Czeka nas powrót sprzedaży mieszkań do poziomów sprzed 2 lat? Prognozy deweloperów są optymistyczne

Rynek nieruchomości mieszkaniowych dynamicznie się zmienia. W ostatnich sześciu miesiącach przede wszystkim z powodu planowanego w najbliższym czasie startu programu Bezpieczny Kredyt 2%. Czego w kontekście jego wprowadzenia w życie możemy się spodziewać? Jakie w związku z tym plany mają deweloperzy na drugą połowę 2023 roku? O to RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli firm deweloperskich w Polsce.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Pod względem sprzedaży mieszkań, początek bieżącego roku zadziwił wszystkich. W I kwartale wolumen transakcji powrócił niemal do poziomów z początku 2021 roku, sprzed wybuchu wojny w Ukrainie i był dwukrotnie wyższy, niż miesięczna średnia dla całego 2022 r. Najbardziej zaskoczeni byli chyba sami deweloperzy, którzy nie nadążali z zaproponowaniem podaży odpowiedniej dla rosnącego popytu, przez co zakres dostępnej na rynku oferty zmniejszył się w ciągu ostatniego roku o blisko 20%.

W obecnych warunkach trudno o długofalowe prognozy – za naszą wschodnią granicą wciąż toczy się konflikt zbrojny, inflacja mimo tendencji spadkowej wciąż jest bardzo wysoka, podobnie jak stopy procentowe. Nie może więc dziwić, że w tej sytuacji deweloperzy ostrożnie podchodzą do rozpoczynania nowych inwestycji. Nastroje są jednak zdecydowanie lepsze niż parę miesięcy temu, ożywił się także rynek kredytów hipotecznych, m.in. dzięki zapowiadanemu rządowemu programowi Pierwsze Mieszkanie. Gdyby trend z początku roku utrzymywał się, z pewnością podaż lokali uległaby poprawie. Choć w ostatnich miesiącach deweloperzy rozpoczynali mało nowych projektów, to jednak cały czas procedowali kolejne decyzje o pozwoleniach na budowę. W sprzyjających warunkach rynkowych inwestycje te zostaną w końcu uruchomione.

Cezary Grabowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Bouygues Immobilier Polska

Od trzech kwartałów obserwujemy sytuację, w której liczba sprzedawanych mieszkań przewyższa liczbę lokali wprowadzanych na rynek. To oznacza, że dostępność oferty zmniejsza się z tygodnia na tydzień. Wpływa na to również ożywienie ze strony klientów, którzy po decyzji o Bezpiecznym Kredycie 2 proc. zaczęli aktywnie poszukiwać mieszkań. To wzmożone zainteresowanie już widać i przewidujemy, że wzrośnie ono w drugiej połowie roku, gdy program wejdzie w życie. Dla nas pierwsze półrocze było naprawdę rekordowe, a od początku roku zawarliśmy ponad 430 umów rezerwacyjnych – zarówno z klientami gotówkowymi, jak i osobami wspierającymi się kredytem. Czerwiec to miesiąc, w którym zakończyliśmy sprzedaż osiedla M Bemowo. Rekordy popularności bije także Osiedle Lumea 2. Sprzedaż rozpoczęliśmy w marcu, a obecnie mamy wolnych jedynie 13 z 127 mieszkań. Ta sytuacja, tylko na naszym przykładzie, pokazuje jak szybko topnieje oferta. Biorąc to pod uwagę i odpowiadając na zapotrzebowanie rynku, w drugiej połowie roku wprowadzimy do sprzedaży blisko 400 nowych mieszkań w różnych dzielnicach Warszawy. Po wakacjach dostępne będą również nowe etapy cieszących się dużym zainteresowaniem projektów na Bemowie. Wszystkie będą położone w bardzo dobrze skomunikowanych i pożądanych przez klientów lokalizacjach. Budynki zostaną wykonane w wysokim standardzie, a kupujący będą mogli wybierać wśród funkcjonalnie zaprojektowanych mieszkań o zróżnicowanych metrażach.

Boaz Haim, Prezes RONSON Development

Nasze prognozy dotyczące 2023 roku jak na razie się sprawdzają. Spodziewaliśmy się znacznej poprawy nastrojów konsumenckich i rzeczywiście tak się stało. Pokazują to nasze wyniki sprzedażowe za pierwszy kwartał tego roku i wzrosty o ponad 50 proc. względem czwartego kwartału 2022 roku.

Rynek nieruchomości odnotował odbicie, a tendencja wzrostowa utrzymała się także w pierwszych dwóch miesiącach drugiego kwartału – kwiecień i maj na rynku były jeszcze lepsze niż pierwsze miesiące roku. W czerwcu odnotowaliśmy delikatne spowolnienie w zakresie decyzyjności klientów, które może być związane ze wzmożoną aktywnością w miesiącach poprzedzających, tuż po ogłoszeniu założeń programu Bezpieczny Kredyt 2%. Natomiast spodziewamy się ponownego pobudzenia popytu w sierpniu i wrześniu, kiedy rządowy program zacznie realnie działać.

Cały ubiegły rok potraktowaliśmy jako czas przygotowań na odbicie rynkowe. Kupiliśmy 12 nowych działek, a nasz bank ziemi jest zabezpieczony na 5 479 lokali. Spodziewane uruchomienie kolejnych inwestycji i nowych etapów dotychczas realizowanych sprawia, że jesteśmy spokojni o podaż.

Nasze ambicje i możliwości wynikające z poziomu aktualnej oferty najpewniej pozwolą nam na powrót do poziomów sprzedaży odnotowywanych w latach 2020-2021. Natomiast dobre wyniki sprzedażowe, jakie osiągnęliśmy do czerwca tego roku, dają nam mocne przekonanie, że będzie to możliwe właśnie w tym roku.


Małgorzata Ostrowska,  Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Przewidujemy, że w drugiej połowie 2023 roku na rynku mieszkaniowym nadal dużą aktywnością będą odznaczać się inwestorzy. Traktują oni zakup mieszkania jako bezpieczną lokatę kapitału, z korzystną stopą zwrotu. Mają również na względzie sukcesywny, wysoki wzrost wartości nieruchomości, co również stanowi dużą zachętę dla osób posiadających wolny kapitał.

W naszych biurach sprzedaży zauważalny jest także trend zakupu apartamentów inwestycyjnych przez przedsiębiorców, z VAT na poziomie 23 proc., co stanowi dla nich optymalizację podatkową. Szczególnym zainteresowaniem tej grupy Klientów cieszy się nasza inwestycja premium – Pileckiego 59 – zlokalizowana na warszawskim Ursynowie.

Na drugą połowę roku patrzymy optymistycznie również ze względu na wchodzącą w życie od lipca ustawę “Pierwsze mieszkanie”, której jednym z flagowych założeń jest kredyt 2 proc. Dzięki niemu popyt będzie stymulowany przez Klientów kredytowych, którzy dotychczas nie mieli zdolności kredytowej lub zwlekali z podjęciem decyzji o zakupie własnych czterech kątów z uwagi na sytuację gospodarczą, wysoką inflację i poziom stóp procentowych i związane z tym bardzo wysokie koszty kredytów.

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca ACCIONA w Polsce

Z pewnością na rynek nieruchomości w drugiej połowie 2023 roku wpływ będzie miał Program Pierwsze Mieszkanie – Bezpieczny kredyt 2%. Jeśli system zadziała sprawnie i nie będzie nadmiernie zbiurokratyzowany, prawdopodobnym jest, że wiele osób skorzysta z okazji. Na ten moment jednak jesteśmy w sytuacji, w której zaledwie jeden bank ogłosił przystąpienie do programu, tylko bez szczegółowych informacji. Poza uprzywilejowaną grupą 2%, zakup mieszkań rozważają też standardowi Klienci. Widać, że rynek zaczyna iść w górę, ale trzeba pamiętać o tym, że startował z bardzo niskich poziomów i wciąż daleko mu do sytuacji rynkowej z 2021 roku. Niemniej jednak zachowujemy w ACCIONA optymistyczne nastroje, spodziewając się raczej spokojnego wzrostu bez gwałtownych „peaków”.

Karolina Opach, Kierownik Działu Sprzedaży w spółce Q3D Locum.

Krakowski rynek nieruchomości wrócił do dawnej dynamiki i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała ulec pogorszeniu. Złagodzenie kryteriów przy wyliczaniu zdolności kredytowej pomogło w powrocie klientów kredytowych do zakupu własnych mieszkań. Spodziewamy się także wzmożonego zainteresowania ofertami sprzedaży nieruchomości, które będą kwalifikowały się do programu Bezpieczny Kredyt 2%. Duże wyzwanie stoi przed deweloperami – w ostatnich miesiącach podaż nowych inwestycji jest stosunkowo niewielka, a zakup atrakcyjnych działek oraz wybudowanie nowych projektów przy zachowaniu rozsądnych kosztów – coraz trudniejsze. Wiedzą już o tym klienci, którzy rozumieją, że na spadek cen nie ma co liczyć, a odpowiedni czas na zakup jest właśnie teraz.

Tomasz Delowski, Tętnowski Development

Z uwagi na bardzo dużą ilość czynników, na które nie mamy wpływu, prognozowanie jest niestety obarczone dużym błędem. Sama trudność w sformułowaniu realnej prognozy stanowi znaczące zagrożenie dla rynku, gdyż powstrzymuje nas przed rozpoczynaniem inwestycji, utrudnia określenie przyszłych kosztów i cen sprzedaży, a to powoduje, że mimo polepszających się nastrojów rynkowych, musimy podczas analiz finansowych przyjmować bardziej pesymistyczne scenariusze. Te czynniki sprawiają, że niezależnie od sukcesu programu „2%”, mieszkań w ofercie zacznie ubywać, co siłą rzeczy spowoduje wzrost cen. Jednocześnie nieopłacalne stają się inwestycje w gorszych lokalizacjach i mniejszych miastach, gdyż przy obecnych kosztach wytworzenia, ceny mieszkań nawet w małych miastach musiałyby się zbliżyć do 10 tys./m2. W efekcie pod koniec roku powinno rozpocząć się więcej inwestycji w tzw. dobrych lokalizacjach, natomiast te gorsze będą musiały poczekać. Poza tym należy spodziewać się również spadku opłacalności projektów PRS. Przy ustabilizowanych czynszach i bardzo dużym koszcie pieniądza oraz wytworzenia inwestorzy przy kolejnych projektach będą musieli godzić się na niższe stopy zwrotu bądź też podejmą decyzję o inwestycjach w inne aktywa.

274 tys. ojców nie płaci alimentów na swoje dzieci

Unikających łożenia na wychowanie potomstwa mężczyzn jest w Polsce prawie tylu co mieszkańców Katowic. Jak wynika z danych prowadzącego rejestr dłużników BIG InfoMonitor długi alimentacyjne na sumę 13,9 mld zł ma już 274 tys. ojców. Panowie stanową 94 proc. spośród wszystkich wpisanych do bazy BIG InfoMonitor dłużników alimentacyjnych.

Profil statystycznego dłużnika alimentacyjnego, to mężczyzna w wieku między 35 a 54 lata z przeciętnym długiem przekraczającym już 50 tys. zł. Niesolidny tata rekordzista ma 45 lat i pochodzi z Wielkopolski, winien jest swoim dzieciom ponad 867 tys. zł. Najczęściej niepłacący alimentów tata zamieszkuje Śląsk lub Mazowsze. Jak wynika z danych BIG InfoMonitor na koniec maja, świadczeń alimentacyjnych o wartości 13,9 mld zł nie uregulowało 274 tysięcy ojców.

Mimo, że najliczniejszą grupę ojców unikających łożenia na dzieci stanowią panowie z Górnego Śląska – 30 318, Mazowsza – 27 731 oraz z Dolnego Śląska – 24 486, to jednak najwyższe prawdopodobieństwo nieotrzymania alimentów mają dzieci z Olsztyna i innych miejscowości Warmii i Mazur. Na tle kraju niepłacących ojców wśród dorosłej populacji jest tam najwięcej, kolejny region niechlubnego rankingu to woj. lubuskie, a dalej pomorskie i dolnośląskie.

