Nowe autostrady, drogi ekspresowe i obwodnice miast w 2023 r.

W 2023 roku GDDKiA obiecała oddać do użytkowania 260 kilometrów dróg najlepszych kategorii – czyli autostrad, dróg ekspresowych, a także obwodnic miejskich. To jest trochę mniej niż w roku ubiegłym, kiedy oddano ponad 330 kilometrów takich dróg. A zatem zostanie osiągnięty cel, jakim jest przekroczenie 5 tysięcy kilometrów dróg o najwyższej kategorii w Polsce. Docelowo zaplanowano w naszym kraju około 8 tysięcy kilometrów takich dróg, w tym 2100 kilometrów autostrad. Obecnie funkcjonuje już 1,8 tys. kilometrów autostrad – udało się zamknąć projekt od morza do granicy autostradą A1 – więc to jest druga duża, pełna autostrada po A4, która przez cały kraj łączy granice.

– Co czeka nas przed wakacjami? Wydłuża się ważny odcinek, a więc fragment S7 między Warszawą a Radomiem. To sprawia, że z Warszawy do granicy województwa małopolskiego i świętokrzyskiego dojedziemy piękną ekspresówką. Planowany do oddania jest za to węzeł Łomża Zator na trasie Via Baltica – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR. – I trzeci duży odcinek, gdzie w kontrakcie zapisano lipiec, ale wszystko wskazuje na to, że uda się ten fragment oddać w czerwcu – to jest 15 kilometrów drogi S14, czyli obwodnica Łodzi. To jest ostatni fragment, który trzeba oddać do użytkowania pomiędzy Aleksandrowem Łódzkim, a węzłem Emilia. To jest o tyle ważne, że domyka całą S14 – w ten sposób Łódź będzie pierwszym dużym miastem z zamkniętą obwodnicą. I dla Łodzi na pewno to jest duży sukces – podkreśla Furgalski.

Inflacja PPI w USA spada

Inflacja producencka (PPI) w USA spadła po raz kolejny i wyniosła w czerwcu 0,1% r/r. PPI jest teraz o 2,9 p.p. poniżej CPI. Wskaźnik PPI może być traktowany jako wyprzedzający względem CPI, z tego względu w kolejnych miesiącach możemy również obserwować dalszy spadek inflacji CPI.

Zarówno odczyty inflacji CPI, jak i PPI kontynuowały w czerwcu trend spadkowy. Były również nieznacznie lepsze niż prognozowali ekonomiści. Wydaje się jednak, że to nie powstrzyma Fedu przed kolejną podwyżką stóp procentowych. Przybliża za to do zakończenia cyklu po tym ruchu.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek reklamy w Polsce – czerwiec 2023 r.

W internecie i radiu najaktywniejsze reklamowo były marki z branży „Trade”, natomiast w telewizji – „Pharmaceuticals” – wynika z danych gemiusAdReal za czerwiec 2023.

Prezentowane dane pochodzą z gemiusAdReal – cross-mediowego badania rynku reklamowego. Analizie poddano kreacje reklamowe emitowane w czerwcu 2023 w internecie, telewizji oraz radiu.

Rynek reklamy internetowej

W czerwcu 2023 odnotowaliśmy 70,9 mld emisji kreacji reklamowych display i wideo, a średnia częstotliwość kontaktu z reklamą na użytkownika wyniosła 2 495 kontaktów. Działania reklamowe online dotarły łącznie do 86,51% populacji Polaków w wieku od 7 do 75 lat.

Średni czas trwania kontaktu z kreacją wyniósł 9,75 sekundy (10 sekundy dla kreacji typu display i 7,8 sekundy dla kreacji wideo).

Średnia widoczność kreacji digital w czerwcu (wskaźnik Viewability Rate liczony zgodnie z definicją IAB) wyniosła 49,32%. Wyższy wskaźnik widoczności osiągnęły kreacje wideo, dla których 59,29% kontaktów reklamowych znalazło się w polu widzenia użytkownika. W przypadku kreacji display było to 47,94%.

Najbardziej aktywna pod względem liczby kontaktów reklamowych online była branża „Trade” (27,5 mld), dla której Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych online w czerwcu wyniósł 38,8%. Średni czas kontaktu dla tej branży wyniósł 10,17 sekundy, a wskaźnik widoczności kreacji –  52,21%.

Na kolejnych miejscach podium znalazły się branże „Media, books, CD&DVD (5,8 mld kontaktów reklamowych i SoV na poziomie 7,6%) oraz Leisure Time (4,6 mld kontaktów reklamowych i SoV – 6,5%).RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

Top reklamodawcy online

Najbardziej aktywnym reklamodawcą digital w czerwcu 2023 była marka Media Expert, która wygenerowała 2,2 mld kontaktów reklamowych online, docierając do 78,64% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazło się Allegro.pl z 2,1 mld kontaktów i 78,31% zasięgu. Trzecie miejsce na podium należało do Ceneo.pl (1,9 mld kontaktów i zasięg na poziomie 76%).

Ranking TOP 10 marek zamyka Apart, który odnotował 0,66 mld kontaktów reklamowych.

Top reklamodawcy online

Wydatki na reklamę online

Analiza wydatków reklamowych na kampanie display online potwierdza aktywność marki Media Expert, która znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia – jej udział w wydatkach wśród wszystkich marek wyniósł 3,75%. Na drugim miejscu uplasowało się Ceneo.pl z 3,36% udziału, natomiast podium zamyka Allegro.pl (3,29% udziału).Wydatki na reklamę online

Należy pamiętać, że dane na temat wydatków w internecie stanowią wartości estymowane na podstawie cenników wydawców, gdzie wszystkie aktywności liczone były po stawce CPM (Cost per mile). Wyliczane są dla aktywności display, na platformach PC i Mobile, z wykluczeniem wideo i mediów społecznościowych/wyszukiwarek.

Rynek reklamy telewizyjnej

W czerwcu w telewizji najbardziej aktywna reklamowo była branża „Pharmaceuticals”, która wyprzedziła branżę „Trade”. Wygenerowała ona ponad 11,2 mld kontaktów reklamowych, docierając do 94,43% populacji w wieku od 7 do 75 lat. Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych w czerwcu wyniósł dla tej branży 19,08%, natomiast średni czas kontaktu z reklamą w tradycyjnym odbiorniku – 18,10 sekundy. Na drugim miejscu znalazła się branża „Trade” (9,7 mld kontaktów reklamowych, SoV na poziomie 16,52% oraz 94,27% zasięgu), podium zamyka natomiast branża Food (8 mld kontaktów reklamowych, SoV – 13,63% i zasięg – 93,85%).RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

Top reklamodawcy TV

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w telewizji w czerwcu – podobnie jak w kwietniu oraz maju – była marka Lidl. Wygenerowała ona 1,18 mld kontaktów reklamowych, docierając do 87,5% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Rossmann (1 mld kontaktów reklamowych i 86,53% zasięgu), natomiast na trzecim – Kinder (694 mln kontaktów i 82,36% zasięgu). Na 10. miejscu prezentowanego rankingu znalazła się Żabka z 595,8 mln kontaktów reklamowych i 83,79% zasięgu w populacji 7-75.Top reklamodawcy TV

Wydatki na reklamę TV

Pod względem estymowanych wydatków reklamowych w telewizji na pierwszym miejscu znalazła się marka Lidl – jej udział w wydatkach wyniósł 2,32% – a na drugim Rossmann, z udziałem na poziomie 1,94%. Trzecie miejsce należało do Kinder, z udziałem 1,45%.

Wydatki na reklamę TV

Rynek reklamy radiowej

W radiu branżą o największej liczbie kontaktów reklamowych w czerwcu była branża „Trade” (6,5 mld kontaktów reklamowych). Na drugim i trzecim miejscu znalazły się branże „Pharmaceuticals” (2,7 mld kontaktów) oraz „Automotive” (1,01 mld kontaktów).RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w radiu w czerwcu była marka Media Expert – wygenerowała ona 1,66 mld kontaktów reklamowych, docierając do 86,04% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Euro RTV AGD (642 mld kontaktów reklamowych, 77,28% zasięgu), na trzecim – Lidl (339,9 mln kontaktów, 72,71% zasięgu). Zestawienie TOP 10 zamyka Agata Meble (172,75 mln kontaktów i 64,89% zasięgu).RYNEK REKLAMY RADIOWEJ 2

Wydatki na reklamę radiową

Najwyższy udział w wydatkach reklamowych w radiu miała w czerwcu marka Media Expert (11,99%). Kolejne miejsca należą do Euro RTV AGD (3,82%) oraz Lidl (1,60%).

Wydatki na reklamę radiową

Uwaga na fałszywe aktualizacje systemu Windows – to może być atak ransomware

Analitycy z FortiGuard Labs, podmiotu firmy Fortinet zajmującego się badaniem i analizą zagrożeń, zidentyfikowali nowy wariant ransomware o nazwie Big Head, który pojawił się w maju 2023 roku i zaatakował systemy Windows. Chociaż istnieją co najmniej trzy jego rodzaje, to wszystkie mają na celu wyłudzenie pieniędzy poprzez szyfrowanie plików na komputerach ofiar.

Większość próbek ransomware Big Head, które analizował zespół FortiGuard Labs, została przesłana ze Stanów Zjednoczonych. Inne oprogramowanie ransomware używane przez tego samego atakującego było przesłane również z USA oraz krajów europejskich.

Inżynierowie z FortiGuard Labs poddali analizie dwa warianty ransomware Big Head, nazwane A i B.

Wariant A szyfruje pliki

Po uruchomieniu wariantu A ransomware Big Head wyświetla fałszywy ekran aktualizacji systemu Windows, aby oszukać użytkowników, że na ich urządzeniu trwają „legalne” procesy, podczas gdy w tle działa złośliwe oprogramowanie.

Fałszywa aktualizacja trwa około 30 sekund i jest automatycznie zamykana. Zanim jednak proces zostanie zakończony, oprogramowanie ransomware zdąży zaszyfrować pliki na zainfekowanych komputerach i losowo zmienić ich nazwy.

Następnie ransomware otwiera notatkę z żądaniem okupu (tzw. ransom note) o nazwie „README_[losowa siedmiocyfrowa liczba].txt”, która żąda od ofiar skontaktowania się z atakującym za pośrednictwem poczty e-mail lub aplikacji Telegram w celu odszyfrowania plików.

Windows – to może być atak ransomware
Ilustracja 1. Notatka z żądaniem okupu umieszczona na urządzeniu ofiary przez wariant A ransomware Big Head

Zaobserwowano też, że wariant A pozostawia również inną wersję notatki, zawierającą adres Bitcoin atakującego w celu „natychmiastowej zapłaty okupu”.

Wariant B – 1 bitcoin za odzyskanie danych

Analizy FortiGuard Labs wykazały, że wariant B oprogramowania Big Head nie zaszyfrował żadnych plików w środowisku testowym, chociaż został do tego zaprojektowany. Jak wynika z badań, w celu uruchomienia szyfrowania plików wykorzystywany jest plik PowerShell o nazwie „cry.ps1”. Jednak w niektórych przypadkach nie trafia on na komputer ofiary i nie dochodzi do zaszyfrowania danych.

Nie powstrzymuje to jednak wariantu B przed zastąpieniem tapety pulpitu własną, zawierającą notatkę o konieczności zapłacenia okupu. Podobnie jak w wariancie A, notatka informuje o potrzebie kontaktu ofiary z atakującym przy użyciu tego samego adresu e-mail lub kanału na Telegramie. Jednak w notatce w wariancie B zawarta jest informacja o wysokości opłaty okupu, która wynosi jednego Bitcoina, czyli ponad 120 tys. zł.

Wariant B osobno umieszcza na urządzeniu ofiary notatkę oznaczoną jako „Read Me First!.txt” z taką samą wiadomością o okupie jak tapeta.

Wariant B próbuje również otworzyć stronę atakującego na platformie Github w domyślnej przeglądarce internetowej. Strona jest jednak niedostępna, ponieważ została usunięta lub zamknięta.

Wariant C?

Zespół FortiGuard Labs zidentyfikował również inny wariant oprogramowania ransomware. Na podstawie portfela Bitcoin i adresu e-mail stwierdzono, że był prawdopodobnie używany przez tego samego atakującego. To oprogramowanie ransomware zostało również przesłane do publicznie dostępnej usługi skanowania plików w maju 2023 r., czyli w tym samym miesiącu, w którym udostępniono wersje A i B ransomware Big Head. Trzeci analizowany przez FortiGuard Labs wariant ransomware szyfruje pliki i dołącza kontaktowy adres e-mail atakującego „poop69new@[usunięto]” do nazw plików. Zastępuje również tapetę pulpitu własną, która zawiera notatkę o konieczności zapłacenia okupu.

Ten typ złośliwego oprogramowania pozostawia również na komputerze ofiary alternatywną notatkę dotyczącą okupu, pod nazwą „read_it.txt”.

Jak reagować na ransomware?

Takie instytucje jak CISA (Cybersecurity & Infrastracture Security Agency) czy FBI ostrzegają ofiary ataków ransomware przed płaceniem okupu, ponieważ płatność nie gwarantuje odzyskania plików. Zdaniem reprezentujących organy ścigania autorów porad, opłacanie okupów może również ośmielić przestępców do atakowania większej liczby podmiotów, zachęcić inne instytucje przestępcze do dystrybucji oprogramowania ransomware lub sfinansować potencjalnie nielegalne działania.

Chcąc zminimalizować ryzyko zainfekowania komputera oprogramowaniem ransomware trzeba pamiętać o podstawowych zasadach cyberhigieny, jak nieklikanie w linki w wiadomościach phishingowych czy pobieranie aplikacji tylko z oficjalnych stron producentów. Eksperci przypominają też, że incydenty związane z naruszeniem cyberbezpieczeństwa można zgłaszać na stronie CERT.

Cyberprzestępcy fałszują sygnatury czasowe w sterownikach Windows z użyciem oprogramowania open-source

  • Cisco Talos wykrył grupy cyberprzestępców wykorzystujące lukę, która pozwala na podpisywanie i uruchamianie podpisanych krzyżowo sterowników jądra systemu operacyjnego
  • Przestępcy wykorzystują narzędzia open-source, które zmieniają datę podpisania sterowników w celu załadowania złośliwych i niezweryfikowanych sterowników podpisanych wygasłymi certyfikatami.
  • Zespół Cisco Talos wykrył na GitHub kilkanaście certyfikatów z kluczami i hasłami zawartymi w pliku PFX, używanych w połączeniu z narzędziami open-source.
  • Większość zidentyfikowanych sterowników, które zawierały kod języka w swoich metadanych, była napisana po chińsku.
  • Cisco Talos zidentyfikowało również przypadek wykorzystania jednego z tych narzędzi open-source do ponownego podpisania scrackowanych sterowników w celu ominięcia cyfrowego zarządzania prawami (DRM).
  • Microsoft w odpowiedzi na zgłoszenie zespołu Talos zablokował wszystkie niebezpieczne certyfikaty.

Luka w Windows umożliwia fałszowanie znaczników czasowych sterowników, umożliwiając w ten sposób działanie szkodliwego oprogramowania. W wersji 1607, Microsoft zaktualizował swoje zasady tak, aby nie dopuszczać do jądra systemu sterowników, które nie zostały oficjalnie przesłane i zweryfikowane za pośrednictwem portalu dla programistów Microsoftu. Proces ten miał zapewnić, że sterowniki spełniają wymagania i standardy bezpieczeństwa firmy, jednak stworzył jednocześnie wyjątek dla starszego oprogramowania. Zespół Cisco Talos zaobserwował chińskojęzyczne grupy wykorzystujące tę lukę do ataków z użyciem tysięcy złośliwych sterowników.

Aby starsze sterowniki działały należycie, potrzebna jest odpowiednia konfiguracja systemu. Obecnie oznacza ona, że:

  • Komputer został zaktualizowany do systemu Windows 10 w wersji 1607.
  • Funkcja Secure Boot jest wyłączona w BIOS-ie.
  • Sterowniki zostały podpisane certyfikatem podmiotu końcowego wydanym przed 29 lipca 2015 r., który łączy się z obsługiwanym urzędem certyfikacji z podpisem krzyżowym.

Trzecia z zasad poskutkowała luką, która pozwala na podpisywanie nowych sterowników za pomocą nieodwołanych certyfikatów wydanych lub wygasłych przed 29 lipca 2015 r. Jedynym warunkiem jest powiązanie certyfikatu z obsługiwanym potwierdzeniem certyfikacji z podpisem krzyżowym. Jeśli sterownik zostanie pomyślnie podpisany w ten sposób, nie będzie można zapobiec jego instalacji i uruchomieniu jako usługi. Technika ta stanowi poważne zagrożenie dla systemów Windows i jest stosunkowo łatwa do wykonania, częściowo ze względu na publicznie dostępne narzędzia.

Cyberprzestępcy wykorzystują narzędzia open-source do instalowania tysięcy złośliwych sterowników

Cisco Talos zaobserwował wiele grup wykorzystujących wspomnianą lukę do instalowania tysięcy złośliwych, fałszywie podpisanych sterowników bez przesyłania ich do Microsoftu w celu weryfikacji. Podczas badań zespół Talos zidentyfikował podmioty wykorzystujące narzędzia takie jak HookSignTool, służące do fałszowania znaczników czasowych, w celu wdrożenia złośliwych sterowników. Chociaż zyskały one pewną popularność w społeczności twórców cheatów w grach, Talos wykrył również użycie tego typu narzędzi w innych przypadkach.

Narzędzia cyberprzestępców i skutki fałszywych certyfikatów

Narzędzia takie jak HookSignTool stanowią poważne zagrożenie, ponieważ instalacja złośliwych sterowników może zapewnić atakującemu dostęp do jądra systemu operacyjnego. Narzędzia te mogą być również wykorzystane do ponownego podpisania scrackowanego sterownika w celu ominięcia DRM, co może prowadzić do strat finansowych związanych z piractwem oprogramowania. Oprócz tych zagrożeń, uruchamianie niezweryfikowanych sterowników może uszkodzić system, jeśli sterownik nie jest prawidłowo napisany.

Eksperci z Cisco Talos zalecają blokowanie wymienionych certyfikatów, ponieważ złośliwe sterowniki są trudne do wykrycia i są najskuteczniej blokowane na podstawie skrótów plików lub certyfikatów użytych do ich podpisania. Porównanie znacznika czasu podpisu z datą kompilacji sterownika może czasami być skutecznym sposobem wykrywania przypadków fałszowania. Należy jednak pamiętać, że daty kompilacji mogą zostać zmienione, aby dopasować znaczniki czasu podpisu.

Zespół Talos monitoruje problematyczne podpisy sterowników i będzie nadal przyglądać się aktywności cyberprzestępców, aby informować o przyszłych zagrożeniach. Ponadto Cisco na bieżąco zgłasza Microsoft wszelkie ustalenia dotyczące nowych form ataków.

Inflacja w Czechach spada

Inflacja CPI w Czechach spadła po raz pierwszy od stycznia 2022 r. poniżej poziomu 10%. W ujęciu rocznym ceny wzrosły o 9,7% wobec 11,1% w maju. Czerwcowy odczyt jest nieco niższy niż konsensus rynkowy (9,8%). Dezinflacja postępuje. Narodowy Bank Czech utrzymuje główną stopę procentową na poziomie 7% od czerwca 2022 r. W Polsce stopa referencyjna jest niewiele niższa, ale utrzymywana jest od września. W Polsce czerwcowy odczyt wyniósł 11,5%. Wydaje się, że jesteśmy więc na dobrej drodze, żeby do końca roku również i u nas inflacja spadła do wartości jednocyfrowych.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Jak uzyskać należność po wykreśleniu spółki z rejestru?

Wykreślenie spółki z rejestru powoduje, że nie można już tej spółki pozwać, zaś wszczęte postępowanie sądowe przeciwko wykreślonej spółce powinno zostać umorzone. Bez wątpienia sytuacja wierzycieli pogarsza się w sytuacji, gdy przestaje istnieć ich dłużnik. Jest to naturalna konsekwencja ustania bytu osoby prawnej.

Nie oznacza to jednak, że wierzyciel wykreślonego podmiotu nie będzie miał możliwości dochodzenia swoich praw. Wykreślenie spółki z rejestru przedsiębiorców nie powoduje również wygaśnięcia jej długów, gdyż prowadziłoby to do nieuzasadnionego pokrzywdzenia wierzycieli.
Krąg podmiotów do których wierzyciel może skierować swoje kroki celem zaspokojenia swoich wierzytelności w stosunku do wykreślonej spółki jest zróżnicowany mając na uwadze formę prawną danego podmiotu.

Jeśli chodzi o spółki kapitałowe to samo wykreślenie spółki nie oznacza, że członkowie zarządu i likwidatorzy „mogą spać spokojnie”. Zobowiązania nieistniejącego podmiotu nie wygasają. Zauważyć należy, iż zgodnie z art. 299 kodeksu spółek handlowych Członkowie Zarządu oraz Likwidator ponoszą solidarną odpowiedzialność całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki w sytuacji, gdy egzekucja z jej majątku stała się bezskuteczna. Bezskuteczność egzekucji wobec spółki wynika bowiem z faktu oddalenia wniosku o ogłoszenie upadłości, gdyż majątek spółki nie wystarczał na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego.

Co więcej zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 13.12.2006 r. sygn. akt II CSK 300/06 wytoczenie powództwa przeciwko członkowi zarządu spółki z o.o. możliwe jest bez uzyskania uprzedniego tytułu egzekucyjnego na spółkę. Sąd Najwyższy wskazał, że w szczególnie uzasadnionych wypadkach dopuszczalne jest odstępstwo od zasady, według której wierzyciel powołujący się na bezskuteczność egzekucji przeciwko spółce z o.o. nie może pozwać członka jej zarządu na podstawie art. 299 § 1 KSH (art. 298 § 1 KH) bez uprzedniego uzyskania tytułu egzekucyjnego przeciwko spółce.

Aby zwolnić się z odpowiedzialności o której mowa powyżej Członek Zarządu lub Likwidator spółki kapitałowej będzie musiał wykazać, iż niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcie postępowania układowego nastąpiło nie z jego winny, albo że wierzyciel nie poniósł szkody.

Likwidator odpowiada za zobowiązania spółki istniejące w czasie gdy pełni funkcję. Likwidator chcąc uwolnić się od odpowiedzialności musi złożyć wniosek o upadłość nawet wtedy gdy obejmie funkcję w spółce która była niewypłacalna a zgłoszony przez niego wniosek o ogłoszenie upadłości spółki zostanie oddalony na tej podstawie, że majątek spółki nie wystarczyłby na zaspokojenie kosztów postępowania upadłościowego lub wystarczyłby jedynie na zaspokojenie tych kosztów.

Ponadto jeśli chodzi o spółkę akcyjną Sąd Najwyższy w swojej uchwale z 11.9.2013 r., III CZP 47/13 wskazał, że 3ykreślenie z rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego spółki akcyjnej będącej dłużnikiem nie wyłącza ochrony jej wierzycieli na podstawie art. 527 i n. KC.

W swoim uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że postępowanie upadłościowe lub likwidacyjne nie daje gwarancji, że wszyscy wierzyciele spółki zostaną ujawnieni, zaś nawet brak zaspokojenia wszystkich wierzycieli nie wyklucza wykreślenia spółki. Pod tymi względami skarga pauliańska bardziej przypomina odpowiedzialność członków zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (art. 299 KSH). W orzecznictwie i piśmiennictwie nie wskazuje się zaś wykreślenia takiej spółki z rejestru jako okoliczności wyłączającej odpowiedzialność .

Z powyższego wynika, że wierzyciel może kierować pozew przeciw kontrahentom dłużnika, jeżeli wiedzieli oni lub przy zachowaniu należytej staranności mogli się dowiedzieć, że dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela.

Utrata bytu prawnego spółki osobowej nie wpływa de iure na odpowiedzialność, jaką za jej zobowiązania ponoszoną wspólnicy, to jednak de facto może to być istotne W tym przypadku wierzyciel może dochodzić realizacji zobowiązania od wszystkich wspólników łącznie, od każdego z nich z osobna lub od wybranej grupy osób. Wierzyciel decyzję w tym zakresie podejmuje samodzielnie.

Co do zasady zgodnie z art. 83 kodeksu spółek handlowych jeżeli majątek spółki nie wystarcza na spłatę długów, niedobór dzieli się między wspólników stosownie do postanowień umowy spółki. Jeżeli jednak umowa spółki milczy w tym temacie wspólnicy ponoszą odpowiedzialność za długi spółki w taki sposób w jaki – zgodnie z umową spółki – odpowiedzialni byli za jej straty.

Zauważyć należy, że wspólnicy spółki jawnej, którzy podjęli uchwałę o jej rozwiązaniu, są następcami prawnymi tej spółki do czasu zaspokojenia jej wierzycieli tak wskazał Sąd Najwyższy w swoim wyroku z dnia 24 lipca 2009 r., II CSK 134/90.
W spółce komandytowej za zobowiązania spółki bez ograniczeń za spłatę zobowiązań spółki odpowiada komplementariusz natomiast komandytariusz odpowiada w zakresie niepokrytej sumy komandytowej. Niezależnie od powyższego wskazać należy, że sami wspólnicy mogą uzgodnić, który z nich przejmie cały majątek spółki z obowiązkiem spłaty wierzycieli. Spółka komandytowa nie jest osobą prawną, więc można przyjąć, że z chwilą jej wykreślenia z rejestru, gdy zakończono jej byt bez postępowania likwidacyjnego, wszyscy wspólnicy są jej następcami prawnymi.

Nie sposób nie wyobrazić sobie, że po unicestwieniu bytu prawnego spółki ujawni się jej majątek. Zgodnie z art. 25 e ustawy o KRS. w sytuacji, gdy okaże się, że po wykreśleniu spółki ujawni się jej majątek Skarb Państwa nabywa nieodpłatnie z mocy prawa mienie pozostałe po wykreślonym z Rejestru podmiocie, bez względu na przyczynę wykreślenia, którym nie rozporządził przed wykreśleniem właściwy organ, z chwilą wykreślenia z Rejestru. Regulacja ta dotyczy podmiotów wykreślonych zarówno po przeprowadzeniu likwidacji, jak i na skutek innych zdarzeń. Warto jednak pamiętać, że uwzględniając powództwo przeciwko Skarbowi Państwa na podstawie ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym sąd zastrzega pozwanemu prawo powoływania się w toku postępowania egzekucyjnego na ograniczenie odpowiedzialności z nabytego mienia tak stanowi niedawna uchwała Izby Cywilnej SN z 20 kwietnia 2023 r.

Jak zostało wskazane powyżej wykreślenie spółki z rejestru nie powoduje z automatu zamknięcia drogi wierzycielowi do zaspokojenia swoich wierzytelności. Polski system prawny posiada wiele instytucji pozwalających na zaspokojenie swoich wierzytelności w zależności od formy prawnej podmioty wykreślonego kręg osób i podmiotów jest inny.
Autor: r. pr. Szymon Szabat, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Organ odwoławczy nie może wydać decyzji na niekorzyść podatnika

Naczelnik urzędu skarbowego wydał decyzję, w której uzasadnieniu określił kwotę zobowiązania podatnika. Jednak w sentencji decyzji zobowiązał go do zapłaty kwoty niższej. Organ II instancji uznał, że to oczywisty błąd naczelnika, który można naprawić w decyzji odwoławczej podwyższając kwotę zobowiązania do właściwej wysokości. Takie działanie jest niedopuszczalne, orzekł 8 maja 2023 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie (sygn. akt I SA/Kr 20/23).

Zakaz reformationis in peius

W postępowaniu podatkowym obowiązuje zakaz reformationis in peius, czyli gwarancja procesowa, zgodnie z którą organ odwoławczy nie może wydać decyzji na niekorzyść strony odwołującej się, chyba że zaskarżona decyzja rażąco narusza prawo lub interes publiczny. Celem tej zasady jest niedopuszczanie do sytuacji, w których pomimo poczucia pokrzywdzenia, czy niesłuszności rozstrzygnięcia organu, podatnik powstrzymałby się od wniesienia środka zaskarżenia w obawie, że jego położenie ulegnie pogorszeniu. W wyroku z 8 maja 2023 r. WSA w Krakowie orzekł, że nawet jeśli organ I instancji popełnił błąd w sentencji swojego rozstrzygnięcia poprzez zaniżenie zobowiązania podatnika, organ odwoławczy nie może tego błędu naprawiać podnosząc jego wysokość.

Niewykazane w PIT odsetki od odszkodowania

W 2020 r., po przeprowadzeniu czynności sprawdzających naczelnik urzędu skarbowego wezwał podatnika do udokumentowania źródeł pochodzenia środków w kwocie ponad 1 mln zł, które przekazał synowi w drodze darowizny w 2016 r. Podatnik przedstawił wyroki sądów, na podstawie których uzyskał ponad 2 mln zł odszkodowania od Skarbu Państwa za wywłaszczoną nieruchomość, należącą do jego poprzedniczki prawnej. Naczelnik stwierdził, że podatnik nie wykazał w zeznaniu podatkowym za 2016 r. odsetek od tego odszkodowania, które otrzymał w kwocie 177 tys. zł. Organ wszczął więc postępowanie podatkowe, w wyniku którego określił podatnikowi zobowiązanie w podatku dochodowym od osób fizycznych za 2016 r. w wysokości ponad 36 tys. zł.

Zobowiązanie do zapłaty niższe niż to wynikało z uzasadnienia

W wyniku wniesionego odwołania dyrektor izby administracji skarbowej uchylił decyzję naczelnika, ale tylko po to, by ustalić wysokość spornego zobowiązania w wyższej kwocie, przekraczającej 37 tys. zł. Zdaniem dyrektora, zebrane dowody nie budziły wątpliwości, co do wysokości otrzymanego przez podatnika odszkodowania oraz odsetek. Organ odwoławczy stwierdził jednak, że naczelnik prawidłowo w swojej decyzji obliczył podatek w wysokości 37 393 zł, ale w sentencji swojej decyzji wskazał omyłkowo kwotę do zapłaty – 36 014 zł. Zdaniem dyrektora, organ I instancji dopuścił się tym naruszenia przepisów ustawy o PIT, a zatem wystąpiły przesłanki wyłączające zakaz reforamtionis in peius (decyzja rażąco narusza prawo lub interes publiczny).

Co oznacza „na niekorzyść strony”?

Rozpoznający skargę podatnika Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie wskazał, że przepisy podatkowe nie wyjaśniają pojęcia zakazu wydawania decyzji „na niekorzyść strony”. Jednak wyjaśnia je jednolita linia orzecznicza sądów administracyjnych, stwierdzając, że należy je rozumieć jako zakaz zwiększania przez organ odwoławczy obciążenia podatnika w porównaniu do obciążenia, jakie wynikało z decyzji organu I instancji. Przenosząc to na grunt przedmiotowej sprawy, mimo że wysokość zobowiązania została w decyzji naczelnika urzędu skarbowego określona prawidłowo w kwocie 37 393 zł, to jednak jako kwota do zapłaty zostało wskazane 36 014 zł. Nie ma wątpliwości, że decyzja organu II instancji, zwiększająca obowiązek zapłaty o 1 379 zł jest mniej korzystniejsza dla podatnika od poprzedniej, i pogorsza jego sytuację prawną.

Interes publiczny nie może być utożsamiany z interesem fiskalnym

WSA odniósł się również do drugiej z przesłanek uprawniających do odstępstwa od zakazu reformationis in peius – istnienia zagrożenia dla interesu publicznego. W tej kwestii przywołał wyrok Sądu Najwyższego z 24 czerwca 1993 r., w którym SN orzekł, że pojęcie interesu społecznego nie może być w szczególności identyfikowane z interesem ekonomicznym lub fiskalnym.

Organy nie mogą naprawiać swoich błędów kosztem podatnika

Krakowski sąd uznał, że nawet jeśli organ I instancji dopuścił się naruszenia prawa, które nie było rażące (błąd w ostatecznej wysokości zobowiązania podatkowego), jak również rażące nie było naruszenie interesu publicznego, to organ II instancji nie może naprawiać takich błędów rozstrzygając na niekorzyść odwołującego się podatnika, jeśli jedynym skarżącym tę błędną decyzję jest ten sam podatnik, którego decyzja dotyczy. WSA przywołał stanowisko NSA wyrażone w wyroku z 18 listopada 2014 r., sygn. akt II FSK 2850/12, zgodnie z którym rozbieżność pomiędzy sentencją rozstrzygnięcia a jego uzasadnieniem nie stanowi rażącego naruszenia prawa. Stąd nie jest to przesłanką odstąpienia od zakazu reformationis in peius.

Podsumowanie

Zakaz wydawania przez organ odwoławczy decyzji na niekorzyść odwołującego się stanowi jedną z fundamentalnych zasad procesowych w demokratycznym państwie prawa. Jej celem jest uniknięcie sytuacji, gdy podatnik czując się pokrzywdzony rozstrzygnięciem organu nie zaskarża go z obawy o możliwość pogorszenia swojej sytuacji niekorzystnym rozstrzygnięciem organu, co prawda odwoławczego, ale jednak organu tej samej administracji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Administracja państwowa, usługi dla biznesu oraz transport i logistyka – w tych branżach klienci płacą najpóźniej

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Intrum[1], luka płatnicza w naszym kraju ponownie wzrosła i polscy przedsiębiorcy nie mają powodów do zadowolenia. Klienci płacący po terminie są codziennością dla 8 na 10 biznesów z naszym kraju (79%). Pierwsze miejsce wśród najbardziej nierzetelnych płatników zajmują klienci z sektora publicznego – płacą średnio aż po 69 dniach! Drugie miejsce należy do klientów z sektora usług dla biznesu i wydobywczego (64 dni), a trzecie do płatników z branży TSL, energetyki i usług komunalnych (62 dni). Opóźnione płatności oznaczają dla firm brak płynności finansowej i wymuszają podjęcie konkretnych działań, a odzyskiwanie należności to proces, który jest dla nich kosztowny. Przedsiębiorstwa w Polsce spędzają na nim aż 82 dni w ciągu roku! Co więcej, 6 na 10 ankietowanych firm (62%) jest przekonanych o tym, że w kolejnych miesiącach przybędzie klientów, którzy nie płacą na czas. Jak zatem firmy mogą bronić się przed opóźnionymi płatnościami?

Luka płatnicza 2023: jest lepiej, ale nadal jest źle

Luka płatnicza to różnica między terminami płatności oferowanymi przez firmy, a czasem, w którym ich klienci realnie dokonują zapłaty. Jak pokazuje raport Intrum ”European Payment Report 2023”, w stosunku od zeszłego roku luka płatnicza zmniejszyła się w sektorze publicznym z 22 do 17 dni, ale klienci płacą średnio o 69 dniach! W sektorze B2B wynosi 15 dni i wzrosła z 11 dni odnotowanych w 2022. Najbardziej rzetelnymi płatnikami są klienci z sektora B2C – w tym przypadku luka płatnicza wynosi „tylko” 10 dni i w stosunku do 2022 r. wzrosła o 1 dzień.

Mogłoby się wydawać, że w większej perspektywie 10 dni opóźnienia czy nawet dwa tygodnie to nie jest problem. To jednak nieprawda. Problemem dla polskich przedsiębiorców jest to, że luka płatnicza w ogóle istnieje. Kilka niezapłaconych faktur czy klienci spóźniający się za zapłatą o kilka dni dla większej firmy może nie przynosić żadnych trudności, ale dla biznesów z sektora MŚP już tak. Chodzi o bardzo dużą grupę mniejszych firm funkcjonujących „od zlecenia do zlecenia” lub po prostu nieposiadających wolnego kapitału. Dla nich każdy klient płacący po terminie jest krokiem przybliżającym je do utraty płynności finansowej. Do tego nie zapominajmy o tym, że przedsiębiorstwa także dotknęła inflacja. Wzrosły koszty prowadzenia biznesu i zatrudnienia pracowników. Dlatego firmy nie mogą pozwolić sobie na dodatkowy cios w postaci opóźnionych płatności – komentuje Tomasz Bala, ekspert Intrum.

Jak wygląda problem luki płatniczej i opóźnionych płatności w branży TSL, która znalazła się w niechlubnej trójce tych sektorów, w których klienci płacą najpóźniej?

– Niestety opóźnienia w dokonywaniu płatności w branży transportowej są obecne od wielu lat. Czasami sytuacje te kończą się niepowodzeniami, bez szans na odzyskanie swoich należności. Warto zaznaczyć, że choć terminy płatności w branży TSL są długie (często 45-60 dni), to i tak niekiedy nie wystarczają i niejednokrotnie są one dodatkowo wydłużane przez kontrahentów. Ma to szczególnie miejsce przy spotowych przewozach pochodzących z giełdy, gdy przedsiębiorcy transportowi wchodzą we współpracę z firmą po raz pierwszy. Podsumowując, codziennym wyzwaniem dla przewoźników ze średnią lub słabą płynnością finansową jest maksymalne przesuwanie terminów płatności swoich zobowiązań do momentu, gdy otrzymają oni zastrzyk gotówki na konto za wykonane zlecenia, czasami nawet kosztem dodatkowych odsetek – komentuje Tomasz Czyż, Inelo, Grupa Eurowag.  

A jak zaznacza Szymon Hyrnik, Inelo, Grupa Eurowag, opóźnienia płatności w branży transportowej można porównać do efektu domina. – Firmy transportowe, otrzymujące swoje wynagrodzenie z dużym opóźnieniem, same wstrzymują się z płaceniem bieżących zobowiązań, a w konsekwencji zwracają się o pomoc o dofinansowanie do zewnętrznych podmiotów.

Kosztowe konsekwencje opóźnionych płatności

Problem z klientami niepłacącymi na czas, na który skarży się 8 na 10 firm w Polsce (79%) – a 66% przyznaje, że obecnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jest zaniepokojonych zdolnością swoich klientów do płacenia w terminie – wiąże się dla przedsiębiorstw z zachwianiem czy wręcz brakiem płynności finansowej. Ale co to właściwie oznacza w praktyce?

Hasło „brak płynności finansowej” brzmi ogólnie, a nawet nieco enigmatycznie, a tu chodzi w praktyce o bardzo konkretne kwestie. Problem z płynnością finansową oznacza, że firmie brakuje środków na bieżącą działalność. Nie tylko ma zablokowaną możliwość rozwoju, zatrudniania nowych pracowników, ale sama staje się dłużnikiem, bo brakuje jej środków na płacenie swoim dostawcom. Już teraz 36% przedsiębiorców przyznaje, że obecnie zdecydowanie częściej niż to miało miejsce w ubiegłych latach prosi dostawców o wydłużenie terminów płatności – wyjaśnia Tomasz Bala, ekspert Intrum.

Tę uwagę potwierdzają dane Intrum. Zdaniem ankietowanych firm najpoważniejsze konsekwencje opóźnionych płatności to: zahamowanie wzrostu przedsiębiorstwa (34%), ponoszenie dodatkowych kosztów związanych z prowa-dzeniem przedsiębiorstwa (30%), utrata stałych dochodów, konieczność zwalniania pracowników i niezatrudnianie nowych (25% i 24%). Lista tych problemów jest znacznie dłuższa i zazwyczaj jest tak, że przedsiębiorstwo, które ma problem z niewypłacalnymi klientami, rzadko cierpi tylko na jeden czy dwa problemy wymienione na liście.

Przedsiębiorcy zostali również zapytani o to, w jaki sposób zmieniłaby się sytuacja ich biznesów, gdyby mogli liczyć na szybsze płatności od klientów. 7 na 10 (69%) odpowiedziało, że dzięki temu mogliby szybciej płacić swoim dostaw-com. 66% zdeklarowało, że terminowe płatności pozwoliłyby na rozszerzenie gamy oferowanych produktów i usług oraz na większe skupienie się na zrównoważonym rozwój. Na liście nalazło się również zatrudnienie nowej grupy pracowników i inwestycje w nowe technologie.

Jak ograniczyć ryzyko zatorów płatniczych?

Jak zatem chronić się przed opóźnionymi płatnościami? Jak zaznacza Tomasz Bala, ekspert Intrum: – Najlepszym rozwiązaniem byłoby wdrożenie podejścia „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe, ale jednak są narzędzia, które mogą wdrożyć firmy, nawet te mniejsze, by zminimalizować wpływ zaległych płatności od klientów na swoją działalność.

Wśród firm pytanych przez Intrum na pierwszym miejscu jest wymaganie od klientów przedpłaty (46%), na drugim: sprawdzanie ich wiarygodności kredytowej (32%), a na kolejnych: korzystanie z ubezpieczeń i gwarancji bankowych (25% i 18%). 42% przedsiębiorstw w naszym kraju korzysta również z możliwości, jakie daje unijna dyrektywa dot. opóźnionych płatności – z prawa do naliczania odsetek i kosztów dot. odzyskiwania należności.

Jak przyznaje Tomasz Czyż, Inelo, Grupa Eurowag, są różne sposoby na weryfikację kontrahentów w branży transportowej i tym samym na uniknięcie opóźnionych płatności. – Bardzo dużo zależy od doświadczenia danego przewoźnika czy spedytora. Jedną z najłatwiejszych metod jest sprawdzenia zleceniodawcy pod kątem otrzymanych ocen na giełdzie, gdzie od razu widać, jakim płatnikiem jest dana firma. Należy jednak do tego sposobu podejść z pewnym dystansem, ponieważ możemy trafić na moment, kiedy firma boryka się już z problemami finansowymi, a jej oceny jeszcze tego nie odzwierciedlają. Co więcej, istnieje wiele darmowych i płatnych rejestrów, za pomocą których możemy zweryfikować kontrahenta pod względem jego zadłużeń lub można zerknąć na opinie o danym zlecenio-dawcy w wyszukiwarce internetowej lub w innych ogólnodostępnych portalach. Ogromnym wsparciem dla przewo-źnika będą również systemy do zarządzania transportem klasy TMS, która pozwalają na sprawdzenie przyszłego kontrahenta jako płatnika VAT np. w bazie VIES, czyli systemie wymiany informacji o VAT na terenie UE lub nałożyć limit kredytowy na konkretnych zleceniodawców lub zablokować tych, którzy zalegają z płatnościami.

Poprawa zarządzania opóźnionymi płatnościami jest również w TOP 3 strategicznych inicjatyw firm na rok 2023 (73%). W ramach tej deklaracji przedsiębiorcy zamierzają podejmować szereg konkretnych działań. Najważniejsze z nich to koncentracja na wczesnych zaległościach (74%) i współpraca z firmami windykacyjnymi (30%)

Raport  ”European Payment Report 2023” dostępny na stronie Intrum: https://www.intrum.pl/partner-biznesowy/raporty-i-analizy/raporty/european-payment-report-2023/

[1] Intrum, European Payment Report 2023, maj 2023. Wszystkie dane w materiale pochodzą z tego opracowania.

Bioceltix SA bliski sukcesu w badaniu klinicznym produktu na zmiany zwyrodnieniowe stawów u psów

Bioceltix to wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym notowana na GPW, rozwijająca trzy flagowe produkty lecznicze – na zmiany zwyrodnieniowe stawów i atopowe zapalenie skóry (AZS) u psów oraz jeden przeznaczony dla koni cierpiących na zapalenie stawów. Spółka poinformowała właśnie o wstępnych wynikach badania klinicznego produktu przeznaczonego do leczenia zmian zwyrodnieniowych stawów u psów.

Otrzymaliśmy bardzo dobre wyniki wstępne z badania klinicznego na zwyrodnienie stawów u psów. Przewyższają one nasze oczekiwania zbudowane przy projektowaniu tego badania klinicznego, są również lepsze niż referencyjne dane literaturowe, którymi się wówczas posługiwaliśmy. Bardzo dobrze wypada także ich porównanie z wynikami badań klinicznych dla innych weterynaryjnych produktów leczniczych, które są już dopuszczone do obrotu – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

W badaniu klinicznym wzięło udział łącznie 110 psów, z czego 73 psy otrzymały badany weterynaryjny produkt leczniczy (grupa badana), a 37 psów otrzymało sól fizjologiczną jako placebo (grupa kontrolna). Na podstawie otrzymanych wyników wstępnych stwierdzono, że około 63% psów w grupie badanej osiągnęło podstawowe kryterium skuteczności przyjęte w protokole badania klinicznego (tzw. primary endpoint). W grupie, która otrzymała placebo, ten sam wskaźnik sukcesu osiągnęło około 30% pacjentów. Skuteczność weryfikowana była w 28. dniu po podaniu badanego produktu lub placebo.

Uzyskane wyniki będziemy mogli szczegółowo omówić dopiero po weryfikacji danych, jednak już teraz można zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów. Po pierwsze i najważniejsze, wartość 63% wcale nie oznacza, że u blisko dwóch trzecich pacjentów lek zadziałał, a u pozostałych nie. Liczba ta oznacza tylko i aż tyle, że blisko dwie trzecie pacjentów osiągnęło tak zwany primary endpoint, czyli zakładany, ściśle zdefiniowany efekt terapeutyczny w konkretnym punkcie czasowym. Absolutnie nie oznacza to, że u pozostałych pacjentów lek w ogóle nie zadziałał, mogło dochodzić bowiem do przesunięcia efektu terapeutycznego w czasie lub efekt ten był po prostu nieco słabszy. Druga kwestia, na którą warto zwrócić uwagę jest natomiast taka, że wskaźnik skuteczności w grupie placebo na poziomie 30%, choć może się wydawać wysoki, nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się takiej wartości. Wysoka skuteczność placebo w weterynaryjnych badaniach klinicznych jest znanym zjawiskiem i ma swoje uzasadnienie – wyjaśnia Paweł Wielgus.

Spółka podkreśla, że wyniki te mają charakter wstępny – obliczenia przeprowadzone zostały na podstawie danych niezweryfikowanych. Ich weryfikacja, która jest aktualnie prowadzona, polega na wyeliminowaniu ewentualnych błędów ludzkich przy gromadzeniu danych surowych oraz ich późniejszym wprowadzaniu do bazy danych. Spółka podaje, że proces weryfikacji danych zajmie jeszcze około 3 tygodni, a sam raport końcowy z badania klinicznego powinien być gotowy już we wrześniu.

Fakt, że pracujemy na danych niezweryfikowanych, co do zasady nie pozwala nam niestety stwierdzić, że to badanie zakończyło się sukcesem. Uważam jednak, i jest to opinia poparta konkretnymi argumentami, że jest niezwykle mało prawdopodobne, aby jakość tych wyników miała się pogorszyć po weryfikacji danych. Owszem, mogą nastąpić jakieś przesunięcia, ale ogólne wnioski płynące z tego badania pozostaną w mojej ocenie takie same – wyjaśnia Paweł Wielgus.

Spółka przypomina przy tym, że dobre wyniki z badań klinicznych nie przekładają się automatycznie na rejestrację leku. Dopuszczenie leku do obrotu zależy od wielu czynników, m.in. od relacji korzyści ze stosowania do ewentualnych ryzyk związanych głównie z bezpieczeństwem leku.

Co do zasady same wyniki z badania klinicznego nie przesądzają o rejestracji leku, nawet jeśli są bardzo dobre. Regulator rynku analizuje bilans korzyści i ewentualnych ryzyk. W naszym przypadku na podstawie wstępnych wyników badania klinicznego sytuacja wygląda korzystnie, bo mamy bardzo dobre wyniki związane ze skutecznością leku przy wysokim profilu bezpieczeństwa, który wykazaliśmy już we wcześniejszych badaniach – wyjaśnia Paweł Wielgus.

Jakie kroki Bioceltix zamierza podjąć w najbliższym czasie?

­– Czekamy na weryfikację danych i obliczeń, a następnie na raport końcowy z badania klinicznego. Równolegle przygotowujemy pozostałe elementy dossier rejestracyjnego. Pracujemy w dobrym tempie, wszystko jest na swoim miejscu. Mamy pełną kontrolę nad procesem. Jestem bardzo zadowolony. Również z tego, że będą to kolejne ciekawe i ważne dane obok wyników pilotażu klinicznego w atopowym zapaleniu skóry, które będziemy mogli pokazać naszym potencjalnym partnerom. Planujemy również kolejny webinar naukowy dla naszych akcjonariuszy, gdyż poprzedni cieszył się dużym zainteresowaniem, a więc widać, że takie spotkania są potrzebne – podsumowuje Paweł Wielgus.

Dzienne tempo sprzedaży mieszkań wyższe niż w 2021 r.

Dzienna sprzedaż jak w czasach najlepszej koniunktury, zainteresowanie kupujących, o jakim deweloperzy nie marzyli jeszcze pół roku temu, kurcząca się oferta i szansa dla rynku wtórnego. Pierwsze efekty wejścia w życie programu Pierwsze Mieszkanie ocenia ekspertka Otodom, Katarzyna Kuniewicz.

Informacja, że banki, które przystąpiły do rządowego programu Pierwsze Mieszkanie przeżywają oblężenie uświadomiła obserwatorom rynku mieszkaniowego moc jaką ma program finansowo wspierający popyt na rynku mieszkaniowym. Czy jest to tylko impuls, jak duża jest grupa nabywców spełniającego warunki uzyskania BK2%, a w efekcie jak długo na rynku pierwotnym będzie trwała ta „gorączka” – czas pokaże.

Możemy śmiało powiedzieć, że siła „pierwszego uderzenia” programu w rynek mieszkaniowy jest imponująca. Już dziś – w połowie miesiąca – liczba mieszkań deweloperskich sprzedanych w 7 największych miastach zbliża się do poziomu jaki jeszcze w końcówce roku wypracowywano w ciągu całego miesiąca. Bieżący monitoring rynku mieszkaniowego, który prowadzimy na potrzeby Otodom Analytics wskazuje, że „przeciętna dzienna sprzeda”’ w lipcu sięga poziomów jakich nie widzieliśmy nawet w wyjątkowym pod wieloma względami 2021 roku – komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Rekordowe tempo sprzedaży idzie w parze z równie spektakularną – w przeliczeniu na dni pracy biur sprzedaży – skalą rezerwacji mieszkań. To może wskazywać, że dobry wynik sprzedaży odnotujemy nie tylko w lipcu, ale również w sierpniu.

sprzedaż mieszkań

Czy nowy PCC namiesza?

Pierwszym poważnym testem dla sprzedaży na rynku pierwotnym będzie zapewne zniesienie PCC (podatek od czynności cywilnoprawnych) od transakcji zakupu pierwszego mieszkania. To kolejne – już symboliczne –  2%. Tyle musieli do tej pory do wartości transakcji doliczyć i tyle mniej będą mogli w budżecie na zakup mieszkania lub domu uwzględnić nabywcy na rynku wtórnym. W tym kontekście nie tylko ci, którzy zamierzają finansować zakup kredytem ze wsparciem rządowym, ale też ci, którzy do programu się nie kwalifikują, mogą  być bardziej skłonni do zakupów mieszkań z drugiej ręki – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka działu badań Otodom Analytics.

Ponieważ – jak wskazują dane Otodom – ceny porównywalnych mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym i wtórnym nie różnią się istotnie, a do nabycia tych pierwszych należy doliczyć jeszcze wykończenie mieszkania (2-3 tys. zł/m2), wejście w życie zmian w zakresie PCC może przekierować zainteresowanie nabywców na mieszkania od z rynku wtórnego.ceny mieszkan

Ustawa znosząca ten podatek czeka na podpis Prezydenta RP. Ale zwolnienie z podatku kupujących po raz pierwszy nie będzie jedynym jej skutkiem. Ten sam akt prawny nakłada 6% PCC  na osoby fizyczne lub podmioty gospodarcze, które kupią w jednej inwestycji (a dokładniej “na jednej nieruchomości gruntowej”[1]) ponad pięć lokali. Podatek trzeba będzie zapłacić od szóstego i każdego kolejnego lokalu, nawet jeśli ich nabycie będzie obejmowało kilka transakcji.

W założeniu zapis ten ma wyeliminować spekulacyjne zakupy mieszkań. W praktyce oznacza dla inwestorów grających na zwyżkę cen więcej małych transakcji – komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Można zatem powiedzieć, że przed firmami deweloperskimi bardzo pracowite wakacje.

[1] Projekt  USTAWY z dnia 26 maja 2023 r. o zmianie ustawy o samorządzie gminnym, ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa, ustawy o gospodarce nieruchomościami, ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych oraz niektórych innych ustaw, Dział VIA, Art 4, pkt 3.

Kto na posła? Sejm pełen profesji i starszych pokoleń

Prawnik, ekonomista, parlamentarzysta, nauczyciel, wykładowca akademicki, politolog to profesje najczęściej wpisywane przez posłów obecnej kadencji sejmu w rubryce zawód, wynika z analizy Grupy Progres. Lista jest długa i obejmuje ponad 60 różnych stanowisk. W sejmie można spotkać też lekarzy, dziennikarzy, aktorów czy trenera sportowego.

  • Chętnych do startu w wyborach parlamentarnych nie brakuje – ostatnio o 1 miejsce w sejmie walczyło 11 osób.
  • Dla wielu wybranych posłów to zajęcie, w którym do tej pory nie mieli żadnego doświadczenia lub mieli niewielkie – 31 proc. zasiadających obecnie w sejmie nie robiło tego wcześniej, tyle samo (31 proc.) ma na swoim koncie jedną kadencję.
  • Wcześniej debiutantów również nie brakowało – w 2015-2018 stanowili oni aż 44 proc. wszystkich zasiadających w sejmowych ławach, a w kadencji 2011 – 2015 – 30 proc. nie miało żadnego doświadczenia w byciu posłem. Obecnie jedynie 6 proc. spędziło na Wiejskiej od 5 do nawet 8 kadencji.
  • Analizy sejmowych statystyk przeprowadzone przez Grupę Progres pokazują też, że do sejmu wybierane są starsze pokolenia – aż 171 obecnych posłów (37 proc.) jest w wieku 60+. Żaden poseł nie ma mniej niż 30 lat. To jeden z gorszych wyników w ciągu ostatnich 12 lat.
  • Nie brakuje też przedstawicieli różnych profesji – jest ich ponad 60.

Chętnych do startu w wyborach parlamentarnych nie brakuje – ostatnio o 1 miejsce w sejmie walczyło 11 osób. Jak podaje PKW, w wyborach – przeprowadzonych 13 października 2019 r. – Polacy głosowali na listy obejmujące 5 111 kandydatów zgłoszonych przez 18 komitetów wyborczych (o miejsca w senacie ubiegało się wtedy 278 osób zgłoszonych przez 61 komitetów wyborczych). Na liście kandydatów do sejmu VIII kadencji (2015 r.) znalazło się 7 858 osób, a w wyborach przeprowadzonych 9 października 2011 (VII kadencja) było ich 7 035 – o jedno miejsce w sejmie walczyło 15 Polaków.

Szczęśliwcy, którzy otrzymali najwięcej głosów, trafili na Wiejską. Dla wielu z nich to zajęcie, w którym do tej pory nie mieli żadnego doświadczenia lub mieli niewielkie – 31 proc. posłów zasiadających obecnie w sejmie nie robiło tego wcześniej, tyle samo (31 proc.) ma na swoim koncie jedną kadencję. Wcześniej debiutantów również nie brakowało – w 2015-2018 stanowili oni aż 44 proc. wszystkich zasiadających w sejmowych ławach, a w kadencji 2011 – 2015 – 30 proc. nie miało żadnego doświadczenia w byciu posłem. Obecnie, co piąty poseł pełni tę funkcję przez 8-12 lat (2-3 kadencje), 4 sejmowe kadencje ma na swoim koncie 12 proc. polityków, a jedynie 6 proc. spędziło na Wiejskiej od 5 do nawet 8 kadencji.

Bycie posłem z HR-owego punktu widzenia może być atrakcyjne dla osób, które nie mają doświadczenia w tego typu zajęciach, jednak dla wielu nie jest to profesja na całe lata. Wystarczy przegrać wybory i nasza polityczna kariera bardzo szybko dobiegnie końca. Statystyki sejmowe nie zostawiają złudzeń – przez ostatnich 12 lat średnio 13 proc. zasiadających w sejmie miało doświadczenie 4 lub większej liczby kadencji. Było ich 3 razy mniej niż osób dopiero rozpoczynających swoją przygodę w tej roli. To oznacza, że jeśli myślimy o długofalowym uprawianiu polityki, to sejm nie dla wszystkich może okazać się wieloletnim miejscem pracy – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.

Analizy sejmowych statystyk przeprowadzone przez Grupę Progres pokazują też, że do sejmu wybierane są starsze pokolenia – aż 171 obecnych posłów (37 proc.) jest w wieku 60+. Wzrost tej grupy jest widoczny – w latach 2011-2015 w sejmie stanowiła ona jedynie 14 proc. (66 posłów), a między 2015 a 2019 – 21 proc. (97 posłów). Magda Dąbrowska zauważa, że parlament jest odwrotnością sytuacji na rynku pracy, gdzie osoby w wieku emerytalnym lub przedemerytalnym myślą raczej o odpoczynku niż aktywności zawodowej. I dodaje, że niestety brakuje tu różnorodności pokoleniowej, mimo że rozpiętość wiekowa jest spora. Najmłodszy poseł ma 30 lat, a najstarsza posłanka 82 lata. Niestety ludzi młodych w sejmie brakuje szczególnie, bo obecnie tylko żaden poseł nie ma mniej niż 30 lat. To jeden z gorszych wyników w ciągu ostatnich 12 lat – w czasie VIII kadencji w sejmie było 17 posłów poniżej 30 r. ż. a między 2011 a 2015 (VII kadencja) – 10.

Starsi mają liczniejszą reprezentację. Obecnie 57 zasiadających na Wiejskiej to ludzie między 30 a 39 r.ż. Pozostali mają od 40 do 49 lat (120 osób) i od 50 do 59 lat (112 posłów).

Politycznej kariery we władzach ustawodawczych nie robi też zbyt wiele kobiet, w sejmie jest ich jedynie 131 (28 proc.), mężczyzn jest 329. Chociaż w statystykach widać lekki wzrost – w kadencji, która rozpoczęła się w 2011 r. w ławach poselskich zasiadło 110 pań.

Nie brakuje też przedstawicieli różnych profesji – jest ich ponad 60, część z nich ma liczną reprezentację. W rubryce zawód najczęściej pojawia się słowo parlamentarzysta – 81 posłów, ponad 44 wpisało: prawnik, nieco mniej – 40 osób to ekonomiści, nauczyciele lub wykładowcy akademiccy to grono przeszło 30 posłów. Mamy też w sejmie niemal 30 politologów, ponad 30 urzędników różnych szczebli, niemal 20 przedsiębiorców, po kilkunastu lekarzy, historyków i dziennikarzy. Wśród posłów są także pojedyncze profesje tj. aktor, muzyk, reżyser, archeolog, chemik, farmaceuta, filozof, leśnik logik, notariusz, metalurg, producent filmowy, programista, reżyser, teolog, trener sportowy czy weterynarz.

– Jeśli chodzi o przekrój zawodowy, to lista jest naprawdę długa i dobrze, bo taka różnorodność daje szerszą perspektywę. Uważam jednak, że niektóre profesje powinny być reprezentowane w nieco większym zakresie. Z gospodarczego punktu widzenia dobrze byłoby, gdyby w sejmie było np. więcej przedsiębiorców, którzy na bieżąco pracowaliby nad rozwiązaniami wspierającymi rozwój biznesu i rynku pracy w naszym kraju. Być może dla tych niezdecydowanych zachętą byłby nie tylko wpływ na ustawodawstwo w naszym kraju i możliwość dostosowania prawa do aktualnych potrzeb, ale też dodatkowy zarobek, o który w biznesie nie zawsze jest łatwo – mówi Magda Dąbrowska.

Po ostatniej podwyżce posłowie otrzymują uposażenie w wysokości 12.826,64 zł i dietę – 4.008,33 zł, czyli w sumie 16,8 tys. zł. Te liczby mogą być wyższe, bo należy doliczyć do nich również różnego rodzaju dodatki do uposażenia, a te pozwalają zwiększyć dochody posłów o ok. 19 proc.

Kantar: Aż 94% kupujących online wybiera PaczkomatR InPost

Wg badań Kantar aż 94% kupujących online jako formę dostawy wybiera Paczkomat® InPost[1], a aż 82% sprzedających online wybiera Paczkomat® jako formę wysyłki. Ponadto aż 82% polskich internautów uważa, że Paczkomat® InPost to najbardziej ekologiczna forma dostaw. Badani uważają, że InPost wykorzystuje nowe technologie (81%), dostarcza przesyłki na czas (82%), na InPost można polegać (77%) oraz że lubią markę InPost (78%).

– Ocena użytkowników jest dla nas najważniejszym miernikiem sukcesu. Tak wysoki wynik pokazuje, że skutecznie odpowiadamy na potrzeby i oczekiwania klientów na stale zmieniającym się rynku. Szczególną uwagę przykładamy do ekologii i ochrony środowiska – co jak widać jest doceniane przez Polaków. Paczkomat® InPost to najbardziej ekologiczna opcja dostaw, która znacząco ogranicza emisję CO2 i buduje proekologiczne postawy. InPost bardzo dużo inwestuje także w nowoczesne, proekologiczne rozwiązania – jak elektryczna flota, zasilanie słoneczne czy antysmogowa kostka. Wyznaczamy nowe trendy na rynku, a konsumenci to dostrzegają i doceniają – powiedział Rafał Brzoska, założyciel i prezes zarządu InPost.

Badania konsumenckie potwierdzają także, że InPost jest najlepiej rozpoznawaną marką wśród internautów w Polsce. Znajomość wspomagana marki InPost wynosi aż 97%, a znajomość spontaniczna 83%[2].

[1] ŹRÓDŁO: Badanie Kantar, Maj 2023

[2] ŹRÓDŁO: Badanie Kantar, Maj 2023

62 proc. specjalistów regularnie wykorzystuje swoje dni urlopowe

Osoby, które nie mają takiego nawyku, najczęściej powołują się na zbyt duży nakład pracy.

Regularne urlopy, odpoczynek i możliwość pełnej koncentracji na bliskich lub swoich pasjach stanowią jeden z kluczowych elementów wspierających wysoką efektywność i satysfakcję zawodową pracowników. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, 62 proc. specjalistów deklaruje, że regularnie wykorzystuje swoje dni urlopowe. Chociaż odsetek ten nie jest mały, to nadal odległy od ideału. Profesjonalistów przed korzystaniem z urlopów powstrzymują m.in. wysoki nakład pracy i trudności z wyznaczeniem zastępstwa w firmie.

Efektywność w pracy i satysfakcja z kariery w dużej mierze uzależnione są od możliwości osiągnięcia równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Do tego niezbędny jest jednak jakościowy i regularny odpoczynek, idący w parze z możliwością odłączenia się od spraw zawodowych. Jeszcze do niedawna ta ostatnia kwestia była najtrudniejsza, ze względu na pandemię i powszechną pracę zdalną. Wielu profesjonalistów zatraciło się wówczas w obowiązkach służbowych i nierzadko pełniło je w nadgodzinach lub naprzemiennie z zobowiązaniami prywatnymi.

Najnowsze badanie Hays Poland, przeprowadzone na przełomie czerwca i lipca 2023 r. wśród ponad 1100 specjalistów i menedżerów pokazuje jednak, że po kilku latach praktykowania pracy elastycznej, zdecydowana większość z nich zdaje sobie sprawę z ogromnej roli work-life balance i wypoczynku. Regularne korzystanie z przysługujących dni urlopowych zadeklarowało 62 proc. respondentów i respondentek.

Zdrowa równowaga

Okres wakacyjny jest czasem, w którym najłatwiej jest zauważyć różne podejście pracowników do urlopów. Część z nich skrupulatnie korzysta z dni wolnych, podczas gdy pozostali podchodzą do tej kwestii bardziej powściągliwie. Dlaczego? Niektórzy z pewnością mają inne preferencje, planując wyjazd w innym sezonie lub oszczędzając dni urlopowe, aby zniknąć z firmy na kilka tygodni. Jest jednak również grupa osób, dla których odłączenie od spraw zawodowych wiąże się z obawami lub dyskomfortem.

Jak zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE w Hays Poland, pomimo różnych sytuacji zawodowych, w jakich znajdują się pracownicy, nikt nie powinien mieć poczucia winy w związku z urlopem. Odpoczynek jest bowiem czymś, co niesie za sobą korzyści zarówno dla profesjonalistów, jak i zatrudniających ich firm.

– Równowaga pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym jest kluczowym elementem pozwalającym zachować dobrostan psychiczny i satysfakcję zawodową. Korzystanie z dni urlopowych pozwala odzyskać energię i zwiększyć ogólną produktywność oraz koncentrację. Osoby wypoczęte, posiadające więcej przestrzeni na regenerację, podejmują lepsze decyzje biznesowe oraz wykazują się większą innowacyjnością. Stają się również bardziej zaangażowane – zarówno w indywidualne projekty, jak i pracę zespołową – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

Dni wolne na odpoczynek i czas spędzany z bliskimi

Zdecydowana większość respondentów i respondentek badania Hays wykorzystuje dni wolne na odpoczynek, a także spędzanie czasu z bliskimi czy realizację hobby. Co czwarta osoba jako motywator wskazała fakt, iż przerwy od pracy obniżają poziom stresu. Regularny wypoczynek zdaniem pracowników pozwala zatem na regenerację sił i ograniczenie odczuwanego napięcia, jednocześnie umożliwiając poświęcenie pełnej uwagi sprawom, na które w tygodniu pracy może zwyczajnie brakować czasu, np. rodzinie, bliskim i pasjom.

Dlaczego regularnie wykorzystujesz przysługujące Ci dni urlopowe?

Mogę odpocząć, zregenerować się 74%
Mogę spędzić więcej czasu z bliskimi 54%
Mam więcej czasu na realizację pasji 40%
Doświadczam wtedy mniej stresu 26%
Zachęca mnie do tego menedżer/ firma 9%

Źródło: badanie Hays Poland, czerwiec-lipiec 2023
Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Choć odpowiedzi pracowników są pozytywną informacją, ponieważ wskazują na wewnętrzną motywację do brania urlopu, to pole do poprawy pokazuje niski odsetek osób, które są do tego zachęcane przez przełożonego/ przełożoną lub kulturę organizacyjną firmy. Menedżerowie powinni  aktywnie promować wśród swoich podwładnych zdrową równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym – m.in. poprzez regularne korzystanie z urlopów. Taka postawa nie tylko buduje w zespole dobre nawyki, ale przede wszystkim zwiększa produktywność, satysfakcję z pracy oraz retencję pracowników. Długoterminowe korzyści z takiego podejścia są zatem nieocenione.

– Pełne wykorzystanie potencjału pracowników możliwe jest tylko wtedy, gdy zachowują work-life balance i mogą zminimalizować swój poziom stresu w dniach wolnych od pracy. Jednak aby taka przerwa przynosiła realne korzyści, niezbędne jest całkowite odcięcie się od obowiązków zawodowych i świadomość, że postawienie jasnej granicy pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym jest słuszne i w pełni uzasadnione  – dodaje Aleksandra Tyszkiewicz.

Urlop? Okazjonalnie

O tym, jak dużą rolę w nawykach urlopowych pracowników mogą odgrywać postawa przełożonego/ przełożonej oraz kultura organizacyjna firmy świadczą również wyniki badania Hays. Respondentki i respondenci, którzy nie wykorzystują dostępnych dni urlopowych, najczęściej argumentują to zbyt dużym nakładem pracy (53 proc.). Wiele osób powołuje się również na trudności ze znalezieniem zastępstwa w firmie (31 proc.) oraz fakt, że nie są zachęcani przez firmę do brania urlopów (17 proc.). Oznacza to, że wiele specjalistek i specjalistów nie bierze urlopu nie dlatego, że takie są ich preferencje, lecz ze względu na funkcjonowanie w środowisku, które nie wspiera wypoczynku pracowników.

W grupie osób, które nie wykorzystują przysługującego urlopu, zaledwie 31 proc. jako powód takiej sytuacji podaje rzadko odczuwaną potrzebę wzięcia wolnego. Może to wynikać z kilku czynników np. większej elastyczności czasu lub miejsca pracy zagwarantowanej przez pracodawcę, która sama w sobie pozwala na zachowanie work-life balance.

Dlaczego nie wykorzystujesz przysługujących Ci dni urlopowych?

Mam za dużo pracy 53%
Rzadko odczuwam potrzebę wzięcia urlopu 31%
W firmie nie ma osoby na moje zastępstwo 31%
Nie zachęca mnie do tego menedżer/firma 17%
Boję się, że wpłynie to negatywnie na moje wyniki 16%

Źródło: badanie Hays Poland, czerwiec-lipiec 2023 r. Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Wakacje w 2023 roku

Badanie Hays wykazało, że urlop w tym roku zaplanowało 71 proc. specjalistów i specjalistek, a 8 proc. wakacje ma już za sobą. Kolejne 8 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Z kolei 12 proc. respondentów i respondentek w tym roku nie odbyło i nie zaplanowało żadnych wakacyjnych wyjazdów.

Znaczne rozbieżności w zakresie planowanych wyjazdów występują pomiędzy osobami, które deklarują regularne wykorzystywanie dni urlopowych oraz tymi, które tego nie robią. Ci, którzy cyklicznie korzystają z dni wolnych, w zdecydowanej większości mają już konkretne plany wakacyjne (47 proc.). Natomiast co trzecia osoba, która nie odpoczywa regularnie, w tym roku także nie zamierza wyjeżdżać. Na wakacje wybiera się zaledwie 27 proc. z nich.

Brak nawyku odpoczywania od pracy jest ryzykowny zarówno dla pracowników, jak i dla firmy. Każdy potrzebuje bowiem odrobiny wyciszenia i odseparowania od spraw zawodowych, aby nabrać do nich dystansu i zebrać siły na nadchodzące wyzwania. Urlop jest zatem doskonałą okazją do zadbania o siebie i swoje potrzeby.

Dolar amerykański w odwrocie

Słaba passa amerykańskiej waluty trwa. Z drugiej strony dla Amerykanów sytuacja nie wygląda źle. Ceny rosną coraz wolniej. Państwo może się taniej zadłużać, a słabszy dolar pozwoli odetchnąć eksporterom.

Niższa inflacja w USA

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik wzrostu cen za oceanem. Ceny spadają szybciej, niż oczekiwali analitycy. Mamy zatem odwrotną sytuację niż ostatnio w Niemczech. W skali roku ceny rosną już zaledwie o 3%. Niżej od oczekiwań wypadła też inflacja bazowa, która wynosi już zaledwie 4,8%. Zaledwie z perspektywy ostatnich kwartałów, bo to obiektywnie wysoki wynik. Jaki ma to wpływ na rynki walutowe? Im szybciej spadają ceny, tym mniej inwestorzy wierzą w dalsze podwyżki stóp procentowych i wyprzedają dolara, widząc potencjalnie niższe stopy zwrotu. O ile na lipcowe posiedzenie FED nie ma to większego wpływu, o tyle w kolejnych widać, że horyzont podwyżek jest niżej niż przed publikacją. Widać to wyraźnie na notowaniach głównej pary walutowej świata. Dolar stracił wczoraj kolejny cent na wartości względem euro. Po tym, dość niespodziewanym, wybiciu dolar jest najsłabszy od pierwszej połowy 2022 roku.

Kanada nie zaskakuje

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami rynków główna stopa procentowa w Kanadzie wzrosła o 0,25 punktu procentowego do poziomu 5%. Po tej decyzji Banku Kanady stopy procentowe są na poziomie zaledwie 0,25 punktu procentowego niższym niż w USA. Przy inflacji na poziomie 3,4% i niewiele wyższej inflacji bazowej wygląda na to, że Kanadyjczycy mają sytuację pod kontrolą. Rynki zareagowały wyprzedażą dolara kanadyjskiego. Oczywiście względem waluty swojego jedynego sąsiada lądowego dolar kanadyjski zyskał, ale była to raczej zasługa słabości dolara amerykańskiego. Względem chociażby złotego kurs CAD wyraźnie spadł.

Szczęśliwy zbieg okoliczności?

Jeszcze w tym tygodniu wielu analityków zastanawiało się, czy jest miejsce, by jeszcze w te wakacje zobaczyć dolara poniżej 4 zł. Jak się okazało, długo nie musieliśmy czekać na takie wydarzenie. Spadająca inflacja za oceanem powoduje, że spadają szanse na to, by zarobić przyzwoite pieniądze na lokatach. Spadają też wyraźnie rentowności amerykańskich papierów dłużnych. Jeszcze w poniedziałek dziesięcioletnie obligacje płaciły niemal 4,1% w skali roku, dzisiaj atakują 3,8%. Tłumaczy to napływ kapitałów do Europy. Jest to powód, przez który nie tylko dolar jest tani, w dół idą również inne główne waluty, jak chociażby euro. Tańsze wakacje zagraniczne to w sumie miły prezent.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – inflacja producencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Kredyt ekologiczny – nowa forma finansowania zielonych rozwiązań dla przedsiębiorców

Do 17 sierpnia Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) przyjmuje wnioski o finansowanie zielonych projektów w ramach nowej formuły – kredytu ekologicznego. Program przewiduje wsparcie dla firm w postaci bezzwrotnej premii ekologicznej, pokrywającej nawet do 80% kosztów kwalifikowanych inwestycji. Bank Millennium jest jednym z banków kredytujących, wystawiających promesę kredytową, wymaganą do uzyskania dofinansowania. Poniżej komentarz ekspertki w tej sprawie.

Laura Kloch – ekspertka w Centrum Kompetencji Funduszy Europejskich Banku Millennium.

Postępujący rozwój technologiczny pozwala na tworzenie rozwiązań przeznaczonych na realizację inwestycji w obszarze szeroko rozumianej efektywności energetycznej, obejmujących m.in. zmianę źródeł wykorzystywanej energii na bardziej ekologiczne. Każda innowacja wymaga nakładów finansowych. Fundusze europejskie pomagają sfinansować rozwiązania, które pozwolą na wdrożenie innowacji do działalności przedsiębiorstwa.

Jednym z konkursów jest przeznaczony zielonym inwestycjom Kredyt ekologiczny finansowany w ramach Programu Operacyjnego Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) na lata 2021-2027. Celem tego działania jest wspieranie rozwiązań w zakresie efektywności energetycznej i redukcji emisji gazów cieplarnianych. Poprzez modernizację infrastruktury, w tym również poprzez inwestycje w nowe lub ulepszone produkty lub procesy, program przyczynia się do transformacji zwiększającej efektywność energetyczną przedsiębiorstw.

O wsparcie w ramach konkursu mogą się ubiegać przedsiębiorcy z sektora mikroprzedsiębiorstw oraz małych i średnich przedsiębiorstw (zatrudniający do 250 pracowników) oraz przedsiębiorcy z kategorii małych spółek o średniej kapitalizacji (zatrudniających do 499 pracowników) i spółek o średniej kapitalizacji (zatrudniających do 3000 pracowników).

Dofinansowaniem mogą być objęte wydatki przeznaczone na realizację inwestycji ekologicznej:

  • nabycie środków trwałych,
  • nabycie robót i materiałów budowlanych,
  • nabycie wartości niematerialnych i prawnych, w formie patentów, licencji, know-how, a także innych praw własności intelektualnej,
  • raty z tytułu umowy leasingu,
  • studia, ekspertyzy, koncepcje i projekty techniczne wykonane przez doradców zewnętrznych, związanych z realizowanym projektem.

Wsparcie w formie dotacji stanowi premia ekologiczna, pozwalająca na refundację części kapitałowej kredytu ekologicznego przeznaczonego na pokrycie nawet od 25% do 80% kosztów kwalifikowanych, poniesionych przez przedsiębiorcę na realizację inwestycji.

Nie wskazano minimalnej wartości wydatków kwalifikowanych, natomiast maksymalna wartość wydatków kwalifikowanych na jeden projekt może wynieść 50 mln euro.

Kluczowym elementem aplikacji w konkursie jest przeprowadzenie audytu energetycznego i/lub audytu efektywności energetycznej, który wskaże zakres inwestycji, kwalifikujący się do objęcia wsparciem. Na jego podstawie określany jest zakres projektu. Jeżeli z dokumentu audytu wynika, że termomodernizacja budynku nie jest zasadna (np. budynek jest nowy lub niedawno wyremontowany i spełnia wszystkie normy/wymagania), to zakres proponowanych prac może nie obejmować termomodernizacji budynku. W takiej sytuacji projekt może obejmować inne elementy, np. wymiana maszyn/urządzeń na bardziej efektywne energetycznie lub zakup instalacji OZE wytwarzających energię wyłącznie na potrzeby wnioskodawcy. Niezależnie od zakresu prac obowiązkowe jest spełnienie wymogu min. 30% oszczędności energii pierwotnej w wyniku realizacji inwestycji. Należy pamiętać, że do tego konkursu kwalifikuje się wyłącznie remont lub adaptacja istniejącego budynku w celu zwiększenia jego efektywności energetycznej. Do programu nie zostanie zakwalifikowana budowa lub rozbudowa nieruchomości.

Atrakcyjnym dla przedsiębiorców rozwiązaniem jest zastosowanie odnawialnych źródeł energii. W przypadku inwestycji zakładających uwzględnienie instalacji fotowoltaicznych, to rekomendacja dla ich zastosowania musi wynikać z dokumentu audytu oraz uwzględniać moc instalacji w zakresie wytwarzania prądu wyłącznie na potrzeby własne wnioskodawcy w wymiarze odpowiadającym zapotrzebowaniu na realizację procesów danego przedsiębiorstwa.

Na etapie aplikacji należy pozyskać promesę kredytową z banków kredytujących w konkursie, do których należy Bank Millennium. Instytucją pośrednicząca w konkursie jest Bank Gospodarstwa Krajowego, do niego należy kierować wnioski.

W 2023 roku jest zaplanowany jeden konkurs w terminie 13 czerwca do 17 sierpnia. Uwzględnienie tylko jednego naboru w tegorocznej rundzie wynika ze zmienionych przepisów o pomocy publicznej, opublikowanych przez Komisję Europejską 30 czerwca br.. Przepisy te wymagają od instytucji pośredniczących zastosowanie półrocznego okresu przejściowego na wdrożenie nowych wytycznych. Kolejny nabór zaplanowany został w 2024 r. w terminie od 25 kwietnia do 25 lipca. Alokacja konkursu, która może zostać przeznaczona na dofinansowanie dla przedsiębiorców będzie wynosić podobnie jak w tym roku 660 mln zł.

Kredyt ekologiczny stanowi bardzo atrakcyjne działanie pod względem formy finansowania i zakresu kosztów kwalifikowanych, pierwsza tego typu oferta znalazła się w katalogu konkursów nowej perspektywy finansowej. Na efekty będziemy musieli jeszcze poczekać, ponieważ wyniki konkursu pojawią się najprawdopodobniej pod koniec roku.

Dolar poniżej 4 zł

Za sprawą niskiej inflacji w USA, kurs dolara spadł wczoraj poniżej 4 zł. Teraz wynosi już 3,97 zł i utrzymuje się na tym poziomie. Złoty jest w tym roku jedną z najbardziej umacniających się walut, wobec dolara zyskał 9,3 proc., a wobec euro – 5,7 proc. Umacniający się złoty może powodować, że więcej Polaków wybierze zagraniczne wakacje. A to uderzy w krajową turystykę.

Wczoraj dolar spadł poniżej 4 zł, a to za sprawą spadającej inflacji w USA. Amerykańska inflacja to obecnie najgorętsza liczba na rynkach finansowych. A to za sprawą oczekiwań co do dalszych podwyżek stóp procentowych. Wczoraj okazało się, że amerykańska inflacja spadła do 3 proc. (dla porównania, w Polsce jest to 11,5 proc.)  i było to jej dwunasty spadek z rzędu. Przebił on wcześniejsze prognozy, doszło też do istotnego spadku inflacji cen usług, która dotychczas bardzo niepokoiła ekonomistów. W związku z tym, prawdopodobnie czeka nas już tylko jedna podwyżka stóp procentowych w USA, pod koniec lipca. Taka perspektywa wywołała spadek ceny amerykańskich obligacji a także osłabienie dolara.

Jednak dolar nie kosztowałby poniżej 4 zł, gdyby w tym roku nie doszło do istotnego umocnienia złotego. Za dolara płacimy obecnie 3,97 zł, podczas gdy na początku roku było to 4,38 zł (umocnienie o 9,3 proc.). Euro kosztuje na ten moment 4,43 zł, a na początku roku było to 4,70 zł (umocnienie o 5,7 proc). W tym roku, złoty jest jedną z najbardziej umacniających się walut na świecie. W naszym regionie bardziej umocnił się tylko węgierski Forint, który wobec euro zyskuje od początku roku 6,5 proc.

Siła złotego wynika z kilku przyczyn. Jedną z nich jest jego wcześniejsza słabość w 2022 roku, ponieważ mocno stracił w wyniku wybuchu wojny w Ukrainie. Teraz, wraz ze spadkiem obaw dotyczących sytuacji politycznej, odrabia straty. Znaczenie mają tutaj także zapowiedzi dużych inwestycji zagranicznych w Polsce, takich jak np. Intela, a także zwiększenie obecności wojsk NATO na terytorium Polski. Złoty zyskuje także na zakończeniu cyklu podwyżek stóp w Polsce, podczas gdy cały czas stopy cały czas rosną w USA, strefie euro czy Wielkiej Brytanii. Jednak zakończenie cyklu podwyżek, a nawet możliwe obniżki stóp, mogą utrudnić szybkie obniżenie się inflacji w Polsce. A to może negatywnie wpłynąć w przyszłości na kurs złotego.

Umocnienie się złotego w czasie wakacji oznacza, że za zagraniczne wyjazdy oraz za wydatki podczas nich zapłacimy mniej. To może być kolejny problem krajowej branży turystycznej, która traci z powodu obaw Polaków dotyczących możliwej recesji w gospodarce. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, obawy dotyczące stanu polskiej gospodarki wyraża aż 38 proc inwestorów (gwałtowny wzrost z 8 proc. w poprzednim kwartale). Jeśli osoby wybierające się na wczasy, mimo widma recesji, wybiorą tańszą ofertę zagranicznych wyjazdów np. do Turcji czy Egiptu, może to poważnie uderzyć w krajową turystykę.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dane aktualne na dzień 13.07.2023 godz. 11:00 CET

W I półroczu deweloperzy giełdowi sprzedali ponad 11 tys. lokali

W drugim kwartale br. kontraktacja deweloperów mieszkaniowych notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW uległa wyraźnej poprawie, w każdej z relacji czasowych. Tym samym stan koniunktury sprzedażowej rynku pierwotnego, mierzony wynikami giełdowych tuzów, wydaje się sygnalizować przesilenie w kierunku kolejnej fazy ożywienia.

Statystyczne symptomy przesilenia koniunktury

Po nieco ponad półtorarocznym okresie ostrego hamowania sprzedażowego boomu na pierwotnym rynku mieszkaniowym, stan koniunktury w minionym kwartale zaprezentował wyraźne symptomy powrotu do normalności. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl być może jest jeszcze zbyt wcześnie, by po relatywnie krótkim okresie spowolnienia ogłaszać fakt rynkowego przesilenia, jednak statystyki sprzedaży nowych mieszkań, nie tylko te dotyczące deweloperskich spółek giełdowych, dość jednoznacznie to potwierdzają.Tab. 1 - Zestawienie sprzedaży deweloperów GPW

Notowana na rodzimej GPW stawka piętnastu deweloperów mieszkaniowych, w okresie kwiecień-czerwiec br. znalazła nabywców na nieco ponad 6 tys. lokali. To o 34 proc. więcej licząc rok do roku i niemal dokładnie jedną piątą lepiej w relacji kwartał do kwartału. Podobnie optymistycznie prezentuje się wynik ogółem pierwszego półrocza na poziomie 11 tys. lokali, oznaczający progres w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o 14 proc.

Co istotne, można założyć, że praktycznie cała stawka prezentowanych firm znalazła się wyraźnie „nad kreską”, a wyniki ujemne są sporadyczne i raczej bez większego znaczenia dla ogólnego obrazu rynku. Za to rezultaty kilkudziesięcioprocentowe, a nawet kilka trzycyfrowych na plus, są bardzo wyraźnie zaakcentowanym elementem bieżących statystyk kontraktacji giełdowych tuzów deweloperki mieszkaniowej.  Fakt ten najlepiej potwierdza zdecydowaną poprawę ich sytuacji rynkowej, być może charakterystycznej już dla wstępnej fazy kolejnej prosperity.

W hipotekach coraz lepiej

Za poprawę koniunktury sprzedażowej pierwotnego segmentu mieszkaniówki, najprawdopodobniej w pierwszym rzędzie, odpowiada z wolna powracający do normalności rynek kredytów mieszkaniowych. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl co prawda prognozy wciąż nie są hurraoptymistyczne, nie przekraczając tegorocznego wolumenu na poziomie około 100 tys. jednostek, jednak sami deweloperzy komunikują tu znaczną poprawę w II kwartale. O ile bowiem na początku roku zdecydowanie przeważały zakupy gotówkowe, to od kwietnia sytuacja uległa zdecydowanemu odwróceniu na rzecz hipotek.

Do tego sama perspektywa uruchomienia od połowy roku kredytów preferencyjnych BK 2% już od dłuższego czasu coraz bardziej elektryzowała rynek. Teraz, gdy ruszyła misja rządowego programu wspierającego zakupy pierwszego mieszkania, jego stymulujący charakter powinien ulec dalszemu wzmocnieniu.

Euforia na giełdzie i sceptycyzm deweloperów

Tymczasem za coraz lepszą sprzedażą mieszkań z pierwszej ręki nie podąża wzrost aktywności inwestycyjnej deweloperów, którzy w GUS-owskich statystykach nowych budów wciąż nie wykazują większej ochoty do windowania wolumenów uruchamianych inwestycji. Tym sposobem, jak od dłuższego czasu komunikują dane serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl, na każde 10 sprzedanych mieszkań, deweloperzy wprowadzają zaledwie 6-7 nowych ofert, przez co z miesiąca na miesiąc topnieje dostępność zasobu rynku pierwotnego.

Z kolei na rodzimej GPW w segmencie spółek deweloperskich trwa w najlepsze euforia inwestycyjna. Indeks WIG-Nieruchomości tylko od początku br. zyskał grubo ponad 40 proc. wartości, a od około dwóch tygodni prezentuje  wręcz formę hiperboli zwyżkującej. Pytanie kto ma rację, czy wyjątkowo ostrożni deweloperzy, czy może inwestorzy giełdowi, postrzegający przyszłość krajowej deweloperki mieszkaniowej w coraz bardziej kolorowych barwach.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Stefan Grenzebach zostaje nowym CEO KESSEL

1 sierpnia 2023 roku Stefan Grenzebach zastąpi założyciela firmy KESSEL – Bernharda Kessela – na stanowisku dyrektora generalnego. Za ten wybór odpowiada Rada Nadzorcza firmy, wyznaczając nowe kierunki dla przyszłości przedsiębiorstwa. 

Bernhard Kessel - założyciel KESSEL
Bernhard Kessel – założyciel KESSEL

Przez lata firma KESSEL stała się przodującym graczem w branży, odnosząc sukcesy i ciesząc się uznaniem klientów na całym świecie. Wraz z decyzją o mianowaniu Stefana Grenzebacha nowym dyrektorem generalnym, Rada Nadzorcza dokonała kluczowego wyboru dla przyszłości firmy. Założyciel KESSEL – Bernhard Kessel – tak określa nowy kurs na 60-lecie przedsiębiorstwa:

Stefan Grenzebach ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu, a jako członek Rady Nadzorczej od 2019 roku i jako obecny członek Zarządu, doskonale orientuje się w kluczowych obszarach firmy oraz branży. Cieszymy się, że jesteśmy w najlepszej możliwej pozycji na przyszłość z wyraźnym następcą, sprawdzonym zespołem zarządzającym i nową siedzibą firmy jako zobowiązaniem do dalszej przyszłości dla naszych pracowników.

Wraz z powołaniem nowego CEO, Rada Nadzorcza KESSEL liczy na ciągłość na szczeblu kierowniczym. Członkowie zarządu – Stefan Grenzebach (Finanse, Controling, Kadry i IT), Alexander Kessel (Sprzedaż i Marketing) oraz Edgar Thiemt (Technologia i Produkcja) – mają realizować i konsekwentnie rozwijać strategię zrównoważonego rozwoju oraz utrzymać pozycję firmy KESSEL jako lidera w dziedzinie odwodnień.

Kompetencje zarządcze w firmach średniej wielkości

Stefan Grenzebach, który pochodzi z regionu Ammersee w Niemczech, piastował już w przeszłości wysokie stanowiska w firmach Grenzebach Group oraz Possehl Group. Jest członkiem Komitetu Wykonawczego Bavarian Business Association (vbw) i bardzo dobrze zna wymagania oraz wyzwania średniej wielkości firmy.

Chciałbym podziękować Radzie Nadzorczej KESSEL za zaufanie i oczekuję odpowiedzialnego zadania oraz pomyślnego kontynuowania opartej na innowacjach, historii sukcesu i pracy życiowej Bernharda Kessela, wraz z moimi kolegami z Zarządu i wszystkimi pracownikami KESSEL – mówi Stefan Grenzebach.

84-letni założyciel firmy i wizjoner Bernhard Kessel będzie nadal ściśle związany z firmą jako Dyrektor Generalny założonej przez siebie Fundacji BKS Bernhard Kessel.

Aktualizacja prognozy dla PLN. Blask złotego nie zgaśnie

Od początku roku obserwowaliśmy wyraźne umocnienie polskiego złotego. W parze z euro – swoją walutą odniesienia – zyskał w tym czasie ponad 5% i znalazł się najwyżej od września 2020 r. W relacji do dolara amerykańskiego zyskał zaś blisko 10%. Odporność złotego i poprawa kluczowych fundamentów makroekonomicznych kraju utwierdzają nas w przekonaniu, że polska waluta powinna pozostać silna. Prawdopodobnie nawet bardziej, niż jeszcze do niedawna oczekiwaliśmy.

Otoczenie zewnętrzne w pierwszej połowie roku było stosunkowo korzystne dla złotego. Kurs EUR/USD, istotny dla PLN, pod koniec kwietnia znalazł się w okolicy poziomu 1,11 – najwyżej od ponad roku (wczoraj zaś poziom ten przebił). W ogólnym zarysie globalnej gospodarki nie charakteryzowała nadmierna słabość, której się obawiano, a sytuacja inflacyjna doświadczyła zauważalnej normalizacji. Dopiero niedawno zaczęły pojawiać się istotniejsze rysy na szkle – również w ich obliczu złoty wykazuje jednak sporą dozę odporności.

Co istotne, poprawiły się ważne z punktu widzenia waluty fundamenty makroekonomiczne. W 2022 r. deficyt na rachunku bieżącym notowano w każdym miesiącu poza jednym, z kolei od początku 2023 r. każdy miesiąc charakteryzuje nadwyżka. Realne stopy procentowe w ostatnich miesiącach wyraźnie rosną – różnica między inflacją a stopą referencyjną NBP zawęziła się obecnie do 4,75 pp. i jest najmniejsza od ok. dwóch lat.

I tak, złoty umocnił się, choć wystąpiło pewne opóźnienie w aprecjacji. Tym samym kurs w naszej ocenie doświadczył normalizacji – jego wartość bardziej odpowiada fundamentom polskiej gospodarki, skorygowane zostały też nieuzasadnienie duże rozbieżności między nim a innymi kluczowymi walutami regionu.

Złoty powinien pozostawać silny

Zważywszy na powyższe czynniki, odporność złotego oraz nasze optymistyczne nastawienie do perspektyw kursu EUR/USD i rynkowego sentymentu do ryzyka (pamiętajmy, że złoty jest zwykle jedną z bardziej wrażliwych na ryzyko walut CEE) spodziewamy się, że złoty powinien pozostawać silny. Walucie mogłoby zapewnić nieco wsparcia również skorygowanie wycen rynkowych dotyczących obniżek stóp procentowych – kontrakty FRA wyceniają ponad 130 pb. cięć w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, co wydaje nam się zbyt agresywne. Jednocześnie ostatnie sygnały ze strony RPP sprawiają, że nie mamy obecnie większych wątpliwości, że obniżki stóp w Polsce rozpoczną się w tym roku. Biorąc jednak pod uwagę, jak dobrze polska waluta znosi zmiany wycen oczekiwań dotyczących stóp procentowych, nie jesteśmy zbytnio zaniepokojeni negatywnym wpływem na złotego odwrócenia polityki monetarnej w 2023 r.

Poprawa istotnych z punktu widzenia waluty fundamentów makroekonomicznych oraz niedawna aprecjacja złotego wzmacniają nasz optymistyczny pogląd na walutę. Choć nie uważamy, żeby przestrzeń do zysków w parze z euro była bardzo duża, liczymy na spadek kursu EUR/PLN do 4,40 na koniec roku i 4,35 w 2024 r. Oznacza to lekką rewizję w górę naszych prognoz dla złotego. Tym samym spodziewamy się również mocniejszego, niż wcześniej zakładaliśmy, spadku kursu USD/PLN.

Ryzyka dla perspektyw

Istnieje szereg kwestii, które mogą zwiększyć zmienność złotego w nadchodzących miesiącach, m.in. jesienne wybory parlamentarne (w tym ich wpływ na wydatki fiskalne), ścieżka polityki monetarnej i rozwój wydarzeń związanych z wypłatą funduszy unijnych. Dodatkowo istotne dla kształtowania się kursu powinny pozostać informacje zewnętrzne – szczególnie te, które wpływają na rynkową percepcję dotyczącą działań bankierów centralnych w głównych gospodarkach. Choć wieści dotyczące Ukrainy i Rosji w ostatnim czasie nie miały znaczącego wpływu na złotego, istotna zmiana w zakresie sytuacji tych krajów mogłaby odbić się na sentymencie.

  USD/PLN EUR/PLN
Q3-2023 4,05 4,45
E-2023 3,95 4,40
Q1-2024 3,90 4,40
Q2-2024 3,80 4,35
E-2024 3,80 4,35

Złoty na tle walut regionu

Razem z prognozą dla złotego zrewidowaliśmy w górę prognozę dla forinta węgierskiego i zakładamy, że może się on jeszcze umocnić. W przypadku Węgier obserwujemy podobne co w Polsce procesy w zakresie normalizacji fundamentów, a ich waluta również zachowywała się w pierwszej połowie roku lepiej, niż oczekiwaliśmy.

Po trudnym 2022 r. forint wkroczył w rok 2023 z pewnym momentum i od tamtego czasu doświadczył aprecjacji o ponad 6% względem euro, co czyni go najlepiej radzącą sobie walutą EMEA. Umocnienie to można powiązać częściowo z poprawą sentymentu do walut regionu. Mimo że Narodowy Bank Węgier (MNB) stał się pierwszym w regionie, który rozpoczął rozluźnianie polityki, forint nie doświadczył z tego tytułu silnej presji.

Jednocześnie utrzymujemy nasze prognozy dla korony czeskiej i leja rumuńskiego. Spodziewamy się, że pierwsza z walut powinna pozostawać stabilna blisko obecnych poziomów w parze z euro – tam również fundamenty makroekonomiczne ulegają poprawie, natomiast wysoka wycena waluty oraz coraz silniejsze argumenty za obniżkami stóp procentowych naszym zdaniem równoważą powyższe. Dodatkowo zakładamy, że jako „najbardziej bezpieczna” z walut regionu, korona powinna reagować na zmiany sentymentu słabiej niż forint i złoty. W przypadku leja rumuńskiego jesteśmy zdania, że oczekiwana lekka poprawa w zakresie bliźniaczych deficytów nie wystarczy, żeby uchronić go przed wyprzedażą, i spodziewamy się, że Narodowy Bank Rumunii pozwoli na łagodną deprecjację waluty względem euro w horyzoncie naszej prognozy.

Jednym z zagrożeń dla naszych prognoz są silniejsze od oczekiwanych cykle zacieśniania w głównych gospodarkach, innym zaś potencjalnie zbyt raptowne obniżki stóp procentowych w krajach regionu. Istotna pozostaje również polityka fiskalna – przykładowo, w ostatnich dniach forint węgierski znalazł się pod presją właśnie w związku z obawami dotyczącymi domknięcia budżetu. Kwestie polityczne, w tym zwłaszcza relacje z UE, także mają niemałe znaczenie – szczególnie w przypadku Węgier i Polski. Węgry odczuwają nie tylko brak wypłaty pieniędzy z funduszu odbudowy, ale również zamrożenie środków z funduszu spójności. Innym istotnym punktem są globalne i lokalne perspektywy gospodarcze. Nie można też zapominać o wojnie w Ukrainie, choć nie miała ona od dłuższego czasu istotnego wpływu na kursy.

  EUR/CZK EUR/HUF EUR/RON
Q3-2023 23,9 370 4,95
E-2023 23,9 365 5,00
Q1-2024 23,9 365 5,05
Q2-2024 23,9 365 5,05
E-2024 23,9 365 5,10

Autorzy: Roman Ziruk i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Coraz więcej złota w polskim skarbcu – NBP cały czas kupuje kruszec

Narodowy Bank Polski (NBP) kontynuuje strategię zabezpieczania stabilności finansowej kraju poprzez systematyczne zwiększanie swoich rezerw złota. W czerwcu br. trzeci raz z rzędu zwiększył zasoby złota. Tym razem o niecałe 14 ton.

Złote zakupy

NBP inwestuje rezerwy w typowe instrumenty stosowane przez banki centralne. Zdecydowana ich większość (prawie 70,1%) jest inwestowana w rządowe papiery wartościowe, w papiery emitowane przez instytucje międzynarodowe oraz agencje rządowe. Pozostała kwota jest utrzymywana w formie lokat w bankach o wysokiej ocenie wiarygodności oraz w złocie monetarnym.

Jak poinformował Narodowy Bank Polski, w oficjalnym komunikacie, na koniec czerwca 2023 r. oficjalne aktywa rezerwowe Polski, wyrażone w dolarach, zwiększyły się o 4,6 mld USD i osiągnęły poziom 180,7 mld USD. Patrząc na szczegółowy wykaz, widzimy, że ilość posiadanego kruszcu wyniosła około 8 908 tys. uncji, czyli około 277 ton. NBP ulokował więc nieco ponad 9% swoich aktywów rezerwowych właśnie w złocie.

Zakup złota przez NBP to odpowiedź na globalne trendy i niepewność na rynkach finansowych. Złoto jako jeden z najbardziej stabilnych aktywów, jest istotnym elementem polityki rezerwowej – wskazuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex. Odpowiednio zarządzane rezerwy gwarantują wymienialność pieniędzy oraz umożliwiają interwencje na rynku walutowym, gdy waluta jest zbyt mocna lub przesadnie słaba. Nic więc dziwnego, że banki centralne kupują złoto, aby chronić się przed zagrożeniami – dodaje.

Czy to dużo, czy mało na tle innych krajów na świecie?

Według najnowszych informacji Światowej Rady Złota banki centralne pozostały zdecydowanymi nabywcami złota w I kwartale 2023 r., dodając 228 ton do światowych rezerw po rekordowym poziomie rocznych zakupów w 2022 r. (1078 ton). Chociaż ten trend może ulec spowolnieniu, podejrzewać można, że banki centralne nadal będą nabywać złoto do swoich rezerw.

Jak wynika z badania banków centralnych z 2023 r. Światowej Rady Złota, w ciągu najbliższych 12 miesięcy 24% banków centralnych spodziewa się wzrostu swoich rezerw kruszcu.

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że wiele banków centralnych od dłuższego czasu systematycznie kupuje złoto w celu wyrównania rezerw. Widać było to mocno w ostatnich latach, gdy centralny bank Węgier zakupił w 2018 roku 31,5 tony kruszcu. Pewne odniesienie do dostosowywania poziomu rezerw złota znajdziemy także na naszym podwórku, gdy w latach 2018-2019 NBP zakupił ponad 125 ton kruszcu – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Wystosował on wówczas komunikat, który wskazywał, że ówczesny udział złota w rezerwach dewizowych NBP kształtował się poniżej średniej dla wszystkich banków centralnych (10,5 proc.) i znacznie poniżej średniej w krajach europejskich (20,5 proc.). Zakup złota pozwolił więc nie tylko zwiększyć strategiczny bufor bezpieczeństwa finansowego kraju, ale także zbliżyć NBP pod względem udziału złota w rezerwach dewizowych do średniej w bankach centralnych na świecie (10,5 proc.) – dodaje.

Przyczyną wciąż ogromnego popytu jest – po pierwsze – „dedolaryzacja”, czyli redukowanie przez banki centralne rezerw utrzymywanych w dolarze amerykańskim na rzecz rezerw w złocie. Drugim istotnym czynnikiem jest fakt, że od lat banki starają się utrzymywać stały odsetek swoich rezerw w kruszcu.

Pomimo nowego zakupu złota Polska nadal jest daleko poza pierwszą 10 w rankingu posiadanych rezerw kruszcu. Miejsce na podium zajmują Stany Zjednoczone (8,133.46 ton), Niemcy (3,354.89), Włochy (2,451.84). Warto jednak podkreślić, że nasze zasoby kruszcu dają nam miejsce na podium w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Firmy rodzinne a cyfrowa przyszłość – wyniki badania Mastercard

Jak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Mastercard, postępująca cyfryzacja gospodarki może stanowić barierę rozwoju dla polskich małych i średnich firm rodzinnych. Główne wyzwania, które przed nimi stoją to przekonanie wszystkich członków rodziny do modernizacji firmy oraz znalezienie odpowiednich rozwiązań i narzędzi cyfrowych do jej przeprowadzenia.Firmy rodzinne a cyfrowa przyszłość – wyniki badania Mastercard

Małe i średnie firmy stanowią 99.8% wszystkich polskich przedsiębiorstw[1]. Według danych Parlamentu Europejskiego[2] większość europejskich małych i średnich przedsiębiorstw to firmy rodzinne, w szczególności mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające mniej niż 10 pracowników[3]. Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z badaniami tylko 37% rodzinnych biznesów czuje się dobrze przygotowanych do działania w coraz bardziej cyfrowej gospodarce.

Mastercard odgrywa kluczową rolę w cyfryzacji europejskich MŚP, obsługując 4 na 5 małych firm, czyli około 18 milionów przedsiębiorstw. Badanie przeprowadzone w 15 krajach Europy, w tym w Polsce, ma pomóc zrozumieć, w jaki sposób mniejsze przedsiębiorstwa reagują na coraz bardziej postępującą cyfrową transformację w obszarze gospodarczym i społecznym. W badaniu udział wzięło 10 500 respondentów zarówno z firm rodzinnych z segmentu MŚP, jak i tych, które nie są prowadzone przez członków rodziny.

Bariery we wdrażaniu technologii cyfrowych

Wyniki badania przeprowadzonego przez Mastercard pokazują, że firmy rodzinne szybko dostosowały się do cyfrowego świata, którego rozwój przyspieszyła pandemia. 58% polskich firm zwiększyło wykorzystanie płatności cyfrowych – to więcej niż wśród europejskich przedsiębiorstw (47%). Warto zwrócić uwagę, że prawie co czwarty respondent z przebadanych polskich rodzinnych MŚP (38%) czuje się w pełni przygotowany do działania w gospodarce cyfrowej.

40% badanych przedstawicieli firm deklaruje chęć wdrożenia nowych narzędzi cyfrowych. Jednak znaczna część z nich (28%) nie jest pewna, które rozwiązania będą dla nich najlepsze. Wśród przedstawicieli polskich, rodzinnych MŚP poziom tej niepewności jest nieco mniejszy, na poziomie 20%.

Inne czynniki powstrzymujące polskie firmy rodzinne przed wdrażaniem rozwiązań cyfrowych to m.in. obawy związane z cyberbezpieczeństwem (42%) i ochroną prywatności (30%).

Co zaskakujące, prawie jedna trzecia (30%) przedstawicieli europejskich firm rodzinnych stwierdziła, że poleganie na zbyt słabym połączeniu internetowym jest barierą uniemożliwiającą korzystanie z nowych rozwiązań cyfrowych, które mogłyby wspierać ich działalność handlową – w przypadku polskich firm odsetek ten wynosi 22%.

Rola dynamiki rodzinnej

Jednym z poruszanych w badaniu czynników, który może komplikować proces modernizacji, jest opór przed zmianami. Część respondentów jako barierę dla procesu unowocześniania, wskazywało brak otwartości członków firmy na wdrażanie innowacyjnych rozwiązań i sposobu myślenia oraz wykorzystywanie nowinek (27%), a starsze pokolenia były postrzegane jako mniej skłonne do wprowadzania zmian.

Ostrożne poruszanie się w relacjach między zarządzającymi firmą jest również wyzwaniem charakterystycznym dla podmiotów rodzinnych. Jedna piąta respondentów twierdzi, że relacje osobiste z krewnymi są największą trudnością do pokonania w pracy w rodzinnej firmie. Co ciekawe, planowanie sukcesji jest dla niektórych ankietowanych kluczowym punktem zapalnym: wskazuje tak jedna piąta europejskich badanych. Wśród polskich rodzinnych MŚP to tylko 13%.

Jednak w większości respondenci są pozytywnie nastawieni do pracy ze swoimi krewnymi, a przedstawiciele firm rodzinnych są bardziej optymistyczni w kwestii rozwoju biznesu w nadchodzącym roku niż reprezentujący firmy nierodzinne. Wśród polskich respondentów 60% tych z rodzinnych biznesów spodziewa się wzrostu w nadchodzącym roku, w porównaniu do 47% z MŚP, których nie łączą więzy krwi. W porównaniu z polskimi firmami nierodzinnymi, firmy rodzinne częściej mają bliższe relacje z klientami (65%) i są bardziej odporne na turbulencje biznesowe (59%). Jednak niepewność co do tego, czy i w jaki sposób modernizować biznes, w połączeniu ze specyficzną dynamiką relacji rodzinnych, mogą zwiększyć ryzyko pozostania w tyle w wyścigu z bardziej elastycznymi konkurentami.

Wspieranie firm rodzinnych

Wśród firm rodzinnych dostrzec można silne dążenie do poszukiwania okazji do edukacji, szkoleń i mentoringu, które mogą  pomóc w rozwoju ich firm. Ponad dwie piąte z nich chce  zmodernizować swój biznes poprzez lepsze wykorzystanie narzędzi cyfrowych. Pokazuje to, że małe firmy rodzinne mają apetyt na podnoszenie swoich kompetencji i podążanie z duchem czasu, ale potrzebują do tego pomocy z zewnątrz.

Małe firmy są siłą napędową europejskiej gospodarki, zatrudniają 82 mln osób i wykazały się niezwykłą odpornością w trudnych czasach. Jednak wiele MŚP, zwłaszcza tych rodzinnych, potrzebuje dodatkowego wsparcia, aby rozwijać się  w zmieniającym się świecie” – powiedział Mark Barnett, prezes Mastercard Europe.  „Zostawiając je bez pomocy ryzykujemy, że nasze ulubione , małe lokalne firmy nie będą w stanie sprostać nowym wymaganiom konsumentów i pozostać konkurencyjnymi. Mastercard wspiera już 4 na 5 małych firm w Europie i dokłada wszelkich starań, aby pomóc im dotrzymać kroku zmieniającemu się cyfrowemu krajobrazowi, dzięki szerokiej ofercie rozwiązań, zasobów i narzędzi cyfrowych.”

Mastercard zidentyfikował trzy główne bariery wzrostu, z którymi borykają się małe firmy w Europie: możliwość otrzymywania i dokonywania płatności, dostęp do finansowania wspierającego długoterminowy wzrost oraz dostęp do narzędzi, które pomagają firmom dołączyć do cyfrowego ekosystemu, np. z obszaru cyberbezpieczeństwa. Mastercard wykorzystuje swoją infrastrukturę, technologię i partnerstwa, aby wspierać potrzeby MŚP.

Na przełomie 2020 i 2021 roku ponad 200 tysięcy małych i średnich polskich przedsiębiorców skorzystało z programu „E-business vs. lockdown” zrealizowanego przez Fundację Impact i Mastercard Centre for Inclusive Growth. Program miał na celu przyspieszyć rozwój polskiego e-commerce oraz pomóc małym i średnim przedsiębiorcom w cyfrowej transformacji.

[1] https://www.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/Raport-o-stanie-sektora-maych-i-rednich-przedsibiorstw_13_10_2022.pdf

[2] Parlament Europejski. SME focus – Long-term strategy for the European Industrial future. April 2020. Dostęny tu: https://www.europarl.europa.eu/RegData/etudes/STUD/2020/648776/IPOL_STU(2020)648776_EN.pdf. Z lipca 2023.

[3] Kerstin Siakas, Marja Naaranoja, Sotiris Vlachakis, Errikos Siakas,

Family Businesses in the New Economy: How to Survive and Develop in Times of Financial Crisis, Procedia, Economics and Finance, Volume 9, 2014, Pages 331-341, ISSN 2212-5671, https://doi.org/10.1016/S2212-5671(14)00034-3.

ArcelorMittal Poland opublikował raport za 2022 rok

Blisko 3,5 mln ton stali. Tyle w ubiegłym roku wyprodukowały wielkie piece
ArcelorMittal Poland – to tyle, ile masa całkowita miliona średnich samochodów dostawczych! Dzięki projektom podnoszącym efektywność energetyczną zakładów spółce udało się zaoszczędzić ponad 1500 MWh – czyli tyle energii, ile zużywa rocznie prawie 800 gospodarstw domowych nad Wisłą. Jednak produkcja to nie wszystko – ArcelorMittal Poland wsparł blisko 70 projektów społecznych w trzech województwach, w których prowadzi swoją działalność. Podsumowanie ubiegłorocznych działań firma zawarła w nowym raporcie zrównoważonego rozwoju za rok 2022.

Stal odgrywa znaczącą rolę w życiu każdego człowieka, a zatem także naszych sąsiadów. Świetnym przykładem jest tutaj budowa obiektów sportowych w Sosnowcu, których sponsorem tytularnym została nasza firma. ArcelorMittal Park dziś służy jako wyjątkowa przestrzeń dla mieszkańców regionu, w tym naszych pracowników i ich rodzin. Te obiekty modelowo pokazują zastosowanie stali, którą nazywamy „tworzywem nowoczesnego świata” oraz nasze zaangażowanie w rozwój najbliższego otoczenia mówi Sanjay Samaddar, prezes ArcelorMittal Poland.

24 mln zł dla lokalnych społeczności

ArcelorMittal Poland, który jest największym i najnowocześniejszym producentem stali i koksu w Polsce i posiada 5 hut oraz największą koksownię w Europie, w 2022 roku zatrudniał blisko 10 000 osób w trzech województwach: śląskim, małopolskim i opolskim. To właśnie te lokalne społeczności, wśród których są także pracownicy i ich rodziny, firma wspiera od wielu lat.

W 2022 roku ArcelorMittal Poland sfinansował lub dofinansował 69 projektów społecznych we wszystkich lokalizacjach, w których prowadzi swoją działalność. Zaangażowani w pomoc lokalnym społecznościom byli też pracownicy firmy, którzy od lat działają jako wolontariusze m.in. w domach pomocy społecznej, domach dziecka, szkołach czy schroniskach dla zwierząt.

Od początku naszej działalności w Polsce, czyli przez ostatnie 19 lat, na wsparcie lokalnych społeczności przeznaczyliśmy już ponad 24 mln zł – podkreśla Karolina Muza-Adamiec, szefowa Kampusu, Odpowiedzialności Biznesu, Różnorodności i Employer Brandingu. – Każda wydana złotówka trafiła na wsparcie projektów, które pomagały naszym sąsiadom się rozwijać, pokonywać bariery – nie tylko te infrastrukturalne, fizyczne, ale i finansowe czy społeczne. To wielka radość obserwować, jak nasze otoczenie zmienia się na lepsze i mieć świadomość, że mieliśmy w tym swój mały udział – dodaje.  

W ubiegłym roku ArcelorMittal Poland m.in. kontynuował współpracę z Fundacją na Rzecz Edukacji, Profilaktyki i Psychoterapii „Droga”, która zapewnia wsparcie psychologiczne dla potrzebujących. Udało się dofinansować także zakup drzwi, rolet okiennych, a także sprzętu multimedialnego do sal terapeutycznych. Wsparcie popłynęło także m.in. do strażaków ze Świętochłowic, honorowych dawców krwi z Krakowa, Dąbrowy Górniczej i Zdzieszowic, czy zdzieszowickiego stowarzyszenia pomagającego dzieciom z niepełnosprawnościami, a także schroniska dla zwierząt w Krakowie czy Małopolskiego Hospicjum dla Dzieci w Nowej Hucie.

Jednak firma nie była też obojętna na krzywdę i cierpienie sąsiadów zza wschodniej granicy. Od początku inwazji Rosji na Ukrainę pomagała poszkodowanym i ich rodzinom – zwłaszcza pracownikom z ArcelorMittal z Krzywego Rogu na Ukrainie. Kilkaset osób miało zapewniony transport z granicy oraz zakwaterowanie, wyżywienie i środki higieniczne. Firma przekazała również 2,6 mln złotych Fundacji Ochrony Zdrowia w Dąbrowie Górniczej, która zakupiła za to najpotrzebniejszy sprzęt i środki medyczne dla trzech szpitali z Krzywego Rogu i jednego ze Lwowa.

To nie wszystko. Pracownicy ArcelorMittal Poland sami dołączali do zbiórek, organizowali pomoc rzeczową: artykuły spożywcze, higieniczne, potrzebne leki. Włączali się w akcje wolontariackie i sami organizowali zakwaterowanie dla sąsiadów uciekających przed okrucieństwem wojny.

Recykling i inwestycje zmniejszające oddziaływanie na środowisko

Zgodnie z deklaracją grupy ArcelorMittal dotyczącą redukcji emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej o 35 proc. do 2030 roku i osiągnięcia neutralności pod względem emisji gazów cieplarnianych do 2050 spółka stale pracuje nad redukcją śladu węglowego w swoich zakładach. Od początku obecności ArcelorMittal w Polsce, czyli od roku 2004 r., firma ograniczyła emisje pyłowe o 90 proc., a emisje CO2 o 35 proc. Mimo ciągłego ograniczania wpływu swojej działalności na otoczenie ArcelorMittal Poland, zgodnie z wymogami prawa, co roku ponosi opłatę za korzystanie ze środowiska. Tylko w ubiegłym roku wyniosła ona ponad 21 mln zł.

Efektywność energetyczna to obecnie bardzo istotny aspekt dla wielu dużych firm, zwłaszcza tych energochłonnych. ArcelorMittal Poland tylko w ubiegłym roku zrealizował 17 projektów, które pozwoliły zaoszczędzić łącznie ponad 1500 MWH w skali roku. Ponadto firma kładzie duży nacisk na recykling m.in. złomu (blisko 1 mln ton zostało przetworzonych w hucie w Dąbrowie Górniczej), gazów odpadowych, ale i wody oraz ścieków. W 2022 roku firma ponownie wykorzystała do procesów produkcyjnych ok. 55 proc. wody oczyszczonej w hucie w Dąbrowie Górniczej, tyle samo w Zdzieszowicach i ok. 70 proc. wody w Krakowie.

Warto również wspomnieć, że ArcelorMittal Ponad w miarę możliwości zaopatruje się w surowce i produkty potrzebne do produkcji w Polsce. 100 proc. koksu i topników oraz ok. 70 proc. węgla pochodzi od polskich dostawców.

Przygotowany po raz trzynasty raport zrównoważonego rozwoju, w którym można znaleźć więcej informacji o działaniach firmy, dostępny jest na stronie internetowej: https://poland.arcelormittal.com/fileadmin/user_upload/raporty/Raporty_Zrownowazonego_Rozwoju_EN/AMP_2022_pl.pdf

Czy nowelizacja specustawy mieszkaniowej przyniesie więcej inwestycji? Deweloperzy odpowiadają

Czy nowe przepisy w istotny sposób wpłyną na rozszerzenie możliwości inwestycyjnych na zdegradowanych gruntach po-handlowych i biurowych? W jakim stopniu realnie otwierają deweloperom dostęp do nowych, atrakcyjnych lokalizacji pod projekty mieszkaniowe? Jaki wpływ na ceny będą miały rygorystyczne wymogi parkingowe, nakazujące projektowanie 1,5 miejsca postojowego na każde mieszkanie? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.                   

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Nowelizacja specustawy mieszkaniowej zyskuje na znaczeniu i budzi coraz większe zainteresowanie, a powód jest oczywisty – ograniczona podaż gruntów nadających się pod inwestycje mieszkaniowe. Dlatego deweloperzy w coraz większym stopniu próbują korzystać z jej dobrodziejstw. Z całą pewnością budowa mieszkań na zdegradowanych terenach może przyczynić się do rewitalizacji obszarów, które wcześniej były zaniedbane. Tworzenie nowych miejsc zamieszkania może przyciągnąć nowych mieszkańców, ożywić okolicę i przyczynić się do poprawy jakości życia na danym obszarze. Stare centra handlowe, biurowce czy tereny poprzemysłowe często mają dogodne lokalizacje, bliskość infrastruktury oraz dobre skomunikowanie z innymi częściami miasta. Umożliwienie budowy mieszkań na tych terenach daje dostęp do atrakcyjnych lokalizacji dla nowych inwestycji, co jest korzystne dla potencjalnych nabywców.

Ponadto, budowa mieszkań na różnorodnych typach terenów pozwala na zróżnicowanie oferty mieszkaniowej. Nabywcy zyskują wybór różnych opcji mieszkań, od loftów w przekształconych biurowcach po mieszkania w rewitalizowanych starych centrach handlowych. Zwiększenie różnorodności oferty z pewnością będzie korzystne dla osób poszukujących unikalnych i niekonwencjonalnych rozwiązań mieszkaniowych.

Jednocześnie, tzw. ustawa deregulacyjna ma wprowadzić minimalną liczbę miejsc parkingowych w inwestycjach mieszkaniowych, która ma wynosić co najmniej 1,5 miejsca parkingowego na jeden lokal. Rozwiązanie to nie bardzo podoba się deweloperom, ponieważ nie jest zgodne z trendami proekologicznymi, które dążą do ograniczenia liczby samochodów wjeżdżających do centrów miast, stąd też naturalne jest zmniejszanie liczby miejsc parkingowych. To minimum miejsc parkingowych spowoduje wzrost kosztów inwestycji. Według różnych wyliczeń będzie to pomiędzy 70 tys. zł a 100 tys. zł w przeliczeniu na jedno mieszkanie. Jest to dość sporo, biorąc pod uwagę, że ustawa miała umożliwić tworzenie mieszkań dla osób o umiarkowanych dochodach. Tymczasem w tym trybie obronią się raczej inwestycje kameralne, a nie te bardziej powszechne z większą liczbą mieszkań.

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Możliwość wykorzystania tych terenów pod inwestycje mieszkaniowe jest interesująca. Przepisy określające normy parkingowe w postaci wymaganego 1,5 miejsca postojowego na jedno mieszkanie nie mają jednak w pełni uzasadnienia. To może wpłynąć na wyższe koszty realizacji, a tym samym redukcję potencjalnej podaży takich projektów. Po drugie, rozwiązanie jest sprzeczne z sugestiami władz lokalnych i urbanistów, według których w centrach miast powinno się ograniczać liczbę miejsc parkingowych, aby skłaniać w ten sposób mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej. Znaczna część starych obiektów handlowych czy biurowych została zrealizowana w atrakcyjnych lokalizacjach z dobrą infrastrukturą komunikacyjną. Doceniamy zamysł ustawodawcy, który chce uwolnić pod zabudowę mieszkaniową tereny po zdegradowanych nieruchomościach o innych funkcjach.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

W teorii grunty takie mają duży potencjał, a wśród zalet jest położenie wielu z nich w centrach miast lub w ich pobliżu. Każdy przypadek trzeba jednak analizować szczegółowo, uwzględniając wszystkie parametry. W praktyce bowiem rewitalizacja terenów poprzemysłowych czy po obiektach handlowych to złożone inwestycyjnie przedsięwzięcie. Wymaga większego nakładu pracy i wielu dodatkowych czynności administracyjnych oraz budowlanych. Ma sens wtedy, gdy przekształceniu ulega teren atrakcyjnie położony, z bardzo dużym potencjałem rozwojowym. W naszym przypadku przeważnie odpowiadający projektom wieloetapowym, tj. rozłożonym w czasie i na dużej przestrzeni.

Jeśli chodzi o współczynnik miejsc parkingowych, to jest to przykład oderwania się przepisów od realiów i braku zrozumienia indywidualnych wymogów danej inwestycji. Zwiększenie tego współczynnika w mojej ocenie kłóci się z ideą eko osiedli i nie jest zgodne z kierunkiem współczesnych trendów urbanistycznych. Miasta raczej powinny rozwijać infrastrukturę mobilnościową, np. sieć ścieżek rowerowych oraz zachęcać ludzi do korzystania z komunikacji miejskiej. W naszych inwestycjach, gdzie współczynnik miejsc jest zbliżony do proponowanego, borykamy się z nadwyżką miejsc postojowych, których klienci nie potrzebują i nie chcą nabywać.

Większy współczynnik wpływa również negatywnie m.in. na kreację terenów zewnętrznych, które wolelibyśmy wykorzystać na atrakcyjne strefy rekreacji i wypoczynku, np. zieleń czy place zabaw, niż na miejsca postojowe.

Przepis, który nakazuje produkowanie dodatkowych miejsc parkingowych może powodować także wzrost cen mieszkań, gdyż znacząco wpływa na koszty w tych inwestycjach, gdzie dla spełnienia wymogu konieczna jest budowa garaży podziemnych, co stanowi jeden z istotniejszych kosztów całej inwestycji.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Zacznijmy od tego, że budowa hal garażowych jest bardzo droga. Zwiększenie współczynnika postojowego przypadającego na mieszkanie będzie wpływało na większe koszty realizacji inwestycji, a więc i na finalne ceny mieszkań.

W związku z tym, ustalenie liczby parkingów powinno być uzależnione od charakterystyki danego projektu – dla kogo jest on realizowany oraz w jakiej lokalizacji. W naszym przypadku już dziś w wielu projektach realizujemy inwestycje ze współczynnikiem na poziomie 1,3 czy 1,5, a nawet 1:2 w przypadku osiedla domów jednorodzinnych.

Mamy też z drugiej strony takie projekty, jak np. Stacja Pruszków. To inwestycja zlokalizowana w sąsiedztwie stacji kolejowej. Przeważające w projekcie kompaktowe lokale są nabywane przede wszystkim przez młodych, świadomych ekologicznie ludzi, korzystających na co dzień głównie z komunikacji miejskiej i kolejowej. W tym przypadku współczynnik na poziomie 1,3 jest zatem nieuzasadniony.

Dawid Wrona, członek zarządu w Archicom

Nowelizacja specustawy mieszkaniowej to szansa i nowe możliwości do rozwoju naszego biznesu. Przede wszystkim z uwagi na „uwolnienie” centrów handlowych, których lata świetności dawno minęły, a są perfekcyjnie skomunikowane i bardzo często otoczone przestrzeniami mieszkaniowymi. To naturalne środowisko dla naszej branży. Podobnie wygląda sytuacja z biurowcami. W obliczu ograniczonej ilości atrakcyjnych gruntów przeznaczonych pod działalność mieszkaniową, wzrost podaży wspomnianych lokalizacji daje ogromy potencjał do tworzenia unikalnych realizacji – zarówno mieszkaniowych, jak i mixed-use. Nie mam wątpliwości, że ułatwi to funkcjonowanie firm deweloperskich, choć niezwykle istotna będzie współpraca z włodarzami miast.

Grupa Archicom posiada niezbędne kompetencje i know-how – mieszkaniowe, biurowe, food&beverage, a historycznie również hotelarskie, dlatego też chcemy brać czynny udział w tworzeniu miastotwórczych projektów, które wpiszą się aktualną rzeczywistość i odpowiedzą na najważniejsze wyzwania.

W zakresie przepisów dotyczących współczynnika parkingowego jesteśmy optymistami. Zakładamy, że uchwalona zostanie zmiana przepisów, która stworzy możliwość do modyfikacji współczynnika, dostosowując go do realiów danego rynku czy obszaru. W mojej opinii utrzymanie go na standardowym poziomie 1,5 nie jest w pełni spójne z ideą nowej ekomobilności i współdzielenia transportu.

Anna Bieńko dyrektor Sprzedaży w Wawel Service

Specustawa miała w założeniu uwolnić grunty, których rynek mieszkaniowy bardzo potrzebuje. A tereny pohandlowe czy poprzemysłowe z reguły są bardzo dobrze zlokalizowane, często w centrum miast, z doskonałą infrastrukturą. W ustawie jest jednak zapis narzucający budowanie miejsc parkingowych poza strefami śródmieść w stosunku 1,5 na jedno mieszkanie. Współczynnik 1,5 oznacza dla deweloperów wzrost kosztów prowadzenia inwestycji, a dla klientów wzrost ceny mieszkania. To również często brak fizycznej możliwości realizacji projektu z uwagi na małą pojemność działek.

Justyna Hamrol-Wasielewska, dyrektor sprzedaży i marketingu Eiffage Immobilier Polska

Jesteśmy zainteresowani każdym gruntem znajdującym się w centralnej i atrakcyjnej lokalizacji Warszawy, Wrocławia czy Poznania. Wierzymy, że nowe inwestycje powstające w takich miejscach podnoszą jakość tkanki miejskiej. Tu jesteśmy otwarci, ale zaznaczamy też, że nasza aktywność na tym polu zależy od konkretnych uwarunkowań działki i zgodności z naszą strategią działania.  Jesteśmy deweloperem żywo zainteresowanym jakościową zmianą na terenie dzielnic czy miast i chcemy być jej czynnym uczestnikiem.

Natomiast w odniesieniu do nowych norm parkingowych musimy niestety stwierdzić, że określenie współczynnika postojowego na poziomie 1,5 z pewnością realnie wpłynie na wzrost cen mieszkań. Jako deweloper będziemy zobowiązani budować więcej miejsc parkingowych. To oznacza podniesie kosztów realizacji inwestycji, które bezpośrednio przełożą się na cenę lokali.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Często zdarza się, że w atrakcyjnych lokalizacjach znajdują się tereny nieużytkowe, poprzemysłowe, z przeznaczeniem pod zabudowę usługową itp., w których obecnie najlepiej sprawdziłby się inwestycje mieszkaniowe. Każda nowelizacja prawa prowadząca do umożliwienia zmiany przeznaczenia gruntu na mieszkaniowy, spowoduje znaczący wzrost zainteresowania wśród deweloperów. Z kolei w przypadku wprowadzenia nowych norm budowlanych, na pewno będzie się to wiązało z ograniczeniami w projektowaniu inwestycji, a co za tym idzie wzrostem cen mieszkań.

Marcin Michalec, CEO Okam

Nowelizacja specustawy mieszkaniowej jest niezwykle istotna, może ułatwić dostęp do atrakcyjnych lokalizacji pod nowe projekty, zapatrujemy się pozytywnie na ten zamysł. Ta zmiana przepisów daje większą elastyczność i możliwość wykorzystania terenów, które wcześniej były już zagospodarowane, ale nie wykorzystywano w pełni ich potencjału. Stale przypatrujemy się rynkowi, poszukujemy atrakcyjnych lokalizacji, a nieużytkowane tereny, stare centra handlowe czy nierentowne biurowce, a także obszary poprzemysłowe i powojskowe, mogą stanowić interesujące możliwości inwestycyjne, dzięki którym będzie można odpowiedzieć na obecne potrzeby mieszkaniowe.

Mamy na uwadze to, że zasoby gruntów pod przyszłe inwestycje w aglomeracjach są ograniczone, szczególnie kiedy mowa o centralnych lokalizacjach, a zapotrzebowanie na mieszkania utrzymuje się na wysokim poziomie. Rewitalizacja działek wpływa także pozytywnie na okolicę. Zamiast zniszczonych budynków pojawiają się nowe miejsca o podwyższonym standardzie.

Zwiększenie współczynnika postojowego przypadającego na mieszkanie będzie z pewnością wyzwaniem, zważywszy na zwiększenie kosztów realizacji inwestycji, co w konsekwencji wpłynie na ceny mieszkań.

Eyal Keltsh, prezes zarządu Grupy Robyg

Udostępnienie nowych gruntów pod zabudowę mieszkaniową zawsze będzie korzystne dla obywateli, bo potencjalnie wpłynie na lepszą podaż i ustabilizuje ceny mieszkań, jeśli tylko procedury administracyjne będą bardziej efektywne. Na razie jednak nie są to duże obszary, które mogłyby zmienić sytuację rynkową. Jeśli chodzi o parkingi, to większość odpowiedzialnych deweloperów już dawno oferuje takie standardy, więc przepisy te raczej nie wpłyną na zmiany cen lub ofert dla mieszkańców.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Nowelizacja specustawy mieszkaniowej z całą pewnością otworzyła nowe możliwości inwestycyjne, a nowe tereny pod budowę mieszkań zawsze są bardzo potrzebne, także na terenach po-handlowych. Wysoki współczynnik miejsc parkingowych może stanowić pewne utrudnienie przy projektowaniu inwestycji oraz wpływać na finalną cenę mieszkania.

Dariusz Nagórski, dyrektor ds. Inwestycji w Aria Development

Nowe regulacje zakładają m.in., że na jedno mieszkanie ma przypadać co najmniej 1,5 miejsca parkingowego. Ten dodatek do mieszkania może być dość kosztowny. Przełoży się to na ceny mieszkań i finalnie za te pomysły rządzących zapłaci klient. Inne potrzeby w zakresie posiadania samochodu i tym samym miejsca postojowego będzie miał właściciel kawalerki, a inne wieloosobowa rodzina mieszkająca w kilkusetmetrowym mieszkaniu. Podobnie, inne potrzeby będą mieli mieszkańcy osiedli przy metrze i na obrzeżach miast. Warto się też zastanowić czy ekologiczne jest dodawanie kolejnych warstw betonu pod miejsca parkingowe.

Dzięki Lex deweloper tereny zdegradowane w miastach miały zostać szybko zabudowane budynkami mieszkaniowymi. Tak się jednak nie stało. I choć od wejścia w życie tych przepisów minęły już 3 lata, to wciąż inwestorzy korzystają z nich niezmiernie rzadko.

Damian Tomasik, twórca Alter Investment

Sam pomysł specustawy deweloperskiej jest dobry, gdyż może to systemowo  przyspieszyć pożądane w obecnych realiach rynkowych zmiany przeznaczenia gruntów. Trzeba tylko zauważyć, że ustawa sama w sobie nie zmienia przeznaczenia tych terenów. Wymaga to bowiem  przeprowadzenia bardzo skomplikowanych i kosztownych oraz niepewnych, co do końcowych efektów prac przygotowawczych. W związku z tym, mimo kilku lat obowiązywania tej ustawy, powstały nieliczne tylko  projekty  na jej podstawie. Ponadto, podwyższone współczynniki parkingowe mogą jeszcze bardziej zmniejszyć opłacalność takich inwestycji. Z jednej strony obserwujemy wyraźny trend do rezygnacji mieszkańców miast z samochodów, ale z drugiej przepisy narzucają dużą, a nawet coraz większą ilość miejsc parkingowych, co pozostaje w oczywistej kolizji. Te wygórowane wymogi dotyczące liczby miejsc parkingowych przełożą się na wyższe ceny nieruchomości, gdyż koszty budowy hali garażowych mają duży wpływ na finalną cenę mieszkania.

Zmalała szansa na podwyżkę stóp przez Fed we wrześniu

Dane inflacyjne miały wywołać większą zmienność na rynku i tak też się stało. Dolar osłabł a kurs głównej pary walutowej wyszedł na nowe, kilkunastomiesięczne maksima. Za USD płacimy ponownie poniżej 4 złotych. Publikacja CPI ze Stanów Zjednoczonych wywołała falę optymizmu, co zostało zobrazowane wzrostami głównych indeksów z Wall Street. Amerykańskie 2-letnie obligacje skarbowe (ich rentowności) spadły w okolice 4,66 proc.

Deprecjacja USD spowodowała, że kurs USD/PLN spadł poniżej 4,00 ustanawiając minimum na poziomie 3,9750 (dziś rano). To najniższy poziom od lutego 2022 – jeszcze przed agresją Rosji na Ukrainę. Słabość USD wynikała z opublikowanych wczoraj wskaźników CPI dla Stanów Zjednoczonych. Ceny konsumpcyjne w USA wzrosły w czerwcu jedynie nieznacznie. W porównaniu z poprzednim miesiącem dynamik była na poziomie 0,2 proc. (konsensus 0,3 proc.). Ważniejszy wskaźnik bazowy, który nie obejmuje energii i żywności, również wyniósł 0,2 proc. m/m. W ujęciu rok do roku główna stopa spadła znacząco z 4,0 proc. do 3,0 proc., z wyłączeniem energii i żywności z 5,3 proc. do 4,8 proc. Podwyżka stóp procentowych w lipcu przez Fed jest raczej pewna. Zmniejszyła się natomiast rynkowa wycena szansy na kolejny ruch w górę do ok. 10 proc. we wrześniu. Inwestorzy po wczorajszych danych zakładają, że koniec cyklu zacieśniania monetarnego w USA jest bardzo bliski.

Nie oznacza to jednak, że problem inflacji w USA został rozwiązany. W nadchodzących miesiącach możemy być świadkami jakiś negatywnych niespodzianek (wyższych odczytów). Na razie rynki są ucieszone panującą tendencją dezinflacyjną, a szczególnie cieszy spadek inflacji bazowej. Wchodząc w szczegóły, wzrost cen samochodów używanych okazał się krótkotrwały, a czynsze, najważniejsza pozycja wydatków, rosną w coraz wolniejszym tempie. Ten ostatni czynnik jest szczególnie ważny, ponieważ wzrost czynszów jest dość stabilny, a raz ustalony trend ma tendencję do utrzymywania się przez długi czas.

Para EUR/USD w szybkim tempie osiągnęła poziom 1,1150, co oznacza, że kurs testuje kolejny opór techniczny wyznaczony przez lokalne dołki oraz szczyty z pierwszego kwartału 2022 roku. To może być jedynie przystanek przed dalszymi wzrostami. W krótkim terminie należy mieć na uwadze to, że notowania mogą skorygować ostatnią falę wzrostów, która trwa od tygodnia.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Gapowicze są winni prawie pół miliarda złotych. Mandatów przybywa głównie młodym pasażerom

Zadłużenie Polaków z tytułu jazdy bez biletu komunikacją miejską wynosi 499,5 mln zł i lekko zmalało w porównaniu z ubiegłym rokiem (o prawie 3 proc.), wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Rośnie jednak nowy problem – trend na jazdę na gapę wśród młodych. Jeszcze 5 lat temu niezapłacone mandaty miało 7,6 tys. osób w wieku do 25 lat. Obecnie jest ich ponad 6-krotnie więcej, bo 48,3 tys., z długiem na 41,7 mln zł. Jak pokazuje badanie KRD, jazdę na gapę najczęściej tłumaczą zapominalstwem, ale już co druga młoda osoba robi to premedytacją, licząc na brak kontroli biletów.

Gapowicze spędzają sen z powiek przewoźnikom publicznym i włodarzom miast. Długi za niezapłacone mandaty za jazdę bez biletu to ogromne straty dla ich budżetów, a mowa tu o kwocie rzędu 499,5 mln zł. Rok temu było to 513,4 mln zł. Dane o rosnącej spłacalności kar to dobry sygnał, ale wciąż jest to kropla w morzu zaległości.

Miejskie przedsiębiorstwa transportowe odzyskały w ciągu ostatniego roku prawie 14 mln zł. Jest to nie tyle efekt zmniejszenia się zjawiska jazdy na gapę, co raczej większej skuteczności zarządów transportu w egzekwowaniu kar. Co dziesiąty Polak wciąż nie widzi nic złego w jeździe komunikacją miejską bez ważnego biletu. Zarządy transportu miejskiego nie pozostają jednak bierne i przeprowadzają więcej kontroli oraz coraz chętniej współpracują z rejestrami dłużników. Szybciej zgłaszają zaległości gapowiczów, co samo w sobie jest dobrym „straszakiem”. Dłużnicy w krótkim czasie przekonują się, że wpis do KRD nie popłaca, ponieważ przeszkadza w zaciągnięciu kredytu, dokonaniu zakupów na raty czy podpisaniu umowy z firmą telekomunikacyjną. I wtedy już wiadomo, że takie zadłużenie trzeba spłacić – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zaległości za niezapłacone mandaty za jazdę bez ważnego biletu ma obecnie 368,6 tys. Polaków. Duża część z nich to „recydywiści” – w KRD mają ponad 1 mln zobowiązań z tego tytułu. Średnio na jednego gapowicza przydają trzy niezapłacone kary i 1,3 tys. zł do spłacenia.

Zapominalstwo i pośpiech główną wymówką

Jak wynika z badania „Gapowicze w komunikacji miejskiej 2023” przeprowadzonego w maju 2023 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów, najczęstszym powodem jazdy na gapę jest przeoczenie daty ważności biletu i zapominalstwo. Deklaruje tak 54 proc. osób jeżdżących komunikacją miejską. Na drugim miejscu znajduje się pośpiech, brak czasu na zakup biletu, podawany przez 49 proc. ankietowanych, a na trzecim brak możliwości zakupu biletu za gotówkę (35 proc.).

Wśród najmłodszej grupy gapowiczów, w wieku 15-25 lat, więcej niż przeciętnie, bo 63 proc., zapomina o przedłużeniu lub kupnie uprawnień do jazdy, 50 proc. deklaruje, że jeździ nie płacąc, bo kontrole biletów są rzadkie, a 47 proc. wskazuje na pośpiech. 4 na 10 młodych Polaków stwierdza, że po prostu szkoda im pieniędzy na bilet.

Niepokoi fakt, że najmłodsi, w wieku od 15 do 25 lat, bez ogródek przyznają, że wolą ryzykować karę niż opłacić podróż. Sądzą, że kontrole są rzadkie i w związku z tym nie ma sensu płacić za przejazd. Nie postrzegają płacenia za bilet jako obowiązku. Podobnie jest w przypadku niechęci do wydawania pieniędzy na bilet. To podejście przekłada się na zadłużenie. Jak wskazują nasze dane, liczba młodych gapowiczów w ciągu pięciu lat wzrosła aż sześciokrotnie – dodaje Adam Łącki.

Długi za nieopłacone mandaty za jazdę na gapę ma 48,3 tys. osób w wieku do 25 lat. Ich łączne zaległości opiewają na 41,7 mln zł. W sumie mają 107,9 tys. przeterminowanych zobowiązań finansowych z tego tytułu. Choć liczba nieopłaconych mandatów najszybciej rośnie wśród najmłodszych, to wciąż najwyższe łączne kwoty do oddania mają osoby w wieku 26-35 lat oraz 36-45 lat. Dług pierwszej z tych grup wynosi prawie 150 mln zł, a drugiej 141,8 mln zł. Gapowicze, którzy przekroczyli 56 r.ż. do zwrotu mają 73,8 mln zł, ale jest to grupa, w której liczba dłużników spada. Obecnie wynosi 56,6 tys. osób, podczas gdy jeszcze 5 lat temu było ich ponad 60 tys.

Uczciwość i strach zniechęcają do ryzyka

ZTM-y i MPK-i wciąż mogą jednak liczyć na dość spore grono uczciwych pasażerów. Prawie połowa osób (48 proc.) korzystających z transportu publicznego deklaruje, że nigdy nie zdarzyło im się jeździć na gapę. Zdecydowana większość (78 proc.) nie akceptuje też wymówki, że bilet nie jest potrzebny, gdy chcemy tylko na chwilę skorzystać z transportu, np. podjechać dwa przystanki. Dla blisko co czwartego badanego kary za nieuprawniony przejazd powinny być wyższe.

Podstawową motywacją do sumiennego płacenia za bilety komunikacji miejskiej wśród korzystających z niej osób jest zwyczajna uczciwość, którą deklaruje 65 proc. zapytanych w badaniu KRD. Na drugim miejscu znajduje się przekonanie, że za usługi powinno się płacić (58 proc.), a na trzecim strach przed kontrolą i karą (46 proc.). Jednak już tylko 28 proc. pasażerów ma świadomość, że „te pieniądze są niezbędne by komunikacja miejska była utrzymywana”.

Polacy wciąż często znajdują wymówki dla gapowiczów. 56 proc. z nas twierdzi, że przejazdy transportem publicznym są za drogie i dlatego zdarza się, że ludzie nie kupują biletów. Podobna liczba (52 proc.) uważa, że ich ceny nie są adekwatne do jakości usług komunikacji miejskiej. Co ciekawe, jednocześnie 59 proc. ma świadomość, że gdyby wszyscy płacili za przejazd, częstotliwość autobusów i tramwajów byłaby wyższa, a warunki w nich panujące byłyby lepsze.

Warto wiedzieć, że stan komunikacji miejskiej w dużej mierze zależy od wpływów z biletów. Pasażerowie oczekują większego komfortu i dostępności transportu, a jednocześnie nie chcą za to płacić. Mimo że większość Polaków negatywnie postrzega gapowiczów – według badania KRD najczęściej określa je jako osoby nieuczciwe, cwane i nieodpowiedzialne – to wciąż znajduje dla nich wymówki. A koniec końców przyzwolenie na jazdę na gapę odbija się na wszystkich pasażerach, bo w budżetach przewoźników nadal brakuje prawie pół miliarda złotych, które mogłyby być wykorzystane na inwestycje w tabor i poprawę jakości usług komunikacji miejskiej – podsumowuje Paweł Wrotnowski, zastępca dyrektora Zarządu Białostockiej Komunikacji Miejskiej.

O badaniu:

Ogólnopolskie badanie „Gapowicze w komunikacji miejskiej 2023” przeprowadzone w maju 2023 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów, na grupie 1012 Polaków w wieku 15-70 lat, w których w miejscu zamieszkania, pracy lub nauki funkcjonuje płatna komunikacja miejska.

Sklepy autonomiczne zmienią sprzedaż detaliczną w Polsce?

Sklep autonomiczny jest nowym formatem, który zmienia doświadczenia klientów i wprowadza nowatorskie standardy w handlu. Jego głównym celem jest ograniczenie ciągle rosnących kosztów pracy. Sklep autonomiczny polega na tym, że klient wchodzi do sklepu samodzielnie i robi zakupy bez udziału asystenta czy sprzedawcy. Jakie są formaty sklepów autonomicznych? Mogą być to formaty mobilne, które są sklepami kontenerowymi. Mogą być to sklepy, które występują w formie hybrydowej. Co to oznacza? To oznacza, że sklep np. w godzinach pomiędzy 6 a 22 funkcjonuje jako tradycyjny sklep, natomiast w godzinach od 22 do godziny 6 rano jest sklepem autonomicznym. W związku z tym uzyskuje się efektywność takiego formatu – bo sklep działa 24 godziny na dobę przy niższych kosztach.

– Asortyment sklepu autonomicznego może być naprawdę bardzo szeroki. Nie ma ograniczeń co do produktów, które znajdą się w takim sklepie. Oczywiście wszystko jest uzależnione od wielkości sklepu, można go też rozbudowywać o kolejne moduły – powiedział serwisowi eNewsroom.pl podczas Kongresu Retail Trends 2023 Maciej Jenczyk, new business development manager, Dział Nowych Technologii Mago. – W kontenerze, który ma około 20 metrów, może się zmieścić ok. 600-800, nawet do tysiąca indeksów. Mago jest producentem autonomicznych sklepów pod klucz. Dzięki temu jesteśmy w stanie zaadoptować każdy kontener zgodnie z wymaganiami. W celu podniesienia efektywności finansowej takiego formatu, warto skorzystać z opcji finansowania. Dobrym rozwiązaniem na przykład dla franczyzobiorców jest wypożyczanie takich sklepów. Dzięki temu można generować dosyć dużą marżę przy niskim koszcie operacyjnym. Największą przewagą sklepów autonomicznych jest brak konieczności zatrudniania pracowników, którzy na co dzień obsługują sklep – tłumaczy Jenczyk.

STS S.A. – wzrost NGR w Q2 2023 o 26% rdr.

Wartość zawartych zakładów w II kwartale 2023 roku w STS S.A. (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii) – głównej spółce operacyjnej w Grupie STS – wyniosła 1,103 mld zł i była wyższa o 3% rok do roku, gdy w II kwartale 2022 roku wyniosła 1,066 mld zł.

Od kwietnia do czerwca br. NGR dla STS (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii) wzrósł o 26% rdr. z 135 mln zł do 170 mln zł. W II kwartale br. STS S.A. wypracowała GGR na poziomie 298 mln zł (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii), przed rokiem było to 263 mln zł. Jest to wzrost o  14% rdr.

W drugim kwartale 2023 roku liczba nowych rejestracji (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii) wyniosła 52 tysiące, przed rokiem było to 63 tysiące. Liczba osób, które dokonały pierwszego depozytu wyniosła od kwietnia do czerwca br. 35 tysięcy, przed rokiem było to 44 tysięcy (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii). Liczba aktywnych użytkowników w Q2 2023 wyniosła 301 tysięcy, w Q2 2022 było ich 348 tysięcy  (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii).

Wyniki operacyjne za II kwartał 2023 roku potwierdzają, że STS doskonale funkcjonuje na polskim rynku. Potencjał rodzimej branży iGaming jest duży, a STS jest w stanie efektywnie wykorzystać swoja pozycję rynkową. Liczymy, że największą aktywność graczy odnotujemy w ostatnim kwartale bieżącego roku mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

W 2023 roku Grupa wdraża szereg działań, których celem jest zwiększenie rentowności prowadzonej działalności. W tym celu spółka zreorganizowała działalność, skupiając się na Polsce i zamykając aktywność w ramach licencji w Wielkiej Brytanii i Estonii.

Narastająco w pierwszym półroczu 2023 wartość zawartych zakładów dla STS S.A. wyniosła 2,296 mld zł wobec 2,093 mld zł przed rokiem. GGR w H1 2023 wyniósł 604 mln zł, w H1 2022 było to 542 mln zł. NGR w H1 2022 wyniósł 345 mln zł, przed rokiem było to 291 mln zł.

W H1 2023 liczba nowych rejestracji dla STS S.A. wyniosła 109 tysięcy, przed rokiem było to 119 tysięcy. Liczba osób, które dokonały pierwszego depozytu w H1 2023 wyniosła 72 tysiące, w H1 2022 zaś  79 tysięcy. Liczba aktywnych klientów w H1 2023 wyniosła 410 tysięcy, przed rokiem było 447 tysięcy.

Columbus Energy rozpoczyna współpracę ze spółką Extradom

Zgodnie z podpisaną dziś umową, dostawca usług z zakresu nowoczesnej energetyki – Columbus Energy S.A. oraz lider pierwotnego rynku domów – Extradom.pl Sp. z o.o. rozpoczęły roczną współpracę. Spółki będą realizować wzajemne usługi, głównie w obszarze marketingu i wsparcia sprzedaży, mające na celu skuteczne dotarcie z ofertą do klientów indywidualnych, czyli przyszłych właścicieli domów.

W ramach zawartej umowy Columbus będzie dostarczać dla klientów Extradomu unikalną ofertę sprzedaży i montażu instalacji fotowoltaicznej, pompy ciepła, magazynu energii i stacji ładowania elektryków. W serwisie extradom.pl pojawi się też dedykowany kalkulator Columbus, dzięki któremu zainteresowani zakupem projektu będą mogli przeliczyć koszty eksploatacji domu bez urządzeń OZE oraz zobaczyć, jak koszty spadną dzięki ich zastosowaniu. Osoby, które zakupią projekt domu i zdecydują się na ofertę Columbus, otrzymają też nasz Poradnik – jak dostosować dom do instalacji OZE, wraz z parametrami szacunkowej mocy instalacji, doborem pompy ciepła i – co najważniejsze – gwarancją ceny na 2 lata! To jedyna tego rodzaju oferta na rynku, dostępna tylko dla klientów Extradom. Od lipca zaczynamy również sukcesywnie rozbudowywać znajdującą się w portalu Strefę Wiedzy treściami edukacyjnymi i komentarzami naszych ekspertów – wyjaśnia Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że Columbus od dawna interesuje się pierwotnym rynkiem domów. W maju 2021 r. Spółka planowała przejąć biznes gotowych projektów domów od jednej z firm, działających na tym rynku. Po przeprowadzeniu analizy due diligence, Zarząd Columbus zdecydował się odstąpić od umowy ze wspomnianą firmą, jednak wciąż poszukiwał możliwości działania w tym obszarze.

W Polsce rocznie buduje się około 100 tys. domów. To obszerny rynek, na którym Columbus de facto zbudował swoje kompetencje, i który wciąż jest bardzo perspektywiczny. Dostarczając unikalne rozwiązania dla przyszłych właścicieli domów, mamy okazję po raz kolejny potwierdzić, że doskonale znamy i rozumiemy potrzeby tego rodzaju klientów. Mam nadzieję, że dzięki współpracy z firmą Extradom, dotrzemy do szerokiej bazy nowych odbiorcówkomentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Dotychczas konsumenci wybierający projekt domu kierowali się w głównej mierze kosztami budowy. Zmieniło się to od 2022 r., od kiedy w istotnej części ciężar ten został przeniesiony na koszty eksploatacji domu. Wysokie ceny paliw, w tym także ogrzewania, prądu oraz sytuacja polityczno-gospodarcza są kluczowymi czynnikami wpływającymi na ten zwrot  – zauważa Krzysztof Mosur, CEO Extradom.pl. – Inwestycja w rozwiązania redukujące koszty użytkowania domu – już na etapie budowy, to opłacalna decyzja. Coraz częściej zauważamy, że nasi klienci są świadomi tych korzyści i chętnie wybierają proekologiczne opcje. Aby ułatwić im proces zakupowy, już na etapie wyboru projektu domu na naszym serwisie umożliwiamy skorzystanie z atrakcyjnej i niedostępnej w innym miejscu oferty Columbus Energy.

Extradom jest liderem na rynku gotowych projektów domów online. Firma posiada ponad 23-letnie doświadczenie w pracy z klientami, specjalizując się w doradztwie przy wyborze i zakupie projektu domu. Z jej usług skorzystało już ponad 100 000 osób. Extradom.pl jest częścią Wirtualna Polska Holding SA.

XTPL pozyskał ponad 36,5 mln zł w ramach oferty akcji serii V na przyspieszenie rozwoju i wdrożenie inwestycji

XTPL, globalny dostawca przełomowych rozwiązań nanodruku dla rynku elektroniki nowej generacji, poinformował, że zostały objęte wszystkie 275 000 oferowane akcje zwykłe na okaziciela serii V. Cena emisyjna została ustalona na poziomie 133,00 zł, co oznacza, że wartość oferty wyniosła ponad 36,5 mln zł. Zainteresowanie objęciem akcji Spółki było wysokie i kilkukrotnie przewyższyło wielkość oferty. Środki pozyskane z emisji akcji pozwolą w pełni wykorzystać potencjał komercjalizacji technologii XTPL w ramach wszystkich trzech rozwijanych linii biznesowych. W latach 2023-2026 Spółka zamierza zainwestować około 60 mln zł w trzech kluczowych obszarach: sprzedaży, produkcji oraz B+R. Celem biznesowym jest osiągnięcie 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług do 2026 roku. W procesie Spółka wspierana była przez cc group – Doradca IR i Doradca Finansowy, a Firmą Inwestycyjną i Zarządzającym Księgą Popytu był Trigon Dom Maklerski S.A.

Oferta XTPL objęła 275 000 akcji zwykłych na okaziciela serii V emitowanych przez Spółkę w trybie subskrypcji prywatnej, które po zakończonym z sukcesem procesie budowania księgi popytu i objęciu akcji przez inwestorów, będą reprezentować 11,9 proc. akcji Spółki. Oferta była skierowana do inwestorów wybranych przez Zarząd Spółki.

– Z sukcesem zamknęliśmy ofertę akcji serii V, która cieszyła się wysokim zainteresowaniem inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych, a także krajowych i międzynarodowych podmiotów, z których cześć nie była wcześniej obecna w naszym akcjonariacie. Cieszę się, że pozytywnie przeszliśmy ocenę naszego potencjału rozwoju, a wszystkim inwestorom, polskim oraz zagranicznym, dziękuję za wzięcie udziału w ofercie i okazane nam zaufanie. Dołożymy wszelkich starań, aby zrealizować plan inwestycyjny w latach 2023-2026 na kwotę około 60 mln zł i wykorzystać przewagi naszej unikalnej technologii ultraprecyzyjnego druku w sposób, który pozwoli nam wdrożyć ją na przemysłowe linie największych producentów elektroniki nowej generacji. Naszym twardym celem biznesowym jest uzyskanie 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług do końca 2026 roku, co oznacza 10-krotny wzrost względem ubiegłego roku, a ambicją i planem długoterminowym jest stanie się jednym z globalnych standardów produkcji zaawansowanej elektroniki, wpinając się w ogromny łańcuch wartości tego obszaru, w którym najwięksi potrafią generować sprzedaż na poziomie kilkudziesięciu miliardów dolarów rocznie. Przed nami bardzo intensywny okres i ambitne cele, które wyznaczyliśmy sobie do zrealizowania i jesteśmy do tych zadań dobrze przygotowani komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL.

W maju br. XTPL ogłosił plan 10-krotnego zwiększenia przychodów, do 100 mln zł w 2026 roku, a potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Aby go zrealizować, zamierza przeprowadzić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026, mających zintensyfikować i przyspieszyć rozwój Spółki w celu pokrycia zapotrzebowania klientów m.in. zwiększając zdolności produkcyjne, wspierając działania sprzedażowe oraz prace z zakresu B+R. W ramach zaplanowanych inwestycji XTPL planuje wykorzystać środki pozyskane z emisji akcji, a pozostała część finansowania ma pochodzić głównie z środków własnych w ramach działalności operacyjnej, grantów i finansowania dłużnego.

– Środki pozyskane z oferty będą stanowić znaczną część zaplanowanych na lata 2023-2026 inwestycji, na które zamierzamy przeznaczyć około 60 mln zł. Przygotowując się do wdrożeń naszej technologii na skalę przemysłową, zamierzamy przede wszystkim zwiększyć moce produkcyjne we wszystkich trzech rozwijanych przez nas liniach biznesowych i wzmocnić działania sprzedażowe, włącznie z otwieraniem międzynarodowych przedstawicielstw na kluczowych dla nas rynkach: USA, Tajwan, Korea Płd. Kontynuować będziemy także zaawansowane prace z obszaru B+R dla zachowania długoterminowej przewagi konkurencyjnej i wdrażania kolejnych generacji oferowanych przez nas produktów, a w dalszej perspektywie, projektowania nowych rozwiązań. Kluczowym katalizatorem przyszłych wzrostów Spółki ma być linia biznesowa projektów nakierowanych na wdrożenia przemysłowe. Jej potencjał przy założeniu zrealizowania wszystkich obecnych 9 projektów, szacujemy na około 400 mln zł średniorocznych przychodów. Aktualnie w 3 z nich jesteśmy na końcowym etapie ewaluacji naszej technologii, czyli budowania urządzenia prototypowego z naszym modułem drukującym celem finalnych testów na liniach końcowych klientów – globalnych producentów elektroniki nowej generacji dodaje Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów, wspieranych pracami B+R oraz ochroną IP dla zachowania długoterminowej przewagi konkurencyjnej. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka posiada na zaawansowanych etapach rozwoju 4 projekty nakierowane na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, które obejmują wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: zaawansowane płytki PCB, półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

XTPL od początku działalności realizuje starannie opracowaną politykę ochrony własności przemysłowej oraz intelektualnej, posiadając 7 przyznanych patentów i łącznie 26 zgłoszonych wniosków patentowych od września 2019 roku do czerwca 2023 roku.

W 2022 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 51 mld USD (+8% r/r), a w 2026 roku prognozowana jest na poziomie 66 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2022-2026 na poziomie 7%.

Ochrona zdrowia i szeroka oferta aktywności sportowo-kulturalnych na szczycie listy dodatków dla pracowników IT

Raport Płacowy, opracowany przez Valueship na zlecenie Organizacji Pracodawców Usług IT – SoDA, 83 proc. firm, które wzięły udział w badaniu, oferuje swoim pracownikom dodatki związane z ochroną zdrowia, a 77 proc. również różnorodne propozycje bonusów sportowo-kulturalnych. SoDA zdiagnozowała także, jaki jest profil przeciętnego pracownika sektora IT. Ponadto zapytała także o to, jakie będą największe wyzwania w kontekście zarządzania zasobami ludzkimi w sektorze technologicznym w Polsce w najbliższych miesiącach.

– Nie jest tajemnicą, że podobnie jak w wielu innych branżach, również w IT, poziom wynagrodzenia i zakres obowiązków należą do najważniejszych kryteriów wyboru nowego miejsca pracy. Ważnym aspektem dla kandydatów, wynikającym ze specyfiki pracy w sektorze, jest również stos technologiczny, w którym dany specjalista będzie pracował na co dzień i realizował projekty. Chociaż benefity pozapłacowe nie znajdują się na szczycie listy wymagań kandydatów, to firmy technologiczne dbają o różnorodność i bogatą ofertę dodatków dla swoich pracowników. Co więcej, inżynierowie oprogramowania coraz częściej zwracają uwagę na specjalizację firm IT oraz na to, że dla wielu specjalistów ważne jest także, aby być częścią organizacji, która ma pozytywny wpływ na społeczeństwo i przyczynia się do pozytywnego wpływu technologii na codzienne życie ludzi podaje Bartosz Majewski, Prezes SoDA, CEO Codibly.

Najpopularniejsze benefity w IT

Ponad 8 na 10 firm (83 proc.) proponuje swoim pracownikom i współpracownikom dodatki związane ze zdrowiem. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim pakiety medyczne i ubezpieczeniowe, opiekę psychologiczną, masaże i wizyty u fizjoterapeuty, pakiety weterynaryjne dla zwierząt pracowników, dofinansowanie do opieki medycznej dla dzieci czy dodatkowe płatne dni urlopowe. Drugą najpopularniejszą formą dodatków są wszelkie bonusy związane z aktywnościami sportowymi, wydarzeniami kulturalnymi oraz bonusy okolicznościowe. Oferuje je aż 77 proc. badanych firm, a wśród nich są m.in. karty sportowe, bilety do kin, teatrów czy na koncerty, zniżki w ośrodkach wypoczynkowych, paczki świąteczne, zniżki na wyposażenie domowe czy vouchery na zajęcia dodatkowe i pozalekcyjne dla dzieci. Rozwój własny to także popularna kategoria benefitów, oferowana przez 62 proc. pracodawców. W jej ramach pracownicy otrzymują dofinansowania do szkoleń zawodowych, kursów językowych, dostęp do platform e-learningowych czy e-booków. 32 proc. badanych firm daje również możliwość skorzystania z benefitów związanych z wyżywieniem. Wśród nich są m.in. śniadania i lunche firmowe, dofinansowanie posiłków, czy catering dietetyczny.

– Pracodawcy w branży IT starają się zapewnić swoim pracownikom różnorodne benefity pozapłacowe jako atrakcyjny i bardzo często oczekiwany przez kandydatów dodatek do oferty finansowej. W raporcie SoDA widać, że większość firm skupia się na zdrowiu pracowników, oferując pakiety medyczne, ubezpieczenia, opiekę psychologiczną oraz inne korzyści związane ze zdrowiem. Właśnie pomoc psychologiczna czy z obszaru well-beingu stała się popularnym benefitem podczas i zaraz po pandemii COVID-19. Szeroki wybór oferty benefitów jest ważny dla pracowników, ponieważ przyczynia się do poprawy ich zdrowia i rozwoju osobistego, a to przekłada się na niższą rotację. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że konkurencyjność na rynku pracy wymaga więcej niż tylko atrakcyjnych wynagrodzeń – komentuje Wojciech Mach, Wiceprezes SoDA, CEO GFT Poland.

– Benefity pozapłacowe są ważnym elementem strategii HR w firmach technologicznych. Nie są one jednak jednolite i uniwersalne, lecz dostosowane do potrzeb i oczekiwań pracowników oraz kultury organizacyjnej każdej firmy. Korzyści te stanowią część strategii różnych firm i dlatego są zróżnicowane w zależności od tego, do czego przywiązują firmy wagę. Dodatki te są nie tylko atrakcyjnym uzupełnieniem wynagrodzenia, ale także sposobem na budowanie zaangażowania i lojalności pracowników i współpracowników. Jednakże nie są one decydującym czynnikiem dla specjalistów IT podczas wyboru nowego pracodawcy, chociaż firmy technologiczne starają się, aby ich propozycje stanowiły atrakcyjny dodatek do oferty finansowej – dodaje Ewa Ebelewicz-Plaza, Head of People w Future Processing.

Rekrutacja największym wyzwaniem HR w sektorze IT

Przedstawiciele firm informatycznych, którzy wzięli udział w badaniu SoDA, wskazali również największe wyzwania w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi w nadchodzących miesiącach. Niemal co 3 osoba (28 proc.) wskazała na rekrutację. Mimo spowolnienia w branży, firmy cały czas posiadają duże luki kadrowe w najbardziej newralgicznych obszarach i specjalizacjach. 27 proc. respondentów jako duże pole do poprawy wskazuje obszar związany z kulturą organizacyjną. Jest to związane m.in. z budowaniem lojalności i zaangażowania pracowników oraz dostosowaniem do zmieniających się nastrojów społecznych w obliczu sytuacji gospodarczej i geopolitycznej. Trzecim najczęściej wskazywanym aspektem jest rotacja pracowników (16 proc. ankietowanych).

– Jak wynika z najnowszego Barometru Nastrojów SoDA, problemy z rekrutacją plasują się na pierwszym miejscu wśród wyzwań, z którymi mierzą się polskie firmy IT. Ponadto, poszukiwanie, zatrudnienie i wdrożenie nowego pracownika to proces czasochłonny, generujący koszty i angażujący wiele pozostałych osób w firmie. Inwestując w rozwój obecnego zespołu, zyskujemy więc nie tylko czas, pieniądze i zasoby, ale też budujemy lojalność i zaangażowanie. Takie działania mają również odzwierciedlenie we wskaźnikach retencji i zadowolenia w naszej firmie – powiedział Przemysław Mikus, Wiceprezes SoDA i COO Liki Mobile Solutions 

– Aktualnie branża IT ma do czynienia z wieloma wyzwaniami, takimi jak rosnące wynagrodzenia, trudności w rekrutacji pracowników oraz niepewna sytuacja geopolityczna. Polskie firmy technologiczne mają jednak wiele do zaoferowania klientom na całym świecie i są w stanie skutecznie konkurować z innymi podmiotami jakością swojej pracy, etyką czy bliskością kulturową. Ważne jest stałe inwestowanie w rozwój wiedzy, doświadczenia i umiejętności, które pozwolą utrzymać rodzimą pozycję na rynku. Warto również nauczyć się elastyczności i gotowości do zmiany. To, jak trudno przewidzieć wyzwania, jakie będą na nas czekać w przyszłości, pokazały nam ostatnie dwa lata, obfitujące w wiele zwrotów akcji. Wierzę, że z determinacją i zespołowym wysiłkiem jesteśmy w stanie przetrwać trudne czasy i osiągnąć sukces w nadchodzących latach – podsumowuje Paweł Pustelnik, Wiceprezes SoDA oraz Dyrektor Zarządzający i Członek Zarządu w Future Processing 

Kim jest statystyczny pracownik IT w Polsce

Raport Płacowy 2023, który został opracowany na bazie danych płacowych 9 832 pracowników z 87 firm członkowskich SoDA pozwolił też analitykom Valueship na stworzenie profilu statystycznego pracownika branży IT w Polsce. Z raportu wynika, że 51 proc. osób zatrudnionych w sektorze technologicznym to osoby w wieku między 26 a 30 lat, a 40 proc. w wieku od 31 do 35 lat. Dominującą formą współpracy w IT w naszym kraju jest kontrakt B2B, który wybiera 59 proc, przy 36 proc. zatrudnionych na podstawie umowy o pracę (6 proc. – inne formy). 84 proc. wszystkich pracowników z rodzimego sektora IT w Polsce to programiści lub specjaliści pracujący na rzecz klienta zewnętrznego.

Metodologia:

Raport Płacowy 2023 został opracowany przez firmę Valueship na zlecenie SoDA w lutym 2023 r. na bazie ankiety CAWI na próbie 103 przedstawicieli firm zrzeszonych w SoDA oraz danych płacowych 9 832 pracowników z 87 firm członkowskich SoDA. Celem badania było uzyskanie wiedzy na temat struktury zatrudnienia, rotacji oraz postrzeganego (realnego, a nie deklarowanego) poziomu zarobków w polskich firmach IT, zrzeszonych w Organizacji Pracodawców Usług IT (SoDA).

Rynek obligacji korporacyjnych rozgrzany do czerwoności w pierwszej połowie 2023 r.

W tym roku rynek publicznych (prospektowych) emisji obligacji korporacyjnych rozgrzany jest do czerwoności. Najlepiej świadczy o tym fakt, że ich wartość wyniosła 300 mln zł, jednak wartość zapisów złożonych przez inwestorów, wynosi aż 558 mln zł! A to sprawia, że średnia redukcja zapisów wyniosła 35 proc. Jest tu mowa wyłącznie o emisjach zakończonych do 30 czerwca. Idziemy na rekord, a mamy dopiero połowę roku. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że aktualnie mamy dwie kolejne emisje publiczne w toku (Echo Investment i Kredyt Inkaso), a wciąż wielu emitentów posiada aktywne prospekty emisyjne bądź prospekty złożone do akceptacji KNF.

W tym roku mieliśmy już 10 publicznych emisji obligacji firm. Największa ich kumulacja  na razie była w czerwcu, kiedy mieliśmy aż 4 emisje. Kwiecień był niewiele gorszy, z 2 emisjami. W zakresie liczby emisji faworytem jest PragmaGo, która zdążyła przeprowadzić już 3 emisje.

Prawdziwym ulubieńcem inwestorów jest jednak spółka windykacyjna Kruk, która przeprowadziła dwie emisje publiczne po 50 mln zł każdy. W przypadku pierwszej z nich, popyt zgłoszony przez inwestorów to 105 mln zł, a redukcja zapisów aż 52%. Druga z emisji jeszcze mocniej rozbiła bank, inwestorzy zapisali się na 155 mln zł, a redukcja wyniosła 68%. Rekordowe wyniki spółki, dynamiczna ekspansja zagraniczna, branża inna niż deweloperska (dominująca na rynku Catalyst) – to wszystko czynniki zachęcające inwestorów indywidualnych.

9 z 10 emisji publicznych w tym roku zakończyło się redukcją zapisów. Niechlubnym wyjątkiem jest jedynie marcowa emisja Best-u, gdzie spółka zebrała 11,2 mln, z planowanych 20 mln zł. Poziomy redukcji wahały się od 11% (Dekpol, jednak przy dość sporej emisji w kwocie 40 mln zł) do wspomnianych 68% Kruka. Sporą redukcją może się też pochwalić pierwsza publiczna emisja w tym roku spółki PragmaGo, kiedy wyniosła ona 66%, 58,5 mln zł zapisów inwestorów przy emisji na 20 mln zł.

Inwestorów do tak aktywnego udziału w emisjach publicznych zachęca też z pewnością oprocentowanie. Najmniej ze wskazanych emitentów „płaci” Kruk, czyli 4,00% ponad WIBOR trzymiesięczny. Najwięcej zyskuje Cavatina Holding i PragmaGo, czyli 6,00% ponad WIBOR. Jednak ta ostatnia wyłącznie w pierwszej emisji w tym roku, w drugiej płaciła już 5,50%, a w ostatniej 5,30%. Tym samym średnie oprocentowanie ponad WIBOR emisji publicznych w tym roku wyniosło 5,18%. Zdecydowanie jest to powyżej średniego wyniku większości funduszy inwestycyjnych w Polsce, nie wspominając o i tak wysokim obecnie średnim oprocentowaniu lokat czy depozytów.

  Emitent Wartość emisji Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln) Redukcja (%)
1 PragmaGo 20 6,00%+WIB3M 2 Styczeń 58,5 66%
2 Kruk 50 4,00%+WIB3M 5 Luty 104,8 52%
3 Best 20 4,5%+WIB3M 4 marzec 11,2 0
4 Kredyt Inkaso 15 5,50%+WIB3M 4 Kwiecień 17 11,50%
5 PragmaGO 25 5,50%+WIB3M 2 Kwiecień 48,1 48%
6 Marvipol 35 5,50%+WIB6M 3 Maj 40,4 13,30%
7 Cavatina Holding 25 6,00%+WIB6M 3,5 Czerwiec 34,18 27%
8 Kruk 50 4,00%+WIB3M 5 Czerwiec 155,5 68%
9 Dekpol 40 5,50%+WIB3M 3 Czerwiec 45 11%
10 PragmaGo 20 5,30%+WIB3M   Czerwiec 44 54,20%
  Suma/ Średnia Redukcja 300       558,68 35%

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski

Inwestorzy indywidualni w całym 2022 roku odpowiadali za 40% obrotów na rynku obligacji korporacyjnych Catalyst. To drugi najlepszy wynik w historii po rekordowym 2018 roku, z udziałem indywidualnym w obrocie na poziomie niewiele lepszym, bo 41%. Inwestorzy zatem nie tylko biorą udział w emisjach publicznych, ale też aktywnie nimi „handlują”. Co trudno ocenić inaczej niż jednoznacznie pozytywnie – większa płynność, bardziej efektywne ceny.Dane GPW, na podstawie zleceń maklerskich Członków Giełdy

Źródło: Dane GPW, na podstawie zleceń maklerskich Członków Giełdy

Co ciekawe, wartość aktywów polskich funduszy obligacji korporacyjnych konsekwentnie i prawie nieustannie spada. Jeszcze w czerwcu 2022 w fundusze te ulokowane było 10 mld zł, obecnie jest to 7,58 mld zł. Spadek aktywów trwa właściwie nieprzerwanie od września 2021 roku, kiedy to wynosiły one aż 15,7 mld zł. Zatem spadek do 30.05.2023 r. wyniósł aż 8,12 mld zł, czyli więcej niż obecnie ulokowane jest w tę klasę aktywów. Mała przerwa była jedynie w styczniu tego roku, kiedy aktywa wzrosły o około 3 mln zł i właśnie w maju ze wzrostem o bagatela niecały milion zł.

Inwestorów do funduszy obligacji korporacyjnych nie zachęcają nawet bardzo dobre wyniki inwestycyjne. Średni wynik tych funduszy na 30.05.2023 r. za ostatnie 12 miesięcy to 7,10%. Patrząc po przebiegu ostatnich emisji publicznych oraz udziale w obrotach na Catalyst można założyć, że inwestorzy indywidualni inwestują w obligacje korporacyjne po prostu bezpośrednio. Zapewnia im to wyższą stopę zwrotu, brak kosztów zarządzania i innych opłat poza prowizją maklerską, a przy regularnym udziale w emisjach również dywersyfikację. Dywersyfikację nie tylko pomiędzy różnych emitentów, ale też branże. Fundusz obligacji korporacyjnych zapewnia jednak niższe ryzyko, ze względu na lepszą dywersyfikację (kilkunastu, a często nawet kilkudziesięciu emitentów), specjalistyczną wiedzę zarządzających, oszczędność czasu (każdy Emitent powinien być przed zainwestowaniem dogłębnie przeanalizowany). Warto wskazać, że każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Patrząc jednak na suche fakty – inwestorzy indywidualni ewidentnie wolą samodzielnie zarządzać swoimi pieniędzmi i indywidualnie budować swój portfel inwestycyjny oparty właśnie o obligacje korporacyjne.obligacje

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek powierzchni handlowych po I połowie 2023 roku

W I połowie 2023 r. w Polsce oddano do użytku ok. 150 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej (głównie w ramach parków handlowych). To o około 40 proc. więcej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Tym samym, na koniec czerwca 2023, łączny zasób powierzchni handlowej wyniósł blisko 12,8 mln mkw. – wynika z danych firmy doradczej Colliers. Eksperci firmy prognozują, że w najbliższym czasie czeka nas dalszy dynamiczny rozwój parków handlowych i centrów zakupów codziennych.

Parki handlowe wciąż popularne

Aż około 70 proc. nowo oddanej powierzchni (czyli ok. 103 tys. mkw.) powstało w ramach parków handlowych. Pozostała powierzchnia przypadła na dwa tradycyjne centra handlowe – ponownie otwarty Fort Wola w Warszawie oraz Bawełnianka w Bełchatowie, obiekt otwarty w budynku zbudowanym już kilka lat temu.

– Oba projekty wskazują na rosnącą rolę efektywnego wykorzystania już istniejących obiektów. Możemy spodziewać się, że w najbliższych latach będzie więcej takich realizacji. Najbardziej widocznym trendem na rynku pozostaje jednak rozwój parków handlowych i centrów convenience, które powstają w mniejszych miastach. Jak pokazują nasze dane, w ośrodkach, w których mieszka mniej niż 100 tysięcy mieszkańców otworzyło się 70% powierzchni oddanej do użytku w zakończonym półroczu — mówi Agnieszka Piekarska, Associate Director w Dziale Powierzchni Handlowych, Colliers.

Warto odnotować, że dynamicznie rośnie rynek obiektów o powierzchni najmu od 2 do 5 tysięcy mkw. Łączne zasoby w nowoczesnych projektach tej wielkości przekroczyły ponad 2 miliony metrów kwadratowych.

Warszawa największa, Wrocław najbardziej nasycony

Największym rynkiem pod względem powierzchni handlowych pozostaje aglomeracja warszawska z 57 obiektami o łącznej powierzchni 1,76 mln mkw. Rynek ten wyprzedza konurbacje górnośląsko-zagłębiowską, gdzie funkcjonuje 49 obiektów o łącznej powierzchni ok. 1,16 mln mkw. Największa podaż wśród miast poniżej 400 tysięcy mieszkańców oferuje Lublin, gdzie po otwarciu parku handlowego Węglin, podaż przekroczyła 400 tys. mkw.

Nasycenie powierzchnią centrów handlowych w Polsce wynosi 330 mkw. na 1 000 mieszkańców. W grupie największych aglomeracji najwyższe nasycenie w pierwszym półroczu 2023 roku notowane było we Wrocławiu (811 mkw. na 1 000 mieszkańców) oraz Poznaniu (801 mkw. na 1 000 mieszkańców). Wśród miast powyżej 200 tys. mieszkańców największe nasycenie rynku cechuje Lublin (1 220 mkw. na 1 000 mieszkańców), a wśród miast średniej wielkości Opole (1 216 mkw. na 1 000 mieszkańców) i Rzeszów (1 203 mkw. na 1 000 mieszkańców).

Dyskonty biorą najwięcej

Niezmiennie największy popyt na nowe powierzchnie eksperci Colliers obserwują ze strony sieci handlowych z branży ekonomicznej, dyskontów oraz sklepów off-price. Marki te otwierają placówki zarówno w parkach handlowych, jak i coraz aktywniej dołączają do list najemców tradycyjnych centrów handlowych.

Debiuty w branży

W I półroczu na polski rynek weszła niemiecka sieć Woolworth, otwierając swoje sklepy w Krakowie, Warszawie i Poznaniu. Marka Lush na pierwszy sklep wybrała centrum handlowym Złote Tarasy w Warszawie. W centrum handlowym Blue City zadebiutował Master Burger. Marka gastronomiczna Brokuł Spot uruchomiła pierwszy lokal w Gdyni. W pierwszym półroczy 2023 roku w sklepach stacjonarnych zadebiutowały również m.in. ukraińska marka Bob Snail, czy znany ze sprzedaży online sklep CentrumRowerowe.pl.

W lipcu w Pasażu Grunwaldzkim otwarty zostanie pierwszy lokal gastronomiczny pod szyldem Popeyes. W Warszawie planowany jest debiut litewskiej marki Candy Pop, zaś w poznańskim centrum handlowym Posnania będzie można kupić produkty ukraińskiej modowej marki Solmar.

W Warszawie na ul. Nowy Świat otwarto pierwszy salon eobuwie.pl ze strefą MODIVO, zlokalizowany przy ulicy handlowej, a przy Krakowskim Przedmieściu otwarto sklep Hard Rock Cafe w nowym koncepcie, z antykwariatem płyt winylowych.

Nowe otwarcia i przebudowy

W budowie na koniec czerwca 2023 roku było ok. 375 tys. mkw., z czego ponad 227 tys. mkw. planowane jest do oddania w drugim półroczu 2023 roku. Nowa podaż niezmiennie powstaje głównie w formacie parków handlowych.

– Pomimo coraz większego udziału małych formatów powierzchni handlowych, nadal realizowane są także większe inwestycje. Wśród największych powstających obiektów wymienić można Koszalin Power Center (38 000 mkw.), Karuzela Biała (28 000 mkw.) czy Galerię Goplana w Lesznie (15 200 mkw.). Równocześnie można zauważyć, że deweloperzy widzą potencjał już istniejących obiektów. Trwają przebudowy hal po hipermarketach Tesco na parki handlowe w Opolu (Ozimska Park, 16 860 mkw.) oraz w Bytomiu, a w planach jest także przebudowa hali w Bielsko-Białej. W Łodzi z kolei trwają prace nad ponownym otwarciem centrum Sukcesja, w której część powierzchni ma zostać przeznaczona na cele rozrywki i rekreacji – wskazuje Wojciech Wojtowicz, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku, Colliers.

Odnotować warto także rosnącą rolę konceptów gastronomicznych w dedykowanych obiektach. W Gdańsku otwarty został Food Hall Montownia w ramach projektu Doki. Trwają również prace nad uruchomieniem Hali Targowej Bydgoszcz. Na zmiany czeka z kolei warszawska Hala Gwardii, która została zamknięta w czerwcu, po zakończeniu umowy z dotychczasowym operatorem.

Deweloperzy wprowadzili w II kw. ponad 10 000 lokali, ale to wciąż za mało

Popyt na nowe mieszkania eksplodował w pierwszym kwartale tego roku. Drugi, choć również dobry dla firm deweloperskich, był pod tym względem nieco słabszy. Być może to dlatego wciąż oszczędnie dawkowały one podaż, adresując ją głównie do zamożnych klientów. W efekcie skurczyła się oferta mieszkań, a ich ceny kontynuowały marsz w górę.

W okresie od kwietnia do czerwca br. liczba zawieranych umów deweloperskich w 10 największych metropoliach skurczyła się o 15%. Warto jednak zwrócić uwagę, że w całym kraju łączne wyniki sprzedażowe 200 największych firm deweloperskich były w drugim kwartale o 5% lepsze. Gdyby zaś wziąć pod uwagę TOP 20 takich firm, to wynik byłby lepszy o 21%. Równocześnie wzrosła liczba rezerwacji. Oznacza to, że na spadek sprzedaży w II kwartale miały wpływ wyniki mniejszych deweloperów.

Mimo to firmy deweloperskie mogły mieć wątpliwości, czy uda im się utrzymać wysokie tempo sprzedaży mieszkań z I kwartału. Perspektywa ożywienia popytu na skutek uruchomienia programu „Bezpieczny Kredyt 2%” spowodowała, że wielu deweloperów zdecydowało się jednak na rozpoczęcie zamrożonych inwestycji. W 10 analizowanych metropoliach wprowadzili oni na rynek łącznie ponad 10,4 tys. lokali, czyli o 25% więcej niż w I kwartale.  Jednak w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku nowa podaż była mniejsza aż o 32%.Wykres 1 - Liczba mieszkań wprowadzonych w II kwartale 2023

Co gorsza, z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że niemal we wszystkich metropoliach (wyjątkiem była Łódź) liczba mieszkań wprowadzonych na rynek była dużo mniejsza niż sprzedanych. Niepokoić może szczególnie sytuacja w Warszawie, Krakowie i Trójmieście, gdzie taki stan rzeczy utrzymuje się już od początku tego roku.Wykres 2 - Liczba mieszkań wprowadzonych i sprzedanych w II kwartale 2023

W efekcie dramatycznie kurczy się tam oferta nowych mieszkań. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w ofercie krakowskich firm deweloperskich było ich pod koniec czerwca aż o 28% mniej niż jeszcze sześć miesięcy temu. W stolicy oferta lokali skurczyła się w tym okresie o 23%, a w Trójmieście – o 18%.Wykres 3 - Liczba mieszkań wprowadzonych w I połowie 2023 w 10 miastach

We wszystkich 10 metropoliach firmy deweloperskie oferowały pod koniec czerwca łącznie ok. 54,7 tys. lokali, czyli o 15% mniej niż w końcówce ubiegłego roku.Wykres 4 - Mieszkania w ofercie deweloperów na koniec miesiąca

Pojawiają się już nawet głosy, że na rynkach mieszkaniowych największych miast może powtórzyć się historia sprzed zaledwie dwóch lat, gdy wskutek niewystarczającej podaży nowych mieszkań gwałtownie wzrosły ich ceny. W części metropolii, m.in. w Łodzi, Poznaniu czy Szczecinie taki scenariusz wydaje się na razie mało prawdopodobny. Deweloperzy wciąż dysponują bowiem zapasem mieszkań, na które uzyskali w ubiegłym roku pozwolenia na budowę, ale jeszcze jej nie zaczęli. Tegoroczne statystyki budowlane GUS oraz dane popytowo-podażowe z BIG DATA RynekPierwotny.pl mogą jednak budzić obawy zwłaszcza w przypadku Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Jeśli tempo sprzedaży mieszkań wzrośnie tam jeszcze bardziej, to ich zapas w pozwoleniach na budowę uzyskanych w poprzednich latach szybko się wyczerpie.

Być może jedną z przyczyn wstrzymywania inwestycji może być rosnący udział gotowych mieszkań i domów w ofercie deweloperów. Takie zjawisko zaobserwowano niemal we wszystkich metropoliach.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl

Rządzący chcą wiedzieć wszystko o przedsiębiorcach i ich klientach. Drogę znaleźli poprzez audytorów

„Ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z rozwojem e-administracji” – budzi zastrzeżenia Polskiej Izby Biegłych Rewidentów oraz prawników i przedsiębiorców. W opinii ekspertów proces kontrolny zapisany w nowelizacji jest zbyt daleko idący, a obowiązek przekazywania wszystkich akt zleceń usług atestacyjnych i pokrewnych, w tym badań sprawozdań finansowych każdego podmiotu  gospodarczego, jest generowaniem dodatkowych procedur administracyjnych. – Przedsiębiorcy uważają nowe obowiązki za nadgorliwość. Raportowanie wszystkich  akt zleceń będzie dużym obciążeniem administracyjnym. Dla porównania obecnie firmy audytorskie udostępniają Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego zlecenia objęte kontrolą, czyli ok. 1% procent wszystkich wykonywanych transakcji – mówi Hanna Mojsiuk. – Tu nie chodzi o to, że przedsiębiorcy chcą coś ukryć. Po prostu nie rozumiemy skąd ta jeszcze dalej idąca kontrola – dodaje prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Jak informuje Polska Izba  Biegłych Rewidentów art. 39 projektu ustawy zakłada obowiązek przekazania wszystkich akt zleceń usług atestacyjnych i pokrewnych, w tym tych dotyczących badania sprawozdań finansowych każdego podmiotu gospodarczego w Polsce, do Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego (PANA). Obowiązek ten obejmuje co najmniej 8 lat wstecz.

W aktach zlecenia znajdują się dane poufne, a także dane i informacje stanowiące tajemnicę przedsiębiorstwa badanego, dane objęte tajemnicą bankową, tajemnicą ubezpieczycieli i poza biegłymi także innych zawodów zaufania publicznego, np. informacje na temat prowadzonych przez prawników spraw czy postępowań na rzecz badanych jednostek. A szerzej ujmując, również dane podmiotów dokonujących transakcji i współpracujących z badaną jednostką i co ważne, również osób fizycznych – pracowników i konsumentów.

– W aktach badania banków znajdują się chociażby dane osób posiadających środki w banku i korzystających z kredytów, a w aktach badania zakładów ubezpieczeń, dane osób i informacje o rozliczanych szkodach. Uważamy, że te informacje powinny nadal być objęte tajemnicą i nie ma potrzeby, by jednostki kontrolne tak szczegółowo prześwietlały przedsiębiorców i ich klientów. Nie rozumiemy celu, poza jednym oczywistym: rządzący chcą wiedzieć wszystko – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Mimo że przekazanie PANA całych dokumentacji akt zleceń nie będzie stanowić naruszenia obowiązującej biegłego rewidenta i firmy audytorskiej tajemnicy zawodowej,  istnieją obawy czy nie podważy to jednak zaufania do audytora i wpłynie na ogólną niechęć w przekazywaniu danych i informacji audytorom, tych które są niezbędne dla przeprowadzenia badania czy wykonania innej usługi. Jeśli tak miałoby być, to skutki mogą być poważne: biegli nie będą mogli uzyskać wystarczających i odpowiednich dowodów dla swoich opinii. Nie ma w Europie ani na świecie tego typu rozwiązań.

– Biegli audytorzy, którzy zgłosili się do Północnej Izby Gospodarczej przyznają wprost, że obawiają się o swoją pracę. Bez możliwości zachowana tajemnicy zawodowej nie ma możliwości budowania autorytetu audytoria – mówi dyrektor Piotr Wolny.

– Ministerstwo Cyfryzacji jednym dopiskiem do ustawy o e-administracji tworzy największy w historii, aktualizowany na bieżąco rejestr poufnych danych o wszystkich badanych polskich przedsiębiorstwach. Musimy być tego świadomi i jako Północna Izba Gospodarcza zastanawiamy się jaki jest tego cel – dodaje dyrektor Piotr Wolny.

 

Inflacja się nie poddaje

Po kilku miesiącach dynamicznych spadków cen doszliśmy do etapu, gdzie przestajemy patrzeć przez różowe okulary. Zejść ze szczytów było relatywnie łatwo, ale powrót do normy może nam zająć jeszcze bardzo długo.

Inflacja w Niemczech przyspiesza

Dane od naszego zachodniego sąsiada napawają pewnym niepokojem. Wskaźnik inflacji w czerwcu przyspieszył tam do 6,4%. Jeszcze miesiąc temu ceny rosły o 6,1%. Pokazuje to, że ponadstandardowy wzrost cen może naprawdę pozostać z nami dłużej, niż dotychczas sądziliśmy. W ujęciu miesięcznym ceny rosną o 0,3%, a jeszcze miesiąc temu spadały. Wiadomo, nawet jak cały rok będą rosły o 0,3%, to inflacja spadnie, ale pokazuje nam to pewien problem, który może za jakiś czas eskalować. Tym bardziej że nie wykluczone, że korzystny wpływ zmian cen ropy będzie coraz bardziej spadał.

Szczyt NATO ważny dla rynków?

Na Litwie ruszył szczyt NATO. Jeszcze półtora roku temu wydawać by się mogło, że sytuacja w tej części świata jest zabetonowana na długie dekady. Obecnie Sojusz Północnoatlantycki bardzo mocno zbliża się do granic Rosji. Padają nawet bardzo konkretne deklaracje względem Ukrainy. Nie ma na razie zdecydowanych działań, ale wyraźnie widać korzystny dla naszego wschodniego sąsiada klimat. Jest to wbrew pozorom ważna kwestia, bo zmniejsza szansę na powtórkę sytuacji ze Wschodu w przyszłości. O ile uda się oczywiście zakończyć obecne działania, bo do tego wciąż jeszcze daleko. Nie zmienia to faktu, że to krok w bardzo dobrym kierunku.

Dane z Wysp

Wczoraj Wielka Brytania pokazała pakiet danych z rynku pracy. Na pierwszy rzut oka mogą one wydawać się słabe. Bezrobocie wzrosło z 3,8% na 4%, co powinno być bardzo złą informacją. Wzrosła również liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Jedynym dobrym sygnałem jest szybszy od oczekiwań wzrost płac, aczkolwiek różnica 0,2 punktu procentowego nie brzmi jak coś, co zrewolucjonizuje rynek. Jak zatem zareagowały rynki walutowe? Ku zaskoczeniu funt się umacniał po publikacji tych danych. Część analityków wskazuje, że wyprzedzające sygnały były tak złe, że część inwestorów mogła oczekiwać jeszcze większych problemów i teraz odetchnęli z ulgą.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych,
20:00 – USA – Beżowa Księga.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Glovo oficjalnie wprowadza Glovo Ads

Dzięki Glovo Ads marki, restauracje i sklepy otrzymują dodatkowe możliwości spersonalizowanych działań promocyjnych w aplikacji. Z usługi Brands Ads, dedykowanej markom, skorzystała m.in. Coca Cola, która dzięki tygodniowej kampanii zwiększyła sprzedaż o 23%. Coraz więcej marek inwestuje w Brands Ads długofalowo, traktując ten kanał jako stały element różnych kampanii na przestrzeni roku. Marketplace’y, takie jak Glovo, coraz częściej stanowią zarówno początek, jak i koniec ścieżki zakupowej klientów, dlatego firmy coraz więcej inwestują w tzw. retail media.

  • Dotychczas z oferty reklamowej Brands Ads w Polsce skorzystali m.in. Coca Cola, Pepsico, Carlsberg, Danone, Unilever, Kompania Piwowarska i Mondelez
  • Retail media już teraz stanowią olbrzymie źródło przychodu dla największych marketplace’ów na świecie. Ponad 41% przychodów chińskiego giganta Alibaba.com pochodzi właśnie z retail media. W przypadku Amazon.com jest to ponad 11%.
  • W 2022 r. ok. 40% wydatków na reklamę cyfrową w Chinach przeznaczono na kanał e-commerce, na reklamy oferowane przez sprzedawców detalicznych, takich jak Alibaba i JD.com.
  • Według badań Atena Research & Consulting z 2022 r., coraz częściej ścieżka zakupowa klientów rozpoczyna się i kończy wewnątrz jednego marketplace’u. Aktualnie 34% polskich użytkowników e-sklepów wskazuje, że rozpoczyna ją właśnie tam.

Retail media to wszelkie narzędzia reklamowe oferowane reklamodawcom przez platformy sprzedażowe, np. e-retailerów lub marketplace’y. Oferta Brands Ads to właśnie szereg dodatkowych możliwości promocji marki czy produktu wewnątrz aplikacji oraz z wykorzystaniem dodatkowych form komunikacji. Oprócz dość standardowych działań, takich jak CRM, obejmuje także wiele dodatkowych rozwiązań technologicznych, które firma cały czas rozwija. Partnerzy Glovo mają m.in. możliwość pozycjonowania swoich produktów w wyszukiwarce czy w zwiększających widoczność, spersonalizowanych tematycznie bąblach. Dotychczasowe kampanie prowadzone w ramach Brands Ads, pokazują, że jest to niezwykle skuteczny kanał zwiększający sprzedaż oraz świadomość marki. Korzyści odnoszą również użytkownicy aplikacji, którym znacząco ułatwia zakup ulubionych produktów.

Retail media to najszybciej rozwijający się kanał digital mediów w regionie EMEA. Prognozy przewidują, że do 2026 roku wydatki na retail dojdą do nawet 25 bilionów euro. Brands Ads cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Tylko w ubiegłym roku przeprowadziliśmy szereg kampanii, m.in. Back to the city, World Cup czy Combo Weeks z takimi markami jak: Coca Cola, Carlsberg, Pepsi, Ben&Jerry’s czy Crunchips. mówi Beata Morris, Brands Ads Manager Glovo PolskaCoraz więcej marek, zarówno w Polsce, jak i na świecie, dostrzega rosnącą rolę działań marketingowych w takich aplikacjach, jak Glovo. Dla naszych partnerów to czysty zysk – obecność na pierwszym i drugim miejscu w wyszukiwarce aplikacji pozwala na przechwycenie około 40% kliknięć – dodaje Beata Morris.

Sukces spersonalizowanej kampanii dla Coca-Cola HBC Polska

Jednym z pierwszych brandów, które skorzystały z Brands Ads była Coca-Cola. Glovo przygotowało kampanię “Tydzień zestawów”, która trwała 4 miesiące i zakładała stworzenie 5 dedykowanych bąbli, które pozwoliły na wypozycjonowanie napoju w 231 restauracjach w 44 miastach. Zestaw (posiłek + napój Coca-Cola) prezentowany był na najwyższym miejscu w menu i stał się pierwszym wyborem dla 16 221 klientów – tyle zestawów zostało sprzedanych w trakcie promocji (od września do grudnia 2022 r.). Klienci najczęściej korzystali z promocji, zamawiając jedzenie z kuchni amerykańskiej, włoskiej i tajskiej.

Branża FMCG to dopiero początek

Dotychczas z Govo Ads skorzystały głównie marki spożywcze. Glovo jednak cały czas rozwija swoją ofertę multicatgory. Już teraz w aplikacji, w różnych miastach, można zamówić produkty także ze sklepów zoologicznych, cukierni, odzieżowych, seks shopów, kwiaciarni, fryzjerskich czy papierniczych. W innych krajach prężnie rozwija się także elektronika i cały czas otwierane są nowe kategorie. W ten sposób Glovo niedługo stanie się galerią handlową na wyciągnięcie ręki. Oznacza to także, że z oferty Brands Ads będą mogli skorzystać marketerzy wielu przeróżnych branż.

Potencjał współpracy z markami w ramach Brands Ads jest olbrzymi. Dzięki nowym kategoriom coraz więcej różnych marek reklamuje się na naszym marketplace. jednocześnie, cały czas tworzymy nowe narzędzia promocji. Ten potencjał dostrzega coraz więcej firm, które uwzględniają Brands Ads jako stały element swoich kampanii na przestrzeni całego roku – dodaje Beata Morris.

Polski rynek e-mobility na plus w I połowie 2023 r.

Według danych z końca czerwca 2023 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 45 214 osobowych i użytkowych samochodów całkowcie elektrycznych (BEV). W I połowie b.r. ich liczba zwiększyła się o 11 489 sztuk, tj. o 72% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.licznik_elektromobilnosci_2023-06_A4_PL

Pod koniec czerwca 2023 r. po polskich drogach jeździły 80 232 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 40 780 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 39 452 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 4 459 szt., z czego BEV stanowiły ponad 99%. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec czerwca składała się z 17 888 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 572 426 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 906 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec czerwca 2023 r. w Polsce funkcjonowało 2885 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (5709 punktów). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W czerwcu uruchomiono 49 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (112 punktów).

W czerwcu przekroczyliśmy 40 tys. bateryjnych samochodów osobowych w parku. Można przyjąć, że ta część parku przyrasta rok do roku o 80%. Podobną dynamikę, choć mniejszą liczbę pojazdów, obserwujemy w przypadku samochodów wodorowych. Warto zaznaczyć, że ciągle bardzo dynamicznie rośnie liczba rejestracji bateryjnych samochodów dostawczych, bo tu wzrosty przekraczają 110%. Stabilnie rośnie, bo na poziomie 20% r/r liczba pojazdów hybrydowych. To wszystko pokazuje, że producenci pojazdów bardzo poważnie traktują decyzje władz europejskich i krajowych dotyczących przejścia na zeroemisyjne napędy i w ofercie występuje coraz więcej zero i niskoemisyjnych modeli mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.  

– W I połowie 2023 r. łączna liczba nowo uruchomionych ładowarek wzrosła tylko nieznacznie (o 7% r/r), za to w segmencie stacji szybkich (DC) wzrost był już bardzo wyraźny – wyniósł prawie 150% r/r. To dobra wiadomość, natomiast gorsza wiadomość jest taka, że żadna stacja w Polsce nadal nie jest przystosowana do obsługi elektrycznych samochodów ciężarowych. W II połowie br. w życie wejdzie unijne rozporządzenie AFIR. Oznacza to, że już za niecałe osiem lat tylko wzdłuż polskiego odcinka sieci TEN-T łączna moc ładowarek dla eHDV powinna wynosić prawie 580 MW, czyli ok. 6 razy więcej niż łączna mocy wszystkich ogólnodostępnych stacji w Polsce pod koniec 2022 r. To bardzo poważne wyzwanie. PSPA we współpracy z czołowymi interesariuszami rynku e-mobility przygotowało szereg konkretnych rozwiązań prawnych, których wdrożenie jest niezbędne pod kątem realizacji obowiązków wynikających z AFIR. Przedstawimy je już we wrześniu na eHDV Forum – dedykowanej konferencji sektora zeroemisyjnego transportu ciężkiego, organizowanej w ramach Kongresu Nowej Mobilności 2023 – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA

Zakaz deweloperskich cesji będzie nieskuteczny?

Zakaz cesji dotyczących nowych mieszkań na ogół wzbudza pozytywne reakcje. Sprawdzamy, czy to rozwiązanie może być skuteczne w praktyce.

Zjawisko handlu deweloperskimi cesjami było dość powszechne już w czasie pierwszego boomu mieszkaniowego z lat 2005 – 2008. Już wtedy wzbudzało ono emocje. Trudno bowiem ukryć, że inwestorzy dokonujący cesji wcześniej zawartej umowy, w przeciwieństwie np. do flipperów remontujących mieszkania nie tworzą namacalnej wartości dodanej. W kontekście startującego na początku lipca 2023 r. programu Bezpieczny Kredyt 2% mogły się pojawić obawy beneficjentów, że obrót cesjami z umów deweloperskich znów będzie ożywiony – tym bardziej, że deweloperzy bardzo ostrożnie wprowadzają nowe inwestycje. Już w I kw. 2023 r. była zresztą widoczna aktywność osób inwestujących w cesje z myślą o Bezpiecznym Kredycie 2%. Rząd postanowił jednak wprowadzić generalny zakaz zarabiania na cesjach umów deweloperskich, co pokrzyżowało plany wielu inwestorom. Warto wyjaśnić na czym polega zakaz deweloperskich cesji i sprawdzić, czy może być on skuteczny.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Zakaz cesji umów deweloperskich został opracowany przy okazji wprowadzenia programu Bezpieczny Kredyt 2%. Mimo tego związku, wspomniany zakaz obejmie również transakcje mieszkaniowe bez rządowych dopłat podlegające przepisom nowej ustawy deweloperskiej.
  • Od generalnego zakazu dokonywania cesji dotyczących umów deweloperskich przewidziano pewne wyjątki. Chodzi między innymi o możliwość przeniesienia uprawnień z umowy deweloperskiej na osoby spoza pierwszej i drugiej grupy podatkowej (raz na trzy lata).
  • Ograniczenia co do cesji obejmują również umowy rezerwacyjne zawierane według nowych przepisów. Nie można będzie dokonywać cesji praw z takich umów poza krewnymi należącymi do pierwszej lub drugiej grupy podatkowej.

Poniżej prezentujemy więcej informacji o tym, jak będzie funkcjonował zakaz deweloperskich cesji.

Nowe przepisy obejmują nie tylko Bezpieczny Kredyt 2% …

Tak jak już wspomnieliśmy, zakaz cesji umów deweloperskich zostanie wprowadzony przy okazji programu Bezpieczny Kredyt 2%. Ten związek nowych przepisów z rządowym programem dopłat jest widoczny również w sferze legislacyjnej. Warto bowiem pamiętać, że przepisy wprowadzające zakaz cesji umowy deweloperskiej zawiera ustawa z dnia 26 maja 2023 r. o pomocy państwa w oszczędzaniu na cele mieszkaniowe (Dz.U. 2023 poz. 1114). Pomimo umieszczenia odpowiednich przepisów w akcie prawnym regulującym funkcjonowanie programu Bezpieczny Kredyt 2%, wprowadzany właśnie zakaz cesji obejmie również transakcje realizowane poza systemem dopłat do kredytów. „Ustawa z dnia 26 maja 2023 r. odpowiednio modyfikuje bowiem tak zwaną nowszą ustawę deweloperską z dnia 20 maja 2021 r. Wspomniane modyfikacje zaczną obowiązywać 16 lipca 2023 r.” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawodawca pomyślał o sytuacji zwykłego Kowalskiego

Jak już wiemy, zakaz cesji umów deweloperskich został wprowadzony do nowszej ustawy deweloperskiej z dnia 20 maja 2021 r. (Dz.U. 2021 poz. 1177). Tak więc z analizowanego zakazu zostaną wyłączone umowy deweloperskie zawierane na zasadach przewidzianych przez poprzednią ustawę deweloperską z dnia 16 września 2011 r. (Dz.U. 2011 nr 232 poz. 1377). W tym kontekście warto przypomnieć o dwuletnim okresie przejściowym związanym z zastosowaniem starszych przepisów do inwestycji, w których przed 1 lipca 2022 r. zawarto co najmniej jedną umowę deweloperską. Dla takich projektów do połowy 2024 r. obowiązująca jest starsza ustawa deweloperska (z uwzględnieniem bardzo nielicznych przepisów nowej). „Poza tym zakaz cesji umów deweloperskich nie będzie obejmował działalności spekulacyjnej w ramach firmy i rozwiązywania umów w zamian za odstępne” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Kolejny wyjątek od generalnego zakazu cesji umowy deweloperskiej dotyczy przeniesienia praw z takiej umowy na krewnego kwalifikującego się do pierwszej lub drugiej grupy podatkowej w podatku od spadków i darowizn. Poza tym, ustawodawca przewidział zwolnienie z zakazu cesji umowy deweloperskiej pod dwoma następującymi warunkami spełnionymi łącznie:

  • cesja na rzecz osoby niespokrewnionej (spoza I oraz II grupy podatkowej) dotyczy tylko jednego lokalu lub domu jednorodzinnego
  • w okresie trzech poprzednich lat nie miała miejsca inna cesja umowy deweloperskiej dokonywana przez tego samego zbywcę

Osoba przenosząca prawa z umowy deweloperskiej, w akcie notarialnym potwierdza pod rygorem odpowiedzialności karnej, że przez ostatnie trzy lata nie dokonywała innej cesji. Naruszenie warunków, które wyłączają zakaz cesji nie spowodowuje jednak nieważności transakcji. „W ten sposób ustawodawca zamierza chronić drugą stronę transakcji, która może działać w dobrej wierze” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ograniczenie cesji dotyczy również umów rezerwacyjnych

Nie należy zapominać, że generalny zakaz cesji wprowadzony do nowej ustawy deweloperskiej obejmuje również umowy rezerwacyjne. Mowa o umowach rezerwacyjnych, które zostały uregulowane przez ustawę z dnia 20 maja 2021 r. o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym (Dz.U. 2021 poz. 1177). Przepisy niedawno zaakceptowane przez Sejm, Senat i Prezydenta wskazują, że cesja praw z umowy rezerwacyjnej uregulowanej nową ustawą deweloperską będzie niemożliwa od 16 lipca 2023 r. Co ważne, ustawodawca przewidział jednak wyjątek. „Mianowicie, zakaz cesji praw z umów rezerwacyjnych nie będzie obejmował ich przeniesienia na osobę należącą do pierwszej lub drugiej grupy podatkowej w ramach podatku od spadków i darowizn” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, portal NieruchomosciSzybko.pl

EY: firmy czeka era zwiększonych kontroli podatkowych

Wyniki globalnego badania – EY Tax Risk and Controversy Survey – wskazują, że 95% ankietowanych firm działających w niemal 50 krajach na świecie w tym momencie prowadzi przynajmniej jeden spór podatkowy. To jednak dopiero początek, gdyż liczba kontroli na przestrzeni kolejnych dwóch lat może wzrosnąć o ponad 1/3. W efekcie liderzy odpowiedzialni za sprawy podatkowe w aż 51% firm przygotowują się na intensyfikację działań organów administracji publicznej. Największe obawy budzą międzynarodowe reformy podatkowe – w szczególności w obszarze cen transferowych – na które wskazało 63% ankietowanych.

Wyniki badania EY Tax Risk and Controversy Survey jednoznacznie wskazują, że jeżeli chodzi o ryzyka podatkowe firmy wchodzą w zupełnie nową erę, która będzie stała pod znakiem intensyfikacji kontroli. Już w tym momencie 95% ankietowanych organizacji prowadzi spór podatkowy w przynajmniej jednej z jurysdykcji, w której są obecne, a wartość ponad połowy z nich (52%) przekracza 1 milion dolarów.

Ten trend będzie miał jednak wyłącznie tendencję wzrostową. Analiza EY wskazuje, że na przestrzeni kolejnych dwóch lat liczba kontroli podatkowych zwiększy się o ponad 1/3. Sprawia to, że aż 51% osób odpowiedzialnych w przedsiębiorstwach za kwestie podatkowe przygotowuje się na intensyfikację działań ze strony organów administracji publicznej. Działania związane z egzekwowaniem podatków były najczęściej wskazywaną obawą (35%) przez ankietowanych liderów obszarów podatkowych w firmach.

Pandemia koronawirusa początkowo zmieniła priorytety organów podatkowych. Wstrzymane działania wracają jednak obecnie ze zdwojoną siłą. Temu procesowi sprzyja rosnąca digitalizacja procesów podatkowych, po części wymuszonych przez zmiany regulacyjne. W efekcie organy administracji publicznej nie tylko zbierają od przedsiębiorstw coraz więcej danych, ale również znacznie lepiej je analizują. Przed firmami okres nie tylko wzmożonych, ale również znacznie bardziej celowanych kontroli, na które należy przygotować się z wyprzedzeniem – mówi Michał Goj, Partner w Zespole Postępowań Podatkowych i Sądowych w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Międzynarodowe regulacje budzą obawy
Szczególne obawy wśród osób odpowiadających w organizacjach za kwestie podatkowe budzą potencjalne działania organów administracji publicznej w obszarze międzynarodowych regulacji. W tej kategorii dominuje obszar cen transferowych, na który wskazało 63% ankietowych. Równocześnie aż 55% firm wskazuje że rozwiązania takie jak BEPS 2.0 zwiększy obciążenia podatkowe, a 45% uważa że wpłynie na prawdopodobieństwo przeprowadzenia kontroli.

W efekcie firmy znacznie większą uwagę przykładają do zarządzania swoimi działaniami w obszarze podatków na poziomie międzynarodowym. Niemal połowa (44%) ankietowanych organizacji centralizuje aspekty związane ze sporami podatkowymi, a jedynie 3% pozostawia większość z nich na poziomie wyłącznie lokalnych zespołów.

Równoczesny wzrost ryzyk podatkowych – zarówno na poziomie lokalnym jak i międzynarodowym – sprawia, że organizacje zaczynają czynić coraz bardziej zdecydowane ruchy w zwiększaniu swojej ochrony. Wyniki badania wskazują, że 38% przedsiębiorstw mianowało już osobę odpowiadającą za obszar postępowań podatkowych. Równocześnie aż 80% ankietowanych uważa, że takie działanie przyniosłoby znaczącą wartość dla ich organizacji.

O badaniu
W ramach badaniach EY – Tax Risk and Controversy Survey – zebrano opinię 2 127 liderów odpowiedzialnych w organizacjach za kwestie prawne i podatkowe. Działają oni na obszarze 47 krajów i 20 sektorów gospodarki. Badanie zostało zrealizowane w czwartym kwartale 2022 roku.