Co dalej z cenami energii w Polsce?

Ceny energii i gazów dla odbiorców końcowych w Polsce są regulowane taryfami – więc nie można przekładać rekordowych cen z giełdy na to, co będziemy widzieć na rachunkach. Zależą one od decyzji Urzędu Regulacji Energetyki o taryfach na energię elektryczną i gaz ziemny. Te będą musiały oczywiście wzrosnąć, ale nie jeden do jeden. Tak gwałtownie rosnące ceny energii mogą zgasić wzrost i zaprószyć kryzys z poważnymi konsekwencjami politycznymi dla tego, kto będzie akurat u władzy. Jeżeli ceny energii w Polsce nie zaczną spadać – to może okazać się, że biznes będzie stąd uciekał – a są już pierwsze zwiastuny tego trendu. Już teraz Polska ma najwyższe ceny energii spośród krajów Unii Europejskiej. Ceny nie będą spadać, jeżeli Polska nie postawi na bardziej niskoemisyjne i zero emisyjne źródła energii.

– Coraz częściej słyszymy o podwyżkach – od kilkunastu procent w cenach gazu, do kilkudziesięciu procent jeżeli chodzi o ceny energii. Pojawiła się nawet liczba 40% podwyżki rachunku za energię elektryczną. Nie jest ona jednak pewna, ponieważ po pierwsze najubożsi dostaną wsparcie od Ministerstwa Klimatu i Środowiska – które już przygotowuje stosowny mechanizm rekompensat, tym razem tylko dla uboższych, a nie dla całego rynku – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Dodatkowo regulator także może wziąć pod uwagę różne czynniki i nie akceptować dużej podwyżki, o którą wnoszą spółki elektroenergetyczne. Gdyby zależało to od rynku, mielibyśmy przez kilka kolejnych lat podwyżki o nawet kilkadziesiąt procent za cenę energii w Polsce. Nie mamy atomu. Mamy za mało OZE, więc wytwarzamy energię z paliw kopalnych i płacimy ogromne kary w postaci opłat za emisje CO2. Pozostanie to niezmienne nawet w sytuacji, gdybyśmy opuścili Unię Europejską. Natomiast jeżeli chodzi o rynek gazu – to mamy znowu wąskie gardło w zimie wynikające z faktu, że różne ograniczenia powodują rekordowe ceny, ale już wiosną powinniśmy poczuć ulgę. Nie będzie problemów z bezpieczeństwem dostaw, bo nasze magazyny są zapełnione w około 90% – a wszystko dzięki stosownym regulacjom, które uzupełniają rynek. W tym przypadku niewidzialna ręka rynku nie wystarczy, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne – tłumaczy Jakóbik.

Euler Hermes wprowadza gwarancje ubezpieczeniowe zabezpieczające roszczenia z tytułu transgranicznego przemieszczania odpadów

Euler Hermes wprowadza do swojej oferty środowiskowe gwarancje ubezpieczeniowe zabezpieczające roszczenia z tytułu transgranicznego przemieszczania odpadów.

Euler Hermes mając m.in. 90-letnie doświadczenie w udzielaniu gwarancji na całym świecie i dysponując globalną siecią oddziałów jest instytucją wspierającą przedsiębiorców i międzynarodowe korporacje w rozwoju ich biznesów i relacji handlowych. Nasza wiarygodność dla partnerów jest związana również z przynależnością do grupy ubezpieczeniowej Allianz oraz potwierdzona jest ratingami AA niezależnych instytucji certyfikujących Standard & Poor’s i Moody’s, dzięki czemu nasze gwarancje ubezpieczeniowe cieszą się powszechną i niekwestionowaną akceptacją. Ta konkretna gwarancja oferowana obecnie w Polsce jest kolejną z linii świadomie zaprojektowanych produktów (zbieranie, magazynowanie i przetwarzanie odpadów) mających na celu ochronę środowiska zgodnie z naszymi ambicjami ekologicznymi i zaangażowaniem w wartości ESG. Służyć ma zabezpieczeniu roszczeń z tytułu transgranicznego przemieszczania odpadów, zapewniając wsparcie w realizacji wyzwań biznesowych nie tylko wyspecjalizowanym firmom utylizującym czy transportującym odpady, ale również bardzo wielu firmom produkcyjnym – co jest istotne w okresie obecnego boomu produkcyjnego.

Polskie firmy bardzo aktywnie uczestniczą w międzynarodowych łańcuchach dostaw, a jednym z ich elementów jest nie tylko transport komponentów i materiałów, ale także zarządzanie pozostałościami z procesu produkcyjnego. Ich utylizacja czy dalsze przetworzenie i wykorzystanie ma miejsce z reguły w wyspecjalizowanych zakładach, przy wykorzystaniu skomplikowanych procesów technologicznych, nierzadko w innym kraju. Skala i waga dla gospodarki, jak i środowiska tej części procesu produkcyjnego znalazły odzwierciedlenie w regulacjach transgranicznego transportu odpadów na poziomie Unii Europejskiej, jak i krajowym[1].

Ponieważ w Polsce nadal brakuje m.in. specjalistycznych spalarni czy innych zakładów kompleksowo utylizujących różnego rodzaju odpady, to nierzadko więcej się z Polski wywozi, niż przywozi odpadów wymagających takiej utylizacji. Gdy zaś mamy do czynienia z ich importem, to trzeba wiedzieć, że podlega on rygorystycznym procedurom prawnym – a jednym z elementów decydujących o sprawności tego systemu są właśnie gwarancje. Służą one nie tylko zabezpieczeniu ewentualnych roszczeń, zapewnieniu środków w celu naprawy ewentualnych szkód dla środowiska, ale są także jednym z bezpieczników całego systemu transportu odpadów. Jako ich wystawca bierzemy na siebie obowiązek weryfikacji firm ubiegających się o nie (finansowej, organizacyjnej – doświadczenia, etc.), co przedkłada się m.in. na wyeliminowywanie firm przypadkowych i niesprawdzonych. To jest nie tylko nasza odpowiedzialność, ale też wkład w racjonalne zarządzanie transportem i gospodarowaniem odpadami, co jest w interesie przyszłości nas wszystkich – mówi Andrzej Puta, dyrektor Biura Gwarancji w Euler Hermes.

Kto może (powinien) skorzystać z gwarancji transgranicznego transportu odpadów

Gwarancje zabezpieczające roszczenia z tytułu transgranicznego przemieszczania odpadów muszą przedkładać firmy mające w głównym przedmiocie transport i gospodarowanie odpadami, w tym transgraniczne, czy też zakłady gospodarki komunalnej zarządzające wysypiskami odpadów. Regulacje i wymogi te spełnić muszą także m.in. firmy z branży budowlanej – transportujące podkłady torowe czy zakłady chemiczne, których działalność może powodować szkodliwe skutki dla środowiska. Także z tego typu gwarancje muszą posiadać nowoczesne i ekologiczne firmy produkcyjne, które korzystają z instalacji lub urządzeń wymagających zezwolenia, pozwolenia zintegrowanego, decyzji ze względu na potencjalne zagrożenie dla środowiska.

Co jest przedmiotem zaoferowanych przez Euler Hermes gwarancji transgranicznego transportu towarów

Ryzyko wystawcy takich gwarancji obejmuje:

  • koszty transportu (przywóz/wywóz/tranzyt)
  • koszty odzysku lub unieszkodliwiania, w tym koszty niezbędnych procesów przejściowych
  • koszty składowania przez okres 90 dni
  • przemieszczanie, odzysk lub unieszkodliwienie odpadów, które nie mogą zostać zrealizowane zgodnie z planem
  • sytuacje gdy przemieszczanie, odzysk lub unieszkodliwianie odpadów było nielegalne

[1] Rozporządzenie (WE) nr 1013/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 14 czerwca 2006 r. w sprawie przemieszczania odpadów oraz ustawa z dnia 29 czerwca 2007 r. o międzynarodowym przemieszczaniu odpadów

Rynek inwestycyjny na drodze do formy

W trzecim kwartale na rynku inwestycyjnym nieruchomości komercyjnych dało się zaobserwować ożywienie i towarzyszący mu większy niż w poprzednich okresach optymizm. Prym wśród sektorów nadal wiedzie logistyka i powierzchnie przemysłowe. Ważnym wydarzeniem była ponownie zmiana właściciela przez warszawski biurowiec Metropolitan, którego cena przebiła 1 mld złotych.

W trzecim kwartale inwestorzy na nieruchomości komercyjne nad Wisłą wydali prawie 1,6 mld Euro, co powiększyło łączną kwotę zakupów w 2021 roku do prawie 3,6 mld Euro. Autorzy raportu podkreślają, że wypracowany wynik jest co prawda niższy o około 10 proc. od wolumenu zrealizowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku – na który duży wpływ miały transakcje rozpoczęte jeszcze przed pandemią – to jednak zestawiając transakcje z samego trzeciego kwartału z porównywalnym okresem w 2020 roku, widać wyraźny wzrost. Szacuje się go na ponad 50 proc. i można na niego patrzeć jak na wyraźny sygnał ożywienia.

Po bardzo dużej ostrożności i powściągliwości w podejmowaniu decyzji, miniony kwartał wniósł sporo optymizmu. Patrząc i oceniając szerzej, to nie można powiedzieć, że kryzys zdrowotny sprawił, że polski rynek zniknął z radarów inwestorów. Wręcz przeciwnie, kolejne miesiące pokazywały, że krajowa gospodarka w porównaniu z innymi, ma stabilne fundamenty, dość dobrze znosi gospodarcze zawirowania, a rynek nieruchomości ma wciąż dużo do zaoferowania. Pandemia dała też kilka bardzo silnych impulsów rozwojowych, na przykład dla e-handlu i sektora logistyczno-przemysłowego czy dla rynku mniejszych formatów handlowych. Dobra końcówka roku może zwiastować powrót na ścieżkę rozwoju w najbliższych latach. – Mateusz Skubiszewski, Head of Capital Markets, BNP Paribas Real Estate Poland.

Dodatkowo, toczące się obecnie transakcje z dużą szasną na finalizację jeszcze w tym roku, mogą spowodować, że łączne wyniki wypracowane w 2021 roku będą zbliżone do tych z 2020 roku.

Mocne magazyny

Od lipca do końca września zawarto 42 transakcje, z czego około połowa dotyczyła sektora magazynowo-logistycznego. Silna pozycja magazynów przełożyła się na 53 proc. łącznej wartości wyniku osiągniętego w trzecim kwartale, 27 proc. przypadło na biura, a 12 proc. na inwestycje handlowe z wyraźną dominacją transakcji obejmujących retail parki czy super- i hipermarkety. 8 proc., stanowiły transakcje z sektorów alternatywnych jak PRS, hotele czy akademiki i domy dla studentów.

W trzecim kwartale sfinalizowano sprzedaż biurowca Metropolitan przy placu Piłsudskiego. Warszawski rynek śledził tę transakcję z zainteresowaniem. Wzrost wartości jednego z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej prestiżowych obiektów, z renomowanymi najemcami to jedna z oznak stabilności naszego rynku – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Business Intelligence Hub w BNP Paribas Real Estate Poland.

Kierunek: dywersyfikacja

Trzeci kwartał, zdaniem ekspertów BNP Paribas Real Estate, pokazał kierunki, w których w najbliższym czasie będą spoglądać inwestorzy pod kątem nieruchomości.

Potrzeba dywersyfikacji kapitału, możliwe do osiągnięcia stopy kapitalizacji i różne opcje, jakie daje polski rynek, a ponadto baza w postaci rozwijającej się infrastruktury, niskiego bezrobocia, zasobów ludzkich, zagranicznych inwestycji w wiele rozwijających się sektorów oraz utrzymanie się w czołówce państw z najszybciej rosnącym PKB, to wszystko pozytywnie wróży wynikom na najbliższe lata. I pokazuje, że atrakcyjność inwestycyjna Polski nie przygasła – Marta Gorońska-Wiercioch, Associate Director, Capital Markets, BNP Paribas Real Estate Poland

W raporcie czytamy, że ponad 31 proc. kapitału ulokowanego w trzecim kwartale pochodziło z Ameryki Północnej i zostało wydane głównie na projekty biurowe oraz przemysłowo logistyczne o łączne wartości blisko 500 mln Euro. Kolejnych około 600 mln Euro pochodziło z Europy, głównie z Niemiec. Reszta kapitału zaangażowanego w inwestycje nieruchomościowe w Polsce pochodziło z pozostałych stron świata.
Autorzy raportu wskazują, że stopy kapitalizacji w trzecim kwartale pozostały atrakcyjne i utrzymały się na poziomie z poprzedniego kwartału. W przypadku najlepszych nieruchomości biurowych sięgnęły 4,7 proc., a dla najlepszych obiektów magazynowych w okolicach Warszawy 4,5 proc, a w regionach 4,75 proc. Właściciele retail parków mogli liczyć na stopy w wysokości 7-9 proc., a super- i hipermarketów na 5,5-6,5 proc. Biorąc pod uwagę toczące się transakcje, czwarty kwartał może przynieść zmiany, zwłaszcza w sektorze przemysłowo-logistycznym.

Shoper po 3 kwartałach zwiększył przychody o 65%, a GMV przebiła 5 mld zł

Shoper opublikował wstępne szacunkowe wyniki finansowe. Przychody narastająco po 3 kwartałach wyniosły 53,4 mln zł, rosnąc o 65% r/r i przewyższając o 6,4 mln zł wynik uzyskany w całym 2020 roku. EBITDA skorygowana osiągnęła poziom 22,8 mln zł, co oznacza wzrost o 39% r/r. Wartość GMV sklepów bezpośrednich na platformie Shoper zwiększyła się z 2,8 mld zł do 4,2 mld zł, notując dynamikę na poziomie 50%. Za 12 ostatnich miesięcy zakończonych we wrześniu 2021 r., wyniosła już 5,4 mld zł, rosnąc o 56% r/r.

Model biznesowy Shoper odznacza się wysokim poziomem skalowalności, co wpływa na poprawę osiąganych wyników wraz ze wzrostem liczby użytkowników platformy. Poza dystrybuowanym w formie abonamentu rozwiązaniu Shoper, wiele usług dodatkowych rozliczanych jest w modelu pay-as-you-grow, który polega na skorelowaniu przychodów Shoper z wielkością generowanych obrotów (GMV) przez sklepy na platformie Spółki. W okresie ostatnich 12 miesięcy, wartość GMV wygenerowana przez sklepy bezpośrednie na platformie Shoper zwiększyła się do 5,4 mld zł.

– Świetnie dopasowana oferta usług ecommerce dla MŚP sprawia, iż użytkownicy platformy Shoper rozwijają się znacznie szybciej niż szeroki rynek handlu elektronicznego. Dynamika naszych przychodów jest ściśle skorelowana z sukcesem naszych klientów co przekłada się na rekordowe wyniki finansowe Shoper. W pierwszych 3 kwartałach nasze przychody zwiększyły się o 65% rok do roku, mimo rekordowego tempa rozwoju rynku ecommerce w 2020 roku. Cieszy nas również bardzo szybki wzrost GMV – istotnie przekraczającego już 5 mld zł na przestrzeni ostatnich 12 m-cy – komentuje Marcin Kuśmierz, prezes zarządu Shoper.

Shoper prowadzi szereg projektów związanych z rozszerzeniem oferty ecommerce dla małych i średnich firm. W pierwszej połowie roku dokonała inwestycji w platformę do sprzedaży wielokanałowej (omnichannel) ErpBox, umożliwiającej m.in. sprzedaż przez polskie i zagraniczne platformy handlowe oraz integracje z systemami księgowymi i ERP. Użytkownicy platformy Shoper zyskali też dostęp do nowego systemu inteligentnych rekomendacji i usług finansowych (kup teraz, zapłać później). W III kwartale Shoper dokonał akwizycji Shoplo, trzeciego gracza pod względem liczby obsługiwanych sklepów na rynku w modelu SaaS. W wyniku przejęcia, około 4 700 sklepów zostanie przeniesionych na platformę Shoper, a możliwość skorzystania z nowych usług, pozwoli im dynamicznie zwiększać swoją sprzedaż.

– W ostatnich tygodniach rozpoczęliśmy budowę kolejnych obszarów biznesowych – oferując nowe usługi w chmurze (Commerce Cloud) oraz finansowanie sprzedaży (Financial Services). Dziesiątki nowych usług, realizowanych we współpracy z liderami rynku, wesprą rozwój użytkowników platformy Shoper w zakresie optymalizacji procesów operacyjnych oraz zapewnienia finansowania do dalszego rozwoju biznesu – dodaje Marcin Kuśmierz.

Spółka działa w popularnym modelu SaaS, polegającym na oferowaniu usługi w formie abonamentu, w przypadku Shoper jest to kilka zróżnicowanych pod względem zawartości pakietów, pozwalających na elastyczne dopasowanie rozwiązania do wielkości i charakterystyki danego biznesu. Rynek SaaS cechuje się stałą i wysoką dynamiką wzrostu, która przyspieszyła w okresie pandemii w roku 2020.

Spółka zadebiutowała 9 lipca br. na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, wartość oferty publicznej akcji wyniosła 363 mln złotych. Kurs odniesienia akcji Shoper został ustanowiony na poziomie 47 zł, ceny maksymalnej z oferty dla inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych.

Wstępne szacunkowe skonsolidowane wyniki finansowe Shoper:

mln zł 3 kwartały 2021 r. 3 kwartały 2020 r. Różnica % Zmiana
Przychody 53,4 32,4 20,9 65%
EBITDA skorygowana 22,8 16,4 6,4 39%
Zysk brutto 25,0* 10,8 14,2 132%
GMV (mld zł) 4,2 2,8 1,4 50%
GMV LTM (mld zł) 5,4 3,5 1,9 56%

*14,9 mln zł (+4,1mln/+38%) po wyłączeniu finalnego rozliczenia inwestycji w spółkę InSales RUS O.O.O.

Badanie opinii publicznej: Polacy mocno podzieleni w kwestii budowy elektrowni atomowych

Jak wynika z najnowszego sondażu, przeprowadzonego przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH, niespełna czterech na dziesięciu dorosłych Polaków popiera budowę elektrowni atomowej/atomowych na terenie naszego kraju. Natomiast niemal połowa rodaków zajmuje przeciwne stanowisko w tej kwestii. Wychodzi też na to, że większości respondentów przeszkadzałoby, gdyby taka inwestycja miała stanąć w ich najbliższej okolicy.

Według sondażu, zrealizowanego dla portalu Business Insider Polska, 38,8% dorosłych Polaków popiera budowę elektrowni atomowej lub więcej tego typu obiektów na terenie naszego kraju. Przeciwnego zdania jest 45,1% respondentów. Natomiast 16,1% ankietowanych nie ma wyrobionej opinii na ten temat. Badanie zostało przeprowadzone w Internecie na reprezentatywnej próbie 1027 osób w wieku 18-80 lat.

– Te wyniki różnią się od innych badań. Dla przykładu, w lipcu 2021 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska przeprowadziło sondaż, też metodą CAWI, na reprezentatywnej grupie 2004 osób. Wówczas 56% badanych uznało, że elektrownia jądrowa jest w Polsce potrzebna. Tylko 18% stwierdziło odwrotnie. Odsetek zwolenników był więc zdecydowanie wyższy, a przeciwników dużo niższy – komentuje prof. Andrzej G. Chmielewski, dyrektor Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.

Z kolei Paweł Gajda, sekretarz generalny Polskiego Towarzystwa Nukleonicznego, zwraca uwagę na to, że wyniki przedstawione przez UCE RESEARCH są podobne do tych, które zostały opublikowane przez CBOS w czerwcu br. Wówczas 39% pytanych opowiedziało się za energetyką jądrową, a przeciwnych było 45%. W tym przypadku zaobserwowano wzrost liczby zwolenników o 5 punktów procentowych, a także spadek liczby przeciwników w stosunku do analogicznego badania z 2018 roku, również przeprowadzanego przez CBOS.

– Warto wspomnieć o badaniu zrealizowanym w listopadzie 2020 roku metodą CATI przez pracownię DANAE na grupie reprezentatywnej ponad 2 tys. osób. Wykazało ono, że 62,5% popiera budowę elektrowni jądrowych w Polsce. Był to najlepszy wynik w historii badań realizowanych przez ministerstwa odpowiedzialne za energetykę od 2012 roku – dodaje prof. Andrzej G. Chmielewski.

Natomiast prof. dr hab. n.med. Marek K. Janiak, prezes SEREN-Polska (Stowarzyszenie Ekologów na Rzecz Energii Nuklearnej) wskazuje zasadniczą przyczynę niechęci do energetyki jądrowej (EJ). To niski poziom wiedzy w społeczeństwie w zakresie nauk ścisłych oraz, w szczególności, na temat rzeczywistych skutków zdrowotnych działania niskich dawek promieniowania jonizującego (p.j.). Jak podkreśla ekspert, niezrozumienie problemów najlepiej ilustruje traktowanie przez ludzi płynu Lugola jako szczepionki chroniącej przed promieniowaniem. Ten specyfik masowo wykupywany był z aptek zaraz po ukazaniu się informacji o katastrofie jądrowej w Fukushimie.

– Jako społeczeństwo jesteśmy podzieleni w kwestii budowy elektrowni atomowej. Prawdopodobnie sprzeciw wobec takiej inwestycji wynika m.in. z doświadczenia Czarnobyla. Osobiście przypuszczam, że świetny serial HBO na temat awarii reaktora za naszą wschodnią granicą zwiększył o kilka punktów procentowych liczbę osób przeciwnych budowie elektrowni w Polsce – mówi Grzegorz Krupnik, ekspert BCC ds. OZE, elektromobilności i środowiska.

Jak stwierdza prof. Janiak, niewiedza społeczeństwa jest wykorzystywana przez różne gremia przeciwne EJ w tym, paradoksalnie, organizacje „zielonych”. One od dawna uprawiają skuteczną propagandę anty we wszystkich środkach masowego przekazu. Podkreśla się w niej zawsze ten sam model straszenia „atomem”, jakby każda ekspozycja na p.j. mogła spowodować takie same skutki jak w Hiroszimie i Nagasaki. Wyolbrzymiane są następstwa katastrof w Czarnobylu i Fukushimie, szczególnie przy okazji kolejnych obchodów ich rocznic. Zawsze, nawet drobny wyciek wody na terenie elektrowni atomowej, jest przedstawiany jako kolejna wielka awaria.

– Energetyka jądrowa jest jak transport samolotowy. W powszechnym wyobrażeniu – wynikającym z medialności katastrof – jedno i drugie postrzegane są jako niebezpieczne. W praktyce jednak, jak pokazują raporty naukowe, są bezpieczne. Ponadto funkcjonowanie bez nich jest bardzo trudne – analizuje ekspert BCC.

Z badania wiemy też, czy respondentom przeszkadzałoby, gdyby taka elektrownia miała stanąć w ich najbliższej okolicy. 60,4% ankietowanych odpowiada twierdząco. Zupełnie odwrotne zdanie ma 27,5% badanych. Do tego 12,1% osób nie ma opinii w tej kwestii. Jak stwierdza Paweł Gajda, niechęć mieszkańców do realizowania różnych inwestycji w najbliższej okolicy jest częstym zjawiskiem, związanym nie tylko z energetyką jądrową. Jednocześnie wskazuje na badania prowadzone w 2020 roku na zlecenie PGE w gminach, gdzie rozważana jest lokalizacja pierwszej polskiej elektrowni jądrowej i gdzie uzyskanie poparcia dla inwestycji jest najważniejsze. Według nich sięga ono 70%.

– Sondaże przeprowadzane cyklicznie w potencjalnych lokalizacjach pierwszej elektrowni jądrowej na terenie gmin Choczewo, Gniewino i Krokowa wskazują na stale wysokie poparcie dla tej inwestycji. W badaniu przeprowadzonym przez PBS w okresie październik-listopad 2019 roku techniką CAPI (wywiadów osobistych wspomaganych komputerowo) wyniosło 71%, co oznacza wzrost z 69% w roku 2018. W Gniewinie poziom ten dochodzi nawet do 87% – informuje prof. Andrzej G. Chmielewski.

Jak zaznacza Grzegorz Krupnik, wyniki UCE RESEARCH pokazują, że kluczowe dla powodzenia budowy elektrowni są właściwy wybór miejsca i komunikacja z lokalną społeczności. To sprzeciw tej grupy wydaje się kluczowym ryzykiem dla takiej inwestycji. W ostatnich latach zebraliśmy w kraju sporo doświadczeń z zakresu komunikacji dot. elektrowni wiatrowych. Warto będzie je wykorzystać.

– Wśród części społeczeństwa energia jądrowa może budzić pewne obawy, dlatego naszym celem musi być rozwiewanie rożnego rodzaju niepewności czy lęków. Ale przede wszystkim należy pokazywać pozytywny wpływ energetyki jądrowej na gospodarkę i środowisko, zarówno w skali ogólnopolskiej, jak i w miejscach, gdzie takie elektrownie powstaną – podsumowuje Paweł Gajda z Polskiego Towarzystwa Nukleonicznego.

Chmura może przynieść polskiej gospodarce nawet 121 mld zł rocznie od 2030 r.

Upowszechnienie technologii chmurowych w polskich firmach i instytucjach publicznych może przynieść w 2030 roku dodatkowe 121 mld złotych, czyli 4% PKB, wynika z najnowszego raportu McKinsey & Company. Najwięcej zyskać może handel detaliczny, sektor FMCG oraz transport i logistyka.

W najnowszym raporcie „Chmura 2030. Jak wykorzystać potencjał technologii chmurowych i przyspieszyć wzrost w Polsce”, firma McKinsey & Company przeanalizowała potencjał rozwoju technologii chmurowych oraz ich wpływ na polską gospodarkę. Jak wynika z analiz, pełniejsze wykorzystanie technologii chmurowych w polskich firmach i instytucjach publicznych może przynieść gospodarce dodatkowo 121 miliardów złotych w roku 2030 – co odpowiada 4% PKB. Wartość ta mogłaby pochodzić z dwóch obszarów – pierwszy to innowacje i nowopowstałe przedsiębiorstwa cyfrowe, których stworzenie umożliwi lub przyspieszy architektura chmurowa. Drugi to modernizacja i korzyści, które odniesie bardziej tradycyjny biznes, np. poprzez obniżenie kosztów IT czy automatyzację procesów. Istnieje również trzeci obszar, który może generować dodatkowe, ale trudne do oszacowania korzyści – są to technologie przyszłości, których stworzenie lub wczesne wdrożenie umożliwia chmura.

Polska posiada solidne fundamenty, by w pełni wykorzystać potencjał technologii chmurowych. Nasze dotychczasowe raporty wskazywały już na stabilną sytuację makroekonomiczną, wysokiej jakości infrastrukturę cyfrową czy działających w ramach sektora publicznego dostawców chmury jako podstawy do dalszego rozwoju gospodarki cyfrowej – komentuje Tomasz Marciniak, partner zarządzający McKinsey & Company w Polsce oraz współautor raportu. – Jednak, jeśli polska gospodarka ma zachować konkurencyjność, powinna nadrobić dystans, który dzieli ją do europejskich liderów zarówno pod względem poziomu zastosowania technologii chmurowych, jak i tempa ich wdrażania – dodaje. Według analiz McKinsey poziom wdrożenia chmury jest 14-krotnie niższy niż w najbardziej zaawansowanych cyfrowo gospodarkach Europy Północnej i 1,5-krotnie niższy niż średnia dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak wskazuje raport, największe korzyści wynikające z upowszechnienia chmury obliczeniowej może odnieść handel detaliczny, sektor FMCG oraz transport i logistyka. Udział tych branż w generowaniu wartości dodanej dzięki chmurze może wynieść 28%. W samym tylko handlu detalicznym wykorzystanie na przykład dynamicznych cen, inteligentnych promocji oraz optymalizacja stanów magazynowych, umożliwione przez technologie chmurowe, mogą przynieść prawie 12 mld złotych w 2030 roku. Kolejne 11 mld złotych może zostać wygenerowane w branży FMCG między innymi dzięki automatyzacji produkcji, zwiększeniu wydajności pracy i optymalizacji zużycia energii.

Główne bariery ograniczające rozwój chmury w Polsce, to brak odpowiedniej wiedzy na temat tych technologii i korzyści z nich płynących, a także niepewność i obawy o bezpieczeństwo danych. To także coraz częstsze braki w umiejętnościach i deficyt pracowników IT czy obawa przed obciążeniami finansowymi, które niesie ze sobą przejście do chmury. Pokonanie tych rzeczywistych lub pozornych barier będzie wymagało działań zarówno ze strony instytucji publicznych, firm jak i samych obywateli – komentuje Borys Pastusiak, partner lokalny w McKinsey & Company i współautor raportu.

Sektor publiczny będzie miał kluczowe znaczenie w upowszechnianiu technologii chmurowych, dysponując środkami na wsparcie finansowe, ale także poprzez przegląd prawa i tego, jak jest interpretowane oraz przykład, jaki może dawać wykorzystując potencjał chmury w instytucjach publicznych. Firmy z kolei powinny mieć świadomość jakie korzyści może przynieść chmura w ich działalności, na przykład dzięki szybszemu rozwojowi i optymalizacji kosztów. Poza analizą korzyści, przedsiębiorstwa powinny stworzyć strategię przejścia do chmury, obejmującą także tworzenie kompetencji cyfrowych, a następnie konsekwentnie wprowadzać ją w życie. W końcu obywatele powinni skupić się na rozwoju nowych umiejętności technicznych oraz biznesowych związanych z wykorzystaniem chmury, które mogą okazać się niezbędne dla stanowisk z rosnącym popytem, takie jak project manager, UI/UX designer, tester czy product owner. Ich zdobycie pozwoli na bycie konkurencyjnym na rynku pracy, a dobrym punktem startowym mogą być kursy online poświęcone chmurze, zapewniane przez jej dostawców czy platformy edukacyjne.

Pandemia COVID-19 i jej skutki, pokazały, że firmy, a w zasadzie całe gospodarki, muszą być gotowe na nieprzewidywalne okoliczności i błyskawicznie dostosowywać do nich działania. Chmura obliczeniowa stała się ważnym czynnikiem ułatwiającym tę adaptację – umożliwiając, na przykład, masowe przejście na pracę zdalną – podsumowuje Tomasz Marciniak. – Dodatkowo nowe technologie niosą ze sobą szybkie i głębokie zmiany, co powoduje, że firmy i organizacje, które chcą wykorzystać potencjał technologii chmurowych, muszą działać już teraz – dodaje.

Pełny raport dostępny do pobrania na: www.mckinsey.com/pl/our-insights/chmura-2030

Średnie ceny mieszkań biją kolejne rekordy

Średnie ceny mieszkań biją kolejne rekordy, co skrupulatnie odnotowują wszystkie media. Natomiast mało które zwracają uwagę na zmianę w strukturze cenowej oferowanych mieszkań. Analitycy GetHome.pl wyjaśniają, dlaczego jest to takie ważne.

Średnie ceny mieszkań są standardowym wskaźnikiem branym pod uwagę przy analizie trendu rynkowego. Jednak, żeby mieć pełniejszy obraz rynku, warto jest też analizować strukturę cenową oferowanych na nim mieszkań – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Wyjaśnia, że w zależności od sytuacji, średnia może maskować rzeczywiste podwyżki cen, albo wywierać presję na kupujących. Jeśli zaakceptują oni stawiane przez sprzedających warunki, to ci podnoszą poprzeczkę cenową.

Wielgo zwraca uwagę, że z pierwszą sytuacją mieliśmy do czynienia w połowie poprzedniej dekady. Wydawało się, że ceny mieszkań są stabilne lub nawet spadają.  W rzeczywistości przez cały czas rosły. W ofercie deweloperów rósł bowiem udział mieszkań z cenami poniżej średniej, a równocześnie spełniających kryterium cenowe programu Mieszkanie dla Młodych. W latach 2014-2018 na zakup takich mieszkań za kredyt można było uzyskać dofinansowaniu wkładu własnego. Problem w tym, że w niektórych miastach, m.in. w Gdańsku, deweloperzy podnosili ceny najtańszych mieszkań do ustawowego pułapu.Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów2

–  Od czterech lat rosną także średnie ceny, ale w dużej mierze dlatego, że na rynku pojawiało się coraz więcej mieszkań z górnej półki – zauważa Marek Wielgo.

I dodaje, że ostatnio spektakularnym przykładem takiej podwyżki jest Wrocław. Tylko we wrześniu średnia cena ofertowa nowych mieszkań wzrosła tu aż o 6%. Tym samym stolica Dolnego Śląska dołączyła do grupy miast, w których średnia przekracza 10 tys. zł za m kw. Sęk w tym, że było to skutkiem wprowadzenia na rynek dużej puli bardzo drogich mieszkań w inwestycji, w której najtańsze kosztują ok. 18,5 tys. zł za m kw. Udział takich lokali w ofercie wrocławskich firm deweloperskich wzrósł z 2% do 5%.Średnie ceny wprowadzonych – wrzesien2021

Oczywiście ceny większości mieszkań są niższe od średniej. Problem w tym, że jej wzrost może być pretekstem dla sprzedających do podnoszenia cen. Mechanizm jest następujący: z rynku znikają w pierwszej kolejności tańsze mieszkania. Te drogie, które pozostają, podnoszą średnią cenę. Jeśli pod wpływem presji kupujący zaakceptują wyższe ceny, to wówczas kolejne mieszkania, które deweloperzy wprowadzają na rynek, są jeszcze droższe.Średnie ceny sprzedanych w 2021

Nie można też jednak wykluczyć, że m.in. wskutek drożejących kredytów hipotecznych, kupujący przestaną akceptować tak wysokie ceny. Żeby zwiększać sprzedaż deweloperzy będą musieli zaoferować mieszkania dostosowane do możliwości finansowych nabywców. Jeśli w ofercie wyraźnie wzrośnie udział mieszkań z ceną niższą od średniej, to wówczas odnotujemy jej spadek. To będzie też sygnał dla sprzedających mieszkania na rynku wtórnym, że czas ograniczyć swoje oczekiwania.

Jednak w największych miastach, gdzie popyt na mieszkania jest największy, poprzeczka cenowa nadal będzie szła w górę. Trudno sobie bowiem wyobrazić spadek cen atrakcyjnych działek oraz kosztów budowy – komentuje Marek Wielgo.

I przypomina, że w tym roku inwestorom szczególnie mocno dały się we znaki drożejące materiały budowlane. Niektóre z nich podrożały nawet o kilkadziesiąt procent. Np. z danych firmy Intercenbud wynika, że tylko w trzecim kwartale ceny wyrobów z metalu poszły w górę średnio o 42%, drewna – o 33%, a materiałów ociepleniowych – o 32%.Ceny materiałów budowlanych – Intercenbud

Jeśli mimo to ktoś liczy na spadek cen mieszkań z segmentu popularnego, to złudzeń powinny go pozbawić dane pokazujące, jak szybko w największych miastach kurczy się oferta takich lokali, czyli z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw. – uważa Marek Wielgo.Mieszkania z ceną do 7 tys-mkw

Spektakularne zmiany widoczne są szczególnie w Łodzi. Jeszcze w styczniu mieszkania z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw. stanowiły w tym mieście aż 78% wszystkich ofert z ujawnioną ceną, w kwietniu – 62%, a we wrześniu – 37%.

W Warszawie i Krakowie znalezienie tak tanich mieszkań zaczyna graniczyć z cudem, bo ich udział w ofercie firm deweloperskich wynosił we wrześniu już tylko 1%.

W tym roku we wszystkich największych miastach wzrósł udział mieszkań z ceną powyżej średniej. Najbardziej w Łodzi i Wrocławiu, czyli tam, gdzie średnia wzrosła najbardziej.Struktura cenowa w 2020

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Dlaczego warto skorzystać z punktów nadania i odbioru paczek?

Branża kurierska nieustannie się rozwija, zapewniając swoim klientom coraz większe możliwości w zakresie nadawania oraz odbierania przesyłek. Zarówno sprzedawcy, jak i odbiorcy mogą liczyć na szeroki wachlarz praktycznych rozwiązań oraz udogodnień ze strony innowacyjnych firm kurierskich, które dążą do tego, aby zagwarantować jak najwyższą wygodę obsługi oraz skuteczność dostawy. Jednym z rozwiązań, które doskonale sprawdzają się w praktyce, są specjalne punkty nadania i odbioru paczek. W jaki sposób funkcjonują i dlaczego warto z nich korzystać? Wyjaśniamy w naszym artykule.

Wygodne nadawanie i odbieranie przesyłek dla każdego

Punkty nadawania paczek skierowane są nie tylko do klientów biznesowych, ale również do osób prywatnych, które chcą wysłać paczkę na terenie kraju, ale też za granicę. Tego rodzaju punkty często są zintegrowane ze sklepami lub miejscami usługowymi, ale czasami są to samodzielnie punkty, należące do określonej firmy kurierskiej. Zaletą ich istnienia jest możliwość wygodnego nadawania lub odbierania przesyłek w dogodnym dla siebie momencie, np. wcześnie rano lub w godzinach wieczornych, po zakończeniu pracy. Wiele punktów funkcjonuje do późnych godzin, dzięki czemu mogą z nich korzystać nawet bardzo zapracowane i zabiegane osoby. Jedną z firm kurierskich, która wprowadziła to rozwiązanie już wiele lat temu, jest GLS. Obecnie firma posiada punkty nadania i odbioru (Szybka Paczka/ ParcelShop) w wielu lokalizacjach w całej Polsce, nie tylko w dużych miastach, ale również w mniejszych miejscowościach. Bez względu na to, gdzie mieszkasz, możesz wygodnie wysyłać i odbierać swoje paczki w punktach GLS.

Dlaczego warto korzystać z punktów nadania i odbioru GLS?

Jeśli jesteś prywatnym sprzedawcą internetowym lub dopiero rozpoczynasz swoją działalność i wysyłasz stosunkowo małą liczbę paczek, optymalne rozwiązanie dla Ciebie to punkty nadania GLS. Nadanie paczki krajowej lub zagranicznej w punkcie jest bardzo proste, a ceny dostawy przystępne. W lokalizacjach znajdują się etykiety adresowe dostępne dla nadawców. Na stronie internetowej GLS można zapoznać się ze szczegółowym cennikiem wysyłki paczki do odbiorcy w Polsce, jak również w innych krajach. Ceny uwarunkowane są regionem dostawy, a także wymiarami paczki.

Jak można wysyłać paczki z punktów GLS?

Punkty nadawania GLS oferują kompleksowe usługi kurierskie dla osób prywatnych oraz właścicieli firm, którzy wysyłają niewielkie liczby paczek. Aktualnie w całej Polsce znajduje się już ponad 2500 punktów GLS, spośród których większość posiada miejsca parkingowe. Znajdują się one w dogodnej lokalizacji i funkcjonują przynajmniej w godzinach 10:00 – 18:00 w dni robocze, a niektóre są czynne również do późnych godzin wieczornych. Dzięki temu możesz nadać lub odebrać swoją przesyłkę w dogodnym dla Ciebie terminie, bez względu na to, w jakich godzinach pracujesz. Najbliższe punkty GLS wraz z ich dokładną lokalizacją oraz godzinami funkcjonowania znajdziesz łatwo poprzez wyszukiwarkę, znajdującą się na stronie internetowej GLS. Przed udaniem się do punktu nadania dokładnie wymierz oraz zważ przesyłkę, aby upewnić się, że nie przekracza ona maksymalnych dopuszczalnych parametrów. W punktach Szybkiej Paczki/ParcelShop możliwe jest nadanie przesyłki o maksymalnej wadze 31,5 kg oraz sumie obwodu i najdłuższego boku nie przekraczających 300 cm. Każdą paczkę przydziela się do określonej kategorii wymiarowej, która warunkuje cenę wysyłki. Upewnij się też, czy produkty, które wysyłasz, są zgodne z naszym Regulaminem. Zabronione jest zwłaszcza wysyłanie paczek z materiałami łatwopalnymi i wybuchowymi, jak również: papierosów, tytoniu oraz alkoholu.

Bezpieczeństwo paczek

Chcesz, aby Twoja paczka dotarła do odbiorcy bezpiecznie i w całości? Pamiętaj, że wpływ na to ma nie tylko sam kurier, ale przede wszystkim sposób zapakowania przesyłki. Wybierz dla swojej paczki solidne opakowanie, zadbaj o dokładne jego wypełnienie. Upewnij się, że zawartość paczki jest dobrze zabezpieczona przed uszkodzeniem podczas transportu. Całość starannie oklej taśmą, a na koniec umieść na przesyłce etykietę adresową. Dbając o dokładne zapakowanie paczki zyskasz pewność, że dotrze ona do adresata w nienaruszonym stanie, co przełoży się na jego zadowolenie z dokonanego zakupu.

Odbieranie przesyłek z GLS

Firma GLS zadbała o to, aby nie tylko nadawanie, ale również odbiór paczki był łatwy i wygodny. W sytuacji, kiedy nikogo nie ma w domu, przesyłka zostanie skierowana do najbliższego punktu odbioru. Odbiorca zostaje poinformowany o umieszczeniu paczki w określonym punkcie za pośrednictwem awizo oraz wiadomości SMS. Gdy w okolicy nie ma punktu Szybkiej Paczki/ParcelShop, a przesyłka nie może zostać pozostawiona w sąsiedztwie, GLS podejmuje drugą próbę doręczenia pod wskazany przez nadawcę adres. Dopiero wtedy, gdy druga próba doręczenia okaże się nieskuteczna, paczka wróci do filii. Aby zapewnić adresatowi wygodny odbiór paczki, GLS oferuje różne możliwości przekierowania przesyłki, np. doręczenie do wybranego punktu Szybkiej Paczki/ParcelShop, dostawę na nowy adres wskazany przez odbiorcę, odbiór własny z oddziału GLS.

Cudzoziemcy z ważnymi kartami pobytu – dane po III kwartale

W trzech kwartałach 2021 r. liczba cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła o 15 proc. Na początku października takie dokumenty posiadało 525 tys. osób. Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że najliczniej zwiększyła się grupa obywateli Ukrainy, Białorusi oraz Gruzji.

Z 525 tys. cudzoziemców, którzy 1 października 2021 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy – 293,8 tys. osób, Białorusi – 37,1 tys., Niemiec – 19,7 tys., Rosji – 13,7 tys., Wietnamu – 11,2 tys., Indii – 10,9 tys., Gruzji – 9,6 tys., Włoch – 8,5 tys., Wielkiej Brytanii – 6,9 tys. oraz Chin – 6,9 tys.

W pierwszych trzech kwartałach roku liczba obcokrajowców posiadających ważne zezwolenia na pobyt zwiększyła się o 68 tys. osób. Największy wzrost wśród cudzoziemców osiedlających się w Polsce dotyczył obywateli: Ukrainy – o 49,7 tys. osób, Białorusi – o 8,4 tys. osób, Gruzji – o 1,7 tys. osób, Mołdawii – o 1,3 tys. osób oraz Indii – o 1,1 tys. osób.

Zdecydowanie najwięcej cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy, które mogą być wydane na maksymalnie 3 lata. Tego typu dokumentami dysponuje obecnie 63 proc. osób. Grupa obcokrajowców uprawnionych do pobytu stałego i rezydenta długoterminowego stanowi 20 proc., a 15 proc. to obywatele państw członkowskich Unii Europejskiej, którzy zarejestrowali swój pobyt.

Zezwolenia na pobyt wydają urzędy wojewódzkie właściwe ze względu na miejsce pobytu cudzoziemca. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 139,9 tys. osób, małopolskie – 62,6 tys., wielkopolskie – 48,8 tys. oraz dolnośląskie – 43,6 tys.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo np. w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

Sukces strategii INTERSPORT – spektakularny wynik finansowy firmy

Rozwój i optymalizacja sprzedaży online, zmiana polityki cenowej o 180 stopni oraz budowa nowych zespołów w organizacji – to najważniejsze decyzje nowego zarządu INTERSPORT S.A, które pozwoliły osiągnąć spektakularny wynik finansowy w I półroczu roku obrotowego 2021/2022. Spółka po raz pierwszy od 5 lat osiągnęła zysk, który plasuje się na poziomie 623 tys. zł. Co więcej, przychody spółki ze sprzedaży netto wyniosły 106,5 mln zł – oznacza to wzrost od początku kwietnia br. do końca września br. o 30%. Wypracowana marża osiągnęła wynik 35,6 mln zł, co świadczy o zanotowanym wzroście o 51,1% w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. To najlepszy wynik finansowy firmy od blisko dekady. O doborze skutecznej strategii i sukcesie mówi Marek Kaczmarek, który z końcem marca br. objął stanowisko Prezesa Zarządu Spółki INTERSPORT Polska S.A.

Strategia sukcesu

Prezes Zarządu – Marek Kaczmarek – razem z kadrą zarządzającą rozpoczęli w marcu br. realizację nowej strategii dla spółki INTERSPORT S.A. Celem było m.in. poprawienie modelu biznesowego, który wpisze się w światowy trend omnichanelowego handlu detalicznego. Rekordowe wyniki finansowe za I półrocze roku obrotowego 2021/2022 potwierdzają, że obrany kierunek działania jest skuteczny.

Dobre wyniki firmy Intersport są efektem szeregu działań, ale przede wszystkim konsekwencji i wytrwałości w realizowaniu nowej strategii. Opublikowane dane wskazują, że decyzje podjęte przez nowy zarząd w kwietniu dają efekty. Według wstępnych szacunków w pierwszym półroczu roku obrotowego 2021/2022 tj. od 1 kwietnia do 30 września 2021 r., uzyskaliśmy zysk na poziomie 623 tys. zł (przy stratach z poprzednich lat na poziomie kilku milionów). To pierwszy raz od 5 lat, kiedy spółka może pochwalić się brakiem strat – odczytać to możemy jako klarowny sygnał potwierdzający dobry kierunek pracy. Co więcej, łączne przychody netto spółki ze sprzedaży wyniosły 106,5 mln zł i były wyższe o 30 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku (81,9 mln zł). Nasz wynik finansowy narasta od początku roku i w zależności od sytuacji na światowych rynkach dostaw, trend ten powinien się utrzymać – tłumaczy Marek Kaczmarek, Prezes Zarządu, INTERSPORT Polska S.A.

INTERSPORT S.A. wykorzystał swoją szansę i wychodzi na prostą. Zmiany kadrowe w ramach projektu #TEAMINTERSPORT, nowa polityka cenowa, a także rewolucja w sprzedaży online (wymiana platformy sklepu internetowego, nowe narzędzia e-marketingowe) – wszystkie te elementy umożliwiły skuteczny wzrost zainteresowania marką.

Co więcej, warto zwrócić uwagę wzrost innych wskaźników finansowych. Zanotowano poprawę marży do poziomu 35,6 mln zł (wzrost 51 proc. w odniesieniu do I półrocza roku obrotowego 2020/2021) w kanałach sprzedaży. Sukces osiągnięto także w obszarze sprzedaży e-commerce. W tym przypadku wzrost obrotów plasuje się na poziomie 28,4%.

Sukces na wyciągnięcie ręki. Co Polacy sądzą o własnym biznesie?

Jak wynika z badania[1] przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy[2] tylko 20% Polaków jest skłonna do założenia własnej firmy w tym momencie. Co ciekawe, z obecnej formy zatrudnienia jest zadowolonych jedynie 18,5% Polaków. Polacy negatywnie oceniają aktualne warunki do założenia własnej firmy. Wśród wymienianych powodów niechęci Polacy wskazywali na wysokie koszty (24%) i zbyt dużo formalności (19%) związanych z prowadzeniem własnej działalności, a także planowane zmiany w podatkach dla przedsiębiorców wynikające z Polskiego Ładu (według 12,5% badanych) oraz ryzyko ograniczeń dla przedsiębiorców wywołanych pandemią. Czy takie okoliczności sprzyjają założeniu własnego biznesu?

Własny biznes mało atrakcyjny

Aż 54% Polaków aktualnie nie jest skłonnych do założenia własnej firmy, a 21% nawet nie wie czy chciałoby założyć firmę, zaś 4% prowadzi już działalność. Według 31% respondentów najbardziej zniechęca brak pomysłu na biznes, jak również zbyt duże ryzyko niepowodzenia (30%) oraz brak znajomości zasad prowadzenia biznesu (27%). Jest na to jednak sposób – zgodnie z badaniem[3] wśród przedsiębiorców w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy blisko 32% uważa, że franczyza jest sprawdzonym pomysłem na biznes.

Zgodnie z badaniem ,,Własny biznes’’ Polacy, którzy są skłonni do założenia własnej firmy najchętniej chcieliby prowadzić biznes w obszarze usług (blisko 32% wskazań), produkcji (18%), stacjonarnego sklepu (12%), doradczym (11%) oraz freelancingu (11,6%). Niewiele osób jest zainteresowanych biznesem w modelu e-commerce, na który wskazało tylko 8% badanych, a także modelem franczyzowym (5%). E-commerce jest stosunkowo młodą gałęzią gospodarki, zaś franczyza to tak naprawdę gotowy pomysł na biznes, który sprawdza się u wielu innych. Dlaczego więc wciąż nie jest to atrakcyjny model? Szczególnie w kontekście tego, że Polaków do założenia własnej firmy zniechęca brak pomysłu na biznes i duże ryzyko niepowodzenia. Model franczyzowy jest odpowiedzią na powody, dla których Polacy obawiają się założenia własnej firmy. Franczyza to tak naprawdę gotowy pomysł na biznes z mniejszym ryzykiem niż budowanie firmy od zera.

Czy franczyza to sukces na wyciągnięcie ręki?

Zalet modelu franczyzowego jest wiele – według badania blisko 32% przedsiębiorców uważa, że największą korzyścią jest możliwość pracy pod znanym szyldem, znaną marką (51,5%). Na zapewnione wsparcie marketingowe wskazuje 39,5% badanych. Najczęściej wymieniane zalety modelu franczyzowego to również lepsze warunki współpracy z kontrahentami i dostawcami (blisko 39% wskazań), dostęp do wiedzy i szkoleń (36%), wsparcie finansowe od franczyzodawcy (27%) oraz silniejsza pozycja konkurencyjna (26,5%), a także know-how dotyczące sposobu prowadzenia biznesu (14,5%). Dla blisko 12,5% franczyza stanowi większą stabilność biznesu.

Każdy model biznesowy ma swoje niedoskonałości. Prowadzenie biznesu w formie franczyzy wiąże się, dla blisko 72% badanych, z odpowiedzialnością zbiorową. Oznacza to, że błąd jednego franczyzobiorcy odbija się na wizerunku marki. Często pojawia się także obawa przed upadkiem franczyzodawcy oraz ograniczeniem swobody działania.

Na rynku funkcjonują różne modele franczyzy, a franczyzodawcy określają własne standardy współpracy. W Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan dostarczamy zrzeszanym przedsiębiorcom niezbędne narzędzia do rozwoju biznesu, jednocześnie nie ograniczając ich kreatywności i samodzielności. Aktywna postawa franczyzobiorców w połączeniu z korzyściami dostarczanymi przez sieć przyczynia się do wspólnego sukcesu. Silna i rozpoznawalna marka franczyzowa zapewnia poczucie bezpieczeństwa i potrzebne wsparcie w prowadzeniu przedsiębiorstwa. Naszemu modelowi zaufało już ponad 2.100 przedsiębiorców, którzy prowadzą 3.200 sklepów i zatrudniają 30.000 pracowników. Z mojego doświadczenia i obserwacji uważam, że Polacy są przedsiębiorczym narodem, który radzi sobie z wyzwaniami. – mówi Robert Rękas, prezes zarządu Lewiatan Holding.

[1] Badanie ,,Własny biznes’’ zostało przeprowadzone w październiku 2021 roku w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy. Głównym celem badania było określenie preferencji w zakresie założenia własnej firmy oraz poznanie przeszkód zniechęcających do dążenia w tym kierunku. W ramach badania przeprowadzono 1000 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków powyżej 18 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i klasy wielkości miejscowości.

[2] Celem inicjatywy jest promowanie polskiej przedsiębiorczości oraz wspieranie przedsiębiorców w wyzwaniach z jakimi mierzą się na co dzień w prowadzeniu działalności.

[3] Badanie zostało przeprowadzone w sierpniu 2021 roku. Celem badania było poznanie m.in. opinii przedsiębiorców na temat sukcesji, a także ich planów związanych z przyszłością firmy. W ramach badania przeprowadzono ankiety wśród przedsiębiorców.

W co warto inwestować w obliczu rosnącej inflacji?

Cykl gospodarczy charakteryzuje się bardzo dużą skalą wsparcia dla gospodarki ze strony polityki pieniężnej oraz budżetowej. Niektóre szacunki mówią, że to wsparcie było około 3 razy większe niż w poprzednim kryzysie. Dlatego wiele aktywów odbiło się bardzo szybko po pandemii. Szczególnie wyraźnie widać to na rynku akcji, nieruchomości, a także na rynku surowców. Zwykle odbicie jest późniejsze i daje miejsce na reakcję gospodarstwom domowym oraz indywidualnym inwestorom. Na początku października doszło do interwencji banku, który podniósł stopy procentowe – by powstrzymać szalejące podwyżki cen. Wielu ekonomistów przewiduje, że przy spodziewanym wyraźnym przekroczeniu 6-procentowej inflacji może nastąpić kolejna zwyżka oprocentowania.

