Dlaczego warto kontrolować czas pracy pracowników?

W obliczu dynamicznych zmian, jakim muszą stawiać czoła niemalże wszystkie firmy, skuteczne monitorowanie czasu pracy podwładnych staje się ważnym elementem ich funkcjonowania. Współczesne przedsiębiorstwa muszą doskonale zarządzać wszystkimi procesami, aby utrzymać konkurencyjność, efektywność i szybko reagować na zmieniające się trendy oraz sytuację na rynku.

Warto jednak zaznaczyć, że efektywne zarządzanie czasem pracowników nie ogranicza się jedynie do zachowania wymiaru czasu  pracy czy unikania przeciążenia zespołów. To także kluczowy element skutecznego planowania, strategicznego rozwoju kadry pracowniczej oraz zwiększania elastyczności organizacyjnej. Wiedza na temat efektywnego wykorzystania czasu pracy przekłada się na doskonalenie procesów, które stanowią klucz do osiągnięcia trwałego sukcesu firmy.

Analiza danych dotyczących czasu, jaki pracownicy poświęcają na różne zadania

Szczegółowa analiza czasu pracy obejmuje identyfikację konkretnych zadań, projektów czy obszarów działalności. Dzięki temu kadra zarządzająca może nie tylko ocenić ilość czasu, jaka jest przeznaczona na poszczególne zadania, ale także zrozumieć, jakie konkretne czynniki wpływają na efektywność zespołu. W rezultacie firma może działać wydajniej, oszczędzając czas i zasoby na realizację istotnych celów biznesowych.

Ponadto, skrupulatna rejestracja czasu pracy pozwala dostosowywać działania do rzeczywistych potrzeb i możliwości. Zidentyfikowanie obszarów, w których pracownicy mogą potrzebować dodatkowego wsparcia czy szkoleń jest niezwykle istotne i ma wpływ na dalszy rozwój kompetencji kluczowych dla efektywności wykonywanych zadań.

Skuteczniejsze planowanie

Zarządzanie czasem pracy umożliwia równomierne rozkładanie obciążeń i zadań, zapewniając pracownikom odpowiednią ilość czasu na realizację powierzonych im obowiązków. Unikanie sytuacji, w których podwładni są zbyt mocno obciążeni pracą, przekłada się na utrzymanie zdolności produkcyjnych, zmniejszenie błędów oraz zwiększenie ogólnej efektywności zespołu.

W perspektywie długoterminowej, eliminowanie nadmiernego obciążenia pracowników ma także pozytywny wpływ na ich satysfakcję z pracy. Osoby, którzy czują, że zachowują balans między życiem zawodowym i prywatnym oraz nie są zmuszane do ciągłego pracowania po godzinach, są bardziej zadowolone z organizacji i lojalne wobec firmy. To z kolei ma bezpośredni wpływ na niższą rotację pracowników oraz budowanie pozytywnej atmosfery w miejscu pracy.

Skrupulatna kontrola czasu pracy umożliwia efektywne zarządzanie budżetem

Eliminacja nadmiernych wydatków na nadgodziny lub niewykorzystane zasoby staje się kluczowym elementem optymalizacji kosztów. Rejestracja czasu pracy pozwala pracodawcom na precyzyjne monitorowanie godzin przepracowanych przez pracowników, co umożliwia zidentyfikowanie obszarów, gdzie nadmierna ilość godzin jest wymagana, bądź też gdzie można oddelegować mniejszą liczbę osób.

Przejrzystość w zarządzaniu czasem pracy pozwala też uniknąć zbędnych wydatków związanych z nadmiernym korzystaniem z godzin nadliczbowych. Skuteczne planowanie i alokacja zasobów ludzkich na odpowiednie projekty czy zadania przekłada się na minimalizację kosztów związanych z wynagrodzeniami. W ten sposób firma może wydajniejwykorzystywać dostępne środki finansowe, skupiając się na strategicznych inwestycjach oraz rozwoju przedsiębiorstwa.

Eliminacja błędów a rejestracja czasu pracy w praktyce

Elektroniczne narzędzia nie tylko ułatwiają rejestrację czasu, ale także przyczyniają się do eliminacji błędów związanych z ręcznym wprowadzaniem danych. Dzięki automatycznemu procesowi zbierania informacji, firmy mogą być pewne, że informacje na ten temat są dokładne i rzetelne. To z kolei ułatwia podejmowanie decyzji opartych na realnych, wiarygodnych liczbach.

Warto podkreślić, że rejestracja czasu pracy służy nie tylko kontroli, ale przede wszystkim jest kluczowym narzędziem, dzięki któremu można skoncentrować się na istotnych aspektach zarządzania, zamiast tracić czas na manualne procesy.

Wśród kupujących pośpiech, stres i irytacja – badanie nastrojów na rynku nieruchomości

W IV kwartale 2023 r. lekkim chłodem powiało na całym rynku nieruchomości. Nastroje najbardziej pogorszyły się jednak w mieszkaniówce, co było efektem m.in. wyczerpania puli środków dostępnych w ramach Bezpiecznego Kredytu 2% i niepewności co do przyszłości programu – tak wynika z najnowszego badania nastrojów rynkowych, które przeprowadził portal Nieruchomosci-online.pl.

2. Wykres – indeks nastrojów rynkowych w IV kwartale 2023 3. Tabela – ocena kategorii nieruchomości w IV kwartale 2023

W IV kwartale 2023 r. indeks nastrojów rynkowych (INPON) spadł o 5 pkt i wynosi 55,5 pkt. Pomimo obniżenia wartości wskaźnika w końcówce roku, barometr koniunktury na rynku nieruchomości wciąż utrzymuje się lekko powyżej poziomu optymizmu, który wyznacza granica 50 pkt. Co ważne, mimo ostatniego spadku nastrojów, jest to i tak o wiele lepszy wynik niż w analogicznym okresie 2022 r. (poprawa rok do roku o 9 pkt).

W kolejnej części naszego badania nastrojów wzięło udział ponad 1200 agentów nieruchomości z całej Polski. Analiza opinii z tak dużej próby wskazuje, że na obniżenie wartości indeksu w IV kwartale wpłynęły przede wszystkim trzy czynniki: wyczerpanie się pieniędzy w ramach Bezpiecznego Kredytu 2%, ewidentnie rzucające się w oczy przeszacowanie cen wielu nieruchomości, a także to, że ostatni kwartał roku charakteryzuje się zazwyczaj mniejszą aktywnością kupujących – komentuje Alicja Palińska z działu analiz portalu Nieruchomosci-online.pl.

Mało chętnych na duże mieszkania

W IV kwartale najwyższą ocenę spośród wszystkich kategorii nieruchomości miały mieszkania, ale jednocześnie to one zanotowały też najmocniejszy spadek nastrojów. Ocena dla segmentu mieszkań większych niż kawalerki spadła aż o 8,7 pkt. Nieco mniejszy spadek zanotowały mieszkania 1-pokojowe: spadek o 7,3 pkt.

W IV kwartale wciąż były poszukiwane przede wszystkim kawalerki lub mieszkania 2- i 3-pokojowe w cenie do 500-800 tys. zł. Problemem cały czas pozostawała jednak nierównowaga między podażą a popytem na takie mieszkania. Natomiast znalezienie chętnych na większe lokale nadal było trudne.

Ważnym czynnikiem destabilizującym sytuację na rynku było oczekiwanie na decyzje rządu w kwestii przyszłości Bezpiecznego Kredytu 2%, czy w nowym roku znajdą się pieniądze na jakikolwiek program. Wśród wielu kupujących w końcówce 2023 r. zapanowały więc pośpiech, stres i irytacja, przez co umowy były zawierane szybciej. W przypadku atrakcyjnych nieruchomości często dochodziło też do licytacji ceny w górę – dodaje Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

W IV kwartale lekkim chłodem powiało jednak na całym rynku nieruchomości, chociaż z różną intensywnością. Indeks nastrojów obniżył się także w segmentach domów (spadek o 3,7 pkt), działek budowlanych (spadek o 1,2 pkt) oraz najmu (kawalerki – spadek o 6 pkt, większe mieszkania – spadek o 6,7 pkt).

W 2024 r. kluczowa będzie odbudowa podaży

W ramach badania nastrojów sprawdzono też prognozy na I kwartał 2024 r. W przypadku kawalerek na sprzedaż większość pośredników przewiduje umiarkowany wzrost popytu (43 proc.). Jednak całkiem spora grupa agentów spodziewa się utrzymania koniunktury z końcówki ubiegłego roku (36 proc.). W przypadku większych mieszkań na sprzedaż grono pesymistów jest większe. Wprawdzie 44 proc. agentów prognozuje wzrost popytu w I kwartale, ale aż 31 proc. spodziewa się spadku zainteresowania ze strony kupujących (a 24 proc. przewiduje stabilizację).

W opinii pośredników istnieje też duże prawdopodobieństwo, że wzrosną oczekiwania cenowe sprzedających: wyższe ceny kawalerek prognozuje prawie 58 proc. przedstawicieli biur nieruchomości, a większych mieszkań – 54 proc.

– Zapowiedź programu Mieszkanie na Start, który ma wprowadzać kryteria dochodowe i rodzinne, pokazuje, że nowy rząd podejmuje próbę stymulowania rynku mieszkaniowego. Podtrzyma to popyt w drugiej połowie 2024 r. i zachęci też deweloperów oraz sprzedających do stabilizacji oczekiwań co do swoich ofert. Kluczowe będzie odbudowanie się podaży na rynku pierwotnym po słabym 2023 r. oraz dalszy wzrost dostępności kredytów – mówi dr hab. Bogusław Półtorak, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

W pozostałych analizowanych kategoriach nieruchomości – czyli w domach, działkach budowlanych i najmie – w I kwartale 2024 r. czeka nas prawdopodobnie stabilizacja zarówno popytu, jak i cen. Takiego zdania (w przypadku wszystkich tych segmentów) jest mniej więcej połowa ankietowanych.

Sezonowy wzrost bezrobocia w Polsce. Lekki powiew optymizmu w przemyśle

Stopa bezrobocia w Polsce po 6 miesiącach przyspawania do poziomu 5% wzrosła w grudniu. Analitycy uspokajają jednak, bo co roku wraz z końcem prac sezonowych mamy do czynienia ze wzrostami zimą.

Bezrobocie w górę

Po 6 miesiącach bezrobocia na poziomie równym 5% przyszło pogorszenie sytuacji. Wzrost o 0,1% w miesiącach zimowych to nic strasznego. W kolejnym miesiącu należy się spodziewać kolejnego odbicia w górę. Bezrobocie ma swoją sezonowość w skali roku, w momencie zakończenia prac sezonowych zaczyna ono rosnąć. Również turystyka zimowa zatrudnia w Polsce mniej osób niż letnia. Zwyczajowo po okresie świątecznym dodatkowo rośnie, stąd w styczniu spodziewane jest kolejne odbicie w górę. Tak samo jednak oczekiwane są spadki wraz z początkiem prac w rolnictwie i nadchodzącym letnim sezonem turystycznym. Nie ma zatem powodów do obaw w związku z obecnym wzrostem.

Indeksy PMI dla przemysłu

Wczoraj poznaliśmy odczyty indeksów PMI dla przemysłu. Jest to badanie ankietowe badające poziom optymizmu wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Pozwala ono oceniać, jaka czeka nas najbliższa przyszłość w danym segmencie. Jeżeli dominują pesymistyczne nastroje, to należy spodziewać się, że będą zmniejszać zamówienia i sami te gorsze stany wywołają. Wczorajszy odczyt dla strefy euro wyniósł 46,6 pkt, mamy zatem przewagę odpowiedzi negatywnych. Z drugiej strony jest to zarówno wynik lepszy od poprzedniego odczytu jak również od oczekiwań. W rezultacie dane te należy oceniać jako jednoznacznie dobre. W USA było podobnie, aczkolwiek wynik osiągnął 50,3 pkt, czyli symbolicznie przekroczył barierę rozdzielającą przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Dobre dane po obu stronach oceanu powodują, że nie ma wyraźnej zmiany na głównej parze walutowej.

Kanada nie zmienia stóp procentowych

Na wczorajszym posiedzeniu Bank Kanady nie obniżył stóp procentowych. Patrząc na poziom inflacji, który znajduje się od 10 miesięcy poniżej poziomu inflacji, można było uznać, że jest przestrzeń na taką decyzję. Pomimo jednak dodatnich realnych stóp procentowych kraj ten wolał poczekać. Z jednej strony wynika to najprawdopodobniej z chęci długotrwałego mocniejszego zduszenia tempa wzrostu cen. Z drugiej należy pamiętać, że Kanada bardzo mocno wzoruje swoją politykę na swoim jedynym sąsiedzie lądowym. Biorąc pod uwagę tę ostatnią prawidłowość, jest bardzo dziwne, że posiedzenie Banku Kanady w kalendarzu wyprzedza posiedzenie FED, zamiast nastąpić po nim.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – strefa euro – decyzja EBC w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy EBC wzruszy kursem EUR/USD?

Wypowiedzi reprezentantów EBC stawały się w ostatnich dniach coraz bardziej precyzyjne – do tego stopnia, że przypominają forward guidance. To, czy bank rzeczywiście zdecyduje się na klarowne wskazówki odnośnie do przyszłych ruchów, będzie najprawdopodobniej osią zainteresowania rynków w kontekście posiedzenia w tym tygodniu.

Wielu członków Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego sugerowało w ostatnich tygodniach, że cięcia stóp procentowych mogą rozpocząć się latem. Swoimi poglądami na ową kwestię podzieliła się nawet prezeska Christine Lagarde. Podczas ubiegłotygodniowego wywiadu w Davos, krótko przed okresem medialnego blackoutu, stwierdziła, że obniżka stóp latem jest „prawdopodobna”. Powtórzyła również komunikat głównego ekonomisty EBC Philipa Lane’a, który ostrzegał przed „zbyt szybką rekalibracją”, zaznaczając także, że przed czerwcowym posiedzeniem dostępne będą istotne dane o płacach.

Taka bezpośredniość jest wśród decydentów raczej rzadkością, intrygujące wydaje się więc to, czy Rada Prezesów zdecyduje się utrzymać tak znaczącą klarowność komunikatów, czy też powróci do dość zawoalowanych sygnałów, do których przyzwyczaiła rynki na poprzednich posiedzeniach.

Słabość gospodarki strefy euro trwa

Pod względem makro sytuacja nie uległa od grudnia większym zmianom. Dane w dalszym ciągu sugerują, że puls gospodarki strefy euro jest ledwie wyczuwalny. Wskaźniki PMI znajdują się niewiele powyżej swoich minimów, wskazując na spadek aktywności zarówno w sektorze przemysłowym, jak i usługowym. Sprzedaż detaliczna w ostatnim czasie nieznacznie przewyższyła oczekiwania, dane wskazują jednak na to, że konsumenci wciąż z dużym oporem decydują się na wydawanie pieniędzy. Produkcja przemysłowa rozczarowuje, odnotowując od marca niezmiennie spadki w ujęciu rocznym. Rynki czekają na potwierdzenie w postaci publikacji danych o PKB w IV kwartale, mało jednak prawdopodobne, aby gospodarka strefy euro uniknęła technicznej recesji na koniec roku.

Wykres 1: Sprzedaż detaliczna w strefie euro (2023)1. Sprzedaż detaliczna w strefie euro (2023)

Jednocześnie unormowała się presja cenowa. Główna miara inflacji wzrosła w grudniu do 2,9% po tym, jak w listopadzie odnotowała znacznie niższe od oczekiwań 2,4%. Było to jednak powszechnie oczekiwane, biorąc pod uwagę statystyczny efekt bazy w kontekście cen energii. Miara bazowa spadła do 3,4%, najniższego poziomu od marca 2022 r. Co więcej, w ostatnim czasie znacznie spadły również oczekiwania dotyczące inflacji konsumenckiej w ciągu kolejnych 12 miesięcy (z 4% do 3,2%), swap inflacyjny 2y2y spadł zaś ze szczytowych 2,75% poniżej 2,1%, co sugeruje rosnące przekonanie, że inflacja zostanie ujarzmiona.

Wykres 2: Swapy inflacyjne 2y2y i 5y5y (2020 – 2024)2. Swapy inflacyjne 2y2y i 5y5y (2020 – 2024)

EBC nie chce rozbudzać nadziei na cięcia stóp

Decydenci nie mogą ignorować rzeczywistości gospodarczej w strefie euro, która naszym zdaniem coraz bardziej wspiera rozluźnianie polityki – silniej, niż w większości obserwowanych przez nas głównych gospodarek, szczególnie w USA. Jednocześnie EBC musi postępować ostrożnie, by nie dać rynkom pretekstu do zwiększenia zakładów za obniżkami stóp, co przełożyłoby się na luźniejsze warunki finansowania. W ostatnim czasie zakłady te spadły – obecnie rynki wyceniają ok. 130 pb. cięć w 2024 r. względem ok. 160 pb. pod koniec roku – co mogło dać Radzie Prezesów nieco wytchnienia. Uważamy, że wyceny te są bliższe rzeczywistości.

Spodziewamy się, że styczniowe komunikaty będą nakierowane na to, by nie rozbudzać nadziei inwestorów w kontekście obniżek stóp procentowych. Uważamy również, że prezeska Lagarde będzie przede wszystkim w dalszym ciągu akcentować zależność od danych. EBC nie zdecydował się w grudniu na gołębi zwrot, a Lagarde podkreślała, że bank nie powinien opuszczać gardy. Naszym zdaniem EBC w dużej mierze powtórzy komunikaty z ostatniego posiedzenia, być może jednak nieco łagodząc ich wydźwięk.

Przewidywane tempo cięć istotne dla EUR/USD

Szczególnie uważnie będziemy analizować sygnały dotyczące możliwości redukcji stóp procentowych latem oraz wszelkie oznaki sprzeciwu wobec rynkowych wycen. Mogłoby to sugerować rynkom, że EBC nie bierze pod uwagę rozluźniania polityki wcześniej niż na czerwcowym posiedzeniu. Implikowane prawdopodobieństwo pierwszego ruchu w dół w kwietniu wynosi obecnie 65%. Wciąż uważamy, że do pierwszej obniżki może dojść już w kwietniu, jastrzębiość członków EBC w ostatnim czasie sugeruje jednak, że jest to coraz mniej prawdopodobny scenariusz.

Okolice konferencji prasowej mogą przynieść zwiększoną zmienność euro. Biorąc pod uwagę, że rynki wciąż są w dużej mierze nastawione na rozpoczęcie cięć w kwietniu, bilans ryzyk dla pary EUR/USD wydaje się skierowany w górę – jeśli EBC sprawi, że rynki zaczną uważać czerwiec za bardziej prawdopodobny czas na rozpoczęcie cięć, para zyska. Nie jest to jednak nasz bazowy scenariusz – uważamy, że komunikaty nie będą zbyt stanowcze z uwagi na obawę banku przed zapędzeniem siebie w kozi róg.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (25.01) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Recesja w Niemczech wpłynie na polskie PKB

Polska gospodarka jest silnie uzależniona od tego, co się dzieje za naszą zachodnią granicą. Niemcy przeżywają obecnie recesję – w tym roku PKB wyniesie minus 0,3% rok do roku. To chyba najczarniejszy z możliwych scenariuszy, jeśli chodzi o gospodarkę naszych sąsiadów.

– Ma to wpływ na naszą gospodarkę przez wymianę handlową. Naszym głównym partnerem handlowym jest gospodarka niemiecka. To właśnie ten rynek przyjmuje najwięcej naszych towarów – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan. – W konsekwencji Polska zacznie eksportować mniej, ponieważ Niemcy nie będą potrzebowali takiej ilości towarów czy półproduktów. To oznacza ujemny bilans handlowy dla naszego kraju. Handel zagraniczny będzie ciągnął nasz rozwój gospodarczy i polskie PKB w dół. Ten efekt jest już uwzględniony w prognozach – bo to, że niemiecka gospodarka zwania, było widać już w połowie poprzedniego roku. Pewną niewiadomą była jedynie skala tego spowolnienia. Prognozy zawarte chociażby w ustawie budżetowej mówiące o tym, że nasz wzrost gospodarczy będzie w granicach 3%, czy to co prognozujemy w Konfederacji Lewiatan, że będzie to około 2,8% już uwzględnia efekt zmniejszonego eksportu do Niemiec – zaznacza Zielonka.

Jak założyć fundację rodzinną? Przygotowanie biznesu, koszty i dokumenty – co warto wiedzieć?

W maju 2023 roku polskie prawo zostało wzbogacone o nową instytucję fundacji rodzinnej. To nowoczesny sposób na zarządzanie majątkiem rodzinnym oraz wygodną, bezpieczną sukcesję. W artykule przyjrzymy się korzyściom płynącym z wykorzystania tego rozwiązania oraz kluczowym krokom niezbędnym do założenia fundacji rodzinnej. Organizację i funkcjonowanie takiego tworu określa ustawa o fundacjach rodzinnych z dnia 26 stycznia 2023r. (Dz. U. z 2023 r. poz. 326), zwana dalej „u.f.r.”.

Fundacja rodzinna – co to za instytucja?

Fundacja rodzinna to rodzaj podmiotu zarządzającego firmy rodzinną. Jej założenie niesie ze sobą pakiet korzyści. Należą do nich m.in. takie elementy jak:

  • Wygodne zarządzanie majątkiem rodzinnym – centralizacja aktywów w ramach fundacji umożliwia efektywniejsze i bardziej skonsolidowane zarządzanie majątkiem, co z kolei ułatwia podejmowanie strategicznych decyzji inwestycyjnych.
  • Optymalizacja podatkowa – fundacje rodzinne mogą korzystać z różnych ulg i preferencji podatkowych, co może skutkować zmniejszeniem ogólnego obciążenia podatkowego, szczególnie w kontekście inwestycji i transferu majątku.
  • Ochrona majątku (Art. 9 i 10 u.f.r.) majątek umieszczony w fundacji jest zabezpieczony przed roszczeniami zewnętrznymi, takimi jak wierzyciele, co zapewnia stabilność i bezpieczeństwo finansowe dla rodziny.
  • Ułatwiona sukcesja (Art. 11-15 u.f.r.) – fundacja rodzinna umożliwia płynne i uporządkowane przekazywanie zarządzania i majątku następnym pokoleniom, unikając problemów związanych z tradycyjnym podziałem spadku.

Fundacja rodzinna a optymalizacja podatkowa

Nie ma co ukrywać, optymalizacja podatkowa to najważniejsza ze wszystkich zalet fundacji rodzinnej. Założenie jej oferuje różnorodne korzyści podatkowe, które mogą przyczynić się do efektywniejszego zarządzania majątkiem. Jakie jeszcze zalety w sferze podatkowej będą widoczne?

  • Brak podatku od inwestycji kapitałowych – zyski kapitałowe osiągnięte przez fundację rodzinną nie podlegają opodatkowaniu, co pozwala na reinwestowanie i wzrost wartości majątku bez obciążenia podatkowego.
  • Korzystna stawka podatku dla bliskich członków rodziny – wypłaty dla członków rodziny z fundacji mogą być opodatkowane według bardziej korzystnych stawek niż w przypadku bezpośrednich transferów majątkowych.
  • Zwolnienie z podatku od najmu lub dzierżawy – dochody z najmu lub dzierżawy nieruchomości przekazanych do fundacji mogą być zwolnione z podatku.
  • Ochrona przed roszczeniami kredytodawców – przeniesienie majątku do fundacji rodzinnej może chronić go przed roszczeniami kredytodawców – to istotne w kontekście ogólnego zarządzania ryzykiem finansowym.

Proces założenia fundacji rodzinnej

Cały proces zakładania fundacji rodzinnej jest opisany przez art. 5-8 u.f.r. Z założenia jej to proces wymagający starannego planowania i przygotowania. Jakie kroki należy podjąć, aby fundacja rodzinna mogła funkcjonować?

  1. Określenie celu i misji fundacji – pierwszym krokiem jest wyraźne zdefiniowanie celu fundacji. Należy zdecydować, czy fundacja ma służyć głównie celom inwestycyjnym, sukcesji, czy innym specyficznym misjom rodzinie.
  2. Przygotowanie statutu fundacji – to podstawowy dokument określający zasady działania fundacji, w tym jej strukturę, zasady dysponowania majątkiem, oraz procedury zarządzania.
  3. Zebranie wymaganych dokumentów – proces ten obejmuje zgromadzenie wszystkich niezbędnych dokumentów, takich jak dowody tożsamości założycieli, dokumenty finansowe, opis majątku, który ma być przekazany fundacji rodzinnej.
  4. Rejestracja – formalne zarejestrowanie fundacji w odpowiednim urzędzie lub sądzie.

Jak założyć fundację rodzinną

Koszty założenia i utrzymania fundacji

Założenie i prowadzenie fundacji rodzinnej wiąże się z różnymi kosztami opisanymi w Art. 18 i 19 u.f.r. Można je podzielić w zależności od rodzaju na zewnętrzne i wewnętrzne. Warto wziąć wszystkie pod uwagę przy budżetowaniu, zakładaniu i planowaniu funkcjonowania organizacji. W kontekście zakładania fundacji rodzinnej, istotnym aspektem jest także pozyskiwanie inwestorów zainteresowanych wspieraniem celów i misji fundacji, co może przyczynić się do zwiększenia kapitału przeznaczonego na realizację inwestycji oraz wspieranie rodzinnych przedsięwzięć.

Do kosztów założenia fundacji rodzinnej należą:

  • Opłaty notarialne koszty związane z przygotowaniem i zatwierdzeniem dokumentów fundacyjnych przez notariusza. Mogą one różnić się w zależności od złożoności statutu i innych dokumentów.
  • Opłaty sądowe – opłaty za rejestrację fundacji w Rejestrze Fundacji Rodzinnych, które są wymagane do uzyskania statusu osoby prawnej.
  • Opłaty administracyjne – koszty związane z przygotowaniem niezbędnych dokumentów, takich jak zaświadczenia, opinie eksperckie czy tłumaczenia dokumentów.

Bieżące koszty funkcjonowania

Niektóre z opłat mogą odbywać się cyklicznie co kilka miesięcy, inne z kolei dotyczą prowadzenia organizacji na co dzień. Które z opcji finansowych z pewnością są obowiązkowe?

  • Zarządzanie majątkiem – opłaty za profesjonalne zarządzanie majątkiem fundacji, które mogą obejmować zarządzanie inwestycjami, nieruchomościami czy innymi aktywami.
  • Księgowość – regularne koszty prowadzenia księgowości, sporządzania bilansów i raportów finansowych, co jest wymagane do utrzymania przejrzystości finansowej i zgodności z przepisami podatkowymi.
  • Opłaty za doradztwo prawne i finansowe –koszty konsultacji z prawnikami, doradcami podatkowymi lub finansowymi, które mogą być konieczne do prawidłowego prowadzenia i zarządzania fundacją, szczególnie w przypadku złożonych kwestii prawnych i finansowych.

Fundacja rodzinna – czy ta forma prawna ma sens?

Fundację rodzinną zakłada się z myślą o długoterminowej działalności. Warto zatem przewidzieć mechanizmy zapewniające jej trwałość i efektywność przez wiele lat. Założenie fundacji rodzinnej to złożony proces, który wymaga starannego przygotowania i zrozumienia aspektów prawnych, finansowych i organizacyjnych. Kluczem do sukcesu jest z pewnością jasno zdefiniowany cel, prawidłowo przygotowane dokumenty, efektywne zarządzanie majątkiem oraz przestrzeganie obowiązujących przepisów.

Warto skonsultować się z ekspertami w dziedzinie prawa, finansów i zarządzania, aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie i długoterminowy sukces fundacji rodzinnej. Jesteś zainteresowany założeniem fundacji rodzinnej? SayInvest bardzo chętnie w tym pomoże!

Polacy coraz chętniej kupują smartfony 5G, ale nie do końca rozumieją ich możliwości

W ramach badania eksperci Deloitte zapytali Polaków o preferencje dotyczące korzystania z telefonów komórkowych. Najpopularniejszym rodzajem telefonu mobilnego są smartfony, których posiadanie deklaruje aż 97 proc. badanych. Wyniki ankiety pokazują także rosnącą powszechność technologii sieci 5G, umożliwiającej szybszą transmisję danych w porównaniu do sieci poprzednich generacji. Już co drugi polski użytkownik smartfona posiada urządzenie właśnie w technologii 5G.

Chociaż sieć 5G daje możliwość korzystania z szybkiego przesyłu danych, to użytkownicy takich urządzeń nie zmienili znacząco swoich nawyków dotyczących korzystania z telefonu komórkowego. Zapytani o to, czy posiadanie urządzenia 5G sprawia, że częściej korzystają z mediów społecznościowych i platform streamingowych czy korespondują z bliskimi, najczęściej odpowiadali, że częstotliwość tego typu czynności nie uległa zmianie. Największą zmianę widać jednak w kategorii oglądania transmisji na żywo: czterech na dziesięciu badanych stwierdziło, że robi to częściej niż gdy posiadali urządzenia poprzednich generacji. Uczestnicy ankiety zostali również zapytani o to, czy ich kolejnym telefonem będzie smartfon 5G. Chociaż 38 proc. odpowiedziało na to pytanie twierdząco, to o 3 p.p. więcej respondentów stwierdziło, że nie ma zdania w tej kwestii. Zapytani o przyczynę braku chęci zmiany urządzenia na nowsze, co drugi badany odpowiedział, że wszystkie czynności może wykonywać na telefonie nieposiadającym dostępu do 5G, co piąty nie ma zdania na ten temat, a 17 proc. uważa smartfony 5G za zbyt drogie.

– Chociaż technologia 5G jest coraz popularniejsza wśród polskich konsumentów, to jednocześnie świadomość wszystkich możliwości, jakie dają tego typu urządzenia, jest relatywnie niska. Co więcej, wśród wielu osób panuje przekonanie, że smartfony 5G są zbyt drogie, co stanowi ważny sygnał dla dystrybutorów tego typu urządzeń. Skuteczne kampanie informacyjne, w połączeniu z rozsądną polityką cenową mogą bowiem pomóc zwiększyć zainteresowanie konsumentów tego typu rozwiązaniami i docelowo przynieść dodatkowe korzyści firmom z branży telekomunikacyjnej – mówi Sławomir Lubak, partner, lider branży Telekomunikacji, Mediów i Technologii, Deloitte.

O badaniu

Najnowsza wersja badania została przeprowadzona pod koniec grudnia 2023 r. Była to 50. edycja przeprowadzona globalnie i 41., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 19 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Brazylii, Kanady, Chin, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Japonii, Meksyku, RPA, Korei Południowej, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Nastroje konsumenckie w Polsce: nieznaczna poprawa, ale inflacja niepokoi

Wyniki 50. edycji badania Consumer Signals firmy doradczej Deloitte pokazują nieznaczną poprawę nastrojów Polaków w kwestii finansów osobistych. Chociaż powszechne poczucie bezpieczeństwa finansowego wzrosło, to ponad trzy czwarte ankietowanych przewiduje dalszy wzrost cen najczęściej kupowanych produktów. W ramach badania zapytano także o nawyki dotyczące użytkowania smartfonów. Już niemal co drugi polski konsument posiada telefon mobilny w standardzie 5G, jednak fakt ten zdaje się nie mieć większego wpływu na to, w jaki sposób urządzenia te są wykorzystywane na co dzień.

Cykliczne badanie firmy Deloitte monitoruje kwestię nastrojów konsumenckich oraz wpływu takich czynników jak inflacja na decyzje zakupowe. Na podstawie comiesięcznych ankiet przeprowadzanych wśród mieszkańców blisko 20 państw eksperci oceniają kondycję finansową danego społeczeństwa oraz prognozują tendencje dotyczące zarówno codziennych transakcji, jak i większych wydatków, np. zakupu pojazdu czy wycieczki wakacyjnej.

Mieszane nastroje Polaków

Wyniki ankiety przeprowadzonej w ostatnich dniach 2023 roku przypominają rezultaty poprzedniej edycji badania. 47 proc. Polaków stwierdziło, że ich osobista sytuacja finansowa jest gorsza niż rok temu, co oznacza spadek o 3 p.p. w porównaniu z listopadem ub. r. Nadal ponad połowa respondentów nie jest przygotowana na niespodziewany wydatek, a niecałe 30 proc. (-3 p.p. w porównaniu z listopadem) obawia się o swoją zdolność do regulowania nadchodzących płatności. Z drugiej strony odsetek oczekujących wzrostu osobistych dochodów w trakcie kolejnych 12 miesięcy wynosi 44 proc. (o 2 p.p. więcej niż w listopadzie), a 37 proc. Polaków spodziewa się poprawy własnej sytuacji finansowej (+1 p.p.). Z drugiej strony utrzymująca się podwyższona inflacja nie pozostaje bez wpływu na nastroje mieszkańców Polski. Obecne tempo wzrostu cen sprawia, że 37 proc. badanych, czyli niemal tyle samo co w poprzednim miesiącu, martwi się o stan swoich oszczędności. Ponadto już trzy czwarte badanych zakłada dynamiczny wzrost cen najczęściej kupowanych produktów, co oznacza wzrost aż o 20 p.p.

– Rezultaty ostatniej edycji badania Consumer Signals pokazują, że z jednej strony odsetek osób obawiających się o swoją sytuację finansową nieznacznie spadł. Z drugiej wielu konsumentów nadal prognozuje dalsze wzrosty cen. Oznacza to, że tempo wzrostu wynagrodzeń, w połączeniu z jednoczesnym spadkiem inflacji, miało korzystny wpływ na zdolność konsumentów do regulowania bieżących zobowiązań finansowych. Jednocześnie poczucie niepewności co do najbliższej przyszłości pozostaje wysokie – mówi Przemysław Szczygielski, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, partner zarządzający działem zarządzania ryzyka w Polsce i krajach bałtyckich, Deloitte.

Surowce dalej w górę

Na pytanie o przewidywany poziom cen alkoholu i tytoniu w najbliższych tygodniach 65 proc. badanych, o 10 p.p. więcej niż w listopadzie, stwierdziło, że spodziewa się wzrostu w tym obszarze. Jednocześnie w kwestii kosztów paliw Polacy zdają się być bardziej optymistyczni. W porównaniu z poprzednim miesiącem odsetek przewidujących drożejącą benzynę, olej napędowy i gaz zmniejszył się bowiem o 8 p.p i wynosi 68 proc. Z kolei 70 proc. badanych, o 2 p.p. więcej niż w listopadzie, zakłada dalszy wzrost cen żywności. Tyle samo badanych prognozuje wzrost kosztów mediów domowych (gaz, prąd, olej opałowy itp.), co oznacza spadek o 4 p.p. w ujęciu miesiąc do miesiąca.

Niepokoje dotyczące przyszłych poziomów cen dotyczą nie tylko Polski, ale również innych krajów. Największy odsetek mieszkańców obawiających się dalszych wzrostów kosztów odnotowano w Hiszpanii (83 proc.), RPA (82 proc.) i we Francji (80 proc.). Na drugim krańcu zestawienia obaw dotyczących inflacji znajdują się Zjednoczone Emiraty Arabskie (64 proc.), Arabia Saudyjska (60 proc.) i Chiny (40 proc.).

– Ostatni miesiąc 2023 r. był okresem umocnienia się złotego w stosunku do dolara, co z kolei sprzyjało obniżkom cen paliw na stacjach benzynowych. To zjawisko mogło poprawić nastroje i oczekiwania polskich konsumentów w kwestii przyszłych poziomów cen, jednak ostatnie wydarzenia geopolityczne nie pozostaną bez wpływu na koszty surowców. Biorąc pod uwagę zwiększone zapotrzebowanie na energię w okresie zimowym, w najbliższych tygodniach może dojść do wzrostu cen energii – mówi Przemysław Szczygielski.

O badaniu

Najnowsza wersja badania została przeprowadzona pod koniec grudnia 2023 r. Była to 50. edycja przeprowadzona globalnie i 41., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 19 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Brazylii, Kanady, Chin, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Japonii, Meksyku, RPA, Korei Południowej, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Obligacje korporacyjne w 2023 roku: rekordowy rok

Minimum 3 publiczne emisje obligacji korporacyjnych miesięcznie – czyli podsumowanie rynku w 2023 roku.

W 2023 roku emitenci przeprowadzili aż 37 publicznych emisji obligacji korporacyjnych, z których w sumie pozyskali ponad 1,35 mld zł. Inwestorzy zgłosili w nich popyt na łącznie prawie 2 mld zł, a tym samym średni poziom redukcji wyniósł 33 proc. Początek roku 2024 przyniósł start 5 kolejnych emisji publicznych, trzech emitentów ogłosiło nowe prospekty emisyjne, a aż 10 prospektów jest wciąż aktywnych.

Niekwestionowanym „królem” emisji publicznych jest windykacyjna firma Kruk, która przeprowadziła ich najwięcej, bo aż siedem, na najwyższą kwotę łączną, czyli ok. 330 mln zł. Dodatkowo wszystkie emisje Kruka kończyły się redukcjami, nawet ta na 90 mln zł, choć w tym przypadku redukcja symboliczna, bo około 9 proc. Natomiast największą emisją publiczną w zeszłym roku została przeprowadzona przez dewelopera mieszkaniowego Victoria Dom.

  Emitent Wartość emisji Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln) Redukcja (%)
1 PragmaGo 20 6,00%+WIB3M 2 Styczeń 58,5 66%
2 Kruk 50 4,00%+WIB3M 5 Luty 104,8 52%
3 Best 20 4,5%+WIB3M 4 marzec 11,2 0
4 Kredyt Inkaso 15 5,50%+WIB3M 4 Kwiecień 17 11,50%
5 PragmaGO 25 5,50%+WIB3M 2 Kwiecień 48,1 48%
6 Marvipol 35 5,50%+WIB6M 3 Maj 40,4 13,30%
7 Cavatina Holding 25 6,00%+WIB6M 3,5 Czerwiec 34,18 27%
8 Kruk 50 4,00%+WIB3M 5 Czerwiec 155,5 68%
9 Dekpol 40 5,50%+WIB3M 3 Czerwiec 45 11%
10 PragmaGo 20 5,30%+WIB3M 2,25 Czerwiec 44 54,20%
11 Kredyt Inkaso 18 5,50%+WIB3M 4 lipiec 29,3 38,6%
12 Echo Investment 35 4,00%+WIB3M 4 lipiec 70 51,3%
13 Echo Investment 15 4,00%+WIB3M 4 lipiec 18,77 21,0%
14 Cavatina Holding (EUR) 21,74 6,00%+EURIBOR6M 3,5 lipiec 4,36 0,0%
15 Dekpol 30 5,50%+WIB3M 3 lipiec 39,2 23,5%
16 Best 20 5,00%+WIB3M 4,5 sierpień 32,8 39,0%
17 Marvipol 60 5,40%+WIB6M 3,5 sierpień 55,5 0,0%
18 Kruk 75 4,00%+WIB3M 5 sierpień 123 39,0%
19 Best 30 5,00%+WIB3M 4,5 sierpień 38 20,6%
20 Cavatina Holding 50 6,00%+WIB6M 3,5 wrzesień 50 0,0%
21 Kredyt Inkaso 50 5,50%+WIB3M 4 wrzesień 37,7 0,0%
22 Kruk 90 4,00%+WIB6M 5 październik 99,1 9,0%
23 Best 50 5,00%+WIB3M 5 październik 19 0,0%
24 PCC Rokita 25 3,20%+WIB3M 5 październik 48,95 49,0%
25 Ghelamco 75 5,00%+WIB6M 4 październik 133 44,0%
26 Ghelamco 50 5,00%+WIB6M 4 listopad 112 55,0%
27 PragmaGo 20 5,30%+WIB3M 3 listopad 38,9 48,5%
28 Kredyt Inkaso 15 5,50%+WIB3M 4 listopad 23,5 36,0%
29 Echo Investment 50 4,00%+WIB6M 4 listopad 69,6 28,0%
30 Budlex Finance 22 6,50%+WIB3M 3 grudzień 30,8 28,0%
31 Kruk 22 4,00%+EURIBOR3M 5 grudzień 75,18 71,2%
32 PCC Rokita 25 3,20%+WIB3M 5 grudzień 97 74%
33 Cavatina Holding 40 6,00%+WIB6M 3,5 grudzień 22,1 0%
34 Victoria Dom 100 5,95%+WIB6M 3 grudzień 100 0%
35 Kruk (EUR) 21,74 4,00%+EURIBOR3M 5 grudzień 17,33 71,1%
36 Kruk (EUR) 21,74 4,00%+EURIBOR3M 5 grudzień 14,27 65%
37 Ghelamco (EUR) 21,70 5,00%+EURIBOR6M 3 grudzień 9,76 48,80%
  Suma 1353,61     Wartość zapisów 1967,8 33% (średnia redukcja)

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Jednak to obligacje Kruka przyniosły największą sumę zapisów, bo przy emisji na 50 mln zł, popyt zgłoszony przez inwestorów wyniósł aż ponad 155 mln zł. Co więcej, próg 100 mln zł osiągnięto przy aż 3 emisjach Kruka, a dodatkowo przy 2 emisjach Ghelamco i właśnie Victorii Dom. W tym miejscu warto zaznaczyć, że spośród 37 emisji aż 29 zakończyło się redukcjami. Nie dziwi więc jej średni poziom w wysokości 33 proc.

Branża deweloperska i finansowa liderem emisji

Rynek obligacji w całym 2023 roku zdominowany był przez trzy główne branże – finansową (Kruk, Best, Kredyt Inkaso, PragmaGo), deweloperów (Marvipol, Victoria Dom, Echo Investment) oraz deweloperów komercyjnych (Ghelamco, Cavatina). Z innych branż mieliśmy też jednego przedstawiciela przemysłu, czyli PCC Rokita. Wyraźnie widać również stałe grono bywalców obligacyjnych salonów, bo spośród tych 37 emisji mamy jedynie 12 często powtarzających się emitentów.

Mocny start nowego roku

Do tego mamy 10 wciąż aktywnych prospektów emisyjnych na pozostałą do wykorzystania kwotę niecałych 2 mld zł. W tym 500 mln zł do zużytkowania przez Kruka, kolejne 100 mln przez Victorię Dom, 200 mln przez Echo Investment czy 175 mln przez Ronsona. Warto też wspomnieć o trzech kolejnych prospektach (Marvipol, Kredyt Inkaso, Olivia Fin) na kwotę 470 mln zł, które są w przygotowaniu, bądź już zostały złożone do akceptacji w KNF. Wartość każdego prospektu  przekracza 100 mln zł.

  Aktywne Prospekty Pozostałe do wykorzystania (mln PLN) Prospekty złożone w KNF/
w przygotowaniu
Kwota
(mln PLN)
1 Victoria Dom 100 Marvipol 200
2 Ronson 175 Kredyt Inkaso 120
3 Dekpol 80 Olivia Fin 150
4 Kredyt Inkaso 50 Suma 470
5 Kruk 500    
6 Ghelamco 125    
7 PragmaGo 480    
8 Echo Investment 200    
9 PCC Rokita 150    
10 PCC Exol 100    
  Suma 1960    

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Na początku stycznia 2024 mieliśmy też kolejne aż 5 emisji publicznych wartych ponad 235 mln zł.  Zakończyła się pierwsza z nich, czyli Giełda Praw Majątkowych Vindexus i to od razu z przytupem, bo aż ponad 70 proc. redukcją. Emisje na 125 mln zł przeprowadza także Ghelamco, a jej wartość nie dziwi w kontekście dużych redukcji przy poprzednich seriach tego dewelopera komercyjnego. Podobnie zresztą przy emisji Kruka na 10 mln euro, który zwiększył kwotę oferty w EURO dwukrotnie względem dwóch poprzednich emisji w euro zakończonych sporymi redukcjami.

Akywnie trwające emisje publiczne Wartość emisji (mln) Oprocentowanie Tenor (lata) Data
GPM Vindexus 21,8 6,00%+WIBOR3M 3 styczeń
PragmaGo 25 5,15%+WIBOR3M 3 styczeń
Ghelamco 125 5,00%+WIBOR6M 4 styczeń
Kredyt Inkaso 20 5,50%+WIBOR3M 4 styczeń
Kruk (EUR) 43,48 4,00%+EURIBOR3 5 styczeń
Suma 235,28      

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Wszystkie emisje publiczne w ubiegłym roku miały zmienne oprocentowanie, czyli ich oprocentowanie oparte było o WIBOR/EURIBOR. Wysokie stopy procentowe, a także oczekiwania, co do ich przyszłego poziomu z pewnością sprzyjają rynkowi obligacji korporacyjnych. A jeżeli dołożymy do tego brak materializacji ryzyka kredytowego, czyli default-u emitentów, mnogość emisji, bardzo duży popyt, dobre wyniki operacyjne i wskaźniki zadłużenia większości emitentów, wzrost świadomości inwestycyjnej ogółu społeczeństwa, liczbę aktywnych prospektów emisyjnych oraz mocny styczeń to z naprawdę dużym optymizmem możemy patrzeć na cały rok 2024 na rynku obligacji korporacyjnych.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA)

Rafako składa skargę na Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego

  • Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II, utworzone na podstawie umowy pomiędzy Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego a Fundacją Lux Veritatis – odmawia udostępnienia analizy zewnętrznej firmy analizującej wysokość waloryzacji cen przy budowie obiektu.
  • Spółka RAFAKO składa skargę na Muzeum do WOJEWÓDZKIEGO SĄDU ADMINISTRACYJNEGO domagając się udostępnienia dokumentu zgodnie
    z ustawą o dostępie do informacji publicznych.

Zarząd Spółki RAFAKO złożył skargę do WSA w Bydgoszczy za pośrednictwem Dyrektora Muzeum, domagając się od Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II, ujawnienia analizy zewnętrznej firmy, która miała zweryfikować waloryzację cen prac budowlanych przy budowie obiektu. Dokument powstał na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego finansującego budowę obiektu ze środków publicznych. Analiza miała pokazać o jaką kwotę należy zwiększyć dotację na budowę w obliczu wzrostu cen materiałów, usług oraz płac wynikających między innymi z wysokiej inflacji oraz wybuchu wojny w Ukrainie.
W opinii Zarządu RAFAKO, odmowa udostepnienia RAFAKO wyników prac zewnętrznej firmy poddaje co najmniej w wątpliwość czy Spółka nie została wprowadzona przez Muzeum celowo w błąd, co do wysokości kwoty waloryzacyjnej należnej RAFAKO, która realizowała budowę obiektu.

RAFAKO w 2022 roku wystąpiło do Muzeum z wnioskiem o waloryzację wyceny budowy obiektu w Toruniu w wysokości prawie 20 mln złotych brutto, co było związane z drastycznym wzrostem cen materiałów, usług, ale także płac obserwowanych w całym sektorze budowlanym. Wpływ na takie zjawisko miała zarówno szalejąca w Polsce inflacja, ale także bezpośrednio wybuch wojny w Ukrainie. W efekcie złożonego wniosku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydało zlecenie Muzeum na przeprowadzenie analizy przez zewnętrzną firmę ARCADIS, która miała zweryfikować wysokość waloryzacji. RAFAKO po podpisaniu ugody z Muzeum otrzymało prawie 12 mln złotych z tytułu waloryzacji cen prowadzenia całego projektu.

Analiza de facto była częścią niekorzystnej ugody między nami a Muzeum. Jednak nigdy tego dokumentu, czyli także dokładnej kwoty waloryzacji, nie zobaczyliśmy. Na podstawie tej analizy Muzeum miało otrzymać z budżetu państwa dodatkową kwotę dotacji związaną z waloryzacją cen materiałów i usług przy budowie obiektu. Muzeum odmawia przekazania nam tej analizy twierdząc, że są to dane prywatne choć przecież cała budowa była finansowana ze środków publicznych. Poddaje to co najmniej w wątpliwość czy RAFAKO nie zostało wprowadzone przez muzeum celowo w błąd co do wysokości kwoty waloryzacyjnej należnej RAFAKO. Należy też podkreślić, że poprzedni Zarząd RAFAKO zgodził się, żeby inwestor płacił podwykonawcom należne kwoty bezpośrednio (za naszą wiedzą), bazując na dodatkowej kwocie dofinansowania z ministerstwa. Z naszych informacji wynika jednak, że inwestor przekazuje należne środki tylko wybranym firmom. Skargę do WSA złożyliśmy nie tylko w trosce o należne nam wynagrodzenie z tytułu waloryzacji, ale przede wszystkim o finanse publiczne, w tym w szczególności prawidłowe ich wydatkowanie – komentuje Robert Kuraszkiewicz, Prezes Zarządu RAFAKO.

Budowa Muzeum była realizowana ze środków publicznych z dotacji Ministerstwa Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w wysokości 244 milionów złotych brutto. Dlatego RAFAKO zdecydowało się złożyć skargę do WSA w Bydgoszczy zgodnie z art. 2 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej w związku z odmową udostępnienia przez Muzeum analizy określającej wysokość waloryzacji cen przy budowie obiektu. Nowy Zarząd Spółki jest nadal zdeterminowany, aby przedstawić opinii publicznej wszelkie okoliczności prowadzenia budowy obiektu finansowanego ze środków publicznych.

Inflacja nadal główną troską EBC, ale obniżki stóp możliwe wiosną

Dziś decyzja Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Zmian w parametrach polityki monetarnej nie powinniśmy się spodziewać. Rynek zastanawia się, czy dowie się czegoś więcej niż to, co prezeska banku i jej współpracownicy powiedzieli w minionym tygodniu w Davos. Na pewno wiemy jedno, dalsze decyzje będą zależeć od danych. W tym momencie rynek daje ok. 50 proc. szans na obniżkę kosztu pieniądza w kwietniu i w pełni wycenia redukcję w połowie roku.

W grudniu EBC w sposób dość jasny ogłosił koniec cyklu podwyżek. Rynki finansowe odebrały ten sygnał i obecną słabość gospodarczą jako wyraźne oznaki zbliżających się cięć stóp.

Tego czego możemy być pewni obecnie to chęć EBC do stłumienia oczekiwań na obniżki stóp, które i tak zaszły za daleko. Długoterminowe rentowności obligacji wzrosły od grudniowych minimów, ale są znacznie oddalone od swoich szczytów z jesieni ubiegłego roku. To w pewnym stopniu łagodzi warunki finansowania i jednocześnie w pewnym stopniu osłabia działanie restrykcyjnej polityki monetarnej. Rada Prezesów chce mieć pewność, że inflacja podąża w stronę celu i że zostanie on osiągnięty w horyzoncie prognozy, zanim zdecyduje się na pierwsze kroki łagodzące. Większość banków centralnych nie chce popełnić błędu zbyt wczesnej decyzji o obniżce. EBC i pozostałe instytucje dbają bowiem o swój dobry wizerunek, transparentność i wiarygodność. Gdyby wykonały ruch, który wcześniej nie był w żaden sposób komunikowany, wówczas zaufanie rynku mogłoby zostać nadszarpnięte. Jeszcze gorszym scenariuszem byłaby przedwczesna obniżka, wzrost inflacji w kolejnych miesiącach a następnie podwyżka stóp mająca na celu walkę z drugą falą tego zjawiska ekonomicznego.

W przypadku inflacji zadanie EBC nie zostało jeszcze wykonane. Co prawda ona obniża się, ale dojście do wyznaczonego poziomu 2 proc. może być procesem długotrwałym z kilku powodów. W nadchodzących miesiącach rozwój dynamiki wzrostu cen będzie determinowany przez dwa przeciwstawne trendy. Z jednej strony będziemy mieć większą dezinflację w wyniku słabszego popytu wynikającego ze spowolnienia gospodarczego. Z kolei presja inflacyjna może pojawić się z powodu mniej korzystnych efektów bazowych, rosnących płac a także w wyniku napięć na Bliskim Wschodzie. Jeśli sytuacja geopolityczna zaogni się, istnieje ryzyko wzrostu cen ropy naftowej i ponownego podbicia wskaźników CPI. Nie bez znaczenia będą interwencje rządowe w niektórych krajach, przede wszystkim w Niemczech.

Na tym tle, gdzie ryzyko dla inflacji jest raczej większe niż mniejsze, jakakolwiek obniżka stóp procentowych na obecnym etapie nie ma sensu, przynajmniej nie w oczach EBC.

Jeśli Christine Lagarde skutecznie ograniczy rynkowe oczekiwania na obniżki stóp, wówczas euro może skorzystać na tej zmianie i doprowadzić do dalszych wzrostów głównej pary walutowe, przynajmniej w okolice 1,10.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Powierzchnia handlowa w Polsce rośnie w rekordowym tempie. W tym roku przekroczy 13 mln mkw.

W 2023 roku rynek nieruchomości w segmencie handlowym urósł o kolejne 380 tys. mkw. Tym samym, jak wynika z danych Colliers, łączne zasoby powierzchni w centrach handlowych w Polsce wzrosły do około 12,9 mln mkw. GLA. Nasycenie przestrzenią handlową osiągnęło 337 mkw. na 1000 mieszkańców, a współczynnik pustostanów w ośmiu największych aglomeracjach spadł do 3,6%. Istotny wpływ na dynamikę polskiego rynku handlowego miało wprowadzenie nowych dyrektyw oraz debiut 30 nowych marek stacjonarnych.

Podaż najwyższa od 2016 roku

W 2023 roku rynek powierzchni handlowych w Polsce zanotował znaczące wzrosty, a oddanie do użytku około 380 tys. mkw. GLA w 45 centrach handlowych oznacza największy wzrost w tym segmencie od 2016 roku. Za ok. 89% całego wolumenu (ok. 337 tys. mkw.) odpowiadały nowe projekty, natomiast pozostałe 43 tys. mkw. to efekt rozbudowy już istniejących obiektów. Łączne zasoby powierzchni w nowoczesnych centrach handlowych w Polsce wzrosły w 2023 roku do około 12,9 mln mkw. GLA.

Szczególnie aktywny rozwój odnotowano w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców, w których w 2023 roku na rynek dostarczono aż 68% nowej powierzchni (blisko 260 tys. mkw.). W miastach o populacji od 100 do 200 tysięcy mieszkańców odnotowano ponad 56 tys. mkw. nowej podaży, zaś w ośmiu największych ośrodkach miejskich[1] łącznie 50 tys. mkw.

– Aż 87% całej nowej podaży w Polsce stanowiła powierzchnia w ramach parków handlowych. Na dynamikę rynku znacząco wpływają także likwidacje i wyburzenia starych obiektów, na czele z zamkniętą w 2023 roku Galerią Malta w Poznaniu. Wśród innych kluczowych dla rynku trendów warto zwrócić także uwagę na rozwijający się dynamicznie segment food halli, z nowymi konceptami otwartymi w Bydgoszczy i Gdańsku – podaje Wojtowicz Wojciech, Analityk, Dział Doradztwa i Badań Rynku, Colliers.

Zagraniczne marki inwestują w rozwój w Polsce

W 2023 roku rynek handlowy w Polsce wzbogacił się o 30 nowych marek, z których większość zadebiutowała w aglomeracji warszawskiej. Wśród nich znalazły się marki Lush, Helly Hansen, Moschino Jeans, LALA, Guerlain, Woolworth, Popeyes, a także Candy Pop czy Bob Snail.

– Rok 2023 przyniósł znaczącą falę debiutów na polskim rynku. Były to zarówno spektakularne wejścia międzynarodowych podmiotów, czego przykładem jest np. Woolworth, ale także pojedyncze debiuty, np. Candy Pop, LALA, Guerlain. Na rynku debiutowały także kolejne sieci z Ukrainy, np. Dnipro M, BLEST – mówi Karol Milczarski, Senior Associate w Dziale Powierzchni Handlowych, Colliers.

Premierę miały także nowe innowacyjne projekty znanych sieci: Żabka otworzyła pierwszy sklep w koncepcie Drive oraz działający w godzinach nocnych sklep Żabka Non-Stop. Auchan uruchomił autonomiczny sklep AuchanGo. Na wprowadzenie nowych konceptów zdecydowały się też marki takie jak: Decathlon, Kazaar, Sphinx czy Wólczanka.

2023 rok był również znaczący pod względem fuzji i przejęć SPORTSDIRECT.COM został nowym właścicielem sieci GoSport, EpicentrK zainwestował w Intersport Polska, a Benefit Systems przejął wybrane kluby fitness Calypso.

Polskę opuściła natomiast należąca do portfolio Grupy H&M marka Monki.

Zmiany dla rynku e-commerce

W 2023 roku udział e-commerce w polskim handlu detalicznym wykazał tendencję spadkową w porównaniu z poprzednim rokiem, co było odwróceniem trendu wzrostowego obserwowanego w czasie pandemii. Zgodnie z danymi GUS udział sprzedaży online w 2023 r. wahał się między 7,7% w lipcu (-0,7 p.p. r/r) do 11,7% w listopadzie (-0,2 p.p. r/r), co wskazuje na stopniowe wyhamowanie wzrostu sprzedaży internetowej.

Również na poziomie platform i dostawców rynek e-commerce charakteryzował się dynamicznymi zmianami. Polskę opuściła platforma Shopee, a jednocześnie pojawili się nowi gracze, tacy jak wszystko.pl, Temu, Rozetka.pl czy Ochama.

Coraz mniej niewynajętej powierzchni

W III kwartale 2023 roku rynek powierzchni handlowych w Polsce charakteryzował się niskim współczynnikiem pustostanów. Na ośmiu największych rynkach aglomeracyjnych spadł on do 3,6%, co stanowi znaczącą poprawę w porównaniu z wynikiem 4,7% rok wcześniej. Najniższy wskaźnik pustostanów utrzymał się w Krakowie (1,7%), najwyższy w Poznaniu (4,4%), choć w stolicy Wielkopolski także nastąpił spadek współczynnika pustostanów, będący efektem zamknięcia dwóch obiektów z wysokim wskaźnikiem niewynajętych powierzchni (Galeria Malta oraz Pasaż Serbska). Na rynkach ośmiu największych aglomeracji w 2023 roku na wynajem pozostawało około 230 tys. mkw. GLA, co stanowi spadek o ponad 70 tys. mkw. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Wśród nich najwyższym współczynnikiem dostępnej powierzchni charakteryzował się rynek warszawski (blisko 70 tys. m²) i konurbacji górnośląsko-zagłębiowskiej (blisko 45 tys. m²).

W miastach średniej wielkości, z populacją między 200 a 400 tys. mieszkańców, średni współczynnik pustostanów wyniósł 2,9%. Najniższy wskaźnik w tej kategorii odnotowano w Częstochowie (1,8%), a najwyższy w Lublinie (4,3%, 18,3 tys. m²). Niski współczynnik pustostanów zauważalny był również w mniejszych miastach, takich jak Toruń i Kielce, co świadczy o ogólnie dobrej kondycji rynku powierzchni handlowych w Polsce.

Kolejne otwarcia głównie w mniejszych miastach

Na koniec IV kwartału 2023 roku w budowie pozostawało około 365 tys. mkw. GLA, przy czym około połowa powstającej powierzchni zlokalizowana jest w mniejszych miastach, poniżej 100 tys. mieszkańców. Kolejne 30% budowanej powierzchni, czyli 114 tys. mkw. GLA, realizowane jest natomiast w ośmiu największych aglomeracjach. Dominującą formą inwestycji są parki handlowe, które stanowią około 78% wszystkich budowanych obecnie powierzchni.

Prognozy na rok 2024 wskazują na dalszą ewolucję rynku powierzchni handlowych w Polsce.

– Niezmiennie popularnością cieszy się rozwój kompleksów wielofunkcyjnych. Planowane są otwarcia nowych salonów i sklepów w różnych projektach, w tym w warszawskiej Fabryce Norblina czy w Starym Browarze w Poznaniu. Trwa budowa nowych inwestycji w kilku miastach Polski. Zwłaszcza w mniejszych miastach kontynuowany będzie rozwój marek o profilu ekonomicznym. Jednocześnie obserwujemy wzrost znaczenia lokali usługowych i handlowych w inwestycjach mieszkaniowych. Stanowi to odpowiedź na potrzeby konsumentów poszukujących wygodnego dostępu do usług i zakupów. Rok 2024 będzie również okresem intensywnej renowacji i modernizacji obiektów handlowych w kierunku zrównoważonego rozwoju, obejmującej między innymi poprawę efektywności energetycznej budynków i ograniczenie emisji CO2. Jest to reakcja rynku na zmiany w przepisach prawa, ale też wynik rosnącej świadomości ekologicznej w sektorze handlu – mówi Karol Milczarski.

[1] Aglomeracje: warszawska, krakowska, poznańska, wrocławska, trójmiejska, górnośląsko-zagłębiowska, łódzka i szczecińska

Różnice kulturowe w spotkaniach biznesowych: jak przygotować się na międzynarodowe negocjacje?

Efektywna komunikacja jest niezwykle istotna w biznesie. Może stanowić nie lada wyzwanie szczególnie wtedy, gdy próbujemy porozumieć się z ludźmi pochodzącymi z najbardziej odległych zakątków świata. Niektórzy z nas mają okazję pracować w wielokulturowym środowisku oraz prowadzić negocjacje biznesowe. Jakie są najczęstsze różnice kulturowe? Przykłady można znaleźć w dalszej części artykułu.

Różnice kulturowe w biznesie

Przede wszystkim odnoszą się do odmiennych zachowań, wartości czy wierzeń. Różnice kulturowe pomiędzy różnymi grupami ludzi są widoczne w wielu aspektach życia. Często odnoszą się do sposobu komunikacji werbalnej i niewerbalnej. W kontekście międzynarodowych spotkań mogą obejmować język, zasady etykiety, podejście do podejmowanego ryzyka, procesy decyzyjne oraz przekonania. Kulturowe różnice mogą znacząco wpłynąć na negocjacje międzynarodowe. Chodzi głównie o wynik osiągniętego porozumienia, tym samym ostateczne zatwierdzenie umów.

Podstawy kulturowych różnic w biznesie

Czym jest kultura biznesowa? To nic innego jak zbiór wytworów, które powstają w danym przedsiębiorstwie. Kultura w kontekście biznesowym jest pojęciem bardzo obszernym. Odnosi się do opracowywanych business planów, modeli biznesowych czy zdolności utrzymania się na rynku. Wszystko, co wytwarza dane przedsiębiorstwo, można zaliczyć do kultury biznesowej.

Kluczem do sukcesu jest skuteczna komunikacja. W znacznym stopniu pomaga stronom zbudować zaufanie i osiągnąć wzajemnie korzystne porozumienie. Nie bez znaczenia jest etykieta w kontaktach międzynarodowych, np. sposób witania się, wymiany wizytówek czy dress code. W niektórych kulturach istnieje swobodne podejście do czasu. Z tego względu bardziej akceptowalne są spóźnienia. Odmienne bywa również podejście do pracy zespołowej. Wszystkie wymienione aspekty mają znaczący wpływ na proces negocjacji.

Kluczowe obszary kulturowych różnic

Jak wspomniano wcześniej, szczególne znaczenie ma komunikacja. W krajach zachodnich (np. Wielka Brytania) jest bezpośrednia i dość precyzyjna. Natomiast na Wschodzie komunikacja bywa bardziej subtelna. Przykładowo w Japonii rzadko używa się słowa „nie”. Zamiast bezpośredniej odmowy wykorzystuje się bardziej wymijające zwroty, np. „być może” czy „rozważymy”. Z tego względu często zdarzają się trudności w negocjacjach pomiędzy brytyjskimi i japońskimi biznesmenami.

Różnice kulturowe są też zauważalne przy podejmowaniu decyzji. W tym zakresie ścierają się dwa przeciwstawne bieguny, tj. indywidualizm vs. kolektywizm. W krajach zachodnich decyzje są zwykle podejmowane przez jedną osobę. Natomiast w kulturach kolektywistycznych proces decyzyjny może się nieco wydłużać (np. Korea, Japonia). Dzieje się tak ze względu na fakt, że decyzja może wymagać konsultacji i niejednokrotnie jest podejmowana grupowo.

Znaczące różnice dotyczą także etykiety biznesowej. Na przykład w krajach tj. Niemcy czy Japonia wymagany jest formalny ubiór. W Stanach Zjednoczonych ludzie biznesu mogą sobie pozwolić na bardziej luźny dress code. W wielu korporacjach panuje raczej nieformalna atmosfera. Amerykański przedsiębiorca może być zaskoczony na spotkaniu z niemieckimi kontrahentami.

Nie bez znaczenia jest zarządzanie czasem, czyli podejście do punktualności. W niektórych kulturach panuje w tej kwestii większa elastyczność. Na przykład w krajach Bliskiego Wschodu lub Ameryki Łacińskiej spotkania biznesowe odbywają się często z lekkim opóźnieniem. Natomiast w Szwajcarii czy Niemczech czas jest traktowany liniowo. Dla szwajcarskich czy niemieckich biznesmenów kluczowe znaczenie ma punktualność. Z tego względu trudno jest im zrozumieć, że kontrahent z Brazylii przybywa na spotkanie kilkanaście minut po umówionym czasie.

Przygotowanie do międzynarodowych negocjacji

Ważne, by szanować różnice kulturowe. Dzięki temu można budować skuteczne relacje biznesowe, a co za tym idzie osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty. Zrozumienie różnic kulturowych jest niezwykle istotne w międzynarodowych negocjacjach. Przed przystąpieniem do rozmów warto dokładnie zbadać kulturę i zwyczaje drugiej strony. Trzeba być przygotowanym na odmienny styl negocjacji. Bez tego trudno zdobyć zaufanie i szacunek partnera biznesowego. Zrozumienie wartości drugiej strony może pomóc w uniknięciu wszelkich nieporozumień.

Komunikacja międzykulturowa

Warto zwrócić szczególną uwagę na sygnały i komunikaty niewerbalne, które mogą okazać się niezwykle istotne w zrozumieniu intencji partnera biznesowego. Nie bez znaczenia jest również inwestycja w czas poświęcony negocjacjom. Warto unikać kierowania się stereotypami. W niektórych kulturach ludzie unikają bezpośredniej krytyki czy small talków. W większości przypadków sprawdzi się elastyczność i otwartość na odmienne style negocjacji. W wielu krajach jest to niezwykle istotne dla osiągnięcia porozumienia. Kluczowe w budowaniu relacji międzynarodowych jest aktywne wsłuchiwanie się w słowa oraz zwracanie uwagę na ton głosu czy emocje rozmówcy.

Dlaczego zrozumienie kulturowych różnic jest tak ważne?

Bez skutecznych negocjacji międzynarodowych trudno sobie wyobrazić działalność wielu przedsiębiorstw. Podczas przygotowania się do nich kluczowe jest zrozumienie różnic kulturowych, które może okazać się decydujące dla osiągnięcia sukcesu i podtrzymywania skutecznej współpracy z ludźmi pochodzącymi z odległych stron świata. Szczególne znaczenie ma wysiłek w naukę o innych kulturach oraz elastyczne podejście do negocjacji. Bardzo istotny jest również wybór lokalizacji.

Wiele osób poszukuje prestiżowego miejsca na spotkanie biznesowe w Warszawie i wybiera profesjonalnie wyposażone sale np. w Air Hotel. Pamiętajmy, że zadbanie o trwale relacje międzynarodowe i umówienie spotkania w prestiżowej lokalizacji może przynieść wymierne korzyści w postaci osiągnięcia satysfakcjonujących wyników sprzedażowych.

Rynek gazu: stabilizacja po zawirowaniach

Mnogość ostatnich wydarzeń geopolitycznych na świecie powiązanych z rynkiem gazu powinna wzbudzać w nas podobne obawy jak w 2022 roku, kiedy Europa bała się o to, że bez rosyjskich surowców możemy po prostu zamarznąć. Czas jednak pokazał, iż rynek surowców stosunkowo szybko dostosował się do obecnej sytuacji na świecie. Czy konflikt związany z Izraelem, bojówkami Huti i dalszą wojną pomiędzy Rosją i Ukrainą ma wpływ na to, co dzieje się na rynku gazu, w szczególności w Europie? Jak ma się do tego rynek amerykański, który doświadczył w ostatnim czasie rekordowych mrozów?

Europa ma mocno zdywersyfikowane dostawy

Konflikt pomiędzy Izraelem a Hamasem wpłynął marginalnie na realny przepływ gazu na świecie, choć warto podkreślić, że Izrael jest ważnym producentem tego surowca i w pewnym momencie rozważano budowę morskiego gazociągu do krajów Europy Południowej. Jednocześnie jednak konflikt ten był podłożem bojówek Huti na statki handlowe przemierzające przez Morze Czerwone do Kanału Sueskiego. Poprzez wzmożone ataki doszło do decyzji wielu przewoźników o zmianie kierunku dostaw. Duża część ropy i gazu wykorzystuje obecnie drogę dookoła Afryki, co zwiększa znacząco czas oraz koszty dostaw. Warto wspomnieć, że przed konfliktem ok. 8% całego handlu LNG korzystało z drogi przez ten region.

Czy ma to jednak tak duży wpływ na sytuację fundamentalną europejskiego rynku gazu? Niekoniecznie. Trzeba pamiętać, że obecnie za ok. 50% gazu LNG do Europy odpowiadają Stany Zjednoczone i co więcej, udział ten najprawdopodobniej wzrośnie w drugiej połowie 2024 roku wraz z uruchomieniem nowych mocy eksportowych w tym kraju. Po drugie Europa w dalszym ciągu korzysta z dostaw gazu za pomocą gazociągu, przede wszystkim z Norwegii, ale również z krajów takich jak Algieria czy Azerbejdżan. Rola Rosji została zmarginalizowana, choć wciąż gaz z tego kraju trafia do wielu gospodarek europejskich. Po trzecie należy pamiętać o tym, że gaz, który miał trafić do Europy przez Kanał Sueski, ostatecznie trafi do swojego ostatecznego celu, choć nieco później i nieco drożej.

Europa ma wystarczająco gazu na okres zimowy

Jesień i początek obecnej zimy był bardzo łagodny dla Europy. Rozpoczęcie sezonu grzewczego miało miejsce zdecydowanie później niż zwykle, co można wiązać m.in. ze zmianami klimatu. Niemniej Europa po ciężkim 2021 i 2022 roku odrobiła lekcje i nie tylko mocno zdywersyfikowała swoje dostawy gazu, ale również rozpoczyna wcześniej ich budowę na sezon grzewczy. Na ten moment wypełnienie magazynów w Europie wynosi 72%, a 5 letnia średnia za ten okres wynosi 62%. Najprawdopodobniej na koniec sezonu grzewczego wypełnienie magazynów wyniesie ponad 50%, co będzie oznaczało, że Europa będzie po części gotowa na kolejny sezon. Sytuacja ta bardzo dobrze zobrazowana jest przez krzywą cen terminowych na rynku gazu. Gaz TTF w dostawach do holenderskich portów ma pozostać w zasadzie bez zmian do początku jesieni tego roku i ceny terminowe są niewiele wyższe na okres zimowy w roku przyszłym. Choć ceny pozostają jeszcze nieco wyższe niż przed całym okresem zawirowania związanym z pandemią, wojną w Ukrainie i inflacją, to jednak wydaje się, że przy obecnej sytuacji nie możemy mówić o jakimkolwiek prawdopodobieństwie powrotu do cen rzędu 100, 200 czy nawet 300 EUR za MWh.

Oczywiście w przypadku mroźnej zimy i mniejszej możliwości importu gazu ze Stanów Zjednoczonych, ceny najprawdopodobniej byłyby wyższe i obawy o dostępność do surowca zdecydowanie większe. Niemniej globalne prognozy dotyczące rynku gazu wskazują na to, że rynek pozostanie zbilansowany, nawet przy powiększonym popycie z Chin.

Gaz w USA pozostanie tani

Gaz ziemny ma ogromne znaczenie dla europejskiej gospodarki, gdyż duża część przemysłu jest oparta właśnie na gazie. Gaz jest niemniej ważny dla Stanów Zjednoczonych, gdzie ponad 40% mocy elektrowni jest oparta właśnie na tym surowcu. Stany Zjednoczone mają jednak komfort posiadania wystarczających ilości gazu nie tylko dla siebie, ale również takiego przeznaczonego do eksportu. Produkcja rośnie z roku na rok, nawet pomimo zmniejszających się inwestycji i niechęci obecnej administracji do łupków. Nadpodaż na rynku gazu jest obecnie bardzo duża i ilość zapasów gazu jest ok. 10% wyższa niż średnia dla danego okresu i 13% wyższa niż rok temu. Co więcej, oczekuje się, że stan zapasów na koniec sezonu grzewczego będzie o 20-25% wyższy niż średnia, co teoretycznie byłoby największą nadpodażą w historii. Czy w takim razie jest jeszcze szansa na droższy gaz w USA?

Ceny gazu w USA w Henry Hub są kilkukrotnie niższe niż w Europie, ale dysproporcja w samych Stanach Zjednoczonych może być bardzo duża w zależności od pory roku. Atak niskich temperatur może prowadzić nawet do kilkuset procent wzrostu cen w natychmiastowych dostawach, choć nie obserwujemy tego w samych cenach kontraktów terminowych. Ze względu na obecną nadprodukcję względem popytu, ceny gazu pozostaną niskie. Obecnej produkcji nie opłaca się zmniejszać, gdyż koszty zatrzymania wydobycia są zwykle zbyt duże. Właśnie dlatego lepiej wydobywać i ten gaz magazynować na ewentualne trudniejsze czasy.

Co dalej z cenami w Europie i USA?

Niemniej dysproporcja między gazem amerykańskim i europejskim będzie się zmniejszać. Nowe moce eksportowe w USA pozwolą na zwiększenie eksportu, co zdusi ceny w Europie i w Azji do jeszcze niższych poziomów. Obecnie ceny gazu w Europie znajdują się poniżej 30 EUR/MWh i mają pozostać na takich poziomach do początku jesieni. Teoretycznie rynek widzi wzrost na okres zimowy do 35 EUR/MWh, ale w drugiej połowie roku gaz do Europy będzie płynął szerokimi strumieniami, dlatego nie da się wykluczyć, że ceny spadną nawet poniżej 20 EUR/MWh. Oczywiście dalsze napięcia geopolityczne na świecie mogą zmienić ten kierunek, ale patrząc na czyste fundamenty i światowy handel, kierunek wydaje się być spadkowy. W przypadku Stanów Zjednoczonych wydaje się, że ceny mogą zaliczyć naprawdę niski dołek, nawet w zakresie 1,5-2,0 USD/MMBTU, tuż przed odbiciem w sezonie letnim, a następnie jesiennozimowym. Inwestorzy powinni jednak pamiętać, że duża część wzrostów, która powinna mieć miejsce w drugiej połowie roku, będzie wynikać ze struktury cen terminowych i przeprowadzonych rolowań. Gaz jest niezbędnym surowcem niemal dla każdej gospodarki na świecie, ale jednocześnie wydaje się, że po ostatnich trudnych latach nastaje czas stabilizacji i dokonanie zmian w ostatnim czasie doprowadziło do tego, że nawet spore zawirowania nie prowadzą do większych zawirowań cenowych.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Firmy muszą zwiększyć wydatki na bezpieczeństwo w obszarze IT – budżety wzrosną nawet o 1/4

Dyrektywa NIS2 dotycząca cyberbezpieczeństwa nakłada na firmy działające na terenie Unii Europejskiej szereg nowych obowiązków. Krajowe prawo każdego z członków wspólnoty musi zostać dostosowane do 17 października 2024 roku, ale przedsiębiorstwa objęte regulacjami NIS2 już teraz powinny zaplanować rezerwy w swoich budżetach. Komisja Europejska szacuje, że nakłady firm na cyfrowe bezpieczeństwo będą musiały wzrosnąć w związku z nowymi wymaganiami nawet o 25 proc. w ciągu 3-4 lat.

Zgodnie z założeniami NIS2, czyli nowej wersji dyrektywy dotyczącej cyberbezpieczeństwa, już wkrótce firmy z określonych sektorów będą musiały wykazać, że ich procedury są zgodne z nowymi wymogami cyfrowych zabezpieczeń. Nie ma jeszcze dokładnych wytycznych krajowych, ale kluczowe założenia są znane – więcej obowiązków oraz poszerzenie listy branż objętych nowym prawem, wśród których są m.in. transport, finanse, administracja publiczna czy dostawcy usług cyfrowych.

Zwiększona odpowiedzialność i koszty

W wyjątkowo trudnej sytuacji znajdą się te organizacje, które do tej pory nie analizowały ryzyk i nie wypracowały odpowiednich procedur zabezpieczających ciągłość biznesu z perspektywy IT. Eksperci pracujący nad NIS2 oszacowali, m.in. na podstawie danych z firm dostosowujących się do pierwszej wersji dyrektywy z 2016 roku, że w perspektywie kolejnych 3-4 lat organizacje będą musiały zwiększyć swoje wydatki na zabezpieczenia sieci i cyfrowych informacji o około 22 proc. Średnie przedsiębiorstwa powinny się przygotować na wzrost o około 25 proc. Te prognozy dotyczą organizacji, które będą musiały budować bezpieczeństwo IT od podstaw. W przypadku sektorów objętych już NIS i dysponujących pewnym stopniem zabezpieczeń prognozowany jest wzrost wydatków o około 12 proc. Dla średnich firm koszty mają wzrosnąć o około 15 proc. Dane te pochodzą z dokumentu Komisji Europejskiej dotyczącego potencjalnych skutków wprowadzenia NIS2 (Proposal for a Directive of the European Parliament and of the Councilon measures for a high common level of cybersecurity across the Union, repealing Directive (EU) 2016/1148). Koszty dostosowania się do nowych wymagań wynikają z konieczności zbudowania nowych zespołów, zakupu sprzętu, oprogramowania i usług, kosztów administracyjnych czy poniesienia nakładów na wewnętrzne prace rozwojowe.

W obliczu tak poważnych zmian wiele organizacji może być zainteresowanych outsourcingiem zadań i procesów, aby wywiązać się z nowych obowiązków. – Czasu na przygotowanie się do nowych regulacji nie pozostało dużo, ale dobrą informacją jest możliwość skorzystania z usług firm zewnętrznych, zamiast budowania kompetencji wewnętrznych od podstaw. Jeśli organizacjom brakuje nie tylko procedur, ale także personelu, mogą skorzystać ze wsparcia dostawców usług IT, którzy zajmują się doradztwem oraz dostarczą usługi związane z utrzymaniem ciągłości biznesowej – monitoringiem systemów i usług IT, działaniami z obszaru security, rozwiązaniami backup i Disaster Recovery lub utrzymać swoją infrastrukturę IT w ośrodkach profesjonalnie do tego przygotowanych – tłumaczy Wojciech Darłowski, Członek Zarządu Beyond.pl, dostawcy usług data center, chmury i Managed Services.

Jak podaje Komisja Europejska, koszty dostosowania się do przepisów NIS2 w perspektywie średnio- i długoterminowej mogą przynieść przedsiębiorstwom jedynie korzyści. To m.in. zmniejszenie liczby incydentów naruszeń bezpieczeństwa i strat związanych z cyberprzestępczością, zmniejszenie kosztów niedostępności usług i odpowiedzialności za naruszenia, a w efekcie wzrost zaufania klientów, poprawa reputacji firmy czy ochrona przed nieuczciwą konkurencją związaną np. ze szpiegostwem przemysłowym.

Zmiany procedur i nie tylko

NIS2 wprowadza odpowiedzialność zarządów, w tym również osobistą, za kwestie zapewnienia organizacji odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Nowością są także kary za naruszenia, w wysokości nawet 10 mln euro lub określonego procenta od obrotów. Organizacje, które zaliczają się do sektorów objętych nowymi zasadami będą musiały nie tylko spełniać szczegółowe wymogi, ale także udowodnić, że ich procedury są z nimi zgodne.

Potrzebne będą audyty obecnej sytuacji i sprawdzenie, z którymi wymogami organizacja jest już zgodna, a które obszary powinna wzmocnić. Podstawowe obszary wymagające weryfikacji to powiadamianie o zdarzeniach i wzmocnienie procedur dotyczących bezpieczeństwa IT. W dalszej kolejności ocena procesów w zakresie zarządzania ryzykiem oraz monitoringu infrastruktury IT. To mogą być duże zmiany, wymagające dodatkowych budżetów, zwłaszcza dla średnich firm, które tych obszarów nie mają odpowiednio zaopiekowanych – mówi Wojciech Darłowski z Beyond.pl.

Mimo, że zmiany będą dla biznesu kosztowne, są konieczne. Według raportu ENISA, czyli Agencji Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa, koszty poważnych incydentów cybernetycznych w 2022 r. w porównaniu do 2021 r. wzrosły o ¼. Jednak nie przełożyło się to na wzrost środków finansowych alokowanych na obszar firmowego bezpieczeństwa IT. Budżety organizacji na wydatki związane z cyberbezpieczeństwem wzrosły zaledwie o 0,4 proc. rok do roku. Wniosek? Budżety i zaangażowanie organizacji w problem rośnie zdecydowanie wolniej niż wyzwania. Przykład największego polskiego wycieku danych z maja 2023, gdy 6 milionów loginów i haseł zostało wykradzionych, dobitnie wskazuje, że zwiększenie bezpieczeństwa w obszarze IT wymaganych przez NIS2 jest koniecznością.

Rekordowy wzrost niewypłacalności firm w Polsce w 2023 roku

Najnowszy raport dotyczący niewypłacalności w Polsce pokazuje, że rok 2023 nie był łaskawy dla naszej rodzimej gospodarki. W ciągu ostatnich 12 miesięcy aż 4701 polskich przedsiębiorstw ogłosiło upadłość. Jak wskazują ekonomiści z firmy Coface, która przygotowała zestawienie niewypłacalności z ostatnich 10 lat, w tym roku padł rekord, a ogólna liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw jest niemal o 2 tysiące większa niż w 2022 roku. Niepokoić może również fakt, że wzrost upadłości zanotowała każda branża prócz rolnictwa. Czy to już szczyt słabej kondycji polskiej gospodarki?

Roczna liczba niewypłacalnych firm wzrasta nieprzerwanie od 2016 roku, kiedy to wyniosła 760. Choć jeszcze w styczniu 2023 roku przedsiębiorcy mieli nadzieję, że kolejne 12 miesięcy przyniesie poprawę, to niestety po dynamicznym odbiciu po pandemii Covid-19 nastąpiło zdecydowane spowolnienie gospodarcze. W minionym roku zanotowano także rekordowo wysoką inflację, która sięgnęła 18%. Polskim firmom nie pomogły również wysokie stopy procentowe, wzrost kosztów paliw i energii oraz presja płacowa. Czynniki te znacząco wpłynęły na liczbę upadłości oraz problemy w poszczególnych sektorach.

Więcej postępowań pozasądowych

Podobnie jak w latach 2019-2022, w ubiegłym roku większość firm zdecydowała się na wybranie postępowania pozasądowego, w celu ogłoszenia niewypłacalności. Z opcji tej skorzystały 4053 przedsiębiorstwa, co stanowi 60% wszystkich organizacji. Na podjęcie postępowania upadłościowego i restrukturyzacyjnego prowadzonego przez sądy zdecydowało się 648 firm.

Jak wskazują eksperci, rosnąca liczba niewypłacalności przedsiębiorstw jest częściowo spowodowana możliwościami, jakie polskie prawo przewiduje dla firm w trudnej sytuacji płynnościowej.

– W pierwszych latach poprzedniej dekady przeprowadzano głównie upadłości w celu likwidacji majątku, następnie w 2016 roku wprowadzono sądowe postępowania restrukturyzacyjne, które mają na celu wdrożenie rozwiązań umożliwiających firmom powrót do efektywnej działalności biznesowej, aż wreszcie lata pandemiczne obfitowały w działania pomocowe oraz wprowadzenie szybkich pozasądowych postępowań, które zostały zaimplementowane do polskiego systemu prawnego – tłumaczy Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Centralnej.  – Tym samym wzrost ogólnej liczby niewypłacalności przedsiębiorstw nie powinien być zaskoczeniem. Należy jednak pamiętać, że firmy nie sięgałyby po nie, gdyby nie miały takiej potrzeby – dodaje ekspert.

Problemy niemal we wszystkich sektorach

Raport Coface pokazuje, że w 2023 roku niemal wszystkie branże zanotowały wzrost niewypłacalności w porównaniu z poprzednim rokiem. Jedynie w rolnictwie widoczny jest nieznaczny spadek liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw (z 376 w 2022 roku do 347 w 2023). Tendencja ta utrzymuje się od 2021 roku.

Z największymi problemami zmagał się sektor usług (aż 1401 niewypłacalnych firm). Tuż za nim uplasował się handel, w którym upadły 1023 firmy (w 2022 roku było ich 567). Znaczny wzrost niewypłacalności zanotowała także branża budowlana – 638 firm (wzrost o 128% w porównaniu z rokiem 2022) i transport – 546 firm (wzrost o 100% w porównaniu z rokiem 2022). Dane te są szczególnie alarmujące, ponieważ to właśnie dwa ostatnie sektory odpowiadają za wzrost PKB.

– Usługodawcy stanowili najliczniejszą grupę niewypłacalnych podmiotów (30%) na tle wszystkich zarejestrowanych postępowań w Polsce. Działalność szkoleniowo-eventowa czy hotelarsko-gastronomiczna zostały poturbowane przez restrykcje czasu pandemii, a potem musiały się zmierzyć ze spowolnieniem popytu wywołanym sytuacją geopolityczną i szybującą inflacją. Pocieszający jest fakt, że liczba niewypłacalności w tej branży zaczęła spadać w drugiej połowie 2023 roku – mówi Barbara Kamińska, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface w Polsce. – Ostatni rok zakończył się także liczbą 1023 niewypłacalności przedsiębiorstw handlowych, co stanowiło wzrost o 80% w porównaniu do 2022 roku. Tym samym wynik z 2023 roku przekroczył sumę odczytów z lat 2021-2022 – dodaje ekspertka.

Niewypłacalność ze względu na województwa i rodzaj firmy

Problem z płynnością finansową, podobnie jak w 2022 roku, najsilniej dotknął przedsiębiorstwa z obszaru województwa mazowieckiego, gdzie niewypłacalność ogłosiło 791 firm. Na drugim miejscu znalazł się Śląsk (619 firm), a za nim województwo wielkopolskie (495 firm). Z kolei najlepiej radziły sobie przedsiębiorstwa na Opolszczyźnie – zanotowano tutaj niewypłacalność „tylko” 75 organizacji.

W perspektywie ostatniej dekady można zauważyć, że przełomowym momentem, który zmienił strukturę niewypłacalności ze względu na rodzaj firmy był rok 2021. Przed nim liczba przedsiębiorstw z problemami z płynnością utrzymywała się poniżej 500, w 2021 roku natomiast wzrosła do 1237. W minionych 12 miesiącach padł kolejny rekord – niewypłacalność ogłosiło 3551 przedsiębiorców, czyli o 1669 więcej niż w 2022 roku. Z dużymi problemami zmagały się także spółki z o.o., wśród których niewypłacalność ogłosiło 870 podmiotów, i spółki komandytowe (104 upadłości). W 2023 roku zanotowano wzrost liczby niewypłacalności w każdej z grup form działalności.

Prognoza gospodarcza na 2024 rok

Kondycja polskiej gospodarki, którą obserwowaliśmy w 2023 roku, była odzwierciedleniem sytuacji mikro i makroekonomicznej. To, co w minionych 12 miesiącach działo się w Polsce, w Europie i na świecie, znacznie wpłynęło również na liczbę firm, które ogłosiły niewypłacalność.

Po trudnym roku 2023 przedsiębiorcy z nadzieją i optymizmem patrzą w przyszłość. Jakie są prognozy ekspertów na właśnie rozpoczęty rok 2024?

