Sprzedawanie i kupowanie w sieci coraz prostsze. Uruchamiamy Allegro One z epaka.pl

Allegro One Punkty epaka.pl już jest! Nowa metoda dostawy zakupów z allegro bez minimalnej kwoty zamówienia! A do tego darmowe zwroty. Szybciej niż myślisz. Sprawdź Allegro One Punkty epaka.pl i oszczędzaj!

Od 3 listopada użytkownicy Allegro mogą wybrać nową metodę dostawy w usłudze Wygodne nadania i odbiory z Allegro – Allegro One Punkty epaka.pl. Jak wpłynie to na sprzedawanie i kupowanie produktów w sieci?

Kluczowym hasłem współczesnych czasów jest „innowacja”. W przypadku wielu inicjatyw niestety jest to jedynie pusty slogan. Na szczęście są firmy z doświadczeniem w swoich branżach wprowadzające prawdziwie innowacyjne rozwiązania, które sprawiają, że życie staje się prostsze. Tak właśnie jest w przypadku Allegro oraz epaka.pl, które połączyły siły.

Allegro z myślą o swoich użytkownikach udostępniło im możliwość nadania przesyłki oraz odbioru zakupionego przedmiotu w jednym z ponad 200 punktów epaka.pl na terenie całego kraju. Z kolei epaka.pl nawiązując współpracę z Allegro, wzbogaciła swój wachlarz usług, a także zdobyła nowych klientów.

– „Bez przecierania nowych szlaków nie byłoby możliwe utrzymywanie się na czele branżowej stawki. To poniekąd jest rywalizacja, wyścig, ale stawką w nim jest przede wszystkim zadowolenie i komfort klienta. Staramy się nawiązywać nowe współprace, takie jak ta z Allegro, nie tylko po to, by poszerzyć grono użytkowników, ale także zapewnić nowe możliwości osobom, które już nam zaufały i regularnie korzystają z naszych usług” – mówi Dariusz Chornicki, pomysłodawca i założyciel epaka.pl.

Korzyści dla użytkowników Allegro z nowej usługi Allegro One Punkty epaka.pl

Serwis epaka.pl współpracuje z największymi firmami kurierskimi, które działają na polskim rynku. Mowa tutaj o DHL, DPD, UPS, Fedex, InPost, ORLEN paczka czy Ambro Express. Partnerstwo z największą platformą sprzedażową w Polsce to ważny krok przybliżający epaka.pl do branży e-commerce.

– „Jak już wspominałem, podejmując decyzje, także te na wysokim szczeblu, zawsze mamy w głowach potencjalne korzyści, jakie w ich wyniku odniosą nasi klienci. Niewątpliwie nasza współpraca z Allegro zwiększa komfort kupowania i sprzedawania w internecie w zakresie dostaw. Kupujący może wybrać dostawę do punktu epaka.pl zlokalizowanego najbliżej jego miejsca zamieszkania, a paczka trafi do niego już na drugi dzień po dokonaniu transakcji, natomiast sprzedający w szybki sposób nada w pobliskim punkcie przesyłkę z zamówionym produktem” – podkreśla Chornicki.

Epaka.pl dysponuje rozbudowaną siecią punktów nadania i odbioru przesyłek, która stale się rozrasta. Już teraz użytkownicy mogą nadawać i odbierać paczki w jednym z ponad 200 punktów na terenie kraju. Do końca 2022 roku takich miejsc będzie jeszcze więcej! Cała sieć liczy w tym momencie ponad 300 punktów stacjonarnych w kraju.

Aktualnie korzystać z Allegro One Punkty epaka.pl można 6 dni w tygodniu, od poniedziałku do soboty.

W jaki sposób można sprawdzić godziny otwarcia konkretnego Allegro One Punktu epaka.pl? Należy wejść na stronę internetową epaka.pl i kliknąć w zakładkę „Punkty nadań”.

Murapol S.A. ogłasza zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji i wejścia na GPW

Murapol S.A., jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, ogłosił zamiar przeprowadzenia przez większościowego akcjonariusza Spółki pierwszej oferty publicznej akcji Spółki, skierowanej do inwestorów indywidualnych w Polsce oraz wybranych inwestorów instytucjonalnych w Polsce i w niektórych innych krajach, poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki. Murapol planuje ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji Spółki do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Komentując dzisiejsze ogłoszenie, Nikodem Iskra, prezes Murapol S.A., powiedział:

„Zamiar przeprowadzenia przez naszego większościowego akcjonariusza pierwszej oferty publicznej akcji Spółki i następnie debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jest kamieniem milowym w historii naszej Spółki i zwieńczeniem jubileuszowego roku 20-lecia istnienia Grupy Murapol.

Choć na GPW notowani są już liczni przedstawiciele branży deweloperskiej, debiut Grupy Murapol da inwestorom możliwość inwestycji w spółkę o unikatowym modelu działalności. Posiadamy najbardziej zdywersyfikowaną geograficznie mapę inwestycji spośród deweloperów notowanych na GPW i bogaty bank ziemi. Mapa naszych inwestycji od początku działalności obejmuje 17 miast Polski, dzięki czemu docieramy do szerokiego grona klientów i możemy korzystać z dynamicznego rozwoju nie tylko największych, lecz również lokalnych rynków mieszkaniowych. Naszym wyróżnikiem na tle polskich deweloperów notowanych na GPW jest również pionowo zintegrowany model biznesowy i specjalistyczny know-how, który zapewnia atrakcyjną marżowość realizowanych inwestycji. Nasz profil finansowy charakteryzuje się kierunkiem wzrostowym przychodów ze sprzedaży mieszkań i konsekwentnym generowaniem znaczących przepływów środków pieniężnych z działalności operacyjnej. Strategia zakłada zrównoważony rozwój Grupy Murapol i jednoczesne dzielenie się wypracowywanymi zyskami z akcjonariuszami.

W ramach pierwszej oferty publicznej nasz większościowy akcjonariusz zamierza zaoferować akcje w liczbie zapewniającej osiągnięcie odpowiedniego poziomu płynności po debiucie na GPW, a jednocześnie planuje pozostać wiodącym akcjonariuszem Spółki i uczestniczyć w jej dalszym rozwoju, czego potwierdzeniem jest umowa lock-up na okres 360 dni.”

Najważniejsze informacje dotyczące Oferty:

  • Oferta obejmie do 14.280.000 istniejących akcji, stanowiących do 35% kapitału zakładowego Spółki, należących do większościowego akcjonariusza Spółki, tj. AEREF V PL Investment S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”) – podmiotu kontrolowanego przez fundusze zarządzane przez Real Estate Group należącą do Ares Management Corporation („Ares”), wiodącego globalnego zarządzającego inwestycjami alternatywnymi, któremu doradza Griffin Real Estate.
  • Akcje zostaną zaoferowane w ramach oferty publicznej przeprowadzanej na podstawie prospektu wyłącznie na terytorium Polski, skierowanej do polskich inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych.
  • Akcje mogą zostać również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki, zgodnie z Regulacją S wydaną na podstawie amerykańskiej ustawy o papierach wartościowych z 1933 r., ze zmianami.
  • Szczegółowe warunki Oferty zostaną przedstawione w prospekcie, który zostanie opublikowany po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego.
  • Murapol zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie Akcji do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Rolę Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu będą pełnić: Erste Group, Erste Securities Polska, Pekao Investment Banking oraz Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Rolę Firmy Inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej Akcji Oferowanych oraz Współprowadzącego Księgę Popytu i Menadżera Stabilizującego będzie pełnić Biuro Maklerskie Pekao. Erste Securities Polska i Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie będą również pełnić rolę firm inwestycyjnych współpośredniczących w ofercie publicznej. mBank będzie pełnić rolę menedżera oferty (co-bookrunner). Niezależnym doradcą finansowym Spółki w związku z Ofertą jest Rothschild & Co Polska sp. z o.o.
  • Spółka, Akcjonariusz Sprzedający oraz Zarząd nie będą oferować ani sprzedawać akcji Spółki przez okres 360 dni od zakończenia Oferty, z pewnymi zwyczajowymi wyłączeniami.

Najważniejsze informacje o Grupie Murapol i jej przewagi konkrencyjne:

Wiodąca pozycja wśród deweloperów mieszkaniowych w Polsce

  • Murapol aktywnie działa na rynku nieruchomości mieszkaniowych od ponad 20 lat, co czyni go jedną z najbardziej doświadczonych firm deweloperskich w Polsce. W tym czasie (do 30 września 2021 r.) zrealizował 70 wieloetapowych inwestycji, w których powstały 324 budynki z blisko 20 tys. mieszkań.
  • Dzięki osiąganym wynikom sprzedaży i przekazań mieszkań, Grupa znajduje się w czołówce największych deweloperów mieszkaniowych w kraju. W latach 2018-2020 Murapol sprzedał łącznie 8.606 lokali oraz przekazał klientom 8.639 lokali, co daje mu drugie miejsce na polskim rynku pod względem liczby lokali sprzedanych i przekazanych nabywcom.
  • W ciągu trzech kwartałów 2021 r. Murapol sprzedał klientom detalicznym 2.316 lokali. Dodatkowo, 1.723 lokale zostały sprzedane inwestorom na rzecz instytucjonalnego wynajmu mieszkań. Łącznie Murapol sprzedał zatem 4.039 lokali, co jest rekordowym wynikiem w historii Grupy jak i na tle polskiego rynku.

Działalność skoncentrowana na dynamicznie rozwijającym się polskim rynku nieruchomości

  • Grupa Murapol prowadzi działalność na rynku mieszkaniowym w Polsce, który charakteryzuje się dynamicznym, nieprzerwanym od 2015 r. wzrostem liczby sprzedawanych i oddawanych do użytkowania mieszkań, a także dobrymi perspektywami kontynuacji tego trendu w kolejnych latach.
  • Wg danych OECD, w Polsce na 1.000 mieszkańców przypada zaledwie 376 mieszkań – to jeden z najniższych poziomów tego wskaźnika w Europie. Wg danych HRE Think Tank, na koniec 2018 r. deficyt mieszkaniowy w Polsce wynosił ok. 2,1 mln lokali. Stąd polski rynek charakteryzuje ogromny deficyt mieszkaniowy i silny popyt na lokale mieszkalne.
  • Do wzrostu popytu na mieszkania przyczyniają się również inflacja oraz stopy procentowe. Z jednej strony przekładają się one na dostępność kredytów hipotecznych, a z drugiej – wpływają na posiadaczy oszczędności poszukujących alternatywnych sposobów ochrony realnej wartości swoich pieniędzy oraz inwestycji oszczędności, w szczególności w okresie wyższej inflacji.

Zdywersyfikowany grograficznie portfel przedsięwzięć deweloperskich skupionych na najbardziej popularnych segmentach rynku oraz jeden z większych banków ziemi

  • Oferta Grupy plasuje się w szerokim i najbardziej chłonnym segmencie rynku nieruchomości mieszkaniowych, tj. popularnym (affordable) i popularnym premium (affordable premium).
  • Murapol ma w budowie i w przygotowaniu inwestycje deweloperskie w 15 miastach – zarówno w największych aglomeracjach w Polsce, w tym w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, aglomeracji śląskiej, Poznaniu i Łodzi, jak i w mniejszych miastach regionalnych takich jak Bydgoszcz czy Toruń (wg. stanu na 30.09.2021 r.).
  • Dzięki dywersyfikacji geograficznej, Murapol dociera do szerokiego grona klientów i może korzystać z obserwowanego rozwoju nie tylko największych, lecz również lokalnych rynków mieszkaniowych.
  • Kolejną przewagą konkurencyjną Grupy Murapol jest duży, systematycznie odnawiany i powiększany bank ziemi, który na koniec września 2021 r. umożliwiał wybudowanie ponad 19,9 tys. lokali (o łącznej powierzchni użytkowej ponad 881 tys. mkw), które można podzielić wg dwóch kategorii – własności i etapu inwestycyjnego:
    • ponad 7,8 tys. lokali na gruntach będących własnością lub w użytkowaniu wieczystym Grupy oraz ponad 12 tys. lokali na gruntach objętych warunkowymi umowami przedwstepnymi,
    • ponad 5,2 tys. lokali w trakcie realizacji oraz ponad 14,6 tys. lokali w przygotowaniu.

Zintegrowany pionowo model biznesowy, zapewniający Grupie zrównoważony rozwój oraz wysoką marżowość inwestycji

  • Wyróżnikiem Grupy Murapol na tle deweloperów notowanych na GPW jest unikatowy, pionowo zintegrowany model biznesowy. Zakłada on koncentrację wewnątrz Grupy wszystkich kompetencji niezbędnych do realizacji przedsięwzięć deweloperskich, począwszy od pozyskiwania gruntów, przez projektowanie architektoniczne i inżynieryjne, budżetowanie inwestycji, zakupy materiałów budowlanych i generalne wykonawstwo, po działania marketingowe i sprzedażowe.
  • Wypracowany przez Grupę model biznesowy zapewnia jej wysoką efektywność i kontrolę kosztów, co pozwala na zachowanie wysokich marż.
  • Specjalistyczny know-how, sprawdzone rozwiązania i wystandaryzowane projekty umożliwiają Grupie efektywne powielanie jej modelu w nowych lokalizacjach oraz skalowanie działalności.

Rosnące przychody ze sprzedaży i konsekwentnie generowane znaczące przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej

  • W latach 2018-2020 Grupa Murapol odnotowała wzrost przychodów z umów sprzedaży mieszkań z 603,1 mln zł do 836,2 mln zł, co oznacza średni roczny wzrost (CAGR) na poziomie 17,7%. Skorygowany zysk brutto ze sprzedaży w tym okresie wzrósł ze 189,0 mln zł do 265,2 mln zł (CAGR 18,5%), natomiast skorygowana EBITDA wzrosła ze 135,5 mln zł do 195,3 mln zł (CAGR 20,1%).
  • W okresie pierwszych 9 miesięcy 2021 r. łączne przychody ze sprzedaży mieszkań (w tym przychody z PRS) wyniosły 715,3 mln zł, co oznacza wzrost o 3,0% w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. Skorygowany zysk brutto ze sprzedaży w tym okresie sięgnął 260,5 mln zł (+17,0% r/r), natomiast skorygowana EBITDA wyniosła 225,7 mln zł (+31,3% r/r).
  • Profil finansowy Grupy charakteryzuje się ponadto znaczącymi przepływami środków pieniężnych z działalności operacyjnej oraz wysoką obrotowością kapitału własnego.
  • Murapol zawdzięcza to m.in. mającemu dominujący charakter dwuetapowemu modelowi nabywania gruntów. Zakłada on zapłatę części ceny nieruchomości po zawarciu warunkowej przedwstępnej umowy sprzedaży, a następnie przeprowadzenie procesów prawno-pozwoleniodawczych. W konsekwencji pozostała część płatności dokonywana jest przy zawarciu umowy przenoszącej własność nieruchomości i po spełnieniu określonych warunków takich jak uzyskanie pozwolenia na budowę. Taki sprawdzony i wypracowany przez lata model budowania i odnawiania banku ziemi jest zdecydowanym wyróżnikiem Grupy Murapol. Taki model nabywania gruntów zmniejsza ryzyko inwestycyjne, umożliwia szybsze wygenerowanie dodatnich przepływów pieniężnych i niższe zapotrzebowanie na kapitał własny w procesie deweloperskim.
  • W ocenie Zarządu, wypracowany model zakupu gruntów, wertykalna integracja biznesu oraz pozostawianie marż z kolejnych etapów realizacji przedsięwzięć deweloperskich w Grupie Murapol przekładają się na wyższą zdolność do wypłaty dywidend.

Dobre perspektywy dalszego rozwoju Grupy wynikające z rozpoczęcia realizacji przedsięwzięć deweloperskich w segmencie PRS

  • W 2021 r. Murapol podjął strategiczną decyzję o rozpoczęciu współpracy z Ares w nowym i rozwijającym się segmencie instytucjonalnego najmu nieruchomości (platforma PRS, którą zarządzać będzie Ares).
  • Umowa Ramowa z Ares, zawarta 19 lipca 2021 r., przewiduje, że do połowy 2026 r. Grupa Murapol przygotuje 10 tys. lokali na rzecz PRS. Liczba ta obejmuje lokale, które w tym czasie będą ukończone i oddane do użytkowania, a także w trakcie budowy, bądź w formie zabezpieczonych praw do gruntu.
  • Na koniec września 2021 r. Grupa Murapol rozpoczęła realizację w ramach umowy 6 przedsięwzięć deweloperskich obejmujących blisko 1,4 tys. lokali, oraz była w trakcie projektowania 4 kolejnych inwestycji liczących łącznie ok. 1,7 tys. lokali, co do których podpisane zostały przedwstępne umowy zakupu gruntu. Ponadto, prowadzone były zaawansowane rozmowy dotyczące pozyskania nieruchomości gruntowych umożliwiających budowę kolejnych blisko 2,0 tys. lokali, a potencjalne projekty dotyczące pozostałych ok. 5,0 tys. lokali były przedmiotem analizy.

Doświadczony zespół specjalistów wspierany przez know-how zespołu zarządzającego i nadzorczego

  • Kluczowym czynnikiem sukcesu Grupy Murapol są kompetencje i doświadczenie zespołu zarządzającego oraz wiedza i zaangażowanie pracowników.
  • Murapol zbudował zespół ponad 500 profesjonalistów dysponujących wiedzą, kompetencjami i doświadczeniem w zakresie prowadzenia wszystkich etapów przedsięwzięć deweloperskich.
  • Zarząd Grupy Murapol posiada znaczące doświadczenie branżowe nabyte w toku realizacji wielu rentownych inwestycji deweloperskich w Polsce oraz dysponuje wszechstronną wiedzą i praktyką z zakresu m.in. koordynowania formalno-prawnych aspektów pozyskiwania nieruchomości, zarządzania procesami inwestycyjnymi, a także finansowania, sprzedaży, marketingu, compliance i ładu korporacyjnego, czy też funkcjonowania rynku kapitałowego.
  • W Radzie Nadzorczej Spółki zasiadają partnerzy i dyrektorzy Ares, wiodącego globalnego zarządzającego w obszarze inwestycji alternatywnych, oraz Griffin Real Estate, jednego z największych i dynamicznie rozwijających się inwestorów typu private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, działającego w sektorze nieruchomości. Członkowie Rady Nadzorczej posiadają bogate doświadczenie branżowe oraz menedżerskie.

Strategia rozwoju

  • Celem Grupy Murapol jest zrównoważony rozwój oraz utrzymanie silnej pozycji w branży deweloperskiej w Polsce.
  • Przyjęta strategia biznesowa zakłada osiągnięcie liczby lokali przekazywanych klientom na poziomie około 3.200 – 4.200 rocznie (bez uwzględnienia mieszkań budowanych na rzecz PRS) począwszy od 2022 r.
  • Poza wzrostem sprzedaży mieszkań klientom detalicznym, Grupa Murapol planuje wykorzystać możliwości wzrostu płynące z rozwijającego się rynku PRS.
  • Aby ułatwić reallizację tych zamierzeń Grupa Murapol regularnie nabywa nowe nieruchomości gruntowe – w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 r. zabezpieczyła prawa do gruntów, umożliwiających budowę ok. 5,6 tys. lokali, w tym ok. 3,9 tys. z przeznaczeniem na sprzedaż klientom detalicznym oraz ok. 1,7 tys. na rzecz platformy PRS.
  • Murapol zamierza kontynuować strategię geograficznej dywersyfikacji działalności w Polsce. W tym celu stale uzupełnia i powiększa bank ziemi oraz planuje pozyskać nowe tereny inwestycyjne także poza lokalizacjami, w których działa obecnie. Bierze pod uwagę m.in. Lublin, Szczecin, Olsztyn czy Rzeszów.
  • Murapol zakłada, że począwszy od przyszłego roku wydatki na nabycie nieruchomości gruntowych do banku ziemi (bez uwzględnienia nieruchomości dla platformy PRS) będą wynosić 175 mln – 225 mln zł rocznie.

Polityka dywidenda

Silna pozycja finansowa Grupy Murapol umożliwi znaczne wypłaty dywidendy w przyszłości. Zarząd zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy:

  • za rok 2021 w kwocie 170 mln zł,
  • w następnych latach w kwocie równej co najmniej 75% skonsolidowanego zysku netto uzyskanego w danym roku.

Większościowy akcjonariusz Spółki zadeklarował poparcie dla takiej polityki dywidendowej.

Wybrane wyniki i wskaźniki finansowe Grupy Murapol

(mln zł) 2018 2019 2020 9M 2020 9M 2021
Przychody z umów sprzedaży mieszkań 603,1 787,7 836,2 694,4 565,5
Przychody z PRS 149,9
Skorygowany zysk brutto ze sprzedaży 189,0 230,2 265,2 222,6 260,5
Skorygowana EBITDA 135,5 158,7 195,3 172,0 225,7
Marża skorygowanej EBITDA 18,9% 18,5% 22,9% 24,3% 31,1%
Zysk netto z działalności kontynuowanej 78,0 64,0 92,5 90,8 153,9
Zwrot z kapitału własnego (ROE) 29,8% 34,1% 33,1% 35,7%

BitBay zmienia się w Zonda. Nowa marka, nowy zarząd i nowa wizja

BitBay, jedna z największych giełd kryptowalut w Europie, zmienia nazwę na Zonda. Jednocześnie firma przedstawia plany rozwoju oraz ogłasza skład zarządu. Znajdują się w nim: nowy CEO spółki Przemysław Kral, Poland Country Head i Chief Growth Officer Kamil Sikorski oraz CCO Dawid Sendecki.

Od pierwszych dni działalności w Polsce, kiedy to z giełdy korzystało zaledwie 3 000 użytkowników, handlujących głównie Bitcoinem, platforma przeszła długą drogę. Dziś BitBay jest dobrze znaną marką dla europejskich inwestorów kryptowalutowych, z ponad milionem zarejestrowanych użytkowników, pakietem produktów i możliwością inwestowania w więcej niż 50 walut cyfrowych i tokenów.

Osiem lat rozwoju oraz szybko rozszerzające się portfolio produktów, usług i walut cyfrowych doprowadziły firmę do kolejnego etapu w jej ewolucji. Nazwa Zonda, czyli w wolnym tłumaczeniu „wiatr zmian”, odzwierciedla procesy, jakie zachodzą w branży, a także nową strategię firmy. Skoncentrowana jest ona na regulacjach, edukacji i większej przystępności pod okiem nowego kierownictwa. Ambitne cele mają pomóc w zwiększeniu globalnego zasięgu firmy.

Oto jak wygląda wizja firmy według nowo mianowanego Dyrektora na Polskę, Kamila Sikorskiego: „Upowszechnienie kryptowalut nie będzie możliwe, jeśli branża nie stanie się bardziej bezpieczna, regulowana i przejrzysta. Widać, że niepewność, niewiedza i brak zaufania to największe przeszkody dla upowszechnienia cyfrowych pieniędzy. W Zondzie chcemy, aby nasi Klienci czuli się komfortowo i mogli handlować, będąc pewni swoich inwestycji. Rozwijamy intuicyjne narzędzia, przystępne programy edukacyjne
i współpracujemy z regulatorami, aby pomóc naszym klientom w bezpiecznym inwestowaniu.”

Więcej niż tylko zmiana nazwy

Od 8 listopada 2021 r., użytkownicy Zondy zauważą pierwsze oznaki zmian – nową stronę główną, nazwę, logo i design. Mimo, że strona przenosi się pod nowy adres zondaglobal.com, wszystkie loginy, konta i hasła użytkowników pozostaną niezmienione, tak samo, jak funkcjonalność serwisu.

Na przełomie II i III kwartału 2022 roku firma planuje uruchomić nową platformę handlową
i aplikację mobilną. Głównym celem przyświecającym pracom jest opracowanie takiej platformy, w której proces wejścia i uczestnictwa w rynku walut cyfrowych będzie tak prosty, jak to tylko możliwe. Ambicją Zondy jest zdefiniowanie na nowo inwestycji kryptowalutowych dla nowej generacji inwestorów pragnących rozumieć, eksperymentować i korzystać z kryptowalut w codziennym życiu.

