Średni roczny wzrost cen nieruchomości w 150 miastach wynosi 11,5 % i jest najwyższy od III kwartału 2004 r.

Po opublikowanym w zeszłym tygodniu indeksie śledzącym ceny w 56 krajach i regionach na poziomie ogólnokrajowym – Global House Price Index, firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global Residential Cities Index, czyli indeks śledzący ceny nieruchomości w 150 miastach na świecie. Indeks pokazuje procentową zmianę cen w ujęciu na koniec I kwartału 2022 roku w stosunku do końca I kwartału 2021 roku.

Najważniejsze wnioski:

  • Stambuł notuje najwyższy wzrost cen w ujęciu r/r, o 122%.
  • Warszawa znajduje się na 54 miejscu w zestawieniu ze wzrostem cen na poziomie 11,8%.
  • Średni roczny wzrost cen w 150 miastach wynosi 11,5% i jest najwyższy od III kwartału 2004 roku.
  • 43% badanych miast zanotowało dwucyfrowy wzrost cen nieruchomości mieszkaniowych.
  • 9 miast zanotowało spadek cen – Zhengzhou, Chiny (-0,7%); Turyn, Włochy (-1%); Kuala Lumpur, Malezja (-1,3%); Palermo, Włochy (-1,4%); Florencja, Włochy (-1,6%); Lima, Peru (-3%); Wenecja, Włochy (-3%); Genua, Włochy (-3,4%); Rabat, Maroko (-6,3%).
  • Ceny domów w 150 badanych miastach przewyższają wzrost cen na rynkach krajowych, które odnotowały wzrost cen o 10,3% w tym samym okresie.
  • Rosnąca inflacja i rosnący koszt zadłużenia wraz z podnoszonymi stopami procentowymi połączone w regulacjami w nabywaniu nieruchomości przez obcokrajowców (np. w Kanadzie) przyczynią się do ograniczenia dynamiki wzrostu cen nieruchomości mieszkaniowych, ale nie oczekujemy znaczących spadków cen.

Obawy inflacyjne uderzają w rynki, wzmacniają dolara

Dolar odzyskał status safe haven pierwszego wyboru wśród inwestorów i umocnił się względem innych głównych walut, podczas gdy giełdy notowały spadki. Zeszły tydzień był trudny dla aktywów ryzykownych na całym świecie. Dane o inflacji są coraz gorsze i banki centralne podnoszą coraz głośniejszy alarm, mówiąc o konieczności jej obniżenia. W tym tygodniu uwaga skupi się na posiedzeniu Fedu, o stopach zadecydują też Brytyjczycy i Szwajcarzy.

Rynkowe stopy procentowe na całym świecie mocno wzrosły. Co ciekawe, tym razem europejskie podniosły się silniej niż amerykańskie, co było odpowiedzią na zdecydowanie jastrzębi Europejski Bank Centralny. Najmocniej wzrosły rentowności obligacji w peryferyjnych krajach Europy, co ma nieco złowieszczy wydźwięk, szczególnie w kontekście obciążenia długiem i potrzeb gospodarek.

Zebranie Rezerwy Federalnej, którego wynik poznamy w środę, będzie ważnym wydarzeniem dla rynków walutowych. Po piątkowym nieprzyjemnym odczycie inflacji w USA rynki wyceniają z 25% prawdopodobieństwem podwyżkę o 75 pb. Posiedzeniu Banku Anglii (16.06) również będzie towarzyszyć napięcie – rynki są równo podzielone między podwyżką o 25 lub 50 pb. Wcześniej tego samego dnia decyzję podejmie też Szwajcarski Bank Narodowy, ten jednak z dużym prawdopodobieństwem stóp w czerwcu nie zmieni.

Banki centralne na całym świecie szykują się do walki z inflacją, a tempo wzrostu stóp w różnych regionach będzie głównym motorem ruchów walut w krótkim i średnim terminie.

PLN

Ubiegły tydzień nie był zbyt łaskawy dla polskiego złotego. Druga część tygodnia przyniosła umiarkowane osłabienie waluty, które trwa również w poniedziałek. Złotemu nie sprzyjały ani czynniki zewnętrzne, ani krajowe. W kontekście tych pierwszych szczególnie negatywna była piątkowa publikacja odczytu inflacji w USA, która wstrząsnęła rynkowym sentymentem. Wśród czynników krajowych wyróżnia się z kolei zwrot w retoryce Rady Polityki Pieniężnej. Ton decydentów w zakresie sytuacji gospodarczej stał się mniej pozytywny. Prawdopodobnie zobaczymy jeszcze kilka podwyżek stóp, ale komunikacja banku sugeruje, że koniec podwyżek kosztu pieniądza nie jest bardzo odległą perspektywą. W ubiegłym tygodniu zgodnie z oczekiwaniami RPP podniosła stopy procentowe o 75 pb., w konsekwencji czego stopa referencyjna NBP wzrosła do 6%.

Przed nami w tym tygodniu rewizja majowego odczytu inflacji CPI (15.06) i wyliczenia inflacji bazowej (17.06), jednak raczej mało prawdopodobne, że dane istotnie wpłyną na rynek. Uwagę w tym tygodniu będziemy poświęcać głównie sytuacji zewnętrznej.

EUR

Zebranie EBC w zeszłym tygodniu pokazało, że jastrzębi zwrot banku nabiera tempa. Ogłosił on zakończenie skupu obligacji 1.07 i, co ważniejsze, wstępnie zobowiązał się do podwyżki stóp o 25 pb. w lipcu i 50 pb. we wrześniu. Tego typu zobowiązanie jest czymś nietypowym dla banku. Poza wysoką inflacją zmartwieniem decydentów są obecnie również spready w krajach peryferyjnych, które istotnie rozszerzyły się w zeszłym tygodniu. Mimo wszystko rentowności na peryferiach w kontekście historycznym są wciąż dość niskie i bank zasygnalizował, że przynajmniej na razie jego priorytetem jest walka z inflacją.

W tym tygodniu nie poznamy ważnych odczytów ze strefy euro, więc uwaga skupi się na USA i czerwcowym zebraniu Fedu.

USD

Piątkowe dane o inflacji były jednoznacznie złą wiadomością dla Rezerwy Federalnej. Główna miara osiągnęła najwyższą od czterech dekad wartość 8,6%, co zaprzeczyło oczekiwaniom, że inflacja osiągnęła szczyt kilka miesięcy temu. Miara bazowa również była wyższa od oczekiwań, a presja cenowa rośnie i jest szeroka. Szczególnie niepokoi wzrost cen związanych z mieszkaniem, co zwykle jest jednym z najtrwalszych komponentów wskaźnika. Natychmiastową reakcją rynku były, co być może zrozumiałe, wyprzedaż wszystkiego i kupno dolarów amerykańskich.

Teraz w gestii Fedu leży potwierdzenie bardzo wysokich oczekiwań rynkowych. Nawet podwyżka o 50 pb. i jastrzębia konferencja prasowa mogą nie wystarczyć, by podtrzymać aprecjację dolara.

CHF

Mimo że sentyment wobec aktywów ryzykownych nie był w zeszłym tygodniu szczególnie dobry, frank doświadczył wyprzedaży względem wspólnej waluty i był jedną z najgorzej radzących sobie walut G10. Uważamy, że słabość ta wynika głównie z rosnących oczekiwań agresywnego zacieśniania polityki monetarnej przez EBC i gwałtownego wzrostu rentowności po obu stronach Atlantyku.

W tym tygodniu oczy wszystkich będą zwrócone na Szwajcarski Bank Narodowy. Wynik jego posiedzenia poznamy w czwartek (16.06). Zdecydowana większość ekonomistów, w tym my, nie przewiduje natychmiastowej podwyżki stóp procentowych, lecz pojawiły się już pewne zmiany tonu decydentów i w ich podejściu do interwencji (co wnioskujemy na podstawie ostatnich zmian w depozytach na żądanie). Technicznie rzecz biorąc, może to poprzedzać zmianę polityki, uważamy jednak, że podnoszenie stóp w tym momencie, jeszcze przed EBC i gdy jest to wysoce niespodziewane, nie zostałoby uznane przez bank za odpowiedni sposób działania. Szczególnie że z ostatnich komunikatów decydentów wynika, że uważają oni wzrost cen za tymczasowy.

Rzeczywiście kluczowym pytaniem jest obecnie to, jak trwała będzie presja cenowa. W tym kontekście skupimy się zarówno na języku banku centralnego, jak i na warunkowej prognozie inflacji. Jeśli ta istotnie się zmieni i będzie wskazywać, że inflacja powyżej 2% utrzyma się o wiele dłużej, niż przewidywano wcześniej, bank może chcieć zareagować w pewnym zakresie w drugiej połowie roku.

CNY

Wzrost kursu USD/CNY, który obserwowaliśmy w zeszłym tygodniu, dzisiaj przyspieszył. Jak pokazuje zeszłotygodniowy wzrost ważonego handlem wskaźnika RMB CFETS, dużą część tego można przypisać sile dolara, jednocześnie jednak wieści z Chin stały się w ostatnim czasie negatywne. Po wzroście zachorowań w dwóch kluczowych miastach władze częściowo przywróciły restrykcje w Szanghaju i opóźniły złagodzenie niektórych w Pekinie, pokazując tym samym, że utrzymują politykę zero-COVID mimo jej wpływu na gospodarkę. W tym tygodniu powinniśmy zobaczyć jak w soczewce konsekwencje przyjętego kursu, ponieważ w środę (15.06) zostaną opublikowane kluczowe twarde dane za maj.

Jako że sytuacja pandemiczna pozostaje w krótkim terminie największym ryzykiem dla perspektyw juana, w nadchodzących dniach skupimy się przede wszystkim na rozwoju wydarzeń z nią związanych. W kontekście odpowiedzi Chin na sytuację przyjrzymy się również środowej decyzji dotyczącej stopy 1-rocznych kredytów MLF (Medium-Term Lending Facility). Zmiana w tym tygodniu byłaby zaskoczeniem, lecz wzrost liczby zachorowań i stabilizacja inflacji ponownie rodzą pytanie o możliwe dalsze łagodzenie polityki monetarnej w Chinach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

„Rafał Brzoska Foundation” szuka talentów

Rafał Brzoska, przedsiębiorca i filantrop, zainaugurował działalność swojej fundacji – „Rafał Brzoska Foundation”, która ma wspierać młodych, zdolnych ludzi w ich drodze do sukcesu i rozwijaniu talentów. Organizacja powstała z myślą o dzieciach i młodzieży, które mają mniejsze możliwości edukacyjne ze względu na pochodzenie, sytuację ekonomiczną lub społeczną. W ramach fundacji działać będą programy edukacyjne, w tym Fundusz Stypendialny, do którego można się już zgłaszać.

Rafał Brzoska jest przekonany, że na biznesie spoczywa dzisiaj wielka odpowiedzialność za nasze otoczenie – za przyszłość kapitału społecznego, środowiska naturalnego, kolejnych pokoleń, kraju. Kluczowym motywem filantropii jest dla twórcy InPostu wspieranie rozwoju i edukacji tych, którzy dzięki wyjątkowym zdolnościom, zaangażowaniu i determinacji mogą zmieniać świat, a nie zawsze mają wystarczające warunki, by doskonalić swój potencjał.

Rafał Brzoska
Rafał Brzoska

Moje dotychczasowe osiągnięcia biznesowe są powodem wielkiej radości i osobistej satysfakcji. Pamiętam jednak drogę do miejsca, w którym jestem teraz. Urodziłem się i wychowałam na śląskiej wsi, chodziłem tam do szkoły, ale bez możliwości zajęć dodatkowych, nauki języków obcych, jak i bez finansowego wsparcia rodziny. Nigdy jednak nie brakowało mi ambicji ani determinacji, które pomogły w realizacji marzeń – mówi Rafał Brzoska, Prezes Zarządu „Rafał Brzoska Foundation” – Fundacja ma sprawić, by osoby, które mierzą się z podobnymi doświadczeniami jak moje z dzieciństwa, miały lepszy start. Chcemy wspierać zdolne, pracowite dzieciaki z głodem sukcesu i zapewnić im wymarzony rozwój. Jeżeli jej czy jego pragnieniem jest kształcenie się na najlepszych uczelniach świata jak University of Oxford czy Yale University, ciężko pracuje, by się tam dostać, naszym zadaniemi jest zapewnienie im wsparcia  finansowego i edukacyjnego, aby szanse na studiowanie tam były osiągalne. 

Kołem zamachowym działań Rafał Brzoska Foundation są programy stypendialne z różnych dziedzin jak nauki ścisłe, humanistyczne, sztuka czy przedsiębiorczość. Programy mają pomóc w zdobywaniu nowych kompetencji, rozbudzenia kreatywnego myślenia i budowaniu pewności siebie, która pozwolą odważnie iść naprzód i sięgać po marzenia. Ta pomoc obejmuje wszechstronne i indywidualne wsparcie rozwojowe, naukowe, społeczne oraz finansowe dostosowane do potrzeb i możliwości podopiecznych. Stypendystów pod opiekę wezmą nasi mentorzy i przedstawiciele Rady Nadzorczej, ludzie z ogromnym doświadczeniem, wizją i praktyką zawodową, którzy odnieśli sukces w różnych obszarach.

Stypendium mogą uzyskać laureaci konkursu, do którego już można aplikować. Rekrutacja potrwa do końca czerwca 2022 roku. Każda zgłoszona osoba będzie oceniana według tych samych kryteriów: zdolności i talentu, wizji i pomysłu na siebie, pozytywnego wpływu na otoczenie, sytuacji ekonomicznej lub rodzinnej, wieku – 13-25 lat.

Jestem głęboko przekonany, że pomaganie jest kluczowym elementem człowieczeństwa. Wierzę, że odpowiednie wsparcie dla świadomych, utalentowanych i posiadających aspiracje młodych ludzi może sprawić, że będą mogli się realizować w pełni i zmieniać świat na lepsze. – dodaje Brzoska – We wszystkich projektach, w które się angażuję, zawsze wspiera mnie Omenaa Mensah jako Wiceprezeska Zarządu – moja wielka Inspiracja, Przyjaciel, Żona. Dlatego nie wyobrażam sobie prowadzenia Fundacji bez niej u mojego boku.

Wśród członków Rady Nadzorczej Rafał Brzoska Foundation są:

  1. Aleksandra Przegalińska – polska filozofka, futurolożka, doktorka nauk humanistycznych i doktorka habilitowana nauk społecznych, publicystka. Profesorka Akademii Leona Koźmińskiego, od 2020 roku prorektorka ds. współpracy z zagranicą. Interesuje się rozwojem sztucznej inteligencji, współpracuje z Uniwersytetem Harvarda.
  2. dr hab. Jerzy Hausner – przewodniczący Rady Programowej Open Eyes Economy Summit oraz Rady Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej, Profesor, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, korespondent Polskiej Akademii Umiejętności, laureat nagród: Kisiela, Władysława Grabskiego i Edwarda Lipińskiego, doktor honoris causa Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
  3. Karol Wójcicki – popularyzator astronomii, dziennikarz naukowy, podróżnik i fotograf. Twórca największego w Polsce astronomicznego bloga, portalu i fanpage’a „Z głową w gwiazdach”.
  4. Karol Palczak – malarz. Urodził się w 1987 roku w Przemyślu. Absolwent Wydziału Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po ukończeniu studiów wrócił do rodzinnej miejscowości – Krzywczy na Podkarpaciu, gdzie tworzy i mieszka.
  5. Dariusz Żuk – współtwórca ekosystemu startupów i przedsiębiorczości w Polsce. Zakładał między innymi Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości (AIP), które wykreowały ponad 16000 startupów, Fundusz AIP Seed, który na najwcześniejszym etapie rozwoju zainwestował w ponad 120 startupów czy sieć Business Link – lidera coworkingowego w tej części Europy.
  6. Mariusz Dziubek – dyrektor i dyrygent Narodowej Orkiestry Dętej. Aranżer, kompozytor, producent muzyczny. Absolwent Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie, Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Gdańsku oraz Bydgoszczy. Doktor sztuk muzycznych.

W gronie Rady Mentorskiej Rafał Brzoska Foundation znaleźli się:

  1. Olga Brzezińska – Prezeska Fundacji Miasto Literatury, Dyrektorka Programowa Leadership Academy for Poland, wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i Akademii Teatralnej w Warszawie. Menadżerka kultury, pomysłodawczyni, współtwórczyni i organizatorka wydarzeń artystycznych, publicystka.
  2. Jowita Michalska – Prezeska Digital University, organizacji zajmującej się rozwojem kompetencji przyszłości i współpracującej z czołowymi amerykańskimi uczelniami, takimi jak MIT, Harvard Business School czy Stanford. Jest też polską ambasadorką Singularity University, najważniejszego edukacyjnego think-tanku z Doliny Krzemowej.
  3. Maciej Kawecki – doktor, dziennikarz, popularyzator wiedzy technologicznej, Ambasador Cyfrowej UE, prezes Instytutu Lema, prorektor ds. innowacji Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.
  4. Tomasz Rożek – dziennikarz naukowy i fizyk, doktor nauk fizycznych, popularyzator nauki. Założyciel Fundacji „Nauka, to lubię”.
  5. Piotr Psyllos – elektronik, programista, innowator i przedsiębiorca.  W ramach działalności naukowo-wynalazczo-biznesowej zajmuje się wykorzystaniem nowoczesnych technologii, w tym m.in. zastosowaniami sztucznej inteligencji, robotami, wirtualnymi asystentami, human–computer interaction i ochroną zdrowia.
  6. Przemek Staroń – psycholog, wykładowca, edukator, autor książek, Nauczyciel Roku 2018, Członek Kolegium Ekspertów Instytutu Strategie 2050.
  7. Natalia Hatalska – CEO, założycielka, Head of Foresight Infuture – instytutu badań nad przyszłością. Financial Times umieścił ją na liście New Europe 100 – listy 100 osób z Europy Środkowo-Wschodniej, które zmieniają społeczeństwo, politykę i biznes, prezentując nowe podejście do dominujących problemów.
  8. Marek Metrycki – wieloletni Partner Zarządzający Deloitte w Polsce oraz członek ExCo Deloitte Central Europe. Aktywnie angażuje się w inicjatywy społeczne i non profit oraz działa na rzecz zmian w systemie edukacji i jego unowocześnienia.
  9. Iwona Chmura-Rutkowska – pedagożka i socjolożka. Pracuje na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka badań i książek na temat edukacyjnych i społecznych mechanizmów oraz konsekwencji stereotypów, nierówności społecznych oraz przemocy motywowanej uprzedzeniami. Członkini Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego. Współzałożycielka Interdyscyplinarnego Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM.
  10. Magdalena Jabłońska – Prezeska Zarządu Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej. Jest ekspertką w zakresie metod i strategii otwartych innowacji. Pełni rolę sędziego i mentorki w wydarzeniach startupowych i programach akceleracyjnych. Jej misją jest zapewnienie podstaw do rozwoju innowacji, innowacyjnej kultury i przedsiębiorczego sposobu myślenia oraz budowanie pomostów między Startupami a korporacjami, z korzyścią dla obu stron.
  11. Maciej Kawulski – polski przedsiębiorca i reżyser filmowy. Współzałożyciel polskiej federacji Sztuk Walki, organizacji promującej walki MMA.

KUKE przywraca ubezpieczenie eksportu do Ukrainy

Od 13 czerwca polskie firmy ponownie mogą ubezpieczać w KUKE w ramach Polisy bez Granic sprzedaż na rynek ukraiński dóbr i usług, które nie są objęte moratorium płatniczym.

Polska zrobiła znaczący krok służący ożywieniu wymiany handlowej z Ukrainą w tym bardzo trudnym dla wschodniego sąsiada okresie. KUKE przy wsparciu rządu i w ślad za pozytywną decyzją Komitetu Polityki Ubezpieczeń Eksportowych wznowiła od 13 czerwca możliwość ubezpieczania należności w kontraktach eksportowych z kontrahentami ukraińskimi. To odpowiedź na apele polskiego biznesu, a jednocześnie gest solidarności i wsparcie dla gospodarki Ukrainy zaatakowanej przez Rosję. Tym samym zrealizowany został jeden z postulatów podpisanego 1 czerwca br. w Kijowie memorandum między rządami Polski i Ukrainy.

Ubezpieczenia będą mogły objąć towary lub usługi wyłączone z moratorium płatniczego wprowadzonego 24 lutego przez bank centralny Ukrainy (NBU). Ich lista publikowana jest na stronie internetowej ukraińskiego parlamentu (https://zakon.rada.gov.ua/laws/show/153-2022-%D0%BF?find=1&text=3105#n9).

– Cieszymy się, że ponownie oferujemy polskim eksporterom ubezpieczenia transakcji z kontrahentami ukraińskimi. Obecnie przywracamy możliwość udzielenia ochrony dla towarów lub usług wyłączonych z wprowadzonego na początku wojny moratorium płatniczego, które generalnie uniemożliwia ukraińskim podmiotom dokonywanie zagranicznych płatności walutowych. Lista nieobjętych moratorium pozycji jest szeroka i obejmuje przede wszystkim towary pierwszej potrzeby dla ludności, czyli m.in. żywność, leki, paliwa oraz import krytyczny dla funkcjonowania gospodarki kraju, czyli m.in. dla sektora energetycznego i sektora bezpieczeństwa – mówi prezes KUKE Janusz Władyczak.

Ubezpieczenia są dostępne zarówno dla firm, które już ubezpieczały należności w KUKE, jak i tych, które nigdy nie korzystały z oferty spółki. Będą one realizowane w oparciu o standardowe Ogólne warunki ubezpieczenia Polisa bez Granic. Możliwości i zalety tego ubezpieczenia KUKE zaprezentuje w środę podczas webinaru dla przedsiębiorców.

Polski eksporter, który chce zrealizować dostawę do ukraińskiego kontrahenta, powinien z nim uzgodnić, czy zamawiany towar znajduje się na liście wyłączeń umożliwiających dokonanie płatności. Również KUKE, na etapie weryfikacji kontraktu, który ma zostać objęty ochroną, będzie kontaktowała się z ukraińskim kontrahentem i potwierdzała, czy ten prowadzi działalność i czy zamówione produkty są wyłączone z moratorium płatniczego.

Do końca roku KUKE będzie mogła udzielić limitów kredytowych o wartości 500 mln zł.

Porównując tę kwotę z wykorzystaniem przez eksporterów limitów w ubiegłym roku i biorąc pod uwagę obecne obroty handlowe, które są prawie o połowę niższe niż przed wybuchem wojny, wydaje się, że w najbliższym czasie potrzeby polskich przedsiębiorców będą zaspokojone. Mamy też nadzieję, że nasi eksporterzy, analizując obecną sytuację i niepewne otoczenie rynkowe, dostrzegą zalety rozwiązań oferowanych przez KUKE, chroniących między innymi od ryzyka politycznego, czyli m.in. wprowadzenia memorandum płatniczego, czy też ryzyka siły wyższej, a więc np. wojny. W odpowiedzi na utrudnienia w handlu ze wschodnimi sąsiadami obniżyliśmy o 35 proc. stawki w Polisie bez Granic, która chroni eksport do 160 krajów. To może zachęcić polskie firmy do otwarcia się na inne kierunki i poszukiwanie nowych rynków zbytu – wskazuje Janusz Władyczak.

W 2021 r. KUKE ubezpieczyła eksportowane na rynek ukraiński towary i usługi o wartości 1,5 mld zł przy wykorzystaniu limitów niższym niż wynosi wprowadzone obecnie ograniczenie. Tym samym objęła ochroną 5 proc. całości eksportu do Ukrainy.

Warto podkreślić, że tylko kilka europejskich agencji kredytów eksportowych umożliwia w ograniczonym zakresie ubezpieczanie sprzedaży na rynek ukraiński, co stawia Polskę w awangardzie działań wspierających zarówno swój biznes, jak i gospodarkę Ukrainy.

Notarialny nakaz zapłaty – nowe narzędzie dochodzenia roszczeń

Ministerstwo Sprawiedliwości planuje powierzenie wykonywania czynności z zakresu ochrony prawnej notariuszom. W opublikowanym na stronach Rządowego Centrum Legislacji projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo o notariacie i niektórych innych ustaw, Ministerstwo proponuje wprowadzenie notarialnych nakazów zapłaty, które – przy spełnieniu pewnych warunków – miałyby być wydawane właśnie przez notariuszy. Jak wskazano w uzasadnieniu projektu (str. 25) regulacja ma zrealizować cel, „jakim jest odciążenie sądów rejonowych od rozpoznawania spraw prostych i bezspornych i dzięki temu przyspieszenie postępowań sądowych w innych sprawach”, a także „zapewnić obywatelom szybsze dochodzenie roszczeń”.

Ministerialny projekt przewiduje, że notarialne nakazy zapłaty będą mogły być wydawane tylko co do roszczeń w kwocie do 75.000,00 zł, a zatem w zakresie kwotowym odpowiadającym właściwości sądu rejonowego, co odpowiada celowi propozycji, a zatem odciążeniu sądów rejonowych. Notarialne nakazy zapłaty będą mogły być wydawane w sprawach, w których zasadność dochodzonego roszczenia nie budzi wątpliwości, w szczególności, gdy dochodzone roszczenie udowodnione jest dołączonym do wniosku dokumentem urzędowym, zaakceptowanym przez dłużnika rachunkiem, wezwaniem dłużnika do zapłaty i pisemnym oświadczeniem dłużnika o uznaniu długu. Pomimo podobieństwa do treści art. 485 k.p.c. (podstawy wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym), projektodawca nie używa w2 proponowanym art. 150a § 1 prawa o notariacie sformułowania „pozew”, lecz „wniosek”. Czyni to zresztą konsekwentnie w całej proponowanej regulacji (art. 105b, art. 105d, art. 105e projektu ustawy). Wniosek o wydanie nakazu zapłaty składany będzie na urzędowym formularzu.

Notariusz nie wyda nakazu zapłaty, gdy zasadność roszczenia budzi wątpliwości, roszczenie stało się wymagalne wcześniej niż w okresie trzech lat przed złożeniem wniosku (regulacja zatem podobna do elektronicznego postępowaniu upominawczego), a także gdy wniosek nie spełnia warunków formalnych.

Notarialny nakaz zapłaty będzie nakazywał osobie zobowiązanej (tu projektodawca, odmiennie od przepisów k.p.c., nie używa sformułowania „pozwany”, co do strony inicjującej postępowanie nie używa zaś sformułowania „powód” lecz „wnioskodawca”), by w terminie dwóch tygodni od doręczenia nakazu uiściła określone w nim należności w całości wraz z kosztami za wydanie nakazu albo w tym terminie wniosła sprzeciw do notariusza.

Notarialny nakaz zapłaty może być doręczony za pośrednictwem operatora pocztowego (w rozumieniu prawa pocztowego), przez komornika sądowego, osobiście przez notariusza w kancelarii notarialnej lub przez pracowników kancelarii notarialnej. Nieodebranie przez osobę zobowiązaną będzie powodowało utratę mocy notarialnego nakazu zapłaty (co stanowi raczej ułatwienie dla dłużnika, niż dla wierzyciela).
Tak jak niedoręczenie notarialnego nakazu zapłaty powodować będzie utratę jego mocy, to samo nastąpi w przypadku skutecznego wniesienia sprzeciwu, przy czym dla jego skutecznego wniesienia projekt ustawy przewiduje podpisanie sprzeciwu oraz wyrażenie woli utraty mocy przez notarialny nakaz zapłaty. O ile zatem dodatkowe elementy sprzeciwu nie zostaną uszczegółowione w rozporządzeniu określającym jego wzór, to zaskarżenie notarialnego nakazu zapłaty będzie mocno odformalizowane.

W przypadku nieskutecznego wniesienia sprzeciwu lub jego niewniesienia w ogóle, notarialnemu nakazowi zapłaty klauzulę nada sąd rejonowy ogólnej właściwości osoby zobowiązanej.

Projektodawca wprowadza zastrzeżenie, że notariusz nie będzie mógł wydać miesięcznie więcej niż 200 nakazów zapłaty, co jest założeniem logicznym, bowiem notariusze nie mogą zajmować się tylko wydawaniem nakazów zapłaty. Biorąc pod uwagę, że – jak wynika z raportu Krajowej Rady Notarialnej z dnia 20.05.2022 r. – w Polsce jest ok. 4.000 notariuszy, oznacza to możliwość wydania miesięcznie 800.000 notarialnych nakazów zapłaty (dla porównania w EPU w okresie od 2010 r. do 2020 r. wpływało rocznie od 700 tys. do prawie 2,7 miliona spraw, przy czym od 2011 r. liczba ta nie spadała poniżej 1,7 mln spraw rocznie).

Ministerialny projekt wydaje się być ciekawym sposobem nad odciążeniem sądów rejonowych od wydawania nakazów zapłaty, co nie oznacza, że nie budzi wątpliwości. Po pierwsze bowiem wydaje się, że powstanie tej nowej ścieżki dochodzenia roszczeń może zostać zmonopolizowane przez kancelarie zajmujące się masowym dochodzeniem wierzytelności, co w praktyce mocno ograniczy dostępność nowej instytucji dla przeciętnego obywatela. Po drugie projektodawca nie daje odpowiedzi na podstawowe pytanie – co w przypadku, gdy notariusz wyda już w miesiącu 200 nakazów zapłaty, a wpłyną do niego kolejne wnioski. Oczywistym jest, że nie może wydać kolejnych notarialnych nakazów zapłaty. W jaki jednak sposób ma odmówić wydania notarialnego nakazu zapłaty. Poprzez odmowę dokonania czynności w trybie art. 81 prawa o notariacie (odmowa wykonania czynności sprzecznej z prawem)? Po trzecie, w przypadku niewydania z tej przyczyny notarialnego nakazu zapłaty, jakie znaczenie będzie to miało dla wierzyciela, który złoży wniosek o wydanie notarialnego nakazu zapłaty tuż przed przedawnieniem roszczenia, a nakazu takiego nie uzyska z powodu przekroczenia maksymalnej ilości nakazów, jakie notariusz może miesięcznie wydać? Czy bieg przedawnienia będzie skutecznie w takim przypadku przerwany jako czynność dokonaną przed organem powołanym do rozstrzygania spraw w rozumieniu art. 123 § 1 k.c.? Wydaje się, że jednak nie, co będzie stanowić duży problem dla wierzyciela, co implikuje konieczność wprowadzenia zmian w ministerialnym projekcie.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski

Bitcoin spadł do najniższego poziomu od końca 2020 r.

Bitcoin spadł do najniższego poziomu od końca 2020 r. z powodu obaw związanych z przyspieszającą inflacją w USA.

Choć w przeszłości kryptowaluty nie reagowały tak jak tradycyjne aktywa, w ostatnim czasie związek między nimi stał się coraz ściślejszy. Obecnie pojawił się najwyraźniejszy jak dotąd sygnał, że kryptowaluty takie jak bitcoin i ethereum poruszają się równolegle z akcjami, ponieważ obawy o inflację spowodowały gwałtowny spadek akcji i kryptowalut.

Przyczyny takiego stanu rzeczy są różne, ale w dużej mierze wynikają z tego, że właściciele instytucjonalni w podobny sposób kalibrują swoje ryzykowne aktywa, niezależnie od tego, czy są to akcje technologiczne czy bitcoin. Miesięczna inflacja w Stanach Zjednoczonych spadła w kwietniu z 8,5 proc. do 8,3 proc., co sugeruje, że wzrost cen znalazł się na „szczycie” – ale nowe maksima na poziomie 8,6 proc. w ostatni piątek wstrząsnęły zarówno rynkami akcji, jak i kryptowalut.

Bitcoin rozpoczął tydzień mocno, wznosząc się ponad poziom 31 000 dolarów, ale w dalszej części tygodnia handlowano głównie w okolicach 30 000 dolarów. W weekend spadł jednak do poziomu poniżej 25 000 dolarów na platformie eToro, z powodu obaw o inflację.
Ethereum również wzrósł do około 1900 dolarów, a w dalszej części tygodnia, oscylował około 1800 dolarów. Jednak w trakcie weekendu cena znacznie spadła i obecnie utrzymuje się na poziome około 1300 dolarów.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

BioMaxima wprowadza do obrotu testy do diagnostyki wirusa małpiej ospy

BioMaxima S.A. poinformowała o uzyskaniu prawa do wprowadzenia do obrotu na terenie Unii Europejskiej testów do detekcji wirusa małpiej ospy. Dokonana rejestracja pozwoli również na uzyskanie świadectw wolnej sprzedaży na rynki, gdzie takowe są wymagane. Są to testy do diagnostyki genetycznej, MPXV Real Time PCR LAB-KIT™ oraz szybki test antygenowy. BioMaxima jest wiodącym polskim producentem i eksporterem diagnostyki laboratoryjnej notowanym na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. 30 maja br. spółka podała do wiadomości rekordowe wyniki finansowe osiągnięte w I kwartale 2022 roku.

W maju 2022r. BioMaxima SA zgłosiła w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, jako wytwórca, dwa testy do diagnostyki wirusa małpiej ospy. Obecnie, będą już one dostępne zarówno dla odbiorców krajowych, jak i dla klientów na rynkach eksportowych, obsługiwanych przez sieć dystrybucyjną spółki w ponad 60 krajach.

Test genetyczny MPXV Real Time PCR LAB-KIT jest przeznaczony do jakościowej identyfikacji materiału genetycznego wirusa małpiej ospy (MonkeyPox). Materiał do badań może pochodzić z plwociny, wymazu z nosogardzieli, migdałków, gardła, zmian skórnych, pęcherzy, płynów ustrojowych, krost i ran skórnych. DNA wirusa jest ekstrahowane z próbek klinicznych, namnażane przy użyciu amplifikacji w czasie rzeczywistym i wykrywane przy użyciu specyficznych starterów i sondy fluorescencyjnego barwnika reporterowego.

Przeprowadzone badania potwierdzają, że jest to wysokiej jakości test genetyczny o dużej czułości, wykrywający już 2 kopie genów w 20 µL mieszaniny reakcyjnej PCR.

Specjalizujemy się w technologiach do diagnostyki chorób infekcyjnych i na bieżąco obserwujemy pojawiające się nowe zagrożenia epidemiczne, w tym związane z wirusem małpiej ospy. Podobnie jak w innych naszych testach genetycznych z linii LAB-KIT, dla zwiększenia wygody użytkowników, test przygotowany jest w formie zliofilizowanej, czyli od razu w probówkach, kompatybilnych ze zdecydowaną większością termocyklerów qPCR. Pozwala to wydłużyć ich czas przydatności do użycia testu oraz umożliwia bezpieczny transport i przechowywanie w temperaturze pokojowej, co będzie istotne w nadchodzącym sezonie letnim” – powiedział Łukasz M. Urban, prezes zarządu BioMaxima.

Badanie wykonywane jest w próbkach pochodzących m.in. ze zmian skórnych, zgodnie  z opublikowanymi przez Ministerstwo Zdrowia najnowszymi zaleceniami, dotyczącymi pobieranego i transportowanego materiału diagnostycznego.

Amerykańskie Centres for Disease Control and Prevention (CDC) zaleca, aby do diagnostyki potencjalnego zakażenia małpią ospą stosowano testy genetyczne PCR.

Możliwość wprowadzenie do obrotu uzyskał również Monkeypox Ag Rapid Test, który jest szybkim testem immunochromatograficznym do jakościowego wykrywania u ludzi obecności antygenu wirusa małpiej ospy. Różne pochodzenie materiału klinicznego powoduje, że test może mieć szerokie zastosowanie. Materiałem badanym może być krew pełna, osocze, surowica lub wymaz z pęcherzy wysypki. Do przeprowadzenia szybkiego testu nie jest wymagane posiadanie specjalistycznego sprzętu. Oba testy umożliwiają identyfikację zakażenia małpią ospą już na wczesnym etapie jej rozprzestrzeniania na świecie.

Pierwszy przypadek małpiej ospy, wcześniej występującej wyłącznie u zwierząt, zdiagnozowano w 1970 roku w Demokratycznej Republice Konga. Od tego czasu odnotowywano przypadki zachorowań także w innych krajach afrykańskich. W Afryce występuje rocznie kilka tysięcy zachorowań na małpią ospę, głównie w  zachodniej i środkowej części kontynentu.

Wg danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 8 czerwca, wykryto już 1285 przypadków w 28 państwach (poza afrykańskimi krajami endemicznymi). Przypadki zakażenia wirusem małpiej ospy zarejestrowano m.in. w Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii, Belgii, Włoszech, Portugalii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, w Austrii i Szwecji, a ostatnio także w Polsce.

Choroba rozprzestrzenia się drogą kropelkową lub poprzez bezpośredni kontakt z krwią, płynami ustrojowymi, zmianami skórnymi lub śluzowymi zakażonej osoby. Objawy małpiej ospy są podobne, ale łagodniejsze od objawów ospy wietrznej. Pierwsze objawy to gorączka, bóle głowy, bóle pleców, bóle mięśni, powiększenie węzłów chłonnych, po kilku dniach (1-3 dni) pojawia się wysypka skórna. Okres inkubacji (czas od zakażenia do wystąpienia objawów) dla małpiej ospy wynosi zwykle 7-14 dni.

Grupa Kapitałowa BioMaxima w I kw. 2022 r. wypracowała rekordowe 93.596 tys. zł przychodów netto, co stanowi wzrost w stosunku do I kw. roku ubiegłego o 351 proc. Zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (EBITDA) wyniósł 30.703 tys. zł. Zysk netto grupy za I kw. 2022 r. wyniósł 24.194 tys. zł i jest wyższy od osiągniętego w analogicznym kwartale roku ubiegłego o 386 proc.

Maleje dostępność aut używanych

Rynek samochodów używanych jest ściśle powiązany z rynkiem samochodów nowych. Te powiązania są szczególnie bardzo dobrze widoczne teraz – bo jeżeli nie ma wymiany samochodów nowych na nowsze, to automatycznie brakuje oferty na rynku aut używanych. Stąd ograniczona dostępność dla takich importerów, jak Polska. Nie jesteśmy w stanie sprowadzać takiej liczby aut, o jakiej myśleliśmy w przeszłości.

– Wzrost cen jest drugim czynnikiem, który przyczynia się do obserwowanego zmniejszenia oferty na rynku aut używanych. Spadek ten tylko w kwietniu wynosił około 17%, zaś od początku roku 14% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. – A więc ceny tutaj także stanowią pewnego rodzaju blokadę dla naszych importerów. Im auta droższe – szczególnie te nowsze, na które zapotrzebowanie było duże – tym mniejsza potencjalnie rzesza klientów. Widać wyraźnie w statystykach, że nie jesteśmy w stanie wydać aż tak dużych pieniędzy i sprowadzamy auta starsze. O ile rok temu średni wiek samochodu sprowadzanego do Polski wynosił mniej więcej 11,5 roku – to dzisiaj przekroczył już granicę 12,5 roku i to jest w ostatniej dekadzie na pewno najwyższy poziom średniego wieku, jaki notowaliśmy – analizuje Drzewiecki.

Dolar znów po 4,40 zł

Jeszcze w czwartek dolar był tańszy niż 4,30 zł. Konferencja EBC po decyzji o braku zmian i odczyt inflacji w USA szybko zmieniły tę sytuację. Jak widać w dalszym ciągu na parze EURUSD dzieje się dużo.

Inflacja za oceanem

Wzrost cen w USA bije kolejne rekordy. Z jednej strony analitycy spodziewali się stabilizacji tempa wzrostu na poziomie 8,3%. Z drugiej strony 8,6% to biorąc pod uwagę, co przechodzą niektóre kraje unijne, nie jest żadnym dramatem. Na szczególną uwagę zasługuje jednak spadek inflacji bazowej z 6,2% na 6%. Pokazuje to zjawisko, o którym większość analityków mówi. Do powstrzymania wzrostów cen konieczna jest stabilizacja cen surowców energetycznych. Patrząc jednak na to, co się dzieje na tym rynku jeszcze chwilę, może będziemy musieli poczekać na taki obrót spraw. Przyspieszająca inflacja spowodowała jednak kolejne umocnienia się dolara względem euro. Powodem jest oczekiwanie bardziej stanowczej reakcji FED. Szybsze podwyżki stóp pozwolą przynajmniej inflację bazową utrzymać w ryzach.

Odpływ kapitału szkodzi złotemu

W czwartek posiedzenie EBC nie spełniło wygórowanych oczekiwań analityków. Spodziewali się oni zdecydowanych działań po instytucji, która od wielu lat stara się problemy przeczekać. Biorąc pod uwagę, jak sprzeczne interesy różnych państw musi łączyć, to nierobienie nic, w czym EBC bryluje, nie jest aż tak złą strategią. Zawiedzione nadzieje spowodowały jednak, że kapitał płynie za ocean. Wraz z odpływem środków ze strefy euro cierpi również polski złoty. Należy pamiętać, że słabe euro to jedna z metod podniesienia konkurencyjności europejskiej gospodarki. O ile nie utonie ona w inflacji. W piątek do tego dołożyła się wspomniana już inflacja w USA i kolejny ruch kapitału za ocean. W rezultacie w dwa dni złoty stracił około 4 groszy względem euro i 12 groszy względem dolara.

Bezrobocie spada w Kanadzie

W piątek poznaliśmy również dane z rynku pracy w Kanadzie. Dane pozytywnie zaskoczyły rynek, jednak skleiły się w czasie z odczytem inflacji z USA. W rezultacie ani spadające bezrobocie z 5,2% na 5,1%, ani poprawa struktury zatrudnienia nie pozwoliły dolarowi kanadyjskiemu utrzymać wartości względem jego południowego sąsiada. Z jednej strony prawie 40 tysięcy całkowicie nowych miejsc pracy to świetny wynik. Na uwagę zasługuje również spadek o 95 tysięcy liczby osób zatrudnionych na część etatu. Na pełen etat przybyło zatem aż 135 tysięcy etatów. Oznacza to, że rynek po pandemii wraca do normy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

W ciągu najbliższych 6 miesięcy co drugi badany polski pracownik zamierza zmienić pracę

Jako główne powody odejścia z pracy respondenci wskazują nieefektywne procesy w organizacji, niski poziom wynagrodzenia oraz brak możliwości rozwoju.

Zjawisko Wielkiej Rezygnacji, które pojawiło się w czasie pandemii, nie znika. Wbrew powszechnej opinii nie chodzi tylko o zarobki – dla dziewięciu na dziesięciu ankietowanych rozwój zawodowy jest jednym z głównych powodów decyzji o porzuceniu dotychczasowego pracodawcy. W odpowiedzi na rosnącą rotację kadr przedsiębiorcy podejmują działania mające na celu poprawę wizerunku firmy oraz intensyfikację procesu rekrutacyjnego. Zamiast tego, powinni zacząć od rozpoznania właściwych potrzeb pracowników i podjąć działania mające na celu ich zaspokojenie – wynika z raportu Od fali odejść do fali zmian. Czy jesteśmy gotowi na nowe podejście do pracy?, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

80 proc. wysoko wykwalifikowanych polskich pracowników rozważa zmianę pracy w najbliższej przyszłości. Odsetek osób, które rozważają przejście do innej firmy, najlepiej pokazuje skalę zjawiska Great Resignation (Wielkiej Rezygnacji – rosnącej rotacji oraz spadku zaangażowania pracowników) w Polsce. Do takich wniosków doszli eksperci zespołu Human Capital Deloitte, autorzy badania Od fali odejść do fali zmian. Czy jesteśmy gotowi na nowe podejście do pracy?, przeprowadzonego między 6 a 30 maja na grupie 974 respondentów z Polski reprezentujących różne branże i stanowiska.

Najczęściej wskazywanym czynnikiem, jaki skłoniłby pracowników do zmiany pracodawcy, była niska efektywność procesów dziejących się w ramach organizacji (46 proc. odpowiedzi). Drugim najistotniejszym argumentem był niski poziom wynagrodzenia (43 proc.), a trzeci najczęściej wskazywany powód rezygnacji to brak możliwości rozwoju (37 proc.).

– Znaczenie zarządzania talentami przybiera na sile. Na decyzję o wyborze miejsca pracy wpływ mają nie tylko czynniki stricte finansowe, ale również komfort działania w ramach danej organizacji. Nasze badanie pokazało, że pracodawcy, aby zatrzymać talenty, powinni wprowadzić zmiany przede wszystkim w dwóch obszarach: wewnętrznych, proceduralnych aspektach funkcjonowania organizacji oraz zadbania o dobrostan pracowników – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. Kapitału Ludzkiego w Polsce, Deloitte.

Elastyczność i samorozwój

93 proc. respondentów ankiety Deloitte wskazało, że jednym z ważniejszych czynników determinujących decyzję o zmianie miejsca pracy, jest kwestia rozwoju zawodowego. Uczestnicy rynku pracy nie patrzą na swoje obowiązki jedynie pod kątem zarobkowym, ale również w kontekście realizacji własnych ambicji. Nie bez znaczenia są również benefity oferowane przez pracodawcę, takie jak elastyczny czas pracy (najważniejszy czynnik pozapłacowy według ankietowanych), prywatna opieka medyczna czy dodatkowy dzień wolny.

Elastyczny czas pracy staje się wymogiem pracy XXI wieku – w naszym badaniu został wybrany jako najważniejszy benefit pozapłacowy. Pracownik oczekuje nie tylko wynagrodzenia w formie pieniężnej, lecz ceni sobie także udogodnienia niematerialne. Zmiana stylu życia wywołana pandemią sprawiła, że priorytetem stało się dbanie o samopoczucie i komfort. Jednocześnie upowszechnienie nowych technologii sprawia, że szereg działań można wykonywać znacznie sprawniej. W efekcie coraz częściej testowana przez firmy na całym świecie koncepcja czterodniowego tygodnia pracy może za niedługo stać się nowym standardem pracy – wskazuje Zbigniew Łobocki, menedżer w zespole Human Capital, Deloitte.

Komunikacja kluczem do efektywności

Chociaż wielu pracowników oczekuje możliwości pracy w systemie zdalnym lub hybrydowym, to 49 proc. ankietowanych wskazało, że praca na odległość spowodowała u nich wzrost odczuwanego stresu w porównaniu do wcześniejszego modelu pracy w biurze. Te osoby stwierdziły również, że od momentu wdrożenia pracy hybrydowej/ zdalnej liczba ich obowiązków wzrosła (32 proc. odpowiedzi). Kolejnymi czynnikami stresogennymi były erozja efektywności współpracy w ramach zespołu, jak i spadek klarowności komunikacji (odpowiednio 15 i 13 proc.). Według ekspertów Deloitte odpowiednio wysoki poziom jakości wymiany informacji z liderem i pozostałymi członkami zespołu nie tylko ogranicza ryzyko wystąpienia spornych sytuacji i poprawia efektywność działań, ale również zmniejsza prawdopodobieństwo podjęcia decyzji o odejściu z pracy. 80 proc. badanych zgodziło się bowiem ze stwierdzeniem, że nieodpowiednia komunikacja w danej firmie skłoniłaby ich do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia.

Człowiek najlepszym aktywem

Przedsiębiorcy chcący zachować swoją pozycję rynkową muszą sobie uświadomić, że w dzisiejszej gospodarce to kapitał ludzki odgrywa kluczową rolę dla zachowania przewagi konkurencyjnej. Jak wynika z raportu, utrzymanie poziomu zatrudnienia i satysfakcja pracowników stają się najważniejszymi czynnikami w kontekście przyszłej ekspansji. W tym celu warto wykorzystać nowoczesną technologię, umożliwiającą zwiększenie efektywności wykonywanych działań przy jednoczesnym braku konieczności wydłużania czasu pracy. Co więcej, uelastycznienie pracy zespołów sprawia, że pracownicy są bardziej zadowoleni. W połączeniu z możliwością rozwoju w ramach danej organizacji przyczynia się to do postrzegania danego przedsiębiorstwa jako atrakcyjnego miejsca pracy.

Polscy przedsiębiorcy muszą się zmierzyć z wieloma nowymi wyzwaniami. Wielu z nich czeka wręcz „kwantowy przeskok” w sposobie zarządzania i budowania kultury organizacji. Decyzje, które dzisiaj podejmują liderzy, będą miały wpływ na to, czy zarządzane przez nich firmy skorzystają na „Wielkim przetasowaniu” czy stracą na „Wielkiej rezygnacji” – wskazuje Anna Szabowska-Walaszczyk, menedżer w zespole Human Capital, Deloitte.

Dziś Dzień Wolności Podatkowej

W tym roku Dzień Wolności Podatkowej przypada 13 czerwca w 164 dzień roku. Na opłacenie wszystkich danin, czyli podatków, niezależnie od tego jak się nazywają, w tym opłat i składek, a które są przymusowe, pracujemy 163 (sto sześćdziesiąt trzy) dni z 365, czyli o 9 dni krócej niż w roku 2021.

W zbliżonym terminie do obecnego DWP przypadł 14 czerwca w latach 2008 i 2009. W 2021 roku Dzień Wolności Podatkowej przypadał 22 czerwca, w 2020 roku – 10 czerwca, w 2019 roku – 8 czerwca, a w roku 2018 – 6 czerwca.

Dzień Wolności Podatkowej jest symbolicznym momentem, gdy przestajemy pracować dla rządu, a zaczynamy pracować dla siebie i dla naszych rodzin.

W ciągu roku pracujemy, jednocześnie zarabiamy i płacimy podatki oraz składki bez rozdzielania tych czynności. Gdybyśmy jednak umownie od początku roku
w pierwszej kolejności opłacali wszystkie podatki zapłacone w ciągu całego roku, to dzień, w którym pieniądze po wcześniejszym opłaceniu wszystkich nałożonych na nie obciążeń,ś byłyby symbolicznym Dniem Wolności Podatkowej.

Do obliczenia Dnia Wolności Podatkowej służy relacja udziału wszystkich wydatków sektora publicznego (tj. budżetu państwa, wydatków samorządów, rządowych funduszy celowych itp.) do Produktu Krajowego Brutto.

Znacząca zmiana daty Dnia Wolności Podatkowej na korzyść obywateli jest wynikiem wyłącznie nominalnego wzrostu PKB w relacji do wydatków sektora publicznego. W roku 2022 wygaszana jest większość wydatków rządowych m.in. związanych z tzw. tarczami, które sprawiły, że DWP w roku 2021 przypadł 22 czerwca. W roku 2022 liczne wydatki rządowe są praktycznie zamrożone, w tym m.in. wynagrodzenia w sferze budżetowej względem wzrostu PKB, którego nominalne powiększenie jest w części wynikiem inflacji.

Rosnący dług publiczny jest też podatkiem, tyle że płacony w ratach przez żyjące pokolenia i jeszcze nienarodzone. Jest miarą poważnej wady ustrojowej i choroby obecnego modelu demokracji.

W ciągu 2 lat długi zaciągnięte na poczet przyszłych pokoleń wzrosły o ponad 364 miliardy złotych!

Metoda liczenia długu publicznego wg Polski i Unii Europejskiej różni się.

Według krajowej metodyki dług publiczny na koniec 2019 roku wynosił ponad 990 miliardów, złotych a na koniec grudnia 2020 roku przewyższył 1 bilion 111 miliardów złotych, by pod koniec 2021 roku sięgnąć 1 biliona 148 miliardów złotych.

Według Eurostatu dług sektora instytucji rządowych i samorządowych w Polsce na koniec 2019 roku wynosił ponad 1 bilion 45 miliardów złotych (czyli o 55 miliardów więcej niż według polskiej metodyki), a na koniec 2020 aż 1 bilion 336 miliardów złotych (o prawie 225 miliardów więcej). Rok 2021 zamknięto tak liczonym długiem na poziomie 1 biliona 410 miliardów złotych (prawie 262 miliardy wyższym niż według polskiej metodyki).

Komentarze ekspertów:

Komentarz do Dnia Wolności Podatkowej w 2022 roku dr Kamila Zubelewicza, Collegium Civitas, b. członka Rady Polityki Pieniężnej: „Syntetycznym źródłem danych na temat kondycji sektora rządowego i samorządowego w Polsce, rozumianego zgodnie z metodyką unijną, są Wieloletnie Plany Finansowe Państwa (WPFP), publikowane – poza rokiem 2020 – od 2010 roku.

Można zauważyć pewną prawidłowość w konstruowaniu WPFP – plany na bieżący rok częściej uwzględniają szybszy wzrost deficytu względem PKB w stosunku do wyników roku poprzedniego; obietnice ograniczania tego deficytu względem PKB są natomiast regularnie składane dla trzech kolejnych lat objętych planami. O ile jednak w 2013 roku planowano w tej perspektywie ograniczenie deficytu do 1,6% PKB, o tyle obecnie przewiduje się jego redukcje do 2,5% PKB.

Udział długu publicznego w PKB, nie licząc przesunięć części środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych, rósł systematycznie do 2017 roku. Dopiero lata 2018–2019 dawały szansę na odwrócenie tego trendu. Zwiększenie wydatków publicznych związanych z tarczami antycovidowymi zachwiało jednak tą zmianą. W najbliższych latach mało prawdopodobna wydaje się nominalna redukcja długu. Przy rekordowo niskich i malejących realnych stopach procentowych jego spadek w proporcji do PKB osiągany jest obecnie kosztem oszczędzających w pieniądzu.

Wzrost udziału dochodów i wydatków publicznych w PKB odbywa się równolegle. W ciągu ostatnich 10 lat Polska gospodarka stała się bardziej zdominowana przez państwo i samorządy. W efekcie obserwujemy klasyczny efekt wypierania prywatnych inwestycji przez zadłużenie publiczne, tylko w części przeznaczana na wydatki inwestycyjne.

Wcześniejsze obchody Dnia Wolności Podatkowej w 2022 roku wynikają z redukcji wydatków publicznych o wydatki związane z tarczami antycovidowymi. Równolegle obserwujemy szybki wzrost inflacji. W 2021 roku zakładano, że w 2022 roku wyniesie ona… 2,8%, w kwietniu 2022 roku szacunki na ten rok podniesiono do 9,1%. Z jednej strony zatem mamy do czynienia z ustalonym w ustawie budżetowej nominalnym limitem wydatków publicznych. Z drugiej strony zaś szybki wzrost PKB po okresie zamrażania gospodarek oraz wysoka inflacja wywołana czynnikami popytowymi i podażowymi skutkują wysokim wzrostem nominalnego PKB. W efekcie udział wydatków publicznych w PKB w stosunku do ubiegłego roku spadł, ale nadal jest daleki od historycznych minimów.

W kontekście tych rozważań warto przypomnieć sytuację z 2016 roku, kiedy to nowy rząd nie zwiększył nominalnie wydatków publicznych w stosunku do roku poprzedniego. Przy utrzymującej się deflacji pozwoliło to przedsiębiorcom na przeorientowanie produkcji na bardziej rynkową i zaowocowało szybkim wzrostem gospodarczym w kolejnych latach.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, przypomniał, że Centrum im. Adama Smitha prezentuje Dzień Wolności Podatkowej nieprzerwanie od 1994 roku. Inicjatorem Dnia Wolności Podatkowej w Polsce był Krzysztof Dzierżawski (1948–2004), ekspert Centrum. Dzień Wolności Podatkowej w 2022 roku przypada 13 czerwca i jest 9 dni wcześniej, niż w ubiegłym roku. Wcześniejszy Dzień Wolności Podatkowej nie jest świadomym i zaplanowanym działaniem rządu na rzecz zmniejszenia ciężarów podatkowych w Polsce, ale efektem nominalnego wzrostu PKB spowodowanego głównie inflacją. Działanie rządu sprowadza się nie tylko do podwyższania opodatkowania, ale dalszego komplikowania systemu podatkowego w Polsce. System ten został sklasyfikowany w ramach państw należących do OECD na przedostatniej pozycji ze względu na brak jego przejrzystości oraz jego zawiłości. Przedostatnie miejsce zostało przyznane przed wejściem w życie rozwiązań tzw. Polskiego Ładu. Do czasu jego wprowadzenia według rankingu Banku Światowego „Doing Business” z roku 2020 rozliczanie podatków w Polsce zajmowało już 334 godziny, a w Estonii 50 godzin.

System podatkowy upodobnił się do biurokratycznej oraz opresyjnej podatkowej pańszczyzny, w której nie sposób znać po tzw. Polskim Ładzie nawet jej prawdziwego wymiaru. Samodzierżawie podatkowe połączone z darwinizmem interpretacyjnym przepisów podatkowych stało się największym zagrożeniem dla przewidywalnego prowadzenia działalności gospodarczej dla polskich firm rodzinnych. System nie nadaje się do kolejnych korekt oraz liftingów, a do całkowitej zmiany.

Podatki w naszym państwie nie mogą być źródłem dodatkowej destabilizacji aktywności społecznej oraz gospodarczej uniemożliwiającej bezpieczne i przewidywalne zarówno życie, jak i prowadzenie działalności gospodarczej.

Zdaniem prof. Konrada Raczkowskiego, dyrektora Centrum Gospodarki Światowej UKSW, „Dzień Wolności Podatkowej dla wielu może brzmieć nonsensownie, gdyż oznacza, jakby podatki były karą za dostęp do bezpłatnych usług publicznych. W samej nazwie tego święta można doszukać się metafory, że podatnicy są uwięzieni w spirali podatkowej i tylko od czasu do czasu mogą liczyć na wolność podatkową. W istocie jest w tym pewna logika i pewna prawda. Kluczem porządkującym jest ekwiwalentność świadczeń wzajemnych na linii państwo–obywatel. Jeżeli nie byłaby ona gwarantowana ze strony państwa, to oznaczałoby, że podatnicy w istocie rzeczy podlegaliby kilkukrotnemu nadmiarowemu opodatkowaniu wszędzie tam, gdzie poprzez różne tytuły podatkowe nazywane eufemistycznie również składkami, państwo zmniejszałoby dochody rozporządzalne gospodarstw domowych i zyski firm, tworząc nową kategorię podatkowych wydatków konsumpcyjnych i nie amortyzowanych podatkowych wydatków inwestycyjnych. Bilans tej operacji byłby dodatni tylko wtedy, kiedy budżet państwa i budżet jednostek samorządu terytorialnego notowałby zerowy deficyt, przy zwiększonej możliwości spłaty zadłużenia publicznego i jednocześnie – zapewnieniu możliwości dalszego osiągania dobrostanu w społeczeństwie”.

Dr Jacek Gniadek, SVD, ekspert Centrum im. Adama Smitha, zauważył, że „Dzień Wolności Podatkowej jest w tym roku wcześniej, niż w roku ubiegłym tylko dlatego, że nastąpił nominalny wzrost PKB. Cały czas zagrożone są nie tylko portfele Polaków, ale przede wszystkim zasada subsydiarności. Papież Pius XI w roku 1931 pisał, że nie wolno odbierać poszczególnym ludziom i powierzać społeczeństwu tego, co mogą wykonać z własnej inicjatywy. Powstaje zatem pytanie, jaka jest rozsądna ilość własności prywatnej? Odpowiedź podpowiada nam angielski i katolicki pisarz Gilbert K. Chesterton, który stwierdził, że jest nią własna firma, własna farma, własny zawód. Rozproszona własność prywatna pociąga za sobą decentralizację władzy i pozostawienie owoców pracy w rodzinnych budżetach. Rządowi warto przy tek okazji przypomnieć, że jego podstawowym zadaniem jest ochrona własności prywatnej.

Według prof. Adama Mariańskiego, z Uniwersytetu Łódzkiego, założyciela Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych, „obchody dnia wolności podatkowej z każdym kolejnym rokiem przynoszą co raz większe rozgoryczenie. Nie chodzi tylko o rosnące obciążenia podatkami, składkami i opłatami. Polski system podatkowy silnie ingeruje w wolność jednostki oraz wolność gospodarczą. Jest to wynikiem populizmu polityków, zwłaszcza jak odwołują się do sprawiedliwości społecznej. Tymczasem nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż sprawiedliwość społeczna. Opiera się na subiektywnych poglądach, wrażeniach i ocenach niezależnych od ciężkiej pracy i przedsiębiorczości jednostki. To zaś prowadzi do niesprawiedliwości polegającej na arbitralnym ustalaniu przez władcę podatkowego wysokości obciążeń daninowych. Dodatkowo polski nieład to przykład rażącego niechlujstwa legislacyjnego. Jednak jego skutki odczuwają miliony podatników.

Polskiego systemu podatkowego nie da się już naprawić, trzeba go zbudować od nowa. Jednak w pierwszej kolejności należy przygotować zasadniczą reformę podatków dochodowych.

Zdaniem prof. Roberta Gwiazdowskiego, przewodniczącego Rady Centrum im. Adama Smitha, „państwo, żeby mogło funkcjonować potrzebuje pieniędzy. Od podatników oczywiście. Niektórzy twierdzą, że państwo w ogóle nie musi funkcjonować, a inni, że państwo ma swoje pieniądze.

Mam wrażenie, że Putin nie zlikwiduje państwa więc i inni nie mogą. A ci, którzy twierdzą, że państwo ma swoje pieniądze podatków zlikwidować nie chcą. Więc musimy je jednak płacić. Niestety coraz więcej. Będziemy płacić, bo rząd nie ma jednak swoich pieniędzy. To znaczy ma – te które wcześniej były nasze.

Obok licznych podatków w tym roku szczególnie ważny jest podatek inflacyjny. Nakładany sprzecznie z konstytucją. Bo nie w drodze ustawy – czego wymaga przecież Konstytucja. Ale od lat nikomu to nie przeszkadza. A przecież z punktu widzenia podatnika, który ma 100 zł i może za nie kupić 100 bułek, jest obojętne, czy rząd zabierze mu 10 zł podatku i będzie mógł kupić 90 bułek, czy rząd doprowadzi do inflacji i za 100 zł będzie mógł kupić 90 bułek.

I potwierdza się przy okazji, co Centrum im. Adama Smitha powtarza za Jeanem Baptistą Say’em, że wszystkie podatki są przerzucalne. Wszyscy przedsiębiorcy przerzucają na klientów wyższe podatki, które rząd na nich nałożył w tzw. Nowym Ładzie. Wykorzystują do tego pretekst, jakim jest inflacja, bo gdy jej nie ma są bardziej ostrożni (choć też to robią ale nie tak szybko i bez dodatkowych „nakładek”) co jeszcze bardziej zwiększa inflację.

Kiedy będzie lepiej? Powiedzmy sobie szczerze – lepiej już było.

Dzień Wolności Podatkowej okiem Marka Isańskiego, założyciela i prezesa Fundacja Praw Podatnika „podatki to oczywiste naruszenie prawa własności jednostki. Obywatele, co do zasady, zgodzili się, że będą je płacić. Pewnie to wielu polityków i urzędników skarbowych zdziwi, ale obywatele wręcz chcą płacić podatki. Jedni z pobudek patriotycznych, a zdecydowana większość dla tzw. „świętego spokoju”. Wiedząc, że to obowiązek, chcą go wykonać i nie mieć problemów z kontrolami, które zabierają dużo czasu. Normalny człowiek mając jedno życie chce poświęcać czas na pracę, rodzinę czy wypoczynek, a nie na prowadzenie sporu z fiskusem. Sporu o którym wie, że zawsze stoi na złej pozycji.

Konstytucja gwarantuje, że podatki muszą być racjonalne, bo nie mogą naruszać istoty prawa własności. Racjonalność ta jest w rękach parlamentu, który uchwala wysokość stawek podatkowych. Nie trzeba być zbyt uważnym obserwatorem naszej rzeczywistości aby zauważyć, że ta „racjonalność” i „nienaruszenie istoty prawa własności” nie są poważnie traktowane przez rządzących.

Niby wszyscy oni wiedzą, bądź wiedzieć powinni, to, że im niższe podatki, tym ludzie chętniej będą je dobrowolnie płacili, a im wyższe, tym większa motywacja, aby szukać rozmaitych „optymalizacji” podatkowych. Od lat przypadający w czerwcu DWP jest dowodem, że tej prostej zasady kolejni rządzący nie przestrzegają. Jednak dla wielu jest to też powód do małego optymizmu, bo po tym dniu będą pracowali rzeczywiście „dla siebie”.

Niestety są też obywatele, a nawet całe grupy, które DWP świętować nie będą, bo dla nich taki dzień nigdy nie nastąpi.

Niby wszyscy oni wiedzą, że im prostszy system podatkowy, tym obywatele sprawniej będą płacić podatki. Obywatel zapłaci tylko taki podatek jaki zrozumie, że na nim ciąży. Podatek musi jasno wynikać z ustawy, która ma chronić jego konstytucyjnych praw. Nie może on się domyślać jaki podatek właściwie ma zapłacić. Nie może być też tak, że podatki „wymyślane” są przez garstkę nadgorliwych urzędników, a tym bardziej nie może być tak, że „wymyślony” podatek zaakceptuje sądownictwo w ramach źle pojętej kontroli działania administracji, która często sprowadza się do firmowania tego co urząd zrobił, zamiast ochrony praw obywateli.

Sytuacje takie wcale nie są rzadkością i zajmuje się nimi Fundacja Praw Podatnika. Spotyka to najczęściej zwykłych, przeciętnych obywateli, np. tych, którzy w spadku po najbliższej rodzinie dostali mieszkanie obciążone kredytem. Gdy spadkobiercy nie są w stanie spłacać rat, to muszą sprzedać to mieszkanie. Otrzymane pieniądze oczywiście przekazują do banku na spłatę kredytu. Natomiast wskutek zadziwiającej interpretacji przepisów przez nadgorliwych urzędników zaakceptowanej przez orzecznictwo „wymyślono”, że państwu należy się podatek dochodowy (!) od tego, co dostał bank.

Ten podatek dochodowy pobierany od lat jest czystym wymysłem urzędniczo-sądowym. Wymuszona tą absurdalną praktyką dokonana została zmiana ustawy. Spowodowała, że nie jest on naliczany, ale dopiero od spadków nabytych po 2018 roku. Czyli nadal jest nakładany, gdy dokonano spłaty długów spadkowych ze sprzedaży mieszkania nabytego w 2017 czy 2018 roku.

Osoby, które np. spłaciły do banku 500 tys. zł kredytu wziętego przez spadkodawcę na spadkowe mieszkanie, zobowiązane są zapłacić 19% od tej kwoty podatku dochodowego, czyli muszą zapłacić 95 tys. zł podatku.

Dla większości z tych osób DWP jest dniem teoretycznym, ale w tym znaczeniu, że nie nastąpi nigdy”.

Co piąta apteka zadłużona

Apteki zwiększyły sprzedaż dzięki ofiarności Polaków kupujących leki bez recepty i środki opatrunkowe dla Ukraińców, a także z powodu szerszego dostępu pacjentów do lekarzy po zniesieniu obostrzeń pandemicznych. To jednak krótkotrwały sukces, bo choć marzec br. był doskonały pod tym względem, to w kwietniu i maju sprzedaż zaczęła spadać. Nie poprawi to sytuacji placówek farmaceutycznych, które zmagają się z problemami finansowymi. Z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że co 5. apteka jest zadłużona. Ich łączne zaległości sięgają 82,8 mln zł.

Według danych GUS ze stycznia 2022 r. w Polsce funkcjonuje 11,9 tys. aptek. 2,4 tys. z nich – czyli co 5. – jest notowana w KRD jako dłużnik. Na sytuację finansową branży do niedawna duży wpływ miała pandemia. Jak podaje firma badawczo-doradcza Pex PharmaSequence, w kwietniu sprzedaż w aptekach wzrosła o 14,6 proc. w stosunku do tego samego miesiąca 2021 r. W znacznej mierze był to efekt słabej sprzedaży w ub.r. spowodowanej lockdownem galerii handlowych, gdzie mieści się wiele aptek. Wprawdzie były one czynne, ale brakowało klientów. Drugi czynnik windujący sprzedaż to odwrót pandemii i większa możliwość leczenia pacjentów z chorobami innymi niż COVID-19. W zestawieniu z marcem tego roku widać jednak spadek sprzedaży o 7,9 proc.

Marża rośnie i spada

W kwietniu średni obrót jednej apteki wyniósł 289 tys. zł. To o 17,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Przeciętna marża na wszystkich lekach sięgnęła 25,1 proc. i była wyższa o 2,5 proc. niż rok wcześniej. Ale wobec marca tego roku zmniejszyła się o 1 proc.

Niestety już w pierwszej połowie maja było widać słabszą sprzedaż na rynku farmaceutycznym. Dynamika spowolniła i wyniosła 11 proc. w zestawieniu z tym samym okresem poprzedniego roku. Natomiast w stosunku do kwietnia odnotowano 20-proc. spadek.

Szansą na wyższe przychody na rynku farmaceutycznym będzie zakup leków na receptę przez Ukraińców, którzy wraz z nadaniem numerów PESEL zaczynają funkcjonować w naszym systemie zdrowia na równi z Polakami.

Falujące zadłużenie

Analizując bazę danych Krajowego Rejestru Długów widać, że apteki w okresie pandemii najmocniej borykały się z zadłużeniem we wrześniu 2021 r. Ich zaległości osiągnęły wówczas poziom 124,9 mln zł. Miało je 2420 placówek, a średnie zadłużenie wynosiło wyjątkowo dużo, bo 51,6 tys. zł.

Dziś kwota zaległości zmalała do 82,8 mln zł, a liczba niesolidnych płatników do 2413. Przeciętne zadłużenie jednej apteki to obecnie 34,3 tys. zł.

Wpływ na tę zmianę ma m.in. kurczące się grono funkcjonujących placówek. Firma Grant Thornton wskazuje, że pandemiczny 2020 r. przyniósł mocny spadek liczby aptek. W porównaniu do 2019 r. ubyło ich 828, a w porównaniu do danych sprzed 3 lat rynek skurczył się o 1,8 tys. punktów. Według ostatnich dostępnych danych GUS w styczniu 2022 r. było w Polsce 11,9 tys. placówek, w tym 240 ze sprzedażą internetową. Daje to spadek o 1,6 proc. w stosunku do ub.r. Zdaniem Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek to dobra wiadomość, bo – w jego opinii – takich punktów jest w naszym kraju za dużo. Przeciętnie na aptekę w Polsce przypada ponad 2,9 tys. osób, a średnia w Unii Europejskiej to 4,6 tys. osób.

Nakładając na to dane KRD, widać, że co piąta placówka nie reguluje w terminie swoich zobowiązań finansowych. Wśród aptek, które mają problemy z płatnościami, dominują te prowadzone w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Ich zaległości wynoszą ponad 71 milionów złotych i stanowią 85 procent długów całego sektora. Pandemia, wbrew pozorom, nie pomogła branży. Początkowo konsumenci robili zapasy leków i środków medycznych w obawie przed ich brakami, co mocno napędziło sprzedaż, ale później rynek się nasycił – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Apteki nie płacą firmom farmaceutycznym

Na ten rok przewidywany jest niewielki, bo 4-5-procentowy wzrost sprzedaży, co może wpłynąć na zdolność części aptek do regulowania zobowiązań.

Obecnie najwięcej, bo 23,5 mln zł, apteki są winne bankom, ubezpieczycielom, firmom leasingowym i faktoringowym. Kolejne 23 mln zł firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, które przejęły należności od pierwotnych wierzycieli, a także 7,3 mln zł firmom z branży farmaceutycznej. Z kolei 3,2 mln zł to długi za rachunki telefoniczne.

Najwięcej niezapłaconych faktur i rachunków mają apteki działające na Mazowszu, gdzie uzbierało się 17,2 mln zł długów. Drugie jest województwo śląskie z 11,1 mln zł zaległości, a trzecie łódzkie, gdzie placówki powinny oddać 9,4 mln zł.

Najmniej zadłużone są apteki z województwa warmińsko-mazurskiego, które powinny zapłacić kontrahentom 1,3 mln zł.

– Obrót lekami jest mało rentowny. Wprawdzie marzec przyniósł wzrost przychodów, ale nałożyła się na to wysoka inflacja. W efekcie nadwyżka została skonsumowana przez rosnące koszty stałe prowadzenia działalności. Aptekom pozostały do uregulowania kwoty za zakupy leków, których wymagalność przypadła już na maj i kwiecień, czyli kolejne miesiące spadków. Zamknięcie najsłabszych podmiotów lekko skorygowało całkowitą kwotę zadłużenia, ale decyzja NFZ o wydłużeniu czasu wypłat refundacji zagrozi płynności kolejnych aptek. Ministerstwo Zdrowia zapowiada od lipca tego roku wprowadzenie do dystrybucji aptecznej leków biorównoważnych, co dodatkowo zwiększy udział refundacji w przychodach aptek. Wszystko to razem z wysokim kosztem pieniądza nie pozwala wierzyć, że małe podmioty będą w stanie uzyskać kredyty, aby zachować stabilność. Branża potrzebuje pilnych działań finansujących detal apteczny i wspierających jej płynność, bo w przeciwnym razie placówki zredukują stoki, czyli zapasy magazynowe leków, których sprzedaż w wielu wypadkach nie pokrywa już kosztów przechowywania – podsumowuje Karolina Wotlińska-Pełka, ekspert rynku aptek, członkini Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.

Czy polska potrzebuje cyfrowej waluty państwowej?

Europejski Bank Centralny zapowiedział, że w 2023 roku rozpoczyna testy nad wprowadzeniem cyfrowego euro, a 2026 to data, w której cyfrowa waluta europejska ma już w pełni obowiązywać. Polski bank centralny również analizuje rozwój centralnej waluty państwowej (ang. Central Digital Currency, CBDC). – Presja UE może narzucić tempo prac także w krajach członkowskich. Chociaż wprowadzenie w Polsce cyfrowego złotego staje pod znakiem zapytania z wielu powodów – od braku ram prawnych aż po społeczne obawy wynikające z oporu przed kontrolą państwa – wskazuje Klaudia Dąbrowska, Associate z kancelarii Wolf Theiss.

Specyfika CBDC, czyli cyfrowej waluty banku centralnego, wiąże się przede wszystkim z tym, że w odróżnieniu od kryptowalut jest środkiem płatniczym emitowanym wyłącznie przez banki centralne. W założeniu może, ale nie musi wykorzystywać blockchain czy technologię rozproszonego rejestru (DLT).

W ostatnim czasie prace nad CBDC przyspieszyły – prowadzi je już niemal sto banków centralnych. Chiny jako główny gracz na rynku CBDC ogłosiły, że całkowicie chcą zastąpić yuana jego cyfrowym odpowiednikiem eCNY. Nad własną walutą pracował także Facebook. Nawet SWIFT przed kilkoma dniami ogłosił, że wchodzi w fazę przygotowań do rozpoczęcia współpracy z centralnie kontrolowanymi walutami cyfrowymi CBDC.

Obserwujemy swoistą presję Europejskiego Banku Centralnego, który już od kwietnia br. prowadzi konsultacje społeczne dotyczące możliwości wprowadzenia cyfrowego euro. Padają konkretne daty. To sugeruje, że decyzja polityczna, co do wprowadzenia cyfrowej waluty w UE zapadła, a co za tym idzie – może nas czekać rewolucja na rynku usług finansowych – mówi Klaudia Dąbrowska.

Prezes EBC Christine Lagarde nie kryje swojego krytycznego stosunku do kryptowalut, jednocześnie przeciwstawiając im cyfrowe euro jako bezpieczniejszy środek przechowywania wartości. W ślad za tym poszły także zapowiedzi Komisji Europejskiej, że w przyszłym roku gotowe będą również ramy prawne do wprowadzenia cyfrowej waluty w UE.

– Wprowadzenie kontrolowanej centralnie waluty państwowej oznacza bowiem konieczność współpracy banku centralnego z innymi bankami krajowymi oraz pozostałymi dostawcami usług płatniczych, a w zasadzie zaprojektowanie systemu współpracy na nowo – dodaje Klaudia Dąbrowska.

Jak podaje Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), czy ośrodek analityczny Atlantic Council, w 2022 roku do niemal stu zwiększyła się liczba banków centralnych pracujących nad koncepcją CBDC. Na razie liderami we wprowadzaniu CBDC są – poza Chinami – takie kraje jak: Nigeria, Kambodża, RPA czy Urugwaj, ale jeszcze przed wojną do tej czołówki zaliczyć można było Ukrainę, która w lipcu 2021 roku uchwaliła ustawę wprowadzającą e-hrywnę jako standardowy środek płatności. Prototyp cyfrowej waluty ukraińskiej został przetestowany na platformie Stellar, ostatecznie jednak e-hrywny nie wprowadzono do publicznego obiegu.

– Wśród zalet wprowadzenia cyfrowej waluty wymienia się głównie jej stabilność. Bezpieczeństwo ma odróżniać CBDC od zyskujących na popularności kryptowalut. Patrząc z punktu widzenia systemu finansowego, CBDC znacznie uprościłoby rozliczenia pomiędzy bankami centralnymi i krajowymi, oraz rozliczenia międzynarodowe. Łatwiej także byłoby bankom centralnym reagować na zmiany na rynku, a nawet kontrolować sytuację gospodarczą. Specjaliści z Europejskiego Banku Centralnego mówią zresztą wprost o szansach na pobudzenie gospodarcze wywołane wprowadzeniem cyfrowego euro. Jednak z punktu widzenia konsumentów i pojedynczych użytkowników nie można lekceważyć obaw związanych z wprowadzeniem CBDC – od wprowadzania limitów, które wiązałyby się z tym, że bank centralny zmuszałby niejako użytkowników do wydania określonych kwot w określonym terminie, przez monitorowanie każdej transakcji, co grozi naruszaniem prywatności osobistej, aż po obawy utraty środków – choćby w efekcie decyzji banku centralnego – czy obawy związane z dowolnym rozporządzaniem nimi przez państwo – wylicza ekspert.

Obawy społeczne wymienia się zresztą jako największą przeszkodę do powszechnego wprowadzenia CBDC w wielu krajach. Mając tego świadomość, Europejski Bank Centralny podkreśla, że gotówka nie zniknie, a unijne CBDC będzie jedynie alternatywnym środkiem płatniczym, istniejącym obok fizycznego euro.

– Wydaje się, że właśnie brak powszechnej potrzeby wprowadzenia cyfrowej waluty na rynek polski oraz brak ram prawnych leżą u podstaw powściągliwości Narodowego Banku Polskiego. Nie bez powodu, w opublikowanym w maju 2021 roku obszernym raporcie na temat CBDC, NBP skupiał się w przede wszystkim na monitorowaniu możliwości rozwoju CBDC, nie podejmując na ten moment prac badawczych zmierzających w kierunku wprowadzenia cyfrowego złotego – zauważa Klaudia Dąbrowska.

W raporcie NBP stwierdza, że „wyniki prowadzonych analiz wskazują na brak wyraźnych korzyści z wprowadzenia pieniądza cyfrowego banku centralnego w Polsce w stosunku do dostrzeganych rodzajów ryzyka związanego z jego emisją dla gospodarki, obrotu pieniężnego i systemu finansowego”.

– CBDC to innowacyjna forma pieniądza, ale niekonieczne musi oznaczać innowacyjny instrument płatniczy, szczególnie jeśli będzie – tak jak w tej chwili się o tym mówi – jedynie alternatywnym, istniejącym obok gotówki i innych instrumentów płatniczych środkiem płatniczym. Mimo wszystko jednak nie zdziwiłabym się, że po wprowadzeniu cyfrowego euro nastąpią zmiany w systemie bankowym. Oczywistym wydaje się, że zniknie anonimowość przy dużych transakcjach, a limity w obrocie i gromadzeniu środków wymuszą nowe zachowania użytkowników. Nie mam wątpliwości, że czekają nas także zmiany na rynku kryptowalut. I to nie jest żadna odległa przyszłość, a determinacja EBC w tym zakresie, może przyspieszyć prace nad CBDC w Polsce, zwłaszcza że istnieje realne ryzyko, że cyfrowe euro zacznie wypierać złotego. Wszystko zależy od tego jakie będą granice używania wspólnej europejskiej cyfrowej waluty i w jakim stopniu dojdzie do jego upowszechnienia. Choć dziś jest za wcześnie by udzielić na te pytania odpowiedzi, to jest to czynnik, który nie powinien być ignorowany przez NBP i na pewno bacznie analizowany –  podsumowuje Klaudia Dąbrowska.

Zmian w tym zakresie, według zapowiedzi EBC, można się spodziewać już w 2023 roku. Członek zarządu EBC Fabio Panetta powiedział, podczas przemówienia w National College of Ireland, że faza testowania CBDC przez EBC rozpocznie się w 2023 r., a pełne wdrożenie planowane jest na 2026 r. Kraje członkowskie będą mogły testować cyfrowe euro przez trzy lata, zanim waluta będzie mogła być używana publicznie.

Kontrakty na S&P 500 i WIG-20 atakują majowe dołki

Po silnym piątkowym spadku cen akcji w USA (S&P 500 -2,91 proc., DJIA -2,73 proc., Nasdaq Composite -3,52 proc.) dziś rano ceny kontraktów na amerykańskie akcje nadal zniżkowały (S&P 500 -1,94 proc., DJIA -1,59 proc., Nasdaq 100 -2,31 proc.) zbliżając się do swych minimów z 20 maja. Podobnie zachowywał się WIG-20 (-2,09 proc. ok godz. 10-tej).

Zdecydowany ruch w dół wykonał w ostatnich dniach kurs Bitcoina. Okolice poziomu 30000 USD zostały zdecydowanie porzucone i kurs dynamicznym ruchem – dziś rano -9,8 proc. – spadł poniżej 25000 USD czyli do najniższego poziomy od końca 2020 roku. W okolicach poziomu 20000 USD znajduje się potencjalny poziom wsparcia wyznaczany przez szczyt poprzedniej cyklicznej hossy na tym instrumencie z grudnia 2017.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych znalazła się dziś rano o krok od przełamania poziomu szczytu z 2018 roku, co oznaczałoby ustanowienie 11-letniego maksimum. Rentowność amerykańskich 2-latek wyszła na najwyższy poziom od jesieni 2007 roku. Swe nowe cykliczne maksima osiągały dziś rentowności właściwie wszystkich 10-letnich obligacji skarbowych w krajach strefy euro. Polskie 10-letnie obligacje skarbowe osiągnęły dziś najwyższy poziom rentowności od czasu paniki wywołanej jesienią 2008 upadkiem amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers.

Słabe były dziś nie tylko akcje i obligacje, ale również surowce, chociaż w tym segmencie rynku spadki nie były zwykle dużej (Brent –0,85 proc., WTI -2,08 proc., kontrakty na amerykański gaz ziemny -2,84 proc.).

Umacniał się amerykański dolar. Osiągnął dziś swe nowe cykliczne maksima względem walut kilku krajów azjatyckich: Indii, Japonii, Malezji, Filipin i Tajlandii. Najwyżej w historii był również dziś rano kurs dolara względem węgierskiego forinta. Złoty również tracił (EUR/PLN +0,32 proc., USD/PLN +0,79 proc.).

Swe nowe roczne minimum osiągnął dziś mWIG-40 oraz – wśród indeksów sektorowych – WIG-Leki, WIG-Media, WIG-Gry oraz WIG-Banki. Jedynym rosnącym dziś – choć tylko minimalnie – składnikiem WIG-u 20 były dziś rano akcje PKN Orlen. Wszystkie akcje wchodzące w skład mWIG-u 40 taniały dziś rano (najmocniej – -8,08 proc. – ukraińskie Kernel).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Tylko w I kw. pacjenci złożyli do RPP ponad 2,7 tys. skarg pisemnych na usługi i podmioty medyczne

  • Mazowieckie i śląskie liderami. Polacy z tych województw najczęściej skarżą się do Rzecznika Praw Pacjenta
  • Polacy najczęściej skarżą się RPP na niedostateczne zapobieganie i przeciwdziałanie COVID-19

W I kw. br. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta odnotowało ponad 33,6 tys. rozmów z pacjentami w kwestii nieprzestrzegania ich praw. To o 6%, mniej niż rok wcześniej, ale o prawie 15% więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku. Natomiast w stosunku do trzech pierwszych miesięcy 2019 roku widać wzrost o blisko 88%. Do tego ostatnio złożono przeszło 2,7 tys. skarg pisemnych. Nastąpił spadek o ponad połowę rdr. i jednocześnie skok o podobne wartości wobec I kw. lat 2019-2020. W przeciwieństwie do poprzednich lat, w tym roku najczęstsze zgłoszenia dotyczyły zapobiegania i przeciwdziałania COVID-19. Jednak, podobnie jak wcześniej, najwięcej doniesień było w woj. mazowieckim. Ostatnio ustalono 225 naruszeń. RPP w sumie podjął 901 pisemnych i 1 097 telefonicznych interwencji.

Rozmowy i skargi

Jak wynika z danych Biura Rzecznika Praw Pacjenta, w I kw. br. za pośrednictwem infolinii przeprowadzono 33 604 rozmowy z pacjentami. Było ich o 6% mniej niż w analogicznym okresie 2021 roku (35 745), ale więcej niż od stycznia do marca 2020 roku (29 301) i 2019 roku (17 893). Wzrosty wyniosły odpowiednio 14,7% i 87,8%. Dodatkowo wiadomo, że w br. ok. 40% rozmów zarejestrowano jako skargi na nieprzestrzeganie praw pacjentów w podmiotach leczniczych.

– Na powyższe statystyki i wzrosty związane z rozmowami telefonicznymi z pacjentami z pewnością wpłynęło uruchomienie w listopadzie 2018 roku Telefonicznej Informacji Pacjenta, która powstała w wyniku połączenia Bezpłatnej Ogólnopolskiej Infolinii Rzecznika z infolinią NFZ. Jest ona darmowa i czynna całą dobę. Ma to wpływ na preferowanie tej formy kontaktu, która jednocześnie daje najszybszą możliwość zgłoszenia sprawy i nie wymaga od pacjenta żadnych formalności – stwierdza radca prawny dr Karolina Mazur.

W I kwartale br. złożono 2 714 skarg pisemnych. To o 52,3% mniej niż rok wcześniej (5 684) i o 53,2% więcej niż od stycznia do marca 2020 roku (1 772). W stosunku do analogicznego okresu 2019 roku ostatnio nastąpił wzrost o 57,2% (1 727).

– Wyniki z poszczególnych lat mogą być związane z różną dostępnością do świadczeń zdrowotnych   przed pandemią, na jej początku i w trakcie. Wskazują one, iż pacjenci coraz lepiej znają swoje prawa i wiedzą, kiedy może dochodzić do ich łamania. Wydaje się, że składanie skargi pisemnej jest ostatecznością. Najczęściej to wypadkowa wielu czynników, choć zdarzają się także działania podejmowane pod wpływem impulsu – mówi dr Dominik Olejniczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Najwięcej zgłoszeń

Biuro RPP podaje również, że w I kw. br. zgłoszenia pacjentów najczęściej dotyczyły zapobiegania i przeciwdziałania COVID-19 – 20%, POZ – 19%, a także lecznictwa szpitalnego – 18%. Rok wcześniej wyglądało to inaczej – POZ – 34,9%, lecznictwo szpitalne – 13%, AOS – 10%. Od stycznia do marca 2020 najczęściej zgłaszane problemy obejmowały POZ – 24%, AOS – 23%, lecznictwo szpitalne – 22%, a w I kw. 2019 roku – lecznictwo szpitalne – 24%, AOS – 20%, a także POZ – 15%.

– Epidemia miała wypływ na metodykę i organizację udzielania świadczeń. W ramach POZ wprowadzono obowiązek zapewnienia pacjentom możliwości skorzystania z teleporad. Był to nowy standard opieki zdrowotnej. Pacjenci interweniowali m.in. w sprawie braku możliwości skorzystania z osobistych wizyt u lekarza POZ. To wpłynęło na większą ilość skarg i interwencji w stosunku do podstawowej opieki zdrowotnej, co było sytuacją odwrotną niż w 2019 roku, kiedy najwięcej zgłoszeń dotyczyło leczenia szpitalnego – komentuje dr Karolina Mazur.

Jak stwierdza dr Olejniczak, funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w dobie pandemii COVID-19 jeszcze przez wiele lat będzie przedmiotem dyskusji. Z pewnością jednym z głównych problemów był brak wystarczającego dostępu do świadczeń POZ. Zatem zastrzeżenia pacjentów w związku z tą sytuacją są uzasadnione. W obliczu kryzysu pomocy szukano głównie na SOR-ach, których rola nie polega jednak na zastępowaniu niedoborów w POZ.

– Wskazać można, iż od 2020 roku podstawowa opieka zdrowotna stała się głównym miejscem diagnozowania nowych zakażeń SARS-CoV-2, a wyspecjalizowane szpitale jednoimienne hospitalizowały pacjentów w ciężkim stanie. Cześć świadczeń szpitalnych została wstrzymana lub ograniczona, co przełożyło się na dostęp do nich dla pacjentów innych niż z podejrzeniem lub zdiagnozowanym COVID-19 – przypomina dr Mazur.

Od stycznia do marca br. najwięcej skarg wpłynęło z woj. mazowieckiego – 20%, śląskiego – 15%, a także dolnośląskiego – 10%. Taka sama kolejność województw wystąpiła w zestawieniu I kw. ubiegłego roku – mazowieckie – 23%, śląskie – 13%, dolnośląskie – 9%. Dane roczne z 2020 roku również ją potwierdzają – mazowieckie – 22%, śląskie – 18%, dolnośląskie – 10%. W całym 2019 roku było identycznie – mazowieckie – 24%, śląskie – 15%, dolnośląskie – 11%.

– Mazowieckie i śląskie to najludniejsze województwa w kraju. To przekłada się na liczbę podmiotów udzielających świadczeń zdrowotnych, a w konsekwencji – na ilość wykonywanych usług. Oddziały wojewódzkie NFZ dysponują tam również największą wartością zakontraktowanych i realizowanych świadczeń. Do tego wysoka świadomość pacjentów mieszkających w tych województwach odnośnie swoich praw skutkuje dużym wpływem skarg – wyjaśnia dr Karolina Mazur.

Naruszenia i interwencje

Rzecznik Praw Pacjenta ustalił, że w I kw. br. w 225 sprawach zostały naruszone prawa pacjenta. To o ok 6,3% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. (240). Natomiast ostatnio takich przypadków było więcej niż dwa lata i trzy lata wcześniej – odpowiednio o 24,3% (181) i o 144,6% (92).

– Spadek wydolności systemu ochrony zdrowia w czasie pandemii mógł powodować poczucie naruszania praw pacjenta. Nastała sytuacja, dla większości osób związanych z systemem ochrony zdrowia, znana dotąd tylko z podręczników, co niekiedy powodowało działanie metodą prób i błędów. Może to nieco dziwić, ponieważ jednym z głównych zadań zdrowia publicznego, które nie jest w Polsce niczym nowym, jest przewidywanie zagrożeń, także epidemiologicznych, by móc się na nie przygotować i odpowiednio reagować. Zmniejszenie liczby skarg zapewne było spowodowane powrotem dostępności do świadczeń zdrowotnych, choć ta wciąż nie spełnia oczekiwań wielu pacjentów. Ci skupili się obecnie np. na zaległych badaniach i innych odłożonych procedurach, co można uznać za pozytyw – tłumaczy ekspert z WUM.

Ponadto z danych wynika, że od stycznia do marca br. RPP podjął 901 pisemnych i 1 097 telefonicznych interwencji. To mniej niż w analogicznym okresie ub.r. – odpowiednio 1 102 i 3 742.

– Ilość interwencji telefonicznych i pisemnych w I kw. 2021 roku ewidentnie miała związek z sytuacją epidemiczną oraz zmienionymi zasadami udzielania świadczeń zdrowotnych. Natomiast ostatnie wyniki mogą świadczyć o ustabilizowaniu sytuacji związanej z rozprzestrzenianiem wirusa SARS-CoV-2 – podsumowuje radca prawny dr Karolina Mazur.

Podział nieruchomości – jak wygląda postępowanie, ile można zarobić?

Z reguły znalezienie kupca na działkę, mieszkanie czy dom o dużym metrażu nie jest proste. Jeżeli nie chcesz przez kolejne miesiące ponosić wydatków związanych z utrzymaniem nieruchomości, rozważ jej podział. Jak to zrobić? Przeczytaj. 

Techniczny i prawny podział  – od czego zacząć?

Jeżeli jesteś właścicielem dużego domu jednorodzinnego lub mieszkania, w pierwszej kolejności powinieneś upewnić się, że techniczny podział nieruchomości będzie w ogóle możliwy. Warto w tym celu zasięgnąć opinii specjalisty. Nie każde mieszkanie można bowiem podzielić na dwa mniejsze i nie z każdego domu można zrobić bliźniaka. Dlaczego?

Po podziale nieruchomości powinny powstać samodzielne lokale lub działki z dostępem do drogi. Obowiązujące przepisy precyzują, jakie warunki musi spełniać nieruchomość zarówno przed, jak i po dokonaniu podziału. Przykładowo, nie jest możliwy podział nieruchomości, jeżeli działki nie mają dostępu do drogi publicznej.

Podział nieruchomości – przygotowanie i złożenie wniosku

Jak przebiega procedura podziału? Jeżeli nieruchomość, którą chcesz podzielić, jest objęta miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, powinieneś:

  • złożyć wniosek o podział nieruchomości wraz z wymaganymi załącznikami (należą do nich m.in. dokumenty stwierdzające tytuł prawny do nieruchomości) – w zależności od lokalizacji nieruchomości wniosek będziesz składał do wójta, burmistrza lub prezydenta miasta;
  • poczekać na wstępną opinię projektu podziału – jest ona wydawana po sprawdzeniu wniosku od strony formalnej (urzędnicy weryfikują m.in. czy złożyłeś wszystkie wymagane załączniki);
  • złożyć operat podziału nieruchomości – o jego przygotowanie będziesz musiał zwrócić się do geodety, w prawidłowo sporządzonym operacie powinna znaleźć się m.in. mapa z projektem podziału i wykaz zmian gruntowych.

Gdy spełnisz wszystkie wymagane przepisami formalności, otrzymasz decyzję zatwierdzającą podział. Sprawę powinieneś załatwić w ciągu miesiąca, ale w niektórych przypadkach urzędnicy mogą potrzebować więcej czasu, nawet do dwóch miesięcy.

Czy na podziale nieruchomości można zarabiać?

Tak, to jeden z mniej popularnych sposobów inwestowania w nieruchomości. Jeżeli interesuje Cię rynek nieruchomości, jednak nie chcesz kupować mieszkania pod wynajem, możesz spróbować flipowania lub zarabiania na podziale dużych nieruchomości. Szczególnie popularny jest podział mieszkań mieszczących się w kamienicach. Ich metraż oraz specyfika sprzyja podziałom – możliwe jest uzyskanie np. dwóch w pełni samodzielnych mieszkań. Jeżeli nie chcesz remontować nieruchomości, rozwiązaniem jest inwestowanie w działki z potencjałem.

Ile można zarobić na podziale mieszkania, domu jednorodzinnego czy działki? Trudno mówić o konkretnych kwotach. Każda nieruchomość jest inna. W przypadku mieszkań czy domów jednorodzinnych będziesz musiał liczyć się z kosztami przebudowy. Dużo tańszy jest podział działek. O opłacalności przedsięwzięcia musisz zdecydować samodzielnie, jednak rozsądne inwestowanie może przynieść zwrot rzędu 5-7 proc., czyli więcej niż oferuje lokata bankowa.

Materiał opracowany przez ekspertów portalu GetHome.

Inflacja w USA najwyższa od ponad 40 lat. Rośnie presja na Fed

Amerykańska Rezerwa Federalna prawdopodobnie podniesie w przyszłym tygodniu swoją główną stopę procentową o 50 punktów bazowych, podobnie jak na ostatnim posiedzeniu. Spekulacje o możliwym wstrzymaniu stóp procentowych we wrześniu należy wysłać do lamusa, szczególnie po ostatnich danych inflacyjnych, które pokazały, że szczyt dynamiki wzrostu cen w USA nie został osiągnięty.

Po tym, jak prezes Fed Powell już na konferencji prasowej po posiedzeniu w maju zaznaczył, że „dużych” podwyżek stóp o 50 punktów bazowych można się spodziewać także na posiedzeniach w czerwcu i lipcu, dyskusje na temat polityki pieniężnej koncentrowały się na tym, co może nastąpić później. Prezes Fed z Atlanty Raphael Bostic był jednym z pierwszych, którzy zasugerowali możliwość wstrzymania się z podwyżkami na wrześniowym posiedzeniu. „Mam pewien punkt widzenia, w którym uważam, że przerwa we wrześniu może mieć sens” – powiedział Bostic. Inni urzędnicy Fed, tacy jak wiceprzewodnicząca Lael Brainard, są bardziej ostrożni: „W tej chwili bardzo trudno jest dostrzec argumenty przemawiające za przerwą”. Za szybszym tempem podwyżek opowiadała się ostatnio prezeska Fed z Cleveland – Loretta Mester.

Przed publikacją danych CPI w piątek 10 czerwca można było jeszcze zakładać, że jeśli wskaźniki pokażą mniejsze wartości, wówczas istnieje opcja podwyżek słabszych. Mam tu na myśli ruch o 25 punktów bazowych. W tym momencie, kiedy znamy dane za maj, rynek może zacząć ponownie spekulować możliwość ruchu o 75 bps. Reakcja dolara jest dość klarowna i jasna do wytłumaczenia. USD ma pole do dalszej aprecjacji, szczególnie, że w maju mieliśmy korektę. Zejście ponownie pary walutowej EUR/USD do dołka z 13 maja na 1,0360 uważam, za jak najbardziej prawdopodobne.

Wydaje się, że inflacja w USA jest bardziej trwała niź to się wielu osobom wydawało. W dużej mierze wzrosła presja cenowa na usługi, na które znów jest większe zapotrzebowanie po ustaniu pandemii. Czynnikiem koszto-twórczym w największym stopniu są gwałtownie rosnące płace.
Po piątkowej publikacji CPI kontrakt na przyszłą stopę procentową FRA9x12 urósł do poziomu 3,75 proc., podczas gdy jeszcze tego samego dnia stawki wskazywały wartość poniżej 3,6 proc.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

NBP widzi już koniec cyklu podwyżek stóp procentowych

Analiza wystąpienia prezesa Narodowego Banku Polskiego po czerwcowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej oraz lektury protokołu z majowych obrad tego gremium, dają pewne wskazówki w kwestii tego, czego możemy się spodziewać zarówno w najbliższej, jak i tej nieco dalszej perspektywie.

Prezes Adam Glapiński ostatnio składa dużo bardziej ostrożne deklaracje i przedstawia warunki, które mogą skłonić nasze władze monetarne do określonych działań i decyzji, niż robił to jeszcze kilka miesięcy temu. Choć więc stanowczych zapowiedzi nie ma zbyt wiele, można jednak mówić o wyraźnej poprawie komunikacji NBP i RPP z uczestnikami rynku i obywatelami.

W horyzoncie najbliższych kilku miesięcy należy spodziewać się kontynuacji cyklu podwyżek stóp procentowych. Do jakiego poziomu zostaną one podniesione – trudno przewidzieć, ale mimo ogólnikowości stwierdzenia, że cykl ten jest bliżej końca, niż początku, pewne wnioski można wyciągnąć. Jeden – najbardziej zasadniczy – dotyczy tego, że docelowy poziom podstawowej stopy procentowej będzie bardziej zależał od dynamiki procesów inflacyjnych, niż od tego, co będzie się działo w gospodarce. Prezes Glapiński jednoznacznie zadeklarował, że głównym, ustawowym zadaniem NBP jest utrzymanie inflacji w ryzach i stopniowe sprowadzenie jej do przyjętego celu, określonego na 2,5 proc. z tolerancją do jednego punktu procentowego w dół i w górę.

Ocena, mówiąca, że polska gospodarka jest w bardzo dobrej kondycji i tak pozostanie, mimo przesądzonego już wyraźnego spowolnienia dynamiki PKB, stanowi potwierdzenie tezy o prymacie walki z inflacją. W trakcie konferencji usłyszeliśmy też dwa bardzo ważne stwierdzenia, choć obwarowane one były wieloma założeniami. Prezes Glapiński, pytany o szacowany poziom inflacji w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy, określił go jako zbliżony do 6 proc. To nadal daleko od wspomnianego celu inflacyjnego, ale mamy dość jasną perspektywę, choć zależną od sytuacji na rynkach surowców energetycznych i rolnych oraz od ewentualnego wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń. Drugim konkretem była sugestia o możliwości zakończenia cyklu zaostrzania polityki pieniężnej w drugiej połowie przyszłego roku, a nawet obniżek stóp pod jego koniec, być może w trzecim kwartale 2023 r.

Te deklaracje dają pewną podstawę do prognozowania rozwoju sytuacji, ale wyraźnie wskazują, że należy uważnie śledzić zjawiska inflacyjne. W krótszym horyzoncie, do końca obecnego roku, cenną wskazówką dla decyzji RPP będzie lipcowa projekcja inflacji. To sporządzany trzy razy w roku szczegółowy dokument, zawierający nie tylko prognozę inflacji, ale także prawdopodobne scenariusze rozwoju sytuacji w gospodarce. To na ich podstawie RPP podejmuje swoje decyzje. Do tej pory kolejne projekcje kreśliły scenariusze raczej pesymistyczne, czyli dalszy wzrost inflacji oraz nadchodzące spowolnienie w gospodarce. Po projekcji lipcowej przełomu raczej nie należy się spodziewać, ale być może pierwsze sygnały stabilizacji spowodują, że skala kolejnych podwyżek stóp procentowych może być mniejsza niż poprzednio, gdy szły w górę o od 0,75 do 1 punktu procentowego.

Z protokołu z majowego posiedzenia RPP wynika, że przedstawiciele tego gremium zwracają uwagę na tendencje globalne, w tym sygnały spowolnienia wzrostu gospodarczego, utrzymującą się wysoką inflację i postępujące zaostrzanie polityki pieniężnej przez główne banki centralne. Jednocześnie podkreślali, że sytuacja polskiej gospodarki pozostaje korzystna, w tym szczególnie mocny jest rynek pracy, choć presja na wzrost płac nieco się zmniejszyła. Zdaniem członków RPP – ryzyko dalszego wzrostu inflacji w najbliższych miesiącach nadal pozostaje podwyższone, choć w nieco dłuższej perspektywie presja inflacyjna będzie się zmniejszała” – analizuje Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce.

Euro znów powyżej 4,60 zł

Czwartek był dniem konferencji prezesów Banków Centralnych. Wbrew oczekiwaniom, pomimo że Adam Glapiński był gwiazdą mediów, to jednak dla rynków nie był szczególnie interesujący. W przeciwieństwie do Christine Lagarde.

Polska oczami prezesa NBP

Wczorajsza konferencja prasowa, jak zawsze w przypadku prezesa Adama Glapińskiego obfitowała w interesujące momenty. Show zawierało oczywiście opis wspaniałej rzeczywistości, którą mamy obecnie w Polsce. Prezes zauważa oczywiście problem inflacji, ale to jedyna rzecz, z którą się zmagamy. Oprócz tego jest idealnie. Wskaźniki gospodarcze, polityka rządu no i przede wszystkim właściwa osoba kierująca bankiem centralnym w czasie wysokiej inflacji. Czy rynki finansowe również patrzą na nasz kraj przez różowe okulary? Biorąc pod uwagę wyprzedaż złotego jednak nie. Można ją co prawda łączyć z wystąpieniem Christine Lagarde, które spowodowało ucieczkę kapitału z Europy. Efektem jest jednak pierwsze od początku czerwca wybicie ceny euro powyżej 4,60 zł.

EBC osłabiło euro

Wczorajsza konferencja Christine Lagarde pomimo tego, że teoretycznie mówiono o rzeczach, które rynek podejrzewał, mocno osłabiła euro. Jest to o tyle ciekawe, że rynek oczekiwał zapowiedzi podwyżek stóp i je otrzymał. Rynek oczekiwał informacji, że należy walczyć z inflacją i ją otrzymał. Pojawiły się nawet spekulacje o możliwym większym od oczekiwań wzroście stóp w lipcu. Generalnie to informacje sugerujące większe podwyżki stóp powinny raczej walutę umacniać. Dlaczego zatem euro osłabło? Głównie dlatego, że inwestorzy przez ostatnie tygodnie mocno wierzyli, że poprawa będzie jeszcze większa. Były to odważne założenia, patrząc na sposób działania EBC i właśnie na rynku widać konsekwencje tego nadmiernego optymizmu. Część analityków wierzyła nawet w możliwość podwyżki już na wczorajszym posiedzeniu. Chęć transparentnej komunikacji z rynkiem wyklucza jednak realnie taką możliwość.

Więcej bezrobotnych za Oceanem

Amerykański rynek pracy w dalszym ciągu ma swoje problemy. Bardzo szybko osiągnięto tam wysokie poziomy, po czym wbrew oczekiwaniom wielu analityków, nastąpiła pewna stagnacja. Ciężko mówić o Ameryce z bezrobociem na poziomie 3,6% jako o problemie. Z drugiej strony apetyt inwestorów był większy. Co ciekawe wczorajsze dane o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, pomimo tego, że były słabsze od oczekiwań, nie spowodowały osłabiania się dolara. Powodem był szerszy ruch na rynku wywołany konferencją Christine Lagarde z EBC po decyzji o niezmienianiu stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
14:30 – Kanada – bezrobocie.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Risk-off. Dolar zyskuje

Podjęta wczoraj po zapowiedzi przez prezes ECB Christine Lagarde pierwszej podwyżki stóp w strefie euro już w lipcu próba euro umocnienia się względem amerykańskiego dolara zupełnie się nie powiodła. Impuls wzrostowy kursu EUR/USD okazał się krótkotrwały i ostatecznie czwartkowa sesja zakończyła się spadkiem kursu EUR/USD o 0,92 proc. do najniższego poziomu od 23 maja.

Dziś rano mieliśmy do czynienia z lekkim odreagowaniem (EUR/USD +0,16 proc.). Z wczorajszych 20-letnich maksimów spadał dziś również kurs USD/JPY (-0,5 proc.). Złoty, który wczoraj się osłabił podążając śladami euro lekko się dziś rano umacniał (USD/PLN -0,33 proc., EUR/PLN -0,16 proc.).

Kurs Bitcoina względem USD nadal pozostawał przyspawany do poziomu 30000 USD (-0,21 proc.).

Silny wczorajszy spadek cen akcji w USA (S&P 500 -2,38 proc., Nasdaq Composite -2,75 proc., DJIA -1,94 proc.) zdeterminował słaby przebieg piątkowej sesji na giełdach Azji i Oceanii. Najwięcej – -1,78 proc. – tracił dziś filipiński PSEi. Jedynymi wyjątkami były dziś Shanghai Composite (+1,42 proc.) oraz Shanghai B-Share Index (+0,9 proc.). Ten ostatni indeks osiągnął dziś najwyższy poziom od 3 lat.

Również w Europie dominowały dziś rano spadki (DAX -1,28 proc., CAC 40 -1,28 proc.). WIG-20 (-1,6 proc. ok. 9:50 był dziś najniżej od 13 maja. Spadały dziś rano ceny wszystkich składników WIG-u 20 (najsilniej – o 3,16 proc. – akcje Santander Bank Polska). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś ceny akcji Orange Polska, Allegro, Cyfrowego Polsatu oraz CD Projekt.

Dziś rano swe nowe cykliczne maksima osiągnęły rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Australii, Singapurze, Hiszpanii, Grecji, Portugalii, Francji, Włoszech i Rumunii. Wczoraj z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w przypadku 10-latek rządów Szwajcarii, Czech, Wielkiej Brytanii, Finlandii i Kanady. Dziś rano najwyżej od końca 2018 roku była rentowność 2-letnich obligacji rządu USA.

Ceny kontraktów na ropę naftową lekko dziś rano spadały (WTI -0,65 proc., Brent -0,65 proc.)., ale utrzymywały się powyżej poziomu 120 dolarów za baryłkę. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie, która w środę była najwyższa od 2008 roku lekko dziś rosła (+0,22 proc.) po wczorajszym spadku. Wczoraj do najniższego poziomu od 1,5 roku spadła cena kontraktów na złom żelazny na LME.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Robotyzacja i automatyzacja odpowiedzią na kryzys inflacyjny

NACISKI: Brak pracowników i rosnące płace stymulują strukturalny rozwój automatyzacji i robotyki w celu zwiększenia wydajności. Jest to kluczowy czynnik napędzający wysokie wydatki inwestycyjne firm, zwłaszcza w sytuacji, gdy przeniesienie wybranych procesów przedsiębiorstwa za granicę jest obecnie trudniejsze – dzieje się tak, ponieważ firmy starają się bronić wysokich marż zysku. Na przykład, liczba instalacji robotów przemysłowych w ciągu ostatniej dekady potroiła się. W ubiegłym roku wzrosła o 27 proc, a w I kwartale tego roku w USA – o 28 proc. Branże automatyki, robotyki i sztucznej inteligencji to kolejne segmenty, w których (pomimo załamania wycen w branży technologicznej), widać pozytywne skutki obecnej presji makroekonomicznej, takie jak, na przykład, odnawialne źródła energii czy pojazdy elektryczne.

 

STRUKTURA: Spadek przyrostu ludności w wieku produkcyjnym, zwłaszcza na rynkach rozwiniętych i w Chinach, już teraz spowodował strukturalne przesunięcie w kierunku automatyzacji. Odsetek ludności w wieku 15-64 lat osiągnął najwyższy poziom (66 proc.) blisko dziesięć lat temu. Badania pokazują, że w dalszej perspektywie, ponad 50 proc. obecnych pracowników sektora spożywczego, piwowarskiego i handlu detalicznego może zostać zwolnionych. Sektory te charakteryzują się, po pierwsze – wysokim stosunkiem liczby pracowników do sprzedaży, po drugie – niższymi marżami zysku, po trzecie – jednymi z najwyższych obecnie wzrostów płac. Z kolei sektory takie jak technologia i opieka zdrowotna, zachowują się odwrotnie i dzięki temu,  mogą być mniej narażone.

 

INWESTYCJA: Nagła skłonność do automatyzacji ma wiele aspektów inwestycyjnych. Wygląda na to, że liczba robotów przemysłowych w dalszym ciągu będzie rosła bardzo szybko (od 110 robotów na 10 000 pracowników) i że nie będzie już koncentrować się na przemyśle samochodowym. Japonia (EWJ) i Chiny (CQQQ) dominują w łańcuchu wartości w tej dziedzinie. 5G jest istotnym czynnikiem umożliwiającym automatyzację – koncentrują się na nim @5GRevolution i Defiance Next Gen Connectivity (FIVG). ARK autonomous tech & robotics (ARKQ) ma całościowe spojrzenie, a jego największymi udziałowcami są Tesla (TSLA) i Trimble (TRMB). Kolejny aspekt stanowią firmy zajmujące się automatyzacją procesów robotycznych, takie jak UiPath (PATH).

światowe wykorzystanie robotów

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 09/06/2022.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Konsekwencje lockdownu w Szanghaju znów powodują zastój w międzynarodowym łańcuchu dostaw. Stoją kontenerowce na Morzu Północnym

W związku z trwającym od 1 kwietnia twardym lockdownem w Szanghaju handel międzynarodowy znów cierpi z powodu zatorów i opóźnień w transporcie kontenerowym. Skutki obostrzeń w tym największym na świecie porcie morskim spowodowały właśnie duży zator kontenerowców na Morzu Północnym, a tym samym zablokowanie 2% światowego frachtu morskiego.

Chińska polityka „zero covid” wpłynęła w Szanghaju na drastyczne zmniejszenie ilości pracowników obsługujących przesyłki morskie, co spowodowało nie tylko opóźnienia w załadunkach i rozładunkach kontenerowców, ale też spowolniło tzw. pracę około kontenerową czyli obsługę terminala kontenerowego i zwalnianie pustych kontenerów. Ta sytuacja już pod koniec kwietnia doprowadziła do bardzo dużych korków kontenerowców w Szanghaju, a te spowodowały wpierw kryzys w Los Angeles, wpłynęły na wysokie ceny frachtu i nasiliły niedobory produktów, a teraz oddziałują na korek, który utworzył się kilka dni temu na Morzu Północnym.

Szanghaj bramą świata

Chińskie porty odpowiadają za ponad 70% przepustowości. Od 2010 roku największym portem na świecie jest chiński Szanghaj, dzięki temu Chiny stały się największym na świecie krajem handlowym. Szacuje się, że ok. 25% chińskiego eksportu i importu przechodzi przez państwowy Shanghai International Port. Port w Szanghaju jest największym na świecie także pod względem przepustowości kontenerów. W 2021 roku przeładowano tam 47 milionów TEU, podczas gdy w tym samym czasie największy europejski port, znajdujący się w Rotterdamie, obsłużył 15,3 miliona TEU.

Kryzys w Europie

Szacuje się, że Ilość towarów wysyłanych z Szanghaju między 12 marca (dzień przed rozpoczęciem częściowych blokad w Szanghaju) a 16 kwietnia spadła o 23%. Sytuacja kryzysowa w Los Angeles powoli się normalizuje i tam zator się minimalizuje, ale jak poinformowało 7 czerwca Deutsche Welle, teraz kilkadziesiąt kontenerowców stoi w korku na Morzu Północnym u wybrzeży Niemiec, Holandii i Belgii. Zablokowane jest około 2 procent globalnej pojemności ładunkowej. Żaden kontenerowiec nie może być ani załadowany, ani rozładowany. W Niemczech kilkanaście dużych kontenerowców o łącznej pojemności około 150 tys. standardowych kontenerów czeka na dotarcie do Hamburga lub Bremerhaven. W portach w Rotterdamie i Antwerpii sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna. Szacuje się, że z powodu blokady w Szanghaju straty eksportowe z Chin do Niemiec wynoszą już około 700 mln euro.

Statki stoją w korkach na całym świecie

Korki w pobliżu Szanghaju i Zhejiang blokują obecnie ponad 3 procent globalnego ładunku. Przez krótki czas w maju więcej statków mogło opuścić port w Szanghaju. W drugiej połowie maja wypłynięcia z tego portu utrzymywały się na poziomie porównywalnym z innymi portami Chin. Natomiast na tą chwilę są one o około 15 procent niższe.
Ponad 11 procent wszystkich towarów wysyłanych drogą morską na całym świecie stoi obecnie w korkach. Na Morzu Czerwonym, czyli szlaku handlowym między Azją a Europą, różnica między zaplanowanymi a wysyłanymi wolumenami ładunków wynosi 16 %.

Tekst przygotowała dr Izabella Tymińska, ekspert celny, ekspert handlu zagranicznego.

Transformacja cyfrowa biznesu w Polsce – przed firmami wiele do zrobienia

51% firm w Polsce dostrzega duże znaczenie transformacji cyfrowej w ich organizacjach, ale jednocześnie większość nie planuje zwiększać nakładów na ten cel, ani zatrudniać specjalistów w tym zakresie w ciągu najbliższych miesięcy. Blisko połowa firm posiada technologie klasy ERP lub BI, wyzwaniem jest natomiast ich integracja i efektywne wykorzystanie. Najbardziej popularne są rozwiązania chmurowe, których wdrożenie zadeklarowało 63% firm, co nie zmienia faktu, że Polska plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod kątem adopcji tego rodzaju rozwiązań w przedsiębiorstwach. Zgodnie z wynikami badania KPMG, przeprowadzonego w partnerstwie z Microsoft wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wynosi 4,8 pkt w dziesięciostopniowej skali.

Niski poziom cyfryzacji w Polsce

Poziom cyfryzacji polskiego społeczeństwa i gospodarki w większości obszarów wypada poniżej unijnej średniej. Pozytywnym wyjątkiem od wielu lat pozostaje sektor finansowy, w którym polskie rozwiązania stanowią wzór do naśladowania dla innych krajów. W porównaniu z innymi państwami regionu, ogólny poziom ucyfrowienia Polski wypada mało optymistycznie. Wg rankingu DESI (Digital Economy and Society Index), czyli indeksu gospodarki i społeczeństwa cyfrowego krajów Unii Europejskiej, Polska od kilku lat pozostaje na jednym z ostatnich miejsc. Wynika to przede wszystkim z niedostatecznej integracji technologii cyfrowych w przedsiębiorstwach.

Z łącznym wynikiem 41 pkt Polska w 2021 roku wyprzedzała jedynie Grecję, Bułgarię oraz Rumunię i mimo wyraźnego wzrostu, wciąż pozostaje daleko od unijnej średniej, która wyniosła 50,7 pkt w 2021 roku. W ostatnich latach (2016-2021) poziom zaawansowania cyfrowego wyrażony wskaźnikiem DESI w Polsce rósł w tempie 8-11% r/r powoli goniąc UE.

21% firm planuje zwiększyć wydatki na transformację cyfrową w perspektywie 12 miesięcy

Zaledwie jedna na cztery firmy z całej Polski, które wzięły udział w badaniu KPMG przeprowadzonym w partnerstwie z Microsoft posiadała na początku 2022 roku gotowy dokument dotyczący strategii transformacji cyfrowej. Najczęściej nie były to duże firmy, ale podmioty średniej wielkości zatrudniające między 50 a 249 pracowników (30% wskazań). Biorąc pod uwagę sektor działalności, strategię transformacji cyfrowej najczęściej wprowadziły firmy: finansowe (44% wskazań) oraz zajmujące się technologiami informacyjnymi, mediami i komunikacją (32% wskazań). Wśród firm, które nie posiadają dokumentu dotyczącego strategii transformacji cyfrowej, zaledwie 9% chce wypracować taki formalny dokument jeszcze w 2022 roku. Z badania wyraźnie wynika, że aktualne nastawienie do procesu i plany przyszłych postępów cyfryzacji są bardziej zaawansowane w firmach, które wprowadziły strategię cyfryzacji.

Wyniki badania wskazują, że 38% firm przykłada dużą, a kolejne 13% wręcz bardzo dużą wagę do transformacji cyfrowej. Natomiast już zaledwie 29% badanych wskazało, że ich firmy w dużym lub bardzo dużym stopniu inwestują w technologie cyfrowe dla poprawienia pozycji konkurencyjnej. Tak duży dysonans pomiędzy powszechną potrzebą cyfryzacji i podejmowanymi działaniami obrazuje potrzebę zwiększenia zasobów niezbędnych dla powodzenia procesu transformacji cyfrowej przedsiębiorstw działających w Polsce.

Na początku 2022 roku jedna na pięć badanych firm planowała zwiększyć w ciągu roku wydatki na digitalizację względem obecnego poziomu, jednak dla większości z nich będzie to co najwyżej umiarkowana zmiana. Z kolei w przypadku zatrudnienia pracowników oddelegowanych do realizacji zadań związanych z cyfryzacją, plany zwiększenia ich liczby w tym okresie ma już tylko 10% firm. Zdecydowana większość firm w Polsce zamierza w ciągu następnych 12 miesięcy utrzymać na niezmienionym poziomie wydatki (73% wskazań) i liczbę pracowników (89%) potrzebnych do realizacji zadań związanych z procesem digitalizacji.

Firmy są świadome konieczności cyfryzacji, jednak nie znajduje to odzwierciedlenia w ich działaniach. Dominuje podejście status quo, utrzymania wydatków i zatrudnienia. Posiadanie strategii cyfryzacji jest awangardą i wyjątkiem, nie regułą. Można odnieść wrażenie, że firmy próbują przeczekać trudny i niepewny okres i po cichu liczą na powrót do normalności. Cyfryzacja jednak nie zwolni ani się nie zatrzyma, będzie tylko przyspieszać. Od czasu do czasu zewnętrzne czynniki, jak np. pandemia lub niepokoje geopolityczne, spowodują „szybkie przewijanie” i to, co wydawało się, że zajmie lata, będzie możliwe w kilka tygodni. Jeśli przedsiębiorca nie wie jeszcze, jak to wpłynie na jego biznes, to liczy na wygraną na loterii bez wykupienia losu – a to ryzykowna strategia – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Rozwiązania chmurowe wdrożyło już blisko 2/3 badanych firm

W polskim środowisku biznesowym najbardziej rozpowszechnione są systemy do planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP), analizy danych biznesowych (BI) i zarządzania relacjami z klientami (CRM), których posiadanie lub trwający proces wdrożenia zadeklarowała na początku 2022 roku połowa ankietowanych firm. Dodatkowo, większość przedsiębiorstw korzysta już z technologii chmurowych. Chmura ma zastosowanie we wszystkich sektorach gospodarki, a jej wykorzystanie, zgodnie z deklaracjami firm, będzie dynamicznie rosło. Rozwiązania chmurowe były najpopularniejszymi spośród 10 analizowanych technologii. 63% firm zadeklarowało ich wdrożenie, z czego w co piątej przynajmniej w dużym stopniu. Rozwiązania mobilne, takie jak aplikacje na smartfony i tablety, okazały się drugą po chmurze technologią o największym spośród badanych stopniu penetracji w przedsiębiorstwach w Polsce (57% wskazań) i wysokim stopniu wdrożeń. Trzecią technologią, którą można na podstawie badania określić jako topową pod kątem obecnego wykorzystania (42% podmiotów) i perspektyw na najbliższe 12 miesięcy (plany wdrożenia w 23% pozostałych podmiotów) w przedsiębiorstwach w Polsce, jest wspomagany komputerowo proces decyzyjny (ang. Decision Support System). Na przeciwległym biegunie znajdują się blockchain i przetwarzanie brzegowe, które w skali całego kraju są technologiami niedocenianymi i rzadko spotykanymi.

42% menedżerów posiada co najwyżej umiarkowane przekonanie o cyberbezpieczeństwie swoich firm

Rozwój transformacji cyfrowej oznacza nowe zagrożenia związane m.in. z cyberbezpieczeństwem. Większość badanych firm w Polsce nie ignoruje tego problemu. 61% przedsiębiorstw wdrożyło polityki i procedury, które przekładają się na sformalizowanie sposobu zarządzania cyberbezpieczeństwem. Blisko dwie na pięć firm pozostawiają jednak zarządzanie zabezpieczeniami i odpowiedzią na cyberbezpieczeństwa samym sobie lub nawigują nimi ad hoc. Specjalny, dedykowany do spraw cyberbezpieczeństwa zespół lub dział posiada w swoich strukturach tylko 29% ankietowanych firm. Odsetek ten rośnie do 59% w grupie przedsiębiorstw zajmujących się technologiami informacyjnymi, mediami i komunikacją.

Przekonanie przedstawicieli firm odpowiedzialnych za cyfryzację o bezpieczeństwie ich przedsiębiorstw w cyberprzestrzeni jest raczej wysokie. Największy odsetek ankietowanych (44%) uznał w dużym stopniu, że ich firmy są chronione przed cyberzagrożeniami. Kolejne 14% wykazało się jeszcze większą pewnością skuteczności zabezpieczeń w swoich organizacjach. Największą pewność dot. stosowanych zabezpieczeń posiadają przedstawiciele firm sektora finansowego (78% odpowiedzi o dużym lub bardzo dużym stopniu), natomiast w aż 55% podmiotów o działalności związanej z budownictwem i nieruchomościami odnotowano co najwyżej umiarkowane odczucia bezpieczeństwa.

Kapitał i ludzie kluczowymi zasobami w procesie transformacji cyfrowej

Blisko dziewięć na dziesięć badanych przedsiębiorstw przyznaje, że dokonuje nakładów na digitalizację, natomiast w większości przypadków nie są one bardzo znaczące – w przeważającej części badanych firm nie przekracza 5% ich rocznych przychodów. Wyższy poziom inwestycji względem przychodów zanotowano wśród firm, które, generują największy procent swoich przychodów właśnie przy pomocy narzędzi cyfrowych – w sektorze technologii informacyjnych, mediów i komunikacji. Z kolei w zaledwie 46% firm ze wszystkich sektorów wyznaczono przynajmniej jednego pracownika do realizacji zadań związanych z transformacją cyfrową. Ponadto większość menedżerów ds. digitalizacji nie jest do końca przekonanych o gotowości pracowników na zmiany cyfrowe ani wystarczającej jakości i liczby szkoleń.

Aby mówić z pełnym przekonaniem o powodzeniu transformacji biznesu w oparciu o technologię, muszą zostać spełnione trzy warunki. Z pierwszym mamy do czynienia już na etapie myślenia o strategii. To ona jest wyrazem determinacji kierownictwa firmy do wykonania tego przysłowiowego skoku naprzód. Kolejnym etapem jest konieczność posiadania odpowiednich narzędzi, które pomogą dokonać tego skoku. Kluczowym elementem tego etapu jest bezpieczeństwo – obecnie jedna z głównych wartości dla polskich organizacji. Trzecim krokiem, jest budowa kapitału ludzkiego. Cyfryzacja nie powiedzie się bez ludzi posiadających odpowiednie wiedzę i kompetencje. Niestety respondenci przyznają, że osoby w ich organizacjach są tylko częściowo przygotowane do tego procesu – mówi Piotr Grzywacz, Członek Zarządu i Dyrektor Kanału Partnerskiego polskiego oddziału Microsoft.

Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wynosi 4,8 pkt

Firma doradcza KPMG w partnerstwie z Microsoft opracowała wskaźnik, który pozwala ocenić nastawienie i gotowość polskich organizacji do procesu transformacji cyfrowej. Powodzenie procesu transformacji firm zależy od zapewnienia odpowiedniego poziomu czterech obszarów: strategii cyfryzacji, implementacji technologii, cyberbezpieczeństwa i ryzyko oraz potencjału do transformacji. Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu prowadzących działalność w Polsce wynosi 4,8 na maksymalnie 10 pkt. W obszarze strategii cyfryzacji przedsiębiorstwa uzyskały łącznie wynik 3,8 pkt. Na początku 2022 roku większość firm w Polsce nie planowała istotnie zwiększać wydatków i zatrudnienia niezbędnych do transformacji cyfrowej, choć kierownictwo firm zazwyczaj dostrzegało taką potrzebę. Za obszar potencjału do cyfryzacji badane podmioty uzyskały więcej niż połowę możliwych do zdobycia punktów – 5,5 pkt. Menedżerowie widzą, że kapitał ludzki, którym dysponują nie zawsze jest gotowy na digitalizację, jednak dzięki temu, że to dostrzegają, planują poprawiać kompetencje cyfrowe pracowników. Obszar implementacji technologii zawdzięcza wynik 5,3 pkt planom rozwoju technologii cyfrowych, zwłaszcza w obszarze obsługi klienta i operacji wewnętrznych w ramach organizacji. Zagrożenie dla powodzenia procesu cyfryzacji stanowią ryzyka związane z wykorzystaniem technologii cyfrowych. W obszarze cyberbezpieczeństwa i ryzyka 4,6 pkt, jakie zdobyły przedsiębiorstwa w Polsce, to wynik przykładania nie zawsze dostatecznie dużej wagi do problemów cyberzagrożeń i koniecznych inwestycji w tym zakresie.

O RAPORCIE:

Raport KPMG w Polsce pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez firmę Norstat metodą CATI (ang. Computer-Assisted Telephone Interviewing) w styczniu 2022 roku. Przebadanych zostało 180 respondentów, którzy w swoich firmach odpowiadają za kwestie związane z cyfryzacją. Grupę stanowili menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządów oraz prezesi. Próba badanych firm została dobrana tak, aby w przybliżeniu reprezentowała udział przedsiębiorstw małych, średnich i dużych w krajowej gospodarce, z wyłączeniem podmiotów zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Podmioty zostały skategoryzowane wg swojej przeważającej działalności do 9 sektorów: budownictwo i nieruchomości; energetyka, wydobywanie, usługi komunalne; life sciences (farmacja, chemia, urządzenia medyczne); motoryzacja; rynek dóbr konsumpcyjnych; sektor finansowy; technologie informacyjne, media i komunikacja; transport, spedycja i logistyka; inne.

Oczyszczacz powietrza do biura – jaki wybrać?

Jak zapewnić komfort i bezpieczeństwo pracownikom? Odpowiednie warunki pracy leżą po stronie pracodawcy, ale czy zastanawiają się oni jak jakość powietrza, które wdychają pracownicy w biurze wpływa na wydajność i jakość pracy? Co można zrobić, aby skutecznie filtrować powietrze w biurze?

Na co wpływa nie najlepsza jakość powietrza?

W Polsce powietrze nie należy do najlepszych, w kraju w którym węgiel jest głównym źródłem energii, przemysł się rozwija a ilość aut na polskich drogach nie maleje, nie trudno o zanieczyszczenia powietrza. Powietrze to nie tylko życiodajny tlen, ale także szereg innych gorszych lub lepszych składników. Zanieczyszczenia powietrza są dla człowieka najbardziej szkodliwe. Niestety okazuje się, że jest ich w powietrzu bardzo wiele. Dużym problemem także są alergeny, oraz wirusy i bakterie przenoszone drogą powietrzną. Zanieczyszczone powietrze wpływa na różne układy człowieka, nie tylko oddechowy. Im dłużej wdychamy zanieczyszczenia, tym bardziej cierpi nasz organizm, co ważne wcale nie trzeba przebywać na dworze, żeby wdychać zanieczyszczenie powietrze. W pomieszczeniach, szczególnie takich w których pracuje wiele sprzętów elektronicznych, powietrze jest równie kiepskie jak na dworze. W biurze, czy innych pomieszczeniach jest jednak prościej zadbać o jakość powietrza, możemy to uczynić korzystając z oczyszczaczy firmy goodair, które będą samodzielnie filtrowały powietrze, eliminując szkodliwe zanieczyszczenia.

Oczyszczacze firmy goodair- niezbędny element wyposażenia biura

Chcesz żeby Twoi pracownicy pracowali efektywnie, rzadziej chorowali, a w Twoim biurze osadzało się niewiele kurzu? Postaw na skuteczne oczyszczacze firmy  goodair, jak oczyszczacz marki Sharp, które samodzielnie wyeliminują problem z zanieczyszczonym powietrzem.

Zanieczyszczenia powietrza to nie tylko szkodliwość dla wielu układów w organizmie  człowieka, ale także złe samopoczucie, ospałość czy brak koncentracji. W powietrzu unoszą się również wirusy i bakterie, które w dużym skupisku ludzi, jak w biurze, jest szczególnie niekorzystne i może wpływać na częstotliwość zachorowań pracowników. Oczyszczacze firmy Sharp eliminują nie tylko zanieczyszczenia pochodzące ze smogu, czy spalin, ale także wspomniane już wirusy i bakterie. Większość oczyszczaczy firmy Sharp posiada funkcję jonizacji powietrza, przez co skuteczność w eliminacji wirusów i bakterii jest jeszcze większa. Jonizacja pozytywnie wpływa także na otoczenie w którym pracuje wiele urządzeń biurowych, oraz sprawia, że na powierzchniach osadza się dużo mniej kurzu. Skuteczny oczyszczacz powietrza, zatem zadba nie tylko o samopoczucie wszystkich pracowników, ale również zdrowie i możliwość koncentracji, dlatego warto umieścić go w każdym biurze , w którym dba się o pracownika.

Najlepsze oczyszczacze firmy goodair – czyli jakie?

Najlepsze oczyszczacze powietrza, to takie, które filtrują je wieloetapowo, przy wykorzystaniu najlepszych filtrów. Ważne żeby oczyszczacz był wyposażony w filtr HEPA. Jonizacja powietrza także jest niezwykle korzystna. W ofercie oczyszczaczy firmy Sharp znajdziemy z powodzeniem także modele z funkcją nawilżania. Warto zainwestować w lepszą pracę korzystając z innowacyjnych urządzeń jakimi są oczyszczacze powietrza.

Artykuł powstał we współpracy z GoodAIR.pl

Columbus zaczyna zwiększać sprzedaż

Columbus Energy wypracował w maju ponad 22 mln zł przychodów ze sprzedaży. Sumaryczna wartość zakontraktowanych umów w minionym miesiącu wyniosła prawie 70 mln zł.

W maju br. spółka Columbus Energy zwiększyła przychody o ponad 30% w stosunku do kwietnia br. Znacząco, bo aż o 42% zwiększyła się też wartość podpisanych przez Spółkę umów, zwłaszcza w zakresie pomp ciepła i magazynów energii. Zarząd Spółki zapowiada, że kolejne miesiące będą jeszcze lepsze.

Większość wskaźników operacyjnych jest lepsza i już dostrzegamy, że czerwiec przyniesie kolejny wzrost sprzedaży. Wprawdzie przychody w maju jeszcze nie odzwierciedlają zwiększającej się dynamiki sprzedaży, jednak już w czerwcu Spółka powinna operacyjnie wypracować wystarczającą marżę, aby odzyskać rentowność twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Obecnie Columbus procesuje sprzedaż 62 MW farm fotowoltaicznych wybudowanych i planuje sprzedaż 43 WM farm w budowie, co pozwoli Spółce całkowicie spłacić zobowiązania wobec banków i obligatariuszy.

W aktualnej sytuacji rynkowej i kosztów kredytów to rozwiązanie wydaje się najrozsądniejsze – komentuje Dawid Zieliński. – Pamiętajmy, że cały drugi kwartał nie będzie jeszcze odzwierciedlał potencjału wynikowego Spółki, a zysk nadal nie będzie satysfakcjonujący. Jednak każdy kolejny miesiąc powinien przynieść tylko lepsze informacje i wskaźniki, a rynek, na którym jest mniej podmiotów i który jest dużo trudniejszy, daje nam szansę na ugruntowanie pozycji lidera.

Vivid Games zaprezentował wyniki za maj

Przychody Spółki za maj są najwyższe w tym roku i wynoszą aż 3,4 mln zł, tj. o 111% więcej niż przed rokiem. Narastająco Vivid Games wygenerował w 2022 już ponad 14 mln zł sprzedaży. Podobnie jak w ubiegłych miesiącach, największy udział miały w tym Real Boxing 2 i Eroblast, które po raz kolejny wypracowały przychody wyższe niż miesiąc wcześniej.

Narastająco wynik netto wynosi 270 tys. zł, EBITDA jest na poziomie 2,0 mln zł. Na koniec maja na rachunkach Spółki było 2,8 mln zł.

Real Boxing 2 wygenerował w maju przychody na poziomie 518 tys. USD. Gra otrzymała w ubiegłym miesiącu kolejne istotne wyróżnienia w kanałach sprzedaży, w tym tytuł Game of the Day w Apple App Store w USA.

Cieszy nas fakt przebicia granicy 500 tys. USD przychodów. Z każdym kolejnym miesiącem zbliżamy się do strategicznego założenia 1 mln USD miesięcznych przychodów. Na wzrost przychodów w maju złożyło się kilka czynników. Bardzo istotne były wyróżnienia w kanałach sprzedaży, które dodatkowo wzmocniły zbudowaną w ostatnich miesiącach zaangażowaną społeczność graczy. Średnia liczba aktywnych użytkowników wynosiła w maju aż 150 tys. dziennie. Równie istotne były udane kampanie live-ops, które wprowadziły do gry nowych, chętnie wybieranych zawodników. Zauważamy też unormowanie się parametrów reklamowych, które najistotniej zareagowały na przełomie lutego i marca na wybuch wojny w Ukrainie. W kolejnych tygodniach skupimy się na implementacji nowego wewnętrznego sklepu na obu platformach sprzętowych. Przeprowadzimy szereg testów, zarówno po stronie technologii jak i wpływu na zachowania użytkowników. Równolegle, w ramach kolejnych kampanii live-ops, wprowadzamy postaci bokserów, odpowiadające na oczekiwania naszej społeczności.” – podsumowuje Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing w Vivid Games.

Wzrost przychodów o ponad 6%, zanotował w maju także Eroblast. Gra odnotowała sprzedaż na poziomie ponad 140 tys. USD, zachowując stabilne ARPU z kluczowych rynków, na poziomie 2,61 USD.

Rozwijamy tytuł zgodnie z wcześniejszymi założeniami. W każdym tygodniu zostaje rozszerzony o kolejne 10 poziomów. Dla zwiększenia zaangażowania użytkowników wprowadziliśmy też nowy system nagród. Skuteczność naszych działań potwierdzają zarówno rosnące przychody, jak i stale powiększająca się społeczność graczy. W maju liczba instalacji Eroblast wyniosła blisko 100 tys. i wzrosła o ponad 20%, wobec liczby pobrań z kwietnia.” – podkreśla Łukasz Kamiński, product owner Eroblast.

Jak działa Konstytucja Biznesu?

Konstytucja Biznesu to pakiet pięciu ustaw, które zostały przyjęte w 2018 roku. Wśród nich najważniejsza to prawo przedsiębiorców. Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało OSR ex post – czyli ocenę skutków regulacji do pakietu tychże pięciu ustaw, w szczególności do prawa przedsiębiorców. Czym jest taka ocena i dlaczego to jest ważne? Taka ocena pozwala stwierdzić, jak te przepisy funkcjonowały w praktyce – czyli jak przedsiębiorcy i urzędnicy oceniają funkcjonowanie tych przepisów, jak one działały, czy się sprawdziły. Taka ocena została przeprowadzona dopiero kilkanaście razy w ciągu ostatnich pięciu, sześciu lat. W związku z tym jest to bardzo rzadki element procesu legislacyjnego. Natomiast jest to bardzo istotna kwestia – trzeba oceniać funkcjonowanie przepisów, które mają w istotny sposób poprawiać pozycję przedsiębiorców względem urzędników, a także ułatwiać prowadzenie biznesu. Ważna rzecz, jaką wprowadzono kilka lat temu – to katalog zasad, które obowiązują zarówno przedsiębiorców, jak i urzędników. Wśród nich najważniejsza to domniemanie uczciwości przedsiębiorcy, a także rozstrzyganie wątpliwości co do prawa na korzyść przedsiębiorcy. Warto podkreślić, że e-administracja w postaci portalu biznes.gov.pl – jak to zostało przedstawione w ocenie skutków regulacji ex post – znacząco się rozwinęła, mamy do czynienia już z ponad 400 usługami publicznymi, które zostały zdigitalizowane. Notowany jest kilkuset procentowy wzrost jeśli chodzi o liczbę odsłon i wyświetleń rządowej witryny biznes.gov.pl i jest to zdecydowanie sygnał pozytywny – świadczący o tym, że przedsiębiorcy mają zaufanie do e-usług i chcą z nich korzystać.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że taki dokument został przygotowany i przekazany do konsultacji. Niestety widzimy zbyt wolne postępy w stosunku do tego, czego mogliśmy oczekiwać, czego się spodziewaliśmy. Po części wynika to ze sprzecznych zapisów w Kodeksie karnym. Jest tam artykuł 231, który stanowi o przestępstwie urzędniczym i który może stanowić pewnego rodzaju blokadę ze strony urzędników dla rozstrzygania wątpliwości co do prawa na korzyść przedsiębiorcy – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – W związku z tym w odpowiedzi na OSR ex post, który przesłaliśmy do Ministerstwa Rozwoju i Technologii, zaproponowaliśmy legislacyjne rozwiązanie tego problemu – czyli korektę artykułu 231 Kodeksu karnego. Oprócz tego zaproponowaliśmy, aby reprezentatywne organizacje pracodawców zasiadające w Radzie Dialogu Społecznego mogły występować do właściwych organów administracji, organów państwa o interpretację, wytyczne o charakterze generalnym, abstrakcyjnym i ogólnym co do funkcjonowania poszczególnych przepisów czy grup przepisów w poszczególnych ustawach. Wynika to z faktu, że interpretacje indywidualne mają bardzo ograniczony obszar zastosowania. Ponadto zachęcamy do tego, by digitalizować kolejne usługi publiczne i umożliwiać w szerszym zakresie kontakt elektroniczny z urzędami, organami administracji. A także o to, by rejestry publiczne prowadzone przez poszczególne organy były ze sobą połączone funkcjonalnie – to znaczy umożliwiały dostęp i wymianę informacji – podkreśla Wołejko.

II kw. 2022 r. na rynku gruntów pod znakiem współpracy

Pomimo dobrego początku roku na rynku gruntów inwestycyjnych, zawirowania polityczne, ekonomiczne i gospodarcze, z którymi mamy do czynienia na przestrzeni ostatnich miesięcy, nie pozostają bez wpływu na aktywność inwestorów. Chwilowe wstrzymanie procesów, na podobnym poziomie jak w przypadku marca i kwietnia 2020 r., kiedy to pandemia COVID-19 dotarła do Polski, nie oznacza jednak całkowitego zastoju. Inwestorzy i deweloperzy, szukając najlepszych rozwiązań na realizację inwestycji w obecnym czasie, coraz częściej decydują się na sprzedaż pośrednią i podejmują współpracę w formule joint venture.

Początek roku na plus

Ubiegły rok okazał się rekordowy pod względem zaangażowania inwestorów na polskim rynku terenów inwestycyjnych, kiedy to całkowity wolumen transakcji wyniósł blisko 8 mld zł. Pierwsze miesiące 2022 r. pozwalały nam prognozować utrzymanie się tego pozytywnego trendu. Styczeń i luty przyniosły bowiem zamknięcie trzech dużych transakcji z naszym udziałem: dwóch pod inwestycje typu mixed-use w Poznaniu i Gdyni oraz jednej pod inwestycję mieszkaniową w Łodzi, o całkowitej powierzchni mieszkalno-usługowej przekraczającej 225 tys. mkw. Ich łączna wartość wyniosła 160 mln zł zaangażowania w grunt.

Agresja Rosji na Ukrainę 24 lutego zmieniła jednak nastroje rynkowe i spowodowała spowolnienie procesów na rozgrzanym mocno rynku gruntów inwestycyjnych.

Wyzwania II kwartału

Wojna tocząca się za naszą wschodnią granicą nie jest jedynym wyzwaniem, z którym musi mierzyć się rynek nieruchomości. Wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe skutkują zmniejszeniem się zdolności kredytowej Polaków, a co za tym idzie – spadkiem liczby sprzedanych mieszkań. Nie bez znaczenia jest również sytuacja związana z kosztami realizacji inwestycji – generalni wykonawcy coraz częściej wprowadzają w umowach klauzulę waloryzacyjną, która stanowi ochronę ich interesów finansowych w przypadku m.in. wzrostu cen materiałów. Wprowadza to dużą niepewność dla inwestorów dotyczącą faktycznych kosztów budowy. Od kilku lat niezmiennie obserwujemy również rosnące ceny gruntów oraz niewystarczającą dostępność atrakcyjnych działek. Wszystkie te czynniki sprawiają, że zauważalne jest zmniejszenie apetytów inwestorskich na kupno gruntów pod nowe projekty komercyjne, w tym biurowe i hotelowe oraz mieszkaniowe.

PRS-y i segment premium odporne na zawirowania

Przedstawione mechanizmy nie dotyczą gruntów dobrze przygotowanych, bez wad prawnych, w dużych miastach wojewódzkich. Popyt na nie jest wciąż bardzo wysoki.

Podobnie sytuacja wygląda na rynku gruntów pod inwestycje PRS. Agresja Rosji na Ukrainę spowodowała napływ uchodźców zza naszej wschodniej granicy, co bardzo mocno rozpędziło rynek najmu i poskutkowało wzrostem czynszów oraz pojawieniem się luki podażowej, której obecny rynek najmu instytucjonalnego nie jest w stanie wypełnić. Według szacunków Colliers projekty PRS odpowiadają za ok. 6% całego rynku mieszkaniowego, co wciąż stanowi kroplę w morzu potrzeb. Zainteresowanie inwestorów tym segmentem jest więc bardzo duże. Jesteśmy obecnie w trakcie domykania transakcji pod tego typu projekty w Krakowie (20 tys. mkw.) i Gdańsku (14 tys. mkw.).

Obserwujemy również wzrost zainteresowanie segmentem premium. Inwestorzy traktują go jako rynek bardzo mocno wschodzący o dużym potencjale wzrostowym, który stanowi bezpieczną lokatę kapitału. Podaż tego typu projektów jest jednak wciąż niewielka, głównie ze względu na małą liczbę działek odpowiednich pod takie inwestycje.

Co nas czeka w III i IV kwartale?

Najbliższy kwartał upłynie pod znakiem zmiany dominującej na rynku terenów inwestycyjnych formuły transakcyjnej ze sprzedaży bezpośredniej na sprzedaż pośrednią. Obecnie jesteśmy zaangażowani w kilka procesów tworzenia mariaży deweloperskich bądź dewelopersko-inwestorskich opartych o wspólne przedsięwzięcie, w formule joint venture – m.in. w Warszawie, Łodzi i Wrocławiu. Dotyczą one wspólnej realizacji projektów mieszkaniowo-usługowych, z przewagą części mieszkaniowej. Stanowi to atrakcyjne rozwiązanie w szczególności dla mniejszych deweloperów, którzy borykają się ze spadkiem dynamiki sprzedaży, odpływem klienta indywidualnego (w szczególności w segmencie popularnym), ale również zwiększeniem kosztów obsługi długu (wzrost o ponad 50-60% na przestrzeni trzech kwartałów) czy pozyskaniem finansowania. Najwięksi rynkowi gracze, którzy mają duże banki ziemi i dysponują znaczącym kapitałem, będą natomiast chętniej zawierali umowy o wspólnym przedsięwzięciu, ponieważ umożliwią im one dalsze realizowanie projektów przy jednoczesnym mniejszym zaangażowaniu środków własnych.

Choć obecny rok przedstawia się jako czas wielu wyzwań na rynku gruntów, w III i IV kw. możemy zakładać, że deweloperzy wrócą do aktywności zakupowej, a rynek zacznie się adoptować do nowej sytuacji gospodarczo-politycznej. Z pewnością nie zobaczymy jednak takiego spektakularnego wolumenu transakcji jak w latach 2020-2021, nie jesteśmy również w stanie przewidzieć, jakie długofalowe skutki dla rynku będzie miała wojna w Ukrainie, a także jaki poziom osiągnie wciąż rosnąca inflacja. W 2022 r. będziemy natomiast świadkami większej współpracy inwestorów, deweloperów i właścicieli gruntów przy realizacji nowych projektów – prym będą wiodły transakcje typu joint venture.

Emil Domeracki, Dyrektor działu Gruntów Inwestycyjnych w Colliers

Europejski Bank Centralny: podwyższaj, póki możesz!

  • Na dzisiejszym posiedzeniu EBC ogłosi rozpoczęcie pierwszego cyklu podwyżek stóp procentowych od czasu globalnego kryzysu finansowego. W Allianz Trade oczekujemy, że EBC ogłosi zakończenie skupu aktywów netto i wstępnie zobowiąże się do pierwszej od 11 lat podwyżki stóp procentowych o 25 pb w lipcu. W międzyczasie wszystkie oczy będą zwrócone na ewentualne zmiany wytycznych EBC dotyczących ścieżki normalizacji polityki, w tym na wskazanie przewidywanego tempa i stopy końcowej.
  • Pomimo wysokiej presji inflacyjnej EBC prawdopodobnie będzie kontynuował stopniową, ale zdecydowaną normalizację kursu polityki pieniężnej w II połowie 2022 r. Po lipcu w Allianz Trade spodziewamy się dwóch dodatkowych podwyżek stóp o 25 pb w tym roku (wrzesień i grudzień). Oczekiwania rynkowe dotyczące znacznie bardziej agresywnego tempa normalizacji, w tym podwyżki stóp o 50 pb, wydają się mało prawdopodobne. W końcu średnioterminowe perspektywy inflacji wydają się bardziej ograniczone, a wysoka niepewność co do perspektyw makroekonomicznych wymaga stopniowego działania.
  • W 2023 r. dążenie EBC do normalizacji będzie coraz bardziej wygasać, zanim efektywna stopa procentowa osiągnie neutralny poziom. Oprócz narastających przeszkód dla wzrostu gospodarczego z powodu wyższych w dłuższym okresie cen energii, wąskich gardeł w łańcuchu dostaw i niepewności geopolitycznej, na planach normalizacji EBC zaważy rosnące ryzyko fragmentacji strefy euro. Ponieważ Fed prawdopodobnie wstrzyma się z podwyżkami stóp procentowych w 2023 r., EBC będzie coraz trudniej płynąć pod prąd i kontynuować normalizację. Dlatego też w Allianz Trade przewidujemy tylko dwie podwyżki stóp procentowych w 2023 r. – obydwie powinny mieć miejsce w pierwszej połowie roku.
  • Gdzie ty jesteś, neutralna stopo? Rynki stóp poddały EBC „testowi jastrzębiego nastawienia”, wyceniając podwyżkę stopy o 220 pb w ciągu najbliższych 12 miesięcy – identycznie jak tempo zacieśniania w USA. Za tym kryje się poszukiwanie górnej granicy dla stopy neutralnej, co powoduje również wzrost długiego końca krzywej, gdzie rentowność 10-letnich obligacji przekracza 1,3%. Naszym zdaniem neutralna stopa procentowa znajduje się poniżej obecnych wycen rynkowych i oczekujemy, że 10-letni Bund ustabilizuje się na poziomie 1% na koniec roku.
  • Ryzykowne aktywa pozostaną bardzo wrażliwe na zmieniające się politykę monetarną EBC. Jeśli EBC wyda bardziej jastrzębie stanowisko niż oczekiwano, może to przestraszyć uczestników rynku, prowadząc aktywa ryzykowne w otchłań bessy. W takiej sytuacji ryzyko korporacyjne zostałoby szybko przeszacowane, a podmioty o niższych ratingach miałyby trudności ze znalezieniem finansowania. Jednak bardziej łagodny niż oczekiwano EBC (zgodnie z naszym scenariuszem bazowym) powinien zapewnić pewne wsparcie zarówno dla akcji, jak i kredytów korporacyjnych, zwłaszcza tych o wysokiej rentowności. W tym scenariuszu w Allianz Trade oczekujemy, że europejskie akcje zakończą rok 2022 na poziomie zbliżonym, płaskim poziomie, podczas gdy kredyty korporacyjne klasy inwestycyjnej pozostaną w przedziale (130-160 pb).

Bezprzedmiotowe decyzje w obiegu prawnym

Organy przez lata utrzymują bezprzedmiotowe decyzje w obiegu prawnym, przedsiębiorcy sami walczą o ich wygaszenie.

Na mocy art. 258 § 1 pkt 1 Ordynacji podatkowej, organ który wydał decyzję jest zobowiązany do stwierdzenia jej wygaśnięcia, jeśli stała się bezprzedmiotowa. Pomimo jasnego zobowiązania organy podatkowe nie zawsze je wykonują, utrzymując strony postępowań podatkowych w sytuacji niepewności prawnej. Tak stało się w przypadku przedsiębiorcy, który decyzję o wygaśnięciu swojego długu wobec skarbówki dostał po 10 latach od powstania jednego ze zobowiązań.

Odpowiedzialność solidarna członków zarządu

W październiku 2015 r. naczelnik urzędu skarbowego w Warszawie orzekł o odpowiedzialności solidarnej ze spółką z o.o. członków jej zarządu za blisko 2 mln zł zaległości w podatku VAT. Zaległości dotyczyły rozliczeń za poszczególne miesiące 2011, 2012 i 2013 r.

Jeden z członków zarządu spółki wniósł odwołanie, zarzucając organowi szereg nieprawidłowości przy ustalaniu wysokości zobowiązania i doręczaniu decyzji oraz uniemożliwienie wzięcia czynnego udziału w postępowaniu wymiarowym. Wskazał również, że naczelnik przy doręczaniu decyzji pominął istotny fakt także w postępowaniu egzekucyjnym. Chodziło o ujawnioną w Krajowym Rejestrze Sądowym informację o zawieszeniu przez spółkę działalności w kwietniu 2012 r. oraz wykreśleniu jej z rejestru czynnych podatników VAT. W okresie zawieszenia spółka nie wystawiała więc żadnych faktur na kontrahentów, a jednak zostały one ujęte w decyzji organu.

Wniosek o stwierdzenie wygaśnięcia decyzji

Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w marcu 2016 r. utrzymał w mocy decyzję organu I instancji, potwierdzając istnienie po stronie członków zarządu solidarnej odpowiedzialności za wynoszące niemal 2 mln zł zobowiązania w VAT spółki. Ponadto naliczono ponad 600 tys. zł odsetek i 24 tys. zł kosztów egzekucyjnych. Członek zarządu wniósł skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, którą WSA oddalił w 2017 roku. Podobnie ze skargą kasacyjną uczynił Naczelny Sąd Administracyjny we wrześniu 2019 r. Prawomocny wyrok WSA wpłynął do Izby Administracji Skarbowej w Warszawie w listopadzie 2019 r.

W 2021 r. członkowie zarządu wnieśli do dyrektora izby o stwierdzenie wygaśnięcia decyzji naczelnika urzędu skarbowego z października 2015 r., obejmującego zaległości podatkowe w podatku od towarów i usług za okres od sierpnia 2011 r. do czerwca 2013 r. z uwagi na przedawnienie tych zobowiązań.

Organy „coś” robiły

Dyrektor, przywołując przepisy art. 258 Ordynacji podatkowej, zgodził się z pełnomocnikiem, że organ podatkowy, który wydał decyzję ma obowiązek stwierdzić jej wygaśnięcie, między innymi w sytuacji, gdy ta stała się bezprzedmiotowa. Tłumacząc wieloletnie działania organów w tej sprawie wskazał, że organ egzekucyjny próbował zająć rachunek bankowy spółki celem zaspokojenia zaległych zobowiązań w podatku od towarów i usług, o czym zawiadomił w 2014 r. i bank i spółkę. Ponieważ bank nie odpowiedział, a tym bardziej nie przekazał organowi żadnych środków, należy uznać to zajęcie za nieskuteczne.

Wygaśnięcie decyzji

Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie przyznał, że utrwalona linia orzecznicza sądów przemawia za uznaniem, iż wygaśnięcie zobowiązania pierwotnego dłużnika powoduje wygaśniecie odpowiedzialności za to zobowiązanie osoby trzeciej. W decyzji z 31 stycznia 2022 r. stwierdził więc wygaśnięcie decyzji Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z marca 2016 r., jak i poprzedzającej ją decyzji naczelnika urzędu skarbowego z października 2015 r.

Podsumowanie

We wrześniu ubiegłego roku minęło 10 lat od czasu dokonania przez spółkę pierwszych rozliczeń, których rzetelność zakwestionował organ. W październiku upłynęło 6 lat, odkąd solidarną odpowiedzialnością za zobowiązania spółki zostali obarczeni członkowie jej zarządu. Mimo iż przepisy Ordynacji podatkowej, a więc biblii organów podatkowych, nakazują im eliminowanie z obrotu prawnego decyzji bezprzedmiotowych, to, jak pokazuje przykład tej sprawy, tego nakazu nie wykonują. I choć może się wydawać, że w obliczu wygaśnięcia zobowiązania podatkowego wskutek upływu terminu jego przedawnienia, byłemu członkowi zarządu spółki nic nie grozi, to jednak w jaki sposób może on uzyskać pewność swojego położenia? Czy może być spokojny, że nie ciąży na nim dług, a organy skarbowe w żaden sposób nie będą go egzekwować?

W chwili, gdy organ egzekucyjny zapuka do jego drzwi mógłby wystąpić do skarbówki o wydanie zaświadczenia o niezaleganiu ze spłatą zobowiązań podatkowych. Mógłby, gdyby był podatnikiem. Jednak w tej sprawie obarczony odpowiedzialnością członek zarządu występował jako osoba trzecia. Nie dopełniając więc z urzędu swojego ustawowego obowiązku wygaszania bezprzedmiotowych decyzji po upływie terminu przedawnienia zobowiązań

objętych decyzją, organy skarbowe narażają takie osoby na konieczność podnoszenia zarzutu przedawnienia dopiero w trakcie wszczętego postępowania egzekucyjnego. Zarzutu, którego przecież organ egzekucyjny nie musi uznać, a wtedy były członek zarządu będzie zmuszony wnosić zażalenia, a w przypadku ich bezskuteczności, skarżyć się do sądu.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców.

Polska musi się przygotować na planowany zakaz rejestracji samochodów spalinowych

Według danych z końca maja 2022 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 48 675 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym. Przez pierwsze pięć miesięcy 2022 r. ich liczba zwiększyła się o 9 892 sztuki, tj. o 45% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec maja 2022 r. po polskich drogach jeździło 46 676 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (22 476 szt.) tej części floty pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 24 200 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 999 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec maja składała się z 13 822 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 393 246 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 753 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec maja 2022 r. w Polsce funkcjonowało 2 190 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (4 253 punkty). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W maju uruchomiono 24 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (36 punktów).

– Przegłosowany przez Parlament Europejski zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych to kolejny czynnik, który przyspieszy nieuchronną transformację sektora transportu w Polsce. Obecnie nasz kraj nie jest jednak na nią gotowy pod względem infrastrukturalnym. W ciągu ostatnich dwóch lat liczba osobowych EV przypadających na jedną stację ładowania wzrosła ponad dwukrotnie: z 10 do 21.  Rozbudowa sieci ładowarek do poziomu umożliwiającego elektryfikację floty samochodowej na skalę masową jest projektem długoterminowym, dlatego administracja publiczna powinna wdrożyć niezbędne zmiany już teraz. W pierwszej kolejności konieczne jest skrócenie procedur przyłączeniowych oraz rozwój niezbędnych sieci dystrybucyjnych – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA

– Rośnie liczba rejestracji pojazdów zero- i niskoemisyjnych, jednakże tempo przechodzenia na niskoemisyjną mobilność musi przyspieszyć, bo oczekują tego Komisja Europejska i Parlament Europejski. Jest to również wpisane w Krajowy Plan Odbudowy, gdzie oprócz zapisów dotyczących szybkiego przejścia m.in. na napędy zeroemisyjne, pojawiły się zapisy o wprowadzeniu w najbliższych latach opłaty rejestracyjnej od samochodów spalinowych i od 2026 roku – nowego systemu podatkowego. Będzie to bardzo ważna i trudna dyskusja, bo dotychczas kilkakrotna próba wprowadzenia w Polsce tzw. podatku ekologicznego nie powiodła się. A trzeba podkreślić, że dobrze skonstruowany i akceptowalny społecznie nowy system podatkowy z całą pewnością będzie wspierał wymianę floty na pojazdy niskoemisyjne, co przyczyni się do obniżenia szkodliwych emisji i będzie bardzo korzystne dla środowiska – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM. licznik elektromobilnosci

ABB ma pomóc w budowie globalnej sieci stacji do ładowania Shell

  • Biznes E-mobility ABB zawarł globalną umowę ramową (GFA) z Shell na dostawę pełnego portfolio rozwiązań do ładowania pojazdów elektrycznych
  • Wśród rozwiązań ABB znajdzie się m.in. stacja Terra 360, czyli najszybsza na świecie ładowarka typu all-in-one

Globalna umowa ramowa między ABB i Shell obejmuje kompleksowe portfolio rozwiązań ładowania w technologiach prądu stałego (DC) i przemiennego (AC) – od ładowarek naściennych AC typu wallbox dla zastosowań w domu, w miejscu pracy i instalacji komercyjnych, po ładowarkę dużych mocy Terra 360 dla stacji paliw, miejskich punktów ładowania, parkingów czy aplikacji flotowych.

Współpraca obu firm ma być odpowiedzią na największe obecnie wyzwania związane z adopcją technologii elektromobilności. Pierwszym jest dostępność infrastruktury do ładowania – Shell chce uruchomić ponad 500 tys. punktów ładowania do 2025 roku i ponad 2,5 mln do 2030 roku, zarówno przy zabudowie mieszkaniowej i komercyjnej, jak również na własnych stacjach paliw. Drugim wyzwaniem jest szybkość ładowania. W tym przypadku odpowiedzią będą wykorzystywane w sieci Shell ładowarki w technologii DC, szczególnie te o mocy 360 kW. – Dostęp do pełnego portfolio ABB umożliwia naszemu partnerowi dopasowanie najbardziej odpowiedniego rozwiązania do konkretnej aplikacji – mówi Krzysztof Marat, dyrektor biznesu elektromobilności ABB w Polsce. – Cieszymy się , że możemy pomagać Shell w tworzeniu nowoczesnej sieci stacji do ładowania. W tym procesie Shell może liczyć na doradztwo i serwis również ze strony naszego lokalnego zespołu.

W maju ABB i Shell ogłosiły plany uruchomienia pierwszej ogólnokrajowej sieci szybkich ładowarek Terra 360. Sieć powstanie w Niemczech i będzie obejmować ponad 200 urządzeń dużych mocy, mogących w mniej niż 3 minuty uzupełnić energię pozwalającą na przejechanie dodatkowych 100 km, a w czasie krótszym niż kwadrans – naładować samochód „do pełna”1. Stacje będą zasilane energią pochodzącą z odnawialnych źródeł. – Jako globalny lider w rozwiązaniach dla infrastruktury EV, wierzymy że tam gdzie spotyka się innowacja ze współpracą, można skuteczniej przeciwdziałać zmianom klimatu, robiąc kolejny krok w kierunku niskoemisyjnego społeczeństwa – powiedział Frank Muehlon, dyrektor ABB E-Mobility. – Sektor transportu jest odpowiedzialny za około 29 proc. światowej emisji, więc współpraca nad transformacją nigdy nie była tak istotna jak dziś.

ABB jest preferowanym dostawcą największych producentów pojazdów elektrycznych i operatorów krajowych sieci EV. Firma sprzedała już ponad 680 tys. ładowarek na ponad 85 rynkach, w tym ponad 30 tys. szybkich stacji DC.

1 Oczekiwany czas ładowania dla pojazdów elektrycznych nowej generacji, które zgodnie z przewidywaniami będzie można ładować z mocą 360 kW. Ogólnie rzecz biorąc, maksymalna szybkość ładowania różni się w zależności od modelu auta, podobnie jak zużycie energii na każdy przejechany kilometr. Rzeczywista szybkość ładowania i zużycie energii na kilometr zależne są również od takich czynników jak temperatura otoczenia i poziom naładowania akumulatora w momencie ładowania.

Ponad połowa Polaków chce płacić kartami, smartfonami i smartwatchami podczas podróży zagranicznych

Wraz z wygasaniem pandemii, Polacy są chętni, aby za granicą spędzić urlop lub wyjechać do innego kraju na tzw. „city break”. Podczas takich podróży polscy podróżni chcieliby płacić kartami lub smartfonami/smartwatchami – takie wnioski płyną z ogłoszonych właśnie przez Visa wyników badania Visa CEE Travel and Payment Intentions Study 2022, obejmującego osiem rynków Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polskę[1].

Podróże zagraniczne nierozerwalnie wiążą się z płatnościami w obcej walucie, które można wykonywać na wiele sposobów. 55% Polaków spytanych o to w badaniu Visa wskazało, że podczas podróży zagranicznych chciałoby płacić przy użyciu kart lub smartfonu/smartwatcha. Trend ten rozwinął się w czasie pandemii, kiedy konsumenci częściej robili zakupy w internecie i płacili kartami w sklepach. Przyzwyczajenie do płacenia w cyfrowy sposób jest widoczne w wyborze metod płacenia podczas wyjazdów za granicę. Polacy, którzy w takich sytuacjach wybierają kartę lub smartfon/smartwatch cenią te metody płatności za wygodę (74%), szybkość (68%) i brak ryzyka utraty gotówki (45%), a także za bezpieczeństwo (42%) oraz brak konieczności wymiany gotówki na lokalną walutę (40%).

– Wyniki badania Visa pokazują, że Polacy podróżujący za granicę chętnie wybierają płatności kartą lub smartfonem/smartwatchem: ponad połowa polskich respondentów wskazała, że chciałaby płacić właśnie w ten sposób. Dzięki innowacyjnej globalnej sieci Visa każdy może płacić szybko, wygodnie i bezpiecznie w przeszło 100 milionach sklepów w ponad 200 krajach świata – powiedział Adrian Kurowski, dyrektor Visa w Polsce.

Interesujące jest także to, że zdecydowana większość Polaków (81%) używa tej samej karty do płacenia w kraju i za granicą, a tylko 19% Polaków korzysta z innej karty podczas podróży zagranicznych. Zapytani o powody takiego stanu rzeczy, Polacy wskazywali poczucie większego bezpieczeństwa wynikające z tego, że nie płacą swoją „główną” kartą (38%), lepsze kursy wymiany walut (35%), dostęp do wielu różnych walut (28%), a także lepszą kontrolę wydatków (26%). Ponadto 37% polskich respondentów zadeklarowało, że podczas wyjazdów zagranicznych chętnie zapłaci kartą w sposób zbliżeniowy, a jedna piąta (20%) chciałaby płacić zbliżeniowo swoim smartfonem lub smartwatchem.

Na wakacjach lub podczas weekendowego wypadu do miasta za granicą Polacy chcieliby płacić kartą albo smartfonem/smartwatchem. A gdzie najczęściej wydają pieniądze? Na stacjach benzynowych (74% łącznych wskazań dla kart i smartfonów/smartwatchów), w aptekach i drogeriach (70%), sklepach spożywczych, restauracjach i centrach handlowych (po 66% w każdym z tych miejsc), a także płacąc za rozrywkę, w tym zwiedzanie muzeów, galerii i parków rozrywki (60%).

Polacy wracają do podróży zagranicznych

W 2022 roku Polacy chcieliby spędzić urlop za granicą (dłuższy niż 3 doby) – taki wyjazd planuje w tym roku ponad 40% naszych rodaków. Podobnie odpowiadali Czesi i Bułgarzy (odpowiednio 41% i 42%), jednak w tym względzie znacznie ustępując Słoweńcom (62%) i Rumunom (50%). Kolejnym powodem wyjazdu za granicę są krótkie wypady weekendowe, tzw. „city breaks”. Tego rodzaju wyjazd planuje ponad 25% polskich respondentów, co jest porównywalne do deklaracji Czechów. Znacznie częściej zamiar takiego wyjazdu wskazywali Słoweńcy (44%), a także Chorwaci (41%).

– Visa od dawna jest zdania, że podróże i turystyka niosą ze sobą wiele dobrego. To ważny czynnik, który przyczynia się do rozwoju gospodarczego i tworzenia miejsc pracy, a jednocześnie pozwala zrozumieć i docenić kulturowe bogactwo otaczającego nas świata. Nasze badanie dowodzi, że Polacy w tym roku chcą wrócić do zwiedzania świata, tak jak to robili przed pandemią. Powrót do podróżowania – bez względu na to, czy jest spowodowany dłuższym wyjazdem urlopowym czy krótkim wypadem na weekend – sugeruje, że polscy konsumenci nabierają poczucia pewności. Dzięki temu zwiększy się liczba płatności międzynarodowych, co może przyczynić się do ożywienia w wielu branżach, w tym w sektorze turystycznym – dodał Adrian Kurowski.

Z badania Visa wynika, że około 52% Polaków chce w tym roku choć raz pojechać na wakacje. Podobnie myślą Węgrzy (50%), Czesi (50%) i Słowacy (47%). Z kolei 36% Polaków wskazało, że na urlop pojadą nawet częściej – dwa lub trzy razy. Ponad jedna trzecia (36%) Polaków zwykle planuje swoje podróże wakacyjne z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a 29% planuje wyjazdy na około miesiąc do przodu. W 2022 roku najpopularniejsze kierunki urlopowe dla naszych polskich obywateli to Chorwacja i Włochy (oba kraje po 26%), Grecja i Hiszpania (oba kraje po 25%), a także Egipt (14%).

Polacy chcieliby także „doładować baterie” w 2022 roku podczas krótkich wypadów weekendowych do miast w innych krajach (tzw. „city breaks”). Główne kierunki takich wyjazdów to Praga i Berlin (po 31% wskazań), Londyn (25%), a także Paryż i Wiedeń (po 24% wskazań). Aż 45% Polaków chciałoby w tym roku na krótko odwiedzić 2 lub 3 zagraniczne miasta, a prawie 38% zamierza zrealizować jeden taki wyjazd. Jeśli chodzi o planowanie tych wyjazdów, to 30% naszych rodaków robi to mniej więcej z miesięcznym wyprzedzeniem, a ponad 21% na tydzień lub dwa przed wyruszeniem z domu.

Z kolei wyjazdy służbowe nie cieszą się wielką popularnością. Tylko nieco ponad 6% Polaków deklaruje w tym roku podróże takiego rodzaju, przy czym 37% badanych planuje w tym roku 2 lub 3 takie wyjazdy, a nieco ponad 19% uważa, że w 2022 roku odbędzie tylko jedną taką podróż.

[1] Badanie Visa CEE Travel and Payment Intentions Study 2022 objęło następujące kraje: Polska, Czechy, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Słowenia i Chorwacja. Przeprowadziła je firma badawcza Valicon w kwietniu i maju 2022 roku na reprezentatywnej próbie 1000 respondentów (18-65 lat) w każdym z tych krajów.

Czy EBC sprosta oczekiwaniom rynkowym?

Pojawiają się głosy, że dziś możemy zobaczyć podwyżkę stóp procentowych w strefie euro. Oczekiwania te jednak zostaną prawdopodobnie zawiedzione, pomimo ostatnich jastrzębich komentarzy z EBC. Pierwszy ruch ze strony Rady Prezesów będzie miał miejsce w lipcu. Rynki czekają na potwierdzenie takiego scenariusza wydarzeń.

Czego zatem możemy się spodziewać po dzisiejszym posiedzeniu EBC? Przede wszystkim decyzji o zakończeniu skupu aktywów na początku III kwartału. Ponadto, jasnego sygnału, że kluczowa stopa zostanie podniesiona w lipcu, a od września stopa depozytowa nie będzie już ujemna, czyli że kolejny ruch nastąpi zaraz we wrześniu. W świetle ostatnich komentarzy wielu członków Rady Prezesów, można się spodziewać takiego sygnału.

Wielką niewiadomą pozostaje zakres i tempo podwyżek w długim terminie. W tym przypadku przedstawiciele banku nie są jednomyślni. Tutaj EBC pewnie będzie uzależniać to od napływających danych makro. Dziś dostaniemy nowe prognozy od banku. Uwagę skupi głownie inflacja.

Decyzja lipcowa oraz zakończenie skupu aktywów jest już mocno w cenach. Potwierdzenie tego na konferencji powinno stanowić neutralną wiadomość dla euro. Ważniejsze będą wskazówki EBC dotyczące przyszłych zmian stóp procentowych.

Z pewnością rozczarowaniem dla rynku będzie jeśli EBC zajmie ponownie ostrożne stanowisko i pokaże, że kładzie nadal duży nacisk na zagrożenia dla gospodarki wynikające z ewentualnego kryzysu energetycznego. Jeśli w ten sposób zostaną zinterpretowane słowa Lagarde, wówczas spadki EUR/USD poniżej 1,0635 są możliwe. Wyjście głównej pary walutowej powyżej 1,08 nie jest oczywiście wykluczone, jednak musielibyśmy otrzymać coś ekstra, z pewnością więcej konkretnych informacji niż te, które uzyskaliśmy ze słynnego wpisu na blogu europejskiej instytucji.

Autor: Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Euro czeka na sygnał z EBC dot. podwyżek stóp

Spodziewamy się, że Europejski Bank Centralny potwierdzi na zebraniu 9.06 jastrzębi zwrot i zasygnalizuje, że w drugiej połowie 2022 r. strefę euro najprawdopodobniej czekają agresywne podwyżki stóp. Reakcja kursu EUR/USD i USD/PLN powinna zależeć od tego, jak silny będzie to sygnał.

Od jakiegoś czasu zwracamy uwagę, że EBC znacznie odstaje od innych banków centralnych pod względem podnoszenia stóp procentowych w trwającym globalnie cyklu zacieśniania i że obecna polityka banku nie jest dostosowana do realiów gospodarczych. Ostatnim dowodem na to jest raport o inflacji w strefie euro w maju, który pokazał rekordową dynamikę cen na poziomie 8,1%. Presja inflacyjna nabudowuje się, a ostatnie dane dotyczące aktywności gospodarczej utrzymują dość wysoko – sprawia to, że uczestnicy rynku raczej nie mają wątpliwości, że latem nadejdą podwyżki stóp.

Podwyżka w lipcu byłaby zgodna z planem

Bank zobowiązał się do zakończenia skupu aktywów przed podwyżkami stóp procentowych, zatem na zebraniu w tym tygodniu nie jest spodziewane ich podniesienie – my również uważamy to za wysoce nieprawdopodobne.

Prezeska EBC Christine Lagarde potwierdziła jednak w maju, że na wzrosty stóp nadchodzi pora – EBC „prawdopodobnie będzie mógł wyjść ze środowiska ujemnych stóp przed końcem III kwartału”. Kilku innych decydentów wypowiadało się podobnie jastrzębio. Naszym zdaniem oznacza to, że EBC ogłosi formalne zakończenie programu skupu aktywów (APP) 1.07 i tym samym utoruje drogę do pierwszej od ponad dekady podwyżki stóp podczas zebrania Rady Prezesów 21.07.

Obecnie rynki wyceniają w pełni podwyżkę stopy depozytowej o 25 pb. w przyszłym miesiącu, widzą też pewną – dość ograniczoną – szansę na większą podwyżkę. Podwyżki o co najmniej ćwierć punktu procentowego na zebraniach w lipcu i wrześniu stanowią minimum do wyjścia z ujemnych stóp procentowych przed końcem III kwartału.

Szansa na pozytywny sygnał dla euro

Podejrzewamy, że większość członków Rady Prezesów będzie wspierać mały wzrost stóp na początek, a jednocześnie uważamy, że decydenci będą otwarci na dyskusję o podwyżkach o 50 pb. na późniejszych posiedzeniach. Wskazanie w czwartek 9.06 przez EBC, że w drugiej połowie roku możliwe są większe ruchy, byłoby wyraźnym pozytywnym sygnałem dla euro, wspierającym wzrost pary EUR/USD i spadek USD/PLN.

Jeśli Lagarde nie wykluczy ruchu o 50 pb. w lipcu, prawdopodobnie w czwartek euro otrzyma wsparcie, gdy cała krzywa wzrośnie, obrazując rosnące oczekiwania rynku wobec podwyżek. Bardziej ostrożne podejście do stóp procentowych, które mogłoby ponownie wzbudzić obawy dotyczące perspektyw wzrostu i ryzyka recesji, byłoby odebrane jako negatywne dla waluty.

Ostatecznie uważamy, że istnieje przestrzeń, by EBC przekroczył oczekiwania rynkowe w tym roku, co jest naszym zdaniem korzystne dla euro. Niemniej warto wspomnieć, że luka między oczekiwaniami rynku i naszymi zmniejszyła się w ostatnich tygodniach i kontrakty swap wyceniają ok. 130 pb. podwyżek do końca roku wobec 50 pb. na początku kwietnia.

Jak zmienią się prognozy inflacji?

