyspieszyć jego transformację w gospodarce związanej z przestrzenią kosmiczną.

Wyniki operacyjne po trzech kwartałach 2022 w GK Murapol

  • Mocna sprzedaż do klientów detalicznych wsparta transakcjami na rzecz PRS.
  • W okresie od stycznia do września br. Grupa Murapol sprzedała 2665 lokali mieszkalnych, w tym 2091 klientom detalicznym, zaś 574 w formule design&build na rzecz PRS.
  • W analizowanym okresie deweloper przekazał klucze łącznie do 2649 lokali, a w tym 444 kluczy zostało wydanych do lokali w ramach projektów PRS.
  • Grupa wprowadziła do oferty 2106 nowych mieszkań w 9 miastach w Polsce.

SPRZEDAŻ

W ciągu trzech kwartałów 2022 GK Murapol łącznie sprzedała 2665 lokali mieszkalnych.

Na tę liczbę składa się 2091 mieszkań sprzedanych klientom detalicznym oraz 574 lokale w formule design&build na rzecz PRS.

Tylko w trzecim kwartale br. GK Murapol osiągnęła sprzedaż na poziomie 1275 lokali mieszkalnych, w tym 574 w formule design&build.

PRZEKAZANIA

W okresie od stycznia do września 2022 GK Murapol przekazała klucze do 2649 lokali mieszkalnych, w tym 444 na rzecz PRS. W trzecim kwartale przekazanych zostało 835 mieszkań.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W ciągu dziewięciu miesięcy br. GK Murapol wprowadziła do oferty 2106 lokali mieszkalnych. Do sprzedaży trafiły mieszkania zaoferowane w 4 nowych projektach mieszkaniowych w Gdańsku, Wrocławiu i Tychach oraz w kolejnych etapach już realizowanych inwestycji nieruchomościowych, w tym m.in. w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Toruniu i Bydgoszczy.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na koniec trzeciego kwartału 2022 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6712 lokali w 70 budynkach powstających w ramach 23 projektów na terenie
13 miast Polski, z tego dla segmentu PRS/BPSA 1943 lokale.

BANK ZIEMI

Na dzień 30 września 2022 r. Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 20,4 tys. lokali, który można podzielić wg dwóch kategorii – kryterium własności i etapu inwestycyjnego:

  • blisko 8,4 tys. lokali powstanie na gruntach będących własnością lub w użytkowaniu wieczystym Grupy oraz ponad 12 tys. lokali na gruntach objętych warunkowymi umowami przedwstępnymi,
  • blisko 5,3 tys. lokali jest w trakcie realizacji oraz ponad 15,1 tys. lokali w przygotowaniu.
Potencjalna liczba lokali
W trakcie realizacji 5 269
W trakcie przygotowania 15 160
Razem 20 429
Własność/użytkowanie wieczyste 8 389
Umowy przedwstępne 12 040
Razem 20 429

 

Spośród 20,4 tys. lokali wchodzących w skład aktywnego banku ziemi na dzień 30 września, ok. 17,6 tys. mieszkań przeznaczone jest na rzecz klientów detalicznych, z kolei ok. 2,8 tys. lokali dedykowane jest pod segment PRS w formule design&build.

– Komentując wypracowane przez GK Murapol wyniki operacyjne w ciągu trzech kwartałów br. warto zauważyć stosunkowo niewielki spadek sprzedaży mieszkań klientom detalicznym r/r tj. na poziomie poniżej 10%, a także dwa mocne filary biznesowe GK Murapol – mamy silny fundusz w akcjonariacie i stabilnego odbiorcę w segmencie PRS, zaś w ofercie mieszkań skierowanej do klientów detalicznych sprawdzony produkt – uniwersalny i adekwatny do potrzeb, taki który sprawdza się we wszystkich naszych 15 lokalizacjach w całej Polsce, także w trudniejszych, jak obecne, warunkach rynkowych. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – W całym 2022 spodziewamy się sprzedaży mieszkań klientom detalicznym na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Równolegle będziemy umacniać współpracę z naszymi inwestorami kapitałowymi w segmencie PRS. Utrzymujemy stabilne liczby mieszkań znajdujących się w budowie oraz w procesach pozwoleniodawczych. Niezmiennie jesteśmy też aktywni na polu akwizycji gruntów, korzystając z posiadanych umiejętności odnawiania aktywnego banku ziemi. To zabezpiecza nam potencjał na przyszłość. – dodaje Nikodem Iskra.

W ciągu ponad 21 lat działalności GK Murapol zrealizowała 77 wieloetapowych inwestycji,
w ramach, których powstało 370 budynków obejmujące łącznie ponad 23,5 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej milion mkw.

