Polska fundacja rodzinna 2022

Powołanie polskich fundacji rodzinnych ułatwi firmom przeprowadzenie skutecznych procesów sukcesji.

Zgodnie z opublikowanym projektem ustawy od 1 stycznia 2022 roku w polskim porządku prawnym pojawi się możliwość zakładania przez firmy rodzinne fundacji. Umożliwi to polskim przedsiębiorstwom kompleksowe zaplanowanie sukcesji, czyli procesu określającego kto ma być właścicielem firmy, kto ma nią zarządzać, a kto czerpać korzyści finansowe z biznesu rodzinnego. Długo oczekiwane rozwiązanie zostało pozytywnie odebrane przez firmy rodzinne w Polsce. Jako potencjalne ryzyko wskazują one na niestabilność prawa i regulacji, co może wpłynąć na decyzje o założeniu fundacji jako rozwiązaniu tworzonym na pokolenia – wynika z raportu firmy doradczej PwC “Polska fundacja rodzinna 2022”.

22 marca 2021 r. opublikowano projekt ustawy o fundacji rodzinnej. Jej celem jest wprowadzenie do polskiego porządku prawnego nowej kategorii podmiotów – fundacji rodzinnych, które mają ułatwić sukcesje. Projektowana instytucja ma w zamiarze ustawodawcy zapewnić ochronę przed rozdrobnieniem majątku, przy równoczesnym umożliwianiu wskazanym przez fundatora osobom fizycznym czerpania z niego korzyści. Planowany termin wejścia w życie ustawy to 1 stycznia 2022 r.

Po ponad 30 latach demokracji i budowania wolnej gospodarki w Polsce przez krajowe firmy rodzinne zostaną one wreszcie wyposażone w instrument prawny, który pozwoli zachować na pokolenia wysiłek i wizję założycieli zainwestowane w ich firmy. – Piotr Michalczyk, lider praktyki firm prywatnych w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej

Zgodnie z projektem ustawy fundacja rodzinna będzie wpisywana do rejestru fundacji rodzinnych Krajowego Rejestru Sądowego, z chwilą wpisu uzyska ona osobowość prawną. Fundację rodziną będzie można powołać w drodze oświadczenia jednego lub więcej fundatora lub w testamencie, przeznaczając na jej majątek co najmniej 100 000 zł i nadając jej statut. Do powołania fundacji wymagana będzie forma aktu notarialnego. Organami fundacji będzie zarząd – odpowiadający za realizację celów fundacji oraz gospodarowanie jej majątkiem. Fakultatywnym, co do zasady, organem będzie pozostawać rada protektorów mogąca pełnić funkcje nadzorcze. Określone uprawnienia w fundacji rodzinnej może pełnić również zgromadzenie beneficjentów fundacji, któremu w braku rady protektorów, przyznano m.in. uprawnienie do powoływania zarządu. Fundacja rodzinna nie będzie mogła prowadzić działalności gospodarczej.

Proces planowania sukcesji trwa zwykle ponad rok, a czasami dłużej. Firmy powinny wykorzystać czas pozostały do wejścia ustawy w życie na przygotowanie dogłębnie przemyślanych planów sukcesji w swoich organizacjach. Z naszego doświadczenia wynika, że procesy sukcesyjne wymagają dużo czasu i rozwagi. Stąd warto już teraz zasiąść do planu sukcesji jeżeli chcemy skorzystać z nowej regulacji już w 2022 r. – Jacek Pawłowski, partner w kancelarii PwC Legal, doradca sukcesyjny

Oprócz kwestii prawnych związanych z założeniem fundacji, projekt ustawy reguluje także inne zagadnienia prawne, takie jak zachowek czy wymogi compliance, jak również kwestie podatkowe. Najważniejsze z nich, opisane w raporcie PwC to: opodatkowanie wkładu, opodatkowanie bieżące fundacji i opodatkowanie beneficjentów.

Ze względu na stopień skomplikowania prawa związanego z fundacją rodzinną, być może w przyszłości, wzorem zagranicznych jurysdykcji o rozwiniętej praktyce fundacji rodzinnych, również w Polsce pojawią się podmioty profesjonalnie zarządzające fundacjami rodzinnymi, skupiające wiedzę oraz doświadczenie specjalistów z wielu dziedzin, co mogłoby z jednej strony przyczynić się do efektywniejszego zarządzania fundacją, zaś z drugiej strony zmniejszyć i doprowadzić do z góry określonego poziomu łączne koszty takiego zarządu. – Piotr Woźniakiewicz, dyrektor w PwC, doradca podatkowy

Słabość dolara trwa, waluty EM doświadczają silnych wahań

Dolar amerykański w zeszłym tygodniu nadal słabł, radząc sobie gorzej niż zdecydowana większość głównych walut. Ruchy te były w większości niewielkie – więcej działo się na rynkach wschodzących. Złoty pozostał jednak dość stabilny. Czy ma szanse na aprecjację?

Trudno wyróżnić jeden schemat – real brazylijski uległ znacznej aprecjacji, zaś inne waluty Ameryki Łacińskiej, takie jak chilijskie i kolumbijskie peso, doświadczały słabości. Najgorzej radziła sobie lira turecka, która straciła ok. 4%. Inwestorzy wciąż negatywnie zapatrują się na niekonwencjonalne podejście Erdoğana do polityki monetarnej.

W tym tygodniu uwaga skupi się głównie na kwietniowym posiedzeniu FOMC w środę, chociaż rynki nie spodziewają się żadnych istotnych zmian w polityce i komunikacji Fedu. Kluczowe będą również dane o PKB w USA (czwartek) i inflacji PCE (piątek), a także wstępny odczyt inflacji w strefie euro w kwietniu (piątek) oraz dane o jej PKB za pierwszy kwartał, które poznamy w tym samym terminie.

PLN

Złoty w minionym tygodniu nie był poddany dużym wahaniom. Przez większą jego część doświadczał lekkiego osłabienia w parze z euro, po czym pod sam koniec odrobił mniej więcej połowę strat. Deprecjacja złotego w ujęciu tygodniowym jest zaskakująca, biorąc pod uwagę wzrost pary EUR/USD, lekki spadek rentowności długoterminowych amerykańskich obligacji skarbowych i napływ wyjątkowo dobrych wieści z kraju.

Wyraźnie widać wygasanie trzeciej fali koronawirusa w Polsce, tempo szczepień istotnie przyspieszyło, a marcowe dane z kraju były tak dobre, że wywołały serię rewizji w górę prognoz PKB na ten rok. Coraz bardziej realny staje się też scenariusz podniesienia ratingu kraju – o takiej możliwości w zeszłym tygodniu w wywiadzie dla PAP wspomniał analityk S&P na Polskę Karen Vartapetov. Uważamy, że kontrast między stabilnym kursem a dobrymi informacjami nie powinien trwać długo. Wszystko wskazuje na to, że Polskę czekają tłuste lata, a kurs naszym zdaniem powinien zacząć w większym stopniu to odzwierciedlać.

Wewnętrznym ryzykiem na horyzoncie pozostaje kwestia publikacji uchwały Sądu Najwyższego ws. frankowiczów zaplanowana na 11 maja – sądzimy jednak, że może to wywołać ewentualnie jedynie krótkotrwały wzrost zmienności w okolicy tej daty. Liczymy na to, że docelowo konsekwencją decyzji będzie redukcja ryzyka makroekonomicznego kraju.

EUR

Poprawa w danych ekonomicznych ze strefy euro została w zeszłym tygodniu potwierdzona przez bardzo dobre odczyty PMI za kwiecień i trwający wzrost tempa szczepień. Europejski Bank Centralny nie stanął na drodze do umocnienia euro, a jego kwietniowe posiedzenie przyniosło niewiele nowych informacji.

Uważamy, że szereg pozytywnych zaskoczeń w danych ze Stanów Zjednoczonych będzie miał teraz swój odpowiednik w strefie euro. Restrykcje są stopniowo luzowane i ujawnia się stłumiony popyt konsumentów, szczególnie w sektorze usług. W związku z tym sądzimy, że umocnienie euro w relacji do głównych walut powinno być kontynuowane.

USD

Środowe wieści z posiedzenia FOMC nie powinny mieć istotnego znaczenia. Nie spodziewamy się zmian w polityce pieniężnej ani większego zwrotu w retoryce Fedu, zwłaszcza że nie poznamy nowych projekcji ekonomicznych ani stóp procentowych – na to musimy poczekać do czerwca. Zdecydowanie ciekawsze powinny być dwa dni odczytów danych inflacyjnych.

W czwartek poznamy odczyt deflatora PKB w pierwszym kwartale, a w piątek – deflatora PCE w marcu. Oczekujemy, że oba odczyty przyniosą kontynuację ostatnich pozytywnych zaskoczeń w kontekście danych o inflacji, co powinno zapoczątkować kolejny wzrost rentowności obligacji skarbowych. Nie jest jednak jasne, jaka byłaby natychmiastowa reakcja dolara na te inflacyjne zaskoczenia.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Jak rok pandemii wpłynął na polską gospodarkę?

W marcu minął rok, od kiedy Polska walczy z pandemią. Dotknęły nas już 3 fale koronawirusa – które w różnym stopniu nasiliły kryzys zdrowotny i gospodarczy w naszym państwie. Po roku borykania się z konsekwencjami pandemii można już zebrać dane, które pokażą nam, jak przedsiębiorstwa i produkt krajowy brutto zareagowały na przedłużający się stan kryzysowy. Z przeprowadzonych przez firmę Coface badań wynika, że gospodarka w różny sposób reagowała na kolejne fale zakażeń. Pierwszy lockdown uderzył w nią najmocniej, a podczas kolejnych coraz więcej sektorów dostosowywało swoje działania do nowych warunków – co pozwalało im zachować aktywność gospodarczą. Mimo tego wpływ pandemii wciąż jest dosyć widoczny. Po roku borykania się z jej skutkami daleko nam jeszcze do wyników, którymi mogliśmy się chwalić przed koronawirusem.

– Konsumpcja gospodarstw domowych i inwestycje przedsiębiorstw nadal nie są na poziomach, na jakich były przed kryzysem. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o działalność przedsiębiorstw. Firmy i spółki dosyć sceptycznie podchodzą do tego, jak będzie postępowało ożywienie gospodarcze i czy warto rozpoczynać kolejne inwestycje – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Dość szybko odreagował z kolei eksport. Wsparciem dla niego był nie tylko odradzający się popyt zagraniczny, ale także dość duża konkurencyjność. Z kolei powstałe w ten sposób otoczenie makroekonomiczne bez wątpienia miało wpływ na przedsiębiorstwa w Polsce. Widać to w sytuacji płynnościowej, która wbrew pozorom nie uległa pogorszeniu. Zgodnie z naszym ostatnim badaniem średnie opóźnienia w płatnościach zmniejszyły się z 58 do 47 dni. Do tego bez wątpienia doprowadziły działania pomocowe rządu i Polskiego Funduszu Rozwoju. O 13% obniżyła się też przez to liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw. To zjawisko obserwujemy także w większości innych krajów na świecie – gdzie działalność rządowa odsunęła ten problem w czasie. To jednak niestety aż tyle i tylko tyle – odsunięcie problemu w czasie. Wraz z wygasaniem środków wsparcia będziemy obserwowali rosnącą liczbę niewypłacalności przedsiębiorstw. Gdybyśmy już w połowie 2020 roku zsumowali nie tylko upadłości i restrukturyzacje, ale dodali do tego tak zwane nowe uproszczone postępowania o zatwierdzeniu układu – to już wtedy łączna liczba niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce wzrosłaby o 22%. Wraz z wygaszaniem środków pomocowych, przy dosyć trudnych warunkach dla przedsiębiorstw, ta liczba będzie jeszcze wzrastać – analizuje Sielewicz.

Wzrost wydatków na reklamę cyfrową w branży FMCG na poziomie 7%

Rosnąca widowania kanałów cyfrowych oraz inwestycje w e-commerce napędzają roczny wzrost wydatków na reklamę cyfrową w branży FMCG na poziomie 7%.

  • Reklama Out-of-home odbije się od dna, po załamaniu spowodowanym przez COVID-19, z rocznym wzrostem na poziomie 9%
  • Całkowite wydatki na reklamę w branży FMCG w 2023 r. przekroczą poziom z 2019 roku
  • Chiny przodują w transformacji cyfrowej, przeznaczając 71% wydatków w branży FMCG na kanał digital

Zgodnie z opublikowanym dziś raportem Business Intelligence – FMCG Food and Drink, agencja mediowa Zenith prognozuje, że marki dóbr szybkozbywalnych (FMCG) zwiększą swoje wydatki na reklamę w kanałach cyfrowych o 7% rocznie do 2023 roku. To wynik wyższy niż prognozowany 4% wzrost ogólnych wydatków reklamowych w FMCG na 12 rynkach uwzględnionych w tym raporcie*.

Wydatki na reklamę telewizyjną marek FMCG nadal w dużym stopniu bazują na tradycyjnej, lineranej telewizji. Wydając w 2020 roku 39% swoich budżetów na reklamę w tym kanale, w porównaniu do 24% dla przeciętnej marki, kategoria FMCG ostrożnie podchodzi do emisji reklam video w kanałach niestandardowych typu telewizja OTT (Over-the-top).

Z wyłączeniem Chin, gdzie w branży FMCG reklama cyfrowa już stanowi główną formę komunikacji handlowej, marki należące do kategorii FMCG przeznaczają 52% swoich budżetów na reklamę telewizyjną, w porównaniu do średniej wynoszącej 26%. Ich głównym celem jest maksymalizacja świadomości i zasięgu marki, tak aby były one widoczne jak najbliżej momentu zakupu dla jak największej liczby konsumentów. Jest to coś, w czym telewizja jak dotąd przodowała, ale jej malejący zasięg – szczególnie wśród młodych ludzi – sprawia, że staje się ona coraz mniej skuteczna.

W związku z tym, marki FMCG podążając za odbiorcami, przenoszą część swoich budżetów do digitalu. Zenith prognozuje, że wydatki na reklamę cyfrową w branży FMCG wzrosną z 12,3 mld USD w 2020 r. do 14,9 mld USD w 2023 r., a jej udział w rynku wzrośnie z 46% do 49%. Po pandemii, która stała się impulsem dla wzrostu e- commerce w branży FMCG w 2020 roku, marki będą poszukiwać wsparcia i rozszerzenia swoich możliwości w zakresie handlu elektronicznego, kierując konsumentów do działań DTC lub partnerstwa detalicznego. Największym wyzwaniem będzie jednak wykorzystanie technologii cyfrowej do skutecznego zastąpienia telewizji, czyli poszerzania świadomości marki na dużą skalę przy jednoczesnym zarządzaniu częstotliwością. Wzrost popularności subskrypcji wideo na żądanie (SVOD), która umożliwia odbiorcom unikanie bezpośredniej reklamy, sprawi, że będzie to jeszcze trudniejsze, podobnie jak wycofanie plików cookies.

„Marki FMCG potrzebują nowego, kompleksowego podejścia do planowania opartego na zasięgu” – powiedział Ben Lukawski, Global Chief Strategy Officer, Zenith. „Oznacza to połączenie telewizji, płatnej reklamy w wideo online, wirtualnego placementu w platformach SVOD, a może nawet obecności w grach oraz wykorzystania first-party i second-party data, aby zapobiec powielania i zoptymalizować przyrostowy zasięg.”

Reklama Out-of-home jest wyjątkiem w zmniejszającym się zasięgu tradycyjnych mediów. W miarę jak ruch na rynku wraca do normy po załamaniu spowodowanym przez COVID-19, rozpowszechnienie cyfrowych wyświetlaczy sprawi, że jeszcze skuteczniej będzie można dotrzeć do konsumentów z ukierunkowanymi i odpowiednimi reklamami w pobliżu punktu sprzedaży. Przewiduje się, że reklama zewnętrzna w kategorii FMCG będzie rosła o 9% rocznie w latach 2020-2023, a jej udział w rynku wzrośnie z 6,1% do 7,0%, nieznacznie wyprzedzając udział sprzed pandemii, który w 2019 r. wynosił 6,8%.

Wydatki na reklamę w branży FMCG podążą za wzrostem całego rynku, wychodząc z 11% spadku w 2020 r.

Wydatki w branży FMCG spadły w 2020 r. bardziej gwałtownie niż cały rynek reklamowy, zmniejszając się o 10,7% do poziomu 26,7 mld USD. Nie wynikało to jednak z braku popytu. Wręcz przeciwnie, popyt wzrósł, ponieważ ludzie przestali jeść w restauracjach, kawiarniach i barach i przenieśli konsumpcję do domu. W związku z tym, firmy FMCG stanęły przed wyzwaniem zwiększenia produkcji przy jednoczesnym przerwaniu łańcuchów dostaw oraz wykorzystania ograniczonej dystrybucji, aby dostarczyć swoje produkty na półki w sklepach lub do domów konsumentów. Wiele firm FMCG ograniczyło więc działania promocyjne dotyczące produktów, których nie były w stanie dostarczyć konsumentom wystarczająco szybko, aby zaspokoić popyt, a zamiast tego zainwestowały w infrastrukturę dystrybucyjną, zwłaszcza w operacje i partnerstwa w handlu elektronicznym.

Zenith prognozuje, że w latach 2021-2023 wzrost wydatków na reklamę w branży FMCG będzie zbliżony do wzrostu całego rynku. Odbicie jest niemal nieuniknione w 2021 roku, biorąc pod uwagę porównanie z gwałtownym spadkiem w 2020 roku, szczególnie w II kwartale, choć nadal będzie to 6% poniżej poziomów z 2019 roku. Firmy FMCG stoją w obliczu niepewności, jak szybko konsumenci wrócą do sklepów i jak bardzo ich zachowania zostały zmienione w czasie pandemii. Jednak teraz, gdy infrastruktura e-commerce w branży FMCG jest wprowadzana w życie, marki będą musiały zwiększyć inwestycje w reklamę, aby wspierać ten proces. Zenith przewiduje 4,4% roczny wzrost wydatków na reklamę w branży FMCG w latach 2020-2023, aż do poziomu 30,3 mld USD w 2023 roku. W tym momencie nastąpi pełne odreagowanie spadku wydatków reklamowych spowodowanego pandemią, przekraczając wynik z 2019 roku o 0,5 mld USD.

Indie liderami wzrostu wydatków na reklamę, a Chiny na czele cyfrowej transformacji

Jak prognozuje agencja mediowa Zenith, Indie będą najszybciej rozwijającym się rynkiem w ciągu najbliższych trzech lat, z wydatkami na reklamę w branży FMCG rosnącymi o 14% rocznie. Przyczyni się do tego kwitnący popyt konsumencki wraz z szybkim wzrostem dochodów, w połączeniu z nadrabiającą zaległości ekspansją słabo rozwiniętego rynku reklamowego: reklama stanowi zaledwie 0,3% PKB Indii, czyli mniej niż połowę globalnej średniej, która wynosi 0,7%. Przewiduje się, że wszystkie pozostałe rynki uwzględnione w raporcie będą rosły stabilnie w tempie od 2% do 5% rocznie.

Chiny wyróżniają się jako rynek, na którym marki najszybciej przyjęły e-commerce i reklamę cyfrową. W 2020 roku, chińskie marki FMCG przeznaczyły 71% swoich budżetów na reklamę cyfrową, w porównaniu do 46% na wszystkich 12 rynkach. W tym przypadku marki te koncentrują się na wideo online, które ma duży i szeroki zasięg oraz jest otwarte na partnerstwa handlowe. Może to oznaczać reklamę w programach dostępnych online lub specjalnych livestreamach prowadzonych przez influencerów, w których widzowie mogą bezpośrednio kupować demonstrowane przedmioty. Rutynowo reklamują się również na platformach e-commerce, aby napędzać sprzedaż na ścieżce zakupowej. Jak podaje Zenith, chińskie marki FMCG wydały 35% swoich całkowitych budżetów na wideo online i 13% na reklamę e-commerce w 2020 roku.

„Ecommerce będzie kluczowym polem bitwy dla wzrostu marek FMCG w nadchodzących latach” – powiedział Jonathan Barnard, Head of Forecasting, Zenith. „Zachodnie marki powinny naśladować Chiny w poszukiwaniu najlepszych praktyk w zakresie wykorzystania komunikacji cyfrowej do napędzania sprzedaży FMCG e-commerce”.

*12 rynków uwzględnionych w raporcie to Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Rosja, Hiszpania, Szwajcaria, Wielka Brytania i USA, które łącznie odpowiadają za 73% całkowitych globalnych wydatków na reklamę. Kategoria FMCG żywność i napoje obejmuje wszystkie pakowane produkty spożywcze i napoje bezalkoholowe.

Indeksy koniunktury wspierają euro. Funt w odwrocie

Piątek upłynął pod dyktando odczytów indeksów PMI. To one wyznaczyły kierunek zmian, który utrzymał się do zamknięcia sesji.

Optymizm w Europie

Piątkowe dane z indeksów PMI pokazały, że na Starym Kontynencie inwestorzy widzą przyszłość w różowych barwach. Potwierdzają to wyniki indeksów PMI dla usług i dla przemysłu. Pomimo trwającej pandemii nawet w przypadku usług badani menedżerowie wskazywali delikatną przewagę pozytywnych odpowiedzi. W przypadku przemysłu było to imponujące 63,3 pkt. Jest to najlepszy rezultat dla strefy euro od początku jej istnienia. Konsekwencją lepszych danych były kolejne wzrosty euro względem dolara.

Dane zza oceanu

Po bardzo dobrych danych z Europy wielu analityków z niepokojem czekało na dane zza oceanu. Tam optymizm menedżerów również notuje wieloletnie maksima. To, co jednak wyraźnie wyróżnia optymizm po drugiej stronie Atlantyku to bardzo wysoki wynik w usługach. W Europie wskaźnik ledwo przekraczał 50 pkt, odróżniające symbolicznie rozwój od recesji. W USA z kolei wynik wyniósł aż 61,1 pkt. Dane te, pomimo że lepsze od oczekiwań, nie pozwoliły powstrzymać ruchu umacniającego się euro względem dolara. Stało się to pomimo wsparcia wyraźnie lepszymi od oczekiwań danymi na temat sprzedaży nowych domów.

Funt w odwrocie mimo lepszych danych

W piątek poznaliśmy wyraźnie lepsze od oczekiwań wyniki sprzedaży detalicznej. Rosła ona w skali roku o 7,2%, a nie 4,2%, jak oczekiwali analitycy. Również indeksy PMI na Wyspach wyprzedziły oczekiwania. Wyspiarze, podobni, jak Amerykanie, optymistycznie patrzą również na rozwój usług. Co ciekawe, pomimo tych dobrych danych piątek był trudnym dniem dla funta. Dobre dane w innych regionach spowodowały, że funt znalazł się w odwrocie, szczególnie względem euro.

Dzisiaj dzień wolny w Nowej Zelandii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:35 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Bezemisyjny przemysł i popularyzacja transportu “na wodór”? Niemcy ambitnie o polityce klimatycznej

Za naszą zachodnią granicą temat wodoru został potraktowany w sposób wyjątkowo kompleksowy, ponieważ oprócz deklaracji o szerszym wdrażaniu produktów elektrolizy do sektora transportowego, również przemysł może spodziewać się sporych zmian w kontekście prac na rzecz niskoemisyjności. Ponadto, promocja ekologicznego wodoru nie ograniczy się do prac poszczególnych landów, ale obejmie szeroką współpracę międzynarodową. Na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?

Wodór od podstaw

Zmiana napędów szczególnie dużych pojazdów ciężarowych stała się priorytetem zarówno władz unijnych w Brukseli, jak i rządu w Berlinie. Jeden z najwyższych, bo według Parlamentu Europejskiego nawet 30%. wskaźnik całkowitej emisji CO₂ we Wspólnocie, przypada na uczestników zorganizowanego ruchu drogowego. Aby odwrócić statystyki, które już przebiły stopień emisji transportu morskiego czy nawet lotnictwa cywilnego, Niemcy — lider przemysłowy kontynentu — postanowiły podejść do projektu wodoryzacji napędów w sposób holistyczny, a więc rozpocząć reformę od przemysłu i produkcji pojazdów. Tym samym w ramach programu WindH2 (wycenianego na 50 mln euro) szczególnie parlamenty landów wysokoemisyjnych postanowiły inwestować w m.in. energię wiatrową.

Co ma rozwój energetyki wiatrowej do wodoryzacji przemysłu? Otóż całkiem sporo, ponieważ aby osiągnąć względną neutralność klimatyczną w ramach zakładów produkcyjnych, a następnie w sektorze transportu, wodór musi pochodzić z procesu elektrolizy produktów OZE. Jak podaje krajowy dziennik “Die Welt”, na terenie huty Salzgitter w Dolnej Saksonii ma stanąć 7 turbin wiatrowych, które wytworzą 30 MW energii na cele produkcyjne ekologicznego wodoru w 2 jednostkach elektrolizy. Główny cel — wyparcie koksu i węgla w produkcji stali, a co za tym idzie — o wiele bardziej zrównoważony rynek motoryzacyjny już na początkowych etapach powstawania pojazdu. Stawka jest naprawdę spora, ponieważ 58 mln ton produkowanej stali w skali roku odpowiada za 30% przemysłowej emisji CO2 w Niemczech.

Branża pod ścianą?

Równolegle z ambitnymi planami masowego wprowadzania wodoru do hut stali, pojawiają się głosy o potencjalnym konflikcie władz z samą branżą. Strategia nawet na tle kontynentu wydaje się dosyć innowacyjnym ruchem w stronę osiągnięcia całkowitej neutralności klimatycznej i to właśnie Niemcy zaczynają testować możliwości wodoru na szeroką skalę jako pierwsi we Wspólnocie. Tymczasem w kraju podnoszą się głosy, że reforma może zagrozić aż 200 tys. miejsc pracy. Takie argumenty podnoszą przede wszystkim przedstawiciele związków zawodowych, jednak ten kryzys władze federalne są w stanie szybko złagodzić funduszami z Brukseli, bowiem to unijne przepisy wymagają poprawy bilansu emisyjnego przemysłu o 40% do 2030 roku oraz całkowitej neutralności dwie dekady później. Co za tym idzie, przewidywany jest również szeroki program utrzymania etatów lub wypłaty rent.

W czym tkwi więc podstawowy problem programu niemieckiego rządu? Otóż według producentów z Thyssenkrupp, Salzgitter, ArcelorMittal czy Saarstahl to nie technologia lub opór samej branży może pokrzyżować plany WindH2, ale brak wystarczających inwestycji szczególnie ze strony prywatnych podmiotów. Te z kolei są jak najbardziej przekonane do źródeł odnawialnych, ale wodór per se nadal uchodzi za niszę — choć niszę z ogromnym potencjałem. „Koncepcja działania w sprawie stali” to szerszy program, którego budżet wyceniono na 30 mld euro tylko w Niemczech, tak więc szczególnie przy rozwijającej się pandemii sektor potrzebuje nie tylko wsparcia prywatnych przedsiębiorców, ale i państwa, a nawet szerzej — całej Unii. Skala przedsięwzięcia jest na tyle duża, że podmioty prywatne widzą w nim szansę na naprawdę imponujące zwroty. Tę tendencję podbija również zapowiadana współpraca międzynarodowa.

