Sądy przyjmują mniej wniosków dot. upadłości. Eksperci komentują: Problemy dopiero zaczną się od III kwartału

Z danych sądów rejonowych wynika, że w I kwartale br. wpłynęło do nich w sumie o około 40% mniej wniosków o ogłoszenie upadłości firm niż na początku 2020 roku. Ostatnio najwięcej takich przypadków zanotowano w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu. Natomiast najmniej było ich w Białymstoku, Radomiu, a także w Elblągu. Eksperci wyjaśniają, że główną przyczyną są m.in. zmienione przepisy. Prognozują też, że w najbliższych tygodniach nie należy spodziewać się wysypu wniosków. Ale problemy mogą być widoczne zwłaszcza na Śląsku, Mazowszu i w Małopolsce.

Według informacji pochodzących z sądów rejonowych, zajmujących się upadłościami firm, w pierwszym kwartale br. nastąpił spadek wpływu wniosków o niespełna 38% w porównaniu z okresem od stycznia do marca ub.r. Za ten stan rzeczy odpowiada rozwiązanie wprowadzone Tarczą 2.0, co stwierdza adwokat Norbert Frosztęga z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy. Dodaje też, że jest to regulacja zwalniająca zarząd z obowiązku wnioskowania o upadłość, gdy niewypłacalność dłużnika powstała 14 marca 2020 r. lub po tym dniu i zarazem z powodu COVID-19. To swoiste moratorium upadłościowe miało właśnie zapobiec fali wniosków zaraz po pojawieniu się pandemii.

– Zmniejszenie liczby wniosków o ogłoszenie upadłości przedsiębiorstw jest konsekwencją liberalizacji przepisów o upadłości konsumenckiej. Chcąc uniknąć rygorów upadłości firmy, wystarczy wykreślić ją z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Większość biznesów jest prowadzona w formie jednoosobowej działalności gospodarczej, nawet te o dużych rozmiarach. I te podmioty są w CEIDG – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Jak zaznacza Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, wnioski o ogłoszenie upadłości za I kwartał 2020 r. zostały złożone zanim przedsiębiorcy odczuli nadchodzące negatywne gospodarcze skutki pandemii. Natomiast spadek w br. związany jest ze wsparciem finansowym z tarcz antykryzysowych. Środki z tych form pomocy popłynęły do wszystkich podmiotów. Nie tylko do tych, które bezpośrednio odczuły negatywne skutki lockdownu związanego z pandemią. Z kolei według mec. Parola, tarcze miały ograniczony wpływ na spadek liczby wniosków o ogłoszenie upadłości. Z tego wsparcia mogły skorzystać firmy, które nie zalegały z płatnościami wobec ZUS-u czy US. To były więc przedsiębiorstwa bez dużych problemów z płynnością.

– Pierwszy kwartał 2020 roku to początek pandemii, czyli oczekiwanie na rozwój sytuacji. Wiele firm było wówczas w okresie zawieszenia. Natomiast na początku tego roku przedsiębiorcy wybierali uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Ono jest adresowane do podmiotów niewypłacanych i zagrożonych niewypłacalnością. A gdy właściciel firmy może samodzielnie wybrać pomiędzy upadłością a restrukturyzacją, to decyduje się na to drugie rozwiązanie – zaznacza Andrzej Głowacki, prezes zarządu DGA Kancelarii Restrukturyzacji i Upadłości.

Z danych sądowych również wynika, że najwięcej wniosków w kwestii ogłoszenia upadłości złożyli przedsiębiorcy w sądach w Warszawie – 141, w Krakowie – 60 oraz we Wrocławiu – 39. Natomiast najmniej takich przypadków zanotowano w Białymstoku i Radomiu –  po 1, a także w Elblągu – 2.

– Dane statystyczne, obrazujące liczbę złożonych wniosków o ogłoszenie upadłości, związane są bezpośrednio z potencjałem demograficznym i gospodarczym poszczególnych ośrodków. Na obszarze właściwości sądu w Warszawie jest zarejestrowanych najwięcej firm. Naturalnym jest zatem, że on znajduje się na czele tego zestawienia – analizuje Łukasz Goszczyński.

Liczba wniosków o ogłoszenie upadłości firm w I kw. 2020 była standardowa, co podkreśla prezes Głowacki. Ekspert również zaznacza, że przedsiębiorca nie składa wniosku kiedy chce. Muszą być przecież spełnione przesłanki zobowiązujące do podjęcia takich działań, tzn. niewypłacalność lub zagrożenie niewypłacalnością.

– Stan niewypłacalności jest najczęściej wynikową wielu zdarzeń i nie powstaje z dnia na dzień. Pierwsze obostrzenia związane z COVID-19 i to w ograniczonym zakresie wprowadzone zostały w połowie marca 2020 roku. Jeśli ktoś wtedy złożył wniosek upadłościowy, to należy zakładać, że jego problemy finansowe pojawiły się wcześniej. W takich przypadkach COVID-19 i związane z nim ograniczenia mogły być co najwyżej przysłowiowym gwoździem do trumny, a nie przyczyną niewypłacalności – dodaje adwokat Norbert Frosztęga.

Natomiast mec. Goszczyński zaznacza, że pierwsze obostrzenia zostały wprowadzone w marcu 2020 roku. Ich skutki odczuwalne stały się dla firm najwcześniej z końcem pierwszego kwartału ub.r. Jeśli przedsiębiorca dotknięty obostrzeniami zdecydowałby się złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości, to zrobiłby to w kolejnych miesiącach. O ile środki z tzw. tarcz antykryzysowych nie pozwoliłby mu utrzymać się na rynku.

– W drugim kwartale br. nie należy się spodziewać dużego wzrostu liczby wniosków o ogłoszenie upadłości firm. Obecnie wielu przedsiębiorców wykreśla swoje biznesy, a następnie wnioskuje o ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Te osoby korzystają z liberalizacji przepisów, co jest zrozumiałe. Oznacza to m.in. mniejsze koszty i rygory tego postępowania. To rozwiązanie jest bardziej przyjazne dłużnikowi – podkreśla Adrian Parol.

Zdaniem Norberta Frosztęgi, niewielka liczba składanych wniosków upadłościowych utrzyma się tak długo, jak będzie obowiązywać rozwiązanie wprowadzone Tarczą 2.0. Po tym okresie z widmem upadłości będzie musiało zmierzyć się wielu przedsiębiorców, także tych którzy otrzymali pomoc finansową od Państwa. Natomiast prezes Głowacki spodziewa się, że w II i III kwartale br. liczba wniosków o ogłoszenie upadłości firm będzie rosła. Do sądów zgłoszą się przedsiębiorcy, którzy nie odzyskają płynności po powrocie do normalności. Ekspert z DGA Kancelarii Restrukturyzacji i Upadłości dodaje, że w III kw. 2021 roku nie będzie obowiązywać ustawa, która wprowadziła uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne.

– Moim zdaniem, większych problemów będzie należało się spodziewać w branży automotive oraz powiązanej z górnictwem, czyli na Śląsku, gdzie jest duża koncentracja tych firm. Większa liczba wniosków o ogłoszenie upadłości może być również odnotowana w woj. mazowieckim i małopolskim. To w dużej mierze będzie dotyczyć branży gastronomicznej. Wsparcie nie likwiduje problemu z płynnością na dłuższy okres, albowiem jedynie je łagodzi przez krótki czas. A po jego zakończeniu trzeba podjąć decyzję co do dalszego prowadzenia działalności – podsumowuje Adrian Parol.

Polski rynek nadal otwarty na Ukraińców

Poprzedni rok wywrócił do góry nogami porządek gospodarczy w Polsce. Wiele branż ucierpiało na skutek pandemii i związanych z nią obostrzeń (HoReCa), są też takie, które na kryzysie zyskały (Logistyka, IT), albo dzięki niemu powstały. Ratunkiem ma być  skuteczność szczepionki na COVID-19, szczególnie dla niektórych gałęzi gospodarki. Ciągłe zmiany obostrzeń i ciągła niepewność spowodowały rosnący problem z uzupełnieniem braków kadrowych w Polsce. Doprowadziło do sytuacji, w której migranci zarobkowi przestali być sposobem na oszczędność, ale stali się ratunkiem dla funkcjonowania polskich przedsiębiorstw.

Które polskie branże potrzebują najpilniej pracowników ze Wschodu?

Obecnie nie istnieje w Polsce gałąź gospodarki, w której nie odnotowano działalności pracowników ze Wschodu. W ciągu ostatnich lat zapotrzebowanie na tego typu kadry pracownicze rozłożyło się równomiernie na większą liczbę branż, dlatego cudzoziemców można spotkać już nie tylko w budownictwie, rolnictwie czy przetwórstwie przemysłowym, ale także w sektorze usług – transporcie, handlu, turystyce czy gastronomii. Warto również wspomnieć o rosnącej liczbie osób z zagranicy, które zdecydowały się na założenie własnej działalności gospodarczej w naszym kraju. Obecnie wiele krajów powoli odmraża obostrzenia związane z pandemią, co powoduje zwiększone zapotrzebowanie w niektórych branżach na pracowników ze Wschodu.

Na koniec III kwartału 2020 r. liczba wolnych miejsc pracy w Polsce w podmiotach gospodarki narodowej lub ich jednostkach lokalnych zatrudniających co najmniej 1 osobę wynosiła 91,1 tys. i była większa niż w końcu II kwartału 2020 r. o 9,7 tys., tj. o 11,9% [źródło GUS]. To oznacza, że wiele firm prowadzi aktywną rekrutację.  Obecnie najpilniej rąk do pracy potrzebują takie branże jak:

Produkcja i przetwórstwo

Z danych GUS wynika, że produkcja polskiego przemysłu wzrosła o 11,2% w grudniu 2020 w porównaniu do grudnia 2019. Nie dziwi więc, że wiele firm produkcyjnych prowadzi intensywną rekrutację. Należy do niego, również przetwórstwo związane z rynkiem rolnym. Już po pierwszej fali pandemii, kiedy wprowadzono obostrzenia na granicy, przetwórcy ankietowani w badaniu Indeks IBŻ wskazywali, że nie odnotowali w ciągu 3 wcześniejszych miesięcy wahań wielkości ani opłacalności produkcji. Było wręcz przeciwnie. 43 proc. badanych zanotowało nawet jej wzrost. Co trzeci badany przedsiębiorca wykazał wzrost przychodu ze sprzedaży w zestawieniu z wynikiem z lat poprzednich, a tym samym wzrost zapotrzebowania na pracowników i to w trybie natychmiastowym. Najbardziej poszukiwani są pracownicy sezonowej zarówno w rolnictwie przy zbiorach jak i przetwórstwie spożywczym w fabrykach. Z informacji pozyskanych od Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Owoców i Warzyw wiemy, że w szczycie sezonu polscy rolnicy potrzebują około 100 tys. pracowników, a są to w większości Ukraińcy.

Logistyka

Branża logistyczna z jednej strony cierpiała z powodu utraty kontraktów, braku zamówień, firmy zamykały się, wstrzymywały produkcję i redukowały zatrudnienie. Przykładem może być branża automotive, która dość dotkliwie odczuła sytuację związaną z koronawirusem. Z drugiej strony przeżywała istny boom widoczny szczególnie w firmach kurierskich i e-commerce, gdzie zapotrzebowanie na pracowników nie maleje.  Zainteresowanie zakupami przez Internet w pierwszych 3 miesiącach 2020 roku było na przeciętnym poziomie, jednak w momencie wdrożenia pierwszych restrykcji wzrosło o 271%, każde kliknięcie i zakup rzeczy przez Internet oznacza pracę do wykonania przez szereg ludzi, którzy czekają po drugiej stronie komputera, by przyjąć zamówienie, spakować je i przygotować do wysyłki, a następnie dostarczyć do klienta. Część tych czynności wykonują w Polsce Ukraińcy, których do pracy w tym sektorze również nie brakuje. Nasz kraj to dla nich szansa na zarobek szczególnie w czasach, gdy o etat na Ukrainie nie jest łatwo – w ciągu roku liczba bezrobotnych Ukraińców wzrosła o 59 proc., wynika z danych Centrum Zatrudnienia Ukrainy.

HoReCa

Z najnowszych danych GUS wynika, że w minionym roku w branży HeReCa zlikwidowano 24,1 tys. miejsc pracy, a utworzono 18,8 tys.  Z rynku zniknęło 5,3 tys. etatów. Wraz z nimi zniknęli także pracownicy, którzy zaczęli się przebranżawiać i szukać zajęcia w innych gałęziach gospodarki. W momencie ogłoszenia uwolnienia branży w maju, jak grzyby po deszczu namnożyły się oferty pracy, pilnie poszukujących rąk do pracy w branży.  W tym roku pojawiło się dużo więcej niż zazwyczaj ofert pracy związanych z gastronomią i hotelarstwem – pilnie kelner, barman, barista, pokojowa, pomoc kuchenna, kucharz – potrzebuje zaraz. Przedsiębiorcy zgłaszają się do agencji zatrudnienia z prośbą o szybkie uzupełnienie braków kadrowych, gdyż ich pracownicy podczas zastoju spowodowanego wprowadzonymi przez rząd obostrzeniami odeszli.

Budowlanka

Branża budowlana radzi sobie całkiem nieźle w czasie pandemii na tle innych. Z raportu AMRON-SARFIN wynika, że w trzecim kwartale rynek inwestycji mieszkaniowych ożywił się. W stosunku do notowań z drugiego kwartału liczba mieszkań oddanych do użytkowania wzrosła o 24 proc., liczba wydanych pozwoleń o prawie 11 proc. a liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, wzrosła aż o 42 proc. w porównaniu do II kwartału 2020 r. Wzrosła liczba remontów, oraz budowy domków jednorodzinnych. Pracownicy z fachem w ręku w sezonach budowlanych są zawsze potrzebni.

Nowość na  polskim rynku pracy to  sektor elektromobilności

Zapotrzebowanie na pracowników od elektromobilności występuje praktycznie na każdym szczeblu. Począwszy od montażu i uruchomieniu maszyn, przez pracowników produkcyjnych, po kierowników produkcji. W ostatnich dwóch latach zapotrzebowanie na tego typu pracowników wzrosło o ponad 200 proc. Do końca 2022 r. w sektorze tym może powstać do 10 tys. nowych miejsc pracy. Koncerny międzynarodowe (głównie produkujące baterie do EV) coraz więcej inwestują na polskim rynku pracy  do końca 2022 w sektorze elektromobilności może powstać do 10 000 nowych miejsc pracy donosi Biznes Interia.

Oswoiliśmy się już z trwającą pandemią, ale kluczowe są także czynniki ekonomiczne. W tej chwili bezrobocie w Polsce kształtuje się na poziomie 6,1 proc., podczas gdy na Ukrainie wynosi już 9,9 proc. Pracodawcy czekają na obywateli Ukrainy z otwartymi ramionami, bo choć bezrobocie w Polsce nieznacznie się zwiększyło, to nadal jest popyt na pracowników ze Wschodu. W niektórych branżach np. IT trudno jest ich w pełni zastąpić pracownikami z Polski. Są także takie branże, które w tym trudnym czasie intensywnie się rozwijają, jak e-commerce, a ich zapotrzebowanie na pracowników dynamicznie wzrasta. Zawsze będzie też na pracowników tymczasowych.

Centrum analityczne Gremi Personal

Deloitte: Prawie 11 proc. budżetów działów IT instytucji finansowych przeznaczane jest na cyberbezpieczeństwo

Biały wywiad cybernetyczny kluczowy w przeciwdziałaniu atakom hakerskim.

Wirusy w systemach transakcyjnych, wyłudzanie danych dostępowych, zdobywanie poufnych informacji bankowych na masową skalę – z takimi problemami sektor usług finansowych boryka się od dłuższego czasu. Jak oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte, zyskały one na sile w czasie pandemii w związku z niemal powszechnie przyjętym zdalnym modelem pracy. Do poprawy sytuacji wielu podmiotów operujących na rynkach finansowych może skutecznie przyczynić się tzw. biały wywiad cybernetyczny, czyli Cyber Threat Intelligence. Dostarczenie w odpowiednim momencie wiarygodnych i rzetelnych informacji o potencjalnych zagrożeniach pozwala instytucjom podjąć odpowiednie kroki zaradcze. O tym podczas X Forum Bezpieczeństwa Banków mówił Adam Rafajeński, dyrektor, lider usług cyber w Deloitte.

Bezpieczeństwo cybernetyczne było kwestią newralgiczną dla instytucji finansowych jeszcze przed wybuchem epidemii koronawirusa, a średnie roczne koszty związane z atakami hakerskimi są bardzo wysokie. Według raportu “Reshaping the cybersecurity landscape” Deloitte o stopniu zaangażowania firm sektora finansowego w kontrolę cyberzagrożeń najlepiej świadczy rosnący poziom nakładów na programy bezpieczeństwa cybernetycznego.

Jak wynika z badania zrealizowanego przez zespół Cyber Risk Service Deloitte i Centrum Analizy Wymiany Informacji sektora finansowego (FS-ISAC), respondenci w 2020 r. wydawali na ten cel średnio ok. 10,9 proc. środków z budżetu informatycznego, podczas gdy rok wcześniej było to 10,1 proc., czyli ok. 0,48 proc. średnich przychodów tych instytucji (wzrost z 0,34 proc. w 2019 roku).

Mimo wzrostu wydatków, ich podział między poszczególne obszary walki z zagrożeniami utrzymuje się na zbliżonym poziomie. W 2020 r. doszło do spadków w zakresie bezpieczeństwa punktów końcowych sieci (do 15 proc. z 18 proc. w 2019 r.) oraz z 14 do 11 proc. w przypadku zarządzania prawami dostępu i tożsamością. Jednocześnie respondenci deklarowali zwiększenie odsetka kwot wydatkowanych na monitoring bezpieczeństwa i operacji w cyberprzestrzeni (z 20 do 21 proc.), na nadzór nad procesami cyberbezpieczeństwa oraz na odporność cybernetyczną – w obu przypadkach z 10 do 12 proc.

W warunkach pandemicznych pozafinansowe rodzaje ryzyka, także z zakresu cyberbezpieczeństwa, wymagają od instytucji finansowych większej czujności. Praca zdalna i możliwość, a czasami konieczność, załatwienia wielu spraw na odległość powodują, że rośnie ilość danych udostępnianych w sieci. Coraz więcej instytucji wykorzystuje je w nowych obszarach, np. badając wzorce behawioralne czy tworząc rozwiązania biometryczne. Rozwój innowacyjnych narzędzi stawia przed instytucjami finansowymi całkiem nowe wyzwania w zakresie zarządzania zasobami informatycznymi oraz przechowywania i zabezpieczania danych klientów.

Krok przed hakerem

Niezbędne okazuje się kompleksowe wsparcie w obszarze cybernetycznym, obejmujące m.in. przeprowadzanie testów i prewencyjną ocenę systemów bezpieczeństwa. Zadaniem Cyber Threat Intelligence (CTI), czyli białego wywiadu cybernetycznego, jest właśnie wykrycie zagrożeń niezależnie od stopnia ich zaawansowania. CTI przewiduje więc pojawienie się niebezpieczeństw, zanim przerodzą się w rzeczywiste ataki, a gdy do nich dojdzie, stara się uniemożliwić skuteczne włamanie. Jeśli natomiast zabezpieczenia zostaną złamane, działanie CTI ma ograniczać skalę potencjalnych kryzysów. Pozyskane w sposób wywiadowczy informacje pozwalają też zidentyfikować potencjalnych napastników, a możliwe cyberzagrożenia w sposób zrozumiały, także dla informatycznych laików, przekładają na konkretne zagrożenia biznesowe. Ta wiedza może posłużyć do odpowiedzialnego zarządzania profilem ryzyka i budowy adekwatnej strategii bezpieczeństwa.

CTI to wyjście krok do przodu, działanie wyprzedzające reaktywne sposoby zarządzania kwestiami bezpieczeństwa, które podejmowane są w konsekwencji już dokonanego ataku. Skupia się na efektywnym badaniu otoczenia danej instytucji i sprawdzeniu potencjalnych zagrożeń, które jeszcze się nie wydarzyły, a do których może jednak dojść. To doskonała taktyka uzupełniająca, dzięki której organizacja zyskuje więcej czasu na wypracowanie adekwatnych środków zaradczych – mówi Adam Rafajeński, dyrektor, lider usług cyber w Deloitte.

Trzy podstawowe zagrożenia

Zdaniem ekspertów Deloitte sektor usług bankowych narażony jest na działalność różnorakich podmiotów mogących stanowić zagrożenie dla jego systemów informatycznych. Przyświecają im dwa zasadnicze motywy postępowania. Po pierwsze, naruszają systemy zabezpieczeń, aby zdobyć dane uwierzytelniające użytkowników bankowości internetowej czy dotyczące ich kart płatniczych. Pozyskane informacje są następnie z zyskiem sprzedawane innym podmiotom. Po drugie, włamują się do sieci lub systemów narzędzi informatycznych, aby dzięki temu mieć możliwość przeprowadzenia oszustw na większą skalę niż jest to możliwe w przypadku naruszenia bezpieczeństwa poszczególnych kont lub kart klientów. Niektóre z takich ataków pozwoliły na jednorazowe kradzieże sięgające dziesiątków milionów dolarów.

Jak wynika z analiz Deloitte, można wyróżnić trzy rodzaje podmiotów podejmujących się tego typu działalności: atakujący wspierani i finansowani przez państwa, przestępcy motywowani finansowo oraz haktywiści. Dla osiągnięcia swoich celów posługują się przede wszystkim takimi narzędziami jak trojany bankowe, kradną dane kart płatniczych czy włamują się do sieci bankowych.

Trojany najczęściej wykorzystywane przez spodziewających się łatwego zysku hakerów, mają za zadanie obejść zabezpieczenia systemów bankowych, także te wspierane przez uwierzytelnianie wielopoziomowe. Zdobyte w ten sposób dane użytkowników są sprzedawane, np. na forach Darknetu. Przestępcy mogą w strukturach informatycznych zainstalować także dodatkowe złośliwe oprogramowanie, np. z kategorii ransomware, czyli blokujące dostęp do systemu komputerowego i żądające od ofiary okupu za przywrócenie dostępu do jej zasobów komputerowych.

Podstawowym obszarem działalności cyberprzestępców pozostaje jednak kradzież danych o kartach płatniczych i ich sprzedaż oszustom. Informacje zbierane są przy pomocy specjalistycznego złośliwego oprogramowania instalowanego w fizycznych punktach sprzedaży (PoS) lub poprzez nakładki skanujące w bankomatach. W związku z gwałtownym rozwojem e-handlu coraz powszechniej wykorzystywane są też programy do wyłudzania danych podczas transakcji przeprowadzanych online.

Wreszcie, możliwe są też działania w wymiarze masowym, które nieoficjalnie sponsorują rządy niektórych państw i które nie ograniczają się do wyłudzania informacji o pojedynczych użytkownikach. Włamania do systemów bankowych są w tym przypadku wykorzystywane do zdobycia dostępu do wyspecjalizowanych urządzeń pozwalających na przeprowadzenie oszustw na wielką skalę – takich jak serwery bankomatowe czy terminale systemu S.W.I.F.T.

Do skutecznej kontroli całego tego przestępczego ekosystemu nie wystarcza samo kupno systemu nadzorującego. Jak pokazują badania Cyber Threat Intelligence Survey przeprowadzone przez SANS, jeszcze kilka lat temu 57 proc. organizacji nie było zadowolonych z tego, co otrzymują w ramach białego wywiadu cybernetycznego, a 28 proc. z aktualności i kompletności tych usług. Co więcej aż 35 proc. instytucji nie posiadało ich integracji z systemami monitorowania i detekcji incydentów.

W ramach CTI niezbędne jest stałe monitorowanie, weryfikowanie poszczególnych parametrów i dopasowanie wykorzystywanych narzędzi do potrzeb konkretnej instytucji. Nie są to więc działania wycelowane w ochronę konkretnych urządzeń, ale mają za zadanie z wyprzedzeniem weryfikować kto i jaki potencjalny atak planuje przeprowadzić, kto go finansuje, z jakich metod planuje skorzystać i przede wszystkim, z jakimi konsekwencjami dla danej instytucji może się to wiązać.

Nasze doświadczenie pokazuje, że organizacje potrzebują biznesowego kontekstu prowadzonego monitoringu, zweryfikowanych informacji, z których mogą wyciągać wnioski i systemu, który pozwala na wykonanie konkretnych ruchów prewencyjnych. Cyber Threat Intelligence to zestaw urządzeń, narzędzi i procesów, których wspólne funkcjonowanie daje właśnie efekt w postaci rekomendowanych działań, profilu atakujących i grożących instytucji konsekwencjach – podsumowuje Adam Rafajeński.

O badaniu

Badania będące podstawą raportu „Reshaping the cybersecurity landscape” były prowadzone przez ostatnie trzy lata przez Centrum Analizy Wymiany Informacji sektora finansowego (FS-ISAC) wśród członków tej organizacji pełniących funkcję dyrektorów ds. bezpieczeństwa informacji (CISO) lub zajmujących stanowiska równoważne, we współpracy z zespołem ds. usług związanych z ryzykiem cybernetycznym – Cyber Risk Services Deloitte. Ostatnie z tych badań rozpoczęto pod koniec 2019 roku i zakończono 27 stycznia 2020 roku. Co roku wyniki badania są przedstawiane według roku publikacji – wyniki za rok 2020 dotyczą ostatniego badania, a poprzedzają je wyniki za rok 2019 i 2018. W ramach badania przeanalizowano różne aspekty działań instytucji finansowych w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego, w tym sposoby organizacji i zarządzania takimi działaniami, ścieżki raportowania, budżety, zainteresowanie zarządu zadaniami dyrektorów ds. bezpieczeństwa informacji, poziomy wydatków na różnych obszarach cyberbezpieczeństwa.