Develia sprzedała 1225 lokali od początku 2022 r.

Develia na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych sprzedała 1225 lokali w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2022 r., wobec 1500 lokali w analogicznym okresie ubiegłego roku, co oznacza spadek o 18%. W samym III kwartale br. deweloper sprzedał 261 lokali wobec 438 w III kwartale 2021 r.

Develia na koniec września br. miała również zawarte 106 umów rezerwacyjnych, które po podjęciu decyzji przez klientów mogą przekształcić się w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.

Biorąc pod uwagę sytuację rynkową wynik za trzy kwartały tego roku jest dla nas zadowalający. Sprzedaż w okresie styczeń-wrzesień była o 18% niższa w porównaniu do bardzo dobrego, analogicznego okresu w 2021 r. – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Kumulacja podwyżek stóp procentowych w II kwartale wpłynęła na mniejsze zainteresowanie klientów szukających mieszkania na własne potrzeby, a to przełożyło się na wynik w III kwartale. W ciągu ostatnich trzech miesięcy odnotowywaliśmy więcej kontaktów ze strony klientów i obecnie ich poziom jest zbliżony do ubiegłorocznego. Jednak wielu klientów wstrzymuje się z decyzjami, pomimo, że ich potrzeby mieszkaniowe nie zmieniły się. Możemy spodziewać się, że za jakiś czas będziemy obserwować odroczony popyt, analogicznie jak to miało miejsce w I półroczu 2021 r. Prawdopodobnie złoży się to z mniejszą dostępnością mieszkań ze względu na to, że obecnie wielu deweloperów mocno ogranicza nowe inwestycje – podsumowuje Andrzej Oślizło.

W III kwartale 2022 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w inwestycjach Aleje Praskie (Warszawa), Centralna Park (Kraków), Szmaragdowy Park (Gdańsk) i Kaskady Różanki (Wrocław).

W okresie lipiec-wrzesień 2022 r. Develia przekazała 420 lokali wobec 521 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Od początku roku deweloper przekazał 626 lokali w porównaniu do 1279 w tym samym okresie 2021 r. Zgodnie z harmonogramem projektów, kumulacja przekazań nastąpi w IV kwartale br., co przełoży się na znaczną poprawę wyników Develii za 2022 r.

Złoty czeka na RPP. Aprecjacja dolara wstrzymana

W tym tygodniu dla złotego istotne będzie środowe (5.10) posiedzenie RPP. Prezes NBP Adam Glapiński wskazał, że koniec cyklu podwyżek stóp procentowych jest coraz bliżej, jednak przekraczający ponownie oczekiwania odczyt inflacji we wrześniu sprawia, że podwyżka w tym tygodniu jest wysoce prawdopodobna. Spodziewamy się typowej podwyżki o 25 pb., podobnie jak rynek.

Za nami kolejny nadzwyczajny tydzień na rynku walutowym – wiele walut osiągnęło nowe minima, a poziomy zmienności były najwyższe od lat. Długotrwała aprecjacja dolara, który w środę 28.09 osiągnął najwyższy poziom od 20 lat, zatrzymała się w drugiej połowie tygodnia. Kolejne zaskoczenie w górę pod względem inflacji w strefie euro wsparło wspólną walutę – inwestorzy oczekują podwyżki stóp o 75 pb. podczas zebrania Europejskiego Banku Centralnego w październiku. Po tym, jak w ostatni poniedziałek 26.09 osiągnął rekordowo niski poziom względem dolara, kurs funta brytyjskiego wzrósł dzięki działaniom Banku Anglii nakierowanym na ochronę brytyjskiego rynku obligacji, który ucierpiał po niedawnym ogłoszeniu budżetu.

W drugiej połowie tygodnia większość walut rynków wschodzących również odzyskała grunt względem dolara. Prowadził wśród nich juan chiński, który po słownej interwencji przedstawicieli Banku Ludowego Chin odbił się z rekordowo niskich poziomów. Zmienność wielu par walut głównych i rynków wschodzących wzrosła w zeszłym tygodniu do wieloletnich maksimów. Dotyczy to m.in. euro i funta brytyjskiego, których implikowana 6-miesięczna zmienność wzrosła do najwyższego poziomu od odpowiednio 10 i 13 lat.