O wodorze między kontynentami

Dążenia do “transportu wodorowego” przewidują również współpracę niemieckiego rządu z Kanadą i Arabią Saudyjską. Kontakty z Ottawą to odpowiedź na ryzyko niewystarczających zasobów produkcyjnych nad Odrą, bowiem do 2030 roku Berlin przewiduje osiągnięcie poziomu aż 420 tys. ton gotowego ekowodoru, choć sam przemysł potrzebuje 600 tys. ton do wydajnej pracy nad produkcją samochodów. Tym samym Kanada byłaby partnerem w wymianie energii wiatrowej, która stanowiłaby bazę pod dodatkowe procesy elektrolizy. Minister zasobów naturalnych w rządzie Justina Trudeau, Seamus O’Regan oraz niemiecki minister gospodarki Peter Altmaier deklarują, że ambicje obu państw w kwestii osiągnięcia neutralności klimatycznej są zbieżne, a wspólny plan prac mają omówić już w maju. Kanada już w grudniu 2020 roku zachęcała inwestorów do lokowania kapitału w sektorze wodorowym, który według szacunków krajowego rządu może być wart aż 50 mld dolarów kanadyjskich i stworzyć 350 tysięcy miejsc pracy.

Drugim, strategicznym partnerem Niemiec w staraniach o stworzenie transportu opartego na wodorze jest Arabia Saudyjska. Almaier wraz z ministrem energetyki Abdulazizem bin Salman Al Saudjużim podpisali protokół o ustaleniach współpracy w dziedzinie produkcji, przetwarzania, wykorzystania i dystrybucji zielonego wodoru. Ponadto, oba państwa opracowały zakres dzielenia się know-how we współpracy z sektorem prywatnym w kwestiach technologii, biznesu i regulacji. Oznacza to, że coraz większy wpływ na europejskie losy wodoru będzie miał kapitał inwestorów indywidualnych, co jest dobrym sygnałem również dla Polski. Jeśli na rodzimym rynku chcemy wypracować skuteczne formuły rozwoju technologii wodorowych, powinniśmy skupić się na intensywnym rozwijaniu 3 podstawowych obszarów temu służących.

Pierwszym jest ścisła integracja interesów polskiego rynku z założeniami funduszu unijnego. Drugim, jak najszybsze rozpoczęcie wdrażania wykorzystywania wodoru w transporcie – zarówno w skali krajowej, jak i lokalnej (przykład Dolnej Saksonii oraz Nadrenii Północnej-Westfalii). Już dziś polskie firmy transportowe reagują na wymagania stawiane usługom transportowym za naszą zachodnią granicą. Do dynamicznego ich rozwoju potrzebny jest także program krajowy. Ostatnim i najważniejszym obszarem jest jak najszybsze stworzenie odpowiednich warunków do intensywnego rozwijania produkcji energii elektrycznej w odnawialnych źródłach (OZE) wykorzystywanej do produkcji wodoru. Głównie wiatrowej i wielkoskalowej fotowoltaiki. Umożliwi to wykorzystanie w pełni zasobów polskich inwestorów indywidualnych. Tylko dzięki realnemu zaangażowaniu podmiotów prywatnych, jesteśmy w stanie nadążyć za globalnymi trendami — a takim niezaprzeczalnie jest uniwersalne wykorzystanie wodoru.

Dariusz Bliźniak, wiceprezes zarządu Respect Energy

Dobry początek roku dla branży IT: wzrost stawek i duża liczba ofert pracy

Ponad 13. tysięcy nowych ofert pracy, większe zapotrzebowanie na midów i juniorów, najwięcej ofert wciąż dotyczy Warszawy, coraz więcej pracodawców informuje o widełkach płacowych na poziomie ogłoszenia i kluczowy wniosek z raportu Inhire.io IT MARKET SNAPSHOT Q1 2021 – branża IT wciąż znajduje się w czołówce najlepiej opłacanych i zarazem poszukiwanych specjalizacji. Co więcej, sytuacja na rynku pracy programistów ustabilizowała się i – ponad rok od wybuchu pandemii – notuje aktualnie duże wzrosty niemal w każdym obszarze.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • Liczba ofert pracy dla branży IT wzrosła o 36,7 p.p. z czego najwięcej z nich dotyczą Warszawy (niemal 5 000 ofert)
  • Wzrosło wynagrodzenie dla pracowników kontraktowych
  • Najwyższe zarobki wciąż oferowane są w Warszawie oraz Krakowie
  • Już 37% ofert zawiera informację na temat widełek płacowych
  • Coraz częściej poszukuje się Midów i Juniorów
  • Zarobki w ofertach pracy zdalnej przewyższają wynagrodzenie pracowników zdalnych

Pracownicy branży IT wciąż prężnie poszukiwani

Nie ulega wątpliwości, że rynek pracy wciąż poszukuje doświadczonych specjalistów IT. Rekruterzy mają ręce pełne pracy, gdyż w pierwszym kwartale 2021 roku opublikowano łącznie 13.789 ofert pracy. W porównaniu z Q4 2020 zanotowano w tym obszarze wzrost o 36,7 p.p. Najwięcej z nich opublikowano w Warszawie (4.898), Krakowie (2.388) i Wrocławiu (2.021). Najmniej ofert pracy dotyczyło Gliwic (196).

Co ciekawe, zmieniła się sytuacja Juniorów, którzy obecnie mogą wybierać z coraz szerszej liczby ofert pracy. W porównaniu do ubiegłego kwartału liczba ofert skierowanych do najmniej doświadczonych wzrosła o 1,8 p.p. W odniesieniu do doświadczenia wciąż największym zainteresowaniem cieszą się stanowiska Mid (51,84%), z kolei liczba ofert skierowanych do seniorów zmalała i wynosi obecnie 43,04%. To bardzo dobre wieści, bo jak podkreśla Michał Gąszczyk, CEO inhire.io:

Zapotrzebowanie na Seniorów rosło przez ostatnie kilka kwartałów i nieznacznie spadło w ostatnim kwartale – prawdopodobnie wynika to z trudności zatrudnienia Seniora, dlatego firmy, aby przyspieszyć pracę nad projektami   zaczęły rozglądać się także za Midami, których ewentualnie doszkolą. Sytuacja wśród naszych klientów jest na tyle stabilna, że większe firmy zdecydowały się wykorzystać lukę na rynku w ofertach dla Juniorów i wróciły do bardziej aktywnego ich rekrutowania, stąd wzrost liczby ofert dla Juniorów.wzrost stawek i duża liczba ofert pracy dla programistów

Zarobki wciąż rosną, praca zdalna – bardziej opłacalna

Cieszy również fakt, że coraz więcej pracodawców publikuje widełki placowe już na etapie ogłoszenia. Jeszcze do niedawna, zatajanie tak istotnych informacji jak wysokość wynagrodzenia stanowiło poważny problem nie tylko dla rekruterów, ale przede wszystkim kandydatów. Zwłaszcza, że w branży IT to właśnie pensja jest często jednym z decyzyjnych aspektów wyboru miejsca pracy. W chwili obecnej ilość ofert z podanymi widełkami zarobkowymi, w porównaniu do ostatniego kwartału 2020 roku wzrosła 2 p.p. Jak podkreśla Michał Gąszczyk:

Zdecydowanie pozytywną zmianą jest fakt, że coraz więcej pracodawców publikuje widełki wynagrodzeń – W I kwartale 2021 roku już 37% ofert zawierało taką informację. Wzrost aż o 8 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, oznacza, że rośnie także odsetek pracodawców, którzy dostrzegają wagę tej informacji, a także szanują czas kandydatów. Od początku istnienia inhire.io, kładziemy duży nacisk na edukowanie naszych klientów na temat prawidłowo skonstruowanej oferty pracy, a także kluczowych informacji, które powinno zawierać dobrze zredagowane ogłoszenie skierowane do kandydatów z branży IT. Zarejestrowany wzrost cieszy nas podwójnie, ponieważ widać, że rynek sam się reguluje i coraz więcej firm tworzy oferty, które faktycznie spełniają wymogi kandydatów.

Analizując dane zawarte w raporcie It Market Snapshot Q1 2021 widać również, zdecydowany wzrost zarobków. Co ciekawe, w chwili obecnej bardziej opłacalna jest praca w trybie home office. Porównując doświadczenie pracowników jedyną obniżkę wynagrodzenia widać w przypadku stanowisk juniorskich, które oferują zarobki w wysokości niemal 8.500 zł w systemie pracy stacjonarnej oraz 8.667 zł pracując zdalnie. Zarobki dla bardziej doświadczonych w porównaniu z Q4 2020 wzrosły. Midowie wykonujący swoje obowiązki z domów mogą liczyć się z wynagrodzeniem na poziomie 17.233 zł oraz 16.662 zł pracując stacjonarnie. Wciąż najwyżej wynagradzane jest doświadczenie Seniorów, którzy pracując w modelu tradycyjnym mogą zarobić 20.394 zł, a pracując zdalnie – niemal 21.500 zł.wynagrodzenia programistów

JavaScript najbardziej pożądanym językiem programowania, Scala w czołówce „najdroższych”

Analizując procentowy podział ogłoszeń w odniesieniu do języka programowania w stosunku Q4 2020 – Q1 2021, na uwagę zasługuje fakt, że w czołówce, z identycznymi danymi wciąż znajdują się te same nazwy.  Niezmiennie, najczęściej pożądanymi programistami na polskim rynku są specjaliści posługujący się JavaScript. 27% ofert pracy w pierwszym kwartale roku, skierowanych było właśnie do tych osób. Na drugim miejscu, z wynikiem 21% uplasowała się Java. Również w tym kwartale, podium niezmiennie zamyka Python, którego dotyczyło 15% opublikowanych ofert pracy. Niewielkie, około 1% spadki zarejestrowano w przypadku pozostałych języków, takich jak: Typescript (10%), C++ (2%), Swift (2%), Scala (2%) czy Kotlin (2%).

Odnosząc języki programowania do wysokości wynagrodzenia w kontaktach B2B wciąż najwyżej wyceniani są specjaliści posługujący się językiem Scala (22.115 zł), Python (20.462 zł), w przypadku którego w porównaniu z Q4 2020 zanotowano wzrost zarobków o ponad 2.000 zł oraz Java (19.830 zł). Nadal najniżej opłacalnym językiem programowania jest PHP – posługujący się nim programiści mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości 14.716 zł. Porównując Q1 2021 z Q4 2020 największy skok stawki zanotowano w przypadku Ruby, gdzie różnica wynosi niemal 3.000 zł.stawki programistów

Z raportu inhire.io IT MARKET SNAPSHOT Q1 2021 wynika, że rok 2021 dla branży IT rozpoczął się bardzo dobrze. W niemal każdym obszarze zanotowano zdecydowane wzrosty. Cieszy również fakt, że specjaliści IT pomału mogą odetchnąć z ulgą, gdyż ich sytuacja na rynku pracy została ustabilizowana. Jak słusznie zauważył Michał Gąszczyk:

– Z badań inhire.io wynika, że wbrew zeszłorocznym obawom, pandemia nie zachwiała sytuacją branży IT. Nowy rok przyniósł nie tylko nowe oferty pracy czy liczne i ciekawe projekty zarówno od polskich, jak i zagranicznych pracodawców, ale przede wszystkim wyższe wynagrodzenie czy większą szansę na rozwój dla najmniej doświadczonych. Liczymy, że kolejne raporty będą informowały o dalszej tendencji wzrostowej.

Raport IT MARKET SNAPSHOT Q1 2021 można bezpłatnie pobrać ze strony: https://inhire.io/insights/it-market-snapshot-q1-2021/

W 2020 r. lekarze wystawili 1,5 mln zwolnień z tytułu zaburzeń psychicznych

  • W 2020 roku lekarze wystawili 24,2 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy, z czego ponad 1,5 mln zwolnień z tytułu zaburzeń psychicznych [ZUS]
  • Łączna liczba dni absencji chorobowej na podstawie wystawionych w 2020 roku zwolnień lekarskich wyniosła 296,9 mln dni [ZUS]
  • 665% wzrost zainteresowania programami medytacyjnymi w Polsce [Spotify]

Stres, niepewność i przedłużająca się izolacja osłabiły kondycję pracujących Polaków. Ze statystyk Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w ciągu roku znacząco wzrosła liczba wystawianych zwolnień oraz zaświadczeń lekarskich, które tylko potwierdzają wzrost absencji pracowników. Te zaś przekładają się na straty i spowolnienie gospodarki. Po roku walki z pandemią, pracodawcy coraz częściej sięgają po rozwiązania z zakresu mindfullness, by zadbać o dobrostan pracowników i zredukować u zatrudnionych negatywne skutki psychofizyczne pandemii. W kwietniu Worksmile –  platforma do budowania silnej kultury organizacji – dodała do kafeterii oferowanych rozwiązań również moduły medytacyjne, we współpracy z jedną z  najpopularniejszych aplikacji medytacyjnych INTU.

O tym, jak ważna dla człowieka stała się możliwość wyciszenia i relaksu, świadczyć mogą dane przedstawione przez portal Spotify, z których wynika, że w skali ubiegłego roku zainteresowanie podcastowymi programami medytacyjnymi w Polsce wzrosło ponad sześciokrotnie. Konieczność pracy zdalnej, izolacja społeczna i rosnąca frustracja sprawiły, że coraz częściej poszukiwano możliwości odreagowania nadmiaru stresu czy wyciszenia. Co więcej, medytacja doskonale wpływa na zdrowie całego organizmu. Zmniejsza stres, obniża ciśnienie tętnicze krwi czy też zapobiega arytmii serca. W badaniach opublikowanych na łamach European Journal of Social Psychology udowodniono również, że osoby uprawiające trening duchowy wzmacniają w sobie potrzebę zwiększenia własnej efektywności. Jednak to nie wszystkie zalety medytacji.

Jak dodaje Tomasz Chaciński – CEO Worksmile: Żyjemy w czasach, gdy najpopularniejsze benefity pozapłacowe, takie jak np. karnety na siłownię straciły na znaczeniu, z powodu rządowej dyrektywy o zamknięciu obiektów. Brak swobodnego dostępu do zajęć fizycznych, a co za tym idzie niemożność „wyrzucenia” z siebie złych emocji pociągnęły za sobą problemy wynikające z nadmiaru tłumionych emocji, takie jak załamanie, depresja czy zaburzenia psychiczne. Dlatego nie dziwi fakt, że społeczeństwo zwróciło swoją uwagę na zajęcia pozwalające pokonać stres, wyciszyć się i oddać chwili relaksu. W Worksmile od początku pandemii obserwujemy zmiany zachodzące w

 

społeczeństwie. Zauważyliśmy duży wzrost zainteresowania medytacją i podjęliśmy decyzję o rozszerzeniu naszej kafeterii benefitów właśnie o taki moduł, by jeszcze bardziej dopasować nasz ekosystem do aktualnych potrzeb pracowników.

Absencja pracownicza w 2020 roku na rekordowym poziomie

Frustracja pracowników to jednak nie jedyny problem. Na przestrzeni ostatniego roku znacznie wzrosła liczba dni, kiedy pracujący Polacy przebywali na zwolnieniach chorobowych. Z opublikowanego przez ZUS raportu „Absencja chorobowa w 2020 roku” wynika, że tylko na przestrzeni ubiegłego roku w Polsce wystawionych zostało 24,2 mln zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy, z czego ponad 1,5 mln zwolnień lekarskich dotyczyło zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. Łączna liczba dni spędzonych na chorobowym osiągnęła 296,9 mln., z czego niemal 28 mln dotyczyło właśnie problemów natury psychicznej. Dla porównania z rokiem 2019 warto nadmienić, że liczba dni spędzonych na zwolnieniach z powodu problemów emocjonalnych wzrosła o 36,9%.

Dane pokazują, że coraz więcej osób nie radzi sobie z nową, covidową rzeczywistością. Nagłe zmiany przed jakimi postawiła nas pandemia, w dużej mierze odbijają się na zdrowiu psychicznym Polaków. Niemal 386 tysięcy zwolnień lekarskich dotyczyło depresji. Problem ten odbił się również na sytuacji firm z rodzimego rynku pracy. Wielu pracodawców zmagało się z niedoborem kadrowym i koniecznością znalezienia sposobu na wsparcie zdrowotne pracowników. Wiele firm zdecydowało się na dostosowanie oferty wellbeingowej do bieżących potrzeb pracowników, zapewniając im wsparcie w zakresie psychicznym. Wzrost popularności medytacji stała się przyczyną do poszukiwania oferty zapewniającej zespołom dostęp do ciekawych ofert medytacyjnych.

Jak podkreśla Tomasz Chaciński: Worksmile postawił na autorskie programy, stworzone całkowicie od podstaw. Opracowaliśmy serię medytacji, czytanych przez Pawła Bukrewicza znanego z Netflixa czy Julię E. Wahl, która odpowiadała również za zakres merytoryczny. Zaprosiliśmy do współpracy INTU, najpopularniejszą platformę medytacyjną w Polsce, dzięki czemu nasi klienci mogą skorzystać materiałów obu twórców, bez konieczności zakładania dwóch oddzielnych kont. Integracja z INTU pozwoliła nam poszerzyć ofertę, urozmaicić ją, a dzięki temu jeszcze bardziej dostosować do potrzeb klientów. Mamy nadzieję, że zaproponowane rozwiązanie spotka się z zainteresowaniem ze strony użytkowników platformy Worksmile.

Potrzeba wyciszenia, a wellbeing

Analizując dostępne dane na temat absencji pracowniczej zadowalający wydaje się fakt, że pracodawcy coraz bardziej dostrzegają potrzebę otoczenia pracowników opieką zdrowotną, również w zakresie zdrowia psychicznego. Oczywiście, wielu z nich nie zrobi tego samemu – dlatego działy HR poszukują narzędzi, które oddane w ręce pracowników, umożliwią im dobór odpowiednich rozwiązań i dostosowanie ich do aktualnej sytuacji. Integracja działań Worksmile oraz INTU umożliwia klientom korzystanie z  materiałów o zróżnicowanej tematyce. Dzięki nawiązanej współpracy użytkownicy mogą skorzystać z medytacji, bez konieczności wykupienia dwóch oddzielnych abonamentów i zakładania konta w dwóch aplikacjach. Integracja nie byłaby możliwa bez rozwiniętego API, dzięki któremu Worsmile może w swobodny sposób rozbudowywać swoje narzędzie. Jak podkreśla Tomasz Chaciński:

Worksmile jest aplikacją, która bazuje na rozwiniętym API, co pozwala łączyć ją z różnymi rozwiązaniami zewnętrznymi. Już teraz, użytkownicy platformy mogą połączyć się z wieloma aplikacjami pro-zdrowotnymi, takimi jak m.in. Garmin, Strava, Runkeeper, Fitbit czy Apple Health. Worksmile stale rozwija ekosystem benefitowy dla użytkowników, tym razem łącząc siły z jedną z najbardziej rozpoznawalnych aplikacji do medytacji w Polsce – INTU. Partnerstwo polega na połączeniu API, które pozwoli użytkownikom Worksmile medytować w Intu i automatycznie przesyłać wykonane medytacje do Worksmile, za co będą otrzymywać punkty, zbierać odznaki i budować społeczność osób medytujących. W tej chwili moduł wellbeingu Worksmile liczy ponad 90 aktywności, które użytkownik może wybrać, a do których wykonywania motywuje go aplikacja

Ekosystem Worksmile jest intuicyjny i prosty w obsłudze, a do tego dostępny bez ograniczeń czasowych i przestrzennych. By poddać się chwili relaksu wystarczy zalogować się na urządzeniu mobilnym, wybrać tematykę medytacji i gotowe. Pracodawcy, którzy wyposażą swój zespół w pakiet Premium zagwarantują użytkownikom szerszy wybór materiałów medytacyjnych oraz możliwość porównania projektów stworzonych przez Worksmile oraz INTU. Nowy moduł będzie dostępny dla użytkowników już pod koniec kwietnia.

W co najczęściej inwestowali Polacy w I kwartale 2021 r.?

Świadomość zarządzania własnymi finansami wśród Polaków wzrasta, jednak liczby mogłyby być bardziej imponujące. W I kwartale 2021 roku zainwestowało swoje oszczędności 27% ankietowanych – wynika z analizy badania firmy Tavex. Największą popularnością cieszyły się lokaty, którym zaufało aż 41,5% badanych. Niższe zainteresowanie budziły akcje (24,6%) oraz fundusze inwestycyjne (23,1%). Co ciekawe, to nieruchomości i złoto są uznawane za najbardziej wartościowe aktywa. Odpowiednio aż 56,3% i 36,1% Polaków zapytanych „W co warto zainwestować?” wskazało właśnie na nieruchomości lub złoty kruszec.

W co inwestują Polacy?

Wyniki badania firmy Tavex jednoznacznie wskazują, że największą popularnością wśród Polaków w I kwartale 2021 roku niezmiennie cieszyły się lokaty, pomimo bardzo niskich stóp procentowych. Były wyraźnie ponad konkurencją – inwestowanie w to aktywo zadeklarowało aż 41,5% respondentów. Z mniejszym zainteresowaniem Polacy zwracali się w stronę giełdowych akcji (24,6%), funduszy inwestycyjnych (23,1%) czy zakupu nieruchomości (19,1%). Inwestycyjną „pierwszą piątkę” zamyka złoto z wynikiem 16,9%.

Co ciekawe, wśród młodych osób (do 24. roku życia), wysoko w zestawieniu plasuje się inwestowanie w bitcoiny (27,3%). Tu kryptowaluta osiągnęła dominującą popularność względem innych przedziałów wiekowych. Przykładowo w grupie wiekowej 25-34, kryptowaluty cieszyły się niższym zainteresowaniem (15,3%). W tym aktywie szansę na zarobek widziało mniej niż dziesięć procent (9,4%) osób w przedziale 35-49 lat, a także powyżej 50 roku życia, z podobnym wynikiem – tylko 9,9%. Te wartości mogą być skorelowane z większą otwartością i skłonnością do ryzyka wśród młodych. Warto przypomnieć, że lokowanie pieniędzy w ten instrument przez wielu ekspertów jest uważane za ryzykowne z uwagi na brak szczegółowych regulacji i wysoką zmienność cen aktywów.

Szczególna popularność kryptowalut w odniesieniu do młodych osób wynika przede wszystkim z ich pozytywnego nastawienia do nowych technologii i chęci lokowania kapitału w aktywach, które wykazują potencjał do wysokiej stopy zwrotu. Niemniej jednak należy pamiętać, że bitcoin jest wyłącznie narzędziem spekulacyjnym, więc równie dobrze, zamiast przynieść zyski może stać się źródłem znaczących strat – potwierdzają to także ostatnie duże spadki notowań wielu kryptowalut. Wybierając ten sposób inwestowania, warto więc mieć na uwadze fakt, że jest to jeszcze nieukształtowany i bardzo zmienny rynek – tłumaczy Aleksander Pawlak, Prezes Tavex Sp. z o.o.

„Marzenia” o złocie i nieruchomościach

W badaniu firmy Tavex na pytanie: „W co według Ciebie warto inwestować?” zdecydowana większość ankietowanych wskazała na nieruchomości (56,3%) oraz złoto (36,1%). Warto podkreślić, że następny w zestawieniu bitcoin (22,7%) osiągnął mniejszy o ponad jedną trzecią wynik (33,6%) w porównaniu do nieruchomości, i o ponad 13% gorszy rezultat niż złoto.

W najpopularniejsze nieruchomości chciałoby zainwestować 60,3% badanych w wieku 25-34 lata. W pozostałych przedziałach wiekowych na dane aktywo postawiłoby następująco: 52% ankietowanych w wieku 35-49 lat, 57,6% osób powyżej 50. roku życia. Co ciekawe, więcej niż połowa (53,9%) najmłodszych respondentów (do 24. roku życia) zainwestowałaby w nieruchomości, gdyby zasoby nie stanowiły przeszkody.

Awans w tabeli ligowych rozgrywek na najbardziej wartościową formę oszczędzania według Polaków zanotowało złoto, przeskakując na drugą lokatę. To właśnie w „królu metali” Polacy widzą bardzo ciekawą możliwość na bezpieczne przechowywanie i powiększanie swoich oszczędności.

Uzyskane wyniki jednoznacznie wskazują na wyrównane zainteresowanie kruszcem we wszystkich grupach wiekowych – do 24 roku życia to 26,3% inwestorów, a w przedziale 25-34 lat aż 34,1%. Starsi entuzjaści złota, w grupie od 35 do 49 lat, osiągnęli wynik 38,1%, natomiast osoby powyżej 50 roku życia – 38,6%.

Wnioski z badania nasuwają się same – „marzeniem” Polaków w zakresie inwestycji są nieruchomości i złoto, ponieważ oba aktywa są powszechnie utożsamiane z najlepszą formą zabezpieczenia kapitału w perspektywie długoterminowej. W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę na zasadniczą różnicę, która je dzieli, a mianowicie ilość kapitału niezbędnego do zmiany planów w realną inwestycję. Z tego prostego powodu złoto jawi się jako bardziej przystępna forma lokowania oszczędności, ponieważ wymaga zdecydowanie mniejszych nakładów oszczędności – mówi Aleksandra Olbryś, Analityk ds. Rynku Złota w Tavex Sp. z o.o.

Sektor MŚP chce nadrobić flotowe zaległości. Ponad 27 proc. firm planuje zakup samochodów w 2021 r.

27,2 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce zamierza w 2021 roku zainwestować w firmową flotę – wynika z badania zrealizowanego w 1. kwartale na zlecenie Carefleet S.A. To o niemal 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli tuż przed wybuchem pandemii. Jak przewidują eksperci, zwiększony popyt na samochody w połączeniu z wciąż niepewną sytuacją rynkową może zaowocować wzrostem zainteresowania wynajmem długoterminowym i leasingiem, a także pojazdami używanymi. Jeśli przedsiębiorcy zrealizują swoje deklaracje, do flot sektora MŚP trafi ponad 1,1 miliona samochodów.

Jak wynika z badania najwięcej firm – bo aż 17,4 proc. – zamierza nabyć w tym roku tylko jeden samochód. Nieco ponad 8,5 proc. ankietowanych przewiduje zakup od 2 do 5 pojazdów, przy czym istotnie częściej plany te dotyczą firm, które już teraz są w posiadaniu od 20 do 50 aut służbowych. Zaledwie 1,6 procenta przedsiębiorstw deklaruje zwiększenie firmowej floty o więcej niż 6 samochodów, w tym połowa z nich o ponad 11 sztuk.