Ceny rosną nie tylko w Polsce

Inflacja to nie tylko polski problem. Kolejne odczyty z europejskich i światowych gospodarek pokazują, że wraz z wychodzeniem z kryzysu pandemicznego presja na wzrost cen wzrasta. Nie przekłada się jeszcze na wzrost stóp procentowych.

Wzrost Inflacji w Europie

Wczoraj poznaliśmy odczyty inflacji z dwóch ważnych gospodarek Unii Europejskiej. We Włoszech zobaczyliśmy przyspieszenie wzrostu cen we wstępnych danych za maj o 0,2% do 1,3%. Ważniejsze jednak są dane z Niemiec, gdzie ceny rosną o 2,5%, co jest wzrostem o 0,5% względem kwietnia. Pokazuje to istotny problem, z jakim po raz kolejny będzie musiała sobie poradzić Unia Europejska. Najsilniejsze gospodarki, radzące sobie wyraźnie lepiej, będą borykać się ze wzrostem inflacji. Z kolei kraje południa Europy nieradzące sobie z kryzysem gospodarczym, w którym realnie znajdują się od lat, będą uniemożliwiać podniesienie stóp procentowych. Aż strach pomyśleć, co by się tam stało, gdyby wzrosły ceny kredytów. W rezultacie najprawdopodobniej EBC zrobi to, co większość banków centralnych robi najlepiej, czyli będzie grać na przeczekanie. Z drugiej strony podnoszenie stóp procentowych mogłoby tylko pogłębić ostatnie umocnienie się euro względem dolara.

Euro poniżej 4,48

Poziom 4,48 zł za jedno euro nie brzmi potencjalnie jak bardzo ważny pułap, jednakże na tym poziomie w ciągu ostatnich dwóch tygodni wielokrotnie kurs się zatrzymywał. Nie bez znaczenia jest też fakt, że to w tych okolicach w lutym nastąpiły interwencje rynkowe NBP, stąd inwestorzy uważnie patrzą na dalszy rozwój wypadków. Z jednej strony perspektywy inwestycyjne w Polsce plus potencjalny wzrost stóp procentowych powodują, że inwestycje w złotego wydają się racjonalne. Z drugiej strony w dalszym ciągu na rynku żywe są wspomnienia nagłych interwencji walutowych mających na celu osłabiać złotego.

Polski przemysł z dobrymi perspektywami

Wtorek jest dniem publikacji indeksów PMI. Są to badania ankietowe wysyłane do menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Oceniają oni, czy ich zdaniem sytuacja w najbliższym czasie będzie ulegać poprawie, nie zmieni się, czy ulegnie pogorszeniu. Na tej podstawie budowany jest wskaźnik, gdzie 50 pkt pokazuje równowagę pozytywnych i negatywnych oczekiwań. W przypadku Polski wynik 57,2 pkt jest nie tylko wyraźnie lepszy od oczekiwań rynkowych, ale również pokazuje przewagę optymistów. Skoro menedżerowie odpowiedzialni za zamówienia widzą świat przez różowe okulary, jest to często samospełniająca się przepowiednia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ruch wokół nośników OOH jest coraz większy. Branża: Widzimy powrót do czasów sprzed pandemii

Jak wynika z najnowszych analiz, ruch wokół nośników wielkopowierzchniowych wzrósł o blisko 25% w okresie od 18 marca do 18 maja br. w porównaniu z analogicznym czasem ub.r. Z kolei liczba unikalnych odbiorców reklamy outdoorowej poszła w górę o niecałe 6%. Eksperci zauważają, że w ostatnio sytuacja się poprawiła. Osiągnęła niemal 80% średniego ruchu sprzed pandemii. I dodają, że branża szybko powraca do wyników z 2019 roku.

Najnowszy raport firmy technologicznej Proxi.cloud oraz platformy UCE RESEARCH pokazuje, że o 24,6% wzrosła liczba wizyt wokół nośników wielkopowierzchniowych. Dane pochodzą z dwumiesięcznej obserwacji blisko 267 tys. dorosłych Polaków poruszających się w okolicach ponad 220 obiektów. Do tego z analizy wynika, że w tym samym czasie przybyło też o 5,5% unikalnych użytkowników .

– Następuje powolny powrót do normalności. A pamiętać należy, że zarówno w kwietniu 2020 roku, jak i rok później, wprowadzone były silne restrykcje. W ubiegłym roku stało się tak z powodu pierwszej fali pandemii, a w obecnym – w wyniku trzeciej – komentuje Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Natomiast jak stwierdza Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej, zebrane dane świadczą o tym, że znowu jesteśmy Out of Home. Znaczący wpływ miało w tym zakresie odmrożenie wielu sektorów gospodarki i usług. Zwiększyła się również naturalnie nasza mobilność, powodowana także chęcią „odrobienia zaległości” z lockdownów. Ekspert podkreśla także, że reklamodawcy w krótkim czasie brali pod uwagę kwestie związane z wielkością ruchu pieszego i na drogach. Ale to już nie ma miejsca. Czas oczekiwania i patrzenia na konkurencję się skończył.

– Zdecydowanie większy wzrost ruchu niż liczby unikalnych odbiorców w badanych lokalizacjach świadczy o częstszym wychodzeniu z domu osób, które w zeszłym roku ograniczały takie wyjścia. Działo się tak z powodu restrykcji czy strachu przed pandemią. Gdy przyjrzymy się szczegółowym danym dziennym, wyraźnie widać wzrost ruchu na polskich ulicach w drugiej połowie kwietnia br. Taka sama sytuacja została odnotowana również rok wcześniej. A przecież wciąż wielu pracowników biurowych dalej pracuje zdalnie, przez co ruch nie jest jeszcze taki duży, jak mógłby być – mówi Mateusz Chołuj z Proxi.cloud.

Raport przedstawia też ruch wokół nośników wielkopowierzchniowych w Polsce w trakcie całej pandemii oraz na ponad miesiąc przed nią. I tu widać, że następuje dynamiczny powrót do stanu znanego przed obostrzeniami. Świadczy o tym wynik ostatniego badanego tygodnia (10-16 maja br.). W nim odnotowano 77,1% średniego ruchu sprzed pandemii. Według Mateusza Chołuja, to najlepszy dowód na chęć powrotu Polaków do normalności. Wraz z otwarciem galerii handlowych oraz postępującym odmrażaniem kolejnych branż, ruch ten szybko wraca do normy. Ponadto obecna pora roku sprzyja częstszym wyjściom z domu.

– W okresie od 3 do 16 maja br. ruch na polskich drogach był w 100 procentach taki jak w tym samym czasie w 2019 roku. Stwierdzamy to, opierając się na najnowszych danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz Tom Tom. Z kolei Polska Rada Centrów Handlowych mówi o 97% frekwencji w galeriach w okresie od 3 do 8 maja. W aspekcie faktycznego zakończenia większości ograniczeń z końcem tego tygodnia, funkcjonujemy już w normalnej przestrzeni publicznej – podkreśla prezes Kaczoń.

Z analizy również wynika, że bardzo duży i gwałtowny spadek ruchu na ulicach nastąpił w marcu i kwietniu 2020 roku. Wówczas odnotowano minimum całego badanego okresu, które wynosiło 34,4% średniego ruchu w porównaniu z sytuacją niepandemiczną. Wtedy pojawiły się pierwsze obostrzenia rządowe. Natomiast w ostatnim tygodniu kwietnia ub.r. rozpoczęło się znaczące odbicie. Swój peak osiągnęło w połowie czerwca, kiedy odnotowano już 89,3% normalnego ruchu.

– Przez większą część wakacji ruch utrzymywał się na dość wysokim poziomie. Jednak można zaobserwować powolny spadek mobilności Polaków, który trwał od połowy sierpnia aż do listopada. Wtedy w Polsce panowała druga fala zakażeń, co w naturalny sposób wraz z gorszą pogodą przełożyło się na ruch wokół badanych lokalizacji – informuje Adam Grochowski.

W grudniu ub.r. nastąpił wyraźny wzrost mobilności Polaków do poziomu blisko 60% wcześniejszego ruchu. Wpływ na taką sytuację miał prawdopodobnie okres przedświąteczny. Istotne było też otwarcie galerii handlowych. Zaraz po Bożym Narodzeniu odnotowano minimum na poziomie 34,8%. Tu kluczowe było zaostrzenie ograniczeń w związku z Sylwestrem. W 2021 roku ruch na ulicach delikatnie spadał, począwszy od trzeciego tygodnia stycznia aż do drugiego tygodnia kwietnia, kiedy w Polsce walczono z trzecią falą zakażeń.

– Generalnie wszystkie kraje europejskie wskazują na unormowanie ruchu i osiągnięcie poziomu sprzed pandemii. Ewentualnie przewidują, że nastąpi to do połowy czerwca. Przykładowo, do 21 czerwca ruch na drogach Wielkiej Brytanii będzie taki sam jak w tym samym czasie 2019 roku. Tak wynika z tamtejszych danych. W tym zakresie Polska nie odbiega od innych państw naszego regionu, a nawet znajduje się w czołówce – podsumowuje prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej.

Wyniki pochodzą z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud oraz platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Dane zostały zebrane ze specjalnie przygotowanych stref, wygenerowanych dla wyselekcjonowanej grupy nośników OOH. Reprezentowały one różne formaty i rozproszoną lokalizację, uwzględniającą m.in. generatory ruchu, centra handlowe, duże i średnie miasta, wsie, regiony turystyczne oraz ciągi komunikacyjne (drogi między miastami). Monitoring trwał od 18.03 do 18.05.2021 r. Średni ruch przed pandemią został obliczony na podstawie wizyt z okresu 27.01-08.03.2020 r. Obserwacji poddano 246,6 tys. Polaków w 222 lokalizacjach na terenie wszystkich 16 województw.

Grupa CCC podsumowuje I kwartał 2021/22 – 85% wzrost przychodów

  • Przychody Grupy CCC w I kwartale 2021 r. wyniosły 1428 mln zł.
  • Sprzedaż e-commerce od lutego do kwietnia 2021 r. odnotowała dynamiczny, 83% wzrost.
  • Udział przychodów online w sprzedaży Grupy w tym okresie wyniósł 63% (tyle samo co rok wcześniej).
  • W I kwartale 2021 r. eobuwie.pl, które pozostaje motorem napędowym sprzedaży internetowej w Grupie CCC, osiągnęło przychód w wysokości 769 mln, przy wysokiej marży EBITDA na poziomie 10,5%.
  • Na koniec kwietnia 2021 r. w ramach Grupy CCC działały 83 platformy online.
  • W minionym okresie Grupa CCC ogłosiła start nowego konceptu – HalfPrice, który spotkał się z szerokim, pozytywnym odbiorem klientów.

Grupa CCC zakończyła I kwartał roku obrotowego 2021/22 (luty-kwiecień) mocnym wzrostem przychodów rdr – aż o 85%. Wynik ten stanowi efekt odbudowy sprzedaży stacjonarnej oraz dynamicznego rozwoju e-commerce. Bardzo wysoką rentowność, przy silnie rosnących przychodach, utrzymuje eobuwie.pl. W minionym okresie Grupa CCC ogłosiła start nowego konceptu – HalfPrice, który spotkał się z szerokim, pozytywnym odbiorem klientów. Spółka kontynuowała również prace nad zapewnieniem długoterminowego poziomu finansowania oraz pozyskaniem nowego inwestora dla aktywów w Europie Zachodniej.

– W związku z wciąż trwającą pandemią, początek roku wiązał się z dużą niepewnością na wielu rynkach. Pomimo tego, dzięki wcześniej podjętym działaniom, Grupa CCC uzyskała w I kwartale bardzo wysoki wzrost przychodów – mówi Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC. – Jeszcze mocniej rozwinęliśmy sprzedaż internetową – na koniec kwietnia br. funkcjonowały aż 83 platformy online. Dzięki temu, w trakcie wprowadzonego pod koniec marca kolejnego lockdownu, klienci mieli pełen kontakt z bogatą ofertą produktową Grupy.

W I kwartale Grupa odnotowała EBITDA na poziomie 35 mln zł. Pomimo obostrzeń w handlu stacjonarnym, wynik operacyjny został poprawiony o blisko 200 mln zł rdr. Czynnikiem wspierającym jego odbudowę była, obok dynamiki przychodów, wysoka dyscyplina kosztowa.

Dynamicznie rosnący e-commerce

Od lutego do kwietnia br. udział e-commerce w łącznej sprzedaży wyniósł 63%. Bardzo wysoką rentowność, przy silnie rosnących przychodach, utrzymuje eobuwie.pl. Spółka w I kwartale 2021 r. pozyskała także dwóch mniejszościowych akcjonariuszy: Cyfrowy Polsat orz A&R Investments (każdy nabędzie 10% pakiet akcji), którzy wesprą organizację w jej dalszym, intensywnym rozwoju.

– I kwartał 2021 w eobuwie.pl przyniósł wyniki o 79% wyższe niż w ub. roku. Sprzedaż generowana przez spółkę od lutego do kwietnia wyniosła 769 mln zł, przy marży EBITDA na poziomie 10,5% (+4,6 p.p. rdr), a udział Modivo w sprzedaży Grupy eobuwie.pl wzrósł na koniec I kwartału aż do 13% – podsumowuje Marcin Grzymkowski, Prezes Zarządu eobuwie.pl.

Spółka dynamicznie rozwija również sklep online z modą premium Modivo, który dostępny jest dziś na 13 rynkach.

Wzrosty sprzedaży notują także pozostałe sklepy internetowe Grupy CCC ccc.eu, DeeZee. W I kwartale 2021 r. odpowiadały one za 17% sprzedaży online, w porównaniu do 14% w tym samym okresie rok wcześniej. Grupa CCC intensywnie pracuje również nad uruchamianiem nowych platform e-commerce. Już wkrótce ccc.eu zadebiutuje w kolejnych krajach, m.in. w Chorwacji, Rosji, Bułgarii, Grecji oraz na Ukrainie. Planowana jest także dalsza ekspansja geograficzna marki DeeZee, która z sukcesem rozwija nie tylko sprzedaż obuwia, ale także odzieży, już na 6 rynkach.

Potrzeby klienta w centrum uwagi

W I kwartale Grupa CCC w dalszym ciągu inwestowała w rozwój modelu omnichannel – w tym w digitalizację oraz nowe technologie. Aplikację mobilną wzbogacono o kolejne funkcjonalności, m.in. w marcu udostępniono jej użytkownikom nową odsłonę Klubu CCC. Natomiast wkrótce pojawi się w niej m.in. skaner 2D esize.me. Wprowadzono również szereg kolejnych udoskonaleń w zakresie doświadczeń klienta.

– Utrzymująca się dynamika wzrostu kanału e-commerce pokazuje, że klientki i klienci są coraz bardziej otwarci na nowe funkcjonalności. Potrzeby konsumentów są w centrum naszej uwagi – jesteśmy otwarci na ich opinie i śledzimy aktualne trendy. Dzięki temu nieustannie dostarczamy im nowoczesne rozwiązania, które spotykają się z ich zainteresowaniem i budują lojalność wobec marki – mówi Marcin Czyczerski. – Z naszej aplikacji pod koniec kwietnia korzystało już blisko 5 mln klientów.

Ze względu na duże zainteresowanie usługą CCC Express, tj. dostawami zamówionych w kanałach online produktów w ciągu 90 minut, Grupa sukcesywnie udostępniała ją w kolejnych miastach – obecnie jest ich 36. Równocześnie Spółka inwestuje w nowoczesne sklepy stacjonarne – w około 200 salonach wprowadzono skanery stóp esize.me oraz tablety do zakupów internetowych. Grupa finalizuje także projekt wdrożenia kas samoobsługowych.

Koncentracja działalności w regionie CEE oraz zapewnienie długoterminowego finansowania

W I kwartale 2021 r. Grupa CCC, zgodnie z przyjętą strategią GO.22, koncentrowała działalność na regionie CEE. Jednocześnie, w związku z wcześniejszą zapowiedzią, kontynuowano prace w kierunku finalizacji restrukturyzacji obecności Grupy w krajach regionu DACH – w Austrii i Szwajcarii.

W 2020 roku Grupa ogłosiła przegląd opcji strategicznych dla szwajcarskiej spółki zależnej Karl Vögele AG i reklasyfikowała to aktywo do działalności zaniechanej, ze wskazaniem na intencję jego sprzedaży. Aktualnie prowadzone są prace zmierzające do zakończenia restrukturyzacji obecności Grupy CCC we wspomnianym kraju w formacie stacjonarnym.

Priorytetem Grupy CCC jest zachowanie płynności i utrzymanie stabilności długoterminowego finansowania. W pierwszym kwartale 2021 r. Grupa wstępnie potwierdziła wybrane warunki nowego finansowania bankowego oraz nowe warunki emisji obligacji. Jest to kolejny etap prac nad refinansowaniem, w kierunku zgodnym
z założeniami biznesowymi strategii GO.22. Obecnie Grupa CCC jest na etapie uzgadniania zapisów umowy kredytu konsorcjalnego z instytucjami finansującymi.

Nowe otwarcie

Grupa CCC podtrzymuje założenie dynamicznej sprzedaży w roku 2021/22. Planuje je zrealizować m.in. dzięki dalszej cyfryzacji biznesu, umacnianiu modelu omnichannel, w tym kanału e-commerce. Spółka stawia także na efektywną strategię komunikacji marketingowej oraz rozwój oferty produktowej. W tym nowo otwarty koncept off-price, który coraz mocniej będzie kontrybuować do wzrostu przychodów.

– HalfPrice, wystartował w maju br. spotykając się z dużym zainteresowaniem klientów. Tylko w pierwszym miesiącu od otwarcia sklepy nowej marki odwiedziło ponad 400 tys. osób. Grupa CCC zakłada dalszą intensywną ekspansję HalfPrice – do końca roku planuje otworzyć blisko 60 salonów w całej Polsce – powiedział Adam Holewa, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Operacyjnych i Nadzoru Właścicielskiego.

– W Grupie CCC traktujemy 2021 rok jako nowe otwarcie – dodaje Marcin Czyczerski. – Przez ostatnie półtora roku, uporaliśmy się z kluczowymi wyzwaniami, uporządkowaliśmy działalność i przygotowaliśmy nasz model do rentownego skalowania w obszarze e-commerce i off-price. Mocna strategia, spotykająca się ze świetnym odbiorem konsumentów oferta, bardzo dobra komunikacja z klientem, silny e-commerce oraz otwarty handel stacjonarny, sprzyjają dalszemu, intensywnemu rozwojowi Grupy CCC.

Łączna powierzchnia sieci sprzedaży CCC na koniec kwietnia 2021 roku wynosiła 669,3 tys. m2. Grupa CCC jest obecna w 29 krajach – w 22 sprzedaż prowadzona jest w 1003 sklepach stacjonarnych, a w 18 poprzez kanał online. Grupa posiada łącznie 83 platformy online w całej Europie: eobuwie.pl, ccc.eu, Modivo, DeeZee,
Gino Rossi.

Spadek cen obligacji skarbowych po aukcji NBP

Narodowy Bank Polski w marcu 2020 rozpoczął strukturalne operacje otwartego rynku, których celem jest utrzymanie płynności na rynku wtórnym obligacji skarbowych w sektorze bankowym. Przez ponad rok NBP przeprowadził 23 aukcje, na których łączna wartość odkupionych obligacji wyniosła 133,8 mld zł. Jednak podczas ostatniej aukcji, mającej miejsce w 26 maja, NBP skupił papiery za zaledwie 2 mld zł oraz nie zaakceptował żadnej oferty na obligacje skarbowe. To pierwsza aukcja, na której NBP nie odkupił żadnych obligacji skarbowych. Brak skupu negatywnie odbił się na rentownościach polskich obligacji skarbowych, dziesięciolatki ponownie wzrosły powyżej 1,90%.

We wtorek miało miejsce posiedzenie Narodowego Banku Węgier. Stopy procentowe zostały utrzymane, jednak w komunikacie po posiedzeniu zasygnalizowano zbliżającą się podwyżkę stóp procentowych. Retoryka węgierskiego banku centralnego różni się znacznie od retoryki RPP, pomimo zbliżonych perspektyw gospodarczych Polski i Węgier: silnego ożywienia gospodarczego i wysokiej inflacji konsumenckiej.
Miniony tydzień był bardzo spokojny na rynkach złota oraz srebra, jednak oba metale zakończyły tydzień na plusie. Cena srebra wzrosła o 1,34%, a cena złota o 1,20%.

W nadchodzącym tygodniu będą miały miejsce odczyty indeksów PMI w strefie euro i USA oraz zostaną przedstawione dane z amerykańskiego rynku pracy – stopa bezrobocia i zatrudnienie poza sektorem rolniczym. We wtorek o godz. 10:00 Główny Urząd Statystyczny opublikuje wstępny szacunek inflacji CPI w Polsce za maj, która zgodnie z konsensusem może wynieść 4,8%, co byłoby poziomem najwyższym od 10 lat.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

J.W. Construction podsumowuje I kwartał 2021 roku

Po pierwszym kwartale 2021 roku Grupa J.W. Construction osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 103,8 mln zł, wobec 45,6 mln zł w pierwszym kwartale ubiegłego roku, co oznacza wzrost o 128 proc. Zysk brutto ze sprzedaży osiągnął poziom 14,6 mln zł, wobec 11,6 mln zł rok wcześniej (wzrost o 26 proc.). Taki poziom przychodów i zysku brutto spowodował, że Spółka odnotowała zysk netto w wysokości 0,4 mln zł (wobec straty netto na poziomie 4,5 mln zł w pierwszym kwartale 2020 roku). Spółka posiada bardzo dobrą płynność finansową. Stan środków pieniężnych na koniec kwartału wynosi ponad 145 mln zł i to po całkowitej, przedterminowej spłacie, w marcu 2021, za kwotę 42,75 mln zł, obligacji wyemitowanych w 2017 roku na łączną sumę 164 mln zł. Jednostkowo Spółka wykazała zysk na poziomie 1,0 mln zł.

Wyniki Spółki komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka, członek Rady Nadzorczej J.W. Construction S.A.:

– Osiągnięty wynik nie w pełni odzwierciedla rzeczywistą kondycję Spółki, bowiem na wyniki finansowe największy wpływ miał cykl realizacji projektów budowlanych. Grupa przekazała w I kwartale 228 lokali i tylko te przekazane znalazły odzwierciedlenie w wyniku finansowym. Spółka posiada duży potencjał związany z możliwością rozpoznawania wyników, ponieważ dysponuje ponad 2 tys. lokali sprzedanych, ale nieprzekazanych, które zostaną rozpoznane w przyszłych okresach rozliczeniowych. Grupa, realizując rozpoczęte wcześniej projekty, posiada duży potencjał związany z możliwością rozpoznawania wyników finansowych w kolejnych latach. Zgodnie z zasadami rachunkowości dotyczącymi działalności deweloperskiej, przychody i zyski pojawiają się w rachunku wyników po zakończeniu realizacji budowy oraz przekazaniu lokalu klientowi, co oznacza, że wartości z lokali nieprzekazanych zostaną rozpoznane w przyszłych okresach rozliczeniowych. Ponadto, wraz z rozwojem sytuacji na rynku mieszkaniowym, Spółka, na bazie posiadanego banku ziemi, może w krótkim czasie uruchomić projekty deweloperskie na ponad 4600 lokali, a także budowę obiektów magazynowo–komercyjnych, o łącznej powierzchni ponad 327 tysięcy metrów kwadratowych. Jednocześnie należy wskazać, że posiadany bank ziemi pozwala na dywersyfikację geograficzną prowadzonych inwestycji, gdyż Grupa posiada działki m.in. w: Warszawie, Szczecinie, Chorzowie, Łodzi, okolicach Poznania i Krakowa.

Należy podkreślić, że wynik finansowy Spółki jest obciążony stratą, jaką ponieśliśmy w segmencie hotelowym. Spółka zarządza sześcioma hotelami i aparthotelem, w których jest 2404 miejsc noclegowych i 3060 miejsc konferencyjnych, a zlokalizowane w nich restauracje dysponują ponad 1600 miejscami dla konsumentów. Decyzją rządu hotele w pierwszym kwartale były zamknięte. Wierzymy jednak, że po całkowitym zniesieniu obostrzeń, możliwe będzie szybkie odbudowanie zysków z działalności hotelarskiej.

Klienci J.W. Construction kupili w I kwartale 232 mieszkania. Jest to liczba porównywalna do I kwartału ubiegłego roku, kiedy to sprzedaż wyniosła 210 mieszkań. Za wynikami kontraktacji w pierwszych trzech miesiącach stoją czynniki, które utrzymywały rynek mieszkaniowy w dobrej kondycji i sprzyjały wszystkim deweloperom, pomimo pandemii tj. niskie stopy procentowe, wysoka inflacja i wysoki popyt zarówno ze strony klientów detalicznych, jak też hurtowych inwestorów instytucjonalnych. W przypadku J.W. Construction wysoka liczba umów deweloperskich i przedwstępnych umów sprzedaży to m.in. efekt dużego zainteresowania prestiżową inwestycją, której budowę rozpoczęliśmy w marcu – Osiedla Horizon w Gdańsku. Jest to kompleks budynków, w którym znajdzie się łącznie 636 lokali. Na wynik pierwszego kwartału wpłynęła również sprzedaż mieszkań w warszawskim Osiedlu Bliska Wola.