– Przytaczane statystyki, to jedynie fragment smutnej rzeczywistości, bowiem dotyczą wyłącznie dłużników zgłoszonych na listy biur informacji gospodarczej, a nie każdy dłużnik alimentacyjny trafia do rejestru. Według Krajowej Rady Komorniczej czynnych postępowań alimentacyjnych jest ponad 600 tys., z czego ok. 370 tys. egzekucji, to te w których wierzycielem jest Fundusz Alimentacyjny. Pozostałe – 40 proc. – to sprawy zgłaszane głównie przez matki, które nie dostają alimentów od ojców, ale nie kwalifikują się do pomocy funduszu. Mamy więc ponad 600 tys. dłużników i zdecydowanie więcej, około miliona poszkodowanych dzieci. A to oznacza, że może to być problem co dziesiątego dziecka w kraju – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

– Brak wsparcia finansowego sprawia, że duża część rozbitych rodzin z dziećmi jest skazana na życie w bardzo trudnej sytuacji materialnej, a nawet w ubóstwie. Opiekunowie często nie mogą sobie pozwolić na zapewnienie dzieciom takiego poziomu życia jaki mają ich rówieśnicy. Z naszych badań wynika, że aż 40 proc. takich dzieci nie może korzystać z żadnych odpłatnych zajęć, z lekcji języka, zajęć sportowych, korepetycji, czy letnich obozów. Gdy inni na pozaszkolnych kursach uczą się angielskiego, czy ćwiczą judo, one siedzą w domu. Zdecydowanie rzadziej niż rówieśnicy spędzają też wakacje, czy inne wolne dni od nauki na zorganizowanych wyjazdach – dodaje Sławomir Grzelczak.

Na koniec maja tego roku liczba dłużników alimentacyjnych wpisanych do Rejestru Dłużników prowadzonego przez BIG InfoMonitor przekroczyła 291 tys. osób, a ich łączna zaległość osiągnęła rekordową kwotę 14,5 mld zł. Wśród ogółu dłużników alimentacyjnych matki stanowią 6 proc. W ciągu roku liczba niepłacących rodziców wzrosła o 27 302 osoby, a kwota zaległości zwiększyła się o 3,2 mld zł.

Creotech Instruments rozpoczął współpracę z Hanwha Systems, globalnym dostawcą rozwiązań obronnych z Korei Płd.

Creotech Instruments zawarł 20 czerwca 2023 roku porozumienie o współpracy z Hanwha Systems, wiodącym koreańskim podmiotem sektora obronnego. Firma jest częścią Hanwha Group, jednego z największych konglomeratów przemysłowych w Korei Płd. Celem współpracy jest wykorzystanie potencjału technologicznego partnerów dla stworzenia wspólnej oferty produktowej dla sektora militarnego i przemysłowego.

Creotech Instruments jest jeszcze przed zasadniczą komercjalizacją opracowywanych przez nas technologii w obszarze zaawansowanej elektroniki i systemów satelitarnych, a mimo to nasze rozwiązania już teraz budzą wielkie zainteresowanie globalnych, wiodących podmiotów w obszarze high-tech, takich jak koreański Hanwha Systems, z którym właśnie zawarliśmy porozumienie o współpracy. Będziemy wspólnie działać nad rozszerzeniem oferty produktów do różnych zastosowań w obszarze militarnym i przemysłowym, w szczególności w obszarze małych satelitów opartych o platformę HyperSat opracowywaną przez Creotech komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Hanwha Systems to firma o zasięgu globalnym z siedzibą w Korei Płd., specjalizująca się w dostarczaniu inteligentnych technologii wykorzystujących synergiczne połączenie zaawansowanej elektroniki obronnej i przyszłościowej technologii ICT. Oferuje m.in. zintegrowane rozwiązania dla wywiadu oraz operacji dostarczając technologie w zakresie dowodzenia, kontroli, komunikacji, informatyki czy cyber-bezpieczeństwa. Zakres działalności firmy obejmuje m.in. technologie obronne mające zastosowanie na lądzie, morzu, w przestrzeni powietrznej oraz w komosie – dostarczając m.in. elektrooptykę i sensory podczerwieni dla średnich i dużych satelitów zwiadowczych.

To już kolejny projekt Creotech w obszarze militarnym, po umowie z Agencją Uzbrojenia w maju br., co może stanowić jeden z wiodących kierunków dla naszej firmy w przyszłości. Hanwha Systems to podmiot stanowiący część Hanwha Group, postrzeganej na świecie jako firma, która osiągnęła olbrzymi sukces technologiczny i komercyjny, mający wpływ na globalny rozwój technologii. Dołożymy wszelkich starań, aby obie strony szybko osiągnęły realne korzyści z zawiązanego porozumienia – dodaje dr hab. Grzegorz Brona.

W maju br. Creotech Instruments podpisał umowę ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia na realizację projektu „Przemysłowe studium wykonalności projektu konstelacji mikrosatelitów optoelektronicznych Ziemi”, obejmującego fazę 0 i A przygotowania konstelacji zgodnie z metodologią ECSS (European Collaboration for Space Standarization). Fazy 0 i A są pierwszymi fazami projektów kosmicznych w nomenklaturze ECSS. Projekt wykonywany jest w konsorcjum, w którym liderem jest Spółka, a członkiem Airbus Defence And Space z siedzibą we Francji. Wartość kontraktu dla tej fazy projektu wynosi około 6,5 mln PLN, z czego większa część przypada na Creotech.

Creotech Instruments jest firmą działającą w obszarze systemów satelitarnych i zaawansowanej elektroniki m.in do zastosowań kwantowych. Jako jedyna firma w Polsce Creotech osiągnął zdolność do budowy mikrosatelitów, czyli satelitów o wadze od 10 kg do kilkudziesięciu kg. Krokiem milowym w rozwoju Spółki jest projekt satelity EagleEye do obserwacji Ziemi w paśmie widzialnym budowanego na autorskiej platformie mikrosatelitarnej HyperSat. Platforma ta pozwala na realizację różnego rodzaju misji, od technologicznych i naukowych, poprzez misje obserwacyjne i telekomunikacyjne, aż po misje w daleki kosmos. Jej modułowa konstrukcja zapewnia pełną skalowalność satelitów w zakresie 10-60 kg, a w przyszłości także ponad 100 kg. Wyniesienie satelity EagleEye na orbitę wokółziemską planowane jest w 2024 roku na rakiecie amerykańskiej firmy SpaceX. Spółka jest też współrealizatorem projektu PIAST, w ramach którego planuje umieścić na orbicie konstelację trzech małych satelitów obserwacyjnych w 2025 roku, także opartych na platformie HyperSat.

Sejm ocalił gotówkę

  • Sejm przegłosował uchylenie przepisów obniżających limit płatności gotówkowych z 15 do 8 tys. zł. Firmy będą mogły płacić banknotami do 15 tys. zł także w 2024 roku.
  • Większy limit płatności gotówką da oddech tysiącom mikrofirm HoReCa, które w przeciwnym razie musiałyby ponosić większe koszty i dłużej czekać na finalizację rozliczenia.
  • Na większym limicie płatności gotówkowych skorzystają także rolnicy sprzedający towary na giełdach rolno- towarowych.
  • Ponad 80 proc. Polaków nie chce jednak, żeby gotówka została całkowicie wycofana.

Sejm uchwalił 16 czerwca nowelizację ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Wcześniejsza wersja ustawy z 29 października 2021 r., wprowadzona w ramach Polskiego Ładu, zmniejszała limit obrotu gotówkowego z 15 000 zł do 8 000 zł. Ograniczenie miało obowiązywać od 1 stycznia 2024 r. Eksperci zwracali jednak uwagę, że mogło to powodować problemy przy transakcjach jednorazowych. Przy braku możliwości płatności gotówką konieczne byłoby korzystanie z innych form, w szczególności poprzez przelew bankowy. Generowałoby to problemy w rozliczeniach na giełdach spożywczych, bazarach, targowiskach, gdzie zaopatrują się mikro- i mali przedsiębiorcy. W takich miejscach często płaci się tylko gotówką.

– Sprzedający towar przedsiębiorcy, w tym rolnicy, mogliby się zderzyć z takimi oczekiwaniami kupujących: „skoro nie mogę zapłacić takiej kwoty gotówką, to zapłacę przelewem. Poproszę o termin 30 dni”. Sprzedający towar ma wtedy dylemat – nie zgodzić się na tak długi czas oczekiwania i zrezygnować z zarobku, czy zaczekać na pieniądze i ewentualnie skrócić czas na przelew przyspieszając go np. u faktora. To generuje koszty, choć nie tak duże jak np. na szybko pozyskane pieniądze w firmie pożyczkowej – mówi Marek Sikorski z Finea, firmy zajmującej się mikrofaktoringiem.

HoReCa i rolnicy wygranymi

Większy limit płatności gotówką to dobra wiadomość szczególnie dla przedsiębiorców z branży spożywczej i gastronomicznej, turystycznej czy owocowo-warzywnej, która w całości opiera się na gotówce. Giełdy rolno-towarowe sprzedające latem do gastronomii i turystyki w większości nie przyjmują przelewów. Rolnicy sprzedają za gotówkę, a większe partie towaru kupowane przez restauracje czy hotele, generują kwoty przekraczające 8 tys. zł. Przy czym ograniczenia nie dotyczą rolników ryczałtowych.

Przedsiębiorcy z branży gastronomicznej i turystycznej są u progu sezonu, który może zadecydować o być albo nie być ich biznesu. Ostatnią rzeczą, której teraz potrzebują są dodatkowe koszty i utrudnienia w rozliczeniach. Większy limit płatności gotówką daje im szersze możliwości i usprawnia działanie. Oczywiście są firmy, które rozliczają się fakturami z odroczonym terminem przelewu, finansując je, ale u innych, wyższe limity mogłyby powodować zaniechanie transakcji i utrudniać drobny handel – mówi Kamil Fac, wiceprezes faktura.pl

Przeciętna polska firma gastronomiczna w pierwszym kwartale tego roku miała przychody o 23% wyższymi niż przed rokiem jednak przy średniej kwartalnej inflacji na poziomie 17% oraz wzrostach cen produktów na poziomie 20%, realny wzrost przychodów stopniał do zaledwie 2-3%. (dane Dotykačka).

Wyższe limity płatności gotówką, to szybszy obieg pieniądza w gospodarce

Obowiązek dokonywania rozliczeń za pośrednictwem rachunku bankowego generowałby większe koszty transakcji, który przełożony na wzrost cen towarów i usług dla konsumentów byłby bardzo niemile przyjmowany np. przez korzystających latem z restauracji.

Konieczność korzystania z rachunku bankowego przy nawet stosunkowo niewielkich kwotach transakcji, to dla mikrofirm pewne ryzyko. Terminy płatności przelewów to w Polsce średnio 12 dni (dane faktura.pl), a w przypadku wielu branż przekraczają 20 dni. Średnio, zatem są przedsiębiorcy czekający miesiąc czy dwa. Proszę sobie wyobrazić firmę gastronomiczną czekającą latem tak długo na przelew. Wiele z nich musiałoby ratować się szybkimi pożyczkami, żeby zasypać dziurę i czas oczekiwania na przelew. Widzimy to także po faktoringu, bo w sezonie letnim rośnie liczba wniosków o finansowanie faktur wystawianych przez mikrofirmy obsługujące ruch turystyczny. To nie czas, kiedy mogą spokojnie czekać na pieniądze przez kilka tygodni – mówi Marek Sikorski, Finea.

W Polsce blisko połowa transakcji jest zawierana w gotówce (49 proc. – dane Europejski Bank Centralny, grudzień 2020). W Skandynawii udział już 2 lata temu nie przekraczał 20 proc. Pandemia zwiększyła udział płatności bezgotówkowych, także w Polsce. Ponad 80 proc. Polaków nie chce jednak, żeby gotówka została wycofana (sondaż IBRiS dla Radia Zet). Tylko niespełna 16 proc. chciałoby, żeby płatności kartą, telefonem, czy zegarkiem całkowicie zastąpiły banknoty i monety.

Salesforce: Pracownicy twierdzą, że dzięki sztucznej inteligencji zaoszczędzą miesiąc pracy rocznie

Generatywna sztuczna inteligencja pojawia się coraz częściej w kontekście wykorzystywania jej przez biznes. Firmy coraz chętniej sięgają po możliwości zwiększenia produktywności i poprawy doświadczeń klientów. Jednak wśród tych innowacji czai się nowe ryzyko dla przedsiębiorstw: jak zapewnić bezpieczeństwo danych? Z drugiej strony pracownicy szacują, że dzięki SI mogą zaoszczędzić nawet 5h tygodniowo.

Najnowsze wyniki badania Generative AI Snapshot Research Series firmy Salesforce, a obejmującego ponad 4000 pracowników zatrudnionych na pełny etat, pokazują, że aż 73% z nich uważa, że generatywna sztuczna inteligencja wprowadza nowe zagrożenia związane z bezpieczeństwem, choć większość z badanych i tak już korzysta lub planuje korzystać z tej technologii w przyszłości. Badania wyraźnie pokazały, że niewielu pracowników wie, jak chronić swoje firmy przed tymi zagrożeniami.