Wszystko wskazuje na to, że część firm z sektora MŚP poważnie myśli o zrealizowaniu planów zakupowych, które pokrzyżował wybuch pandemii. Jeszcze na początku ubiegłego roku blisko 18 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorców deklarowało chęć rozbudowania swoich flot samochodowych. Niepewna sytuacja gospodarcza spowodowana rozprzestrzenianiem się koronawirusa sprawiła, że już kilka miesięcy później niemal 25 proc. z nich ograniczało do minimum lub całkowicie wstrzymywało zakupy aut – mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A. – Choć pandemia wciąż daje się wszystkim we znaki, wydaje się, że przedsiębiorcy powoli oswajają się z sytuacją i próbują odnaleźć w nowej rzeczywistości, czego przejawem są także działania podejmowane w zakresie utrzymania mobilności biznesu. Biorąc pod uwagę liczbę podmiotów funkcjonujących w sektorze MŚP, jeśli ich właścicielom udałoby się zrealizować plany dotyczące zakupu aut, to w 2021 roku do flot mikro, małych i średnich firm mogłoby trafić nawet ponad 1,1 miliona nowych i używanych samochodów – dodaje.

Leasing i wynajem zamiast kredytów i zakupów za gotówkę

Według danych zebranych przez Instytut Keralla na zlecenie Carefleet S.A. najczęściej o zakupie pojazdów służbowych myślą średnie przedsiębiorstwa zatrudniające od 50 do 249 pracowników. Aż 33,3 proc. z nich zamierza w tym roku rozbudować flotę, z czego 17,5 proc. o jedno auto, a 13,3 proc o 2 do 5 samochodów. Odsetek małych (10 – 49 pracowników) i mikro (1 – 9 pracowników) firm, które planują motoryzacyjne zakupy, to odpowiednio 26,0 oraz 21,7 proc. Nastrój sprzyjający inwestycjom w sektorze MŚP potwierdzają wyniki badania Barometr COVID-19, zrealizowanego pod koniec ubiegłego roku przez Europejski Fundusz Leasingowy. Wynika z nich, iż  34,5 proc. mikro, małych i średnich firm ocenia, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy kondycja w ich branży poprawi się.

– Taki optymizm, choć jeszcze bardzo umiarkowany, to dobra wiadomość nie tylko dla branży motoryzacyjnej, która zanotowała w ubiegłym roku znaczne spadki sprzedaży, ale także dla firm specjalizujących się w outsourcingu flot. Choć sektor MŚP już od lat podąża drogą wytyczoną przez korporacje oraz duże przedsiębiorstwa i chętnie korzysta z leasingu oraz wynajmu długoterminowego, to wciąż część przedsiębiorców przyzwyczajona jest do tradycyjnych metod finansowania, czyli kredytów lub zakupu ze środków własnych. Paradoksalnie trudna sytuacja rynkowa spowodowana pandemią może zmienić ich podejście i otworzyć na nowe, efektywniejsze rozwiązania – tłumaczy Bartosz Olejnik. – W przeciwieństwie np. do zakupu aut za gotówkę, wynajem długoterminowy nie skutkuje zamrożeniem kapitału, który może zostać wykorzystany do realizacji innych celów firmy, a minimum formalności i relatywnie niskie wymogi odnośnie do zabezpieczenia transakcji w porównaniu z kredytem bankowym stanowią dodatkową zachętę dla wielu przedsiębiorców znajdujących się w gorszej sytuacji finansowej. Co istotne, wynajem długoterminowy zapewnia nie tylko oszczędność czasu i pieniędzy, ale też tak ważną w obecnej sytuacji przewidywalność kosztów użytkowania pojazdów w długiej perspektywie – dodaje.

Według danych Polskiego Związku Leasingu i Wynajmu Pojazdów wynajem długoterminowy samochodów w Polsce zakończył rok 2020 ze wzrostem łącznej floty na poziomie 2% r/r. Choć wzrost ten jest niewielki w porównaniu z poprzednimi latami, wciąż pozytywnie wyróżnia wynajem na tle innych modeli finansowania flot.

Wzrośnie zainteresowanie samochodami używanymi

Jak zaznacza Bartosz Olejnik, najprawdopodobniej znaczna cześć przedsiębiorców z sektora MŚP, aby utrzymać mobilność swoich biznesów, będzie dokonywała zakupu samochodów na rynku wtórnym. To zresztą trend, który przede wszystkim w mikro i małych firmach utrzymuje się od lat.

– Jak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A. w 2018 roku, niemal 55 proc. firm z sektora MŚP nabywa samochody używane. Przewidujemy, iż z powodu pandemii i niepewnej sytuacji rynkowej odsetek ten jeszcze wrośnie, głównie za sprawą przedsiębiorców, którzy do tej pory preferowali kredyty i zakup pojazdów ze środków własnych. Część z nich – tak jak wspomniałem – otworzy się na leasing i wynajem długoterminowy, a część będzie poszukiwała aut używanych – twierdzi Bartosz Olejnik. – Obecnie coraz większą popularnością nie tylko wśród klientów indywidualnych, ale również mikro i małych przedsiębiorców cieszą się samochody poleasingowe, które stanowią atrakcyjną i przede wszystkim wiarygodną alternatywę dla aut używanych sprowadzanych z zagranicy. Mają one potwierdzony przebieg i pełną historię serwisową, a ponadto większość dużych firm leasingowych i Car Fleet Management, które wystawiają je na sprzedaż, oferuje nie tylko zakup za gotówkę, ale również inne, preferencyjne formy finansowania – podsumowuje.

Od szczepionek do szczepień. Jak skutecznie włączać społeczeństwo w walkę z pandemią?

Aż 89 proc. zwolenników szczepień w Polsce podaje argument odpowiedzialności za innych jako istotny dla ich decyzji o zaszczepieniu się. Większość (52 proc.) badanych przez PIE nie akceptuje jednocześnie pomysłu przyznania jakichkolwiek przywilejów osobom zaszczepionym. Wśród osób, które nie są zdecydowane zaszczepić się przeciwko COVID-19, prawie połowa (46 proc.) obawia się potencjalnych powikłań zdrowotnych. Co druga niezdecydowana osoba nie kieruje się wypowiedziami jakichkolwiek osób publicznych przy podejmowaniu decyzji o zaszczepieniu się, czerpie jednak wiedzę o szczepieniach z mediów społecznościowych – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Od szczepionek do szczepień. Jak skutecznie włączać społeczeństwo w walkę z pandemią?”.

Wyniki badania PIE przeprowadzonego w drugiej połowie lutego 2021 r. umożliwiły określenie struktury oraz skali postaw wobec szczepień przeciwko COVID-19. Wyodrębniono 4 grupy postaw. 35 proc. badanych to osoby zaszczepione lub zarejestrowane na szczepienie. Wśród pozostałych 65 proc. niezaszczepionych
i niezarejestrowanych występują 3 podgrupy: niezdecydowani (37 proc.), przeciwni szczepieniom (18 proc.) oraz przekonani o konieczności lub słuszności szczepienia (10 proc.).

Przekonani do szczepień to najczęściej osoby starsze, mężczyźni i mieszkańcy większych miast. Z kolei najwięcej przeciwników jest w najmłodszych grupach wiekowych, wśród kobiet i mieszkańców mniejszych miejscowości. Skłonność do szczepień jest wyraźnie wyższa wśród osób, które w swoim otoczeniu zetknęły się z chorobą COVID-19, zwłaszcza jeśli zarażeni znajomi lub krewni wymagali hospitalizacji. Wśród nich 26 proc. jest przekonanych, że powinni  się zaszczepić. Z kolei w przypadku niezdecydowanych, wątpliwości budzą przede wszystkim konsekwencje zdrowotne, rekordowo szybki proces wyprodukowania szczepionek oraz ich potencjalna nieskuteczność. Warto odnotować, że niezdecydowanych nie przekonują w większości argumenty najbardziej mobilizujące zdecydowanych: nie tylko te dotyczące zdrowia, ale też możliwości powrotu do normalnego funkcjonowania czy argument o odpowiedzialności za innych, na którym bazuje kampania medialna promująca szczepienia. Ponad połowa niezdecydowanych i 2/3 przeciwników szczepień rzadko lub wcale nie śledzi doniesień na ten temat, otwarcie deklarując zmęczenie nimi – mówi Agnieszka Wincewicz-Price, kierownik zespołu ekonomii behawioralnej Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Motywacje zdrowotne i społeczne kluczowe dla zwolenników szczepień

Przekonanych do szczepień przeciwko COVID-19 w niemal równym stopniu motywują czynniki zdrowotne (93 proc. uznaje, że trzeba zaszczepić się dla swojego zdrowia), zmęczenie pandemią (91 proc. twierdzi, że należy się zaszczepić, aby wróciła normalność) oraz przekonanie, że to kwestia odpowiedzialności za innych (89 proc.).

Zdecydowana większość (76 proc.) osób przekonanych do przyjęcia szczepionki przeciwko COVID-19 zgadza się na pierwszeństwo seniorów w kolejce do szczepień. Zwolennicy szczepień są bardziej skłonni niż pozostali wyrażać aprobatę wobec zwiększenia swobody podróżowania za granicę, ale jest to zdanie mniej niż połowy przedstawicieli tej grupy (46 proc.). Dodatkowe przywileje w miejscu pracy czy w dostępie do ochrony zdrowia dla osób zaszczepionych spotykają się z mniejszym uznaniem (odpowiednio 32 proc. i 27 proc.). Około 43 proc. jest zdania, że przyjęcie szczepionki nie powinno wiązać się z żadnymi przywilejami.

Podstawowe znaczenie dla kształtowania opinii o celowości szczepień ma treść pozyskiwanych informacji na ich temat. Blisko 2/3 osób przekonanych do szczepienia miało kontakt z informacjami dotyczącymi potencjalnych skutków ubocznych.

Co kieruje niezdecydowanymi i przeciwnikami?

Z analiz wynika, że skala osób niezdecydowanych jest porównywalna we wszystkich grupach wiekowych. Wśród najczęściej przywoływanych źródeł obaw w grupie niezdecydowanych jest ryzyko powikłań zdrowotnych, wskazuje na nie 46 proc. niezdecydowanych w kwestii przyjęcia szczepionki. Co ciekawe, wśród tych nieprzekonanych, którzy skłaniają się ku decyzji o niezaszczepieniu, znacznie częściej niż wśród pozostałych niezdecydowanych pojawia się wątpliwość co do szybkości procesu wyprodukowania szczepionki (28 proc.). Jednocześnie, 2/3 niezdecydowanych uważa, że przyjęcie szczepionki nie powinno wiązać się z żadnymi przywilejami.

W grupie osób, które nie zaszczepiły się i nie zarejestrowały na szczepienie 27 proc. stanowią osoby zidentyfikowane jako przeciwnicy szczepień przeciwko COVID-19. Co ciekawe, najwięcej przeciwników jest w najmłodszych przedziałach wiekowych (poniżej 44 r.ż.), więcej wśród kobiet (30 proc.) niż wśród mężczyzn (24 proc.) oraz wśród mieszkańców wsi (30 proc.) niż w przypadku mieszkańców największych miast (18 proc.). Wśród osób, które w swoim otoczeniu nie spotkały się z chorobą wywołaną koronawirusem przeciwnicy szczepień stanowią 35 proc. Wśród tych, którzy mieli kontakt z chorymi przeciwników jest mniej – 23 proc.

Wśród przeciwników szczepienia przeciwko COVID-19 najczęstszym źródłem niepokoju jest rekordowo szybkie tempo wyprodukowania szczepionki i wprowadzenia jej na rynek (36 proc.) oraz niepożądane skutki uboczne (35 proc.). Stanowisko osób niezgadzających się na zaszczepienie przeciwko COVID-19 jest jednoznaczne – 74 proc. uważa, że przyjęcie szczepionki nie powinno wiązać się z żadnymi przywilejami.Motywacją do szczepień jest poczucie odpowiedzialności za innych

Co zrobić, żeby system szczepień był społecznie efektywny

Wśród rekomendowanych w świetle powyższych wyników oraz aktualnej sytuacji pandemicznej działań, znajdują się przede wszystkim wzmocnienie kompetencji decyzyjnych osób niezdecydowanych poprzez oferowanie im jak najpełniejszej informacji na temat zalet i ryzyk związanych z przedmiotem decyzji oraz precyzyjne zdefiniowanie czynników ryzyka w podziale na poszczególne kategorie uwzględniające wiek, stan zdrowia czy narażenie na zakażenie ze względu na wykonywany zawód. Ponadto, bardzo istotne są wyrozumiałość oraz szacunek dla nieprzekonanych, a jednocześnie minimalizacja kosztów funkcjonowania programu szczepień poprzez wsparcie organizacyjne dla osób zdecydowanych. Konieczne jest także uelastycznienie systemu
w kierunku sprawnego reagowania na nowe fakty, takie jak np. chwilowe wątpliwości wobec stosowania brytyjskiej szczepionki, a także ostrożność w jakimkolwiek uprzywilejowywaniu osób zaszczepionych.

Pandemia popchnęła e-commerce o kilka lat do przodu

Allegro wchodzi na parkiet, Amazon wpływa do Polski, a Rakuten łokciami rozpycha się w USA – czyli o tym, jak pandemia popchnęła e-commerce o kilka lat do przodu.

Kiedy podczas pierwszego lockdownu wszyscy zamykaliśmy się w domach a cały świat jakby zwolnił, e-commerce wchodził właśnie na najwyższe obroty. I o ile można było się spodziewać, że sklepy internetowe będą przeżywały hossę, o tyle niespodziewaną gwiazdą stały się nowe rozwiązania fintech. Pomiędzy wizją zawrotnego tempa platform zakupowych a szerokim oknem sprzedażowym pojawiła się luka, która wymusiła wprowadzenie nowych rozwiązań i wykreowanie zachęcających benefitów w zakresie płatności. Po wiośnie w e-commerce idzie lato dla fintechu?

Portfel w smartfonie

2020 był zdecydowanie rokiem e-commerce. Podczas, gdy byliśmy zmuszeni zrezygnować z wycieczek do centrów handlowych, sklepów budowlano-remontowych czy nawet spożywczych, wcale nie zamierzaliśmy rezygnować z zakupów. Nie trzeba było wprawnych prognostów, aby przewidzieć, że zyskają sklepy internetowe, i to tam przeniesiemy swoje pieniądze i czas. Po roku możemy jednak wysunąć pierwsze wnioski. A wnioski jednoznacznie prowadzą do tego, że online zostanie z nami na dłużej, a sam e-commerce zyskał na pandemii kilka dobrych lat. W międzyczasie na GPW zadebiutowały Allegro oraz Answear, a w Polsce pojawił się Amazon. Aby nadążyć za tempem zmian, musiały przyspieszyć też płatności online, które diametralnie się zmieniły w ostatnich latach.

Czy w takim razie możemy jeszcze spodziewać się rewolucji?

– „Rewolucja” to zdecydowanie za duże słowo – choć pandemia sprawiła, że częściej robimy zakupy w internecie i coraz lepiej orientujemy się w możliwościach, jakie daje nam cyfrowa obecność, to nadal jest to stopniowy rozwój. Jesteśmy już na takim poziomie technologicznym, że trudno nagle zrewolucjonizować rynek. W tej chwili bardzo ważne jest bezpieczeństwo, zaufanie do e-commerce – mówi Paweł Działak, CEO operatora płatności Tpay – Aż 90% internautów w naszym badaniu z SW Research wskazało, że podczas płacenia online to właśnie bezpieczeństwo transakcji jest dla nich niezwykle ważne. Wybór operatora płatności, dbałość o wszystkie elementy finalizacji zakupów online to aktualnie bardzo ważne zagadnienie dla e-sprzedawców, całej branży – dodaje.

Podobne zdanie ma Jacek Zientkiewicz, Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu w Shoper – Nie rewolucja, a ewolucja. Patrząc na ostatnie lata rozwoju branży e-commerce i płatności online widać, jak bardzo poszły one do przodu. Bezgotówkowe i szybkie systemy płatności, pozwalające na zakupy robione niemal w dwa kliknięcia, są dziś oczekiwanym standardem w nowoczesnych sklepach online. Ta rewolucja dzieje się więc od lat. To, co nas z kolei czeka w najbliższej przyszłości, to dalszy rozwój intuicyjnych i dedykowanych urządzeniom mobilnym płatności.

Nowe rozwiązania finansowo-technologiczne zdają się już od pewnego czasu na dobre rozgaszczać wśród polskich konsumentów. Młodzi systematycznie rozstają się z gotówką już od kilku lat – zmieniają się tylko metody, które zresztą bardzo ochoczo testują. Do tych starszych szlaki przetarły m.in. rekomendacje Ministra Zdrowia w zakresie zagrożeń płynących z posługiwania się fizycznym pieniądzem i jest duża szansa na to, że nie wrócą już oni do starych przyzwyczajeń.

– Europejczycy, w tym Polacy, dość szybko przyzwyczajają się do nowych metod płatności. Na koniec września 2020 ponad 80% płatności kartami odbywało się zbliżeniowo. Użycie aplikacji fintechowych wzrosło w pandemii o 72%. W Szwecji transakcje gotówkowe stanowią 1% transakcji – mówi Maria Bogajewska, prezes Arena.pl.

Co, jeśli nie przelew i gotówka?

Kto więc zajął miejsce po transakcjach gotówkowych? Niekwestionowanym liderem zestawienia jest BLiK.

– Polacy w 2020 pokochali BLiKa. Ta metoda płatności wykorzystywana jest przez klientów sklepów online chętniej niż karta płatnicza. W Q2 2020 Polacy skorzystali z tej metody 73 mln razy. Rok wcześniej było to 29,8 mln razy. Jest to kolejny przykład, że absorbcja nowych technlogii, w tym metod płatności w Polsce przebiega bardzo sprawnie. Ciągle jednak dominującą metodą płatności jest pay-by-link, z którego korzysta 35% klientów sklepów online – mówi Maria Bogajewska. Podobne spostrzeżenia ma Jacek Zientkiewicz: W sklepach internetowych Shoper sukcesywnie wzrasta popularność płatności za pomocą systemu BLiK, klienci mogą też korzystać z szybkich płatności Google Pay, a także odroczonych płatności, dzięki którym z zapłatą za towar można się wstrzymać aż do 30 dni po zakupie. Na początku 2021 roku udostępniliśmy dla wszystkich sklepów pracujących na oprogramowaniu Shoper nową usługę PayPo, która umożliwia szybki i bezpieczny sposób zapłaty za zakupy w sklepach bez konieczności logowania do banku lub podawania numeru karty przy finalizowaniu transakcji. To kolejny krok ku wygodnym i bezpiecznym zakupom przyszłości.

– Ciekawym zagadnieniem są też płatności za pobraniem. Z naszego badania z SW Reasearch wynika, że 16% badanych internautów chętnie korzysta z tego sposobu płatności. Ci, którzy nadal wybierają płatność za pobraniem, nie zawsze chcą jednak korzystać z gotówki. Z myślą o takich klientach wprowadziliśmy BliK u kurierów InPost i GLS. Dzięki temu za pobraniem można płacić bezpiecznie, wystarczy podać kurierowi kod BLiK i zaakceptować transakcję na swoim smartfonie – kończy Paweł Działak.

Jak to robią na świecie?

E-commerce i fintech zaczęły zacieśniać więzy, jednak cały czas pozostaje na tym polu duża luka, którą należy zagospodarować. Pierwszym sygnałem, który wskazuje na nowy trend, są na pewno partnerstwa, jakie zawiązują się pomiędzy bankami a podmiotami skupionymi wokół e-commerce. Jednym z przykładów jest Arena.pl – Arena w 2021 roku przeprowadziła pierwszy etap kampanii promocyjnej wspólnie z PKO BP. Wdrożyliśmy opcję szybkiego zakupu na platformie metodą iPKO. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że w ten sposób opłacono 10% transakcji w okresie od stycznia do marca 2021 roku. To dało nam do myślenia i skłoniło do tego, aby zastanowić się nad tym jak może wyglądać współpraca pomiędzy bankiem a platformą e-commerce. Z naszego punktu widzenia korzyści są oczywiste dla wszystkich stron, w szczególności zaś dla osób kupujących w internecie. Mogą oni bowiem liczyć na dedykowane oferty. Z jednej strony to specjalnie przygotowane promocje na produkty wchodzące w skład oferty platformy handlowej. Z drugiej to usługi finansowe umożliwiające zakup produktu, np. z odroczonym terminem płatności. Do tego szybkie i bezpieczne metody płatności oferowane bezpośrednio przez bank. W ten sposób tworzymy naturalny ekosystem. Produkty zawarte w ofercie platformy e-commerce są nabywane przez konsumenta z jego środków z wykorzystaniem bezpiecznych i szybkich transakcje bez dodatkowych pośredników – mówi Prezes spółki.

Kolejnym podmiotem jest Tpay. Jak mówi Paweł Działak: My również zauważyliśmy znacznie większe zainteresowanie płatnościami online, a patrząc już zupełnie praktycznie – poszukiwania przez e-sprzedawców rozwiązań, które pomogą im zdobyć zaufanie internautów czy zwiększyć wartość koszyków. Myślę, że świetnym przykładem potwierdzającym duże znaczenie handlu e-commerce w zwiększaniu udziału w rynku jest pierwsza na rynku strategiczna współpraca banku i krajowej instytucji płatniczej w zakresie płatniczych rozwiązań, która będzie wspierać firmy w wejściu do tego świata. Tpay wspólnie z Pekao SA zamierza wykorzystać synergie między naszymi firmami i dać klientom nowe narzędzia i narzędzia wspomagające rozwój ich biznesów.

Czy więc polski rynek czeka przewrót? Całkiem możliwe, chociaż pewnie będzie to stopniowy proces. Przykładem, który na innych rynkach zdał już egzamin funkcjonalności ze współpracy pomiędzy e-commerce a bankiem jest Rakuten.

Rakuten Bank z powodzeniem rozwija swój innowacyjny model biznesowy w Japonii. ‘All in one stop’ pozwala rezerwować podróże, kupować ubezpieczenia i dokonywać inwestycji. Tamtejsi klienci dokonując zakupów na platformie zakupowej Rakuten i dokonując płatności kartą banku Rakuten, nagradzani są punktami, które mogą wykorzystać na platformie podczas kolejnej wizyty. Model ten wykorzystywany jest w e-commerce od dawna – Rakuten zwyczajnie stworzył twist, dzięki któremu był w stanie zbudować niezależny ekosystem zakupowy, płatniczy i bankowy.

– Chyba najbardziej znanym przykładem “bankowej” platformy e-commerce jest Rakuten. To “Japoński Amazon”. Oferuje szeroki asortyment produktów oraz usługi finansowe i cyfrowe. 27% japońskiego rynku e-commerce jest w rękach Rakuten. Firma posiada 1,3 mld użytkowników na całym świecie i wygenerowała 139 mld dolarów w 2018 roku. Rakuten to nie tylko platforma handlowa, to równocześnie bank. Mickey Mikitani (Rakuten CEO) forsuje idee biznesu, gdzie nie ma znaczenia gdzie się logujesz – do banku czy na platformę handlową. Jedno logowanie powinno zapewniać zaspokojenie dowolnej potrzeby, tzn zakupu produktu lub płacenie za niego. W tym miejscu warto zaznaczyć, że prawie 13% akcji Rakuten jest w rękach banków z USA oraz Japonii – komentuje Maria Bogajewska.

Kolejnym obiecującym przystankiem japońskiego giganta miały być Stany Zjednoczone. Chociaż platforma działa tam z powodzeniem, to jednak model biznesowy musiał zostać delikatnie zmodyfikowany – amerykańscy konsumenci mogą aktualnie liczyć na zwrot w postaci czeków czy PayPal. Dlaczego? Otóż amerykańskie banki podchodzą do japońskiego modelu z wielką niechęcią i ze wszystkich sił starają się zablokować implementację modelu japońskiego. Rakuten obecnie nie ma licencji bankowej, i nie zapowiada się na zmianę w tej kwestii – wg amerykańskiego prawa firmy komercyjne nie mogą angażować się w bankowość. Czy jednak tylko to jest jest przyczyną niechęci amerykańskich instytucji finansowych? Drzwi uchylone przez Rakutena mógłby wykorzystać inny e-commercowy gigant – Amazon – największa platforma e-commerce na świecie. To z kolei byłby kamień milowy dla handlu online na całym świecie. Biorąc pod uwagę niedawne wejście Amazona do Polski można mieć nadzieję, że takie rozwiązanie zawita niedługo i na naszym podwórku. Ale czy polski konsument jest dobrym targetem?

– Czy ekosystem oparty na synergii banku i platformy e-commerce przyjąłby się w Polsce? Patrząc na to w jaki sposób Polacy przyswajają innowacje, w tym usługi płatnicze, jest to całkiem prawdopodobne. Równocześnie same banki powinny szukać nowych kierunków rozwoju, ponieważ coraz częściej mówi się o tym, że bankowość w obecnej postaci nie ma racji bytu w dłuższej perspektywie. Wtóruje temu Bill Gates, który w 1994 powiedział: “Banking is necessary, banks are not” przewidując, że 20 lat później na rynku zaczną pojawiać się fintechy – kończy Bogajewska.

Czego więc mogą spodziewać się klienci i jak dalszy lockdown wpłynie na rozwój handlu online? Na pewno czekają nas nowości. Zmiany są nieuniknione, a pandemia tylko uwydatniła archaiczność niektórych rozwiązań. Pozostaje trzymać kciuki za korzyści, które ten twist wygeneruje dla konsumentów.

Połowa pracowników uważa, że brak bezpośredniego nadzoru pozytywnie wpływa na efektywność pracy

Rośnie liczba osób, którym na pracy zdalnej coraz bardziej doskwiera brak bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi, a co 5. przyznaje, że stałe przebywanie razem z domownikami negatywnie wpływa na ich relacje, jak wynika z nowego raportu polskiej platformy do wideokonferencji i webinarów ClickMeeting o pracy zdalnej. Jednak pracownicy lubią tę formę pracy, a niemal połowa uważa, że dzięki brakowi bezpośredniego nadzoru pracuje efektywniej.click_meeting_praca_zdalna_raport_co_po_pandemii click_meeting_praca_zdalna_raport_czas_pracy click_meeting_praca_zdalna_raport_preferencje_pracownikow

Polakom zdecydowanie podoba się praca zdalna, jak wynika z nowego raportu polskiej firmy dostarczającej rozwiązania webinarowe ClickMeeting „Jak oceniamy pracę zdalną po roku pandemii?”. Średnia odpowiedzi na pytanie „Czy lubisz pracować zdalnie?” wyniosła 7 punktów na 10 możliwych.

