Czas goni nas. Czy warto kupić gotową spółkę „bez historii”?

Rejestracja spółki w Polsce może w praktyce potrwać od kilku dni nawet do kilku miesięcy. „Może” to właściwe słowo, bo nigdy nie ma gwarancji, że nawet zakreślony teoretycznie przez dany sąd rejestrowy termin nie wydłuży się na przykład wskutek stwierdzonych we wniosku uchybień. Wydłużająca się procedura rejestracyjna może nie tylko narazić na straty, ale i całkowicie zniweczyć cel, dla którego spółka była zakładana. Remedium na to ryzyko jest zakup gotowej spółki.

W teorii wszystko wygląda banalnie. Rejestracji spółki zgodnie z art. 19 ust. 2 ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym (dalej: KRS, Dz.U. 2018 poz. 986) można dokonać na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest tradycyjna droga „papierowa”, wykorzystująca do tego celu urzędowy formularz. W sądzie rejestrowym składa się go wraz z wymaganymi załącznikami dotyczącymi m.in. jej reprezentacji, organów, osób wspólników czy przedmiotu działalności. Drugi sposób, z założenia uproszczony, wykorzystuje drogę elektroniczną w tzw. systemie teleinformatycznym.

Uproszczony = ograniczony

Procedura zakładania spółki przez Internet jest szybsza od tradycyjnej i teoretycznie ma trwać kilka dni roboczych. Do rejestracji wykorzystuje bowiem wzorzec umowy i nie wymaga formy aktu notarialnego, a jedynie opatrzenia kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub podpisem potwierdzonym przez profil zaufany ePUAP (art. 19 ust. 2b ustawy o KRS).

Uproszczenie jest zaletą teleinformatycznej formy rejestracji, a jednocześnie jej największą wadą, często dyskredytującą ją w profesjonalnym obrocie gospodarczym. Stosując się do z góry narzuconych wzorców umownych, przedsiębiorcy są ograniczeni w kształtowaniu swoich stosunków prawnych. Przy tworzeniu skomplikowanych, rozbudowanych struktur spółek taka forma rejestracji okazuje się niewystarczająca. Co więcej, mimo iż w założeniu ma być znacznie krótszą drogą rejestracji, to w razie stwierdzenia braków formalnych wydłużała się będzie tak samo, jak tradycyjna.

Braki we wniosku

Tradycyjna procedura zakładania spółki polega na zawarciu przed notariuszem umowy spółki złożonej w sądzie osobiście lub przesłanej pocztą. Na szybkie załatwienie sprawy można liczyć, jeśli sąd nie dopatrzy się we wniosku braków. Jeśli są usuwalne, sąd wyznaczy dodatkowy, siedmiodniowy (art. 130 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego Dz.U. z 2018 r. poz. 155 w zw. z art. 19 ust. 3a ustawy o KRS), a w przypadku wniosków złożonych przez osobę zamieszkałą lub mającą siedzibę za granicą, która nie ma w kraju przedstawiciela (art. 130 § 1¹ KPC), co najmniej miesięczny termin na ich usunięcie.

Od kilku dni do kilku miesięcy

W październiku 2017 r. Gazeta Wyborcza opublikowała wyniki badań wykonanych przez agencję ABR SESTA. Wynika z nich, że na rejestrację spółki w KRS trzeba czekać od kilku dni nawet do kilku miesięcy. Przy czym trudno jest określić, ile mniej więcej zajmie załatwienie „naszej sprawy”. Wszystko zależy bowiem od dostępnych w chwili składania w danym sądzie zasobów kadrowych sędziów i referendarzy oraz liczby rozpatrywanych równolegle wniosków. A zajmują się oni nie tylko rejestracją nowych podmiotów, ale i dokonywaniem zmian we wpisach i wykreślaniem już istniejących. W kieleckim wydziale KRS sądu rejonowego na 1 sędziego i 7 referendarzy przypada 8000 zarejestrowanych podmiotów, czyli 1000 na jedną osobę. W Warszawie stosunek ten wynosi już 1700:1.

Spółka bez historii, czyli spółka w 1 dzień

Wydłużający się proces rejestracji spółki może podważyć sens jej powołania. Instytucja spółki oparta jest na wspólnym zaufaniu tworzących ją przyszłych wspólników. A to może zostać poważnie zachwiane np. w sytuacji, gdy wyznaczony do dokonania formalności zgłoszeniowych wspólnik w kraju nie będzie potrafił racjonalnie wytłumaczyć zagranicznemu partnerowi przeciągającego się procesu rejestracji.

Tego niepotrzebnego biznesowego ryzyka można uniknąć, dokonując zakupu gotowej spółki, czystej, „bez historii”. Zarejestrowana struktura posiada już numery KRS, NIP, REGON, zgłoszenie do VAT, a w razie potrzeby VAT UE. Jedynym koniecznym wymogiem jest stawiennictwo nabywców u notariusza w celu złożenia podpisów i ich notarialnego poświadczenia. Oznacza to, że w przypadku zakupu spółki bez historii, od chwili podjęcia przez wspólników decyzji o jej zawiązaniu do uruchomienia jej działalności wystarczyć może 1 dzień.

Liczy się bezpieczeństwo i funkcjonalność

Największą zaletą zakupu gotowej struktury jest oszczędność czasu. Jednak zakup spółki z niepewnego źródła niesie za sobą niebezpieczeństwo nabycia jej wraz z ukrytymi, ciążącymi na niej zobowiązaniami. Oprócz czystej historii i braku obciążeń oraz zaległości ważne jest, aby nabywana struktura była funkcjonalna. W zależności od terytorium i rynku, na którym będzie za jej pośrednictwem prowadzona działalność, spółka musi odpowiadać ich wymogom i uwarunkowaniom. A przecież wspólnikami mogą być nie tylko polskie, ale i zagraniczne podmioty o odmiennym spojrzeniu biznesowym i kierujące się innymi zwyczajami, ukształtowanymi w obcym obrocie gospodarczo-prawnym.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Konferencja BIG DATA SUMMIT 24.10.2018 Warszawa

Kadra zarządzająca w każdej branży, ma do czynienia z dużą ilością danych, którą można postrzegać zarówno jako obciążenie, jak i możliwość. Kierownictwo nadzorujące dane firmy, musi znaleźć równowagę między codziennym zarządzaniem danymi, a skutecznym ich wykorzystaniem.

Konferencja BIG DATA SUMMITUdział w Big Data Summit będzie dla słuchaczy wyjątkową okazją, aby dowiedzieć się jak skutecznie zarządzać, chronić i wykorzystywać rosnące ilości danych w przedsiębiorstwie. Z naciskiem na najlepsze praktyki, podczas wydarzenia eksperci branżowi odpowiedzą na kluczowe pytania:
• Jak zapanować nad lawinowym przyrostem danych?
• Jak wykorzystać w pełni potencjał danych?
• Jak zabezpieczać, archiwizować, przetwarzać i analizować dane?
• Jakie metody wdrażać dla poprawy jakości pracy danych?
Konferencja pomoże nabyć słuchaczom wiedzę, umożliwiającą doprowadzenie firmy do doskonałości w zarządzaniu wydajnością organizacji.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję!

która odbędzie się 24.10.2018 w Warszawie.

W programie wydarzenia m.in.:

  • NETWORK MINING – CZYLI JAK WYKORZYSTAĆ ANALIZY GRAFOWE W ŚWIECIE BIG DATA
    Łukasz Ryniewicz, Bank Zachodni WBK S.A.
  • CO JEST WAŻNE W PRAWDZIWYCH PROJEKTACH DATA SCIENCE?
    Artur Suchwałko, QuantUp
  • STOSOWANIE SZTUCZNYCH METOD INTELIGENCJI DO AUTOMATYKI PROCESÓW BIZNESOWYCH
    Adam Karwan, Groupon

Strona internetowa wydarzenia: http://bigdataday.pl/

Udział w konferencji jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny!

Uprzejmie informujemy, że ilość miejsc jest ograniczona.

Uczestnikom konferencji zapewniamy przerwy kawowe oraz komplet materiałów konferencyjnych.

Kontakt z organizatorem:
website: http://pureconferences.pl

Zielona energia – energia ze źródeł odnawialnych

solar panelsW ostatnich latach na skutek szybkiego rozwoju gospodarczego, ograniczonej ilości zasobów kopalnych oraz postępującego zanieczyszczenia środowiska zwiększyło się zapotrzebowanie na energię pozyskiwaną ze źródeł odnawialnych. Co więcej, jest ona energią tanią, ekologiczną oraz przyjazną dla człowieka, co bez wątpienia ma niebagatelny wpływ na jej rosnącą popularność.

Czym jest zielona energia?

Energia odnawialna to energia pozyskiwana ze źródeł, których zasoby są praktycznie niewyczerpalne, ponieważ zostają na bieżąco uzupełniane w toku procesów naturalnie zachodzących w przyrodzie. Takie źródła stanowią między innymi: promieniowanie słoneczne, wiatr, fale i prądy morskie oraz biomasa tzn. odpady pochodzące z produkcji rolnej, które ulegają biodegradacji. Ich przeciwieństwem są nieodnawialne źródła energii, w skład których wchodzą głównie paliwa kopalne takie jak: węgiel kamienny, ropa naftowa czy gaz ziemny. W przeciwieństwie do źródeł odnawialnych ich zasoby są odtwarzane znacznie dłużej, przez co istnieje niebezpieczeństwo ich całkowitej eksploatacji przez człowieka. Ponad to, wykorzystanie energii nieodnawialnej wiąże się z znacznym zanieczyszczeniem środowiska naturalnego, głównie na drodze emisji szkodliwych substancji do atmosfery. Problem ten nie występuje w przypadku czerpania energii ze źródeł odnawialnych.

Jak wykorzystać czystą energię?

Istnieje wiele rozwiązań wykorzystujących odnawialne źródła energii, które mogą być stosowane zarówno przez gospodarstwa domowe, jak i przedsiębiorstwa. Energia w postaci promieniowania słonecznego służy panelom fotowoltaicznym do produkcji energii elektrycznej, która zasila urządzenia w naszych domach, oraz kolektorom słonecznym do produkcji energii cieplnej wykorzystywanej do ogrzewania pomieszczeń oraz podgrzewania wody w budynkach mieszkalnych. Panele słoneczne są stosowane m.in. również w sygnalizacji drogowej czy parkometrach. Z kolei baterie słoneczne znalazły zastosowanie w radiach, przenośnych telewizorach, kalkulatorach oraz zabawkach dla dzieci.

Inna możliwość to wykorzystywanie wiatru do produkcji energii elektrycznej. W tym celu buduje się turbiny wiatrowe, których wirniki poruszając się pod wpływem siły wiatru produkują prąd.  W celu zwiększenia ilości wyprodukowanej energii tworzy się całe farmy wiatrowe składające się z kilkunastu lub kilkudziesięciu turbin. Energia wytworzona w ten sposób również może zostać użyta do zasilania gospodarstw domowych, a także w pompach wodnych lub systemach nawadniających uprawy.

Jeszcze innym przykładem jest energia biomasy, którą uzyskuje się poprzez bezpośrednie spalanie produktów, takich jak drewno, słoma lub oleje roślinne. Produkty przetworzone w ten sposób mogą być wykorzystywane, jako dodatki do paliw napędzających silniki spalinowe.

Dlaczego energia odnawialna jest tak istotna?

Stosowanie odnawialnych źródeł energii niesie ze sobą szereg korzyści. Najbardziej oczywistymi są te związane z aspektami ekologicznymi, do których zaliczyć możemy zmniejszenie efektu cieplarnianego, a także zredukowanie zanieczyszczeń i odpadów emitowanych do atmosfery. Spowolnienie procesu degradacji środowiska naturalnego prowadzi również do poprawy naszego zdrowia, gdyż w mniejszym stopniu stykamy się z produktami ubocznymi powstającymi w wyniku spalania paliw kopalnych, które prowadzą m.in. do powstania smogu. Wykorzystywanie energii odnawialnej wpływa także na aspekty ekonomiczno-społeczne i pozwala krajom na uniezależnianie się od zagranicznych dostawców surowców energetycznych.

Wiele firm energetycznych wychodząc naprzeciw zmieniającym się potrzebom rynku inwestuje we własne farmy wiatrowe, aby dostarczać swoim klientom energię elektryczną pochodzącą z odnawialnych źródeł. Dobrym przykładem jest firma innogy, która inwestuje w elektrownie wiatrowe na terenie północnej Polski. Klienci innogy Polska mogą również mogą wspierać produkcję energii z odnawialnych źródeł, wybierając ofertę Zielona Energia. Za swój wkład w poprawę stanu środowiska naturalnego każdy klient otrzymuje certyfikat potwierdzający pochodzenie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Jest to doskonałe rozwiązanie dla wszystkich osób, które przy niewielkich nakładach chcą wspierać  działania proekologiczne.

 

Kamila Wójcik nową dyrektor sprzedaży w Henkel Polska

Kamila Wójcik objęła stanowisko dyrektor sprzedaży w dziale Laundry & Home Care (środki do prania i czystości) w Henkel Polska. Będzie odpowiadała za zarządzanie sprzedażą między innymi takich marek jak Persil, Clin, Bref czy Silan oraz pracą ponad 150 osobowego zespołu.

Kamila Wójcik dołączyła do zespołu firmy Henkel Polska po 6-letniej pracy w firmie Johnson&Johnson, gdzie między innymi stała na czele działu sprzedaży. Wcześniej przez 11 lat pracowała w firmie PepsiCo, stopniowo awansując w strukturach działu sprzedaży tej firmy.

Kamila Wójcik - Henkel
Kamila Wójcik – Henkel

– Rozpoczynam swoją przygodę w Henklu z wielkim entuzjazmem. Praca w Dziale Sprzedaży jest dla mnie czymś więcej niż tylko dążeniem do osiągnięcia jak największych zysków – to przede wszystkim wiara w firmę i każdy jej produkt. Dział Sprzedaży to również zespół zaangażowanych osób, którzy dla mnie stanowią kluczowy zasób firmy. To od nich zależy finalny efekt działań, zadowoleni Klienci i Konsumenci. Dzięki ich pracy budujemy długoletnią lojalność wobec firmy i naszych marek. Taka jest moja filozofia, którą mam nadzieję wdrożyć również w pracy dla firmy Henkel mówi Kamila Wójcik.

Nowa dyrektor sprzedaży jest absolwentką wydziału zarządzania Akademii Ekonomicznej
w Poznaniu. Jest mężatką i ma dwoje synów w wieku 10 i 13 lat. Prywatnie fascynują ją kwiaty a także zamki i pałace Dolnego Śląska.

Fundusz Simpact inwestuje 1 milion złotych w Glaze Prosthetics

Pierwszy w Polsce fundusz oparty na idei impact investing – Simpact zainwestował w innowacyjny projekt protetyczny Glaze Prosthetics. Wartość inwestycji wynosi 1 milion złotych. Dzięki nowatorskiemu podejściu, designerskim produktom i  konsekwentnie realizowanej misji, spółka ma potencjał by zrewolucjonizować branżę protetyczną nie tylko w Polsce, lecz również za granicą.

Caitlin Michelle i Piotr SajdakW Polsce każdego roku dokonuje się około 10 tysięcy amputacji rozległych i dużych czyli dotyczących kończyny górnej lub dolnej.[1]  Z kolei według szacunków organizacji Amputee Coalition, w USA żyje około 2,1 miliona osób po amputacji a co roku przeprowadza się około 185 tysięcy nowych zabiegów. Prognozy wskazują, że do 2050 roku populacja amerykanów żyjących po amputacji wzrośnie do 3,6 milionów.[2]  Znaczna liczba osób pozbawionych kończyny górnej wcale nie używa rozwiązań protetycznych lub korzysta z nich jedynie przez krótki czas po czym rezygnuje. Główne przyczyny tego stanu rzeczy to: wysoka cena, wysoka waga, trudna i czasochłonna nauka użytkownia oraz niska estetyka.  Innowacyjne protezy Glaze produkowane w technologii druku 3D metodą SLS rozwiązują wszystkie wymienione problemy dotyczące tradycyjnych rozwiązań protetycznych. Posiadają bardzo konkurencyjną cenę, ważą 350 gram przedramię, 700 gram ramię. Mają system wymienialnych końcówek umożliwiający odpięcie protezy w bardzo prosty sposób a nauka funkcjonowania w protezie Glaze trwa zaledwie kilka dni. Wszystkie szczegóły estetyczne są starannie dopracowane oferując bardzo stylowy wygląd.

Proteza – nowy modny gadżet

Protezy projektowane przez Glaze Prosthetics mają nie tylko pomagać użytkownikowi w codziennym funkcjonowaniu ale również dobrze wyglądać. Produkt ma być elementem wizerunku danej osoby, wyrażać osobowość i styl. O swojej wizji mówi CEO spółki Grzegorz Kosch: „Problem wyglądu protezy pozornie może wydawać się drugorzędny, jednak w większości przypadków ma on podstawowe znaczenie dla pacjenta. Większość protez charakteryzuje się bardzo niską estetyką. Do niedawna protezy były tematem tabu, czymś co użytkownicy starali się ukryć a inni ludzie starali się nie widzieć. Przez ostatnie lata ludzie coraz częściej pokazują swoje protezy, nie wybierają pokryć kosmetycznych zostawiając elementy mechaniczne na zewnątrz, personalizują swoje protezy. Konwencjonalne metody technologiczne nie dają jednak satysfakcjonujących rezultatów. Glaze Prosthetics stawia mocny nacisk w swoich projektach na stylowy design. Daje możliwość pełnej personalizacji protezy, wybrania różnych kolorów i sposobów wykończenia, zachęca użytkowników do posiadania wielu protez o różnym wyglądzie i przeznaczeniu. Dzięki temu projekt zmienia postrzeganie protez z tematu tabu na przedmiot codziennego użytku który pozwala wyrażać siebie, jest estetyczny i staje się modnym elementem ubioru. Protezy Glaze produkowane w technologii druku 3D minimalizują stopień niepełnosprawności użytkowników, przywracają poczucie własnej wartości dzięki możliwie jak najlepszej estetyce wykonania oraz zwiększają wrażliwość społeczeństwa. Chcemy pozytywnie wpływać na pewność siebie ludzi po amputacji oraz ogólną świadomość społeczną.”

Hybrydowy model biznesowy

Projekt Glaze Prosthetics rozwijany jest w oparciu o innowacyjny model biznesowy, który jest hybrydą modelu B2C i B2B. Podstawą wdrożenia produktu na rynek jest strona internetowa, która jest platformą komunikacji z klientem a także umożliwia klientowi wybór wzoru, koloru, kształtu oraz sposobu wykończenia protezy. Strona internetowa jest głównym kanałem dystrybucji ale sprzedaż odbywa się również w oparciu o bezpośredni kontakt z zakładami protetycznymi w różnych krajach. Spółka współpracuje z zakładami protetycznymi, które pobierają miarę kikuta i są odpowiedzialne za produkcję i dopasowanie leja protezowego. Na podstawie skanu kształtu leja oraz projektu klienta Glaze Prosthetics tworzy protezę idealnie dopasowaną do potrzeb i gustu użytkownika. Dzięki opracowanej technologii i standaryzacji całego procesu przygotowania leja przez zakład protetyczny, klient zmuszony jest odwiedzić protetyka tylko przy wykonaniu pierwszego zamówienia. Po pobraniu pierwszej miary, możliwe jest zamówienie wielu różnych protez korzystając z już tylko z platformy e-commerce i dostępnego na niej specjalnego konfiguratora. Glaze Prosthetics jest już obecne na kilku rynkach międzynarodowych. Spółka posiada partnerów między innymi w USA, Australii, Nowej Zelandii, Belgii oraz Hiszpanii.

Inwestycja funduszu Simpact

Krzysztof Grochowski
Krzysztof Grochowski – CEO funduszu Simpact

Fundusz Simpact zainwestował w projekt 1 milion złotych. Zainwestowane środki zostaną przeznaczone na prace rozwojowe, realizację modelu biznesowego, rozbudowę platformy internetowej oraz ekspansję zagraniczną. Ambitne plany rozwojowe, m.in.  wprowadzenie do oferty protezy Glaze kompatybilnej z mioelektryczną dłonią oraz nowej wersji protezy, która umożliwia sterowanie urządzeniami elektronicznymi komentuje CEO funduszu Simpact – Krzysztof Grochowski.

„Dotychczasowe dokonania Glaze Prosthetics, udowadniają, że zespół potrafi realizować ambitne plany rozwoju i z powodzeniem działać na rynku zdominowanym przez dużych, międzynarodowych graczy, jednocześnie pozostając wierny swojej misji i konsekwentnie realizując obraną strategię. Spółka wpisuje się w najnowsze trendy rynkowe takie jak coraz szersze zastosowanie technologii druku 3D w branży medycznej, personalizacja produktów, sprzedaż e-commerce. Przeprowadzone badania rynku wykazały, że klienci na rynku protetycznym są otwarci na zupełnie nowe, niespotykane do tej pory funkcjonalności protez, które dalece wykraczają poza naturalne funkcjonalności ludzkiej ręki. Zespół Glaze stawia sobie ambitny cel by sprostać tym wymaganiom i my, jako fundusz Simpact, chcemy ich w tych działaniach wpierać.”

Celem funduszu jest wspieranie technologicznych projektów, które posiadają potencjał by generować przychody finansowe i jednocześnie mają realną szansę by zmieniać świat na lepsze. Projekt Glaze Prosthetics idealnie wpisuje się w kryteria określone w strategii inwestycyjnej Simpact. Rozwijana przez spółkę technologia przekłada się na przewagi konkurencyjne oferowanego produktu. Protezy sprzedawane są w oparciu o nowoczesny, hybrydowy model dystrybucji  bazujący na platformie e-commerce i współpracy z parterami. Dzięki czemu potencjał skalowania sprzedaży jest znacznie wyższy niż u pozostałych firmy funkcjonujących na rynku protetycznym. A do tego Glaze Prosthetics posiada bardzo silnie zarysowaną i konsekwentnie realizowaną misję społeczną, którą jest wzmacnianie poczucia własnej wartości osób po amputacji i walka ze stereotypami dotyczącymi osób niepełnosprawnych. Udoskonalenie właściwości użytkowych protez, w tym zwiększenie wytrzymałości, ergonomii i estetyki produktu pozytywnie wpływają na powrót osób po amputacji do normalnego funkcjonowania w życiu społecznym.

[1] Narodowy Fundusz Zdrowia, Katalog: H-Choroby układu mięśniowo-szkieletowego, H27 Amputacje rozległe i duże, dane z lat 2013-2016, https://prog.nfz.gov.pl/app-jgp/Grupa.aspx?id=NZWlnd3pQHI%3D

[2] https://www.advancedamputees.com/amputee-statistics-you-ought-know

Ropa w górę. Rzym straszy rynki

Czarne złoto przebija kolejne poziomy. Analitycy coraz bardziej obawiają się wpływu na inflację. Włoski deficyt budżetowy coraz bardziej niepokoi nie tylko analityków, ale również polityków europejskich.

