Ceny nieruchomości mieszkaniowych na świecie rosną najwolniej od 2015 roku

Firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global House Price Index – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 56 krajach i regionach na świecie. Indeks pokazuje, że ceny rosną najwolniej od III kwartału 2015 roku. Na koniec marca 2023 roku roczny, średni wzrost cen wyniósł 3,5%.

Najważniejsze wnioski:

  • Indeks cen rośnie najwolniej od III kwartału 2015 r. Oprócz tego jego wartość znacznie spadła z rekordowego poziomu osiągniętego na koniec marca 2022 roku, który wyniósł wtedy 11,1%.
  • Spośród 56 śledzonych rynków 17 odnotowało spadki cen w ujęciu r/r, w tym 9 krajów o ponad 5%.
  • 23 ze śledzonych rynków odnotowało spadek cen w ciągu I kwartału 2023 r.
  • Turcja ponownie prowadzi w rankingu. Na koniec I kw. 2023 r. ceny nieruchomości wzrosły tam o 132,8% w ujęciu r/r i o 22,2% w ujęciu k/w.
  • Pierwsza dziesiątka indeksu jest zdominowana przez kraje europejskie. Po Turcji, ceny najbardziej wzrosły w Macedonii Północnej (18,8%), w Chorwacji (17,3), na Węgrzech (16,6), na Litwie (15,3%), w Grecji (14,5%), w Islandii (13,4%) i w Portugalii (11,4%). Na ósmym miejscu znalazł się Meksyk (11,7%), a grupę tę miejscem 10-tym zamyka Singapur (11,3%).
  • W Polsce na koniec I kw. 2023 r. ceny nieruchomości wzrosły o 9,3% w stosunku do końca I kwartału 2022 r. Plasuje to Polskę na 15 miejscu w indeksie.

Polska firma B-Act zajmie się projektami odbudowy w regionie Charkowa

B-Act, spółka inżynieryjna specjalizująca się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych, otworzyła w ostatnim tygodniu przedstawicielstwo w Charkowie. Władze Charkowa szacują skalę zniszczeń na 9,5 mld euro i już teraz prowadzą prace w zakresie odbudowy. B-Act w najbliższym czasie ruszy również z biurem w Winnicy. Spółka zamierza kontynuować dynamiczną ekspansję zagraniczną, a pieniądze na rozszerzenie skali działalności planuje pozyskać z oferty publicznej, a w konsekwencji zadebiutować na rynku NewConnect.

B-Act mocno angażuje się w odbudowę Ukrainy. Tylko w ostatnim czasie podpisał kontrakty o wartości ok. 26,5 mln PLN, które obejmują doradztwo inżynieryjne i nadzór techniczny nad kluczowymi projektami dla odbudowy infrastruktury w tym kraju.

Do tej pory spółka swoje działania na Ukrainie skupiała przede wszystkim wokół biura w Kijowie oraz biura w Połtawie, gdzie realizowała kilka kontraktów drogowych. Teraz zdecydowała rozszerzyć obecność na inne regiony. Kolejne przedstawicielstwo regionalne zostało otwarte w Charkowie w ubiegłym tygodniu.

Charków przed wojną zamieszkiwało blisko 1,5 mln mieszkańców, a całą aglomerację miejską ponad 2 mln osób. Miasto jest ważnym ośrodkiem przemysłowym i naukowym. Zostało szczególnie dotknięte działaniami wojennymi w pierwszej połowie ubiegłego roku. Pomimo trwających ataków władze miasta już teraz myślą o odbudowie. Igor Terechow, mer Charkowa, w trakcie czerwcowej Ukraine Recovery Conference w Londynie poinformował, że na odbudowę infrastruktury, domów i innych budynków tylko w samym mieście potrzeba 9,5 mld euro. Około 150 tys. mieszkańców pozostaje bez mieszkań, połowa szkół i przedszkoli jest uszkodzona – wynika z informacji mera Charkowa. Same władze miasta podjęły się częściowej odbudowy. Tylko w ubiegłym roku odbudowano 200 obiektów mieszkalnych, które były całkowicie zniszczone. Obecnie budowanych jest jeszcze 50 domów.

Skala zniszczeń w Charkowie jest ogromna. Pomimo, bliskości granicy z Rosją i powtarzających się ataków rakietowych, już teraz trwa odbudowa miasta. Dzieje się tak, bo to właśnie rekonstrukcja infrastruktury ma duże znaczenie w kontekście zapewnienia dalszych możliwości rozwoju dla osób, które zdecydowały się pozostać w Ukrainie. Chcemy mieć udział w tym procesie i podzielić się swoimi doświadczeniami. Dlatego zdecydowaliśmy się na otwarcie biura w Charkowie, które będzie naszym kolejnym przyczółkiem w tym kraju. Nie jest to nasze ostatnie słowo w zakresie aktywności w ukraińskich regionach – deklaruje Adam Białachowski, prezes B-Act.

W najbliższych tygodniach B-Act zamierza otworzyć biuro w Winnicy (południe Ukrainy). Już teraz niedaleko tego miasta spółka prowadzi prace na ważnej inwestycji dla Ukrainy. Chodzi o budowę transgranicznego mostu Jampol – Koseuts na Dniestrze, który jest wspólnym projektem Ukrainy i Mołdawii. B-Act jeszcze przed rozpoczęciem wojny podpisał kontrakt na pełnienie funkcji nadzoru technicznego oraz inżyniera konsultanta w ramach tej inwestycji, którego wartość wynosi 2 mln EUR.

Liczymy, że zwiększenie naszej obecności na rynku ukraińskim pozytywnie przełoży się także na wyniki finansowe spółki. W minionym roku osiągnęliśmy blisko 14 mln PLN przychodów i chcemy poprawić ten wynik oraz zwiększyć rentowność. Aby móc stale się rozwijać i dalej realizować ambitne plany pod koniec 2023 r. chcemy przeprowadzić ofertę publiczną dla inwestorów oraz w połowie 2024 r. zadebiutować na rynku NewConnect. Uważamy, że B-Act znalazł się w odpowiednim momencie, aby zacząć finansować projekty za pośrednictwem funduszy pozyskanych z rynku kapitałowego – dodaje Adam Białachowski.

Nowelizacja ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych – komentarz BCC

Przyjęte w nowelizacji ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych rozwiązania de facto nie uderzą w rynek PRS, co było zamierzeniem rządu, ale w przysłowiowego zamożnego Kowalskiego. Dlaczego tak się stanie?

Po pierwsze, ustawa mówi o lokalach jako odrębnych nieruchomościach, a model PRS nie wymaga wydzielenia lokali jako odrębnych nieruchomości (następuje to u notariusza), wystarczy nabyć sam budynek. Ponadto, nawet w przypadku wydzielenia odrębnych własności lokalu w takim budynku, wystarczy, że przedmiotem obrotu będzie spółka celowa będąca właścicielem czy użytkownikiem wieczystym takich nieruchomości.

Po drugie, część inwestycji PRS budowana jest jako hotele, więc wprowadzone rozwiązania nie mają zastosowania, bo nie mamy tu do czynienia z lokalami mieszkalnymi. Równocześnie podwyższonego podatku nie stosuje się, gdy dokonamy nabycia dowolnej ilości lokali na różnych nieruchomościach gruntowych, ważne tylko, żeby nie przekroczyć progu 5 lokali mieszkalnych na jedną nieruchomość gruntową. Nowe przepisy pozostaną zatem co do zasady martwe. – stwierdza Tomasz Artaszewicz-Zawisza, ekspert Business Centre Club prawo nieruchomości i prawo planowania zagospodarowania przestrzennego

Tomasz Artaszewicz-Zawisza, ekspert BCC, prawo nieruchomości i prawo planowania zagospodarowania przestrzennego

Upadki banków w 2023 – analiza z perspektywy czasu

Czy regulacje są odpowiedzią na wszystkie problemy sektora bankowego? Czy da się przewidzieć i mitygować ryzyko na rynku finansowym? Jak systemowe hamowanie inflacji potrafi doprowadzić do upadku banku? Czy jesteśmy u progu kolejnego kryzysu gospodarczego spowodowanego niewypłacalnością sektora finansowego? Sytuację branży po przejściach analizuje Marcin Myszkowski, Head of Next Generation Banking Practice, GFT.

Silvergate Bank upadł ponad 3 miesiące temu, 8 marca, Silicon Valley Bank ogłosił niewypłacalność dwa dni później, 10 marca 2023 roku. Ich upadki – strukturalnie bliźniaczo podobne do siebie, choć nieidentyczne  – pociągnęły za sobą kolejne instytucje finansowe. Choć wydaje się, że udało uniknąć się ogólnoświatowego kryzysu finansowego i gospodarczego, to warto przyjrzeć się sekwencji wypadków, by dokładnie zrozumieć, dlaczego walka z inflacją czasem przynosi ofiary w postaci upadku banków.

Zacznijmy od większego i słynniejszego z tej dwójki, w którym jak w soczewce skupiły się wszystkie problemy sektora bankowego. Silicon Valley Bank – SVB – został założony w 1983 roku. Bank ten działał głównie w Kalifornii i z tego powodu był objęty mniej restrykcyjnymi regulacjami, niż duże międzynarodowe  instytucje. Jego klientami były głównie startupy technologiczne oraz firmy, które je finansują – fundusze venture capital. Co więcej, istotna część Doliny Krzemowej trzymała pieniądze – firmowe jak i prywatne – właśnie w tym banku. To istotny szczegół, który miał wpływ na jego późniejszy los.

Tuż przed upadkiem bank posiadał 209 mld USD aktywów i zatrudniał ponad 8 tys. pracowników. Na początku 2023 roku zajmował 16 miejsce na liście największych amerykańskich banków. Dla porównania – PKO BP, największy polski bank posiadał pod koniec 2022 roku ok. 110 mld USD w aktywach. Największy wzrost poziomu aktywów SVB notował od roku 2020, kiedy startupy lokowały środki od inwestorów oraz z pandemicznych planów ratunkowych. Regulacje bazylejskie, zakładające poprawienie płynności banków, wymagają od instytucji finansowych posiadania gotówki, obligacji skarbowych lub wysokiej jakości papierów wartościowych, co jak się wkrótce okaże, również miało wpływ na tegoroczny kryzys branży.

SVB zdecydował się zainwestować nowe aktywa w długoterminowe obligacje skarbowe. 97% z 80 mld dolarów ulokował w obligacjach 10-letnich lub dłuższych, z których średnia stopa zwrotu wynosiła 1,56%. Taka decyzja, logiczna w czasach niskich stóp procentowych, staje się ryzykowna, gdy stopy drastycznie rosną. Wspomniana sytuacja zaczęła mieć miejsce od 2021 roku, kiedy rozpoczął się wzrost inflacji w Stanach Zjednoczonych. Od wybuchu wojny w Ukrainie, System Rezerwy Federalnej (FED) regularnie podnosił stopy procentowe. Oznaczało to, że nowe obligacje skarbowe były oprocentowane na 3,5%, o 2 pkt. proc. więcej niż te zakupione przez SVB.

W konsekwencji wartość obligacji posiadanych przez SVB drastycznie spadła – nikt nie chciał ich kupić, skoro na rynku były dostępne obligacje z dużo wyższą stopą zwrotu. Bank mógł uniknąć upadku, gdyby już na początku fazy podnoszenia stóp procentowych sprzedał posiadane obligacje. Ze stratą, ale zminimalizowałby widmo jeszcze większych strat. Jednak, mimo wyraźnych sygnałów o nadchodzących podwyżkach stóp procentowych, SVB nie reagował. Jedną z przyczyn mógł być fakt, że przez 8 miesięcy najbardziej drastycznych podwyżek w banku nie było szefa pionu ryzyka, który powinien podejmować takie decyzje. Dotychczasowa CRO Laura Izurieta opuściła stanowisko w kwietniu 2022 roku. Dopiero w styczniu 2023 zastąpił ją Kim Olson, kiedy było za późno na uratowanie sytuacji.Upadki bankow w 2023 - wykres 1 Upadki bankow w 2023 - wykres 2

Efektem tego braku reakcji była utrata płynności finansowej. Na początku 2023 SVB był zmuszony do sprzedaży obligacji skarbowych z dużą stratą – ok. 1,8 mld USD. By uratować płynność, poszukiwał gotówki na rynku, próbując pozyskać 500 mln USD od funduszy venture capital. Nie umknęło to uwadze inwestorów banku oraz agencji Moody’s, która obniżyła rating firmy 8 marca do poziomu Baa1, z tendencją spadkową. W efekcie akcje banku zaczęły drastycznie spadać, tracąc w ciągu jednego dnia 60% wartości rynkowej.

To z kolei spowodowało panikę wśród klientów SVB i tzw. run na bank. Żeby zrozumieć, dlaczego klienci masowo zaczęli wypłacać pieniądze, trzeba poświęcić chwilę regulacjom dotyczącym zabezpieczania depozytów w bankach. Zwykle lokalne przepisy gwarantują klientom wypłatę środków nawet po upadku instytucji do określonej kwoty (w Polsce jest to Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który chroni środki do 100 tys. EUR). W USA odpowiada za to FDIC (Federalna Korporacja Ubezpieczeń Depozytów), która chroni depozyty klientów do 250 tys. USD. Wszyscy, którzy widzieli złą sytuację finansową SVB i mieli więcej pieniędzy – a był to bank dla startupów, które w znacznej większości trzymały tam więcej gotówki – obawiali się straty pieniędzy. 9 marca, dzień po zmianie ratingu, wielu klientów złożyło wnioski o wypłatę lub transfer pieniędzy na konta w innych bankach. Wnioski opiewały na kwotę 42 mld USD (ok. 25% wszystkich depozytów w banku). SVB nie był gotowy na tak nagłą i dużą wypłatę środków. Dzień instytucja zamknęła bilansem ujemnym na poziomie 1 mld dolarów i nie była w stanie przekazać klientom ich środków. To oznacza niewypłacalność i jest równoznaczne z upadkiem banku. Panika najważniejszych klientów, którzy chcieli uratować środki nieobjęte gwarancją, udzieliła się pozostałym oraz rozlała się na klientów innych banków będących w podobnej sytuacji.

Równolegle z SVB – i z podobnych przyczyn – w kłopoty wpadł Silvergate Bank. Założona w 1998 roku instytucja, w 2016 roku skierowała się w stronę kryptowalut. We wrześniu 2020 roku Silvergate posiadał aktywa kryptowalutowe w wysokości 2,1 mld USD. Jednym z najważniejszych klientów banku była FTX, jedna z największych giełd wymiany kryptowalut. Rynek ten jest bardzo luźno regulowany, a wręcz można przyznać, że w praktyce nie podlega żadnym regulacjom. FTX upadł pod koniec 2022 roku, gdy wyszło na jaw, że jest to niemal piramida finansowa. Większość strat FTX pokrył Silvergate z depozytów. 5 stycznia 2023 roku wycena akcji spadła o 40% po tym, jak firma potwierdziła w raporcie kwartalnym, że jej klienci wycofali 8,1 mld USD w okresie od września do grudnia 2022. To kolejny przykład paniki wywołanej wśród klientów, którzy masowo zaczęli wycofywać kryptowalutowe aktywa z banku – tym razem spowodowanej upadkiem FTX.

Podobnie, jak SVB, Silvergate inwestował depozyty w długoterminowe, niskooprocentowane obligacje skarbowe. W sytuacji drastycznej podwyżki stóp procentowych, bank musiał je sprzedać ze sporą stratą. W dokumencie regulacyjnym Silvergate stwierdził, że jego kapitalizacja jest „niższa niż dobra”, co doprowadziło do spadku akcji o kolejne 57% w okresie od 1 do 3 marca 2023, z 13,53 USD do 5,77 USD. W konsekwencji 8 marca 2023 ogłoszono, że Silvergate Bank zakończył swoją działalność i zostanie zlikwidowany.

Kolejną ofiarą paniki klientów został Signature Bank, jeszcze w grudniu 2022 roku wymieniony jako 19. pod względem wielkości bank w Stanach Zjednoczonych (według S&P Global), posiadający  aktywa o wartości 110,36 mld USD i 88,59 mld USD depozytów. Signature zajmował się głównie udzielaniem pożyczek na nieruchomości wielorodzinne w Nowym Jorku. Upadł dwa dni po SVB, a przyczyną były zarówno wysokie kwoty niezabezpieczonych depozytów, jak i dodatkowo prawie 25% depozytów w kryptowalutach. Analogicznie jak w wypadku SVB, najpierw wycena banku spadła drastycznie (od 10 lutego do 10 marca o 79%), a następnie klienci masowo ruszyli wypłacać pieniądze, zaniepokojeni jego sytuacją. Masowy run na  środki finansowe spowodował niewypłacalność Signature już 12 marca 2023 roku, kiedy DFS (Departament Usług Finansowych) przejął bank i wyznaczył FDIC na syndyka masy upadłościowej instytucji.

Następną kostką domina stał się First Republic Bank – bank komercyjny i dostawca usług zarządzania majątkiem z siedzibą w San Francisco, w Kalifornii. Obsługiwał zamożnych klientów indywidualnych i prowadził 93 biura w 11 stanach, głównie w Nowym Jorku, Kalifornii, Massachusetts i na Florydzie. Problemy First Republic zaczęły się w połowie marca, a pośrednią przyczyną były upadki SVB, Silvergate i Signature. Agencje ratingowe Fitch i S&P Global obniżyły rating kredytowy First Republic, powołując się na „wysoki odsetek nieubezpieczonych depozytów” zamożnych klientów, którzy z większym prawdopodobieństwem przeniosą swoje pieniądze w razie zagrożenia niewypłacalnością. Co więcej, wskaźnik kredytów do depozytów wynosił 111%  – bank pożyczył więcej pieniędzy niż posiadał w depozytach. W wyniku paniki, jaka wówczas wybuchła, klienci zaczęli wycofywać swoje depozyty, a kurs akcji kalifornijskiego banku poszybował w dół. Nad First Republic zawisnęło widmo niewypłacalności. Czwarty upadły bank w tak krótkim czasie mógł spowodować krach podobny do tego z 2008 roku.

Dlatego na pomoc First Republic przyszła branża bankowa. 11 instytucji – w tym Goldman Sachs, Morgan Stanley, JP Morgan Chase, Bank of America, Citigroup i Wells Fargo (banki zaangażowane w wywołanie poprzedniego kryzysu finansowego) – ulokowało 30 mld USD w depozytach w First Republic, by zahamować panikę i pokazać swoje zaufanie do chwiejącego się banku. Nie zmieniło to decyzji agencji S&P Global, która 19 marca obniżyła rating kredytowy instytucji do poziomu śmieciowego, stwierdzając, że dodatkowe depozyty mogą nie poprawić sytuacji First Republic. Już w kwietniu okazało się, że w niecały miesiąc z banku wyparowało ponad 100 mld USD, ponad połowa wszystkich depozytów. W zdecydowanej większości depozyty wycofali klienci, którzy ulokowali w banku więcej środków niż gwarantowana przez FDIC suma 250 tys. USD.

Pod koniec kwietnia First Republic rozpoczął ostatnią próbę restrukturyzacji – zapowiedział sprzedaż swoich obligacji i papierów wartościowych (by pozyskać środki finansowe) oraz rozpoczął zwolnienia grupowe. Ogłoszenie przez FDIC zamysłu przejęcia banku spowodowało spadek akcji instytucji do 3,50 USD. Kolejne spadki wartości akcji zmusiły FDIC do potwierdzenia przejęcia oraz chęć jego dalszej sprzedaży. Już 29 kwietnia FDIC zwróciła się w tym celu do największych amerykańskich banków, po tym jak cena spadła o kolejne 42% w obrocie po zamknięciu dnia na amerykańskich giełdach (afterhours trading). 1 maja 2023 JPMorgan Chase został właścicielem First Republic Bank.Upadki bankow w 2023 - os czasu

Kryzys zaufania do instytucji finansowych rozlał się też na Europę i zachwiał tutejszym gigantem – Credit Suisse. Szwajcarski bank jest uznawany za jeden z tych, które nie mogą upaść, ale od kilku lat znajdował się w trudnej sytuacji. W latach 2019-2022 Credit Suisse targała seria skandali – od afery szpiegowskiej, przez gigantyczne odszkodowania po wyciek tajnych dokumentów sugerujących brudne interesy klientów banku i brak odpowiedniej transparentności procedur. Wśród zarzutów znalazło się też niszczenie dokumentów dotyczących kont rosyjskich oligarchów po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Panika inwestorów wywołana przez wspomnianą wyżej sekwencją zdarzeń w Stanach Zjednoczonych połączona z problemami Credit Suisse, spowodowała wyprzedaż akcji banku. 15 marca Saudi National Bank – główny udziałowiec CS – odmówił zwiększenia płynności, co spowodowało jeszcze drastyczniejszy spadek wyceny akcji. Szwajcarska instytucja znalazła się na krawędzi upadku. 16 marca – tydzień po krachu SVB i cztery dni po likwidacji Signature Bank – Credit Suisse zwrócił się do Szwajcarskiego Banku Narodowego o pożyczkę w wysokości 54 mld CHF.

Nie powstrzymało to jednak depozytariuszy od wypłacania środków – w ciągu tygodnia aktywa CS spadły o 10 mld CHF (69 mld od początku 2023 roku). Widmo upadku wydawało się nieuchronne. Jednak dzięki negocjacjom szwajcarskiego rządu, Credit Suisse został wykupiony przez innego rodzimego giganta – UBS – za 3,2 mld USD (1% wartości CS w 2007 roku). Warto podkreślić, że – by uniknąć dalszej paniki na rynkach – negocjacje i sprzedaż Credit Suisse odbyła się w weekend 19-20 marca oraz nie musiała być zatwierdzona przez walne zgromadzenie akcjonariuszy obu instytucji.

Również amerykańscy regulatorzy robili wszystko, bo zapobiec panice, która mogłaby się rozlać na inne sektory i doprowadzić do wyniszczającego kryzysu podobnego do tego z 2008 roku (którego skutki są odczuwalne do dziś przez światowe gospodarki). Amerykański rząd obiecał zagwarantować depozyty, które nie były objęte gwarancjami w ramach istniejących regulacji.

Jakie tak właściwie są efekty regulacji? Czy sektor bankowy jest zbyt luźno czy zbyt mocno normowany? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – regulacje pomagają mitygować ryzyko. Jednak żadne obostrzenia nie są w stanie wziąć pod uwagę wszystkich zdarzeń. Bez odpowiednich przepisów powstrzymujących chęć do ryzykownego zarządzania aktywami, kryzysy finansowe byłyby jeszcze częstsze, a ich efekty dotkliwsze.

W działalności regulatorów widać pewną reaktywność. Kolejne przepisy (jak regulacje bazylejskie wprowadzone w odpowiedzi na kryzysy z 2008 roku) pojawiają się dopiero w konsekwencji ponownych kryzysów finansowych. Za obecną falę upadków banków nie można jednak winić instytucji nadzorczych – banki same nieprawidłowo zarządzały ryzykiem (inwestując np. w niestabilne kryptowaluty). Trzeba się jednak liczyć z tym, że sytuacja z początku 2023 roku spowoduje powstanie kolejnych regulacji. Czy wobec tego należy oczekiwać większej aktywności banków, wprowadzania zaleceń nie w odpowiedzi na kryzysy, ale również, gdy pojawi się cień zagrożenia? Instytucje nadzoru finansowego na pewno będą dążyć w tę stronę i przewidywać wydarzenia zanim się zadzieją. Upadki jednych z największych banków mogły wywołać globalną zapaść, jednak dzięki stosunkowo szybkiej reakcji rządów i instytucji, kryzys nie spowodował tak daleko idących konsekwencji gospodarczych jakie mógł przynieść.

Wybory w Hiszpanii: wynik może mieć wpływ na równowagę w Europie

Zwrot o 180 stopni w drodze? W następstwie poważnych porażek w ostatnich wyborach regionalnych i lokalnych 28 maja, premier Pedro Sanchez z Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) wezwał do przeprowadzenia przedterminowych wyborów w Hiszpanii, które odbyły się w niedzielę 23 lipca (zamiast grudnia, jak pierwotnie planowano).

Bez względu na to, kto wygra, konsolidacja fiskalna będzie kluczowa

Reaktywacja europejskich reguł fiskalnych w 2024 r. zwiększy presję na środki konsolidacji fiskalnej. Niezależnie od wyniku wyborów, zajęcie się finansami publicznymi będzie nieuniknione, ograniczając tym samym wszelkie próby prowadzenia bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej. Podczas gdy odbicie gospodarcze w latach 2021-2022 i rosnąca inflacja w wyniku kryzysu energetycznego pomogły poprawić wskaźniki deficytu i zadłużenia, następny hiszpański rząd będzie musiał podjąć więcej działań w przyszłości. Podczas gdy lewicowy rząd prawdopodobnie podniósłby podatki, prawicowy sojusz najprawdopodobniej skupiłby się na cięciu kosztów (wykres 1). W opinii Allianz Trade należy zauważyć, że wysiłek fiskalny, jaki należy podjąć w nadchodzących latach, będzie prawdopodobnie znaczący, biorąc pod uwagę presję, jaką wywrze reforma emerytalna, która weszła w życie w tym roku, a która wiąże emerytury z indeksem inflacji z poprzedniego roku. MFW szacuje, że taka reforma może zwiększyć wydatki na emerytury o 3,2-3,5% do 2050 r., oprócz 1 punktu procentowego wynikającego ze starzenia się społeczeństwa. W kontekście Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (NRPP) Komisja Europejska zwróciła się do hiszpańskiego rządu o ponowne wprowadzenie współczynnika korygującego, który dostosowałby początkowe świadczenia emerytalne do zmian w oczekiwanej długości życia i mechanizmu sprawiedliwości międzypokoleniowej. Nieprzyjęcie tych środków zmniejszyłoby przyszłe transze unijnych funduszy naprawczych przyznanych Hiszpanii, która była jednym z głównych beneficjentów tego mechanizmu.