Połowa pracowników uważa, że bez bezpośredniego nadzoru pracuje efektywniej

Praca w domu oznacza również utrudniony kontakt z innymi pracownikami i członkami zespołu oraz menedżerami. Jednak aż 48 proc. badanych przez ClickMeeting stwierdziło, że właśnie brak bezpośredniego nadzoru pozytywnie wpłynął na efektywność ich pracy. Zaledwie 9 proc. ankietowanych twierdzi, że jest odwrotnie. Zdaniem 17 proc. respondentów praca online pozytywnie wpłynęła na ich relacje z przełożonym, natomiast 13 proc. dostrzega pogorszenie stosunków z szefem.

Oszczędzamy czas na dojazdach do biura, ale pracujemy dłużej

Jednym z powodów tak pozytywnego podejścia jest zapewne oszczędność czasu na dojazdach do biura – przeważające 72 proc. respondentów potwierdza, że pracując z domu zyskuje na czasie. Jednak w analogicznym raporcie opublikowanym przez ClickMeeting we wrześniu 2020 r. taką odpowiedź wskazało o 4 proc. więcej osób. Natomiast aż 23 proc. nie zgadza się z tym twierdzeniem – o 7 proc. więcej niż we wrześniu. Być może wynika to z tego, że praca zdalna często powoduje zatarcie się granicy między pracą a czasem wolnym. Ponad połowa respondentów zwróciła uwagę na fakt, że od kiedy dom stał się jednocześnie biurem, ich czas pracy uległ wydłużeniu. Zdaniem tylko 38 proc. ich czas pracy nie wydłużył się, a dla pozostałych 6 proc. jest to kwestia trudna do rozstrzygnięcia.

Równo rok dzieli nas od momentu, kiedy pandemia zrewolucjonizowała nasze życie, również w kontekście pracy. Skalę tej zmiany odzwierciedla zapotrzebowanie na platformy do spotkań online, webinarów i wideokonferencji. W 2020 r. na samej tylko platformie ClickMeeting odbyło się ponad 2 mln wydarzeń online, które zgromadziły łącznie niemal 31 mln uczestników – komentuje Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting – Polacy przyzwyczaili się do pracy zdalnej i polubili ją, tęsknią jednak za relacjami z innymi ludźmi. Dlatego nieustannie wdrażamy kolejne rozwiązania, które pomagają skrócić dystans między uczestnikami spotkań i dać im jak najlepsze doświadczenia i interakcje w wirtualnych relacjach.

Brak bezpośrednich relacji doskwiera coraz bardziej, dlatego chcemy pracować hybrydowo

Mimo sporego zadowolenia z pracy zdalnej w porównaniu do września spadła liczba zwolenników wykonywania jej w pełnym wymiarze – z 29 proc. do 24 proc. obecnie. Wzrosła natomiast liczba respondentów preferujących pracę wyłącznie stacjonarną – z 9 proc. do 15 proc. Najwięcej pracowników chciałoby łączyć pracę z domu i z biura – aż 62 proc. Trudno się dziwić – po tak długim okresie izolacji zaczyna nam doskwierać brak kontaktów z innymi ludźmi. W porównaniu do września bardzo wzrosła liczba osób, które w pytaniu o tęsknotę za relacjami interpersonalnymi wskazały, że bardzo im ich brakuje – z 20 proc. aż do 32 proc. Co piąty ankietowany wskazał, że brakuje im relacji w średnim stopniu. Można zatem powiedzieć, że 53 proc. respondentów cierpi w jakimś stopniu z powodu braku relacji interpersonalnych z czasów pracy w biurze.

Praca zdalna wpływa na relacje z domownikami

Praca zdalna nie pozostaje też bez wpływu na relacje z domownikami – w końcu w tej sytuacji spędzamy z nimi znacznie więcej czasu niż przed pandemią. Ponad 40 proc. respondentów uważa, że praca z domu pozytywnie wpłynęła na ich relacje domowe, jednak ponad 20 proc., a więc ⅕ badanych uważa, że wpływ ten jest negatywny. Kolejne 22 proc. nie potrafi stwierdzić, czy coś się w tym aspekcie zmieniło, a pozostałych 14 proc. ten temat nie dotyczy.

Złoty czeka na czwartek

Apetyt na ryzyko jeszcze przed weekendem odzyskał kontrolę nad rynkami z pomocą lepszych od oczekiwań odczytów PMI. Strategia reflacyjna wzmacnia się w tandemie z rosnącymi cenami surowców. Waluty surowcowe (głównie AUD) są tu zwycięzcami; słabnie USD.

Założeniem strategii reflacyjnej i opartego na niej rajdu ryzykownych aktywów jest postępujące odbicie ożywienia w ujęciu globalnym. Imponujące wzrosty indeksów PMI w USA (Composite w kwietniu wzrósł do 62,2, poprz. 59,7) sugerują, że największa gospodarka świata rozpędza się wraz z postępem procesu szczepień. Ważniejsze jest jednak, czy reszta świata będzie doganiać USA. Otwieranie gospodarki po lockdownie z pewnością pomaga Wielkiej Brytanii (Composite 60, poprz. 56,4), ale najbardziej pozytywną informacją piątku był powrót indeksu PMI dla sektora usługowego w Eurolandzie powyżej 50 pkt. (50,3) – pierwszy raz od ośmiu miesięcy sektor najbardziej dotknięty przez pandemię i restrykcje sygnalizuje ekspansję. Tempo rozwoju, wyrażone w odległości wskaźnika od poziomu granicznego 50, jest na razie niewielkie, ale im więcej firm będzie wskazywać na poprawę swojej sytuacji względem poprzedniego miesiąca, tym odbicie będzie silniejsze. Przed końcem kwartału powinniśmy widzieć, że wraz ze wzrostem liczby zaszczepionych, różnice w sile odbudowy ożywienia będą się zmniejszać, dając podstawy do nadganiania przez jedne rynki drugich. Dobrym przykładem może to być pozycja europejskich giełd względem Wall Street. Na rynku walutowym, bez powrotu wzrostów rentowności obligacji skarbowych, USD będzie główną walutą finansującą rajd ryzyka przede wszystkim nakierowanego na waluty surowcowe. Ale jak widzieliśmy w ostatnich dniach wyprzedaż rozlewa się szeroko, dotykając też np. EUR czy GBP.

Z pomocą silniejszego EUR/USD (czyt. słabszego dolara) w kierunku 1,21 umocniły się waluty Europy Środkowo-Wschodniej. EUR/PLN spadł pod 4,55, a po zachowaniu kursu w ogóle nie widać wzrostu premii za ryzyko przed czwartkiem, kiedy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wydać orzeczenie w sprawie kredytów frankowych. W skrócie, w przypadku stwierdzenia nieważności umów kredytowych lub nakazania konwersji kredytów na złotowe banki będą decydować się na zamknięcie transakcji zabezpieczających przed ryzykiem kursowym, do czego potrzebne będzie pozyskanie franków z rynku. O ile NBP nie włączy się w ten proces, udostępniając rezerwy walutowe, perspektywa dodatkowej podaży złotego będzie pożywką dla działań spekulacyjnych. W zależności od wydźwięku orzeczenia nie można wykluczyć, że EUR/PLN przejściowo sięgnie 4,70 lub szybko zejdzie pod 4,50. Obecny spokój może oznaczać, że szanse wokół orzeczenia są na tyle równo rozłożone, że jest zbyt ryzykownym obstawiać negatywny wynik z wyprzedzeniem, szczególnie gdy otoczenie rynkowe jest proryzykowne. Dalej uważamy, że jakakolwiek wyprzedaż złotego miałaby nastąpić, będzie do zjawisko krótkoterminowe i dość szybko odwrócone.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy można dostać kredyt lub pożyczkę, jeśli się miało komornika?

Sam fakt, że komornik zajął Twoje konto bankowe w wyniku niespłaconych długów dyskwalifikuje Cię w danym momencie z możliwości ubiegania się o kredyt, czy pożyczkę. Warto jednak wiedzieć, że problemy ze spłatą zobowiązania w przeszłości nie sprawią, że nie uzyskasz finansowania już przez całe życie. W odpowiednim czasie negatywne wpisy zostaną wykreślone z Twojej historii kredytowej.

Historię Twoich zobowiązań gromadzi kilka instytucji. Po pierwsze robi to Biuro Informacji Kredytowej, w którym odnotowywane są Twoje zapytania o kredyt lub pożyczkę oraz terminy, w których spłacasz raty (zarówno, gdy robisz to zgodnie z czasem, jak i wtedy gdy się spóźniasz). Istnieje jeszcze kilka biur informacji gospodarczej (BIG), które notują spłacalność innych Twoich zobowiązań, takich jak alimenty, należności urzędowe (np. związane z ZUS-em czy urzędem skarbowym), mandaty czy rachunki za telefon.

Jeśli zdarzy Ci się spóźnić z terminem spłaty danej raty kredytu powyżej 60 dni, to BIK będzie przechowywał dane o tym fakcie przez 5 lat od dnia spłaty zobowiązania.

Z kolei do Krajowego Rejestru Długów (KRD) trafiasz wtedy, kiedy zaległości przekroczą 30 dni. Dług dla osób fizycznych musi wynosić przynajmniej 200 zł, a w przypadku firm (np. zaległa rata kredytu dla firm) 500 zł. W związku z tym, że KRD zbiera także dane pozafinansowe, to do rejestru dłużników można trafić także za nieopłacony mandat czy zaległości w płaceniu domowych rachunków.

Wpisy do BIK mogą być pozytywne lub negatywne, natomiast te do BIG lub KRD zawsze oznaczają problemy ze spłatą zobowiązań.

Egzekucja komornicza – co warto o niej wiedzieć?

Komornik działa w oparciu o Ustawę o komornikach sądowych z dnia 22 marca 2018 roku. Egzekucja komornicza to więc próba odzyskania niespłaconych długów po wydanym wyroku sądu. Jest to już ostatni etap próby dochodzenia swoich roszczeń.

Jeśli zdarzą Ci się problemy ze spłatą kredytu lub pożyczki, to najpierw bank czy inna instytucja finansowa, będą próbowały Cię same nakłonić do oddania należności, wysyłając monity czy nakładając dodatkowe opłaty za opóźnienie. Jeżeli takie rozwiązania będą nieskuteczne, to bank najpewniej zatrudni firmę windykacyjną. Windykator podejmie próby listowne i telefoniczne, aby skłonić kredytobiorcę lub pożyczkobiorcę do oddania należności. Proponuje także rozwiązania, które mają pomóc uporać się z zadłużeniem, np. rozłożenie go na raty. Gdy windykacja nie przyniesie oczekiwanego celu, to sprawa trafia do sądu. Egzekucja komornicza to więc już ostatni etap, bo najpierw musi zostać nadany tytuł egzekucyjny klauzuli wykonalności i wtedy dopiero komornik może rozpoczynać swoje działania.

Czy każdy, kto ma długi musi bać się komornika?

Nie każde wzięte finansowanie w banku czy firmie pożyczkowej to od razu kredyt z komornikiem, egzekucja to ostateczność.

Długi, jeśli są regularnie spłacane, a raty są niższe niż Twoje miesięczne dochody w takim stopniu, że starczy Ci jeszcze na poniesienie kosztów utrzymania, to nie są niczym złym. Każdy ma prawo wziąć kredyt hipoteczny, gdy chce kupić mieszkanie, kredyt samochodowy, gdy zamierza wymienić auto czy kredyt gotówkowy, bo planuje remont czy wyjazd na wakacje.

Jeśli Twoja sytuacja finansowa jest dobra i nie masz wielkich opóźnień w spłacie swoich produktów kredytowych, to nie musisz obawiać się komornika. Nawet jeżeli spóźnienie będzie kilkudniowe, to nie skutkuje to od razu egzekucją. W takim przypadku trzeba jak najszybciej uregulować raty. Wpłynie to negatywnie na Twoją zdolność kredytową, ale nie skutkuje windykacją z majątku.

Ile trwa i jak wygląda egzekucja komornicza?

Egzekucja komornicza składa się z kilku etapów.

  1. Najpierw komornik wysyła do dłużnika zawiadomienie o wszczęciu egzekucji. Może zrobić to telefonicznie albo odwiedzić go w domu.
  2. Następnie komornik ustala wszystkie składniki majątku, które mogą posłużyć do zaspokojenia roszczeń wierzycieli, czyli sprawdza jakie nieruchomości, samochody, saldo na koncie bankowym czy kwotę gotówki posiada dłużnik.
  3. Później komornik przeprowadza egzekucję, czyli zajmuje to, co windykowana osoba ma, czyli najpierw wynagrodzenie, a później nieruchomości i ruchomości.

Komornik zostawia na koncie osobistym dłużnika kwotę wolną od zajęcia, która w 2021 roku wynosi 2 800 zł brutto miesięcznie.

A ile trwa egzekucja komornicza? Nie ma określonego terminu. Komornik działa do momentu, w którym całość lub część roszczeń wierzycieli zostanie zaspokojona. Jeżeli się to nie uda, bo na przykład dłużnik nie ma majątku o wystarczającej wartości, to komornik informuje o tym wierzyciela i może umorzyć postępowanie. Trzeba pamiętać także o tym, że usługi komornika są płatne i te koszty ponosi dłużnik. Jego wynagrodzenie to od 3 do 10% wartości długu.

Kredyt hipoteczny po egzekucji komorniczej – czy jest możliwy?

Czy można uzyskać kredyt mieszkaniowy, kiedy miało się komornika? Jest to możliwe, ale musi upłynąć 5 lat od momentu spłaty całości zobowiązania. Wtedy wpis o długu jest wykreślany, a Ty startujesz do banku z czystą kartą.

W przypadku posiadania wpisów w BIG-ach usuwają go wierzyciele i mogą to zrobić w ciągu maksymalnie 14 dni od uregulowania długu.

Jeżeli wymagany czas już upłynął, to możesz starać się o kredyt na mieszkanie lub dom. Jednak podstawą do uzyskania decyzji pozytywnej jest odpowiednia zdolność kredytowa. Musisz więc mieć odpowiednio wysokie zarobki, staż pracy i stabilną formę zatrudnienia.

Kredyty hipoteczne są udzielane tylko pod warunkiem wniesienia wkładu własnego (minimum to 10 -20% wartości nieruchomości w zależności od banku). Zanim więc złożysz wniosek o kredyt na dom czy inne lokum, to musisz mieć odpowiednią sumę oszczędności.

Kredyt gotówkowy po egzekucji komorniczej – czy jest możliwy?

Również kredyt gotówkowy można uzyskać po egzekucji komorniczej, ale również trzeba całkowicie spłacić problematyczne zobowiązania i poczekać aż wpisy w BIK czy BIG-ach wygasną. Warto wiedzieć, że można uzyskać taki kredyt online. Wtedy jednak również bank sprawdzi Twoją historię kredytową, więc niestety zobowiązania się nie ukryją.

Rodzaj niespłaconego zobowiązania a decyzja o kredycie

A czy w przypadku decyzji o kredycie ma znaczenie to, jakiego zobowiązania nie spłaciłeś? Ma to wpływ, jednak ważniejsza jest łączna kwota posiadanych zobowiązań.

Jeżeli jednak jesteś w trakcie egzekucji komorniczej, to niezależnie od tego, czego nie zapłaciłeś, kredyt ani pożyczka online nie będą możliwe do uzyskania. A gdy takie problemy już Cię napotkają, to warto współpracować z komornikiem, nie zatajać składników majątku ani nie unikać kontaktu.

Dowiedz się więcej o finansach, kredytach i pożyczkach: www.aasapolska.pl

Wizja kwarantanny odstrasza przed robieniem testów. Budzi większy lęk niż hospitalizacja czy utrata pracy

Przeszło siedmiu na dziesięciu Polaków zgłosi się z własnej woli na test w kierunku SARS-CoV-2 w przypadku zidentyfikowania u siebie ryzyka zakażenia lub po wystąpieniu pierwszych objawów koronawirusa. Z kolei co szósta badana osoba nie zrobi tego kroku. Wpływ na to ma głównie niechęć do przechodzenia kwarantanny. Ale są też obawy związane z ewentualną hospitalizacją czy z samym pobraniem wymazu. Ponadto część rodaków nie wierzy w istnienie koronawirusa. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland.Obawa przed kwarantanną najbardziej zniechęca Polaków do testów na koronawirusa – INFOGRAFIKA

72,1% Polaków po zauważeniu ryzyka zakażenia lub po wystąpieniu pierwszych objawów koronawirusa zgłosi się z własnej woli na test w kierunku SARS-CoV-2. Natomiast 16% nie zdecyduje się na taki krok. Z kolei 11,9% rodaków nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii.

– Obawiam się, że w rzeczywistości więcej Polaków nie chce się badać. Z wywiadów, które zbieramy od hospitalizowanych pacjentów, wiemy, że całe rodziny chorują. Natomiast testowana jest jedna osoba, a pozostali członkowie uważają, że mają ten sam problem zdrowotny – komentuje prof. dr hab. n med. Joanna Zajkowska, zastępca kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.

W społeczeństwie panuje przeświadczenie, że należy jednak wykonać test, co podkreśla Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH. Jednak zdaniem eksperta, wyniki nie odzwierciedlają rzeczywistości. I są mocno deklaratywne. To oznacza, że jeśli wystąpi konkretna sytuacja, część osób może zmienić zdanie, np. pod wpływem strachu.

– Często też jest tak, że objawy choroby nie są bardzo uciążliwe. W związku z tym następuje samoizolacja, bez zgłaszania się na badanie, ponieważ ludzie mają świadomość tego, że jest epidemia. Jeżeli nie muszą chodzić do pracy, a mają objawy choroby, to zostają w domu. O takich sytuacjach też wiemy z wywiadów z pacjentami – dodaje prof. Zajkowska.

Polacy, którzy twierdzą, że nie zgłoszą się na test z własnej woli, wskazują zasadniczy powód swojego zachowania. To przede wszystkim niechęć do przechodzenia kwarantanny – 37,5%, a także obawa, że narazi się na nią własną rodzinę – 28,6%.

– Mówimy o dość dolegliwej sytuacji, często ściśle powiązanej z ekonomią. Nie wszyscy Polacy mogą nagle przejść na pracę zdalną. Są zawody, których nie da się w ten sposób wykonywać. I one stanowią większość. Do tego dochodzi kwestia samopoczucia i zdrowia psychicznego. Z pandemią walczymy przecież od ponad roku. Znam osoby, które w tym okresie były już nawet 5 razy na kwarantannie – podkreśla ekspert z UCE RESEARCH.

Jak zaznacza prof. Zajkowska, ludzie mają różne aktywności. I często uważają, że można je bezpiecznie wykonywać, bo będą utrzymywać dystans i założą maskę. Przykładowo, ktoś ma działkę i chce na niej wykonać jakieś prace albo opiekuje się kimś starszym lub członkiem rodziny. Ewentualnie prowadzi firmę i ma coś istotnego do zrobienia. Natomiast kwarantanna wymusza bezwzględne pozostanie w domu i zmianę planów.

– Kwarantanna może mieć podtekst dochodowy. Tylko na podstawie tego badania nie stwierdzimy dla jak dużej grupy Polaków. Bo jednak część osób pracuje zdalnie od miesięcy i nie traci na tym finansowo. Dla nich zapewne inne czynniki są ważniejsze – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Trzecim najczęściej wybieranym powodem jest lęk przed ewentualną hospitalizacją – 20,2%. Według Krzysztofa Zycha, tutaj mniejsza liczba wskazań niż w przypadku kwarantanny może świadczyć o tym, że zdrowie schodzi na dalszy plan względem ekonomii. Z kolei 19,6% respondentów mówi o obawie przed samym badaniem, tj. pobraniem wymazu. Natomiast 15,5% nie wierzy w istnienie koronawirusa, a 12,5% ankietowanych nie uważa, że przez brak testu może im stać się coś złego.

– Polacy w ogóle niechętnie się badają. Gdyby każdy się testował, to wskaźniki zakażeń byłyby sporo wyższe. Natomiast to, że ludzie wciąż nie wierzą w COVID-19 czy ciężkie zachorowania, zdumiewa mnie. Patrzę na to z perspektywy szpitala, gdzie przebywają całe rodziny. Niekiedy w tej grupie jest pacjent np. onkologiczny i to właśnie on najciężej znosi chorobę – opisuje prof. Zajkowska.

Wśród kolejnych odpowiedzi pojawia się m.in. obawa o utratę pracy – 7,1%. Jak stwierdza prof. Gomułka, sytuacja jest zróżnicowana w poszczególnych branżach. Przykładowo, w budownictwie na ogół wykonuje się prace na otwartym powietrzu i z zachowaniem dużego dystansu. Ryzyko zachorowania jest mniejsze niż np. w biurach. Jednak ekspert BCC podkreśla, że wiele przedsiębiorstw jest zagrożonych bankructwem, szczególnie w sektorze usług. Ludzie tam pracujący boją się bezrobocia, niezależnie od swojej sytuacji zdrowotnej i skali zachorowań.

Badanie zostało przeprowadzone przez UCE RESEARCH i SYNO Poland metodą CAWI w połowie kwietnia br. Ankietą objęto próbę 1050 osób, odpowiadającą strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech społeczno-demograficznych.

Handel nie wykupił się z długów. W pandemii zadłużenie wzrosło o ćwierć miliarda złotych

Przez cały ostatni rok sektor handlowy musiał mierzyć się na zmianę z ograniczeniami działalności i całkowitym zamknięciem, co wymagało od niego ogromnej elastyczności i poniesienia dodatkowych kosztów. Ponadto, palącym problemem handlowców są zatory płatnicze. W efekcie zadłużenie branży w ciągu roku wzrosło o blisko 245 mln zł i wynosi obecnie ponad 2,1 mld zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. 1/4 tej kwoty to wewnętrzne długi branży, zaś najwięcej, bo ponad 1,4 mld zł handlowcy muszą oddać instytucjom finansowym.

Jak pokazują dane KRD, w ciągu ostatniego roku niespłacone zobowiązania sprzedawców urosły o 13 proc. Grono zadłużonych firm powiększyło się o 405 podmiotów, do 48,1 tys. Średnie zadłużenie jednego dłużnika handlowego wynosi prawie 45 tys. zł.

Handel ucierpiał na obostrzeniach

Dane Polskiej Rady Centrów Handlowych wskazują, że w minionym roku ruch klientów tylko w centrach handlowych był o niemal 1/3 mniejszy niż rok wcześniej. Obroty placówek handlowych i usługowych spadły o 26 proc. Nawet w przypadku sprzedawców żywności w centrach, w których sklepy były stale otwarte, widać spadek o 5 proc. Z kolei z danych Polskiej Izby Handlu, dotyczących supermarketów powyżej 300 mkw. wynika, że tylko w pierwszym półroczu pandemii sprzedaż spadła w sumie o 2 proc. Znacznie lepiej poradziły sobie sklepy małoformatowe, o powierzchni nieprzekraczającej 300 mkw. Z danych CRM, które porównuje PIH wynika, że w pierwszych sześciu miesiącach pandemii ich łączne obroty były o 6 proc. wyższe niż przed rokiem, mimo że liczba transakcji spadła w tym czasie o 16 proc.

Z powodu utrudnień w handlu i skutków pandemii wielu sprzedawców zaczęło przenosić swoją działalność do Internetu. Z danych PwC wynika, że łączna sprzedaż online w 2020 roku urosła o 35% w porównaniu z rokiem 2019. Przed pandemią, z 2018 na 2019 rok taki wzrost wyniósł niemal o połowę mniej, bo 18%. Rośnie też liczba osób, które przekonują się do zakupów w sieci. Dane GUS wskazują, że odsetek konsumentów, którzy w ciągu ostatnich 3 miesięcy zamówili online towary i usługi, wzrósł o 5 proc. w ciągu roku.

– Stabilna sytuacja małych podmiotów handlowych i rozwój e-commerce, który obecnie obserwujemy, nie uchroniły branży przed problemami finansowymi. Mniejsze sklepy lub parki handlowe oraz sklepy e-commerce zyskały, ale duże centra straciły. W efekcie łączne zadłużenie handlu wzrosło o 245 mln zł, jednak warto zauważyć, że gdyby nie dobre wyniki małych sklepów, dług mógłby być jeszcze większy. Myślę, że nadchodzące miesiące powinny przynieść poprawę sytuacji branży, jako całości. Rosnąca liczba zaszczepionych osób, a tym samym malejąca liczba zakażeń, wciąż niskie bezrobocie i znaczne oszczędności gospodarstw domowych to czynniki, które pozwalają na prognozowanie wzrostu konsumpcji wewnętrznej. Nie można też nie wspomnieć o ogromnej potrzebie wśród konsumentów odreagowania miesięcy ograniczeń, co będzie dodatkowym pozytywnym bodźcem dla wzrostu sprzedaży – prognozuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Handel w pułapce zatorów

Według danych KRD, zadłużenie sektora handlowego rozkłada się mniej więcej po połowie: ponad 1 mld zł stanowią długi hurtowni i ponad 1 mld zł to długi detalistów.

Sytuacja w handlu detalicznym pogorszyła się głównie na skutek mniejszego popytu ze strony konsumentów, którzy ograniczyli zakupy stacjonarne z powodu obostrzeń czy strachu przez zakażeniem. Wzrost zakupów online, choć znaczny, nie był w stanie w pełni zrekompensować tych strat. Spadek handlu detalicznego odbija się oczywiście na hurtowniach, na które dodatkowo wpływ mają także problemy innych branż, na przykład hotelarstwa czy gastronomii. Zawieszenie lub ograniczenie działalności kontrahentów oznacza bowiem mniej zamówień do realizowania, a także wiąże się z pogorszeniem ich dyscypliny płatniczej. To kolejny przykład tego, jak głęboko pandemia dotyka system gospodarczy i bezpośrednio lub pośrednio wpływa na wszystkie branże – zauważa Adam Łącki.

Handel ma duży kłopot z kontrahentami, którzy nie płacą swoich faktur. Dłużnicy są im winni ponad 1,4 mld zł. To wartość, która odpowiada blisko dwóm trzecim sumy łącznego zadłużenia branży handlowej. Dodatkowo, w przypadku hurtowni, które sprzedają towar detalistom, pojawia się też problem wewnętrznych długów branży. Te ostatnie w sektorze handlowym wynoszą 352 mln zł. Kolejni najwięksi dłużnicy handlu to firmy zajmujące się budownictwem, które są winne handlowcom 229 mln zł oraz firmy z działu przetwórstwa przemysłowego, z zaległościami rzędu 128 mln zł.

Zdaniem ekspertów, ukrytym wrogiem branży handlowej są również długie terminy zapłaty w sytuacji, gdy nabywcą jest inna firma. Cierpią na tym zwłaszcza najmniejsze podmioty.

Wiele małych sklepów i hurtowni, niezależnie od pandemii, boryka się z odwiecznym problemem odroczonych płatności. Jest to standard w relacjach B2B, a dla właścicieli firm ogromne obciążenie finansowe. Handlowcy wystawiają kontrahentom faktury z długim terminem zapłaty za towar, nierzadko 30 lub nawet 60 dni. To sprawia, że mają stałych klientów, ale też realny problem z płynnością finansową, bo nie mogą korzystać z pieniędzy, które im się należą. To jeden z powodów, dla których sięgają po faktoring w ucieczce przed zatorami – zauważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Ponad 2,1 mld zł do zwrotu

Cały sektor handlowy największe zaległości ma wobec instytucji finansowych i ubezpieczeniowych, jak banki, firmy leasingowe i zarządzające wierzytelnościami. Jest im winien ponad 1,4 mld zł. Handel ma też problem z regulowaniem rachunków za media, czynsz, telefon – to łącznie 135 mln zł zaległości. Jest też głównym dłużnikiem wielu branż, w tym np. firm przewozowych i kurierskich, którym do oddania ma ponad 33,5 mln zł. Łączna kwota przedterminowych zobowiązań handlowców opiewa na sumę 2,1 mld zł.

Dane KRD pokazują, że 56 proc. tej kwoty mają do spłacenia jednoosobowe działalności gospodarcze, a blisko jedną trzecią z tej puli oddać powinny spółki z o.o.

Najbardziej zadłużonym handlowym rejonem kraju jest Mazowsze, gdzie firmy z sektora mają do oddania ponad 469 mln zł. Drugie miejsce zajmuje województwo śląskie, tu branża musi zwrócić 295,5 mln zł. Trzecia jest Wielkopolska z ponad 217 mln długów.

Niechlubny rekord zadłużenia należy do firmy z województwa kujawsko-pomorskiego, która ma do oddania swoim wierzycielom ponad 11 mln zł. Najwięcej jest winna przedsiębiorstwom z branży rolniczej i ogrodniczej – prawie 7 mln zł. Sporo musi także zwrócić firmom windykacyjnym (4,3 mln zł) oraz leasingowym (43 tys. zł).

Fiskus oskarżył firmę o nabycie pustych faktur, mimo że zeznania świadków wyraźnie stwierdzały co innego

Przedsiębiorca zlecił wykonanie usług i za nie zapłacił. Jednak fiskus zakwestionował rzetelność faktur dokumentujących ich wykonanie. W oparciu o część zeznań świadków zbudował teorię o udziale firmy w oszustwie i nabyciu przez nią tzw. pustych faktur, niedokumentujących rzeczywiście zrealizowanych usług, pomijając przy tym te zeznania, które o ich wykonaniu, a zatem i braku winy przedsiębiorcy, potwierdzały.

Ustalenia po blisko 5 latach

Naczelnik urzędu skarbowego decyzją z kwietnia 2017 r. określił firmie zobowiązanie w podatku dochodowym od osób prawnych za 2012 r. wraz z odsetkami. Podstawą decyzji było zakwestionowanie przez organ pięciu faktur zakupowych spółki, wystawionych firmie przez przedsiębiorstwo budowlane za prace ziemne i budowlano-transportowe.

W opinii fiskusa sprzedający usługi nie mógł ich wykonać w 2012 r., bo mimo iż był wówczas czynnym, zarejestrowanym podatnikiem VAT, to nie zatrudniał żadnych pracowników ani nie posiadał ciężkiego sprzętu transportowego, jak i sprzętu niezbędnego do wykonania robót ziemnych. Uwagę naczelnika urzędu skarbowego zwróciło również to, że formą płatności za owe faktury była gotówka, oraz fakt, że faktury w pierwotnej wersji miały dokumentować usługę transportową, jednak później – na prośbę spółki – zmieniono rodzaj usługi. Przedsiębiorstwo budowlane tłumaczyło, że prace na zasadach podwykonawstwa wykonała inna firma. Ale i to oświadczenie organ skarbowy uznał za nieprawdziwe, bowiem również wskazany podwykonawca nie zatrudniał w 2012 roku pracowników, jak i nie miał odpowiedniego parku maszyn.

Z podobnych przyczyn organ zakwestionował także sześć faktur wystawionych firmie przez spółkę z o.o., które miały dokumentować prace polegające na przygotowaniu terenu pod składowisko odpadów. W tym przypadku organ wskazał także na sprzeczne zeznania prezesa spółki z o.o. w zakresie współpracy z firmą zleceniodawcy prac, a sama spółka nie wykazała w deklaracjach VAT wykonanych na rzecz firmy usług.

W rezultacie dyrektor izby administracji skarbowej rozpoznający wniesione przez przedsiębiorcę odwołanie stwierdził, że obaj wystawcy zakwestionowanych faktur nie prowadzili rzeczywistej działalności gospodarczej, a więc i wystawione przez nich faktury nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń gospodarczych w postaci wykonanych na rzecz przedsiębiorcy usług.

Część zeznań potwierdzało wprost wykonanie zafakturowanych usług

Rozstrzygający w styczniu 2021 r. spór Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy podkreślił, że w toku prowadzonego przez siebie postępowania organy podatkowe zobligowane są podejmować wszelkie niezbędne działania w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz załatwienia sprawy. W postępowaniu tym materiał dowodowy powinien być zebrany w całości i w sposób wyczerpująco rozpatrzony. A sąd zauważył, że w aktach tej sprawy znajdują się protokoły przesłuchania świadków zatrudnionych, jak i niezatrudnionych w firmie. Rozpoznający we wrześniu 2020 r. skierowaną do WSA sprawę Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt II FSK 1316/18) stwierdził, że część tych zeznań pośrednio wskazuje na wykonanie usług wykazanych w zakwestionowanych fakturach przez ich wystawców, zaś część zeznań wprost to potwierdza. Organy podatkowe obu instancji nie mogły tych dowodów pomijać, bowiem podważają stanowisko organów co do tych faktur. NSA zaznaczył, że doniosłość tych zeznań wynika z faktu, że złożyło je kilka osób, a więc nie mają charakteru jednostkowego.

Dyrektor izby skarbowej w swojej decyzji ograniczył się jedynie do ogólnego przywołania zeznań wybranych świadków, pomijając zeznania złożone przez innych, potwierdzające wykonanie prac udokumentowanych na spornych fakturach. Przy czym organ nie wskazał motywów, dla których zeznań tych nie uznał za dowód potwierdzający wykonanie zakwestionowanych usług na rzecz firmy. Dlatego też sąd uchylił zaskarżoną przez firmę decyzję, orzekając:

„W odwołaniu skarżąca w szerokim zakresie przytoczyła zeznania świadków i podkreśliła, że zeznania te nie pozostawiają złudzeń, iż spółka dokonała zakupu usług od firmy M. i spółki D. (…) Zaskarżona decyzja oparta jest na ustaleniach faktycznych wskazujących na fikcyjny charakter zakwestionowanych faktur, które to ustalenia pozostają w opozycji do treści zeznań ww. świadków. W uzasadnieniu zaskarżonej decyzji organ nie wskazał przyczyn, dla których zeznaniom tym nie dał wiary. Brak jest stwierdzeń, które pozwalałyby na poznanie motywów nieuznania przez organ zeznań ww. świadków za dowód potwierdzający wykonanie zakwestionowanych usług” (wyrok WSA w Bydgoszczy z 26 stycznia 2021 r., sygn. akt I SA/Bd 843/20).

Podsumowanie

Wybiórczość – to najlepsze słowo opisujące postępowanie organów podatkowych wobec przedsiębiorcy w tej sprawie. Fiskus wybiera zeznania świadków, które pasują mu do jego teorii, pomijając te, które działają na korzyść przedsiębiorcy. Ta wybiórczość prowadzi do poważniejszej patologii – urzędniczego bezprawia, przed którym przedsiębiorcy muszą szukać ochrony w sądzie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek biurowy w Warszawie przekroczył 6 mln mkw. powierzchni

Najskromniejszy od 11 lat wolumen powierzchni w budowie i relatywnie niska aktywność najemców – tak przedstawiał się pierwszy kwartał w sektorze biurowym w Warszawie. Nadzieję na ożywienie daje rosnące zainteresowanie stolicą ze strony branży usług dla biznesu (SSC/BPO/ITO).

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec pierwszego kwartału 2021 roku.

Pierwsze trzy miesiące 2021 roku ponownie okazały się wyzwaniem zarówno dla gospodarki, jak i dla rynku nieruchomości biurowych. Kolejne obostrzenia wpłynęły na spowolnienie dynamiki stołecznego sektora biurowego.

Pierwszy kwartał 2021 przyniósł kontynuację trendów z 2020 roku, która przejawia się w niższej niż przed pandemią aktywności deweloperów i najemców. Wolumen powierzchni w budowie oraz popyt w ujęciu kwartalnym są najniższe od 11 lat. Warto jednak zaznaczyć, że trwające procesy, wraz z rosnącym zainteresowaniem warszawskim rynkiem ze strony sektora nowoczesnych usług biznesowych, mogą pozytywnie wpłynąć na wolumen transakcji najmu w kolejnych miesiącach. Ponadto, firmy coraz śmielej planują powrót do biur. Większość z nich zakłada jesień 2021 r. jako jego realny termin, komentuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

Popyt – ostrożna postawa najemców

W pierwszym kwartale 2021 roku warszawscy najemcy wynajęli blisko 110 000 mkw. co było wynikiem o 20% niższym niż w tym samym okresie w 2020 r.

Relatywnie niski poziom aktywności najemców był spowodowany przede wszystkim niepewnością dotyczącą wielkości biura po powrocie do tzw. nowej normalności. Jednocześnie jednak możemy zaobserwować delikatne spowolnienie dynamiki wzrostu liczby ofert podnajmu, który był jednym z dominujących trendów na warszawskim rynku w ubiegłym roku. Aktualnie w Warszawie dostępnych jest ponad 120 000 mkw. na podnajem, czyli o ok. 10 000 mkw. mniej niż pod koniec ubiegłego roku, wskazuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Do największych transakcji najmu w tym roku należały: umowa przednajmu Zarządu Transportu Miejskiego w Fabryce PZO na 9800 mkw., renegocjacja umowy na 7500 mkw. przez Credit Suisse w Atrium 2 oraz odnowienie umowy przez Royal Bank of Scotland na 5700 mkw. w Wiśniowy Business Park. Obecnie najemcy często decydują się na przedłużenie umowy na krótki okres i czekają na powrót do normalności przed podjęciem długoterminowych zobowiązań.

Flexy weszły w etap stabilizacji

Obecnie obłożenie biur elastycznych w centralnych dzielnicach Warszawy utrzymuje się na stabilnym, dosyć wysokim poziomie. Jeszcze w ubiegłym roku można było zauważyć mocne zawirowania w segmencie „flex”, które przekładały się na dynamiczne zmiany w stawkach za stanowisko pracy. Aktualnie mamy raczej do czynienia ze stabilizacją cen i można zakładać, że najtrudniejszy okres mamy już za sobą, tłumaczy Adam Lis, Doradca ds. Elastycznych Rozwiązań Biurowych, JLL.

Podaż – warszawskie biura oferują już 6 mln mkw. powierzchni

W pierwszym kwartale na warszawski rynek dostarczono osiem budynków o łącznej powierzchni ponad 167 000 mkw. W rezultacie całkowita podaż nowoczesnych przestrzeni biurowych w Warszawie przekroczyła poziom 6 mln mkw. Do największych nowych inwestycji należą Skyliner, zrealizowany przez Karimpol (48 500 mkw.) oraz kolejny etap Generation Park – wieża, czyli budynek Y (44 000 mkw.), którego budowę ukończyła Skanska Property Poland.

W ostatnich latach w realizacji pozostawało od 700 000 mkw. do 800 000 mkw., obecnie jest to jedynie 420 000 mkw. i jest to najniższy wolumen powierzchni w budowie od 2011 roku.

W Warszawie, po kilku latach stale rosnącej aktywności deweloperów, wolumen powierzchni w budowie uległ znacznemu obniżeniu. Deweloperzy ostrożniej podchodzą do rozpoczynania projektów, a w ciągu ostatnich miesięcy na terenie Warszawy uruchomiona została tylko jedna nowa inwestycja – The Bridge, realizowany przez Ghelamco Poland. W efekcie, w roku 2023 możemy spodziewać się luki podażowej. Będzie to szczególnie widoczne poza centrum miasta, komentuje Tomasz Czuba

Pustostany i czynsze

W I kwartale 2021 r. poziom pustostanów wzrósł do 11,4% (12,2% w strefach centralnych i 10,9% poza centrum). Ograniczona nowa podaż planowana na kolejne lata może mieć jednak pozytywny wpływ na tempo wzrostu współczynnika powierzchni niewynajętej.

Znaczna część właścicieli, przede wszystkim budynków najwyższej klasy, nadal realizuje relatywnie sztywną politykę dotyczącą oferowanych stawek i długości okresu podpisywanych umów. Niemniej jednak rośnie pakiet zachęt dla najemców, w szczególności dotyczy to budżetu na fit-out. Wyjątkiem wśród obiektów typu „prime” są niektóre biurowce będące w trakcie realizacji. Ich właściciele, chcąc zawrzeć pierwsze umowy, skłonni są na dużo korzystniejsze warunki dotyczące stawek, zachęt oraz innych elementów kontraktu, komentuje Tomasz Czuba

Najwyższe czynsze transakcyjne dla najlepszych nieruchomości są stabilne i wynoszą od 18 do 24 euro/mkw./m-c w szerokim centrum i do 16 euro/ mkw./m-c poza nim.

Rynek inwestycyjny

Wartość transakcji na warszawskim rynku biur wyniosła w I kw. 2021 r. blisko 250 mln euro. Największą zrealizowaną umową była sprzedaż przez Echo Investment Biur przy Willi (część Browarów Warszawskich) za 86,7 mln euro do KGAL Group. Równie znaczące było przejęcie budynku Spark B przez Stena Realty oraz portfela czterech obiektów Immofinanz przez Indotek. Największą transakcją na Mokotowie było z kolei kupno przez Amundi Real Estate kompleksu Neopark.

Odpowiedzialny biznes w Polsce 2021. Dlaczego ważne jest, by nie tylko zarabiać, ale i dawać?

Doświadczenie wielu marek pokazuje, że prowadzenie działalności nastawionej jedynie na zysk w pewnym momencie obraca się przeciwko firmie, a w dzisiejszych czasach – na dłuższą metę – paradoksalnie się nie opłaca. W wielu przypadkach jest również nie możliwe. Nie tylko rynkowi giganci, korporacje, na które są zwrócone oczy wszystkich, ale i mniejsze firmy czują presję, by robić „coś więcej” i przysłużyć się społeczeństwu. O ile działania, które miałyby przynieść taki efekt, mogą pozostawać w sferze tzw. aktywności dodatkowych, to obecnie branie odpowiedzialności za swoje działania jest wymogiem biznesowym.

Na pierwszym miejscu jest zadbanie o zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Wraz z sukcesem employer brandingu, na rynku HR obowiązkiem stała się także troska o potrzeby pracowników, bo to oni stanowią o sile i pozycji danej marki na rynku. Korona-kryzys dodatkowo zintensyfikował te działania.

O tym, na czym powinien polegać odpowiedzialny biznes w Polsce w 2021 r. mówi Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum, firmy, której działania z obszaru CSR znalazły się w tegorocznym raporcie „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki”.

Pierwsze „przykazanie” CSR – potrzebna jest oddolna chęć działania!

Corporate Social Responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu to działania podejmowane przez firmy, w których uwzględniane są interesy społeczeństwa (w szerszej perspektywie lub przynajmniej lokalnej społeczności czy wybranej grupy), dbanie o środowisko naturalne i o odpowiednie relacje z interesariuszami, przede wszystkim
z pracownikami, inwestowanie w ich potrzeby oraz rozwój.

Takie działania nie tylko są mile widziane przez klientów czy partnerów. Coraz częściej są postrzegane jako obowiązek biznesu, co jest zdecydowanie pozytywny trendem. Jednak jak powinien wyglądać CSR, by odniósł zamierzone efekty, a firma mogła czerpać dodatkowe korzyści wynikające z prowadzenia takiej polityki?

Jak zaznacza Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum, najważniejsze są: wiarygodność, szczerość i chęć robienia czegoś „dodatkowego”. – Firma nie może po prostu narzucić pracownikom polityki CSR. Podejmowane działania powinny zdobyć akceptację zespołu i być w zgodzie z tożsamością oraz wartościami danej marki. Nikt nie uwierzy w to, że firma chce nieść pomoc i dokonywać realnych zmian na lepsze, jeżeli ma zupełnie odmienny wizerunek, np. jest znana z tego, że nie liczy się ze swoimi pracownikami lub nie przejmuje się negatywnym wpływem swojej działalności na środowisko. Dlatego przedsiębiorstwo, dla którego ważny jest CSR, musi podejść do sprawy kompleksowo. Nie wystarczą pojedyncze akcje, a długofalowy plan działania, który jest nastawiony na konkretny cel. Firma, która chce być odpowiedzialna społecznie, powinna mieć na stałe wpisaną taką postawę w swój model biznesowy.

I to się opłaca. Wśród działań z obszaru CSR, które były udziałem Intrum, i które zostały dostrzeżone przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu w raporcie „Odpowiedzialny biznes w Polsce 2020. Dobre praktyki”, będącym największym i najważniejszym w Polsce przeglądem wysiłków polskich firm na rzecz CSR, jest dbanie firmy o zrównoważony rozwój, poprzez niwelowanie negatywnego wpływu działalności na środowisko. Do 2030 r. marka chce stać się firmą neutralną klimatycznie. – Osiągamy to przez serię drobnych, codziennych działań, które są oddolnymi pomysłami naszych pracowników. Korzystanie z ekopapieru, zmniejszenie zużycia energii w biurach, oszczędzanie materiałów biurowych, rezygnacja z używania plastiku, recykling baterii, uruchomienie platformy carsharingowej w firmie, kampanie edukacyjne uświadamiające w temacie ekologii, to tylko kilka z nich – dodaje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Drugie „przykazanie” CSR – przekuć działania biznesowe w wartość dodaną dla społeczeństwa

Jeżeli firma jest zainteresowana prowadzeniem działań z obszaru CSR, warto, aby zadała sobie pytanie, czy biznes, który prowadzi, jest nastawiony wyłącznie na zysk, czy może też nieść wartość dodaną, wprowadzać jakąś pozytywną zmianę w społeczeństwie. Tak jest w przypadku Intrum.

Firma jest liderem rynku zarządzania wierzytelnościami. Mogłaby poprzestać na osiąganiu zamierzonych celów finansowych, ale działa według misji, którą jest wyznaczanie drogi ku zdrowej gospodarce oraz umożliwianie zrównoważonych płatności (dobre praktyki ujęte w raporcie Forum Odpowiedzialnego Biznesu). W 2020 r. firma przeprowadziła blisko 1 mln rozmów z osobami zadłużonymi, pomogła 250 tys. konsumentów oraz przyjęła do obsługi ponad 1 mln spraw. Oznacza to, że miała realny wpływ na poprawę płynności finansowej wielu przedsiębiorstw w pandemii i pomogła wielu konsumentom uwolnić się od długów. Intrum nieustannie działa również na rzecz zwiększenia wiedzy na temat finansów osobistych w społeczeństwie, a więc w praktyce pokazuje, że można z powodzeniem realizować cele biznesowe firmy w sposób, który będzie pozytywnie oddziaływać na pewne grupy, a nawet pośrednio na całe społeczeństwo.

Trzecie „przykazanie” CSR – wyrabianie dobrych nawyków, czyli długofalowe działania mają największy sens

Przedsiębiorstwo, dla którego ważny jest CSR, musi działać w tym kierunku długofalowo. Pojedyncze akcje nie odniosą sukcesu na dłuższą metę. Chodzi o „przyzwyczajenie” pracowników, np. do tego, że pomaganie poprzez organizowanie akcji charytatywnych czy dbanie o środowisko, to działania, które są na co dzień obecne w firmie.
To wyrabianie dobrych nawyków w zespole. Po zorganizowaniu kilku akcji CSR, pracownicy będą chętni, by zgłaszać swoje propozycje aktywności w tym obszarze.

Konsekwencja i prowadzenie regularnie działań z obszaru CSR są szczególnie ważne, jeżeli chodzi o te, których odbiorcami mają być sami pracownicy. Odpowiedzialność społeczna biznesu zakłada również dbanie o zespół i jego potrzeby. Zrealizowanie pojedynczej akcji nie wystarczy, aby pracownicy zaczęli bardziej doceniać swojego pracodawcę, by wzrósł ich poziom zadowolenia z pracy w firmie.

Tym bardziej ma to znaczenie w pandemii. Sama sytuacja jest wystarczająco stresująca, a korona-kryzys dodatkowo sprawił, że wiele firm musiało zmienić swój dotychczasowy sposób działania. Pracownicy musieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości, jaką była praca zdalna i konieczność godzenia obowiązków służbowych z domowymi.

Nie zawsze przychodziło im to z łatwością. To kolei przyniosło nowe wyzwania dla pracodawców, którzy w szczególny sposób musieli zadbać o „nowe” potrzeby swoich zespołów. Ci, którzy na początku pandemii wprowadzili odpowiednie rozwiązania i trzymają się ich do dziś, są wygrani. Wśród wielu działań prowadzonych przez Intrum w tym obszarze znalazł się cykl dotyczący wellbeing, dzięki któremu pracownicy dostają regularnie wskazówki, jak walczyć ze stresem, jak zadbać o siebie i zachować motywację do pracy w korona-kryzysie.

Te działania są włączone w większą misję firmy, dotyczącą dbania o pracowników, którą jest rozwój poprzez dokonywanie pozytywnych zmian i poszanowanie różnic. Za to podejście Intrum także zostało nagrodzone przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

CSR – to nie kosztuje!

Wydaje się, że w obecnej rzeczywistości prowadzenie działań z CSR powinno być oczywiste. Firma, która postawi na rozwiązania z tego obszaru, może tylko zyskać: uznanie w oczach pracowników, lokalnej społeczności, a w niektórych przypadkach i całego społeczeństwa. Jest doceniania przez swoich klientów. Wpisanie CSR-u na stałe w model biznesowy pozwala zwiększyć konkurencyjność marki na rynku. Dlaczego więc mimo wszystko nie występuje on w każdej firmie?

Zdarza się, że firmę przed byciem odpowiedzialną społecznie powstrzymuje obawa, że takie działania wymagają sporo czasu i są kosztowne. Nic bardziej mylnego, ponieważ w tym przypadku bardziej od rozmachu i skali działań liczy się moc ich oddziaływania oraz skuteczność. Weźmy pod uwagę np. działania charytatywne.

– Jeżeli chodzi o pomoc dla najbardziej potrzebujących, skupiamy się na lokalnych społecznościach, fundacjach, firmach, itp. Nasi pracownicy ze wszystkich lokalizacji, w których działamy (Warszawa, Wrocław, Białystok, Tarnowskie Góry), angażują się np. w zbiórki pieniędzy dla tych mniej uprzywilejowanych lub po prostu dla osób, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, miejscowych schronisk dla zwierząt, itp. Działając w ten sposób, widzimy, kto w naszym otoczeniu potrzebuje pomocy, ponieważ znamy sytuację naszych „sąsiadów”. Możemy także na bieżąco kontrolować podejmowane kroki i sprawdzać, czy przynoszą efekty – zaznacza Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Przepis na udany CSR, który wpisuje się w „filozofię” sustainability, czyli zrównoważony rozwój przedsiębiorstwa, jest prosty. Chodzi o organizowanie działań, które mają znaczenie tu i teraz, które pracownicy chcą widzieć w firmie. To także pomoże im zbudować silniejszą więź z marką i z pewnością pozytywnie wpłynie na wyniki firmy. – Głównym celem podejmowania działań z obszaru CSR powinna być chęć dokonywania zmian, które mają znaczenie dla społeczeństwa, gospodarki, środowiska i tworzenie nowych rozwiązań, które w jakimś wymiarze ułatwiają życie innym – dodaje Agnieszka Surowiec, Intrum.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy

Pomocy! – nawołuje w stronę państwa niemal połowa sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. Wycieńczone firmy chciałyby otrzymać przede wszystkim zastrzyk gotówki w postaci dopłat, a dopiero w drugiej kolejności ulgi na podatki i składki ZUS. Część całkowicie zamkniętych chciałaby też rekompensat – wynika z badań. W poniedziałek, 26 kwietnia ruszyła kolejna tarcza antykryzysowa, tym razem skierowana do ponad 60 branż. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że w 11 miesięcy pandemii zaległości tych działalności wzrosły o 152 mln zł do 3,18 mld zł, a problemy ma 36,7 tys. firm.

Jak wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez Keralla Research, połowie mikro-, małych i średnich firm wciąż nie udaje się przywrócić obrotów sprzed pandemii, choć nie zawsze są one ofiarami całkowitego czy choćby częściowego lockdownu. Poza narzuconymi obostrzeniami szkodzić może też nieodpowiednie usytuowanie czy też współpraca z zamrażanymi branżami. Efekt? Choć o całkowitym lub częściowemu zamknięciu wynikającym z obostrzeń pandemicznych mówi jedna piąta (21 proc.) ankietowanych firm, to dodatkowo co dziesiąta (10 proc.) cierpi dlatego, że działa na rzecz niefunkcjonujących biznesów. Koniec końców, aż połowa firm informuje, że w czasie pandemii ich obroty spadły, bo nawet podmioty działające w nieskrępowany sposób odczuwają skutki cięcia kosztów, na które w tym trudnym okresie decydują się zarówno firmy jak i konsumenci.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

– Z naszego badania wynika, że – pomijając niewielkie wyjątki – prawie wszystkie firmy deklarujące spadek obrotów z powodu pandemii, oczekują pomocy ze strony państwa. Najchętniej przyjęłyby bezpośredni zastrzyk gotówki w postaci dopłat, subwencji czy pożyczek, co pozwoliłoby im utrzymać się na powierzchni. W drugiej kolejności wsparciem mogą być wszelkie odciążenia: zwolnienie z opłacania składek ZUS, ulgi podatkowe, obniżenie danin czy innych opłat – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Co więcej, co piąty przedstawiciel całkowicie zamkniętych biznesów uważa, że należy im się rekompensata utraconych obrotów, zwrot kosztów działalności czy zwrot z ZUS – dodaje.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy 2
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Wsparcie chciałoby dostać 48 proc. ankietowanych mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wobec 50 proc. informujących o pogorszeniu sprzedaży w porównaniu z czasami przed pandemią. Na pieniądze i ulgi w największym stopniu liczą działalność usługowa (53,7 proc.) i transportowa (52,6 proc.) oraz najmniejsze podmioty. Najrzadziej o takiej potrzebie wspominają przedstawiciele sektora przemysłowego (37,1 proc.).

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy 3
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Ponad jedna trzecia firm osiągnie obroty sprzed pandemii za kilka lat

Pomocy wypatruje wielu, bo wiosenny lockdown okazał się sporym ciosem dla biznesu tracącego na ograniczeniach związanych z COVID-19.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy 4

O ile w 2021 rok przedsiębiorcy poszkodowani przez koronawirus wchodzili z umiarkowanym optymizmem i całkiem spora grupa, bo 40 proc. spodziewało się, że jeszcze w tym roku uda się znacząco zwiększyć sprzedaż, to po marcowym lockdownie takie nadzieje ma już tylko co dziesiąty przedsiębiorca. Natomiast co trzecia firma spodziewa się zmiany na lepsze dopiero za rok, dwa a nawet trzy lata.

Firmy są też na tyle niepewne przyszłości, że wiele już nie chce prognozować konkretnych terminów powrotu do kondycji sprzed pandemii. – Co czwarty mówi, że obroty wrócą, gdy zniesione zostaną obostrzenia związane z koronawirusem. W sumie nie jest to taką złą wiadomością, bo przecież nie w każdym przypadku sama likwidacja covidowych ograniczeń musi przełożyć się na natychmiastowy skok wzrostu sprzedaży – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Ponad 60 branż ma jedną dziesiątą sumy zaległości wobec kontrahentów i banków

Oczekiwania firm zdecydowanie przerastają zasięg uruchamianej w kwietniu pomocy. Nowa tarcza antykryzysowa, która rusza 26 kwietnia, skierowana jest do ponad 60 branż. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że z obszarów działalności przewidzianych do wsparcia kłopoty z terminowymi płatnościami dostawcom i bankom ma 36,7 tys. podmiotów, a ich zaległości wynoszą 3,18 mld zł. Oznacza to, że w całej puli zaległości, które dochodzą do 33,9 mld zł i w ogólnej liczbie niemal 324 tys. niesolidnych dłużników, te należące do branż objętych dofinansowaniem stanowią ok. 10 proc.

Nie ma jednak wątpliwości, że wskazanym w nowej tarczy branżom pandemia daje się we znaki bardziej niż reszcie. Tempo przyrostu liczby dłużników, jak i kwoty zaległości, było tu zdecydowanie wyższe niż w przypadku ogółu firm. Gdy suma nieopłaconych na czas faktur i rat kredytów ogółu przedsiębiorstw wzrosła w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK o 2,2 proc. wśród branż, które mają dostać pomoc było to 5 proc.

Komu poszło najgorzej? Na czoło wybija się „Pozostała działalność usługowa w zakresie rezerwacji, gdzie indziej niesklasyfikowana” oraz projekcja filmów, w obu przypadkach zaległości podwyższyły się ok. 30 krotnie, odpowiednio do sumy 34,3 mln zł oraz ponad 0,5 mln zł. W granicach 30 – 60 proc. wzrosły zaległości agentów turystycznych, wesołych miasteczek i parków rozrywki, sprzedających w detalu komputery i oprogramowanie, zajmujących się pozaszkolnymi formami edukacji sportowej, sklepów oferujących gry i zabawki oraz obiektów sportowych.

Z kolei, jeśli chodzi o wielkość kwot, to najbardziej zaległości przyrosły restauracjom i innym stałym placówkom gastronomicznym (56,6 mln zł), następnie „Pozostałej działalności usługowej w zakresie rezerwacji, gdzie indziej niesklasyfikowanej” (34,3 mln zł) oraz sklepom odzieżowym, 13,4 mln zł.

Jaka pomoc i dla kogo?

Pomoc, o którą przedsiębiorstwa będą mogły starać się od poniedziałku 26 kwietnia, przewiduje możliwość otrzymania świadczenia postojowego oraz dotacji do 5 tys. zł na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia firmy. Przewidziane są też dopłaty 2 tys. zł do wynagrodzeń pracowników, a także wsparcie w zakresie regulacji czynszowych dla najemców. Tak jak we wcześniejszych tarczach, aby otrzymać wsparcie, należy wykazać spadek przychodów na poziomie 40 proc. rok do roku lub miesiąc do miesiąca. Jak do tej pory na ochronę miejsc pracy i wsparcie gospodarki z budżetu przeznaczono ponad 212 mld zł. Do tego należy doliczyć 100 mld zł dodatkowych środków z dwóch tarczy finansowych.

– Nie ma wątpliwości, że nowa, wyczekiwana już w marcu pomoc, pozwoli wielu firmom uchronić się od dalszego pogłębiania problemów, powiększania zaległości, a w niejednym przypadku nawet upadłości. Choć oczywiste jest, że firmy najchętniej wróciłyby po prostu do normalnego funkcjonowania i pewnie już niedługo będzie to możliwe – uważa Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, przeprowadzane co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: marzec / kwiecień 2021 r.

Instytut Genetyki Człowieka PAN: W Wielkopolsce wciąż dominuje wariant brytyjski (ponad 95% wszystkich zakażeń)

Laboratorium Diagnostyki COVID-19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu po miesiącu od ostatniego badania przeanalizowało odsetek zakażeń wersją brytyjską  wirusa SARS-CoV-2. Wyniki na podstawie badań materiału od osób z pozytywnym wynikiem badania zakażenia są jednoznaczne. W chwili obecnej na terenie Wielkopolski już za 95% zakażeń odpowiedzialny jest wirus SARS CoV-2 w wersji B.1.1.7. Nie stwierdzono natomiast występowania w naszym regionie wersji południowoafrykańskiej 501.V2.

Coraz więcej brytyjskiej odmiany w Wielkopolsce

Wariant brytyjski koronawirusa – B.1.1.7 znany jest od jesieni 2020, kiedy to został zidentyfikowany na terenie Wielkiej Brytanii i od tamtej pory obserwuje się wzrost odsetka jego występowania na całym świecie. Zakażenie wirusem B.1.1.7 ma cięższy przebieg, nawet u młodszych pacjentów.

Po miesiącu od ostatniego badania w Laboratorium Diagnostyki COVID-19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu ponownie oceniliśmy udział wersji brytyjskiej koronawirusa w zakażeniach na terenie Wielkopolski. Obecnie 96% zakażeń wywołanych jest przez wersję brytyjską. W Wielkopolsce pojedynczy przypadek zakażeniem brytyjskim obserwowaliśmy na początku roku, a w połowie marca już ponad 80% zakażeń związanych było z wersją brytyjską. – przyznaje prof. Andrzej Pławski, Kierownik Laboratorium Diagnostyki COVID-19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu. – W ciągu ostatniego miesiąca nastąpiła dalsza ekspansja tej wersji, a obecnie stanowi on przytłaczającą większość źródeł zakażeń w regionie wielkopolskim. Wariant ten wyparł zakażenia innymi wersjami wirusa SARS -CoV-2 poprzez to, że w wyniku nabytych mutacji uzyskał przewagę nad innymi szczepami. Łatwiej się rozprzestrzenia, jest bardziej odporny na warunki zewnętrzne. Sukces ewolucyjny wersji brytyjskiej wirusa SARS-CoV-2 powinien być brany pod uwagę w planowaniu strategii zwalczania epidemii. – uważa prof. Pławski.

Sektor biurowy w Warszawie ostrożnie kończy I kwartał

Po 12 miesiącach walki z pandemią, jej skutki wciąż są widoczne na rynku biurowym. Ostrożnościowe podejście utrzymują zarówno deweloperzy, którzy wstrzymują się z rozpoczęciem nowym projektów, jak i najemcy, którym kończą się umowy najmu. Wskaźnik pustostanów w Warszawie po dwóch latach znowu osiągnął dwucyfrową liczbę i zakończył kwartał na poziomie 11,4%.

W pierwszym kwartale 2021 roku zasoby powierzchni biurowej na stołecznym rynku przekroczyły okrągłą liczbę 6 mln m kw.  Przyczyniła się do tego wyjątkowo wysoka podaż nowej powierzchni, która w ramach 7 inwestycji dostarczyła na rynek 167 000 m kw. Pozwolenie na użytkowanie otrzymały m.in. dwie wielkoskalowe inwestycje w okolicy Ronda Daszyńskiego, tj. Skyliner (48 500 m kw., Karimpol Polska) i ostatni etap kompleksu Generation Park – budynek Y (44 200 m kw., Skanska Property Poland). Wolumen nowej podaży w minionym kwartale był drugim najwyższym wynikiem w historii lokalnego rynku, a dla porównania w całym ubiegłym roku na rynek trafiło 314 000 m kw. powierzchni.

„Obserwowany w okresie przed pandemią boom deweloperski w sektorze biurowym zaczyna zwalniać. O ile ostatnie lata charakteryzowały się wysoką aktywnością deweloperów, to obecna sytuacja i zachowawcze podejście najemców do relokacji studzą pomysły o rozpoczęciu nowych budów. Obecnie wolumen projektów biurowych na etapie realizacji jest najniższy od dekady – 420 000 m kw., z czego niemal połowa ma zostać zrealizowana jeszcze w tym roku, a dodatkowo 3/4 podaży w budowie powiększy zasoby centralnych stref biznesu. ” – komentuje Bożena Garbarczyk, Starszy Konsultant w Dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Kontynuację mniejszej aktywności zanotowano również po stronie najemców, którzy w I kwartale roku wynajęli zaledwie 109 000 m kw. powierzchni. Największym zainteresowaniem najemców w I kwartale 2021 roku cieszyły się strefy Mokotów oraz Centrum.

„Wolumen popytu osiągnął najniższą kwartalną wartość w ostatnich 10 latach. W dalszym ciągu w strukturze podpisywanych umów znaczący udział posiadały renegocjacje, które stanowiły ok. 31% wolumenu popytu, a udział umów pre-let spadł w widoczny sposób do poziomu 10%, co ilościowo zamknęło się jedynie w dwóch transakcjach.” – dodaje Bożena Garbarczyk.

Wysoka podaż nowej powierzchni i zachowawcze podejście najemców skutkowały kolejnym wzrostem współczynnika pustostanów. Nie bez znaczenia był tutaj poziom komercjalizacji biurowców, które zostały w tym czasie oddane do użytku, gdyż znajdował się on na poziomie zaledwie 50%. Współczynnik pustostanów, który na koniec marca 2021 roku wyniósł 11,4% daje niemal 700 000 m kw. powierzchni dostępnej od zaraz. Wolumen ten jest zdecydowanie wyższy, jeśli uwzględnimy powierzchnię oferowaną do wynajęcia w ramach podnajmu. W ciągu kwartału współczynnik pustostanów w Warszawie wzrósł o 1,5 pp., natomiast w ciągu roku, czyli w okresie trwania pandemii, aż o 3,9 pp. Największy wzrost współczynnika odnotowano w strefach centralnych, co bezpośrednio skorelowane jest z wysokim wolumenem nowej podaży w tym obszarze.

Pomimo zmieniającej się sytuacji rynkowej wywoławcze stawki czynszu na stołecznym rynku utrzymywały się dotychczas na stabilnym poziomie, jednak na początku 2021 roku odnotowano już niewielkie korekty, najczęściej w wysokości ok. 0,5 EUR. Zmiany te można zaobserwować głównie w projektach zlokalizowanych w centralnych lokalizacjach. Ze względu na szeroki pakiet zachęt, który właściciele budynków oferują przyszłym najemcom, szczególnie w dobie pandemii COVID-19 chcąc przyciągnąć najemców, stawki efektywne pozostają o ok. 20% niższe niż poziom wywoławczy.

Tadeusz Puchała nowym Dyrektorem ds. sprzedaży DHL Parcel Polska

Do zespołu zarządzającego DHL Parcel Polska dołączył Tadeusz Puchała.  Objął  stanowisko dyrektora ds. sprzedaży, zastępując dotychczasową dyrektor tego pionu – Elżbietę Gorayską-Mytych.

Nowy dyrektor ds. sprzedaży DHL Parcel uważa, że podstawą skutecznej strategii sprzedaży jest zaangażowany zespół oraz orientacja na wysoki poziom satysfakcji klientów. W biznesie kieruje się zasadą – zawsze o krok przed konkurencją. Główne cele, jakie stawia przed sobą na nowym stanowisku, to rentowne zwiększanie sprzedaży i zyskiwanie udziałów rynkowych.

Tadeusz Puchała to absolwent wydziału chemicznego Politechniki Gdańskiej oraz administracji Akademii Morskiej w Gdyni. Od ponad 21 lat jest związany ze sprzedażą – zarówno w strukturach centralnych, jak i regionalnych. W czasie swojej kariery zawodowej odpowiadał m.in. za tworzenie strategii cenowych, rozwijanie kanałów sprzedaży oraz budowanie zespołów sprzedażowych i dystrybucji. Kierował działaniami trade marketingowymi oraz realizacją projektów strategicznych, wdrażał nowe struktury organizacyjne i systemy bonusowe. Swoje doświadczenie zdobywał w wielu kanałach sektora FMCG, w tym przez blisko 15 lat w Grupie Żywiec S.A, będącej częścią globalnego koncernu  Heineken.

Prywatnie jest pasjonatem książek i miłośnikiem sportowej rywalizacji oraz aktywnego spędzania wolnego czasu.

Puchała wszedł do zarządu DHL Parcel Polska na miejsce przechodzącej na emeryturę Elżbiety Gorayskiej-Mytych, która od 2014 roku pełniła funkcję dyrektora sprzedaży i obsługi klienta DHL Parcel, zaś z samą firmą była związana od 2007 roku.

Black Pearls VC inwestuje w szwedzko-polski startup IamIP

IamIP, światowy lider rozwiązań własności intelektualnej (ang. Intellectual Property, IP) opartych na chmurze, ogłasza inwestycję od funduszu Black Pearls VC. Firma działa na dynamicznie rosnącym rynku związanym tworzeniem i zarządzaniem IP. Każdego roku na świecie zgłaszanych jest 3,3 miliona nowych patentów. Jednocześnie brakuje kompleksowych i wygodnych w użyciu rozwiązań dedykowanych dla tej branży. Z tego powodu blisko 17 miliardów Euro rocznie jest tracone na podwójną pracę działów B+R w samej tylko Europie. Platforma IamIP wychodzi naprzeciw tym problemom i umożliwia firmom technologicznym łatwy przegląd i ocenę ich portfela własności intelektualnej, monitorowanie konkurencji i uzyskiwanie cennych informacji strategicznych.

Dzięki przełomowej platformie IamIP wszyscy interesariusze związani z IP tj. inżynierowie w działach B+R, prawnicy w działach IP, menedżerowie produktu czy zarząd, mogą współpracować w jednym miejscu. Łatwość użytkowania, ogólnoświatowy zasięg danych patentowych i nowoczesne funkcje prowadzą do efektywnej współpracy, minimalizują ryzyka naruszeń innych patentów i pozwalają odzyskać pełną kontrolę nad procesem tworzenia własności intelektualnej w firmie.

Spółka została założona w Sztokholmie. IamIP szybko weszło na ścieżkę szybkiego wzrostu, najpierw w Skandynawii, następnie na rynkach niemieckojęzycznych (DACH). Spółka utworzyła także swoją siedzibę w Szczecinie, gdzie obecnie rekrutuje specjalistów R&D oraz osoby z obszaru IT. Spółce udało się stworzyć międzynarodowy i zróżnicowany zespół. Dimitris Giannoccaro skupia się na rozwoju strategicznym spółki, natomiast za rozwój technologii w IamIP oraz zarządzanie działem badań i rozwoju odpowiada światowej klasy specjalista w zakresie machine learningu Wojciech Nowicki. Szwedzko-polski zespół obecnie jest dostawcą rozwiązań do zarządzania własnością intelektualną dla firm na całym świecie.

„To dla mnie zaszczyt, ale również powód do dumy, że mogę obsługiwać ponad 100 międzynarodowych klientów – od startupów do firm z listy Fortune 500” – mówi Dimitris Giannoccaro założyciel i Prezes Zarządu IamIP. „Nasz sukces opiera się na wyraźnej koncentracji na klientach. Są oni naszym najważniejszym atutem, dzięki któremu możemy dalej rozwijać platformę zgodnie z ich potrzebami. W ostatnim czasie mocno wzmocniliśmy nasz zespół, a dzięki inwestycji Black Pearls VC jesteśmy gotowi, aby przyspieszyć nasz wzrost. Decydując się na inwestycję od Black Pearls VC chcieliśmy mieć na pokładzie partnera, który wie jak skalować i poprawiać efektywność spółek technologicznych. Zależało nam także na wzmacnianiu naszej obecności w Polsce i kontaktach do europejskich korporacji, z którymi fundusz ma świetne relacje.”

„IamIP to nasza pierwsza inwestycja w Szwecji. Ta firma idealnie wpisuje się w naszą tezę inwestycyjną: ma silny i dobrze wykwalifikowany zespół, rozwija technologię w oparciu o podejście deeptech budując przewagę konkurencyjną i jednocześnie dostarcza rozwiązania poprawiające ludzkie życie” – wyjaśnia Aleksander Dobrzyniecki, Partner w funduszu Black Pearls VC. „Ponadto oferta startupu adresuje jedną z ostatnich branż opartych na obsługiwanych manualnie – złożony rynek własności intelektualnej. Firma cieszy się zaufaniem najbardziej innowacyjnych firm na świecie i jest obecnie niezbędną platformą determinującą podejmowanie decyzji w zakresie innowacji. Czy to do wyszukiwania patentów, monitorowania konkurencji, czy do współpracy nad najbardziej krytycznymi aktywami IP – pomysłami pracowników: IamIP ma rozwiązanie” – dodaje Dobrzyniecki.

Inwestycja została wsparta przez Black Pearls VC z funduszu utworzonego z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Dzięki udziałowi BGK fundusz składa się ze środków programu Jeremie 2 finansowanego z RPO Województwa Zachodniopomorskiego na lata 2014-2020.

Jak zwiększyć zasięgi konta na Instagramie?

Instagram z dnia na dzień staje się coraz popularniejszą platformą społecznościową. Jeszcze do niedawna służył praktycznie wyłącznie publikacji zdjęć z krótkim opisem. Dziś można na jego łamach z powodzeniem promować i sprzedawać produkty znanych marek, komunikować się z innymi użytkownikami, a także publikować krótko dostępne , spontaniczne treści na Insta Stories.

Jak zwiększyć zasięgi konta na Instagramie?

Instagram z dnia na dzień staje się coraz popularniejszą platformą społecznościową. Jeszcze do niedawna służył praktycznie wyłącznie publikacji zdjęć z krótkim opisem. Dziś można na jego łamach z powodzeniem promować i sprzedawać produkty znanych marek, komunikować się z innymi użytkownikami, a także publikować krótko dostępne , spontaniczne treści na Insta Stories.

Wykorzystywanie wszystkich możliwych opcji zapewni użytkownikowi zasięgi na najwyższym poziomie. Czym są owe zasięgi? Krótko mówiąc, im większy zasięg, tym większa liczba odbiorców, do których docierają publikowane przez nas treści. Zasięgi kształtują się przez liczbę obserwujących nasz profil osób czy też przez lajki na Instagramie, pod dodawanymi przez nas postami – niby tylko cyferki, ale znacząco wpływają na zasięgi. Warto więc zadbać o to, by były na stae wysokim poziomie. Możesz tego dokonać już w czterech krokach!

Po pierwsze: systematyczność

Duże zasięgi na Instagramie osiągniemy przede wszystkim poprzez systematyczność. Publikując rzadko i nieregularnie powodujemy, że nasi obserwujący o nas zapominają, a gdy już się pojawi jakiś ruch z naszej strony, to nie budzi zaufania. Systematycznością bowiem budujemy więź między nami a odbiorcami. Sprawiamy, że stają się ciekawi, co tam u nas nowego i z czasem wyczekują naszych treści.

Dzięki temu nasze posty są częściej lajkowane, komentowane i udostępniane, to z kolei podoba się algorytmowi Instagrama, który, kolokwialnie mówiąc, popycha post do większego grona odbiorców. Najlepiej sprawdza się publikacja postów co drugi dzień, niemniej jednak na bardzo popularnych profilach zdjęcia dodawane są każdego dnia o określonej godzinie!

Po drugie: hashtagi

Hashtagi to funkcja, która umożliwia łatwe i szybkie odnalezienie interesujących nas zdjęć i treści. Dodając je pamiętajmy jednak, aby bezpośrednio nawiązywały zarówno do zdjęcia, jak i do ogólnego profilu naszego konta. Bardzo ogólne i popularne hashtagi zapewniają nam duże grono odbiorców, ale to te szczegółowe i niszowe zapewniają nam dostęp do nowych, zainteresowanych konkretnie tą, publikowaną przez nas treścią, użytkowników.

Hashtagi można umieszczać zarówno przy zdjęciach, jak i na Insta Stories. Pod zdjęciem na swoim profilu możesz ich dodać nawet aż trzydzieści, ale warto pamiętać, że i tu funkcjonuje zasada, że więcej nie koniecznie oznacza lepiej. Dlatego dodając hashtagi wybierz około piętnastu najbardziej interesujących. Zastanów się, które przyszły by Ci do głowy, gdybyś szukał właśnie takiego zdjęcia, jak Twoje.

Po trzecie: Insta Stories

Insta Stories to stosunkowo nowa funkcja Instagrama umożliwiająca publikowanie spontanicznych treści w czasie rzeczywistym lub prawie rzeczywistym. Oczywiście Stories może być przygotowane z wyprzedzeniem, ale nie zmienia to faktu, iż sprawia wrażenie publikacji spontanicznej. Właśnie dlatego narzędzie to stało się tak popularne. Umieszczone tutaj relacje, zdjęcia, filmy może łatwo i szybko obrobić. Można dodać do nich ankiety i pytania zachęcające innych użytkowników do interakcji, co z kolei w prostej linii prowadzi do zwiększenia zasięgów.

Warto wspomnieć, iż relacje można opatrzyć odpowiedniki hashtagami – możesz ich tutaj dodać nawet dziesięć. Jeżeli jednak pracujesz nad zbudowaniem zaufanej i silnej społeczności udostępniaj w relacjach posty innych użytkowników, publikujących podobne do Ciebie treści, polecaj je i zachęcaj swoich obserwujących, aby kliknęli w dany post. Dzięki temu również zyskasz wsparcie ze strony innych kont.

Po czwarte: inwestycja

Systematycznie prowadzone konto, na którym publikowane treści są wzbogacone w adekwatne hasthagi i wzbogacone o Insta Storier z pewnością z czasem zyska zadowalającą popularność. Proces ten, nie ma co ukrywać, będzie długotrwały i czasochłonny. Dlatego warto pomyśleć o dodatkowym wsparciu. Zakup followersów i lajków bywa krytykowany, ale gdy się nad tym dłużej zastanowimy, to co w tym złego? Przecież samo pozyskanie nowych obserwujących na Instagramie to nie wszystko, trzeba jeszcze umieć ich zatrzymać. Dlatego prowadząc rzetelny profil, dodając regularnie posty, warto zainwestować niewielką sumkę w pozyskanie nowych followersów w celu przyspieszenia rozwoju naszego konta.

Zanim jednak dojdzie do transakcji sprawdźmy co dokładnie oferuje usługodawca, jaką ilość obserwujących, lajków czy nawet komentarzy oferuje i jak wysokiej oczekuje za to zapłaty. Jeżeli już się bowiem zdecydujemy na ten krok, to niech odpowiada za niego rzetelna firma.
Praca nad zwiększeniem zasięgów tak naprawdę nigdy się nie kończy. Jeżeli z jakichś powodów przestaniesz publikować treści i nie będziesz aktywny na swoim koncie zasięgi szybko spadną. Każdy post jest najbardziej popularny zaraz po publikacji. Po kilku dniach już mało kto o nim pamięta, tym bardziej, iż użytkowników Instagrama z dnia na dzień jest coraz więcej, a tym samym coraz więcej jest dodawanych przez nich postów.

Czym jest innowacyjne podejście do sprzedaży? Poznaj agendę National Sales Congress

Jeden dzień, jedno miejsce i wiele możliwości – 14 września 2021 roku we Wrocławskim Centrum Kongresowym odbędzie się event dla tych, którzy o zarządzaniu sprzedażą chcą wiedzieć wszystko. Najbardziej merytoryczne wydarzenie dedykowane sektorowi handlowemu. Zmienia oblicze sprzedaży – a to dzięki sekcji wykładów, warsztatów oraz dedykowanej strefie networkingowej.

National Sales Congress jest dedykowany managerom i dyrektorom sprzedaży, a także specjalistom oraz przedsiębiorcom, którzy są świadomi konieczności nieustannego rozwoju i są sfokusowani na sukces zawodowy. Event skupia największych praktyków i najlepszych mówców w kraju. Kogo spotkacie we Wrocławiu?

NSC Wrocław – merytoryka przede wszystkim

Przystosowanie się do „nowej rzeczywistości” dotyczy wszystkich. Bezustanny rozwój oraz dostosowywanie się do trendów są – jak potwierdzają specjaliści – nie tylko wymagające, ale również opłacalne.

Kongres NSC Wrocław odpowiada na potrzeby i dostosowuje się do odbiorcy. Filarami wydarzenia są dwie ścieżki przewodnie – sprzedaż i zarządzanie sprzedażą. Dzięki takiemu holistycznemu podejściu, uczestnicy mają nie tylko skompresowaną dawkę wiedzy, ale również inspiracji. Prelekcję odnoszącą się do zarządzania sprzedażą wygłosi między innymi Jacek Walkiewicz – jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich mówców. Podejmie on temat istoty motywacji w sprzedaży i psychologii klienta. Wojciech Herra, trener sprzedaży i psycholog sportu, przedstawi natomiast, jak mapować i poznawać proces decyzyjny, który zachodzi w głowie klienta. Wśród prelegentów, którzy wystąpią we wrześniu we Wrocławiu jest również Krzysztof Sarnecki, zdradzając dlaczego domykanie sprzedaży nie istnieje w świecie wysokiej konkurencyjności. Artur Sójka podczas swojego wystąpienia powie między innymi o tym, jaka jest różnica między poleceniami a rekomendacjami, zaś Martin Lewandowski poruszy temat personal brandingu.

Pełna agenda dostępna jest na stronie: https://nationalsales.pl/nsc-wroclaw/

National Sales Congress – jeden dzień, wiele możliwości

Podczas National Sales Congress Wrocław na uczestników czekać będą nie tylko najbardziej merytoryczne wykłady w Polsce w dziedzinie sprzedaży. Wydarzenie to również strefa wystawiennicza i sesje networkingowe, które pozwolą rozszerzyć sieć kontaktów. Nad płynnym przebiegiem poznawania i pogłębiania relacji biznesowych będzie czuwał zespół profesjonalnych networkerów z Biznes Klub Polska.

National Sales Congress – wszystko, co najważniejsze w zarządzaniu sprzedażą

Różnorodność i merytoryka – to kluczowe elementy gwarantujące spełnienie oczekiwań uczestników eventu. Już 14 września 2021 roku przyjedź do Wrocławia i otwórz nowy rozdział w historiii Twojego biznesu!

National Sales Congress Wrocław
Termin: 14 września 2021
Miejsce: Wrocławskie Centrum Kongresowe

Bilety Silver, a także VIP dostępne są na stronie internetowej National Sales Congress.

Poświadczeniem jakości wydarzenia jest udział Partnerów – Koźmiński Executive Business School (Partner Merytoryczny) – lider programów MBA w Polsce oraz InStream Group – wiodący partner w zakresie sprzedaży dla 700 firm z całego świata.

Wydarzenia i transmisje online – jak się przygotować do ich organizacji?

Organizowanie różnorodnych wydarzeń online to wielkie wyzwanie dla wielu firm. Przed pandemią wiele osób nie decydowało się ani na ich organizację, ani na przybywanie na nie, gdyż osobista obecność na tego rodzaju wydarzeniach dla każdego była bardziej atrakcyjna. Obecnie jednak to właśnie konferencje i inne eventy online są jedyną opcją na ich organizacje – jak się jednak do nich przygotować?

Największym wyzwaniem może okazać się przygotowanie wydarzenia w taki sposób, aby jego transmisja była jak najprostsza i generował jak najmniej, również technologicznych, problemów. Warto pamiętać, że organizacja eventu stacjonarnego i eventu online to dwa zupełnie inne zadania a same wydarzenia będą się od siebie znacznie, różnic, podobnie jak ich prowadzenie.

Wybór odpowiedniej platformy do organizacji wydarzenia online

Kluczem do udanego wydarzenia jest wybór odpowiedniej platformy. Z jednej strony, musi być ona prosta i intuicyjna dla osób, które będą z niej korzystać, z drugiej – konieczne jest, aby spełniała ona wszelkie oczekiwania od strony technicznej. Kluczowa będzie jej stabilność, ale również jakość dźwięku czy obrazu, które będzie mogła ona zapewnić.

Można zdecydować się na wydarzenie na YouTube, Facebook, Twitch czy Vimeo, opcja alternatywną zawsze jest organizacja wydarzenia na swoim własnym serwerze, to jednak będzie najtrudniejsze zadanie pod kątem technologicznym.

Jest jednak jeszcze jedna opcja, a mianowicie zdecydowanie się na dedykowaną platformę. Jedną z nich oferuje agencja Szok, specjalizująca się w organizacjach nie tylko wydarzeń stacjonarnych, ale również eventów online. Więcej na jej temat można dowiedźcie się, klikając TUTAJ.

Odpowiednie studio do organizacji transmisji internetowych

Aby wydarzenie mogło się odbywać, musimy relacjonować je z jakiegoś miejsca. Dlatego, kluczowe jest, aby zadbać o to, by studio do transmisji online było do tego naprawdę dobrze przygotowane. Odpowiednia aranżacja, oświetlenie, dźwięk, estetyka samego miejsca, odpowiadająca temu, co chcemy prezentować – nie jest to zadanie łatwe. Całość musi wyglądać naprawdę profesjonalnie, a często ciężko to zorganizować, zwłaszcza w połączeniu z oświetleniem oraz miejscem na kamery.

Zamiast jednak aranżować podobne studio w biurze naszej firmy, warto postawić na profesjonalne studia, które może wynająć do przeprowadzenia transmisji online. Jedno z nich, w Krakowie, oferuje znów agencja Szok, a więcej o nim można dowiedzieć się TUTAJ.

Wybór odpowiedniej osoby prowadzącej wydarzenie

Olbrzymim wyzwaniem może też okazać się wybór odpowiedniej osoby do tego, by transmisję poprowadzić. Należy zdawać sobie sprawę, że prowadzenie wydarzeń z pełną widownią a prowadzenie ich w praktyce do kamery, to zupełnie inne zadania. Z tego powodu, osoby, które prowadzą standardowe wydarzenia z publicznością, niekoniecznie sprawdzą się w prowadzeniu eventów online. W tym drugim przypadku muszą oni nie być zależni od publiki, której nie będzie, muszą umieć skupiać się na kamerze i dobrze w niej wyglądać, ale również poruszać się tak, aby nie utrudniać pracy operatorom kamer.

Z tego powodu, idealnym wyborem będzie wybór osoby, która ma doświadczenie stricte w prowadzeniu wydarzeń online. W tym przypadku również łatwiej sprawdzić czyjeś kompetencje, ponieważ materiały z wydarzeń, które dana osoba prowadziła, na pewno będą do odnalezienia w sieci.

Odpowiedni sprzęt audio, wideo oraz oświetlenie

Kluczem do sukcesu każdego wydarzenia są właśnie odpowiednie kamery, mikrofony oraz światło. Nie należy oszczędzać na ich wynajęciu lub zakupie. Ta pierwsza opcja będzie oczywiście bardziej opłacalna, jeżeli poszczególne wydarzenia będą jedynie okazjonalne – wtedy nie opłaca się inwestować w zakup swojego sprzętu.

Jednocześnie, warto stawiać na profesjonalne osoby, które będą odpowiadać za ich obsługę. Dobry operator jest niezbędny zwłaszcza wtedy, gdy podczas transmisji będzie działo się naprawdę wiele.

Jeżeli nie chcemy przejmować się doborem odpowiedniego sprzętu, możemy zdecydować się na wynajem studia do transmisji internetowych, ono na pewno będzie od razu wyposażone w odpowiednie oświetlenie, kamery i sprzęt audio. Jednocześnie, będą one na starcie odpowiednio dostosowane i ustawione pod kątem konkretnego studia, dzięki czemu zmniejsza się szansa na zaistnienie problemów technicznych.

Partner materiału: Szok.biz

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 26.04 – 30.04.2021

Na rynkach mamy pierwsze oznaki wyhamowania optymizmu, a dyskusja przeniosła się na ocenę, jak dużo dobrych danych i poprawy perspektyw jest już w cenach. Wciąż jest przestrzeń do poprawy wyceny ryzykownych aktywów (akcji, surowców, walut), ale w kolejnych dniach może zacząć dominować podejście selektywne. Globalnie uwaga skupi się na komunikacie Fed. Dla złotego ważne będzie orzeczenie TSUE w sprawie kredytów frankowych.

Wydarzenia tygodnia: FOMC, Ifo, PKB z USA/Eurolandu/Kanady, CPI z Eurolandu/Polski/Australii, orzeczenie TSUE ws. kredytów CHF, Riksbank, BoJ

USA

W USA głównym wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie FOMC (wt-śr). Podczas ostatniego przemówienia w połowie kwietnia prezes Powell przypomniał, że Fed nie spieszy się z normalizacją polityki monetarnej i wpierw czeka na pełną odbudowę zatrudnienia i dowody utrwalenia się inflacji powyżej 2 proc. Oczekujemy podobnego tonowania jastrzębich oczekiwań w komunikacie. Nie spodziewamy się sygnałów dotyczących redukcji tempa skupu aktywów. Jeśli cierpliwość FOMC pchnie niżej rentowności obligacji, tym śladem podąży USD. Poza tym dowody odbicia aktywności powinny być widoczne w zamówieniach na dobra trwałe (pon) oraz indeksie nastrojów konsumentów (wt). Liczba nowych wniosków o zasiłek (czw) powinna maleć. Dwie rundy czeków stymulacyjnych powinny przełożyć się na solidny wzrost PKB w I kw. (czw).

Strefa euro

Przyszły tydzień przynosi sporo ważnych raportów ze strefy euro. Niemiecki indeks Ifo (pon) prawdopodobnie potwierdzi to, co już wiemy z innych badań (PMI, Sentix) – ostatnia runda restrykcji miała mniejszy wpływ na gospodarkę. Wzrost cen energii będzie windował inflację HICP w Eurolandzie (pt), ale inflacja bazowa powinna pozostawać poniżej 1 proc., czyli dużo poniżej celu EBC („blisko, ale poniżej 2 proc.”). Wstępne szacunki PKB za I kw. (pt) pokażą spadek w związku z lockdownami, nawet jeśli wpływ restrykcji był mniejszy niż przy poprzednich zakazach. Pozytywne zaskoczenia w danych mogą skutkować rewizją oceny fundamentów EUR.

Wielka Brytania

Pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oznacza, że funt pozostanie zdany na czynniki ogólnorynkowe. Oczekujemy, że funt powinien korzystać na generalnym optymizmie makro i lepszych perspektywach globalnego ożywienia. Podtrzymywany apetyt na ryzykowne aktywa powinien generować napływ kapitału w niedowartościowane aktywa brytyjskie (z powodu zeszłorocznej niepewności o brexit), co implikuje dodatkowy popyt na GBP.
Nic nie powinno się zdarzyć na posiedzeniu szwedzkiego Riksbanku (wt). Bank powinien utrzymać stopę procentową na 0 proc. i cel QE na 400 mld SEK. W obliczu trzeciej fali zachorowań, która w Szwecji przebiega gorzej od oczekiwań, Bank podtrzyma gołębie nastawienie. Z drugiej strony przed sygnalizowaniem dalszych obniżek bank powstrzymują rosnące ceny nieruchomości. SEK powinien być stabilny po decyzji.

Polska

Zanosi się na ekscytujący tydzień dla złotego, ale nie z powodu zaplanowanych odczytów stopy bezrobocia (pon) i inflacji CPI (pt). W czwartek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wydać orzeczenie w sprawie kredytów frankowych. W skrócie, w przypadku stwierdzenia nieważności umowy kredytowej lub nakazania konwersji kredytu na złotowy banki będą decydować się na zamknięcie transakcji zabezpieczających przed ryzykiem kursowym, do czego potrzebne będzie pozyskanie franków z rynku. O ile NBP nie włączy się w ten proces, udostępniając rezerwy walutowe, perspektywa dodatkowej podaży złotego będzie pożywką dla działań spekulacyjnych. W zależności od wydźwięku orzeczenia nie można wykluczyć, że EUR/PLN przejściowo sięgnie 4,70 lub szybko zejdzie pod 4,50.

Japonia

Posiedzenie Banku Japonii (pon-wt) najprawdopodobniej nie przyniesienie zmian w polityce monetarnej, gdyż dopiero co w marcu dokonał modyfikacji w oparciu o dokonaną rewizję strategii. W komunikacie BoJ prawdopodobnie podkreśli niepewność perspektyw gospodarczych wywołaną ponownym rozprzestrzenianiem się zakażeń COVID-19. USD/JPY jest w fazie korekty w ślad za cofnięciem rentowności na rynku obligacji USA i dalsza presja osłabienia dolara może ciągnąć kurs niżej.

Australia

W Australii w centrum uwagi będzie odczyt CPI (śr). Wyższe tempo wzrostu cen będzie podsycać oczekiwania na zmianę retoryki RBA, co rynek walutowy zacznie dyskontować z wyprzedzeniem.

Kanada

W Kanadzie pod obserwacją będą sprzedaż detaliczna (śr) i PKB (pt). Silniejsza reakcja powinna być przy lepszych odczytach, gdyż silniejsza postawa gospodarki (pomimo lockdownu w lutym) będzie wspierać ostatnią decyzję BoC odnośnie redukcji tempa skupu aktywów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Barbara Garlacz: Jak liczyć termin przedawnienia się roszczeń konsumentów: wyrok TSUE C-485/19 z 22 kwietnia

W dniu 22 kwietnia 2021 TSUE wydał wyrok w sprawie C-485/19 odpowiadając na pytania sądu słowackiego o to, od kiedy przedawniają się roszczenia konsumentów wynikające z postanowień nieuczciwych.

TSUE uznał, że:

  • termin przedawniania się roszczeń restytucyjnych konsumenta wobec przedsiębiorcy opartych na postanowieniach nieuczciwych rozpoczyna swój bieg od chwili, gdy konsument powziął wiedzę co do nieuczciwego charakteru warunków umownych;
  • przedawnienie roszczeń restytucyjnych konsumentów wynikających z postanowień nieuczciwych musi być zgodne z zasadą równoważności i skuteczności środków ochrony na gruncie prawa UE.

Wyrok TSUE ma wpływ na to, jak należy oceniać kwestię przedawnienia się roszczeń tzw. frankowiczów oraz banków z umów kredytów powiązanych z walutą – a więc będzie miał wpływ na pytania zadane do Sądu Najwyższego, o których Sąd Najwyższy będzie rozstrzygał 7 oraz 11 maja 2021 roku.

Po pierwsze, TSUE uznał, że przy umowach długookresowych – w których konsument stale świadczy usługi na rzecz przedsiębiorcy – uregulowanie prawa krajowego, zgodnie z którym świadczenia te przedawniają się z upływem 3 lat od ich dokonania (czyli od chwili powstania po stronie przedsiębiorcy bezpodstawnego wzbogacenia) może pozbawiać konsumentów możliwości dochodzenia zwrotu płatności dokonanych na podstawie nieuczciwych warunków umownych. Takie przedawnienie mogłoby nastąpić zanim skończy się umowa, zwłaszcza gdy konsument nie był świadom nieuczciwości postanowień umownych.

Kredytobiorcy mogą dochodzić rat, które przedawniły się – tj. zostały uiszczone ponad 10 lat od ich uiszczenia, o ile będą w stanie wykazać, że od chwili gdy dowiedzieli się o nieuczciwych warunkach, na których opierają te roszczenia, nie upłynęło 10 lat. Zatem termin ten liczymy nie od daty zapłaty raty, ale od uzyskania świadomości przez konsumenta o nieuczciwym charakterze postanowień umownych. Moim zdaniem wyrok potwierdza także, że przedawnienie się roszczeń banków należy liczyć od udostępnienia kapitału – a z całą pewnością nie  można pominąć chwili powzięcia przez banki świadomości co do zamieszczenia w umowach postanowień nieuczciwych jako tej od której należy liczyć termin przedawnienia.” – wskazuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20.

Po drugie, TSUE wskazał, że skutki restytucyjne konsumentów z powodu zamieszczenia postanowień nieuczciwych w umowach – czyli ich roszczenia wynikające z prawa UE – nie mogą mieć gorszego terminu i zasad przedawnienia niż podobne roszczenia wynikające z prawa krajowego, gdyż działa zasada równoważności i skuteczności środków ochrony.

„Wynika z tego pośrednio dla polskich frankowiczów, że skoro przy nieważności umowy wynikającej z polskiego kodeksu cywilnego w celu ochrony swoich praw mogą powołać się na zarzut przedawnienia się roszczeń banku od chwili udostępnienia kapitału, to takie samo prawo powinno im przysługiwać przy nieważności wynikającej z prawa UE. Zatem, jeśli w wyroku z 29 kwietnia 2021 TSUE potwierdzi, że umowa jest nieważna od daty jej zawarcia, a konsument może zrzec się tej sankcji nieważności, a nie powołać się na tę nieważność ze skutkiem wstecznym ex tunc – jak do tej pory wskazywał Sąd Najwyższy i co wg mnie jest niezgodne z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 – to Sąd Najwyższy będzie musiał uznać, że roszczenia banków o zwrot kapitału przedawniają się tak jak przy nieważności bezwzględnej z art. 58 k.c., czyli w terminie 3 lat od daty udostępnienia kapitału. Wymaga tego zasada równoważności i skuteczności środków ochrony na gruncie prawa UE” – dodaje mec. Barbara Garlacz.

W wyroku z 22 kwietnia 2021 TSUE wskazał także, że termin 3 lat przedawnienia się roszczeń konsumenta jest wystarczający dla podęcia dochodzenia roszczeń, a rozpoczyna swój bieg od daty powzięcia świadomości przez konsumenta.

„Jest to o tyle istotne, że nawet gdyby Sąd Najwyższy nie zgodził się z tym, że roszczenia banków o zwrot kapitału przedawniają się od daty udostępnienia kapitału – z całą pewnością nie może pominąć świadomości po stronie banków, że ich umowy zawierały postanowienia nieuczciwe i od tego momentu liczyć termin przedawnienia się ich roszczeń. Inaczej banki byłby uprzywilejowane bardziej niż konsumenci co do przedawnienia się ich roszczeń z nieważnej umowy, gdy nieważność ta wynika z postanowień nieuczciwych. Konsumentowi przedawniałoby się od chwili, gdy powziął świadomość co do nieuczciwych warunków – a bankowi od chwili, gdy konsument się na to powołał albo od chwili wyroku potwierdzającego nieważność umowy, jak chcą banki. Uwzględniając świadomość banków co do nieuczciwych postanowień – przykładowo dla Getin Noble początkiem biegu terminu przedawnienia byłby niewątpliwie rok 2009, gdyż wówczas bank rozpoczął zmianę aneksami nieuczciwych warunków umownych, dla Millennium byłby to podobny okres, gdyż wówczas bank w prospekcie z 2010 roku informował o potencjalnych roszczeniach kredytobiorców oraz rozpoczęło się postępowanie przed UOKiK” – wskazuje mec. Barbara Garlacz.

57% pracowników w Polsce dostrzega w technologiach więcej możliwości niż zagrożeń

57% aktywnych zawodowo Polaków, którzy wzięli udział w przeprowadzonym w lutym badaniu PwC „Upskilling Hopes and Fears”, jest zdania, że technologie stwarzają pracownikom więcej możliwości niż zagrożeń. Jednocześnie 2/3 respondentów przyznaje, że automatyzacja niesie pewne ryzyko dla niektórych miejsc pracy. Aby zachować swoją pozycję zawodową 86% polskich pracowników jest gotowych do ciągłego zdobywania nowych umiejętności, a nawet do przekwalifikowania. Jako idealny model pracy w przyszłości 77% badanych wybrało model hybrydowy.

57% aktywnych zawodowo Polaków jest zdania, że technologie stwarzają pracownikom więcej możliwości niż zagrożeń. Jednocześnie 2/3 respondentów przyznaje, że automatyzacja niesie pewne ryzyko dla niektórych miejsc pracy, ale pytani o to, czy obawiają się negatywnego wpływu automatyzacji na własną karierę zawodową, 45% badanych odpowiedziało przecząco, a 38% twierdząco. Jesteśmy zatem dużo bardziej pewni swojej zawodowej przyszłości niż pracownicy na świecie, gdzie te proporcje wyglądają odwrotnie – odpowiednio 31% i 45%.

Co więcej, 53% pracowników w Polsce twierdzi, że jest mało prawdopodobne, by w najbliższych 5 latach postęp technologiczny sprawił, że ich praca się zdezaktualizuje. Na świecie grupa wyrażająca takie samo przypuszczenie jest dużo mniejsza i wynosi 39%, czyli dokładnie tyle samo ile uznających ten scenariusz za prawdopodobny. Ponad połowa badanych w Polsce (52%; na świecie 59%) spodziewa się, że zmiany technologiczne pozytywnie wpłyną na perspektywę ich zatrudnienia w przyszłości.

Wnioski z naszego raportu pokazują jasno, że Polacy dostrzegają pozytywny wpływ nowych technologii na środowisko pracy. Większość z nas nie obawia się cyfryzacji i jest pewna swojej zawodowej pozycji, jednocześnie będąc świadoma, że zdobywanie nowych umiejętności jest koniecznością. – Katarzyna Komorowska, partner PwC, lider zespołu People & Organization

Praca hybrydowa, z misją i wartościami

55% polskich respondentów przyznaje, że już dziś część ich zadań może być wykonywana zdalnie. Dlatego myśląc o idealnym modelu pracy w przyszłości, 77% pracowników wskazuje na model hybrydowy – łączący elementy pracy zdalnej z pracą w biurze lub u klienta. 14% badanych widziałoby swoją przyszłość w tradycyjnym modelu pracy, takim jak przed pandemią. Co ciekawe, 9% pracowników w Polsce i 19% na świecie spodziewa się, że w przyszłości będziemy mieli do czynienia z całkowicie wirtualnym sposobem świadczenia pracy.

Badanie PwC potwierdza, że misja i wartości firmy są niezwykle ważne dla pracowników. 81% respondentów w Polsce (75% na świecie) chce pracować w organizacji, która ma pozytywny wpływ na społeczeństwo. Z kolei 52% aktywnych zawodowo Polaków (49% na świecie) chciałoby zostać przedsiębiorcą i założyć własną firmę.

Pandemia bardzo mocno zmieniła obraz modelu pracy, a duża część organizacji już dziś deklaruje, że praca hybrydowa zostanie z nami na zawsze. O ile na poziomie samej koncepcji wydaje się to proste, o tyle należy pamiętać, że każdy człowiek to zbiór indywidualnych potrzeb i preferencji. Model pracy hybrydowej wymaga zaplanowania odpowiedniego ekosystemu i nie uda się tego dokonać bez technologii, dlatego na znaczeniu zyskiwać będą narzędzia people analytics. – Dorota Dębińska-Pokorska, partner PwC, lider zespołu People & Change

O raporcie PwC „Upskilling Hopes & Fears 2021”

PwC przeprowadziło badanie w lutym 2021 r. na reprezentatywnej grupie 32 517 aktywnych zawodowo osób oraz takich, które poszukują pracy. W badaniu wzięli udział respondenci z 19 krajów: Polski (2001 osób), Niemiec, Francji, Hiszpanii, Holandii, Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Australii, Chin, Indii, Japonii, Kuwejtu, Malezji, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Singapuru, RPA i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Bitcoin znowu w odwrocie. EBC nie zszokowało rynków

Inwestorzy czekający na przełom ze strony europejskiego nadzorcy mogą czuć się zawiedzeni. Posiedzenie potwierdziło to, co już wiedzieliśmy, a zapowiedzi wbrew pozorom nie wnoszą tak wiele na rynki.

Decyzja EBC

Biorąc pod uwagę, jak niewiele się wydarzyło wczoraj na konferencji EBC, aż dziwnym wydaje się, jak bardzo rynki na nią czekały. To, że stopy procentowe pozostały bez zmian, było oczywiste. Komunikat o utrzymaniu ich w przyszłości na tym samym lub niższym poziomie, o ile nie będzie nadmiernie zbliżać się do 2%, jest pewnym zaskoczeniem. Niby wiadomo, że banki centralne powinny tak czynić w ramach swojego mandatu, z drugiej strony ostatni odczyt był wzrostem z 0,9% na 1,3%. Biorąc to pod uwagę, perspektywa tego komunikatu wcale nie wydaje się taka odległa. Z drugiej strony od początku 2013 roku strefa euro nie widziała stabilnie inflacji powyżej tego pułapu, co sugeruje, że obecne wzrosty mogą mieć pewien przejściowy charakter.

Dobre dane zza oceanu

Wczoraj zobaczyliśmy kolejny rekord od początku pandemii w USA w sprawie najniższej liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 547 tysięcy to nie tylko o 39 tysięcy mniej niż przed tygodniem, ale również 78 tysięcy mniej od oczekiwań. Analitycy bowiem po bardzo dobrym rezultacie spodziewali się korekty, a zobaczyliśmy kolejne minimum. Po tych danych dolar wyraźnie umacniał się względem euro, jednakże podobnie jak w środę, nie udało się przełamać psychologicznej bariery dolara i dwudziestu centów za jedno euro.

Bitcoin znowu w odwrocie

Wczoraj wieczorem rozpoczął się gwałtowny ruch spadkowy na bitcoinie. Najpopularniejsza kryptowaluta świata, która jeszcze 14 kwietnia przebiła 64 tysiące dolarów, dzisiaj kosztuje 48 tysięcy. To nadal dużo, ale spadek w tak krótkim czasie o 25% robi imponujące wrażenie. Bezpośrednim powodem spadków była oczywiście przewaga chętnych do sprzedaży względem chcących kupić. To z kolei przez wielu analityków łączone było z informacjami na temat zmian w systemie podatkowym w USA, które to zmiany mogą mocno dotknąć również dużych inwestorów kryptowalutowych. Jest to prawdopodobnie jeden z powodów, jednakże realnie chodzi o to, że kilku dużych graczy zaczęło sprzedaż i rozpoczęła się lawina.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski przemysł przyśpiesza pomimo koronawirusa

W tym tygodniu zostało opublikowanych kilka ważnych danych z polskiej gospodarki. Przede wszystkim warto wspomnieć o danych z polskiego przemysłu. Ceny produkcji przemysłowej w marcu wzrosły o 3,9% r/r, a w ujęciu miesięcznym o 1,3%. Na ten wzrost głównie ma wpływ wzrost cen ropy, więc także cen paliw. Produkcja przemysłowa w marcu wzrosła o 2,3%, a rok do roku, biorąc pod uwagę korektę sezonową, wzrosła o 15,7%, co jest bardzo dobrym wynikiem. Pozytywne są również wyniki z rynku pracy. Płace w marcu średnio wzrosły o 8% w skali roku. Jedyne dane, które się pogorszyły dotyczą zatrudnienia. Zanotowało ono w marcu spadek o 1,3% r/r. Należy jednak zaznaczyć, że w kontekście wpływów sezonowych i sytuacji, w której znajduje się gospodarka europejska, spadek udziału pracujących osób nie jest zaskakujący. Wspomniane wyniki przemysłu i rynku pracy są jednak nie do utrzymania w dłuższej perspektywie, a tempo wzrostu przemysłu i płac niewątpliwie spowolni w niedalekiej przyszłości. Można również oczekiwać, że spadek wskaźnika zatrudnienia nie będzie trwały.

Przewidywano, że Europejski Bank Centralny miał w mijającym tygodniu znacznie wpłynąć na potencjał rynków walutowych. Ale EBC nie zmienił założeń swojej polityki pieniężnej, która nadal pozostaje bardzo luźna. EBC zapewni płynność na rynku finansowym, a stopy procentowe pozostaną na obecnym, niezwykle niskim poziomie, dopóki inflacja nie zbliży się do 2% w dłuższej perspektywie.

W tym tygodniu złoty osłabił się i w piątek rano jego kurs w stosunku do euro wynosił 4,57 PLN/EUR. W tym czasie para walutowa USD/EUR była na poziomie 1,204.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

ZPP: Europejska płaca minimalna – zduszenie unijnej gospodarki w kluczowym momencie wyjścia z kryzysu

Europejska dyrektywa w sprawie płacy minimalnej będzie szkodliwa dla rynku pracy i gospodarki europejskiej. Co więcej, dyrektywa może pogorszyć sytuację najbardziej narażonych pracowników, utrudnić UE wyjście z trwającego kryzysu i zakłócić dobrze funkcjonujące systemy rokowań zbiorowych – to główne powody, dla których Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wraz SME Connect oraz European Enterprise Alliance współorganizował dnia 23 kwietnia br. Okrągły Stół nt. Europejskiej Płacy Minimalnej.

Okrągły stół stanowił platformę wymiany doświadczeń i opinii dla polskich, europejskich i światowych organizacji, które rzuciły nowe światło na propozycję Komisji Europejskiej. Negatywny wpływ na firmy dotknięte kryzysem, marginalizacja najbardziej wrażliwych pracowników, a także rosnąca liczba zatrudnionych nieformalnie to jedynie część faktycznych skutków dyrektywy, które zostały zbagatelizowane przez Komisję. Dlatego w trakcie dyskusji poruszono także aspekt kompetencji Komisji w dziedzinie wynagrodzeń, kwestii braku płacy minimalnej w poszczególnych krajach Unii, czy też wpływ dyrektywy na konkurencyjność europejskiej gospodarki na światowych rynkach.

W trakcie wydarzenia opublikowany został list ws. Europejskiej Płacy Minimalnej, skierowany do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Davida Marii Sassoli oraz przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela. Sygnatariuszami apelu wyrażającego sprzeciw względem europejskiej płacy minimalnej jest 25 polskich i europejskich instytucji, wśród których znajdują się organizacje pracodawców, stowarzyszenia, a także think tanki.

