KNF zatwierdziła Prospekt DRAGO entertainment S.A.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła prospekt DRAGO entertainment S.A., sporządzony w związku z zamiarem przeniesienia notowań akcji spółki z rynku NewConnect na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie. Wyznaczenie pierwszego dnia notowań na rynku regulowanym zostanie ogłoszone po wydaniu odrębnej decyzji przez Zarząd GPW. W dniu debiutu mają trafić wszystkie do tej pory notowane akcje spółki. Rolę firmy inwestycyjnej  pełni Dom Maklerski INC.

Po zakończonych kampaniach crowdfundingowych, z których DRAGO entertainment pozyskało środki na rozwój, akcje spółki z sukcesem zadebiutowały na rynku NewConnect w kwietniu 2021 roku. Od tego momentu ambicją Zarządu było przeniesienie notowań akcji spółki na rynek główny GPW, co też jest zgodne ze strategią przyjętą na lata 2021 – 2023.

Jesteśmy gotowi do zrealizowania kolejnego wyznaczonego sobie celu. Obecność na rynku regulowanym zwiększy rozpoznawalność naszej spółki, liczymy również że wpłynie na zainteresowanie nowych akcjonariuszy, zarówno tych instytucjonalnych, jak i zagranicznych. To istotne z punktu widzenia prowadzonego przez nas biznesu oferującego produkty na rynku międzynarodowym. – mówi Joanna Tynor, Prezes Zarządu DRAGO entertainment S.A. – Rok 2023 na długo  zapisze się w historii naszej firmy. To nie tylko szczególny okres uhonorowania naszej wieloletniej pracy i konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju, to także czas w którym weszliśmy w okrągłe 25- lecie działalności DRAGO.   – dodaje.

Spółka DRAGO entertainment jest przygotowana do zmiany rynku pod względem formalnym oraz finansowym. Firma dysponuje istotną nadwyżką gotówkową, jednocześnie cały czas generując dodatnie przepływy pieniężne. Z uwagi na to przenosiny przebiegną bez emisji nowych akcji. –  Stan środków pieniężnych na koncie DRAGO na koniec 2022 roku wynosił ponad 5 mln zł. Posiadamy stabilną sytuację finansową, a także środki wystarczające na realizację obecnie tworzonych projektów. – komentuje Lucjan Mikociak, Wiceprezes Zarządu w DRAGO entertainment S.A.

DRAGO entertainment specjalizuje się w produkcji i wydawaniu gier wideo, w szczególności projektów typu symulator oraz survival. Krakowska spółka zasłynęła globalnym hitem Gas Station Simulator, który jest jej najbardziej dochodowym produktem. Poniesione nakłady inwestycyjne na ten projekt zwróciły się jego twórcom w ciągu 1,5 godziny od premiery, która miała miejsce 15 września 2021 r. Produkcja już w pierwszym dniu sprzedaży znalazła się na I miejscu Global Top Sellers oraz na I miejscu w zestawieniu New and Trending i Top Sellers.

By utrzymać długi ogon sprzedażowy produktu Spółki, flagowy projekt jest na bieżąco wzbogacany o różnego rodzaju rozszerzenia oraz płatne i bezpłatne DLC. Oprócz podstawowej wersji gry rozwijane jest też całe uniwersum, w którym powstawać będą kolejne projekty, tj.: Road Diner Simulator, czy Motel Simulator.

Odrębnym tytułem Studia jest Food Truck Simulator. Gra dostępna jest na rynku od września 2022 r. Koszty produkcji tytułu na PC, wynoszące ok. 950 tys. zł, zwróciły się w ciągu 54 godzin od premiery gry na platformie Steam.

Konsekwentnie realizowane kamienie milowe zapewniają spółce środki na dalszy rozwój oraz umacniają pozytywne perspektywy na przyszłość. W samym 2022 roku przychody netto ze sprzedaży produktów spółki wyniosły 14 mln zł.

Aktualnie trwa skup akcji własnych w DRAGO entertainment S.A., który zgodnie z przyjętym harmonogramem potrwa maksymalnie do 21 sierpnia 2023 r. Określona przez WZA cena maksymalna skupu jednej akcji wynosi 100 zł. Nabyte akcje zostaną przeznaczone na realizację części programu motywacyjnego.

Kto stoi za ostatnimi atakami na Microsoft? To hakerzy z Sudanu powiązani z rosyjskimi cyberprzestępcami

  • Kłopoty związane z funkcjonowaniem części usług opartych na chmurze wynikały z ataku DDoS, który przeprowadzony został przez hakerów z grupy Storm-1359
  • Storm-1359, która współpracuje m.in. z prorosyjskimi grupami cyberprzestępczymi, jest defacto ruchem Anonymous Sudan. Fakt ten pokazuje, jak niejednolitym ruchem haktywistycznym jest Anonymous.
  • Anonymous Sudan pojawili się mniej więcej na początku 2023 roku, atakując zarówno cele antyrosyjskie, jak i istotne dla ich proislamskich programów.

Na początku czerwca cześć usług firmy Microsoft nie działała poprawnie, a użytkownicy mieli problemy przede wszystkim z Outlookiem, SharePoint Online oraz OneDrive dla biznesu. Awaria – co potwierdził sam Microsoft – spowodowana była atakiem hakerskim, za którym stali anonimowi hakerzy z grupy Storm-1359. To członkowie sudańskiego ruchu Anonymous, którzy blisko współpracują z Rosją – zaznaczają eksperci Check Point Research, którzy wyjaśniają również sposób w jaki doprowadzili do awarii.

16 czerwca Microsoft na swoim blogu potwierdził, że kłopoty związane z funkcjonowaniem części usług opartych na chmurze wynikały z ataku DDoS, który przeprowadzony został przez hakerów z grupy Storm-1359. Jak wyjaśniają eksperci Check Point Research, Storm-1359, która współpracuje m.in. z prorosyjskimi grupami cyberprzestępczymi, jest defacto ruchem Anonymous Sudan. Fakt ten pokazuje, jak niejednolitym ruchem haktywistycznym jest Anonymous.

Anonymous Sudan pojawili się mniej więcej na początku 2023 roku, atakując zarówno cele antyrosyjskie, jak i istotne dla ich proislamskich programów. Od samego początku sudańska grupa jest bardzo aktywna na Telegramie, ostrzegając przed potencjalnymi atakami, zanim one nastąpią. Co więcej, niemal „na żywo” aktualizuje informacje o postępach ataków w trakcie ich przeprowadzania.

Możemy ich nazwać konglomeratem hakerów o różnym pochodzeniu i ideologiach, którzy współpracują m.in. przy usuwaniu i zakłócaniu stron internetowych. Ich ataki odbywają się praktycznie co tydzień. Udowadniają, że mierzą wysoko i mogą usuwać strony internetowe rządów, banków, dużych przedsiębiorstw, lotnisk, operatorów telekomunikacyjnych itp. – wyjaśnia Sergey Shykevich, menedżer grupy badawczej w Check Point Research.

Należy podkreślić, że atak na Microsoft nie jest typowym „hakowaniem”, rozumianym jako naruszenie danych. Był to atak typu Denial of Service (DoS lub DDoS), czyli metoda, w której hakerzy zalewają witrynę internetową żądaniami komunikacji, które w odpowiedniej ilości powodują załamanie witryny. Tak więc wszystkie ataki, o których tutaj mowa, mają miejsce na stronach internetowych tych platform, które były po prostu nieosiągalne przez pewien czas (od kilu minut do około pół godziny).

Ataki DDOS są zwykle uciążliwe głównie dla użytkowników – np. przez brak możliwości zalogowania się do danej usługi – jednak nie jest to wyrafinowany cyberatak. Właściwie może przeprowadzić go niemal każdy, kto ma dostęp do narzędzi umożliwiających wielokrotne zapytania do jednego serwisu (np. farmy botów – przyp. red.). Ta konkretna grupa jest znana z używania bardzo silnych narzędzi DDoS, z racji powiązania z rosyjskimi grupami hakerskimi, które obecnie wykorzystują takie narzędzia we własnych atakach – mówi ekspert Check Point Research. Przypomnijmy, że to właśnie rosyjscy hakerzy przeprowadzili w ostatnim czasie podobny atak na strony internetowe Gov.pl oraz portal ePUAP.

Atakom DDOS można zazwyczaj zapobiegać. To kwestia zasobów oraz zarządzania ryzykiem. Hakerzy, analizują przepustowości i pojemności witryn, w które celują, wysyłając jednocześnie określoną liczbę żądań, przyspieszając, aż do momentu, w którym zobaczą, że witryna się załamuje. Funkcjonalność powraca, gdy ruch w końcu spadnie do umiarkowanego poziomu.

Spółka giełdowa z Kanady przejmuje polski startup Braight

Braight, znany wcześniej jako epeer, został przejęty przez kanadyjską firmę Kings Entertainment, notowaną na giełdzie w Toronto. Częścią transakcji, której celem jest m.in. stworzenie holdingu spółek AI, jest emisja akcji, po których wyemitowaniu spółka osiągnie przewidywaną wartość ok. 85 000 000 złotych. W zarządzie firmy zasiądzie dotychczasowy CEO Braighta Maciej Jarząb.

W grudniu 2019 w czasie StartupBootcamp FinTech Dubai Maciej Jarząb przedstawił arabskim inwestorom koncepcję stworzenia technologii oceny zdolności kredytowej w oparciu o dane behawioralne. Wkrótce po tym wydarzeniu zarządzany przez niego startup epeer pozyskał pierwszy milion od polskiego funduszu inwestycyjnego Evig Alfa. Dzięki temu rozwinął pomysł i wdrożył go we własnej platformie pożyczkowej epeer. Do dynamicznie rozwijającego się biznesu dołączyli Taras Pylypiuk – Business Angel z Ukrainy odpowiedzialny za epeer Ukraine oraz Lighthouse Ventures – czeski fundusz inwestycyjny.

O algorytmie epeera zrobiło się głośno w środowisku finansowym po zaprezentowaniu pierwszych wyników działającego systemu. Na podstawie danych behawioralnych użytkowników internetu sztuczna inteligencja była w stanie ocenić rzetelność płatniczą pożyczkobiorców w niemal 100%. Dostrzeżono również wiele intrygujących korelacji pomiędzy aktywnością zawodową a opóźnieniami w spłacie zobowiązań.

Nadzwyczajne wyniki algorytmu skłoniły Jarząba do wyodrębnienia ze swojego portfolio technologii scoringu behawioralnego pod nazwą Braight i zakończenie działalności pożyczkowej w epeer. Ekspansja Braighta objęła rynki Europy Wschodniej, kraje Ameryki Łacińskiej i Hiszpanię oraz Stany Zjednoczone i Kanadę. To z tego kraju pochodzi Kings Entertainment, którego włodarze, po zapoznaniu się z ofertą obsługi technologicznej ich flagowych projektów: LottoKings i WinTrillions, złożyli ofertę z gatunku „nie do odrzucenia”:

– Pierwsza oferta zakupu naszej firmy pojawiła się już ponad rok termu. Wówczas koncentrowaliśmy się na rozwoju Braighta w oparciu o środki venture capital i naszą sprzedaż. Wiele w naszym biznesie zmieniło się po agresji Rosji i to nie tylko z powodu aktywności naszego kijowskiego oddziału. Kanadyjska oferta akwizycji Braighta miała znacznie lepszy timing i posiadała atuty, nad którymi trudno było się nie pochylić. – opowiada Jarząb.

Kings Entertainment to międzynarodowy dostawca usług online, który rozpoczął swoją działalność w 2005 roku. Specjalizuje się w prowadzeniu loterii, kasyn i zakładów sportowych, będąc również spółką macierzystą renomowanych marek gier online, takich jak LottoKings i WinTrillions. Firma zamierza wykorzystać technologię Braight do przyspieszenia procesu weryfikacji użytkownika dla swoich platform lotto i gier.

Spółka jest notowana na Toronto Stock Exchange. Po uzyskaniu zgody nadzoru giełdowego na akwizycję Braighta, Kings Entertainment wyemituje 59 269 392 akcji po cenie 0,185 CAD (dolar kanadyjski).

Przed naszym zespołem nowy etap ekscytującej biznesowej podróży. Naszym głównym zadaniem będzie penetracja rynku w poszukiwaniu obiecujących firm AI. Chcemy stworzyć największy holding firm, wykorzystujących potencjał sztucznej inteligencji. – dodaje Jarząb.

W dniu ogłoszenia informacji o zamiarze akwizycji Braighta notowania Kings Entertainment wzrosły o 300%.

Lepsze dane z USA

Pomimo rosnących oczekiwań co do docelowego poziomu stóp procentowych w USA, optymizm konsumentów nie słabnie. Dowodem tego jest choćby wzrost rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń.

Niespodziewanie dobre dane z USA

Rynek nieruchomości w USA jest często obserwowany na równi z głównymi danymi makroekonomicznymi. Powodem jest konstrukcja kredytów, które można najczęściej wypowiedzieć, oddając nieruchomość. To z kolei powoduje, że w przypadku eskalacji, może być ich lawina. Do tego trzeba pamiętać, że kryzys z 2008 roku był bardzo silnie powiązany z kryzysem na rynku nieruchomości. Wczorajsze dane są jednak od kryzysu bardzo odległe. Rozpoczęto 1,63 mln budów, co jest wynikiem o 0,23 mln wyższym od oczekiwań. Więcej od oczekiwań wydano również pozwoleń na budowę. Co ciekawe, dzieje się to pomimo tego, że jeszcze w tym roku analitycy spodziewają się kolejnej podwyżki stóp procentowych.

System wicepremierski w Polsce?

Według oczekiwań obserwatorów i zapowiedzi ze strony rządowej, dojdzie dzisiaj do rekonstrukcji rządu. Kluczem zmian będzie objęcie przez szefa formacji funkcji wicepremiera. Mówi się również o tym, że będzie się to wiązać z odwołaniem innych wicepremierów, by podnieść prestiż stanowiska. Rynki na razie reagują dość spokojnie na zmiany, widząc tutaj głównie działania wizerunkowe. Nie zmienia to faktu, że w większości demokracji to premier jest ważniejszym stanowiskiem od wicepremiera. Wygląda na to, że wchodzimy w coraz intensywniejszy okres przedwyborczy i jeszcze niejedna zmiana może nas zaskoczyć. Nie jest to dobra wiadomość z perspektywy rynków, które jednak wolą spokój.

Węgrzy bez zmian

Stopy procentowe na Węgrzech pozostały na niezmienionym poziomie 13%. Jest to drugi najwyższy poziom w Europie i pierwszy spośród państw nieokupowanych przez wojska rosyjskie. Powodem utrzymywania tak wysokich stóp procentowych jest próba ratowania sytuacji po bardzo nierozważnej polityce gospodarczej. Bardzo szybkie i szerokie dopłacanie obywatelom w celu pokrycia kosztu inflacji, napędziło to zjawisko. W rezultacie mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją, z której kraj będzie wychodził długimi latami. Jeżeli dołożymy do tego izolację związaną z prorosyjskimi sympatiami tamtejszych władz, mamy pełniejszy obraz węgierskich problemów.

Dzisiaj w godzinach popołudniowych odbędzie się wiele ważnych wystąpień przedstawicieli banków centralnych w Europie i USA.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cena akcji Scanway w IPO ustalona na 45 zł

Oferta publiczna akcji Scanway, wiodącej firmy z branży technologii obserwacyjnej z kosmosu i wizyjnej kontroli jakości w przemyśle, cieszy się sporym zainteresowaniem inwestorów. Cena emisyjna jednej akcji w ofercie została ustalona na 45,00 zł. Wielkość oferty wyniesie 9,0 mln zł, a Spółka emituje łącznie 200 000 szt. akcji zwykłych na okaziciela serii C.

Bardzo nas cieszy, że oferta Scanway spotkała się z dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów, którzy podczas roadshow przekazali nam wiele pozytywnych opinii dotyczących przyjętego przez nas modelu biznesowego i potencjału do dalszego skalowania naszej działalności, którą rozwijamy równolegle w dwóch obszarach – kosmicznym i przemysłowym. Motywuje nas to ponadto do jeszcze bardziej wytężonej pracy, aby zrealizować obraną strategię rozwoju Spółki i utrzymać wysoką dynamikę rokrocznego zwiększania wyników. Istotnym wsparciem w tym zakresie będą środki jakie pozyskamy z oferty, bowiem wzmocnią one naszą działalność w obydwu tych segmentach. Obecnie na orbicie znajduje się już nasz teleskop do obserwacji Ziemi oraz urządzenie do autodiagnostyki satelity w ramach misji STAR VIBE, co pozwoliło nam otrzymać najlepsze uzyskane dotąd przez polskie instrumenty badawcze zdjęcia z kosmosu. Ponadto jesteśmy obecni na pokładzie co najmniej 6 kolejnych misji kosmicznych, które powinny znaleźć się na orbicie w przeciągu najbliższych 2-3 lat. Cieszy mnie wygenerowanie wysokiego zainteresowania rynku ofertą Scanway, poprzez udział w której inwestorzy zyskują dostęp do kolejnego interesującego podmiotu z ekspozycją na branżę kosmiczną komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Scanway jest polskim MŚP działającym w obszarze systemów wizyjnych i optoelektroniki. Działalność Spółki jest podzielona na dwa obszary – przemysłową (Industry) i kosmiczną (Space). W ramach rozwiązań dla przemysłu firma specjalizuje się w tworzeniu autorskich systemów wizyjnych do kontroli jakości wyrobów gotowych, surowców oraz procesu produkcyjnego. Oferta produktowa Spółki przyczynia się do wprowadzenia filozofii Przemysłu 4.0 poprzez automatyzację i optymalizację procesu kontroli jakości m.in. w branży opakowaniowej i poligraficznej, automotive, spożywczej czy farmaceutycznej. W ramach gałęzi kosmicznej Scanway oferuje ładunki optyczne dla pojazdów kosmicznych, obejmujące produkty dedykowane do obserwacji, obrazowania i analizy obrazu. Oferowane przez firmę teleskopy do obserwacji Ziemi charakteryzują się skalowalnością, modułowością i możliwością dopasowania wyników obrazowania do celów użytkownika. Drugim typem ładunku jaki oferuje Spółka są systemy wizyjne pracujące w warunkach kosmicznych, badające stan infrastruktury orbitalnej oraz monitorujące procesy in-space serwisu i produkcji.

Scanway operuje na dynamicznie rozwijającym się rynku, rosnąc jeszcze szybciej od niego i dobrze wpasowując się w obecne trendy, czyli istotny wzrost liczby wystrzeliwanych satelitów, z których około połowa będzie wyposażona w ładunki optyczne, a także postępującą automatyzację, co sprzyja wdrażanym przez nas systemom wizyjnym w przemyśle. Naszym planem jest zrealizowanie programu inwestycyjnego w horyzoncie 18 miesięcy i osiągnięcie celów strategicznych na najbliższe trzy lata, czyli wzrost przychodów z działalności kosmicznej do 14-18 mln zł przy marży ok. 40-45% oraz wzrost przychodów z działalności przemysłowej do 14-18 mln zł przy marży ok. 30-35%. Pracując nad realizacją dalszego rozwoju Scanway, zamierzamy uczyć się najlepszych praktyk dla notowanych spółek i zyskać zaufanie w oczach inwestorów. Obecnie przygotowujemy się do debiutu na NewConnect, chcemy zadebiutować jeszcze w III kwartale 2023 roku dodaje Jędrzej Kowalewski.

Scanway posiada status flight heritage uzyskany w ramach misji STAR VIBE – teleskop optyczny firmy oraz system do autodiagnostyki satelitów znajduje się już na orbicie i jest w pełni funkcjonalny. Spółka jest też kluczowym konsorcjantem w największych projektach kosmicznych realizowanych w Polsce m.in. w misji EagleEye oraz misji PIAST. Razem z australijską firmą AICRAFT, ekspertem w dziedzinie sztucznej inteligencji, Scanway rozpoczął w maju br. współpracę w zakresie stworzenia teleskopu do obserwacji Ziemi, wykorzystującego algorytmy sztucznej inteligencji.

Prognozowana wartość rynku satelitów w latach 2021-2031 ma wzrosnąć z 279 mld USD do 400 mld USD, oznacza to CAGR na poziomie 3,7% (źródło: SIA SSIR 2022, Bryce Smallsats 2023). W tym samym okresie blisko 5-krotnie ma wzrosnąć liczba satelitów wystrzelonych w kosmos do ponad 24 tys. sztuk, z czego konstelacje komercyjne mają odpowiadać za około 70% rynku (źródło: Euroconsult). Około połowa z planowanych do wyniesienia satelitów będzie wyposażona w ładunki optyczne, a więc jest potencjalnym odbiorcą produktów Scanway. Szacowana wartość globalnego rynku wizji maszynowej w przemyśle w latach 2021-2030 ma podwoić swoją wartość z 13 mld USD do 26 mld USD (źródło: Gran View Research).

Przychody ogółem Spółki w 2022 roku wyniosły 3,6 mln zł, co przekłada się na wzrost w ujęciu rok do roku o 44%. Scanway wykazał w 2022 roku zysk netto w wysokości 0,3 mln zł, wzrost o 0,4 mln zł r/r. W 2022 roku za 47% przychodów odpowiadała działalność kosmiczna, a za 53% projekty dla przemysłu. Według stanu na połowę czerwca 2023 roku, Spółka posiada portfel zamówień na łączną kwotę 5,9 mln zł, z czego 2,1 mln zł zostało już ujęte w ramach przychodów ogółem w okresie 5 miesięcy 2023 roku, a 3,9 mln zł pozostało do rozliczenia w ramach bieżącego roku. Celem Scanway jest dalsze intensywne skalowanie działalności i zwiększanie przychodów poprzez komercjalizację istniejących i opracowywanych produktów, na które Spółka identyfikuje wysokie zapotrzebowanie rynkowe w bieżącym roku, a także w kolejnych latach.

W procesie trwającej oferty publicznej akcji Spółkę wspiera cc group – Doradca Finansowy i Autoryzowany Doradca NewConnect, a Głównym Menedżerem Oferty i Zarządzającym Księgą Popytu jest Dom Maklerski Navigator S.A.

DLA Piper: Od lipca odpis na fundusz energetyczny może być niezgodny z prawem UE

21 czerwca 2023 – Obowiązek ponoszenia dodatkowych opłat przez spółki energetyczne w związku z wprowadzeniem ustawy o maksymalnych cenach energii, tzw. odpisu na fundusz, może od lipca tego roku być niezgodny z prawem unijnym, twierdzą prawnicy kancelarii DLA Piper. W tym miesiącu Komisja Europejska zarekomendowała zaprzestanie pobierania nadzwyczajnych środków od spółek energetycznych w całej UE.

Zgodnie z rozporządzeniem Rady UE 2022/1854 z 6 października 2022 roku wprowadzonym w celu ochrony konsumentów przed gwałtownym wzrostem cen energii, spółki energetyczne w UE mają ponosić dodatkowe opłaty w przypadku przekroczenia maksymalnego pułapu dochodów (w rozporządzeniu określonego w wysokości 180 EUR/MWh) tylko do końca czerwca 2023 roku. Polskie przepisy wdrażające unijne rozporządzenie zobowiązały natomiast wytwórców energii i spółki obrotu do ponoszenia opłat na rzecz Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny do końca tego roku. Jeśli rekomendacja Komisji zostanie utrzymana na poziomie unijnym, polskie regulacje staną się niezgodne z prawem UE.

Spółki energetyczne ponoszą straty w związku z obowiązkiem wnoszenia dodatkowych opłat, tzw. odpisu na Fundusz, z tytułu ustawy o maksymalnych cenach energii. W naszej ocenie wprowadzone do polskiego systemu prawnego przepisy są niezgodnie z celem i regulacjami unijnymi – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający i szef praktyki procesowej i regulacyjnej w warszawskim biurze DLA Piper. W świetle stanowczego stanowiska Komisji Europejskiej spółki stają aktualnie przed dylematem, czy zaprzestać zapłaty tzw. odpisu, ryzykując potencjalny spór z Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki i ewentualne sankcje, czy też kontynuować wpłaty, a następnie dochodzić ich zwrotu od Skarbu Państwa w postępowaniu sądowym.

Obowiązek wnoszenia comiesięcznych wpłat na rzecz Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny nałożyła na wytwórców energii i spółki obrotu ustawa z 27 października 2022 roku o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej. Środki wpłacane do Funduszu służą pokryciu różnicy między maksymalną ceną energii przyjętą w ustawie, a ceną umowną lub referencyjną, którą w formie rekompensat otrzymują sprzedawcy energii. Kary za brak wniesienia odpisu może nałożyć na spółkę Prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Spółki mają dwie możliwości działania, jeśli tzw. price cap nie zostanie przedłużony na szczeblu unijnym, a polska ustawa nie zostanie odpowiednio znowelizowana. W przypadku zaprzestania wpłat, procedura odwoławcza od ewentualnej decyzji Prezesa URE zakłada postępowanie przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumenta – wyjaśnia Monika Leszko, radczyni prawna w zespole postępowań sądowych i regulacyjnych w DLA Piper w Warszawie. – Jeśli spółka zdecyduje się kontynuować wpłaty odpisu, a następnie dochodzić ich zwrotu na drodze sądowej, postępowanie toczyć się będzie też przed Sądem Okręgowym w Warszawie, ale wydziałem cywilnym. W obu przypadkach niezgodność polskiego prawa z przepisami unijnymi będzie ważnym argumentem na rzecz spółek energetycznych.

Rozporządzenie Rady UE przyjęto w związku z gwałtownym wzrostem cen energii po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Oprócz dodatkowych opłat, które miały wynikać z nadzwyczajnych zysków osiąganych przez spółki energetyczne w związku z sytuacją geopolityczną, rozporządzenie zakładało także ograniczenie zapotrzebowania na energię oraz wsparcie dla klientów indywidualnych i MŚP poprzez regulowane utrzymanie niższych cen. Eksperci zwracają jednak uwagę na wyjątkowy charakter rozporządzenia.

– Rozporządzenie unijne wprowadzono ze względu na bezprecedensową sytuację i potrzebę ochrony odbiorcy końcowego w konkretnej sytuacji – wskazuje Oskar Waluśkiewicz, partner i szef praktyki energetycznej w DLA Piper w Warszawie. – Były to środki nadzwyczajne, dlatego też rozporządzenie bardzo jasno określa ramy czasowe ich obowiązywania. Wiosną tego roku zakończyły się konsultacje Komisji Europejskiej nad nowymi ramami prawnymi unijnego rynku energii, tzw. Electricity Market Design. Pomimo przecieków w zagranicznych mediach o potencjalnym – na wypadek nadzwyczajnych sytuacji – i ogólnoeuropejskim price capie w wysokości 180 EUR/MWh, nic nie wskazuje na to, aby podobne mechanizmy pojawiły się na stałe w unijnym ustawodawstwie.

Zdaniem prawników DLA Piper, aby uniknąć konfliktu przepisów polskich z unijnymi, konieczna jest pilna nowelizacja ustawy o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej w zakresie daty obowiązywania odpisu na Fundusz. Tymczasem w Sejmie przyjęta została w ostatni piątek autopoprawka do tzw. projektu UC74, która nowelizuje ustawę, ale zmierzając w zgoła odmiennym kierunku.

Chiny przekroczyły internetową granicę. Padł rekord w transgranicznym e-handlu

Po raz pierwszy w historii wartość chińskiego międzynarodowego handlu internetowego przekroczyła granicę 2 biliona juanów. Zapowiedzi są jednoznacze – teraz wyniki mogą być już tylko wyższe. Szczególnie, że coraz mocniej rozwija się ważna gałąź handlu transgranicznego w sieci, czyli dropshipping.

Być może nie wszyscy sądzili, że stanie się to tak szybko, ale większość ekspertów była pewna, że w końcu wartość chińskiego elektronicznego handlu transgranicznego przekroczy magiczną granicę 2 biliony juanów. I tak się właśnie stało. Choć, gdyby być bardzo dokładnym, to doszło do tego już kilka miesięcy temu, ale to teraz o wynikach poinformowała Chińska Generalna Administracja Celna.

I tak, w 2022 r. w chińskim e-handlu międzynarodowym osiągnięto wynik finansowy przekraczający 2,1 biliona juanów. Mowa o ogromnych pieniądzach, bo w przeliczeniu to jest blisko 300 miliardów dolarów. To pierwszy taki przypadek w historii.

Za granicę iść trzeba

Trzeba jednak wyjaśnić, że pod hasłem transgranicznego handlu elektronicznego kryje się po prostu internetowa sprzedaż za granicę. „Europejski e-konsument kupuje częściej i więcej, także poza swoim rodzimym rynkiem, a polskie e-sklepy przyciągają zagranicznych klientów – szczególnie Brytyjczyków i Niemców – względnie niższymi cenami” – tak tę ideę wyjaśniają Justyna Spytek i Justyna Sobolak z TradeTracker w specjalnym poradniku przygotowanym na zlecenie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Ten dokument powstał, żeby polskich przedsiębiorców zachęcić do sprzedawania swoich towarów również poza naszym krajem. Od dawna było bowiem wiadomo, że tego rodzaju sprzedaż będzie przynosiła coraz większe pieniądze.

– Nie trzeba było mieć nadprzyrodzonych zdolności, żeby przewidzieć to, że wraz ze wzrostem sprzedaży internetowej w kraju pojawią się również firmy, które będą chciały internet wykorzystać do eksportu poza Polskę. Szczególnie, że przecież wielu z nich zaczynało od kupowania w innych krajach i sprzedawało w Polsce z zyskiem. Choćby poprzez dropshipping, bo dzięki temu nie musieli martwić się w takim stopniu o logistykę. Import i eksport to podstawowe narzędzie handlu. Jednak stanowi ono pewną barierę mentalną i dla tych przedsiębiorców, którzy radzili sobie do tej pory tylko lokalnie, to dość spory krok, żeby zacząć działalność poza Polską. Krok jednak konieczny, jeśli myśli się o konkurencyjności i rozwoju – dopowiada Tomasz Niedźwiecki prezes TakeDrop.pl.

I faktycznie, jak spojrzeć na analizy sprzed kilku lat, to eksperci wskazywali na szybki rozwój transgranicznego handlu elektronicznego. Aneta Pluta-Zaremba ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie jeszcze w 2016 r. zwiastowała 27-procentowy wzrost wartości do 2020 roku. A w Europie przychody z tego tytułu miały rosnąć szybciej niż z całego e-handlu na kontynencie.

To, co pokazała teraz chińska agencja, jest tylko potwierdzeniem wielu wcześniejszych przewidywań. Wartość eksportu transgranicznego handlu elektronicznego z Chin osiągnęła w 2022 r. wartość 1,53 bilionów juanów (wzrost o 10,1 proc.), a importu osiągnęła poziom 527,8 miliardów juanów (spadek o 0,8 proc.).

Żelazny zestaw

Wśród importerów z Chin pierwsze miejsce zajmują USA (34,3 proc.), Wielka Brytania (6,5 proc.), Niemcy (4,6 proc.), Malezja (3,9 proc.) i Rosja (2,9 proc.).

Jeżeli chodzi o import, to najważniejszymi partnerami Chin okazali się: Japonia ( 217 procent całkowitej wartości importu transgranicznego handlu elektronicznego) Stany Zjednoczone (17,9 procent), Australia (10,5 procent) i Francja (7,5 procent). Chiny eksportowały w 2022 r. głównie odzież, buty i elektronikę.

Założyciel TakeDrop.pl nie jest zaskoczony tą listą i tłumaczy, że generalnie eksport w Chin co roku rośnie. Tak jest od lat, z przerwą w 2009 r. i w 2016 r., kiedy globalne kryzysy osłabił handel.

– To chiński żelazny zestaw. Chiny oferują znacznie więcej, ale to właśnie dzięki takim produktom ten rynek jest znany importerom z USA czy Europy – dodaje Tomasz Niedźwiecki.

W całym 2022 roku Chiny wyeksportowały towary o wartości około 3,59 bilionów dolarów.

Najnowsze dane pokazują jak mocną częścią eksportu staje się transgraniczny handel elektroniczny. Analizując je nie ma też wątpliwości, że USA i Unia Europejska pozostaną największymi partnerami handlowymi Chin – dodaje prezes TakeDrop.pl i przewiduje, że wskaźniki podane za rok o tej porze także będą rekordowe.

Chiński biznes widzi w transgranicznym handlu elektronicznym duży potencjał. Powstają nawet specjalne centra w parkach przemysłowych poświęcone międzynarodowemu e-handlu. Tylko że to nie są to zwykłe magazyny i sklepy. To studia multimedialne i platformy z których prowadzi się na transmisje internetowe i sprzedaje towary na żywo.

To wszystko sprawia, że Spherical Insights szacuje, że wartość globalnego transgranicznego rynku e-commerce w 2022 roku osiągnęła wartość 893,95 mld dolarów, a w 2032 roku ma się zamknąć wynikiem 8138,31 mld dolarów.

Mniejsi jak więksi

Nie ma obecnie bardziej perspektywicznej branży niż e-commerce – mówi CEO TakeDrop.pl, polskiej platformy dropshippingowej. – Klienci już powszechnie kupują w sieci. Cenią sobie niższą niż w sklepie stacjonarnym cenę, szybką dostawę, szeroki wybór produktów i dowolną godzinę robienia zakupów – wylicza.          

W dobrze zorganizowanym e-sklepie nie ma też takich obciążeń jak koszt wynajęcia powierzchni magazynowej czy poświęcanie czasu na kompletowanie i wysyłanie zamówień. Tak właśnie działają chińskie przedsiębiorstwa, które mają udział w rekordowym           wyniku e-handlu za granicę.

– To nie są sklepy, w których właściciel pakuje paczki i przyjeżdża po nie kurier. Globalnie, profesjonalny e-handel przechodzi na dropshipping – tłumaczy Niedźwiecki.

System polega na tym, że sprzedawca oferuje produkt, nawet w dużej ilości, ale fizycznie go nie ma. Towar znajduje się we współpracującej hurtowni. Sprzedający dokonuje transakcji, przyjmuje pieniądze, ale skompletowaniem zamówienia i jego wysłaniem zajmuje się hurtownia.

– Kiedy mówi się o miliardach dolarów, to naturalnie kojarzy się to z wielkimi firmami, które mają największy udział w osiągnięciu takich    wyników. Lecz część wartości transgranicznego e-handlu to też zasługa mniejszych graczy. Im międzynarodowy biznes udaje im się robić dzięki optymalizacji swojej usługi, na zaoszczędzeniu czasu na pakowaniu przesyłek. W dropshippingu nie muszą tego robić i mogą skupić się na tym, co w tej branży najważniejsze – na sprzedawaniu – mówi Tomasz Niedźwiecki z TakeDrop.pl.

Dane o inflacji zwiększają presję na Bank Anglii

Dzisiejsze dane na temat inflacji w Wielkiej Brytanii powodują, że tworzy się dodatkowa presja na Bank Anglii, który już jutro zdecyduje co dalej ze stopami procentowymi. Zmiana w górę o 25 punktów bazowych jest niemalże pewna, rynek zaczyna spekulować o możliwym silniejszym ruchu.

To już kolejny miesiąc, kiedy dane na temat inflacji w UK zaskakują wyższym wynikiem. Odczyt zasadniczy pozostał na wysokim poziomie 8,7 proc. r/r (oczekiwano spadku do 8,4 proc.), natomiast wskaźnik bazowy urósł z 6,8 proc. r/r poprzednio do 7,1 proc. r/r.

W tym momencie BoE swoją uwagę koncentruje na inflacji usług. To właśnie ona pokazuje trwałe, mniej zmienne trendy kształtowania się cen. Wkład usług do wskaźnika CPI jest obecnie o 0,3 punktu procentowego wyższy niż wynikało to z wcześniejszych prognoz banku centralnego. Wzrost wskaźnika nie wynika ze wzrostu pojedynczej kategorii.

Również w UK inflacja zasadnicza, podobnie jak w innych częściach Europy, powinna obniżać się w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Tu będziemy mieli duże efekty bazy. W ubiegłym roku w czerwcu na „Wyspach” ceny benzyny urosły o blisko 10 proc. Aktualnie one spadają a dodatkowo w lipcu redukcji ulegną rachunki za prąd oraz gaz dla gospodarstw domowych. Inflacja bazowa powinna niebawem osiągnąć szczyt, choć w tym wypadku spadek nie będzie aż tak dynamiczny.

Jutrzejsza decyzja w świetle dzisiejszych danych wydaje się być jeszcze bardziej interesująca.. Podwyżka o 25 punktów bazowy jest raczej pewna. Poprze ją prawdopodobnie 7 członków, za brakiem zmian będzie raczej głosować Tenreyro oraz Dhingra. Zmiana w górę w sierpniu jest również realna. Kolejne będą zależeć od danych, wiec tu pewności mieć nie możemy. Rynek będzie starał się wybadać, jak mocno decydenci są zaniepokojeni dynamiką wzrostu cen. Jeśli padną sugestię, że stopa końcowa może wyjść zdecydowanie powyżej 5 proc. wówczas GBP zyska, w przeciwnym razie możemy zobaczyć korektę na funcie.

W tym momencie rynek wycenia prawie sześć kolejnych podwyżek stóp procentowych w UK, choć moim zdaniem rynek nieco przecenia BoE.

Funt może wciąż zyskiwać więcej względem USD niż EUR. Rynek bowiem w tym momencie ocenia, że to właśnie europejska instytucja jest bardziej „jastrzębia” od „amerykańskiej”, zatem można uznać, że istnieje większa dywergencja pomiędzy polityką monetarną Fed-u oraz BoE niż pomiędzy EBC i BoE.

Na EUR/GBP panuje od maja trend spadkowy, w którym prawdopodobnie przez jakiś czas kurs będzie się utrzymywał. Niedawno zostało przełamane wsparcie horyzontalne wynikające z dołków z końcówki ubiegłego roku i kurs znalazł się najniżej od sierpnia 2022 roku. NA GBP/USD dominują wzrosty a funt w relacji do USD był ostatnio najmocniejszy od kwietnia ubiegłego roku. Ostatnie zwyżki mogą zostać jednak skorygowane w krótkim terminie. W dłuższym horyzoncie czasowym zakładam wzrosty powyżej poziomu 130,00.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Koreańczycy podpisali umowę na zaprojektowanie linii kolejowej CPK

Południowokoreańskie konsorcjum podpisało umowę ze spółką Centralny Port Komunikacyjny na zaprojektowanie linii Kolei Dużych Prędkości między Katowicami a granicą polsko-czeską. Ten 70-kilometrowy odcinek to fragment trasy kolejowej Katowice – Ostrawa. Trwa projektowanie już ponad 400 km kolejowych szprych CPK.
Ten odcinek to jeden z kluczowych fragmentów linii kolejowych budowanych w Polsce przez CPK. Stanowi ważny element unijnej transeuropejskiej sieci transportowej (TEN-T) łącząc Katowice, Warszawę czy Kraków z Brnem, Pragą, Bratysławą, Wiedniem i Budapesztem.

Przetarg na zaprojektowanie linii wygrało konsorcjum dwóch firm. Pierwszą z nich jest Korea National Railway (KNR), czyli spółka państwowa, która realizowała projekty budowy kolei, usługi doradztwa technicznego i studia wykonalności, w tym w zakresie Kolei Dużych Prędkości. Drugi z podmiotów konsorcjum to Dohwa Engineering – firma inżynieryjno-budowlana z Korei Południowej, która ma na swoim koncie ponad 7 tys. projektów w kraju i na świecie. Wartość kontraktu sięga 134 mln zł.

Dzięki nowej linii kolejowej, będącej elementem kolei Grupy Wyszehradzkiej V4, Górny Śląsk stanie się ważnym węzłem transportowym w całym regionie Trójmorza. Polski odcinek realizowany przez CPK zakłada poruszanie się pociągów z prędkością do 250 km/h.katowice ostrawa cpk

Projekt zapewni włączenie do sieci kolejowej miasta Jastrzębie-Zdrój, a także nowe, znacznie szybsze połączenia regionalne z Rybnika, Żor i Wodzisławia Śląskiego do Katowic. To cywilizacyjny skok, który zniweluje wykluczenie komunikacyjne tej części Śląska. Kolej obejmie swoim zasięgiem aż 3,6 mln mieszkańców tego regionu Polski.

W ramach inwestycji CPK wybudowanych będzie ok. 2000 km nowych linii, w tym właśnie Kolei Dużych Prędkości. Spółka ma już wybranych pięć wariantów inwestorskich – oprócz trasy Katowice-Ostrawa są to odcinki Warszawa – Łódź, Łódź – Wrocław, Łętownia – Rzeszów, a od maja także Sieradz – Poznań. 

W tej chwili trwa już projektowanie 140-kilometrowej trasy Warszawa-Łódź i 200 km między Łodzią i Wrocławiem. Pierwszy z nich opracowują Biuro Projektów „Metroprojekt” (od Warszawy do obszaru za planowanym węzłem CPK) oraz konsorcjum firm Egis Poland, Egis Rail i Jaf-Geotechnika (dalszy fragment linii aż do Łodzi). 

Z kolei linię Łódź – Sieradz projektuje firma Egis, Sieradz – Kępno trafiła do konsorcjum BBF i IDOM. Projekt trasy od Kępna do Czernicy Wrocławskiej przygotowuje konsorcjum MGGP i Voessing Polska, a za odcinek Czernica Wrocławska – Wrocław odpowiada Systra. 

Umowy PPA dostępne dla wszystkich? Nowe regulacje UE mogą zwiększyć popyt na zieloną energię w branży nieruchomości

19 lipca Parlamentarna Komisja ds. Energii podejmie głosowanie w sprawie rekomendowanego stanowiska negocjacyjnego dotyczącego reformy rynku energii elektrycznej, które będzie stanowić podstawę do rozmów z Radą Ministrów UE, reprezentującą rządy krajowe. Zanim projekty wniosków staną się prawnie wiążące, Parlament, Rada i Komisja muszą osiągnąć porozumienie w celu uzgodnienia wspólnego tekstu. Przywódcy Unii Europejskiej mają zamiar osiągnąć to porozumienie do końca bieżącego roku. Reforma rynku energii, uwzględniająca zmiany w zakresie umów PPA (Power Purchase Agreement), może być kamieniem milowym w realizacji strategii ESG przez małych i średnich przedsiębiorców w branży nieruchomości. Nowe regulacje mogą dać możliwość mniejszym podmiotom kupowania zielonej energii poprzez umowy PPA (wytworzonej bezpośrednio ze źródeł odnawialnych), a nie poprzez kolorowanie czarnej energii gwarancjami pochodzenia, jak ma to miejsce obecnie. Proponowane zmiany obejmują skrócenie czasu obowiązywania standardowych umów PPA (obecnie zawierane są na średnio 5-10-15 lat), ustalanie cen stosownych do użytkowników końcowych różnej wielkości, a także propozycje utworzenia europejskiej platformy transakcyjnej PPA w przyszłości oraz baz danych zarządzanych przez regulatorów. Dla branży nieruchomości to będzie bardzo ważna zmiana.

Nowe regulacje, większe zainteresowanie

Obecnie ponad 30% klientów z portfolio Colliers zakupuje lub wyraziło zainteresowanie kupnem energii za pomocą PPA. Co ważne, często to najemcy, realizujący własne polityki ESG, oczekują do właścicieli budynków dostępu do zielonej energii. Na razie jest to ich dobrowolna decyzja, ale już wkrótce wykorzystywanie zielonej energii w budynkach będzie koniecznością, co wynika z  regulacji prawnych nakładanych przez Unię Europejską. Przykładowo, zatwierdzona dyrektywa CSRD narzuca obowiązek raportowania wskaźników ESG wszystkich dużych podmiotów już za 2024 rok, w tym wpływu budynku na środowisko. Będą nim objęte wszystkie duże firmy, spełniające określone kryteria finansowe. W konsekwencji może to spowodować wzrost zainteresowania umowami PPA ze strony właścicieli nieruchomości, na których będzie wywierana coraz większa presja ze strony najemców. Wynika to ze specyficznego modelu zakupu energii obowiązującego w Polsce, w którym to właściciel zawiera umowę z dostawcą energii, a następnie refakturuje ją na najemców i rozlicza w ramach kosztów service charge.

Alternatywą dla tej opcji, coraz bardziej popularną w Polsce, jest model OSDn, czyli lokalnego dystrybutora, w ramach którego firma wynajmująca powierzchnię samodzielnie może wybrać dostawcę energii. Daje on także możliwość kontraktowania PPA, co oznacza korzystanie z OZE (zewnętrznych lub własnych farm, o ile takie posiada).

Realne oszczędności

W obliczu celów dekarbonizacyjnych, zawartych w dyrektywach realizowanych w strategii Fit for 55, w których do 2050 r. mamy przejść na gospodarkę zeroemisyjną, reformy w zakresie kontraktów PPA są bardzo potrzebne. Ustandaryzowanie takich umów oraz większa dostępność dla mniejszych klientów spowoduje, że więcej właścicieli, a co za tym idzie również najemców, będzie chciało skorzystać z tych ofert, nie tylko ze względu na atrakcyjniejsze ceny. Przykładowo 1 MW zakupiony w formule PPA przy dziesięcioletnim kontakcie to koszt około 460 – 560 zł w stałej cenie. Dla porównania, 1 MW kontraktowany z Towarowej Giełdzie Energii osiąga obecnie ceny na poziomie 780 – 900 zł u klienta końcowego.

Koszt energii w przyszłości będzie rósł, dlatego jeśli pojawi się możliwość zabezpieczenia swojego budżetu po preferencyjnej stawce, właściciele chętniej będą z tego rozwiązania korzystać.  Umowa PPA to dla nich same korzyści – przede wszystkim spełniają dzięki temu wymagania w zakresie ESG i generują realne oszczędności.

Bez zmiany regulacji niemożliwe będzie jednak przełamanie obecnego okresu zwrotu inwestycji, w konsekwencji czego właściciele będą płacić za energię więcej, a najemcy chętni na zakup zielonej energii wciąż będą musieli polegać na gwarancjach pochodzenia, które według Komisji Europejskiej niedługo mogą być niewystarczające do potwierdzenia „zieloności” zużywanej energii. A to stwarza ryzyko nałożenia dodatkowych opłat na podmioty, które nie realizują polityki klimatycznej. Niestety ilość zainstalowanych źródeł w Polsce jest zdecydowanie niewystarczająca do skali potrzeb, a z uwagi na ograniczenia wynikające z możliwości przesyłowych i magazynowania oraz braku woli politycznej – szanse na dalszą rozbudowę OZE są ogarniczone.

Europejska platforma transakcyjna PPA

Unia Europejska wywiera silne naciski, mające na celu ograniczenie tzw. „greenwashingu”, w związku z czym kolorowanie energii gwarancjami pochodzenia w następnych latach może nie być uznawane w certyfikacji ESG budynków. Rozważa również utworzenie europejskiej platformy transakcyjnej PPA, która umożliwiłaby wszystkim uczestnikom rynku dostęp do takich umów, z opcjami umożliwiającymi udział mniejszym klientom poprzez agregację ich zapotrzebowania. Utworzenie takiej platformy zwiększy przejrzystość transakcji PPA, ustandaryzuje ich kształ i obniży koszty, szczególnie dla mniejszych firm. Czy to się uda? Dowiemy się jeszcze prawdopodobnie w tym roku.

Komentarz ekspercki Marcina Wysockiego, Senior Associate w Dziale Energy Advisory, Colliers

Seniorzy stają się coraz silniejszą grupą nabywczą

Silver generation zdobywa rynek. Seniorzy stają się coraz silniejszą grupą nabywczą.

Według danych ONZ, do roku 2050 średni oczekiwany czas życia przekroczy 77 lat i wydłuży się o 7 lat.[1] Do roku 2050 udział osób w wieku 60+ w ogólnej światowej populacji ludności ma przekroczyć 21 proc. (w 2017 r. było to około 13 proc.), przy czym – według szacunków – Europa będzie najszybciej starzejącym się regionem świata. Jakie potrzeby konsumenckie mają seniorzy? Kto je spełni? I jak będzie, za kilka lat, wyglądała srebrna gospodarka, która już dziś rośnie na naszych oczach?

Z danych GUS wynika, że liczba osób w wieku powyżej 65. roku życia wzrośnie do 23,2 proc. całego społeczeństwa w 2035 r.[2] oraz do 32,7 proc. w 2050 roku. Z kolei odsetek osób w wieku 85+ zmieni się odpowiednio z 3,1 proc. do 6,1 proc.[3] – Pamiętajmy, że zmiany w strukturze demograficznej wymuszają również zmiany gospodarcze. Przysłowiowi „silversi”, czyli osoby w wieku 65+ są grupą konsumentów, która rośnie coraz szybciej. Zarówno firmy, jak i sektory gospodarki, które są skoncentrowane na zaspokajaniu potrzeb osób starszych, w najbliższych dziesięcioleciach, będą rosły dynamicznie – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. O seniorach, którzy stanowią coraz silniejszą grupę nabywczą mówi się w kategoriach „silver economy”, a nawet „silver tsunami”.

Dzisiejszy senior kupuje coraz więcej online

Współcześni emeryci surfują odważniej w sieci niż ich koledzy jeszcze dwie dekady temu. Pandemia przyspieszyła ten proces, więc coraz większa liczba emerytów musiała przełączyć się na „życie online”. Z danych GUS wynika, że aż 86 proc. pokolenia „silversów” to osoby, które korzystają z Internetu codziennie. W raporcie “Pokolenie Silvers w e-commerce 2022” możemy przeczytać, że emeryci surfujący w sieci najczęściej korzystają z bankowości internetowej (58 proc.), robią zakupy online (55 proc.), czytają i odpisują na maile, a więc korzystają ze swojej poczty e-mail (52 proc.) oraz z mediów społecznościowych (47 proc.).[4] Z powyżej wspomnianego raportu wynika również, że połowa z emerytów wydaje na zakupy online średnio 100-300 zł w ciągu pół roku, co piąta 300-700 zł, a co dziesiąta powyżej 1000 zł. Najczęściej emeryci kupują przez Internet odzież (49 proc.), produkty farmaceutyczne (39 proc.), kosmetyki i perfumy (37 proc.), sprzęt RTV i AGD (36 proc.), książki, bilety i płyty (34 proc.), obuwie (34 proc.).[5] Na dodatek 34 proc. emerytów (podczas zakupów online) realizuje szybkie płatności online, 17 proc. płaci blikiem, 15 proc. kartą, a 16 proc. w dniu dostawy. Aż 90 proc. seniorów deklaruje, że nie miało problemu z płatnością online, a ich poziom zadowolenia podczas zakupów online przekracza 93 proc.[6]

Potrzeby senioralne zmieniają się

Na przestrzeni ostatnich można obserwować zmiany w środowisku senioralnym. Emeryci coraz chętniej wybierają aktywny wypoczynek, lubią surfować w Internecie, dokształcają się na Uniwersytetach Trzeciego Wieku, warsztatach czy przeróżnych kursach językowych. Zmiany zachodzą również w sferze zachowań konsumenckich.

– Seniorzy coraz częściej oczekują indywidualnego podejścia do ich potrzeb, a jednocześnie, m.in. w wyniku prowadzonych kampanii społecznych i edukacyjnych, stają się coraz bardziej uważni i świadomi praw, które im przysługują. Coraz chętniej poszukują dodatkowych informacji o produktach i usługach czy korzystają z możliwości reklamacji – wyjaśnia Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. – Warto podkreślić, że emeryci są dużo bardziej wymagającą grupą nabywców, często bowiem, ze względu na wiek i wynikające z niego ograniczenia, potrzebują więcej czasu na podjęcie decyzji zakupowej, dokładniejszej informacji i większej pomocy ze strony sprzedawcy – dodaje.

Rosnąca siła nabywcza

Jeszcze 2015 roku Bank of America Merrill Lynch szacował wartość „silver economy” na 7 bilionów dolarów rocznie, co czyniło ją trzecią największą gospodarką na świecie6. W roku 2020 roku prywatna siła nabywcza osób w wieku 60+ osiągnęła już wartość 15 bilionów dolarów na całym świecie. Przyjrzyjmy się rynkowi polskiemu. Z prognoz analityków GfK, opisanych w raporcie z badania „Silver Generation” wynika, że do 2035 roku udział grupy konsumentów zwanej umownie „silver generation” w całkowitej wartości zakupów dokonywanych przez polskie gospodarstwa domowe wzrośnie do 36,9 proc.[7] Rosnącą siłę nabywczą „silver generation” i zmiany w zachowaniach konsumenckich seniorów obserwują i coraz bardziej doceniają przedsiębiorcy. Wśród przykładów sektorów i branż, odnoszących znaczące korzyści ze srebrnej gospodarki, najczęściej wymienia się oczywiście dobra konsumpcyjne, zdrowie (w tym sprzęt medyczny i rehabilitacyjny, farmaceutyki i
e-zdrowie) oraz wellness i urodę. Nie wolno jednak zapomnieć o coraz szybciej rozwijających się usługach i produktach z dziedzin takich jak: bezpieczeństwo (monitoring czy ochrona mienia), kultura i edukacja (wspomniana wcześniej szeroka oferta zajęć uniwersyteckich i kursów dla seniorów), rozrywka i hobby, podróże (wycieczki a nawet całe biura podróży dedykowane podróżującym seniorom), transport osobisty czy usługi finansowe.

[1] Dane statystyczne dotyczące świata przytoczone są za Population Division, DESA, United Nations, www.unpopulation.org

[2] GUS, Prognoza ludności na lata 2008-2035

[3] GUS, Prognoza ludności na lata 2014-2050

[4] https://polskabezgotowkowa.pl/sites/all/themes/awesomeit/files/dane/Raport_Pokolenie_Silvers_w_ecommerce_maj-2022.pdf

[5] Tamże.

[6] Raport “Pokolenie Silvers w e-commerce 2022”

[7] https://www.gfk.com/pl/aktualnosci/press-release/rosnaca-populacja-silver-generation-coraz-wazniejsza-w-strategiach-handlowcow-i-producentow-fmcg/

Stowarzyszenie Małej Energetyki Wiatrowej zaskarży tzw. Ustawę cenową

Ustaw cenowa trafi do Trybunału Sprawiedliwości UE? Branża wiatrowa rozważa zaskarżenie przepisów zamrażających ceny energii.

Przepisy wprowadzone tzw. „Ustawą cenową” mogą być niezgodne z konstytucją a także przepisami o równym traktowaniu podmiotów gospodarczych. Przedsiębiorcy skupieni wokół Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej rozważają zaskarżenie przepisów od Komisji Europejskiej, która może skierować sprawę do TSUE.  Chodzi m.in. o przepisy zwalniające z limitów cenowych instalacje o mocy poniżej 1 MW

Funkcjonowanie rozwiązania, zgodnie z którym energia elektryczna wytworzona w instalacjach wiatrowych o mocy mniejszej niż 1 MW nie podlega wprowadzonym limitom cenowym prowadzi do różnych absurdalnych sytuacji. Przykładowo, firma mająca trzy wiatraki o mocy 0,9 MW nie podlega limitom cenowym, natomiast wytwórca z jedną turbiną o mocy 1,1 już tak.

– Jest to przepis kompletnie niezrozumiały, który dyskryminuje jednych producentów względem innych. Trzeba pamiętać, że oprócz wielkich farm wiatrowych istnieje spora grupa przedsiębiorców dysponujących pojedynczymi instalacjami, wytwarzających energię dla lokalnych odbiorców. Stosowanie wobec nich takich samych regulacji jak w przypadku wielkich wytwórców powoduje, że obciążenia,  które z racji skali działaności, dla wielkich farm wiatrowych nie stanowią większego wyzwania, dla mniejszych wytwórców mogą być zabójcze – zauważa Paweł Guziński Prezes Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej

Stowarzyszenie skupia mniejszych – głównie polskich – wytwórców energii wiatrowej. Polityka rządu skupia się na wielkoskalowych projektach. Tymczasem lądowa energetyka wiatrowa to także kilkuset polskich producentów, dostarczających energię na potrzeby lokalnych społeczności. Szef SMEW zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię, która dyskryminuje małych wytwórców.

– Limity cenowe przyjęte w rozporządzeniach wykonawczych do ustawy są adekwatne dla dużych kilku lub kilkunasto turbinowych projektów opartych na nowoczesnych bardzo wydajnych turbinach. Natomiast są bezsprzecznie krzywdzące dla producentów energii posiadających jedną czy dwie turbiny kilku lub kilkunastoletnich o mniejszej wydajności i mocy nieznacznie większej niż 1 MW . Przedsiębiorcy produkujących prąd na mniejszą skalę muszą – przez nieuczciwe rozwiązania prawne – dopłacać do swojej działalności – dodaje Guziński

Komisja chce zniesienia limitów

Czy SMEW zrealizuje zapowiedzi i skieruje sprawę do Komisji Europejskiej? To zależy od losu zapowiadanej nowelizacji ustawy cenowej. Komisja opublikowała 5 czerwca raport, w którym przedstawiła wnioski ze stosowania przez państwa członkowskie środków przyjętych na podstawie Rozporządzenia o zamrożeniu cen energii, które były podstawą do uchwalenia ustawy cenowej. Komisja jednoznacznie nie rekomenduje w tym raporcie przedłużania terminu stosowania rozporządzenia w zakresie dotyczącym limitu cen. Teoretycznie limity cenowe mogłyby zatem przestać obowiązywać już od 1.07. Tym niemniej ustawa cenowa, oprócz kwestii terminu obowiązywania limitów cen energii oraz obciążeń quasi-podatkowych w postaci tzw. odpisu na Fundusz dla wytwórców energii, zawiera także wiele innych rozwiązań, które, zdaniem ekspertów, stoją w jawnej sprzeczności z prawem unijnym, chociażby w zakresie reguł przyznawania pomocy publicznej.

Stres w pracy dotyka 3/4 Polaków

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy zgodnie stwierdzają (76 proc.), że stres w pracy jest jednym z głównych wyzwań w zachowaniu równowagi psychicznej. Te trudności są dodatkowo potęgowane przez szereg czynników społecznych, takich jak inflacja, wojna w Ukrainie, zmiany klimatyczne czy nasilające się zjawisko wypalenia zawodowego. W ciągu ostatniego roku aż 7 na 10 osób doświadczyło objawów tego ostatniego, najczęściej przejawiającego się jako zmęczenie i brak satysfakcji z pracy. Warto zauważyć, że symptomy te rzadziej zauważane są przez osoby pracujące stacjonarnie (67 proc.), a częściej przez pracujących w systemie hybrydowym (79 proc.) czy zdalnym (75 proc.).

Dobrostan psychiczny oczami pracownika

Świadomość społeczna dotycząca zdrowia psychicznego rośnie z roku na rok. Pojawia się coraz więcej kampanii, dyskusji i spotkań podkreślających wagę troski o własne samopoczucie mentalne. Istotnym elementem codzienności, który ma wpływ na naszą psychikę, jest miejsce pracy – to tam spędzamy znaczną część naszego dorosłego życia.

Zgodnie z wynikami drugiej edycji badania „Dobrostan psychiczny w pracy”, przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden, aż 76 proc. ankietowanych pracowników wskazuje stres w pracy jako przyczynę problemów psychicznych. Na to, jak miejsce zatrudnienia kształtuje dobrostan mentalny wpływa wiele czynników. Pracownicy wyszczególniają między innymi dobre warunki do wykonywania zawodu (21 proc.), atmosferę (14 proc.), stabilność zatrudnienia (9 proc.), szacunek czy też dobry kontakt z przełożonym oraz współpracownikami, odpowiednio 9 i 6 proc. Najważniejszym jednak wskaźnikiem dobrostanu pozostaje niezmiennie wysokość wynagrodzenia. Wskazał na nią co trzeci zatrudniony. Ankietowani wyróżnili również docenienie ich pracy. Ten aspekt podkreślił co 10 z nich.

Wypalenie zawodowe coraz częstsze wśród Polaków

Stres związany z wykonywaniem zawodu pociąga za sobą kolejne, coraz częściej występujące zjawisko społeczne, jakim jest wypalenie zawodowe. Niestety wielu pracowników zauważa u siebie objawy sygnalizujące jego początki. Już 7 na 10 ankietowanych wskazało, że odczuło symptomy wypalenia w ciągu ostatniego roku. Do najczęściej wymienianych należą wycieńczenie pracą, brak przyjemności z wykonywanej pracy czy też chęć jej zmiany. Wskazało je odpowiednio 36 proc., 35 proc. oraz 29 proc. badanych osób. Ponadto, co czwarty ankietowany przyznaje, że kiedy myśli o pracy, odczuwa negatywne emocje, a co piąty ma trudności z radzeniem sobie ze stresem w miejscu zatrudnienia. Szczególnie podatne na wypalenie zawodowe okazują się osoby na stanowiskach kierowniczych (77 proc.).

 Fakt, że pracownicy jako główny wyznacznik dobrostanu wskazują poziom wynagrodzenia nie dziwi. Zwłaszcza że zarówno zatrudnieni, jak i ich pracodawcy wskazują na skutki inflacji jako jeden z głównych problemów społeczno-gospodarczych determinujących ich poczucie stabilności. Pogorszenie się zdrowia psychicznego Polaków i brak dostępności ekspertów w tej dziedzinie również ma swój wpływ na ogólny poziom dobrostanu. Te czynniki pokazują, że dla osób aktywnych zawodowo stan zdrowia psychicznego jest mocno związany z karierą. Wpływ na nie mają zarówno elementy z bezpośredniego otoczenia i codziennego życia takie, jak dom czy praca, jak i te ogólnospołeczne problemy, czyli wojna, pandemia, inflacja czy też naglące kwestie klimatyczne – komentuje Anna Kwiatkowska, menedżerka ds. rozwoju produktów grupowych w Nationale-Nederlanden.

Postrzeganie zdrowia psychicznego w społeczeństwie pracującym

Pracownicy i pracodawcy silnie odczuwają, że współczesny świat sprzyja zapadaniu na choroby cywilizacyjne i zgodnie stwierdzają (ten sam wynik 76 proc.), że problemy psychiczne często są konsekwencją stresu w pracy. Tym, co różni pracowników oraz pracodawców, jest perspektywa dostępności opieki zdrowotnej. Zatrudnieni bowiem, częściej obawiają się, że poprzez ograniczony dostęp do lekarza, nie zostaną zdiagnozowani na czas.

Wyraźną różnicę można dostrzec w tym, jak obie strony postrzegają działania wspierające zdrowie psychiczne osób zatrudnionych. Ponad  połowa pracodawców uważa, że stara się dbać o komfort pracowników, podczas gdy w ich grupie to zdanie podziela tylko jedna trzecia osób. Podobny odsetek przedstawicieli firm deklaruje, że ich organizacja podejmuje  działania mające na celu wesprzeć zdrowie psychiczne pracowników. Tymczasem zaledwie 14 proc. zatrudnionych zauważa jakiekolwiek działania ze strony pracodawcy w tym zakresie. Te dane są tym bardziej interesujące, biorąc pod uwagę, że ponad połowa ankietowanych nie potrafiła wskazać, czego konkretnie oczekuje od pracodawcy w kontekście ochrony zdrowia psychicznego.

Pracownicy coraz częściej szukają dodatkowych świadczeń i działań ze strony firm, które zwiększą ich komfort w pracy. Oprócz standardowych oczekiwań, takich jak dobre warunki pracy czy przyjazna atmosfera, coraz ważniejsza staje się możliwość skorzystania z konsultacji psychologicznych. Dlatego Nationale-Nederlanden, jako jeden z pierwszych ubezpieczycieli na rynku, wprowadziło dodatkową umowę do ubezpieczenia grupowego, która umożliwia skorzystanie ze wsparcia psychiatry czy psychologa, a także objęcie ochroną rodziny – współmałżonków, partnerów, dzieci. Analiza trendów rynkowych sugeruje, że te formy świadczeń będą nabierały coraz większego znaczenia. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że aż 75 proc. respondentów zauważa, iż problemy zdrowia psychicznego, takie jak depresja, stają się coraz częstsze zarówno wśród dorosłych, jak i młodzieży – dodaje Anna Kwiatkowska.

***

Raport „Dobrostan psychiczny w pracy” opracowany przez Smartscope na zlecenie Nationale-Nederlanden został oparty o wyniki reprezentatywnego badania ilościowego. Wywiady zostały przeprowadzone przy użyciu techniki CATI na firmach (N = 301) i CAWI na pracownikach w wieku 16+ (N = 1051). Badanie przeprowadzono w okresie od 5 do 23 stycznia 2023  roku.

Spowolnienie, zadłużenie i rosnąca liczba upadłości – czyli trudna sytuacja branży przemysłowej

Spadek produkcji, zmniejszenie liczby zamówień i wysokie koszty energii – to niejedyne problemy, z jakimi borykają się firmy z branży przemysłowej. Cios w plecy nierzadko dostają też od stałych klientów, którzy z dnia na dzień przestają im płacić. Coraz częściej też faktur nie regulują zagraniczni kontrahenci, głównie z Niemiec i Beneluksu. Według danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie branży przemysłowej wynosi 1,06 mld zł. Ale inne sektory są jej winne 1/3 tej kwoty.

Wskaźnik PMI dla przemysłu w maju wyniósł 47 pkt. Pomimo wzrostu o 0,4 pkt. względem kwietnia 2023 r., warunki gospodarcze w polskim sektorze produkcyjnym nadal nie są najlepsze. Przedsiębiorcy sygnalizują trwały spadek popytu i produkcji wynikający głównie z mniejszych możliwości nabywczych klientów. Według danych GUS-u za pierwsze 4 miesiące tego roku największe spowolnienie odczuwają producenci towarów dla budownictwa oraz dóbr konsumpcyjnych. Nieco lepiej sytuacja wyglądała w sektorach nastawionych na eksport. Ożywienia można się spodziewać w II połowie roku, jeśli sprawdzą się przewidywania, że wzrost płac będzie wówczas wyższy niż inflacja. Powinno pobudzić to popyt wewnętrzny.

Najbardziej zadłużone sektory

Trudną sytuację w przemyśle odzwierciedla jego zadłużenie. Łączny dług polskich producentów wynosi 1,06 mld zł. W Krajowym Rejestrze Długów wpisanych jest 23 687 przedsiębiorstw z tego sektora. Średnie zadłużenie w przeliczeniu na firmę wynosi 44 730 zł.

Pod względem rodzaju prowadzonej działalności najwięcej przeterminowanych zobowiązań finansowych mają na swoim koncie producenci metalowych wyrobów gotowych: 207 mln zł. Organizacja producentów Eurofer prognozuje, że popyt na stal w tym roku zmaleje o 1,6 proc. Problemy dotykają chociażby łańcuchów dostaw czy importu. Zadłużone firmy produkujące metalowe wyroby stanowią 19 proc. ogólnej puli przedsiębiorców przemysłowych (4,5 tys.), a najbardziej zadłużony przedsiębiorca winien jest 5 mln zł.

Nieco mniej zadłużeni są producenci artykułów spożywczych. Łączne zadłużenie 2 589 przedsiębiorstw wynosi tutaj prawie 154 mln zł. Główną przyczyną problemów finansowych producentów żywności są wysokie koszty energii, rosnące odsetki od zaciągniętych zobowiązań i spadek konsumpcji.

Duże zadłużenie przypisane jest także do producentów mebli oraz wyrobów z drewna. Obie tu grupy zalegają z płatnościami na ponad 75 mln zł każda, a łączna liczba dłużników liczy 4,5 tysiąca podmiotów.

Przemysł należy do branż najbardziej zagrożonych niewypłacalnością. Wysokie koszty działalności, w tym ceny komponentów używanych w produkcji oraz malejący popyt sprawiają, że wielu przedsiębiorców kapituluje w obliczu narastających problemów finansowych. W pierwszym kwartale bieżącego roku upadłość ogłosiło 16 firm przemysłowych, a restrukturyzację 59. To najwięcej ze wszystkich branż. Niewypłacalne firmy przemysłowe pozostawiły też po sobie najwięcej długów. Producenci-bankruci nie zapłacili wierzycielom 10 mln zł, a dłużnicy przemysłowi będący w restrukturyzacji, powinni oddać kontrahentom 17,4 mln zł. Takie firmy były notowane w Krajowym Rejestrze Długów na długo przed ogłoszeniem niewypłacalności – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. 

Dłużnicy i wierzyciele na jednej gałęzi

Największym wierzycielem producentów jest sektor finansowy oraz wtórni wierzyciele, którzy odkupili długi głównie od tych pierwszych. To łącznie prawie 633 mln zł, co stanowi blisko 60 proc. łącznego zadłużenia. Na odzyskanie swoich należności liczą również firmy handlowe. Przedsiębiorcy działający w przemyśle zalegają im ponad 125 mln zł.

Jednak producenci mają także swoich dłużników, od których muszą odzyskać 369 mln zł. To 1/3 ich całego zadłużenia. Ponad 87 mln zł zalega jej handel hurtowy i detaliczny. 84 mln zł mają producentom do oddania koledzy po fachu, czyli inne przedsiębiorstwa z branży przemysłowej.

Te kwoty byłyby zdecydowanie niższe, gdyby firmy przemysłowe z większą uwagą dobierały partnerów biznesowych, a przynajmniej dokładniej ich weryfikowały przed nawiązaniem współpracy. Tymczasem, według danych KRD, w pierwszym kwartale 2023 roku producenci pobrali nieco ponad 135 tysięcy raportów gospodarczych, dzięki którym możliwa była wnikliwa weryfikacja potencjalnego kontrahenta. Jest to co prawda wzrost o 17 procent w stosunku do pierwszego kwartału ubiegłego roku, ale jednocześnie spadek o 18 procent w stosunku do ostatniego kwartału 2022 roku mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Przestają płacić stali klienci i ci z zagranicy

Transakcje w branży przemysłowej opierają się w dużej mierze na wieloletnich relacjach pomiędzy kontrahentami. Partnerzy współpracują ze sobą stale i dobrze się znają. Widać tam też dużą zależność jednych firm od innych. Niestety coraz częściej dłużnikami stają się właśnie ci stali klienci, a także ci z zagranicy. Zaczyna to już być widoczny trend.

– W ostatnim czasie widzimy nasilenie takiego zjawiska. Do windykacji trafiają zlecenia na coraz wyższe kwoty, sięgające kilkuset tysięcy lub nawet kilku milionów złotych, których nie zapłacili stali partnerzy biznesowi. Branża przemysłowa charakteryzuje się długimi terminami płatności, jakie kontrahenci wpisują na fakturach. Standard to 60, a nawet 90 dni. Przekazywanie do windykacji niezapłaconych faktur na bardzo duże kwoty wskazuje, że w firmach brakuje gotówki. Obserwujemy też, że zagraniczne firmy przestały płacić polskim firmom przemysłowym. Najwięcej zleceń windykacyjnych dotyczy odbiorców z Niemiec i krajów Beneluksu – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Zaległości dużych i małych

Ponad 58 proc. dłużników to osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, ich zadłużenie wynosi ponad 482,5 mln zł. Z kolei  spółki stanowią 42 proc. puli dłużników. Ich dług wynosi ponad 577 mln zł.

Małe firmy muszą mierzyć się z większym ryzykiem popadnięcia w kłopoty finansowe. Powodem jest w tym wypadku mniejsza liczba zamówień, partnerów biznesowych i niższego wkładu własnego w firmę. Tu nawet jedna opóźniona lub nieopłacona faktura może zaważyć na sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Zadłużenie może powstać bardzo szybko, a spłata może być utrudniona przez narastające sumy zobowiązań.

Najbardziej zadłużonymi województwami na mapie Polski są: mazowieckie, śląskie i wielkopolskie. Firmy przemysłowe z tych regionów mają do spłaty kolejno 179 mln zł, 147 mln zł i 105 mln zł. Zaraz po nich, na 4. miejscu plasuje się województwo pomorskie (94 mln zł), a tuż za nim dolnośląskie (88 mln zł). Najmniejsze zadłużenie posiadają firmy z woj. lubuskiego i podlaskiego (ok. 17 mln zł każde).

W województwie mazowieckim, gdzie zadłużenie jest zdecydowanie najwyższe, średnio na jednego przedsiębiorcę produkcyjnego przypada 46 261 zł nieopłaconych zobowiązań. W najmniej obciążonym województwie jest to średnio 30 340 zł.

Popyt na napoje spada

W ciągu ostatnich dwóch lat widać bardzo duży wzrost kosztów wytworzenia. Rosną ceny surowców, energii, pracy. To przekłada się na wzrost kosztów producentów, a w konsekwencji na inflację. Efektem wysokiej inflacji jest z kolei spadek konsumpcji. Podobne zjawiska zdominowały rynek napojów. Trend, który zaczyna dominować, to poszukiwanie wartości – czyli ile dostaje się za złotówkę wydaną w sklepie. To powoduje, że konsumenci kupują większe opakowania i marki prywatne. Marki najbardziej rozpoznawalne często sprzedają się w zakupach impulsowych. Dlatego duże, światowe koncerny nie odnotowują istotnych spadków sprzedaży. Ale polscy producenci odczuwają wyraźnie konsekwencje inflacji.

– Jako jeden z największych w Polsce producentów wody, napojów i soków widzimy, że popyt konsumpcyjny mocno spada. My pracujemy praktycznie ze wszystkimi sieciami handlowymi, które są obecne w Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom.pl podczas Kongresu Retail Trends 2023 Marek Piątkowski, dyrektor generalny, wiceprezes Bewa. – Konsumenci stają się bardziej zwracać uwagę na to, co kupują, w jakich ilościach kupują. Dodatkowo po wprowadzeniu podatku cukrowego rynek napojów słodzonych gwałtownie spadł. Staramy się wypełnić tę lukę sokami premium, NFC oraz produkcją dla marek własnych. Na szczęście nie spadają zamówienia eksportowe, są cały czas na stabilnym poziomie. Nawet nieco wzrosły w porównaniu do ubiegłego roku – podsumowuje Piątkowski.

Susza uderzy w portfele Polaków

Maj był kolejnym miesiącem, w którym ceny warzyw wzrosły rdr. średnio o ok. 40%. Marchew i cebula odnotowały aż trzycyfrowe wzrosty. Z kolei kapusta potaniała o ponad 46%. Eksperci, tłumacząc ten stan, mówią o spadku produkcji w UE, spowodowanym suszami i trudną sytuacją hydrologiczną, która obecnie dotyka też Polskę. Nie brakuje również opinii, że na naszym rynku może wkrótce brakować warzyw. Taki problem nie tak dawno wystąpił w Wielkiej Brytanii i nie jest wykluczone, że u nas będzie podobnie. Wcześniej wielu ekspertów rynkowych twierdziło, że szczyt cen mamy już za sobą i powinny one zacząć spadać. Jednak teraz coraz częściej słychać, że te prognozy mogą się nie sprawdzić i w najlepszym wypadku drożyzna utrzyma się na obecnym poziomie. Oczywiście część warzyw może potanieć, ale finalnie cała kategoria zdrożeje.

Jest drogo, a może być jeszcze drożej

Spośród siedemnastu kategorii, uwzględnionych w comiesięcznym raporcie „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, w maju br. najmocniej podrożały warzywa – o blisko 40% rdr. Analiza autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito objęła blisko 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. W kwietniowym rankingu drożyzny warzywa zajęły drugie miejsce z podwyżką o blisko 36% rdr. W marcu też były wiceliderem zestawienia, odnotowując wzrost na poziomie prawie 40% rdr.

– Rynkowe ceny warzyw wynikają z wielkości popytu i podaży, jakości surowca, warunków pogodowych, możliwości i warunków zbytu. Dodatkowy wpływ mają także rosnące koszty produkcji, transportu czy pracy, związane ze wzrostem płacy minimalnej. Na ceny warzyw na polskim rynku wpływa też sytuacja w innych państwach UE. Ponadto przełom maja i czerwca to czas, kiedy w naszym kraju dopiero rozpoczyna się sezon na warzywa i owoce. Charakteryzują go zawsze wyższe ceny do momentu, aż rynek się nasyci – komentuje dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

Jak zaznacza dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX, spadek produkcji warzyw w UE w ub.r. był na poziomie 10% rdr. Spowodowane to było suszami i sytuacją hydrologiczną w Europie, w tym w Polsce, zresztą utrzymującą się dalej. I co istotne, obecnie ten stan dalej się pogarsza. Według eksperta, jeżeli to potrwa dłużej, a wszystko na to wskazuje, to warzywa w sklepach jeszcze podrożeją. Może dojść do tego, że aktualne, średnie wzrosty cen na poziomie ok. 40% rdr. okażą się naprawdę niskimi wartościami. Podobną sytuację przeżywały już inne kraje europejskie.

– W lutym i marcu br. wystąpiły znaczące braki warzyw w Wielkiej Brytanii. Sprzedawano je tam w ograniczonych ilościach, a w niektórych sklepach były zupełnie niedostępne. To też w pewien sposób wpłynęło na globalne ceny tego surowca. Ale istotne są również koszty nawozów, energii oraz ceny paliw – dodaje dr Rybacka.

Z kolei dr Łuczak zauważa, że obecnie weszliśmy w tzw. krótką fazę zmniejszania się produkcji krajowych warzyw. Może to doprowadzić nie tylko do wyższych cen, ale nawet do powtórzenia brytyjskiego scenariusza. Z kolei długotrwały proces o takim charakterze może skutkować istotnymi zmianami w kwestii opłacalności produkowania poszczególnych warzyw. Według eksperta, to dość realny scenariusz, który wkrótce może nas spotkać. Oczywiście alternatywą mogłaby być produkcja w zamkniętych szklarniach. Jednak z uwagi na wciąż wysokie koszty, głównie energii, obecnie jest to mało opłacalna alternatywa dla tego typu upraw.

Statystyczne wzrosty i spadki

Wśród blisko 100 produktów wszystkich badanych kategorii widać, że najbardziej rdr. podrożała marchew, bo o blisko 134%. Na drugim miejscu tego zestawienia znajduje się cebula ze wzrostem o prawie 107%, a czwarty wynik należy do papryki – niecałe 51%. Jak stwierdza dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP, obecnie zapasy takich warzyw, jak cebula czy marchew, są dużo mniejsze niż rok wcześniej. I taka sytuacja będzie utrzymywać się do momentu pojawienia się większych ilości tych warzyw z tegorocznych zbiorów. Dr Dziwulski zwraca też uwagę na dane Eurostatu. Wynika z nich, że unijna produkcja warzyw faktycznie zmalała w 2022 roku aż o 10% rdr. Jedne z większych spadków odnotowano właśnie w przypadku zbiorów cebuli i marchwi – odpowiednio o 12% rdr. i 15% rdr.

– Sytuacja w segmentach konkretnych warzyw jest mocno zróżnicowana. Wiele tutaj zależy od ubiegłorocznej krajowej produkcji, ale też od bieżącego importu czy od popytu eksportowego. Przykładem jest cebula, której krajowe zbiory w kończącym się sezonie były wyższe rdr. Jednak wysoki popyt eksportowy sprawił, że ceny mocno wzrosły. Z kolei w przypadku części warzyw szklarniowych napływ tańszych importowanych produktów ograniczał skalę wzrostów notowań – analizuje Grzegorz Rykaczewski z Banku Pekao.

Do tego dr Dziwulski zaznacza, że zbiory marchwi w Niemczech, czyli największego unijnego producenta, zmalały w relacji rocznej o 19%, a we Włoszech – o blisko 30% rdr. Jednocześnie produkcja w Polsce była niższa tylko o 3% rdr. Ubiegłoroczne zbiory cebuli w dwóch krajach odpowiadających za jej największą produkcję w UE, tj. w Holandii i Hiszpanii, z uwagi na deficyt wody, zmalały odpowiednio o 22% rdr. i 16% rdr. Zdaniem eksperta z PKO BP, spadki te są najważniejszą przyczyną wzrostów cen ww. warzywa. Niemniej, istotnym czynnikiem była również zmniejszona, z powodu wojny, produkcja w Ukrainie. Spowodowało to zwiększone zapotrzebowanie na cebulę na polskim rynku. Wzrosty cen tego warzywa obserwowano przy większej o 5% rdr. produkcji krajowej.

– Możemy się spodziewać, że ceny papryki w okresie wzrostu i zbioru tego warzywa w Polsce, tj. od końca lipca do początku stycznia, przy dobrych warunkach pogodowych nieco spadną. Natomiast warty uwagi jest fakt, że wyraźny postęp technologiczny i rosnąca specjalizacja w polskim rolnictwie zmniejszają wpływ niekorzystnych warunków pogodowych na produkcję – dodaje dr Rybacka.

Z raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika też, że cena kapusty poszła w dół o lekko ponad 46%, a ziemniaków – o niecałe 2% rdr. Zdaniem ekspertki z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia, takie spadki mogą być podyktowane tym, że obecnie na rynku pojawia się już sezon na te rodzaje warzyw. Od początku maja są w sprzedaży krajowe młode ziemniaki. Jest też tegoroczna kapusta. To może świadczyć o spadkach cen tych artykułów.

Prognozy nie są dobre. Idzie letnia (nie)pewność

– Na cenach krajowych warzyw w kolejnych miesiącach mogą odbijać się wyższe niż rok temu koszty zarówno uprawy, jak i zbioru. Dużym znakiem zapytania, jak co roku, jest również przebieg warunków pogodowych w miesiącach letnich i w efekcie – wolumen produkcji, co też będzie miało wpływ na ceny. Mamy więc sporo niewiadomych. I o ile wiele wskazuje na to, że szczyt cen jest już za nami, to jednak ich poziom może pozostać powyżej roku poprzedniego – mówi Grzegorz Rykaczewski.

W ocenie głównego ekonomisty Grupy BLIX, spadki cen w tej kategorii w sezonie letnim prawdopodobne w ogóle nie wystąpią. Część warzyw może potanieć, np. marchew, buraki i pomidory, a niektóre jeszcze podrożeją, m.in. ogórki, cebula i sałata. Jak prognozuje dr Łuczak, w efekcie cała kategoria warzyw będzie na plusie.

– Jeśli rynek się nasyci, to ceny zaczną przyjmować tendencję spadkową. Na pewno będzie miało to miejsce, kiedy osiągniemy szczyt sezonu krajowych warzyw w Polsce, o ile ekstremalna sytuacja pogodowa nie utrudni zbiorów. Natomiast na kształtowanie się ceny wpłynie także zainteresowanie naszymi towarami ze strony np. Ukrainy, Hiszpanii czy innych państw europejskich. Jeśli popyt będzie utrzymywał się na wysokim poziomie, to produkty również będą drogie. Ważnym czynnikiem będzie też dostępność pracowników sezonowych – podsumowuje dr Justyna Rybacka.

ORLEN i Grupa Azoty zawarły wieloletnie umowy na dostawy gazu

PKN ORLEN SA oraz Spółki Grupy Kapitałowej Grupa Azoty S.A. zawarły 20 czerwca 2023 roku nowe wieloletnie umowy na sprzedaż paliwa gazowego. Cena surowca będzie ustalana w oparciu o giełdowe notowania gazu. Podpisanie kontraktów zapewni sześciu spółkom z Grupy Azoty stabilne dostawy surowca przez co najmniej 3 lata.

Nowe kontrakty indywidualne zawarte pomiędzy ORLENEM a poszczególnymi spółkami z Grupy Azoty będą realizowane od 1 października 2023 roku. Strony uzgodniły współpracę w zakresie dostaw gazu ziemnego do końca września 2026 roku, z opcją wydłużenia do końca września 2027 roku.

Uzgodniona w nowych kontraktach formuła cenowa bazuje na rynkowych wartościach indeksów cen gazu. To najbardziej obiektywny sposób wyznaczania ceny, powszechnie stosowany między firmami w całej Europie.

Szacowana wartość nowych kontraktów, w przypadku 4 lat ich obowiązywania wynosi ok. 18 mld zł.

Podpisane kontrakty umożliwią kontynuację dotychczasowej współpracy pomiędzy ORLEN a Grupą Azoty w zakresie dostaw gazu ziemnego. Strony zawarły ponadto aneksy do obowiązujących kontraktów. Na ich podstawie od 1 lipca 2023 roku dostawy gazu będą realizowane w oparciu o nowe warunki, tak jak do tej pory oparte o rynkowe wartości indeksów cen surowca.

Dostawy paliwa gazowego będą realizowane do sześciu spółek z Grupy Azoty, tj.: Grupy Azoty SA z siedzibą w Tarnowie, Grupy Azoty Zakłady Azotowe „Puławy” SA, Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” SA, Grupy Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn SA, Grupy Azoty Kopalnie i Zakłady Chemiczne Siarki „Siarkopol” SA oraz Grupy Azoty Zakłady Fosforowe Gdańsk Sp. z o.o.

Krakowscy ekonomiści stworzyli klaster logistyki i produkcji. To pierwsza taka inicjatywa w kraju

16.06.2023 w Krakowie odbyła się inauguracja Klastra Logistyki i Produkcji stowarzyszenia .kuek Alumni Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Na spotkaniu pojawili się absolwenci z całego kraju i zza granicy – właściciele firm, menedżerowie, specjaliści otwarci na nawiązywanie kontaktów oraz dzielenie się widzą i doświadczeniem.Klaster Logistyki networking

W piątek, 16.06.2023 w Krakowie odbyła się inauguracja Klastra Logistyki i Produkcji stowarzyszenia .kuek, organizacji zrzeszającej absolwentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Krakowskiej Szkoły Biznesu.

W ramach wydarzenia odbyła się prelekcja nt. aktualnych trendów technologicznych w logistyce Łukasza Musialskiego, eksperta w zakresie logistyki i łańcucha dostaw, partnera w firmie doradztwa logistycznego Chaingers, i gościnnego wykładowcy na Uniwersytecie Ekonomicznym. Uczestnicy mieli również okazje uczestniczyć w dyskusjach przy stolikach tematycznych dotyczących wyzwań w sektorze nieruchomości logistyczno-produkcyjnych, łańcuchach dostaw, planowania produkcji, automatyzacji oraz transportu.

1. spotkanie Klastra Logistyki i Produkcji było pierwszym w historii wydarzeniem tematycznym w ramach organizacji oraz jedynym tego typu w kraju.

Marta Nowik, współinicjatorka Klastra
Marta Nowik, współinicjatorka Klastra

– Wymiana doświadczeń rozwija i wzbogaca zawodowo. Aby tak się stało potrzeba zaufania i sprzyjającej społeczności. Ponieważ Kraków, w którym mieszkamy, jest nieco na uboczu dużej logistyki i produkcji, ale wg LinkedIn jest co najmniej 1300 osób po UEK czy KSB, która zawodowo się tym zajmuje – postanowiliśmy zbudować taką społeczność, aby dać nam wszystkim synergię rozwoju – mówi Marta Nowik, współinicjatorka Klastra i absolwentka UEK, zawodowo konsultantka w zakresie nieruchomości przemysłowych i logistycznych i dyrektor w firmie Axi Immo.

– W ubiegłym roku świętowaliśmy jubileusz 20-lecia organizacji. Za nami setki spotkań w Krakowie, Warszawie oraz innych miastach w kraju, ale także w Londynie, Nowym Jorku, Berlinie i Szanghaju. Cieszymy się na nowy rozdział w historii stowarzyszenia, który otwiera Klaster Logistyki i Produkcji. Wierzę, że dzięki zaangażowaniu naszych członków wkrótce powstaną kolejne klastry skupiające przedstawicieli innych profesjikomentuje Monika Martuszewska-Skoczyńska, prezeska KUEK.

– Moc zawodowca wynika nie tylko z indywidualnych kompetencji, ale przede wszystkim z jej/jego sieci relacji, i dostępu do wiedzy i informacji, jaką dzięki temu dysponuje. Oto idea KUEK, oto idea Klastra w ramach KUEK. – opowiada współinicjator Klastra, a także jeden z założycieli KUEK, Bartosz Jacyna.

.kuek Alumni UEK (dawniej Korporacja Absolwentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie) to organizacja działająca od 2002 roku, która powstała z inspiracji stowarzyszeniami absolwenckimi znanych zachodnich szkół biznesowych. Jest najprężniej działającą w Polsce społecznością absolwencką, która na bazie zaufania dzieli się wiedzą i doświadczeniem. Obecnie gromadzi ponad 1900 członków pełnoprawnych i sympatyków z Polski i świata.

Partnerami wydarzenia były firmy Chaingers oraz AXI IMMO.

Rozwój światowej elektromobilności prześciga unijne założenia

Transformacja branży motoryzacyjnej w kierunku pojazdów elektrycznych przyspiesza i możliwe, że zakładane na 2035 r. plany Unii Europejskiej okażą się nietrafione. Analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w najnowszym raporcie „The Global EV Industry at a Glance” wzięli pod lupę aktualną produkcję e-aut oraz plany na najbliższe kilkanaście lat. Jak przekonują, istnieje szansa, że globalni producenci sami do 2035 r. wyciszą produkcję aut spalinowych i skupią się na elektrykach.

Analitycy EMIS podkreślają, że kryzys gospodarczy wywołany pandemią COVID-19 nie miał wpływu na sprzedaż aut elektrycznych. W 2022 roku, ze względu na duży popyt w Europie i Chinach, globalna sprzedaż samochodów elektrycznych wzrosła do 7,8 mln egzemplarzy. Dla porównania, w 2012 r. przez cały rok sprzedano ich zaledwie 120 tys. To tyle samo, ile obecnie opuszcza fabryki (120 tys.) – z tym, że tygodniowo. Pokazuje to, jak silna jest potrzeba odejścia od spalin i paliw.

Z raportu „The Global EV Industry at a Glance” EMIS wynika, że z globalnego punktu widzenia plany UE dotyczące zakazu rejestracji nowych samochodów spalinowych do 2035 r. mogą okazać się niedoszacowane. W tak błyskawicznym tempie transformacji, jakie obecnie obserwujemy, do 2035 r. i bez nich najpewniej nastąpi całkowita rezygnacja z produkcji samochodów spalinowych.

Wzrost i czynniki napędzające

Pod względem dynamiki rozwoju elektromobilności sukcesywnie prowadzą kraje zapewniające stabilne i przewidywalne wsparcie polityczne w tej kwestii. Z jednej strony rządy oferują zachęty po stronie podaży, takie jak dotacje na badania i rozwój oraz ulgi podatkowe dla producentów. Widać także wsparcie po stronie popytu, w tym ulgi podatkowe dla kupujących. Z drugiej strony wiele krajów zobowiązało się do wycofania silników spalinowych, ustalając terminy zakazu produkcji i sprzedaży nowych.

Przykładem w Polsce jest rządowy program „Mój elektryk” skierowany do osób prywatnych oraz przedsiębiorców. Jego cel to stymulacja rozwoju gospodarczego, promocja działań środowiskowych oraz zwiększenie wysiłków na rzecz redukcji emisji zanieczyszczeń. Wnioskodawcy mogą starać się o dopłaty do leasingu lub zakupu samochodów elektrycznych. W programie „Mój elektryk” uczestniczą największe firmy finansujące auta (np. Volkswagen Financial Services), a łączna pula środków na dopłaty do leasingu pojazdów zeroemisyjnych wynosi już 400 mln zł – o czym w maju informowały Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Bank Ochrony Środowiska. Dofinansowaniem objęto dotychczas ponad 7 000 aut.

Największe rynki

Jak podkreślają analitycy EMIS, sami producenci samochodów widzą znaczną przewagę w elektryfikacji swoich produktów, nawet poza celami wyznaczonymi przez rządy. W 2021 roku na rynku dostępnych było 450 różnych modeli pojazdów z napędem elektrycznym (EV). Od 8 lat liderem pozostają Chiny. W 2022 r. sprzedano tam 6,2 mln aut (sprzedaż w ciągu 2 lat wzrosła z 1,3 mln sztuk). Dla porównania, amerykańskim dealerom w tym samym czasie udało się sprzedać tylko ok. 800 tys. samochodów elektrycznych. Z kolei w Indiach, według szacunków analityków CEIC (ISI Emerging Markets Group), już w 2024 r. sprzedaż pojazdów na prąd przekroczy sprzedaż tych z napędem diesla.

Unia Europejska jest pod względem wielkości drugim po Chinach rynkiem elektryków. W 2022 r. sprzedaż nowych pojazdów elektrycznych na baterie rosła, mimo że ogólny rynek samochodowy w UE doświadczał spadku. W rezultacie udział wszystkich jeżdżących po drogach pojazdów BEV (ang. battery electric vehicle – pojazdy całkowicie elektryczne) wzrósł o 3 p.p. (do 12,1 proc.) w porównaniu do 2021 roku.

W Europie szczególną uwagę zwracają kraje skandynawskie. W październiku 2018 r. Norwegia została pierwszym krajem, w którym pojazdy elektryczne stanowiły 1 na 10 wszystkich zarejestrowanych samochodów osobowych. Co więcej, samochody elektryczne to już ponad 80 proc. tamtejszej sprzedaży, czyli lada moment całkowicie zastąpią spalinowe. Na koniec III kwartału 2022 r. auta elektryczne stanowiły w Norwegii już 25 proc. wszystkich samochodów osobowych. Na Islandii było to 9,9 proc., a w Szwecji 6 proc. Dla porównania: na świecie jest to tylko 1,4 proc., jednak sytuacja szybko się zmienia. W krajach takich jak Chiny, Niemcy czy Wielka Brytania, jeszcze 4 lata temu samochody elektryczne stanowiły tylko parę procent sprzedaży, w tej chwili przekraczają już 20 proc. – zaznacza Andrzej Żurawski, ekonomista EMIS.

Sprawa ładowarek

Analitycy EMIS zaznaczają, że Chiny już wyprzedzają harmonogram, prawie podwajając liczbę nowych punktów ładowania (w przeciwieństwie do USA i UE, które mają opóźnienie w osiągnięciu własnych celów w zakresie elektromobilności). Według danych chińskiej Krajowej Administracji Energetycznej (NEA), w 2022 r. uruchomiono łącznie 2,6 mln nowych punktów ładowania, co przełożyło się na 100-proc. wzrost r/r. Dane pokazują też ciekawą tendencję – wynika z nich, że Państwo Środka ma 10 razy więcej ładowarek (5,2 mln) niż cała Unia Europejska ogółem (512 tys.).

Jeszcze do niedawna niemal połowa wszystkich punktów ładowania w UE była skoncentrowana w dwóch państwach członkowskich, czyli Holandii i Niemczech (oba kraje stanowią poniżej 10 proc. całego terytorium Wspólnoty). Jednak już w 2022 r. UE uruchamiała średnio ok. 1 800 punktów ładowania tygodniowo. W pierwszym półroczu br. zdecydowanie najszybciej infrastruktura ładowarek rozwijała się we Francji (która zdążyła już wyprzedzić Niemcy). W tym samym czasie Polska zwiększyła liczbę krajowych ładowarek o 20 proc. Niestety to wciąż małe liczby i w przeliczeniu na powierzchnię Polska ma niemal 4 razy mniej punktów ładowania niż choćby Czechy.

Jednak co istotne, Polska zajmuje wysokie drugie miejsce na świecie pod względem produkcji baterii do samochodów elektrycznych (ok. 6 proc. całej światowej podaży). Więcej wytwarzają jedynie Chiny, a podium zamykają Stany Zjednoczone. Analitycy EMIS zauważają, że rosnąca popularność EV to nie tylko trend, ale również potencjalne bardzo konkretne – ekonomiczne i strategiczne – korzyści dla Polski.

Niedaleka przyszłość

Analitycy EMIS przewidują, że w 2023 r. globalny rynek pojazdów elektrycznych przebije swoje rekordy. Sprzedaż pojazdów elektrycznych w br. wzrośnie o kolejne 35 proc. i przekroczy 14 mln sprzedanych na całym świecie e-aut. Liczby te generowane są przez Chiny, USA oraz Unię Europejską. Gdy jeszcze pozostałe rynki i regiony wdrożą technologię samochodów elektrycznych na dużą skalę, gdy zelektryfikowane zostaną ciężarówki i busy, wówczas wzrost sprzedaży będzie z pewnością jeszcze większy. Rozwój branży pojazdów elektrycznych spowoduje efekt domina dla łańcuchów dostaw produkcji baterii i infrastruktury do ładowania, przyczyniając się do powstania całych ekosystemów firm i organizacji (np. górnictwo, recykling, rozbudowa infrastruktury).

Źródło: EMIS Insights “A Breather After the Sprint – The Global EV Industry at a Glance”

Obniżki stóp jednak w 2024?

Na stawkach WIBOR widać, że ewentualne obniżki stóp procentowych w Polsce powinny mieć miejsce dopiero w przyszłym roku. Dzień wolny w USA spowodował sporo nudy na rynkach.

Zmiany na indeksie WIBOR

Ostatnie dni pokazują początek zmian wynikających z nadchodzących obniżek stóp procentowych. Widać je jednak tylko na rocznej stawce. Może to oznaczać, że rynki nie uwzględniają jeszcze w cenach przedwyborczej obniżki stóp procentowych. Skoro stawka roczna spada a 6-miesięczna jeszcze nie drgnęła, to należy się spodziewać obniżek najprawdopodobniej między 7 a 12 miesiącem. Taki scenariusz sugerowałby, że jeszcze w grudniu nie dojdzie do zmian stóp procentowych. Uzasadniałoby to ostatnie umocnienia złotego. W momencie, gdy odsuwa się perspektywa obniżek stóp procentowych, waluta powinna się bowiem umacniać.

Bez Amerykanów niewiele się działo

Dzień Wyzwolenia był w USA dniem wolnym. Brak notowań w USA powoduje, że taki dzień często na rynkach nie jest szczególnie pasjonujący. Tak właśnie było wczoraj. Z drugiej strony nie można takich dni lekceważyć. Gdyby doszło do jakichś ważnych wydarzeń lub niespodzianek przy mniejszej liczbie inwestorów może się dziać wtedy bardzo dużo. Wczoraj jednak nic takiego się nie wydarzyło. Może za wyjątkiem lekkiego obsunięcia cen ropy naftowej, ale nie było to nic nadzwyczajnego.

Stabilizacja liry tureckiej

Polityka monetarna w Turcji to bardzo szeroki temat. Znajduje się tam wiele niestandardowych rozwiązań. Kontrola kursu walutowego nie jest wcale najdziwniejszym, ale z perspektywy komentarzy walutowych na pewno jednym z najważniejszych. W ramach tej kontroli do wyborów szło to całkiem sprawnie, gdzie kurs liry osłabiał się względem dolara około 10% w skali roku. Problem w tym, że w wyniku wyborów w niecały miesiąc kurs osłabił się niemal 20%. Przez chwilę wyglądało to jakby rynek miał być świadkiem upadku państwa. Okazało się jednak, że po gwałtownej przecenie waluta złapała równowagę. Jest to o tyle zadziwiające, że pomimo tego, że był dzień z ponad 5% osłabieniem, po tak gwałtownym ruchu nie było żadnej korekty. Z drugiej strony interwencje rynkowe potrafią czasem tłumić nie takie rzeczy. Efekt jest taki, że od poniedziałku 12 czerwca trwa skuteczna obrona poziomu 23,75 liry za dolara, pomimo tego, że poziom ten jest testowany codziennie.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Akcjonariusze mniejszościowi Ciech sprzedadzą 11,78% akcji na rzecz KI Chemistry

Już drugiego dnia przyjmowania ofert sprzedaży akcji Ciech w odpowiedzi na zaproszenie ogłoszone przez KI Chemistry, liczba akcji zgłoszonych do sprzedaży przez akcjonariuszy mniejszościowych przekroczyła pulę, jaką zamierza nabyć większościowy inwestor chemicznej spółki. Od 21 czerwca br. dalsze oferty sprzedaży akcji w odpowiedzi na zaproszenie nie będą przyjmowane.

Zgodnie z zaproszeniem ogłoszonym 15 czerwca br., KI Chemistry zamierza nabyć nie więcej niż 6.208.033 akcje Ciech, stanowiące 11,78% kapitału zakładowego spółki, i tym samym zwiększyć swój udział w chemicznej spółce z dotychczasowych 58,22% do około 70%.

KI Chemistry zaproponowała odkupienie akcji po 54,25 zł za sztukę. 20 czerwca, czyli już drugiego dnia przyjmowania ofert sprzedaży akcji, mniejszościowi akcjonariusze Ciech zgłosili do sprzedaży liczbę akcji przekraczającą pulę wskazaną przez KI Chemistry w zaproszeniu. Od 21 czerwca dalsze oferty sprzedaży akcji nie będą zatem przyjmowane, gdyż – zgodnie zasadami redukcji określonymi w zaproszeniu – nie zostałyby one nabyte przez większościowego akcjonariusza.

Zgodnie ze złożoną deklaracją, 22 czerwca br. podczas ZWZ Ciech, KI Chemistry zamierza poprzeć wypłatę przez giełdową spółkę dywidendy z zysku za 2022 rok w łącznej wysokości 7,25 zł na akcję (z uwzględnieniem zaliczki na poczet dywidendy za 2022 rok wypłaconej w grudniu ub.r. w kwocie 1,50 zł na akcję), tj. wypłatę pozostałej kwoty dywidendy w wysokości 5,75 zł na akcję. Akcjonariusze Ciech, którzy zdecydowali się sprzedać akcje na rzecz KI Chemistry w odpowiedzi na zaproszenie, zachowają prawo do tej dywidendy, gdyż planowane rozliczenie transakcji nabycia akcji nastąpi 28 czerwca br., czyli dzień po proponowanym dniu ustalenia uprawnionych do dywidendy. Łączna korzyść ekonomiczna dla sprzedających wyniesie zatem 60 zł na akcję. Wszyscy pozostali akcjonariusze Spółki także skorzystają z wypłaty dodatkowej dywidendy.

Zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji – harmonogram:

Rozpoczęcie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 19 czerwca 2023 r.
Zakończenie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 20 czerwca 2023 r.
Uchwała ZWZ CIECH w sprawie podziału zysku za 2022 rok 22 czerwca 2023 r.
Proponowany dzień dywidendy 27 czerwca 2023 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji i nabycia akcji 28 czerwca 2023 r.
Proponowany dzień wypłaty dywidendy 17 lipca 2023 r.

 

KNF zrobił porządek ze zdolnością kredytową?

Zapowiadana już od jakiegoś czasu nowelizacja Rekomendacji S miała przede wszystkim umożliwić preferencyjne obliczanie zdolności kredytowej w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%. Lektura wczorajszych zmian potwierdza jednak, że nadzór finansowy postanowił zrobić generalne porządki w zasadach kredytowania nieruchomości mieszkaniowych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyjaśniają, co zmieni decyzja KNF-u.

Nadzór finansowy zachęca do stałej stopy …

Po przeanalizowaniu wczorajszych zmian w Rekomendacji S widzimy trzy główne aspekty, które mogą być istotne dla nowych kredytobiorców. Pierwszym z nich jest zmiana zasad wyznaczania bufora na wypadek wzrostu stopy procentowej NBP w przypadku kredytów z okresowo stałym oprocentowaniem na ponad 5 lat. Taki bufor będzie mógł być mniejszy niż obecne 2,50 punktu procentowego (p.p.) jeśli klient banku wybierze stopę stałą na więcej niż 60 miesięcy. Bufor dodatkowo spadnie w razie krótszego okresu spłaty. Przypomnijmy, że mniejszy poziom bufora oznacza wzrost zdolności kredytowej przy niezmienionych pozostałych parametrach.

Bufor na zmienną stopę bardziej elastyczny

Jeżeli chodzi o kredyty mieszkaniowe ze zmiennym oprocentowaniem, to nadzór finansowy po lutowych zmianach rekomendował ustalanie bufora na poziomie wyższym niż 2,50 punktu procentowego. Ciekawy wzór ze znowelizowanej Rekomendacji S wskazuje, że banki będą teraz mogły ustalić ten parametr jako 2,50 p.p. Oczywiście, nie wszyscy kredytodawcy muszą przyjmować najmniejszy możliwy bufor. Ewentualny wzrost zdolności kredytowej przy „hipotekach” ze zmiennym oprocentowaniem będzie również zależał od tego, jak wysoki bufor bank przyjmował wcześniej. Nie zapominajmy również, że wedle nowych zasad, bufor dla zmiennego oprocentowania w razie niskich stóp procentowych NBP albo podwyżek kosztu pieniądza wzrośnie do 4,00 p.p. albo nawet 6,50 p.p.

Przy Bezpiecznym Kredycie 2% bufor będzie mały?

W przypadku kluczowych dla wielu osób „Bezpiecznych Kredytów 2%”, nadzór finansowy pozostawił bankom ostateczną decyzję co do zasad wyliczania zdolności kredytowej. Będzie ona mogła zatem uwzględniać niską ratę z odliczoną dopłatą. Co ciekawe, KNF wyjaśnił, że w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%, banki będą mogły stosować niewiele większe bufory niż przy kredytach ze stałym oprocentowaniem na 10 lat. Możliwy bufor na poziomie mniejszym nawet od 2,00 p.p. będzie oznaczał podwyższenie zdolności kredytowej. Ostateczna decyzja oczywiście należy jednak do banków.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek reklamy w Polsce – statystyki maj 2023 r.

We wszystkich analizowanych mediach – internecie, telewizji i radiu – najaktywniejsze reklamowo były marki z branży „Trade”, wynika z danych gemiusAdReal za maj 2023.

Prezentowane dane pochodzą z gemiusAdReal – cross-mediowego badania rynku reklamowego. Analizie poddano kreacje reklamowe emitowane w maju 2023 w internecie, telewizji oraz radiu.

RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

W maju 2023 odnotowaliśmy 73,2 mld emisji kreacji reklamowych display i wideo, a średnia częstotliwość kontaktu z reklamą na użytkownika wyniosła 2 576 kontaktów. Działania reklamowe online dotarły łącznie do 86,53% populacji Polaków w wieku od 7 do 75 lat.

Średni czas trwania kontaktu z kreacją wyniósł 9,75 sekundy (10 sekundy dla kreacji typu display i 7,8 sekundy dla kreacji wideo).

Średnia widoczność kreacji digital w maju (wskaźnik Viewability Rate liczony zgodnie z definicją IAB) wyniosła 49,66%. Wyższy wskaźnik widoczności osiągnęły kreacje wideo, dla których 60,3% kontaktów reklamowych znalazło się w polu widzenia użytkownika. W przypadku kreacji display było to 48,39%.

Najbardziej aktywna pod względem liczby kontaktów reklamowych online była branża „Trade” (29,7 mld), dla której Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych online w maju wyniósł 40,6%. Średni czas kontaktu dla tej branży wyniósł 10,21 sekundy, a wskaźnik widoczności kreacji –  52,31%.

Na kolejnych miejscach podium znalazły się branże „Media, books, CD&DVD (5,6 mld kontaktów reklamowych i SoV na poziomie 8,1%) oraz Clothing and accessories (5 mld kontaktów reklamowych i SoV – 7,6%).

Top reklamodawcy online

Najbardziej aktywnym reklamodawcą digital w maju 2023 była marka Allegro.pl, która wygenerowała 2,8 mld kontaktów reklamowych online, docierając do 83,8% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Media Expert z 2 mld kontaktów i 78,9% zasięgu. Trzecie miejsce na podium należało do Ceneo.pl (1,9 mld kontaktów i zasięg na poziomie 76,2%).

Ranking TOP 10 marek zamyka Ford, który odnotował 0,66 mld kontaktów reklamowych.Top reklamodawcy online

Wydatki na reklamę online

Analiza wydatków reklamowych na kampanie display online potwierdza aktywność marki Allegro.pl, która znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia – jej udział w wydatkach wśród wszystkich marek wyniósł 4,5%. Na drugim miejscu uplasowało się Media Expert z 3% udziału, natomiast podium zamyka Ceneo.pl (2,85% udziału).

Wydatki na reklamę online

Należy pamiętać, że dane na temat wydatków w internecie stanowią wartości estymowane na podstawie cenników wydawców, gdzie wszystkie aktywności liczone były po stawce CPM (Cost per mile). Wyliczane są dla aktywności display, na platformach PC i Mobile, z wykluczeniem wideo i mediów społecznościowych/wyszukiwarek.

RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

W maju w telewizji najbardziej aktywna reklamowo była branża „Trade”. Wygenerowała ona ponad 11,4  mld kontaktów reklamowych, docierając do 94,48% populacji w wieku od 7 do 75 lat. Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych w maju wyniósł dla tej branży 17,98%, natomiast średni czas kontaktu z reklamą w tradycyjnym odbiorniku – 19,18 sekundy. Na drugim miejscu znalazła się branża „Pharmaceuticals” (11,3 mld kontaktów reklamowych, SoV na poziomie 17,78% oraz 94,42% zasięgu), podium zamyka natomiast branża Food (8,85 mld kontaktów reklamowych, SoV – 13,94% i zasięg – 94%).RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

Top reklamodawcy TV

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w telewizji w maju – podobnie jak w marcu oraz kwietniu – była marka Lidl. Wygenerowała ona 1,21 mld kontaktów reklamowych, docierając do 86,4% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Orange (1,2 mld kontaktów reklamowych i 87,38% zasięgu), natomiast na trzecim – Rossmann (1,09 mln kontaktów i 85,95% zasięgu). Na 10. miejscu prezentowanego rankingu znalazł się Allegro.pl z 572,5 mln kontaktów reklamowych i 83,7% zasięgu w populacji 7-75.Top reklamodawcy TV

Wydatki na reklamę TV

Pod względem estymowanych wydatków reklamowych w telewizji na pierwszym miejscu znalazła się marka Orange – jej udział w wydatkach wyniósł 2,17% – a na drugim Rossmann, z udziałem na poziomie 2,01%. Trzecie miejsce należało do Kinder z udziałem 1,91%.

Wydatki na reklamę TV

RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

W radiu branżą o największej liczbie kontaktów reklamowych w maju była branża „Trade” (6,7 mld kontaktów reklamowych). Na drugim i trzecim miejscu znalazły się branże „Pharmaceuticals” (2,6 mld kontaktów) oraz „Automotive” (1,25 mld kontaktów).RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w radiu w maju była marka Media Expert – wygenerowała ona 1,76 mld kontaktów reklamowych, docierając do 85,16% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Euro RTV AGD (617 mld kontaktów reklamowych, 75,45% zasięgu), na trzecim – Allegro.pl (333,18 mln kontaktów, 72,75% zasięgu). Zestawienie TOP 10 zamykają Carrefour (173,17 mln kontaktów i 65,05% zasięgu) oraz PKP Intercity (182,6 mln kontaktów, 60,87% zasięgu).Wydatki na reklamę radiową

Wydatki na reklamę radiową

Najwyższy udział w wydatkach reklamowych w radiu miała w maju marka Media Expert (12,42%). Kolejne miejsca należą do Euro RTV AGD (3,76%) oraz MediaMarkt (2,23%).

Wydatki na reklamę radiową

Notino z ponad 1 miliardem euro obrotu w ostatnim roku fiskalnym

Notino, największy europejski e-sprzedawca kosmetyków i produktów z kategorii „Zdrowie” w ostatnim roku podatkowym odnotował wzrost o 32%, realizując obrót w wysokości 1 miliarda euro! Polska przyczyniła się do tego rekordowego wyniku w prawie 15%. Notino, które prowadzi działalność w 27 krajach, posiada już łączną bazę ponad 20 milionów klientów.

Pomimo ogólnego trendu spadkowego w e-commerce, Notino odnotowało 32% wzrost
w porównaniu rok do roku – ta tendencja utrzymywała się we wszystkich kwartałach, na 27 rynkach, na których firma prowadzi działalność. Do klientów wysłanych zostało ponad 20 milionów przesyłek zawierających ponad 109 milionów produktów, oznacza to średnio 56 000 paczek dziennie. Rekordowym dniem był 19 grudnia, kiedy do klientów nadano ponad 205 000 przesyłek. Świetne wyniki odnotowano także na Black Friday, kiedy klienci złożyli aż 194 000 zamówień w ciągu jednego dnia.

Według prestiżowego, corocznego rankingu TOP 500 europejskich sklepów transgranicznych, Notino znalazło się w pierwszej dziesiątce sprzedawców internetowych. Autor zestawienia, czyli belgijska platforma Cross-Border Commerce Europe, uplasował giganta kosmetycznego na 9 pozycji.

Nasze sukcesy są dowodem na to, że e-commerce reprezentowany przez Notino jest na najwyższym poziomie. Wysokie standardy i poziom obsługi to aspekty, na które kładziemy szczególny nacisk, ponieważ chcemy jak najlepiej odpowiedzieć na oczekiwania naszych klientów.  Dokładamy wszelkich starań, by utrzymać najwyższą jakość w całej Europie, ponieważ jesteśmy przekonani, że możemy jeszcze wiele osiągnąć” – komentuje kolejny rok Zbyněk Kocián, CEO Notino.

Notino ma w swojej ofercie ponad 100 000 unikalnych produktów od 2500 globalnych
i lokalnych marek. Firma nieustannie pracuje nad powiększeniem swojego portfolio: oprócz tradycyjnego asortymentu produktów, Notino rozszerzyło również swoją ofertę o kategorię „zdrowie”. Dzięki temu klienci mogą kupić witaminy, minerały i inne suplementy diety, a także odżywki sportowe oraz produkty dla matki i dziecka.

Jako pierwsi w branży kosmetycznej skorzystaliśmy ze wspólnego rynku Unii Europejskiej
i stworzyliśmy unikalny, scentralizowany model współpracy z partnerami takimi jak LVMH, L’Oréal Group, Estée Lauder Companies, COTY i Shiseido. Pozwala nam to łączyć największe marki z całej branży kosmetycznej w naszej siedzibie w Brnie, aby współtworzyć nowe usługi
w całej Europie. Odnotowujemy bardzo wysoki wskaźnik lojalności klientów (NPS), który odzwierciedla zadowolenie z naszych produktów i usług – ponad 80% kupujących na Notino poleciłoby nasze usługi dalej, co znacznie przewyższa oceny innych europejskich sprzedawców internetowych
” – dodał.

Najszybsza obsługa ze strategicznie zlokalizowanych centrów dystrybucji

Celem Notino jest oferowanie klientom produktów renomowanych marek, koncentrując się na doskonałej i szybkiej obsłudze. Właśnie dlatego, w tym roku we Włoszech otwarte zostało nowe centrum dystrybucyjne. Z magazynu o powierzchni 13 000 m² Notino obsługiwać będzie klientów we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii, a w okresie świątecznym również realizować zamówienia do krajów takich jak Chorwacja i Francja. Pierwszego dnia po otwarciu, centrum obsłużyło łącznie 1229 zamówień, a od startu działalności – 3 maja, w sumie ponad 107 861 dostaw. Od 2020 roku Notino dystrybuuje również zamówienia z Bukaresztu – tamtejsze centrum odpowiedzialne jest za obsługę Rumunii, Grecji i Bułgarii.

Wraz z otwarciem centrum dystrybucyjnego w Rumunii znacznie przyspieszyliśmy dostawy
w krajach Europy Południowo-Wschodniej. Mamy takie same ambicje, jeśli chodzi o naszą nową inwestycję we Włoszech. To jeden z naszych kluczowych rynków, a nowe centrum dystrybucyjne pozwoli nam być bliżej klientów nie tylko tam, ale także w Hiszpanii czy Portugalii
” – zaznacza Kocián.

Szybkość obsługi w centrach dystrybucyjnych to nie jedyny obszar, na którym chce się skupić Notino. W rzeczywistości, obiekt zlokalizowany we Włoszech będzie drugim z kolei, gdzie firma planuje wprowadzić zautomatyzowaną linię pakowania, umożliwiającą bardziej ekologiczne przygotowywanie zamówień. Taki system jest już w użyciu w centrum dystrybucyjnym
w Rumunii – w ten sposób pakowanych jest ponad 40% zamówień, przy których zmniejszono zużycie plastiku o ponad 90%.

Szybko postępująca ekspansja zagraniczna nie zmienia faktu, że „serce” Notino znajduje się
w Czechach, w Brnie. W przyszłym roku siedziba firmy zostanie przeniesiona do centrum biznesowego Brno Business Park, gdzie zajmie całą powierzchnię nowego budynku opatrzonego międzynarodowym certyfikatem środowiskowym LEED Gold. Wybór nowej siedziby Notino potwierdza zatem, że zrównoważony rozwój jest jedną z wartości, na których firma nadal będzie się koncentrować.

Notino to scentralizowana organizacja wspierana przez zespół 2500 osób, które rozumieją potrzeby naszych klientów i każdego dnia zastanawiają się, jak najlepiej ułatwić im dostęp do produktów kosmetycznych i zdrowotnych w całej Europie. Jestem dumny z osiągnięć całego zespołu Notino, któremu bardzo dziękuję za zaangażowanie. Wierzę, że dzięki wspólnej pracy będziemy mogli zaoferować naszym klientom jeszcze lepsze doświadczenia zakupowe online” – podsumowuje Zbyněk Kocián.

Nawet 80% firmowych informacji pochodzi z nieustrukturyzowanych danych. Dark data to nieodkryta żyła złota dla energetyki

Według szacunków nawet 70-80% informacji zgromadzonych przez firmy pochodzi z nieustrukturyzowanych danych[1]. Dark data, czyli zasoby wytwarzane w ramach standardowej działalności operacyjnej i przechowywane, jednak niewykorzystywane do żadnych konkretnych celów, stwarzają ogromną i niezagospodarowaną przestrzeń do optymalizacji biznesu. Szczególnie w takich gałęziach gospodarki jak branża energetyczna, dla której charakterystyczne jest generowanie dużego wolumenu danych specjalistycznych.

Komentarz ekspercki Marcina Drzewieckiego, Prezesa Zarządu w Iron Mountain Polska.

Transformacja branży energetycznej trwa – nie tylko z uwagi na priorytetyzację niekonwencjonalnych źródeł energii, ale także u samych podstaw funkcjonowania sektora. Wyzwania, przed którymi dziś staje, wywierają jednocześnie swego rodzaju presję digitalizacyjną. Przede wszystkim z uwagi na wsparcie nowoczesnych rozwiązań technologicznych w kontekście wielopoziomowej optymalizacji biznesu. Paradoksalnie, aby sięgnąć po korzyści gwarantowane przez cyfryzację, nie trzeba w pierwszej kolejności decydować się na pionierskie w globalnej skali innowacje. Największy potencjał do zagospodarowania jest ukryty znacznie bliżej, niż mogłoby się wydawać.

Współczesny sektor energetyczny gromadzi różnorodne dane przynajmniej od 30 lat, a w wielu przypadkach, choć w istotnie ograniczonym zakresie, wykorzystując je do dziś. Okazuje się jednak, że nawet 80% informacji firm z tej branży jest przechowywanych w postaci nieustrukturyzowanych, nieuporządkowanych danych[2]. W tym miejscu należy przytoczyć definicję dark data, czyli tzw. „ciemnych danych”. Są to zasoby wytworzone w ramach standardowej działalności operacyjnej, przechowywane, które nie są wykorzystywane do żadnych celów biznesowych. To oczywiste, że nie da się wyciągnąć żadnej wartości dodanej z danych, do których nie mamy dostępu, a tym bardziej tych, o których istnieniu właściwie nie mamy pojęcia. Przytoczone szacunki pokazują zatem zaskakującą prawdę, że w przypadku energetyki potencjał zgromadzonych danych jest uwolniony średnio zaledwie w 20%.

Choć biznes coraz częściej dąży do tego, aby wykorzystać je w jak największym stopniu, działania doraźne nie wprowadzą rewolucji w zakresie data management. Wyłącznie strategiczne podejście do tematu ładu informacyjnego umożliwi długofalowe zabezpieczenie danych i wypracowanie ich nieograniczonej dostępności dla obecnych i przyszłych potrzeb biznesu, co powinno być nadrzędnym celem. Z całą pewnością to wyzwanie nie zniknie samo z siebie – każdy sektor doświadcza aktualnie lawinowego przyrostu liczby wytwarzanych danych.

Dane z przeszłości, pozbawione szerszego kontekstu, nieodpowiednio uporządkowane czy opisane, a także niezidentyfikowane to obszar, który należy postrzegać jako przestrzeń do nadania większej dynamiki rozwojowi biznesu energetycznego. Uzyskując do nich wgląd, przede wszystkim pozyskujemy niezwykle cenne paliwo do analityki, raportowania czy mierzenia efektywności. W skrócie – jesteśmy w stanie podejmować szybsze, bardziej trafne i racjonalne decyzje biznesowe. Sam fakt wdrożenia tego rodzaju strategii zwiększa szansę na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej. Dziś zaledwie 15% firm z sektorów energetycznego, wydobywczego i usług komunalnych wykorzystuje systemy analityki danych biznesowych[3]. Odpowiednie zarządzanie informacjami, w tym również dominującymi w ogólnej strukturze dark data, zapewnia również dodatkowe korzyści. Większa świadomość na temat posiadanych zasobów danych istotnie ogranicza ryzyko cyberataków, pozwala zachować pełną gotowość audytową i umożliwia przestrzeganie dynamicznie zmieniających się przepisów (compliance). Jest wobec tego odpowiedzią na najważniejsze wyzwania dotyczące data management – utrudnione zachowanie zgodności z wymaganiami legislacyjnymi, ryzyko ujawnienia poufnych informacji, zwiększone koszty operacyjne i przechowywania, a także nieefektywność pracy związanej z ograniczonym dostępem do danych.

Porządkując metadane i udostępniając je w sposób zintegrowany, umożliwiamy​ szybsze kreowanie wartości. Branżę energetyczną charakteryzuje duży wolumen generowanych danych, zarówno tych specjalistycznych, dotyczących informacji pogodowych, zasilania i ograniczeń przesyłowych, badań sejsmicznych i odwiertów, rejestrów serwisowania i konserwacji maszyn, opomiarowania procesów czy odczytów z liczników, jak i uniwersalnych – akt personalnych, danych sprzedażowych, materiałów marketingowych oraz ewidencji świadczeń pracowniczych i płatności. Nie mam wątpliwości, że podjęcie próby identyfikacji i uporządkowania dark data w sektorze energetycznym z rzetelnym partnerem to szansa na nadanie nowego tempa rozwojowi biznesu.

[1] https://www.ironmountain.com/blogs/2017/defining-grey-data-what-is-it-and-whats-the-potential-value

[2] Tamże

[3] Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu, KPMG, 2022

KSeF – jakie zmiany wprowadziło Ministerstwo Finansów?

Ministerstwo Finansów przeprowadziło szerokie konsultacje publiczne projektu ustawy wprowadzającej e-fakturę jako powszechny system rozliczania. Wprowadzając zmiany, uwzględniło postulaty organizacji przedsiębiorców, księgowych i biegłych rewidentów, sektora IT oraz resortu infrastruktury. Propozycja zmian przesunęła m.in. wejście w życie KSeF z 1 stycznia 2024 r. na 1 lipca 2024 r. oraz wyłączenie z KSeF faktur konsumenckich.

Jaki są główne zmiany w KSeF?

Zmiany w ustawie przewidują wydłużenie o dodatkowe pół roku terminu na wdrożenie KSeF przez podatników zwolnionych podmiotowo z VAT – KSeF będzie dla nich obowiązkowy od 1 stycznia 2025 r. Daje to przede wszystkim więcej czasu na edukację mniejszych podmiotów, tak aby mogły aktywnie korzystać z systemu w przyszłości.

Co ważne, faktury konsumenckie (B2C) nie będą objęte KSeF. Pierwotnie system miał obejmować wszystkie rodzaje faktur.

W toku konsultacji z uwagi na specyfikę rozwiązań, które obecnie funkcjonują w księgowości, przewidziano wyłączenia tylko dla biletów spełniających funkcję faktury (w tym paragony na autostradach płatnych, eurocontrol oraz inne bilety na przejazd, również kolejowe i lotnicze) oraz faktur z kas fiskalnych i paragonów do 450 zł za  faktury uproszczone, które będą mogły być wystawiane w dotychczasowej formie do 31 grudnia 2024 r. Od 1 stycznia 2025 będą dalej funkcjonowały, ale jedynie w KSeF.

W przypadku awarii po stronie podatnika przewidziano możliwość wystawiania faktur w trybie offline poza KSeF i dostarczenia faktury do KSeF następnego dnia roboczego po jej wystawieniu. Korekta w tym przypadku polega na doprecyzowaniu:

  • data wystawienia – data z pola P1 (art. 106e ust. 1 pkt 1),
  • data otrzymania – najwcześniejsza data otrzymania dokumentu, w tym w KSeF jeśli uzgodnione otrzymanie poza KSeF nastąpiło później.
  • Pojawia się także konieczność jednorazowego pobrania dedykowanego certyfikatu do wystawiania faktur offline lub w trakcie awarii – po uwierzytelnieniu się w KSeF.
  • Certyfikat ten posłuży do wygenerowania kodu weryfikacyjnego QR. Będzie on zawarty na wizualizacji faktury wystawionej w awarii lub offline.

Jeśli chodzi o kurs waluty, w której wystawiona jest faktura, zachowano margines bezpieczeństwa. Jeżeli faktura będzie z różnych względów przesłana dzień później, to oczywiście kurs zostanie zachowany. Doprecyzowany został również katalog ustawowych wyłączeń –  faktury OSS, IOSS (FV wystawiane dla konsumentów z innego kraju UE).

W przypadku faktury do paragonu – pozostawienie danych paragonu w dokumentacji oznacza obecnie brak konieczności przechowywania „oryginału” paragonu, np. poprzez przypięcie go do faktury, jak było to do tej pory.

Kolejną zmianą jest liberalizacja sankcji i ich stosowanie dopiero od 1 stycznia 2025 r.. W pierwotnym projekcie dolny próg kary finansowej wynosił 1000 zł / 500 zł, a po zmianie takiego progu już nie będzie. Po nowelizacji kara będzie miarkowana, w zależności od kwoty wystawionej na fakturze. Będzie również możliwość odstąpienia od nałożenia takiej kary.

Od 01.01.2025 roku nie będzie możliwości otrzymania jakiekolwiek faktury z kasy rejestrującej. Do tego będzie przeznaczony KSeF. Pozostają natomiast dotychczasowe rozwiązania, które dotyczą wystawiania faktur nawet do 60 dni przed dostawą towaru czy wykonania usługi.

Po konsultacjach społecznych stwierdzono, że nastąpi likwidacja not korygujących w KSeF i poza KSeF. Tak jak obecnie, przez sprzedającego będzie wystawiana faktura korygująca.

Ważną informacją jest również to, że nie zdecydowano się na wyłączenie z KSeF podatników, posiadających w Polsce stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej (SMPD) lecz nieposiadających siedziby działalności – jest to zgodne z decyzją derogacyjną, którą otrzymała Polska. Dodatkowo zarówno we Włoszech, jak i Francji obowiązują podobne założenia.

Ministerstwo Finansów wsłuchało się w prośby kierowane przez otoczenie biznesowe i zareagowało istotnymi zmianami w projekcie nowelizacji ustawy o KSeF. Dba również o to, aby odpowiednio przygotować podmioty do wprowadzenia elektronicznych faktur. Jednym z rozwiązań jest pełny program szkoleniowo-edukacyjny pod nazwą „Bądź gotowy na KSeF”, skierowany do biur rachunkowych i przedsiębiorców prowadzących własną działalność. Jego pomysłodawczynią jest Anita Gołębiewska, a organizatorem jest Ogólnopolska Sieć Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR). W projekcie pod patronatem Ministerstwa Finansów przewidziano spotkania, warsztaty oraz szkolenia merytoryczne i techniczne, które ułatwią przejście przez nadchodzącą cyfrową rewolucję. Jego celem jest kompleksowe przygotowanie księgowych i polskich przedsiębiorców do wdrożenia KSeF w firmach.

Autorką artykułu jest Anita Gołębiewska, Dyrektor Zarządzająca Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR).

Zwolniony napęd branży motoryzacyjnej? Przyspieszenie rejestracji aut i konkurencja z Chin

  • Rejestracje nowych samochodów w Europie przyspieszają, jednak nadal pozostają na niskim poziomie w miarę konsolidacji rynku – wynika z analiz Allianz Trade. Rejestracje nowych samochodów w maju wzrosły o +17% r/r do 780 tys. sztuk. Jednakże rejestracje od początku roku są nadal o -26% niższe niż w 2019 roku. Udział w rynku aut osobowych trzech największych producentów samochodów wzrósł w tym roku do 53% (z 45% w 2015 r.) przy większej koncentracji (przy wzroście indeksu Herfindahla-Hirschmana o 20%). Przewidujemy, że liczba rejestracji na pięciu największych rynkach w Europie wzrośnie o +8% w 2023 roku.
  • Pojazdy wyprodukowane w Chinach robią dalsze postępy. Trzy wyprodukowane w Chinach pojazdy elektryczne były jednymi z najlepiej sprzedających się modeli w tej kategorii od początku roku, podnosząc udział chińskiego importu do około 3-4% wszystkich rejestracji (w porównaniu do praktycznie zera w 2019 r.). Nadwyżka handlu motoryzacyjnego Europy z Chinami skurczyła się o dwie trzecie w ciągu zaledwie kilku lat.
  • Fuzje i przejęcia raczej nie pomogą europejskim producentom samochodów w obronie udziału w rynku przed chińską konkurencją. Większe posunięcia podlegałyby ścisłej kontroli antymonopolowej, a mniejsze nie wpłynęłyby na obecną konkurencję z zagranicy. Allianz Trade oczekuje, że producenci samochodów (i ich dostawcy) będą łączyć zasoby w działania pochłaniające gotówkę, zwłaszcza produkcję akumulatorów elektrycznych, aby zwiększyć skalę w krytycznych działaniach przy niższym prawdopodobieństwie kontroli antymonopolowej. Ponieważ pojazdy z napędem akumulatorowym są szybsze w montażu i wymagają mniej pracy, producenci samochodów mogliby skonsolidować produkcję przy użyciu mniejszej liczby platform i fabryk. Wraz z zakończeniem technologii silników spalinowych, taka adaptacja do ekonomiki produkcji pojazdów elektrycznych z akumulatorami może zmienić kształt produkcji motoryzacyjnej w Europie.

Rejestracje nowych samochodów w Europie przyspieszają, jednak nadal pozostają na niskim poziomie. Rejestracje nowych samochodów w maju wyglądały solidnie na czołowych rynkach europejskich, rosnąc łącznie o +17% r/r do 780 000 sztuk i odnotowując dziesiąty miesiąc wzrostu sprzedaży z rzędu. Analizując wyniki według krajów, okazuje się, że Włochy przewodziły grupie (+23%), wyprzedzając Niemcy (+19%), Wielką Brytanię (+17%), Francję (+15%) i Hiszpanię (+8%). Rosnąca liczba rejestracji samochodów odzwierciedla przede wszystkim ożywienie produkcji samochodów po ponad dwóch latach naznaczonych ogromnymi zakłóceniami spowodowanymi niedoborami półprzewodników. Jednak normalizacja sytuacji jest nieznaczna: liczba rejestracji od początku roku 2023 jest nadal o -26% niższa niż w 2019 r. (Rys. 1). Długotrwałe spowolnienie produkcji motoryzacyjnej jest odczuwane zupełnie inaczej w całym łańcuchu dostaw: podczas gdy producentom samochodów i czołowym dostawcom z branży motoryzacyjnej udało się zachować rentowność dzięki bardziej opłacalnemu asortymentowi produktów i wyższym cenom, sytuacja ta nie miała miejsca w przypadku mniejszych dostawców zależnych od wolumenów.

Rys. 1: Rejestracje samochodów na czołowych rynkach europejskich (%)

Rejestracje samochodów na czołowych rynkach europejskich
Źródła: KBA, PFA, SMMT, ANFIA, ANFAC, Allianz Research

Chociaż Allianz Trade spodziewa się, że rejestracje będą nadal rosnąć do końca roku, uważamy, że nigdzie nie widać poziomów z 2019 r., a rynek europejski czeka na trwałe niższy poziom aktywności:

  • Jeśli chodzi o popyt, kryzys związany z kosztami życia w połączeniu z wyższymi stopami procentowymi i ogólnym wzrostem cen nowych samochodów wyparł znaczną część potencjalnych klientów z rynku. Zakup samochodów osobowych jest największą pojedynczą pozycją z agregatu dóbr trwałego użytku w Europie (50%) i ma znaczący udział w szerszej agregacji konsumpcji gospodarstw domowych (4%).
  • Natomiast w zakresie podaży producenci samochodów odnieśli szczególne sukcesy w radzeniu sobie z niższym popytem, koncentrując produkcję na swoich najbardziej dochodowych modelach i przerzucając znaczne podwyżki cen na klientów. Przy portfelach zamówień odpowiadających wartości produkcji przekraczającej siedem miesięcy, ale nowych zamówień powracających do długoterminowej średniej, producenci samochodów starają się utrzymać produkcję na optymalnym poziomie pojazdów o wysokiej marży i niskim poziomie zapasów (Rys. 2).

Biorąc pod uwagę ciągłe, ale ostrożne ożywienie produkcji i trudniejsze podstawy porównawcze w drugiej połowie roku, przewidujemy, że rejestracje samochodów na pięciu największych rynkach europejskich odbiją się o +8% w 2023 roku.

Rys. 2: Czas produkcji zapewniony przez aktualny stan portfela zamówień (w miesiącach)

Czas produkcji zapewniony przez aktualny stan portfela zamówień
Źródła: Eurostat, Allianz Research

Intensywna konkurencja dla pojazdów elektrycznych. Tymczasem udział pojazdów akumulatorowych o napędzie elektrycznym (BEV) będzie nadal rósł i może osiągnąć 15% całej sprzedaży samochodów osobowych, ponieważ dominujący producenci samochodów ścigają się, by wprowadzić nowe modele, a specjaliści w dziedzinie BEV reagują agresywnie obniżając ceny. Jak podkreślaliśmy w naszym ostatnim raporcie[1], przejście na pojazdy elektryczne w Europie jest bezprecedensową szansą eksportową dla chińskiego przemysłu motoryzacyjnego, który szczyci się największym i najbardziej zintegrowanym ekosystemem pojazdów elektrycznych na świecie. Od początku roku rejestracje w Europie wskazują na konsolidację trendu, z trzema pojazdami typu BEV wyprodukowanymi w Chinach wśród najlepiej sprzedających się modeli w tej kategorii, a udział chińskiego importu wzrasta do szacunkowych 3-4% wszystkich rejestracji samochodów, w porównaniu do praktycznie zera kilka lat temu. Rosnąca konkurencyjność chińskich producentów aut jest najlepiej odzwierciedlona w dwustronnym bilansie handlu samochodami Europy z Chinami, gdzie nadwyżka znacznie się zmniejszyła z powodu dynamicznie rozwijającego się importu (Rys. 3).

Rys. 3: Bilans handlowy UE w sektorze motoryzacyjnym z Chinami (mln EUR)Bilans handlowy UE w sektorze motoryzacyjnym z Chinami

Źródła: Eurostat, Allianz Research

Chińska konkurencja wstrząśnie rynkiem, który w ostatnich latach przeszedł znaczną konsolidację. Komercyjny rozwój BYD, nazywanego „chińską Teslą”, bez wątpienia jeszcze bardziej wstrząśnie europejskim przemysłem samochodowym. Korzystając z danych rejestracyjnych dla rynku europejskiego, obliczyliśmy udziały w rynku w czasie, aby śledzić zmiany trzech najczęściej używanych wskaźników zastępczych dla koncentracji w branży: CR3, CR5 i wskaźnika Herfindahla-Hirschmana[2]. Allianz Trade obserwuje, że udział trzech największych producentów aut (CR3) wzrósł z 45% do 53% wszystkich rejestracji samochodów osobowych w latach 2015-2023, a pięciu największych producentów samochodów (CR5) z 59% do 69%, podczas gdy wskaźnik Herfindahla-Hirschmana wzrósł z 1090 do 1306 (wzrost o +20%).

W ciągu ostatniej dekady konsolidacja przemysłu samochodowego nabrała tempa, między innymi poprzez większą fuzję francuskich i włoskich producentów samochodów. Konsolidacja była również wynikiem konkurencji, gdzie udział mniejszych marek dalej spadał, a czołowe marki zwiększały swoją przewagę. Większa koncentracja odegrała kluczową rolę w poprawie rentowności tej branży, umożliwiając producentom samochodów rozłożenie kosztów stałych na większą liczbę modeli zbudowanych przy użyciu mniejszej liczby platform w fabrykach, których wskaźniki wykorzystania mocy produkcyjnych poprawiły się dzięki wyeliminowaniu zakładów osiągających słabe wyniki. Poprawiło to również dyscyplinę w branży i najprawdopodobniej ułatwiło obserwowany od drugiej połowy 2021 r. ogólny wzrost cen.

Czy fuzje i przejęcia mogą pomóc europejskim producentom samochodów odeprzeć konkurencję z Chin? Osiągnięcie znacznych wolumenów pojazdów z napędem akumulatorowym będzie miało kluczowe znaczenie dla rentowności europejskich producentów samochodów. Ponieważ Chiny mogą pochwalić się zarówno szerszym rynkiem krajowym, jak i większą penetracją pojazdów typu BEV, kraj ten sprzedaje trzy razy więcej pojazdów typu BEV niż Europa, co daje krajowym producentom znaczną przewagę skali nad ich zagranicznymi konkurentami. Podczas gdy przyspieszona konsolidacja producentów samochodów obecnych w Europie pomogłaby im w szybszym rozwoju, w naszej ocenie nowa fala fuzji i przejęć na rynku europejskim jest mało prawdopodobna:

  • Po pierwsze, udziały w rynku dominujących europejskich producentów samochodów są tak wysokie, że jakakolwiek transakcja z udziałem dwóch europejskich firm wywołałaby ścisłą kontrolę antymonopolową. Zamiast brać pod uwagę cały rynek europejski, władze europejskie najprawdopodobniej zawęziłyby swoją analizę do tak zwanych „rynków właściwych”, które obejmują wymiar geograficzny. Ponieważ większość samochodów jest kupowana w kraju zamieszkania kupującego, udziały w rynku byłyby obliczane na poziomie krajowym, gdzie są znacznie wyższe niż średnia europejska. Na przykład we Francji CR3 wynosi 68%, CR5 80%, a HHI 1906.
  • Po drugie, konkurencyjne zagraniczne grupy motoryzacyjne działające w Europie mają znaczną skalę globalną i jest bardzo mało prawdopodobne, aby wycofały się z Europy. Jednocześnie mniejsi gracze mają niewiele do zaoferowania, ponieważ w większości działają w Europie w oparciu o strategię biznesową „asset-light” i polegają na eksporcie z innych regionów.

Producenci samochodów będą musieli szukać sposobów na zwiększenie rentowności gdzie indziej. W obliczu bardzo dojrzałego rynku i rosnącej chińskiej konkurencji producenci samochodów będą musieli skorzystać z różnych opcji, aby utrzymać swoją rentowność:

  • Wypieranie mniejszych graczy z rynku europejskiego. Allianz Trade uważa, że dodatkowa presja konkurencyjna ze strony chińskich graczy może być ostatnią kroplą dla zagranicznych marek o ograniczonych wolumenach, które również mają opóźnienia w wyścigu BEV. Wyłączając chińskich graczy, grupy o udziale w rynku poniżej 2% mają łączny udział w rynku na poziomie około 6%.
  • Rozwijanie nowych partnerstw poziomych i pionowych w celu łączenia zasobów w działania pochłaniające gotówkę, zwłaszcza w produkcji akumulatorów elektrycznych. Połączenie sił pomogłoby producentom samochodów zwiększyć skalę krytycznych działań przy mniejszym prawdopodobieństwie kontroli antymonopolowej.
  • Dalsza konsolidacja produkcji wokół ograniczonej liczby platform i fabryk. Ponieważ pojazdy z napędem elektrycznym wykorzystują znacznie prostsze układy napędowe, są szybsze w montażu i wymagają mniej pracy – według dyrektora generalnego Forda, Jima Farleya, różnica wynosi 40% w porównaniu z pojazdami z silnikiem spalinowym (ICE). Producenci samochodów mogliby w rezultacie osiągnąć podobne wielkości produkcji, obsługując mniejszą liczbę linii produkcyjnych i zatrudniając mniej pracowników. W połączeniu z planowanym upadkiem technologii ICE, taka adaptacja do ekonomiki produkcji pojazdów elektrycznych z akumulatorami może zmienić geografię europejskiej produkcji motoryzacyjnej na poziomie lokalnym, krajowym i regionalnym.

[1] Zob. The Chinese Challenge to the European Automotive Industry, maj 2023

[2] CR3 (współczynnik koncentracji) sumuje udziały w rynku trzech największych konkurentów i CR5 pięciu największych konkurentów. Indeks Herfindahla-Hirschmana to suma kwadratów udziałów rynkowych konkurentów. Współczynnik na poziomie między 1000 a 2000 sugeruje umiarkowanie skoncentrowany rynek, dla którego ewentualne fuzje i przejęcia zazwyczaj wymagają kontroli antymonopolowej, jeśli przyczyniają się do wzrostu HHI o 250 punktów.

Kraków: Dynamiczny wzrost sektora IT i ożywienie na rynku biurowym

Kraków – najmocniejsza marka turystyczna w Polsce, środkowoeuropejski hub dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu oraz lider rynku biurowego wśród polskich miast regionalnych. Nie da się jednak ukryć, że nawet tak świetnie prosperująca lokalizacja biznesowa odczuła w minionych trzech latach skutki globalnych zawirowań. Według najnowszego raportu „Krakowski rynek IT 2023”, opublikowanego przez MOTIFE we współpracy z Cushman & Wakefield, na krakowskim rynku biurowym od około roku można już jednak obserwować ożywienie po stronie aktywności najemców. Dalszej odbudowie sytuacji w sektorze mogą sprzyjać wzrosty zatrudnienia generowane przez firmy IT oraz trend nearshoringu. Jak wynika z raportu, w 2022 roku w Krakowie zarejestrowano 40 spółek ukraińskich, które przeniosły swoją działalność operacyjną do stolicy Małopolski.

Firmy doceniają krakowską różnorodność

W 2022 roku Kraków utrzymał pozycję największego rynku biurowego w miastach regionalnych. W ciągu ubiegłego roku oddano tam do użytku 9 budynków o łącznej powierzchni ponad 100 000 mkw. Z kolei pierwszy kwartał 2023 roku zamknął się rezultatem blisko 43 000 mkw. nowej powierzchni, która trafiła na rynek.

Aktualne zasoby biurowe w Krakowie to już prawie 1,8 mln mkw. powierzchni. Należy tu podkreślić, że krakowski rynek jest oferuje wyjątkowo różnorodne opcje biurowe. Niektóre z nich to duże kompleksy budynków, które mogą pomieścić ponad 5000 osób, czego przykładem jest Fabryczna Office Park, High5ive czy Quattro Business Park. Ponadto, najemcy mogą też wybierać spośród mniejszych projektów o bardziej prywatnym charakterze, zabytkowych kamienic na Starym Mieście lub industrialnych budynków w poprzemysłowych obszarach miasta. Tak szeroką ofertę doceniają nowe grupy najemców, które wchodzą na krakowski rynek, np. firmy technologiczne i start-upy poszukujące lokalizacji o wyjątkowym charakterze, wspierających ich działania rekrutacyjne – komentuje Dariusz Madej, Associate, Cushman & Wakefield.

Według raportu „Krakowski rynek IT 2023”, aktualnie w Krakowie pracuje ok. 55 000 specjalistów IT, co stanowi znaczącą część z 360 000 zatrudnionych w tym sektorze w Polsce.

Zatrudnienie w sektorze technologicznym w Krakowie rośnie średnio o około 10% rocznie. Trend ten jest napędzany zarówno przez dalsze rozszerzanie działalności obecnych w Krakowie firm, jak i wejście na tutejszy rynek nowych graczy IT. Warto również zauważyć, że w ubiegłym roku w mieście zarejestrowano 40 ukraińskich firm informatycznych, wśród których są te, które przeniosły część swoich operacji do stolicy Małopolski. Kontynuowany wzrost sektora IT oraz przyspieszenie trendu „powrotu do biura” to bodziec dla deweloperów i inwestorów nieruchomościowych do rozpoczęcia nowych projektów na terenie Krakowa – tłumaczy Michał Piątkowski, CEO, MOTIFE.

Rosnąca liczba start-upów i zaawansowanych technologicznie firm w Krakowie przyspieszyła rozwój przestrzeni coworkingowych, biur serwisowanych oraz przestrzeni hybrydowych. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, aktualna podaż tego typu przestrzeni to 56 000 mkw.

Po okresie zmniejszonej aktywności w segmencie elastycznych przestrzeni biurowych w 2020 roku, w 2021 roku mogliśmy już zaobserwować powrót zainteresowania firm tą formą wynajmu. W ciągu ostatnich 12 miesięcy trend ten zyskał na sile w związku z potrzebą optymalizacji kosztów utrzymania biura oraz rosnącą liczbą podmiotów z Ukrainy przenoszących swoich pracowników do Polski – dodaje Jan Szulborski, Ekspert rynku biurowego, Cushman & Wakefield.

Najemcy wracają

Dane zebrane przez Cushman & Wakefield pokazują, że podczas pandemii aktywność najemców na krakowskim rynku biurowym utrzymywała się na średnim poziomie 155 000 mkw. wynajętej powierzchni biurowej, czyli o blisko 40% mniej niż w rekordowym 2019 roku.

Po dwóch latach ograniczonej aktywności najemców, w ciągu ubiegłego roku na rynku widać było pewne ożywienie po stronie popytowej, głównie za sprawą powrotu tych firm, które zawiesiły swoje decyzje transakcyjne pomiędzy 2020 a 2021 rokiem. W 2022 roku w Krakowie wynajęto prawie 200 000 mkw., co oznacza wzrost o 25% r/r. Wynik ten był też zbliżony do poziomu aktywności sprzed pandemii. Warto również zauważyć, że ponad 70% wynajętej powierzchni stanowiły nowe umowy i ekspansje. Z kolei w I kwartale br. najemcy podpisali umowy na ponad 38 000 mkw. Spodziewamy się, że w tym roku popyt na powierzchnię biurową w Krakowie utrzyma trend wzrostowy – komentuje Michał Galimski, Partner, Head of Regional Markets, Cushman & Wakefield.

Jednocześnie dalszy rozwój rynku będzie w dużej mierze napędzany przez sektor nowoczesnych usług dla biznesu, w tym również firmy technologiczne. Według danych ABSL, zatrudnienie w tym segmencie gospodarki wzrośnie w 2023 roku o blisko 8% i przekroczy 100 000 mkw., co może pozytywnie przełożyć się na poziom popytu na rynku biurowym.

Czynsze bez niespodzianek – najdrożej jest w centrum

Na koniec I kwartału tego roku stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe w Krakowie wahały się od 15,20 do 16,50 EUR/mkw. w zależności od lokalizacji. W tym czasie najemcy odczuli wzrost czynszów w związku z indeksacją umów najmu denominowanych w EUR o około 9% i 14,4% dla umów denominowanych w PLN.

Dalszej presji na wzrost stawek czynszowych mogą spodziewać się zwłaszcza te firmy, które są zainteresowane powierzchniami biurowymi w budynkach zlokalizowanych w centrum. Skala podwyżek będzie natomiast zależała od szeregu czynników – planów inwestycyjnych deweloperów, dostępności gruntów, a także sytuacji makroekonomicznej. Pamiętajmy, że Kraków to mocna marka biznesowa, a to powinno pozytywnie wpływać na stabilizację sytuacji na rynku biurowym – dodaje Dariusz Madej.

Wysoki wakat? Tylko tymczasowo!

Ograniczona aktywność najemców spowodowana pandemią COVID-19 oraz stosunkowo wysoki poziom podaży nowej powierzchni biurowej doprowadziły do znacznego wzrostu dostępności powierzchni biurowej w ciągu ostatnich 36 miesięcy. Wskaźnik pustostanów na koniec I kwartału tego roku wyniósł 17,4%.

Wysoka dostępność powierzchni biurowej w Krakowie jest jednak zjawiskiem krótkoterminowym, na które wpłynie zmniejszenie liczby nowych projektów planowanych do ukończenia w latach 2024-2025 i stopniowe ożywienie aktywności transakcyjnej. Spodziewamy się, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy wskaźnik pustostanów powróci na ścieżkę kompresji, a tempo absorpcji powierzchni biurowej zmobilizuje deweloperów do uruchomienia nowych projektów planowanych do ukończenia w latach 2025-2026 – podsumowuje Jan Szulborski.

Wystarczy 0,77 sekundy, aby przejąć kontrolę nad asystentem głosowym

Asystenci głosowi tacy jak Siri, Google Assistant, Cortana czy Amazon Alexa od dawna ułatwiają nam życie codzienne. Dzięki nim sprawniej wykonujemy połączenia głosowe, wysyłamy wiadomości, znajdujemy trasy podroży czy wyszukujemy informacje. Szacuje się, że w samych Stanach Zjednoczonych korzysta z nich 120 milionów osób[1]. Okazuje się jednak, że za pomocą polecenia głosowego można nie tylko skorzystać z usługi, ale również dokonać włamania i kradzieży. Proces zajmuje mniej niż sekundę, a właściciel urządzenia, może się nawet nie zorientować, że padł ofiarą przestępstwa.

Naukowcy z University of Texas w San Antonio (UTSA) i University of Colorado Colorado Springs (UCCS), odkryli, że mikrofony cyfrowych asystentów mogą reagować na fale podobne do ultradźwiękowych odtwarzanych z głośnika. Te fale, niesłyszalne dla ludzi, mogą być wykorzystane do wydawania poleceń np. wyłączenia alarmu lub otwarcia drzwi wejściowych zabezpieczonych inteligentnym zamkiem.

Taki atak, nazwany NUIT czyli Near-Ultrasound Inaudible Trojan może przybrać dwie formy:

  1. Urządzenie jest zarówno źródłem, jak i celem ataku: wystarczy, że użytkownik odtworzy przygotowany przez cyberprzestępców plik na swoim telefonie, może to być przesłane nagranie albo filmik z social mediów. Ukryta w nim komenda spowoduje, że urządzenie wykona określoną czynność np. wyśle wiadomość tekstową lub swoja lokalizację.
  2. Atak ten jest przeprowadzany przez inne urządzenie z głośnikiem. Nasze urządzenie wyposażone w mikrofon np. telefon czy inteligentny głośnik odbiera polecenie np. z komputera cyberprzestępcy.

Jak może przebiegać atak NUIT?

Wyobraźmy sobie, że ktoś np. ogląda webinarium na Teams lub Zoom. Inny użytkownik może w pewnym momencie wyłączyć wyciszenie swojego mikrofonu i odtworzyć dźwięk, który zostanie następnie odebrany przez telefon pierwszej osoby. W rezultacie urządzenie może wykonać polecenie, np. odwiedzić niebezpieczną, infekująca złośliwym oprogramowaniem stronę internetową.

W drugim scenariuszu ktoś może np.  oglądać filmy z YouTube na telefonie i to wystarczy, aby urządzenie wykonało zaprogramowaną przez przestępcę, niebezpieczną czynność. Ten atak nie wymaga żadnej konkretnej akcji ze strony użytkownika, a to czyni go wyjątkowo groźnym.

Co jest potrzebne do przeprowadzanie ataku?

Niestety bardzo niewiele. Aby NUIT zadziałał wystarczy, że głośnik, z którego jest uruchamiany, będzie ustawiony powyżej pewnego poziomu głośności, a komenda będzie trwać nie dłużej niż 0,77 sekundy

Aby atak się powiódł ofiara musi mieć włączoną usługę asystenta głosowego. Biorąc pod uwagę fakt, że aż 64% użytkowników deklaruje, że zdarzyło im się uruchomić tę funkcję przypadkowo przynajmniej raz w ciągu ostatniego miesiąca[2], jest się czego bać.

– Ataki na asystentów głosowych to zupełnie nowy rodzaj zagrożenia, na który użytkownicy nie są przygotowani. O ile wiele osób wie już, że nie należy klikać w linki czy pobierać aplikacji nieznanego pochodzenia, nikt z nas nie martwi się, że słuchając muzyki czy oglądając film z potwierdzonego źródła zostaniemy zaatakowani… dźwiękiem. I to takim, którego nie jesteśmy w stanie usłyszeć. Ataki typu NUIT poszerzają również potencjalne pole działania przestępców. Włamując się do asystenta głosowanego można nie tylko dokonywać przestępstw w internecie, ale również w realnym świecie np. uzyskiwać dostęp do mieszkania czy garażu – komentuje Beniamin Szczepankiewicz, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET i dodaje – nietypowe ataki wymagają od nas nietypowej obrony. Ciekawostką jest, że jedną z metod obrony przed takim atakiem, mogą być słuchawki. Kiedy odtwarzamy nagranie z ich wykorzystaniem, dźwięk nie dociera do mikrofonu naszego urządzenia.

Dobrą wiadomością jest fakt, że NUIT został odkryty przez naukowców i jak na razie nie ma doniesień o tym, by ktokolwiek wykorzystywał go w celach przestępczych lub w formie szeroko rozpowszechnionych żartów. Należy się jednak spodziewać, że prędzej czy później cyberprzestępcy zainteresują się nim. Dlatego już teraz warto wiedzieć jak się chronić.

Każdy użytkownik powinien skonfigurować swojego asystenta tak, aby działał tylko w reakcji na głos właściciela. Część producentów smart głośników pozwala wykonywać akcje związane z bezpieczeństwem domu, dopiero po autoryzacji np. twarzą lub odciskiem palca na telefonie. Można również rozważyć wyłączanie asystenta głosowego, gdy nie jest potrzebny. Należy pamiętać, że zaatakowane mogą być różne urządzenia z dostępem do internetu – nie tylko telefony.

Warto również, od czasu do czasu sprawdzać telefon pod kątem przypadkowych aktywacji mikrofonu. Zarówno urządzenia z Androidem, jak i iOS wyświetlają aktywację mikrofonu, zwykle sygnalizując ją zieloną kropką na Androidzie i brązową kropką na iOS w górnej części ekranu. Można również rozważyć sprawdzenie uprawnień aplikacji pod kątem dostępu do mikrofonu, nie każda z nich musi przecież słyszeć otoczenie.

Dla własnego bezpieczeństwa należy również upewnić się, że mamy zainstalowane wszystkie potrzebne aktualizacje oprogramowania, włączone uwierzytelnianie dwuskładnikowe na wszystkich kontach online i korzystamy z renomowanego oprogramowania zabezpieczającego na każdym urządzeniu z dostępem do internetu.

[1] https://bloggingwizard.com/voice-search-statistics/

[2] https://bloggingwizard.com/voice-search-statistics/

Piąty etap ewolucji bankowości

– Po ponad 20 latach rozwoju bankowość internetowa i mobilna ustępuje miejsca bankowości ambientowej i zintegrowanej, która sprawia, że korzystanie z banku staje się dla nas niemal niezauważalne – mówi Jacek Chmiel, dyrektor Avenga Labs.

Bank online to za mało

Banki przekształcają swoje IT z architektury monolitycznej na środowisko oparte na setkach, a nawet tysiącach prostych, wyspecjalizowanych funkcjonalności nazywanych mikrousługami. Dzięki temu fala szybko i szeroko wdrażanych innowacji już przynosi klientom jeszcze więcej wygody i personalizacji. Wkrótce wszyscy klienci banków będą mogli korzystać z realnej obsługi 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, z dowolnego miejsca, a nawet przez cokolwiek podłączonego do Internetu. Na dodatek bez konieczności wchodzenia na strony banków. Nasze pieniądze mają pozostać przy tym bezpieczne i pod pełną kontrolą, mimo że świat i otoczenie prawne banków będą coraz bardziej skomplikowane.

Tradycyjne banki, w których tylko prowadzi się depozyty, dokonuje płatności, zaciąga kredyty lub kupuje ubezpieczenia znikają na naszych oczach. – Bankowość cyfrowa jest dziś dla banków kluczowym sposobem na wyróżnienie się oraz utrzymanie i przyciągnięcie nowych klientów, dlatego zaawansowanych technologii jest i będzie w nich coraz więcej – dodaje Jacek Chmiel.

Zauważalne już od jakiegoś czasu trendy otwartej bankowości i finansów wbudowanych, w ramach których banki ułatwiają zewnętrznym dostawcom dostęp do danych swoich klientów, rozwiną się jeszcze bardziej. Według prognoz za 7 lat globalny rynek otwartej bankowości ma być 5 razy większy niż obecnie.

Chyba najbardziej znaną teraz w Polsce usługą oferowaną w ramach otwartej bankowości jest polski system płatności mobilnych Blik, który zamienia smartfony w cyfrowe portfele. Dzięki temu klienci banków mogą szybciej i wygodniej dokonywać płatności, przelewać i wypłacać pieniądze oraz sprawdzać stan swoich kont. Podobnych, zewnętrznych rozwiązań będzie znacznie więcej.

Bankowość jeszcze bardziej osobista

Innym przykładem otwartej bankowości jest możliwości zdalnego dokonywania przelewów w godzinach wieczornych lub w dni wolne od pracy, kiedy nie pracują systemy rozliczeń transakcji międzybankowych, takie jak Elixir. Jedną z coraz częściej wykorzystywanych form takich płatności są przelewy natychmiastowe, których realizacja trwa dosłownie kilka sekund. Można je robić 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Kilka banków w Polsce już oferuje taką usługę bezpłatnie.

Świadczenie usług bankowych przez firmy, które nie są bankami, jest możliwe dzięki otwartym interfejsom API. To one umożliwiają transferowanie na zewnątrz danych klientów banków. Wszystko oczywiście dzieje się w sposób bezpieczny i za ich zgodą. Klienci zyskują dostęp do usług finansowych bez konieczności odwiedzania banku lub korzystania z oddzielnej aplikacji.

Uzyskiwane w ten sposób pożyczki, ubezpieczenia lub produkty inwestycyjne są bardziej spersonalizowane i dostosowane do bieżących potrzeb. Bez wypełniania formularzy, składania wniosków i czekania na weryfikację zdolności kredytowej.

Zamiast tradycyjnych zakupów ratalnych niektórzy już korzystają z rozwiązania Buy Now Pay Later (BNPL). Jego najnowsza wersja BNPL 2.0 przypomina wirtualne lub fizyczne karty kredytowe z tą różnicą, że BNPL 2.0 zazwyczaj nie pobiera opłat rocznych ani opłat karnych, a koszty i opłaty związane z każdym zakupem są z góry jasno określone. Klient sam planuje okresy spłaty. Takie płatności są nieoprocentowane lub niskooprocentowane. Dotychczas BNPL był najczęściej wykorzystywany w przypadku przedmiotów o wysokiej wartości. Obecnie rozwiązanie to rozprzestrzenia się na inne kategorie towarów i usług.

Innowacyjne rozwiązania w bankach powstają dziś nie tylko dzięki API, chmurze obliczeniowej i mikroserwisom. Podobnie jak cały technologiczny świat, banki mocno wierzą w sztuczną inteligencję i rozwiązania zbliżone do słynnego już ChatGPT. Aby zachować poufność danych inwestują jednak we własne duże modele językowe (Large Language Models, LLM), doskonalą chat boty i analitykę.

Nową i zyskującą na popularności usługą rozwijaną w ramach otwartej bankowości jest zautomatyzowane doradztwo inwestycyjne (Robo-Advisory). Wykorzystuje się w niej algorytmy i uczenie maszynowe do świadczenia klientom spersonalizowanych porad inwestycyjnych i usług zarządzania portfelem. Robo-doradcy potrafią analizować sytuację finansową i cele inwestycyjne klienta oraz tworzyć portfele inwestycyjne dostosowane do indywidualnych potrzeb i tolerancji ryzyka. Są dużo tańsi i bardziej dostępni niż tradycyjni doradcy inwestycyjni.

Podręczne bankowanie

Coraz intensywniej konsumenci korzystają z superaplikacji finansowych, które różne funkcjonalności łączą w jeden ekosystem. Ich celem jest zapewnienie lepszego doświadczenia klienta poprzez hiperpersonalizację. W jednej superapce można pogadać ze znajomymi, zrobić zakupy, umówić się na spotkanie, zamówić pizzę, wysłać pieniądze lub wziąć kredyt. W chińskich miastach popularność superaplikacji płatniczych przewyższa już popularność kredytów, debetów i gotówki razem wziętych. Z superaplikacji korzysta tam 92% mieszkańców! WeChat Pay i Alipay są jednymi z najpopularniejszych. Każda z nich ma ponad miliard użytkowników.

Na tym tle cyfrowe aplikacje bankowe najpopularniejsze w Europie dopiero raczkują: Revolut ma ponad 15 mln użytkowników, a N26 – ponad 7 milionów. – To tylko kwestia czasu, kiedy będziemy zarządzać naszymi finansami, inwestycjami i ubezpieczeniami automatycznie bez konieczności jakiegokolwiek kontaktu z oddziałem lub pracownikami banku – uważa Jacek Chmiel. Jego zdaniem, po fazie mobilnej wprowadza nas to w piąty etap ewolucji bankowości.

Banki wykorzystują zaawansowaną technologię do tworzenia spersonalizowanych, opartych na danych doświadczeń klientów. Dzięki IT coraz lepiej rozumieją ich indywidualne potrzeby i preferencje. Sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe i blockchain pomagają bankom w poprawianiu wydajności, obniżaniu kosztów oraz dostarczaniu nowych, innowacyjnych produktów i usług. Sprawiają, że banki stają się bezpieczniejsze i znacznie szybciej reagują na zmieniające się warunki rynkowe.

– Branża usług finansowych ma do dyspozycji technologiczne narzędzia, potrzebne do sprostania wielu obecnym i przyszłym wyzwaniom. Wystarczy tylko krok w kierunku innowacji – podsumowuje Roman Bevz, szef działu doradztwa biznesowego i konsultingu Avenga.

Deweloperzy magazynowi interesują się Rzeszowem

Znaczenie Podkarpacia cały czas rośnie, region ten ma szansę stać się jednym z głównych hubów przeładunkowych wschód-zachód, wykorzystywanych m.in. w odbudowie Ukrainy. Potencjał regionu dostrzegają również deweloperzy magazynowi, którzy budują magazyny i zabezpieczają grunty pod kolejne hale w okolicy – mówią Michał Kozar, Senior Associate, oraz Janusz Dudek, Senior Advisor, w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych Newmark Polska.

Podkarpacie jeszcze do niedawna było jednym z najmniejszych rynków magazynowych w kraju. Na koniec 2021 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni produkcyjnej i magazynowej w regionie wynosiły niewiele ponad 300 tys. mkw. Jednak zawarte w tym samym roku transakcje przednajmu na magazyny w formule BTS, już w roku 2022 przełożyły się na wysoką nową podaż ponad 142 tys. mkw. Kolejne 49 tys. mkw. powierzchni przemysłowej i magazynowej trafiło na podkarpacki rynek w pierwszych trzech miesiącach tego roku.

Podkarpackie miasta zachęcają inwestorów

– Ważnym czynnikiem w rozwoju Podkarpacia jest jego coraz lepsze skomunikowanie z Europą, jak i resztą kraju. Region zyskuje na znaczeniu dzięki rozbudowie międzynarodowej europejskiej trasy Via Carpatia, która docelowo połączy Litwę, Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię oraz Grecję. Podkarpacie jest doskonale skomunikowane również dzięki autostradzie A4, prowadzącej przez ważne ośrodki gospodarcze w Polsce, od granicy z Niemiec, aż do granicy z Ukrainą – mówi Janusz Dudek. Dodatkową zachętą dla inwestorów są działające w regionie dwie strefy ekonomiczne, oferujące inwestorom najwyższe w Polsce ulgi podatkowe. Chodzi tutaj o Specjalną Strefę Ekonomiczną Euro-Park Mielec oraz Tarnobrzeską Specjalną Strefę Ekonomiczną Euro-Park Wisłosan.

Dużo pracowników fizycznych i techników, mniej menadżerów

Inwestorów zachęca również rozwijający się na Podkarpaciu rynek pracy. – Region oferuje dostęp do pracowników z kompetencjami technicznymi oraz wysoki poziom edukacji. Warto podkreślić, że realizowane tutaj projekty inwestycyjne coraz częściej są zrównoważone, opierają się na wysokim bezpieczeństwie pracy i innowacyjnych rozwiązaniach oraz uwzględniają działania badawczo-rozwojowe – informuje Natalia Nowakowska, Senior Consultant w Hays Poland.

Według Karoliny Szyndler, Senior Director w Hays Poland, pozyskanie pracowników fizycznych do pracy w sektorze produkcyjno-magazynowym w województwie podkarpackim nie przysparza większych wyzwań, jak to się dzieje w innych regionach, a dostępność kandydatów na stanowiska produkcyjne jest stosunkowo wysoka. – Podobnie wygląda kwestia obsadzania ról technicznych, tzw. grey-collar, wymagających fachowej wiedzy. Większy dostęp do wyspecjalizowanych kandydatów obserwujemy w kilku ośrodkach miejskich, w których już teraz funkcjonuje wiele przedsiębiorstw z branży produkcyjno-magazynowej. Jako przykłady można wymienić Rzeszów, Mielec i Stalową Wolę – wyjaśnia Karolina Szyndler. Ekspertka dodaje, że podkarpacki sektor produkcyjno-magazynowy jest jednak dość młody, w związku z czym nie wykształcił jeszcze wystarczającej rzeszy ekspertów oraz kadry menedżerskiej. Brakuje również menedżerów posiadających doświadczenie w realizacji projektów typu greenfield. W praktyce oznacza to, że lokalni pracodawcy coraz mocniej koncentrują się na rozwoju strategii pozyskiwania i rozwijania niezbędnych kompetencji, m.in. inwestując w programy szkoleniowe dla pracowników.

Dolina Krzemowa lotnictwa

Rozwój rynku magazynowego na Podkarpaciu napędzają przede wszystkim najemcy z sektorów produkcyjnego, farmaceutycznego i lotniczego. Charakterystyczne dla tego rynku są też inwestycje budowane na zamówienie i odpowiadające na potrzeby klientów (BTS i BTO).

– Można powiedzieć, że Podkarpacie to polska Dolina Krzemowa lotnictwa. Taka jest też historia tego miejsca, żeby wspomnieć tylko największe w kraju zakłady lotnicze w Mielcu, które działają już od 1938 roku. Przez lata w regionie rosły kolejne firmy produkujące podzespoły lotnicze, które też przyciągały nowych inwestorów. Dzisiaj Podkarpacie, oprócz historii, zapewnia producentom lotniczym wykształconą kadrę i specjalistów – mówi Michał Kozar. Jako przykład, ekspert Newmark Polska wskazuje na firmę Boeing, która już posiada zakłady w Dolinie Lotniczej w Rzeszowie i nadal chce rosnąć w tej lokalizacji. Niedawno ogłosiła otwarcie ogromnego biura – 6,6 tys. mkw. w budynku SkyRes, w którym pracować będzie kilkaset osób, wspierających m.in. prowadzone przez światowego giganta programy lotnicze i kosmiczne.

Międzynarodowe przedsiębiorstwa obecne w regionie rosną i potrzebują kolejnych metrów powierzchni przemysłowej i magazynowej. Tak było m.in. z firmą BorgWarner, amerykańskim producentem podzespołów stosowanych w układach napędowych oraz wydechowych pojazdów, między innymi dla takich marek, jak: Mercedes Benz, AMG czy Aston Martin. – Swoją działalność w Polsce BorgWarner rozpoczął już w 2009 roku, jednak wraz z rozwojem potrzebował dodatkowej powierzchni produkcyjnej. W 2022 r. przeniósł się do dedykowanego obiektu o powierzchni prawie 11 300 mkw. wybudowanego dla producenta przez dewelopera Panattoni, w ramach parku Panattoni Park Airport II – wyjaśnia Janusz Dudek.

Na Podkarpaciu zgodnie z planem

Najemców na Podkarpaciu nie zatrzymała wojna w Ukrainie. Mimo zawirowań geopolitycznych, firma odzieżowa LPP doprowadziła do końca swój nowy projekt logistyczny, otwierając w styczniu tego roku największy magazyn w Polsce, o powierzchni 69 tys. mkw. Dedykowany jest obsłudze zamówień e-commerce dla klientów w Polsce, Czechach, Słowacji, Słowenii, Węgrzech i Ukrainie. Nowe centrum Fulfillment powstało w ramach Panattoni Park Rzeszów North.

Największe kontrakty najmu na Podkarpaciu w ubiegłym roku podpisali: największy operator logistyczny w regionie – Omega Pilzno (Reino Park Rzeszów, 24 500 mkw.) oraz SaarGummi (DL Invest Park Sędziszów Małopolski, 12 500 mkw.). Producent systemów uszczelniania i rozwiązań na bazie gumy dla branż automotive oraz budownictwa – firma SaarGummi, właśnie w ubiegłym miesiącu (maj 2023 r.) zainaugurowała swoją działalność w nowej fabryce.

– Mimo rozwoju podkarpackich zakładów produkcyjnych i magazynów, podobnie jak cały kraj, a nawet Europa, w ostatnich miesiącach Podkarpacie również odczuwa spowolnienie dynamiki wzrostu. Jak pokazują dane Newmark Polska, aktywność najemców w pierwszym kwartale tego roku znacznie się zmniejszyła – od stycznia do marca podpisano umowy tylko na 10,5 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, co jest liczbą o prawie 66 proc. niższą, niż wolumen osiągnięty w analogicznym okresie rok wcześniej (1 kw. 2022 r.: 30,7 tys. mkw.) – mówi Michał Kozar. – Mniejsza aktywność najemców nie daje jednak większego wyboru aktywnym i poszukującym najemcom, ponieważ również liczba realizowanych inwestycji spadła, a w pierwszym kwartale tego roku cała powierzchnia w powstających inwestycjach była już wynajęta. W tym samym okresie poziom pustostanów wyniósł 3,6 proc. powierzchni, a z gotowych magazynów, wolnymi metrami dysponowały tylko dwa parki – LCube Logistic Park Rzeszów i Panattoni Park Rzeszów Airport III – informuje ekspert.

Przyszłość jest w Rzeszowie

Sektor magazynowy dostosowuje się do nowej sytuacji, a inwestorzy planują przyszłość. W tych planach jest miejsce również dla Rzeszowa i całego województwa, które po wybuchu konfliktu zbrojnego w Ukrainie, stało się jednym z głównych hubów przeładunkowych z Zachodu na Wschód. – Przez wiele miesięcy obserwowaliśmy tutaj ogromny ruch związany z pomocą humanitarną. Lokalni operatorzy logistyczni do dzisiaj otrzymują masę zapytań na temat krótkoterminowego składowania. Gdy skończy się wojna, to właśnie na Podkarpaciu powstaną najważniejsze centra przeładunkowe, biorące udział w odbudowie Ukrainy. Jesteśmy przekonani, że większość firm, które wezmą udział w odbudowie czy ekspansji na rynek ukraiński, w pierwszej fazie nie zdecyduje się na budowę zakładów w samej Ukrainie, gdzie wiele dróg i budynków zostało zniszczonych. Oni również będą chcieli skorzystać z pobliskiej infrastruktury na terenie Polski i Podkarpacia – mówi Michał Kozar.

Deweloperzy i inwestorzy na rynku magazynowym od dłuższego czasu widzą potencjał tej lokalizacji. Największe firmy budują hale i zabezpieczają działki pod kolejne inwestycje w okolicach Rzeszowa. – Najwięcej magazynów w regionie powstaje w Rzeszowie, Korczowej, Jasionce, Dębicy i Chmielowie. W pierwszym kwartale tego roku na podkarpacki rynek magazynowy trafiły trzy kolejne inwestycje – Panattoni Park Rzeszów North (21 500 mkw.), LCube Logistic Park Rzeszów (19 600 mkw.) oraz kolejna hala w ramach DL Invest Dębica (8000 mkw.). Oprócz wymienionych, właścicielami budynków produkcyjnych i magazynowych oraz działek inwestycyjnych są również: 7R, CTP, Reino i Waimea Holding – podsumowuje Janusz Dudek.

Światowy Dzień Wody 2023

22 marca to dzień, w którym ONZ ustanowiło Światowy Dzień Wody. Jego celem jest poruszenie tematu i zwiększenie świadomości ludzi na problem dostępu do czystej wody dla ludzi na świecie. Wodociągi Warszawskie (MPWiK) świętowały go wspólnie z mieszkańcami stolicy.

Promowanie zrównoważonego zarządzania wodą

Światowy Dzień Wody obchodzony jest corocznie 22 marca i ma na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na znaczenie wody oraz promowanie zrównoważonego zarządzania zasobami wodnymi. W tym dniu są organizowane liczne wydarzenia i inicjatywy mające na celu podkreślenie konieczności ochrony wód śródlądowych i mórz oraz dostępu do czystej wody pitnej dla wszystkich.

Z powodu jej deficytu cierpią miliardy ludzi. W tym roku podkreślano konieczność dokonania zmian w szybkim tempie. Powinny one zmienić także nasze podejście i sposób myślenia o wodzie. 

„Przyspieszamy zmiany”

Jednym z podmiotów, które w zakresie dostarczania wody i odprowadzania ścieków odgrywają istotną rolę, są Wodociągi Warszawskie ((MPWiK). Wodociągi Warszawskie to przedsiębiorstwa komunalne odpowiedzialne za dostarczanie wody pitnej do mieszkańców miast oraz odprowadzanie i oczyszczanie ścieków. Firma organizuje kampanie społeczne, które mają na celu edukację społeczeństwa na temat znaczenia oszczędzania wody oraz sposobów ochrony zasobów wodnych. 

MPWiK i Światowy Dzień Wody 2023

W ramach obchodów Światowego Dnia Wody, Wodociągi Warszawskie (MPWiK) podejmuje różne działania mające na celu podniesienie świadomości społecznej na temat ochrony wód i oszczędzania wody. Zorganizowano m.in. grę miejską „Wyzwanie wodnego eksperta”, która miała na celu zwiększyć naszą ogólną świadomość na temat tego problemu. 

Wodociągi Warszawskie (MPWiK) angażują się w działalność edukacyjną. Firma przekonuje, że rozsądne korzystanie z zasobów wody przynosi wiele korzyści. Uczestnicy mieli okazję poprzez zabawę dowiedzieć się, czy można pić kranówkę, co to jest ślad wodny różnych produktów, jakie nawyki warto w sobie wyrobić, jak ograniczać zużycie i obniżyć rachunki. 

Wodociągi Warszawskie (MPWiK) dba też na bieżąco o rozwój – obiekty przedsiębiorstwa  mają coraz więcej zieleni. Łąki pełne kwiatów powstały zarówno na terenie Stacji Uzdatniania Wody Filtry, jak także w Wieliszewie w Zakładzie Północnym. Wodociągi stawiają też na innowacje – inwestują m.in. w Odnawialne Źródła Energii i Gospodarkę Obiegu Zamkniętego. W planach jest rozbudowa i unowocześnianie sieci.

Więcej na temat tego dnia oraz działalności MPWiK przeczytasz tutaj: https://mpwik.com.pl/view/swiatowy-dzien-wody-2023-wplynmy-na-zmiane

Kurs CHF/PLN najniżej od roku

ynki akcji w USA były wczoraj zamknięte z powodu obchodów Dnia wyzwolenia od niewolnictwa (Juneteenth). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii dominowały spadki, chociaż temu trendowi oparł się japoński Nikkei 225 (+0,06 proc.). W Chinach doszło do kolejnej obniżki stóp procentowych: jednoroczna stopa procentowa spadła z poziomu 3,65 proc. i wynosi teraz 3,55 proc. Spotkaniem z chińskim prezydentem Xi Jinping zakończyła się dwudniowa wizyta amerykańskiego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena w Chinach. Obie strony zgodziły się co do potrzeby „stabilizacji” wzajemnych relacji.

Dziś ok. godz. 9:50 zmiana ceny kontraktów terminowych na S&P 500 była minimalna (-0,07 proc.).

Notowania na rynkach akcji w Europie rozpoczęły się od niewielkich zmian (DAX -0,27 proc., CAC 40 +0,04 proc. ok. godz. 9:50).

WIG-20 ok. godz. 9:50 lekko odreagowywał wczorajszy spadek (+0,19 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom od ponad 2 lat osiągnęła cena akcji Kogeneracji (wczoraj pojawiła się informacja o rezygnacji prezesa zarządu tej spółki).
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych spadła dziś rano poniżej poziomu 3,8 proc. Równocześnie rentowność 10-latek polskiego rządu spadła poniżej poziomu 6 proc.

Kurs EUR/USD po silnym wzroście z minionego tygodnia, kiedy to Europejski Bank Centralny podniósł wysokość swych stóp procentowych po raz 8-my z rzędu do najwyższego od 2008 roku poziomu 4 proc., utrzymywał się powyżej poziomu 1,09 proc. Trwały dyskusję na temat tego, czy ECB podniesie stopy we wrześniu br. (lipcowa podwyżka uznawana jest za pewnik). Kurs euro osiągnął swój nowy najwyższy od 2008 roku poziom względem japońskiego jena (podstawowa stopa procentowa banku centralnego Japonii pozostaje od lat na poziomie -0,1 proc.). O krok od osiągnięcia poziomu swego historyczne rekordu z marca 2009 (11,78) był dziś rano kurs euro względem szwedzkiej korony (11,7301 ok. godz. 9:35). Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena był na początku wtorkowych notowań najwyżej od 7 miesięcy, ale ok. godz. 9:35 spadał o 0,18 proc.

Do najniższego poziomu od czerwca ub.r. spadł dziś rano kurs szwajcarskiego franka względem polskiego złotego (4,5195 PLN ok. godz. 9:45). Polska waluta lekko umacniała się również względem euro (-0,1 proc.) i amerykańskiego dolara -0,28 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w minionym tygodniu zdołał obronić znajdujący się w okolicach poziomu 25000 USD kluczowy poziom wsparcia wyznaczany przez jego lokalne maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. minimalnie zwyżkował dziś rano (+0,22 proc. ok. godz. 0:45). Wspomniany poziom 25000 USD można interpretować jako poziom „linii szyi” opuszczonej górą w marcu br. 9-miesięcznej formacji „odwróconej głowy z ramionami”, której rozmiary – pomiędzy ok. 15000 USD i ok. 25000 USD – sugerują istnienie na tym rynku sporego średnioterminowego potencjału wzrostowego.

Poranne zmiany cen kontraktów na ropę naftową były niewielkie (WTI +0,11 proc., Brent +0,43 proc. ok. godz. 9:25). Nie zmieniała się cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie, która w minionym tygodniu dotarła w pobliże swego majowego lokalnego maksimum. Również minimalne była dziś rano zmiana kontraktów na złoto na COMEX-ie (+0,12 proc. ok. 9:25). Lekko taniały pozostałe metale szlachetne (srebro -0,04 proc., platyna -0,45 proc., pallad -0,78 proc.). Również niewielka była zmiana cen kontraktów na miedź na COMEX-ie (+0,1 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Co 10 pracownik wziął L4 z powodu złego samopoczucia psychicznego

Co dziesiąty Polak przyznaje, że wziął L4 z powodu gorszego samopoczucia – wynika z najnowszego raportu MultiSport Index 2023. W miarę pogarszania się kondycji psychicznej mieszkańców Polski, coraz więcej zatrudnionych oczekuje od swoich pracodawców wsparcia w tym zakresie. Jednocześnie 3 na 5 pracowników przyznaje, że ich pracodawca nie wdraża w firmie żadnych działań antystresowych.

Kondycja psychiczna aktywnych zawodowo Polaków nie napawa optymizmem. Według raportu MultiSport Index 2023 stres w pracy odczuwa już 90 proc. zatrudnionych, z czego 28 proc. przyznaje, że stres towarzyszy im w pracy „codziennie lub prawie codziennie”, a co piąty (18 proc.) zmaga się z nim nawet kilka razy w tygodniu. Co alarmujące, aż połowa stresujących się ankietowanych (49 proc.) deklaruje, że przenosi stres z pracy do domu, a co dziesiąty pracownik przyznaje także, że zdarzyło mu się wziąć zwolnienie lekarskie z powodu gorszego samopoczucia lub problemów związanych z psychiką.

Dlaczego praca stresuje Polaków?

Najczęściej pracownicy czują się przeładowani obowiązkami – dotyka to aż połowy z nich (47 proc.). Co trzeci (35 proc.) przyznaje, że w pracy towarzyszy mu uczucie niepokoju/rozdrażnienia, problemy z koncentracją i pamięcią (29 proc.), czy motywacją i zaangażowaniem w pracę (27 proc.). Co piąty (20 proc.) zauważa problemy związane ze swoją efektywnością, w tym wykonywaniem zadań na czas. Podobny procent wykazuje w miejscu pracy postawę bierną, zamiast proaktywnej (19%).

– Pomimo rosnących oczekiwań pracowników związanych z wdrażaniem przez firmy programów antystresowych, tylko 39 proc. zatrudnionych przyznaje, że ma do nich dostęp. Oznacza to, że 3 na 5 pracowników w Polsce nie otrzymuje żadnego wsparcia w tym zakresie, co z pewnością nie pomaga w walce z coraz gorszą kondycją psychiczną Polaków. Obecnie co dziesiąty ​pracownik przyznaje, że zdarzyło mu się wziąć wolne z powodu gorszego samopoczucia lub problemów związanych z pracą​. W tym kontekście nie zaskakują także nowe oczekiwania zatrudnionych, takie jak np. dodatkowe wolne z powodu nadmiernego stresu w formie benefitu – taką potrzebę zgłasza obecnie 71 proc. z nich – mówi dr Adam Waszkowski, Dyrektor ds. Analiz w Benefit Systems, ekspert MultiSport Index.

Dr Dorota Molek-Winiarska, psycholog i doktor nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu, zwraca uwagę, że w stresującej sytuacji organizm ludzki jest przygotowany do dużego obciążenia fizycznego – serce bije szybciej, mięśnie są napięte, wydziela się kortyzol, a fale mózgowe zmieniają się. Jest to reakcja „fight or flight”, czyli „walcz lub uciekaj”.

– W sytuacji stresu organizm ludzki jest przygotowany do pracy fizycznej, która często nie następuje, ponieważ siedzimy w biurze lub na zebraniu, a potem wracamy do domu spędzając czas na kanapie. Tymczasem chodzi właśnie o to, by tę reakcję stresową niejako „dokończyć” i zużyć tę gotowość organizmu do intensywnej akcji fizycznej. Dlatego pracodawcy powinni dbać o przestrzeń i czas na aktywność fizyczną swoich pracowników – zwraca uwagę ekspertka.

Walcz, uciekaj lub… ćwicz

Jak wynika z badania MultiSport Index 2023 – obecnie dwóch na trzech (67 proc.) pracowników uważa, że aktywniejszy styl życia ma wpływ na redukcję liczby zwolnień lekarskich (L4). Jednocześnie tylko co piąty pracownik (18 proc.) może pochwalić się dofinansowaniem przez pracodawcę aktywności fizycznej po pracy (np. w postaci karty MultiSport). Tymczasem jak wynika z raportu już 72 proc. pracowników twierdzi, że po pandemii karty sportowe oferowane przez pracodawców nabrały większego znaczenia w kontekście zdrowia psychofizycznego pracowników.

– Obecnie trzech na pięciu (58 proc.) Polaków uważa, że są osobami aktywniejszymi fizycznie niż ludzie z ich otoczenia. W przypadku użytkowników kart MultiSport jest to aż 81 proc. (wzrost o 23 p.p.). Dodatkowo 85 proc. posiadaczy tych kart podejmuje aktywność w obiekcie sportowym co najmniej raz w tygodniu, podczas gdy ogólna średnia wynosi jedynie 48 proc. Analizując wyniki badania widzimy, że benefit w postaci karty sportowej gwarantuje, że więcej osób może wypełniać rekomendacje WHO odnośnie optymalnego poziomu aktywności fizycznej w codziennym życiu, co w konsekwencji przekłada się na lepszą kondycję psychofizyczną tych osób – mówi dr Iwona Piątkowska, doktor nauk o kulturze fizycznej w zakresie nauk biomedycznych.

Inwestycja w programy antystresowe, w tym promocja aktywności fizycznej w miejscu pracy, jest zdaniem dr Molek-Winiarskiej kluczowa w utrzymaniu dobrej kondycji psychicznej pracowników. Według ekspertki przynosi też firmom realne korzyści finansowe.

– W badaniach T. Coxa 1 USD wydany na realizację programu antystresowego na poziomie jednostki przynosi do 5,5 USD zysku dla organizacji w następstwie wzrostu wydajności pracy i mniejszego nasilenia objawów stresu. W badaniach holenderskich wskazano, że spadek absencji o 3% w następstwie programów redukujących stres przyniósł 40 mln EUR oszczędności, a w brytyjskich – 1,13 mln GBP w okresie dwóch lat od wdrożenia – podsumowuje dr Molek-Winiarska.

Jak donosi WHO, pół miliarda osób zachoruje do 2030 roku na choroby serca, otyłość, cukrzycę lub inne choroby niezakaźne związane z brakiem aktywności fizycznej, jeśli zaniechane zostaną działania zachęcające do większej aktywności. Szacunkowe koszty tego zaniechania wynoszą 27 miliardów dolarów rocznie.

Informacje o badaniu

MultiSport Index to kompleksowe badanie aktywności fizycznej (wysiłek podejmowany minimum raz w miesiącu) oraz sportowej (regularny wysiłek fizyczny podejmowany minimum raz w tygodniu) Polaków. Badanie prowadzone jest na zlecenie Benefit Systems przez agencję badawczą Minds&Roses. Badanie MultiSport Index 2023 zrealizowane zostało na reprezentatywnej losowej próbie 1 400 Polaków w wieku 18+ z wykorzystaniem techniki wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo (CATI) w dniach od 30 stycznia do 3 lutego 2023 roku.

Podwyższając płacę minimalną Polska atrakcyjniejszym krajem emigracji zarobkowej

Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2024 roku minimalne wynagrodzenie wynosiło 4242 zł, a od 1 lipca 4300 zł brutto.

Jako agencja zatrudnienia współpracujemy z dwojakiego rodzaju klientami – z jednej strony są to przedsiębiorcy, a z drugiej nie mniej ważni są to pracownicy, którzy przyjeżdżają do pracy do Polski. Gdy ustawodawca podnosi płacę minimalną, podnosi się średnia płaca. Doganiając zarobkowo Zachód, stajemy się atrakcyjnym krajem, który może zatrzymać pracowników na dłużej. Jako przedsiębiorca, który zajmuje się sprowadzaniem pracowników z zagranicy do Polski uważam, że to dobry prezent na Dzień Przedsiębiorcy (21 czerwca). Patrząc przez pryzmat pracownika to jest dobra informacja. – komentuje Tomasz Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia.

Według szacunków obcokrajowcy wytwarzają ok. 4 % PKB. Według Deloitte samo wykorzystanie zawodowych talentu Ukraińców przebywających w Polsce może podnieść PKB od 0,2 do 3.5 %. Pod koniec pierwszego kwartału 2023 roku liczba cudzoziemców w ubezpieczeniu emerytalnym wyniosła 1,07 mln osób, z czego 740 720 to obywatele Ukrainy (dane ZUS).

Projekt podwyższonej płacy minimalnej jest na pewno potrzebny w czasach galopującej inflacji, choć rozumiem, że budzi emocje, bo może być trudny do zrealizowania w obecnych warunkach. Ale każde przedsiębiorstwo musi samo sobie odpowiedzieć na pytanie czy chce być konkurencyjne czy chodzi tylko o zysk. Kiedy funkcjonowanie staje się nieopłacalne dla przedsiębiorcy, zawsze może przenieść je tam, gdzie jest taniej. – komentuje Bogdevic.

Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2024 roku minimalne wynagrodzenie wynosiło 4242 zł, a od 1 lipca 4300 zł brutto. Płaca minimalna z powodu wysokiej inflacji mocno wzrośnie. W 2023 roku najniższe wynagrodzenie ma sięgnąć od 1 lipca 3600 zł, w ciągu roku ma wzrosnąć o 600 zł, do 4300 zł brutto od lipca 2024. Minimalna stawka godzinowa od 1 stycznia 2024 roku wyniesie 27,70 zł, a od 1 lipca 28,10 zł. Podwyższone minimalne wynagrodzenie za pracę ma otrzymać łącznie 3,6 mln osób.

Projekt trafił do Rady Dialogu Społecznego – efekt końcowy zwykle jest wynikiem trudnego kompromisu, więc ostateczną decyzję w tej sprawie podejmuje rząd.

Eksperci Business Center Club przewidują, że globalny koszt dla firm w polskiej gospodarce będzie znacznie wyższy niż zwykłe pomnożenie rocznej podwyżki płacy minimalnej wynoszącej 709 zł przez liczbę ok. 3 mln zatrudnionych na tej stawce (w sumie 2,18 mld zł), ponieważ inni zmotywowani tymi podwyżkami pracownicy, wyżej usytuowani w drabinie wynagrodzeń, także będą oczekiwać lub po prostu wymuszać stosowne podwyżki.

Kraków – wzrost rynku nieruchomości i atrakcyjność dla biznesu

Rynek biurowy w Krakowie jest drugim pod względem podaży w kraju, a jego zasoby intensywnie się rozwijają, co przyciąga coraz więcej najemców — wynika z danych firmy REDD, największej i najnowocześniejszej bazy danych o rynku nieruchomości w tej części Europy. Zasoby w istniejących budynkach wynoszą obecnie w Krakowie 1,7 mln mkw. Z kolei dostępna powierzchnia to 282 tys. mkw. Powstaje w tym momencie kolejne 38 tys. mkw.

Dynamiczny rozwój infrastruktury i transportu publicznego

— W Krakowie rozwijają się nie tylko nieruchomości komercyjne, lecz także infrastruktura drogowa i transport publiczny. Powstają nowe obszary gotowe na inwestycje, takie jak planowane „Nowe miasto” na terenie Rybitw o powierzchni 680 ha. Aktywność najemców biurowych w poprzednich latach świadczy o pozytywnym obrazie miasta, jego konkurencyjności oraz wysokiej dostępności zasobów ludzkich  — mówi Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group. 

Wyzwania wynajmu powierzchni biurowej po pandemii

Kraków zanotował wysokie zainteresowanie ze strony najemców, co przekłada się na wolumen transakcji najmu, który w tym roku wyniósł już 58 tys. mkw. Dla porównania w 2022 roku był zbliżony do poziomu sprzed pandemii. Wolumen transakcji (popyt) w bazie REDD wyniósł w całym zeszłym roku 198 598 mkw.

— Jak pokazuje REDD INDEX, biura w Krakowie są wynajmowane około 433 dni. W Warszawie czas ten wynosi średnio 485 dni, a we Wrocławiu 494 dni. Wraz z rosnącymi cenami wynajmu biur, zarówno najemcy, jak i wynajmujący odczuwają presję związaną ze wzrostem czynszów i opłat eksploatacyjnych. Niepewna sytuacja makroekonomiczna oraz wydarzenia w Ukrainie wprowadzają niepewność i utrudniają podejmowanie decyzji i planów zarówno w Krakowie, jak i innych rejonach kraju — dodaje Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group. 

Najbardziej atrakcyjne lokalizacje

Największą liczbę transakcji odnotowaliśmy na terenie Podgórza i Grzegórzek. Są to rejony z dużą liczbą nowych projektów biurowych w ostatnim czasie, co pozwoliło zainteresować nimi najemców. Sporym zainteresowaniem cieszą się również rejony centralne, w okolicy dworca kolejowego oraz projekty biurowe z bardzo dogodną lokalizacją. W sumie w Krakowie mamy obecnie 7 budynków w budowie, a kolejnych 9 jest w planach.

Wyzwania związane z pustostanami

Krakowski rynek biurowy znajduje się trudnej sytuacji. Podobnie jak większość rynków regionalnych w kraju, dotyczy to również poziomu wolnych powierzchni biurowych w mieście. Niewielka liczba rozpoczętych realizacji nowych obiektów biurowych w trakcie pandemii spowodowała mniejszą liczbę dostępnych powierzchni biurowych do wynajęcia.

W 2022 roku odnotowano dużą aktywność najemców, jednak w pierwszych trzech miesiącach 2023 roku zaobserwowano lekkie osłabienie tego trendu. Zmiany w sposobie realizacji pracy mogą wpłynąć na zainteresowanie wynajmem powierzchni biurowych w najbliższych miesiącach.

W połowie czerwca uśredniony wskaźnik pustostanów w istniejących budynkach biurowych wyniósł 15,93%. Mimo że współczynnik pustostanów może utrzymywać się na poziomie zbliżonym do końca 2022 roku, sytuacja na rynku najmu jest bardzo dynamiczna i nie do końca przewidywalna.

Nowoczesne inwestycje biurowe

Podaż powierzchni biurowych w Krakowie nieustannie się rozwija. Obecnie w realizacji znajdują się takie projekty jak Brain Park — kompleks biurowy realizowany przez Echo Investment, Ocean Office Park — wieloetapowy projekt powstający na Podgórzu przez Cavatinę, Fabryczna Office Park — biurowce wchodzące w kompleks mixed-use Fabryczna City, Kreo — obiekt położony przy Bonarce City Center, budowany przez Ghelamco, Mogilska 35 czy The Park — wieloetapowa inwestycja położona w Podgórzu, której deweloperem jest White Star.

W Krakowie wciąż można znaleźć miejsce na kolejne inwestycje. Większa dostępność nowej, najwyższej jakości powierzchni biurowych pozwala na regularne podnoszenie standardu wynajmowanej powierzchni przez najemców oraz wpływa pozytywnie na atrakcyjność inwestycyjną miasta.

Boom na powierzchnie coworkingowe

W ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się przestrzenie coworkingowe. Kraków nie jest tu wyjątkiem, a wręcz przeciwnie — dynamicznie rozwija się na tym rynku. Coraz więcej firm decyduje się na wynajem elastycznych biur, które oferują różnorodne udogodnienia, takie jak dostęp do nowoczesnej infrastruktury, miejsca spotkań, strefy relaksu czy usługi dodatkowe.

Jak wynika z raportu „COWORKING IN POLAND” przygotowanego przez REDD i finne, Kraków jest na drugim miejscu po względem wielkości rynku coworkingowego, oferując ponad 37 tys. mkw. powierzchni i 4,7 tys. stanowisk pracy.

Miejsca coworkingowe stają się atrakcyjną alternatywą zarówno dla startupów, jak i dla większych firm, które szukają elastycznych rozwiązań. Kraków oferuje różnorodne przestrzenie coworkingowe, zarówno w centrum miasta, jak i na obrzeżach, co przyciąga różne grupy przedsiębiorców i freelancerów.

Koszty operatorów telekomunikacyjnych rosną szybciej niż przychody, a wysoka inflacja zagraża inwestycjom w usługi i infrastrukturę

Skokowy wzrost inflacji dotknął cały sektor telekomunikacyjny i spowodował bezprecedensowy w ostatnich dwóch dekadach wzrost kosztów. Większość ankietowanych przedsiębiorców wskazuje, że utrzymywanie się wysokiej inflacji w średnim okresie, połączone z ograniczeniami regulacyjnymi w zarządzaniu ofertą, wpłyną na obniżenie jakości i konkurencyjności sektora. Taki scenariusz przełożyłby się negatywnie na funkcjonowanie państwa i jakość życia obywateli ze względu na strategiczne znaczenie infrastruktury telekomunikacyjnej dla gospodarki – wynika z raportu „Wpływ sytuacji makroekonomicznej na funkcjonowanie operatorów telekomunikacyjnych w Polsce”, opracowanego przez Arthur D. Little na zlecenie Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej (PIKE).

Rynek apeluje o likwidację barier rozwojowych

Aż 80% ankietowanych przedsiębiorców wskazało na pogorszenie sytuacji finansowej, 70% operatorów wskazuje na konieczność rewizji planów inwestycyjnych lub już dokonało korekt w perspektywie 1-3 lat i tyle samo wskazań implikuje ryzyko obniżenia jakości i konkurencyjności usług.

„Stworzyliśmy w Polsce najbardziej konkurencyjny i różnorodny rynek mediów i telekomunikacji, z najlepszym stosunkiem ceny do jakości. Jako branża widzimy potrzebę podjęcia pilnego dialogu z regulatorami, żeby wypracować narzędzia działania w środowisku wysokiej inflacji, które pozwolą rozwijać oferty i chronić konsumentów w zrównoważony sposób. Rynek zbudował sztuczną tamę, biorąc na siebie cały wpływ wzrostu kosztów, a brak przewidywalności regulacyjnej jest w obecnych warunkach ekonomicznych szczególnie bolesny dla przedsiębiorców.” – mówi Jerzy Straszewski, Prezes PIKE.

Rosnące obciążenia dla przedsiębiorców, niepewność regulacyjna oraz ekonomiczna stanowią ryzyko dla inwestycji w utrzymanie i rozwój usług

W latach 2018-22 inflacja wzrosła o 26%, ceny energii o 160%, koszty płac o 40%, a koszty finansowania o ponad 400%. WIBOR wzrósł z poziomu 1,7% w I kwartale 2018 r. do 7,1% w IV kwartale 2022 r., a kurs dolara i euro, będących walutami rozliczeń za sprzęt, treści i szereg kluczowych dla działalności usług, poszybował w górę między I kwartałem 2018 r. a IV kwartałem 2022 r. o 30% (USD) i 12% (EUR). Jednocześnie w tym okresie ceny usług telekomunikacyjnych pozostały na niezmienionym poziomie, a rosnących kosztów nie zrekompensowały przychody na użytkownika – ARPU z usług telewizyjnych spadło o około 10%, a z Internetu stacjonarnego wzrosło zaledwie o 8%, znacząco poniżej wzrostu inflacji.

„Wzrost ARPU z usług telekomunikacyjnych od 2018 r. był średnio trzykrotnie niższy od wzrostu cen innych mediów i o 18 punktów procentowych niższy od inflacji. W badanym okresie, tj. w latach 2018-2022, przychody branży telekomunikacyjnej uległy nieadekwatnej zmianie względem poziomu inflacji oraz w otoczeniu rosnących cen innych mediów i kosztów działalności. W raporcie porównaliśmy sytuację operatorów w Polsce z operatorami w wybranych krajach Europy Zachodniej, w których waloryzacja cen usług obejmowała zarówno nowych, jak i dotychczasowych klientów, co było bardziej zrównoważone.” – mówi Piotr Baranowski, Partner Zarządzający w Arthur D. Little.

Aż 85% operatorów spodziewa się dalszego wzrostu kosztów. Wśród największych ryzyk, związanych z brakiem proaktywnego działania rynku i decydentów wskazywane są ograniczenia nakładów na rozbudowę i utrzymanie sieci, zmniejszenie konkurencyjności oferty, skokowy wzrost cen usług w przyszłości, pogorszenie jakości usług i ograniczenie wyboru dla konsumentów, a także obniżenie poziomu bezpieczeństwa sieci oraz spadająca konkurencja na rynku.

„Niekorzystna sytuacja makroekonomiczna osłabia konkurencyjność rynku, a branża telekomunikacyjna jest kluczowa dla rozwoju gospodarki. To było widać zwłaszcza w pandemii, gdy wiele usług i biznesów można było z dnia na dzień przenieść do sieci, dzięki stałym inwestycjom operatorów w jakość infrastruktury m.in. wysokie przepływności sieci. Dziś wysoka inflacja zagraża przyszłym inwestycjom i wymaga proaktywnego działania rynku i decydentów, aby zapobiec pogorszeniu jakości i dostępności usług w przyszłości.” – dodaje Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Potrzeby inwestycyjne sektora są wyższe niż w innych branżach i stale rosną

Branża potwierdza, że utrzymywanie się niestabilnej sytuacji makroekonomicznej negatywnie przełoży się na dostępność i jakość usług telekomunikacyjnych w Polsce, ponieważ potrzeby inwestycyjne sektora stale rosną.

„Infrastruktura telekomunikacyjna ma kluczowe znaczenie dla funkcjonowania państwa, gospodarki i obywateli. Tylko w latach 2018-22 wolumen transmisji danych wzrósł o około 125%, co nie byłoby możliwe bez stałych inwestycji operatorów w infrastrukturę sieciową, którzy w tym czasie finansowali jej rozbudowę i utrzymanie. Przed nami ogromne wyzwania inwestycyjne, w tym m.in. Krajowy Plan Odbudowy, Fundusze Europejskie na Rozwój Cyfrowy,, aukcja na częstotliwości 5G. Przy rosnącym koszcie finansowania będzie coraz trudniej utrzymać plany inwestycyjne. Sytuacja makroekonomiczna dojrzała do szerokiego dialogu dla telekomunikacji, w ramach którego będziemy współpracować ze wszystkimi decydentami, w tym przede wszystkim z UKE, UOKiK i Ministerstwem Cyfryzacji.” – mówi Stefan Kamiński, Prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Badanie przeprowadzono w maju 2023 r. wśród spółek zrzeszonych w izbach: PIKE, KIGEIT, PIIT, KIKE. Próbka spółek zawiera szeroki przekrój operatorów, pokrywając biznesy docierające do mniej niż 20 tys. gospodarstw domowych oraz takie, w których zasięgu infrastruktury stacjonarnej znajduje się ponad 200 tys. gospodarstw.

Rośnie częstotliwość, z jaką Polacy chodzą do sklepów. Spędzają w nich też więcej czasu

Polacy robią zakupy średnio o ponad 10% częściej niż przed rokiem, w związku z czym ruch w sklepach urósł o przeszło 9% rdr. dla całego rynku. Zauważalny jest też wzrost przeciętnej częstotliwości wizyt przypadających na jednego shoppera. Ponadto widać, że rdr. zwiększył się średni łączny czas poświęcony na zakupy. Tak wynika z badania wykonanego na grupie ponad 1,1 mln konsumentów. Analiza potwierdziła także, że sklepami pierwszego wyboru dla większości kupujących wciąż pozostają dyskonty. Jak mówią eksperci, o wysokiej pozycji rynkowej tego formatu w Polsce decyduje jego dostępność, w tym m.in. gęsta sieć sklepów zlokalizowanych blisko miejsc zamieszkania oraz konkurencyjna cenowo oferta. I to na rynku szybko się nie zmieni.

Częściej chodzimy do sklepów

Konsumenci coraz częściej odwiedzają sklepy (dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety i sieci typu convenience), co potwierdzają badania częstotliwości, z jaką robią zakupy. Najnowsza taka analiza, na podstawie zachowań ponad 1,1 mln Polaków, została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Obserwowano ruch w sumie 33 tys. punktów handlowych w dniach od 1 stycznia do 15 maja br. z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku (z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych).

W czasie, który objęło badanie, Polacy dokonywali zakupów częściej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Zdaniem Mateusza Chołuja, współautora analizy z Proxi.cloud, wzrost częstotliwości zakupów spożywczych o 10,2% to wynik tego, że są one bardziej planowane. – Podstawową przyczyną tego zjawiska jest dbałość o domowy budżet i kontrolowanie wydatków wobec rosnących cen niemal wszystkich produktów. Kolejnym przyczyniającym się do tego aspektem mogą być pojawiające się promocje, które są tymczasowe. Wobec tego klienci chodzą do sklepów z większą częstotliwością, aby uzupełnić zapasy tańszymi produktami. Ten trend najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie, ponieważ konsumenci coraz uważniej śledzą cotygodniowe obniżki i właśnie pod nie dostosowują częstotliwość wizyt w sklepach – uważa Chołuj.

Z kolei dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHiD-u, zwraca uwagę na tzw. „słabszy portfel” konsumenta, który powoduje, że unika on kupowania na zapas i nie sięga po poszerzoną gamę towarów. – Niewiele rodzin jeszcze robi szczegółowe plany zakupów, choć zjawisko to narasta. Natomiast póki co jest zastępowane mniejszymi zakupami. Przy cenach skorygowanych o inflację, mniej wkładamy do koszyków. Oszczędzamy, by osiągnąć efekt zakupowy, ale nie wydać za dużo – dodaje dr Faliński.

Zdecydowanie wybieramy dyskonty

Z badania wynika ponadto, że w analizowanym okresie niezmienne pozostały udziały w rynku poszczególnych formatów handlowych. Dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym jest zdania, że struktura formatów handlu odwiedzanych przez klientów przy zakupie FMCG jest wynikiem istniejącej w Polsce struktury punktów sprzedaży oraz wyboru przez klientów sklepów dyskontowych jako kluczowych miejsc zakupu codziennych produktów. Analiza pokazuje, że ok. 88% wszystkich klientów odwiedziło dyskonty przynajmniej raz w badanym okresie.

– O wysokiej i utrwalającej się pozycji rynkowej sklepów dyskontowych w Polsce zadecydowała ich dostępność dla klientów, tj. gęsta sieć placówek zlokalizowanych blisko miejsc zamieszkania oraz konkurencyjna cenowo oferta i atrakcyjność promocji. Przy wysokiej inflacji, klienci preferują zakupy w sklepach zapewniające niskie ceny produktów. Z tego wynika dominująca pozycja dyskontów w strukturze sieci detalicznej oraz niezmienność w relacji rocznej udziału tych sklepów wśród wszystkich formatów handlu. Struktura punktów sprzedaży w krótkim okresie, np. w ciągu roku, wykazuje bowiem tylko niewielkie zmiany – zauważa dr Kłosiewicz-Górecka.

Do tego dr Faliński dodaje, że inne formaty starały się dogonić popularnością dyskonty, ale nie wytrzymały rywalizacji cenowej lub jakościowej, albo też nie zaoferowały możliwości zrobienia zakupów w tak krótkim czasie, jak jest to możliwe w dyskontach. Ekspert zwraca też uwagę na specyfikę sklepów typu convenience, w których towary są wprawdzie relatywnie droższe, ale takie sklepy oferują zakupy drobne i szybkie, a także uzupełniające, robione np. raz na tydzień czy miesiąc. Są też odwiedzane w sytuacjach wyjątkowych, np. gdy klienci późno wracają z pracy, zostają niespodziewanie odwiedzeni przez gości i nie mają czasu na duże zakupy. – Ten trend utrzyma się, bo jest elastyczny w stosunku do bieżących potrzeb klienta, działając zarówno w czasach obfitości, jak i teraz oraz jeszcze za jakiś czas – uważa były dyrektor generalny POHiD-u.

Nierówne starcie formatów

Mateusz Chołuj, ekspert z Proxi.cloud, podkreśla, że dla zdecydowanej większości osób odległość od miejsca zamieszkania ma ogromne znaczenie podczas wyboru sklepu z art. spożywczymi. Rozumieją to sieci handlowe, które na każdym dużym osiedlu lokują nawet po kilka dyskontów. Ekspert zwraca też uwagę na to, że supermarkety i hipermarkety nie poddały się całkowicie w starciu z dyskontami i od czasu do czasu próbują mocniej zawalczyć o klientów, ale oni podchodzą do tych zabiegów z dystansem.

– Konkurencja pomiędzy formatami jak najbardziej służy konsumentom, którzy zyskują szeroki wybór pomiędzy różnego typu ofertami i okazjami. Supermarkety i hipermarkety muszą się mocno starać, żeby utrzymywać wysoką konkurencyjność. Oczywiście dyskonty też powinny stale trzymać rękę na pulsie, żeby nie tracić swojej pozycji na rynku – mówi Chołuj.

Natomiast dr Kłosiewicz-Górecka nie przewiduje, by w najbliższym czasie pozycja dyskontów miała ulec istotnej zmianie, chociaż wraz z malejącą inflacją coraz bardziej popularne stawać się będą zakupy w convenience stores oraz w sklepach autonomicznych.

Czynsze za powierzchnie magazynowe i logistyczne w Europie nadal będą wzrastać pomimo wzrostu wskaźnika pustostanów

Według najnowszego raportu pt. „European Logistics Outlook”, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Savills, czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i logistyczne w Europie wzrosły w minionych czterech kwartałach o 10,4%. W najbliższym czasie trend wzrostowy stawek czynszowych utrzyma się pomimo spowolnienia aktywności najemców i związanego z tym wzrostu stopy pustostanów w pierwszym kwartale 2023 r. do 3,5%.

Różnice pomiędzy czynszami bazowymi i efektywnymi w Polsce zmniejszyły się na przestrzeni ostatnich kwartałów, ponieważ deweloperzy oferują najemcom ograniczone pakiety zachęt, jak na przykład krótsze okresy bezczynszowe czy mniejsze kontrybucje finansowe. Czynsze efektywne wahają się od 2,90 do 5,75 euro/m kw./miesiąc za moduły wielkopowierzchniowe i przekraczają 5,75 euro/m kw./miesiąc w przypadku obiektów typu SBU. Wzrost czynszów bazowych od początku 2022 r. wyniósł średnio ok. 15-25%, natomiast czynsze efektywne wzrosły w tym czasie o ok. 20-30%.

Trend wzrostowy podaży w UE może się utrzymać w drugim kwartale i kolejnych miesiącach, aż do czasu, gdy spadek liczby nowo rozpoczynanych inwestycji zacznie przekładać się na mniejszą ilość powierzchni oddawanej do użytku pod koniec bieżącego roku. Wskaźniki pustostanów wzrosły na większości rynków, przy czym najbardziej w Budapeszcie (+210 pb), Polsce (+200 pb) i Wielkiej Brytanii (+100 pb). Jednak, jak podaje Savills, odsetek niewynajętych powierzchni ponownie zmniejszył się w pierwszym kwartale w Holandii i Dublinie – odpowiednio o 60 pb i 30 pb.

W pierwszych trzech miesiącach 2022 r. stopa pustostanów w Polsce wzrosła do 6,2% – głównie z powodu oddania do użytku dużej ilości nowej powierzchni od początku 2023 r. Wolumen istniejącej powierzchni w Polsce powiększył się w pierwszym kwartale o ok. 7%, natomiast od wybuchu pandemii zasoby powierzchni magazynowej i logistycznej wzrosły o ponad połowę.

„Wskaźniki pustostanów wzrastają na większości rynków, ale ograniczona ilość powierzchni w budowie w minionej dekadzie oraz duży popyt ze strony najemców w ostatnich latach stwarzają przestrzeń do kolejnych podwyżek czynszów” – komentuje Andrew Blennerhassett, dyrektor w dziale badań europejskich rynków nieruchomości logistycznych w Savills.

Do końca bieżącego roku prognozy makroekonomiczne powinny się wykrystalizować czy nawet poprawić, ale ogólny spadek sprzedaży detalicznej i słabe nastroje gospodarcze zaczynają wpływać na sytuację na rynkach najmu. Savills szacuje, że w pierwszych trzech miesiącach 2023 r. popyt ze strony najemców w Europie wyniósł ponad 650 tys. m kw., co oznacza spadek o 16% w porównaniu ze średnią pięcioletnią za pierwszy kwartał.

„Kontekst ma kluczowe znaczenie w naszej analizie rynku, na którym najpierw odnotowywano dynamiczną ekspansję, a następnie okres umiarkowanego wzrostu. Porównując dane roczne z pierwszym kwartałem 2022 roku, należy podkreślić, że są one zbliżone do wyników z trzech lat poprzedzających pandemię oraz że porównanie dotyczy najlepszego pierwszego kwartału w historii. Ponadto popyt w porównaniu z pierwszym kwartałem 2019 roku, w którym rynek jeszcze znajdował się w dobrej kondycji w stosunku do czasów przedcovidowych, wzrósł o 1%, co świadczy o powrocie do średniej sprzed pandemii. Co więcej, poprawa sytuacji gospodarczej i wzrost aktywności firm działających w sektorze handlu internetowego, chociażby koncernu Amazon, mogą przyczynić się do silnego ożywienia w perspektywie średnioterminowej” – dodaje Andrew Blennerhassett.

Jak podaje Savills, wolumen transakcji inwestycyjnych zmniejszył się o 49% w ujęciu kwartalnym i aż o 73% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2022 r., który był rekordowy. Wartość obrotów za pierwszy kwartał na poziomie 5,1 mld euro to najniższy wynik od czasu globalnego kryzysu finansowego i o 57% niższy od średniej pięcioletniej. Największe spadki odnotowano na Węgrzech, w Norwegii, Belgii i we Francji, a w mniejszym stopniu także w Czechach, Irlandii i Portugalii. Aktywność transakcyjna wzrosła jedynie w Polsce i Rumunii.

„Spowolnienie aktywności inwestycyjnej zostało spowodowane głównie przez zacieśnianie polityki pieniężnej przez banki centralne, które podnosiły stopy procentowe, co przekładało się na wzrost kosztów finansowania, negatywnie wpływając na nastroje inwestorów. Przewidujemy, że stabilizacja rynku i spadek niepewności przyczynią się do wzrostu liczby transakcji zawieranych w kolejnych miesiącach bieżącego roku” – mówi Marcus de Minckwitz, dyrektor działu nieruchomości przemysłowych i logistycznych w regionie EMEA, Savills.

„Inwestorzy poszukujący możliwości finansowania inwestycji magazynowych i logistycznych w Polsce w modelu forward funding mają większą pewność co do kosztów budowy w 2023 r., które znacząco spadły z rekordowych poziomów notowanych w 2022 r. Ponadto obserwujemy wzrost zainteresowania realizacją nowych projektów wśród firm wykonawczych o ugruntowanej pozycji na rynku. Stawki czynszów w Polsce są obecnie najwyższe w historii. Czynniki te przekładają się na bardziej atrakcyjną stopę zwrotu niż w przypadku wielu projektów realizowanych jeszcze w ubiegłym roku. Inwestorzy zwracają coraz większą uwagę na standard i parametry techniczne oraz zdają sobie sprawę ze znaczenia wszystkich aspektów związanych z ESG dla realizowanych inwestycji. Obawy inwestorów dotyczą głównie niepewności co do ceny sprzedaży skomercjalizowanych obiektów, ale niepewność ta szybko zniknie wraz z ustabilizowaniem się sytuacji na globalnych rynkach” – mówi John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.

Czy lotnisko w Radomiu jest potrzebne?

Badania ruchu lotniczego oraz prognozy zrealizowane na rzecz CPK mówią o rosnących potrzebach na polskich lotniskach – stąd inwestycje w CPK oraz Radom. Jednak ruch lotniczy nie jest tak duży, jak zakładano – miał osiągnąć 250 tys. osób w tym roku i 450 tys. w przyszłym. Tymczasem jest niższy o około 40% – czyli o ponad 100 tysięcy osób. Nie wiadomo także, jak ruch będzie kształtował się po sezonie – jesienią i zimą. Stąd budowanie kolejnych lotnisk może być deficytowe – a to oznacza dopłacanie do ich utrzymania z budżetu – czyli z kieszeni podatnika. To stawia pod znakiem zapytania – czy takie inwestycje, jak lotnisko w Radomiu, mają sens?

– Problem z lotniskami pojawił się już kilka lat temu, kiedy rozmawiano o tym, jakie i ile docelowo lotnisk powinno obsługiwać Warszawę czy aglomerację warszawską. Forsując lotnisko w Radomiu jakby nie zauważano lotniska w Modlinie. Nawet sąd musiał interweniować i zmuszać PPL, który jest współwłaścicielem do tego, żeby nie blokował wydatkowania pieniędzy na rozbudowę Modlina – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR. – Brak prac inwestycyjnych na lotnisku, jak chociażby remont drogi kołowania – doprowadziłby pewnie do tego, że lotnisko musiałoby być zamknięte z przyczyn bezpieczeństwa. Gdzie przeniesiono by ponad 3 mln pasażerów? Lotnisko w Modlinie dawno przekroczyło poziomy sprzed pandemii. Jednak z powodu braku możliwości rozbudowy wybrano inwestycję w Radom. Tymczasem to absolutnie nie jest lotnisko dla warszawiaków. Po co my mamy jechać z Warszawy godzinę drogą czy godzinę pociągiem, skoro mamy znakomitą ofertę tutaj na Okęciu? To jest lotnisko dla Radomia, dla części dawnego województwa radomskiego, części świętokrzyskiego, może trochę części lubelskiego – ale to jest za mało, żeby to lotnisko mogła żyć pełnią życia. Pomimo obietnic tego lotniska nadal nie ma – jest opóźnione o dwa i pół roku. Miało kosztować 400 milionów złotych, a obecnie to ponad 800 milionów zł. Planowano wielki dworzec kolejowy czy szybką kolej z Warszawy do Łodzi już nawet w 2027 roku. Tymczasem tej infrastruktury nadal nie widać. Ale zainwestowano już ogromne środki w lotnisko w Radomiu. Więc ja – mimo że byłem przeciwnikiem tego lotniska – uważam teraz, że trzeba zrobić wszystko, żeby ono jak najkrócej przynosiło straty – analizuje Furgalski.