Co dalej, panie informatyku – czyli co decyduje o rozwoju kariery w IT?

Określenie „informatyk”, jako zawód jest bardzo pojemne. Kryją się pod nim zawody blisko związane z technologiami informatycznymi: programiści, testerzy, analitycy, kierownicy projektów, architekci, technicy, administratorzy, konsultanci czy wdrożeniowcy.  Co więcej w każdej z tych specjalności występuje specyficzna, wielowymiarowa ścieżka kariery. Co zatem powinna zrobić i na co może liczyć osoba, która chciałaby rozwijać się w którejś z tych profesji?

Zaplanować swój rozwój

Podstawowym wymiarem rozwoju zawodowego jest zdobywanie doświadczenia. Zwykle zaczynamy od pozycji juniora, po 2-3 latach klasyfikowani jesteśmy jako „middle”, po kilku kolejnych zostajemy seniorem. Doświadczenie, oprócz głębokości wiedzy na konkretny temat ma dodatkowe znaczenie – wraz z nim rośnie liczba osób oraz zasób informacji, które można wykorzystać w codziennej pracy. Ten wymiar bezpośrednio wpływa na możliwości znalezienia pracy, jak i poziom oferowanego wynagrodzenia.

Innym istotnym wymiarem jest specjalizacja technologiczna. Zwykle przejawia się listą zaklęć wymienianych w CV (typu java, ERP, C#, WebLogic, PMP etc.) oraz kosztownymi i często oprawianymi w złote ramki certyfikatami, stanowiącymi niezależne potwierdzenie posiadania najnowszej wiedzy na temat konkretnych narzędzi czy metodyk. Ten wymiar rozwoju pracownika stanowi zwykle kryterium odcinające – gdyż stanowi wymóg formalny sprawdzany przy wstępnej kwalifikacji kandydata do nowej pracy.

Kolejnym elementem rozwoju jest znajomość konkretnych branż. W przypadku pewnych stanowisk ma to znaczenie marginalne (np. programista czy administrator), w przypadku innych – kluczowe (np. analityk czy kierownik projektu). Tradycyjnie wyodrębnione branże w IT to: bankowość, telekomunikacja, ubezpieczenia, produkcja czy handel. Transfery, jakkolwiek możliwe, są stosunkowo rzadkie i kosztowne, tak dla pracownika, jak i pracodawcy. Niezbędny nakład pracy na to, by poznać architekturę biznesową, żargon branżowy, typowe rozwiązania czy technologie jest na tyle duży, że zwykle taniej i szybciej można znaleźć pracownika z konkretnego sektora.

Ostatnim, najmniej oczywistym i najbardziej niedocenianym jest wymiar rozwoju kompetencji miękkich. Pracując w różnych środowiskach, firmach, z różnymi menedżerami i podwładnymi uczymy się każdego dnia współpracy, wyrozumiałości, profesjonalizmu, komunikacji, zarządzania czasem czy podejmowania mądrych decyzji. I choć trudno obiektywnie ten aspekt zakomunikować w CV to śmiało można postawić tezę, że wraz z predyspozycjami i systematyczną pracą to właśnie miękkie kompetencje decydują o sukcesie.

Czy w branży IT można osiągnąć szklany sufit?

Z moich obserwacji wynika, że tak i to w ciągu 5-8 lat. Dlaczego szklany? Gdyż w obrębie każdego z profili istnieje pewien, dobrze zbalansowany przez rynek, poziom wynagrodzenia. Co ciekawe, ten poziom jest nie tylko podobny w skali kraju, gdzie obserwujemy systematyczne wygładzanie wynagrodzeń w różnych miastach, ale i w skali europejskiej. Programista w Wielkiej Brytanii otrzymuje wynagrodzenie tylko o 20-30% wyższe, niż w Polsce, przy dwukrotnie wyższych kosztach życia. Stąd, gdy posiada on już pięcioletnie doświadczenie, uzupełni CV o 2-3 miejsca pracy i kilka certyfikatów, zaczyna powoli zadawać sobie pytanie: co dalej?

Co może zrobić programista ze swoją kilkuletnią karierą?

Można nic nie robić. Wtedy trzeba liczyć się z deprecjacją zarobków oraz coraz węższym rynkiem pracy. Oczywiście trafiają się obszary specjalizacji programowania jak np. Cobol, gdzie wynagrodzenia po latach poszły w górę, ale cykl życia większość technologii programowania to zaledwie 10-20 lat. Tak więc większości języków sprzed 30 lat nigdzie się już nie używa.

Innym wyborem jest zmiana profilu lub technologii, która jest stosunkowo prosta – np. programiści mogą łatwo stać się architektami technologicznymi, analitycy – architektami biznesowymi, programiści łatwo uczą się innych języków, bazodanowcy mają ułatwiony start do kariery specjalisty BI, z javy łatwo przesiąść się na Androida. Warto zatem orientować się w możliwościach i monitorować rynkowe szanse.

Trzecia, typowa droga, to awans w strukturach zarządczych. W mojej karierze zawodowej widziałem tyleż sukcesów, co porażek w tej ścieżce. Warto uświadomić sobie, że zarządzanie zespołem, obszarem, czy całą firmą to zupełnie odrębna od IT dziedzina. Nie mniej złożona, wymagająca na pewno więcej predyspozycji oraz wspomnianych już wcześniej kompetencji miękkich.

Po drugie, zmiana może być trudna i bolesna, podobnie jak próba zastania kierownikiem projektu z pozycji testera czy architekta biznesowego. Sam fakt, że mamy autorytet w zespole, z którym pracujemy i poprawne relacje z biznesem nie wystarczy. Niezbędne są jeszcze takie cechy, jak charyzma, inteligencja emocjonalna, zdolność i chęć do szybkiej nauki, pasja coachingowa czy gruntowna zmiana horyzontów z technologicznych na biznesowe. Nie zapominać należy, że awans na funkcje kierownicze jest przeważnie drogą w jedną stronę, gdyż trudno będzie powrócić do programowania czy analizy.

Programista, choć bardzo poszukiwany przez rynek, również musi być elastyczny. Technologia rozwija się szybciej niż inne dziedziny, dlatego dobry specjalista musi być cały czas czujny i poszerzać swoja wiedzę. Tylko w ten sposób może liczyć na dynamiczny rozwój kariery połączony z ciekawymi projektami oraz rosnącym wynagrodzeniem. Jeśli nie będzie o tym myśleć z pewnością szybciej niż w innych branżach będzie musiał porzucić swój zawód.

„Wsparcie technologiczne dla uczelni i placówek badawczych” – 4 kwietnia 2017 r., Warszawa

Nowe technologie są wciąż wyzwaniem dla polskich Uczelni, zarówno prywatnych i państwowych. Pamiętajmy, że korzystanie z najnowszych osiągnięć informatyki, to nie tylko szansa dla samej uczelni i poprawienia jej efektywności, to także lepsza komunikacja pomiędzy jednostkami organizacyjnymi, oszczędność czasu dla pracowników, a także rozwój, pozwalający na umocnienie się w rankingach najlepszych uczelni.

Wsparcie technologiczne dla uczelni i placówek badawczych’

W programie m.in.:

,,E-learning na polskich uczelniach – szansa i wyzwanie’’

Agnieszka Wierzbicka – adiunkt i członek Uczelnianego Zespołu ds. Nowych Metod Kształcenia UŁ/Uniwersytet Łódzki

Wystąpienie będzie próbą odpowiedzi na pytania istotne dla władz/jednostek, które wdrażają lub mają wdrożone rozwiązania e-learningowe w uczelni: po co i jak wprowadzać e-learning na uczelni? Co zyskamy? Jak rozwijać zdalne kształcenie? Czy zawsze się to opłaca? Jakie korzyści możemy uzyskać? Jakie trudności napotkamy? Jak zminimalizować straty? Czego możemy oczekiwać w dłuższej perspektywie? Jakie wyzwania przed nami stoją?

,,Niekończąca się historia – wdrażanie kupionych lub tworzonych samodzielnie systemów informatycznych na uczelniach’’

Paweł Picewicz – Kierownik Sekcji Rozwoju Systemów Informatycznych w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym

ERP, system dziekanatowy, ewaluacja dorobku naukowego, obieg dokumentów, eksport danych do PolOnu, rozliczanie kosztów projektów… to tylko najważniejsze przykłady systemów występujących na uczelniach. Wdrażanie i późniejsze wsparcie przyprawia o niekończący się ból głowy. Na prezentacji spróbuję przedstawić kilka sposobów, jak ten ból złagodzić.

,,Archiwum Prac Dyplomowych a Repozytorium prac dyplomowych na przykładzie Uniwersytetu Warszawskiego’’

Krzysztof Pilecki – Dyrektor Archiwum, Uniwersytet Warszawski

APD a Uniwersytecki System Obsługi Studiów, Funkcjonalność APD. Przebieg procesu archiwizacji pracy dyplomowej w APD, Przebieg procesu archiwizacji pracy doktorskiej w APD, Zasady korzystania z APD, Repozytorium Prac Dyplomowych – funkcjonalność i zasady korzystania, Planowana rozbudowa modułu APD.

,,Rola systemów repetytoryjnych i systemów typu CRIS w pełnieniu misji uczelni wyższych’’

prof. dr hab. inż. Henryk Rybiński, Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (Politechnika Warszawska)

,,Systemy informatyczne sprzymierzeńcem komunikacji formalnej i nieformalnej studenta z e-uczelnią’’

Wiesław Przybyła – Pełnomocnik Rektora ds. studiów zdalnych, Polski Uniwersytet Wirtualny

Lidia Mirowska – Koordynator ds. jakości studiów zdalnych, Polski Uniwersytet Wirtualny

,,Jak uczelnia powinna używać technologii aby nie szkodziła’’

Rafał Kamiński – Założyciel INNOVELTY

Tomasz Piontek – Uczelniane Centrum Informatyczne Pracownia Komputeryzacji Administracji Uczelni, Uniwersytet Mikołaja Kopernika

Zagadnienia tematyczne konferencji:

  • – infrastruktura teleinformatyczna uczelni, monitorowanie i jakość bezpieczeństwa
  • – systemy bezpieczeństwa na uczelni
  • – usprawnienie funkcjonowania systemu kształcenia – zintegrowany system klasy ERP
  • – CRM – efektywna współpraca z kontrahentami
  • – bezpieczne przechowywanie i przetwarzanie danych
  • – wsparcie dla działów finansowych, księgowości i kadr
  • – zarządzanie kapitałem ludzkim uczelni
  • – efektywności gospodarowania zasobami uczelni
  • – usprawnienie procesów planowania i rozliczania dydaktyki
  • – funkcjonalność i standaryzacja procesów obsługi poszczególnych wydziałów
  • – platformy komunikacyjne – rozwiązanie na problemy
  • – optymalizacja zarządzania, kosztów, jakości obsługi – zastosowanie środowisk wirtualnych i chmury
  • – korzyści dla studenta – elektroniczna Legitymacja Studencka
  • – wsparcie dziekanatów i działów spraw studenckich
  • – dostępność informacji – wirtualny dziekanat, systemy rekrutacji, plany zajęć, itp.
  • – systemy antyplagiatowe, narzędzia wspierające procesy weryfikacji
  • – szansa na przewagę konkurencyjną – e-learning

>>SZCZEGÓŁOWY PROGRAM<<

Do udziału w konferencji organizatorzy zapraszają:

  • władze publicznych i niepublicznych szkół wyższych;
  • władze uniwersytetów, uczelni technicznych i zawodowych, ekonomicznych,artystycznych,medycznych     rolniczych i przyrodniczych;
  • rektorów, kanclerzy, dziekanów;
  • dyrektorów/kierowników działów: technicznych, administracyjnych, bezpieczeństwa;
  • dyrektorów/kierowników działów kadrowych, dziekanatów, centrów informatyki;
  • przedstawicieli jednostek naukowo-badawczych.

>>REJESTRACJA<<

Patronat honorowy nad konferencją objęło:

  • Stowarzyszenie PR i Promocji Uczelni Polskich „Prom”
  • Przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

Partner konferencji: Tecna Sp. z o.o.

Partner merytoryczny: Uniwersytet Łódzki

Michał Krupiński odwołany z funkcji Prezesa Zarządu PZU SA

Rada Nadzorcza PZU SA na posiedzeniu 22 marca 2017 roku podjęła decyzję o zmianie w Zarządzie spółki. Ze stanowiska Prezesa Zarządu odwołany został Michał Krupiński.

„Mając w szczególności na uwadze dobre praktyki ładu korporacyjnego spółek publicznych, celem Rady Nadzorczej jest zapewnienie profesjonalnej i harmonijnej współpracy w ramach Zarządu oraz pomiędzy Zarządem i Radą Nadzorczą Spółki.

Jest to niezbędne dla sprawnej realizacji strategii rozwoju Grupy Kapitałowej PZU, budującej trwałą wartość dla Akcjonariuszy, przyjazne otoczenie pracy dla pracowników oraz stałą poprawę jakości usług dla klientów. Właściwa współpraca w ramach Zarządu oraz pomiędzy organami PZU SA zapewnia wysoką reputację Spółki na rynku” – oświadczył Pan Paweł Górecki, Przewodniczący Rady Nadzorczej.

Nagrody dla liderów polskiego rynku kapitałowego za osiągnięcia w 2016 r.

  • W siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. odbyła się uroczysta Gala – podsumowująca Rok Giełdowy 2016
  • Podczas Gali emitentom, Członkom Giełdy oraz Autoryzowanym Doradcom, którzy w minionym roku osiągnęli najlepsze wyniki i przyczynili się do rozwoju polskiego rynku kapitałowego zostało wręczonych łącznie 30 nagród

W Gali udział wzięli przedstawiciele najważniejszych instytucji rynku kapitałowego – emitentów, domów maklerskich, banków, firm inwestycyjnych oraz organizacji i stowarzyszeń branżowych. Gośćmi honorowymi wydarzenia byli m.in. Witold Słowik, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju oraz Teresa Czerwińska, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Nagrody przyznano w następujących kategoriach:

Nagrody GPW na Głównym Rynku akcji:

  • mBank S.A. za organizację pierwszych ofert publicznych o największej łącznej wartości w 2016 roku.
  • Celon Pharma S.A. za największą wartość pierwszej oferty publicznej akcji w 2016 roku.
  • Trigon Dom Maklerski S.A. za największą liczbę spółek wprowadzonych na Główny Rynek akcji w 2016 roku.
  • Alior Bank S.A. za największą wartość wtórnej oferty publicznej w 2016 roku.
  • Dom Maklerski Banku Handlowego S.A. za najwyższy udział w obrotach akcjami (bez transakcji animatora) na Głównym Rynku w 2016 roku.
  • Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska za najwyższy udział lokalnego animatora
    w obrotach akcjami na Głównym Rynku w 2016 roku.

Nagrody GPW na rynku NewConnect: 

  • Tower Investment S.A. – za największą ofertę spółki debiutującej na NewConnect w 2016 roku.
  • mBank S.A. – za najwyższy udział w obrotach sesyjnych akcjami na rynku NewConnect (bez transakcji animatora) w 2016 roku.
  • Dom Maklerski BDM S.A. – za najwyższy udział animatora w obrotach sesyjnych akcjami na rynku NewConnect w 2016 roku.

Nagrody GPW na rynku Catalyst:

  • Orlen Capital AB – za największą wartość debiutu na Catalyst w 2016 roku.
  • mBank S.A. – za najwyższą wartość obrotów sesyjnych obligacjami nieskarbowymi na wszystkich rynkach w ramach Catalyst (bez transakcji animatora) w 2016 roku oraz nagrodę za największą wartość emisji nieskarbowych instrumentów dłużnych wprowadzonych na Catalyst w 2016 roku.
  • Dom Maklerski PKO Banku Polskiego S.A. – za najwyższą wartość obrotów animatora
    w obrotach sesyjnych obligacjami nieskarbowymi na Catalyst w 2016 roku.

Nagrody GPW na rynku instrumentów pochodnych:

  • Erste Securities Polska S.A. – za najwyższy udział w wolumenie obrotów indeksowymi kontraktami terminowymi bez transakcji animatora w 2016 roku.
  • Dom Maklerski Noble Securities S.A. – za najwyższy udział animatora w wolumenie obrotów indeksowymi kontraktami terminowymi w 2016 roku.
  • Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. – za najwyższy udział w wolumenie obrotów kontraktami terminowymi na akcje 2016 roku.
  • Bank Zachodni WBK S.A. – za najwyższy udział w wolumenie obrotów opcjami indeksowymi bez transakcji animatora w 2016 roku.
  • Dom Maklerski PKO Banku Polskiego S.A. – za najwyższy udział animatora w wolumenie obrotów opcjami indeksowymi w 2016 roku.

Nagrody GPW za dystrybucję informacji:

  • Polska Agencja Prasowa – dla pierwszego dystrybutora informacji giełdowych
    od 1996 roku.
  • mBank S.A. – za największą liczbę i wartość zamówień na produkty informacyjne zawierające dane przetworzone z GPW i BondSpot.

Nagroda GPW za produkty strukturyzowane:

  • Raiffeisen CentroBank oraz ING Bank N.V. – za wkład w rozwój rynku produktów strukturyzowanych na GPW w 2016 roku.

Nagrody Grupy KDPW:

  • Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. – za wysoką jakość raportowania transakcji do KDPW_TR w 2016 roku.
  • PKO Bank Polski S.A. – I miejsce w kategorii za najwyższą wartość transakcji OTC rozliczonych w KDPW_CCP w 2016 roku.
  • ING Bank Śląski S.A. – II miejsce w kategorii za najwyższą wartość transakcji OTC rozliczonych w KDPW_CCP w 2016 roku.
  • BNP Paribas Securities Services – za wdrożenie i oferowanie klientom nettingu papierów wartościowych w formule zgodnej z najlepszymi praktykami rynkowymi.
  • Bank Handlowy w Warszawie S.A. – dla pierwszego w historii rynku operatora konta dla globalnego uczestnika KDPW.

Nagrody Treasury BondSpot Poland:

  • Barclays Bank PLC – Lider rynku kasowego Treasury BondSpot Poland w 2016 roku.
  • ING Bank Śląski S.A. – Lider rynku transakcji warunkowych Treasury BondSpot Poland w 2016 roku.
  • Bank Handlowy w Warszawie S.A. – Lider market makingu na Treasury BondSpot Poland
    w 2016 roku oraz nagrodę za wspieranie rozwoju rynku Treasury BondSpot Poland w 2016 roku.

Organizatorem Gali – Podsumowanie Roku Giełdowego 2016 była Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Partnerami wydarzenia byli: KDPW S.A., KDPW_CCP S.A. oraz BondSpot S.A.

Zmiany w składzie Zarządu GPW

  • 22 marca br. Paweł Dziekoński złożył rezygnację z pełnienia funkcji Wiceprezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
  • Obowiązki Pawła Dziekońskiego przejął Jacek Fotek – pełniący funkcję Wiceprezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych od 14 marca br.

W dniu dzisiejszym, Paweł Dziekoński podjął decyzję o rezygnacji z pełnionej dotychczas funkcji. Jego obowiązki przejął Jacek Fotek, któremu Rada Nadzorcza GPW 16 grudnia br. powierzyła stanowisko Wiceprezesa Zarządu Giełdy.

14 marca br. Komisja Nadzoru Finansowego  (KNF) udzieliła zgody na dokonanie zmiany w składzie Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie polegającej na powołaniu Jacka Fotka na stanowisko Wiceprezesa Zarządu GPW.

Jacek Fotek większość kariery zawodowej poświęcił działalności na rynku pieniężnym i kapitałowym. Współtworzył międzybankowy rynek pieniężny i walutowy w Polsce. W latach 2009-2012 oraz 2013-2016 pełnił funkcję Prezesa Zarządu BondSpot S.A., a w okresie 2012-2013 – Prezesa Zarządu Invista DM S.A.

W przeszłości sprawował funkcję członka wielu Rad Nadzorczych, m.in. w PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. (2015-2016), Fundacji GPW (2015-2016), IAiR S.A. (2014-2016). Od 1997 r. był wykładowcą Warszawskiego Instytutu Bankowości, w latach 1993-2002 – Gdańskiej Akademii Bankowej, a od 2010 r.

Obecnie Giełdę Papierów Wartościowych reprezentują następujące osoby:

  • Jarosław Grzywiński – p.o. Prezes Zarządu
  • Michał Cieciórski – Wiceprezes Zarządu
  • Jacek Fotek – Wiceprezes Zarządu
  • Dariusz Kułakowski – Członek Zarządu

Amerykańskie indeksy giełdowe próbują odrabiać wczorajsze straty

Amerykańskie indeksy giełdowe próbują dziś zahamować wczorajszą przecenę, kiedy to indeks S&P500 zaliczył najmocniejszy od 5 miesięcy spadek. Po tym jak indeks ten wczoraj stracił ponad 1,1%, na otwarciu rynku nieznacznie pogłębił spadki osiągając poziom 2336 punktów.   Obecnie notuje on około 0,2% odbicie i handluje w pobliżu poziomu 2348 punktów. Podobnie zachowuje się indeks Dow Jones który handluje w pobliżu wczorajszego zamknięcia na poziomie 20668 punktów. Większe, bo 0,4% odbicie notuje natomiast indeks spółek technologicznych NASDAQ, który wczoraj zaliczył najdotkliwszą, bo aż ponad 2% przecenę.

Przyczyną wczorajszej przeceny jest obawa o przyszłość reform Donalda Trumpa które mogą nie zostać przychylnie przyjęte przez Kongres. Uwaga inwestorów będzie szczególnie skupiona wokół czwartkowego głosowania nad ustawą zmieniającą wprowadzoną przez prezydenta Baracka Obamę reformę zdrowia tzw. „Obamacare”. Pomimo, iż Republikanie mają znaczą przewagę nad Demokratami w Izbie Reprezentantów, to część z nich otwarcie krytykowało już zapowiadane zmiany. Jeśliby ta ustawa nie przeszła przez Kongres, może to mieć negatywny wpływ na  przyszłe wdrażanie w życie planowanych reform podatkowych i wydatków infrastrukturalnych.

Fala wczorajszej, amerykańskiej wyprzedaży przeniosła się dziś na inne światowe parkiety giełdowe. Wśród europejskich spółek największą przeceną dotknięty został sektor bankowy oraz wydobywczy. Benchmarkowy indeks europejskich spółek The Stoxx Europe 600 traci około 0,7%, najmocniej od miesiąca. Mocnej przecenie nie oparły się również polskie indeksy. WIG20 zamknął się dziś z 1,28% stratą na poziomie 2223 punktów, mWIG40 stracił 1,22% zamykając się na poziomie  4771 punktów a sWIG80 stracił najmniej, bo jedynie 0,69% zamykając się w pobliżu poziomu 16175 punktów.

Ropa naftowa tanieje trzeci dzień z rzędu, po tym jak amerykańskie zapasy surowca po raz kolejny wzrosły  w zeszłym tygodniu, tym razem o 4,95 mln baryłek. Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić około 47,60 dolarów,  a za baryłkę ropy Brent 50,20 dolarów. Oznacza to ponad 1% przeceny cen surowca. Mocno tąpnęły dziś ceny rudy żelaza bo aż o 3,9%, ze względu na spadek popytu na chińską stal.      

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Najtańsze mieszkania w ofercie deweloperów

Jakie najtańsze mieszkania znajdziemy w ofercie deweloperów? W których inwestycjach? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Cena całkowita mieszkania zależy od kilku czynników. Głównym z nich jest metraż, ze wzrostem którego rośnie cena całkowita lokalu. Pozostałymi parametrami są lokalizacja, układ mieszkania, piętro, strony świata, przynależność do mieszkania tarasu lub dużego balkonu. LC Corp działa aktywnie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku, gdzie prowadzimy sprzedaż 17 projektów. W naszej ofercie można znaleźć mieszkania jednopokojowe w cenie od 144 tys. zł w inwestycji Centralna Park w Krakowie, czy Świętokrzyska Park w Gdańsku. Za około 173 tysiące złotych można nabyć już mieszkanie dwupokojowe w osiedlu Słoneczne Miasteczko w Krakowie.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Najważniejszymi kryteriami wyboru mieszkania zazwyczaj jest powierzchnia i lokalizacja oraz uzależniona od tych dwóch parametrów cena. Najtańsze mieszkania o funkcjonalnym rozkładzie i bardzo dobrym położeniu oferujemy m.in. w warszawskim Wilanowie w osiedlu Brzozowy Zakątek, gdzie jednopokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 35 mkw. kosztuje 252 tys. zł. W dzielnicy Wola w inwestycji Stacja Kazimierz 30-metrowa kawalerka jest dostępna za 242,3 tys. zł, a w Ząbkach pod Warszawą w osiedlu Neptun można nabyć lokal o powierzchni ponad 37 mkw. w cenie 184 tys. zł.

W Kowalach w inwestycji Chabrowe Wzgórze jednopokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 30 mkw. jest do kupienia za 131,3 tys. zł. W osiedlu Fotoplastykon w Gdańsku lokal 28 metrowy dostępny jest w cenie 147,2 tys. zł, a w inwestycji 2 Potoki mieszkanie o metrażu ok. 46 mkw. oferujemy w kwocie 182,7 tys. zł.

W Gdyni w inwestycji Brama Sopocka można zakupić 61 metrowy lokal za 384 tys. zł, natomiast w Olsztynie w projekcie Tęczowy Las ponad 35 metrowe mieszkanie jest do kupienia w cenie 164 tys. zł.

Najtańsze mieszkanie, jakie jest w sprzedaży w inwestycji Ku Słońcu w Szczecinie to lokal o powierzchni 32 mkw., który kosztuje 167 tys. zł. W Łodzi w osiedlu City Park za mieszkanie o metrażu ponad 62 mkw. trzeba wydać 280,4 tys. zł.

Yael Rothschild, prokurent Mill-Yon Gdańsk

Hitem cenowym w naszej ofercie jest obecnie trzypokojowe mieszkanie w inwestycji Aura Garden na warszawskiej Białołęce, które kosztuje 253 tys. zł. W projekcie Aura Sky na Pradze Południe przygotowaliśmy nową pulę mieszkań kwalifikujących się do MdM. Dwupokojowy lokal w tej inwestycji można kupić w cenie od 6300 zł/mkw., a trzypokojowe mieszkania dostępne są od 6324 zł/mkw.

W inwestycji Aura Park Wilanów w promocyjnej cenie oferujemy dwa ostatnie, gotowe mieszkania dwupokojowe o powierzchni 53 mkw. Lokale o podwyższonym standardzie (drewniane okna, naturalny kamień na elewacji, bardzo duże zielone patio) można nabyć za 6800 zł/mkw.

Michał Sapota, prezes zarządu Murapol S.A.

Grupa Murapol oferuje mieszkania w dwunastu miastach w całej Polsce. Przygotowując ofertę mieszkaniową w danej lokalizacji kierujemy się przede wszystkim tym, żeby jej odbiorcami mogła być jak najszersza grupa potencjalnych klientów. Realizujemy projekty zarówno w centrach miast, jak również w nieco większej odległości od rejonów śródmiejskich, oferując mieszkania klientom, dla których warunki cenowe mają decydujące znacznie. Rozpiętość cenowa w naszych inwestycjach jest znaczna, oferujemy mieszkania w kwotach od 4,5 tys. zł/mkw. do 10 tys. zł/mkw. W ramach poszczególnych inwestycji występują kilkuset, a nawet kilkutysięczne różnice w cenie za mkw. lokalu. Są one wynikiem usytuowania mieszkań w budynku, zarówno pod kątem kondygnacji, jak i ekspozycji. Znaczenie ma również powierzchnia lokalu, a także etap zaawansowania budowy. Najwyżej wyceniane są lokale cieszące się największym zainteresowaniem wśród klientów, czyli mieszkania dwu i trzypokojowe. Lokale o mniej popularnych charakterystykach oferowane są w niższych cenach.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

W 12 wrocławskich inwestycjach oferujemy obecnie ponad 1400 mieszkań. Największą popularnością wśród klientów cieszą się kompaktowe mieszkania trzypokojowe. Chcąc zamieszkać w osiedlu z fitness, klienci wybierają Formę, gdzie 54-metrowy lokal można nabyć w cenie 275 tys. zł. W inwestycji Młodnik 52-metrową trójkę można kupić od 280 tys. zł, a w projekcie Na Ustroniu podobne mieszkanie kosztuje 304 tys. zł.

Wrocławianie poszukujący kawalerek znajdą je w osiedlu Cztery Pory Roku, gdzie 32-metrowy lokal można nabyć za 178 tys. zł. Zakup dwupokojowego, kompaktowego mieszkania w Słonecznych Stabłowicach to wydatek 196 tys. zł. Dla miłośników tętniącego życiem centrum mamy dwupokojowe lokale w Sienie w kwocie 262 tys. zł.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Najtańsze mieszkania oferujemy w gdańskiej inwestycji Wolne Miasto w cenie od 5038 zł/mkw. Są to czteropokojowe lokale o metrażu 89 mkw. usytuowane na pierwszym piętrze. W warszawskiej inwestycji Hubertus zostało nam już tylko 6 mieszkań, z których najtańsze kosztuje 7722 zł/mkw. Jest to lokal trzypokojowy o powierzchni 69 mkw. na parterze.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

W warszawskiej inwestycji Na Sokratesa, która zlokalizowana jest na Bielanach w pobliżu stacji metra Młociny, najtańsze mieszkanie dwupokojowe o powierzchni prawie 47 mkw. można kupić za 366 tys. zł, a mieszkania trzypokojowe o powierzchni 53 mkw. w kwocie ponad 416 tys. zł.

W osiedlu Monte Verdi w dzielnicy Włochy najtańszy lokal dwupokojowy o metrażu ponad 40 mkw. oferujemy w cenie ponad 273 tys. zł, a mieszkanie trzypokojowe o powierzchni 53 mkw. za 359,8 tys. zł. W tym projekcie można kupić mieszkanie w MdM.

W drugim etapie osiedla Krasińskiego 58 na warszawskim Żoliborzu, najniżej wycenione mieszkanie jednopokojowe o powierzchni ponad 29 mkw. jest do nabycia za 257 tys. zł. Dwupokojowy lokal o metrażu ponad 41 oferujemy w cenie ponad 354 tys. zł, a trzy pokoje kosztują od ponad 427 tys. zł.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży Red Real Estate Development

W ostatnim etapie Nowej Papierni w centrum Wrocławia wysoki soft loft można kupić w cenie od 299 tys. zł. Dwupokojowy lokal z balkonem, który usytuowany jest na drugim piętrze ma powierzchnię 39 mkw. i blisko trzymetrową wysokość. Cena zawiera designerski pakiet wykończenia oraz pomoc stylisty wnętrz.

W warszawskim osiedlu Alpha Park 31 metrową kawalerkę z loggią o powierzchni 13 mkw. usytuowaną na drugim piętrze można kupić w kwocie 204 tys. zł.

W Poznaniu klienci mogą nabyć lokal w cenie 215,2 tys. zł. Dwupokojowe mieszkanie z aneksem kuchennym i przestronnym balkonem o powierzchni 36 mkw. znajduje się na pierwszym piętrze.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Dzięki skutecznemu systemowi kontroli kosztów na każdym etapie inwestycji oferujemy klientom mieszkania w atrakcyjnych cenach. Najbardziej korzystne cenowo lokale dostępne są w inwestycji Krygowskiego na krakowskim Podgórzu w nowoczesnym osiedlu wielorodzinnym z widokiem na Tatry. Dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 44 mkw. można w nim kupić za 250 tys. tys. zł. Podobnie kształtują się ceny mieszkań w inwestycji Piasta Park w krakowskich Mistrzejowicach. W ofercie pozostało już tylko 80 mieszkań o powierzchni około 60 mkw. z tarasami, loggiami lub ogródkami.

Lidia Fedorczuk, manager sprzedaży w Atlas Estates

W realizowanej przez nas obecnie w Warszawie inwestycji Apartamenty Krasińskiego II najniższe ceny za mkw. kształtują się od 7 870 zł. Dotyczą pięciopokojowych mieszkań o powierzchni 90 mkw. z balkonami o powierzchni kilkunastu mkw. Mieszkania usytuowane są na pierwszym i drugim piętrze.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Najtańsze mieszkania, jakie możemy zaoferować dostępne są w kilku inwestycjach. Należą do nich: Zielona Dolina II, w której oferujemy mieszkania jednopokojowe o powierzchni ponad 29 mkw. usytuowane na pierwszym piętrze w kwocie 171,8 tys. zł. Bądź mieszkania dwupokojowe o powierzchni 37 mkw. na pierwszym piętrze w cenie 214,8 tys. zł.

W projekcie Willa One klienci znajdą w ofercie mieszkania dwupokojowe o powierzchni ponad 42 mkw. usytuowane na pierwszym piętrze w kwocie 271,7 tys. zł. W osiedlu Bernadowo Park II w Gdyni dostępne są dwupokojowe mieszkania o metrażu 42 mkw. na pierwszym piętrze za 266,4 tys. zł. A w Nowym Tysiącleciu III w Katowicach znaleźć można mieszkania jednopokojowe o powierzchni prawie 33 mkw. na drugim piętrze w cenie ponad 181 tys. zł.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

W naszej aktualnej ofercie znajdują się mieszkania zlokalizowane w głównych dzielnicach Warszawy. Lokale w najniższych cenach za metr dostępne będą w inwestycji Człuchowska Bemowo.

Monika Zabłocka, reprezentująca Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego

Najtańsze mieszkania w inwestycji Krosno Odrzańskie oferujemy w cenie 3400 zł/mkw. W projekcie Nowa Sól dostępne są lokale w kwocie od 3390 zł/mkw., a w osiedlu Jędrzychów, gdzie mamy ostatnie 4 mieszkania, od 3390 zł/mkw. W cenie 3730 zł/mkw. mamy w sprzedaży lokale w inwestycji Czarkowo. Mieszkania mają metraże od 28 do 81 mkw. i są usytuowane od parteru do czwartego piętra.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Najtańsze mieszkania w naszych inwestycjach usytuowane są na parterze lub pierwszym piętrze. W naszej firmie obowiązuje zasada, że im wyżej położone jest mieszkanie, tym jest droższe. W inwestycji Banacha w Krakowie można kupić dwupokojowe mieszkanie na parterze o powierzchni 40 mkw. w cenie 4900 zł/mkw., a w osiedlu Mogilska trzy pokoje o metrażu 53 mkw. na pierwszym piętrze dostępne jest w kwocie 6900 zł/mkw. W inwestycji Stańczyka oferujemy trzypokojowy lokal o powierzchni 60 mkw. na pierwszym piętrze w cenie 6900 zł/mkw.

W katowickiej inwestycji Karoliny mamy dwupokojowe, 38 metrowe mieszkanie na parterze za 4550 zł/mkw. A w ofercie osiedla Cztery Wieże w Katowicach znajduje się lokal dwupokojowy o powierzchni 40 mkw. na drugim piętrze w cenie 4600 zł/mkw.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

Dodatkowa pensja lekarstwem na naciągane choroby pracowników

Nie od dziś wiadomo, że pieniądze motywują do działania. Czy jednak dodatkowe pieniądze dla pracownika, wynikające z nienadużywania przez niego zwolnień chorobowych, przyczyniają się do obniżania absencji? Badania firmy Conperio wykazały, że premie motywacyjne niwelują znaczny procent nieuczciwych druków ZLA. Jednak premia, która ma przynieść efekt, nie tylko powinna być odczuwalna dla portfela pracownika, ale musi być odpowiednio dopasowana do struktury zatrudnienia firmy.

Absencja chorobowa to problem, z którym zmaga się wiele przedsiębiorstw. Często wysoki wskaźnik wykorzystywania zwolnień chorobowych utożsamiany jest z zawodami wymagającymi pracy fizycznej, gdzie kadra narażona jest na utratę zdrowia albo pogorszenie jego stanu. Zaszufladkowanie absencji chorobowej jako problemu firm robotniczych jest sporym uproszczeniem. Pracownicza absencja chorobowa – w szczególności ta nieuczciwa, dotyczy każdego sektora gospodarki. Istnieje jednak kilka sprawdzonych metod pozwalających ograniczyć liczbę niesłusznie wykorzystywanych zaświadczeń ZUS ZLA.

Szeroko komentowanym w mediach sposobem radzenia sobie z nieuczciwą absencją chorobową w firmie, jest podjęcie przez dział zarządzania zasobami ludzkimi efektywnej i empatycznej komunikacji z pracownikami lub poprawienie fizycznych warunków pracy. Czynnik ludzki jest najważniejszy przy redukcji absencji chorobowej w firmie, ale warto wspomóc go również benefitami finansowymi. Bywa, że premia nie skutkuje obniżeniem absencji, dlatego aby zwiększyć szanse powodzenia przy wdrażaniu finansowej polityki ograniczenia pracowniczej absencji chorobowej należy uwzględnić indywidualne czynniki charakteryzujące specyfikę zatrudnienia w danej firmie. Konieczne jest też zadbanie o przejrzyste zakomunikowanie kadrze zasad przyznawania premii.

Premia lekarstwem na naciągane choroby

Premia to benefit finansowy, który pracownik może uzyskać po spełnieniu określonych wymagań, zawartych w wewnętrznych regulacjach firmy. W celu otrzymania premii należy wypełnić opisane przez pracodawcę pozytywne kryterium albo unikać czynów szkodliwych dla firmy. Wprowadzenie w życie premii uzależnionej od ilości dni, które pracownik spędził na zwolnieniu lekarskim jest bardzo skuteczne. W ten sposób docenimy pracowników, którzy rzadko korzystają ze zwolnień lekarskich, a tych, którzy pozorują choroby zachęcimy do pracy w najprostszy z możliwych sposobów – za pomocą motywacji finansowej – radzi Mikołaj Zając, prezes firmy Conperio, która zajmuje się doradztwem i audytem w sektorze pracowniczej absencji chorobowej.

Dodatkowa pensja za obecność

W zakładach o niskiej rotacji pracowniczej, gdzie zatrudnianych jest mniej niż 200 osób, egzamin zdają tzw. „trzynastki”. Określona liczba pracowników, którzy na zwolnieniu lekarskim przebywają mniej dni niż wynosi średnia, otrzymuje „trzynastkę” na koniec roku, czyli dodatkową pensję. Wprowadzenie 13-tej pensji dla pracowników, którzy nie nadużywają zwolnień lekarskich, działa motywująco na cały zespół. Któż z nas nie chciałby pobrać bonusowej wypłaty? – pyta retorycznie ekspert Mikołaj Zając z firmy Conperio.

W grupie siła

Drugi sposób finansowej mobilizacji sprawdza się w dużych firmach zatrudniających ponad 200 pracowników. W takich przedsiębiorstwach rekomendowana jest premia grupowa – na podstawie ustalonej dziennej normy, wyrabianej przez zespół pracowniczy. Na przykład 3 pracowników jest w stanie wypracować 60 jednostek dziennie. Jeśli w ustalonej grupie zabraknie jednej osoby, pozostałe 2 będą musiały pracować znacznie wydajniej, żeby otrzymać premię. Premia grupowa bazuje na społecznej odpowiedzialności i akceptacji. Pracownik nieuczciwie przebywający na zwolnieniu w małej grupie szybko zostanie zauważony, a jego zachowanie potępione.

Premia złożona                                                        

Trzecim sposobem radzenia sobie z absencją jest zaimplementowanie premii złożonej. Rok pracowniczy należy podzielić na kwartały. Każdy miesiąc przepracowany bez chorobowego generuje dodatkową premię. Jeżeli pracownik przez trzy miesiące nie był na zwolnieniu, to pozyskuje jeszcze jeden dodatkowy bonus. Kwartały, w których pracownik nie korzystał z chorobowego, podnoszą bazową kwotę bonusu finansowego, zarówno tego miesięcznego, jak i kwartalnego, co powoduje, że pracownicy z długim stażem, którzy nie korzystają nadmiernie ze zwolnień lekarskich, zarabiają  znacznie  więcej.

Podwyżka o więcej niż 7%

Absencja to zjawisko uzależnione od wielu zmiennych. Pomimo że praca stanowi dla ludzi źródło utrzymania, to atmosfery, komunikacji oraz integracji w miejscu pracy nie można budować wyłącznie na profitach finansowych. Warto o nich jednak pamiętać przy okazji wdrażania programu redukującego pracowniczą absencję chorobową. Według badań zmiana w wynagrodzeniu o mniej niż 7 proc. nie jest dla pracowników motywująca i nie wpłynie na zmianę ich zachowania. Dlatego też, wdrażając program benefitów finansowych, który ma na celu obniżyć absencję pracowniczą, należy pamiętać, aby był on odczuwalny dla portfela pracowników.

Polska firma analizuje dane 3 mld internautów w 187 krajach

Zbierają dane o użytkownikach sieci w 187 państwach, a ich autorska platforma DMP – OnAudience.com – przetwarza już ponad 3 mld profili internautów. Pokornie przyznają, że nie monitorują jeszcze aktywności sieciowej mieszkańców San Escobar, ale i tu obiecują rychłą poprawę. Warszawska spółka Cloud Technologies swój biznes zaczynała jako start-up w garażu. Dziś, po 6 latach działalności ma pozycję polskiego lidera analityki Big Data, posiadającego największą hurtownię danych w Europie. W tym roku spółka planuje opuścić NewConnect na rzecz głównego parkietu GPW.

Talmud głosi, że biedny jest tylko ten, kto nie ma wiedzy. Jeśli wiedza jest walutą, to Cloud Technologies jest jedną z najbogatszych firm na świecie. Warszawska spółka przetwarza już ponad 3 mld anonimowych profili internautów, wie sporo o ich zainteresowaniach, decyzjach i preferencjach zakupowych, zna ich wiek, płeć, geolokalizację i historię surfowania w sieci.

Czyny, nie dane

Umiejętne gromadzenie danych to prawdziwe błogosławieństwo, jednak data harvesting nie wystarczy, jeśli dane są nieaktualne lub nie wiadomo, jak je wykorzystać. Potwierdza to stare arabskie przysłowie: „Najlepszą wiedzą jest ta, która się łączy z czynem”. Gdy chodzi o dane, taki czyn to inaczej ich monetyzacja, według ekspertów z IDC jedna z najważniejszych zdolności, jakie współczesne firmy powinny posiadać, by odnieść sukces w cyfrowej gospodarce. Nie można odmówić tej zdolności zespołowi Cloud Technologies, który przy pomocy swojej autorskiej platformy OnAudience.com (Data Managing Platform) ze gromadzonych danych robi użytek na wiele różnych sposobów. To dzięki niej notowana na NewConnect spółka przetwarza już dane z ponad 3 mld profili internautów. Na bieżąco aktualizowane zbiory nieustrukturyzowanych cyfrowych informacji w większości pochodzą z plików cookies, a ich rozmiar dał Cloud Technoologies pozycję największej hurtowni danych w Europie, która monitoruje aktywność użytkowników sieci już w 187 państwach. Na ich długiej liście znalazła się nawet teoretycznie zupełnie zamknięta Korea Północna z kilkoma internautami, a niebawem – jeśli wierzyć śmiało rzuconej obietnicy – pojawi się również San Escobar. W państwach, gdzie danych zbiera się najwięcej, ilość aktywnych plików cookies liczy się w dziesiątkach milionów.

Wielkie małe początki

Tak jak w przypadku Google, Apple czy Amazon, początki firmy założonej w 2011 roku przez zafascynowanego cyfrowym światem Piotra Prajsnara były raczej skromne. Najpierw start-up w garażu, potem biuro w niewielkim mieszkaniu w Warszawie bez recepcji i ekspresu do kawy. Na początku krzątało się tam 2, a chwilę później już 6 oddanych sprawie pracowników. Dziś firma zatrudnia już ponad 50 osób.

Internet kusił mnie od zawsze i zdawał się być idealnym miejscem na założenie biznesu. Już w trakcie studiów fascynowało mnie maszynowe uczenie, inteligentne algorytmy oraz Big Data i w tym kierunku chciałem się rozwijać, bo wiedziałem, że to rynek bardzo perspektywiczny. Naturalnym środowiskiem dla analityki Big Data wydał mi się marketing i reklama internetowa. W tamtym okresie polska sieć zdominowana była przez reklamę masową w większym stopniu niż dzisiaj, a osoby, które na poważnie myślały o tajemniczym zjawisku, jakim było Big Data, dało się policzyć na palcach jednej ręki – wspomina Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.

Na sukces nie trzeba było długo czekać, bo już w 2012 r. spółka zadebiutowała na NewConnect. Jeśli ktoś zainwestował w jej akcje 100 tys. zł, to dziś jest milionerem. Kurs w ciągu zaledwie kilku lat wzrósł z około 1 zł do blisko 100 zł. Polski lider analityki danych nie spoczął jednak na laurach, o czym świadczą m.in. jego wyniki za ostatni kwartał 2016 r. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, przychody zwiększyły się o 64,7% a zysk netto wzrósł aż o 78%, do poziomu 7,4 mln zł netto. To najlepsze wyniki w historii firmy, która jeszcze w tym roku planuje przejście z NewConnect na Rynek Główny GPW.

Analityka na eksport

Nim transfer dojdzie do skutku, firma założona przez Prajsnara znacznie się powiększy. Niebawem ma zostać sfinalizowana rekordowa transakcja. Jej przedmiotem jest przejęcie działającej na 36 rynkach agencji nowych technologii Imagine The Future, która 95% kampanii realizuje poza granicami Polski. Cloud Technologies ma przejąć w niej wszystkie udziały za niebagatelną kwotę 320 mln zł. Zakup ma charakter strategiczny i jak przekonują nabywcy, przyczyni się do rozwoju ich międzynarodowej działalności oraz dystrybucji produktów i usług związanych z performance marketingiem, który już teraz generuje większość przychodów Cloud Technologies. To też olbrzymia szansa dla UnBlocka, innowacyjnego narzędzia, umożliwiającego wydawcom wyświetlanie reklam pomimo zainstalowanych wtyczek blokujących reklamy i dopasowanie ich do zainteresowań internautów. UnBlock potrafi odblokować praktycznie każdy format reklamowy, włącznie z kreacjami typu Rich Media, czyli np. reklamą video. Może też przetworzyć kreację reklamową i wyeliminować dużą część operacji obliczeniowych z przeglądarki użytkownika, co zapobiega spowolnieniu w ładowaniu witryny na jego komputerze. Opracowana nad Wisłą technologia, którą interesują się już wydawcy na całym świecie, przechodzi właśnie międzynarodową procedurę patentową.

Działalność warszawskiej spółki to nie tylko Big Data marketing i reklama internetowa. Cloud Technologies w ramach usług consultingowych wspiera inne firmy w zakresie gromadzenia i analityki danych, dostarczając cyfrowe informacje o sieciowej aktywności internautów do ich systemów BI, CRM i ERP. To nic innego, jak usługa Big Data as a Service. Przedsiębiorcy w coraz większym stopniu dostrzegają potencjał analityki dużych zbiorów nieustrukturyzowanych danych. Coraz częściej również zdają sobie sprawę z ograniczeń ich aktualnych systemów IT, ale niekoniecznie chcą inwestować we wdrożenia własnych narzędzi. Stąd zapotrzebowanie na takie usługi. Z raportu MarketsAndMarkets wynika, że do 2020 rynek BDaaS ma rosnąć do 2020 r. aż o 31% rocznie. To najszybciej rozwijająca się gałąź IT, w której na naszym podwórku Cloud Technologies pozostaje niekwestionowanym liderem.

Najmocniejsze limuzyny V8 dla prezesa

Sprzedaż najmocniejszych samochodów w klasie premium niezmiennie rośnie odnotowując kolejne rekordy. Dobrym  przykładem na potwierdzenie tego trendu jest dynamicznie rozwijający się polski rynek.

– Sprzedaż samochodów premium w najmocniejszych wersjach silnikowych na przestrzeni ostatnich lat wzrasta w Polsce o 100 proc. rok do roku – potwierdza Michał Sztorc, ekspert PremiumMoto.pl – W przypadku Mercedesa AMG w latach 2011 – 2016 odnotowano aż 22- krotny wzrost, a Polska jest czwartym rynkiem w Europie dla AMG. Podobnie jest w przypadku BMW – sprzedaż modeli sportowej linii M na naszym rynku wzrosła czterokrotnie od 2014 roku.

Wartość rynku samochodów klasy premium jest w Polsce szacowana na 8,8 mld zł – czytamy w ostatnim raporcie KPMG – i jest to największy segment dóbr. Według analityków cena samochodu luksusowego zaczyna się od 215 tys. zł. Specjaliści z KPMG szacują, że obecny rok w segmencie klasy premium będzie jeszcze lepszy. Rynek samochodów luksusowych ma rosnąć w ciągu najbliższych lat średnio o 10 proc. rocznie.

Limuzyny klasy premium wyposażone w silnik V8 umiejętnie łączą osiągi z komfortem podróżowania. Oprócz wysokich mocy oferują również luksusowe wyposażenie. Sprawdzamy, jakie modele oferują najwięksi gracze na rynku.

Lexus GS F

Lexus GS F
Lexus GS F

Ten sportowy sedan Lexusa wyposażony jest w silnik V8 o pojemności pięciu litrów i mocy na poziomie 477 KM. Przyspieszenie od zera do 100 km/h zajmuje mu 4,6 sekundy, a prędkość maksymalna jest elektronicznie ograniczona do 270 km/h.

Jak przystało na samochód klasy premium, Lexus GS F występuje w jednej, bogatej odmianie Prestige – kosztuje ona 445 900 zł. Na liście wyposażenia znalazło się praktycznie wszystko. Między innymi światła LED, dwustrefowa automatyczna klimatyzacja z filtrem przeciwpyłkowym i z asystentem Climate Concierge, asystent parkowania (wskazówki i obraz z kamery na ekranie multimedialnym), aktywne zawieszenie o zmiennej charakterystyce, kolorowy projektor Head-Up Display (HUD) oraz 8-calowy wyświetlacz multimedialny i system rozpoznawania znaków drogowych.

GS F wyposażony jest również w dodatkowe systemy zwiększające bezpieczeństwo Lexus Safety System+, w skład którego wchodzi między innymi system automatycznego hamowania awaryjnego, funkcja ostrzegająca kierowcę o niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu i samoczynnie pomagająca utrzymać tor jazdy na oznakowanym pasie ruchu, a także aktywny tempomat.

Mercedes-AMG E 63 S 4MATIC+

Mercedes-AMG E 63 S 4MATIC+
Mercedes-AMG E 63 S 4MATIC+

Najmocniejsza odmiana Klasy E została wyposażona w silnik V8 o pojemności 4 litrów i mocy 612 KM. Jego ceny zaczynają się od 600 tys. zł.

Na liście wyposażenia znalazły się między innymi reflektory LED, 3-strefowa klimatyzacja automatyczna i podgrzewane przednie fotele. Dopłaty wymaga między innymi asystent utrzymania pasa ruchu kosztujący 4,4 tys. zł, pakiet parkowania z kamerą 360 (3,6 tys. zł), natomiast Pakiet Technologiczny (elektroniczny zestaw wskaźników, asystent rozpoznawania znaków drogowych i Comand Online) został wyceniony na 12,5 tys. zł.

Porsche Panamera Turbo

Porsche Panamera Turbo
Porsche Panamera Turbo

Samochód napędzany jest silnikiem V8 o pojemności 3,9 litra i mocy 550 KM. Prędkość maksymalna pojazdu to 306 km/h, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h wynosi 3,6 sekundy.

Cena bazowa auta to 759 tys. zł. Na liście wyposażenie znalazły się między innymi przyciemnione termoizolacyjne szyby w całym samochodzie, tempomat i zestaw audio z 14 głośnikami oraz subwooferem, o łącznej mocy 710 W. Chcąc doposażyć ten model np. w asystenta parkowania z kamerą cofania, trzeba przygotować się do wydatku na poziomie 7 tys. zł.

Maserati Quattroporte GTS

 Maserati Quattroporte GTS
Maserati Quattroporte GTS

Włoską limuzynę napędza silnik V8 o pojemności 3,8 litra i mocy 530 KM. Dzięki niemu samochód może rozpędzić się do 310 km/h, a sprint do „setki” zajmuje mu 4,7 sekundy. Ceny tego samochodu zaczynają się od 186 tys. euro, czyli od około 795 tys. zł

Na liście wyposażenia znalazły się między innymi system m.in. Maserati Touch Control, regulowana wysokość pedałów oraz 15-głośnikowy system audio.

Audi S6 Limousine

Audi S6 Limousine
Audi S6 Limousine

Pod maską tej niemieckiej limuzyny również pracuje silnik V8. Ma on pojemność 4 litrów i oferuje  moc 450 KM. Rozpędzanie od 0 do 100 km/h trwa 4,4 sekundy.

Ceny tego modelu zaczynają się od 398500 zł za wersję podstawową. Dopłaty wymagają np. system rozpoznawania znaków drogowych (850 zł) i kamera cofania z asystentem parkowania (4,3 tys. zł).

Dodatkowej inwestycji wymagają również systemy zwiększające bezpieczeństwo. Asystent pasa ruchu kosztuje 3 tys. zł, natomiast aktywny tempomat to koszt na poziomie 11 tys. zł.

PZU zawarło porozumienie ze związkami zawodowymi ws. zwolnień grupowych

22 marca br. PZU SA i PZU Życie SA oraz działające w tych spółkach związki zawodowe zawarły porozumienia określające warunki restrukturyzacji zatrudnienia. Proces zwolnień grupowych rozpocznie się 24 marca i zakończy 18 grudnia 2017 r.

– Porozumienie zostało oparte o doświadczenia i rozwiązania wypracowane podczas negocjacji w latach ubiegłych. Pakiet finansowy dla osób odchodzących będzie uzależniony od stażu pracy w Grupie PZU i wynagrodzenia danego pracownika – mówi Magdalena Kurpiewska, dyrektor biura zarządzania kadrami. – Intencją stron, podobnie jak w latach ubiegłych jest to, aby restrukturyzacja zatrudnienia przebiegała przy możliwie najmniejszych kosztach społecznych. Proces ma być przeprowadzony tak, aby jak największa liczba osób mogła znaleźć zatrudnienie w nowych strukturach naszej firmy – dodaje.

Łączna liczba pracowników w PZU SA i PZU Życie SA, objętych zmianami (zmiana warunków pracy i zwolnienia) nie przekroczy 1944 osób, przy czym w liczbie tej zawierają się osoby, które zatrudnione są na część etatu u obu pracodawców. Rozwiązanie umowy o pracę w skali obu spółek obejmie do 956 osób.

Pracownikom, którzy zostaną zwolnieni, zaproponowane zostaną korzystniejsze warunki odejścia niż przewidują powszechnie obowiązujące przepisy prawa w podobnych sytuacjach. Każdy otrzyma odprawę ustawową w wysokości gwarantowanej prawem oraz dodatkowe odprawy w zależności od lat stażu pracy. Wysokość odpraw będzie wyliczana indywidualnie.

Różnica w stosunku do poprzednich rozwiązań polega głównie na tym, że dodatkowa odprawa (ponad tę przewidzianą prawem), związana ze stażem pracy może osiągnąć 15-krotność wynagrodzenia zasadniczego, a nie jak poprzednio – 14-krotność. Nadal natomiast obowiązuje dla dodatkowej odprawy górny limit w wysokości 65 tys. zł brutto.

Aby ograniczyć ujemne skutki zwolnień, PZU przygotował program działań osłonowych obejmujący m.in. doradztwo w zakresie poszukiwania pracy, przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej i prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Udział w tym programie jest bezpłatny i dobrowolny. Do dyspozycji pracowników będą zewnętrzni eksperci specjalizujący się w działaniach wspierających pracowników dotkniętych zwolnieniami grupowymi.

Raport: Sytuacja mikro i małych firm w województwie śląskim w roku 2016

Siódma edycja  „Raportu o Sytuacji Mikro i Małych Firm” przygotowanego przez Bank Pekao S.A  pokazała, że na Śląsku jest większy odsetek eksportujących i inwestujących firm niż średnio w kraju. Właściciele śląskich mikro i małych firm w 2016 roku rzadziej też skarżyli się na bariery w prowadzeniu działalności gospodarczej w porównaniu do średniej ogólnopolskiej. Ogólny wskaźnik koniunktury dla województwa śląskiego jest identyczny jak wskaźnik dla całego kraju.

W porównaniu z 2015 rokiem, odsetek śląskich firm eksportujących swoje wyroby wzrósł o 4 p.p i wyniósł 19%, podczas gdy średnio w Polsce eksportuje 18% firm. W podregionie gliwickim wzrost ten był jeszcze większy i wyniósł aż 21 p.p, co przełożyło się na prowadzenie działalności eksportowej przez 28% przedsiębiorców. Najmniej firm eksportuje swoje wyroby z podregionu tyskiego oraz sosnowieckiego (11%). Przedsiębiorcy ze Śląska oceniają, że w 2017 roku poziom eksportu nie zmieni się.

Ponad połowa (51%) mikro i małych firm ze Śląska prowadziła w ostatnim roku projekty inwestycyjne. Jest to o 2 p.p więcej niż średnio w kraju. Najwięcej inwestycji przeprowadziły firmy z Katowic ( 60% firm inwestuje), najmniej z Częstochowy i okolic ( wskaźnik inwestycji na poziomie 42%). Zarówno w Polsce, jak i województwie śląskim czynnikami, które skłoniły właścicieli firm do przeprowadzenia inwestycji były przede wszystkim: chęć poprawy efektywności (58% wskazań na Śląsku, 56% w skali kraju) oraz konieczność wymiany przestarzałych środków trwałych (43% wskazań na Śląsku, 42% w skali kraju). Natomiast jako główne powody braku inwestycji ze strony przedsiębiorców były wymieniane: brak potrzeb inwestycyjnych oraz sytuacja finansowa firmy, nie pozwalająca na prowadzenie inwestycji.

Rosnący eksport i inwestycje dobrze świadczą o kondycji mikro i małych firm z województwa śląskiego. Prowadzone przez nas badania pokazują, że firmy eksportujące są w znacznie lepsze kondycji niż przedsiębiorstwa działające wyłącznie na rynku lokalnym. – powiedział Tomasz Kierzkowski, dyrektor w Departamencie Klienta Biznesowego.

Raport Banku Pekao bada również bariery stojące przed przedsiębiorcami. Właściciele firm zostali poproszeni o skwantyfikowanie każdej z barier w skali od 1 (brak bariery) do 5 (bardzo ważna bariera). Średnia barier w śląskim wyniosła 2,74 pkt i była nieznacznie niższa niż średnia w skali kraju (2,78 pkt). Jako najważniejsze bariery w rozwoju firmy śląscy przedsiębiorcy wskazali wysokość podatków (3,64 pkt), koszty pracy (3,47 pkt), i przepisy prawne (3,25 pkt).

Jak każdego roku, Raport Banku Pekao wylicza Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro i Małych Firm, czyli syntetyczną miarę nastrojów właścicieli firm. Ogólny Wskaźnik Koniunktury dla firm z województwa śląskiego wyniósł 96,7 pkt[1] i był na takim samym poziomie jak wskaźnik dla całego kraju. Najbardziej optymistyczne były firmy z Częstochowy i okolic. Dla tego obszaru wskaźnik wyniósł 98,8 pkt. Najgorzej swoją sytuację ocenili właściciele firm z podregionu z katowickiego ( poziom wskaźnika 95,7 pkt),

W porównaniu ze średnią krajową śląscy mikro i mali przedsiębiorcy nieco lepiej ocenili sytuację firmy (99,1 pkt), przychody firmy (97,9 pkt), wynik finansowy firmy (98,5 pkt) oraz dostępność zewnętrznego finansowania (99,9 pkt). Pozostałe cztery z ocenianych obszarów: ogólną sytuację gospodarczą (89,2 pkt), sytuację branży (92,0 pkt), zatrudnienie (100,9 pkt), oraz oczekiwanie na zapłatę (96,3 pkt) ocenili gorzej niż średnio w kraju.

W tym roku autorzy badania pytali również o inwestycje w kapitał ludzki. Przedsiębiorcy z województwa śląskiego podnoszą swoje kwalifikacje przede wszystkim poprzez samokształcenie (53%) oraz udział w kursach i szkoleniach (41%). Właściciele firm chcą zwiększać swoje kwalifikacje zwłaszcza w zakresie lepszej znajomości języków obcych (26%), marketingu i reklamy (24%) oraz informatyki/obsługa komputera (18%).

Obecnie nakłady na kapitał ludzki są w mikro i małych firmach jeszcze niewielkie – rzadko przekraczają 2 tysiące złotych w skali roku. Sytuacja na rynku pracy, który w coraz większym stopniu staje się rynkiem pracownika będzie w najbliższych latach wymuszać na właścicielach firm znacznie większe nakłady w tym obszarze.komentuje Tomasz Kierzkowski z Banku Pekao.

Raport został przygotowany na podstawie wywiadów telefonicznych prowadzonych we wrześniu i październiku 2016 roku z właścicielami prawie 7 tysięcy mikro i małych firm (w tym 836 z województwa śląskiego). Raport pokazuje wyniki badania na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) i lokalnym (66 podregionów).

[1] Wskaźniki w ramach badania mogą przyjmować wartości od 50 do 150, przy czym 50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”.

Koniec eldorado na rynkach. Bilans handlowy w strefie euro osłabia wspólną walutę

Po kilku dniach euforii na rynkach mamy schłodzenie nastrojów. Waluty z krajów bezpiecznych przystani znów w obliczu zainteresowań inwestorów. Złotówka nieco traci do głównych walut. Kierunek 4,30 na EUR/PLN. Nie wiele dzisiaj danych w kalendarzu. Spadki cen ropy mogą ograniczyć wzrost inflacji.  

Waluty bezpieczne znów w cenie

Wczorajsze popołudnie przyniosło mała zmianę układu sił na rynkach. Ruchy w ostatnich godzinach pokazują lekki odwrót od aktywów ryzykownych. I nie jest to zasługa powrotu inwestorów do dolara. Jest on stabilny szczególnie do EUR i GBP. Zauważalny jest jednak wzrost wartości walut uznawanych za bezpieczne szczególnie jena japońskiego, a także franka szwajcarskiego.

Kilka przyczyn spadku apetytu na ryzyko

Jaki jest powód takiego stanu rzeczy? Być może są to głosy z USA o problemach z wprowadzeniem w życie propozycji ustawy w sprawie ochrony zdrowia przez nową administrację Trumpa. Co w późniejszym czasie może skutkować nie wprowadzeniem tak szumnie zapowiadanych zmian w podatkach. Również sytuacja na rynku ropy naftowej i widmo dalszych spadków cen schłodziło nastroje na rynkach.

Odwrót od złotego

Takie negatywne czynniki odbiły się na notowaniach krajowej waluty. Złotówka straciła kilka groszy do głównych walut. Trzeba jednak pamiętać, że ostatnia dobra passa rodzimej waluty wynikała głównie z czynników zewnętrznych. Gdy teraz sytuacja się odwróciła to od razu pojawił się impuls do korekty.

Pusty kalendarz makro

Dzisiejszy kalendarz makro nie zawiera zbyt wielu ciekawych danych. O 10 poznaliśmy publikacje eurostatu na temat rachunku bieżącego w strefie euro. Począwszy od listopada gdy bilans wyniósł 36,4 mld obserwujemy jego spadek. Tym razem odczyt okazał się dużo słabszy od prognoz i wyniósł 24,1 mld euro. To nie miłe zaskoczenie nieco osłabiło wspólną walutę. EUR/USD spadł poniżej 1,08.

Zapasy ropy naftowej w centrum uwagi

O 15.30 mamy jeszcze ważne publikacje z rynku paliw z USA. Jest to istotny odczyt w kontekście ostatnich ruchów spadkowych na cenach ropy. Jesteśmy już blisko poziomów sprzed porozumienia OPEC o ograniczeniu wydobycia. Trzeba powiedzieć, że ostatnia spora presja inflacyjna była oparta właśnie na wzroście cen czarnego złota. Dalsze spadki z pewnością tę presję znacznie ograniczą i spowodują rewizję władz monetarnych co do dalszych ruchów w polityce monetarnej. Szczególnie w USA i Wielkiej Brytanii.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kredyty hipoteczne będą miały przejrzyste zasady

16 marca Senat debatował nad ustawą o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami, uchwaloną przez Sejm 24 lutego 2017 r. Jest to pierwsza ustawa, która kompleksowo reguluje zagadnienia związane z udzielaniem kredytów hipotecznych na cele nabycia nieruchomości przez konsumentów. Ustawa implementuje unijną dyrektywę w sprawie konsumenckich umów o kredyt związanych z nieruchomościami mieszkalnymi.

Ustawa o kredycie hipotecznym ma na celu ochronę konsumentów, zapewnienie przejrzystości na rynku kredytów hipotecznych, a także usprawnienie samej procedury uzyskiwania kredytu hipotecznego. Biorąc pod uwagę, że od 2017 r., zgodnie z rekomendacją Komisji Nadzoru Finansowego, wysokość wkładu własnego przy kredytach hipotecznych wzrosła do 20% wartości nieruchomości, co utrudniło staranie się o uzyskanie kredytu na zakup własnego M, każdą nowelizacje mającą na celu poprawienie sytuacji przyszłych kredytobiorców należy oceniać pozytywnie.

Kredyt w twojej walucie

Znaczącą zmianą wprowadzoną ustawą o kredycie hipotecznym jest zakaz udzielania kredytu w walucie innej niż waluta, w której konsument uzyskuje większość swoich dochodów lub podsiada większość środków finansowych. Po wejściu w życie przepisów nie będzie możliwości uzyskania, tak kiedyś popularnego, kredytu we frankach szwajcarskich lub euro, jeżeli kredytobiorca nie będzie uzyskiwał dochodu w tej walucie. Zważywszy na ostatni kryzys oraz możliwość bardzo szybkiego pogorszenia sytuacji kredytobiorców, związanego z wahaniami kursu walut, takie rozwiązanie wydaje się być racjonalne. Jednakże ten przepis może znacząco pogorszyć sytuację osób, które zarabiają w walucie obcej – oferta kredytów walutowych nie jest tak szeroka, jak kredytów w złotówkach.

Istotne zmiany

Ustawa szczegółowo określa również procedurę zawarcia umowy o kredyt hipoteczny. Decyzja w sprawie udzielenia kredytu hipotecznego będzie musiała być przekazana konsumentowi już w 21 dniu od dnia otrzymania wniosku przez kredytodawcę, pośrednika lub agenta, wcześniejsze przekazanie decyzji kredytowej będzie możliwe jedynie za zgodą konsumenta. Po otrzymaniu decyzji kredytowej konsument będzie miał co najmniej 14 dni na zaakceptowanie jej. Wraz z decyzją kredytową konsument musi otrzymać formularz informacyjny zawierający informacje niezbędne do porównania kredytów hipotecznych dostępnych na rynku, co umożliwi kredytobiorcy podpisanie najlepszej dla niego umowy kredytowej.

W ustawie znalazły się również regulacje dotyczące restrukturyzacji kredytu, w sytuacji, w której kredytobiorca opóźnia się ze spłatą zobowiązania – w takiej sytuacji kredytodawca zobowiązany jest do wezwania go do dokonania spłaty w terminie nie krótszym niż 14 dni roboczych oraz poinformować o możliwości złożenia wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Jeżeli kredytodawca odrzuci taki wniosek, konsument będzie miał możliwość sprzedaży kredytowanej nieruchomości w okresie nie krótszym niż 6 miesięcy. Wszystkie te przepisy mają umożliwić kredytobiorcy spłatę zobowiązań w sytuacji pogorszenia jego sytuacji finansowej.

Sprawiedliwe wynagrodzenie

Ustawowo uregulowano również ogólne zasady dotyczące wynagrodzenia personelu kredytodawców. Kredytodawcy mają zapewnić, aby zasady dotyczące udzielania wynagrodzeń ich pracowników umożliwiały działanie w najlepszym interesie konsumenta, a wysokość wynagrodzenia nie może być uzależniona od ilości zaakceptowanych wniosków o udzielenie kredytu hipotecznego. Ma to uchronić konsumenta przed sztucznym podnoszeniem jego zdolności kredytowej, a co za tym idzie do zaciągania zobowiązania finansowego, którego nie będzie mógł spłacić.

Przejrzyste zasady

Ustawa określa również zasady dotyczące reklamy kredytów hipotecznych, które po wejściu w życie przepisów będą musiały być przejrzyste, aby nie wprowadzać konsumentów w błąd. Także wymogi, które muszą spełnić pośrednicy kredytu hipotecznego i agentów – działalność polegająca na świadczeniu usług w zakresie pośrednictwa kredytu hipotecznego, będzie mogła być wykonywana wyłącznie przez pośredników, którzy po spełnieniu szeregu ustawowych wymogów otrzymają zezwolenie wydane przez Komisję Nadzoru Finansowego.

W ostatecznej treści ustawy nie został zachowany przepis, który wzbudzał najwięcej kontrowersji wśród firm doradztwa finansowego. Projekt ustawy o kredycie hipotecznym przewidywał, że kredytodawca nie będzie mógł przekazywać pośrednikowi kredytu hipotecznego lub jego agentowi wynagrodzenia z tytułu wykonywania czynności pośrednictwa kredytu hipotecznego. W trakcie prac legislacyjnych podnoszono, że taki zapis spowoduje przeniesienie kosztów usług pośredniczenia na klientów, co spowoduje, że większość małych firm takich klientów straci. Ostatecznie ustawodawca postanowił wycofać się z proponowanego zapisu i kredytodawcy będą mogli płacić pośrednikom wynagrodzenie.

Podczas posiedzenia Senat przyjął poprawki do ustawy zaproponowane przez Komisje Budżetu i Finansów Publicznych dotyczące terminu, w którym Komisja Nadzoru Finansowego musi rozpatrzyć wnioski podmiotów, które dotychczasowo zajmowały się pośrednictwem w udzielaniu kredytu hipotecznego lub konsumenckiego o wpis do odpowiedniego rejestru wydłużając ten termin z 30 dni do 6 miesięcy od dnia ich złożenia lub uzupełnienia.

Teraz Sejm zadecyduje czy odrzuci poprawki do ustawy przyjęte przez Senat. Większość przepisów ustawy o kredycie hipotecznym oraz nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami wejdzie w życie w ciągu 3 miesięcy od dnia jej ogłoszenia.

Autor: Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland

Telekomunikacja stoi na progu kolejnej rewolucji, która zmieni życie Polaków

Dla prawie jednej czwartej polskich użytkowników smartfonów dostęp do sieci 4G jest istotnym powodem zmiany operatora komórkowego.

Warszawa, 22 marca 2017 r. – Rozwój technologiczny, który z roku na rok nabiera tempa, coraz bardziej wpływa na życie każdego z nas. Zgodnie z tegorocznym raportem firmy doradczej Deloitte „TMT Predictions” na progu kolejnej rewolucji stoi telekomunikacja, której napędem będą m.in. sieć piątej generacji (5G), beacony oraz technologie biometryczne. Polska w tych aspektach już dziś nie ustępuje rynkom światowym. Jak wynika z badania Deloitte aż 57 proc. dorosłych użytkowników telefonów komórkowych w Polsce korzysta już z 4G/LTE, a 31 proc. nieposiadających takiej usługi w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy chce z niej skorzystać. Beneficjentem kolejnej fali zmian w telekomunikacji będą też polskie firmy technologiczne, specjalizujące się w świadczeniu obsługi IT-as-a-service i działające na rynku beaconów.

Na 2017 rok spodziewane są istotne kroki zmierzające do uruchomienia sieci mobilnej piątej generacji. Według Deloitte w tym roku ponad 200 sieci komórkowych na świecie będzie zawierać elementy architektury sieci 5G. – Wdrożenia LTE-Advanced, a następnie LTE-Advanced Pro będą przybliżały nas do pełnego wdrożenia 5G oferując m.in. coraz większe prędkości przesyłania danych i niższe poziomy opóźnień, co powinno napędzać rozwój nowych produktów i usług, w tym popularyzację IoT– mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu, ekspert TMT, Deloitte. Według przewidywań Deloitte, pełnych wdrożeń 5G można się spodziewać około roku 2020.

Co w praktyce oznacza dla użytkowników uruchomienie sieci 5G? Przewiduje się, że np. komunikujące się z siecią samochody, wearables, a nawet sprzęt AGD (pralki, lodówki czy kuchenki) znacznie podniosą popyt na dane komórkowe, a wiele z tych urządzeń stanie się sterowalne w czasie rzeczywistym za pomocą smartfonów i komend głosowych.

W Polsce wielu użytkowników telefonów już obecnie korzysta z sieci 4G (57 proc. dorosłych użytkowników telefonów komórkowych) oraz widzi potrzebę nieograniczonego mobilnego dostępu do Internetu. Jak wynika z badania „Deloitte Global Mobile Consumer Survey 2016” w okresie najbliższych dwunastu miesięcy spośród dorosłych osób nieposiadających dostępu do technologii 4G / LTE prawie jedna trzecia planuje pozyskać taką usługę, a dla 23 proc. dorosłych użytkowników telefonów komórkowych, jakość sieci podczas dostępu do Internetu jest istotnym czynnikiem przy zmianie operatora komórkowego, zaraz po kosztach połączeń i skróceniu długości kontraktu. – Jakość mobilnego dostępu do Internetu oraz nieograniczony dostęp do niego jest coraz ważniejszy dla użytkowników – najwięcej (26 proc.) wśród badanych dorosłych użytkowników telefonów komórkowych w Polsce chciałoby dodać usługę niegraniczonego transferu danych do swojego abonamentu. To pokazuje istotny kierunek dla rozwoju sieci komórkowych i usług – mówi Jakub Wróbel.

W zależności od miejsca korzystania z Internetu, jedynie od 17 proc. do 23 proc. badanych użytkowników 4G/ LTE stwierdziła, że prędkość 4G jest niższa niż Wi-Fi dostępne w danym miejscu (w domu, pracy/ na uczelni, czy podczas przemieszczania się).

Polski beacon

Według przewidywań Deloitte do roku, 2022 co najmniej jedna czwarta wszystkich zastosowań nawigacji precyzyjnej będzie, częściowo lub w całości, wewnątrz budynków. Przewidywany wzrost będzie wynikiem m.in. pojawiających się nowych rozwiązań i możliwych do wykorzystania źródeł danych, które wpływają na zwiększenie dokładności lokalizacji wewnątrz budynków. Z rosnącego wykorzystania nawigacji precyzyjnej wewnątrz budynków skorzystają w największym stopniu rynki wertykalne, ale jego wpływ stanie się odczuwalny dla całej gospodarki – instytucji rządowych, przedsiębiorstw oraz konsumentów na całym świecie.

Beneficjentem tej zmiany mogą być polskie firmy, które są aktywne na rynku beaconów, czyli małych nadajników, które nieustannie sygnalizują swoją obecność i komunikują się np. ze smartfonami. Ich klientami są m.in. FC Barcelona, lotnisko w Katarze, McDonald’s czy IBM. Beacony są dziś wykorzystywane, m.in. przez sieci handlowe, które dzięki nim mogą wiedzieć, jakie półki i produkty mijali ich klienci.

Do końca 2018 roku wydatki związane z obsługą informatyczną w modelu IT-as-a-Service (przeznaczone na centra danych, oprogramowanie i inne usługi), osiągną wartość niemal 550 miliardów dolarów w porównaniu z liczbą 361 miliardów dolarów w 2016 roku. Elastyczne modele biznesowe oparte na modelu „As-a-Service” spowodują, że w 2018 roku firmy przeznaczą na nie ponad jedną trzecią wszystkich wydatków informatycznych (35 proc.), a inwestycje w nie mogą przekroczyć w sumie pół miliarda dolarów i będą szybko rosnąć. Tendencja ta wpłynie w znacznym stopniu na modele biznesowe wykorzystywane przez branżę IT przy wprowadzaniu na rynek nowych technologii. – Dla wielu polskich firm, zarówno tych małych, jak i dużych, usługi w modelu IT-as-a-Service są atrakcyjne z kilku powodów. Pozwalają uniknąć znacznych nakładów inwestycyjnych, a jednocześnie świadczyć usługi klientom bez wpływu na to, gdzie na świecie oni operują – wyjaśnia Jan Michalski, Partner w Deloitte Digital. Jak dodaje, tempo, w którym rozwija się ten obszar usług IT, powinno skłonić rząd do większych inwestycji w edukację na kierunkach technologicznych. – Polskie firmy technologiczne odnoszą coraz większe sukcesy na arenie międzynarodowej, a w związku z tym będą potrzebować nowych kadr, które powinny być kształcone na polskich uczelniach wyższych. Abyśmy mogli skorzystać w pełni z tego rodzącego się trendu to rozwój edukacji w Polsce powinien jeszcze w większym stopniu niż dotychczas ewoluować w kierunku nauk informatycznych i technicznych – dodaje.

Odcisk zamiast podpisu

Według przewidywań Deloitte na początku 2017 roku liczba aktywnych urządzeń, wyposażonych w czytniki linii papilarnych prawdopodobnie przekroczy wartość miliarda dolarów. Każdy z takich czujników będzie używany średnio 30 razy dziennie, co łącznie przełoży się na ponad 10 bilionów dotknięć na świecie w ciągu roku. W 2017 roku ponad 90 proc. aktywnych urządzeń wyposażonych w czytnik odcisków palca będą stanowiły smartfony i tablety. Przyjęcie weryfikacji opartej o biometrię w smartfonach zadziałało jak katalizator zmian w pozostałych obszarach życia, gdzie będzie rosło wykorzystanie czytników biometrycznych.

„Wraz ze wzrostem wszechobecności i wszechstronności czytników odcisków palca, przewidujemy, że na rynku szybko będzie rosło portfolio aplikacji i rozwiązań wspierających technologię biometryczną. Dodatkowym impulsem do rozwoju tej technologii będzie naszym zdaniem wejście w życie Dyrektywy PSD2 i pojawienie się przez to nowych graczy na rynku usług finansowych – mówi Tomasz Grabowski, Partner w Deloitte Digital, Lider sektora TMT – Polska bankowość jest już dziś jednym ze światowych pionierów wykorzystania biometrii przy potwierdzaniu tożsamości oraz autoryzacji transakcji – dodaje.

Firma Goode Intelligence przewiduje, że do roku 2020 rynek biometryczny osiągnie obroty w wysokości 11 miliardów dolarów. Za pięć lat będzie działać już ponad 620 milionów urządzeń mobilnych oraz 160 milionów sztuk noszonej technologii (wearables) uwierzytelniających transakcje o wartości 5,6 miliardów dolarów. W Polsce, podobnie jak w innych krajach, biometria jest wykorzystywana przede wszystkim w bankowości, ale w przyszłości znajdzie ona również zastosowanie w instytucjach rządowych, firmach medialnych czy handlu. Według szacunków Deloitte w 2020 roku przeciętny użytkownik będzie posiadał około 200 kont online, w związku, z czym potrzebował będzie uproszczonej weryfikacji niewymagającej zapamiętywania haseł.

NIK o działalności kantorów internetowych i giełd kryptowalut w Polsce

Zdecydowana większość (ok. 80 proc.) uczestników rynku walutowego Forex traci zainwestowane tam pieniądze. W ciągu 4,5 roku łączne straty klientów krajowych firm inwestycyjnych wyniosły na tym rynku ponad 2,1 mld zł. W ocenie NIK Komisja Nadzoru Finansowego jako jedyny organ państwa podejmowała aktywne działania na rzecz ochrony nieprofesjonalnych uczestników rynku walutowego Forex. Jako nierzetelne natomiast Izba oceniła przewlekłe reagowanie Ministerstwa Finansów na ryzyko związane z działalnością kantorów internetowych, z powodu nieuchwalenia przepisów regulujących ich funkcjonowanie.

Globalny rynek walutowy (Forex) to segment rynku finansowego, który wyróżnia się największymi obrotami, płynnością i dynamiką. Obroty na światowym rynku Forex w kwietniu 2016 r. były szacowane na około 5,1 bilionów dolarów amerykańskich dziennie. Jeszcze niedawno przeprowadzanie transakcji na tym rynku było zarezerwowane wyłącznie dla największych instytucji finansowych. Rozwój nowoczesnych technologii, a zwłaszcza internetu sprzyja rozwojowi rynku i umożliwia – za pośrednictwem podmiotów oferujących usługi maklerskie związane z rynkiem Forex – udział w tym rynku także klientom indywidualnym (nieprofesjonalnym uczestnikom rynku).

Firmy inwestycyjne oferują nieprofesjonalnym uczestnikom dostęp do rynku Forex głównie w celach spekulacyjnych. Inwestorzy nie stają się jednak posiadaczami aktywów, które wspierałyby np. rozwój gospodarki, lecz „grają” na krótkoterminowe zmiany kursów walut lub instrumentów finansowych.

NIK o ochronie nieprofesjonalnych uczestników rynku walutowego (Forex, kantory internetowe, waluty wirtualne)

Dokonywanie inwestycji na rynku Forex wiąże się z ponoszeniem bardzo wysokiego ryzyka. Wynika to ze zmienności rynku i stosowania w transakcjach dźwigni finansowej. Efektem tego mogą być niespodziewane znaczące straty ponoszone przez inwestorów. Z tego względu aktywność na tym rynku powinny podejmować osoby posiadające odpowiednie doświadczenie w operacjach finansowych i świadomość ponoszonego ryzyka. Ryzyko to jest zwiększane poprzez fakt, że firmy inwestycyjne z reguły docierają do klientów, reklamując inwestycje na rynku Forex w sposób wywołujący wrażenie możliwości szybkiego uzyskania ponadprzeciętnych zysków. W wyniku tego przy podejmowaniu decyzji finansowych czynniki emocjonalne mogą brać górę nad racjonalną oceną ryzyka.

Statystyki wskazują, że w latach 2012-2015 blisko 80 proc. aktywnych klientów krajowych firm inwestycyjnych poniosło straty. Od początku 2012 r. do połowy 2016 r. łączne straty klientów krajowych firm inwestycyjnych wyniosły ponad 2,1 mld zł., a średnia strata jednego klienta w 2015 r. wyniosła 19,5 tys. zł. Nie są znane dane na temat wyników osiąganych przez polskich klientów firm zagranicznych.

W ostatnich latach w Polsce dynamicznie rozwinęła się także działalność kantorów internetowych. Skala ich obrotów w 2015 r. sięgnęła ok. 30 mld zł. Do tej pory nie były nagłaśniane przypadki wskazujące na nieprawidłowości w działalności kantorów internetowych. Identyfikowane są jednak istotne ryzyka, związane z korzystaniem z usług tych podmiotów, m.in. ryzyka oszustwa, bankructwa i zagrożenia bezpieczeństwa systemów informatycznych.

W obrocie na rynku polskim pojawiły się także tzw. wirtualne waluty. Media informowały o incydentach związanych z bezpieczeństwem obrotu tymi walorami. Doszło między innymi do zaprzestania świadczenia usług przez jedną z giełd i ograniczenia dostępu klientów do środków powierzonych giełdzie.

NIK w trakcie kontroli zbadała, czy instytucje odpowiedzialne za nadzór nad rynkiem walutowym oraz wspierające konsumentów w sporach z podmiotami oferującymi usługi na rynku Forex, internetowej wymiany walut i na rynku walut wirtualnych zapewniają wystarczają ochronę ich praw. Kontrolą objęto działania Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF), Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), Biura Rzecznika Finansowego (RF), Narodowego Banku Polskiego (NBP) i Ministerstwa Finansów (MF).

Najważniejsze ustalenia kontroli

Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że jedynie Komisja Nadzoru Finansowego podejmowała aktywne działania na rzecz ochrony nieprofesjonalnych uczestników rynku walutowego Forex. Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, aby ograniczyć nieprawidłowości w świadczeniu usług maklerskich, monitorował firmy inwestycyjne oferujące polskim rezydentom usługi na rynku Forex, analizując m.in. procedury świadczenia usług na rzecz klientów. Na podstawie dokonanych ustaleń Komisja Nadzoru Finansowego sformułowała stanowiska i wytyczne dla firm inwestycyjnych, wskazujące dobre praktyki w sposobie świadczenia usług. Z inicjatywy KNF ograniczona została maksymalna wysokość dźwigni finansowej. Ustawowo jej maksymalna wysokość została określona na poziomie 1:100. Jej wykorzystanie przez klientów zwiększa szansę na zanotowanie zysków, ale także ryzyko poniesienia strat. Dopuszczalny poziom dźwigni finansowej nadal jest jednak na tyle wysoki, że wahania kursów walut mogą szybko doprowadzić do zakończenia inwestycji na rynku Forex ze stratą.

Działania KNF były nakierowane na podniesienie standardów świadczenia usług i eliminowanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu krajowych firm inwestycyjnych. Tymczasem usługi na rynku Forex są często oferowane przez internet spoza granic Polski. Inwestor indywidualny łatwo może stać się klientem firmy zagranicznej, w której zakres ochrony jest niższy niż egzekwowany przez KNF od podmiotów krajowych, a dochodzenie praw klientów znacznie utrudnione. Część podmiotów zagranicznych oferowała usługi bez wymaganych zezwoleń, a ich ściganie było utrudnione z uwagi na obowiązujące w Polsce przepisy karne.

Nie była kompleksowo weryfikowana rzetelność badania przez firmy inwestycyjne odpowiedniości usługi finansowej dla klientów indywidualnych. Od kwietnia 2016 r. uprawnienia do weryfikacji prawidłowości działania firm inwestycyjnych w tym zakresie posiada Prezes UOKiK, jednak z uprawnień tych nie skorzystał do zakończenia kontroli we wrześniu 2016 r.

UKNF i UOKiK za mało istotne uznały prowadzenie monitoringu przekazów reklamowych, choć przekazy te, zdaniem NIK, mają znaczący wpływ na pozyskiwanie nowych klientów przez firmy inwestycyjne.

Skuteczność ochrony praw nieprofesjonalnych uczestników rynku walutowego obniżała niedostateczna współpraca kontrolowanych podmiotów. Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznik Finansowy nie przekazywały sobie pełnej informacji o stwierdzonych praktykach, mogących stanowić naruszenie interesów klientów.

NIK jako działanie nierzetelne oceniła przewlekłe reagowanie przez Ministerstwo Finansów na ryzyka związane z działalnością kantorów internetowych. Pomimo upływu ponad sześciu lat od zidentyfikowania niebezpieczeństw w działaniu tych podmiotów nie zostały zakończone prace legislacyjne, których efektem byłoby uchwalenie przepisów regulujących ich funkcjonowanie. Prac nie zakończono, choć kwestia ta była m.in. przedmiotem rekomendacji Komitetu Stabilności Finansowej po analizie działalności organów i instytucji państwowych w odniesieniu do Amber Gold Sp. z o.o. W wyniku tego monitoring działalności kantorów internetowych był ograniczony do jednorazowego badania przeprowadzonego przez UOKiK oraz weryfikacji przez NBP, czy kantory internetowe reklamując swoją działalność bezpodstawnie nie posługują się wizerunkiem NBP jako podmiotu nadzorującego, choć nadzór taki nie był tej instytucji powierzony. Nie stworzono także podstaw prawnych do monitorowania działalności podmiotów prowadzących giełdy kryptowalut (walut wirtualnych).

Wnioski NIK

Po kontroli NIK wnioskowała o przygotowanie przez ministra właściwego do spraw instytucji finansowych zmian w przepisach prawnych:

  • wprowadzających zakaz reklamy instrumentów OTC, kierowanej do polskich rezydentów;
  • zapewniających skuteczne ściganie podmiotów oferujących bez zezwolenia usługi maklerskie polskim rezydentom za pomocą serwerów zagranicznych;
  • tworzących podstawy do objęcia działalności kantorów internetowych nadzorem organu państwowego;
  • regulujących kwestię nadzoru nad działającymi w Polsce giełdami walut wirtualnych.

NIK postuluje także zwiększenie realnej ochrony klientów instytucji finansowych poprzez aktywne wykorzystanie następujących rozwiązań dostępnych w ramach obowiązującego porządku prawnego:

  • poprawę współpracy instytucji odpowiedzialnych za ochronę interesów klientów rynku finansowego;
  • wykorzystanie przez Prezesa UOKiK, we współpracy z UKNF, uprawnienia określonego w art. 105ia ustawy o okik, do kontroli firm inwestycyjnych w formule tzw. „tajemniczego klienta”;
  • prowadzenie przez UOKiK lub UKNF systematycznego monitoringu reklam internetowych firm inwestycyjnych w celu wyeliminowania reklam wprowadzających klientów w błąd oraz firm świadczących usługi bez wymaganego zezwolenia lub notyfikacji w KNF;
  • okresowe opracowywanie przez UKNF i kierowanie do opinii publicznej analiz produktów finansowych pod kątem zagrożeń dla nieprofesjonalnych uczestników rynku.

Bezpieczeństwo pracy w Polsce bez zmian, ale koszty ponoszone przez pracodawców rosną

Jak wynika z opublikowanych 21 marca br. danych GUS, w 2016 roku było więcej wypadków przy pracy niż rok wcześniej, jednak różnica ta jest stosunkowo niewielka (wzrost o 0,3 p.p. – czyli 264 zdarzenia). Optymistyczną informacją jest spadek liczby wypadków śmiertelnych o prawie 22 punkty procentowe, w przypadku ciężkich wypadków spadek nie jest aż tak duży, bo o 7 p.p. (czyli o 31 zdarzeń). Wzrosła natomiast liczba wypadków zaliczanych do lekkich oraz koszty ponoszone z tego tytułu przez pracodawców. Ma na to wpływ nie tylko większa liczba wypadków, ale także wyższe niż przed rokiem przeciętne wynagrodzenie w Polsce – wskazują eksperci W&W Consulting.

Według danych GUS aktywni zawodowo Polacy, a więc narażeni na wypadki przy pracy, stanowią grupę 16,3 mln osób. Zwolnienie lekarskie po tego typu zdarzeniu w 2016 roku trwało średnio 34,6 dnia. – Koszt jednego dnia absencji chorobowej w Polsce, który ponosi pracodawca, wynosi średnio 373 zł lub 565 zł. Kwota ta zależy od tego, czy został zatrudniony pracownik na zastępstwo, czy praca została rozdysponowana pomiędzy zespół, który otrzyma wynagrodzenie za przepracowane nadgodziny.W 2016 roku zaobserwowalismy wzrost przeciętnego wynagrodzenia, stąd możemy powiedzieć o rosnących kosztach po stronie pracodawców, pomimo, że liczba wypadków i średnia długość okresu niezdolności do pracy znacząco się nie zmieniły– komentuje Hubert Wawrzyniak, prezes W&W Consulting.

Które branże są najbardziej narażone na koszty związane z wypadkami przy pracy?

Branże, w których pracownicy w 2016 roku najczęściej ulegali wypadkom przy pracy nie zmieniły sie w porównaniu z poprzednim rokiem. Nadal są to: przetwórstwo przemysłowe (ponad 32 proc.), handel i naprawa pojazdów samochodowych (ponad 13 proc.), opieka zdrowotna i pomoc społeczna (10 proc.). Także przyczyny wypadków nie zmieniły się – Najczęstszą przyczyną wypadków przy pracy jest nieprawidłowe zachowanie pracownika – z tego wynika ponad 60 proc. odnotowanych w 2016 roku zdarzeń ( zmiana o prawie 2 p.p. rok do roku). Pozostałymi najczęstszymi przyczynami wypadków były: niewłaściwy stan narzędzi, wyposażenia lub budynków , co było powodem 8,4 proc. wypadków oraz niekorzystanie lub niewłaściwe posługiwanie się narzędziami lub wyposażeniem, co spowodowało 7,4 proc. zdarzeń – wylicza Hubert Wawrzyniak.

Wypadki, choć kosztowne, na szczęście w większości nie są groźne

Jak wskazują dane GUS do najczęstszych urazów w wypadkach przy pracy, które miały miejsce w 2016 roku,  należały uszkodzenia rąk (43,8 proc.) i nóg (34,4 proc.), a niemal 100 proc. z nich była lekka. Nie zmienia to faktu, że przeciętna liczba dni niezdolności do pracy przypadająca na 1 poszkodowanego nieznacznie się wydlużyła – 34,6 dnia w porównaniu do 34,5 dnia w 2015 roku. – Pomimo, tego, że większość urazów, które nastąpiły w czasie wypadków przy pracy nie była groźna dla życia, ani nie spowodowała długotrwałej niezdolności do pracy, równocześnie uniemożliwiały one wykonywanie obowiązków zawodowych. Dla pracodawców oznacza to wymierne koszty związane z wypłatą pensji w czasie zwolnienia lekarskiego, zastępstwem lub zmniejszoną wydajnością pracy firmy. BHP to nie tylko przykry obowiązek związany z wypełnieniem obowiązków ustawowych ale przede wszystkim przestrzeń na innowacje i wartość dodaną dla organizacji jaką jest możliwość zaoferowania na rynku pracownika wysoce konkurencyjnej oferty dla kandydatów poszukujących atrakcyjnej oferty pracy, która zapewnia bezpieczeństwo. – podsumowuje Hubert Wawrzyniak.

Warto także podkreślić, że koszty związane z wypadkami przy pracy ponoszą nie tylko pracodawcy, ale także całe społeczeństwo np. poprzez proces leczenia przeprowadzony w służbie publicznej lub wypłaty renty w przypadku orzeczenia niezdolności do pracy. Szacunki Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa mówią, że mogą one wynosić pomiędzy 2,6% a 5,9% PKB w 15 krajach tzw. „starej” Unii Europejskiej. Z kolei według szacunków Międzynarodowej Organizacji Pracy koszty społeczne ponoszone przez kraje uprzemysłowione mogą sięgać poziomu 4% PKB. Według obliczeń EY 0,3% PKB Polski stanowi suma wypłacanych świadczeń z funduszu wypadkowego, która co roku przekracza 5 mld zł.

Rozporządzenie ePrivacy – szykują się duże zmiany dla firm

Opublikowany w styczniu br. przez Komisję Europejską projekt rozporządzenia ePrivacy zaostrza przepisy dotyczące ochrony prywatności w Internecie. Nowe regulacje w największym stopniu dotkną branżę telekomunikacyjną i internetową, znacznie ograniczając możliwości inwazyjnych działań marketingowych. Wymóg ich przestrzegania ma zapewnić groźba kary sięgająca nawet do 20 milionów euro lub 4 proc. rocznego obrotu firmy.

Rozporządzenie ePrivacy ma wejść w życie 25 maja 2018 roku wspólnie z innymi przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych, które są znane pod skrótem GDPR (General Data Protection Regulation) lub RODO (Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych). ePrivacy ma zastąpić dyrektywę Komisji Europejskiej dotyczącą prywatności i łączności elektronicznej z 2002 roku. Wpływ tego rozporządzenia na branżę internetową i telekomunikacyjną przenalizowali specjaliści z firmy Onwelo SA, która zajmuje się m.in. usługami doradczymi i wykonawczymi w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Operatorzy VoIP i komunikatory na takich samych prawach jak tradycyjne telekomy

Obecnie obowiązująca unijna dyrektywa w sprawie prywatności w Internecie dotyczy wyłącznie tradycyjnych operatorów telekomunikacyjnych. Nowe przepisy mają to zmienić, bo zostaną nimi objęci także wszyscy inni dostawcy usług łączności online, w tym operatorzy VoIP, komunikatory czy dostawcy usług e-mail. W praktyce dotyczy to takich marek, jak np. WhatsApp, Facebook Messenger, Skype czy Gmail. Rozporządzenie będzie dotyczyć zarówno przedsiębiorstw mających swoją siedzibę na terenie UE, jak i poza nią, o ile firma świadczy swoje usługi (płatne lub darmowe) obywatelom któregoś z krajów UE.

Proponowane przepisy gwarantują poufność zarówno treści wiadomości, jak również metadanych, takich jak np. informacje o czasie wysyłania czy odbierania danych oraz lokalizacji użytkownika. O ile użytkownik nie wyrazi na to zgody, po wejściu nowych przepisów w życie, dane te będą musiały zostać usunięte lub zanonimizowane, chyba że operator będzie ich potrzebował do ściśle określonych celów, np. wystawienia faktury. Dla takich firm, jak np. sieci społecznościowe czy reklamowe, oznacza to poważne konsekwencje, bo bardzo ogranicza możliwości w zakresie targetowania reklam. To może przełożyć się na mniejsze zainteresowanie reklamodawców usługami takich firm” – tłumaczy Rafał Głąb, odpowiedzialny za usługi w zakresie bezpieczeństwa danych w Onwelo.

Telemarketerzy będą mieli trudniej

Projekt rozporządzenia wprowadza też całkowity zakaz wysyłania niechcianych wiadomości elektronicznych jakimikolwiek kanałami komunikacyjnymi: e-mailem, SMS-em, a także telefonicznie. Rozporządzenie nie narzuca państwom członkowskim UE, jak należy wyegzekwować ten zakaz. Podpowiada jednak pewne rozwiązania.

Państwa unijne mogą się np. zdecydować na prowadzenie specjalnych rejestrów, gdzie każdy użytkownik będzie mógł zastrzec swój numer telefonu lub adres e-mail. Bardzo ciekawym planowanym rozwiązaniem jest także wprowadzenie specjalnego prefiksu, którym mają zostać oznaczone numery telefonów wykorzystywanych w celach marketingowych. Oznacza to, że będzie można łatwo rozpoznać, jeśli będzie do nas dzwonił ktoś w ofertą marketingową, a potem po prostu nie odebrać takiego połączenia” – mówi Marcin Baranowski, ekspert ds. bezpieczeństwa IT w firmie Onwelo.

Zmiany dla branży direct e-marketingu

Rozporządzenie ePrivacy wprowadza także pewne zmiany dla firm działających w branży e-marketingu. Przede wszystkim nowe prawo rozszerza definicję e-marketingu. Według niej w jego ramach możemy wyróżnić komunikację B2C – czyli adresowaną do indywidualnych użytkowników, i B2B – czyli taką, której odbiorcą są firmy. W przypadku komunikacji B2C, nadawca wiadomości będzie musiał mieć wyraźną zgodę od odbiorcy na otrzymywanie jego wiadomości. Kwestię komunikacji B2B Komisja Europejska pozostawia w gestii państw członkowskich, zastrzegając jednak, że te mają zapewnić określony poziom ochrony przed niechcianymi wiadomościami.

Podobnie jak we wcześniejszej dyrektywie, również w obecnym rozporządzeniu zgoda użytkowników nie będzie wymagana przy sprzedaży podobnych produktów i usług. Użytkownik jednocześnie cały czas ma prawo do wyrażenia sprzeciwu i łatwego wypisania się z listy adresatów wiadomości marketingowych przesyłanych e-mailem, czyli powinno to funkcjonować w podobny sposób, jak dotychczas” – mówi Rafał Głąb.

Cookies i inne zmiany

W myśl nowych przepisów uproszczone zostaną też zasady dotyczące plików cookies. Te, które nie stanowią zagrożenia dla prywatności i mają ułatwiać użytkownikowi korzystanie ze strony (np. zapamiętując zawartość jego koszyka w sklepie internetowym) nie będą już wymagały zgody użytkownika. Z kolei inne cookies będzie można zaakceptować wprowadzając odpowiednie ustawienia w przeglądarce internetowej. W praktyce najprawdopodobniej oznacza to koniec wyświetlania powiadomień o plikach cookies na stronach internetowych.

Ciekawą proponowaną zmianą w rozporządzeniu ePrivacy jest też umożliwienie operatorom telekomunikacyjnym świadczenia nowych usług w oparciu o zanonimizowane dane ich użytkowników, o ile ci wyrażą zgodę na ich przetwarzanie. Przykładem takich usług jest opracowywanie tzw. map termicznych przez operatorów, które mogłyby pokazywać, ile osób gromadzi się w określonej lokalizacji w danym czasie. Zastosowanie takich map obejmuje np. planowanie nowych projektów infrastrukturalnych czy komunikacyjnych przez samorządy lub przewoźników.

Silne poparcie obywateli krajów UE dla proponowanych zmian

Z opublikowanego w grudniu 2016 roku przez Komisję Europejską raportu z badań opinii publicznej wynika, że obywatele UE chcą zdecydowanie większej ochrony swoich danych osobowych w sieci. Dotyczy to takich obszarów, jak komunikacja przez e-mail i komunikatory, ochrona danych na urządzeniach, monitorowanie zachowania w sieci czy otrzymywanie niechcianych wiadomości i telefonów z ofertą marketingową.

Wedle tych badań 7 na 10 osób uważa, że powinna być zagwarantowana poufność komunikacji przez e-maile oraz za pośrednictwem komunikatorów internetowych. Dla 8 z 10 badanych ważne jest, aby dostęp do prywatnych danych przechowywanych na komputerze, smartfonie czy tablecie był możliwy jedynie za zgodą ich właściciela. Prawie dwie trzecie respondentów uważa, że niedopuszczalne jest, aby ich aktywność online była monitorowana w zamian za swobodny dostęp do niektórych stron. 6 na 10 Europejczyków skarży się też, że otrzymuje zbyt wiele niechcianych telefonów z ofertami handlowymi.

Badania zostały przeprowadzone przez Komisję Europejską w okresie od kwietnia do lipca 2016 roku w ramach prac nad nowymi regulacji w zakresie ochrony danych osobowych i bezpieczeństwa informacji w Internecie. Stanowią one podstawę do tworzenia nowych unijnych regulacji w tym obszarze.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 22.03.2017

Korekta! Na rynek zawitała długo wyczekiwana korekta. Po kilkudziesięciu dniach zwyżki na indeksie S&P 500 zobaczyliśmy ponad 1 procentową korektę. Niektórzy mówią, że sporo, ale to jest coś normalnego. Powodów do korekty na indeksie S&P 500 możemy znaleźć dużo. Pierwszym z nich był ostatnio niepohamowany optymizm wśród inwestorów, który windował ceny akcji na coraz wyższe poziomy. Jako drugi można zaliczyć wiarę w nowego Prezydenta USA. Kolejnym, aczkolwiek długoterminowym powodem do kontynuacji korekty jest cena! Biorąc pod uwagę prosty wskaźnik P/E możemy mówić o bardzo drogich akcjach.

Wskaźnik P/E dla indeksu S&P 500

Wskaźnik P/E dla indeksu S&P 500

Źródło: FactSet

Wskaźnik P/E obliczany za pomocą 4 ostatnich kwartałów znajduje się na poziomie 21. Mediana dla ostatnich 5 lat jest na poziomie 17.1, natomiast dla 10 lat – 16.4 W ramach przypomnienia, czym wyższy wskaźnik P/E, tym akcje są droższe. Ewentualny zakup tak drogiego indeksu w długim terminie wiąże się z bardzo dużym ryzykiem.

Pomimo swojego przewartościowania możemy liczyć jedynie na korektę, a nie na spadki rzędu 20-30 procent. Zatem gdzie możemy szukać końca wyprzedaży?

Wykres S&P 500, interwał tygodniowy

Wykres S&P 500, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dla zdrowotności rynku korekta powinna zejść w okolicę 2275 punktów. Optymiście zostaną wystraszeni, słaby kapitał odpłynie, co tylko da przestrzeń do kontynuacji trendu wzrostowego. Na chwile obecną stochastic wskazuję kierunek południowy. Niemniej jednak musimy wiedzieć, że w trakcie rynku byka wyłapanie korekty jest utrudnione, ponieważ prawdopodobieństwo zawsze stoi po stronie kontynuacji trendu.

Korekta na giełdach przełożyła się także na umocnienie jena japońskiego. W trakcie wyprzedaży akcji japońska waluta umacnia się względem dolara amerykańskiego oraz innych walut. Tym razem jest tak samo.

Wykres USD/JPY, interwał dzienny

Wykres USD/JPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na parze walutowej USD/JPY po przerwaniu wsparcia 111.50-112.00 niedźwiedzie mają szansę na zejście nawet do poziomie 107.500, czyli kilkaset pipsów niżej. Niemniej jednak nie jest to takie proste jak się wydaje, aby wyprzedaż USD na rzecz JPY była kontynuowana na rynku musi być kontynuowana korekta na S&P 500 oraz dalszy spadek rentowności obligacji USA.

10-letnia rentowność obligacji USA (linia biała) na tle pary walutowej USD/JPY (żółta)

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 22.03.2017 1

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano korelację pomiędzy parą walutową USD/JPY (linia żółta) oraz rentownością 10-letnich obligacji USA (linia żółta). Korelacja zbiega do 1, czyli jest dodatnia. Gdyby doszło do zejścia oprocentowania obligacji poniżej 2.30, to kurs waluty USD/JPY miałby otwartą drogę do poziomu 107.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Podatek akcyzowy będzie niższy dla aut ekologicznych

Pod koniec zeszłego roku Senat przyjął projekt zmian do ustawy o podatku akcyzowym w zakresie samochodów osobowych. Od wielu lat jest wiadome, że pojęcie „samochód osobowy” w tym przypadku jest bardzo szerokie, które obejmuje również samochody zbudowane na nadwoziu auta osobowego z homologacją ciężarową. Zgodnie z planami zgłoszonymi przez Senat, akcyza od samochodów uległa dramatycznemu przebudowaniu. Zakres samochodów podlegających akcyzie będzie szerszy. Dotyczy to popularnie nazywanych samochodów „z kratką” – ciężarowych od strony homologacyjnej – które podatnicy dotychczas sprowadzali jako ciężarowe, nie podlegające akcyzie.

– W celu uniknięcia tego typu sytuacji pojawił się pomysł poszerzenia samochodów objętych akcyzą wszystkich aut do DMC 3,5 tony – powiedziała agencji eNewsroom.pl Marta Szafarowska, doradca podatkowy, partner w kancelarii Gekko Taxens – Jest to bardzo istotna zmiana, która wpłynie znacząco na cenę samochodów. Z drugiej strony budżet traci na permanentnym zaniżaniu wartości pojazdów sprowadzanych do Polski – w zakresie podatku akcyzowego. Obecnie ten podatek jest ściśle skorelowany z deklarowaną przez podatnika wartością pojazdu. W efekcie sprowadzany samochód, którego wartość deklarowana wynosi 100 tysięcy złotych, bardzo szybko staje się samochodem sprzedawanym na polskim rynku za 250 tysięcy złotych. W międzyczasie nic się z samochodem nie dzieje. Projekt zmian uchwalony przez Senat i skierowany do Sejmu zakładał odejście od opodatkowania akcyzą wartości pojazdu oraz przejście na formułę wyrażoną normą Euro 1, 2, 3 itd. – opartą na emisji spalin, współczynniku deprecjacji oraz pojemności silnika. Im wyższa norma Euro – co w rzeczywistości wskazuje niższą emisję spalin – przy mniejszej pojemności silnika, tym niższa stawka akcyzy. Stawka rośnie ze spadkiem normy Euro oraz ze wzrostem pojemności silnika. Dodatkowo jest to korygowane przez współczynnik deprecjacji dlatego, że samochody starsze będą podlegały obniżonej akcyzie. Ciągle nie jest pewne, czy te zmiany wejdą w życie – do tej pory Sejm się nimi nie zajął. Jest to wyraźny sygnał, jak bardzo niepopularne są to zmiany. Na zmianach w podatku akcyzowym zyskiwałyby samochody nowe o bardzo wysokiej normie Euro. W efekcie starsze samochody – mimo przewidzianego obniżającego współczynnika deprecjacji – miałyby relatywnie droższą akcyzę w porównaniu do nowych aut. Dlatego ta zmiana jest bardzo niepopularna z perspektywy ogółu społeczeństwa i wydaje się, że jest to podstawowa przyczyna braku działań Sejmu w tej sprawie – ocenia Szafarowska.

Komentarz walutowy rynek PLN 22.03.2017

USDPLN

ergokantor-pl_usdpln_22-03-Spadki na USDPLN we wtorek zdecydowanie wyhamowały, co może być sygnałem, że rynek będzie chciał skorygować ostatnie spadki. Z technicznego punktu widzenia jest szansa na wyrysowanie się fali czwartej w pięciofalowym układzie spadkowym, co by sugerowało obecną lokalną korektę do poziomu 4 zł, a następnie jeszcze jeden impuls spadkowy. Istotnym wsparciem jest poziom linii trendowej wyrysowanej po dołkach z kwietnia i sierpnia 2016 roku.

EURPLN

ergokantor-pl_eurpln_22-03-Sentyment rynkowy jest zdecydowanie po stronie EUR. Na szerokim rynku EUR zyskiwało na skutek uspokojenia nastrojów związanych z wyborami we Francji. Nie należy jednak już teraz przesądzać o przegranej eurosceptyków, jednak ostatnie sondaże znacznie uspokoiły rynki finansowe. Euro we wtorek zyskiwało w stosunku do złotówki i tak jak wczoraj zakładaliśmy, cena przetestowała poziom wsparcia przy 4,2560, po czym doszło do korekty w górę. Cena testuje strefę oporu wyznaczoną przez linię trendową wyrysowaną po dołkach, począwszy od grudnia 2015. W przypadku kontynuacji wzrostów kolejnym oporem jest poziom 4,30. Gdyby złotówka miałaby zyskać, pierwszym wsparciem jest poziom lokalnych dołków przy 4,2560 a następnie 4,23.

GBPPLN

ergokantor-pl_gbppln_22-03-Wtorkowe poranne dane makro z Wielkiej Brytanii umocniły funta na szerokim rynku. Korekta na złotym nie była tak wielka, jak na parach z dolarem czy euro. Cena po przetestowaniu linii wsparcia przy 4,90 zdecydowanie odbiła, jednakże byki nie miały siły na wyjście powyżej ostatnich szczytów. Z technicznego puntu widzenia wsparciem jest linia trendowa oraz dołek z połowy sierpnia 2016 roku. Pokonanie tego poziomu pozwoli cenie na zejście do istotnego poziomu 4,84-4,85, gdzie wypada klaster Fibo wyznaczony przez mierzenie 78,6% FIBO z impulsu wzrostowego i 61,8% mierzenia zewnętrznego. Ta zapora przynajmniej w krótkim terminie nie powinna zostać pokonana. Oporem pozostają lokalne szczyty na poziomie 4,98.

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Powyższy komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z 19 października 2005 roku. Komentarz został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Perspektywy rynku mocy w Polsce

Całkowity szacowany koszt rynku mocy dla przyjętego pierwszego Okresu Dostaw w 2022 roku może wynieść około 4,1 mld zł. Przekłada się to na 31,9 zł w przeliczeniu na 1 MWh zużycia energii netto przy założeniu jednolitej alokacji kosztów na wszystkie grupy odbiorców. To najważniejsze wnioski z raportu „Perspektywy rynku mocy w Polsce”, przygotowanego przez ekspertów Deloitte i Energoprojekt-Katowice.

Celem planowanego rynku mocy w Polsce jest zapewnienie bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Potrzeba zmian jest efektem obecnej sytuacji w otoczeniu regulacyjno-rynkowym, z której wynika nieefektywność ekonomiczna prowadząca do odstawienia niektórych jednostek sterowalnych niezbędnych z punktu widzenia bezpieczeństwa pracy KSE. Dodatkowo, prognozy spodziewanych kierunków zmian na rynku nie dają silnych sygnałów inwestycyjnych do budowy nowych sterowalnych źródeł wytwórczych.

Przedstawiona przez Ministerstwo Energii zaktualizowana wersja projektu zmian modelu rynku opublikowana 30 września 2016 roku zakłada wdrożenie scentralizowanego rynku mocy. Raport „Perspektywy rynku mocy w Polsce” przygotowany przez ekspertów Deloitte i Energoprojekt-Katowice ma na celu zobrazowanie potencjalnej sytuacji rynkowej po zmiany modelu rynku na rynek dwutowarowy w Polsce.

„W ramach naszych prac zasymulowaliśmy przebieg aukcji na polskim rynku mocy dla pierwszego roku obowiązywania tego rozwiązania. Oferty poszczególnych graczy były wynikiem analizy opłacalności ekonomicznej przeprowadzonej dla każdej jednostki osobno przy założonym celu osiągnięcia wskaźnika NPV równego zero w określonym horyzoncie czasowym uwzględniając wartości oczekiwanych strumieni przychodów z innych źródeł, w szczególności z rynku energii.” – mówi Paweł Górski, Kierownik Działu Analiz i Rozwoju ENERGOPROJEKT-Katowice SA. „Przeprowadzone oszacowanie wymagało przyjęcia szeregu założeń wejściowych, dotyczących zarówno parametrów rynku mocy, np. związanych z krzywą zapotrzebowania na moc, wielkościami wymaganych rezerw, jak i założeń przyjętych przez uczestników rynku do wyznaczenia przez nich cen wyjścia. Przyjęcie innych parametrów może istotnie wpłynąć na osiągane rezultaty” – dodaje.

W raporcie przedstawiono również możliwe konsekwencje związane z uczestnictwem w rynku mocy. „Podstawową korzyścią wynikającą z zawarcia Umowy Mocowej dla operatora jednostki będzie zapewnienie pokrycia części kosztów operacyjnych nawet do pięciu lat przed dostawą mocy”- wskazuje Michał Zapaśnik, Menedżer w Zespole Energii i Zasobów Naturalnych Deloitte. „Decydując się na udział w rynku mocy gracz będzie musiał wziąć pod uwagę szereg ryzyk z nim związanych, np. dotyczące faktycznej dyspozycyjności zakontraktowanej jednostki w okresie dostaw czy ryzyko wynikające z wyboru rynku, na którym jednostka będzie się kontraktować” – dodaje.

Uzyskanie satysfakcjonującej ceny na aukcji mocy będzie w znacznym stopniu zależeć od przyjętej strategii uczestnictwa w rynku. „Dobór optymalnej strategii powinien uwzględniać zarówno aktywa gracza, jego pozycję rynkową, jak i apetyt na ryzyko” – mówi Krzysztof Falkowski Starszy Konsultant w Zespole Energii i Zasobów Naturalnych Deloitte. „W raporcie omówiliśmy dwa podejścia do strategii kontraktacji – odkosztowe oraz portfelowe. Pierwsze bazuje na wartości brakujących przychodów (missing money) danej jednostki, drugie zakłada maksymalizację przychodów z rynku mocy z uwzględnieniem wpływu jaki duży gracz może mieć na cenę zamknięcia aukcji” – dodaje.

Ze względu na podobieństwo polskiego projektu rynku mocy do mechanizmu stosowanego w Wielkiej Brytanii, w raporcie przeanalizowano również angielski odpowiednik. „Po pierwszych latach funkcjonowania rynku mocy w Wielkiej Brytanii okazało się, że nie wygenerował on oczekiwanych sygnałów inwestycyjnych dla budowy nowych mocy” – podkreśla Michał Zapaśnik „Doświadczenia brytyjskie pokazują, że wprowadzenie mechanizmów mocowych nie musi automatycznie skutkować wygenerowaniem wystarczających sygnałów inwestycyjnych dla budowy nowych mocy. Na podstawie wyników dwóch pierwszych aukcji rząd brytyjski, w porozumieniu z sektorem energetycznym, przeprowadził reformę rynku mocy, co zaowocowało wzrostem ceny na rynku” – dodaje.

„Przygotowany przez nas raport wskazuje, iż prace nad ustawą o rynku mocy powinny uwzględniać legislację w zakresie pomocy publicznej w sektorze energetycznym oraz doświadczenia innych krajów UE w zakresie notyfikowania mechanizmów mocowych, w tym przykładowo doświadczenia francuskie i brytyjskie. Ułatwi to Polsce skuteczne dokonanie notyfikacji polskiego rynku mocy Komisji Europejskiej” – zauważa Adam Jodłowski, Partner Associate z kancelarii Deloitte Legal.

Raport odnosi się także do pracy nad przepisami dotyczącymi rynku mocy w ramach pakietu zimowego. „Do uchwalenia ustawy o rynku mocy i rozpoczęcia procesu jej notyfikacji dojdzie najprawdopodobniej jeszcze zanim ostateczny kształt uzyska unijna regulacja dotycząca mechanizmów mocowych. Tym niemniej należy założyć, że prace nad pakietem zimowym nie pozostaną bez wpływu na ustawę o rynku mocy i proces jej notyfikacji” – zaznacza Adam Jodłowski.

Polacy poświęcają 4 godziny dziennie na oglądanie treści wideo

Statystyczny Polak poświęca średnio 4 godziny dziennie na oglądanie treści wideo. Aż 62% korzysta przy tym z urządzeń mobilnych. Jednocześnie, 43% jest zdania, że istnieje zbyt wiele kanałów telewizyjnych, dlatego 3 na 4 respondentów chciałaby posiadać taki pakiet, w którym znajdą się kanały i program wybrane przez nich samodzielnie – wynika z raportu PwC „Wideo: więcej, szybciej, lepiej. Jak cyfrowa rewolucja zmienia rynek treści wideo”.

Jeszcze kilka lat temu treści wideo kojarzyły się przede wszystkim ze stacjami telewizyjnymi i studiami filmowymi. Obecnie, głównie w wyniku cyfrowej transformacji, rynek ten jest znacznie szerszy. Obok tradycyjnych graczy znaczącą rolę odgrywają dziś podmioty niekojarzone dotychczas z branżą mediów i rozrywki, a odbiorcy poszukują filmów na niemal wszystkie tematy, bez względu na to czy interesują ich treści newsowe, sportowe czy poradnikowe.

O tym, jak bardzo transformacja cyfrowa wpływa na rynek mediów i rozrywki świadczy chociażby fakt, że na świecie już w 2016 roku wydatki na reklamę internetową zrównały się z wydatkami na reklamę telewizyjną. W Polsce, według naszych prognoz, nastąpi to w 2020 r. Co to oznacza dla firm? Przede wszystkim przedefiniowanie swoich modeli biznesowych” – mówi Adam Krasoń, prezes PwC Polska.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez PwC na potrzeby raportu „Wideo: więcej, szybciej, lepiej. Jak cyfrowa rewolucja zmienia rynek treści wideo”, statystyczny Polak poświęca na oglądanie treści wideo (w telewizji i Internecie) ok. 4 godziny dziennie. 62% deklaruje, że korzysta przy tym z urządzeń mobilnych. 45% respondentów badania twierdzi, że ogląda programy telewizyjne na żywo, lub te, które emitowane są po raz pierwszy. Co ciekawe, 36% badanych ogląda ulubione seriale całymi sezonami, pod warunkiem, że są one dostępne w Internecie. Znaczący wzrost oglądalności w ciągu ostatniego roku zanotowały krótkie formy wideo (do 10 minut), szczególną popularnością cieszące się wśród millenialsów, natomiast znaczący spadek odnotowały filmy pełnometrażowe.

Polacy pokochali wideo, jednocześnie mają jednak problem z właściwą selekcja pożądanych treści. 43% respondentów naszego badania uważa, że istnieje zbyt wiele kanałów telewizyjnych w stosunku do czasu jakim rozporządzają, a niewiele mniejsza grupa jest przekonana, że ilość treści telewizyjnych jest wręcz przytłaczająca. Z tego powodu znaczenia nabiera mechanizm rekomendacji treści” – zauważa Paweł Wesołowski, partner w PwC, lider sektora telekomunikacja, media i technologie.

Właśnie ze względu na dość szeroką ofertę polskich operatorów aż 3 na 4 respondentów w badaniu PwC przyznaje, że chciałoby posiadać pakiet, do którego samodzielnie wybiorą kanały. Najczęściej wskazywali, że chcieliby wybrać od 10 do 15 kanałów, co czwarty chciałby móc wskazać więcej niż 20. Co ciekawe, prawie 6 na 10 badanych chciałoby, aby pakiet telewizji umożliwiał im dostęp do konkretnych programów zamiast całych kanałów.

Jeśli chodzi o wydatki, ok. 38% ankietowanych deklaruje, że co miesiąc wydaje na płatne treści wideo (telewizja i/lub Internet) do 50 zł, natomiast ponad 40% respondentów płaci 51 zł i więcej. Jak zauważają eksperci PwC grupa użytkowników deklarujących w badaniu, że w ogóle nie płaci za treści wideo jest stosunkowo liczna (22%). Jest to spowodowane przede wszystkim dwoma czynnikami. Po pierwsze duża część osób w wieku od 18 do 24 lat choć deklaruje, że korzysta z pakietów kanałów telewizji satelitarnej lub kablowej to nie płaci za nie, czynią to bowiem ich rodzice. Z drugiej strony istnieje też grupa widzów korzystająca wyłącznie z bezpłatnej naziemnej telewizji cyfrowej.

W ciągu najbliższych 5 lat rynek wideo ulegnie większym zmianom niż przez ostatnich kilkadziesiąt. Rozwój technologii cyfrowych zmienia bowiem strukturę tej branży, forsując zarówno nowe sposoby produkcji i dystrybucji, ale też monetyzacji treści. W efekcie konsumenci z roku na rok mają o wiele więcej treści do wyboru, dostępnych w dowolnym czasie i zestawie oraz – co bardzo ważne szczególnie w przypadku najmłodszych pokoleń – za pomocą dowolnego urządzenia. Użytkownicy wybierają te marki i platformy, które zapewniają im jakościowo najlepszą ofertę, dbając przy tym o jej indywidualizację i wygodę korzystania” – podsumowuje Michał Kreczmar, dyrektor w zespole ds. transformacji cyfrowej w PwC.

Nowe wyzwania dla nadawców

Zmiany zachodzące na rynku oraz ewoluujące preferencje konsumentów stanowią duże wyzwanie dla nadawców. Skuteczna realizacja strategii wymaga bacznej obserwacji otoczenia i ciągłej aktualizacji założeń.

Zgodnie z przeprowadzonym przez PwC badaniem, 85% respondentów posiada w swoim domu płatną telewizję kablową lub satelitarną. Co więcej, 60% zadeklarowało, że w przeciągu ostatnich dwóch lat nie planowało ograniczać liczby odbieranych kanałów, taką opcję rozważał lub ograniczenia dokonał co czwarty ankietowany. Z jednej strony może to wskazywać na dążenie do obniżenia wysokości opłacanych rachunków, z drugiej, że oferta programowa jest dla wielu odbiorców zbyt szeroka.

Jednocześnie, stopniowo rośnie lista źródeł, za pośrednictwem których ankietowani oglądają treści wideo. Aż 74% respondentów przyznało, że korzysta z portalu YouTube, na drugim miejscu z niemal 45% wskazań znalazł się serwis Ipla.pl, na trzecim uplasował się Player.pl, odwiedzany przez 33% ankietowanych. Co najskuteczniej przyciąga widzów do konkretnej platformy? Silny magnes stanowią unikalne treści (na przykład produkcje własne) – mają one znaczący wpływ na zainteresowanie dostępem do konkretnego serwisu. Tak stwierdził niemal co drugi pytany, z czego co ósmy wskazał, że to kluczowa kwestia.

Ciągle ogromnym wyzwaniem jest powszechna skala łamania prawa autorskiego. Co piąty ankietowany w badaniu PwC przyznał, że oglądał filmy, seriale lub relacje z wydarzeń sportowych korzystając z konta, które udostępniła im znajoma osoba. Takich praktyk, zgodnie z deklaracjami, nie stosowało nigdy sześciu na dziesięciu ankietowanych.  Pytani o to, co jest ich zdaniem powodem oglądania treści, za które nie zapłacili sami lub zapłacił ktoś inny, ankietowani w 40% stwierdzili, że dzieje się tak, ponieważ nie stać ich na płacenie za to, co oglądają. 33% jest przekonanych, że za treści wideo udostępnione w Internecie w ogóle nie powinno się płacić, zaś co czwarty nie chce płacić za wideo zawierające treści reklamowe. Dodatkowym czynnikiem zachęcającym do korzystania z nielegalnych źródeł jest czas – 22% badanych stwierdziło, że chce oglądać nowości natychmiast, a nie czekać na ich kinowe premiery.

Jak ograniczyć łamanie prawa autorskiego? Zdaniem 43% respondentów podstawowym sposobem jest obniżenie stawek w legalnie działających serwisach. 39% twierdzi, że pomogłoby obniżenie abonamentów za telewizję satelitarną i kablową. W przekonaniu 30% pomogłoby jasne oznaczenie, które serwisy działają legalnie, a które z pogwałceniem prawa autorskiego.

O raporcie „Wideo: więcej, szybciej, lepiej. Jak cyfrowa rewolucja zmienia rynek treści wideo?”

Na potrzeby raportu PwC przeprowadziło badanie na grupie 1000 osób. Próba losowo-kwotowa została zbudowana w sposób reprezentatywny dla ogółu populacji korzystającej z Internetu w Polsce. Badanie zostało zrealizowane metodą wspomaganych komputerowo wywiadów przy pomocy strony www (CAWI) w grudniu 2016 r.

Aktywizacja zawodowa kobiet może przynieść gospodarce nawet 180 mld zł

Od 2010 r. ponad 1 mln Polaków przeszło na emeryturę. W samym roku 2017 jest spodziewane odejście kolejnych 500 tys. Dla polskiej gospodarki to duży problem. Na rynku pracy są jednak grupy społeczne, których potencjał nie jest należycie wykorzystywany, a które mogłyby przyczynić się do rozwoju gospodarczego naszego kraju. Jedną z tych grup są kobiety. Jak zwiększyć ich przedsiębiorczość i aktywność zawodową?

Jak pokazuje raport „Praca i przedsiębiorczość kobiet – potencjał do wykorzystania w Polsce”, współczynnik aktywności zawodowej Polek jest nadal mniejszy od średniej europejskiej. W naszym kraju aż 4 na 10 kobiet w wieku produkcyjnym nie pracuje ani nie szuka pracy. Przeprowadzona symulacja pokazuje tymczasem, że gdyby w najbliższych latach udało się zwiększyć aktywność zawodową Polek w wieku 20–64 lata do poziomu krajów UE-15, polska gospodarka do 2025 r. zyskałaby 90–180 mld zł. Przełożyłoby się to na wzrost PKB o 1%.

Nie najlepiej wygląda też w Polsce sytuacja z przedsiębiorczością kobiet. „40% Polek deklaruje, że ma wiedzę i kompetencje do tego, żeby podjąć działalność przedsiębiorczą. Natomiast mamy trzeci najgorszy wynik, jeżeli chodzi o wiarę we własne możliwości i chęć ryzykowania. Dlatego trzeba włożyć bardzo dużo wysiłku, żeby zmotywować kobiety do podejmowania wyzwań w obszarze przedsiębiorczości” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Anna Solarek, dyrektor ds. komunikacji i kontaktów zewnętrznych w Coca-Cola Poland Services.

Jak zwiększyć aktywność zawodową i przedsiębiorczość kobiet w Polsce? Na pewno potrzeba do tego zaangażowania biznesu, instytucji państwowych, a także organizacji pozarządowych. Konieczne są pewne zmiany systemowe. Należy między innymi podjąć działania, które umożliwią Polkom znacznie łatwiejsze godzenie pracy z macierzyństwem. Ponadto jeszcze większą rolę powinny odgrywać kampanie aktywizujące, w których przekazuje się kobietom wartościową wiedzę, uczy się je kompetencji wymaganych na rynku pracy, motywuje do działania, jak również buduje u nich wiarę w siebie.

Deweloperzy zmierzą się z nowym problemem. Smog pomoże konsumentom uzyskać niższe ceny mieszkań?

Wkrótce na obszarach, gdzie występuje duże zanieczyszczenie powietrza, nabywcy zaczną „wymuszać” na deweloperach udzielanie rabatów. Ci z kolei, w przypadku zmasowanych akcji klientów, ostatecznie mogą zbywać mieszkania po tzw. kosztach. W określonych sytuacjach, upusty mają szansę wynieść kilkanaście tysięcy złotych.

Jak zauważa Łukasz Sęktas, prezes zarządu TIARA Development, smog nie jest zjawiskiem nowym. Występował już wiele lat temu, ale nie mówiło się o nim głośno. Temat stał się bardzo medialny dopiero w tym roku. Powstało sporo mapek i aplikacji mobilnych, na których można sprawdzić, gdzie konkretnie występuje zanieczyszczenie powietrza. Korzystając z tych narzędzi, nabywcy mieszkań będą coraz częściej negocjować ceny takich lokali. Dlatego, smog stał się ważną kwestią dla deweloperów, choć oczywiście niedecydującą o całkowitej wartości lokalu.

– Ze względu na medialność smogu, wielu nabywców będzie podnosiło ten problem, próbując negocjować z deweloperami. I to już powoli zaczyna się dziać. Trzeba jednak pamiętać o tym, że na atrakcyjność nieruchomości wpływa jednak wiele innych, również istotnych czynników, takich jak m.in. czas dojazdu do centrum miasta czy też powierzchnia lokalu. Dlatego, przedsiębiorcy, doświadczeni w sprzedaży mieszkań na dużą skalę, będą niechętnie obniżać ceny z powodu wysokiego zanieczyszczenia powietrza na danym terenie – zaznacza Łukasz Sęktas.

Chcąc negocjować z deweloperem, nabywca powinien przygotować mapy smogowe, np. publikowane przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Prezes zarządu TIARA Development zwraca uwagę, że dostępne są również aplikacje na smartfony, chociaż ich wiarygodność jest mniejsza i deweloper może podważać podawane w nich wyniki. W końcu istnieją czujniki, które wskazują poziom skażenia powietrza. Jednak te profesjonalne są bardzo drogie, a tańsze pokazują tylko orientacyjne poziomy i to tylko niektórych zanieczyszczeń.

– W przypadku mniej interesujących nieruchomości, np. znajdujących na terenach o słabo rozwiniętej infrastrukturze, obecność smogu może dodatkowo obniżać ich wartość. Wówczas deweloperzy będą zmuszeni opuszczać ceny mieszkań nawet o kilka procent. To może być ok. 300 zł na mkw. Kupując zatem standardowo 60-metrowy lokal, nabywca zyskałby kwotę rzędu 18 tys. złotych. Jeśli klienci zorganizują szeroko zakrojoną akcję, co jest bardzo prawdopodobne, w związku z dużym zanieczyszczeniem, przedsiębiorca znajdzie się pod dużą presją i wtedy może zacząć sprzedawać inwestycje po tzw. kosztach – przewiduje Łukasz Sęktas.

Jeżeli mieszkania będą miały atrakcyjną cenę i dogodny dojazd do śródmieścia, to zdaniem eksperta, powinny sprzedawać się dobrze, nawet pomimo wysokiego poziomu zanieczyszczeń. Tak zwane lokalizacje centralne, niezmiennie przyciągają wielu nabywców. Ze względu na ich ograniczony wybór, utrzymują swój niesłabnący prestiż. Natomiast, nieruchomości, usytuowane na peryferiach dużych miast, mają znacznie większą konkurencję, bo przecież takich terenów jest bardzo dużo. Nabywca posiada szerszy wybór, więc może mocniej negocjować z deweloperem.

– Smog jest zjawiskiem dosyć stałym. To znaczy, nie da się go wyeliminować na danym obszarze z roku na rok. Wymiana starych pieców na nowoczesne, gazowe źródła ciepła w dłuższej perspektywie poprawi oczywiście stan środowiska. Ale na efekty takich działań trzeba będzie poczekać co najmniej kilka lat. Jeszcze ważniejsze jest wyeliminowanie takich zachowań Polaków, jak np. palenie śmieci. Obecnie wysokie zanieczyszczenie powietrza występuje w centrach dużych miast, a także na ich obrzeżach. Tam właśnie znajdują się osiedla domów jednorodzinnych, opalanych smogotwórczym węglem czy też, groźniejszymi dla ludzkiego zdrowia, odpadami – podkreśla Łukasz Sęktas.

Bardzo trudno znaleźć takie działki, które są dobrze skomunikowane z centrami miast, posiadają rozwiniętą infrastrukturę i jednocześnie gwarantują mieszkańcom niski poziom zanieczyszczeń. Według prezesa zarządu TIARA Development, mogą to być jedynie lokalizacje, znajdujące się w pobliżu lasów, parków czy też akwenów wodnych. Obecnie ich liczba jest dość mocno ograniczona. Jednak, jak przewiduje ekspert, wkrótce zacznie przybywać osiedli budowanych na takich terenach. Tamtejsze mieszkania automatycznie zyskają na cenie. Lokalizacje położone w bliskim otoczeniu natury od wielu lat przyciągają nabywców. Medialność smogu tylko nasili ten trend.

– Wraz ze wzrostem zainteresowania tematyką smogu, będą drożały nieruchomości usytuowane na „czystych” terenach. Pamiętajmy o tym, że większość nabywców kupuje mieszkania z dłuższą perspektywą, często 20-30 letnią, choćby ze względu na kredyt. Często są to młodzi ludzie, którzy w najbliższej przyszłości zamierzają założyć rodzinę. Oni szczególnie biorą pod uwagę to, że długotrwałe przebywanie w zanieczyszczonym środowisku ma negatywny wpływ na zdrowie. Możliwość wyjścia na spacer z wózkiem i świadomość, że dziecko oddycha świeżym, nieskażonym powietrzem jest nie do przecenienia – zapewnia Łukasz Sęktas.

Ekspert przewiduje, że deweloperzy zaczną coraz częściej budować na działkach, które będą mogli reklamować jako „nieskażone”. Nabywcy powinni być wtedy ostrożni i nie dać się zmanipulować. Smog składa się przecież z wielu różnych cząstek, takich jak m.in. dwutlenek siarki, benzopiren, pył PM2,5 czy PM10. Ich stężenie w różnych lokalizacjach może się zmieniać dosyć szybko. I na to głównie trzeba uważać. Deweloper, przedstawiający daną inwestycję jako „czystą”, może wskazać jeden ze związków, którego rzeczywiście będzie mniej w powietrzu, a przemilczeć obecność innych.

– Dotychczas kwestia smogu praktycznie w ogóle nie interesowała deweloperów oraz nabywców, którzy nie do końca byli świadomi tego problemu. Jednak, w mojej opinii, nowy trend będzie się rozwijał. Przedsiębiorcy zaczną przyciągać klientów materiałami promocyjnymi na temat tzw. „czystych” inwestycji. Mogą stosować proste rozwiązania, tj. banery reklamowe, ulotki, foldery czy też wzmianki na stronach internetowych. Będą prezentować fotografie zieleni i wyniki badań ekologicznych, wskazujące na niski poziom części szkodliwych związków na danym terenie – zapowiada Łukasz Sęktas.

Jak podsumowuje ekspert, świadomi nabywcy powinni wnikliwie sprawdzić wszystkie oferty, choćby korzystając z dostępnych w Internecie map zanieczyszczeń. Należy pamiętać o tym, że smog jest złożonym zjawiskiem. Jego nasilenie wynika m.in. z gęstości zabudowy oraz bliskość węzłów komunikacyjnych. Ponadto, znaczenie mają naturalne uwarunkowania ukształtowania terenu, a także funkcjonowanie w niedalekim otoczeniu zakładów przemysłowych. Bez dogłębnej analizy, bardzo łatwo można zostać zmanipulowanym.

W gry komputerowe gra ok. 1,3 mld ludzi na świecie. Polski rynek gier jest wart prawie 2 mld zł

W gry komputerowe gra ok. 1,3 mld ludzi na świecie. Polski rynek gier jest wart prawie 2 mld zł 2

W gry komputerowe gra kilkanaście milionów Polaków, a wartość polskiego rynku gier wynosi około 1,75 mld zł. Na całym świecie to jeden z najszybciej rosnących segmentów rynku nowych technologii napędzany rosnącymi wymaganiami sprzętowymi gier i oczekiwaniami graczy. Coraz więcej osób traktuje gry nie jako rozrywkę, ale sposób na życie, stąd rosnąca popularność e-sportu, czyli rozgrywek profesjonalnych graczy.

– Na całym świecie jest około 1,3 mld graczy, którzy według prognoz przeznaczą na sprzęt miliard dolarów do 2018 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes George Woo, eSports Marketing Manager w Intelu.

Jak prognozuje PMR, polski rynek IT urośnie w tym roku o 5,5 proc., osiągając wartość 35,8 mld zł. Z kolei holenderska agencja analityczna Newzoo (w ubiegłorocznym raporcie „Global Games Market Report”) szacuje, że wartość rynku gier w Polsce wynosi 439 mln dol., czyli około 1,75 mld zł. Kilkanaście milionów Polaków to aktywni gracze.

Entuzjaści gier komputerowych regularnie wymieniają podzespoły w swoich komputerach oraz inwestują w nowy sprzęt. Dlatego laptopy dla graczy, gamingowe desktopy oraz komponenty (np. procesory, dyski, karty graficzne) to jedne z najbardziej perspektywicznych i profitowych segmentów rynku.

– Celujemy głównie w młodsze pokolenie, w przedziale wiekowym 18–28 lat, zakochane w e-sporcie – mówi George Woo. – Imprezy e-sportowe można jak najbardziej porównać do tradycyjnych sportów. Ci gracze ćwiczą po sześć godzin dziennie, mają sponsorów, wygrywają nagrody i mają swoich fanów. Są jak profesjonalni sportowcy – mówi George Woo.

Według badań Newzoo globalny rynek e-sportu w 2016 roku wart był 493 mln dol. Analitycy przewidują, że w bieżącym roku będzie to aż 696 mln dol., czyli wzrost wyniesie aż 41,3 proc. W Polsce popularność profesjonalnych rozgrywek także dynamicznie rośnie. Z danych ESL wynika, że w ubiegłym roku wartość krajowego rynku szacowano na 40 mln zł, a w ciągu dwóch kolejnych lat powinna wzrosnąć do 52 mln zł. Eksperci podkreślają, że polski rynek jest potęgą nie tylko pod względem sukcesów producentów gier, lecz także organizacji rozgrywek e-sportowych.

Jednym z największych wydarzeń w branży e-sportu i gamingu jest Intel Extreme Masters, organizowany już 11 lat. W ubiegłorocznej edycji IEM wzięło udział 113 tys. uczestników, 1,4 tys. dziennikarzy z całego świata, a w Internecie rozgrywki śledziły 34 miliony widzów. Łączna pula nagród we wszystkich sezonach rozgrywek IEM wyniosła ponad 5,5 mln dol. Tegoroczna impreza IEM – która gościła niedawno w katowickim Spodku – cieszyła się nie mniejszym zainteresowaniem.

– Intel rozpoczął tę inicjatywę, ponieważ jest liderem w branży. Na IEM gromadzimy wielu fanów – mówi George Woo. – Na całym świecie e-sport ma ponad 250 milionów widzów. Chcemy, aby do 2019 roku ta liczba przekroczyła 300 milionów.

– Myślę, że branżę e-sportu i gier czeka fascynująca przyszłość. Zamierzamy kontynuować rozwój innowacji i rozbudowywać możliwości pecetów, co pozwoli stworzyć bardziej wiarygodną wirtualną rzeczywistość dla graczy. Ostatnio wprowadziliśmy na rynek procesory Core i7 siódmej generacji. Jednocześnie tysiące producentów oprogramowania tworzy nowe gry – mówi Steve Shakespeare, EMEA Retail Sales Director w Intelu.

Z punktu widzenia rynku i producentów sprzętu gamingowego zapalony gracz jest idealnym klientem, ponieważ gry mają coraz większe wymagania sprzętowe i wymagają regularnych inwestycji. Ta grupa konsumentów przywiązuje największą wagę do wydajności i wzornictwa nowego komputera, natomiast cena często ma drugorzędne znaczenie.

Lwią część rynku gamingowego stanowią tzw. gracze casualowi, którzy grają sporadycznie i dla przyjemności, a nowy sprzęt kupują głównie z myślą o multimediach i nie inwestują w niego wygórowanych kwot. Jednak efekt skali sprawia, że dla producentów i sprzedawców są liczącą się grupą konsumentów.

– Dajemy ludziom fantastyczny powód do inwestowania we współczesną technologię pecetów. Stale wprowadzamy na rynek nowe technologie. Niedawno zaprezentowaliśmy procesory siódmej generacji, a już teraz ogłaszamy, że w drugiej połowie tego roku pojawi się ósma generacja. Obie mają na celu umożliwienie głębszego przeżywania wirtualnej rzeczywistości – zapowiada Steve Shakespeare.

Siódma generacja procesorów Intel Core, wprowadzona na rynek w ubiegłym roku, pozwala użytkownikom na bezproblemowe odtwarzanie oraz edycję filmów w jakości 4K, wideo 360° oraz komfortową obsługę gier VR.

100 tys. zł mogą uzyskać rolnicy rozpoczynający pozarolniczą działalność gospodarczą na wsi. Pozostały 3 tygodnie na złożenie wniosku

100 tys. zł mogą uzyskać rolnicy rozpoczynający pozarolniczą działalność gospodarczą na wsi. Pozostały 3 tygodnie na złożenie wniosku 3

Do 11 kwietnia można składać wnioski do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o dofinansowanie rozpoczęcia pozarolniczej działalności gospodarczej na wsi. Rolnicy mogą się ubiegać o 100 tys. zł wsparcia. Dofinansowanie będzie przyznawane na podstawie oceny biznesplanu, który powinien być zrealizowany maksymalnie w ciągu trzech lat. Premiowane będą projekty osób młodych (poniżej 40 roku życia) oraz projekty innowacyjne.

– W ramach działania obejmującego rozpoczęcie pozarolniczej działalności gospodarczej będziemy premiować osoby młode, które w dniu złożenia wniosku nie mają więcej niż 40 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Niemiec, dyrektor Departamentu Działań Inwestycyjnych w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). – Dodatkowe punkty mamy zamiar przyznawać na inwestycje innowacyjne, a także beneficjentom przekazującym gospodarstwa. Promowane będą również przedsięwzięcia realizowane w gminach o dużym bezrobociu.

Wnioski o przyznanie dofinansowania na rozpoczęcie działalności pozarolniczej ARMiR będzie przyjmowała do 11 kwietnia br. Należy je składać do dyrektora oddziału regionalnego agencji, właściwego ze względu na miejsce zamieszkania. Można je również wysłać pocztą. Przyjmowanie wniosków ruszyło 13 marca.

– Ważne jest, że nie liczy się termin złożenia wniosku i zasada „kto pierwszy, ten lepszy” – podkreśla Małgorzata Niemiec. – O tym, kto dostanie wsparcie, decyduje lista kolejności w rankingu tworzonym na podstawie punktów, które są przyznawane w oparciu o wyżej wymienione kryteria.

O premię mogą się ubiegać rolnicy, ich małżonkowie i domownicy, którzy podlegają ubezpieczeniu społecznemu rolników w pełnym zakresie od co najmniej 24 miesięcy poprzedzających dzień złożenia wniosku. Pomoc może być również przyznana beneficjentowi poddziałania „Płatności na rzecz rolników kwalifikujących się do systemu dla małych gospodarstw, którzy trwale przekazali swoje gospodarstwo innemu rolnikowi” objętego PROW 20142020.

Potencjalny beneficjent wparcia nie może być jednak wpisany do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej lub Krajowego Rejestru Sądowego albo ewidencji prowadzonej przez jednostkę samorządu terytorialnego przynajmniej w ciągu ostatnich dwóch lat poprzedzających dzień złożenia wniosku.

– O pomoc mogą się ubiegać ci rolnicy, którzy mają gospodarstwo w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich, z wyłączeniem miast powyżej 5 tys. mieszkańców, a także w gminach miejskich, z wyłączeniem miejscowości powyżej 5 tys., a także gospodarstwa, które mają małą wielkość ekonomiczną – do 15 tys. euro – wskazuje Małgorzata Niemiec.

Osoby, które uzyskają premię, muszą się zobowiązać do realizacji biznesplanu. Muszą też odstąpić od ubezpieczenia w KRUS i przystąpić do systemu ZUS. To obligatoryjny warunek.

– W ramach tego działania będzie można otrzymać 100 tys. zł premii, która będzie wypłacana w dwóch ratach – precyzuje Małgorzata Niemiec. – Pierwsza w wysokości 80 tys. zł po otrzymaniu pozytywnej decyzji w okresie około 9 miesięcy, gdy rolnik złoży pierwszy wniosek o płatność. Druga rata, w wysokości 20 tys. zł, zostanie przelana na wskazane konto już po zakończeniu realizacji inwestycji, czyli po wykonaniu biznesplanu i uruchomieniu działalności pozarolniczej.

Firma założona dzięki dofinansowaniu może się zajmować m.in. przetwórstwem i sprzedażą produktów nierolniczych, rękodzielnictwem i rzemiosłem, turystyką wiejską, rzemiosłem, opieką nad dziećmi, osobami starszymi, niepełnosprawnymi, a także działalnością informatyczną, inżynierską i architektoniczną.

– Mogą to być na przykład usługi dla leśnictwa, budowlane, informatyczne, ale także obejmujące zakładanie placówek handlowych, detalicznych czy hurtowych – informuje Małgorzata Niemiec. – W grę wchodzą także wszelkiego rodzaju inwestycje obejmujące przechowywanie i magazynowanie produktów czy związane z produkcją mebli, tekstyliów czy materiałów.

Ten rodzaj wsparcia dostępny jest w ramach poddziałania „Pomoc na rozpoczęcie pozarolniczej działalności gospodarczej na obszarach wiejskich” finansowanego z  budżetu Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich z trwającej perspektywy finansowej UE.

Firmy zwiększają inwestycje w jakość obsługi i nowinki technologiczne. Klienci stają się coraz bardziej wymagający

Firmy zwiększają inwestycje w jakość obsługi i nowinki technologiczne. Klienci stają się coraz bardziej wymagający 4

Coraz częściej przy wyborze sklepu lub usługodawcy liczy się nie cena, a jakość obsługi. Dlatego przedsiębiorcy zwiększają nakłady na poprawę relacji z klientami i narzędzia technologiczne, które usprawniają obsługę. W efekcie od dziesięciu lat rośnie satysfakcja konsumentów z jakości obsługi. Tylko co piąta transakcja kończy się niezadowoleniem. Większość firm dostrzega, że bez satysfakcji klienta nie będzie możliwy sukces biznesowy.

– Na przestrzeni 10 lat obserwujemy stały wzrost jakości obsługi w Polsce, czyli wzrost zadowolenia, satysfakcji konsumentów. 10 lat temu jedynie co czwarta transakcja była oceniana przez konsumentów pozytywnie, a dziś – trzy na cztery. Oczywiście klienci zgłaszają drobne uwagi i proponują usprawnienia firmom, ale można powiedzieć o olbrzymiej zmianie, która dokonała się na naszych oczach – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Bartoń, organizator Polskiego Programu Jakości Obsługi oraz portalu jakoscobslugi.pl.

Badania Polskiego Programu Jakości Obsługi wskazują, że w 2016 roku wskaźnik jakości obsługi uzyskał rekordowy poziom 77,5 proc. W ciągu kilkunastu lat polskie firmy przeszły długą drogę i bardzo poprawiły jakość obsługi. Jeszcze kilka lat temu wskaźnik satysfakcji nieznacznie przekraczał 40 proc., gdy w tym samym momencie w Stanach Zjednoczonych sięgał 76 proc. Pod tym względem dogoniliśmy już Zachód.

– Stworzyliśmy dla polskich konsumentów portal jakoscobslugi.pl, na którym mogą się dzielić opiniami, wyrażać swoje zdanie i podsuwać pomysły przedsiębiorstwom – mówi Bartoń. – Firmy, które uczestniczą w Polskim Programie Jakości Obsługi, mogą przede wszystkim korzystać z opinii konsumentów. Otrzymują nowoczesny kanał wymiany informacji z konsumentami i to kanał niezależny.

Najlepsze firmy w Polsce, które cechują się wysokimi standardami w zakresie obsługi klienta, zostają wyróżnione Gwiazdą Jakości Obsługi, czyli certyfikatem zaufania konsumentów. Firmy muszą wciąż inwestować w poprawę jakości obsługi, bo z biegiem czasu klient przyzwyczaja się do pewnych zachowań i standardów.

– Cały czas wzrastają świadomość i oczekiwania pacjentów, to z kolei wymaga od firm inwestycji w nowoczesne rozwiązania technologiczne, ale przede wszystkim w kadry, w tym w ciągłą edukację personelu – tłumaczy Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED, firmy wyróżnionej Gwiazdą Jakości Obsługi. –Wszyscy, na każdym szczeblu, muszą wiedzieć, że pacjent jest dla firmy najważniejszy i to dla niego jesteśmy.

Branża medyczna ze wskaźnikiem zaufania na poziomie bliskim 80 proc. znajduje się w czołówce. Firmy coraz częściej inwestują w nowinki technologiczne, które ułatwiają pacjentom kontakt z placówką czy lekarzem. Rozwijana jest telemedycyna, która pozwala uniknąć kolejek, a część schorzeń skonsultować bez konieczności wizyty w placówce.

– Wchodzimy bardzo mocno w rozwiązania digitalowe. To już nie jest ta sama medycyna, co 10 lat temu, gdzie był tylko kontakt z pacjentem, umówienie się na wizytę i to tylko w placówce. Dzisiaj wszystko robi się poprzez inne narzędzia, żeby pacjent trafił do przychodni wtedy, kiedy faktycznie musi – podkreśla Rulkiewicz.

Z badania jakości obsługi wynika, że Polacy najczęściej narzekają na zbyt długie oczekiwanie na obsługę, sposób rozwiązywania przez personel problemów oraz długie kolejki. Często negatywnie oceniane jest zachowanie personelu i mało wybredne komentarze w problematycznych sytuacjach. Doceniana jest zaś wiedza i kompetencja personelu.

– Wymaga to szkoleń oraz mentoringu. To ludzie są dla nas kluczowym zasobem, dlatego mamy rozbudowane pakiety świadczeń dodatkowych, wspieramy naszych pracowników, dając im konkretne kompetencje i narzędzia do tego, aby efektywnie realizowali swoją pracę. To przekłada się na wysoką jakość usług – przekonuje Aleksandra Robaszkiewicz, PR manager Lidl Polska, firmy wyróżnionej Gwiazdą Jakości Obsługi.

Nieco ponad 75 proc. klientów dobrze ocenia zakupy dokonywane w sklepach spożywczych (2-proc. wzrost w ciągu roku). To nie tylko wynik oferowanego asortymentu, lecz właśnie obsługi. Konsument wybierze ten sklep, w którym nastawienie na klienta będzie na najwyższym poziomie.

– Zadowolenie klientów to podstawa naszych działań. Świat idzie naprzód, żyjemy w bardzo dynamicznych czasach, a kompetentna i rzetelna obsługa jest dla nas priorytetem. Rozwijamy sieć w Polsce, mamy ponad 600 placówek i 15 tys. zatrudnionych osób. Każdy z naszych pracowników jest świadomy tego, że  komfort klienta jest podstawowym aspektem naszych dążeń – podkreśla Aleksandra Robaszkiewicz.

Rząd rekomenduje zmiany w zakazie handlu w niedziele. Internetowe sklepy mają być spod niego wyłączone

Rząd rekomenduje zmiany w zakazie handlu w niedziele. Internetowe sklepy mają być spod niego wyłączone 5

Na wczorajszym posiedzeniu rząd poparł pomysł ograniczenia handlu w niedziele, ale rekomenduje dalsze prace nad projektem. – Przepisy powinny być tak przeredagowane, aby wprost i całkowicie wyłączały handel w internecie spod wprowadzanego zakazu – napisano w komunikacie CIR. Objęcie takim ograniczeniem e-sklepów byłoby dla branży bardzo dotkliwe. Izba Gospodarki Elektronicznej podkreśla, że w konsekwencji zakazu nawet 40 proc. obrotów sklepów zostanie przeniesione za granicę.

– Objęcie sklepów internetowych zakazem handlu w niedziele może mieć takie konsekwencje, że sklepy internetowe, nawet te, w których kupujemy w sposób zautomatyzowany, nie będą działały w ten dzień tygodnia. Nie będziemy mogli złożyć żadnego zamówienia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Chomiczewski, pełnomocnik zarządu Izby Gospodarki Elektronicznej ds. legislacji, Kancelaria Lubasz i Wspólnicy.

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele, gdyby weszła w obecnie proponowanym kształcie, mogłaby mocno uderzyć nie tylko w sklepy stacjonarne, lecz także w polską branżę e-commerce. Eksperci PwC szacują, że łączna sprzedaż ze względu na przeniesienie części handlu na inne dni tygodnia może spaść o ok. 5 proc. Straty dla e-commerce mogą być jednak znacznie poważniejsze, a skutki odczuje cała gospodarka.

– Polski sklep internetowy konkuruje ze sklepami zza granicy. To oznacza, że jeżeli nie będzie mógł przyjąć zamówienia w niedziele, to powstałą lukę wypełni sklep zagraniczny. Istnieje ryzyko, że konsumenci zaczną kupować w serwisach zagranicznych. To z kolei może spowodować, że polskie sklepy będą się przenosić za granicę i stamtąd prowadzić aktywność biznesową nakierowaną na Polskę. Będzie się to wiązało ze spadkami obrotów w kraju, co przełoży się na mniejsze wpływy z podatków, a także wyższe bezrobocie i odpływ zdolnych osób z Polski – ocenia Witold Chomiczewski.

Handel elektroniczny jest jedną z szybciej rozwijających się branży w Polsce. Wartość rynku szacuje się na 36 mld złotych, w 2020 roku może to być już ponad 63 mld zł. Raport „E-commerce w Polsce 2016. Gemius dla e-Commerce Polska” wskazuje, że blisko połowa Polaków robi zakupy przez internet. Ustawa może ten dynamiczny wzrost zahamować.

 Jeśli można z jakiegokolwiek państwa unijnego prowadzić działalność nakierowaną na Polskę, to dlaczego przedsiębiorca ma wybrać na siedzibę Polskę, skoro tu system do sprzedaży będzie mógł działać tylko 6 dni, podczas gdy na innych rynkach przez 7 dni. W tej chwili systemy dostawy towarów są tak rozbudowane i działają na tyle sprawnie, że to, czy ten towar będzie szedł do konsumenta z Polski czy ze Słowacji, nie będzie miało wpływu na moment, kiedy konsument otrzyma towar – przekonuje Chomiczewski.

Eksperci zaznaczają, że polskie sklepy stracą konkurencyjność. Będą mogły przygotować towar do wysyłki dopiero w poniedziałek po godz. 6 rano, podczas gdy zagraniczne jeszcze w niedzielę. Jeden dzień różnicy przełoży się na tempo dostawy, a termin dostarczenia produktu jest jednym z czynników, które decydują o zakupie w danym sklepie.

Dane e-Izby wskazują, że w zależności od sklepu na niedzielę przypada 20–45 proc. tygodniowych obrotów.

Jeżeli wprowadzimy zakaz ograniczenia handlu w niedzielę, to ryzykujemy, że 2045 proc. obrotów sklepów internetowych zostanie przeniesionych poza granicę Polski – podkreśla Chomiczewski. – Rekomendujemy wyłączenie handlu elektronicznego spod zakresu tej ustawy.

Przedstawiciele e-Izby podkreślają, że rekomendacja rządu to dopiero pierwszy krok ku zmianie proponowanych przepisów. Dlatego Izba rozpoczyna kampanię skierowaną do e-sklepów i konsumentów pod hasłem „Jesteśmy za handlem internetowym w niedziele”.

Tylko 13 proc. małych i średnich firm wprowadza innowacje. Ich wydatki są trzykrotnie niższe niż unijna średnia

Tylko 13 proc. małych i średnich firm wprowadza innowacje. Ich wydatki są trzykrotnie niższe niż unijna średnia 6

Polska na badania i rozwój przeznacza ok. 1 proc. PKB, co daje jej 37. miejsce na świecie. Innowacyjne produkty wprowadza 13 proc. małych i średnich przedsiębiorstw, czyli niemal trzykrotnie mniej niż wynosi unijna średnia. To sprawia, że są one mniej konkurencyjne na arenie międzynarodowej. Żeby wydostać się z pułapki średniego rozwoju, firmy muszą ściśle współpracować ze światem nauki i edukacji. Aby taka kooperacja była skuteczna, potrzebne jest zbadanie barier i potencjału w tym obszarze – przekonuje dr Paweł Poszytek, dyrektor Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.

Zachłysnęliśmy się tym, że Polska rozwijała się w miarę sprawnie i szybko w ostatnich czasach. Jednak żeby dogonić peleton, jeszcze wiele trzeba zrobić. Tylko 13 proc. polskich firm wprowadza innowacje, tylko 1 proc. PKB jest wydawany na rozwój i na badania. To zdecydowanie za mało i to jest ta pułapka rozwoju, bo inni wydają więcej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Paweł Poszytek, dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.

Polska zajmuje dopiero 37. miejsce na świecie pod względem wydatków na badania i rozwój. Odsetek 13 proc. firm wprowadzających innowacje jest niemal trzykrotnie niższy niż średnia dla UE. W efekcie średni polski produkt jest mało atrakcyjny, a przez to mało konkurencyjny.

W Polsce małe i średnie przedsiębiorstwa mają bardzo dużo możliwości, choćby korzystania ze środków unijnych. Jest wiele różnych programów, ale także organizacji, instytucji rządowych i pozarządowych, które dysponują środkami unijnymi. Firmy mogą aplikować i ubiegać się o różnego rodzaju granty na innowacyjne przedsięwzięcia, które spowodują, że staną się nieco bardziej konkurencyjne ze swoimi produktami – mówi Poszytek.

W perspektywie unijnej na lata 2014–2020 na rozwój polskich firm trafi ok. 16 mld euro. To jednak już ostatni tak duży zastrzyk finansowy, dlatego – jak przekonuje dyrektor generalny FRSE – trzeba poszukać innej drogi rozwoju.

Próbujemy przekonywać firmy do bliższej współpracy z uczelniami. To jest nowy trend, nie tylko w Polsce, bo jest to tematyka ważna globalnie. Wiele krajów dopiero przeciera szlaki, aczkolwiek są przykłady dobrych praktyk, są kraje, które robią to już bardzo dobrze – podkreśla ekspert.

Jak wskazuje, na transferze kreatywności innowacji z uczelni do biznesu firmy mogą budować swój potencjał. Dlatego FRSE chce zbadać wszystkie procesy i możliwe rozwiązania, w ten sposób tworząc wskaźnik, który zmierzy jakość współpracy świata nauki z biznesem. Opracowanie pozwoli znaleźć optymalne rozwiązania.

Będziemy chcieli sprawdzić, czy są w legislacji w Polsce, ale też w innych krajach ułatwienia czy utrudnienia w transferze innowacji i ciekawych rozwiązań z laboratoriów i parków technologicznych do biznesu, czy system edukacyjny na poziomie średnim i wyższym wyposaża w odpowiednie kompetencje tych, którzy w przyszłości będą w te kompetencje zasilać poszczególne firmy. Ten wskaźnik również będzie dotyczył ciekawych rozwiązań i przykładów dobrej praktyki – zapowiada dyrektor FRSE.

Jeden z najwyższych wskaźników obrazujących współpracę w obszarze badań i rozwoju ma Australia. Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego i przyciągnięcie zagranicznych studentów przyniosło Australii 22 mld dol. australijskich. Aby wzmocnić powiązania między szkolnictwem wyższym a biznesem, australijski rząd zainwestował 7,5 mln dol. w program Future Industries Accelerator.

W Europie mamy program Erasmus, który w tym roku obchodzi 30-lecie swojego istnienia. W Polsce działa już 18 lat. W ramach programu wysyłamy polskich studentów za granicę i przyjmujemy w kraju studentów zagranicznych. To są spore liczby, bo przez 18 lat z Polski wyjechało 180 tys. studentów, a przyjechało 100 tys. W ten sposób powstają różne relacje, które potem są wykorzystywane w przyszłym biznesie – tłumaczy Poszytek.

Ekspert zaznacza, że aby móc przedstawić konkretne rozwiązania, potrzebne są jednak dokładne badania i stworzenie odpowiednich standardów.

Cyberprzestępcy szukają nowych dróg ataku. Trzykrotnie wzrosła liczba zainfekowanych telefonów komórkowych

Cyberprzestępcy szukają nowych dróg ataku. Trzykrotnie wzrosła liczba zainfekowanych telefonów komórkowych 7

W ciągu roku liczba cyberataków wymuszających okup wzrosła ponaddwukrotnie, a liczba zainfekowanych smartfonów nawet trzykrotnie – wynika z raportu CERT Orange Polska. W 2016 roku zespół monitorujący bezpieczeństwo w sieci Orange notował blisko 50 poważnych incydentów bezpieczeństwa dziennie. Eksperci alarmują, że w tym roku cyberprzestępcy nie odpuszczą. Przewidują dalszy wzrost ataków z wykorzystaniem internetu rzeczy i mediów społecznościowych.

– Skala zagrożeń w cyberprzestrzeni rośnie z roku na rok. Rozwój technologii sprzyja cyberprzestępcom, którzy mają dostęp do nieograniczonych zasobów, w szczególności do urządzeń, które funkcjonują w naszym otoczeniu. W niektórych dziedzinach, np. telefonii mobilnej, skala zagrożeń wzrosła prawie trzykrotnie. Widzimy też 2,5-krotny wzrost incydentów związanych z ransomware, czyli oprogramowaniem, które w efekcie wymusza zapłacenie okupu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Jaworski, dyrektor wykonawczy ds. sieci w Orange Polska.

Z raportu CERT Orange Polska wynika, że wśród naruszeń bezpieczeństwa prawie 20 proc. stanowiły próby włamań, a 6,7 proc. to malware, czyli wykorzystanie różnego typu złośliwego oprogramowania. Nasilają się też ataki typu phishingowego polegające na wyłudzaniu informacji (wzrost z 4 do 11 proc.). Z kolei niemal 17 proc. to ataki typu DDoS. Na ich wzrost wpływ mają szybsze łącza internetowe i coraz większa liczba urządzeń działających w ramach internetu rzeczy, co umożliwia wykorzystanie botnetów na szerszą skalę.

– W 2016 roku, dzięki działaniu zespołu CERT Orange Polska, który funkcjonuje 24 godziny na dobę i 365 dni w roku, ochroniliśmy w różny sposób ponad 1,2 mln klientów. Miesięcznie analizowaliśmy ok. 9 mld zdarzeń. To o jedna trzecią więcej niż rok wcześniej. Z tego 170 tys. miało charakter wymagający naszej uwag. Miesięcznie około 1,4 tys. zdarzeń miało charakter rzeczywistego ataku, co daje 50 zdarzeń dziennie – wylicza Piotr Jaworski.

Ubiegły rok był pierwszym pełnym rokiem funkcjonowania CyberTarczy. Chroni ona klientów Orange Polska przed wyciekiem wrażliwych danych, wykorzystaniem komputerów do działań przestępczych i zagrożeniami związanymi ze złośliwym oprogramowaniem. W 2016 roku ok. 250 tys. klientów otrzymało informację o zagrożeniu wraz z instrukcją, jak sobie z nim poradzić.

Eksperci przewidują wzrost ataków z wykorzystaniem internetu rzeczy. Choć rośnie liczba urządzeń podłączonych do sieci, to ich zabezpieczenie pozostawia wiele do życzenia. To zaś sprzyja atakom DDoS. Do odnotowanego w 2016 roku największego w historii ataku DDoS wykorzystano głównie zainfekowane wcześniej kamery internetowe oraz rejestratory obrazu. Coraz częściej producenci urządzeń wdrażają w nich funkcjonalności, które umożliwiają zdalne zarządzanie i wprowadzają je na rynek bez wcześniejszych testów bezpieczeństwa. W efekcie rozwiązania są łatwym celem dla cyberprzestępców.

– Aby uniknąć cyberzagrożeń, musimy przestrzegać podstawowych zasad i mieć świadomość, że jeszcze jakiś czas temu to nam instalowano oprogramowanie złośliwe, a dzisiaj instalujemy je sobie nieświadomie sami. Bardzo dużo ataków jest opartych na działaniach socjotechnicznych. Cyberprzestępcy dokładnie wiedzą, że funkcjonujemy w mediach społecznościowych, wiedzą, że jesteśmy podatni na przesyłane e-maile zawierające różnego rodzaju załączniki  wskazuje dyrektor ds. sieci w Orange.

Podstawową zasadą bezpieczeństwa jest zainstalowany aktualny program antywirusowy, a w telefonach aktualna wersja systemu operacyjnego. Konieczna jest też świadomość zagrożeń i ostrożność w przypadku nie tylko podejrzanie wyglądających załączników, lecz także wiadomości wysyłanych przez nieznanych nadawców. Wciąż jeszcze wielu internautów daje się oszukać i klika w linki w e-mailach podszywających się pod znane marki czy popularnych usługodawców.

 Kluczowe znaczenie ma edukacja – przekazywanie wiedzy dzieciom czy znajomym, aby wiedzieli, że otwarcie takiego załącznika w e-mailu z niewiadomego źródła powoduje, że zarażamy wszystkich. To łańcuszek wiedzy, który sprawia, że ludzie będą w bardziej rozsądny sposób korzystali z internetu  podkreśla Jaworski.

Dlatego Orange stawia na edukację użytkowników, również tych najmłodszych oraz ich opiekunów. Temu służą m.in. zajęcia prowadzone w szkołach bez wolontariuszy firmy oraz program Bezpiecznie Tu i Tam.

Raport CERT Orange Polska wskazuje też, że w tym roku przestępcy będą coraz częściej wykorzystywać do ataków media społecznościowe. Z jednej strony, w natłoku wiadomości od znajomych łatwo przegapić zainfekowanego posta. Z drugiej strony, social media stanowią nieograniczone źródło danych, które mogą ułatwić przestępcom atak.

Żadna sieć nigdy nie będzie w 100 proc. bezpieczna. Orange dba o możliwie jak najwyższy poziom bezpieczeństwa. Funkcjonujemy w tej sferze od ponad 20 lat. W 1997 roku powstały jednostki, które miały na celu ochronę klientów i ich bezpieczeństwo. W 2006 roku jako pierwszy operator w Polsce uzyskaliśmy certyfikat CERT, co oznacza, że jesteśmy firmą, które wie, w jaki sposób chronić klientów i ma do tego niezbędne narzędzia oraz kompetencje podkreśla Piotr Jaworski.

Wyniki Grupy Kapitałowej Polnord za 2016 r.

W okresie czterech kwartałów 2016 r. Grupa Kapitałowa Polnord wypracowała 176,7 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży. Strata z działalności operacyjnej w tym okresie wyniosła 26,3 mln zł, a strata netto 16,9 mln zł. W całym 2016 Grupa przekazała klientom 843 lokale (dane ważone udziałem Polnord S.A.).

Po czterech kwartałach przychody ze sprzedaży wyniosły 176,7 mln zł.  Najistotniejszy wpływ na poziom osiągniętych przychodów miało przekazanie klientom 607 lokali w inwestycjach realizowanych przez spółki w 100% zależne od Polnord S.A. Najwięcej lokali zostało przekazanych w inwestycji Śródmieście Wilanów (bud. F) zlokalizowanej w Warszawie  – 124 lokale, Neptun I (etap II) zlokalizowanej w Ząbkach pod Warszawą – 103 lokale, Dwa Tarasy I-II zlokalizowanej w Gdańsku – 99 lokali. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł  44,2 mln zł i był o ponad 70 mln zł wyższy od wyniku osiągniętego w analogicznym okresie roku ubiegłego (wynik dotyczy inwestycji kontrolowanych w 100% przez Grupę). O niemal 40% zmniejszyły się koszty finansowe Grupy. Wyniosły one 21,5 mln zł wobec 35,6 mln zł w roku 2015.

Wygenerowane przez Grupę wyniki miały podkreślić potencjał, jaki drzemie w Spółce po 2015 roku, w którym zostały dokonane odpisy aktualizujące na ponad 350 mln zł. Wynik netto został jednak obciążony zaległym VATem w wysokości 9,9 mln zł wraz z odsetkami za okres 5 lat, a także odpisem na utratę wartości naszych aktywów w Rosji. Jeżeli jednak spojrzymy na wynik skorygowany o zdarzenia jednorazowe, Grupa wypracowała 1,7 mln zysku netto przy konsensusie rynkowym na poziomie 1,1 mln zł. – mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A.W III kwartale zwracaliśmy uwagę na skokową poprawę marży – dzisiaj dokładamy kolejny, niezwykle ważny element. Zoptymalizowaliśmy strukturę naszego zadłużenia, czego efektem jest zmniejszenie o niemal 40% kosztów finansowych Grupy  – dodaje Prezes Polnordu.

W całym roku 2016 Grupa wprowadziła do sprzedaży 11 projektów w ramach których wybudowanych zostanie 962 (dane ważone udziałem Polnord S.A.) lokali w Trójmieście, Warszawie, Olsztynie, Szczecinie oraz Wrocławiu o łącznej powierzchni ponad 54.550 m2.
W Warszawie budynki A2 i A3 osiedla Brzozowy Zakątek (228 lokale), 87 lokali w  inwestycji Stacja Kazimierz (etap III bud. 4), 23 lokale w Ostoi Wilanów oraz 65 lokali w inwestycji Neptun II (etap Ib). W Trójmieście, w dwóch inwestycjach (Semeko Aquasfera i Chabrowe Wzgórze)  151 lokali, w Olsztynie 87 lokali (Tęczowy Las budynek 8). We Wrocławskich Apartamentach Innova (Etap IIB) 60 lokali. W Szczecinie w inwestycji Ku Słońcu 154 lokale (etap III bud.4). Zwieńczeniem roku 2016 było wprowadzenie do sprzedaży Rezydencji Brzozowy Zakątek,  która oferuje klientom 107 apartamentów premium w technologii Smart Home. Inteligentne rozwiązania zapewnią udogodnienia, takie jak kontrola dostępu do mieszkania, sterowanie oświetleniem i temperaturą w każdym pomieszczeniu.

Grupa Sfinks z 10,53 mln zł zysku netto za 13 miesięcy

Grupa Sfinks Polska, zarządzająca sieciami restauracji Sphinx, Chłopskie Jadło i WOOK, wypracowała w okresie od 1 grudnia 2015 r. do 31 grudnia 2016 r. przychody skonsolidowane w wysokości 208,54 mln zł oraz zysk netto na poziomie 10,53 mln zł. Jednocześnie wynik EBITDA w minionym roku obrachunkowym wyniósł 17,62 mln zł. Natomiast w ujęciu kalendarzowym przychody skonsolidowane za 2016 r. wyniosły 192,38 mln zł, co oznacza wzrost o 7% r/r. Z kolei zysk netto w 2016 r. osiągnął poziom 10,44 mln zł z dynamiką wzrostu w wysokości 42% wobec 2015 r. Na wyniki finansowe grupy Sfinks Polska w minionym roku wpłynęły m.in. kampanie prosprzedażowe, rozwój i zmiany w strukturze sieci Sphinx, znaczący wzrost wartości sieci Chłopskie Jadło, zakończenie restrukturyzacji długów, a także zmiany w strukturze kosztów. 

Sfinks przychody skonsolidowane

Przychody gastronomiczne zanotowane w roku kalendarzowym 2016 r. przez wszystkie restauracje pod szyldami Sphinx, Chłopskie Jadło, WOOK i Bolek wyniosły 199,74 mln zł, czyli o blisko 10% więcej niż w 2015 r. Siecią, która wypracowała niemal 90% przychodów gastronomicznych był Sphinx. Na wyniki sprzedażowe tych restauracji miały w 2016 r. wpływ ogólnopolskie kampanie marketingowe „Mamy ten smak!”, uruchomienie projektu lojalnościowego Aperitif, nowe otwarcia i duże remonty, a jednocześnie działania związane ze zmianami w strukturze sieci, wynikającymi z bieżącej weryfikacji wyników poszczególnych lokali. Na szczególną uwagę zasługuje jednak sieć Chłopskie Jadło – w 2016 r. dynamika wzrostu obrotów restauracji tej marki przekroczyła 19%.

– Sieć Chłopskie Jadło pierwszy raz od lat osiągnęło tak znaczącą dynamikę przychodów. To zasługa otwarć trzech nowych restauracji oraz wyższych wyników sprzedażowych istniejących lokali. Działalności tej sieci sprzyjają także korzystne trendy rynkowe, w tym potwierdzona badaniami rosnąca popularność kuchni polskiej, co ma istotny wpływ na potencjał rozwoju Chłopskiego Jadła. Wszystkie te elementy przekładają się na wzrost wartości sieci. Nasze szacunki, umocnione dodatkowo wyceną przeprowadzoną przez zewnętrznego konsultanta, wpłynęły na decyzję o odwróceniu w całości odpisu z tytułu utraty wartości znaku Chłopskie Jadło, wynoszącego blisko 8,73 mln zł – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Jednocześnie na wyniki grupy Sfinks w ubiegłym roku miały wpływ zewnętrzne czynniki, m.in. takie jak presja na wynagrodzenia odczuwalna w całym sektorze gastronomii, osłabienie złotego, co rzutowało na wysokość czynszów oraz presja kosztowa dotycząca niektórych surowców. Wszystko to przełożyło się na 11-procentowy wzrost kosztu własnego sprzedaży w okresie 12 miesięcy 2016 r. wobec 12 miesięcy 2015 r. Grupa odnotowała również zwiększone o 12% r/r koszty ogólnego zarządu. Ich poziom wynikał z inwestycji w projekty rozwojowe, badanie możliwości akwizycyjnych oraz inwestycji w kampanie wspierające sprzedaż.

– Część ubiegłego roku stała pod znakiem wpływu otoczenia gospodarczego na rentowność naszego biznesu. Na wynikach rocznych zaważyły zwłaszcza dwa pierwsze kwartały. W połowie 2016 roku wprowadziliśmy działania zaradcze, które miały przeciwdziałać efektom presji płacowej, deprecjacji złotówki czy wzrostowi cen surowców i w drugim półroczu zaczęliśmy obserwować odbicie wyników w tym zakresie. Z drugiej strony na nasze pozytywne nastawienie do przyszłości wpływają rosnące wyniki sprzedażowe. Jednocześnie jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów badań opinii przeprowadzonych przez TNS Polska. Wynika z nich, że 95% naszych klientów jest bardzo zadowolonych lub zadowolonych z naszych usług. Co więcej aż 60% to klienci deklarujący lojalność wobec marki Sphinx, co jest wynikiem znacznie powyżej przeciętnego wyniku dla rynku gastronomicznego. Bardzo dużą wagę przykładamy do spójności i jakości oferty, dlatego taki wynik daje nam szczególny powód do satysfakcji  – komentuje Sylwester Cacek.

W 2016 r. Sfinks prowadził także intensywne działania dotyczące analiz rynkowych pod kątem potencjalnych akwizycji. Z wybranymi podmiotami spółka prowadziła rozmowy lub negocjacje, czego efektem było nabycie pubu Bolek oraz podpisanie umowy inwestycyjnej z udziałowcami sieci Fabryka Pizzy. Dodatkowo, krótko po zamknięciu okresu obrachunkowego – w styczniu 2017 r., spółka zawarła umowy o współpracy z właścicielami marek Meta Seta Galareta, Meta Disco oraz Funky Jim. Porozumienia te zawierają klauzule umożliwiające nabycie wszystkich tych marek, jeśli efekty współpracy i wyniki due dilligence okażą się pozytywne.

– Sfinks ma możliwości, know-how i zespół, by rozwijać kolejne koncepty sieciowe, dlatego cały czas analizujemy rynek i szukamy możliwości atrakcyjnych przejęć. Jednocześnie prowadzimy wiele innych znaczących projektów mających istotne znaczenie dla przyszłości grupy Sfinks Polska, jak wdrożenie nowego systemu IT czy przeprowadzenie testów usługi delivery. Równocześnie ostatnie miesiące były u nas okresem intensywnych prac nad nową strategią, a ich efekty ogłosimy jeszcze w tym kwartale – zapowiada prezes Sfinksa.

Ponad 20 % spółek nie informuje, czy przestrzega Dobrych Praktyk

Ponad 20 proc. spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie nie wypełniło obowiązku w zakresie poinformowania o przestrzeganiu zasad dobrych praktyk. Spośród pozostałych spółek, wiele raportów nadaje się do poprawy – to wnioski z raportu „Rady nadzorcze 2017: trendy i kierunki zmian”, zaprezentowanego na Forum Rad Nadzorczych, dorocznej konferencji organizowanej przez firmę doradczą PwC, Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

Tegoroczny raport Dobrych Praktyk spółek notowanych na GPW był pierwszym bazującym na nowych zasadach.

– Dobre Praktyki 2016 w dużej mierze zostały oparte na tym, jak wyglądają takie zbiory w Niemczech, czy w Anglii, czyli na rynkach dojrzałych. Wszędzie tam mówi się, że spółki, które dobrze prosperują, stosują też zasady Dobrych Praktyk. Oznacza to, że jest powiązanie pomiędzy tym, jakie zaufanie dana spółka budzi u inwestorów, ze sposobem stosowania Dobrych Praktyk – powiedział Krzysztof Szułdrzyński, partner zarządzający działem audytu PwC.

Prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych Mirosław Kachniewski zwrócił uwagę na negatywne wnioski płynące z opublikowanego raportu.

– Mamy 109 spółek, które nie raportują i nie przestrzegają (Dobrych Praktyk – red.), ale powinny chociaż zaraportować, że ich nie przestrzegają. Drugi wniosek jest taki, że jest wiele Dobrych Praktyk, które rzeczywiście są dobrymi praktykami i powinny być przestrzegane, a znalazły się na topie tych nieprzestrzeganych – wymieniał prezes Kachniewski.

W nowym zbiorze dobrych praktyk jest określone 6 „przykazań” – zasad ogólnych, 20 rekomendacji oraz 70 zasad szczegółowych, które powinny być przestrzegane przez spółki i podlegają obowiązkowi informacyjnemu w giełdowym systemie EBI.

Jak wynika z raportu „Rady nadzorcze 2017: trendy i kierunki zmian”, z 487 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie – do 16 lutego 2017 formularze w giełdowym systemie EBI wypełniły 353 spółki. Z pozostałych 134 spółek, 14 wypełniło swój obowiązek w EBI w innej formie, a jedynie 11 opublikowało na swojej stronie internetowej raport o pełnej zgodności. Oznacza to, że pozostałych 109 firm, stanowiących ok. 22 proc. wszystkich spółek giełdowych, nie wywiązało się z obowiązku informacyjnego zapisanego w Regulaminie Giełdy.

Jak wynika z analizy raportów spółek, które dotrzymały obowiązku informacyjnego w zakresie stosowania dobrych praktyk, średnio spółki giełdowe raportują nieprzestrzeganie 10 zasad, co oznacza 86-procentowy poziom zgodności. Najwyższy poziom zgodności deklarują spółki z sektora finansowego (95 proc.), ochrony zdrowia, technologii oraz paliwa i energie (wszystkie po 89 proc.).

Gospodarka globalna przyspiesza. Brazylia i Rosja wychodzą z recesji

Według raportu międzynarodowej firmy Coface, który oficjalnie ogłoszony zostanie w czwartek, w tym roku gospodarka światowa przyśpieszy. Globalny PKB wzrośnie o 2,8, wobec 2,5 w roku minionym. Dla strefy euro wzrost prognozowany jest na 1,6 proc.

Więcej na ten temat w rozmowie MarketNews24 z Grzegorzem Sielewiczem, głównym ekonomistą Coface w regionie Europy Centralnej.

Grzegorz Ogonek (XTB) o najnowszych projekcjach NBP dot. polskiej gospodarki

W najnowszym raporcie NBP ocenia, że PKB w tym roku wzrośnie o 3,7 proc., czyli nawet więcej niż założył rząd. Agencje międzynarodowe są znacznie ostrożniejsze, przewidując wzrost 3,2 proc. Optymizm NBP związany jest z programem Rodzina 500+, czyli ze wzrostem wydatków na konsumpcję.

-Przy takim uzasadnieniu może być to nawet wzrost o 3,8 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Ogonek, analityk XTB. – W ekonomii nazywa się to wygładzaniem ścieżki konsumpcji, chodzi o to, że gospodarstwa domowe muszą przyzwyczaić się do nowych dochodów, zanim systematycznie zwiększą wydatki na konsumpcję.

NBP pisze w swym raporcie: Spowolnienie aktywności gospodarczej w II połowie ub.r. było silniejsze niż zakładano w projekcji listopadowej. Na dynamikę PKB w ubiegłym roku negatywnie wpłynął głębszy od oczekiwań spadek nakładów brutto na środki trwałe, który wynikał z niższej od przyjętej w założeniach do projekcji absorpcji transferów kapitałowych z UE oraz podwyższonego poziomu niepewności w gospodarce globalnej.

W ocenie NBP czynniki te mają charakter przejściowy i nie wpływają istotnie na prognozowane na kolejne lata tempo wzrostu gospodarczego. W 2017 r. oczekiwane jest przyspieszenie dynamiki PKB do 3,7 proc. (w ustawie budżetowej zapisano 3,6 proc.), która następnie powróci do poziomu 3,3 i 3,2 proc. Do przyspieszenia dynamiki PKB w bieżącym roku przyczyni się wzrost nakładów brutto na środki trwałe, zarówno publicznych jak i przedsiębiorstw, wspierany napływem środków z budżetu UE z nowej perspektywy finansowej 2014-2020.

W 2017 r. zwiększy się również dynamika konsumpcji prywatnej finansowanej rosnącymi dochodami gospodarstw domowych. Do wzrostu dochodów przyczynia się bowiem poprawa sytuacji na rynku pracy oraz wdrożenie programu Rodzina 500 plus. Korzystnie na popyt krajowy w horyzoncie projekcji będzie wpływać niski poziom stóp procentowych obniżający koszt zaciągania kredytów.

Murapol powiększa bank ziemi w Poznaniu

Grupa Murapol zakupiła nieruchomość o powierzchni 0,77 ha zlokalizowaną przy ul. Karpia w Poznaniu za kwotę 4,55 mln zł netto. Na nabytym gruncie zostanie zrealizowany projekt deweloperski składający się ze 184 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej ok. 9,9 tys. mkw.

Podpisana umowa zakupu działki przy ul. Karpia jest związana ze spełnieniem warunków zawieszających  wynikających z umowy przedwstępnej z dnia 30 grudnia 2016 r., w tym m. in. z wykreśleniem z księgi wieczystej obciążeń hipotecznych oraz ostrzeżeń dotyczących postępowań egzekucyjnych.

W ramach inwestycji przy ul. Karpia powstaną dwa budynki, pięcio- i sześciokondygnacyjny, w których zostaną zaoferowane mieszkania o zróżnicowanych metrażach i strukturze, obejmujące kawalerki, lokale dwu-, trzy- i czteropokojowe, o powierzchni od 28 do 65 mkw. Ponadto w podziemnych halach garażowych budynków przewidziano 184 miejsca postojowe.

– W stolicy Wielkopolski działamy od 2010 roku, w którym to rozpoczęliśmy realizację naszego sztandarowego poznańskiego projektu – Nowe Winogrady, zlokalizowanego przy ul. Hawelańskiej. Duże zainteresowanie klientów tą inwestycją przekonało nas nie tylko do jej dalszej rozbudowy, ale także do szukania innych, ciekawych gruntów pod projekty mieszkaniowe w Poznaniu. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Inwestycja przy ul. Karpia będzie adresowana do nieco innego segmentu klientów niż nabywcy lokali w osiedlu Nowe Winogrady. Przygotowując nową ofertę mieszkań odpowiedzieliśmy na potrzeby tych kupujących, którzy szczególnie cenią sobie ciszę i spokój, a decydujące znaczenie przy podejmowaniu decyzji zakupowych mają zaproponowane im warunki cenowe. – dodaje Michał Sapota.

Obecnie procedujemy formalności administracyjne związane z projektem przy ul. Karpia, po zakończeniu których rozpoczniemy prace budowlane. Wstępny harmonogram inwestycji przewiduje oddanie mieszkań do dyspozycji klientów w trzecim kwartale 2018 roku.

Aktualna poznańska oferta mieszkaniowa Grupy Murapol obejmuje trzeci i czwarty etap projektu Murapol Nowe Winogrady, w ramach których powstają 243 mieszkania o łącznej powierzchni użytkowej blisko 11,5 tys. mkw. Przyszłym mieszkańcom oferujemy także 451 miejsc postojowych. W dwóch wcześniejszych, już skomercjalizowanych etapach tej inwestycji, nabywców znalazło blisko 500 lokali mieszkalnych.

Ponadto przygotowujemy realizację projektu deweloperskiego przy ul. Kajki, w którego pierwszym etapie planujemy zaoferować klientom 259 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 11,5 tys. mkw., a także 390 miejsc postojowych w kondygnacji podziemnej budynków.

Do końca grudnia 2020 r. Budimex wybuduje Trasę Łagiewnicką w Krakowie za ponad 800 mln zł

Budimex w konsorcjum z Ferrovial Agroman SA zrealizuje jedną z najważniejszych w najbliższych latach inwestycji Krakowa – Trasę Łagiewnicką. Dziś inwestor zawarł z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym oraz Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowy na finansowanie drogowego projektu.

Umowę ze spółką Trasa Łagiewnicka SA konsorcjum podpisało 17 marca 2017 roku. Jej wartość brutto to 802 mln zł.

Budowa Trasy Łagiewnickiej przebiegać będzie od skrzyżowania z ul. Grota – Roweckiego do skrzyżowania z ul. Beskidzką i z ul. Halszki. Jest to odcinek o długości 3,5 km. W ramach projektu powstanie również 2,5 km droga tramwajowa. Trasa połączy osiedle Ruczaj i ul. Zakopiańską z osiedlami Wola Duchacka i Kurdwanów. Budimex zrealizuje inwestycję w formule „projektuj i buduj”.

Trasa Łagiewnicka to jedna z najważniejszych inwestycji Krakowa najbliższych lat. Jej kluczowym elementem jest linia tramwajowa, która połączy osiedle Kurdwanów z ul. Zakopiańską. Co bardzo istotne, realizacja Trasy Łagiewnickiej otwiera drogę do budowy zachodniego odcinka tzw. III obwodnicy Krakowa z trasami Pychowicką i Zwierzyniecką. Projekt przyczyni się do odciążenia ruchu w rejonie ścisłego centrum Krakowa – w tym w rejonie alei Trzech Wieszczów, umożliwi przejęcie ruchu międzydzielnicowego z centrum, co przełoży się na zmniejszenie emisji spalin. Dlatego cieszę się, że tak ważna dla mieszkańców Krakowa inwestycja może liczyć na wsparcie instytucji centralnych, a także Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Wierzę, że współpraca w zakresie realizacji programu inwestycyjnego Krakowa zarówno z rządem RP, jak i międzynarodowymi instytucjami finansowymi będzie kontynuowana – podkreślił Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa.

Zakres projektu:

  • budowa ulicy dwujezdniowej o długości ok. 3 500 m, o szerokościach jezdni 2×7,0m i 2×10,5m,
  • budowa obiektów inżynieryjnych, w tym tuneli prowadzących główne jezdnie trasy pod skrzyżowaniami, osiedlem domów jednorodzinnych oraz obszarem osadników odpadów poprodukcyjnych byłych zakładów Solvay, tzw. „Białych Mórz”,
  • budowa i przebudowa linii tramwajowej wraz z przebudową torowiska na pętli tramwajowej,
  • ­przebudowa i rozbudowa ul. Zakopiańskiej,
  • ­przebudowa linii kolejowej,
  • ­przełożenie koryta rzeki Wilgi,
  • zagospodarowanie terenów naziemnych (miejsca nad tunelami oraz w obrębie przebiegu inwestycji) tj. nasadzenia, wielopokoleniowy ogródek jordanowski w tematyce „Smoczego Skweru”, zagospodarowanie o charakterze parkowym, zespół sportowo- rekreacyjny, ciągi piesze i rowerowe,
  • budowa obiektu kubaturowego (budynek gł. sterowania  CZTO Centrum Zarządzania Trzecią Obwodnicą),
  • ­budowa urządzeń wyposażenia technicznego tuneli,
  • ­budowa odwodnienia drogi i tuneli,
  • ­przebudowa i budowa urządzeń i sieci istniejącej infrastruktury pod- i nadziemnej,
  • ­nasadzenia zieleni.

Prace potrwają do końca grudnia 2020 roku.

Raport z europejskiego rynku powierzchni biurowych

Wyniki Grupy Kapitałowej Redan za 2016 r.

Grupa Kapitałowa Redan opublikowała raport finansowy za 2016 r., zgodnie z którym skonsolidowane obroty wzrosły r./r. o 12,0% do 628,5 mln zł. Grupa wypracowała w tym okresie 5,2 mln zł zysku netto, względem 7,1 mln zł straty rok wcześniej. Na osiągnięty wzrost główny wpływ miała znacząca poprawa efektywności segmentu modowego Top Secret, który jednak nie zdołał jeszcze osiągnąć progu rentowności. Jego przekroczenia Zarząd Redan spodziewa się w tym roku. Głównym motorem rozwoju Grupy Redan pozostaje sieć dyskontowa TXM. 
Segment modowy Top Secret w 2016 r. osiągnął 250,6 mln zł obrotów, czyli o 2% więcej niż rok wcześniej. Marża handlowa wzrosła ciut wolniej, bo o 1,6% do 107,2 mln zł. Jednocześnie udało się obniżyć koszty sprzedaży i ogólnego zarządu o 3,3% w ujęciu r./r.. W efekcie na poziomie wyniku na sprzedaży segment modowy zanotował 6,3 mln zł straty, ale był to wynik aż o 5,5 mln zł lepszy wynik niż rok wcześniej.

Dodatkowo udało się odzyskać 2 mln zł od pośrednika logistycznego działającego dla części modowej w 2015 r. na rynku rosyjskim. W 2016 r. część modowa uzyskała również aż o +4,2 mln zł lepsze saldo operacji finansowych w stosunku do roku poprzedniego, co było rezultatem m.in. dodatniego wyniku na zrealizowanych różnicach kursowych. W efekcie Top Secret w minionym roku zanotowało 4,3 mln zł straty przed opodatkowaniem, względem 22,5 mln zł straty rok wcześniej.

 „Miniony rok dla Top Secret oceniamy jako udany.

Mimo, że nie osiągnęliśmy jeszcze progu rentowności, to zanotowaliśmy radykalną poprawę. Z jednej strony dotyczyło to podstawowej działalności i to pomimo niekorzystnego pierwszego kwartału. Z drugiej strony znacznie skuteczniej zarządzaliśmy ryzykami poprzez częściowe odzyskanie strat na należnościach oraz skuteczne wyeliminowanie strat na różnicach kursowych, pomimo, że wahania kursów były znaczne. W wynikach widać, że pozytywne rezultaty przynosi zmiana strategii wprowadzona jesienią 2015, zakładająca koncentrację na podwyższaniu marży handlowej oraz optymalizację kosztów działania zamiast nacisku na ekstensywny wzrost sprzedaży”– stwierdził Bogusz Kruszyński, Prezes Redan SA.

W segmencie modowym w minionym roku widać trzy okresy różniące się wyraźnie w zakresie generowanych wyników oraz widocznych w nich tendencji. W pierwszym kwartale nastąpiło pogorszenie wyniku, ze względu na konieczność wyprzedaży nadwyżki towarów z sezonu jesień-zima 2015 r. oraz głębsze od zakładanych poziomy przecen nowej kolekcji wiosenno-letniej. W drugim i trzecim kwartale uzyskano poprawę wyników, ale bez przekroczenia progu rentowności.

W tym okresie osiągnięto istotną poprawę struktury zapasu w postaci zwiększenia udziału kolekcji letniej, dzięki czemu uzyskano lepsze dostosowanie oferty do aktualnych oczekiwań klientów oraz sezonowości pogodowej. W rezultacie można było zmniejszyć skalę przecen i promocji na obu częściach kolekcji. W czwartym kwartale obserwowaliśmy pozytywne skutki zmian w kolekcji jesienno-zimowej, która została dobrze przyjęta przez klientów. To zapewniło dalszą poprawę na tyle znaczącą, że cześć modowa w tym okresie osiągnęła zysk.

„Jesteśmy przekonani, że pozytywne skutki zmian wprowadzonych w 2016 r. zobaczymy w wynikach tego roku. Liczymy, że działania związane ze zmianami w przygotowaniu kolekcji pozwolą nam zwiększyć udział sprzedaży w pierwszych cenach. Na mniejszą skalę będziemy także prowadzić wyprzedaż towarów z poprzednich sezonów. Pozytywne efekty przyniesie także optymalizacja kosztów. Wszystkie te działania powinny pozwolić wypracować zysk w segmencie modowym nie tylko w IV kwartale, ale w całym roku.” – zaznaczył Bogusz Kruszyński.
Z kolei w segmencie dyskontowym TXM w 2016 r. przychody zwiększyły się r./r. o 20,1% do 377,9 mln zł. W tym okresie marża handlowa wzrosła r./r. o 22,5% do 158,7 mln zł. Natomiast koszty sprzedaży i ogólnego zarządu zwiększyły się o 31,5%. Wynik na sprzedaży wyniósł 16,9 mln zł i był o 4,8 mln zł niższy względem uzyskanego w poprzednim roku. Wpłynęło na to przede wszystkim zwiększenie o 5,4 mln zł zysku na sprzedaży wypracowanego w kanałach dystrybucji w Polsce, wzrost kosztów centrali TXM o 6,9 mln zł oraz powiększenia straty na działalności zagranicznej o 3,3 mln zł. Z kolei na poziomie wyniku przed opodatkowaniem TXM było 15,9 mln zł na plusie, w porównaniu do 20,2 mln zł rok wcześniej. „Sieć TXM pozostaje głównym motorem rozwoju Grupy Redan.

Liczymy, że wzrost liczby sklepów oraz rosnący udział importu bezpośredniego towarów spowoduje że kolejnych okresach uzyskiwana marża handlowa będzie rosła szybciej niż poziom kosztów, a tym samym rentowność tej działalności będzie się zwiększać.” – dodał Prezes Redan SA.

Uwzględniając wyniki obu segmentów Grupa Redan w minionym roku uzyskała 628,5 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost o 12,0% w porównaniu do poprzedniego roku. W tym okresie koszty sprzedaży i ogólnego zarządu zwiększyły się licząc r./r. o 12,8% do 255,3 mln zł. W efekcie uzyskano 10,5 mln zł zysku na sprzedaży, czyli o 23% więcej niż w 2015 r. Pozytywny wpływ na wyniki miało dodatnie saldo pozostałych przychodów i kosztów operacyjnych w wysokości 7,9 mln zł.

W efekcie na poziomie wyniku operacyjnego Grupa osiągnęła 12,5 mln zł (+359%). Z kolei na poziomie wyniku netto Grupa była 5,2 mln zł na plusie, względem 7,1 mln zł straty rok wcześniej. Uwzględniając różnice kursowe z przeliczenia jednostek zagranicznych suma całkowitych dochodów w 2016 r. wyniosła 5,5 mln zł, co daje aż o 13,9 mln zł lepszy wynik niż w 2015 r. Natomiast suma dochodów przypadająca akcjonariuszom jednostki dominującej była na poziomie +0,8 mln zł, czyli aż o 15,2 mln zł wyższym niż rok wcześniej.