– Myślę, że w najbliższym czasie te klasy aktywów są obarczone największym ryzykiem. Natomiast wysoka inflacja oznacza, że prędzej czy później bank centralny podniesie stopy procentowe. Dodatkowo może zrobić dużo więcej podwyżek, niż w tej chwili zapowiada – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Doświadczenia niektórych krajów pokazują, że późne podwyżki stóp procentowych kończą się tym, że trzeba gonić inflację następnymi podwyżkami. W perspektywie najbliższych miesięcy powróci atrakcyjność depozytów. Natomiast za jakiś czas warto zainteresować się obligacjami rządowymi – ponieważ ich rentowność bardzo mocno wzrosła w ostatnim czasie. Fakt ten może oznaczać, że ceny spadły. Ponadto wkrótce, gdy będziemy mieli do czynienia ze szczytem inflacji, obligacje staną się droższe, ale nawet wówczas ten instrument będzie bardzo atrakcyjny – ocenia Benecki.

Stanowisko ZPP ws. pakietu Fit for 55

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców nie podważa konieczności dbania o klimat i środowisko naturalne. Podejmowane w tym celu środki powinny mieć jednak zrównoważony charakter, a zatem powinny również uwzględniać aspekty społeczno-gospodarcze.

Uważamy, że przedstawione do konsultacji projekty dokumentów i aktów prawnych tworzących pakiet Fit for 55 stanowią wyraz czysto ideologicznego podejścia do walki ze zmianami klimatu, gdyż przewidziane w nich instrumenty i rozwiązania nie gwarantują osiągnięcia wyznaczonych celów. Natomiast ich namacalnym skutkiem może okazać się zubożenie europejskiego społeczeństwa i obniżenie konkurencyjności gospodarki UE.

W kontekście podejmowanych prac nad kształtowaniem europejskiej polityki klimatycznej należy również uwzględnić obecny stan europejskiego systemu energetycznego, który charakteryzuje się dużą niestabilnością i nadmiernym uzależnieniem od państw trzecich. Niestety, w przedstawionych dokumentach nie dostrzegamy równowagi między dążeniem do zeroemisyjności gospodarki, a zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego całej EU.

Pakiet „Gotowi na 55”[1] (ang. „Fit for 55”) to zestaw wzajemnie powiązanych wniosków, które łącznie mają zapewnić realizację ambitnej polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Zaproponowane w pakiecie zmiany obejmują obszary klimatu i energii a także dotyczą sektora paliwowego, elektroenergetyki, przemysłu, transportu, budynków, użytkowania gruntów i leśnictwa, których głównym celem jest 55% redukcja emisji gazów cieplarnianych do 2030 r., względem roku 1990, oraz neutralność klimatyczną do 2050 r.

Zdaniem ZPP, przygotowana strategia zbyt optymistycznie odnosi się do szans, jakie może przynieść zaprojektowana transformacja energetyczna, nie dostrzegając przy tym istotnych ryzyk, jakie występują w związku z przeprowadzaniem tak radykalnych i gwałtownych reform.

Należy zauważyć, że wdrożenie instrumentów zawartych w pakiecie Fit for 55 – z których istotna część ma charakter podatkowy lub parapodatkowy – spowoduje utratę konkurencyjności europejskiej gospodarki, a tym samym powszechne zubożenie mieszkańców UE.

Za przejaw nieodpowiedzialności należy uznać fakt wprowadzania tak znaczących reform, bez uprzedniego przeprowadzenia stosownych analiz makroekonomicznych, które uwzględniałyby wpływ Pakietu Fit for 55 na gospodarkę całej UE i poszczególnych państw członkowskich w okresie do 2030 roku i później. Przedstawione dokumenty przemilczają również temat szacunkowego wpływu społecznego i gospodarczego, choć oczywistym jest, że wprowadzana strategia przyniesie istotne zmiany ekonomiczne po stronie populacji UE i funkcjonujących na jej terenie przedsiębiorstw.

Europejski system handlu emisjami (ETS EU)[2] – instrument wykorzystywany do spekulacji negatywnie wpłynie na kolejne sektory gospodarki

EU-ETS zobowiązuje emitentów do pozyskania i umarzania uprawnień do emisji dwutlenku węgla (ang. EU allowances – EUA). Uprawnienia do emisji zatem są niezbędne instalacjom EUA do tego, by móc prowadzić działalność gospodarczą w swojej branży. Chodzi np. o elektrociepłownie, wykorzystujące paliwa emisyjne.

Bezpłatna pula uprawnień, z której mogą skorzystać wybrane przedsiębiorstwa działające w ramach systemu EUA, nie pokrywa całości rynkowego zapotrzebowania. System dopuszcza zatem dokonywanie wtórnych transakcji, w ramach których instalacje z nadwyżką uprawnień mogą je sprzedawać stronie z niedoborem, gdyż ta z różnych przyczyn nie jest w stanie ograniczyć emisji do niezbędnego minimum.

Specyfika systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 pozwala jednak włączenie się w transakcje inwestorom, którzy tworzą drugą grupę nabywców EUA. Należy zauważyć, że inwestorzy nie potrzebują uprawnień do prowadzenia działalności operacyjnej, a zatem stanowią jeden z wielu produktów dostępnych na europejskich rynkach finansowych. Inwestorzy zainteresowani są zakupem instrumentów wyłącznie w celu osiągnięcia zysku (arbitrażowego, pochodzącego z różnic w cenie między osobnymi rynkami lub spekulacyjnego na różnicach kursowych), bądź ewentualnie w celu zabezpieczenia się przed niekorzystnymi zmianami cen. Tak skonstruowany system handlu emisjami prowadzi do powstawania baniek spekulacyjnych, windując cenę EUA. To z kolei prowadzi do tego, że przedsiębiorstwa emitujące gazy cieplarniane ponoszą coraz wyższe koszty uzyskania uprawnień, zamiast te środki przeznaczyć na realne działania i inwestycje redukujące emisję CO2.

Kierując się powyżej opisanymi względami, ZPP negatywnie ocenia funkcjonowanie systemu ETS, którego rzeczywisty wpływ na ograniczenie emisji CO2 pozostaje ograniczony. Dlatego równie krytycznie podchodzimy do proponowanych zmian, które mają na celu objęcie tym systemem gospodarki morskiej, transportu drogowego i budynków.

CBAM[3] – protekcjonistycznie działania mogą zwrócić się przeciw UE

Wprowadzenie mechanizmu dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 (Carbon Border Adjustment Mechanism – CBAM) będzie de facto ustanowieniem dodatkowego cła na import określonych towarów. Tego typu rozwiązanie z pewnością zostanie negatywnie odczytane przez partnerów handlowych UE, którzy w celu „zachowania symetrii” mogą zdecydować się na wprowadzenie odwetowych taryf celnych. Dlatego też naszym zdaniem wprowadzenie tzw. podatku węglowego spowodowałoby m.in. wzrost kosztów rodzimej produkcji, z uwagi na wzrost cen importowanych półproduktów. Z kolei cła, wprowadzone przez inne kraje w ramach rewanżu istotnie osłabiłyby pozycję producentów eksportujących swoje wyroby poza wspólnotę.

Co więcej, przy istotnych negatywnych skutkach gospodarczych, CBAM może przynieść niewielkie korzyści dla klimatu. Komisja Europejska twierdzi, że CBAM przyniesie ograniczenie emisji gazów cieplarnianych o 1 proc. Tymczasem Cambridge Institute for Sustanability w swojej niedawnej analizie oszacował ten odsetek na zaledwie 0,023 proc.[4]

Wnioski

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców dostrzega konieczność działania na rzecz poprawy klimatu i stanu środowiska. Uznajemy jednak, że europejska polityka klimatyczna jest projektowana w sposób nieprzemyślany, gdyż ustalając ambitne cele, nie przewiduje ona efektywnych sposobów na ich osiągnięcie. Instrumenty, które mają pomóc w walce o środowisko są w rzeczywistości przejawem krótkowzroczności. Istnieje prawdopodobieństwo, że przyniosą one szybki i nietrwały skutek, lecz w dłuższej perspektywie okaże się to wyniszczające dla europejskiej gospodarki, a tym samym dla całej wspólnoty UE.

Z tego też powodu, opowiadamy się za stosowaniem rozważnych i rzetelnych środków osiągania niskoemisyjności w Unii Europejskiej. Sprzeciwiamy się wszelkim działaniom, które mogą spowodować utratę konkurencyjności rodzimych przedsiębiorstw, a także powszechne zubożenie gospodarstw domowych. Należy zatem dbać również o to, aby wprowadzane reformy nie generowały ryzyka wzrostu ubóstwa energetycznego oraz mobilnościowego. Naszym zdaniem, UE powinna z jednej strony zapewnić odpowiednie mechanizmy wsparcia oraz sprawiedliwą transformację sektorów górnictwa i energetyki opartej o paliwa kopalne, a z drugiej nie ograniczać możliwości inwestycyjnych m.in. z wykorzystaniem paliw przejściowych, które istotnie pomagają utrzymać bezpieczeństwo energetyczne państw członkowskich.

Zauważamy, że obecna polityka klimatyczna w wysokim stopniu stanowi zbiór kar, ograniczeń i danin. Należy położyć większy nacisk na działania o charakterze pozytywnym, które dadzą emitentom CO2 impuls inwestycyjny i modernizacyjny. W tym kontekście potrzebne są inicjatywy deregulacyjne i wspierające przedsiębiorczość, które pomogą wrócić Europie do ekonomiczno-gospodarczej elity. Niewątpliwym jest, że z takiej pozycji UE mogłaby podejmować skuteczniejsze środki o charakterze proekologicznym, mając przy tym jednocześnie większy wpływ na kształtowanie polityk klimatycznych w państwach trzecich.

***

[1] Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego I Komitetu Regionów „Gotowi na 55”: osiągnięcie unijnego celu klimatycznego na 2030 r. w drodze do neutralności klimatycznej (COM(2021) 550 final).

[2] Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady zmieniająca dyrektywę 2003/87/WE ustanawiającą system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych w Unii, decyzję (UE) 2015/1814 w sprawie ustanowienia i funkcjonowania rezerwy stabilności rynkowej dla unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych i rozporządzenie (UE) 2015/757;

[3] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiające mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2.

[4] https://www.cisl.cam.ac.uk/files/cbam_report.pdf

Sześć zmian jakie elektromobilność wywoła w branży TSL

Rosnąca sprzedaż samochodów elektrycznych już teraz wywołuje zmiany w łańcuchach dostaw, a w perspektywie kolejnych lat jeszcze bardziej wpłynie na logistykę dla branży motoryzacyjnej. Piotr Firak, Dyrektor Logistyki Pojazdów Gotowych z GEFCO wskazuje sześć największych zmian jakie elektromobilność wywoła w transporcie i logistyce.

Mniejsze przepływy na produkcję

Jeszcze zanim wielkie koncerny motoryzacyjne rozpoczęły seryjną produkcję aut elektrycznych było wiadomo, że montaż „elektryków” zmniejszy wolumen przewożonych towarów. Inbound, czyli logistyka na potrzeby produkcji, będzie wymagał mniejszej liczby dostaw, ponieważ auta elektryczne posiadają mniej elementów. Dla przykładu, układy napędowe w pojazdach spalinowych posiadają około 100 części. W przypadku samochodów elektrycznych jest ich pięciokrotnie mniej. Spadek wolumenu będzie dotyczył również logistyki części zamiennych, ale to perspektywa bardziej oddalona w czasie.

Strategiczne zarządzanie transportem baterii

Obecnie bateria stanowi co najmniej 30% wartości nowego auta elektrycznego. Z perspektywy logistyka ważniejsze jest jednak to, że baterie litowo-jonowe są klasyfikowane jako towar niebezpieczny, co wymaga znajomości krajowych i międzynarodowych przepisów transportowych. Wzrost popytu na auta elektryczne i rywalizacja o klienta spowodują, że operatorzy logistyczni będą musieli dopracować zarządzanie logistyką baterii do perfekcji, a przy tym uniknąć nieprzewidzianych problemów wynikających z nieznajomości przepisów.

Unowocześnienie placów składowania pojazdów gotowych

Składowanie aut elektrycznych jest bardziej wymagające i powoduje konieczność inwestycji w nową infrastrukturę do ładowania pojazdów. Popularyzacja pojazdów elektrycznych potęguje też myślenie o dalszym ograniczaniu wpływu logistyki na środowisko naturalne. Dlatego coraz częściej powstają inicjatywy budowania zadaszeń placów składowych, pokrytych panelami fotowoltaicznymi, które produkują energię elektryczną oraz chronią pojazdy przed wpływem czynników atmosferycznych, takich jak śnieg i grad. Na przykład, TotalEnergies zaprojektuje, zbuduje i będzie obsługiwać dwa gigantyczne zadaszenia fotowoltaiczne nad dwoma placami składowymi GEFCO dla samochodów w Blyes i Marckolsheim we Francji. Instalacje te będą miały zdolność produkcji zielonej energii o mocy około 60 MWp , co odpowiada rocznemu zapotrzebowaniu  na energię elektryczną dla około 60 tys. mieszkańców.

Wyzwania transportowe

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) w 1. kwartale 2021 roku 65,4% spośród sprzedanych nowych aut osobowych w UE było zasilanych benzyną lub olejem napędowym*. Jednak sytuacja dynamicznie się zmienia, ponieważ w porównaniu do 1. kwartału 2020 roku rejestracja nowych elektrycznych aut osobowych (BEV) wzrosła o 59,1% do 146 185 sztuk. Właśnie taka ilość aut musiała zostać przetransportowana z montowni do nabywców z UE.

Auta elektryczne są średnio o 300 kg cięższe od pojazdów z silnikiem spalinowym, co obniża współczynnik załadunkowy i powoduje, że ciężarówka zabiera o jeden samochód mniej w pełnym ładunku. Na przykład, pełny ładunek składający się z 9 pojazdów elektrycznych podwyższa wagę transportu na ciężarówkę średnio o 2,7t w porównaniu do transportu aut spalinowych.

Dostawa nowego samochodu pod drzwi

Rozwój branży e-commerce i digitalizacja biznesu spowodowały, że klient ma pełną swobodę wyboru miejsca i czasu dostawy samochodu. Dzisiaj dostawa pod drzwi nie jest zarezerwowana dla klientów marek luksusowych, ale dostępna dla każdego. Popularyzacja usługi zbiega się w czasie z rozwojem elektromobilności, co może oznaczać, że w przyszłości spora liczba aut elektrycznych będzie dostarczana przez firmę logistyczną z pominięciem lokalnego dealera. Personalizacja rozwiązań związanych z dostawą auta elektrycznego już teraz jest stałym elementem pracy operatorów logistycznych. Na przykład GEFCO, wiodący dostawca usług logistycznych dla branży motoryzacyjnej, powołało markę Moveecar, która dostarcza nowe pojazdy elektryczne do klienta końcowego m.in. dla chińsko-szwedzkiej marki Polestar.

Elektryczne ciężarówki

Najbardziej odległą perspektywą dla branży logistycznej, wynikającą z elektromobilności, wydaje się transport drogowy towarów ciężarówkami elektrycznymi. Obecne wykorzystanie ciężkich pojazdów elektrycznych w branży TSL jest bardzo niskie i ogranicza się do logistyki tzw. ostatniej mili. Dlatego prognozowanie wpływu elektromobilności na zmianę taboru pojazdów ciężarowych wydaje się w tym momencie przedwczesne i mocno obarczone błędem. Szczególnie, że w przyszłości lepszym wyborem dla branży TSL może okazać się ciężarówka zasilana na wodór.

* https://www.acea.auto/fuel-pc/fuel-types-of-new-cars-battery-electric-5-7-hybrid-18-4-petrol-42-2-market-share-in-q1-2021/

Cyfrowe inwestycje nie tylko dla millenialsów. Pierwsze wyniki produktów inwestycyjnych Aion Banku

Globalne inwestycje Aion Banku są najczęściej wybierane przez 40-latków, stanowiących jedną trzecią wszystkich użytkowników platformy. Ich średni portfel jest prawie dwa razy wyższy niż średnia wszystkich inwestorów, która wynosi ponad 5 000 EUR. Przedstawiciele tej grupy mają również najbardziej dynamiczny profil ryzyka i najczęściej inwestują w portfele skupione na globalnych wzrostach gospodarek i nowej post-pandemicznej rzeczywistości.

Polacy zaufali inwestycjom w Aion Banku

Aion Bank wystartował w sierpniu tego roku i jako pierwszy w Polsce zaoferował w pełni mobilną bankowość, w modelu subskrypcyjnym. Oprócz wysoko oprocentowanych kont oszczędnościowych daje dostęp do globalnej platformy inwestycyjnej z poziomu aplikacji mobilnej. Pomimo niskiego progu wejścia w Aion Globalne Inwestycje – wynoszącego 20 EUR – blisko połowa klientów przeznaczyła na ten cel ponad 1 000 EUR, podczas gdy średnia wartość portfela jest dużo wyższa i wynosi ponad 5 000  EUR. Mężczyźni inwestują średnio dwukrotnie więcej środków niż kobiety i stanowią 93 proc. wszystkich inwestorów.

Czterdziestolatkowie najczęściej i najwięcej inwestują

Blisko połowa inwestorów korzysta z planu Smart za 29,99 PLN miesięcznie, gdzie mają do dyspozycji darmowy dostęp do platformy Aion Globalne Inwestycje i brak prowizji za zarządzanie, kupno i sprzedaż akcji. Przewalutowanie odbywa się po kursie międzybankowym. Dodatkowo klienci mogą korzystać z darmowego konta oszczędnościowego bez limitu środków z 1.25% w skali roku na kontach w PLN i 0.75% w EUR i darmowych wypłat z bankomatów na całym świecie.

Profil naszego klienta przeczy stereotypowi, że tylko młodzi klienci są aktywnymi inwestorami wykorzystującymi aplikacje dostępne z poziomu smartfona. Najaktywniejszymi użytkownikami naszej cyfrowej platformy do globalnych inwestycji są klienci w wieku 40-49 lat. Czterdziestolatkowie są nie tylko najliczniejszą grupą, bo stanowią aż 33 proc. inwestorów, ale ich portfele mają najwyższą średnią wartość i najbardziej dynamiczny profil ryzyka, a co za tym idzie szukają potencjalnie wyższego poziomu zwrotu z inwestycji. – mówi Karol Sadaj, Country Head Aion Banku w Polsce.

40-latkowie inwestują w nowe technologie

Dostęp do platformy inwestycyjnej Aion Banku jest poprzedzony obowiązkową ankietą – rozszerzoną o pytania behawioralne, tak aby precyzyjnie ocenić skłonność do indywidualnego ryzyka użytkownika. Według danych banku, czterdziestoletni użytkownicy aplikacji dwa razy częściej i blisko trzy razy więcej inwestują w portfel Globalne Inwestycje, niż np. osoby w wieku 30-34 lat. Ich średni portfel jest prawie dwa razy większy niż średnia dla wszystkich inwestorów. Klienci banku, reprezentujący tę grupę, najczęściej inwestują w portfele skupione na globalnych wzrostach gospodarek i nowej post-pandemicznej rzeczywistości, gdzie można zainwestować w fundusze ETF obejmujące obligacje krajów strefy euro, akcje kluczowych spółek ze światowych rynków finansowych: USA, Europy, Azji i rynków wschodzących, m.in Toyotę, Samsung, Nestle, Facebook czy Apple oraz digitalizację, sztuczną inteligencję, robotykę, zdrowie i czystą energię: m.in. Microsoft, Google, Visa czy Zoom.

Firmy cierpią na deficyt zatrudnionych – rynek pracownika odbudował się po pandemicznym szoku

Pracodawcy wierzyli, że pandemia sprawi, że nie będą musieli tak zaciekle rywalizować o pracowników. Najnowsze dane wskazują, że stało się odwrotnie. We wrześniu liczba internetowych ofert pracy wzrosła we wszystkich województwach, a firmy wciąż cierpią na deficyt zatrudnionych[1]. Po stronie oczekiwań pracowników coraz częściej pojawia się praca zdalna, pomimo pewnych pułapek, które zauważają już korzystający z „home office”.

Poszukiwania w każdym sektorze

W 2021 r. we wszystkich grupach ofert pracy odnotowano istotny wzrost liczby wakatów. Jak wynika z raportu Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIAC), rynek napędzały przede wszystkim zawody związane z technologiami cyfrowymi, o wysokim udziale pracy zdalnej. Mocno poszukiwani są absolwenci kierunków ścisłych, dla których ofert pracy w trybie online jest relatywnie najwięcej – od początku pandemii liczba wakatów wzrosła tam prawie o 50%.

Pandemia odcisnęła jednak swoje piętno. Zawody usługowe, wyjątkowo podatne na ograniczenia epidemiologiczne, zaliczyły w tym roku dużo mniejsze wzrosty. Jak podkreśla BIAC, relatywnie najmniej ofert pojawiło się w grupie prac fizycznych[2].

– To wyraźnie pokazuje, że nadal mamy do czynienia z rynkiem pracownika, a cyfryzacja przedsiębiorstw pozytywnie  stymuluje jego dynamikę. Zagrożeniem dla tego trendu jest wizja przywrócenia restrykcji sanitarnych w związku pogarszającą się sytuacją epidemiczną. Negatywnie na rynek pracy wpływa również wysoka inflacja i wzrost kosztów pracy sięgający 8%, co jest drugim najgorszym wynikiem w całej Unii Europejskiej w II kwartale tego roku. Wskaźniki te są przeszkodą dla tworzenia nowych miejsc pracy – mówi Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Większość poszukujących pracy nadal znajduje ją w dość szybko, co tylko potwierdza dobrą kondycję rynku pracownika. Jak wskazują dane „Monitoringu Rynku Pracy” Randstad, czas poszukiwania nowego zajęcia w II kwartale 2021 r. najczęściej nie przekraczał miesiąca (35% badanych)[3]. Pracodawcy muszą więc skutecznie odpowiadać na oczekiwania przyszłych kadr. W tym te dotyczące przeniesienia biura do domu.

Pracownicy wszystkich branż, łączcie się – online

Gotowość do przejścia na zdalny tryb pracy – to obecnie najbardziej widoczny trend na rynku. Już niemal 40% millenialsów wolałoby wykonywać obowiązki służbowe całkowicie z domu[4]. Wśród osób zmotywowanych do zmiany pracy aż 77% gotowych jest na podjęcie zatrudnienia w domowym zaciszu od ręki[5]. Jednak, jak wskazują badania Gumtree[6], ta ma także swoje  minusy, nie zawsze dostrzegane przez osoby pracujące w innym trybie. W warunkach pracy zdalnej polskie przedsiębiorstwa częściej narzucały swoim pracownikom nadmiar obowiązków, a szefowie kontaktowali się z podwładnymi po godzinach, co wskazywało 7 na 10 badanych. Praca w domu ma jeszcze jeden, wyraźny minus – aż ⅔ osób pracujących na home office przekraczało standardowe godziny pracy. 17% badanych przyznało, że wynikało to z problemów komunikacyjnych, a co dziesiątemu zlecano zbyt wiele zadań na dzień[7]; wiele osób deklarowało jednak, że wykonywanie zadań służbowych łączyli z obowiązkami domowymi, czy też dłuższymi przerwami.

Polskie otoczenie prawne, jeśli chodzi o pracę zdalną, jest wciąż opóźnione w stosunku do potrzeb, a na zmiany dyktowane przez rynek, które już nastąpiły, odpowiada ze sporym poślizgiem czasowym. Pracodawcy implementują nowe rozwiązania technologiczne i cyfryzują swoje przedsiębiorstwa, jednak w ambitnych planach rozwoju muszą pamiętać o dobru zatrudnionych. Przestrzeganie kultury pracy i szacunek dla czasu wolnego to podstawa zdalnego work-life balance – podkreśla Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Rozwój, elastyczność, pieniądze? Dlaczego zmienialiśmy pracę w 2021 r.

Należy jednak mieć świadomość, że praca zdalna to nie nowy synonim owocowego czwartku czy karty multisport. Zwiększające się koszty życia i ciągła niepewność związana z sytuacją epidemiologiczną determinują główne powody zmiany pracodawcy – szczególnie wśród osób zatrudnionych w branżach, w których praca zdalna jest trudna lub niemożliwa. Najwięcej Polaków zmienia pracodawcę z pobudek materialnych, a nie dla rozwoju zawodowego.

Wśród głównych przyczyn zmiany miejsca pracy w tym roku respondenci wymienili najczęściej[8]:

  • wyższe wynagrodzenie u nowego pracodawcy. Tu odsetek wskazywanych odpowiedzi wzrósł z 38% w I kwartale 2021 roku do 45% w II kwartale.
  • Drugim co do ważności czynnikiem okazała się korzystniejsza forma zatrudnienia, która odnotowała wzrost z 30% do 40% w II kwartale.
  • Chęć rozwoju zawodowego motywowała 33% poszukujących pracy w pierwszym kwartale po 39% w II kwartale.

Jak prezentuje się koniec „piramidy potrzeb” potencjalnego pracownika? Najmniej ważnym powodem zmiany pracy (odpowiednio 8% w I kwartale 2021 i 12% w II kwartale) okazały się lepsze benefity oferowane w nowej firmie[9].

[1] http://biec.org/rekrutacje-pracownikow-wciaz-intensywne/

[2] http://biec.org/rekrutacje-pracownikow-wciaz-intensywne/

[3] http://info.randstad.pl/44-monitor-rynku-pracy

[4]https://antal.pl/wiedza/artykul/millenialsi-chca-pracowac-zdalnie-non-stop-mlodsi-i-starsi-juz-niekoniecznie

[5] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Kogo-czeka-zmiana-pracy-w-2022-roku-a-gdzie-pensje-wzrosna-najwyzej-Sprawdzamy-8198164.html

[6] https://blog.gumtree.pl/pracownik-z-gumy-gdzie-jest-granica-elastycznosci-w-czasie-pracy-zdalnej/

[7] https://blog.gumtree.pl/pracownik-z-gumy-gdzie-jest-granica-elastycznosci-w-czasie-pracy-zdalnej/

[8] http://info.randstad.pl/44-monitor-rynku-pracy

[9] http://info.randstad.pl/44-monitor-rynku-pracy

OX2 sprzedaje inwestorowi Equitix 24 MW farmę wiatrową w Polsce

OX2 sprzedała Equitix lądową farmę wiatrową  o mocy 24 MW w południowo – wschodnim regionie Polski.  OX2 jeszcze w tym roku rozpocznie prace budowlane, zaś obiekt planowo ma zostać oddany do eksploatacji w 2024 roku.

Lądowa farma wiatrowa składająca się z siedmiu turbin wiatrowych, zostanie wybudowana w powiecie kraśnickim, w województwie lubelskim. OX2 rozwijała tę inwestycję od dnia zakupu praw do projektu w 2020 roku. W tym samym roku, w listopadzie, złożona przez OX2 oferta wygrała państwową aukcję na sprzedaż energii z odnawialnych źródeł, zabezpieczając na aukcji 15-letni okres wsparcia (kontrakt różnicowy). OX2 dostarczy  Equitix farmę wiatrową w fazie do eksploatacji na podstawie zawartej przez strony umowy EPC. Związane z obiektem prace budowlane rozpoczną się jeszcze w tym roku. Farma wiatrowa ma planowo zostać oddana do użytku w 2024 roku.

Po uruchomieniu elektrowni OX2 zapewni zarządzanie techniczne i komercyjne na podstawie zawartej na 15 lat umowy, gwarantując jednocześnie maksymalną wydajność oraz bezpieczeństwo eksploatacji.

Łączna roczna produkcja energii z obiektu jest szacowana na ok. 79 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla ponad 16 tysięcy gospodarstw domowych (5 tysięcy kWh/gospodarstwo domowe) i pozwala na uniknięcie emisji blisko 28 tysięcy ton CO2 z paliw kopalnych każdego roku. Dzięki temu inwestycja w Kraśniku wspiera transformację energetyczną w Polsce, przyczyniając się do zwiększenia udziału energii odnawialnej, a jednocześnie zmniejszenia zależności kraju od produkcji energii z paliw kopalnych.

Paul Stormoen, CEO, OX2, powiedział: „Cieszę się, że podpisaliśmy naszą pierwszą umowę z Equitix oraz że rozpoczniemy budowę farmy wiatrowej Kraśnik. OX2 stał się kluczowym uczestnikiem polskiego sektora energetyki odnawialnej, w którym stale zwiększamy naszą obecność poprzez szybko rozwijającą się organizację oraz rozwój portfolio projektów wiatrowych i słonecznych.”

Hugh Crossley, CEO, Equitix, powiedział: “Cieszymy się, że możemy dodać lądową farmę wiatrową Kraśnik do naszego porfela aktywów związanych z energią odnawialną. Equitix angażuje się w wiatr na lądzie jako w zrównoważone źródło energii. Ta inwestycja uzupełnia nasz zdywersyfikowany porfel inwestycji w odnawialne źródła energii, obejmujący energię wodną, morską energię wiatrową, biomasę oraz energię słoneczną.”

Katarzyna Suchcicka, dyrektor generalna OX2 w Polsce, podkreśla: „Farma wiatrowa Kraśnik, to czwarty już obiekt w Polsce, przy którym OX2 rozpocznie prace budowlane w tym roku. Zwiększając krajowy udział energii odnawialnej przyczyniamy się do pozytywnego kształtowania trwającej transformacji energetycznej. Tylko w tym roku 10 procent energii elektrycznej w naszym kraju pochodzić będzie z lądowych siłowni wiatrowych”.

Informacje o farmie wiatrowej:

  • 7 turbin wiatrowych Vestas V126–3,45 MW – wysokość całkowita piasty 200 metrów.
  • Średni prognozowany poziom produkcji energii: 79 GW rocznie, co odpowiada zapotrzebowaniu na energię elektryczną blisko 16 000 gospodarstw domowych.
  • Przewidywany termin uruchomienia: 2024
  • Generalny Wykonawca: Electrum (fundamenty, drogi, place manewrowe, wewnętrzna sieć SN i światłowody, stacja GPO, podłączenie WN do sieci, uzyskanie pozwoleń EON i ION)
  • Turbiny: Vestas (dostawa i montaż turbin)
  • DLA Piper świadczył usługi doradztwa prawnego dla OX2
  • EY Corporate Finance świadczył usługi doradztwa finansowego dla OX2

Wyniki finansowe Biedronki za 9 miesięcy 2021 roku

Biedronka należąca do Jeronimo Martins kontynuuje aktywny rozwój w Polsce, osiągając wyższe tempo wzrostu niż cały rynek. Firma korzysta z większego ruchu konsumenckiego po ścisłym lockdownie, większych możliwościach interakcji z klientami, rosnącej kategorii dyskontów, nowych punktach sprzedaży i racjonalności wydatków konsumentów.

COVID-19 przyniósł korzyści dużym detalistom kosztem mniejszych specjalistycznych sklepów sprzedaży detalicznej, co doprowadziło do rosnącej konsolidacji w sektorze detalicznym. Detaliści spożywczy nie są wyjątkiem, sieci szybko się rozwijają i przejmują mniejszych graczy. W Polsce wszystkie 5 największych sieci spożywczych umocniło swoją pozycję w ciągu ostatnich dwóch lat. Skumulowany udział wartościowy top 5 graczy spożywczych na polskim rynku w 2019 roku wynosił 43%, a zaledwie dwa lata później osiągnął 49% udziału wartościowego w 2021 roku. Aktywne wyniki Biedronki są jednym z czynników konsolidacji rynku.

Dyskonty to najlepiej radząca sobie kategoria wśród detalistów spożywczych. W 2021 roku ma wykazać 9% wzrostu wartości, podczas gdy cały rynek spożywczy – 3% wzrostu wartości. W trudnych pandemicznych czasach konsumenci stali się jeszcze bardziej racjonalni i szukają ofert z najlepszą relacją ceny w stosunku do jakości. Dodatkowo, Biedronka jest numerem jeden pod względem nowych placówek wśród dyskontów w Polsce w 2021 roku – 39 nowych sklepów w pierwszym półroczu i 153 rebrandingowane placówki. Wszystko to składa się na silną, wiodącą pozycję Biedronki na rynku. Na podstawie wstępnych wyników Euromonitor International, Biedronka ma 24% udziałów w rynku w ujęciu wartościowym w odniesieniu do całego rynku handlu detalicznego artykułami spożywczymi w Polsce, za nią plasuje się druga firma na rynku Lidl z 10% udziałem wartościowym w 2021 roku.

W miarę wychodzenia kraju z pandemii spodziewane jest odbicie sprzedaży detalicznej. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych pięciu lat najdynamiczniej w Polsce będą rozwijać się sklepy dyskontowe – 4% złożona roczna stopa wzrostu w ujęciu stałym, podczas gdy cały rynek spożywczy ma wykazać 2%, według wstępnych danych Euromonitor International. Ponowne otwarcie restauracji sprawi, że znaczna część konsumpcji żywności i napojów przeniesie się poza dom, ale w mniejszym stopniu dotyczy to klientów sklepów dyskontowych. Konsumenci szukający oszczędności będą raczej unikać usług gastronomicznych i tym samym zatrzymają większą część swojej konsumpcji w domu. Inne kanały spożywcze, które kierują swoją ofertę do szerszego grona odbiorców, będą w większym stopniu narażone na zmniejszenie sprzedaży ze strony gastronomii.

Marija Milasevic, Senior Consultant w Euromonitor International

Rząd eskaluje konflikt – złoty pod presją

Pomimo dobrych danych i oczekiwań wzrostów stóp procentowych inwestorzy uciekają od złotego. Powodem jest wzrost ryzyk związanych z konfliktem Polski z Unią Europejską o wyższość prawa krajowego nad unijnym.

Bezrobocie wciąż spada

Analitycy oczekiwali spadku bezrobocia rejestrowanego w Polsce. Tak się faktycznie stało, to co jednak zasługuje na uwagę, to fakt, że spadło ono mocniej od oczekiwań i wynosi ono obecnie już zaledwie 5,6%. O tym, jak blisko jesteśmy przedpandemicznych poziomów, najlepiej świadczy fakt, że dołek w marcu 2020 tuż przed kryzysem wynosił 5,4%. Można zatem uznać, że rynek pracy jest blisko stabilizacji. Dobre wiadomości nie miały jednak wpływu na złotego, gdyż został on przykryty przez wiadomości polityczne.

Mateusz Morawiecki eskaluje konflikt

O ile barwny styl prowadzenia narracji jest często zaletą w polityce, o tyle trzeba wiedzieć, kiedy mówić mniej barwnym językiem. Zdolność tę chwilowo zatracił premier Mateusz Morawiecki w wypowiedzi dla zagranicznej prasy, gdzie porównał obecny konflikt formalny z UE do początków III Wojny Światowej. Tak mocne podgrzewanie atmosfery powoduje, że wielu analityków ma wątpliwości, czy ktoś zdąży nacisnąć hamulec i rozładować ten konflikt zanim zajdzie to za daleko. W rezultacie inwestorzy wycofują się ze złotego, by przeczekać ewentualną burzę, która nie powinna mieć korzystnego wpływu na polską walutę. Pesymiści wskazują na możliwość osiągnięcia poziomów na euro w rodzaju 4,70-4,80 zł. Takie negatywne scenariusze zakładają jednakże istotną eskalację konfliktu. Z drugiej strony dane makroekonomiczne są dobre, zatem uspokojenie powinno szybko pozwolić złotemu odzyskać siły.

Co ze stopami procentowymi?

Już za tydzień w środę poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. O tym, że rynki spodziewają się dalszego cyklu podwyżek najlepiej świadczą działania inwestorów. WIBOR długoterminowy wyraźnie przekracza obecne poziomy stóp procentowych. Rentowność 10-letnich obligacji z kolei jasno pokazuje, że inwestorzy uważają, że będzie się dało lepiej zarobić na pożyczaniu nam pieniędzy. To ostatnie może być z kolei dodatkowym efektem naszego konfliktu z Unią Europejską. Nie zmienia to faktu, że parcie na podwyżki stóp procentowych jest realne, a kolejne banki informują, że podwyżka stóp procentowych jest dominującym scenariuszem na listopad. Dane te działają na korzyść złotego, to dzięki nim nie traci na wartości mocniej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – sprzedaż nowych domów,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 15% w trzecim kwartale 2021 r.; kontynuacja wzrostu stawek polis cybernetycznych w związku z rosnącą liczbą szkód

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 15% w trzecim kwartale 2021 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index. Stawki ubezpieczeniowe rosły w takim samym tempie jak w poprzednim kwartale. Jest to 16-sty kwartał z rzędu, w którym nastąpił wzrost cen ubezpieczeń, jednak w przypadku większości linii i regionów geograficznych ceny ubezpieczeń rosną umiarkowanie. Trend ten może sugerować, że wzrost stawek osiągnął szczyt w czwartym kwartale 2020 r., wynosząc wówczas 22%.

Wzrosty w większości regionów były umiarkowane, czego przyczyną było wolniejsze tempo wzrostu cen ubezpieczeń majątkowych oraz OC członków władz spółki (D&O). Wielka Brytania, ze wzrostem cen o 27% (spadek z 28% w II kwartale 2021 r.) oraz region Pacyfiku z 17% wzrostem (spadek z 23% w II kwartale 2021 r.), w dalszym ciągu napędzają globalne ceny ubezpieczeń. Tempo wzrostu w Azji wyniosło 6% (pozostało stabilne w porównaniu  z poprzednim kwartałem), w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach 2% (spadek z 4%), a w Europie kontynentalnej 10% (spadek z 13%). Jedynym wyjątkiem były Stany Zjednoczone, gdzie odnotowano wzrost stawek ubezpieczeniowych o 14% (w porównaniu do 12% w poprzednim kwartale), co było spowodowane znacznym wzrostem cen cyber polis i umiarkowanym wzrostem stawek linii majątkowych.

Kluczowe wnioski:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 9% (spadek z 12% w II kwartale 2021 r.); podczas gdy stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 6%, podobnie jak w poprzednich dwóch kwartałach.
  • Stawki w liniach finansowych i profesjonalnych ponownie osiągnęły najwyższe wzrosty wśród głównych kategorii produktów, wynoszące 32% (w porównaniu do 34% w poprzednim kwartale).
  • Ceny ubezpieczeń cybernetycznych kolejny raz odbiegały od trendu umiarkowanego wzrostu stawek. W Stanach Zjednoczonych ceny cyber polis wzrosły aż o 96% (wzrost w stosunku do 56% w II kwartale) oraz o 73% w Wielkiej Brytanii (35% w II kwartale), co było wynikiem wzrostu częstotliwości i skali szkód związanych z oprogramowaniem ransomware.

„Mimo, że krajobraz ryzyk i ubezpieczeń jest wymagający na całym świecie, spodziewamy się, że stawki pozostaną umiarkowane dla większości linii. Jednocześnie przewidujemy, że obecny trend wzrostowy w ubezpieczeniach cybernetycznych prawdopodobnie będzie się utrzymywał. Opracowywanie efektywnych rozwiązań dla naszych Klientów w tym obszarze pozostaje głównym priorytetem dla Marsh” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh Specialty and Marsh Global Placement.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska: „Tendencja wzrostu stawek na rynku polskim w 3Q utrzymuje się na poziomie wzrostów z wcześniejszych kwartałów br i wyniosła średnio ok. 20%. Jak zawsze wysokość wzrostów zależy od indywidualnej oceny ryzyka i rodzaju prowadzonej działalności – są branże czy też nie najlepiej zabezpieczone ryzyko, gdzie odnotowywane wzrosty są znacznie wyższe. Czy tempo wzrostu stawek utrzyma się czy też spadnie w kolejnym kwartale roku? Wydaje się, że jeszcze nie, nie sprzyjają temu na pewno anomalia pogodowe. Elementem, który może przyczynić się do niewielkich spadków cen może być końcówka roku i konieczność zrealizowania budżetów przez zakłady ubezpieczeniowe”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia) w Marsh Polska dodaje: „Powoli stabilizują się stawki ubezpieczeń D&O, jednak nadal oznacza to kilkanaście-kilkadziesiąt procent wyższy realny koszt lokalnej ochrony niż rok temu. Szczególnie drogie są wciąż polisy D&O naszych klientów instytucji finansowych. Co z kolei bardzo pozytywne, pojawiają się w Europie nowe rynki D&O, co dowodzi, że najgorsze już za nami.

Zdecydowanie najwyższe wzrosty stawek notowane są w przypadku polisy cyber – w USA i UK są to wzrosty na poziomie odpowiednio 96% i 73%,  które napędzane są przez częstotliwość i kwoty szkód ransomware. Nasi lokalni Klienci odczuwają zwykle wzrosty stawek na poziomie kilkanaście-kilkadziesiąt procent w przypadku polis plasowanych na polskim lub europejskim rynku cyber – pomimo, że w Polsce nie odnotowano ostatnio ataków ransomware o katastroficznej skali. Największe wyzwanie to aktualnie zgromadzenie pożądanej pojemności ubezpieczeniowej – coraz częściej zdarza się, że na kilkanaście wysłanych zapytań, otrzymujemy 1-2 oferty. Największy problem jest z uzyskaniem ofert na polisy podstawowe, czyli te najczęściej „pracujące”. Ubezpieczyciele są również coraz mocniej wyczuleni na standard cyberbezpieczeństwa naszych Klientów, a brak odpowiednich zabezpieczeń powoduje znaczące ograniczanie zakresu oferty, albo niechęć do złożenia oferty w ogóle. Optymistyczne jest to, że większość Klientów rozumie wymogi ubezpieczycieli i zwykle implementuje ich rekomendacje, co przekłada się na korzystniejsze odnowienia lub ich obietnicę w kolejnym roku polisowym”.

Seniorzy przestali spłacać długi w pandemii

Z najnowszego raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych dotyczącego moralności finansowej Polaków wynika, że 92 proc. z ankietowanych uważa spłacanie długów za swój obowiązek moralny. Dotychczas seniorzy, mimo niskich wpływów i ciągłych problemów finansowych, byli jedną z najbardziej rzetelnych grup spłacających zaciągnięte zobowiązania. To się zmieniło w pandemii. Z danych dostępnych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK wynika, że w ciągu ostatniego roku wzrosło zadłużenie seniorów. Zwiększyła się też liczba  nierzetelnych płatników w tej grupie wiekowej.

Większość Polaków deklaruje, że spłacanie długów jest ich obowiązkiem moralnym. Rodacy przyznają jednak, że teoria różni się od praktyki. W najnowszym raporcie „Moralność finansowa Polaków 2021” czytamy, że coraz częściej dajemy przyzwolenie m.in. na posługiwanie się cudzym dowodem osobistym celem uzyskania pożyczki, zawyżanie wartości poniesionych szkód, by dostać większe odszkodowanie, zmianę rachunków bankowych, by „uciec” przed komornikiem lub przepisywanie majątku rodzinie, by uniemożliwić ściągnięcie zadłużenia.

– Od sześciu lat ZPF przeprowadza badanie poziomu moralności finansowej Polaków, w ramach którego określamy Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych. Stanowi on miarę społecznego przyzwolenia na naruszanie przez społeczeństwo norm prawnych bądź standardów etycznych. W 2021 roku wartość indeksu wyniosła 45,3 proc., co oznacza, że Polacy są skłonni usprawiedliwiać odstępstwa od zasad w blisko połowie badanych sytuacji. Wynik ten wskazuje na duży zakres społecznego przyzwolenia na nadużycia konsumenckie w obszarze finansów. Należy jednak zauważyć, że w przypadku starszych grup wiekowych akceptacja dla nieetycznych zachowań jest wyraźnie niższa od średniej – mówi Marcin Czugan, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

W najnowszej edycji badania poziom Indeksu Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (IANZF) w przypadku osób w wieku 65+ wynosi 40,4 proc. Co więcej, wskaźnik ten zmalał, w porównaniu do ubiegłego roku, gdywynosił 42,4 proc.

– Nie dziwi mnie ten wynik – komentuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– Z naszych obserwacji i rozmów z seniorami wynika, że dotychczas byli oni jedną z najbardziej rzetelnych grup społecznych, jeśli chodzi o spłacanie zobowiązań finansowych. To niesamowite, że seniorzy, z racji niskich emerytur, są coraz bardziej zadłużeni, a jednak do spłaty swoich zobowiązań podchodzą honorowo – mówi Robert Majkowski. Przyznaje, że on ponad 60 proc. klientów, którzy decydują się na rentę dożywotnią chce podpisać umowę z funduszem hipotecznym, by wreszcie spłacić swoje długi i nie żyć z obciążeniem finansowym, moralnym i psychicznym z tego tytułu.

 

Tabela: Wiek a Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (IANZF). Raport Związku Przedsiębiorstw Finansowych pt. „Moralność Finansowa Polaków 2021”

Wiek Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (IANZF)
18–29 lat 51,1
30–49 lat 47,2
50–64 lat 42,5
65 lat i więcej 40,4

 

Najnowsze dane zebrane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie BIK wskazują, że – mimo dobrych chęci – seniorom coraz trudniej idzie spłacanie zobowiązań w terminie. W ciągu ostatnich pięciu kwartałów to właśnie w tej grupie społecznej przybyło najwięcej nierzetelnych dłużników (ich liczba wzrosła o  ponad 8 tys. – do 384,5 tys. osób). Kwota zadłużenia osób starszych wzrosła w tym czasie o 8,5 mln zł – do 10,2 mld zł. Średnie zadłużenie pozakredytowe seniora to blisko 19 tys. zł a kredytowe to prawie 25 tys. zł.[1]

– Najgorszym aspektem trudnej sytuacji finansowej seniorów jest to, że jest to sytuacja pogarszająca się, postępująca z czasem, a wręcz ciągnąca się przez wiele lat. Seniorzy rzadko mają szansę, w obecnej sytuacji ekonomicznej i przy obecnych emeryturach, wyjść z zadłużenia i kłopotów finansowych. Ich budżet domowy staje się coraz bardzej skromny i pożerany przez inflację, a długi stają się coraz większe. Pandemia jeszcze pogłębiła ten stan. Z naszych badań opinii wynika, że seniorzy są jedną z grup społecznych, która najbardziej odczuwa skutki pandemii i to nie tylko w wymiarze ekonomicznym, ale również społecznym – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Dane dostępne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK. Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 18-21 czerwca metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1048. Więcej informacji np. na portalu Business Insider: https://forsal.pl/finanse/finanse-osobiste/artykuly/8224468,zaleglosci-seniorow-wzrosly-do-102-mld-zl-raport.html

Euro słabe po Ifo

Wczoraj na rynku stosunkowo niewiele się działo. Z danych makro poznaliśmy niemiecki indeks klimatu biznesowego Ifo. Poza tym nieco zamieszania na rynku akcyjnym wprowadziła informacja o planowanym zakupie przez Hertz pojazdów marki Tesla w liczbie 100 tys. Cyfra może imponować. Kto ma w portfelu akcje producenta elektrycznych samochodów ten powiększył swój zysk. Papiery spółki Elona Muska zyskały ponad 12 proc.

Niemiecki Ifo był wczoraj nieznacznie słabszy od oczekiwań i wyniósł 97,7 pkt. (konsensus 97,8 pkt.). Wystarczyło to jednak, żeby euro zostało przecenione. Główna para walutowa po godz. 10:00 spadała z poziomu 1,1663 i znalazła się w okolicach 15:00 na 1,1591. Na EUR/USD wyrysowała się formacja potrójnego szczytu (wykres H4) co może świadczyć, że kończymy korektę i wracamy do średnioterminowego trendu spadkowego. W obecnej sytuacji jest mało prawdopodobne, że wrócimy do wzrostów w krótkim terminie. Za dwa dni mamy posiedzenie EBC. Co prawda jest mało prawdopodobne aby zostały podjęte jakiekolwiek decyzje w sprawie polityki monetarnej, jednak rynki finansowe będą uważnie śledzić przebieg posiedzenia i stanowisko Rady w sprawie wysokiego poziomu inflacji.

Jeśli będą pojawiać się negatywne informacje z gospodarki (podobnie jak to miało miejsce wczoraj), które będą sugerować zahamowanie ożywienia gospodarczego w IV kwartale (pamiętajmy o ostatnich PMI, które wytraciły impet), może to doprowadzić do wzrostu obaw na rynku, że EBC może zbagatelizować ryzyko presji cenowej i zamiast tego odnieść się do ryzyka wzrostu gospodarczego. Co prawda w ostatnim czasie pojawiły się komentarze członków europejskiej instytucji dotyczące obaw o inflację, ale to czy one wpłyną na resztę Rady okaże się dopiero za jakiś czas.

Wczoraj przed sesją na Wall Street świat obiegła informacja o tym, że firma Hertz zakontraktowała 100 tys. auto elektrycznych od Tesli. Ten krok to element planu elektryfikacji całej floty aut. Tesla na tym zarobi krocie, tym bardziej, że podobno ceny modeli w nieznacznym stopniu odbiegają od tych katalogowych. Zazwyczaj na tak duże zamówienia producencie dają zdecydowanie większe rabaty. Akcje Tesli w handlu przed sesyjnym zyskiwały w okolicach nawet 5 proc. Na koniec sesji wzrost wyniósł 12,66 proc. a cena jednego papieru przekroczyła 1 tys. dolarów (dokładnie na zamknięciu 1024,86 USD). Oznacza to, że mamy historyczny poziom. Cały indeks Nasdaq urósł wczoraj lekko ponad 1 proc.

Wczorajsze spadki eurodolara przyczyniły się do deprecjacji złotego. To typowa korelacja widoczna na FX, która tym razem zadziała w modelowy sposób. Inne waluty regionu też wczoraj traciły (forint). Z pewnością jednak presja na złotym wynika również ze sporu na linii Bruksela – Warszawa. Oczywiście Komisja Europejska nie będzie wcześniej uruchamiać sankcji wobec Polski (w związku z praworządnością) dopóki nie wypowie się na ten temat Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Zanim do tego dojdzie Trybunał musi poczekać na opinię rzecznika generalnego w tej sprawie (spodziewana 2 grudnia) i dopiero wówczas sfinalizuje swoje orzeczenie, co może nastąpić do końca roku lub na początku przyszłego.
EUR/PLN urósł wczoraj po godzinie 10:00 do poziomu bliskiego 4,62. W drugiej części dnia kurs ponownie skierował się na 4,61. Cały czas złoty podąża po osłabiającej ścieżce.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Czyje wynagrodzenie ciekawi Polaków?

Najczęściej szukamy informacji o zarobkach nauczycieli, policjantów i służby medycznej. Politycy mogą być spokojni – wyszukiwania dot. ich wynagrodzenia zajmują dalekie miejsca, podaje Instytut Przywództwa. 

Przygotowane przez Instytut zestawienie przedstawia liczbę zapytań do Google na temat zarobków poszczególnych grup zawodowych.

Na zainteresowanie wynagrodzeniem nauczycieli, policjantów, lekarzy i pielęgniarek mogą mieć wpływ m.in. cyklicznie powracający temat podwyżek i liczebność każdej z grup. Są to zawody, których wynagrodzenie jest ustalane urzędowo. Uzyskanie więc klarownej informacji o zarobkach jest prostsze niż w przypadku sektora prywatnego, gdzie dochody są znacznie bardziej zróżnicowane w obrębie danej profesji – mówi Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Jak wskazuje Gąsiorowski, zaskakuje zainteresowanie wynagrodzeniem psychologów, które jest większe niż lekarzy czy pielęgniarek. Równie ciekawe w porównaniu do innych grup jest mała liczba wyszukiwań nt. zarobków polityków: posła, ministra, senatora, premiera. Znajdują się oni poza pierwszą trzydziestką. Wyjątkiem jest stanowisko prezydenta, które znalazło się na 16. miejscu.

Wyniki zestawienia nie potwierdzają ogólnie przyjętego zainteresowania wynagrodzeniem polityków. Temat jest emocjonalny i pojawia się w mediach, ale jak widać nie przekłada się to na liczbę zapytań w wyszukiwarce – komentuje prezes Instytutu Przywództwa. Zwraca też uwagę, że liczba zapytań kierowanych do Google (93% udziału w rynku wyszukiwarek w Polsce) pozwala tylko częściowo ocenić realne zainteresowanie zarobkami. Wyniki wyszukiwania są jednym z kilku wskaźników, jakie warto byłoby uwzględnić.

Ranking zainteresowania wynagrodzeniem na podstawie wyników wyszukiwania
Miejsce Zawód Liczba miesięcznych zapytań
1. nauczyciel 12500
2. policjant 9400
3. psycholog 5790
4. lekarz 5400
5. pielęgniarka 4900
6. prawnik 4790
7. architekt 4720
8. programista 4480
9. stewardesa 4190
10. informatyk 3380
11. ratownik medyczny 3120
12. strażak 2880
13. fryzjer 2570
14. dietetyk 2540
15. kurier 2290
16. prezydent 2290
17. ksiądz 2160
18. dentysta 2160
19. adwokat 2110
20. sędzia 2040
21. kucharz 2010
22. księgowy 1970
23. farmaceuta 1920
24. grafik komputerowy 1770
25. górnik 1560
26. pilot 1360
27. geodeta 1210
28. dyrektor szkoły 1170
29. położna 1170
30. dziennikarz 1140
31. budowlaniec 1140
32. poseł 1050
33. konduktor 1050
34. mechanik samochodowy 1050
35. agent nieruchomości 1020
36. tłumacz 970
37. projektant wnętrz 920
38. listonosz 830
39. marynarz 760
40. przedstawiciel handlowy 750
41. hydraulik 700
42. magazynier 690
43. taksówkarz 670
44. grafik 590
45. ochroniarz 550
46. piekarz 530
47. sprzątaczka 530
48. rolnik 520
49. premier 500
50. polityk 480
51. sprzedawca 440
52. urzędnik 410
53. projektant mody 400
54. kasjer 360
55. kierowca 320
56. minister 300
57. handlowiec 280
58. rehabilitant 280
59. bibliotekarz 270
60. hotelarz 230
61. strażnik miejski 180
62. senator 180
63. pracownik fizyczny 40
64. telemarketer 40
65. portier 40


O zestawieniu:

Zestawienie przedstawia średnią miesięczną liczbę zapytań dotyczących wynagrodzeń wybranych grup zawodowych kierowanych do wyszukiwarki Google od października 2020 do września 2021 r. Opracowanie: Instytut Przywództwa. Metoda przygotowania zestawienia: Wybór zawodów – własny; weryfikowane hasła: „ile zarabia [wybrana grupa zawodowa]” i „zarobki [wybranej grupy zawodowej]”.

Samochody będą droższe w całej Europie, motobranża w Polsce ucierpiała mniej niż w innych krajach UE

30% przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych uważa, że polskie automotive zostało w mniejszym stopniu dotknięte pandemią COVID-19 niż w innych państwach Unii Europejskiej. Jest to najwyższy wynik wśród 11 krajów objętych badaniem zrealizowanym przez Exact Systems „MotoBarometr 2021. Nastroje w automotive w Polsce i Europie”. Niepewność co do kolejnych fal epidemii i kryzys półprzewodnikowy przełożyły się na niejednoznaczne prognozy dotyczące powrotu do sytuacji sprzed kryzysu. W opinii 32% zapytanych wolumeny produkcyjne zostaną odbudowane za 2-3 lata, w opinii 31% – do końca przyszłego roku, a 22% zapytanych założyło różowe okulary i twierdzi, że stanie się to jeszcze na koniec tego roku. W 8 na 11 krajów najczęściej wskazywanym długotrwałym skutkiem pandemii COVID-19 jest wzrost cen samochodów i części do nich. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło aż 54% zapytanych.

63% przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych w Polsce uważa, że pandemia COVID-19 ma niekorzystny wpływ na ich działalność. Z takim wynikiem plasujemy się w środku badanej stawki, którą stanowiło aż 11 państw (Polska, Belgia, Czechy, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry). Najbardziej dotknięte skutkami koronawirusa zostało automotive w Portugalii (81% wskazań na niekorzystny i bardzo niekorzystny wpływ) oraz na Węgrzech (80%), najmniej w Turcji (49%).

– Zapytani przez nas przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych w 10 z 11 krajów w większości przyznają, że koronawirus miał niekorzystny wpływ na działalność ich firm, jednak powrót do przedpandemicznych wolumenów produkcji i sprzedaży wcale nie musi zająć wiele czasu. W Polsce co piąty zapytany uważa, że stanie się to już na koniec tego roku. W żadnym innym państwie ten odsetek nie jest tak wysoki! Co więcej, to w naszym kraju najwięcej przedstawicieli motozakładów jest zdania, że nasze automotive ucierpiało mniej niż pozostałe kraje UE. Takich odpowiedzi udzielili zapytani przez nas uczestnicy branży motoryzacyjnej zaledwie cztery miesiące temu, ale czy dziś również tak wielu założyłoby różowe okulary?  Sytuacja jest bardzo dynamiczna – kryzys półprzewodnikowy pogłębia się, kolejna fala pandemii COVID-19 przed nami. W konsekwencji mamy zerwane łańcuchy dostaw, które wymuszają postoje w fabrykach, już nawet kilkumiesięczne. To wszystko dotyka klientów salonów samochodowych, którzy na nowe „cztery kółka” muszą czekać nawet 9-12 miesięcy – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

(Moto)odporność najwyższa w Polsce

W każdym z 11 państw, w których zostało przeprowadzone badanie „MotoBarometr 2021”, przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych najczęściej byli zdania, że automotive w ich kraju ucierpiało tak samo jak w pozostałych krajach Unii Europejskiej (w Polsce – 43%). To zrozumiałe, gdyż zdecydowana większość motofabryk jest uczestnikiem międzynarodowych łańcuchów dostaw, większość swojej produkcji eksportuje i jest wzajemnie od siebie zależna. Warto jednak pod lupę wziąć drugą najczęściej wskazywaną odpowiedź, która rzuca światło na stan motobranży w poszczególnych krajach po kilkunastu miesiącach pandemii COVID-19. W Polsce najwięcej przedstawicieli motozakładów jest zdania, że nasze automotive ucierpiało mniej niż pozostałe kraje UE. Uważa tak prawie co trzeci zapytany (30%). Grupa optymistów jest jeszcze dość silna w Belgii (24%) i Turcji (21%). Na drugim krańcu znalazły się kraje Półwyspu Iberyjskiego, w których więcej respondentów twierdzi, że ich motobranża ucierpiała bardziej niż w pozostałych krajach UE – w Hiszpanii co trzeci, a w Portugalii co czwarty. W Polsce tylko 6% respondentów jest zdania, że nasze automotive ucierpiało bardziej niż w innych krajach Unii Europejskiej.

Paweł Borys z Polskiego Funduszu Rozwoju podkreśla, że prognozy PKB Polski na 2021 roku wskazują, że gospodarka bardzo dynamicznie odbiła i odrabia straty po recesji w 2020 roku. – Oczywiście tak gwałtowne i bezprecedensowe wahania koniunktury jak w ostatnich kwartałach podczas pandemii nie są dobre i powodują olbrzymie wyzwania dla przedsiębiorstw. Początkowo głównym problemem był szok podażowy i popytowy wywołany lockdownem. Obecnie trudności powodują zrywające się łańcuchy dostaw, które nie są w stanie obsłużyć takiego skoku zamówień oraz rosnące ceny surowców i energii. Jest to widoczne w wielu branżach przemysłowych, ale szczególnie w branży motoryzacyjnej, która jest ściśle uzależniona od płynnych dostaw tysięcy komponentów do produkcji. Stwarza to obecnie ryzyko dla dynamiki wzrostu w kolejnych kwartałach, choć ożywienie aktywności gospodarczej powinno być kontynuowane – mówi Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Samochody będą coraz droższe

W ośmiu na jedenaście badanych krajów najczęściej wskazywanym długotrwałym skutkiem pandemii COVID-19 jest wzrost cen samochodów i części do nich. I choć w trzech pozostałych ta odpowiedź była wymieniana w drugiej kolejności, to za każdym razem wskazała na nią ponad połowa przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych. Droższe auta już są faktem w Polsce – jak podaje IBRM Samar, w 2020 roku średnie ważone ceny nowych samochodów osobowych wzrosły o 10%, podczas gdy rok czy dwa lata wcześniej wzrosty nie przekraczały 6%.

– Tak naprawdę obecny kryzys tylko przyspiesza tempo wzrostu cen samochodów, z którym mamy do czynienia już od ubiegłego roku. Na droższe auta wpływ mają także regulacje Unii Europejskiej w zakresie emisji spalin, którym muszą sprostać producenci. Do tego należy dodać rosnące oczekiwania samych klientów w zakresie bezpieczeństwa pojazdu czy zaawansowania technologicznego. A to tylko wierzchołek całej góry, bo przecież są jeszcze czynniki rynkowe i makroekonomiczne jak choćby inflacja czy problem z dostępnością surowców – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems. I dodaje: – Spodziewamy się, że wzrost cen samochodów w przypadku marek popularnych w 2022 roku osiągnie dynamikę około 15% r/r, w segmencie premium może to być nawet +25% r/r. Natomiast tanieć będą auta elektryczne, co w konsekwencji pomoże w przesiadaniu się między innymi polskich kierowców na zeroemisyjne pojazdy – prognozuje Jacek Opala z Exact Systems.

Powrót do przeszłości za 2-3 lata

Niepewność co do kolejnych fal epidemii przełożyła się na niejednoznaczne prognozy dotyczące powrotu do sytuacji sprzed początku kryzysu. W opinii 32% zapytanych, wolumeny produkcyjne zostaną odbudowane za 2-3 lata, a w opinii 31% – do końca przyszłego roku. Jesteśmy jednak bardziej optymistyczni niż np. nasi zachodni sąsiedzi, wśród których niemal połowa zapytanych uważa, że odbudowa dokona się dopiero za 2-3 lata, a 13%, że wielkość produkcji nie powróci już do wolumenów przedpandemicznych. Najwięcej przedstawicieli fabryk motoryzacyjnych przez różowe okulary patrzy w Belgii, Holandii i Turcji, gdzie w opinii więcej niż połowy zapytanych wolumeny produkcyjne zostaną odbudowane już w 2022 roku. Warto jednak zwrócić uwagę na bardzo wysoki odsetek respodentów z Polski, których zdaniem będziemy cieszyć się wolumenami na podobnym poziomie co przed pandemią już na koniec tego roku (22%). W żadnym innym kraju ten odsetek nie jest tak wysoki, jedynie w Turcji przekracza 10% i wynosi 13%.

Badanie „MotoBarometr 2021. Nastroje w automotive w Polsce i Europie” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive. Wśród nich znajdują̨ się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 776 respondentów z 11 państw (Polska, Belgia, Czechy, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry). Respondentami byli przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, w tym OEM i Tier, a w szczególności inżynierowie ds. jakości, dyrektorzy zakładów, managerowie ds. jakości i produkcji. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od maja do lipca 2021 roku.

Dolar słabnie przez obawy inflacyjne, euro ma szansę na aprecjację po zebraniu EBC

W tym tygodniu kluczowym wydarzeniem dla rynku finansowego będzie czwartkowe posiedzenie EBC. Oczekiwania rynkowe zostały sprowadzone niżej przez niedawną gołębią komunikację i jakikolwiek sygnał, że w Radzie formuje się jastrzębie skrzydło, powinien wesprzeć euro.

Na światowych rynkach trwa wyprzedaż obligacji rządowych, podczas gdy ceny akcji wykazują się odpornością na spadki. Inwestorzy zakładają, że korporacje są w stanie przerzucić rosnące koszty na klientów i czerpać korzyści z wyjątkowo stymulacyjnej polityki monetarnej.

Sytuacja dolara w obliczu rosnących oczekiwań inflacyjnych nie jest dobra – stracił on względem pozostałych walut G10 z wyjątkiem dolara kanadyjskiego. Na uwagę zasługuje juan chiński, który wciąż opiera się problemom na rynku nieruchomości w Chinach i umacnia się względem wszystkich głównych podobnych walut.

Poza październikowym posiedzeniem EBC w tym tygodniu istotne będą również wstępny odczyt inflacji w strefie euro w październiku (piątek 29.10) oraz odczyty PKB i inflacji w USA w III kwartale (odpowiednio czwartek 28.10 i piątek 29.10).

PLN

Polski złoty zakończył tydzień osłabieniem, które wpisywało się w zachowanie walut regionu. Można je wiązać zarówno ze zmianami rentowności papierów skarbowych w USA, jak i ze wzrostem obaw o sytuację covidową. Podwyższone poziomy zakażeń notujemy obecnie nie tylko w Rumunii i Bułgarii, gdzie sytuacja jest wyjątkowo trudna. Także w Polsce liczba nowych zakażeń pod koniec tygodnia dobiła do najwyższego poziomu od maja. Wzrosty notowane są też w Czechach i na Węgrzech. Wydaje się jednak, że gospodarka Polski jest odporna i nawet ewentualne przywrócenie niektórych restrykcji nie przełoży się na istotne pogorszenie sytuacji gospodarczej.

W tym tygodniu warto zwrócić szczególną uwagę na piątkowe dane o inflacji w Polsce. Mogą one mieć kluczowe znaczenie dla wyniku posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej w następnym tygodniu. Ostatnie odczyty z Polski i regionu często zaskakiwały w górę, zatem przebicie poziomu 6% w październiku jest bardzo prawdopodobne.

EUR

W przeciwieństwie do odczytów w USA i Wielkiej Brytanii wskaźniki PMI dla strefy euro spadły, choć wciąż utrzymują się na wysokich poziomach zgodnych z dalszym silnym wzrostem.

Najważniejsze w tym tygodniu będzie październikowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego zaplanowane na czwartek. Po raz kolejny nie oczekuje się zmian w polityce, a uwaga będzie skierowana na komunikację ze strony Rady – rynek spodziewa się bardzo gołębiej retoryki.

Warto jednak zauważyć, że różnica między wrześniowymi projekcjami EBC dotyczącymi inflacji i jej rzeczywistymi odczytami jeszcze się zwiększyła. Dzień po posiedzeniu opublikowane będą wstępne dane – spodziewany jest wówczas kolejny wzrost tej luki. Biorąc pod uwagę oczekiwania rynku, nawet neutralny ton prezes Christine Lagarde mógłby prawdopodobnie skutkować istotnym wzmocnieniem euro.

USD

Podczas gdy wyższe rentowności zwykle są pozytywne dla dolara, tak teraz ich wzrost jest napędzany raczej przez rosnące oczekiwania inflacyjne niż przez nadzieję na lepsze realne zwroty. Prezes Fed Jerome Powell potwierdził w zeszłym tygodniu, że w listopadzie bank centralny rozpocznie tapering, nie było to jednak szczególnie pomocne dla dolara, który ponownie stracił względem większości walut G10.

Publikowane w tym tygodniu dane o wzroście gospodarczym i inflacji w III kwartale powinny rozjaśnić kwestię stagflacji. Uważamy, że obecne otoczenie jest wyraźnie inflacyjne, ale jednocześnie stosunkowo przyjazne wzrostowi, i oczekujemy pozytywnych zaskoczeń na obu tych frontach. Nadal dostrzegamy możliwość, że rynkowe oczekiwania w zakresie podwyżek stóp procentowych przez Fed odsuną się w czasie.

GBP

Prezes Banku Anglii Andrew Bailey i jego główny ekonomista Huw Pill zasugerowali w zeszłym tygodniu, że do podwyżek stóp procentowych może dojść już na najbliższym posiedzeniu Komitetu Polityki Pieniężnej na początku listopada. Rynki terminowe (futures) zareagowały gwałtownie i obecnie w pełni wyceniają pierwszą podwyżkę stóp w dobie pandemii na zebraniu w przyszły czwartek (4.11). Spodziewamy się wzrostu stóp o 15 pb., i kolejnej podwyżki o 25 pb., która obecnie wydaje się prawdopodobna w lutym.

Silne wzrosty cen domów i ogólnie inflacji utrzymywały się odpowiednio w październiku i wrześniu, z kolei odczyty PMI również pozytywnie zaskoczyły w zeszłym tygodniu mimo trwających niedoborów podażowych. Ograniczona reakcja na te korzystne dla funta wieści jest nieco zastanawiająca, jednak obecnie jego kurs względem dolara jest niewiele niższy od notowanego w połowie września.

W tym tygodniu wszystkie oczy powinny zwrócić się ku środowemu raportowi dotyczącemu budżetu rządowego. Będziemy uważnie śledzić wpływ szybszych niż oczekiwano podwyżek na rewizję projekcji wzrostu.

CHF

Frank w zeszłym tygodniu kontynuował aprecjację względem euro, osiągając na krótko najlepszą pozycję od lipca 2020 r. W stosunku do innych walut safe haven okazał się w ostatnich tygodniach wyjątkowo odporny – nawet w okresach lepszego sentymentu do ryzyka, które zwykle oznaczałyby jego wyprzedaż. Uważamy, że może to wynikać, przynajmniej po części, z rosnących oczekiwań podwyższenia stóp przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB). Rynki terminowe wyceniają obecnie pierwszą podwyżkę w Szwajcarii od początku pandemii na wrzesień 2022 r. To znacznie wcześniej niż w przypadku Banku Japonii, który również należy do safe haven wśród G10.

Czwartkowe posiedzenie EBC prawdopodobnie będzie bardzo istotne dla franka, ponieważ SNB zwykle podąża śladami Rady Prezesów w kwestii polityki monetarnej. Jastrzębi zwrot EBC mógłby podnieść oczekiwania dotyczące podwyżki SNB, co powinno wzmocnić franka względem większości walut G10.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

W czasie pandemii 32% kandydatów zmieniło swoje kwalifikacje, a 34% podniosło kompetencje zawodowe

Wyniki badania Michael Page przeprowadzonego w marcu 2021 r. pokazują, że w czasie pandemii kandydaci nie próżnowali. Co trzeci badany (32%) przyznał, że zmienił swoją specjalizację (przekwalifikował się). Jeszcze więcej, bo 34% ankietowanych zainwestowało w podniesienie swoich kompetencji. Czy do rozwoju zawodowego popchnęła kandydatów niepewna sytuacja na rynku pracy, potrzeba stałego doskonalenia swoich umiejętności, czy może jest to efekt „pracy z domu”?

Pandemia pobudziła w nas chęć do rozwoju

Firma rekrutacyjna Michael Page zapytała kandydatów o ich podejście do tematu przekwalifikowania oraz podnoszenia kwalifikacji. Okazało się, że okres pandemii wielu ankietowanych poświęciło na zmianę kompetencji zawodowych lub rozwój aktualnych umiejętności. Wśród osób, które regularnie inwestowały w rozwój zawodowy – także przed pandemią – 41% przyznało, że kontynuowało zwyczaj uczestniczenia w webinariach, a 50% nie zaprzestało korzystania z kursów doszkalających. Dodatkowo, okres pandemiczny do udziału w webinariach przekonał kolejne 21% respondentów, a 13% zapisało się w tym czasie na szkolenia. Tylko 38% kandydatów na przestrzeni 2020 i 2021 r. nie zajmowało się rozwojem zawodowym.

Motywacje do rozwoju

Ankietowani, którzy wzięli udział w badaniu Michael Page, zostali również zapytani o to, co skłania ich do uczestniczenia w kursach i szkoleniach. 64% chce doskonalić swoje umiejętności, 53% czuje potrzebę zdobycia nowych kompetencji wymaganych na aktualnym stanowisku, a 37% chciałoby lepiej przygotować się do objęcia nowego stanowiska w przyszłości. 31% kandydatów czas pandemii wykorzystało na zgłębianie wiedzy z dziedzin, którymi się interesują, lecz nie są one związane z ich specjalizacją. 12% ankietowanych potwierdziło, że zdobyło nowe umiejętności niezwiązane z ich stanowiskiem. To pokazuje, że niektórzy kandydaci starają się zbudować wszechstronny profil zawodowy na rynku pracy lub myślą o zmianie ścieżki kariery.

– Zauważamy, że coraz więcej kandydatów nie tylko jest zainteresowanych swoim rozwojem zawodowym, ale podejmuje też konkretne działania mające na celu podniesienie lub nauczenie się nowych kompetencji. Rozwój osobisty i zawodowy zyskuje na znaczeniu i staje się stałym elementem planowania ścieżki kariery. 8 na 10 badanych, którzy wzięli udział w ankiecie Michael Page stwierdziło, że do pracy nad sobą motywuje ich właśnie myślenie o karierze. 40% porównuje swoje umiejętności z oczekiwaniami rynku i stara się uzupełniać swoje braki. 22% przegląda profile specjalistów ze swojej branży i próbuje podążać ich krokami. Co dziesiąty kandydat przyznał również, że do pracy nad sobą zmotywował go feedback, który dostał od rekrutera. To pokazuje, że pracownicy świadomie podchodzą do wymagań rynku pracy, potrafią realnie ocenić swoją wartość oraz zależy im na wypełnianiu luk kompetencyjnych, jeśli takie zauważą w swoim doświadczeniu. Na początku 2020 r. takie podejście mogło wynikać ze wzrostu niepokoju na rynku pracy i obaw o swoje stanowisko. Teraz, kiedy sytuacja pracowników jest znacznie lepsza, a firmy powracają do planów biznesowych i zwiększają zatrudnienie, chęć rozwoju zawodowego może być wynikiem ambicji kandydatów. Pozytywnie na rozwój zawodowy wpływa również model pracy z domu i większa elastyczność pracodawców,  dzięki czemu przed wieloma specjalistami otworzyły się nowe możliwości i chętniej korzystają z kursów i szkoleń – mówi Greta Wikiera z Michael Page.

Rozwojowe miejsce pracy poszukiwane

W związku z tym, że kandydaci przykładają coraz większą wagę do swojego rozwoju, wzrastają również wymagania dotyczące potencjalnych możliwości oferowanych przez pracodawców. Tymczasem, zdaniem 44% badanych w ich miejscu pracy w ogóle nie poruszano tematu szkoleń, a w przypadku 17% ankietowanych nie były one wymagane w pracy (traktowano je opcjonalnie). 30% kandydatów przyznało, że ich przełożeni zalecali regularne korzystanie z kursów. Natomiast tylko od 9% badanych oczekiwano regularnego uczestniczenia w szkoleniach.

Porównując oczekiwania kandydatów względem rozwoju zawodowego z możliwościami oferowanymi przez pracodawców, możemy stwierdzić, że pod tym kątem firmy mają jeszcze dużo do zrobienia, aby sprostać potrzebom obecnych i przyszłych pracowników. Pracodawcy, którzy stawiają na rozwój i oferują swoim zespołom unikatowe możliwości są często traktowani jako pracodawca „pierwszego wyboru”. Obecna sytuacja na rynku pracy i odczuwalny w wielu branżach deficyt specjalistów oraz wzrost ich wymagań płacowych sprawia, że konkurowanie wysokością wynagrodzenia może nie wystarczyć, aby zatrzymać i przyciągnąć talenty. Inwestycja w kompetencje i stałe rozwijanie zespołu może być skuteczną, długoterminową strategią rekrutacyjną, która powstrzyma rotację kadr – komentuje Greta Wikiera z Michael Page.

Gorszy sentyment w europejskiej gospodarce

Piątkowe odczyty wskaźników PMI dla usług i przemysłu wskazują na osłabienie koniunktury w europejskich gospodarkach. Negatywnie na koniunkturze w usługach ciąży jesienne przyśpieszenie zachorowań na koronawirusa. W przemyśle odczyty były pozytywne i w wielu przypadkach przebiły oczekiwania, ale ten sektor gospodarki nadal zmaga się z problemem niedrożnych łańcuchów dostaw i wpływu podażowych ograniczeń na prowadzenie biznesu.

Na polskim rynku długu skarbowego w dalszym ciągu utrzymuje się negatywny sentyment. W minionym tygodniu poza pogłębieniem spadków cen obligacji skarbowych stałokuponowych, widzieliśmy również przeceny obligacji skarbowych zmiennokuponowych, co negatywnie wpłynęło na wyniki. Inwestorzy bardzo agresywnie wyceniają kolejne podwyżki stóp procentowych w Polsce, co zwiększa szanse na odreagowanie i wzrost cen obligacji po najbliższym posiedzeniu RPP, które będzie miało miejsce w pierwszym tygodniu listopada.

Kolejny świetny tydzień mają za sobą złoto oraz srebro, które po dynamicznym spadku cen w końcówce września sukcesywnie rosną. Srebro od początku miesiąca wzrosło o 10,65%, co pozytywnie przekłada się na wyniki funduszy srebra. Wszystko wskazuje na to, że upadająca narracja banków centralnych o przejściowym charakterze inflacji ma szansę pozytywnie wpłynąć na ceny metali szlachetnych i zdynamizować ruch wzrostowy.

W tym tygodniu czeka nas wysyp danych w czwartek oraz w piątek. W czwartek poznamy dane o inflacji w Niemczech oraz pierwsze dane o wzroście gospodarczym w USA w III kw. Tego dnia również poznamy decyzję Europejskiego Banku Centralnego dotyczącą stóp procentowych. Z kolei w piątek pojawi się odczyt inflacji CPI w Polsce, prognozy wskazują, że inflacja przyśpieszy do 6,4% rdr. Ze strefy euro spłyną wstępne dane o wzroście gospodarczym w III kwartale.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Czym cechują się maszyny do cięcia tworzyw sztucznych?

Plastik odgrywa dzisiaj ważną rolę w życiu codziennym oraz w przemyśle. Wszyscy nieustannie korzystamy z przedmiotów wykonanych z tworzyw sztucznych. Aby mogły powstać, niezbędna jest profesjonalna obróbka plastiku. Jest to niezbędne również w przypadku elementów wykorzystywanych w przemyśle, takich jak na przykład rury plastikowe. Do cięcia tworzyw sztucznych wykorzystuje się specjalistyczne urządzenia. Czym się cechują?Czym cechują się maszyny do cięcia tworzyw sztucznych?

Profesjonalne cięcie tworzyw sztucznych

Istnieją różnorodne maszyny i narzędzia umożliwiające cięcie tworzyw sztucznych. W przypadku najprostszych elementów plastikowych wystarczy zwykle niewielkich wymiarów nóż. Stosuje się go głównie w niewielkich, przydomowych warsztatach do podstawowej obróbki plastiku. Jednak jeśli chodzi o zastosowanie przemysłowe, niezbędne są specjalistyczne piły. Zanim w ruch zostaną uruchomione urządzenia do obróbki precyzyjnej, niezbędne są zwykle piły do cięcia poprzecznego. Mowa o maszynach z ostrą i twardą powierzchnią tnąca, która jest w stanie poradzić sobie z obróbką największych i najgrubszych elementów plastikowych.

Profesjonalne cięcie tworzyw sztucznych wymaga zastosowania fachowego sprzętu we właściwy sposób. Urządzenia o których mowa są wyposażone w szereg funkcji dodatkowych, ułatwiających przeprowadzenie procedury. Jednak aby cięcie zostało przeprowadzone prawidłowo nie wystarczy po prostu uruchomić maszyny. Po pierwsze konieczny jest wybór odpowiedniego urządzenia. Po drugie natomiast trzeba potrafić odpowiednio je ustawić.

Najpopularniejsze piły do plastiku

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że istnieją różnorodne piły do plastiku. Różnice dotyczą rozmaitych cech. Po pierwsze wyróżniamy piły stacjonarne i mobilne. Te pierwsze są zwykle większe i radzą sobie z nieco grubszymi materiałami. Natomiast piły mobilne mają tę nieocenioną zaletę, że można korzystać z nich w różnych miejscach. Ponadto, piły różnią się również rodzajem napędu. Wciąż dostępne są piły manualne. Jednak większą popularnością cieszą się modele hydrauliczne, natomiast najpowszechniej wykorzystuje się dzisiaj elektryczne maszyny do cięcia plastiku.

Dobra piła do cięcia plastiku, czyli jaka?

Jak już wcześniej wspomniano, piła do cięcia plastiku może być wyposażona w szereg funkcji ułatwiających obróbkę tworzyw sztucznych. Każda dobra piła powinna posiadać niektóre funkcjonalności. Bardzo przydatna jest na przykład możliwość laserowej projekcji linii cięcia. Dzięki niej uzyskanie wysokiej precyzji działania staje się bardzo proste. Kolejna kwestia to system odciągania wiór. Podczas obróbki niektórych elementów wykonanych z tworzyw sztucznych może powstawać wiele odpadów. Ich szybkie usuwanie jest niezbędne, aby możliwe było sprawne przeprowadzenie cięcia. Dobre maszyny są wyposażone w system generujący sprężone powietrze, które odciąga wióry. Nie można również zapominać o tym, że podczas cięcia wytwarza się wysoka temperatura. Aby uchronić urządzenie przed uszkodzeniem oraz zapewnić bezpieczeństwo operatorowi maszyny, producenci wyposażają sprzęt w systemy chłodzenia.

Polski rynek energetyki odnawialnej staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów

Polska utrzymała stabilne, 22 miejsce w najnowszym zestawieniu RECAI, krajów atrakcyjnych dla inwestycji w sektor energetyki odnawialnej. Otrzymała też 12 miejsce w nowo powstałym rankingu korporacyjnego PPA, obrazującym jego atrakcyjność dla inwestorów. Na czele głównego rankingu wciąż utrzymuje się USA, przed Chinami kontynentalnymi i Indiami. Kluczowym wyzwaniem będzie unowocześnienie i rozwój infrastruktury przesyłowej – wynika z najnowszej edycji rankingu EY RECAI.

Polska, gospodarczy lider regionu, jest również czołowym emitentem dwutlenku węgla. Jest jednak w naszym kraju szereg obszarów atrakcyjnych dla inwestorów w energetykę odnawialną. Jednym z nich są korporacyjne PPA (Power Purchase Agreement), czyli rynek obrotu prawami na dostawy energii elektrycznej. Polska otrzymała 12 miejsce w nowo powstałym sub-rankingu z prognozą na szybki marsz do przodu w zestawieniu – wynika z 58. edycji rankingu EY Renewable Energy Country Attractiveness Index (RECAI), indeksu obejmującego 40 krajów najbardziej atrakcyjnych dla energetyki odnawialnej pod względem inwestycji i rozwoju technologii.

Polski rynek energetyki odnawialnej staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów

Polska na stabilnym 22 miejscu w zestawieniu RECAI

Jednym z wiodących tematów ostatniej edycji RECAI 58 jest analiza, w jaki sposób kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą osiągnąć cel zeroemisyjności, który Unia Europejska planuje osiągnąć w 2050 r. Tylko Polska i Węgry znalazły się w najnowszym zestawieniu RECAI, a rozwój infrastruktury energetyki odnawialnej jest w tyle za Europą Zachodnią. Polska utrzymała stabilną, 22 pozycję w głównym rankingu RECAI. Największe nadzieje na wzrost w kolejnych edycjach rankingu RECAI ma rozwój morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku. Po ostatnich aukcjach na farmy wiatrowe, firmy zdobyły kontrakty na prawie 6GW mocy, co powinno być co najmniej podwojone w kolejnej rundzie, zwiększając całkowitą moc morskiej energetyki wiatrowej do poziomu 10-12GW do 2030 r.

Polska na stabilnym 22 miejscu w zestawieniu RECAI

– Polska, tak jak inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, będzie musiała wdrożyć szereg zmian, by spełnić unijne cele klimatyczne. Wraz z napływem środków unijnych i zmniejszeniem barier regulacyjnych, zmienia się klimat dla inwestycji w energetykę odnawialną w naszym kraju. Kolejne firmy analizują inwestycje w Polsce, największym rynku energii odnawialnej w Europie Środkowo-Wschodniej, posiadającym równolegle jeden z droższych i „bardziej emisyjnych” systemów energetycznych. Inwestycje analizują inwestorzy instytucjonalni, którzy wcześniej nie interesowali się naszym krajem a ci, którzy mieli Polskę już wcześniej na radarze, teraz zwiększają zainteresowanie – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Działu Energetyki w Polsce i regionie CESA.

Wąskie gardło infrastruktury przesyłowej

Energetyka odnawialna w skali całego globu przeżywa złoty okres w obliczu korzystnych dla niej decyzji regulacyjnych, otoczenia rynkowego, poprawy warunków inwestycyjnych i technologii. Kluczem do utrzymania dynamiki rozwoju jest rozwiązanie problemu wąskich gardeł – wynika z rankingu RECAI.

– Różnorodne źródła zasilania, które coraz częściej są rozproszone i w różnym stopniu dostarczają energię w skali całej doby, są narastającym obciążeniem dla sieci przesyłowej, która jest modernizowana i rozwijana w niewystarczającym stopniu. Konieczny jest wzrost inwestycji rzędu 50% w ciągu kolejnej dekady, jeśli sieć ma sprostać wymogom jej użytkowników – mówi Jarosław Wajer.

Inwestycje w moce energetyki odnawialnej wzrosły o 2% do 303,5 mld USD w ubiegłym roku, pomimo pandemii koronawirusa i recesji. Instalacje odnawialnych źródeł energii wzrosły 45% rok do roku do 265GW w 2020 r, pokazując największą dynamikę wzrostu od 1999 r. Prognozy są jeszcze bardziej optymistyczne: Międzynarodowa Agencja Energetyczna (International Energy Agency – IEA) spodziewa się, że sektor wytwarzania odnawialnej energii wzrośnie o ponad 8% do 8 300 TWh – taka dynamika wzrostu byłaby największa od lat 1970-tych.

USA, Chiny kontynentalne i Indie wciąż w ścisłej czołówce

Pierwsze miejsce w światowym zestawieniu RECAI zajmuje USA. Spodziewamy się, że kraj ten utrzyma pozycję leadera w kolejnych edycjach rankingu dzięki szeregu inicjatyw ogłoszonych za prezydentury Joe Bidena. Kontynentalne Chiny i Indie utrzymały odpowiednio drugie i trzecie miejsce, dzięki panującym w nich przyjaznym warunkom regulacyjnym i inwestycyjnym.

Kraje ze ścisłej czołówki utrzymały miejsca w rankingu – żaden z pierwszych ośmiu krajów nie spadł na niższą pozycję, nikt też nie dołączył do ścisłego grona leaderów rankingu RECAI. Francja (czwarte miejsce, oczko do góry) i Wielka Brytania (piąte miejsce, jedna pozycja w dół) zamieniły się miejscami, podczas gdy Niemcy zastąpiły na szóstym miejscu Australię (która spadła o jedno miejsce w dół w rankingu) po bardzo dobrej pierwszej połowie 2021 r., gdy w systemie pojawiło się dodatkowe 971MW pochodzące z energetyki wiatrowej, co oznacza wzrost o 62% w porównaniu do pierwszej połowy 2020 r.

Najnowsza edycja RECAI analizuje również rosnące znaczenie sektora wodoru w obszarze energetyki odnawialnej w krajach takich jak Niemcy, Kazachstan, Niderlandy, Wielka Brytania i USA, szczegółowo opisując różnorodne modele finansowania inwestycji i redukcji ryzyka. Raport opisuje też rozwój morskiej energetyki wiatrowej w Japonii, Niderlandach, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, z Francją i Belgią (pozycja 26, cztery miejsca do góry) poprawiającymi swoje miejsca w zestawieniu po tym jak ogłosiły plany rozwoju morskiej energetyki wiatrowej.

Analiza rynku mieszkaniowego w Warszawie – 3 kwartał 2021

Szanowni Państwo, przesyłamy kwartalny raport dotyczący analizy rynku mieszkaniowego w Warszawie. Raport został opracowany przez firmę – REDNET Consulting, która oferuje kompleksową analizę rynku nieruchomości z wykorzystaniem nowoczesnych metodologii badawczych. Raporty zawierające najważniejsze wskaźniki związane z sektorem mieszkaniowym na sześciu największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Wrocław, Łódź) będą przygotowywane dla Państwa raz na kwartał. Ekspertem, udzielającym komentarza do ujętych w raporcie danych jest prezes firmy redNet 24 – Robert Chojnacki.

Poniższa tabela przedstawia ofertę mieszkaniową, sprzedaż, mieszkania wprowadzone do sprzedaży i średnią cenę ofertową mieszkań pozostających w ofercie Warszawy w III kwartale 2021 roku wraz z zestawienie danych z analogicznym kwartałem ubiegłego roku oraz poprzednim kwartałem.

III kwartał 2021 r.

III kwartał 2021 zmiana k/k zmiana r/r
Oferta mieszkaniowa 11 499 1,70% -27,40%
Sprzedaż 4 016 -33,60% -12,80%
Mieszkania wprowadzone do sprzedaży 4 215 -24,12% -5,37%
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] 12 325 1,16% 10,88%

źródło: REDNET Consulting

  • Na koniec III kwartału 2021 roku w ofercie mieszkaniowej w Warszawie pozostawało 11 499 lokali (co jest drugim najniższym wynikiem od 2015 roku), z czego 1 432 stanowiły mieszkania gotowe (12,5%).
  • Względem II kwartału 2021 roku odnotowano wzrost oferty mieszkań o 197 sztuk (+1,70%), natomiast względem III kwartału 2020 roku odnotowano spadek oferty o 27,40% (mniej o 4 350 mieszkań).
  • W minionym kwartale sprzedano 4 016 mieszkań, o 2 035 lokali mniej niż kwartał wcześniej (-33,60%).
  • Udział dzielnic lewobrzeżnych w sprzedaży mieszkań w Warszawie, w porównaniu do poprzedniego kwartału wzrósł i osiągnął poziom 67,3%.
  • Zmalał udział dzielnic prawobrzeżnych w sprzedaży warszawskiej, który osiągnął poziom 32,7%.
  • Spośród dzielnic, w których sprzedaż przekroczyła 100 mieszkań największy kwartalny wzrost popytu odczuła jedynie dzielnica Ursus (+21 szt.).
  • Największy spadek odnotowano w dzielnicy Mokotów (-462 szt.) i na Białołęce (-438 szt.).
  • W III kwartale 2021 roku w Warszawie do sprzedaży wprowadzono 48 nowych inwestycji/etapów z łączną liczbą 4 215 lokali mieszkalnych.
  • Nowa podaż zasiliła ofertę 12 dzielnic, z czego najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w dzielnicach: Ursus (1 427 nowych mieszkań w ramach 8 projektów mieszkaniowych), Białołęka (844 nowych mieszkań w ramach 8 projektów mieszkaniowych) i Włochy (426 nowych mieszkań w ramach 7 projektów mieszkaniowych).
  • Średnia cena oferty na koniec września 2021 roku wyniosła 12 325 PLN/mkw.
  • W ujęciu rok do roku średnia cena mieszkań pozostających w ofercie w Warszawie wzrosła o 10,88%.
  • Największe roczne wzrosty średniej ceny ofertowej mieszkań pozostających w ofercie odnotowano w dzielnicach: Wesoła, Ursynów, Żoliborz i Rembertów. Spadku średniej ceny mieszkań pozostających w ofercie nie odnotowano w żadnej dzielnicy.

Komentarz do analizy rynku mieszkaniowego w Warszawie w III kwartale 2021 r., Roberta Chojnackiego, prezesa zarządu redNet 24:

– W ostatnich kwartałach popyt znacząco wyprzedził podaż mieszkań, co sprawia, że oferta lokali deweloperskich zarówno w Warszawie jak i innych regionach kraju stale maleje. W III kwartale 2021 roku odnotowano drugą najniższą ofertę mieszkaniową od 2015 roku. Spadła też znacząco sprzedaż osiągając wartość 4026 lokali. Warto jednak zaznaczyć, iż w poprzednich dwóch kwartałach obserwowano bardzo wysoką sprzedaż, odpowiednio 6 751 mieszkań w I kwartale 2021 r. i 6 051 mieszkań w II kwartale 2021 r. Biorąc zatem pod uwagę malejącą ofertę mieszkaniową w ostatnich kwartałach, ciężko byłoby utrzymać sprzedaż na tak wysokim poziomie. Z naszej najnowszej analizy danych rynku mieszkaniowego za III kwartał 2021 w Warszawie, wynika iż średnie ceny za mkw. mieszkania w stolicy zanotowały kolejne wzrosty względem II kwartału br. Przewidujemy, że trend wzrostowy będzie wyhamowywał w najbliższych miesiącach, choć nadal ceny będą rosły.

Polski Ład wprowadza definicję miejsca faktycznego zarządu

Zgodnie z obecnie funkcjonującym art. 3 ust. 1 ustawy o CIT podatnicy mający siedzibę lub zarząd na terytorium Polski podlegają obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania. Określenie siedziby spółki co do zasady nie jest problematyczne, ponieważ każda spółka powinna mieć tę kwestię uregulowaną w umowie lub statucie. Problem pojawia się, jeżeli chodzi o kwestię posiadania zarządu na terytorium Polski. W związku z tym ustawodawca w ramach pakietu zmian podatkowych wprowadzanych Polskim Ładem planuje doprecyzowanie pojęcia zarządu w Polsce.

Zmiany przewidziane w Polskim Ładzie

Polski Ład chce skończyć z praktyką zakładania zagranicznych spółek, które są kontrolowane przez polskich podatników, ale służą optymalizacji zobowiązań podatkowych. W tym zakresie zaproponowane zmiany stanowią implementację wyroku NSA z 18 listopada 2016 r., nr II FSK 2475/14, w którym NSA wskazał, że miejsce zarządu to nie tylko miejsce, gdzie podejmowane są zasadnicze decyzje dotyczące przedsiębiorstwa, ale także miejsce faktycznego prowadzenia bieżącej działalności gospodarczej.

Polski Ład przewiduje wprowadzenie ust. 1a do artykułu ustawy o CIT, zgodnie z którym podatnik ma zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej między innymi, gdy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej są prowadzone w sposób zorganizowany i ciągły bieżące sprawy tego podatnika na podstawie w szczególności:

  • umowy, decyzji, orzeczenia sądu lub innego dokumentu regulującego założenie lub funkcjonowanie tego podatnika, lub
  • udzielonych pełnomocnictw, lub
  • powiązań w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 5.

Powyższy katalog przesłanek wystąpienia zarządu na terytorium Polski ma charakter przykładowego wyliczenia, na co wskazuje użycie słów „między innymi”. Przyjąć zatem należy, że definicja wskazana w nowo dodanym przepisie ma charakter bardzo otwarty, co może w przyszłości prowadzić do licznych sporów z fiskusem.

Zaproponowane rozwiązanie sprawdzi się jedynie w czysto teoretycznych, podręcznikowych sytuacjach przewidujących, że sposób prowadzenia spraw spółki świadczący o zorganizowaniu oraz ciągłości będzie uregulowany w umowie, decyzji, orzeczeniu sądu lub innym dokumencie regulującym założenie lub funkcjonowanie podatnika. Należy jednak wskazać, że takie kwestie najczęściej nie są uregulowane w tego typu dokumentach.

Problematyczne są sytuacje, w których przykładowo członkowie zarządu mieszkają w Polsce, a siedziba spółki to Cypr. Na Cyprze odbywają się także spotkania zarządu i podejmowane są kluczowe decyzje dla spółki, jednak część bieżącej działalności wykonywana jest przez członków zarządu w Polsce. Czy zgodnie z powyższą definicją w Polsce wystąpi miejsce zarządu? Jest to bardzo problematyczna kwestia, zwłaszcza w obecnych czasach, gdy do wykonywania bieżącej działalności przez zarząd często wykorzystywana jest praca zdalna.

Prowadzenie spółki na podstawie powiązań

W Polskim Ładzie wprowadzono też całkowicie nowe ujęcie w zakresie ustalania miejsca prowadzenia zarządu spółki. W zakresie ustalenia powiązań dokonane zostało odwołanie do definicji powiązań, zgodnie z którą podmioty powiązane to:

  • podmioty, z których jeden wywiera znaczący wpływ na co najmniej jeden inny podmiot, lub
  • podmioty, na które wywiera znaczący wpływ: ten sam inny podmiot lub (ii) małżonek, krewny lub powinowaty do drugiego stopnia osoby fizycznej wywierającej znaczący wpływ na co najmniej jeden podmiot, lub
  • spółki niemające osobowości prawnej i ich wspólników, lub
  • podatnika i jego zagraniczny zakład, a w przypadku podatkowej grupy kapitałowej – spółkę kapitałową wchodzącą w jej skład i jej zagraniczny zakład.

Odwołanie do powiązań na gruncie przepisów o cenach transferowych może prowadzić do różnych, skrajnych sytuacji, ponieważ definicja i sposób ustalania powiązań są bardzo szerokie. Przykładowo, jeżeli polska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością posiada udziały w zagranicznej spółce, może okazać się, że zagraniczna spółka, pomimo iż jest zakładem polskiej spółki, będzie także polskim rezydentem. W takiej sytuacji powstaną liczne wątpliwości, jak należy traktować takie przypadki.

Ponadto należy zwrócić uwagę na szeroki sposób ustalania powiązań w ramach przepisów o cenach transferowych, w szczególności na kwestię wywierania znaczącego wpływu na inny podmiot oraz powiązań „rodzinnych”. Innymi słowy, na ustalenie rezydencji podatkowej wpływ zacznie mieć nie tylko miejsce sprawowania faktycznego zarządu, ale także miejsce zamieszkania rodzin członków zarządu. Jest to kryterium kwestionowane w ramach przepisów o cenach transferowych, z uwagi na trudności w ustalaniu powiązań rodzinnych oraz wpływu tych powiązań na podejmowane decyzje. Podobny problem może też wystąpić w przypadku ustalania miejsca zarządu.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wyniki Grupy Banku Millennium po 3 kwartałach 2021

Skonsolidowany wynik netto grupy Banku Millennium po 3 kwartałach 2021 wyniósł -823 mln zł (-311 mln zł w 3 kwartale). Strata spowodowana była utworzeniem rezerw na ryzyko prawne związane z portfelem walutowych kredytów hipotecznych w wysokości 1 573 mln zł (526 mln zł  w 3 kwartale) oraz kosztami indywidualnych ugód z kredytobiorcami kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich – 218 mln zł (146 mln zł w 3 kwartale). Po skorygowaniu wyniku o powyższe koszty, zysk netto Grupy wyniósłby 791 mln zł netto (269 mln zł tylko w 3 kwartale). Sprzedaż nowych kredytów hipotecznych osiągnęła wartość 6,9 mld zł (+ 50% r/r), pożyczek gotówkowych 4,2 mld zł (+20% r/r), co ustanowiło kolejny rekord detalicznej akcji kredytowej.

– Wyniki za 9 miesięcy 2021 roku wskazują na fakt, że Grupa z powodzeniem przezwyciężyła pośrednie i bezpośrednie skutki pandemii. Bez rezerw i kosztów związanych z walutowymi kredytami hipotecznymi, Grupa zanotowałaby zysk netto za 9 miesięcy 2021 roku w wysokości 791 mln PLN i za 3 kwartał 2021 w wysokości 269 mln PLN. Przychody na działalności podstawowej wzrosły, efektywność kosztowa została utrzymana na wysokim poziomie, Bank z powodzeniem rozwija proces digitalizacji i oferuje klientom nowe funkcjonalności. Bank pozostaje otwarty wobec swoich klientów w kwestii walutowych kredytów hipotecznych mając na celu osiągnięcie polubownych rozwiązań na wynegocjowanych warunkach. Dzięki temu, w okresie od stycznia do września 2021 roku, liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych spadła o prawie 6 600. Warto podkreślić, że w ostatnich miesiącach obniżenie liczby walutowych kredytów hipotecznych w ujęciu miesięcznym i kwartalnym było wyższe niż napływ indywidualnych pozwów przeciwko Bankowi. Obecnie koncentrujemy się na finalizacji strategii na lata 2022-2024, która określi przyszłe kierunki rozwoju Grupy – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

Główne osiągnięcia finansowe i biznesowe

Wyniki za 3kw21 były kolejnym wskazaniem, że Grupa BM z powodzeniem przezwyciężyła większość bezpośrednich i pośrednich skutków pandemii. W 3kw21 skorygowany zysk przed rezerwami (bez kosztów rezerw na ryzyko prawne portfela mieszkaniowych kredytów walutowych, kosztów prawnych związanych z tym portfelem oraz bez kosztów dobrowolnych konwersji) wyniósł 528 mln zł i był 8% powyżej wyniku w 3kw20 (1-3kw21: 1 525 mln zł, +12% r/r).

Poprawa wynikała z „pozytywnych nożyc operacyjnych” (ang. operating jaws) – przychody w 1-3kw21 wzrosły o 1% r/r (1-2kw21: 0% r/r) z dynamiką r/r wyniku z odsetek zbliżającą się do 0%, tempie wzrostu wyniku z prowizji pozostającym na mocnym poziomie 11% r/r , podczas gdy koszty operacyjne (bez BFG oraz kosztów prawnych) obniżyły się o 9% r/r (1-2kw21: -12%). Przyspieszający wzrost przychodów podstawowych (ang. core income) (3kw21: +8% r/r vs. 5% w 2kw21 oraz -6% w 1kw21) był głównym elementem stabilizującym przychody podczas gdy przychody pozostałe spadły w 1-3kw21 (oraz w 3kw21) z powodu, między innymi, niższych zysków z obligacji oraz przeszacowań. Redukcja kosztów operacyjnych wynikała z oszczędności w kosztach osobowych (1-3kw21: -7% r/r, 1-2kw21: -9% r/r), a przede wszystkich kosztów nieosobowych bez amortyzacji (1-3kw21: -14%, 1-2kw21: -19%). Dodatkowe wsparcie zapewniły składki na BFG, które w 1-3kw21 były o 28% niższe niż w tym samym okresie w zeszłym roku.

Następujące wydarzenia w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy determinujące poprawę wyników r/r są naszym zdaniem szczególnie warte podkreślenia:

  • kontynuacja odbudowy wyniku z odsetek ze wzrostem r/r w 3kw21 o 6% to poziomu 94% rekordowego poziomu z 4kw19;
  • kontynuacja (aczkolwiek wolniejsza) poprawy kwartalnej NIM (261 pb w 3kw21, jedynie 38 pb poniżej szczytu w 3kw19 na poziomie 299 pb oraz 12 pb powyżej najniższego poziomu 249 pb w 3kw20);
  • ponad-rynkowy poziom wzrostu kredytów (+6% r/r) pomimo przyspieszenia redukcji portfela walutowych kredytów hipotecznych; stabilny wzrostowy trend produkcji kredytów detalicznych odegrał tu kluczową rolę – wypłaty kredytów hipotecznych w 3kw21 osiągnęły poziom 2,2 mld zł, co oznacza wzrost o 29% r/r. (1-3k21: 6,9 mld zł, wzrost o 50% r/r) przekładający się na udział rynkowy 10.4% w por. z 14,5% w 2kw20, natomiast produkcja pożyczek gotówkowych w 3kw21 osiągnęła nowy rekordowy poziom niemal 1,6 mld zł, wzrost o 30% r/r (1-3kw21: 4,2 mld zł, wzrost 20% r/r); niezależnie od tego nasz portfel walutowych kredytów hipotecznych zmniejszył się o 26% r/r, co jest wynikiem spłat, tworzenia rezerw (zgodnie z MSSF9 rezerwy na ryzyko prawne księguje się jako pomniejszenie wartości brutto zasądzonych kredytów) i konwersji na kredyty złotowe negocjowanych przez Bank oraz kredytobiorców; w wyniku tych czynników udział walutowych kredytów hipotecznych w kredytach Banku brutto ogółem zmniejszył się do 13,6% (kredyty udzielone przez BM:12,6%) z 19,6% (18,3%) w tym samym okresie w zeszłym roku.
  • poprawa efektywności kosztowej w wyniku stałego wzrostu ucyfrowienia naszego biznesu, jak również relacji z klientami i silnej odpowiedzi kosztowej na presje przychodowe; spadająca liczba pracowników (liczba aktywnych pracowników spadła o 648, tj. 9% od 3kw20), trwająca optymalizacja naszej sieci dystrybucji fizycznej (liczba oddziałów własnych spadła o 59 jednostek, tj. 12% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy) komplementarna w stosunku do rosnącego udziału usług cyfrowych (klienci cyfrowi: 2,2 mln, wzrost o 9% r/r, aktywni użytkownicy bankowości mobilnej: 1,9 mln, wzrost o 15% r/r); kosztowe działania optymalizacyjne nie tylko prowadziły do nominalnej redukcji kosztów operacyjnych, lecz również przełożyły się na znaczną poprawę efektywności kosztowej; raportowany wskaźnik koszty/dochody („K/D”) spadłi do 45,9% w 3kw21 z 46,4% w tym samym okresie poprzedniego roku ale wskaźnik K/D z wyłączeniem BFG, portfela FV, kosztów prawnych, kosztów dobrowolnych konwersji oraz wpływu pozycji kompensujących rezerwy utworzone na walutowe kredyty hipoteczne dot. portfela d. EB zmniejszył się w ciągu roku do poziomu 41%);
  • stabilna jakość portfela kredytowego i w rezultacie niski koszt ryzyka (42 pb w 3kw21 w por. z 80 bp w 3kw20) które odzwierciedlają pozytywne trendy w jakości zarówno portfela detalicznego jak i korporacyjnego oraz dalszą sprzedaż kredytów zagrożonych (NPL) (w samym 3kw21 taka transakcja nie miała jednak miejsca); wskaźnik NPL zmniejszył się do 4,7% na koniec czerwca 2021 r. z prawie 4,9% rok wcześniej;
  • depozyty klientów byly stabilne w kwartale (i wzrosły 5% r/r) z depozytami korporacyjnymi rosnącymi 1% kw/kw i depozytami detalicznymi na niezmienionym poziomie; płynność Banku pozostawała na bardzo komfortowym poziomie ze wskaźnikiem K/D w wys. 85,6%;wskaźniki kapitałowe nieco się obniżyły w kwartale (skonsolidowany TCR: 18.2%/T1: 15.1% w porównaniu z odpowiednio 18.7%/15.6% na koniec czerwca’21) gdyż zmniejszenie kapitałów własnych było większe niż spadek aktywów ważonych ryzykiem (RWA);
  • Aktywa zarządzane zarówno przez Millennium TFI, jak i fundusze zewnętrzne wzrosły o 1% kw/kw do ponad 9,5 mld zł ze wzrostem r/r o 21%.

Udział w kluczowych segmentach rynkuWyniki Grupy Banku Millennium po 3 kwartałach 2021

Wdrożenie strategii

Z uwagi na bezprecedensową skalę zmian środowiska biznesowego spowodowanych wybuchem pandemii COVID-19 na początku 2020 r. Grupa BM podjęła decyzję o przedłużeniu strategii na lata 2018-20 o jeszcze jeden rok i o przygotowaniu nowej strategii na lata 2022-2024 której publikacja jest planowana pod koniec 4kw21.

Bank stara się odbudować na zasadzie like-for-like swoje wyniki operacyjne, na które niekorzystnie oddziałał kryzys COVID-19 oraz jego pośrednie i bezpośrednie konsekwencje w terminie od 1,5 do 2 lat. Zamierza się to osiągnąć poprzez dokończenie obecnego programu redukcji kosztów, wprowadzenie nowego programu efektywności operacyjnej, jak również poprawę wyników biznesowych poprzez ulepszoną wycenę i wzrost sprzedaży produktów podstawowych. Poprawa będzie dodatkowo wspierana przez ostatnią podwyżkę stóp procentowych.

Grupa jest zaawansowana w realizacji swoich celów na rok 2021:Wyniki Grupy Banku Millennium po 3 kwartałach 2021 2

Przedsiębiorcy: „Brak regulacji dotyczących szczepień odbija się na działalności operacyjnej firm. Coraz więcej pracowników na kwarantannach”

– Przedsiębiorcy nie są gotowi na czwartą falę pandemii koronawirusa. Podstawowym problemem jest brak regulacji, które pozwalają przedsiębiorcom np. na weryfikację, którzy pracownicy są zaszczepieni, a którzy nie. To poważna sprawa, bo efekty braku tej ustawy są już odczuwalne w zakładach pracy. Otrzymujemy sygnały o tym, że coraz więcej osób choruje, a pracownicy kierowani są na kwarantannę. Tak nie da się spokojnie planować produkcji czy ogólnie działalności operacyjnej – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej. Problemów jest jednak jeszcze więcej. Przedstawiciele Izby wymieniają choćby brak regulacji dotyczących pracy zdalnej czy brak środków z Funduszu Odbudowy, które jeszcze kilka miesięcy temu były obiecywane przedsiębiorcom. Mamy głęboką nadzieję, że negocjacje rządu  z Unią Europejską zakończą się ostatecznie uwolnieniem tak potrzebnego kapitału.

Przedsiębiorcy: jeszcze nie jest za późno na ustawę o szczepieniach

Czwarta fala pandemii koronawirusa staje się faktem, co znajduje potwierdzenie w codziennych statystykach Ministerstwa Zdrowia. Każdego dnia odnotowywanych jest ok. 5 tysięcy nowych zakażeń,  statystycznie jest wynikiem najgorszym od wiosny. Lekarze nie mają wątpliwości, że to nie koniec problemów i możliwe jest wracanie do regionalnych obostrzeń. Lockdown wydaje się być rozwiązaniem ostatecznym, którego na szeroką skalę nie należy się spodziewać. Przedsiębiorcy przyznają jednak, że ich sytuacja jest trudna , bo nie jest stabilna i przewidywalna.

– Północna Izba Gospodarcza od wielu miesięcy aktywnie namawia przedsiębiorców do szczepień i promocji szczepień. Jesteśmy rozczarowani tym, że nie udało nam się jako społeczeństwu osiągnąć odporności zbiorowej. Przedsiębiorcy nie mają obecnie skutecznych narzędzi, by móc egzekwować od swoich pracowników szczepienia. To sytuacja paranoiczna, bo przedsiębiorca nie może w żaden sposób przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się pandemii w swoich zakładach pracy. Jeżeli zapyta pracownika czy jest zaszczepiony czy podejmie decyzje np. o skierowaniu niezaszczepionego pracownika do innych obowiązków naraża się na hejt, groźby czy nawet kontrole inspekcji pracy. Z jednej strony Rząd mówi: promujcie szczepienia, a z drugiej przedsiębiorcy są zniechęcani do tego, by w ich miejscach pracy premiowani byli pracownicy zaszczepieni – mówi Hanna Mojsiuk. – Taka ustawa powinna być przygotowana już kilka miesięcy temu. Tu nie chodzi o zwalnianie niezaszczepionych czy dyskryminacje, a o układanie planu pracy tak, by zniwelować zagrożenia – mówi Hanna Mojsiuk.

Czy zagrożenia są realne? – Oczywiście. Otrzymujemy wiele sygnałów o tym, że w fabrykach i firmach produkcyjnych dochodzi do zakażeń. Przedsiębiorcy mają związane ręce. Zaszczepieni mieszają się z niezaszczepionymi, wszyscy mają kontakt z klientami, przy obecnej sytuacji to prosta droga do lockdownu. Apelujemy: jeszcze nie jest za późno na tę ustawę – mówi Hanna Mojsiuk.

Praca zdalna nadal bez odpowiednich regulacji

Spraw związanych z porządkiem pracy w czasie pandemii jest jeszcze więcej. Przedsiębiorcy zwracają uwagę na obiecywaną od miesięcy ustawę o pracy zdalnej.

– Przedsiębiorcy mają już opracowane procedury na wypadek kolejnej fali pandemii i konieczności pracy w systemie zdalnym. Nie zmienia to faktu, że oczekiwana jest ustawa, która reguluje zakres obowiązków pracownika i pracodawcy w czasie pracy zdalnej i hybrydowej. Znowu dochodzi do sytuacji, że mamy czwartą falę pandemii i kompletny brak regulacji w tym zakresie. Pragnę podkreślić, że to nie jest nasz kaprys, a realna potrzeba oczekiwana zarówno przez pracodawców jak i pracowników. Praca zdalna stała się naszą codziennością w wielu firmach, a mimo to nie ma regulacji ustalających np. kontrolę efektywności pracownika czy podział kosztów pracy w domu. To rzecz, która mogłaby być gotowa wiele miesięcy temu. Apeluję zatem do rządu o regulacje w tym ważnym temacie   – mówi Hanna Mojsiuk.

– Odbieramy także dużo sygnałów od przedsiębiorców, że w firmach brakuje środków płynnościowych. Wielkie nadzieje pokładano w Funduszu Odbudowy, tak mocno reklamowanym przez rząd ,  ale tutaj na ten moment trudno o konkretne plany. Na pewno przedsiębiorcy mają przed sobą bardzo niepewny czas przełomu roku. Wiele firm ostrożnie szykuje budżety  bo inflacja też jest dużym zagrożeniem – dodaje Hanna Mojsiuk.

Kawalerka w cenie domu z basenem

Czy można wyobrazić sobie kawalerkę w centrum Warszawy za ponad 800 tysięcy złotych, lub mieszkanie o powierzchni 15 metrów kwadratowych za 320 tysięcy złotych? Nie ma tam złotych klamek, dzieł sztuki, czy basenu z ofertą spa. Skąd więc biorą się takie ceny? Czy to, co się dzieje na rynku nieruchomości, jest jeszcze akceptowalne? Microliving to trend z punktu widzenia rynku mieszkaniowego, jak również instytucjonalnego.

Najbardziej znana mikrokawalerka ma 7 metrów kwadratowych i znajduje się w Rzymie. Projektant Marco Pierazzi zaaranżował to mikrownętrze, w sposób maksymalnie praktyczny. Wykorzystał do tego wielozadaniowe meble, dzięki czemu jest tam kuchnia, łazienka i sypialnia na antresoli.  Znajduje się tam wszystko, co powinno – brakować może tylko przestrzeni. Tego typu rozwiązania są od lat stosowane w Chinach, Japonii, czy Nowym Yorku. Tak zaczęła się moda na mikrokawalerki, która od kilku lat gości również w kraju nad Wisłą.

Ciasne, ale własne

– Ciche, jasne i eleganckie mieszkanie na Starym Mieście czeka na nowego właściciela. Jak twierdzi autor ogłoszenia, uwielbiana przez turystów lokalizacja to przepis na sukces inwestycyjny. Za jednopokojowe mieszkanie o powierzchni 27 metrów, przyszły właściciel musi zapłacić… 803 tysiące złotych. To nie jest żart. Za metr kwadratowy, cena wynosi 29 740 zł. To rekord, jeśli chodzi o ceny kawalerek na sprzedaż na portalu GetHome.pl. Są też ciekawe oferty mikrokawalerek.

Za lokal o powierzchni 15m2 m na Mokotowie trzeba zapłacić 320 tys. zł, co oznacza, że metr kosztuje ponad 20 tysięcy złotych. Taka kwota, raczej nie jest do osiągnięcia, biorąc pod uwagę, że najwyższa cena transakcyjna w Warszawie w II kwartale 2021 roku wyniosła 10224 zł/m2 –  tak wynika z Ogólnopolskiego raportu o kredytach mieszkaniowych i cenach transakcyjnych nieruchomości 2/2021 przygotowanego przez AMRON-SARFiN.

Ofert mikrokawalerek jest więcej. Wystarczy ustawić filtr do 15m2, a po chwili wyszukiwarka GetHome.pl, wskazuje na kilkadziesiąt tego typu ofert. 389 tys. zł za 12-metrowe mieszkanie w Poznaniu, 320 tys. zł na 15-metrową mikrokawalerkę w Warszawie, czy 275 tys. zł za mieszkanie o powierzchni 13 metrów w Krakowie. Takie oferty już nikogo nie dziwią, a powodem są najwyższe w historii ceny nieruchomości. Dlatego w ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się małe mieszkania, a nawet mikrokawalerki. Z reguły, o mikroapartamentach mówi się, o ile powierzchnią  nie przekraczają 30 metrów kwadratowych.

Singiel doceni

Tego typu ofertami interesują się głównie młode osoby, które cenią niezależność. Chcą być w centrum wydarzeń, z drugiej zaś strony, nie stać ich na większe mieszkanie. Stołują się na mieście, więcej czasu spędzają poza domem, więc nie wymagają mieszkania o wielkim metrażu. Traktują mieszkanie jak sypialnię, łącznik między dniami pełnych wrażeń. Najczęściej jednak takimi mieszkaniami interesują się inwestorzy, bo można je z łatwością wynająć i dodatkowo odliczyć od ich zakupu 23% Vat-u.

Cena nie jest mikro

Ceny nieruchomości podawane są w Polsce w przeliczeniu na metr kwadratowy. Wydawać by się mogło, że skoro mowa o mikrokawalerce, to cena również powinna być mikro. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że ceny mniejszych mieszkań, są o wiele droższe niż tych dużych. Cena zależy przede wszystkim od lokalizacji i standardu wykończenia. Te w przypadku mikrokawalerek, mają kluczowe znaczenie. Bez projektanta wnętrz urządzenie tak małego mieszkania, byłoby z pewnością zbyt skomplikowane. Dlatego w cenie zazwyczaj jest wliczona usługa projektanta, modułowe meble i pozostałe wyposażenie.

Służą do mieszkania, ale mieszkaniami nie są

Jeszcze w 1959 roku normatywy mieszkaniowe wskazywały, że kawalerka powinna mieć od 17 do 20 metrów kwadratowych. 25 lat później zmieniono wytyczne i wskazano, że mieszkanie 1-pokojowe, może mieć minimalnie 25 metrów. Tak jest do teraz — obowiązujące w Polsce prawo budowlane stanowi, że mieszkaniem może być lokal o powierzchni przynajmniej 25m2. Mikrokawalerki, więc mieszkaniami nie są, oficjalnie są lokalami użytkowymi.

Czy właściciel ponosi jakieś ryzyko związane z zakupem takiej mikrokawalerki? – I tak, i nie.  Kupić oczywiście może, ale mieszkać już nie. Jeśli się na to zdecyduje, może zapłacić grzywnę. Aby tak się stało, ktoś musiałby donieść do powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego, a ten wszcząć postępowanie – wyjaśnia Marta Kubacka, ekspert portalu GetHome.pl.

Styl życia, zwany microlivingiem związany jest bezpośrednio z tym, że do życia potrzebujemy coraz mniej przestrzeni. Przyczyniły się do tego warunki rynkowe, urbanistyczne, ale też nowe preferencje kupujących. W Polsce zarobki są nadal na zbyt niskim poziomie, a priorytetem pozostaje praca w mieście. W takich realiach – kompromisem staje się mikrokawalerka.

Sprzedaż kredytów bije kolejne historyczne rekordy – dane za wrzesień 2021

We wrześniu 2021 r., w porównaniu do września 2020 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech rodzajów produktów kredytowych: o (+31,3%) więcej kredytów mieszkaniowych, o (+18,5%) kredytów gotówkowych oraz o (+0,5%) kredytów ratalnych. Spadek o (-25,8%) odnotowały limity na kartach kredytowych. W ujęciu wartościowym wzrost widoczny był w trzech produktach kredytowych – banki i SKOK-i przyznały na wyższą wartość kredytów mieszkaniowych (+52,4%), kredytów gotówkowych (+26,4%) oraz kredytów ratalnych (+14,1%). Spadła natomiast wartość przyznanych limitów kartowych (-5,8%).

W okresie trzech kwartałów 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 2 687,1 tys. kredytów ratalnych (+5,3%) na kwotę 12,57 mld zł (+21,5%) oraz 2 369,4 tys. kredytów gotówkowych (+17,9%) na kwotę 50,30 mld zł (+28,4%). Kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 205,6 tys. (+28,3%) na kwotę 65,97 mld zł (+42,5%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK zawsze bierze pod uwagę trzy ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, wrześniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków we wrześniu 2021 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych we wrześniu 2021 r. jest efektem wniosków składanych w lipcu i sierpniu 2021 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej we wrześniu 2021 r. w porównaniu do września ubiegłego roku, musimy pamiętać, że we wrześniu 2020 r. nadal obserwowaliśmy spadki zarówno liczby jak i wartości udzielanych kredytów szczególnie gotówkowych w porównaniu do września 2019 r. Jedynym wyjątkiem były kredyty ratalne, w przypadku, których zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym odnotowano dodatnie dynamiki w porównaniu do sierpnia 2019 r.

Po trzecie, duże problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni.

Kontynuacja hossy w wysokokwotowych kredytach gotówkowych

Wysokie wrześniowe odczyty dynamiki w kredytach gotówkowych – o 18,5% w ujęciu liczbowym i o 26,4% w ujęciu wartościowym nadal robią wrażenie. Częściowo tak wysokie dynamiki są efektem niskiej bazy z września zeszłego roku. Ale nie tylko, bowiem jest jeszcze jeden istotny powód – wzrost udziału w akcji kredytowej kredytów udzielonych na wysokie kwoty, których dynamika wzrostu jest najwyższa.

– Kredyty gotówkowe ze wszystkich przedziałów kwotowych odnotowały dodatnie dynamiki w dziewięciu miesiącach 2021 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Jednak to kredyty wysokokwotowe są głównym czynnikiem wzrostów. Odnotowały one najwyższe dodatnie dynamiki akcji kredytowej od stycznia do września 2021 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Dynamika kredytów wysokokwotowych tj. z dwóch przedziałów kwotowych 30 – 50 tys. zł oraz powyżej 50 tys. zł wynosi odpowiednio (+24,4% L) i (+23,9% W) oraz (41,7% L) i (42,0% W). Kredyty na wyższe kwoty odpowiadają za 64,6% wartości sprzedaży w pierwszych dziewięciu miesiącach 2021 r. Same kredyty powyżej 50 tys. zł mają 43,7% udział w wartości akcji kredytowej. W ujęciu liczbowym udział kredytów z tych dwóch przedziałów to 22% liczby udzielonych kredytów gotówkowych – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Choć w pierwszym roku pandemii banki dość ostrożnie udzielały kredytów gotówkowych, w szczególności na wyższe kwoty, to już od początku 2021 r. widzimy odwrotne zjawisko. Obecnie banki dużo chętniej udzielają kredytów na wyższe kwoty. Sprzyjają temu zarówno nadal niskie stopy procentowe oraz ogólna poprawa nastrojów zarówno po stronie konsumentów, jak i instytucji finansowych. Trzeba również pamiętać, że obecnie to właśnie kredyty gotówkowe są jednym z najbardziej rentownych produktów kredytowych, co przy polepszeniu jakości tych kredytów, dodatkowo zachęca do udzielania tego rodzaju kredytów, szczególnie znanym bankowi klientom. 45% akcji kredytowej z trzech kwartałów 2021 r. to konsolidacja, odnowienie czy rolowanie już posiadanego długu, a jedynie 25% to dodatkowy kredyt (kolejny obok już obsługiwanego). Tak więc 70% wartości akcji kredytowej z okresu styczeń – wrzesień 2021 r., to kredyty osób, które już spłacały kredyt gotówkowy. Często są to klienci o znanej bankowi historii kredytowej, a przez to są bardziej wiarygodni. Tylko 12% wartości akcji kredytowej to pierwszy kredyt, a 18% dotyczy powrotu klienta do kredytu gotówkowego – puentuje prof. Rogowski.

Wzrosty tylko wysokokwotowych kredytów ratalnych

W przypadku kredytów ratalnych we wrześniu mamy dużo wyższy wzrost r/r w ujęciu wartościowym (+14,1%), niż w ujęciu liczbowym (+0,5%).

– Podobnie, jak w przypadku kredytów gotówkowych, wysoki wzrost dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych ma zróżnicowany charakter. Najwyższe 40% dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów w okresie styczeń – wrzesień br. dotyczyły kredytów ratalnych na najwyższe kwoty, tzn. z przedziału powyżej 10 tys. zł. Kredyty ratalne z przedziału 5-10 tys. zł odnotowały niższą, ale również wysoką dynamikę (+29,9%). Kredyty ratalne do 1 tys. zł oraz z przedziału 1-2 tys. zł odnotowały natomiast ujemną dynamikę na poziomie (-9,0%) oraz (-5,7%). W ujęciu wartościowym występuje takie samo zjawisko. Dynamika kredytów wysokokwotowych wyniosła (+35,5%), a kredytów w przedziale 5-10 tys. zł (+30,8%). Natomiast zarówno kredyty do 1 tys. zł, jak i z przedziału 1-2 tys. zł. mają ujemną dynamikę na poziomie odpowiednio (-8,3%) oraz (-5,0%). Zjawisko to można tłumaczyć tym, że w 2021 r. poprzez kredyt ratalny finansowane są zakupy droższych towarów. Ponadto coraz częściej z kredytu ratalnego, z uwagi na wysoką inflację i zerową RRSO (czyli ujemną realną stopę procentową), korzystają osoby posiadające wystarczające własne zasoby finansowe na sfinansowanie zakupu. Skutkuje to również bardzo niskim poziomem szkodowości kredytów ratalnych – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego we wrześniu 2021 r. to 4 814 zł i jest ona wyższa niż we wrześniu rok temu o 13,5%. Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość udzielonego we wrześniu 2021 r. kredytu to 20 945 zł – to wzrost o 6,7% w stosunku do września 2020 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący, wrześniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,20%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Wrześniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,17%.

– W porównaniu do września 2020 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wrosła) o 0,18 pkt proc., najwięcej ze wszystkich produktów kredytowych. Należy jednak pamiętać, że we wrześniu zeszłego roku Indeks odnotował jedną z kilku najniższych wartości w historii. Na odczyt wrześniowy wpływ ma bieżące zachowanie kredytów udzielonych przed pandemią, i to zarówno tych, które były objęte moratoriami, tych, które moratoriami nie były objęte, jak i „pandemicznych kredytów”. Po marcowym pogorszeniu odczytu w porównaniu do lutego 2021 r., od pól roku w ujęciu m/m mamy polepszenie (spadek) Indeksu, co niewątpliwie jest sygnałem pozytywnym. Na uwagę zasługuje nadal niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. W okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu polepszyła się (spadła) o 0,22. Głównym powodem jest to, że z kredytu ratalnego coraz częściej jak już wspomniałem korzystają osoby o wysokich dochodach i wysokiej wiarygodności kredytowej. Kredyt ratalny staje się więc dla banku bardzo bezpiecznym produktem kredytowym – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – miesięczna akcja kredytowa osiągnęła prawie 8,5 mld zł co jest kolejnym historycznym rekordem

We wrześniu br. w porównaniu z wrześniem 2020 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy, może nie tak spektakularne jak w sierpniu, ale nadal bardzo wysokie dodatnie dynamiki zarówno wartości (+52,4%), jak i liczby udzielonych kredytów (+31,3%). W okresie trzech kwartałów 2021 r. już ponad połowa (56,2%) wartości udzielonych kredytów to kredyty z przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Same kredyty powyżej 500 tys. zł stanowią 27% łącznej akcji kredytowej i udział ten co miesiąc rośnie.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – wrzesień 2021 r. widać duże zróżnicowanie. Najwyższe dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, dotyczyły kredytów z dwóch przedziałów tj.: od 350 do 500 tys. zł i powyżej 500 tys. zł, odpowiednio w ujęciu liczbowym (+47,6%) i (+89,3%) oraz wartościowym (+48,9%) i (+95,3%). W pozostałych przedziałach zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dynamiki nie przekroczyły (+25,3%).

Wyniki wrześniowej akcji kredytowej w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z lipca oraz sierpnia 2021 r. Możliwość osiągnięcia we wrześniu rekordowej akcji kredytowej sygnalizowały już zarówno lipcowy (+33,2%), jak i sierpniowy (+39,5%) odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

– Dla kredytów mieszkaniowych wrzesień ub.r. pomimo tego, że był najlepszym miesiącem od początku pandemii, to pod względem liczby i wartości akcji kredytowej (19,26 tys. szt. i 5,56 mld zł) nadal nie osiągnął poziomu sprzed pandemii (-6,4% r/r w ujęciu liczbowym oraz -3,5% w ujęciu wartościowym). Wysokie dynamiki we wrześniu 2021 r. są więc w części spowodowane efektem nadal niższej bazy z września 2020 r. Drugim, w mojej opinii ważniejszym czynnikiem jest rekordowa wartość akcji kredytowej we wrześniu 2021 r. Padł po raz kolejny rekord. Po raz pierwszy w historii miesięczna akcja kredytowa przekroczyła 8,45 mld zł. Ponadto warto odnotować, że wrzesień jest już siódmym z rzędu miesiącem o wartości miesięcznej akcji kredytowe powyżej 7,5 mld zł – stwierdził prof. Rogowski.

Wrzesień br. to kolejny miesiąc, w którym kredyty mieszkaniowe odnotowują wysokie dodatnie dynamiki sprzedaży. Kontynuowana jest hossa w wysokokwotowych kredytach mieszkaniowych. Widać to w średniej wartości udzielanego kredytu, która we wrześniu 2021 r. osiągnęła kolejną rekordową wartość tj. 335,26 tys. zł i była wyższa o 16,1% od średniej z września 2020 r.

– Niewątpliwie źródłem tak dobrej koniunktury na rynku kredytów mieszkaniowych jest zarówno nadal wysoki popyt na kredyt, jak i większa skłonność banków do udzielania kredytów (pozytywna reakcja podażowa), zwłaszcza wysokokwotowych, widoczna w poluzowaniu wymagań między innymi w zakresie wkładu własnego. Wzrost średniej kwoty kredytu mieszkaniowego to zaś bezpośredni efekt dalszego wzrostu cen nieruchomości, którego źródłem jest zarówno strona popytowa (gotówkowa – ucieczka przed inflacją i traktowanie nieruchomości jako alternatywy inwestycyjnej, jak i finansowana kredytem oraz zakupy przez inwestorów instytucjonalnych), jak i podażowa (ograniczona liczba nieruchomości przeznaczonych do sprzedaży). W mojej opinii kolejne miesiące będą ciekawe na rynku kredytów mieszkaniowych. Należy założyć dalszy wzrost cen nieruchomości, co będzie skutkowało koniecznością zaciągania jeszcze wyższego kredytu. To może jednak być utrudnione z uwagi na dwa czynniki negatywnie wpływające na zdolność kredytową. Pierwszym z nich są wyższe po październikowej podwyżce stopy procentowe. Drugim zaś ograniczenie zgodnie z Rekomendacją KNF okresu kredytowania do 25 lat na potrzeby szacowania zdolności kredytowej – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych we wrześniu 2021 r. wyniósł 0,57%.

W ostatnich 12 miesiącach (od września 2020 r. do września 2021 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,03 p.p.).

– W pierwszym okresie pandemii do listopada 2020 r. jakość portfela kredytów mieszkaniowych polepszyła się. Wpłynęło na to kilka czynników, m.in. moratoria kredytowe zaproponowane przez banki w pierwszych miesiącach pandemii, które w dużym stopniu zmitygowały wzrost ryzyka kredytowego związanego z niepewną sytuacją części zadłużonych gospodarstw domowych. Od grudnia 2020 r. do marca 2021 r. wartość Indeksu pogarszała się (rosła). Od kwietnia br. Indeks odnotowuje niewielką zmienność (trend boczny).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów czynnikiem, który może niekorzystnie w przyszłości wpłynąć na jakość portfela kredytów mieszkaniowych jest podwyżka stóp procentowych. Bowiem prawie cały portfel kredytów mieszkaniowych, to kredyty na zmienną stopę. Dużym zagrożeniem nie byłaby jednak pojedyncza podwyżka, lecz cała seria podwyżek stóp procentowych – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – powrót do sytuacji sprzed pandemii

We wrześniu 2021 r. banki wydały 51,1 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 404 mln zł.

– W okresie styczeń – wrzesień 2021 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal mamy w ujęciu liczbowym ujemną dynamikę, która wyniosła (-4,5%). W ujęciu wartościowym mamy jednak dynamikę dodatnią (+7,8%). Podobnie, jak w pozostałych produktach kredytowych, dodatnie dynamiki dotyczą jedynie wyższych przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych, drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym (wartość Indeksu Jakości we wrześniu, pomimo poprawy wyniosła 2,97%) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Revolut wchodzi na rynek turystyczny w Polsce

  • Polscy klienci Revolut kilkoma kliknięciami w aplikacji wykupią pobyt w kraju lub za granicą 
  • Otrzymają dostęp do wyjątkowych cen z rynku turystycznego, bez opłat rezerwacyjnych*
  • Dodatkowo, otrzymają natychmiast do 10% cashbacku

Revolut udostępnił w Polsce platformę do wynajmu miejsc noclegowych. Firma nie chce ograniczać się już wyłącznie do oferowania usług finansowych i planuje wejść w inne branże. Dzięki funkcji Stays, chce wejść na globalny rynek rezerwacji turystycznych i stworzyć korzystną alternatywę dla najemców i wynajmujących. W momencie gdy poszczególne kraje znoszą ograniczenia dla zaszczepionych turystów, Revolut umożliwia klientom dokonanie błyskawicznej rezerwacji pobytu, bezpośrednio z poziomu aplikacji.

Co oferuje usługa Stays? Polscy klienci otrzymują dostęp do wyjątkowych cen z rynku turystycznego, bez opłat rezerwacyjnych ze strony Revolut. Dodatkowo, otrzymają natychmiastowo do 10% cashback, by w ten sposób zaoszczędzić na urlopowe atrakcje i przyjemności, gdy dotrą już do miejsca docelowego.Revolut Stays – Zakopane, Sopot – light

Inwestycje Revolut w ofertę turystyczną będą rosły wraz z powracającym optymizmem i odkładaną na skutek pandemii potrzebą wyjazdów zagranicznych. Na przełomie kwietnia i maja b.r. Revolut zapytał 12 tys. klientów, w tym 2 tys. z Polski, o plany odnośnie urlopu. 80% zapytanych klientów z Polski odpowiedziało, że chce wyruszyć za granicę najszybciej jak to możliwe. I tak się stało. Ponad 480 tys. polskich klientów Revolut w okresie czerwiec-październik b.r. wyjechało za granicę (+92% r/r). Ich średnie wydatki wyniosły 2167 zł na osobę i były wyższe o 12% niż rok temu i o 6% niż przed pandemią, w 2019 r.

Od Sopotu do Zakopanego, od Egiptu po Fuerteventurę, od pokojów typu bed & breakfast w okazyjnej cenie, po luksusowe apartamenty, polscy klienci Revolut będą mogli wyszukać dla siebie wymarzone miejsca pobytu na całym świecie i zarezerwować je kilkoma kliknięciami, resztę czasu poświęcając na to co przyjemne.

Rezerwowanie miejsc pobytu z Revolut to element kompleksowej oferty. Na turystów czekają tradycyjnie konta wielowalutowe, funkcje do łatwego dzielenia rachunku, sejfy grupowe na wspólne wakacyjne wydatki, polisy podróżne i możliwość wstępu do saloników lotniskowych w razie opóźnienia lotu. Niebawem pojawią się kolejne funkcje dla podróżujących.

Spędziliśmy wiele godzin rozmawiając z naszymi klientami i pytając jakie kolejne produkty i usługi chcieliby zobaczyć w swojej aplikacji. Ponieważ turystyka, po długim okresie pandemii, stopniowo się odradza, stworzyliśmy funkcję Stays by pomóc klientom w Polsce i na świecie szybciej, łatwiej i taniej rezerwować noclegi. Revolut będzie aplikacją, która spełni wszystkie potrzeby związane z podróżowaniem” – mówi Marsel Nikaj, Head of Savings w Revolut.

* * *

*Revolut nie pobiera żadnych opłat rezerwacyjnych, nie mniej jednak obowiązują ceny i opłaty pobierane przez stronę udostępniającą miejsce pobytu.

Spadek bezrobocia w Polsce

We wrześniu br. bezrobocie wyniosło 5,6%, co oznacza spadek w stosunku do poprzedniego miesiąca 0,2 pkt proc. – podał GUS.

W porównaniu do sytuacji sprzed pandemii stopa bezrobocia jest nadal wyższa, aczkolwiek różnica stopniowo ulega zmniejszeniu (we wrzesień 2019 rok wskaźnik ten wynosił 5,1%). Wśród 934,7 tys. osób zarejestrowanych jako bezrobotne było 507,9 tys. kobiet, co stanowi 54,3%. Przewaga kobiet w grupie bezrobotnych jest zjawiskiem występującym stale; w analogicznych miesiącach lat ubiegłych kobiety stanowiły w 2019 – 56%, a w 2020 roku – 54% bezrobotnych. Jeśli chodzi o proporcje pomiędzy osobami z doświadczeniem zawodowym, zdecydowana większość osób to uprzednio pracujący (832,1 tys.). Grupa osób dotychczas niepracujących liczy 121,6 tys.

Analizując dane z poprzednich miesięcy, widać, że zmniejsza się liczba osób zwolnionych z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy – we wrześniu br. było to 39,5 tys., podczas gdy rok wcześniej grupa ta liczyła 52,1 tys. W analogicznym okresie sprzed pandemii (czyli we wrześniu 2019 roku) – liczba tych osób wynosiła 33,8 tys., co może oznaczać, że procesy zmian w przedsiębiorstwach połączone z redukcją liczby pracujących, wynikające z pandemii Covid -19, zostały zakończone.

Zdecydowana większość osób w rejestrach urzędów nie ma prawa do zasiłku dla osób bezrobotnych (814,8 tys.), co oznacza, że chęć uzyskania zabezpieczenia w tej formie nie jest dominującą przyczyną rejestracji w powiatowym urzędzie pracy. Z uwagi na fakt, iż statut bezrobotnego jest powiązany z prawem do korzystania ze świadczeń opieki lekarskiej, można zaryzykować tezę, że to jest czynnikiem który zwiększa skłonność do rejestracji w urzędach pracy przez osoby de facto bierne zawodowo lub świadczące pracę nierejestrowaną.

W ciągu września powiatowe urzędy pracy wyrejestrowały 140,3 tys. osób, z czego 83,4 tys. z powodu podjęcia pracy (niestety nie ma tu rozróżnienia na oferty pracy subsydiowanej i niesubsydiowanej). Warto zauważyć, że blisko 9% osób zarejestrowanych w urzędach pracy zostało wpisanych na listę osób bezrobotnych po raz kolejny, co oznacza, że efekty realizowanych wcześniej form wsparcia nie były wystarczająco skuteczne dla utrzymania miejsca pracy lub po prostu osoby te wróciły po zakończonym udziale w aktywizacji.

W minionym miesiącu pracodawcy zgłosili 124,2 tys. ofert pracy, z czego przeważająca większość pochodziła z sektora prywatnego 122,3 tys. Oczywiście, nie odzwierciedla to zapotrzebowania na pracowników w całej gospodarce – do powiatowych urzędów pracy trafia tylko część ofert, głównie dotyczących zapotrzebowania na pracowników nisko i średnio wykwalifikowanych.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Wstępne wyniki finansowe Grupy XTB za III kwartał 2021 roku

196,6 mln zł przychodów, 101,5 mln zysku i ponad 38 tys. nowych klientów. Wstępne wyniki finansowe Grupy XTB za III kwartał 2021 roku.

Wzrost zysków i przychodów w III kwartale

W III kwartale 2021 roku Grupa XTB odnotowała znaczący 40,8% wzrost przychodów
(w porównaniu z III kwartałem 2020 roku) ze 139,6 mln zł do 196,6 mln zł. Zwiększeniu uległ także wypracowany w tym okresie skonsolidowany zysk netto, który sięgnął 101,5 mln zł (wzrost o 48,4 % w porównaniu do III kwartału ub. r. kiedy zysk sięgnął 68,4 mln zł). Wskaźnik zysku z działalności operacyjnej (EBIT) w III kwartale 2021 roku również uległ zwiększeniu do 111,8 mln zł wobec 79,4 mln zł rok wcześniej.

– W III kwartale br. Grupa wypracowała znaczące wzrosty jeżeli chodzi zarówno o przychody, jak i o zysk. Co najważniejsze, wzrosty te oparte są na silnym fundamencie w postaci stale rosnącej bazy nowych i aktywnych klientów. Pomimo tego, że trzeci kwartał to głównie wakacyjne miesiące, osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki – także dzięki codziennemu wysiłkowi naszego zespołu. Stale rozwijamy ofertę i doskonalimy naszą platformę oraz technologię. W tym kwartale otworzyliśmy także nowe biuro w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz otrzymaliśmy licencję w Republice Południowej Afryki. – powiedział Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

W III kwartale 2021 roku znacząca aktywność klientów XTB na rynku przełożyła się na większy obrót instrumentami pochodnymi CFD, który wyniósł 1 044 tys. lotów (III kwartał 2020: 760 tys. lotów), oraz wzrost rentowności na lota do 188 zł (III kwartał 2020: 184 zł).

Zrealizowany cel oraz więcej nowych i aktywnych klientów

Stale rosnąca liczba nowych klientów stanowi jeden z fundamentów rozwoju Grupy XTB. Już w lipcu – pierwszym miesiącu III kwartału – Grupa XTB zrealizowała zapowiadany przez prezesa Omara Arnaout cel na ten rok i przekroczyła barierę 120 000 nowych klientów znacznie przekraczając ją na koniec kwartału i kończąc pierwsze dziewięć miesięcy tego roku z wynikiem 146 427 nowych klientów. Stanowi to rekordowy 98,9% wzrost wobec 73 612 nowych klientów pozyskanych w ciągu pierwszych 9 miesięcy ubiegłego roku. W trzecim kwartale br. Grupa pozyskała 38 573 nowych klientów, blisko o połowę więcej niż 21 178 pozyskanych w analogicznym okresie 2020 roku. Łącznie do grona klientów XTB na koniec III kwartału 2021 roku należało 388 973 osób.

Wskutek kontynuowania zoptymalizowanej strategii sprzedażowo-marketingowej, większej penetracji rynków już istniejących, sukcesywnego wprowadzania do oferty nowych produktów oraz ekspansji na nowe rynki geograficzne o 100,6% wzrosła także średnia liczba aktywnych klientów – z 53 309 w III kwartale 2020 roku do 106 961 w analogicznym okresie tego roku.

W obszarze klienckim cieszy nas nie tylko realizacja założonego celu 120 tys. nowych klientów aż na 5 miesięcy przed końcem roku, ale przede wszystkim stałość w pozyskiwaniu nowych klientów, gdyż to ten parametr ma znaczenie dla zabezpieczenia wzrostu przychodów i zysków Grupy w długim terminie. Co ważne, wspiera go także rosnąca baza aktywnych klientów, którą de facto podwoiliśmy w porównaniu z III kwartałem ubiegłego roku. – podsumował Omar Arnaout.

We wrześniu rozpoczęła się także nowa odsłona globalnej kampanii marketingowej promującej możliwość bezprowizyjnego inwestowania w akcje do 100 000 Euro miesięcznie. Nowy spot z udziałem ambasadora XTB portugalskiego trenera José Mourinho obejrzano już ponad 3 mln razy. Kolejne etapy kampanii i inne działania marketingowe będą realizowane także w kolejnym kwartale.

Celem Grupy jest staniem się pierwszym wyborem i kompleksowym rozwiązaniem dla każdego inwestora. Obecnie, klienci XTB mogą inwestować w aż 5400 różnych instrumentów finansowych w tym m.in akcji i funduszy ETF oraz kontraktów CFD na rynku Forex, na indeksy, towary, akcje, oraz fundusze ETF, XTB oferuje także możliwość inwestowania w CFD na kryptowaluty. Na początku września do oferty dołączyło dziewięć nowych instrumentów opartych o kryptowaluty. Zainteresowanie tymi instrumentami stale rośnie – w pierwszej połowie 2021 roku 20% klientów XTB wykonało choć jedną transakcję z użyciem CFD opartych na tych instrumentach, a dla blisko 10% nowych klientów transakcja z użyciem CFD na kryptowaluty była pierwszą, którą wykonali po otwarciu rachunku.

Koszty działalności operacyjnej w III kwartale 2021 r. ukształtowały się na poziomie 84,8 mln zł i były o 24,7 mln zł wyższe w stosunku do okresu porównywalnego (III kwartał 2020 r.: 60,1 mln zł).

Grupa XTB kontynuuje ekspansję geograficzną

29 lipca 2021 roku, wraz z rozpoczęciem działalności operacyjnej przez XTB MENA Limited w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Grupa XTB osiągnęła kolejny ważny etap w ramach ekspansji geograficznej. Na otwarcie nowego biura w Dubaju pozwoliło uzyskanie licencji
od lokalnego regulatora DFSA, które miało miejsce również w III kwartale br. – 11 lipca. Klienci nowo otwartego biura posiadają dostęp do prawie 2 tys. instrumentów finansowych CFD.

Z czasem oferta ta będzie rozwijana i modyfikowana w odpowiedzi na potrzeby i preferencje lokalnych inwestorów. Podobnie jak na innych rynkach, w ZEA XTB mocno stawia na edukację i współpracę z uznanymi lokalnymi partnerami.

Również w III kwartale br. tj. 10 sierpnia 2021 roku spółka zależna XTB Africa (PTY) Ltd. otrzymała licencję na prowadzenie działalności w Republice Południowej Afryki. Zarząd Grupy koordynuje obecnie prace przygotowawcze mające na celu rozpoczęcie działalności operacyjnej na tym rynku w II połowie 2022 r.

Zgodnie z założonym planem i zaledwie po trzech tygodniach od otrzymania licencji Dubai Financial Services Authority rozpoczęliśmy działalność w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oferując klientom z tego regionu dostęp do blisko 2 tys. instrumentów oraz naszych rozwiązań i najwyższej klasy obsługi. Choć na ocenę jego sukcesu musimy poczekać 9-12 miesięcy, chcemy mocno inwestować w ten region i z czasem stać się znaczącym brokerem w krajach Bliskiego Wschodu. – dodał Omar Arnaout.

Kluczowe znaczenie polskiego rynku

Równolegle z ekspansją geograficzną, Grupa XTB poświęca uwagę na umacnianie pozycji
na rynkach, na których prowadzi działalność. W III kwartale 2021 r. 31,0% przychodów Grupy pochodziło z Polski (III kwartał 2020 r.: 34,5%).

III kwartał br. upłynął pod znakiem umacniania pozycji na rynku oraz przygotowywania działań inicjujących ofensywę marketingową i edukacyjną, której start miał miejsce pod koniec III
i na początku IV kwartału. Wsparta nową odsłoną kampanii marketingowej z udziałem José Mourinho oferta bezprowizyjnego inwestowania w akcje do 100 000 EUR obrotu miesięcznie cieszy się dużym uznaniem przyciągając nowych klientów. W porównaniu do poprzedniego kwartału, do ponad 5 400 wzrosła także liczba dostępnych dla polskich inwestorów instrumentów finansowych. Stale rozwijana platforma xStation oraz udoskonalana aplikacja xStation Mobile cieszy się dużym uznaniem klientów i należy do grona najlepiej ocenianych aplikacji brokerów.

Na jesień zaplanowano także VI edycję największej bezpłatnej konferencji online
dla inwestorów – XTB Investing Masterclass, która odbyła się 22 października.

– Na sukces XTB w Polsce składają się trzy elementy – największa darmowa baza wiedzy dla inwestorów na rynku, własna wielokrotnie nagradzana platforma xStation oraz xStation mobile połączona ze świetną obsługą klienta i stale rozwijaną oferta inwestycyjną. W trzecim kwartale pomogła również nowa odsłona kampanii marketingowej z José Mourinho promująca bezprowizyjne inwestowanie oraz działania edukacyjne, które są szczególnie istotne w sytuacji, kiedy pozyskujemy tysiące nowych klientów, dopiero zaczynających swoją przygodę z inwestowaniem. Wraz z partnerami, chcemy im pokazać najlepsze praktyki i podzielić się doświadczeniami, które pomogą zorientować im się w świecie inwestycji – powiedział Jakub Paturalski dyrektor polskiego oddziału XTB.

Ekologia coraz bardziej wpływa na postawy i wybory Polaków

Zmiany klimatu są dziś jednym z największych wyzwań, przed którymi stoimy jako społeczeństwo. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Climate Sentiment Index” 64 proc. Polek i Polaków deklaruje, że w ciągu ostatniego miesiąca martwiła się konsekwencjami zmian klimatycznych. Obawy te przekuwamy w działanie. Ponad 80 proc. ankietowanych deklaruje, że troskę o środowisko wyraża w proekologicznych zachowaniach, a 58 proc. deklaruje, że wybiera produkty marek, które podejmują działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Co drugi respondent sprawdza, czy proekologiczne deklaracje firm pokrywają się z rzeczywistością.

W badaniu zwrócono uwagę na opinie i postawy Polaków w trzech głównych obszarach – jako konsumentów, obywateli i pracowników. Z uzyskanych odpowiedzi wyłania się obraz osób coraz bardziej świadomych zmian klimatu, i co za tym idzie – bardziej zaniepokojonych. Około 1/3 pracowników deklaruje, że rozważyłaby zmianę pracodawcy, jeśli ten nie wprowadzi zrównoważonych praktyk biznesowych, a także przyjęłaby propozycję gorszą finansowo, ale od pracodawcy, który jest przyjazny środowisku.

Wyniki naszego badania wskazują, że presja oddolna na działania firm w kierunku zrównoważonego rozwoju będzie wzrastać. Kluczowe jest teraz podjęcie działań pro-klimatycznych na poziomie firm, a także dialog biznesu z instytucjami tworzącymi otoczenie regulacyjne. Od lat wspieramy przedsiębiorstwa i sektor publiczny w działaniach w kierunku zrównoważonego rozwoju, w tym także ograniczania negatywnego wpływu na środowisko. Dziś przyszedł czas na to, by zobowiązania w tym zakresie wzięli na siebie nie tylko branżowi i sektorowi liderzy, ale po prostu większość podmiotów. Marki i produkty, które będą to robić opieszale, stracą klientów, a ich producenci – pracowników. – mówi Irena Pichola, partner w Deloitte, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej.

Jak pokazuje badanie, konsumenci w swoich codziennych decyzjach zakupowych starają się ograniczać konsumpcję i stawiać na produkty przyjazne środowisku. Najwięcej ankietowanych dba o to, by nie marnować żywności, wody i energii, ale wiele osób ogranicza także zakupy czy podróże i stawia na lokalne produkty. W podejmowaniu działań proekologicznych troska o kondycję planety wydaje się kluczowa. Osoby deklarujące, że w ciągu ostatniego miesiąca martwiły się konsekwencjami zmian klimatycznych, podejmowały około 5-ciu różnych działań prośrodowiskowych (na przykład dbałość o niemarnowanie żywności, energii czy wybór ekologicznych produktów). Pozostali ankietowani wskazali na podejmowanie tylko 3 takich działań – zazwyczaj była to segregacja odpadów. Najczęściej podejmowanymi działaniami przyjaznymi dla planety w ostatnim roku było segregowanie odpadów (67 proc.), niemarnowanie żywności (62 proc.) ograniczenie zużycia wody (61 proc.). Takie aktywności najczęściej deklarują kobiety, osoby po 50. roku życia oraz osoby z wyższym wykształceniem. Niemal połowa z ankietowanych kobiet w ostatnim roku ograniczała liczbę kupowanych ubrań, a blisko 30 proc. zredukowała spożycie mięsa. Dodatkowo 33 proc. respondentów częściej wybiera lokalne produkty, 20 proc. zaś decyduje się jedynie na produkty przyjazne dla środowiska. Tylko 4 proc. ankietowanych nie podjęło żadnych działań proekologicznych.

Wpływ klimatu na konsumenta

Obawy o zmiany klimatu wpływają na wybory konsumenckie. Dla ponad połowy respondentów aspekt środowiskowy był ważny lub bardzo ważny podczas ostatnich zakupów, a 58 proc. badanych deklaruje, że wybiera produkty marek, które podejmują działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Dodatkowo, co drugi respondent zapewnia, że sprawdza marki, czy faktycznie robią to, co mówią w kwestii zrównoważonego rozwoju. Kobiety częściej deklarują troskę o środowisko przy dokonywaniu zakupów. Zależność tę obserwujemy nawet po uwzględnieniu faktu, że częściej są także zaniepokojone zmianami klimatycznymi. Jest to ważna informacja dla sprzedawców, ponieważ to kobiety częściej robią codzienne zakupy.

Za troską o klimat i deklaracjami podąża także zgoda na wyższą cenę za produkty przyjazne środowisku. Większość respondentów przyznaje, że jest skłonna zapłacić o 10 proc. więcej za produkty ekologiczne. Kobiety są nieznacznie bardziej przychylne płaceniu dodatkowej premii za „zielone” produkty. W tym przypadku tę zależność da się jednak wytłumaczyć wyższym poziomem obaw klimatycznych wśród kobiet. Średnio konsumenci są skłonni dopłacić ok. 8 proc. więcej za produkty eko.

Coraz bardziej widoczne skutki zmian klimatycznych od kilku lat prowadzą do wzrostu obaw, a one częściej znajdują odzwierciedlenie w wyborach konsumenckich. Demografia i rosnący niepokój o klimat sprawią, że konsumenci będą skłonni zapłacić więcej za produkty przyjazne środowisku. Wraz z upływem czasu będzie rósł dochód osób gotowych kupować „zielone” produkty (pokolenie Y i Z). A rosnąca świadomość społeczna i rzetelna edukacja środowiskowa, będzie przekładać się na wzrost postaw proekologicznych. – podsumowuje Marta Karwacka, starszy menedżer w zespole ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Produkty ekologiczne są dziś droższe od swoich mniej zrównoważonych odpowiedników, różnica ta jednak będzie maleć. Rosnąca skala produkcji oraz postęp techniczny będą prowadziły do spadku cen „zielonych” towarów. Dziś mamy do czynienia z ograniczeniem podaży – liczba producentów produktów ekologicznych jest niewystarczająca w stosunku do zgłaszanego popytu. Wyższe ceny mogą być częściowo pochodną wyższej marży, na jaką mogą pozwolić sobie producenci ze względu na małą konkurencję. Wraz z pojawieniem się nowych firm na rynku, marża powinna spadać. W tą samą stronę będą działały zmiany technologiczne. Dziś, proces produkcji towarów zrównoważonych jest nadal bardzo kosztowny, ale zmiany są coraz bardziej widoczne. Równolegle ze spadającymi cenami zielonych towarów będzie rosła presja na regulacje zwiększające koszty szkodliwych działań, czego najbardziej namacalnym przykładem są obecnie rosnące koszty emisji gazów cieplarnianych.

Nie tylko konsumenci, ale przede wszystkim firmy, zdają sobie sprawę, jak ważne są odpowiedzialne wybory związane z zakupami i konsumpcją. Dlatego Deloitte w Polsce również stawia sobie ambitne cele w duchu zrównoważonego rozwoju. Do 2025 roku będziemy korzystać w biurach tylko z zielonej energii, a także znacznie zredukujemy nasz ślad węglowy wynikający z podróży służbowych. Wszyscy pracownicy Deloitte do końca tego roku przejdą szkolenie na temat zapobiegania zmianom klimatu, a do roku 2030 działania naszej firmy będą neutralne klimatycznie – dodaje Tomasz Konik, partner zarządzający Deloitte w Polsce.

NFOŚiGW dofinansuje prywatne ładowarki do samochodów elektrycznych

Dotacje do prywatnych punktów ładowania samochodów elektrycznych w ramach programu „Mój Prąd”, zapowiedziane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, to krok w dobrym kierunku. Rozwój elektromobilności i fotowoltaiki powinien iść w parze – ocenia Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA). Nowa, czwarta już z kolei, edycja programu NFOŚiGW ruszy w I kwartale 2022 r.

“Mój Prąd” koncentruje się na wsparciu rozwoju mikroinstalacji fotowoltaicznych (PV). Jak poinformowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska, celem nowej odsłony programu będzie m.in. zwiększenie produkcji energii elektrycznej z takich urządzeń na terenie Polski i w konsekwencji wzrost udziału odnawialnych źródeł energii miksie energetycznym. „Mój prąd 4.0” zostanie rozszerzony o dofinansowanie punktów ładowania samochodów elektrycznych, inteligentnych systemów zarządzania energią w domu, magazynów energii elektrycznej, jak również magazynów ciepła i chłodu.

Bardzo cieszy fakt, że rząd powrócił do koncepcji dotowania prywatnych stacji ładowania samochodów elektrycznych w ramach programu „Mój Prąd”. W połączeniu z postulowanymi od dawna przez branżę zmianami prawnymi ułatwiającymi instalację takich ładowarek w budynkach wielorodzinnych, które zostały częściowo uwzględnione w ostatniej nowelizacji Ustawy o elektromobilności, to krok na drodze do popularyzacji samochodów elektrycznych w Polsce. Ponad 80% kierowców EV preferuje ładowanie swoich pojazdów w domu – to najwygodniejsze, a dzięki możliwości skorzystania z taryfy nocnej również zdecydowanie najbardziej opłacalne ekonomicznie rozwiązanie – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Jak wynika z prowadzonego przez PSPA i PZPM „Licznika elektromobilności”, pod koniec września 2021 r. w Polsce funkcjonowało zaledwie 1 675 ogólnodostępnych stacji ładowania samochodów elektrycznych. To wciąż o wiele za mała liczba w kontekście rozwoju zeroemisyjnego transportu na masową skalę. W pokonaniu bariery infrastrukturalnej mogą pomóc ładowarki prywatne, jednak do tej pory w Polsce nie funkcjonował żaden efektywny instrument wsparcia instalacji stacji niepublicznych. Taką opcję przewidywały jedynie ubiegłoroczne, zakończone już programy pilotażowe NFOŚiGW „eVan” oraz „Koliber”, jednak ładowarka musiała być nabywana tylko wraz z samochodem elektrycznym.

W najnowszej edycji raportu „Polish EV Outlook 2021” szacujemy potencjał polskiego rynku prywatnej i półprywatnej infrastruktury ładowania na 90-115 tys. punktów. Bez wdrożenia dotacji ze środków publicznych osiągnięcie takiej liczby będzie bardzo trudne – dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Równolegle do programu „Mój Prąd” rząd pracuje nad zupełnie nowym programem wsparcia, adresowanym przede wszystkim do operatorów infrastruktury ogólnodostępnej. Wg deklaracji przedstawicieli NFOŚiGW, które padły podczas niedawnego Kongresu Nowej Mobilności 2021, decyzja Komisji Europejskiej co do propozycji polskich regulacji w tym zakresie może zostać podjęta jeszcze w październiku. Ogłoszenie pierwszego naboru mogłoby nastąpić w takiej sytuacji już w listopadzie. Ostatni projekt przepisów dotyczących wsparcia zakłada m.in. dofinansowanie ogólnodostępnych stacji ładowania o mocy od 50 kW do mniej niż 150 kW dotacją w wysokości do 30% kosztów kwalifikowanych, zaś urządzeń o mocy co najmniej 150 kW – do 50% kosztów kwalifikowanych.

„Mój Prąd 4.0” jest adresowany do osób fizycznych, które zawarły umowę kompleksową z Operatorem Sieci Dystrybucyjnej. Rząd zapowiada zachowanie prostej formy oraz procedury złożenia wniosku. Co istotne, o dofinasowanie dodatkowych elementów, w tym stacji ładowania samochodów elektrycznych, będą mogli się ubiegać również beneficjenci wcześniejszych edycji programu. Według oficjalnych informacji, suma środków zarezerwowanych na wsparcie wyniesie ok. 1 mld zł.