Przede wszystkim powinniśmy uważnie obserwować sytuację na rynku niemieckim – nasz główny partner handlowy nadal bowiem nie może wyjść z zapaści gospodarczej. Ważne będzie również to, co zadzieje się w gospodarce światowej. Niektóre gospodarki Europy Zachodniej odnotowały już poprawę, ale kondycja głównych regionów gospodarczych, takich jak Chiny i USA, nadal nie wskazuje na pełne ożywienie. Jednocześnie nie należy oczekiwać, że popyt wewnętrzny całkowicie zrekompensuje trudną sytuację makroekonomiczną. Jak wskazują eksperci, choć konsumpcja gospodarstw domowych znów będzie siłą napędową polskiej gospodarki, to sami konsumenci nadal podchodzą do zakupów selektywnie i wybierają tańsze zamienniki produktów, co niekorzystnie wpływa na handel detaliczny.

– Prognoza Coface zakłada, że w 2024 roku polska gospodarka wzrośnie o 2,8% w porównaniu z rokiem 2023. To znacznie szybsze tempo niż w minionych 12 miesiącach, kiedy wzrost wyniósł 0,6%, a jednak wynik ten nadal będzie poniżej potencjału naszej gospodarki – mówi Grzegorz Sielewicz. – Niestety, nawet pomimo poprawiających się perspektyw gospodarczych, należy oczekiwać, że liczba niewypłacalności przedsiębiorstw będzie rosła. Nie wszystkie podmioty będą w stanie przetrwać na rynku w czasie zwiększonej presji na marże i dużych kosztów operacyjnych – podsumowuje ekspert.

Euro traci do dolara. Węgry wychodzą na prostą

Węgrzy bardzo negatywnie odczuli problemy z inflacją. Programy osłonowe spowodowały, że kraj ten borykał się z tym zjawiskiem znacznie mocniej niż inne państwa europejskie. Teraz jednak wychodzi coraz bardziej na prostą.

Zawirowania na głównej parze walutowej

Wczoraj w ciągu dnia wielu analityków wróżyło, że mamy do czynienia z atakiem na ważne minima. W ciągu kilku godzin dolar umacniał się bowiem do euro o niemal 1%. Ruch ten jednak bardzo szybko się zakończył i zaczęliśmy przesuwać się w odwrotnym kierunku. Dzisiaj nad ranem jesteśmy świadkami kolejnego ruchu tym razem w górę. W rezultacie po dwóch silnych zmianach wróciliśmy do punktu wyjścia. Problem w tym, że nie do końca wiadomo, co powodowało tak silne ruchy. Patrząc na oczekiwania względem zmian stóp procentowych przed przyszłotygodniową decyzją w USA, to raczej wieje nudą. Szukanie zatem tam wyjaśnień nie wydaje się dobrym kierunkiem.

Płace na Węgrzech

Wczorajsze dane na temat wynagrodzeń na Węgrzech pokazały imponujący 14,1% wzrost. Kraj ten długo zmagał się z bardzo wysoką (bo przeszło 25%) inflacją, stąd koszty życia i oczekiwania płacowe wystrzeliły. Obecnie jednak poziom zmian cen wynosi +5,5% w skali roku. W rezultacie tak jak realnie społeczeństwo węgierskie przeciętnie biedniało w czasie wysokiej inflacji, gdzie wskaźnik wzrostu cen przekraczał wzrost płac o niemal 10%, tak teraz jest moment odwrotny. Jeżeli wzrost płac, przekracza o ponad 8% inflację, to znaczy, że w ciągu roku sytuacja statystycznego Węgra się poprawiła. Tak już niestety jest ze wskaźnikami, że inflacja dotyczy ludzi mniej więcej równo, z kolei wzrost płac dotyczy tych, co faktycznie dostali podwyżkę. Tutaj średnia niestety ma pewien rozkład.

W Japonii nie zmieniają stóp procentowych

Biorąc pod uwagę, że ostatni raz Bank Japonii zmieniał stopy procentowe na początku 2016 roku, nie należy się spodziewać dużej aktywności po tym gremium. Zresztą nawet we wspomnianym 2016 roku był to pierwszy ruch od niemal 3 lat i to zaledwie o 0,1%. Od tego czasu w Japonii mamy nieprzerwanie 8 rok stopę procentową wynoszącą -0,1%. W tym samym czasie próbowano pobudzić gospodarkę, rozpędzając inflację. W przeciwieństwie jednak do państw zachodnich, szczyt inflacji w zeszłym roku sięgnął ledwo 4%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Wskaźnik PMI dla przemysłu w strefie euro lepszy od prognoz

PMI dla przemysłu w styczniu w strefie euro wyniósł 46,6 pkt wobec 44,4 pkt miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się lepszy niż wskazywały prognozy (44,8 pkt). W styczniu widoczne jest odbicie wartości wskaźnika, jednak nadal utrzymuje się on poniżej 50 pkt. W szczególności warto zauważyć utrzymujący się trend wzrostowy w Niemczech. Wskaźnik pokazał 45,4 pkt. Najniżej było to 38,8 pkt w lipcu. Nadal jest to poziom wskazujący na spadek aktywności, ale być może obrazuje to, że nastroje w kolejnych miesiącach dalej będą się polepszać, a kryzys w tym sektorze powoli odwracać.

Wskaźnik PMI dla usług w styczniu wyniósł 48,4 pkt wobec 48,8 pkt miesiąc wcześniej. Wskaźnik dla usług już od kilku miesięcy utrzymuje się na podobnym poziomie. Odczyt okazał się gorszy od prognoz (49 pkt), co w ogólnym rozrachunku równoważy odbicie w przemyśle. Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 47,9 pkt wobec 47,6 pkt miesiąc wcześniej. W przypadku usług również wyróżniły się Niemcy, gdzie wskaźnik spadł do 47,6 pkt wobec 49,3 pkt miesiąc wcześniej i prognoz 49,5 pkt.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Sektor TSL: kryzys kadrowy coraz bardziej dotkliwy

W I kw. 2024 r. polski sektor TSL prognozuje niewielką redukcją etatów, choć nikt nie zamierza pozbywać się wykwalifikowanych kadr. Wręcz przeciwnie, zatrudnienie istotnych pracowników będzie wzrastać. W ciągu roku firmy będą szukać głównie magazynierów i kierowców, a niedobory tych ostatnich przysporzą prawdziwych koszmarów w polskim i europejskim transporcie. Coraz wyraźniej widać, że kapitał ludzki w TSL to zasób strategiczny, a jego rola do końca dekady zyska na znaczeniu jeszcze bardziej.

Sektorowi transportu i gospodarki magazynowej w Polsce, pomimo niezłej końcówki, nie udało się zakończyć minionego roku w dobrych nastrojach. W grudniowych ankietach GUS ogólny klimat koniunktury ponownie oceniony został poniżej poziomu neutralnego (-4,9), a nawet nieco gorzej niż w listopadzie (-3,7) oraz październiku (-1,4). Optymizm zachowali jedynie najwięksi przedsiębiorcy, zatrudniający 250 i więcej pracowników. Ta grupa firm ocienia sytuację pozytywnie nieprzerwanie od marca 2023 r.

Nienajlepsza diagnoza ogólnej koniunktury w sektorze, utrzymująca się od grudnia 2021 r., odbiła się dość wyraźnie na prognozach na I kw. 2024 r. Przedsiębiorstwa chłodno oceniają najbliższe miesiące we wszystkich badanych przez GUS obszarach, w tym w obszarze zatrudniania. Obecna prognoza salda zwolnień i rekrutacji na bieżący kwartał to minus 2,4 na rzecz redukcji etatów. To, że na początku roku wskaźnik ulegnie pogorszeniu deklarowało w grudniu 11,4% dyrektorów firm sektora transportowego i magazynowego, natomiast 9% przewidywało poprawę. Pozostała część, czyli prawie 80% spośród 850 ankietowanych podmiotów nie planuje na początku roku ani nowych rekrutacji, ani zwolnień.

Kompetencje zawsze w cenie

Deklaracje odnośnie zatrudnienia różnią się jednak znacząco, kiedy przychodzi do oceny istotności i wpływu kompetencji pracowników na funkcjonowanie firmy w kwartale otwierającym rok. I tak, do 9,7% wzrósł odsetek przedsiębiorstw deklarujących ograniczenie zatrudnienia pracowników relatywnie łatwych do zastąpienia, natomiast 5,9% deklaruje zwiększenie rekrutacji takich kadr. Saldo na poziomie minus 3,8 jest więc niekorzystne dla nisko wykwalifikowanych osób.

Zupełnie odwrotną sytuację będziemy za to obserwować na stanowiskach trudnych do zastąpienia, ponieważ 9,2% przedsiębiorstw deklaruje zwiększenie zatrudniania personelu posiadającego cenne umiejętności. Ograniczenie w I kw. zapowiada natomiast 5,5% firm co i tak daje dodatnie zatrudnienie na poziomie plus 3,7.

Warto także znaczyć, że w I kw. 2024 r., czyli na początku zapowiadanego wychodzenia z ubiegłorocznego spowolnienia, ale jednak funkcjonowania we wciąż słabych warunkach gospodarczych, dla zdecydowanej większości firm podstawą do podejmowania istotnych decyzji zarówno o zatrudnieniu, jak i wynagrodzeniach będą bieżące dane wewnętrzne i makroekonomiczne. Deklaruje tak 70,3% dyrektorów badanych przez Główny Urząd Statystyczny. Wyraźnie mniej deklaracji dotyczy istotnych kroków podejmowanych na podstawie oczekiwanych zmian, które mogą nastąpić w perspektywie roku (48,8%).

Pracownik nieustannie poszukiwany – zwłaszcza kierowca i magazynier

Według danych przytoczonych w zeszłorocznym raporcie związku pracodawców Transport i Logistyka Polska (TLP) sektor TSL odpowiadał w 2022 r. za 7% polskiego PKB i skupiał 6,5% wszystkich zatrudnionych. Z danych GUS wynika, że to nawet 955 tys. osób. Z kolei według analizy Państwowego Instytutu Ekonomicznego (PIE) pracownicy transportu i gospodarki magazynowej to trzecia największa grupa zawodowa w sektorze usług. Nic więc dziwnego, że kategoria Transport i Logistyka, obok IT, inżynierii i telekomunikacji, była w zeszłym roku w ścisłej czołówce ogłoszeń o pracę publikowanych w polskim Internecie.

Taki wniosek płynie z danych dostępnych na platformie Job Market Insights, monitorującej oferty rekrutacyjne pojawiające się w serwisach internetowych w 19 krajach na świecie, w tym w Polsce. W całym 2023 r. w kategorii Transport i Logistyka opublikowano w naszym kraju łącznie 321 730 unikatowych ofert pracy. Widać także wyraźnie, że dynamika procesów rekrutacyjnych odzwierciedlała nastroje panujecie w branży.  Liczba ogłoszeń całkiem stabilnie rosła od początku roku aż do maja. W czerwcu wpadła w stagnację i zaczęła oscylować na stałym poziomie ok. 29 tys. ofert miesięcznie. Wyraźny spadek poniżej pułapu 24 tys. nastąpił w listopadzie, natomiast w grudniu liczba ofert zanurkowała już do 18 tys., co jest wynikiem znacznie słabszym od grudnia 2022 r., kiedy otwarto 20 051 rekrutacji. To spadek o 11,5 % rok do roku.

Przez cały miniony rok zdecydowanie najbardziej poszukiwanymi pracownikami byli magazynierzy i kierowcy, co ze względu na parametry geograficzne polskiego sektora transportowo-magazynowego nie powinno być zaskoczeniem. Krajowe przedsiębiorstwa zapewniają ponad 20% pracy przewozowej wykonywanej w drogowym transporcie dóbr w Unii Europejskiej. Niedawno awansowaliśmy również do wąskiego grona europejskich państw mogących się pochwalić nowoczesną powierzchnią przemysłowo-magazynową przekraczającą poziom 30 mln mkw. Nie jest więc niespodzianką, że najwięcej ofert rekrutacyjnych dotyczy właśnie magazynierów oraz kierowców i pochodzą one z okolic największych miast, gdzie znajdują się parki i centra logistyczne.

Analizy Job Market Insights odzwierciedlają dodatkowo silną pozycję polskiego TSL, jeśli chodzi o potencjał dla rynku pracy. Nawet w najsłabszym miesiącu ostatniego roku, tj. w grudniu, w kategorii Transport i Logistyka opublikowano 17 986 ogłoszeń, co stanowiło 9,8% ofert zamieszczonych we wszystkich kategoriach rekrutacyjnych. Z kolei 4 705 firm TSL, które poszukiwało w tym czasie pracowników odpowiadało za 15,4% przedsiębiorstw prowadzących w tym czasie nabory. Ponowne ożywienie gospodarcze zapewne podniesie te udziały w kolejnych miesiącach 2024 r.

Choć zasypanie wyraźnego dołka rekrutacyjnego z końcówki 2023 r. zajmie trochę czasu, to dynamika rekrutacji z pewnością powróci w drugiej połowie roku. Bez zaspokojenia potrzeb rekrutacyjnych sektora TSL trudno sobie bowiem wyobrazić sprawne funkcjonowanie gospodarki, nie tylko polskiej, ale również światowej, co widać na przykładzie rynku kierowców.

Nadchodzi drogowa apokalipsa?

Z wyliczeń S&P Global wynika, że bezpośrednia kontrybucja transportu drogowego w budowaniu globalnego PKB wynosi 3%. To więcej niż pozostałe modele transportu razem wzięte (kolej odpowiada za 0,5%, lotnictwo i żegluga po 0,8%). Przewozy drogowe mają także większościowy udział (56%) w 4 bln dol. przychodów pochodzących z globalnego przemieszczania towarów. Reszta, czyli 44% należy łącznie do pozostałych modeli. Jednocześnie, jak podaje Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU), w skali globalnej ponad 50% firm ma poważne lub bardzo poważne problemy z rekrutacjami na stanowiska kierowców. Natomiast w Europie takie deklaracje składa aż 62% przedsiębiorstw. Zaledwie 17% sygnalizuje niewielkie problemy lub ich brak, a 21% deklaruje umiarkowaną trudność.

Według najnowszego badania IRU, w 2023 r. w Europie 7% otwartych stanowisk dla kierowców pozostało nieobsadzonych. Po prostu nie znaleziono chętnych do pracy, a zapotrzebowanie osiągnęło poziom 233 tys. osób.

Jak to wpływa na europejskie firmy?

Dla 57% europejskich przedsiębiorstw oznacza to brak możliwości dostarczenia odpowiedniej pojemności ładunkowej, a co za tym idzie niemożność ekspansji biznesowej. Aż 60% firm jest zadania, że niedobory na rynku to w efekcie mniej wykwalifikowani pracownicy, a 56% zwraca uwagę na większe koszty utrzymania etatów. Obok tych czynników są także obniżona produktywność (49%), spadek przychodów (39%), obniżenie konkurencyjności (30%), opóźnienia dostaw (27%), więcej wypadków (23%) i inne negatywne konsekwencje.

Na domiar złego kierowców ma być jeszcze mniej

Już w tym roku wskaźnik niedoboru kierowców w Europie może osiągnąć poziom 11%, a to oznacza nawet 0,5 mln potrzebnych rąk do pracy. Ostateczne zapotrzebowanie będzie jednak zależało od popytu na usługi transportowe i kondycji całej gospodarki. W rzeczywistości zeszłoroczny spadek nieobsadzonych stanowisk do 7% nie wynikał z większej liczby kandydatur, a właśnie z obniżonego zapotrzebowania na transport m.in. w wyniku spowolnienie gospodarczego, zmniejszonej konsumpcji, wysokiej inflacji i wolnego wzrostu płac, itd.

Dla przykładu w Wielkiej Brytanii, która w 2021 r. miała niedobór na poziomie bliskim 10%, co odpowiadało gigantycznym brakom nawet 80-100 tys. kierowców, w 2023 r. wskaźnik zmniejszył się do 6%, co dało nagle tysiąc nieobsadzonych wakatów. Teoretycznie problem sam się rozwiązał, w praktyce nic się nie zmieniło, ponieważ jest to zagadnienie strukturalnie trudne, a w tym roku z pewnością przybierze na sile.

Stanie się tak, ponieważ czteropunktowy wzrost nieobsadzonych wakatów w Europie (do 11%) będzie napędzany przez rosnące PKB. Lepsze warunki gospodarcze napędzą popyt na usługi transportowe i sprawa kierowców ponownie ujrzy światło dzienne. Dowodem na to jest choćby prognozowany przez Transport Intelligence wzrost pracy przewozowej wykonanej w towarowym transporcie drogowym w Europie, który ma się zwiększyć z 1,92 mln tkm w 2023 r. do 1,94 mln tkm w 2024 r.

Nic nowego – kierowców zabraknie także w Polsce

Według szacunków IRU w zeszłym roku w Polsce brakowało ok. 29 tys. kierowców, co oznaczało 7% pustych wakatów. Równie wysokie braki deklarowano w Niemczech (7% | 31 tys.) i w Hiszpanii (7% | 30 tys.) Jeśli natomiast chodzi o procentowy udział nieobsadzonych stanowisk, to większy problem niż Polska mają m.in. Estończycy (19%), Słowacy (14%) i Rumuni (10%).

Wzrost zapotrzebowania na kierowców w naszym kraju jest pewny, ponieważ z każdej strony napływają prognozy o przyspieszającej gospodarce. Bank Światowy wróży Polsce wzrost o 2,6%, NBP o ok. 3%. Z kolei według PIE polskie PKB urośnie w 2024 r. o 2,3%, a głównym motorem wzrostu będzie konsumpcja gospodarstw domowych, co jest doskonałą wiadomością sektora magazynowego.

Kierowców jednak nie przybędzie, także za sprawą ich wieku. Już 33% kierowców w Europie ma ponad 55 lat i przejdzie na emeryturę za 5-10 lat. Jednocześnie grupa adeptów w wieku poniżej 25 lat to zaledwie 5% udziału w rynku. Tylko z tego powodu, czyli przechodzenia na emeryturę, szacuje się, że w okresie do 10 lat w Europie może brakować nawet 1,2 mln kierowców. Wyjątkowo pesymistycznie wygląda w tym kontekście relatywnie bliska prognoza na 2028 r., która zakłada poziom nieobsadzonych stanowisk rzędu 17%, czyli 745 tys. wolnych wakatów w Europie. Za 4 lata do obsłużenia europejskiej gospodarki będzie potrzeba nawet 3,9 mln kierowców, ale według IRU aktywnych zawodowo będzie zaledwie ok. 3,2 mln.

Polska tym kontekście ma jeszcze jeden problem, mianowicie nie tylko emerytury, ale także rezygnacje z zawodu. Z badania Inelo przeprowadzanego w 2023 r. na prawie 2 tys. kierowców wynikało, że aż 76% myślało o zmianie pracy ciągu ostatnich 6 miesięcy.

Konsekwencje dla Polski będą te same co dla innych gospodarek z niedoborami. IRU wskazuje m.in. wzrost stawek przewozowych i inflacji, spowolnianie wzrostu PKB, a nawet potencjalny wzrost emisji CO2. W dłuższej perspektywie także przyspieszenie w zakresie autonomicznych pojazdów.

Problem w tej ostatniej kwestii jest jednak taki, że wielkoskalowa i wysoce kapitałochłonna autonomizacja nie wszędzie będzie możliwa, zarówno ze względów technicznych, infrastrukturalnych czy nawet prawych. Samojezdne pojazdy ciężarowe są dopiero na wczesnym etapie rozwoju, brakuje nie tylko rozwiązań projektowych gotowych do masowej i opłacalnej produkcji oraz użytkowania, ale także regulacji prawnych, a nawet infrastruktury drogowej, ponieważ najpewniej będą to jednostki napędzane paliwami alternatywnymi.

Za kilka lat pracownik TSL będzie na wagę złota

Operatorzy, przewoźnicy i inne podmioty działające na rynku TSL, którzy nie będą potrafili wdrożyć właściwych strategii pozyskania i utrzymania talentów ograniczą nie tylko swoje szanse na rozwój, ale również na utrzymanie konkurencyjności. Wyzwania będą dotyczyły nie tylko transportu drogowego, ale także całego ekosystemu logistycznego. Dla przykładu, o ile w e-commerce da się prawie w pełni zautomatyzować proces pakowania i wysyłki, to znacznie trudniej zorganizować w taki sposób obsługę zwrotów, zwłaszcza ich weryfikację i naprawy. Jest to tym bardziej istotne, że żyjemy już w erze zrównoważonych działań biznesowych i odpowiedzianego zarządzania cyklami logistycznymi, na które wyczuleni są kontrahenci sektora. Niewiele wskazuje więc na to, aby kapitał ludzki przestał stanowić strategiczny zasób firm TSL, wręcz przeciwnie, w przyszłości będzie odgrywał jeszcze większą rolę.  Widać to w globalnych badaniach niedoborów talentów, które raportuje 75% przedsiębiorstw na świecie. Kompetencje związane w operacjami logistycznymi znajdują się obecnie na czwartym miejscu listy najtrudniejszych do znalezienia umiejętności wśród kandydatów – mówi Małgorzata Hornig, Dyrektor HR w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e‑commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 18 krajach.

Na strategiczne znaczenie zasobów ludzkich uwagę zwraca również platforma Transporeon. W badaniu z kwietnia 2023 r. zapytała ona dyrektorów zarządzających logistyką i łańcuchami dostaw o trendy i czynniki, które do 2028 r. odegrają znacznie ważniejszą rolę w zarzadzaniu dostawami niż obecnie. Bez zaskoczenia na pierwszym miejscu znalazła się sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe (60% wskazań). Jednak obok zrównoważonych inicjatyw i regulacji (59%) na szczycie listy znalazły się także ograniczone zasoby na rynku pracy (50%), jako jeden z trzech kluczowych czynników dla logistyki u schyłku dekady. Na podium zabrakło za to autonomicznych ciężarówek i dostaw na ostatniej mili (po 21%), nearshoringu (38%), cyberbezpieczeństwa (40%) oraz robotów w magazynach (41%).

Krzysztof Oflakowski

Dolar mocniejszy, a nastroje na giełdach dobre. Trump wygrywa w New Hampshire

Wczoraj dolar umocnił się a nastroje a giełdach pozostały względnie dobre. Donald Trump wygrał prawybory w New Hampshire i tym samym pokonał była ambasadorkę ONZ – Nikki Haley. To już druga wygrana z rzędu przez byłego prezydenta. Kurs EUR/USD wyznaczył wczoraj nowe lokalne dołki na 1,0820 ale dziś już wrócił w okolice 1,0880. Rentowności amerykańskich obligacji na krótkim końcu spadły a wzrosły na długim. Bank Japonii nie zmienił parametrów swojej polityki monetarnej. Dziś rynek interpretuje wyniki wskaźników PMI dla Europy (rano) oraz USA (popołudniu).

Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami BoJ utrzymał stopę procentową na poziomie -0,1 proc. i docelową rentowność 10-letnich obligacji na poziomie około 0 proc. Gubernator Kazuo Ueda nie skomentował, kiedy bank zniesie ujemne stopy procentowe. Dodał, że pewność osiągnięcia prognoz BoJ nadal stopniowo rośnie. Uwagi Uedy potwierdzają dominujący na rynku pogląd, że BoJ prawdopodobnie podniesie stopy procentowe w pewnym momencie w tym roku. Instytucja prognozuje obecnie inflację na rok fiskalny rozpoczynający się w kwietniu na poziomie 2,4 proc.. To oznacza, że szacunki nadal przekraczają cel banku wynoszący 2 proc. Jen podczas konferencji prasowej zdołał się umocnić a para walutowa USD/JPY spadła do poziomu 147,00. W kolejnych godzinach kurs jednak urósł do 148,60, co wynikało z siły USD.. Aktualnie notowania ponownie zniżkują do 147,50.

Kolejna wygrana Trumpa w prawyborach zwiększa jego szanse na odniesienie sukcesu w głównym starciu zaplanowanym na jesień tego roku. W przyszłości może to oznaczać mocniejszego dolara oraz wyższe długoterminowe stopy. Wczorajsze spadki EUR/USD mogły po części wynikać właśnie z najnowszych wydarzeń w polityce USA. Ruch był jednak skromny i krótkotrwały. Dolar powinien reagować mocniej na czynniki polityczne ale dopiero w drugiej połowie roku. Teraz zdecydowanie bardziej liczy się Fed i to, kiedy instytucja rozpocznie łagodzenie polityki monetarnej.

Chińskie akcje wzrosły po doniesieniach, że władze rozważają plan ratunkowy dla rynku. Po tych informacjach indeks CSI300 wzrósł wczoraj o 0,4 proc., podczas gdy indeks Hang Seng zyskał 2,6 proc.

Dziś rano poznaliśmy dane PMI z Europy. Wskaźnik PMI dla sektora usług w strefie euro spadł w styczniu o 0,4 punktu do poziomu 48,4. Większość ekonomistów ankietowanych z wyprzedzeniem spodziewała się dalszej niewielkiej poprawy. Indeks wskazuje zatem na kurczenie się gospodarki od sześciu miesięcy. Chociaż indeks dla sektora produkcyjnego znacznie się poprawił z 44,4 do 46,6, to nadal pozostaje na ujemnym poziomie. Przemysł jest wciąż daleki od ożywienia.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Najniższa od 25 lat podaż biur w Warszawie

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w 2023 roku. Minione 12 miesięcy przyniosły najniższą od 25 lat wartość rocznej podaży. Wynika to między innymi z tymczasowego wycofania niektórych nieruchomości z rynku w związku z planowanymi działaniami modernizacyjnymi. Z kolei popyt na biura mierzony liczbą zawartych transakcji był o prawie 18% wyższy niż w rekordowym 2019 roku. Jednocześnie najemcy muszą liczyć się z kontynuacją presji na wzrost stawek czynszu i konsekwentnym spadkiem dostępnej w Warszawie powierzchni biurowej.

PODAŻ: ZASOBY BIUROWE NIE ULEGŁY ZMIANIE OD 2022 ROKU

Jak podaje Cushman & Wakefield, całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie w 2023 roku wyniosły 6,23 mln mkw. i powiększyły się o blisko 61 000 mkw. w sześciu budynkach biurowych.

Aktualnie mamy do czynienia z najniższą wartością rocznej podaży od blisko 25 lat, przy średniej dla tego okresu wynoszącej ok. 250 000 mkw. Pomimo oddania do użytku nowych inwestycji, zasób powierzchni biurowych w Warszawie nie uległ zmianie względem 2022 roku, komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Wynika to przede wszystkim z wyłączenia z zasobu budynków, które na skutek decyzji właścicieli zmienią funkcję lub nie są dłużej oferowane na rynku ze względu na planowaną gruntowną modernizację.

Działania modernizacyjne i konwersje budynków są konieczne, aby dopasować nieruchomości między innymi do coraz wyższych standardów ESG. Trend ten jest zresztą widoczny nie tylko w Polsce, bo jak szacuje Cushman & Wakefield, do 2030 roku ponad trzy czwarte (76%) budynków biurowych w Europie może być przestarzała, o ile właściciele nie zainwestują w rozwiązania mające na celu podniesienie ich jakości lub nie znajdą dla nich alternatywnych zastosowań, dodaje Jan Szulborski.

Według prognoz Cushman & Wakefield aktywność deweloperska w Warszawie w najbliższych 12 miesiącach pozostanie ograniczona. Obecnie w budowie znajduje się około 235 800 mkw., a w ostatnim kwartale ogłoszono rozpoczęcie zaledwie dwóch nowych projektów: Studio A (25 400 mkw. – Skanska) oraz Vena (15 000 mkw. – PHN). Dodatkowo, w lutym rozpocznie się budowa drugiej fazy kompleksu Skyliner (Karimpol – 26 000 mkw.).

Cushman & Wakefield zakłada, że w nadchodzących latach liczba nowych projektów pozostanie na relatywnie niskim poziomie, a okres stagnacji może potrwać nawet do 2026 roku. W samym 2024 roku, zasób powierzchni biurowych powiększy się według szacunków Cushman & Wakefield, o 78 400 mkw. w czterech budynkach.

POPYT: MNIEJ POWIERZCHNI WYNAJĘTEJ PRZY WIĘKSZYM WOLUMENIE TRANSAKCJI

Całkowita aktywność najemców biurowych w 2023 roku wyniosła niecałe 750 000 mkw. i była niższa o 13% względem analogicznego okresu w ubiegłym roku i nieznacznie wyższa względem średniej aktywności transakcyjnej w ostatnich pięciu latach. Co warto zaznaczyć, na aktywność najemców w ostatnich 12 miesiącach w dużym stopniu wpłynął widoczny trend optymalizacji i redukcji zajmowanej przez najemców powierzchni biurowej.

Niemniej jednak, liczba zawartych transakcji na warszawskim rynku biurowym jest o blisko 18% wyższa niż w rekordowym pod względem ilości wynajętej powierzchni 2019 roku i jedynie o 5% mniejsza względem analogicznego okresu w 2022 roku. Utrzymująca się relatywnie wysoka liczba finalizowanych umów świadczy o wysokiej płynności rynku najmu, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Do największych umów zawartych w tym okresie możemy zaliczyć renegocjację umowy najmu przez GDDKiA w budynku Green Corner (12 900 mkw.), umowę przednajmu zawartą przez Luxmed w budynku Lakeside (12 000 mkw.) i renegocjacje umowy Accenture w budynku Proximo II (8 800 mkw.).

W 2023 roku strukturę popytu zdominowały relokacje, które stanowiły ok. 53% wszystkich zawartych umów. Renegocjacje i ekspansje odpowiadały odpowiednio za 43% i 4% wszystkich zawartych umów. Przy czym udział renegocjacji był wyższy o blisko 4 pp. względem 2022 roku. Prognozujemy, że w kolejnych kwartałach aktywność najemców na warszawskim rynku będzie utrzymywać się na stabilnym poziomie, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

STAWKI CZYNSZÓW: LOKALIZACJA, JAKOŚĆ BUDYNKU I POZIOM OBŁOŻENIA POZOSTANĄ GŁÓWNYMI ELEMENTAMI WPŁYWAJĄCYMI NA WZROSTY STAWEK CZYNSZU

W 2023 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły 22,00-26,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 13,50-16,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych i nie uległy zmianie względem końca 2022 roku.

W 2024 roku będziemy mieć do czynienia z kontynuacją presji na wzrost stawek czynszu, zwłaszcza w przypadku projektów znajdujących się w budowie. Ponadto wpływ waloryzacji umów najmu w 2024 roku będzie dalej odczuwalny i wyniesie według prognoz ok. 4-5% dla umów zawartych w euro. O ile waloryzacja dotyczy znacznej większości obowiązujących umów najmu, o tyle strategia właścicieli dotycząca nowych umów najmu będzie różnić się w zależności przyjętych parametrów dla zarządzanego portfela, komentuje Grzegorz Dyląg, Partner, Head of Asset Services Business Space, Asset Services EMEA, Cushman & Wakefield.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: CORAZ MNIEJ DOSTĘPNYCH BIUR

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na warszawskim rynku biurowym od początku 2022 roku utrzymuje się w trendzie spadkowym, a ograniczenie aktywności deweloperskiej będzie sprzyjać dalszej kompresji dostępnej powierzchni biurowej w 2024 roku. Dostępność powierzchni biurowej na koniec 2023 roku wyniosła prawie 647 000 mkw. i spadła o blisko 80 000 mkw. względem analogicznego okresu w 2022 roku. Wskaźnik powierzchni niewynajętej w IV kwartale 2023 roku wyniósł 10,4%, co oznacza spadek o 1,2 pp. rok do roku i o 0,2 pp. kwartał do kwartału.

Wskaźnik absorpcji netto dla warszawskiego rynku biurowego w 2023 roku wyniósł ponad 114 300 mkw. i był o ok. 60% niższy względem 2022 roku. Zakładamy, ze tempo absorpcji powierzchni w 2024 roku będzie utrzymywać się na niższym poziomie niż w latach ubiegłych między innymi ze względu na kwestię optymalizacji przestrzeni biurowych przez najemców, co w długim terminie będzie wpływać negatywnie na saldo nowych wejść i ekspansji, względem redukcji powierzchni, podsumowuje Joanna Blumert, Head of Occupier Services, Cushman & Wakefield.

Długi firm transportowych przekroczyły 2 mld zł. Co czwarta ma problemy z płynnością

Zaległe zadłużenie przedsiębiorców zajmujących się drogowym transportem towarów przekroczyło właśnie 2 mld zł. Kolejny rok wzrosło o prawie 11 proc., choć trzy lata temu spadało. Na czas nie płaci swoim kontrahentom co dziewiąty przewoźnik. Co czwarta firma transportowa doświadczyła w minionym roku problemów z płynnością finansową, głównie za sprawą nieterminowego wpływu zapłaty za świadczone usługi – wynika z analiz Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.  

Transport to kluczowy element całej gospodarki. Od niego zależy dostępność towarów, a także ich koszt. Przewóz potrafi bowiem stanowić nawet 80 proc. ostatecznej ceny towarów. Ostatnie czasy nie były dla przewoźników łaskawe. Na ich trudną sytuację miał wpływ drastyczny wzrost cen paliwa, wysokie stopy procentowe, rosnące koszty pracy i wreszcie wszystko co związane z wojną w Ukrainie: zamknięte rynki, odpływ pracowników, konkurencja tamtejszych firm i protesty na granicy. Na transporcie odbijają się wszystkie problemy gospodarcze i geopolityczne, które pojawiły się w kraju i Europie. Widać to w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, gdzie w sumie przeterminowany dług przewozu drogowego towarów wzrósł w ciągu roku (od listopada 2022 do listopada 2023) o 196 mln zł (10,7 proc.). W tym czasie zaległości wszystkich firm podwyższyły się o niecałe 8 proc.  Podobnie sytuacja wyglądała też w 2022 r. i była to spora odmiana po tym jak w 2021 r. zaległości transportu drogowego towarów spadały, choć w całej gospodarce przybyło wówczas przeterminowanych zobowiązań o 11 proc.

Nieopłacone w terminie raty kredytów i faktury firm o PKD 484 wyniosły na koniec listopada ub.r. już prawie 2,02 mld zł. Zaległości ma ponad 25 tys. działających, zawieszonych i zamkniętych przedsiębiorstw. Średnio na podmiot przypada ponad 80 tys. zł.  Problemy transportu drogowego towarów stanowią zdecydowaną większość przeterminowanych zobowiązań całego sektora transportowo-magazynowego, który ma ponad 34 tys. niesolidnych dłużników na kwotę 2,9 mld zł.

Długi firm transportowych

– Odsetek niesolidnych płatników utrzymuje się tu na wysokim, blisko 11 proc. poziomie, co oznacza dla dostawców tej branży, że ryzyko trafienia na firmę w kłopotach jest całkiem wysokie. Niemal co 9. przedsiębiorstwo transportowe może nie zapłacić w terminie lub wcale. Dlatego warto sprawdzać przyszłych kontrahentów pod względem ich wiarygodności płatniczej i monitorować sytuację stałych partnerów – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor i firmom transportowym radzi to samo, bo właśnie opóźnione płatności od zleceniodawców okazały się dla

nich jedną z głównych przyczyn problemów z płynnością finansową w minionym roku, wynika z cyklicznych badań MŚP, realizowanych dla BIG InfoMonitor. 

Najmniej kłopotów mają przewoźnicy z Podkarpacia

Gdy spojrzeć na podział niesolidnych płatników według województw widać, że najlepiej radzą sobie przewoźnicy z Podkarpacia. Udział firm z zaległymi zobowiązaniami wynosi tam 7 proc. przy średniej ogólnokrajowej bliskiej 11 proc. Na drugim biegunie są województwa: wielkopolskie, śląskie, łódzkie i dolnośląskie, w których kłopoty ma 12 proc. przewoźników.

Najmniej kłopotów mają przewoźnicy z Podkarpacia

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Problemy zza wschodniej granicy

Wysoki odsetek firm nieradzących sobie z regulowaniem rat kredytów i faktur w bazach BIK i BIG InfoMonitor nie zaskakuje, transportowy biznes nie ukrywa, że jest mu ciężko. W ostatnim badaniu „Skaner MŚP” realizowanym dla BIG InfoMonitor, to właśnie najwięcej przedstawicieli tej branży podało, że przedsiębiorstwo miało w zeszłym roku problemy z płynnością finansową, przyznała tak ponad ¼ mikro, małych i średnich firm transportowych. Powody? Przede wszystkim opóźnione płatności od kontrahentów, a nawet ich brak. Po drugie wysoka inflacja, za którą poszedł wzrost stóp procentowych i tym samym kosztów obsługi rat kredytowych oraz leasingowych. Po trzecie wzrost praktycznie wszystkich kosztów prowadzenia działalności.

Dodatkowo,  europejskie stawki transportowe już wcześniej w niektórych przypadkach ledwie pokrywające koszty, drastycznie spadły. Stało się tak m.in. w rezultacie nierównej konkurencji z ukraińskimi firmami, która rozpoczęła się po czerwcu 2022 r., po tym jak Unia Europejska zdecydowała się ułatwić zaatakowanemu przez Rosję państwu wywóz płodów rolnych. Z myślą o tym Unia zniosła konieczność uzyskiwania zezwoleń na transport między Ukrainą i poszczególnymi państwami UE. Niektórzy ukraińscy przewoźnicy zaczęli jednak naginać przepisy i świadczyć usługi kabotażowe wewnątrz państw członkowskich UE, a nawet pomiędzy nimi. Mogą sobie pozwolić na oferowanie atrakcyjnych cen, bo nie muszą spełniać unijnych wymogów dotyczących wynagrodzeń czy czasu pracy. Polscy przewoźnicy przez ponad dwa miesiące domagali się zmian blokując przejścia graniczne z Ukrainą. Zmiana rządu skłoniła ich do przerwania protestu na granicy do 1 marca.

Mało optymistyczne perspektywy

Na koniec 2023 r. 17 proc. firm transportowych deklarowało, że jest w złej kondycji finansowej, a kolejnych 5 proc. określało swoją sytuację jako bardzo złą – wynikało z badania „Skaner MŚP”. O dobrej kondycji wspominało 35 proc. firm, a o ani dobrej, ani złej najwięcej, bo 42 proc. badanych przedsiębiorców. O bardzo dobrej kondycji mówiło zaledwie 1,5 proc. ankietowanych – to najmniejszy odsetek spośród pięciu analizowanych branż.

Obecny rok może być równie trudny. Konflikt z przewoźnikami zza wschodniej granicy pozostaje nierozstrzygnięty, a w związku z dyrektywą unijną 2022/362 w grudniu 2023 r. wzrosły opłaty drogowe dla ciężarówek w niektórych krajach, np. w Niemczech o 83 proc., a do marca będą je musiały zaktualizować wszystkie państwa unijne. Co roku obniżane są też maksymalne normy emisji CO2, co zmusi niektórych przedsiębiorców do kosztownej modernizacji floty.

Aby poprawić swoją sytuację, 25 proc. respondentów badania „Skaner MŚP” z branży transportowej zakłada, że konieczne będzie cięcie wydatków. Jednocześnie, aby osiągnąć zysk, co piąty badany przewoźnik zamierza utrzymać dotychczasowe marże, a co dziesiąty podnieść je. Zaledwie kilkanaście procent zakłada, że uda się rozwijać poprzez poprawę efektywności (14 proc.) i zwiększenie sprzedaży (11 proc.).

– Na pewno konieczna jest też mniejsza tolerancja na niepłacących w terminie zleceniodawców, bo jak dowodzą dane z naszych baz i cyklicznych analiz, zdecydowanie nie jest to sposób na trudne czasy – radzi Sławomir Grzelczak.  

Skaner MŚP, badanie omnibusowe, ilościowe CATI wśród 500 mikro, małych i średnich firm, wykonane przez Instytut Keralla Research w październiku 2023 r.

Jakie akcesoria warto dokupić do MacBooka?

Szukasz sposobu, aby zwiększyć produktywność w trakcie korzystania z MacBooka? A może chcesz go przekształcić w serce zaawansowanego stanowiska komputerowego? W tych i wielu innych przypadkach, z pomocą przychodzą akcesoria do MacBooka, które nie tylko podniosą efektywność Twojej pracy, ale również znacząco zwiększą komfort użytkowania. Zobacz, w które akcesoria warto zainwestować, aby bezproblemowo współpracowały z laptopem Apple.

Akcesoria do MacBooka – na co zwrócić uwagę przy wyborze?

Zanim zdecydujesz się na zakup akcesoriów do MacBooka, zwróć uwagę na kilka kluczowych elementów, dzięki którym wybierzesz produkt kompatybilny z laptopami Apple. Oto najważniejsze cechy, którymi powinny charakteryzować się dodatki do Maców:

  •       Złącze USB-C – laptopy Apple, w zależności od modelu, posiadają dwa lub trzy złącza Thunderbolt 3, które oferują nie tylko szybki transfer danych sięgający 40 Gb/s, ale również obsługują protokół DisplayPort do wyświetlania obrazu na monitorach zewnętrznych. Przy wyborze akcesoriów upewnij się, że są one kompatybilne z tym interfejsem i gwarantują odpowiednią prędkość transferu danych;
  •       Obsługa standardu Bluetooth – nowe modele MacBooków obsługują standard Bluetooth 5.3, co oznacza stabilne połączenie i efektywne zarządzanie energią. Wybierając akcesoria bezprzewodowe, zwróć uwagę, aby wspierały one najnowszą wersję Bluetooth (zalecane 5.X), co zapewni optymalną współpracę z Twoim MacBookiem;
  •       Marka godna zaufania – najlepiej wybierać akcesoria od znanych i sprawdzonych marek, które specjalizują się w produkcji akcesoriów do komputerów. Produkty takich firm posiadają niezbędne certyfikaty i zapewniają płynną współpracę z komputerami Apple.

Szukając akcesoriów dedykowanych MacBookom, sprawdź sklep Lantre, autoryzowanego sprzedawcę Apple. Odwiedź https://lantre.pl/komputery-apple-mac/akcesoria-mac.html, aby odkryć szeroki wybór produktów, które spełnią Twoje oczekiwania i są w pełni zgodne z MacBookami.

Niezbędne akcesoria do MacBooka

Kable i adaptery

Nowoczesne MacBooki posiadają złącza Thunderbolt, które wymagają zastosowania odpowiednich kabli i adapterów przy podłączaniu zewnętrznych urządzeń.

Kabel do MacBooka powinien posiadać złącze USB-C o odpowiedniej przepustowości, dopasowanej do podłączanego urządzenia. Przykładowo, jeśli będziesz chciał podłączyć monitor lub telewizor o rozdzielczości 4K, użyj przewodu USB 3.1 Gen. 2 o prędkości 10 Gb/s, natomiast w przypadku np. drukarki, wystarczy model obsługujący standard USB 2.

Jeśli chodzi o przejściówkę, to zwróć uwagę, aby posiadała złącze, którego potrzebujesz, np. USB-A, HDMI, czy Ethernet. Ważne jest również, aby posiadała port USB-C do podłączenia z laptopem Apple. Ciekawym rozwiązaniem są wieloportowe huby USB-C, które pozwalają na podłączenie kilku urządzeń jednocześnie.

Kable i przejściówki w pełni kompatybilne z MacBookiem znajdziesz w sklepie Lantre pod adresem: https://lantre.pl/komputery-apple-mac/akcesoria-mac/kable-i-adaptery-mac-81.html

Precyzyjne myszki

Jeśli często korzystasz z MacBooka przy biurku, rozważ zakup zewnętrznej myszki, która zwiększy komfort korzystania. Apple Magic Mouse to model w pełni kompatybilny z urządzeniami Apple, który oferuje nie tylko estetyczny, minimalistyczny design, ale również wysoką funkcjonalność. Istotną cechą Magic Mouse jest jej dotykowa powierzchnia obsługująca gesty w systemie macOS, co zwiększa efektywność pracy.

Wygodne klawiatury

Przy zakupie zewnętrznej klawiatury do MacBooka, zwróć uwagę, aby była wyposażona w klawisze charakterystyczne dla systemu macOS, takie jak Command (cmd) czy Option. Naturalnym wyborem, który gwarantuje pełną integrację z laptopami Mac oraz oferuje identyczny układ klawiszy, jest Apple Magic Keyboard. Klawiatura od Apple dostępna jest w dwóch wariantach: kompaktowym (identycznym jak w MacBooku) oraz pełnowymiarowym z dodatkowym polem numerycznym. Co istotne, wybrane modele klawiatury Apple posiadają przycisk Touch ID, który umożliwia szybką weryfikację tożsamości – funkcja ta jest szczególnie przydatna, gdy korzystasz z MacBooka podłączonego do zewnętrznego monitora przy zamkniętej klapie komputera.

Gładziki z obsługą gestów

Gładzik w laptopach Apple jest uznawany za jeden z najlepszych na rynku, głównie dzięki dużej powierzchni dotykowej, wysokiej precyzji oraz zaawansowanemu wsparciu dla gestów systemu macOS. Jeśli chcesz korzystać z MacBooka w trybie stacjonarnym, możesz wybrać również zewnętrzną wersję gładzika, Apple Magic Trackpad, który podobnie jak pozostałe akcesoria, dostępny jest w dwóch kolorach: klasycznym białym i eleganckim czarnym.

Monitory do Apple

Jeśli chcesz uzyskać obraz na monitorze zewnętrznym o podobnej jakości, jak w przypadku ekranu MacBooka, zdecyduj się na zakup Apple Studio Display. Ten 27-calowy model dysponuje panelem IPS o rozdzielczości 5K (5120 na 2880 pikseli), wyświetla miliard kolorów, obsługuje szeroką gamę barw P3 oraz wspiera technologię True Tone. Tym samym, zapewnia jakość obrazu dorównującą tej dostępnej w MacBookach Pro i Air. Co istotne, monitor Apple jest wyposażony w port Thunderbolt 3, który umożliwia nie tylko transmisję obrazu, ale i ładowanie MacBooka za pomocą jednego kabla. Ponadto, monitor dysponuje trzema portami USB-C, które pozwalają na podłączenie urządzeń peryferyjnych i wymianę danych z prędkością do 10 Gb/s.

Oto co jeszcze wyróżnia Apple Studio Display:

  •       Kamera 12 MP o przysłonie f/2,4, idealna do prowadzenia wideorozmów,
  •       System sześciu głośników hi-fi, zapewniający wysoką jakość dźwięku,
  •       Układ trzech mikrofonów klasy studyjnej,
  •       Możliwość wyboru wersji ze szkłem nanostrukturalnym przypominającym matowy panel.

Poza monitorem Apple Studio Display, zwróć również uwagę na wyświetlacze marki Eizo. Są one dostępne w różnych rozmiarach i przedziałach cenowych, oferując jakość obrazu, która sprosta oczekiwaniom profesjonalnych grafików i fotografów.

Jeśli chcesz porównać wspomniane modele, zobacz dedykowane monitory do Apple w Lantre i wybierz ten, który najlepiej odpowiada Twoim potrzebom.

Ładowarki i zasilacze

W zależności od modelu, MacBooka można naładować za pomocą portu Thunderbolt lub złącza MagSafe 3. To właśnie takich akcesoriów powinieneś szukać, aby uzupełnić energię w laptopie Apple. Poza złączem, zwróć również uwagę na moc ładowarki:

  •       Do MacBooka Air M1 wybierz zasilacz o mocy 30 W,
  •       Do MacBooka Air M2 13 i 15 wybierz zasilacz o mocy 35 W,
  •       Do MacBooka Pro 14 M3/M3 Pro/M3 Max wybierz zasilacz o mocy 96 W (aby skorzystać z szybkiego ładowania),
  •       Do MacBooka Pro 16 M3 Pro/M3 Max wybierz zasilacz o mocy 140 W (aby skorzystać z szybkiego ładowania).

Akcesoria, które odkryją pełny potencjał MacBooka

Właściwy wybór akcesoriów do MacBooka może znacząco zwiększyć produktywność i podnieść komfort pracy przy laptopie. Niezależnie od tego, czy chcesz kupić myszkę, klawiaturę, gładzik, kable czy zewnętrzne monitory, zwróć uwagę, aby wybrać te akcesoria, które są kompatybilne z Twoim MacBookiem.

Rozkręca się boom na fundacje rodzinne. W 2023 r. zarejestrowano blisko 450 podmiotów. Eksperci zaskoczeni wynikami

Według danych z Rejestru Fundacji Rodzinnych, prowadzonego przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim, do końca grudnia ub.r. zarejestrowano 448 tego typu podmiotów. Do tego ogólnie złożono 828 wniosków. Rozpatrzenie jednego z nich trwało średnio od 14 do 180 dni. Tutaj warto zaznaczyć, że ustawa obowiązuje dopiero od maja 2023 r. Według znawców tematu, rejestracji jest zaskakująco dużo. Jednocześnie eksperci komentujący te dane twierdzą, że tego typu fundacji mogłoby być jeszcze więcej. Barierą jest np. wydłużony czas procedury. Do tego dochodzą koszty. Rejestr podmiotów nie jest też w pełni elektroniczny, a to mogłoby uprościć część działań.

Fundacja rodzinna to nowa instytucja pozwalająca zarządzać aktywami firmy w ramach tzw. sukcesji. Szczególnie sprawdza się w sytuacji, gdy spadkobierców jest wielu lub są oni niepełnoletni. Proces może przeprowadzić założyciel firmy lub główny udziałowiec, a przekazanie aktywów do fundacji pozwala zachować majątek w niezmienionej formie, także gdy nie wszyscy spadkobiercy są zainteresowani udziałem w zarządzaniu firmą.

– Przedsiębiorcy, myślący o sukcesji czy założyciele startupów, mogą widzieć w fundacjach rodzinnych atrakcyjne narzędzie przede wszystkim do skonstruowania trwałej struktury organizacyjnej, która daje także możliwość efektywnego opodatkowania – komentuje doradca podatkowy Ewa Flor. – Wartość tego rozwiązania może wynikać nie tylko z aspektów podatkowych, ale także z możliwości skonstruowania struktury, która pozwala na skuteczne zarządzanie majątkiem rodziny i kontynuowanie działalności w dłuższej perspektywie – stwierdza ekspertka.

Jak wynika z danych Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, który prowadzi Rejestr Fundacji Rodzinnych, w 2023 roku zarejestrowano ich 448. Według ekspertów, to zaskakująco dużo.

– Fundacja rodzinna stanowi innowacyjne i elastyczne rozwiązanie, niosące ze sobą wiele korzyści również na gruncie podatkowym. Mimo ich rosnącej popularności, istnieją nadal obszary niejasności w zakresie ich funkcjonowania – mówi Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars Aequi. – Korzyści płynące z ustanowienia fundacji rodzinnej, choć w pewnym stopniu kompensujące ewentualne niejasności czy ryzyko związane z nowością tej instytucji, są wystarczająco atrakcyjne, by skłonić wielu przedsiębiorców do podjęcia kroków w celu utworzenia fundacji  – dodaje mec. Niczyporuk.

Co podkreślają eksperci, rejestracji mogłoby być jeszcze więcej. W ubiegłym roku, według danych z sądu, rozpatrzenie wniosku o założenie fundacji rodzinnej trwało średnio od 14 do 180 dni. Dodatkowo, choć zarejestrowano 448 fundacji, złożono 828 wniosków. To zupełnie nowa instytucja, której funkcjonowania muszą się nauczyć wszyscy uczestnicy procesu. Ustawa weszła w życie w maju ubiegłego roku, tuż przed wakacjami, a to nie sprzyja tak poważnym decyzjom.

–  Bez wątpienia tempo rozpatrywania wniosków o rejestrację fundacji rodzinnych mogłoby być większe, zwłaszcza gdy porównać je do wniosków o rejestrację spółek kapitałowych. Czas oczekiwania na rejestrację ustabilizował się na poziomie 2-3 miesięcy. Zatem należy postulować, aby został skrócony – mówi Paweł Tomczykowski, partner zarządzający Kancelarią Tomczykowski Tomczykowska. – Rejestr fundacji rodzinnych nie jest jeszcze w pełni elektroniczny, a to uprościłoby część działań. Fundatorzy przedkładają sądowi akty założycielskie o różnej objętości i jakości – a to bez wątpienia ma wpływ na czas procedowania wniosku – dodaje Paweł Tomczykowski.

Nie można też zapominać o tym, że do przyspieszenia prac nad nowymi wnioskami potrzebne są pieniądze na nowe etaty w Sądzie Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Dodatkową barierą jest fakt, że podatnicy często wstrzymują się z korzystaniem z nowych przepisów, aż pojawi się jasna praktyka ich stosowania. Jak zauważa mec. Marek Niczyporuk, brak orzecznictwa czy postanowień organów skarbowych dotyczących interpretacji przepisów może być dodatkowym czynnikiem hamującym decyzję o założeniu tego typu fundacji.

Próg finansowy 100 tys. zł jako minimalny fundusz założycielski nie oddaje poziomu kosztów funkcjonowania fundacji rodzinnej. – Będzie znacznie wyższy, bo to profesjonalny instrument strukturyzacji sukcesyjnej i będzie wiązał się z różnymi kosztami, w tym obsługi księgowej, prawnopodatkowej, serwisowej, audytów, a także wynagrodzeń kadry zarządzającej – mówi radca prawny Agnieszka Krysik, prezes zarządu Operator Fundacji Rodzinnej, przewodnicząca Komisji BCC dla Rodzinnych Business Centre Club. – I to ten długoterminowy koszt może stanowić znaczącą barierę. Jeżeli dochody z majątku fundacji rodzinnej będą wystarczać na koszt i realizację świadczeń dla beneficjentów to taki podmiot ma szanse stać się realnym narzędziem w sukcesji – dodaje ekspertka z BCC.

Warto też dodać, że formalności są rozbudowane. Fundator musi złożyć oświadczenie o ustanowieniu fundacji rodzinnej przed notariuszem, sporządzić jej statut, przekazać majątek na fundusz założycielski o wartości co najmniej 100 tys. zł, ustanowić organy fundacji oraz złożyć wniosek o wpis do rejestru. Procedura ta nie wydaje się jednak istotnie bardziej skomplikowana niż w przypadku rejestracji innego podmiotu w KRS. – W miarę upływu czasu, gdy zaczyna kształtować się praktyka stosowania nowych przepisów, a organy podatkowe i sami przedsiębiorcy zdobywają w tym doświadczenie, nieufność wobec nowych rozwiązań zmniejsza się. Można prognozować, że przedsiębiorcy będą do konstrukcji fundacji rodzinnej podchodzić z coraz większą ufnością, co z pewnością przełoży się na przyszłe statystyki ilości funkcjonujących w takiej formie podmiotów – wyjaśnia doradca podatkowy Ewa Flor.

Przedstawienie szczegółowego statutu, określenie celów fundacji, ustalenie organów statutowych czy warunków funkcjonowania mogą stanowić pewne wyzwanie dla wnioskodawców. Konieczność dostosowania się do precyzyjnych przepisów oraz sporządzenie kompleksowego statutu może wymagać pewnej wiedzy prawnej i zaangażowania ze strony założycieli.

– W Niemczech na chwilę obecną funkcjonuje nieco ponad 12 tysięcy fundacji rodzinnych, a przecież tamtejsza gospodarka jest dużo większa od naszej. Natomiast niemieckie przepisy fundacyjne działają od wielu, wielu lat – mówi Paweł Tomczykowski. I dodaje, że formalne wymagania rejestrowe nie są żadną barierą dla potencjalnych fundatorów. Jednak zawsze można pewne czynności zautomatyzować i uprościć, co zapewne będzie miało miejsce.

Do tego doradca podatkowy Ewa Flor dodaje, że niesłychanie ważne dla upowszechnienia tego rozwiązania jest edukacja. To wciąż nowe narzędzie sukcesyjne i przede wszystkim ten czynnik winien decydować o powołaniu fundacji rodzinnej. – Część potencjalnych fundatorów nadal czeka, obserwuje praktykę i chce czerpać z doświadczeń tych, którzy fundacje już założyli – mówi mec. Agnieszka Krysik. – Grono fundatorów jest różnorodne. Niektórzy przygotowali się wcześniej i założyli fundację rodzinną. Inni są w procesie i przygotowują dokumenty fundacyjne, kolejni natomiast są na etapie uzgodnień sukcesyjnych lub przed projektowaniem statutu fundacji – podsumowuje ekspertka z BCC.

Przedsiębiorcy zniecierpliwieni. Kiedy Rząd zajmie się składką zdrowotną?

Przedsiębiorcy nie mają wątpliwości, że priorytetem dla sektora MŚP jest szybki powrót do zryczałtowanej niskiej składki zdrowotnej. Wśród oczekiwań politycznych wobec nowej koalicji rządzących ten postulat jest absolutnie najistotniejszy, gdy mówimy o tematach, którymi zajmują się przedsiębiorcy. – Nie ma wątpliwości, że w minionych latach przedsiębiorcy mieli poczucie, że w najważniejszych tematach ich głos jest ignorowany. Sygnalizowaliśmy wielokrotnie, że nie można traktować firm jako niewyczerpalnych źródeł pieniędzy do realizacji postulatów socjalnych. Dzisiaj ponawiamy nasz apel: czas zmienić formułę składki zdrowotnej – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W przypadku przedsiębiorców rozliczających się ryczałtowo składka zdrowotna uzależniona jest od średniej krajowej. Ta rośnie z kwartału na kwartał, co jest efektem wzrostu płacy minimalnej. Wiadomo już, że ryczałtowcy będą musieli zapłacić o ponad 11 proc. więcej niż w ubiegłym roku. To wszystko efekt zmian, jakie wprowadził Nowy Ład, co prawda nowy rząd obiecał powrót do starych zasad wyliczania składki, jednak wciąż na ten temat jest cisza.

– Przedsiębiorcy oczekują jasnych i przejrzystych zasad opłacania składek zdrowotnych. Od momentu, gdy w życie wszedł Polski Ład, wiele firm, w tym jednoosobowych działalności gospodarczych płaci dużo większe składki. Znamy przypadki firm, które upadły, bo nie były w stanie płacić swoich zobowiązań. Powrót do zryczałtowanej, niskiej składki zdrowotnej traktujemy jako jeden z priorytetowych postulatów do nowego Rządu. Apelujemy do posłów i ministrów o konkretne deklaracje w tej sprawie – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Ogromna presja płacowa, opóźnione efekty wysokiej inflacji, zwiększające koszty prowadzenia biznesu oraz zwiększające ryzyka utrzymania przychodów – do tych czynników dochodzi zwiększone opodatkowanie mikro i małych przedsiębiorców nazwane przekornie składką zdrowotną. Mały biznes ugina się pod ciężarem danin nałożonych Polskim Ładem i czas już z tym skończyć. Mały biznes wymaga ochrony i zmniejszenia kosztu składki zdrowotnej poprzez powrót do zryczałtowanej wielkości przy utrzymaniu częściowego jej odliczenia – dodaje Michał Wojtas, skarbik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  – Obecny stan to nic jak zwiększone opodatkowanie mikro i małego biznesu. Tak dłużej być już nie może, zatem apelujemy do Rządu o jak najszybsze wprowadzenie zmian, które efektywnie obejmą cały 2024 rok – dodaje Michał Wojtas.

Zmiany w składce zdrowotnej to jeden z priorytetów do nowego Rządu RP, który Północna Izba Gospodarcza zawarła w „Dziesiątce Izby” w której piszemy o priorytetach dla przedsiębiorców.

Spółka Vivid Games zaprezentowała wstępne wyniki finansowe za 2023 rok

Spółka wygenerowała w 2023 roku 21 mln zł przychodu ze sprzedaży i EBITDĘ na poziomie 3,4 mln zł. Strata netto odnotowana przez Vivid Games wynosi 0,18 mln zł. Na wynik za 2023 rok wpłynęły m.in. cofnięcie dofinansowania dla projektu technologicznego przez NCBiR oraz problemy w kooperacji z developerem gry Knight Fights 2. Spółka realizuje zaktualizowaną w 2023 roku strategię, która obok kolejnych partnerstw biznesowych zakłada jako priorytet rozwój nowych projektów, na czele z Real Boxing 3.

Wyniki za rok 2023 są poniżej naszych oczekiwań. Niebagatelny wpływ na to miała sytuacja wstrzymania, a ostatecznie odebrania przez NCBiR finansowania naszemu projektowi technologicznemu Blast. Wpłynęło to nie tylko na konieczność dynamicznego modyfikowania budżetu całej Spółki, ale odbiło się także na tempie rozwoju i efektywności Eroblast i LoveNest, co do których mieliśmy ambitne założenia. Rok 2023 oceniam jednak jako bardzo istotny dla przygotowania Spółki do efektywnej pracy w kolejnych latach. Spłaciliśmy ostatnie raty za obligacje, zreorganizowaliśmy portfolio, skupiając się na dochodowych produkcjach oraz wyznaczyliśmy ambitne, realne cele na kolejne lata. Pozyskaliśmy pierwszych partnerów biznesowych i poczyniliśmy znaczące postępy w produkcji największej gry w naszej historii – Real Boxing 3. W trakcie 2024 roku zamierzamy istotnie wzmocnić stabilność finansową oraz nawiązać nowe, strategiczne partnerstwa biznesowe. Jednocześnie planujemy kontynuować daleko idący rozwój uniwersum Real Boxing” – podkreśla Piotr Gamracy, CEO Vivid Games. „Nasze plany obejmują także rozwój mniejszych tytułów, które stanowią ważny element dywersyfikacji źródeł przychodów. Chcemy utrzymać elastyczność i zdolność do adaptacji do zmieniających się trendów rynkowych. Nie wykluczam, że w 2024 zaczniemy działać w kolejnym segmencie rynku, który obecnie uważnie badamy” – dodaje Gamracy.

Rozwój cyfrowych kompetencji – w czyim interesie?

Polacy uważają, że w kontekście rynku pracy są biegli w technologiach. Z najnowszego badania Pracuj.pl wynika, że aż 72% respondentów pozytywnie ocenia swoje cyfrowe kompetencje, czyli zdolność do sprawnego korzystania z technologii – m.in. urządzeń, Internetu czy programów i aplikacji. Respondenci zdają sobie bowiem sprawę z tego, że jeśli nie będą się cyfrowo rozwijać, to wkrótce mogą mieć trudności z utrzymaniem swojego stanowiska lub znalezieniem nowej pracy, wynika z badania. Czy to powód, dla którego aż ¼ badanych podkreśla znajomość cyfrowych narzędzi w swoich dokumentach rekrutacyjnych?

Najważniejsze informacje:

  • ¾ Polaków pozytywnie ocenia swoje cyfrowe kompetencje w kontekście pracy.
  • 6 na 10 badanych uważa, że jeśli nie będą nabywać nowych kompetencji cyfrowych, to coraz trudniej będzie im znaleźć nową pracę lub utrzymać swoje stanowisko.
  • Połowa badanych sądzi, że wysokie kompetencje cyfrowe są ich atutem przy szukaniu pracy.
  • 2 na 10 uważa natomiast, że mała znajomość technologii bywa dla nich wyzwaniem w rekrutacji.
  • 45% respondentów jest przekonane, że potrafi szybko uczyć się nowych technologii.

Cyfrowe kompetencje – po co?

W Polsce obserwuje się obecnie rosnące wykorzystanie w firmach zaawansowanych systemów informatycznych, takich jak choćby rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję. Według raportu KPMG, 15% polskich organizacji już teraz korzysta z technologii AI, a dodatkowe 13% planowało wdrożyć je do końca 2023 roku1.

Wobec takiej sytuacji nieustanny rozwój kompetencji cyfrowych jest we własnym interesie każdego pracownika, który chce pozostać konkurencyjny na rynku pracy. Jak pokazuje najnowsze badanie przeprowadzone przez Pracuj.pl, aż 6 na 10 Polaków uważa, że jeśli nie będą nabywać nowych kompetencji cyfrowych, to coraz trudniej będzie im znaleźć nową pracę lub utrzymać swoje stanowisko. Przeciwnego zdania jest tylko 1 na 10 badanych.

Biegłe poruszanie się w świecie technologii jest dziś istotne nie tylko w zawodach związanych z sektorem IT, lecz niemal na całym rynku pracy. Wysoko rozwinięte kompetencje cyfrowe umożliwiają m.in. efektywną pracę z domu, która – nawet jeśli w okrojonym zakresie – na długo pozostanie popularnym modelem wykonywania zadań. W dobie rosnących zagrożeń cybernetycznych kluczowa z kolei staje wiedza na temat zabezpieczania danych i zachowania prywatności online. Ciągle pojawiają się także nowe narzędzia, oparte o nowe technologie, które znajdują zastosowanie w bieżącej pracy i konieczne jest nadążanie za nimi. Przykładem mogą być choćby narzędzia wykorzystujące AI, powszechnie dziś stosowane m.in. w marketingu. A to tylko trzy przykładowe powody, dla których sprawne poruszanie się w cyfrowym świecie może mieć kluczowe znaczenie dla wszystkich uczestników rynku pracy – komentuje Małgorzata Skonieczna, ekspertka ds. badań kandydatów w Pracuj.pl.

Nabywanie nowych kompetencji cyfrowych może także otwierać nowe ścieżki rozwoju zawodowego. Jak wynika z badania Pracuj.pl, aż 44% Polaków chciałoby posiadać kompetencje umożliwiające im podjęcie pracy w dynamicznym sektorze IT.

Co ciekawe, dobra znajomość cyfrowych narzędzi pozwala nie tylko odnaleźć się na rynku pracy, ale i bywa sprzymierzeńcem w poszukiwaniu zatrudnienia. 51% badanych przez Pracuj.pl Polaków przyznało, że ich wysokie kompetencje cyfrowe bywają atutem przy szukaniu pracy. Dają im bowiem łatwość znajdowania ofert czy w korzystaniu z narzędzi do budowy CV. A te są coraz powszechniej stosowane (⅓ respondentów miała, na przykład, okazję skorzystać z automatycznego generatora CV, który przygotowuje dokument na podstawie informacji uzupełnionych przez kandydata czy kandydatkę w profilu na portalu rekrutacyjnym, z kolei 53% ocenia pozytywnie możliwość otrzymywania rekomendacji dotyczących ulepszeń w ich profilu kandydata na portalu rekrutacyjnym generowanych przez AI).

Biegli w technologiach

Na szczęście, jak wynika z danych, Polacy całkiem dobrze odnajdują się w cyfrowym świecie w kontekście pracy. Lepiej w każdym razie niż w ubiegłorocznej edycji badania, w której 47% z nich uważało, że te umiejętności ma zbyt słabo rozwinięte, co może stanowić dla nich problem w momencie poszukiwania możliwości zawodowych. Aktualne badanie pokazało, że tylko 2 na 10 badanych uważa, że ich zbyt mała znajomość technologii jest dla nich niekiedy wyzwaniem w procesie szukania pracy. Z kolei jedynie 10% sądzi, że nienadążanie za rozwojem nowych technologii jest ich szczególną wadą w kontekście pracy zawodowej.

Zdając sobie sprawę z tego, że kompetencje cyfrowe mogą stanowić zaletę na rynku pracy i mogą być istotne z punktu widzenia potencjalnego przyszłego pracodawcy, ¼ badanych (26%) w swoim CV podkreśla znajomość oprogramowania i systemów stosowanych na danym stanowisku.

Kto dba o cyfrowe kompetencje Polaków?

41% badanych uważa, że podczas edukacji przekazano im wiedzę, jak korzystać z narzędzi cyfrowych. (jednak aż 30% uważa przeciwnie, co oznacza, że są oni często zdani wyłącznie na samodzielny rozwój w tym zakresie). Respondenci, zdając sobie sprawę z konieczności cyfrowego rozwoju, są jednak chętni do poszerzania swojej wiedzy. 42% z nich wyraża np. chęć wzięcia udziału w szkoleniu dotyczącym korzystania z systemów z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, jeśli zorganizowałby je ich pracodawca. Badani podkreślają jednocześnie, że nowych rozwiązań technologicznych uczą się szybko – takiego zdania jest niemal połowa (45%) z nich.

Chociaż doświadczenia poszczególnych pokoleń rynku pracy związane z nowymi technologiami i ich stosunek do cyfrowego świata są zdecydowanie różne, to w kontekście pracy każdy pracownik, niezależnie od wieku i prywatnych doświadczeń z technologią, powinien zadbać o swoje cyfrowe kompetencje i ich rozwój. Na szczęście, jak pokazuje nasze badanie, tak się właśnie dzieje: wysoka, oscylująca wokół 70% ocena znajomości technologii, nie różni się mocno w poszczególnych grupach wiekowych. Choć niewykluczone, że osoby z pokolenia silver nadążanie za rozwojem nowych narzędzi może kosztować więcej niż Gen Z, którzy są właściwie tzw. digital natives
-komentuje Jolanta Lewandowska-Bitkowska, Ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

37% badanych uważa, że pracodawca dba o to, by ich kompetencje cyfrowe były wzmacniane (np. poprzez szkolenia z posługiwania się nowymi programami). Jednak aż ⅓ nie zgadza się z takim stwierdzeniem, zaś 30% nie ma zdania w tym temacie. Tymczasem, z punktu widzenia pracodawcy, zespół posiadający wysoko rozwinięte cyfrowe kompetencje sprzyja adopcji rozwiązań technologicznych, a w rezultacie często wzrostowi efektywności wielu procesów.

Wysokie kompetencje cyfrowe zespołu mają także inne zalety – pozornie z technologiami niezwiązane. Okazuje się bowiem, że aż 1 na 4 Polaków, posiadając prywatne konto w portalach społecznościowych, podaje tam informacje o swoim obecnym miejscu pracy. Dla 13% z nich obojętne jest przy tym, czy nie ujawnia w nich informacji, które mogłyby negatywnie odbić się na ich pracy lub wizerunku pracodawcy (choć zdecydowana większość – 62% – ma to na uwadze).

Z tego powodu w interesie pracodawców jest opracowanie firmowych zasad aktywności w mediach społecznościowych i podzielenie się nimi z pracownikami – nawet jeśli miałyby to być jedynie luźne i niezobowiązujące sugestie dotyczące tego, co i jak pisać na temat swojego miejsca pracy. Jak jednak wynika z badania Pracuj.pl, takich informacji nigdy nie otrzymało aż 39% respondentów.

​1 – https://kpmg.com/pl/pl/home/media/press-releases/2023/07/media-press-sztuczna-inteligencja-w-firmach-w-polsce-potencjal-do-wykorzystania.html

O BADANIU

Badanie „Nowe prawa rekrutacji” zostało przeprowadzone we wrześniu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2120 Polaków w wieku 18-65, w tym 424 osoby w wieku 55-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

W 7 na 10 firm brakuje rąk do pracy. Najtrudniej we wschodniej oraz południowej Polsce

Z niedoborem pracowników o odpowiednich kompetencjach zmagają się firmy na całym świecie. W Polsce na najtrudniejszą sytuację wskazują organizacje ze wschodniej (76%) i południowej (73%) części kraju. Jak pokazuje raport ManpowerGroup, o największej luce talentów mówią spółki zatrudniające od 250 do 999, a także powyżej 5 000 pracowników. Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower w Polsce podkreśla, że przyczyną zjawiska jest nie tylko niska dostępność kandydatów, ale także dynamiczna transformacja gospodarki, za którą nie nadąża zmiana kompetencji.

Publikacja ManpowerGroup „Niedobór talentów” pokazuje, że największą trudność z zatrudnieniem pracowników o pożądanych kompetencjach deklarują organizacje z Polski wschodniej (76%) i południowej (73%). Nieco lepiej sytuacja wygląda w południowo zachodnim (67%) oraz północno zachodnim (67%) regionie kraju. Najmniejszy niedobór talentów odczuwają pracodawcy w Polsce centralnej (61%) i północnej (56%).

– Jakkolwiek różnice między regionami są istotne, to jednak nie ma miejsca w Polsce, w którym mniej niż połowa pracodawców nie wskazywałaby na problemy w pozyskaniu pracowników o pożądanych kompetencjach. To pokazuje skalę wyzwania dla całego kraju z pewną specyfiką konkretnych obszarów – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower w Polsce. – Regionalny niedobór talentów jest bezpośrednio związany ze strukturą branżową danego terenu oraz jego zasobnością w wykwalifikowane kadry. Najwyższe deklaracje firm we wschodniej części Polski mogą dowodzić poprawiającej się tendencji w tworzeniu miejsc pracy na tym terenie przy ograniczonych zasobach ludzkich lub dużej części mieszkańców zatrudnionych w rolnictwie czy turystyce. Regiony południa oraz południowego zachodu od lat przodują w walce o kandydata. Powodem jest relatywnie silna dynamika nowych inwestycji i wysokie uprzemysłowienie, które może być dalej rozwijane poprzez istotne zasoby kompetencji, szczególnie na obszarze Dolnego Śląska, Śląska i Małopolski – dodaje ekspert.

Według danych z badania ManpowerGroup, najniższy niedobór kandydatów o pożądanym profilu deklarują firmy zatrudniające 1000 – 4999 talentów (57%). Na nieco większe wyzwania w tym zakresie wskazują pracodawcy z kadrą nieprzekraczającą 10 osób (63%). O niedoborze talentów na wyższym poziomie mówią firmy z zespołami liczącymi 10-49 (67%), a także 50-249 pracowników (67%). Z największymi problemami w rekrutacji kandydatów o pożądanych kompetencjach zmagają się pracodawcy mający w swoich strukturach 250-999 pracowników (71%) oraz ponad 5000 zatrudnionych osób (69%).

Zdaniem eksperta, na wielkość luki kompetencyjnej w Polsce wpływ ma zarówno zbyt niska dostępność kandydatów, jak i dynamiczna transformacja gospodarki, za którą nie nadąża zmiana kompetencji pracowników. – Z jednej strony, z tym zjawiskiem związana jest ewolucja struktury branżowej, bardzo dynamiczny rozwój sektora logistycznego, zawirowania w kluczowej dla naszej gospodarki branży motoryzacyjnej przestawiającej się na dodatek na produkcję samochodów elektrycznych. Trzeba też wspomnieć o zielonej transformacji, budującej zupełnie nowe działy polskiego przemysłu oraz usług. Z drugiej strony już teraz funkcjonujące przedsiębiorstwa, inwestując w optymalizacje czy automatyzacje procesów, bardzo często stawiają sobie za cel zwiększenie swoich zdolności produkcyjnych, a nie optymalizację zatrudnienia, co powinno cieszyć nas wszystkich. Oznacza to jednak, że w ramach równie licznego zespołu pracodawcy potrzebują innych kompetencji pozwalających na korzystanie z wdrożonych nowinek technologicznych – podsumowuje Kamil Sadowniczyk.

AI zmieni oblicze e-commerce. Wydatki na VR i AR w Europie będą rosnąć o ok. 22 proc. rocznie

W listopadzie i grudniu ubiegłego roku na ponad 17 proc. wszystkich zamówień świątecznych wpłynęła sztuczna inteligencja, co przekłada się na 199 miliardów dolarów – wynika z analizy Salesforce przeprowadzonej na podstawie aktywności cyfrowej 1,5 mld kupujących. Dane te wskazują na silny trend w e-commerce w 2024 roku, którym będzie duży wpływ sztucznej inteligencji na kanał sprzedaży online. Co dokładnie czeka e-handel w najbliższych miesiącach? Odpowiada ekspert Santander Consumer Banku.

Do 2025 roku wartość biznesowa powstająca dzięki sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowemu wyniesie 4,4 bln dol. – wskazuje raport „Unlocking the power of AI” firmy doradczej Deloitte. Wpływ AI będzie szczególnie widoczny w obszarze e-commerce w kolejnych miesiącach, zwłaszcza jeśli chodzi o promocję produktów i usług. Dowodzi tego choćby raport „Content w e-commerce w 2023” Altavia Kamikaze + K2, z którego można się dowiedzieć, że ponad 70 proc. firm e-commerce przewiduje, że sztuczna inteligencja będzie miała istotny wpływ na tworzenie treści w najbliższej przyszłości.

Sztuczna inteligencja bez wątpienia mocno wspiera sprzedaż w branży e-commerce – komentuje Patryk Perliński, Dyrektor Departamentu Sprzedaży i Relacji z Klientami Biznesowymi z Santander Consumer Banku.Pozwala ona choćby na dostarczenie bardziej spersonalizowanych doświadczeń zakupowych, co odpowiada na obecny trend dostosowywania się do indywidualnych preferencji klientów. Jednocześnie wpływa to pozytywnie na sprzedaż, ponieważ – jak wskazują badania rynkowe – osoby otrzymujące dopasowaną do siebie ofertę, wydają na zakupy więcej niż planowały. To jednak jedynie kropla w morzu, ponieważ zastosowań AI w e-handlu jest o wiele więcej i jest to m.in. segmentacja klientów czy optymalizacja treści, tak by była najbardziej atrakcyjna i intuicyjna dla użytkownika.

Nowe rzeczywistości na fali

Wśród prognoz na 2024 rok jest także wzrost popularności technologii VR i AR. Testowanie nowych produktów przed zakupem, organizacja wirtualnych wydarzeń czy interaktywnych prezentacji produktowych w świecie VR to tylko część strategii, które będą częściej wykorzystywane w br. Z kolei większe zainteresowanie wdrożeniami AR może przełożyć się na zwiększenie sprzedaży marek wykorzystujących to rozwiązanie, a w konsekwencji na ograniczenie problemu nadmiarowych zwrotów.

Wzrost konwersji przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii potwierdza wiele badań. Zapewne dlatego – według prognoz IDC – ich popularność jest tak duża, że wydatki na VR i AR w Europie mają rosnąć o ok. 22 proc. rocznie, osiągając wartość 8,4 mld dol. do 2027 roku – dodaje Patryk Perliński z Santander Consumer Banku. – Warto jednak wspomnieć o jeszcze jednej zalecie takich rozwiązań, którą jest sposób odtworzenia doświadczenia z wizyty w sklepie stacjonarnym w kanale online, co jest dużym wyzwaniem dla branży e-commerce.

Czas polubić chatboty

O roli chatbotów w e-commerce mówi się już od kilku lat, ale dopiero teraz, dzięki sztucznej inteligencji, doświadczamy prawdziwego rozwoju tej technologii. Obecnie coraz częściej korzysta się z zaawansowanych chatbotów, które już nie tylko odpowiadają na podstawowe, predefiniowane pytania, ale są w stanie udzielać użytkownikom precyzyjnych wskazówek i wchodzić z nimi w „dialog”. Takie boty są nazywane wirtualnymi asystentami. Według prognoz rynkowych w przyszłości będziemy mieć z nimi do czynienia coraz częściej. Jak wskazuje firma Gartner, do 2027 roku chatboty staną się głównym kanałem obsługi klienta dla około jednej czwartej organizacji. Biorąc to wszystko pod uwagę nie ma więc wątpliwości, że zarówno 2024 rok jak i kolejne lata w e-commerce będą pod dużym wpływem sztucznej inteligencji.

W 2024 r. frankowicze złożą więcej pozwów. Wzrost r/r będzie nawet 30-proc.

W 2024 roku nie będzie znaczących zmian w polityce wobec frankowiczów, w tym nowych przepisów. Widoczny powinien być natomiast wzrost liczby spraw w sądach. Może on wynieść nawet 30% rdr. Szacuje się, że dotychczas jedynie 10-15% wszystkich kredytobiorców frankowych podjęło się walki o swoje prawa. Jednak zeszłoroczne, przełomowe orzeczenia TSUE postawiły frankowiczów na uprzywilejowanej pozycji i zwiększyły ich gotowość do działań. To z kolei może wpłynąć na przyszłe orzecznictwo i postawę banków. Prawdopodobnie staną się one jeszcze bardziej skłonne do negocjacji. Będą też aktywniej dążyły do zawierania ugód i unikały składania apelacji w przegranych sprawach, by minimalizować swoje straty. Ten rok może także przynieść pewne stopniowe ulepszenia w obszarze rozpatrywania spraw, ale raczej nie należy spodziewać się przełomu w przyspieszeniu ich rozpoznawania.

Prounijna polityka nowego rządu

Rok 2023 był wyjątkowo pomyślny dla frankowiczów, szczególnie w kontekście orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE. Stanowiły one istotny przełom, stawiając kredytobiorców na uprzywilejowanej pozycji wobec banków. Najważniejsze było jasne stwierdzenie, że kredytodawcy nie mają prawa do pobierania dodatkowych opłat, co długo było sporną kwestią. To nie tylko umocniło pozycję frankowiczów, ale również zwiększyło ich morale i gotowość do walki o swoje prawa. Do tego w styczniu br. TSUE orzekł, że sąd nadzorujący postępowanie egzekucyjne może z urzędu badać potencjalnie nieuczciwy zapis w umowie. Dla konsumentów oznacza to uproszczenie i skrócenie postępowań sądowych.

Niestety, pojedyncze wyroki Sądu Najwyższego, które nie były zgodne z dominującą tendencją orzeczniczą, mogły wprowadzić pewien niepokój. Można jednak postrzegać je jako odstępstwa, niewpływające znacząco na ogólną sytuację. W tym roku należy oczekiwać kontynuacji trendu korzystnych wyroków dla frankowiczów, co będzie stanowiło zachętę do dalszego dochodzenia swoich praw.

W 2024 roku, z uwagi na prounijną postawę nowego rządu, nie powinno być znaczących zmian w polityce wobec frankowiczów, w tym nowych przepisów. Obecna władza mogłaby obawiać się potencjalnych sporów prawnych, wynikających z jednostronnych działań. Rząd prawdopodobnie będzie dążył do zachowania równowagi, unikając zarówno konfrontacji z instytucjami finansowymi, jak i nadmiernego obciążenia sektora bankowego. Jednocześnie może monitorować rozwój sytuacji, aby zapewnić zgodność z przepisami unijnymi i krajowymi.

Dalszy wzrost liczby pozwów

Frankowicze nadal będą zmuszeni polegać na indywidualnych działaniach prawnych w swojej walce z bankami. Należy jednak zauważyć, że ich sytuacja systematycznie się poprawia, a każdy kolejny rok przynosi nowe wygrane w sądach i lepsze perspektywy. Kredytobiorcy, którzy dotychczas wahali się z podjęciem działań prawnych, mogą w tym roku zdecydować się na złożenie pozwu przeciwko bankom. Widząc sukcesy innych, coraz więcej osób nabiera przekonania, że sądowa droga jest skuteczna.

Ci, którzy rozczarowali się niekorzystnymi propozycjami ugód lub w ogóle ich nie otrzymali, mogą teraz czuć się bardziej zmotywowani do zainicjowania procesu sądowego, co de facto już widać po nastawieniu frankowiczów przychodzących po pomoc do prawników. W obliczu rosnącej liczby wygranych spraw i wzrostu świadomości prawnej, kredytobiorcy mają coraz więcej narzędzi i wsparcia, aby efektywnie dochodzić sprawiedliwości. Dodatkowo wymiana informacji między frankowiczami sprzyja decyzjom o podjęciu starcia z bankiem w sądzie.

Nie przewiduje się wyhamowania tej tendencji, ponieważ frankowicze coraz bardziej uświadamiają sobie, że droga sądowa może być skuteczną formą dochodzenia swoich praw. Banki, utrzymując opór w kwestii ugód bez sądowej interwencji, dodatkowo motywują kredytobiorców do szukania sprawiedliwości w sądach. Dlatego rok 2024 prawdopodobnie przyniesie wzmożoną aktywność sądową w sprawach frankowych. To może wpłynąć na przyszłe orzecznictwo i postawę banków. Biorąc pod uwagę to, że do sądów trafiło dotąd jedynie 10-15% wszystkich frankowiczów, potencjał do wzrostu liczby spraw jest znaczny i może wynosić nawet 30% rdr.

Nagła zmiana strategii banków

Ze względu na rosnącą liczbę pozwów sądowych, w 2024 roku można oczekiwać zmiany strategii banków wobec frankowiczów. Będą coraz bardziej skłonne do rozpoczynania negocjacji już po złożeniu pozwu do sądu przez kredytobiorców. Ten krok będzie miał na celu ograniczenie liczby otwartych spraw w sądach, które mogą generować dodatkowe koszty i negatywnie wpływać na wizerunek banków.

Generalnie banki będą dążyć do minimalizowania swoich strat. Jednym ze sposobów na osiągnięcie tego celu może być unikanie składania apelacji w przegranych sprawach, ponieważ koszty sądowe tego typu działań dla banków są znaczące. Muszą one płacić 5% wartości przedmiotu sporu przy składaniu apelacji, podczas gdy frankowicz, jako konsument, ponosi jedynie koszt wpisu sądowego w wysokości 1000 zł.

Zmniejszenie liczby apelacji będzie również strategicznym ruchem ze strony banków, mającym na celu ograniczenie dalszych kosztów prawnych i operacyjnych. Kredytodawcy mogą uznać, że zawarcie ugód z frankowiczami, nawet jeśli wiąże się to z pewnymi ustępstwami, będzie korzystniejsze niż ryzyko ponoszenia wysokich kosztów sądowych i niepewności związanej z długotrwałymi procesami sądowymi.

Ulepszenie wymiaru sprawiedliwości

Pomimo rosnącej liczby kończących się spraw, raczej nie widać znaczącej poprawy w szybkości ich rozstrzygania. To wynika z nadal ograniczonej liczby specjalistów zajmujących się tą problematyką. Niemniej jednak wzmożona świadomość społeczna i medialna może przyczynić się do nacisku na system sądowy, aby poprawić sytuację. Możliwe, że zobaczymy niewielkie ulepszenia, takie jak poprawa zarządzania sprawami czy zwiększone wykorzystanie technologii.

Nadal istnieje jednak potrzeba długoterminowych rozwiązań przyspieszających rozstrzygnięcia, takich jak zwiększenie liczby orzeczników specjalizujących się w sprawach frankowych. To mogłoby znacząco poprawić wydolność systemu sądowego w tej dziedzinie. Oprócz tego inwestycje w szkolenia i rozwój kompetencji sędziów w obszarze zarządzania i organizacji pracy mogłyby przyczynić się do większej efektywności i skuteczności orzekania.

Podsumowując, rok 2024 może przynieść pewne stopniowe ulepszenia w obszarze rozpatrywania spraw frankowych. Jednak bez istotnych zmian strukturalnych i zwiększenia liczby specjalistów, wyzwania w szybkości rozpoznawania pozwów pozostaną. To będzie wymagać zarówno dalszych inwestycji, jak i zmian systemowych w polskim wymiarze sprawiedliwości, które muszą nastąpić, żeby dalej nie pogłębiać chaosu w tej materii.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert ds. problemów frankowych w sądownictwie, radca prawny w Kancelarii SubiGo

Nie taki dolar słaby – znowu powyżej 4 zł

W ostatnich dniach, dolar najpierw spadł poniżej 4 zł, potem powrócił powyżej tego poziomu. Jak się okazuje, pomimo oczekiwań, że w tym roku dolar będzie w odwrocie, amerykańska waluta pozostaje odporna. Wiele zależy od tego, kto pierwszy dokona obniżki stóp – USA czy Europa. W dłuższej perspektywie, dolar będzie słabnąć, a to oznacza, że wakacyjne wyjazdy Polaków poza Europę powinny być tańsze.

W ciągu ostatnich 7 dni, kurs dolara spadł z poziomu 4,06 zł do 3,98 zł. Teraz znowu wrócił powyżej 4 zł, choć pewnie niedługo znowu spadnie poniżej tej granicy. Mimo dużych oczekiwań dotyczących spadku wartości dolara w tym roku, póki co pozostaje on odporny. Kurs EUR/USD wynosi obecnie 1,09 i to od wzajemnych relacji euro i dolara w najbliższym czasie będzie zależał kurs dolara w Polsce. Amerykańskie aktywa cały czas pozostają atrakcyjne dla inwestorów, dotyczy to zarówno amerykańskich akcji jak i obligacji, których rentowność ustabilizowała się po spadkach w IV kwartale zeszłego roku. W ostatnich dniach, indeks S&P500 osiągnął swoje historyczne maksimum. To oznacza napływ kapitału za ocean i stabilizację kursu dolara.