Wykres 1: Saldo budżetowe (% PKB)Wykres 1: Saldo budżetowe (% PKB)

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Znacząca zmiana społeczna (być może) tuż za rogiem. W ciągu ostatniej dekady hiszpański krajobraz polityczny przeszedł znaczącą transformację, ze znacznym wzrostem liczby partii. Ta fragmentacja doprowadziła do większej niestabilności, ponieważ rządy koalicyjne muszą być tworzone, często na podstawie kruchego konsensusu.

Nowy (prawicowy?) rząd może wpłynąć na obecną politykę gospodarczą

Lewicowy rząd premiera Pedro Sancheza przyjął szereg środków i reform mających na celu zwiększenie wydatków i/lub praw socjalnych. Na przykład, aby sfinansować różne bodźce fiskalne ogłoszone w zeszłym roku w celu powstrzymania kryzysu energetycznego, rząd wprowadził tymczasowe podatki od nadzwyczajnych zysków w sektorze energetycznym i bankowym, aby zebrać około 6 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat. Jeśli do władzy dojdzie prawicowy rząd, środki te prawdopodobnie zostaną wycofane, ponieważ obie partie mają różne podejście do polityki podatkowej. Podczas gdy obecny lewicowy rząd PSOE proponuje zmniejszenie obciążeń podatkowych dla rodzin z osobami na utrzymaniu i utrzymanie podatku od nieruchomości, PP podkreśla potrzebę obniżenia podatku dochodowego od osób fizycznych (IRPF) dla osób zarabiających mniej niż 40 000 EUR rocznie (około 85% całości) oraz obniżenia podatku VAT na podstawowe towary w celu zrekompensowania inflacji. Prawdopodobne jest również, że prawicowy rząd będzie dążył do złagodzenia niektórych przepisów wprowadzonych przez nową reformę pracy. Na froncie energetycznym planowane zamknięcie elektrowni jądrowych w 2027 r. może zostać opóźnione w celu zapewnienia dostaw energii. Zakres tych zmian politycznych będzie jednak zależał od konsensusu między partnerami koalicyjnymi i siły ich większości.

W opinii Allianz Trade ryzyko gospodarcze i finansowe powinno być ograniczone, niezależnie od tego, czy następny rząd będzie lewicowy czy prawicowy. Hiszpańska gospodarka utrzymała dobrą dynamikę, a aktywność gospodarcza w końcu zbliżyła się do poziomów sprzed kryzysu. W pierwszym kwartale roku był to jeden z najlepiej radzących sobie krajów w strefie euro, któremu pomógł eksport netto, zwłaszcza usług, wspierany przez ciągłe ożywienie w turystyce. Ponadto hiszpańska gospodarka skorzystała na pewnych różnicach strukturalnych, takich jak stosunkowo mniejszy sektor przemysłowy w porównaniu na przykład z Niemcami. To właśnie ten energochłonny przemysł najbardziej ucierpiał z powodu wyższych cen energii i spowolnienia globalnego handlu wytwórczego.

Wykres 2: Wkład we wzrost realnego PKBWkład we wzrost realnego PKB

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Allianz Trade oczekuje, że Hiszpania wzrośnie o +2% w 2023 r., osiągając lepsze wyniki niż główne kraje strefy euro. Wskaźniki wyprzedzające sugerują, że odporność utrzymała się w drugim kwartale. W drugiej połowie roku spodziewamy się złagodzenia obserwowanej dotychczas słabości konsumpcji prywatnej, dzięki poprawie realnych dochodów wynikającej z obserwowanego spadku inflacji (spodziewamy się, że inflacja zasadnicza osiągnie 3,8% w 2023 r. i 3,4% w 2024 r.) oraz oczekiwanego wzrostu płac (4,6% w 2023 r. i 4,1% w 2024 r.).

Wykres 3: Stopa bezrobocia (%)Stopa bezrobocia

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Kraj ten nadal stoi jednak przed wyzwaniami wynikającymi ze słabości strukturalnych, takich jak wysokie zadłużenie i niska produktywność, a także utrwalone słabe wyniki na rynku pracy, charakteryzujące się wysokim i utrzymującym się bezrobociem oraz pracą tymczasową, znacznie powyżej poziomów obserwowanych wśród europejskich konkurentów (wykres 2). Aby rozwiązać ten ostatni problem, pod koniec 2021 r. hiszpański rząd przyjął nową reformę rynku pracy, przywracając niektóre prawa pracownicze utracone w przeszłości – a przede wszystkim rozwiązując problem wysokiej częstotliwości pracy tymczasowej w kraju. Jak dotąd zauważamy, że reforma doprowadziła do znacznej zmiany profilu zatrudnienia, przy znacznym wzroście liczby umów na czas nieokreślony (wykres 3). Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, by wyciągać ostateczne wnioski na temat reformy i jej wpływu na funkcjonowanie rynku pracy[1] .

Rysunek 4: Umowa o pracę według rodzajuUmowa o pracę według rodzaju

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Chociaż spodziewamy się utworzenia koalicji[2] po wyborach, nadal istnieje możliwość, że PP i Vox nie będą w stanie osiągnąć porozumienia, co doprowadziłoby do zawieszenia parlamentu, konieczności przeprowadzenia nowych wyborów i przedłużenia niepewności politycznej. W takim scenariuszu reformy mogłyby zostać opóźnione.  W każdym razie należy pamiętać, że utworzenie nowego rządu może zająć trochę czasu. Działalność parlamentarna zostanie wznowiona po utworzeniu nowych izb; sesja inauguracyjna zaplanowana jest na 17 sierpnia, a proces inwestytury z udziałem króla Hiszpanii Felipe VI, spotkania między partnerami i kilka głosowań w Zgromadzeniu muszą zostać zakończone. Jak dotąd rynki nie zareagowały na potencjalne zmiany polityczne. Jednak utrzymująca się niepewność co do przyszłej polityki rządu może wpłynąć na zaufanie inwestorów i utrudnić działalność inwestycyjną.

Wyniki wyborów mogą również zmienić równowagę w Europie

Biorąc pod uwagę, że wybory odbywają się niecały miesiąc po objęciu przez Hiszpanię prezydencji w Radzie UE, sojusz PP-Vox pozwoliłby skrajnej prawicy na ustalanie agendy spotkań Rady. Przesunięcie na prawo w Hiszpanii najprawdopodobniej poddałoby w wątpliwość trudne negocjacje w sprawie zasad fiskalnych w przyszłym roku, a mało prawdopodobny sojusz hiszpańskiego rządu z Holandią mógłby być zagrożony. Inne inicjatywy, takie jak promowanie zrównoważonego wzrostu gospodarczego, wspieranie spójności społecznej i terytorialnej, wzmacnianie tożsamości europejskiej i konsolidacja walki ze zmianami klimatu, również mogą napotkać przeszkody. Co więcej, biorąc pod uwagę niedawny wzrost liczby tradycyjnych i skrajnie prawicowych partii w całej UE (wykres 5) oraz fakt, że w przyszłym roku UE ma wybrać nowy Parlament Europejski, taki prawicowy trend na szczeblu krajowym może oznaczać bardziej konserwatywną Brukselę w czasie, gdy podejmowane będą krytyczne decyzje w takich kwestiach, jak ekspansja UE na wschód, handel z Chinami i nadzorowanie praworządności w krajach UE.

Wykres 5: Kraje europejskie, w których rządy tworzą (lub wchodzą w skład) partie centroprawicowe lub skrajnie prawicowe (czerwiec 2023 r.)Kraje europejskie, w których rządy tworzą (lub wchodzą w skład) partie centroprawicowe lub skrajnie prawicowe

Źródła: Politico, Allianz Research

[1] Zobacz nasz raport Brak szybkich zwycięstw: Więcej miejsc pracy, ale niska produktywność w strefie euro

[2] Po wyborach regionalnych pod koniec maja, Vox i PP uzgodniły utworzenie rządów w regionie Walencji i wielu miastach, takich jak Toledo. Prowadzą również rozmowy w sprawie utworzenia podobnych paktów w regionach Aragonii, Balearów i Estremadury.

Polska liderem rynku nieruchomości przemysłowych i magazynowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Ponad 65 mln mkw. wynoszą obecnie całkowite zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznych w regionie CEE-12[1]. Ponad 1/3 tego wolumenu (25 mln mkw.) znajduje się w regionach 12 stolic europejskich. Polska jest zdecydowanym liderem tego rynku – niemal 30 mln mkw. znajduje się na terenie naszego kraju – wynika z raportu Colliers pt. „ExCEEding Borders: sektor produkcyjny i magazynowy w krajach CEE-12”.

Rynek przemysłowo-logistyczny oraz sektor produkcyjny w regionie CEE-12

Głównym motorem napędowym rozwoju rynku przemysłowo-logistycznego w regionie CEE-12 jest silny wzrost sektorów spedycji, handlu i dystrybucji, a także w dalszej kolejności lekka produkcja, przemysł motoryzacyjny i FMCG. Pomimo stale rosnącej podaży nadal istnieje duże zapotrzebowanie na tego typu nieruchomości.

– Obecna dostępność powierzchni na rynku przemysłowo-logistycznym jest niska, co potwierdza poziom pustostanów w przeanalizowanych przez nas krajach – w większości wynosi on poniżej 5 proc. Częściowo wynika to z faktu, że wysoki odsetek nowej podaży stanowią obiekty BTS (build-to-suit), czyli budowane zgodnie z potrzebami konkretnego najemcy. Standardowe inwestycje spekulacyjne w całym regionie mają obecnie mniejszy udział w rynku, jednak nieruchomości z sektora przemysłowo-logistycznego charakteryzują się najkrótszym czasem realizacji w porównaniu z innymi sektorami, co daje deweloperom możliwość szybkiego dostarczenia nowych projektów na rynek – mówi Dominika Jędrak, Dyrektorka Działu Doradztwa i Badań Rynku w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej w Colliers.

W raporcie, poza podsumowaniem obecnej sytuacji na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych, autorzy wskazują także trendy, które będą miały wpływ na rozwój tego sektora w CEE w przyszłości.

– Istnieje kilka czynników, które mogą wpływać na popyt na rynku powierzchni dla przemysłu oraz logistyki, a także na proces podejmowania decyzji o kolejnych inwestycjach. Jednym z atutów, który będzie mieć wpływ na rozwój tej branży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej jest położenie w samym sercu Europy i doskonały dostęp do międzynarodowej sieci transportowej, która została ulepszona w ciągu ostatnich kilku lat – podkreśla Dominika Jędrak i dodaje – Obecnie, pomimo lekkiego spowolnienia, sektor przemysłowo-logistyczny nadal osiąga dobre wyniki. Przewidujemy, że w 2023 będzie w jeszcze lepszej kondycji.

Ze względu na trwającą wojnę w Ukrainie wszystkie kraje CEE-12 doświadczyły rosnących cen paliw, wyższych cen materiałów budowlanych (i niższej ich dostępności), częściowego przerwania łańcuchów dostaw oraz wysokiej inflacji w 2022 roku. Spowodowało to wydłużenie czasu budowy nowych obiektów przemysłowo-logistycznych oraz wzrost czynszów i stóp zwrotu. Jednak w większości przypadków z końcem 2022 r. sytuacja zaczęła się stabilizować – ceny paliw i materiałów budowlanych zaczęły spadać, inflacja rosła wolniej, a deweloperzy powrócili do większej aktywności. Dlatego, w nadchodzącym roku należy się spodziewać, że czynniki wpływające na atrakcyjność regionu Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak: stosunkowo niskie koszty pracy, które pozwalają inwestorom spodziewać się atrakcyjnych zysków, wykwalifikowana kadra pracownicza, a także duża aktywność w niektórych sektorach produkcyjnych, będą mieć wpływ na dalszy rozwój branży.

Polska liderem w podaży, Czechy w popycie

Sektor produkcyjny w regionie CEE-12 różni się w zależności od kraju. Największe obroty w tym sektorze w 2020 r. odnotowała Polska, która odpowiadała za około 38 proc. całkowitego wolumenu w przeanalizowanych krajach, następnie Czechy (19 proc.) i Węgry (12 proc.). Pod względem udziału sektora produkcyjnego w popycie brutto od początku 2018 r. liderem są Czechy, z udziałem wynoszącym aż 36%.

Najbardziej rozwiniętym sektorem produkcyjnym w regionie CEE-12 w 2020 r. pod względem obrotów był sektor motoryzacyjny.

– W ostatnim czasie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej odnotowano znaczny wzrost liczby zapytań ze strony klientów zajmujących się produkcją akumulatorów wykorzystywanych w samochodach elektrycznych. Trend wzrostowy w tym sektorze powinien utrzymać się w nadchodzących latach. Drugim sektorem o najwyższych obrotach w przeanalizowanych krajach jest produkcja żywności. Widzimy także zwiększone zainteresowanie powierzchnią produkcyjną ze strony klientów azjatyckich, głównie z Chin i Korei Południowej – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers w Polsce.

Autorzy raportu Colliers prognozują, że sektor produkcyjny w krajach CEE-12 będzie nadal znacząco rosnąć w nadchodzących latach. Wpływ na to będą miały wcześniej wymienione czynniki związane z kosztami zatrudnienia, ale także między innymi niższe stawki czynszu niż w krajach Europy Zachodniej. Istotną rolę odgrywa również kwestia dostępności gruntów inwestycyjnych.

– Pozytywny wpływ na tempo rozwoju tego segmentu w krajach środkowoeuropejskich będą mieć także trendy takie, jak nearshoring, czyli przenoszenie produkcji do państw sąsiednich, friendshoring, polegający na przenoszeniu produkcji do państw sojuszniczych oraz reshoring, oznaczający powrót produkcji do kraju macierzystego – podsumowuje Maciej Chmielewski.

[1] Eksperci Colliers przeanalizowali 12 krajów w Europie Środkowo-Wschodniej: Albanię, Bułgarię, Czechy, Czarnogórę, Estonię, Litwę, Łotwę, Polskę, Serbię, Słowację, Węgry i Rumunię.

Posiedzenie Rady Prezesów EBC – niewiele wyżej, ale na dłużej?

Gospodarka strefy euro prawdopodobnie pozostanie w technicznej recesji, odnotowując kolejny kwartał ujemnego wzrostu w II kwartale, podczas gdy inflacja pozostaje niewygodnie wysoka, a zaostrzające się warunki finansowania obciążają aktywność krajową – wynika z analiz Allianz Trade. Bieżące dane ankietowe sugerują, że słaba dynamika wzrostu utrzymywała się w ostatnich miesiącach w obliczu spowolnienia produkcji, spadku wolumenu zamówień i wyjątkowo niskich inwestycji. Ostatnie dane dotyczące produkcji i zamówień z maja sugerują, że strefa euro odnotuje kolejny kwartał ujemnego wzrostu. Wskaźniki zaufania wskazują na wyraźne odwrócenie pozytywnej dynamiki danych miękkich od początku roku, co jest wspierane przez rotację do usług, które przenoszą dynamikę wzrostu. Jednocześnie wciąż stosunkowo napięty rynek pracy utrzymuje presję płacową na wysokim poziomie, ale uporczywie wysoka inflacja odbija się na realnych dochodach gospodarstw domowych, które odradzają się powoli, utrzymując konsumpcję na niskim poziomie (wykres 1). Ogólnie rzecz biorąc, zagregowany popyt ulega stagnacji, co powinno pomóc wzmocnić trend dezinflacyjny w ostatnich miesiącach.

Wykres 1: Dynamika płac w strefie euro i inflacja bazowaDynamika płac w strefie euro i inflacja bazowa

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Uwaga: wskaźnik presji płacowej opiera się na ankietowej miarze ograniczeń produkcji w oparciu o niedobór siły roboczej i krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne.

Mimo że inflacja spowolniła, głównie ze względu na wpływ rządowych środków wsparcia, presja cenowa będzie zmniejszać się powoli w drugiej połowie tego roku. Allianz Trade oczekuje, że rządy będą coraz bardziej ograniczać wydatki, ponieważ rosnące obciążenia związane ze stopami procentowymi wymagają konsolidacji fiskalnej. Roczna inflacja nadal jest blisko trzykrotnie wyższa od celu EBC w zakresie stabilności cen, który wynosi 2%. Inflacja zasadnicza spadła do 5,5% r/r w czerwcu (6,1% r/r w maju), dzięki spadkowi cen energii i żywności (-5,6% r/r i 11,7% r/r) – pomimo wyższej inflacji w Niemczech – a inflacja bazowa wzrosła (ponownie) do 5,4% r/r (5,3% r/r w maju), ale pozostaje poniżej historycznego rekordu 5,7% r/r w marcu. Jednak inflacja energii gwałtownie spadnie w nadchodzących kwartałach (z powodu silnych dezinflacyjnych efektów bazowych) i będzie stanowić mniej niż 10% całkowitej inflacji w tym roku.

Biorąc pod uwagę obecne środowisko stagflacyjne, EBC musiałby sformułować wytyczne dotyczące ścieżki stóp procentowych, które nie spowalniałyby nadmiernie zagregowanego popytu i uwzględniałyby fakt, że wpływ zaostrzonych warunków finansowania na gospodarkę działa z jeszcze większym opóźnieniem. Wyższe stopy procentowe ograniczają inflację poprzez zacieśnienie akcji kredytowej, co w pełni wpływa na popyt (konsumpcję i inwestycje) z opóźnieniem, historycznie 12-18 miesięcy. Dotychczasowy dramatyczny spadek podaży pieniądza w strefie euro wskazuje, że ograniczenie akcji kredytowej już spowolniło konsumpcję i inwestycje, co pomoże obniżyć inflację. Istnieją jednak powody, by sądzić, że tym razem opóźnienie to jest nieco dłuższe (co skutkuje mniejszą skutecznością restrykcyjnej polityki pieniężnej w normalizowaniu inflacji): (1) ponieważ duża część inflacji była napędzana podażą (ceny energii i żywności) oraz (2) nadzwyczajne luzowanie ilościowe przed szokiem inflacyjnym wraz z luźną polityką fiskalną podczas pandemii i kryzysu energetycznego utrzymywały zarówno płynność w całym systemie, jak i nadwyżkę oszczędności na wysokim poziomie, wspierając zagregowany popyt. Istnieją również dodatkowe czynniki wyjaśniające, dlaczego odwrócenie trendu inflacyjnego przez EBC trwało tak długo:

  • Obciążenie zadłużeniem gospodarstw domowych: wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych ma silny wpływ na podaż nowych domów i popyt na istniejące domy, co pozwala zachować majątek gospodarstw domowych; ponadto w ostatnich latach wiele gospodarstw domowych przeszło na kredyty hipoteczne o zmiennym oprocentowaniu.
  • Obciążenie długiem korporacyjnym: malejące ryzyko rolowania ze względu na wydłużony profil zapadalności długu (ale koszt refinansowania znacznie wyższy w ciągu 1-2 lat)
  • Niższa kapitałochłonność nakładów inwestycyjnych: wartości niematerialne/oprogramowanie są mniej wrażliwe na zaostrzone warunki finansowania.
  • Wsparcie fiskalne: konsolidacja fiskalna jest średnio niewielka w tym roku (np. ujemny impuls fiskalny w wysokości zaledwie 0,5% w strefie euro).

Wykres 2: Strefa euro – stopy realne i inflacja zasadniczaStrefa euro - stopy realne i inflacja zasadnicza

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Uwaga: */ zdefiniowana jako stopa procentowa pomniejszona o krótkoterminowe (1 rok) oczekiwania inflacyjne.

W opinii Allianz Trade EBC utrzyma restrykcyjną ścieżkę polityki pieniężnej w oparciu o podejście oparte na trzech filarach, uzależniając przyszłe zmiany stóp procentowych od napływających danych gospodarczych i finansowych, dynamiki inflacji bazowej oraz siły transmisji polityki pieniężnej. Podczas gdy inflacja spada, bazowa presja cenowa jest nadal zbyt silna, aby EBC mógł wstrzymać działania. Inflacja w usługach pozostanie na wysokim poziomie przez pozostałą część roku, a płace przyspieszą w związku z utrzymującym się silnym popytem, zwłaszcza w turystyce. Wysoka inflacja bazowa wzmocni przekonanie Rady Prezesów EBC, że dalsze podwyżki stóp procentowych są nadal potrzebne. Silna aprecjacja euro od czerwca powinna również zaważyć na perspektywach inflacji i wzrostu.

Allianz Trade podtrzymuje prognozę z czerwcowego raportu Economic Outlook, że EBC podniesie stopy o 25 pb na posiedzeniu Rady Prezesów w przyszłym tygodniu, co stało się konsensusem rynkowym w ciągu ostatnich kilku tygodni.  Prognozujemy również jeszcze jedną podwyżkę o 25 pb we wrześniu, aby osiągnąć stopę końcową na poziomie 4,0%, przy czym EBC utrzyma restrykcyjne nastawienie do połowy 2024 r. i prawdopodobnie obniży stopy procentowe w 2024 r. tylko wtedy, gdy jego prognoza z grudnia tego roku (lub marca 2023 r.) wykaże, że cel inflacyjny na poziomie 2% może zostać osiągnięty w średnim okresie. Biorąc pod uwagę obecne rozbieżności między prognozami inflacyjnymi pracowników EBC i krajowych banków centralnych Eurosystemu (KBC), obawy o stabilność finansową i zdolność obsługi zadłużenia mogą upolitycznić decyzję o obniżkach stóp w drugiej połowie przyszłego roku. Wpłynie to również na to, jak szybko realne stopy procentowe faktycznie wzrosły i w jakim stopniu zacieśniają warunki finansowania bez dalszych podwyżek stóp (wykres 2).

Gorsze od oczekiwań odczyty PMI dla strefy euro

Gorsze od oczekiwań odczyty PMI dla strefy euro. PMI dla przemysłu w lipcu wyniósł 42,7 wobec 43,4 miesiąc wcześniej. Tak niska wartość jest kolejnym negatywnym zaskoczeniem (prognozy 43,5) i pokazuje, że spowolnienie w przemyśle w dalszym ciągu się pogłębia. W szczególności słaby odczyt dotyczył największej gospodarki strefy euro. W Niemczech PMI dla przemysłu spadł do 38,8 pkt (prognoza 41,0). Początek trzeciego kwartału jest zatem bardzo słaby. Istnieje prawdopodobieństwo, że w kolejnym kwartale gospodarka znajdzie się w recesji.

Wskaźnik dla usług wyniósł w lipcu 51,1 wobec 52,0 w czerwcu. Konsensus zakładał, że wskaźnik wyniesie 51,5. Wskaźnik utrzymał się powyżej 50 pkt, jednak koniunktura nie jest już tak dobra, jak w poprzednich miesiącach.

Zbiorczy wskaźnik PMI dla strefy euro wyniósł 48,9 (konsensus 49,7), jest to istotne zejście poniżej poziomu oddzielającego wzrost od spadku aktywności. Sektor produkcyjny pozostaje hamulcem dla gospodarek, a sektor usług nie jest już tak mocny, jak jeszcze kilka miesięcy temu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Jak pandemia zmieniła podejście ludzi do pracy

Czas pandemii bezpośrednio wpłynął na zmianę w podejściu ludzi do pracy, doprowadzając do stworzenia całkiem nowej kultury zatrudnienia. Upowszechnienie się pracy zdalnej, dostęp do nowoczesnych narzędzi ułatwiających komunikację zespołów bez względu na lokalizację i coraz silniejsze zaakcentowanie dobrostanu pracowników – to dziś największe wyzwania dla rekruterów. Na obecnym rynku pracy łowcy talentów muszą wyjątkowo się starać, aby ich oferta nie tylko trafiła pod właściwy adres, ale też spotkała się z pozytywną reakcją – wynika z badań PageGroup: raportów Talent Trends i Candidate Pulse.

Elastyczność przede wszystkim

Najnowszy raport Talent Trends 2023 nie pozostawia wątpliwości – rośnie znaczenie work-life balance i tę tendencję trudno będzie już zatrzymać. Równowaga między karierą a życiem prywatnym stała się kluczowym elementem życia zawodowego. Jak wynika z badań PageGroup aż 7 na 10 osób postawiłoby zdrowie psychiczne i balans między życiem zawodowym a osobistym ponad sukces w pracy, a 40 proc. pracowników odmówiłoby awansu, gdyby uznało, że może on mieć niekorzystny wpływ na ich samopoczucie. Dlatego zatrudnieni oczekują dziś od pracodawców przede wszystkim elastyczności, stawiając na swobodę w wyborze tego jak, gdzie i kiedy pracują.

Praca zdalna kluczem do sukcesu

Z badania PageGroup wynika, że obecnie zaledwie 35 proc. pracowników w Polsce pracuje na pełnoetatowych stanowiskach w biurach. Formy pracy zdalnej (12 proc.) i hybrydowej (53 proc.) stają się coraz bardziej powszechne. Pracownicy, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, traktują home office jako standardowy tryb świadczenia obowiązków. Oferowanie możliwości pracy spoza biura w wielu branżach nie robi już na pracownikach wrażenia, dlatego firmy nie mają wyjścia: muszą przemodelować własną ofertę i wymyślać kolejne benefity, które przykują uwagę pracowników, zwłaszcza ich najmłodszej generacji.