Inwestorów w tym tygodniu czeka kilka intensywnych dni na rynkach finansowych – uwaga wszystkich zwraca się ku szeregowi głównych odczytów makroekonomicznych. Szczególnie istotne będą dla nas rewizje wskaźników PMI dla krajów G3 (poniedziałek 3.10 i środa 5.10) i oczywiście piątkowy (7.10) raport z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu. W Wielkiej Brytanii uwaga skupi się na minibudżecie. Rano 03.10 brytyjski kanclerz Kwasi Kwarteng ogłosił, że rząd może porzucić plany usunięcia 45-procentowego progu podatku dochodowego, co wsparło funta, lecz naszym zdaniem raczej nie na długo.

PLN

W tym tygodniu dla złotego istotne będzie środowe (5.10) posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej Narodowego Banku Polskiego. Prezes NBP Adam Glapiński wskazał, że koniec cyklu podwyżek stóp procentowych jest coraz bliżej, jednak przekraczający ponownie oczekiwania odczyt inflacji we wrześniu (wzrosła do najwyższego poziomu od 25 lat – 17,2%) sprawia, że podwyżka w tym tygodniu jest wysoce prawdopodobna. Spodziewamy się typowej podwyżki o 25 pb., podobnie jak rynek.

Najważniejsze będą komunikaty RPP dotyczące przyszłości cyklu. Jeśli Glapiński zasugeruje, że po tym zebraniu bank może wstrzymać zacieśnianie polityki, złoty prawdopodobnie doświadczy wyprzedaży. Biorąc jednak pod uwagę, że inflacja wciąż wzrasta i raczej nie osiągnie szczytu wcześniej niż na początku przyszłego roku, bank może zdecydować się na podejście zależne od danych i pozostawić otwarte drzwi do dalszych podwyżek. Konferencja prasowa Glapińskiego w czwartek (6.10) będzie uważnie śledzona pod kątem wskazówek dotyczących tej kwestii.

EUR

Duże zaskoczenie w górę inflacją w strefie euro, która we wrześniu po raz pierwszy wzrosła do wartości dwucyfrowych (10%), wsparło w zeszłym tygodniu euro względem większości walut. W przeciwieństwie do sytuacji w USA, w Europie wciąż czekamy na oznaki szczytu presji cenowej. Wzmacnia to nasz pogląd, że Europejski Bank Centralny wciąż pozostaje w tyle pod względem podnoszenia stóp procentowych i wchodząc w 2023 r. prawdopodobnie będzie musiał zacieśnić politykę znacznie mocniej niż Rezerwa Federalna, co w średnim terminie jest korzystne dla euro.

W międzyczasie najważniejsze dla wspólnej waluty będą oczekiwania dotyczące najbliższego posiedzenia EBC, które odbędzie się w tym miesiącu. Rynek swap wyceniają obecnie w pełni podwyżkę o 75 pb., a ruch o pełny punkt procentowy może być rozważany przez decydentów, jeśli publikowane do czasu zebrania dane okażą się wyższe od oczekiwań.

USD

Odczyty makroekonomiczne w USA były w zeszłym tygodniu w większości korzystne dla dolara, w szczególności gwałtowny spadek wstępnych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych i większe od oczekiwań wzrosty sprzedaży nowych domów i w wydatkach osobistych. Indeks USD spadł jednak ze swoich 20-letnich maksimów – rynkowy sentyment do ryzyka doświadczył szerokiej poprawy, może to mieć również związek z realizacją zysków i rebalansowaniem portfeli inwestycyjnych na koniec miesiąca.

Publikowany w piątek (7.10) raport z amerykańskiego rynku pracy będzie najważniejszy dla trwającego tygodnia handlowego w USA – rynki oczekują solidnego przyrostu miejsc pracy i dodatniego nominalnego wzrostu płac. Na początku tygodnia przemawiać będzie wielu członków Fedu (m.in. John Williams, Esther George i Tom Barkin). Szczególnie istotne będą dla nas ich przemyślenia dotyczące niedawnego spadku inflacji i jego wpływu na wielkość kolejnej podwyżki stóp na posiedzeniu FOMC w listopadzie.

GBP

Funt brytyjski zachowywał się w zeszłym tygodniu niczym waluta rynków wschodzących, doświadczając wciąż gwałtownych zmian w związku z niedawno ogłoszonym budżetem. Zakończył go jednak na szczycie tabeli G10, gdy inwestorzy usłyszeli wieści, że Bank Anglii planuje wykorzystać rezerwy do zakupu obligacji skarbowych bez ograniczeń do końca października, by złagodzić zawirowania na rynkach obligacji.