Poza komentarzami dotyczącymi stóp procentowych rynek będzie uważnie przyglądać się również zrewidowanym projekcjom makroekonomicznym, które mogą w czwartek wpłynąć na euro. Wskaźniki inflacji w strefie euro w ostatnich miesiącach zaskakiwały w górę, więc prawdopodobna jest kolejna rewizja w górę prognozy inflacji w tym roku. Wzrost miary bazowej do 3,8% w maju wskazuje, że presja cenowa się rozszerza, a wyższe ceny surowców i słabsze euro od czasu ostatniej prognozy w marcu również wspierają inflację. Spodziewamy się, że średnia projekcji inflacji HICP zostanie zrewidowana z 5,1% do ponad 6% w 2022 r. i być może lekko w górę na lata 2023–2024.

Nasiliły się również ryzyka dla wzrostu gospodarczego, do których należą w szczególności gwałtowny wzrost cen w strefie euro i zakłócenia dostaw energii z Rosji. Podkreślamy jednak, że wskaźniki ekonomiczne utrzymywały się na stosunkowo dobrym poziomie, co sugeruje, że obawy dotyczące recesji w strefie euro w dalszej części roku są przesadzone. Spodziewamy się, że zostanie to odzwierciedlone w nieco mniejszej, niż zakłada obecnie większość ekonomistów, korekcie w dół prognoz wzrostu na 2022 i 2023 r. Niemniej niezbyt imponujące osiągnięcia EBC w zakresie prognoz oznaczają, że reakcja rynków na nie prawdopodobnie będzie ograniczona.

Wykres 1: Projekcje inflacji HICP EBC (marzec 2022)Projekcje inflacji HICP EBC (marzec 2022)

Źródło: Europejski Bank Centralny Data: 07.06.2022

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek o godz. 13:45, a konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Polacy podążają bardziej za promocją niż za szyldem sklepu

Polacy częściej niż rok temu robią zakupy w dyskontach. Ale są wobec nich coraz mniej lojalni. Biedronka znowu liderem. Netto w mocnej ofensywie. 

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, która przenalizowała zachowania ponad 1,2 mln konsumentów, w tym roku do Biedronki poszło ponad 91% klientów wszystkich dyskontów spożywczych. Ale największy wzrost penetracji tego rynku odnotowało Netto, poprawiając swój ubiegłoroczny wynik o przeszło 11 p.p. Podobnie sytuacja wygląda z udziałem w ruchu. Pod tym względem liderem jest Biedronka, która odpowiadała ostatnio za przeszło 64% wizyt w tym segmencie. Z kolei łączny ruch w sklepach najbardziej zwiększył się w Netto, bo o blisko 3 p.p. Według zebranych danych, klienci częściej niż rok wcześniej robią zakupy w dyskontach. Jednocześnie widać coraz mniejszą lojalność wobec dyskontów.

Podział rynku

Obserwacja ruchu ponad 1,2 mln konsumentów w blisko 6 tys. placówek dyskontów, prowadzona w pierwszych osiemnastu tygodniach tego i ubiegłego roku, pokazała, jaka część klientów tego segmentu była co najmniej raz w sklepie danej sieci. Pozycję zdecydowanego lidera utrzymała Biedronka z penetracją rynku na poziomie 91,5% (rok wcześniej – 88,8%). Za nią plasuje się Lidl – 59,7% (poprzednio – 59,1%), Netto – 32% (20,5%), a także Aldi – 16,9% (rok wcześniej był to 13,5%).

– Z perspektywy wzrostu penetracji rynku, czyli wskaźnika Share of Shoppers, zdecydowanie największym wygranym ostatniego roku jest sieć Netto. To ona, m.in. za sprawą ambitnej strategii ekspansji i przejęcia byłych sklepów Tesco, najbardziej powiększyła swój udział w bazie klientów i swoją penetrację rynkową, bo aż o 11,5 p.p. – komentuje Mateusz Chołuj, szef zespołu firmy technologicznej Proxi.cloud.

Jak zaznacza Chołuj, w 2021 roku Biedronka docierała już do blisko 89% klientów dyskontowych. Mimo tego udało się jej jeszcze bardziej zwiększyć penetrację rynku dyskontów, tj. o 2,7 p.p. Ekspert podkreśla również, że do weryfikacji pozostaje, jak zmienił się udział klientów sieci w całym segmencie spożywczym, za sprawą otwarcia nowych placówek w mniejszych miejscowościach.

– Lidl nadal jest drugą największą siecią dyskontów. Jednak pozostaje zdecydowanie w tyle, jeśli chodzi o tempo wzrostu. Spośród przebadanych podmiotów ma najniższy wzrost Share of Shoppers, w ciągu roku wskaźnik podskoczył jedynie o 0,5 p.p. – informuje Adam Grochowski, analityk z Proxi.cloud.

Autorzy raportu omawiają też łączny ruch w sklepach (wskaźnik Share of Footfall). Wiemy więc, że ostatnio Biedronka odpowiadała za 64,2% wszystkich wizyt w dyskontach spożywczych (w analogicznym okresie ub.r. – 64,1%). Dalej w zestawieniu widnieje Lidl – 21,5% (wcześniej – 25,1%), Netto – 10,4% (7,4%), a także Aldi – 3,9% (poprzednio 3,3%).

– Patrząc na rynek dyskontów rok do roku, swój udział w łącznym ruchu najbardziej zwiększyła duńska sieć Netto, bo o 2,9 p.p. Natomiast Lidl jako jedyny z czterech badanych graczy odnotował spadek w tym zakresie – o 3,6 p.p. Ale ta niemiecka sieć wciąż pozostaje na drugim miejscu, z wynikiem ponad dwa razy większym niż trzecie w zestawieniu Netto – analizuje Adam Grochowski.

Częstsze zakupy

Z myślą o raporcie przeprowadzono także analizę częstotliwości wizyt w badanych dyskontach. Wyznaczono 3 grupy kupujących, do których przypisano konkretnych konsumentów, ze względu na częstotliwość zakupów. Została ona określona jako wysoka (wizyty w sklepach danej sieci częściej niż raz na tydzień), średnia (częściej niż raz na miesiąc, ale nie częściej niż raz na tydzień) oraz niska (raz na miesiąc lub rzadziej).

– Ludzie kupują w tego typu placówkach zdecydowanie częściej niż przed rokiem. 28,2% klientów dyskontowych odwiedza takie sklepy co najmniej raz w tygodniu. To oznacza wzrost o 7,3 p.p. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, kiedy wynik wyniósł 20,9% – podkreśla Mateusz Chołuj.

Do tego z badania wynika, że rdr. skurczyła się grupa klientów robiących zakupy średnio częściej niż raz na miesiąc, ale nie częściej niż raz na tydzień. Ostatnio było ich 35,3%, a rok wcześniej – 36,2%. Ponadto w tym samym czasie zmniejszył się udział shopperów odwiedzających sklepy średnio raz na miesiąc lub rzadziej. Tegoroczny wynik to 36,4%, a z analogicznego okresu ub.r. – 42,8%.

– Pod względem częstotliwości zakupów klientów sieci dyskontów spożywczych plasują się analogicznie do udziałów rynkowych. Niekwestionowanym liderem pozostaje Biedronka z udziałem kupujących często i umiarkowanie często na poziomie 54,4%. Na drugim miejscu jest Lidl – 30,9%, a po nim – Netto – 24,8%, jak również Aldi – 16,2%. Każda sieć dyskontowa zaliczyła wzrost udziału shopperów kupujących często i umiarkowanie często – informuje Adam Grochowski.

Lojalność w dół

Z zebranych danych wynika również, że rdr. zmniejszyło się przywiązanie klientów do konkretnych sieci dyskontowych. Wyraźnie przedstawia to indeks lojalności kupujących (wskaźnik Shoppers Loyalty Index). Dla Biedronki wyniósł on ostatnio 32,4% (w analogicznym okresie ubiegłego roku – 41,8%). Tym samym niemal co trzeci klient tej sieci nie odwiedził w badanym okresie żadnego sklepu będącego konkurencją na rynku dyskontów. Natomiast tegoroczny wskaźnik dla Lidla to 9% (poprzednio – 15%), Netto – 6,2% (8,7%), a Aldi – 4,8% (wcześniej 8,3%).

– Drastycznie spadła lojalność klientów dyskontów, właściwie każda sieć zanotowała spadek Shopper Loyalty Index w porównaniu z rokiem poprzednim. Może to świadczyć o większej mobilności społeczeństwa, ale prawdopodobnie głównym czynnikiem spadku lojalności jest obecna sytuacja makroekonomiczna. Ona zachęca i zmusza coraz większą część klientów do poszukiwania okazji. Kupujący zatem w coraz większym stopniu idą za promocją bardziej niż za szyldem sklepu – stwierdza szef zespołu Proxi.cloud.

Według Adama Grochowskiego, z jednej strony różnice w lojalności bazy klientów poszczególnych sieci świadczą o sile szyldu, z drugiej zaś – o atrakcyjności promocji i efektywności ich komunikacji. Ale w dużej mierze są też wypadkową strategii ekspansji danej sieci. Firmy stawiające swoje sklepy w obszarach o gęstym zaludnieniu konkurują z większą liczbą placówek i przyciągają klientów mniej lojalnych. Oni, w porównaniu z mieszkańcami słabiej zaludnionych obszarów, mają do dyspozycji więcej sklepów w swoim pobliżu.

Badanie zostało przeprowadzone w oparciu o dane dla pierwszych osiemnastu tygodni br. (3.01-8.05) z odniesieniem do analogicznego okresu ub.r. (4.01-9.05).

Łącznej obserwacji poddano ponad 1,2 mln. Polaków korzystających z usług sieci dyskontowych, w tym w blisko 6 tys. placówek na terenie 16 województw. Spośród nich zarejestrowano prawie 570 tys. klientów tego formatu w jednym z badanych okresów.

Dane zgromadzono, stosując autorską technologię opartą o geofencing – czyli metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (od 2 do 20 metrów, w zależności od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Dodatkowo znany jest również czas przebywania badanych osób w konkretnej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników danych POS. Wizyta klienta w sklepie musiała trwać co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny, aby wejście użytkownika w geofence zostało zarejestrowane.

Brak konkretów w komunikacie RPP, dziś czekamy na decyzję EBC

RPP podnosi stopy procentowe zgodnie z konsensusem. Brak jednak jakichkolwiek konkretów w komunikacie opublikowanym po posiedzeniu i nie spodziewałbym ich się na dzisiejszym wystąpieniu prezesa. Dziś czekamy na decyzję EBC.

Bez niespodzianek

Wczoraj RPP postanowiła nieco uprzykrzyć dzień milionom Polaków w niecałą godzinę przed wyjściem z pracy. Około 15:30 dowiedzieliśmy się o podwyżce stóp procentowych o 75 pb., dobijając tym samym do okrągłej szóstki. Patrząc na wykresy polskiego złotego do głównych walut, wyciągnąć można jeden wniosek. Skoro zmiana wysokości stóp była zgodna z prognozami, to od dawna była wliczona w cenę. Po „werdykcie” rodzima waluta zaczęła tracić do EUR, USD, GBP i CHF. Na usta nasuwa się powiedzenie: „Chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze”.

Brak konkretów w komunikacie RPP

Czytając opublikowaną przez RPP informację po posiedzeniu z 08.06.2022, nie dowiedziałem się niczego nowego. Przeczytać w nim możemy o przyczynach inflacji powtarzanych jak mantra we wszystkich mediach. Rada Polityki Pieniężnej ponownie zwraca uwagę na dobrą kondycję polskiej gospodarki, wyróżniając rosnące zatrudnienie w Polsce, wyraźny wzrost wynagrodzeń i spadek bezrobocia. „Dobrobyt” podsumowuje wzrostem PKB, który w I kwartale wyniósł 8,5%. W całym dokumencie zainteresowało mnie zdanie: „NBP wraz z wygasaniem wpływu szoków obecnie podbijających ceny będzie oddziaływać w kierunku stopniowego obniżania się inflacji w kolejnych latach”. Wygląda na to, że NBP jak i my wszyscy, póki co musimy oswoić się z dwucyfrową inflacją. Aby przejść do jej obniżania, wypadałoby ją na początku zatrzymać, co będzie pierwszym sukcesem. Drugi to zejście do jednocyfrowego poziomu, a dopiero później będziemy mogli myśleć o osiągnięciu celu inflacyjnego, który przypomnę, wynosi 2,5% z przedziałem odchyleń plus minus 1 punktu procentowego. Patrząc na powyższe zdania obawiam się, że słowo inflacja widoczne będzie na pierwszych stronach głównych mediów przez długie lata. Oby jej angielski odpowiednik nie stał się najczęściej wpisywanym hasłem w wyszukiwarce Google.

Czy doczekamy się zmian?

Dziś po południu czekamy na decyzję w sprawie stopy refinansowanej i depozytowej dla strefy euro. Przypomnijmy, że Christine Lagarde niedawno zapowiedziała podwyższanie stóp procentowych oraz zakończenie programów luzowania ilościowego w eurozonie. Zapomniała jednak podać daty tych wydarzeń. Mimo to dziś na wykresie EUR/USD czuć wyczekiwanie na jastrzębie podejście EBC i wystrzał euro. Od wczorajszego południa na głównej parze walutowej świata znajdujemy się powyżej 1,07$. Momentami dochodziliśmy nawet do poziomu prawie 1,075$. Czy dzisiejsza decyzja EBC umocni wspólną walutę, przekonamy się o 13:45, jednak pamiętajmy o jutrzejszym odczycie inflacji konsumenckiej w USA, która może wywrócić dzisiejsze ruchy na eurodolarze o 180 stopni.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – Decyzja ws. stóp procentowych w strefie euro

14:30 – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

ServiceNow otwieraja biuro w Polsce

ServiceNow (NYSE: NOW), firma specjalizująca się w dziedzinie zarządzania rozwiązaniami digital workflow, poinformowała dziś, że rozszerza działalność w regionie Europy Środkowo-Wschodniej otwierając w Polsce biuro z regionalnym kierownictwem.

Warszawskie biuro będzie centrum specjalistycznej wiedzy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który obejmuje również takie rynki, jak Czechy, Słowacja, Rumunia, Węgry i Grecja. W ramach ekspansji firma mianowała Markusa Kempkesa dyrektorem na Europę Środkowo-Wschodnią, a Macieja Ostrowskiego — dyrektorem ds. sprzedaży, odpowiedzialnym za rozwój i działalności firmy w Polsce.

Markus Kempkes, który pracuje w ServiceNow od niemal trzech lat, dotychczas kierował organizacją Customer Outcomes w Europie Środkowej, powiedział: „Po wieloletniej pracy w regionie darzę wielką sympatią Polskę i jej mieszkańców. Cieszę się, że będę mógł wykorzystać swoje doświadczenia, aby wspierać polskie firmy w lepszej organizacji pracy i pomagać im tworzyć wyjątkowe doświadczenia dla klientów i pracowników”.

Nowe biuro i nowa kadra zarządzająca to wyraz długofalowego zaangażowania w polski rynek technologii informatycznych i komunikacyjnych (ICT), jeden z największych w Europie Środkowo-Wschodniej. Nowi i dotychczasowi klienci będą mogli korzystać z  bezpośredniego dostępu do platformy ServiceNow w języku polskim, a także kontaktować się z lokalnym zespołem, który rozumie specyfikę kluczowych branż w regionie, takich jak usługi finansowe, technologiczne, komunalne czy też sektor publiczny.

Maciej Ostrowski, który przeszedł do ServiceNow z firmy Oracle, gdzie kierował działem ds. rozwiązań korporacyjnych, powiedział: „Polska gospodarka i firmy zmieniają się. Rynek potrzebuje innowacyjnych, elastycznych rozwiązań oferowanych przez ServiceNow, aby stawić czoła obecnym wyzwaniom i dalej się dynamicznie rozwijać. Właśnie dlatego jestem dumny, że będę częścią nowego polskiego oddziału ServiceNow.
Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co wspólnie osiągniemy”.

Zostały 3 tygodnie na zgłoszenie źródła ogrzewania domu. Co grozi tym, którzy to zlekceważą?

Kto do końca czerwca nie zadeklaruje, czym ogrzewa swój dom lub mieszkania, zapłaci grzywnę w wysokości nawet 500 zł – przypominają eksperci portalu GetHome.pl. Wygląda na to, że wielu właścicieli i zarządców budynków ignoruje ten obowiązek.

Na złożenie deklaracji „o użytkowanych źródłach ciepła i spalania paliw do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB) właściciele i zarządcy wszystkich budynków mieli aż 12 miesięcy. Pod koniec ubiegłego roku zwracaliśmy jednak uwagę, że nie palą się oni do tego. A wskazywało na to bardzo wolne tempo rejestracji źródeł ogrzewania – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Z uzyskanych przez ten portal danych z Geoportal.gov.pl wynika, że samych budynków mieszkalnych jest w naszym kraju ponad 6,2 mln. Tymczasem – jak podawał Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) – po czterech miesiącach do CEEB trafiło ok. 440 tys. deklaracji CEEB.  Oczywiście dziś te statystyki wyglądają dużo lepiej, bo GUNB mówi o 4,2 mln deklaracji, z czego ok. 4 mln dotyczy budynków mieszkalnych jednorodzinnych i wielorodzinnych oraz budynków zbiorowego zamieszkania, czyli m.in. hoteli, pensjonatów, akademików i domów wczasowych.

GUNB prowadzi „Ranking Gmin”, z którego możemy się dowiedzieć, ile deklaracji składanych jest w poszczególnych gminach. Okazuje się, że np. w gminie Prochowice na Dolnym Śląsku deklarację CEEB złożyło 112 z 1934 właścicieli budynków, czyli zaledwie 5%! W podwarszawskim Otwocku ten odsetek wynosi z kolei tylko 15%.

Gminy z najmniejszą liczbą złożonych deklaracji CEEB (stan z 6 czerwca 2022 r.)

Gmina Liczba punktów adresowych Liczba punktów adresowych z co najmniej 1 złożoną deklaracją Poziom wypełnienia bazy CEEB
Prochowice

Dolnośląskie

 

1934 112 5%
Olszanica

Podkarpackie

 

1413 189 13%
Zwierzyniec

Lubelskie

 

2594 357 13%
Rzezawa

małopolskie

3713 517 13%
Moszczenica

małopolskie

 

5963 871 14%
Zwoleń

podkarpackie

 

9669 1375 14%
Trzcińsko-Zdrój

zachodniopomorskie

 

1147 173 15%
Otwock

mazowieckie

 

9986 1592 15%
Mikołajki

warmińsko-mazurskie

 

2120 343 16%
Popielów

opolskie

 

2788 451 16%

 

Na drugim biegunie jest dolnośląska gmina Zawidów, w której 91% budynków jest w Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków.

Gminy z największą liczbą złożonych deklaracji CEEB (stan z 24 lutego 2022 r.)

Gmina Liczba punktów adresowych Liczba punktów adresowych z co najmniej 1 złożoną deklaracją Poziom wypełnienia bazy CEEB
Zawidów

dolnośląskie

 

699 638 91%
Siennica Różana

lubelskie

 

1538 1293 84%
Szczuczyn

podlaskie

 

1471 1235 83%
Brzeźnica

lubuskie

 

928 725 78%
Mędrzechów

małopolskie

 

930 722 77%
Piwniczna-Zdrój

małopolskie

 

3054 2296 75%
Skomlin

łódzkie

 

1001 758 75%
Pawłów

świętokrzyskie

 

4336 3126 72%
Słopnice

małopolskie

 

1730 1248 72%
Kolno

podlaskie

 

1573 1145 72%

 

Jest raczej mało prawdopodobne, że do końca czerwca wszyscy właściciele i zarządcy budynków zarejestrują wykorzystywane w nich źródła ciepła. Być może nie wszyscy zdają sobie sprawę, że chodzi nie tylko o kotły czy piece, ale także tzw. kozy oraz bojlery – komentuje ekspert GetHome.pl.

Według niego, powszechne ignorowanie obowiązku rejestracji źródeł ogrzewania może też świadczyć o tym, że rządowi nie udało się przekonać Polaków, że dzięki gromadzonym w CEEB informacjom możliwa będzie bardziej skuteczna walka ze smogiem i ubóstwem energetycznym. Pamiętajmy, że – jak podaje Eurostat – przeszło 3% mieszkańców naszego kraju nie może sobie pozwolić na odpowiednie ogrzanie swoich domów i mieszkań.

Niestety, najprawdopodobniej część właścicieli domów ogrzewanych tzw. kopciuchami, nie chce się ujawnić. Palenie śmieci, w tym różnego rodzaju tworzyw sztucznych, jest w naszym kraju popularnym sposobem „domowej utylizacji”.Wykres 3

Ci, którzy nie złożą deklaracji w ustawowym terminie muszą się liczyć z nawet 500 zł karą grzywny, która jest wymierzana w trybie Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. W razie odmowy przyjęcia od policjanta lub strażnika miejskiego mandatu karnego sprawa trafi do sądu, a wówczas grzywna może być nawet dziesięciokrotnie wyższa.

Jednak warto dodać, że grzywna nie będzie nakładana z automatu. W ustawie wprowadzono możliwość zastosowania tzw. czynnego żalu. Chodzi o to, że kara upiecze się temu, kto zdąży złożyć deklaracje, zanim wójt, burmistrz lub prezydent miasta poweźmie wiadomość o popełnieniu wykroczenia. – W praktyce można się więc spodziewać, że urzędnicy „przypomną” o obowiązku złożenia deklaracji, zanim wystawią mandat – uważa Marek Wielgo.

Deklarację można złożyć w urzędzie gminy w formie papierowej lub online. Ci, którzy wybrali pierwszą opcję, a nie są w stanie potwierdzić swojej tożsamości w Internecie (np. za pomocą profilu zaufanego), mogą sprawdzić status swojej deklaracji w systemie. GUNB uruchomił bowiem właśnie nową e-usługę „Sprawdź swoją deklarację”. Umożliwia ona uzyskanie informacji, czy i kiedy deklaracja została wprowadzona do bazy CEEB (w przypadku deklaracji w wersji papierowej urzędnicy gminni mają na to aż sześć miesięcy).

W zarejestrowanych do tej pory w CEEB budynkach przeważają kotły, piece i kuchnie na paliwa stałe, czyli m.in. węgiel.

Wykres 4Co gorsza, ponad 80% kotłów na paliwa stałe (poniżej 5 klasy) nie spełnia współczesnych norm emisji dwutlenku węgla (od blisko czterech lat nie może ich być w sprzedaży).Wykres 5

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Stopy procentowe rosną po raz dziewiąty

Dziś Rada Polityki Pieniężnej podniosła podstawową stopę procentową o 0,75 p.p. do 6 proc. To już dziewiąta podwyżka z serii, która rozpoczęła się w październiku 2021 roku. WIBOR 3M, ważny dla kredytobiorców hipotecznych, jest aż o 0,72 p.p wyższy niż stopa referencyjna NBP, podczas gdy w okresie ostatnich 7 lat było to przeciętnie 0,27 p.p.

Po dziewiątej podwyżce stóp podstawowa stopa procentowa będzie wynosić 6 proc. To kolejna podwyżka będąca reakcją na rosnącą inflację. Ta w maju wyniosła rekordowe 13,9 proc. (wstępny szacunek GUS), rosnąc o 1,5 p.p. Rynek spodziewał się kolejnej podwyżki stóp, a od dwóch tygodni są już dostępne na rynku lokaty bankowe oprocentowane na 6 proc. Jednak wybierając taką lokatę trzeba się liczyć ze stratami wynikającymi ze znacznie wyższej inflacji. Mimo obecnej podwyżki realna stopa procentowa (stopa procentowa minus inflacja) w Polsce w kolejnym miesiącu spadła do -6,94 proc. ( z -6,36 proc. w kwietniu). Po raz pierwszy w tym cyklu podwyżek realna stopa w Polsce jest niższa niż w USA, gdzie wynosi -6,74 proc.

Rosnące stopy procentowe powodują także, że rośnie stawka WIBOR 3M, na podstawie, której wyliczane jest oprocentowanie kredytów hipotecznych. Niekorzystna dla kredytobiorców jest także utrzymująca się rekordowa różnica pomiędzy stopą referencyjną NBP, a stawką WIBOR 3M. Obecnie WIBOR 3M wynosi 6,72 proc., czyli 0,72 p.p. powyżej stopy referencyjnej NBP. Podczas gdy od 2015 roku WIBOR 3M był przeciętnie tylko o 0,27 p.p wyższy niż stopa referencyjna. W okresach wzrostu stóp ta różnica rosła przeciętnie do 0,45 p.p., podczas gdy w okresie ich spadków kurczyła się do 0,18 p.p. Oznacza to, że w czasie spadków stóp można liczyć, że różnica między WIBOR 3M a stopą referencyjną się zmniejszy, nie ma jednak raczej szans by w tym czasie odrobić obecne straty wynikające ze znacznie wyższego poziomu WIBOR 3M wobec stopy referencyjnej. A to bardzo niekorzystna wiadomość dla wszystkich kredytobiorców, wskazująca na wysokie prawdopodobieństwo, że wkrótce stopy wzrosną do poziomu powyżej 7 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce