Brakuje innowacyjnych rozwiązań do walki z problemem smogu w miastach. Trwają poszukiwania start-upów mogących dostarczyć takie technologie

Brakuje innowacyjnych rozwiązań do walki z problemem smogu w miastach. Trwają poszukiwania start-upów mogących dostarczyć takie technologie 1

Ubóstwo energetyczne, które dotyka w Polsce nawet 4,6 mln osób, problem smogu w miastach, cyberbezpieczeństwo elektrowni i digitalizacja całego sektora energetycznego – to tylko część wyzwań, które można częściowo rozwiązać poprzez innowacje w energetyce. Start-upy wnoszą zupełnie nowe rozwiązania i inne postrzeganie biznesu niż tradycyjne, konserwatywne przedsiębiorstwa energetyczne. Najlepsze pomysły w regionie Europy Środkowo-Wschodniej poszukiwane są w ramach konkursu PowerUp!, organizowanego przez EIT InnoEnergy. Zgłoszenia przyjmowane są do 19 kwietnia.

– W EIT InnoEnergy staramy się, działając z innowatorami i przedsiębiorcami z całej Europy, tworzyć nowe rozwiązania, które pozwolą odpowiedzieć na wyzwania sektora energetycznego, a jest ich bardzo wiele. Jednym z nich jest zanieczyszczenie powietrza. Kluczowymi czynnikami, które tworzą ten problem są transport i ciepłownictwo, a w zasadzie indywidualne źródła spalania, czyli to czym ogrzewamy się w domach. Ten problem można rozwiązać przez innowacyjne rozwiązania w energetyce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Lewenstein, Innovation Officer w EIT InnoEnergy.

Na tle Europy Polska jest niechlubnym liderem w rankingu państw z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem. Ilość dni, w których dopuszczalny poziom zanieczyszczeń w powietrzu zostaje przekroczony, jest w polskich miastach rekordowa. Smog to nie jedyny problem, który można częściowo rozwiązać poprzez innowacje w energetyce – należą do nich również np. ubóstwo energetyczne, które według Instytutu Badań Strukturalnych dotyka 12 proc. mieszkańców Polski (ok. 4,6 mln osób), czy cyberzagrożenia, ponieważ celem ataków hakerskich coraz częściej stają się także elektrownie. W czerwcu 2017 roku hakerzy zaatakowali nieczynną elektrownię w Czarnobylu, miesiąc później miała miejsce nieudana próba przejęcia kontroli nad przepływem energii w całej Irlandii.

 Kolejny aspekt to kwestia kosztów wytwarzania energii i ceny, jaką musimy zapłacić za korzystanie z niej. Innowacje w energetyce i sektorze cleantech pozwalają obniżyć te koszty, dzięki czemu energia staje się bardziej dostępna. To szczególnie istotne w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie ubóstwo energetyczne jest istotnym problemem – mówi Marcin Lewenstein. – To także kwestie związane z rynkiem pracy i kondycją gospodarki. Konkurencyjność w zglobalizowanym świecie zależy od wielu aspektów, jednym z nich jest właśnie dostęp do taniej i czystej energii.

Ekspert EIT InnoEnergy podkreśla, że innowacje w energetyce w tym cleantech (red. działania, które wdrażają produkty czy procesy, które przyczyniają się do produkcji energii odnawialnej lub materiałów ekologicznych) to szansa sprostania wyzwaniom cywilizacyjnym i globalnym megatrendom – takim jak przenoszenie się ludności do miast, które wymusza inwestycje w rozwiązania z zakresu smart cities, czy gospodarka w obiegu zamkniętym.

 To drugi megatrend, który zwraca uwagę innowatorów z całego świata. Wykorzystanie energii, ciepła z odpadów, pozyskiwanie energii tam, gdzie mamy jej nadwyżki. Kolejny obszar to inżynieria materiałowa, bo ona może mieć spore znaczenie w kwestiach związanych z magazynowaniem i pozyskiwaniem energii. Wreszcie mamy kwestię cyfryzacji energetyki. To nie tylko blockchain czy IoT, ale też diagnostyka predykcyjna, automatyka, robotyka, a przede wszystkim cyberbezpieczeństwo. Na te rozwiązania mocno stawiamy – mówi Marcin Lewenstein.

Jak podkreśla, start-upy wnoszą zupełnie nowe pomysły i rozwiązania niż tradycyjne konserwatywne przedsiębiorstwa energetyczne. Przewagą młodych innowacyjnych firm są m.in. zdolność adaptacji, szybkość uczenia się, podejmowania decyzji i prototypowania, umiejętność uczenia się na własnych błędach, a także otwartość na współpracę międzynarodową.

– W InnoEnergy stworzyliśmy konkurs PowerUp! m.in. dlatego, żeby znaleźć najlepsze start-upy i umożliwić im współpracę z największymi graczami rynku energii poprzez akcelerator, który daje możliwość skorzystania z całej sieci powiązań stworzonej w Europie przez InnoEnergy w tym sektorze. To ostatni moment, bo aplikacje można składać do 19 kwietnia. Nagrodą w konkursie jest m.in. możliwość wejścia do naszego akceleratora Highway – mówi Marcin Lewenstein.

 Konkurs PowerUp! kierowany jest w tym roku do nie tylko start-upów z branży energii, ale też z branży cleantech, mobility, cybersecurity czy smart city. Poprzez cybersecurity mamy na myśli cyberbezpieczeństwo w obszarze energii i bezpieczeństwa w sieci. Cleantech to wszelkiego rodzaju czyste technologie zwalczające smog. Mobility to technologie związane z mobilnością. Smart city to technologie, które uczynią nasze miasta i domy inteligentnymi – uzupełnia Michał Kraszewski, Business Creation Manager w EIT InnoEnergy.

PowerUp! to jeden z największych konkursów dla start-upów z sektora cleantech i energetyki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Aby się zgłosić, należy mieć projekt związany z energią i prototyp oraz wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie internetowej konkursu. Po ich weryfikacji wybrane zespoły wezmą udział w krajowych bootcampach, czyli warsztatach biznesowych z mentorami.

 Są to warsztaty, na których przedsiębiorcy mają okazję sprawdzić swoje prezentacje i podszkolić się pod względem swoich wystąpień publicznych, ale także mają możliwość ocenić swoje pomysły biznesowe z ekspertami. Kolejna korzyść to możliwość zaprezentowania się przed naszymi przedstawicielami, a być może przyciągnąć naszą inwestycję. W tym roku – z racji dużej liczby chętnych i aby wzmocnić wolę walki – podnieśliśmy główną nagrodę z 20 do 30 tys. euro. Poza tym, pierwsze trzy miejsca otrzymają od nas propozycję inwestycyjną – mówi Michał Kraszewski.

Nagrody za drugie i trzecie miejsce w konkursie PowerUp! Wynoszą kolejno 10 i 5 tys. euro. Najlepiej rokujące zespoły zostaną zaproszone do akceleratora Highway by InnoEnergy, w którym na rozwinięcie działalności można zdobyć aż 150 tys. euro.

To już czwarta edycja konkursu. Jak podkreślają przedstawiciele organizatora, laureaci poprzednich świetnie radzą sobie na rynku, sprzedając swoje rozwiązania.

 Pierwszy przykład to spółka Sepin, która produkuje czytniki do odczytu energii lub gazu z licznika, a następnie przekazujące odczyt do chmury. Dostęp do tych danych ma nie tylko klient, który kontroluje w ten sposób swoje zużycie mediów, ale także gazownia czy elektrownia, która oszczędza na tym, że nie musi wysyłać lokalnych ekip do spisywania liczników. Druga spółka Bin-e produkuje inteligentne kosze na śmieci. Odpady są przez nie automatycznie rozpoznawane i wrzucane do odpowiedniej przegrody. Firma nie musi płacić za wywóz śmieci, ale może sprzedawać surowce wtórne. Spółka Bin-e przyciągnęła drugą rundę finansowania i podpisała umowę z dużym dystrybutorem na sprzedaż swoich urządzeń – mówi Michał Kraszewski.

InnoEnergy jest wspierane przez EIT (Europejski Instytut Innowacji i Technologii), podmiot Unii Europejskiej.

W Europie w 2020 roku co czwarte euro ma być wydawane online. Operatorzy telekomunikacyjni chcą wspierać proces cyfryzacji polskich firm

W Europie w 2020 roku co czwarte euro ma być wydawane online. Operatorzy telekomunikacyjni chcą wspierać proces cyfryzacji polskich firm 2

Małe i średnie przedsiębiorstwa w niewielkim stopniu wykorzystują cyfrowe możliwości. Tylko co czwarta firma korzysta z e-commerce, blisko 60 proc. nie używa mediów społecznościowych, a tylko 9 proc. oferuje cyfrowe usługi. To jednak będzie się stopniowo zmieniać. Z badań T-Mobile wynika, że już w 2020 roku w Europie co czwarte euro ma być wydawane online. Dlatego operator telekomunikacyjny zapowiada nową strategię na rzecz wspierania cyfryzacji małych i średnich firm i startuje z nową ofertą dla tego segmentu klientów.

– W Polsce wciąż jest duże pole do wykorzystywania cyfrowych rozwiązań, szczególnie w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw. Wielu klientów B2B korzysta z cyfrowych narzędzi, m.in. w zakresie e-commerce, chcąc zaoferować dodatkowe korzyści swoim klientom. Ale jesteśmy dopiero na początku drogi i mamy duży potencjał rozwoju. Jako T-Mobile Polska chcemy być partnerem firm, który pomaga im budować własne rozwiązania lub korzystać z naszych, również tych opartych o chmurę, żeby budować cyfrowe doświadczenia swoich klientów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjnej Newseria Biznes Andreas Maierhofer, prezes zarządu T-Mobile Polska.

Z analizy DESI – Indeksu Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego – wynika, że pod względem cyfryzacji jesteśmy w ogonie Europy, za nami w rankingu jest tylko 5 krajów. O ile e-administracja nie wygląda bardzo źle, to na tle europejskiej konkurencji słabo wypadają nasze przedsiębiorstwa. Im mniejsze, tym gorzej u nich z cyfryzacją. W Polsce działa ok. 2 mln małych firm, które stanowią 96 proc. ogółu przedsiębiorców. Badanie Banku Pekao S.A. wskazuje, że blisko 60 proc. z nich nie używa mediów społecznościowych, 75 proc. nie prowadzi sprzedaży przez internet, a zaledwie 9 proc. oferuje produkty cyfrowe.

– Małe i średnie firmy potrzebują przede wszystkim najlepszej możliwej łączności. Platforma cyfrowa musi być dostępna dla klientów zawsze i wszędzie. Nie można więc już dłużej polegać wyłącznie na łączach stacjonarnych, ale trzeba zapewniać łączność drogą mobilną. T-Mobile jest niekwestionowanym liderem, jeżeli chodzi o  prędkość i przepustowość sieci mobilnej. Druga kwestia to uproszczenie procesów. Nawet najlepsze połączenie na nic się przyda, jeżeli nie zapewnimy prostych usług naszym klientom, by mogli za pomocą dwóch kliknięć zrealizować transakcję – wyjaśnia Andreas Maierhofer.

Najwięksi operatorzy zaczęli dostrzegać potrzeby małych przedsiębiorstw i dostosowywać do nich swoją ofertę. Dla T-Mobile również jest to jeden z priorytetowych kierunków. Jak podkreśla prezes spółki, w segmencie klientów indywidualnych pozycja została już wypracowana, przyszedł czas na dopracowanie oferty dla segmentu B2B.

– Dużym firmom dedykujemy potencjał niedawno przejętej spółki T-Systems, a więc skrojone na miarę rozwiązania informatyczne zarówno w segmencie stacjonarnym, jak i mobilnym. Drugi element to oferta dla małych i średnich przedsiębiorstw. Chcemy być dla nich partnerem w cyfryzacji biznesu, tak by ich klienci odnieśli z tego największe możliwe korzyści – podkreśla Andreas Maierhofer.

Nowa oferta T-Mobile dla najmniejszych firm – Magenta Biznes – startuje 18 kwietnia. Z założenia ma w dużym stopniu przypominać oferty dostępne wcześniej tylko dla dużych przedsiębiorstw. Dotychczas małe podmioty musiały wybierać między różnymi propozycjami. Teraz w ramach zryczałtowanej opłaty wszystkie usługi będą dostępne w opcji no-limits. Magenta Biznes to jednak nie tylko rozwiązania telekomunikacyjne, ale również dodatkowe usługi cyfrowe, które mają pomóc firmom w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Oferta T-Mobile zmienia całkowicie zasady, które do tej pory obowiązują na rynku dla małych firm. Przede wszystkim nie ma już rozróżnienia na promocje głosowe czy na internet. Wszystkie taryfy, które proponujemy, są kompleksowe. Klient jednorazowo decyduje się na pewną wysokość opłaty za dostęp do internetu i do rozwiązań głosowych, a potem tylko podłącza poszczególne karty SIM – tyle, ile w danym momencie potrzebuje – przekonuje Marta Szwakopf, dyrektor ds. marketingu B2B w T-Mobile Polska.

Na nową ofertę składają się cztery podstawowe plany taryfowe (od 40 do 120 zł miesięcznie). W każdej przedsiębiorca otrzymuje dwie karty SIM – jedną do smartfona, która umożliwia prowadzenie rozmów, wysyłanie wiadomości SMS/MMS i korzystanie z internetu mobilnego, oraz drugą kartę internetową, którą można umieścić w tablecie lub routerze. Dodatkowo, można dokupić karty SIM dla pracowników, nawet tych sezonowych. Jeśli karta nie będzie używana, po pół roku od zakupu miesięcznie będzie kosztować tylko złotówkę. W ramach oferty można też korzystać z internetu w roamingu UE.

Kolejne istotne rozwiązanie to możliwość dokupowania sprzętów w dowolnym momencie trwania kontraktu. Te ceny są łatwe do porównania na rynku, klient deklaruje, jaką ratę miesięczną za sprzęt chce płacić – wskazuje Marta Szwakopf.

Wysokość dodatkowej raty za urządzenie wyniesie od 5 do 180 zł za sprzęt, niezależnie od abonamentu. Sprzęt można kupić przy podpisaniu umowy lub pół roku później.

Kolejnym krokiem, jakim chcemy wspierać cyfryzację polskich firm, jest wprowadzenie usług z zakresu IT, które klienci deklarują jako podstawowe i z których chcą lub muszą korzystać. To przede wszystkim pakiet Office, najczęściej potrzebny firmom. Nie tylko wprowadzamy ten pakiet w dobrej cenie, ale również dajemy wsparcie IT – konsultantów, którzy pomogą zdalnie rozwiązać ewentualne bieżące problemy – mówi Szwakopf.

W codziennym prowadzeniu biznesu pomogą też księgowość online, która umożliwi m.in. samodzielne prowadzenie księgowości oraz generowanie i przekazywanie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Dla przedsiębiorców przydatne mogą się też okazać rozwiązania, które pomogą w promocji firmy w sieci, czy wirtualna centrala – gdy pracownik nie może odebrać, rozmowa zostaje przekierowana do kolejnego pracownika.

Chorzy na zaawansowanego Parkinsona mogą normalnie pracować. Szansą dla nich są terapie infuzyjne

Choroba Parkinsona to jedno z najczęstszych schorzeń neurologicznych na świecie, a wyzwania rosną wraz z procesem starzenia się naszego społeczeństwa. Nowoczesne terapie infuzyjne są w stanie utrzymać sprawność nawet u pacjentów z zaawansowaną postacią choroby, pozwalając im na prowadzenie normalnego życia. W Polsce od blisko roku refundacją objęta jest jedna z nich, czyli system dojelitowych wlewów leków.

Choroba Parkinsona to schorzenie ośrodkowego układu nerwowego, polegające na zaniku zlokalizowanych w mózgu komórek dopaminergicznych. Jej objawy to spowolnienie ruchowe, sztywność mięśni oraz drżenie kończyn. Według statystyk w Polsce każdego roku chorobę tę diagnozuje się u kilku tysięcy osób – obecnie cierpi na nią ok. 80 tys. pacjentów. Schorzenie to częściej dotyka  mężczyzn, zazwyczaj między 50. a 60. rokiem życia, zdarzają się jednak również przypadki zachorowań u osób znacznie młodszych. Pacjenci poniżej 65. roku życia stanowią 18 proc. wszystkich chorych.

 Jeden z czynników ryzyka tej choroby to podeszły wiek, ale wiemy, że ona często zaczyna się w wieku produkcyjnym, czyli system musi być nastawiony na rozpoznanie, wdrożenie terapii, rehabilitację oraz przywrócenie człowieka do normalnego funkcjonowania, niezależnie od wieku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Król, wiceminister zdrowia.

Z raportu Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego wynika, że w 2016 roku koszty bezpośrednie ponoszone przez NFZ w związku z chorobą Parkinsona wyniosły blisko 67 mln zł, natomiast koszty pośrednie transferowe ponoszone przez ZUS ponad 50 mln zł. Dodatkowo schorzenie to wygenerowało w badanym okresie koszty pośrednie z tytułu utraty produktywności na poziomie ok. 113 mln zł, które to w ciągu ostatnich 5 lat wzrosły o 19 proc.

Choroba Parkinsona jest nieuleczalna, odpowiednie terapie mogą jednak spowolnić jej rozwój i znacznie poprawić jakość życia pacjentów. Przy właściwej terapii wielu chorych jest w stanie prowadzić normalny tryb życia i pracować zawodowo.

– Jednym z bardzo istotnych instrumentów terapeutycznych jest rehabilitacja. Parkinson to choroba, której przebieg można spowolnić, a objawy ograniczyć poprzez dedykowaną, profesjonalną i nakierowaną na potrzeby pacjenta rehabilitację, która powinna mieć charakter ciągły – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Właściwa rehabilitacja jest w stanie spowolnić rozwój  choroby, ma więc równorzędne znaczenie jak terapie farmakologiczne, które  dobrze sprawdzają się w leczeniu początkowego stadium choroby i są dostępne dla polskich pacjentów. W przypadku osób z zaawansowaną postacią choroby Parkinsona stosuje się inwazyjne metody chirurgiczne i terapie infuzyjne

 Jest DBS, czyli głęboka stymulacja mózgu, która pomaga około 120 chorym rocznie. Ci, którzy się na nią nie kwalifikują, od niedawna mają system dojelitowego podawania leku. To około 30 chorych rocznie – mówi Wojciech Machajek, wiceprezes Fundacji Parkinsona.

Szansą na normalne życie dla tych pacjentów są również nowoczesne terapie infuzyjne systemem Duodopa oraz apomorfina, stanowiące alternatywę dla leczenia operacyjnego. System Duodopa polega na podawaniu L-dopy w formie żelu do jelita cienkiego. Lek podawany jest poprzez pompę, wymaga więc wykonania stomii, jest jednak niezwykle skuteczny. Dojelitowe wlewy L-dopy powodują, że poziom leku w surowicy utrzymuje się na stałym poziomie, co zapobiega wielu  skutkom ubocznym pozwalając na aktywne życie.

 To daje pacjentowi, który nie zakwalifikuje się do zabiegów głębokiej stymulacji mózgu, szansę na  normalne życie przez wiele lat trwania choroby. Do tej pory chorzy, którzy już nie odpowiadali na leczenie farmakologiczne, byli skazani na spędzanie większości dnia w fotelu, związane z tym powikłania, upadki, zakażenia, infekcje, częste hospitalizacje – mówi prof. Jarosław Sławek, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Od maja 2017 roku system Duodopa jest dostępny dla polskich pacjentów w ramach programu lekowego. Od tego czasu pompę do dojelitowych wlewów L-dopy włączono u kilkunastu chorych. Zdaniem ekspertów objęcie refundacją jednej z terapii infuzyjnych stanowiło milowy krok dla polskiej neurologii w zakresie leczenia choroby Parkinsona.

– Udało się zrefundować jedną z dwóch głównych terapii. Bardzo się cieszę, że to się dokonało, bo to zbliża nas do nowoczesności. Mam nadzieję, że ten krok z ubiegłego roku będzie teraz kontynuowany poprzez drugą terapię – mówi Marek Tombarkiewicz, były wiceminister zdrowia.

Zdaniem ekspertów opieka nad pacjentami z chorobą Parkinsona w Polsce ulega stałej poprawie, choć wciąż zauważalnych jest wiele braków. Niezbędna jest zwłaszcza skoordynowana opieka nad chorymi. W jej ramach jeden ośrodek, a więc oddział neurologii z poradnią przyszpitalną, sprawowałby nadzór nad postępowaniem diagnostyczno-terapeutycznym, specjalistycznymi świadczeniami ambulatoryjnymi oraz różnymi formami rehabilitacji.

 Niezbędna jest lepsza organizacja opieki nad pacjentem, stąd nasza rekomendacja, aby stworzyć nowe rozwiązanie organizacyjne w systemie, jakim byłyby wyspecjalizowane do leczenia choroby Parkinsona poradnie przyszpitalne, ulokowane przy ośrodkach najwyższej referencyjności, które dysponują wiedzą ekspercką w leczeniu tej właśnie choroby neurologicznej, mają oddział nie tylko neurologiczny, ale również oddział neurochirurgiczny – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Od 1997 roku symbolem choroby Parkinsona jest czerwony tulipan. Z okazji przypadającego 11 kwietnia Światowego Dnia Choroby Parkinsona, Fundacja Parkinsona wręczyła nagrody osobom, które zasłużyły się w pomocy polskim pacjentom. „Tulipany Nadziei” otrzymali  prof. Jarosław Sławek, prof.  Dariusz Koziorowski i dr Marek Tombarkiewicz.

Marcin Szlenk w Radzie Nadzorczej TAURON

Zwyczajne Walne Zgromadzenie na posiedzeniu 16 kwietnia br. podjęło decyzję o poszerzeniu składu Rady Nadzorczej TAURON Polska Energia S.A. o Marcina Szlenka.

Rada Nadzorcza piątej kadencji będzie pracowała w składzie: Beata Chłodzińska (Przewodnicząca), Teresa Famulska (Wiceprzewodnicząca), Jacek Szyke (Sekretarz), Radosław Domagalski-Łabędzki, Barbara Katarzyna Łasak-Jarszak, Paweł Pampuszko, Jan Płudowski, Agnieszka Woźniak oraz Marcin Szlenk.

Inwestorzy z zadziwiająco chłodnymi głowami

Trendy wzrostowe na parach złotowych przyspieszyły. Zawirowania polityczne na świecie nie stanowią zagrożenia dla walut rynków wschodzących. Również gołębie nastawienie RPP jest ignorowane przez inwestorów. Waluty safe haven w odstawce. Zbliżamy się do ważnych wsparć na EUR/PLN i CHF/PLN. Frank szwajcarski najtańszy od 3 lat. Słabość dolara w powiązaniu z mocnym złotym pozwoliła spaść USD/PLN poniżej 3,36. GBP/PLN w skutek braku impulsów dryfuje w wąskim paśmie wahań.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.02.2017-16.04.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1551 3,5000 3,3560 4,6770
Maksimum 4,2380 3,6480 3,4550 4,8530

 

EUR/PLN

EURPLN..H1Dobra passa na złotym trwa w najlepsze. EUR/PLN właśnie przebił 4,16. Trend spadkowy nabrał więc rozpędu i kieruje się w okolicę minimów tego roku. I tak naprawdę w rejonie 4,15 należy szukać pierwszych technicznych wsparć. Bez wątpienia paliwem do spadków złotówki w relacji do głównych walut była piątkowa decyzja S&P. Agencja podniosła perspektywę ratingu ze stabilnej na pozytywną. Co również istotne podwyższone zostały perspektywy gospodarcze naszego kraju. Pozytywny sentyment dla krajowej waluty trwa w najlepsze mimo sporych zawirowań geopolitycznych na świecie. Również wewnętrzne argumenty nie przemawiają za umocnieniem złotego. Dane GUS potwierdziły spadek inflacji CPI do 1,3% w marcu. Do tego NBP podał kiepskie dane na temat rachunku handlowego. Co istotne słabo zachowuje się eksport, który wpłynął na ujemne saldo. Mimo wszystko nawet te czynniki nie przeszkadzają złotówce.

CHF/PLN

CHFPLN..H1Identyczną sytuację mamy na CHF/PLN. Trend spadkowy przybrał na sile i obecnie testujemy poziom 3,50. Biorąc pod uwagę pod jaką presją spadkową jest frank szwajcarski to są spore szanse na przebicie tego poziomu. Za słabość szwajcarskiej waluty odpowiadają kolejne słabe dane o inflacji oraz słowa prezesa SNB. Thomas Jordan wskazał na kompletny brak potrzeby zacieśniania monetarnego w Szwajcarii w obecnej chwili. I nie wydaje się, by taka sytuacja miała się zmienić. SNB z pewnością poczeka na pierwsze ruchy EBC ale to już raczej w 2019 roku. Również sytuacja techniczna na EUR/CHF czyli ruch w kierunku 1,20 może wywindować CHF/PLN w okolice 3,40. I tam tak naprawdę należy szukać pierwszego wsparcia. Nie podlega jednak dyskusji, że frank powoli przestaje pełnić rolę bezpiecznej przystani. W obliczu takich zawirowań jak wojna handlowa USA-Chiny czy konflikt na linii USA-Rosja inwestorzy w ogóle nie zajmują pozycji na franku. Pytanie więc czy to zbyt optymistyczne podejście inwestorów czy jednak trwała zmiana na rynkach. Póki co nawet atak połączonych sił USA, Francji i Wielkiej Brytanii na Syrię nie wywołał fali umocnienia franka. Z pewnością kredytobiorców frankowych to cieszy, i nagle nie są zainteresowani już tematem przewalutowania swoich kredytów bo im się to nie opłaca.

EUR/PLN

EURPLN..H1Rosnący w siłę złoty wraz z osłabieniem dolara na szerokim rynku spowodował spadek USD/PLN poniżej granicy 3,36. W efekcie minima z początku marca zostały pokonane. Złożyło się to z brakiem siły pokonania 1,23 na EUR/USD. W efekcie analitycy oczekują wejścia w trend wzrostowy głównej pary nawet z poziomem docelowym powyżej 1,25. Gdyby tak się stało USD/PLN może znów kilka groszy spaść. Należy jednak pamiętać iż złoty w ostatnich tygodniach zachowuje się nad wyraz dobrze. Mimo szeregu ryzyk niemal nie traci na wartości ewentualnie w chwili risk-off na rynkach trzyma się w konsolidacji. Taka sytuacja oczywiście powoduje, że ryzyko realizacji zysków rośnie. Tym bardziej jeśli nastąpi odwrót na rynkach i dolar znów odzyska blask. Szczególnie, że w tym tygodniu szereg wystąpień członków Fed. Dzisiejsza sprzedaż detaliczna nie okazała się wsparciem dla amerykańskiej waluty. Trzeba też wskazać jedno spore ryzyko dla aprecjacji dolara. Przedłużający się konflikt w Syrii na pewno nie będzie sprzyjał wybieraniu akurat tej waluty.

GBP/PLN

GBPPLN..H1Od ubiegłego tygodnia tak naprawdę na GBP/PLN nic się nie zmieniło. Kurs nadal porusza się w ramach wyrysowanego kanału o ograniczeniach na poziomie 4,7850 i 4,8550. Od poziomu maksimum z połowy marca złotówka zyskała kilka groszy. Złożyło się to z lepszym czasem krajowej waluty ale też widoczną realizacją zysków na funcie po sporej fali umocnienia. Do tego z Wielkiej Brytanii nie docierają żadne nowe informacje czy też z gospodarki czy związane z brexitem. Inwestorzy więc czekają szczególnie na dane mogące potwierdzić planowaną podwyżkę stóp na majowym posiedzeniu BoE. I w tym tygodniu kilka takich pozycji w kalendarzu makro będzie. We wtorek średnie wynagrodzenie za luty, i wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. W środę kluczowa pozycja w kontekście polityki monetarnej a więc inflacja CPI. W piątek natomiast sprzedaż detaliczna. Impulsy więc dla funta mogą się pojawić. Możliwe także, że w przypadku realizacji zysków na złotym  kurs GBP/PLN nieco drgnie w górę.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kurs franka w dół. Perspektywy Polski w górę

Kolejny dzień CHF zbliża się do psychologicznej granicy. Agencja ratingowa podniosła perspektywę ratingu Polski. Premier Morawiecki zapowiedział kolejny pakiet reform.

Frank szturmuje 3,50 zł!

Dzisiejszego ranka frank szwajcarski zatrzymał się mniej niż pół grosza od symbolicznej granicy 3,50 zł. Powodem tego zbiegu okoliczności jest szczęśliwy zbieg okoliczności na rynkach. Z jednej strony frank traci ostatnio do euro. Z drugiej euro traci do złotego. W rezultacie frank jest najsłabszy względem złotego od ponad 3 lat. Od pamiętnego stycznia 2015 kiedy doszło do wybicia kursu szwajcarskiej waluty. Gdyby frank powrócił do poziomów sprzed tej decyzji względem euro, a złoty pozostał na obecnych poziomach względem euro, można spodziewać się franków nawet po 3,45 zł.

Perspektywa ratingu Polski w górę

W piątek agencja ratingowa S&P podniosła perspektywę ratingu Polski ze stabilnej do pozytywnej. Oznacza to, że agencja spodziewa się poprawy sytuacji w Polsce a tym samym wzrostu ratingu w przyszłości. Warto zwrócić uwagę, że jest to najostrzej oceniająca nasz kraj agencja, zatem podwyżka będzie zaledwie normalizacją do poziomu reszty oceniających nasz kraj. Decyzja wpisała się w trend umacniania się złotego. Po samej decyzji nie było widać wyraźnego ruchu na walutach. Głównym powodem jest fakt, że to na razie zaledwie zmiana perspektywy na zmianę ratingu przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.

Zmiany zapowiedziane przez premiera

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział preferencje podatkowe dla małych i średnich przedsiębiorców. Stawka CIT ma zostać obniżona do 9%. Specjaliści zwracają uwagę, że bardzo szybko może się to skończyć sytuacją, gdzie większość pracowników będzie mieć firmy by zmniejszyć opodatkowanie. Pojawiły się również zapowiedzi kolejnych programów z plus w nazwie. Te zapowiedzi wzbudziły pewien niepokój analityków. Oznaczają bowiem, że budżet będzie transferował kolejne kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. Nie znamy jeszcze źródeł finansowania tych przedsięwzięć. Dopiero jak je poznamy będzie możliwa ocena wpływu dla budżetu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja bazowa,
  • 14:30 -USA – sprzedaż detaliczna,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Centra handlowe w erze nowoczesnych technologii

Marta Machus-Burek, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International
Marta Machus-Burek, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International

Rynek detaliczny oraz branża centrów handlowych przechodzi transformację. Jednym z czynników wpływających na metamorfozę w tym sektorze jest rozwój technologii. Dotyczy on wszystkich uczestników rynku – właścicieli centrów handlowych, najemców i klientów. Zmiana stylu życia, oczekiwań, preferencji i potrzeb konsumentów, spowodowana między innymi ich rosnącą aktywnością w świecie wirtualnym, determinuje rozwój technologii także w branży centrów handlowych. Dziś klienci odwiedzający centra handlowe poszukują już nie tylko sklepów pod jednym dachem, ale także nowych doświadczeń i emocji, które wychodzą poza obszar związany z klasycznymi zakupami.

Mobilne możliwości

Aby odnaleźć swoje miejsce w erze digitalizacji, centra handlowe na nowo definiują siebie i jednym z elementów nowych strategii czynią wykorzystanie mobilnych i lokalizacyjnych technologii. W praktyce oznacza to systematyczne budowanie i zwiększanie aktywności w przestrzeni wirtualnej, czyli tam, gdzie spędzają czas ich klienci.

Jedną z odpowiedzi na te potrzeby było stworzenie i uruchomienie wszelkiego rodzaju aplikacji mobilnych, które nie ograniczają się tylko do mobilnej wersji strony internetowej. Prócz tego posiadają wyszukiwarki sklepów czy ofert, umożliwiają identyfikację samochodu na parkingu lub oferują programy lojalnościowe oraz komunikatory i chatboty.

Siła lokalizacji

Przyszłość handlu koncentruje się na rozwoju personalizowanych ofert i doświadczeń. W ich tworzeniu kluczowe są właśnie aplikacje mobilne centrów handlowych, które stanowią ważne źródło danych na temat preferencji i nawyków klientów, ale także technologie lokalizacyjne, takie jak: geolokalizacja, bluetooth, beacony czy wi-fi. Analiza danych zgromadzonych za ich pomocą pozwala nie tylko zrozumieć zachowania konsumenckie, ale także przygotować dla każdego klienta spersonalizowaną ofertę, czyniąc jego doświadczenie zakupów bardziej indywidualnym. Takie działania mogą wpływać na wybór danego miejsca na zakupy, zwiększając penetrację danego centrum w określonej strefie oddziaływania, utrzymywać zaangażowanie klienta w markę czy stymulować do zakupów.

Rozumie to coraz więcej właścicieli centrów handlowych. Przykładem jest Simon Property Group w USA, jedna z największych firm na rynku nieruchomości handlowych, która zainstalowała prawie 5000 beaconów w 192 centrach. Ponadto jako pierwsza firma wprowadziła własny komunikator mobilny dla klientów, który umożliwia natychmiastową komunikację z obsługą centrum handlowego.

Lokowanie zintegrowanych z aplikacjami beaconów w centrach handlowych daje także możliwość ich integracji z aplikacjami najemców w celu osiągnięcia lepszej synergii działań skierowanych na klienta.

Ekrany LED są już standardem

Dla poprawy doświadczeń przebywania w obiektach handlowych, ich właściciele inwestują także w rozwiązania związane z wystrojem wnętrz czy digital signage (digital merchandising). Wszelkiego rodzaju ekrany stają się ważnym elementem brandingu obiektu, wystroju wnętrza budującym jego atmosferę, ale i platformą przekazów wizerunkowo-słownych. Obecne technologie LED potrafią stworzyć widowisko wizualne wpływające na pozytywne emocje klientów i ich doświadczenie przebywania w danym miejscu. Mają je zarówno nowo oddane do użytku obiekty, np. Posnania czy Wroclavia, jak i starsze, zmodernizowane centra handlowe. Rozwój technologii LED przekłada się także na konkretne oszczędności związane ze zużyciem energii w oświetlaniu czy dekorowaniu obiektów handlowych i sklepów.

Sieci handlowe też działają

Najemcy, podobnie jak właściciele centrów handlowych, stoją przed wyzwaniem, aby przyciągnąć do sklepów klientów, którzy coraz więcej czasu spędzają w świecie wirtualnym. Wprowadzanie digitalizacji i digital experience jest jednym ze skuteczniejszych elementów takiej strategii.

Przykładem firmy wykorzystującej nowoczesne technologie do aktywizacji klientów jest Neiman Marcus, amerykański dom towarowy, który wprowadził do swoich sekcji z kosmetykami MemoryMirror.  Technologia zapisuje sesje stylizacji odbywające się w sklepie, aby klienci mogli je odtworzyć w domu i krok po kroku nauczyć się rekomendowanego makijażu. Takie samo rozwiązanie jest stosowane przy wyborze okularów, gdzie po przymiarce kilku par oprawek klient na jednym ekranie może porównać, w których prezentuje się najlepiej.

W przyszłości można się spodziewać, że kolejne technologie takie, jak sztuczna inteligencja czy virtual i augmented reality także staną się standardem w centrach handlowych, jako efekt rozwoju tych technologii w każdej dziedzinie biznesu.

Marta Machus-Burek, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International

Cena ropy wzmacnia waluty krajów eksportujących surowce, ale nie rubla

Miniony tydzień zakończył się osłabieniem rosyjskiej waluty, mimo, iż pozostałe waluty krajów eksportujących surowce zyskiwały z uwagi na wzrost cen ropy naftowej. Rublowi nie sprzyjały informacje o kolejnych rosyjskich sankcjach, które objęły część rosyjskich spółek i wybranych biznesmenów.

Kurs euro w stosunku do dolara amerykańskiego utrzymywał się w ostatnim tygodniu w wąskim korytarzu wahań, stąd wzrostu zmienności na rynku walutowym trzeba było szukać wśród bardziej egzotycznych walut. Sytuacja geopolityczna (m.in. wzrost napięć na linii USA-Rosja) spowodowała wzrost cen surowców, w konsekwencji umocniły się waluty krajów eksportujących towary podstawowe. W przypadku krajów G10 oznacza to aprecjację dolara australijskiego, kanadyjskiego i nowozelandzkiego. Największym zmianom uległy jednak waluty Kolumbii i Rosji. Peso kolumbijskie umocniło się dzięki nagłemu wzrostowi cen ropy naftowej, z kolei rubel rosyjski osłabił się o ponad 7% z uwagi na informacje o surowych sankcjach ze strony Stanów Zjednoczonych.

Najbliższy tydzień przyniesie kilka kluczowych informacji dla kształtowania się kursu funta brytyjskiego w relacji do głównych walut i złotego. We wtorek zostanie opublikowany raport o dochodach z rynku pracy, natomiast w środę zapoznamy się z danymi dotyczącymi inflacji w marcu. Raporty z brytyjskiej gospodarki są jedynymi istotnymi publikacjami makroekonomicznymi w tym tygodniu, stąd na zmiany na rynku walutowym mogą przekładać się inne kwestie, takie jak geopolityka.

PLN

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w kwietniu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes i towarzyszący mu podczas konferencji członkowie (prof. Łon i prof. Ancyparowicz) powtarzają, że obecnie nie ma powodu do podniesienia stóp procentowych. Zgodnie z komentarzami członków RPP powodów do zacieśnienia polityki monetarnej może nie być nawet na przestrzeni dwóch kolejnych lat.

Przechodząc do informacji bardziej pozytywnych dla złotego: agencja S&P nie zawiodła naszych oczekiwań. Wprawdzie pozostawiła rating dla Polski na poziomie BBB+, podniosła jednak perspektywę ze stabilnej na pozytywną. W oficjalnym komunikacie prasowym wyraziła również opinię że ekspansja polskiej gospodarki powinna trwać dłużej niż początkowo zakładano co mogłoby skutkować podniesieniem ratingu w 2018 roku. Decyzja agencji ratingowej nie była w pełni wyceniana, tym samym wspierała polską walutę.

Bieżący tydzień zapowiada się dość spokojnie. Głównym czynnikiem wpływającym na rynki EM pozostaje napięta sytuacja na linii Pekin – Waszyngton i decyzje podejmowane za oceanem.

GBP

Funt szterling był jedną z najlepiej radzących sobie walut G10 ostatniego tygodnia – sile waluty sprzyjał spadek politycznej niepewności związanej z negocjacjami ws. Brexitu. Rosną też oczekiwania na to, że Bank Anglii w maju zdecyduje się na kolejną podwyżkę stóp procentowych – wzrost tych oczekiwań również przyczynił się do umocnienia funta. Dane dotyczące inflacji oraz rynku pracy, które zostaną opublikowane w tym tygodniu, to ostatnie kluczowe informacje z którymi organ decyzyjny BoE zapozna się przed swoim majowym spotkaniem. Uważamy, że wtorkowe i środowe dane musiałyby się okazać zaskakująco negatywne, aby istniała szansa na odroczenie podwyżek stóp procentowych. Jesteśmy również zdania, że funt będzie nadal umacniał się względem wspólnej europejskiej waluty i złotego.

EUR

Informacje o spadku dynamiki produkcji przemysłowej w lutym ściągnęły euro w dół. To już kolejne dane ze Starego Kontynentu, które zaskoczyły negatywnie, sugerując, iż ekspansja europejskich gospodarek może spowalniać. W tym momencie jednak nie planujemy zmian naszej prognozy dla euro, biorąc pod uwagę, iż dane ze strefy euro, mimo, iż gorsze od oczekiwań nadal są wyjątkowo dobre.

Kalendarz ekonomiczny dla strefy euro pozostaje w tym tygodniu względnie pusty, stąd w oczekiwaniu na kluczowe spotkanie Europejskiego Banku Centralnego (26 kwietnia) kurs euro powinien być zależny od czynników zewnętrznych.

USD

Minutki z marcowego spotkania Rezerwy Federalnej opublikowane w zeszłym tygodniu można określić jako dość jastrzębie. Wydaje się, że większość członków FOMC ma obecnie większe oczekiwania zarówno co do perspektyw amerykańskiego rynku pracy jak i spodziewa się szybszego tempa podwyżek stóp procentowych.

Według raportu o dynamice cen w marcu, inflacja bazowa (przy której obliczaniu nie uwzględnia się zmian cen niektórych komponentów, np. żywności i energii) przekroczyła wartość 2% w ujęciu rocznym. Oznacza to, że po raz pierwszy od 2016 r. dynamika cen osiągnęła poziom wyższy od celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej.

Pod nieobecności istotniejszych danych gospodarczych, w tym tygodniu uwaga rynków powinna być skupiona na pozostałych kwestiach, w szczególności geopolitycznych. Dla inwestorów w USA istotne będą również wypowiedzi członków FED, w które będzie obfitował bieżący tydzień.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Anonimizacja przedsiębiorstwa – przeniesienie spółki za granicę

Dynamicznie postępująca fiskalizacja obrotu gospodarczego i coraz bardziej represyjna polityka podatkowa państwa zmuszają przedsiębiorców do szukania skutecznych w tych warunkach sposobów ochrony majątku. Firmy wolą unikać zainteresowania ze strony fiskusa, bo skutkować ono może wszczęciem postępowań podatkowych czy kontroli skarbowych. Jednym ze skutecznych sposobów na to, by nie zostać wziętym na celownik przez organy podatkowe, jest anonimizacja biznesu, np. poprzez przeniesienie siedziby spółki za granicę.

Przeniesienie działalności za granicę, formalnie rzecz biorąc, wiąże się ze zmianą rezydencji podatkowej, czyli zmianą miejsca siedziby spółki. W obliczu niekorzystnych zmian prawnych, mających wpływ na pogorszenie się warunków do prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, na takie rozwiązanie decyduje się coraz więcej rodzimych przedsiębiorców. Nic w tym dziwnego – wiele krajów, również europejskich, oferuje swoim rezydentom podatkowym nie tylko bardzo korzystne warunki ekonomiczne, ale także przyjazne otoczenie biznesowe, sprzyjające rozwojowi firmy.

Ważny wybór jurysdykcji

Lista państw, których regulacje prawne zachęcają do emigracji podatkowej, jest długa, a oferowane udogodnienia – rozmaite. Przed przeniesieniem siedziby spółki za granicę trzeba więc dokładnie przeanalizować, którą z docelowych jurysdykcji najlepiej wybrać w konkretnej sytuacji przedsiębiorcy. Jedne jurysdykcje nie wymagają prowadzenia ksiąg rachunkowych czy sprawozdawczości finansowej, inne oferują ulgi w zakresie VAT, podatku dochodowego lub od nieruchomości… A wybór jest coraz większy – popularnym kierunkom do założenia lub przeniesienia spółki za granicę, takim jak Wyspy Marshalla, Malta, Cypr, Gibraltar, spółkom amerykańskim czy spółkom brytyjskim, z roku na rok przybywa konkurencji. W styczniu Unia Europejska usunęła z listy tzw. „rajów podatkowych” kolejnych 8 państw. Utworzenie na ich terenach spółki nie tylko służy anonimizacji przedsiębiorstwa, ale również niesie ze sobą wiele innych korzyści.

Zalety przeniesienia działalności za granicę

Przeniesienie działalności gospodarczej za granicę pozwala skorzystać z uproszczonych procedur administracyjnych i zmniejszyć liczbę formalności, które trzeba załatwić. Za granicą proces rejestracji nawet najbardziej skomplikowanego podmiotu trwa zazwyczaj nie więcej niż kilka dni, łącznie z wpisem spółki do stosownego rejestru. W Polsce zaś sam wniosek o rejestrację spółki sąd rejestrowy może rozpoznawać przez przynajmniej kilka tygodni.

Najważniejszym czynnikiem przemawiającym za przeniesieniem spółki za granicę są jednak korzyści podatkowe. Polskie prawo nakłada na przedsiębiorców liczne i coraz to nowe obciążenia podatkowe. Wskutek tego oddają oni sporą część zarobionych przez firmę pieniędzy fiskusowi, niejednokrotnie tracąc w ten sposób szanse na inwestycje, a w ekstremalnych przypadkach – tracąc samą firmę. Tymczasem systemy podatkowe innych, m.in. przywołanych wyżej, państw tworzą znacznie bardziej przychylne dla biznesu środowisko.

W Unii lub poza nią

Fundacje prywatne prawa maltańskiego, jako podlegające ustawie o organizacjach pożytku publicznego, są całkowicie zwolnione od podatku dochodowego. Jednocześnie ich beneficjenci mają zagwarantowaną pełną poufność. To samo dotyczy spółek typu non-resident company w Gibraltarze, całkowicie wolnych od podatku dochodowego w przypadku dochodów osiąganych poza terytorium Gibraltaru.

Duże znaczenie ma również wielkość kwoty wolnej od podatku. Przykładowo w Wielkiej Brytanii kształtuje się ona na poziomie 45 tys. zł. Między innymi dlatego prowadzenie działalności w formie spółki w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza spółki typu limited liability partnership, cieszy się dużą popularnością wśród przedsiębiorców. Niewykluczone, że w obliczu brexitu i uzyskania przez Wielką Brytanię statusu państwa spoza Unii Europejskiej ta popularność będzie rosnąć.

Unikalny system opodatkowania w odniesieniu do niektórych dziedzin, np. własności intelektualnej, oferuje Cypr. Niskie koszty utrzymania, bezpieczeństwo inwestycji oraz liczne korzyści podatkowe czynią ten kraj idealnym miejscem do ulokowania centrum holdingowego dla działalności gospodarczej prowadzonej zarówno w Polsce, jak i na świecie.

Poza tym w niektórych państwach poziom poufności jest wyższy niż u nas i lepiej chronione są tajemnice bankowe i handlowe. Informacje o udziałowcach i członkach zarządu nie są w ogóle zbierane i przetwarzane np. przez administrację Wysp Marshalla. Swoboda prowadzenia działalności gospodarczej poza granicami kraju może nawet sięgać możliwości obrotu środkami pochodzącymi z nieudokumentowanych źródeł.

Środki ostrożności

Przeniesienie spółki za granicę obarczone jest jednak ryzykiem. Cały proces bazuje na prawie obcym, a zatem konieczna jest dobra znajomość procedur i przepisów niejednokrotnie bardzo odległych konstrukcyjnie od tych znanych w Polsce. Może się to okazać bardzo skomplikowane.

Zresztą, polskie przepisy nie ułatwiają podatnikom zmiany rezydencji podatkowej. Zgodnie z art. 3 ust. 1 i 2 ustawy o CIT podatnicy mający siedzibę lub zarząd na terytorium RP podlegają obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania. Jeżeli natomiast podatnicy nie mają na terytorium RP siedziby lub zarządu, podlegają obowiązkowi podatkowemu tylko od dochodów, które osiągają na terytorium RP. Miejscem faktycznego zarządu spółki jest miejsce, w którym odbywa się faktyczne zarządzanie podmiotem. Oznacza to, że warunek posiadania zarządu należy odczytywać nie tylko w znaczeniu formalnym, ale także w znaczeniu sprawowania na terytorium Polski zespołu czynności, które funkcjonalnie składają się na całokształt procesu zarządzania jego działalnością i majątkiem. Jeżeli zatem ciąg przyczynowo-skutkowy wskazywał będzie na Polskę, dochody spółki zagranicznej będą opodatkowane w Polsce. Jeżeli natomiast wszelkie dochody spółki zagranicznej nie będą opodatkowane na terytorium Polski, to pojawia się niebezpieczeństwo narażenia się na tzw. podatek u źródła, uregulowany w art. 3 ust. 2 ustawy o CIT.

W konsekwencji prowadzenie działalności gospodarczej za granicą może skutkować koniecznością nieustannego udowadniania, że faktyczną siedzibą spółki jest któraś z położonych za granicą rezydencji. To może nie tylko być uciążliwe, ale także generować dodatkowe koszty.

Remedium na wszystkie wymienione trudności jest odpowiednia pomoc merytoryczna, udzielana przez specjalizujące się w międzynarodowym planowaniu podatkowym kancelarie prawnopodatkowe. A sprawna i skuteczna zmiana rezydencji podatkowej pozwoli m.in. uniknąć negatywnych reakcji ze strony polskich organów podatkowych, które nie są zbyt przychylne przedsiębiorcom przenoszącym siedzibę spółki za granicę.

Anonimizacja przez powiernictwo

Korzystnym i sprawdzonym modelem anonimizacji biznesu jest konstrukcja powiernictwa. Polega ona na przekazaniu przez właściciela należącego do niego majątku pod zarząd komu innemu, tzw. powiernikowi, który choć rozporządza nim we własnym imieniu, to jednak czyni to na rzecz właściciela. Powiernictwo idealnie sprawdza się w procesie zakładania spółki i przy nabyciu udziałów lub nieruchomości. Ta instytucja prawna pozwala na realizację transakcji przy zachowaniu wysokiego poziomu anonimowości dokonujących jej podmiotów.

Ważne, by zrobić to właściwie

Niewątpliwie anonimizacja przedsiębiorstwa poprzez przeniesienie spółki za granicę daje wiele korzyści. Może nie tylko polepszyć sytuację finansową firmy, ale także zapewnić ochronę jej majątku. Trudno jednak zmienić rezydencję podatkową całkowicie samodzielnie – przede wszystkim ze względu na bariery proceduralne i brak orientacji w obcym systemie prawnym. Chcąc poprawić sytuację przedsiębiorstwa, należy zatem być ostrożnym, by nie osiągnąć przypadkiem odwrotnego rezultatu. Dobrze jest skorzystać z profesjonalnej pomocy. Specjalizująca się w międzynarodowym planowaniu podatkowym kancelaria prawna nie tylko skutecznie i bezpiecznie przeniesie działalność przedsiębiorcy za granicę, ale i zaoferuje później bieżącą obsługę zagranicznej spółki.

Korzyści z przeniesienia spółki za granicę:

  • wzmocniony system ochrony majątku firmy;
  • korzystne otoczenie biznesowe sprzyjające rozwojowi firmy;
  • minimalizacja formalności administracyjno-organizacyjno-prawnych przedsiębiorstw;
  • liczne zwolnienia i ulgi podatkowe;
  • uproszczona procedura założenia spółki (m.in. dzięki oferowanym przez specjalizujące się w tym kancelarie prawne gotowym strukturom korporacyjnym, w które można „wstąpić”, a potem zdalnie zarządzać nimi z Polski).

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polacy szukają banku, który skredytuje najszybciej

Szukając kredytu aż 35% Polaków wybrało bank, który zaoferuje środki najszybciej – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Nest Banku. Kolejne 28% wybrało ofertę z minimalną liczbą formalności. Co ciekawe, koszty kredytu znalazły się poza podium w kredytowej hierarchii wartości. Brak wiedzy czy duża odwaga? – Mamy zaufanie do banków, ale też jesteśmy świadomi, że ceny kredytu są w nich coraz bardziej zbliżone. Dlatego gdy potrzebujemy kredytu, to chcemy otrzymać pieniądze szybko i prosto – mówi Bartłomiej Babicz z Nest Banku.

Decyzja kredytowa czynnikiWedług danych NBP, aż 69% Polaków ma zaufanie do banków. Co więcej, 72% z nas jest przekonana, że są one odpowiednio nadzorowane i działają uczciwie. Zapewne dlatego korzystając z ich usług nie zawsze jesteśmy dociekliwi. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy potrzebujemy zastrzyku gotówki. Jak pokazują badania przeprowadzone na zlecenie Nest Banku, szybkość udzielenia kredytu (35%) i minimum formalności (28%)  są najważniejszymi argumentami przy podejmowaniu decyzji kredytowej.

Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku
Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku

– Jeśli potrzebujemy zastrzyku gotówki, to zwykle nie mamy czasu na czekanie. Idziemy więc tam, gdzie dostaniemy pieniądze szybko. Chcemy też aby bank dopasował swój sposób działania do naszej sytuacji. Na przykład, żeby uwzględnił dodatkowe dochody lub oszczędności – zauważa Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku. – Na szczęście banki to rozumieją. Wiele z nich już usprawniło procesy weryfikacyjne i uprościło procedury, co skróciło czas oczekiwania na decyzję kredytową. Sprawiło to także, że „szybka pożyczka” przestała kojarzyć się wyłącznie z „niebezpiecznymi” ofertami – tłumaczy Bartłomiej Babicz.

Badanie Nest Banku pokazało, że wysokość raty była najważniejsza dla 24% Polaków, a oprocentowanie dla 21%. Tylko 5% badanych zwróciło uwagę na dodatkowe korzyści, które otrzyma jeżeli zdecyduje się na kredyt. Niespełna 7% uległo namowom doradcy, a 8% skorzystało z rady członka rodziny. Tylko 10% badanych zadeklarowało, że skorzystali z kredytu dlatego, że był dostępny przez Internet.

* Na podstawie raportu NBP: Postawy Polaków wobec obrotu bezgotówkowego luty 2017

** Na podstawie badania „Eksploracja postaw i potrzeb klientów indywidualnych oraz mikroprzedsiębiorców w kategorii bankowej” przeprowadzonego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Nest Banku

Długi czynszowe Polaków sięgają 136 mln zł

Łączna kwota długów czynszowych osób i firm zgromadzonych w BIG InfoMonitor sięga 136 mln zł. Średnio na osobę przypada ponad 11,1 tys. zł. Z powodu nieopłaconego czynszu do rejestru częściej trafiają kobiety, co czwarty dłużnik ma między 55 a 64 lata. Najmniej zamożnym w spłacie czynszów zamierza ulżyć państwo, ale tylko w pierwszych 9 latach najmu.

928 tys. zł – to dług 37-letniej mieszkanki z Podlasia. 60-latka z Legnicy zalega na kwotę 544 tys. zł. Ze względu na to, że kobiety przeważają wśród czynszowych dłużników (52 proc.) BIG InfoMonitor, to dwa pierwsze miejsca na podium czynszowych rekordzistów należą do nich. Dopiero na trzecim jest mężczyzna, 51-latek z województwa kujawsko-pomorskiego z długiem na prawie 420 tys. zł. To również długi za lokal. Łączna kwota zaległości czynszowych osób i firm zgromadzonych w BIG InfoMonitor wynosi ponad 135,8 mln zł. Zaległości dotyczą głównie osób prywatnych, bo udział firm wśród 10 385 tego typu dłużników stanowi 6,4 proc. W ciągu roku, zaległości czynszowe osób oraz firm zmniejszyły się o prawie 8,5 mln zł (z 144,4 mln zł do 135,8 mln zł), a liczba dłużników o 305 podmiotów. Dane o niepłacących za lokal trafiają jednak do BIG InfoMonitor coraz częściej. Jedna z łódzkich spółdzielni mieszkaniowych tylko w tym roku wpisała do bazy BIG-u ponad 600 dłużników, osób fizycznych. Wartość zaległości? 15 mln zł, z czego udało się odzyskać prawie 7 mln zł. Inna spółdzielnia, z Gdańska, w ciągu trzech lat wprowadziła do rejestru 3,1 tys. osób. Wartość zadłużenia to 14,7 mln zł, z czego odzyskała 13 mln zł. Nawet dla największych spółdzielni to ogromne pieniądze.Długi czynszowe sięgają 136 mln zł

Trudne Mazowsze

Czynszowe zaległości, widoczne w BIG InfoMonitor to dopiero czubek góry lodowej. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2016 r. wynika, że co czwarte z ok. 7,56 mln poddanych analizie mieszkań ma nieuregulowane opłaty. Wraz z odsetkami około 4,6 mld zł. 2,25 mld to długi lokatorów mieszkań komunalnych, 1,25 mld zł spółdzielni mieszkaniowych, 0,76 mld zł winni są niepłacący wspólnotom mieszkaniowym, 0,2 mld zł zamieszkujący lokale zakładowe i po 0,06 mld zł TBS-y oraz mieszkania Skarbu Państwa. Przeciętna kwota zaległości sięgała 2,4 tys. zł. Z analizy GUS wynika, że największy udział niepłacących czynszu, bez względu na formę własności lokalu, występuje w województwach: mazowieckim, lubelskim, lubuskim i zachodniopomorskim.

Mazowsze wypada najgorzej również w bazie BIG InfoMonitor. Długi lokatorów i firm wynoszą tu 32,9 mln zł. Ich liczba to niecałe 1,4 tys. Najwięcej dłużników czynszowych ponad 3,2 tys. ma natomiast woj. kujawsko-pomorskie. Wartość zaległości w tym regionie zbliżyła się do 22 mln zł.Długi czynszowe

Niepłacony czynsz jak darmowy kredyt

– Problem długów mieszkaniowych to nie tylko kwestia sporu na linii mieszkaniec – zarządzający.
Niepłacący to również kłopot dla innych właścicieli lokali, którzy muszą rezygnować z różnych udogodnień lub godzić się na usługi gorszej jakości. Niekiedy nieuchronne jest podniesienie zaliczek dla wszystkich. Rachunki regulujemy przecież za całe osiedle, a nie tylko za osoby, które wywiązują się z tego obowiązku w terminie
 – informuje Dominik Olechowski, wiceprezes firmy Lux Dom z Warszawy, która administruje kilkuset wspólnotami mieszkaniowymi. – Bez terminowych wpłat od mieszkańców, spółdzielnia czy wspólnota nie ma pieniędzy na bieżące opłaty, np. sprzątanie, oświetlenie, niezbędne naprawy i remonty – podkreśla. W opinii Dominika Olechowskiego część mieszkańców zwyczajnie zapomina zapłacić, ale niektórzy z premedytacją traktują to jako okazję do wzięcia darmowego kredytu, który można spłacać po kilku tygodniach. Jeszcze inni zupełnie odmawiają współpracy. Dlaczego? – Wyjaśnienia są różne: ktoś wyjechał za granicę, innemu nie podoba się ochroniarz albo sprzątaczka na osiedlu, często też mylone są zasady najmu z obowiązkami właściciela mieszkania funkcjonującego we wspólnocie. A w przypadku własności, jak wynika to z obowiązków ustawowych właściciela lokalu, konieczna jest partycypacja w utrzymaniu części wspólnych – dodaje.

Z obserwacji spółdzielni i firm zarządzających nieruchomościami widać, że problem z opóźnieniami w spłacie czynszów nasila się w wakacje oraz w grudniu.

Spółdzielnie, zarządzający nieruchomościami zazwyczaj odzywają się do dłużników po kilkunastu dniach. Po miesiącu zaczynają się przypominać. Gdy to nie skutkuje, niektóre sięgają po mocniejsze środki, jak wezwanie do zapłaty z informacją, że nieopłacenie czynszu grozi wpisem do Rejestru Dłużników np. BIG InfoMonitor. Osoby zgłoszone z długiem do BIG InfoMonitor mogą mieć kłopoty z wzięciem kredytu, pożyczki, zawarciem umowy z dostawcą internetu czy operatorem telefonii komórkowej. Wpisany do rejestru może też zapomnieć o ratach na np. nowy komputer, czy pralkę, jeśli sprzedawca prowadzący taką sprzedaż sprawdza swoich klientów w BIG-u. – Dlatego też już samo pismo sygnowane znakiem BIG-u może zmobilizować do zapłacenia zaległego czynszu. Jak wynika z naszych danych pierwsze wezwanie do zapłaty, o ile jest wysłane szybko, skłania do działania aż dwie trzecie czynszowych dłużników. Ważne aby windykowany dług powstał niedawno, wówczas łatwiej go odzyskać. Z pewnością reagowanie dopiero wtedy, gdy lokatorowi czy właścicielowi uzbiera się kilka tysięcy złotych zaległości to błąd – podkreśla Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Rząd chce dopłacać do czynszów

Rząd pracuje obecnie nad „Ustawą o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania”. Dokument trafił do konsultacji publicznych. Proponowane w projekcie rozwiązania przewidują dopłaty do czynszu w pierwszych 9 latach najmu, a ich wysokość ma zależeć od osiąganych dochodów przez gospodarstwo domowe. Jednoosobowe gospodarstwo domowe, mogłoby się ubiegać o dopłatę, jeżeli jego średni miesięczny dochód nie przekraczałby 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, publikowanego przez GUS (według GUS w ub.r. było to 4271,51 zł brutto). Za każdą kolejną osobę w gospodarstwie domowym limit 60 proc. jest byłby powiększany o 30 pkt proc. Oznacza to, że w przypadku dwuosobowego gospodarstwa limit dochodowy wynosiłby 90 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, a w przypadku trzyosobowego – 120 proc.

Wysokość dopłat ma zależeć również od kosztów budownictwa mieszkaniowego na danym terenie, powierzchni mieszkania i liczebności gospodarstwa domowego. Ich wartość będzie jednak co trzy lata obniżana. Rząd planuje, że pierwsze dopłaty miałyby być przyznawane w 2019 r. W przyszłym roku na ten cel przewidziano 400 mln zł, w każdym kolejnym roku po 400 mln zł więcej. Od 2023 r. do 2027 r. miałoby to być – 2 mld zł rocznie.

Misja wykonana

USA przeprowadziły atak rakietowy na Syrię, ale rynki nie robią sobie z tego zbyt wiele. Strategia ataku „raz, a dobrze” zdaje się dawać inwestorom powód, by nie marnować budowanego w ubiegłym tygodniu apetytu na ryzyko. Obawy o rozwój sytuacji geopolitycznej nie znikają jednak całkowicie, więc pozostaniemy na pastwie niespodziewanych nagłówków w serwisach informacyjnych.

W piątek niestety miałem dobre przeczucie, że temat syryjski może mieć przykre rozwinięcia w weekend, jednak reakcja rynku jest zdumiewająco niemal niewidoczna. Cofnięcie USD/JPY o 30 pipsów, czy wahania ceny złota w granicach 0,5 proc. nie są warte opisywania. Sugestie, że działania militarne nie przerodzą się w dłuższą kampanię (prezydent Trump stwierdził, że „misja została wykonana”) pomagają uspokoić reakcję. Mimo to kontynuacja konfliktu nie jest wykluczona: Trump ostrzegł, że odpowie na kolejny atak z wykorzystaniem broni chemicznej; prezydent Putin przestrzega przed „chaosem”, który może wyniknąć z kolejnych ataków na Syrię; USA jest gotowe na nałożenie sankcji na kolejne spółki rosyjskie, które mogą być podejrzewane o powiązania z syryjskim reżimem. W przerwach między publikacjami danych makro pozostaje śledzić serwisy informacyjne (i portale społecznościowe) na wypadek niespodziewanych komunikatów.

Możliwe, że poniedziałek zostanie wykorzystany przez inwestorów na potwierdzanie, czy rzeczywiście można zignorować weekendowe wydarzenia, czy jednak jest powód do redukcji ryzykownych pozycji. Obraz techniczny na parach z AUD, NZD i JPY wskazuje na brzydkie korekty i nieudane wybicia istotnych poziomów techniczne. To przynajmniej może ostudzić zapał do kontynuacji trendów z zeszłego tygodnia. Jeśli jednak najbliższa doba pozostanie spokojna, powrót risk-on jest drogą po linii najmniejszego oporu.
Głównym punktem kalendarza w poniedziałek jest sprzedaż detaliczna z USA. Oczekiwania są po pozytywnej stronie (0,4 proc. m/m) po serii trzech odczytów po -0,1 proc. Mimo to nie można zapominać, że USD ma problem, by wyraźnie zyskiwać po dobrych publikacjach, za to rozczarowania są skrzętnie odzwierciedlane przez rynek.

Wbrew naszym i większości rynku oczekiwaniom agencja S&P zdecydowała się na podwyższenie perspektywy ratingu Polski ze stabilnej do pozytywnej. Agencja spodziewa się mocnej ekspansji gospodarki w 2018 r. wobec solidnego popytu zewnętrznego, hojnych transferów z UE oraz odporności fundamentów Polskiej gospodarki. Rewizja wskazuje również na rosnące przekonanie, że reformy administracji podatkowej wygenerowały sekularny wzrost dochodów publicznych na poziomie ok. 0,5 proc. PKB. Ta ostatnia kwestia mogła przeważyć o zmianie oceny, pomimo podtrzymania zdania o obecności szeregu ryzyk, w tym wzrost presji na sytuację budżetową ze strony kurczącej się i starzejącej populacji w wieku produkcyjnym. Stabilność EUR/PLN dziś rano sugeruje, że za część umocnienia złotego pod koniec ubiegłego tygodnia mogło odpowiadać pozycjonowanie się inwestorów na wypadek rewizji perspektywy, w efekcie czego kontynuacja umocnienia nie jest pewna. Złoty pozostaje zdane na wahania sentymentu zewnętrznego i ostatnia poprawa nastrojów sprzyja osuwaniu EUR/PLN, choć w szerszym ujęciu nie widać, aby rynek nabierał wyraźnego kierunku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro do złotego spadł poniżej 4,165 dyskontując m.in. decyzję agencji S&P

Złoty utrzymuje okolice z końca piątkowej sesji, kiedy to dalej umacniał się, pod koniec dnia testując wsparcie na 4,165. W całym ub. tygodniu waluta nasza w relacji do euro zyskała prawie 3,5 grosza pomimo nadal obecnego ryzyka związanego z wojną handlową i geopolityką (Syria).

GUS potwierdził finalny marcowy szacunek inflacji CPI na poziomie 1,3% r/r. Jak się okazało główną przyczyną spadku cen była niższa inflacja bazowa, której odczyt NBP opublikuje w najbliższy poniedziałek (prognoza PKO: 0,7% r/r). Szczegółowe dane wskazują, że do spadku inflacji przyczyniły się w szczególności obniżki cen środków czystości, ubezpieczeń, usług transportowych i wycieczek zagranicznych. W ocenie ekonomistów PKO, kolejne miesiące powinny przynieść umiarkowany wzrost inflacji, w głównej mierze ze względu na niską bazę cen paliw. Dane inflacyjne (podobnie jak publikowane pod koniec dnia C/A) pozostały jednak bez wpływu na notowania złotego, który już od początku tygodnia oczekiwał na decyzję agencji S&P dot. ratingu i oceny perspektywy Polski. Niemniej warto wspomnieć, że w lutym deficyt obrotów bieżących Polski wyniósł 1,017 mld euro wobec 2,072 mld euro nadwyżki w styczniu. Jak wynika z danych NBP czynnikiem, który odpowiadał za zaskoczenie w relacji do prognoz (PKO: -197 mln EUR), było ujemne saldo transferów z UE.

Na początku kwietnia S&P podniósł prognozy dla Polski w tym dla PKB z 3,8% do 4,8%. Jednocześnie obniżył też prognozę długu sektora rządowego i samorządowego z 51,8% do 49,5% PKB. Obecnie agencja ocenia nasz kraj na poziomie BBB+ (najniżej ze wszystkich trzech głównych agencji ratingowych). Według Fitcha rating Polski to A- (czyli o poziom wyżej), a według Moody’s – A2 (a więc dwa poziomy wyżej niż S&P). Perspektywy wszystkich ocen do piątku były stabilne. O ile do zmiany ratingu Polski nie doszło (tak jak oczekiwano), ale agencja S&P zaskoczyła większość ekonomistów podwyższając perspektywę ratingu do pozytywnej. W komentarzu do oceny agencja napisała, że oczekuje, iż dzięki solidnemu popytowi zewnętrznemu, dużym transferom z UE oraz odporności polskiej, zróżnicowanej i otwartej gospodarki, utrzymana zostanie silna ekspansja w dalszych okresach 2018 r.

W ostatnich dniach, obok oczekiwań na pozytywne komentarze ze strony S&P, wsparciem dla złotego był też ruch kursu EURUSD do 1,24 (w połowie ub. tygodnia). Impuls do wzrostu euro dała wypowiedź członka EBC E. Nowotnego, w której wskazywał on m.in. na możliwe w tym roku rozpoczęcie normalizacji polityki pieniężnej, co torowałoby drogę do pierwszej podwyżki stóp w strefie euro. Ponadto, marcowe minutes Fedu pokazały, że co prawda w USA stopy będą dalej rosły (nie jest wykluczone, że jeszcze trzykrotnie), to jednak członkowie FOMC zaczynają obawiać się o wpływ polityki fiskalnej i handlowej administracji prezydenta Donalda Trumpa na gospodarkę, co może mieć wpływ na politykę pieniężną Fed-u w kolejnych latach. Tym samym rosnące ryzyko polityczne przeważyło prawdopodobnie nad fundamentami szczególnie, że ostatnio nie dostarczały one nowych informacji, a jedynie potwierdzały już wycenione.

W tym tygodniu złoty nadal będzie pozostawał pod wpływem geopolitycznych wydarzeń na rynkach bazowych, ale uwagę przyciągać będą też krajowe dane makro (inflacja bazowa, produkcja przemysłowa praz płace i zatrudnienie), których wydźwięk raczej nie będzie sprzyjał umacnianiu PLN. Decyzja S&P jest już w notowaniach złotego, stąd na utrzymanie zeszłotygodniowego trendu raczej są małe szanse.

rating

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Nowy koncept marki Volvo w centrum Warszawy. To pierwszy na świecie salon samochodowy połączony z kawiarnią i centrum kulturalnym

Nowy koncept marki Volvo w centrum Warszawy. To pierwszy na świecie salon samochodowy połączony z kawiarnią i centrum kulturalnym 3

Pierwszy na świecie Downtown Store marki Volvo został właśnie otwarty w ścisłym centrum Warszawy. To nowy koncept salonu samochodowego, połączonego z kawiarnią i centrum kulturalnym, gdzie – obok dobrej kawy i koncertów muzycznych – można też skorzystać z jazdy próbnej i od ręki kupić samochód. Grupą docelową marki są zabiegani, pracujący mieszkańcy Warszawy, którzy często nie mają czasu odwiedzić salonu położonego na obrzeżach miasta.

– W naszym Downtown Store będą odbywały się koncerty muzyczne – będzie to wiodące wydarzenie artystyczne, które będzie miało swoją cykliczność, a ponadto konferencje prasowe, spotkania z żeglarzami lub z ludźmi mającymi różne pasje. Oferta kulturalna będzie bogata i nie będzie się ograniczać tylko do muzyki – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

W samym centrum Warszawy, przy ul. Marszałkowskiej blisko skrzyżowania z Żurawią, marka Volvo otworzyła właśnie swój pierwszy Downtown Store, w którym – obok ekspozycji samochodów – będzie funkcjonować także kawiarnia i centrum kulturalne.

To taki salon samochodowy w miniaturce, ale także zwykła kawiarnia, która żyje w centrum miasta. Można wpaść i kupić samochód, albo po prostu posiedzieć przy kawie – mówi Stanisław Dojs.

Warszawski Downtown Store to pierwszy taki punkt Volvo na całym świecie, gdzie obok dobrej kawy i wydarzeń kulturalnych, będzie można również obejrzeć i od razu kupić samochód tej marki. Grupą docelową marki są w tym przypadku zabiegani mieszkańcy miasta, którzy nie mają czasu, żeby odwiedzić tradycyjny salon sprzedażowy.

Przede wszystkim, chcemy sprzedawać samochody, chcemy dotrzeć do klientów pracujących i mieszkających w centrum Warszawy poprzez zaprezentowanie naszych modeli, ale także poprzez rożnego rodzaju wydarzenia kulturalne związane ze Szwecją, naszą marką i kulturą szwedzką. Nasza grupa docelowa, czyli potencjalni klienci, którzy kupują Volvo, to kobiety, mężczyźni, rodziny, aktywni mieszkańcy Warszawy. Downtown Store jest pierwszym takim miejscem stworzonym przez Volvo na świecie, wyprzedziliśmy Nowy Jork czy Tokio – mówi Mariusz Nycz, dyrektor ds. marketingu w Volvo Car Poland.

– Wygraliśmy dlatego, że zaproponowaliśmy najbardziej spójną i najładniejszą koncepcję. Zresztą, wystarczy do tego miejsca przyjść i zobaczyć. To jest miejsce, gdzie można zobaczyć, jak wygląda szwedzki design i luksus po szwedzku, luksus minimalistyczny, nie rzucający się w oczy, ale objawiający się w konsekwentnej linii stylistycznej, a także w zastosowaniu naturalnych materiałów, takich jak drewno, metal czy kryształ – dodaje Stanisław Dojs.

Rzecznik prasowy marki podkreśla, że od lat 90. salony samochodowe bardzo się zmieniły – obecnie wracają do centrów dużych miast, dostosowują się do zmieniającego rynku i potencjalnych klientów, dysponujących mocno ograniczoną ilością czasu.

Salony samochodowe przebyły długą drogę. We wczesnych latach 90. znajdowały się w centrum, potem wędrowały na obrzeża miast, teraz do centrów znów wracają, ale w trochę innej formie – bardziej luksusowej, wysublimowanej, bo też ludzie, którzy samochody kupują, często mają duże środki, ale mają mało czasu, nie chcą podróżować poza miasto. Tutaj można nie tylko przyjść i zobaczyć, jak takie auto wygląda, ale również z podziemnego garażu wyjechać na jazdę próbną – mówi Stanisław Dojs.

Pracowity czas dla inwestujących w fundusze

Lutowa korekta była odczuwalna dla posiadaczy funduszy akcyjnych, których wyniki poszły w ślad za indeksami giełdowymi. Jednak nie wszyscy inwestorzy tracili. Były też takie fundusze, które wybroniły się przed spadkami – zaznaczają eksperci BGŻOptima. W  pierwszym kwartale tego roku zysk dla klientów wypracowały fundusze: dłużne, polskich papierów skarbowych, dłużne polskie uniwersalne, dłużne polskich korporacji gotówkowe i pieniężne. Warto zauważyć, że istnieją również fundusze akcyjne, które mimo chwilowych zawirowań pozwoliły klientom zarobić.

Choć pierwszy kwartał 2018 r. zaczął się bardzo pomyślnie dla funduszy inwestycyjnych, to jego zakończenie przyniosło mało zadowalające wyniki. W styczniu tylko fundusze zaangażowane w krajowe i zagraniczne papiery skarbowe odnotowały straty, pozostałe wypracowały spore zyski dla inwestorów. Błyszczały przede wszystkim fundusze akcyjne, których wyniki napędzała hossa na krajowych i zagranicznych giełdach: od rynków globalnych wschodzących (odnotowały najwyższy zwrot w miesiącu – 5,3 proc.), akcji spółek japońskich (5 proc.), polskich uniwersalnych (3 proc.), akcji amerykańskich (2,9 proc.), aż po rynek turecki, choć tu wzrosty były najniższe – 0,3 proc.

Wyceny funduszy pieniężnych i gotówkowych wzrosły o 0,2-0,3 proc., podobnie było w przypadku funduszy dłużnych. Na niewielkim minusie znalazły się tylko fundusze papierów skarbowych polskich i globalnych: -0,1 proc.

Nieoczekiwana zamiana miejsc

W lutym wraz ze spadkami na światowych giełdach, wywołanymi gwałtowną wyprzedażą akcji na Wall Street w pierwszych dniach lutego, wyceny jednostek funduszy akcyjnych poszły w dół. Przecena objęła też inne klasy aktywów: fundusze mieszane, polskie i zagraniczne oraz globalne dłużne: uniwersalne i korporacyjne. Korekta najmocniej dotknęła fundusze uniwersalne polskich akcji, które straciły 5,4 proc. w ciągu miesiąca. Fundusze akcji małych i średnich spółek potaniały o 4,3 proc., akcji azjatyckich (bez Japonii) 3,8 proc., akcji amerykańskich 3 proc. Stosunkowo największą odpornością na światowa korektę wykazały się akcje spółek tureckich, notując umiarkowane straty w wysokości 0,7 proc.

Na drugim biegunie znalazły się natomiast fundusze obligacyjne, które po styczniowych spadkach, w lutym znalazły się na plusie. Fundusze polskich papierów skarbowych zyskały 0,5 proc., a polskie dłużne uniwersalne 0,4 proc.

Mniej i bardziej odporne fundusze

Przecenie w styczniu i w lutym oparła się jeszcze jedna grupa funduszy: gotówkowe i pieniężne. Jak wspomniano, w styczniu wyceny jednostek wzrosły o 0,2-0,3 proc. W lutym również znalazły się na plusie, zyskując średnio 0,3 proc. Swoją odporność na rynkowe zawirowania potwierdziły w marcu, kiedy obok funduszy dłużnych, skarbowych, obligacji korporacyjnych zakończyły miesiąc z zyskiem. Średnie stopy zwrotu funduszy pieniężnych wyniosły 0,2 proc. Dłużne skarbowe i uniwersalne zarobiły dla klientów 0,4 proc. w miesiącu.

– W czasach niepokojów na giełdach fundusze pieniężne i dłużne często traktowane są przez inwestorów jako bezpieczna przystań. Te rozwiązania cieszą się dużą popularnością nie tylko wśród osób na co dzień inwestujących konserwatywnie, ale również tych z większą skłonnością do ryzyka. W momencie spadków, „na przeczekanie” przenoszą tam aktywa na krótki okres – mówi Jonasz Druzgała, ekspert BGŻOptima. – To tłumaczy znaczny wzrost napływów do tego typu funduszy zaobserwowany w lutym. W funduszach dłużnych o przeszło +0,5 mld zł (+1,1%), a pieniężnych o +2,2 mld zł (+5,1%). Trend ten był kontynuowany również w marcu – zauważa.

Fundusze akcyjne w marcu nadal znajdowały się pod silną presją sytuacji na światowych rynkach kapitałowych, kontynuując spadki z lutego. Największa przecena dotknęła tym razem akcje spółek tureckich, które odnotowały ponad 7-procentowy spadek. Nadal taniały jednostki uczestnictwa w funduszach akcji polskich uniwersalnych oraz małych i średnich spółek (odpowiednio 5,1 proc. i 3,6 proc.). W dół poszły zarówno fundusze europejskich i globalnych rynków wschodzących (3,6 proc. i 2,7 proc.), jak i globalnych i europejskich rynków rozwiniętych (3,1 proc. i 2,5 proc.).

Na spadkach też można zarobić

Skala przeceny jednostek funduszy akcyjnych jest bardziej zrozumiała, jeśli spojrzymy na sytuację na giełdach w I kwartale. Główny indeks warszawskiej giełdy WIG stracił od stycznia do końca marca 8,42 proc. Przecena najmocniej uderzyła w blue chipy, największe spółki z indeksu WIG20, który skurczył się o 10,19 proc. Indeks średnich spółek mWIG40 stracił 6,03 proc. Najbardziej odporne na zimową bessę okazały się małe spółki. Strata indeksu sWIG80 wyniosła 2,85 proc.

Niewiele mniejsza była skala wyprzedaży na światowych giełdach. Brytyjski indeks FTSE100 stracił w I kwartale 8,08 proc., niemiecki DAX 6,35 proc., japoński Nikkei 5,79 proc. Stosunkowo najmniejsze spadki dotknęły indeks największych amerykańskich spółek S&P500 – 1,22 proc.

Pomimo tak nieprzyjaznego otoczenia znalazły się fundusze akcyjne, które wypracowały dodatni zwrot z inwestycji. Przykładowo Investor Akcji Spółek Dywidendowych zakończył I kwartał wynikiem 0,61 proc. Nie jest to dużo, ale zarządzającym udało się uchronić kapitał przed stratami.

Jeszcze lepiej poradziły sobie niektóre fundusze akcji zagranicznych. Skarbiec Spółek Wzrostowych zyskał 8,24 proc., Skarbiec Top Brands 5,75 proc., a Investor Rosja 4,44 proc. Warto zwrócić również uwagę na dwa fundusze: Quercus Short oraz Ipopema Short Equity. Wynik pierwszego z nich to +8,97 proc., drugiego + 8,14 proc. – Ich strategia polega na zarabianiu na spadkach giełdowych indeksów. Dzięki włączeniu ich do portfela możemy nie tylko zrekompensować sobie straty na innych instrumentach finansowych czyli zabezpieczyć posiadane aktywa, ale również zarabiać w momencie gorszej sytuacji na rynkach akcji. Kluczem jest przesunięcie pieniędzy w tego typu produkty inwestycyjne w odpowiednim momencie – mówi Jonasz Druzgała.

Wyniki funduszy inwestycyjnych w pierwszym kwartale tego roku pokazują, że istnieją rozwiązania, które nawet podczas zachwiania na giełdzie dobrze sobie radzą i są w stanie ochronić kapitał przed stratą. Jak podkreślają eksperci BGŻOptima, w czasie bessy również można osiągać zyski. Jednak kluczowe jest, żeby lokować pieniądze w różnego rodzaju aktywa. Zróżnicowanie portfela pod kątem potencjalnego ryzyka pozwoli naszym zainwestowanym oszczędnościom pracować i niwelować ewentualne straty.

Poparcie ze strony związków zawodowych pomoże odnieść sukces PPK

Jest wiele istotnych czynników sukcesu Pracowniczych Planów Kapitałowych, lecz jeden z tych czynników wydaje się szczególny. Jest nim poparcie ze strony partnerów społecznych – przede wszystkim związków zawodowych – do idei PPK. Jeżeli będziemy mieli na terenach zakładów pracy poparcie związków zawodowych, które będą namawiały do przemyślenia wystąpienia z PPK, istnieje szansa na jak największe oszczędności naszych rodaków na dodatkową emeryturę.

– Efekty dodatkowego oszczędzania zobaczymy dopiero po latach – powiedział agencji eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny, członek zarządu Instytutu Emerytalnego – Doświadczenie ostatnich 20 lat – chociażby w zakresie pracowniczych programów emerytalnych – pokazuje, że osoby oszczędzające w dodatkowym filarze nie muszą dzisiaj martwić się o godziwą emeryturę. Terminowość i rozpoczęcie regularnego opłacania składki jest kolejnym czynnikiem sukcesu w ramach PPK. Jestem przekonany, że ten pomysł – o ile nie zostanie zepsuty na ostatniej prostej – ma dużą szansę powodzenia – stwierdził Wojewódka.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na Silver oraz USDJPY

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według poprzedniego raportu Commitments of Traders bardzo ciekawie przedstawia się para walutowa USDJPY oraz srebro.

USDJPY – fundusze powróciły do sprzedaży JPY

Ostania aprecjacja jena japońskiego względem dolara amerykańskiego była spowodowana wyprzedażą na rynku akcji oraz zamykaniem krótkich pozycji w JPY przez fundusze lewarowane na rynku kontraktów terminowych. Teraz, po tak mocnej wyprzedaży USDJPY sytuacja zdaje się odwracać.

Według ostatniego raportu COT fundusze lewarowane otworzyły ponad 1 600 krótkich pozycji w JPY. Oprócz tego zarządzający kapitałem lewarowanym zdecydowali się na zmniejszenie ekspozycji po długiej stronie rynku o ponad 2000 tysiące kontraktów terminowych.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Po tak mocnej deprecjacji USDJPY korekta jest jak najbardziej wskazana, co wspierane jest przez raport COT.

Oprócz tego warto spojrzeć na analizę techniczną, która również daje duże prawdopodobieństwo nadejścia mocniejszej korekty. Stronie kupującej udało się obronić strefę wsparcia 104.50-105.50. Aktualnie zmierzają w okolicę poziomu oporu utworzonego przez minimum z kwietnia oraz września 2017 roku. Jeżeli uda im się pokonać wspomniane wsparcie, to ich celem stanie się poziom 110.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

W krótkim terminie bazowym scenariuszem pozostanie korekta, która wspierana jest przez pozycjonowanie funduszy lewarowanych. Natomiast w długim terminie notowania USDJPY prawdopodobnie będą kontynuować trend spadkowy.

Silver – duże prawdopodobieństwo wzrostów

Według ostatniego raportu COT duzi gracze otworzyli tylko 292 pozycji długich na rynku kontraktów terminowych oraz zniwelowali zaangażowanie po krótkiej stronie rynku o prawie 3 000 kontraktów. Aczkolwiek nie jest to najważniejszy czynnik, który zwiększa prawdopodobieństwo wzrostów na rynku srebra.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Jest nim linia netto, która pokazuje różnicę pomiędzy długimi oraz krótkimi pozycjami. Linia netto znalazła się na najniższym poziomie w historii, co przekłada się na zbyt duży pesymizm na rynku srebra.

W takim otoczeniu bazowym scenariuszem pozostanie redukcja krótkich pozycji, co prawdopodobnie doprowadzi do wzrostu notowań srebra. Podobnie było w lipcu oraz grudniu 2017 roku, gdzie również mieliśmy zbyt duży pesymizm.

Według analizy technicznej powyższy scenariusz jest potwierdzony. Notowania metalu szlachetnego znalazły się tuż ponad tygodniową strefą wsparcia 15.50-16.00. Na chwile obecną wsparcie powinno zostać obronione. Celem kupujących jest linia trendu spadkowego. Jeżeli stronie popytowej uda się pokonać wspomnianą linię trendu, to ich celem stanie się poziom oporu w okolicy 18 USD.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Identyfikacja radiowa ułatwi automatyzację przemysłu. Nowa, tańsza technologia RFID pozwoli także na identyfikację przedmiotów i ludzi, np. w sklepach

Identyfikacja radiowa ułatwi automatyzację przemysłu. Nowa, tańsza technologia RFID pozwoli także na identyfikację przedmiotów i ludzi, np. w sklepach 4

Technologia RFID służy automatyzacji przemysłu nie tylko poprzez identyfikację towarów, lecz także przez umożliwienie monitorowania i zarządzania procesami produkcyjnymi. Ten typ komunikacji znalazł już powszechne zastosowanie w handlu, hotelarstwie, zabezpieczeniach pomieszczeń czy przemyśle. Znajdziemy go między innymi w zabezpieczeniach sklepowych towarów przed kradzieżą, systemach elektronicznej ewidencji czasu pracy czy kartach magnetycznych umożliwiających otwarcie drzwi w firmie lub hotelowym pokoju. Przyszłością są znaczniki RFID bez kontrolerów, których znacznie mniejszy koszt pozwoli na implementację w wielu różnych dziedzinach, jak np. sklepy detaliczne.

– RFID jest jedną z ważniejszych technologii związanych z komunikacją i identyfikacją w przemyśle. Technologię możemy stosować zamiennie z kodami kreskowymi, ale jest to komunikacja o wiele bardziej zaawansowana, bo jest to komunikacja dwustronna. W przypadku kodów kreskowych mamy tylko odczyt raz już zapisanej informacji, w przypadku RFID może być to odczyt i zapis, możemy zmieniać te dane, wykasowywać, zastępować nowymi informacjami. Jest to swoisty pendrive dla przemysłu, czyli jesteśmy w stanie te informacje wymiennie, dwukierunkowo, w czasie rzeczywistym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Grzegorz Banakiewicz, menedżer ds. rozwoju w firmie Balluff, zajmującej się automatyzacją fabryk.

Technologia RFID (ang. Radio Frequency Identification) polega na wykorzystaniu fal radiowych do identyfikacji osób i przedmiotów. Działa to w ten sposób, że do przedmiotów przyczepia się specjalne znaczniki z wbudowaną anteną nadawczo-odbiorczą i układem elektronicznym, na którym są zakodowane dane. Z drugiej strony systemu komunikacji znajduje się czytnik z anteną. Początki tej technologii znajdziemy w wykrywaczach metalu z lat 40. ubiegłego wieku. Jej dalszy rozwój przypadł na lata 60., kiedy to w sklepach pojawiły się pierwsze oparte na komunikacji radiowej systemy antykradzieżowe. Obecnie powszechnie stosuje się ją w różnego rodzaju kartach identyfikacyjnych, np. w hotelach zamiast kluczy, w klubach i obiektach sportowych czy w firmach, gdzie możemy przydzielić danej osobie dostęp do infrastruktury lub pomieszczeń.

– W przemyśle ta technologia znajduje różne zastosowania, począwszy od identyfikacji w trakcie różnego rodzaju czynności montażowych, która pozwala nie tylko zidentyfikować, lecz także śledzić produkt. Możemy technologię użyć również do monitorowania i zatwierdzania kolejnych operacji, czyli jeżeli operacja jest wykonana prawidłowo, robimy zapis, dopuszczamy do kolejnego etapu produkcji. Jeżeli zależy nam na tym, żeby np. wybrać odpowiednie narzędzie do odpowiedniego procesu, mogą być zapisane i dopuszczone tylko te narzędzia z odpowiednią referencją – wymienia Grzegorz Banakiewicz.

RFID znajdzie zastosowanie jednak nie tylko w przemyśle. Rozwój internetu rzeczy pozwoli tej technologii na zupełnie nową gamę zastosowań. Znaczniki RFID można umieścić niemal wszędzie – w różnego rodzaju urządzeniach IoT, ale również np. w koszulkach, co pozwoli oznaczyć przybyłych np. na konferencję uczestników. Dzięki temu organizator konferencji będzie dokładnie wiedział, kto w niej uczestniczy. RFID może znaleźć zastosowanie wszędzie, gdzie wymagana jest identyfikacja – zarówno przedmiotów, jak i ludzi.

Największą barierą przy wprowadzaniu technologii radiowej identyfikacji na rynek jest jej koszt. Tradycyjny tag RFID, używany np. w kartach magnetycznych, kosztuje ok. 10 centów. To stosunkowo dużo, jeśli ma być wykorzystywany np. w sklepach, gdzie niejednokrotnie otagowany towar będzie tańszy od samego znacznika. Odpowiedzią mają być tagi RFID, które nie wymagają użycia mikrokontrolera w nadajniku. Ich koszt maleje do 1 centa, ponieważ tagi mogą być w całości drukowane na drukarkach RFID. To zaś otwiera pole do zastosowania technologii w wielu innych niż przemysł, dziedzinach, jak np. sklepy detaliczne czy logistyka.

SBB Cargo wdraża infrastrukturę RFID dla ponad 10 tys. wagonów towarowych i pasażerskich, a także całej szwajcarskiej sieci kolejowej, w celu optymalizacji procesów logistycznych. Kirschenhofer Maschinenbau wykorzystuje automatyczną identyfikację narzędzi do produkcji katalizatorów ciężarówek. W ten sposób do każdego zadania używane są odpowiednie narzędzia. Airbus z kolei korzysta z rozwiązania RFID w wewnętrznym zestawie kabinowym modelu A380, do automatycznego sprawdzania urządzeń testowych.

Z raportu opracowanego przez IDTechEx wynika, że szacunkowa wartość światowego rynku RFID w 2017 roku wyniosła 11,2 mld dol. Do 2022 roku rynek ten ma osiągnąć wartość 14,9 mld dol. W 2017 roku na rynek mogło trafić ponad 18 mld tagów RFID.

Według Technavio rynek tagów RFID bez kontrolerów będzie się rozwijał w najbliższych latach w tempie 27 proc. średniorocznie.

Inteligentny projektor zamieni każdą powierzchnię w dotykowy ekran i rozpozna gesty. Technologie rozszerzonej rzeczywistości i rozpoznawania dłoni to przyszłość interakcji

Inteligentny projektor zamieni każdą powierzchnię w dotykowy ekran i rozpozna gesty. Technologie rozszerzonej rzeczywistości i rozpoznawania dłoni to przyszłość interakcji 5

Rozszerzona rzeczywistość bardzo prężnie wchodzi do świata nowych technologii. Technologia AR pozwala na połączenie świata realnego z wirtualną rzeczywistością oraz pełną kontrolę nad nim. Prezentowane są coraz bardziej zaawansowane urządzenia AR. Nowe gogle North Star nie tylko wyświetlają obraz w rozszerzonej rzeczywistości, lecz także rozpoznają gesty dłoni. Zaprojektowane specjalnie do obsługi dronów okulary Moverio pozwalają oglądać na żywo obraz z drona. Inteligentny projektor Xperia Touch zamienia natomiast ścianę w ekran dotykowy.

Technologia rozszerzonej rzeczywistości rozwija się w wysokim tempie. Coraz więcej producentów jest zainteresowanych jej rozwijaniem, a na rynek trafiają coraz bardziej zaawansowane technologicznie urządzenia. Jedną z podstawowych zalet rozszerzonej rzeczywistości jest możliwość wykorzystania własnych rąk jako kontrolera. Umożliwia to technologia śledzenia ruchów dłoni.

Firma Magic Leap pracuje nad projektem North Star. To okulary do rozszerzonej rzeczywistości, które mają kosztować tylko ok. 350 zł, a które wyróżniać się mają właśnie technologią rozpoznawania gestów dłoni. Korzystanie z platformy dzięki temu ma jeszcze bardziej przypominać rzeczywistość. Jak na razie gotowy jest prototyp urządzenia, a firma zamierza udostępnić kod źródłowy swojej technologii.

Technologią rozpoznawania gestów interesuje się również Sony. Projektor Xperia Touch nie tylko wyświetla obraz na ścianie, który możemy kontrolować za pomocą dotyku, lecz także rozpoznaje gesty dłoni.

– Xperia Touch to bardzo inteligentny projektor mający interfejs, który pozwala nie tylko na oglądanie wideo, lecz także kontrolowanie gestami poziomu głośności, przewijanie do przodu i do tyłu wyłącznie za pomocą ruchów rąk – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Diana Hernandez z Sony Mobile Communications.

Urządzenie Xperia Touch przekształci dowolną powierzchnię w interaktywny ekran dotykowy o przekątnej nawet 80 cali. Za pomocą urządzenia możemy wyświetlać prezentacje oraz filmy, a nawet grać w gry czy prowadzić wideokonferencje. Jego zastosowań jest jednak znacznie więcej.

– Możemy np. przeprowadzać wideokonferencje, grać w gry czy grać na wirtualnym pianinie. Powiedzmy, że chcesz się nauczyć grać na pianinie. Bierzesz więc lekcję, a następnie możesz powtórzyć ją na wirtualnej klawiaturze. Xperia Touch to również produkt biznesowy, oferujemy go już w niektórych sieciach hotelowych w Niemczech, pracujemy również z Mercedesem, by za pomocą tego projektora można było pokazywać video w jego salonach  przekonuje Diana Hernandez.

Inteligentne projektory wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość są dostępne na rynku już od kilku lat. W 2015 roku firma ZTE wprowadziła do sprzedaży model Spiro 2 z łącznością WiFi i pięciocalowym, dotykowym wyświetlaczem. Natomiast w 2016 roku, dzięki kampanii w serwisie crowdfundingowym Indiegogo, powstało pracujące pod kontrolą Androida urządzenie Lazertouch, które potrafi wyświetlić dotykowy obraz w rozdzielczości 1280 x 720 pikseli.

Analitycy firmy IDC szacują, że sprzedaż urządzeń AR w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrośnie o około 30 proc.

Polacy otrzymują średnio nawet 20 e-maili reklamowych dziennie. Tych trafiających do SPAM-u większość adresatów nigdy nie przeczyta

Polacy otrzymują średnio nawet 20 e-maili reklamowych dziennie. Tych trafiających do SPAM-u większość adresatów nigdy nie przeczyta 6

Co trzeci Polak dostaje codziennie od 10 do 20 e-maili promocyjnych, a ponad połowa co najmniej 10 – wynika z badania Redlink. To powoduje, że firmy reklamujące się w ten sposób muszą zwrócić uwagę na kilka elementów, aby ich e-mail został odczytany. Przede wszystkim na nazwę nadawcy oraz tytuł e-maila. Powinny także postawić na dobrą infrastrukturę, żeby ich wiadomości nie były traktowane jako SPAM. Do tego folderu odbiorcy bardzo rzadko zaglądają, a to oznacza pieniądze reklamodawców wyrzucone w błoto.

Statystyczny Polak otrzymuje średnio 20 e-maili reklamowych dziennie. Jest to naprawdę duża liczba, bo gdy dodamy do tego e-maile prywatne oraz służbowe, daje nam to kilkadziesiąt, a nawet kilkaset wiadomości e-mailowych dziennie. Dlatego firmom, które prowadzą działania e-mail marketingowe, jest coraz trudniej wyróżnić się na tle konkurencji – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Pakulski, dyrektor zarządzający Redlink.

Z badania ARC Rynek i Opinia dla REDLINK wynika, że 44 proc. Polaków otrzymuje mniej niż 10 e-maili ofertowych dziennie. Co trzeci Polak (32 proc.) codziennie znajduje w skrzynce od 11 do 20 takich wiadomości, a co dziesiąta osoba więcej niż 20.

Firma, która chce zwrócić uwagę odbiorcy na swoją ofertę, musi pamiętać o trzech elementach decydujących o wskaźniku otwarć. Dla połowy badanych najważniejszym czynnikiem jest nazwa nadawcy.

Tę informację widać w każdym programie pocztowym, czy to desktopowym, czy dostępnym online, nieważne od jakiego dostawcy. Trzeba zawsze zwracać uwagę na to, żeby zawrzeć tam informację o tym, z jakiej firmy jest e-mail reklamowy. Jeśli będziemy umieszczać tam nic niemówiące nazwy, np. imię i nazwisko pracownika albo w ogóle jakieś fikcyjne dane, to jest duże prawdopodobieństwo, że użytkownicy nie zwrócą uwagi na naszego e-maila – tłumaczy Tomasz Pakulski.

Drugim elementem decydującym o wskaźniku otwarć jest tytuł, na który uwagę zwraca 49 proc. ankietowanych.

– Temat powinien być stosunkowo krótki, mieć mniej niż 50 znaków, ponieważ coraz częściej otwieramy wiadomości na urządzeniach mobilnych. Powinien też zawierać konkretne informacje o tym, co użytkownik zyska, otwierając e-maila. Jeśli mamy promocję 20 proc. na nasze produkty, to zawrzyjmy to w formie liczbowej, ponieważ użytkownicy lubią liczby, przykuwają ich wzrok – podkreśla Tomasz Pakulski.

Na treść e-maila uwagę zwraca 36 proc. pytanych. Elementami mniej istotnymi dla odbiorców są grafika i kolory użyte w wiadomości.

Bardzo często marketingowcy wpadają w pułapkę – próbują włożyć w przygotowanie kreacji e-mailowej bardzo dużo środków, angażują grafików, koderów, działy kreatywne, agencje reklamowe, wszystko, żeby przygotować interesującą kreację e-mailową. Natomiast, jak pokazują nasze badania, jest ona wymieniana na trzecim miejscu wśród elementów, na które użytkownicy zwracają uwagę – mówi Tomasz Pakulski.

E-maile reklamowe mogą trafić w trzy miejsca: do skrzynki głównej, do specjalnych segregatorów, tzw. zakładek ofertowych, lub do skrzynki na wiadomości niechciane, czyli SPAM. E-maili, które trafiają do SPAM-u, nie czyta jedna trzecia pytanych Polaków. By skutecznie dotrzeć do klientów, firma musi więc zadbać także o odpowiednią infrastrukturę do wysyłek.

Powinniśmy korzystać z rozwiązania do e-mail marketingu, które zapewnia najwyższą dostarczalność i najwyższą jakość serwerów wysyłkowych. Dzięki temu wiadomości nie będą wpadać do SPAM-u. Jeśli mamy bardzo niską reputację naszych serwerów wysyłkowych, udostępnianych nam przez providerów, to już siłą rzeczy na samym starcie tracimy, ponieważ część wiadomości od razu wpada do SPAM-u i użytkownicy ich nigdy nie zauważą – dodaje Tomasz Pakulski.

Nowa metoda leczenia dla osób z problemami słuchu. W Polsce przeprowadzono pierwszą w regionie operację wszczepienia nowoczesnych implantów

Nowa metoda leczenia dla osób z problemami słuchu. W Polsce przeprowadzono pierwszą w regionie operację wszczepienia nowoczesnych implantów 7

W Polsce sukcesem zakończyła się pierwsza w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a czwarta w ogóle na świecie operacja wszczepienia implantu słuchowego najnowszej generacji. Implant działa na zasadzie przewodnictwa kostnego, a pacjent odbiera naturalny, czysty dźwięk. To nadzieja dla pacjentów z wadami słuchu, u których inne terapie nie przynosiły efektów – podkreślają laryngolodzy. Z nowego urządzenia będzie mogło skorzystać kilkanaście procent chorych – przede wszystkim z wrodzonymi i nabytymi uszkodzeniami słuchu czy po nieudanych próbach ratowania słuchu klasycznymi aparatami słuchowymi.

– Zastosowane urządzenie jest implantem wykorzystującym przewodnictwo kostne. Każdy z nas, jeżeli dotykamy do kości czaszki, odbiera dźwięki, te dźwięki są przenoszone na ucho wewnętrzne i potem drogą słuchową do ośrodków centralnych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Implant słuchowy Cochlear OSIA OSI100 to duży krok naprzód w leczeniu wad słuchu. Urządzenie składa się z dwóch części – pierwsza mocowana jest magnetycznie na skórę, druga zaś wszczepiana pod skórę. Ta mocowana na skórę zbiera dźwięk, który za pośrednictwem przewodnictwa kostnego przekazywany jest do części zamocowanej pod skórą.

– Przewodnictwo kości zapewnia czysty dźwięk, dzięki czemu to, co słyszy pacjent, zwłaszcza mowa czy muzyka, brzmi bardzo naturalnie. Zwiększa to komfort odbierania muzyki, zarówno niskich, średnich, jak i wysokich częstotliwości – przekonuje prof. Henryk Skarżyński.

Jeszcze przed operacją przeprowadza się symulację, pacjent wie, na jaki zabieg się zgadza. Nie musi wierzyć opisom urządzenia, ale sam sprawdza jakość słyszenia dźwięków.

– Wiedza pacjenta, którą on zdobywa, korzystając z tego urządzenia, to jednocześnie wiedza dla nas, jak rozszerzać wskazania. Często bardzo niewielkie, subtelne różnice decydują o tym, czy rozumiemy 70 proc. czy 90 proc. mowy ludzkiej, czy rozumiemy swobodnie muzykę w zakresie określonego pasma częstotliwości czy pełnego pasma – mówi prof. Henryk Skarżyński.

Nowe urządzenie pozwala przywrócić słuch na takim poziomie, jaki mają zdrowi ludzie. Skorzystają z niego ci chorzy, u których dotychczas stosowane metody leczenia nie przynosiły oczekiwanych efektów.

– Urządzenie jest dedykowane tej grupie pacjentów, która nie miała korzyści z dotychczasowych rozwiązań, czy to klasycznych, takich jak aparaty słuchowe, czy urządzeń wszczepialnych do ucha środkowego bądź do ucha wewnętrznego. Identyfikujemy nową grupę pacjentów, którzy mogą mieć uszkodzenia wrodzone, nabyte, pourazowe, pozapalne lub po wcześniejszych operacjach, kiedy dochodziło do różnych zmian zarostowych, niepozwalających na swobodne przechodzenie dźwięku przez ucho środkowe, gdzie ten dźwięk powinien ulec wzmocnieniu – podkreśla prof. Skarżyński.

Z badań przeprowadzonych w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu wynika, że z implantu może skorzystać kilkanaście procent pacjentów, przede wszystkim dorosłych. Urządzenie jest jednak dopiero sprawdzane, a po badaniach grupę docelową będzie można rozszerzyć. Operacja przeprowadzona w Światowym Centrum Słuchu była pierwszą w kraju i regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Dotychczas implanty były wszczepione tylko w kilku krajach na świecie.

– Jesteśmy czwartym na świecie ośrodkiem, który wprowadza to do codziennej praktyki klinicznej. Obserwacje sprawią, że będziemy tę grupę docelowo jeszcze bardziej analizowali, definiowali, a jednocześnie prawdopodobnie będziemy rozszerzali granice wiekowe. Dziś stosujemy to u dorosłych, a myślę, że w niedalekiej przyszłości będzie miało to zastosowanie w wieku nastoletnim, a być może również u dzieci, dla których rozwój słuchowy jest niezwykle ważny, zwłaszcza na początku edukacji szkolnej – ocenia dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Pierwsze implanty słuchowe Cochlear OSIA OSI100 są wszczepiane polskim pacjentom w ramach programu badawczego. W przyszłości będę one również refundowane, dzięki czemu będą z nich mogli skorzystać wszyscy kwalifikujący się pacjenci.

– Za każdą nową procedurą, rozwiązaniem, technologią, którą stosowaliśmy, szły nasze konkretne działania organizacyjne, żeby te urządzenia były dostępne. Dzisiaj rzeczywiście wszystkie one są dostępne w ramach obowiązującego systemu NFZ – podkreśla prof. Henryk Skarżyńki.

Szacuje się, że problem ze słuchem ma w Polsce ok. 900 tys. osób, a 40–50 tys. nie słyszy niemal w ogóle. Problem coraz częściej dotyka najmłodszych. Ostatnie badania przesiewowe wykazały, że w szkołach podstawowych nawet co 5–6 dziecko ma problem ze słuchem, który może utrudnić naukę i przeszkodzić w prawidłowym rozwoju.

Port Gdańsk stawia na rozwój turystyki. Zwiększy częstotliwość połączeń do Szwecji

Port Gdańsk stawia na rozwój turystyki. Zwiększy częstotliwość połączeń do Szwecji 8

Liczba połączeń pasażerskich do Skandynawii na razie nie jest imponująca, natomiast znaczenie tej gałęzi transportu dla turystyki stale rośnie. Trójmiasto stoi przed dużą szansą, żeby ten segment rynku zagospodarować – uważa Marcin Osowski, wiceprezes Portu Gdańsk. Port, który realizuje olbrzymi program inwestycyjny, współfinansowany z unijnych środków, stawia też na rozwój turystyki. Na początek zwiększy częstotliwość połączeń promowych do Szwecji.

– Na razie z Gdańska do Sztokholmu kursuje tylko jeden prom. W przyszłym kwartale uruchomiony zostanie drugi. Dzięki temu to połączenie będzie codzienne, a nie co dwa dni, jak dotychczas. Myślę, że to jest początek dalszego rozwoju połączeń pasażerskich pomiędzy Polską, a ściślej Gdańskiem, a Skandynawią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Osowski, wiceprezes zarządu ds. infrastruktury Zarządu Morskiego Portu Gdańsk.

Regularne połączenia pasażersko-samochodowe do Nynäshamn w Szwecji (ok. 60 km od Sztokholmu) obsługuje Terminal Promowy Westerplatte – część Portu Gdańsk. Terminal znajduje się blisko wejścia do portu i zarazem w niewielkiej odległości od centrum Gdańska, jest dobrze skomunikowany z krajową i międzynarodową siecią dróg, w szczególności z trasą Gdańsk – Warszawa (odległość do Warszawy wynosi 345 km) i autostradą A1 przez Obwodnicę Południową Gdańska.

Na trasie Gdańsk – Nynäshamn o długości 283 mil kursuje na razie tylko jeden prom M/F „Wawel”. Jednostka, która może przewieźć jednorazowo około tysiąca pasażerów i do 75 samochodów ciężarowych, oferuje na pokładzie wiele atrakcji dla turystów i podróżnych: restauracje, kawiarnię, kilka klepów, salę konferencyjno-kinową i grill bar. Prom należy do Polskiej Żeglugi Bałtyckiej – Polferries, to obecnie jedyny operator obsługujący połączenia z Gdańska do Skandynawii.

Na linii Gdańsk – Nynäshamn zacznie kursować w czerwcu kolejna jednostka – „Nova Star”, także należąca do Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Prom zbudowany w 2011 roku osiąga prędkość 21 węzłów, mieści na pokładzie ponad 1,2 tys. pasażerów i o wiele więcej miejsc kabinowych, ma podobne parametry ładunkowe co „Wawel” i także zapewnia podróżnym szereg atrakcji na pokładzie. Aktualnie „Nova Star” cumuje w gdańskim porcie, gdzie przechodzi prace remontowe zlecone przez właściciela.

– Najbardziej zaawansowany pod względem połączeń ze Skandynawią jest port w Świnoujściu, gdzie działa kilkanaście dziennych serwisów. Gdynia również ma sześć codziennych serwisów – zarówno do Sztokholmu, jak i do Karlskrony. Polskie porty mają jednak jeszcze dużo do zrobienia, a Gdańsk ma najwięcej. Myślę, że jest potencjał jeszcze na kilka dodatkowych linii w relacji północ-południe – mówi Marcin Osowski.

Wprowadzenie kolejnej jednostki obsługującej połączenie z Gdańska do Skandynawii pozwoli zwiększyć częstotliwość kursów (codzienne odejścia w sezonie) i sprostać oczekiwaniom turystów i rosnącego rynku. Jak podkreśla wiceprezes Portu Gdańsk, potencjał rozwoju turystyki leży jednak nie tylko w promach, lecz także w połączeniach wycieczkowych.

– Im więcej tych połączeń, tym bardziej cała branża turystyczna w Gdańsku może skokowo rosnąć i zyskiwać olbrzymie przychody. Wyobraźmy sobie, że turysta, który może wsiąść w Gdańsku na wycieczkowiec, przylatuje samolotem, zostawia tutaj pieniądze w hotelach, restauracjach, w muzeach, korzysta ze wszystkich rozrywek. Gdańsk staje się portem przesiadkowym, a nie tylko punktem kilkugodzinnych postojów dużych wycieczkowców. Turysta w takim rejsie zostawia od kilkuset do kilku tysięcy euro – to przemnożone przez kilkadziesiąt tysięcy turystów przekłada się na naprawdę olbrzymie wpływy i polepszanie wizerunku Gdańska, wybrzeża i całego Pomorza – mówi Marcin Osowski.

Znaczenie Polski na wycieczkowej mapie świata cały czas rośnie liczba zawinięć wycieczkowców do gdańskiego portu w ciągu ubiegłego roku zwiększyła się dwukrotnie. W 2017 roku na pokładzie 64 wycieczkowców przypłynęło do Gdańska około 32 tys. osób. Do Portu Gdynia zawijają największe wycieczkowce, jakie pływają po Bałtyku – w zeszłym roku najbardziej imponującą jednostką w gdyńskim porcie był Norwegian Getaway o długości ponad 325 metrów.

– Liczba połączeń pasażerskich z Trójmiasta, w tym z Gdańska, na razie nie jest imponująca, natomiast znaczenie tej gałęzi transportu dla turystyki jest olbrzymie i stale rosnące. W przeładunkach morskich to właśnie segment turystyczny rośnie nieustannie, bez względu na kryzysy czy pewną obniżkę w morskich przewozach handlowych. Dlatego Trójmiasto, Gdańsk, cała Polska stoją przed olbrzymią szansą, żeby ten segment rynku zagospodarować – zarówno od strony wody, jak i od strony potencjału turystycznego miast i regionów – podkreśla Marcin Osowski.

Port Gdańsk jest ważnym międzynarodowym węzłem komunikacyjnym i ogniwem Transeuropejskiego Korytarza Transportowego nr I, łączącego kraje skandynawskie z południowo-wschodnią Europą. W 2017 roku Zarząd Morskiego Portu Gdańsk zrealizował inwestycje za łączną kwotę przekraczającą ponad 29 mln zł. W bieżącym wystartowała realizacja ogromnego programu inwestycyjnego współfinansowanego z funduszy unijnych (łączna kwota dofinansowania to ok. 600 mln zł), który w większości ma zakończyć się do 2020 roku.

Na początku marca br. Zarząd Morskiego Portu Gdańsk ogłosił również przetarg na koncepcję budowy Portu Centralnego. Flagowa inwestycja obejmie ok. 500 ha, na których ma powstać kilka terminali o różnym przeznaczeniu (m.in. masowy, drobnicowy, pasażerski czy dla terminal dla ładunków ro-ro). Inwestycja ma zostać zrealizowana w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Koncepcja, którą zaproponuje wykonawca, musi zawierać m.in. analizę popytu na towarowo-pasażerski transport morski oraz prognozy długookresowych zmian popytu na ten transport do 2050 roku.

Ponad 80 proc. firm na całym świecie chce przejść cyfrową transformację. To dla nich szansa na budowanie lepszej pozycji rynkowej

Ponad 80 proc. firm na całym świecie chce przejść cyfrową transformację. To dla nich szansa na budowanie lepszej pozycji rynkowej 9

Liczba przedsiębiorstw, które opracowały cyfrową strategię, wzrosła o połowę w ciągu ostatnich trzech lat. Cyfryzacja zmienia wszystkie branże: od handlu i finansów po sektor produkcyjny, a w ostatnich pięciu latach globalne wydatki na digitalizację fabryk przekroczyły 100 mld dol. Aby była skuteczna, wymaga współdziałania wielu podmiotów. Współpraca w obszarze cyfrowej transformacji to główny motyw tegorocznego Fujitsu World Tour, który w ubiegłym tygodniu wystartował w Warszawie. W kolejnych miesiącach odwiedzi blisko 30 miast w 20 krajach świata. 

– Transformacja cyfrowa dotyka wszystkich: małe, średnie i duże firmy. Potrzebują jej wszystkie przedsiębiorstwa. Nasze statystyki pokazują, że ponad 80 procent wszystkich firm na świecie chce przejść cyfrową transformację – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Juan Maria Porcar, Vice President, Eastern Europe, Russia & CIS, and Africa, Fujitsu.

Cyfrowa transformacja firmy jest kluczowa w budowaniu jej pozycji rynkowej i konkurencyjności. Coraz częściej eksperci podkreślają, że przedsiębiorstwa, które nie dostosują się do jej wymogów, skazują się na rynkowy niebyt. Dlatego – jak szacuje globalna firma doradcza IDC – większość największych firm postawiła już technologie cyfrowe w centrum swojej strategii biznesowej, a w 2019 roku wydatki na inicjatywy z tym związane mają już przekroczyć na całym świecie 2,2 bln dol. Głównym czynnikiem, który motywuje przedsiębiorstwa do cyfrowej transformacji, jest chęć zwiększania przychodów – wynika z badania „Digital IQ 2017” firmy doradczej PwC. Tak twierdzi 49 proc. polskich i 57 proc. globalnych firm.

Cyfryzacja zmienia wszystkie branże: od usług, handlu i finansów aż po sektor produkcyjny – z wyliczeń Capgemini wynika, że globalne wydatki na digitalizację fabryk przekroczyły 100 mld dol. w ostatnich 5 latach. Z kolei według ubiegłorocznego badania KPMG i Harvey Nash liczba firm, które mają cyfrową strategię, wzrosła o połowę w ciągu ostatnich trzech lat. Jednocześnie prawie połowa organizacji w Polsce i pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej zatrudnia lub planuje powołać szefa do spraw cyfryzacji (ang. Chief Digital Officer, CDO).

– Cyfrowa rewolucja będzie napędzana przez transfer w chmurę, sztuczną inteligencję, internet rzeczy i cyberbezpieczeństwo. Wszystkie technologie są równie istotne. Gdybym miał wskazać najważniejsze, wybrałbym sztuczną inteligencję, zmierzanie w stronę robotyzacji produkcji. To będzie miało znaczący wpływ na społeczeństwo, w którym roboty będą przejmowały od nas coraz więcej funkcji. Ten trend stawia nowe wyzwania przed ludźmi, których trzeba będzie na nowo wyszkolić, nauczyć ich nowych umiejętności. Dziś, kiedy dane odgrywają coraz większą rolę, ich zabezpieczenie i ochrona mają kluczowe znaczenie. Te dwie kwestie: sztuczna inteligencja i bezpieczeństwo, są moim zdaniem najważniejsze – podkreśla Michael Keegan, Senior Vice President, Head of Product Business EMEIA, Fujitsu.

Cyfryzacja ma mieć też pozytywne przełożenie na światową gospodarkę (według Światowego Forum Ekonomicznego cyfrowa transformacja przyniesie światowej gospodarce ok. 100 bln dol.) oraz całe społeczeństwo. Z raportu MGI (A future that works: Automation, employment, and productivity) wynika, że już prawie połowa zadań wykonywanych przez ludzi może zostać zautomatyzowana dzięki technologii, a to z kolei może znacznie zwiększyć efektywność przedsiębiorstw. Z kolei raport „Future of Skills. Employment in 2030” Pearson wskazuje, że do 2030 roku aż 90 proc. znanych obecnie zawodów może zniknąć z rynku. Technologie na nowo kształtują rynek pracy, ale i przyczyniają się do rozwoju cywilizacyjnego.

– Innowacyjne firmy z branży IT dostarczają rozwiązania i możliwości do współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami, do optymalizacji procedur, obniżania kosztów i tworzenia nowych modeli biznesowych. Jaki to ma związek ze społeczeństwem? Wraz z rozwojem biznesu musi się rozwijać również społeczeństwo. Widzimy, że wszelkie wysiłki – podejmowane w ostatnich latach przez branżę IT i firmy technologiczne – przyczyniają się w ogromnym stopniu do rozwoju społeczeństwa. Rozwijane technologie pomagają społeczeństwu stawać się lepszym, wpływają na dobrostan wszystkich jego członków – nie tylko firm, lecz także obywateli – mówi dr Joseph Reger, Chief Technology Officer (CTO), Fujitsu EMEIA.

Cyfryzacja oraz innowacje technologiczne i ich przełożenie na biznes to przewodni motyw tegorocznej konferencji Fujitsu World Tour 2018. To jedno z największych na świecie wydarzeń poświęconych zastosowaniu IT w biznesie. Roadshow odbywa się na sześciu kontynentach, w 20 krajach świata, gromadząc co roku około 15 tys. gości, ekspertów, pasjonatów technologii i szefów globalnych firm. Pierwszym przystankiem na trasie była Warszawa, gdzie konferencja Fujitsu World Tour zagościła 10 kwietnia.

– Warszawa zawsze była ważna na mapie Fujitsu World Tour. Zgromadziliśmy tu ok. 800 osób, więc efekt mnożnikowy takiego spotkania jest znaczny. Dzięki działaniom PR-owym docieramy do wielu ludzi w Polsce, a w ramach Fujitsu World Tour odwiedzimy w tym roku 28 miast na całym świecie – mówi Joseph Reger.

Globalne wydarzenie to okazja, żeby na przykładzie case study zobaczyć, jak współpraca biznesu i technologii wpływa na budowanie wartości i konkurencyjności przedsiębiorstw. Podczas Fujitsu World Tour japoński koncern technologiczny – na konkretnych przykładach – pokazuje, jak stworzone przez niego innowacje i rozwiązania pomagają rozwijać potencjał i usprawnić funkcjonowanie firm na całym świecie. Hasłem przewodnim tegorocznego roadshow jest „Human Centric Innovation: Co-creation for Success”, czyli współpraca jako sposób na sukces.

– Fujitsu prezentuje metodologię, którą nazywamy współtworzeniem na rzecz transformacji cyfrowej. Współtworzenie to mechanizm, przepracowywany na warsztatach i spotkaniach, pozwalający realizować te usługi połączone, zaspokajać potrzeby firm i realizować wizję biznesu przyszłości. Poprzez serię wdrożeń łączymy ludzi biznesu i specjalistów od technologii i dzięki temu tworzymy nowe możliwości biznesowe. Czasami są to pewne usprawnienia, a czasami całkowita zmiana modelu biznesowego, ale w obu przypadkach kluczowa jest współpraca – mówi Juan Porcar.

Japoński gigant sektora technologii podkreśla, że cyfrowa transformacja wymaga zaangażowania i przede wszystkim współpracy wielu stron. Jedną z najlepszych metod jest stworzenie multidyscyplinarnego zespołu, w którym znajdą się zarówno osoby mające dużą wiedzę o danej branży, organizacji i jej strukturach, jak i specjaliści z zakresu wdrażania cyfrowych innowacji.

– Cyfrowa współpraca jest wtedy, kiedy Fujitsu i jeden z naszych klientów wspólnie zastanawiają się nad tym, jak stworzyć najlepsze rozwiązanie. W ten sposób pomagamy im przejść przez cyfrową rewolucję. Doświadczenie technologiczne w połączeniu z dogłębną znajomością poszczególnych branż, którą mają nasi klienci, mogą przynieść lepsze rozwiązania – dodaje Michael Keegan.

Rośnie wartość inwestycji na rynku funduszy private equity. Coraz częściej służą jako lokata pieniędzy dla zamożnych

Rośnie wartość inwestycji na rynku funduszy private equity. Coraz częściej służą jako lokata pieniędzy dla zamożnych 10

Rozwój funduszy private equity nabiera w Polsce tempa – wartość inwestycji na naszym rynku w 2017 roku sięgnęła blisko 7 mld euro, ale patrząc na rynki rozwinięte jesteśmy jeszcze w fazie wczesnego wzrostu – ocenia Michał Staszkiewicz, wiceprezes zarządu Private Equity Managers oraz MCI Capital TFI. Fundusze, które inwestują w spółki prywatne, są dobrą alternatywą dla nisko oprocentowanych lokat i niepewnego rynku akcji. Są bardziej odporne na turbulencje i wahania koniunktury, a ich strategia jest nastawiona na długi horyzont czasowy i podzieloną budowę portfela. Nie jest to jednak rodzaj inwestycji przeznaczony dla każdego inwestora.

 Fundusze private equity są atrakcyjną formą inwestowania kapitału dla osób, które mają doświadczenie w inwestowaniu, które prowadziły własną działalność gospodarczą, ale w szczególności dla inwestorów, którzy myślą o sukcesji swojego majątku. Są to klienci private bankingu o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym, którzy są gotowi zainwestować pieniądze nawet na 10 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Staszkiewicz, wiceprezes zarządu Private Equity Managers i MCI Capital TFI.

Private equity nie jest produktem masowym – to bardziej elitarna forma pomnażania nadwyżek pieniężnych i dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Ta forma inwestowania jest tworzona z myślą o bardziej świadomym, doświadczonym inwestorze i klientach zamożnych z sektora private bankingu.

 Są to osoby, które rozumieją inwestycje, własny biznes i chcą skorzystać ze wsparcia profesjonalistów, którzy są w stanie pomnożyć ich pieniądze – mówi Michał Staszkiewicz.

Strategia inwestycyjna funduszy private equity jest nastawiona na długoletni horyzont czasowy i zdywersyfikowaną budowę portfela. To inwestycje odporne na cykle koniunkturalne, bezpieczne i zyskowne przy inwestycjach długoterminowych – według firmy badawczej Preqin, zyski z funduszy private equity w latach 2001–2018 oscylowały na poziomie ok. 280 proc. Dla porównania indeks giełdy amerykańskiej wzrósł w tym czasie o ok. 160 proc.

W ubiegłym roku bardzo atrakcyjne stopy zwrotu wypracowały fundusze MCI – jednego z najszybciej rosnących funduszy private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, który jako jedyny w regionie umożliwia inwestorom indywidualnym uczestniczenie w projektach o dużym wzroście wartości w spółki niepubliczne. MCI zarządza ona aktywami o wartości przekraczającej 2,3 mld zł, które w skali ostatnich 4 latach urosły o 151 proc.

W 2017 roku fundusz MCI.TechVentures zapewnił zysk w wysokości ok 6 proc., MCI.EuroVentures – ok. 10 proc., a MCI.CreditVentures – ok. 7 proc. W portfelu MCI jest m.in. internetowy sklep z elektroniką Morele.net, który w 2017 miał 720 mln zł obrotów netto i 1,5 mln klientów, oraz Answear.com, w który fundusz zainwestował w 2013 roku, a od tamtego momentu wartość firmy wzrosła kilkukrotnie.

 Przewagą funduszy private equity jest dostęp do inwestycji w spółki niepubliczne. To unikatowe i specyficzne rozwiązanie, oznacza współdziałanie z zarządami tych spółek, wpływ na rozwój ich działalności. Jest to główna różnica względem inwestycji w spółki publiczne, notowane na giełdach. Interesują nas sektory, które korzystają z globalnych trendów, np. technologiczny, a w niedalekiej przyszłości atrakcyjny może się okazać sektor przemysłowy oparty na innowacyjnych rozwiązaniach – mówi wiceprezes zarządu Private Equity Managers i MCI Capital TFI.

W sektorach, które znajdują się w obszarze zainteresowania MCI, są również usługi finansowe, handel oraz cyfrowe technologie w usługach czy FMCG.

Jarosław Dubiński, partner zarządzający Kancelarii Dubiński, Jeleński, Masiarz i Wspólnicy, podkreśla, że inwestycja funduszu private equity w przedsiębiorstwo oznacza nie tylko zastrzyk finansowy. Oprócz środków na rozwój, fundusze transferują do portfelowych spółek know-how, doświadczenie menadżerskie, doradzają konkretne rozwiązania, szukają przewagi konkurencyjnej i tworzą nową strategię. Dzięki temu przedsiębiorstwo zyskuje dużo szersze możliwości rozwoju.

 Ta współpraca możliwa jest w modelu, w którym private equity nie wykupuje w 100 proc. dotychczasowych właścicieli. Fundusz wchodzi na mniejszościowy pakiet albo porównywalny z tym, który ma dotychczasowy właściciel. W oparciu o umowę inwestycyjną wspierają operacje spółki w taki sposób, który pozwala private equity kontrolować zainwestowany kapitał, a właścicielowi pozwala rozwijać kierunki, które wspólnie z funduszem zostały ustalone. Następnie private equity wybiera optymalny sposób wyjścia z inwestycji z zyskiem dla inwestorów – mówi mecenas Jarosław Dubiński.

Jak podkreśla, aby zwiększyć dostępność produktów oferowanych przez fundusze Private Equity na polskim rynku, potrzebne są zmiany w zakresie legislacji i podejściu organów, które nadzorują działalność instytucji regulowanych na rynku finansowym.

– Powinny się pojawić czytelne zapisy pozwalające funduszom emerytalnym na inwestowanie w fundusze private equity. Co prawda, w dzisiejszej ustawie o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych taka możliwość jest przewidziana, ale stanowisko nadzorcy nie jest przychylne i praktycznie nie ma żadnych inwestycji z poziomu funduszy emerytalnych – dodaje Jarosław Dubiński.

Również w przypadku funduszy, które działają w formule otwartych funduszy inwestycyjnych, teoretycznie przewidziana jest możliwość inwestowania w private equity. Natomiast ani fundusze, ani nadzorca nie patrzą na tego typu inwestycje przychylnym okiem.

– To zdecydowanie poprawiłoby dywersyfikację tych portfeli i otworzyło je na aktywa uniezależnione od wahań na rynkach giełdowych. To są potrzebne  zmiany, które powodowałyby, że fundusze private equity mocniej zaistniałyby na naszym rynku finansowym – wskazuje partner zarządzający Kancelarii Dubiński, Jeleński, Masiarz i Wspólnicy.

W ubiegłym roku wartość inwestycji private equity na polskim rynku sięgnęła poziomu ok. 7 mld euro, do czego przyczyniły się dwie duże transakcje – sprzedaż Allegro grupie funduszy PE oraz przejęcie Żabki przez fundusz CVC Capital Partners.

Moda i naśladownictwo

Targowisko próżności – tak często mówi się o modzie. Nic dziwnego, mechanizm naśladownictwa tkwiący u jej podstaw generuje ogromną ilość tzw. ofiar mody. To często bohaterowie prześmiewczych memów, które obiegają internet z szybkością błyskawicy. Czy jednak naśladownictwo może mieć dobre strony, a moda być narzędziem inicjowania pozytywnych zmian społecznych? I co w tym zakresie mają do powiedzenia konsumenci? – pisze dr Piotr Szaradowski, wykładowca na specjalności fashion design w poznańskiej School of Form Uniwersytetu SWPS.

Balansowanie między naśladownictwem a indywidualizmem

Karykatury, prześmiewcze wierszyki, złośliwe komentarze – to wszystko od zawsze spotykało ślepo podążających za modą. Nawet w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza możemy znaleźć niepochlebne przecież zdanie wypowiedziane przez Podkomorzego: „Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi; A co Francuz wymyśli, to Polak polubi”. Bezrefleksyjne naśladownictwo łączy się z określeniem „ofiara mody”. W dzisiejszym świecie ofiar mody jest niemało. Dowodem niech będą liczne memy, które dzięki internetowi obiegają świat z zawrotną prędkością.

W ramach samego zagadnienia mody również dostrzega się ten problem. Już ponad wiek temu Georg Simmel, filozof i socjolog, pisał o napięciu pomiędzy naśladownictwem a indywidualizmem. To pierwsze zaspokaja pragnienie adaptacji społecznej, podążania bezpiecznym szlakiem przetartym przez poprzedników.

Jednak potrzeba jednostkowego wyróżnienia się w tłumie także nie pozostaje uśpiona. Ważne, aby zachować między nimi balans. Gdy przesuniemy się zbyt mocno w stronę naśladownictwa, możemy zostać ofiarami mody bez własnej osobowości. Albo wręcz przeciwnie, stać się wyobcowanymi, nierozumianymi indywidualistami.

Gdyby jednak odrzucić mechanizm naśladowania, czy można by w ogóle mówić o modzie? Może właśnie o to chodziłoby przeciwnikom mody – żeby jej po prostu nie było? Niestety nie jest to takie proste, gdyż pojęcie mody nie ogranicza się ubiorów i tego, jak wyglądamy. To mechanizm bardziej powszechny, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Są przecież także modne kawiarnie, modni artyści, modne miejsca na wakacyjny wyjazd, itd. Ale nie tylko to. Dzięki mechanizmowi naśladownictwa i procesowi powtarzania możliwe jest uczenie się.

I nie musi to przeszkadzać w zachowaniu własnej indywidualności. Chodzi jedynie o to, by utrzymywać rozsądne granice.

Moda godna naśladowania

Mówienie o rozsądku w przesiąkniętym konsumpcjonizmem świecie może zakrawać na heroizm. Ilość towaru dostępnego na rynku wystarczyłaby na znacznie dłużej niż jeden sezon. Poza tym, nawet jeśli myślimy rozsądnie, to wszechobecne reklamy przekonują nas, że „rozsądnie” jest kupić więcej, bo teoretycznie dzięki temu zaoszczędzimy. Nie wszyscy jednak zachłystują się konsumpcjonizmem, mało tego, wiele postaci, także z show biznesu i branży modowej, zaczyna go krytykować.

Warto tutaj wspomnieć chociażby o Livii Firth, założycielce konsultingowej platformy ECO-AGE, która wraz ze swoim zespołem pomaga firmom, m.in. wdrażać programy zrównoważonej, odpowiedzialnej produkcji. Na swoim koncie instagramowym zamiast słynnego „Black Friday” propaguje hasło „Block Friday”.

Vivienne Westwood, zbuntowana projektantka mody punk i nowej fali, już w 2014 r. mówiła wyraźnie: „Kupujcie mniej, wybierajcie staranniej, zwracajcie uwagę na jakość”. Czy nie brzmi to jak godne naśladowania hasło? I dokładnie ten sam mechanizm, wcześniej poddawany krytyce, może pomóc w popularyzowaniu pozytywnych wartości właśnie w obrębie mody. Tym bardziej, że negatywnych zjawisk towarzyszących globalnej produkcji nie brakuje.

Odpowiedzialna moda – trwała zmiana?

Nadmierny konsumpcjonizm to mocny przeciwnik i zapewne niełatwo będzie się z nim zmierzyć, bo o pokonaniu na razie nie ma co marzyć. Są jednak pewne zjawiska w modzie, które można ograniczyć, a w dalszej perspektywie nawet wyrugować. Chodzi przede wszystkim o używanie naturalnych futer.

Duże liczące się domy mody, projektanci i firmy rezygnują z ich stosowania. Od lat w czołówce jest brytyjska projektantka Stella McCartney, ale dołączyli do niej już m.in. Tom Ford, Giorgio Armani, Gucci czy Hugo Boss, i z pewnością będą następni. Pojawiają się także prototypy coraz doskonalsze zamienniki skóry, które mogłyby być na szeroką skalę wykorzystywane przy producji obuwia czy akcesoriów.

Nowe technologie pozwalają również na przetwarzanie i wykorzystywanie plastiku. Na przykład Adidas wykorzystuje wyłowione z oceanu plastikowe opady, by tworzyć (na razie krótkie) serie butów. Inne, cieszące się długoletnią tradycją i jednocześnie uznaniem, firmy także starają się iść z duchem czasu.

Słynna firma Levi Strauss & Co. (producent znanej marki jeansów Levi’s) poszukuje rozwiązań, dzięki którym produkcja ubrań byłaby bezpieczniejsza dla środowiska naturalnego. Kolekcja „Levi’s Water<Less Jeans” została wyprodukowana przy znacznie mniejszej ilości wody, w przypadku niektórych modeli jej zużycie ograniczono nawet do 96 proc. To znakomity rezultat, biorąc pod uwagę, że produkcja jednej pary jeansów standardową metodą pochłania 45 litrów wody. Oszczędność była możliwa dzięki zastosowaniu kilku prostych metod: ograniczeniu liczby prań oraz wykorzystaniu technologii „stone wash”, czyli prania kamieniami.

Niestety w tej grze chodzi nie tylko o ochronę zasobów ziemi. Równie istotne jest położenie pracowników, zwłaszcza tych pracujących niemal niewolniczo. Nieustannie apeluje się o zwrócenie uwagi na proces produkcji odzieży. Głos zabierają nie tylko aktywiści i celebryci. Artyści także wypowiadają się na ten temat.

W 2017 roku, cztery lata po katastrofie na terenie kompleksu Rana Plaza, nieopodal Dhaki w Bangladeszu (zginęło wtedy 1127 osób, a ponad 2500 odniosło obrażenia), w wielu polskich miastach zawisły billboardy autorstwa Igora Dobrowolskiego. Pokazywały one nie tylko to w jak katastrofalnych warunkach przebywają pracownicy fabryk odzieżowych, ale również fakt, że część z nich to dzieci.

Czy taka akcja może zmienić świadomość konsumentów i zwrócić ich uwagę na proces produkcji ubrań? Na pewno trzeba myśleć o zmianach jako procesie mocno rozciągniętym w czasie. Ale rezygnować z dotarcia do konsumentów nie można. Oni bowiem jako ostatnie, docelowe ogniwo procesu produkcji, mają wpływ na realną zmianę w przemyśle odzieżowym poprzez swoje wybory. Dlatego tak istotne jest, by pokazywać pozytywne przykłady działań. A przy kształtowaniu tych nowych, dobrych nawyków mechanizm naśladowania szybko okaże się pożądany.

NETskaner wspiera przedsiębiorców w aktualizacji danych po dekomunizacji nazw ulic

NETskaner to unikalne na polskim rynku narzędzie dla małych i średnich firm, które pozwala na szybką aktualizację danych w wielu serwisach (np. Google, Facebook, Panorama Firm, Yelp czy Cylex). Rozwiązanie wdrożone przez Eniro Polska wspiera właścicieli firm w zarządzaniu spójnym wizerunkiem i jednolitym standardem danych przedsiębiorstwa w Internecie. Jest to szczególnie ważne w perspektywie zmian adresów, które wprowadza tzw. ustawa dekomunizacyjna.

W całym kraju do zmiany nazwy zaopiniowano ponad 1000 ulic. Zmiana danych adresowych na mocy wyżej wymienionej ustawy nie wymaga natychmiastowej wymiany dokumentów, a dodatkowo państwo zwolniło przedsiębiorców od opłat za zmianę wpisów w rejestrach, ewidencjach czy księgach wieczystych. Wyzwaniem dla przedsiębiorców jest natomiast aktualizacja danych adresowych w sieci. W tej kwestii z pomocą przychodzi im NETskaner, który umożliwia zarządzanie danymi każdej lokalizacji firmy w Internecie. Na stronie netskaner.pl przedsiębiorca może wykonać samodzielnie bezpłatny audyt sprawdzający aktualność danych firmy w popularnych serwisach internetowych czy aplikacjach m.in. Google, Google Mapy, Facebook, Panorama Firm, Yelp, Waze czy Navmii.

Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl
Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl

Z analizy naszych danych wynika, że zmiana adresu związana z dekomunizacją ulic obejmie ponad 29 tysięcy firm. Przez jakiś czas użytkownicy Internetu mogą spotykać się z podwójnymi adresami tych przedsiębiorstw, a to utrudnia znalezienie firmy lub zniechęca do skorzystania z jej usług. NETskaner to jedyne na rynku rozwiązanie, które pomaga właścicielom małych i średnich firm kompleksowo zarządzać prezentacją firmy w popularnych serwisach typu Google czy Facebook. Zarządzanie danymi firmy odbywa się przez wygodny w obsłudze panel, dostępny dla klientów usługi NETskaner. W panelu można aktualizować nie tylko dane teleadresowe, ale również branżę, logo, zdjęcia, godziny otwarcia czy sposób płatności. – mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl.

Już prawie 3 000 firm założyło profile w usłudze NETskaner, dbając o aktualność informacji na temat własnej firmy i jej lokalizacji. Założenie profilu w usłudze NETskaner zapewnia stałą kontrolę nad aktualnością danych oraz pozwala reagować na opinie na temat firmy w mediach społecznościowych. Pomaga też chronić dane firmy przed czynami nieuczciwej konkurencji czy niepożądanymi działaniami osób niepowołanych.

Na stronie netskaner.pl można łatwo sprawdzić aktualność danych firmy. Po wpisaniu podstawowych informacji o firmie, serwis szybko przygotowuje bezpłatny audyt obecności w sieci. Błędy w danych firmy lub jej brak oznaczają, że jest ona rzadziej znajdowana przez potencjalnych klientów, a w konsekwencji sprzedaje mniej.

Aktualne dane kontaktowe prezentowane w profesjonalny i spójny sposób z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi internetowych, pomagają przedsiębiorcom w prowadzeniu biznesu.

Nowy system recenzji w wyszukiwarce PanoramaFirm.pl

Eniro Polska, właściciel wyszukiwarki lokalnej Panorama Firm, w kwietniu br. wprowadza nowy system recenzji. Jest to odpowiedź na potrzeby zgłaszane zarówno przez użytkowników, jak i klientów serwisu. Od teraz użytkownicy mogą publikować opinie na temat firm oraz oferowanych przez nie produktów i usług. Z kolei reklamodawcy serwisu uzyskali możliwość reagowania na recenzje.

Jak pokazują wyniki wielu badań, konsumenci przed zakupem produktów i usług sprawdzają opinie innych internautów. Co więcej, postrzegają je jako informacje pomocne w podjęciu decyzji zakupowej. Komentarze klientów, dostępne w serwisach działają podobnie jak rekomendacje od znajomych – dzięki nim jesteśmy skłonni, aby chętniej nabyć produkt lub skorzystać z usług danej firmy.

Magdalena Wypychowicz, Dyrektor Rozwoju Rynku w Eniro Polska
Magdalena Wypychowicz, Dyrektor Rozwoju Rynku w Eniro Polska

Zdecydowaliśmy się rozbudować system recenzji, bo tego oczekują od nas użytkownicy i klienci. Dzięki opiniom możemy dowiedzieć się więcej na temat firmy, którą znaleźliśmy lub też porównywać ją z innymi właśnie pod kątem recenzji. Treści generowane przez użytkowników to cenne źródło informacji, wspierających decyzję zakupowe konsumentów. Z kolei dla przedsiębiorców to dodatkowe narzędzie promocji i audytu. Pozytywne recenzje są wskazówką, co firma robi dobrze, a sugestie dotyczące poprawienia poziomu obsługi to sygnał, co należy szybko zmienić, żeby nie stracić klientów. Z satysfakcją obserwujemy, że blisko 60% recenzji stanowią te pozytywne. – mówi Magdalena Wypychowicz, Dyrektor Rozwoju Rynku w Eniro Polska.

Nowością jest możliwość reagowania na opinie – funkcja ta jest dostępna tylko dla klientów Panoramy Firm. Właściciel firmy posiadającej wizytówkę w Panoramie Firm, może odpowiedzieć na recenzje – podziękować za pochwały lub ustosunkować się do zgłoszonych uwag. Może także zrezygnować z publikowania recenzji – wówczas funkcjonalność zostaje wyłączona. Firma, która nie jest klientem Panoramy Firm, a chciałaby reagować na opinie, może to zgłosić przez odpowiedni formularz. To istotna informacja biorąc pod uwagę fakt, że opinie o produktach i usługach publikowane w popularnych wyszukiwarkach i serwisach internetowych, mają realny wpływ na zwiększanie sprzedaży.

System wdrożony przez firmę Eniro Polska, właściciela wyszukiwarki lokalnej Panorama Firm, został zaprojektowany z myślą o dodawaniu wiarygodnych i merytorycznych opinii. Dlatego recenzje zawierające wulgaryzmy lub personalne ataki na konkretne osoby, bez merytorycznego odniesienia do działalności firmy, nie będą publikowane.

Obecnie w serwisie mamy już ćwierć miliona recenzji, ale chcemy, żeby było ich znacznie więcej. Użytkownicy mogą je dodawać i przeglądać zarówno w wersji mobilnej, jak i desktopowej. Dzięki wdrożonej funkcjonalności Panorama Firm będzie jeszcze lepszym źródłem aktualnych informacji lokalnych o firmach, produktach i usługach. – dodaje Magdalena Wypychowicz.

Konsumenci poszukujący w sieci informacji na temat firm czy produktów bardzo często kierują się opiniami innych internautów. Kto jest w stanie lepiej ocenić jakość usług niż osoba, która sama z nich skorzystała? Opinie są powszechnym źródłem informacji w serwisach aukcyjnych, porównywarkach cen, sklepach internetowych czy wyszukiwarkach lokalnych takich jak PanoramaFirm.pl, z której korzysta miesięcznie ponad 4 mln użytkowników.

OSE Gdańsk 2018 – relacja

W dniach 16-17 kwietnia 2018 r. w Gdańsku w Europejskim Centrum Solidarności odbyła się VI edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2018, poświęconego wyzwaniom stojącym przed rozwojem polskiej energetyki. Szczyt objęty został Patronatem Honorowym przez Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Energii, Henryka Kowalczyka, Ministra Środowiska, Andrzeja Adamczyka, Ministra Infrastruktury, Marka Gróbarczyka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Macieja Bando, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, Alicję Adamczak, Prezesa Urzędu Patentowego RP, Dariusza Drelicha, Wojewodę Pomorskiego, Mieczysława Struka, Marszałka Województwa Pomorskiego, Piotra Całbeckiego, Marszałka Województwa Kujawsko- Pomorskiego, Adama Jarubasa, Marszałka Województwa Świętokrzyskiego, Adama Struzika, Marszałka Województwa Mazowieckiego, Dorotę Arciszewską-Mielewczyk, Przewodniczącą Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Jacka Jaśkowiaka, Prezydenta Miasta Poznania, Piotra Krzystka, Prezydenta Miasta Szczecin, Janusza Kubickiego, Prezydenta Miasta Zielona Góra, Ryszarda Nowaka, Prezydenta Miasta Nowy Sącz, Wojciecha Szczurka, Prezydenta Miasta Gdynia, Tadeusza Truskolaskiego, Prezydenta Miasta Białystok, Krzysztofa Żuka, Prezydenta Miasta Lublin. Szczyt objęty został także Patronatem Honorowym przez: Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Parlamentarny Zespół ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej, Parlamentarny Zespół ds. Energetycznego Pakietu Zimowego, Miasto Gdańsk, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Instytut Kolejnictwa, Główny Instytut Górnictwa, Fundację na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Krajową Izbę Biopaliw, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajową Organizację Innowatorów Przemysłu INNOVO, Narodową Agencję Poszanowania Energii S.A., Polską Izbę Przemysłu Chemicznego, Polską Organizację Przemysłu i Handlu Naftowego, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej, Polską Izbę Magazynowania Energii, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Pomorskie Dni Energii, Towarzystwo Elektrowni Wodnych, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Związek Miast i Gmin Morskich.

Szczyt oficjalnie zainaugurował Minister Energii Krzysztof Tchórzewski, który zwracając się do uczestników podkreślił, że Polska stoi obecnie przed kluczowymi wyzwaniami w obszarze energetyki, które z jednej strony muszą uwzględniać rosnące potrzeby gospodarki kraju, jeżeli chodzi o zapotrzebowanie na energię, z drugiej istotne jest, aby przyszłe inwestycje uwzględniały politykę ochrony klimatu oraz redukcji emisji realizowaną przez Unię Europejską.

Debatą otwierającą OSE GDAŃSK 2018 była Sesja Plenarna pt. „Polska polityka energetyczna – priorytety unijne vs polskie cele strategiczne”. Moderatorami debaty byli dr Paweł Grzejszczak – Partner, Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka oraz dr hab. Filip M. Elżanowski – Radca Prawny, Kancelaria ECh&W, zaś udział w niej wzięli: Henryk Kowalczyk – Minister Środowiska; Jerzy Kwieciński – Minister Inwestycji i Rozwoju; Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii; Stefan Gullgren – Ambasador Królestwa Szwecji w Polsce; Hanna Lehtinen – Ambasador Republiki Finlandii w Polsce; Ole Egberg Mikkelsen – Ambasador Królestwa Danii w Polsce; Maciej Bando – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Kazimierz Kujda – Prezes NFOŚiGW. Początek debaty został zdominowany przez pytanie o strategię bezpieczeństwa energetycznego Polski na tle innych krajów UE. W szczególności zastanawiano się nad najważniejszymi rodzajami źródeł wytwarzania energii, jakimi są atom, gaz i węgiel – zarówno w odniesieniu do polskich możliwości, jak miksów energetycznych krajów sąsiadujących z Polską. Następnie omówiono inicjatywę Trójmorza jako platformę do współpracy w dziedzinie energetyki gazowej, transportu oraz gospodarki. Stanowiło to wstęp do dyskusji nad kierunkami partnerstwa w najbliższych latach; czy Polska powinna bardziej kierować się w stronę Stanów Zjednoczonych, czy raczej Unii Europejskiej. W tym kontekście nie bez znaczenia była także kwestia priorytetów współpracy w basenie Morza Bałtyckiego (ropa, gaz, a może też energia) oraz stopnia zaawansowania projektu Baltic Pipe jako elementu współpracy w ramach basenu Morza Bałtyckiego. Na koniec zaś odniesiono się do  przyszłości OZE wobec zmian ustawodawczych, jak i również wpływu polityki klimatycznej i surowcowej na politykę energetyczną. Z uwagi na obecność gości  zagranicznych ważnym tematem było także stanowisko poszczególnych krajów do Nord Stream 2 szczególnie odniesieniu do wstępnych deklaracji krajów bałtyckich wobec nacisków ze strony rosyjskiej.

 

Po Sesji Plenarnej odbyła się Gala Wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Energetyki 2018”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Energetyki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki i energetyki w kraju i zagranicą. Laureaci w/w statuetki dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy. W tym roku statuetka została wręczona Ministerstwu Energii za skuteczne i konsekwentne wdrożenie mechanizmu rynku mocy w Polsce, Henrykowi Baranowskiemu, Prezesowi Zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. za skuteczne i konsekwentne działania zwiększające bezpieczeństwo i niezależność energetyczną Polski poprzez przejęcia aktywów ciepłowniczych i kogeneracyjnych oraz  utworzenia spółki dedykowanej PGE Energia Ciepła S.A., Grupie ENEA za skuteczne i konsekwentne wspieranie rozwoju polskiej energetyki poprzez oddanie do eksploatacji najnowocześniejszej konwencjonalnej jednostki wytwórczej w Polsce – bloku energetycznego B11 o mocy 1075 MW w Elektrowni Kozienice, Spółce Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A. za skuteczne i konsekwentne realizowanie polityki dywersyfikacji źródeł oraz kierunków dostaw gazu do Polski, Polskiemu Komitetowi Energii Elektrycznej za konsekwentne i skuteczne reprezentowanie interesów branży energetycznej w zakresie polityki energetycznej i gospodarczej na arenie międzynarodowej, Gminie Pruszcz Gdański za konsekwencję w działaniach w zakresie zrównoważonego rozwoju energetyki na terenie Gminy i poprawę bezpieczeństwa ekologicznego.

Następnie odbyła się ceremonia wręczenia statuetki „Fale Innowacji 2018”, w ramach konkursu „Laboratorium Innowacyjności” przygotowanego w ramach OSE GDAŃSK 2018 z inicjatywy Grupy GPEC. W tym roku statuetkę otrzymała firma ENETECH Sp. z o.o. za projekt zbiornika do magazynowania oraz transportu ciepła.

 

Po wręczeniu nagród „Bursztyn Polskiej Energetyki 2018” oraz „Fale Innowacji 2018” debaty Szczytu odbywały się w dwóch równolegle trwających częściach. W ramach części pierwszej odbyły się debaty „Strategia rozwoju polskiej energetyki – między polityką, bezpieczeństwem a biznesem”, „Współpraca energetyczna państw basenu Morza Bałtyckiego” oraz „Ciepło, kogeneracja i efektywność energetyczna – Polska bez smogu”. W drugiej zaś części odbyły się debaty „Gospodarka 4.0 – energetyka i przemysł”, „Rynek energii elektrycznej, ropy i gazu – uwarunkowania dalszego rozwoju” oraz panel prezentacyjny „Laboratorium Innowacyjności – prezentacje innowacyjnych rozwiązań w przemyśle”.

 

Debatę pt. „Strategia rozwoju polskiej energetyki – między polityką, bezpieczeństwem a biznesem” poprowadzili  dr Jerzy Baehr – Partner Zarządzający, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr oraz Maciej Szambelańczyk – Partner, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr, zaś w roli prelegentów wystąpili: Mateusz Aleksander Bonca – p.o. Prezesa Zarządu, Grupa LOTOS S.A.; Wojciech Hann – Członek Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego; Anna Jakób – Członek Zarządu, Grupa GPEC; Paweł Jakubowski – Prezes Zarządu, Polskie LNG S.A.; Jacek Kościelniak – Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych, ENERGA S.A.; Mirosław Kowalik – Prezes Zarządu, Enea S.A.; prof. UAM dr hab. Maciej Mataczyński – Partner Zarządzający, Kancelaria SMM Legal; Rafał Miland – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.; Piotr Woźniak – Prezes Zarządu, PGNiG S.A.; Paweł Ostrowski – Wiceprezes Zarządu, Towarowa Giełda Energii S.A. Jeden z kluczowych tematów dyskusji dotyczył gospodarki paliwowej, energetycznej i gazowej jako czynników mobilizujących rozwój. Omawiano także zagadnienia przejęć kapitałowych w strategii bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz najważniejszych projektów infrastrukturalnych w Polsce i ich efektów. W dalszej kolejności analizowano, jakie niezbędne inwestycje i źródła finansowania muszą zostać poczynione w obszarze sieci przesyłowych i magazynów gazu. Równie ważne było omówienie docelowego modelu gazu dla Polski w kontekście krajowych zasobów i uwarunkowań ich eksploatacji. Z drugiej strony zaproszeni goście przyjrzeli się sektorowi paliwowemu i jego strategii wobec wyzwań przyszłości, co stanowiło wstęp do rozmów na temat terminala naftowego i gazowego jako elementu strategii bezpieczeństwa energetycznego Państwa.

 

Debata Oksfordzka pt. „Współpraca energetyczna państw basenu Morza Bałtyckiego” poprowadzona została przez Herberta Leopolda Gabrysia – Przewodniczącego Komitetu ds. Energii i Polityki Klimatycznej, Krajowa Izba Gospodarcza oraz prof. Waldemara Kamrata – Politechnika Gdańska. Do dyskusji zaś zostali zaproszeni: dr. inż. Graham M. Butt – Kierownik referatu ds. energii odnawialnej, Ministerstwo Energetyki, Infrastruktury, Digitalizacji Meklemburgii Pomorza Przedniego; Krzysztof Figel – Konsul Honorowy Republiki Łotewskiej w Gdańsku; Daniel Larsson – Radca Handlowy, Ambasada Szwecji w Polsce; Mieczysław Struk – Marszałek Województwa Pomorskiego; Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej; Marcin Wiśniewski – Starszy Doradca Handlowy ds. Energetyki i Środowiska Ambasada Królestwa Danii w Polsce. Tematy, jakie zostały poruszone w ramach dyskusji to m.in. Alternatywne, sprawdzone modele rozwoju rynków energii, paliw, gazu i OZE w krajach ościennych, a także obszary współpracy pomiędzy krajami basenu Morza Bałtyckiego. Równie ważną kwestią były wspólne projekty i efekty synergii, jak i dyskusja nad projektem Nord Stream 2 z perspektywy interesów Polski i krajów sąsiadujących. Na koniec zaś przyjrzano się perspektywicznym projektom off-shore oraz e-mobility.

 

Debata „Ciepło, kogeneracja i efektywność energetyczna – Polska bez smogu” moderowana była przez dr Dariusza Gulczyńskiego – Auditing Committee Member, Associate Expert, Światowa Rada Energetyczna. W roli prelegentów wystąpili: Jan Krzysztof Ardanowski – Poseł na Sejm RP, Komisja do Spraw Energii i Skarbu Państwa; Bogusław Białowąs – Prezes Zarządu, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Wojciech Dąbrowski – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Piotr Górnik – Prezes Zarządu, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Maciej Kazienko – Prezes Zarządu, WFOŚiGW w Gdańsku; Kazimierz Kujda – Prezes NFOŚiGW; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Małgorzata Mika-Bryska – Dyrektor ds. Regulacji i Relacji Publicznych, Veolia Energia Polska; Jacek Szymczak – Prezes, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; Krzysztof Zborowski – Prezes Zarządu, Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A. Panel rozpoczął się od prezentacji dotyczącej możliwości modernizacyjnych elementów urządzeń ciepłowniczych pod kątem mniejszego zużycia energii, co pozwoliło odnieść się do tematu inwestycji w ciepłownictwie. W dalszej kolejności  zastanawiano się nad kwestią polityki antysmogowej i roli ciepłownictwa w walce z zanieczyszczeniem powietrza. W tym kontekście kluczowe było przeanalizowanie kierunków regulacji i rozwoju ciepła systemowego z punktu widzenia URE i przedsiębiorstw. Kolejna część dyskusji dotyczyła sieci ciepłowniczych, jako elementu ekorozwoju i kogeneracji w Polsce, a także możliwości wsparcia ciepłownictwa ze środków pochodzących z Unii Europejskiej, jak i również środków krajowych. Na koniec zaś odniesiono się do możliwości współpracy ciepłownictwa z samorządami oraz OZE.

 

Debata „Gospodarka 4.0 – energetyka i przemysł”, poprowadzona została przez Marka Króla – Radcę Prawnego i Partnera w Kancelarii MAGNUSSON, zaś w dyskusji wzięli udział: Daniel Betke – Wiceprezes Zarządu, BSiPE „ENERGOPROJEKT POZNAŃ” S.A.; Sławomir Brzeziński – Wiceprezes Zarządu, Grupa Azoty ZAK S.A.; dr Adam B. Czyżewski – Główny Ekonomista, PKN ORLEN S.A.;  Marcin Lewandowski – Członek Zarządu, Grupa GPEC; dr hab. inż.  Krzysztof Madajewski, Prof. IEn. – Przewodniczący Rady Inteligentnej Specjalizacji Pomorza ISP3, Dyrektor Instytutu Energetyki Oddział Gdańsk; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Artur Sadowski – Dyrektor Zarządzający Pionem Ryzyka Kredytowego, Bank Gospodarstwa Krajowego; dr inż. Tomasz Zieliński – Prezes Zarządu, Polska Izba Przemysłu Chemicznego. Dyskusja rozpoczęta została od przybliżenia zgromadzonym na Sali, czym jest Gospodarka 4.0. Następnie starano się odpowiedzieć na pytanie, czy z punktu widzenia przedsiębiorstw lepsze jest radykalne wdrażanie rozwiązań przełomowych czy lepszy jest jednak rozwój poprzez optymalizację. W tym kontekście podjęto także temat inwestycji w bezpieczeństwo. Druga część dyskusji poświęcona była aspektom prawno-regulacyjnym – odniesiono się w niej do rynku mocy, dynamiki otoczenia regulacyjnego w aspekcie bezpieczeństwa projektów inwestycyjnych oraz ogólnej roli Państwa w kreowaniu, wspieraniu i regulowaniu nowych modeli biznesowych. Dzięki wyciągniętym wnioskom możliwe było odniesienie się do rozwoju gospodarki narodowej w czasach globalnej konkurencji, jak i również procesu przeobrażeń polskiego przemysłu na przykładzie przemysłu chemicznego.

 

Debata „Rynek energii elektrycznej, ropy i gazu – uwarunkowania dalszego rozwoju” odbyła się pod opieką merytoryczną dr Przemysława Zaleskiego – Prezesa Zarządu, InfoEngine S.A. W dyskusji zaś wzięli udział: Adam Burda – Dyrektor Departamentu Klienta Strategicznego – Energetyka, Paliwa i Nowe Technologie, PKO Bank Polski S.A.; Henryk Kaliś – Przewodniczący, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu; Piotr Kasprzak – Członek Zarządu, Hermes Energy Group S.A.; Kazimierz Rajczyk – Dyrektor Zarządzający Sektorem, Departament Klientów Strategicznych ING Bank Śląski S.A.; Andrzej Sikora – Prezes Zarządu, Instytut Studiów Energetycznych; Grzegorz Żarski – Dyrektor Biura Rozwoju Rynku i Analiz, Towarowa Giełda Energii S.A. Zaproszeni goście w pierwszej kolejności odnieśli się do stanu zawansowania prac nad rynkiem mocy, nie bez znaczenia była także kwestia łącznej sprzedaży energii i gazu. Wnioski pozwoliły prelegentom odnieść się do pytania, czy lepiej radzą sobie przedsiębiorstwa Skarbu Państwa czy prywatni operatorzy. W dalszej kolejności podniesiono temat efektywności energetycznej z perspektywy ponoszonych kosztów. Równie ciekawym zagadnieniem była kwestia kierunków rozwoju rynku energii (koncentracja, czy liberalizacja) z punktu widzenia doświadczeń dostawców oraz rola Towarowej Giełdy Energii w kreowaniu zmian na rynku. Na koniec uczestnicy dyskusji rozważali  tematy tradingu jako największej wartości dodanej i elementu budowania przewagi konkurencyjnej, podjęto także kwestie modeli współpracy prosumentów z grupami energetycznymi.

 

Laboratorium Innowacyjności – prezentacje innowacyjnych rozwiązań w przemyśle” był panelem prezentacyjnym w ramach którego uczestnicy mogli zapoznać się ze zgłoszonymi projektami do konkursu „Laboratorium Innowacji”, organizowanego z inicjatywy Grupy GPEC. W panelu swoje wystąpienia mieli: Mateusz Lisowski – Enetech Sp. z o.o. (tytuł prezentacji: Zbiornik do magazynowania oraz transportu ciepła); Damian Szewczyk – Gradis (tytuł prezentacji: Zwiększenie zwrotu z inwestycji w oświetlenie dróg i ulic); Aron Michalczyk – SAL MULTIROTOR POWERLINE STRINGING (tytuł prezentacji: Wykorzystanie dronów latających w celu przygotowania prac naciągu przewodów roboczych i światłowodowych podczas budowy linii wysokiego napięcia w trudnym terenie); Paweł Orlof – Veolia Energia Polska (tytuł prezentacji: Ekologiczne Ciepło dla Poznania); Piotr Szymański – Sabur Sp. z o.o. (tytuł prezentacji: System zarządzania i monitoringu zużycia mediów); Tomasz Siudyga – COBANT Sp. z o.o. Sp. K. (tytuł prezentacji: Zagospodarowanie odpadów z przetwórstwa węgla kamiennego zdeponowanych w osadnikach i rekultywacja terenów zdegradowanych). Moderatorem dyskusji był Marek Dawidowski – Kierownik Działu Nowych Biznesów, Grupa GPEC

 

W drugim dniu Szczytu odbyły się cztery debaty, które rozpoczęły się od panelu „Status inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych i pochodnych (z)realizowanych przez samorządy do 2018 r.” – jego moderatorem był Tomasz Balcerowski – Wiceprezes, Pracodawcy Pomorza, zaś w roli prelegentów wystąpili: Michał Glaser – Dyrektor Obszaru Metropolitarnego Gdańsk-Gdynia-Sopot; Piotr Grzelak – Zastępca Prezydenta ds. Polityki Komunalnej, Miasto Gdańsk; Jarosław Jóźwiak – Adwokat w Kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni; Janusz Kubicki – Prezydent Miasta Zielona Góra; Ryszard Świlski – Członek Zarządu Województwa Pomorskiego; Grzegorz Walczukiewicz – Dyrektor, Związek Miast i Gmin Morskich. Na początku debaty każdy z zaproszonych gości krótko przedstawił kluczowe inwestycje, jakie obecnie trwają lub w najbliższym czasie mają się rozpocząć na terenie ich samorządów. Pozwoliło to odnieść się do pytania o rolę jednostek samorządowych przy realizacji projektów infrastrukturalnych, w tym m.in. o zakres współpracy z OSD przy wyznaczaniu kierunków inwestycji sieciowych. W tym kontekście starano się także przeanalizować kwestie podłączenia OZE do sieci, w kontekście lokalnej konkurencji i bezpieczeństwa systemu. Na koniec odniesiono się do przyszłości projektów dotyczących spalarni odpadów oraz biogazowni.

 

Debata „Elektromobilność” odbyła się przy wsparciu merytorycznym Jakuba Wiecha – Zastępcy Redaktora Naczelnego, Energetyka24.com, zaś w dyskusji wzięli udział: Rafał Budweil – Prezes Zarządu, Triggo S.A.; Piotr Cieśliński – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Podkomisji stałej do spraw polityki rozwoju inteligentnych miast i elektromobilności; Rafał Czyżewski   – Prezes Zarządu, GreenWay Polska Sp. z o.o.; Anna Jakubowska – Dyrektor Departamentu Środków Zagranicznych, NFOŚiGW; prof. dr hab. inż. Jacek Kijeński – Instytut Chemii Przemysłowej; Sylwia Koch-Kopyszko – Prezes Zarządu, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego, Prezes Zarządu, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności; Krzysztof Kochanowski – Prezes Zarządu PIME; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopaliw; Robert Zasina – Prezes Zarządu TAURON Dystrybucja, Prezes PTPiREE. Zaproszeni goście na początku dyskusji odnieśli się do problemu rozbudowy infrastruktury ładowania z perspektywy OSD i samorządów, jednocześnie wskazując na kluczowe szanse dla inwestorów w sektorze elektromobilności, w tym także możliwości zysków komercyjnych w tym obszarze. Nie bez znaczenia była także kwestia E-mobility jako elementu koncepcji smart city. W dalszej części dyskusji skoncentrowano się na Ustawie o elektromobilności w kontekście pytania o to, jak spopularyzować samochody elektryczne i utworzyć rynek na inwestycje w infrastrukturę ładowania pojazdów elektrycznych. Na koniec zaś zastanawiano się nad koncepcją polskiego projektu samochodu elektrycznego na tle konkurencji oraz wykorzystania paliw alternatywnych – a w szczególności wodoru i biopaliw – jako możliwych i najbardziej realnych ścieżek rozwoju.

 

W debacie „Miejsce odnawialnych źródeł energii w nowej Polityce energetycznej Polski” wzięli udział prof. dr hab. inż. Janusz T. Cieśliński –  prof. zw. PG – Prorektor ds. Organizacji Politechniki Gdańskiej; Andrzej Czerwiński – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Energetycznego Pakietu Zimowego; Ewa Malicka – Prezes Zarządu, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych; Magdalena Mitas – Adwokat / Partner, Magnusson, Tokaj i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni Sp.p.; Janusz Steller – Prezes Zarządu, Towarzystwo Elektrowni Wodnych; Mariusz Witoński – Prezes Zarządu, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej; Maciej Szambelańczyk – Partner, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr. Moderatorem panelu był Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej. Dyskusja rozpoczęła się od nakreślenia miejsca odnawialnych źródeł energii w polityce energetycznej Polski, co pozwoliło odnieść się do zagadnienia kierunków rozwoju technologii w obszarze OZE. Następnie przeanalizowano skutki nowelizacji ustawy o OZE dla branży wiatrowej, biogazowej, słonecznej i wodnej, w podsumowaniu debaty zaś zastanawiano się, czy pakiet zimowy UE jest szansą czy zagrożeniem dla polskiej energetyki.

 

Dyskusja zamykająca tegoroczną edycję Szczytu została zatytułowana „Morska energetyka wiatrowa i przemysł energetyki morskiej – nową polską specjalizacją”. Jej moderatorem był ponownie Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, zaś w roli prelegentów debaty wystąpili: Andrzej Czech – Prezes Zarządu, Energomontaż-Północ Gdynia S.A; Zbigniew Gryglas – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Marcin Horała – Poseł na Sejm RP, Wiceprzewodniczący Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Jacek Kopczyński – Dyrektor ds. Inwestycji i Biznesu Stalowego, MARS Shipyards & Offshore; dr Michał Michalski – Członek Zarządu, Polenergia S.A.; dr Arkadiusz Sekściński – Wiceprezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna S.A.; Jakub Wnuczyński – Dyrektor Handlowy, GSG Towers Sp. z o.o. W pierwszej kolejności zaproszeni goście podjęli temat potencjału morskiej energetyki wiatrowej i przemysłu morskiego w Polsce, co stanowiło wstęp do analizy planów inwestycyjnych krajowych liderów w rozwoju morskich farm wiatrowych. Ważnym elementem debaty było omówienie szans, doświadczeń i wyzwań dla polskiego przemysłu energetyki morskiej. W podsumowaniu odniesiono się do Narodowego Programu Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej.

 

Interesująca dyskusja, zarówno pomiędzy uczestnikami paneli, jak i dzięki licznym pytaniom z sali świadczy o dużym zainteresowaniu poruszonymi tematami i stanowi punkt wyjścia do debaty w kolejnej edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, który odbędzie się już na wiosnę przyszłego roku. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie internetowej www.osegdansk.pl.

 

Ogólnopolski Szczyt Energetyczny był wspierany przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia.

 

Europejskie Centrum Biznesu główny organizator OSE GDAŃSK 2018 pragnie szczególnie podziękować Partnerom Głównym: PGE Polskiej Grupie Energetycznej S.A. oraz Polskiemu Koncernowi Naftowemu ORLEN S.A., Partnerom: Bankowi Gospodarstwa Krajowego, BELSE Sp. z o.o., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., Gaz-System S.A., Grupie GPEC, ING Bankowi Śląskiemu S.A., Grupie LOTOS S.A., PERN S.A., Towarowej Giełdzie Energii S.A., VEOLIA Energia Polska S.A., Kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Spółka komandytowa, Gospodarzowi Gali Bursztyn Polskiej Energetyki Miastu Gdańsk, Sponsorom: Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu S.A., Energoprojekt Poznań S.A., Bankowi Ochrony Środowiska S.A., Urzędowi Dozoru Technicznego, Kancelarii Magnusson. Pragniemy także podziękować za współpracę Fundacji na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, Krajowej Organizacji Innowatorów Przemysłu INNOVO, Pracodawcom Pomorza oraz firmie UpLive.

 

Podziękowania należą się także Głównemu Patronowi Medialnemu Portalowi Energetyka24.com oraz Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert, Magazynowi Biomasa, Portalowi CEO.com.pl, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Czasopismu Energetyka Wodna, Portalowi Energetykon.pl, Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa, Portalom z Grupy Xtech: energetykacieplna.pl. elektroinzynieria.pl, srodowisko.pl, Portalowi EnergiaDirect.pl, Portalowi Ekorynek.com, Magazynowi Energia i Recycling, Portalowi ESCO w Polsce, Magazynowi Express Przemysłowy, Gazecie Polskiej Codziennie, Portalowi Energia Gigawat, Portalowi GlobEnergia, Portalowi Inzynieria.com, Portalowi Investing.com, Magazynowi Law Business Quality, Liderom Innowacyjności, Magazynowi Nowoczesne Technologie w Przemyśle, Portalowi Nuclear.pl, Radiu Gdańsk, Magazynowi Smart Grids Polska, Portalowi Strategie i Biznes, TVP 3 Gdańsk, Portalowi Teraz Środowisko, Warsaw Business Journal, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym, Portalowi WysokieNapiecie.pl.

Wenezuela jest bankrutem. Stoi na ropie i tonie

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Kraj z największymi na świecie złożami ropy naftowej spada w gospodarczą otchłań. W Wenezueli przerażać może jednak nie tylko fatalna sytuacja gospodarcza, ale przede wszystkim dramatyczny kryzys humanitarny spowodowany brakiem leków czy powszechnym niedożywieniem dzieci – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Wenezuela jest bankrutem. Państwo nie spłaca zagranicznych zobowiązań, a inflacja przekracza 10 tys. proc. rocznie. Jeszcze w 2012 r. za jednego amerykańskiego dolara można było kupić 10 boliwarów (VEF), a teraz 400 tys. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że PKB uległo obniżeniu o 25 proc. tylko w ostatnich dwóch latach, a spada już piąty rok z rzędu. Wszystko to dzieje się w kraju, gdzie potwierdzone zasoby ropy naftowej wynoszą według Amerykańskiej Agencji Energetycznej (EIA) 301 mld baryłek. Jak to możliwe, że Wenezuelczycy zamiast pławić się w bogactwie leczą się medykamentami dla zwierząt, a dzieci umierają z niedożywienia?

Utopijny socjalizm

Niespotykany w rozwiniętym świecie kryzys, który trapi Wenezuelę, zbiegł się z powołaniem na stanowisko prezydenta Nicolasa Maduro w 2013 r. Faktycznie jednak źródła tego załamania można znaleźć znacznie wcześniej. Już za czasów jego poprzednika, czyli Hugo Chaveza, państwo coraz bardziej przesuwało się w stronę utopijnego socjalizmu, gdzie wszystko musi być darmowe, całą gospodarkę kontroluje państwo, a zagraniczny kapitał jest największym złem, mimo że bez niego nie można efektywnie wykorzystać zasobów naturalnych.

Dobrym dowodem na przekroczenie granicy zamknięcia się kraju na zewnętrzne otoczenie jest fakt, że władze w Caracas od 12 lat nie pozwalają na przybycie misji MFW w celu oceny gospodarczej sytuacji. Dopóki jednak ceny ropy naftowej były wysokie, większość problemów udawało się „zamiatać pod dywan”, a rynek, głównie poprzez zadłużenie państwowego koncernu wydobywczego, pożyczał pieniądze na finansowanie niewydolnego systemu. Gdy jednak ceny ropy zaczęły spadać, pojawiły się prawdziwe kłopoty.

Gospodarczy upadek

Zwykle pierwsze oznaki problemów gospodarczych pokazuje zachowanie się waluty. Już pod koniec 2012 r. kurs czarnorynkowy bolivara zaczął odbiegać od oficjalnego, stałego poziomu wymiany z dolarem. Na początku były to różnice kilkudziesięciu proc. W kolejnych kwartałach kurs oficjalny nie miał już żadnego powiązania z rzeczywistością. Pod koniec 2014 r. amerykańska waluta była warta 100 VEF na czarnym rynku, po kolejnych 12 miesiącach było to już prawie 1000 VEF, a na początku 2018 r. trzeba było zapłacić za dolara 100 tys. VEF. Kurs oficjalny cały czas wynosił 9,95 VEF.

W lutym rząd zdecydował się na dewaluację i obecnie za dolara oficjalnie trzeba płacić prawie 50 tys. VEF. Kurs czarnorynkowy (dane „Dolartoday”) wynosi już jednak ok. 400 tys VEF. Tak gwałtowna przecena lokalnej waluty sugeruje, że bank centralny finansuje rząd, drukując pusty pieniądz.

Potwierdza to poziom inflacji, który według szacunków przedstawionych przez lokalny parlament wynosił w marcu 8878 proc. MFW ocenia, że w tym roku ceny mogą wzrosnąć o ok. 13 tys. proc. Fundusz także prognozuje, że poziom PKB w przyszłym roku będzie o ok. 40 proc. niższy niż w momencie dojścia przez Maduro do władzy.

Skalę gospodarczej katastrofy dobrze pokazują także dane o imporcie. Według szacunków wiodącego amerykańskiego think-tanku Council on Foreign Relations (CFR) import Wenezueli wynosił jedynie 18 mld dol. rocznie, podczas gdy w 2012 r. było to 66 mld. Z kolei załamanie popytu konsumpcyjnego idealnie potwierdzają dane o sprzedaży nowych samochodów. W 2012 r. średnio nabywano miesięcznie ok. 10 tys. aut. Ostatnie dane (z połowy 2017 r.) pokazują, że miesięczna sprzedaż nie przekracza 300 sztuk przy populacji kraju na poziomie 30 mln.

Gdzie się podziała ropa?

Ropa oczywiście jest, i to ponad 300 mld baryłek, a przy ostrożnej wycenie jej wartość można oszacować na 15 bln dol. Kłopot w tym, że brak inwestycji, wyrzucenie z kraju zagranicznych firm wydobywczych oraz przejęcie władzy w sektorze naftowym przez członków armii powodują dramatyczny spadek jej produkcji.

Marcowe dane OPEC pokazują, że Wenezuela wydobywała dziennie tylko 1,5 mln baryłek. To nie tylko o 900 tys. baryłek mniej niż pod koniec 2015 r., ale także najmniej od pół wieku, pomijając kilka miesięcy 2002 r., gdy Wenezuelę trapiły strajki związane z nieudanym zamachem stanu na prezydenta Chaveza i chęcią przejęcia władzy przez środowisko związane z zarządzającymi sektorem naftowym.

Kryzys humanitarny

Mieszkańcy krajów rozwiniętych są przyzwyczajeni do tego, że co jakiś czas pojawia się kryzys. Rzadko jednak ma on wymiar katastrofy humanitarnej. W Wenezueli jest jednak inaczej.

Kraj dramatycznie ograniczył import, a sprawujący realną władzę oficjele nie wpuszczają zagranicznych organizacji humanitarnych. W poruszający sposób skala problemu została opisana w analizie The New York Times („As Venezuela Collapses, Children Are Dying of Hunger”).

Pięciomiesięczna obserwacja pracy 21 publicznych szpitali w Wenezueli przeprowadzona przez NYT pokazuje szokujący wzrost śmiertelności niemowląt w wieku do czwartego tygodnia z powodu niedożywienia oraz chorób. Potwierdzają to oficjalne dane Ministerstwa Zdrowia, gdzie od 2012 r. odsetek zgonów niemowląt do czwartego tygodnia życia wzrósł  100-krotnie (z 0,02 proc. do 2 proc. populacji). Śmiertelność matek w tym samym okresie wzrosła 5-krotnie.

Kryzys ekonomiczny oraz wojny gangów przemycających narkotyki powodują, że w okresie ostatnich 10 lat liczba zabójstw prawie potroiła się (dane „Financial Times”) i wynosi obecnie blisko 30 tys. rocznie.

Pustki w państwowej kasie prowadzą także do szokujących zachowań obywateli. W jednym z reportaży agencji Bloomberg „Life in Caracas” możemy przeczytać, że w związku z brakiem leków mieszkańcy kraju masowo kupują i zażywają medykamenty przeznaczone dla zwierząt.

Czy jest wyjście z zapaści?

Teoretycznie kraj mógłby bardzo szybko stanąć na nogi. Znaczne zasoby ropy naftowej i otwarcie granic dla kapitału zagranicznego oraz organizacji humanitarnych spowodowałoby gwałtowną poprawę sytuacji mieszkańców. Również MFW przygotowuje pomoc dla Wenezueli, która według Funduszu potrzebuje ok. 30 mld dol. Kiedy to nastąpi? Wszystko zależy od woli politycznej sprawującej władzę ekipy prezydenta Maduro.

Zmiany w składzie Zarządu Alior Banku

13 kwietnia br. Rada Nadzorcza Alior Banku powołała Agatę Strzelecką, Mateusza Poznańskiego oraz Macieja Surdyka w skład Zarządu Alior Banku. Wcześniej Rada przyjęła rezygnacje Urszuli Krzyżanowskiej-Piękoś oraz Celiny Waleśkiewicz. 

Rada Nadzorcza Alior Banku powołała w skład Zarządu Agatę Strzelecką, dotychczas Dyrektora Zarządzającego Pionem Operacji, Mateusza Poznańskiego, dotychczas Dyrektora Zarządzającego Pionem Rozwoju Bankowości Detalicznej oraz Macieja Surdyka, dotychczas Dyrektora Zarządzającego Pionem Rozwoju Bankowości Przedsiębiorstw. Wcześniej Celina Waleśkiewicz i Urszula Krzyżanowska-Piękoś zrezygnowały z pełnionych funkcji w Zarządzie Alior Banku, a Rada Nadzorcza ich rezygnacje przyjęła.

Bardzo dziękuję Celinie i Uli za ich ponad 10-letni, trudny do przecenienia wkład w budowę, a następnie w rozwój i umacnianie pozycji Alior Banku w sektorze bankowym. Ich wiedza i doświadczenie w istotny sposób przyczyniły się do powodzenia realizacji strategicznych przedsięwzięć: integracji Banku z wydzieloną częścią Banku BPH oraz opracowania założeń i wdrażania strategii „Cyfrowego buntownika” – mówi Katarzyna Sułkowska, wiceprezes Zarządu Alior Banku pełniąca obowiązki prezesa. Serdecznie gratuluję nowo powołanym członkom Zarządu. Jestem przekonana, że połączenie kompetencji dotychczasowego składu z awansami wewnętrznymi osób, które kierowały i aktywnie uczestniczyły w najważniejszych projektach Banku w ostatnich latach stanowi gwarancję realizacji strategicznych celów banku do 2020 r. i przyczyni się do dalszego budowania wartości dla akcjonariuszy – dodaje Katarzyna Sułkowska.

Agata Strzelecka będzie nadzorować Pion IT, Pion Operacji oraz Pion Bankowości Cyfrowej i Sprzedaży Zdalnej. Mateusz Poznański pokieruje jednostkami organizacyjnymi Banku odpowiedzialnymi za sprzedaż
w obszarze klienta detalicznego, działalność maklerską, sieci zewnętrzne, produkty klienta indywidualnego, consumer finance oraz za relacje z klientem indywidualnym. Z kolei Maciej Surdyk będzie zarządzał jednostkami organizacyjnymi Banku odpowiedzialnymi za sprzedaż w obszarze klienta biznesowego, produkty klienta biznesowego, działalność skarbową, biznes AGRO i leasing, fundusze Unii Europejskiej
i programy publiczne oraz relacje z klientem biznesowym.

Zarząd Alior Banku od 13 kwietnia br. kształtuje się następująco:

  • Katarzyna Sułkowska – wiceprezes Zarządu pełniąca obowiązki prezesa Zarządu,
  • Filip Gorczyca – wiceprezes Zarządu,
  • Sylwester Grzebinoga – wiceprezes Zarządu,
  • Marcin Jaszczuk – wiceprezes Zarządu,
  • Mateusz Poznański – wiceprezes Zarządu,
  • Agata Strzelecka – wiceprezes Zarządu,
  • Maciej Surdyk – wiceprezes Zarządu.

Inflacja wyhamowuje

Inflacja w marcu br., w ujęciu rocznym wyniosła 1,3 proc. W lutym wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych osiągnął 1,4 proc. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny obniżyły się o 0,1 pkt proc. – podał GUS, potwierdzając dane z szybkiego szacunku.

Ostatnio niższą inflację mieliśmy w grudniu 2016 roku. Wtedy ceny wzrosły o 0,8 proc. W marcu decydujący wpływ na spadek inflacji miały niższe ceny paliw do środków transportu oraz ceny użytkowania mieszkania oraz nośników energii. Obserwowany w ostatnim tygodniu marca wzrost cen paliw na stacjach benzynowych nie był już w stanie przełożyć się na wyższą inflację. Z kolei wzrost cen odzieży i obuwia (o 2,3 proc.), zapewne związany z wiosennymi już zakupami, przyczynił się do podwyższenia marcowego wskaźnika.

W ujęciu rocznym największy wpływ na wskaźnik cen i towarów konsumpcyjnych miały wyższe ceny żywności (o 3,9 proc.) i użytkowania mieszkania (o 1,6 proc.). W najbliższych miesiącach możemy się jednak spodziewać obniżenia cen wielu produktów spożywczych, m.in. masła, jaj, mleka, co niewątpliwie wpłynie na wyhamowanie tempa wzrostu cen żywności.

Nie znaczy to jednak, że inflacja dalej będzie się kurczyła. Przede wszystkim ze względu na sytuację na rynku pracy. Już teraz co trzeci pracodawca ma kłopoty ze znalezieniem pracowników. Aby ich pozyskać przedsiębiorstwa będą musiały więcej im zapłacić. Tym bardziej, że rynek pracy cudzoziemców (głównie Ukraińców) nie jest bez dna i już widać na nim pierwsze objawy zadyszki. A to przełożyć się może na wzrost popytu konsumpcyjnego, a w konsekwencji na wyższe ceny towarów.

Spadek inflacji, z którym mamy do czynienia od grudnia ubiegłego roku, to dobra informacja dla wszystkich, którzy swoje oszczędności gromadzą w bankach. Ich pieniądze przestaną tracić na wartości, ponieważ realne oprocentowanie lokat jedno i trzymiesięcznych jest już dodatnie, chociaż zysk z lokat jest minimalny i raczej nie zachęci nowych klientów do masowego przenoszenia pieniędzy do banków.

Spadek inflacji oddala też perspektywę podwyżki stóp procentowych. Po ostatniej wypowiedzi prezesa NBP, można się spodziewać, że podwyżki stóp może nie być ani w tym, ani przyszłym roku. To ucieszy osoby mające kredyty złotowe, ponieważ nie będą musiały przeznaczać więcej pieniędzy na spłatę rat kredytowych.

Komentarz Zbigniewa Maciąga, eksperta Konfederacji Lewiatan

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W następnym tygodniu pozytywny sentyment rynkowy może być poddawany próbie zarówno przez politykę (spory USA z Chinami i Rosją), jak i przez dane. Siłę globalnego ożywienia będzie można ocenić w oparciu o twarde dane z USA, Chin, Wielkiej Brytanii, Australii i Kanady. Bank Kanady decyduje o stopach procentowych, a w Nowej Zelandii inflacja może być wskazówką dla polityki RBNZ.

Przyszły tydzień: sprzedaż detaliczna z USA, ZEW z Niemiec, rynek pracy z Wlk. Bryt./Australii, CPI z Wlk. Bryt./NZ, Bank Kanady

W USA mamy sprzedaż detaliczną (pon), produkcję przemysłową (wt), dane z rynku budowlanego (wt) i regionalne indeksy koniunktury (pon, czw). Silne dane tylko potwierdza to, co wiadomo – ożywienie utrzymuje solidne tempo, ale na ten moment nie da się przesądzić, czy Fed zdecyduje się na cztery podwyżki w całym 2018 r., czy zostanie przy obiecanych trzech. W efekcie USD ma problem, by wyraźnie zyskiwać po dobrych publikacjach. Jednak rozczarowanie w danych, szczególnie w sprzedaży detalicznej, może obudzić wyprzedaż dolara, głównie względem walut ryzykownych. Spośród przedstawicieli Fed w przyszłym tygodniu aż ośmiu będzie się wypowiadać – do ważniejszych będą należeć wystąpienia Williamsa (wt) i Brainard (czw).

W strefie euro zanosi się na ubogi w dane tydzień. Indeks ZEW z Niemiec może dalej obniżać swoje poziomy, gdyż obawy o napięcia handlowe z USA oraz pogorszenie warunków finansowych mogą ciążyć na nastrojach analityków i ekonomistów. Podczas gdy indeks nie mówi wiele o faktycznym stanie gospodarki (lepszym barometrem jest indeks Ifo), tak kolejny słaby odczyt będzie wzmacniał sceptycyzm względem EUR. Pozostajemy negatywnie nastawieni do unijnej waluty w krótkim terminie.

Przyszły tydzień jest napakowany publikacji z Wielkiej Brytanii – raport z rynku pracy (wt), CPI (śr), sprzedaż detaliczna (czw). Silny odczyt dynamiki wynagrodzeń powinien przesądzić o podwyżce stopy procentowej BoE w maju, choć przy niemal pełnej wycenie rynkowej nie ma tu impulsu do wyraźnego skoku funta. Mimo to obraz makro przy osłabieniu ryzyk Brexitu buduje pozytywny klimat wokół GBP i dalsza, powolna aprecjacja ma rację bytu.

W Polsce startujemy z trzonem danych o aktywności gospodarczej w marcu. Stabilne zatrudnienie i wysoka dynamika płac (śr) potwierdzą dobrą sytuację na rynku pracy. Produkcja przemysłowa (czw) powinna wzrosnąć na większej liczbie dni roboczych m/m. Obniżenie się inflacji bazowej do 0,6-0,7 proc. zostało już przewidziane przez publikację pełnych statystyk o CPI. Złoty pozostaje zdane na wahania sentymentu zewnętrznego i ostatnia poprawa nastrojów sprzyja osuwaniu EUR/PLN, choć w szerszym nie widać, aby rynek nabierał wyraźnego kierunku.

Kalendarz w Japonii oferuje odczyty produkcji przemysłowej (wt) i CPI (pt). Ten drugi jest ważniejszy, gdzie konsensus zakłada osłabienie inflacji bazowej bez świeżej żywności z 1,0 proc. do 0,9 proc. Cel inflacyjny Banku Japonii wciąż jest odległy, co powinno osłabiać spekulacje o zwrocie w polityce monetarnej. O ile napięcia geopolityczne nie eskalują, JPY pozostanie w defensywie.

W następnym tygodniu w Australii minutki RBA (wt) powinny przejść bez echa w związku z pasywną postawą banku. Dane z rynku pracy (czw) nie zdziwią, jeśli kolejny raz wskażą na wzrost zatrudnienia, ale słabszy wynik może zatrzymać ostatnie wzrosty AUD generowane przez szeroki, rynkowy apetyt na ryzyko. Spadek stopy bezrobocia będzie neutralizował rozczarowanie w zatrudnieniu, ale mimo to ryzyka dla AUD rozkładają się asymetrycznie. Podobnie NZD będzie wrażliwy na odczyt CPI (czw) – biorąc pod uwagę, że RBNZ nie spieszy się z podwyżką, pozytywne zaskoczenie w CPI nie zmieni wiele w perspektywach polityki monetarnej, ale słabszy wynik podkopie zapał do kupowania kiwi. Ale do czasu publikacji dane sentyment zewnętrzny będzie determinował zmiany kursów.

W Kanadzie zapowiada się gorący tydzień z decyzją BoC (śr) oraz danymi o sprzedaży detalicznej i inflacji (pt). Kanadyjska gospodarka ma się dobrze, a przy rosnących szansach na pomyślnym zakończeniu negocjacji NAFTA, BoC ma argumenty, by powrócić do podwyżek stóp procentowych. Z drugiej strony mając na uwadze nieobliczalność Donalda Trumpa, lepiej nic z góry nie zakładać i poczekać na wyschnięcie atramentu na dokumencie porozumienia. Ponadto, inaczej niż poprzednimi razy, przedstawiciele banku nie dawali ostatnio wskazówek, że podwyżka jest blisko. Rynek też nie daje dużych szans na zmianę. Mimo to konstruktywny komunikat może otworzyć drogę dla dalszego umocnienia CAD. Silna sprzedaż i odbicie inflacji będą tutaj pomocne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PKN ORLEN: Irańska ropa dopłynęła do Polski

Do gdańskiego Naftoportu dotarła dostawa irańskiej ropy przeznaczona dla rafinerii PKN ORLEN. Wcześniejsze testy surowca z tego kierunku potwierdziły jego duży potencjał. 130 tys. ton ropy zostanie przerobionych w Płocku jeszcze przed okresem majówkowych wyjazdów.

Ropa z Iranu jest lżejsza od rosyjskiej, zawiera także mniej siarki. Daje to możliwość wyprodukowania relatywnie dużej ilości tzw. produktów białych, takich jak benzyna, nafta i olej napędowy. Zanim surowiec trafi do przerobu w rafinerii przechodzi wieloetapowy proces analiz. Najpierw na bazie teoretycznych danych dostarczonych przez dostawcę, za pomocą zaawansowanych modeli i narzędzi, badane jest bezpieczeństwo i opłacalność przerobu. W przypadku pozytywnych wyników, na bazie próbek dostarczonych do laboratorium, ustalane są szczegółowe parametry procesu przerobu, między innymi optymalna mieszanka z rosyjską ropą REBCO.

Dostawa z Iranu stałą się faktem. Ropa z kierunku bliskowschodniego daje nam wiele możliwości. Przede wszystkim umożliwia dywersyfikację kierunków dostaw i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego państwa. Nie mniej istotne jest jednak to, że jest gatunkiem w pełni bezpiecznym dla przerobu w naszej płockiej rafinerii, pozwalając na uzyskanie bardzo zadawalających efektów ekonomicznych – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN konsekwentnie bada możliwości zakupu i stopień komplementarności różnych gatunków ropy ze stosowanymi technologiami w swoich europejskich rafineriach. Rafinerie z GK ORLEN, poza irańskim przerabiały już m.in. surowiec pochodzący z Iraku, Azerbejdżanu, Kazachstanu, Nigerii, Wenezueli czy Norwegii. W październiku ubiegłego roku do przerobu w Płocku trafiła zaś amerykańska ropa WTI z pierwszego ładunku po zniesieniu przez ten kraj wieloletniego embarga na eksport tego surowca.

Orlen Kanal Sueski 4 26 03 1Obecnie rafinerie Grupy ORLEN zaopatrywane są ropę na bazie kontraktów długoterminowych z Rosneft Oil Company, Tatneft Europe AG oraz Saudi Arabian Oil Company oraz dostaw spotowych.

Orlen Iran INFGR 23 03 2Dostawa irańskiej ropy płynęła z wyspy Kharg i jej transport do Polski zajął niespełna miesiąc. Ładunek transportowany był tankowcem Delta Kanaris, należącym do kategorii Suezmax, czyli największych okrętów, które są w stanie przepłynąć Kanał Sueski. Wybudowany w 2010 roku tankowiec ma wyporność blisko 158 tys. ton, a jego całkowite wymiary to 274 m długości i blisko 50 m szerokości.

Rynek ubezpieczeń transakcyjnych w Polsce wkracza w fazę dojrzałości

W 2017 roku oraz po pierwszym kwartale 2018 roku wciąż obserwujemy dynamiczny wzrost liczby aranżowanych za naszym pośrednictwem polis transakcyjnych – według danych Marsh dla regionu EMEA wzrost o ponad 10% w stosunku do roku poprzedniego (2016). W Polsce, w 2017 roku pracowaliśmy przy ponad 30 projektach transakcyjnych, co w stosunku do roku 2016 stanowi o około 50% więcej – wzrost ten jest zatem jeszcze bardziej dynamiczny niż dla całego regionu EMEA.

Średnie stawki w ubezpieczeniach transakcyjnych spadły, co spowodowane jest rosnącą konkurencją wśród ubezpieczycieli (aktualnie to już 22 rynki transakcyjne dla regionu EMEA) oraz coraz większym apetytem na ryzyko. Od 2 lat transakcje polskie traktowane są w tym zakresie bardzo podobnie do transakcji zachodnioeuropejskich.

Średnia stawka dla polis Warranty & Indemnity, a więc czołowego produktu ubezpieczeń transakcyjnych, spadła dla polis w regionie EMEA z poziomu 1,25% do 0,93% (od kupowanego limitu ochrony).

Dla transakcji polskich przedział kosztowy dla polis z roku 2017 był podobny.

Szkodowość w ubezpieczeniach transakcyjnych rośnie. Aktualnie zgłaszana jest 1 szkoda na 5 zawartych polis (jeszcze rok temu była to 1 szkoda na 7 polis) – są to szkody wciąż wysokie kwotowo, zgłaszane w ciągu pierwszego cyklu audytowego po fuzji prawnej. Wzrost liczby szkód jest oczywiście pośrednio powodowany coraz większą ilością zawieranych polis transakcyjnych.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) oraz PEMA (fuzje i przejęcia)

Aforti Holding sprzedał w ofercie prywatnej akcje Aforti Finance za 6,9 mln zł

Aforti Holding – spółka notowana na NewConnect od sierpnia 2011 roku, oferująca przedsiębiorcom z sektora MSP usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe oraz zarządzająca platformą wymiany walut online dla firm – sprzedała w ramach oferty prywatnej 1.334.872 akcje spółki zależnej Aforti Finance za 6,9 mln zł.

Cena sprzedaży za jedną akcję wyniosła 5,20 zł, a tym samym Aforti Finance wycenione zostało na 57,2 mln zł. Przed transakcją Aforti Holding posiadał 9.262.632 akcje spółki zależnej Aforti Finance, stanowiących 84,21 proc. jej kapitału zakładowego, a obecnie kontroluje 72,07 proc. kapitału. Debiut Aforti Finance na New Connect jest planowany na przełom II i III kwartału 2018 roku.

Aktywność Aforti Finance na rynku kapitałowym jest jednym z elementów realizacji strategii Grupy Aforti na lata 2018-2020, która zakłada – poza przejściem Aforti Holding na rynek główny GPW na przełomie 2018 i 2019 roku oraz debiutem Aforti Finance na New Connect – również upublicznienie na rynku zagranicznym spółki fintechowej Aforti Exchange.

Internetowa platforma wymiany walut dla firm, zarządzana przez Grupę AFORTI, jest dostępna aktualnie na rynku polskim i rumuńskim, a niebawem spółka rozpocznie działalność operacyjną w Bułgarii. Kolejnym etapem rozwoju będzie ekspansja zagraniczna e-kantoru do co najmniej 7 kolejnych krajów, tj.: Czechy, Węgry, Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Albania oraz Macedonia. Finalnie – w ciągu najbliższych lat – w lokalizacjach, w których działalność rozpocznie Aforti Exchange, planowany jest również rozwój międzynarodowy Aforti Finance, specjalizującej się w finansowaniu pozabankowym firm z sektora MSP. Od 2016 roku do końca I kwartału 2018 roku wartość pożyczek udzielonych przedsiębiorcom przez Aforti Finance wyniosła niemal 55 mln zł.

Doskonała pozycja Aforti Finance na krajowym rynku pożyczkowym, a tym samym mocna kondycja finansowa spółki sprawiają, że jest to idealny moment na jej upublicznienie. Wycena akcjisprzedawanych w ofercie prywatnej za 5,2 zł za akcję – potwierdza, że decyzja o ich wprowadzeniu do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu na rynku NewConnect jeszcze w 2018 roku pozwoli na dywersyfikację źródeł finansowania, a tym samym przeznaczenie części pozyskanych środków na dalszy dynamiczny rozwój Aforti Finance w Polsce i poza jej granicami. Co istotne – strategia Aforti Holding jasno i wyraźnie zakłada, że sprzedaż akcji Aforti Finance, jak też potencjalnie innych spółek zależnych, będzie prowadzona tylko w takim stopniu, który nie spowoduje utraty kontroli i pozycji dominującej Aforti Holding względem podmiotów zależnych podkreśla Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

W 2018/2019 roku Grupa Aforti – w odniesieniu do Aforti Finance – planuje m.in. wprowadzenie usługi składania wniosków online oraz uruchomienie własnego call center, dzięki któremu możliwa będzie sprawna i efektywna obsługa klientów.

W 2017 roku wartość pożyczek udzielonych przez Aforti Finance dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wyniosła niemal 36,23 mln zł przy 465 pozytywnie zaopiniowanych wnioskach (z 2317 złożonych w tym okresie na łączną kwotę ponad 191 mln zł).2018-04-13 Aforti Finance – wartość sprzedanych pożyczek

Tym samym spółka Aforti Finance odnotowała ponad 867 proc. wzrost pod względem wartości udzielonego przedsiębiorcom wsparcia finansowego, przy jednoczesnym wzroście ilościowym na poziomie 347 proc. w odniesieniu do liczby wniosków, które zostały sfinalizowane wypłatą pożyczki.

Przedawnienie straty podatkowej

„Nie jest dopuszczalne prowadzenie postępowania podatkowego i orzekanie o wysokości straty w podatku dochodowym od osób prawnych za rok podatkowy, w którym została ona poniesiona, w sytuacji gdy upłynął termin przedawnienia zobowiązania podatkowego za ten rok” – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.

W sprawie rozpoznanej przez Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale z 6 listopada 2017 r., sygn. akt II FPS 3/17, dyrektor izby skarbowej w Warszawie utrzymał w mocy decyzję dyrektora urzędu kontroli skarbowej, w której wskazano, że strata spółki w podatku dochodowym od osób prawnych za 2007 r. wynosi 826 135,28 zł. Zdaniem organów podatkowych spółka zaniżyła przychody o kwotę nieodpłatnych świadczeń z tytułu korzystania ze znaków towarowych i zawyżyła koszty uzyskania przychodów o wydatki na marketing i wypłatę odpraw dla spółki.

Wojewódzki sąd administracyjny uznał skargę podatnika za uzasadnioną w części. Sąd nie podzielił zarzutu dotyczącego przedawnienia straty. Zdaniem sądu strata nie stanowi zobowiązania podatkowego, dlatego też nie podlega przedawnieniu, jak zobowiązanie podatkowe. W konsekwencji sąd pierwszej instancji uznał, że organy podatkowe mogą prowadzić postępowanie w sprawie straty do czasu, gdy możliwe jest sprawdzenie deklaracji za rok podatkowy, w którym strata została odliczona.

Spółka złożyła skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

NSA przekazał sprawę do rozstrzygnięcia poszerzonemu składowi tego sądu, ponieważ dotychczas w sprawach analogicznych do rozpoznawanej wykształciły się dwa rozbieżne stanowiska sądów administracyjnych.

W sprawie Prokurator Krajowy podniósł, że „nie jest dopuszczalne prowadzenie postępowania podatkowego i orzekanie o wysokości straty w podatku dochodowym od osób prawnych za rok podatkowy, w którym została ona poniesiona, w sytuacji gdy upłynął termin przedawnienia zobowiązania podatkowego za ten rok.”

W ocenie NSA stanowisko wojewódzkiego sądu administracyjnego w omawianej sprawie nie znajduje oparcia w przepisach. NSA podkreślił, że strata nie jest zobowiązaniem podatkowym.

„Przedawnienie jest jedną z podstawowych instytucji prawa podatkowego chroniących pewność obrotu. W związku z tym wydłużanie okresu przedawnienia w drodze rozszerzającej interpretacji przepisów jest niedopuszczalne.” Strata podatkowa nie jest zobowiązaniem podatkowym. Jeżeli zatem przedawnia się zobowiązanie główne, to przedawniają się również związane z nim lub towarzyszące mu inne prawa lub obowiązki.

NSA wskazał, że powszechność opodatkowania oznacza opodatkowanie wszystkich podatników danym podatkiem na tych samych zasadach, a więc również kwestie związane z przedawnieniem muszą być takie same dla wszystkich. Różnicowanie zasad przedawnienia w zależności od tego, czy wystąpił dochód, czy strata podatkowa, naruszałoby zasadę demokratycznego państwa prawa i zasady równości i sprawiedliwości – uznał NSA.

Do omawianej uchwały zgłoszono zdanie odrębne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Shadow IT – furtka do firmy dla cyberprzestępców

Według przewidywań firmy Gartner do 2020 roku co trzeci udany cyberatak skierowany przeciwko firmie będzie przeprowadzony za pomocą tzw. Shadow IT. Eksperci Fortinet wyjaśniają, czym jest to zjawisko i w jaki sposób można minimalizować jego szkodliwy wpływ na bezpieczeństwo cyfrowe.

Wiele firm mierzy się z konsekwencjami Shadow IT każdego dnia, często nie zdając sobie z tego sprawy. Zjawisko polega na tym, że pracownicy firmy korzystają z niezatwierdzonych programów i aplikacji na urządzeniach, które są podłączone do firmowej sieci. Co ważne, Shadow IT w ostatnich latach spektakularnie rośnie. Według badania firmy Skyhigh aż 72% menedżerów nie zdawało sobie sprawy ze skali tego zjawiska w swoich firmach, a jest ona znaczna – w przeciętnej firmie z sektora finansowego używanych jest ponad 1000 aplikacji w chmurze. To 15 razy więcej niż szacowały działy IT firm biorących udział w badaniu.

Skąd się bierze Shadow IT?

Dlaczego w ogóle pracownicy sięgają po rozwiązania inne niż zatwierdzone przez firmę? – Pracownicy znajdują aplikacje czy programy, które pomagają im sprawniej realizować codzienne zadania. Jeśli dział IT w firmie nie jest świadomy, że takie rozwiązania są stosowane, nie jest w stanie nimi skutecznie zarządzać i zadbać o bezpieczeństwo organizacji – mówi Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet na Polskę, Białoruś i Ukrainę.  Ryzyko związane z Shadow IT  Podstawowe zagrożenia związane z Shadow IT dotyczą zarządzania danymi. Tworząc strategię cyberbezpieczeństwa, należy wiedzieć, jakie dane firma posiada i gdzie są one przechowywane. Shadow IT utrudnia ustalenie tego. Dodatkowo dane mogą nie być aktualizowane tak często, jak dane z oficjalnych baz. W rezultacie pracownicy korzystający z danych przechowywanych w cieniu mogą przeprowadzać operacje biznesowe w oparciu o nieaktualne informacje, zagrażając w ten sposób bezpieczeństwu całej organizacji. Alarmujące są również inne wyniki badania Skyhigh. Tylko 7% aplikacji w modelu SaaS (Software-as-a-Service) spełnia standardy bezpieczeństwa dla przedsiębiorstw. Oznacza to, że aplikacje używane przez pracowników mogą nie odpowiadać wymogom w zakresie aktualizacji, dostępnych łatek czy szyfrowania danych.

Konsekwencje związane z Shadow IT są poważniejsze w przypadku firm świadczących usługi finansowe. Dzieje się tak ze względu na ilość wrażliwych danych, którymi administrują oraz surowe standardy regulacyjne. Eksperci z Fortinet  zwracają uwagę, że wraz z rozwojem infrastruktury IT sektor finansowy musi nieustannie poszerzać wiedzę na temat ryzyka związanego z Shadow IT, a także zdawać sobie sprawę ze sposobów jego zmniejszania.

Zabezpieczanie Shadow IT Co prawda organizacje starają się zminimalizować zakres Shadow IT, ale mało prawdopodobne jest, że uda się całkowicie wyeliminować to zjawisko. W pierwszej kolejności firmy powinny zadbać o dostarczenie pracownikom odpowiednich narzędzi pracy, tak aby nie musieli oni poszukiwać dodatkowych aplikacji, które lepiej odpowiadałyby ich potrzebom. Kolejna sprawa to szkolenia pracowników i podnoszenie ich świadomości. Często nie muszą oni zdawać sobie sprawy z tego, że zainstalowany przez nich program może obniżać cyberbezpieczeństwo firmy. Mając na uwadze skalę zjawiska Shadow IT, administratorzy sieci i działy IT powinni aktualizować zabezpieczenia oraz poprawiać widoczność ruchu przepływającego w sieci. Konieczne będą także odpowiednie rozwiązania sprzętowe, jak firewalle czy rozwiązania ochrony dostępu do chmury i do wewnętrznej segmentacji sieci.

Sektor handlowy redukuje bieg

Z jednej strony mniejsza podaż i wolniejsze tempo wzrostu w porównaniu ze średnią z ostatniej dekady, a z drugiej utrzymująca się wiodąca pozycja najlepszych centrów handlowych i przewidywane otwarcia nowych sklepów w dotychczasowych lokalizacjach sieci Praktiker – to jedne z kluczowych wniosków płynących z najnowszej analizy sektora handlowego przygotowanej przez ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland. Autorzy raportu szacują, że w 2018 roku na rynku pojawi się ponad 500 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, a największe otwarcia będą domeną dużych miast.

Podaż – mniejszy wolumen, małe rynki

Na koniec I kwartału całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej nad Wisłą przekroczyły poziom 14,3 miliona m kw., z czego 73 proc. stanowią centra handlowe w tradycyjnym formacie. Najnowsze dane BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że do końca marca na rynek oddane zostały 92 tys. m kw. – otwarcia siedmiu nowych obiektów i ukończenie rozbudowy dwóch istniejących – co stanowi około 20 proc. całkowitej podaży prognozowanej na 2018 rok. Co istotne, 76 proc. nowej podaży z pierwszego kwartału przypadło na centra handlowe zlokalizowane w głównych obszarach metropolitalnych – Gemini Park Tychy w konurbacji katowickiej i Rondo Wiatraczna w Warszawie. W miejscowościach do 100 tys. mieszkańców deweloperzy stawiają na małe parki handlowe, będące uzupełnieniem istniejącej oferty i dobrze wpisujące się zarówno w oczekiwania lokalnych odbiorców jak i operatorów poszukujących możliwości rozszerzenia swojej obecności na rynku.

Ograniczona podaż w minionym roku i nieco wolniejsze tempo rozwoju prognozowane w 2018 roku są forpocztą nadchodzących zmian w handlu stacjonarnym i kurczącej się chłonności tradycyjnego rynku, który w wielu polskich miastach jest już w pełni ukształtowany i dojrzały. W ciągu kilku najbliższych lat będziemy obserwować ograniczoną podaż dużych projektów w największych aglomeracjach i w miastach średniej wielkości. Do wykorzystania pozostaje jeszcze pewien potencjał małych miejscowości, jednak poruszanie się po tych rynkach wymaga szczegółowej analizy lokalnych uwarunkowań i przygotowania dobrze „skrojonego” projektu. Umacniającym się trendem jest i będzie modernizowanie funkcjonujących już obiektów, bardzo często połączone z rozbudową stref restauracyjnych i rozrywkowych i zmianą profilu oferty. – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Popyt – zmiany rynkowe stawiają nowe wyzwania

Autorzy raportu podkreślają niewielki – o 0,1 p.p. – spadek współczynnika powierzchni niewynajętej na koniec 2017 roku w porównaniu z wynikiem odnotowanym w połowie minionego roku. Na koniec grudnia poziom handlowych pustostanów oscylował wokół 4 proc. W ciągu najbliższych kilku kwartałów może on ulec istotnej redukcji, a wpływ na to mogą mieć otwarcia sklepów przez nowych operatorów w lokalizacjach dotychczas zajmowanych przez sklepy sieci Praktiker.

To, co z pewnością będzie wpływać na kierunek rozwoju sektora to wprowadzony niedawno zakaz handlu w niedzielę i związane z nim spadki poziomu odwiedzalności i obrotów będące realnym problemem dla obciążeń czynszowych. Aspekt ten nakłada się na wcześniej już oddziałujące czynniki, jak np. wzrost konkurencji, rozwój e-commerce a także nowe zwyczaje i potrzeby zakupowe charakterystyczne dla klientów młodszej generacji. Istotnym zjawiskiem, które obecnie obserwujemy jest powiększające się rozwarstwienie pomiędzy renomowanymi obiektami o ciekawej i zróżnicowanej ofercie, a obiektami niższej klasy mającymi poważne trudności w przyciąganiu popularnych najemców. Innym wartym odnotowania trendem jest powstawanie   obiektów wielofunkcyjnych, w których współgrają obok siebie funkcje handlowe, biurowe, mieszkaniowe i rozrywkowe. Takie projekty to domena dużych aglomeracji. – Natasa Mika, Dyrektor, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Z raportu wynika, że w gronie aglomeracji dysponujących największą ilością wolnej powierzchni handlowej znajdują się obecnie Katowice, Poznań i Kraków. Na drugim końcu bieguna tradycyjnie już znalazła się Warszawa, a także stolica Dolnego Śląska i Szczecin.

Stawki czynszu – stabilizacja i oczekiwanie na efekty wpływu zakazu handlu w niedziele

Najlepsze obiekty handlowe z dominującą pozycją rynkową utrzymują stawki czynszowe typu “prime” w granicach 110-130 € / m kw. / m-c w Warszawie i pomiędzy 45 € a 60 € m kw. / m-c w pozostałych głównych miastach. Patrycja Dzikowska podkreśla, że malejące znaczenie niektórych obiektów i rosnąca konkurencyjność mogą oznaczać dla ich właścicieli presję ze strony najemców na obniżanie czynszów i podnoszenie kwot przeznaczanych na wyposażanie lokali.

Obiekty w budowie – głównie aglomeracje i małe rynki

Obecnie, nad Wisłą buduje się około 550 tys. m kw. powierzchni handlowej, z czego 70 proc. deweloperzy zamierzają dostarczyć na rynek do końca tego roku. Największymi debiutami zaplanowanymi na rok 2018 będą otwarcia Forum Gdańsk (64 tys. m kw.) i Galerii Libero, pierwszego centrum handlowo – rozrywkowego w południowej części Katowic. Zgodnie z szacunkami, w przyszłym roku należy spodziewać się spadku podaży spowodowanego ograniczoną liczbą dużych realizacji w głównych aglomeracjach. Ważnym debiutem zapowiadanym na pierwszą połowę 2019 jest otwarcie Galerii Młociny – o łącznej powierzchni najmu 81 tys. m kw., z czego 71 tys. m kw. zostanie przeznaczonych na handel, rozrywkę i gastronomię – realizowanej przez joint venture Echo Investment i EPP. Autorzy raportu podkreślają, że w najbliższych kwartałach konsekwentnie swoją pozycję będą wzmacniały miasta z liczbą mieszkańców nieprzekraczającą 100 tys. To w nich pojawi się około jednej trzeciej tegorocznej nowej podaży.

Główne trendy i wyzwania

  • Najbardziej istotnym wyzwaniem z którym przyjdzie się zmierzyć branży handlowej są obowiązujące od 1 marca br. nowe regulacje prawne ograniczające prowadzenie działalności handlowej w niedziele. Pierwsze sygnały pokazują, że sektor będzie musiał znaleźć odpowiedzi na kwestie związane z niższą odpowiedzialnością oraz nowym spojrzeniem na kwestie stawek czynszu, zwłaszcza w segmencie gastronomii.
  • Pomimo stale rosnącej wartości sprzedaży przez Internet, jej wpływ na obroty w handlu tradycyjnym jest w pewnym stopniu łagodzony przez znaczący wzrost wartości całej sprzedaży detalicznej – o 8,4% w 2017 roku – silnie stymulowanej przez pozytywną kombinację spadającej stopy bezrobocia oraz rosnącego poziomu wynagrodzeń i siły nabywczej.
  • Zróżnicowanie w poziomie powierzchni niewynajętej pomiędzy obiektami handlowymi o ugruntowanej pozycji rynkowej a tymi gorszej klasy będzie się pogłębiać za sprawą rosnącej konkurencji i słabnącej pozycji starszych nieruchomości. Rynek warszawski, jako najsilniejszy i najbardziej zrównoważanym, będzie radził sobie najlepiej, natomiast właściciele obiektów handlowych na rynkach o nasilającej się konkurencji (np. w Poznaniu, Wrocławiu, Trójmieście i Katowicach) muszą szybko znaleźć odpowiedź na szereg strategicznych pytań.
  • Trend przebudowy i renowacji starszych obiektów, często przeprowadzanych przy okazji ich rozbudowy, będzie stawał się głównym bodźcem rozwoju i zmian na rynku. Bardziej zróżnicowana i szersza oferta rozrywkowa, strefy rekreacji dla całych rodzin, szeroki wybór oferty gastronomicznej od stoisk w tzw. strefie food court do wyodrębnionych restauracji, ogrody na dachach i inne komponenty rozrywki mają pomagać w zdobywaniu klientów.

Granty Europejskiej Rady ds. Innowacji nową szansą na rozwój dla polskich firm

Europejska Rada ds. Innowacji (European Innovation Council – EIC) to nowy projekt Komisji Europejskiej, który integruje wybrane instrumenty Programu Ramowego Horyzont 2020. Jego celem jest wspieranie przedsiębiorców – zwłaszcza z segmentu MŚP – i naukowców w realizacji innowacyjnych projektów badawczo-rozwojowych oraz w ich wdrożeniu i wypromowaniu na skalę międzynarodową. Pula grantów, jakie z EIC można pozyskać do 2020 roku, wynosi 2,7 mld euro.

Europejska Rada ds. Innowacji wspiera najbardziej perspektywiczne projekty badawczo-rozwojowe, których potencjał pozwala na wdrożenie innowacji na skalę międzynarodową. Wsparcie, jakie przedsiębiorcom oraz naukowcom oferuje EIC, daleko wykracza poza możliwość pozyskania grantu finansowego. W ramach EIC wyselekcjonowani eksperci oferują  również mentoring i coaching, możliwość nawiązania nowych kontaktów biznesowych, strategiczne doradztwo na rzecz rozwoju ekosystemu sprzyjającego innowacjom oraz pomoc w projektowaniu nowych procesów i modeli biznesowych. Eksperci to osoby z bogatym doświadczeniem, którzy z powodzeniem realizowali międzynarodowe projekty biznesowe, dotyczące innowacji.

Wsparcie EIC skierowane jest przede wszystkim do firm oraz innowatorów, mających pomysł na rozwój nowych technologii, które istotnie różnią się od rozwiązań już funkcjonujących na rynku i których realizacja charakteryzuje się wysokim ryzykiem biznesowym. Granty EIC są rozwiązaniem dla tych przedsiębiorstw, w których konieczne jest poniesienie nakładów inwestycyjnych w celu wejścia na rynek z produktem lub technologią. Europejska Rada ds. Innowacji wspiera innowacje rozwijane w każdej dziedzinie technologii, w każdym sektorze biznesowym.

Oferta EIC dla firm i naukowców łączy w sobie instrumenty Programu Ramowego Horyzont 2020 (Instrument MŚP, Szybka ścieżka do innowacji, Przyszłe i powstające technologie), a także przewiduje nagrody dla podmiotów, które wdrożyły najbardziej przełomowe rozwiązania technologiczne. Nagrody te są przewidziane dla przedsiębiorstw działających
w wybranych sektorach, o ile wdrażane przez nie rozwiązania przynoszą istotne korzyści
dla społeczeństwa. Indywidualne nagrody wynoszą od 5 do 10 mln euro, a ich całkowita pula do 2020 roku wynosi 40 mln euro.

Europejska Rada ds. Innowacji to projekt pilotażowy. W jej ramach testowane są instrumenty wspierania innowacji, które są dostosowane do potrzeb współczesnych innowacyjnych firm, środowisk naukowych oraz startupów. Doświadczenia zebrane w ramach EIC do 2020 roku będą stanowiły podstawę do budowy programu ramowego w nowej perspektywie budżetowej – tłumaczy Katarzyna Walczyk-Matuszyk, zastępca dyrektora Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej (KPK).

KPK jest instytucją wspierającą polskie podmioty w pozyskiwaniu środków finansowych z Programu Ramowego Horyzont 2020, także w ramach EIC. W kwietniu br. Komisja Europejska ogłosiła wyniki pierwszego konkursu organizowanego w ramach Europejskiej Rady ds. Innowacji. Dotyczył on I fazy Instrumentu MŚP (grant w wysokości 50 tys. euro
na realizację studium wykonalności projektu), a finansowanie pozyskały cztery polskie firmy: Loglab Sp. z o.o., ZAZ Sp. z o.o., Onco Scanner Sp. z o.o. oraz Pomelody Sp. z o.o.

To dobra wiadomość dla polskiego biznesu – mówi Katarzyna Walczyk-Matuszyk – Chcemy jednak zwiększyć aktywność krajowych podmiotów w pozyskiwaniu środków na badania i rozwój. Historie firm, które pozyskały finansowanie z programu Horyzont, wskazują, że skuteczna aplikacja jest dźwignią rozwoju biznesu, a także czynnikiem budującym wizerunek oraz markę przedsiębiorstwa – dodaje.

Dotychczas polskie podmioty w ramach Programu Ramowego Horyzont 2020 pozyskały
w sumie ponad 291,8 mln euro. Fundusze te pozyskały 564 podmioty, które wzięły udział
w 943 projektach.

Dotychczas w Horyzoncie wydano ok. 32 mld euro. Do wykorzystania
w okresie do 2020 roku pozostaje zatem znacząca część, z czego 2,7 mld euro zostanie przeznaczone za pośrednictwem Europejskiej Rady ds. Innowacji na wsparcie najbardziej perspektywicznych i zaawansowanych projektów. To szczególna szansa dla polskich innowacyjnych przedsiębiorstw
– podkreśla zastępca dyrektora KPK Katarzyna Walczyk-Matuszyk. – Zachęcamy firmy, zwłaszcza małe i średnie, do składania aplikacji w konkursach unijnych. Jako Krajowy Punk Kontaktowy udzielamy profesjonalnego wsparcia wszystkim podmiotom zainteresowanym pozyskaniem finansowania na rozwój innowacji – dodaje.

12 kwietnia br. w Warszawie odbyła się zorganizowana przez Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej konferencja pt. „Europejska Rada ds. Innowacji – nowa szansa dla polskiego przemysłu w Horyzoncie 2020”. Honorowym patronatem objął ją Wiceprezes Rady Ministrów oraz Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin. Patronami konferencji były również Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju oraz Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Partnerem strategicznym wydarzenia została KGHM Polska Miedź S.A.

***

O Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE (KPK)

Krajowy Punkt Kontaktowy dla programu ramowego Horyzont 2020 (pełna nazwa: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej) działa przy Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk. Wspiera uczestnictwo polskich jednostek naukowych i przedsiębiorstw w programach ramowych, a obecnie w ósmym programie ramowym „Horyzont 2020”. Instytucja organizuje dni informacyjne, konferencje, oferuje usługi konsultacyjne, bezpośrednie doradztwo w zakresie przygotowania wniosków oraz mentoring. Działania Krajowego Punktu Kontaktowego dla programu ramowego Horyzont 2020 wspomaga 11 Regionalnych Punktów Kontaktowych w największych ośrodkach akademickich i kilkanaście Branżowych Punktów Kontaktowych przy polskich platformach technologicznych i kluczowych klastrach. Instytucja jest koordynatorem sieci
dla mobilnych naukowców EURAXESS.

Bitcoin a PCC – czy coś naprawdę się zmieni?

Niedawna informacja Ministerstwa Finansów na temat skutków podatkowych obrotu kryptowalutami zelektryzowała fanów cyfrowego pieniądza. Wielu użytkowników obawia się, że –  zgodnie z najnowszym obwieszczeniem –  będzie musiało zapłacić bardzo wysokie podatki od czynności cywilnoprawnych za obrót Bitcoinem i innymi kryptowalutami. Ministerstwo wskazało również na nowe warunki rozliczania tychże w podatku dochodowym. Czy jednak rzeczywiście stanowisko MF coś w tym zakresie zmienia?

Bitcoin a PCC i podatek dochodowy

Aby dobrze naświetlić temat, należałoby cofnąć się do 2014 roku i decyzji dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie. Była to jedyna interpretacja dotycząca opodatkowania zakupu kryptowalut podatkiem od czynności cywilnoprawnych (PCC) i wskazująca na taką konieczność. W dodatku wydana została w czasie, kiedy organy podatkowe skłaniały się raczej ku stanowisku, że sprzedaż Bitcoinów podlega 23% opodatkowaniu VAT.

Tę interpretację powtórzyło przed kilkoma dniami Ministerstwo Finansów. Podstawę opodatkowania w przypadku obrotu Bitcoina będzie stanowiła wartość rynkowa transakcji, a stawka PCC wyniesie 1% podstawy opodatkowania.

Ponadto MF odniosło się także do rozliczania przychodów z obrotu kryptowalutami i wskazało, że jest on generowany także w przypadku:

  • sprzedaży kryptowaluty (zamiany kryptowaluty na walutę tradycyjną, np. złotówki (PLN), euro (EUR), dolara amerykańskiego (USD);
  • zamiany kryptowaluty na inną kryptowalutę, na towar lub na usługę. Zamianę kryptowaluty należy traktować jako formę jej odpłatnego zbycia, analogicznie jak zamianę jakichkolwiek innych praw majątkowych, np. wierzytelności.

– Trudno jednoznacznie wskazać, czy Polska ma najbardziej opresyjne podejście do opodatkowania kryptowalut. Warto natomiast podkreślić, że są kraje, które dość preferencyjnie podchodzą do tego tematu. Warto tutaj wskazać chociażby Niemcy – gdzie, jeżeli ktoś zakupi kryptowaluty i sprzeda je dopiero po roku, jest zwolniony z opodatkowania – mówi Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w firmie inFakt. – Ostatnio pojawiła się też informacja, że Białoruś zwalnia z opodatkowania obrót kryptowalutami do roku 2023. Ze względu na to, że w polskich ustawach podatkowych nie ma rozwiązań, które przystawałyby do tak innowacyjnych tematów jak obrót kryptowalutami, w temacie opodatkowania opieramy się przede wszystkim na interpretacjach. Jako takie, nie są one po pierwsze wiążące, a po drugie – jak widać w podejściu do tematu opodatkowania zamiany jednej kryptowaluty na drugą – organy podatkowe zmieniają swoje stanowiska nawet w obrębie jednego roku podatkowego.

Przy okazji należy podkreślić, że zakup kryptowalut traktowanych jako prawo majątkowe lub przedmiot prawa majątkowego będzie podlegał opodatkowaniu na terytorium Polski. Bez znaczenia będzie fakt, czy zakup odbył się na giełdzie z siedzibą w Polsce, czy w innym państwie.

Jak traktować stanowisko Ministerstwa?

Eksperci z firmy inFakt wskazują jednak, że informacja opublikowana przez MF nie jest wiążąca ani dla podatnika, ani dla organów podatkowych. – Informacja nie jest wiążąca i ani podatnicy, ani urzędy skarbowe nie mają obowiązku stosowania zawartych tam informacji w praktyce – wyjaśnia Magda Sławińska-Rzemek. – Informacja ma za to na celu pokazać, jak organy skarbowe będą prawdopodobnie interpretowały przepisy podatkowe dotyczące obrotu Bitcoinem i innymi kryptowalutami. Nie ma również gwarancji, że w przyszłości stanowisko MF nie zmieni się po raz kolejny.

Jak więc podatnicy powinni traktować informację Ministerstwa? – Na pewno warto mieć ją na uwadze – dodaje ekspert firmy inFakt. – Jednak w mojej opinii to stanowisko nie zmienia niczego, a zawarte w nim informacje pojawiały się już wcześniej w interpretacjach podatkowych. Podatnik, rozliczając obrót kryptowalutami, może zastosować się do wskazanej interpretacji, może również postąpić w sposób odmienny i nie rozliczać przychodu z wymiany jednej kryptowaluty na inną. Wówczas musi liczyć się z tym, że organ podatkowy zakwestionuje jego postępowanie. W najgorszym wypadku zapłaci wtedy zaległy podatek dochodowy z odsetkami za zwłokę.

Z drugiej strony podatnik może liczyć także na pomyślny obrót sprawy po skardze na decyzję organu podatkowego, sąd administracyjny zajmie stanowisko, że wymiana kryptowaluty na inną nie stanowi przychodu. Ponadto podatnicy, którzy uzyskują przychód z obrotu Bitcoinami na giełdzie, powinni wystąpić z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej w zakresie kursu kryptowalut, jaki należy zastosować przy obliczaniu przychodu, oraz na temat sposobu udokumentowania kosztów.