Przekonamy się, czy ta interwencja pozwoli funtowi nie spadać poniżej pewnego poziomu, czy tylko zapewni krótkoterminowe wsparcie. Bank Anglii wskazał już, że raczej nie będzie awaryjnej podwyżki stóp, a bezpośrednia interwencja na rynku walutowym naszym zdaniem nie wchodzi w grę, ponieważ brytyjskie rezerwy nie są wystarczające (poniżej 2 miesięcy pokrycia importu). Zwrot rządu o 180 stopni w kontekście 45-procentowego progu jest pozytywnym sygnałem dla brytyjskich aktywów. Uważamy jednak, że to nie wystarczy, by funt był bezpieczny – usunięcie progu odpowiadało tylko ok. 4% całkowitych kosztów cięć podatkowych w ciągu najbliższych dwóch lat.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Lafarge finalizuje przejęcie Izolbet

Lafarge zamknął transakcję zakupu Izolbet, jednego z wiodących graczy na rynku specjalistycznych rozwiązań budowlanych. W ciągu ostatnich trzech lat Izolbet odnotował wzrost przychodów, na który składał się dwucyfrowy wzrost sprzedaży i EBITDA. Przejęcie wzmocni pozycję Lafarge na rynku renowacji, suchych zapraw i izolacji zewnętrznych, a także uzupełni niedawną inwestycję Lafarge w zakład do produkcji suchych mieszanek betonowych w Krakowie.

Jesteśmy dumni, że zyskujemy takiego partnera jak Izolbet, który tak jak my stawia na jakość i innowacyjność oferowanych rozwiązań. Chcemy, aby dzięki synergii nasze zaawansowane rozwiązania odpowiadały na potrzeby współczesnego budownictwa, zwiększając efektywność energetyczną budynków oraz pozwalając szybciej i efektywniej budować. Jest to również kolejny krok w realizacji „Strategii 2025 – przyśpieszenie zielonego wzrostu”. Specjalistyczne rozwiązania budowlane są jej kluczową osią w Europie, stąd wcześniej jako Grupa Holcim pozyskaliśmy firmy PRB Group we Francji oraz PTB-Compaktuna w Belgii – mówi Xavier Guesnu, Prezes Zarządu Lafarge w Polsce.

„Strategia 2025 – przyspieszenie zielonego wzrostu” jest globalną strategią Grupy Holcim, do której należy Lafarge w Polsce. Jej celem jest rozszerzenie działalności w segmencie „Rozwiązania i Produkty”, aby stanowił on 30 proc. sprzedaży netto Grupy do 2025 roku. Firma zrealizuje strategię poprzez wejście w najbardziej atrakcyjne segmenty budownictwa – od systemów dachowych po izolacje i renowacje.

Cloud Technologies planuje rozszerzenie formuły skupu akcji własnych

Cloud Technologies, notowana na rynku NewConnect spółka koncentrująca się na sprzedaży danych, zwołała na 7 listopada br. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, na którym Zarząd spółki zarekomenduje rozszerzenie uchwały dotyczącej skupu akcji własnych. Rozszerzona formuła umożliwi skup akcji nie tylko podczas sesji giełdowej, jak dotychczas, ale również w drodze publicznego zaproszenia do składania ofert sprzedaży.

 – Jednym z kluczowych elementów przyjętej przez nas strategii na lata 2021-2023 jest rozpoczęty w lutym bieżącego roku skup akcji własnych, który prowadzimy w celu realizacji przyszłego programu motywacyjnego. Będziemy konsekwentnie kontynuować skup, a w celu zwiększenia dynamiki nabywania akcji, zaproponujemy podczas NWZ rozszerzenie podjętej uchwały o możliwość zaproszenia do składania ofert sprzedaży przez naszych akcjonariuszy – komentuje Piotr Prajsnar, przez zarządu Cloud Technologies.

Do końca 2023 roku Cloud Technologies planuje nabyć maksymalnie 250 tys. akcji, przeznaczając na ten cel do 15 mln zł. Dotychczas, czyli do 30 czerwca 2022 r., w ramach skupu akcji, spółka nabyła 44,9 tys. akcji, przeznaczając na ten cel 1,4 mln zł.

Cloud Technologies prowadzi skup akcji od lutego br. w trybie transz. Proponowana przez zarząd Cloud Technologies zmiana uchwały NWZ z 31 stycznia br. w sprawie upoważnienia zarządu do nabywania akcji własnych, zakłada, że zarząd będzie mógł nabywać akcje jak dotychczas, czyli podczas sesji giełdowej w ramach transakcji zawartych na rynku zorganizowanym oraz również w formie transakcji lub transakcjach zawieranych poza zorganizowanym systemem obrotu instrumentami finansowymi, czyli w formie zaproszenia do składania ofert.

Podczas zwołanego na 7 listopada Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy zaplanowana została również zmiana w składzie Rady Nadzorczej Cloud Technologies, mająca na celu dostosowanie składu tego organu do planowanego przeniesienia notowań na Główny Rynek GPW.