Podczas gdy 61% pracowników używa lub planuje używać generatywnej sztucznej inteligencji w pracy, prawie 60% z nich nie wie, jak to zrobić korzystając z zaufanych źródeł danych lub zapewniając bezpieczeństwo danych wrażliwych.*

Wdrażanie generatywnej sztucznej inteligencji postępuje szybko

Pracownicy dostrzegają potencjał generatywnej sztucznej inteligencji i już ją aktywnie wykorzystują lub planują wykorzystać w najbliższej przyszłości. Wskazują oni na liczne korzyści płynące z SI, w tym lepszą obsługę klientów i oszczędność czasu, jako główne powody korzystania z tego nowoczesnego rozwiązania.

  • 68% pracowników twierdzi, że generatywna sztuczna inteligencja pomoże im lepiej obsługiwać klientów.
  • 67% twierdzi, że generatywna sztuczna inteligencja pomoże im lepiej wykorzystać inne technologie, takie jak inne narzędzia AI i modele uczenia maszynowego.

Pracownicy szacują, że dzięki korzystaniu z SI zaoszczędzą średnio pięć godzin tygodniowo, co daje równowartość jednego miesiąca pracy  rocznie w przypadku pracowników zatrudnionych na pełen etat.

Pracownicy nie wiedzą jeszcze, jak odpowiedzialnie wykorzystywać sztuczną inteligencję

W miarę jak generatywna SI jest coraz szerzej stosowana, pojawiają się obawy dotyczące zaufania i bezpieczeństwa. Przy niewielkiej wiedzy na temat tego, jak odpowiedzialnie wykorzystywać to narzędzie, pracownicy ryzykują wystąpieniem nieścisłości czy incydentów bezpieczeństwa.

  • 73% respondentów uważa, że generatywna sztuczna inteligencja wprowadza nowe zagrożenia dla bezpieczeństwa
  • 54% obawia się, że wyniki generatywnej sztucznej inteligencji nie są dokładne
  • 59% respondentów obawia się, że dane generowane przez sztuczną inteligencję są nieobiektywne

Generatywna sztuczna inteligencja będzie miała większy wpływ na codzienną pracę pracowników, niż na pracę kadry kierowniczej. Jednak badania pokazują, że to kierownictwo jest zbyt pewne swojej zdolności do odpowiedzialnego wykorzystywania generatywnej sztucznej inteligencji, co naraża poszczególnych pracowników na ryzyko.

  • 83% liderów firm (z poziomu CEO) twierdzi, że wie, jak korzystać z generatywnej sztucznej inteligencji przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa danych. Dla porównania zaledwie 29% ich pracowników ma takie samo przekonanie.

Zaufane dane, bezpieczeństwo i budowanie podstaw etycznych mają kluczowe znaczenie dla ustanowienia generatywnej sztucznej inteligencji jako zaufanej technologii. Pracownicy twierdzą, że te elementy są wymagane do pomyślnego jej wykorzystania w ich organizacji.

Zatrudnieni wymieniają następujące cztery elementy, jako niezbędne do skutecznego korzystania z tej technologii na ich stanowiskach

  • 60% twierdzi, że konieczny jest nadzór ludzki nad technologią
  • 59% twierdzi, że należy ulepszyć środki bezpieczeństwa
  • 58% twierdzi, że muszą w pełni ufać danym o swoich klientach
  • 58% twierdzi, że konieczne jest wprowadzenie wytycznych dotyczących etycznego wykorzystywania SI

„Generatywna sztuczna inteligencja ma potencjał, aby pomóc firmom łączyć się z odbiorcami w nowy, bardziej spersonalizowany sposób” – powiedziała Paula Goldman, Chief Ethical and Humane Use Officer w Salesforce. „Ponieważ firmy już korzystają tej technologii, muszą się upewnić się, że istnieją jasne wytyczne, co do etyki wykorzystania SI.”

Metodologia badań

Salesforce przeprowadził ankietę dotyczącą generatywnej sztucznej inteligencji we współpracy z YouGov w dniach 18-25 maja 2023 roku. Dane powyżej odzwierciedlają odpowiedzi od 4 135 pełnoetatowych pracowników z działów sprzedaży, usług, marketingu i handlu. Respondenci reprezentują firmy różnej wielkości i z różnych sektorów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Australii. Ankieta została przeprowadzona online. Dane zostały zważone i są reprezentatywne dla wszystkich pełnoetatowych pracowników w USA, Wielkiej Brytanii i Australii zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin (w wieku powyżej 18 lat).

*Respondentów zapytano, czy wiedzą, jak „bezpiecznie korzystać z generatywnej sztucznej inteligencji (np. korzystając z zaufanych źródeł danych klientów i przechowując dane własne)”.

**(średnio 5 godzin tygodniowo zaoszczędzonych przy użyciu „generatywnej sztucznej inteligencji” x 52 tygodnie w roku) / 8-godzinny dzień pracy dzień = średnio 32,5 dnia lub miesiąc zaoszczędzony w ciągu roku.

Wakacje w USA są 40 proc droższe niż przed pandemią

Przeciętny koszt wakacji w USA będzie w tym roku o 5 proc. niższy niż w ubiegłym. Jednak to mała pociecha dla planujących wakacje, ponieważ ceny są cały czas o prawie 40 proc. wyższe niż przed pandemią. Rodzina, która na 10 lat temu na wyjazd do USA wydała 10 tys. zł, by powtórzyć swój wyjazd dziś, musiałaby przygotować się na wydatek ponad 17 tys. zł.

Inflacja oraz silny dolar spowodowały, że ceny wakacji w USA dla Polaków są w ostatnich latach rekordowo wysokie. Od 2019 roku, czyli ostatniego roku przed pandemią COVID-19, ceny przeciętnych wakacji w USA wzrosły o 37,3 proc. Jedynie w 2022 roku, ceny dla Polaków wzrosły o rekordowe 40,9 proc. Pewną pociechą pozostaje tu fakt, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy, ceny spadły o 4,81 proc. Czyli wakacje w tym roku mogą być odrobinę tańsze niż w ubiegłym.

W perspektywie 10 lat, wzrosty cen wakacji w USA są jeszcze bardziej spektakularne. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyjazd, za który w 2013 roku rodzina zapłaciłaby 10 000 zł – obecnie jego koszt wyniósłby 17132 zł, czyli 71 proc. więcej.

Analizując ceny wakacji w USA, wzięliśmy pod uwagę “wakacyjny koszyk”, na który złożyły się ceny: przelotów wewnątrz USA (udział w koszyku 22 proc.), hoteli (22 proc.), jedzenia poza domem (22 proc.) wynajmu samochodów (12 proc.), paliwa (11 proc), oraz biletów na wydarzenia muzyczne (11 proc.). Nie uwzględniliśmy kosztów przelotu z Polski do USA i z USA do Polski. Tak zbudowany koszyk zaktualizowaliśmy zgodnie ze zmianami kursu złotego wobec dolara. Braliśmy pod uwagę ceny i kursy na dzień 30 kwietnia każdego roku.

Koszt wakacyjnego wyjazdu do USA dla Polaków w poszczególnych latach [wykres]

Koszt wakacyjnego wyjazdu do USA dla Polaków w poszczególnych latach
Źródło: eToro

Jak zmieniały się ceny wakacji w USA dla Polaków w poszczególnych latach [wykres]

Jak zmieniały się ceny wakacji w USA dla Polaków w poszczególnych latach
Źródło: eToro

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Potężne napływy do technologicznych ETF

Euforia na rynku akcji napędzana technologią AI i perspektywa zbliżającego się końca podwyżek stóp procentowych w USA sprawiła, że kapitał inwestorów zaczął w rekordowym tempie napływać do technologicznych funduszy ETF. Rynkowe byki spoglądają przede wszystkim w stronę mocno wyprzedanego w zeszłym roku indeksu Nasdaq 100. Istnieje spora szansa, że pierwsze półrocze tego roku będzie należało do rekordowych pod względem pozytywnej zmiany na indeksie.

Kapitalizacja siedmiu największych, technologicznych firm w USA wzrosła od początku roku o rekordowe niemal 3,8 bln USD.  Do grona wycenianych na ponad 1 bln USD firm w maju dołączyła Nvidia, która przewodzi szalonemu wzrostowi akcji producentów półprzewodników. Giełdowe wahadło jest znów w ruchu – od paniki i straszeniem powtórki wyprzedaży z bańki ‘dot-com’ przeszliśmy płynnie do ekstremalnej euforii. W jej trakcie akcje Apple czy Microsoft znalazły się już na nowych, historycznych szczytach, a technologiczne fundusze ETF dawno nie notowały tak olbrzymich napływów. Z czego wynikają?

ETF – zdywersyfikowana i łatwa ekspozycja na rozwój technologiczny?

Olbrzymi napływ kapitału spowodowany jest bezpośrednio euforią rynku wynikającą ze sztucznej inteligencji. Ta bez wątpienia jest technologicznym kamieniem milowym – może wpływać na marże i wyniki wielu firm. Wciąż jednak nie wiadomo w jakim stopniu, przez co trudno wycenić przyszły wpływ AI na przychody i marże tysięcy spółek. To pobudza wyobraźnię i skłania inwestorów do płacenia coraz wyższych cen za akcje. Szczególnie tych spółek, które mają prawdziwą szansę skalować biznes dzięki nowej technologicznej rewolucji jak Nvidia czy Microsoft posiadający udziały w OpenAI. Akcje największego w Stanach producenta ropy, Exxon Mobil spadły o 4% od początku roku. W tym samym czasie Apple zaliczyło 47% rajd, a kapitalizacja spółki zbliża się do zawrotnych 3 bln USD.

Wielu inwestorów poszukuje pasywnej ekspozycji na technologiczny trend ponieważ o sztucznej inteligencji słyszy się już niemal wszędzie. Część z nich nie ma czasu aktywnie zarządzać portfelem lub nie uważa tej metody za optymalną w swoim przypadku. Istnieje też spora grupa inwestorów, którzy preferują inwestowanie w szeroki indeks spółek, co potencjalnie ogranicza ryzyko wynikające z błędnych inwestycji. Nabywając udziały w funduszach ETF inwestor ma pewność, że jego inwestycja będzie odzwierciedlała ‘średnią’ – w dobrych dla technologii czasach ‘średnia’ może być jednak bardzo zadowalająca.

Wpływy netto do technologicznych ETFów znacznie przyspieszyły w ostatnim czasie, co zbiega się jednocześnie z kompletnym wyciąganiem funduszy ze strony ETFów energetycznych. Ponad 400 największych funduszy technologicznych funduszy ETF na świecie (głównie amerykańskich i azjatyckich) przyciągnęło netto ponad 12 mld USD w przeciągu ostatniego roku, natomiast z ponad 300 funduszy energetycznych wyciągnięto netto ponad 17 mld USD. Dla porównania widać, że inne sektory takie jak rynek nieruchomości, sektor materiałowy, czy sektor ochrony zdrowia nie cieszył się popularnością. Jedynie sektor finansowy zaliczał dosyć spore napływy, choć mniejsze niż w przypadku spółek technologicznych.

Potężne napływy do technologicznych ETF
Przepływy netto wśród największych funduszy akcyjnych na świecie. Źródło: Bloomberg, XTB

Warto przytoczyć kilka przykładów. Świetny wynik – niemal 45% wzrost od początku stycznia odnotował Nasdaq 100 PLN Hedged Portfelowy FIZ (ETFBNDX.PL). Świetnie radzą sobie także iShares S&P 500 Information Technology (IUIT.UK) oraz iShares Nasdaq UCITS (CNDX.US), które należą do najbardziej popularnych ETFów na świecie i mogą pochwalić się roczną zmianą na poziomie 37% i odpowiednio 30%. Należy jednak pamiętać, że w tych ETFach największe udziały mają najbardziej znane spółki takie jak Apple, Microsoft czy Nvidia. Udział mniejszych spółek, które były gwiazdami rajdu sztucznej inteligencji (takich jak C3.AI, który od początku roku zyskał niemal 300%) jest znikomy. Pośrednio euforia Nasdaq oraz słabszy amerykański dolar udzieliły się rynkom wschodzącym, m.in. Indiom, gdzie w indeksach spory udział mają spółki technologiczne jak Saksoft czy Cyient. Jak widać ETF-y oferują ekspozycję, nawet na tak egzotyczne rynki – od marcowego dołka iShares MSCI India (NDIA.UK) zyskuje już ponad 15%, a perspektywie rocznej jest to wzrost na poziomie ok. 10%. 

Szanse i zagrożenia

Warto podkreślić, że od początku roku euforia wokół technologii ma miejsce w otoczeniu marazmu na akcjach spółek z pozostałych segmentów gospodarki. Odpływ kapitału notują ETF-y na spółki energetyczne, które w 2022 radziły sobie świetnie. Perspektywa recesji i niższe ceny surowców, w tym ropy (ropa Brent straciła 15% od początku roku, a w ujęciu rocznym jest to spadek o ponad 30%) zniechęcają inwestorów do ekspozycji na sektor przemysłowo-energetyczny. Rajd technologicznych firm jest jednak olbrzymi, a bez ‘wspaniałej siódemki’ S&P500, notowany byłby na poziomach ze stycznia. W czasie od początku roku, gdy ropa traciła, Nasdaq wzrósł o blisko 40%.

Wobec tego część inwestorów może szukać ekspozycji na ETFy, które ograniczają ryzyko związane z ew. korektą największych (technologicznych) spółek z indeksu, ale wciąż oferują ekspozycję na szeroki rynek akcji. Takie ETFy zrównują udział wszystkich spółek w indeksie np. XTrackers Equal Weight S&P500 (XDEW.UK). Od początku stycznia ten fundusz notuje rekordowe wpływy sięgające 700 mln USD (127 mln USD w drugim tygodniu czerwca). Napływ kapitału do “bezpieczniejszego” funduszu ETF jest spowodowany tym, że inwestorzy obawiają się rosnącego wpływu spółek technologicznych, których udział w indeksie S&P czy Nasdaq 100 jest przeważający. W przypadku recesji lub dalszego wzrostu stóp procentowych można oczekiwać, że kapitał zacznie migrować do sektorów, w których obecnie zaangażowanie inwestorów pasywnych jest mniejsze.

Podstawowym zagrożeniem dla technologicznych ETF-ów obecnie jest ryzyko spowolnienia gospodarczego, które mogłoby znacznie ‘ostudzić’ euforię. Dodatkowo inflacja w wielu krajach, także w USA może okazać się bardziej uporczywa, skłaniając banki centralne do dalszego zacieśniania polityki monetarnej i w efekcie – głębszego spowolnienia. Wyższe stopy procentowe mogą skłonić inwestorów do szukania bezpiecznego sposobu na alokację kapitału i ograniczyć zaciąganie kredytów na inwestycje na rynku akcyjnym (czyli tzw. margin). Na ta chwilę bazowym scenariuszem w USA jest ‘miękkie lądowanie’, czyli brak lub bardzo płytka recesja. Jest to scenariusz bardzo pozytywny dla rynku akcji, ale niekoniecznie wydaje się tym najbardziej prawdopodobnym.

Autorzy: Eryk Szmyd, Mateusz Czyżkowski i Bartłomiej Mętrak – analitycy XTB

Budownictwo mieszkaniowe wciąż w stanie hibernacji

Najnowsza informacja GUS, prezentująca statystyki budownictwa mieszkaniowego w maju oraz pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku, nie zakomunikowała istotnych zmian. Oznacza to, że kreowane już od dziesięciu miesięcy pesymistyczne akcenty w GUS-owskich danych, potwierdzające uporczywe hamowanie w statystykach inwestycyjnych pierwotnego rynku mieszkaniowego, ulegają dalszemu utrwaleniu.

Pomimo poprawiającej się z miesiąca na miesiąc sytuacji popytowej pierwotnego rynku mieszkaniowego, produkcja nowych mieszkań coraz bardziej stabilizuje się na rekordowo od lat niskich poziomach. Tendencję tę widać zarówno w przypadku inwestorów indywidualnych jak i deweloperów, przede wszystkim w danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego najważniejszych z punktu widzenia oceny bieżącego stanu koniunktury, czyli  dotyczących inwestycji rozpoczętych.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w sumie w maju ruszyła budowa zaledwie 16,4 tys. mieszkań i domów, co oznacza spadek w relacji rdr o ponad jedną czwartą, natomiast w odniesieniu do poprzedniego miesiąca zanotowano skromny progres rzędu niespełna 13 proc. Tym samym po kosmetycznym odbiciu w marcu, rynek wciąż nie wykazuje większych możliwości wyjścia ze stanu inwestycyjnej depresji. Sami deweloperzy z rezultatem 8,7 tys. rozpoczętych lokali rok do roku zniżkują z nowymi budowami dokładnie o jedną trzecią, co nie najlepiej koresponduje z bieżącym przyśpieszeniem wolumenu kontraktacji. Być może lekkie odbicie względem poprzedniego miesiąca jest pierwszą jaskółką poprawy sytuacji.Wyk. 1 - Statystyki GUS budownictwa mieszkaniowego

Z kolei od początku roku we wszystkich rodzajach budownictwa rozpoczęto budowę niespełna 70 tys. mieszkań, co oznacza spadek o ponad 27 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Tym samym rynek w dalszym ciągu nie może się zdecydować na odbicie od dna, co niestety sugeruje, że to właściwe znajduje się jeszcze niżej.

Tymczasem dane GUS dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym w maju zanotowały jeden z najgorszych rezultatów ostatnich lat. Wynik ogółem na poziomie 18,5 tys. decyzji administracyjnych jest już o blisko 40 proc. rok do roku słabszy. Natomiast rezultat z pięciu miesięcy br. na poziomie 91 tys., jest o jedną trzecią gorszy od osiągniętego w analogicznym okresie 2022 r. Także i w tej grupie danych statystycznych z miesiąca na miesiąc obserwujemy pogłębiający się regres.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w przypadku samych deweloperów zarówno wynik z maja na poziomie blisko 11,3 tys. pozwoleń, jak i od początku roku – 60 tys., to rezultaty wyjątkowo słabe, wręcz nieporównywalne do osiąganych w minionych latach inwestycyjnej prosperity. Uwzględniając jednak konieczny okres czasu na pozyskanie przedmiotowej decyzji administracyjnej, trudno przesądzać, czy widoczny w tej kategorii danych pesymizm inwestycyjny deweloperów jest na chwilę obecną wciąż aż tak znaczący.

Ze wszystkich trzech kategorii danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w dalszym ciągu zdecydowanie najlepiej prezentują się  statystyki lokali oddanych do użytkowania, nieco mniej istotne dla oceny bieżącej koniunktury. Wprawdzie w maju z wynikiem ogółem 17,7 tys. nieco skorygowały swoje notowania w relacji miesiąc do miesiąca, jednak licząc rok do roku sytuacja w tej kategorii danych ma się wciąż bardzo dobrze.  Wynik od początku roku rzędu 94 tys. oznacza poprawę rdr o 2,5 proc. W tym przypadku zdecydowanego regresu nie należy oczekiwać w najbliższej przyszłości, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat. W końcu jednak i tu zawita tendencja spadkowa, czego jednak nie należy oczekiwać wcześniej niż w perspektywie najbliższych dwóch-trzech kwartałów.

Najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego zgodnie z oczekiwaniami nie poprawiły zdecydowanie pesymistycznej wymowy inwestycyjnego obrazu mieszkaniowego rynku pierwotnego w ostatnich miesiącach. Widać wyraźnie utrwalanie statystycznego dna, od którego póki co próżno szukać symptomów wyraźniejszego odbicia w przewidywalnej przyszłości. W przypadku samych deweloperów jest to tym bardziej dziwne, że w ubiegłym roku bardzo szybko ograniczyli produkcję mieszkań w odpowiedzi na topniejący popyt, w bieżącym z kolei nie specjalnie reagują na poprawę sytuacji. Wygląda to tak, jakby nie przywiązywali większej wagi do ruszającego na dnach programu mieszkaniowych kredytów preferencyjnych. Czy to odpowiednia strategia, okaże się zapewne już w niedalekiej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Błędne wystawienie faktury VAT nie upoważnia skarbówki do karania podatnika

Błędne zakwalifikowanie na fakturze transakcji jako podlegającej opodatkowaniu VAT i niezłożenie korekty nie stanowią wystarczających przesłanek do nakładania na podatnika sankcji przewidzianych w art. 108 ust. 1 ustawy o VAT. Sąd w Białymstoku stanął po stronie podatnika, który mylnie zakwalifikował sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa jako sprzedaż nieruchomości.

Wystawienie faktury równa się z obowiązkiem zapłaty wykazanego na niej VAT

Zgodnie z art. 108. ust 1 ustawy o podatku od towarów i usług już sam fakt wystawienia faktury, w której podatnik wykaże VAT zobowiązuje go do jego zapłaty. Oczywiście jeśli faktura zostanie wprowadzona do obrotu. Sankcję tę ustanowiono w ramach walki z procederem wyłudzania VAT i wystawiania tzw. pustych faktur, czyli niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Przepis ten ma zastosowanie także do faktur wykazujących kwotę VAT wyższą od kwoty podatku należnego. Nie zawsze jednak przedsiębiorca jest świadomym uczestnikiem oszustwa podatkowego, albo do uszczuplenia należności Skarbu Państwa nie dochodzi.

Puste faktury

W marcu 2022 r. naczelnik urzędu celno-skarbowego zakwestionował dokonane przez przedsiębiorcę rozliczenia w podatku od towarów i usług za wybrane miesiące 2018 i 2019 roku. Organ ustalił, że znajdują się w nich faktury wystawione przez spółkę A, która uczestniczyła w łańcuchu podmiotów obracających pustymi fakturami – bez przepływu towaru. Naczelnik zakwestionował więc prawo przedsiębiorcy do odliczenia ponad 750 000 zł VAT z faktur wystawionych przez tę spółkę, choć w rzeczywistości przedsiębiorca posiadał towar wykazany na fakturze. Chodziło o to, że dostawcą towaru był inny podmiot niż wystawca faktury.

Błędna faktura VAT, bo przedmiotem transakcji była ZCP a nie nieruchomość

Jednocześnie organ stwierdził, że w badanym okresie przedsiębiorca sam wystawił fakturę VAT dokumentującą sprzedaż na rzecz innej spółki B. Jednak błędnie zakwalifikował ją jako zbycie nieruchomości, podczas gdy wchodzący w jej skład grunt zabudowany halą produkcyjną wraz częścią socjalną i infrastrukturą techniczną, w rzeczywistości składał się na zorganizowaną część przedsiębiorstwa (ZCP), której sprzedaż nie podlega VAT. Powołując się na art. 108 ust. 1 ustawy o VAT organ zażądał zapłaty wykazanego na fakturze podatku. Choć naczelnik UCS przyznał, że faktura dokumentowała czynności niepodlegające VAT, to jednak przedsiębiorca wprowadził ją do obrotu, bowiem firma kupująca ujęła je w swoich księgach rachunkowych.

Celowe oszustwo podatkowe

Organ stwierdził, że ponieważ to przedsiębiorca miał być ostatecznym beneficjentem korzyści podatkowej, to był on świadomy ewidentnego oszustwa fakturowego, stąd zbędne jest badanie istnienia jego dobrej wiary, czy też dochowania należytej staranności. Ani sprzedający, ani nabywca nie podjęli starań w celu wyeliminowania faktury z obrotu. Organ uznał, że dokumentowanie sprzedaży przedsiębiorstwa fakturą VAT skutkowało ryzykiem uszczuplenia wpływów Skarbu Państwa. Przedsiębiorca w rzeczywistości nie wpłacił VAT wynikającego z tej sprzedaży, bo kompensował go VAT-em z zakwestionowanych, pustych faktur zakupowych od nierzetelnej spółki A.

Sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa

WSA w Białymstoku przyznał, że spółka kupująca przejęła od przedsiębiorcy zakład produkcyjny wraz z pracownikami i kontynuowała jego działalność. A ponieważ kontynuacji podjęła się wyłącznie na bazie majątku przejętego od zbywcy, to oznacza, że całość tego mienia umożliwiała prowadzenie niezależnej działalności gospodarczej. Zatem prawidłowo naczelnik UCS ustalił, że przedmiotem sprzedaży był zespół składników materialnych i niematerialnych wyodrębniony organizacyjnie, finansowo i funkcjonalnie, czyli zorganizowana część przedsiębiorstwa.

Nielogiczne rozumowanie organów

Sąd uznał jednak za nielogiczne rozumowanie organów I i II instancji w kwestii celowego działania przedsiębiorcy ukierunkowanego na osiągnięcie korzyści podatkowej. Przedsiębiorca osiągnąłby bowiem tę korzyść, ale tylko wówczas gdyby nie wystawił faktury VAT przy zbyciu ZPC. Dzięki temu podatkiem naliczonym na pustych fakturach otrzymanych od spółki A obniżałby swoje zobowiązanie w VAT, swój podatek należny, a w przypadku nadwyżki wystąpiłby do urzędu skarbowego o jej zwrot.