Idealna oferta kusi dobrą pensją i benefitami

Dodatkowe dni wolne w roku, krótszy tydzień pracy, możliwość skorzystania z firmowej siłowni w porze lunchu czy lekcje języka obcego w godzinach biurowych. Tak naszpikowana oferta może być bardzo efektywna, pod warunkiem, że oczekiwania finansowe zostaną zaspokojone. Jeśli pracownik jest usatysfakcjonowany wysokością pensji, kolejnym wabikiem pozostają zaawansowane benefity. Na szczególną kreatywność w tym zakresie muszą się zdobyć rekrutujący w branżach, gdzie popyt wciąż przewyższa podaż. Mimo że proporcje w ostatnich miesiącach się zmieniają, i nawet pracownikom branży IT zaczyna zagrażać konkurencja, ten sektor nadal wiedzie prym i wciąż rozdaje karty.

Dopasowanie do potrzeb

By dowiedzieć się, jakie ogłoszenia działają skutecznie na kandydatów, przykuwając ich uwagę do oferty pracodawcy, firma Michael Page przeprowadziła ankietę wśród ponad 7000 osób. W badaniu Candidate Pulse można znaleźć odpowiedzi na zasadnicze pytania: czym kierują się kandydaci przy wyborze pracodawcy, gdzie szukają informacji o firmie i co musi zawierać oferta pracy, by ich skutecznie przyciągnąć?

Po pierwsze – łowcy talentów powinni przygotować ogłoszenie o pracy, które będzie ciekawe i spójne. Jak się okazuje, niemal 70 proc. poszukujących zatrudnienia twierdzi, że czyta całe ogłoszenie, dlatego ważne jest, by przykuwało uwagę od początku do końca. Ponad 60 proc. oczekuje bardzo precyzyjnego i klarownego podania wszelkich szczegółów. Dotyczy to nie tylko wynagrodzenia czy benefitów, ale także technicznego opisu stanowiska czy zakresu codziennych obowiązków.

Podążać za trendami

Trend home office ma bardzo wyraźne odwzorowanie w idealnie przygotowanej ofercie. Aż 60 proc. osób szuka w ogłoszeniu o pracy przede wszystkim informacji o lokalizacji – czy praca jest stacjonarna w biurze czy jednak zdalna, z domowej kanapy lub innego preferowanego miejsca. Zapoznając się z ogłoszeniem o wakacie kandydaci zwracają także uwagę na typ umowy i wynagrodzenie. Informacji o wysokości oferowanej pensji poszukuje w ofercie co trzecia osoba.

Co ciekawe, znaczenie ma także nazwa stanowiska, a już mniejsze jego poziom w strukturze firmy, czy nawet nazwa zatrudniającego.

– 9 na 10 osób, ubiegając się o pracę, szuka informacji o potencjalnym pracodawcy na jego stronie firmowej. Stanowi to więc jasny drogowskaz dla zatrudniających – jak cię widzą, tak cię piszą. Warto, by dbali o aktualizację strony internetowej, zawartość mediów społecznościowych, czy o atrakcyjną szatę graficzną mającą szansę zatrzymać uwagę na dłużej. Ten warunek w równym stopniu dotyczy samej prezentowanej oferty, która musi być przede wszystkim aktualna – tłumaczy Magdalena Wołowiec, Marketing Manager PageGroup.

Wśród czynników, które z kolei mogą zniechęcić do udziału w procesie rekrutacyjnym jest niejasny opis stanowiska, zawiłości w sposobie prezentacji oferty utrudniające jej zrozumienie oraz niezrozumiałe formularze aplikacyjne, generujące u kandydata zniecierpliwienie a nawet irytację.

Obietnice z pokryciem

Idealna oferta pracy spełnia wiele kryteriów. By skutecznie przyciągała talenty, musi być dopasowana do profilu poszukiwanego kandydata i powinna szczegółowo odpowiadać na wszelkie wątpliwości. Jednak nawet najlepiej przygotowane ogłoszenie nie spełni swojej roli w perspektywie długofalowej, jeśli obietnice w nim zawarte nie okażą się tożsame z faktyczną ofertą zatrudniającego.

WIBOR znów spada, co może ciążyć polskiej walucie

O tym, że wzrost cen może przełożyć się na spadek zakupów, w sumie każdy wiedział. Nie powinno nas zatem dziwić, kiedy on w końcu następuje. Z drugiej strony nadchodzące wybory i spadające stopy procentowe mogą spowodować odbicie.

Sprzedaż detaliczna cierpi

Pomimo dobrych danych o zarobkach z czwartku, piątkowe dane o sprzedaży detalicznej zawiodły. W ciągu roku sprzedaż detaliczna wzrosła o 2,1% względem oczekiwanego 2,6%. Pokazuje to pewne problemy, które w końcu mogą się przenieść na inne dane. Z drugiej strony nadchodzące wybory w Polsce to zawsze okazja, by przekazać konkretnym grupom społecznym pewną ilość gotówki. Wybierane są raczej takie, dla których będzie to duża zmiana, w związku z czym można oczekiwać, że sprzedaż detaliczna wkrótce się odbije. Nie zmienia to faktu, że nie jest to rodzaj odbicia, o którym marzą analitycy.

WIBOR znów spada

Ostatnie dni przynoszą nam spadki stopy WIBOR. Nie jest to tempo zmian, które odmienia życie kredytobiorców, ale powoli widać nadchodzące zmiany. W ostatnich tygodniach niemal codziennie widzimy spadek o kolejne setne części procenta. Najmniej, bo o 0,14%, spadł na razie WIBOR 3-miesięczny, gdyż rynek spodziewa się później spadku stóp procentowych. WIBOR 6-miesięczny spadł jednak już o 0,37%, co pokazuje, że rynki oczekują więcej niż pojedynczej symbolicznej obniżki stóp procentowych. Im bliżej będziemy obniżek stóp procentowych, tym bardziej powinno to ciążyć polskiej walucie. To między innymi z tego powodu w ostatnich dniach waluty obce podrożały o około 0,5% względem złotego.

Bitcoin testuje wsparcie

Od kilku dni główna kryptowaluta świata znów testuje wsparcie tuż poniżej poziomu 30 000 dolarów. Rynki pilnie przyglądają się tym ruchom, gdyż z punktu widzenia analizy technicznej, kolejne znajdują się ponad 4000 dolarów niżej. Powoduje to zatem spory niepokój u inwestorów. Nie brakuje głosów, że problemem jest koszt mocy obliczeniowej wykorzystywanej przy przetwarzaniu operacji na potrzeby kryptowalut. W rezultacie firmy zajmujące się tzw. wydobyciem muszą większą ilość otrzymywanego wynagrodzenia sprzedawać na rynku. Część analityków właśnie ten proces obwinia za zakończenie ostatniego cyklu wzrostów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wstępne odczyty indeksów PMI dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Uśpiony wieloryb bitcoinowy budzi się po 11 latach

Bitcoin pokonuje obecnie powolny odwrót, ponieważ cena kontynuuje trend spadkowy z ostatnich szczytów. Kryptowaluta rozpoczęła ubiegły tydzień tuż poniżej 30 000 dolarów i – pomimo krótkiego wzrostu w czwartek – spadła poniżej 29 500 dolarów. Ethereum odnotowało podobny spadek w zeszłym tygodniu, zaczynając powyżej 1 900 dolarów, ale łagodząc tempo w ciągu tygodnia, aby obecnie znaleźć się na poziomie około 1 850 dolarów.

Chociaż dynamika rynku w miesiącach letnich może mieć tendencję do zmienności przy niższych przepływach handlowych, ostatni okres był wyjątkowo spokojny dla najlepszych kryptowalut na rynku. Złagodzenie ceny, które obecnie widzimy, sugeruje, że inwestorzy szukają pozytywów, których mogliby się trzymać, ale na razie niewiele się dzieje, więc najlepiej czekać i obserwować.

Ripple szuka ekspansji w Wielkiej Brytanii

Ripple, projekt kryptowalutowy stojący za tokenem XRP, powiedział, że chce rozszerzyć swoją działalność na Wielką Brytanię, niedługo po tym, jak wygrał bitwę sądową w USA przeciwko organom regulacyjnym. Komentarze europejskiego dyrektora generalnego firmy w DL News sugerują, że firma szuka brytyjskiej licencji w FCA.

To posunięcie podkreśla znaczenie zmian regulacyjnych zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i UE, które mają obecnie jedne z najbardziej przejrzystych ram na świecie, jeśli chodzi o sektor kryptowalut. Firma chce również uzyskać licencję na płatności w Irlandii.

W ostatnich miesiącach obserwowaliśmy powolny, ale wyraźny wzrost liczby firm kryptowalutowych przenoszących się do Wielkiej Brytanii lub UE. Oczywiste jest, że sektor kryptowalut przeszedł kilka poważnych zmian w ubiegłym roku, teraz jednak spogląda w przyszłość opartą na nowych regulacjach, opracowując produkty i technologie głównego nurtu.

Budzi się uśpiony wieloryb bitcoinowy

Portfel kryptowalutowy przechowujący bitcoiny o wartości około 31 milionów dolarów obudził się po 11 latach snu. Skrytka zawierająca około 1037 bitcoinów pozostawała nietknięta od 2012 roku, kiedy to każdy token był wart około 4,92 dolarów, czyli łącznie 5 108 dolarów.

Ruchy wielorybów, takie jak te, są zwykle analizowane przez społeczność kryptowalutową w poszukiwaniu oznak ruchu na rynku. Chociaż jest to znaczna ilość bitcoinów, nie jest to w żadnym wypadku ruch na rynku, ani nie zapowiada niczego innego.

Warto jednak zauważyć, że tak duża kwota pozostawała nietknięta przez bardzo długi czas. Potwierdza to, że podejście długoterminowe jest najlepsze dla kryptowalut i inwestowania w ogóle. Inne długo uśpione portfele były ostatnio w ruchu, ale według danych Glassnode, około 55 proc. podaży bitcoinów nie poruszało się od co najmniej dwóch lat.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Transport ładunków sypkich – co obejmuje oraz jak reguluje go prawo?

Każda grupa towarów posiada swoje określone cechy, przez które prawo różnie interpretuje charakter jej przewozu. Niektóre ładunki transportuje się w sposób bardzo prosty, natomiast inne potrzebują już do tego celu specjalistycznych warunków. Jednym z przykładów tej drugiej opcji są ładunki w postaci sypkiej. Dlaczego organizacja ich transportu bywa mocno skomplikowana oraz czym wyróżniają się na tle innych? O tym opowiemy w poniższym wpisie.Transport i logistyka ładunków sypkich

Grupy towarów przewożone transportem sypkim

Wszystkie ładunki sypkie są podporządkowywane konkretnym grupom względem różnych kryteriów. Bardzo często ten typ przewozu wykorzystuje się do przemieszczania artykułów budowlanych. Mowa tutaj wyłącznie o tych produktach, które występują w postaci sypkiej. Należą do nich: piasek, żwir, cement czy wapno.

Zdarza się, iż cechy przewozu ładunków sypkich trzeba połączyć jeszcze z transportem żywności. To spore utrudnienie z uwagi na konieczność zachowania maksymalnego poziomu higieny na całej przestrzeni załadunkowej. Do tego rodzaju produktów należą wszystkie kruszywa, które w późniejszym okresie czasu zostaną przeznaczone do produkcji jedzenia bądź do bezpośredniego spożycia. Mowa mianowicie o cukrze, soli, ryżu, pszenicy oraz wszystkich typach zboża. Oczywiście, do grona ładunków sypkich zalicza się jeszcze węgiel czy nawet ziemię.

Flota potrzebna do transportu ładunków sypkich

Ładunki sypkie mogą być transportowane drogą lądową, morską oraz kolejową. Najczęściej jednak, w celu dostarczenia takiego towaru do konkretnego odbiorcy, korzysta się z opcji dostaw drogowych. Bardzo często, przykładowy transport piasku może przebiegać w silosach bądź cysternach. Specjalnie wykonane do tego celu naczepy cechują się łatwą możliwością zsypu dołem. Bardzo często zdarza się, iż przewóz tego typu surowca odbywa się luzem na naczepie tylnozsypowej, jednak dotyczy to wyłącznie transportów na mniejsze odległości. Dopuszcza się także umieszczenia tego ładunku w zwykłej naczepie, podpinanej do ciągnika siodłowego. Niemniej jednak, towar musi być szczelnie zabezpieczony w mocnym worku bądź w beczce.

Regulacje prawne związane z transportem ładunków sypkich

Transport ładunków sypkich jest ściśle regulowany przez prawo i nie można w żaden sposób temu zapobiegać. Niezabezpieczenie towaru prowadzi do jego ulatniania na skutek nawiewu powstającego w czasie jazdy. To z kolei może stwarzać ogromne zagrożenie dla wszystkich uczestników ruchu drogowego.

Dlatego też, ustawa z dnia 20 czerwca 1997 roku jasno wskazuje, iż szczelna zabudowa naczepy jest elementem bez wątpienia wymaganym. Z kolei ustawa o transporcie drogowym podpisana cztery lata później, upoważnia Inspektorat Transportu Drogowego do kontroli szczelności pojazdów przewożących właśnie ładunki sypkie. Oczywiście, niestosowanie się do wyżej opisanych regulacji prawnych grozi karą grzywny nałożoną na przewoźnika. Chcąc zorganizować więc transport ładunków sypkich, warto zaufać jedynie doświadczonym specjalistom, działającym w branży TSL od dłuższego czasu.

Musk chce zmienić markę Twittera

Chociaż wyraźnie nie chodzi to stricte o kryptowalutę, Elon Musk od dawna ma tendencję do poruszania rynku swoimi wypowiedziami. Najnowszym głośnym wydarzeniem jest ogłoszenie, że ekscentryczny miliarder zamierza zmienić nazwę Twittera na „X”, starając się odbudować go jako swoją od dawna wymarzoną „aplikację do wszystkiego”.

Ma to wpływ na kryptowaluty w perspektywie krótkoterminowej, ponieważ porusza rynki, a także w perspektywie długoterminowej, ponieważ Musk chce zbudować sieci płatności za pomocą własnej platformy, która wkrótce może konkurować z takimi jak ethereum, bitcoin lub inne.

Obserwatorzy nie przegapią również wiadomości o tym, że płatności bitcoinowe najwyraźniej zostały po cichu wycofane z Tesli, mimo że dogecoin pozostał bez zmian. Podczas gdy rynek wróży z fusów na temat wyborów Muska, lepiej dla inwestorów byłoby nie rozpraszać się krótkoterminowymi wydarzeniami i skupić się na dłuższych i szerzej widocznych trendach.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Dywidendowe żniwa u deweloperów giełdowych

Jak co roku w okresie wakacyjnym na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych dokonuje się sezon dywidendowy, skutkujący liczonymi w setkach milionów złotych przelewami na rachunki inwestorów. Na jakie profity tym razem mogli liczyć akcjonariusze spółek deweloperskich?

Co roku liczne grono zarządów spółek giełdowych podejmuje decyzje, zatwierdzane następnie przez Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy, o podziale wypracowanego w poprzednim roku zysku netto przedsiębiorstwa na część wypłacaną akcjonariuszom oraz zatrzymaną w firmie, z zamiarem przeznaczenia jej na cele inwestycyjno-rozwojowe. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl z czasem powoli rosła liczba notowanych na GPW deweloperów mieszkaniowych, którzy decydowali się na wypłatę dywidend, podobnie jak i ich suma. Pytanie, czy ten pozytywny trend trwa nadal.Tab. 1 - Dywidendowe żniwa deweloperów giełdowych za 2022 rok

W roku bieżącym na wypłatę dywidendy z zysków 2022 roku zdecydowało się siedem spółek deweloperskich o profilu mieszkaniowym notowanych na głównym parkiecie GPW oraz obecny na Catalyst Ronson Development. Z ubiegłorocznej stawki zabrakło Marvipolu, którego zarząd zdecydował się na przeznaczenie całego zysku na kapitał zapasowy, tłumacząc decyzję o niewypłacaniu dywidendy niepewną sytuacją rynkową.

Niestety rekord deweloperskich dywidend tym razem nie został poprawiony, pomimo znacznego wzrostu sumy zysków netto, która za rok ubiegły wyniosła w przypadku prezentowanej stawki spółek ponad 1237 mln zł. Z tej kwoty deweloperzy mieszkaniowi zdecydowali się przekazać swoim akcjonariuszom 785 mln zł, czyli blisko 64 proc. Tymczasem przed rokiem z profitów rzędu około 1 mld zł oddali udziałowcom aż 822 mln, czyli grubo ponad 80 proc.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl tego typu sytuacja wraz z przypadkiem Marvipolu może świadczyć o nieco ostrożniejszej ocenie obecnej sytuacji rynkowej przez tuzów rodzimej branży deweloperskiej.

Z kolei średnia stopa dywidendy wyniosła 7,4 proc. wobec rekordowego 9,4 proc. z ubiegłego roku. Mimo tego wciąż aktualna pozostaje teza, według której deweloperka mieszkaniowa to jedna z wiodących branż na warszawskiej GPW pod względem progresu osiąganych zysków oraz wypłacanych akcjonariuszom profitów.

Zaledwie rok temu wydawało się, że załamanie sprzedaży deweloperów mieszkaniowych, jakiego rodzimy rynek pierwotny wówczas doświadczał, musi znaleźć swoje bezpośrednie przełożenie na spadek oczekiwań przyszłych wyników finansowych, a co za tym idzie także wypłacanych dywidend. Tymczasem jak się okazało, wszelkie obawy o przyszłość koniunktury na rynku mieszkaniowym nie uległy trwalszej materializacji.

Co więcej, średnio ponad 7-procentowa dywidenda na pewno cieszy akcjonariuszy spółek deweloperskich, ale w świetle notowań giełdowych nie jest zapewne pierwszorzędnym argumentem inwestycyjnym. Znacznie większe zyski przynosi im bowiem trwająca już bez mała 11 lat hossa. W jej efekcie tylko od początku br. indeks WIG-Nieruchomości poszybował o 45 proc. i niewiele wskazuje, by w przewidywalnej przyszłości na tej wartości miał poprzestać.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

KPMG tworzy Zespół ds. fuzji i przejęć wyspecjalizowany w obszarze zielonej transformacji energetycznej

Bartosz Węgrowski wzmocnił struktury Departamentu Deal Advisory w KPMG w Polsce i jako Dyrektor stanął na czele nowego Zespołu M&A Energy Green Transition. Nowy zespół świadczy usługi dla podmiotów z sektora energetycznego, koncentrując się w szczególności na projektach z zakresu zielonej gospodarki. Wraz z Bartoszem do KPMG dołączyli Paweł Czarnecki i Michał Szych (Associate Directors). KPMG posiada jeden z najbardziej wyspecjalizowanych, interdyscyplinarnych zespołów obsługujących klientów z sektora energetycznego i przemysłu energochłonnego obejmujący m.in. doradztwo w zakresie finansowania, doradztwo prawne i podatkowe oraz obsługę transakcji fuzji i przejęć.

Transformacja energetyczna oparta na odnawialnych źródłach energii to szansa na dekarbonizację gospodarki i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Polski. Jest to jednocześnie ogromne wyzwanie w kontekście finansowania. Sytuacja ta sprzyja większej aktywności inwestorów, poszukujących projektów w obszarze zielonej transformacji. Nowe regulacje prawne, ambitne cele klimatyczne i wsparcie państwa dla zielonych inwestycji tworzą dobre warunki do rozwoju rynku fuzji i przejęć w sektorze energetycznym – mówi Alina Wołoszyn, Partner, Szef Działu Deal Advisory w KPMG w Polsce.

W ostatnich latach obserwujemy dużą aktywność inwestorów w sektorze energetycznym – mam tutaj na myśli przede wszystkim aktywa wytwórcze skupione wokół OZE. Dynamika ta dotyczy większości państw europejskich, a Polski w szczególności. To co należy jednak podkreślić to trendy stabilizujące rynek – inwestorzy stają się coraz bardziej wrażliwi na jakość przejmowanych portfeli, stabilizują się ceny transakcyjne, następuje silniejsza specjalizacja kupujących w odniesieniu do klasy aktywów oraz stadium ich zaawansowania. Wchodzimy w fazę większej dojrzałości – to w obszarze aktywów wytwórczych. Pozostaje jeszcze cały segment tzw. aktywów operacyjnych, takich jak produkcja czy usługi na rzecz zielonej transformacji energetycznej. Tu mamy do czynienia w szczególności ze spółkami na wczesnym etapie rozwój o relatywnie małej skali, których właściciele są zainteresowani pozyskiwaniem tzw. „growth capital”. KPMG aktywnie uczestniczy w łączeniu stron takich projektów, odpowiadając za ich realizację – mówi Bartosz Węgrowski, Dyrektor w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu M&A Energy Green Transition w KPMG w Polsce.

Bartosz Węgrowski posiada blisko 15-letnie doświadczenie w doradztwie w zakresie fuzji i przejęć na różnych rynkach, w szczególności w energetyce i innych sektorach przemysłowych. Przed dołączeniem do KPMG zdobywał doświadczenie pełniąc funkcję dyrektora inwestycyjnego w jednym z największych europejskich funduszy typu family office. Brał udział w wielu krajowych i ogólnoeuropejskich transakcjach kapitałowych. Ponadto, pełnił funkcję członka rad nadzorczych polskich i zagranicznych spółek reprezentujących sektory produkcji przemysłowej i energetyki odnawialnej.

Razem z Bartoszem do Zespołu M&A Energy Green Transition na stanowiska Associate Directors dołączyli Paweł Czarnecki i Michał Szych – eksperci z kilkunastoletnim doświadczeniem w zakresie fuzji i przejęć, doradztwa transakcyjnego i inwestycyjnego w branży energetycznej.

Obecna sytuacja w sektorze energetycznym sprawia, że wiele funduszy dostrzega wysoki potencjał inwestycyjny w przedsięwzięciach z zakresu energii odnawialnej. Duża skala inwestycji w infrastrukturę związaną z OZE, w tym m.in. przede wszystkim w farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, stwarza obiecujące perspektywy rozwoju rynku M&A. Doświadczony zespół fuzji i przejęć wyspecjalizowany w obsłudze transakcji w branży energetycznej dopełnia kompleksową ofertę KPMG dla tego sektora – mówi Tomasz Pasiewicz, Partner, Szef Zespołu M&A w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Czynniki ekonomiczne na czele największych obaw Polaków. Inflacja wciąż „królową” rankingu

Inflacja oraz wzrost cen bardziej przerażają niż wojna i wybuch bomby atomowej.

Jak wynika z cyklicznego badania pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”, ponad 90% respondentów obawia się konkretnych sytuacji, które potencjalnie mogą wystąpić w najbliższym czasie. To wynik tylko nieznacznie mniejszy niż odnotowany pół roku temu, ale liderzy rankingu zostali prawie ci sami. Obecnie przeszło 45% ankietowanych czuje strach przed inflacją i utratą wartości pieniądza. Ponad 37% wskazuje, że boi się choroby najbliższych. Widać też, że polityka coraz bardziej podsyca napięcie. Destabilizacji państwa obawia się blisko 27% badanych, a lęk przed napływem emigrantów wskazuje już 22% respondentów. Z kolei spadek cen nieruchomości z wynikiem niespełna 2% zamyka całą listę obejmującą ponad 30 obaw i lęków.

Mniej się boimy, ale ogólnie słabo to wygląda

Badanie UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl pokazuje obecne lęki i obawy Polaków. Przeszło tysiąc dorosłych osób poproszono o wskazanie sytuacji, których najbardziej się obawiają, że mogą wystąpić w ciągu najbliższych trzech miesięcy. I tak 90,3% ankietowanych wybrało przynajmniej jeden czarny scenariusz ze spisu 33 możliwych (ponad pół roku temu – 93,7%). Z kolei 3,9% respondentów stwierdziło, że obawia się czegoś, co nie zostało uwzględnione na tej liście (poprzednio – 0,9%). 1,8% uczestników badania zaznaczyło, że niczego się nie obawia (wcześniej to było – 2,1%). Natomiast 4% nie ma wyrobionej w tej kwestii opinii (3,3%).

– Wiele osób doświadcza lęków i obaw, co sugeruje, że niepewność i niepokój są dzisiaj powszechnymi doświadczeniami w społeczeństwie. Choć odsetek osób wyrażających obawy jest wysoki, to nieznacznie spadł w porównaniu z poprzednim okresem badawczym. Może to wskazywać na pewne zmniejszenie poziomu niepokoju – komentuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Jak zaznacza ekonomista Marek Zuber, pod koniec ubiegłego roku inflacja rosła. Nie było pewności, kiedy dojdzie do szczytu. Teraz ciągle jest bardzo wysoka, ale w ostatnich miesiącach zaczęła spadać. I to element nieco uspokajający ludzi. Według eksperta, widać wyraźnie, że spora część społeczeństwa nie uwierzyła w słowa prezesa NBP oraz rządu. Z ich strony pojawiały się zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą. Wyniki badania pokazują, że Polacy myślą zupełnie inaczej.

– Wzrósł odsetek osób wyrażających obawy dotyczące sytuacji spoza wymienionych na liście kwestii. To może sugerować, że istnieją nowe lub zmieniające się czynniki wpływające na niepokoje w społeczeństwie. Te wyniki podkreślają potrzebę dalszych badań i zrozumienia przyczyn oraz skutków obaw i lęków. Ważne, aby skutecznie reagować na nie i zapewnić odpowiednie wsparcie dla osób dotkniętych tymi stanami. Strach może bowiem poważnie utrudniać wykonywanie codziennych zadań i skutecznie uniemożliwić normalne funkcjonowanie – dodaje Michał Murgrabia.

Inflacja wciąż najbardziej straszy Polaków

Biorąc pod uwagę listę 33 lęków i obaw, 45,2% Polaków wciąż boi się inflacji i utraty wartości pieniądza (pod koniec ub.r. – 50,8%). Michał Pajdak, jeden ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl, podkreśla, że mimo lekkiego spadku wyników, inflacja wciąż jest dominującym lękiem w naszym kraju. Ona wpływa na dyskomfort, nie tylko w sferze ekonomicznej. Zmusza rodaków do podejmowania niepopularnych decyzji, ograniczania wydatków i przyczynia się do znacznego spadku komfortu życia.

– Wyniki badania świadczą o tym, że Polki i Polacy wykazują dobre rozpoznanie rzeczywistości. Ich przemyślenia nie odbiegają znacząco od wniosków ekspertów. Wysoka inflacja nadal budzi największe obawy, ale już nieco mniejsze w porównaniu z poprzednim badaniem. Ten spadek wynika z widocznej dezinflacji, czyli trendu spadku wskaźnika inflacji konsumenckiej, ale nadal nie deflacji, czyli malejących cen – analizuje prof. Paweł Wojciechowski, przewodniczący Rady Programowej Instytutu Finansów Publicznych, były minister finansów i ambasador przy OECD.

Lęk dotyczący inflacji i utraty wartości pieniądza częściej wskazują kobiety niż mężczyźni. Ponadto mówią o tym głównie osoby w wieku 75-80 lat, z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł, z wyższym wykształceniem oraz z miejscowości liczących co najmniej 500 tys. mieszkańców.

– Ludzie najstarsi doświadczają zwiększonych wydatków związanych z ochroną zdrowia, zakupem leków, przy jednoczesnej mniejszej dynamice wzrostu emerytur. Z kolei osoby dobrze zarabiające z reguły dysponują nadwyżkami i oszczędnościami. W ich przypadku temat inflacji rzutuje bezpośrednio na spadek siły nabywczej odkładanych środków – wyjaśnia Michał Pajdak.

Polityka coraz mocniej podsyca napięcie

Na kolejnych miejscach ww. zestawienia znajdują się takie wskazania, jak choroba najbliższych – 37,3% (poprzednio – 38,4%), choroba lub utrata własnego zdrowia – 35,7% (33,7%), a także wzrost cen żywności, innych towarów dostępnych w sklepach – 29% (33,9%). Zdaniem prof. Wojciechowskiego, odpowiedź dotycząca choroby najbliższych może wynikać również z obaw o stan opieki zdrowotnej. Dane OECD potwierdzają, że nadal wydłuża się w Polsce czas oczekiwania na wizytę do lekarza. Ekspert równocześnie podkreśla, że jesteśmy niechlubnym liderem z najmniejszą liczbą lekarzy na 1000 mieszkańców wśród państw OECD.

– W porównaniu z poprzednimi wynikami, mniej osób wyraża obawy dotyczące wzrostu cen żywności i innych towarów. To sugeruje, że niektórzy respondenci mogli już przyzwyczaić się do wysokich cen lub wręcz oczekiwać poprawy sytuacji. Jednak przyczyny tych zmian mogą być różnorodne i zależeć od indywidualnych doświadczeń oraz kontekstu społecznego – stwierdza psycholog Murgrabia.

Dalej w ww. zestawieniu widać obniżenie jakości życia – 27,5% (wcześniej – 32,4%). Polacy obawiają się również destabilizacji państwa (protestów, strajków, zamieszek, fałszowania wyborów, propagandy) – 26,9% (poprzednio – 19%). Następnie wskazywane są lęki związane ze wzrostem kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 26,7% (grudzień ub.r. – 33,9%), a także z wojną, konfliktem zbrojnym na terenie Polski – 23,7% (27,1%). Michał Pajdak zwraca tutaj szczególną uwagę na to, że coraz więcej lęków budzi perspektywa destabilizacji państwa. Chodzi o protesty, strajki, zamieszki, fałszowanie wyborów i szeroko pojętą propagandę. I jak dodaje ekspert, winni są temu politycy, którzy prowadzą agresywną debatę publiczną. Należy się obawiać, że ten stan będzie się pogarszał do jesiennych wyborów. Ciśnienie sporu będzie tylko rosło wraz z lękami Polaków w tym zakresie. Podobnego zdania są też inni eksperci.

– Badani w większym stopniu dostrzegają lęki związane z destabilizacją państwa. W ciągu pół roku nastąpił tu spory wzrost obaw, bo aż o prawie 8 punktów procentowych. To oczywiście efekt rosnącego niezadowolenia społecznego, ale też polaryzacji politycznej, związanej z intensywną prekampanią oraz coraz większego podporządkowania mediów celom politycznym – mówi prof. Wojciechowski.

Do powyższego autorzy badania dodają, że wpływ debaty politycznej może też być widoczny w obszarze obaw związanych z uchodźcami. Lęk przed napływem emigrantów wskazuje obecnie już 22% respondentów (wcześniej – 17,4%). – Powszechnie wydaje się, że Polacy przywykli już do trudnej sytuacji geopolitycznej, ekonomicznej i tej społecznej. Mniej osób obawia się wojny czy nawet wybuchu elektrowni atomowej. Są to znane ryzyka, ale coraz bardziej kontrolowane. Być może więc zmienia się prawdopodobieństwo ich wystąpienia, w ocenie Polaków – dodaje Michał Pajdak.

Uwzględniając pozycje z ww. listy 33 lęków i obaw, najmniej wskazań ma odpowiedź dotycząca spadku cen nieruchomości – 1,9% (poprzednio – 1,1%). Przed nią w ww. zestawieniu znajduje się upadek wspólnoty kościelnej – 2,2% (w poprzednim badaniu – 1,8%), a także rozpad własnego związku lub rozwód – 4,1% (4,2%).

– Wzrosła liczba Polaków obawiających się spadku cen nieruchomości, ale to ciągle dotyczy bardzo relatywnie niewielkiej części społeczeństwa. Dla tych ludzi mieszkania czy domy są inwestycją, a teraz boją się straty wynikającej z tej formy lokowania kapitału. Najemców tych nieruchomości ewentualny spadek cen z pewnością nie zatrważa – mówi Marek Zuber.

Podsumowując wyniki badania, można jeszcze wskazać, że od końca zeszłego roku mocno wzrosły lęki związane z przestępstwami cybernetycznymi, np. kradzieżą tożsamości lub haseł. Jednocześnie coraz mniej Polaków boi się pandemii. – Chociaż z perspektywy psychologicznej będziemy z tego doświadczenia wychodzić latami, to jednak nie budzi ona już tak dużych obaw, jak wcześniej – wskazuje Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Jest promesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego dla lotniska CPK

Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) wydał promesę zezwolenia na założenie lotniska użytku publicznego – Centralnego Portu Komunikacyjnego pod Warszawą. To kolejny ważny krok spółki CPK. Dokument jest zapewnieniem, że po spełnieniu wymogów ustawy Prawo lotnicze wnioskujący uzyska zezwolenie na założenie lotniska.

W promesie ustalono warunki niezbędne do uzyskania zezwolenia na założenie lotniska oraz okres jej ważności. Promesa będzie jednym z załączników do wniosku o decyzję lokalizacyjną, poprzedzającą z kolei wniosek o pozwolenie na budowę.

Otrzymanie promesy przez CPK umożliwia spółce utrzymanie ambitnego harmonogramu. Przypomnijmy, że w czerwcu Minister Infrastruktury zatwierdził Plan Generalny. Było to jednoznaczne z określeniem planu rozwoju nowego portu lotniczego do końca 2060 r.

W czerwcu spółka przyjęła z kolei projekt koncepcyjny lotniska i dworca kolejowego. Opinii publicznej zaprezentowano wówczas, jak będą wyglądały terminal pasażerski, główna stacja kolejowa i węzeł przesiadkowy. Nad projektem pracowało ok. 250 architektów i ekspertów z wielu państw, w tym master architekt, czyli konsorcjum Foster + Partners.

W lipcu Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie wydał decyzję środowiskową dla budowy lotniska i węzła kolejowego CPK. Był to efekt złożenia w październiku 2022 roku przez spółkę szczegółowego raportu środowiskowego. Opracowanie składało się w sumie z ok. 20 tys. stron i powstało dzięki kilkunastu miesiącom specjalistycznych badań przyrodniczych.

Centralny Port Komunikacyjny przeszedł z fazy planowania do projektowania i budowy. Od kilku miesięcy trwają budowlane prace przygotowawcze. Spółka przejmuje coraz większy obszar przyszłego lotniska.

Do Programu Dobrowolnych Nabyć (PDN) zgłosiło się już ponad 1250 właścicieli posiadających ponad 3550 ha, z czego akty notarialne są już zawarte dla ok. 850 ha. Prowadzone są rozbiórki i przeprowadzki. Na potrzeby projektowe i budowlane realizowanych jest również kilkaset odwiertów geologicznych. Ich celem jest zbadanie jakości i nośności podłoża.

Lotnisko CPK ma zostać uruchomione w 2028 roku. Będzie miało wtedy dwie równoległe drogi startowe, infrastrukturę na ok. 330 tys. operacji lotniczych (startów i lądowań) rocznie oraz terminal dostosowany do przepustowości do 40 mln pasażerów w ciągu roku.

Jak wynika z prognoz Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Lotniczych (IATA), w 2060 r. lotnisko może już obsługiwać do 65 mln pasażerów, co będzie jednoznaczne z rozbudową do trzech dróg startowych i realizacją ok. 450 tys. operacji lotniczych rocznie.

Jak kupić Bitcoina legalnie, a na dodatek mieć szanse na spory zysk? Podpowiadamy!

Bitcoin, uznawany przez wielu za walutę przyszłości, od czasu swojego powstania w 2009 roku, nieustannie przyciąga uwagę inwestorów. Złożoność kryptowaluty, jej zmienność i możliwość generowania zysków, to atuty, które kuszą tysiące osób na całym świecie. Jak legalnie nabyć BTC? Na co szczególnie uważać? Między innymi na te pytania odpowiemy w dalszej części artykułu.

Bitcoin, czyli pionierska kryptowaluta dostępna dla mas

Historia Bitcoina jest pełna tajemnic i fascynujących faktów. To kryptowaluta, stworzona w 2009 roku przez anonimową osobę (lub grupę osób) ukrywających się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto. To także pierwszy zdecentralizowany środek płatniczy, niezależny od jakiejkolwiek instytucji finansowej, rządu czy banku centralnego.

Równie fascynujące jest to, jak Bitcoin zainspirował powstanie ponad 10 000 innych kryptowalut, stając się prawdziwym pionierem na tym polu. Nie wszystkie cyfrowe aktywa są jednak takie same. Ciekawym faktem jest, że przez pewien czas tytuł najdroższej cyfrowej krypto dzierżył Yearn.Finance (YFI), którego jednostkowa wartość w pewnym momencie przekroczyła nawet 80 000 USD, czyli ok. 320 tys. złotych. Trzeba jednak przyznać, że korekta przyszła szybko. Dziś za YFI płaci się około 27 tys. PLN.

Gdzie kupić Bitcoina legalnie?

Jest to proces prosty i bezpieczny, choć wymaga przestrzegania pewnych procedur. Najpopularniejszą metodą nabywania Bitcoina jest korzystanie z giełd kryptowalut jak Binance, Coinbase czy BitBay. Na naszym rodzimym podwórku rośnie rozpoznawalność takich platform, jak Egera czy Zonda. 

Serwisy te umożliwiają przeprowadzanie transakcji przy użyciu tradycyjnych środków płatniczych, takich jak karty kredytowe czy przelewy bankowe. Istotne jest jednak przestrzeganie procedur KYC (Know Your Customer) i AML (Anti-Money Laundering) w celu weryfikacji tożsamości i zapewnienia bezpieczeństwa transakcji. Co zrobić, aby zminimalizować ryzyko? Warto poczytać więcej o tym jak kupić Bitcoina: https://bitcoinpl.org/jak-kupic-bitcoina

A jak kupić Bitcoina w bitomacie? To bardzo proste. Przede wszystkim musisz znaleźć najbliższe urządzenie. Będzie to dość proste – szacuje się, że w Polsce mamy nawet kilkadziesiąt bitomatów. Najwięcej na terenie województwa śląskiego. Całą transakcję można opisać w zaledwie trzech prostych krokach:

  1. włóż do urządzenia gotówkę (lub kartę płatniczą i wybierz kwotę, jaką chcesz wydać),
  2. zeskanuj kod QR Twojego portfela kryptowalut,
  3. wprowadź ręcznie liczbę krypto, jaką chcesz kupić, zaakceptuj transakcję i odbierz potwierdzenie. 

Sporo osób zastanawia się też nad tym, jak kupić Bitcoina przez Revolut. Usługa już od pewnego czasu pozwala na zrealizowanie takiej transakcji. Warto jednak zauważyć, że kryptowaluty zakupione w Revolut są przechowywane przez platformę, a nie użytkownika. Oznacza to, że nie mamy możliwości transferowania BTC do innego portfela czy ich sprzedaży poza Revolutem. 

Czy zarabianie na kryptowalutach wciąż jest możliwe?

Tak, jednak wymaga odpowiedniego przygotowania i ostrożności. Najpopularniejszą strategią jest handel na giełdach kryptowalut, które, podobnie jak giełdy papierów wartościowych, umożliwiają spekulację. Celem jest tutaj kupno kryptowaluty, gdy jej wartość jest niska, i sprzedaż, gdy ta rośnie.

Alternatywą jest strategia hodlowania (od angielskiego słowa „hold” – trzymać), która polega na długotrwałym przechowywaniu kryptowalut w oczekiwaniu na wzrost ich wartości. Ta strategia, choć wymaga cierpliwości, przyniosła znaczne zyski wielu inwestorom, szczególnie podczas boomu kryptowalutowego w 2017 roku.

Niezależnie od wybranej strategii, kluczowe pozostaje edukowanie się na temat rynku kryptowalut i odpowiedzialne inwestowanie. Zyski są możliwe, ale ryzyko jest nieodłącznym elementem tego sektora rynku, o czym każdy inwestor powinien pamiętać! 

Zastrzeżenie: Nic w powyższym komunikacie nie ma na celu oferowania ani sprzedaży jakichkolwiek aktywów cyfrowych ani papierów wartościowych. Podobnie, nic w powyższym komunikacie nie ma na celu i nie jest poradą prawną, inwestycyjną lub podatkową. Jeśli rozważasz inwestycję w kryptowaluty, ważne jest, aby zrozumieć związane z tym ryzyko. Powinieneś również przeprowadzić własne badania i zasięgnąć profesjonalnej porady przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji.

Kto jest bliżej: Fed czy EBC?

Zarówno Fed jak i EBC w przyszłym tygodniu ponownie podniosą swoje kluczowe stopy procentowe, co wyraźnie zostało już zapowiedziane. Zarówno w przypadku amerykańskiej instytucji jak i europejskiej koniec cyklu jest bardzo bliski. Teraz rynek będzie chciał uzyskać odpowiedź, kto w tej rywalizacji jest bliżej szczytu. W USA poczyniono postępy w walce z inflacją, z kolei w Europie obawy gospodarcze coraz bardziej wysuwają się na pierwszy plan.

Jeśli każda z instytucji dokona zmiany w górę o 25 punktów bazowych będzie to oznaczać, że ta pierwsza dokonała już zmiany łącznie o 525 pb, ta druga o 100 punktów bazowych mniej, czyli 425 pb. Obie instytucje ustanowiły w ten sposób historycznie wysokie tempo zacieśniania monetarnego.

Rynki tak naprawdę już w pełni zdyskontowały lipcową decyzję. Teraz inwestorzy bardziej są zainteresowani tym, czy szczyt stóp procentowych został już osiągnięty, czy też należy spodziewać się dalszych podwyżek.

Od kilku tygodni dyskusja na temat przyszłego kierunku działań EBC w coraz większym stopniu koncentruje się na obawach gospodarczych. Na ostatnich posiedzeniach EBC zauważył już, że podwyżki stóp odnoszą swój rezultat. W międzyczasie członkowie Rady, tacy jak Mario Centeneo, publicznie martwią się o możliwą recesję w związku ze znacznym spadkiem wskaźników wyprzedzających. Te oznaki słabszej gospodarki robią oczywiście wrażenie także na obozie „jastrzębi”. Nawet prezes Bundesbanku – Joachim Nagel – podkreślił ostatnio zależność decyzji w sprawie stóp procentowych od danych oraz to, że do września opublikowanych zostanie wiele danych, które wpłyną na decyzje. Tym samym przedstawiciele tego obozu są wyraźnie ostrożniejsi niż po czerwcowym posiedzeniu.

W związku z tym perspektywy dla gospodarki będą prawdopodobnie intensywnie omawiane na przyszłotygodniowym spotkaniu, a we wrześniu EBC prawdopodobnie zrewiduje w dół swoje optymistyczne prognozy wzrostu gospodarczego. Istnieje w tym momencie szansa, że EBC zakończy podwyżki stóp w przyszłym tygodniu, nawet jeśli rynek nadal wycenia znaczne prawdopodobieństwo wzrostu stóp we wrześniu. Decyzję tę powinien ułatwić obserwowany od kilku miesięcy trend spadkowy stopy inflacji. W czerwcu osiągnęła poziom 5,5 proc., co oznacza spadek prawie o połowę w porównaniu do najwyższego poziomu 10,6 proc. w październiku. Oczekuje się dalszego spadku w nadchodzących miesiącach. W końcu nie tylko presja na ceny energii i żywności słabnie. Szereg wskaźników inflacji bazowej również pokazuje, że inflacja przekroczyła swój szczyt.

W Stanach Zjednoczonych inflacja spadła jeszcze bardziej niż w strefie euro. Tu redukcja wynika nie tylko z niższych cen energii i żywności, ale także z osłabienia inflacji bazowej. Na przykład, w przeciwieństwie do strefy euro, stopa bazowa wyraźnie spadła. Ponadto „stopa super core” – zmiana cen usług z wyłączeniem czynszów – oparta na wskaźniku cen konsumpcyjnych, na którą kilka tygodni temu zwrócił uwagę prezes Fed Powell, również zniżkowała z 6,5 proc. we wrześniu 2022 r. do poniżej 4 proc. w ostatnim czasie. Wreszcie presja płacowa, kluczowy czynnik napędzający stopę „super core”, prawdopodobnie również odnotowała swój szczyt. Miara płac Atlanta Fed, która jest statystycznie czystsza niż zarobki godzinowe w raporcie o zatrudnieniu, wzrosła o 5,6 proc. rok do rok, daje to jeden punkt procentowy mniej niż rok temu.

Choć tempo spadku inflacji z pewnością zadowala Fed, to jednak cały czas wynik jest oddalony od celu banku centralnego. W przypadku realnej gospodarki, ta w porównaniu do strefy euro, jak dotąd dobrze sobie radziła pomimo agresywnego cyklu zacieśniania. Rynek pracy tworzył średnio 280 tys. nowych miejsc pracy co miesiąc. Zbliża się jednak okres, kiedy coraz częściej będziemy otrzymywać oznaki spowolnienia koniunktury. Jeśli takich sygnałów będziemy mieli sporo w kolejnych tygodniach, lipcowy ruch na stopach (w górę) będzie prawdopodobnie tym ostatnim, ale też nie można wykluczyć np. wrześniowej pauzy przed ewentualnym kolejnym ruchem w listopadzie (zależnym mocno od publikacji makro). Jeśli chodzi o pierwsze obniżki, rynek moim zdaniem zbyt optymistycznie zakłada możliwość cięcia stóp już w I kwartale nie mówiąc już o końcówce tego roku. Raczej Powell będzie chciał mieć pewność, że inflacja faktycznie zmierza w kierunku 2 proc., dlatgo też Fed może nieco dłużej utrzymywać wysoki poziom kosztu pieniądza. Wielokrotnie prezes banku podkreślał o dużym ryzyku jakim jest zbyt wczesne poluzowanie warunków monetarnych.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Viaplay opuści Polskę. Subskrypcje spadają, marazm w streamingu

Przypadek Viaplay wydaje się klasycznym przykładem tego, co miało szansę udać się – ale w okolicznościach gospodarczych, w których firma podjęłą ryzyko agresywnej ekspansji. Obecnie, w otoczeniu podwyższonej inflacji, niższych wydatków gospodarstw domowych i ‘nasterydowanej’ konkurencji w postaci Netflixa i pozostałych gigantów, model biznesowy zadłużonej firmy okazuje się dziurawy. Budżetem nie jest w stanie konkurować z największymi produkcjami, a bardziej niszowe, o niższych kosztach nie okazały się wystarczająco popularne, by masowo przyciągać konsumentów. Efekt? Planowana redukcja wydatków i opuszczenie rynków w USA, Wielkiej Brytanii czy Polsce. Warto podkreślić w tym miejscu istotny aspekt dominacji Netflixa, który jako wiodąca z firm streamingowych podniósł szacunki prognozowanych wolnych przepływów pieniężnych w 2023 roku z 3,5 do 5 mld USD. Przypadek Viaplay pokazuje jednak, że nie wszystkie spółki z branży streamingowej mogą liczyć na jednakowe korzyści z udziałów w rynku. Zysk, którym Viaplay może wynagrodzić sobie wyższe koszty, w otoczeniu ‘dezinflacji’ może być coraz skromniejszy.

Mając ograniczony na tle konkurencji budżet, Viaplay nie był w stanie podjąć konkurencji i trwale ‘odebrać’ subskrybentów Netflixowi czy Disneyowi. Jednocześnie na rynki wszedł agresywnie, ponosząc koszty związane z budową marki i reklamą. Ruch zwracający firmę ponownie ku zwiększaniu udziałów na rynkach o stosunkowo mocnej, ugruntowanej pozycji oraz redukcja 25% etatów wydają się w takim momencie w pełni uzasadnione. Firma zamierza skoncentrować na na rynku holenderskim i skandynawskim, gdzie widzi potencjał opłacalnej, długoterminowej obecności. Planuje skupić się też na najbardziej opłacalnych obszarach streamingu sportowego oraz serialach – głównie kryminalnych. Nadziei upatruje m.in. ekranizacji wybranych, skandynawskich powieści kryminalnych. Niewykluczone, że przynajmniej część międzynarodowego biznesu spółki zostanie sprzedana – w firmie zwiększył w ostatnim czasie udziały francuski Canal+, który ma aspirację by konkurować z czołowymi, amerykańskimi platformami streamingowymi w Europie.

Sprzedaż Viaplay w II kw. Wzrosła o 16% r/r, do 450 mln USD ale przychody z reklam spadły o 16%, obniżając dochód operacyjny o 630 mln USD. Co więcej, subskrybenci opuścili platformę, ich liczba spadła o 1 milion w II kw. do zaledwie 6,6 miliona czyli poziomu z III kw. 2022 roku.

Firma spodziewa się 90 mln USD straty EBIT w tym roku i osiągnięcia rentowności w roku przyszłym. Ta druga prognoza stoi jednak pod dużym znakiem zapytania jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że podwyżki stóp procentowych oddziałują ze sporym opóźnieniem na popyt i gospodarkę, a konsensus rynkowy zakłada początek recesji w Stanach i Europie właśnie w okolicach 2024 roku. Wszystko wskazuje na to, że wiatr po prostu nie chce wiać w żagle Viaplay. Tymczasem firma pozytywnie oczekuje wzrostu subskrypcji do 7 milionów jeszcze w tym roku ale nie podzieliła się prognozami na rok przyszły. Choć jesień sezonowo sprzyja wzrostowi w streamingu, szacunki mogą okazać się jednak zbyt optymistyczne. Problemem jest też monetyzacja całej działalności w otoczeniu wycofujących się reklamodawców. Nawet dwucyfrowa dynamika wzrostu subskrybentów kwartalnie nie musi znaleźć bezpośredniego, decydującego przełożenia na wyniki finansowe. Na tą chwilę prawdopodobna pozostaje implozja całego biznesu Viaplay.

Autor: Eryk Szmyd Analityk rynków finansowych XTB

Papaya Films odnotowuje rekordowe wyniki finansowe w 2022 roku

Największy w Polsce dom produkcyjny i studio filmowe publikuje najnowsze dane finansowe prezentując zarówno skalę sprzedaży i zysków, jak również wartość kosztów oraz, co również istotne, poziom inwestycji.

Spółka Papaya Films osiągnęła łączne przychody za 2022 rok na poziomie 143,88 mln zł, przy zysku netto o wartości 5,94 mln zł. Wzrost sprzedaży względem roku ubiegłego wynosi zatem 9,1% (ze 131,92 mln zł w roku 2021), na co łączny wpływ ma zwiększenie przychodu zarówno z produkcji lokalnych (z 88,3 mln zł w 2021 do 98,09 mln zł w 2022), jak i serwisowych (43,62 mln zł w 2021 vs. 45,79 mln zł w roku ubiegłym). Wzrost wartości zysku netto za 2022 jest proporcjonalny do wzrostu przychodu i wynosi 8 %.

Wypracowany efekt to długofalowa współpraca ze stałymi klientami oraz realizacja projektów dla nowych partnerów. Papaya Films w 2022 roku pracowała z m.in. McDonald’s, Asahi, Nivea, 3M, eObuwie, Modivo, ING Bank Śląski, Play, T-Mobile, Jaguar i firmą Tarczyński.

Jak mówi Kacper Sawicki, założyciel i prezes Papaya Films, „rekordowy wynik sprzedaży w całej historii naszej działalności na rynku to powód do satysfakcji i refleksji”. Podkreśla, dziękując całemu zespołowi, że „stanowi on nie tylko potwierdzenie skuteczności obranej długofalowej strategii zrównoważonego rozwoju, ale przede wszystkim jest skutkiem twórczego zaangażowania i ciężkiej pracy wszystkich bez wyjątku osób w firmie, w czasie bezprecedensowych wyzwań, jakie dotyczą post-pandemii, czy oczywiście wojny w Ukrainie”.

O ile największym źródłem przychodu pozostają produkcje komercyjne, w minionym roku firma postawiła także na znaczący rozwój form oryginalnych. Takie pozycje, jak drugi sezon serialu „Wilk” w kooperacji z CANAL+ oraz dokument sportowy o Robercie Lewandowskim dla Prime Video dają impet do rozwoju obszaru Papaya Originals, który w bieżącym roku realizuje kolejne projekty. Rośnie także skala działalności impresariatu twórców Papaya Roster, który w roku 2022 odnotował sprzedaż na poziomie 9,5 mln zł, o 22% więcej niż w poprzednim. „Biznesowo nie tylko obroniliśmy wiodące źródła przychodów, ale też konsekwentnie przeprowadziliśmy i rozwijaliśmy zaplanowane inne inicjatywy, wzmacniając portfolio o nowe kierunki”, dodaje Sawicki. Firma kontynuuje flagowy program wspierania młodych twórców Papaya New Directors.

W zakresie kosztów Papaya Films odnotowała ich wzrost o 8% względem roku 2021, do wartości 136,54 mln zł. Na poziom ten wpłynęły wydatki na usługi obce (120,6 mln zł) oraz przede wszystkim nakłady na inwestycje. Zwiększyła się bowiem pula środków na wynagrodzenia (z 7,22 do 9,38 mln zł) oraz na inne świadczenia pracownicze (z 676,8 do 719,3 tys. zł).

W ramach przyjętej strategii zrównoważonego rozwoju firma bez zmian postanowiła w roku 2022 kontynuować realizację działań w zakresie ESG. Stąd m.in. wzrost inwestycji i kosztów w pozostałych obszarach działalności o 12%, z 3,38 mln zł w 2021 do 3,8 mln zł w roku ubiegłym.

„Rok 2022 postawił szereg wyzwań firmom szeroko pojętej branży marketingowej, zarówno w obszarze codziennej działalności biznesowej, jak i w zakresie polityki korporacyjnej. Jednym z nich było podjęcie decyzji, na ile kontynuować planowane inwestycje, szczególnie te, które nie mają szybkiego zwrotu i natychmiastowego impaktu na rozwój. Takim obszarem jest ESG”, wyjaśnia Justyna Górniak, chief growth officer Papaya Films. „Uznaliśmy, że to długofalowa strategia i przyjęliśmy jej realizację w minionym roku bez cięć. W efekcie, uzyskując rekordowy wynik finansowy utrzymaliśmy także planowy kurs na ścieżce zrównoważonego wzrostu – dodaje Górniak.

Sektor farmaceutyczny w Polsce i w Ukrainie – czy jest możliwe wykorzystanie potencjału partnerstwa w kontekście wojny oraz integracji europejskiej?

Wojna, która dzieje się od blisko półtora roku w Ukrainie dotyczy różnych gałęzi gospodarki, jedną z nich jest oczywiście system ochrony zdrowia. Pomimo „nowej sytuacji” ludzie, którzy pozostali w Ukrainie nadal chorują, potrzebują zarówno wsparcia medycznego czy dostępności do leków. Sam sektor zdrowia pozostaje odporny i działa najlepiej jak w warunkach wojennych jest to możliwe. Dzisiaj w odbudowie ukraińskiego obszaru zdrowia konieczne są: nieustanny rozwój firm farmaceutycznych, współpraca oparta na dialogu, zrozumienie oraz zaufanie – podkreślają prelegenci debaty Sektor Farmaceutyczny w Polsce i w Ukrainie zorganizowanej w ramach konferencji „Europe-Poland-Ukraine. Rebuild Together 2023”.

Z perspektywy ochrony zdrowia Ukraina boryka się z różnymi problemami: brak refundacji i wzajemnego uznania, ograniczenia w certyfikacji zgodności norm UE praktycznie od pandemii Covid-19 do obecnie prowadzonych działań wojennych. Optymizmem napawa z kolei otwartość na współpracę z zachodnią branżą farmaceutyczną i motywacja, aby tak szybko jak to będzie możliwe stać się ważnym krajem Wspólnoty Europejskiej i mieć znaczące miejsce w polityce zdrowotnej w Europie.

Aktywności Ukrainy w prowadzonych badaniach klinicznych

Ukraina stanowi największy powierzchniowo kraj w Europie, jest szóstym krajem odnośnie wielkości populacji i drugim pod względem liczby pacjentów onkologicznych (1.2 mln pacjentów). Obecnie Ministerstwo Zdrowia Ukrainy, w opracowywanej strategii gospodarczej dla Ukrainy, do 2030 roku duże znaczenie przywiązuje właśnie do badań medycznych.

W dokumencie jest też sporo uwagi poświęconej digitalizacji zdrowia. Obecnymi zasobami pacjentami, lekarzami (w Polsce mamy podobny problem) żaden kraj nawet bardziej rozwinięty niż Ukraina i niedotknięty wojną nie jest w stanie sobie poradzić z wyzwaniami demograficznymi, bezpieczeństwem lekowym i tutaj muszą zajść zmiany. Ważna jest szeroka analiza w jakiej kolejności i w co inwestować w obszarze zmiany całego systemu ochrony zdrowia i właśnie digitalizacji.

„Nasza sytuacja zmusza Ukrainę do przyspieszania realizacji badań klinicznych i daje nam solidną podstawę do tego kierunku. Szybkość procedur inwestycyjnych, powrót Ukraińców do kraju, przeniesienie punktów medycznych do bezpiecznych miejsc – stanowią podstawy, aby rozwijać i kontynuować badania kliniczne w Ukrainie. Widzimy wzrost kwalifikowanych pracowników jakości baz klinicznych, posiadanego sprzętu, środków, a to prowadzi do tego, że nie warto lekceważyć takiej możliwości inwestycyjnej, jaką jest realizacja badań klinicznych na terenie Ukrainy – mówiła Maryna Słobodniczenko, wiceminister zdrowia Ukrainy ds. integracji europejskiej. Tylko na początku wojny w Ukrainie realizowano 794 badań klinicznych, na różnych etapach.

Ukraińska branża farmaceutyczna pnie się w górę choć też ma problemy

Konflikt zbrojny jest i widać całą mobilizację społeczeństwa. Obecnie lekarze są bardzo dotknięci tą wojną z różnych powodów. Cała służba zdrowia mimo dużych zniszczeń działa. Bardzo ważna była pomoc, która przyszła z Polski i innych krajów. Na podstawie wewnętrznych danych niestety widać, że zmniejszyła się liczba pacjentów, którzy odwiedzają lekarzy. Ukraina będzie miała spory problem z niezdiagnozowanymi pacjentami. Aktualnie w Ukrainie są podejmowane rozmowy na temat programów wspierających i szkoleń dla lekarzy w kontekście stresu powojennego. Ponieważ nie radzą sobie z nim zarówno lekarze jak i sami pacjenci.

Z perspektywy pozytywnej najważniejsze firmy farmaceutyczne są bardzo rozwinięte technologicznie. Wśród firm jest duże zainteresowanie w ramach współpracy międzynarodowej. Polska pomaga i będzie pomagać. Wyzwaniem jest fakt jak Ukrainę zintegrować z Europą, ale także w kontekście współpracy. Z kolei to czego potrzebuje Polska to wymiany poglądów, trochę know-how – ludzkiego kapitału i doświadczenia dlatego ważne, aby w tym kierunku szukać partnerstwa oraz dialogu. Rynek farmaceutyczny w Ukrainie jest bardzo duży.

Przemysł ukraiński jest na światowym poziomie. Jak podkreśla Michał Pilkiewicz Dyrektor Generalny, Ukraina, Adriatyk i Kraje Bałtyckie, IQVIA: „Każda tragedia, czy kryzys powoduje, że następują zmiany. Skupiając się na pozytywach bardzo duzi gracze na ukraińskim rynku farmaceutycznym, eksportują swoje cząsteczki do 80 krajów. Przemysł ukraiński jest mimo wojny naprawdę na światowym poziomie”.

Wyzwaniem jest nasza wzajemna relacja. Współpracując na linii Polska-Ukraina, polskie firmy wysyłają i pomagają jak mogą, ale jednocześnie starają się prowadzić przywracając na tyle na ile można normalność w biznesie.

Polska i Ukraina to liderzy w produkcji leków i API w Europie

Ukraina konsekwentnie uczestniczy w procesie przystąpienia do krajów Unii Europejskiej i mieć znaczące miejsce w europejskiej polityce zdrowotnej. Niezależność lekowa i problemy z dostępnością leków, które były znaczące już w czasie pandemii Covid-19 czy substancji czynnych z Azji dają możliwość przed partnerstwem polsko-ukraińskim bycia liderem produkcji dla Starego Kontynentu. Strategicznie, Polska i Ukraina to liderzy w produkcji leków i API w Europie.

Z kolei jak uzasadnia Pawło Sawenko, Prezes Zarządu Farmak International: „Ukraina jeszcze za czasów radzieckich miała bardzo rozwinięty sektor farmaceutyczny i naukowy. To dziedzictwo które otrzymaliśmy i rozwinęliśmy w ostatnich dziesięcioleciach. Eksportujemy leki do ponad 50 krajów na całym świecie w tym także dla UE. Sprzedajemy leki na wszystkich kontynentach. Nasz pipeline stanowi obecnie sto produktów i każdego roku dołączamy do niego kolejnych dwadzieścia”.

„Wyzwaniem nie do przeskoczenia jest jakość produkcji. Do rejestracji i sprzedawania leków w Unii Europejskiej, Ukraina musi spełniać europejskie certyfikaty i wdrożyć odpowiednie procedury bezpieczeństwa. Polska z kolei w Europie ma najlepszy system kontroli bezpieczeństwa leków, Ukraina podąża już naszym śladem – dodaje Krzysztof Kopeć Prezes, Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF).

Przedstawiciele liderów ukraińskich firm farmaceutycznych są zgodni odnośnie już procedowanych aktów legislacyjnych, które dostosowują na poziomie prawodawczym kwestie międzynarodowej certyfikacji, tak aby spełniały one unijne normy między innymi z obszaru Good Manufactoring Practice (GMP). „Ostatnio mamy do czynienia z tym, że prawie wszystkie firmy farmaceutyczne działające w Ukrainie przeszły wewnętrzne audyty GMP, a ukraiński regulator samoczynnie doprowadził do wystandaryzowanych kontroli zgodnie ze standardami europejskimi. Kwestie uznania ukraińskiego GMP warte są pochylenia się, przez europejskich regulatorów” – mówiła Olha Astafjewa, Kierownik Departamentu eksportu w firmie Darnitsa. Z kolei Julija Czebotariowa Kierownik Działu Rejestracji Produktów Leczniczych w Krajach Zagranicznych w firmie Lekhim dodała: „na przykładzie firmy Lekhim, produkujemy; około 2 mld tabletek, 500 mln kapsułek i 150 mln ampułek, każdego roku. Z jednej strony w Ukrainie mamy zarejestrowanych ponad 250 leków. Produkujemy także substancje zarejestrowane w Europie. Chcemy także sprzedawać leki do Europy za zgodą europejskiego regulatora. Oczekujemy, że problem zostanie dostrzeżony i certyfikaty GMP dla Ukrainy zostaną uznane bądź umożliwiona zostanie realizacja audytów przez europejskich regulatorów w formule online”.

Gdzie jest potencjał i klucz do współpracy polsko-ukraińskiej w sektorze farmaceutycznym?

Sytuacja Ukrainy jest obecnie taka, że musi podjąć decyzję w co chce inwestować. Patrząc na dostępność leków, to ona jest, ale jeśli chodzi o konsumpcję, czy pacjenci się leczą czy jest zachowany compliance, to z tym dalej jest wyzwanie i tutaj na pewno ten rynek będzie rósł i to bardzo dynamicznie. Oczywiście nie ma jeszcze pełnego systemu refundacyjnego w Ukrainie, choć rząd Ukrainy zrobił dużo. Kolejnym wyzwaniem będzie to jak znaleźć środki na finansowanie. Jak zapewnić, aby społeczeństwo było zdrowe, jak walczyć ze skutkami wojny i co zrobić, aby wydłużyć średnią długoś życia. Są to takie rzeczy które musi Ukraina zrobić i zapewne sobie z tym poradzi. Polska była w podobnej sytuacji kilkanaście lat temu. Należy korzystać z naszych doświadczeń i taką współpracę nawiązać.

W kontekście dostępu do innowacji, która w Polsce jest lepsza niż na Ukrainie, ale jak to finansować: jak przeskoczyć i wprowadzić metody płacenia za efekt. Jest tutaj bardzo dużo wyzwań, które Ukraina może wykorzystać jako najlepsze rozwiązania, które są dostępne. Ważne, aby korzystać z wymiany doświadczeń z innymi krajami – rozmawiać, spotykać się i wprowadzać najlepsze rzeczy.

„Polska jest także otwarta na współpracę z Ukrainą co podyktowane jest skuteczną i przemyślaną polityką rządu Ukrainy. O skuteczności ich działań może świadczyć choćby fakt, już procedowanej w parlamencie ukraińskim ustawy poświęconej ukraińskiemu systemowi KOWAL, czyli systemowi kontroli łańcuchów dostaw leków. „Sami przed laty mieliśmy z tym problem. Z jednej strony to kosztowny system, a z drugiej skomplikowany. Gdy do polski przyjechali przedstawiciele ukraińskich firm, by dowiedzieć się więcej o systemie weryfikacji leków, zadawali te same pytania, które my zadawaliśmy sobie kilka lat temu. Problem w implementacji zaczyna się wtedy, gdy nie rozumiemy systemów, które jesteśmy zmuszeni wdrożyć. Dlatego współpraca jest bardzo ważna w tym momencie. Odpowiedź “po co to jest” pomoże w transformacji rynku farmaceutycznego i otwarciu go na Unie Europejską” – mówił Krzysztof Kopeć Prezes, Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF).

KSeF – od kiedy obowiązkowy? Pytania i odpowiedzi

Od lipca 2024 czeka nas rewolucja w obrębie fakturowania i księgowości. Wtedy właśnie Krajowy System e-Faktur stanie się obowiązkowy dla każdego podatnika w Polsce. Czym jest KSeF, od kiedy będzie obowiązkowy i jakie korzyści przyniesie dla przedsiębiorców? Odpowiadamy na najważniejsze pytania.

Co to jest KSeF?

Krajowy System e-Faktur (w skrócie KSeF) to ogólnopolski system informatyczny administrowany przez Krajową Administrację Skarbową. Służy on do wystawiania i otrzymywania faktur wyłącznie drogą elektroniczną. Faktury przesyłane przez KSeF posiadają ujednolicony format XML (stąd nazwa “faktura ustrukturyzowana”), natomiast ich odbiór będzie wymagał akceptacji odbiorcy. System przechowa wystawione e-Faktury przez 10 lat oraz pozwoli na nadawanie, zmianę lub odbieranie uprawnień do jego korzystania osobom trzecim (np. pracownikom).

Co to jest faktura ustrukturyzowana?

Faktura ustrukturyzowana to zupełnie nowy typ faktury obok dobrze znanych faktur papierowych i elektronicznych. Dokument ten wystawiany jest w formacie XML (zgodnie z określonym w przepisach wzorem) poprzez oprogramowanie współpracujące z rządową platformą. Każda wygenerowana e-Faktura zostaje sprawdzona ze wzorem, a następnie otrzymuje unikalny numer identyfikujący. Dopiero po jego otrzymaniu i akceptacji przez odbiorcę fakturę można w świetle prawa uznać za wystawioną i doręczoną.

KSeF – od kiedy będzie obowiązkowy?

Do niedawna KSeF miał zacząć obowiązywać od początku 2024 roku. W lutym 2023 Ministerstwo Finansów zdecydowało się przesunąć ten termin o pół roku. Oznacza to, że Krajowy System e-Faktur stanie się obligatoryjny od 1 lipca 2024 r. Warto dodać, że od początku 2022 roku każdy przedsiębiorca może dobrowolnie korzystać z systemu. To dobry sposób na przygotowanie swojego biznesu do nadchodzącego standardu i na „oswojenie się” z platformą.

Kto będzie musiał korzystać z KSeF?

Od 1 lipca 2024 KSeF zacznie obowiązywać następujące podmioty:

  • przedsiębiorców zwolnionych z podatku VAT;
  • przedsiębiorców zarejestrowanych jako czynni podatnicy VAT;
  • przedsiębiorców, który zostali zweryfikowani w Polsce do procedury unijnej OSS i posiadają polski identyfikator podatkowy NIP.

Jak zacząć korzystać z Krajowego Systemu e-Faktur?

Przystąpienie do KSeF wymaga dostosowania swoich systemów biznesowych do współpracy z platformą. Pomóc w tym zadaniu może struktura logiczna systemu udostępniona przez Ministerstwo Finansów dla wszystkich zainteresowanych. Warto już teraz zorientować się, czy dostawca naszego oprogramowania biznesowego jest gotowy na zbliżający się standard. Ułatwi to decyzję o ewentualnym przejściu na lepiej dopasowane rozwiązania. Obecnie rządowy system można testować bezpłatnie przy użyciu narzędzi udostępnionych przez Ministerstwo Finansów.

Dostęp do platformy wymaga z kolei założenia indywidualnego konta w systemie. Podczas logowania konieczna będzie autoryzacja w oparciu o kwalifikowane źródło takie jak podpis elektroniczny czy Profil Zaufany. Konto można bezproblemowo obsłużyć stacjonarnie lub za pośrednictwem urządzeń mobilnych.

Jakie korzyści przyniesie korzystanie z KSeF?

Ujednolicony standard obrotu fakturami docelowo ma ułatwić organom podatkowym sprawniejszą kontrolę podatkową, a tym samym skuteczniejsze wykrywanie oszustw. Z kolei automatyzacja procesów fakturowania potencjalnie ułatwi i przyspieszy czynności księgowe, a także zminimalizuje ryzyko pomyłek. Oprócz tego podatnicy mogą liczyć na takie korzyści jak:

  • szybszy zwrot VAT do 40 dni zamiast 60 (warunkiem jest spełnienie przesłanek opisanych w ustawie VAT);
  • brak ryzyka związanego ze zniszczeniem lub zgubieniem faktury;
  • brak konieczności składania plików JPK_FA na wezwanie organów. Będą one znajdowały się w KSeF.
  • efektywniejsza komunikacja z organami skarbowymi podczas czynności sprawdzających i kontroli;
  • mniej błędów przy wystawianiu faktur i łatwe korygowanie pomyłek.
  • stały i łatwy dostęp do wszystkich faktur.

Najwyższy poziom cyberataków od dwóch lat. W Polsce wzrost o 1/3

  • W drugim kwartale 2023 r. liczba cyberataków na całym świecie wzrosła o 8 proc., do 1258 tygodniowo. W Polsce ataków jest średnio mniej (1108) jednak odnotowaliśmy 33-proc. ich wzrost względem analogicznego okresu w roku 2022!
  • Wciąż głównym celem jest sektor edukacji/badań, który doświadczył średnio 2179 ataków na organizację tygodniowo.
  • Największych przyrostów doświadczył sektor sprzedaży detalicznej i hurtowej oraz consultingowy – dane Check Pointa mówią w obu przypadkach o 38-proc. wzroście w porównaniu z 2 kwartałem 2022 roku.

W drugim kwartale 2023 r. liczba cyberataków na całym świecie wzrosła o 8 proc., do 1258 tygodniowo. W Polsce ataków jest średnio mniej (1108) jednak odnotowaliśmy 33-proc. ich wzrost względem analogicznego okresu w roku 2022! Wg ekspertów Check Point Research najwięcej incydentów doświadczał sektor edukacji i badań, a największe wzrosty ataków odnotował sektor hurt i detal oraz consultingowy.

Destrukcyjny wpływ konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na krajobraz cybernetyczny w ostatnich miesiącach się zmniejszył, jednak kolejna „nowa normalność” wcale nie charakteryzuje się mniejszą ilością cyberataków. Pomimo słabnącego wpływu konfliktu na krajobraz cyberzagrożeń, utrzymywanie się zagrożeń wskazuje na ciągłą potrzebę wzmożonej czujności i solidnych środków bezpieczeństwa, aby przeciwdziałać nieustannemu i ewoluującemu charakterowi cyberataków.

Z danych udostępnionych przez Check Point Research wynika, że w drugim kwartale 2023 r. nastąpił 8-proc. wzrost średniej liczby ataków na świecie. Organizacje atakowane są co tydzień aż 1258 razy i jest to najwyższa wartość odnotowana przez Check Point Research ostatnich dwóch latach.poziom cyberataków

Kogo atakują cyberprzestępcy?

Wciąż głównym celem jest sektor edukacji/badań, który doświadczył średnio 2179 ataków na organizację tygodniowo. Oznacza to jednak 6-proc. spadek w porównaniu z drugim kwartałem 2022 r. Drugim najczęściej atakowanym był sektor rządowy/wojskowy, z średnio 1772 atakami tygodniowo (+9 proc.), a trzecim sektor opieki zdrowotnej ze średnią 1744 ataków tygodniowo, z aż 30 proc. wzrostem w ujęciu rocznym.

Największych przyrostów doświadczył sektor sprzedaży detalicznej i hurtowej oraz consultingowy – dane Check Pointa mówią w obu przypadkach o 38-proc. wzroście w porównaniu z 2 kwartałem 2022 roku.Kogo atakują cyberprzestępcy?

Polska ponownie na celowniku!

Hakerzy coraz częściej atakują kraje afrykańskie (+23 proc.), które doświadczają średnio 2164 ataków tygodniowo. Region Azji i Pacyficu (APAC), atakowany jest równie chętnie – 2046 ataków w tygodniu oznacza 22 proc. wzrost względem tego samego okresu 2022 roku. Najmniej ataków obserwowanych jest w Ameryce Północnej, średnio 1011 (+18 proc.).

Europa w drugim kwartale roku doświadczyła 1013 ataków (+5 proc.). Więcej ataków niż wynosi średnia europejska odnotowano w Polsce – 1108. Zatrważający jest jednak przyrost ataków na polskie organizacje, który wynosi aż 33 proc! Szczególnie niepokojącym faktem jest również rosnące znaczenie ataków ransomware na Polskie organizacje. W 2022 roku przeciętny okup za odszyfrowanie danych kosztował polskie przedsiębiorstwa średnio 670 tys. zł.  W skrajnych przypadkach straty przedsiębiorstw szacowane były nawet na blisko 30 mln złotych!

Wg Check Point Research w Europie w ostatnim kwartale średnio 1 na 54 organizacje doświadczyły ataków ransomware. Sytuacja ponownie najgorzej wygląda w sektorze opieki zdrowotnej, gdzie ofiarą hakerów padła 1 na 27 instytucji (dane dla całego świata).

Carbon Studio połączy się z Iron VR

Carbon Studio, notowany na NewConnect niezależny producent gier VR, rozpoczyna prace zmierzające do połączenia ze spółką z Grupy – Iron VR. Plan ten pozytywnie zaopiniowały Rady Nadzorcze obu podmiotów. W ocenie zarządu Carbon Studio, jeden silny brand, skupiający kompetencje tworzenia nisko- i wysokobudżetowych produkcji, przełoży się na większą dynamikę biznesu, co daje potencjał do wzrostów dla obecnych i przyszłych akcjonariuszy. 

Połączenie Iron VR z Carbon Studio pozwoli istotnie uprościć strukturę organizacyjną grupy oraz zmniejszyć koszty jej funkcjonowania, przez co będziemy wydajniejsi finansowo. To z kolei może istotnie wpłynąć na wzrost skali działalności i efektywności Carbon Studio. Część zespołu już teraz zaczęła realizację prac przy projektach Carbon Studio. – mówi Błażej Szaflik, prezes zarządu Carbon Studio.

W ramach planowanego połączenia spółek Carbon Studio wyemituje dla akcjonariuszy Iron VR akcje nowej emisji, które zostaną docelowo objęte wnioskiem o wprowadzenie do obrotu na rynku NewConnect. Spółka chce rozpocząć ten proces niezwłocznie po rejestracji połączenia przez KRS, szacunkowo powinno to nastąpić w I półroczu 2024 roku.

– Jeden silny brand powinien ucieszyć akcjonariuszy Carbon Studio, tym bardziej biorąc pod uwagę, że docelowo chcemy, aby Carbon Studio było notowane na głównym parkiecie GPW w Warszawie. Obserwując rynek widzimy, że droga do upublicznienia na NewConnect małych studiów z branży gamedev, takich jak Iron VR, jest bardzo długa, więc obecni udziałowcy spółki musieliby czekać kolejne miesiące na debiut Iron-a. Dzięki połączeniu spółek, w niedalekiej perspektywie staną się oni współwłaścicielami dużo większego i bardziej rozpoznawalnego brandu. Mamy nadzieję, że wspólnie wypracujemy jeszcze lepsze wyniki i będziemy mogli cieszyć się kolejnymi sukcesami, a inwestorzy Iron VR będą partycypowali we wzroście wartości Carbon Studio – mówi Karolina Koszuta, członek zarządu Carbon Studio.

Parytet wymiany akcji Iron VR na akcje Carbon Studio zostanie ustalony z uwzględnieniem bieżących parametrów wycen spółek z branży gamedev i może istotnie odbiegać od wyceny spółki ustalonej w ramach emisji akcji serii E. Ponadto w związku z rozpoczęciem prac związanych z połączeniem brandów zarząd Iron VR w najbliższym czasie powinien wycofać wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku NewConnect.

Spółka Iron VR powstała w styczniu 2020 r. Celem studia było tworzenie niskobudżetowych gier wideo dedykowanych technologii VR oraz produkcja gier VR opartych na uznanych IP. Zespół Iron VR ma na swoim koncie kilka prototypów gier dedykowanych wirtualnej rzeczywistości, w których Zarząd Carbon Studio również upatruje duży potencjał rozwojowy.

– Trwają prace nad Hunt Together, to wciągająca i oryginalna gra dedykowana fanom gogli Meta Quest. Liczymy na jej powodzenie sprzedażowe. Premiera gry planowana jest w 2023 roku. Jestem przekonany, że synergia naszych dwóch zespołów przyczyni się do tego by to osiągnąć. Mocno w to wierzymy – komentuje​ Błażej Szaflik​.

Iron VR rozwinął kilka prototypów, nad którymi prace będą kontynuowane przez zespół Carbon Studio.

– Weryfikacja rynkowa pokazała, że efektywniejszym z punktu widzenia działalności grupy kapitałowej jest realizowanie wszystkich prac w ramach Carbon Studio, bardziej rozpoznawalnego podmiotu o wieloletniej historii produkcyjnej. Warto wspomnieć, że Carbon jest jednym z kluczowych partnerów firm testujących najnowszy sprzęt technologiczny VR i ten trend zamierzamy kontynuować. Obecnie rozważamy produkcję gier na pierwszego headseta VR/AR od Apple. Dzięki naszym współpracom z największymi graczami rynku wirtualnej rzeczywistości produkcje realizowane pod skrzydłami Carbon Studio zyskają większą widoczność. Na obecnym etapie rozwoju Iron VR takich możliwości nie ma – mówi Aleksander Caban, członek zarządu Carbon Studio.

Po sfinalizowaniu połączenia obu podmiotów, Carbon Studio nabędzie prawa do wszystkich IP posiadanych przez Iron VR. Obecnie Carbon Studio posiada w spółce Iron VR 39,9% udziału w kapitale zakładowym i 57,0% w głosach na WZA.

ORLEN OIL i LOTOS Oil łączą siły

W ramach konsolidacji kolejnych segmentów działalności ORLEN połączył spółki ORLEN OIL i LOTOS Oil. Integracja nie tylko umocni koncern na pozycji lidera polskiego rynku środków smarnych, ale umożliwi dynamiczną ekspansję międzynarodową, m.in. dzięki rozpoczęciu produkcji zaawansowanych olejów gotowych. Już teraz produkty ORLEN OIL dostępne są w 78 krajach.

– Konsolidacja ORLEN OIL z LOTOS Oil zwiększy efektywność operacyjną oraz potencjał rozwojowy koncernu na rynku środków smarnych. W ten sposób budujemy silny krajowy podmiot zdolny konkurować nie tylko w kraju, ale również za granicą. Synergie uzyskane dzięki integracji aktywów pozwolą zwiększyć poziom inwestycji i lepiej wykorzystać już posiadane aktywa, tym samym wzmacniając łańcuch wartości całej Grupy ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Integracja spółek olejowych nastąpiła przez przeniesienie całego majątku LOTOS Oil na ORLEN OIL. ORLEN OIL dysponuje czterema zakładami produkcyjnymi: w Trzebini i Jedliczu oraz przejętymi od LOTOS Oil zakładami w Czechowicach-Dziedzicach i Gdańsku. Spółka zatrudnia prawie 700 pracowników, a jej zdolności produkcyjne środków smarnych wynoszą ok. 420 tysięcy ton rocznie. Siedzibą skonsolidowanej spółki został Gdańsk.

Obecnie trwają prace na przygotowaniem nowej, zintegrowanej oferty produktowej ORLEN OIL. W niedalekiej przyszłości jej mocnym punktem będą oleje bazowe grupy II, które będą produkowane w Hydrokrakingowym Bloku Olejowym (HBO) w Gdańsku. Wprowadzenie tej kategorii produktów na polski oraz zagraniczny rynek, spowoduje znaczący wzrost konkurencyjności koncernu oraz otworzy szerokie możliwości produkcji przez ORLEN OIL zaawansowanych olejów gotowych dla branż: motoryzacyjnej, przemysłowej i morskiej. Instalacja ma wytwarzać rocznie ponad 400 tys. ton olejów bazowych grupy II oraz kilkadziesiąt tysięcy ton półproduktów paliwowych. Wartość projektu HBO, który zostanie oddany do użytku w 2025 r., to ok. 1,4 miliarda złotych.

Połączenie ORLEN OIL z LOTOS Oil to kolejna konsolidacja wynikająca z przejęcia przez ORLEN w ubiegłym roku Grupy LOTOS i PGNiG. Do tej pory zostały zintegrowane m.in. PGNiG Upstream Norway i LOTOS Exploration & Production Norge, prowadzące działalność wydobywczą na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, oraz spółki LOTOS Kolej i ORLEN KolTrans.

Najnowsze szacunki wskazują, że wartość synergii wynikających z budowy koncernu multienergetycznego na bazie ORLEN, Grupy LOTOS i PGNiG, wyniesie 20 mld zł do 2032 roku. To dwukrotnie więcej niż zakładano przed połączeniem tych spółek. Realizacja synergii będzie możliwa dzięki wdrożeniu ponad 160 projektów integracyjno-transformacyjnych, co pozwoli m.in. na wykorzystanie najnowszych technologii, optymalizację zasobów, wdrożenie innowacji oraz poprawę efektywności konsolidowanych obszarów.

Deweloperzy w Polsce uzyskują pozwolenia na budowę mieszkań, ale nie zaczynają ich budować

GUS opublikował dzisiaj wyniki opisujące skalę budownictwa mieszkaniowego w Polsce w czerwcu i pierwszym półroczu 2023 roku.

Liczba mieszkań oddanych w Polsce przez wszystkie podmioty realizujące inwestycje mieszkaniowe sięgnęła w okresie styczeń – czerwca 2023 roku niemal 112 tys.. Porównanie do analogicznego okresu 2022 roku wskazuje na 2,5% wzrost, co może sugerować pewnego rodzaju stagnację. . Nie dajmy się jednak zwieść temu niewielkiemu wzrostowi. 111,9 tys. mieszkań oddanych do użytkowania to najlepszy wynik „pierwszej połowy roku” od 20 lat!

Największy wpływ na ten wynik miały firmy deweloperskie, które zakończyły budowę 64,3 tys. mieszkań (58% ogółu oddanych) oraz tzw. inwestorzy indywidualni, którzy wybudowali 45,7 tys. domów jednorodzinnych na własne potrzeby (udział mieszkań w budynkach wielorodzinnych realizowanych w tej grupie jest minimalny). Wydaje się, że skala zrealizowanej przez te dwie grupy „budowniczych” produkcja jest skromna bo zaledwie o 2,5% w przypadku deweloperów i 2% inwestorów indywidualnych wyższa w porównaniu do wyników z pierwszej połowy 2022 roku. Warto jednak zauważyć, że kiedy sięgniemy do danych sprzed 5 lat wzrosty te wyglądają już imponująco. Przez sześć miesięcy 2023 roku zarówno firmy deweloperskie jak i inwestorzy indywidualnie oddali o 40% więcej mieszkań niż w analogicznym okresie 2018 roku.

Na tle tych niewątpliwie wyjątkowych wyników w kategorii mieszkań oddanych dość niepokojąco prezentują się dane dotyczące wydanych pozwoleń jak i budów, które rozpoczęto w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku.

Informacja, iż w całym kraju wydano pozwolenia na budowę niemal 112 tys. mieszkań (jedno mieszkanie różnicy z liczbą mieszkań oddanych do użytkowania w Polsce!) wskazuje na 35% redukcję w stosunku do pierwszego półrocza 2022 roku. Najwyraźniej spadek ten widoczny jest w działalności firm deweloperskich, które w pierwszym półroczu dwóch kolejnych lat (2021-2022)uzyskiwały pozwolenia na budowę ponad 100 tys. mieszkań. Tegoroczne 73,6 tys. (mieszkań) oznacza 38% spadek rok do roku. Skutki tego niepokojącego dla rynku mieszkaniowego zjawiska odczujemy za dwa lata. Znajdą one odbicie nie tylko w liczbie mieszkań oddawanych do użytkowania, ale również w trudnościach jakie będą przeżywały wówczas branże powiązane z mieszkaniówką (firmy wykończeniowe, wyposażenia wnętrz, producenci i sprzedawcy sprzętu AGD/RTV). Tym bardziej, że tylko niewiele mniejszy procentowo spadek liczby pozwoleń GUS odnotował wśród inwestorów indywidualnych.

Nie lepiej na tym tle wygląda wynik dotyczący rozpoczętych inwestycji. W stosunku do 2022 roku liczba mieszkań których budowę uruchomiono spadła o 28,5%. Jeszcze gorzej wygląda to  w przypadku firm deweloperskich, które do tej pory dostarczały ok 60% mieszkań budowanych w Polsce.  Tu spadek wyniósł 33%.

Na szczególną uwagę zasługuje zastanawiające zjawisko które obserwujemy od kilkunastu miesięcy, a które w danych GUS wyraża nadwyżka liczby uzyskiwanych przez deweloperów pozwoleń nad liczbą rozpoczynanych przez nich budów. Odpowiedź na pytanie jak to możliwe że w skali kraju 35% pozwoleń na budowę mieszkań uzyskiwanych przez firmy deweloperskie nie jest wykorzystana tkwi oczywiście w szczegółach. A tym razem są to szczegóły o charakterze geograficznym, które będziemy mogli przeanalizować w szczegółach, gdy GUS opublikuje analogiczne zestawienie w Banku Danych Lokalnych.

wykresmieszkania-deweloperskie-ktorych-budowa-zostala-rozpoczeta

Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics

Innowacje w żywieniu. NCBR ogłasza wyniki I konkursu NUTRITECH

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło wyniki pierwszego konkursu w ramach Programu rządowego NUTRITECH – żywienie w świetle wyzwań poprawy dobrostanu społeczeństwa oraz zmian klimatu. W wyniku oceny merytorycznej 30 projektów zostało rekomendowanych do dofinansowania na kwotę ponad 136 milionów złotych. Pozwoli to na realizację projektów służących m.in. poprawie zdrowia i ochronie przed lawinowym wzrostem chorób dietozależnych.

Głównym celem programu NUTRITECH jest zwiększenie w perspektywie do roku 2030 dostępności produktów i rozwiązań (osiągalnych cenowo dla przeciętnego konsumenta) w zakresie prawidłowego żywienia, co nastąpi dzięki wdrożeniu wyników prac badawczo-rozwojowych, z uwzględnieniem zasad zrównoważonego rozwoju. W ogłoszonym przez NCBR konkursie, o dofinansowanie projektów obejmujących badania przemysłowe, eksperymentalne prace rozwojowe oraz prace przedwdrożeniowe, mogły starać się przedsiębiorstwa, ich konsorcja lub konsorcja przemysłowo-naukowe.

W pierwszym konkursie NUTRITECH do NCBR wpłynęło 131 wniosków o dofinansowanie innowacyjnych projektów. W wyniku oceny merytorycznej rekomendowaliśmy do dofinansowania 30 z nich. Co więcej, ze względu na wysoką jakość zgłoszonych projektów i istotność działań w nich przewidzianych, postanowiliśmy zwiększyć środki na dofinansowanie projektów w konkursie – z pierwotnie przewidzianego budżetu 100 milionów złotych, na ponad 136 milionów złotych – powiedział dr Jacek Orzeł, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Najwyżej oceniony w konkursie został projekt „Napój witaminowy wzbogacony o związki pochodzenia naturalnego o naukowo potwierdzonej skuteczności wspomagający leczenie zespołu jelita drażliwego”, zgłoszony przez konsorcjum w składzie: Medicofarma Spółka Akcyjna, Medicofarma Biotech Spółka Akcyjna oraz Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu.

Profilaktyka, wspomaganie, zrównoważony rozwój

Program NUTRITECH zakłada wdrożenie opracowanych rozwiązań, takich jak produkty prozdrowotne, plany żywieniowe, procesy, technologie i usługi towarzyszące, które pomogą zmniejszyć ryzyko występowania przewlekłych chorób niezakaźnych, w tym chorób dietozależnych. Opracowane w wyniku realizacji programu NUTRITECH rozwiązania służyć zatem mają prawidłowemu żywieniu i mają znaczenie profilaktyczne. Druga grupa rozwiązań – w postaci diet spersonalizowanych, produktów prozdrowotnych, narzędzi wspomagających oraz usług – będzie skierowana do osób już zmagających się z takimi chorobami. Trzecim celem cząstkowym programu jest zainspirowanie rynku do stosowania zasad zrównoważonego rozwoju w procesie produkcji i dystrybucji żywności prozdrowotnej.

W te założenia wpisywał się zakres tematyczny I konkursu NUTRITECH, który obejmował trzy obszary:

  • nutrigenomika i biomedycyna jako narzędzie wspierające walkę z przewlekłymi chorobami niezakaźnymi, m.in. chorobami dietozależnymi;
  • żywność w leczeniu i zapobieganiu chorobom;
  • aspekty technologiczne i gospodarcze prawidłowego żywienia.

Ogłoszenie drugiego konkursu w programie NUTRITECH planowane jest jeszcze w 2023 r.

Wyniki pierwszego konkursu NUTRITECH oraz pełna lista rankingowa znajdują się na stronie NCBR.

Zarobki w Polsce rosną szybciej niż inflacja. Dolar słabnie

Brzmi to jak nagłówek z jednej z telewizji o szerokim zasięgu w Polsce, ale tak jest. Wreszcie inflacja spowolniła na tyle, że mimo szalonego wzrostu cen, chociaż średni Polak się bogaci. Gorzej jeżeli nie mamy choćby średniego wzrostu płacy, bo to znaczy, że nadal biedniejemy.

Zarobki rosną szybciej niż inflacja

Wczorajsze dane na temat wynagrodzeń i zatrudnienia wreszcie napawają optymizmem. W sensie statystycznie pracownicy w firmach powyżej 9 pracowników się bogacą. Ich pensja rośnie średnio szybciej niż inflacja. Zatrudnienie rośnie bowiem o 11,9%, co powoduje, że przeciętnie będą mogli sobie pozwolić po roku na 0,4% więcej. O ile oczywiście ich pensja wzrośnie zgodnie ze średnią… Warto zauważyć, że dalej rośnie zatrudnienie. Co prawda coraz wolniej, ale to nadal wzrost. Należy też pamiętać, że przyszły rok powinien przynieść wyraźny wzrost płac nie tylko u specjalistów, ale również na podstawowych stanowiskach. Gwałtowny, bo tak można go nazwać, wzrost płacy minimalnej powinien pchnąć w górę zarobki na mniej specjalistycznych stanowiskach.

Korekta dolara

Dolar jeszcze na początku tygodnia oscylował w okolicach 3,95 zł. Obecnie kurs dolara przebija znów 4 zł. Inwestorzy od dłuższego czasu szukali okazji do zrealizowania zysku z osłabienia dolara. Ostatnie kilka dni pokazywały za słabe dane, by uzasadnić nimi kupowanie amerykańskiej waluty. Wczoraj natomiast też nie było idealnie, ale za to dane z amerykańskiego rynku pracy dały taką możliwość. Mowa tutaj o mniejszej o piętnaście tysięcy względem oczekiwań liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w ostatnim tygodniu. Nadal jednak jest to korekta, ciężko jeszcze mówić o zmianie trendu.

Turcja dąży do 20%

Drugie posiedzenie tureckiego banku centralnego z rzędu rynki oczekiwały wzrostu stóp procentowych do 20%. Drugie posiedzenie z rzędu stopy procentowe wzrosły, ale znów nie osiągnęły oczekiwań. Mamy zatem dowód na istnienie asymptot w życiu codziennym. Rynki tym razem przyjęły tę decyzję dość spokojnie. Nie było żadnego większego odbicia na rynku walutowym pomimo nie spełnienia oczekiwań. Z drugiej strony mamy jednak korzystny przebieg wydarzeń dla liry. Jeszcze przed wyborami z szalejącą inflacją starano się walczyć stopą procentową na poziomie 8,5%. Dzisiaj jest już to 17,5% po 2,5% podwyżce. Nadal niewiele, ale po zmianach personalnych w gronie decyzyjnym widzimy wyraźnie bardziej racjonalny kierunek działań.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Gdzie może zakończyć się korekta eurodolara?

Wczorajsze dane z rynku pracy w USA stały się pewnego rodzaju katalizatorem umocnienia dolara amerykańskiego. Spadki głównej pary walutowe rozpoczęły się o 14:30 a przyspieszyły po 16:00. Eurodolar wykonuje jak na razie korektę spadkową ostatnich wzrostów. Najbliższym wsparciem technicznym jest horyzontalny poziom 1,1090 – tam bowiem przebiegają maksima z końca kwietnia i początku maja tego roku.

Kluczowych danych jest teraz jak na lekarstwo. Rynek zaczyna zatem reagować na każde publikacje, które otrzymamy jeszcze przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC. Wczoraj widać było reakcję na dość solidne, tygodniowe publikacje z rynku pracy. Liczba zasiłków dla bezrobotnych okazała się nieco mniejsza niż wskazywały prognozy. Negatywnie zaskoczył indeks nastrojów w biznesie Philly Fed (-13,5 pkt.) a czerwcowa sprzedaż domów spadła o 3,3 proc. m/m do 4,16 mln. Z kolei wskaźnik wyprzedzający Conference Board urósł o 0,7 proc. m/m. Rentowności obligacji rządu USA urosły, co oznacza, że rynek trochę wzmocnił swoje oczekiwania co do bardziej restrykcyjnej postawy Fed-u na lipcowym posiedzeniu. Co prawda podwyżka w najbliższą środę jest przesądzona, jednak cały czas trwają spekulacje co zrobi Rezerwa Federalna we wrześniu (dlatego tak istotna wydaje się konferencja Powella). Na ten moment rynek daje jedynie 15 proc. szans na kolejny ruch w górę po wakacjach.

Trwająca korekta na EUR/USD jest moim zdaniem czymś naturalnym w momencie, kiedy z dnia na dzień mamy coraz mniej wskazówek co może się zdarzyć w przyszłym tygodniu. Do tego dochodzi okres „blackout-u”, co powoduje, że nie padną żadne słowa na temat polityki monetarnej ze strony amerykańskich decydentów.

Z technicznego punktu widzenia świeca dzienna z 18 lipca (wtorek) już sugerowała, że spadki w krótkim terminie to jak najbardziej realny scenariusz. Kurs EUR/USD rósł nieprzerwanie od 6 lipca z poziomu 1,0830 do ponad 1,1270. Zatem gdzie szukać miejsca zakończenia tych spadków? Silnym wsparciem technicznym wydaje się być poziom 1,1080-1,1090 – pułap wynikający ze szczytów kwietniowo-majowych. Jeśli tam korekta by „doszła”, wówczas byłaby zbliżona rozmiarem do spadków z II połowy czerwca i początku lipca. W okolicach 1,1090 przebiega również zniesienie wewnętrzne Fibo 23,6 proc. całego impulsu wzrostowego, liczonego od pierwszej połowy marca 2023 roku. To właśnie w tych okolicach upatrywałbym zakończenia obecnej zniżki.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Co wyróżnia i jakie ma zalety transport lotniczy?

Transport lotniczy służy do eksportu oraz importu towarów w jak najkrótszym czasie. Ma wiele zalet – jak m.in. szybka dostawa, elastyczność, łatwa rezerwacja i zadowoleni odbiorcy. Zwykle jest wybierany, gdy zależy nam na czasie lub towary mają wysoką wartość.

Transport lotniczy – zalety

Rola transportu powietrznego jest nie do przecenienia. Poniżej wymieniamy zalety tej formy przewozu towarów.

Szybkość. W transporcie czas odgrywa rolę kluczową. Transport lotniczy jest najszybszym sposobem podróżowania na długie odległości. Samoloty mogą osiągać duże prędkości, co pozwala pokonywać wielkie odległości w stosunkowo krótkim czasie. 

Globalne połączenia. Transport lotniczy oferuje połączenia między krajami i kontynentami, umożliwiając przewóz towarów na skalę globalną. Towary docierają w miejsca często niedostępne dla innych środków transportu. 

Bezpieczeństwo. To jeden z bezpieczniejszych środków transportu. Katastrofy w ruchu lotniczym zdarzają się znacznie rzadziej niż np. w transporcie samochodowym.

Elastyczność. Usługi w transporcie lotniczym muszą być dostosowane do rodzaju przesyłki. 

Dostępność. Atrakcyjna opcja dla krajów, które nie mają dostępu do morza.

Efektywność. Samoloty są w stanie przewieźć duże ilości pasażerów i towarów jednocześnie, co czyni transport lotniczy wydajnym. Lotniska obsługują setki lotów dziennie, umożliwiając przemieszczanie się dużej liczby osób i towarów w krótkim czasie.

Cena. Większa dostępność środków transportu sprawia, że przewóz samolotem jest coraz bardziej popularny. Dzięki temu takie usługi są dużo tańsze niż kilka lat temu.

Co przewozimy transportem lotniczym?

  • Przesyłki priorytetowe,
  • Wartościowe, luksusowe produkty,
  • Przesyłki o bardzo dużych gabarytach, 
  • Towary szybko psujące się,
  • Urządzenia elektroniczne,
  • Automotive i Healthcare.

Transport lotniczy realizowany przez DB SCHENKER

Polecamy m.in. usługi transportowe z wykorzystaniem rozwiązań DB SCHENKER. Firma dostarcza kompleksowe portfolio usług i produktów, które są gwarancją, że towar dotrze bezpiecznie i na czas. Oferuje połączenia z najważniejszymi hubami lotniczymi na każdym kontynencie, a także wygodną i prostą rezerwację internetową na platformie Connect4Air. Po więcej informacji zapraszamy tutaj: https://www.dbschenker.com/pl-pl/biznes/transport/transport-lotniczy.

DB SCHENKER zapewnia kompleksowe rozwiązania dla przesyłek o różnej wielkości i kształcie. Transport jest realizowany przez najlepsze linie lotnicze. Zaletą firmy jest też dostęp do narzędzi służących do śledzenia przesyłek 24/7 online.

Poza tym, firma stawia na ekologiczne rozwiązania i stara się zmniejszyć ślad węglowy. Zredukuj emisję transportów lotniczych i postaw na zrównoważone paliwo lotnicze (SAF).

Co piąty wyrób budowlany ma gorsze właściwości użytkowe od deklarowanych przez producenta

Portal Gethome.pl dotarł do wyników badań nadzoru budowlanego, z których wynika, że co piąty wyrób budowlany miał właściwości użytkowe gorsze od deklarowanych przez producenta. Najwięcej negatywnych wyników badań dotyczy materiałów termoizolacyjnych.

Większość producentów pilnuje deklarowanej jakości swoich wyrobów. Ale są też i tacy, którzy podchodzą do tej kwestii w sposób niefrasobliwy lub świadomie obniżają koszty, by zyskać przewagę konkurencyjną – mówi Marek Wielgo,  ekspert portalu Gethome.pl.

Z tego powodu wśród wyrobów budowlanych dostępnych na rynku wciąż jest wiele takich, których właściwości użytkowe pozostawiają wiele do życzenia. Wskazują na to wyniki badań próbek zebranych przez nadzór budowlany na placach budowy oraz w sklepach i składach budowlanych. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) udostępnił portalowi Gethome.pl dane za ubiegły rok, z których wynika, że z 373 zbadanych próbek wyrobów budowlanych aż 77, czyli 21%, miało gorsze właściwości użytkowe od deklarowanych przez producentów. Jak widać, kupowanie materiałów budowlanych przypomina loterię. Na szczęście ryzyko trafienia na bubel jest coraz mniejsze.BzG-kontrola wyrobów budowlanych-2022

Z danych GUNB wynika, że udział wyrobów budowlanych o obniżonej jakości wśród przebadanych skurczył się bowiem z 60% do 21%. To efekt działania ustawy, która zburzyła poczucie bezkarności nierzetelnych producentów. Zobowiązała ona bowiem nadzór budowlany nie tylko do badania próbek podejrzanych wyrobów, ale też do publikowania na swojej stronie internetowej wyników tych badań, łącznie z nazwami producentów. Producenci zakwestionowanych wyrobów są obciążani kosztami badań w akredytowanym laboratorium. Ponadto muszą wycofać te wyroby z rynku.

Do tej pory GUNB opublikował pozytywne i negatywne wyniki badań próbek 2622 wyrobów budowlanych. Tych drugich było aż 35%. – Ci którzy planują budowę lub remont mieszkania czy domu powinni zaglądać do tego rejestru. Przede wszystkim mogą się z niego dowiedzieć, którzy producenci pilnują deklarowanej jakości, a którym lepiej nie ufać – radzi ekspert Gethome.pl.

W GUNB zwracają uwagę, że istnieją kategorie wyrobów budowlanych, w przypadku których częściej niż w innych występują nieprawidłowości. Na podstawie analizy, dotyczącej także lat ubiegłych, można stwierdzić, że szczególnej uwagi – ze względu na skalę nadużyć – wymagają materiały termoizolacyjne, urządzenia do ogrzewania pomieszczeń, wyroby do izolacji wodnej i przeciwwilgociowej, kleje budowlane, wyroby podłogowe i posadzkowe oraz wyroby murowe.

BzG-kontrola wyrobów budowlanych-2022-wyroby

Także w 2022 r. najgorzej w badaniach wypadły właśnie materiały termoizolacyjne (płyty styropianowe). Na 75 przebadanych tego typu wyrobów, aż 28, czyli 37%, miało zaniżone parametry, np. współczynnika przewodzenia ciepła, ale też wytrzymałość na ściskanie, rozciąganie i zginanie.

To dlatego materiały termoizolacyjne badane są najczęściej. Pocieszające jest też to, że daje to pozytywny efekt, bo z każdym rokiem maleje odsetek takich, które uzyskały negatywną ocenę. – Oczywiście nie należy skreślać producenta z powodu pojedynczej wpadki. Tym bardziej, że może on wnioskować o ponowne przebadania danego wyrobu. Dopiero, jeśli więcej badań wykaże nieprawidłowości, lepiej kupić wyrób od innej firmy – podkreśla ekspert portalu Gethome.pl.

Warto dodać, że oprócz badania próbek wyrobów budowlanych, nadzór budowlany sprawdza je też pod kątem formalnym. Innymi słowy, czy wyroby wprowadzone na rynek są prawidłowo oznakowane i czy jest do nich dołączona informacja o wyrobie oraz instrukcja stosowania w języku polskim. Spośród 2905 wyrobów objętych kontrolami w 2022 r., stwierdzono występowanie nieprawidłowości u 914, czyli 31%. W GUNB zwracają uwagę, że także w przypadku tego typu kontroli maleje udział wyrobów nieprawidłowych, np. w 2017 r. było ich aż 41%.

Gastronomia – sezonowe długi przez cały rok

Obecny wzrost kosztów prowadzenia działalności: energii, najmu lokali, cen produktów i płacy minimalnej w połączeniu z inflacją jest dla branży gastronomicznej trudniejszy do uniesienia niż skutki pandemii. Dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że zaległości restauracji, kawiarni, barów, firm cateringowych oraz producentów i sprzedawców napojów, piwa i lodów sięgają 313,4 mln zł. Średnie zadłużenie jednej firmy wynosi 23,3 tys. zł. Branży nie pomaga nawet zwiększona sprzedaż dań z dostawą i letni sezon, tradycyjnie windujący sprzedaż napojów i lodów.

Firmy gastronomiczne nie zdążyły się jeszcze dobrze odbić po pandemii, kiedy kolejne lockdowny i ograniczenia blokowały ich działalność, a teraz muszą mierzyć się z inflacją. W niesprzyjających warunkach gospodarczych konsumenci ograniczają wydatki i szukają oszczędności tam, gdzie to tylko możliwe. Jedną z pierwszych decyzji jest rezygnacja z usług gastronomicznych, które można łatwo zastąpić domowymi posiłkami lub gotowymi daniami z dyskontu.

Restauracje muszą obejść się smakiem

Według danych firmy doradczej Dun&Bradstreet w 2022 r. działało w Polsce 91,7 tys. lokali gastronomicznych, w tym 58 tys. restauracji. Ich liczba wzrosła w stosunku do poprzedniego roku o 2,8 proc. Niestety co 7. z nich jest notowana w Krajowym Rejestrze Długów. W bazie danych KRD widnieje 13,5 tys. przedsiębiorstw działających w sektorze gastronomicznym – restauracji, kawiarni, barów i firm cateringowych, a także producentów i sprzedawcy napojów, piwa i lodów.

Polskie firmy gastronomiczne zanotowały w ub.r. znaczne wzrosty sprzedaży, wypracowując o 1/3 więcej przychodów niż w 2019 r., czyli ostatnim roku przed lockdownami. Nie można tu jednak mówić o sukcesie, bo wynik jest efektem galopujących cen wyrównujących dwucyfrową inflację oraz błyskawicznie rosnących kosztów energii, transportu i pracy. Dane serwisu Dotykacka.pl wskazują, że w porównaniu z 2021 r. liczba transakcji wzrosła o zaledwie 10 proc., a średnia wartość zamówienia zwiększyła się o 18-20 proc. W większym stopniu jest to jednak efekt tego, że restauracje postawiły na sprzedaż z dostawą, niż tłoku gości w lokalach. Statystyki poszły w górę właśnie dzięki restauracjom, które zwiększyły przychody o ponad 60 proc., oraz kawiarniom i cukierniom notującym ponad 40-proc. wzrosty. Gorzej sytuacja wyglądała w barach i pubach. Dla nich miniony rok, mimo wzrostów po okresie pandemii, był tylko o 15-20 proc. lepszy niż 2019 r. Odblokowanie sektora turystycznego poprawiło natomiast sytuację barów i restauracji hotelowych – w tym segmencie sprzedaż w 2022 r. podniosła się o ponad 40 proc. w porównaniu do roku 2019.

Sprzedaż rośnie, ale inflacja hamuje wyniki

Teoretycznie firmy gastronomiczne mają za sobą dobry rok, na co wskazują dane branżowe. Ale jeśli przeanalizujemy, co się za nimi kryje, widać, że sektor walczy o przetrwanie, zmagając się z coraz wyższymi kosztami działalności i odpływem klientów. Te nominalnie wysokie obroty są w dużej mierze wynikiem stale rosnących – nawet o 20 procent – cen, liczonych rok do roku, które mają niwelować dwucyfrową inflację. Słabą kondycję branży potwierdzają także nasze dane. Wyższe niż obecnie zadłużenie firm gastronomicznych oraz producentów i sprzedawców napojów, piwa i lodów  było tylko w pierwszym roku pandemii, kiedy przekroczyło 363 miliony złotych. Później znacznie zmalało, aby teraz znów osiągnąć wysoką wartość 313 milionów złotych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Największe zaległości obciążają firmy z województwa mazowieckiego – 79,1 mln zł, śląskiego – 36,9 mln zł i dolnośląskiego – 30 mln zł. Najmniejsze długi są w Opolskiem – 4,4 mln zł, Lubuskiem – 5,8 mln zł i na Podlasiu – 6,2 mln zł.

Rekordzista z branży gastronomicznej pochodzi z woj. dolnośląskiego i ma 4,2 mln zł długów. Składa się na to 59 niezapłaconych zobowiązań, głównie wobec firm spożywczych i leasingowych. Z kolei w gronie producentów lodów rekord należy do podmiotu z północno-wschodniej Polski, który powinien uregulować 1,1 mln zł w firmie zajmującej się doradztwem biznesowym, a także w przedsiębiorstwie przetwórstwa przemysłowego.

JGD-i liczą na przetrwanie

W branży gastronomicznej dominują jednoosobowe działalności gospodarcze i to one są najbardziej obciążone długami. Mają do oddania wierzycielom 184,3 mln zł.

Małe podmioty często balansują na granicy opłacalności. Godzą się na wiele, aby przetrwać i zazwyczaj wolą czekać w nieskończoność aż kontrahent im zapłaci, niż zdecydować się na zlecenie faktur do windykacji. Niestety w efekcie same nie mają z czego zapłacić, choćby za czynsz. Najnowsze dane KRD pokazują, że firmy gastronomiczne są winne zarządcom nieruchomości 11,4 miliona złotych za wynajem lokali. Z doświadczenia w obsłudze wierzytelności wiemy, że duże przedsiębiorstwa wykorzystują perturbacje w gospodarce do nieuzasadnionego wstrzymywania płatności wobec małych podmiotów. Małe firmy powinny jednak wiedzieć, że nie są na straconej pozycji i zawalczyć o zapłatę – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Podmioty gastronomiczne oraz producenci i sprzedawcy napojów, piwa i lodów największe zaległości mają w bankach i towarzystwach ubezpieczeniowych – 170,8 mln zł. Drugie w kolejce do odzyskania pieniędzy są hurtownie i sklepy, które czekają na 37,4 mln zł. Z kolei biura rachunkowo-księgowe i podatkowe nie dostały 30,6 mln zł. Niemałą kwotę, bo 10,4 mln zł, mają zamrożone dostawcy prądu, wody i gazu.

Mniej piwa, więcej lodów

Efektem wysokiej inflacji jest spadek konsumpcji. Jak wynika z raportu Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie we współpracy z NielsenIQ, spożycie piwa w Polsce jest obecnie najniższe od 2010 r. Jedną z przyczyn takiego stanu są rosnące ceny tego trunku, które w tym roku jeszcze pójdą w górę.

Branża browarnicza zmaga się obecnie z wysokimi kosztami działalności, które zahamowały jej rozwój. Wyższe o 25 proc. koszty produkcji, trudności z dostępnością niektórych surowców i coroczne podwyżki podatku akcyzowego na alkohol (w 2022 r. wzrost o 10 proc., w styczniu 2023 r. wzrost o 5 proc. i do 2027 r. o kolejne 5 proc. każdego roku) odbiły się negatywnie na cenie piwa i wynikach sprzedaży za ubiegły rok.

Lepiej wygląda sytuacja na rynku lodów. W ubiegłym roku wzrósł on o 12,5 proc. w stosunku do 2021 r. Istnieje oczywiście duża zależność między pogodą a ich sprzedażą. Mimo to wyniki są dobre, bo Polacy jedzą rocznie ok. 5,7 litra lodów na osobę. W 2025 r. może to być już 6,7 litra. Rynek będzie rósł rocznie wartościowo o co najmniej 10 proc. Jednak wolumenowo dynamika może być w przedziale 0-2 proc., ponieważ ceny lodów idą w górę – w ciągu ostatniego roku było to kilkanaście procent.

Branża turystyczna odporna na kryzys. Polacy nie oszczędzają na wypoczynku

Po kilku trudnych sezonach, związanych z pandemią i licznymi ograniczeniami w przemieszczaniu się, biura podróży wychodzą na prostą i porządkują swoje finanse. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że zaległe zadłużenie podmiotów z branży maleje i to mimo kryzysu gospodarczego. W maju 2023 r. suma ich nieopłaconych w terminie zobowiązań wynosiła 78,7 mln zł. To ponad 2 mln zł mniej niż w chwili pojawienia się COVID-19. Wszystko dzięki upodobaniu Polaków do podróżowania, którzy odreagowują lockodowny i chętniej niż wcześniej wypoczywają zagranicą.

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK wynika, że firmy powiązane z turystyką (PKD 79) agencje i pośrednicy turystyczni oraz organizatorzy turystyki stosunkowo szybko uporali się z problemami spowodowanymi pandemią. Co więcej, kryzys związany z wojną nie wpłynął na ich finanse w tak dużym stopniu, jak można byłoby przypuszczać.

– Gdy panowały lockdowny zaległości wzrosły o jedną trzecią i przekroczyły 108 mln zł, ale od 2022 r., jakby nie patrzeć w warunkach szalejącej inflacji, zaległe zadłużenie organizatorów turystyki malało. Z punktu widzenia problemów z rozliczeniami, niezła passa przedsiębiorców związanych z turystyką trwa do dziś, a biorąc pod uwagę trwającą wojnę w Ukrainie i spowodowany tym kryzys – jest niemałym i niewątpliwie pozytywnym zaskoczeniem – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Polacy nie rezygnują z podróżowania

Przyczyna jest niezwykle prosta. Polacy – mimo stosunkowo trudnej sytuacji gospodarczej – nadal chętnie wyjeżdżają na urlopy. Jak pokazuje badanie CBOS, w 2022 r. odsetek wyjeżdżających przynajmniej raz w roku, na co najmniej dwudniowy wypoczynek, wrócił do poziomu sprzed pandemii COVID-19[1].

Co niezwykle ważne, dla części przedsiębiorców związanych z organizacją turystki, do łask powróciły wyjazdy zagraniczne. W 2022 r. za granicą wypoczywał blisko co piąty dorosły Polak (18 proc., wzrost o 7 punktów procentowych w stosunku do roku 2021), przy czym 7 proc. (wzrost o 3 punkty procentowe) ogółu badanych stanowili wypoczywający wyłącznie za granicą, a 11 proc. (wzrost o 4 pkt proc.) łączyło wypoczynek zagraniczny z krajowym[2]. Potwierdzają to dane przedstawione przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. W 2022 r. w polskich portach lotniczych obsłużono prawie 41 mln pasażerów – ponad dwa razy więcej niż w roku 2021 i tylko o 16 proc. mniej niż w 2019. Ruch lotniczy w Polsce zatem systematycznie się odbudowywał i to mimo konsekwencji konfliktu za naszą wschodnią granicą, tj. rosnącej inflacji, wysokich cen paliwa czy braku możliwości wykonywania przelotów nad terytorium Ukrainy i Rosji[3].

Wzmożone zainteresowanie wyjazdami zagranicznymi obserwują nie tylko biura, ale też inni organizatorzy turystyczni – Zainteresowanie wzrosło i jest takie samo lub wyższe niż przed pandemią i przed wojną w Ukrainie. Oczywiście są akurat wakacje i to na pewno ma wpływ na wzrosty, ale przy oferowaniu wyjazdów na dowolne kierunki mamy większy ruch niezależnie od sezonu – mówi Grzegorz Mikielewicz, założyciel i CEO Getaway, platformy pełniącej funkcję kreatora podróży “szytej na miarę”. Na zagranicznych wyjazdach Polacy niekoniecznie stawiają też na oszczędzanie. – Mamy klientów, którzy w przygotowanej specjalnie dla nich propozycji wyjazdu wybierają najdroższe opcje (pokój z widokiem, transfer biznes, samochód z automatyczną skrzynią biegów), ale są też klienci, którzy proszą o wskazówki dojazdu do hotelu lub apartamentu komunikacją miejską i biorą ze sobą jeden bagaż na dwie osoby. Wydaje nam się, że to wynika jednak z racjonalnego podejścia do podróżowania niż z oszczędności. W Londynie, Nowym Jorku czy Paryżu do hotelu można dojechać komunikacją miejską praktycznie szybciej (i kilkukrotnie taniej!) niż transferem prywatnym, więc taki wybór po prostu ma sens – dodaje Grzegorz Mikielewicz.

Może być tylko lepiej

Przedsiębiorcy z sektora mogą z nadzieją patrzeć w przyszłość. Wakacyjne wyjazdy Polaków pozwolą im nie tylko na zachowanie płynności finansowej, ale i na mnożenie zysków. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS, w tym roku turystyką zagraniczną zainteresowana jest prawie połowa respondentów (42 proc.). To 10 punktów procentowych więcej niż w roku ubiegłym i tyle samo, co w roku 2019. W tym miejscu należy także dodać, że już co dziesiąty planujący co najmniej dwudniowy wyjazd, zamierza wypoczywać wyłącznie poza granicami kraju[4]. A gdzie spędzimy tegoroczne urlopy? Jak podaje internetowe biuro podróży fly.pl, największym zainteresowaniem cieszy się Turcja, która jest najpopularniejszym wyborem już od kliku lat. Kolejne miejsca zajmą Grecja, Egipt, Bułgaria oraz Hiszpania[5].

[1] CBOS, „Wyjazdy turystyczne Polaków w 2022 roku i plany na rok 2023”, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2023/K_019_23.PDF, 13.06.2023 r.

[2] Tamże.

[3] Urząd Lotnictwa Cywilnego, „Podsumowanie przewozów pasażerskich na polskich lotniskach w 2022 roku”, https://www.ulc.gov.pl/pl/aktualnosci/6185-podsumowanie-przewozow-pasazerskich-na-polskich-lotniskach-w-2022-roku, 13.06.2023 r.

[4] CBOS, „Wyjazdy turystyczne Polaków w 2022 roku i plany na rok 2023”, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2023/K_019_23.PDF, 13.06.2023 r.

[5] Fly.pl, „TOP 5 Najpopularniejsze kierunki na Lato 2023”, https://fly.pl/aktualnosci/top-5-najpopularniejsze-kierunki-na-lato-sprawdz-oferte/, 16.06.2023 r.

Preply pozyskuje 70 milionów dolarów, by wspierać korepetytorów językowych za pomocą sztucznej inteligencji

Założona w Ukrainie firma Preply osiągnęła dziś kamień milowy w swojej finansowej historii, pozyskując dodatkowe 70 milionów dolarów w kapitale własnym i zewnętrznym, dzięki czemu jej seria C osiągnęła poziom 120 milionów dolarów.  Z prawie 500 pracownikami z 60 narodowości w 30 krajach na całym świecie, Preply stało się globalną potęgą e-learningową, która łączy 35 000 korepetytorów z największą na świecie społecznością uczącą się języków w trybie real-time.

Pozyskanie kapitału w wysokości 70 milionów dolarów zostało poprowadzone przez firmę Horizon Capital, z udziałem Reach Capital, Hoxton Ventures i polskich inwestorów, w tym Mariusza Gralewskiego. W gronie obecnych inwestorów z Polski znajduje się również fundusz Inovo VC reprezentowany przez Tomasza Swiebodę i Michała Rokosza.  Nowa pula i obecni inwestorzy, w tym Owl Ventures, który prowadził serię C w 2022 roku, zapewnią cenną równowagę między doświadczeniem na etapie wzrostu a wiedzą z zakresu Edtech, aby pomóc w napędzaniu kolejnego etapu podróży Preply.

Przychody Preply wzrosły dziesięciokrotnie w ciągu ostatnich trzech lat, głównie dzięki znacznym ulepszeniom produktu zarówno dla korepetytorów, jak i uczniów. Sektor B2B również przyspieszył, podpisując ponad 200 nowych umów w ciągu ostatniego roku.  Firmy takie jak Datadog, GroupM i Bain korzystają z największego wyboru korepetytorów językowych na żywo w Preply, aby osiągnąć wyraźną poprawę umiejętności komunikacyjnych swoich zespołów, zwiększając ich poziom pewności siebie i produktywność. Ponadto, w zeszłym miesiącu Preply nawiązało współpracę z autorytetem językowym, ETS (Education Testing Service). Firma chce zapewnić pierwsze w swojej klasie spersonalizowane przygotowanie do egzaminu TOEFL iBT®, który jest miarą znajomości języka angielskiego stosowaną przez ponad 11 500 instytucji na całym świecie.

Wsparcie 35 000 korepetytorów możliwościami sztucznej inteligencji

Podczas gdy nauczanie prowadzone przez człowieka zawsze będzie podstawą działalności Preply, firma wykorzystuje sztuczną inteligencję jako czynnik do skalowania nauki, poprawy dostępu i skupienia się na przyswajaniu wiedzy, jak nigdy dotąd. Jest to naturalne rozszerzenie DNA Preply w uczeniu mechanicznym, które zawsze wykorzystywała do łączenia korepetytorów i uczniów.

Preply uruchomiło asystenta nauczania, aby umożliwić korepetytorom tworzenie różnorodnych ćwiczeń, wyjaśnień gramatycznych, początków konwersacji i nie tylko.  Korepetytorzy korzystają z narzędzia AI podczas zajęć i pomiędzy nimi, aby wspierać zadawanie prac domowych i planowanie lekcji, co pozwala im skupić się na zadaniach dydaktycznych wyższego poziomu, które wymagają głębszego wkładu ludzkiego.

Ponadto Preply aktywnie analizuje dane dotyczące wyników uczniów i wzorców uczenia się, aby zidentyfikować obszary, w których uczniowie mają trudności. Celem jest opracowanie spersonalizowanych planów lekcji i podsumowań, które odpowiadają indywidualnym potrzebom ucznia, a także dzielenie się spostrzeżeniami ze społecznością korepetytorów na temat tego, w jaki sposób osiągane są najlepsze lekcje i wyniki w nauce.

Cieszę się, że mogę współpracować z współzałożycielami Preply i ich zespołem zarządzającym. Preply jest jedną z najszybciej rozwijających się globalnych marek edtech i w mojej ocenie ma szansę zostać wieloletnim liderem branży w Polsce i na świecie. Firma dokumentuje doskonałe wyniki w ostatnich latach, wierzę, że wprowadzenie sztucznej inteligencji, jest fantastyczną dźwignią biznesową, która wyniesie jakość usług i wartość firmy jeszcze wyżej. – stwierdził Mariusz Gralewski, założyciel firmy Docplanner, w Polsce ZnanyLekarz.pl.

To wielkie osiągnięcie, że udało nam się pozyskać ten zastrzyk, podczas gdy wciąż mamy dużo czasu na rozwój, a większość naszego wcześniejszego kapitału nadal jest ulokowana w banku; jest to wynik rygorystycznej efektywności kapitałowej i mocnego skupienia się na wynikach. Dodatkowe fundusze pozwolą nam rozszerzyć naszą wiodącą pozycję w kategorii dzięki korepetytorom wspieranym przez sztuczną inteligencję, zapewniając doświadczenie edukacyjne, które szybko staje się przełomem.  Choć nasz zespół jest dziś prawdziwie globalny, to jako firma założona w Ukrainie, prowadząca znaczące prace badawczo-rozwojowe w Ukrainie, jest to kamień milowy, który należy świętować. Taki, który odzwierciedla odporność i determinację ukraińskiego sektora technologicznego i wszystkich Ukraińców. – podsumował Kirill Bigai, współzałożyciel i dyrektor generalny Preply.

Trendy w nauce języków obcych w Polsce

Polska jest jednym z rynków Preply, a poniższe dane i trendy zapewniają interesujący obraz nie tylko uczniów, ale także korepetytorów w tym regionie:

  • 72% uczniów Preply w Polsce uczy się angielskiego, a następnie hiszpańskiego, niemieckiego, francuskiego i włoskiego.
  • Trzy główne powody, dla których polscy uczniowie korzystają z platformy, to z powody zawodowe (37%) doskonalenie umiejętności konwersacyjnych (31%), i przygotowanie do przeprowadzki (13%).
  • Największe zainteresowanie nauką języka polskiego jest w Wielkiej Brytanii, USA, Niemczech, Ukrainie i Francji.
  • Warto zauważyć, że obecnie na Preply języka polskiego uczą się osoby ze 108 różnych krajów
  • Obecnie na Preply jest ponad 900 korepetytorów, którzy urodzili się w Polsce.
  • Chociaż urodzili się w Polsce, około 40% polskich korepetytorów faktycznie uczy z innego kraju. Najpopularniejsze to Wielka Brytania, Hiszpania, Niemcy, Włochy, Francja i USA.
  • Jeden korepetytor języka angielskiego z Polski uczył 363 różnych uczniów na Preply w 2022 roku.

Fałszywe pożyczki, szantaże i… śmiertelne groźby. Czym zajmowali się cyberprzestępcy w pierwszym półroczu 2023?

W pierwszej połowie 2023 roku na całym świecie niemal o 90 proc. wzrosła liczba aplikacji na Androida, oferujących fałszywe pożyczki. Zanotowano też dużo więcej szantaży mailowych z wątkami seksualnymi – tzw. sextortion. Minione półrocze obfitowało także w intensywne próby hakowania narzędzi Microsoft oraz rozwijania złośliwego oprogramowania ransomware – pokazuje najnowszy ESET Threat Report H1 2023. Dane na temat zagrożeń, zebrane przez ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa pokazują również, że znacząco wzrosła liczba ataków na Polskę, przeprowadzanych przy użyciu niektórych typów złośliwego oprogramowania.

Zamiast szybkiej pomocy finansowej – cyfrowe praktyki lichwiarskie, a nawet… śmiertelne groźby. Zamiast internetowych romansów – zaawansowane szantaże wykorzystujące spreparowane zdjęcia. Tak wyglądają najnowsze pomysły cyberprzestępców na ataki, których liczba wzrosła w minionym półroczu. Wśród najważniejszych zagrożeń pierwszej połowy 2023 w cyberprzestrzeni, eksperci ESET wymieniają też m.in. nowe metody obchodzenia zabezpieczeń Microsoft, poprzez zainfekowane pliki OneNote. Metoda, którą zdemaskowano po raz pierwszy w grudniu 2022 roku, identyfikując około kilkuset prób jej użycia, w miesiącach styczeń-maj 2023 przełożyła się już na ponad 90 tys. ataków. Grupy specjalizujące się w działaniach za pośrednictwem ransomware (złośliwe oprogramowanie wymuszające okup) w okresie styczeń-czerwiec 2023 aktywnie budowały zaś nowe warianty zagrożeń w oparciu o kody źródłowe, które wcześniej wyciekły.

– Zebraliśmy również ciekawe dane dotyczące Polski. Nasz kraj znalazł się na trzecim miejscu (po Turcji i USA) wśród najczęściej dotykanych atakami na serwery Microsoft SQL. Znacząco, bo aż o 81 proc. w porównaniu z poprzednim półroczem wzrosła także liczba ataków wykorzystujących tzw. krytyczną lukę Log4Shell (to podatność w popularnym środowisku oprogramowania, pozwalająca m.in. na przejmowanie kontroli nad serwerami), podczas gdy średnia wzrostu tego zagrożenia dla pozostałych krajów wyniosła 15 proc.  Znaleźliśmy się też w tym czasie wśród krajów najczęściej atakowanych przez złośliwe oprogramowanie RedLine (obok Meksyku i Peru). Służy ono m.in. do kradzieży danych uwierzytelniających i infekowania systemów operacyjnych innym złośliwym oprogramowaniem  – podsumowuje Kami Sadkowski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa ESET.

TREND 1 – Fałszywe aplikacje pożyczkowe nadal działają

Wśród najpopularniejszych zagrożeń, nastawionych na osiąganie finansowych korzyści, specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa dostrzegli m.in. spektakularny wzrost liczby fałszywych aplikacji na Androida, podszywających się pod legalne usługi pożyczkowe. Dane są niepokojące, bo w porównaniu z drugą połową 2022 r. w pierwszej połowie 2023 wykryto aż o 88 proc. więcej zagrożeń tego typu. Fałszywe aplikacje pożyczkowe obiecują użytkownikom szybki i łatwy dostęp do środków finansowych. W rzeczywistości jednak wyłudzają dane osobowe i finansowe, wykorzystując nieuwagę osób pilnie potrzebujących pieniędzy. Są promowane poprzez media społecznościowe i wiadomości SMS, które prowadzą do fałszywych witryn internetowych. Cyberprzestępcy podejmują także próby omijania zabezpieczeń Google Play. Scenariusze takich ataków są przeróżne, a niektóre z nich stanowią formę współczesnej, cyfrowej lichwy. Udokumentowane przykłady pokazują, że niezależnie od tego, czy dana osoba ubiega się o pożyczkę, czy nawet ją otrzymuje, pomysłodawcy aplikacji są gotowi nękać i szantażować swoje ofiary, a niektórzy z nich posuwają się nawet do grożenia śmiercią.

TREND 2 – Uwaga na zaawansowane szantaże seksualne

W przypadku szantaży seksualnych, przestępcy wysyłają wiadomość e-mail twierdząc, że zainstalowali złośliwe oprogramowanie na urządzeniu odbiorcy, umożliwiające im zbieranie kompromitujących czy zawstydzających danych. Szantażują następnie ofiary np. domagając się okupu w Bitcoinach w zamian za nieujawnienie nagrań, zdjęć lub innych dokumentów o rzekomo seksualnym charakterze. Dane pokazują, że liczba prób szantażu tego typu wzrosła w 2023 roku, osiągając poziom ostatnio zanotowany w 2021 roku. Osoby dokonujące ataków typu sextortion używają różnorodnych psychologicznych trików, które pozwalają im manipulować ofiarami. Wśród nich znajdują się prośby, manipulacje, podszywanie się pod inne osoby oraz groźby. Dodatkowo, sięgają również po nowoczesne technologie, np. deep fake, które ułatwiają im przeprowadzanie tych ataków.

TREND 3 – Narzędzia Microsoft na celowniku

Zaostrzone polityki bezpieczeństwa, wprowadzone przez firmę Microsoft, w szczególności te dotyczące otwierania plików z obsługą makr, skłoniły cyberprzestępców w 2023 roku do szukania nowych dróg. Systemy i narzędzia Microsoft stosowane przez szerokie grono użytkowników są częstym celem, bo złamanie ich zabezpieczeń teoretycznie otwierać może drogę do ataków o naprawdę dużej skali. Nową metodą, jaką testowali w minionym półroczu cyberprzestępcy, okazały się ataki poprzez zainfekowane pliki OneNote, wykorzystujące możliwość osadzania skryptów i plików bezpośrednio w OneNote. W odpowiedzi na to, Microsoft dostosował domyślne ustawienia, co skłoniło cyberprzestępców do dalszego poszukiwania alternatywnych metod. Wzmożone ataki typu „brute force” (intensywne działania oparte na metodzie prób i błędów) na serwery Microsoft SQL, mogą stanowić jedną z testowanych przez nich alternatyw.

TREND 4 – Cyberprzestępcy „dopieszczają” ransomware

Także na polu szkodliwych działań wykorzystujących ransomware (a więc złośliwe oprogramowanie blokujące dostęp do systemów i żądające w zamian okupu) trwa nieustanny wyścig pomiędzy cyberprzestępcami i twórcami zabezpieczeń. W pierwszej połowie 2023 roku zintensyfikował go fakt wycieku kodu źródłowego niektórych, popularnych zagrożeń tego typu.

Jak podkreślają eksperci, wycieki kodu źródłowego rodzin ransomware takich jak Babyk, LockBit i Conti dają możliwość zaangażowania się w działalność związaną z ransomware nawet amatorom, nieposiadającym wcześniej niezbędnych umiejętności. Jednocześnie specjalistom ds. cyberbezpieczeństwa umożliwiają jednak rozwijanie zabezpieczeń przed większą liczbą wariantów tego zagrożenia.

– Dane podsumowujące działalność cyberprzestępców w 2023 roku pozwalają na wyciągnięcie bardzo ciekawych wniosków. Widać wyraźnie niezwykłą i wciąż rosnącą zdolność cyberprzestępców do adaptacji. Sięgają oni coraz umiejętniej zarówno po najnowsze technologie, jak i obserwacje psychologiczne oraz socjologiczne. Przekłada się to na coraz bardziej wyrafinowane ataki, wykorzystujące m.in. luki w zabezpieczeniach systemów, nieautoryzowany dostęp, wycieki poufnych informacji oraz ludzkie słabości – podsumowuje Kamil Sadkowski.

Wirtualne biuro – czy się opłaca? Jak wybrać najlepszy adres?

okolica wirtualnego biura VSL - centrum WarszawyProwadzenie własnej firmy wiąże się z wieloma wyzwaniami i zadaniami, które będą na nas czekać już od pierwszego dnia. Jeżeli nie chcemy rejestrować przedsiębiorstwa na nasz adres domowy, nie musimy od razu decydować się na wynajem drogiego biura. Alternatywnym rozwiązaniem jest adres wirtualny, który sprawdzi się równie dobrze w tej roli. Na czym polega wirtualne biuro?

Czym jest wirtualne biuro?

Wirtualny adres firmowy to ciekawa opcja dla tych przedsiębiorców, którzy z jednej strony nie potrzebują płacić za osobną przestrzeń do pracy, ale jednocześnie nie chcą wykorzystywać swojego własnego domowego adresu jako siedziby firmy. Biuro wirtualne to najczęściej nie tylko sam adres, ale również faktyczne miejsce, z którego możemy korzystać na przykład podczas spotkań z klientami czy do odbierania korespondencji. Usługa tego rodzaju jest skierowana przede wszystkim do mikro, małych i średnich firm, które chciałyby móc pochwalić się bardziej prestiżowym adresem.

Wirtualne biuro Warszawa – największe zalety

Wirtualne biuro ma wiele zalet, które warto odkryć, zanim zdecydujemy się na współpracę z podobnym miejscem. Do najważniejszych i najpopularniejszych zaliczamy przede wszystkim:

  • prestiż lokalizacji: na wirtualny adres firmy możemy wybrać praktycznie dowolne miejsce, które uznamy za najlepsze dla branży, w której na co dzień się poruszamy. Przykładem może być ścisłe centrum Warszawy, które jest prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalną lokalizacją w Polsce i wiele przedsiębiorstw chętnie wybiera takie adresy, jak Złota, Marszałkowska czy też Aleje Jerozolimskie;
  • brak konieczności podawania adresu domowego: wirtualne biuro w Warszawie umożliwia nam zachowanie prywatności. Nie musimy podawać swojego realnego miejsca zamieszkania, co z jednej strony zapewnia nam spokój, a z drugiej wygląda dużo lepiej na profesjonalnej wizytówce;
  • przestrzeń biurowa do pracy: w wirtualnym biurze otrzymujemy nie tylko adres do korespondencji. Wiele miejsc o podobnym charakterze udostępnia również miejsce do pracy: biurka, dostęp do sieci, podstawowe urządzenia biurowe, czy też sale konferencyjne do umawiania spotkań z klientami. Wybierając ofertę usług wirtualnego biura warto sprawdzić, jakie udogodnienia są zawarte w comiesięcznej opłacie;
  • obsługa korespondencji i dokumentów firmowych: innym ważnym aspektem usługi wirtualnego biura jest także bieżąca obsługa naszej korespondencji, telefonów oraz innych dokumentów. W razie potrzeby możemy także skorzystać z biura, jeżeli urząd skarbowy Warszawa zapowie nam swoją kontrolę.

Kiedy wirtualne biura to dobry pomysł?

Adres wirtualny to świetna opcja dla niewielkich firm, które nie potrzebują opłacać pełnoprawnego biura, ale jednocześnie posiadanie oficjalnej lokalizacji wpłynie korzystnie na ich postrzeganie przez klientów. Koszt takiej usługi jest nieporównywalnie mniejszy od wynajmu rzeczywistej przestrzeni biurowej, co pozwala na ograniczenie kosztów prowadzenia przedsiębiorstwa. Prestiżowy adres pozwoli nam na budowanie relacji z nowymi klientami, a dostęp do fizycznego miejsca, gdzie możemy pracować, przeprowadzić konferencję czy też po prostu spotkać się z naszymi współpracownikami na burzy mózgów jest bardzo komfortowy i poprawia naszą jakość funkcjonowania na co dzień.

Gdzie warto wynajmować wirtualne biura?

Jeżeli interesują nas biura wirtualne, powinniśmy wybrać opcję, która będzie z jednej strony prestiżowa, a z drugiej wygodna w użytkowaniu. Znajdźmy więc miejsce, do którego będzie nam łatwo dojechać i w którym zmieścimy się z naszym całym zespołem oraz niezbędnym do pracy sprzętem. Centra dużych miast są bardzo dobrym przykładem takich miejsc: wszyscy je rozpoznają, są świetnie skomunikowane, a także posiadają odpowiednio wysoki prestiż, by podobny adres na wizytówce mógł zrobić wrażenie na osobie, której ją wręczymy.

Z drugiej strony warto także zwrócić uwagę na cenę wirtualnego biura. Miejsca w najbardziej prestiżowej lokalizacji będą zauważalnie droższe, niż podobne opcje w dzielnicach o mniejszej rozpoznawalności w kontekście biznesu. Jeżeli poszukujemy budżetowej opcji, warto starać się odkryć kompromis pomiędzy prestiżem, a ceną za miesięczny wynajem.

Na co jeszcze zwrócić uwagę poszukując wirtualnego biura?

Wirtualne biuro do rejestracji firmy to bardzo dobry pomysł, jeżeli nie mamy planów ani potrzeb wynajmować prawdziwej, pełnoprawnej przestrzeni do działania. Zwróćmy uwagę na to, jakie usługi wchodzą w skład pakietu, który planujemy zacząć opłacać. Podstawowa opcja zazwyczaj obejmuje sam adres oraz obsługę korespondencji. Często za dostęp do przestrzeni do pracy, sal konferencyjnych czy urządzeń biurowych przyjdzie nam zapłacić dodatkowo, choć niekoniecznie musi być to duża różnica. Wszystko zależy od wybranej lokalizacji wirtualnego biura, jak i standardu, jakie nam ono oferuje.

Deloitte: fundusze private equity w Europie Środkowej spodziewają się wzrostu aktywności rynkowej

Mimo niesprzyjającej sytuacji geopolitycznej i ekonomicznej fundusze private equity działające w Europie Środkowej są gotowe do większej aktywności rynkowej. Jak wynika z raportu Central Europe Private Equity Confidence Survey, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, ponad jedna czwarta inwestorów spodziewa się w najbliższych miesiącach większej liczby transakcji. To ponad dwa razy więcej niż pół roku wcześniej. Wyraźne oznaki pozytywnych nastrojów potwierdzają wskazania indeksu Deloitte, który zanotował kolejny wzrost.

Po dużym ubiegłorocznym spadku indeksu nastroju środkowoeuropejskiej branży PE, spowodowanym przede wszystkim wybuchem wojny w Ukrainie, drugi odczyt z rzędu pozwala mówić o wzroście optymistycznych postaw. Aktualny indeks wynosi 83 punktów, podczas gdy pół roku wcześniej było to 67 punktów.

Spadek, który obserwowaliśmy w ubiegłym roku był bardzo gwałtowny. Odbudowanie nastrojów jest wyraźne, ale nie możemy mówić jeszcze o powrocie do wyników sprzed wybuchu wojny. Może to być spowodowane utrzymującą się inflacją lub ostrożnością wynikającą z doświadczenia, które mają już środkowoeuropejscy inwestorzy, przyzwyczajeni do wahań koniunktury – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem doradztwa finansowego Deloitte w Polsce, lider zespołu M&A Corporate Finance.

20-letnia historia badania Central Europe Private Equity Confidence Survey pozwala na wskazanie wyraźnego trendu: następujące po latach koniunktury rynkowej załamania gospodarcze, takie jak światowy kryzys ekonomiczny czy pandemia, każdorazowo kończą się stopniowym odzyskiwaniem poniesionych strat i poprawą nastrojów przedstawicieli funduszy. Liczba osób spodziewających się pogorszenia warunków gospodarczych spadła w tej fali badania niemal o połowę, z 79 proc. do zaledwie 43 proc., podczas gdy odsetek oczekujących poprawy znacznie wzrósł z 3 proc. w grudniu 2022 roku do 15 proc. obecnie.

Optymizm inwestorów objawia się m.in. w tym, że po raz pierwszy od półtora roku są oni przekonani, że ich aktywność rynkowa zwiększy się, a więcej osób dokonujących transakcji będzie chciało zebrać fundusze w nadchodzących miesiącach. W poprzedniej edycji jedynie 3 proc. respondentów wskazywało na możliwość poprawy dostępności źródeł finansowania transakcji, teraz takie nadzieje wyraża o 10 pp. więcej osób. Trzeba jednak zaznaczyć, że wciąż ponad połowa inwestorów (51 proc.) spodziewa się zmniejszenia płynności w drugiej połowie 2023 r. Pół roku wcześniej taką opinię wyrażało 67 proc. badanych.

Spodziewany dynamiczny ruch na rynku

Najnowsze badanie Deloitte pokazuje, że fundusze private equity chcą w najbliższym czasie koncentrować się na nowych inwestycjach, przy czym prawie jedna piąta (19 proc.) przewiduje, że spędzi większość czasu na zbieraniu nowych funduszy. Odnotowuje się za to proporcjonalny spadek liczby osób, które będą się koncentrować na zarządzaniu swoim portfelem – zazwyczaj jest to postawa charakterystyczna dla trudnych warunkach gospodarczych. W tej chwili taki zamiar deklaruje 38 proc. ankietowanych w porównaniu do 50 proc. pół roku wcześniej. Odsetek respondentów, którzy planują skupić się na nowych inwestycjach w najbliższych miesiącach utrzymuje się na stosunkowo stabilnym poziomie 43 proc., nieznacznie wzrastając z 40 proc.

Dwie trzecie (66 proc.) inwestorów spodziewa się, że średni rozmiar transakcji pozostanie bez zmian, w porównaniu z nieco ponad połową w ostatnim badaniu. Niemal jedna czwarta osób (23 proc.) prognozuje ich spadek w porównaniu do 38 proc. pół roku temu, a ponad jedna dziesiąta ich wzrost.

Po raz pierwszy od grudnia 2021 roku inwestorzy są optymistyczni co do aktywności rynkowej. Ponad jedna czwarta badanych spodziewa się wzrostu liczby transakcji, a to ponad dwa razy więcej niż sześć miesięcy temu. Równie budujące jest to, że liczba inwestorów prognozujących spadek zmniejszyła się o połowę, z niemal dwóch trzecich w zeszłym półroczu do jednej trzeciej obecnie – mówi Arkadiusz Strasz, partner w dziale doradztwa finansowego Deloitte, Transaction Services.

Fundusze poszukują finansowania

Badanie Deloitte wskazuje również, że nastąpiła delikatna zmiana w oczekiwaniach funduszy private equity dotyczących kupna i sprzedaży. Z 60 proc. do 51 proc. zmniejszył się odsetek osób spodziewających się zainwestowania większego kapitału, któremu towarzyszy proporcjonalny wzrost inwestorów przewidujących większą sprzedaż (wzrost z 5 do 15 proc.).

Może to sugerować poprawę warunków sprzedaży, wynikającą z kilku powodów. Należy do nich zaliczyć: obniżkę stóp procentowych w kilku krajach, jak również potrzebę inwestorów gromadzenia funduszy, co prowadzi do sprzedaży aktywów z ich portfolio.

Jak wynika z badania największym zainteresowaniem funduszy private equity w najbliższych miesiącach będą cieszyć się liderzy rynkowi – uważa tak 64 proc. badanych. Z kolei 28 proc. chce się koncentrować na firmach średniej wielkości, a 9 proc. na start-upach.

Eksperci Deloitte wskazują jednocześnie, że 45 proc. dokonujących transakcji chętniej zwraca się do funduszy kredytowych i pożyczkodawców niebędących bankami, ponieważ te ostatnie wymagają zabezpieczenia, którego inwestorzy nie są w stanie zagwarantować. Równocześnie nieco ponad jedna czwarta (28 proc.) nie doświadczyła żadnych zmian w tym obszarze, a 15 proc. deklaruje, że potrzebuje teraz więcej pożyczkodawców do sfinalizowania swoich planów transakcyjnych.

Na uwagę zasługuje też fakt, że 77 proc. respondentów jest przekonanych, że obecny rok okaże się dobrym okresem dla inwestycji i tym samym spodziewa się, że w tym roku uda im się wypracować zyski. Jest to poziom zbliżony do poprzedniej edycji badania, gdzie taką odpowiedź wskazało 81 proc. respondentów.

Rosnąca rola ESG w strategiach funduszy PE

Raport Deloitte wskazuje na rosnące znaczenie obszaru ESG, który dla coraz większej liczby funduszy private equity stanowi znaczącą wartość. Ponad jedna czwarta respondentów wdrożyła zobowiązania i cele dekarbonizacji, w porównaniu z jedną piątą z ankiety przeprowadzonej na początku roku. Z kolei jedna trzecia respondentów jest w trakcie opracowywania celów zrównoważonego rozwoju. Podobny odsetek badanych planuje to w najbliższych miesiącach.

Inwestorzy private equity w coraz większym stopniu doceniają zalety ESG jako narzędzia do tworzenia wartości. I nie jest to już tylko sfera deklaracji, ale konkretnych decyzji. Prawie trzy czwarte funduszy w Europie Środkowej może się pochwalić polityką inwestycyjną uwzględniającą czynniki ESG. Postęp w tym względzie jest efektem ogólnoświatowych trendów, a także rosnącej presji regulacyjnej podnoszącej rangę czynników pozafinansowych – mówi Irena Pichola, partnerka, liderka Sustainability & Economics Consulting CE, Deloitte.

Jak spawać aluminium: podstawowe informacje

Spawanie aluminium jest procesem trudniejszym niż spawanie innych metali takich jak miedź czy stal. W związku z tym, aby prawidłowo przeprowadzić spawanie aluminium, niezbędna będzie specjalistyczna wiedza i umiejętności. W tym artykule przedstawiamy podstawowe informacje z zakresu spawania aluminium, w tym omówienie technik i bezpieczeństwa podczas pracy. Zrozumienie tych podstawowych informacji będzie cenne dla każdego, kto jest zainteresowany tematem.

Rodzaje spawania aluminium

W procesie spawania aluminium, wyróżniamy trzy główne rodzaje: 

Spawanie TIG

Spawanie TIG (Tungsten Inert Gas) jest jednym z najczęściej stosowanych metod spawania aluminium. Proces ten polega na ogrzaniu aluminium za pomocą łuku elektrycznego pomiędzy elektrodą wolframową a spawanym metalem, a następnie stopieniu aluminium i wprowadzeniu materiału spawalniczego w postaci drutu. Proces ten wymaga precyzji i doświadczenia, ale pozwala na uzyskanie bardzo czystego i mocnego połączenia.

Spawanie MIG 

Spawanie MIG (Metal Inert Gas) jest prostszą metodą spawania aluminium niż spawanie TIG. Proces ten polega na przeprowadzeniu prądu elektrycznego przez drut spawalniczy, który topi aluminium, a gaz ochronny chroni spaw przed utlenianiem, zapobiegając porowatości. Ta metoda spawania jest stosowana w przypadku grubych części i dużych produkcji, ponieważ pozwala na szybkie spawanie.

Spawanie elektrodą

Spawanie aluminium elektrodą to trzeci rodzaj spawania, który może być stosowany do spawania aluminium, ale nie jest to metoda powszechnie używana ze względu na trudności związane z kontrolą temperatury i gazów ochronnych. Metoda ta polega na topieniu aluminium poprzez przeprowadzenie prądu przez elektrodę pokrytą materiałem spawalniczym i gazem ochronnym. Metoda spawania elektrodą jest mniej precyzyjna niż poprzednio poznane metody (TIG i MIG) i bardziej skomplikowana, co czyni ją odpowiednią do napraw niewielkich części aluminium. 

Jak przygotować się do spawania aluminium

Przygotowanie spawanego materiału 

Odpowiednie przygotowanie aluminium przed spawaniem jest kluczowe dla uzyskania mocnego i trwałego połączenia. Przygotowanie materiału do spawania należy rozpocząć od oczyszczenia spawanych elementów, za pomocą szlifowania, piaskowania lub czyszczenia chemicznego. Musisz wiedzieć, że aluminium tworzy tlenki na swojej powierzchni, które stanowią utrudnienie przy spawaniu. Aby prawidłowo przygotować materiał do spawania, należy usunąć warstwę tlenków. Można to zrobić za pomocą specjalistycznych preparatów chemicznych lub manualnie za pomocą szczotki stalowej lub szlifierki. Kolejnym krokiem jest dobór i ustawienie odpowiedniej temperatury spawania. Pamiętaj, że aluminium cechuje relatywnie niska temperatura topnienia, dlatego konieczne jest dostosowanie ustawień, biorąc pod uwagę rodzaj spawania. W przypadku metody TIG to około 2300°C, a w przypadku spawania MIG około 550°C.

Dobór odpowiedniego sprzętu i narzędzi 

Po przygotowaniu materiału czas na dobór odpowiedniego sprzętu i narzędzi. Poza wyborem spawarki (TIG lub MIG), należy dobrać odpowiednie elektrody spawalnicze. Do spawania aluminium najlepiej używać elektrod ze stopów aluminium, które dostępne są w różnych rozmiarach i kształtach. Kolejną kwestią jest gaz ochronny, którego używanie jest konieczne podczas spawania aluminium. Gaz taki jak argon lub hel zapobiega utlenianiu się spawanego materiału i utrzymuje go w czystości. Nie zapomnij również o przyrządach pomiarowych takich jak miernik grubości, miernik temperatury czy miernik prędkości przepływu gazu. To właśnie te narzędzia pozwalają na precyzyjne ustawienie odpowiednich parametrów spawania.

Dbałość o bezpieczeństwo

Aby przeprowadzić bezpieczne spawanie aluminium, konieczne jest prawidłowe przygotowanie pracowni oraz pracownika. Musisz wiedzieć, że spawanie aluminium generuje wiele niebezpiecznych substancji, a zatem pracownia musi mieć zapewnioną odpowiednią wentylację. Aby zapewnić bezpośrednie bezpieczeństwo spawacza, musi być on wyposażony w sprzęt ochronny: specjalistyczny kombinezon, maskę i gogle. Pracownik podejmujący się spawania nie może być też przypadkowy spawanie aluminium nie należy do najłatwiejszych, niezbędna będzie zatem obecność wykwalifikowanego i doświadczonego spawacza. Warto również pamiętać o odpowiednim przechowywaniu materiałów i konserwacji sprzętu. 

Na zlecenie Metikam Sp. z o.o.

Cavatina Holding S.A. uplasowała obligacje w euro

Cavatina Holding S.A. zebrała blisko 4,4 mln euro i uplasowała w ofercie publicznej 3,5-letnie obligacje serii P2023B_EUR.

Dziękuję wszystkim inwestorom, którzy złożyli zapisy w ramach zakończonej 17 lipca emisji publicznej. Rynek dobrze ocenia uzyskiwane przez nas rezultaty i konsekwencję w budowie wysokiej jakości portfolio projektów biurowych. Pozyskane środki wykorzystamy na finansowanie działalności operacyjnej, w tym zakup gruntów i dalszą budowę naszych wieloetapowych, wysokiej klasy inwestycji biurowych na rynkach regionalnych. Po serii udanych emisji obligacji w rodzimej walucie, tym razem zdecydowaliśmy się na emisję długu w euro, co pozwala Spółce optymalizować koszt finansowania dłużnego bez ponoszenia ryzyka walutowego, gdyż przepływy z posiadanych przez nią nieruchomości inwestycyjnych również odnotowywane są w euro, a inwestorom stwarza bardzo ciekawą alternatywę lokowania środków”, mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A.

Cavatina Holding S.A. zaoferowała w ramach serii P2023B_EUR obligacje o wartości nominalnej 100 EUR i oprocentowaniu bazującym na EURIBOR 6M powiększonym o marżę 6%. Wstępny przydział objął 186 inwestorów. Kupon będzie wypłacany co pół roku.

Dzień Emisji obligacji przewidywany jest na 26 lipca 2023 r., a obligacje zadebiutują na rynku Catalyst prawdopodobnie także w lipcu bieżącego roku. Termin wykupu 3,5 letnich papierów zabezpieczonych poręczeniem Cavatina sp. z o.o. przypada na 26 stycznia 2027 r.
Funkcję organizatora emisji pełni Michael / Ström Dom Maklerski S.A.

Była to druga emisja, ale pierwsza w euro, prowadzona na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 29 marca 2023 r. pozwalającego na emitowanie zabezpieczonych obligacji w ramach programu emisji obligacji ustanowionego w lutym 2023 r.

Cavatina Holding S.A. to notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych. Spółka kontynuuje proces dywersyfikacji źródeł finansowania, mający na celu wsparcie realizacji rozbudowy portfolio Grupy na wybranych rynkach regionalnych. W sierpniu 2022 r. Grupa sfinalizowała transakcję sprzedaży portfolio trzech budynków Carbon Tower, Ocean Office Park A i Tischnera Office za ponad 139 mln euro do podmiotów związanych z amerykańskim funduszem Lone Star Funds. Aktualnie Grupa realizuje projekty, które dostarczą na rynek biurowy ponad 130 tys. mkw. GLA (Gross Leasible Area). Do końca I kwartału 2023 r. Cavatina Holding sprzedała już do podmiotów zewnętrznych 8 projektów za łączną sumę przekraczającą 1,6 mld PLN.