Top 10 – ranking najlepiej zarabiających freelancerów 2021

W cale nie trzeba być programistą lub specjalistą od IT, żeby bardzo dobrze zarabiać jako wolny strzelec. Analitycy digital data, e-commerce i sprzedaży mają wysokie stawki. Również specjaliści w obszarze marketingu i zarządzania projektami nie mogą narzekać. Kto i ile zarabia najwięcej pracując jako freelancer?

Jesteśmy świadkami globalnej zmiany paradygmatu na rynku pracy. Jest ona napędzana zarówno przez pandemię, jak i postęp technologiczny. W efekcie końcowym mamy do czynienia z dynamicznym wzrostem zainteresowania pracą zdalną oraz freelancingiem, a także wzrostem wynagrodzeń dla wolnych strzelców.

– Zaraz po wybuchu pandemii, w zeszłym roku, większość analityków i freelancerów miała obawy, że zarobki zostaną zredukowane. Aktualnie widać, że Covid-19 przyczynił się do podniesienia wynagrodzenia wolnych strzelców. A największy wzrost stawek dotyczy doświadczonych freelancerów, którzy mogą pochwalić się ugruntowaną pozycją na rynku. – mówi Przemysław Głośny, prezes platformy Useme.com, lidera rozliczania pracy zdalnej w Europie Centralnej i Wschodniej.

W tegorocznym rankingu TOP 10 Useme.com na dwóch pierwszych miejscach, uplasowali się Programiści DevOps i deweloperzy gier, ze średnimi stawkami na poziomie 149 zł brutto i 134 zł brutto za godzinę pracy. Przy przeliczeniu powyższych kwot na wynagrodzenie miesięczne, uzyskujemy odpowiednio 25 tysięcy zł brutto oraz 22,5 tysiąca zł brutto, przy założeniu że freelancerzy  pracują 168 godzin w miesiącu. Pierwszą, medalową trójkę zamykają analitycy digital data i e-commerce. Ich wynagrodzenie godzinne to 119 zł brutto, czyli blisko 20 tys. zł brutto na miesiąc. Tuż za podium znaleźli się analitycy sprzedaży ze średnią stawką godzinową 112 zł brutto. Pierwszą piątkę zamykają programiści Java (senior) ze średnim wynagrodzeniem na poziomie 100 zł brutto.

Prezentowane stawki w rankingu Useme.com są kwotami brutto i stanowią średnią wartość zarobków wolnych strzelców pracujących na stanowiskach seniorskich. Warto także podkreślić, iż dotyczą one w znacznym stopniu kontraktów krótkoterminowych, czyli do 3 miesięcy. W przypadku dłuższych okresów współpracy pomiędzy freelancerem a firmą, mamy do czynienia z sytuacja obniżenia stawek godzinnych – nawet do 25%.

– O  ostatecznym wynagrodzeniu dla poszczególnych freelancerów decyduje wielu czynników, np. pozycja wolnego strzelca na rynku,  jego doświadczenie, referencje – dobra marka osobista, specjalizacja, konkurencja na rynku w danym obszarze, etc. – mówi Przemysław Głośny, prezes zarządu Useme.com, lidera rozliczania pracy zdalnej w Europie Centralnej i Wschodniej.

Druga piątkę rankingu Useme, otwierają freelancerzy specjalizujący się w sprawach bezpieczeństwa IT oraz marketing managerowie, ze średnimi zarobkami na poziomie 89 zł brutto na godzinę, zajmując miejsce szóste i siódme w zestawieniu.

Na miejscu ósmym uplasowali się brand managerowie – opiekunowie marki, a na dziewiątym project managerowie z zarobkami 82 zł brutto/ godzinę. Pierwszą TOP 10-tkę zamykają copywriterzy seniorzy ze stawką godzinową 60 zł brutto.

TOP 10 – RANKING NAJLEPIEJ ZARABIAJĄCYCH FREELANCERÓW EDYCJA 2021

miejsce

w rankingu

nazwa stanowiska freelancera średnia stawka brutto na godzinę
1 Programista DevOps Engineer (senior)                     149 zł
2 Game developer (senior)                     134 zł
3 Analityk Digital Data / analityk E-commerce (senior)                     119 zł
4 Analityk sprzedaży (senior)                     112 zł
5 Programista Java (senior)                     100 zł
6 Specjalista do spraw bezpieczeństwa IT                       89 zł
7 Marketing manager                       89 zł
8 Brand manager / opiekun marki                       82 zł
9 Project manager                       82 zł
10 Copywriter (senior)                       60 zł

Dane opracowane na podstawie badania zrealizowanego przez Useme.com w V 2021 roku, na reprezentatywnej próbie 1093 freelancerów, z wykorzystaniem metody badawczej CAWI.

Wspólny kredyt nie tylko z partnerem

Jeśli nasza sytuacja finansowa nie pozwala na uzyskanie kredytu w pożądanej wysokości, szansą może być zaciągniecie takiego zobowiązania razem ze współkredytobiorcą. Osobą, która przyłączy się do naszego kredytu może być każdy, kto wyrazi taką wolę.

Oprócz wskaźnika Loan to Value, a wiec relacji wysokości pożyczki do wartości nieruchomości, kluczowy dla banków, które decydują o przyznaniu bądź odmowie przyznania kredytu, jest również wskaźnik DTI (Debt to Income), a więc relacji zobowiązań finansowych/stałych kosztów kredytobiorcy do dochodu, jaki uzyskuje.

Jeśli nasze stałe zobowiązania są zbyt duże, nie mamy szansy na kredyt – z prostego powodu: bank uważa, że nie damy sobie rady ze spłatą miesięcznych rat. Obecnie wg rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego, wskaźnik DTI dla kredytów złotowych powinien wynosić maksymalnie 50 proc. przy zarobkach poniżej średniej krajowej, oraz 65 proc., jeśli dochody są powyżej średniej. Zaznaczmy, że owe 50 i 65 proc. kosztów zawiera w sobie już potencjalną ratę kredytową.

Wspólnik w długu

Zaciągnięcie kredytu wraz z drugą osobą (lub kilkoma osobami/podmiotami) może pozytywnie wpłynąć na poziom wskaźnika DTI, a więc finalnie pozwoli nam uzyskać kwotę, na jakiej nam zależy. Bank będzie bowiem łącznie wyliczał zdolność kredytową wszystkich osób podpisanych pod wnioskiem o kredyt. Tu ważne zastrzeżenie – współkredytobiorca nie musi być współwłaścicielem mieszkania, kupowanego ze środków z kredytu, do którego przystępuje.

Co do zasady – każdy może zostać współkredytobiorcą. Pokrewieństwo, czy też relacje osobiste, zawodowe łączące te osoby, nie mają dla banku znaczenia. Co do liczby osób podpisanych pod umową – zazwyczaj instytucje finansowe stosują tu pewne ograniczenia. Większość banków akceptuje nie więcej niż czterech współkredytobiorców.

Choć – co do zasady – każdy może pomóc nam w zaciągnięciu kredytu, musi on również spełniać wymagania określone przez banki – choćby mieć minimalną zdolność kredytową, a więc uzyskiwać stałe dochody. Po drugie: nie powinien mieć złej historii kredytowej, a więc zaległości w spłatach wcześniejszych zobowiązań itp.

Tak więc wybór kredytowego „wspólnika” może nam znacznie pomóc, ale i zaszkodzić, jeśli na przykład osoba ta nie wywiązywała się sumiennie z wcześniejszych zobowiązań. Jeśli z kolei jej dochody są małe, a koszty wysokie, nasza wspólna zdolność kredytowa może być niższa, niż gdybyśmy podeszli do kredytu w pojedynkę.

Solidarnie, całym majątkiem

Osoba, która podpisze się pod umową kredytową, będzie odpowiadała za spłatę solidarnie z drugim kredytobiorcą, całym swoim majątkiem.

Dla banku nie ma znaczenia, kto będzie pokrywał miesięczne raty. Co prawda kredyt jest też zabezpieczony rzeczowo, a więc hipoteką ustanowioną na nieruchomości, ale bank w razie egzekucji może sięgnąć również i po składniki majątki osobistego dłużników.

Określa to artykuł 41 §3 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego. Wierzyciel może żądać zaspokojenia roszczenia m.in. z wynagrodzenia za pracę lub z dochodów uzyskanych przez dłużnika z innej działalności zarobkowej, jak również z korzyści uzyskanych np. z praw autorskich. Może żądać spłaty całości zadłużenia od nich wszystkich łącznie lub od każdego z osobna.

Kredyt aż po grób

Wspólne zobowiązanie to często znacznie lepsze spoiwo związku, niż uczucie. Małżonkowie, którzy nie mają rozdzielności majątkowej, a więc tzw. intercyzy, wspólnie odpowiadają za kredyt zaciągnięty w trakcie trwania małżeństwa. Oznacza to, że w przypadku, gdy jedno będzie chciało kredyt zaciągnąć, drugie musi to zaakceptować.

Taki stan rzeczy dotyczy także sytuacji, w której jeden z małżonków chciałby przystąpić do kredytu kogoś innego. O takim finansowym „skoku w bok” małżonek się dowie, bowiem będzie on wymagał jego zgody. Co innego, gdy w związku jest intercyza, lub w sytuacji, gdy jedna strona zaciągnęła kredyt na siebie jeszcze przed zawarciem związku małżeńskiego. W takiej sytuacji to ona jest jedynym dłużnikiem.

Jeśli małżonkowie się rozwiodą, niezależnie od tego komu przypadnie mieszkanie, bądź też od jego podziału między obie strony, i tak będą one musiały solidarnie spłacać kredyt. Jeśli były mąż lub żona nie spłaca swojej części raty, bank zwróci się o całość pieniędzy do drugiego kredytobiorcy.

Co więc zrobić w takiej sytuacji, by nie „holować” dłużnika? Kredyt powinna przejąć jedna osoba, oczywiście ta, która dysponuje prawami do mieszkania. Bank, zanim zgodzi się na przepisanie kredytu na jedną osobę, oczywiście sprawdzi zdolność kredytową tego z eks – małżonków, który zamierza samodzielnie spłacać zobowiązanie. Jeśli tej zdolności brakuje, strony mogą dogadać się w taki sposób, że sprzedadzą mieszkanie, spłacą kredyt, a ewentualną nadwyżkę podzielą między siebie, bądź przejmie ją ta osoba, która dotychczas spłacała raty.

Warto jednak zaznaczyć, że jeśli po podziale majątku, eks-małżonek, który dostał mieszkanie, nie spłaca kredytu, wtedy co prawda druga strona będzie obciążona spłatą, ale może później dochodzić roszczenia regresowego, a więc żądać zwrotu środków, którymi regulowała raty kredytowe już po podziale majątku. Jeśli ex-małżonek nie zapłaci, pozostanie jednak tylko droga sądowa.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Grupa Progres na finansowym plusie

Grupa Progres podsumowała wyniki finansowe osiągnięte przez Spółkę w covidowym 2020 r. Mimo tąpnięcia, które w ubiegłym roku odczuły agencje pracy, Grupa wychodzi z pandemii obronną ręką. Jej przychód wyniósł ponad 226 mln zł.

W ubiegłym roku skonsolidowane przychody Grupy Progres wyniosły 226,4 mln zł i były jedynie o 16 proc. niższe od tych osiągniętych w 2019 r. (269,7 mln zł). Na wyniki wypracowane przez Spółkę oddziaływała pandemia koronawirusa. Spowolniła ona wiele procesów na polskim rynku i bezpośrednio wpłynęła także na działania Grupy Progres oraz całej branży HR. Według raportu Polskiego Forum HR wartość sektora pracy tymczasowej w 2020 r.  zmniejszyła się o 18 proc., a rynek rekrutacji stałych o 19 proc.

Jak wynika z danych Spółki, na wspomniany spadek wpływ miał II kw. 2020 r. i odnotowana wyrwa obrotowa trwająca od marca do czerwca. W kolejnych 6 miesiącach – od lipca do grudnia – nastąpiło odbicie, widoczne również w wysokości miesięcznych przychodów Grupy Progres. Zdecydowanie najlepszy był koniec roku – listopad i grudzień, gdy firma odnotowała przychód o kilka milionów wyższy niż w analogicznym okresie 2019 r.

Sygnały z rynku impulsem do zmian

Grupa Progres działa na szeroką skalę – specjalizuje się w outsourcingu usług HR, pracy tymczasowej, rekrutacjach stałych, doradztwie biznesowym i szkoleniach oraz w optymalizacji procesów biznesowych. Dobre wyniki finansowe to efekt sukcesywnie realizowanej strategii Spółki oraz przyjętego przez nią modelu biznesowego. Cechuje go przede wszystkim elastyczność pozwalająca na modyfikację i wprowadzanie natychmiastowych zmian odpowiadających na aktualną sytuację gospodarczą oraz potrzeby interesariuszy rynku pracy.

– Dla wielu firm, również dla naszej, 2020 r. był prawdziwym surwiwalem. Jednak, osiągnęliśmy wynik finansowy, który pozwala nam na dalszy rozwój w nowej popandemiczej rzeczywistości. Nie było łatwo. Niejednokrotnie działaliśmy w sytuacji ekstremalnej, która przyspieszyła wiele zmian planowanych przez nas na początku minionego roku i wynikających z przyjętej strategii – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres. W tym czasie nasza firma ewoluowała wraz ze zmieniającą się rzeczywistością, której zasad uczyliśmy się każdego dnia. Niezmiennie, reagowaliśmy na sygnały płynące z rynku, zmodyfikowaliśmy strukturę organizacyjną i dzięki temu zwiększyliśmy naszą efektywność, a także elastyczność, wprowadziliśmy również kolejne innowacyjne rozwiązania z zakresu e-commerce. Wymienione działania pozwoliły nam w krótkim czasie osiągnąć cele biznesowe i lepsze wyniki sprzedażowe podkreśla Magda Dąbrowska.

Przeszkody mobilizujące do działania

Wysoki wskaźnik przychodów osiągnięty przez firmę był możliwy dzięki modyfikowanemu i rozszerzanemu portfolio usług tj. doradztwo z zakresu potencjału inwestycyjnego (w kontekście rynku pracy) czy działania związane z opieką nad obcokrajowcami pracującymi tymczasowo i przebywającymi na obowiązkowej kwarantannie po przyjeździe do Polski. Istotna była także obecność na rynkach zagranicznych oraz stały kontakt z obcokrajowcami chcącymi pracować tymczasowo u klientów Grupy. Ponad 226 mln przychód osiągnięto również poprzez stałe poszerzanie bazy klientów z kolejnych sektorów tj. e-commerce, handlowego, metalurgicznego, elektronicznego, spożywczo-przemysłowego, papierniczego czy tworzyw sztucznych.

– Przed nami sporo wyzwań i planów do zrealizowania. Na szczęście nasza firma opiera się na mocnych filarach, których pandemia nie osłabiła, wręcz przeciwnie – sprawiła, że są jeszcze bardziej wytrzymałe. Miniony rok zaliczamy do udanych. Mimo odnotowanego spadku przychodów, które i tak – biorąc pod uwagę niesprzyjającą sytuację covidową – uważamy za bardzo dobre – zaznacza Magda Dąbrowska. – Finanse są oczywiście bardzo ważne. Jednak, jest jeszcze inny cenny kapitał – ludzie pracujący w naszym zespole, ich energia, zaangażowanie, wsparcie, którego nawzajem sobie udzielaliśmy i przekonanie graniczące z pewnością, że razem możemy więcej. W przypadku kapitału ludzkiego Grupa Progres odnotowała znaczący wzrost więzi, wzajemnego zaufania, wsparcia oraz mobilizacji prowadzącej nas do wspólnej i pełnej sukcesów przyszłości – podsumowuje wiceprezes.

Narodowy Holding Spożywczy będzie działał na zasadach rynkowych?

Narodowy Holding Spożywczy – którego plany stworzenia są co prawda spóźnione, ale wciąż żywe – ma być państwowym sposobem na wzmocnienie polskich producentów żywności. Według Ministerstwa Aktywów Państwowych NHS będzie grupą kapitałową, która wesprze polskich rolników i producentów, wzmocni pozycję polskich spółek skarbowych na rynku oraz zwiększy ich konkurencyjność w Polsce i za granicą. Jak powstanie Polskiego Holdingu Spożywczego wpłynie na działalność podmiotów handlowych, które już istnieją na polskim rynku? Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji wskazuje, że jeżeli NHS będzie mógł działać na rynku na specjalnych zasadach, może stanowić zagrożenie dla innych spółek. Firmy w Polsce już dziś wypełniają misję – ściśle współpracując i wspierając polskich rolników oraz producentów.

– Jesteśmy sieciami, które współpracują bardzo blisko z polskimi producentami i rolnikami. Ponad 90% produktów spożywczych sprzedawanych w naszych sklepach pozyskiwanych jest od polskich rolników i producentów – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezeska zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Powstanie każdego nowego organizmu dystrybucyjnego podnosi konkurencję na rynku. Natomiast należy pamiętać, że my już od lat współpracujemy z tymi podmiotami na bardzo dobrych zasadach. Sprzedajemy bardzo wysokiej jakości produkty, w bardzo dobrych cenach. Dlatego uważam, że dbamy już o to, czego NHS ma zamiar pilnować. Jeżeli miałby postać takowy holding – to rozumiem, że będzie działał na takich samych zasadach rynkowych, jak my. Bez żadnego wsparcia i pomocy państwa – tylko na zasadach swobodnego dostępu do rynku i nie dyskryminowania żadnego podmiotu. W przeciwnym razie powstanie NHS będzie zagrażać istniejącym już na polskim rynku spółkom handlowym – podkreśla Juszkiewicz.

MLP Group w I kwartale br. zwiększyło obroty o 17%

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za I kwartał 2021 r. W tym okresie Grupa osiągnęła przychody w wysokości 49,9 mln zł (+17% r./r.). Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła przez pierwsze trzy miesiące roku o 2% do poziomu 1,23 mld zł, a wartość nieruchomości inwestycyjnych brutto zwiększyła się o 6% do 2,48 mld zł. Zysk netto wyniósł 16,1 mln zł wobec 112,6 mln zł w ubiegłym roku.

MLP Group kontynuuje dynamiczny rozwój na wszystkich obsługiwanych rynkach. Strategicznym celem pozostaje rozwój w Polsce oraz na rynku niemieckim, austriackim oraz rumuńskim.  MLP Group kładzie duży nacisk na rozwój logistyki miejskiej (niewielkie moduły oferujące nowoczesną powierzchnię magazynową wraz z reprezentacyjnym biurem o wysokim standardzie wykończenia). W perspektywie kilku lat powinny stanowić około 30-40 proc. portfela nieruchomości. Szeroka oferta obejmuje również budowę obiektów typu big-box i BTS.

– Początek roku był dla kolejnym udanym okresem. Dotychczas nie odnotowaliśmy żadnego zauważalnego wpływu kolejnych fal pandemii koronawirusa na sytuację finansową Grupy. Wręcz przeciwnie, osiągnęliśmy znaczący wzrost przychodów w związku z przekazywaniem najemcom kolejnych nowoczesnych powierzchni magazynowych. Cały czas utrzymujemy bardzo wysoki wskaźnik wynajęcia w naszych obiektach, a poziom pustostanów pozostaje na poziomie zaledwie kilku procent. Wszystkie projekty deweloperskie na obsługiwanych rynkach prowadzimy zgodnie z planem powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Grupa Kapitałowa MLP Group utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową. W pierwszym kwartale br. zwiększyła o 2% wartość aktywów netto (NAV) do poziomu 1,23 mld zł. Wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła z kolei o 6% do 2,48 mld zł. Przez pierwsze trzy miesiące roku Grupa osiągnęła 49,9 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost w ujęciu r./r. o 17%. Wypracowała jednocześnie 36,7 mln zł zysku na działalności operacyjnej oraz 16,1 mln zł zysku netto. W analogicznym okresie poprzedniego roku było to odpowiednio: 191,9 mln zł oraz 112,6 mln zł. W uwagi na stabilizację kursu euro w pierwszym kwartale br. znacznie mniejszy wpływ miała aktualizacja wyceny nieruchomości inwestycyjnych, która w poprzednim roku znacznie zwiększyła wyniki.

Całkowita powierzchnia wynajęta na koniec marca br. wyniosła niespełna 1 mln m2. Wskaźnik pustostanów obejmujący istniejące obiekty oraz będące w budowie i przygotowaniu wyniósł 7%. Grupa utrzymywała jednocześnie bank ziemi w ramach którego docelowa powierzchnia do zabudowy sięga ponad 1,38 mln m2. Dodatkowo MLP Group posiada szereg umów rezerwacyjnych na zakup nowych gruntów pod planowane parki logistyczne w Polsce, w Niemczech i w Austrii.

– W perspektywie kolejnych okresów chcemy mocno przyspieszyć inwestycje na rynku niemieckim i austriackim. Obecnie kończymy budowę parku magazynowego w Berlinie, w trakcie realizacji są też projekty w Unna, Niederrhein i w Wiedniu. Dynamicznie rozbudowujemy także bank ziemi. Planujemy zakup kolejnych działek m.in. w Gelsenkirchen, Berlinie, Lipsku, Stuttgarcie oraz drugiej działki w okolicach Wiednia. Zakładamy, że za dwa, trzy lata wartość naszych aktywów w Polsce i w Europie Zachodniej będzie na podobnym poziomie. Chcemy w ten sposób równoważyć rynek polski z rynkiem niemieckim, który jest bardzo dojrzały i bezpieczny oraz pozostaje największym rynkiem magazynowym w Europie.  Oczywiście cały czas dynamicznie będziemy rozwijać się też na rynku polskim – w tym roku dokupimy kolejne działki we Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i okolicach Warszawy. Dodatkowo w tym roku planujemy zakupy działek na zachodniej granicy Polski – widzimy duże zainteresowanie tymi lokalizacjami ze strony firm e-commercowych obsługujących Europę Zachodnią – dodał Radosław T. Krochta.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu i samodzielnie nimi zarządza. Wszystkie projekty realizowane przez Grupę wyróżnia również bardzo atrakcyjna lokalizacja parków logistycznych, stosowanie rozwiązania typu built-to-suit oraz wsparcie najemcy w trakcie trwania umowy najmu.

Badanie: Podrobione towary znanych marek najczęściej kupują najlepiej zarabiający Polacy

Blisko 20% Polaków otwarcie przyznaje, że kupuje produkty z podrobionymi znakami towarowymi znanych marek. W większości są to ubrania, buty i kosmetyki. Najczęściej wskazywaną motywacją jest oszczędność. Co ciekawe, podróbki głównie interesują osoby z wyższymi zarobkami. Z kolei 70% konsumentów nie nabywa takich artykułów. Jednak w tej grupie mniej niż połowa deklaruje to w sposób zdecydowany. Komentujący wyniki eksperci nie do końca wierzą w podawaną przez badanych motywację. I wyjaśniają, co tak naprawdę przekonuje Polaków do zakupu nieoryginalnych produktów. 

Jak wynika z sondażu UCE RESEARCH i SYNO Poland, przeprowadzonego dla Grupy Modern Commerce, 19,2% rodaków otwarcie przyznaje, że nabywa podróbki. 10,9% ankietowanych twierdzi, że nie pamięta, czy to robi. Jak komentuje ekspert z Grupy Modern Commerce, ww. wynik może wydawać się niewielki, ale na problem trzeba spojrzeć inaczej. Nieoryginalne produkty często są uważane przez niektórych za „tańsze zamienniki”, co oczywiście jest przejawem niskiej świadomości i źle świadczy o kulturze konsumenckiej. Tracą na tym nie tylko producenci. Od sprzedaży legalnych produktów są przecież odprowadzane podatki. Z tego tytułu straty budżetowe unijnych państw dochodzą nawet do 15 mld euro rocznie.

– Zjawisko kupowania podróbek jest obserwowane na świecie już od lat 70. XX wieku i w obecnych czasach nie jest tylko naszym problem. Niemniej w Polsce widoczne jest spore przyzwolenie społeczne na ten rodzaj nieuczciwości wobec producentów markowych produktów i własnego otoczenia. Niektórzy traktują to jako przejaw sprytu i czują się usprawiedliwieni, gdy słyszą, że w ten sam sposób postępują znani i majętni sportowcy, aktorzy czy nawet politycy – tłumaczy psycholog Marta Bańkowska.

Zgodnie z wynikami badania, aż 70% Polaków zapewnia, że nie kupuje produktów z podrobionymi znakami towarowymi znanych marek. Niemniej aż 36,4% z nich deklaruje, że raczej tego nie robi. Natomiast 33,6% zdecydowanie nie sięga po nieoryginalne artykuły. Zdaniem Macieja Tygielskiego z Grupy Modern Commerce, to może oznaczać, że część konsumentów nieprzyznających się do zakupu podróbek jednak sporadycznie je nabywa.

– To dobra wiadomość, że 70% społeczeństwa ma świadomość tego, iż kupowanie nieoryginalnych towarów jest de facto wspieraniem działalności niezgodnej z prawem. Marki towarowe podlegają ochronie prawnej i ich podrabianie jest łamaniem prawa, a kupowanie tych podróbek – pomaganiem tym, którzy go nie przestrzegają. Jednak nadal jest potrzebna edukacja w tym zakresie – przekonuje Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu.

Wśród najczęściej kupowanych przez Polaków podróbek są głównie ubrania (52,6%), buty (50,7%) i kosmetyki (40,5%). Dalej w zestawieniu można znaleźć elektronikę (26,5%), zabawki (23,7%), akcesoria (20,5%) czy biżuterię (15,8%). Według eksperta z PIH, wyraźnie widać, iż w przypadku produktów drogich oraz mających dłuższy cykl życia lub wykonanych przy użyciu zaawansowanych technologii konsumenci wolą nie ryzykować i nie kupować czegoś o nieznanym pochodzeniu bez gwarancji zachowania właściwych standardów jakości.

– Tu nie ma zaskoczenia. Ubrania, obuwie i kosmetyki od lat są liderami rankingów podróbek, bo należą do najczęściej kupowanych i zużywanych towarów. Popyt na nie jest wyższy niż na inne dobra, więc opłaca się je podrabiać na masową skalę. Do tego stanu przyczynił się też Internet i wolny handel, który odbywa się na bazarach, szczególnie w dużych miastach – zwraca uwagę ekspert z Grupy Modern Commerce.

Czysta oszczędność (50,7%) to najczęściej wymieniany argument przez nabywców podrabianych produktów. Chęć posiadania czegoś ładnego (34%) i zyskania lepszego samopoczucia (28,4%) są kolejnymi motywacjami. Potem w rankingu pojawia się potrzeba zaimponowania znajomym i rodzinie (14%). Tym, którzy kupują nieoryginalne towary, najrzadziej zależy na podkreśleniu pozycji społecznej (12,6%).

– Konsumentowi łatwiej jest wyjaśnić, że kieruje nim oszczędność niż chęć zaimponowania otoczeniu. To stawia go w lepszym świetle i łagodzi jego własny dyskomfort związany z faktem oszukiwania innych. Przecież mógłby kupować niedrogie produkty bez podrabianych znaków towarowych, gdyby chodziło tylko o względy ekonomiczne. Taka osoba wie, że kupuje coś gorszego niż oryginalny produkt, ale widzi w tym szansę na wywarcie wrażenia – podkreśla Marta Bańkowska.

Co ciekawe, najczęściej ww. zakupy deklarują osoby zarabiające miesięcznie ponad 9 tys. zł netto (35,1%). Na dwóch kolejnych pozycjach w rankingu są rodacy z zarobkami od 7 do blisko 9 tys. zł (22,2%) i poniżej 1 tys. zł (21,6%). Jak wyjaśnia Maciej Tygielski, zamożne osoby mogą odczuwać największą potrzebę pokazywania się w markowych rzeczach ze względu na nieustanną rywalizację w swoim otoczeniu zawodowym i prywatnym. Dlatego ww. wyniki nie są zaskakujące dla eksperta.

– Te dane potwierdzają ww. tezę. Skoro postępują w ten sposób osoby o wysokich dochodach, to znaczy, że nie chodzi o zwykłą oszczędność. W przypadku najbiedniejszych konsumentów głównym motywem może być chęć dorównania innym, np. zamożniejszym kolegom. W tej grupie mogą być studenci, którzy nie mają środków na zakup markowych rzeczy, ale nie chcą odstawać od grupy – analizuje psycholog Bańkowska.

Badanie również pokazuje, że osoby mające od 23 do 35 lat (28,1%) najczęściej kupują nieoryginalne produkty. Kolejni w zestawieniu są konsumenci w wieku 18-22 lat (20,4%), 36-55 lat (19,7%), a na końcu listy – 56-80 lat (7,2%). Młodzi ludzie niemal 4 razy częściej przyznają się do takich zakupów niż najstarsi ankietowani, co zauważa Maciej Tygielski. I dodaje, że dla tych pierwszych znane logo ma większe znaczenie w kontaktach społecznych.

– Młode osoby mają silną potrzebę akceptacji i przynależności do grupy, z którą się utożsamiają. Poprzez ubiór kreują swój wizerunek, żeby zyskać uznanie w kręgu społecznym. Często kieruje nimi wewnętrzny przymus dowartościowania się przez zaimponowanie innym. Starsze osoby mniej tego potrzebują i są bardziej niezależne od opinii znajomych – stwierdza psycholog.

Ponadto sondaż pokazuje, że podróbki kupują głównie osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym (28,4%). Dalej są Polacy z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (21,7%), wyższym (20,1%) oraz ze średnim (16,4%). Biorąc pod uwagę miejsce zamieszkania, dominują konsumenci z miejscowości liczących 5-19 tys. mieszkańców (22,3%) oraz 20-49 tys. (22%).

– W małych miejscowościach obnoszenie się z markowymi rzeczami nie umyka uwadze otoczenia, bo wszyscy się znają i rozmawiają o sobie wzajemnie. Dlatego w takich społecznościach najwięcej osób kupuje podróbki, chcąc utrzymać odpowiedni wizerunek w oczach sąsiadów i znajomych – zaznacza Maciej Tygielski.

Dla znawców zachowań konsumenckich nie jest też zaskoczeniem, że mężczyźni przede wszystkim nabywają podrobione obuwie (47,3%). I prawie tak samo często sięgają po nieoryginalne ubrania (42,9%) oraz sprzęty elektroniczne (41,8%). W przypadku kobiet jest odwrotnie, tj. częściej kupują ubrania (59,7%) niż obuwie (53,2%). A na trzecim miejscu wskazują kosmetyki (45,2%).

– Dla wielu mężczyzn buty bywają ważniejsze od całej garderoby i są niejako potwierdzeniem ich materialnych sukcesów.  Z kolei elektronika to gadżety, którymi lubią się chwalić. Natomiast kobiety patrzą na wygląd kompleksowo. Zależy im na tym, żeby wszystko, co noszą, budziło podziw – podsumowuje Leszek Kobyliński z Grupy Modern Commerce.

Dane pochodzą z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Grupy Modern Commerce w połowie maja br. Objęto nim 1122 dorosłych Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.

Brak wykwalifikowanej kadry kluczowym wyzwaniem w logistyce

Brak wykwalifikowanej kadry to jedno z kluczowych wyzwań w obszarze logistyki, z jakimi borykają się firmy. Przyczyną trudności w obsadzaniu miejsc pracy nowymi pracownikami są głównie zbyt wysokie oczekiwania finansowe potencjalnych pracowników, brak dostępnych kandydatów oraz ich niewystarczające doświadczenie zawodowe. Najtrudniej pozyskać magazyniera, operatora wózka oraz inżyniera – te profesje otwierają listę 10 najtrudniejszych do obsadzenia stanowisk w obszarze logistyki. Więcej w analizie przygotowanej przez ManpowerGroup i Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania.

Wśród największych wyzwań, które są przeszkodą na drodze do pozyskiwania nowych talentów, znajdują się zbyt wysokie oczekiwania finansowe kandydatów (61%) oraz ich deficyt na rynku (58%). Organizacje wspominają również o braku wystarczającego doświadczenia zawodowego kandydatów (44%), braku wymaganych kompetencji twardych (33%) oraz niechęci do zmiany pracy w trakcie pandemii (22%). Z powodu tak licznych trudności w zrekrutowaniu nowych rąk do pracy nie dziwi zatem fakt, że pozyskiwanie nowych pracowników to numer jeden na liście inwestycji firm w 2021 roku, co potwierdza 54% badanych.

10 najtrudniejszych do obsadzenia stanowisk w obszarze logistyki

Magazynier, operator wózka (widłowego, bocznego, wysokiego składu) oraz inżynier (ds. procesów logistycznych, automatyk) to stanowiska wskazane przez firmy jako najtrudniejsze do obsadzenia. Na liście profesji najtrudniejszych do zrekrutowania znajduje się także ekspert ds. logistyki (spedytor, specjalista ds. zarządzania stockiem, zarządzania jakością, eksportu, gospodarki magazynowej), technik (utrzymania ruchu, operator, mechanik, elektryk), a także wykwalifikowany pracownik produkcji (operator produkcji i maszyn, systemów VMS). Biorąc pod uwagę trudności w znalezieniu potrzebnych kompetencji 53% firm przyznaje, że obecnie trudniej jest pozyskać potrzebne kompetencje twarde, podczas gdy dla 47% trudniejsze do pozyskania są umiejętności miękkie.

– Ponad połowa przedsiębiorców z obszaru logistyki w najbliższym roku chce inwestować w pozyskiwanie nowych talentów. Wynik ten absolutnie nie dziwi, ponieważ potrzeby w zakresie zatrudniania pracowników znacznie przewyższają obecnie możliwości rynkowe. Branża logistyczna, dynamicznie rozwijająca się podczas pandemii i planująca dalszy wzrost, już dziś mocno odczuwa braki kadrowe na każdym poziomie kompetencji. Pracodawcy będą musieli opracować strategię rekrutacyjną, która pozwoli im przyciągnąć specjalistów nie tylko wysokością wynagrodzenia, ale również atrakcyjnością zlecanych projektów czy benefitami. Niewątpliwie dużą rolę w pozyskiwaniu kandydatów odgrywać będzie także rozpoznawalność marki, więc już dziś firmy powinny pracować nad budowaniem wizerunku rozwijającego się, odpowiedzialnego pracodawcy – wyjaśnia Dominik Malec, Business Unit Director w Manpower.

Co robią firmy, by zdobyć pożądane kompetencje?

Pewnym remedium na pozyskanie potrzebnych umiejętności może być automatyzacja procesów, którą planuje 6 na 10 przebadanych organizacji. Jednak i to rozwiązanie doprowadzi do wzrostu zapotrzebowania na nowe zasoby – 34% firm w grupie planującej automatyzację chce pozyskiwać nowych pracowników z kompetencjami niezbędnymi do funkcjonowania działu poddanego temu procesowi. 18% potwierdziło, że doprowadzi to do zmniejszenia liczby etatów. Z kolei 35% przedsiębiorstw zdecyduje się na wdrożenie programów rozwojowych, mających na celu zmianę lub podniesienie kompetencji obecnych pracowników.

– W logistyce niezmiennie obserwujemy zmagania „człowiek – technologia”. Z jednej strony widoczna jest rosnąca potrzeba firm w zakresie rozwoju nowoczesnych rozwiązań technologicznych wspierających procesy logistyczne, z drugiej strony niezmiennie słychać o niemalejącym zapotrzebowaniu na wykwalifikowanych pracowników w magazynie, spedycji oraz w innych obszarach. Dość powszechna swego czasu teoria dotycząca zastąpienia ludzi w magazynie inteligentną automatyką w obliczu przeprowadzonych badań wydaje się być zupełnie nieuzasadniona. Automatyzacja procesów i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań wymaga wsparcia ze strony wykwalifikowanej kadry, zatem relacja „człowiek – technologia” ma wymiar współpracy, a nie konkurencji. Kluczem do sukcesu jest rozwój kompetencji dotyczących nowych technologii i ich praktycznej implementacji – mówi Marta Cudziło, główny specjalista i kierownik Centrum Logistyki w Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania.

Firmy ankietowane przez ManpowerGroup i Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania walczą z niedoborem talentów i kompetencji również poprzez zadbanie o już posiadane zespoły. 64% zapewnia swoim pracownikom dodatkowe szkolenia i możliwości rozwoju, a 33% przenosi do nowych ról i wyposaża w nowe umiejętności. Aby przyciągnąć do organizacji pożądane talenty 41% decyduje się na podniesienie wynagrodzenia początkowego, a 27% korzysta z outsourcingu usług. Niemal co czwarty pracodawca (23%) korzysta z alternatywnych modeli pracy, współpracując np. z freelancerami lub pracownikami tymczasowymi.

O badaniu:

Badanie ilościowe, przeprowadzone metodą CAWI przez ManpowerGroup we współpracy z Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania w terminie 16.03.2021 – 17.04.2021, objęło 134 reprezentantów obszaru logistyki w Polsce. Do udziału w ankiecie zostały zaproszone przedsiębiorstwa reprezentujące sektor logistyczny w Polsce – zarówno firmy spedycyjne, przewoźnicy oraz operatorzy, jak i organizacje, które w swoich strukturach zarządzają logistyką wewnętrzną. W ramach badania organizacje odpowiedziały na 33 pytania, dotyczące kondycji sektora logistycznego oraz wyzwań, jakie zauważają na rynku – także w obszarze zatrudnienia i pozyskiwania pracowników.

Szczepionkowa sinusoida. Jedni skarżą się na przymus szczepień, inni na to, że szef jest ich przeciwnikiem

90% spraw, którymi stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom zajmowało się w maju 2021 roku dotyczy tematu szczepień. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska jeszcze żaden temat społeczny nie budził tak wielkich emocji. Co więcej spośród kilkudziesięciu spraw w których interweniowaliśmy lub, które konsultowaliśmy prawnie trudno o dwie podobne historie. – Mieliśmy ludzi, którzy chcą się zaszczepić, ale pracodawca im nie pozwala. Mieliśmy przypadki, że pracodawca nakazywał szczepienie, ale pracownik go unikał. Mieliśmy zgłoszenia o nierównym traktowaniu pracowników zaszczepionych i niezaszczepionych czy o wręcz mobbingowym zachowaniu wobec tych, którzy zdecydowali się na szczepienie. Temat budzi wielkie emocje i jestem pewna, że prawnicy będą mieć przez temat szczepień niebawem pełne ręce roboty – wyjaśnia Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

„Otrzymujemy mnóstwo skarg od pracowników, którzy nie chcą się szczepić, ale ich pracodawcy tego oczekują”

Szczepienia przewijają się w wiadomościach do stowarzyszenia od wielu miesięcy. Do pewnego momentu jednak były to pojedyncze wiadomości i skargi lub problemy, które po konsultacjach prawnych lub mediacjach udawało się rozwiązać. W ostatnich tygodniach sytuacja jest jednak zdecydowanie poważniejsza i zwiastuje poważne utrudnienia w relacjach pomiędzy pracodawcami i pracownikami. Powszechność szczepień powoduje konflikty w dwie strony – kiedy pracownicy chcą się szczepić wbrew woli pracodawców oraz kiedy pracodawcy oczekują szczepień, ale pracownicy są sceptyczni. Tych drugich przypadków jest znacznie więcej.

– 90% spraw, które trafiają do naszego stowarzyszenia w maju 2021 to kwestie związane ze szczepieniami. Znacznie spadła liczba skarg o niewypłacone wynagrodzenia czy odmowy urlopów. Szczepienia są zdecydowanym liderem. Otrzymujemy mnóstwo skarg od pracowników, którzy nie chcą się szczepić, ale ich pracodawcy tego oczekują. Dochodzi tutaj do rozmaitych problemów, gróźb zawieszeniem, zwolnieniem czy wręcz blokowania możliwości pracy – mówi Prezes Stowarzyszenia Małgorzata Marczulewska.

– Spotkaliśmy się z sytuacjami, gdy zwolnieniami grożono pracownicom przedszkoli czy szkół podstawowych, kelnerkom czy farmaceutom pracującym w aptekach. Zdarzają się również sytuacje, gdy pracownik podwykonawcy, który nie jest zaszczepiony nie był wpuszczany na teren zakładu pracy, gdzie prowadzona jest inwestycja. Jesteśmy najczęściej pytani: „czy tak można” i „czy mogą mnie zwolnić”. Udzielamy wtedy porad, że zgodnie z obowiązującymi przepisami zwolnienie jest niemożliwe. Z drugiej strony dla swojego bezpieczeństwa należy się zaszczepić. Nasze Stowarzyszenie promuje szczepienia, ale jednocześnie przypomina pracownikom i pracodawcom o obowiązującym prawie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Szef antyszczepionkowiec to rzadkość, ale potrafi porządnie uprzykrzyć życie

Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom przyznaje, że znacznie rzadziej, ale zdarzają się przypadki, gdy pracodawcy zniechęcają pracowników do szczepień. Tutaj najczęściej konflikty dotyczą dnia wolnego od pracy w dniu szczepień czy konieczności zwolnień lekarskich w przypadku złego samopoczucia po szczepieniu. – Pracodawcy antyszczepionkowcy, którzy wprost grożą zwolnieniem za szczepienie to na szczęście nieliczne wyjątki, choć interweniowaliśmy, gdy jeden z pracodawców z branży poligraficznej odmówił dnia wolnego pracownikowi, który miał szczepienie. Tutaj sytuacja była wyjątkowa, bo wolne zostało cofnięte właśnie z powodu szczepienia, a nie z powodu konieczności obecności pracownika w miejscu zatrudnienia. Co do zasady radzimy kompromisowe rozwiązania, obecnie system szczepień jest na tyle elastyczny, że można dobrać sobie termin poza godzinami pracy – przekonuje Małgorzata Marczulewska.

Często stowarzyszenie otrzymuje informacje o konfliktach między pracownikami: – Były tutaj sytuacje pracowników marketów, którzy kłócili się do tego stopnia, że zostaliśmy poproszeni o mediację czy konflikt w jednej z firm budowlanych, gdzie pracownicy zostali podzieleni na grupę pracującą zaszczepioną i niezaszczepioną. Tą sprawę udało się szybko wyjaśnić, bo okazało się, że była to pewna nadgorliwość osoby organizującej pracę. Nie zmienia to faktu, że emocji jest wiele. Apeluje do pracodawców – namawiajcie do szczepień, nie ignorujcie tego tematu – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Mieszkania w Poznaniu podrożały o 8% w skali roku

W ubiegłym roku na poznańskim rynku mieszkaniowym ceny wzrosły o 8% zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Podwyżki nie ominęły żadnej dzielnicy miasta. Mediana ceny mkw. nowego mieszkania wyniosła 8 tys. zł, a dla lokali z drugiej ręki 6,7 tys. zł/mkw. – wynika z raportu Emmerson Evaluation. W 2020 r. w stolicy Wielkopolski całkowity poziom oferty pozostał bez zmian, natomiast mocno spadła liczba nowo wprowadzonych mieszkań.

Poznań z medianą[1] ceny mkw. nowych lokali na poziomie 8 tys. zł., uplasował się w dole stawki wśród aglomeracji analizowanych przez Emmerson Evaluation. Według przygotowanego przez nich raportu Evaluer Index 2021, taniej niż w stolicy Wielkopolski było tylko w Łodzi (6,6 tys. zł/mkw.) i Katowicach (6,5 tys. zł/mkw.) oraz okalającej stolicę województwa śląskiego aglomeracji (5,4 tys. zł/mkw.). Droższe były za to mieszkania w Sopocie (16,7 tys. zł/mkw.), Warszawie (10,8 tys. zł/mkw.), Krakowie (9,8 tys. zł/mkw.), Gdańsku (9,7 tys. zł/mkw.) i Gdyni (9,6 tys. zł/mkw.), natomiast tuż przed Poznaniem w stawce uplasował się Wrocław z medianą 8,9 tys. zł/mkw.

Najdroższe nowe mieszkania na Starym Mieście

Największa podaż w stolicy województwa wielkopolskiego występuje w dzielnicy Nowe Miasto. Jak wskazują eksperci Emmerson Evaluation, w ubiegłym roku właśnie w tej lokalizacji deweloperzy wprowadzili najwięcej nowych mieszkań do sprzedaży, a ceny wzrosły najmocniej, bo o 10% w skali roku. Najintensywniej rozwijają się tereny na obszarze Łaciny, w pobliżu jeziora Maltańskiego. Bliskość centrum miasta, dobrze rozwinięta komunikacja oraz zaplecze handlowo-usługowe podniosły ceny mieszkań w tej lokalizacji do poziomu 7,9 tys. zł/mkw.

Najwyższe ceny lokali na poznańskim rynku pierwotnym można było znaleźć w dzielnicy Stare Miasto. Ceny w ciągu roku wzrosły tam o 9% do 8,1 tys. zł/mkw., a największa koncentracja projektów deweloperskich występuje na terenie Naramowic. W przypadku dzielnicy Jeżyce terenami najintensywniej rozwijającymi są osiedla Strzeszyn i Podolany oraz tereny usytuowane w części śródmiejskiej Jeżyc pomiędzy ulicą Jana Henryka Dąbrowskiego, Św. Wawrzyńca i Szczepanowskiego. Mediana cen mieszkań w 2020 r. wyniosła w tym obszarze 7,8 tys. zł/mkw (o 7% więcej niż rok wcześniej).

Sporo inwestycji deweloperskich zlokalizowanych jest też w obrębie, który bezpośrednio przylega do dzielnicy Stare Miasto. Bliskość centrum miasta sprawia, że projekty deweloperskie z tej lokalizacji są wyżej wyceniane. W 2020 r. w dzielnicy Wilda zaobserwowaliśmy najmniejszą podaż dostępnych lokali z rynku pierwotnego. Tam też ceny w ciągu roku wzrosły najmniej ze wszystkich dzielnic Poznania, bo o 4%, do poziomu 8 tys. zł/mkw. Ze względu na intensywną zabudowę śródmiejską oraz ograniczoną dostępność gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną, realizowane są tutaj nieduże projekty. Ceny nowych mieszkań wzrosły natomiast dość mocno w dzielnicy Grunwald – w ciągu roku mediana ceny mkw. mieszkania podniosła się o 9% do 7,6 tys. zł – tłumaczy Agnieszka Dopierała, Dyrektor Regionalna w Emmerson Evaluation.

Wyrównane ceny mieszkań z drugiej ręki

W ubiegłym roku na rynku wtórnym największy wzrost cen (11% r/r) dotyczył mieszkań z dzielnicy Grunwald. Mediana ceny lokali z drugiej ręki wyniosła tam 6,7 tys. zł. Najdroższe pozostało Stare Miasto z medianą ceny mkw. 6,9 tys. zł. Jak wskazuje Agnieszka Dopierała, na Starym Mieście najdroższe okazały się mieszkania z nowych zasobów, wybudowane po 2005 r. Za najbardziej pożądane lokale trzeba było płacić ponad 10 tys. zł/mkw. Ceny w ciągu roku wzrosły w tej lokalizacji o 10%. Taką samą podwyżkę eksperci Emmerson Evaluation zanotowali w dzielnicy Wilda, gdzie mkw. mieszkania w 2020 r. kosztował 6,6 tys. zł. Nieco drożej było natomiast na Jeżycach i Nowym Mieście, gdzie mediany cen wyniosły kolejno 6,8 tys. zł/mkw i 6,9 tys. zł/mkw. Wzrosty cen w tych dzielnicach kształtowały się na poziomie 6-8% r/r.

Według  ekspertów Emmerson Evaluation w najbliższym roku można się spodziewać, że ceny mieszkań znów będą biły rekordy. Według prognoz z raportu Evaluer Index 2021 podwyżki na rynku mieszkań w największych miastach w Polsce mogą wahać się między 3-8%.mieszkania w poznaniu

[1] W analizie cen mkw. przyjęto wartość środkową, czyli medianę, która lepiej niż średnia odzwierciedla informację na temat cen, gdyż na jej wartość nie wpływają pojedyncze, nietypowe transakcje (jak np. zakup jednej wyjątkowo luksusowej nieruchomości).

Zatrudnienie w warszawskim biurze Standard Chartered przekroczyło 750 osób

Zatrudnienie w warszawskim biurze Standard Chartered przekroczyło 750 osób, czyli poziom zaplanowany w strategii wejścia tego globalnego banku na polski rynek, ogłoszonej w połowie 2018 roku. Z zakładanych pięciu lat bank zrealizował ten cel w niecałe trzy lata od momentu rejestracji działalności gospodarczej w Polsce.

“Zobowiązaliśmy się do stworzenia 750 miejsc pracy w ciągu pięciu lat. Jestem bardzo dumna, że udało nam się zrealizować tę obietnicę szybciej niż zakładał pierwotny plan,
bo w niespełna trzy lata. Co więcej, tworzyliśmy nasze globalne centrum usług w Polsce
z nastawieniem, że będzie ono wspierało rozwój naszej bazy klientów głównie w regionie Europy i Ameryk. Tymczasem wiele naszych zespołów realizuje działania o zasięgu globalnym”, mówi Anna Urbańska, dyrektor zarządzająca (CEO) polskiej spółki Standard Chartered.

Bank działa w Polsce w formule globalnego centrum usług biznesowych (Global Business Services Centres), które koncentruje się na obsłudze klientów wewnętrznych, świadcząc specjalistyczne usługi na rzecz innych spółek z Grupy Standard Chartered. Centrum tworzy 12 obszarów kompetencyjnych, z których największe to zapobieganie przestępczości finansowej, cyberbezpieczeństwo, zarządzanie ryzykiem płynności i zasobami ludzkimi. Spółka cały czas rozwija istniejące zespoły i tworzy nowe, stąd obecnie prowadzi prawie 190 projektów rekrutacyjnych.

Tylko w drugim kwartale 2021 roku powstał m.in.:

  • zespół programistów wspierających rozwój platformy typu „banking as a service”, która zadebiutowała w Indonezji i będzie rozszerzana na pozostałe rynki w Azji, a także w Afryce i na Bliskim Wschodzie,
  • zespół analityków wyspecjalizowanych w ocenie ryzyka środowiskowego i społecznego związanego z działalnością klientów banku („environmental and social risks”),
  • zespół odpowiedzialny za doradztwo i analizy w obszarze planowania finansowego
    i informacji zarządczej („plan to perform”).