Sankcja z art. 108 bez względu czy działanie było celowe, czy w wyniku błędu

Białostocki sąd potwierdził, że dla uruchomienia sankcji przewidzianej w art. 108 ust. 1 ustawy o VAT nie ma znaczenia, czy wykazanie VAT na fakturze było celowe, czy nastąpiło na skutek błędu. Istotne jest więc wykazanie ryzyka narażenia Skarbu Państwa na uszczuplenie wpływów podatkowych. A w sprawie tej organy ograniczyły się do argumentacji, że zarówno sprzedający ZPC, jak i nabywca nie podjęli żadnych działań naprawczych w celu wyeliminowania faktur z obrotu. „W ocenie sądu sam fakt wystawienia faktury dokumentującej czynność niepodlegającą podatkowi od towarów i usług oraz brak dokonania korekty w tym zakresie nie stanowią wystarczającej podstawy do zastosowania art. 108 ust. 1 u.p.t.u.” (wyrok z 29 marca 2023 r., sygn. akt I SA/Bk 483/22).

Jak podsumował sąd odmowa prawa do odliczenia VAT z faktury w sytuacji, gdy nie doszło do uszczuplenia podatku zamyka drogę do wydania decyzji ustalającej kwotę VAT z tej faktury na podstawie art. 108 ust. 1. Wydanie takiej decyzji stanowiłoby naruszenie zasady neutralności podatku od towarów i usług, na straży której powinny, i są zobowiązane, stać organy podatkowe.

Dla fiskusa każdy powód jest dobry na zwiększanie wpływów podatkowych

Doradztwo podatkowe, doradztwo prawne, zastępstwo prawne i procesowe – to dziś usługi, bez których przedsiębiorcom coraz trudniej wyobrazić sobie prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce. Działania organów skarbowych są silnie nakierowane na maksymalizację wpływów podatkowych, jak pokazuje przykład tej sprawy – kosztem majątku przedsiębiorców. Skomplikowane przepisy i ujęte w nich sankcje są skrupulatnie wykorzystywane przez organy, nawet bez logicznego uzasadnienia. Jednak trudno się dziwić, skoro urzędnicy nie mają nic do stracenia, a wielu przedsiębiorców nawet nie podejmie się obrony. I to pomimo, że w wyroku z 21 kwietnia 2015 r. (sygn. akt P 40/13) Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 108 ust. 1 nie może być regulacją o charakterze sankcyjnym. Wynikające z niego zobowiązanie podatkowe nie powinno więc stanowić źródła dodatkowych wpływów Skarbu Państwa, a jedynie rekompensować ewentualne ich uszczuplenie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Rekordowy rok mimo gospodarczych wyzwań w Millennium Leasing

56-procentowym wzrostem rok do roku może pochwalić się Millennium Leasing. Spółka opublikowała właśnie raport roczny za 2022 rok.

Ubiegły rok był dla Millennium Leasing, podobnie jak dla całej gospodarki, rokiem pełnym wyzwań. Wojna w Ukrainie nałożyła się na już wcześniej widoczne zagrożenia związane z rosnącą inflacją i w ślad za nią, rosnącymi stopami procentowymi. 2022 rok Millennium Leasing zakończył z wynikiem brutto na poziomie 54,2 mln zł. To oznacza 56-procentowy wzrost rok do roku. Spółce udało się uzyskać 4,6% udziału w rynku leasingu ogółem (ruchomości i nieruchomości). Uruchomiła 16 696 umów, przekazując w leasing przedmioty o wartości 3 543 mln PLN.

Dla naszej działalności kluczowe pozostawały trzy obszary: upraszczanie i zwiększenie efektywności operacyjnej, digitalizacja (już 87% naszych klientów korzysta z Elektronicznego Biura Obsługi Klienta) oraz finansowanie transformacji energetycznej polskich przedsiębiorstw. W programie MilleSun oferowaliśmy klientom już nie tylko leasing paneli i instalacji fotowoltaicznych, ale również pomp ciepła i magazynów energii. Przystąpiliśmy do rządowego programu Mój elektryk, w dalszym ciągu oferowaliśmy leasing zabezpieczony gwarancją Banku Gospodarstwa Krajowego. Wspieranie naszych obecnych klientów, starannie ukierunkowana akwizycja i zapewnianie satysfakcji z obsługi posprzedażowej przy wykorzystaniu najlepszych praktyk Grupy Millennium – pozostaną naszymi priorytetami. – mówi Marcin Balicki, Prezes Millennium Leasing.

W tym roku spółka może się też pochwalić znaczącym poszerzeniem oferty zielonego finansowania. W kwietniu 2023 r. uruchomiła leasing proekologicznych przedmiotów. Dzięki niemu firmy mogą sfinansować kompleksowo i na preferencyjnych warunkach aż 53 grupy zielonych aktywów, wśród nich szeroki wybór maszyn i urządzeń.

Millennium Leasing należy do grupy kapitałowej Banku Millennium. Jest jedną z najdłużej funkcjonujących firm leasingowych na polskim rynku. Działa już ponad 30 lat. Zajmuje się finansowaniem zakupu różnorodnych środków trwałych: samochodów osobowych i dostawczych, maszyn i urządzeń dla większości branż, środków transportu ciężkiego (w tym: drogowego, kolejowego, wodnego i powietrznego), a także nieruchomości. Do grona klientów spółki należą zarówno mikro przedsiębiorcy, jak i korporacje.

XTPL z ceną emisyjną w ofercie akcji serii V ustaloną na 133 zł

Oferta akcji serii V spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów do których była kierowana – cena emisyjna jednej akcji została ustalona na 133,00 zł. Wielkość oferty wyniesie 36,6 mln zł, XTPL emituje 275.000 akcji zwykłych na okaziciela serii V.

– W wyniku roadshow Zarząd podjął decyzję o skierowaniu oferty wszystkich 275.000 akcji serii V po cenie emisyjnej 133,00 zł, co oznacza dyskonto na poziomie 1,5% względem średniej ważonej wolumenem obrotu dla kursu z okresu 30 dni przed walnym zgromadzeniem uchwalającym emisję akcji. Jesteśmy zdeterminowani, aby z pomocą środków z oferty i ciężkiej pracy zrealizować plan inwestycyjny na kwotę około 60 mln zł w latach 2023-2026 i tym samym kontynuować dynamiczny rozwój wszystkich trzech naszych linii biznesowych, z dużym naciskiem na projekty nakierowane na wdrożenia przemysłowe, które będą najważniejszym akceleratorem dalszego wzrostu Spółki oraz jej wyników. Do 2026 roku zamierzamy osiągnąć przychody ze sprzedaży produktów i usług w wysokości 100 mln zł, co oznacza 10-krotny wzrost względem ubiegłego roku, a potencjał wszystkich 9 projektów przemysłowych nad którymi pracujemy, szacujemy na około 400 mln zł średniorocznych przychodów. W 3 z nich jesteśmy już na etapie budowania prototypowego urządzenia przemysłowego z naszym modułem drukującym, co oznacza, że jesteśmy coraz bliżej finalnych testów naszej technologii w docelowym dla niej środowisku – na przemysłowych liniach największych producentów elektroniki nowej generacji komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL.

W maju br. XTPL ogłosił plan 10-krotnego zwiększenia przychodów, do 100 mln zł w 2026 roku, a potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Aby go zrealizować, zamierza przeprowadzić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026, mających zintensyfikować i przyspieszyć rozwój Spółki m.in. zwiększając zdolności produkcyjne, wspierając działania sprzedażowe oraz prace z zakresu B+R. W ramach zaplanowanych inwestycji XTPL planuje wykorzystać środki pozyskane z emisji akcji, a pozostała część finansowania ma pochodzić głównie z środków własnych w ramach działalności operacyjnej, grantów i finansowania dłużnego.

– W latach 2023-2026 wdrożymy program inwestycyjny w kwocie około 60 mln zł, który pozwoli efektywnie wykorzystać nasz potencjał komercyjny i obsłużyć spodziewane, przyszłe strumienie przychodów. Cieszy nas, że w Polsce jest miejsce dla Spółek z branży deep tech, które mają aspiracje oraz perspektywy do stania się globalnym brandem. Pozytywne jest też aktualne otoczenie ekonomiczno-biznesowe. Mam tu na myśli mi.in. ambitne cele Unii Europejskiej w zakresie przemysłu półprzewodnikowego – zwiększenie z 10 proc. do 20 proc. światowej produkcji półprzewodników w Europie dzięki potężnym strumieniom pieniężnym na foundry w Europie w wys. 43 mld euro (European Chips Act). Dodatkowo korzystna jest decyzja firmy Intel z ubiegłego tygodnia o wybudowaniu w Miękini, miejscowości położonej w linii prostej od naszej siedziby o około 12 km, Zakładu Integracji i Testowania Półprzewodników o wartości 4,6 mld dolarów. Jesteśmy przekonani, że biznes XTPL znajduje się w dobrym miejscu i w dobrym czasie, a przed nami wiele lat dalszego rozwoju i wierzę, że licznych sukcesów w których partycypować będą dotychczasowi oraz nowi inwestorzy, którzy zdecydowali się objąć oferowane przez nas akcje dodaje Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów, wspieranych pracami B+R oraz ochroną IP dla zachowania długoterminowej przewagi konkurencyjnej. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka posiada na zaawansowanych etapach rozwoju 4 projekty nakierowane na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, które obejmują wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: zaawansowane płytki PCB, półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

W 2022 roku XTPL wygenerował 12,8 mln zł przychodów, blisko 3x więcej w ujęciu rok do roku, z czego przychody ze sprzedaży produktów i usług przekroczyły poziom 10,0 mln zł i dokonały skokowego, blisko 5-krotnego wzrostu względem 2,1 mln zł osiągniętych w 2021 roku. Oznacza to niemal 80% udział w przychodach ogółem sprzedaży komercyjnej, za pozostałą część odpowiadają pozyskiwane dotacje. EBITDA w całym 2022 roku, przy wyłączeniu kosztu programu motywacyjnego, zanotowała dodatni poziom i wyniosła 0,4 mln zł, rosnąc o 4,9 mln zł w ujęciu rok do roku. Osiągnięte wyniki przełożyły się na istotne zredukowanie straty netto, o blisko 4,5 mln zł, dzięki czemu strata za 2022 rok wyniosła -2,1 mln zł w porównaniu do -5,7 mln zł w 2021 roku. Przepływy pieniężne netto zanotowały dodatni poziom i wyniosły 1,5 mln zł, notując wzrost o 7,3 mln zł w ujęciu rok do roku, z czego przepływy z działalności operacyjnej osiągnęły 4,7 mln zł, wzrost o 8,5 mln zł rok do roku. Saldo gotówki Spółki na dzień 31.12.2022 wzrosło do 6,0 mln zł.

XTPL od początku działalności realizuje starannie opracowaną politykę ochrony własności przemysłowej oraz intelektualnej, posiadając 7 przyznanych patentów i łącznie 26 zgłoszonych wniosków patentowych od września 2019 roku do czerwca 2023 roku.

W 2022 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 51 mld USD (+8% r/r), a w 2026 roku prognozowana jest na poziomie 66 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2022-2026 na poziomie 7%.

W procesie trwającej oferty akcji serii V Spółkę wspiera cc group – Doradca IR i Doradca Finansowy, a Firmą Inwestycyjną i Zarządzającym Księgą Popytu jest Trigon Dom Maklerski S.A.

Dyrektywa MCP – kary (nie) do przewidzenia?

O ile całkowicie zeroemisyjna gospodarka UE wydaje się jeszcze pieśnią przyszłości, o tyle dyrektywa MCP (ang. Medium Combustion Plants – średnie obiekty energetycznego spalania) bardzo szybko i realnie uderzy w cały przemysł. Pierwszy ważny deadline mija za 1,5 roku – 1 stycznia 2025 r. wejdą w życie nowe standardy emisyjne dla średnich obiektów energetycznego spalania o mocy większej niż 5 MW. Czy zderzenie z unijnymi regulacjami będzie szokiem? Ile ryzykują spóźnialscy? Których terminów lepiej nie przegapić?

Kary (nie) do przewidzenia

W Polsce kary, po dokładnej kontroli, nakłada Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska.

Możemy je ogólnie podzielić na dwa typy – biegnąca kara finansowa uzależniona od ilości określonych substancji wyemitowanych do atmosfery lub konieczność zamknięcia instalacji. W tym roku stawki za emisje gazów i pyłów do powietrza są wyższe niż w 2022 roku. Wzrosły one nieznacznie, średnio o 5,2%. Dyrektywa MCP wymierzona jest w emisje 3 rodzajów zanieczyszczeń powietrza: dwutlenku siarki, tlenków azotu, pyłów. W 2023 r. stawki wyglądają następująco: za  SO2 i NOx zapłacimy 0,61 zł/kg (w zeszłym roku było to 0,58 zł), a za pyły ze spalania paliw 0,41 zł/kg (w zeszłym roku stawka wynosiła 0,39 zł). Podstawę stawek stanowią dwa dokumenty – Obwieszczenie Ministra Klimatu i Środowiska z dnia 7 października 2022 r. i Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 22 grudnia 2017 r. – informuje Łukasz Byczkowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w grupie DUON.

Wyliczenie wysokości opłat nie jest jednak takie proste. – Na ustalenie wymiaru kary biegnącej wypływa kilka bardzo specyficznych czynników, m.in. wielkość stwierdzonego naruszenia w skali doby albo godziny oraz termin (dzień lub pełna godzina), od którego kara biegnąca będzie naliczana. Co ważne, inspektor może naliczyć karę wstecz. Wystarczy, że będzie miał obiektywną podstawę, aby ustalić poziomy emisji, o co wcale nie jest tak trudno, jeśli dysponuje np. specyfikacją techniczną instalacji czy informacją o intensywności eksploatacji. Ostateczna kwota do zapłaty bywa więc piorunująca, ponieważ kary wynoszą 20-krotność jednostkowej stawki – ostrzega Łukasz Byczkowski.

Terminy – trzymaj rękę na pulsie

Jak wspomnieliśmy, instalacje o mocy większej niż 5 MW powinny dostosować się do nowych standardów emisyjnych do 1 stycznia 2025 r. Trochę więcej czasu zyskały instalacje o mocy do 5 MW – dla nich termin mija 1 stycznia 2030 r.

Pamiętajmy, że dyrektywa MCP zakłada też system obowiązkowej rejestracji:

  • obiekty nowe (czyli oddane do użytkowania po 20 grudnia 2018 r.) – rejestrowane są od dnia przekazania do użytkowania,
  • obiekty istniejące o nominalnej mocy cieplnej większej niż 5 MW – od 1 stycznia 2024 r.,
  • obiekty istniejące o nominalnej mocy cieplnej nie większej niż 5 MW – od 1 stycznia 2029 r.

Czego jeszcze możemy spodziewać się po dyrektywie MCP?

Wiele mówi się o limitach i karach wynikających z dyrektywy MCP. Ale to dużo więcej. To kompleksowy system uzyskiwania pozwoleń, rozbudowanej kontroli, mechanizmów sprawozdawczych. Dokument obejmuje m.in. wymóg dla operatorów obiektów monitorowania emisji, sygnalizowania wszelkich nieprawidłowości, podejmowania konkretnych działań. Dyrektywa przewiduje powołanie na poziomie krajowym systemu inspekcji środowiskowych dla MCP lub innych rozwiązań kontrolujących. Mowa też o tym, aby w rejonach, w których jakość powietrza nie spełnia wyznaczonych standardów, stosować nawet surowsze limity – komentuje Łukasz Byczkowski.

Kto emituje, ten płaci

Tak można by w skrócie podsumować unijne dążenia. Dyrektywa MCP jest tylko przystankiem na drodze do dekarbonizacji całej Wspólnoty. Co prawda z polskiej perspektywy to aktualnie jedno z największych wyzwań stojących przed ciepłownictwem i firmami wykorzystującymi węgiel do spalania, jednak dyrektywa powinna uruchomić w nas myślenie perspektywiczne.

Choćby dlatego, że ceny uprawnień do emisji CO2 w ramach systemu EU ETS będą rosły. Luty tego roku przeszedł do historii z rekordowym 100 euro za tonę. Co więcej, uprawnienia do emisji w ramach systemu EU ETS nie będą dostępne w nieskończoność… Podniesienie przez UE celu redukcyjnego oznacza, że bezpłatny przydział uprawnień może zakończyć się już w 2040 r.

Dyrektywa MCP jest częścią dużo większego pakietu „Czyste powietrze” z 2013 r., który wpisuje się w kierunek polityki Europejskiego Zielonego Ładu i założeń pakietu Fit for 55.

Polska firma B-Act pozyskała kontrakty na 25 mln PLN w ramach odbudowy Ukrainy

B-Act, spółka inżynieryjna specjalizująca się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych pozyskała znaczące kontrakty na ukraińskim rynku. To nie jedyne zlecenia polskiej spółki w Ukrainie. Firma uczestniczy m.in. w inwestycji związanej z budową mostu nad Dniestrem łączącym Mołdawię i Ukrainę.

B-Act zawarła w ostatnim czasie trzy nowe umowy dotyczące usług doradztwa inżynieryjnego oraz nadzoru technicznego nad projektami budowlanymi związanych z odbudową infrastruktury Ukrainy. Łączna ich wartość wynosi 25 mln złotych. Projekty mają być zrealizowane do końca 2024 roku. Ze względu na zapisy poufności firma nie może zdradzać szczegółów związanych z tymi inwestycjami.

To jednak nie jedyne umowy spółki w tym kraju. Rządu Ukrainy i Mołdawii w ubiegłym tygodniu podpisały porozumienie o budowie i finansowaniu mostu Jampol – Koseuts na Dniestrze. To dobra informacja nie tylko dla tych dwóch krajów, ale również B-Act. Spółka posiada kontrakt nad nadzorem nad przygotowaniami do budowy. Zielone światło na start prac budowlanych przyspieszy realizację kontraktu bydgoskiej firmy, który jest wart 2 mln euro.

Most o długości 1400 metrów to strategiczna inwestycja dla tych dwóch krajów. Ukraina dzięki temu połączeniu poprawi komunikację z Mołdawią, która szczególnie w obliczu wojny jest ważnym szlakiem komunikacyjnym. Do tej pory w tym miejscu przejście graniczne funkcjonowała dzięki przeprawie promowej. Ta nie działa już od kilku lat. Inwestycja jest finansowana z budżetów obu krajów.

Nowe kontrakty pokazują nie tylko nasz rozwój. To również dowód na to, że odbudowa Ukrainy już dzieje się na naszych oczach. Cieszymy się, że możemy dać swój wkład w ten niezwykle ważny proces dla naszego sąsiada. Jest to możliwe również z tego powodu, że odpowiednio wcześniej uwierzyliśmy w potencjał tego rynku. Od wielu lat w Kijowie działa nasze przedstawicielstwa i jesteśmy wiodącą firmą w naszej branży w Ukrainie – podkreśla Adam Białachowski, prezes B-Act.

Spółka w pierwszej połowie przyszłego roku zamierza zadebiutować na giełdzie. Jeszcze w tym roku planuje pozyskać kapitał. – Dzięki nowym inwestorom i obecności na giełdzie chcemy zapewnić sobie finansowanie przyszłych projektów i wzmocnić finansowe fundamenty naszej ekspansji zagranicznej, która dotyczy nie tylko ukraińskiego rynku – zaznacza Adam Białachowski.

Spółka w 2022 r. osiągnęła ponad 13,8 mln PLN przychodów, co w porównaniu z 2019 r., kiedy wyniosły 4,7 mln PLN, oznacza blisko trzykrotny wzrost. Ukraina jest drugim co do wielkości rynkiem, a wygenerowane na nim przychody stanowią ok. 20 proc. całości. B-Act prowadzi swoją działalność głównie w Europie, ale również realizuje projekty w Brazylii czy na Bliskim Wschodzie, m.in. biorąc udział przy budowie stadionu na mundial w Katarze. Największa część przychodów pochodzi z kontraktów realizowanych na polskim rynku. Firma planuje debiut na NewConnect w pierwszej połowie 2024 r.

Płace rosną wolniej, Czesi nie zmieniają stóp procentowych, a Szwajcarzy podnoszą

Wczorajsze dane na temat wzrostu płac od jakiegoś czasu nie cieszą, mimo że procentowo liczony jest już w dwucyfrowym wyniku. Czesi nie zmieniają stóp procentowych, za to Szwajcarzy je podnoszą.

Dalszy wzrost płac

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu zatrudnienia i co chyba bardziej interesujące wynagrodzeń. Przeciętnie w gospodarce płace rosną obecnie o 12,2%, to symboliczne pół punktu procentowego poniżej oczekiwań. Na uwagę zasługuje wzrost zatrudnienia. Pomimo znajdowania się na bardzo wysokich poziomach rośnie ono o 0,4% w skali roku. Co to oznacza? Zarobki nadal rosną wolniej niż inflacja, czyli średnio biedniejemy jako społeczeństwo, bo kupić możemy mniej niż przed rokiem za nasze pensje. Dodatkowo mówimy o średniej, w związku z czym branże, w których są słabsze podwyżki lub nie ma ich wcale, są w jeszcze gorszej sytuacji. Z drugiej strony ciągły wzrost zatrudnienia powoduje, że na rynku będzie brakować specjalistów, co utrzyma presję płacową.

Stopy procentowe na świecie

Wczoraj Czesi utrzymali stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Jest to wartość 7%, czyli o 0,25% wyższa niż w Polsce. Trzeba pamiętać, że Czesi trochę lepiej radzą sobie obecnie z inflacją niż Polska. W rezultacie potencjalnie szybciej mogą się tam zacząć obniżki. Zakładając oczywiście, że obydwa banki centralne będą miały taką samą politykę. Biorąc pod uwagę rok wyborczy w Polsce można mieć wątpliwości, czy nie spowoduje to przyspieszenia cyklu. Ewentualne obniżki stóp przekładają się na rynku walutowym na spadki. Skoro spada stopa zwrotu z inwestycji, część inwestorów zamyka pozycje i przenosi się na inne waluty.

Szwajcarzy podnoszą stopy procentowe

Stopy procentowe w Szwajcarii rosną o kolejne 0,25%. Jest to ruch zgodny z oczekiwaniami, aczkolwiek część analityków miała wątpliwości czy do niego dojdzie. Była też grupa, która liczyła na więcej, o czym najlepiej świadczy fakt, że frank szwajcarski po decyzji się jednak osłabia. Skoro się osłabia, to najprawdopodobniej to właśnie ci nadmiernie optymistyczni inwestorzy domykają swoja pozycje. Ruch ten ma jeszcze jedną konsekwencję ważną dla Polski. Kredyty frankowe są oparte o stopę rynkową, która po wzroście stóp procentowych wzrośnie, zatem w górę powinny iść raty kredytów frankowych. To w konsekwencji może spowodować większy ruch zarówno w sądach, po ostatnich wyrokach Trybunału, jak również w sprawie ugód.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na decyzję w sprawie stóp procentowych w Turcji. Okazuje się, że po wyborach doszło tam do dużych zmian i rynek spodziewa się o 13:00 olbrzymiej podwyżki stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Polskie firmy wciąż daleko od celów klimatycznych

Polskie firmy chętnie deklarują walkę ze zmianami klimatu, ale większość z nich uważa, że nie osiągnie 45% redukcji emisji do 2030 r. 56% organizacji planuje w ciągu roku zwiększyć wydatki na ograniczanie negatywnego wpływu na środowisko naturalne, a jedynie 28% identyfikuje główne źródła emisji gazów cieplarnianych. Jedną z kluczowych przeszkód w realizacji agendy ESG jest brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników – tak uważa 34% respondentów badania EY Badanie zrównoważonej wartości 2023.

Zmiany klimatyczne i walka z nimi stają się nierozerwalną częścią strategii firm. Wymagają tego liczni interesariusze: inwestorzy, pracownicy i konsumenci. Firmy przebadane przez EY publicznie deklarują walkę ze zmianami klimatu. Jednak przedsiębiorstwa w Polsce są na dość wczesnym etapie wdrażania agendy klimatycznej. Jak wynika z raportu Badanie zrównoważonej wartości 2023, przedsiębiorstwa działają za wolno, by zrealizować ogólnie przyjęte cele walki ze zmianami klimatycznymi.

Polskie firmy chętnie zakładają redukcję emisji, ale cele redukcyjne są niższe niż wśród badanych firm średnio na świecie. Wśród badanych organizacji w Polsce tylko 21% zadeklarowało ujemną emisję dwutlenku węgla, a 13% zerową. Większości firm nie uda się osiągnąć 45% redukcji emisji do 2030 roku, by powstrzymać wzrost średniej temperatury o więcej niż 1,5 stopni.

Firmy muszą wiedzieć, że działania wynikające z ograniczania wpływu na środowisko naturalne przyczyniają się do budowy wartości organizacji, a co za tym idzie lepszych wyników finansowych. Chcąc przygotować odpowiednią strategię trzeba być o wiele ambitniejszym niż do tej pory – mówi Jarosław Wajer, Partner EY, Lider usług doradczych dla zrównoważonego rozwoju w regionie CESA.

Proszę wskazać swój poziom zaufania do poniższych stwierdzeń (odpowiedzi jestem zdecydowanie pewny oraz jestem pewny)
walka ze zmianami klimatu

Dlaczego inwestować w redukcję emisji?