Kurs EUR/USD w najbliższych miesiącach będą kształtowały oczekiwania co do obniżek stóp procentowych w USA i Europie. Rynki spodziewają się, że do obniżek dojdzie w pierwszej połowie roku. Do niedawna wydawało się, że pierwsze obniżki nastąpią w Europie, która zmaga się z gospodarczą stagnacją, a w niektórych krajach z recesją. Jednak ostatnie wypowiedzi przedstawicieli EBC sugerują, że obniżki stóp mogą się opóźnić nawet do III kwartału br. Rynek przewiduje, że według najbardziej prawdopodobnego scenariusza, pierwsza obniżka stóp w USA nastąpi w maju, a do końca roku stopy spadną o 1,25 pp. Obniżka stóp będzie pogarszała warunki inwestowania w USA, a co za tym idzie – osłabi dolara. W tej sytuacji, euro będzie się umacniać, a wraz z nim także złoty. W takiej sytuacji, osłabienie dolara powinno przyjść przed wakacjami, a mocniejsze euro i złoty powinno sprzyjać obniżkom cen wakacyjnych wyjazdów Polaków poza Europę.

Kurs złotego wobec dolara zależy także od lokalnych czynników. Jednym z nich jest bardzo wysoki poziom politycznej niepewności i wrażenie chaosu. W sytuacji, gdy większość Polaków ma poważny problem z nadążaniem za zmieniającą sytuacją polityczną, co powiedzieć o inwestorach zagranicznych, którzy mają jeszcze trudniejsze zadanie. Brak gwałtownych ruchów w obrębie złotego oznacza, że globalni inwestorzy – mimo wrażenia chaosu – mają zaufanie do działań obecnego rządu i wierzą, że wzmocni on poziom praworządności oraz będzie sprzyjał fiskalnej konsolidacji (i to pomimo wzrostu poziomu wydatków budżetu, wynikającego z realizacji wyborczych obietnic).

Znaczenie dla złotego ma także napływ pieniędzy z Unii Europejskiej – z KPO oraz z funduszy spójności. W ostatnim czasie, Komisja Europejska zakomunikowała odblokowanie dla Polski funduszy spójności, jednak rynek już zdyskontował poprawę relacji z Unią Europejską. Złotemu mogą natomiast pomagać informacje, że mimo napiętych terminów, Polsce uda się wykorzystać większość pieniędzy z KPO. Wydaje się, że nie ma co liczyć na umocnienie złotego związane z wymianą środków z UE na rynku walutowym, ponieważ większość z tych pieniędzy będzie wymienione w NBP.

Decyzje dotyczące ostrożnych obniżek stóp w USA powinny być w najbliższych miesiącach korzystne dla dolara, a także dobrze przyjmowane przez giełdowych inwestorów. Wynikają one z dobrej sytuacji na amerykańskim rynku pracy oraz spadku inflacji. W krótkim terminie dolar pozostanie odporny, choć w później prawdopodobnie osłabnie wobec euro i złotego.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

EBC: obniżki stóp od lipca, ale bez pośpiechu

  • Allianz Trade oczekuje, że EBC że na kolejnym posiedzeniu 25 stycznia ponownie utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie i zrezygnuje z ich szybkiej obniżki. Ponownie – ponieważ zapewne po raz trzeci z rzędu utrzyma stopę depozytową na wysoce restrykcyjnym poziomie 4,0% – trend dezinflacji utrzymuje się
  • Nasza prognoza zakłada pierwszą obniżkę stóp w lipcu (-25 pb), ponieważ Rada Prezesów EBC wykazuje niechęć do przedwczesnych obniżek stóp, szczególnie biorąc pod uwagę ryzyko wzrostu płac realnych
  • Czynniki ryzyka (wzrostu inflacji): wzrost płac realnych – oczekiwane ponad 2% rocznie przez około dwa lata – oraz potencjalne nadchodzące zakłócenia w łańcuchu dostaw, jeśli kryzys na Morzu Czerwonym potrwa dłużej niż trzy miesiące, co może pociągnąć za sobą wzrost inflacji w strefie euro powyżej 3%

W tym tygodniu Europejski Bank Centralny ponownie pozostawi bez zmian, ponownie podkreślając zależność od danych i odsuwając (w czasie) szybkie obniżki stóp procentowych. Oczekuje się, że na kolejnym posiedzeniu 25 stycznia EBC utrzyma status quo, utrzymując stopę depozytową na historycznie wysokim poziomie 4,0% (MLF: 4,75%, MRO: 4,5%). Zacieśnianie ilościowe będzie przebiegać zgodnie z zapowiedzią z grudnia: pasywne rolowanie obligacji w programie APP w średnim tempie około 25 mld EUR miesięcznie oraz dodatkowe 7,5 mld EUR z programu PEPP począwszy od lipca.

Dezinflacja utrzymuje się zgodnie z najnowszymi prognozami EBC, pomimo wzrostu inflacji zasadniczej w grudniu z 2,4% r/r do 2,9% r/r. Miesięczna inflacja bazowa CPI, która nie obejmuje (cen) energii i żywności i nie jest pod wpływem efektów bazowych, nieznacznie przyspieszyła w grudniu, ale trzymiesięczna średnia pozostała poniżej celu EBC już drugi miesiąc z rzędu (poniżej wykres 1). Mimo to ryzyko inflacyjne pozostaje wysokie w obydwu przypadkach.

Z drugiej strony – utrzymuje się ryzyko silniejszej recesji, ponieważ słabość gospodarcza Niemiec może rozprzestrzeniać się za pośrednictwem kanału wymiany handlowej, ponieważ Niemcy są zdecydowanie największym partnerem eksportowym innych dużych gospodarek strefy euro, takich jak Francja i Włochy. Po drugie, wskaźniki wyprzedzające, takie jak popyt na kredyt i dane ankietowe wśród firm i gospodarstw domowych, nadal wskazują na wyraźniejszą recesję, pomimo pewnej łagodnej poprawy w ostatnim czasie. Na koniec – szacunki EBC sugerują, że pełne ujawnienie się efektów polityki pieniężnej (na gospodarkę) może potrwać od trzech do czterech kwartałów. W związku z tym około 100 pb z łącznej liczby 450 pb podwyżek stóp w tym cyklu zacieśniania nie zostało jeszcze w pełni „przetrawione” przez gospodarkę.

Wykres 1: Inflacja bazowa r/r i m/m wyrównana sezonowo, annualizowana (saar – przekształcenie danych krótkoterminowych w dane całoroczne)

Wykres 1 Inflacja bazowa

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Ryzyko wzrostu inflacji utrzymuje się, a wszystkie oczy zwrócone są na wzrost płac jak i możliwe zakłócenia w dostawach spowodowane blokadą transportu morskiego na Morzu Czerwonym. Ponieważ ruch morski w dużej mierze omija obecnie szlak Kanału Sueskiego z Azji do Europy, rosną obawy o potencjalne zakłócenia w łańcuchu dostaw i powtórzenie się inflacji spowodowanej negatywnym szokiem podażowym (polecamy naszą wcześniejszą analizę kryzysu na Morzu Czerwonym). Jeśli chodzi o płace, najnowsze dane potwierdzają, że szczyt wzrostu płac nominalnych został osiągnięty. Wzrost średniego wynagrodzenia na pracownika w strefie euro spowolnił do 5,2% r/r w III kwartale 2023 r. z 5,5% wcześniej. Jednak bardziej aktualny wskaźnik Indeed-wage-tracker, uważnie obserwowany przez EBC, nie spowolnił ostatnio i nadal oscylował wokół wciąż podwyższonych poziomów 3,7-3,9% w ciągu ostatnich trzech miesięcy (wykres 2). Ponieważ inflacja spadła, główną obawą jest teraz to, że rosnące płace realne mogą ponownie wywołać inflację napędzaną popytem. Biorąc pod uwagę nasze prognozy dotyczące nominalnego wzrostu płac i inflacji – które są zbliżone do prognoz EBC – płace realne będą rosły o ponad 2% rocznie przez około dwa lata – tempo rzadko spotykane w tak długim okresie w historii strefy euro (wykres 3). Chociaż jest to dobra wiadomość dla powolnie odbudowującej się konsumpcji i wzrostu gospodarczego w strefie euro, to istnieje ryzyko, że rosnący popyt może prowadzić do presji na wzrost inflacji. Niemniej jednak Allianz Trade nie spodziewa się niekontrolowanej spirali płacowo-cenowej, ponieważ realne poziomy płac osiągną poziomy sprzed pandemii dopiero pod koniec 2024 r., po silnym spadku o ponad 5% w kontekście dwucyfrowych stóp inflacji w 2022 r.

Wykres 2: Nominalny wzrost płac w strefie euro w %

Wykres 2 Nominalny wzrost płac

Źródła: LSEG Datastream, Indeed, Allianz Research

Wykres 3: Realny wzrost płac w strefie euro w % i prognozy Allianz

Wykres 3 Realny wzrost płac

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

W odniesieniu do przyszłości – podtrzymujemy naszą prognozę dwóch obniżek stóp procentowych o 25 pb przez EBC w lipcu i we wrześniu, w miarę zbliżania się inflacji do celu banku centralnego i powiększania się ujemnej luki produktowej. Ponieważ oczekiwać można, że wzrost gospodarczy odbije w drugiej połowie tego roku, wspierany przez rosnące płace realne i powrót do produkcji potencjalnej (produkcji, którą mogłaby wytworzyć gospodarka, gdyby wszystkie czynniki wytwórcze były optymalnie wykorzystane), EBC najprawdopodobniej wstrzyma się (z dalszymi obniżkami) i poczeka, aż cel inflacyjny zostanie osiągnięty w sposób zrównoważony (nie należy tego oczekiwać przed I kwartałem 2025 r.). Dopiero wtedy będzie kontynuował obniżki stóp o kolejne 75 pb w 2025 roku. To podejście jest bardziej konserwatywne w porównaniu z prognozami rynkowymi, które obecnie wyceniają cięcia o 130 pb i 40 pb odpowiednio w 2024 i 2025 roku. Przyznajemy, że wycena rynkowa ma sens z punktu widzenia tego, że EBC może nadmiernie zacieśnić politykę pieniężną, jeśli zastosuje się do naszych bardziej jastrzębich prognoz. W takim przypadku realna stopa procentowa będzie powyżej szacowanej stopy neutralnej przez dłuższy czas, co nigdy wcześniej nie miało miejsca w strefie euro (wykres 4). Uważamy jednak, że EBC będzie bardzo niechętny do zbyt wczesnego i zbyt szybkiego cięcia stóp, aby uniknąć podwójnego uderzenia inflacji. Kilku przedstawicieli EBC, takich jak Lagarde, Lane, Nagel i Villeroy, potwierdziło ten pogląd w ostatnich dniach.

Wykres 4: Stopa procentowa EBC, realna i nominalna

Wykres 4 Stopa procentowa EBC

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research. Uwaga: HLW odnosi się do szacunków Holsten-Laubach-Williams dotyczących realnej stopy naturalnej, przy której polityka pieniężna nie jest ani stymulująca, ani ograniczająca.

Branża Opakowań w 2024 roku: ochrona środowiska, innowacje i presja na płace wpływają na kształtowanie rynku

W tym roku branża opakowań w Unii Europejskiej będzie w dużej mierze zależna od procesów związanych ze zrównoważonym rozwojem i ochroną środowiska. Producenci skupią się na innowacyjnych, ekologicznych materiałach, a marki będą musiały adaptować się do rosnących oczekiwań konsumentów. Pomimo perspektyw stabilizacji cen surowców, inflacja, wzrost kosztów pracy oraz obawy o recesję w Niemczech mogą wpłynąć na koszty produkcji. Polski rynek opakowań z kolei może czerpać korzyści z ożywienia gospodarczego, odbicia konsumpcji, ale jednocześnie będzie zmagać się z wzrostem płac – zauważa Grzegorz Łajca, Prezes Zarządu Grupy Akomex.

W nadchodzącym roku Unia Europejska będzie kontynuować wywieranie nacisku na kwestie zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska, ze szczególnym uwzględnieniem redukcji zużycia opakowań z tworzyw sztucznych, które nie są poddawane recyklingowi. To działanie prawdopodobnie doprowadzi do wzrostu promowania alternatywnych, bardziej ekologicznych materiałów opakowaniowych, w tym papieru, tektury oraz PET pochodzącego z recyklingu. Zwiększone zapotrzebowanie na proekologiczne monomateriałowe opakowania pozwoli producentom opakowań promować ekologiczne bariery ochronne kartonu, które nadają się do recyklingu i kompostowania.

Rok 2024 to czas na adaptację i innowacje

Produkcja opakowanDla opakowań nadchodzi czas na adaptację i wprowadzenie innowacji. Warto zauważyć, że konsumenci mogą spodziewać się bardziej przemyślanych, ekologicznych, angażujących i dynamicznych rozwiązań opakowaniowych. Prognozuje się, że skrzyżowanie postępu technologicznego i rosnącego popytu konsumenckiego nadal będzie kształtować kierunek rozwoju branży w 2024 roku. Ten rozwój stanowić będzie kluczowy element transformacji sektora w kierunku bardziej zrównoważonych i ekologicznych praktyk.

W perspektywie najbliższego roku, choć istnieją oznaki możliwej stabilizacji cen materiałów, branżę opakowań nadal mogą dotknąć inne czynniki mające wpływ na koszty produkcji. Inflacja oraz wzrost kosztów pracy są kluczowymi elementami, które mogą wpłynąć na ceny opakowań.

Warto zaznaczyć, że ogólne wrażenia w branży wskazują na trudności w rekrutacji i zatrzymaniu wykwalifikowanych pracowników, co dodatkowo może się przekładać na trudności oraz rosnące koszty.

Niebezpieczeństwo recesji w Niemczech oraz potencjalny wzrost na rynku opakowań w Polsce

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na rynek producentów opakowań jest obawa przed recesją w Niemczech, czyli w kraju będącym głównym rynkiem eksportowym dla polskich opakowań. Sytuacja ta może stanowić wyzwanie dla rodzimych producentów, którzy zależą od stabilności niemieckiego rynku. Z drugiej strony, w strefie euro prognozowane jest umiarkowane ożywienie gospodarcze, wspierane spadkiem inflacji. Poprawa sytuacji finansowej gospodarstw domowych może z kolei stymulować wzrost konsumpcji.

W kontekście Polski, prognozy wskazują na potencjalny wzrost na rynku opakowań. Oczekuje się, że wyższa dynamika wzrostu gospodarczego będzie napędzana przede wszystkim przez rosnącą konsumpcję oraz wzrost dynamiki płac w wielu sektorach. Polski rynek opakowań może zyskać na atrakcyjności, a firmy z branży powinny skoncentrować się na dostosowaniu się do zmieniających się warunków rynkowych i rosnących oczekiwań konsumentów w kontekście zrównoważonych rozwiązań opakowaniowych.

Wall Street na rekordach. Ropa rośnie po ataku na Novatek. BoJ utrzymuje politykę monetarną

Wall Street dość szybko otrząsnęła się z trudnego początku roku. Rynki stały się bardziej optymistyczne co do kondycji amerykańskiej gospodarki, stawiając na boom sztucznej inteligencji i spoglądając na aktualne wyniki spółek. Indeksy giełdowe ponownie ustalają nowe rekordy wszechczasów. Dow Jones zyskał 0,4 proc., SP500 zamknął dzień wyżej o 0,2 proc. a technologiczny Nasdaq Composite urósł o 0,3 proc. Mocno zyskała ropa naftowa po ataku dronów na rosyjski Novatek. Z kolei Bank Japonii dziś rano utrzymał ultra-łagodne parametry swojej polityki monetarnej ale słowa Uedy podczas konferencji prasowej umacniają jena.

Apetyt na ryzyko wśród inwestorów wciąż dominuje. Dowodem na to są ponowne rekordy SP500 oraz Dow Jones. Indeksowi Nasdaq Composite do wyrównania swojego ATH jeszcze trochę brakuje. Rynek w tym tygodniu będzie oceniał w jak bardzo spowolniła gospodarka USA w IV kwartale. Te dane otrzymamy w czwartek. Dzień później, w piątek uwaga będzie skoncentrowana na raporcie na temat wydatków Amerykanów. Tu należy wziąć pod uwagę to, jak ukształtuje się preferowana przez Fed miara inflacji PCE oraz PCE core. Dynamik miesięczna powinna wzrosnąć do 0,2 proc. W ujęciu rocznym PCE zasadniczy ma spaść z 3,2 proc. do 3 proc. a bazowy ma pozostać na poziomie 2,6 proc.

Większa zmienność panowała wczoraj w notowaniach ropy naftowej. WTI zyskała 2,4 proc. a brent 1,9 proc. Wzrosty to konsekwencja m.in. większych obaw o globalne dostawy energii po ukraińskim ataku dronów na rosyjski Novatek. Na cenę wpływają również niskie temperatury w USA, które utrudniają produkcję ropy naftowej, głównie w północnej Dakocie. Ponad 20 proc. proc. produkcji w trzecim co do wielkości stanie produkującym ropę naftową pozostało zamknięte w poniedziałek. W poprzednim tygodniu wydobycie już zostało zmniejszone o połowę. Z drugiej strony perspektywy wzrostu Chin oraz Europy są mieszane, co negatywnie wpływa na popyt. Ropa może być wykazywać większą zmienność również w czwartek, kiedy będą podawane dane na temat PKB USA za ostatni kwartał minionego roku.

Bank Japonii utrzymał parametry swojej ultra-luźnej polityki monetarnej co było powszechnie oczekiwane. Instytucja określiła, że prawdopodobieństwo osiągnięcia przez gospodarkę trwałej inflacji na poziomie 2 proc. w dalszym ciągu „stopniowo rośnie”. Wielu uczestników rynku spodziewa się, że BoJ zakończy etap ujemnych stóp procentowych jeszcze w tym roku, a niedawny sondaż agencji Reuters wskazuje, że najbardziej prawdopodobny moment to kwiecień. Na dwudniowym posiedzeniu, które zakończyło się we wtorek, bank pozostawił bez zmian krótkoterminową docelową stopę procentową na poziomie -0,1 proc., a rentowność 10-letnich obligacji na poziomie około 0 proc.. Od 2016 roku instytucja utrzymuje ujemne stopy procentowe.

Podczas konferencji prasowej prezesa BoJ jen zyskał na wartości a para USD/JPY spadła poniżej 147,00. Ueda stwierdził, że więcej firm zdecydowało się w tym roku na podwyżki płac w porównaniu z rokiem ubiegłym. Podkreślił, że istnieje duża niepewność co do tego, jak powszechne one będą. Dodał, że nie można zaprzeczyć skutkom ubocznym polityki ujemnych stóp procentowych. Przyznał jednocześnie, że BoJ przewiduje podwyżki po zakończeniu aktualnego etapu ekspansywnej polityki pieniężnej. Stwierdził, że na kwietniowym posiedzeniu bank będzie dysponował większą liczbą aktualnych danych. W wypowiedziach Uedy można było wyczuć zmianę tonu w porównaniu z jego poprzednimi konferencjami prasowymi.

Notowania USD/JPY na wykresie 4-godzinowym utworzyły potencjalną formację RGR (głowy z ramionami). Dziś rano została „przełamana” linia szyi, co teoretycznie sugeruje kontynuację zniżek.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Mieszkania coraz droższe. Kolejne turbulencje na rynku mieszkaniowym w 2024 roku?

IV kwartał 2023 roku przyniósł dalszy wzrostów cen nieruchomości mieszkaniowych –  średnie ceny ofertowe na rynku deweloperskim zwiększyły się o 3%, a na rynku wtórnym aż o 7%. Równocześnie deweloperzy pod koniec roku zaczęli uruchamiać nowe inwestycje. Eksperci nie mają jednak pewności, czy ta tendencja się utrzyma. W 2024 roku deweloperów czekam bowiem wiele wyzwań związanych m.in. z wysokimi kosztami pozyskania kapitału, uzyskiwaniem pozwoleń na budowę oraz wdrażaniem reformy planistycznej przez samorządy – wynika z najnowszego „Kwartalnika Mieszkaniowego” Otodom i Polityki Insight.

Ceny mieszkań i domów ponownie w górę

IV kwartał roku okazał się być rekordowy pod względem wzrostu cen ofertowych mieszkań. W ciągu ostatnich trzech miesięcy roku podniosły się one średnio o 5,2% kw./kw. A to najwyższe tempo wzrostu cen odnotowane od czasu boomu na rynku nieruchomości w latach 2020-2021. Podwyżki najmocniej widoczne były w metropoliach, liczących powyżej 500 tys. mieszkańców  (+5,5%), a najmniej – w małych miastach, do 50 tys. mieszkańców (+4,4%).

Wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń przy równoczesnym spadku poziomu inflacji i obniżeniu stóp procentowych wpłynęła na zwiększenie zdolności kredytowej kupujących, także tych nie kwalifikujących się do programu BK 2%. Na rynku mieszkaniowy aktywni byli zatem zarówno kredytobiorcy korzystający z BK2%, jak i ubiegający się o kredyt na rynkowych warunkach zachęcani dodatkowo zwiększonym, najwyższym od III kwartału 2022 roku wyborem ofert mieszkań na sprzedaż – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku nieruchomości, Otodom.

Jakie mieszkania zdrożały najbardziej pod koniec roku? Te z  rynku wtórnego. Ich średnie ceny ofertowe wzrosły bowiem o ponad 7% w porównaniu do poprzedzającego kwartału i aż o 15% r/r.

Boom cenowy nie ominął także rynku domów. W ciągu ostatnich trzech miesięcy roku segmenty zdrożały o ponad 3,5% kw./kw., domy wolnostojące na działkach do 500 mkw. o ponad 3% kw./kw., a te na dużych działkach o ponad 2,5%. Z kolei najmniejsze podwyżki odnotowano w kategorii działek na sprzedaż – ich średnia cena ofertowa wzrosła z 241 zł/mkw. do 244 zł/mkw.

Czarne chmury nad deweloperami?

W odpowiedzi na wysokie zainteresowanie zakupem mieszkań deweloperzy pod koniec roku zaczęli uruchamiać nowe inwestycje. W listopadzie 2023 roku na siedmiu głównych rynkach wprowadzili do sprzedaży 6,4 tys. mieszkań, czyli 20% więcej niż w październiku i ponad trzykrotnie więcej niż na początku 2023 roku. Czy w 2024 roku ta tendencja się utrzyma?

Rządowy program preferencyjnych kredytów hipotecznych BK2% oraz zapowiedź Mieszkania na start zmieniły nastroje na rynku mieszkaniowym. Warto jednak zwrócić uwagę, że trend odbudowy podaży w 2024 roku będzie hamowany przez szereg czynników, które ostatecznie mogą zadecydować o sytuacji na rynku – zaznacza dr hab. Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.

Ekspert podkreśla, że główną barierą w realizacji nowych inwestycji mieszkaniowych będzie wysoki koszt pozyskania kapitału. To z kolei przesądzi o tym, że sfinalizowane zostaną jedynie najbardziej korzystne finansowo projekty – czyli takie, których marża brutto będzie oscylowała wokół 25-30%. Każda taka inwestycja z założenia powinna przynieść deweloperom przychód pozwalający na spłatę pożyczonego kapitału. Ponad to, w 2024 roku jeszcze większym wyzwaniem niż dotychczas może być uzyskiwanie pozwoleń na budowę.

Po okresie boomu budowlanego zasoby łatwo dostępnych gruntów, zwłaszcza w dużych miastach, są obecnie historycznie niskie. Natomiast działki, które w teorii mogłyby zostać przeznaczone na budowę bloków mieszkalnych, w praktyce często są obarczone problemami prawnymi wynikającymi z braku planów zagospodarowania przestrzennego i długiego czasu wyznaczania warunków zabudowy lub też trudnościami z uzyskaniem zgód środowiskowych. Uzyskanie pozwoleń na budowę staje się więc coraz bardziej czasochłonne – podkreśla Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.

Sytuację deweloperów może dodatkowo skomplikować wprowadzona w 2023 roku reforma planistyczna. Zobowiązuje ona gminy do uchwalenia planów ogólnych do końca 2025 roku. To z kolei może sprawić, że w trakcie uchwalania nowych dokumentów samorządy nie będą skore do szybkiego wydawania warunków zabudowy na dotychczasowych zasadach.

Czy to oznacza, że nad deweloperami zbierają się same czarne chmury? Niekoniecznie. Wprowadzaniu nowych inwestycji w 2024 roku będą z kolei sprzyjały obserwowane od września 2023 roku wyhamowanie, a nawet spadki cen materiałów budowlanych oraz prognozowane obniżki kosztów wykonawstwa, a także prognozowany na ten rok silny wzrost realnych dochodów gospodarstw domowych.

Własne M nadal nie dla wszystkich

Wiele wskazuje na to, że 2024 rok pod względem obrotów i zachowań popytu może być podobny do poprzedniego.  Zapowiedź programu -jeszcze bardziej- preferencyjnych kredytów rozbudziła apetyty kolejnych grup konsumentów. Nie tylko tych, którzy akurat wsparcia przy zakupie mieszkania potrzebują. W przypadku tych, dla których subsydium jest praktycznie jedyną szansą na zakup to zdolność kredytowa i możliwości akumulacji kapitału na wkład własny zadecydują o tym, czy będą mieli realną szansę na zakup coraz droższych nieruchomości. – podsumowuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku nieruchomości, Otodom.

Elektromobilność w Polsce w 2023 roku: 56 tys. samochodów elektrycznych i 5,9 tys. punktów ładowania

  • a koniec 2023 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 56 934  
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym roku zwiększyła się o ponad 1/3 i wyniosła 1513
  • W 2023 r. liczba ogłoszeń używanych samochodów elektrycznych w Polsce wzrosła 2,5-krotnie
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Samochody elektryczne

Na koniec 2023 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 56 934 szt. Park osobowych BEV składał się z 51 125 szt. (+68% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu w grudniu 2023 r. wyniosła 1707 szt. (+39% r/r). Wzrost odnotowano również w segmencie całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych. Na koniec 2023 r. ich flota zwiększyła się do 5809 szt. (+89% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 201 szt. (+73% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV w grudniu 2023 r. były Tesla Model Y (288 sprzedanych szt.), Tesla Model 3 (131 szt.) oraz Mazda MX-30 (68 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Tesla, Mercedes-Benz oraz BMW. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych wyniósł w 2023 r. 3,6%.

Infrastruktura ładowania

Wyraźny przyrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy odnotowano również w sektorze infrastruktury. W 2023 r. liczba punktów ładowania zwiększyła się o 1513. Łącznie w Polsce na koniec 2023 r. funkcjonowało 5933 (+37% r/r) ogólnodostępnych punktów, w tym 4390 AC (+29% r/r) oraz 1543 DC (+52% r/r). Największym udziałem w sieci infrastruktury ładowania w Polsce dysponowały ładowarki o mocy do 22 kW (66%), ale liczba szybkich stacji DC o mocy przekraczającej 50 kW bardzo dynamicznie rośnie. Pod koniec 2023 r. kierowcy EV mogli w Polsce korzystać już z 575 takich urządzeń. „PEVO Index” zawiera także informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (590 punktów w grudniu 2023 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (265), Szczecin (220), Poznań (199) i Kraków (194). Liczba punktów wzdłuż sieci TEN-T wyniosła na koniec 2023 r. 609, co oznacza wzrost o 14% r/r.

Rynek zeroemisyjnych pojazdów używanych

„PEVO Index” zawiera również dane na temat oferty na rynku wtórnym elektromobilności w naszym kraju. Pod koniec 2023 r. liczba ogłoszeń używanych BEV na portalu OTOMOTO wynosiła 3579. To wzrost o 150% r/r. Udział ogłoszeń samochodów całkowicie elektrycznych w łącznej liczbie ogłoszeń pojazdów używanych to 1,0%. Takie oferty odpowiadały za 0,7% wszystkich odsłon ogłoszeń na portalu OTOMOTO. Najpopularniejszymi modelami BEV na wtórnym rynku e-mobility w Polsce były Nissan Leaf (328 ogłoszenia w grudniu 2023 r. ze średnią ceną 70 740 PLN), BMW i3 (233 ogłoszenia ze średnią ceną 96 624 PLN) oraz Tesla Model S (186 ogłoszeń ze średnią ceną 170 119 PLN).

„Polish EV Outlook” to najważniejsza, najbardziej kompleksowa analiza rynku zeroemisyjnego transportu w Polsce. PSPA od 5 lat, na ponad 320 stronach prezentuje w swoim raporcie przekrojowy obraz rynku osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów elektrycznych, infrastruktury ładowania, struktury nabywców EV, zmian legislacyjnych oraz wpływu e-mobility na sektor elektroenergetyczny. „PEVO Index” to cykliczna, udostępniana co miesiąc wersja „Polish EV Outlook” zawierająca aktualizowane na bieżąco, kluczowe dane zawarte w pełnej wersji raportu, prezentowane w przystępnej, infograficznej formie.

Dane do „PEVO Index” dostarczają: PSPA, IBRM Samar oraz OTOMOTO.

Centra usług wynajmują ponad połowę biur w Krakowie i 45 proc. we Wrocławiu

Zatrudnienie w sektorze usług wspólnych z roku na rok rośnie. Nie przekłada się to jednak na większe zapotrzebowanie na biura. Mimo to centra typu SSC / BPO / R&D nadal wynajmują najwięcej metrów biurowych w Krakowie czy we Wrocławiu. Na celownikach korporacji niezmiennie pozostaje również Warszawa.

Jak wynika z najnowszego raportu ABSL, na koniec pierwszego kwartału 2023 r. zatrudnienie w sektorze usług wspólnych w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu w sumie przekroczyło 250 tys. osób, a w bieżącym roku spodziewany jest jego wzrost o kolejne 20 tys. Dla porównania, w całym kraju sektor zatrudnia ponad 435 tys. pracowników, czyli 6,7 proc. wszystkich zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw. Zatrudnienie w tego typu organizacjach w ostatnich pięciu latach najszybciej rosło w Warszawie, która prawie dogoniła już największego „pracodawcę” w centrach usług wspólnych, czyli Kraków. Jeszcze w tym roku obydwa miasta powinny przekroczyć poziom 100 tys. osób zatrudnionych w sektorze.

KIBS idą po talenty

Największe miasta w kraju – Warszawa, Kraków i Wrocław zabiegają o centra świadczące usługi bardziej złożone i zaawansowane, czyli tzw. KIBS. Jako Knowledge Intensive Business Services określa się operacje biznesowe i usługi w dużym stopniu oparte na profesjonalnej, zaawansowanej wiedzy technologicznej albo branżowej. – Ze względu na bardzo duży potencjał kadrowy oraz coraz szerszą współpracę biznesu i nauki, największe miasta w Polsce są świetnie przygotowane do przyjęcia i prowadzenia najbardziej wiedzochłonnych procesów. Szukając doświadczonych i dobrze wyedukowanych talentów, międzynarodowe koncerny w pierwszej kolejności sprawdzają możliwości ulokowania swoich centrów w najsilniejszych ośrodkach akademickich – twierdzi Anna Szymańska, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska. Ekspertka dodaje, że poza konkurencją wewnątrz kraju, polskie miasta, zabiegając o centra usług wspólnych, konkurują głównie z Rumunią, Bułgarią, Czechami, Hiszpanią oraz Indiami.

Liderem wśród miast akademickich jest oczywiście Warszawa. Na uczelniach publicznych i prywatnych studiuje tutaj w sumie ponad 250 tys. osób. Kolejne wyróżniające się pod tym względem miasto to Kraków, gdzie na 18 uczelniach naukę pobiera około 130 tys. osób. – Dużym atutem stolicy Małopolski są profesjonalne kadry, łączące kompetencje lingwistyczne z wiedzą z innych obszarów, jak technologie teleinformatyczne, inżynieria oraz administracja i zarządzanie zasobami ludzkimi – mówi Katarzyna Wysocka, dyrektor Wydziału ds. Przedsiębiorczości i Innowacji w krakowskim Ratuszu. – Krakowskie uczelnie współpracują z biznesem, czego efektem jest m.in. stworzenie pionierskiego w Polsce kierunku studiów – Global Business Services (GBS) na Uniwersytecie Ekonomicznym. Program powstał w ścisłej współpracy między organizacjami ze świata biznesu i nauki. Wśród partnerów znalazły się ABSL oraz 28 wiodących podmiotów z branży, a także lokalne startupy i Urząd Miasta Krakowa. W bieżącym roku akademickim o możliwość studiowania na GBS ubiegało się aż 497 kandydatów, czyli pięć osób na jedno miejsce – wyjaśnia Katarzyna Wysocka.

Wśród polskich miast akademickich błyszczy też Wrocław. W stolicy Dolnego Śląska studiuje ponad 106 tys. osób. Przykładem współpracy uczelni z przemysłem jest m.in. Laboratorium IoT – otwarte na wydziale informatyki WSB Merito, wspólny projekt uczelni oraz amerykańskiej firmy zajmującej się projektowaniem i rozwojem oprogramowania – GlobalLogic.

W tworzeniu nowych kierunków akademickich, istotnych dla biznesu, współuczestniczy również Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej. – Razem ze stowarzyszeniem ABSL pracujemy nad stworzeniem na Uniwersytecie Ekonomicznym programu studiów licencjackich w obszarze SSC. Aktywnie promujemy współpracę pomiędzy edukacją i biznesem, wspierając chociażby powstanie we Wrocławiu pierwszej w Polsce filii brytyjskiego uniwersytetu – Coventry University – mówi Weronika Mystek, starsza specjalistka w Departamencie Wsparcia Inwestora, Invest in Wroclaw / ARAW.

Kraków i Wrocław najczęściej wybierane przez najemców SSC/BPO

Analitycy Newmark Polska od wielu lat obserwują, jak rynek nowoczesnej powierzchni biurowej rośnie dzięki centrom usług wspólnych. – Biorąc pod uwagę poziom zatrudnienia w regionie, szacujemy, że w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu firmy z tego sektora zajmują łącznie ponad 2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co stanowi ponad jedną czwartą łącznych zasobów biurowych wynajmowanych w tych miastach. Procentowo sektor usług wspólnych najwięcej metrów biurowych zajmuje w miastach regionalnych – szacujemy, że jest to nawet 55 proc. wynajętej powierzchni biurowej w Krakowie i ok. 45 proc. we Wrocławiu – wyjaśnia Agnieszka Giermakowska, dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, liderka ds. ESG, Newmark Polska. – Dodatkowo ze statystyk Newmark Polska wynika, że w pierwszych trzech kwartałach 2023 roku organizacje z sektora nowoczesnych usług dla biznesu podpisały kolejne umowy najmu – w stolicy przekraczające 68 tys. mkw., we Wrocławiu na prawie 53 tys. mkw. oraz na ponad 38 tys. mkw. w Krakowie – dodaje ekspertka.

Dynamika otwierania nowych centrów wspólnych w ostatnich latach znacząco spada, jednak firmy obecne w kraju rozwijają się w istniejących lokalizacjach, a niektóre dodatkowo otwierają filie w innych miastach. W efekcie zatrudnienie w centrach SSC ciągle rośnie, co, ze względu na mocno wykorzystywaną w tym sektorze pracę hybrydową, nie przekłada się jednak na wzrost wynajmowanej powierzchni biurowej. – Sektor usług wspólnych to środowisko międzynarodowe, gdzie możliwość pracy z domu, a nawet w częściowym wymiarze – z dowolnego miejsca na świecie – jest dla pracowników zachętą do wyboru konkretnego pracodawcy. Mimo wzrostu zatrudnienia pozwala to organizacjom pracować na podobnych powierzchniach, dlatego nie spodziewamy się znaczącego przyrostu powierzchni biurowej wynajmowanej przez ten sektor – wyjaśnia Anna Szymańska.

Nowi gracze w nowych biurach

W całym kraju najwięcej centrów usług wspólnych znajduje się w Warszawie (356 centrów), Krakowie (284 centra) oraz we Wrocławiu (220). Uchodząca za polską Dolinę Krzemową, stolica Dolnego Śląska przyciąga przede wszystkim centra związane z branżą IT/ITC, ale również z finansową. W 2022 roku BASF otworzył centrum usług wspólnych – BASF Environmental Catalyst and Metal Solutions – w Dominikański Center. Niemiecki koncern z branży motoryzacyjnej w aglomeracji wrocławskiej posiada już najnowocześniejszy zakład produkcji katalizatorów w Europie. W tym samym roku we Wrocławiu nowe centra usług otworzyły również: Allegro (kolejne centrum w Polsce), airSlate (po raz pierwszy w Polsce) oraz NatWest Polska (kolejne centrum w Polsce).

Tymczasem, jak podaje raport ABSL, w stolicy Małopolski od początku 2022 r. nowe centra powstały za przyczyną: L&T Technology Services Limited, SoftServe czy Teleperformance Polska – kolejne centra w Polsce oraz Novocure Poland oraz Imperial Brands Services Polska, jako pierwsze centra w Polsce. Wśród najnowszych inwestycji w Warszawie warto wymienić: Imperial Brands Polska Services (nowe centrum nie tylko w Warszawie, ale i w Polsce, firma równocześnie zdecydowała się też na wejście do Krakowa) oraz Fresenius Kabi i Rockwool. Analitycy spodziewają się, że w bieżącym roku kolejne ok. 50-70 centrów usług wspólnych zdecyduje się na swoją obecność w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu.

Biura magnesem w rekrutacji

Sektor usług wspólnych będzie rozwijał się i napędzał rozwój biznesu na całym świecie. Jednym z największych problemów w branży jest jednak duża rotacja pracowników. Chcąc zatrzymać swoje talenty, ale też pozyskać nowych specjalistów, pracodawcy muszą zadbać nie tylko o odpowiednie wynagrodzenia, ale również miejsca i warunki pracy. – Jednym z elementów employer brandingu, wspierającego rekrutację jest odpowiednie biuro, dlatego organizacje tego typu na swoje siedziby wybierają budynki nowoczesne i spełniające wymogi środowiskowe. W procesach relokacji dokładnie analizują dodatkowe usługi, znajdujące się w budynku oraz w najbliższym otoczeniu. Najczęściej pytają o dobrą kantynę, pobliskie restauracje, klub fitness i przedszkole. Centra usług wybierają dobrze skomunikowane, ciekawe lokalizacje, często nawet za cenę wyższego czynszu – podsumowuje Anna Szymańska.

Przyszłość ESG: rozmowa z Agnieszką Orłowską

W wywiadzie z Agnieszką Orłowską, inicjatorką ESG Institute, odkrywamy kluczowe wyzwania stojące przed światem w dziedzinie zrównoważonego rozwoju. Ekspertka analizuje aktualne problemy ekologiczne, społeczne i gospodarcze, przedstawiając jednocześnie perspektywy przyszłego rozwoju praktyk ESG. Od szybkiego reagowania na zmiany klimatyczne, przez zarządzanie ryzykiem migracji i wykorzystanie technologii, aż po implementację strategii ESG w firmach – dyskusja rysuje kompleksowy obraz współczesnych wyzwań oraz potencjału, jaki niosą za sobą działania na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Jakie są główne wyzwania, przed jakimi stoi świat w zakresie zrównoważonego rozwoju?

Ostatnio coraz więcej tych wyzwań staje się widoczne. Z punktu widzenia ekologii, priorytetem jest szybkie i skuteczne zatrzymanie wzrostu średniej temperatury i wypełnienie założeń porozumienia paryskiego. Zmiany klimatyczne powodują m.in. anomalie pogodowe, które są nie tylko zagrożeniem dla życia i zdrowia ludzi, ale też dla prowadzenia biznesu. Pożary, susze, huragany czy wysokie temperatury wpływają na zaburzenie stabilności procesów produkcyjnych.

Liczne migracje ludności oraz niedobory odpowiednio wykwalifikowanych kadr są też realnym ryzykiem dla działalności bazującej o czynnik ludzki. W ESG Institute uczulamy pracodawców na element socjalny w ramach działań ESG i pomagamy im wypracować rozwiązania neutralizujące skutki zarówno pandemii, jak i zawirowań ekonomiczno-politycznych, które wciąż negatywnie wpływają na pracowników. Dodatkowo, to, co nam, w Europie wydaje się oczywiste jako zasady etycznego i przyzwoitego zatrudnienia, wciąż na świecie nie jest standardem. W modelu prowadzenia globalnej działalności, w którym firmy posiadają dostawców w różnych krajach, nieprzestrzeganie godziwych warunków pracy nie będzie już akceptowane. To również wyzwanie dla naszego biznesu, żeby wpływać na przestrzeganie standardów przez kontrahentów z różnych części świata.

Jakie są perspektywy rozwoju ESG w przyszłości?

ESG już z nami jest i zostanie na zawsze. Dyrektywa CSRD obliguje coraz większą grupę firm do wprowadzenia raportowania niefinansowego. Pamiętajmy jednak, że potrzeba wdrożenia ESG wynika nie tylko z obowiązku prawnego.

Większe firmy będą prosiły swoich kontrahentów o podawanie danych ESG w celu spełnienia swoich wymagań raportowych, a to wytworzy efekt kuli śnieżnej. Obszar ESG jest też istotny dla instytucji finansowych, które intensywnie pracują nad programami objęcia filozofią ESG swoich klientów, wprowadzając szereg zachęt finansowych, aby ten proces przyspieszyć. To szczególnie ważne dla firm zależnych od kapitału zewnętrznego. Wdrożenie strategii ESG już teraz pozwala pozyskiwać tańszy pieniądz z rynku finansowego.

W zrównoważonym rozwoju istotną rolę będzie odgrywać technologia. W ESG Institute w 2024 roku planujemy wprowadzić na rynek platformę do raportowania niefinansowego wspieraną przez sztuczną inteligencję. Takie narzędzie będzie rekomendować konkretne i spersonalizowane działania, które poprawią efektywność ESG w firmie. Innowacyjne rozwiązania sprawią, że raportowanie niefinansowe stanie się bardziej przejrzyste i przystępne dla przedsiębiorców.

Jakie są kluczowe obszary, w których przedsiębiorstwa powinny skupić swoje działania w zakresie ESG?

Metodologia ESG wg dyrektywy UE (CSRD) mówi o tzw. podwójnej istotności. Biznes wpływa na otoczenie poprzez swoją działalność, ale też to otoczenie wpływa na niego, zarówno poprzez zagrożenia, jak i szanse. Według filozofii ESG firma powinna przeprowadzić analizę interesariuszy oraz ocenę ryzyk biorąc pod uwagę właśnie tę podwójną istotność. Dzięki temu określi obszary priorytetowe dla siebie, aby prowadzić biznes z sukcesem w długiej perspektywie i z jak najmniejszym negatywnym wpływem na otoczenie. Przykładem może być dekarbonizacja, która zmniejsza negatywny wpływ na środowisko, ale też zapewnia korzyści finansowe dla firmy, poprzez niższe koszty prądu oraz uniezależnienie się od znikającego węgla na rzecz alternatywnych źródeł energii.

Dla organizacji walczących o wysoko wyspecjalizowaną kadrę istotnym obszarem jest dbałość o pracowników, dlatego ważne jest stworzenie takiego otoczenia, w którym pracownicy poczują się spełnieni zawodowo. Zadowolenie z kultury organizacji możemy mierzyć poprzez tak zwany „indeks zaangażowania pracownika”. Powołaliśmy ESG Institute  m.in. po to, żeby wesprzeć przedsiębiorstwa w napisaniu odpowiedniej strategii ESG, która pomoże w rozwoju biznesu i wypracowuje skuteczne rozwiązania dostosowane do właściwego rodzaju działalności. To właśnie strategia definiuje najważniejsze obszary dla każdej organizacji.

Oprócz tego, bazując na naszych dotychczasowych doświadczeniach, zarówno z wielkich globalnych korporacji, jak i polskich przedsiębiorstw, zachęcamy pracodawców do transparentnego i równego traktowania wszystkich pracowników w procesach HR-owych. Aktualnie na rynek pracy wchodzi tak zwana Generacja Z. Firmy muszą dostosować się do oczekiwań młodego pokolenia. Tworzenie atrakcyjnego miejsca zatrudnienia wymaga bacznego przyglądania się trendom i nowinkom technologicznym, a w wielu aspektach czeka nas też wprowadzenie nowych reguł i metod pracy.

Jakie są korzyści, jakie przedsiębiorstwa mogą odnieść dzięki wdrażaniu działań ESG?

Często w dyskusjach o wprowadzaniu o ESG kładzie się główny nacisk na obowiązki wynikające z regulacji a zapomina właśnie o korzyściach. Możemy wymienić oszczędności finansowe ze wspomnianej wcześniej dekarbonizacji czy dostęp do atrakcyjnie oprocentowanych kredytów. Coraz częściej, w przetargach, spotykamy się z wymogami dotyczącymi wdrożenia praktyk ESG. Stąd wczesne zaimplementowanie raportowania niefinansowego tworzy przewagę konkurencyjną na rynku i umożliwia pozyskanie nowych klientów.

Współpracując z biznesem, w ESG Institute, zwracamy szczególną uwagę na istotę umacniania reputacji marki dbającej o środowisko. To ważnie nie tylko dla klientów, ale szczególnie dla Generacji Z, która decyzje konsumenckie często podejmuje na bazie oceny wartości firmy. Wdrożenie filozofii ESG przekłada się również na zadowolenie pracowników, a to pośrednio wpływa pozytywnie na wyniki finansowe i ułatwia pozyskanie wyspecjalizowanych kadr, które również oceniają firmę z perspektywy ESG.

Nieoczywistą korzyścią jest też możliwość zabezpieczenie biznesu od ryzyk zewnętrznych poprzez stosowanie metodologii ESG, w tym ustalania właściwych planów tranzycji do biznesu opartego na zrównoważonych praktykach. Do tego jednak potrzebna jest pomoc doświadczonych ekspertów przy opracowaniu właściwej strategii.

Jakie są zagrożenia, jakie mogą się wiązać ze wdrażaniem działań ESG?

To wciąż nowy temat dla wielu polskich firm. Dlatego w przypadku przedsiębiorstw nieprzygotowanych na ESG, może wystąpić długi czas wdrożenia wszystkich praktyk wynikający z braku ekspertów i doświadczenia w organizacji. Bez odpowiedniej wiedzy i przy niewłaściwym podejściu do projektu, istnieje ryzyko popełniania błędów w raportach niefinansowych. Pamiętajmy, że takie raporty są oceniane później przez audytorów, a ład korporacyjny, wpisujący się w literę „G” w ramach ESG, jest jedną z podstaw działania firmy, więc brak poprawnie wdrożonych praktyk może skutkować problemami prawnymi.

Dlatego w ESG Institute stworzyliśmy „Expert Collaboration Hub”, platformę łączącą biznes z doświadczonymi ekspertami i praktykami. Współpraca ze specjalistami nie tylko pomaga w raportowaniu ESG, ale tworzy też przewagę konkurencyjną poprzez wdrożenie sprawdzonych wcześniej rozwiązań. Zgłaszają się do nas firmy, które oferują bardzo innowacyjne i ciekawe narzędzia oraz praktyki, często oparte o nieszablonowe działania i nowoczesne technologie.

To właśnie bazowanie na doświadczonych ludziach w obszarze ESG pozwala wyeliminować większość błędów i zagrożeń w raportowaniu niefinansowym. W końcu, wprowadzenie zasad zrównoważonego rozwoju w organizacji działa na korzyść nie tylko firmy, ale i społeczeństwa.

Mocne odbicie złotego

Choć polska waluta większość tygodnia spędziła na deskach, pod sam jego koniec gwałtownie się umocniła, dzięki czemu zakończyła tydzień na plusie. Marginalna poprawa otoczenia zewnętrznego na pewno nie zawadziła, za główny katalizator aprecjacji złotego uznajemy jednak doniesienia sugerujące, że wypłata unijnych funduszy dla Polski jest coraz bliżej.

Głównym bodźcem spadkowym oraz najważniejszym globalnie motywem na rynkach walutowych było odsunięcie implikowanych rynkowo oczekiwań wobec terminu rozpoczęcia cięć stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Od dłuższego czasu akcentowaliśmy nasz pogląd zakładający, że inwestorzy spieszą się z wycenami obniżek stóp procentowych banków centralnych, szczególnie w przypadku Rezerwy Federalnej. Ubiegły tydzień dodatkowo to potwierdził – siła amerykańskich danych gospodarczych w dalszym ciągu zaskakuje rynki, a oficjele FOMC odsuwają oczekiwania dotyczące rychłych cięć. Rynkowym scenariuszem bazowym nie jest już obniżka w marcu – jej wycena spadła do najniższego w tym roku poziomu 40%. Owa zmiana wpływa na aprecjację dolara – amerykańska waluta radzi sobie w 2024 r. najlepiej spośród wszystkich walut G10.

W tym tygodniu skupimy się na danych makroekonomicznych i posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 25.01). W środę (24.01) poznamy wstępne odczyty styczniowych wskaźników PMI z najważniejszych gospodarek – są one szczególnie istotne dla strefy euro, w której brak innych wiarygodnych aktualnych danych. Innymi ważnymi odczytami będą PKB w IV kwartale (czwartek 25.01) i grudniowa inflacja PCE w USA (piątek 26.01). Uważamy, że pozytywne na ogół dane pozwolą bankom centralnym na dalsze odsuwanie oczekiwań dotyczących wczesnych cięć stóp procentowych.

PLN

Ostatni tydzień był dla złotego niczym przejażdżka kolejką górską – początkowo doświadczył on wyprzedaży do najniższego od dwóch miesięcy poziomu względem euro, by w piątek odrobić straty z nawiązką. Słabość waluty wiążemy z czynnikami globalnymi – ponowny wzrost rentowności amerykańskich obligacji doprowadził do istotnego spadku notowań pary EUR/USD. Siła złotego może być z kolei uzasadniona sygnałami dotyczącymi wypłaty unijnych funduszy. Unijny komisarz ds. sprawiedliwości, Didier Reynders, ze sporą dozą optymizmu wypowiadał się na temat perspektyw odblokowania pieniędzy z KPO dla Polski. Co więcej, zgodnie ze słowami minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, rząd otrzymał już potwierdzenie, że zyska dostęp do 76,5 mld EUR z unijnego funduszu spójności. W ubiegłym tygodniu „Financial Times” zasugerował w jednym z artykułów, że polski rząd we współpracy z UE może być w stanie znaleźć rozwiązanie, które pozwoli na obejście możliwej prezydenckiej blokady reform niezbędnych do odmrożenia środków. Inwestorzy nabierają wiary w wypłatę unijnych funduszy, co wzmacnia złotego.

W kontekście danych gospodarczych uwaga skupiła się w ubiegłym tygodniu na dynamice cen. Główna miara grudniowej inflacji CPI została nieznacznie zrewidowana do 6,2%, bazowa zaś zgodnie z oczekiwaniami spadła do 6,9%. Wzrosła deflacja cen producenckich – spadły one o 6,4%, co jest znacznym zaskoczeniem w dół, często obserwowanym w ostatnich miesiącach. Sygnały dotyczące spadku presji cenowej są od jakiegoś czasu dość optymistyczne, inwestorzy obniżyli jednak nieco swoje oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce, co naszym zdaniem przybliża ich do rzeczywistości.

W tym tygodniu uwaga skupi się na licznych odczytach makroekonomicznych z kraju. Tydzień rozpoczynamy od danych z rynku pracy, produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. W środę (24.01) uwaga przeniesie się na dane dotyczące bezrobocia.

EUR

Produkcja przemysłowa w strefie euro pozostaje słaba, co można częściowo wiązać z nieimponującą aktywnością gospodarki Chin. W ubiegłym tygodniu odczyt za listopad pokazał, że skurczyła się ona o niemal 7% w ujęciu rocznym, tym samym sektor ciągnie gospodarkę w techniczną recesję. Oficjele EBC w dalszym ciągu odsuwają jednak rynkowe oczekiwania dotyczące agresywnych i prędkich cięć stóp procentowych. Sugerują, że bank nie wygrał jeszcze walki z inflacją i z obniżkami należy poczekać do lata.

Czwartkowe (25.01) posiedzenie EBC daje bankowi możliwość sprecyzowania swojego stanowiska oraz określenia, jakich odczytów oczekuje, by móc zdecydować się na pierwsze cięcia. Uważamy, że bank ponownie uderzy w dość jastrzębi ton, twierdząc, że to jeszcze nie czas, by myśleć o obniżkach. Możemy spodziewać się także bardziej dosadnych komentarzy prezeski Christine Lagarde, która w ubiegłym tygodniu niejako dała do zrozumienia, że nie spodziewa się, by bank rozpoczął rozluźnianie polityki przed nadejściem lata.

USD

Szereg drugorzędnych danych (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa czy liczba nowych deklaracji bezrobotnych) przekroczył oczekiwania ekonomistów, podkreślając trwającą siłę amerykańskiej gospodarki. Szczególnie dobrze radzi sobie rynek pracy – ubiegłotygodniowa liczba nowych deklaracji bezrobotnych była nie tylko znacznie poniżej oczekiwań, ale też najniżej od września 2022 r. Nie może więc dziwić, że rentowności amerykańskich obligacji rosną, a dolar odrabia zeszłoroczne straty.

Publikowane w tym tygodniu dane PMI (24.01), PKB (25.01) i preferowana przez Fed miara inflacji PCE (26.01) mogą nieco wyklarować sytuację, nie zmienią jednak raczej prezentowanej w ostatnim czasie retoryki decydentów banku centralnego. Starają się oni w swoich wypowiedziach akcentować to, że rynkowe oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych są wciąż zbyt agresywne. Spodziewamy się, że na przyszłotygodniowym posiedzeniu FOMC ponownie je odsunie, co powinno niemal całkowicie wykluczyć rozpoczęcie obniżek stóp już w marcu.

GBP

Obie miary inflacji znalazły się w grudniu na istotnie wyższych od oczekiwań poziomach – rozbieżność ta szczególnie widoczna była w przypadku miary bazowej, która nadal przekracza 5%. Sugeruje to, że ostatnia prosta w walce z inflacją będzie w Wielkiej Brytanii, podobnie jak w innych krajach, najtrudniejsza do pokonania. Skłania to inwestorów do obniżania oczekiwań wobec cięć stóp Banku Anglii.

Inwestorom sen spędza z powiek dość kruchy stan brytyjskiej gospodarki. Opublikowany w piątek odczyt sprzedaży detalicznej był wyjątkowo słaby – odnotowała ona największy miesięczny spadek od 2021 r., kiedy to wciąż obowiązywały pandemiczne restrykcje. W połowie lutego opublikowany zostanie oficjalny odczyt PKB w IV kwartale, które potwierdzą lub wykluczą techniczną recesję. Jeśli wierzyć ubiegłotygodniowym danym, bardziej prawdopodobne jest to, że nie uda się jej uniknąć. Odczyty PMI (środa 24.01) powinny być znacznie bardziej pozytywne i wskazywać na ekspansję, co wsparłoby funta.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

EDP Renewables uruchamia pierwszy hybrydowy projekt wiatrowo-słoneczny w Hiszpanii

Firma EDP Renewables ogłosiła pomyślne podłączenie do sieci pierwszego w Hiszpanii hybrydowego projektu wiatrowo-słonecznego. To hybryda, która łączy energię wiatrową i słoneczną w tym samym punkcie przyłączenia. Dzięki temu kamieniowi milowemu EDPR kontynuuje swój pionierski sposób myślenia o maksymalizacji produkcji energii odnawialnej, będąc również pierwszą firmą, która zrealizowała projekty hybrydowe w Portugalii i Polsce.

Położona w Santa María del Cubillo (Ávila), na północny-zachód od Madrytu, farma wiatrowa „Cruz de Hierro” posiada 22 turbiny wiatrowe o zainstalowanej mocy 14,5 MW i działa od 2000 roku. Obecnie, dzięki zainstalowaniu ponad 25 000 dwustronnych paneli fotowoltaicznych w tym miejscu, kompleks znacznie zwiększy produkcję energii odnawialnej, osiągając łączną moc instalacji 28,75 MW. Razem oba projekty będą produkować przeszło 58 GWh energii elektrycznej rocznie, co wystarczy do zasilenia ponad 17 000 okolicznych domów każdego roku.

EDPR jako pierwsza firma w Hiszpanii otrzymała zezwolenie na podłączenie tej farmy — wydane przez IDAE (hiszpański skrót od Instytutu Dywersyfikacji i Oszczędzania Energii).

Dodając technologię słoneczną do działającej farmy wiatrowej, EDPR przyśpiesza transformację energetyczną regionu, jednocześnie unikając emisji ponad 24 000 ton CO2 każdego roku, co jest równowartością wychwytywania CO2 przez ponad 40 000 dorosłych drzew.

Podłączenie pierwszej hiszpańskiej farmy hybrydowej do sieci jest przełomem w krajowym sektorze czystej energii. Maksymalizacja produkcji energii odnawialnej w tym samym punkcie umożliwia szybsze osiągnięcie celów transformacji energetycznej. Ponadto promuje to komplementarność źródeł energii — gdy jedno źródło jest nieaktywne z powodu ograniczonych zasobów naturalnych, drugie może zagwarantować ciągłość dostaw energii i zapewnić jej stabilne dostarczanie do sieci, co jest jednym z głównych problemów tego sektora.

Uruchomienie pierwszego projektu hybrydowego w Hiszpanii wzmacnia nasze ambicje wydajnego i zrównoważonego rozwijania innowacyjnych projektów w zakresie czystej energii na kluczowym dla EDPR rynku. Po wdrożeniu podobnych projektów w Portugalii i Polsce cieszymy się, że możemy wnieść wyróżniające się rozwiązania do hiszpańskiej transformacji energetycznej – mówi Miguel Stilwell d’Andrade, CEO EDP Renewables.

Dzięki temu projektowi EDP Renewables staje się pierwszą firmą, która uruchomiła projekty z technologiami hybrydowymi w Hiszpanii, Portugalii i Polsce. EDPR spodziewa się w kolejnych miesiącach uruchomić dwie inne farmy hybrydowe w Hiszpanii i ma łącznie ponad 15 projektów hybrydyzacji wiatrowo-słonecznej, które powinny dodać ponad 230 MW mocy ze źródeł odnawialnych w Hiszpanii w nadchodzących latach.

Do 2026 r. firma planuje zainwestować 20 mld euro w rozwój i wdrażanie odnawialnych źródeł energii na całym świecie, z czego 40% jest przeznaczone na lądową energetykę wiatrową, a kolejne 40% na wielkoskalową energetykę słoneczną. Hiszpania nadal jest strategicznym krajem dla EDP, gdzie zainstalowana moc wynosi prawie 2 GW energii słonecznej i wiatrowej, a także 444 MW w energetyce wodnej, gdzie rozwijane są projekty związane z zielonym wodorem.