“Cieszę się, że udało nam się osiągnąć takie wspaniałe rezultaty na bardzo konkurencyjnym rynku pracy w Polsce. Światowej klasy pula talentów przyciąga wielu globalnych graczy, którzy lokują w Warszawie spółki wspierające rożne procesy. My postawiliśmy na te złożone i wymagające doświadczenia oraz specjalistycznej wiedzy, precyzyjnie definiując nasze obszary koncentracji. Możliwość uczestniczenia w budowaniu zespołów i nowej marki bankowej w Polsce była ważnym atraktorem dla kandydatów. Niecodziennie bowiem jeden z wiodących banków międzynarodowych rozpoczyna działalność na nowym rynku. Wraz z rozwojem spółki wśród czynników przyciągających uwagę kandydatów znalazła się też perspektywa pracy z najlepszymi ekspertami w branży, którzy zdecydowali się do nas dołączyć w pierwszym roku działalności. Należy także wspomnieć o możliwości realizacji globalnych zadań bez konieczności przeprowadzki poza Polskę, czy poszerzania kompetencji w związku z dynamicznym rozwojem spółki i powstawaniem nowych zespołów. W przekłuciu tego w rekrutacyjny sukces kluczowa była rola naszych rekruterów
i menedżerów budujących zespoły. Dzięki ich kompetencjom i zaangażowaniu zrealizowaliśmy z nawiązką obietnicę złożoną w momencie wejścia banku na polski rynek. Koncentrujemy się na dalszym rozwój spółki, zarówno pod względem wielkości zatrudnienia, jak i zakresu świadczonych przez usług”, dodaje Anna Urbańska.

W 2020 roku Standard Chartered uruchomił nowe biuro w jednym z najnowocześniejszych obiektów w Polsce, The Warsaw Hub. Przestrzeń zajmowana przez bank na najwyższych piętrach wieży B tego kompleksu obejmuje obecnie ok. 5 tys. metrów kwadratowych. Przed końcem 2021 roku, po oddaniu ostatniego z przewidzianych w podpisanej na 10 lat umowie najmu, wzrośnie do niemal 7 tys. metrów kwadratowych. To nowoczesne i funkcjonalne biuro to jedna z lokalizacji, z których pracownicy Standard Chartered korzystają w ramach elastycznego systemu pracy („flexible working”). System ten umożliwia łączenie pracy z biura z pracą z innej lokalizacji (np. z domu lub z przestrzeni coworkingowej, zarówno w Warszawie, jak i w innych częściach Polski) na wniosek pracownika i w różnych konfiguracjach. Pracownicy mogą wskazać zarówno miejsce, jak i porę pracy w ciągu dnia w ramach wyznaczonych przez potrzeby biznesowe na danym stanowisku oraz rozwiązań określonych przez przepisy polskiego prawa pracy.

Aktywność Standard Chartered na polskim rynku nie ogranicza się do działalności stricte biznesowej. Bank angażuje się również we wspieranie lokalnej społeczności, m.in. w walce
z pandemią (na rzecz której w 2020 roku przekazał darowizny o wartości ok. 600 tys. PLN, a w tym roku wspólnie z Enactus realizuje program wspierania młodych Polaków w radzeniu sobie z ekonomicznymi skutkami pandemii), promowaniu różnorodności (inicjatywy ukierunkowane na poprawę równowagi płci w branżach technologicznych, jak np. Women in Tech Days czy Cyber Women Community) czy pomaganiu osobom z różnym stopniem sprawności fizycznej w realizacji ich potencjału (Poland Business Run). Standard Chartered jest również aktywnym członkiem lokalnej społeczności biznesowej, należy do Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL), Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej (BPCC) oraz klubu korporacyjnych innowatorów skupionych wokół The Heart.

Stanowisko Zarządu ONICO Energia ws żądania zwrotu akcji firmy zarządcy restrukturyzacyjnemu dawnego jej właściciela

Stanowisko zarządu ONICO Energia.

Po półtora roku działań pro rozwojowych, prowadzonych pod nadzorem nowego, prawowitego właściciela ONICO Energia, restrukturyzacyjny zarządca ONICO S.A., czyli dawnego właściciela ONICO Energia, chce odebrać ONICO Energia jego inwestorowi.

Zagraniczny inwestor firmy ONICO Energia może ją stracić przez budzące zdziwienie działania zarządcy restrukturyzacyjnego jej dawnego właściciela

Mająca siedzibę w Szwajcarii GECX Group, która od półtora roku jest prawowitym właścicielem akcji ONICO Energia, dostała od zarządcy restrukturyzacyjnego ONICO S.A. żądanie ich zwrotu. Oznacza to, że inwestor ONICO Energia czyli GECX Group ma oddać temu zarządcy zakupioną zgodnie z prawem 18 miesięcy temu od ONICO S.A. firmę. Inwestor i zarząd ONICO Energia wciąż starają się zrozumieć, jaki jest prawdziwy powód tej próby nieprzyjaznego przejęcia, jednak napotykają na opór w tej sprawie, próbując na razie bez specjalnego rezultatu skontaktować się ze wskazanym przez sąd zarządcą restrukturyzacyjnym ONICO S.A., aby dowiedzieć się od niego, jaki jest prawdziwy powód jego zadziwiających działań wobec ONICO Energia. Zagrożenie utraty przez prawowitego właściciela kontroli nad ONICO Energia jest szkodliwe dla działalności firmy, a zwłaszcza dla jej klientów i skutkować może przerwaniem dostarczania źródeł energii dla podmiotów tak zwanej infrastruktury krytycznej.

ONICO S.A., do którego wcześniej należała spółka ONICO Energia, znajduje się obecnie – ze względu na swoje problemy – w procesie restrukturyzacyjnym. Zarządca ONICO S.A. zwrócił się niedawno do GECX Group czyli właściciela akcji naszej firmy, o niezwłoczny zwrot zakupionych i w przeważającym już stopniu zapłaconych akcji oraz udziałów ONICO Energia (dwóch spółek wchodzących w skład tej firmy: ONICO Energia Sp. z.o.o. i Onico Energia S.K.A.), podważając ustalenia zawartej wcześniej umowy sprzedaży ONICO Energia nowemu właścicielowi (posiadającemu dziś wszystkie akcje i udziały w ONICO Energia) na precyzyjnie uzgodnionych uprzednio warunkach pomiędzy zarządem ONICO S.A. a GECX GROUP.

Żądanie zwrotu akcji bez propozycji oddania należności za zakup i nakładów

Żądanie zarządcy restrukturyzacyjnego ONICO SA pozbawione jest przy tym zapowiedzi zwrotu zapłaconej przez GECX za obie spółki ONICO Energia kwoty ani zwrotu pożyczek udzielonych przez GECX jako wspólnika do Onico Energia.

Obiektywna wycena przez 2 renomowanych audytorów

Do zakupu akcji ONICO Energia przez GECX Group doszło jesienią 2019 roku. Aby zapewnić uczciwy i rynkowy charakter tej transakcji, dwa niezależne, renomowane podmioty audytorskie dokonały wcześniej wyceny wartości spółki ONICO Energia. Pomiędzy zakończoną na wiosnę 2019 roku ostatnią wyceną a dniem dokonania sprzedaży akcji (październik 2019 roku), sytuacja finansowa ONICO Energia uległa jednak znacznemu pogorszeniu m.in. przez trwające cały czas rozliczenia poprzedniego zarządu ONICO Energia z ówczesnymi wierzycielami i utratę kluczowych kontrahentów. Wszystkie te problemy pojawiły się przed ostatecznym dokonaniem zakupu akcji ONICO Energia przez GECX Group, ale już po opublikowaniu przez wskazanych przez obie spółki audytorów wyników wyceny ONICO Energia.

Żądanie zwrotu pozbawione podstaw?

Żądanie zarządcy ONICO S.A. wobec GECX Group i pośrednio chęć zapewnienia sobie możliwości przejęcia zarządu nad ONICO Energia budzi u naszego właściciela głębokie zdumienie. Naszym zdaniem opiera się ono na sprzecznych z prawdą przesłankach. Zaskakująca korespondencja w tej sprawie od zarządcy ONICO S.A. dotarła 28 kwietnia 2021 roku do GECX Szwajcarii w języku polskim (wyłącznie), mimo że jego autor wiedział, że zarząd firmy posługuje się tylko angielskim i francuskim, a uznawane są one za urzędowe w kontaktach z zagranicznymi inwestorami. W rezultacie postępowania zarządcy restrukturyzacyjnego ONICO S.A. grożącego utratą kontroli nad funkcjonowaniem spółki ONICO Energia, akcjonariusze ONICO Energia, obawiając się stracenia zainwestowanych w tę firmę pieniędzy, musieli podjąć trudną decyzję o wstrzymaniu finansowania spółki, co doprowadziło do zaprzestania realizacji umów na dostawy gazu klientom ONICO Energia.

Zagadkowa wycena

W naszej opinii żądanie zarządcy ONICO S.A. oparte jest na zagadkowej wycenie, sporządzonej przez wynajęty przez tegoż zarządcę podmiot. Posługiwał się on m.in. tzw. metodą dochodową, która na uwadze ma głównie przyszłe zyski możliwe do wygenerowania przy bardzo optymistycznych założeniach odnoszących się do sytuacji rynkowej, jak również, że znalazłby się nagle ktoś, kto zainwestowałby w spółkę znaczne środki i wyprowadził by ją, a znajduje się ona dziś w trudnej sytuacji, na prostą. W efekcie – wynajęty do przeprowadzenia wyceny ONICO Energia podmiot – zaprezentował mocno zawyżone jej wyniki bez przedstawienia jakichkolwiek miarodajnych kalkulacji. Biorąc pod uwagę sytuację na rynku gazu, możliwość osiągniecia przedstawionych w tej wycenie wyników graniczy obecnie z cudem. Już dziś widać, że wygenerowane przez ten podmiot prognozy mają się nijak do rzeczywistości. Dodatkowo, w dostarczonej przez zarządcę restrukturyzacyjnego ONICO SA do sądu dokumentacji brakuje założeń i sporządzonych na ich podstawie prognoz, niezbędnych do prawidłowej wyceny spółki wspomnianą metodą, co budzić powinno kolejne wątpliwości sądu, a także wszystkich zainteresowanych stron.

Sam zarządca ONICO S.A. ograniczył się jedynie do wysłania GECX skąpego w treści pisma z żądaniami, i to w ostatnim niemal możliwym dla niego terminie (miał bowiem cały rok na przedstawienie wątpliwości, a nawet na podważenie skuteczności umowy sprzedaży ONICO Energia, a dokonał tego w ostatnim, przewidzianym przez prawo restrukturyzacyjne na tę okoliczność momencie, do tego, gdy sytuacja spółki zaczęła się poprawiać pod zarządem i z możliwościami GECX), kompletnie ignorując nasze propozycje rozmowy i poinformowanie nas w ciągu całego niemal przeznaczonego na to czasu o swoich zastrzeżeniach. Dopiero teraz zgodził się przyjąć od nas propozycję rozmowy, ale arbitralnie wyznaczył dla niej odległy termin – dopiero na czerwiec, gdy każdy dzień jest dla nas na wagę złota.

ONICO Energia wychodziła na prostą

Kiedy jesienią 2019 roku GECX GROUP kupował akcje ONICO Energia, stając się jej właścicielem, firma znajdowała się w stanie totalnego rozkładu. Wymagała m.in. wewnętrznego uporządkowania, uregulowania zobowiązań, a przede wszystkim – ponownego otwarcia w relacjach z dotychczasowymi klientami, jak również nawiązania stosunków z nowymi, aby poprawić jej kondycję. W szczególności, nowy zarząd ONICO Energia musiał na nowo ułożyć relacje z instytucjami finansowymi i doinwestować gotówką niezbędne do prowadzenia działalności depozyty. Mimo takiego stanu rzeczy, nowi akcjonariusze chcieli stworzyć i stworzyli potencjał rozwojowy ONICO Energia, inwestując w ten podmiot znaczne środki finansowe, a także organizacyjne, jak również przekazując mu unikalny know how i poświęcając mu energię w pełni zaangażowanych pracowników. Za akcje ONICO Energia nowy ich właściciel czyli GECX Group zapłacił 1.900.000 PLN, pokrył znaczną część długów firmy oraz natychmiast podjął rozmowy z ówczesnymi wierzycielami, a także zainwestował w ONICO Energia blisko 1.500.000 EUR, a jego partnerzy – dodatkowe blisko 500.000 EUR – głównie w zwiększenie liczby klientów (aby dostarczać im gaz, trzeba już na wstępie dysponować znacznymi środkami finansowymi – np. na konieczne depozyty) czy utrzymanie i rozwój potrzebnej do dostaw gazu infrastruktury. Zakup akcji ONICO Energia przez GECX Group pozwolił na uniknięcie bankructwa ONICO Energia i to był jedyny ratunek dla naszej firmy.

Rozwój dzięki nowemu właścicielowi

W ciągu ostatniego półtora roku ONICO Energia poszerzyła bazę klientów (np. wygrywając przetargi) do aż ponad 500. Wśród naszych kontrahentów są m.in. szkoły, szpitale, instytuty, obiekty wojskowe, urzędy i instytucje publiczne czy podległe im podmioty, w tym również instytuty naukowe o strategicznym znaczeniu dla Państwa. W planach, i to w dalszym ciągu, mamy m.in. kontynuację zwiększania pozycji rynkowej ONICO Energia, czego głównym rezultatem będzie jeszcze większa liczba odbiorców usług ONICO Energia, a także dalsze udoskonalanie i powiększanie niezbędnej dla jej działalności infrastruktury.

Od kiedy wskazane przez GECX GROUP osoby zaangażowały się w zarządzanie spółką ONICO Energia, blisko dwukrotnie wzrosły jej obroty. GECX Group, zgodnie z przyjętymi planami finansowymi, gotowy był finansować dalszy rozwój ONICO Energia, a spółka miała zagwarantowane źródła finansowania, by tego dokonać. Takich planów zdecydowanie brakowało wcześniej, gdy ONICO Energia stanowiła część ONICO S.A.

Paraliżujące żądania zarządcy innej firmy

Na budzące ogromne zdumienie – zaprezentowane przez wyznaczonego przez sąd w procesie restrukturyzacji zarządcę ONICO S.A. – żądania akcjonariusze ONICO Energia zareagowali wstrzymaniem finansowania spółki do momentu ustalenia przez sąd, kto tak na prawdę jest właścicielem ONICO Energii. Właściciel naszej spółki ma także na uwadze podejmowanie dalszych kroków prawnych w tej sprawie.

Jako zarząd ONICO Energia wyrażamy jednocześnie głębokie ubolewanie wobec wszystkich, którzy pokrzywdzeni zostali na skutek działań wskazanego przez sąd restrukturyzacyjnego zarządcy ONICO S.A., bezpośrednio lub pośrednio. Jest nam w szczególności bardzo przykro z powodu wstrzymania realizacji zawartych umów handlowych, ale problem prawny będący wynikiem postępowania byłego właściciela podważył prowadzone przez nas działania dla rozwoju spółki i dostarczania do klientów gazu.

Pozytywne rozwiązanie?

Ze swej strony, wraz z właścicielem akcji naszej spółki, dążyć będziemy do jak najszybszego pozytywnego załatwienia sprawy, co przyniosłoby korzyści przede wszystkim naszym klientom, a także zatrudnionym w ONICO Energia osobom, które każdego dnia obawiają się o swój zawodowy los. Jesteśmy głęboko przekonani co do słuszności podejmowanych przez nas decyzji i działań. W przypadku pozytywnie zakończonego postępowania o ustaleniu właściciela Spółki na drodze Sądowej z przyjemnością wrócimy do współpracy na korzystnych dla obu stron warunkach. Dotychczas robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by wywiązywać się z warunków umów dostawy gazu. Jak powszechnie wiadomo, w tym roku ceny oraz zapotrzebowanie na dostawę gazu ziemnego wzrosły. Pomimo tego, realizowaliśmy nasze zobowiązania handlowe, biorąc na siebie część wynikających z obiektywnych okoliczności obciążeń, aby utrzymać dobre relacje z klientami.

Negatywny wpływ na klimat inwestycyjny

W ocenie naszej, a także właściciela akcji naszej spółki, działania ustanowionego w toku postępowania restrukturyzacyjnego zarządcy ONICO S.A. mają zdecydowanie negatywny wpływ na ogólny klimat inwestycyjny Polski i godzą w jej wizerunek na świecie. Zaszokowani takim traktowaniem w Polsce zagranicznych inwestorów są akcjonariusze spółki będący doświadczonym inwestorem w branży energetycznej i paliwowej o zasięgu globalnym. Zarówno oni, jak i my, czyli prawowity zarząd ONICO Energia, mają zamiar kontynuować walkę o dobro spółki, jej klientów czy zainwestowanych w rozwój ONICO Energia środków. Na koniec warto zadać pytanie: w czyim interesie jest podejmowanie działań ewidentnie szkodzących sytuacji należącej do nas spółki?

Trzydziesta edycja Międzynarodowych Targów Budownictwa i Architektury BUDMA 1-4.02.2022

Trzydziesta, jubileuszowa edycja BUDMY odbędzie się w dniach od 1 do 4 lutego 2022 roku.

Zapowiedzi udziału w targach oraz dziesiątki pytań o najbliższą edycję BUDMY, jakie docierają do nas każdego dnia, potwierdzają, że zarówno producenci, jak i ich klienci, podobnie jak my, są już „Gotowi do spotkań!”. BUDMA od trzech dekad jest dla branży tożsama z rozpoczęciem sezonu budowlanego, jak również z miejscem prezentacji nowości i międzynarodowego biznesu. Cieszę się, że nie inaczej będzie w przyszłym roku i że ponownie się zobaczymy. – komentuje dyrektor targów BUDMA, Dariusz Muślewski.

Program targów jak zawsze zapewni nie tylko praktyczną wiedzę, ale także ogromną dawkę emocji i współzawodnictwa podczas licznych konkursów i mistrzostw dedykowanych wykonawcom. Dla architektów i projektantów przygotowywana jest kolejna odsłona Forum „D&A” z udziałem międzynarodowych, znamienitych gości, a o perspektywach budownictwa na najbliższe lata będzie się dyskutowało podczas dwudniowego Kongresu Budownictwa Polskiego. Jak zapowiada organizator, takich mocnych punktów wśród wydarzeń dopełniających ofertę producentów będzie dużo więcej. – W najbliższych tygodniach zaczniemy zdradzać więcej szczegółów dotyczących wydarzeń podczas  BUDMY. Na bieżąco można je śledzić na stronach internetowych w social mediach, gdzie prezentować będziemy także wystawców i przygotowywane przez nich nowości. – dodaje Dariusz Muślewski.

Pośród ekspozycji BUDMY 2022 zobaczymy najnowsze rozwiązania przygotowane przez wystawców w ramach 9 salonów tematycznych. Będą to:

  • Salon Stolarki Budowlanej
  • Salon Dachów, Akcesoriów, i Sprzętu Dekarskiego
  • Salon Ścian, Stropów i Posadzek
  • Salon Systemów Wykończeniowych i Architektury Miejskiej
  • Salon Narzędzi, Elementów Mocujących i Wyrobów Metalowych
  • Salon Pomocniczego Sprzętu Budowlanego
  • Salon Maszyn, Rusztowań, Szalunków i Wyposażenia Placu Budowy
  • Salon Konstrukcji Stalowych i Gotowych Systemów Budowlanych
  • Salon Ekotrendów i Energii w Budownictwie

Trzydziestym Międzynarodowym Targom Budownictwa i Architektury BUDMA towarzyszyć będą Międzynarodowe Targi Maszyn Budowlanych, Pojazdów i Sprzętu Specjalistycznego INTERMASZ,  Targi Technologii i Materiałów dla Budownictwa Infrastrukturalnego INFRATEC oraz Międzynarodowe Targi Kominkowe KOMINKI.

Warto podkreślić, że przed nami wyjątkowa edycja targów, która udowadnia, że za sukcesem trzydziestu edycji BUDMY stoi bez wątpienia 100-letnie doświadczenie organizatorów: MTP już od 1921 roku integrują przedsiębiorców z całego świata i wspierają rozwój polskich marek na rynkach zagranicznych. Okazja do podwójnego świętowania pojawi się podczas BUDMY w dniach 1-4 lutego przyszłego roku, kiedy to ponownie cała branża jednogłośnie powie: jesteśmy… Gotowi do spotkań!

VMware ogłosił wyniki za pierwszy kwartał roku fiskalnego 2022

  • Wzrost całkowitych przychodów o 9% rok do roku
  • Wzrost przychodów z subskrypcji i SaaS o 29% rok do roku

„Jesteśmy zadowoleni z wyników finansowych za I kwartał, ponieważ dostarczaliśmy klientom rozwiązania w strategicznych obszarach, takich jak chmury wielochmurowe, modernizacja aplikacji i cyfrowe przestrzenie robocze, jednocześnie koncentrując się na zapewnieniu szerszego zestawu możliwości konsumpcji dzięki ofercie subskrypcji i SaaS” – powiedział Zane Rowe, dyrektor finansowy i tymczasowy dyrektor generalny VMware. „Cieszymy się, że możemy powitać Raghu Raghurama jako kolejnego dyrektora generalnego VMware. Ten kamień milowy, wraz z proponowanym podziałem firmy Dell, wyznacza drogę do kolejnego innowacyjnego rozdziału w historii firmy.”

Wpływ na sukces finansowy miały informacje o wprowadzanych innowacjach. Firma ogłosiła aktualizacje portfolio, które mają pomóc klientom w modernizacji ich aplikacji i infrastruktury. Powstały nowe wersje VMware vRealize Cloud Management, vSphere 7 i vSAN 7. Rozszerzono możliwości zabezpieczenia obciążeń w chmurze, aby zapewnić lepsze bezpieczeństwo dla kontenerów i Kubernetes. Zaprezentowano VMware Cloud, rozproszoną, wielochmurową platformę, która umożliwia organizacjom szybszą modernizację aplikacji w centrum danych. Powstał program partnerski dla klientów (Customer Lifecycle Incentives Program), mający wesprzeć partnerów w przeprowadzeniu kompleksowej transformacji cyfrowej u swoich klientów.

  • Przychody za pierwszy kwartał wyniosły 2,99 mld USD, co stanowi wzrost o 9% w stosunku do pierwszego kwartału roku fiskalnego 2021.
  • Połączenie subskrypcji i SaaS oraz przychodów z licencji wyniosło 1,39 mld USD, co stanowi wzrost o 12% w stosunku do pierwszego kwartału roku obrachunkowego 2021.
  • Przychody z subskrypcji i SaaS za pierwszy kwartał wyniosły 741 mln USD, co stanowi wzrost o 29% w stosunku do pierwszego kwartału roku obrotowego.
  • Zysk netto GAAP za pierwszy kwartał wyniósł 425 mln USD, czyli 1,01 USD na akcję rozwodnioną, w porównaniu z 386 mln USD, czyli 0,92 USD na akcję rozwodnioną, w pierwszym kwartale roku obrotowego 2021. Zysk netto nieuwzględniający GAAP za pierwszy kwartał wyniósł 744 mln dolarów, czyli 1,76 dolara na akcję rozwodnioną, co oznacza wzrost o 16% na akcję rozwodnioną w porównaniu do 640 mln dolarów, czyli 1,52 dolara na akcję rozwodnioną, za pierwszy kwartał roku obrotowego 2021.
  • Dochód operacyjny GAAP za pierwszy kwartał wyniósł 559 mln USD, co oznacza wzrost o 34% w porównaniu z pierwszym kwartałem roku obrotowego 2021. Dochód operacyjny nieobjęty GAAP za pierwszy kwartał wyniósł 923 mln USD, co stanowi wzrost o 13% w stosunku do pierwszego kwartału roku obrotowego 2021.
  • Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej w pierwszym kwartale wyniosły 1,27 mld USD. Wolne przepływy pieniężne za pierwszy kwartał wyniosły 1,20 mld dolarów.
  • RPO za pierwszy kwartał wyniosło 11,0 mld USD, co oznacza wzrost o 9% w stosunku do pierwszego kwartału roku poprzedniego.

Zmiany na czele Intermarché. Do sieci dołącza Tomasz Waligórski

Od 14 czerwca 2021 roku do Grupy Muszkieterów i sieci Intermarché dołączy Tomasz Waligórski, manager z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży retail.

Tomasz Waligórski zdobywał doświadczenie zajmując różne stanowiska w Jeronimo Martins w Polsce i Portugalii, później pracował jako CEO w PoloMarket, a następnie jako General Director Retail w Eurocash i jako Chief Commercial Officer w spółce SPAR w Poznaniu.

– Po okresie restrukturyzacji oraz ustabilizowania biznesu, Intermarché wchodzi w trzeci etap planu transformacji. Przede wszystkim sieć wraca na ścieżkę rozwoju, czyli intensywnego poszukiwania nowych lokalizacji i dołączania do Grupy przyszłych właścicieli sklepów Intermarché. Po drugie kontynuujemy digitalizację sieci i rozwijamy ofertę e-commerce poprzez usługę Intermarché Drive. Ponadto dążymy do organicznego wzrostu obrotów like-for-like, m.in. poprzez rozszerzanie oferty produktów świeżych, rozwój marek własnych, repozycjonowanie cenowe, ambitny plan remodelingu sklepów w ramach konceptu Intermarché Power, a także dalsze wzmacnianie platformy marki. Bardzo dziękujemy Markowi Wojnowskiemu za udane ostatnie dwa lata współpracy, podczas których osiągnęliśmy wiele biznesowych sukcesów oraz życzymy mu powodzenia w kolejnych projektach – mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje – Cieszymy się, że dołącza do nas Tomasz, którego doświadczenie zawodowe w pełni odpowiada na nasze ambicje i wyzwania. Witamy serdecznie Tomasza i życzymy mu sukcesów w nowej roli.