Sześć na dziesięć wszystkich firm biorących udział w badaniu EY planuje w ciągu roku zwiększyć wydatki na ograniczanie negatywnego wpływu na środowisko naturalne. W przypadku polskich organizacji jedna trzecia nie zamierza zwiększać wydatków, 33% twierdzi, że trochę je zwiększy, a 23% planuje zdecydowanie je zwiększyć.

Respondenci badania EY zarówno w Polsce, jak i na świecie, zdają sobie sprawę, że inwestowanie w przeciwdziałanie zmianom klimatycznym to budowanie wartości. Najczęściej wskazują wartość dla konsumentów (75% firm na świecie i 77% w Polsce). Równie ważna jest wartość dla społeczności (69 i 72% odpowiednio) oraz planety (48% firm na świecie i 66% w Polsce). Dopiero potem, w przypadku polskich firm, jest wartość finansowa (58%, na świecie 68%).

Świadomość związku pomiędzy finansowymi i innymi formami wartości może ułatwić firmom wdrożenie całościowych, ambitnych strategii klimatycznych. I w ten sposób przynieść wymierne korzyści biznesowi, społeczeństwu i planecie – uważa Rafał Hummel, Partner EY, Lider grupy ds. strategii i raportowania ESG.

Mierzenie ESG wyzwaniem w Polsce

Analizując najlepsze strategie walki z klimatem widać, że liderzy uświadomili sobie, jak złożonym procesem jest rzeczywista realizacja agendy ESG, dlatego wprowadzili możliwość mierzenia postępów. Mierzenie i raportowanie obejmują identyfikację głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych. Zrobiła to prawie jedna trzecia polskich firm (28%), na świecie – 41%.

Firmy chętnie zmieniają już istniejące produkty i usługi, by ograniczyć ich emisyjność. To jest główne działanie skierowane do konsumentów, podejmowane przez ponad jedną piątą firm w Polsce (22%) i prawie jedną trzecią na świecie (33%).

Polacy mają jednak problemy ze stworzeniem nowych linii biznesowych, by wykorzystać szanse związane z przeciwdziałaniem zmianom klimatycznym. Zrobiło to zaledwie 10% firm, na świecie aż 30%. Brakuje też inwestycji w technologie związane z klimatem, np. służące do wychwytywania dwutlenku węgla (w Polsce stosuje je tylko 10% firm, a na świecie 30%).

Widać wyraźnie, że firmy w Polsce bardziej niż średnio na świece borykają się z możliwością mierzenia postępów. To z kolei może wpływać na postrzeganie inicjatyw ESG przez polskich menedżerów jako tych, które wnoszą mniejszą wartość do biznesu. Polskim liderom stosunkowo trudno jest wdrożyć rozwiązania ESG w organizacji, przez co zostają w tyle za innymi krajami we wdrażaniu strategii klimatycznej – mówi Rafał Hummel.

Porównując podejście menedżerów z Polski i wyniki średnio dla świata widać, że patrzą bardziej na doraźne efekty działań, nawet jeśli są to działania w mniejszej skali. Za to globalnie liderzy częściej wybierają działania dające długoterminowe efekty.

Które z poniższych stwierdzeń najlepiej opisuje podejście Twojej organizacji do zmian klimatycznych?
zmiany tematyczne
Firmy nie są jednak skazane na wypełnianie wszystkich zadań samodzielnie. Nawiązują współpracę z innymi w ramach i poza swoim sektorem. Jedna czwarta polskich przedsiębiorstw nawiązała strategiczną współpracę ze swoimi konkurentami.

Z jakimi podmiotami firma nawiązuje strategiczne partnerstwa w zakresie zmian klimatu?strategiczne partnerstwa w zakresie zmian klimatu

Przeszkody w walce ze zmianami klimatu

Kluczową przeszkodą w realizacji agendy ESG jest brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników – uważa 34% respondentów badania EY. Tylko jednej piątej polskich firm udało się pozyskać konieczne talenty, 46% jest w trakcie poszukiwania i zatrudniania, a 23% zamierza to zrobić w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Firmy, które chcą zrealizować cel dotyczący wdrażania agendy klimatycznej powinny zbudować plan transformacji. W ramach tego planu powinny pojawić się priorytety. Kluczowa jest wizja zmiany, która wskaże pracownikom jak będzie wyglądać przyszłość przedsiębiorstwa w nowej rzeczywistości oraz zatrudnienie odpowiednich kompetencji do organizacji. Oba priorytety (i nie tylko one), w efekcie prowadzą do wzrostu wartości przedsiębiorstwa. Zbudowanie jasnej wizji, zbudowanie potencjału pracowników i rozpowszechnienie kompetencji ESG w organizacji umożliwi zintegrowanie działalności firmy z priorytetami zrównoważonego rozwoju – uważa Artur Miernik, Partner EY Polska, lider praktyki Workforce Advisory w zespole People Advisory Services.

Zewnętrzne ograniczenia oraz niepewność co do regulacji są kolejnymi najczęściej wymienianymi ograniczeniami. Aż 42% polskich respondentów badania EY wskazało otoczenie regulacyjne (27% światowych) oraz geopolityczne (na świecie 29%) jako utrudniające i wstrzymujące podejmowanie ambitniejszych działań.

Skuteczne działania w zakresie zrównoważonego rozwoju muszą być skoncentrowane na budowaniu wartości i stanowić imperatyw biznesowy. Zrównoważony rozwój staje się bowiem najważniejszym priorytetem dla inwestorów, klientów i kontrahentów, a zielone referencje mogą być nie tylko korzyścią dla firmy, ale po prostu stać się koniecznością – podsumowuje Jarosław Wajer.

O badaniu
Badanie EY Sustainable Value Study zostało przeprowadzone w okresie lipiec- październik 2022 r. na próbie 506 dyrektorów ds. ESG w 21 krajach na całym świecie, by zrozumieć, jakie działania firmy podejmują, by przeciwdziałać zmianom klimatycznym. Respondenci globalnej próby badania reprezentowali firmy o przychodach ponad 1 mld USD, które skupiają się w swojej strategii na wdrażaniu inicjatyw ESG co sprawia, ze wyniki badania nie są reprezentatywne dla średniej światowej wyników. Badanie zrównoważonej wartości 2023 zostało przeprowadzone na rzecz EY wśród 105 polskich respondentów, osób odpowiedzialnych za politykę klimatyczną w organizacji. Najwięcej było reprezentantów firm produkcyjnych, handlu, nieruchomości i hotelarstwa oraz produktów konsumenckich. Przychody 38% firm mieszczą się w grupie 50-99 mln USD, 14% osiąga przychody do 299 mln USD, 18% do 499 mln USD, 15% do 999 mln USD i 14% powyżej 1 bln USD.

Fundacja Rodzinna – to warto wiedzieć. Korzyści, możliwosci i ograniczenia

Małgorzata Rejmer, doktor nauk prawnych i prezes Kancelarii Finansowej Lex, udziela odpowiedzi na pytania dotyczące korzyści i możliwości związanych z fundacją rodzinną. W swojej ekspertyzie przekazuje cenne informacje na temat tego, jakie zalety niesie za sobą ta forma organizacji oraz jakie możliwości otwiera dla przedsiębiorców.

Chcesz poznać bardziej szczegółowe informacje? Przeczytaj artykuł: Fundacja rodzinna, co to? Jakie niesie korzyści?

Fundacja rodzinna dedykowana jest przede wszystkim rodzinom, ale czy również osoby w związku partnerskim mogą ją założyć?

Wbrew przyjętej nazwie –  Fundacja RODZINNA – ustawodawca nie przyjął żadnych ograniczeń, co do kręgu fundatorów. Fundację mogą założyć zarówno:

  • osoby pozostające w związku małżeńskim
  • osoby w związkach partnerskich (bez względu na płeć)
  • rodzeństwo
  • rodzic i dziecko
  • ale także osoby zupełnie niespokrewnione (np. koledzy prowadzący wspólnie biznes).

Trzeba jednak pamiętać, że w zależności od tego, kim będą fundatorzy, różne będą skutki podatkowe dla beneficjentów fundacji. 

Przykład 1: fundację powołuje partner i partnerka. W kręgu beneficjentów znalazły się ich dzieci z pierwszych związków oraz dzieci z ich związku:

  • dzieci partnerki – nie zapłacą podatku od połowy otrzymanego świadczenia (czyli tej części, która przypada na udział mamy jako fundatora), a od drugiej połowy zapłacą 15% (bo w stosunku do partnera mamy są w trzeciej grupie podatkowej);
  • dzieci partnera – analogicznie, jak wyżej;
  • wspólne dzieci partnerów – nie zapłacą podatku z tytułu otrzymania świadczenia (zerowa grupa podatkowa).

Beneficjentami w fundacji mogą być także sami fundatorzy. Jeżeli fundacja będzie im wypłacać świadczenia – wówczas mechanizm podatkowy będzie analogiczny, jak w przypadku dzieci z pierwszych związków (czyli połowa świadczenia będzie zwolniona z podatku, a połowa będzie objęta podatkiem 15%).

Gdyby fundację powołał tylko jeden z partnerów, oznaczałoby to, że wypłaty świadczeń dla beneficjentów:

  • byłyby korzystniejsze dla dzieci tego fundatora z pierwszego związku (100% świadczenia zwolnione z podatku)
  • korzystniejsze dla niego samego (100% świadczeń zwolnione z podatku)
  • bez zmian dla dzieci ze związku partnerskiego (nadal świadczenie w pełni zwolnione z podatku)
  • niekorzystne dla partnera (całość świadczenia objęta dodatkowym 15% podatkiem, a nie tylko połowa)
  • niekorzystne dla dzieci partnera ( całość świadczenia objęta dodatkowym 15% podatkiem, a nie tylko połowa).

W opisanej sytuacji należy rozważyć, czy korzystniej jest powołać jedną fundację, w której fundatorami będzie każdy z partnerów, czy jednak każdy z partnerów powinien powołać swoją fundację. Rekomendacja zależy od wielu czynników (m.in. struktury majątku wnoszonego do fundacji) i wymaga indywidualnego doradztwa.

Zdaniem niektórych ekspertów, przepisy w zakresie opodatkowania świadczeń w przypadku zastosowania mechanizmu proporcji (jeśli fundatorami jest więcej niż jedna osoba) nie są precyzyjne i budzą wątpliwości, dlatego wymagać one będą indywidualnych interpretacji podatkowych. Najlepszym rozwiązaniem docelowym byłaby zmiana w tym zakresie w przepisach dotyczących fundacji rodzinnej i przepisach podatkowych, tak, aby nikt nie miał wątpliwości w tym zakresie.

Przykład 2: fundację powołuje ojciec (przedsiębiorca). W kręgu beneficjentów znalazły się takie osoby, jak:

  • żona – nie zapłaci podatku z tytułu otrzymania świadczenia (zerowa grupa podatkowa)
  • syn –   nie zapłaci podatku z tytułu otrzymania świadczenia (zerowa grupa podatkowa)
  • synowa – zapłaci podatek z tytułu świadczenia w wysokości 10% (druga grupa podatkowa).

Jeżeli fundację powołałby ojciec i syn i wnieśliby wkład po połowie, wówczas kwestie podatkowe wyglądałyby inaczej:

  • żona (a jednocześnie mama syna – fundatora) –  nie zapłaci podatku z tytułu otrzymania świadczenia (zerowa grupa podatkowa)
  • synowa – nie zapłaci podatku od połowy otrzymanego świadczenia (w relacji z synem jest w związku małżeńskim), a od drugiej połowy zapłaci 10% (bo w stosunku do teścia jest w drugiej grupie podatkowej).

Czy po śmierci jednego z partnerów beneficjenci fundacji nie będą mieli problemów z członkami rodziny, którzy będą ubiegali się o prawa do pozostawionego majątku?

Zasadniczą zaletą fundacji rodzinnej jest to, że fundator, wnosząc określone mienie do fundacji, traci prawo własności, bo prawo to przejmuje właśnie fundacja.

Z perspektywy takiego fundatora to nie jest problem, bo może wprost z tego majątku korzystać, jako beneficjent fundacji (zasady wypłaty świadczeń na żądanie może zamieścić w statucie).

Natomiast z perspektywy rodziny jednego z partnerów (fundatorów) – jest to zasadnicza zmiana. Rodzina traci bowiem prawa do tego majątku na podstawie prawa spadkowego.

Jeżeli do śmierci partnera – fundatora doszło po upływie 10 lat od wniesienia tego majątku – rodzina traci także prawo do zachowku, bo majątek wniesiony do fundacji nie będzie stanowił masy spadkowej. 