Inicjatorzy listu stanowczo podkreślają, że Unia Europejska powinna pozostać miejscem wolności i współpracy, gdzie żadnemu państwu członkowskiemu nie są narzucane praktyki innych państw UE. Sygnatariusze wskazują również, że propozycja europejskiej płacy minimalnej jest nastawiona na realizację celów politycznych i przy tym nie uwzględnia rzeczywistych skutków wprowadzanych regulacji, które w negatywny sposób wpłyną przede wszystkim na tych, którym dyrektywa miała pomóc – czyli na osoby najmniej zarabiające.

Pół roku zamkniętej gastronomii. Skala bankructw restauracji i kawiarni może się ujawnić dopiero po odmrożeniu gospodarki

Pół roku zamkniętej gastronomii. Skala bankructw i upadków jeszcze trudna do oceny. „Nie wszystkie lokale wrócą wiosną”.

24 kwietnia 2021 roku minie sześć miesięcy od momentu kiedy w ograniczonym trybie działają lokale gastronomiczne i kawiarnie. W tym czasie pracę mogło stracić nawet ponad 200 tysięcy osób. Skala upadku restauracji jest jeszcze nieznana, bo wiele zawiesiło działalność i nie wiadomo czy uda im się wrócić do życia wiosną. Znak zapytania nad wieloma lokalami stawia również konieczność rozliczenia wsparcia z tarczy antykryzysowej, a to nastąpi już w najbliższych tygodniach. – Branża gastronomiczna znajduje się pod szczególną uwagą naszego stowarzyszenia od lat. To kwestia tego, że zawsze gastronomia miała pewne problemy np. z terminowością płacenia wynagrodzeń podwykonawcom czy pracownikom. Czas pandemii to jednak czas pacyfikacji tego sektora i nie mam wątpliwości, że restauracje i kawiarnie to największe gospodarcze ofiary pandemii koronawirusa – mówi Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Sześć miesięcy zamkniętej gastronomii to najdłuższe „dwa tygodnie” w historii świata

Sześć miesięcy zamkniętej gastronomii to skala gospodarczych problemów trudna do oceny. Żaden przedsiębiorca bowiem nawet w najbardziej pesymistycznych scenariuszach nie zakładał, że ograniczenie tej branży potrwa tak długo. Lokale przestały działać w swobodnym trybie 24 października i do dzisiaj mogą serwować dania tylko na wynos i z dowozem. To powoduje gigantyczne starty i nie ma wątpliwości, że wiele firm już zbankrutowało, a wiele jeszcze może czekać ten los – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

– Wielu przedsiębiorców nie otrzymało wsparcia z tarcz finansowych, wiele zdecydowało się na zawieszenie działalności i nie wiadomo czy powrócą wiosną i latem, bo otoczenie gospodarcze nadal nie gwarantuje jakichkolwiek szans na zysk po odmrożeniu gospodarki. Nie bez znaczenia są również możliwe problemy z rozliczeniem tarcz finansowych. Żeby nie było konieczności zwracania pieniędzy to trzeba utrzymać status zatrudnienia, a wiemy, że lokale bankrutowały, a pracownicy często sami decydowali się na odejścia nie mając przed sobą wizji pracy i rozwoju. Myślę, że to nie jest koniec problemów gastronomii. Skala bankructw i upadków jest trudna do oceny – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Według szefowej szczecińskiego stowarzyszenia gastronomia mogłaby już działać w trybie sanitarnym. Mogłyby również działać ogródki przy lokalach. – Tak jest w Austrii, Czechach, Wielkiej Brytanii. Nie wiem dlaczego w Polsce wciąż trzymamy się kurczowo obostrzeń zapowiadając tylko enigmatycznie poluzowanie restrykcji na maj. To wszystko dzieje się za późno – mówi Marczulewska.

Gastronomia ma największe problemy. Opóźnione wypłaty, zwolnienia, lokale zamykane z dnia na dzień

Jaka jest sytuacja pracowników gastronomii w czasie pandemii? – Część straciła pracę, innym zostały suche etaty bez napiwków i premii, jeszcze inni działają jak mogą w trybie „z dowozem” i „na wynos” oferując klientom dania domowe i pizzę. Branża przeszła prawdziwą rewolucję i wiele firm stara się jak może i walczy o przetrwanie. Niestety nie brakuje zgłoszeń o problemach. Obecnie gastronomia jest najczęstszą branżą na którą skarżą się pracownicy. Mowa o zaległościach w wynagrodzeniach, płatnościach na raty, przenoszeniu pracowników z całych etatów na cząstki czy też po prostu o zamykaniu restauracji czy kawiarni z dnia na dzień bez rozliczenia się z pracownikami. Pojawiają się też wiadomości o mobbingu, gdyż pracodawcy nie wytrzymują napięcia związanego z tym, co się dzieje. Sytuacja jest naprawdę trudna – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Problemy mają także słynne lokale, restauracje z tradycjami i tłumem klientów dotychczas. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, ze gorzej mają się te, które serwowały luksusowe, dobrej jakości dania. Od nich jest więcej zgłoszeń o problemach – dodaje Marczulewska.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom oferuje bezpłatną pomoc prawną oraz windykacyjną. W I kwartale 2021 roku odpowiedzieliśmy na ponad 200 wiadomości od osób, które zgłosiły nam problemy. Zgłoszeń było przynajmniej dwukrotnie więcej, ale nie wszyscy pracownicy zdecydowali się na wnoszenie skarg wobec pracodawców.

W I kwartale 2021 r. trzy razy więcej restrukturyzacji niż rok temu

W pierwszych trzech miesiącach 2021 r. otwarto rekordową liczbę 407 postępowań restrukturyzacyjnych – wynika z raportu Kancelarii Tatara i Współpracownicy oraz spółki Alerion. W analogicznym okresie 2020 r. było ich tylko 121. Po raz kolejny prawie wszystkie otwierane restrukturyzacje to uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne (UPR).

Z raportu przygotowanego przez Kancelarię Prawa Restrukturyzacyjnego i Upadłościowego Tatara i Współpracownicy, spółkę Alerion oraz Sekcję INSO Instytutu Allerhanda wynika, że w I kwartale 2021 r. otwarto 407 restrukturyzacji, o blisko 100 więcej niż w dotychczas rekordowym IV kwartale 2020 r. W ubiegłym roku najwięcej (127) postępowań restrukturyzacyjnych otwarto w grudniu, tymczasem liczba restrukturyzacji otwartych w lutym br. wyniosła 134, a w marcu ogłoszono otwarcie aż 165 postępowań.

Od momentu wprowadzenia uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego w połowie 2020 r. UPR dominuje wśród otwieranych restrukturyzacji. W III kwartale ubiegłego roku uproszczone postępowanie stanowiło 63 proc. wszystkich postępowań, w kolejnym kwartale było to już 85 proc. Z kolei w pierwszych trzech miesiącach 2021 r. UPR stanowił już 91 proc. wszystkich otwieranych postępowań, ogłaszanych w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. W ciągu 9 miesięcy funkcjonowania uproszczone postępowanie stanowiło 81 proc. wszystkich restrukturyzacji.

Tak jak w poprzednim badanym okresie najczęściej z uproszczonego postępowania korzystają jednoosobowe działalności gospodarcze (łącznie 365 ze wszystkich 765 otwartych od połowy 2020 r.). Ponadto, UPR został otwarty m.in. przez 239 spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, z najbardziej pozasądowego postępowania restrukturyzacyjnego skorzystało też 89 gospodarstw rolnych.

Spośród 276 postępowań otwartych do końca listopada 2020 r. (z końcem marca 2021 r. upłynął czteromiesięczny termin na złożenie wniosku o zatwierdzenie układu w stosunku do tych postępowań) układ został zawarty w 166 przypadkach, czyli w 60 proc. wszystkich otwartych postępowań. Sądy upadłościowo-restrukturyzacyjne zatwierdziły układy w 26 przypadkach (czyli w 16 proc. zawartych układów), z kolei tylko w 2 postępowaniach sądy odmówiły zatwierdzenia układu. W ramach UPR stosowany jest także układ częściowy – dotychczas złożono 9 takich wniosków, a sądy zatwierdziły już 2 takie układy.

W 110 przypadkach umorzono postępowania, przy czym w 28 przypadkach dokonano obwieszczeń w MSiG. Ta liczba może wzrosnąć wraz z publikowanymi kolejnymi obwieszczeniami, ponieważ postępowanie umarza się z mocy prawa, jeżeli w ciągu 4 miesięcy od obwieszczenia o jego otwarciu nie zostanie przyjęty układ. Należy podkreślić, że jak do tej pory 138 przyjętych układów, które zawarto w postępowaniach otwartych do końca listopada 2020 r., nie zostało rozpoznanych przez sądy upadłościowo-restrukturyzacyjne.

System sądowy nie był przygotowany na wzrost liczby restrukturyzacji, mimo że w przypadku tego postępowania sąd jest niezbędny dopiero na etapie zatwierdzania układu. Sądy upadłościowo-restrukturyzacyjne są obciążone sprawami upadłości konsumenckiej, których przybywa lawinowo. Dlatego na zatwierdzenie układu w UPR oczekuje się nawet 9 miesięcy, czyli dłużej niż trwa samo postępowanie – mówi mec. Karol Tatara, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i radca prawny.

– Mam nadzieję, że wdrożenie systemu informatycznego poprawi tę sytuację, ale konieczne są w tym kontekście dalsze reformy organizacyjne. Mogą być one wprowadzone przy okazji implementacji unijnej Dyrektywy Drugiej Szansy (2019/1023), dla której UPR może być modelowym postępowaniem – dodaje mec. Tatara.

Warto zauważyć, że choć zgodnie z założeniami Tarczy 4.0 z uproszczonego postępowania można korzystać tylko do końca czerwca br., to nowe narzędzie w nieco zmienionym kształcie zostanie w prawie restrukturyzacyjnym na stałe. – Nowelizacja ustawy o Krajowym Rejestrze Zadłużonych wprowadza do postępowania o zatwierdzenie układu kluczowe rozwiązania zawarte w UPR. Projekt ustawy został 20 kwietnia przyjęty przez Sejm i będzie przedmiotem dalszych prac legislacyjnych – mówi mec. Karol Tatara.

Mimo trudności firm przybywa

Koszty pracy (36%), nadmiar biurokracji (27%), ograniczenia związane z pandemią (25%) i skomplikowane prawo gospodarcze (25%) – to największe utrudnienia z jakimi borykają się polscy przedsiębiorcy – wynika z badania „Wizerunek i problemy polskich przedsiębiorców”, przeprowadzonego na początku kwietnia w ramach inicjatywy PSH Lewiatan pod nazwą „Urodzeni Przedsiębiorcy”.Grafika 2 Grafika 3 Grfaika 1

Sytuacja firm jest trudna, ale lepsza niż prognozowano na początku pandemii – 63% przedsiębiorców dobrze bądź neutralnie ocenia ogólną sytuację swoich firm (pozytywnie 33%, neutralnie 30%). Z kolei negatywnie widzi ją 36% badanych[1]. Kryzys wywołany pandemią, a za nim fala restrukturyzacji zatrudnienia w firmach i plany zwolnień spowodowały, że coraz więcej osób zastanawia się nad swoją zawodową przyszłością. Dane rynkowe nie wyglądają obiecująco. Aż 35% pracujących obawia się utraty pracy, a 33% chce zmienić miejsce zatrudnienia, przy czym większość z tych osób rozważa zmianę zawodu[2]. Nie jest to zaskoczeniem, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że 57% pracowników odczuło w swoim miejscu pracy konsekwencje wynikające z epidemii. Średnio jeden na trzech ankietowanych miał zmniejszone wynagrodzenie, a 16% badanych straciło pracę. Niepewna sytuacja na rynku sprawiła, że coraz więcej osób zastanawia się nad rozpoczęciem własnej działalności gospodarczej. Ten krok z jednej strony otwiera wiele nowych możliwości, z drugiej zaś, biorąc pod uwagę obecną sytuację rynkową, wiąże się z koniecznością podjęcia sporego ryzyka.

Z czym mierzą się przedsiębiorcy

Własna firma to niełatwy kawałek chleba – to wiedzą wszyscy. Na co dzień przedsiębiorcy borykają się z wieloma trudnościami. Działalność to ciągłe widmo niepewności oraz zależność od zmian rynkowych i trendów, potęgowane dodatkowo przez kosztowne skutki pandemii. Według badania „Wizerunek i problemy polskich przedsiębiorców” przeprowadzonego w ramach inicjatywy PSH Lewiatan „Urodzeni Przedsiębiorcy”, w opinii Polaków przedsiębiorcy borykają się z wieloma problemami, wśród których za najważniejsze uważają: podatki – 43%, nadmiar biurokracji – 36% i ograniczenia związane z pandemią – 32%. Co ciekawe, inaczej sytuację oceniają sami przedsiębiorcy. Narzekają oni w pierwszej kolejności na koszty pracy – 36%, nadmiar biurokracji – 27%, ograniczenia związane z pandemią – 25% i skomplikowane prawo gospodarcze – 25%.

Dobry pracownik to ogromna wartość – to ludzie decydują o jakości naszego biznesu, bez nich praktycznie nie istniejemy. Znaleźć i utrzymać go wcale nie jest łatwo. Dlatego rosnące koszty pracy to jeden z głównych problemów większości przedsiębiorców, którzy muszą czasem lawirować na granicy opłacalności – mówi Ireneusz Wróbel, właściciel sklepu Lewiatan w Brzeźnicy na Podkarpaciu.

Polski przedsiębiorca? Zaradny, pracowity i kreatywny

Jednak myśląc o własnym biznesie coraz częściej poza trudnościami dostrzegamy również korzyści, jakie się nim wiążą – to przecież mnóstwo możliwości, których nie mamy na etacie, niezależność, nieograniczona możliwość samorealizacji i decydowania o własnej przyszłości. Przy dobrym podejściu i odpowiednim przygotowaniu, może to być­­­ ciekawy pomysł na życie, dający poczucie spełnienia i niezależności. Polacy coraz przychylniej myślą o przedsiębiorcach i doceniają ich wkład w rozwój polskiej gospodarki.

Ostanie lata to powolna zmiana wizerunku polskiej przedsiębiorczości wśród społeczeństwa. W badaniu „Wizerunek i problemy polskich przedsiębiorców” polski przedsiębiorca jawi się przede wszystkim jako człowiek zaradny (40%), pracowity (34%) i kreatywny (30%). 23% Polaków widzi przedsiębiorców jako biznesmenów, co piąty badany uważa go za pożytecznego dla społeczeństwa.

Polacy zaczęli z jednej strony dostrzegać, że własny biznes to ciężka praca, ale dająca wiele możliwości rozwoju i poprawy sytuacji materialnej. Z drugiej strony współcześni biznesmeni sami ciężko pracują na swój wizerunek – to dziś eksperci i cenieni profesjonaliści, dający zatrudnienie i odpowiadający na nasze potrzeby. Dodatkowo ostatni rok pandemii pokazał, jak ważni w naszym codziennym funkcjonowania są drobni przedsiębiorcy. Tzw. „etatowcy” pracujący w pandemii z domu docenili, że np. właściciel okolicznego sklepu, mimo zagrożenia codziennie otwierał swój sklep, żebyśmy mogli zrobić niezbędne zakupy. Dzięki temu, w naszych oczach przedsiębiorcy stali się bohaterami dnia codziennego – mówi – prof. dr hab. Dariusz Doliński, Kierownik Katedry Psychologii Społecznej SWPS, partner inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Okazuje się, że smykałka do biznesu to nasz narodowy wyróżnik. Prawie 60% społeczeństwa uważa, że Polacy posiadają cechy, którymi powinien charakteryzować się dobry przedsiębiorca. Wśród głównych cech wymieniono decyzyjność (43%), umiejętność zarządzania (43%) i odpowiedzialność (42%). Zaraz za nimi istotną rolę grają inicjatywa i kreatywność (37%) oraz umiejętność reagowania w trudnych sytuacjach (34%). Na końcu rankingu cech dobrego przedsiębiorcy uplasowały się wytrwałość w dążeniu do celu (27%), zdolności przywódcze (22%) i samodyscyplina (19%). Badanie przeprowadzono w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy powołanej przez PSH Lewiatan, która promuje, docenia przedsiębiorców i pokazuje, że własny biznes to dobra perspektywa rozwoju.

Chcemy podejmować tematy ważne z punktu widzenia przedsiębiorców, dotyczące wyzwań z jakimi muszą borykać się na co dzień. Uważamy, że każdy może mieć własny biznes, to bardzo ciekawa droga dla ludzi, którzy mają pasję i są otwarci na wyzwania. Bo bycie przedsiębiorcą w dzisiejszych czasach to powód do dumy. Tacy są właśnie przedsiębiorcy zrzeszeni w naszej sieci – mówi Marcin Poniatowski, członek zarządu, Dyrektor ds. Marketingu PSH Lewiatan.

[1] Raport EY  „Rok z COVID-19 oczami polskich przedsiębiorców”

[2] Barometr Rynku Pracy Work Service

Prawie 480 tys. obcokrajowców z zezwoleniami na pobyt

W I kwartale roku liczba cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła o prawie 5 proc. Na początku kwietnia takie dokumenty posiadało 478,5 tys. osób. Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że najliczniej zwiększyła się grupa obywateli Ukrainy, Białorusi oraz Gruzji.

Cudzoziemcy chcący osiedlić się i zalegalizować swój pobyt w Polsce składają w urzędach wojewódzkich wnioski o zezwolenia na pobyt. Osoby spełniające warunki wydania zezwolenia otrzymują dokumenty potwierdzające ich prawo pobytu w kraju.

Z 478,5 tys. cudzoziemców, którzy 1 kwietnia 2021 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy – 261 tys. osób, Białorusi – 30,5 tys., Niemiec – 20,2 tys., Rosji – 12,9 tys., Wietnamu – 10,8 tys., Indii – 10,3 tys., Włoch – 8,5 tys., Gruzji – 8,4 tys., Chin – 6,9 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,5 tys.

W I kwartale roku liczba obcokrajowców posiadających ważne zezwolenia na pobyt zwiększyła się o 21 tys. osób. Największy wzrost wśród cudzoziemców osiedlających się w Polsce dotyczył obywateli: Ukrainy – o 16,8 tys. osób, Białorusi – o 1,8 tys. osób oraz Gruzji – o 0,5 tys. osób.

Większość cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy (maksymalnie do 3 lat). W I kwartale liczba osób z tego typu dokumentami wzrosła o 18,6 tys. do 291 tys. Grupa obcokrajowców uprawnionych do pobytu stałego zwiększyła się natomiast z 81,6 tys. do 83,7 tys. osób.

Widoczna jest koncentracja cudzoziemców w województwach z dużymi ośrodkami miejskimi, oferującymi największe możliwości podejmowania pracy. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 124,1 tys. osób, małopolskie – 57,7 tys., wielkopolskie – 43,5 tys. oraz dolnośląskie – 39 tys.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Nie obejmują również zezwoleń na pobyt czasowy, których okres ważności został tymczasowo wydłużony ze względu na wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii.

Urząd do Spraw Cudzoziemców przypomina, że w związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, nadal obowiązują zmiany w prawie przewidujące m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwiają legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie urzędu: www.udsc.gov.pl.

EUR/PLN najwyżej od 10 dni. Spadki Bitcoina

Aktywa ryzykowne osłabły wczoraj po doniesieniach, że prezydent Biden szykuje podwojenie stawki podatku od zysków kapitałowych dla najbogatszych. Ale ani informacja nie jest nowa, ani podatek finalnie nie przejdzie w tak wysokiej stawce. Wczorajsza reakcja więcej mówi o kruchości nastrojów i tradycyjnych wątpliwościach, kiedy aktywa sięgają rekordów.

W tym kontekście ma znaczenie, jak długo S&P500 czeka na poprawę szczytów. Spadki Bitcoina przez siedem z ośmiu ostatnich sesji (odejście od szczytu o ponad 20 proc.) podsyca wątpliwości, czy (przynajmniej krótkoterminowo) hossa się nie wyczerpała. W takich warunkach złe informacje są bardziej nośne, nawet jeśli nie powinny zachwiać fundamentami wzrostów i apetytem na ryzyko. Media donoszą, że prezydent Biden planuje zwiększenie podatku od zysków kapitałowych powyżej 1 mln USD do 39,6 proc., niemal dwa razy tyle, co obecnie. Zaskoczenie wydaje się jednak na wyrost. Po pierwsze, propozycja podwyższenia podatku była punktem kampanii Bidena w 2020 r. Prezydent nie mógł z niej całkowicie zrezygnować, jeśli forsuje ogromny plan wydatków, które muszą być jakoś finansowane. Po drugie, nie przywiązujmy się do stawki prawie 40 proc. O wysokość podatku będzie się toczyć zażarta walka w Kongresie i najprawdopodobniej będzie potrzeba wszystkich 50 głosów Demokratów w Senacie. Tymczasem już w przypadku propozycji podwyższenia podatku do przedsiębiorstw pojawił się sprzeciw ze strony bliższych centrum senatorów Partii Demokratycznej. Możliwe, że wysoka stawka ma otworzyć negocjacje, po których Demokraci i Republikanie spotkają się gdzie po środku. Podsumowując, wczorajsze doniesienia nie są czymś, co powinno wykoleić rajd ryzyka na rynkach. Wciąż w mocy pozostają silne przesłanki do wzrostów we wsparciu fiskalnym/monetarnym, odbiciu ożywienia i postępach szczepień. Ale dla zdrowia hossy dobrze, jak co jakiś czas emocje zostaną ostudzone.

Wczorajsza konferencja po posiedzeniu EBC była wyzwaniem dla ją śledzących… aby nie zasnąć. Nie dowiedzieliśmy się niczego nowego w kluczowych kwestiach: w tym przyszłości programu skupu aktywów oraz warunków rozważanych przy procesie normalizacji polityki. Usłyszeliśmy jedynie, że Rada Prezesów aktualnie nie dyskutuje o procesie wygaszania programu PEPP. Prezes Lagarde przypomniała, że EBC nie celuje w konkretny poziomu kursu EUR. Podobnie, jak w marcu, EBC dostrzega negatywne ryzyka w krótkim terminie, ale przy zrównoważeniu w średnim terminie. Ogólnie decyzja banku centralnego była neutralna dla EUR. Tempo skupu aktywów jest nieistotne dla rynku walutowego. Zakończenie QE otworzyłoby drogę do dyskusji o terminie podwyżki stóp procentowych, co już dla waluty jest bardzo ważne. Ale w sytuacji, gdy Europa dopiero co zostawia w tyle trzecią falę zachorowań, a restrykcje wciąż są obecne, nie jest to moment na dyskutowanie o strategii odejścia od ultra-luźnej polityki.

EUR/PLN dziś rano jest najwyżej od 10 dni, ale już mniej sensacyjnie zabrzmi, że na 4,5650 jest ledwo 1 grosz wyżej od średnich poziomów z ostatniego okresu. Pogorszenie okołorynkowych nastrojów najprościej tłumaczy osłabienie złotego, ale może też maskować stopniowe próby budowania pozycji pod przyszłotygodniowe orzeczenie TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia). Pomimo sennej stabilizacji złotego w ostatnich dniach nie można zapominać, że przed nami poważny czynnik ryzyka. Czynnik mający większe znaczenie dla spekulacji niż zachwiania fundamentami waluty, ale mimo wszystko może to być pretekst do skoku zmienności kursu. W kolejnych dniach wyższe poziomy EUR/PLN są bardziej prawdopodobne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

SAMITO zadebiutuje na NewConnect

SAMITO, twórca technologicznych rozwiązań dla e-commerce w modelu SaaS, planuje debiut na NewConnect. Wcześniej spółka przeprowadzi emisję akcji w formie kampanii crowdinvestingu, która zostanie zaprezentowana na platformie CrowdConnect.pl.

SAMITO oferuje sklepom i innym firmom pozyskujących klientów online szereg rozwiązań, które pomagają pozyskać użytkowników i skutecznie zachęcić ich do dokonania zakupów. Zestaw narzędzi, który zbiorczo można opisać jako marketing automation obejmuje m.in. silnik rekomendacji, trigger marketing, e-mail marketing, powiadomienia push, ratowanie koszyka czy dynamiczną zmianę layoutu.

– Zbudowaliśmy innowacyjne i efektywne narzędzie, które pomaga firmom sprzedawać online. Naszym celem jest wsparcie procesu sprzedaży, tak by zwiększyć jego efektywność i skalę. Systematycznie wprowadzamy nowe funkcjonalności i pozyskujemy nowych klientów. Aby przyśpieszyć nasz rozwój chcemy pozyskać kapitał od inwestorów. – komentuje Rafał Gawłowski, prezes SAMITO.

W tym roku SAMITO wprowadziło nowe narzędzie, które pomaga wydawcom monetyzować treści serwisów internetowych, poprzez zautomatyzowane działania content marketingu dla sklepów internetowych. Innowacyjność narzędzia SAMITO polega na automatycznym łączeniu treści artykułów na stronach wydawców z produktami ze sklepów internetowych. Przewagą narzędzia jest również efektywnościowy model rozliczenia. Spółka podjęła już współpracę m.in. z serwisami wydawnictwa Burda Media.

Debiut na NewConenct planowany jest na przełom 2021 i 2022 r. Już w najbliższych tygodniach spółka planuje przeprowadzić emisję akcji, z której chce pozyskać do 4 mln zł. Środki zostaną przeznaczone na rozwój oraz marketing narzędzi SAMITO. Kampania crowdinvestingu zostanie zaprezentowana na platformie CrowdConnect.pl prowadzonej przez Dom Maklerski INC.

– Wejście na NewConnect pozwoli nam na zwiększenie rozpoznawalności oraz wiarygodności spółki w oczach obecnych i przyszłych kontrahentów, umocni również naszą pozycję na rynku pracy. Pozyskane finansowanie pozwoli nam natomiast na rozwój naszego autorskiego narzędzia SAMITO dla wydawców, m.in. wprowadzenie funkcjonalności umożliwiających samodzielną implementacje przez mniejszych wydawców. Pracujemy również nad narzędziem, które pozwoli na automatyczne tagowanie treści wideo – komentuje Rafał Gawłowski, prezes SAMITO.

Samito działa na globalnym, dynamicznie rozwijającym się rynku MarTech – według badania BDO z 2019 roku, jest on już wart 121,5 biliona dolarów.

Głównym akcjonariuszem SAMITO jest Piotr Płocharski. W akcjonariacie spółki jest również mAccelerator należący do MBanku. Firmy współpracują również w obszarze biznesowym – klienci firmowi banku, w ramach cyklicznych akcji promocyjnych, otrzymują dostęp do usług SAMITO które pozwalają im zwiększać sprzedaż online.