Kolejną nowością będzie uruchomienie Zonda Academy na początku przyszłego roku. „Uważamy, że nie powinno się handlować żadnym aktywem, zanim nie zdobędzie się niezbędnej wiedzy i nie zrozumie ryzyka. Nasza akademia ma na celu przekazanie klientom wiedzy niezbędnej do świadomego inwestowania. Będzie ona kształcić ludzi w zakresie interpretacji złożonych danych, psychologii inwestowania oraz tego, co leży u podstaw poszczególnych projektów” – dodaje Kamil Sikorski.

Regulacja i przejrzystość jako standard

Konieczność regulacji całego rynku kryptowalut to jedno z podstawowych przekonań Zondy. Wizja ta jest w dużej mierze kształtowana przez nowego CEO Przemysława Krala, który wcześniej pełnił funkcję Chief Legal Officer w BitBay i ma ponad 20-letnie doświadczenie w dziedzinie prawa. To Kral doprowadził do uzyskania przez BitBay licencji estońskiego FIU
i od tego czasu ściśle współpracuje z regulatorami na całym świecie.

Zonda (jeszcze jako BitBay) przeszła niedawno audyt finansowy, stając się pierwszą w Estonii w pełni licencjonowaną i regulowaną giełdą kryptowalut działającą w ramach nowych, surowych regulacji narzuconych przez estońską jednostkę analityki finansowej (FIU) jesienią 2020 roku.

„Chcemy współpracować z regulatorami na wszystkich rynkach, na których będziemy obecni. Tylko poprzez wprowadzenie większej transparentności w świecie handlu kryptowalutami będziemy w stanie otworzyć go dla wszystkich” – dodaje Kamil Sikorski.

Nowy skandal z silnikami diesla w Niemczech

Deutsche Umwelthilfe przedstawia raport wskazujący osiem nieznanych wcześniej urządzeń fałszujących emisje spalin w Mercedesie Klasy E, spełniającym normy emisji Euro 6.

  • Szokujący raport o oprogramowaniu motoryzacyjnym autorstwa Felixa Domke ujawnia, jak działa nieznane wcześniej oprogramowanie i urządzenia fałszujące poziom emisji, które drastycznie zmniejszają skuteczność oczyszczania spalin podczas rzeczywistej jazdy w porównaniu z testami.
  • Dyrektor krajowy DUH, Resch, uważa, że grupa Daimlera jest winna używania dodatkowych nielegalnych „urządzeń fałszujących” poza urządzeniami do kontroli temperatury.
  • Konsekwencją ich stosowania jest przestrzeganie wartości granicznych przez samochody na stanowisku badawczym, podczas gdy w rzeczywistych warunkach jazdy emisje tlenków azotu wzrastają nawet o 500 procent.
  • DUH żąda, aby nowy rząd Niemiec oficjalnie wycofał wszystkie samochody z silnikiem Diesla, które nadal są wyposażone w urządzenia fałszujące, w celu naprawy zastosowanych w nich katalizatorów spalin.

Grupa Daimler, właściciel m.in. marki Mercedes-Benz, jest w dużo większym stopniu zamieszana w aferę dotyczącą emisji spalin z silników diesla, niż wcześniej sądzono. Zostało to ujawnione w raporcie, który Deutsche Umwelthilfe (DUH) przedstawiła dziś opinii publicznej. Ekspert ds. oprogramowania motoryzacyjnego Felix Domke opisał w nim na zlecenie amerykańskiej kancelarii prawnej łącznie osiem wcześniej nieznanych urządzeń fałszujących emisje spalin w samochodzie Mercedes-Benz Klasy E z silnikiem diesla, spełniajacym normę Euro 6Euro 6. Zdaniem DUH, te wyraźnie nielegalnie tzw. „urządzenia fałszujące” zmniejszają poziom efektywnego oczyszczania spalin przez katalizator SCR. Wynik: rzeczywista emisja tlenków azotu na drogach jest nawet o 500 procent wyższa niż prawnie określona wartość graniczna. Do tej pory Daimler AG zawsze zaprzeczał stosowaniu nielegalnych urządzeń fałszujących w samochodach z silnikami wysokoprężnymi sprzedawanymi w Europie.

– Ekspercki raport Felixa Domke ostatecznie dowodzi, że Daimler jest winny. Pokazuje on, w jaki sposób firmie udaje się przestrzegać limitów prawnych w laboratorium testowym i jednocześnie zalewać nasze miasta szkodliwymi tlenkami azotu podczas rzeczywistego użytkowania dróg. Manipulacja oczyszczaniem spalin nie jest wykonywana ze względów fizycznych lub w celu ochrony silnika. Powód jest prosty i cyniczny: chodzi o maksymalizację zysków kosztem środowiska i zdrowia mieszkańców – mówi Jürgen Resch, dyrektor krajowy DUH – Żądamy od nowego rządu Niemiec, aby wszystkie pojazdy z silnikami wysokoprężnymi z urządzeniami fałszującymi w systemie oczyszczania spalin zostały wycofywane z eksploatacji lub naprawione na koszt producentów, tak jak ma to miejsce w USA. Światowa Organizacja Zdrowia wezwała niedawno do obniżenia limitu dwutlenku azotu ze średniej rocznej 40 do 10 µg/m3. Aby to osiągnąć, musimy zlikwidować wszystkie nielegalne źródła spalin z silników diesla. Należy w końcu podjąć działania – konkluduje Resch.

Ekspert wykrył łącznie osiem urządzeń fałszujących i szczegółowo je opisał. Sześć z nich jest powiązanych z systemem SCR. Trzy z nich zależą od wieku pojazdu, a w raporcie opisany został również „czynnik starzenia”. W znacznym stopniu obniża on progi, przy których aktywują się urządzenia wyłączające. W dwóch przypadkach, to zjawisko zaczyna zachodzić w samochodzie już po zestarzeniu się o około 1 procent w stosunku do żywotności pojazdu – czyli, mówiąc krótko już po przejechaniu kilku tysięcy kilometrów od momentu wyjazdu z salonu. Dalsza redukcja następuje po zestarzeniu się pojazdu o około 20 procent. Dwa nielegalne urządzenia fałszujące są połączone z systemem recyrkulacji spalin pojazdu i nie ma żadnego uzasadnionego powodu dla ich stosowania.

– Znalezione urządzenia fałszujące emisje aktywują się w sytuacjach, które są powszechne w warunkach drogowych. Nawet w normalnych warunkach jazdy co najmniej jedno urządzenie fałszujące prawie zawsze aktywnie zapobiega zmniejszeniu poziomu emisji, nawet jeśli nie jest to fizycznie konieczne lub konieczne dla ochrony silnika. To znacznie zmniejsza ilość wtryskiwanego czynnika AdBlue, który jest niezbędny do neutralizacji tlenków azotu w katalizatorze SCR; podobnie zmniejsza się szybkość recyrkulacji spalin. W rezultacie skuteczny zwykle sprzęt do oczyszczania spalin często działa tylko w ułamku swojej potencjalnej wydajności, a pojazd emituje niepotrzebnie duże ilości tlenków azotu – mówi ekspert Felix Domke.

Ekspertyza jest poparta aktualnymi pomiarami spalin uzyskanymi na drodze przez Instytut Kontroli Emisji (EKI) powiązany z DUH. Pokazują one, że Daimler zainstalował kilka nielegalnych urządzeń fałszujących w badanym pojeździe E 350 BlueTEC. Pojazd spełnia prawne wartości graniczne tlenku azotu podczas badania na stanowisku badawczym. Jednak w oparciu o podobny profil jazdy na drodze pomiary spalin EKI wskazują na wzrost emisji tlenków azotu nawet o 500 procent i więcej. Niemiecki Federalny Urząd ds. Pojazdów Samochodowych i Transportu (KBA) zażądał już aktualizacji oprogramowania dla badanego modelu. Nielegalne urządzenia fałszujące zostały usunięte w zaktualizowanym oprogramowaniu. Emisje tlenków azotu były również poniżej ustawowej wartości granicznej podczas testów drogowych. Taki wynik udowadnia, że osprzęt pojazdu zawsze był w stanie zredukować emisje do poziomów zgodnych z prawem, jednak zostało to celowo uniemożliwione przez oprogramowanie.

– Twierdzenia producentów samochodów, że to warunki jazdy prowadzą do wysokiej emisji zanieczyszczeń na drogach, są pod tym względem absurdalne – wyjaśnia ekspert ds. środowiska i transportu Axel Friedrich. – Należy mieć nadzieję, że sądy przestaną również wierzyć w bezsensowne twierdzenia producentów samochodów i wreszcie pomogą właścicielom samochodów dochodzić ich praw.

Mimo że w tej sprawie zbadano tylko jeden pojazd pod kątem znacznej eksploatacji, ekspert zakłada, że ​​inne pojazdy Mercedesa z porównywalnymi silnikami i technologiami zawierają podobne nielegalne urządzenia ograniczające skuteczność. Kilka pomiarów spalin przeprowadzonych przez EKI w innych samochodach marki Mercedes z silnikami wysokoprężnymi dostarczyło już wyraźnych wskazówek na ten temat. KBA wykryło również nielegalne urządzenia fałszujące w wielu pojazdach producenta.

– Z prawnego punktu widzenia stan faktyczny jest jasny – komentuje Glenn Phillips, partner zarządzający międzynarodowej firmy prawniczej Milberg, która zleciła ekspertyzę. – Dochodzenie wykazało, że Grupa Daimler zainstalowała dużą liczbę nieautoryzowanych urządzeń fałszujących, które wyraźnie naruszają obowiązujące prawo. Poszkodowani konsumenci mają teraz oczywiście prawo do odszkodowania, ponieważ sprzedano im wadliwy pojazd, za który zapłacili pełną cenę zakupu. Z prawnego punktu widzenia można to uznać za oszustwo – popełnione nie tylko przeciwko środowisku, ale także przeciwko konsumentom. Kierowcy Mercedesów powinni sprawdzić, czy dotyczy to ich pojazdu z silnikiem diesla.

Tło:

Felix Domke, autor ekspertyzy, jest specjalistą ds. oprogramowania dla systemów sterowania silnika i pracował już jako ekspert dla Niemieckiego Federalnego Urzędu ds. Pojazdów Samochodowych i Transportu (KBA) w zakresie niezależnej analizy wdrożenia oprogramowania pod kątem nielegalnych urządzeń ograniczających skuteczność działania. Pełnił również funkcję eksperta sądowego w parlamentarnej komisji śledczej w sprawie skandalu VW w sprawie emisji spalin w 2017 roku.

Domke na zlecenie amerykańskiej kancelarii prawnej Milberg przygotowała ekspertyzę o tym, czy samochody marki Mercedes celowo pogarszają pracę systemu oczyszczania spalin w rzeczywistych warunkach jazdy. W tym celu zebrano dane pomiarowe na nowoczesnym samochodzie osobowym marki Mercedes (rocznik 2015, norma emisji spalin Euro 6) wyposażonym w katalizator SCR (Selective Catalytic Reaction) w celu redukcji emisji tlenków azotu (NOx). Model to Mercedes E 350 BlueTEC 4MATIC T Silnik: OM642, 190 kW, 2987 ccm, 6 cylindrów, pierwsza rejestracja w styczniu 2016. Ponadto przeanalizowano również dane kalibracyjne wbudowanej jednostki sterującej silnika. Dane pomiarowe ze sterownika silnika podczas rzeczywistej jazdy zostały następnie skorelowane z danymi kalibracyjnymi.

Dziesiątki skarg na to, że pracodawcy żądają szczepień od pracowników. „Ten temat dopiero się rozpędza”

Mogłoby się wydawać, że temat szczepień będzie słabł wraz ze wzrostem liczy zachorowań na COVID-19. Nic bardziej mylnego. Każdego tygodnia stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom odbiera ok. 50 pytań w formie mailowej lub telefonicznej od pracowników, którzy czują presję ze strony pracodawcy, że należy się zaszczepić. Niektórzy oczekują wprost, że pracownik się zdeklaruje, przyniesie paszport covidowy lub będzie sprawozdawał regularnie robione testy. – Sytuacja przybiera na sile. Mam wrażenie, że wszyscy niezdecydowani już się zaszczepili, a ta grupa, która pozostaje niezaszczepiona to robi to z przekonania. Na takich pracowników ciężko jest wywierać nacisk. Pracodawcy więc stosują rozmaite metody od przenoszenia na inne stanowiska przez obcinanie premii lub groźbę braku podwyżek. Odnotowaliśmy już także kilkanaście skarg na zwolnienie z pracy za brak szczepienia – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

60% spraw stowarzyszenia w roku 2021 dotyczy szczepień

Temat szczepień od wielu miesięcy jest najczęściej poruszanym tematem w pismach do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska to ok. 60% wszystkich sprawy w roku 2021. Co gorsza, mimo nasilenia ilości zakażeń w czwartej fali pandemii, skarg na „zmuszanie” do szczepień nie ubywa, a wręcz przeciwnie. Pracownicy skarżą się na presję związaną ze szczepieniami, na pytania pracodawców czy grożenie im brakiem premii, a nawet zwolnieniem z pracy.

– Na pewno najgłośniejsze sprawy, którymi się zajmowaliśmy to duża firma zajmująca się produkcją okien, która premię frekwencyjną uzależniała od szczepienia czy ostatnio sprawa kopalni Nowy Ląd, gdzie pracownicy niezaszczepieni byli przesuwani ze swoich stanowisk pracy i wyraźnie odsuwani od obowiązków. Takich spraw jest jednak znacznie więcej. Żeby była jasność: namawiamy do szczepienia się. Jako organizacja zajmująca się prawem pracy musimy wyraźnie powiedzieć, że póki sejm nie przegłosuje ustawy o możliwości weryfikowania szczepień to pracodawca po prostu nie może tego robić – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Ostatnio zajmowaliśmy się sprawą jednego z armatorów, który zarządzał szczepień od pracowników, którzy pływają na promach. Kolejny temat to sprawa przedszkolanek, które nie zaszczepiły się w jednym z przedszkoli, części podziękowano za współpracę z powodu utraty zaufania. Tematów zwolnień z pracy lub degradacji było od września co najmniej kilkanaście. Każda była kierowana do naszych prawników. Pracodawcy widząc co dzieje się jeżeli chodzi o tempo wzrostu czwartej fali, chcą się zabezpieczyć i uniknąć lockdownu. Niestety pracownicy nie zawsze im sprzyjają – mówi Małgorzata Marczulewska. – Ten temat się dopiero rozpędza – dodaje.

Co pojawia się w skargach? Jest wiele oskarżeń o segregację, dyskryminację, a nawet mobbing

Nie zawsze jest tak, że niezaszczepiony pracownik jest po prostu zwalniamy. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska pracodawcy starają się najpierw dojść do porozumienia, a potem wytaczają cięższe działa: – Jeżeli trafiały się zwolnienia to były one tłumaczone utratą zaufania do pracownika, łamaniem regulaminu firmy czy brakiem przestrzegania zasad BHP. To interpretacja, która wymaga na pewno analizy prawnej, bo pojęcie „utraty zaufania” jest niezwykle pojemne. Inne historie dotyczyły degradacji, odsyłania na pracę zdalną, brak premii motywacyjnej, brak zgody na udział w konferencjach i spotkaniach na żywo z pracownikami firmy. Zdarzały się także skargi na izolowanie niezdeklarowanych w innych pokojach czy na brak wypłaty premii czy dodatków, które były wypłacane zaszczepionym – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Są dwa słowa, które w skargach pojawiają się niesamowicie często: dyskryminacja i segregacja. Zarzuty bardzo poważne, nie można ich ignorować. Zdarzały się skargi, że niezaszczepieni pracownicy czuli się wprost mobbingowani. Rozumiemy jednak również pracodawców, którzy dbają o komfort i możliwość prowadzenia działalności bez groźby lockdownu – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Przegląd wydarzeń tygodnia 8 – 12.11.2021

Kończący się tydzień był bardzo pracowity dla bankierów centralnych. W kolejnym kalendarz makroekonomiczny jest zdecydowanie mniej rozbudowany. Wydarzeniem tygodnia będzie odczyt inflacji ze Stanów Zjednoczonych (środa). Rynek oczekuje wzrostu inflacji do 5,8 proc. r/r (5,4 proc. r/r). W Europie najbardziej interesujący będzie odczyt koniunktury ZEW, z którego rynek postara się wywnioskować nastroje w biznesie w przededniu jesiennego sezonu zachorowań oraz piętrzących się problemów w łańcuchu dostaw. Po zaskakującym utrzymaniu stóp procentowych w Wielkiej Brytanii na niezmienionym poziomie ciekawie zapowiadają się dane z Wielkiej Brytanii, w tym dynamika PKB oraz produkcja przemysłowa. Również w Polsce opublikowane zostaną dane o dynamice wzrostu gospodarczego.

Najważniejsze wydarzenia: CPI z USA, PKB z Wielkiej Brytanii oraz Polski, ZEW

W centrum uwagi inwestorów w nadchodzącym tygodniu znajdą się tradycyjnie Stany Zjednoczone i wstępny odczyt inflacji konsumenckiej za październik. Konsensus rynkowy zakłada wzrost cen na poziomie 5,8 proc. r/r, co byłoby poziomem nieco wyższym od wrześniowego odczytu. Dynamika inflacji ma nieco mniejsze znaczenie w kontekście rozpoczętego przez Fed zacieśniania monetarnego. W dalszym ciągu jednak krótkoterminowo dynamika inflacji może być determinantem wyceny rynkowych aktywów. Kluczowe w tym kontekście jest to, że Fed zastrzegł sobie możliwość reagowania na otoczenie rynkowe w procesie normalizacji polityki pieniężnej. Sądzę, że tak jak na wstępnym etapie wychodzenia z pandemii, tak i teraz ważniejsze mogą być odczyty wskaźników koniunktury (indeks Uniwersytetu Michigan), na bazie których ocenić można trwałość odbicia gospodarczego, a tym samym skuteczność działań banków centralnych.

Z tego samego powodu warto spoglądać na dane instytutu ZEW z Niemiec. Kraje strefy euro przyzwoicie radzą sobie z jesiennym sezonem zachorowań, ale wciąż dużym ryzykiem dla ożywienia gospodarczego pozostają problemy po stronie łańcucha dostaw. Równie ważnym testem dla odporności gospodarki europejskiej na kryzys podażowy będzie odczyt produkcji przemysłowej ze Strefy euro. Oba odczyty nie powinny jednak stać się istotnym czynnikami cenotwórczymi.

W Wielkiej Brytanii opublikowany zostanie wskaźnik PKB, a także dane o produkcji przemysłowej. W kończącym się tygodniu Bank Anglii utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W komunikacie bank stwierdził, że widzi ryzyko niższego wzrostu gospodarczego, przede wszystkim mając na uwadze silne ograniczenia podażowe. W tym kontekście dane o PKB potwierdzą lub zaprzeczą tym tezom i wskażą rynkowi kierunek oczekiwań przed kolejnym posiedzeniem decyzyjnym. Również produkcja przemysłowa pokaże na ile ograniczenia podażowe realnie wpływają na gospodarkę.

W Polsce kalendarz makroekonomiczny w nadchodzącym tygodniu będzie bardzo ubogi. De facto jedynym istotnym odczytem będzie październikowa dynamika PKB. Nie sądzę, aby październikowa podwyżka stóp procentowych odbiła się tak szybko na wzroście gospodarczym, w związku z czym wartość danych, w świetle kolejnych ruchów RPP, będzie raczej historyczna. Kluczowym tematem na krajowym podwórku są działania banku centralnego. Konferencja prezesa Glapińskiego nie rozwiała wszystkich wątpliwości, jeśli chodzi o przyszłość polityki pieniężnej. Kierunek zdaje się być jednak nieunikniony. Koszt pieniądza będzie wyższy, kwestią sporną pozostaje jednak dynamika ruchu oraz jego skala. Być może więcej wiedzy dostarczą komentarze członków RPP.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Za nami tydzień banków centralnych

W tym tygodniu głównym wydarzeniem dla złotego było posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej Narodowego Banku Polskiego. Po raz kolejny bank centralny zaskoczył, podnosząc podstawową stopę procentową bardziej niż oczekiwano, o 0,75 pkt. proc. z poziomu 0,5% do 1,25%. Głównym powodem była gwałtownie rosnąca inflacja w Polsce, która już w październiku zbliżyła się do 6,8% r/r. Prezes NBP Glapiński zapowiedział na konferencji prasowej, że bank zrobi wszystko, aby sprowadzić inflację z powrotem do celu inflacyjnego na poziomie 2,5% w średnim terminie. Warto wspomnieć, że jeszcze dwa miesiące temu, po wrześniowym posiedzeniu NBP zapowiedzi były zupełnie odwrotne, jednak w bardzo krótkim czasie RPP wykonała zwrot o prawie 180 stopni. W Czechach również bank centralny w czwartek odbył posiedzenie rady, która jeszcze mocniej zacieśniania politykę pieniężną, w porównaniu do polskiej. W tym tygodniu podniesiono główną stopę procentową o kolejne 1,25% do obecnych 2,75%.

W tym tygodniu odbyło się również spotkanie Fed ze światowymi bankami centralnymi. Fed zapowiedział, że od listopada zacznie ograniczać skup papierów wartościowych (QE) w miesięcznym wolumenie 15 mld USD, co oznacza, że program QE zakończy się w połowie przyszłego roku. Jednocześnie Fed nadal postrzega obecny szybki wzrost inflacji jako przejściowy, a rozpoczęcie redukcji QE nie oznacza przybliżenia terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych.

Złoty miał dość zmienny tydzień, podczas którego zdołał nieznacznie umocnić się wobec euro i na koniec tygodnia był notowany na poziomie 4,59 PLN/EUR. Kurs eurodolara nie zmienił się znacząco w tym tygodniu i w piątek rano zanotował poziom 1,156 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Powstał Klaster Technologii Kosmicznych

W piątek, 5 listopada 2021 r. podczas odbywającego się Kongresu 590 w podkarpackiej Jasionce  20 najważniejszych polskich przedsiębiorstw i instytucji rozwijających technologie kosmiczne powołało do życia Klaster Technologii Kosmicznych (KTK). Celem KTK jest współpraca przy tworzeniu, rozwoju i wdrażaniu technologii kosmicznych powstających w naszym kraju. Tak szeroka reprezentacja środowiska, od podmiotów naukowo-badawczych po firmy komercyjne sprawia, że w KTK zrzeszone są podmioty odpowiadające za ponad 85 procent potencjału sektora kosmicznego w Polsce.

Głównym zadaniem Klastra będzie rozwijanie zasobów oraz kompetencji z obszaru technik i technologii kosmicznych, co pozwoli skutecznie dostarczać na rynek elementy systemów satelitarnych oraz – w przyszłości – tworzyć w pełni funkcjonalne i rozbudowane systemy kosmiczne.

– Podstawą silnej Polski jest suwerenność. Suwerenność w każdej domenie – czy energetycznej, czy wojskowej czy cybernetycznej czy wreszcie kosmicznej. Musi ona być oparta na budowie i rozwoju własnych kompetencji. Dzięki KTK cały sektor może współdziałać, by jeszcze lepiej tworzyć polskie rozwiązania na potrzeby Polski, ale także na rynki zagraniczne – a dzięki temu budować ekspansję międzynarodową. Wiem, że dzisiejsze wydarzenie ma w tym kontekście doniosłą wartość, oto najważniejsi gracze polskiego sektora kosmicznego zaczynają działać wspólnie, tworząc mechanizm umożliwiający im połącznie ich potencjału – powiedział Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych.

Aż 20 firm zgodnie podpisały umowę Klastra Technologii Kosmicznych. Są wśród nich: Astri Polska, Astronika, Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk, Creotech Instruments S.A., Energo-Tel, Exatel, Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, ITTI, KP Labs, Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna im. ks. Bronisława Markiewicza, PCO S.A., PIAP Space, Podkarpackie Centrum Innowacji, Politechnika Rzeszowska im. Ignacego Łukasiewicza, Rzeszowska Agencja Rozwoju Regionalnego, Scanway, Sieć Badawcza Łukasiewicz (Centrum Łukasiewicz), Spaceforest, Thorium Space oraz Wojskowa Akademia Techniczna im. Jarosława Dąbrowskiego.

– To kolejna inicjatywa jednocząca branżę kosmiczną, a jednocześnie budująca jej siłę. Zaledwie wczoraj odbyła się oficjalna inauguracja projektu konstelacji satelitarnej Piast, przedsięwzięcia bardzo przełomowego dla Polski, nad którym pracują specjaliści z najważniejszych polskich instytucji i firm z sektora kosmicznego. Podpisanie dokumentu powołującego Klaster Technologii Kosmicznych jest pójściem w kierunku już przez nas wytyczonym mówi profesor Iwona Stanisławska, dyrektor Centrum Badań Kosmicznych PAN.

W podobnym tonie wypowiada się dr hab. Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments S.A. – Branża kosmiczna opiera się na współpracy. Już za dwa lata, w 2023 roku planowane jest wyniesienie satelity EagleEye na orbitę okołoziemską, konstruowanego na potrzeby obronności kraju. Teraz, dzięki Klastrowi, będziemy mogli szerzej współpracować z innymi, czołowymi polskimi firmami, w tym z inicjatorem KTK firmą Exatel. Jesteśmy przekonani, że ta współpraca przyniesie korzyści dla całego polskiego sektora kosmicznego, a co za tym idzie również dla naszego kraju – mówi Grzegorz Brona.

Warto podkreślić, iż Klaster będzie dążył m.in. do zrealizowania zarysowanego w Krajowym Planie Odbudowy zaprojektowania i wyniesienia do 2026 roku polskiej konstelacji mikrosatelitów obserwacyjnych. Jest to ważne w budowaniu wizerunku Polski jako kraju aktywnie działającego w obszarze kosmicznym oraz zabezpiecza polskie interesy gospodarcze i militarne.

Czy inflacja będzie spadać w 2022?

Rosną oczekiwania inflacyjne, co oznacza, że jest akceptacja dla dalszego wzrostu cen. Przed nami więc dalsze podwyżki stóp procentowych i nie wiadomo czy wyhamują wzrost inflacji.

Proces podnoszenia stóp procentowych należało rozpocząć o kilka miesięcy wcześniej. Gdyby tak się stało, to proces podwyżek stóp procentowych mógłby przebiegać znacznie łagodniej.

– Spodziewam się kolejnej podwyżki stóp procentowych już w grudniu, a trudno zgadnąć co dalej bo Rada Polityki Pieniężnej działa w trybie z posiedzenia na posiedzenie, kluczowe jest jednak, że zaczęła działać reagując na wysoką inflację – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Lokalny szczyt inflacji prawdopodobnie odnotujemy w pierwszym kwartale, ze względu na tzw. efekt bazy czyli porównania do cen z początku tego roku.

Po najnowszych decyzjach RPP główna stopa referencyjna, służąca za podstawą do obliczania stawki WIBOR, wzrosła o 75 punktów bazowych z 0,5 proc. do 1,25 proc. Podwyżka była wyższa niż konsensus analityków (0,5 pkt.).

– Pod koniec roku inflacja może wzrosnąć do 8 proc., a później będzie spadać w okolice 5-6 proc. co i tak jest marnym pocieszeniem, bo przecież przyjęty przez RPP cel inflacyjny to 2,5 proc. – dodaje ekspert XTB. – Sprowadzenie inflacji w ciągu dwóch lat do celu inflacyjnego będzie bardzo trudne.

Wyższa od oczekiwań podwyżka stóp procentowych i zapowiedź kolejnych podwyżek tylko przejściowo wpłynęła pozytywnie na naszą krajową walutę, która umocniła się w ujęciu do EUR, USD, GBP czy CHF. Przejściowo, ponieważ prezes NBP powiedział w wywiadzie udzielonym po podwyżkach, że wszystko wskazuje na to, że inflacja będzie spadać i nie trzeba będzie dalej podnosić stóp procentowych.

Jest to wyraźnie odmienne stanowisko w porównaniu do tego sprzed dwóch dni, gdy w trakcie konferencji RPP prezes NBP obiecywał, że zrobi wszystko, aby sprowadzić inflację do założonego celu i że nie można wykluczyć dalszych podwyżek stóp procentowych. Dodał wówczas także, że prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki w grudniu jest większe niż utrzymania poziomu stóp. Widać więc tutaj wyraźny chaos informacyjny.

Warto także wspomnieć, że członkowie: Gatnar i Ancyparowicz stoją w opozycji do Glapińskiego i powiedzieli dziś, że Rada Polityki Pieniężnej powinna kontynuować podwyżki.

W konsekwencji tych sprzecznych wypowiedzi, a głównie przez słowa prezesa NBP, złoty wyraźnie tracił, para walutowa EURPLN była notowana powyżej poziomu 4,6250 zł, a USDPLN nawet powyżej 4 złotych!

– Trudno będzie odbudować zaufanie do złotego, po tym co działo się w ostatnich miesiącach – przyznaje P.Kwiecień.

Będzie tylko drożej – ceny energii i ciepła będą rosnąć

W najbliższych kilku latach ceny energii elektrycznej i ciepła będą corocznie rosły nawet o 30-40 proc. Potrzebny jest nowy system pomocy społecznej dla najbiedniejszych gospodarstw domowych.

– Musimy się z tym pogodzić, a jest to nie tylko efekt wzrostu cen surowców na świecie i rygorystycznej polityki klimatycznej UE, ale także wielka zależność polskiej energetyki od paliw kopalnych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red. nacz. BiznesAlert.pl. – URE nieśmiało mówi o dwucyfrowych podwyżkach taryf, ale my jako analitycy możemy oceniać, że będą to podwyżki o 30-40 proc.

Takie podwyżki trwać będą przez kilka lat, bo do zmiany sytuacji potrzebujemy więcej odnawialnych źródeł energii i decyzji jak rozwijać chcemy energetykę jądrową.

– To jednak nie wystarczy, bo niezbędna jest reforma sektora węglowego, która ciągnie się już latami, a utworzona niedawno Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego istnieje, ale przede wszystkim jedynie na papierze – dodaje ekspert. – W takiej sytuacji niezbędna jest pomoc państwa dla najbardziej ubogich energetycznie gospodarstw domowych i stworzenie różnych rozwiązań taryfowych.

Zamożniejsze gospodarstwa domowe mogą chronić się przed skutkami podwyżek inwestując w fotowoltaikę, magazyny energii i pompy ciepła. Jest to sposób na szybkie obniżenie rachunków nawet o kilka tysięcy złotych.

– Boom fotowoltaiki jest dobry dla portfeli domowych, ale jednocześnie jest wyzwaniem dla firm energetycznych, ponieważ destabilizują pracę systemu elektroenergetycznego i możliwe jest, że za ten boom zapłacimy jako konsumenci poprzez dodatkową opłatę dystrybucyjną.

Rozwój fotowoltaiki bez głębokiej reformy całego systemu energetycznego w Polsce będzie więc tylko krótkoterminowym rozwiązaniem problemu.

Czesi naprawdę walczą z inflacją

Jeszcze wczoraj rano decyzja Polski o podwyżce o 0,75% do poziomu 1,25% mogła wydawać się odważna. Wczoraj jednak Czesi pokazali, że równie dobrze można po prostu podnieść stopy o 1,25%, kiedy chce się naprawdę walczyć z inflacją.

Czesi podnoszą stopy procentowe o 1,25%

Posiedzenie Banku Czech miało być wczoraj niezbyt istotnym wydarzeniem zamykającym dzień na rynkach. Decydenci w banku centralnym podeszli jednak do walki z inflacją znacznie bliżej tych metod, o których wspominał Adam Glapiński na konferencji. Skoro chce się zrobić wszystko, by przywrócić inflację do celu, to trzeba patrzeć na stopę procentową nie realną a nominalną. Skoro inflacja w Czechach poszła w górę o 0,8%, to stopy procentowe podniesiono aż o 1,25%, by realna stopa procentowa wzrosła o te około 0,45%. W Polsce z kolei realna stopa procentowa w listopadzie spadła. Nie może dziwić, że inwestorzy kupowali wczoraj czeskie korony. Wzrost stóp procentowych był bowiem znacznie większy od oczekiwań.

Amerykański rynek pracy nadal mocny

Kolejne rekordy w USA. Wczorajszy dzień po raz kolejny pokazał, że na amerykańskim rynku dzieje się coraz lepiej. Przynajmniej na rynku pracy. Wczoraj opublikowano dane na temat zasiłków dla bezrobotnych. Kolejne w ostatnich tygodniach najniższe od początku pandemii. Odczyt wyniósł 269 tysięcy i jest czwartym z rzędu poniżej psychologicznej bariery 300 tysięcy. Były to również pierwsze cztery takie odczyty od początku pandemii. Dobre dane po raz kolejny powodują, że dolar testuje kilkutygodniowe maksima względem euro, co z kolei zabiera kapitał z Europy i osłabia złotego.

Wielka Brytania bez zmian

Bank Anglii prowadzi politykę podobną do EBC i FED. Jedno, co zwraca uwagę, to fakt, że zaczęły pojawiać się głosy za podwyżką stóp w samym gremium. Analitycy oczekiwali, że nawet 3 z 9 członków poprze taki ruch. Faktycznie poparło tylko dwóch, ale pokazuje to już pewną tendencję. Kolejne wzrosty inflacji mogą spowodować dalsze zmiany nastrojów. Z drugiej strony Wielka Brytania i tak zmaga się ostatnio z bardzo mocnym funtem i z pewnością występuje tam kalkulacja, jak dalsze umocnienie waluty wpłynie na gospodarkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Komentarz prawnika: oszustwo na kryptowalutę Squid Game

Prawnik komentuje: oszustwo twórców kryptowaluty $SQUID można było wykryć.

Przypomnijmy – 1 listopada 2021 r. twórcy kryptowaluty $SQUID wykonali tzw. rug pull („wyciągnięcie dywanu”). Cały proceder polegał na stworzeniu wirtualnej waluty, silnie inspirowanej światowym hitem Netflixa – Squid Games. Autorzy oszustwa skupili się na reklamie swojego tokena, chcąc zachęcić jak największą grupę osób do jego nabycia. W momencie osiągnięcia odpowiedniej liczby osób posiadających określony token, twórcy postanowili wykonać następującą czynność – poprzez zamienienie posiadanych przez siebie tokenów (portfel z którego wykonano rug pull posiadał 5% wszystkich dostępnych tokenów) na inną kryptowalutę (BNB), usunęli płynność z puli płynności stworzonej przez siebie kryptowaluty. Spowodowało to nagły skok ceny $SQUID, a następnie jego bardzo szybki spadek. Wobec braku płynności, inne osoby, nieświadome całego wydarzenia, nie mogły sprzedać posiadanych przez siebie aktywów i prawdopodobnie aż do teraz są ich posiadaczami. Sytuację komentuje mec. Adam Ziębicki, prawnik w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Oszustwo wykonane przez twórców kryptowaluty inspirowanej serialem „Squid Game” to przykład kolejnego rug pulla, tym razem wykonanego na dużą skalę. Przede wszystkim jednak jest to dobra lekcja dla wszystkich osób, które chcą być posiadaczem kryptowalut, a które nie wiedzą, na jakie kwestie trzeba uważać, nabywając świeżo powstałe waluty. Całe wydarzenie należy traktować jako przestrogę dla wszystkich zainteresowanych kryptowalutami. Istnieje szereg okoliczności związanych ze $SQUID, które powinny budzić wątpliwości względem całego projektu. Po pierwsze, twórcy wykorzystali sukces serialu Netflixa poprzez nazwanie swojego projektu nazwą serialu, nie będąc jednocześnie w żaden sposób związanym z serialem, Netflixem, czy też innymi osobami odpowiedzialnymi za serial, tym samym bezprawnie wykorzystując znak towarowy serialu Squid Games. Po drugie, media społecznościowe związane ze $SQUID były skonstruowane w taki sposób, aby uniemożliwić osobom, które przeczuwały potencjalny rug pull, poinformowanie o tym innych osób. Dla przykładu – na twitterze $SQUID wyłączono możliwość komentowania postów. Zablokowany od możliwości postowania, oprócz wybranych osób, był również telegram tej waluty. Wzmożoną ostrożność powinien wzbudzić szczególnie fakt, że będąc już posiadaczem $SQUID, nie można było go sprzedać ani wymienić na inną kryptowalutę – w szczególności na BNB (Binance Coin) – komentuje mec. Adam Ziębicki, prawnik w kancelarii Chałas i Wspólnicy

Oszustwo wykonane przez twórców waluty $SQUID z całą pewnością nie będzie ostatnim tego typu przekrętem, dlatego warto poszerzyć swoją wiedzę na temat funkcjonowania rynku kryptowalut.

Każdy, kto nabywa jakiekolwiek kryptośrodki powinien we własnym zakresie dochować należytej staranności i uważnie zweryfikować wszelkie kwestie związane z nabywanym przez siebie środkiem. Takie sprawdzenie może nastąpić np. poprzez zweryfikowanie twórców danego krypto (w tym w szczególności, czy ujawnili się oni ze swojego imienia i nazwiska oraz wizerunku), zweryfikowanie social mediów danego projektu, zweryfikowanie czy dany projekt posiada tzw. white paper, opisujący np. cele, założenia lub sposób funkcjonowania waluty czy też sprawdzenie „kontraktu” (kodu kryptowaluty) na stronach mierzących bezpieczeństwo związane z daną kryptowalutą i potencjalne ryzyko związane z rug pullem, w szczególności czy twórcy nie wprowadzili do kodu możliwości pozwalających na dokonanie oszustwa względem nabywców. Nie należy też ulegać FOMO (fear of missing out). Wśród bardziej doświadczonych osób związanych z kryptowalutami panuje przekonanie, że gdy mass media zaczynają informować o nagłych wzrostach kryptowalut, to jest to czas, kiedy jest już po największych wzrostach – dodaje ekspert.

Nowoczesny kriomikroskop elektronowy już w Krakowie

Uniwersytet Jagielloński (UJ) kupił, unikalny w skali całego kraju, nowoczesny kriomikroskop elektronowy GLACIOS (Thermo Fisher Scientific) z detektorem Falcon 4. Urządzenie to posiada szczególne znaczenie dla rozwoju biologii strukturalnej. To właśnie badania z użyciem kriomikroskopu elektronowego umożliwiły w marcu 2020 roku, poznanie struktury białka kolca (spike protein) koronawirusa SARS-nCov2. Było to momentem przełomowym w walce z pandemią COVID-19. Kriomikroskop GLACIOS został zakupiony jako główny element projektu – SOLARIS – Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego, który opracowali eksperci z  Krajowego Centrum Kriomikroskopii Elektronowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Inicjatywa ta uzyskała dofinansowanie ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, w ramach konkursu ogłoszonego przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB).

Celem projektu SOLARIS – Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego jest stworzenie unikalnego w kraju i konkurencyjnego w skali światowej laboratorium, wyposażonego w kriomikroskop elektronowy GLACIOS (Thermo Fisher Scientific) z nowoczesnym detektorem Falcon 4. Urządzenie to posiada szczególne znaczenie dla rozwoju biologii strukturalnej, pozwalając na rozwiązywanie złożonych struktur biologicznych w niespotykanym dotąd tempie.

Unikatowa oferta dla polskiej nauki i sektora prywatnego

Do niedawna w naszym kraju niedostępne były urządzenia odpowiednie do prowadzenia prac badawczych z użyciem wysokorozdzielczej kriomikroskopii elektronowej. Wprowadzenie tej metody jest kluczowe, aby polska nauka pozostała w głównym nurcie badań w wielu dziedzinach, zaczynając od biologii molekularnej, przez biofizykę, biologię komórki aż po nanotechnologię. Warto wspomnieć, że nasz projekt otwiera zupełnie nowy rozdział w historii rozwoju NCPS SOLARIS. Jego efektem jest pierwsze, kompleksowe laboratorium kierujące swoją ofertę do sektora prywatnego, w szczególności przedsiębiorstw z branży farmaceutycznej i biotechnologicznej. Wprowadzenie oferty w obszarze kriomikroskopii zwiększa zainteresowanie ośrodkiem w aspekcie geograficznym i naukowym oraz wspiera budowanie rozpoznawalności marki SOLARIS poza granicami kraju, także w sektorze przemysłu – mówi dr Michał Rawski, członek zespołu Krajowego Centrum Kriomikroskopii Elektronowej UJ.

Realizacja projektu niesie ze sobą niezaprzeczalne korzyści dla polskiej nauki, włączając krajowe środowisko naukowe w grono światowych liderów w dziedzinie biologii strukturalnej. Badania z wykorzystaniem kriomikroskopii stają się niezbędną i integralną częścią procedur optymalizacyjnych dla wszystkich rodzajów leków.

Cieszę się, że w ramach ogłoszonego przez OPI PIB konkursu, mogliśmy dofinansować projekt SOLARIS. Inicjatywa ta jest niezwykle potrzebna, o czym najlepiej świadczy wykorzystanie kriomikroskopii do walki z pandemią COVID-19. Polska nauka ma olbrzymi potencjał, dlatego w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój przeznaczamy środki na nowoczesną infrastrukturę badawczą – mówi Joanna Kuszlik-Cichosz, zastępca dyrektora ds. administracji w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym (OPI PIB).

Wsparcie w walce z nowotworami, chorobą Alzheimera i otyłością

Kriomikroskopia, będąc doskonałą metodą badania mechanizmu działania leków biologicznych, pozwoli na zintensyfikowanie prac nad projektowaniem ich nowych nośników, jak również zwiększenia ich swoistości i powinowactwa. Co więcej, możliwość uzyskania wyników nieosiągalnych przez wiele lat z użyciem rutynowych technik badawczych, ułatwi zrozumienie procesów odczytywania informacji genetycznej, przewodzenia sygnałów w układzie nerwowym i mechanizmu odkładania złogów białkowych. Przyczyniając się tym samym do ogromnego postępu w leczeniu wielu chorób takich, jak nowotwory i choroba Alzheimera, a także w leczeniu otyłości. Warto wspomnieć, że kriomikroskopia elektronowa, za którą w 2017 roku przyznano nagrodę Nobla, rewolucjonizuje nie tylko biologię strukturalną, ale także posiada ogromny potencjał w innych dziedzinach nauki takich, jak inżynieria materiałowa, chemia czy fizyka.

Nowoczesne laboratorium zacznie działać jeszcze w tym roku

Kriomikroskop elektronowy GLACIOS został już pomyślnie zainstalowany w Krajowym Centrum Kriomikroskopii Elektronowej w Krakowie. Aktualnie trwają ostatnie testy i opracowanie wzorów umów niezbędnych do rozpoczęcia świadczenia usług. W pełni przygotowana została także infrastruktura informatyczna, konieczna do gromadzenia i przetwarzania danych z mikroskopu. Ostatnim elementem projektu, który jest obecnie w trakcie realizacji, jest stworzenie zaplecza dla potrzeb preparatyki i przechowywania próbek oraz zakup dodatkowej instalacji zasilania. Jej celem jest zapewnienie ciągłości i bezpieczeństwa pracy kriomikroskopu. Zakończenie wszystkich prac objętych projektem, planowane jest jeszcze przed końcem 2021 roku.

Mrożenie etatów i zabieranie pracowników z rynku. Przedsiębiorcy o Ustawie o Obronie Ojczyzny

Ustawa o obronie ojczyzny została zaprezentowana zaledwie kilka dni temu. Mało kto zapoznał się z nią jeszcze szczegółowo, a okazuje się, że będzie mieć ona spore znaczenie dla rynku pracy. Jej zapisy są szeroko komentowane przez ekspertów rynku pracy związanych z Izbą. Jej założenia zakładają m.in. dwuletni okres ochronny w miejscu pracy dla rekrutów czy preferencje przy zatrudnianiu w administracji publicznej osób, które przejdą szkolenia wojskowe. – Jesteśmy zwolennikami silnej armii, ale cały świat stawia na nowoczesne rozwiązania, a my wracamy do przyszłości i przywracamy pobór do wojska. Przedmiotowa ustawa w wielu punktach jest bardzo zaskakująca – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Ucieczka do wojska przed zwolnieniem? Takiej sytuacji nie można wykluczyć

Przedsiębiorcy oburzeni są tym, że kolejny raz dokonuje się regulacji rynku pracy bez jakichkolwiek konsultacji. Jeżeli ustawa wejdzie w życie, co jest bardziej niż prawdopodobne, to pracodawca nie będzie mieć możliwości zwolnienia pracownika, który przeszedł dobrowolne szkolenie wojskowe. To może spowodować, że z sektora budowlanego, transportu czy innych sektorów potrzebujących pracowników znikną kolejne osoby. Inne zagrożenie to ochrona w miejscu pracy osób, które być może nie wypełniają dobrze swoich obowiązków.

– Przedsiębiorcy popierają unowocześnianie armii, ale zwiększenie o 140 tysięcy osób jej składu w obliczu problemów demograficznych i problemów z rynkiem pracy to bardzo ambitne i karkołomne zadanie. Europa stawia na informatyzacje i  unowocześnienie systemów obronności, a u nas wraca się do rozwiązań znanych sprzed dekad, czyli masowego zaciągu do wojska, który teraz obdarowywany będzie przywilejami, które mogą dotykać gospodarkę oraz przedsiębiorców. Zakaz 24-miesięcznego zwalniania z pracy rekrutów to pomysł kontrowersyjny, bo jeżeli pracownik jest mierny, niesumienny i nieprzydatny, to pracodawca będzie musiał go utrzymywać mimo minimalnej efektywności jego pracy. Nie wiemy także co się stanie z pracownikiem jeżeli jego stanowisko pracy zostanie zlikwidowane lub jeżeli ogólnie cała firma upadnie. Również preferencja rekrutów przy zatrudnianiu w administracji budzi pewne zastanowienie. Na co więc będziemy teraz stawiać? Na certyfikaty ze szkoleń militarnych czy na realne kompetencje pracowników? – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Ustawa jest jeszcze przedmiotem dyskusji, ale nie na szczeblach ministerialnych. – Nikt nie pytał nas o zdanie, a chcielibyśmy zabrać głos – mówi Prezes Mojsiuk.

„Firmy będą zapewne zmieniały swoje procesy rekrutacji zarówno w wymiarze formalnym ale także w kontekście całej strategii zatrudnienia”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie zapytała o zdanie ekspertów rynku pracy. Opinie są zgodne: to projekt, który wprowadza preferencje i ochronę na rynku pracy w konkretnej grupie społecznej. Będą oni mieć przywileje, które nie zostały im nadane według kryterium kompetencji.

– Konsekwencją wprowadzenia w życie ustawy o obronie ojczyzny w zaproponowanym kształcie spowoduje odpływ pracowników z obszaru biznesu. Trudno dzisiaj oszacować skalę tego zjawiska, niemniej przy napiętej sytuacji na rynku pracy, borykającego się z niewystarczającą ilością rąk do pracy, odpływ młodej, wykwalifikowanej kadry będzie bolesny i może spowodować utrudnienia w funkcjonowaniu firm. Wprowadzenie 24-miesiecznej ochrony zatrudnienia dla pracowników-rekrutów to kolejne obciążenie kosztowe i organizacyjne dla pracodawców, szczególnie tych małych i średnich. Konieczność zorganizowania zastępstwa, dodatkowa rekrutacja, wdrożenie do pracy nowego pracownika, utrata na długi okres unikalnych kompetencji to realne dodatkowe koszty dla firmy – mówi Dorota Siedziniewska–Brzeźniak, prokurent w spółce Idea HR Group.

–  Firmy będą zapewne zmieniały swoje procesy rekrutacji zarówno w wymiarze formalnym ale także w kontekście całej strategii zatrudnienia. Tego typu rozwiązania nie służą gospodarce, gdzie coraz wyraźniej odczuwalny jest brak pracowników i to we wszystkich płaszczyznach Należy zwrócić uwagę, że każda tego typu zmiana, która w jakimś stopniu „zamraża” etat, będzie generowała znaczne koszty po stronie pracodawców. Rekrutacja, kształcenie czy wreszcie wdrożenie pracownika do pracy w danym przedsiębiorstwie to realne pieniądze zaangażowane przez pracodawcę, tym samym pozbawienie pracodawcy możliwości właściwego zarządzania pracownikiem oraz jego pracą może wpłynąć negatywnie na kondycję finansową przedsiębiorstw – komentuje mec. Łukasz Żak, ekspert rynku pracy Żak Legal Support Office

PZPO: Sprzedaż opon w Q3 2021

Po trzech kwartałach 2021 roku ponownie zanotowano duże wzrosty sprzedaży opon w Polsce. Sprzedaż zwiększyła się następująco w poszczególnych segmentach: opony do samochodów osobowych +22%, SUV +42%, ciężarowych +18%, dostawczych +38%, rolniczych +41%, przemysłowych +9%. Dane publikuje Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) na podstawie badań ETRMA. Tymczasem cały rynek europejski pozostaje bez zmian lub notuje spadki.

W samym trzecim kwartale 2021 roku w Polsce sprzedaż zwiększyła się: w segmencie opon osobowych o +4%, SUV +26%, dostawczych +20%, motocyklowych +14%, a rolniczych +8%. Udział opon premium ponownie wzrósł o 2 pp. – zarówno w klasie opon do samochodów osobowych, SUV i dostawczych, jak również ciężarowych. Spada natomiast udział opon budżetowych w rynku.

pl 1 pl 2– To kolejny znakomity kwartał w tym roku. Pomimo pracy fabryk pełną parą, cały czas widzimy duży popyt niemal we wszystkich segmentach. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, to może być rekordowy rok. Także w porównaniu do lat sprzed pandemii. Szczególnie budujące jest to, że klienci i kierowcy doceniają wartość i bezpieczeństwo opon klasy premium. Ich udział rynkowy w segmencie osobowym przekroczył poziom 30% – wskazuje Maciej Winiarz, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Ważne jest, że wyraźnie widać wzrosty sprzedaży wobec 2019 roku – a więc okresu sprzed pandemii. Pokazuje to nie tylko popandemiczne odbicie, ale realny wzrost rynku. W segmencie motocykli mamy bardzo dobry rok w rejestracji nowych i słabszy w używanych maszyn – co powoduje, że efekty w popycie opon motocyklowych będziemy odczuwać w przyszłym sezonie. Niewielki zaś spadek w segmencie ciężarówek w samym trzecim kwartale to jedynie efekt mniejszej sprzedaży w klasie opon budżetowych. W klasach premium i średnich notujemy pokaźne wzrosty. Ich udział w rynku to odpowiednio 41 i 35% – dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.pl 4 pl 3

Europejski rynek opon

W całej Europie nie zanotowano zmian sprzedaży opon – jak przykładowo w segmencie opon do samochodów osobowych i ciężarowych, albo spadki – choćby -16% w segmencie opon rolniczych. O 20% wzrosła sprzedaż opon całorocznych, zaś o 11% spadła w przypadku opon letnich, podczas gdy opony zimowe pozostają bez zmian.

– Podobnie jak w 2020 roku, także w 2021 notujemy silny wzrost w segmencie opon całorocznych – pomimo ogólnych spadków sprzedaży. Dane pokazują również, że początek zdrowienia po pandemii jeszcze nie nastąpił dla naszego sektora. Mamy nadzieję, że nadchodzące miesiące przyniosą bardziej pozytywny trend – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).pl 5

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw

Projekt ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw trafił do Sejmu w dniu 22 października, zaś 26 października 2021 r. został skierowany do I czytania w komisjach. Zakłada on poza zmianami w ustawie o cudzoziemcach również nowelizację ustaw o repatriacji, o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz o opłacie skarbowej. Projekt przewiduje szereg zmian wpływających na sytuacje faktyczną i prawną cudzoziemców, w tym w zakresie uzyskiwania zezwoleń na pracę i procedur z tym związanych. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców postanowił przeanalizować proponowane zmiany w celu określenia zasadności ich wprowadzenia. Z naszych obserwacji wynika, że są one z pewnością korzystne i w znacznym stopniu stanowią słuszny krok naprzód w kierunku poprawy sytuacji cudzoziemców na rynku pracy. Wskazujemy jednak, że propozycje są niewystarczające, a w pewnych aspektach zwiększające formalizm i skomplikowanie przepisów dotyczących możliwości wejścia cudzoziemców na polski rynek pracy.

Jedną z istotnych i pożądanych zmian jest rezygnacja z wymogu posiadania przez cudzoziemca stabilnego i regularnego dochodu (przewidzianego dotychczas w art. 114 ust. 1 pkt 2)) oraz miejsca zamieszkania (przewidzianego w art. 114 ust. 2) w procedurze udzielania zezwolenia na pobyt czasowy i pracę. Z pewnością takie rozwiązanie jest dla obcokrajowców dużym ułatwieniem, gdyż w sytuacji, gdy zdecydują się na podjęcie zatrudnienia w naszym kraju nie będą już zmuszeni do legitymowania się tytułem prawnym do zajmowania określonego lokalu, a tym samym zaciągania często długoterminowych zobowiązań. Ponadto pomimo usunięcia wymogu posiadania stabilnego i regularnego dochodu wciąż istnieje zapis z art. 114 ust. 1 pkt 4), który daje gwarancję, że podmiot powierzający cudzoziemcowi wykonywanie pracy zapewni mu wynagrodzenie, które (zgodnie z proponowaną zmianą pkt 5) ustawy o cudzoziemcach) „nie jest niższa niż wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę niezależnie od wymiaru czasu pracy i rodzaju stosunku prawnego stanowiącego podstawę wykonywania pracy przez cudzoziemca”. Rozwiązanie takie jest spójne systemowo i stanowi uproszczenie względem dotychczasowych zasad.

Kolejne zaproponowane zmiany, które należy ocenić pozytywnie, to istotne udogodnienie w sytuacji zmiany podmiotu powierzającego cudzoziemcy pracę, a także poszerzenie katalogu okoliczności, w przypadku wystąpienia których nie ma potrzeby zmiany pozwolenia na pobyt czasowy i pracę (zmiany przewidziane w art. 119 i 120 ustawy o cudzoziemcach, a także odpowiednie dostosowanie przepisów o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy). Nowelizacja art. 119 ustawy pozwoli obcokrajowcowi wykonywać pracę na podstawie dotychczasowego pozwolenia w sytuacji zmiany umowy cywilnoprawnej na umowę o pracę, zmiany nazwy stanowiska przy zachowaniu dotychczasowego zakresu obowiązków, czy zwiększenia wymiaru czasu pracy, jeśli wiązać się to będzie z proporcjonalnym wzrostem wynagrodzenia. Natomiast dzięki zmianom przewidzianym w art. 120 ustawy o cudzoziemcach obcokrajowiec pracujący w Polsce w sytuacji zmiany podmiotu powierzającego mu pracę nie będzie musiał jak dotychczas występować o nowe pozwolenie na pracę, gdyż będzie możliwość zmiany już posiadanego.

Bez wątpienia jedną z najistotniejszych zmian jest nowelizacja art. 88z ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Zgodnie z nowym brzmieniem ust. 2 pkt 3) powierzenie wykonywania pracy w drodze oświadczenia pracodawcy ma zostać wydłużone z 6 do 24 miesięcy. Jest to bardzo pożądana zmiana, gdyż eliminować będzie niezwykle dużą rotację pracowników związaną z zatrudnieniem obcokrajowców w najprostszej, odformalizowanej i niezwykle popularnej formie, jaką jest oświadczenie o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Przyniesie to korzyści zarówno pracodawcom, jak i pracownikom. Pracownicy uzyskają większą stabilność i pewność zatrudnienia w dłuższym okresie. Pozwoli im to z pewnością na większą asymilację i być może skłoni do podjęcia starań o długoterminowy pobyt w naszym kraju. Pracodawcy natomiast nie będą musieli ponosić zwiększonych kosztów związanych z częstą rotacją pracowników (poszukiwanie pracowników i ich szkolenie do pracy na określonym stanowisku). Otwartym pozostaje natomiast pytanie dotyczące potencjalnych dalszych losów pracownika po upływie 24 miesięcznego okresu zatrudnienia na podstawie oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. W opinii Związku Przedsiębiorców i Pracodawców powinien istnieć mechanizm umożliwiający w sposób prosty i dogodny dla obcokrajowca uzyskanie zezwolenia na pracę i pobyt w Polsce, bez względu na rodzaj wykonywanej pracy i bez przeprowadzania tak zwanego testu rynku pracy, czyli procedury weryfikacji, czy potrzeby kadrowe pracodawcy mogą być zaspokojone na lokalnym rynku pracy. Procedura ta nie odpowiada potrzebom polskiego współczesnego rynku pracy, który pilnie potrzebuje napływu siły roboczej, pracowników skłonnych do długoterminowego osiedlania się na terytorium kraju, podejmowania zatrudnienia i zakładania rodzin. Jest to niezbędne dla wypełnienia luki pokoleniowej, która z roku na rok nie tylko prowadzi do spowolnienia wzrostu gospodarczego, ale również do obciążenia systemu zabezpieczenia społecznego. Propozycje w tym zakresie Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił w raporcie „Polityka migracyjna Polski – konieczne kierunki zmian”[1]. Dotyczą one miedzy innymi wprowadzenia „biało-czerwonej karty”, czyli dokumentu potwierdzającego prawo pobytu i podejmowania zatrudnienia przez obcokrajowca, wydawanego najpierw terminowo na okres nie dłuższy niż 3 lata, a następnie przedłużanego bezterminowo w sytuacji, gdy obcokrajowiec spełni warunki dotyczące np. braku karalności.

Całościowo Związek Przedsiębiorców i Pracodawców pozytywnie ocenia projekt ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw przedstawiony przez Prezesa Rady Ministrów. Jest to z pewnością krok w dobrym kierunku. Potrzebujemy jednak kompleksowej strategii imigracyjnej uwzględniającej zarówno zmianę modelu imigracji do Polski (z krótkotrwałej i szybko rotującej na osiedleńczą), jak i konieczność zabezpieczenia granic oraz utrzymania kontroli państwa nad dynamiką procesów imigracyjnych. Mając to na uwadze, zasadne byłoby poszerzenie proponowanych zmian również m.in. o łatwą ścieżkę zmiany oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi w zezwolenie na pracę i pobyt.

Eaton i Microsoft: centra danych mogą wspierać rozwój zielonej energii

Firmy Eaton i Microsoft ogłosiły rezultaty pilotażowego projektu w Microsoft Innovation Center w Boydton w Wirginii. W centrum przetwarzania danych wykorzystano zasilacze UPS jako inteligentne magazyny energii. Współpraca potwierdziła możliwość używania na szeroką skalę infrastruktury centrów danych jako rezerw energii stabilizujących sieć. Pozwoli to wspierać rozwój OZE, które do 2030 roku będą stanowiły niemal 60% energii produkowanej w Europie. Zmniejszy również zużycie mocy i umożliwi operatorom centrów danych uzyskanie dodatkowych dochodów.

Centra danych jak magazyny energii

W ramach współpracy firmy Eaton i Microsoft zaprojektowały system zasilania gwarantowanego dla centrum danych, który reaguje na zmiany częstotliwości sieci energetycznej. Systemy UPS z akumulatorami litowo-jonowymi mogą pobierać energię i magazynować ją, a następnie oddawać do sieci w momentach zwiększonego zapotrzebowania. Taka interakcja z systemem energetycznym jest możliwa dzięki technologii EnergyAware oraz inteligentnym czujnikom i algorytmom, które sterują przepływem energii. Magazynowana w ten sposób energia może być sprzedawana na rynku usług pomocniczych i w ten sposób generować dodatkowe przychody dla operatorów centrów danych.

Co zyska sieć energetyczna?

Produkcja energii ze słońca czy wiatru ma zmienny charakter, dlatego wraz z gwałtownym wzrostem wykorzystania OZE zwiększa się potrzeba zapewnienia elastyczności sieci. Niedopasowanie popytu na energię do jej podaży powoduje odchylenia – jeśli zapotrzebowanie nie może zostać zaspokojone, częstotliwość w sieci maleje, a gdy popyt jest zbyt mały w stosunku do produkcji, częstotliwość rośnie. Takie wahania mają negatywny wpływ na sieć, która powinna być utrzymywana na stałym poziomie częstotliwości 50 Hz. Centra danych mogą wykorzystać infrastrukturę zasilaczy UPS do stabilizowania i ochrony systemu przed tymi zmianami. Współpraca Microsoft i Eaton potwierdziła możliwość szybkiego skalowania takich rozwiązań. Obie firmy szukają obecnie możliwości wdrażania podobnych mechanizmów w kolejnych lokalizacjach.

Centra danych są ważnym ogniwem systemu energetycznego. Magazynowanie energii i świadczenie usług energetycznych operatorom sieci może pełnić kluczową rolę w utrzymaniu stabilności systemu, do którego podłączanych jest coraz więcej rozproszonych źródeł energii. Według badań sektor centrów danych może zapewnić łącznie więcej elastyczności niż będą potrzebowały do pracy same obiekty, dzięki rozwiązaniom zasilania gwarantowanego i regulowaniu obciążenia. Wciąż brakuje jednak szerszej świadomości korzyści płynących z takich rozwiązań oraz odpowiedniego know-how − nie tylko wśród operatorów centrów danych, ale też przedsiębiorstw użyteczności publicznej i organów regulacyjnych – wskazuje Rafał Kryk, PQ Application Manager w firmie Eaton.

Do 2030 roku sektor centrów danych w niektórych europejskich krajach będzie potrzebował niemal dwa razy więcej energii niż obecnie (5,4 GW w porównaniu z 3 GW w 2021 r.). Kluczowe będzie więc upowszechnianie podobnych rozwiązań, które pozwolą równoważyć negatywny wpływ sektora na środowisko.

Źródło:

Badanie BloombergNEF (BNEF), zrealizowane w 2021 roku we współpracy z Eaton i Statkraft. Objęło ono centra danych w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Irlandii, Norwegii i Holandii.

„Polski Ład” staje się faktem. Jak obejść niekorzystne opodatkowanie

Ryczałt, IP BOX, Prosta Spółka Akcyjna czy rozwiązania prawa holdingowego. To tylko niektóre sposoby, które mogą być wykorzystywane przez przedsiębiorców, aby niwelować negatywne skutki podatkowe wprowadzone przez „Polski Ład”. Niektóre rozwiązania mogą być korzystne dla pracowników, ale branża IT może przejść zawirowania, bo specjaliści chętniej mogą zmieniać miejsce pracy.

„Polski Ład” czeka już tylko na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Mimo apeli niektórych środowisk biznesowych nic nie wskazuje na to, że będziemy świadkami niespodzianki. Prezydent podpisze pakiet ustaw, który jest sztandarowym pomysłem Prawa i Sprawiedliwości na najbliższe lata. Plan, o którym pierwszy raz głośno usłyszeliśmy na wiosnę, zakłada m.in. drastyczne zmiany w systemie podatkowym. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku oraz podwyższenie drugiego progu podatkowego zapewne nie zmartwi nikogo oprócz ministra finansów, ale już choćby zwiększenie składki zdrowotnej i uzależnienie jej od przychodów również w przypadku przedsiębiorców – w tym także prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą – wywołało spory popłoch

Procedowanie „Polskiego Ładu” zdecydowanie nie było czasem spokoju i harmonii dla większości przedsiębiorców. Wręcz przeciwnie, bo chaos, który stworzyli rządzący, wprowadził nerwowość w wielu firmach i podmiotach jednoosobowej działalności gospodarczej. System podatkowy w Polsce to synonim skomplikowania, ale wraz z ostatnimi decyzjami rządu Prawa i Sprawiedliwości, zostały zniszczone kruche podstawy dotychczasowych rozwiązań. Firmy jeszcze raz przyjrzały się swojej sytuacji podatkowej, ewentualnym zmianom, które ich dotkną zapisami „Polskiego Ładu”, a także zaczęły szukać rozwiązań, które sprawią, że ich portfel będzie bezpieczniejszy – komentuje Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Ryczałt zachwieje branżą IT?

W dużej części przypadków ulgi wprowadzane wraz z nowymi zapisami nie rekompensują podniesienia podatków. Dlatego przedsiębiorcy szukają sposobów na zgodną z prawem optymalizację podatkową.

Rząd zmienia np. oprocentowanie ryczałtu dla niektórych grup zawodowych, przez co wybór takiej formy rozliczenia będzie dla nich atrakcyjniejsza. – Na pierwszy ogień zdecydowanie pójdą pracownicy sektora IT. Szczególnie że eksperci tej dziedzinie bardzo często zarabiają ok. 15 tys. zł i więcej. Oni na zmianach podatkowych tracą najwięcej. Ryczałt jednak w ich przypadku będzie zmniejszony do zaledwie 12%, więc to rozwiązanie znacznie korzystniejsze niż 19% w przypadku podatku liniowego od przedsiębiorców, nie wspominając już o rozwiązaniach na umowę o pracę – podkreśla Maciej Oniszczuk.

Jak zaznacza ekspert kancelarii Oniszczuk & Associates przejście na ryczałt jest możliwe, ale w przypadku współpracy z dotychczasowym pracodawcą z ryczałtowego opodatkowania można skorzystać dopiero po dwóch latach. Tego obowiązku nie ma przy podjęciu pracy dla innego podmiotu. – Może zatem się okazać, że specjaliści na rynku IT zaczną migrować pomiędzy firmami. Co może okazać się zyskiem dla informatyków może być zmorą dla stabilności całej branży – zaznacza Oniszczuk.

IP BOX i Prosta Spółka Akcyjna na ratunek

Zapewne firmy będą zatem jeszcze bardziej namawiać swoich pracowników na skorzystanie z ulgi IP BOX, która wiąże się z bardzo dogodnym opodatkowaniem, wynoszącym zaledwie 5%. Jednak przejście na taki system opodatkowania jest dość skomplikowany i niepewny, bo zależy od decyzji urzędników. Przedsiębiorcy mogą zatem angażować całe kancelarie prawne, aby cała procedura przebiegała pomyśli pracownika. – Wiele firm może potraktować to jako bonus pracowniczy. „Zostajesz u nas”, a my zajmiemy się prawną obsługą przejścia na IP BOX – przewiduje Oniszczuk.

Ułatwić skorzystanie z IP BOX może choćby założenie Prostej Spółki Akcyjnej. Kapitał akcyjny to zaledwie złotówka, a akcje można dostać również za świadczenie usług. Oprócz ulgi IP BOX rozliczenie z fiskusem w PSA następuje w sposób liniowy (stawki 19% lub 9%). Może być to więc dogodny sposób na opłacanie podatków przez kadrę menedżerską.

Holdingi zostaną w Polsce?

Wraz z „Polskim Ładem” – poprzez nowelizację kodeksu spółek handlowych – wprowadzono też tzw. prawo holdingowe. Do tej pory rozwiązania dotyczące holdingów były skromne i nieprzystające do realiów „grup spółek”. Według Ministerstwa Aktywów Państwowych nowe przepisy mają ułatwić funkcjonowanie holdingów, a zarządzanie nimi ma być efektywniejsze. Nowelizacja przewiduje wprowadzenie między innymi złagodzenia odpowiedzialności członków zarządów i rad nadzorczych, a także bardzo ważną opcję, czyli squeeze-out. Jest to możliwości przymusowego wykupu udziałów wspólników mniejszościowych zależnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Dodatkowo wprowadzono także preferencyjne opodatkowanie dla tego rodzaju spółek. Jak choćby zwolnienie z CIT 95% kwoty dywidend otrzymywanych przez spółkę matkę od spółek zależnych (krajowych jak i zagranicznych), czy zwolnienie z CIT zysków ze zbycia udziałów/akcji w spółkach zależnych pod warunkiem, że spółka jest właścicielem co najmniej 10% udziałów przez co najmniej rok. – Najważniejszym zadaniem tych zapisów jest to, że tym ruchem rządzący chcą skłonić do zakładania wielkich holdingów w naszym kraju, a nie choćby w Holandii, Luksemburgu czy na Malcie – zaznacza Maciej Oniszczuk.

Spółka komandytowa? Nie zapłacisz za zdrowie

Polski Ład może też przyczynić się, że przedsiębiorcy z powrotem będą wybierać rozwiązania spółki komandytowe. Głównym plusem działalności na tej zasadzie jest to, że wspólnicy nie będą musieli opłacać składki zdrowotnej na takich zasadach jak osoby prowadzące JDG. Składa będzie obliczana bowiem nie od dochodu, a od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. To nie jedyna przewaga takiego rozwiązania, bo wspólnicy będą opodatkowani jedynie 19% podatkiem dochodowym i nie będą podlegać daninie solidarnościowej, czyli podatku wynoszącego 4% powyżej zysku wynoszącego milion złotych.

Musimy uniezależnić się od technologii spoza UE

Od początku zeszłego roku trwa globalny kryzys zdrowia publicznego. Coraz szersze poleganie na usługach w chmurze jest jedną z jego oczywistych konsekwencji. IDC zapowiada, że wartość globalnego rynku chmury wzrośnie z 53 mld dolarów w 2020 r. do 560 mld dolarów w 2030 r. – doganiając tym samym sektor telekomunikacyjny. Nic dziwnego, że Gartner nazywa obecny boom na technologie chmurowe „nową normalnością” – pisze Yann Lechelle, CEO francuskiej firmy Scaleway, czołowego alternatywnego dostawcy usług w chmurze w Europie.

Europejskie firmy wygenerowały zaledwie 16 proc. przychodów z globalnego rynku chmury w III kwartale 2020 r. Co więcej, tylko 5 proc. europejskich danych jest rzeczywiście przechowywanych w UE. Nic więc dziwnego, że „stary kontynent”, gdzie 73 proc. firm jeszcze nie przestawiło się na chmurę – w porównaniu z 60 proc. w USA i w Azji – postrzegany jest jako kolejne chmurowe Eldorado.

Pandemia przyspieszyła osiągnięcie „dekady chmury” i sprawiła, że usługi w chmurze stały się centralną usługą i sednem cyfrowej transformacji społeczeństw. Jednak bez odpowiednich gwarancji suwerenności, większa część tego wzrostu może przynieść korzyści graczom spoza Europy.

Ponadto, jak pokazuje ustawodawstwo RODO, europejskie wartości – ochrona danych, przejrzystość i humanizm – nie zawsze są podzielane i kompatybilne z zasadami panującymi w Ameryce czy Azji. Stąd ogromna potrzeba posiadania silnych suwerennych europejskich dostawców chmury, aby chronić wartości kontynentu i sprzyjać rozwojowi lokalnych graczy.

Pomimo tych różnic– a może właśnie z ich powodu – gracze spoza UE nie tylko nie chronili swoich europejskich klientów przed wpływem ustawodawstwa eksterytorialnego (jak chociażby amerykańska ustawa o chmurze, która oznacza, że ​​rząd amerykański może uzyskać dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy, nawet jeśli te są przechowywane poza USA). Gracze spoza Europy próbowali powstrzymywać próby wzmocnienia europejskich firm technologicznych i spowolnić rozwój lokalnego, niezależnego ekosystemu technologicznego.

Suwerenność według Scaleway

Ale co rozumiemy, gdy mówimy “suwerenność”? Albo, na początek – czego NIE mamy wtedy na myśli?

Zdefiniowana przez Cambridge Dictionary jako „posiadająca najwyższą władzę lub będąca całkowicie niezależna”, suwerenność jest wyraźnie nieodłączna od pojęcia wolności. Pojęcie to tradycyjnie kojarzono z pojęciem“terytorium” (zazwyczaj w rozumieniu państwa narodowego). Oczywiście ta klasyczna definicja nie ma zastosowania w cyfrowym świecie, który nie ma ani granic, ani nie łączy się z silnymi, globalnymi współzależnościami.

Dlatego naszego rozumienia suwerenności cyfrowej nie należy mylić z tym, co moglibyśmy nazwać „suwerenizmem” lub dogmatyczną formą niezależności. Nie należy go również utożsamiać z protekcjonizmem lub izolacjonizmem; to raczej próba złagodzenia negatywnych skutków hiper zdominowania rynku chmury przez garstkę graczy. Nie chodzi też wreszcie o wykluczenie innych, ale o naprawienie równowagi sił, tak aby Europa mogła być częścią globalnej dyskusji i by mogła chronić swoje uniwersalne wartości.

Dla nas europejska suwerenność w zakresie chmury jest tym bardziej osiągalna teraz, gdy dostawcy z UE mogą zaspokoić aż 80 proc. potrzeb rynku.

Budowanie przejrzystości i zaufania do ofert w chmurze jest potrzebne na poziomie europejskim

Aby zapewnić przejrzystą i pełną wizję suwerenności, potrzebna jest lepsza definicja „zaufania”.

Budowanie przejrzystości i zaufania wokół ofert w chmurze jest bardzo potrzebne na szczeblu europejskim, jeśli chcemy, aby transformacja cyfrowa naszych gospodarek i społeczeństw była zgodna z podstawowymi wartościami UE. Jest to również kluczowe, jeśli chcemy zmaksymalizować swobodę wyboru dzisiejszych i przyszłych użytkowników chmury, w oparciu o dobrze udokumentowane, bezstronne kryteria.

Zdefiniowanie zaufania do chmury wymaga przyjrzenia się wszystkim elementom usług przetwarzania w chmurze dla danego dostawcy – od nieruchomości aż po komponenty oprogramowania tworzące chmurę – aby zapewnić pełną przejrzystość w zakresie właściwej jurysdykcji, zgodnie z danymi warunkami przechowywania, obliczania i przetwarzania. Z tego punktu widzenia doktryna „chmury w centrum” przedstawiona w maju przez rząd francuski, ustanawiająca nową etykietę „chmury zaufanej”, stawia kluczowe pytania dla Francji i nie tylko.

W kierunku podejścia multicloud-first

Tak, jak nie należy przechowywać wszystkich swoich danych na jednym serwerze – podobnie poleganie na kilku dominujących dostawcach jest receptą na katastrofę. Zależność jest wrogiem odporności. Stąd potrzeba podejścia wielochmurowego (mutlicloud).

Takie podejście wymaga jednak, aby wszyscy dostawcy opracowali architektury interoperacyjne, umożliwiające przenoszenie danych i przuniemożliwiającestali stosować lock-in czyli wiązać klientów ze sobą umowami długoterminowymi, im przenoszenie swoich danych do innych dostawców. W tym miejscu warto zaznaczyć, że przydatne wskazówki dotyczące “zmiany i przenoszenia” danych zawiera SWIPO, jednak do tej pory najwięksi dostawcy usług w chmurze nie stosują się do tych zasad.

Podobny opór stawiany jest obecnie wobec europejskiego aktu o rynkach cyfrowych (DMA), który ma na celu zrównoważenie reguł konkurencji w sferze cyfrowej: niektóre duże firmy technologiczne domagają się nawet całkowitego usunięcia usług w chmurze z zakresu DMA.
Działania europejskiego stowarzyszenia GAIA-X mogą przyczynić się do gwałtownego wzrostu adopcji chmury na całym kontynencie. Ale istnieje również realne ryzyko, że pęd ku chmurze wzmocni graczy spoza UE, zamiast zwiększać różnorodność europejskich ekosystemów.

Co więc należy zrobić? Oczywiste jest, że sektor chmury w UE nie może osiągnąć większej suwerenności bez wsparcia legislacyjnego.

Autonomia przemysłowa – wehikuł suwerenności

Ustawodawstwo francuskie i europejskie powinno stymulować wzrost graczy UE i zrównoważyć asymetryczny dostęp do rynków publicznych. W Stanach Zjednoczonych i Chinach dominujący gracze lokalni zdominowali zamówienia na rynku publicznym, wykluczając w ten sposób dostawców europejskich. Ci ostatni są również wykluczani przez przepisy dotyczące lokalizacji danych w tych krajach. To podwójnie niesprawiedliwe. Tym bardziej, że w Europie takich prawnych ograniczeń ci gracze wobec siebie nie napotykają.

Wydaje nam się w tym przypadku, że europejskie i krajowe budżety państw powinny dawać przykład i:

  • priorytetowo wybierać europejskich dostawców multicloud;
  • upewnić się, że wybory przy okazji zamówień publicznych opierają się na przejrzystości, innowacjach, bezpieczeństwie, suwerenności i neutralności klimatycznej;
  • sprawić, by instynkt „Kupuj europejską technologię” stał się częścią legislacji.

Europejscy gracze w chmurze to w większości małe lub średnie firmy. Aby mieć szansę na zwycięstwo przy scenariuszu “Dawid kontra Goliat”, potrzebują pomocy prawodawców, którzy mogą stworzyć dla nich odpowiednią przestrzeń do walki.

Uważamy, że niezależność od technologii spoza UE musi stać się pilnym priorytetem decydentów na całym kontynencie. Wdrożenie instrumentów prawnych ograniczających asymetryczny dostęp do lokalnych rynków publicznych dla podmiotów spoza Europy, byłoby konkretnym sposobem na zrównoważenie warunków konkurencji, jednocześnie stwarzając przestrzeń rozwoju dla europejskiej branży chmury.

Bez tego rodzaju zabezpieczeń, antykonkurencyjne zachowania niektórych dużych graczy będą kontynuowane w przyszłości, ze szkodą dla europejskiego biznesu i technologii. Dlatego suwerenność jest kluczem do nowej dekady chmury.

Yann Lechelle, CEO Scaleway

Polski rynek sztuki wciąż notuje duże wzrosty

Kiedy w Polsce domy aukcyjne i galerie kolejny rok z rzędu osiągają najwyższą sprzedaż w historii, wartość światowego rynku dzieł sztuki w ub. r. skurczyła się ze względu na wpływ pandemii do około 43,2 mld euro, notując tym samym 22 proc. spadek, w porównaniu z rokiem 2019, gdy wyniosła 55,3 mld euro. Tymczasem Polska wciąż przeżywa prawdziwy boom zainteresowania zakupem dzieł sztuki.

Jednym z głównych powodów tego trendu jest ucieczka przed inflacją i lokowanie oszczędności z banków w inne źródła, np. obligacje, nieruchomości czy złoto. Tylko między lutym 2020 r. a lipcem 2021 r. wartość depozytów terminowych w polskich bankach spadła o 125 mld zł., czyli o 42 proc. Jak szacują eksperci w 2020 r. obroty na polskim rynku aukcyjnym osiągnęły łącznie poziom 380 mln zł. wobec 295 mln zł. rok wcześniej. Były jednocześnie ośmiokrotnie wyższe niż przed dekadą.

Oczywiście to wciąż mało, patrząc na największe światowe areny handlu sztuki. Dla przykładu obraz “Untitled” Jean-Michela Basquiata został sprzedany na aukcji w Nowym Jorku za równowartość 435 mln zł. Jednak kolekcjonerzy właśnie w cyklicznym wzroście i poszerzaniu wartości naszego rynku widzą dobry interes, a ma on dalej rosnąć w najbliższych latach w tempie 24 proc. rocznie.

Domem aukcyjnym, który odnotował w ub. roku najwyższe przychody na aukcjach dzieł sztuki w Stanach Zjednoczonych, generując w tym kraju sprzedaż za około 1,2 mld dol. był słynny Sotheby’s. Miał on również najwyższą sprzedaż w Wielkiej Brytanii i Hongkongu. Z kolei Christie’s, który zajął drugą pozycję w USA, Wielkiej Brytanii i Hongkongu był liderem na rynku francuskim z przychodami w tym kraju wysokości około 160 mln dol.

W tym czasie Poly International Beijing wygenerowało w Chinach wpływy w wysokości 502 mln dol., podczas gdy Phillips odnotował łączne przychody w wysokości 469 mln dol. z aukcji dzieł sztuki organizowanych w USA, Wielkiej Brytanii i Hongkongu. Podobnie jak na świecie, również w Polsce z roku na rok, coraz bardziej popularne się aukcje internetowe. W ub. r., jak obliczył portal Artinfo blisko 80 proc. sprzedaży na naszym rynku wygenerowały trzy domy aukcyjne: Desa Unicum – 51,6 proc., Polswiss Art – 18,3 proc. i Agra-Art – 9,3 proc.
W Polsce na pewno czynnikiem stymulującym jest również wzrost zamożności, jak i moda na otaczanie się oryginalnymi pracami artystów. Jednocześnie popularność inwestowania w sztukę napędza olbrzymie wzrosty jej wartości, niejednokrotnie to nawet kilkadziesiąt proc. rocznie. Dla przykładu obraz Agaty Bogackiej na aukcji “Sztuka Współczesna – Nowe Pokolenie po 1989” w Desie Unicum, kupiony w czerwcu 2018 r. za 45 tys zł, został sprzedany we wrześniu 2021 r. za 120 tys. zł. Wzrost zawartości jaki osiągnął w trzy lata „Człowiek, którego nie było 1” to 167 proc.

Okazuje się też, że aukcje sztuki nie są tak elitarne, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Owszem, wiele dzieł wycenionych jest na miliony złotych i stać na nie tylko najbogatszych, ale liczna grupa polaków lubi ulokować bezpieczne, czyli mniejsze kwoty od 5 do 40 tys zł, kierując się gustem i intuicją. Do budowania wartościowych kolekcji niezbędne jest jednak spore doświadczenie i fachowa wiedza.
Gdy na świecie najdroższym twórcą sztuki współczesnej jest Basquiat, w Polsce obserwujemy modę na sztukę lat 80. i prace artystów tworzących w tym okresie. Również w Niemczech czy Austrii ceny artystów z tego pokolenia są dużo wyższe niż u nas, np. zestawienie Gruppa (czyli 6 najważniejszych artystów przełomu lat 80.) z pracami Jörga Immendorffa, Georga Baselitza czy Anselma Kiefera. Przykładem może być Paweł Kowalewski – artysta, profesor ASP, założyciel legendarnej Gruppy, ikona polskiej sztuki lat 80., wystawiany m.in. w NS-DOK w Monachium, Castello di Rivoli w Turynie, Artist’s House w Tel Avivie, Galerii Tretiakowskiej w Moskwie czy Galerii Isy Brachot w Brukseli. Jego prace trafiły do największych polskich kolekcjach i wciąż zyskują na wartości.

O tempie rozwoju Polskiego rynku świadczy wzrost liczby sprzedanych prac. W 2020 r. – jak obliczył Artinfo – sprzedano ich 9 tys., a w pierwszym półroczu 2021 r. aż 15 tys. Zaś obrót dziełami sztuki na krajowym rynku aukcyjnym osiągnął wartość 264,2 mln zł. Jest to wzrost o 72 proc. w odniesieniu do I półrocza 2020 r., które zakończyło się rekordowym wówczas wynikiem 153 mln zł.

Obroty na rynku dzieł sztuki w Polsce przez zaledwie cztery lata zwiększyły się trzykrotnie. Na aukcjach nie było miesiąca, a czasem tygodnia, w którym nie padłoby kilka rekordów cenowych. Zwłaszcza, że czasem odbywało się kilka aukcji jednego dnia – łącznie było ich 294.

Dzieło Magdaleny Abakanowicz „Tłum III” osiągnęło najwyższą cenę w historii aukcji sztuki w Polsce – 13,2 mln zł. Rzeźba sprzedana w DESA Unicum w październiku 2021 r., uważana jest za jedną z najważniejszych prac tej artystki.

Autor©: Adam Białas, ekspert rynku nieruchomości, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Blisko 30% Polaków zamierza w tym roku wystąpić o podwyżkę. Chcą zarabiać więcej o 10-15%

Prawie jeden na czterech Polaków chce w tym roku wystąpić do swojego pracodawcy o podwyżkę pensji. Z kolei blisko dwa razy tyle rodaków nie planuje tego. O wyższym wynagrodzeniu zamierzają rozmawiać głównie osoby w wieku 23-35 lat, zarabiające powyżej 9 tys. zł netto miesięcznie, z miast liczących ponad 500 tys. mieszkańców. Do tego widać, że pracownicy oczekują podniesienia podstawowej płacy przeważnie o 10-15%, co dotyczy ponad jednej trzeciej przypadków.

Z ogólnopolskiego badania opinii publicznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków, wynika, że 26,4% ankietowanych zamierza do końca bieżącego roku wystąpić do pracodawcy o podwyżkę pensji. Natomiast 50,2% respondentów nie planuje tego. Z kolei 23,3% ankietowanych jeszcze nie wie, co zrobi w tej kwestii.

– Na pewno inflacja wzmaga oczekiwania płacowe. A z nią jest jak z pogodą – inna jest podawana, a inna jest odczuwalna. Jeżeli ktoś np. nie korzysta z usług medycznych lub lekarstw, to go nie dotyczy wzrost cen w tym zakresie. Jeśli nie pali papierosów, to nie odczuwa, że one kosztują więcej. Każdy ma więc swoją inflację. Oczywiście poza nią istnieją inne czynniki kształtujące wynagrodzenia – komentuje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jak stwierdza Grzegorz Kuliś, ekspert BCC ds. rynku pracy, jeśli ponad 26% pracowników porozmawia o wyższym wynagrodzeniu, to będziemy mieć do czynienia ze zjawiskiem o dużej skali. A do tej grupy dojdą jeszcze osoby, które zaczną poszukiwać nowego zatrudnienia ze względu na chęć poprawienia swoich warunków płacowych. Można się tego spodziewać m.in. w branżach IT, budowlanej, metalowej czy inżynieryjnej.

– 2021 to jest rok odbicia popandemicznego. Niemal codziennie w mediach pojawiają się informacje, że wiele przedsiębiorstw wykazuje ogromny skok zysków, zwłaszcza w branży informatycznej. W takiej sytuacji pracownicy dochodzą do logicznego wniosku, że skoro pracodawca zarabia więcej, to niech się z nimi podzieli. Ale te żądania dotyczą przede wszystkim ludzi dobrze zarabiających, wyżej wykwalifikowanych, ale też lepiej zorientowanych w rzeczywistości społeczno-gospodarczej – podkreśla prof. Mączyńska.

Patrząc na wiek respondentów, można stwierdzić, że o wyższym wynagrodzeniu zamierzają rozmawiać przede wszystkim osoby mające 23-35 lat – 35,9%. Dalej w zestawieniu są respondenci w wieku 36-55 lat – 27,8%, a także 18-22 lata– 22,3%. Na końcu zaś widzimy ankietowanych mających 56-80 lat – 9,2%.

– Ogólnie ludzie w wieku 20-50 lat są najbardziej aktywni na rynku pracy, co też przekłada się na chęć rozmawiania o wyższej płacy. Z kolei osoby 50+ ze względu na swój wiek mają niższą skłonność do podejmowania ryzyka, zarówno w obszarze psychologicznym, jak i zawodowym. Rzadziej też negocjują wynagrodzenie. Natomiast osiemnasto-dwudziestolatkowie zazwyczaj nie mają żadnego doświadczenia zawodowego, więc ich wartość rynkowa nie jest wysoka. Dlatego przy nadmiernych oczekiwaniach finansowych, firmy będą rezygnowały z ich usług albo poszukają alternatywnego rozwiązania – analizuje Grzegorz Kuliś.

Z badania wynika też, że im większe są dochody miesięczne netto, tym wyższy jest odsetek osób planujących rozmowę o podwyżce. Wśród uzyskujących ponad 9 tys. zł wynosi on 51,7%, a w przypadku zarabiających 7000-8999 zł – 48,8%. Na drugim końcu mamy respondentów z dochodami poniżej 1 tys. zł – 11,5%, dalej są badani z zarobkami 1000-2999 zł – 18,6%.

– Mamy ustawową płacę minimalną, która jest podwyższana praktycznie co roku. Ona stanowi taki jakby amortyzator osłabiający motywację do ubiegania się o wzrost wynagrodzenia. To dotyczy przede wszystkim osób niżej zarabiających. Jednocześnie płaca minimalna stanowi trochę mechanizm równania w górę, więc inne grupy płacowe też oczekują wyższej pensji – podkreśla prezes PTE.

Uwzględniając wielkość miejsca zamieszkania respondentów, rozmowy o podwyżkach planują przede wszystkim osoby z miast powyżej 500 tys. mieszkańców – 32,8%. Natomiast na drugim końcu mamy wsie i miejscowości do 5 tys. mieszkańców – 15,2%.

– Te wyniki musimy łączyć z sytuacją na lokalnych rynkach pracy. Zdecydowana większość osób definiuje swoje centrum życiowe w miejscu zamieszkania i wokół niego szuka zatrudnienia. U nas skłonność do mobilności w obrębie kraju jest niewielka. Możliwości w największych miastach są zgoła inne niż w małych i średnich miasteczkach. W związku z tym ten inny poziom alternatywy powoduje to, że też jest zróżnicowana skłonność do rozmów o płacach – analizuje ekspert BCC.

Osoby, które zamierzają porozmawiać z pracodawcą o wyższym wynagrodzeniu, wskazały, o ile procent chciałyby więcej zarabiać, licząc od podstawowego wynagrodzenia. 34,2% respondentów wybiera odpowiedź – 10-15%. Z kolei 30,1% badanych mówi o podwyżce od 5 do 10%.

– Moim zdaniem, ci respondenci wskazują bardzo rozsądne przedziały do negocjacji. One są delikatnie powyżej wskaźnika inflacji. Jednak wzrosły stopy procentowe, więc za chwilkę koszty kredytów, które mają młodzi ludzie, też będą wyższe. Pracownicy nie chcą, żeby spadł ich standard życia w kontekście możliwości konsumpcyjnych. A jeśli ktoś oczekuje płacy wyższej np. o 30%, to już jest taka fantasmagoria pracownicza – analizuje Grzegorz Kuliś.

Najrzadziej wskazywanym przedziałem jest ten do 5% – wybiera go 3,7% badanych deklarujących chęć ubiegania się o podwyżkę. Z kolei 3% respondentów jeszcze nie wie, o ile więcej chciałoby zarabiać. Natomiast 2,2% odpowiadających oczekuje propozycji od samego pracodawcy.

– GUS ostatnio podał, że wynagrodzenia zwiększyły się o 9,5% w skali rocznej. To spora zmiana, nawet ponad oczekiwania analityków i ekspertów. Natomiast wzrost zatrudnienia był niższy niż zakładano. To pokazuje trudności na rynku pracy, bo nawet duży skok płac nie daje dostatecznie szybkiego zatrudnienia. Uważam też, że w 2022 roku nastąpi zmiana tego wysokiego tempa wzrostu wynagrodzeń – podsumowuje prof. Mączyńska.

Korekta GIP60 przybiera na sile

Mniej niż połowa spółek z Giełdowego Indeksu Produkcji doświadczyła w październiku przeceny akcji, ale spadki zwykle bywały silniejsze od obserwowanych wzrostów. W konsekwencji doszło do spadku GIP60 o 2,8% do 1086,21 punktów, co przedłuża negatywną serię spadków do trzech miesięcy. 

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc październik. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze: „Wysoka inflacja i rosnące prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych spowodowały wzrost zainteresowania rynku spółkami z sektora bankowego i finansowego. W konsekwencji subindeks WIG-BANKI wzrósł w październiku o 22,77%, a WIG.MS-FIN o 18,81% i były to największe wzrosty spośród wszystkich subindeksów sektorowych z palety WIG. W tym samym czasie część subindeksów z sektorów powiązanych z przemysłem wytwórczym zredukowała swoją wartość, chodzi m.in. o WIG-ODZIEŻ (-2,23%), WIG-MOTO (-1,61%) i WIG-CHEMIA (-1,38%). W grupie przemysłowej trafiały się również subindeksy, które oparły się negatywnemu trendowi, należą do nich m.in. WIG-LEKI (1,37%) i WIG-SPOZYW (2,10%)”.

Dla szerszego kontekstu dodajmy, że indeks WIG wzrósł w październiku o 4,61%, do czego przyczyniły się głównie średnie spółki z MWIG40 (8,55% – jeden z najlepszych wyników indeksów na świecie), ale też największe spółki z WIG20 (4,10%) – oba indeksy skorzystały na dużej reprezentacji w swoim portfelu spółek z branży bankowej i finansowej. Mniej łaskawie inwestorzy potraktowali SWIG80, w którym znajduje się z kolei spora reprezentacja spółek produkcyjnych – wzrósł on w zeszłym miesiącu tylko o 0,91%.

Zawężając analizę do spółek produkcyjnych z GIP60, można zauważyć duży popyt na akcje polskich producentów z branży przemysłu lekkiego, u których mediana miesięcznych stóp zwrotu wyniosła w październiku 8,16%. Na drugim miejscu, z medianą na poziomie 3,17%, znalazły się spółki z branży spożywczej, a dodatnią medianę miesięcznych stóp zwrotu wypracowały jeszcze tylko spółki z branży chemicznej (0,38%). Największe spadki doświadczyły spółki z branży przetwórców drewna, dla których mediana wyniosła minus 12%, za co odpowiadają przede wszystkim spółki Pozbud T&R oraz Fabryki Mebli Forte, których akcje przeceniono w październiku odpowiednio 12,05% i 16,76%.

Lubawa, Rafako i Famur na celowniku inwestorów

Najwyższą stopę zwrotu w minionym miesiącu wypracowała dla swoich akcjonariuszy spółka Lubawa, dla której jest to już czwarte podium w pięcioletniej historii klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji. Zakłady w tej grupie wytwarzają, przetwarzają i  sprzedają na wielu rynkach świata tkaniny i dzianiny, a w szerokiej ofercie produktowej znaleźć możemy np. parasole i inne produkty reklamowe, przedsionki do przyczep kempingowych, namioty, tkaniny techniczne i dekoracyjne oraz wyposażenie dla służb mundurowych, w tym np. kamizelki kuloodporne. Kurs akcji wzrósł z 1,096 zł do 1,248 zł za akcję, co może być związane z oczekiwaną poprawą wyników grupy za Q3, które zostaną ogłoszone w listopadzie.

Miejsce drugie dla spółki Rafako, której kurs akcji wystrzelił za sprawą informacji o zawarciu listu intencyjnego przez Polimex Mostostal, Nowe Jaworzno Grupa Tauron (NJGT) i Fundusz Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw FIZAN m.in. w sprawie możliwości utworzenia konsorcjum w celu potencjalnego nabycia poza zorganizowanym systemem obrotu akcji Rafako.

Drugie z rzędu i trzecie w tym roku podium dla spółki Famur, której akcje podrożały w październiku z 2,84 do 3,11 zł, co dało 9,68% miesięczny zwrot i trzecie miejsce w bieżącej edycji klasyfikacji GIP60. Kurs akcji na początku miesiąca zyskiwał dzięki ogłoszonej pod koniec września umowie na dostawy sprzętu na rynek indonezyjski, opiewającej na ok. 10 mln euro. Jednak najistotniejszą przyczyną wzrostu dla akcji Famuru w październiku okazała się informacja o planowanej emisji tzw. „zielonych obligacji” na łączną kwotę nominalną 400 mln zł. Środki pozyskane z emisji długu spółka planuje wydać na „bezpośrednie i pośrednie finansowanie lub refinansowanie rozwoju, zakupu, budowy i eksploatacji Zielonych Projektów”.

Produkcja ciągle rośnie, ale problemy nie ustępują

Obserwowany ogólny odpływ kapitału od polskich spółek produkcyjnych raczej należy wiązać głównie z oczekiwanym wzrostem stóp procentowych w Polsce oraz koniunkturą na rynku towarów i szerzej koniunkturą w przemyśle i jej perspektywami. Odpływ kapitału od spółek produkcyjnych w kierunku sektora bankowego zdaje się potwierdzać, że na popularności zyskuje scenariusz rosnących stóp procentowych, a więc i zysków banków, których aktywa wzbogaciły wysokomarżowe kredyty udzielone w okresie niskich stóp procentowych. Z drugiej strony od jakiegoś czasu obserwujemy słabnący impet ekspansji przemysłu, który w dobie pandemii koronawirusa skorzystał na przesunięciu popytu konsumpcyjnego z sektora usług w kierunku towarów, dzięki czemu mógł stanowić silne wsparcie dla naszej gospodarki w trudnych czasach.

Niestety globalny problem z podażą surowców to od wielu miesięcy bolączka, która dotyka także wielu polskich wytwórców, co po raz kolejny znalazło odzwierciedlenie w nastrojach panujących wśród pracowników z branży. Według badań IHS Markit PMI® kierownicy logistyki z badanych firm zaobserwowali kontynuację problemów z zaopatrzeniem, które według nich blokowało możliwość większego wzrostu produkcji i nowych zamówień, które co prawda rosły, ale w tempie znacznie mniejszym niż pozwalałby na to zaobserwowany popyt. Opinie ankietowanych o bieżącej sytuacji przełożyły się na niewielki wzrost wskaźnika PMI® z 53,4 do 53,9 pkt.

Sporym obciążeniem dla firm produkcyjnych w najbliższym czasie będą rosnące koszty energii, paliw i niektórych surowców, co nie ułatwi im pracy nad rozwiązaniem problemów zaopatrzeniowych. Z perspektywy cen akcji spółek z sektora kluczowa będzie reakcja banków centralnych na narastającą w wielu miejscach świata inflację – podaje dr Maciej Zaręba.

Magazynów buduje się najwięcej w historii – Colliers podsumowuje III kw. 2021 na rynku magazynowym

Rynek powierzchni magazynowych jest najszybciej rozwijającym się rynkiem nieruchomości komercyjnych w Polsce. Z danych Colliers wynika, że na koniec III kw. 2021r. jego zasoby osiągnęły poziom 22,6 mln mkw. Obecnie w budowie znajduje się ponad 3,6 mln mkw. powierzchni – najwięcej w historii rynku.

– Największą aktywność inwestorów na rynku magazynowym obserwujmy w Warszawie, która obejmuje niemal ¼ całkowitych zasobów magazynowych w Polsce. Najprężniej rozwijającymi się regionami są Górny Śląsk oraz Wrocław (Dolny Śląsk), gdzie w budowie pozostaje odpowiednio 600 tys. mkw. oraz 500 tys. mkw. – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku, Colliers.

Wraz ze wzrostem wolumenu nowej podaży spada współczynnik pustostanów. Na koniec III kw. 2021r. osiągnął on poziom 4,9%, co oznacza spadek o 3,3 p.p. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku i o 0,7 p.p. w stosunku do I półrocza 2021 r.

Usługi kurierskie w rozkwicie

Ostatnie kwartały upływają pod znakiem znacznego rozwoju sektora e-commerce w Polsce, na którym korzystają usługi kurierskie. Dostawy na kolejny dzień roboczy stały się już standardem, natomiast coraz więcej firm wprowadza również usługę same day delivery. Potwierdzeniem tego trendu jest niedawne przejęcie przez firmę Allegro firmy kurierskiej X-press Couriers, która specjalizuje się w tego typu dostawach. W związku ze wzrostem popularności zakupów przez internet obserwuje się również wzrost zainteresowania najemców obiektami związanymi z last mile delivery.

– Aby skrócić czas dostawy, firmy z branży KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych) szukają powierzchni magazynowych, zazwyczaj nie większych niż 10 tys. mkw., zlokalizowanych blisko centrów dużych aglomeracji miejskich. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się automaty paczkowe, które stają się popularniejsze od standardowych usług kurierskich, w związku z czym liczba graczy na rynku automatów paczkowych wzrasta – mówi Antoni Szwech, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku, Colliers.

Duzi gracze nie zmniejszają aktywności

III kw. 2021r. upłynął również pod znakiem znaczącego rozwoju głównych, dużych graczy z sektora
e-commerce. AliExpress, platforma należąca do Alibaba Group, otworzyła pierwsze centrum logistyczne w Polsce w Panattoni Park Łódź West. Jest to największa inwestycja zrealizowana przez AliExpress w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. We wrześniu 2021r. inny z gigantów swoje centum logistyczne otworzył w Panattoni BTS Świebodzin, drugim największym obiekcie logistycznym w Polsce (ok. 200 tys. mkw.).

Nowe standardy powierzchni magazynowej

W ostatnim czasie obiekty przemysłowe i logistyczne zmieniają się pod względem konstrukcji oraz udogodnień. Coraz więcej deweloperów wprowadza nowy standard dotyczący wysokości obiektów wynoszący 12 m. Na znaczeniu zyskuje wysoki poziom automatyzacji i innowacyjnych rozwiązań technologicznych, pozwalających zwiększyć efektywność i zoptymalizować procesy. Deweloperzy coraz częściej zwracają uwagę również na rozwiązania ekologiczne w swoich nieruchomościach, dzięki czemu rynek ten staje się coraz bardziej przyjazny środowisku.

Ciągłość łańcucha dostaw priorytetem dla firm

Dalszego rozwoju rynku nieruchomości magazynowych upatruje się również w  trendzie lokowania produkcji bliżej kraju macierzystego czy regionu sprzedaży, czyli tzw. nearshoringu.

– Część zagranicznych firm, nauczonych doświadczeniem pandemii COVID-19, kiedy to część dostaw została całkowicie wstrzymana, decyduje się na lokowanie swoich zakładów produkcyjnych bliżej rynku zbytu. To duża szansa dla Polski, która wciąż postrzegana jest jako atrakcyjna lokalizacja biznesu m.in. dzięki dużemu zapleczu wykwalifikowanych pracowników – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych, Colliers.

NCBR, PFR i PFR Ventures razem dla zielonych technologii

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Polski Fundusz Rozwoju oraz PFR Ventures podpisały porozumienie o współpracy na rzecz rozwoju technologii proekologicznych i środowiskowych, aby wspierać transformację polskiej gospodarki w kierunku neutralności klimatycznej. To ważny krok w kierunku budowania platformy współpracy między instytucjami, które oferują wiedzę i kapitał na różnych etapach rozwoju innowacyjnego projektu.

Wspólna inicjatywa NCBR, PFR oraz PFR Ventures ma ułatwić przedsiębiorcom rozwijanie projektów, które będą miały pozytywny wpływ na klimat i pomogą w transformacji energetycznej Polski. Zarządzający firmami będą mogli liczyć na ofertę, w której kapitał jest połączony z wiedzą i doświadczeniem we wdrażaniu innowacyjnych technologii.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju tworzy szereg inicjatyw wspierających badania nad nowymi technologiami korzystnymi dla klimatu i ochrony środowiska. Aktualnie NCBR ma w swojej ofercie programy rozwojowe dla zielonych projektów o łącznej wartości blisko 600 mln zł.

– Zaprezentowana dziś umowa służy harmonizacji działań proekologicznych podejmowanych przez sektor publiczny. Zarówno PFR, jak i PFR Ventures może pochwalić się bogatą ofertą w zakresie wspierania rozwoju zielonych technologii. W przypadku NCBR jest to 9 przedsięwzięć prowadzonych w innowacyjnej formule ukierunkowanych na opracowanie nowych rozwiązań i technologii wpierających osiągnięcie założeń Zielonego Ładu. Nasze działania zostały zauważone i docenione przez Europejską Radę ds. Innowacji. NCBR znalazło się w gronie finalistów Europejskiej Nagrody Zamówień na Innowacje. Kolejnym filarem naszej zielonej agendy jest program „Nowe technologie w zakresie energii”. Mamy ambitną ofertę wspierającą transformację energetyczną. Teraz konieczna jest synchronizacja działań i współpraca pomiędzy poszczególnymi instytucjami, które są aktywne w tym obszarze. Współdziałając stworzymy uzupełniającą się ofertę wsparcia rozwoju zielonych technologii, kluczowych dla przyszłości polskiej gospodarki – powiedział dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor NCBR.

Projekty objęte wsparciem NCBR wyróżnia duża wartość naukowa. Zawsze kryją one w sobie także potencjał biznesowy, który warto zatrzymać w kraju, aby to właśnie w Polsce powstawały nowe przedsiębiorstwa technologiczne, zaplecza naukowo-badawcze oraz miejsca pracy dla specjalistów, a w rezultacie rosła także konkurencyjność gospodarki. Z myślą o tym NCBR, PFR i PFR Ventures podpisały porozumienie, które tworzy fundament pod dalsze wspólne inicjatywy wspierające rozwój zielonych rozwiązań technologicznych.

Polski Fundusz Rozwoju od ponad dwóch lat realizuje strategię PFR Green Hub, w ramach której m.in. dokonuje inwestycji w Odnawialne Źródła Energi, zarządza funduszem dedykowanym zielonym technologiom oraz prowadzi działalność edukacyjną dedykowaną początkującym przedsiębiorcom.

– Gdy tworzyliśmy program PFR Green Hub postawiliśmy sobie dwa główne cele – pierwszy to inwestycje w instalacje OZE, które zwiększą udział zielonej energii w polskim miksie energetycznym. Drugi – to polski łańcuch wartości, czyli zaangażowanie w transformację jak największej liczby polskich firm i rodzimych technologii. Mamy w Polsce wielu utalentowanych naukowców, inżynierów i imponujące zaplecze IT, którym należy stworzyć warunki do pracy nad innowacyjnymi projektami i komplementarną ścieżkę finansowania. – mówi Bartłomiej Pawlak, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

W porozumieniu określono obszary potencjalnej współpracy. Trzy instytucje będą dążyć do budowy uzupełniającej się oferty wspierającej rozwój zielonych technologii w Polsce. W efekcie twórcy zielonych technologii znajdą partnera po stronie sektora publicznego na każdym etapie rozwoju. NCBR posiada unikalne kompetencje w obszarze wspierania prac badawczo-rozwojowych, aż do etapu wejścia nowej technologii na rynek.

Weryfikacja modelu biznesowego i pozyskanie finansowania to kluczowy moment dla każdego projektu badawczego. Istotną role w tym obszarze odgrywa PFR Ventures, które zasila kapitałem fundusze venture capital finansujące projekty o największym potencjale do szybkiego wzrostu i zdobycia rynku. W ramach PFR GreenHub FoF, publiczny inwestor planuje zainwestować blisko 200 mln PLN w 3-4 funduszy. Swój kapitał zapewnią również inwestorzy prywatni (minimum drugie tyle).

– W pierwsze fundusze planujemy zainwestować w pierwszej połowie 2022 roku. Chcemy, aby to 200 mln PLN trafiło do osób posiadających doświadczenie w finansowaniu innowacyjnych projektów na wczesnym etapie rozwoju. W Polsce brakuje funduszy, które miałyby specjalizację w tym obszarze, a spółki rozwijające nowoczesne technologie muszą na pewnym etapie szukać finansowania poza krajem. Nasza inicjatywa to zmieni. – mówi Małgorzata Walczak, Dyrektor PFR Ventures

Kompetencje NCBR, PFR i PFR Ventures wzajemnie się uzupełniają tworząc komplementarną ścieżkę wsparcia dla rozwoju zielonych rozwiązań technologicznych. W ramach porozumienia powołany zostanie zespół operacyjny, który reagując na dynamiczne zmiany w gospodarce będzie tworzył konkretne narzędzia i inicjatywy.

Software Mind spółka z Grupy Ailleron z nowym kontraktem zagranicznym w obszarze technology intelligence

Spółka Software Mind wchodząca w skład Grupy Ailleron podpisała umowę ze spółką Snow Software Ltd. z siedzibą w Bracknell w Wielkiej Brytanii. Ailleron podaje w raporcie, że Spółka zależna otrzymała pierwsze zamówienie realizacyjne w ramach umowy ramowej o współpracy. Przedmiotem zamówienia jest świadczenie przez Software Mind wyspecjalizowanych usług informatycznych i consultingowych w zakresie wytwarzania oprogramowania. Software Mind będzie uczestniczył w tworzeniu zespołów zaangażowanych w rozwój rozwiązań informatycznych Snow Software w obszarze platformy technology intelligence.

Na chwilę obecną wartość umowy w oparciu o złożone zamówienie nie przekracza 10% kapitałów własnych Spółki (na podstawie ostatniego opublikowanego Skonsolidowanego Sprawozdania finansowego za 1H2021r.). Kontrakt, w ocenie Zarządu Spółki, jest rozwojowy i zakłada sukcesywne zwiększanie zaangażowania zespołu po stronie Software Mind, dalszy rozwój współpracy o kolejne zamówienia i zespoły projektowe i tym samym wzrost generowanych przychodów.

Snow Software jest światowym liderem w dziedzinie technology intelligence, który zmienia sposób w jaki organizacje rozumieją użycie technologii i jak nią zarządzają. Platforma technology intelligence dostarczana przez Snow zapewnia kompleksowy i kontekstowy wgląd w oprogramowanie, SaaS, sprzęt i chmurę. Dzięki rozwiązaniom Snow, liderzy IT mogą skutecznie optymalizować zasoby, zwiększać wydajność i zapewniać sprawność operacyjną w świecie hybrydowym. Snow Software zatrudnia ponad 700 pracowników na całym świecie i działa w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Europie i Azji.

Realizacja pierwszego zamówienia obejmuje okres dwóch lat. Warunki umowy nie odbiegają od warunków powszechnie stosowanych dla tego typu umów.  Umowa jest znacząca dla Software Mind będącej spółką zależną Ailleron ze względu na potencjał rozwojowy projektu, a także doskonałą referencję dla dalszej ekspansji na rynkach eksportowych.

Software Mind to dynamiczny polski software house wchodzący w skład Grupy Ailleron, który dostarcza kompleksowe rozwiązania informatyczne dla klientów z całego świata.  Wśród nich są zarówno renomowane firmy z branży finansowej, telekomunikacyjnej i technologicznej, jak również błyskawicznie rosnące „jednorożce” z Doliny Krzemowej. Software Mind nawiązuje długoterminowe partnerstwa z klientami, pomagając im skalować dynamicznie rozwijające się biznesy. Ma bogate doświadczenie we wspieraniu cyfrowej transformacji firm na całym świecie, łącząc się z wewnętrznymi zespołami badawczo-rozwojowymi oraz pracując nad rozwojem produktów i nowymi kanałami komunikacji z końcowymi klientami. W ramach swojej strategii Software Mind skupia się na budowie wysoko skalowalnych rozwiązań chmurowych oraz automatyzacji procesów z wykorzystaniem uczenia maszynowego i elementów sztucznej inteligencji. Zakres usług pokrywa całe spektrum potrzeb klientów chcących przetransformować swoje organizacje i sposób oferowania produktów do nowoczesnych kanałów elektronicznych.

Medicover podpisał umowę przejęcia Grupy CDT Medicus

Medicover podpisał umowę nabycia Grupy CDT Medicus – czołowego prywatnego dostawcy usług medycznych na terenie legnicko-głogowskim. Dzięki tej inwestycji portfolio Medicover poszerzy się o wysokiej klasy placówki medyczne – dwa szpitale i kilkanaście poradni specjalistycznych. Finalizacja transakcji uzależniona jest od uzyskania zgody UOKiK.

Grupa CDT Medicus rozpoczęła działalność w 1992 roku i od początku jest zarządzana przez jej współzałożycieli. Obecnie Grupa składa się z sześciu spółek i obejmuje swym działaniem:

  • dwa szpitale CDT Medicus, które są jednymi z najnowocześniejszych prywatnych szpitali w województwie dolnośląskim,
  • 13 przychodni (koncentrujących się głównie na podstawowej opiece zdrowotnej),
  • trzy laboratoria diagnostyczne (w tym laboratorium histopatologiczne i cytologiczne).

Grupa CDT Medicus, będąc czołowym prywatnym podmiotem medycznym w regionie legnicko-głogowskim, zatrudnia około 1000 pracowników, w tym 330 lekarzy i 225 pielęgniarek.

Firma Medicover, który zarządza portfelem placówek szpitalnych, w tym Szpitalem Medicover, Szpitalem Damiana, Grupą Neomedic, Rehasport, Centrum Medycznym MML w Warszawie oraz siecią Dom Lekarski w Szczecinie, zostanie właścicielem Grupy CDT Medicus po spełnieniu warunków określonych w umowie i uzyskaniu zgody UOKiK. Medicover liczy na dalszy rozwój w oparciu o solidną pozycję Grupy CDT Medicus i spodziewane synergie.

Do naszych działalności, takich jak m.in. Grupa Neomedic, Dom Lekarski i Centrum Medyczne MML, dołączy grupa medyczna będąca liderem w swoim regionie. Wpłynie to na zwiększenie naszych kompetencji i pomoże nam budować pozycję w tym dynamicznie rozwijającym się obszarze Polski. Perspektywa współpracy z Grupą CDT Medicus jest ekscytująca, dlatego bardzo cieszę się na synergie między firmami. Wierzę, że otworzy to przed nami nowe możliwości – komentuje Marcin Łukasiewicz, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Szpitalnych w Medicover.

Konsekwentnie budujemy naszą reputację dzięki szerokiej ofercie usług medycznych, jak i starannie przemyślanym decyzjom biznesowym. Firma Medicover, która cieszy się ugruntowaną pozycją na arenie międzynarodowej, podziela nasze wartości i dbałość o wysoką jakość świadczonych usług medycznych. Jesteśmy przekonani, że na tej współpracy najbardziej skorzystają nasi pacjenci – dodaje dr n. med. Artur Kwaśniewski, współzałożyciel i Prezes Zarządu CDT Medicus.

Jesteśmy przekonani, że połączenie naszych zasobów pozwoli nam rozwinąć działalność w tym atrakcyjnym, gęsto zaludnionym regionie. Naszą ambicją jest dalsze świadczenie na wysokim poziomie usług podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej w naszych centrach medycznych, stosowanie szerokiej gamy zabiegów na obu oddziałach szpitalnych i prowadzenie skutecznej diagnostyki w laboratoriach. Wspólna wizja dalszego rozwoju jest obiecująca i wierzymy, że wraz z Medicover umocnimy naszą pozycję na rynku usług medycznych – podsumowuje dr n. med. Jacek Worobiec, współzałożyciel i wiceprezes zarządu CDT Medicus.

Grupa CDT Medicus świadczy usługi m.in. w modelu komercyjnym: opłaty za świadczenie usług (fee-for-service, FFS); w ramach świadczeń ambulatoryjnych i szpitalnych finansowanych przez NFZ oraz w postaci abonamentów medycznych. Współpracuje także jako podwykonawca z najbardziej wpływowymi grupami medycznymi w Polsce.

Od 26 lat działalność Medicover Polska koncentruje się na szerokim zakresie usług od zdrowia po wellbeing. W portfolio znajdują się usługi z zakresu profilaktyki i opieki ambulatoryjnej, specjalistycznej opieki zdrowotnej, nowoczesne usługi stomatologiczne, zaawansowane procedury in vitro, a także innowacyjne rozwiązania z zakresu wellness, w tym sport i dieta. Medicover prowadzi centra medyczne, szerokoprofilowe szpitale, apteki, kliniki leczenia niepłodności, centra stomatologiczne, salony optyczne, a także posiada 70 klubów fitness i siłowni w całej Polsce. Ponadto oferuje pakiety sportowo-rekreacyjne oraz programy kafeteryjne dla klientów korporacyjnych. Medicover Polska obecny jest we wszystkich regionach Polski.

Render Cube złożył Dokument Informacyjny na GPW

Render Cube, łódzkie studio odpowiedzialne za globalny hit Medieval Dynasty, złożył wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku NewConnect do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Od ostatniej oferty publicznej akcji, prezentowanej na platformie CrowdConnect.pl, minęły zaledwie 3 miesiące. W procesie rejestracji emisji akcji oraz przygotowaniu Dokumentu Informacyjnego, spółkę wspierała INC S.A.

– Jesteśmy coraz bliżej debiutu na rynku NewConnect. Właśnie złożyliśmy Dokument Informacyjny do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie i jesteśmy zadowoleni z przebiegu procesu upublicznienia, w którym wspiera nas Grupa INC. Obecność na giełdzie zwiększy rozpoznawalność i wiarygodność naszego studia, a inwestorzy poprzez naszą spółkę będą mogli partycypować w globalnym sukcesie jakim okazała się gra Medieval Dynasty. Obecnie koncentrujemy się na jej dalszym rozwoju zgodnie z ogłoszoną road mapą w tym przygotowaniu wersji konsolowej. Sprzedaż tytułu w okresie early access oraz po premierze pełnej wersji, potwierdza jej status long-sellera – komentuje Damian Szymański, prezes zarządu Render Cube.

Po zakończonej sukcesem ofercie publicznej akcji, skierowanej do inwestorów, którzy obejmowali lub nabywali akcje o łącznej wartości nie niższej niż 100 tys. EUR, w dniu 19 lipca br. Spółka rozpoczęła drugą ofertę publiczną, skierowaną głównie do inwestorów detalicznych i prezentowaną na platformie CrowdConnect.pl. Cena akcji w obu ofertach została ustalona na takim samym poziomie i wyniosła 150,00 zł. Łącznie z emisji nowych akcji Spółka pozyskała 9,7 mln zł, a całkowita wartość obu ofert publicznych wyniosła 16,8 mln zł. Środki z emisji  nowych akcji zostaną przeznaczone na rozbudowę studia animacji i muzyki, zatrudnienie dodatkowych programistów z doświadczeniem w pracach nad grami wieloosobowymi oraz na powiększenie zespołu, który będzie rozwijał grę Medieval Dynasty. W obu ofertach publicznych Render Cube, firmą inwestycyjną świadczącą usługę oferowania akcji był Dom Maklerski INC S.A.

– Sukces ofert publicznych akcji Render Cube i udana premiera pełnej wersji tytułu Medieval Dynasty potwierdzają, że branża gamedev jest cały czas interesująca dla szerokiego grona inwestorów. Firma posiada w swoim portfolio globalny hit, który będzie monetyzować na kolejnych platformach, a pozyskane z emisji środki przeznaczy na dynamiczny rozwój studia – komentuje Sebastian Huczek, wiceprezes zarządu Domu Maklerskiego INC S.A.

Medieval Dynasty to gra, która po 12-miesięcznej obecności w trybie early access, 23 września br. osiągnęła status pełnej wersji, dostępnej szeroko nie tylko na platformie Steam, ale również na Epic, GOG i w Microsoft Store. Zebrana dotąd ilość komentarzy wynosi blisko 21 tys. i utrzymuje się na wysokim, 90% poziomie ocen pozytywnych. Wishlista produkcji przekracza już 1 mln zapisów, a gra rozeszła się dotąd w ponad 750 tys. egzemplarzy, przy maksymalnych promocjach sięgających dwudziestu procent.

17 czerwca br. Medieval Dynasty została udostępniona w ramach usługi Microsoft Xbox Game Pass For PC. Ogłoszenie nastąpiło podczas wydarzenia Xbox Games Showcase, gdzie materiał wideo z gry został zaprezentowany na jednym nagraniu obok takich tytułów jak Among Us, Hades czy S.T.A.L.K.E.R. 2.

Łódzkie studio pracuje już nad edycją konsolową gry, a sam tytuł od początku produkcji był projektowany pod obsługę pada, co ułatwi cały proces. Premiera planowana jest w 2022 roku. W przygotowaniu jest również wersja na gogle VR w ramach umowy ze Spectral Games S.A.

W zeszłym roku Render Cube osiągnął 7,5 mln zł przychodu, a zysk netto wyniósł blisko 6 mln zł. W I kw. 2021 r. Spółka zanotowała 1,7 mln zł przychodu i 1,2 mln zł zysku netto, w II kw. było to odpowiednio 1,7 mln zł oraz 1,1 mln zł.

Niejasna komunikacja Banku Anglii

Wczorajszy komunikat BoE o niepodnoszeniu stóp procentowych powoduje, że przyszłe komentarze urzędników brytyjskich mogą nie być postrzegane jako wiarygodne i mogą być traktowane jedynie jako szum. Funt uległ mocnej przecenie, ponieważ oczekiwania rynkowe były nastawione na wzrost kosztu pieniądza. Dziś poznamy ważne dane dla dolara: NFP. Konsensus rynkowy zakłada dalszą poprawę.

Oczekiwania na Wyspach dotyczące podwyżki stóp na listopadowym posiedzeniu były podsycane przez prezesa Baileya. Komentarze szefa BoE z reguły mają istotny wpływ na rynek OIS (na którym handluje się swapami na przyszłą stopę procentową). Nie inaczej było i tym razem. Oczywiście może się zdarzyć, że rynek źle zinterpretuje komentarze. To czasem się zdarza. Zaskoczenia decyzjami banków centralnych są nadal czymś co raz na jakiś czas występuje. BoE jednak wczorajszą decyzją spowodował, że wzrosła niepewność co do dalszych działań, mimo że prezes wskazał na wysokie prawdopodobieństwo podwyżek w kolejnych miesiącach. Grudniowy ruch raczej pewny. Gdyby jednak do niego nie doszło, zaufanie do Banku zostanie mocno nadszarpnięte.

Po dość słabym raporcie z amerykańskiego rynku pracy miesiąc temu, rynek oczekuje aktualnie lepszych cyfr. Konsensus Bloomberg-a zakłada 450 tys. nowych miejsc pracy. Oczekiwany jest również spadek stopy bezrobocia do 4,7 proc. Niepokojący jest wzrost wskaźnika kosztów zatrudnienia. Indeks ECI w III kwartale wyniósł 3,7 proc. – to najwyższy wynik od 2004 roku. To potwierdza napędzającą się spiralę cenowo – płacową. Po ostatniej konferencji Powella wynika, że nadal bardzo istotna jest kondycja rynku pracy. Wciąż jednak nie mamy statusu „maksymalnego zatrudnienia”. Dlatego też dzisiejszy odczyt będzie istotny dla dolara. W środę widzieliśmy ruch osłabiający, ale w czwartek wróciliśmy do aprecjacji zielonego. Lepsze cyfry, które poznamy wyjątkowo o 13:30 (zmiana czasu w Polsce), powinny przełożyć się na aprecjację USD, choć potencjał do umocnienia w krótkim terminie został już mocno wyczerpany.

W naszym regionie stopy sukcesywnie rosną. Na kolejny ruch zdecydował się wczoraj Bank Czech. Podwyżka wyniosła aż 125 bps, podczas gdy rynek zakładał ruch jedynie o 75 bps. Oczekiwania mocniejszej normalizacji wzrosły gwałtownie po tym jak wrześniowa inflacja zaskoczyła skokiem do 4,9 proc. co skłoniło szefa Banku Jiriego Rusnoka do niewykluczenia większego ruchu niż 25 bps w listopadzie aby stawić czoło spirali cen płac. Wicegubernator Tomas Nidetzky powiedział pod koniec października, że nie będzie to standardowa podwyżka o 25 bps dodając także, że oczekuje on debaty na temat tego, czy kolejny ruch powinien być na poziomie 50 czy 75 bps. Tą decyzją CNB osiągnęło poziom stóp procentowych w przedziale 2,75 – 3 proc. który uważa za neutralny. Moim zdaniem możliwy jest jeszcze jeden ruch do 3 proc. i wówczas może nastąpić pauza w kolejnych decyzjach.

Złoty cały czas znajduje się poniżej 4,60, jednak silniejsza aprecjacją nie następuję. Złoty pozostaje w zawieszeniu, ponieważ NBP pozostawiło opinię publiczną z informacją, że nie wiadomo czy nadal będą stopy w Polsce rosły. Start cyklu nie został potwierdzony ale również prof. Glapiński nie zanegował takiego scenariusza. Brak jasnej komunikacji powoduje, że na EUR/PLN aktualnie brak większego zdecydowania co do kierunku. Nadal jednak oczekujemy, że złoty na koniec roku będzie silniejszy.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Kluczowy klient Proglas SA planuje zwiększyć poziom zamówień o 50 proc.

Proglas SA, spółka specjalizująca się w produkcji luster i szkła płaskiego głównie dla branży automotive, ale również dla budowlanej oraz meblarskiej, otrzymała od jednego z kluczowych klientów informacje o planowanym zwiększeniu poziomu zamówień o 50 proc. do roku 2025. Obecnie trwa pierwsza transza oferty publicznej akcji serii D Proglas, a już 9 listopada br. spółka rozpocznie przyjmowanie zapisów w drugiej transzy prezentowanej na platformie CrowdConnect.pl, skierowanej do wszystkich inwestorów.

 Już teraz mamy informacje o zwiększeniu poziomu zamówień przez naszych klientów na kolejny rok. Jest duże prawdopodobieństwo, że 2022 r. może być jednym z najlepszych w naszej historii pod względem wysokości przychodów. Dodatkowo otrzymaliśmy informacje, że zwiększenie zamówień będzie długoterminowe. Daje nam to pewność w działaniu i bezpieczeństwo w planowaniu dalszego rozwoju Spółki. Najbliższe lata będą kluczowe w rozwoju Proglas. Pozyskanie kapitału na akwizycje pomoże umocnić naszą pozycję na rynku, a zwiększanie poziomu zamówień przez naszych klientów świadczy o dużym zaufaniu do nas jako dostawcy. – mówi Robert Tkacz, Prezes Zarządu Proglas SA.

Biznes Proglas SA jest oparty o zamówienia klientów głównie z Niemiec. Dodatkowo dzięki zaplanowanym akwizycjom Spółka zwiększy ilość swoich zakładów, a tym samym portfolio produktowe zostanie poszerzone. Efekt skali zamówień u poddostawców pozwala spółce osiągać dużo wyższe marże niż u bezpośrednich producentów.

Po trzech kwartałach bieżącego roku Spółka wypracowała już 3,17 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza 44 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (w całym 2020 r. Proglas SA osiągnął 3,02 mln zł przychodów). Wynik po trzech kwartałach br. przełożył się na 586 tys. zł zysku netto. Zgodnie z opublikowanymi prognozami Spółka przewiduje zamknąć obecny rok z 3,80 mln zł przychodów i 686 tys. zysku. Natomiast w przyszłym roku Proglas chce wypracować 4,10 mln zł przychodów, co przełoży się na 739 tys. zł zysku.

Obecnie trwa pierwsza transza oferty publicznej akcji Proglas SA, skierowana do dużych inwestorów. Natomiast już we wtorek 9 listopada br rozpocznie się transza prezentowana na CrowdConnect.pl , która będzie skierowana do wszystkich zainteresowanych inwestorów. Cena emisyjna została ustalona na poziomie 9 zł w każdej z transz. Szczegółowe warunki oferty publicznej akcji serii D zostały zaprezentowane na platformie CrowdConnect.pl oraz stronie internetowej Spółki poprzez publikację stosownego dokumentu ofertowego. W ramach oferty publicznej Proglas SA chce pozyskać do 2 mln zł.

Kup teraz, zapłać… nigdy? Płatności odroczone coraz bardziej popularne

  • W Polsce rośnie popularność opcji „kup teraz, zapłać później”. Korzysta z niej blisko 1/3 największych sklepów internetowych[1].
  • Nieterminowa spłata zobowiązań, nawet niewielkich kwot z tytułu odroczonych płatności, może skutkować powstaniem zadłużenia.
  • Zanim wierzyciele skierują sprawę zadłużenia do sądu i komornika, mogą skorzystać z usług firm windykacyjnych, które zaproponują dłużnikowi rozwiązania w ramach windykacji polubownej.

Coraz więcej sklepów internetowych decyduje się na wprowadzanie tzw. płatności odroczonych, opartych na zasadzie „kup teraz, zapłać później”. To spore ułatwienie dla konsumentów, które stwarza większe możliwości zakupowe. Umożliwia bowiem nabycie produktu bez konieczności natychmiastowej zapłaty. Na uregulowanie płatności konsument ma nawet ponad miesiąc.

Zakupy „odroczone” zyskują na popularności

Z badania Koszyk Roku 2020, organizowanego przez Twisto wynika, że opcja płatności odroczonych, czyli „kup teraz, zapłać później” jest dostępna już w blisko 1/3 największych sklepów internetowych w Polsce. W Europie to rozwiązanie dotyczy 20-30 proc. wszystkich transakcji on-line. Choć w Polsce odsetek ten wynosi póki co ok. 5 proc., to eksperci przewidują, że znaczenie usługi będzie rosło i w ciągu najbliższych kilku lat osiągnie ona nawet 1/5 wartości rynku e-commerce w naszym kraju.

A jak wygląda późniejsza spłata należności? Z danych PayPo wynika, że obecnie jedynie 0,8 proc. przeprowadzanych przez nich transakcji jest niespłacanych. Co jeśli jednak finalnie się zadłużymy?

Przede wszystkim dane o nierzetelnym spłacaniu zadłużenia trafią do Biura Informacji Gospodarczej. To z kolei skutkuje tym, że w przyszłości może pokrzyżować nam plany związane z zawarciem – przykładowo –  umowy abonamentowej u operatora telefonicznego. Na późniejszych etapach, gdy dłużnik będzie unikał kontaktu z wierzycielem lub windykatorem, sprawa może trafić do sądu, a następnie rozpocznie się egzekucja komornicza – tłumaczy mec. Ziemowit Bittner, radca prawny w Departamencie Prawno-Legislacyjnym Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, organizacji realizującej projekt Windykacja? Jasna Sprawa!

Gdy dług przejmie firma windykacyjna

Co jednak zrobić w sytuacji, jeśli z różnych względów spłata należności okazała się niemożliwa i zadłużenie przejął windykator? Przede wszystkim, nie należy ulegać stereotypom i obawiać się współpracy z firmą windykacyjną. Jej zadaniem jest odzyskiwanie zaległych należności, ale też pomoc osobom zadłużonym w wyjściu z długów. Firmy windykacyjne mogą być pośrednikiem między dłużnikiem a wierzycielem, jak również same skupować długi i występować w roli wierzyciela. Ich działalność oparta jest na ustawie o swobodzie działalności gospodarczej z 2 lipca 2004 r., a zakres i sposób ich działania reguluje kodeks cywilny. W kompetencji takich podmiotów znajdują się wyłącznie działania polubowne.

Windykatorzy, którzy należą do Związku Przedsiębiorstw Finansowych przestrzegają także Zasad Dobrych Praktyk. Daje to dodatkową gwarancję, że wszelkie prawa przysługujące dłużnikowi będą szanowane. Windykatorzy  kontaktują się wyłącznie w celu przeprowadzenia windykacji polubownej, czyli badają sytuację życiową dłużnika i możliwości zwrotu należności, by zaproponować dopasowany, odpowiedni dla konkretnej sytuacji plan spłaty – wyjaśnia r. pr. Ziemowit Bittner.

Czym jest windykacja polubowna?

Na przeprowadzenie windykacji polubownej decyduje się coraz więcej osób, a firmy członkowskie ZPF zarządzają niebagatelną liczbą 16 mln zaległych należności. Warto więc wiedzieć, na czym dokładnie polega to rozwiązanie.

Można je określić jako umowę windykatora z osobą zadłużoną, bez udziału sądu. Ma przynieść skutek w postaci zachęcenia dłużnika do podjęcia działań, w celu uregulowania zadłużenia.

 Zawsze pierwszym krokiem podczas windykacji polubownej jest kontakt ze strony firmy. Następnie ustalane są możliwości spłaty, a dopiero po uzgodnieniu szczegółów przestawiany jest szczegółowy plan. Cały proces opiera się przede wszystkim na komunikacji z osobą zadłużoną, przekazywaniu niezbędnych informacji i ustaleniu dogodnych warunków uregulowania długów. Dzięki temu dłużnik może uniknąć dodatkowych kosztów oraz windykacji na drodze sądowej i komorniczej. Firma windykacyjna stara się wypracować kompromis, który uwzględni możliwości i oczekiwania każdej ze stron – mówi Ziemowit Bittner.

Płatności odroczone mają wiele zalet, dlatego nie należy obawiać się tego rozwiązania. Trzeba jednak pamiętać, że jest to zobowiązanie finansowe i jego niespłacenie wiąże się z konsekwencjami. Przed decyzją o tego typu zakupach należy więc dokładnie przeanalizować swoje możliwości finansowe, a w razie problemów ze spłacaniem należności, współpracować – zarówno z wierzycielem, jak i firmą windykacyjną.

[1]Badanie „Koszyk Roku 2020”, zorganizowane przez Twisto w partnerstwie z ING Bankiem Śląskim, Mastercard i Edisondą

Wysoka inflacja się utrzyma

W Polsce inflacja znajduje się w trendzie wzrostowym już od początku roku – odnotowywane są coraz to wyższe poziomy wskaźnika cen. We wrześniu br. był on wyższy o 5,9% w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku. Wyższa inflacja nie jest teraz specyficzna tylko dla Polski. Rosnącą inflację można zaobserwować także  w innych gospodarkach – w tym w dużych i rozwiniętych, jak Stany Zjednoczone czy w kraje Europy Zachodniej. Niestety, Polska ma szansę zdobyć niechlubne pierwsze miejsce na podium krajów o największej inflacji. Jest to wynik wyższych cen energii, w tym gazu. To właśnie te kategorie wśród składowych wskaźnika cen są znacznie wyższe niż średnia. W związku z wyższymi cenami ropy na rynkach światowych paliwo osiągnęło bardzo wysokie ceny – co także przekłada się na inflację.

– Pamiętajmy, że inflacja była spowodowana wychodzeniem gospodarek z pandemicznej zapaści – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE. – Z jednej strony, zwłaszcza podczas lockdownów i wyższego popytu ceny żywności rosły – ale można powiedzieć, że ich wpływ zakończył się w 2020 r. W ostatnich miesiącach doszły wyższe ceny energii oraz gazu. Z tego co widać na giełdach światowych, wyższe ceny gazu będą finalnie przekładane na wskaźnik inflacji konsumenckiej. Ważnym aspektem są także rosnące ceny surowców czy produkcji branży chemicznej, np. nawozów. Koszty wytwarzania nawozów to głównie koszty gazu, które teraz bardzo wzrosły. Przełożą się one na wyższe koszty produkcji żywności. Prawdopodobnie na początku przyszłego roku będzie można zauważyć wpływ wyższych cen żywności na wskaźnik inflacji. Ponadto należy pamiętać, że wyższe ceny surowców już przekładają się na wyższe koszty działalności przedsiębiorstw. Wątpliwe jest, że firmy poświęcą swoje marże – nie przekładając tych zmian na konsumentów. W związku z tym w kolejnych kwartałach Polacy będą musieli się przyzwyczaić do inflacji pozostającej na wysokim poziomie – pomimo działań  banków centralnych, które zostały już przeprowadzone. Decyzje banku centralnego znajdują odzwierciedlenie dopiero po kilku miesiącach, dlatego zmiana polityki pieniężnej powinna następować już teraz – podkreśla Sielewicz.

Dopłaty do samochodów elektrycznych dla przedsiębiorców

Nabór w ramach programu „Mój Elektryk”, adresowany m.in. do przedsiębiorców, samorządów, organizacji pozarządowych i innych podmiotów instytucjonalnych, zostanie uruchomiony już 22 listopada 2021 r. – poinformował Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jak zauważa Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), zapowiedziany nabór to trzeci i ostatni komponent systemu wsparcia nabywców samochodów z napędem elektrycznym w Polsce, szczególnie istotny z uwagi na wysoki udział firm na polskim rynku elektromobilności. 

Od 22 listopada 2021 r. przedsiębiorstwa, jednostki sektora finansów publicznych, instytuty badawcze, stowarzyszenia, fundacje, spółdzielnie, rolnicy indywidualni oraz kościoły i inne związki wyznaniowe będą mogły składać wnioski do NFOŚiGW o dotacje do zakupu pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) oraz wodorowych (FCEV). Beneficjenci będą mogli ubiegać się o wsparcie do 30 września 2025 r. lub do wyczerpania budżetu programu „Mój Elektryk”, który został podwyższony z pierwotnie zarezerwowanych 500 mln zł do 700 mln zł. Jak zauważa Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), NFOŚiGW ogłosił już zasady udzielania wsparcia dla wszystkich grup beneficjentów programu „Mój Elektryk”. Wcześniejsze informacje odnosiły się do osób fizycznych (nabór w toku), jak również podmiotów instytucjonalnych nabywających pojazdy finansowane w ramach leasingu lub wynajmu długoterminowego. Ostatni komunikat dotyczy beneficjentów instytucjonalnych nabywających samochody elektryczne za kredyt lub za gotówkę.

Leasing przede wszystkim

– Udział przedsiębiorców na rynku nowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) jest jeszcze wyższy niż w segmencie motoryzacji konwencjonalnej i wynosi 87%. Uwzględniając osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą, którzy nie są wyodrębnioną kategorią w CEPiK, jest jeszcze wyższy. Uruchomienie dotacji kierowanych dla beneficjentów instytucjonalnych ma więc absolutnie priorytetowe znacznie. Potwierdzają to liczby. Jak wynika z najnowszej edycji raportu PSPA „Polish EV Outlook 2021”, w I połowie 2021 r. firmy zarejestrowały 2 122 osobowe i dostawcze BEV, zaś osoby fizyczne – zaledwie 310. Jednocześnie przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na nabycie samochodów z napędem elektrycznym finansowanych leasingiem lub wynajmem długoterminowym. To w przypadku EV szczególnie atrakcyjna forma. W tym kontekście ogłoszenie listopadowego naboru jest oczywiście ważne, jednak z perspektywy rozwoju polskiej elektromobilności bardziej istotne jest ogłoszenie podpisania pierwszych umów pomiędzy leasingodawcami a BOŚ Bankiem, który w imieniu NFOŚiGW będzie dystrybuował dotacje do leasingu i wynajmu długoterminowego – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Jakie dopłaty?

Przedsiębiorcy i inni beneficjenci instytucjonalni nabywający osobowe (kategorii M1) pojazdy całkowicie elektryczne lub wodorowe mogą liczyć na dotacje w wysokości 18,75 tys. zł lub 27 tys. zł, o ile zadeklarowany roczny przebieg pojazdu wyniesie powyżej 15 tys. km.

– Zgodnie z zapowiedziami NFOŚiGW przedsiębiorcy nabywający zeroemisyjne pojazdy osobowe kategorii M1 będą mogli liczyć na dofinansowanie w wysokości 18 750 zł lub 27 000 zł, o ile zadeklarują średnioroczny przebieg wyższy niż 15 000 km. Maksymalna cena pojazdu objętego wsparciem wyniesie 225 000 zł brutto w przypadku beneficjentów, którzy nie są płatnikami VAT, 248 205 zł brutto w przypadku firm mogących odliczyć 50% podatku VAT oraz 276 750 zł brutto w przypadku podmiotów odliczających 100% podatku VAT – mówi Jan Wiśniewski, kierownik Biura Badań i Analiz PSPA.

W przypadku zeroemisyjnych samochodów dostawczych (N1) i minibusów (M2 i M3) dotacja będzie wyższa, w zależności od przebiegu rocznego – do 50 tys. zł (i 20% kosztów kwalifikowanych) lub do 70 tys. zł (lub do 30% kosztów kwalifikowanych). W przypadku tych kategorii pojazdów NFOŚiGW nie wprowadził limitu ceny maksymalnej.

Pełne uruchomienie programu „Mój elektryk” stanowi ważny lecz nie jedyny krok na drodze do uruchomienia kompleksowego programu wsparcia elektromobilności w Polsce. Ostatnie komunikaty ze strony NFOŚiGW napawają jednak optymizmem. Po pozytywnej decyzji ze strony Komisji Europejskiej Fundusz zapowiedział uruchomienie programu „Wsparcie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych i infrastruktury do tankowania wodoru”. Planowane jest również uruchomienie instrumentu adresowanego do Operatorów Sieci Dystrybucyjnej, który pomoże w rozbudowie infrastruktury energetycznej, której brak lub niewystarczająca moc wciąż stanowią jedną z głównych barier rozwoju sieci ładowarek w Polsce. Z kolei w przyszłym roku beneficjenci programu „Mój prąd” będą mogli skorzystać z dotacji do prywatnych punktów ładowania – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Jak wynika z prowadzonego przez PSPA i PZPM „Licznika elektromobilności”, pod koniec września br. po polskich drogach jeździły 31 633 elektryczne samochody osobowe. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48% (15 255 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 16 378 szt.

Stopy procentowe – co dalej?

Fed rozpoczął ograniczanie dodruku pieniędzy, ale nie będzie się spieszyć z walką z inflacją. Niemal jednocześnie Fed i polski bank centralny zareagowały odmiennie na wysoki wzrost cen w obu krajach. Mamy problem z wiarygodnością na rynkach finansowych.

Patrząc na decyzję Fed z punktu widzenia wcześniejszej komunikacji, decyzja ta była kompletnie przewidywalna i z tej perspektywy nie można mieć do Fed żadnych pretensji. Rozpoczęcie procesu ograniczania dodruku było komunikowane od miesięcy a jednocześnie szef banku centralnego uczciwie zapowiadał, że nie zamierza spieszyć się z podwyżkami stóp. Dodruk zmniejszono o 15 mld USD miesięcznie do połowy przyszłego roku, a to oznacza także brak oczywistego terminu dla podwyżki stóp.

– Jednak patrząc na politykę Fed z pewnego dystansu, jest ona absurdalna – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Przy przegrzanej pakietem fiskalnym gospodarce, inflacji przekraczającej 5% i rekordowej ilości niewypełnionych wakatów na rynku pracy Fed zamierza jeszcze przez ponad pół roku drukować pieniądze i utrzymywać zerowe stopy.

Powell co prawda napomknął, że gdyby inflacja nie okazała się przejściowa bank centralny będzie działać wcześniej, ale jednocześnie powiedział, że podwyższą stopy dopiero gdy nastanie „pełne zatrudnienie” (co samo w sobie jest już absurdalne, bo pełne zatrudnienie ma miejsce w szczycie cyklu koniunkturalnego, kiedy stopy procentowe powinny być już raczej blisko docelowego poziomu).

Nic więc dziwnego, że rynki uznały to za zielone światło do kontynuacji dotychczasowych trendów – amerykańskie indeksy ruszyły mocno do góry, bijąc kolejne rekordy. Na rynku walutowym nie mamy wielkich zmian, w dużym stopniu ze względu na fakt, iż podobnej podejście prezentuje EBC.

Natomiast w Polsce po najnowszych decyzjach RPP główna stopa referencyjna, służąca za podstawą do obliczania stawki WIBOR, wzrosła o 75 punktów bazowych z 0,5 proc. do 1,25 proc. Podwyżka była wyższa niż konsensus analityków (0,5 pkt.).

– W przypadku RPP decyzja wypada źle w kontekście wcześniejszej komunikacji, ale dobrze w kontekście warunków makroekonomicznych – komentuje ekspert XTB. – Obecnie kluczowe wydaje się powstrzymanie rosnących oczekiwań inflacyjnych i ograniczenie efektów drugiej rundy utrwalania się presji płacowej. Nie będzie to oczywiście prostym zadaniem w punkcie, w którym jesteśmy, jednak z tej perspektywy szybkie podwyżki wydają się mieć większy sens niż długi powolny cykl.

Dość gołębi Fed plus zdecydowane działania Rady (szczególnie, że szansa na kolejną podwyżkę w grudniu wydaje się duża) mają szansę na przynajmniej umiarkowane umocnienie złotego. Także dlatego, że NBP wcześniej tolerował wysoką inflację, grając na osłabienie złotego, co było korzystne dla rządu ze względu na zwiększone wpływy finansowe do budżetu państwa.

Reakcja na decyzję Fed na rynku walutowym była taka, że euro kosztowało 4,5852 złotego, dolar 3,9639 złotego, frank 4,3370 złotego, zaś funt 5,4139 złotego.

Polski Ład daje fiskusowi nowe uprawnienia. Kontrole w postaci nabycia sprawdzającego, zajęcie ruchomości

Jeżeli dług wobec fiskusa przekroczy 10 tys. zł może zostać wydana decyzja o zajęciu majątku należącego do podatnika. Wśród zmian podatkowych, które w ramach Polskiego Ładu miałyby wejść w życie są nowe uprawnienia Krajowej Administracji Sądowej (KAS).

Projekt przewiduje wprowadzenie nowego narzędzia w celu zwiększenia efektywności egzekucji administracyjnej. W toku kontroli celno-skarbowej funkcjonariusz KAS będzie miał prawo do tymczasowego zajęcia ruchomości na poczet prowadzonej egzekucji administracyjnej, jeśli dochodzone należności pieniężne będą przekraczać łącznie 10 tys. zł.

Tymczasowemu zajęciu ruchomości mają podlegać ruchomości zobowiązanego znajdujące się zarówno w jego władaniu, jak i we władaniu innej osoby. Zbycie rzeczy nie będzie miało wpływu na zajęcie.

Tymczasowe zajęcie ruchomości nie będzie mogło trwać dłużej niż 96 godzin od chwili podpisania protokołu tymczasowego zajęcia ruchomości przez funkcjonariusza. Tymczasowe zajęcie nie zostanie dokonane, gdy zobowiązany okaże dowody wskazujące na zapłatę należności lub nieistnienie obowiązku zapłaty. Jest to jedyny środek ochrony przed czynnością funkcjonariusza. Projektodawca nie przewidział żadnego środka zaskarżenia na tymczasowe zajęcie. Dopiero zatwierdzenie tymczasowego zajęcia przez naczelnika urzędu skarbowego będzie dawać prawo zobowiązanemu do złożenia zażalenia na postanowienie organu egzekucyjnego i następnie skargi do sądu administracyjnego.

– Ustawodawca wprowadzając nową instytucję tymczasowego zajęcia ruchomości argumentował, że obecna administracja egzekucyjna jest mało efektywna – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Zaproponowane rozwiązanie jest bardzo dolegliwe i kontrowersyjne także dlatego, że przedmiotem zajęcia mienia może być każda rzecz, także należąca do innej osoby niż podatnik, który ma zaległości podatkowe i to zaledwie powyżej 10 tys. zł.

W projekcie przewidziano także dwie inne, szczególnie istotne zmiany.

W celu zwalczania „szarej strefy” związanej z nierejestrowaniem sprzedaży na kasach rejestrujących, niewystawiania albo niewydawania paragonu fiskalnego, proponuje się wprowadzenie nowej formy kontroli w postaci nabycia sprawdzającego.

Nabycie sprawdzające dotyczyć będzie wyłącznie faktycznego sprawdzenia wywiązywania się przez sprawdzanego z obowiązków wynikających z przepisów prawa podatkowego poprzez dokonanie przez organ podatkowy zakupu towaru lub usługi. Czynność ta nie będzie miała charakteru kontroli podatkowej ani kontroli celno-skarbowej i ma mieć charakter odformalizowany. Niemniej nie będzie to wyłączać prawa organu do przeprowadzenia później kontroli celno-skarbowej lub kontroli podatkowej w zakresie prawidłowości realizacji obowiązku ewidencjonowania sprzedaży. Nabycie sprawdzające będzie dotyczyło wyłącznie ewidencjonowania przy zastosowaniu kasy rejestrującej i wydawania paragonów fiskalnych.

– To nowa czynność kontrolna, zaproponowana w Polskim Ładzie, która ma mieć formę tajnej kontroli, prowadzonej w trakcie sprzedaży – wyjaśnia dr R. Bulejak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Czynność kontrolna może skończyć się notatką (brak naruszeń) lub mandatem i protokołem (stwierdzenie naruszenia). Towar nabyty w toku nabycia sprawdzającego, w tym paragon fiskalny – o ile taki został wydany – podlegać będzie niezwłocznie zwrotowi, zgodnie z regułą obustronnego zwrotu towaru i uiszczonej przez sprawdzającego ceny.

W trzeciej z tych istotnych zmian przewiduje się nowe uprawnienie dla Szefa KAS, który będzie mógł informować podatników o ryzyku występowania w obrocie towarami lub usługami dostarczanymi do podatnika lub kontrahenta tego podatnika co najmniej jednego dostawcy, który może pełnić rolę znikającego podatnika.

Wysłanie takiego ostrzeżenie będzie zależne od uznania Szefa KAS. W uzasadnieniu do projektu wskazano, że działania nie będą miały charakteru masowego i podatnik nie będzie mógł wnioskować o wydanie takiej informacji dla siebie. Przedmiotowe narzędzie będzie fakultatywne, czyli Szef KAS nie będzie miał obowiązku informowania, nawet jeśli takie ryzyko zauważy w toku działalności analitycznej.

W informacji ostrzegającej o ryzyku występowania co najmniej jednego dostawcy, który może być znikającym podatnikiem, Szef KAS może ujawniać dane kontrahenta, co nie narusza przepisów o tajemnicy skarbowej.

Nieotrzymanie takiego listu przez podatnika nie zwalniać będzie w żadnej mierze z obowiązku dochowania należytej staranności w kontaktach z kontrahentami.

Zapowiedź lepszych czasów na rynku biurowym w Polsce

Sytuacja na rynku powierzchni biurowych w Polsce na zakończenie III kw. 2021 r. pozwala z optymizmem patrzeć na sektor w 2022 r.  Utrzymujący się na podobnym poziomie co rok wcześniej popyt i spodziewana większa absorpcja dostępnej powierzchni sprzyjają poprawie wyników sektora w kolejnych miesiącach. Firma AXI IMMO analizuje Polski rynek biurowy na zakończenie III kw. 2021 r.  

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce na koniec września 2021r. wynoszą ponad 12,1 mln mkw. Zdecydowanym liderem pozostaje Warszawa (6 159 900 mkw.), a wśród największych ośmiu regionalnych rynków prym tradycyjnie wiodą Kraków (1 604 500 mkw.), Wrocław (1 242 600 mkw.) oraz Trójmiasto (923 500 mkw.). W trzecim kwartale 2021 r. na polski rynek biurowy dostarczono 6 nowych budynków o łącznej powierzchni 86 900 mkw. W stolicy pozwolenie na użytkowanie otrzymały Fabryka Norblina (budynki Galwan i Plater – 39 000 mkw.) oraz Widok Towers (28 600 mkw.), z kolei w regionach największą aktywność deweloperów zanotowano w Katowicach. Oddano tam łącznie dwie inwestycje tj. Kolońska Park (7 900 mkw., Dzida-Jazgar) i Młyńska.6 (2 600 mkw. UBM Development), a na kolejnych miejscu uplasowała się druga faza projektu Ocean Office Park A (5 200 mkw., Cavatina) w Krakowie. Od początku roku na polski rynek biurowy dostarczono 439 600 mkw. z podziałem na 293 600 mkw.(+26% r/r) w 12 projektach w Warszawie i 146 000 mkw. (-47% r/r) w 15 budynkach w miastach regionalnych.

Gdzie szukać biur?

Nowa podaż nieznacznie wpłynęła na zwiększenie się powierzchni dostępnej do wynajęcia od zaraz. Na koniec września 2021 r. na polskim rynku biurowym znajdowało się łącznie ponad 1,57 mln mkw. (+27% r/r) wolnej powierzchni co stanowiło ok. 12,3% całkowitych zasobów. Najwyższy wskaźnik pustostanów odnotowano w Łodzi (16,8%), Krakowie (15,2%) i Wrocławiu (14,9%) z kolei najmniej w Szczecinie (5,8%), Katowicach (10,1%) oraz Trójmieście (10,7%). W ujęciu wartości bezwzględnych najwięcej wolnych biur znajduje się w Warszawie (767 800 mkw., ok. 12,5% całkowitych zasobów), Krakowie (243 200 mkw.) i Wrocławiu (184 760 mkw.), najmniej zaś w Szczecinie (10 614 mkw.) i Lublinie (28 670 mkw.). Średnia dla współczynnika pustostanów dla rynków regionalnych wynosi 13,5%, co przekłada się na 805 700 mkw. powierzchni biurowej gotowej do wynajęcia od zaraz.

W najbliższych kilku miesiącach spodziewamy się obniżenia poziomu pustostanów w całej Polsce. Po pierwsze wielu deweloperów przekłada swoje decyzje dotyczące budowy nowych obiektów na lata 2023-2024, po drugie sytuację będzie regulować spodziewana większa aktywność ze strony najemców. W większości firmy mają już opracowane strategie dotyczące tego kiedy chcąc wrócić do biura i na jakich zasadach przy czym to praca hybrydowa, zdecydowane rozszerzenie dostępu cyfrowego czy digitalizacja procesów biznesowych czy nadal atrakcyjnie zaaranżowana powierzchnia będą stanowiły klucz do pozyskania najlepszych talentów – mówi Jakub Potocki, Starszy Negocjator, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Optymizm w popycie

Od stycznia do końca września br. wolumen transakcji najmu na polskim rynku biurowym osiągnął wartość 777 600 mkw. (Warszawa 398 100 mkw., regiony 379 500 mkw.), przy czym w samym III kw. popyt wyniósł 262 400 mkw. (+6% r/r) w tym 149 300 mkw. (+31% r/r) przypadło na Warszawę, a 113 100 mkw. (-10,4% r/r) na osiem głównych rynków regionalnych. W analizowanym czasie w stolicy najemcy najchętniej podpisywali nowe umowy (53,5%) lub korzystali z opcji renegocjacji i przedłużenia dotychczasowej powierzchni (42%). Zaledwie 4,5% firm zdecydowało się na ekspansję. Z kolei w miastach regionalnych najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (66%), które wyprzedziły renegocjacje (26%) i ekspansje (8%). Tradycyjnie to Kraków (30 700 mkw.) Wrocław (28 500 mkw.) i Trójmiasto (20 900 mkw.) odpowiadały za największą aktywność w miastach regionalnych. Od początku lipca do końca września 2021 r. największymi transakcjami były renegocjacje podpisane przez trzech poufnych najemców z sektora bankowego kolejno w Atrium Garden (Warszawa) na ponad 13 900 mkw., w Wiśniowy Business Park E (Warszawa) na 5 700 mkw. i Olivia Star w Gdańsku na 5 400 mkw. z kolei CMS zdecydował się na przednajem 7000 m kw. w budynku Varso Tower w Warszawie.

Powoli wychodzimy z okresu, w którym hasło optymalizacja było odmieniane przez wszystkie przypadki. Firmy z dużo większą uwagą planują swoje powierzchnie, tak, aby odpowiadały aktualnym potrzebom i pozostawiały pewien margines na wypadek zwiększonego zatrudnienia. Spodziewamy się, że firmy w nowych aranżacjach będą starać się zapewnić bardziej domowe warunki dla pracowników. Więcej zieleni na open spaceach, większe strefy do relaksu, a przede wszystkim pokoje do pracy cichej powinny stanowić większy niż dotychczas procent powierzchni użytkowej biura – dodaje Bartosz Oleksak, Starszy Negocjator, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Marcin Drzewiecki objął stanowisko Prezesa Zarządu Iron Mountain Polska

Iron Mountain Polska ma nowego Prezesa Zarządu – od początku października tę funkcję pełni Marcin Drzewiecki, który z firmą związany jest od ponad dwóch lat. Phil Shepley, który dotychczas pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego, pozostał w strukturach firmy jako Członek Zarządu.

Marcin Drzewiecki jest związany z Iron Mountain Polska od marca 2019 r., kiedy objął funkcję Dyrektora Handlowego. Był odpowiedzialny przede wszystkim za sprzedaż, account management oraz product marketing. Od lat specjalizuje się w zarządzaniu zespołami o globalnym zasięgu, consultingu strategicznym w obszarze innowacji, a także wdrażaniu i rozwijaniu produktów. Swoje doświadczenie zdobywał w firmach z nowoczesnej branży handlowej. W latach 2017-2019 związany był z marką Shell, a wcześniej m.in. z Loyalty Partner, Carrefour Polska, Medicover Polska czy też Tesco Polska.

Polski oddział Iron Mountain to niezwykle prężnie rozwijający się rynek. Moim priorytetem będzie intensyfikacja działań mających na celu utrzymanie biznesu na ścieżce dynamicznego wzrostu oraz realizacja ambitnych celów finansowych. Globalna transformacja firmy zakłada m.in. podwojenie przychodów w ciągu najbliższych 4 lat. Wierzę, że przestrzeń swobodnej, międzynarodowej wymiany doświadczeń, która powstała po przystąpieniu Polski do klastra krajów Europy Północnej w strukturach Iron Mountain, pomoże nam osiągnąć kolejne sukcesy – mówi Marcin Drzewiecki, Prezes Iron Mountain Polska.

Marcin Drzewiecki jest absolwentem stosunków międzynarodowych oraz studiów Executive MBA na University of Minnesota i Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Jest członkiem Polskiego Stowarzyszenia Marketingu, natomiast w latach 2012-2018 pełnił funkcję Członka Zarządu.

Iron Mountain posiada w Polsce 14 magazynów, 2 oddziały przeznaczone do bezpiecznego niszczenia dokumentów i zasobów IT, a także siedzibę w Radomiu, gdzie znajduje się największe centrum scanningowe w Europie Środkowo-Wschodniej.

Kolejna podwyżka stóp procentowych stała się faktem. Co to oznacza w praktyce?

O ile sama podwyżka stóp procentowych nie jest zaskoczeniem, to jej skala już tak. Stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego została podwyższona aż o 0,75 p.p., choć zdecydowana większość analityków spodziewała się podwyżki na poziomie 0,5 p.p. Oznacza to, że obecnie stopa referencyjna wynosi 1,25%.

Wpływ podniesienia stóp procentowych na domowy budżet

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej w oczywisty sposób wpłynie na budżety domowe Polaków, bowiem przyczyni się do wzrostu rat kredytów hipotecznych. Dlaczego? Bo w ślad za zmianą stóp procentowych NBP, należy spodziewać się wzrostu WIBOR-u, na podstawie którego wyznaczane jest oprocentowanie kredytów hipotecznych. Jaka będzie ich skala? Po ponad roku wyjątkowo niskich stóp procentowych (od maja 2020 stopa referencyjna NBP wynosiła 0,1% co przekładało się na WIBOR 3M w wysokości 0,21% – 0,26%) w ciągu dwóch miesięcy stopa referencyjna NBP wzrosła do poziomu 1,25%, można spodziewać się, że spowoduje to wzrost WIBOR-u 3M do ok. 1,35%.

Jeśli spojrzymy na przeciętny kredyt hipoteczny (w wysokości 240 000 zł., z marżą na poziomie 2,2 p.p., udzielony na 25 lat), to jego rata z poziomu ok. 1065 zł. we wrześniu może wzrosnąć nawet do 1208zł. Warto tutaj zauważyć, że są to mimo wszystko wartości nieco niższe niż w okresie sprzed pandemii – taki sam kredyt w lutym 2020 roku wiązał się z ratą na poziomie 1255 zł.

Kiedy odczujemy skutki decyzji RPP?

Podobnie jak ubiegłoroczne obniżki stóp procentowych, tak samo i obecne podwyżki poszczególni kredytobiorcy odczują w różnym czasie. Wynika to z kilku faktów. Po pierwsze banki w celu ustalenia oprocentowania kredytów hipotecznych wykorzystują bądź WIBOR 3M (jego aktualizacja w odniesieniu do kredytu następuje co 3 miesiące) bądź WIBOR 6M (aktualizowany co 6 miesięcy). Po drugie banki stosują różne mechanizmy ustalania obowiązującej stawki WIBOR (aktualizacja stawki może następować w terminach wynikających z daty uruchomienia kredytu, ale może też być stosowana w konkretnych dniach roku).

Oznacza to, że część klientów odczuje podwyżki stóp procentowych już przy płatności kolejnej raty, inni natomiast mogą cieszyć się nieco niższym oprocentowaniem jeszcze nawet przez pół roku. Jednak, jeśli w tym czasie nastąpiłaby kolejna podwyżka, to oczywiście będzie ona uwzględniona w ich aktualizacji oprocentowania kredytu.

O autorze:

Tomasz Bujański, od ponad 15 lat związany jest z branżą finansową, w tym od ponad 10 z Grupą ANG (dawniej ANG Spółdzielnia), gdzie zajmuje się wsparciem ekspertów w kredytach hipotecznych.

Medicover przejął łódzką sieć klubów fitness Fit Forma

W ostatnich miesiącach Medicover dokonał akwizycji znanej łódzkiej sieci klubów fitness Fit Forma. W ramach transakcji sportowe portfolio firmy zasiliło dziesięć nowoczesnych klubów fitness, z czego dwa są w trakcie budowy. To już kolejna inwestycja firmy medycznej w obszar sportowy w województwie łódzkim, które jest jednym z najsilniejszych rejonów fitness w naszym kraju – wliczając Fit Formę Medicover prowadzi tam już 16 klubów i jest jednym z głównych graczy w tym województwie. Dzięki nowej inwestycji firma jest już oficjalnie właścicielem 80 klubów fitness.

Marka Fit Forma to osiem nowocześnie wyposażonych klubów fitness i siłowni. Obiekty sportowe Fit Formy zlokalizowane są w Łodzi i Bełchatowie. Dodatkowo dwa kluby są w trakcie budowy. Kluby oferują nowocześnie wyposażone strefy siłowni i zróżnicowaną ofertę zajęć indywidualnych i grupowych (m.in. „Płaski brzuch”, pilates, ćwiczenia na trampolinach, ćwiczenia dla kobiet w ciąży, „Zdrowy kręgosłup”).
W Łodzi, będącej trzecim pod względem liczby mieszkańców miastem w Polsce, występuje bardzo duże zagęszczenie sieciowych klubów fitness, mniejszych siłowni i osiedlowych klubów crossfit. Po przejęciu Fit Formy Medicover łącznie posiada 80 klubów fitness, z czego aż 16 zlokalizowanych jest na terenie województwa łódzkiego. Poza nowo nabytymi klubami Fit Forma Medicover jest właścicielem w Łodzi:

  • trzech klubów Calypso Fitness – Brama Miasta, Ogrody Geyera, i Imagine (otwarcie 19 listopada br.) – prowadzonych w systemie franczyzowym),
  • trzech klubów Just GYM (ul. Rembielińskiego, ul. Rewolucji 1905 r., ul. Juliana Tuwima) należących do ogólnopolskiej sieci, w której większościowy pakiet udziałów Medicover zakupił we wrześniu br.

Łódź jest dla nas jednym z kluczowych rynków – konsekwentnie prowadzimy tu inwestycje. Stawiamy zarówno na rozbudowywanie lokalnej infrastruktury fitnessowej, jak i doskonalenie już istniejącej. Wszystko to z korzyścią dla lokalnej społeczności. W wysokiej jakości klubach fitness i pod opieką profesjonalnych trenerów możemy pomagać w dbaniu o zdrowie i samopoczucie. W Medicover patrzymy na zdrowie holistycznie, aktywność sportowa to prosty sposób na życie i zdrowie – komentuje Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych, Medicover.

Aktualnie, oprócz klubów Fit Forma, w sportowym portfolio Medicover znajdują się:

  • sieć Just Gym (22 kluby i dwa w trakcie budowy),
  • sieci FITARENA i Quanfit, czyli odpowiednio: osiem i trzy nowoczesne obiekty sportowe (kluby fitness i siłownie),
  • sieć Holmes Place (trzy kluby premium),
  • sieć Well Fitness składająca się z 20 klubów (poprzednio znanych jako Fitness World),
  • 12 klubów Calypso Fitness Club prowadzonych na zasadach franczyzy.

Równolegle Medicover kontynuuje rozwój bazy partnerskich obiektów, w których można realizować pakiety Medicover Sport (w 2018 r. Medicover przejął operatora pakietów sportowych OK System – dziś znanego jako Medicover Sport). Aktualnie Medicover Sport to dostęp do ok. 4,5 tysiąca obiektów sportowych i rekreacyjnych.

Ericsson Radio Tech Day: częstotliwości 5G dla przemysłu

Przemysłowy Internet Rzeczy, zasilany przez 5G przemodeluje biznes, szczególnie sektor produkcji, energii, logistyki czy transportu. Aukcja częstotliwości będzie punktem przełomowym, na który czeka większość biznesu w Polsce podkreślali na konferencji Ericsson Radio Tech Day Martin Mellor, szef Ericsson w Polsce oraz Jacek Oko, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Jest o co walczyć – do 2040 r. technologia 5G może przynieść polskiej gospodarce nawet 17 mld euro.

W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale dla zwiększenia zasięgu i przepustowości łączy konieczne jest przydzielenie pasma częstotliwości 3,4GHz – 3,8GHz (zwanego również pasmem C). Na ogłoszenie wyników aukcji czekają nie tylko konsumenci i operatorzy ale przede wszystkim przemysł.

„Dla sieci prywatnych 5G w paśmie C mamy tzw. blok „0” 3410-3480 MHz oraz kilkaset megahertzów w paśmie 26-28 GHz. Już po ogłoszeniu aukcji chcielibyśmy uruchomić prekonsultacje z rynkiem, operatorami, samorządami i przedsiębiorcami o tym, jak w sposób sprawny, efektywny i możliwie najtańszy przyznawać je zainteresowanym podmiotom. Chcielibyśmy też rozbudować pozycjonowanie UKE, nie tylko jako regulatora, ale również wskazującego rozwiązania i dobre praktyki, szczególnie w obszarze cyberbezpieczeństwa w ramach dobrowolnych rozwiązań klasy ISAC” – mówi Jacek Oko, prezes UKE.

Przyszłość przemysłu zależy od umiejętnego połączenia operacji na poziomie lokalnym i globalnym, które wspiera inteligentne zarządzanie produkcją i cyklem życia produktu. Chcąc uwolnić potencjał idei Przemysłu 4.0, potrzebna jest zaawansowana integracja cyfrowa w sektorze produkcyjno-logistycznym, która jest możliwa tylko przy wykorzystaniu możliwości sieci 5G.

Ericsson przewiduje w Mobility Report, że w 2025 roku do internetu zostanie podłączonych prawie 27 miliardów urządzeń (IoT), z czego blisko 7 miliardów będzie opartych na technologii mobilnej. Łączność mobilna w technologii 5G może zaspokajać potrzeby lokalne i globalne przedsiębiorstw, ale należy obniżyć bariery przyjęcia nowej technologii, niezależnie od tego, czy są one techniczne, ekonomiczne czy organizacyjne. „Jednym ze sposobów jest oferowanie prostszych, pakietowych rozwiązań w zakresie łączności, a nawet prywatno-publicznych sieci hybrydowych dla firm międzynarodowych. Aby przyspieszyć przekształcenia w przemyśle przedsiębiorstw 4.0, tworzymy również centra doskonałości w celu testowania nowej infrastruktury w środowiskach współpracy. W Polsce działa wykorzystywany zarówno przez wielki przemysł jak i start-upy S5 Akcelerator Technologii 5G Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej czy też sieć badawcza 5G na Politechnice Łódzkiej” – mówi Martin Mellor.

„Dochodzi do tego jeszcze kwestia wdrożenia w przemyśle pasma milimetrowego. Jest tam tyle zasobów, że będą one dostępne praktycznie dla każdego podmiotu, który będzie chciał skorzystać z tego typu zaawansowanych rozwiązań 5G. Powinny one być dostępne na przełomie 2021 i 2022 roku – dodaje Jacek Oko.

Ericsson Radio Tech Day to cykliczne spotkanie przeznaczone dla branży telekomunikacyjnej oraz kadry technicznej operatorów w Polsce. Inżynierowe dzielą się projektami, opisują najlepsze praktyki i czerpią wzajemnie ze swojego doświadczenia. Podczas konferencji prezentowane są najnowsze rozwiązania z zakresu technologii radiowej oraz core’owej zarówno w zakresie oprogramowania jak i sprzętu oraz osiągnięcia start-upów współpracujących z firmą.

Polska u progu 5G

Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki inżynierom R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń 5G w Tczewie. 5G w Europie może być budowana na bazie komponentów i rozwiązań „Made in Poland”. Ericsson w Polsce razem z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną i Politechniką Łódzką współpracuje ze środowiskiem akademickim, start-upami, przedsiębiorstwami i operatorami telekomunikacyjnymi, aby umożliwić pierwszym branżom w Polsce wdrożenie nowych produktów i usług opartych na technologii 5G.

Ericsson posiada obecnie ponad 149 komercyjnych umów 5G, z których
97 to aktywne sieci działające w 46 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

Grzegorz Jóźwik nowym dyrektorem zarządzającym Oriflame

Grzegorz Jóźwik od 1-ego października został nowym dyrektorem zarządzającym na polskim rynku Oriflame.

W Oriflame będzie odpowiedzialny za wzrost biznesu firmy, rozwój marki, rozszerzenie kanałów sprzedaży oraz wdrażanie marketingowej strategii. Grzegorz Jóźwik to dyrektor wykonawczy z 25-letnim doświadczeniem w sprzedaży różnych kategorii produktów FMCG, a także w rozwoju biznesu i zarządzaniu ludźmi. Poprzednio zajmował stanowisko Dyrektora Handlowego w L’Oreal Polska oraz był Członkiem Komitetu Zarządzającego firmy. Ukończył studia doktoranckie w Swiss Management Centre oraz zdobył tytuł Masters in Coaching.

– Polska to bardzo ważny rynek dla Oriflame, jesteśmy podekscytowani tym, że będzie zarządzany przez doświadczonego managera jakim jest Grzegorz. Rozbudowa kanałów sprzedaży, połączona

z intensywnym wsparciem marketingowym w nowoczesnych, cyfrowych odsłonach to obszary, które są dla nas aktualnie najważniejsze. Cieszę się, że wiedza Grzegorza pomoże podążać Oriflame właśnie w tym kierunku oraz będzie wsparciem dla tysięcy Klubowiczów, którzy są związani z naszą firmą i stanowią jej fundament – mówi Karolina Georgieva, Dyrektor Regionu Europa Centralna Oriflame

– Wierzę, że moje doświadczenie w budowaniu strategii, transformacjach i zarządzaniu zmianą będzie dla Oriflame świetną bazą do jeszcze większego rozwoju. Z Oriflame łączy mnie wspólna wizja biznesowa, wartości i pasja do rozwoju, budowania relacji z drugim człowiekiem – dlatego swoją karierę postanowiłem związać właśnie z tą szwedzką marką – dodaje Grzegorz Jóźwik.