Tomasz Waligórski będzie ściśle współpracował z zarządem przy tworzeniu długoterminowej strategii handlowej i rozwoju Intermarché, a także przy skutecznym wdrożeniu zaplanowanych działań.

– Jesteśmy przekonani, że bogate doświadczenie Tomasza pozwoli nam wspólnie rozwijać Intermarché, tak aby jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby klientów oraz przedsiębiorców prowadzących supermarkety sieci. Cieszymy się, że Tomasz wspólnie z nami – właścicielami sklepów wchodzącymi w skład zarządu – będzie tworzył skuteczną strategię handlową – nadmienia Thierry Klupczyński, Prezes Dyrekcji Handlowej Intermarché i właściciel sklepu w Gdańsku.

– Ogromnie się cieszę z możliwości dołączenia do Grupy Muszkieterów, jednego z kluczowych retailerów w Europie i czołowego gracza biznesowego w Polsce. W marce Intermarché dostrzegam ogromny potencjał rozwoju i solidne fundamenty, więc tym bardziej jestem przekonany, że wykorzystując moje doświadczenie retailowe wspólnie wypracujemy dalsze sukcesy sieci – mówi Tomasz Waligórski, który staje na czele sieci Intermarché w Polsce od 1.07.2021 r.

Łańcuchy dostaw szczepionek narażone na ataki ransomware

Największa w historii globalna akcja szczepień nie mogła ujść uwadze cyberprzestępców. Jak wiadomo, są oni oportunistami, którzy starają się czerpać zyski z każdego wydarzenia wywołującego ogólnoświatowe zainteresowanie. Obecnie obierają za cel łańcuchy dostaw szczepionek przeciw COVID-19. Zrozumienie, dlaczego akurat one stały się przedmiotem ataków i jak je chronić, jest kluczowe dla bezpieczeństwa całej akcji szczepień oraz dla osób odpowiedzialnych za ochronę systemów IT w jednostkach ochrony zdrowia.

Zrozumieć schemat ataku

W trakcie pandemii branża ochrony zdrowia przeszła kilka istotnych zmian. Najbardziej widoczne to popularyzacja telemedycyny i świadczeń realizowanych na odległość, utworzenie wielu tymczasowych punktów pobierania wymazów w celu diagnostyki SARS-CoV-2, punktów szczepień oraz cały proces produkcyjny i dystrybucyjny szczepionek. W trakcie wdrażania tych zmian osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo IT miały za zadanie m.in. utrzymać zgodność z przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych i szeroko rozumianego cyberbezpieczeństwa. Dla wielu jednostek oznaczało to gruntowną przebudowę architektury ochronnej, aby móc w zdalny sposób obsługiwać pacjentów i wciąż pozostawać o krok przed cyberprzestępcami, którzy próbowali i nadal próbują korzystać z luk, zwłaszcza w zabezpieczeniach łańcuchów dostaw szczepionek.

Oprócz zgodności z przepisami, na znaczeniu zaczęły zyskiwać także inne trendy. – Przykładowo, w czasie pandemii zaobserwowano bardzo zmienny charakter zagrożeń oraz coraz wyższy poziom wyrafinowania ataków. Wyzwaniem jest też postępująca integracja urządzeń z kategorii „cywilnego”, przemysłowego i medycznego internetu rzeczy, która obecnie przyczynia się do coraz większej konwergencji środowisk technik informacyjnych (IT) oraz operacyjnych (OT). W połączeniu z realiami współczesnej, bazującej na łączności medycyny, nieustannej migracji aplikacji i danych do chmury, poszerzania środowiska pracy zdalnej i teleporad, powstaje niezwykle złożone środowisko, wyjątkowo podatne na cyberataki – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Przestępcy wykorzystują tematykę COVID-19

Równolegle z rozwojem środowiska pracy zdalnej wzrosła liczba luk w zabezpieczeniach. Branża ochrony zdrowia, podobnie jak inne, odnotowała znaczny wzrost liczby ataków ransomware. Analitycy z Black Book Research przewidują, że ich liczba w 2021 r. może się nawet potroić. Do podobnych wniosków prowadzą badania FortiGuard Labs firmy Fortinet, według których szczególnie popularnymi celami ataków ransomware będą przeglądarki internetowe i urządzenia IoT.

Cyberprzestępcy zainteresowali się także narzędziami, które ułatwiają wprowadzanie na rynek szczepionek oraz służą do planowania i koordynacji przebiegu szczepień, a więc zawierają wiele danych osobowych. Istnieje ryzyko naruszenia ciągłości ich łańcuchów dostaw, co może doprowadzić nie tylko do strat finansowych, ale też naraża bezpieczeństwo pacjentów.

Ochrona zdrowia i cyberbezpieczeństwo: połączenie o znaczeniu krytycznym

W miarę jak branża ochrony zdrowia przechodzi transformację cyfrową, potencjalny wpływ cyberataków na łańcuchy dostaw szczepionki COVID-19, a więc na zdrowie i bezpieczeństwo ludzi, wymaga poważnej analizy w celu ograniczenia ryzyka. Specjaliści ds. bezpieczeństwa w ochronie zdrowia są obecnie odpowiedzialni za przechowywanie materiałów i sprzętu medycznego o znaczeniu krytycznym.

W związku z tym rozwiązania cyberochronne wymagają dokładnego zbadania łańcuchów dostaw, stworzenia planu zarządzania ryzykiem oraz konsekwentnego i starannego jego wdrożenia. Pierwszym krokiem powinna być identyfikacja rodzajów ryzyka w całym „cyklu życia” szczepionek. Następnie dla każdego z nich należy opracować właściwe rozwiązania oraz stworzyć alternatywny plan.

Integracja sieci i bezpieczeństwa jest kluczowa dla jednostek ochrony zdrowia, ponieważ pozwala osiągnąć spójność i przewidywalność w obliczu bezprecedensowych wymagań obecnie im stawianych. Muszą sprostać zwiększonym potrzebom w zakresie bezpieczeństwa, które wynikają z ogromnego wzrostu wykorzystania urządzeń medycznego internetu rzeczy (IoMT), usług w chmurze i wymagań wobec sieci. Skuteczną ochronę zapewniają m.in. rozwiązania wyposażone w mechanizmy SASE i SD-WAN.

Ericsson ConsumerLab: konsumenci gotowi płacić więcej za usługi 5G

Użytkownicy smartfonów są skłonni zapłacić średnio o 10% więcej za plany taryfowe 5G lub nawet do 30% więcej, o ile w planach uwzględnione zostaną innowacyjne usługi cyfrowe, które nie są dostępne w technologii 4G – wynika z najnowszego raportu Ericsson Consumer Lab.

Gotowość do poniesienia dodatkowych kosztów jest jednak znacznie zróżnicowana na rynkach całego świata. Przykładowo, w Australii i Wielkiej Brytanii użytkownicy smartfonów byli skłonni zapłacić dodatkowe 7%, podczas gdy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Chinach było to odpowiednio 30% i 45% więcej w porównaniu z tym, co użytkownicy smartfonów płacą obecnie za plan 4G.

„Zrozumienie zmieniających się oczekiwań konsumentów w zakresie sieci 5G ma kluczowe znaczenie dla komercyjnego rozwoju tego rynku. Dotychczas, główne analizy doświadczeń i oczekiwań klientów skupiały się na szybkości i dostępności sieci 5G, czyli aspektach czysto technologicznych. Tymczasem pierwsi użytkownicy sieci piątej generacji postrzegają ją znacznie szerzej. Stabilność i szybkość łącza jest dla nich cechą oczywistą, a wyróżnikiem konkurencyjnym stają się usługi dodatkowe, które wprowadzane są przez operatorów telekomunikacyjnych w oparciu o technologię 5G” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Telewizja 5G oraz transmisje sportowe motorem usług dodatkowych

Podczas gdy użytkownicy 5G zachwalają szybkość nowej sieci, 70% spośród nich jest niezadowolonych z niewielkiej liczby innowacyjnych aplikacji i usług dołączanych do planów 5G. Zgodnie z oczekiwaniami konsumentów, operatorzy powinni proponować ekskluzywne treści i usługi, które mogłyby odróżnić doświadczenia towarzyszące korzystaniu z 5G od 4G oraz promować poczucie nowości i ekskluzywności.

W skali globalnej 67% konsumentów jest skłonnych zapłacić za telewizję 5G, a 57% chciałoby korzystać ze spersonalizowanego oglądania wydarzeń sportowych lub kulturalnych, podczas których użytkownicy mogą wybierać niestandardowe ujęcia z kamer i oglądać powtórki. Dla porównania, 44% konsumentów uważa usługi streamingu wydarzeń sportowych premium z wieloma widokami za wartościowe, a 37% nie przykłada do nich wagi.

„Poprzednie badanie ConsumerLab[1] wykazało, że do 2030 roku sieci 5G będą generować 31 bilionów dolarów przychodów konsumenckich. Dostawcy usług mogą zabezpieczyć 3,7 bln USD z tej kwoty, dzięki samej łączności 5G, jednak największy wzrost przychodów nastąpi dzięki połączeniu usług cyfrowych z taryfami 5G, co pozwoli przekonać konsumentów do zwiększonych wydatków. Dostawcy usług wraz z innymi uczestnikami ekosystemu powinni przyspieszyć komercjalizację usług cyfrowych, które są obecnie wykorzystywane jako wizytówki nowej technologii. W ten sposób zaspokajają potrzeby konsumentów, jednocześnie uwalniając pełen potencjał komercyjny tej technologii” – mówi Marcin Sugak.

Polska u progu 5G

Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki inżynierom R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń 5G w Tczewie. 5G w Europie może być budowana na bazie komponentów i rozwiązań „Made in Poland”. Ericsson w Polsce razem z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną i Politechniką Łódzką współpracuje ze środowiskiem akademickim, start-upami, przedsiębiorstwami i operatorami telekomunikacyjnymi, aby umożliwić pierwszym branżom w Polsce wdrożenie nowych produktów i usług opartych na technologii 5G.

Ericsson posiada obecnie ponad 139 komercyjnych umów 5G, z których
86 to aktywne sieci działające w ponad 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

[1] https://www.ericsson.com/en/reports-and-papers/consumerlab/reports/harnessing-the-5g-consumer-potential

Wzrost gospodarczy ważniejszy niż stabilność cen

Władze monetarne w Polsce wciąż wyżej stawiają dbanie o wzrost gospodarczy niż stabilność cen. Chowanie się w cień też nie znajduje się wysoko na liście ich priorytetów, bo od wielu tygodni są na rynkach walutowych w przypadku złotego zdecydowanym tematem numer jeden.

Piątkowe dane zza oceanu

Na koniec zeszłego tygodnia poznaliśmy dwa bardzo ważne odczyty. Były to wydatki i dochody Amerykanów. W tym wypadku znacznie ważniejsze są dane o wydatkach, gdyż dochody są mocno zaburzone przez zjawiska jednorazowe. Najlepszym dowodem jest fakt, że w tym miesiącu spadły one o 13,1%, a w poprzednim wzrosły o 21,1%, co w ujęciu miesięcznym nie może w rozwiniętych państwach wynikać z samych mechanizmów rynkowych. Wydatki z kolei rosną zgodnie z oczekiwaniami o 0,5%. Dolar umacniał się już przed tymi danymi, a po nich tylko pogłębił ten ruch. Korekta przyszła jednak wraz z indeksami koniunktury. O ile indeks Chicago PMI w dalszym ciągu pokazał bardzo dobry wynik, 75,2 pkt (to najwyższy poziom od niemal 50 lat), to indeks Uniwersytetu Michigan zgodnie z oczekiwaniami spadł. Inwestorzy pomimo tych jednak dobrych danych na koniec tygodnia wycofywali się od dolara, co spowodowało powrót w okolice 1,22 dolara za euro.

NBP zmienia nastawienie…

Władze monetarne w Polsce w ostatniej kadencji zachowują się, jakby priorytetem było postawienie muru informacyjnego pomiędzy nimi a rynkiem. Wiadomo, że sytuacja, w której rynek ufa bezstronnym wysoce wykwalifikowanym ekspertom, jest dla nich komfortowa, ale sposób budowania tego zaufania i swojej eksperckości jest zadziwiający. W piątek niespodziewanie NBP nie przystąpił aukcji obligacji państwowych. Nie wiadomo, czy dotyczyło to tylko tej puli, czy generalnie kończymy program luzowania ilościowego, w ramach którego NBP skupując obligacje, zwiększał ilość pieniądza na rynku, gdyż nie znikał on na rynku obligacji. Część analityków zwraca uwagę, że może być to początkiem większych zmian w polityce banku i RPP. Z drugiej strony najbardziej ideologiczne skrzydło Rady w dalszym ciągu powtarza jak mantrę, że stopy procentowe powinny pozostać bez zmian do końca kadencji. Co w przypadku większości z nich oznacza jeszcze 3 kwartały.

PKB w Polsce

Dane na temat wzrostu PKB w Polsce okazały się lepsze od oczekiwań. W 1 kwartale tego roku zanotowaliśmy 1,4% spadku produktu krajowego brutto względem ubiegłego roku. Biorąc pod uwagę punkt odniesienia, którym jest 1 kwartał 2020 roku, czyli tuż przed pandemią, jest to bardzo solidny rezultat. Nie może zatem dziwić, biorąc pod uwagę również działania NBP, że złoty ponownie cieszy się zainteresowanie inwestorów. Po raz 6 w ciągu ostatnich dwóch tygodni testowany jest poziom 4,48 zł za euro. Jest to najniższy poziom od lutego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Marriott International otwiera się na Polskę

Marriott International uruchomił polską wersję językową strony marriott.com. Na nowej stronie marriott.pl można zarezerwować podróż w języku polskim, zaczerpnąć podróżniczych inspiracji, poznać każdą z 30 marek firmy. Co najważniejsze, stawki dostępny na marriott.pl to najlepsze ceny, jakie znajdziemy w Internecie.

Wraz z informacją o uruchomieniu polskiej wersji językowej strony, Marriott International ogłosił, że w hotelach Bristol, a Luxury Collection Hotel, Warsaw, Sheraton Grand Warsaw, Sheraton Grand Krakow, Sheraton Poznan Hotel, Sheraton Sopot Hotel, The Westin Warsaw i Warsaw Marriott Hotel dostępna jest atrakcyjna oferta Stay & Dine. Aby ją zarezerwować, po wejściu na marriott.pl, wybraniu miasta i daty, należy wpisać ES1 w polu Stawki specjalne – Umowa/Promocja/KOD#. Stay & Dine to oferta, którą firma chce podkreślić, że Marriott, Sheraton, Westin czy Bristol to nie jedynie wygodne łóżko. W ofercie Stay & Dine zawarta jest kolacja. Goście zjedzą ją w jednej z hotelowych restauracji, których menu bogate jest w znakomite potrawy z różnych stron świata, przygotowane ze świeżych składników w myśl wprowadzanej właśnie w całej korporacji zasady zero waste.

„To idealny moment do wystartowania strony marriott.pl. Widzimy jak dużo więcej w hotelach w Polsce – w stosunku do stanu sprzed pandemii – mamy lokalnych podróżnych. Nowa strona ułatwi im rezerwowanie kolejnych wyjazdów” – mówi Janusz Mitulski, Senior Director of Development odpowiedzialny za kraje CEE i Ukrainę w Marriott International.

Duże zmiany dla „busiarzy” – transport międzynarodowy możliwy tylko z licencją

Od maja 2022 roku przewoźnicy, których chcą transportować towary na terenie Unie Europejskiej pojazdami o dopuszczalnej masie całkowitej od 2,5 do 3,5 tony, będą musieli uzyskać licencję. Wiąże się to z dodatkowymi kosztami, a także formalnościami i potencjalnie dotyczy ponad 37 tysięcy polskich busów. – To bardzo istotna zmiana dla tych firm transportowych. Sprawi, że inspekcje drogowe będą miały większą kontrolę nad nimi, a konkurencja na rynku będzie bardziej uczciwa – komentuje Jakub Ordon, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczana Kierowców, Grupa INELO.

Zmiany związane są z wchodzeniem w życie kolejnych zapisów pakietu mobilności. Komisja Europejska uznała, że należy wprowadzić przepisy na poziomie wspólnotowym, by uniknąć ewentualnych luk prawnych i zapewnić minimalny poziom profesjonalizacji sektora pojazdów o DMC od 2,5 do 3,5 tony. Chodzi też o to, by warunki konkurencji między wszystkimi przewoźnikami były zbliżone. Jednym z powodów była rosnąca liczba przewoźników wykonujących tzw. transport lekki (od 2,5 do 3,5 tony). W Polsce według danych Głównego Urzędu Transportowego[1] na koniec 2019 roku towary przewoziło 37,3 tysiąca takich pojazdów (rok wcześniej 34,8 tysięcy). Także w Unii Europejskiej liczba tzw. busów rośnie.

– Rynek transportowy czeka druga fala regulacji m.in. w zakresie włączenia transportu lekkiego do grona licencjonowanych przewoźników. Firmy transportowe muszą przygotować się do uzyskania licencji, a to będzie wiązało się z koniecznością posiadania minimalnej zdolności finansowej. To ma być pewnego rodzaju gwarancją, że dysponują pieniędzmi niezbędnymi do stałego i długoterminowego wykonywania transportu – podkreśla Jakub Ordon. – Obowiązek posiadania licencji wejdzie w życie od maja 2022 roku, ale już teraz warto się do tego przygotować. Zwłaszcza, że formalności na pewno potrwają kilka miesięcy.

Licencja za 1800 euro

Po wejściu w życie przepisów pakietu mobilności firmy zajmujące się transportem lekkim, które chcą przewozić towary na terenie UE, będą musiały uzyskać zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika, a także licencję wspólnotową. Obydwa dokumenty wydaje Główny Inspektorat Transportu Drogowego. – Zezwolenie na wykonywanie zawodu zwykle jest gotowe w ciągu miesiąca, a w przypadku skomplikowanych spraw w ciągu dwóch. Na licencję trzeba czekać do trzech miesięcy. Dlatego wniosek o jej wydanie watro złożyć najpóźniej na początku 2022 roku – radzi Jakub Ordon. – Bardzo ważnym punktem jest potwierdzenie zdolności finansowej. Koszt licencji dla dwóch busów, w zależności od kursu euro, wyniesie około 12 tys. złotych.

Te kwoty są zapisane właśnie w przepisach pakietu mobilności. Przewoźnik będzie musiał wykazać na podstawie rocznych sprawozdań finansowych (poświadczonych przez audytora lub inną upoważnioną osobę), że dysponuje kapitałem i rezerwami w wysokości 1,8 tys. euro na pierwszy pojazd i 900 euro na każdy kolejny.

– Przepisy dopuszczają również inne formy potwierdzenia kondycji finansowej przedsiębiorstwa jak np. gwarancja bankowa, dokument umożliwiający uzyskanie kredytu wydany przez instytucję finansową lub inny, określony przez właściwy organ, wiążący dokument potwierdzający, że przewoźnik dysponuje takimi kwotami – komentuje Jakub Ordon.

Brexit? Licencja też obowiązkowa

By uzyskać licencję, przewoźnik musi też wskazać siedzibę, w której będzie dostępna pełna dokumentacja dotycząca działalności transportowej, w tym zatrudnienia kierowców czy realizowanych przewozów, wykazać się znajomością przepisów w zakresie transportu drogowego, a także posiadać certyfikat potwierdzający kompetencje zawodowe.

A jak będzie wyglądała sytuacja transportu lekkiego w Wielkiej Brytanii? Jak na razie brexit nie spowodował wprowadzenia nowych zasad od tych przyjętych w Unii Europejskiej. Przewoźnicy, którzy przyjeżdżają do Zjednoczonego Królestwa z terenu wspólnoty mogą wykonywać dwa przewozy kabotażowe. Jeśli nic się nie zmieni to od maja 2022 roku „busiarze” też będą musieli mieć licencję wspólnotową, by wozić towary na wyspach.

– Służby kontrolne w Wielkiej Brytanii jednak już teraz radzą, by przewoźnicy rozpoczęli starania o uzyskanie angielskiej licencji na transport. To im ułatwi realizowanie przewozów kabotażowych w Wielkiej Brytanii, bo będą mogli wozić towary bez limitów. Często się bowiem zdarza, że polski przewoźnik pojedzie do Wielkiej Brytanii i zostaje tam na kilka miesięcy – przyznaje Jakub Ordon.

[1] https://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5511/9/19/1/transport__wyniki_dzialalnosci_w_2019_r..pdf

Grupa CDRL podsumowuje wyniki finansowe po I kwartale 2021 roku

Grupa CDRL, właściciel marki Coccodrillo oraz Buslik, w I kwartale 2021 roku odnotowała zysk z działalności operacyjnej  na poziomie 0,84 mln zł względem straty 5,4 mln zł rok wcześniej. Środki z przepływów pieniężnych netto z działalności operacyjnej wyniosły 7,9 mln zł, co oznacza wzrost w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, kiedy to spółka odnotowała stratę na poziomie 12,6 mln zł.

W I kwartale 2021 roku przychody ze sprzedaży Grupy CDRL wyniosły 90,6 mln zł, czyli o 1,1 proc. mniej niż rok wcześniej. Spółka ograniczyła stratę netto, która wyniosła 3,5 mln zł, a w analogicznym okresie ubiegłego roku strata wynosiła 22,6 mln zł.

– Mimo ograniczeń w handlu spowodowanych pandemią, a także niepewnych nastrojów społecznych w I kwartale, wynik jak na realia, w których przyszło nam prowadzić biznes oceniamy pozytywnie. Sytuacja społeczno-gospodarcza się stabilizuje, więc z optymizmem patrzymy w przyszłość. Obecnie skupiamy się na optymalizacji sieci sprzedaży stacjonarnej, równolegle umacniamy sprzedaż za pośrednictwem kanałów e-commerce – komentuje Marek Dworczak, prezes CDRL.

W I kwartale kluczowym kanałem sprzedaży był Internet. Umacnianie internetowej sieci sprzedaży to jeden z priorytetowych kierunków rozwoju Grupy CDRL. W ostatnich miesiącach został wdrożony szereg usprawnień technologicznych. W ostatnim czasie został uruchomiony nowy sklep internetowy dla marki Broel. Od niedawna ubrania Coccodrillo są dostępne również za pośrednictwem platformy Allegro, uruchomiona została również rumuńska i ukraińska wersja sklepu internetowego.

Renesans pracy tymczasowej – coraz chętniej skłania się ku niej branża IT i medyczna

Praca tymczasowa na polskim ryku funkcjonuje od lat, co w pewnym sensie dobrze oddaje kosensus rynkowy – wieloletnia obecność świadczy, że w dużej części zaspokaja potrzeby rynku, odpowiada wymaganiom części pracodawców, ale i oczekiwaniom niemałej liczby pracowników. Pandemia koronawirusa tylko uwydatniła jej zalety i w pewnym sensie odpowiada za swoisty renesans tej formy zatrudnienia oraz ekspansję na bardziej specjalistyczne branże – takie jak chociażby IT czy medycyna.

Do tej pory praca tymczasowa to była często domena dużych zakładów usług produkcyjnych. W konsekwencji lockdownów niektóre branże były zmuszone do radykalnego cięcia kosztów i zwalnianie pracowników. Ci pracodawcy, którzy jeszcze przed lockdownem korzystali z usług agencji pracy tymczasowej, mogli prawie bezboleśnie zredukować wyłącznie (albo przede wszystkim) tymczasowe zatrudnienie. To pozwoliło im utrzymać się na rynku i uratować swoich stałych pracowników. Większe agencje pracy tymczasowej miały w swoim portfolio klientów z różnych branż, dlatego mogły szybko reagować na zmiany i przenosić pracowników tymczasowych z zakładów zmuszonych wstrzymać działalność takich jak branża eventowa, gastronomiczna czy hotelarska do zakładów z branży logistycznej, które odnotowywały wzmożone potrzeby kadrowe z racji ogromnych dynamik odnotowywanych przez kanał e-commerce.

Powszechna opinia dotycząca pracy tymczasowej do tej pory wiązała ją z pracami prostymi, jednak zaburzenia struktury popytowej której doświadczyliśmy w efekcie pandemii (i których cały czas doświadczamy) sprawiają, że praca tymczasowa bywa funkcjonalna również tam, gdzie mówimy o projektach czy określonych zamówieniach, a to już np. naturalne środowisko branży IT. Wreszcie elastyczności, po doświadczeniach z home office, zaczęli również w większym stopniu oczekiwać sami pracownicy – mając świadomość, że perspektywy zawodowe tkwią w realizacji zleceń a nie w trwaniu na tzw. standby. Czy taki stan rzeczy ma szansę utrzymać się w przyszłości? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, ale na pewno ryzyko pandemiczne będzie w najbliższych latach wkalkulowywane w modele biznesowe firm, co będzie miało wpływ i na kształtowanie polityki kadrowej i na strukturę oraz warunki kontraktowania załogi w firmach.

Autorem komentarza jest Valeria Jeleńska, Prezes Zarządu w JP Business Law Firm

Wielofunkcyjność – kierunek rozwoju inwestycji w sektorze komercyjnym

Nowoczesne kompleksy wielofunkcyjne, otwarte na interakcje społeczne i zapewniające lokalne potrzeby, które wygrywają dziś z tradycyjnymi biurowcami, wyznaczają kierunek rozwoju inwestycji w sektorze komercyjnym.

Sytuacja związana z pandemią, ograniczenia komunikacyjne oraz postępująca decentralizacja życia i usług radykalnie wpłynęły na sposób postrzegania miasta i jego użyteczności. Najcenniejszą wartością stała się możliwość wygodnego życia i pracy oraz perspektywa bliskiego kontaktu z naturą, co powinno zapewniać najbliższe otoczenie w promieniu krótkiego spaceru. Dlatego obiekty typu mixed-use, które zaspokajają wiele lokalnych potrzeb cieszą się dziś tak dużą popularnością, nie tylko wśród użytkowników biur i mieszkańców miasta, ale często także i wśród turystów. Wnoszą nieocenioną wartość infrastrukturalną, szczególnie jeśli rozbijają monofunkcyjny charakter obszaru, na którym się znajdują. Należy więc przypuszczać, że właśnie w te stronę jeszcze szybciej niż dotychczas zmierzało będzie projektowanie w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Bronią się w nowych realiach

– Im istotniejszą kwestią jest kreowanie obszarów, w obrębie których możliwe jest zaspokojenie większości codziennych potrzeb, tym znaczenie inwestycji typu mixed-use staje się większe. Także dla inwestorów projekty kreujące przestrzeń miejską są znacznie ciekawsze od obiektów o jednolitych funkcjach. Wyższa jest ich wycena. Pozwalają też uzyskać atrakcyjniejsze zwroty – mówi Krzysztof Foks, Senior Analyst w Walter Herz. – Należy również wspomnieć o większym bezpieczeństwie i odporności biznesowej, jakie zapewniają kompleksy wielofunkcyjne w dłuższym przedziale czasu, dzięki możliwości dywersyfikacji dochodów. Ze względu na swój profil umożliwiają także wprowadzanie zmian w zakresie funkcji w zależności od zapotrzebowania płynącego ze strony rynku – informuje Krzysztof Foks.

Tak stało się choćby w przypadku warszawskiej Fabryki Norblina, która jest na finiszu budowy. Inwestor szybko dostosował projekt do wywołanych pandemią zmian rynkowych, zastępując przestrzenie handlowe rozrywkowo-usługowymi.

– Projekty mixed-use oferują w Polsce przeszło 1 mln mkw. powierzchni komercyjnych. Realizacja planów inwestycyjnych firm deweloperskich prowadzących projekty miastotwórcze oparte na rewitalizacji dużych kwartałów miejskich, w tym m.in. Cavatiny, Capital Park, Echo Investment, Torusa, czy Vastint Poland w ciągu kilku najbliższych lat przynieść może podwojenie tych zasobów – informuje Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz. – Sukces komercyjny inwestycjom wielofunkcyjnym zapewniają, nie tylko rozbudowane usługi, handel i gastronomia dostępne na miejscu, ale także ciekawe zagospodarowanie przestrzeni wspólnych i terenu wokół budynków. Poprzez zielone obszary rekreacyjne i nowe elementy architektoniczne aranżacja takich projektów wychodzi często w głąb obszarów miejskich i stapia inwestycje z okoliczną infrastrukturą. W ten sposób powstają miejsca przyjazne, nie tylko do pracy, ale i sprzyjające odpoczynkowi. To wszystko sprawia, że duże kompleksy o różnorodnych funkcjach bardzo dobrze radzą sobie w obecnych warunkach – dodaje Mateusz Strzelecki.

Warszawskie obiekty z renomą i nowe projekty

Realizację obiektów typu mixed-use obserwujemy w Polsce od dawna, ale w ciągu ostatnich pięciu lat wzrastała, nie tylko ich ilość, ale także skala projektów. Tego typu inwestycje związane są zazwyczaj z rewitalizacją dużych, zaniedbanych terenów miejskich, często o przemysłowym charakterze oraz rewitalizacją zabudowań pofabrycznych w atrakcyjnych lokalizacjach.

Dzięki tego rodzaju inwestycjom największe aglomeracje w kraju zyskują nowoczesne kwartały miejskie o spójnej, oryginalnej koncepcji architektonicznej, zapewniające różnorodność funkcji. Nalezą też do miejskich atrakcji, tak pod względem biznesowym, jak i turystycznym.

Wśród najpopularniejszych, warszawskich kompleksów, opartych na rewitalizacji historycznych zabudowań, które zyskały już renomę mamy na przykład Elektrownię Powiśle, Konesera, Halę Koszyki, czy oddane niedawno Browary Warszawskie. Niebawem dołączy do nich będąca na ukończeniu, Fabryka Norblina, na którą trzeba było poczekać kilkanaście lat. Poza nowoczesnymi biurami, firma Capital Park zapowiada otwarcie w niej butikowego kina, pierwszej w Polsce digitalowej galerii sztuki, kultowego BioBazaru, foodhallu z ponad 30 konceptami gastronomicznymi oraz muzeum.

Duży wkład w tworzenie warszawskiej tkanki miejskiej ma także firma Ghelamco Poland. Po realizacji prekursorskiego projektu miastotwórczego z placem Europejskim usytuowanym wśród biurowców kompleksu Warsaw Spire w okolicy ronda Daszyńskiego, deweloper realizuje kolejne inwestycje oferujące różne funkcje. Właśnie ukończył budowę projektu Warsaw Hub w tym samym rejonie.

Do prowadzonych w Warszawie inwestycji multifunkcyjnych należy także Port Praski oraz realizowany w miejscu dawnej fabryki Polleny kompleks Bohema.

W podobną stronę idą także konsekwentne zmiany zachodzące od kilku lat na warszawskim Służewcu Przemysłowym, który stał się symbolem monokultury biurowej. Wprowadzana jest tam coraz szerzej zabudowa mieszkaniowa i hotelowa oraz różnego rodzaju usługi. Empark, jeden z najstarszych parków biurowych w Warszawie ma zaś teraz szansę stać się prawdziwie multifunkcyjnycm kompleksem.

Ponadto, budowę imponującego projektu mixed-use o powierzchni 230 tys. mkw. na 6,5 ha terenie przy ulicy Towarowej 22 w Warszawie zapowiedziało Echo Investment. Będą w nim sklepy, biura, mieszkania, hotel, kino i teatr. Inwestor planuje również realizację miastotwórczego projektu na stołecznych Kabatach. Powstanie tam wielofunkcyjny kompleks, którego istotną częścią będzie ogólnodostępny park – ogród na skarpie oraz plac z kawiarniami, ogródkami restauracyjnymi, zielenią, fontannami i małą architekturą u zbiegu al. KEN i ul. Wąwozowej.

Na 14,5 hektarowym terenie obok lotniska na Okęciu dużą inwestycję wielofunkcyjną planuje również Vastint Poland. W perspektywie jest również rewitalizacja fabryki Drucianka, usytuowanej w sąsiedztwie warszawskiego Dworca Wschodniego. W ostatnich miesiącach wpłynął wniosek o ustalenie warunków zabudowy dla tego terenu.

Trójmiasto i Łódź w czołówce

Z projektów łączących funkcje mieszkalną, biurową i rekreacyjno-kulturalną słynie również Trójmiasto i Łódź, ale realizację tego rodzaju przedsięwzięć obserwować możemy też we Wrocławiu, Katowicach, czy Poznaniu.

W Łodzi zrewitalizowanych zostało z sukcesem wiele obiektów po dawnych fabrykach, a obecnie największe miastotwórcze znaczenie ma łódzka Fuzja realizowana przez Echo Investment. Przestrzenie publiczne w formie parków i miejskich placów zajmować będą w niej blisko 4 ha, tj. prawie połowę obszaru inwestycji.

W sąsiedztwie Dworca Łódź Fabryczna powoli tworzy się też Nowe Centrum Łodzi (NCŁ), w budowę którego wkład ma firma Skanska. Grupa Cavatina w Łodzi ma z kolei na koncie Widzewską Manufakturę. Poza tym, inwestor realizuje wielofunkcyjny projekt Quorum we Wrocławiu i Global Office Park w Katowicach. Te trzy projekty dostarczą na rynek łącznie około 175 tys. mkw. GLA i przeszło 1,5 tys. mieszkań na wynajem.

Firma Vastint Poland natomiast ogłosiła budowę drugiego etapu kompleksu Waterfront przy Nadbrzeżu Prezydenta w Gdyni. Zabudowa zostanie uzupełniona o 80 tys. mkw. powierzchni mieszkalno-biurowo-usługowej, obejmującej biura, lokale usługowe, dwa hotele z powierzchnią konferencyjną oraz obiekty użyteczności publiczno-kulturowej, w tym także kino. Powstanie też nowy ogólnodostępny skwer, wokół którego będzie toczyło się życie publiczne.

Na terenach postoczniowych, w powstającej dzielnicy Młode Miasto w Gdańsku prace projektowe i inwestycyjne związane z realizacją osiedla Doki prowadzi z kolei spółka Torus. W tej, nowoczesnej dzielnicy wszystkie funkcje projektowane są od podstaw w oparciu o założenia 15 minutowego miasta.

W gdańskim Wrzeszczu modelowym przykładem inwestycji oferującej różne funkcje jest natomiast Garnizon. W odległości kwadransa spacerem w zróżnicowanym środowisku multifunkcyjnym osadzone jest też gdańskie centrum biznesowe Olivia Business Centre.

W Poznaniu projekt Nowy Rynek, składający się z pięciu budynków o różnych funkcjach realizuje firma Skanska. Do rewitalizacji zabudowań na terenie historycznej ubojni z końca XIX wieku w poznańskiej dzielnicy Garbary przygotowuje się też Vastint Poland.

Odbicie w branży hotelowej dopiero za 2-3 lata

Przedstawiciele branży hotelarskiej na całym świecie znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji z powodu wprowadzonych przez władze obostrzeń, które znacznie ograniczyły możliwość prowadzenia działalności. O tym, jak wygląda obecnie kondycja sektora hotelowego i jakie są przewidywania właścicieli obiektów hotelowych, mówi zarządca portfela hotelowego w Cushman & Wakefield – Justyna Kijewska, Associate, Senior Portfolio Manager.

W Polsce pandemia koronawirusa uderzyła w branżę hotelarską z pełną siłą w marcu 2020 roku. Od ostatniego tygodnia lutego anulowano wiele rezerwacji grupowych i indywidualnych oraz konferencji. Aby zminimalizować straty, zarządcy i operatorzy podjęli liczne działania mające na celu redukcję kosztów. W pierwszej kolejności restrukturyzacja objęła wynagrodzenia pracowników, które stanowią główną część kosztów operacyjnych hoteli. Wiele z nich nie przedłużyło lub rozwiązało umowy z pracownikami tymczasowymi i wstrzymało rekrutacje. Podobnie jak w przypadku innych branż, operatorzy hotelowi zachęcali pracowników do wykorzystywania urlopów wypoczynkowych i wychowawczych. Na szczęście wiele firm otrzymało dopłaty do wynagrodzeń oraz do części składek na ubezpieczenie społeczne, co pozwoliło na utrzymanie kluczowej kadry podczas lockdownu. W dalszym ciągu jednak, mimo zamknięcia obiektów, należało się liczyć z ponoszeniem wielu innych kosztów stałych, związanych między innymi z obowiązkowymi pracami konserwacyjnymi–niezbędnymi do zapewnienia bezpieczeństwa budynku i jego instalacji.

Poluzowanie obostrzeń pandemicznych w maju 2020 r. umożliwiło hotelom rozpoczęcie procesu odrabiania strat. Wysoki popyt turystyczny w Polsce pomógł poprawić wyniki finansowe na koniec roku. Niestety, dobra passa nie trwała długo, ponieważ pod koniec grudnia 2020 roku wprowadzone zostały kolejne obostrzenia, które znowu objęły branżę hotelarską. Od 12 lutego do 14 marca hotele mogły być otwarte i przyjmować gości z ograniczeniem obłożenia miejsc noclegowych do 50%. W lutym tylko nieliczni operatorzy odnotowali nieznaczną poprawę wskaźników, dzięki dobrym wynikom w weekendy, zwłaszcza w okresie walentynkowym. Jednak duży wzrost zachorowań na Covid-19 oraz ponowne zamknięcie hoteli dla ruchu turystycznego z ograniczonym wykazem dozwolonych pobytów służbowych w pierwszych dniach wiosny, ponownie bardzo negatywnie wpłynęły na wyniki hoteli.

Według danych firmy STR Global, pod względem przychodu na jeden dostępny pokój (RevPAR), I kwartał 2021 roku był dla polskich hoteli dużo słabszy niż ten sam okres w 2020 roku. Wszystkie pięć największych miast w Polsce odnotowało spadek RevPAR od 64 do 84 procent. Warto dodać, że już I kwartał 2020 był gorszy od tego w 2019 roku od 20 do 30 procent. Pod względem średniego obłożenia (tych hoteli, które mogły działać) w marcu 2021 najsłabiej wypada Kraków, gdzie wskaźnik ten był na poziomie poniżej 11%. Frekwencja była w tym miesiącu podwyższana w weekendy, a dni robocze miały dużo mniejszy wpływ na ten wskaźnik. Średnia cena (ADR) w marcu 2021 była niższa od 5 procent w Trójmieście do 33 procent w Krakowie w stosunku do tej w marcu 2020. Jednakże, w marcu 2020 (na początku pandemii) hotele starały się utrzymać ceny na wcześniej założonym poziomie (wyższym niż w marcu 2019). W marcu, podobnie jak w poprzednich miesiącach, nie było istotnej różnicy we wskaźnikach pomiędzy hotelami położonymi w miastach i poza nimi, czy też pomiędzy hotelami z segmentu biznesowego i turystycznego.

Aktualnie program szczepień jest realizowany zgodnie z planem, a od 8 maja obiekty mogą przyjmować gości, z zastrzeżeniem, że zajęte może być maksymalnie 50% miejsc. Według nowego rozporządzenia przepisy będą obowiązywać do 5 czerwca. Jeśli nie zacznie przybywać nowych zakażeń, zasady zostaną utrzymane.

Czekamy teraz na wznowienie działalności restauracji hotelowych zapowiedziane na 29 maja. Obecnie, goście mogą zjeść jedynie w ogródkach, lub w zajmowanych pokojach. Ostatnim etapem będzie udostępnienie gościom stref wellness i SPA.

Jak długo potrwa powrót hoteli do normalności? Z ankiety przeprowadzonej przez firmę Cushman & Wakefield wynika, że większość właścicieli i operatorów oczekuje odbicia w sektorze hotelowym w stolicach europejskich w latach 2023-2024. Według 70% badanych mniejsze miasta regionalne, dzięki popytowi wewnętrznemu, powrócą do normalności szybciej niż stolice.

Autor: Justyna Kijewska, Associate, Senior Portfolio Manager w Cushman & Wakefield

Źródła:
https://www.ighp.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci?NewsID=54660
https://media.pl.cushmanwakefield.com.pl/pr/637572/polska-glownym-celem-operatorow-hotelowych-w-regionie-cee-see

Inteligencja sztuczna, rewolucja na rynku księgowym prawdziwa

Zawód ten bez wątpienia przechodzi spektakularną drogę – od całkowicie manualnej obsługi, wypełniania papierowych dokumentów i czynności ewidencyjnych, do niemal kompletnej digitalizacji i wykorzystania algorytmów sztucznej inteligencji. Jeszcze ćwierć wieku temu dział księgowości w firmach nie miał nawet większego znaczenia, aż do 1994 roku i momentu ogłoszenia ustawy o rachunkowości.

Dziś stereotyp nudnej księgowej jest już dawno nieaktualny, a na taką ścieżkę kariery coraz częściej decydują się także panowie – z danych CashDirector SA. wynika, że już 37% pracowników to mężczyźni, natomiast 63% to kobiety. Różnica ta zmniejsza się z roku na rok.

Dziś księgowy głównie rozlicza firmę na koniec miesiąca wyliczając podatki do zapłaty, ale klienci coraz bardziej oczekują, że będzie również pomagał prowadzić biznes, zadba o raportowanie zarządcze, pomoże śledzić płynność finansową oraz podpowie w zakresie finansowania i rozwoju biznesu. Wzorem dla nas może być francuski model, w którym księgowy doradza klientom w zakresie zarządzania biznesem, kontroli kosztów, płynności, a nawet transakcji kupna firm konkurencyjnych i finansowania takich transakcji.

Księgowość a technologie

Oczywistym jest, że nowoczesne technologie ułatwiają i przyspieszają prace w wielu dziedzinach życia. Nie inaczej jest w zawodzie księgowego, gdzie faktury, deklaracje podatkowe, pliki jpk i generalnie komunikacja z urzędami, a nawet z klientami, odbywa się coraz bardziej online. Dzięki temu, nowoczesny księgowy ma więcej czasu na analitykę czy raportowanie oraz doradzanie swoim klientom.

Już kilka lat temu Oxford University informował o tym, że aż do 47% zawodów może w ciągu najbliższych 20 lat zostać całkowicie zautomatyzowanych. Wśród nich znalazła się także księgowość.

W rosnącej liczbie krajów Europy, w tym również w Polsce, w trakcie realizacji są projekty centralnych rejestrów faktur, które wyeliminują ręczne wprowadzanie dokumentów oraz OCR i znacząco przyczynią się do automatyzacji księgowań. Dla większości biur rachunkowych niezbędne będzie korzystanie z oprogramowania, które pozwoli zautomatyzować księgowania i skoncentrować księgowych na bardziej zaawansowanych zagadnieniach oraz na wsparciu prowadzenia biznesu – potwierdza Rafał Strzelecki z firmy CashDirector SA.

Rewolucja na rynku księgowym

Według portalu pracuj.pl, aż 67% księgowych i właścicieli firm uważa, że nowe technologie będą w najbliższym czasie odgrywać coraz większą rolę w automatyzacji i podnoszeniu efektywności procesów księgowych.

Wpływ będzie miał na to również fakt, że w połowie 2021 roku ma zostać uruchomiony Centralny Rejestr Faktur. Trafią tam e-faktury wystawiane przez przedsiębiorców. Na początku ma to być system dobrowolny, w kolejnym etapie – obowiązkowy. Funkcjonuje on już w różnych formach, m.in. we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Brazylii czy Korei Południowej.

Jednak, aby sprostać tym oczekiwaniom samodzielnie, biura księgowe musiałyby zainwestować w bardzo kosztowną technologię, serwery oraz pracę programistów. Z reguły są to kwoty leżące poza ich zasięgiem finansowym i dlatego przystępują do Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR). Proces certyfikacji obejmuje dwa etapy. Pierwszym jest szkolenie w formie e-learningu (obejmuje techniki komunikacji z klientem, obsługę systemu mKsięgowość oraz standardy i procedury obsługi klienta w mKsięgowości), natomiast kolejnym szkolenie praktyczne polegające na zaksięgowaniu 10 firm na systemie mKsięgowość. Dzięki certyfikacji biura nie ponosząc kosztów mogą dynamicznie się rozwijać i korzystać z zaawansowanej technologii. Księgowi zdają sobie sprawę, że lata 2021-2022 to czas rewolucji cyfrowej na rynku usług księgowych dla MSP i może stanowić o „być albo nie być” dla wielu z nich.

Przyszłość księgowych – autonomiczne systemy sztucznej inteligencji

Już dziś widać ogromny wpływ automatyzacji na pracę księgowych. Nie polega ona na zwykłym wprowadzaniu danych i liczeniu cyferek. Tym zajmą się roboty i algorytmy sztucznej inteligencji. Przykładowo, systemy CashDirector tylko w 2020 roku przeanalizowały aż 24 miliony transakcji oraz rozliczyły 1,5 miliona faktur, obsługując ponad 120 tysięcy małych i średnich firm.

Dziś przedsiębiorcy oczekują, że księgowi pomogą im zrozumieć wpływ danych finansowych na ich biznes, po to by podejmować lepsze decyzji zarządcze. Liczą na to, że biura rachunkowe przejmą funkcję analityczną –  ktoś przecież będzie musiał wytłumaczyć wszystkie dane czy wyniki z systemu oraz to, jak sprawnie poruszać się wśród przepisów nie tylko w kraju klienta, ale także za granicą.

Stąd stereotypowy wizerunek księgowego odchodzi w zapomnienie. Coraz częściej musi się on odnaleźć wśród technologicznych nowinek i wykazać znajomością branży przedsiębiorcy, przez co doceniana jest jego rozległa wiedza i doświadczenie zawodowe.

W stolicy coraz mniej dostępnych mieszkań! [RAPORT]

Warszawski rynek nieruchomości to ewenement w skali całego kraju. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w stolicy sprzedaje się co czwarte nowe mieszkanie. Dobrą passę stołecznych deweloperów potwierdzają wyniki sprzedażowe za I kw. 2021 roku. Inwestorom udało się sprzedać około dwa razy więcej lokali niż w kryzysowym II kw. 2020 r.

Rekordowa sprzedaż nie idzie jednak w parze z podażą. Popyt na mieszkania w całej Polsce jest wciąż bardzo duży. Warszawa nie jest tu wyjątkiem. Wystarczy jednak niewielka liczba nowych inwestycji w zestawieniu z dużym zainteresowaniem mieszkaniami, by na rynku powstała zauważalna nierównowaga. Inwestycje na mapie Warszawy

„Utrzymywanie niskiej podaży krótkookresowo zapobiega presji na spadki cen mieszkań i przyspiesza podwyżki. Taka sytuacja w dłuższej perspektywie może być jednak niekorzystna. Istnieje bowiem ryzyko, że dodatkowe wzrosty cen stołecznych lokali wywołane przez małą podaż spowodują spadek dostępności cenowej metrażu i ograniczą popyt” – zaznacza Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Podaż coraz niższa

Z raportu „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – I kw. 2021”, przedstawionego przez analityków portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w pierwszych trzech miesiącach br. na terenie stolicy można było znaleźć 330 projektów mieszkaniowych. Do wyboru kupujących, w osiemnastu stołecznych dzielnicach było ok. 16 tysięcy mieszkań, czyli o 7 proc. mniej niż w IV kw. 2020 roku. Do spadku podaży znacząco przyczyniły się: Śródmieście, Żoliborz i Mokotów.

Na terenie Śródmieścia podaż nowych mieszkań skurczyła się o prawie dwie trzecie (220 sztuk). Jeszcze większą procentową zmianę odnotowano w przypadku Żoliborza (-73 proc.). Z kolei na Mokotowie podaż mieszkań w I kw. 2021 w porównaniu do IV kw. 2020 roku spadła z 2379 do 2059 (-320 lokali).

W IV kw. 2020 r. i I kw. 2021 roku ze stołecznego rynku nieruchomości zniknęło ponad 10,5 tys. ofert. W tym samym czasie wprowadzono na rynek nieco ponad 7200 lokali. W skali Warszawy, ujemny bilans wyniósł 3304 mieszkania. Tyle ofert brakowało na rynku, abyśmy mogli mówić o równowadze sprzedaży i nowych inwestycji. Względem IV kw. 2020 r. sprzedaż nowych „M” z Warszawy wzrosła o 37%. Równocześnie liczba nowych ofert spadła o 11%.

W których dzielnicach sprzedało się najwięcej mieszkań?

W pierwszych trzech miesiącach br. najwięcej nowych lokali było dostępnych na Białołęce – ponad 2700. Na drugim miejscu znalazł się Mokotów – ponad 2000 ofert. Ciekawą sytuację zaobserwowano na warszawskich Włochach. Procentowy wzrost liczby dostępnych mieszkań w porównaniu z IV kw. 2020 roku wyniósł tam aż 33 proc. Niewiele gorzej było na Bemowie – wzrost o 32 proc. Większa liczba inwestycji zlokalizowanych na Bemowie i we Włochach może wynikać z faktu, że deweloperzy szukali pobliskich alternatyw dla Mokotowa oraz Woli, gdzie wprowadzenie do sprzedaży mieszkania z ceną np. 11 000 zł/mkw. jest coraz trudniejsze.

Z danych dotyczących sześciu miesięcy (IV kw. 2020 r. i I kw. 2021 r.) wynika, że najwięcej mieszkań sprzedało się na Białołęce, Mokotowie, Ursusie, Woli i Pradze-Południe. Najmniejszą sprzedaż odnotowano w przypadku Wesołej, Ochoty i Śródmieścia.

Ile kosztuje mieszkanie w stolicy?

Pomimo wyraźnego spadku podaży, średnia cena za metr kwadratowy warszawskiego nowego mieszkania nie wzrosła znacząco w I kw. 2021 r. i wyniosła 10 602 zł. To wynik spadku podażowego znaczenia kilku dzielnic posiadających ceny wyższe od średniej (m.in. Śródmieścia, Mokotowa oraz Woli).

Średnie ceny w warszawskich dzielnicach
Więcej informacji w raporcie portalu RynekPierwotny.pl – „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – I kw. 2021” .

Natomiast wyniki dotyczące poszczególnych dzielnic nie są już tak optymistyczne. Najbardziej podrożały mieszkania na Śródmieściu. To efekt wyprzedaży tańszych lokali deweloperskich w centrum z ceną 12 000 zł/mkw. – 15 000 zł/mkw. W porównaniu z IV kw. 2020 roku, średnia cena na Śródmieściu wzrosła z 16 616 zł do 23 566 zł za mkw. Zatem wzrost wyniósł prawie 42 proc. W ubiegłym kwartale drogo było także na Ochocie. Średnia cena za jeden mkw. tamtejszego mieszkania wynosiła 16 091 zł. Nieco mniej kosztowały nowe lokale z Woli (14 468 zł/mkw.). Najtańsze „M” od dewelopera były dostępne na Rembertowie (7752 zł/mkw.), Wawrze (8042 zł/mkw.), w Wesołej (7568 zł/mkw.) i Białołęce (8017 zł/mkw.).Średnie ceny i metraż

XII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo

22 czerwca w hotelu Sheraton Grand Warsaw odbędzie się XII edycja konferencji „Infrastruktura Polska i Budownictwo” organizowana przez Executive Club. Podczas wydarzenia eksperci wskażą kluczowe kwestie rozwoju budownictwa, inwestycji drogowych i transportu kolejowego, a także omówią znaczenie nowych technologii oraz ekologicznych rozwiązań dla sektora. Wydarzenie odbędzie się pod patronatem między innymi Ministerstwa Infrastruktury, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Instytutu Badawczego Dróg i Mostów oraz Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa.

Konferencja od pierwszej edycji przyciąga szerokie grono zainteresowanych ze środowiska branżowego. Seria debat pozwala na wymianę wiedzy i doświadczenia pomiędzy autorytetami ze świata biznesu i nauki oraz wskazuje najważniejsze zmiany i innowacje, które zrewolucjonizują przyszłość polskiego budownictwie i rynek infrastruktury. Tegoroczna tematyka czterech paneli dyskusyjnych poświęcona będzie obowiązującemu prawu zamówień publicznych, kluczowym decyzjom w modernizacji infrastruktury kolejowej, współpracy sektora publicznego z prywatnymi wykonawcami oraz budownictwu w obliczu zmian klimatycznych. Gościem specjalnym inaugurującym wydarzenie będzie Wicepremier Rządu Jarosław Gowin.

Zwieńczeniem konferencji będzie uroczysta gala wręczenia statuetek ,,Diamenty Infrastruktury i Budownictwa”, które trafią do najbardziej wyróżniających się podmiotów w branży.

Szczegółowe informacje na stronie internetowej organizatora:

https://executiveclub.pl/infrastruktura-polska-i-budownictwo/

IX edycja Executive Innovation Forum

17 czerwca w hotelu Sheraton Grand Warsaw odbędzie się IX edycja „Executive Innovation Forum”. Jest to wyjątkowe wydarzenie skupiające liderów biznesu, którzy dzięki twórczej dyskusji z wybitnymi przedstawicielami świata nauki oraz wymianie poglądów i doświadczeń wytyczają nowe ścieżki rozwoju w innowacyjnej gospodarce.

Część merytoryczna, składająca się z trzech paneli dyskusyjnych oraz poprzedzających je prelekcji, poświęcona zostanie polityce proinnowacyjnej, cyfrowej transformacji biznesu oraz zdolności firm do przemian technologicznych.

Gościem Specjalnym konferencji będzie Magnus Penker, globalny lider innowacji i transformacji biznesowej. W poprzednich edycjach konferencji udział brali również m.in. José María Aznar – były premier Hiszpanii, Pat Cox – przewodniczący Parlamentu Europejskiego V kadencji, Alfred Gusenbauer – były kanclerz Austrii, Timothy Garton Ash – Profesor Oxford University, Eamon Gilmore – były wicepremier Irlandii oraz wielu innych światowych autorytetów nauki, polityki i biznesu.

Podczas wieczornej części wydarzenia ogłoszeni zostaną wybrani przez Kapitułę laureaci konkursu „Diamenty Innowacji”. W konkursie uhonorowane zostaną  najlepsze przedsiębiorstwa i  liderzy, którzy wdrażają nowe technologie i innowacje.

Więcej informacji o wydarzeniu znajdą Państwo na stronie organizatora: https://executiveclub.pl/executive-forum/

Kraków rusza z ogólnopolską kampanią pod hasłem „A Ty? Co widzisz w Krakowie?”

Doświadczane w czasie pandemii ograniczenie mobilności mocno zmieniło nasze myślenie o podróżowaniu. Bardziej niż zwykle wzięliśmy sobie do serca starą i wyświechtaną frazę „swego nie znacie, cudze chwalicie”. Nastąpił zwrot ku krajowym i lokalnym atrakcjom – poszukiwanie miejsc bliskich geograficznie, a jeszcze słabo odkrytych, czy też eksplorowanie miejsc znanych w poszukiwaniu nowych wrażeń i widoków. Tendencji tej towarzyszyła duża potrzeba kontaktu z przyrodą i aktywnego wypoczynku w plenerze. Rok 2021 nie różni się pod tym względem wiele od poprzedniego.

Wszystkie te uwarunkowania wziął pod uwagę Kraków, przygotowując drugą odsłonę ogólnopolskiej kampanii zapraszającej do odkrywania królewskiego miasta na nowo. W tym roku stolica Małopolski promuje swoje walory turystyczne pod hasłem „A Ty? Co widzisz
w Krakowie?”.

Kraków jaki jest, niech każdy zobaczy – po swojemu!

Drugi sezon urlopowy w cieniu pandemii to wyzwanie dla miasta takiego jak Kraków, gdzie około 20 proc. mieszkańców utrzymuje się z turystyki lub innych rodzajów działalności silnie z nią powiązanych. Ubiegły rok pokazał jednak, że stolica Małopolski wyszła z kryzysu obronną ręką: sami krakowianie z chęcią wzięli się do eksplorowania własnego miasta, a z zewnątrz zjechało pod Wawel prawie 8 mln odwiedzających, niemal głównie turystów krajowych, co wobec ograniczeń nałożonych na podróże zagraniczne nie było niespodzianką. Kraków zdecydował się zatem na kontynuację sprawdzonej już strategii promocyjnej.

Również w tym roku miasto z jednej strony kieruje swoje działania do wewnątrz, realizując szereg aktywności, które pomogą mieszkańcom zregenerować siły po trudnych miesiącach pandemii, a muzeom, restauratorom czy sklepikarzom dadzą impuls do stopniowego wznowienia działalności. I tak do odkrywania lokalnych atrakcji zachęca mieszkańców akcja „Bądź turystą w swoim mieście – poczuj Kraków”, a motywacji do zdrowego ruchu i korzystania z uroków miejskiej przyrody dostarcza kampania „Kraków w formie”. Oba przedsięwzięcia dowodzą, że remedium na pandemiczne zmęczenie ciała i umysłu to potrójna kombinacja: sport i rekreacja idące w parze z zachwytem nad tym, co mamy na wyciągnięcie ręki.

Z tych propozycji mogą skorzystać również turyści z zewnątrz, do których adresowana jest kampania „A Ty? Co widzisz w Krakowie?”, przygotowana przez miasto we współpracy
z Małopolską Organizacją Turystyczną. Akcja rusza 1 czerwca, a jej graficzny motyw przewodni to oko smoka wawelskiego z wymiennymi obrazkami. Skojarzyć je można m.in.
z projektorem, do którego każdy wkłada własne slajdy. Bo tym jest właśnie Kraków – niepoliczalną sumą spojrzeń.

– Turystyczna oferta Krakowa jest tak różnorodna zarówno dzięki bogactwu historii i kultury, ale też dzięki niezwykłym miejscom, w których można wypocząć – mówi prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. – Myślę, że pytaniem „A Ty? Co widzisz w Krakowie?”, które jest hasłem naszej tegorocznej kampanii ogólnopolskiej, zachęcimy turystów od odkrywania „swojego” Krakowa. I jestem przekonany, że nie będzie dwóch takich samych odpowiedzi, ponieważ dla jednych jest to miasto gromadzące największe nasze narodowe skarby, dla innych arena wielkich wydarzeń kulturalnych i sportowych, a jeszcze dla kogoś innego miejsce wypoczynku w gronie najbliższych czy przyjaciół. Jestem przekonany, że w Krakowie każdy znajdzie to, czego potrzebuje, by zregenerować siły po ostatnich trudnych miesiącach

Zamieszanie w ASM Group

ASM Group informuje: Walne Zgromadzenie kończy próby siłowego przejęcia władzy w spółce przez byłego prezesa Adama Stańczaka.

NWZ obyło się 31 maja na żądanie większościowych akcjonariuszy posiadających łącznie ponad 50 proc. akcji. Akcjonariusze ASM Group S.A. na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu podjęli decyzję o dochodzeniu roszczeń od byłego prezesa Adama Stańczaka. Jednocześnie podjęto uchwały ucinające wątpliwości wokół reprezentacji spółki.

Zarząd Spółki podkreśla, że od początku zamieszania wywołanego przez pana Stańczaka, działania byłego prezesa były pozbawione podstaw prawnych i ukierunkowane na siłowe przejęcie władzy w spółce – komentuje Dorota Kenny, prezes zarządu ASM Group.

Akcjonariusze podjęli uchwałę w sprawie dochodzenia roszczeń od Adama Stańczaka, który zarządzał spółką do końca 2019 roku. Decyzja wiąże się głównie ze sposobem przeprowadzenia przez byłego prezesa inwestycji w Grupę Vertikom oraz wykorzystywania środków spółki na cele prywatne.

– Pan Stańczak dążył do zastopowania prac prowadzonych przez zarząd spółki mających na celu rozliczenie jego działań w okresie w którym pełnił on funkcje prezesa. Podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy zatwierdzono uchwały, na mocy których spółka będzie dochodzić swoich praw w zakresie rozliczenia pana Stańczaka za przeprowadzenie błędnej transakcji, która naraziła spółkę na straty finansowe oraz wykorzystywania środków spółki na cele prywatne. Zarząd podejmie także działania wobec pana Stańczaka, za wyrządzone przez niego szkody, w okresie, w którym dezinformował opinię publiczną w zakresie sprawowanych funkcji w spółce – mówi Dorota Kenny.

NWZ powołało także Radę Nadzorczą, która to potwierdziła skład Zarządu Grupy ASM, na czele z prezes Dorotą Kenny oraz panami Jackiem Pawlak oraz Andrzejem Nowak.

– Jestem przekonana, że Walne Zgromadzenie i decyzje większości akcjonariuszy kończą ten trudny dla spółki czas. W ASM Group S.A. funkcjonuje jeden prawidłowo powołany zarząd w składzie Dorota Kenny, Jacek Pawlak i Andrzej Nowak – mówi Dorota Kenny. – Priorytetem zarządu jest wspieranie działalności operacyjnej i rozwoju Grupy. Coraz bardziej stabilizująca się w Europie sytuacja związana z pandemią sprzyjać będą powrotowi ASM Group na ścieżkę wzrostu – dodaje Dorota Kenny.

Dobry początek roku Grupy Ailleron

Grupa Ailleron ma za sobą najlepszy pierwszy kwartał w historii. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 39 mln zł (+21,7 proc. r/r), EBITDA wzrosła o 93 proc. do 6,2 mln zł, zysk operacyjny wzrósł o 256 proc. do 4,1 mln zł, a skonsolidowany zysk netto osiągnął 1,8 mln zł czyli ok. 172 proc. wyżej r/r.

– Rekordowy początek roku to dobry prognostyk na kolejne kwartały, tym bardziej, że zwykle pierwsze trzy miesiące najmniej ważą w naszych wynikach rocznych. Wynik netto byłby wyższy gdyby nie długoterminowy leasing naszej powierzchni biurowej w Krakowie. Umowa jest denominowana w euro i zgodnie z MSR różnice kursowe musimy ujmować w kosztach finansowych. Jest to odwracalny zapis, całkowicie bezgotówkowy i techniczny. Tak się złożyło, że zamazało nam to nieco pozytywny obraz pierwszego kwartału. Patrząc jednak na prognozy co do poziomu kursu EUR na kolejne kwartały 2021 roku prawdopodobnie wycena będzie wpływała pozytywnie w kolejnych okresach sprawozdawczych  – powiedział Tomasz Król, członek zarządu Ailleron.

Największy, 66-proc. udział w sprzedaży, miał w I kwartale 2021 r. segment  Enterprise Services odpowiedzialny głównie za usługi budowy, rozwoju i utrzymania systemów informatycznych dla branży finansowej i medycznej. Pion FinTech, skupiający m.in. produkty i usługi dla sektora finansowego oraz systemy wspomagające sprzedaż skomplikowanych produktów finansowych i leasingowych, odpowiadał za 30 proc. przychodów, a obszar HotelTech za 2 proc.

Wyniki są zgodne z naszym budżetem. Ponieśliśmy zaplanowane nakłady inwestycyjne, głównie w obszarze produktu LiveBank, stąd niższy wynik na poziomie operacyjnym w segmencie FinTech. Pracujemy nad kompletną zmianą modelu dostarczania rozwiązania LiveBank na w pełni chmurowy i SaaS-owy. Zmiana, która nastąpiła w środowisku bankowym na skutek pandemii jest bowiem znamienna i w końcu pozwala oferować i sprzedawać rozwiązania w chmurze. To powoduje, że w naszym zasięgu znajdzie się grupa wielu tysięcy banków i instytucji finansowych stanowiących grupę docelową naszego rozwiązania. Przyjęta strategia pozwoli nam zaistnieć na rynku globalnym o szacowanej wartości na poziomie ok. 4,5 mld USD. Obecnie jesteśmy  w trakcie zaawansowanych negocjacji na wdrożenie tego rozwiązania w kolejnych bankach. Popyt na nasze usługi nie ustaje, widzimy dynamiczny wzrost zamówień we wszystkich obszarach, mamy nowych klientów, a nasi dotychczasowi partnerzy rozszerzają zakresy współpracy. Pracujemy też nad zupełnie nowymi innowacyjnymi rozwiązaniami. Jedną z takich   nowości jest, w odpowiedzi na zmieniające się potrzeby klientów firm leasingowych, wdrożenie w Santander Leasing w pełni zdigitalizowanego procesu zawierania transakcji w kanale online  – powiedział Tomasz Król.

Grupa Ailleron wdraża swoje rozwiązania już w ponad 30 krajach na pięciu kontynentach. W tym roku zamierza mocniej postawić na ekspansję w krajach niemieckojęzycznych, takich jak Niemcy, Austria czy Szwajcaria, w czym duży udział może mieć dynamicznie rozwijająca się spółka ValueLogic – działająca w modelu full-service software house w branży e-commerce, która dołączyła do Grupy w kwietniu 2021 roku

– Naszym głównym tegorocznym kierunkiem rozwoju będzie zagranica, chcemy utrzymać trend wzrostu sprzedaży eksportowej. Rozwijamy też działalność w Stanach Zjednoczonych, realizując bardzo ciekawe kontrakty i chcemy tam nadal zwiększać swój udział – powiedział Tomasz Król.

Polski Ład – za ambitne plany rządu zapłacą przedsiębiorcy

Według wyliczeń Ministerstwa Finansów, na „Polskim Ładzie” skorzysta około 18 milionów Polaków, z czego 9,5 mln najmniej zarabiających przestanie płacić PIT[1]. Jednak ogłoszona przez rząd reforma uderzy przede wszystkim w przedsiębiorców rozliczający się z dochodu liniowo, których w Polsce może być nawet 700 tys. Jak realnie plan naprawczy rządu obciąży mikroprzedsiębiorców?

W połowie maja rząd zaprezentował plan naprawy gospodarki, tzw. Polski Ład. Celem programu jest przezwyciężenie skutków pandemii. Pozornie ma on wesprzeć polską gospodarkę w wyjściu z zapaści. Realnie eksperci oceniają, że to cios w stronę osób samozatrudnionych. Program wiązać się będzie z szeregiem zmian w zakresie podatku dochodowego (PIT i CIT), od towarów i usług (VAT) oraz naliczaniem składek zdrowotnych.

– Proponowane zmiany podatkowe najbardziej dotkną osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze. Zakładając, że składka zdrowotna nie będzie odliczana od podatku, koszt podatkowy ulegnie podwyższeniu. – komentuje Jan Enno Einfeld, dyrektor zarządzający Finiata Group. – Szczególnie osobom z wyższymi dochodami poza 32 proc. stawką podatkową potrącone zostanie 9 proc. składki zdrowotnej, a także danina solidarnościowa.

Ukryte koszty podatkowe w nowej składce zdrowotnej

Wspomniana składka zdrowotna, a właściwie zmiana w niej, może mieć kluczowe znaczenie dla osób samozatrudnionych. Według założeń Polskiego Ładu ma ona być ryczałtowa i naliczana na zasadach analogicznych jak dla umów o pracę (9 proc. dochodu). Złą informacją dla samozatrudnionych i mikro- przedsiębiorców jest fakt, że składka nie będzie mogła być odliczona od podatku co ma fundamentalne znaczenie. Nie będzie też stanowiła kosztu uzyskania przychodu. Negatywne skutki odczują przedsiębiorcy, których dochody przekraczają 6 000 zł brutto miesięcznie[2].

– W efekcie, mimo braku zmiany nominalnej stawki podatkowej i wprowadzeniu kwoty wolnej od dochodu i to na wysokim poziomie, realnie poziom opodatkowania dla osób prowadzących działalność gospodarczą znacząco wzrośnie. Osoby samozatrudnione i mikroprzedsiębiorcy już teraz powinni wziąć to pod uwagę planując budżety na 2022 rok, ponieważ zmiana prawdopodobnie jesienią br. zostanie zatwierdzona przez parlament. – dodaje Jan Enno Einfeld. – Jeśli przełożymy zmiany dla samozatrudnionych na realne pieniądze, okazuje się, że przedsiębiorca, który miesięcznie osiąga dochód 10 tys. zł, od stycznia 2022 będzie notować miesięczną stratę na poziomie 519 zł. W skali roku straci w sumie ponad 6200 zł[3].

Polski Ład  – ile rocznie stracą samozatrudnieni, żeby zyskało państwo?

Zmiany w składce zdrowotnej, to jednak tylko jedna składowa pomysłów rządu na wzmocnienie budżetu ochrony zdrowia z aktualnego poziomu około 5,3 proc. PKB do oczekiwanych 6 proc. w 2023 roku. Na wydatki złożą się przede wszystkim przedsiębiorcy rozliczający się podatkiem liniowym – pod koniec 2019 roku Ministerstwo Finansów informowało, że 629 tys. stosuje tę formę rozliczenia[4]. Eksperci oceniają, że tej grupie nie przysługuje żadna ulga, a będą musieli jeszcze dopłacić wcześniej wspomnianą składkę zdrowotną.

Według zapowiedzi rządzących podniesiony zostanie drugi próg podatkowy do 120 tys. zł. Jednak za pozorną ulgą dla coraz lepiej zarabiającego społeczeństwa, kryją się pewne wykluczenia. To rozwiązanie nie obejmie przedsiębiorców rozliczających się z dochodu liniowo (19% bez względu na wysokość osiąganych dochodów).

Zmiany ogłoszone przez rząd bardzo mocno uderzą w przedsiębiorców, którzy korzystają z 19% stawki przy podatku dochodowym. Podniesie kwoty wolnej od podatku miało równoważyć im zwiększenie składek zdrowotnych oraz brak możliwości odliczania ich od daniny publicznej. Niestety, według obecnych informacji, nie będzie ich obejmować. W efekcie, można spodziewać się, że część osób prowadzących działalność gospodarczą, zdecyduje się na rezygnacje z podatku liniowego na rzecz opodatkowania wg skali podatkowej. – komentuje Jan Enno Einfeld, dyrektor generalny Finiata Group.

Nowy plan rządu nie uwzględnia jednego z najpoważniejszych problemów przedsiębiorców – walki z nierzetelnymi i nieterminowymi kontrahentami. Badania wskazują, że prawie 80 proc. małych i średnich firm doświadczyło w czasie pandemii większej liczby nieetycznych działań ze strony partnerów. To właśnie pandemia stała się jedną z najczęstszych wymówek (30 proc. wskazań) takich działań, nawet wśród przedsiębiorców, którzy nie odczuli jej negatywnych skutków[5].

[1] https://www.gov.pl/web/finanse/18-mln-polakow-zyska-na-reformie-klina-podatkowego

[2] https://grantthornton.pl/publikacja/nowy-lad-zmiany-w-podatkach/

[3] https://przebiznes.pl/nowy-lad-wyliczam-straty-przedsiebiorcow-podpowiadam-co-mozesz-zrobic/

[4] Dane Ministerstwa Finansów, grudzień 2019

[5] Dane z badania Instytutu MANDS „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, marzec 2021

Najniższe w historii stopy procentowe nie pomogły w spłacie rat kredytów w czasie pandemii

  • W ubiegłym roku Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe do 0,1 proc. – miało to m.in. pomóc kredytobiorcom w terminowej spłacie zobowiązań w dobie pandemii.
  • Mimo obniżek stóp, przeciętna wartość zadłużenia zarządzanego na zlecenie banków przez firmy windykacyjne zrzeszone w ZPF wzrosła o 10,5 proc. i wynosi już blisko 14 tys. zł[1].
  • O problemach z terminową spłatą rat kredytów mieszkaniowych mówi blisko 1/5 Polaków, pozostałych kredytów i pożyczek – 1/4[2].

Polacy chętnie korzystają z pomocy banków lub innych instytucji finansowych w finansowaniu swoich wydatków. Z danych Związku Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że kredyt gotówkowy lub pożyczkę ma ok. 60 proc. Polaków, natomiast kredyt hipoteczny ok. 30 proc. Wsparcie tego rodzaju, którego warunki są dopasowane do możliwości finansowych kredytobiorcy, może w wielu przypadkach poprawić komfort życia. Problem pojawia się jednak, gdy z różnych przyczyn nie jesteśmy w stanie spłacać comiesięcznych rat w terminie. Z taką sytuacją, w niektórych przypadkach, mamy do czynienia obecnie, w trakcie pandemii.

Stopy procentowe utrzymane na rekordowo niskim poziomie

W związku z negatywnymi skutkami gospodarczymi pandemii, w marcu ubiegłego roku Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżeniu stóp procentowych do najniższego poziomu w historii – stawka referencyjna wynosiła 1 proc. w skali roku. W kwietniu ustalono ich stawkę na poziomie 0,5 proc. W maju zdecydowano się na kolejną obniżkę, do 0,1 proc. w skali roku. Ta stawka obowiązuje do dziś. Dla kredytobiorców, zwłaszcza tych, którzy spłacają kredyty mieszkaniowe, oznacza to ratę niższą nawet o kilkaset złotych miesięcznie – w zależności od oprocentowania – niż w momencie podpisywania umowy z bankiem.

Możliwość zaoszczędzenia kilkuset złotych miesięcznie na racie kredytu, to spore odciążenie domowego budżetu, zwłaszcza w trudnych, pandemicznych czasach. Niestety, jak wynika z naszych danych, nie dla wszystkich takie rozwiązanie jest wystarczające. Te osoby, które już wcześniej miały problemy z terminową spłatą zobowiązań wobec instytucji finansowych, a teraz straciły pracę lub ich wynagrodzenie w związku z lockdownem zostało zmniejszone, muszą mierzyć się z narastającym zadłużeniem. Stąd wzrost średniej wartości zadłużenia Polaków, pomimo mniejszych rat kredytów – mówi Marcin Czugan, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych, organizacji realizującej kampanię Windykacja – jasna sprawa!

Jesteśmy winni bankom średnio 13,9 tys. zł

Najwyższa przeciętna wartość zadłużenia obsługiwanego przez firmy windykacyjne zrzeszone w ZPF przypada na te zarządzane na zlecenie banków. W III kwartale 2020 r., pomimo obniżki stóp procentowych, wartość ta wyniosła blisko 14 tys. zł, czyli wzrosła aż o 10,5 proc. w porównaniu z II kwartałem ubiegłego roku. Problemy z terminową spłatą zadłużeń potwierdzają wyniki Barometru ZPF-IGR. W badaniu zapytano respondentów, w spłacie których zobowiązań mogą się u nich pojawić lub pojawiły się już opóźnienia w związku z obecną sytuacją. Blisko 1/5 wskazała na raty kredytów hipotecznych, 1/4 na raty innych kredytów i pożyczek.

Spłata zaległych rat kredytu, w trudniejszym pod względem finansowym okresie, może stanowić wyzwanie. Jeśli jednak bank przekaże zadłużenie firmie windykacyjnej, to mamy możliwość na nowo negocjować wysokość raty. Nie warto więc unikać kontaktu z windykatorem. Dzięki specjalizacji w obsłudze zadłużeń, doświadczeniu i odpowiednim narzędziom, firma windykacyjna może zaproponować rozwiązania, które pomogą osobie zadłużonej krok po kroku wyjść z problemów finansowych.

Czekając bezczynnie powodujemy, że nasze zadłużenie rośnie z dnia na dzień ze względu na karne odsetki. Pamiętajmy również, że to jak spłacamy zobowiązanie, jest również odnotowywane w bazach danych Biura Informacji Kredytowej. Informacje z BIK-u wykorzystywane są przez banki i instytucje pożyczkowe przy ustalaniu zdolności kredytowej klienta. Jeżeli zatem chcielibyśmy w przyszłości, po odbudowaniu budżetu domowego, ponownie skorzystać z finansowania w postaci kredytu, to powinno nam zależeć na jak najszybszej spłacie zadłużeń.

[1] Dane Związku Przedsiębiorstw Finansowych III kw. vs. II kw. 2020 r.

[2] Barometr ZPF–IRG. Sytuacja na rynku consumer finance. IV kwartał 2020 r.