Ropa nadal wzrasta

Na Londyńskiej giełdzie czarne złoto osiągnęło wczoraj poziom 85 dolarów. Poziom 80 dolarów przebito zaledwie tydzień temu. Jak widać na cenę znacznie większy wpływ niż zapowiadana wojna handlowa ma rosnąca konsumpcja oraz ryzyko wyeliminowania Iranu z rynku dostaw w wyniku sankcji. Jaki wpływ na waluty mają ceny ropy naftowej? W górę idą waluty krajów produkujących ropę. Dobrym przykładem jest rosyjski rubel, który po osiągnięciu dołka na początku września zdołał się wraz z ceną ropy odbić od tego punktu o około 10%. Dla pozostałych walut efekty przyjdą później. Droższa ropa, to wyższe koszty transportu. Droższy transport to wyższa inflacja. Możemy się zatem spodziewać szybciej niż dotychczas sądziliśmy podwyżek stóp procentowych. Taki ruch powinien neutralizować rosnącą inflację. Wzrost cen nie nastąpi oczywiście od razu, ale jeżeli ceny na stałe będą przebywać powyżej dotychczasowych poziomów będzie to wywierać presję na inflację.

Dług Włoch dalej straszy

Nowy budżet Włoch z deficytem na poziomie 2,4% delikatnie mówiąc nie podoba się w Unii. Poprzedni rząd planował niecały 1%. Powodem niepokoju jest zadłużenie kraju na poziomie 131% PKB i ryzyko powtórki sytuacji z Grecji, gdzie kraj był stawiany na nogi, również na koszt europejskich podatników. Warto zwrócić uwagę, że teoretycznie kryteria konwergencji w strefie euro pozwalają nawet na 3% deficyt budżetowy. Nie pozwalają one jednak na przekroczenie przez dług publiczny 60% PKB, czyli ponad dwukrotnie mniej niż obecnie mają Włosi (i niemal trzykrotnie mniej niż Grecy). Jaki wpływ na rynek walutowy mają te problemy? Im gorzej dzieje się we Włoszech tym słabsze jest euro a tym samym złoty. W góry z kolei idzie naturalna alternatywa dla europejskiej waluty czy dolar.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych. Biorąc pod uwagę dzień wolny w Chinach można też się spodziewać spokojniejszego dnia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Eksport w sierpniu 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej

Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport w sierpniu 2018 wyniósł 16 810 mln EUR. Zmniejszył się tym samym w stosunku do wartości notowanych dla lipca o 1,8%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 6,1%. Wielkość eksportu we wrześniu może okazać się zdecydowanie wyższa w stosunku do wypracowanej w sierpniu.

W miesiącach wakacyjnych część firm zmniejsza produkcję tak ze względu na okres wakacyjny/urlopowy jak i na przestoje związane z przeglądami czy modernizacją ciągów technologicznych. Dotyczy to zwłaszcza firm, w których wysoka temperatura nie sprzyja produkcji oraz dystrybucji towarów oraz tych, w których trudno o utrzymanie produkcji przy niepełnym stanie załogi (warto więc wszystkich pracowników produkcyjnych urlopować w jednym terminie). W tym roku wynik sierpnia w zakresie eksportu był nieznacznie słabszy od lipcowego – o 1,8%, podczas gdy przed rokiem sierpień przyniósł sięgający 1,6% wzrost eksportu. Było to po części efektem faktu, że sprzedaż zanotowana w lipcu br. okazała się lepsza od zakładanej, po części w wyniku przyspieszenia realizacji części dostaw planowanych wcześniej na sierpień. Spadek rocznej dynamiki sprzedaży nie będzie jednak duży – do 6,1% z 9,8% w lipcu.

Dotychczas odnotowane wyniki eksportu za pierwsze miesiące 2018 roku prezentują się lepiej niż zakładały to scenariusze kreślone przed kilku kwartałami. Odbudowa dynamiki eksportu postępowała szybciej niż w założeniach. Jednocześnie nastąpiło pewne pogorszenie perspektyw gospodarczych u naszych głównych partnerów handlowych. W konsekwencji oczekiwane dla drugiej połowy roku zdynamizowanie eksportu może mieć mniejsze od prognozowanych rozmiary. Przekonują o tym słabnące wskaźniki koniunktur w Polsce i zagranicą oraz niższe od prognozowanych poziomy zamówień (w tym eksportowych).

Oczekiwane zmiany eksportu 2018 2019
Eksport ogółem 7,5% 7,6%
Niemcy 9,5% 7,8%
Pozostałe kraje strefy euro 7,0% 7,2%
Kraje UE nie będące w strefie euro 6,5% 7,0%
Pozostałe kraje rozwinięte 7,3% 8,6%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej 9,9% 10,6%
Kraje rozwijające się 3,1% 6,3%

W sierpniu złoty wzmocnił się wobec euro o 1,0% do 4,2873 i okazał się równocześnie o 0,5% słabszy niż przed rokiem. Wzmocnienie sierpniowe było odreagowaniem po kilku wcześniejszych miesiącach, w których złoty osłabiał się ze względu na globalny wzrost ryzyka politycznego. Mimo umocnienia złotego, pozycja naszych eksporterów nie uległa istotnemu pogorszeniu, aktualne notowania są bowiem wciąż korzystniejsze od tych z początku roku. Ponownej, choć nieznacznej, poprawie uległa sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. W sierpniu złoty osłabił się w stosunku do dolara – o 0,2% do 3,7175. Po tej zmianie złoty okazał się słabszy niż przed rokiem o 2,9%.

Według Narodowego Banku Polskiego w pierwszych siedmiu miesiącach bieżącego roku eksport wyniósł 121 227 mln EUR i okazał się o 6,4% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – VII 2018 r. 125 700 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 6,5%.

Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży ze 198,8 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,8 mld EUR (o 7,5%) w roku 2018 oraz do 230,0 mld EUR (o 7,6%) w roku 2019.

Piotr Soroczyński, Główny Ekonomista

Kurs dolara z potencjałem do silnych wzrostów, euro zagrożone

Słabsze od oczekiwanych dane makro dla polskiej gospodarki przekładają się, choć jeszcze nieznacznie, na wycenę rodzimej waluty. Krajowy indeks PMI dla przemysłu – najsłabszy od 2 lat i wynoszący jedynie 50,5 pkt względem oczekiwanych 51,5 pkt – oraz wrześniowa inflacja poniżej rynkowych założeń nie pozostaną jednak w dłuższej perspektywie bez wpływu na wycenę PLN.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

We wtorkowy poranek złotówka szacowana była na: 4,2835 PLN względem euro, 3,7019 PLN wobec amerykańskiego dolara, 4,8256 PLN w odniesieniu do funta szterlinga i na 3,7617 PLN w relacji do franka szwajcarskiego. W przypadku obligacji 10-letnich rentowności polskiego długu szacowane są na 3,251 proc.

W kontekście umacniającego się dolara, prognozy dla USD/PLN nie będą sprzyjać w kolejnych tygodniach rodzimej walucie, wskazując jednoznacznie na silną tendencję wzrostową USD.

Odmiennie wygląda natomiast relacja EUR/PLN. Niepewność na europejskim rynku – wywołana m.in. planowanym wzrostem deficytu Włoch z 2 proc. do 2,4 proc. PKB w latach 2019-2021 czy skokiem rentowności włoskich obligacji, co może w konsekwencji znacząco zagrażać  paktowi stabilności i wzrostu UE – sprawia, że europejska waluta słabnie, a informacje napływające z Włoch mogą ciążyć nad EUR w kolejnych tygodniach. Nie pomaga jej również wyższa od oczekiwań inflacja odnotowana w niemieckiej gospodarce.

Kurs euro – EUR/PLN – niepewne notowania europejskiej waluty

Zdecydowanie końcówka września 2018 przyniosła obronę kluczowych poziomów wsparcia, ale mimo tego notowania EUR/PLN pozostały poniżej kluczowej strefy oporu 4.2900-4.3080. Siła wspomnianego zakresu jest tym bardziej znaczna, że w minionym miesiącu doszło do próby jej pokonania, jednakże podaż wykorzystała lokalne maksimum do zdecydowanego cofnięcia.

Jak wskazują dostępne dane – lokalne wsparcie w cenie 4.2680 również stawiło czoła podaży, zatem sytuacja w długim terminie – a co najmniej w perspektywie kolejnych miesięcy – nie jest jednoznaczna. Dlatego w październiku 2018 roku kluczowe będzie zachowanie się rynku w obszarze 4.2680 – 4.3080.

2018-10-02 Notowania EUR_PLN wykres - Kurs euro
Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/PLN w układzie miesięcznym

Kurs dolara – USD/PLN – amerykański dolar we wzrostowym trendzie

Ostatni kwartał, w którym rynek mógł zdecydowanie skorygować wartość dolara, pozostał
w konsolidacji pomiędzy poziomami 3.6500 – 3.7400. Biorąc pod uwagę fakt, że znajdujemy się w szerokim kanale wzrostowym, a pięć miesięcy temu doszło do silnego wybicia z wewnętrznego kanału spadkowego, rynek musi liczyć się z powrotem silniejszych wzrostów amerykańskiej waluty.

Dlatego też kolejne, nieudane próby cofnięcia się rynku poniżej poziomu 3.6500 będą motywować popyt do wybicia lokalnego oporu w cenie 3.7400 i otwarcia drogi do pierwszego istotnego oporu w cenie 3.8700.

2018-10-02 Notowania USD PLN wykres - kurs dolara
Źródło: Aforti Exchange – notowania USD/PLN w układzie miesięcznym

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

InsERT S.A.– ponad 700 tysięcy sprzedanych licencji własnych systemów dla MŚP

InsERT S.A., lider rynku oprogramowania dla małych i średnich firm, sprzedał łącznie 700 tys. licencji własnych programów. Z tworzonych od 26 lat systemów polskiego producenta skorzystało już ponad 420 tys. firm.

InsERT, dziś największy pod względem liczby sprzedanych licencji producent oprogramowania w Polsce, powstał w 1992 roku. Od 26-ciu lat tworzy programy dla MŚP. a wśród jego produktów znajdują się m.in. systemy do obsługi sprzedaży, księgowości, kadr i płac, ułatwiające prowadzenie e-sklepu czy fakturowanie online, a także kompleksowy system Navireo ERP (650 sprzedanych licencji). Zatrudnia obecnie ponad 240 pracowników.

Tworząc programy, InsERT od samego początku wsłuchiwał się w potrzeby firm małych i średnich, umożliwiając im codzienną działalność i rynkową ekspansję. Producent rozwijał się równie szybko jak korzystające z jego produktów przedsiębiorstwa. W efekcie do 2 października br. sprzedał 700 tys. licencji swoich systemów. Z aplikacji Insertu skorzystało już ponad 420 tys. rodzimych przedsiębiorców, a wielostanowiskowe licencje umożliwiły instalacje programów na kilku milionach komputerów. Systemy z logiem producenta wspierają w codziennej pracy około 800 tys. osób i wystawiają ponad milion faktur dziennie.

Jarosław Szawlis, prezes InsERT S.A.
Jarosław Szawlis, prezes InsERT S.A.

Sprzedaliśmy do tej pory 700 000 programów. Co to oznacza? Że codziennie z naszych programów korzysta ponad 420 000 firm. Że codziennie Subiekty wystawiają ponad milion faktur. Postawię nawet tezę, graniczącą z pewnością, że nie ma w Polsce człowieka, który w taki czy inny sposób nie miałby kontaktu z naszymi programami. To naprawdę imponującemówi Jarosław Szawlis, prezes InsERT SA

Historia Insertu zaczęła się od Subiekta – jednego z pierwszych w Polsce komputerowych systemów obsługi sprzedaży, wykorzystywanego w większości firm rozpoczynających działalność w rodzącej się wolnorynkowej gospodarce. Twórcą Subiekta, do dziś najbardziej popularnego programu w swojej kategorii, był założyciel firmy, Jarosław Szawlis. Obecnie Subiekt jest częścią linii InsERT nexo oraz InsERT GT – zintegrowanych pakietów programów do zarządzania małą firmą.

– InsERT jest na rynku od ponad 26 lat, czyli można powiedzieć, że od zawsze. Z początkowych 5 produktów dopracowaliśmy się aż 57. Poza programami tzw. pudełkowymi oferujemy klientom także system Navireo ERP czy Subiekta 123 – onlinową aplikację do fakturowania i nie tylkowymienia Jarosław Szawlis.

Jak wynika z różnych badań, firmy z sektora MSP stanowią ponad 99% wszystkich przedsiębiorstw w Polsce. Zatrudniają blisko 3/4 Polaków i wytwarzają ponad połowę naszego PKB. Cieszę się, że InsERT, poprzez swoje systemy, może mieć udział w rozwoju, zdobywaniu nowych rynków i tworzeniu nowych marek przez mikro, małe i średnie firmy. Jednocześnie mam jednak świadomość odpowiedzialności, która w związku z tym na nas spoczywadodaje Jarosław Szawlis.

Z badań wynika również, że co piąty dorosły Polak deklaruje chęć założenia firmy do końca przyszłego roku, dwóch na pięciu dostrzega w swoim otoczeniu szanse biznesowe, a grubo ponad połowa uważa, że posiada wystarczające kwalifikacje i umiejętności do prowadzenia własnej działalności. Perspektywy na przyszłość są zatem dobre. Potwierdzają to zresztą tegoroczne wyniki finansowe Insertu. Odnotowujemy rekordowy w naszej historii przychód i fantastyczny wzrost na poziomie 25% rok do rokupodsumowuje Jarosław Szawlis.

W ciągu 26-ciu lat istnienia, InsERT zdobył nie tylko uznanie klientów, ale także branży, czego dowodem są liczne publikacje w opiniotwórczych mediach oraz wiele prestiżowych nagród. Przedsiębiorstwo ma na koncie m.in. tytuł Dobrej Marki oraz Lidera Dekady 2004-2014, nagrody IT Champion, Złoty Paragon czy Turbina Polskiej Gospodarki, a także szereg certyfikatów Solidnej Firmy oraz Złotych Laurów Konsumenta.

Producent posiada ogólnopolską sieć sprzedaży, w skład której wchodzi ok. 2 tysięcy firm partnerskich. Partnerzy, poza sprzedażą programów Insertu, prowadzą również szkolenia z ich obsługi. Są także odpowiednio wykwalifikowani, tak by w razie potrzeby móc udzielać klientom niezbędnych informacji i porad.

Od 2007 r. InsERT obecny jest także w szkolnictwie; decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej programy linii InsERT GT są podstawą w nauczaniu i egzaminowaniu w ponad 800 szkołach średnich o profilu ekonomicznym.

W ciągu ostatnich kilku lat producent wprowadził na rynek wiele nowych produktów, m.in. InsERT nexo – pakiet sześciu zintegrowanych programów kompleksowo wspomagających zarządzanie, aplikację vendero umożliwiającą założenie sklepu internetowego, witryny z ofertą lub firmowego serwisu, nowoczesną odsłonę systemu szybkiej sprzedaży detalicznej – Subiekt Sprint 2, czy Subiekta 123 – onlinową aplikację do fakturowania i nie tylko.

Jakub Makurat: Wysokie zyski są poza Europą

Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska
Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska

Często słyszę od osób zarządzających polskimi firmami, że rynki europejskie – zwłaszcza państw sąsiadujących z Polską – są już dość mocno nasycone. Zdobycie nowych kontraktów handlowych w Europie, które będą przy okazji zapewniały solidny zysk, jest sporym wyzwaniem dla przedsiębiorstw.

Oczywiście ciężko im nie przyznać racji. Jednak dobry CEO w sytuacji tego typu trudności szuka rozwiązania problemu przy wykorzystaniu nieszablonowych rozwiązań. Dlatego część polskich eksporterów i importerów postanowiła poszukać w ostatnich latach bardziej odległych rynków niż europejskie. Niekiedy decydując się na mocno egzotyczne kierunki handlowe. I były to strzały w dziesiątkę.

Znam wielu krajowych producentów i dostawców, którzy skokowo zwiększyli skalę swojego biznesu poprzez nowe rynki – te bardzo odległe od naszych granic. Które to kierunki? Głównie Azja Południowo-Wschodnia, Bliski Wschód oraz Afryka. Są one bardzo chłonne i wciąż zdarza się, że brakuje niektórych produktów. Wiele polskich firm nie docenia jednak ich potencjału, uznaje je za zbyt ryzykowne lub po prostu nie jest gotowa na ekspansję. Ryzyko bywa jednak opłacalne, ponieważ skala potencjalnych zysków jest nieporównywalnie większa niż np. szukanie nowych kontaktów na Liwie, Białorusi, Słowacji czy nawet w krajach Europy Zachodniej i naszego najważniejszego partnera handlowego – Niemców.

Chciałbym przede wszystkim zwrócić uwagę na takie rynki jak: Chiny, Indie, Pakistan, Wietnam, Malezja, Indonezja, Filipiny i Kazachstan. To są kraje, na których – choćby ze względów demograficznych – przedsiębiorcy mogą znaleźć dobre okazje dla rozwoju swojego biznesu. Oczywiście jest także wspomniana wcześniej Afryka, gdzie jest zapotrzebowanie na produkty właściwie z każdej branży. Ostatnie „odkrycie” polskich eksporterów to np. Ghana. Z moich obserwacji wynika, że szczególnie otwarci na polskie produkty i usługi są przede wszystkim przedsiębiorcy z krajów północnej części Afryki: Algierii, Egiptu oraz Maroka. Wymienione rynki coraz bardziej dają zarobić polskim eksporterom. Ten trend powinien się utrzymać także w kolejnych latach.

Oczywiście wejście na rynki egzotyczne łączy się z podwyższonym ryzykiem – ale tym przecież można świadomie zarządzać.

– Jakub Makurat, Ebury Polska

Strategia digital oraz innowacyjne platformy jednym z głównych filarów rozwoju AmRest

Branża gastronomiczna jest w fazie dynamicznego rozwoju. Powstaje coraz więcej restauracji, debiutują nowe koncepty, ale przede wszystkim rozwija się rynek zamówień jedzenia on-line. W gastronomii rozpoczęła się nowa era, w której znaczącą rolę zaczynają odgrywać platformy cyfrowe i nowoczesne technologie.

Coraz lepsza sytuacja ekonomiczna Polaków wpływa na wiele aspektów ich życia, m.in. na nawyki żywieniowe. Według danych PMR Research, wartość rynku gastronomicznego przekroczy w 2018 roku 30 mld zł netto i będzie o 5,8 proc. wyższa niż w ubiegłym roku. Nie tylko przybywa nowych kawiarni czy restauracji, ale obserwujemy również systematyczny rozwój usług związanych z zamawianiem jedzenia on-line. Jak wynika z danych Nielsena, choć e-commerce w branży kulinarnej stanowi obecnie zaledwie 5-6 proc. wszystkich transakcji w gastronomii, to wzrasta o około 60-70 proc. rok do roku – najszybciej w całym sektorze handlu elektronicznego.

Rosnąca popularność zamówień jedzenia on-line w Polsce, przekłada się na wzrost inwestycji dużych graczy w tym segmencie. Rozwój Spółki AmRest, jednego z wiodących publicznie notowanych operatorów gastronomicznych w Europie, związany jest nie tylko z  akwizycjami oraz wzmacnianiem portfela marek. Firma wdraża też rozwiązania cyfrowe do swojego biznesu, inwestując w platformy internetowe i aplikacje mobilne.

Jedną z kluczowych inwestycji dla AmRest w obszarze digital było nabycie pakietu większościowego w serwisie do zamawiania jedzenia pizzaportal.pl. W tym roku, Spółka wzmocniła swoją obecność w segmencie agregatorów gastronomicznych, inwestując w hiszpańską platformę Glovo. Co więcej, AmRest konsekwentnie wdraża do swoich restauracji rozwiązania cyfrowe i mobilne, które ułatwiają kontakt klienta z marką. Przykładem może być aplikacja w ramach sieci KFC, pozwalająca  na zamawianie jedzenia i zapłatę on-line za dostawę do wybranego przez siebie miejsca. Ponadto, użytkownicy mają również dostęp do funkcji „Zamów i odbierz w restauracji” – dzięki czemu mogą odebrać posiłek w lokalu bez czekania w kolejce. AmRest uruchomił także aplikacje na smartfony dla Pizza Hut i Starbucks.

– Realizacja strategii digital oraz inwestycje w innowacyjne platformy stanowią obecnie jeden z głównych filarów rozwoju AmRest. Stale obserwujemy trendy konsumenckie i słuchamy głosu klientów. Podjęte działania są odpowiedzią na ich potrzeby. Naszym celem jest dalszy rozwój w zakresie platform cyfrowych oraz nowych technologii. Otwieramy nowy rozdział w gastronomii – mówi Adam Sawicki, Chief Digital Officer AmRest.

Hewlett Packard Enterprise i VMware Polska łączą siły, by pomóc firmom w digitalizacji

83 proc. CIO z 450 globalnych firm obawia się utraty pracy z powodu opóźnień w cyfryzacji – wynika z badań firmy Couchbase. Wielu ankietowanych jest zdania, że pełna cyfrowa transformacja, w obliczu często sprzecznych wyzwań, to zadanie wręcz niewykonalne. Firmy VMware i HPE łączą swoje rozwiązania technologiczne, by ułatwić szybkie i sprawne wdrażanie innowacji.  

87 proc. z przebadanych przez Couchbase dyrektorów ds. informatyki (CIO) przekonuje, że ich działy muszą nieustannie ograniczać swoje ambicje i postępy. Powodem jest przede wszystkim sprzęt IT, który najczęściej nie przystaje możliwościami do dzisiejszych potrzeb. Wdrożenie cyfrowych środowisk pracy, szybkiej analityki big data czy IoT w efekcie trwa tygodniami lub wręcz spełza na niczym. Czy jednak rzeczywiście biznes skazany jest na porażkę?

Jak przechytrzyć cyfrową rewolucję?

Hewlett Packard Enterprise wspólnie z VMware Polska przekonują, że nie. Firmy podjęły się stworzenia infrastruktury technologicznej, którą można modyfikować do woli i to bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów sprzętowych oraz poświęcania na ten proces tygodni pracy.

– Dla klientów chcących przyspieszyć swoją podróż do cyfrowych środowisk IT połączyliśmy architekturę komponowalną HPE Synergy z usługami VMware Cloud Foundation. Nasza platforma zamyka cały sprzęt IT – dyski, serwery, urządzenia sieciowe – w jedno centrodanowe środowisko, co obniża koszty posiadania sprzętu oraz znacząco przyspiesza wdrażanie nowych rozwiązań. Współpraca z VMware umożliwia nam skuteczne monitorowanie na każdym poziomie od aplikacji do sprzętu. Dodatkowo dzięki VMware uzyskujemy na platformie HPE Synergy unikalne bezpieczeństwo na poziomie sieci, zarządzanie całością z poziomu inteligentnego, zautomatyzowanego oprogramowania co gwarantuje sukces klientom bez zbędnego ryzyka. Sprawdzone, od lat cieszące się uznaniem klientów oprogramowanie VMware idealnie pasuje do naszej platfomy Synergy – tłumaczy Krzysztof Kowalczyk, Hybrid IT Sales & PreSales Leader w HPE. Razem, technologie te dają firmom możliwość wykorzystania zasobów IT w sposób, który daje nowe możliwości biznesowe. Np. pozwala na wdrażanie większej liczby aplikacji w krótszym czasie – dodaje.

IT nowej generacji

Wśród wdrożonych przez HPE rozwiązań jest m.in. vSAN, który według IDC jest jedną z najczęściej wybieranych przez firmy platform do zarządzania środowiskami hiperkonwergentnymi. HPE Synergy w Polsce otrzyma wsparcie w postaci także takich narzędzi jak NSX, vSphere, vRealize Operations Manager czy vRealize Log Insight. Zaoferowane rozwiązania to nie tylko wygoda zarządzania systemami IT, bezpieczeństwem czy wirtualnymi sieciami, ale także narzędzia, które znacznie skracają procesy decyzyjne.

Bartłomiej Ślawski
Bartłomiej Ślawski

– W dużych organizacjach każda zmiana w systemach musi przejść proceduralną weryfikację. Przykładowo, klinika inwestująca w innowacyjny system medyczny za każdym razem od wdrożenia, przez liczne zmiany musi przechodzić przez uciążliwy i długtrawały proces decyzyjno-weryfikacyjny pod względem rozbudowy sieci oraz bezpieczeństwa sieciowego. Trwa to czasem tygodniami, choć sprawdzane są w praktyce te same czynniki. Opracowane przez VMware i HPE rozwiązanie pozwala uprościć ten proces, a wręcz go zautomatyzować. Przykładowo raz zatwierdzone polityki bezpieczeństwa mogą służyć do implementacji różnych technologii, aplikacji i systemów – tłumaczy Bartłomiej Ślawski, Country Manager VMware Polska i dodaje – Dodatkowo późniejsze ich utrzymanie jest prostsze i bardziej niezawodne ze względu na możliwość diagnozowania całości systemu, a nie jak kiedyś poszczególnych elementów systemu IT. W jednej chwili sprawdzamy zarówno sieci fizyczne, sieci wirtualne, aplikacje, bazy danych, wirtualizator, serwery i dyski. W efekcie biznes szybciej zarabia na nowych funkcjonalnościach, a w momencie wystąpiania awarii istnieje możliwość szybkiego znalezienia jej przyczyny.

Bez innowacji nie ma zysku

Według badania „Digital Transformation Index” jedynie 5% polskich przedsiębiorstw można zakwalifikować jako liderów transformacji cyfrowej. Pozostałym brakuje albo możliwości, albo odwagi by potrzebne zmiany wprowadzić. Eksperci przekonują jednak, że inwestorzy coraz częściej wysoko wyceniają te spółki, które inwestują w nowe technologie i szybkość ich wdrażania.

– Organizacja musi umieć szybko i odważnie wdrażać nowe pomysły, technologie, systemy i aplikacje, by nie zostać w tyle za konkurencją. Według najnowszego raportu firmy Deloitte o wartości firmy w coraz większym stopniu decyduje poziom jej cyfryzacji. Aż 84 proc. wartości rynkowej spółek z indeksu S&P 500 jest obecnie efektem posiadanych przez firmę technologii i bazy klientów. Jedno i drugie jest ze sobą powiązane. Dlatego w HPE stawiamy na rozwiązania, które umożliwiają szybką realizację idei biznesowych – komentuje Krzysztof Kowalczyk z HPE.

HPE planuje w najbliższych tygodniach cykl warsztatów, które obecnym partnerom i klientom, którzy już zainwestowali w HPE Synergy, przybliżą nowe funkcjonalności, jakie platformie umożliwiają rozwiązania VMware. Do ich dyspozycji oddany zostanie specjalny lab, prezentujący adaptację platformy, od procesu instalacji poprzez zarządzanie wraz z komplekoswym monitorowaniem, a kończywszy na zapewnieniu autmatyzacji i bezpieczeństwa.

PMI dla przemysłu strefy euro spadł we wrześniu do 53,2 pkt.

PMI dla przemysłu strefy euro spadł we wrześniu do 53,2 pkt. z 54,6 w sierpniu i był nieznacznie gorszy niż wstępnie szacowano. Spowolnienie miało szeroki zakres, a PMI obniżył się we wszystkich badanych gospodarkach poza Holandią. Szczególnie źle wygląda ocena koniunktury we Włoszech, gdzie PMI znajduje się na neutralnym poziomie 50,0 pkt. i jest najniższy od 25 miesięcy. Źródłem spowolnienia jest popyt zewnętrzny (najniższy od 63 miesięcy wzrost zamówień eksportowych), a napięcia handlowe przyczyniły się do pogorszenia oczekiwań przedsiębiorstw. Podobna sytuacja jest widoczna w Chinach, gdzie PMI spadł do 50,0 pkt., najniżej od 16 miesięcy. Wzrost pesymizmu nie omija gosp. wschodzących, wśród których największy spadek odnotował wskaźnik dla Turcji (42,7 pkt.).

(Cyber) Bezpieczeństwo polskiej branży e-commerce

Wyniki najnowszych badań nie pozostawiają suchej nitki na polskich e-sklepach. Choć 80 proc. z nich padło ofiarą cyberataku, tylko 40 proc. przeprowadza podnoszące bezpieczeństwo testy penetracyjne. Nikogo nie powinno więc dziwić, że aż 3/4 polskich internautów nie ufa zakupom w sieci, a 44 proc. z nich nigdy nic nie kupiło przez internet.

Choć 56 proc. polskich internautów robi zakupy w sieci, to zaledwie jedna czwarta przebadanych przez Gemius w badaniu „E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska” uważa e-shopping za w pełni bezpieczny. Powodem niskiego zaufania może być fakt, że właściciele e-sklepów nadal niewystarczająco poważnie podchodzą do kwestii związanych z cyberbezpieczeństwem. Takie wnioski płyną z badania „Stan Cyberbezpieczeństwa Polskiej Branży E-commerce” przeprowadzonego przez TestArmy CyberForces w lipcu 2018 roku.

80 proc. e-sklepów padło ofiarą ataku hakerskiego

Dziś w sieci kupuje ok. 15 milionów Polaków. Nic więc dziwnego, że dla większości firm przebadanych przez TestArmy CyberForces sprzedaż online stanowi ponad 50 proc. obrotów. Zbliża się też grudzień, czyli gorący okres przedświąteczny, podczas którego sklepy będą notować jeszcze większy ruch, a przy tym także przychody. Choćby z tych powodów kwestie bezpieczeństwa i ochrony przed atakami hakerskimi powinny stanowić wartość priorytetową. Czy tak jest? Nie zawsze.

Aż 80 proc. ankietowanych przyznało, że kiedyś doszło (60 proc.) lub prawdopodobnie doszło (20 proc. twierdzących odpowiedzi) do incydentu związanego z naruszeniem bezpieczeństwa, takiego jak np.: wyciek danych, phishing, cyberszpiegostwo, włamanie do sieci czy oszustwo popełnione przez pracownika. Mimo tego, zaledwie 40 proc. e-sklepów przeprowadza testy penetracyjne, choć i tak nie robi tego regularnie.infografika1

60 proc. e-sklepów podatnych na cyberatak

Przypomnijmy, że celem regularnie przeprowadzanych testów penetracyjnych jest wykrycie luk w zabezpieczeniach oraz ich eliminacja tak, aby maksymalnie utrudnić lub uniemożliwić atak hakerski. Im solidniej skonstruowany system bez „dziur” w oprogramowaniu, tym mniejsze zainteresowanie cyberprzestępców, którzy kierując się rachunkiem opłacalności, na przedmiot ataku z reguły wybierają gorzej zabezpieczone e-sklepy.

Tymczasem, zgodnie z badaniem, zaledwie 40 proc. e-sklepów przeprowadza testy penetracyjne, choć i tak najczęściej robi to w sposób nieregularny. Pozostałe 60 proc. nigdy nie zleciło audytu bezpieczeństwa niezależnym ekspertom. Okazuje się, że standardem są wyłącznie konwencjonalne metody zabezpieczeń przed atakami, tj. certyfikaty SSL (100 proc.), systemy antywirusowe (100 proc.), zarządzanie hasłami (80 proc.) i szyfrowanie danych (60 proc. twierdzących odpowiedzi). Mało który przedsiębiorca stosuje rozwiązania pozwalające wykryć zagrożenia w infrastrukturze informatycznej (IDS/IPS/WAF). Odpowiedź „tak” udzieliło tylko 7 proc. ankietowanych.infografika2

Znacząca część przedsiębiorców nie była w stanie stwierdzić, czy systemy bezpieczeństwa w ich firmach są na wystarczająco wysokim poziomie. Mimo że samodzielnie ocenili się neutralnie, to skłanialibyśmy się raczej w stronę stwierdzenia, że są nieprzygotowani do odparcia zagrożeń. Taki wniosek opieramy na fakcie, że bardzo wiele firm nie posiada jakiegokolwiek planu zapasowego na wypadek wystąpienia incydentu. A taki incydent zdarzy się, pytanie tylko kiedy? – tłumaczy Dawid Bałut, CEO TestArmy CyberForces.

50 proc. sklepów nie ma planu na wypadek cyberataku

Co ciekawe, a przy tym dość niepokojące, znaczna część respondentów badania nie obawia się utraty danych. 33 proc. eksportuje dane do innych systemów, mogąc je odtworzyć przy niedużym nakładzie pracy. 20 proc. przechowuje kopie w innej lokalizacji. Blisko 7 proc. przyznała, że odtworzenie większości danych powinno być możliwe, ale przy dużym nakładzie pracy. 20 proc. e-sklepów w ogóle nie tworzy kopii zapasowej, a 20 proc. nie znało odpowiedzi na to pytanie.

Sytuacja dziwi o tyle, że prawie 50 proc. e-sklepów nie ma żadnego planu działania na wypadek wystąpienia cyberataku. Niecałe 27 proc. przebadanych nie spodziewa się wpływu awarii na sprzedaż, ponieważ funkcje automatycznie przejmą serwery z innej lokalizacji. Nieco ponad 6 proc. ma gotowy plan ręcznego uruchomienia sklepu w innej lokalizacji. Tyle samo firm ryzyko wystąpienia przerwy w sprzedaży ma wkalkulowane w biznes.

Większość ankietowanych przyznała, że nigdy nie przeprowadziła analizy ryzyka, która pozwoliłaby ocenić rozmiar potencjalnych strat. Jeszcze więcej przedsiębiorców mówi wprost, że cyberbezpieczeństwo nie jest czymś, co w ogóle biorą pod uwagę przy planowaniu budżetu, a ryzyko przerwy w sprzedaży internetowej traktują jako coś, co po prostu “może się zdarzyć” – dodaje Dawid Bałut.

Reasumując wygląda na to, że polscy przedsiębiorcy rzadko traktują kwestie cyberzabezpieczeń wystarczająco poważnie, narażając tym samym nie tylko siebie, ale też swoich klientów i pracowników. Wyniki ankiety są o tyle zadziwiające, że 60 proc. przebadanych firm deklaruje, że w wewnętrznych strukturach firmowych posiada osobę odpowiedzialną za… cyberbezpieczeństwo!

Badanie „Stan Cyberbezpieczeństwa Polskiej Branży E-commerce” przeprowadzone przez TestArmy CyberForces odbyło się w lipcu 2018 roku na grupie ponad stu polskich sklepów internetowych. Roczne obroty ponad 50 proc. z nich mieściły się w skali od 1 do 10 mln zł. 30 proc. – zarabia poniżej miliona. Pozostali – powyżej 10 mln zł (5 proc. – od 10 do 50 mln zł, 5 proc. – od 50 do 100 mln zł, a kolejne 5 proc. – powyżej 100 mln zł rocznie). 5 proc. ankietowanych odmówiło ujawnienia informacji o osiąganych zarobkach.

O autorach badania:

TestArmy CyberForces to należąca do TestArmy Group spółka specjalizująca się w usługach Cyber Security i Software Quality Assurance, w tym przede wszystkim testowaniem oprogramowania pod kątem bezpieczeństwa, funkcjonalności i wydajności. Firma współpracuje z ponad 7 tys. testerami w Polsce i ponad 50 innych krajach na całym świecie.

Gi Group właścicielem Grafton Recruitment

Gi Group, międzynarodowa agencja pracy i doradztwa personalnego, założona i kierowana przez Stefano Colli-Lanzi, zakończyła proces przejęcia Grafton Recruitment, jednego z największych europejskich dostawców rozwiązań z zakresu stałego oraz czasowego zatrudnienia, rekrutacji oraz selekcji. Gi Group stała się tym samym właścicielem Grafton Recruitment na rynkach czeskim, polskim, słowackim oraz węgierskim.

Przejęcie Grafton Recruitment, firmy z ponad 35-letnim doświadczeniem na rynku jest krokiem milowym dla Gi Group na drodze do wzmocnienia i dywersyfikacji oferowanych usług HR.

Grafton Recruitment zatrudnia ponad 350 pracowników wewnętrznych, pracujących w 26 biurach w całej Europie. Konsultanci Grafton tylko w 2017 z sukcesem przeprowadzili ponad 9000 procesów rekrutacyjnych. Dzięki przejęciu, Gi Group jest właścicielem 100% kapitału Grafton Recruitment Europe Holdings Limited, stając się jednym z największych przedsiębiorstw na rynku stałego i czasowego zatrudnienia.

Przejęcie Grafton Recruitment jest kolejnym działaniem na drodze realizacji globalnej strategii rozwoju Gi Group zwiększającej naszą konkurencyjność oraz obecność „w sercu Europy”, gdzie od lat z sukcesem wdrażamy projekty z zakresu tymczasowego zatrudnienia. Bycie globalnym dostawcą, którym stawaliśmy się od 20 lat, jest szczególnie istotne w kontekście zmieniającego się rynku pracy, który ewoluuje w kierunku tzw. rynku kandydata. Wieloletnie doświadczenie Grafton Recruitment uzupełnia nasze portfolio oraz sprawia, że będziemy w stanie jeszcze lepiej odpowiadać na złożone potrzeby klientów i kandydatów – komentuje Stefano Colli-Lanzi, CEO Gi Group.

Doświadczenie Grafton Recruitment w usługach typu Permanent & Professional poszerza propozycję wartości oraz dywersyfikuje portfolio usług oferowanych przez Gi Group na całym świecie, w szczególności umacniając kompetencje Gi Group w obszarze Search & Selection.

Doradcami Gi Group przy przejęciu Grafton Recruitment były kancelarie: Blackwood Capital Group oraz Baker McKenzie.

Globalne badanie konsumenckie: trzeba zasłużyć na możliwość przechowywania danych o klientach

„O ile konsumenci kwestionują korzyści płynące z udostępniania ich danych osobowych, to badanie pokazuje, że wciąż chcą otrzymywać spersonalizowane, dostosowane do ich potrzeb oferty przy zachowaniu pewnego poziomu anonimowości. Sprzedawcy detaliczni mogą dostarczać takie oferty przez przekształcenie zwykle emocjonalnego stosunku konsumentów do udostępniania danych w owocną interakcję” ¾ powiedział Mike Webster, wiceprezes i dyrektor generalny Oracle Retail. „Podczas gdy sprzedawcy zmagają się z problemem ochrony danych osobowych, ci spośród nich, którzy zdołają przyciągnąć właściwych klientów w momencie zamiaru dokonania zakupu, będą w stanie ich utrzymać i zwiększyć ich lojalność.

Badanie „New Topography of Retail” zostało przeprowadzone w 2018 roku wśród ponad 15 500 konsumentów w pięciu kluczowych regionach: Europie (Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii), Ameryce Północnej (Kanadzie i USA), Ameryce Łacińskiej (Brazylii, Chile i Meksyku), Bliskim Wschodzie (Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich) i Indiach oraz Dalekim Wschodzie (Australii i Chinach).

Innowacje w handlu detalicznym na rynkach rozwijających się

Zdaniem konsumentów z rynków rozwijających się (57% respondentów z Brazylii, Chile, Chin, Indii i Bliskiego Wschodu) systemy rozpoznawania twarzy w sklepie, wirtualni asystenci sprzedaży w przymierzalniach, kioski, w których można pobrać zdjęcie produktu i uzyskać rekomendacje, oraz automatyczne uzupełnianie zapasów w oparciu o preferencje subskrypcji są istotne, w porównaniu do zaledwie 28% konsumentów z Europy, Australii i Ameryki Północnej.

 

IPOPEMA TFI wzmocni departament zarządzania aktywami

W związku z opublikowanym w dniu dzisiejszym komunikatem dotyczącym zmiany strategii funduszy zarządzanych przez Quercus TFI oraz związanych z tym zmian kadrowych, Zarząd IPOPEMA TFI informuje, iż w najbliższym czasie zakończy prowadzony proces wzmacniania zespołu zarządzającego aktywami.

Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.
Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.

‘’Wkrótce do naszego zespołu dołączy grupa doświadczonych specjalistów rynku zarządzania aktywami, z nowym liderem, Chief Investment Officer (CIO), na czele. Nie czujemy się natomiast w obowiązku informowania o szczegółowych zmianach kadrowych na kilka miesięcy przed ich materializacją. Uważamy bowiem, że pieniądze naszych klientów lubią spokój i ciszę. Moment rynkowy nam sprzyja, pozostajemy poza jakimikolwiek głośnymi wydarzeniami, które cieniem położyły się na segmencie funduszy dłużnych oraz absolutnej stopy zwrotu. Odnotowujemy stabilne wyniki inwestycyjne i satysfakcjonującą skalę napływu aktywów do naszych funduszy. Naszym celem jest kontynuowanie historycznych sukcesów inwestycyjnych w obszarach naszych flagowych kompetencji – oferty bezpiecznych funduszy dłużnych, funduszy absolutnej stopy zwrotu, czy globalnych akcji, oferujących oczekiwane stopy zwrotu dla inwestorów na poziomach istotnie przewyższających rentowność lokat bankowych. W IPOPEMA TFI zawsze kładliśmy ogromny nacisk na zespołowe podejście do zarządzania, zarówno w strategiach dłużnych, jak i equity, czy absolute return. Zmiany kadrowe w tych obszarach są rzeczą naturalną i jesteśmy na nie przygotowani. Odejście Jarosława Jamki, dotychczasowego CIO, nie zachwieje sytuacją w zespole zarządzania, ani też wynikami naszych funduszy. W pełni kontrolujemy sytuację, a o pojawieniu się w IPOPEMA TFI nowego szefa zespołu zarządzania aktywami poinformujemy w stosownym dla tego momencie” – podkreśla Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.

O sukcesie funduszy zarządzanych przez IPOPEMA TFI może świadczyć stały napływ nowych środków – od początku roku do funduszy zarządzanych przez Towarzystwo wpłynęło netto ponad 330  mln zł.

Zarząd IPOPEMA TFI zwraca uwagę na fakt, iż 58 mld zł aktywów w zarządzaniu nadal pozwala Towarzystwu utrzymać pozycję największej firmy zarządzającej funduszami rynku niepublicznego w Polsce oraz funduszy dostosowanych do indywidualnych potrzeb inwestorów.

‘’Jesteśmy także jednym z pierwszych towarzystw, które zaoferowały możliwość inwestycji o zasięgu globalnym. Uczestnicy funduszy zyskali ekspozycję na zagraniczne rynki akcji i obligacji, do których dostęp inwestorów indywidualnych był dotychczas utrudniony ‘’– dodaje Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.

Włochom byłoby lepiej bez euro, a euro bez Włoch

Euro jest niżej i przyciąga awersję do ryzyka, gdyż problemy z budżetem Włoch skupiają na sobie uwagę, szczególnie z komentarzami, że Włochom byłoby lepiej z własną walutą. Dopóki inwestorzy nie znajdą lepszego tematu do dyskusji, może czekać nas przejściowy okres turbulencji.

Szum wokół włoskiego budżetu zaczyna być coraz głośniejszy z udziałem urzędników niższego szczebla, którzy szukają dla siebie 5 minut sławy. Claudio Borghi, eurosceptyczny szef włoskiej komisji budżetowej powiedział, że Włochy poradziłyby sobie z problemami budżetowymi, gdyby miały własną walutę. Wówczas kraj mógłby zdecydować o deficycie na poziomie 3,1 proc. PKB Przypomnijmy, że uchwalone w projekcie na przyszły rok 2,4 proc. PKB już przynosi oburzenie Brukseli, szczególnie że dotyczy kraju z długiem publicznym na poziomie 131,8 proc. PKB. Szczegółowy projekt budżetu ma być zaprezentowany Komisji Europejskiej 15 października, co daje sporo czasu na spekulacje i szokujące komentarze. Reakcja agencji ratingowych stanowi dodatkowe ryzyko. Rentowności 10-letnich obligacji Włoch rosną do 3,40 proc. i poprawiają 4-letnie rekordy. EUR/USD na 1,1535 otarł się o dolną bandę konsolidacji, która obowiązywała przez większą część wakacji. Jak ważna jest to strefa, było widać w sierpniu podczas „kryzysu tureckiego”, kiedy udane przełamanie wywołało lawinowe spadki aż do 1,13. Teraz tąpniecie nie powinno być tak silne, ale stoimy przed ryzykiem przejściowego dołowania.

Ponownie emocje biorąc górę nad fundamentami i dopóki nic innego nie przyciągnie uwagi uczestników rynku, musimy liczyć się z kierunkiem spójnym z awersją do ryzyka. To oznacza słabość rynku akcji, powrót siły JPY i CHF. Na lokalnym rynku EUR/PLN powraca bliżej 4,30 i w takim klimacie prawdopodobnie kurs na chwilę zaparkuje powyżej okrągłego poziomu. GBP, SEK i NOK ściekają niżej jako bliscy sąsiedzi strefy euro. Funt ma dodatkowo do przetrawienia „lekkomyślną” euforię z poniedziałku po informacji, że premier May szykuje nową ofertę rozwiązania spornej kwestii granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Pełnych szczegółów nie znamy, ale wygląda na to, że May jest gotowa utrzymać unię celną z UE, co z pewnością nie spodoba się „twardym Brexitowcom” w jej własnej partii. Wzrasta ryzyko puczu, a to idealne środowisko dla Borisa Johnsona, który ma apetyt na zostanie nowym liderem. Dziś Johnson przemawia na konferencji Partii Konserwatywnej. Z pewnością nie będzie brakować krytyki rządu May, a zatem i pretekstów do sprzedaży funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prawie dwie trzecie dyrektorów IT widzi siebie w roli partnerów w biznesie

W dzisiejszym świecie, w którym technologie są głównym katalizatorem zmian, transformacji ulega także rola działów IT. Oprócz usług tradycyjnie świadczonych przez zespoły informatyczne, coraz częściej oczekuje się, że dyrektorzy IT będą brali udział w tworzeniu strategii biznesowej organizacji. Jak wynika z trzeciej edycji globalnego badania firmy doradczej Deloitte „CIO Survey 2018. Patrząc w przyszłość: poza erę cyfrową” w tej roli w przyszłości widzi się 64 proc. menedżerów odpowiedzialnych za IT. Okazję do sprawdzenia się w nowej rzeczywistości stwarza cyfryzacja, która dla 57 proc. polskich CIO jest obszarem, który w nadchodzących latach będzie miał największy wpływ na biznes.