Nowe limity w programie Mieszkanie bez wkładu własnego. Czy zwiększyła się dostępność mieszkań?

Od października obowiązują nowe, wyższe limity ceny m kw. dla mieszkań, które można kupić za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym. Portal GetHome.pl sprawdził, jak duża jest w największych miastach oferta takich lokali.

Limity cenowe są ogłaszane przez wojewodów co pół roku. Obecne będą obowiązywały do końca marca 2023 r. – przypomina ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. I dodaje, że dla mieszkań i domów kupowanych od firm deweloperskich limit cenowy jest nieco wyższy niż dla nieruchomości z rynku wtórnego. Trzeba też wiedzieć, że osobne limity obowiązują dla miast wojewódzkich, dla gmin z nimi sąsiadujących i reszty województw.Wykres 1 - Limity cen w programie Mieszkanie bez wkładu własnego

Warto zwrócić uwagę, że taki sposób ustalania limitów budzi kontrowersje. Np. w Zielonej Górze i Wielkopolsce średnią cenę m kw. na IV kw. 2022 r. i I kw. 2023 r. wojewoda podwyższył o 12% w porównaniu z obowiązującą w poprzednich dwóch kwartałach. O tyle samo pułap cenowy wzrósł w województwie wielkopolskim, a o 11% w mazowieckim. W samym Poznaniu i Warszawie poprzeczka poszła w górę o odpowiednio 9% i 7%. Natomiast w Gdańsku i całym województwie pomorskim limity ceny m kw. pozostały na starym poziomie. W Bydgoszczy, Rzeszowie i Szczecinie zwiększyły się tylko o 2%.

Limity ceny m kw.  w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego” w IV kw. 2022 r.

Jednak najgorsze jest to, że limity są często oderwane od realiów rynkowych, co powoduje, że w największych miastach, w których popyt na mieszkania jest największy, stosunkowo niewiele z nich spełnia wymogi programu Mieszkanie bez wkładu własnego”. Można je znaleźć głównie na obrzeżach miast – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Wykres 2 - Mieszkanie bez wkładu - rynek pierwotny

Pole poszukiwań zawęża nie tylko limit ceny metra kwadratowego, ale także maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki. Ponieważ nie przekracza ona 100 tys. zł, więc ci, którzy nie mają oszczędności muszą znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl i portalu GetHome.pl wynika, że do tej pory czas działał na niekorzyść tych, którzy chcieliby kupić mieszkanie za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem.

Ekspert GetHome.pl liczył jednak na wzrost podaży takich mieszkań w październiku na skutek wzrostu limitów ceny metra kwadratowego. Po drugie, w sytuacji malejącego popytu na mieszkania, część firm deweloperskich zaczęła obniżać ceny. Z tonu spuszczają też niektórzy sprzedający mieszkania na rynku wtórnym.Wykres 3 - Udział mieszkań które można kupić w programie MbWW
Okazuje się, że w Poznaniu miał miejsce najbardziej spektakularny wzrost udziału mieszkań spełniających kryteria cenowe programu w ofercie rynkowej. Na rynku pierwotnym ich udział wzrósł z 8% do 24%, zaś na rynku wtórnym z 22% do 52% (oferty portalu GetHome.pl). Duży wzrost – szczególnie jeśli chodzi o liczbę mieszkań w ofercie deweloperów – zaobserwowano także we Wrocławiu i Warszawie.

W pozostałych miastach sytuacja na rynku pierwotnym albo niewiele się zmieniła (Katowice, Kraków i Łódź), albo nieco się pogorszyła wskutek wyprzedaży najtańszych mieszkań (Gdańsk). Dla potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu własnego w Łodzi i Katowicach pocieszeniem jest to, że wyraźnie wzrósł ich udział w ofercie agencji pośrednictwa. Niestety, w Krakowie znalezienie takiego mieszkanie w dalszym ciągu jest sporym wyzwaniem.
Wykres 4 - Liczba mieszkań któe można kupić w programie MbWW

Niestety mocno promowany rządowy program nie odniósł do tej pory sukcesu. Tylko trzy banki – Alior Bank, Santander Bank Polska i Bank Pekao SA – zdecydowały się włączyć do swojej oferty kredyt, za który można kupić mieszkanie nie mając oszczędności na wkład własny. Jednak zainteresowanie takim kredytem jest znikome, bo możliwości potencjalnych kredytobiorców drastycznie się skurczyły wskutek wzrostu stóp procentowych oraz zaostrzenia kryteriów oceny zdolności kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl