Kiril Marinov na czele nowego działu Henkel Consumer Brands w Polsce

Kiril Marinov, dyrektor zarządzający działu Henkel Beauty Care w polskim oddziale firmy, 1 października 2022 r. przejął dodatkowo obowiązki dyrektora zarządzającego działu Laundry&Home Care. Sprawując obie funkcje, jest odpowiedzialny za przeprowadzenie w Polsce procesu integracji obu zespołów w jeden dział Henkel Consumer Brands, a następnie stanie na jego czele jako dyrektor zarządzający. Zgodnie ze strategią firmy i kalendarzem projektu integracji nowy globalny dział Henkel Consumer Brands zacznie oficjalnie działać w strukturach firmy Henkel z początkiem 2023 roku.

Z założenia integracja ta ma stymulować wzrost i rentowność zarówno połączonych działów jak i całej firmy. Wynikiem synergii będzie także poprawa efektywności i możliwości dostosowania działań organizacji w wysoce zmiennym otoczeniu biznesowym. Dodatkowo utworzenie nowego sektora biznesowego Consumer Brands uwolni część zasobów, które będą mogły zostać przeznaczone na ukierunkowanie inwestycji w strategiczne kompetencje spółki, w tym cyfryzację obszaru badawczo-rozwojowego, możliwości w zakresie e-commerce i działania na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Mam bardzo duże poczucie odpowiedzialności za powodzenie misji, jaką jest integracja obu działów w jeden dobrze funkcjonujący organizm. Razem z moim zespołem zarządzającym rozpoczęliśmy podróż. Będzie pełna wyzwań, ale i możliwości budowania nowych sposobów działania, lepiej dostosowanych do nadchodzącej przyszłości. Mamy wizję stworzenia zdrowego i bardzo skutecznie działającego zespołu. Chcemy stworzyć kulturę organizacyjną, w której wszyscy sobie ufają, cenią się i nawzajem inspirują mówi Kiril Marinov.

Do zadań Kirila na nowym stanowisku będą należeć m.in. integracja działań łączących się obszarów biznesowych, utrzymanie i umacnianie wiodącej pozycji henklowskiego portfolio kosmetyków i środków czystości na rynku, zapewnienie wysokich, trwałych wyników sprzedażowych oraz przygotowanie zespołu na obecne i przyszłe wyzwania i możliwości rynkowe.

Jestem zaszczycony, że powierzono mi tak odpowiedzialne zadanie w okresie transformacji, jaką przechodzi Henkel. Głęboko wierzę w to, że zarówno ja, jak i zespół połączonych działów zrobimy wszystko, by dalej budować silną pozycję Henkla na polskim rynku kosmetycznym i środków czystości. Naszym klientom możemy obiecać, że będziemy zaufanym i wiarygodnym partnerem biznesowym zapewniającym doskonałą współpracę i wspólne osiąganie celów. A konsumentom w Polsce będziemy nadal oferować portfolio innowacyjnych i zrównoważonych produktów, dopasowanych nie tylko do ich potrzeb, ale także oczekiwań, jeśli chodzi o odpowiedzialność środowiskową – dodaje  Marinov.

Zanim Kiril Marinov dołączył do zespołu Henkla w 2003 r. zajmował szereg stanowisk w działach marketingu międzynarodowych firm z sektora FMCG. W Henklu swoją karierę rozpoczął jako przedstawiciel handlowy w bułgarskim oddziale firmy, z czasem pełniąc tam funkcje kierownicze w działach marketingu i sprzedaży. Kolejne doświadczenia zdobywał w regionalnej centrali w Austrii w ramach organizacji sprzedaży na region Europy Środkowo-Wschodniej. W 2014 roku objął stanowisko dyrektora generalnego działu Beauty Care na Litwę, Łotwę i Estonię, a od 2018, jako dyrektor zarządzający działu Beauty Care Henkel Polska, był odpowiedzialny za rozwój biznesu i wyniki na polskim rynku.

Nowy dyrektor zarządzający działu Henkel Consumer Brands Polska ma 44 lata. Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej DA Tsenov w Bułgarii. Jest żonaty i ma dwoje dzieci. Prywatnie interesują go podróże i taniec.

Długi alimentacyjne nie ulegają przedawnieniu. Jak wygląda egzekucja?

  • Od grudnia 2021 r. obowiązują przepisy, na mocy których długi alimentacyjne wobec Funduszu Alimentacyjnego nie ulegają przedawnieniu. Dzięki tej zmianie gminy mogą zgłaszać do biur informacji gospodarczej nierzetelnych alimenciarzy bez względu na datę powstania długu.
  • Na początku bieżącego roku było nawet 290 tys. osób z zadłużeniem alimentacyjnym. Dług, który wygenerowały, sięga blisko 13 mld zł. Natomiast rocznie nawet 70 tys. dzieci ma przyznawane alimenty.
  • W jaki sposób windykowany jest dług alimentacyjny, w jaki sposób mogą walczyć osoby, które nie otrzymują przyznanych alimentów, jaką rolę w tym zakresie pełni windykacja?

Od 29 grudnia 2021 r. obowiązują przepisy, na mocy których długi alimentacyjne wobec Funduszu Alimentacyjnego nie przedawniają się. Oznacza to, że niezależnie od tego, kiedy powstał dług – rok, pięć, siedem czy dwanaście lat temu, to osoba zadłużona może przez gminę zostać wpisana do biur informacji gospodarczej. To duża zmiana, bo jeszcze w zeszłym roku te rejestry zobowiązane były przyjmować informacje nie starsze niż 6-letnie. Ważne jest to o tyle, że dzięki wprowadzonej nowelizacji znacznie łatwiej jest weryfikować, czy osoba, z którą mamy do czynienia jest rzetelnym płatnikiem nałożonych sądownie zobowiązań – czy jest wiarygodna.

Takie zmiany otwierają też nowe drzwi do dochodzenia należnych nam świadczeń drogą windykacji. Co może zrobić osoba, której przyznane alimenty nie są wypłacane? Kiedy można zgłosić się do wyspecjalizowanych firm windykacyjnych w celu wsparcia w zakresie odzyskania należności alimentacyjnych?

Nierzetelni alimenciarze na celowniku

W skali roku w Polsce nawet 70 000 dzieci może mieć przyznawane przez sąd alimenty. Czy wszyscy rodzice, którym sądownie nałożono zobowiązanie wobec dzieci, wywiązują się ze swojej powinności? Jak się okazuje, aż 290 tys. osób zadłużonych z tytułu zadłużenia alimentacyjnego widniało w bazach Biura Informacji Gospodarczej ERIF. Dane te wskazują, że w sumie jest to dług sięgający blisko 13 mld zł.

Od lat podejmowane są liczne aktywności ustawodawcy, by wyeliminować patologiczną sytuację migania się od płacenia sądownie przyznanych alimentów. Dla przykładu w 2019 r. w przypadku kierowców zawodowych zdecydowano o włączeniu połowy diety do możliwości egzekucji na poczet zaspokojenia roszczeń alimentacyjnych. W minionym roku w grudniu także podjęto kolejne zmiany niektórych ustaw, które pozwalają na umieszczanie nierzetelnych alimenciarzy w bazach BIG niezależnie od terminu powstania długu, co może ich mocniej motywować do regulacji zadłużeń – zauważa Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Wszystkie tego typu działania państwa mają za zadanie zadbać o skuteczność w dochodzeniu alimentów. Niemniej jednak w wielu przypadkach osoba, na poczet której powinny być wypłacane alimenty – a nie są – pozostaje sama w walce o należności. Co można zrobić w takiej sytuacji?

Kiedy alimenty nie wpływają na konto…

Osoby, które mimo pozytywnej decyzji sądu nie otrzymują alimentów, mogą ubiegać się o świadczenia z tytułu Funduszu Alimentacyjnego. Maksymalna miesięczna kwota, którą można uzyskać w ramach wsparcia tego funduszu, wynosi 500 zł. Konieczne jest jednak spełnienie kryterium dochodowego, które obecnie wynosi 900 zł na jednego członka rodziny netto. W wielu przypadkach takie kryterium jest przekraczane, bo nawet zarabiając minimalne wynagrodzenie – 2363,56 zł i mając na utrzymaniu jedną osobę, przekracza się wskazany próg dochodowy o ponad 280 zł. To w zdecydowanej większości przypadków determinuje brak kwalifikacji do otrzymywania świadczenia.

W takich okolicznościach można o pomoc zwrócić się do wyspecjalizowanych firm windykacyjnych, które mogą wesprzeć w odzyskaniu należnych pieniędzy. Jest to ścieżka polubowna – bez angażowania komornika czy instytucji sądu, które w wielu przypadkach mogą okazać się zbyt radykalnym działaniem – zwłaszcza w początkowej fazie prób odzyskania należności.

Firmy windykacyjne dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu, kompetencjom i stosownym narzędziom wspierają nierzetelnych alimenciarzy w regulacji długu, a jednocześnie pomagają wierzycielom w odzyskiwaniu należności. Posiadanie wiedzy w zakresie zarządzania wierzytelnościami skutecznie i efektywnie doprowadza, w wielu przypadkach, do spłaty długu polubownie, co może być ogromną wartością dla np. byłych małżonków – wyjaśnia Marcin Czugan z ZPF.

Egzekwowanie przez windykację spłaty zadłużenia odbywa się za pośrednictwem sprawdzonych kanałów komunikacji i ściśle określonych narzędzi, wśród których jest m.in. możliwość rozłożenia zadłużenia na dogodne do spłaty transze.

Bardzo często w przypadku dochodzenia zadłużeń alimentacyjnych wyjątkowo motywujące jest włączenie się specjalisty „z zewnątrz”. Chłodne ocenienie sytuacji, rzeczowość i profesjonalne podejście, którym wykazują się windykatorzy, jest skuteczniejsze, niż samodzielne próby egzekucji długu, które często podszyte są negatywnymi emocjami – dodaje prezes ZPF.

Alimenty szansą na lepsze jutro

Bardzo często alimenty zasądzone są na rzecz niepełnoletnich dzieci. Determinacja w odzyskiwaniu takich należności często jest tak silna, że wzbudza negatywne emocje, które w wielu przypadkach mogą pogłębiać problem i oddalać czy utrudniać skuteczność egzekucji. Dlatego samodzielne podejmowanie negocjacji, prób odzyskania zaległych alimentów może okazać się wyjątkowo nieskuteczne.

Walka o alimenty w wielu przypadkach jest próbą zdobycia szansy lepszego jutra dla dziecka, co zdecydowanie podnosi priorytet istoty odzyskania wierzytelności. Windykacja choć często kojarzona z polubownym odzyskiwaniem należności na rzecz firm, specjalizuje się także w egzekucji świadczeń alimentacyjnych na rzecz osób prywatnych. Z usług windykatora może skorzystać każda osoba, której dotychczasowe próby egzekucji długu były nieskuteczne.

Chciałbym podkreślić, że wszystkie działania podejmowane przez profesjonalne firmy windykacyjne są sprawdzone, zgodne z obowiązującymi przepisami i przede wszystkim polubowne. Wybierając takie wsparcie, warto sprawdzić, czy dana firma jest członkiem ZPF – dzięki temu otrzymujemy pewność, że spełnia ona zasady ujęte w Zasadach Dobrych Praktyk i działa w pełni etycznie – mówi Marcin Czugan, prezes ZPF.

Wszystko kręci się wokół inflacji w USA

W raporcie z amerykańskiego rynku pracy nie było widać oznak rozluźnienia. Przypieczętowuje to podwyżkę o 75 pb. na najbliższym zebraniu Rezerwy Federalnej i niweczy nadzieje inwestorów dotyczące zwrotu Fedu ku wolniejszym podwyżkom. Obecnie wszystko kręci się wokół inflacji w USA oraz skali i tempa podwyżek, które musi wprowadzić Fed, by ją ograniczyć.

Zmienność powróciła na rynki z nawiązką w pocovidowym, inflacyjnym świecie. Aktywa ryzykowne i większość głównych walut zakończyły tydzień na poziomie podobnym do tego, na którym go zaczęły. Przysłania to jednak ich ogromne zyski w pierwszej połowie tygodnia, po których nastąpiły gwałtowne spadki aż do zakończenia handlu w piątek.

Z trendu wyłamały się przede wszystkim rynki energetyczne, wspierane decyzją OPEC-u o cięciach wydobycia, i ogólnie waluty surowcowe, spośród których prowadziły real brazylijski (wspierany przez zaskakująco dobry wynik Jaira Bolsonary w pierwszej turze wyborów prezydenckich) i peso chilijskie.

Ten tydzień przyniesie bardzo istotne raporty inflacyjne z USA. Oczekuje się, że główny odczyt inflacji CPI w czwartek (13.10) pokaże spadek miary głównej, ale wzrost bazowej. Szacunki konsensusu dotyczące inflacji były jednak w tym roku wyjątkowo nietrafne, a zaskoczenie – w dowolnym kierunku – będzie miało prawdopodobnie duży wpływ na rynek walutowy. Istotne będą również odczyty inflacji producenckiej (PPI) i oczekiwania inflacyjne (14.10).

PLN

Polski złoty rozpoczął ostatni tydzień, odrabiając wcześniejsze straty, w jego środku jednak ponownie doświadczył presji. Walucie nie sprzyjało kilka czynników. Wśród krajowych przede wszystkim zaskakująca decyzja RPP o niepodnoszeniu stóp procentowych (rynek zakładał wzrost o 25 pb.) – pierwsza taka od czasu rozpoczęcia cyklu w październiku 2021 r. Nie pomagał również spadek pary EUR/USD. W konsekwencji w czwartek kurs EUR/PLN zaczął zbliżać się do poziomu 4,90, a w poniedziałek 10.10 znajduje się niewiele niżej.

Choć prezes NBP Adam Glapiński podkreślił, że formalnie nie zakończono cyklu, wygląda na to, że Rada Polityki Pieniężnej nie ma apetytu na dalsze podwyżki stóp procentowych – jeśli sytuacja będzie sprzyjać, możliwe, że to koniec cyklu podwyżek. Wydaje się, że sytuacja musiałaby być naprawdę niekorzystna, by wymusić coś więcej niż ograniczoną kalibrację stóp. Nie jest to dobra wiadomość dla złotego.

Przed nami w tym tygodniu finalny odczyt inflacji CPI we wrześniu i dane o sytuacji rachunku bieżącego w sierpniu (14.10). Dla polskiej waluty istotniejsze powinny być jednak sygnały z zewnątrz.

EUR

Europejskie wskaźniki wyprzedzające i opisujące koniunkturę są wciąż zgodne ze stagnacją lub płytką recesją. Warto jednak zauważyć, że pojawiło się wiele nowych państwowych pakietów osłonowych, mających na celu wsparcie gospodarstw domowych i firm w czasie kryzysu energetycznego. Długoterminowy wpływ tego na inflację nie jest korzystny dla Europejskiego Banku Centralnego, wydaje nam się jednak, że część bardziej pesymistycznych prognoz nie uwzględnia tej hojności fiskalnej.

Handel euro jest obecnie zgodny z handlem aktywami ryzykownymi i zależy niemal wyłącznie od jastrzębiego nastawienia Fedu. W tym tygodniu nie będzie wielu publikacji dotyczących strefy euro, więc ta zależność zapewne się utrzyma.

USD

Wrześniowy raport z amerykańskiego rynku pracy pokazał, że miejsca pracy powstają w dobrym tempie, stopa bezrobocia jest rekordowo niska i nie widać oznak rozluźnienia mimo znacznego zacieśniania polityki monetarnej w tym roku. Rozwiało to wszelkie wątpliwości dotyczące skali najbliższej podwyżki Fedu (50 czy 75 pb.).

Pojawiły się pewne oznaki spadku w danych drugorzędowych, o wakatach (JOLTS) i cotygodniowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, nie są one jednak wystarczające, by powstrzymać Fed przed silniejszym ruchem.

Oczekuje się, że raport dotyczący inflacji CPI (13.10) pokaże delikatny spadek miary głównej dzięki obniżeniu cen energii. Ważniejsza będzie jednak miara bazowa, której bardziej trwałe komponenty, takie jak wydatki mieszkaniowe, pokazują obecnie wysoki jednocyfrowy wzrost – oczekuje się, że z tego względu wyniesie ona wyraźnie ponad 6%.

GBP

Głównym wsparciem dla funta pozostają nadzieje rynkowe, że Liz Truss ograniczy skalę zaplanowanych deficytów fiskalnych.

Nawet symboliczna decyzja, by nie zmieniać górnego progu podatku dochodowego, miała pozytywny wpływ na walutę. Brak kolejnych ustępstw w dalszej części tygodnia sprawił jednak, że funt powrócił do ścisłego handlu względem euro i dolara. Najważniejszą informacją ekonomiczną była znaczna rewizja w górę wskaźników PMI dla aktywności biznesowej, choć ich poziomy wciąż pozostają zgodne z niewielkim spadkiem aktywności.

W tym tygodniu ukaże się lekko wsteczny raport z rynku pracy, ważniejsze od niego będą jednak liczne przemówienia członków komitetu decyzyjnego BoE. Będą one uważnie śledzone, by ocenić, jak Bank Anglii zamierza zareagować na niedawne zamieszanie na brytyjskich rynkach finansowych.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Zmiany w kancelarii prawnej stowarzyszonej z KPMG: nowa nazwa KPMG Law i nowy kierujący – Paweł Bajno

W wyniku reorganizacji kancelaria prawna stowarzyszona z KPMG w Polsce będzie prowadzić działalność pod nazwą KPMG Law, a na jej czele stanął Paweł Bajno, Partner, radca prawny z blisko 30-letnim doświadczeniem w zakresie prawa handlowego i gospodarczego, w szczególności fuzji i przejęć, ładu korporacyjnego oraz rynków kapitałowych.

We wrześniu do zespołu na stanowisko Partnera dołączył dr Adam Stopyra, adwokat specjalizujący się w obsłudze klientów z sektora finansowego, który objął funkcję kierowania praktyką Prawa Bankowego i Instytucji Finansowych. Wkrótce praktyka ta powiększy się o kolejnych prawników.

Nowa nazwa KPMG Law jest elementem globalnego rebrandingu i dodatkowo wpisuje się w zmiany reorganizacyjne w obrębie Kancelarii w Polsce. W ramach nowej struktury Kancelarii, w zakresie najbardziej istotnych dziedzin prawa w obrocie gospodarczym, wyodrębnione zostały następujące praktyki specjalizacyjne, za rozwój których odpowiedzialni będą prawnicy z wieloletnim doświadczeniem w danej dziedzinie prawa:

  • Transakcyjnej oraz Obsługi Korporacyjnej
  • Prawa Bankowego i Instytucji Finansowych
  • Compliance oraz Dochodzeń Wewnętrznych
  • Nieruchomości i Inwestycji Budowlanych
  • Prawa Konkurencji oraz Postępowania przed Instytucjami UE
  • Prawa Pracy
  • Prawa Upadłościowego i Restrukturyzacyjnego
  • Własności Intelektualnej oraz Ochrony Danych Osobowych

Transformacja praktyki prawnej była naturalnym krokiem związanym z dynamicznym rozwojem na poziomie całej firmy KPMG. Dzięki nowej strategii i organizacji KPMG Law w Polsce będziemy mogli świadczyć naszym klientom usługi w sposób jeszcze bardziej efektywny zapewniając naszym klientom doradztwo prawne na najwyższym poziomie w danej dziedzinie prawa – mówi Paweł Barański, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego i Prawnego w KPMG w Polsce.

Kierującym KPMG Law został Paweł Bajno, który dołączył do KPMG w marcu br. Paweł jest radcą prawnym z wieloletnim doświadczeniem w zakresie prawa handlowego, w szczególności fuzji i przejęć, ładu korporacyjnego oraz rynków kapitałowych. Specjalizuje się w doradztwie dla funduszy private equity. Jest prawnikiem rekomendowanym przez międzynarodowe rankingi prawnicze, m.in. EMEA Legal 500, Chambers Global i Chambers Europe czy IFLR1000.

KPMG Law prowadzi obsługę transakcji zawieranych we wszystkich sektorach gospodarki przez polskich i zagranicznych inwestorów. Kancelaria posiada 4 biura w Polsce i zatrudnia 50 prawników w większości posiadających uprawnienia radcy prawnego lub adwokata.

Strategia KPMG Law zakłada dalszy dynamiczny rozwój zarówno pod względem oferowania nowych usług, jak i zatrudniania nowych specjalistów w zakresie poszczególnych dziedzin prawa. Wszelkie działania podejmowane w ramach Kancelarii zakładają nieustanne dostosowywanie się do zmieniającej się rzeczywistości gospodarczej oraz reagowanie na coraz dalej idące oczekiwania klientów. KPMG jest strategicznym doradcą świadczącym usługi doradcze w różnych dziedzinach obrotu gospodarczego zapewniając swoim klientom kompleksowe i skoordynowane wsparcie w trakcie planowania i realizacji najbardziej skomplikowanych projektów i przedsięwzięć. Działalność KPMG Law jest istotnym elementem w strategii KPMG w powyższym zakresie – mówi Paweł Bajno, radca prawny, Head of KPMG Law w Polsce.

Unidevelopment: przekazania i sprzedaż lokali w 3 kw. 2022 r.

Wstępne wyniki liczby przekazanych mieszkań w III kw. br. – pochodna działań zrealizowanych przede wszystkim w 2021 roku – są zgodne z naszymi założeniami. Pomimo niekorzystnej sytuacji rynkowej widzimy zainteresowanie naszą ofertą mieszkań, podsumowuje Zbigniew Gościcki, Prezes Unidevelopment SA. Spółka jest dobrze przygotowana na bieżącą sytuację w branży, a posiadany portfel gruntów gwarantuje zrównoważony rozwój Unidevelopment w następnych latach i stwarza przestrzeń do realizacji kolejnych projektów, dodaje Prezes Gościcki.

Przekazania w III kw. zgodnie z harmonogramem

Grupa Unidevelopment rozpoznała w wyniku za III kw. 2022 r. 116 lokali, z czego 107 lokali w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi.

Narastająco w I-III kw. 2022 r. rozpoznano w wyniku 452 lokale, z czego 284 lokale w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi. W br. w planach są przekazania m.in. lokale w inwestycjach Osiedle Latte w Warszawie oraz Idea Leo w Radomiu, co będzie stanowić ok. 160 lokali. Przekazania w IV kwartale br. będą miały istotny pozytywny wpływ na wyniki finansowe w 2022 r.

Sprzedaż deweloperska pod wpływem czynników rynkowych

Sprzedaż Unidevelopment w III kw. 2022 r. wyniosła 110 lokali, z czego 78 lokali w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi. Narastająco w 2022 r. sprzedanych zostało 318 lokali, tj. 59,6% spadku rdr, z czego 171 lokali w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi. Poziom sprzedaży to pochodna obecnej sytuacji na rynku oraz harmonogramu realizowanych inwestycji. Biorąc pod uwagę etapy realizacji projektów, w tym inwestycję z segmentu PRS, zarząd zakłada wzrost sprzedaży lokali w IV kw. br., co znacząco wpłynie na liczbę sprzedanych lokali w 2022 r.

Dzięki synergii w Grupie UNIBEP, w omawianym okresie wszystkie rozpoczęte projekty były realizowane zgodnie z planem, przy utrzymaniu zakładanej rentowności, pomimo istotnego wzrostu cen materiałów budowlanych.

Portfel projektów w toku

Spółka obserwuje zainteresowanie ofertą swoich mieszkań, pomimo barier finansowych związanych z inflacją i rosnącym kosztem kredytu dla klienta. Wielu klientów – choć są zdecydowani na zakup mieszkania – wstrzymuje się teraz z decyzjami, w oczekiwaniu na zmiany na rynku. W kolejnych kwartałach można spodziewać się odroczonego popytu. Taki efekt jest tym bardziej prawdopodobny, że spodziewamy się mniejszej dostępności mieszkań, ponieważ wielu deweloperów ogranicza nowe inwestycje.

W II półroczu br. spółka prowadziła sprzedaż w 9 projektach w Warszawie, Poznaniu, Radomiu i w Gdańsku, co przełożyło się na portfel 634 mieszkań dostępnych w ofercie na dzień sporządzenia raportu.

Na koniec III kw. 2022 r., w ramach realizowanych inwestycji, Grupa miała zawarte 46 umów rezerwacyjnych.

Wielkość i struktura bieżącej oferty dostosowana do koniunktury w branży

W ocenie Zarządu obecna oferta sprzedażowa jest dostosowana do bieżącej sytuacji w branży i potencjalnego dalszego osłabienia koniunktury na rynku.

W banku ziemi Unidevelopment ma obecnie ponad 5000 lokali. Bieżący portfel gruntów gwarantuje zrównoważony rozwój spółki w kolejnych latach i stwarza przestrzeń do realizacji kolejnych projektów. Zarząd nie wyklucza stabilizacji cen na rynku w kolejnych okresach. Wraz z urealnieniem wartości transakcyjnych gruntów spółka bierze pod uwagę możliwość dalszych działań mających na celu zabezpieczanie nowych lokalizacji pod inwestycje. Bieżąca sytuacja gotówkowa i dostęp do finansowania umożliwiają takie działania.

Bezrobocie w USA tylko 3,5%

Kondycja rynku pracy jasno pokazuje, że obecnie w gospodarce mamy do czynienia z czymś bardzo dziwnym. Z jednej strony mamy wiele sygnałów nadchodzącego spowolnienia, z drugiej strony ludzie nie tracą pracy, a to nie powoduje spadku wydatków pogłębiającego problem.

Rynek pracy znów mocny

Po niespodziewanym wzroście bezrobocia w USA do poziomu 3,7% w sierpniu, we wrześniu znów wróciliśmy do poziomu 3,5%. Korzystnie wypadły również zmiany zatrudnienia, które okazały się delikatnie wyższe od oczekiwań. Jest jednak skaza na tym rajskim obrazku. Rynek pracy może jest silny, ale pensje rosną o 5%. W sytuacji gdy inflacja wynosi 8,3%, oznacza to, że średnia płaca po uwzględnieniu inflacji pozwala kupić mniej niż rok temu. Nie jest to jednak rzadka sytuacja w okresie rosnącej inflacji. Rynki zareagowały entuzjastycznie i inwestorzy znów chętniej kupują dolara. Powodem jest wracająca niczym bumerang narracja, o spowolnieniu gospodarczym, które USA przejdzie lekko, a w Europie będziemy mieć prawdziwe problemy.

Ropa atakuje 100 dolarów

Już w piątek ropa naftowa notowana w Londynie przebiła poziom 98 dolarów. Jest to o tyle istotny ruch, gdyż zamknęliśmy tydzień powyżej poziomów z obecnego trendu spadkowego. Głośno mówiło się jeszcze w piątek o możliwej realizacji zysków i jakiejś korekcie w nadchodzących dniach. Biorąc pod uwagę wydarzenia na Wschodzie i wybuch na kluczowym moście, którym Rosjanie prowadzą logistykę na okupowanym Krymie, to uspokojenie wcale nie musi szybko nadejść. Jest to odczuwane na stacjach, gdzie ceny paliw, a szczególnie diesla przypominają kierowcom obrazki z pierwszych tygodni wojny. W tym miejscu należy przypomnieć, że owszem ropa była wtedy znacznie droższa, ale cena dolara, w którym była kwotowana również. Cena złotowa jest dzisiaj zbliżona, stąd nie mogą dziwić brutalne ceny za tankowanie.

Ile rosną ceny

Inflacja na poziomie 17,2% to coś, co nie budzi niczyjego entuzjazmu. Problem w tym, że wiele osób zwraca uwagę, że ich rachunki w sklepach rosną wyraźnie szybciej. To wcale nie jest złudzenie, jak pokazuje ostatni raport „Indeks cen w sklepach detalicznych”. Okazuje się, że ceny rosną o imponujące 24,1%. Jest to wzrost o 0,4% względem poprzedniego miesiąca. Pokazuje to, że ceny w sklepach przyspieszają wolniej niż ogólny wskaźnik inflacji. Marne to jednak pocieszenie dla kogoś, kto za towary, które rok temu kupował za 100 zł, dzisiaj płaci już niemal 125 złotych i to pomimo tarczy antyinflacyjnej. Dalszy wzrost cen może powodować, że nawet niechętna podwyżkom RPP wróci na ścieżkę wzrostów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Indie chcą wprowadzić e-rupię

W ostatnich miesiącach sprawy wyglądały spokojnie na froncie cyfrowej waluty banku centralnego (CBDC), ale Indie właśnie ogłosiły, że pracują nad stopniowym wprowadzeniem własnego cyfrowego aktywa w najbliższej przyszłości – e-rupia.

Bank centralny Indii nie podał zbyt wielu szczegółów, ale potwierdził, że rozważa wprowadzenie CBDC opartego na rachunku, który miałby segment przeznaczony do hurtowego wykorzystania przez instytucje finansowe oraz cyfrową walutę do użytku detalicznego przez konsumentów.

Pod względem używania fizycznej gotówki Indie pozostają w tyle za innymi krajami, więc udane wprowadzenie cyfrowej waluty mogłoby być dużym krokiem naprzód w kategoriach ekonomicznych dla narodu. CBDC nie są jednak pozbawione kontrowersji, a niektóre podgrupy społeczności kryptowalutowej są przeciwne, ponieważ są ostatecznie kontrolowane przez potężne scentralizowane instytucje rządowe.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Offshoring – firmy płacą podatek od lekkomyślności

Rosnące koszty uderzają w globalną produkcję elektroniki, wynika z raportu IPC, organizacji zrzeszającej producentów hardware’u. Drastyczny wzrost kosztów materiałów — na to ankietowani skarżą się przede wszystkim. Rynek sprzętu nie jest odosobniony. Ofiary mody na offshoring są w każdej branży. Czy przemysł dojrzał do fundamentalnej zmiany i powrotu do przeszłości?

W ostatnich dwóch latach drastycznie wzrosły koszty materiałów. Szczególnie odczuwają to producenci sprzętu IT. Z badania firmy IPC, zrzeszającej producentów hardware’u, wynika, że wyższe koszty półprzewodników to największy problem producentów elektroniki. Taką odpowiedź wskazuje 86 proc. pytanych przedstawicieli firm. Rosnące koszty uderzają przede wszystkim w europejskie przedsiębiorstwa. Próżno szukać producenta czy dostawcy, który nie odczułby wzrastających nakładów na materiały
(96 proc.). Dla porównania w Azji mniej niż połowa (48 proc.) pytanych odnotowała coraz większe koszty półproduktów.

Jak się okazuje, to spory, ale nie jedyny cios dla producentów na Starym Kontynencie. Rosną nie tylko koszty półwyrobów, ale także pracy. ¾ przedsiębiorstw pytanych przez IPC jasno deklaruje, że coraz większa presja płacowa wpływa na kondycję firmy. Co drugi europejski zakład ma problemy z pozyskaniem pracowników.

Rosnące koszty odbiją się echem w zyskach, które mogą nie być już tak spektakularne, jak jeszcze w 2020 roku. Wówczas rynek sprzętu komputerowego w Europie wygenerował łączny przychód w wysokości 71,2 mld dolarów.

— Sytuacja na rynku elektroniki dobitnie pokazuje, że lokalizacja produkcji ma kluczowe znaczenie. Wyzwania, przed jakimi stoją firmy w Europie, są zdecydowanie inne niż w Azji. Odczuwamy zawirowania na rynku mocniej, bo jakiś czas temu postawiliśmy na produkcję z dala od macierzy. Przez lata przynosiło to dobry efekt, ale wszystko ma swój kres. — zauważa Grzegorz Kłopot, Menedżer ds. Kluczowych Klientów z technologicznej spółki BPSC.

Ofiary mody na outsourcing

Outsourcing do Azji był jednym z najważniejszych trendów w ciągu ostatnich trzech dekad.

— Moda na wyłączanie ze struktury operacji produkcyjnych i przekazanie ich do realizacji firmom na Dalekim Wschodzie ukształtowała współczesny przemysł i próżno było szukać przeciwników. Model był prosty: zachód tworzył, wschód produkował. — opisuje ekspert
z katowickiej spółki IT.

Dzięki przenoszeniu produkcji lub jej elementów do krajów takich jak Chiny
i Bangladesz, firmy obniżały koszty przy jednoczesnym wzroście przychodów. Outsourcing pozwolił budować przewagę kosztową nad konkurencją, która pozostała z produkcją
na droższych, ale lokalnych rynkach. Jednak taka polityka nie była pozbawiona konsekwencji. Eksperci ostrzegali przed zbytnim uzależnieniem od wydłużania łańcuchów dostaw.

Analitycy MFW jasno wskazywali, że im większa dywersyfikacja w ramach łańcuchów dostaw, tym mniejsze skutki ewentualnych zakłóceń i większa odporność na zmiany.
W raporcie World Economic Outlook, Global Trade and Value Chains During the Pandemic stwierdzono, że zwiększenie różnorodności w łańcuchach dostaw „znacząco zmniejsza straty powstałe w wyniku zakłóceń w dostawach”. MFW przeprowadził symulację blokady podobnej do tej, która miała miejsce na początku pandemii i stwierdził, że zmniejszenie podaży pracy o 25 proc. u jednego globalnego dostawcy komponentów, spowodowało spadek średniej produkcji gospodarczej o 0,8%. W przypadku symulacji blokady, w której firmy miały wysoki poziom różnorodności dostawców, spadek ten był o połowę mniejszy i wynosił 0,4 proc. W skali całego globu wartości takie idą w miliardy dolarów na plus lub na minus.

Czas na zmianę adresu

Po dekadach spędzonych na outsourcingu produkcji wydarzenia ostatnich dwóch lat dobitnie pokazały, że najwyższa pora na wielki reset. Rozwiązaniem jest powrót do korzeni. Globalne badanie ABB pokazało, że rośnie presja na reshoring i nearshoring zarówno
w Europie, jak i za Atlantykiem. 74 proc. europejskich i 70 proc. amerykańskich przedsiębiorstw, planuje wrócić z produkcją do kraju macierzystego lub jego bliskiego sąsiedztwa. Głównym powodem jest chęć zbudowania odpornego łańcucha dostaw. Reshoring i nearshoring ma być też odpowiedzią na niedobory siły roboczej, a także bardziej ekologiczny i zrównoważony przemysł.

— Od dekady mówi się, że przemysł wraca do Europy. Dotychczas kończyło się na deklaracjach, ale coraz częściej firmy zaczynają rzeczywiście działać. Outsourcing był dobry, bo był tani, ale gdy koszty pracy, energii i transportu zaczęły rosnąć, produkcja na antypodach nie jest już tak atrakcyjna. — mówi Grzegorz Kłopot z BPSC i dodaje: — Jednak nim będziemy świadkami wielkich powrotów, potrzebne są inwestycje w cyfryzację i automatyzację. Jeszcze większe niż do tej pory. Bez tego Zachód nadal nie będzie konkurencyjny. — tłumaczy Grzegorz Kłopot.

Większość badanych firm zgadza się z ekspertem z BPSC. Przedsiębiorcy postrzegają automatyzację jako czynnik umożliwiający zmianę status quo. Dlatego 75 proc. badanych firm europejskich i 62 proc. amerykańskich planuje inwestycje w robotykę i automatyzację w ciągu najbliższych trzech lat. Robotyzacja i automatyzacja w najbliższej dekadzie będą kształtować rynek pracy – aż 80 proc. pytanych w badaniu ABB nie ma co do tego wątpliwości.

Produkcja na wschodzie

Firmy produkcyjne z Europy patrzą głównie na Środkową i Wschodnią część kontynentu, jako możliwe miejsca produkcji, wynika z badania Buck Consultants International. Mimo że środkowoeuropejski nearshoring ma obecnie wyższe koszty pracy niż kraje azjatyckie,
to bliska odległość, elastyczność i zwinność produkcji są ważniejsze niż niskie koszty pracy, które są najmocniejszą stroną odległej Azji. Faworytem w zakresie lokalizacji produkcji jest Polska. 58 proc. pytanych w badaniu Buck Consultants International wskazuje na nasz kraj jako prawdopodobny lub bardzo prawdopodobny kierunek nearshoringu. Polska jest znacznie częściej wybierana niż Czechy (48%), Niemcy (44%), czy Węgry (38%).

Ostatni gasi światło

Na drodze do reidustralizacji Europy stanęła jedna, ale spora przeszkoda. To oczywiście rosnące ceny energii. Sektor wytwórczy już mocno odczuwa większe rachunki, a może być znacznie gorzej. O to, że zakłady nie staną, możemy być spokojni, ale bez stabilnych
a najlepiej niskich cen energii, Europa i także Polska może zapomnieć budowaniu konkurencyjności. Dlatego kluczowe staje się podnoszenie efektywności energetycznej.

— Sektor wytwórczy staje przed nie lada wyzwaniem. Musi wycisnąć więcej z każdego kilowata. Firmy produkcyjne od lat walczą o większą efektywność energetyczną, co przynosi wiele korzyści, od zmniejszenia zapotrzebowania na energię po ograniczenie emisji CO2. Jednak dziś oszczędność staje się koniecznością. — zauważa ekspert z BPSC.

Jego zdaniem niewiele mówi się o potencjale technologii, która może pomóc
w podniesieniu efektywności energetycznej.

— Analiza danych jest podstawą do szukania oszczędności. — tłumaczy Grzegorz Kłopot. Wiedzą o tym doskonale w chociażby nieodległej Danii. Tamtejsze Centrum Inteligentnych Systemów Energetycznych (The Centre for IT Intelligent Energy Systems), dzięki analizie danych, mogło zmniejszyć ilość energii wykorzystywanej do oczyszczania ścieków
i związanej z tym emisji gazów cieplarnianych o około 40%, bez uszczerbku na wydajności. Dania od lat jest krajem, w którym inwestycje w IT są priorytetem, co dziś procentuje.
To jasny sygnał i przykład, że można i należy, być mądrym przed szkodą.

Nobel w dziedzinie nauk ekonomicznych 2022

Tegorocznymi laureatami Nagrody Banku Szwecji im. A. Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych za badania nad bankami i kryzysami finansowymi zostali: Ben S. Bernanke, Douglas W. Diamond i Philip H. Dybvig.

Komentarze ekspertek i ekspertów centrum informacyjnego Tygodnia Noblowskiego Centrum Współpracy i Dialogu UW:

– Dzisiejsi laureaci Nagrody Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych pokazali, że niezależnie od tego, jak uregulujemy sektor bankowy, zawsze istnieje ryzyko ulokowania pieniędzy w banku, który może się okazać kłopotliwy i w związku z tym wywoływane zostanie zjawisko „run na bank”, czyli wypłacania gotówki na masową skalę. Laureaci wykazali również, jak regulować banki, aby zminimalizować ryzyko takich zjawisk. Badania te otworzyły ścieżkę tzw. polityki makroostrożnościowej, czyli miejsca dla regulatora. Naukowcy prowadzili badania nad „run na banki”, które miały miejsce w XIX wieku, korzystając z ówczesnych danych i doświadczeń, a także z późniejszych wydarzeń. W tych badaniach wyciągnęli wnioski dla współczesności, aby ograniczyć ryzyko negatywnych zjawisk prof. dr hab. Joanna Tyrowicz, Wydział Zarządzania UW.

– Zjawisko, o którym wspomnieliśmy – „runy na banki” – może doprowadzić do niewypłacalności zarówno pojedynczych, nawet dużych banków, jak i całego sektora finansowego oraz być jednym z powodów powstawania kryzysów finansowych. Kryzysy te przenoszą się później na realną strefę gospodarki, prowadzą do wzrostu bezrobocia, spadku dochodu narodowego i stanowią jeden z mechanizmów, które przyczyniają się do wielkich katastrof. Można bez wahania stwierdzić, że dzisiejsza Nagroda Nobla w obszarze ekonomii została przyznana w dużej mierze za badania, które służą wyjaśnieniu przyczyn kryzysów finansowych oraz zjawisk, które mogą negatywnie dotknąć całe społeczeństwa. Dlatego jest ona bardzo istotna również z punktu widzenia polityki gospodarczej – dr hab. Michał Brzeziński, prof. ucz., Katedra Ekonomii Politycznej, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

Nagroda Banku Szwecji im. A. Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych

W swoim testamencie Alfred Nobel nie wymienił nauk ekonomicznych jako dziedziny, w której miano nagradzać związane z nią osoby. Wyróżnienie powstało z inicjatywy Banku Szwecji i zbiegło się z trzechsetną rocznicą jego założenia. Od 1969 roku wyróżnienie przyznaje się rokrocznie. Pierwszymi zwycięzcami zostali Ragnar Frisch i Jan Tinbergen za „wkład w opracowanie modeli dynamicznych i ich zastosowanie do analizy gospodarczej”. Frisch jest uznawany za twórcę systemu rachunkowości narodowej, który odegrał znaczącą rolę w procesach planowania gospodarczego w Norwegii, natomiast Tinbergen to pionier w zakresie ekonometrii oraz stosowania metod statystycznych i matematyki w ekonomii.

Bain&Co: Sklepy dyskontowe zyskują klientów dzięki inflacji

Z powodu galopującej inflacji coraz więcej osób decyduje się na zakupy artykułów spożywczych w sklepach dyskontowych oraz poszukuje ofert promocyjnych, wynika z najnowszego badania firmy doradczej Bain & Company. Inne formaty handlowe mogą utrzymać klientów, wpływając na ich percepcję cenową poprzez odpowiednio skrojony asortyment oraz akcje rabatowe i lojalnościowe.

Jak pokazało badanie Bain & Company przeprowadzone na grupie 20 tys. konsumentów w USA, wskaźnik Net Promoter Score (NPS) mierzący satysfakcję i lojalność klienta, wyraźnie wzrósł w pierwszym kwartale tego roku dla sklepów dyskontowych. Sieci spożywcze oferujące tańsze produkty zyskały także nowych klientów, zwiększając udziały w rynku średnio o 1,3 punktu w porównaniu do drugiego kwartału 2021. W USA inflacja wyniosła w sierpniu r/r 8,3 proc., a ceny żywności zwiększyły się o 11,4 proc. W Polsce, inflacja była znacznie wyższa i we wrześniu wyniosła 17,2 proc.

– Klienci mają coraz mniej pieniędzy w portfelu i coraz rozważniej robią zakupy. Wiele osób rezygnuje z zakupów w sklepach, które postrzegają jako bardziej premium – mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – Wzrostu inflacji klienci szczególnie boleśnie doświadczają podczas robienia zakupów spożywczych. I to właśnie w tym segmencie lojalność klientów wystawiona jest obecnie na największe wyzwania.

W Polsce, sieci dyskontowe takie jak Biedronka, Lidl czy Netto stały się w ostatnich latach jednym z największych graczy na rynku detalicznym. Szacuje się, że obecnie odpowiadają już za około 40 proc. wartości zakupów polskich gospodarstw domowych. Według Bain & Company, ten segment handlu ma dalszy potencjał rozwoju w Polsce, czemu po części sprzyjać będzie także inflacja.

– W warunkach gwałtownego wzrostu cen artykułów spożywczych, sieci dyskontowe zyskują klientów. Obserwujemy to również w Polsce, gdzie ich udział w rynku regularnie zwiększa się. Ponieważ walka o klienta się zaostrza, sytuacja robi się bardzo trudna dla całego sektora – twierdzi Patryk Rudnicki.

W najbliższych miesiącach graczy na rynku detalicznym będą czekały jednak wyzwania. Jak wskazują eksperci Bain & Company, polski konsument w coraz większym stopniu zwraca uwagę na cenę, a coraz mniej na inne aspekty przy kupowaniu artykułów spożywczych, co potencjalnie może okazać się wyzwaniem dla formatów i sieci stawiających na szeroką ofertę premium i wygodę zakupów.

Eksperci Bain & Company podkreślają, że w obecnej sytuacji sieci handlowe powinny skoncentrować się na kilku kluczowych aspektach swojej działalności operacyjnej, by zadbać o zadowolenie klientów. Przede wszystkim powinny skupić się na towarach, które mają największy wpływ na budowanie percepcji cenowej wśród klientów. Istotną kwestią będzie także zwiększanie akcji promocyjnych i lojalnościowych, by klienci mieli przekonanie, że oferty, które otrzymują, stanowią faktyczną okazję zakupową. Komunikaty o promocjach i wyprzedażach będą tutaj odgrywać kluczową rolę.

Oprócz prowadzenia konkurencyjnej polityki cenowej, sieci spożywcze powinny również rozważyć zwiększenie inwestycji w rozwój marek własnych, by poprawić ogólne postrzeganie ich cen. Już podczas pandemii, klienci dostrzegli zalety marek własnych, gdy z powodu przerwania łańcuchów dostaw dostęp do produktów markowych był ograniczony. Obecnie udział marek własnych sieci w koszyku zakupowym Polaków oscyluje w okolicy 20 proc., podczas gdy średnia europejska przekracza 30 proc.

Równie istotne będzie też aktywne zarządzanie relacjami z dostawcami oraz innymi kontrahentami, którzy mają wpływ na poziom kosztów, uważają eksperci Bain & Company.

– Choć sytuacja jest trudna dla całego sektora, to droższe formaty nadal mają szansę efektywnie odpowiedzieć na obecne wyzwania rynkowe. Kluczowe jest tu jednak kształtowanie percepcji cenowej i dobra komunikacja z konsumentami – dodaje Patryk Rudnicki.

Więcej informacji dotyczących badania satysfakcji klientów dostępnych jest na stronie:
Suffering Sticker Shock, Grocery Shoppers Flock to Value Stores | Bain & Company

Projekt nowelizacji ustawy – Prawo o notariacie oraz niektórych innych ustaw

Zmiana statusu notariusza oraz przyznanie mu nowych uprawnień, które mają na celu przyspieszenie procesu dokonywania wpisów w księgach wieczystych i dochodzenie należności przez wierzycieli. Tak w dużym skrócie można opisać przyjęty przez Radę Ministrów projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo o notariacie oraz niektórych innych ustaw, przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

W świetle obecnie obowiązujących przepisów notariusz w zakresie swoich uprawnień działa jako osoba zaufania publicznego, korzystając z ochrony przysługującej funkcjonariuszom publicznym.

Po nowelizacji status notariusza ma ulec zmianie, ponieważ stanie się on po prostu funkcjonariuszem publicznym. Taki zabieg ma na celu stworzenie przestrzeni do zwiększenia nadzoru nad działalnością notariuszy, ale również uwzględnia nowe uprawnienia notariuszy.
Omawiany projekt umożliwia Ministrowi Sprawiedliwości zawieszenie notariusza w czynnościach zawodowych, jeżeli prowadzone jest przeciwko niemu postępowanie o umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe. Jednocześnie projektowane przepisy wprowadzają instytucję Rzecznika Dyscyplinarnego Notariatu wybieranego przez szefa resortu sprawiedliwości.

Warto również zwrócić uwagę, iż zmianie ulegnie minimalny wiek, w którym będzie można się ubiegać o powołanie na stanowisko notariusza. Obecna granica 26 lat zostanie podwyższona do ukończenia 28 roku życia.

Jednakże najistotniejsze dla obrotu prawnego wydaje się być przyznanie dwóch nowych uprawnień notariuszom – dokonywania wpisów w księgach wieczystych oraz wydawania notarialnych nakazów zapłaty.

Mając na uwadze fakt, iż na rozpatrzenie sprawy w postępowaniu wieczystoksięgowym czeka się średnio około 4 miesięcy, a w dużych miastach nawet ponad 12 miesięcy, umożliwienie notariuszom dokonywania w księgach wieczystoksięgowych wpisów własności nieruchomości, związanych z ustanowieniem odrębnej własności lokali należy ocenić pozytywnie. Wpisy obejmą również ustanowienia i obciążenia odrębnej własności lokalu ograniczonymi prawami rzeczowymi, a także innymi roszczeniami związanymi z tym lokalem.

Innymi słowy po nowelizacji pojawi się możliwość wyboru złożenia wniosku do ksiąg wieczystych poprzez skorzystanie z dotychczasowych procedur albo wykorzystanie nowych uprawnień notariuszy.

Kompetencje notariuszy powiększą się również o wydawanie notarialnych nakazów zapłaty, mających z kolei spore znaczenie dla wierzycieli.
W świetle projektu ustawy na pisemny wniosek notariusz wyda notarialny nakaz zapłaty z obejmujący roszczenia w kwocie do 75 tysięcy złotych, jeżeli zasadność dochodzonego roszczenia nie budzi wątpliwości, w szczególności, gdy dochodzone roszczenie udowodnione jest dołączonym do wniosku:

1) dokumentem urzędowym;
2) zaakceptowanym przez dłużnika rachunkiem;
3) wezwaniem dłużnika do zapłaty i pisemnym oświadczeniem dłużnika o uznaniu długu.

W notarialnym nakazie zapłaty nakazuje się osobie zobowiązanej, aby w ciągu dwóch tygodni od doręczenia tego nakazu uiściła określone w nakazie zapłaty należności w całości wraz z kosztami za wydanie nakazu albo w tym terminie wniosła sprzeciw do notariusza. Jednocześnie notarialny nakaz zapłaty ma zawierać pouczenie o sposobie i terminie wniesienia sprzeciwu, a jego skuteczne wniesienie spowoduje utratę mocy nakazu. Natomiast jeżeli nakaz się uprawomocni, klauzulę wykonalności notarialnemu nakazowi zapłaty nada sąd rejonowy ogólnej właściwości osoby zobowiązanej. Dopiero po jej uzyskaniu sprawa może trafić na drogę postępowania egzekucyjnego. Krótko mówiąc mamy tu do czynienia ze znanymi z kodeksu postępowania cywilnego zasadami w zakresie wydania nakazu zapłaty.

Również w tym przypadku projektodawca ma na celu głównie odciążenie sądów rejonowych. Jednakże wydaje się, że zapisy w tym zakresie wymagają jeszcze doprecyzowania, choćby w zakresie zasad doręczenia nakazów, które różnią się od tych z kodeksu postępowania cywilnego, choćby poprzez pominięcie instytucji tzw. doręczenia zastępczego z art. 138 § 1 k.p.c.

Nie można także przejść obojętnie wobec faktu, iż notariusz stanie się organem quasi-sądowym. Nadto posłużenie się zwrotem „w szczególności” stwarza notariuszowi duże pole w ocenie zasadności roszczenia. Przyznanie notariuszom możliwości podjęcia w tym zakresie dyskrecjonalnej decyzji w praktyce może budzić ogromne wątpliwości, chociażby z uwagi na brak konstytucyjnego umocowania do rozstrzygania sporów cywilnych.

Podsumowując wydaje się, że o ile uprawnienia notariuszy w zakresie dokonywania wpisów w księgach wieczystych należy ocenić pozytywnie, o tyle możliwość wydania notarialnego nakazu zapłaty powinna być przedmiotem głębokiej dyskusji na dalszym etapie procesu legislacyjnego.

Autor: adw. Michał Jabłoński – Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

FPP i OPZZ wspólnie za wprowadzeniem podatkowej ulgi zdrowotnej

Federacja Przedsiębiorców Polskich i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych wystąpiły ze wspólnym stanowiskiem, w którym deklarują działania na rzecz wprowadzenia w polskim systemie podatkowym ulgi w PIT, w ramach której możliwe byłoby odliczenie od podatku kwoty 15% wydatków na świadczenia zdrowotne, ponoszonych przez podatników z prywatnych środków. Uszczelnienie tego obszaru mogłoby przynieść nawet 1,6 mld zł dodatkowych wpływów podatkowych rocznie.

Wprowadzenie proponowanych zmian byłoby korzystne dla pacjentów i finansów publicznych. Wielkość szarej strefy w obszarze usług zdrowotnych można oszacować na ok. 11,6 mld zł w skali roku. Wprowadzenie ulgi podatkowej spowoduje, że pacjenci zaczną oczekiwać dokumentowania świadczonych usług dla celu jej rozliczenia, co w konsekwencji znacznie ograniczy nierejestrowany obrót. FPP i OPZZ postulują, by dodatkowe wpływy osiągnięte dzięki wprowadzeniu tego rozwiązania zasiliły Narodowy Fundusz Zdrowia i zostały przeznaczone na zwiększenie dostępności świadczeń w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia.

„Postulowana przez FPP i OPZZ ulga zdrowotna to nowoczesne narzędzie, pozwalające na polepszenie sytuacji finansowej pacjentów, ograniczenie szarej strefy i zwiększenie dostępności do świadczeń zdrowotnych zarówno przez odciążenie publicznej ochrony zdrowia, jak i dofinansowanie jej dodatkowymi źródłami dochodu oraz rozbudowę narzędzi analitycznych do efektywnego planowania polityki zdrowotnej. Liczymy, że nasza propozycja spotka się z zainteresowaniem ze strony rządu oraz pozostałych partnerów, co umożliwiłoby jej wdrożenie w ramach obowiązującego porządku prawnego. Podobne rozwiązanie z powodzeniem funkcjonowało w Polsce do końca 2000 r. Zostało ono wówczas uchylone ze względu na reformę systemu ubezpieczeń zdrowotnych, w ramach której zapłacona składka zdrowotna mogła być odliczana od podatku. Polski Ład, obowiązujący od początku bieżącego roku, zlikwidował to rozwiązanie – co przemawia za przywróceniem, w unowocześnionej formie, ulgi na wydatki zdrowotne finansowane z prywatnych środków obywateli. Ulga pozwoli lepiej wykorzystać potencjał sektora prywatnego, stanowiącego uzupełnienie publicznego systemu ochrony zdrowia i przyczyni się do poprawy jakości usług zdrowotnych oraz dostępności pacjentów do świadczeń zdrowotnych” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

 „Najważniejszą korzyścią dla pracowników wynikającą z wprowadzenia proponowanego przez FPP i OPZZ rozwiązania byłoby odciążenie budżetów ich gospodarstw domowych, w przypadku których wydatki na opiekę zdrowotną nierzadko stanowią istotną część ponoszonych wydatków. W przypadku przeciętnej 4-osobowej rodziny takie rozwiązanie może przynieść oszczędność rzędu 530 zł rocznie. Zaprojektowane rozwiązanie wzmacnia ponadto publiczny system ochrony zdrowia – konstytucyjny fundament zapewniający wszystkim obywatelom równy dostęp do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. To istotne zwłaszcza w sytuacji skoncentrowania zasobów tego systemu na walce z wirusem SARS-CoV-2 i konieczności zapewnienia pacjentom nowych świadczeń zdrowotnych, jak również rozwiązania problemu tzw. „długu zdrowotnego” wobec osób, których leczenie w ostatnim okresie zostało odroczone lub zaniechane. Ulga zdrowotna stałaby się zatem rozwiązaniem pozytywnie oddziałującym na zdrowie publiczne społeczeństwa – mówi Andrzej Radzikowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ).

FPP i OPZZ zależy na rozwiązaniach, które pozytywnie wpływają na dostępność świadczeń i poprawę stanu zdrowia pracowników. Dzięki uwzględnionemu w propozycji powiązaniu ulgi podatkowej z systemem informatycznym Centrum e-Zdrowia, informacja o wykonanych świadczeniach byłaby dostępna na Internetowym Koncie Pacjenta, a dane zbiorcze o wartości zrealizowanych usług trafiałyby do KAS. Umożliwiałoby to automatyczne rozliczenie ulgi w usłudze e-PIT i zdejmowałoby z pacjenta wszelkie obowiązki formalne. Dodatkową korzyścią z wdrożenia tak nowoczesnego systemu byłoby umożliwienie budowy kompleksowej mapy potrzeb zdrowotnych w skali całego kraju. Obecnie dostępne dane dotyczą głównie publicznej ochrony zdrowia, co uniemożliwia pełną identyfikację potrzeb zdrowotnych, które zaspokajane są w prywatnych placówkach.

Moonlit wraz z CD-Projekt RED stworzył płatny dodatek do Model Buildera

Krakowskie studio specjalizujące się w tworzeniu gier hobbystycznych – Moonlit – dodało do swojej oferty drugi płatny dodatek. DLC powstało we współpracy z wielokrotnie nagradzanym studiem CD PROJEKT RED. Za możliwość rozszerzenia gry Model Builder o modele z Wiedźmina i Cyberpunka gracze zapłacą 3.99 Euro. Gamedeveloper podpisał także aneks do umowy z wydawcą Model Buildera – GMGP – który wyłącza DLC spod recoupu.

Model Builder zapewnia radość z budowania modeli zarówno entuzjastom, jak i nowicjuszom dzięki bogatej i zróżnicowanej kolekcji treści, w tym pojazdów, pamiątek historycznych i ikon popkultury. Nowe DLC do Model Builder: Wiedźmin i Cyberpunk 2077 jeszcze bardziej rozszerzy i wzbogaci osobiste portfolio gry o pięć ekscytujących modeli. Dodanie do gry contentu, z tak popularnych marek, z pewnością otworzy przed nami nowe szanse sprzedażowe i pozwoli umocnić naszą pozycję w segmencie hobby symulatorów. – mówi Maciej Kowalówka, wiceprezes Moonlit.

Gra Model Builder to pierwszoosobowy symulator modelarstwa. Produkcja miała swoją premierę w lutym 2022 r. i została ciepło przyjęta przez graczy, a na Steamie opinie  utrzymują się na poziomie 78% pozytywnych. Odbiorcy chwalili sam pomysł na rozgrywkę i konsekwentnie zbudowaną, urokliwą oprawę wizualną.

Ponadto zawarliśmy, wraz z GMG Label, istotny aneks do umowy wydawniczej stanowiący o wyłączeniu dodatku Wiedźmin i Cyberpunk spod recoupu. Oznacza to, że wydawca nie będzie potrącał z ze sprzedaży dodatku zaliczek na poczet przyszłych zysków oraz kosztów marketingowych produkcji,  – dodaje wiceprezes.

Oprócz pracy nad rozszerzeniami do flagowego tytułu, Moonlit umacnia swoje struktury po rezygnacji Michała Gardeły z pełnienia funkcji prezesa. We wrześniu powołano do Rady Nadzorczej spółki trzech nowych członków: Panią Katarzynę Pióro, Pana Andrzeja Szafrańca oraz Pana Łukasza Kozaka. Wszyscy są doświadczonymi doradcami w spółkach technologicznych i gamingowych. Obecnie Moonlit znajduje się w trakcie procesu wyboru nowego prezesa zarządu.

Rząd powinien jak najszybciej uruchomić dopłaty termomodernizacyjne

Ocieplony dom to o połowę niższe koszty ogrzewania – niezależnie od tego, jakiego paliwa używamy. Do tej pory program dotacyjny do ocieplenia domów był dostępny – ale były to małe kwoty, trudno się o nie aplikowało, stąd jego niska popularność. Przez cztery lata program “Czyste Powietrze” w postaci różnych dotacji przekazał 3 miliardy 300 milionów złotych. Tymczasem zapowiadano rocznie 10 miliardów złotych z tego programu dla obywateli. Czyli po czterech latach programu przekazane dotacje powinny wynosić już 40 miliardów złotych. Zamiast tego obecnie wydaje się kilkadziesiąt miliardów złotych na dopłaty do paliw i na import paliw z różnych egzotycznych państw. Gdyby przekazano takie kwoty na termomodernizację i docieplenie domów, to nie potrzebowalibyśmy teraz tyle węgla. Nie byłoby kryzysu, ponieważ zapotrzebowanie na węgiel byłoby o 4-5 milionów ton niższe – dokładnie o tyle, ile obecnie brakuje.

– Rekomendacji dla rządu, żeby ta zima była lżejsza, już po prostu nie mam. Od lat apelujemy i przekazujemy rekomendacje – niestety, nie skorzystano z nich. Dotyczy to także prostych i łatwych działań – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. – Przykładowo, jeżeli rząd włączyłby w programie dotacyjnym o nazwie “Czyste Powietrze” filar termomodernizacji, filar ocieplenia domów czy wymiany źródeł ciepła i ten filar byłby korzystniejszy finansowo dla wszystkich – to Polacy po tej zimie zdecydowaliby się masowo ocieplać swoje domy, masowo wymieniać źródła ciepła na bardziej efektywne. Wówczas kolejna zima nie byłaby już taka dotkliwa zarówno w sensie finansów, jak i zanieczyszczenia powietrza. Najtańszym paliwem jest bowiem paliwo niespalone i niekupione. To jest nasz potężny apel do rządu – nawet teraz można taki program uruchomić – apeluje Siergiej.

Cena gazu w Europie najniższa od 3 miesięcy

Miniony tydzień zakończył się silnymi spadkami cen akcji w USA na piątkowej sesji (S&P 500 -2,8 proc., DJIA -2,11proc., Nasdaq Composite -3,8 proc.). Do najniższego poziomu od marca 2021 spadł w piątek Dow Jones Utilities (DJUA). Na giełdach w Azji i Oceanii wśród głównych indeksów zwyżkę notował jedynie Shanghai B-Share Index (+0,16 proc.). Pozostałe indeksy czynnych dziś giełd spadały (najsilniej – o 2,76 proc. – Hang Seng).

Dziś rano Rosja przeprowadziła serię ataków rakietowych na ukraińskie miasta postrzeganych jako odwet za sobotni atak na most kerczeński.

Europejskie rynki akcji otworzyły nowy tydzień spadkami (jednym z nielicznych wyjątków był niemiecki DAX, który ok. 9:50 rósł o +0,09 proc.).

Słaba była na początku poniedziałkowej sesji GPW. WIG-20 spadał o 0,78 proc. ok. godz. 9:50. Wśród składników WIG-u 20 najniższy poziom od końca 2020 roku osiągnęła dziś cena akcji PGE. Wśród składników mWIG-u 40 również najniżej od końca 2020 była cena akcji spółki Enea. O ok. 10 proc. drożały dziś rano ceny akcji Lubawy.

Z racji obchodów Dnia Kolumba („Columbus day”) w USA tamtejszy rynek obligacji będzie dziś zamknięty (rynek akcji pozostanie otwarty). W strefie euro dziś rano przeważały niewielkie spadki rentowności 10-letnich obligacji skarbowych. Lekko rosła natomiast dziś rano rentowność polskich 10-latek (7,335 proc. dziś rano). W piątek najwyższy poziom od 10 lat osiągnęła rentowność węgierskich 10-letnich obligacji skarbowych.

Ceny kontraktów na gaz w Europie, które w piątek o ok. 9 proc. osiągnęły dziś rano najniższy od 3 miesięcy poziom. Ceny kontraktów na węgiel kamienny na giełdzie w Rotterdamie spadły w piątek do najniższego poziomu od marca. Minimalnie dziś rano spadały spadły z najwyższych od końca sierpnia poziomów ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE (WTI -0,17 proc., Brent -0,26 proc. ok. godz. 9:30). Taniały dziś metale szlachetne (złoto -0,89 proc., srebro -2,1 proc., platyna –0,81 proc., pallad -0,57 proc. ok. godz. 9:30).

Amerykański dolar lekko się dziś rano umacniał względem euro (-0,12 proc. ok. godz. 9:20). USD osiągnął dziś najwyższy w historii poziom względem indyjskiej rupii. Najwyższy od kwietnia 2020 poziom osiągnął dziś kurs amerykańskiego dolara względem dolara australijskiego. Najniżej względem USD w swej historii notowany był dziś węgierski forint.

Polski złoty był dziś rano dosyć stabilny (EUR/PLN +0,04 proc., USD/PLN +0,11 proc. ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymywał się poniżej poziomu 20000 USD i spadał dziś rano o 0,32 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak Dyrektywa Omnibus wpłynie na biznesy działające w Internecie

Dyrektywa Omnibus na poziomie unijnym została przyjęta już 7 stycznia 2020 roku i powinna zostać zaimplementowana do 28 maja 2022 roku. Wiele spośród jej przepisów w istotny sposób wpływa na prowadzenie biznesów oferujących produkty lub usługi konsumentom. Nic więc dziwnego, że o dyrektywie mówi się dużo i od dawna. W końcu jednak projekt ustawy wprowadzającej postanowienia dyrektywy do polskiego porządku prawnego znalazł się w Sejmie i istnieje szansa, że do końca roku nowe przepisy zostaną uchwalone. Wprowadzane przez nią zmiany niosą niemałe wyzwania dla przedsiębiorców. Jak im sprostać?

Skąd potrzeba nowych przepisów?

Zapewnianie wysokiego poziomu ochrony praw konsumentów jest jednym z podstawowych założeń regulacji wprowadzanych przez Unię Europejską. Dyrektywa Omnibus wprost zmierza do ich realizacji – jej celem jest eliminacja niekorzystnych dla konsumenta praktyk rynkowych, a także lepsze egzekwowanie i unowocześnienie unijnych przepisów dotyczących ochrony konsumentów. W ramach tych działań twórcy dyrektywy postanowili rozprawić się z kwestią możliwych manipulacji dotyczących opinii klientów prezentowanych na stronach internetowych.

Jak wskazują badania, opinie internetowe mają znaczenie i wpływają na decyzje zakupowe podejmowane przez większość konsumentów. Ten fakt nie umknął oczywiście przedsiębiorcom, z których część zdecydowała się sięgnąć po nieetyczne i nieuczciwe działania, takie jak handel recenzjami czy sztuczne tworzenie opinii. To właśnie z nimi walczyć chcą autorzy nowych przepisów.

–  Niestety odsetek firm stosujących praktyki wprowadzające konsumentów w błąd, np. podczas wyprzedaży czy poprzez zamieszczanie fałszywych opinii o firmie, nieustannie rósł. Wprowadzone zmiany mają szansę zatrzymać rozwój tego zjawiska, w tym praktyk manipulacji cenami oraz kupowania recenzji. Dobrym rozwiązaniem jest również to, że platformy handlowe będą miały obowiązek informowania o tym, co wpływa na ranking ofert przedstawianych konsumentom w wynikach wyszukiwania – komentuje Mateusz Piwnicki, CEO Rating Captain, platformy ułatwiającej pozyskiwanie opinii i zarządzanie reputacją firm w internecie.

Jak zatem nowe przepisy wpływają na działalność przedsiębiorców i jakie nakładają na nich obowiązki?

Zweryfikowane = prawdziwe?

Nowe regulacje unijne nie tylko wprost zakazują tworzenia lub kupowania fałszywych opinii, ale także zniekształcania i manipulowania nimi (np. poprzez usuwanie negatywnych recenzji). Dyrektywa uznaje również za nieuczciwą praktykę rynkową twierdzenie, że opinie pochodzą od konsumentów, którzy kupili produkt, jeśli przedsiębiorca nie podejmuje kroków w celu weryfikacji opinii.

Nowe przepisy wprowadzają przy tym obowiązek wyraźnego informowania konsumentów, czy i w jaki sposób opinie udostępniane na stronie internetowej są weryfikowane przez przedsiębiorcę. Nie nakładają więc wprost konieczności ich weryfikacji, ale zamieszczenia informacji o tym, czy firma sprawdza recenzje pod kątem autentyczności, a także czy i w jaki sposób te opinie są przetwarzane.

Nowe przepisy to prawdziwa rewolucja dla wszystkich przedsiębiorców, którzy w swojej działalności korzystają z opinii publikowanych przez klientów bezpośrednio na stronach tych sklepów, a także na platformach typu Google.

– Nic dziwnego, że informacja o dyrektywie wywołała niemałe zamieszanie wśród wielu firm, które zaczęły poszukiwać wsparcia i rozwiązań wśród dostępnych na rynku produktów. Nikt nie chce rezygnować z tak skutecznego narzędzia marketingowego, jakim są pozytywne recenzje innych klientów. Na szczęście na wejście w życie przepisów można się przygotować i cieszymy się, że możemy wspierać w tym przedsiębiorców – mówi Karol Bocheński, COO w Rating Captain.

Jak zatem w praktyce przygotować się na nowe przepisy?

Jak zbierać i wyświetlać opinie zgodnie z dyrektywą Omnibus?

Sposobów zbierania opinii jest naprawdę wiele: zaproszenia mailowe i SMS-y wysyłane po dostarczeniu zamówienia lub zakończeniu usługi, QR kody, pop-up’y czy formularz oceny na stronie produktu. W kontekście wymogów dyrektywy ważne jest jednak to, aby wybrać taki sposób pozyskiwania recenzji, który pozwoli powiązać je z konkretnym klientem. Dobrym pomysłem są wiadomości zawierające link, który pozwala na wystawienie opinii. Można również udostępnić możliwość dodania oceny tylko użytkownikom zalogowanym na danej platformie. Inną opcją może być wymóg wpisania numeru zamówienia lub rezerwacji podczas dodawania opinii.

Przedsiębiorcy zobowiązani są także do udzielania odwiedzającym ich stronę jasnej informacji, jak opinie są przetwarzane – na przykład czy zamieszczają na niej wszystkie opinie (zarówno pozytywne, jak i negatywne), czy opinie te są sponsorowane, skąd są czerpane, jak jest liczona ich średnia. Ważne jest również to, aby taki komunikat znajdował się w tym samym miejscu, w którym publikowane są opinie konsumentów, czyli np. na stronie danego produktu (mogą mieć również formę widocznych odnośników – linków do pełnej informacji). Taki komunikat warto również zamieścić w regulaminie sklepu lub strony internetowej.

Można robić to samodzielnie, można też skorzystać z zewnętrznego narzędzia, takiego jak Rating Captain. Platforma umożliwia wyświetlanie opinii na stronach internetowych naszych klientów zgodnie z dyrektywą, a konsumenci dostają jasną informację o tym, czy opinie są weryfikowane przez sprzedawcę, czy wszystkie są udostępniane oraz w jaki sposób liczona jest ich średnia – opowiada Karol Bocheński.

Być #OmnibusReady, czyli co w przypadku kontroli?

Za tworzenie, pozyskiwanie i zamieszczanie fałszywych opinii w sieci grozi kara finansowa do 10% obrotu. W przypadku ewentualnej kontroli Prezesa UOKiK przedsiębiorca prezentujący opinie na stronie internetowej będzie musiał udowodnić, że pochodzą one od prawdziwych klientów. Aby uniknąć kar za niedopatrzenia, przedsiębiorcy powinni zatem wdrożyć środki, które pozwalać będą na łatwe potwierdzanie autentyczności opinii.

Dyrektywa Omnibus nie wskazuje tutaj konkretnych rozwiązań, ale zastrzega, że podejmowane kroki powinny być uzasadnione i proporcjonalne. Przykładem takiego rozwiązania są opisane wyżej środki techniczne służące weryfikacji wiarygodności osoby zamieszczającej opinię czy zamieszczenie na stronach internetowych odpowiednich komunikatów o sposobie sprawdzania pochodzenia recenzji. Takie działania potwierdzają transparentność firmy, na co szczególny nacisk kładzie dyrektywa Omnibus.

Podsumowanie

Dyrektywa Omnibus wzbudza wiele emocji, jednak dostosowanie się do jej przepisów nie jest aż tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przyjęte rozwiązania – m.in. obowiązek informacyjny o sposobie weryfikacji recenzji czy  uściślenie zachowań kwalifikowanych jako zakazane praktyk handlowe, które mogą wprowadzać konsumentów w błąd – mają służyć wyeliminowaniu fałszywych opinii i rekomendacji, a tym samym zapewnieniu przejrzystości w korzystaniu ze sklepów internetowych, a w długiej perspektywie – promocji tego sektora.

Mimo nowych regulacji na pewno nie warto rezygnować też z udostępniania opinii potencjalnym klientom. Oceny i komentarze konsumentów to świetne narzędzie reklamy, które niejednokrotnie może przesądzić o decyzji zakupowej. Dlatego warto zainwestować czas i środki na narzędzia potrzebne do efektywnego wdrożenia nowych przepisów w życie. Na koniec dnia jest to inwestycja, która przełoży się na rozwój zarówno poszczególnych sklepów, jak i całej branży.

Europa potrzebuje inwestycji w infrastrukturę gazową oraz nowych źródeł surowca

Dyskusja związana z otwarciem Baltic Pipe doskonale obrazuje sytuację całego europejskiego systemu energetycznego, w której kwestie związane z wydobyciem i dostawami gazu przeplatają się z pytaniami dotyczącymi możliwości przesyłowych. Zabezpieczenie surowca na polskie potrzeby należy rozpatrywać w kontekście całego kontynentu, a ten ma dziś duży problem z pozyskaniem błękitnego paliwa. Jak zauważają eksperci firmy doradczej Kearney[1], obok konieczności zwiększania wydobycia oraz inwestycji w infrastrukturę, wyzwaniem dla Europy jest kondycja światowego przemysłu, który wracając do zdrowia, domaga się zwiększonych dostaw gazu, w szczególności do Azji.

Zdolność przesyłowa to zmartwienie zarówno producentów jak i odbiorców. Przykładowo w marcu br. Norwegia potwierdziła, że będzie w stanie dostarczyć 1,4 mld m3 dodatkowego gazu poprzez zwiększenie produkcji w okresie letnim. Porównanie z dostępną pojemnością jej rurociągów, która wynosi 13 mld m3, pokazuje jednak wyraźnie, jakim problemem dla zaopatrzenia w gaz ziemny mogą być rozbieżności między mocą produkcyjną a przesyłową. Kluczowe stają się pytania dotyczące tego, czy bogate w surowce energetyczne kraje będą w stanie zwiększyć produkcję gazu oraz czy istniejąca infrastruktura podoła takiej zmianie.

Alternatywne źródła gazu mogą być niewystarczające

– W dobie trwających napięć geopolitycznych oraz gwałtownie rosnących cen gazu Europa dwoi się i troi, poszukując alternatywnych źródeł tego surowca. Jego import ze wschodu maleje zarówno ze względu na decyzje Unii Europejskiej, jak i działania Rosji, która była do tej pory jego głównym dostawcą – komentuje Marta Szostak, Dyrektor w firmie Kearney. – Dziś konieczność znalezienia nowych źródeł gazu ziemnego jest tym bardziej paląca, że produkcja własna pokrywa niecałe 20 proc. europejskiego zapotrzebowania, a 40 proc. importu pochodzi z Rosji. Do końca 2022 roku Unia planuje zredukować import rosyjskiego gazu o 2/3, czyli o 100 mld m3 – dodaje.

Jak wskazują eksperci Kearney, w perspektywie krótkoterminowej przestawienie się na surowiec z innych źródeł może być trudne. Stany Zjednoczone deklarowały, że do końca 2022 roku dostarczą do Europy 15 mld m3 dodatkowego LNG, ale już w lutym ich możliwości eksportowe zostały wyczerpane. Co więcej, ich moce produkcyjne oraz przesyłowe są zakontraktowane na kolejne miesiące czy nawet lata, a wielu krajowych producentów nie jest związanych rządowymi deklaracjami. Import LNG z USA będzie możliwy w dłuższej perspektywie, ale nie wcześniej niż przed rokiem 2025.

Duże nadzieje pokładane są w katarskim Polu Północnym, które w latach 2025-2030 planuje zwiększyć produkcję LNG o ponad 60 proc. Do tego czasu Europa może liczyć na maksymalne wsparcie w postaci 3 do 4 mld m3, gdyż większość surowca została już zakontraktowana długoterminowo i trafi do odbiorców z Azji (75 mld m3). Azerbejdżan ma ograniczone moce produkcyjne, jednak jest szansa na to, by obowiązująca umowa swap na 2 mld m3 gazu rocznie między Turkmenistanem, Iranem i Azerbejdżanem została rozszerzona do 6 mld m3. To potencjalnie mogłoby oznaczać dodatkowe 4 mld m3 gazu dla Europy Południowej. Nadzieją mogłaby być także Algieria, która mimo ograniczonych możliwości produkcyjnych, mogłaby do końca 2022 roku dostarczyć 2,5 mld m3.

Infrastruktura przesyłowa działa na pół gwizdka

Choć docelowa przepustowość Baltic Pipe wynosi 10 mld m3, to do końca roku 2022 możemy liczyć na jedynie 2-3 mld m3 gazu rocznie. Ostatecznie, ze względu na przepisy unijne i konieczność pozostawienia rezerwy przesyłowej, będziemy mogli wykorzystywać tylko niecałe 80 proc. całkowitych mocy gazociągu. Ze względu na ograniczenia produkcji, podobny problem dotyczy całej europejskiej sieci przesyłowej. Choć przez alternatywne do rosyjskich rurociągi moglibyśmy w krótkim terminie ściągnąć do Europy 7 mld m3 gazu, nie jesteśmy w stanie zapełnić ich liczoną krótkoterminowo produkcją. Rozbieżności między możliwościami produkcyjnymi a przesyłowymi widać zarówno w przypadku Norwegii, jak i Algierii, a podobnym wąskim gardłem jest rurociąg transadriatycki z Turcji do EU, którym mógłby popłynąć gaz z Azerbejdżanu.

Kwestia infrastruktury dotyczy również transportu LNG. Europejskie instalacje do importu ciekłego gazu zlokalizowane są głównie w Europie Zachodniej, na Półwyspie Iberyjskim, we Francji, Wielkiej Brytanii i Belgii, gdzie odpowiadają za ponad 60 proc. całego przesyłu. Dobrą wiadomością jest to, że ich nominalna zdolność przesyłowa jest daleka od pełnego wykorzystania. W 2021 roku wskaźnik wykorzystania terminalu LNG w Hiszpanii i Francji nie przekroczył odpowiednio 36 i 50 procent.

– Niewykorzystane moce terminali LNG w krajach Europy Zachodniej stanowią realną szansę na zapewnienie tak bardzo potrzebnych zdolności magazynowych i regazyfikacyjnych. Niestety kolejnym wąskim gardłem są połączenia między krajami. Przykładem może być Hiszpania która, mimo że w 2021 roku miała możliwość zaimportowania dodatkowych 35 mld m3 ciekłego gazu, to ogranicza ją prowadzący w głąb kontynentu rurociąg zdolny do przesyłania jedynie 7,5 mld m3 gazu rocznie. Dlatego tak ważna jest dziś inwestycja w FRSU (pływające instalacje do magazynowania i regazyfikacji, które pozwolą zyskać na czasie, zanim nowe terminale LNG osiągną zdolność operacyjną – komentuje ekspert Kaerney.

Ekonomiczne i środowiskowe koszty kryzysu energetycznego

Poza kwestiami wydobycia i przesyłu należy wziąć pod uwagę również koszty finansowe i środowiskowe związane z pozyskiwaniem gazu z nowych źródeł. Ze względu na duże zapotrzebowanie, proces regazyfikacji oraz konieczność transportu do miejsca użytkowania, koszt ładunków LNG potrafi być nawet o 40 proc. wyższy niż gazu rurociągowego. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat (4Q 2020 – 3Q 2021) średnia cena dla gazu transportowanego rurociągiem przez Gazprom wyniosła 219 dolarów, w porównaniu do 308 dolarów w przypadku importu LNG. Przy dzisiejszych warunkach rynkowych oznaczałoby to koszt dodatkowego gazu dla Europy (50 mld m3) wyższy o 4,5 mld dolarów rocznie. Natomiast biorąc pod uwagę cenę tylko z trzeciego kwartału 2021 roku, możemy mówić nawet o 11 mld dolarów rocznie więcej.

Nie bez znaczenia pozostają też koszty środowiskowe. Ładunek LNG emituje około 50 procent więcej gazów cieplarnianych niż porównywalna z nim ilość gazu przesyłanego rurociągiem. Przy skali 50 mld m3 oznaczałoby to 5,8 mln ton dodatkowej emisji CO2 rocznie. Można porównać to do zanieczyszczenia, jakie spowodowałoby w ciągu roku dodatkowe 1,3 mln samochodów.

Przykładem kosztów środowiskowych związanych z obecną, napiętą sytuacją w Europie, mogą być również niedawne wycieki z gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Poza kwestiami ekologicznymi bez wątpienia przełożą się one na to, że ewentualny import surowca z Rosji będzie jeszcze trudniejszy. Kraje europejskie tym bardziej powinny więc skupić się na poszukiwaniu alternatywnych źródeł gazu, inwestować w infrastrukturę do jego przesyłu oraz w pełni wykorzystywać możliwości istniejących instalacji.

[1] https://www.kearney.com/energy/article/-/insights/the-future-of-the-european-energy-system-a-focus-on-alternative-gas

Wyższa kwota przychodu dla działalności bez rejestracji w 2023 roku?

Zgodnie z ustawą Prawo przedsiębiorców, podatnik nie musi rejestrować swojej działalności, jeśli miesięcznie jego przychody nie przekraczają 50% płacy minimalnej. Pojawiła się szansa, że limit ten już w przyszłym roku będzie podwyższony do pełnej kwoty najniższego wynagrodzenia.

Prowadzenie działalności nierejestrowanej jest korzystne dla podatnika, ponieważ nie ponosi on wówczas kosztów działalności i nie musi odprowadzać składek ZUS. W 2022 roku limit przychodów wynosi 1505 zł.

W ostatnich dniach pojawił się projekt zmiany ustaw w celu zlikwidowania zbędnych barier administracyjnych i prawnych. Zakłada on, że limit przychodów przy działalności niezarejestrowanej wynosiłby równowartość minimalnego wynagrodzenia. W przyszłym roku płaca minimalna ma wzrosnąć do 3490 zł od 1 stycznia oraz do 3600 zł od 1 lipca. Oznacza to, że przedsiębiorcy, którzy np. rozpoczynaliby działalność w lipcu nie musieliby jej rejestrować, o ile ich przychody nie przekroczą 3600 zł.

Jeśli faktycznie tak się stanie, to w przyszłym roku bez rejestracji działalności gospodarczej będzie można zarobić maksymalnie około 42 500 zł w ciągu roku. Trzeba jednak pamiętać, że miesięczne przychody nie mogą przekroczyć wysokości minimalnego wynagrodzenia.

Działalność nierejestrowana podlega opodatkowaniu i rozliczeniu w zeznaniu rocznym na zasadzie skali podatkowej. A zatem za 2023 rok przychód do 30 tys. zł byłby zwolniony z podatku, pozostałe 12,5 tys. zł podlegałoby opodatkowaniu stawką 12%. Podatek wyniósłby więc 1500 zł – przedsiębiorcy zostałoby „na czysto” 41 tys. zł.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Złoty w odwrocie

Nie każdego dnia złoty traci 7 groszy względem euro. 8 groszy względem franka to też nie jest codzienność. 13 groszy względem dolara jest chyba najbardziej imponujące. Nie można zatem powiedzieć, że konferencja prezesa NBP przeszła bez echa.

Show prezesa

Ostatnimi miesiącami zainteresowanie konferencjami prezesa NBP wyraźnie wzrosło. Nie jest może na nich przesadnie merytorycznie, ale na pewno jest barwnie. W kwestii samych stóp procentowych nie wiemy, co mamy myśleć. Z jednej strony brak podwyżki nie oznacza końca cyklu. Z drugiej strony wiele innych wypowiedzi sugeruje zakończenie. Rynek uznał, że to jednak koniec podwyżek i zaczął dostosowywać pozycję. W rezultacie za 1 euro rano trzeba było płacić 4,82 zł a wieczorem nawet 4,89 zł. Nie cały ten ruch można przypisać oczywiście tej konferencji, ale miała ona swój udział.

Przybywa bezrobotnych w USA

Po wielu tygodniach bardzo dobrych danych przyszedł w końcu słabszy odczyt. Wczorajsza liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 219 tysięcy podczas gdy oczekiwano zaledwie 200 tysięcy. Należy jednak pamiętać, że na te dane najczęściej patrzy się na podstawie średniej z ostatnich 4 odczytów, by przejść z tygodniowych odczytów na miesięczne. Średnia tak liczona jest wciąż malejąca, co wskazuje, że pomimo tego, że nie dowieziono oczekiwań sytuacja wciąż jest przyzwoita. Daje to nadzieje na dobry odczyt stopy bezrobocia dzisiaj. Nie powinniśmy być zatem zdziwieni, że wraz z publikacją tych danych dolar się umacniał.

Ropa wciąż drożeje

Wzrost cen ropy ma ostatnio jedno ważne uzasadnienie – decyzja OPEC. Początek tego ruchu sięga co prawda spekulacji nad odleglejszym kryzysem, co wiązało się z odwrotem od dolara. Dzisiaj to jednak spadek wydobycia jest głównym motorem napędowym wzrostów. Ograniczenie wynosi 2 mln baryłek dziennie, co jest bardzo dużą zmianą – to ponad 2% dziennego wydobycia na świecie. Z drugiej strony część redukcji obejmuje niewykorzystywane moce. Nie brakuje też analityków wskazujących, że przy tych cenach wiele państw nie dostosuje się do nowych limitów. Nie zmienia to faktu, że w ciągu niecałych dwóch tygodni ropa wzrosła o imponujące 12 dolarów za baryłkę.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy branże drzewne zostaną wysłuchane, czy czeka nas katastrofa?

5 października w Warszawie odbyła się konferencja prasowa prezentująca stanowisko organizacji branżowych wobec decyzji Lasów Państwowych. Przedsiębiorców z sektorów związanych z przemysłem drzewnym reprezentowali: Michał Strzelecki – Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Rafał Szefler – Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Aneta Muskała – Stowarzyszenie Papierników Polskich, Jędrzej Kasprzak – Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Roman Malicki – Polski Komitet Narodowy EPAL oraz Jarosław Michniuk – Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna.

Spotkanie pokazało, że sektor drzewny jeszcze nigdy nie był tak zjednoczony wobec krytycznej sytuacji, której musi sprostać. Pogłębiające się problemy przedsiębiorców to nie tylko efekt wyzwań, z którymi mierzy się cała gospodarka (ceny energii, spadek popytu, bezpieczeństwo międzynarodowe), ale również postawy rodzimych instytucji państwowych. Przedstawiciele polskich firm wskazali na liczne zaniedbania ze strony resortów rządowych, do których od wielu miesięcy kierowali bezskutecznie swe postulaty, jak i Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, która zerwała dialog z przedsiębiorcami. Ignorowanie głosu branż drzewnych doprowadziło do wywindowania cen drewna, niekontrolowanego spalania pełnowartościowego drewna w energetyce oraz nieudanych negocjacji Lasów Państwowych i organizacji FSC certyfikującej zrównoważoną gospodarkę leśną.

Windowanie cen drewna

Pierwsza część konferencji poświęcona była rosnącym cenom drewna. Temat ten przybliżyła Aneta Muskała, prezes Stowarzyszenia Papierników Polskich oraz Jarosław Michniuk z Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna, pokazując że cenotwórczy system sprzedaży drewna, wprowadzony przez Lasy Państwowe, już w 2022 roku doprowadził do wzrostu cen niektórych sortymentów w Polsce nawet o 100%, podczas gdy w Unii Europejskiej pozostają one niemal od 3 lat na  tym samym poziomie. W dodatku, zaniedbania rządu i Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych oraz utrzymanie cenotwórczego systemu sprzedaży drewna już w najbliższym tygodniu wygenerują wzrost cen wywoławczych na aukcjach o kolejne 40%. Dotyczy to zarówno przetargu ograniczonego (PLD), jak i aukcji wolnorynkowych (e-systemowe). Jako podstawę do wyliczenia tych cen wzięto pod uwagę ceny uzyskane w 2021 i 2022 roku – okresie niespotykanej do tej pory hossy, będącej efektem odbicia po pandemii.

Obecny system sprzedaży drewna w Lasach Państwowych nie promuje, tak jak ma to miejsce w innych europejskich krajach, rodzimych przedsiębiorców, co stawia ich na dużo gorszej pozycji w porównaniu z firmami zachodnimi.

Rosnące ceny drewna uderzają we wszystkie firmy bazujące na przerobie drewna (od producentów mebli, płyt drewnopochodnych, po dostawców palet, opakowań i papieru), które dotychczas były dumą polskiej gospodarki, zapewniając ponad 400 tys. miejsc pracy. Polski przemysł drzewny to ponad 40 tys. firm, które odpowiadają za 15 % wpływów z eksportu do budżetu państwa i generują 6 % polskiego PKB. Kolejna podwyżka cen, wykreowana przez Lasy Państwowe, w czasie już rozpoczynającego się załamania rynkowego doprowadzi do wstrzymywania produkcji i zwalniania ludzi w tym znaczącym sektorze polskiej gospodarki. To już się w wielu firmach dzieje. Straty, które poniesiemy będą nieodwracalne.

Spalanie pełnowartościowego drewna

Prezydent Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Jędrzej Kasprzak poruszył też temat niekontrolowanego przez Państwo współspalania pełnowartościowego drewna w energetyce przemysłowej.  Mimo, iż prawo unijne zabrania spalania pełnowartościowego drewna, które w pierwszej kolejności powinno trafić do przemysłu wytwarzającego produkty obniżające emisję CO2, to – zdaniem ekspertów z przemysłu drzewnego – w Polsce ten proceder jest powszechny i znajduje się poza kontrolą. Często do elektrowni współspalających biomasę trafia nie tylko cenne drewno okrągłe prosto z lasu (także wcześniej celowo zrębkowane przez zewnętrznych dostawców), ale również ogromne pieniądze z budżetu jako dopłaty do współspalania biomasy. Pula drewna spalana w elektrowniach uszczupla podaż surowca dla przemysłu drzewnego i generuje jego wyższe ceny.

Rezygnacja Lasów Państwowych z certyfikacji FSC

Kolejną ważną kwestią, która pojawiła się na konferencji, była certyfikacja FSC.  Międzynarodowa certyfikacja FSC to gwarancja odpowiedzialnej gospodarki leśnej, uwzgledniającej aspekty społeczne, ekologiczne i ekonomiczne. Zarówno polskie, jak i zagraniczne sklepy i hurtownie zazwyczaj wymagają od dostawców produktów drewnopochodnych, by ich wyroby były certyfikowane właśnie w tym systemie. Dla polskich producentów możliwość pozyskania surowca drzewnego posiadającego FSC jest więc kwestią przetrwania na coraz bardziej wymagającym rynku. Niestety kolejne Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych rezygnują z certyfikacji, co wywołuje coraz większe zaniepokojenie w branżach drzewnych. Uważają one, że sytuacja ta jest w dużej mierze efektem zaniedbań w zakresie negocjacji Lasów Państwowych i podmiotu certyfikującego. Według ekspertów z branży drzewnej, negocjacje były prowadzone nieudolnie i nieprofesjonalnie, a konsekwencją jest jednostronne zerwanie łańcucha certyfikacji, którego głównym finansującym był przecież pośrednio przemysł drzewny. Lasy Państwowe tym samy znowu nie uwzględniły interesów producentów mebli, stolarki, papieru czy opakowań.

Temat certyfikacji przybliżył Rafał Szefler, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego. Z prezentacji, którą przedstawił, można było się dowiedzieć, że przez 20 lat niemal 100% surowca pochodzącego z Lasów Państwowych podlegało certyfikacji FSC. W ramach łańcucha certyfikowało się w Polsce również 2500 firm – co daje Polsce drugie miejsce pod względem podmiotów certyfikowanych w Europie. Niestety 20 lat inwestycji w certyfikacje teraz jest zaprzepaszczane. Konsekwencje rezygnacji ze znaku odpowiedzialnej gospodarki to między innymi: kryzys wizerunku Polski na arenie międzynarodowej, utrata klientów – szczególnie dużych europejskich sieci handlowych, a także rynków zbytu, w których Polska była liderem wśród dostawców (m.in. palet, programu ogrodowego, paneli podłogowych, płyt, mebli, opakowań do żywności, papieru), spadek eksportu oraz utrata argumentu w trudnych warunkach negocjacyjnych.

Perspektywy dla sektora meblarskiego

Branżę meblarską reprezentował na konferencji Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, który podkreślał coraz trudniejszą sytuację w tym sektorze i wskazywał na groźne następstwa decyzji Lasów Państwowych. Przytoczył dane GUS, które wyraźnie pokazują, iż wolumen produkcji sprzedanej w branży meblarskiej od początku tego roku systematycznie spada. Spadki ilości zamówień w fabrykach mebli sięgają już 50%. Spada również wskaźnik koniunktury GUS w branży meblarskiej w zakresie nowych zamówień – w czerwcu tego roku poszybował on dramatycznie w dół, do poziomu -35. Dane te uzmysławiają, w jak trudnej sytuacji znalazło się polskie meblarstwo. Co więcej, przyszłość również nie napawa optymizmem. W roku 2023 prognozowane są bowiem spadki obrotów w stosunku do roku 2022 o dalsze 8% wartościowo (z uwzględnieniem inflacji) i nawet 30% pod względem wolumenu.

Dalsze podwyżki cen surowców w tym drewna okrągłego wywołają kolejne spadki produkcji i w konsekwencji koniczność zwolnień grupowych. Sektor meblarski zatrudnia obecnie ponad 200 000 osób, z czego pracę może stracić nawet 20% pracowników. Większość z nich to wykwalifikowani, przeszkoleni w obsłudze zaawansowanych technologicznie urządzeń, specjaliści, których być może nie uda się już odzyskać – zwracał uwagę Michał Strzelecki.

Branże drzewne zgodnie przyznały, że dalsze windowanie cen dla polskich przedsiębiorstw przetwarzających drewno i rezygnacja z FSC oraz przeznaczanie drewna, które powinno być wykorzystywane do produkcji, na spalanie, oznacza dla polskich producentów katastrofę.

– Jeżeli nikt nas nie wysłucha wypadniemy z rynku – podsumował Rafał Szefler.

Co czeka najem instytucjonalny/PRS w Polsce?

Polski rynek najmu instytucjonalnego podobnie jak przed laty każdy z segmentów sektora nieruchomości komercyjnych przechodzi przez czas rozkwitu. Jest on potrzebny na ujednolicenie ofert, większą standaryzację dostępnych powierzchni, a także profesjonalizację samego rynku. Jedną z pierwszych spektakularnych transakcji z udziałem tzw. PRS był 2016 r. i zakup 72 apartamentów w budynku Złota 44 w Warszawie przez niemiecki fundusz inwestycyjny Catella Residential Investment Management. Na dziś, na koniec września 2022 r. segment ten tworzy oferta ponad 8.500 mieszkań na wynajem rozlokowanych w największych miastach w Polsce. Perspektywy dla rozwoju rynku pozostają bardzo duże a sprzyjają mu głównie warunki rynkowe i struktura sektora mieszkaniowego w Polsce. AXI IMMO wraz z ekspertami rynkowymi Inquiry i ThinkCo prezentuje dane dla polskiego rynku najmu instytucjonalnego w specjalnej publikacji „Perspektywy rozwoju sektora PRS w Polsce”.

Rynek PRS (Private Rental Sector) czyli tzw. instytucjonalny najmem jest stosunkowo nowym produktem na polskim rynku nieruchomości. Segment formułuje się od około 6 lat, a najaktywniejsze pod względem zakupu, przejęć czy tworzenia nowych ofert był ostatnie dwa tj. 2020 i 2021 r. To w tym czasie zarejestrowano prawdziwy boom na inwestycję w sektor, w którym m.in. Aurec Capital utworzyło markę LivUp, przejmując trzy nieruchomości w Warszawie (ponad 400 mieszkań) a Zeitgeist Asset Management zakupił cztery budowane w Gdańsku budynki z ponad 200 mieszkaniami. Z kolei szwedzki fundusz Heimstaden Bostad nabył w 2020 roku 640 mieszkań w Warszawie (Praga Północ i Służewiec) od spółki Eiffage, a w rok później zakupił ponad 3.000 lokali od spółek Marvipol i Budimex. Również w 2021 r. nordycki fundusz NREP nabył od YIT ponad 1.000 mieszkań w Warszawie.

Na koniec września 2022 r. sektor PRS odpowiadał za ok. 1% rynku najmu w Polsce z nieco ponad 8.500 mieszkań na wynajem instytucjonalny. Największymi ośrodkami były Warszawa (ponad 4.000), Wrocław (ok. 1.200) i Poznań (ok. 1.000), przy czym w budowie pozostawało ponad 10.000 mieszkań. Najwięcej w Warszawie (ponad 3.500) a następnie w Krakowie i w Łodzi (po ponad 1.500). Co więcej, do 2028 roku w Polsce ma powstać łącznie ponad 30.000 mieszkań na wynajem instytucjonalny.

Typowy inwestycja w PRS składa się z około 300 jednostek mieszkalnych, które zwykle są częścią większego projektu mieszkaniowego na sprzedaż o średniej łącznej powierzchni 15.000 mkw. W ofercie znajdują się mieszkania jedno- (22-35 mkw.), dwu- (35-50 mkw.), trzy- (powyżej 50 mkw.) czy czteroosobowe, w których najemca m.in. ponosi dodatkowo opłaty za media w formie zaliczek czy opcjonalnie za komórkę lokatorską i/lub miejsce parkingowe.

Co ciekawe, wg danych Eurostat 14,4% Polaków wynajmuje mieszkania i jest to mniej niż połowa średniej dla całej UE wynoszącej 30%. To jeden z najniższych poziomów w krajach członkowskich, który w 2020 r. oznaczał, że niższy udział najmu odnotowano tylko na Litwie, Węgrzech, Chorwacji, Słowacji i Rumunii. Struktura ta może jednak zmienić się w kolejnych latach. Przyczyny należy przede wszystkim doszukiwać się w rosnących kosztach kredytów hipotecznych będących m.in. efektem wzrostu stóp procentowych i zwiększenia poziomu restrykcyjności badania zdolności kredytowej konsumentów. Dodatkowym warunkiem pozostaje wojna w Ukrainie i szacunki o pozostaniu na stałe w Polsce nawet miliona uchodźców. Nie należy także zapominać o studentach, którzy po czasowym wyłączeniu związanym z pandemią Covid-19 pozostali w domach, a dziś ponownie stanowią dużą grupę zainteresowaną najmem mieszkania. Przedstawione czynniki stanowią duże wyzwanie dla krajowego segmentu mieszkaniowego. Rozwiązaniem w tej sytuacji może być wejście na polski rynek inwestorów zagranicznych zainteresowanych ulokowaniem kapitału w sektorze PRS.

Średnie czynsze w projektach PRS w Polsce (PLN / miesiąc)

Średnie czynsze w projektach PRS w Polsce
Źródło: Opracowanie własne AXI IMMO, wrzesień 2022

Zdecydowaną większość zainteresowanych najmem instytucjonalnym stanowią osoby, które m.in. mają trudności w uzyskaniu finansowania na zakup własnego mieszkania. Dodatkowo psycholodzy kulturowi sygnalizują, że w wyniku zmian pokoleniowych, rozwoju transportu czy dostępnej oferty społeczno-przestrzennej będącej rezultatem globalizacji na rynku pracy obserwujemy zanik przywiązania pracowników do miejsca zamieszkania, jak i samej pracy. Idea współdzielenia czy wprowadzenie pracy zdalnej w wyniku pandemii dodatkowo potęgują ten trend związany z promocją ducha well-being i ogólnym dobrostanem człowieka. Zmiany te są tożsame z transformacją na rynku nieruchomości, która promuje budowę obiektów wielofunkcyjnych tzw. mixed-use łączących np. ofertę mieszkaniową z biurami i funkcją handlową, a w niedalekiej przyszłości uzupełnioną o prywatne akademiki czy przestrzenie co-workingowe – komentuje Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Wycen i Rynków Kapitałowych, AXI IMMO.

Ekipa Holding opublikowała pierwszy raport miesięczny

Notowana na NewConnect spółka EKIPA HOLDING S.A. rozpoczęła publikację raportów miesięcznych. W pierwszym raporcie poinformowano m.in. o dystrybucji nowych produktów czekoladowych FMCG EKIPA x Millano. Jak podkreślił Zarząd Spółki podczas czatu z inwestorami, dla Spółki najbardziej perspektywiczne obecnie obszary działalności to komercjalizacja posiadanych marek poprzez produkty FMCG oraz produkcja treści audiowizualnych i wydawniczych realizowana w ramach spółki Laniakea Pictures. Największym, jak dotąd, sukcesem komercyjnym okazały się napoje Ekipy, które przełożyły się na największy przychód z jednostkowego produktu FMCG.

W opublikowanym raporcie spółka poinformowała o intensyfikacji komunikacji z inwestorami przez publikację raportów miesięcznych oraz zamiar organizacji kolejnych spotkań z inwestorami. Podczas zrealizowanego czatu inwestorskiego Zarząd wskazał, że powodem zaproponowania skupu akcji jest ich aktualny poziom cen nieodzwierciedlający, zdaniem Zarządu, wartości spółki Ekipa Holding S.A.

„Projekty związane z grupą EKIPA to tylko część naszej działalności, która dotychczas była najbardziej rozpoznawalna. Jednak EKIPA HOLDING S.A. to znacznie więcej. Nasz zespół tworzą ludzie niezwykle kreatywni zarówno w przestrzeni lifestylowej jak i biznesowej. Wykorzystujemy ten potencjał i profesjonalizujemy działania. Naszym głównym celem i ambicją jest dostarczanie szeroko pojętej rozrywki dla odbiorców w różnym wieku. W tym celu powstała EKIPA HOLDING S.A. i nasze poszczególne spółki wyspecjalizowane w odpowiednich branżach, które realizują działalność operacyjną grupy kapitałowej.” – przekazał Zarząd spółki w raporcie.

Z publikacją raportu zbiegło się uruchomienie pod koniec września dystrybucji i sprzedaży czekoladek EKIPA x Choctopus, tj. pralinek o sześciu różnych, przeciwstawnych smakach oraz Choco Cup z prażoną kukurydzą w mlecznym nadzieniu. Oba produkty wyróżniają się nietuzinkowym smakiem, a w pralinkach zastosowano innowacyjny pomysł, z elementem losowości, poprzez opakowanie ich w trzy rodzaje papierków, którym przypisane zostały dwa przeciwstawne smaki. Pierwsze reakcje rynku są obiecujące.

W raporcie podkreślono, że na wartość spółki EKIPA HOLDING składa się szereg przedsięwzięć realizowanych w spółkach zależnych.

Spółka EKIPA Management odpowiada za zarządzanie wizerunkami twórców. Do jej zadań należą m.in. pośrednictwo w kontraktach reklamowych, obsługa i pozyskiwanie nowych kontraktów oraz zapewnienie zaplecza technicznego. Spółka posiada zespół produkcyjny pracujący bezpośrednio z Twórcami i zajmuje się ochroną wizerunku Twórców.

Laniakea Pictures to spółka medialno-rozrywkowa odpowiedzialna za development i produkcję treści audiowizualnych i wydawniczych. Prowadzi działalność w obrębie produkcji filmowej (filmy pełnometrażowe, seriale, animacje) oraz wydawniczej (komiksy, książki, gry planszowe i RPG). Głównym celem działalności jest wytwarzanie nowych uniwersów i ich bohaterów. Firma działa w oparciu o wewnętrzne jak i zewnętrzne zespoły kreatywne i produkcyjne. Współpracuje ze światowymi ekspertami w dziedzinie kinematografii, literatury gatunkowej, komiksu, animacji i game-devu. Aktualnie największym realizowanym przez spółkę projektem jest wysokobudżetowa produkcja autorskiego konceptu o międzynarodowym potencjale, którego premiera zaplanowana jest na 2024 rok. Projekt serialu, gier i publikacji wykorzystuje motyw dinozaurów, którego ujęcie zachwyci fanów fantasy i sci-fi.

Spółka EKIPATONOSI zajmuje się konfekcją odzieży oraz akcesoriów z wysokiej jakości materiałów. Spółka odpowiada za projektowanie, konfekcję i wysyłkę odzieży oraz akcesoriów dystrybuowanych w oparciu o domeny: ekipatonosi.pl, genzie.store, krakowkings.store oraz indeste.pl. Posiada jeden stacjonarny punkt sprzedaży w Parku Rozrywki ENERGYLANDIA, który jest jej strategicznym partnerem. Ponadto produkuje asortyment dla wielu twórców internetowych, co owocuje współpracą z jednymi z największych polskich influencerów.

GGBAY jest współproducentem oraz wydawcą gier. Obecnie finalizuje prace nad w pełni autorską produkcją gry mobilnej “My Dino Friend” dostosowanej do potrzeb IOS oraz Android. Spółka zamierza rozpocząć prace nad kolejnymi tytułami poprzez wykreowanie treści gry i kooperację z zewnętrznym partnerem przy jej tworzeniu lub udzielając licencji na gry osadzone w posiadanych uniwersach/prawach autorskich (IP).

Pozostałymi spółkami w Grupie są BRAINCHILD – spółka księgowa, Kraków Football Kings – krakowska drużyna footballu amerykańskiego oraz EKIPA Investments – wspierająca młodych przedsiębiorców poprzez dostarczanie kapitału oraz wsparcie w rozwoju biznesów, w które inwestuje.

„EKIPA to holding posiadający kilka spółek, które bardzo dobrze komercjalizują IP, które mają w portfolio. W świadomości ludzi to marka związana z projektem prowadzonym przez Karola ‘Friza’ Wiśniewskiego. Realnie to znacznie więcej. Zakończenie projektu Dom Ekipy, to nie koniec marki Ekipa. Dziś EKIPA HOLDING i inne wyspecjalizowane w poszczególnych branżach spółki dynamicznie się rozwijają i realizują projekty na światowym poziomie. Obecnie cały NewConnect przeżywa gorsze chwile i kurs EKIPA HOLDING też oczywiście jest na to podatny. Wierzę głęboko w ogromny sukces tych młodych, kreatywnych i utalentowanych, pełnych determinacji ludzi, zarówno na rynku polskim jak i światowym, czego przedsmak już mieliśmy. Mam nadzieję, że inwestorzy docenią model biznesowy jaki oferuje EKIPA HOLDING SA” – zaznacza January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING ASI, cytowany w raporcie.

Arkadiusz Ruciński obejmuje stanowisko Chief Digital Officera w CCC

Arkadiusz Ruciński – doświadczony menedżer w obszarach e-commerce, IT oraz omnichannel w sektorze mody – pokieruje w CCC dalszym rozwojem połączonych obszarów: sprzedaży cyfrowej oraz technologii.

Arkadiusz od stycznia 2022 pełnił w CCC rolę Dyrektora Zarządzającego ds. Sprzedaży Cyfrowej, odpowiadając za sprzedaż cyfrową w kanale CCC i HalfPrice oraz nadzór biznesowy nad DeeZee.

Jestem przekonany, że ogromne doświadczenie Arka w e-commerce, technologii oraz ogólnie w handlu detalicznym to gwarancja sukcesu w nowej roli. Mamy za sobą bardzo dobrą, już prawie roczną współpracę. Przed nami szansa na jeszcze mocniejszy duet biznesu i technologii, a przez to na budowanie siły CCC i siły naszych relacji z klientami – mówi Karol Półtorak, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Rozwoju i Strategii.

Arkadiusz Ruciński zdobywał swoje bogate doświadczenie zawodowe m.in. w Grupie LPP, gdzie w latach 2016-2021 jako Dyrektor ds. E-commerce (a następnie Dyrektor ds. Omnichannel)  zarządzał zespołem ponad 300 osób, rozwijając strategię dla sklepów internetowych wszystkich marek tej spółki. Wcześniej przez 5 lat jako Dyrektor IT w LPP odpowiadał za kluczowe projekty technologiczne w obszarach analityki danych oraz rozwiązań cyfrowych dla sieci sprzedaży, jak i e-commerce.  Arek jest absolwentem studiów inżynierskich Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi na kierunku informatyka, specjalizacja systemy eksperckie i bazy danych.

Sprawne łączenie nowych technologii i biznesu decyduje o przewadze konkurencyjnej w branży retail, stąd traktuję nową rolę w Grupie CCC jako duże wyróżnienie i wyzwanie. Wdrażane innowacyjne rozwiązania cyfrowe stawiają nas już dziś w gronie liderów w branży, ale nadal mamy wiele ekscytujących wyzwań przed sobą. Cieszę się, że wspólnie z zespołem Grupy CCC będę mógł wspierać swoją wiedzą i kompetencjami ten obszar – podsumowuje Arkadiusz Ruciński, Chief Digital Officer w Grupie CCC.

Flower Box – jak zrobić samemu?

Samodzielnie stworzony flower box to wspaniały prezent DIY na każdą okazję. Jeśli zabierzemy się do tego z sercem i pasją, to będzie on równie, a może i nawet piękniejszy niż te, jakie oferują profesjonalne kwiaciarnie. Przy okazji będzie tańszy pod względem kosztów, a równocześnie droższy dla obdarowanej osoby, bo zrobimy go sami, poświęcając to, co mamy tak naprawdę najcenniejsze, czyli swój czas. Jak zrobić pięknego flower boxa? Co będzie nam do tego potrzebne? Już podpowiadamy!

Akcesoria potrzebne do stworzenia kompozycji flower box

Flower box to niezwykle stylowy bukiet w postaci kompozycji kwiatów włożonych w dekoracyjne pudełko. I wbrew pozorom jego samodzielne zrobienie wcale nie jest trudne. Potrzebne będą nam jednak do tego odpowiednie akcesoria. Nie licząc eleganckiego kartonowego opakowania typu flower box, kwiatów oraz dekoracji florystycznych nie obejdzie się bez:

  • gąbki florystycznej
  • folii (może być kuchenna lub celofan)
  • taśmy klejącej
  • nożyczek

Oprócz tego potrzebne będzie naczynie i woda do namoczenia gąbki. Jeśli chcemy, aby nasz bukiet był trwały, to przydatna będzie odżywka dla kwiatów ciętych. Zanim przejdziemy do wykonania flower boxa, musimy jeszcze wybrać odpowiednie pudełko, kwiaty oraz dodatki dekoracyjne.

Wybór odpowiedniego opakowania

Flower boxy to z reguły okrągłe eleganckie pudełka. W naszej ofercie znajdziesz tego typu produkty dostępne w różnej wielkości, kolorystyce i wariancie wykończenia, przykładowo:

Przy czym im większy flower box wybierzesz, tym więcej kwiatów będziesz potrzebować. Piękno takiej kompozycji polega przede wszystkim na szczelnym wypełnieniu całej przestrzeni flower boxa pięknymi kwiatowymi pąkami. Kolor flower boxa także ma znaczenie – tutaj warto dopasować do niego barwy kwiatów – tak, aby wszystko tworzyło piękną i spójną całość.

Jakie kwiaty wybrać do flower boxa?

Do najpopularniejszych kwiatów ciętych, z których można tworzyć piękne kompozycje flower box, należą przede wszystkim:

  • róże
  • piwonie
  • tulipany
  • frezje
  • żonkile
  • eustoma
  • anturium
  • chryzantemy
  • alstromeria

Najłatwiejsze są kompozycje jednorodne, czyli układane z jednego rodzaju kwiatów – często o tym samym kolorze. Można oczywiście pokusić się o bukiet mieszany. Do ozdobienia flower boxa można wykorzystać również dekoracje florystyczne, takie jak:

  • wstążki i kokardki
  • mech dekoracyjny
  • gipsówka
  • perełki w postaci girlandy
  • piki o różnych kształtach

Kiedy już wymyślimy swoją kompozycję i zaopatrzymy się we wszystkie niezbędne akcesoria i narzędzia, możemy przystąpić do robienia swojego flower boxa DIY.

Układanie kwiatów w flower boxie

Prace nad flower boxem zaczynamy od zabezpieczenia naszego dekoracyjnego pudełka, poprzez dokładne wyściełanie jego wnętrza folią lub celofanem. Jest to konieczne, ponieważ w środku znajdzie się nasączona wodą gąbka florystyczna. Brak folii spowodowałby zatem przesiąknięcie wilgoci i uszkodzenie flower boxa. Co robimy następnie?

Układanie flower boxa:

  • mierzymy średnicę flower boxa i wycinamy wcześniej już namoczoną gąbkę florystyczną tak, aby można było ją do niego swobodnie wsadzić
  • następnie wkładamy gąbkę do pudełka
  • obcinamy kwiaty na odpowiednią długość, dopasowaną do wysokości pudełka (warto obcinać je pod kątem 45° co ułatwi wbijanie łodyg w gąbkę
  • zaczynamy wbijać kwiaty do gąbki, starając się, aby były one dość gęsto, tworzyć zwartą kompozycję
  • dekorujemy flower boxa wybranymi ozdobami

Umieszczonych kwiatów w gąbce lepiej już nie wyciągać, ponieważ zniszczymy jej strukturę. W takiej sytuacji należy po prostu obciąć kwiatka, zostawiając fragment gołej łodygę i włożyć drugiego obok.

Jak widać, samodzielne zrobienie flower boxa jest naprawdę proste. Wystarczy jedynie zaopatrzyć się w pudełko ozdobne typu flower box, kwiaty oraz kilka akcesoriów. Taki flower box to doskonały prezent praktycznie na każdą okazję. Można także zrobić go po prostu dla siebie, żeby udekorować w stylowy sposób własną przestrzeń.

Które pióro Parker na prezent wybrać – TOP5 polecanych modeli

W naszych życiach często mamy do czynienia z sytuacjami oraz okazjami, na które wypada nam podarować uniwersalny prezent. Dzień Nauczyciela, obrona pracy dyplomowej, prezent z okazji awansu kolegi z pracy, otworzenie firmy czy też po prostu urodziny kogoś z kim nie mamy bliskich relacji. W takich momentach zazwyczaj decydujemy się na zakup alkoholu, kwiatów czy też słodyczy. Jednak czy wiesz, że możesz podarować coś o wiele lepszego, co jednocześnie będzie bardzo uniwersalne? Właśnie tym jest pióro Parker na prezent – najlepsze rozwiązanie na podarunek, kiedy chcesz kogoś mile zaskoczyć, a jednocześnie sprezentować mu coś jakościowego, uniwersalnego i eleganckiego.

Wybór pióra na prezent

Początkowo może wydawać się ciężko wybrać odpowiednie pióro na prezent. Jednak po tym krótkim poradniku zrozumiesz, że wcale ten wybór nie jest tak trudny. Przede wszystkim wybór pióra należy dostosować do tego czy osoba, którą chcemy obdarować pisała kiedyś piórem. Jeżeli nie, warto zdecydować się na klasyczny i podstawowy model, dzięki któremu bez problemu nauczy się nim pisać. Być może osoba, którą chcesz obdarować jest pasjonatem piór. Wówczas warto wybrać jedno z serii kolekcjonerskiej. Dodatkowo możesz dobrać kolor obudowy pióra, do tego jaki kolor preferuje dana osoba.

Pióro Parker na prezent – najlepsze modele

Jedną z najbardziej podstawowych kolekcji jest Parker IM. Pióra wieczne w tej serii zostały stworzone dla osób, które są nauczyć się pisać piórem. Jednocześnie produkty te charakteryzują się solidnością i wysoką jakością, czyli cechami, które pomagają przy nauce pisania piórem.

Druga linia warta uwagi to Parker 51. Została ona stworzona na bazie produktów o klasycznym wyglądzie oraz tych bardziej kolorowych. Mimo to ich wygląd jest elegancki oraz świetnie nada się na prezent zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzn.

Parker Urban Premium to akcesoria, na które warto zawiesić dłużej oko. Powstały one dla osób lubiących nietuzinkowość oraz oryginalność. To, co szczególnie wyróżnia serię to bardzo ozdobne i robiące wrażenie korpusy piór. Wygląd to jednak nie wszystko, czym się wyróżniają. Oprócz tego są niezwykle funkcjonalne oraz długotrwałe.

Nie mogłoby również zabraknąć w naszej liście poleceń piór o wymiarze kolekcjonerskim. Linia Sonnet zawiera w sobie niezwykle eleganckie pióra, które można powiedzieć, że nawet zahaczają o ekstrawagancję. Powstały one w dość ciemnej kolorystyce, która tylko podkreśla ich klasyczny jednocześnie ponadczasowy wygląd.

Nasze ostatnie polecenie dedykujemy prawdziwym pasjonatom i kolekcjonerom piór wiecznych. Parker Duofold to niesamowita kolekcja piór o oryginalnym i bardzo ozdobnym korpusie. Wyjątkowa jest jednak nie tylko uroda piór Duofold, ale również materiały, z których zostały one utworzone.

Wąskie gardła opóźniają dostawy węgla do Polski

W Polsce używane są trzy rodzaje węgla – węgiel opałowy służący do ogrzewania, węgiel energetyczny zasilający elektrownie oraz węgiel koksujący napędzający przemysł, np. stalowy. Węgiel koksujący zapewnia Jastrzębska Spółka Węglowa. Węgiel energetyczny jest bardziej dostępny, ponieważ w dużej mierze pochodzi z krajowego wydobycia. Najgorzej jest z węglem opałowym – który w dużej mierze pochodził z Rosji, bo wydawał się tani i łatwo dostępny. Niestety, obecnie dostępny nie jest – ponieważ wprowadzono unijne embargo na węgiel z Rosji, która atakuje Ukrainę.

– Jeśli chodzi o węgiel opałowy, Polska ma problemy logistyczne wynikające z faktu, że musimy się przestawić z łatwo dostępnej drogi lądowej z Rosji na dostawy zamorskie z użyciem portów. Niestety te dostawy mogą nie wystarczyć – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. –  Dlatego w ostatnim czasie pojawiła się informacja o portach w krajach bałtyckich, a nawet w Niemczech. Wąskie gardła infrastrukturalne spowalniają zakontraktowane dostawy węgla. A więc węgiel na rynku jest, zakontraktowaliśmy nawet 11 milionów ton węgla z różnych stron świata – ale potem trzeba go dostarczyć. Dlatego widzimy punktowe problemy z dostępnością tego paliwa. Prawdopodobnie utrzymają się one przez cały sezon grzewczy – przewiduje Jakóbik.

OX2 rozbudowuje swoje portfolio o kolejne moce

OX2 to największy deweloper lądowych farm wiatrowych w Europie pod względem wybudowanych dotychczas inwestycji. Szwedzka firma realizuje również morskie projekty wiatrowe, wielkoskalowe projekty fotowoltaiczne oraz jest aktywna w obszarze rozwoju technologii energetyki odnawialnej, takich jak wodór i magazynowanie energii.

Obecnie moc polskich projektów OX2, które zostały już zrealizowane, są w trakcie budowy lub ich budowa rozpocznie się w tym i przyszłym roku, wynosi około 640 MW. Całkowity portfel projektów PV i wiatrowych w rozwoju w Polsce wynosi około 1,5 GW.

W ostatnich tygodniach spółka po raz kolejny wzmocniła swoją pozycję na rynku, rozbudowując portfolio dewelopowanych projektów o kolejne moce. OX2 zawarła umowę o współpracy z Ener Polska, polską firmą branży energetyki odnawialnej, budowlanej i inżynierii przemysłowej. Kontrakt obejmuje zakup portfolio projektów fotowoltaicznych w przygotowaniu wraz z umową serwisową na ich rozwój w nowych lokalizacjach.

– Współpraca z Ener Polska to nie tylko nowe projekty, ale również kolejny już krok w kierunku wsparcia transformacji energetycznej w Polsce. To także zwiększenie udziału energii odnawialnej w krajowym miksie energetycznym oraz zmniejszenie zależności kraju od produkcji energii z paliw kopalnych. Przystąpienie do rozwoju kolejnych projektów potwierdza, że OX2 jest kluczowym uczestnikiem sektora energetyki odnawialnej w Polsce. Systematycznie rozwijamy naszą organizację oraz portfolio naszych projektów, przyczyniając się do budowania bardziej zrównoważonej przyszłości. – powiedziała Katarzyna Suchcicka, dyrektor generalny OX2 w Polsce.

Znaczące portfolio projektów OX2 buduje długoterminową wartość i zapewnia zdywersyfikowany portfel na różnych etapach rozwoju i w różnych lokalizacjach geograficznych. OX2 po raz kolejny umocniła swoją już silną pozycję na polskim rynku.

– To dla nas ważny krok w rozwoju naszej aktywności na rynku. Cieszymy się, że dotychczasowe doświadczenie oraz ugruntowane relacje z polskimi instytucjami i operatorami energetycznymi będziemy mogli rozwijać we współpracy z miedzynarodowym partnerem OX2. Chcemy podejmować działania w kierunku osiągnięcia neutralności klimatycznej, tak aby Polacy znów mogli oddychać pełną piersią i cieszyć się czystym powietrzem. Chcemy optymistycznie patrzeć w przyszłość, wiedząc, że kolejnym pokoleniom zostawiamy dobre miejsce do życia – powiedział Krzysztof Zdziech, Prezes Zarządu Ener Polska Sp. z o.o.

OX2 w Polsce jest w trakcie budowy pięciu farm wiatrowych o mocy od 20 MW do 63 MW, dla których zabezpieczyła wsparcie w systemie aukcyjnym. Na początku roku szwedzka grupa oddała do użytku swoją pierwszą farmę wiatrową w naszym kraju, zlokalizowaną w Żarach w woj. Lubuskim. Jej moc wynosi 21 MW. Obecnie firma przygotowuje się do ukończenia i przekazania do użytku dwóch następnych inwestycji wiatrowych.

W maju OX2 sprzedała franczyzobiorcy sklepów IKEA – Ingka Investments, stanowiącej ramię inwestycyjne Ingka Group, lądową farmę wiatrową o mocy 63 MW w miejscowości Wysoka oraz farmę fotowoltaiczną o mocy 29 MW w miejscowości Recz. Jedenaście turbin wiatrowych o mocach 5,5 – 5,7 MW wybudowanych zostanie w powiecie pilskim, w północno-zachodniej Polsce. Średni prognozowany poziom produkcji energii z inwestycji wyniesie około 180 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla około 90 tysięcy gospodarstw domowych. Farma fotowoltaiczna Recz, o mocy 29 MW powstanie w południowej części województwa zachodniopomorskiego, w północnej części powiatu choszczeńskiego i jest pierwszym projektem fotowoltaicznym przygotowanym przez OX2 w Polsce i w grupie kapitałowej OX2.

Jak mówi Katarzyna Suchcicka: – Obecnie obserwujemy znaczny wzrost zainteresowania przemysłu wielkoskalowymi projektami energetyki odnawialnej. Wraz z nadejściem kryzysu i wzrostem cen energii, duże przedsiębiorstwa coraz częściej decydują się na rozwiązania umożliwiające wytwarzanie energii na własne potrzeby. Inwestycja we własną instalację stanowi istotny czynnik stabilizujący koszty przedsiębiorstwa i zwiększa jego niezależność poprzez zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego. Szybki zwrot z inwestycji w OZE przy systematycznym wzroście cen energii i prognozowanych kolejnych podwyżkach, stanowi uzasadnioną zachętę dla przedsiębiorców.

W przyszłym roku OX2 w naszym kraju będzie budować kolejne farmy wiatrowe, ale także planuje rozpoczęcie realizacji dwóch farm fotowoltaicznych. Szwedzka grupa przewiduje rozpoczecie budowy dwóch najbardziej zaawansowanych obecnie projektów PV o mocy 100 MW oraz 165 MW. Ich realizacją zajmie się polski oddział OX2. Obecnie firma jest na etapie poszukiwania wykonawców. Spółka przewiduje sprzedaż energii z tych farm fotowoltaicznych w ramach korporacyjnych umów PPA. OX2 prowadzi obecnie rozmowy z inwestorami, zainteresownymi przejęciem farm fotowoltaicznych.

Ceny polis na życie stopniowo rosną, ale są i tak niższe niż w styczniu

  • Sukcesywnie rośnie liczba Polaków posiadających polisy na życieich liczba w I półroczu 2022 wzrosła o ponad 141 tys. w stosunku do końca 2021 roku.
  • Średnia cena tego ubezpieczenia we wrześniu wynosiła 1004 zł i była o 1 proc. niższa niż na początku roku. Są już jednak symptomy wzrostów.
  • Koszt polisy na życie był najwyższy na Podkarpaciu (średnio 1113 zł). Z kolei mieszkańcy najbardziej zanieczyszczonych Śląska i Małopolski płacili ok. 150 zł mniej…
  • Osoby, które ubezpieczają się w młodszym wieku to dla towarzystw mniejsze ryzyko szybkiej wypłaty świadczeń z powodu chorób lub śmierci. Dlatego stawki są dla nich bardzo konkurencyjne.

Liczba polis na życie rośnie powoli.

Wg danych KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) w I kwartale tego roku liczba czynnych, indywidualnych polis na życie (tzw. I grupa ubezpieczeń) przekroczyła 9,7 mln. To ponad 141 tys. więcej w stosunku do 2021 roku. W efekcie blisko połowa Polaków posiada już taką indywidualną ochronę. Jednak w porównaniu z wieloma krajami Unii Europejskiej to wciąż niedużo. Głównym czynnikiem, który w ostatnich latach powodował wzrost zainteresowania produktem, była niewątpliwie pandemia koronawirusa.

W czasie pandemii popyt na polisy na życie systematycznie wzrastał. W szczególności tych, które zapewniały ochronę w przypadku zakażenia koronawirusem. Jednocześnie ubezpieczyciele podkreślali, że zakres ubezpieczenia spełnia takie oczekiwania, np. wypłatę świadczeń przy hospitalizacji lub śmierci będących wynikiem COVID-19. Rosły także maksymalne wartości świadczeń wypłacanych w przypadku zdarzenia ­- podkreśla Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.  

Ceny polis jeszcze stabilne.

Rosnąca liczba polis na życie oraz wyższe sumy ubezpieczenia to też większe wypłaty świadczeń. To z kolei prosta droga do wzrostu cen.

– Średnia cena ubezpieczenia na życie sprzedawanego we wrześniu tego roku wyniosła 1004 zł i była nieznacznie, bo o 1 proc. niższa niż w styczniu. Niemniej po spadkach w czterech pierwszych miesiącach tego roku, od maja ceny stopniowo idą w górę. W efekcie średni koszt polisy wzrósł we wrześniu w porównaniu do kwietnia o ok. 66 zł – wskazuje Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.

Wysoka liczba zgonów spowodowanych pandemią oraz jej możliwy powrót w okresie jesienno-zimowym to również czynniki, które wraz z inflacją powodują, że ceny ubezpieczeń na życie stopniowo rosną. Jednak internetowe porównywarki, czy wsparcie doradców wciąż pozwalają na znalezienie wartościowej ochrony po niewygórowanej cenie.

Śląsk i Małopolska najbardziej zanieczyszczone, ale polisy tańsze niż w Bieszczadach.

Miejsce zamieszkania nie ma większego wpływu na cenę polisy na życie. Przy wypełnianiu ankiety medycznej  z reguły nie należy więc obawiać się jej zwyżki lub odmowy ubezpieczenia z uwagi na region, w którym żyjemy. I tak analizując województwa, gdzie średnia cena ubezpieczenia na życie była najwyższa w skali kraju, prym wiedzie Podkarpacie. Osoby, które właśnie tutaj w okresie styczeń-wrzesień b.r. zdecydowały się na zakup ochrony, płaciły ok. 1113 zł. To 12 proc. więcej niż średnia krajowa. Wyższe ceny odnotowały też woj. lubuskie (1096 zł) i świętokrzyskie (1079 zł). Z kolei najtaniej polisy kupowali mieszkańcy woj. łódzkiego (845 zł) i podlaskiego (893 zł). Co ciekawe, tańsze ubezpieczenia na życie były również na Śląsku (955 zł) i w Małopolsce (963 zł), a więc regionach, w których mieszkańcy są szczególnie narażeni na negatywne skutki zanieczyszczenia powietrza. I to właśnie tegoroczne obawy przed smogiem mogą być kolejnym obok pandemii czynnikiem, który przyczyni się do podtrzymania uwagi polisami na życie.

– Przed tegorocznym sezonem grzewczym obserwujemy szczególne zainteresowanie produktami chroniącymi na wypadek chorób układu krążenia, cukrzycy, czy nowotworów płuc będących efektem zanieczyszczonego środowiska. Klientów interesują też wysokie sumy ubezpieczenia na wypadek takich sytuacji. Aktualnie zdarzenia te są ujęte w większości OWU polis na życie. Nie wyklucza to jednak, że w niedalekiej przyszłości będą funkcjonować także w ramach niezależnych produktów tj. np. polisa smogowa – wyjaśnia Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.

Im wcześniej, tym lepiej – wiek wpływa na wysokość składki.

Polisy na życie kupują w Polsce przede wszystkim osoby z wyższym wykształceniem, w wieku pomiędzy 35 a 44 lata. Natomiast zwykle niższe stawki płacą osoby jeszcze młodsze.

– Fakt, że osoby w młodszym wieku płacą za ochronę na życie mniej, wynika z opłacania przez nich składek przez dłuższy czas oraz niższego ryzyka chorób, śmierci czy rehabilitacji. Należy też pamiętać, że towarzystwa ubezpieczeniowe bardzo często dają możliwość „zamrożenia” całej, bądź części składki za polisę. Dlatego warto zdecydować się nią wcześniej, by skorzystać z niższych taryf podsumowuje Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.

Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność

  • W miarę jak wstrzymywane są dostawy rosyjskiego gazu, trwa walka z inflacją i narasta niepewność polityczna, poprzedni niekorzystny scenariusz Allianz Trade stał się rzeczywistością. Trójca: niższy wzrost, wyższa inflacja i wyższe stopy uderzy jeszcze mocniej. Allianz Trade przewiduje, że globalny wzrost gospodarczy znajdzie się w ujemnym przedziale w IV kwartale roku (-0,1% w ujęciu kwartalnym), po czym w 2023 roku nastąpi powolne ożywienie na poziomie +1,5%. Nastroje konsumentów już teraz spadły do rekordowo niskiego poziomu, a poziom zaufania wśród przedsiębiorców nadal gwałtownie się pogarsza, co będzie hamować konsumpcję i inwestycje.
  • Z powodu gwałtownie rosnących cen energii i negatywnego wpływu tego zjawiska na poziom zaufania, wzrost gospodarczy w strefie euro prawdopodobnie zmaleje w 2023 roku do poziomu -0,8%. Zwiększone wsparcie fiskalne w wysokości średnio 2,5% PKB oraz ograniczone luzowanie polityki pieniężnej w drugiej połowie 2023 roku pomoże skrócić i spłycić recesję oraz ograniczyć ryzyko niepokojów społecznych. Nie zrównoważy to jednak w pełni oddziaływania na realny dochód rozporządzalny i marże przedsiębiorstw.

Handel – już po odbiciu, zmierzamy do nadpodaży?

Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność

Źródła: władze krajowe, Refnitv Datastream, Allianz Research

  • Stany Zjednoczone odnotują spadek PKB o -0,7%, głównie ze względu na szybko zaostrzające się warunki polityki pieniężnej i finansowej, które znacząco oziębią sytuację na rynku mieszkaniowym, co należy rozpatrywać łącznie z niekorzystnymi warunkami w środowisku zewnętrznym oraz obniżeniem wsparcia fiskalnego po wyborach śródokresowych.

PKB – okres turbulencji przed nami Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność 2

Źródła: władze krajowe, Refnitv Datastream, Allianz Research

  • Inflacja będzie utrzymywać się na wysokim poziomie do I kwartału 2023 roku po tym, jak ceny energii osiągną już najwyższą wartość, a dodatkowa presja w zakresie jej wzrostu będzie pochodzić z kategorii żywności i usług. Allianz Trade spodziewa się, że globalna inflacja w 2023 roku wyniesie średnio 5,3% (po blisko 8% w 2022 r.). Inflacja w strefie euro powinna osiągnąć szczyt na poziomie 10% w IV kwartale 2022, a następnie średnio 5,6% w 2023 roku. W USA inflacja prawdopodobnie osiągnęła już szczyt, ale powinna utrzymywać się powyżej 4% do I kwartału 2023 roku, a poniżej 2% powinna spaść dopiero po III kwartale 2023 roku (średnio 2,9% w 2023).

Inflacja – złagodzone i wydłużone

Wejście oraz wyjście

Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność 3Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność 3

Źródła: władze krajowe, Refnitv Datastream, Allianz Research

  • Determinacja banków centralnych do walki z inflacją może doprowadzić do tego, że oprocentowanie krótkoterminowych obligacji państwowych znajdzie się na poziomie powyżej neutralnych stóp krańcowych zarówno w USA, jak i w strefie euro (sięgając odpowiednio 4% i 2,25%). Zarówno Bank Rezerw Federalnych (Fed), jak i Europejski Bank Centralny (ECB) zachowają twarde stanowisko w porównaniu z innymi epizodami recesji, ograniczając cięcia stóp w drugim półroczu 2023. Allianz Trade oczekuje trwałego spłaszczenia krzywej rentowności do końca roku, przy czym obawy związane z recesją utrzymują stopy długoterminowe na poziomie 3,25% w USA i 1,6% dla 10-letnich obligacji niemieckich.
  • Szereg rynków wschodzących (EM) jest zagrożonych kryzysem bilansu płatniczego (Argentyna, Chile, Kolumbia, Egipt, Węgry, Kenia, Pakistan, Polska, Rumunia i Turcja). Choć ryzyko zadłużenia krajowego na rynkach wschodzących już teraz osiąga niebezpieczne poziomy, jest jeszcze miejsce dla dalszego wzrostu stóp zwrotu i spreadów. Nawet jeżeli gospodarce światowej uda się uniknąć głębszej recesji, przewidujemy, że warunki na rynkach wschodzących poprawią się najwcześniej pod koniec przyszłego roku.
  • Prognoza jest w znacznym stopniu uzależniona od wpływu zacieśnienia polityki finansowej w głównych gospodarkach oraz skuteczności wsparcia fiskalnego. Dostrzegamy ryzyko dalszego spadku kursów akcji w okresie przed przyszłoroczną poprawą sytuacji na rynkach, co będzie wiązać się z jednocyfrowymi stopami zwrotu.
  • Ponownie wzrosło ryzyko dla przedsiębiorstw, ale wyższe wsparcie fiskalne powinno zapobiec dużej fali niewypłacalności przedsiębiorstw i wzrostowi ich dotkliwości. Niemniej jednak, w całej strefie euro Allianz Trade spodziewa się wzrostu liczby niewypłacalności o ponad +40%. Spready kredytów korporacyjnych powinny wykazać niewielkie zwiększenie, jednak na przyszły rok spodziewane jest pewne zmniejszenie spreadów. Głęboko ujemne stopy rzeczywiste ułatwiają zwiększenie wydatków kredytowanych, które pomagają łagodzić wpływ kryzysu w zakresie kosztów utrzymania na konsumentów i firmy. Jednocześnie jednak pozostawiają kraje z wyższym poziomem zadłużenia w czasie, gdy stopy procentowe rosną, co zwiększa prawdopodobieństwo potencjalnie bolesnej korekty fiskalnej pod koniec przyszłego roku.
  • Kluczowe wydarzenia polityczne przyniosą zwiększenie niestabilności, a wyższe napięcia geopolityczne – zwłaszcza wzmożona rywalizacja między USA a Chinami oraz reakcja Europy na kryzys energetyczny – będą stanowiły dodatkowe bodźce dla obecnych tendencji w zakresie uniezależnienia.

Szereg rynków wschodzących jest zagrożonych kryzysem bilansu płatniczego.

Bieżące salda ulegną pogorszeniu na wszystkich rynkach wschodzących (EM) (z wyjątkiem eksporterów energii) z powodu wzrostu rachunków za import, osłabienia popytu globalnego oraz problemów w Chinach (polityka zero Covid, kryzys związany z nieruchomościami, spory geopolityczne). Rachunek finansowy nie przyniesie ulgi: negatywne nastroje wśród inwestorów oraz wzrost stóp procentowych w gospodarkach zaawansowanych zachęcają do ucieczki w bezpieczne miejsca, co przyczynia się do odpływu kapitału oraz wzmocnieniu dolara amerykańskiego. Większość walut rynków wschodzących odnotowała w 2022 roku deprecjację w stosunku do silnego USD, lecz tylko kilka z nich poradziło sobie gorzej niż EUR: Argentyna, Turcja, Ukraina i Wenezuela (są to wszystko przypadki szczególne); Egipt, Ghana, Węgry oraz Pakistan (który wykazuje szczególnie wysoką nierównowagę zewnętrzną); Polska oraz szereg mniejszych gospodarek rozwijających się.

Złoty słabszy po słowach Glapińskiego

Rada Polityki Pieniężnej w żaden sposób nie dała wsparcia polskiej walucie. Co gorsza, decyzja z środy oraz późniejsze wypowiedzi prezesa NBP spowodowały ponownie, że za dolara trzeba płacić 5 złotych. Złotemu nie pomagają spadki głównej pary walutowej. Jeśli dzisiejszy raport NFP okaże się lepszy od prognoz, wówczas złoty pozostanie pod presją, co oznacza, że deprecjacja będzie kontynuowana.

Już środowa decyzja o braku zmian parametrów polityki monetarnej NBP spowodowała, że ruch aprecjacyjny na złotym z ostatnich dni w szybkim tempie zaczął topnieć. Przypomnijmy, że stopa referencyjna została utrzymana na poziomi 6,75 proc. Rynek zakładał ruch o przynajmniej 25 punktów bazowych w górę. Oczekiwania narosły ze względu na wysoki wstępny odczyt inflacji CPI (17,2 proc.) oraz zbliżeniu się inflacji bazowej do 11 proc. Również słabość PLN była jednym z argumentów, który mógł spowodować, że Rada zagłosuje za podwyżką. Czynnikami, które przemawiały za zrobieniem pauzy były sygnały spowolnienia gospodarczego ale również fakt, że w naszym regionie inne banki centralne ogłosiły zakończenie cyklu (Węgry, Czechy).

Glapiński na konferencji dał do zrozumienia, że spowolnienie gospodarcze wkrótce osłabi presję inflacyjną. Wskazywał, że wysokie stopy procentowe niemalże zatrzymały popyt na kredyt, a na tym zależało Radzie. Z wypowiedzi prezesa NBP wynika, że Rada nie widzi wielkiego zagrożenia w słabości naszej waluty. Podkreślono, że kurs PLN jedynie w niewielkim stopniu przekłada się na wzrost dynamiki cen. Glapiński stwierdził, że dzięki temu, że główne banki centralne (EBC, Fed) zaczęły podnosić koszt pieniądza, polityka monetarna NBP staje się bardzie skuteczna.

Rynki czekały na najważniejszą dla nich informację, co dalej z cyklem podwyżek. Otóż dowiedzieliśmy się, że jak na razie to mamy pauzę w działaniach i nie ma oficjalnego komunikatu o zakończeniu działań restrykcyjnych. Ogłoszono zajęcie stanowiska „wait and see”. Dużo będzie zależeć od listopadowego raportu inflacyjnego, który ma wskazać dalszą drogę. Rada będzie w głównej mierze przyglądać się wskaźnikowi inflacji bazowej. Widać jednak, że w szeregach NBP dominują obawy o mocne spowolnienie gospodarcze i oceniam, że cykl zostanie oficjalnie zakończony w listopadzie.

Dziś globalne rynki finansowe będą spoglądać w kierunku raportu z amerykańskiego rynku pracy. Solidne dane (brak rozczarowań) powinny umocnić dolara, chociaż ruch ten może być ograniczony. Większa zmienność powinna pojawić się wówczas, gdyby rynek dostrzegł w dzisiejszych cyfrach pierwsze oznaki spowolnienia. Wskaźnik ADP wypadł dobrze, wczorajszy tygodniowy raport o liczbie zasiłków dla bezrobotnych również nie zapalił czerwonego światła. Jedynie ankieta JOLTS pokazała słabość. Liczba otwartych miejsc pracy spadła do poziomu 10,1 mln w sierpniu. To największa redukcja od kwietnia 2020 roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Pokolenie Z na rynku pracy – jakie jest naprawdę?

Praca na etacie jest koniecznością zaledwie dla 15 proc. reprezentantów Pokolenia Z, wynika z opublikowanego właśnie raportu Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce. Dokument porusza kwestie związane z oczekiwaniami Generacji Z zarówno względem pracodawców, jak i bezpośrednich przełożonych czy benefitów pracowniczych. Badanie zostało przeprowadzone przez Cpl Poland, eksperta we wspomaganiu firm w procesie skutecznej rekrutacji pracowników.

Raport powstał dzięki anonimowej ankiecie, przeprowadzonej na próbie ponad 1000 respondentów w wieku od 18 do 26 lat, zróżnicowanych zarówno pod kątem doświadczenia zawodowego, stażu pracy, jak również płci i demografii.

Chęć przeprowadzenia badania wynikała z założenia, że zrozumienie potrzeb Pokolenia Z, mającego swoje pasje i zainteresowania, pozwoli pracodawcom na przygotowanie odpowiednich rozwiązań i procesów, które w konsekwencji zdecydują o ich wygranej w wyścigu po najlepsze talenty. Zdajemy sobie sprawę z tego, że na rynku panuje pewne wyobrażenie o Generacji Z, tym bardziej wyniki badania niejednokrotnie zaskakują – komentuje Katarzyna Piotrowska, Country Manager w CPL Poland.

Nie tylko po szkole, nie tylko etat

Pokoleniu Z, zwanemu również Zetkami czy Zoomersami, zależy na szybkim i ciągłym rozwoju, dlatego jego reprezentanci podejmują się pierwszej pracy dużo wcześniej niż ich poprzednicy z pokoleń X i Y – ponad 40 proc. badanych Zetek zaczyna pracować już w szkole średniej, a kolejne niemal 30 proc. rozpoczyna swoje zawodowe kariery zaraz po jej ukończeniu. Pomimo wczesnego startu, Pokolenie Z jest świadome swoich potrzeb – 63 proc. respondentów dobrze wie czym chce się zajmować w życiu, ale tylko 15 proc. ankietowanych uważa pracę zawodową za konieczność. Dla zdecydowanej większości (48 proc.) etat jest tylko jedną z możliwości zarobkowych. Jeśli reprezentanci Pokolenia Z zdecydują się już na taką formę zatrudnienia, to wymagają od firmy umowy o pracę (75 proc.).

Oczekiwania Zoomersów względem pracodawcy również nie są oczywiste – na pytanie: co skłoni Cię do pracy w jednej firmie powyżej 2 lat? reprezentanci pokolenia Z wymieniają co prawda coroczne podwyżki (31 proc.), ale stawiają ją w jednym rzędzie z przyjazną atmosferą (32 proc.) i niskim poziomem stresu (32 proc.). Wyniki te, w połączeniu z chęcią zatrudnienia na umowę o pracę pokazują, jak ważne dla młodego pokolenia jest poczucie bezpieczeństwa i stabilności zatrudnienia.

Zrozumienie potrzeb

Wyniki raportu wskazują, że dla Pokolenia Z istotne jest poczucie kontaktu z przełożonym już od początku procesu rekrutacyjnego. 32 proc. badanych wskazało, że spotkanie z przyszłym managerem jest ważnym elementem starań o pracę, a dla 27 proc pierwsze spotkanie z przełożonym jest wyznacznikiem akceptacji propozycji pracy. Poczucie „chemii” jest dla pokolenia Z niezwykle ważne, dlatego już od pierwszych chwil zwracają uwagę na to, czy postawę lidera ich przyszłego zespołu cechuje zrozumienie i empatia, a także czy na zajmowanym stanowisku zostaną obdarzeni odpowiednim zaufaniem, wyrażonym w swobodzie działania.

Pokolenie Z potrzebuje ciągłego rozwoju zawodowego, ale pamięta również o odpoczynku, a także o trosce o swoje bezpieczeństwo i dobrostan. Pracodawcy chcąc przyciągnąć do siebie młode talenty, powinni gwarantować dostęp do kursów i szkoleń rozwijających kompetencje (atrakcyjne dla 37 proc.), ale również oferować dodatkowe dni wolne, wskazane przez 36 proc. badanych. Kwestie związane z poczuciem bezpieczeństwa pojawiają się również w kontekście benefitów – opieka medyczna i ubezpieczenie na życie znajdują się w czołówce tych najbardziej pożądanych (odpowiednio 33 i 34 proc.).

Przytoczone wyżej dane to jedynie część statystyk przedstawionych w raporcie Cpl Zoomersi w pracy, czyli jak pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce. Wyniki przeprowadzonego badania, wraz z opiniami ekspertów i prognozami na rok 2040 dostępne są na oficjalnej stronie raportu.

Czekają na kolejne rekordy inflacji i jeszcze słabsza waluta

Cykl podwyżek stóp procentowych został zakończony. Jednak inflacja w Polsce pozostaje palącym problemem. Otwarta jest kwestia, kiedy uruchomiony zostanie nowy cykl podwyżek. Oczekiwania inflacyjne konsumentów są takie, że ceny będą rosnąć.

Mamy lokalny rekord inflacji, który tylko po części wynika z sytuacji zewnętrznej. Kolejne rekordy przed nami.

– Jeśli popatrzymy w głąb danych inflacyjnych, to zobaczymy, że drożeje wiele tzw. kategorii dyskrecjonalnych czyli dobra i usługi, których ceny zależą w większym stopniu od decyzji konsumenta i to właśnie na te kategorie Rada Polityki Pieniężnej ma wpływ zmieniając stopy procentowa – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Podwyżki stóp procentowych mają służyć temu, aby ten popyt obniżyć i w pewnym sensie uniemożliwiać producentom i sprzedawcom podnoszenie cen.

Popyt trzeba ograniczać przez wzrost kosztu pieniądza, tak działa polityka pieniężna. I to jest właśnie sposób na zwalczanie inflacji, zwłaszcza że mamy także bardzo wysoką inflację bazową.

Stało się tak, jak w lipcu w zaskakującej i przypadkowej wypowiedzi na molo w Sopocie, zapowiadał prezes NBP, że będzie tylko jedna podwyżka stóp procentowych. I była, we wrześniu. Jednak obietnice z Sopotu nie sprawdziły się pod tym względem, że inflacja miała spadać. Nowe okoliczności – czyli wzrost inflacji CPI do 17,2%, a więc znacznie powyżej konsensusu analityków – zostały pominięte w październikowej decyzji RPP.

– Pomimo tego, że polska gospodarka spowalnia, to popyt jest silny. Silny jest też rynek pracy. To sprzyja utrwaleniu presji inflacyjnej – komentuje ekspert XTB. – Skoro dotychczasowe podwyżki stóp procentowych nie obniżyły presji, to znaczy, że były zbyt małe.

Politykę pieniężną RPP osłabiają działania rządu związane z rozdawaniem pieniędzy, przykładem wakacje kredytowe dla wszystkich.

Komunikat RPP, z którego wynika, że cykl podwyżek stóp procentowych prawdopodobnie skończył się zwiększa ryzyko dla złotego. Dolar jest bardzo mocny, a złoty już był bardzo słaby.

Kiedy nastąpi powrót do podwyżek stóp procentowych? Ważne powinny okazać się zmiany cenników prądu w styczniu 2023 r. To wówczas inflacja może przekroczyć 20%.

Problem przed nami poważny, bo gdy patrzymy na ścieżkę inflacji, to w horyzoncie, który można prognozować nie schodzi ona do celu inflacyjnego wynoszącego 2,5%. Oczekiwania inflacyjne nadal będą wysokie, a koszt pieniądza nie skłania konsumentów do oszczędzania.

Innowacje w regionach coraz bardziej zielone – liderami Pomorze, Małopolska i Mazowsze

Ekologia, troska o środowisko i rozwój innowacji zajmują coraz więcej miejsca w strategiach rozwoju województw. Aby sprawdzić, jak wygląda zaangażowanie regionów Polski w zieloną transformację, Bank Millennium opracował indeks eko-innowacyjności. Liderami zestawienia są województwa pomorskie, małopolskie i mazowieckie. Raport „Eko-indeks Millennium – potencjał eko-innowacyjności regionów” powstał we współpracy z partnerami merytorycznymi: Urzędem Patentowym RP, Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie oraz Szkołą Główną Handlową w Warszawie.

Innowacje oraz ekologia to istotne trendy, których połączenie ma pozytywny wpływ na gospodarkę i środowisko oraz przyszłość planety. Autorzy Eko-indeksu Millennium, zainspirowani przez Eco-Innovation Observatory, który cyklicznie bada eko-innowacyjność na poziomie krajów Unii Europejskiej, zweryfikowali podejście do tych dwóch kwestii reprezentowane przez poszczególne województwa Polski.

– Regulacje związane z ekologią postrzegane są wciąż bardziej jako blokada, a nie stymulanta dla innowacji. Jednak wdrażanie rozwiązań ekologicznych, szczególnie tych innowacyjnych, to inwestycja, która w długiej perspektywie przynosi korzyści. Chcielibyśmy, aby nasze opracowanie posłużyło jako platforma do dyskusji na temat znaczenia i rozwoju zielonych innowacji w naszym kraju, a także zachęciło do współpracy, bo jak pokazują wyniki naszego badania, sprzyja ona eko-innowacjom. Dyskusja o poprawie świadomości ekologicznej jest szczególnie pożądana w warunkach kryzysu energetycznego, który dotyka obecnie Europę – powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium oraz autor i pomysłodawca Eko-indeksu Millennium.

Kryteria, na których oparty jest Eko-indeks Millennium, były przedmiotem współpracy, a także analiz i konsultacji z partnerami merytorycznymi raportu. Część danych została przygotowana specjalnie na potrzeby opracowania.

– Urząd Patentowy chroni własność przemysłową, wspierając tym samym innowacyjność i konkurencyjność polskiej gospodarki. Jednym z bardzo istotnych elementów rozwoju gospodarki jest ekologia. Dołączyliśmy do współpracy przy Eko-indeksie Millennium, gdyż dane, którymi dysponujemy stanowią ważny przejaw aktywności eko-innowacyjnej. Na potrzeby raportu przygotowaliśmy i udostępniliśmy dane dotyczące eko‑technologii, które dotąd nie były publikowane. Identyfikacja tych rozwiązań została przygotowana w oparciu o Międzynarodową Klasyfikację Patentową (ang. International Patent Classification), z uwzględnieniem symboli zaproponowanych w „IPC Green Inventory” – powiedziała Edyta Demby-Siwek, Prezes Urzędu Patentowego RP.

Pomorskie, małopolskie i mazowieckie najbardziej eko-innowacyjne

Czołówka eko-innowacyjnych regionów jest na przestrzeni ostatnich pięciu lat względnie stabilna – to województwa pomorskie, małopolskie i mazowieckie. Na czele zestawienia znalazło się Pomorze, choć różnice w wartościach Eko-indeksu wśród liderów nie są znaczne. To regiony, gdzie ulokowane są duże ośrodki gospodarcze i akademickie, będące jednocześnie liderami szeroko rozumianej innowacyjności, choć zauważalne są różnice w akcentach ekologicznych.

Wartość Eko-indeksu powyżej poziomu krajowego mają także województwa dolnośląskie oraz podkarpackie. Wyniki kolejnych pięciu regionów oscylują wokół poziomu ogólnopolskiego. Są to województwa: warmińsko-mazurskie i śląskie, wielkopolskie i łódzkie oraz podlaskie.

Jak wynika z raportu Banku Millennium, w aż 10 województwach wartość Eko-indeksu wzrosła względem ubiegłego roku, najsilniej w woj. warmińsko-mazurskim, pomorskim i łódzkim. Na eko-innowacyjność należy patrzeć jak na proces i z tego punktu widzenia warto odnotować, że na przestrzeni ostatnich 5 lat poziom indeksu wzrósł w niemal wszystkich regionach, a znaczna część z nich skróciła dystans do lidera. Najsilniej jest to widoczne w łódzkim i warmińsko-mazurskim, które w tym horyzoncie czasowym najbardziej skróciły dystans do najlepszego województwa.Eko-indeks wyniki zestawienia ogólnego

– Wyniki Eko-indeksu odzwierciedlają zmiany zachodzące w regionach, uwzględniając zarówno działalność podmiotów gospodarczych, jak i gospodarstw domowych. Zwiększenie wartości subindeksów w wielu regionach potwierdza zaangażowanie w realizację celów zrównoważonego rozwoju, wdrażanie zasad gospodarki o obiegu zamkniętym i polityki klimatycznej. Takie działania mogą przyczyniać się do poprawy jakości życia mieszkańców, jak również zwiększać bezpieczeństwo surowcowe i energetyczne – komentuje dr hab. prof. AGH Joanna Kulczycka, Prodziekan ds. Współpracy i Rozwoju, Akademia Górniczo-Hutnicza.

– Świat zmierza w kierunku zrównoważonego rozwoju i w dłuższej perspektywie rozwiązania eko‑innowacyjne będą coraz istotniejszą częścią nowych modeli biznesowych. Eko-indeks Millennium otwiera duże możliwości interpretacyjne i wskazuje walory w zakresie przewag konkurencyjnych poszczególnych regionów. Wyniki mogą wydawać się zaskakujące w części składowych, jednak mają potencjał wspierający i inspirujący do dalszego rozwoju eko-innowacji, jako źródło dobrych praktyk. Należy zwrócić uwagę, że celem analizy potencjału nie jest ocenianie regionów, ale ewaluacja procesu ich rozwoju w obszarze zielonych innowacji – powiedziała prof. dr hab. Hanna Godlewska-Majkowska, Dyrektor Instytutu Przedsiębiorstwa w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie, Szkoła Główna Handlowa.

Jak powstał Eko-indeks?

Forma prezentacji zmiennych miała na celu odzwierciedlenie orientacji regionów w kierunku eko‑innowacyjności niezależnie od ich wielkości i potencjału gospodarczego. Jedną z takich zmiennych jest odsetek patentów na eko-innowacje w ogólnej liczbie udzielonych patentów, która została przygotowane przez Urząd Patentowy RP na potrzeby niniejszego indeksu.

Szeroki zakres analizowanych danych umożliwia przegląd poszczególnych województw w różnych wymiarach eko-innowacyjności, a także zbadanie ich mocnych i słabych stron. Wyniki Eko-indeksu Millennium opierają się na danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Urzędu Patentowego RP. Zmienne składające się na indeks zostały zgrupowane w 4 kategoriach: nakłady na eko-innowacje, efekty eko‑innowacji, aktywność społeczno-ekonomiczna w obszarze eko-innowacji i efektywność wykorzystania zasobów.

Dla celów zrealizowanego badania wszystkie zmienne zostały wystandaryzowane, w wyniku czego każda z nich w poszczególnych latach objętych analizą przyjmuje wartości od 0 (województwo o najniższym odczycie danej zmiennej w danym roku) do 100 (lider w danej zmiennej w danym roku). Dla każdej grupy danych został wyliczony subindeks, który jest średnią arytmetyczną wystandaryzowanych zmiennych, wchodzących w skład danej kategorii (każda z nich ma jednakową wagę w subindeksie). Zestawienie ogólne Eko-indeksu Millennium jest średnią arytmetyczną wszystkich siedemnastu zmiennych wchodzących w skład indeksu przy utrzymaniu ich równych wag.

Eko-Indeks uwzględnia dane za okres 2016-2020. Prezentacja pięcioletniej perspektywy danych pozwala na bardziej kompleksową analizę procesu eko-innowacyjności i na ocenę trendów średniookresowych. Skład uwzględnionych zmiennych jest także pochodną dostępności danych statystycznych.

Invento Capital z kolejnymi 7,5 mln zł na inwestycje w start-upy. Dodatkowa pula BRIdge Alfa z NCBR rozdana

Fundusz vc Invento Capital jako pierwszy otrzymał środki z dodatkowej puli programu BRIdge Alfa NCBR i tym samym zwiększył kapitalizację do 43,5 mln zł. Dzięki temu planuje kolejne inwestycje w 6 start-upów.

Program BRIdge Alfa, współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, skierowany jest do przedsiębiorców znajdujących się w fazie seed, gdzie ryzyko niepowodzenia inwestycyjnego jest największe. NCBR za pośrednictwem tego programu udzielił inwestorom bezzwrotnego wsparcia na utworzenie wehikułu inwestycyjnego, za pośrednictwem którego fundusze inwestują do 1 mln zł przy 20-proc. wkładzie własnym w pomysły o wysokim potencjale komercjalizacyjnym. Zgodnie z zapowiedziami NCBR powiększa pulę dofinansowania najbardziej aktywnym funduszom. Dodatkowy kapitał na dalsze działania otrzymał we wrześniu jako pierwszy Invento Capital.

Invento Capital został utworzony we współpracy z NCBR w 2018 roku. Fundusz poszukuje impactowych projektów oraz startupów rozwijających działalność w branżach IT, DeepTech, Health, Food oraz Cleantech. W ciągu ostatnich trzech lat Fundusz zrealizował 26 inwestycji. Invento mocno rozwija także współpracę międzynarodową, by wspierać swoje spółki portfelowe w pozyskiwaniu międzynarodowych klientów oraz inwestorów jak i w wejściu na rynki m.in. Nordic, DACH, UK i Brazylii.

Kapitalizacja funduszu w pierwszej fazie wyniosła 36 mln zł i umożliwiła zbudowanie portfela składającego się m.in. z Planet Heroes, Gridaly, Zjedz.my, Waven, Qvistorp, Fully Verified czy też Foodrunners. Dodatkowa pula pieniędzy z NCBR w wysokości 7,5 mln zł pozwoli rozszerzyć to portfolio. – Cieszymy się, że jako pierwsi otrzymaliśmy środki z dodatkowej puli BRIdge Alfa, ponieważ pokazuje to, że jesteśmy w czołówce funduszy seed w Polsce. Do końca bieżącego roku planujemy zainwestować jeszcze w 9 start-upów, z czego 6 projektów sfinansuje dodatkowa pula środków. Szukamy mocnych zespołów z dobrymi projektami, zdecydowanych na podbój międzynarodowych rynków – mówi Jacek Murawski, Prezes Zarządu.

Invento Capital dzięki nowym środkom z NCBR poczyni dalsze inwestycje w takich branżach, jak energetyka, medycyna, chemia i nowe materiały, IT i ICT. Poza finansowaniem w wysokości ok. 1 mln zł fundusz wykorzystuje swoje międzynarodowe kontakty we wspieraniu komercjalizacji projektów, oferuje również walidację założeń projektu przez ekspertów branżowych, mentoring w zakresie budowania zespołu, doradztwo prawne, finansowe i biznesowe dla spółek ze swojego portfela. Fundusz spodziewa się pierwszych wyjść z inwestycji za 3 do 5 lat.

ADP: 6 na 10 Polaków rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca zarządził powrót do pracy stacjonarnej

Dane z najnowszego raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View” wskazują, że Polacy są zwolennikami elastycznych rozwiązań związanych z pełnieniem obowiązków zawodowych. Blisko sześciu na dziesięciu ankietowanych (57,49 proc.) przyznaje, że rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca nakazał im wrócić do całkowicie stacjonarnego trybu pracy.

Elastyczność albo odejście

Coraz więcej pracowników przyznaje, że elastyczny model pracy jest dla nich jednym
z priorytetów w podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu. Firma ADP, globalny lider usług kadrowo-płacowych, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, do jakich poświęceń gotowi są pracownicy w zamian za możliwość stosowania elastycznego modelu pracy. Z pozyskanych danych wynika, że aż 6 na 10 (57,49 proc.) ankietowanych w badaniu Polaków uważa, że rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca nakazał im wrócić do całkowicie stacjonarnego trybu pracy. Na taki krok częściej zdecydowaliby się mężczyźni (59,96 proc.) niż kobiety (54,86 proc.).

Polska jest krajem, w którym panuje niski poziom bezrobocia, dlatego utrzymanie w przedsiębiorstwie talentów powinno być dla managerów najwyższym priorytetem. Z tego też względu warto zrewidować dotychczasowy model pracy i, jeśli to konieczne i możliwe, stworzyć go na nowo, w oparciu o potrzeby zarówno obecnych pracowników, jak i kandydatów. Nie da się ukryć, że firmy, aby zachować konkurencyjność na rynku, muszą podążać za potrzebami kandydatów i wprowadzać kolejne udogodnienia – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektorka HR w ADP Polska dodaje ekspertka.

Elastyczność w zamian za cięcie pensji

Era pracy wyłącznie stacjonarnej zakończyła się wraz z wybuchem pandemii, a pracownicy coraz chętnie korzystają z możliwości elastycznych metod zatrudnienia, jak np. pracy hybrydowej. Według badania ADP „People at Work: A Global Workforce View”, aż 1/3 Polaków przyznaje, że zgodziłaby się na obcięcie wynagrodzenia w zamian za możliwość stosowania elastycznych godziny pracy, przy czym czas spędzany na obowiązkach zawodowych nie uległby zmianie (29,22 proc.). Ponadto, aż 60,81 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że chciałoby uzyskać większą elastyczność w kwestii tego, kiedy pracuje, przy zachowaniu tej samej liczby godzin przepracowanych w tygodniu, np. 5 dni roboczych po 8 godzin dziennie lub 4 dni po 10 godzin dziennie.

Przeprowadzone badanie wśród 1989 Brytyjczyków wskazuje, że podczas standardowego 8-godzinnego dnia pracy, pracownik jest wydajny tylko przez 3 godziny, a pozostały czas spędza na czynnościach niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Jego wydajność spada. Mózg bowiem nie jest w stanie poświęcić tyle samo energii, ma ograniczoną ilość czasu na twórcze myślenie – komentuje Sylwia Rozbicka, psycholog Centrum Zdrowia Psychicznego Mind Health. – Mniejszy wymiar czasu pracy może sprawić, że pracownicy będą bardziej efektywni i lojalni wobec pracodawcy. Ponadto krótszy tydzień pracy może przyczynić się do obniżenia poziomu stresu oraz wzrostu zadowolenia z życia wśród pracowników. Dzięki większej liczbie dni wolnych od pracy będą mogli oni skupić się na budowaniu więzi rodzinnych, rozwoju pasji czy zadbaniu o własne zdrowie – dodaje ekspertka.

Laureaci pierwszego funduszu stypendialnego Rafał Brzoska Foundation

Po spotkaniach z finalistami konkursu i intensywnych obradach kapituł, Omenaa Mensah i Rafał Brzoska, Wiceprezeska i Prezes „Rafał Brzoska Foundation”, wybrali laureatów, którym fundacja pomoże w edukacyjnym rozwoju i spełnieniu marzeń. Wybór był trudny, ponieważ kandydaci są niezwykle zdolni, zdeterminowani i pracowici. Dlatego założyciele fundacji zdecydowali się wesprzeć więcej młodych ludzi niż początkowo planowali. 

Misją „Rafał Brzoska Foundation” jest wspieranie młodych, zdolnych ludzi w ich drodze do sukcesu i rozwijaniu talentów. W ramach fundacji powstał Fundusz Stypendialny, do którego w zaledwie miesiąc zgłosiło się ponad 1500 osób. Poza wsparciem finansowym, wybrane osoby dostaną opiekę mentora, który jest wybitnym fachowcem w swojej dziedzinie. W radach i kapitułach fundacji zasiadają eksperci i naukowcy z całej Polski. To właśnie oni wraz z founderami debatowali przez ostatnie tygodnie nad wyborem zwycięzców konkursu.

Każdy z kandydatów był oceniany według tych samych kryteriów: zdolności i talentu, wizji i pomysłu na siebie, pozytywnego wpływu na otoczenie, sytuacji ekonomicznej lub rodzinnej i wieku (13-25 lat). Finalnie w gronie zwycięzców konkursu znalazło się aż 23 kandydatów!

Szukaliśmy zdolnych i nieuprzywilejowanych młodych ludzi, którym na różne sposoby chcemy podać rękę – mówi Rafał Brzoska, Prezes fundacji – Okazało się, że takich osób jest naprawdę dużo, a ich dotychczasowe osiągnięcia robią ogromne wrażenie! Stąd tak trudno nam było wskazać kto powinien otrzymać Fundusz. Niemal pod lupą oglądaliśmy zgłoszenia, braliśmy pod uwagę wiele aspektów, słuchaliśmy co mówią znamienici członkowie kapituł. Niesamowite wrażenie zrobiły na nas rozmowy z tymi młodymi ludźmi – ich dojrzałość, zapał, samoświadomość, motywacja. Uznaliśmy, że zwyczajnie musimy im umożliwić realizację marzeń i nie dopuścić do rezygnacji z przyszłych, być może światowych dokonań.

Wśród stypendystów znaleźli się ludzie z obszaru medycyny, innowacji, sztuki, nauki i przedsiębiorczości.

Rafał Brzoska Foundation to organizacja, która podchodzi do każdego podopiecznego bardzo indywidualnie. – mówi Omenaa Mensah, Wiceprezeska Fundacji – Nie patrzymy tylko na to czy dana osoba na przykład dobrze się uczy. Ale jakie ma zainteresowania, talenty, sytuację rodzinną, osobowość. To wszystko składa się na człowieka, a my „szyjemy” pod niego cały plan, łącznie z doborem mentora, udostępnieniem narzędzi, wsparciem finansowym. Wszystko, aby pomóc w dalszej drodze. Warto też dodać, że sporo osób nie oczekuje wsparcia finansowego, ale szuka kogoś, kto wskaże drogę, doradzi, będzie wzorem. Dlatego tak ważna jest rola mentora i praktyka.

Obecnie przygotowujemy umowy współpracy z naszymi stypendystami, opracowujemy im programy mentoringowe i szukamy najlepszych fachowców w ich dziedzinach, którzy będą wspierać rozwój ich pasji. Program stypendialny rusza od października dodaje Katarzyn Alińska, Dyrektorka Zarządzająca Fundacji.Rada mentorska Rafał Brzoska Foundation

Oto laureaci pierwszego Funduszu Stypendialnego Rafał Brzoska Foundation:

  1. Małgorzata Bobińska, 19 lat. Uzdolniona flecistka, zagrała już jako solistka z Orkiestrą Kameralną Filharmonii Pomorskiej, Capella Bydgostines i Śląską Orkiestrą Kameralną. Pochodzi z Bydgoszczy.
  2. Nikodem Ciomcia, 18 lat. Prowadzi prace badawcze i tworzy wynalazki. Wygrał konkurs Explory za projekt ubrania zbierającego energię cieplną z organizmu. Pochodzi z Gliwic.
  3. Adrianna Czechowska, 17 lat. Chce zostać biotechnologiem, laureatka wielu konkursów i olimpiad. Przygotowała ogólnopolski projekt dla szkół dotyczący mnemotechnik i szybkiego zapamiętywania. Działaczka społeczna. Pochodzi z Bydgoszczy.
  4. Natalia Dragan, 13 lat. Skrzypaczka, w wieku 6 lat zagrała swój pierwszy koncert z orkiestrą. Laureatka wielu konkursów międzynarodowych. Mieszka w Legnicy.
  5. Zofia Halbersztat, 19 lat. studentka Cambridge ze stypendium naukowym, kierunek historia, politologia i nauki międzynarodowe. W przyszłości chce założyć organizację non-profit. Pochodzi z Grodziska Mazowieckiego.
  6. Jakub Jędrzejewski, 23 lata. Naukowiec i wynalazca. Na swoim koncie ma wiele projektów, m.in. fuzor – reaktor syntezy termojądrowej. Pochodzi z Ostrowa Wielkopolskiego.
  7. Krzysztof Jóska, 13 lat. Młody wynalazca, stworzył projekt automatycznie sterowanego gokarta. Pochodzi z Rawicza w Wielkopolsce.
  8. Zofia Kierner, 20 lat. Studiuje biznes i data scence na UC Berkley. Założycielka fundacji Girls Future Ready, która przygotowuje młode Polski na wyzwania zmieniającego się świata. Pochodzi z Łodzi.
  9. Amelia Kudasik, 16 lat. Interesuje się neuronauką i medycyną. Wygrywa międzynarodowe konkursy, publikuje artykuły naukowe oraz współpracuje z naukowcami ze światowych uczelni. Pochodzi z Nowego Targu.
  10. Michał Larysz, 21 lat. Przyszły architekt. Miłośnik designu. Chce propagować tę dziedzinę wśród młodych ludzi. Pochodzi z Zębic w województwie dolnośląskim.
  11. Jakub Oniszk, 23 lata. Student Iniversity of St Andrews oraz Cambridge. Zajmuje się glacjologią, marzy o uczestnictwie w Polarnym Instytucie Badawczym na Cambridge. Pochodzi z Warszawy.
  12. Filip Piękoś, 16 lat. Wynalazca, zbudował i nadal rozwija klawiaturę dla osób niepełnosprawnych. Mieszka w Szówsku na Podkarpaciu.
  13. Natalia Sauer, 23 lata. Studentka farmacji, bada nowoczesne metody walki z nowotworami oraz wpływ i zastosowania pola elektrycznego i magnetycznego na czerniaka. Mieszka i studiuje we Wrocławiu.
  14. Mikołaj Sembol, 15 lat. Prowadzi własną eko farmę kurczaków i przepiórek. Edukuje w sprawach eko żywności. Chce studiować weterynarię. Pochodzi z Dębowca w województwie śląskim.
  15. Filip Stasiak, 19 lat. Od 15 roku życia pilotuje samoloty. Jako 16-latek wykładał na Politechnice Opolskiej „budowę kokpitu boeinga 367” oraz „fizykę lotu”. Prowadzi autorski program „Nie bój się latać”, laureat wielu konkursów o tematyce lotniczej. Pochodzi Kluczborka na Opolszczyźnie.
  16. Marlena Sołtysińska, 20 lat. Studentka New York University Shanghai. Ma liczne pomysły na startupy. Pochodzi z Darłowa.
  17. Aleksander Stupnicki, 20 lat. Student jednej z najlepszych uczelni medycznych w Wielkiej Brytanii. Pochodzi z Warszawy,
  18. Kacper Szklarczyk, 20 lat. Student biomedycyny, współzałożyciel akceleratora dla nastolatków TeenCrunch. Laureat wielu konkursów i olimpiad. Pochodzi z Warszawy.
  19. Wojciech Szlasa, 24 lata. Student medycyny, bada, jak zwalczać nowotwory poprzez zastosowanie zmiennego pola magnetycznego. Marzy o Noblu. Pochodzi z Wrocławia.
  20. Miłosz Tomkowicz, 21 lat. Artysta rzeźbiarz, maluje też grafiki, obrazy i pisze poezję. Studiuje na krakowskiej ASP. Pochodzi z Jabłonicy Polskiej w województwie podkarpackim.
  21. Michał Wyrębkowski, 20 lat. Student Yale i Wharton School of Management. Seryjny olimpijczyk, społecznik. Założył Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Płocku. Pochodzi z Płocka.
  22. Aleksander Zarębiński, 17 lat. Chce zostać neurochirurgiem i być członkiem zespołu badawczego. Publikuje artykuły naukowe o działaniu mózgu. Pochodzi z Przemyśla.
  23. Radosław Żak, 20 lat. Zwycięzca międzynarodowej olimpiady matematycznej, prowadzi własne badania naukowe, publikuje w naukowych pismach. Pochodzi z Bolenia w województwie małopolskim.

 

Jednak to nie wszystko. Omenaa Mensah i Rafał Brzoska stworzyli dodatkowy Fundusz – Serce. Powstał z myślą o kandydatach, którzy nie spełniają wszystkich reguł konkursu, jednak chwycili założycieli fundacji za serce innymi cechami, umiejętnościami czy swoją historią. W tym roku Fundusz Serce obejmie  3 osoby:

  1. Julia Tondera, 19 lat. Studiuje biochemię molekularną i komórkową na Uniwersytecie Oksfordzkim. Prowadziła własny projekt badawczy w Zakładzie Biochemii Roślin Uniwersytetu Warszawskiego. Pochodzi z Warszawy.
  2. Aaron Mańczak17 lat. Pochodzi z małej miejscowości, rodzina jest w trudnej sytuacji materialnej. Matka wychowującej samotnie dwóch synó Aaron jest ambitny i konsekwentnie dąży do niezależności finansowej. Marzy o tym, aby zostać przedsiębiorcą i inwestorem. Interesuje się finansami, rynkiem krypto walut oraz technologią blockchain. W najbliższym czasie chciałaby uruchomić sklep eshippingowy. Pochodzi z Lipy w Wielkopolsce.
  3. Bright Abodu. Podopieczny Kids Haven School w Ghanie, szkoły dla dzieci ulicy założonej przez Omenaa Foundation. Bright chce studiować medycynę i zostać ginekologiem, aby pomagać kobietom, które nie mają dostępu do lekarza.

Social i Live Commerce w Polsce prężnie się rozwija. Większość wskaźników wzrosła w stosunku do 2021

Social commerce, czyli handel przy pomocy mediów społecznościowych, konsekwentnie zyskuje na znaczeniu. Regularnie korzysta z niego coraz więcej Polaków, a wartość zakupów rośnie. Sprzedający wyrażają zadowolenie ze swoich transakcji w tym kanale, choć nadal traktują je głównie jako dodatkowe źródło dochodu – wynika z drugiej edycji badania „THE POWER OF SOCIAL & LIVE COMMERCE”, przeprowadzonego przez Fundację Kobiety e-biznesu i partnerów.sposob dokonywania zakupow za pomoca social mediow-raport 2022 serwisy spolecznosciowe w ktorych dokonuje sie zakupy-raport 2022 penetracja social media w Polsce - raport 2022 live commerce-kupowane produkty-raport 2022 czestotliwosc zakupu social media _raport 2022

Social commerce rośnie w siłę, króluje Facebook

Liczba osób deklarujących robienie zakupów w SoMe oraz wykorzystujących je jako kanał sprzedaży konsekwentnie rośnie. Obecnie już 36% Polaków kupuje przez platformy społecznościowe, a 29% używa ich do sprzedaży. W ubiegłorocznej edycji badania te liczby wynosiły odpowiednio 27% i 18%.

Najpopularniejszym serwisem społecznościowym w social commerce pozostaje Facebook – 79% respondentów deklarujących zarówno kupno, jak i sprzedaż w social media używa właśnie tej platformy. Chętnie kupujemy i sprzedajemy również przez Instagram, YouTube, TikTok oraz platformy takie jak Vinted, Allegro, czy OLX, które respondenci spontanicznie zaliczają do serwisów społecznościowych i deklarują korzystanie z nich w celach handlowych.

Social mediów używamy również do kupowania po przekierowaniu do sklepów internetowych konkretnych marek. Najchętniej kupujemy odzież i obuwie (takie zakupy zadeklarowało 46% korzystających z social commerce), kosmetyki i perfumy (31%), książki, płyty i filmy (26%), artykuły dziecięce i zabawki (22%) oraz meble i produkty związane z wystrojem wnętrz (21%). Coraz częściej decydujemy się  również na zakup sprzętu RTV/AGD (21% ) – ta kategoria odnotowała największy wzrost w stosunku do poprzedniego roku (o 5%).

– Kanały społecznościowe mają ogromne znaczenie w prowadzeniu dzisiejszej sprzedaży. Trudno wyobrazić sobie nowoczesny biznes w Internecie, który nie wykorzystuje popularnych social mediów jako ważnych źródeł ruchu. Właściciele polskich sklepów internetowych mają coraz większe możliwości w kierowaniu potencjalnych klientów z kanałów społecznościowych na swoje strony. Działania organiczne, ale przede wszystkim dobrze robione kampanie reklamowe na Facebooku, Instagramie czy TikToku, wpływają pozytywnie i przyspieszają decyzje zakupowe klientów. – mówi Edyta Pudłowska, Head of Marketing w Shoper

Live commerce stabilnie, driverem pozostają ceny i ekspozycja produktu

Badanie Fundacji Kobiet e-biznesu wskazuje również na utrzymującą się pozycję live commerce.  Zakupów w czasie transmisji live (na żywo) dokonał już co czwarty Polak, a co dziesiąty robi to często. Najlepiej ocenianym driverem do tego typu zakupów pozostają atrakcyjne ceny (52%), możliwość lepszego obejrzenia produktu (51% vs. 27% w 2021) oraz możliwość kupna unikalnych produktów (42%).

Najczęstszą kategorią kupowaną podczas transmisji live pozostaje odzież oraz obuwie, jednak live commerce coraz częściej wykorzystywany jest do handlu także innymi kategoriami – największy przyrost w stosunku do 2021r. odnotowały artykuły dziecięce (+12%), rowery i akcesoria rowerowe (+19%) oraz sprzęt RTV/AGD (+12%).

Live commerce wciąż odbywa się przede wszystkim na Facebooku (85%), ale na znaczeniu zyskuje także Instagram (33%).

Młode kobiety z mniejszych miast – choć nie tylko

Kto kupuje w social media? Nadal w przewadze są kobiety, ale różnica w strukturze płci znacząco się zmniejszyła w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania. Aktualnie korzystanie z tego kanału zakupów zadeklarowało 38% pań oraz aż 34% panów (w 2021 r. było to odpowiednio 35% i 24%). W przypadku sprzedaży w social commerce nastąpił istotny wzrost zainteresowania zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn – odpowiednio 33% i 25% w tej edycji w stosunku do 24% i 16% w poprzednim roku.

Wraz ze wzrostem wieku spada odsetek osób korzystających z social commerce, jednak w porównaniu z poprzednim rokiem mamy do czynienia z postępującą aktywizacją osób starszych – aż 35% osób powyżej 50. roku życia ma doświadczenie z zakupami na social media. To aż 11% więcej niż w poprzednim badaniu.

W rolę sprzedawców wchodzą przede wszystkim osoby w wieku 25-34 lat (w tej grupie wiekowej takie działania zadeklarowało aż 40% badanych).

Zarówno wśród kupujących, jak i sprzedających większość nadal stanowią mieszkańcy małych miast i wsi, choć na uwagę zasługuje rosnące zaangażowanie mieszkańców miast średnich.

Kupujący: regularnie, głównie przez smartfona i wydając coraz więcej

Zakupy w social media nie są jednorazową przygodą. Najczęściej kupujemy od co najmniej 2-3 lat (43%), przynajmniej raz w miesiącu (50%), głównie przez smartfona (62%).  Na zakupy wydajemy średnio 101-500 zł miesięcznie, natomiast jednorazowy zakup to najczęściej wydatek rzędu 51-200 zł. Warto zauważyć, że odsetek osób wydających jednorazowo ponad 200 zł wzrósł ponad dwukrotnie!

Social commerce doceniamy przede wszystkim za prostotę, szybkość i wygodę (50%) oraz trafność oferowanych produktów (40% twierdzi, że robi w tym kanale zakupy, bo wyświetlają się interesujące produkty/usługi, a 38% – bo ma łatwy dostęp do produktów/usług dobrze dopasowanych do zainteresowań i potrzeb).

Najczęstszym powodem, dla którego decydujemy się na zakup w social media wciąż jest atrakcyjność cenowa (59%), możliwość uzyskania zniżek i rabatów (38%), a także  możliwość odpowiedniej prezentacji produktu/usługi (32%).

W tym roku jako główną barierę w zakupach w social media wskazywano strach przed oszustwem (36%  badanych, +5% vs. 2021), potencjalne problemy z reklamacją (27%) oraz jakością/oryginalnością zakupionych produktów (24%).

Najczęstszą formą dokonywania zakupu za pomocą social media pozostaje bezpośredni kontakt ze sprzedającym (47%), korzystanie z tworzonych w serwisach społecznościowych sklepów (43%) oraz zakupy po przekierowaniu do innej platformy, np. Allegro czy OLX (40%).

Płacimy najchętniej za pomocą BLIK (48%), PayPal (34%) oraz gotówką (31%). Co ciekawe, odsetek osób, które zadeklarowały tę ostatnią formę płatności wzrósł aż o 17 punktów procentowych w stosunku do roku 2021.

Zdecydowana większość kupujących jest zadowolona z dotychczasowych transakcji (84%). Najbardziej pożądane usprawnienia procesu zakupowego dotyczą:  obniżenia kosztów przesyłki (46%), ochrony kupujących (33%) oraz przejrzystych zasad zwrotu/reklamacji  (33%).

Otwartość internautów na nowe formy e-handlu przynosi obustronne korzyści. Dla klienta jest to możliwość zakupu w dowolnej chwili bez konieczności przechodzenia do sklepu. Dla sprzedawcy to otwarcie dużego kanału sprzedaży w e-commerce. W ślad za zainteresowaniem konsumentów zakupami w mediach społecznościowych, rozwija się również rynek płatności, który coraz śmielej wchodzi w segment tzw. social payments, czyli płatności społecznościowych. W Polsce jesteśmy pierwszym operatorem, który opracował i wdrożył  wraz z KODA Bots rozwiązanie chatbotowe, umożliwiające dokonywanie bezpiecznych płatności BLIKIEM w komunikatorach społecznościowych – podkreśla Paweł Działak, CEO & co-founder Tpay, operatora płatności online.

Sprzedający: do 10 transakcji miesięcznie, promując poprzez reposty i polecenia

Sprzedajemy za pomocą social media, bo to tanie i łatwe i coraz bardziej popularne – a na dodatek daje możliwość lepszego dotarcia do klientów.

Najchętniej sprzedajemy wstawiając zdjęcia produktów/usług z opisem (51%) lub post informacyjny (40%). Najbardziej popularnymi sposobami dotarcia do szerszego grona odbiorców wciąż są posty promowane (34%) oraz marketing szeptany (35%), czyli system rekomendacji i poleceń od znajomych.

Sprzedajemy w większości od co najmniej roku (69%) i podobnie jak w 2021 – najczęściej realizujemy mniej niż 10 transakcji w ciągu miesiąca (71%).

Przychód ze sprzedaży za pomocą social media traktowany jest raczej jako dodatkowe źródło dochodu, niż sposób na regularne zarobki – najczęstsze średnie, miesięczne przychody ze sprzedaży za pomocą social media wynoszą nie więcej niż 1000 zł (62%).

Podobnie jak w ubiegłorocznym badaniu, kluczowym wyzwaniem dla sprzedających jest silna konkurencja (50%) , a w związku z tym efektywne wypromowanie sklepu (30%) – tak, aby dotarł do szerokiego grona odbiorców (32%).

Mimo to co trzeci badany wyraża zadowolenie ze swojej sprzedaży w serwisach społecznościowych.

Parterami tegorocznego raportu są Izba Gospodarki Elektronicznej, Visa, Tpay, Shoper, Sky-shop.pl, Atena Research, Progressivo.

RAPORT „THE POWER OF SOCIAL&LIVE COMMERCE. EDYCJA WRZESIEŃ 2022 DO POBRANIA :

https://www.kobietyebiznesu.pl/raport-the-power-of-social-i-live-commerce/

O czym myśleć, szukając idealnego biura w Warszawie?

Dla wielu przedsiębiorców otwarcie biura w Warszawie to jeden z kroków milowych w rozwoju biznesu. Jednak znalezienie biura na wynajem nie zawsze jest proste i jeśli pominie się niektóre kryteria wyboru, może się okazać, że to pyrrusowe zwycięstwo.

Dostępność pracowników

Zwykle zaczyna się przegląd parametrów od lokalizacji, ale pod kątem jej prestiżu czy własnej wygody. Tymczasem najważniejszy dla rozwoju firmy jest dostęp kadr i to należy wziąć pod uwagę, szukając biura do wynajęcia. A to dość skomplikowana sprawa, bo do biura można dotrzeć metrem, autobusem, tramwajem, samochodem, pieszo, rowerem czy hulajnogą i każda z tych opcji będzie preferowana w innych rejonach miasta. Warto więc zastanowić się, na jaki wariant postawić i dopasować do tego lokalizację biura. Ostatecznie – jeśli dotarcie do pracy będzie bardzo uciążliwe, trudno będzie znaleźć profesjonalistów, którzy się zatrudnią w biurze.

Dostępność usług pomocniczych

Jeśli chodzi o utrzymanie biura, to z tym nie ma problemu, bo praktycznie w każdej lokalizacji można zdecydować się na biura serwisowane. To, na co się coraz częściej zwraca uwagę, to dostępność usług komplementarnych, czyli czy to jakichś sklepów, czy dobrego bistro w okolicy, czy jakichś punktów usługowych, które mogą mieć strategiczne znaczenie. Tutaj wymagania firm mogą być bardzo różne, natomiast warto pamiętać o tym, że nawet najbardziej prestiżowy budynek będzie fatalnym miejscem na biuro dla firmy, jeśli zostanie osadzony pośrodku pustki usługowo-handlowej, dlatego tak wiele mówi się o zintegrowanym rozwoju tkanki miejskiej.

Stabilność cenowa

To może nie jest zaskoczenie, tylko kryterium, któremu zwyczajnie nikt nie poświęca uwagi, choć wydaje się oczywiste, że by należało. Bo kwestia ceny najmu to jedno, a to, jak ta cena będzie mogła się zmieniać w przyszłości, to już coś zupełnie innego, a dziś to ma znaczenie jeszcze większe niż kiedykolwiek wcześniej. W umowach często opisane są warunki podwyżek i sposób ich obliczania – to daje firmom tak pomocną stabilność i przewidywalność. Ostatecznie nie chodzi o to, żeby wynająć tanie biuro w Warszawie, tylko żeby mieć miejsce, w którym firma mogłaby się rozwijać bez zaskoczeń w postaci częstych zmian cen i innych warunków działania.

Nie na wszystko przy wyborze biura ma się wpływ, ale są takie czynniki, które należy pamiętać i weryfikować. Przeniesienie uwagi z ceny i prestiżu na wygodę, ergonomię i stabilność może być dla wielu firm początkiem dynamicznego rozwoju nawet w trudnych warunkach.

Usługi finansowe świadczone na podstawie umowy o subpartycypację są zwolnione z VAT

Zdaniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, przekazanie na rzecz inicjatora finansowania w ramach umowy o subpartycypację wchodzi w zakres pojęcia udzielenia kredytu w rozumieniu dyrektywy VAT.

Planując zawarcie umów o subpartycypację z bankami lub funduszami inwestycyjnymi, O. Fundusz Inwestycyjny Zamknięty reprezentowany przez O (zwany dalej „funduszem inwestycyjnym O”) zwrócił się do polskiego ministra finansów z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej w celu ustalenia, czy usługi, które miał świadczyć w charakterze subpartycypanta, mogą korzystać ze zwolnienia z VAT.

W ramach spornej umowy subpartycypant i inicjator zobowiązują się wzajemnie – pierwszy – do przekazania inicjatorowi finansowania, a drugi – do przekazania subpartycypantowi wpływów z określonych w tej umowie wierzytelności, zachowując jednocześnie te wierzytelności w swoich aktywach. Inicjator korzysta z usługi w zamian za wynagrodzenie odpowiadające różnicy między przewidywaną wartością wpływów z wierzytelności a kwotą finansowania przekazanego przez subpartycypanta.

Nie podzielając stanowiska ministra finansów, zgodnie z którym transakcje subpartycypanta powinny być opodatkowane według stawki podstawowej 23%, fundusz inwestycyjny O wniósł skargę na powyższą interpretację indywidualną. W ramach tego sporu Naczelny Sąd Administracyjny dąży do ustalenia, czy art. 135 ust. 1 lit. b) dyrektywy VAT1 należy interpretować w ten sposób, że zwolnienie, które przepis ten przewiduje dla transakcji dotyczących udzielania kredytów, pośrednictwa kredytowego lub zarządzania kredytami, ma zastosowanie do opisanej w postępowaniu głównym umowy o subpartycypację.

W dzisiejszym wyroku Trybunał udzielił na to pytanie odpowiedzi twierdzącej.

W pierwszej kolejności Trybunał potwierdził, że usługi świadczone przez subpartycypanta wchodzą w zakres stosowania dyrektywy VAT, ponieważ są świadczone odpłatnie. W tym względzie Trybunał podkreślił, że przesłanka ta jest spełniona, gdy pomiędzy usługodawcą a usługobiorcą istnieje stosunek prawny, w ramach którego następuje wymiana świadczeń wzajemnych, a wynagrodzenie otrzymywane przez usługodawcę stanowi rzeczywiste odzwierciedlenie wartości usługi świadczonej usługobiorcy. Forma wynagrodzenia wypłacanego subpartycypantowi nie ma wpływu na to, czy jego świadczenie ma charakter odpłatny, czy też nie.

W drugiej kolejności Trybunał zbadał, czy świadczenia subpartycypanta wchodzą w zakres pojęcia „udzielenia kredytu” w rozumieniu art. 135 ust. 1 lit. b) dyrektywy VAT, będącego jedynym przewidzianym w nim zwolnieniem mającym zastosowanie w postępowaniu głównym.

Opierając się na wcześniejszym orzecznictwie, zgodnie z którym „udzielenie kredytu” polega między innymi na udostępnieniu, nie tylko przez instytucje bankowe i finansowe, kapitału za wynagrodzeniem, które niekoniecznie musi być zapewnione poprzez zapłatę odsetek, Trybunał potwierdził, że usługa świadczona przez subpartycypanta na rzecz inicjatora na podstawie zawartej między nimi umowy składa się z jednego świadczenia, które zasadniczo polega na wypłacie kapitału w zamian za wynagrodzenie.

Ponadto Trybunał zauważył, że subpartycypant ponosi ryzyko kredytowe nieodłącznie związane z każdą transakcją kredytu; przy czym według Trybunału nie ma znaczenia okoliczność, że ryzyko to wynika z niewywiązania się przez dłużników ze spłaty wierzytelności, z których wpływy są mu przekazywane, lub z niewypłacalności jego bezpośredniego kontrahenta. Co więcej, Trybunał uznał w szczególności, że ani brak zabezpieczenia udzielonego na rzecz subpartycypanta, ani okoliczność, że subpartycypant nie ma regresu wobec inicjatora w przypadku niewykonania zobowiązań przez dłużników wierzytelności, z których wpływy są mu przekazywane, ani fakt, że wierzytelności pozostają w aktywach inicjatora, nie wpływa na zasadniczy charakter transakcji subpartycypacyjnej, a w konsekwencji, na zakwalifikowanie spornej umowy jako transakcji subpartycypacyjnej.

Obroty i odwiedzalność centrów handlowych w lipcu 2022 roku

  • Obroty centrów handlowych w lipcu 2022 r. były o 15,7% wyższe niż w lipcu 2019 r.
  • W podziale na kategorie istotne dla branży obroty rosły odpowiednio: usługi o 53,6%, gastronomia o 35,7%, wyposażenie domu z RTV i AGD o 23,2%, a odzież o 8,2%.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów. W największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) wzrost wyniósł 22,6%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 8,7%, średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 11,7%, a najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 7,6%.
  • Odwiedzalność centrów handlowych w sierpniu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 3,1% niższa niż w sierpniu 2019 r.

W lipcu obroty centrów handlowych, piąty miesiąc z rzędu, były wyższe niż przed pandemią. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że obroty branży wzrosły o blisko 16% w porównaniu do lipca 2019 r. Z kolei odwiedzalność w sierpniu była o 3% niższa niż w analogicznym miesiącu 2019 r. – informuje Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Dobre wyniki obrotowe potwierdzają także najemcy. W ubiegłym tygodniu jedna z sieci aptek, która 90% swoich placówek ma w centrach handlowych, poinformowała o historycznie rekordowych wynikach sprzedaży w 2022 r. Pozytywne są też najnowsze badania CBRE mówiące, że 57% sieci handlowych zamierza w tym roku powiększyć liczbę swoich sklepów stacjonarnych. Liczymy, że wysokie obroty utrzymają się w nadchodzących miesiącach, które są kluczowe dla handlu. Jesteśmy jednak świadomi niesprzyjających czynników zewnętrznych, takich jak spowolnienie gospodarcze, wciąż rosnąca inflacja i dynamicznie podnoszące się koszty energii. Niewątpliwie będą one wpływać na postawy konsumentów, na co może wskazywać, odnotowany w sierpniu spadek liczby odwiedzających – dodaje Krzysztof Poznański.

Największy wpływ na czerwcowe obroty w centrach handlowych miały usługi, zakupy spożywcze oraz gastronomia. Za bardzo dynamiczny, ponad 100%, wzrost w segmencie usług odpowiadają głównie biura podróży, duże wzrosty notują też kantory. To efekt tzw. odłożonej konsumpcji. Polacy po 2 latach bardzo energicznie nadrabiają pandemiczne ograniczenia w podróżowaniu. Zwiększone zakupy spożywcze to trend, który utrzymuje się już 4 miesiąc. Z kolei stabilny wzrost obrotów w gastronomii,  o ponad 30%, który utrzymuje się od 3 miesięcy pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wrócili do przyzwyczajeń sprzed pandemii i spędzania wolnego czasu w galeriach. Potwierdza to tezę, że aspekt społeczny centrów handlowych znów jest ważny dla klientów. W branży odzieżowej działającej w centrach handlowych obroty w czerwcu wzrosły o 0,7%.