Badanie CIO zostało przeprowadzone w 71 krajach, w tym w Polsce. Łącznie wzięło w nim udział 1437 osób, a 78 proc. ankietowanych stanowili menedżerowie i dyrektorzy IT.

Głównym wnioskiem wypływającym z badania jest zmiana roli, w której widzą się CIO. – Trend ten, który dostrzegliśmy już w dwóch poprzednich edycjach badania, teraz stał się jeszcze bardziej widoczny. Dyrektorzy IT z zaufanych dostawców usług zmieniają się w partnerów w biznesie i inicjatorów zmian – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte. – W dobie transformacji cyfrowej technologia jest podstawowym elementem, który warunkuje zmianę i rozwój organizacji. Kończy się czas, w którym szef IT podążał za biznesem, a technologia pełniła funkcję służebną. Firmy i ich liderzy IT osiągający dzisiaj sukcesy to organizacje, w których technologia jest podstawą prowadzenia działalności biznesowej, motorem zmian, rozwoju i generowania przychodów – dodaje.

Obecnie 36 proc. ankietowanych globalnie CIO definiuje swoją rolę jako partnera w biznesie, a 9 proc.

– inicjatora zmian. Należy się spodziewać, że w ciągu kilku najbliższych lat wynik ten będzie wzrastał, bo odpowiednio 64 i 16 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ich rola przesunie się w tych kierunkach. Choć ponad połowa CIO (55 proc.) definiuje siebie jako dostawcę usług, to należy zakładać, że odsetek ten będzie malał.

Zmiany roli IT będą zachodzić na poziomie strategicznym, operacyjnym, ale też kompetencyjnym.

Najważniejsze oczekiwania od dyrektorów IT to: dopasowanie się do strategii biznesowej (59 proc. w Polsce, 55 proc. w skali globalnej), transformacja procesów (odpowiednio 35 i 51 proc.) oraz zapewnienie efektywności operacyjnej IT (odpowiednio 41 i 48 proc.).

Aż 83 proc. polskich CIO deklaruje, że ich firmy mają jasno zdefiniowaną strategię cyfrową, jeśli nie w całej organizacji, to w kluczowych obszarach. Dla porównania, na świecie takiej odpowiedzi udzieliło 58 proc. ankietowanych. Większość polskich respondentów wskazała klientów (65 proc.) oraz innowacje (41 proc.) jako priorytet biznesowy ich organizacji. Co istotne, regulacje prawne są w Polsce znacznie ważniejsze niż na świecie (35 proc. w porównaniu z 15 proc.). Globalnie kluczowym celem jest wydajność (55 proc.), podczas gdy w Polsce wskazało na nią 35 proc. badanych.

Klienci w centrum uwagi

Dyrektorzy IT byli również pytani, które z obszarów technologicznych w ciągu najbliższych trzech lat będą miały największy wpływ na biznes. W Polsce na podium znalazły się analiza danych (71 proc.) oraz cyfryzacja i cyberbezpieczeństwo (po 57 proc.).

Jedna czwarta polskich CIO postrzega swoje firmy jako innowacyjne, które wyzwalają zmiany. Dla porównania na świecie było to 13 proc. Z kolei dla 38 proc. ich organizacje to tzw. prekursorzy, którzy są liderami opinii, podążającymi za innowatorami.

10 proc. badanych organizacji (25 proc. z Polski) reprezentuje cyfrową awangardę. Spośród nich 78 proc. zapewnia, że ich obecna architektura technologiczna jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby biznesowe, podczas gdy 54 proc. całej badanej grupy podkreśla znaczenie cyberbezpieczeństwa, systemów centralnych i rozwiązań w chmurze. Cyfrowa awangarda to liderzy w łączeniu technologii z cyfrową strategią biznesu. Cechują ich zdecydowanie silniejsze (w porównaniu do pozostałych organizacji) relacje z obszarami biznesu odpowiedzialnymi za rozwój nowych produktów.

Liderzy cyfrowej awangardy nie myślą jak sprawić, aby IT rozumiało biznes. Ten etap mają już dawno za sobą. Obecnie skupiają się na zapewnieniu, aby również biznes rozumiał IT. I nie chodzi tu wcale o docenienie, że utrzymanie infrastruktury i systemów wymaga wiedzy i ciężkiej pracy. Ich celem jest to, aby liderzy biznesowi byli świadomi nowych technologii, trendów, produktów oraz możliwości, które one stwarzają. Tylko dzięki takiemu podejściu możliwe jest rzeczywiste współtworzenie strategii organizacji przez biznes i IT – mówi Jakub Garszyński, Dyrektor, Lider usług Cloud w Deloitte.

Kreatywne środowisko IT przyciąga pracowników

W Polsce główne oczekiwania biznesu wobec działu IT to maksymalizacja zwrotu wartości z inwestycji technologicznych oraz optymalizacja i utrzymanie środowisk IT (po 41 proc.).  Niemal połowa badanych dyrektorów IT (47 proc.) z Polski uważa, że wdrożenie narzędzi i metod Agile i DevOps (połączenie zespołu rozwijającego oprogramowanie Dev z zespołem operacji Ops) pozwoli na lepsze dopasowanie technologii i biznesu w organizacji. To o 13 proc. więcej niż globalnie. Polscy respondenci są jednak w mniejszym stopniu przekonani, że wdrożenie rotacji pracowników pomiędzy IT i biznesem jest niezbędne do lepszego dopasowania tych obszarów w organizacji.

Kolejne edycje badania pokazują, że dyrektorzy IT dostrzegają rosnącą potrzebę poszerzenia posiadanych kompetencji o umiejętności miękkie, niezbędne do współpracy z biznesem. Kreatywność, elastyczność poznawcza i inteligencja emocjonalna, to najbardziej pożądane kompetencje z tego obszaru w rekrutacji kadry IT.

W skali globalnej zapewnienie szkoleń pracownikom IT w zakresie nowych umiejętności i narzędzi wydaje się być większym wyzwaniem niż w Polsce (53 proc. vs 29 proc. odpowiedzi). Z drugiej strony, wyniki wskazują, że na polskim rynku utrzymanie obecnego zespołu jest znacznie trudniejsze niż na świecie (41 proc. vs 24 proc. odpowiedzi).

Trzy najważniejsze aspekty kultury organizacyjnej, które pomagają przyciągnąć i zatrzymać talenty informatyczne, to: możliwość pracy z nowymi technologiami (76 proc.), elastyczne godziny pracy (47 proc.) i kreatywne, inspirujące środowisko (47 proc.).

Przed erą cyfryzacji rolą IT było nadążanie za biznesem, który nadawał ton i kierunek rozwoju. Obecnie jesteśmy świadkami rewolucji. Aby sprostać wszystkim wyzwaniom, przed którymi stoją dziś firmy, CIO powinni być równoprawnymi partnerami w biznesie.  Dzieląc się swoją wiedzą, mogą oni stać się naturalnymi liderami zmian – podsumowuje Daniel Martyniuk.

FPP: PPK zapewnią bezpieczeństwo emerytalne i zasilą giełdę

Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych jest bardzo istotna i wyczekiwana przez rynek. Ma zapewnić bezpieczeństwo emerytalne pracowników. Może także zasilić giełdę i rozwiązać problemy braku środków w sytuacji, kiedy zabraknie funduszy europejskich. Największa zmiana, która nastąpiła w trakcie rozmów w Radzie Dialogu Społecznego, jest zwolnienie i zmniejszenie obciążeń najmniej zarabiających.

– Mamy nadzieję, że zaproponowane rozwiązania rzeczywiście wejdą na masową skalę, bo tylko wtedy sukces tej ustawy będzie realny – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Projekt został przyjęty przez partnerów społecznych. Jedyną organizacją, która wyłamała się tego systemu jest OPZZ, który nie zdecydował się na podpisanie porozumienia. Pozostali zrobili to z dużym entuzjazmem, jednogłośnie. Największa zmiana, która nastąpiła w trakcie rozmów w Radzie Dialogu Społecznego, jest zwolnienie i zmniejszenie obciążeń najmniej zarabiających. Zapewni to szerszy dostęp do PPK. Tylko w ten sposób stanie się on programem powszechnym. FPP zgłaszała wiele poprawek. Przyjętych zostało 75 proc. z nich. To dobry wynik jak na proces legislacyjny – wskazał Kowalski.

Raport z badań: Dyrektorzy finansowi wierzą w mocną koniunkturę biznesu

Ostatni rok był dobry dla działających w Polsce firm. Według badania przeprowadzonego wśród CFO, są oni zadowoleni z kondycji swoich przedsiębiorstw i optymistycznie oceniają perspektywy dla ich działalności.

Jak wynika z piątej edycji badania polskich CFO, prowadzonego przez Grant Thornton i Euler Hermes, aż 57 proc. dyrektorów finansowych deklaruje, że kondycja ich firm w ciągu ostatniego roku poprawiła się, a tylko 11 proc. ankietowanych twierdzi, że uległa ona pogorszeniu. W dodatku zdecydowana większość badanych, bo aż 83 proc., deklaruje, że ich firma jest aktualnie w fazie rozwoju, z czego 58 proc. CFO określa ten rozwój jako „umiarkowany”, a 25 proc. jako „silny”. Tylko 5 proc. ankietowanych twierdzi, że ich przedsiębiorstwo jest w regresie, a 12 proc. określa aktualny stan jako stagnację.

Takie wyniki są potwierdzeniem zeszłorocznego badania, w którym polscy CFO rozważnie, ale jednak optymistycznie oceniali perspektywy rozwojowe swoich firm. Ich oczekiwania sprawdziły się. Czego spodziewają się w tym roku? Dyrektorzy finansowi jeszcze odważniej patrzą w przyszłość. Aż 48 proc. badanych optymistycznie ocenia perspektywy ekonomiczne dla polskiej gospodarki, natomiast jedynie 12 proc. postrzega je pesymistycznie.

Wykres 1. Jak ocenia Pan/Pani perspektywy ekonomiczne w Polsce na kolejne 12 miesięcy?

ocena perspektyw ekonomicznychWiara polskich CFO w utrzymanie się silnej koniunktury przekłada się na ich optymistyczne plany w poszczególnych obszarach zarządzania firmą. Badani dyrektorzy finansowi dużo chętniej niż w zeszłym roku zapowiadają podwyżki pensji w ich przedsiębiorstwach – aż 51 proc. deklaruje wzrost wynagrodzeń szybszy niż inflacja (wobec 34 proc. przed rokiem), a 30 proc. badanych zapowiada, że pensje będą rosły w tempie równym inflacji (wobec 29 proc. rok temu). W dodatku żaden z badanych CFO nie przewiduje obniżania płac, choć w zeszłym takie deklaracje się zdarzały (odpowiedziało tak 4 proc.). Według badania zwiększył się również popyt na pracowników – obecnie 47 proc. dyrektorów finansowych deklaruje zwiększenie zatrudnienia w ciągu kolejnych 12 miesięcy (wobec 36 proc. rok temu), a tylko 7 proc. planuje zwolnienia (bez zmian rok do roku).

Pozytywne nastroje z jednej strony dobrze wróżą dla koniunktury w Polsce i dla polskiego rynku pracy, ale z drugiej strony – wiążą się z pewnymi negatywnymi konsekwencjami dla firm. Dotyczy to przede wszystkim obserwowanych symptomów wzrostu kosztów operacyjnych, które w znaczącej części wynikają ze zwiększania kosztów pracowniczych. Powszechna jest ostatnio obawa o brak wykwalifikowanych pracowników na rynku – zwłaszcza pracowników projektowych i produkcyjnych oraz budowlanych – co stwarza silną presję płacową. Potwierdziło się to także w naszym badaniu, gdzie ponad połowa respondentów przewiduje wzrost płac szybszy od wskaźnika inflacji i jednocześnie przewiduje zwiększenie zatrudnienia w związku z rozwojem działalności – mówi Mariusz Maik, Partner w Departamencie Doradztwa Grant Thornton.

CFO firm coraz śmielej myślą też o inwestycjach. Dużo chętniej niż w zeszłym roku deklarują zwiększenie nakładów na nowe maszyny i urządzenia (59 proc. – wzrost o 5 p.p. rok do roku) i na badania i rozwój (42 proc. – wzrost o 9 p.p.). Ponadto, prawie połowa (48 proc.) ankietowanych dyrektorów finansowych, tak jak w zeszłym roku, planuje ekspansję na nowe rynki. W tegorocznej edycji badania dodatkowo spytano polskich CFO o ich plany dotyczące inwestycji w szeroko rozumianą cyfryzację. Z badania wynika, że znaczna większość firm (57 proc.) czuje potrzebę transformacji cyfrowej swoich przedsiębiorstw.

Mimo dobrej koniunktury, ankietowani CFO i ich firmy nie spoczywają na laurach. W tym roku dyrektorzy finansowi – tak jak w poprzednim – podtrzymują chęć restrukturyzacji swoich przedsiębiorstw. Firmy w najbliższym czasie planują szerokie działania w zakresie modernizacji parku maszynowego (39 proc. wobec 32 proc. rok temu) czy zmiany formy prawnej prowadzonej działalności (17 proc. wobec 13 proc. rok temu). W związku z zaostrzoną polityką fiskalną Ministerstwa Finansów, dużo mniej polskich CFO zapowiada wprowadzenie optymalizacji podatkowej – 25 proc. w stosunku do 46 proc. zeszłorocznych badanych dyrektorów finansowych.

Wykres 2. Obszary wskazywane przez CFO, w których w ciągu kolejnych 12 miesięcy planowane są działania optymalizacyjne / restrukturyzacyjne:

Obszary wskazywane przez CFO, w których w ciągu kolejnych 12 miesięcy planowane są działania optymalizacyjne / restrukturyzacyjneBadanie pokazuje, że mimo i tak bardzo dobrej koniunktury, polscy CFO wciąż podejmują wysiłek, aby stale zwiększać efektywność swoich firm.

 Postępująca internacjonalizacja sprzedaży i całych łańcuchów dostaw sprawia, że nawet biznesy o większej skali dzielności, ale prowadzone bardzo tradycyjnie stają przed coraz większymi  wyzwaniami. Nie zawsze znajdują one remedium na koncentrację kolejnych obszarów rynku lub raczej – szukają go zbyt późno, o czym świadczy m.in. tegoroczny blisko 50% wzrost liczby niewypłacalności polskich spółek akcyjnych. CFO mają świadomość, że wiele firm zarówno organizacyjnie, jak i finansowo wykazuje się niezbyt dużą efektywnością działania, a tym samym niskim zwrotem z kapitału. Stąd deklaracja dużej części dyrektorów finansowych o rozwoju ich firm w kierunku cyfryzacji, inwestowaniu w nowe badania, technologie oraz park maszynowy, co ma przeciwdziałać negatywnym procesom. Ankietowani chcą podejmować także optymalizację czysto finansową, jednak bardziej w formie ograniczania kosztów, niż optymalizacji podatkowej – uważa Waldemar Wojtkowiak, Członek Zarządu i CFAO Euler Hermes.

Badanie zostało przeprowadzone przez Euler Hermes, wiodącego globalnego ubezpieczyciela należności handlowych oraz firmę audytorsko-doradczo-outsourcingową Grant Thornton wśród 200 dyrektorów finansowych uczestniczących w cyklu kongresów, towarzyszących projektowi „Dyrektor Finansowy Roku”, które odbyły się w kwietniu, maju i czerwcu 2018 r. w Gdańsku, Lublinie, Krakowie oraz Poznaniu.

Polskie miasta coraz bardziej proekologiczne. Inwestują m.in. w jakość powietrza i tereny zielone

Polskie miasta coraz bardziej proekologiczne. Inwestują m.in. w jakość powietrza i tereny zielone 1

Budowa oczyszczalni ścieków w formule partnerstwa prywatno-publicznego, zapobieganie marnotrawieniu żywności, termomodernizacja 90 proc. budynków użyteczności publicznej, wdrożenie systemu monitoringu powietrza, renowacja ponad 180 ha terenów poprzemysłowych – to część projektów nagrodzonych w tegorocznym konkursie Eco-Miasto, który wyłania najlepsze, proekologiczne inicjatywy polskich miast i gmin. Tegoroczna edycja pokazała, że polskie samorządy w coraz większym stopniu zajmują się tematyką ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju, a przyświeca im przede wszystkim konieczność podnoszenia jakości życia mieszkańców. 

– Szósta edycja konkursu Eco-Miasto jest wielkim sukcesem. Świadczy o dynamice działań podejmowanych przez polskie samorządy, które tworzą coraz lepsze środowisko do życia. Jury miało problem, aby rozstrzygnąć i wyłonić zwycięzców spośród przedstawionych projektów, z których wiele było bardzo wysokiej jakości. Sądzę, że udało się wyłonić rzeczywiście doskonałych laureatów. W tym roku szczególną wagę kładziono na jakość powietrza i przestrzeń, tereny zielone, co świadczy o tym, że dla polskich miast coraz ważniejsze jest, aby mieszkańcom żyło się lepiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Pierre Lévy, ambasador Francji w Polsce.

Eco-Miasto to jedna z największych w Polsce inicjatyw popularyzujących ideę zrównoważonego rozwoju samorządów. W konkursie nagradzane są najlepsze, proekologiczne inicjatywy polskich miast i gmin.

Do tegorocznej edycji konkursu Eco-Miasto zgłosiło się 46 samorządów, a niektóre z nich prezentowały swoje osiągnięcia w kilku kategoriach. W sumie nadesłano 70 zgłoszeń. Spośród nich jury wyłoniło 10 laureatów i przyznało 13 wyróżnień. W każdej z pięciu kategorii konkursowych nagrodzono dwa miasta, liczące poniżej oraz powyżej 100 tys. mieszkańców.

Lublin został w tym roku nagrodzony w dwóch kategoriach (gospodarka wodna i mobilność zrównoważona). Miasta z województwa lubelskiego zdobyły też najwięcej tytułów laureata i wyróżnień. Po raz pierwszy w gronie zwycięzców znalazło się miasto z województwa podlaskiego – Białystok otrzymał nagrodę za działania w dziedzinie gospodarki o obiegu zamkniętym. Bełchatów został natomiast pierwszym wyróżnionym miastem z województwa łódzkiego.

– Zrównoważony rozwój miasta to działania w różnych obszarach, które mają na celu poprawę komfortu życia i troskę o środowisko. Środowisko to przyroda, przestrzeń miejska, ale przede wszystkim – ludzie. Robimy wszystko, żeby w naszym mieście żyło się lepiej, bezpieczniej i oczywiście dłużej, a warunki temu sprzyjały. W Mławie mamy mieszkańców ponad 100-letnich, takich osób przybywa coraz więcej. Te osoby czują się bardzo dobrze, żyją komfortowo i mówią: „nie ma jak w Mławie” – mówi burmistrz miasta Sławomir Kowalewski.

Mława, obok Lublina, została w tym roku nagrodzona w kategorii gospodarka wodna. Jury doceniło ją m.in. za wybudowanie oczyszczalni ścieków w formule partnerstwa publiczno-prywatnego oraz intensywną rozbudowę sieci kanalizacyjnej i promowanie przyłączeń do zbiorczego systemu kanalizacyjnego.

W tym roku po raz pierwszy jury oceniło też miasta za ich działania zmierzające w kierunku wprowadzenia gospodarki o obiegu zamkniętym. Zgodnie z tą ideą odpady nie powinny trafiać na wysypiska śmieci, lecz być przetwarzane w procesie recyklingu albo stać się źródłem energii. W nowej kategorii nagrodzone zostały Białystok (m.in. za wspieranie inicjatyw w zakresie zapobiegania marnotrawieniu żywności) i Radzyń Podlaski, jako miasto poniżej 100 tys. Samorząd został wyróżniony m.in. za wprowadzenie powszechnej zbiórki i kompostowania odpadów biodegradowalnych, które wykorzystywane są jako nawóz, a w planach mają posłużyć jako paliwo dla biogazowni.

W kategorii mobilność zrównoważona zwyciężyły Niepołomnice i Lublin (nagrodzony za osiągnięcie 30 proc. udziału taboru niskoemisyjnego we flocie transportu publicznego oraz za tworzenie infrastruktury sprzyjającej multimodalności, w tym budowę infrastruktury pieszej i rowerowej).

W kategorii efektywność energetyczna budynków nagrody otrzymały Kraków i Czeladź (m.in.za wykonanie termomodernizacji w 90 proc. budynków użyteczności publicznej, wdrożenie systemu monitoringu powietrza i realizację inwestycji w ramach PPP).

Zabrze zostało nagrodzone w kategorii zieleń miejska za projekt kompleksowej rekultywacji 183 ha silnie zdegradowanych terenów poprzemysłowych, z których wywieziono ponad 8 tys. ton odpadów (w tym 500 ton odpadów niebezpiecznych), poddano bioremediacji około 100 tys. m sześciennych zanieczyszczonych gruntów i nasadzono ponad 30 tys. drzew i krzewów. Nagrodzonym miastem poniżej 100 tys. mieszkańców został Złotów, doceniony za projekt rozwoju zieleni miejskiej „Fabryka czystego powietrza”.

– Zaczęliśmy badać, jak faktycznie jest z tym stanem powietrza, zbudowaliśmy system czujników. Zajęliśmy się naszymi, publicznymi obiektami, ale źródłem emisji są głównie domki jednorodzinne. Dlatego wprowadziliśmy dopłaty, do 5 tys. zł dla każdego, kto wymieni stary piec. Poza tym, chcemy zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców, więc rozdajemy czujniki w różnych konkursach propagujących zagadnienia dotyczące tego, jak prawidłowo palić w piecu i czym palić w piecu. Co najważniejsze – wprowadziliśmy program rozbudowy miejskiej fabryki czystego powietrza, czyli sadzimy kilkaset drzew rocznie. Są to drzewa o charakterze miododajnym, ponieważ również jesteśmy gminą przyjazną pszczołom i zależy nam, żeby przyłączyć się do ich ratowania – mówi Adam Pulit, burmistrz Złotowa.

Jak podkreśla, projekt Eco-Miasto to dla samorządów nie tylko szansa zaprezentowana swoich osiągnięć i proekologicznych projektów. To również platforma wymiany doświadczeń pomiędzy miastami, która umożliwia podpatrywanie dobrych wzorców i nawiązywanie współpracy.

– Powinniśmy cały czas uczyć się od siebie. Rozwiązujemy te same problemy, więc klasyczne otwieranie otwartych drzwi nie ma sensu. Trzeba się przyglądać, inspirować. Samorządowcy chętnie się wymieniają doświadczeniami i tutaj mieliśmy ku temu okazję – mówi Adam Pulit.

Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa, podkreśla że konieczność zapewniania mieszkańcom optymalnych warunków do życia to idea, która coraz częściej przyświeca samorządom. Miasta i gminy, które nie prowadzą działań w tym kierunku poniekąd „wypadają z obiegu”.

– Chcemy zapewnić mieszkańcom jak najwyższą jakość życia i to staje się najważniejsze. Niekoniecznie rozwój gospodarczy, niekoniecznie wzrost dochodów miasta za wszelką cenę, ale właśnie zapewnienie tych kolejnych aspektów związanych z kwestiami społecznymi i środowiskowymi – podkreśla Maria Andrzejewska – Każdy samorząd ma coś do poprawienia i każdy samorząd ma świadomość, że są jakieś obszary, które wymagają pochylenia się i zwiększenia działań w tym temacie. Żyjemy w czasach, w których bardzo dużo mówi się o zagrożeniach środowiska, zmian wywołanych przez rozwój przemysłu, konsumpcjonizm i wygodnictwo, które też powoli stają się problemem. Myślę tutaj głównie o odpadach, ale również o jakości powietrza, wody, o jakości funkcjonowania w środowisku miejskim w którym brakuje właściwego gospodarowania przestrzenią.

Włodarze, którzy jeszcze nie dostrzegli powiązania pomiędzy budowaniem rozwoju miasta w sposób zrównoważony, a zadowoleniem mieszkańców, muszą zorientować się, że jest droga nie do uniknięcia – dodaje dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Oprócz konkursu dla samorządów, częścią projektu Eco-Miasto jest też projekt edukacyjny dla szkół „Zakręceni w przestrzeni”. Zadaniem jego uczestników jest zaproponowanie zmian w najbliższym otoczeniu – szkole, bibliotece, świetlicy czy domu kultury, tak aby tworzyć bardziej przyjazną i ekologiczną przestrzeń. W tegorocznej edycji “Zakręceni w przestrzeni” organizatorzy otrzymali ponad 200 prac uczniów z 52 szkół w całej Polsce. Nagrodę główną w konkursie zdobyli uczniowie Liceum Ogólnokształcącego w Małogoszczu, autorzy projektu „Zielono nam”.

Tegoroczna, 6. Edycja projektu została podsumowana w trakcie Międzynarodowej Konferencji Innowacyjne Eco-Miasto 2018. Wydarzenie zgromadziło ekspertów w dziedzinie zrównoważonego rozwoju i innowacyjnych technologii, przedstawicieli polskich i zagranicznych miast oraz licznych instytucji.

– W trakcie tej dwudniowej konferencji staramy się kompleksowo zaprezentować obszary związane z rozwojem miasta, kładąc szczególny nacisk na tematykę środowiskową, aczkolwiek nie odrywając się od kwestii społecznych i ekonomicznych. Wszyscy mamy świadomość, że żadne miasto nie będzie się rozwijało tylko i wyłącznie ze względu na kwestie środowiskowe – zawsze musi się wiązać z tym rozwój gospodarczy miasta i zachowanie odpowiednich wartości społecznych dla mieszkańców. Tak naprawdę, wszystko robimy z myślą o nich – podkreśla Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Organizatorami projektu Eco-Miasto są Ambasada Francji w Polsce i Centrum UNEP/GRID-Warszawa. Eco-Miasto jest realizowane we współpracy z Renault Polska, Saur Polska, Grupą Saint-Gobain, Ceetrus Polska, DK Energy i TIRU – grupa Dalkia, a także Wspólnie – Fundacja LafargeHolcim.

Firmy walczą o pracowników. Benefity i możliwość rozwoju stają się równie ważne, co wysokość pensji

Firmy walczą o pracowników. Benefity i możliwość rozwoju stają się równie ważne, co wysokość pensji 2

Coraz więcej firm odczuwa problemy z rekrutowaniem pracowników i presję płacową. Niemal co piąta nie podejmuje nowych inwestycji z powodu deficytów kadrowych. Problemem jest też rotacja, bo młodzi pracownicy zmieniają zatrudnienie średnio co 2-3 lata. W tym kontekście firmy, chcąc przyciągać nowych kandydatów, muszą podnosić płace i poprawiać warunki zatrudniania. Możliwości rozwoju i pozapłacowe benefity stają się równie ważne, co wysokość pensji. Obok świadczeń takich jak karnet na siłownię czy prywatna opieka medyczna, które powoli stają się standardem – pracownicy coraz większą wagę przywiązują także do wartości firmy i jej społecznego zaangażowania.

– Pracodawcy borykają się z niedoborem pracowników i na rynku jest o tym głośno. Mówi się, że zbyt mało jest siły roboczej, a młodzi pracownicy, którzy szukają zatrudnienia, mają duże aspiracje. Są zainteresowani nie tylko pracą w danym miejscu, ale także swoją ścieżką kariery i rozwoju, są zainteresowani tym, żeby atmosfera w pracy im odpowiadała i żeby mogli połączyć swoje życie zawodowe z życiem prywatnym, które jest dla nich bardzo istotne. To już nie jest pokolenie sprzed 20 lat, dla którego praca była sensem życia, w tej chwili zbilansowanie jednego i drugiego jest koniecznością – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Goleniowska, dyrektor HR w Emitel S.A.

Na polskim rynku od wielu miesięcy utrzymuje się rekordowo niskie bezrobocie. Według GUS, w sierpniu stopa bezrobocia wyniosła 5,8 proc. Liczba bezrobotnych spadła do 959,5 tys. – to o ponad 15 proc. mniej niż przed rokiem. Zgodnie z danymi Eurostatu, bezrobocie w Polsce jest na jednym z najniższych poziomów w całej Unii Europejskiej, niższy odsetek bezrobotnych zarejestrowano tylko w Czechach i w Niemczech. Z drugiej strony – wzrost gospodarczy w I połowie roku był wyższy od oczekiwań, a agencja ratingowa Moody’s podwyższyła prognozy wzrostu PKB w 2019 roku do 4,2 proc.

Niska podaż pracy hamuje rozwój przedsiębiorstw, które borykają się z brakami kadrowymi. Z ostatniego „Barometru Rynku Pracy”, przygotowanego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Work Service, wynika że problemy z brakiem specjalistów deklaruje już 49,7 proc. polskich firm, a 16,4 proc. pracodawców nie podejmuje nowych inwestycji z powodu deficytów kadrowych. Presja płacowa utrzymuje się na wysokim poziomie, dynamika wzrostu płac ukształtowała się na poziomie ok. 7 proc. r/r, a, jak wynika z badania Work Service, podwyżek oczekuje prawie 60 proc. pracujących Polaków.

W obliczu trudnej sytuacji na rynku pracy, firmy muszą z jednej strony podnosić wynagrodzenia, a z drugiej – przyciągać pracowników innymi, pozapłacowymi benefitami. Zwłaszcza, że nowe pokolenia pracowników, Millenialsi i Generacja Z, są bardzo wymagające. Jak wynika z raportu Deloitte „Liderzy Przyszłości” – od pracodawców oczekują przede wszystkim wyzwań, umożliwienia im rozwoju zawodowego i łączenia kariery z życiem prywatnym, które gra pierwsze skrzypce. Nie przywiązują się do miejsca pracy, a z drugiej strony, dzięki social mediom, są bardzo dobrze zorientowani w rynku i często zmieniają pracodawcę.

– Zatrzymanie pracownika jest w tej chwili dużym wyzwaniem. Pokolenia, które wchodzą teraz na rynek pracy, będą zmieniać zatrudnienie kilkanaście razy w ciągu swojej kariery zawodowej. To oznacza, że u jednego pracodawcy będą zatrzymywać się na 2-3, maksymalnie 4 lata. Potrzebna jest zmiana nastawienia managerów i przyjęcie do wiadomości, że młodzi pracownicy szukają wyzwań. Zadaniem dla działów HR i menadżerów jest zadbanie o te możliwości rozwoju i budowania kompetencji młodych ludzi w organizacji. To będzie pomocne w zatrzymaniu pracownika na dłużej niż kilka miesięcy czy rok – mówi Anna Goleniowska.

Dyrektor HR w Emitelu podkreśla, że starsi pracownicy wyrośli w innej rzeczywistości zawodowej, z kolei młodzi wchodzą na rynek z zupełnie innymi oczekiwaniami. Widać u nich bardzo dużą presję na możliwości rozwojowe, uczenie się, budowanie ścieżki kariery. Nie chodzi bynajmniej o wspinanie się po szczeblach korporacyjnej kariery i awans w pionowej hierarchii, ale nabywanie nowych kompetencji, które będą mogli wykorzystać u kolejnych pracodawców.

– Ewidentnie to nowe pokolenie, które wchodzi na rynek pracy, jest dużo bardziej wymagające i asertywne. Zwraca uwagę nie tylko na to, co pracodawca może im dać w postaci pensji, ale także na inne rzeczy. Patrzy na pozapłacowe benefity, zwraca uwagę jakiego rodzaju firmą jest przyszły pracodawca i jak zachowuje w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu – mówi Robert Moreń, dyrektor ds. komunikacji Benefit Systems.

Jak podkreśla, teraz firma musi dbać o pracownika w różnych wymiarach. Nie tylko finansowym, ale również tym, który wiąże się z jego aktywnością poza pracą i wpływa na jego samopoczucie. Wiele firm stawia na budowanie więzi z pracownikami poprzez programy wolontariatu bądź wspieranie wybranych przez pracowników inicjatyw społecznych.

– Przed pracodawcami stoi w tej chwili zadanie budowania przyjemnej, miłej i przyjaznej atmosfery w pracy, a więc oferowania pracownikom różnego rodzaju benefitów. Nie mówię tu o benefitach, które są już oczywiste i od lat znane, takich jak opieka medyczna czy ubezpieczenia grupowe. Mowa raczej o angażowaniu się organizacji w życie pracowników, czyli uczestniczeniu w wolontariatach pracowniczych, organizowaniu pracownikom przestrzeni do uprawiania sportu czy rozwijania swoich pasji. To jest w tej chwili duże wyzwanie – mówi Anna Goleniowska.

– Brak pracowników doskwiera chyba każdemu pracodawcy, również Telewizji Polskiej. Podejmujemy wszelkie działania, żeby pozyskać i wyszkolić pracowników. Przy biurze zarządzania kapitałem ludzkim działa akademia telewizyjna, która szkoli kandydatów na nasze, specyficzne potrzeby. Z projektów ponadstandardowych – utworzymy przedszkole dla ponad 150 dzieci. Uważamy, że to będzie bardzo duże ułatwienie. Bieżące działania skupiają się dla przykładu na badaniach profilaktycznych czy szczepieniach, w najbliższy piątek mamy szczepienia przeciw grypie dla wszystkich pracowników, którzy tylko zechcą się zaszczepić – wylicza Mariusz Kozłowski, kierownik działu strategii zarządzania kapitałem ludzkim w TVP.

Eksperci podkreślają, że pozapłacowe benefity odgrywają dziś kluczową rolę w rekrutacji i są dla pracowników równie ważne, co wysokość pensji. Co istotne, takie świadczenia jak prywatna opieka medyczna, dodatkowe ubezpieczenie czy karnet na zajęcia sportowe są już powszechnym standardem. Sami pracownicy coraz większą wagę zaczynają natomiast przykładać do wartości firmy czy jej zaangażowania w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu.

– Pozapłacowe benefity to bardzo szerokie pojęcie, bo są to zarówno ubezpieczenia zdrowotne, dopłaty do wczasów i bony podarunkowe, jak i karty sportowe do siłowni, których w Polsce jest już ponad milion. Na rynku pracownika, z którym mamy w tej chwili do czynienia, nie wystarczy już dobra pensja. Ludzie szukają czegoś więcej. Szukają tego, co pracodawca może im dać poza płacą – podkreśla Robert Moreń, dyrektor ds. komunikacji Benefit Systems.

Zmiany na rynku pracy, nowe pokolenia pracowników i budowanie długofalowej relacji z pracownikiem to główne zagadnienia debaty ekspertów z zakresu CSR, która odbyła się w tym tygodniu w siedzibie Krajowej Izby Gospodarczej. W dyskusji wzięli udział eksperci KIG, Instytutu Społecznej Odpowiedzialności Biznesu i Zrównoważonego Rozwoju i Fundacji Godła Promocyjnego „Teraz Polska”. Debata odbyła się w ramach konkursu „Pracodawca Godny Zaufania”, którego laureaci zostaną wyłonieni 24 października. Ten tytuł jest przyznawany firmom, które wypracowują najciekawsze i skuteczne rozwiązania w zakresie polityki pracowniczej.

Analiza danych coraz ważniejsza w ochronie zdrowia. Komputer pomoże zaplanować terapię i przeciwdziałać nadużyciom finansowym

Analiza danych coraz ważniejsza w ochronie zdrowia. Komputer pomoże zaplanować terapię i przeciwdziałać nadużyciom finansowym 3

Analiza zbiorów danych może znacząco usprawnić system ochrony zdrowia. Innowacyjne narzędzia pozwalają dobrać odpowiednią terapię i ocenić jej skuteczność. Pomogą też planować efektywne wykorzystanie sprzętu medycznego i wdrażanie nowych technologii w placówkach medycznych. Mogą one również zapobiegać nadużyciom w obszarze rozliczeń. Te wszystkie działania powinny sprawić, że rosnące środki na ochronę zdrowia będą wydawane bardziej efektywnie – podkreślają eksperci SAS.

– Koszty służby zdrowia w Polsce i na świecie rosną znacznie szybciej niż środki, które są na nią przekazywane. To oznacza, że coraz większy nacisk kładziony jest na efektywność ich wydawania. W związku z tym odchodzimy od rozliczania liczby świadczeń na rzecz podejścia opartego na efektywności liczenia, z angielskiego „value-based healthcare” – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kramek, lider Praktyki Public Sector & Healthcare w SAS Polska.

W Polsce wydatki publiczne na ochronę zdrowia mieszczą się w przedziale 4,6–4,8 proc. krajowego PKB, podczas gdy średnia dla państw OECD sięga 6,7 proc. W tym roku weszła w życie ustawa, która przewiduje, że w kolejnych latach nakłady na sektor zdrowia będą stopniowo wzrastać, aby w 2024 roku osiągnąć poziom 6 proc. PKB i zrównać się z unijną średnią.

Z drugiej strony może to jednak nie nadrobić długiego okresu niedoinwestowania, podczas gdy wyzwań w ochronie zdrowia wciąż przybywa. Należą do nich m.in. starzejące się społeczeństwo i zwiększony popyt na świadczenia medyczne, niedobór lekarzy i pielęgniarek, który wymusza podwyżki ich wynagrodzeń, oraz konieczność inwestowania w nowoczesne technologie i sprzęt diagnostyczny. Dlatego – obok wzrostu nakładów – potrzebne są także mechanizmy zwiększające efektywność i skuteczność leczenia pacjentów. W tym może pomóc analityka danych.

– Coraz popularniejsze są trendy związane z medycyną precyzyjną, personalizowaną. W tym przypadku zarówno farmakoterapia, jak i środki związane z leczeniem pacjenta są dostosowane do jego konkretnego profilu. Na bazie danych zgromadzonych w systemach szpitalnych możemy wykorzystać historię podobnych przypadków, żeby dobrać najlepszą terapię dla danego pacjenta – wyjaśnia Piotr Kramek.

Zaawansowana analityka w ochronie zdrowia jest pomocna także w wykrywaniu nadużyć. Analiza sieci powiązań pomiędzy lekarzami, aptekami i usługodawcami może zapobiec wyłudzeniom związanym z refundacją leków i przeciwdziałać takim zjawiskom, jak unbundling czy upcoding (wskazywanie do rozliczenia usług medycznych po wyższych stawkach) w kontekście procedur medycznych.

– Zaawansowana analityka znajduje również zastosowanie w obszarze zakażeń szpitalnych. Korzystamy z doświadczeń naszych klientów wykorzystujących techniki predykcyjne po to, aby typować pacjentów, którzy mogą ulec zakażeniu szpitalnemu podczas hospitalizacji. Mając taką wiedzę, można przedsięwziąć środki zapobiegawcze już w momencie rejestracji pobytu pacjenta w szpitalu i zredukować ryzyko takiego zakażenia – mówi Piotr Kramek.

Ekspert SAS Polska podkreśla, że w kontekście wyzwań strojących przed ochroną zdrowia trzeba również zwrócić uwagę na rosnący udział technologii, chociażby w telemedycynie czy diagnostyce. Z raportu „Pacjent w świecie cyfrowym” firmy doradczej PwC wynika, że telediagnostyka, sztuczna inteligencja, dedykowane aplikacje i urządzenia mobilne będą odgrywać w medycynie coraz większą rolę. Już w tym momencie 60 proc. pacjentów z Europy Środkowo-Wschodniej jest gotowych, by korzystać z telemedycyny.

– Zaawansowana analityka jest nieodłączną częścią wykorzystania technologii w ochronie zdrowia. Mówimy o wykorzystaniu jej w zakresie prognozowania – np. tego, ilu pacjentów z danym schorzeniem pojawi się w danym miesiącu czy roku. Dzięki temu można lepiej zaplanować pracę personelu medycznego i wykorzystanie sprzętu medycznego. Zaawansowana analityka sprawdza się również w telemedycynie, gdzie mamy do czynienia z dużą liczbą czujników i pomiarów z aparatury medycznej. Może pomóc przeanalizować strumienie tych danych w poszukiwaniu anomalii, zjawisk niepożądanych z punktu widzenia zdrowia pacjenta – mówi ekspert SAS Polska.

Z ubiegłorocznego raportu „Zdrowe oszczędności”, opracowanego przez ekspertów Pracodawców RP i Polskiej Unii Onkologii, wynika, że w parze ze zwiększaniem nakładów na ochronę zdrowia w Polsce musi iść większa efektywność ich wydatkowania. Eksperci postulują m.in. wdrożenie rozwiązań technologicznych, które pomogą skrócić kolejki do lekarzy (powiadomienia SMS), przyspieszenie informatyzacji i wdrożenie mechanizmów, które pozwolą na wymianę i analizę danych pomiędzy płatnikiem, świadczeniobiorcami i pacjentami. Z raportu wynika, że rozsądne i efektywne wydatkowanie środków na ochronę zdrowia mogłoby ograniczyć niezbędny wzrost publicznych nakładów na ten cel o około 0,5 proc. PKB rocznie.

Polskie firmy transportowe będą sięgać po nowe technologie. Systemy do zarządzania flotą ograniczą koszty ich działania i zmniejszą liczbę wypadków

Polskie firmy transportowe będą sięgać po nowe technologie. Systemy do zarządzania flotą ograniczą koszty ich działania i zmniejszą liczbę wypadków 4

Firmy transportowe są często sprawdzane pod kątem liczby godzin pracy kierowców. W ubiegłym roku takiemu audytowi została poddana ponad połowa przedsiębiorstw. Choć zwiększa to bezpieczeństwo kierowców, konieczne jest wprowadzenie rozwiązań, które jeszcze je poprawią, jak zdalny odczyt z tachografów. Te jednak są w Polsce stosowane znacznie rzadziej niż w innych europejskich krajach. Telematyczne systemy zarządzania flotą pozwalają zaś zmniejszyć liczbę wypadków i ograniczyć koszty dla firm.

– Polscy przedsiębiorcy transportowi kontrolowani są w większości przypadków przynajmniej raz w roku, 55 proc. badanych przedsiębiorców z Polski stwierdziło, że było badanych w ciągu ostatniego roku, co jest znacząco więcej niż w przypadku innych krajów europejskich. Zaledwie 7 proc. polskich kierowców stwierdziło, że w ciągu ostatniego roku w ogóle nie podlegało żadnym kontrolom, przy 14 proc. kierowców z innych krajów europejskich – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Terlecki, dyrektor sprzedaży w TomTom Telematics.

Z badania Tachograph Survey przeprowadzonego przez TomTom Telematics wynika, że w przypadku aż 78 proc. polskich firm kontroli zostali poddani sami kierowcy. Choć zwiększa to bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego, częste kontrole nie zastąpią nowych rozwiązań, które pozwalają bezpieczeństwo znacząco podnieść, jak np. zdalne odczyty tachografów.

– Zdalny odczyt z tachografu stopniowo staje się standardem w Europie. Ponad 60 proc. firm w Europie używa tego typu rozwiązania, w Polsce ten wskaźnik oscyluje wokół 45 proc., więc mamy coś do nadrobienia. Wydaje się, że bardzo szybko ten dystans będzie topniał, są oczywiste korzyści wynikające z zastosowania zdalnego odczytu tachografów. Przedsiębiorcy unikają konieczności ręcznego odczytu danych, specjalnych kursów do bazy, tzw. pustych przebiegów – tłumaczy Terlecki.

Polscy przedsiębiorcy coraz częściej inwestują w technologie. Jednocześnie aż 39 proc. polskich firm transportowych musiało w 2017 roku odwołać przynajmniej jedno zlecenie z powodu braku informacji, czy danemu kierowcy wystarczy pozostałych godzin pracy, aby je zrealizować w danym dniu. Zaledwie połowa monitoruje przebieg pojazdów, aby kontrolować zużycie paliwa, 60 proc. firm prowadzi programy szkoleniowe z zakresu ekonomicznego prowadzenia pojazdów, a 42 proc. monitoruje styl jazdy kierowców.

– Większość naszych przedsiębiorców uważa, że niektóre z technologii dzisiaj traktowanych jako bardzo innowacyjne, typu sztuczna inteligencja czy wirtualna rzeczywistość, za dziesięć lat staną się codziennością. Ciekawa jest również obserwacja, z której wynika, że nasi przedsiębiorcy są dość zadowoleni ze zdolności adaptowania nowych rozwiązań w swoich firmach. 78 proc. z nich uważa, że robią to bardzo sprawnie, podczas kiedy przeanalizujemy, jakie są rzeczywiste wyniki implementacji tych technologii, okazuje się, że nie przekracza to 30 proc. – ocenia ekspert TomTom Telematics.

Nowe technologie podnoszą efektywność firm z sektora. Przyszłością jest telematyka. Analiza danych, które są dostarczane na niemal każdym etapie przewozu towarów, pozwalają ograniczyć koszty paliwa i puste przebiegi oraz kontrolować bezpieczeństwo. Telematyczne systemy zarządzania flotą pozwalają też zdalnie identyfikować niebezpieczne zdarzenia na drodze i kontrolować sposób jazdy.

– Telematyka to połączenia technologii telekomunikacyjnych, informatycznych i informacyjnych, w praktyce to gromadzenie i przetwarzanie danych, które są dostarczane przedsiębiorcy po to, żeby był w stanie analizować ruch swoich pojazdów, dają mu odpowiednie informacje do decyzji. Te informacje to jest położenie samochodu, trasa, jaką on pokonuje, czy też zużycie paliwa – mówi Terlecki.

Bezpieczeństwo firm TSL ma istotne znaczenie, bo rola sektora w polskiej gospodarce jest nie do przecenienia. Problemy rynkowe mogą odczuć wszyscy.

– Polskie firmy generują około 6,5 proc. PKB Polski. Jest to zjawisko unikatowe, dlatego że w innych krajach europejskich ta wartość jest 2-3-krotnie niższa. Warto powiedzieć o tym, że około miliona osób pracuje bezpośrednio lub pośrednio dla firm transportowych zatrudniających około 650 tys. zawodowych kierowców. Pamiętajmy również o transporcie jako barometrze gospodarki  jeśli w transporcie jest dobrze, można oczekiwać dobrej koniunktury również w całej gospodarce – przekonuje Dariusz Terlecki.

Polski urzędnik potrzebuje około godziny żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy. Jest dwukrotnie mniej efektywny niż pracownik w sektorze prywatnym

Polski urzędnik potrzebuje około godziny żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy. Jest dwukrotnie mniej efektywny niż pracownik w sektorze prywatnym 5

Przeciętny polski urzędnik potrzebuje około 50 minut, żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy, podczas gdy w sektorze prywatnym ten czas rzadko przekracza 15 minut, wynika z danych OECD. Badanie prowadzone od kilku lat w małych, średnich i dużych jednostkach administracji publicznej pokazuje też, że efektywność pracy w administracji publicznej jest średnio dwukrotnie niższa niż w sektorze prywatnym.

– Do tej pory znaleźliśmy dopiero kilka urzędów, które mogłyby pretendować do efektywności zbliżonej do tej, którą potrafimy zmierzyć w sektorze prywatnym. Niestety, średnia wskazuje jasno, że potrafimy w administracji publicznej wykorzystywać zaledwie połowę potencjału tego, który potrafią wydobyć korporacje zachodnie –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Klupczyński, prezes, Curulis Doradztwo Samorządowe.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2017 r. zatrudnienie w całej administracji publicznej wyniosło 428,3 tys. osób. Jak pokazał raport firmy doradczej Curulis, dysproporcja pomiędzy sektorem prywatnym a sektorem administracji publicznej wynika przede wszystkim z umiejętności zarządczych.

– Bardzo rzadko mamy styczność w ogóle ze stanowiskami, które są w jakikolwiek sposób opomiarowane, w których próbuje się sprawdzić, ile mamy pracy, w których próbuje się kogoś z tej pracy rozliczać. Tak pracę układają jedynie największe i najlepsze urzędy w Polsce, czyli na przykład urząd m.st. Warszawy. Niestety, nie jest tak dobrze w całym szeregu dużych pracodawców, którymi są urzędy średnich miejscowości czy miast na poziomie 100–200 tys. mieszkańców. Zatrudniają one niejednokrotnie po prawie tysiąc pracowników, natomiast brakuje czegoś takiego jak system zarządzania pracą, brakuje rozliczania z tego, jak obowiązki są wykonywane. Często przyjmuje się za pewnik, że kiedy przychodzi jakikolwiek nowy obowiązek ustawowy, czyli ustawodawca zmienia jakieś zadania, musimy zatrudnić nowych pracowników. Po prostu brakuje ludzi, którzy umieliby powiedzieć: ta kadra jest wystarczająca, musimy poprawić wykonywanie obowiązki. Zatrudnia się zawsze nowe osoby, to powoduje, że nie ma czyszczenia struktury, która istnieje. Poza tym bardzo mało urzędów podejmuje działania wyrównujące, kiedy zadania się kończy, tzn. łatwo jest zatrudnić, trudniej jest zwolnić i to powoduje, że administracja ma duże przerosty w miejscach, które już ich nie potrzebują – zaznacza Mateusz Klupczyński, prezes, Curulis Doradztwo Samorządowe.

Z danych OECD wynika, że polscy urzędnicy są jednymi z najstarszych w Europie. Co trzeci z nich ma więcej niż 55 lat. Polska zajmuje czwarte miejsce na Starym Kontynencie. Dane OECD pokazują też, że młodych w urzędach jest mało, a jeśli są, to odchodzą do prywatnych firm. Wszystko przez niskie płace, upolitycznienie oraz kiepską opinię o zawodzie, która zniechęca do pracy w administracji publicznej. Potwierdzają to również dane Curulis – Doradztwo Samorządowe.

– Żeby zmienić efektywność pracy w urzędach, musimy podejść wielostopniowo i zacząć szerzyć dobre praktyki zarządzania w urzędach. To się zaczyna dziać. Widać, że często sekretarzy urzędów zaczynamy traktować jak dyrektorów generalnych, natomiast jest to proces zdecydowanie długotrwały i na pewno nie pomaga mu to, że mamy niższe płace w urzędach, co powoduje, że lepsi managerowie szukają zatrudnienia poza sektorem administracji publicznej. To na pewno jest coś, czym chociażby Krajowa Szkoła Administracji Publicznej powinna się zainteresować i co powinna promować, czyli dobre zarządzanie od samego początku.

GK Murapol SA: Wyniki działalności operacyjnej za 1H 2018 r. i po pierwszych trzech kwartałach 2018 r.

Sprzedaż aktywów nieoperacyjnych, wzrost wielkości produkcji i oferty mieszkań, stabilizacja potencjału i powtarzalność liczby przekazań oraz rekordowe wyniki sprzedaży to główne elementy nowego kierunku strategicznego Grupy Murapol, polegającego na koncentracji zasobów wokół działalności podstawowej. Pierwsze półrocze 2018 r. to dla Grupy okres zmian i porządkowania organizacji w kierunku klasycznego dewelopera.

W ostatnich miesiącach ma miejsce wiele zmian w Grupie Murapol, których celem jest uproszczenie jej struktury podmiotowej oraz doprowadzenie profilu działalności, parametrów oraz sposobów finansowania do modelu klasycznego dewelopera mieszkaniowego. Pod koniec pierwszego półrocza 2018 r. Grupa celowo i zgodnie z przyjętymi przez nowy zarząd kierunkami rozwoju, zbyła aktywa niezwiązane z jej core businessem, optymalizując koszty i przesuwając cały swój potencjał finansowy i operacyjny na działalność deweloperską, w której przez lata dowiodła swoich kompetencji, zdobyła know-how i wypracowała przewagi konkurencyjne. Sprzedaż aktywów, takich jak Skarbiec Holding SA czy Polnord SA oraz pozostałe zmiany zachodzące w Spółce w ciągu tego roku, są elementem realizacji strategii koncentracji na biznesie deweloperskim i odchodzenia od dotychczasowej formuły jednostki inwestycyjnej.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Celem zarządu, na czele którego stoję, jest zapewnienie naszym interesariuszom powtarzalnych i przewidywalnych parametrów działalności operacyjnej Grupy Murapol, takich jak sprzedaż,  przekazania mieszkań oraz poziom ich produkcji, które z kolei bezpośrednio przekładają się na wyniki i postrzeganie przez inwestorów GK Murapol. Przez ostatnie miesiące br. wszystkie nasze wysiłki koncentrowaliśmy na powyższych kwestiach. Mamy nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli zaprezentować pełen potencjał i atrakcyjność inwestycyjną Grupy Murapol i osiągnąć kolejne kamienie milowe w drodze do debiutu na warszawskiej giełdzie w 2019 roku.  – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Sprawozdanie statutowe

Zgodnie ze sprawozdaniem statutowym, w którym Grupa Murapol raportuje jako jednostka inwestycyjna, w pierwszym półroczu 2018 r. wypracowała przychody na poziomie 82,4 mln, zysk z działalności operacyjnej w wysokości 39,4 mln zł oraz zysk netto na poziomie 24 mln zł. Rok wcześniej wielkości te kształtowały się odpowiednio: 125,8 mln zł, 98 mln zł oraz 92,2 mln zł. Zwrócić należy uwagę, że na działalności inwestycyjnej w segmencie deweloperskim spółka notuje stabilne wyniki, natomiast w segmentach doradczo-wykonawczym i inwestycyjnym nastąpiła zmiana związana z wdrożeniem od 1 stycznia 2018 r. MSSF 9 i na tej podstawie dokonanymi zmianami klasyfikacji niektórych aktywów tych segmentów – z pozycji aktywów finansowych, wycenianych w wartości godziwej przez wynik finansowy do aktywów finansowych, wycenianych w wartości godziwej przez pozostałe całkowite dochody. Poza powyższym, należy zauważyć znaczący wpływ wyższych kosztów finansowych, związanych z większym zapotrzebowaniem na kapitał dłużny finansujący inwestycje w Skarbiec Holding SA oraz Polnord SA. Pozbycie się tych aktywów jest potwierdzeniem strategii powrotu do działalności stricte podstawowej – deweloperskiej i zmniejszenia poziomu kosztów finansowych, jednocześnie utrzymując potencjał stabilnego rozwoju Grupy.

Sprawozdanie pro-forma

Wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom interesariuszy, Grupa Murapol przygotowuje także sprawozdanie pro-forma, w którym przedstawia wyniki finansowe swojej działalności jako klasyczny deweloper mieszkaniowy. Można przewidywać, że zgodnie ze zmianą strategii Grupy w kierunku klasycznego dewelopera, ta metoda sprawozdawczości stanie się wymagalna i dominująca. Zgodnie z takim podejściem w minionym półroczu Grupa osiągnęła 233,5 mln zł przychodów, co oznacza 22,5 proc. wzrost r/r., będący wynikiem przejęcia grupy AWBUD. Zysk operacyjny wyniósł 14,2 mln zł i był niższy o 71proc. w stosunku do poziomu z ub.r. Spadek ten wynikał z mniejszej niż w ub.r. liczby przekazanych mieszkań, będącej konsekwencją opóźnień w regulowaniu procedur administracyjnych, a także przestawieniu się Grupy na budowę znacznie większych projektów inwestycyjnych, co wiąże się z wydłużeniem się okresów ich realizacji, a ostatecznie przesunięciem w czasie oddania mieszkań klientom i uznania ich w wyniku finansowym. EBITDA w okresie sprawozdawczym wyniosła 16,2 mln zł przy 378 przekazanych mieszkaniach. W 3 kwartale spółka przekazała 826 lokali, a plan na cały 2018 r. zakłada 2,6 tys. Należy podkreślić, że Murapol, posiadając obecnie ponad 6 tys. mieszkań w budowie, osiągnął potencjał przekazań na poziomie 800-1000 mieszkań kwartalnie.

Wyniki działalności operacyjnej za 1H 2018 r. i po pierwszych trzech kwartałach 2018 r.

W pierwszym półroczu 2018 r. Grupa Murapol sprzedała 1 798 lokali mieszkalnych (z czego 1 422 na podstawie notarialnych umów deweloperskich) czyli o 12 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Plan sprzedaży na cały 2018 r. zakłada 3,7 tys. lokali mieszkalnych, wobec nieco ponad 3,6 tys. rok wcześniej. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. Grupa Murapol przekazała klientom 378 mieszkań. Plan przekazań mieszkań na cały 2018 r. zakłada 2,6 tys. lokali mieszkalnych, przy założeniu, że kulminacja przekazań nastąpi w drugiej połowie br. Planowany poziom przekazań jest o ponad 120 proc. wyższy niż w 2017 r. W okresie sprawozdawczym Grupa wprowadziła do sprzedaży 2 191 mieszkań o odpowiadającej im powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 95,5 tys. mkw., powstających w 13 projektach inwestycyjnych. Grupa Murapol na dzień 30 czerwca 2018 r. realizowała 36 projektów inwestycyjnych, w których powstanie 6 236 lokali o łącznej powierzchni użytkowej mieszkań wynoszącej 277 160 mkw.

Grupa Murapol w ciągu dziewięciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 2,7 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Od początku roku Murapol przekazał klientom ponad 1,2 tys. lokali, czyli o ok. 30 proc. więcej r/r . W samym trzecim kwartale w wynikach finansowych firmy zostanie rozpoznane przekazanie 826 lokali, co jest rekordem w historii Murapolu. W trzecim kwartale br. Grupa uruchomiła komercjalizację 6 nowych projektów mieszkaniowych, w ramach których postawiła do dyspozycji klientów 1 023 mieszkania o opowiadającej im łącznej powierzchni użytkowej blisko 44,2 tys. mkw. Łącznie od początku br. Murapol zaoferował ponad 3,2 tys. nowych mieszkań, powstających w 19 projektach inwestycyjnych. Na zakończenie trzeciego kwartału 2018 r., portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 081 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 268,8 tys. mkw., powstających w 32 projektach. Na koniec trzeciego kwartału 2018 roku Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości 637 mln zł, pod budowę 21,4 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej ponad 927,6 tys. mkw., z czego grunty o wartości blisko 400 mln zł stanowią własność spółki i niemal w całości posiadają pozwolenia na budowę.

Najbliższe miesiące to kontynuacja zapoczątkowanych w pierwszym półroczu br. zmian wewnętrznych i reorganizacji strukturalnej, która pozwoli Grupie Murapol stać się typowym podmiotem deweloperskim, zarówno pod względem zakresu prowadzonej działalności, jak i ujęcia finansowego jej efektów. Prowadzone działania są elementem przygotowań Spółki do jej zaoferowania inwestorom podczas IPO jako klasycznego dewelopera mieszkaniowego.

Inteligentne poduszki powietrzne dostosują się do siły uderzenia. Znajdą zastosowanie nie tylko w samochodach, lecz także w dronach

Inteligentne poduszki powietrzne dostosują się do siły uderzenia. Znajdą zastosowanie nie tylko w samochodach, lecz także w dronach 6

Samochody są coraz bardziej zaawansowane i wyposażane w najnowsze technologie. Producenci szczególną uwagę zwracają na bezpieczeństwo. Jednym z jego elementów w pojazdach są poduszki powietrzne, które także są coraz bardziej inteligentne. Polscy naukowcy opracowują poduszki wyposażone w inteligentne czujniki, które potrafią dostosować ilość pochłanianej energii do siły uderzenia. Technologia może również być wykorzystana w branży droniarskiej, dzięki czemu możliwe będzie wykorzystanie dronów także w miastach.

– W przypadku kolizji komunikacyjnych, gdzie zderzają się samochody czy pociągi, mamy poduszki powietrzne zaprojektowane na przeciętny losowo wypadek, ciężar i prędkość. Technologia Adaptive Impact Absorption (AIA) pozwala zidentyfikować w czasie rzeczywistym energię udaru, czyli prędkość i masę, a następnie dostosować do nich shock absorber, czyli poduszkę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Jan Holnicki z Zakładu Technologii Inteligentnych.

Najnowsze samochody wyposaża się w rozbudowane systemy poduszek powietrznych. Poduszki znajdziemy w kierownicy, desce rozdzielczej, drzwiach, a nawet w suficie. Koncern Ford eksperymentuje nawet z poduszkami w pasach bezpieczeństwa, a w niektórych samochodach marki Volvo znajdziemy poduszki, które mają chronić przechodniów. Niemiecka firma ZF Friedrichshafen chce z kolei wyposażać samochody w poduszki montowane w oparciu każdego z foteli. Miałyby one ochronić pasażerów i kierowcę przed uderzeniami bocznymi, które stanowią aż 30 proc. wszystkich wypadków drogowych.

W dobie popularyzacji inteligentnych rozwiązań coraz częściej mówi się o wprowadzeniu systemów bezpieczeństwa, które dostosowywałyby się do wydarzeń na drodze. Nad takimi rozwiązaniami pracują m.in. inżynierowie BMW. Testują dwustopniowe poduszki powietrzne, które nie otwierają się z pełną mocą w przypadku mniej groźnych wypadków, a dopiero w przypadku gwałtownego wypadku aktywują się oba zbiorniki z gazem.

Na podobnej zasadzie działa wynalazek polskich naukowców, który aktywuje wyłącznie te poduszki, które są wymagane do tego, aby w pełni przejąć impet uderzenia.

– Nasza poduszka będzie miała wypalane pirotechniczne otwory. Do tego potrzebne są sensory, czyli identyfikacja zdarzenia online. Potrzebny jest model matematyczny, który modeluje to wszystko i wybiera strategię otwierania tych otworów. To wszystko jak zadziała, będzie o niebo skuteczniejsze –  przekonuje prof. Jan Holnicki.

Poduszki powietrzne sprawdzą się również w mniej oczywistych sytuacjach. Szwedzka firma Hövding opracowała kołnierz bezpieczeństwa dla rowerzystów, który w momencie wypadku błyskawicznie napełnia się powietrzem, chroniąc głowę przed uszkodzeniem. Na rynku dostępne są także kaski APC z nadmuchiwanym kołnierzem bezpieczeństwa, a kurtka motocyklowa Dainese D-Air Misano 1000 została wyposażona w system inteligentnych czujników, które aktywują poduszki powietrzne w momencie wypadku.

Ciekawe zastosowanie dla poduszek powietrznych znaleźli także projektanci hybrydowego drona Spry, który potrafi latać oraz pływać pod wodą. Sprzęt wykorzystuje je, aby po zanurkowaniu wydostać się na powierzchnię – rozprężone powietrze wypycha pojazd ponad taflę wody. Rozwiązanie polskich inżynierów z IPPT także może być zastosowane w dronach.

– Przygotowujemy nasze rozwiązanie na awaryjne lądowanie dronów. Regulacje prawne nie pozwalają latać w terenie zurbanizowanym, żeby nie uszkodzić osoby trzeciej. Dlatego nasz pierwszy projekt ADBAG poświęcony jest właśnie poduszkom awaryjnego lądowania do systemów bezzałogowych. Rozpoznajemy prędkość, masę spadającą i pirotechniczne otwory są odpowiednio wypalane. To jest technologia, która mamy nadzieję, już za rok będzie gotowa do wdrożenia – zapowiada ekspert.

Inteligentne poduszki powietrzne zintegrowane z układem czujników sprawdzają się dziś nie tylko w przemyśle motoryzacyjnym. Francuska firma Helite wykorzystała je także do stworzenia pasa Hip’Air, który zadba o bezpieczeństwo osób starszych. Podobnie jak poduszki opracowywane przez naukowców z Zakładu Technologii Inteligentnych, Hip’Air analizują kierunek oraz prędkość potencjalnego zderzenia z ziemią. Kiedy osoba starsza potknie się, poduszki napełniają się tuż przed uderzeniem, minimalizując ryzyko odniesienia poważnych obrażeń.

Podobne urządzenie opracowali naukowcy z Niemieckiego Stowarzyszenia Mechatroniki, którzy zaprojektowali poduszkę powietrzną dla telefonu, która aktywuje się w momencie wykrycia dużego przeciążenia. Tu jednak nie zastosowano poduszek napełnianych powietrzem, a specjalne odbijaki, które wysuwają się tuż przed upadkiem.

– Bezpieczeństwo to główne wyzwanie i liczymy, że nowe technologie pozwolą zastosować drony do operacji w zurbanizowanym terenie, co teraz jest limitowane przepisami. Że będzie możliwość latania nad terenem zabudowanym i tam dostarczania np. przesyłek. Głównie chodzi o bezpieczeństwo ludzi, ale też pojazdów i mienia przy wszelkich kolizjach komunikacyjnych – podsumowuje prof. Jan Holnicki.

Według analityków MarketsandMarkets wartość globalnego rynku poduszek powietrznych oraz pasów bezpieczeństwa wyniesie w 2025 roku. osiągnie wartość ponad 135 mld dol. W najbliższych latach branża będzie się rozwijała w tempie 12 proc. średniorocznie.

Technologia rozszerzonego dźwięku wykorzystuje przenoszenie brzmienia poprzez dotyk. Będzie stosowana w fotelach samochodowych i w kinach

Technologia rozszerzonego dźwięku wykorzystuje przenoszenie brzmienia poprzez dotyk. Będzie stosowana w fotelach samochodowych i w kinach 7

Muzyka może być słyszana nie tylko za pomocą uszu, lecz także dotyku. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń pozwalających słuchać muzyki z pominięciem uszu, dzięki wykorzystaniu technologii przewodnictwa kostnego. Opracowywana jest technologia, która może zrewolucjonizować systemy dźwiękowe w samochodach i kinach. Zamiast klasycznych głośników, dźwięk przekazywany będzie za pośrednictwem silników wibrujących wbudowanych w fotele, dzięki czemu będzie niesłyszalny dla otoczenia.

– Flexound to technologia Augmented Audio oparta na naszym unikatowym sposobie odtwarzania dźwięku, która wprowadza nowy wymiar doznań związanych ze zmysłem słuchu. Rozwiązanie łączy dźwięki oraz zmysł dotyku. Sygnały foniczne umożliwiają doświadczanie dźwięków w rozszerzony sposób za pośrednictwem elementów wibrujących umieszczonych w materiale, z którego wytworzony jest produkt – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jukka Linjama, dyrektor ds. technologii firmy Flexound.

Technologia rozszerzonego dźwięku opracowana przez Flexsound wykorzystuje wibracje do przekazywania muzyki. Tylko poprzez dotyk poduszki czy fotela można usłyszeć przekazywany dźwięk. Wykorzystana w tym rozwiązaniu technologia bliskiego pola pozwala na odbieranie muzyki w wysokiej jakości – bez zakłóceń, zniekształceń, ech czy odbić. Flexound może być stosowane wszędzie tam, gdzie wykorzystuje się tradycyjne sposoby nagłośnienia. Nadaje się między innymi do uprawiania jogi, a także do zmniejszania poziomu stresu.

– Technologia nie wymaga głośnego odtwarzania dźwięków, ponieważ znajduje się blisko uszu, a wibracje z fotela są przenoszone przez skórę. Jakość dźwięku jest doskonała. Wytwarzana jest „miejscowa bańka dźwiękowa”, w której doskonale słychać odtwarzane dźwięki. Głośność spada wyraźnie wraz z oddaleniem się od tej bańki choćby o metr. Użycie naszej technologii w samochodach będzie bezpieczne – przekonuje ekspert.

Przesyłanie dźwięku z użyciem zmysłu dotyku jest coraz szerzej wykorzystywane. Philips opracował SmartSleep, czyli opaskę na głowę emitującą dźwięk z wykorzystaniem przewodnictwa kostnego. Nie odtwarzała ona jednak standardowej muzyki, lecz odpowiednio natężony szum w celu poprawy jakości snu. Z kolei zakładane na rękę opaski TouchPoints emitują wibracje mające redukować stres. Producent zaleca je również do stosowania w uzupełnieniu terapii autyzmu czy ADHD.

Przewodnictwo kostne standardowo i najczęściej jest jednak wykorzystywane w implantach słuchowych. Składają się one z tytanowego implantu montowanego w kości za uchem oraz dołączonego do niego procesora dźwięku. Procesor dźwięku odbiera dźwięki na takiej samej zasadzie, jak aparat słuchowy. Zamiast jednak przesyłać je do przewodu słuchowego, przekształca w drgania przenoszone na kość. Takim sposobem omijane jest ucho wewnętrzne i środkowe.

Opracowana przez Flexsound poduszka odtwarzająca miękkie dźwięki była pierwszym wdrożeniem technologii. Aktualnie opracowywane są systemy nagłośnienia do kin i rozwiązania dla branży motoryzacyjnej.

– Nasze poduszki HUMU, które umożliwiają rozszerzone doznania dźwiękowe i odtwarzają dźwięki w jakości stereo, są już dostępne na rynku. Na chwilę obecną pracujemy nad systemem rozszerzonych doznań dźwiękowych do kin, który będzie dostępny już wkrótce – zapowiada Jukka Linjama.

Według prognoz Research and Markets światowy rynek urządzeń wykorzystujących przewodnictwo kostne będzie się rozwijał do 2021 roku w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 14 proc.

Zmiany w zarządach spółek Grupy 3S

1 października 2018 w zarządach spółek Grupy 3S nastąpią zmiany. W 3S S.A. ze stanowiska Prezesa Zarządu ustępuje Jacek Groyecki, współwłaściciel i współzałożyciel firmy. Jego miejsce zajmie Piotr Pawłowski, dotychczas wiceprezes zarządu odpowiedzialny w Grupie za sprzedaż. W 3S Data Center S.A. funkcję Prezesa Zarządu, przejmie Monika Roś-Gruszczyk, dotąd członek zarządu spółki. Zastąpi na tym stanowisku Zbigniewa Szkaradnika, także współtwórcę i akcjonariusza Grupy 3S.

Przekazujemy stery spółek w dobre ręce doświadczonych menedżerów, którzy współpracują z nami od lat – mówi Jacek Groyecki, prezes Grupy 3S – Tę zmianę planowaliśmy od dłuższego czasu. Po 18 latach budowania Grupy, przygotowanie i wdrożenie strategii na kolejny okres – lata 2019 – 2022, postanowiliśmy powierzyć młodszym kolegom. Zarówno ja, jak i Zbigniew Szkaradnik będziemy dalej wspierać firmę z pozycji doradców zarządu, dodaje.

Piotr Pawłowski
Piotr Pawłowski

Jako Grupa stopniowo odchodzimy od sprzedaży prostych usług telekomunikacyjnych i będziemy rozwijać się w stronę bardziej zaawansowanych rozwiązań, wspierających realizację wizji biznesowych naszych Klientów – mówi Piotr Pawłowski, nowo powołany Prezes Zarządu 3S S.A. – Unikatowe połączenie kompetencji, własnej infrastruktury telekomunikacyjnej i klastra centrów danych daje nam przewagę konkurencyjną, którą chcemy wykorzystywać w najbliższych latach.

Monika Roś-Gruszczyk
Monika Roś-Gruszczyk

Widzimy bardzo dobre perspektywy dla rozwoju usług centrów danych, w szczególności kompleksowych rozwiązań łączących infrastrukturę i usługi IT – mówi Monika Roś-Gruszczyk, która zajmie stanowisko Prezesa Zarządu w 3S Data Center S.A. – Stawiamy na nowe kompetencje i rozwój zespołów inżynierskich oraz nasze autorskie rozwiązanie Cloud2B – chmura dla biznesu, które wyróżnia nas na rynku data center.

W skład Grupy 3S wchodzą: założona w 2002 roku 3S S.A. i jej spółki zależne: 3S Data Center S.A., powstała w 2011 oraz krakowska 3S Fibertech Sp. z o.o, przejęta w 2016 roku. W latach 2007 – 2018, w strukturach Grupy znajdowała się także spółka SGT S.A., która lipcu 2018 zmieniła właściciela na gdyńską Vectrę.

Akcjonariuszem większościowym w Grupie 3S jest od 2015 roku fundusz Enterprise Investors. Pozostałymi akcjonariuszami są osoby fizyczne: współtwórcy Grupy 3S – Zbigniew Szkaradnik, Wojciech Apel i Jacek Groyecki.

Przemysł hamuje. Spadają zamówienia eksportowe

We wrześniu br. wskaźnik PMI osiągnął wartość 50,5 pkt. To najniższy odczyt od niemal dwóch lat – czyli od października 2016 roku – podał Markit.

W świetle dzisiejszych wyników badania PMI, odnotowujemy dalsze osłabienie tego wskaźnika. We wrześniu wyniósł on 50,5 pkt, podczas gdy przed miesiącem 51,4 pkt. To trzeci z kolei miesiąc spadków, który doprowadził do osiągnięcia minimum z ostatnich 23 miesięcy. 50,5 pkt to wynik bliski progowej wartości 50 pkt, sugerującej oznaki stagnacji.
Wygląda na to, że szczyt cyklu koniunkturalnego jest już za nami. Przedsiębiorstwa sektora przetwórstwa przemysłowego sygnalizują to w wielu aspektach.

Menedżerowie logistyki obserwują spadek nowych zamówień (w tym, najsilniejszy spadek zamówień eksportowych od czterech lat) i związane z nim zmniejszenie niezrealizowanych zamówień. Aktywność zakupowa firm została mocno ograniczona, a zatrudnianie nowych pracowników odbywa się z mniejszą intensywnością (10-miesięczne minimum). Ponadto, odnotowano mniejszy wzrost okresu dostaw (zwiastując mniejszą presję na podwykonawcach), któremu towarzyszyło osłabienie wzrostu cen nakładów.

Mimo ogólnie dobrych perspektyw przed polskim przetwórstwem przemysłowym, osłabienie pozytywnego trendu jest widoczne. Za zwalniające moce produkcyjne odpowiada w znacznym stopniu mniejsze zainteresowanie polskimi produktami partnerów zagranicznych, wynikające ze spowolnienia przemysłu zachodnioeuropejskiego.

Konfederacja Lewiatan

Grupa Walstead sfinalizowała przejecie europejskiego oddziału LSC Communications

Walstead, największa niezależna komercyjna grupa poligraficzna w Europie, poinformowała o spełnieniu wszystkich warunków związanych z przejęciem europejskiego oddziału firmy poligraficznej LSC Communications, Inc., z siedzibą w Polsce („LSC Poland”) – transakcja została przeprowadzona w dniu 28 września 2018 r. 

LSC Poland specjalizuje się w druku czasopism, katalogów, ulotek reklamowych, produkcji materiałów marketingowych w punktach sprzedaży detalicznej (materiały POS) oraz w usługach premediowych dla ponad 430 klientów w 34 krajach. Przychody za rok zakończony 31 grudnia 2017 r. wyniosły 210 milionów euro. Firma zatrudnia ponad 2000 pracowników w sześciu lokalizacjach w Polsce.

Po przejęciu Walstead stanie się największą niezależną grupą poligraficzną działającą w segmencie ulotek reklamowych i czasopism w Europie z przewidywanymi rocznymi przychodami w wysokości około 730 milionów euro. W powiększonej grupie zatrudnionych będzie ponad 4400 pracowników obsługujących 67 maszyn do druku offsetowego rolowego i 4 maszyny rotograwiurowe w 19 zakładach produkcyjnych w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Austrii, Czechach, Słowenii i Polsce.

LSC Poland zmieni nazwę na Walstead Central Europe i będzie stanowić czwarty regionalny oddział (obok Walstead UK, Walstead Iberia i Leykam Let’s Print).

100% akcji Unipetrolu w rękach GK ORLEN

PKN ORLEN sfinalizował transakcję zakupu 100% udziałów w czeskim Unipetrolu. Oznacza to lepsze wykorzystanie synergii i możliwość bardziej efektywnego wdrażania procesów optymalizacyjnych w ramach Grupy ORLEN. Przyniesie to również realne korzyści czeskiej spółce, ponieważ znacząco wzmocni jej pozycję konkurencyjną w całym regionie. 

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

Celem wszystkich procesów integracyjnych jest tworzenie podmiotu, który będzie działał znacznie sprawniej jako całość i który wzmocni pozycję  na konkurencyjnym rynku . Zakup Unipetrolu oznacza wzmocnienie Grupy ORLEN. Wraz z planowanym przejęciem Grupy LOTOS pozwoli nam skuteczniej konkurować na wymagającym europejskim rynku. Dlatego finalizację zakupu Unipetrolu traktujemy jako ważny etap w dalszym rozwoju Grupy ORLEN – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Jednym ze strategicznych celów  jest zwiększenie w  części petrochemicznej naszej działalności produkcyjnej, gdzie kluczowym projektem jest obecnie budowa polietylenu PE3 w Litvinovie. Właśnie ta jednostka produkcyjna znacząco wzmocni pozycję Unipetrolu w dynamicznie rozwijającym się segmencie petrochemicznym zarówno w Republice Czeskiej, jak i na poziomie całej Grupy ORLEN – dodał Prezes Obajtek.

Procedura wykupu akcji Unipetrolu realizowana była zgodnie z przepisami obowiązującymi w tym zakresie w Czechach. Decyzję Walnego Zgromadzenia z 28 sierpnia br. poprzedziło przekazanie wymaganych dokumentów i uzyskanie zgody Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji przy proponowanej cenie 380 CZK/akcję. Od dziś 100% akcji Unipetrolu jest w rękach PKN ORLEN.

Unipetrol a.s. jest największym w Czechach koncernem rafineryjno-petrochemicznym. W jego skład wchodzą rafinerie w Litvinowie i Kralupach,  największa na lokalnym rynku sieć stacji paliwowych Benzina (ponad 400 stacji) oraz spółka Spolana, jedyny producent PCW i kaprolaktamu na tym rynku. Bardzo istotna jest część petrochemiczna firmy zlokalizowana w Litvinowie, gdzie obecnie realizowany jest projekt budowy instalacji polietylenu PE3, który ma na celu umocnienie pozycji Grupy ORLEN na chemicznym i petrochemicznym rynku w Europie Środkowej. Realizacja projektu w Litvinovie  o mocy około 270 tys. ton/rocznie umożliwi wyższe wykorzystanie instalacji Olefin oraz głębszą integrację produkcji petrochemicznej i rafineryjnej. Sprawna realizacja tej  inwestycji umożliwi wzmocnienie pozycji Unipetrolu w jednej z najbardziej perspektywicznych branż na świecie.

Etapy przejęcia akcji Unipetrolu:
* 12.12.2017 – PKN ORLEN, posiadający 62,9 proc. akcji Unipetrol a.s.,  rozpoczął procedurę ogłoszenia dobrowolnego warunkowego wezwania na akcje czeskiej spółki.
* 23. 02. 2018 – PKN ORLEN zrealizował płatności na rzecz akcjonariuszy mniejszościowych, którzy odpowiedzieli na ogłoszone dobrowolne wezwanie na wykup pakietu akcji Unipetrol a.s.. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 3,5 mld PLN. W ten sposób Koncern osiągnął warunkowy próg wezwania zapewniając sobie 94,03% udziałów w akcjonariacie czeskiej spółki.
* 22.05.2018 – Rada Nadzorcza PKN ORLEN wyraziła zgodę na nabycie przez Koncern pozostałych akcji spółki Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
* 23.05.2018 – PKN ORLEN złożył wniosek do Czeskiego Banku Narodowego o przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki
* 20.06.2018 – PKN ORLEN otrzymał zgodę od Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki.
* 28.08.2018 – Walne Zgromadzenie Unipetrolu wyraziło zgodę na przeprowadzenie wykupu przez PKN ORLEN akcji tej spółki reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
* 01.10.2018 – 100% akcji Unipetrolu w rękach PKN ORLEN

Koniunktura w przemyśle bliska stagnacji

Wrześniowy odczyt PMI nie napawa optymizmem. Wyniósł on jedynie 50,5, a więc o 1,0 poniżej oczekiwań rynkowych i 0,9 mniej niż w sierpniu. Co prawda odczyt powyżej 50,0 wydłuża do 4 lat bieżącą tendencję wzrostową w przemyśle, ale spadek PMI trzeci miesiąc z rzędu budzi obawy o wzrosty w kolejnych miesiącach.

W raporcie przygotowanym przez IHS Markit autorzy zwracają szczególną uwagę na pierwszy spadek nowych zleceń od października 2016 r., najostrzejszą redukcję liczby nowych zamówień eksportowych od ponad 4 lat oraz obniżenie się wskaźnika PMI do poziomu najniższego od 23 miesięcy.

Polscy producenci zwiększali zatrudnienie we wrześniu, aczkolwiek w tempie najwolniejszym od 10 miesięcy. Wolniejsze tempo wynikało z mniejszego napływu nowych zamówień.

Co ciekawe, opóźnienia w dostawach nadal się wydłużały, jednak najwolniej od maja 2017 r.

Mimo dobrych prognoz dotyczących wzrostu wielkości produkcji w perspektywie 12 miesięcy, słabną one szósty miesiąc z rzędu. Z kolei poziom optymizmu osiągnął najniższy wynik od listopada 2016 r.

Piotr Ludwiczak, Zarządzający funduszem, Michael/Ström Dom Maklerski

Średnie ceny za pokój hotelowy w regionie CEE zbliżają się do historycznych maksimów

Hotele w Pradze, która jest piątym najchętniej odwiedzanym miastem w Europie, funkcjonują na niemal pełnych obrotach i odnotowują jedne z najwyższych wskaźników obłożenia. Podobnie przedstawia się sytuacja w innych krajach Europy Środkowej. Drugim największym rynkiem pod względem aktywności inwestorów była Polska, w której sfinalizowano 15 transakcji o łącznej wartości 402 mln euro.

Średnie ceny za pokój w hotelach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW)* rosną w ostatnich miesiącach w rekordowym tempie – to one w największym stopniu odpowiadają za dwucyfrowy wzrost przychodów na jeden dostępny pokój (RevPAR) w miastach Europy Środkowej w 2017 roku. Trend ten utrzymał się również w pierwszej połowie bieżącego roku. Jedynym wyjątkiem była Warszawa, w której przychody RevPAR nieznacznie się zmniejszyły wskutek niższego wskaźnika obłożenia, ale ceny pokoi wzrosły tak, jak w innych stolicach. Dzięki wyższym cenom hotele odnotowują wzrost rentowności, co przekłada się na rosnące zainteresowanie inwestorów rynkiem hotelowym. Jednak ze względu na brak podaży obiektów hotelowych na sprzedaż i ograniczoną dostępność terenów inwestycyjnych w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach, na cele hotelowe adaptowane są istniejące już budynki. Rentowność hoteli utrzyma się w najbliższych latach na wysokim poziomie dzięki rosnącemu popytowi i niewielkiej skali inwestycji deweloperskich na większości rynków (z wyjątkiem Warszawy i Wiednia).

Stolice państw Europy Środkowej** w czołówce miast o najwyższym wskaźniku obłożenia hoteli w Europie – liderem w regionie jest Praga

W 2017 roku średni wskaźnik obłożenia hoteli w stolicy Czech wyniósł 80%, co zapewniło Pradze piąte miejsce w Europie.*** Praga jest jednocześnie 10. największym rynkiem w Europie z bazą hotelową oferującą ponad 35 tys. pokoi oraz ponad 18 mln sprzedanych dób hotelowych w 2017 roku. Drugim rynkiem w regionie jest Wiedeń, w którym w ubiegłym roku sprzedano ponad 15,5 mln dób hotelowych; stolica Austrii zajęła jednak 13. miejsce pod względem wskaźnika obłożenia hoteli. Trzecim największym rynkiem hotelowym w Europie Środkowej jest Budapeszt, którzy zajął 10. miejsce w rankingu miast z najwyższym wskaźnikiem obłożenia. Ze względu na mniejszą ofertę dostępnych hoteli w porównaniu z Pragą, stolica Węgier ma znaczny potencjał rozwoju. Kolejnym miastem z jednym z najwyższych wskaźników obłożenia hoteli na kontynencie jest Warszawa, która uplasowała się na 7. miejscu. Jednak do końca 2018 roku może odnotować spadek w rankingu wskutek nowej podaży. Wskaźniki obłożenia na głównych rynkach hotelowych Europy Środkowej znacząco wzrosły w porównaniu z niektórymi największymi destynacjami turystycznymi takimi jak Madryt, Mediolan i Rzym. Jedynie Bratysława nie zakwalifikowała się do pierwszej dwudziestki.

– Przewidujemy, że w najbliższych latach popyt będzie nadal rósł, ale w niektórych miastach w wolniejszym tempie ze względu na wzrost cen lub maksymalne obłożenie hoteli w szczycie sezonu. Trend wzrostowy jednak utrzyma się dzięki rosnącemu zainteresowaniu klientów, zwłaszcza z Azji i Bliskiego Wschodu – mówi Bořivoj Vokřínek, Partner, dyrektor działu doradztwa strategicznego i badań rynku hotelowego w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.ceny za hotele

W pierwszej połowie 2018 roku przychody na jeden dostępny pokój (RevPAR), które są kluczowym wskaźnikiem efektywności w sektorze hotelowym, wzrosły w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej w całym regionie, z wyjątkiem Warszawy. Liderem wzrostów była Sofia, gdzie przychody RevPAR wzrosły – aczkolwiek ze stosunkowo niskiego poziomu – aż o 19,0%. Na kolejnych miejscach uplasowały się: Budapeszt (5,5%), Bukareszt (4,7%) i Bratysława (4,6%). W Pradze i Wiedniu wskaźnik RevPAR wzrósł o nieco ponad 2%.****

David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield
David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield

– Wskaźniki obłożenia hoteli na wielu rynkach Europy Środkowej są rekordowo wysokie, a ceny za pokój zbliżają się do poziomów obserwowanych w Europie Zachodniej, co do pewnego stopnia ogranicza możliwości bardziej dynamicznego wzrostu przychodów RevPAR, jaki odnotowaliśmy w 2017 roku. Ponadto niektóre rynki takie jak Warszawa zaczynają odczuwać wpływ nowej podaży, a hotelarze wskazują na rosnącą konkurencję ze strony platform wynajmu krótkoterminowego takich jak AirBnB – mówi David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield.

Rynek inwestycyjny

Rok 2017 był rekordowy pod względem aktywności inwestycyjnej na głównych rynkach hotelowych Europy Środkowo-Wschodniej – zawartych zostało 67 transakcji na 1,7 mld euro w porównaniu z 56 transakcjami na 1,3 mld euro w 2016 roku. Najwyższy wolumen transakcji inwestycyjnych odnotowano ponownie w Austrii – łącznie 791 mln euro. Drugim największym rynkiem pod względem aktywności inwestorów była Polska, w której sfinalizowano 15 transakcji o łącznej wartości 402 mln euro. Z kolei w Czechach obroty na rynku hotelowym w 2017 roku wyniosły ponad 235 mln euro, czyli nieznacznie mniej niż w rekordowym 2016 roku, w którym wolumen transakcji inwestycyjnych wzrósł do 292 mln euro. Tuż za Czechami niespodziewanie uplasowała się Rumunia, w której inwestorzy ulokowali blisko 200 mln euro.

W pierwszej połowie 2018 roku łączny wolumen transakcji inwestycyjnych wyniósł zaledwie 0,5 mld euro, ale w drugim półroczu może znacząco wzrosnąć.

Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield
Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield

– Koniunktura w gospodarce i turystyce na wszystkich rynkach Europy Środkowo-Wschodniej zachęca inwestorów poszukujących większych zysków do inwestowania w regionie. Jednak w pierwszej połowie 2018 roku zawarto niewiele transakcji ze względu na brak nieruchomości wystawianych na sprzedaż, a czasami wygórowane oczekiwania lub niepewność sprzedających, którzy mają ograniczone możliwości reinwestowania kapitału – mówi Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield.

Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska
Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska

– W 2018 roku kluczowe wskaźniki efektywności rynku hotelowego w Polsce nie rosną już tak dynamicznie, jak w poprzednich latach. W Warszawie odnotowano nieznaczny spadek wskaźnika obłożenia hoteli oraz przychodów RevPar, co było spowodowane przede wszystkim oddaniem do użytku ok. 1200 nowych pokoi w okresie od pierwszej połowy 2017 roku do pierwszego półrocza 2018 roku. Miasto nadal przyciąga jednak uwagę inwestorów ze względu na dużą liczbę realizowanych inwestycji deweloperskich – powiedziała Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska.

Inwestycje hotelowe

W 2019 roku baza hotelowa największych rynków wzbogaci się o prawie 5000 nowych pokoi. W Polsce planowane jest m.in. otwarcie 7 hoteli marki ibis.

Według prognoz w najbliższych trzech latach w stolicach państw Europy Środkowo-Wschodniej może zostać wybudowanych ponad 13 000 pokoi w hotelach klasy średniej i luksusowej. Najwięcej nowych obiektów powstanie w Wiedniu i Warszawie. Dzięki nowej podaży liczba pokoi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej znacząco wzrośnie, ale skumulowany wzrost roczny w najbliższych trzech latach wyniesie zaledwie 3,5%, co nie powinno powodować większych obaw w krótkiej perspektywie.

W najbliższym czasie aktywność deweloperska w sektorze hotelowym może przyspieszyć dzięki ożywieniu na rynkach i łatwiejszemu dostępowi do źródeł finansowania inwestycji w niektórych krajach. Jednak w Pradze, Budapeszcie i Wiedniu już teraz podaż gruntów lub pustych budynków w centralnych lokalizacjach umożliwiających realizację dużych inwestycji hotelowych lub zmianę ich przeznaczenia jest stosunkowo ograniczona. Z tego względu rynki te są lepiej chronione przed skutkami nadpodaży niż Warszawa, Sofia czy Bratysława.

Obecnie popyt nadal przewyższa podaż na większości rynków i nie przewidujemy niepokojącej nadpodaży w najbliższej przyszłości.

* EŚW obejmuje Czechy, Polskę, Austrię, Węgry, Słowację, Bułgarię i Rumunię.
** EŚ obejmuje Czechy, Polskę, Austrię, Węgry i Słowację.
*** Na podstawie danych dotyczących efektywności dla 35 największych rynków hotelowych, opublikowanych w „European Hotel Review” przez STR.
**** W euro

Luki w polskim systemie ochrony środowiska

Gospodarowanie odpadami i miks energetyczny, w którym choć coraz mniejszy, to nadal wiodący udział ma węgiel, to największe środowiskowe słabości Polski. O tych problemach robi się szczególnie głośno przed zbliżającym się międzynarodowym szczytem klimatycznym COP24, który odbędzie się na początku grudnia w Katowicach. Podczas niedawnego Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie eksperci firmy doradczej Deloitte przekonywali o znaczącej roli biznesu we wdrażaniu decyzji, jakie zapadną na szczycie. To właśnie w Katowicach zostaną wyznaczone kierunki realizacji nowej globalnej umowy klimatycznej, która zacznie obowiązywać w 2020 roku.

Choć Polska próbuje gonić kraje zachodnie w kwestiach ekologii, to wciąż wiele ma do nadrobienia w tym obszarze. Tymczasem Komisja Europejska wyznacza nam coraz bardziej ambitne cele. Na początku roku Bruksela przedstawiła nowy scenariusz miksu energetycznego Polski – czyli struktury źródeł pozyskania energii – na rok 2030. Zakłada on ograniczanie wykorzystania węgla na rzecz odnawialnych źródeł energii. Zgodnie z tym scenariuszem KE oczekuje od Polski obniżenia emisji gazów cieplarnianych z obecnego poziomu około 770 kg CO2/MWh do poziomu 400-450 kg CO2/MWh w 2030 roku.

Biznes musi zauważyć problem

Julia Patorska
Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Zdecydowane posunięcia Komisji Europejskiej oraz zaplanowany na grudzień szczyt klimatyczny w Katowicach sprawiają, że temat zanieczyszczeń środowiska i zmian klimatu wraca ze zdwojoną siłą. – Chcemy być aktywnym uczestnikiem debaty i aktywnym uczestnikiem zmian. Co ważne, dyskusja podczas szczytu COP24 będzie służyć podnoszeniu świadomości ekologicznej. Deloitte stara się propagować wiedzę o zagrożeniach i możliwościach działania w tym obszarze – mówi Julia Patorska, lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte. Firma współpracuje już z Ministerstwem Środowiska w stworzeniu planów adaptacji polskich miast do zmian klimatu. Prowadzi także badania dotyczące kosztów ryzyk klimatycznych i katastroficznych. Już wkrótce będzie również gotowa analiza Deloitte na temat gospodarki o obiegu zamkniętym w Polsce, zakładającej ponowne wykorzystywanie zużytych produktów. Globalne zaangażowanie w problem – w tym także biznesu – to konieczność. Inaczej kwestie zagrożeń środowiska mogą wymknąć się spod kontroli. Zdaniem ekspertów podejście do ochrony środowiska musi być wszechstronne, a kwestie związane z klimatem powinny być między innymi częścią porozumień handlowych i pomocy rozwojowej.

Środowiskowa odwilż w Polsce

Choć świadomość ekologiczna Polaków stale rośnie i obserwuje się coraz większe zainteresowanie tematem, w niektórych obszarach nadal widać poważne luki. W Polsce ostatnie dwa lata to intensywna dyskusja i kampanie medialne na temat smogu. Liczne pożary składowisk i magazynów odpadów podczas minionego lata ujawniły z kolei problemy z gospodarowaniem odpadami.

Brak wystarczającej troski o środowisko sprawił, że w lipcu Polska znów znalazła się na celowniku Komisji Europejskiej. Instytucja wytknęła nam zbyt słabą ochronę lasów chronionych, wezwała do stosowania prawa dotyczącego recyklingu złomowanych pojazdów i ponagliła do wdrożenia infrastruktury dla paliw alternatywnych, która miała rozszerzać sieć pojazdów elektrycznych.

Eksperci Deloitte zauważają, że goszcząc konferencję klimatyczną Polska ma doskonałą okazję do jeszcze lepszego podniesienia nie tylko świadomości ekologicznej Polaków, ale też wzmocnienia wagi działań rządu, biznesu i społeczeństwa. – Warto, by z konferencji poszedł w świat jasny sygnał, że Polska ma także na koncie działania, które obniżają wpływ działalności człowieka czy biznesu na klimat. Od 1989 roku zmniejszyliśmy emisję CO2 o 30 proc., więc wykonaliśmy już ogromną pracę, ale wiele jeszcze przed nami – zauważa Julia Patorska.

Kurs dolara, euro, funta i franka – analiza techniczna 1.10.2018

Niepokojące doniesienia z Italii zostały przyćmione przez ogłoszenie wstępnego porozumienia między USA, Meksykiem i Kanadą. Nie ma jednak wątpliwości, że musi dojść do ostrych rozmów z włoskiego rządu z włodarzami z UE, co może się przełożyć na kłopoty wspólnej waluty. Złoty nie reaguje na kiepskie dane m.in. PMI dla przemysłu i niższej inflacji wrześniowej. Czekamy na nowe informacje w sprawie Brexitu.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.08.2017-01.10.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2660 3,7220 3,6298 4,6990
Maksimum 4,3340 3,8540 3,7330 4,8580

 

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNEUR/PLN kontynuuje trend spadkowy mimo niesprzyjających doniesień z Półwyspu Apenińskiego. W piątek testowane było minimum z końcówki sierpnia. Wsparcie to jednak wytrzymało i tym samym obserwujemy niewielką korektę. Bez wątpienia mocny złoty to efekt uspokojenia sytuacji we Włoszech. Szczególnie niepokojące rzeczy działy się na włoskich obligacjach gdzie rentowność szybowała bardzo mocno w górę. Była to konsekwencja uchwalenia dość mocno kontrowersyjnego budżetu Italii. Opierał się on na rozdawnictwie środków co musiało się przełożyć na wzrost deficytu do 2,4% PKB. Sytuacja się nieco uspokoiła ale problem Włoch będzie długo ciążył jeszcze Europie. Brak chęci do ograniczenia wydatków i wielkość włoskiej gospodarki muszą budzić obawy. Tym bardziej, że Italia ma dość mocno konfrontacyjne podejście do UE. Taki układ zdarzeń powinien osłabiać wspólną walutę. A w takim przypadku jeśli niepokój wróci, a to kwestia czasu, straci również krajowa waluta. Tym bardziej, że nie pomaga dalszej aprecjacji złotówki sytuacja wewnątrz naszego kraju. Dzisiejszy PMI dla przemysłu spadł najniżej od dwóch lat i jest tylko pół punkta od granicy 50 pkt czyli oddzielającej recesję od wzrostu. Wskazania inflacji za wrzesień również nie spowodują zmiany podejścia RPP a więc gołębi ton potrwa dalej. Tym samym bardziej prawdopodobne jest zbliżenie się EUR/PLN ponownie do granicy 4,30. Oporem będzie linia trendu spadkowego.

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLNSytuacja na CHF/PLN również póki co jest stabilna. Nadal kontynuowany jest trend spadkowy. Temat włoski jednak powinien spowodować wzrost wartości franka szwajcarskiego. Na ten moment sytuacja szybko się uspokoiła ale to zupełnie nie zamknęło tego tematu. Dzisiaj spotykają się w Luksemburgu ministrowie finansów strefy euro i zapewne temat Italii będzie omawiany. Może to być burzliwe spotkanie patrząc choćby na słowa wiceszefa KE, który stwierdził, że włoski budżet może być niezgodny z pakietem stabilności. Włoski rząd absolutnie jednak nie chce reformować finansów i nic sobie z KE nie robi, a to gwarantuje spory konflikt, który jeszcze nie jest zdyskontowany w cenach euro i chf. To może być kolejny trudny test dla spójności strefy euro. Jeśli tarcie będą się nasilać to EUR/CHF mocno zanurkuje, co poskutkuje wzrostem na CHF/PLN. Bez wątpienia temat Italii przycichł dzięki podpisaniu porozumienia między USA, Meksykiem i Kanadą. Skutecznie to odwróciło uwagę inwestorów dlatego też zapanowała euforia i tak naprawdę obecnie w kursie CHF/PLN sporego problemu tzw włoskiego nie widać w cenach.

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLNZachowanie się kursu USD/PLN w ostatnich dniach to konsekwencja ruchów na głównej parze walutowej świata. Problemy Italii w połączeniu z jastrzębim Fed-em spowodowały, że kurs EUR/USD był już momentami poniżej 1,15. Dzisiaj euro dostało kolejny cios w postaci mocno słabnących wskaźników PMI. USD/PLN więc jest pod presją i zapewne jeszcze dzisiaj będzie testował granice 3,70 podczas gdy w zeszłym tygodniu minimum były niemal 8 groszy niżej. I patrząc na to, że kłótnia Włoch z Komisją Europejską dopiero tak naprawdę się rozpocznie to opór w postaci 3,70 na USD/PLN może zostać przebity i kurs poszybuje w górę jeszcze kilka groszy. Mamy początek nowego miesiąca a więc pojawią się dane z amerykańskiego rynku pracy, które również mogą wesprzeć dolara. Dotarcie więc do maksimów z sierpnia jest całkiem realnym scenariuszem. Tym bardziej, że nowe porozumienie zamiast Nafta również powinno zadziałać pozytywnie na amerykańską walutę.

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLN

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLNSytuacja na funcie mocno się uspokoiła i tak naprawdę czekamy na nowe newsy związane z brexitem. Ten mocny zjazd z końcówki września wynikał z mocnej porażki premier Wielkiej Brytanii na spotkaniu z szefami UE. Theresa May mogła poczuć się nawet urażona tym jak została potraktowana, włodarze strefy euro dali jasno do zrozumienia, że żadnych ustępstw nie będzie czy też w kwestii dostępu do wspólnego rynku czy granicy z Irlandią. Szefowa rządu Wielkiej Brytanii zaraz po powrocie zwołała konferencję i również w dość ostrych słowach powiedziała, że nie chce godzić się na wszystkie ustępstwa wobec UE. Na wczorajszej konwencji swojej Partii przekonywała, że chce dalej pozostać na swoim stanowisku i dalej walczyć o interesy brytyjczyków. Broniła również swojego planu, który został odrzucony przez UE. I co ważniejsze powiedziała, że wierzy nadal w brexit mimo medialnych spekulacji, że takowego może wcale nie być. Rynki nie zareagowały na to wystąpienie co pokazuje dryfujący kurs choćby GBP/PLN. Inwestorzy czekają przede wszystkim na środę kiedy będzie ostatni dzień zjazdu konserwatystów. Ważna datą dal funta będzie 18 października kiedy to Rada Europejska ma znów rozmawiać o Brexicie, wtedy też może zapaść decyzja o zwołaniu szczytu UE w listopadzie i ewentualnie sfinalizować porozumienie. Z pewnością jeśli uda się uzyskać porozumienie co na ten moment jest mocno wątpliwe funt miałby szansę mocno zyskać na wartości. W przeciwnym wypadku kolejne porcja niepewności i prawdopodobnie nowe wybory. Póki co technicznie oporem pozostaje ostatnie maksimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Od dziś obowiązują nowe zasady dystrybucji ubezpieczeń

  • Podstawą procesu sprzedaży jest dokładna analiza potrzeb klienta.
  • Oprócz dotychczasowego pakietu dokumentów ubezpieczeni otrzymają także kartę informacji o produkcie, która będzie zawierała najważniejsze informacje dla posiadacza polisy.

Hasło „ubezpieczenie” większości z nas kojarzy się przede wszystkim z polisą na samochód, ochroną mieszkania na wypadek pożaru czy włamania lub opieką medyczną na czas podróży zagranicznej. Trzeba jednak pamiętać, że działające w Polsce towarzystwa ubezpieczeń są w stanie zapewnić ochronę prawie każdej sfery życia – zabezpieczyć finansowo bliskich na wypadek śmierci ubezpieczonego, uchronić od dodatkowych wydatków związanych z odpowiedzialnością cywilną czy zapewnić dostęp do prywatnych usług zdrowotnych. W przypadku firm katalog jest równie szeroki. Przedsiębiorcy oprócz standardowego zabezpieczenia swojego majątku mogą liczyć na pomoc w razie przestoju w działalności czy w momencie spowodowania szkód w środowisku.

Zakres dostępnych w Polsce ubezpieczeń jest, jak widać bardzo szeroki. Nietrudno się zatem pogubić przy wyborze ochrony najbardziej nam potrzebnej. Dużym ułatwieniem dla konsumentów są nowe zasady sprzedaży polis, które obowiązują od dziś. 1 października weszła bowiem w życie nowa Ustawa o dystrybucji ubezpieczeń, której zadaniem jest m.in. wyeliminowanie zjawiska zakupu niepotrzebnych ubezpieczeń oraz zwiększenie świadomości ubezpieczonych na temat funkcjonowania polis – mówi Piotr Bartos, Country Manager Insly w Polsce.

Analiza potrzeb podstawą!

Najważniejszym etapem przygotowania oferty w świetle nowych przepisów jest wnikliwa analiza potrzeb klienta, której przeprowadzenie zostało wskazane w unijnej Dyrektywie IDD, będącej podstawą nowej polskiej ustawy. Jej zapisy wprowadzają konieczność poprzedzenia każdego procesu sprzedaży ubezpieczenia dokładnym zbadaniem potrzeb oraz wymagań klienta. Co to oznacza?

Przed przedstawieniem propozycji konkretnych polis dostępnych na rynku dystrybutor ubezpieczeń, czyli agent, multiagent bądź broker, musi przeprowadzić wywiad z klientem, żeby poznać nie tylko jego wymagania, ale i potrzeby. Na jego podstawie powstanie zindywidualizowana rekomendacja prezentująca różne produkty oraz wyjaśniająca, które z nich najlepiej spełnią wymagania, potrzeby i możliwości finansowe ubezpieczonego – dodaje Piotr Bartos z Insly.

Żeby w pełni zrozumieć zasady funkcjonowania danego ubezpieczenia, klient otrzyma przed podpisaniem umowy również tzw. kartę produktu.

Przejrzyste informacje o produkcie

Podstawowe dane o polisie muszą zostać przedstawione w zrozumiałej i obiektywnej formie, wskazują nowe przepisy. Żeby uniknąć niejasności, jakie informacje powinny zostać przekazane klientom, Komisja Europejska wydała rozporządzenie wykonawcze, w którym zaprezentowano wzór dokumentu dla ubezpieczonego. W karcie informacyjnej wskazany jest oczywiście dostawca ubezpieczenia oraz nazwa polisy. Ponadto jasno opisane są przedmiot ubezpieczenia, ograniczenia ochrony oraz to, czego ubezpieczenie nie obejmuje. Przykładowo, w przypadku polisy dla nieruchomości mogą to być informacje, że polisa obejmuje wszystkie szkody w elementach konstrukcyjnych powstałe w wyniku katastrof naturalnych czy pożaru, a polisa nie obejmuje strat w mieniu ruchomym oraz nie zadziała w momencie, kiedy do zdarzenia dojdzie z winy ubezpieczonego (np. samodzielne podpalenie).

Karta produktu określa również, w jakich państwach obowiązuje ochrona oraz co należy do obowiązków posiadacza polisy. W przypadku wspomnianych już polis mieszkaniowych mogą one dotyczyć np. zamontowania drzwi przeciwwłamaniowych czy czujników dymu.

Wśród podstawowych informacji znajdują się też dokładne terminy i formy płatności składki, okres rozpoczęcia i zakończenia ochrony, jak również wskazany jest sposób rozwiązania umowy.

Należy jednak pamiętać, że jest to jedynie synteza informacji, a pełne zasady funkcjonowania polisy zawarte są w ogólnych warunkach ubezpieczenia.

Źródło: Insly

PMI – Przemysł blisko granicy oddzielającej ekspansję od spowolnienia

Wskaźnik koniunktury w przemyśle obrazujący nastroje managerów oraz z wyprzedzeniem sygnalizujący zmiany koniunktury, spadł we wrześniu do 50,4 punktu, czyli do poziomu bliskiego stagnacji.

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu spadł we wrześniu trzeci miesiąc z rzędu, osiągając poziom 50,4 punktu, najniższy od dwóch lat. Co gorsza, zbliżył się on niebezpiecznie do poziomu 50 punktów, poniżej którego można mówić o wejściu w fazę pogarszania się koniunktury. Wyprzedzający charakter wskaźnika sugeruje, że może to nastąpić za kilka miesięcy, co jest również zgodne z prognozami zakładającymi spowolnienie wzrostu gospodarczego w przyszłym roku.

We wrześniu managerowie sygnalizowali po raz pierwszy od prawie dwóch lat spadek liczby nowych zamówień, a także najsilniejszy od ponad czterech lat spadek zamówień eksportowych. To ostatnie zjawisko jest szczególnie niepokojące, bowiem do tej pory polscy eksporterzy radzili sobie bardzo dobrze i korzystali z dobrej koniunktury na świecie, a szczególnie w strefie euro i w Niemczech w szczególności. Obecnie perspektywy sprzedaży zagranicznej pogarszają się, a w połączeniu ze spadkiem zamówień krajowych, tworzy to mieszankę bardzo niekorzystną. Wrześniowa ankieta ujawniła też spadek dynamiki produkcji w polskich firmach przemysłowych, a także wolniejsze tempo wzrostu zatrudnienia. Wskaźnik przyszłej produkcji spadł do poziomu najniższego od prawie dwóch lat, zmniejszyła się liczba zaległości produkcyjnych. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, obraz przyszłej koniunktury rysuje się dość pesymistycznie. Jest to tym bardziej niepokojące, że w ostatnich latach zmiany wskaźnika PMI podlegały swego rodzaju sezonowości, polegającej na tym, że nastroje managerów pogarszały się w pierwszej połowie roku, po czym jesienią zaczynały iść w górę. W tym roku sezonowej poprawy nie widać, choć jest jeszcze pewna szansa na jej pojawienie się. Pewnym pocieszeniem może być także fakt, że od pewnego czasu wskazania PMI nie pokrywają się z pozytywnymi tendencjami wskaźników notowanych w realnej gospodarce. Produkcja przemysłowa i budowlano-montażowa wciąż utrzymuje wysoką dynamikę, a silna konsumpcja wewnętrzna oraz wzrost inwestycji publicznych pozwala myśleć o utrzymaniu tej tendencji. Niemniej jednak nie należy lekceważyć niekorzystnych sygnałów płynących ze wskazań PMI.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Grupa Murapol po trzech kwartałach 2018 r.

Grupa Murapol w ciągu dziewięciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 2,7 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Od początku roku Murapol przekazał klientom ponad 1,2 tys. lokali, czyli o ok. 30 proc. więcej r/r . W samym trzecim kwartale w wynikach finansowych firmy zostaną rozpoznane przekazania 826 lokali, co jest rekordem w historii Murapolu.

Biorąc pod uwagę wyniki sprzedaży oraz przekazań mieszkań po trzech kwartałach, Grupa Murapol podtrzymuje cele na cały 2018 rok: sprzedaż 3,7 tys. mieszkań oraz wydanie kluczy do 2,6 tys. lokali. Zarząd spółki Murapol utrzymuje założenia dotyczące dalszego zrównoważonego rozwoju i oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

SPRZEDAŻ

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku Grupa Murapol sprzedała 2 691 lokali mieszkalnych, w tym 2 063 na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych. Wynik wypracowany w ciągu trzech kwartałów br. jest o 9 proc. wyższy w stosunku do poziomu z analogicznego okresu ub.r. W samym trzecim kwartale łączna sprzedaż wyniosła 893 lokali mieszkalnych.

Spółka podtrzymuje plan sprzedaży na cały br.  na poziomie 3,7 tys. mieszkań, co oznacza wzrost w stosunku do sprzedaży w 2017 roku nieco przekraczającej 3,6 tys. mieszkań.

PRZEKAZANIA

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku Grupa Murapol przekazała klucze do 1 204 lokali mieszkalnych. W trzecim kwartale br. Grupa przekazała klientom 826 lokali, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy.

Cel na cały 2018 rok to przekazanie nabywcom i rozpoznanie w wyniku finansowym 2,6 tys. lokali, co oznacza wzrost o ponad 120 proc. w stosunku do poziomu wypracowanego w 2017 roku w wysokości 1,15 tys. mieszkań.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W trzecim kwartale br. Grupa uruchomiła komercjalizację 6 nowych projektów mieszkaniowych, w ramach których postawiła do dyspozycji klientów 1 023 mieszkania o odpowiadającej im łącznej powierzchni użytkowej blisko 44,2 tys. mkw. Nowe lokale zostały zaoferowanych m.in. w Łodzi, Wrocławiu oraz Gdyni.

Łącznie od początku br. Murapol zaoferował ponad 3,2 tys. nowych mieszkań, powstających w 19 projektach inwestycyjnych zarówno na głównych krajowych rynkach mieszkaniowych, tj. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi i Trójmieście, ale także w mniejszych lokalizacjach, takich jak Katowice, Gliwice, Tychy czy Wieliczka.

Plan Grupy Murapol do końca roku zakłada wprowadzenie do sprzedaży kolejnych ponad 1,2 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 52 tys. mkw. w inwestycjach będących zarówno nowymi przedsięwzięciami deweloperskimi, jak i kolejnymi etapami już realizowanych projektów mieszkaniowych.

Łącznie w całym 2018 roku Grupa wprowadzi do sprzedaży ok. 4,4 tys. lokali mieszkalnych.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na zakończenie trzeciego kwartału 2018 roku, portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 081 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 268,8 tys. mkw., powstających w 32 projektach.

W efekcie dokonujących się w ostatnim czasie zmian polegających na koncentracji całego potencjału Spółki na jej podstawowej działalności – deweloperskiej, osiągnęła ona długookresową możliwość realizowania powtarzalnego poziomu przekazań, tj. 800 – 1 000 mieszkań kwartalnie.

BANK ZIEMI

Na koniec trzeciego kwartału 2018 roku Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości 637,4 mln zł, pod budowę blisko 21,4 tys. lokali mieszkalnych. Nieruchomości o wartości ok. 394,5 mln PLN netto, są opłacone w całości i stanowią własność Grupy oraz posiadają decyzje o pozwoleniu na budowę blisko 12,3 tys. mieszkań. Pozostała część aktywnego banku ziemi to tereny inwestycyjne, które dostarczane będą do produkcji we właściwym czasie (just-in-time), obecnie objęte warunkowymi umowami przedwstępnymi, na których powstaną projekty nieruchomościowe, będące obecnie w toku postepowań pozwoleniodawczych, a zakładające budowę 9,1 tys. lokali mieszkalnych. Wartość zakontraktowanych tak nieruchomości wynosi ponad 242,8 mln zł.

Analizując założone plany sprzedaży oraz cele dotyczące przekazań mieszkań, zarząd Murapol SA oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.murapol

– Mamy stabilny trend zarówno w liczbie sprzedawanych kwartalnie mieszkań, jak i rozbudowywaniu oferty dostępnych lokali. Potwierdza to konsekwentną realizację przyjętego na początku roku kierunku stabilnego i zrównoważonego rozwoju działalności Murapol SA, co pozwoli nam być długookresowo podmiotem przewidywalnym, cieszącym się zaufaniem, wypracowującym powtarzalne wyniki oraz marże na realizowanych projektach. W trzecim kwartale br., zgodnie z zapowiedziami, znacznie zwiększyliśmy liczbę przekazanych klientom mieszkań. Bazując na harmonogramie realizowanych obecnie inwestycji zakładamy jeszcze więcej wydań w nadchodzących miesiącach i podtrzymujemy plan przekazań na bieżący rok w liczbie 2,6 tys. lokali. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.