Leszek Szafran nowym dyrektorem generalnym Goodyear ds. sprzedaży na Polskę i Ukrainę

0
Leszek Szafran, dyrektor generalny ds. sprzedaży na Polskę i Ukrainę
Leszek Szafran, dyrektor generalny ds. sprzedaży na Polskę i Ukrainę

Leszek Szafran pierwszego września objął funkcję dyrektora generalnego ds. sprzedaży na Polskę i Ukrainę.

Leszek Szafran posiada 20-letnie, międzynarodowe doświadczenie w pracy w Goodyearze. Karierę zawodową rozpoczynał w Polsce, gdzie przez pierwsze 14 lat w ramach struktur TC Dębica oraz Goodyear Dunlop Tires Polska zajmował wiele stanowisk z obszaru sprzedaży i marketingu. Następnie przeniósł się do Republiki Południowej Afryki, gdzie był dyrektorem generalnym Goodyear South Africa. Później pełnił m.in. funkcję dyrektora sprzedaży i marketingu EEMEA (Europa Wschodnia, Bliski Wschód, Afryka), dyrektora ds. sprzedaży opon do samochodów osobowych na rynkach wschodzących oraz dyrektora pionu ds. bieżnikowania opon w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka).

Nowy dyrektor generalny ds. sprzedaży jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, gdzie uzyskał tytuł magistra na wydziale Zarządzania i Marketingu. Ukończył także prestiżowy Senior Leader Development Program w Szkole Zarządzania w Rotterdamie na Uniwersytecie Erazma.

Promocja gospodarcza miasta w trzy minuty

O potencjale inwestycyjnym miasta stanowią nie tylko jego obiektywne atuty – podaż kadry czy dostępność infrastruktury biurowej, ale także odpowiednia ich prezentacja. Do niedawna polskie miasta i regiony podkreślały głównie swoje walory turystyczne, zapominając nieco o promocji gospodarczej. Sytuacja ta ulega zmianie, a samorządy coraz odważniej sięgają po nowoczesne narzędzia komunikacji i promocji.

Według badań przeprowadzonych przez Fundację Pro Progressio otwartość władz miasta na współpracę z potencjalnymi inwestorami jest istotnym czynnikiem przy wyborze lokalizacji bzinesowej aż dla 92% ankietowanych. Otwartość ta ważna jest nie tylko na etapie inwestowania, ale także wcześniej – podczas procesu decyzyjnego. Przejawia się ona między inymi w dostępie do kluczowych danych i informacji na temat wybranego miasta czy regionu.

Polskie miasta zaczynają dostrzegać konieczność promowania się gospodarczo. Otwierają się Biura Rozwoju Regionalnego, powstają kampanie prezentujące walory inwestycyjne miejsc. Niestety nie wszystkie miasta wykorzystują potencjał współczesnych narzędzi komunikacji. Niektóre  z nich nie posiadają nawet zakładki z informacjami dla inwestorów na swoich oficjalnych stronach internetowych, nie mówiąc już o tłumaczeniu witryn na języki obce. Co zaskakujące, dotyczy to nie tylko mniejszych lokalizacji, ale także niektórych miast wojewódzkich – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Best2Invest - Polskie miasta zaczynają dostrzegać konieczność promowania się gospodarczoIstnieją jednak pozytywne przykłady miast prowadzących wielokanałową promocję gospodarczą nie tylko za pośrednictwem tradycyjnych narzędzi komunikacji, ale także poprzez członkostwo w różnego rodzaju stowarzyszeniach biznesowych czy odział w nowatorskich projektach. Jednym z nich jest Best2Invest (www.best2invest.org) – interaktywna platforma gromadząca dane z zakresu biznesu i ekonomii, edukacji, nieruchomości, transportu, wynagrodzeń oraz oferty kulturalno-rekreacyjnej na terenie Polski. Z systemu korzystać można bezpłatnie w sześciu językach: polskim, angielskim, niemieckim, francuskim, rosyjskim oraz hiszpańskim. Stwarza on możliwość porównania na jednej mapie rozmaitych danych dotyczących potencjału inwestycyjnego poszczególnych miast.

Platforma Best2Invest.org powstała w odpowiedzi na potrzeby inwestorów polskich i zagranicznych, którzy, szukając lokalizacji dla swojej firmy, dokonują porównawczej analizy otoczenia biznesowego. Dane zgromadzone w systemie pochodzą od władz i agencji rozwoju regionalnego poszczególnych miast, a także z Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Współpraca przy tworzeniu platformy daje samorządom możliwość promocji gospodarczej miasta dosłownie w trzy minuty. Tyle bowiem zajmuje inwestorowi uzyskanie kluczowych danych za pośrednictwem systemu– mówi Dymitr Doktór, Współtwórca i Główny Analityk platformy Best2Invest.

Fundacja Pro Progressio – misją Fundacji jest wspieranie działań służących rozwojowi i inwestycjom w Polsce, a także optymalnemu wykorzystaniu zasobów przedsiębiorstw i sektora publicznego w kraju i na świecie. Pro Progressio realizuje projekty, których celem jest rozwój branży outsourcingowej w Polsce. Fundacja współpracuje z sektorem publicznym (miasta, agencje rozwoju regionalnego, specjalne strefy ekonomiczne, parki naukowo-technologiczne, parki przemysłowo-technologiczne, uczelnie wyższe) i prywatnym w Polsce oraz międzynarodowymi organizacjami sektora outsourcingu. Pro Progressio wspiera, promuje i nagradza podmioty, które przyczyniają się do rozwoju dobrych praktyk w zakresie outsourcingu, optymalizacji procesów oraz kosztów. Fundacja jest pomysłodawcą i organizatorem jedynego niekomercyjnego konkursu dla branży outsourcingu. Celem Outsourcing Stars jest wyłonienie i nagradzanie najprężniej rozwijających się firm outsourcingowych oraz instytucji bezpośredniego otoczenia branży.

Polacy w gronie najbardziej zestresowanych pracowników na świecie

Polacy w gronie najbardziej ze<a title=stresowanych pracowników na świecie" title="Polacy w gronie najbardziej zestresowanych pracowników na świecie" />

Z badań OECD Employment Outlook wynika, że stres w pracy odczuwa aż 53,2% Polaków – zajmujemy trzecie miejsce za Turcją (67,5% permanentnie zestresowanych pracowników) i Grecją (58%). Skutkiem są pracownicy wykonujący tylko to, co konieczne. Jak zmniejszyć te statystyki?

Ponad połowa Polaków odczuwa stres w pracy. Tak wynika z badań OECD Employment Outlook 2014. Dla porównania, w innych krajach z naszego regionu pracownicy stresują się mniej (Czechy 43,4%, Niemcy 42,4%), a najmniej zestresowani są Szwedzi (14,7%) i Norwegowie (18,2%).

Dlaczego należymy do grona najbardziej zestresowanych pracowników na świecie? Przyczyn jest kilka. Jednym
z najważniejszych jest presja czasowa i nacisk na nierealistyczne wyniki, na przykład wyśrubowane normy sprzedażowe. Istotna jest także duża niepewność co do przyszłości, zwłaszcza że często jest powiązana z niskimi wynagrodzeniami. Do tego dochodzi rozszerzanie zakresu obowiązków, wielozadaniowość, a także zły klimat w pracy, autorytarne formy zarządzania oraz brak identyfikacji z firmą.

Wysoki poziom stresu wśród pracowników ma swoje konsekwencje. Pojawiają się błędy, maile bez odpowiedzi, nie obsłużeni klienci. Do tego dochodzi spadek motywacji i większa liczba konfliktów.

Z kolei brak zaangażowania wpływa na efektywność, ale także na brak innowacji, co często się podkreśla w diagnozach polskiej gospodarki. Wszystko to trudno pokazać za pomocą liczb, choć niektóre elementy są wymierne. Najlepiej przez porównanie stanu przed i stanu po zmianach w danej firmie – mówi Katarzyna Szczupał-Vieweg, prezes Staufen Polska, firmy specjalizującej się w innowacjach organizacyjnych i procesowych.

Organizacja pracy bez stresu

Nie ma jednej skutecznej zawsze i wszędzie metody usuwania stresu. Można jednak stworzyć warunki, dzięki którym pracownikom będzie się pracowało lepiej, a poziom stresu będzie mniejszy.

Pomaga w tym na pewno dobrze zorganizowane miejsce pracy, niezależnie od tego, czy jest to biurko czy gniazdo produkcyjne. Istotna jest także przejrzysta i otwarta komunikacja. Pracownicy chcą widzieć celowość swoich zadań i swoje miejsce w strukturze organizacji – dodaje Katarzyna Szczupał-Vieweg.

Kolejnym ważnym elementem jest realistyczne planowanie. Przy czym dzienny lub tygodniowy plan powinien mieć bufor czasowy –  bez niego plan szybko się posypie. Lepiej dać pracownikowi 3 godziny na wykonanie zadania zamiast 2. Jeśli zostanie czas, to można go wykorzystać.

Plan trzeba traktować jak pomoc, a nie jak obciążenie. Podobnie jest ze standardami. Jeśli stworzymy je wspólnie z pracownikami, w oparciu o ich doświadczenia, to będą je traktowali jako przydatne narzędzie, a nie formę presji – wyjaśnia Katarzyna Szczupał-Vieweg.

Styl bez stresu

Na poziom stresu wpływa także styl zarządzania. Szacunek wobec pracowników, otwartość pomagają zaangażować i pozytywnie zmotywować pracowników.

Przydaje się też czas i przestrzeń dla formalnej i nieformalnej wymiany informacji między pracownikami. Konkretne rozwiązania trzeba zawsze dostosować do sytuacji i warunków danej firmy. Najważniejszy jest pragmatyzm, czyli nastawienie na rozwiązywanie problemów – dodaje prezes Staufen Polska.

Jak nie stresować pracowników? 5 zasad

·         Nie przekazuj żadnych informacji lub uwag po zakończeniu pracy.

·         Sprawdź celowość i sens wewnętrznych zasad i przepisów.

·         Traktuj poważnie informacje o nadmiernym obciążeniu

i warunkach przeszkadzających w pracy.

·         Przekazuj konstruktywną informację zwrotną (nie nastawioną na emocje).

·         Rozmawiaj z pracownikami zamiast wydawać polecenia.

Jakość bez stresu

Pewna polska firma wytwarzała skórzane kierownice dla prestiżowych marek. Produkcja została zorganizowana w komórkach, do których co jakiś czas przychodzili kontrolerzy jakości. Taka kierownica to produkt bardzo wrażliwy i wymagający. Kierowca ma go cały czas przed oczami, a palcami wyczuje nawet drobne wady – nierówne szycie czy pętelki.

Ocena jakości zależała w znacznej mierze od „widzimisię” kontrolera. Pracownicy wytwarzali dobre produkty, pracowali najlepiej jak potrafią, a mimo to żyli w ogromnym stresie. Zmieniliśmy procedurę tak, że kontrolerzy zostali organicznie przypisani do komórek – opowiada prezes Staufen Polska.

Najważniejsza różnica polegała na tym, że teraz to pracownicy zwracali się do nich, gdy chcieli się upewnić, że konkretna kierownica ma odpowiednią jakość. Efekt? Jakość poprawiła się o 15%. To tylko jeden z przykładów na to, jakie znaczenie ma kultura organizacyjna.

Więcej o innowacyjnych procesach organizacyjnych: www.staufen.pl

Stopy procentowe zostaną na niezmienionym poziomie

Dzisiejsze posiedzenie RPP nie budzi takich emocji jak jeszcze te rok temu. Nie mniej jeżeli Rada chce podjąć jakieś decyzje to do końca kadencji pozostało jej jeszcze tylko kilka spotkań. Wczorajsze dane o indeksach PMI wypadły słabo zarówno w Europie jak i w USA.

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie RPP. Jeszcze nie tak dawno było to wydarzenie, które analitycy walutowi śledzili jako jedno z najważniejszych dla złotówki w ciągu miesiąca. Obecnie wynik posiedzeń jest niemalże pewny. W rezultacie samo posiedzenie jest właściwie neutralne dla rynków walutowych. Analitycy są zgodni co do faktu, że stopy procentowe zostaną na niezmienionym poziomie nie tylko na dzisiejszym, ale i na kolejnych spotkaniach. Jeszcze kilka miesięcy temu mówiło się o możliwej podwyżce stóp w perspektywie pierwszej połowy 2016 roku. Obecnie termin ten oddalany jest nawet bardziej. Kilku analityków wróży nawet scenariusz jeszcze jednej obniżki, gdyby recesja rozlała się mocniej po świecie, a w USA nie doszło do podwyżek stóp. Czy jest zatem coś ważnego na tych posiedzeniach dla złotego? Jest, popołudniowa konferencja z komentarzem do obecnej sytuacji. Marek Belka już nie raz podkreślał na niej ważne wskazówki co do dalszych działań Rady. Nawet teraz pomimo zbliżającej się silnej reorganizacji składu tego gremium nie można wykluczyć podjęcia jakiejś decyzji gdyby sytuacja gospodarcza uległa pogorszeniu.

Wczorajszy Indeks PMI dla całej strefy euro wypadł delikatnie poniżej oczekiwań. Z największych gospodarek powyżej oczekiwań wypadł odczyt dla Niemiec, gorzej wyglądała za to sytuacja we Włoszech i we Francji. Co ciekawe pomimo tych gorszych danych w trakcie ich publikowania euro cały czas umacniało się względem dolara. Gorzej od oczekiwań wypadł również indeks dla Wielkiej Brytanii. W tym wypadku skończyło się to delikatnym osłabieniem funta. Ciekawie wypadły dane z USA. Publikowane są tam z odstępem 15 minut dwa konkurencyjne wskaźniki koniunktury. Indeks PMI dla przemysłu wypadł o 0,1pkt lepiej niż sądzono, z kolei Indeks ISM dla przemysłu był gorszy aż o 1,9pkt. W rezultacie mieliśmy dwa ruchy, najpierw dolar zyskiwał, a następnie tracił. Odbicie tego ruchu było widać na złotówce, gdyż to właśnie wtedy rozpoczął się ruch, który wywindował złotego powyżej 4,25zł.

Dzisiaj również w kalendarzu danych makroekonomicznych nie ma nudy. Warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport o zatrudnieniu ADP,
16:00 – USA – zamówienia na dobra,
16:00 – Polska – konferencja po posiedzeniu RPP.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 02.09.2015
Komentarz walutowy 02.09.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 02.06.2015 do 02.09.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1950. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 02.09.2015
Komentarz walutowy 02.09.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 02.06.2015 do 02.09.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, który po osiągnięciu minimów na 3,8350 przeszedł w boczny. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000, a następnie wspomniane minimum na 3,8350. Dla ruchu w górę ważnym oporem są maksima na 3,9200.

USD/PLN

Komentarz walutowy 02.09.2015
Komentarz walutowy 02.09.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 02.06.2015 do 02.09.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7700 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 02.09.2015
Komentarz walutowy 02.09.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 02.06.2015 do 02.09.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej i przeszedł w trend boczny. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8300. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7450.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i walutomat.pl

Currency One SA

Rynek wtórny zmieni oblicze Mieszkania dla Młodych

Sprzedaż kredytów z dopłatami w ramach programu Mieszkanie dla Młodych była w sierpniu najniższa od stycznia br. Ale od września sytuacja powinna się odmienić, bo zostanie do niego dołączony rynek wtórny, co znacznie zwiększy dostępność dopłat poza aglomeracjami.

W drugim miesiącu wakacji do Banku Gospodarstwa Krajowego kredytobiorcy złożyli wnioski o dopłaty w ramach programu Mieszkanie dla Młodych na łączną kwotę 33,8 mln zł, jak policzył Home Broker, jest to wartość o ponad 17 proc. niższa niż w lipcu. Większość z tych środków została zarezerwowana na wypłaty dofinansowania jeszcze w tym roku. Łącznie na 2015 r. zapisano już 341,2 mln zł, czyli 47,7 proc. przeznaczonych pieniędzy. Wnioski o dofinansowanie w 2016 r. opiewają póki co na 100 mln zł (13,7 proc. pieniędzy), tych na 2017 i 2018 są na razie śladowe ilości.

W kolejnych miesiącach popularność programu dopłat powinna jednak wzrosnąć, a to za sprawą zmian w ustawie, jakie wchodzą w życie z początkiem września. Dwie najważniejsze to zwiększenie dopłat i dostępu do nich dla klientów z co najmniej trójką dzieci a także włączenie do programu rynku wtórnego. Ta druga zmiana ułatwi skorzystanie z pomocy osobom, które mieszkają poza największymi miastami, gdzie koncentruje się działalność deweloperska. W wielu miejscowościach nowych inwestycji jest jak na lekarstwo i albo buduje się nowe domy albo handluje mieszkaniami na rynku wtórnym. Dopiero nowelizacja ustawy (włączenie do programu rynku wtórnego) sprawiła, że mieszkający tam będą mogli uzyskać dopłatę w ramach Mieszkania dla Młodych.

Gdzie po mieszkanie na rynku wtórnym?

Warto jednak zwrócić uwagę, że na rynku wtórnym obowiązują inne limity cenowe niż na pierwotnym. Do ich wyliczania brany jest mnożnik 0,9 (dla nowych mieszkań jest to 1,1), co sprawia, że maksymalna cena mieszkania z drugiej ręki będzie o ok. 20 proc. niższa od deweloperskiego. W efekcie w niektórych dużych miastach o mieszkania mieszczące się w limitach będzie na rynku wtórnym trudno. Wg danych portalu Domiporta.pl w Krakowie, Warszawie, Rzeszowie i Wrocławiu odsetek lokali spełniających warunki ustawy nie przekracza 3 proc., a wśród miast z dostępnością poniżej 10 proc. są jeszcze Gdynia, Lublin i Opole. W tych miastach, gdzie mieszkań dostępnych w MdM jest procentowo najmniej, należy jednak spodziewać się wzrostu ich liczby, bowiem część sprzedających będzie obniżać ceny tak, by zmieścić się w limicie i zwiększyć swoje szanse na rynku.

Analiza dostępności mieszkań z rynku wtórnego w MdM pokazuje, że zwykle większy problem ze znalezieniem lokali w odpowiedniej cenie jest w dużych miastach. W siedmiu z dziesięciu największych miast Polski mniej niż 20 proc. mieszkań na rynku wtórnym mieści się w limitach. Z dużych miast najlepiej wygląda to w Katowicach (45 proc.), Bydgoszczy (41 proc.) i Łodzi (34 proc.). Są to miasta, w których ceny nieruchomości są relatywnie niskie.

Dostępność mieszkań z dopłatami będzie jednak w skali kraju bardzo zróżnicowana. W wielu mniejszych miastach nie przewidujemy żadnych problemów ze znalezieniem mieszkania w odpowiedniej cenie. Z danych ofertowych zebranych przez portal Domiporta.pl wynika, że w Bytomiu, Zabrzu i Sosnowcu około 90 proc. mieszkań z rynku wtórnego wystawionych na sprzedaż mieści się w limitach dla danej lokalizacji. 60-80 proc. wskaźnik jest w Gorzowie Wlkp., Radomiu, Siedlcach, Częstochowie i Lesznie, a około połowy mieszkań z drugiej ręki spełnia warunki MdM w Tychach, Zielonej Górze, Głogowie i Katowicach.

Średnie ceny i dostępność mieszkań z rynku wtórnego w MdM dla poszczególnych miast

Miasto  Limit MdM  Średnia cena na rynku wtórnym  Procent dostępnych mieszkań 
Białystok  3 648,15 zł  4 174,00 zł  20% 
Bielsko-Biała  3 286,80 zł  4 271,00 zł  29% 
Bydgoszcz  3 720,15 zł  3 746,65 zł  41% 
Bytom  3 286,80 zł  2 315,00 zł  96% 
Częstochowa  3 286,80 zł  3 280,00 zł  67% 
Gdańsk  4 282,65 zł  5 748,04 zł  13% 
Gdynia  4 000,50 zł  5 867,00 zł  5% 
Gliwice  3 286,80 zł  3 563,00 zł  32% 
Głogów  3 307,95 zł  3 379,00 zł  45% 
Gorzów Wlkp.  3 315,60 zł  2 977,00 zł  78% 
Katowice  3 905,55 zł  4 156,64 zł  45% 
Kielce  3 838,27 zł  4 185,00 zł  35% 
Koszalin  3 203,10 zł  3 938,00 zł  10% 
Kraków  4 183,20 zł  6 586,21 zł  1% 
Leszno  3 438,90 zł  3 146,00 zł  67% 
Lublin  3 780,68 zł  4 877,54 zł  5% 
Łódź  3 694,50 zł  3 899,60 zł  34% 
Olsztyn  4 471,65 zł  4 394,00 zł  42% 
Opole  3 191,85 zł  4 181,00 zł  6% 
Płock  3 160,09 zł  3 588,00 zł  18% 
Poznań  4 847,40 zł  5 589,83 zł  19% 
Radom  3 160,09 zł  2 879,00 zł  73% 
Rzeszów  3 313,35 zł  4 725,00 zł  2% 
Siedlce  3 160,09 zł  3 445,00 zł  69% 
Sosnowiec  3 596,18 zł  2 867,00 zł  86% 
Szczecin  3 697,20 zł  4 196,86 zł  18% 
Toruń  3 720,15 zł  4 211,00 zł  27% 
Tychy  3 596,18 zł  3 563,00 zł  54% 
Warszawa  5 390,44 zł  7 919,60 zł  2% 
Wrocław  4 239,00 zł  5 600,64 zł  3% 
Zabrze  3 286,80 zł  2 790,00 zł  88% 
Zielona Góra  3 315,60 zł  3 371,00 zł  49% 

Źródło: Domiporta.pl

Nowa odsłona programu dopłat

Rynek wtórny bardziej elastyczny i zróżnicowany niż pierwotny. W każdym mieście można znaleźć mieszkania bardzo tanie, przeznaczone na przykład do remontu, więc nawet w Krakowie czy Warszawie dopłaty do rynku wtórnego będą dostępne. Zmiana w Mieszkaniu dla Młodych bez zwątpienia zwiększy popularność programu otwierając drogę do dopłat osobom, dla których dotąd była ona zamknięta. Sprawi, że z pomocy będzie można skorzystać w całym kraju, bo jak dotąd najwięcej pieniędzy płynęło do największych miast, tam bowiem koncentruje się działalność deweloperów. Wg danych BGK, do końca pierwszej połowy 2015 r. 43 proc. dopłat trafiło do pięciu największych miast. Po wejściu w życie nowelizacji sytuacja powinna ulec zmianie.

Marcin Krasoń, Home Broker

Wyroby przemysłowe, dobra konsumpcyjne i farmaceutyki podstawą rozwoju gospodarczego Europy Środkowej

W 2014 roku większość krajów Europy Środkowej odnotowała przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Nie znalazło to jednak bezpośredniego odzwierciedlenia we wzroście przychodów 500 największych przedsiębiorstw regionu. Najnowsze badanie tych firm wskazuje na symboliczny średni wzrost przychodów wyrażonych w euro na poziomie 0,3 proc. Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez firmę doradczą Deloitte wyróżniającą się branżą pozostaje branża wyrobów przemysłowych. Dobrze radzi sobie sektor dóbr konsumpcyjnych oraz farmaceutyki. Jedna czwarta firm z badania mierzy swój wpływ na gospodarkę, społeczeństwo i środowisko, a ponad jedna piąta już teraz raportuje lub zamierza raportować dane pozafinansowe za 2015 r.

Firma doradcza Deloitte po raz dziewiąty przeprowadziła analizę największych przedsiębiorstw w 18 krajach Europy Środkowej i na Ukrainie (500 firm, 50 banków oraz 50 ubezpieczycieli). „Zmiana przychodów 500 największych spółek nie odzwierciedla sytuacji makroekonomicznej regionu. Rok 2014 był dla Europy Środkowej okresem umiarkowanego wzrostu” – wyjaśnia Patryk Darowski, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte. – „Zmiany PKB w dużej mierze były rezultatem wzrostu eksportu do krajów Europy Zachodniej. Dodatkowo dane za 2014 rok sugerują, że na poprawę sytuacji gospodarczej w regionie równie duży wpływ miał rosnący popyt krajowy związany głównie z konsumpcją prywatną” – dodaje.

Mediana wzrostu przychodów w walucie lokalnej 500 największych przedsiębiorstw Europy Środkowej to 3,1 proc., jednak z uwagi na deprecjację walut lokalnych średnie przychody wyrażone w euro pozostały na podobnym poziomie do roku ubiegłego (symboliczny wzrost o 0,3 proc.). Najlepiej wypadły spółki rumuńskie (wzrost o 5,3 proc.) i polskie (wzrost o 2,8 proc.). Wyniki przedsiębiorstw po I kwartale 2015 r. pokazują nieznaczny wzrost średnich przychodów w euro na poziomie 1,7 proc. (względem średniego spadku o -3,1 proc. w I kwartale 2014).

Przychody wszystkich spółek z zestawienia wyniosły 682 mld euro, co oznacza spadek o 1,8 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Przychody kwalifikujące spółkę do listy 500 największych firm regionu (459 mln euro) były o 3,7 proc. niższe niż w ostatniej edycji (477mln euro).

Największy wzrost przychodów w 2014 r. odnotował sektor wyrobów przemysłowych, który wzrósł o 3,1 proc. (w walutach lokalnych 5,6 proc.). Wpływ na ten wynik miała przede wszystkim dobra kondycja branży motoryzacyjnej (wzrost o 6,5 proc. w euro i 8,5 proc. w walutach lokalnych). „Poprawę w stosunku do poprzedniego roku odnotował również sektor dóbr konsumpcyjnych i transportu, w którym średni wzrost przychodów w euro wyniósł 2,3 proc. W branży tej szczególnie dobre wyniki osiągnęli sprzedawcy hurtowi oraz producenci AGD” – mówi Patryk Darowski. Wzrost przychodów zanotowano także w sektorze farmaceutyków i ochrony zdrowia z medianą przychodów na poziomie 2 proc. Warto wspomnieć o odbiciu sektora budowlanego po słabych wynikach w 2013 r. (średni wzrost przychodów o 4,8 proc). Jednak branża ta, ze względu na niewielką reprezentację (1 proc.), ma znikomy wpływ na rezultaty całego zestawienia.

Na drugim biegunie pozostają licznie reprezentowane w zestawieniu spółki energetyczne, które w wyniku niższych cen surowców odnotowały spadek średnich przychodów o 3,4 proc. Aż 60 proc. firm z tej branży zanotowało niższe przychody w porównaniu do roku 2013.

Tak jak przed rokiem, wśród 500 największych firm regionu, najwięcej podmiotów pochodzi z Polski (170). To o osiem więcej niż w poprzedniej edycji zestawienia. Zauważalny jest za to spadkowy trend liczby spółek z Ukrainy (ok. 22 proc. mniej w porównaniu do roku poprzedniego) zarówno z uwagi na słabsze wyniki, ale również brak dostępności danych.

Deloitte dodatkowo analizuje także branże bankową i ubezpieczeniową. W 2014 r. banki kontynuowały stabilny rozwój, czego efektem jest wzrost sumy aktywów 50 największych banków regionu o 2,3 proc. (2,8 proc. w 2013 roku). Aż 33 spośród 50 analizowanych banków odnotowało wzrost aktywów wyrażonych w euro w 2014 roku., a mediana wyniosła 4,2 proc.

Rok 2014 był kolejnym, w którym firmy ubezpieczeniowe odnotowały spadek składki przypisanej brutto. Dla 50 największych towarzystw spadła ona o 1,7 proc. Dla 30 z 50 największych ubezpieczycieli składka przypisana brutto zmniejszyła się. Ponad połowa ubezpieczycieli w zestawieniu pochodzi z Polski i Czech.

Zdaniem ekspertów Deloitte pozytywnym sygnałem jest pierwszy w okresie ostatnich czterech lat wzrost liczby przedsiębiorstw w zestawieniu największych spółek regionu, których przychody zwiększyły się (z 49,8 proc. w 2013 roku do 52 proc. w 2014 roku). „Z umiarkowanym optymizmem można by wskazywać na oczekiwany kierunek rozwoju gospodarek regionu w najbliższych miesiącach, z drugiej jednak strony niemiecki indeks nastrojów rynkowych ZEW spada od marca 2015, co stawia pod znakiem zapytania poziom wzrostu jednego z największych rynków zbytu. Również w Polsce wzrost sprzedaży produkcji przemysłowej w lipcu 2015 r. na poziomie 3,8 proc. był niższy od oczekiwań. Nadal nie należy też zapominać o głównych ryzykach dla regionu, jakie stanowi sytuacja polityczna na Ukrainie oraz kondycja finansowa Grecji” – podsumowuje Patryk Darowski.

W tym roku po raz pierwszy do ankiety, na podstawie której powstaje zestawienie 500 największych spółek regionu oraz 100 instytucji finansowych, zostały dołączone pytania z zakresu zrównoważonego rozwoju. Odpowiedziało na nie 57 proc. firm z zestawienia oraz 76 proc. banków i 60 proc. towarzystw ubezpieczeniowych.

Z nadesłanych danych wynika, że jedna czwarta spółek z zestawienia mierzy swój wpływ na gospodarkę, społeczeństwo i środowisko. W sumie 90 spółek zadeklarowało, że mierzy swój wpływ we wszystkich tych kategoriach, z czego 30 firm produkuje dobra przemysłowe, 27 to koncerny energetyczne, a 23 produkuje dobra konsumpcyjne. Najczęściej pochodzą z Czech (21), Ukrainy (21), Słowacji (19) i Polski (19). Wpływ na gospodarkę mierzą 24 banki i 15 ubezpieczycieli, a wpływ na społeczeństwo – odpowiednio 25 i 14. „Firmy kierujące się w decyzjach biznesowych analizą swojego wpływu na społeczeństwo, środowisko i gospodarkę są w stanie rozwijać się w sposób rzeczywiście zrównoważony i tworzyć wspólną wartość, przynosząc korzyści nie tylko sobie, ale także kluczowym interesariuszom. Mogą też podejmować bardziej świadome decyzje biznesowe i optymalizować swoje działania operacyjne” – podkreśla Irena Pichola, Partner, Lider Zespołu ds. Zrównoważonego Rozwoju w Polsce i Europie Środkowej Deloitte.

Ponad jedna piąta największych środkowoeuropejskich firm (109) deklaruje, że prowadzi jakąś formę sprawozdawczości pozafinansowej lub planuje raportować dane pozafinansowe za 2015 r. Najwięcej takich organizacji jest w Czechach (40), Polsce (27) i na Węgrzech (13). Co ciekawe, 42 firmy robią lub będą to robić zgodnie ze standardem GRI, co świadczy o ich profesjonalnym podejściu do raportowania pozafinansowego. Z tego grona najwięcej firm jest w Polsce – 22. Jeśli chodzi o instytucje finansowe, to 26 banków (w tym po 7 z Czech i z Polski oraz 5 z Węgier) i 12 ubezpieczycieli (w tym 9 z Czech) raportuje pozafinansowo lub zrobi to za 2015 r. „Raportowanie pozafinansowe do tej pory nie było obowiązkowe. Sytuacja zmieni się w 2017 r., kiedy wejdzie w życie unijna dyrektywa nakazująca największym organizacjom raportowanie danych pozafinansowych i informacji dotyczących różnorodności. Należy się spodziewać, że w ciągu najbliższych dwóch lat liczba firm raportujących pozafinansowo znacznie wzrośnie. Firmy, które już teraz raportują pozafinansowo albo zaraz zaczną to robić, będą lepiej przygotowane, żeby sprostać nowym wymogom sprawozdawczym” – mówi Irena Pichola. „Firmy nie powinny traktować nowej regulacji UE wyłącznie jako obowiązku. Raportowanie pozafinansowe może przynieść przedsiębiorstwom wiele korzyści, m.in. większe zaufanie ze strony inwestorów, lepsze zrozumienie modelu biznesowego, strategii i ryzyk oraz identyfikację nowych szans biznesowych” – dodaje.

* Łotwa, Bułgaria, Czechy, Słowenia, Węgry, Słowacja, Polska, Chorwacja, Estonia, Serbia, Rumunia, Litwa, Albania, Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Macedonia, Czarnogóra, Mołdawia

Pełne zestawienie 500 największych firm regionu, plus 50 banków oraz 50 firm ubezpieczeniowych zawiera raport firmy Deloitte „CE TOP 500” oraz dodatek do dziennika Rzeczpospolita „Europa 500”. Lista zostanie zaprezentowana na zbliżającym się XXV Forum Ekonomicznym w Krynicy w dniu 8 września br.: www.forum-ekonomiczne.pl. Ranking jest wspólnym przedsięwzięciem Deloitte oraz dziennika Rzeczpospolita.

Jak Prezydent Duda pomógł pani premier

Ustępujący prezydent Bronisław Komorowski zrobił na pożegnanie prezent szefowej rządu. W przedostatnim dniu urzędowania podpisał ustawę, która pomogła Ewie Kopacz spełnić jedną z jej obietnic. Także Andrzej Duda, następca Komorowskiego, zatwierdził akt prawny wprowadzający przepisy obiecane przez panią premier. Dlatego po sierpniu Kopaczometr, czyli indeks, w którym portal money.pl pokazuje stan realizacji zapowiedzi z expose, wynosi już 54 proc. zapowiedzi.

To między innymi zasługa podpisu Bronisława Komorowskiego pod ustawą, która od 2016 r. pozwoli na korzystanie z urlopów rodzicielskich bezrobotnym, pracującym na umowy o dzieło, studentom i rolnikom.

Jak pisze money.pl, do spełnienia obietnic Ewy Kopacz z expose przyłożył również rękę nowy prezydent – Andrzej Duda. On z kolei podpisał ustawę wprowadzającą ulgi podatkowe dla firm, które tworzyć będą przyzakładowe żłobki i przedszkola, co poprawiło znacznie notowania szefowej rządu.

W sierpniu do Sejmu trafił też rządowy projekt tzw. „konstytucji dla przedsiębiorców”, czyli nowego prawa o działalności gospodarczej, który jest inną ważną reformą zapowiedzianą w expose. Ten akt prawny ma, jak czytamy w uzasadnieniu, urzeczywistnić konstytucyjną zasadę wolności gospodarczej i zagwarantować jej wykonywanie „w duchu społecznej gospodarki rynkowej, z uwzględnieniem aktualnej sytuacji społecznej i gospodarczej”.

Tyle zrobił rząd przez 11 miesięcy

Kategoria Stan realizacji Do zdobycia
Finanse i bezpieczeństwo publiczne 12 proc. 20 proc.
Podatki i ułatwienia dla przedsiębiorców 7,5 proc. 20 proc.
Opieka zdrowotna 17,5 proc. 20 proc.
Edukacja 10 proc. 20 proc.
Infrastruktura i transport 7 proc. 20 proc.
Razem: 54 proc. 100 proc.

 

Wyszczególnione wcześniej projekty to tylko kilka przykładów zadań, które jeszcze stoją przed panią premier i jej ekipą, a które Ewa Kopacz przedstawiła 1 października ubiegłego roku w swoim expose. Są wśród nich takie o dłuższej perspektywie (np. nowa ordynacja podatkowa) – ich realizacji nie należy się spodziewać przed wyborami, ale niektóre gabinet PO-PSL może jeszcze zrealizować przed końcem kadencji.

Obietnice premier Kopacz z expose money.pl podzielił na pięć kategorii i wybrał najważniejsze z nich – z punktu widzenia działania państwa i życia obywateli. Za każdy z działów pani premier może otrzymać 20 proc. Oto jak wyglądają dokonania premier Kopacz w poszczególnych dziedzinach:

Finanse i bezpieczeństwo publiczne – 12 proc.

W tej kategorii premier wykonała znaczącą część planu, choć do zrealizowania zostały rządowi jeszcze bardzo ważne przepisy zwiększające bezpieczeństwo energetyczne kraju. Sejm pracuje nad rządowym projektem regulacji, które wprowadzają koncesję na sprzedaż w Polsce węgla z zagranicy (wydawał je będzie Urząd Regulacji Energetyki). Nowelizacja Prawa energetycznego po poprawkach Senatu trafiła do Nadzwyczajnej komisji ds. energetyki i surowców energetycznych.

Podatki i ułatwienia dla przedsiębiorców – 7,5 proc.

W dziedzinie podatków oraz ułatwień dla przedsiębiorców i pracowników sierpień przyniósł spełnienie kolejnej obietnicy. 5 sierpnia ustępujący prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę wprowadzającą świadczenia rodzicielskie dla osób bezrobotnych, pracujących na umowy o dzieło, studentów i rolników. Do Sejmu wpłynął ponadto projekt nowego Prawa o działalności gospodarczej, które ma wzmocnić pozycję przedsiębiorców i zapewnić im bardziej partnerskie relacje z administracją.

Opieka zdrowotna – 17,5 proc.

W tej kategorii Ewie Kopacz udało się zrealizować, choć jeszcze nie w pełni, wszystkie najważniejsze obietnice w expose. Ostatnim celem, za który nie uzyskała jeszcze kompletu punktów, jest zwiększenie liczby rezydentur dla młodych lekarzy. W marcu skończyła się pierwsza tura naboru, w której minister zdrowia przyznał 1612 miejsc (ponad trzy razy więcej niż w ubiegłym roku). Jesienią będzie organizowany drugi nabór. Wcześniej rząd zrealizował najważniejsze cele, czyli pakiet onkologiczny oraz kolejkowy (ich wdrożenie poszło szybko, ponieważ od strony legislacyjnej przygotował je rząd Donalda Tuska). Szefowa rządu musiała tylko dopilnować, by nowe systemy zaczęły działać po 1 stycznia tego roku.

Edukacja – 10 proc.

Ekipa Ewy Kopacz ma ambitne plany związane z edukacją i to na wszystkich poziomach. Najnowszym dokonaniem koalicyjnego rządu w tej dziedzinie są przepisy pozwalające na tworzenie przyzakładowych przedszkoli i żłobków z ulg w podatku CIT. We wrześniu lista spełnionych obietnic zapewne się wydłuży, premier Kopacz deklarowała bowiem zmniejszyć obciążenia rodziców uczniów podstawówek i gimnazjów, zapewniając ich dzieciom darmowe podręczniki.

Infrastruktura i transport – 7 proc.

Prezentując swoje plany i zamierzenia w Sejmie, Ewa Kopacz nie zapomniała o rozbudowie sieci dróg i kolei. Udało się jej wypełnić już sporą część inwestycyjnych zapowiedzi, choć zastrzec trzeba, że nie przyszło jej to z trudnością, bo główny wysiłek w ich urzeczywistnienie włożył poprzedni rząd, pod wodzą Donalda Tuska.

Polscy pracownicy poszukiwani za granicą

Polski rynek pracy systematycznie rośnie. Według dany GUS przeciętne zatrudnienie w lipcu w sektorze przedsiębiorstw jest wyższe o 0,9% rok do roku, z kolei na Pracuj.pl opublikowano w sierpniu 14% więcej ofert niż w zeszłym roku. Osoby szukające nowego zatrudnienia wraz z końcem lata mają szansę na znalezienie wielu ciekawych ogłoszeń w różnych branżach w Polsce. Jednak jeśli ktoś rozważa podjęcie pracy za granicą może liczyć na oferty, które systematycznie pojawiają się na portalu Pracuj.pl. W pierwszej połowie tego roku na portalu Pracuj.pl opublikowano 4 234 ogłoszeń skierowanych do osób poszukujących pracy za granicą. To jednak zaledwie 2% wszystkich ogłoszeń o pracę publikowanych w tym okresie na Pracuj.pl.

Najwięcej zagranicznych ofert pracy pochodziło z Niemiec, Holandii, Wielkiej Brytanii, Czech i Belgii. Ogłoszenia dotyczące zatrudnienia w tych krajach stanowiły 72% wszystkich zagranicznych ofert dostępnych w pierwszym półroczu 2015 r. na portalu Pracuj.pl.

Kierunek Niemcy

W pierwszym półroczu tego roku 38% zagranicznych ogłoszeń na Pracuj.pl dotyczyło pracy w Niemczech. W analizowanym okresie najczęściej szukano specjalistów ds. inżynierii, produkcji oraz budownictwa. Ten trend nadal się utrzymuje, obecnie na portalu Pracuj.pl 40% zagranicznych ofert pochodzi z Niemiec, a co trzecie ogłoszenie adresowane jest do pracowników specjalizujących się w inżynierii, szczególnie odpowiedzialnych za montaż/serwis, elektronikę/elektrykę oraz konstrukcję/technologię. Niemieckie firmy poszukują również polskich specjalistów zajmujących się instalacjami, budownictwem mieszkaniowym/przemysłowym, magazynowaniem oraz obszarem produkcji.

Fachowcy z Polski poszukiwani w krajach Beneluxu

Dane portalu Pracuj.pl pokazują, że polscy pracownicy potrzebni są także na holenderskich i belgijskich rynkach. W pierwszym półroczu 2015 r. oferty dotyczące pracy w Holandii stanowiły 10% wszystkich zagranicznych ogłoszeń. Najwięcej pracy czekało na specjalistów ds. inżynierii. Obecnie na portalu Pracuj.pl również ponad 10% ofert zatrudnienia za granicą stanowią ogłoszenia skierowane do osób poszukującym pracy w Holandii, co plasuje ten kraj na drugim miejscu pod względem liczby ogłoszeń dotyczących zatrudnienia na zagranicznych rynkach. Co trzecia oferta dotycząca pracy Holandii skierowana jest do specjalistów ds. produkcji. Osoby planujące pracę w Holandii mogą liczyć również na zatrudnienie w obszarze inżynierii oraz łańcuchu dostaw.

Ogłoszenia dla poszukujących pracy w Belgi, w pierwszej połowie tego roku stanowiły 7% zagranicznych ofert. Wśród nich pracę najłatwiej było znaleźć specjalistom ds. inżynierii, budownictwa i produkcji. Obecnie na portalu Pracuj.pl, podobnie jak w poprzednim półroczu, ponad 7% zagranicznych ofert dotyczy pracy w Belgii. Wśród nich 26% wszystkich ogłoszeń skierowanych jest do inżynierów. Największe zapotrzebowanie jest na osoby odpowiedzialne za montaż/serwis, elektronikę/elektrykę oraz konstrukcję/ technologię. Zatrudnienie w Belgii mogą znaleźć także osoby zajmujące się produkcją, co piąte publikowane ogłoszenie dotyczące pracy w tym kraju skierowane jest do specjalistów z tego obszaru.

Polscy specjaliści IT potrzebni w Wielkiej Brytanii i Czechach

Oferty pracy dla specjalistów z Polski pojawiają się również na brytyjskim i czeskim rynku. W pierwszej połowie tego roku 10% ogłoszeń zagranicznych pochodziło z Wielkiej Brytanii. Najczęściej poszukiwano specjalistów IT, dla których ogłoszenia stanowiły 47% ofert dotyczących pracy na Wyspach. Pracodawcy najchętniej zatrudniali specjalistów odpowiedzialnych za programowanie, architekturę, oraz administrowanie systemami i testowanie. Praca dla specjalistów IT czeka również na czeskim rynku. W pierwszym półroczu tego roku 5% zagranicznych ogłoszeń na Pracuj.pl dotyczyło pracy w Czechach. Tutaj 29% wszystkich ogłoszeń z pierwszego półrocza 2015 r. z tego kraju skierowanych było do ekspertów z obszaru administracji IT oraz rozwoju oprogramowania IT.

Pracodawcy ze Skandynawii poszukują pracowników z Polski

Polscy pracownicy są również poszukiwani w krajach skandynawskich. W pierwszym kwartale tego roku oferty z Norwegii stanowiły 4% zagranicznych ogłoszeń. W analizowanym okresie poszukiwano przede wszystkim specjalistów z obszaru inżynieria, budownictwo, produkcja oraz hotelarstwo / gastronomia / turystyka.

Obecnie ogłoszenia dotyczące pracy w Norwegii stanowią około 4% zagranicznych ofert. Ponownie poszukiwani są przede wszystkim specjaliści ds. inżynierii i budownictwa. Ogłoszenia z kolejnego skandynawskiego kraju, czyli Szwecji, aktualnie stanowią 2% zagranicznych ofert. Podobnie jak w przypadku Norwegii, najłatwiej znajdą tam zatrudnienie osoby zajmujące się obszarem budownictwo i inżynieria.

 

Nowe przepisy dla firm audytorskich i biegłych rewidentów

0

11 sierpnia 2015 roku Ministerstwo Finansów upubliczniło projekt założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o biegłych rewidentach i ich samorządzie, podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o nadzorze publicznym oraz niektórych innych ustaw.

Nowelizacja zakłada dostosowanie regulacji krajowych do nowych przepisów unijnych z zakresu audytu, które mają na celu przede wszystkim:

  • wzmocnienie niezależności i obiektywizmu biegłych rewidentów i firm audytorskich,
  • poprawę jakości badań ustawowych,
  • wzmocnienie nadzoru publicznego.

Wśród zasadniczych kwestii, które zdaniem Ministerstwa Finansów wymagają zmiany przepisami, znalazły się m.in. :

  • wprowadzenie definicji małej i średniej jednostki, celem zachowania jednolitości przepisów oraz uniknięcia ewentualnych wątpliwości interpretacyjnych,
  • wprowadzenie limitu na wynagrodzenie firmy audytorskiej za dozwolone usługi niebędące badaniem sprawozdań finansowych świadczone na rzecz badanego klienta (tj. usługi z tzw. „białej listy”)  – dla jednostek zainteresowania publicznego (JZP),
  • zobowiązanie JZP do wyboru firmy audytorskiej na okres min. 2 lat w przypadku zawierania umowy na badanie ustawowe po raz pierwszy,
  • obowiązkowa rotacja firmy audytorskiej po okresie 8 lat nieprzerwanego zaangażowania
    w badanie danej JZP lub quasi-JZP,
  • obowiązkowa rotacja kluczowego biegłego rewidenta po okresie 4 lat przeprowadzania badania ustawowego danej JZP.

Nowe regulacje przewidują ponadto wprowadzenie pojęcia badania ustawowego, doprecyzowanie pojęcia czynności rewizji finansowej i kluczowego biegłego rewidenta, zmianę definicji sieci, jednostki zainteresowania publicznego i małej i średniej jednostki, a także wprowadzenie definicji międzynarodowych standardów badania oraz krajowych standardów badania.

Od projektu założeń do wejścia w życie nowelizacji ustawy minie zapewne jeszcze trochę czasu. Niemniej jednak kierunki zmian wydają się już określone i skupione na jakości badania jednostek zainteresowania publicznego.

Wzrosty powrócą na światowe giełdy, także na GPW. Odbicie może być jednak tylko kilkutygodniowe

Zarówno światowe giełdy, jak i polski parkiet są dziś na rozdrożu. Po ostatnich gwałtownych spadkach cen i kilkuprocentowym odbiciu analitycy oczekują wprawdzie dalszych wzrostów, jednak trudno przesądzić, czy będzie to trwały trend, czy tylko korekta. W Polsce dalszym wzrostom zagrozić mogą wybory parlamentarne, na świecie negatywne scenariusze związane ze spowolnieniem w Chinach i niepewnością co do decyzji Fed.

Po gwałtownych sierpniowych spadkach wydaje się, że na najważniejszych rynkach sytuacja się uspokoiła i poza giełda chińską pozostałe parkiety powoli odrabiają straty. Także WIG20 odrobił w ubiegłym tygodniu ponad 4 proc i nie powinien na tym poprzestać.

– Odbicie na WIG20 może się zacząć w ciągu najbliższych dni lub tygodni prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Sławomir Dębowski, główny analityk Globtrex.com. – Indeks WIG20 spadł do poziomu około 2000 punktów, to są dołki z 2011 i 2012 roku. Biorąc pod uwagę to, że polski rynek już wcześniej dosyć mocno spadał, wydaje mi się, że to długoterminowe wsparcie z 2011 i 2012 roku ma szansę się obronić i możemy liczyć na jakieś trwalsze, kilkutygodniowe odbicie. Natomiast potem najprawdopodobniej inwestorzy będą bardzo ostrożni w podejmowaniu decyzji, gdyż będą patrzyli na to, jaka może być sytuacja po wyborach parlamentarnych.

W znacznie większym stopniu jednak sytuacja na warszawskiej giełdzie zależy od giełd światowych. Tam zaś dominuje rynek amerykański. Od 2011 roku do grudnia 2014 roku indeks S&P 500 wzrósł niemal dwukrotnie. Ostatnie spadki nie są więc zaskoczeniem, bo jak zwraca uwagę Sławomir Dębowski, z technicznego punktu widzenia wcześniej czy później można było się tego spodziewać.

Skala tego spadku i jego gwałtowność, jaką obserwujemy obecnie, jest spotęgowana obawami o to, co się dzieje w gospodarce chińskiej. Jeśli chodzi o poziomy indeksu S&P 500, to w październiku 2014 roku mieliśmy poziom 1815, na sesji w dniu 24 sierpnia dołek wypadł na poziomie 1830, potem w ciągu tej samej sesji mieliśmy bardzo silne odbicie do poziomu 1950, widać zatem, że inwestorzy widzą to wsparcie z jesieni ubiegłego roku i myślę, że w takiej perspektywie kilku sesji, może kilku tygodni do posiedzenia komitetu otwartego rynku w Stanach Zjednoczonych możemy mieć próbę obrony właśnie tych bardzo ważnych wsparć w rejonie około 1815.

Najbliższa przyszłość amerykańskiego rynku akcji zależy też od decyzji, jaką we wrześniu podejmie Zarząd Rezerwy Federalnej. Do niedawna analitycy oczekiwali rychłej podwyżki tamtejszych stóp procentowych, co niemal automatycznie przełożyłoby się na wzrost wartości dolara i spadek cen akcji. Po ostatnich perturbacjach, które dotknęły chińską gospodarkę, nie są już tego tak pewni.

Natomiast potem najprawdopodobniej, jeśli Fed nie podniesie stóp procentowych, możemy mieć jakiś impuls do odreagowania tych spadków ocenia główny analityk Globtrex.com. – Ogólnie z punktu widzenia analizy technicznej można rozważać dwa scenariusze. Pierwszy jest taki, że ta przecena, która się zaczęła w lipcu tego roku, jest po prostu silna, gwałtowna korekta i w perspektywie kilku kwartałów możemy jeszcze wrócić na indeksach amerykańskich na tegoroczne szczyty. Natomiast drugi, negatywny scenariusz, zakładałby, że w perspektywie kilku miesięcy będziemy mieli dalsze spadki, potem pojawi się tylko odbicie i w dłuższej perspektywie będziemy mieli kolejną falę spadkową.

Jak ocenia, prawdopodobieństwo negatywnych scenariuszy dla rynku jest dosyć wysokie. Widać tu pewne analogie z sytuacją w 2007 roku, kiedy się rozpoczynał kryzys, który trwał blisko dwa lata. Wtedy przez 5 miesięcy w Stanach Zjednoczonych indeks giełdowy spadł o około 20 proc. Potem nastąpiły dwa miesiące odbicia, co po w sumie 7 miesiącach dało silne techniczne sygnały do rozpoczęcia gry na spadki.

Jeśliby się okazało, że jednak realizowany będzie scenariusz pesymistyczny na rynku amerykańskim, to wtedy można go wykorzystać do gry na spadki, czyli grać na krótko. I przypomnę, że w 2008 roku, kiedy mieliśmy kolejną falę spadków na rynku amerykańskim, indeks spadł o blisko 50 proc. w ciągu 6 miesięcy. To pokazuje siłę i dynamikę tych spadków; w trakcie takiego silnego trendu bardzo szybko można zarobić pieniądze. Oczywiście psychika ludzka jest taka, że wolimy zarabiać na wzrostach niż na spadkach, ale trzeba to przezwyciężyć.

Do 2020 roku wszystkie zakłady koncernu MAN zredukują emisję dwutlenku węgla o 25 proc.

Piotr Stański

MAN planuje przeznaczyć 40 mln euro na inwestycje w Polsce, w tym na działania proekologiczne. W lipcu w świętokrzyskiej fabryce uruchomiono nowe bloki energetyczne. Pozwoli to na zredukowanie emisji dwutlenku węgla. W ramach programu Green Production do 2020 roku produkcja dwutlenku węgla we wszystkich zakładach MAN-a ma zmniejszyć się o 25 proc. 

– W Starachowicach jesteśmy obecni już od wielu lat, natomiast obecna sytuacja pozwala nam na to, żeby w jednym miejscu produkować wszystkie autobusy miejskie, i to nie dotyczy tylko pojazdów produkowanych w Polsce, ale autobusów miejskich dla całego koncernu MAN – informuje Piotr Stański, prezes firmy MAN Truck & Bus Polska.

Decyzja o przeniesieniu całej produkcji z podpoznańskich Sadów do Starachowic została podjęta już wiosną ubiegłego roku. Według opublikowanego harmonogramu przenosiny odbędą się w siedmiu etapach i potrwają blisko półtora roku.

– Ten proces już się rozpoczął i będzie trwał jeszcze do 2017 roku, więc dzisiaj może jest trochę za wcześnie, żeby mówić o konkretnych efektach, ale zaczęliśmy już – mówi prezes Stański w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor.

Koncern MAN we wszystkich swoich zakładach na całym świecie, w tym także w Starachowicach, realizuje program o nazwie Green Production. Kładzie on większy nacisk na ekologiczny aspekt produkcji. W świętokrzyskim zakładzie w czerwcu tego roku zostały wprowadzone nowe systemy zaopatrzenia w energię, bazujące na nowoczesnych rozwiązaniach.

– Silniki pochodzące z zakładów MAN-a w Norymberdze są oparte o zasilanie gazem wysokoazotowanym. Natomiast docelowo te bloki energetyczne mają być zasilane z biogazowni, to rozwiązanie, które idzie jeszcze o krok dalej – wyjaśnia Piotr Stański.

Program Green Production dotyczy także oświetlenia produkcyjnego LED czy innych energochłonnych elementów wykorzystywanych w procesie produkcji. Działania, które mają przyczynić się do dbałości o środowisko, mają zastosowanie także w zakładach MAN-a w Niepołomicach pod Krakowem, gdzie montuje się samochody ciężarowe.

– Tam właściwie już od 2011 roku mamy certyfikaty unijne, które świadczą o tym, że wszystkie procesy produkcyjne i procesy zarządzania produkcją, które są stosowane w tych zakładach, są jak najbardziej proekologiczne – mówi prezes zarządu w MAN Truck & Bus Polska.

Najważniejszym celem spółki MAN w zakresie ochrony środowiska jest redukcja emisji dwutlenku węgla o 25 proc. do 2020 roku.

– Długofalowo staramy się tak postępować, żeby wyniki kształtowały się właśnie w takich wielkościach, co oznacza mniej więcej 9 tys. ton dwutlenku węgla, to jest naprawdę bardzo dużo – mówi Stański.

MAN SE to międzynarodowy koncern z ponad 250-letnią tradycją. Główna siedziba firmy znajduje się w Monachium. Spółka zatrudnia łącznie blisko 56 tys. osób, a zeszłoroczne przychody sięgnęły blisko 14,3 miliarda euro. Akcje niemieckiego przedsiębiorstwa notowane są na frankfurckiej giełdzie.

A. Jawień (IFM Global Asset Management): Wojny walutowe na krótką metę pomogą chińskiej gospodarce. Nie można wykluczyć kolejnych sterowanych deprecjacji juana

Aleksander Jawień

Obniżając w sierpniu wartość juana, chińskie władze wkroczyły na grunt wojny walutowej. Zdaniem Aleksandra Jawienia, prezesa IFM Global Asset Management, to ruch skuteczny na krótką metę i nie można wykluczyć jego powtórzenia. Od paru lat skutecznie swoją walutę osłabia np. Japonia. Wzrost chińskiego PKB będzie jednak pod coraz większa presją m.in. ze względu na niekorzystną demografię.

– Oprócz tych standardowych mechanizmów stymulowania gospodarki, jak stopy procentowe, rezerwy obowiązkowe, dofinansowanie banków i lokalnych rządów gotówką, Chiny wkroczyły w sferę wojen walutowych. Starają się uatrakcyjnić rentowność swojego eksportu narzędziem, które oczywiście jest szeroko stosowane, np. przez Japonię, i próbują zdewaluować swoją walutę, aby ten eksport był atrakcyjniejszy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksander Jawień, prezes IFM Global Asset Management.

Załamanie na chińskim rynku oraz dewaluacja juana szczególnie mocno uderzyły w giełdy w regionie Azji Wschodniej, ponieważ inwestorzy zaczęli obawiać się eskalacji wojen walutowych. Polegają one na wielostronnych dewaluacjach walut, których gospodarki silnie konkurują na rynkach eksportowych. Zazwyczaj niewielkim pozytywnym efektom dla realnej gospodarki towarzyszą spore koszty w postaci ucieczki kapitału, który obawia się przeceny notowanych w słabnącej walucie aktywów.

– Oczywiście te spadki są dość istotne, bo od czerwca indeks giełdy w Szanghaju stracił 40 proc., teraz mamy w ciągu ostatnich paru dni odbicie. To sprowadziło wyceny spółek na giełdzie lokalnej w Chinach do poziomów 15 zł za jednego złotego zysku, co oznacza, że wskaźnik cena do zysku spadł z 25 do 15, czyli się urealnił – twierdzi Jawień.

Dążąc do osłabienia juana kosztem walut sąsiednich krajów, chińskie władze mogą w łatwy sposób odpowiedzieć na ich zarzuty, wskazując na politykę premiera Japonii Shinzo Abe. Chociaż oficjalnie deklarowanym celem tzw. abenomiki była walka z deflacją i pobudzenie wzrostu PKB, to najważniejszym skutkiem okazało się być osłabienie japońskiej waluty.

– Dewaluacja jest skutecznym, przynajmniej krótkoterminowo, środkiem do tego, aby stymulować wzrost gospodarczy. Najlepszym przykładem jest tutaj Japonia, która poprzez program dodruku pieniędzy dynamicznie zdewaluowała jena i to spowodowało, że wyniki spółek eksportujących są rewelacyjne. To jest oczywiście fundament hossy na giełdzie japońskiej z ostatnich paru kwartałów. Natomiast w dłuższym terminie trudno przesądzać o skuteczności takiej polityki, nawet ekonomiści twierdzą, że takie działania są jednak nieskuteczne – uważa prezes IFM Global Asset Management.

Po entuzjastycznym przyjęciu abenomiki przez rynki finansowe i część ekonomistów ostatnie dane nie dają powodów do optymizmu. Mimo ogromnej skali interwencji monetarnej oraz fiskalnej wzrost PKB Japonii wyniósł w II kwartale br. zaledwie 0,7 proc. rok do roku. Miał on miejsce po trwającej rok recesji. Dla porównania, gospodarka USA urosła w II kwartale 2015 r. o 3,7 proc. w ujęciu zannualizowanym. Dlatego ostatnie nerwowe posunięcia chińskiego rządu i banku centralnego należy odczytywać głównie jako działania mające zapobiec poważnemu kryzysowi finansowemu i przywrócić zaufanie rynków.

– W ciągu ostatnich paru dni widzieliśmy kilka działań, które idą w dobrym kierunku, bo mieliśmy obniżkę stóp procentowych, mieliśmy dofinansowanie dwóch banków kwotami dziesiątków miliardów dolarów i oczywiście obniżkę rezerw obowiązkowych. To wszystko pozytywnie wpłynęło na nastroje i uspokoiło inwestorów. Natomiast to, co nadal niepokoi, to ten ruch z zeszłego tygodnia, czyli deprecjacja juana o 1,9 proc. – uważa Jawień.

Jest jednak mało prawdopodobne, by ewentualne kolejne dewaluacje poprawiły koniunkturę w drugiej największej gospodarce świata. Do takiej oceny skłaniają się m.in. analitycy Goldman Sachs, którzy dostrzegają ograniczenia wzrostu gospodarczego Chin przede wszystkim po tzw. podażowej stronie, a więc związanej z potencjałem produkcyjnym. Wszystkie trzy główne czynniki wzrostu PKB – a więc praca, kapitał oraz łączna produktywność – będą ulegać niekorzystnym trendom. Powodem jest sytuacja demograficzna wywołana polityką jednego dziecka oraz zmniejszająca się luka w produktywności wobec krajów rozwiniętych, przez co trudniej będzie podtrzymywać wysokie tempo poprawy wydajności – twierdzą ekonomiści Goldman Sachs.

To dlatego bank inwestycyjny zdecydował się obniżyć swoje prognozy dotyczące wzrostu PKB w Chinach. Korekta jest wyraźna: według najnowszych projekcji wzrost w drugiej największej gospodarce świata wyniesie w przyszłym roku 6,4 proc. , w 2017 r. – 6,1 proc., a w 2018 r. – 5,8 proc. Według poprzednich prognoz Goldman Sachs spodziewał się o 0,3-0,4 pkt proc. szybszego wzrostu PKB w tym okresie. Z kolei odczyt PMI, wskaźnika informującego o nastrojach w przemyśle, spadł w sierpniu poniżej 50 pkt, co świadczy o kurczeniu się sektora. Wszystko wskazuje zatem na to, że to dopiero początek długotrwałego spowolnienia w gospodarce Chin.

– Jesteśmy po bardzo dużych spadkach, inwestorzy rzeczywiście są zaniepokojeni zwalniającymi Chinami. Chociaż już wiadomo od 2 lat, że Chiny będą zwalniać i zmieniać swój model wzrostu gospodarczego z produkcyjno-inwestycyjnego na konsumpcyjny, a to niestety trwa lata – ocenia Aleksander Jawień.

Alumetal po słabszym początku roku w II kwartale wyraźnie poprawił wyniki. Spółka zyskuje na sprzedaży stopów wstępnych

0

CEO Magazyn Polska

Po słabszym początku roku spółka Alumetal w II kwartale 2015 roku znacząco poprawiła rentowność. Zarząd spółki liczy na dalsza poprawę wskaźników finansowych. Celem jest wzrost EBITDA o 12,5 proc. do końca roku. Istotnym elementem strategii producenta jest zagraniczna ekspansja. Po koniec przyszłego roku kosztem 120 mln zł zostanie uruchomiony zakład na Węgrzech.

Spółka Alumetal w I półroczu osiągnęła zysk netto na poziomie 31,4 mln zł, z tego ponad 21,5 mln zł w II kwartale. W stosunku do tego samego okresu rok wcześniej jest to wzrost o 12 procent. Przychody zwiększyły się natomiast aż o 22 proc. i wyniosły 752,4 mln zł.

– Wyniki z I półrocza są zgodnie z oczekiwaniami, nawet powiedziałbym, że trochę powyżej. Poziom sprzedaży, przychody, zysk EBITDA i zysk netto są na wyższych poziomach, niż to miało miejsce rok temu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Szymon Adamczyk, prezes zarządu Alumetalu.

Dla spółki bardzo trudny okazał się pierwszy kwartał roku. Znacząco spadła wówczas rentowność sprzedaży, a zysk netto wyniósł tylko 9,8 mln zł (spadek o 43 proc. r/r). II kwartał był znacznie lepszy, a zaprezentowane wyniki przekroczyły te z I półrocza 2014 roku.

– Zawsze tłumaczymy, że jeden kwartał nie stanowi o całym roku i z satysfakcją mogę powiedzieć, że II kw., tak jak i rezultaty całego półrocza, pozwolił dotrzymać słowa – mówi prezes małopolskiej spółki.

Grupa Alumetal w 2013 roku uruchomiła sprzedaż stopów wstępnych. Mimo krótkiej historii dystrybucji ten segment powoli staje się coraz istotniejszym źródłem przychodów giełdowej spółki. Widoczne jest to chociażby w wynikach finansowych za ostatni okres.

– To są stopy używane przede wszystkim przez producentów blach i profili, wykorzystywane jako dodatek. Dzięki temu producent oprócz aluminium, które jest w tym stopie, dodaje jeszcze pierwiastki, które są trudno topliwe i które mają bardzo wysoką temperaturę topnienia same w sobie, np. aluminium z tytanem, aluminium z manganem – wyjaśnia Szymon Adamczyk.

Istotnym elementem strategii spółki jest pozyskanie nowych dostawców. Obecnie ich liczba wynosi już około 400 i stale rośnie.

– Czasami jest kwartał, gdzie pozyskujemy 46 nowych dostawców, czasami 30, czasami tylko 3. To jest proces ciągły, współpraca prowadzona jest na jasnych zasadach – mówi prezes Adamczyk.

Potrzeba współpracy z nowymi dostawcami konieczna jest między innymi ze względu na planowaną inwestycję w zakład produkcyjny na Węgrzech. Obecnie spółka jest bliska podpisania umowy z generalnym wykonawcą, a uruchomienie produkcji w miejscowości Komarom planowane jest na IV kwartał 2016 roku. Szacunkowy koszt inwestycji to 120 mln zł.

– Największym rynkiem, z którego kupujemy, są Niemcy, to jest największy producent surowców złomowych, aluminiowych. Ale też m.in. dlatego, że to jest największy rynek konsumpcji stopów, produkcji samochodów – rozmówca wskazuje główny rynek importowy dla spółki Alumetal.

Producent oprócz surowca pochodzącego z Niemiec zaopatruje się także w innych krajach Europy. W gronie kontrahentów znajdują się spółki z Holandii, Belgii, krajów bałtyckich oraz z południa Europy.

Coraz częściej będzie dochodziło do niedoborów energii. Przedsiębiorstwa będą musiały stosować narzędzia informatyczne do zarządzania energią

Mirosław Tworek

Wprowadzenie ograniczeń w dostawach prądu najbardziej odbiło się na przedsiębiorcach. Z powodu limitów zmuszeni byli do zmniejszenia lub nawet całkowitego wstrzymania produkcji na kilka dni. Coraz więcej firm korzysta jednak z narzędzi informatycznych, które pozwalają im skutecznie zarządzać energią. W sytuacjach kryzysowych mogą dzięki nim uniknąć dodatkowych kosztów.

– Blackout energetyczny nie jest to dla mnie żadnym zadziwiającym zjawiskiem, bo tak naprawdę od kilkudziesięciu lat popełniamy ciągle ten sam grzech zaniechania. Od dawna wiadomo, że zapotrzebowanie na energię rośnie, a produkuje się jej coraz mniej – mówi Mirosław Tworek, prezes zarządu FreeEn, spółki oferującej narzędzia informatyczne do zarządzania energią w firmie.

Zdaniem rozmówcy ostatnie problemy polskiej sieci elektroenergetycznej wynikają przede wszystkim ze zbyt małej podaży energii elektrycznej. Wzrostowi zapotrzebowania nie towarzyszy bowiem wzrost mocy wytwórczych. W przypadku braku koniecznych inwestycji w sektorze sytuacja z biegiem lat będzie ulegać dalszemu pogorszeniu.

– Energii jest mało i niestety twierdzi się, że będzie jej coraz mniej, stąd zjawisko blackoutu – zwraca uwagę Tworek.

Ograniczenia w dostawach prądu, do jakich doszło w sierpniu, były skutkiem splotu kilku negatywnych czynników. Najważniejszym były długotrwałe upały i susza, co spowodowało wzrost temperatury i zmniejszenie zasobów wodnych, a to uniemożliwiło produkcję energii elektrycznej w stopniu pozwalającym na pokrycie zapotrzebowania.

Jak podkreśla ekspert, ograniczenia w dostawach prądu dotknęły przede wszystkim przedsiębiorców. Wymusiły one na nich zmniejszenie lub nawet całkowite wstrzymanie produkcji na kilka dni. Konsekwencją były znaczne straty finansowe.

– Dzisiaj nie produkuje się na magazyn, bo to są ogromne koszty, w związku z tym każdy przestój, nawet godzina, ma swoje określone konsekwencje finansowe – mówi Tworek. – Najbardziej odczuły to sektory produkcyjne i usługowe, czyli przemysł metalowy, motoryzacyjny, drzewny, przetwórczy czy wydobywczy.

W przypadku 80 firm, z którymi współpracuje FreeEn, udało się uniknąć całkowitego zatrzymania produkcji. W drugim tygodniu sierpnia, w najgorętszym okresie, kiedy ogłoszony został 20. i 19. stopień zasilania, partnerzy spółki funkcjonowali na poziomie 50-60 proc. możliwości produkcyjnych. Inni przedsiębiorcy zmuszeni byli do otwarcia nocnej zmiany w swoich zakładach lub całkowitego wstrzymania produkcji. Wszystkie te działania wiązały się ze znacznymi kosztami finansowymi.

Ryzykiem w takiej sytuacji kryzysowej są kary finansowe. Za przekroczenie limitu mocy na firmę może być nałożony mandat, nawet w wysokości 15 proc. osiąganych przychodów.

 Kontrola mocy zamówionej to podstawa przy wychodzeniu z problemu blackoutu energetycznego – wyjaśnia Mirosław Tworek. – Istota sprawy polega na tym, żeby zmniejszyć moc zamówioną do określonego poziomu, który odbiorca ma w swojej umowie. Problem w tym, skąd wiedzieć, ile należy wyłączyć odbiorników energii, żeby uzyskać akurat taki poziom mocy zamówionej, który jest niezbędny do funkcjonowania, a który przy okazji nie spowoduje płacenia ogromnych mandatów. W takiej sytuacji wszelkie narzędzia informatyczne, które zdalnie kontrują tego typu zjawisk, są niezbędne.

Systemy kontrolujące ilość pobieranej mocy są szczególnie istotne właśnie w kryzysowych sytuacjach. Automatyczny monitoring pozwala na wyłączenie określonej liczby odbiorników energii, tak aby uzyskać poziom mocy poniżej maksymalnego poziomu. Wpływa to na efektywność funkcjonowania przedsiębiorstwa, a do tego pozwala unikną ustawowych kar.

– Zasada działania jest dość prosta. Trzeba podłączyć się do odbiornika energii, czasami wystarczy do licznika głównego w przedsiębiorstwie, ale wskazane jest również podłączenie się do paru obiektów wewnątrz, do linii produkcyjnej lub do pojedynczego budynku – tłumaczy ekspert. – System powinien kontrolować zdalnie przez 24 godziny na dobę, żeby wiedzieć, zanim się coś wydarzy, albo przynajmniej informować o problemie na tyle szybko, by móc temu przeciwdziałać.

Jak podkreśla, takie rozwiązania informatyczne są dostępne na rynku i coraz więcej firm z nich korzysta.

Z rehabilitacji prowadzonej przez ZUS skorzystało ponad milion osób. Ponad połowa odzyskała zdolność do pracy

Elżbieta Szupień

Coraz więcej osób korzysta z programów rehabilitacji leczniczej realizowanych przez ZUS. W 2014 roku na taką formę pomocy mogło liczyć 77 tys. osób, w tym roku może być to 86 tys. Łącznie, przez 20 lat, z rehabilitacji skorzystało ponad 1,1 mln osób. Mogą wziąć w niej udział wszyscy ubezpieczeni, którzy rokują szansę na powrót do pracy. ZUS systematycznie rozszerza program o kolejne schorzenia. Rehabilitacja jest bezpłatna, może być prowadzona w systemie stacjonarnym lub ambulatoryjnym.

Na rehabilitację leczniczą w ramach prewencji rentowej ZUS może wyjechać każda osoba ubezpieczona w ZUS, która jest zagrożona częściową lub całkowitą niezdolnością do pracy i rokuje odzyskanie zdolności do pracy po przeprowadzeniu rehabilitacji. Może to być osoba pobierająca zasiłek chorobowy, świadczenie rehabilitacyjne lub uprawniona do renty z tytułu niezdolności do pracy, ale musi to być renta okresowa, a nie stała – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Elżbieta Szupień z Departamentu Prewencji i Rehabilitacji ZUS.

W ciągu 20 lat z programów realizowanych przez ZUS skorzystało ponad milion osób. Co roku rośnie liczba osób, które mogą liczyć na taką pomoc. W 1999 roku rehabilitację ukończyło 21 tys. osób, w 2014 już 77 tys., a w tym roku może być to nawet 86 tys. osób.

Aby skorzystać z pomocy, wystarczy złożyć w placówce ZUS wniosek wypełniony przez lekarza. Oprócz danych pacjenta powinno się tam znaleźć również rozpoznanie choroby pacjenta i chorób współistniejących. Lekarz powinien również wskazać, czy dana osoba rokuje szansę na odzyskanie zdolności do pracy.

Po złożeniu wniosku lekarz orzecznik wydaje orzeczenie o potrzebie rehabilitacji. Rehabilitacja prowadzona przez ZUS jest bezpłatna, turnusy trwają 24 dni. ZUS pokrywa całkowity koszt rehabilitacji, opieki lekarskiej, pielęgniarskiej, koszt zakwaterowania, całodobowego wyżywienia oraz koszty przejazdu najtańszym środkiem komunikacji publicznej z miejsca zamieszkania do ośrodka i z powrotem – podkreśla Szupień.

Obecnie ZUS ma podpisanych blisko 120 umów na prowadzenie rehabilitacji leczniczej z ośrodkami rehabilitacyjnymi. Z programów może skorzystać coraz więcej osób, bo Zakład sukcesywnie rozszerza listę schorzeń, przede wszystkim w oparciu o informacje, które schorzenia i w jakim stopniu odpowiadają za powstanie niezdolności do pracy. Rehabilitacja może być prowadzona stacjonarnie lub ambulatoryjnie.

Na rehabilitację możemy kierować osoby ze schorzeniami narządu ruchu, układu krążenia, układu oddechowego, narządu głosu, schorzeniami psychosomatycznymi oraz osoby po operacji nowotworu gruczołu piersiowego z dysfunkcjami w związku z przebytą operacją. W trybie ambulatoryjnym mamy rehabilitację narządu ruchu i układu krążenia z możliwością monitorowania telemedycznego – wymienia ekspertka.

Choroby układu krążenia stanowią najczęstszą przyczynę niezdolności do pracy. Dlatego w 2009 roku ZUS wprowadził możliwość ambulatoryjnej rehabilitacji prowadzonej w połączeniu z domową. Dotychczas skorzystało z niej 1,2 tys. osób, w tym roku w ośrodkach w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i we Wrocławiu może dołączyć do tej grupy kolejnych 500 osób. Inną formą rehabilitacji wprowadzoną w 2009 roku jest rehabilitacja kobiet z nowotworem gruczołu piersiowego. Obecnie prowadzi ją siedem ośrodków, skorzystało z niej 4,5 tys. osób, na ten roku zakontraktowanych jest 1,5 tys. miejsc.

Rehabilitacja jest prowadzona w większych miastach Polski. Warto z niej skorzystać, ponieważ pomaga poprawić stan zdrowia, sprawność organizmu i przede wszystkim odzyskać zdolności do pracy. ZUS monitoruje efektywność rehabilitacji, czyli to, ile osób po ukończeniu rehabilitacji nie pobierało świadczeń z ubezpieczenia społecznego. W 2012 roku było to 53 proc. osób, dlatego można powiedzieć, że rehabilitacja jest efektywna – ocenia Elżbieta Szupień.

Ustawa frankowa może kosztować banki ponad 20 mld zł. To nie musi jednak oznaczać obniżki ich ratingów

Fitch Ratings Polska

Wejście w życie ustawy pozwalającej Polakom przewalutować kredyty mieszkaniowe może oznaczać nawet 22 mld zł strat dla banków. Mimo to decyzja ta nie musi się przełożyć na obniżki ratingów instytucji finansowych podkreśla Artur Szeski z Fitch Ratings Polska. Ewentualne skutki będzie można oceniać jednak dopiero wtedy, gdy ustawa przejdzie proces legislacyjny.

Senatorowie zajmą się projektem ustawy, która umożliwi przewalutowanie kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w walutach obcych. Koszt tej zmiany obciąży obie strony umowy, zarówno bank, jak i klientów. Zgodnie z popieraną przez rząd wersją ustawy koszty te miały być dzielone po połowie. W Sejmie jednak przeszła poprawka SLD obciążająca banki 90 proc. strat wynikających z przewalutowania. KNF szacuje, że będzie to kosztować banki 22 mld zł. Teraz do Senatu należy decyzja, które rozwiązanie stanie się prawem. Trudno więc dziś oszacować skalę strat, jakie czekają polskie banki.

Sam wyższy koszt czy straty banków niekoniecznie muszą natychmiast przekładać się na zmianę ich ratingu. Po pierwsze, nie wszystkich banków będzie to dotyczyło w takim samym stopniu. Po drugie, część banków ma wystarczająco dużą poduszkę kapitałową i bieżącą rentowność, żeby te straty w miarę bez wpływu na rating zaabsorbować – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Artur Szeski, analityk Fitch Ratings Polska.

Ratingi działających w Polsce banków mieszczą się w przedziale od pojedynczego A z minusem dla najlepszego banku do potrójnego B, co wciąż oznacza dobry inwestycyjny rating. Nie w każdym banku straty na przewalutowaniu kredytów wpłyną na ich ocenę, jednak pogorszenia ratingów nie można wykluczać.

Trudno mi w tej chwili spekulować – zaznacza Artur Szeski. – To, co mamy w tej chwili na stole, to są dwie propozycje: rządowa i zmodyfikowana propozycja parlamentarna. Presja polityczna na to, żeby w jakiś sposób, przynajmniej częściowo ten problem rozwiązać, jest i na pewno będzie miała wpływ na wyniki banków, co do tego nie ma wątpliwości.

Na razie agencje ratingowe obserwują sytuację. Ewentualne decyzje będą podejmować, gdy prawo zostanie ostatecznie zmienione.

Na bieżąco przyglądamy się sytuacji – mówi ekspert. – Trudno podejmować decyzje w oparciu o coś, co nie jest skonkretyzowane i sformalizowane. Zobaczymy, jaki będzie los tej ustawy w Senacie i czy Senat odrzuci, czy zakwestionuje poprawki sejmowe, czy nie. Wtedy będziemy się zastanawiać. Z ostatecznymi decyzjami poczekamy aż ustawę ewentualnie podpisze prezydent.

Zysk netto polskiego sektora bankowego w zeszłym roku przekraczał 16 mld zł i był o 6,95 proc. wyższy niż w roku 2013 – podaje Komisja Nadzoru Finansowego.

Sklepy w centrach handlowych potrzebują coraz więcej powierzchni. Deweloperzy budują coraz większe obiekty

Aleksander Walczak

Sklepy w centrach handlowych stają się coraz większe – nie tylko w dużych galeriach, lecz także w mniejszych obiektach. Średnia powierzchnia lokalu, która kiedyś wynosiła ok. 100 mkw., teraz jest kilkukrotnie większa. Wymusza to na deweloperach budowę nieco większych centrów, aby nadal utrzymać zróżnicowany portfel najemców. Przestały też spadać czynsze.

Poszczególne sklepy będą coraz większe. Jest mniej mniejszych lokali. Kiedyś średni lokal handlowy to było 100 mkw., w tej chwili jest bardzo niewiele sklepów, które chciałyby operować na takiej powierzchni, więc średni lokal ma grubo powyżej 200 mkw. Obecnie 300-400 mkw. to są średniej wielkości sklepy. Z tą tendencją musimy się zmierzyć, więc budujemy większe obiekty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes zarządu Dekady, dewelopera centrów handlowych.

Walczak zwraca uwagę na to, że powierzchnię zwiększają główne sieci handlowe. Sieciowe sklepy odzieżowe, obuwnicze czy drogerie chcą mieć lokale co najmniej 500-metrowe, a często nawet przekraczające 1000 mkw. To korzystne dla klientów, gdyż zyskują większy wybór towaru. Z kolei najemcy, decydując się na zwiększenie powierzchni, mogą liczyć na niższy czynsz jednostkowy.

Presja na wzrost powierzchni sklepów wymusza jednak inne inwestycje ze strony deweloperów. Jak podkreśla Walczak, w centrach handlowych, także tych mniejszych i poza głównymi miastami (takie buduje Dekada), ważny jest zróżnicowany portfel najemców. Deweloperzy chcą nadal mieć co najmniej kilkunastu różnych najemców, a ponieważ każdy z nich chce mieć większy sklep, to same centra również muszą rosnąć.

Pierwsze nasze centra handlowe miały ok. 3-4 tys. mkw., a w tej chwili minimum to ok. 5 tys. mkw. – mówi Walczak.

Takie mniejsze centra handlowe są dla najemców coraz atrakcyjniejsze. Jak podkreśla Walczak, to naturalne, że rozwój polskiego handlu rozpoczął się od wielkich galerii w dużych miastach, ale wraz z nasyceniem tego rynku przyszła kolej na mniejsze centra poza głównymi aglomeracjami.

Walczak zwraca uwagę także na to, że mniejsze centra nie muszą oznaczać mniejszych obrotów. Klienci doceniają wygodę takich galerii, a obroty najlepszych sklepów w nich zlokalizowanych nie odbiegają od przychodów lokali w największych galeriach, a czasem nawet je przewyższają.

Nie dotyczy to tych największych sklepów w Warszawie czy innych dużych aglomeracjach, ale na pewno sklepy, które są u nas, nie odbiegają od średnich obrotów na rynku. Mamy informacje, że niektóre z nich są u poszczególnych najemców w pierwszej dziesiątce w skali kraju, więc można powiedzieć, że osiągają u nas sukces – wyjaśnia Walczak.

Dodaje, że po dynamicznym rozwoju teraz również w segmencie mniejszych galerii handlowych nasycenie jest coraz większe. Poza Dekadą jest jeszcze kilka firm, które specjalizują się w takiej działalności, więc konkurencja jest duża, a atrakcyjnych lokalizacji na rynku coraz mniej. Walczak przewiduje, że małych galerii będzie przybywać jeszcze przez 2-3 lata, a potem tempo rozwoju znacznie spowolni, choć nie powinno się całkowicie zatrzymać.

Najemcy nie powinni już jednak liczyć na obniżki czynszów w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Jak podkreśla Walczak, w ciągu ostatnich lat były one coraz niższe, ale obecny poziom jest już tym minimalnym, który wynajmujący są w stanie zaoferować.

Nie da się w nieskończoność obniżać czynszu wynajmu ze względu na koszty budowy czy koszty ziemi. Marże deweloperskie wynikające z zysku, którego spodziewa się inwestor czy deweloper, w tej chwili są na minimalnym poziomie. Już dalej się nie da zejść, bo wtedy ta działalność byłaby nieopłacalna – podkreśla prezes zarządu Dekady.

Walczak zwraca jednak uwagę, że obecny poziom czynszów jest akceptowalny dla najemców.

W mediach społecznościowych toczy się emocjonalna debata na temat JOW-ów. Internauci odważnie wypowiadają swoje poglądy

Monika Tomsia

Na portalach społecznościowych toczą się gorące dyskusje na temat zbliżającego się referendum w sprawie JOW-ów, czyli jednomandatowych okręgów wyborczych. Duża część zabarwionych emocjonalnie opinii internautów ma wydźwięk pozytywny, natomiast krytycznie wypowiadają się o roli mass mediów w debacie na temat zasadności wprowadzania JOW-ów w Polsce.

Z analiz Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że zaplanowane na 6 września referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych wzbudziło duże poruszenie społeczeństwa, co miało spore odzwierciedlenie w mediach.

Zaledwie w ciągu jednego miesiąca, między 25 lipca a 26 sierpnia, pojawiło się aż 32 tys. publikacji na temat JOW-ów, z czego najwięcej w najbardziej demokratycznym medium, czyli na portalach społecznościowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Monika Tomsia, specjalista ds. PR Instytutu Monitorowania Mediów. – Tam pojawiło się aż 28 tys. wzmianek.

Te wzmianki stanowią 88 proc. wszystkich badanych treści. 10 proc. to publikacje na portalach internetowych, a 2 proc. w prasie.

W treściach social mediowych idea wprowadzenia w Polsce nowego systemu wyborczego cieszy się dużym poparciem. Zdecydowana większość wpisów z tych zabarwionych emocjonalnie ma wydźwięk pozytywny. Uczestnicy internetowych debat odważnie wypowiadają swoje poglądy.

Dyskusje, które toczą się przede wszystkim na Facebooku i Twitterze, świadczą o dużym zaangażowaniu internautów w debaty polityczne na temat zasadności wprowadzenia JOW-ów w Polsce – mówi Monika Tomsia. – Tak jak przed wyborami zazwyczaj zdania są podzielone. Natomiast możemy powiedzieć, że media są bardziej za niż przeciw, ponieważ z 32 tys. wszystkich publikacji 4,7 tys. było zabarwionych emocjonalnie, a w tym 3,7 tys. pozytywnie, a tylko 1 tys. negatywnie.

W prasie najwięcej publikacji poświęconych JOW-om ukazało się w tytułach regionalnych. Tam zamieszczono aż 70 proc. wszystkich tekstów na ten temat. IMM przeanalizował publikacje z prasy ogólnopolskiej z dwóch tygodni między 10 a 24 sierpnia. Okazało się, że w tak krótkim okresie pojawiło się 96 publikacji na temat JOW-ów, z czego 26 proc. zabarwionych emocjonalne.

Co ciekawe, zestawienie to wypada trochę inaczej niż w internecie i mediach społecznościowych, ponieważ w prasie jest przewaga materiałów negatywnie zabarwionych, natomiast rozkładają się one pomiędzy różne typy prasy – zwraca uwagę ekspertka IMM. – Mam tutaj na myśli podział na zorientowanie polityczne poszczególnych tytułów, te, które bliskie są poglądom prawicowym, lewicowym oraz centrowym. We wszystkich tych tytułach pojawiały się zarówno wzmianki pozytywne, jak i negatywne, ale większość to artykuły neutralne.

Opinia internautów obiektywizmu mediów w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych jest niemal jednogłośna.

Razem z opiniami na temat JOW-ów internauci chętnie wypowiadają się także na temat roli mass mediów w informowaniu o nich – mówi Tomsia. – Ich opinia jest niemal jednogłośna. Uważają, że mass media nie do końca wykazują się profesjonalizmem w informowaniu na ten temat, nie przekazują do końca rzetelnych informacji. Razem z nadejściem referendum 6 września prawdopodobnie wszelkie spory i niejasności zostaną rozwiązane, natomiast internetowa dyskusja prawdopodobnie będzie się toczyła dalej.

Na rynku wydawniczym wciąż zbyt mało materiałów edukacyjnych dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną

CEO Magazyn Polska

Szacuje się, że 20 proc. wszystkich uczniów w Polsce to dzieci i młodzież ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. W tej grupie 2,5 proc. stanowią osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Potrzebują one specjalnie opracowanych pod kątem ich potrzeb podręczników i materiałów edukacyjnych. Zdaniem pedagogów na rynku wydawniczym wciąż brakuje zróżnicowanej oferty przygotowanej z myślą o nich.

Do uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi prawo oświatowe zalicza m.in. osoby zagrożone niedostosowaniem społecznym, zdolne dzieci z zaburzeniami komunikacji oraz dzieci z zaniedbanych środowisk. Wśród nich są również uczniowie z różnego rodzaju niepełnosprawnościami, czyli ze spektrum autyzmu, z niepełnosprawnością intelektualną, osoby niedowidzące, słabosłyszące czy niesłyszące – mówi agencji informacyjnej Newseria Lidia Klaro-Celej, doradca metodyczny m.st. Warszawy w zakresie kształcenia specjalnego.

Uczniowie z niepełnosprawnością intelektualną wymagają szczególnych warunków nauczania. Chodzi tu zarówno o odpowiednie przygotowanie metodyczne nauczycieli, jak i o zapewnienie odpowiednich materiałów edukacyjnych.

Dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną tworzy się indywidualny program edukacyjno-terapeutyczny. W pracy z uczniem należy stosować specjalne metody i techniki. Powinni z nim pracować nauczyciele z odpowiednim przygotowaniem, pedagodzy specjalni. Dla tych uczniów przygotowuje się specjalne pomoce dydaktyczne i stosuje się zróżnicowane metody pracy, które umożliwiają im naukę – tłumaczy Lidia Klaro-Celej.

Materiały edukacyjne powinny być dostosowane do indywidualnych możliwości uczniów. Zdaniem pedagogów wiele publikacji nie spełnia jednak swojej funkcji. Często zawierają treści zbyt infantylne i niedostosowane do wieku i stopnia rozwoju dziecka.

– Nie mamy zbyt dużej oferty podręczników, jest stosunkowo mało materiałów i zaledwie kilka wydawnictw, które zdecydowały się na ich opracowanie. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną to szczególna grupa uczniów, która wymaga innych pomocy edukacyjnych. Tekst musi być w języku łatwym do czytania, to muszą być bardzo krótkie zdania, proste, które umożliwią dziecku zrozumienie otaczającego je świata – wyjaśnia Lidia Klaro-Celej.

Jak podkreśla, oferta takich publikacji stale się powiększa, ale wciąż jest niedostatecznie zróżnicowana pod kątem różnych niepełnosprawności.

Jednym z wydawnictw, które zajmuje się tego typu publikacjami, jest PWN.

– Pakiety edukacyjne PWN dla osób z niepełnosprawnością intelektualną to właściwie pierwsza publikacja dająca szansę rozwijania kompetencji społecznych, które w przypadku uczniów z niepełnosprawnością intelektualną są naprawdę niezbędne. Jest to oferta skierowana do uczniów trochę starszych – ostatnie lata szkoły podstawowej i gimnazjum. Zawiera zeszyty ćwiczeń, historyjki obrazkowe, piramidę żywienia i multibook – podkreśla Lidia Klaro-Celej.

Rodzice dzieci, które wymagają specjalnego nauczania, mogą się ubiegać o dofinansowanie zakupu podręczników w ramach rządowego programu „Wyprawka szkolna”. Dopłata może wynieść nawet 770 zł. MEN zaplanował 51 mln zł na realizację tego programu w roku szkolnym 2015/2016 dla ponad 213 tys. uczniów, w tym ok. 92 tys. mających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.

Dyrektorzy placówek, w których uczą się dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, mają także możliwość otrzymania dotacji celowej na zakup podręczników, materiałów edukacyjnych oraz materiałów ćwiczeniowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Czy kupujemy większe mieszkania?

Czy klienci deweloperów chętniej wybierają teraz większe mieszkania? Czy zwiększyła się liczba nabywców decydujących się na zakup dużych lokali ze względu na możliwość otrzymania wyższych dopłat do kredytu w programie Mieszkanie dla młodych? Sondę na ten temat przeprowadził portal nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej o obniżkach stóp procentowych, jak również ostatnie obniżki marż w części banków, spowodowały wzrost zdolności kredytowej nabywców mieszkań. To główny czynnik zmiany preferencji nabywców, a program MdM niewątpliwie go wzmacnia. W konsekwencji, w ostatnim czasie widoczne jest zainteresowanie większymi lokalami, zwłaszcza mieszkaniami trzy pokojowymi. Staramy się dopasować do tych zmian poprzez stosowne modyfikacje struktury projektowanych i budowanych mieszkań. Większy udział dużych mieszkań mamy w inwestycjach Mała Praga w Warszawie, Osiedle Graniczna i Dolina Piastów we Wrocławiu, czy Słoneczne Miasteczko, Centralna Park w Krakowie. Jednocześnie wciąż dużym zainteresowaniem cieszą się mieszkania jedno i dwu pokojowe, zwłaszcza w inwestycjach bliżej centrum takich jak Osiedle Krzemowe w Warszawie i 5 Dzielnica, Osiedle Grzegórzecka w Krakowie. Na mniejsze lokale decydują się klienci inwestycyjni, ponieważ dochód z najmu jest średnio 3 krotnie wyższy niż z lokat. W portfelu inwestycji LC Corp znajdują się projekty z udziałem takich transakcji, sięgającym 50 proc. wszystkich umów.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Klienci wybierają coraz większe mieszkania, szczególnie jeżeli są to rodziny w modelu 3+. Poprzez liberalizację polityki mieszkaniowej, wprowadzenie modyfikacji do programu MdM dla rodzin wielodzietnych i zniesienie wielu dotychczasowych ograniczeń, stał się on bardziej dostępny. Przy zmianie dotychczasowego mieszkania na większe klienci poza MdM korzystają z naszego autorskiego programu „Zamień stare na nowe”.Sprzedajemy dotychczasowe mieszkanie klienta, pomagamy w uzyskaniu kredytu hipotecznego, a także oferujemy wykończenie mieszkania przez zaufane i współpracujące z nami firmy oraz organizujemy przeprowadzkę do nowego mieszkania. Najważniejsze jest jednak to, że wszystkie formalności można załatwić u nas bezgotówkowo.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Nabywcy poszukują najczęściej mieszkań dwu i trzypokojowych o powierzchni 50-60 m kw. Coraz częściej rozważają jednak zakup lokali większych i oczekują niestandardowych propozycji, takich jak mieszkania z antresolą, które oferujemy m.in. w inwestycji Polnordu Brama Sopocka w Gdyni. Program MdM jest dla nabywców mieszkań niewątpliwym wsparciem, dzięki niemu klienci mogą pozwolić sobie na zakup większego lokum, które bez rządowej dopłaty przekraczałoby ich możliwości finansowe.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Z obserwacji wynika, że poprawia się jakość życia Polaków, a to sprawia, że częściej sięgają po nowe mieszkania lub zamieniają je na dom. Możliwość większych dopłat w MdM, szczególnie przez rodziny wielodzietne, także ma wpływ na wybór większego mieszkania lub domu. Mając na uwadze te grupę klientów stworzyliśmy ofertę domów jednorodzinnych objętych programem MdM, zlokalizowanych tuż pod Warszawą. Osiedle domów stanowi idealną alternatywę dla mieszkań w Warszawie. Dom o powierzchni 100 lub 110  mkw. w podwarszawskich Kaputach można nabyć w cenie od 463 tys. zł.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Zmiany wprowadzone w programie dopłat nie rzutują na sprzedaż w zauważalny sposób. Większe zainteresowanie dużymi mieszkaniami obserwujemy już od 2 lat i ma na to wpływ przede wszystkim dobra sytuacja gospodarcza oraz niskie oprocentowanie kredytów, a tym samym większe możliwości nabywcze klientów. Do wzrostu popularności większych mieszkań przyczyniają się również zmieniające się potrzeby mieszkaniowe osób, które zakładają i powiększają rodziny.

Ewa Nowicka, regionalny kierownik sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

Z ogólnej liczby kredytów realizowanych przez dział Kredytów Hipotecznych firmy Euro Styl bardzo wysoki odsetek stanowią kredyty z dopłatą rządową MdM. Pierwszym czynnikiem, który biorą pod uwagę klienci przy wyborze mieszkania jest możliwość uzyskania dopłaty. Jednakże  głównym determinantem będącym najczęściej wyznacznikiem ostatecznej decyzji jest wysokość raty kredytu.

Wysokość dopłaty nie ma w chwili obecnej przełożenia na zmianę preferencji klientów i podejmowanych przez nich decyzji co do wielkości metrażu nabywanego mieszkania. Być może sytuacja ulegnie zmianie, kiedy ze względu na wielodzietność będzie można pozyskać większe dopłaty, a zniesienie wymogu nieposiadania wcześniej nieruchomości na własność umożliwi nabywanie większych lokali znacznie szerszej grupie klientów.

Największe mieszkania liczące ponad 80 mkw., które kwalifikują się do programu MdM mamy w Osiedlu Nawigator zlokalizowanym na gdyńskim Obłużu, blisko centrum Gdyni. Ponadto lokale do 70 m kw. można nabyć w inwestycji Apartamenty Conrada, która mieści się w spokojnej i malowniczej gdyńskiej dzielnicy Mały Kack. Osiedle objęte jest letnia promocją, klienci mają szansę zakupić mieszkanie w cenie niższej nawet o 500 zł za m kw. Są to mieszkania o powierzchniach od 46 do 70 mkw., które zostaną oddane do użytkowania w IV kw. tego roku.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Single najczęściej poszukują mieszkań o powierzchni od 35 do 40 m kw. Salon plus sypialnia. Pary lub małżeństwa myślące o dziecku rozglądają się za metrażem od 40 do 60 m kw. Optymalne dla nich są tzw. mieszkania kompaktowe, czyli mieszczące się na małej powierzchni, nawet trzypokojowe. Klienci wybierają na ogół mieszkania, w których na relatywnie niewielkiej powierzchni znajduje się możliwie duża liczba pomieszczeń. Tego typu lokale, które dodatkowo spełniają wymóg cenowy programu MdM mamy w warszawskich osiedlach  Central Park Ursynów, Zielona Italia we Włochach i rezydencja Arteco na Żoliborzu.

Piotr Kijanka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Grupie Deweloperskiej GEO

Prym nadal wiodą lokale dwu i trzypokojowe, choć większe mieszkania zyskują swoich zwolenników. Cieszą się sporym zainteresowaniem klientów poszukujących docelowego lokum, które daje bogate możliwości w zakresie aranżacji przestrzeni. Zmiany w programie MdM mogą nieco zmienić na rynku. Klienci skorzystają z wyższych dopłat i będą mieli możliwość kupna większego lokalu. Fakt, iż rodziny wielodzietne mogą liczyć na większe wsparcie może mieć znaczenie, choć należy pamiętać, że dla klientów ważny jest nie tylko metraż, ale także liczba pomieszczeń.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa

W ostatnim czasie sprzedaż większych mieszkań widocznie wzrosła. W warszawskim osiedlu Tarasy Dionizosa, w którym cała oferta objęta jest programem dopłat, w ramach znowelizowanego MdM-u sprzedaje się w ostatnich tygodniach więcej większych mieszkań trzypokojowych.  Wybór lokali o dużej powierzchni związany jest najczęściej z potrzebą zwiększenia powierzchni życiowej z uwagi na wzrost liczebności rodziny.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży w firmie Dolcan

Zauważamy, że klienci nabywają większe mieszkania częściej, niż np. dwa lata temu. Duże mieszkania mają określony rodzaj nabywców. Są to zazwyczaj rodziny z dziećmi, poszukujące dobrze skomunikowanych nieruchomości z własnym ogródkiem. Największe mieszkania spośród tych, które oferujemy są dostępne w inwestycjach bezczynszowych. Na warszawskiej Białołęce w inwestycji Kamyk Zielony można kupić 160-metrowe mieszkanie z ogródkiem i poddaszem już za 460 tys. zł. Blisko centrum Warszawy w inwestycji Ogrody Ochota I można oferujemy mieszkanie 104-metrowe z rabatem 80 tys. zł od ceny katalogowej.

Duże metraże, ok. 218 m kw., mamy również w luksusowym osiedlu domów jednorodzinnych Wellhome Zacisze. W Rembertowie w Osiedlu Magenta oferujemy segmenty o powierzchni 170 m kw. Ostatnie segmenty są również dostępne w warszawskim Zaciszu w inwestycji Czerwona Jarzębina II.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Mimo iż, obecnie nie oferujemy lokali objętych dopłatami w ramach programu MdM, w naszych warszawskich inwestycjach Miasto Wola i Stacja Kazimierz zauważamy wzrost zainteresowania klientów zakupem większych mieszkań. Ten trend widoczny jest szczególnie wśród rodzin z dziećmi, ale co interesujące, także wśród osób młodych, które wcześniej kojarzone były głównie z mieszkaniami o niewielkich metrażach. Sytuacja ta znajduje również odzwierciedlenie w ofercie kolejnych etapów naszych projektów, w których uwzględniamy więcej tego typu mieszkań.

 

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 1.09.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Konferencja ICCA sukcesem EXPO XXI, Warszawy i Polski

Konferencja ICCA (International Congress and Convention Association) Central European Chapter Summer Meeting pod hasłem “Money makes a world go round” już za nami. Spotkanie prestiżowego stowarzyszenia organizatorów kongresów i konferencji na świecie, odbyło się w dniach 26-28 sierpnia br. w Warszawie. Część oficjalna miała miejsce w EXPO XXI Warszawa, obiekcie przynależącym do ICCA. Wydarzenie odwiedziło ponad 60 najważniejszych osób z branży spotkań – zarówno członków ICCA, jak i firm oraz organizacji spoza stowarzyszenia. Uczestnicy wzięli udział w ciekawych panelach dyskusyjnych i wystąpieniach kluczowych gości, m.in. Martina Sirka, Dyrektora Zarządzającego ICCA, Davida Beniteza, założyciela firmy Content Cocktails czy Prof. Dr Doroty Chwieduk z Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej.

Zespół EXPO XXI Warszawa podczas konferencji ICCA Central European Chapter Summer Meeting
Zdjęcie zespołu EXPO XXI Warszawa z konferencji ICCA Central European Chapter Summer Meeting (od lewej: Sylwia Korczak – Sales Manager, Agnieszka Chachiel – Senior Project Manager Service Center, Michał Bernatek – International Sales Director, Anna Adamovic – Sales Director, Stéphane Michaud – Commercial Director – Head of Sales).

Konferencja ICCA to przede wszystkim spotkanie edukacyjne, dlatego też organizatorzy zadbali o bogaty program merytoryczny, oparty na wnioskach i uwagach członków stowarzyszenia z poprzednich wydarzeń.

Sesje edukacyjne były bardzo ciekawe, przede wszystkim dlatego, że mogliśmy usłyszeć o doświadczeniach wszystkich obecnych członków ICCA i skorzystać z ich bogatej wiedzy. Warszawa zachwyciła nas i jej obraz pozostanie na długo w naszej pamięci – powiedział Edward Zammit, Operations Advisor w Malta Tourism Authority.

Pierwszy panel edukacyjny, moderowany przez Davida Beniteza z Content Cokctails poświęcony był strategiom firm w pozyskiwaniu nowego biznesu i koncentrował się na modelu Human to Human. Podczas niego wystąpił przedstawiciel CVB i firmy konsultingowej – Milos Milovanovic z The Gaining Edge, Prof.

Dr Dorota Chwieduk z Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej oraz Edgar Hirt z Congress Center Hamburg, jak również Mike Van der Vijver z CoCoA, za pośrednictwem połączenia wideo.

W drugiej części spotkania Martin Sirk, Dyrektor Zarządzający ICCA zaprezentował główne założenia nowej strategii stowarzyszenia, która ma zostać wdrożona na najbliższym kongresie ICCA w listopadzie.

Podczas ostatniego panelu dyskusyjnego, moderator, Krzysztof Celuch z Poland Convention Bureau, podjął próbę odpowiedzi na pytanie czy obniżki cen są skutecznym narzędziem pozyskiwania biznesu. W jego ramach swoimi doświadczeniami podzielili się: Wojciech Liszka z Z Factor, Claudia Delius-Fisher z Messe Frankfurt, Krzysztof Bronk z ACCOR, Andrzej Hulewicz z DMC Mazurkas Travel oraz Anna Jędrocha z PCO Symposium Cracoviense.
Rangę konferencji wzmocniło wystąpienie Michała Olszewskiego, wiceprezydenta Miasta Stołecznego Warszawa, który opowiedział o innowacyjnym i efektywnym kosztowo projekcie Virtualna Warszawa.

Spotkanie było również znakomitą okazją do zacieśnienia kontaktów biznesowych, którym sprzyjały atrakcje towarzyszące konferencji takie, jak rejs łódkami po Wiśle, grill na wyspie, Gala Dinner w Restauracji Belvedere czy spacer po Łazienkach Królewskich zakończony Festiwalem Świateł w Ogrodzie Chińskim.

Tegoroczna edycja letniego spotkania oddziału Europy Centralnej ICCA okazała się wyjątkowym wydarzeniem i znakomitym osiągnięciem. Dynamiczny oraz interaktywny sposób prowadzenia sesji edukacyjnych spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem członków stowarzyszenia. Organizacji spotkania sprzyjała również piękna pogoda, a doskonała lokalizacja potwierdziła, że Warszawa jest atrakcyjną i profesjonalną destynacją dla liczących się wydarzeń międzynarodowych. Bardzo dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie konferencji ICCA – skomentowała wydarzenie Anna Górska z EXPO XXI Warszawa, Przewodnicząca Oddziału Europy Centralnej ICCA.

Letnie spotkania Oddziału Europy Centralnej ICCA odbywają się cyklicznie. Co roku wiele europejskich miast stara się o przyznanie praw do organizacji wydarzenia. Na konferencji w Warszawie ogłoszono oficjalnie, że kolejne edycje odbędą się w 2016 roku w Moskwie i w 2017 roku we Lwowie. Od czterech lat przewodniczącą Oddziału Europy Centralnej jest po raz pierwszy w historii ICCA Polka, Anna Górska, a tegoroczna konferencja odbyła się w Warszawie dzięki jej staraniom.

Nowy smart fortwo cabrio

Podczas wrześniowego salonu samochodowego we Frankfurcie (15-27 września 2015 r.) swoją światową premierę będzie świętować nowy smart fortwo cabrio. Zamówienia na kolejną generację modelu ruszą w połowie listopada, a pierwsze jego egzemplarze pojawią się u dealerów w lutym przyszłego roku.

Trzy samochody w jednym: za naciśnięciem przycisku nowy smart fortwo cabrio zmienia się z zamkniętego samochodu dwumiejscowego w auto z dużym, odsuwanym płóciennym szyberdachem albo – gdy poszycie zostanie całkowicie opuszczone – w pełnoprawny kabriolet. W rezultacie przyjemność z jazdy pod gołym niebem można dostosować do warunków pogodowych lub nastroju kierowcy i pasażera. Swoją elastyczność smart zawdzięcza składanemu dachowi „tritop” oraz modułowej konstrukcji słupków dachowych, które można zdemontować – to rozwiązanie niespotykane nie tylko wśród najmniejszych aut. Nowy fortwo cabrio jest zresztą jedynym prawdziwym kabrioletem w swojej klasie.

„Nasz nowy smart fortwo cabrio naprawdę emanuje radością życia w mieście – a to istota naszej marki” – mówi dr Annette Winkler, szefowa smarta. „Jestem pewna, że zadowolimy aktualnych użytkowników smarta cabrio – grono liczące 220 tysięcy osób, a przy okazji nasza lajfstajlowa ikona zdobędzie wielu nowych fanów”.

Nowy fortwo cabrio (długość/szerokość/wysokość: 2,69/1,66/1,55 m) natychmiast daje się poznać jako członek rodziny nowych smartów. Trzeci model w gamie reprezentuje filozofię projektowania „FUN.ctional design”, odwołującą się do dwóch biegunów: umysłu i serca. Jego wyrazista stylizacja łączy charakterystyczną sylwetkę z ultrakrótkimi zwisami i klatką bezpieczeństwa – tridionem – oraz typową dla smarta twarz z wlotem powietrza o strukturze plastra miodu i romboidalnymi reflektorami. Słupek B jest węższy niż w coupé, a tridion ma jeszcze bardziej dynamiczny kształt.

Potencjalni klienci mają do wyboru trzy odcienie płóciennego dachu: dżinsowy, czerwony lub czarny. W każdym przypadku podsufitka ma kolor szary. Zdejmowane słupki dachowe (kolorystycznie spójne z tridionem) można przechowywać w schowku zintegrowanym z pokrywą bagażnika.

Dach otwierany w 12 s

Gdy słońce wygląda zza chmur, kierowca smarta może reagować błyskawicznie – miękki, automatycznie sterowany dach odsuwa się całkowicie w ciągu 12 s, nawet podczas jazdy z maksymalną prędkością. Dzięki kluczykowi z trzema przyciskami można go otwierać także zdalnie, będąc poza samochodem.

Zdejmowane słupki dachowe pozwalają w pełni cieszyć się przyjemnością z jazdy kabrioletem. Przewidziano na nie specjalny schowek w tylnej klapie. Zmieści on również inne drobne przedmioty, na przykład kamizelkę odblaskową, apteczkę czy trójkąt ostrzegawczy.

Miękki dach „tritop” ma powierzchnię 1,8 m kw. – o 4% większą niż w poprzedniku. Zewnętrzne poszycie wykonano z wyjątkowo odpornego na światło poliakrylu, a spód – z mieszanki poliestru i bawełny. Pomiędzy tymi dwiema warstwami znajduje się warstwa gumy. Dach ma grubość 20 mm. Z tyłu znajduje się podgrzewane szklane okno.

Bezpieczeństwo: ochrona podróżujących potwierdzona w teście dachowania

Nowy fortwo cabrio to najsztywniejszy kabriolet w historii smarta. W porównaniu z poprzednikiem jego sztywność skrętna wzrosła o około 15%. W konstrukcji nadwozia zastosowano połączenie dużego udziału ultrawytrzymałej, tłoczonej na gorąco stali ze stalami wielofazowymi o maksymalnej wytrzymałości. Dodatkowo, kabriolet został względem coupé wzmocniony w specyficznych miejscach. Modyfikacje obejmują zastosowanie pod samochodem dużej stalowej belki oraz dwóch skrętnych przegród (z przodu i z tyłu), a także wewnętrznych rur w słupkach A. Te ostatnie wykonano z ultrawytrzymałej stali tłoczonej na gorąco.

Koncepcja bezpieczeństwa nowego smarta fortwo opiera się na wydajnym pochłanianiu energii zderzenia przez klatkę bezpieczeństwa (tridion). Model ma nie tylko sprostać normom obowiązującym w międzynarodowych testach zderzeniowych, ale i w wewnętrznych próbach Mercedes-Benz, w których częstokroć obowiązują jeszcze bardziej rygorystyczne wymogi. Należy do nich dachowanie, a właściwie „upadek” na dach. Zawieszone pod niewielkim kątem nadwozie spada tu z wysokości 50 cm w ten sposób, że uderza o posadzkę słupkami A.

W dziedzinie aktywnego bezpieczeństwa smart oferuje systemy wspomagające do niedawna zarezerwowane dla pojazdów droższych klas. Poza najnowszą generacją ESP® z asystentem bocznego wiatru Crosswind Assist i wspomaganiem ruszania na wzniesieniu (standard) ich lista obejmuje układ ostrzegania przed kolizją oraz monitorowania pasa ruchu Lane Keeping Assist (opcja).

Dwa silniki, dwie przekładnie, trzy linie wyposażenia

Nowy kabriolet będzie początkowo dostępny z dwoma nowoczesnymi, 3-cylindrowymi silnikami benzynowymi o mocy 52 kW/71 KM oraz 66 kW/90 KM. Oba można połączyć z 5-biegowymi skrzyniami manualnymi lub całkowicie zautomatyzowanymi przekładniami dwusprzęgłowymi. Nie trzeba dodawać, że smart fortwo cabriolet wyróżnia się typową dla marki, niezrównaną zwinnością – jego średnica zawracania wynosi 6,95 m między krawężnikami i 7,30 m między ścianami.

Poza trzema liniami wyposażenia – passion, prime oraz proxy – klienci mają do wyboru szeroki zakres wyposażenia z zakresu komfortu i bezpieczeństwa, w tym nowości dodane przy okazji ostatniego liftingu, takie jak integracja smartfona z MirrorLink® (standard w autach z zestawem multimedialnym smart) czy pakiet Urban Style (obejmuje czarne nadkola i obniżone zawieszenie). Wysokiej jakości kokpit zaprojektowano ze smakiem, podobnie jak w wersji coupé. Jego znakiem rozpoznawczym jest motyw „dynamicznej pętli”, czyli emocjonalne linie widoczne w kształcie deski rozdzielczej i paneli drzwi. Standardowe wyposażenie wnętrza obejmuje dwie osłony przeciwsłoneczne, centralną konsolę ze szufladą i haczyki na ubrania na tylnej belce. Za dopłatą oferowany jest deflektor wiatru.

Dane techniczne nowego smarta fortwo cabrio w skrócie:

smart fortwo cabrio 52 kW 66 kW
Układ i liczba cylindrów 3/R 3/R
Pojemność skok. (ccm) 999 898
Moc maks. (kW/KM) 52/71 66/90
przy obr./min 6000 5500 (6200)
Maks. moment obr. (Nm) 91 135
przy obr./min 2850 2500
Średnie zużycie paliwa
(l/100 km)
4,3 (4,3) 4,3 (4,2)
Średnia emisja CO2 (g/km) 99 (99) 99 (97)
Klasa efektywności C (B) B (B)
Przyspieszenie 0-100 km/h (s) 14,9 (15,5) 10,8 (11,7)
Prędkość maksymalna (km/h) 151 (151) 155 (155)

Dane w nawiasach dotyczą wersji z przekładnią twinamic.

Testy wytrzymałościowe: szeroko zakrojone badania w laboratorium i na drodze

Kabriolety wytwarzane przez oddział Mercedes-Benz Cars przechodzą szeroko zakrojony program testów – jednakowy dla wszystkich modeli. Nowy smart fortwo cabrio został więc przetestowany wedle tych samych rygorystycznych norm, co np. nowy Mercedes-Benz Klasy S Cabriolet. Przykładowo, obejmują one otwieranie i zamykanie dachu przez cały cykl życia pojazdu (20 tys. powtórzeń), jak również próby wytrzymałości mechanizmu w komorze klimatycznej, w temperaturach od -15 do +80 stopni Celsjusza. Ponadto, przeprowadza się dodatkowy test przy -40 stopniach, przy kompletnie zamarzniętym dachu, aby sprawdzić, czy działa zabezpieczenie napędu dachu przed przeciążeniem.

Test myjni pozwala sprawdzić, czy do wnętrza nie przedostaje się woda. Liczba 500 myć odpowiada standardom, które spełnia wersja coupé. Poza fazą testową wszystkie elementy smarta fortwo cabrio są dodatkowo sprawdzane pod kątem szczelności podczas produkcji modelu w Hambach. Po opuszczeniu linii montażowej każdy egzemplarz przechodzi 7-minutową „kąpiel”.

Projektanci sprawdzili też poziom szumów wiatru w kabinie smarta – samochód przeszedł testy w tunelu aeroakustycznym Mercedes-Benz, a do badań posłużył manekin imieniem Tanja. Na jego, a właściwie jej, szyi i ramionach zainstalowano 16 czujników pozwalających mierzyć prędkość przepływu wiatru w kabinie.

Program ten uzupełniły wszechstronne testy modelu na torach testowych i różnej jakości drogach na całym świecie.

Kultowy smart cabrio ma 15 lat

Podczas salonu samochodowego we Frankfurcie w 1999 roku smart zaskoczył publiczność, prezentując szereg modeli studyjnych. Pokazana wówczas wersja cabrio, bazująca na modelu city-coupé, otworzyła zupełnie nowy wymiar radości z jazdy dla „zamkniętej” dotychczas społeczności miejskich aut. Wiosną 2000 roku na drogi wyjechały pierwsze egzemplarze najmniejszego seryjnego kabrioletu na świecie. Wraz ze zmianą generacyjną, w 2006 roku, wprowadzono całkowicie automatycznie sterowany dach. W trzeciej generacji, w 2010 roku, pojawiły się nowe odcienie miękkiego poszycia: czerwony i niebieski.

Ale to nie jedyny model w historii smarta oferujący przyjemność z jazdy pod gołym niebem. W 2002 roku zadebiutował specjalny, otwarty wariant crossblade – pozbawiony drzwi, dachu i przedniej szyby. Do ograniczania zawirowań powietrza służyła tu jedynie niewielka, przyciemniana owiewka zamontowana wzdłuż kokpitu. Taka konstrukcja zapewniała niezrównane wrażenia z jazdy. Rok później producent zadecydował o wypuszczeniu na rynek niewielkiej serii tego modelu.

Eurotel rośnie dzięki Play i Apple, solidne podstawy do poprawy wyniku rocznego

Grupa Eurotel, obsługująca sieć ponad 250 salonów sprzedaży operatorów T-Mobile, Play i nc+, zaprezentowała swoje wyniki finansowe za I półrocze 2015 roku. Przychody skonsolidowane Grupy Eurotel za ten okres wyniosły ponad 144 mln zł, wobec 65 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Skonsolidowany zysk netto wyniósł w I półroczu br. 4,2 mln zł, wobec 1,2 mln zł rok wcześniej.

Wyniki Eurotel SA również wykazały istotny wzrost w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Przychody spółki wyniosły w I półroczu br. 111,767 mln zł wobec 35,477 mln zł w I półroczu ubiegłego roku. Zysk netto Eurotel SA wyniósł w I półroczu br. 4,708 mln  zł wobec 3,247 mln zł w I półroczu 2014 roku. Największy wpływ na tę zmianę miał rozwój projektu iDream i zwiększenie sprzedaży produktów Apple w wielu kanałach (salony, biznes, internet).

Tomasz Basiński, Wiceprezes Zarządu Eurotel SA
Tomasz Basiński, Wiceprezes Zarządu Eurotel SA

Na tak dobre rezultaty Eurotela złożyło się kilka czynników, a przede wszystkim stabilna sprzedaż praktycznie we wszystkich segmentach, przez co osiągnięty wynik II kwartału jest prawie powtórzeniem wyniku z I kwartału – mówi Tomasz Basiński, Wiceprezes Zarządu Eurotel SA – Największe znaczenie miała sprzedaż w ramach projektu iDream związana z produktami Apple.

Przychody skonsolidowane Grupy Eurotel za I półrocze 2015 r. wzrosły ponaddwukrotnie – wyniosły 144,606 mln zł, wobec 65,081 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Skonsolidowany zysk netto wyniósł zaś 4,226 mln zł, w porównaniu z  1,255 mln zł w I półroczu 2014 r.

Wyniki spółki zależnej współpracującej z operatorem PLAY znacząco przyczyniły się do wzrostu całościowego wyniku Grupy za I półrocze. Poprawa wyniku wynikała ze wzrostów sprzedaży jakie wykazuje ten operator oraz z realizacji nałożonych celów, dzięki czemu uzyskano dodatkowe bonusy.

– Biorąc pod uwagę osiągnięte rezultaty, które w niektórych kategoriach są w I półroczu lepsze niż za cały ubiegły rok, daje to solidne podstawy do założenia, że wyniki uzyskane  w 2014 roku zostaną w tym roku znacznie poprawione. Należy tu również pamiętać o tradycyjnie zwiększonej sprzedaży w drugiej połowie roku oraz o nowych produktach wprowadzanych przez Apple tradycyjnie pod koniec roku, co zawsze jest impulsem do wzmożonej sprzedaży – dodaje Tomasz Basiński.

Salony iDream to salony o statusie Apple Premium Reseller (APR) – lokalizowane są zwykle w prestiżowych centrach handlowych lub w najbardziej atrakcyjnych miejscach miast. Ich powierzchnia – ponad 100 m2 – pozwala na pełną ekspozycję produktów Apple, swobodne poruszanie się wewnątrz i dostęp do pełnej oferty towarowej, jak również możliwość bezpośredniego testowania działania każdego z produktów. Salony APR zapewniają również dostęp do najświeższych produktów – premier produktowych, nocnych sprzedaży etc. Pierwszy salon iDream powstał w ub.r. w Bydgoszczy. Po uruchomieniu kolejnych salonów oraz po przejęciu konkurencyjnej sieci iTerra i jej rebrandingu, sieć iDream liczy sobie już osiem salonów, umiejscowionych w: Białymstoku, Bydgoszczy, Częstochowie, Gdańsku, Kilecach, Olsztynie, Szczecinie i Toruniu.

Grupa telekomunikacyjna Eurotel SA jest od 9 lat notowana na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Posiada znaczącą pozycję na rynku telekomunikacyjnym obsługując łącznie 320 punktów sprzedaży, w tym T-Mobile (160 punktów) i PLAY (110 punktów) oraz sieć Telewizji „n” z 50 punktami. Sieć sprzedaży tworzona jest w oparciu o własne placówki jak i partnerów handlowych na podstawie podpisywanych z nimi umów dealerskich. Eurotel SA buduje również sieć punktów franczyzowych w oparciu o współpracę bezpośrednio z operatorami. Jest również jednym z dystrybutorów produktów pre-paid takich jak ” T-Mobile na kartę” oraz „Heyah”. Kilka lat temu znalazła się w gronie firm wprowadzających markę „Heyah” na rynek, współuczestnicząc w jej spektakularnym sukcesie. Eurotel był  jedną z pierwszych firm wprowadzających technologię GSM w Polsce, rozpoczynając 16 września 1996 roku nowy etap w telekomunikacji. Do obsługi rynku biznesowego posiada łącznie ponad 40 Autoryzowanych Doradców Biznesowych, potrafiących znaleźć rozwiązanie w oparciu o technologię mobilną praktycznie dla każdego klienta. Spółka jest autoryzowanym przedstawicielem ITI Neovision, operatora telewizji “n”, dystrybuując usługi tej platformy telewizji satelitarnej w sieci punktów sprzedaży, która jest niezależna od innych operatorów telekomunikacyjnych.

Od 2013 Spółka jest partnerem firmy Apple i buduje sieć sprzedaży salonów tej marki na terenie Polski, pod własnym brandem – iDream.

W skład Grupy Eurotel wchodzi także Viamind – spółka odpowiedzialna za obsługę sieci sprzedaży w ramach operatora PLAY.

Eurotel posiada również swój sklep internetowy pod własną marką iDream.pl.

Górnictwo i Energetyka – kontrolowany upadek czy niekontrolowana katastrofa?

Karolina Baca- Pogorzelska, dziennikarka, inżynier górnictwa trzeciego stopnia, autorka bloga Górnictwo 2_0
Karolina Baca- Pogorzelska, dziennikarka, inżynier górnictwa trzeciego stopnia, autorka bloga Górnictwo 2_0
prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies
prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies

Górnictwo (KBP) – stan bardzo ciężki, szanse na wyzdrowienie pacjenta maleją. „Jesteś lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok” – w styczniu słowa piosenki Krystyny Prońko wydawały się pasować do rzeczywistości po decyzji o tym, że Kompania Węglowa będzie nareszcie (wtedy jeszcze „lepiej późno niż wcale”) gruntownie reformowana. Rząd przedstawił plan zakładający zamknięcie jej najbardziej nierentownych kopalń, przejścia górników na specjalne urlopy, ograniczenia wydobycia węgla energetycznego, którego mamy w Polsce za dużo i przez chwilę wydawało się, że może jednak uda się uratować górnictwo przed stanem agonalnym. Tylko z pierwotnych planów niewiele zostało. Po ośmiu miesiącach wiemy już, że realizacja tych założeń jest niemożliwa, bo energetyka powiedziała ratowaniu górnictwa stanowcze „NIE”, a bez jej pieniędzy innych „ochotników” (nawet przymusowych) brak – tylko przed wyborami nie ma chętnego ani w koalicji, ani w opozycji, który to głośno powie. A pamiętajmy, że choroba Kompanii Węglowej jest zakaźna i zarażone są też inne spółki. Katowicki Holding Węglowy ledwo wiąże koniec z końcem, Jastrzębska Spółka Węglowa zdaniem analityków w 2016 r. może stracić płynność finansową… Udało się nawet zarazić prywatną Bogdankę, która ogranicza tegoroczną produkcję do 8,5 mln ton choć jej zdolności produkcyjne wynoszą ponad 11 mln ton. Dodam tylko, że rządowy plan dla górnictwa wciąż czeka na notyfikację Komisji Europejskiej. A jak wiemy węgiel nie jest jednak ulubionym paliwem Brukseli.

Energetyka (KŚ) – stan tylko przedzawałowy, aczkolwiek dalsze rokowania są niedobre. O ile dzisiejsza sytuacja wydaje się komfortowa – w końcu pomimo drobnych trudności, prąd w gniazdu jest zawsze dostępny, a koncerny energetyczne są nie tylko jednymi z filarów polskiej gospodarki, ale także wielkimi spółkami giełdowymi, to wszystko co się zdarzy w przyszłości ma niekorzystny wpływ na sektor. Górnictwo i konieczność zaangażowania się energetyki w jego reanimację – to problem na dziś, a właściwe na wczoraj. Ale za moment będą coraz większe obciążenia wynikające z nowych inwestycji – te w toku duże bloki na węgiel, ale i konieczność budowy nowych elektrowni (bo sierpniowa sytuacja może się powtórzyć każdej zimy i lata), ale też i kleszcze europejskiej polityki klimatycznej i nowe cele emisyjne CO2 w dekadzie 2020-2030 wspomagane przez system MSR (Market Stability Reserve), wzrastającą cenę pozwoleń emisyjnych i coraz większe obciążenia dla energetyki węglowej. Brak do końca pomysłu jak ma wyglądać przyszły energy – mix, gdyż z jednej strony byłoby miło dalej mieć dominujący udział krajowego węgla, ale z drugiej strony ten węgiel musi znikać gdzieś do poziomu 55-60% w wytwarzaniu. Wystarczy popatrzeć na kraje zachodnie – wielkie koncerny energetyczne są w defensywie, a ich wyniki finansowe coraz gorsze – kapitalizacja największych spółek spadła o połowę, a współczynniki CAPEX/depreciacion (czyli stosunek nowych inwestycji do amortyzacji) jest już poniżej jedności – czyli tak naprawdę biznes jest zmniejszany. U nas zauważamy już pierwsze symptomy w ostatnich wynikach przecen majątku PGE. Właściwie może być tylko źle lub … jeszcze gorzej.

Rokowania

Górnictwo (KBP)   –  Złe. Praca górnika jest ciężka. I z tym w ogóle nie należy polemizować. Tylko przez lata wszyscy rządzący lekarze powtarzali górnikom, że są jedną z najważniejszych grup społecznych, a ci z tego korzystali. Związkowcy z postulatami podwyżek „no przynajmniej o wysokość inflacji” (tak, jakby inflacja nie dotyczyła nikogo innego…), blokowanie rozmów o likwidacji choć części archaicznych przywilejów jak np. deputat węglowy (o węglu emeryckim nie wspomnę), piórnikowe (dofinansowanie wyprawki szkolnej dla dzieci), deputat mlekowy czy 14 pensji w 12-miesięcznym roku. Jak tylko jakiś lekarz próbował nieśmiało wypisać receptę, to chory nabierał sił i go bił. Dosłownie. Gigantyczne protesty górnicze na Śląsku czy w Warszawie zawsze studziły zapał każdego kolejnego rządu. I choć katar nieleczony trwa 7 dni, a leczony tydzień – to w przypadku górnictwa okazało się, że polskie „jakoś to będzie” wreszcie przestanie się sprawdzać. I choć można było stosunkowo łagodnie przeprowadzić nieuniknioną operację, gdyby się zaczęło jeszcze w roku 2009, to być może byłyby większe szanse na uratowanie pacjenta. Obawiam się jednak, że będzie jak w mało zabawnym dowcipie: „operacja się udała, pacjent zmarł”. I żeby było jasne – to nie jest tylko kwestia wewnętrznych problemów węglowych w naszym kraju. Na to nakłada się coraz niższa światowa cena węgla, która niebawem spadnie poniżej 50 USD za tonę, wypieranie węgla przez inne źródła energii (nie tylko odnawialne, ale także np. gaz), a także np. unijne decyzje o pozbywaniu się z terenu UE przemysłu energochłonnego i ogromnym ograniczaniu emisji CO2 (a węgiel brunatny i kamienny to najbardziej emisyjne paliwa).

Energetyka (KŚ) –  Niepomyślne. Wszystkie warunki rynkowe będą działały tylko na niekorzyść energetyki i trudno znaleźć coś nawet tylko neutralnego. Nawet światowy zniżkowy trend cen surowców, który zwykle jest witany z otwartymi rękoma przez koncerny energetyczne z uwagi na niższe ceny paliw i niższe koszty – tu stawiam nawet na 40 $/t za węgiel w 2016, na naszym podwórku oznacza konieczność ratowania górnictwa kamiennego i poświęcania albo gotówki, albo akcji albo jednego i drugiego jak i przyjmowania kopalni do własnej grupy. Jedynym światełkiem w tunelu dla energetyki jest sytuacja w której „ to ostatni gasi światło”. Energia elektryczna jest towarem pierwszej potrzeby, a w epoce smartfonów czy innych snapchatów pewnie nawet cenniejszym niż chleb, bo ostatecznie można się przecież przegłodzić przez kilka godzin, natomiast brak możliwości korzystania z urządzeń elektrycznych, szczególnie dla młodego pokolenia, to taki mały koniec świata. Energetyka ma więc zawsze możliwość przerzucania swoich problemów na rachunki odbiorców. Im bardziej koniunktura będzie słabła, im więcej pieniędzy pochłonie ratowanie górnictwa,  im więcej trzeba będzie wydać na inwestycje odtworzeniowe i w energetykę odnawialną i wreszcie im drożej będzie kosztowało nas CO2 to wcześniej i później, tym bardziej wzrośnie cena kWh na rachunku. Oczywiście jak zawsze wystąpią efekty uboczne, wyższe ceny dla odbiorców indywidualnych to coraz większy odsetek osób „wykluczonych energetycznie”, których nie stać na płacenie rachunków. W warunkach polskich to także niestety wzrost kosztów energii dla przemysłu (tylko Niemcy mogą sobie pozwolić na finansowanie swojej ‘Energiewende” z rachunków obywateli), a wzrost obciążeń przemysłu to także  i pogorszenie się jego konkurencyjności, bo raczej nasz przemysł jest bardziej energochłonny, a nieco mniej zaawansowany technologicznie.

Przebieg i objawy

Górnictwo (KBP) – coraz gwałtowniejszy, bardzo widoczne i nieodwracalne. Fundowanie górnictwu kolejnych doraźnych kroplówek działających tylko chwilowo przestało mieć sens, bo przestało przynosić efekty. Powiedzmy sobie szczerze – mamy o 10 mln ton za dużo węgla energetycznego. Sprytni powiedzą – skasujmy import, skoro plus minus tyle węgla rocznie kupujemy za granicą. Owszem, tylko jest on a) tańszy niż nasz b) nie tylko energetyczny c) tak rząd może mówić kontrolowanej przez siebie energetyce (PGE, Energa, Enea, Tauron), a przypomnę jednak, że działają u nas również prywatne firmy energetyczne – GdF Suez, EDF, Dalkia… a na rynku nie ma miejsca na sentymenty. Bo także w dużej mierze przez nie mamy w sektorze węglowym dzisiaj taką, a nie inną sytuację. Przecież to dlatego rząd próbował ubrać energetykę w buty górnictwa (wciąż nieskutecznie jak widać) tłumacząc, że to świetny efekt synergii. No ja jednak nie wiem, czy uszczęśliwienie Tauronu najbardziej nierentowną kopalnią Kompanii Węglowej (KWK Brzeszcze) da jakikolwiek pozytywny efekt, ale ja się nie znam. Tylko licznik bije, a leczenie z dnia na dzień będzie coraz droższe, gdy przyjdzie do zwrotu pomocy publicznej… (UE dopuszcza dotowanie wyłącznie zamykania kopalń węglowych; przypomnę, że gdy dopuszczała jeszcze publiczne pieniądze na inwestycje początkowe w górnictwie, to w Polsce kasa na to w budżecie znalazła się tylko raz – było to ok. 400 mln zł). Ktoś musi wreszcie przyznać, że bez zamknięcia najbardziej nierentownych kopalń nie ma szans na to, by te lepsze wciąż funkcjonowały. A z planu zamknięcia kilku zakładów Kompanii zostały… no dobrze. Nie będę cytować „klasyka”.

Energetyka (KŚ) –  Burzliwy. W pierwszym kroku, nie da się uniknąć zaangażowania energetyki w górnictwo. Zresztą stan górnictwa jest tak krytyczny, że nie ma innej możliwości, nawet jeśli upadnie to i tak energetyka nie uniknie mniejszego lub większego zaangażowania. Zresztą jedynym, sensownym rozwiązaniem wydaje się, selektywne wsparcie sektora górniczego poprzez przejmowanie kopalń,  najbardziej pasujących do danego profilu wytwórczego korporacji. Ale też i konieczność dość twardych restrukturyzacji. Niestety taki racjonalny scenariusz nie jest możliwy, ponieważ na dzień dzisiejszy chodzi o desperackie wypełnienie niemożliwej do realizacji strategii restrukturalizacji sektora ze stycznia – a   najbardziej prawdopodobne jest angażowanie się energetyki w próby budowy Nowych Kampanii lub podobnych tworów, za pomocą wirtualnych udziałów lub piramid inwestycyjnych, które tylko zaangażują środki i wcześniej czy później doprowadzą do punktu wyjścia (i jeszcze boleśniejszej kuracji). Nie można zapomnieć o uwarunkowaniach politycznych i „przekleństwie” roku wyborczego, co powoduje, że wszelkie decyzje będą o co najmniej 12 miesięcy spóźnione, wszelkie strategie i programy nieaktualne i pisane od początku, a obietnice dla pracowników – zbyt wysokie i nierealistyczne. Im dalej tym może być jeszcze gorzej, bo będzie brakowało środków inwestycyjnych, a koszty zewnętrzne będą coraz wyższe. Nacisk jest z jednej strony, aby dostawy energii były nieprzerwane (co jest trudne wobec braku inwestycji), z drugiej, żeby energia była bardziej zielona (bo  przecież cele klimatyczne) i miała mniej CO2 (też z uwagi na cele klimatyczne), ale i jeszcze ograniczenie, żeby nie podnosić cen energii dla odbiorców jest nie do pogodzenia. Energetyka będzie się wiec odbijała od jednej strony strategii do drugiej, przy okazji jeszcze dość dynamicznie zmieniając kadrę zarządzającą.

Finalna prognoza

Górnictwo (KBP) – może być jeszcze gorzej. Jeśli ktoś myślał, że 2014 r. był najgorszym dla polskiego górnictwa węgla kamiennego, to był w błędzie. Ten będzie dużo gorszy, gdy spojrzymy na możliwe nawet 3 mld zł straty netto (w 2014 r. było to ok. 1,5 mld zł). Brak utworzenia Nowej Kompanii Węglowej przez brak pozyskania finansowania dla niej spowoduje, że górnictwo będzie po raz kolejny rozgrywane w jesiennej kampanii wyborczej. Niestety prawie wszystkie opcje polityczne wciąż powtarzają jak mantrę, że Polska węglem stoi i jest on gwarancją bezpieczeństwa energetycznego (bo to w sumie jest prawda), ale zapominają dodać, że nie jesteśmy zieloną wyspą (bez skojarzeń proszę), a na razie z UE nie wychodzimy. A nasza pozycja jest po prostu zbyt słaba, by przekonać Brukselę do tego, że potrafimy wydobywać tani węgiel i wykorzystywać go w czysty sposób. Niestety plany rozwoju czystych technologii węglowych i nakłady na badania w tym zakresie zawsze kulały, górnictwem wszyscy przerzucali się jak gorącym kartoflem, ale teraz przyjdzie czas na przełknięcie tej gorzkiej pigułki – czy się to politykom podoba, czy nie. Bo na razie poza diagnozą, że jest źle, żadna z opcji politycznych nie pokazała konkretnego planu działania dla śląskiego górnictwa. I obawiam się, że nie pokaże, bo go po prostu NIE MA. I nawet jeśli obecnej ekipie rządzącej uda się stworzyć Nową Kompanię Węglową, to nie wykluczone, że w roku 2016 ona po prostu padnie. Nie chcę nawet myśleć co się stanie, gdy także banki zażądają od kopalń zwrotu swoich pieniędzy. A pamiętajmy, że górnictwo nie jest sobie samo sterem, żaglem i okrętem. Jego upadek oznacza konsekwencje społeczne nie tylko dla górników i ich rodzin (branża zatrudnia w sumie ok. 100 tys. ludzi!), ale także dla energetyki, firm okołogórniczych, przemysłu ciężkiego… To konsekwencje dla całej gospodarki i warto, by ci, którzy nami rządzą czy będą rządzić mieli to na uwadze. Jednak im przydałby się też laryngolog – bo słuchać nie bardzo potrafią… Dlatego stawiam jednak bardziej na niekontrolowaną katastrofę niż kontrolowany upadek. Ale naprawdę wolałabym się tym razem pomylić.

Energetyka (KŚ)  – Wielki problem jest nieunikniony. W górnictwie, obawiam się, że raczej możemy przekroczyć nawet 4 mld realnych strat, co w pewien sposób zaraz zostanie włożone do kieszeni energetyki. Jednak nie będzie spektakularnych, energetycznych bankructw lub upadłości, bo zawsze można przerzucić koszty na odbiorców (tu raczej problemy widzę w innych sektorach przemysłowych). Za to spokojnie można prognozować  postępującą degradację wartości spółek, trudności z kapitałem i możliwościami nowych inwestycji, a finalnie szukanie oszczędności w firmach i restrukturyzacja, czyli coś co dobrze znamy – protesty społeczne. Możliwe  jest też przejście w kierunku strategii „przecież zawsze jakoś będzie” i dalsza wiara w to, że da się utrzymać i dawny mix z węglem na czele i wszystkie stanowiska pracy i dawną organizację i jeszcze na dodatek z taką samą ceną energii i bez problemów z Brukselą. O tym, że nie będzie tak jak dawniej świadczy już modyfikowana strategia PGE po ostatnich odpisach aktualizacyjnych, ale może znowu o tym zapomnimy do zimy. Wcześniej czy później, jakiekolwiek decyzje i działania – będą bolesne – im wcześniej tym lepiej, że taka informacja zostanie realnie pokazana wszystkim obywatelom (rachunki za energię) i wszystkim pracownikom sektora (problemy ich przedsiębiorstw).

Górnictwo i Energetyka – kontrolowany upadek czy niekontrolowana katastrofa – Oczywiście światli ludzie zawsze wolą kontrolowany upadek niż niekontrolowany spadek z dużej wysokości. W tym drugim przypadku już nic nie można zrobić poza zbieraniem szczątków ofiar. Ale żeby upaść w sposób kontrolowany, trzeba z góry podejmować decyzje i umieć elastycznie dostosowywać się do sytuacji, tu też ważna jest odwaga i chęć podejmowania decyzji. Zwykle umiejętnie spadają koty oraz wysokiej klasy akrobaci. Zdarza się to też niektórym, nielicznym politykom w czym można upatrywać jedynej szansy na przyszłość…

Encyklopedia pojęć ekonomicznych

0

Encyklopedia w przystępny sposób prezentuje podstawowe pojęcia z zakresu ekonomii i finansów, może stanowić istotną pomoc dydaktyczną w nauce i studiowaniu zagadnień z mikro- i makroekonomii.

21.10.2015 Warszawa – 5 Forum Employer Branding

Komunikacja wewnętrzna a budowanie marki pracodawcy

21.10.2015 roku w Warszawie odbędzie się 5. Forum Employer BrandinguPod takim hasłem już 21.10.2015 roku w Warszawie odbędzie się 5. Forum Employer Brandingcałodniowe spotkanie poświęcone kwestiom budowania marki pracodawcy. Inicjatorem i organizatorem Forum jest KALITERO, firma doradcza zajmująca się budowaniem marek. Program całodniowego spotkania wypełnią prezentacje przygotowane przez przedstawicieli wiodących organizacji takich jak: AMBRA, DB Schenker Logistics, Future Processing, K2, Kongsberg Automative, SAS Institute, które przedstawią najlepsze praktyki związane z obszarem komunikacji wewnętrznej. W drugiej części spotkania odbędzie się debata oksfordzka z udziałem zaproszonych gości.

 

Coraz więcej organizacji inicjuje działania employer brandingowe, których celem jest zbudowanie silnych marek pracodawców. W praktyce okazuje się, że podstawowym zadaniem dla pracodawców jest stworzenie systemu komunikacji wewnętrznej, który pozwoli na przekazywanie informacji w obie strony, między zarządem a pracowniami. Tylko szybko i sprawnie działający system komunikacji wewnętrznej, oparty na głównych wartościach firmowych wspiera rozwój organizacji, a tym samym przyczynia się do wzrostu zaangażowania pracowników, którzy lepiej identyfikują się ze swoim pracodawcą. Nie jest to zadanie łatwe, wiele zależy od postawy kluczowych osób kierujących firmą.

Zaproszenie prelegenci podzielą się swoimi doświadczeniami, opowiedzą jak budują system komunikacji we własnych organizacjach.

Robert Ogór – prezes firmy AMBRA SA podzieli się refleksją czemu służy komunikacja w firmie. Dagmara Głowacka – globalny dyrektor logistyki, odpowiadająca za koordynację produkcji części samochodowych w 7 oddziałach firmy Kongsberg Automative na świecie opowie o autorskim programie budowania efektywnej komunikacji z podwładnymi opartym na coachingu i mentoringu.

Reprezentujące firmę nowych technologii Future Processing – Ewa Kieszka i Marta Zwolińska – opowiedzą o tym jak wspierać rozwój firmy poprzez komunikację wewnętrzną. O tym jak komunikacja wewnętrzna wspiera wewnętrzne działania CSR-owe firmy opowie Monika Pachniak- Radzińska – dyrektor rozwoju biznesu w DB Schenker Logistics. Joanna Pietrusińska – senior HR manager w SAS Institute skupi się na komunikacji menedżerów oraz na tym, jak ona wpływa na kształtowanie energii zespołów. Izabella Mikołajczyk – dyrektor HR w firmie K2, najszybciej rozwijającej się firmie na rynku mediów i reklamy, opowie o tym jak zadbać o spójność komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej. Ponadto Julita Dąbrowska z Kalitero i Marcin Łączyński z MTResearch zaprezentują wyniki badania na temat czego oczekują pracownicy w zakresie komunikacji wewnętrznej.

W drugiej części spotkania odbędzie się debata oksfordzka moderowana przez doświadczoną dziennikarkę Patrycję Michońską-Dynek. W debacie wezmą udział: Magdalena Warzybok – przedstawicielka firmy badawczej AON Hewitt oraz przedstawiciel świata nauki.

Sierpniowy krach i ocalenie

Rzadko zdarza się, by cały wakacyjny okres był na rynkach finansowych równie ekscytujący, jak w tym roku. Można śmiało powiedzieć, że zaczęło się od czerwcowego „greckiego” trzęsienia ziemi, a potem napięcie już tylko rosło, osiągając apogeum w sierpniu. Pomijając nawet pamiętny „czarny poniedziałek”, trudno znaleźć rynek, na którym w minionym miesiącu nie zanotowano strat.

Listę największych spadkowiczów otwierają giełdy azjatyckie, z chińskim głównym winowajcą całego zamieszania na czele, jak na winowajcę przystało. Najpierw seria mniej lub bardziej trafionych administracyjnych ingerencji w układ rynkowych sił, doprowadził do rzadko spotykanego rozchwiania notowań. Później szok wywołała nieoczekiwana decyzja o „rynkowym” kształtowaniu kursu juana, skutkująca jego kilkuprocentową utratą wartości. Wreszcie decyzje chińskich władz monetarnych o obniżce stóp procentowych i zasileniu rynku zastrzykiem płynności gotówkowej, wspierane kolejnymi interwencjami, mającymi uspokoić sytuację. Wszystko wskazuje na to, że z wystąpieniem takiej kombinacji czynników, powinniśmy się liczyć także w przyszłości. Podwyższona zmienność na rynkach finansowych jest więc niemal pewna. Co do pozostałych elementów rynkowych wydarzeń, a w szczególności kierunku ruchu notowań, żadnej pewności mieć nie można.

Niepewność wiąże się nie tylko z nieprzewidywalnością rozwoju sytuacji w Chinach i działań tamtejszych władz, ale także z posunięciami Europejskiego Banku Centralnego, którego przedstawiciele sugerowali możliwość rozszerzenia zakresu lub skali programu skupu obligacji, jak i przede wszystkim amerykańskiej rezerwy federalnej, zastanawiającej się nad terminem podjęcia decyzji o podwyżce stóp procentowych. To wszystko czeka inwestorów najbliższych tygodniach.

Silne, choć o połowę mniejsze niż w Chinach spadki, przetoczyły się na równi i przez główne parkiety europejskie, jaki przez te bardziej ryzykowne. Sięgające 8-9 proc. zanotowały indeksy w Paryżu i Frankfurcie oraz Madrycie i Lizbonie. Na tym tle indeksy w Warszawie wypadły stosunkowo dobrze. Co prawda poniedziałkowy krach z 24 sierpnia odczuły równie mocno, jak główne światowe indeksy, tracąc po około 6 proc. , jednak w skali całego miesiąca WIG20 spadł zaledwie o niecałe 3 proc., co biorąc pod uwagę jego zachowanie w poprzednich trzech miesiącach, już wielkiego wrażenia nie robi. Lipiec był równie słaby, a czerwiec dużo gorszy. W sumie jednak, cała spadkowa tendencja sprowadziła indeks największych spółek w dół od kwietniowego szczytu o ponad 400 punktów, czyli o niemal 16 proc. Z umownego formalnego punktu widzenia o rozpoczęciu bessy jeszcze więc mówić nie można. Są sygnały, że uda się uniknąć najgorszego scenariusza, choć na powrót do wzrostów raczej trzeba będzie jeszcze poczekać, a w międzyczasie nie jest wykluczone ponowne testowanie niedawnego lokalnego minimum. Wypada on w okolicach 2000 punktów i pokrywa się z grubsza z dołkami z września 2011 r. i maja 2012 r. Łącznie te trzy punkty wyznaczają dolne ograniczenie trwającego od czterech lat trendu bocznego. To oznacza, że rynek naszych największych spółek znajduje się w bardzo ważnym momencie. Z punktu widzenia jego dalszych losów, przydałaby się obrona wspomnianego trendu, szczególnie że im bliżej wyborów parlamentarnych, tym nerwowość działać może bardziej na niekorzyść byków.

Za dobrą, choć wciąż niezbyt mocną i pewną monetę, można przyjąć nieco lepsze zachowanie się notowań banków, najmocniej przecenionych i narażonych na polityczne zawirowania. WIG Banki stracił w sierpniu jedynie ułamek procenta, a silne odreagowanie w ostatnich dniach miesiąca daje nadzieję na co najmniej powstrzymanie niekorzystnej tendencji. Wysoka zmienność notowań i nastrojów utrudnia jednak wyciąganie wniosków i powoduje, że każdy scenariusz jest równie prawdopodobny. Najlepszą tego ilustracją było zachowanie akcji Bogdanki i KGHM. Niemal 30 proc. tąpnięcie notowań pierwszej z tych spółek w trakcie tylko jednej sesji, wydawało się zbyt emocjonalne, nawet jak na wagę informacji, która ten ruch spowodowała. Potwierdziły to silne zwyżki, mające miejsce kilka dni później. Niemal identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku papierów KGHM. Jedyna różnica dotyczyła jedynie skali zmian, sięgających 9-12 proc. na sesjach o największym natężeniu emocji.

Wciąż zdecydowanie lepiej prezentuje się sytuacja zarówno indeksu szerokiego rynku, jak i wskaźników małych i średnich spółek. To daje szanse inwestorom i wskazuje obszary w których mogą szukać okazji oraz metodę, jak je wykorzystać. Mowa tu rzecz jasna o odpowiednim doborze walorów. WIG nadal znajduje się powyżej dolnego ograniczenia dwuletniego trendu bocznego, podobnie jak mWIG40. Jedynym mankamentem segmentu małych i średnich firm jest niewielka płynność, będąca źródłem sporej zmienności. O ile w przypadku blue chips oraz na szerokim rynku widoczny był w sierpniu wzrost wolumenu obrotów, to aktywność na rynku średniaków nie uległa zwiększeniu.

————

Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI S.A.

Bank Pocztowy planuje wejście na GPW w drugim półroczu 2015 r.

Bank Pocztowy Spółka Akcyjna, ogłasza, że zamierza przeprowadzić́ pierwszą publiczną ofertę̨ akcji banku oraz ubiegać́ się̨ o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Strategicznym, większościowym akcjonariuszem Banku jest Poczta Polska, posiadająca pakiet akcji stanowiący 75% kapitału zakładowego Banku minus 10 akcji. Podmiotem dominującym względem Poczty Polskiej jest Skarb Państwa. Drugim akcjonariuszem Banku Pocztowego jest Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski (dalej PKO BP), który obecnie posiada pakiet akcji stanowiący 25% kapitału zakładowego Banku Pocztowego plus 10 akcji.

Oferta

Planowana Oferta będzie obejmować emisję nowych akcji (nowe akcje). Dodatkowo jeden z dotychczasowych akcjonariuszy – PKO BP, rozważa sprzedaż części z posiadanych akcji (akcje sprzedawane). Ostateczną liczbę akcji sprzedawanych oferowanych w ofercie akcjonariusz sprzedający określi odrębnie.

Oferta publiczna będzie przeprowadzona wyłącznie na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej oraz skierowana do inwestorów indywidualnych oraz polskich i wybranych zagranicznych inwestorów instytucjonalnych (poza Stanami Zjednoczonymi Ameryki). Oferta dla inwestorów indywidualnych zostanie przeprowadzona w ramach programu Akcjonariatu Obywatelskiego.

Bank zamierza przeznaczyć środki pozyskane w drodze emisji nowych akcji na realizację celów ujętych w Strategii rozwoju Banku na lata 2015-2018, stając się wiodącym bankiem detalicznym w Polsce regionalnej. Jej fundamentem jest znaczące zwiększenie liczby klientów oraz skali działalności kredytowej, w szczególności w obszarze kredytów konsumpcyjnych. W celu dywersyfikacji portfela kredytowego, Bank planuje również przeznaczyć część pozyskanych środków na finansowanie wolumenu kredytów dla klientów instytucjonalnych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Bank zamierza także dalej rozbudowywać swoją sieć dystrybucji, systematycznie zwiększając skalę swojej działalności.

Przeprowadzenie Oferty planowane jest w drugim półroczu 2015 r., przy czym będzie ono uzależnione od warunków rynkowych. Przeprowadzenie Oferty oraz dopuszczenie i wprowadzenie papierów wartościowych Banku do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW są również uzależnione od uzyskania wszystkich niezbędnych decyzji i zezwoleń, w tym stosownych decyzji Komisji Nadzoru Finansowego, rejestracji papierów wartościowych Banku w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych S.A., dopuszczenia i wprowadzenia papierów wartościowych Banku do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW oraz rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego przez właściwy sąd rejestrowy.

Globalnymi koordynatorami oraz współzarządzającymi księgą popytu są Pekao Investment Banking S.A. (który pełni również funkcję Współoferującego) i UniCredit Bank AG, Oddział w Londynie, współzarządzającym księgą popytu oraz współoferującym jest Dom Maklerski PKO Banku Polskiego, a współzarządzającymi księgą popytu są Ipopema Securities S.A. oraz Société Générale Corporate & Investment Banking.

Kluczowe informacje o Banku Pocztowym

Bank Pocztowy jest dynamicznie rozwijającym się bankiem detalicznym. Tylko w ostatnim roku fiskalnym – 2014 Bank wypracował rekordowy zysk netto na poziomie 43,6 mln zł. W okresie 2009-2014 Bank niemal potroił liczbę swoich klientów. Na koniec czerwca 2015 r. z jego usług korzystało już ponad 1,464 mln klientów detalicznych (indywidualnych i mikroprzedsiębiorstw). W ciągu minionych 5 lat Bank odnotował również trzykrotny wzrost udzielonych kredytów. Co więcej, model biznesowy Banku charakteryzuje strategiczne partnerstwo z Pocztą Polską, zapewniając wyłączny (na zasadach określonych w Umowie o Współpracy i innych umowach) dostęp do jej sieci dystrybucji oraz szerokiego grona klientów, co pozytywnie wpływa na efektywność jego dalszego rozwoju.

Podstawowym segmentem, do którego Bank kieruje swoją ofertę, jest segment klientów detalicznych, w szczególności osób zamieszkałych w Polsce regionalnej, tj. w miejscowościach do 50 tys. mieszkańców, która charakteryzuje się mniejszym poziomem ubankowienia mieszkańców oraz dużym potencjałem rynku. Wachlarz dostępnych w Banku produktów jest stale modyfikowany i poszerzany, tak aby sprostać ich oczekiwaniom. Prosta i przystępna oferta Banku dla klientów indywidualnych oraz mikroprzedsiębiorców obejmuje obecnie m.in. rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe i oszczędnościowe, lokaty terminowe, kredyty konsumpcyjne, kredyty hipoteczne, karty płatnicze i kredytowe, produkty ubezpieczeniowe oraz jednostki funduszy inwestycyjnych. Bank prowadzi również działalność w segmencie klientów instytucjonalnych, ukierunkowując się na obsługę podmiotów gospodarczych oraz jednostek budżetowych szczebla centralnego i samorządowego. Obecnie Bank oferuje klientom z tego sektora m.in. rachunki bieżące i inne produkty depozytowe, produkty kredytowe oraz usługi rozliczeniowe. Bank prowadzi także działalność w segmencie rozliczeniowym i skarbowym.

Rozbudowana sieć dystrybucji pozwala Bankowi na dotarcie ze swoją ofertą do bardzo szerokiego grona klientów na terenie całego kraju, w tym na obszarach o niskiej penetracji przez inne banki. Według danych na koniec czerwca 2015 r. obejmowała ona m.in. około 4,6 tys. placówek pocztowych, w tym 549 Pocztowych Stref Finansowych (stanowiska w ramach sieci placówek Poczty Polskiej, przeznaczone do sprzedaży wyłącznie produktów bankowych i usług Banku) oraz 283 placówki Banku, w tym 260 Mikrooddziałów zlokalizowanych na terenie placówek pocztowych. Dodatkowo sieć dystrybucji obejmuje również kanały bankowości internetowej (Pocztowy24) oraz bankowości telefonicznej (Contact Center oraz PocztowySMS). To jedna z największych sieci dystrybucji na polskim rynku bankowym.

Bank Pocztowy jest zarządzany przez Zarząd oraz kadrę menadżerską posiadającą wieloletnie doświadczenie w zakresie tworzenia i kierowania instytucjami finansowymi, z prezesem Szymonem Miderą na czele. Konsekwentnie realizowana strategia zakłada wzmocnienie pozycji Banku Pocztowego na polskim rynku finansowym oraz osiągnięcie statusu wiodącego banku detalicznego dla klientów z Polski regionalnej. Najważniejszymi celami strategicznymi Banku w perspektywie do końca 2018 r. są stała i dynamiczna akwizycja nowych klientów oraz dywersyfikacja portfela kredytowego przy znaczącym wzroście salda kredytów konsumpcyjnych. Zakłada ona również dywersyfikację portfela kredytowego poprzez powrót do aktywnej sprzedaży kredytów hipotecznych, co pozwoli na pozyskanie klientów charakteryzujących się docelowym wysokim uproduktowieniem, a także rozszerzenie sprzedaży kredytów dla wybranych segmentów obszaru instytucjonalnego. Realizując założenia strategiczne Bank skutecznie rozbudowuje sieć dystrybucji przy jednoczesnym zwiększaniu efektywności jej wykorzystania.

W pierwszej połowie 2015 r. liczba klientów detalicznych Banku Pocztowego wzrosła o 4% r/r, osiągając poziom 1,464 mln, z kolei liczba rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych klientów indywidualnych wzrosła o 10%, do poziomu 873 tys. Na koniec czerwca 2015 r. klienci indywidualni mieli ulokowane na rachunkach i depozytach w Banku środki o wartości 4.383,2 mln zł. Natomiast, kredyty i pożyczki im udzielone wynosiły 4.558,0 mln zł. Z usług Banku korzystało również 15,3 tys. klientów bankowości instytucjonalnej. Zobowiązania Banku wobec klientów instytucjonalnych wynosiły 1.098,1 mln zł, natomiast kredyty i pożyczki im udzielone wynosiły 586,6 mln zł.

W roku finansowym zakończonym 31 grudnia 2014 r. Bank osiągnął skonsolidowany wynik finansowy netto w wysokości 43.639 tys. zł, wskaźnik rentowności kapitału własnego (ROE netto) był na poziomie 10,5%, zaś wskaźnik rentowności aktywów (ROA netto) na poziomie 0,6%. W pierwszej połowie 2015 r. Bank osiągnął skonsolidowany wynik finansowy netto w wysokości 22.541 tys. zł, natomiast wskaźnik rentowności kapitału własnego (ROE netto – zannualizowany) był na poziomie 10,2%, zaś wskaźnik rentowności aktywów (ROA netto – zannualizowany) na poziomie 0,6%.

Millenialsi uciekają z korporacji i przechodzą do małych spółek

Coraz więcej młodych z pokolenia Y ucieka z piekła korporacji i wybiera przeciwny biegun kariery, jakim są małe firmy lub startupy. Na wyścig korpo-szczurów patrzą z ulgą, ponieważ dla nich to już przeszłość. Przestali używać korpomowy: zrzucili z siebie „badże”, w niepamięć puścili „czelendże”, „konfkole”, „asapy”, „kipojnty”, „prodżekt majlstołny” i „kilowanie pomysłów”. Skończyli z życiem korpoludka. Wybrali inną ścieżkę kariery: postawili na równowagę między pracą a życiem, czyli pracę w małych firmach. To właśnie sektor małych firm i startupów jest dziś największym beneficjentem wielkiej ucieczki białych kołnierzyków od życia, w którym człowiek jest wyłącznie trybikiem w maszynie. To małe firmy rekrutują dziś na potęgę.

Czy życie poza korporacją istnieje?

Za polskie zagłębie korporacyjne powszechnie uznaje się ulicę Domaniewską w Warszawie, zwaną pieszczotliwie polskim „Mordorem”. Stoi tu około stu biurowców, których łączna powierzchnia użytkowa sięga blisko miliona km2. Dziennie pielgrzymuje w te tereny nawet 100 tysięcy ludzi, którzy regularnie przed godziną dziewiątą oraz po godzinie siedemnastej formują się w kwadraty, piki i szeregi szturmujące komunikację miejską. W porównaniu z drogą do- i z- korporacji pracowników warszawskiego Mordoru droga tolkienowskiego Frodo to kaszka z mleczkiem. Komunikacyjny paraliż wywoływany przez workersów wracających z korporacyjnych molochów stał się już obiektem drwin i absurdalnych fanpage’y, jak np. https://pl-pl.facebook.com/MordorNaDomaniewskiej, czy strona www.czydomaniewskastoi.pl, która „bada” bieżące natężenie ruchu na Domaniewskiej. Oczywiście Domaniewska stoi zawsze.

Według badania „Lemingi, Korposzczury i Orkowie”, przeprowadzonego przez TNS Polska na zlecenie Tiger, warszawski Mordor zasilają dziś głównie osoby z pokolenia Y, czyli „millenialsów”. Blisko 9 na 10 osób pracujących w korporacjach na Domaniewskiej i okolicach to młodzi ludzie, z reguły do 30 lat. Jak zapewnia niemal co drugi z pracowników tamtejszych korporacji praca w tym miejscu jest dla niego „spełnieniem marzeń”. Jednocześnie aż 40 proc. ankietowanych przyznaje się do wypalenia zawodowego, a 15 proc. mówi o stresie przed pracą, jeszcze zanim podbije badża i postawi swojego ferststepa w korpo.

Burnout, czyli wypalone pokolenie

Syndrom wypalenia zawodowego dotyka pracowników w coraz młodszym wieku. Przede wszystkim poważnie przetrzebia szeregi pokolenia Y. Millenialsi w starciu z bezosobową machiną korporacji często nie są w stanie sprostać psychicznie wyzwaniom, jakie stawia przed nimi „polityka firmy”. To wówczas pojawia się „burnout”, jak powiedziałby korpoludek.

Pierwsze oznaki wypalenia zawodowego są stosunkowo łatwe do zdiagnozowania. Poczucie bezsensowności wykonywanej pracy zaczyna się nasilać. Nadmiar obowiązków miesza się z jałowością otrzymywanych zadań. Wkracza marazm: każdy kolejny dzień cechuje „takosamość”. Sztywny gorset obowiązków zaczyna krępować, brakuje miejsca na kreatywność. Satysfakcja z pracy ustępuje miejsca frustracji. Złagodzeniu tego stanu rzeczy nie sprzyja fakt, że każdego dnia poprzeczka zawieszana jest coraz wyżej. Nawet jeśli pracownik ją przeskakuje i liczy na awans, to i tak napotyka na przeszkodę w postaci szklany sufit. Jego kandydatura pomijana jest przy awansach. Pojawiają się pretensje do siebie i otoczenia. Nakręca się wyścig szczurów („inni są lepsi ode mnie – ja muszę być lepszy od nich”), skutkujący zostawaniem pracowników po godzinach. Do tego dochodzi sztucznie pompowana presja i powracająca jak bumerang w poleceniach przełożonych bezosobowa „polityka firmy”, którą uzasadnia się każde roszczenie wobec pracownika i każdą odmowę itd. Błędne koło korporacji zamyka się, a uwięzieni w nim pracownicy często nie widzą innych perspektyw, jak tylko zostać w tym kole. Z nadzieją, że kiedyś zmieni się je na inne. Bardziej komfortowe. Choć nadal w ramach korporacji.

W pewnym momencie ta sytuacja staje się nie do zniesienia. Bańka korporacji pęka. Uciekający horyzont sukcesu okazuje się mrzonką. Pojawia się pustka, a raczej rozwidlenie zawodowych dróg: zostać czy uciekać? Być może litera Y w nazwie tego pokolenia bierze się właśnie stąd – w pewnym momencie staje ono bowiem na zawodowym rozdrożu: korporacja czy mały biznes?

Dlatego nie powinno dziwić, że coraz więcej młodych i sfrustrowanych z pokolenia Y ucieka z korporacji. Ci, którzy nie mogli już dłużej znieść życia naszpikowanego „fakapami” i „dedlajnami” – zaryzykowali. Spakowali swoje biurka i uciekli z ołpenspejsa, szukając zawodowego szczęścia poza korpo. I odnaleźli je – w małych, dynamicznych spółkach. Ich prywatna ucieczka do wolności okazała się sukcesem.

Z pamiętnika (byłego) korpoludka

Weronika przepracowała w korporacji dwa lata. Praca w dziale obsługi klienta w jednym z głównych telekomów dała jej się jednak mocno we znaki. Co kwartał kolejne, nierealne cele biznesowe, od których realizacji uzależniona była jej premia – i co kwartał złudzenie jej i jej współpracowników, że te cele uda się urzeczywistnić.

– Zapewniano mnie i mój dział, że będziemy ekspertami, a traktowano nas jak małe robaczki. Czułam się jak chomik w kołowrotku. Wydawało mi się, że prę do przodu, a w gruncie rzeczy cały mój wysiłek pozostawał niezauważany. Dość wspomnieć, że w innych departamentach nikt nie miał pojęcia o istnieniu naszego działu. Moje inicjatywy nie znajdowały zainteresowania u przełożonych, więc została tylko praca odtwórcza. Z drugiej strony każde moje najdrobniejsze potknięcie było skrupulatnie wypunktowywane. Szybko pojawiły się pretensje do samej siebie, że może daję z siebie za mało, więc zaczęłam zostawać po godzinach. Jednak nie przyniosło to rezultatu: w oczach pracodawcy nadal byłam szarą myszką, której odejście z firmy nic by w niej nie zmieniło. Przejrzałam na oczy: korporacja okazała się pomyłką – mówi Weronika.

Klamka zapadła. Weronika zaczęła rozsyłać CV. Mocno zawęziła swoje poszukiwania: byle nie korporacja. Wbrew pozorom pracę znalazła bardzo szybko: po niespełna dwóch tygodniach zaproszono ją na rozmowę do małej warszawskiej spółki IT zajmującej się internetową analityką danych. Jej życie zawodowe i prywatne zmieniło się o 180 stopni.

Praca w małej firmie to przede wszystkim praca z ludźmi, a nie z przełożonymi. To, co różni ją od pracy w korporacji, to większe zaufanie pracodawcy do pracownika oraz pomiędzy samymi pracownikami. Od razu zauważyłam, jak mocno korporacja odbiła się na mojej psychice. Na początku nowej pracy z podejrzliwością patrzyłam na życzliwość ludzi. Upatrywałam w niej drugiego dna. Myślałam, że wcale nie chcą mi pomóc, tylko zaszkodzić. Prędko okazało się, że to tylko zły bagaż doświadczeń, które wyniosłam z pracy z ludźmi w korporacji. Przekonałam się, że w małej firmie naprawdę liczy się zespół. Dano mi swobodę w wykonywaniu działań, których nie musiałam już przeprowadzać kropka w kropkę zgodnie z jakimiś odgórnymi przepisami firmy – tłumaczy Weronika, która teraz pracuje w jednej z polskich, małych i młodych spółek IT.

To tylko jedna z wielu historii udanego transferu ludzi z Pokolenia Y z korporacji do małej firmy.

Mały biznes – wielkie możliwości

Jak szacuje European Information Technology Observatory, polski sektor ICT, wliczając w to młode startupy, wart jest dziś od 16 do 20 mld USD. Według danych GUS w polskiej gospodarce działa blisko 1,8 mln przedsiębiorstw. Aż 99,8 proc spośród nich stanowią firmy z sektora MŚP, przede wszystkim zaś – małe firmy. Te statystyki obrazują, jak wielka siła drzemie w mikro- i małych przedsiębiorstwach. To one są motorem napędowym polskiej gospodarki. Według szacunków GUS generują obecnie blisko co drugą złotówkę polskiego PKB.

Młode polskie firmy, zwłaszcza w sektorze IT, wyrastają dziś na technologicznych liderów i innowatorów, które wnoszą powiew świeżości na rynku. To właśnie młode startupy IT wyciągnęły polską gospodarkę z technologicznego i innowacyjnego zaścianka, dzięki czemu to właśnie Polskę uznaje się dziś za jedno najbardziej obiecujących zagłębi IT Starego Kontynentu. Oczywiście na tle amerykańskiej Silicon Valley i izraelskiej Silicon Wadi nasza scena startupowa wypada wprawdzie gorzej, ale z pewnością powodów do wstydu nie mamy. Sherlybox, Woolet, Estimote, IVONA, Neuro:ON, DocPlanner – te startupy odniosły sukcesy na rynku międzynarodowym. Młode spółki IT wyrastają na kuźnie kreatywnych pomysłów, dzięki którym – mimo swoich rozmiarów – w coraz większym stopniu przeistaczają się w biznesy o zasięgu globalnym. O ile korporacje to z reguły nieruchawe molochy, których kreatywność nie jest mocną stroną, o tyle o obliczu polskiej klasy kreatywnej decydują właśnie małe biznesy.

Oczywiście potencjalnych pracowników tego sektora niespecjalnie interesują wskaźniki makroekonomiczne. Kluczowe są dla nich nowa atmosfera i kultura pracy, radykalnie różne od tych, do których przyzwyczaiła ich korporacja. Pokolenie Y poszukuje firmy bez krawata i bez szklanego sufitu. Miejsca, w którym znów poczuje się potrzebne i docenione. Środowiska, w którym będzie mogło w pełni poczuć, że jego głos jest słyszalny.

Dlatego to właśnie małe firmy okazują się ziemią obiecaną dla millenialsów, którzy zdecydowali się opuścić szklane mury korpo. Wyrwani z kołowrotków molochów, w małych biznesach odnaleźli na nowo swoją pomysłowość, pasję i satysfakcję z pracy. A mini- i małe przedsiębiorstwa, chcą skorzystać z fali ucieczek z korporacji, otworzyły na oścież swoje drzwi dla uciekinierów, pokazując im, że życie poza korporacją jest możliwe.

Gdzie szukać szczęścia?

W Polsce trwa boom na startupy. Małe polskie firmy założone kilka lat temu rosną dziś jak na drożdżach. I rekrutują na potęgę, pozwalając na pracę w komfortowych (czytaj: bezstresowych) warunkach.

Cloud Technologies to warszawska spółka, która ewoluowała z garażowego startupu IT w największą platformę do analityki wielkich zbiorów danych (Big Data) w tej części świata i najszybciej rosnącą spółkę na NewConnect w zeszłym roku. Teraz firma Piotra Prajsnara walczy o nowych pracowników. Eksplozja danych w Sieci oraz rozszerzenie profilu jej działalności o nowe obszary (m.in. gry mobilne oraz Internet Rzeczy) sprawiły, że Cloud Technologies zamierza znacząco zwiększyć liczebność swoich szeregów. Z otwartymi rękami przyjmuje dziś Unity Developerów, Java Developerów, Front-end Developerów, PHP-owców i badaczy danych („data miners”). Szuka Technical Account Managera oraz Business Development Managera, producenta gier mobilnych (Project Manager) i asystenta biura. Potencjalni kandydaci nie muszą oczywiście legitymować się w CV pracą w korpo. Najważniejsze, żeby mieli otwarty umysł i czuli miętę do analityki internetowej, a analizując dane widzieli coś więcej niż ciąg cyfr do wpisania w Excela.

Innym przykładem jest spółka easyCALL.pl, jeden z pierwszych polskich operatorów telefonii internetowej. Spółka przymierza się obecnie do stworzenia nowego działu handlowego. Pilotażowym projektem ma być dział funkcjonujący w województwie mazowieckim. Docelowo firma chce zrobić miejsce dla kilkunastu wykwalifikowanych handlowców.

W odróżnieniu od dużych korporacji małe firmy zazwyczaj nie wymagają, aby ich pracownicy zabierali ze sobą pracę do domu. Polska spółka ZenBox, zajmująca się hostingiem, poszła o krok dalej – i w ogóle zwolniła swoich pracowników… z obowiązku chodzenia do pracy. Wszyscy w ZenBox pracują zdalnie, z różnych miast, rozsianych po całej Polsce. Zamiast naćkanych biurek w „ołpen spejsie” i krawatów – kanapa i klapki na stopach. Zamiast korków w drodze z- i do- pracy – domowe zacisze.

To tylko wierzchołek góry lodowej ogłoszeń rekrutacyjnych z małych firm, który ma zobrazować, że do wzięcia jest w nich nie tyle jedno krzesło, co kilka stanowisk. Tysiące podobnych ogłoszeń wiszą na portalach typu pracuj.pl. Wklejenie ich wszystkich powiększyłoby objętość tego tekstu zapewne kilkaset razy.

Nie mord(or)uj się

W całej Unii Europejskiej małe przedsiębiorstwa zatrudniają dziś blisko 2/3 pracowników w sektorze prywatnym. Kuszą ich nie tylko przyjazną atmosferą w pracy czy jasno sprecyzowaną ścieżkę kariery. Przede wszystkim oferują młodym realny wpływ na sytuację w firmie oraz różnorodność wyzwań, które wymagają od nich nieszablonowego podejścia do tematu i „myślenia poza skrzynką”. Nie ma tu rozgałęzionej struktury, w której – gdy potrzebujemy coś załatwić – jeden szczebel zrzuca odpowiedzialność na drugi, niczym doprowadzając pracownika do obłędu. „Prezes” jest na wyciągnięcie ręki.

Oczywiście nie ma modeli idealnych. Praca w małej firmie może okazać się bardziej wymagająca i stresująca niż w dużej korporacji – i odwrotnie: zdarzają się korporacje, w których praca to niemalże bezstresowa sielanka. Rzecz tkwi w rozłożeniu akcentów oraz… zdrowym rozsądku. A ten podpowiada, że korporacje cechuje niestety wbudowana, naturalna tendencja do przeobrażania się w tyranie, co w przypadku małych spółek należy jednak do rzadkości.

Dlatego trudno dziwić się pokoleniu Y, które nie chce być już „pokoleniem korporacji”. Millenialsi, zachłysnąwszy się początkowo „prestiżem pracy w korpo”, zamiast się mord(or)ować coraz częściej decydują, że pokierują swoim życiem inaczej. Korporacja to dla nich etap, stadium przejściowe. Stan umysłu, w którym jedni czują się w nim komfortowo, ale inni wiedzą, że można myśleć, żyć i pracować inaczej.

A to już ferststep millenialsów na drodze do nowej kariery.

Autor: Adam Mitura  – inPlus Media

Chiny znów opublikowały słabsze dane

Kolejne indeksy koniunktury z Chin potwierdzają obecne obserwacje. Gospodarka Państwa Środka zwalnia. Oczywiście nie ma mowy o recesji, ale poziom 7% wzrostu PKB jest wyraźnie zagrożony. Po uspokojeniu się giełdy w Szanghaju surowce odrabiają część spadków. Państwo Islamskie pokazało swoją walutę. Słabe dane z Polski.

Dzisiejsze poranne dane makroekonomiczne z Chin znów okazują się słabsze od oczekiwań. Poznaliśmy dzisiaj serie wskaźników PMI dla tamtejszej gospodarki i zarówno te bardziej niezależne, jak i te rządowe odczyty wszystkie okazały się słabsze od oczekiwań. Chińska gospodarka wyraźnie zwalnia i zanosi się na to by najmniej ambitny plan wzrostu od początku stulecia – 7% – miał zostać niezrealizowany. Efektem tych danych są kolejne wzrosty na głównej parze walutowej. Dolar osłabił się od rana o pół centa. Główna para walutowa ma obecnie okres podwyższonej zmienności. Złoty przyjął te dane w miarę neutralnie.

Ropa zaliczyła właśnie trzecią z rzędu rosnącą sesję, odbijając się od dna, na którym się znalazła wyniku spadków na chińskiej giełdzie. Od czwartku ropa zyskała na wartości ponad 25%. Są to najszybsze wzrosty od ćwierć wieku. Powód jest jednak jasny. Zbyt silny był spadek wobec tego co się realnie na rynkach działo i teraz, gdy emocje opadły następuje równie silna korekta. Za ropą idą oczywiście inne surowce oraz najsilniej z surowcami powiązane waluty. Rosyjski rubel wzrósł względem złotówki o 15% w ciągu pięciu dni. Nie zmienia to oczywiście faktu, że pomimo tych imponujących odbić zarówno dla ropy naftowej jak i rubla sierpień był najgorszym miesiącem od dawna.

Na rynkach walutowych nigdy nie jest nudno. Wczoraj Państwo Islamskie pokazało swoją walutę na propagandowym filmie. Nie jest znana ani jej wartość, ani sposób w jaki na okupowanych terenach ma zastąpić dotychczas używane waluty. Wiadomo jedynie, że niskie nominały bite są z miedzi i srebra. Jeden dinar, gdyż tak nazywa się ten środek płatniczy, jest bity ze złota. Nieznane jest również miejsce bicia nowej waluty oraz czy już wykonano wystarczającą liczbę monet by wprowadzić je do obiegu. Wiadomo jedynie, że pieniądz ten ma zagrozić finansom USA. Nie jest to jednak najbardziej wiarygodna informacja na tym wideo.

Dzisiaj od rana poznajemy publikacje indeksów PMI dla głównych europejskich gospodarek. Dużym szokiem dla analityków były dane z Polski. Analitycy spodziewali się spadku do 54,1 pkt, podczas gdy odczyt wyniósł zaledwie 51,1 pkt. Pokazuje to, że ostatnia korekta polskiego tempa wzrostu gospodarczego z 3,6% na 3,3% nie była przypadkiem. Złoty oczywiście zareagował spadkami.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 01.09.2015
Komentarz walutowy 01.09.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1900. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.

CHF/PLNKomentarz walutowy 01.09.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, który po osiągnięciu minimów na 3,8350 przeszedł w boczny. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000, a następnie wspomniane minimum na 3,8350. Dla ruchu w górę ważnym oporem są maksima na 3,9250.

USD/PLNKomentarz walutowy 01.09.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7300 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.

GBP/PLNKomentarz walutowy 01.09.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8600. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Konferencja FIWE EXPERTS

Pierwsza połowa września będzie obfitowała w wydarzenia, które zainteresują nie tylko miłośników fitness, ale także przedsiębiorców rozwijających biznes w branży fitness & wellness. FIWE EXPERTS, Konferencja towarzysząca Międzynarodowym Targom Branży Fitness & Wellness FIWE 2015, to dwa dni wykładów i prezentacji dedykowanych przedsiębiorcom, managerom i kadrze instruktorskiej.

2015-08-25 KONFERENCJE FIWE_v5W dniach 12 i 13 września w EXPO XXI Warszawa odbędzie się Konferencja FIWE EXPERTS. Dwudniowa platforma biznesowa towarzysząca targom FIWE 2015 będzie okazją do pogłębienia wiedzy m.in. z zakresu finansowania inwestycji, technik sprzedaży czy znaczenia umiejętności miękkich w sukcesie biznesowym.

Eksperci z Polskiego Związku Pracodawców Fitness, doradcy finansowi i biznesowi, trenerzy personalni oraz przedstawiciele klubów sportowych, omówią zagadnienia związane z szeroko pojętą działalnością w branży fitness & wellness, przedstawiając poparte konkretnymi przykładami prezentacje.

Twarde i miękkie umiejętności a sukces biznesowy

Pierwszego dnia goście FIWE EXPERTS będą mieli szansę wybiec myślą w przyszłość. W prezentacji „Podróż do przyszłości – rynek fitness w Polsce za 10 lat” prognozy dla branży przedstawi pracujący na co dzień z managerami oraz osobami odpowiedzialnymi za sprzedaż konsultant Wojciech Herra. Tematy z zakresu rozwoju branży i jej rokowań na najbliższe lata zostaną przybliżone przez Jakuba Wińkowskiego – reprezentanta Mecenasa Targów, firmy ITP S.A.

O technikach skutecznej sprzedaży opowie związany z branżą fitness od roku 1997  Sebastian Goszcz. Dyrektor Zarządzający w Klubach RYTM oraz Atmosfera Fitness & Wellness w Łodzi, autor publikacji dotyczących zarządzania, sprzedaży, obsługi, budowania relacji i lojalności klienta i przywództwa w klubach fitness, doradca i szkoleniowiec, dla gości FIWE EXPERTS wygłosi wykład „Praktyczna lekcja skutecznej sprzedaży produktów i usług w klubie fitness”.

Coach i mówca motywacyjny Waldemar Warchoł opowie o tym, jaką rolę pełnią umiejętności miękkie w odniesieniu sukcesu biznesowego w branży fitness & wellness.

Pierwszego dnia FIWE EXPERTS odbędą się także w wykłady dedykowane osobom zaangażowanym w fitness od strony praktycznej. „Trener Personalny – przez pasję do biznesu” oraz „Nowe technologie w Twoim klubie fitness” to tematy adresowane do właścicieli klubów lub osób myślących dopiero o rozpoczęciu działalności w tej branży, a także do trenerów personalnych.

Kilka słów o sposobach finansowania inwestycji

Drugiego dnia konferencji słuchacze dostaną garść konkretnych porad, dotyczących sposobów finansowania inwestycji. Bartłomiej Król i Piotr Maślak z zajmującej się doradztwem inwestycyjnym i finansowym firmy Salwix, opowiedzą m.in. o kredytach, obligacjach, funduszach unijnych, leasingu i innych sposobach finansowania inwestycji w omawianej branży.

Praktyczną stronę prowadzenia klubu fitness przedstawi Robert Kamiński z Polskiego Związku Pracodawców Fitness w prezentacji „Czego pragną klienci? Jak zaspokoić potrzeby klientów, żeby chcieli więcej?”. O innowacyjnym systemie treningowym, jako elemencie budującym przewagę konkurencyjną, opowiedzą przedstawiciele firmy będącej Srebrnym Sponsorem Targów – Health Med Sport.

Dla przedsiębiorców prowadzących biznes w branży fitness & wellness, a także osób, które dopiero planują rozpocząć tego typu działalność, konferencja FIWE EXPERTS będzie dawką praktycznej, użytecznej wiedzy, która pozwoli im rozwinąć biznesowe skrzydła.

FIWE 2015 12-13.08.2015, EXPO XXI, Warszawa

Hossa nie może trwać w nieskończoność

Gwałtowna korekta, która niedawno nawiedziła chińską giełdę, wywołała paniczną reakcję inwestorów na całym świecie. Te wydarzenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że inwestorzy zapomnieli o fundamentalnych regułach rządzących rynkami finansowymi – cykliczności i zmienności.

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Po tak długim okresie dynamicznych wzrostów cen akcji korekta jest czymś naturalnym, wręcz pożądanym. Zauważmy, że na giełdzie amerykańskiej nie odnotowaliśmy głębszej (ponad 10-procentowej) przeceny od 2011 r. Od wielu miesięcy rosła także bańka na giełdzie w Szanghaju. W rezultacie ceny akcji stały się nieracjonalnie wysokie. Taka sytuacja nie miała prawa trwać w nieskończoność, niezakłócona choćby jedną większą korektą. Ostatnia reakcja dowodzi jedynie, że inwestorzy zanadto przyzwyczaili się do nieprzerwanych wzrostów.

Chińskiej gospodarce nie grozi zawalenie

Koniec końców rynek nieco się oczyścił. Wciąż jednak nasuwa się pytanie, czy najgorsze już za nami, czy też istnieje zagrożenie ze strony chińskiej gospodarki. Po rozmowie z naszymi kolegami z BEA Union Investment z Hongkongu uważamy, że na sygnały stabilizacji w chińskiej gospodarce trzeba jeszcze poczekać. Natomiast, wbrew głosom czarnowidzów, nie grozi jej zawalenie. Wielu inwestorów podaje w wątpliwość oficjalne prognozy wzrostu PKB (do poziomu 7% – według chińskich władz) i obawia się, że hamująca gospodarka Państwa Środka spowolni dużo bardziej. Mimo to nie widzę przesłanek, by wieścić drastyczny spadek chińskiego PKB do wskazywanego przez niektórych poziomu 2–3%, czy wręcz wejście Chin w recesję. Obstawiam raczej, że rzeczywisty wzrost gospodarczy może się ukształtować w pobliżu 6,5%, czyli znacznie bliżej oficjalnych szacunków. Oczywiście negatywny sentyment na światowych rynkach będzie utrzymywał się dotąd, aż z chińskiej gospodarki nie przyjdzie potwierdzenie stabilizacji, np. w postaci lepszych odczytów wskaźników wyprzedzających.

Wrześniowa podwyżka stóp w USA pod znakiem zapytania

Wiele wskazuje na to, że chińska zawierucha może wpłynąć na moment rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych w USA. Szczególnie że w Stanach Zjednoczonych obserwujemy czynniki dezinflacyjne w postaci z jednej strony mocnego dolara, a z drugiej – spadku cen surowców. Dlatego pomimo naszych wcześniejszych oczekiwań jest wielce prawdopodobne, że pierwsza podwyżka stóp procentowych w USA nastąpi nie we wrześniu, lecz w grudniu (a może nawet na początku 2016 r.). Warto przy tym dodać, że decyzja Fedu o podwyżce (wsparta odpowiednim uspokajającym komunikatem) już na najbliższym posiedzeniu mogłaby paradoksalnie zostać odczytana przez rynek pozytywnie – jako sygnał, że amerykańska gospodarka jest na fali wznoszącej. Co zresztą potwierdza ostatni odczyt PKB w USA za II kwartał.

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Prof. K. Świrski (Politechnika Warszawska): Z ekonomicznego punktu widzenia połowa krajowych kopalń powinna zostać zamknięta

Konrad Świrski

Polskie górnictwo zamknęło pierwsze półrocze br. stratą netto w wysokości 1,445 mld zł. Jeżeli cena węgla spadnie do 40 dol. za tonę, w całym roku mogą wynieść nawet 4 mld zł. Prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej uważa, że z ekonomicznego punktu widzenia połowa krajowych kopalń nadaje się do likwidacji. Ale jest jeszcze aspekt społeczny.

Niezależnie od przetasowań politycznych problem jest taki sam: górnictwo staje wobec bardzo poważnego, globalnego problemu – alarmuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki i IT na Politechnice Warszawskiej, prezes zarządu spółki Transition Technologies.

Jak wynika z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) polskie górnictwo węgla kamiennego zamknęło pierwsze półrocze br. stratą netto w wysokości 1,445 mld zł. Rok wcześniej w tym samym okresie wyniosła ona 772,3 mln zł, a w całym ub. roku – 2,203 mld zł. Średni koszt wydobycia węgla energetycznego, jak twierdzi prof. Konrad Świrski, wynosi obecnie 300 zł za tonę. Na każdej tonie krajowe górnictwo traci 30-40 zł.

Z ekonomicznego punktu widzenia trzeba zamknąć połowę tego biznesu i ocalić tylko kopalnie rentowne czy zrobić taką bardzo głęboką restrukturyzację – wskazuje prof. Świrski. – Oznacza to, że w ciągu dekady połowa pracowników górnictwa musiałaby stracić pracę i być przeniesiona do innych sektorów gospodarki. Tymczasem żadna z sił politycznych nie jest w stanie w tym roku wykazać się taką determinacją.

Zgodnie z rządowym, przyjętym na początku br. planem, cztery z czternastu kopalń Kompanii Węglowej (Bobrek-Centrum, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze i Pokój ) miało trafić do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK) w celu likwidacji. W połowie lipca resort skarbu poinformował, że Nowa Kompania Węglowa przejmie niektóre zakłady starej KW i zapewni ich dalsze funkcjonowanie.

W tej chwili tak naprawdę włącza się część górnictwa do energetyki po to, aby ukryć straty, albo, żeby ktoś z tymi stratami dał sobie radę, natomiast nie rozwiąże problemu w tym długim horyzoncie – przekonuje prof. Konrad Świrski. – Wcześniej czy później górnictwo musi przejść dramatyczną fazę. Jeśli mamy realizować politykę unijną, a wygląda, że musimy, jeżeli będzie ona taka jak dotychczas, a wygląda, że się nie zmieni, to znaczy, że węgiel stopniowo będzie znikał z naszego miksu energetycznego. W przyszłości będzie mniej węgla, potrzeba zatem mniej kopalni, a w dodatku ceny na rynkach światowych będą spadać.

Cena węgla na giełdzie ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) waha się od niespełna 53 do niecałych 55 dolarów za tonę. Jeszcze pół roku temu kosztowała prawie 64 dol.

W tej chwili nie ma najmniejszych szans na to, żeby ceny węgla powróciły do wysokich poziomów – uważa prof. Konrad Świrski. – Generalny trend cen surowców na rynkach światowych jest malejący: zapasy węgla są olbrzymie, wiele firm zwiększyło wydobycie, na światowym rynku jest nadmiar węgla. W dodatku popyt maleje. Chiny, jeden z głównych importerów, zwalniają i potrzebują mniej węgla.

Zdaniem prof. Konrada Świrskiego ceny mogą niedługo osiągnąć wartość nawet 40 dol. za tonę, co sprawi, że skala strat krajowego górnictwa będzie jeszcze większa. Spadek do tego poziomu spowodowałby, że w tym roku jego straty wyniosłyby około 4 mld zł.

Mówi się w prognozach, że podobna tendencja na rynku węgla utrzyma się w latach 2016-2017 – zauważa prof. Konrad Świarski. – Do tego trzeba się przygotować, bardziej patrzeć na ceny na poziomie 40 dol., zapomnieć o powrocie do wartości dających polskim kopalniom rentowność przy aktualnych kosztach.

Ewentualna restrukturyzacja sektora, zdaniem prof. Świrskiego, ma dwa aspekty: realnej ekonomii oraz problemów społecznych.

– Z punktu widzenia czystej ekonomii problem jest prosty: pewnie połowę górnictwa należy przygotować do zamknięcia, a drugą restrukturyzować – twierdzi prof. Świrski. – Holdingi z największymi stratami trzeba postawić w stan likwidacji i bardzo zdecydowanie powiedzieć wszystkim pracownikom, że świat wymaga zmian.

Jak jednak zauważa, jest jeszcze problem społeczny: ciężko pracujących ludzi, przyzwyczajonych do pracy w jednym zakładzie przez całe życie.

– Górnicy działają w takim archaicznym stylu: przychodzą do pracy i chcą mieć zatrudnienie przez całe dorosłe życie w jednym zakładzie – tłumaczy prof. Konrad Świrski. – Dzisiaj natomiast [taki model] już nie istnieje, kopalnie są otwierane i zamykane. Na razie jednak nie jesteśmy przygotowani, żeby zmierzyć się z realiami ekonomicznymi. Wobec tego będziemy przesuwać to bolesne rozwiązanie w przyszłość.

Jubileusz Executive Club już 20 listopada w Hotelu Sheraton

Executive Club jest znany z organizacji międzynarodowego kongresu poświęconego przywództwu – European Executive Forum, który co roku w Warszawie skupia światowych liderów biznesu, nauki i polityki oraz dedykowanych różnym gałęziom gospodarki konferencji branżowych. W czasie Gali ,,10 th Executive Club Anniversary”, którą organizator zapowiada jako niezwykle uroczystą i pełną atrakcji, poznamy także wyniki konkursu ,,Responsible Business Awards”.

European Executive Forum 2015Executive Club został założony w 2005 roku w odpowiedzi na zapotrzebowanie na elitarną organizację, która zrzesza wyłącznie reprezentantów top managementu. Klub jest platformą służącą wymianie poglądów, inspiracji i praktyk najlepszego przywództwa oraz wzajemnemu wspieraniu elit biznesowych. Tematami spotkań klubowych i konferencji organizowanych przez Executive Club są zagadnienia kluczowe dla liderów zarządzających wielkimi organizacjami. Wśród członków Klubu są przedstawiciele firm jak między innymi jak: PKN Orlen, Microsoft, BASF, Auchan, BZ WBK, Budimex, Ciech, Elavon, Google, Grupa Azoty, Grupa ITI, Nowy Styl, PayU, Pfizer, PZU, Qumak, Synthos.

Na konferencjach organizowanych przez Executive Club gościły wybitne międzynarodowe autorytety z obszarów polityki, nauki, biznesu, wśród których znaleźli się na przykład: były Premier Włoch – Giuliano Amato, były Premier Hiszpanii – José María Aznar, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego V kadencji – Pat Cox, były Wicekanclerz i Minister Spraw Zagranicznych Niemiec w latach 1998-2005 – Joschka Fischer, były Kanclerz Austrii Alfred Gusenbauer, Prezydent Niemiec w latach 2004-2010 – Horst Köhler, były Wicepremier Słowacji – Ivan Mikloš, były Premier Rzeczypospolitej Polskiej – Jan Krzysztof Bielecki, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1995 – 2005 – Aleksander Kwaśniewski, Przewodniczącego Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów– Janusz Lewandowski, Minister Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1995-1997 – prof. Dariusz Rosati, irlandzki teoretyk zarządzania – prof. Charles Handy, profesorowie IESE Business School – Santiago de la Cierva i Mike Rosenberg, czy Tomáš Sedláček z Uniwersytetu Karola w Pradze.

Prezes Zarządu Executive Club – Beata Radomska
Beata Radomska

,,Uroczystość dziesięciolecia Executive Club będzie stanowić podsumowanie działalności Klubu i formę podziękowania dla naszych Klubowiczów za wspólnie spędzony czas i wspieranie naszych inicjatyw. Wręczymy po raz pierwszy nagrody ,,Responsible Business Awards”, którymi uhonorujemy podmioty wyróżniające się wybitnym poziomem realizowania strategii CSR w swoich działaniach. Konkurs ma na celu podkreślenie ogromnego zaangażowania biznesu w działania pro społeczne. Uważamy, że w dobie narastających nierówności dochodowych promowanie idei społecznej odpowiedzialności biznesu jest szczególnie ważne dla budowania dobrobytu całego społeczeństwa”– mówi Pomysłodawczyni i Prezes Zarządu Executive Club – Beata Radomska.

W czasie uroczystości wręczone zostaną nagrody ,,Responsible Business Awards”, którymi uhonorowane zostaną podmioty wyróżniające się wybitnym poziomem realizowania strategii CSR w swoich działaniach. Ideą konkursu jest podkreślenie ogromnego zaangażowania biznesu w działania pro społeczne i pokazanie jaki wpływ ma to na budowanie dobrobytu całego społeczeństwa.

Polnord po I półroczu 2015 roku

W I półroczu 2015 r. Grupa Polnord S.A. wypracowała przychody na poziomie 96,7 mln zł w porównaniu do 62,2 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku, co oznacza wzrost o 55,5 proc. Zysk netto sięgnął w tym okresie 3,6 mln zł i był wyższy rok do roku o 11,2 proc. Dynamicznie wzrosła sprzedaż mieszkań, obejmując w omawianym okresie 834 lokale w porównaniu do 625 lokali w I półroczu 2014 r.

Wyniki finansowe

Dane w mln zł I półrocze 2015 r. I półrocze 2014 r. Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 96,67 62,17 55,49%
Zysk brutto ze sprzedaży 23,58 13,62 73,08%
Zysk netto  3,56  3,20 11,21%

W I półroczu 2015 r. marża zysku brutto ze sprzedaży wzrosła do 24,4 proc. z 21,9 proc. w analogicznym okresie w 2014 roku. Rentowność prowadzonej działalności jest również wyższa od wypracowanej w całym ubiegłym roku (21,7 proc.).

Wyniki Grupy w pierwszym półroczu 2015 roku zbliżają nas do osiągnięcia celu sprzedaży 1500 mieszkań, jaki założyliśmy sobie na ten rok. Coraz większa sprzedaż lokali pokazuje, że z powodzeniem trafiamy w gusta naszych klientów. Wraz z rosnącą rentownością działalności oraz korzystną sytuacją na rynku są zdecydowanie dobrymi prognostykami na drugą połowę roku – mówi Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord S.A.

Sprzedaż mieszkań

Do osiągnięcia dobrych wyników przyczyniły się szczególnie przekazania lokali wybudowanych w ramach projektów zlokalizowanych w Warszawie, Trójmieście, Olsztynie i Szczecinie. W I półroczu 2015 r. Grupa przekazała klientom 428 lokali, z czego najwięcej w inwestycjach w Trójmieście i Szczecinie. Sprzedaż mieszkań sięgnęła aż 834 lokali w porównaniu do 625 mieszkań sprzedanych w I półroczu 2014 roku, co oznacza wzrost o 33,4 proc. rdr.

Od stycznia do czerwca 2015 r. Grupa uruchomiła realizację siedmiu projektów, stanowiących głównie kolejne etapy już realizowanych projektów, w ramach których wybudowane zostaną 924 mieszkania w Warszawie, Trójmieście, Łodzi i Szczecinie, o łącznej powierzchni 49.810 mkw.

Do końca 2015 r. planujemy uruchomić jeszcze 12 inwestycji mieszkaniowych – 10 w ramach kolejnych etapów już realizowanych projektów oraz 2 nowe inwestycje. Projekty te stwarzają potencjał do rozszerzenia oferty o 1176 lokali o łącznej powierzchni PUM wynoszącej 69.659 mkw. Będą realizowane w atrakcyjnych lokalizacjach w Warszawie, Trójmieście, Olsztynie i Wrocławiu – dodaje Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord S.A.