Jeżeli do śmierci dojdzie przed upływem 10 lat od wniesienia majątku – wówczas rodzina nie ma nadal prawa do majątku, ale pozostaje jej prawo do zachowku. Fundator (partner) może jednak w statucie zawrzeć postanowienie, że jeśli osoba mająca prawo do zachowku i będąca jednocześnie beneficjentem wystąpi z żądaniem zachowku, utraci prawo do świadczeń z fundacji.

Jak widać, i tę kwestię można rozwiązać wariantowo.

Fundacja wprowadza istotne zmiany w ustalaniu i wypłacaniu świadczeń dla osób pominiętych w testamencie. Jakie to są zmiany?

Te zmiany dotyczą zachowku, o którym pisałam powyżej.

Do 22 maja 2023 roku obowiązywały przepisy, które stanowiły, że jeśli osoba najbliższa (mąż, dziecko, wnuk, rodzice) mieliby prawo do spadku na podstawie dziedziczenia ustawowego, a spadkodawca sporządził testament i nie powołał ich jako spadkobierców lub zapisobierców, wówczas nabywali oni prawo do zachowku. Na roszczenie mieli 5 lat od śmierci spadkodawcy.

Aktualnie zasady dotyczące zachowku:

  • istotnie się zmieniły, jeśli majątek był wniesiony do fundacji (opisałam to w punkcie wcześniejszym)
  • w zasadzie nie uległy istotnej zmianie w odniesieniu do majątku, który pozostał poza fundacją.
  • przy okazji ustawy o fundacji rodzinnej wprowadzono zmianę dotyczącą możliwości rozłożenia zobowiązania z tytułu zachowku w czasie lub w bardzo wyjątkowych przypadkach jego zmniejszenia – zawsze musi to wynikać z decyzji sądu.

Jako pierwsi w Polsce złożyli Państwo dokumenty do założenia fundacji rodzinnej. Jak wygląda cały proces i ile trwa założenie fundacji?

Proces należy podzielić na kilka faz:

Faza 1: Doradztwo w zakresie sukcesji biznesu

  • pamiętajmy, że fundacja rodzinna nie jest celem samym w sobie
  • jest to przede wszystkim wehikuł sukcesyjny, a jeśli tak, bez doradztwa w tym zakresie trudno będzie podjąć odpowiedzialną decyzję, czy fundacja rodzinna to jest instrument prawny, po który należy sięgnąć.

Faza 2: Jeżeli w pierwszej fazie odpowiedź była pozytywna co do uzasadnienia do wykorzystania fundacji rodzinnej, należy podjąć decyzję w zakresie kilku kwestii strategicznych:

  • kto ma być fundatorem (z uwzględnieniem aspektów podatkowych, o których była mowa powyżej)
  • jakie prawa nadać fundatorowi w kontekście świadczeń dla niego realizowanych przez fundację
  • co ma być wniesione do fundacji i w jakim czasie (ta kwestia także wymaga analityki finansowej)
  • kto ma być beneficjentem i na jakich warunkach
  • kto ma być w zarządzie i jakie kompetencje ponadstandardowe ma mieć zarząd
  • jakie organy należy powołać (oprócz dwóch obowiązkowych, czyli zarządu i zgromadzenia beneficjentów)
  • jakie przyjąć zasady, co do opcji zmiany statutu w przyszłości (kto może zmieniać, co może zmieniać, kiedy może zmieniać, w jakim trybie może być zmiana)
  • kiedy i na jakich warunkach fundacja może być rozwiązana
  • jak sformułować statut, aby uwzględniał wszystkie najistotniejsze kwestie związane z funkcjonowaniem fundacji.

Czas na realizację fazy 1 i 2 jest uzależniony przede wszystkim od 3 czynników:

  • dojrzałości przedsiębiorcy w zakresie sukcesji biznesu i gotowości do podejmowania wiążących decyzji w tym zakresie (faza 1)
  • sprawności, co do decyzji w zakresie kształtu fundacji rodzinnej (faza 2)
  • decyzji, czy przedsiębiorca samodzielnie chce przejść przez fazę 1 i 2, czy ma wolę skorzystać z profesjonalnego wsparcia.

Z naszego doświadczenia wynika, że faza 1 i 2 trwają zwykle od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy.

Faza 3: Przygotowanie aktu założycielskiego i statutu przez notariusza

  • czynności te wymagają formy aktu notarialnego
  • notariusz musi otrzymać od fundatora bardzo dokładne wytyczne, czyli wszystkie decyzje wynikające z fazy 2
  • opcjonalnie, jeśli fundator korzysta ze wsparcia profesjonalnej kancelarii, to w standardzie jest, że kancelaria przygotowuje drafty wszystkich dokumentów
  • na realizację tej fazy wystarczy kilka dni.

Faza 4: Złożenie wniosku w Sądzie

  • przygotowanie wniosków o rejestrację fundacji rodzinnej do Sądu Okręgowego w Piotrowie Trybunalskim (to jest jedyny Sąd w Polsce, który ma uprawnienia do rejestracji fundacji rodzinnych)
  • aktualnie wnioski można składać tylko w formie papierowej (nie obowiązuje wersja elektroniczna)
  • złożenie kompletu dokumentów do Sądu
  • na realizację tej fazy należy zarezerwować sobie od 24 do 72 godzin.

Faza 5: Obowiązki administracyjne

  • uzyskanie numeru REGON / NIP – trzeba to zrobić samodzielnie;
  • ten proces zajmuje około 2 – 4 tygodni (czas zależy od Urzędu Statystycznego i Urzędu Skarbowego).

Faza 6: Rejestracja fundacji rodzinnej

  • rejestracja fundacji rodzinnej przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim (na podstawie dokumentów opisanych w fazie 4);
  • czas realizacji – do 6 miesięcy

Faza 7: Czynności operacyjne związane z bieżącym funkcjonowaniem fundacji

  • założenie konta bankowego – aktualnie banki są dopiero w procesie opracowywania oferty w tym zakresie
  • ta czynność jest możliwa do przeprowadzenia dopiero po zarejestrowaniu fundacji przez Sąd (faza 6)
  • samo zakładanie konta w banku zajmie od 24 do 48 godzin
  • wybór biura rachunkowego, które będzie prowadzić rachunkowość fundacji
  • czas realizacji zależy od obecnych doświadczeń fundatora
  • jeśli obecne biuro księgowe rozszerzy swoją ofertę o fundacje rodzinne – to będzie kwestia przygotowania umowy i jej zawarcia
  • jeśli fundator będzie potrzebował wykonania przeglądu ofert na rynku – może to zająć nawet kilka tygodni (tę pracę można rozpocząć dużo wcześniej, np. zaraz po złożeniu wniosku rejestracyjnego do Sądu (faza 4).

Jak widać, powołanie fundacji do życia wymaga działania wieloaspektowego. Jednak wiele czynności administracyjnych i operacyjnych jest analogicznych, jak w przypadku powoływania spółki prawa handlowego. Najistotniejsze w całym procesie są faza 1 i 2. Jeśli zostaną one błędnie zaprojektowane, będzie to miało swoje poważne skutki prawne, podatkowe i biznesowe.

Na jakie problemy można natrafić przy zakładaniu fundacji?

W zasadzie na to pytanie odpowiedziałam powyżej. Reasumując, szczególną uwagę należy zwrócić na następujące kwestie:

  • wybór kancelarii, która wyspecjalizowała się w doradztwie sukcesyjnym (jeżeli fundator chce z takiego wsparcia skorzystać);
  • takich kancelarii jest bardzo mało na rynku;
  • prawnicy, którzy nie mają tej specjalizacji i nie mają do tego kompetencji podatkowych mogą nieświadomie dokonać uproszczonego doradztwa, skutkującego błędnymi rozwiązaniami sukcesyjnymi i / lub podatkowymi w zakresie fundacji rodzinnej
  • bilans otwarcia– szczegółowa analiza aktywów, które chcemy wnieść do fundacji, ich rynkowa wycena (bo za to odpowiada prawnie zarząd fundacji) oraz uzasadnienie do ich alokacji w fundacji
  • taki bilans otwarcia robi się przed złożeniem wniosku o rejestrację fundacji rodzinnej
  • właściwe zdefiniowanie celu fundacji – jeżeli fundacja ma być instrumentem do optymalizacji podatkowej jest to obarczone dużym ryzykiem zakwestionowania jej uprawnień przez organ podatkowy
  • nadrzędnym celem musi być chęć ochrony majątku, tworzenia firmy na pokolenia i zabezpieczenia beneficjentów, a pozytywne skutki podatkowe, które zapewnia fundacja rodzinne są niejako „przy okazji”, a nie mogą stanowić celu samego w sobie;
  • zintegrowanie skutków prawnych powołania fundacji z doradztwem spadkowym
  • fundacja zapewnia interesujące rozwiązania w zakresie skutków spadkowych, ale podobnie, jak w przypadku podatków, nie powinien to być cel nadrzędny
  • niezależnie od faktu powołania fundacji, należy sporządzać testamenty, bowiem nie wszystkie kwestie spadkowe znajdą swoje rozwiązanie w ramach fundacji.

Dla jakiej grupy fundacja będzie najciekawszym rozwiązaniem?

  • przede wszystkim dla firm rodzinnych, bo fundacja rodzinna to wehikuł stworzony z myślą o skutecznej sukcesji biznesu
  • takich firm jest w Polsce od 800 tys. do 3,5 mln (w zależności od przyjętej metody badań);
  • dla spółek prowadzonych przez 2-3-4 osoby niespokrewnione ze sobą(np. grupę przyjaciół), którzy chcą chronić interesy swoich rodzin, nie narażając jednocześnie spółek na ryzyko tzw. „wspólników pasywnych”, czyli osób, które odziedziczyłyby udziały / akcje, a które nie są zaangażowane w rozwój spółki (rodzi to bardzo poważne konsekwencje zarówno dla samej spółki, jak i dla pozostałych wspólników, ale także dla takich spadkobierców)
  • fundacja rodzinna pozwala chronić interes najbliższych osób bez ryzyka konfliktu w spółce;
  • to jest także rozwiązanie dla osób, które mają ponadprzeciętny majątek, ale nie prowadzą działalności gospodarczej (np. majątek pochodzący z darowizny, spadku, wygranej w Lotto lub z innych źródeł), a które to osoby chciałyby sensownie zarządzić tym majątkiem na pokolenia.

Małgorzata Rejmer – doktor nauk prawnych i prezes Kancelarii Finansowej Lex

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Kolejny miesiąc spadku sprzedaży detalicznej w Polsce. W ujęciu miesięcznym zaliczyliśmy spadek o 1,1%. Sprzedaż detaliczna liczona w cenach stałych wyniosła -6,8% r/r. W danych o sprzedaży widoczny jest realny spadek konsumpcji. Wpływ miała na to wysoka inflacja, w tym realny spadek wynagrodzeń, który prowadził do ograniczenia realnej siły nabywczej gospodarstw domowych. Konsumenci byli zmuszeni do zmian struktury swoich wydatków, zmian jakościowych lub rezygnacji z części z nich. W kolejnych miesiącach ze względu na postępujący spadek inflacji konsumpcja nie powinna dalej spadać, jednak jej istotnego wzrostu nie przewidujemy – Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Zakupy spożywcze Polaków coraz droższe, niezależnie od malejącej inflacji

Według najnowszych danych GUS w maju 2023 r. w porównaniu z kwietniem 2023 r. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 4,1%). Udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zwiększył się z 8,1% w kwietniu 2023 r. do 8,5% w maju br. 

Sprzedaż detaliczna, w tym ta w kanale internetowym, kształtuje się pod wpływem wielu czynników zewnętrznych. Jednym z nich jest sezonowość i tu trzeba brać pod uwagę fakt, że maj jest przede wszystkim okresem zakupów pod kątem uprawiania aktywności fizycznej i turystyki, ale to też czas planowania remontów. Druga kwestia to inflacja, zarówno ta podawana przez GUS jak i ta realnie odczuwana przez konsumentów, oraz jej przełożenie na stan portfeli Polaków. W tym przypadku, jak pokazują najnowsze badania ASM Sales Force Agency, za zakupy wciąż płacimy coraz więcej, natomiast średnia wartość koszyka zakupowego obejmującego najpopularniejsze produkty spożywcze zbliżyła się w maju do 300 zł. I choć oficjalny odczyt inflacji w maju pokazał jej wyraźny spadek względem poprzedniego miesiąca, to wg analizy ASM SFA ceny podstawowych produktów spożywczych i przemysłowych w tym miesiącu były średnio o 22,4% wyższe niż przed rokiem, czyli dynamika wzrostu była tu niemal dwukrotnie wyższa niż wskaźnika cen podawanego przez GUS.

Ciekawie też prezentują się wyniki dla kanału e-grocery, czyli sprzedaży art. spożywczych przez internet. Tu, inaczej niż w przypadku innego rodzaju asortymentu sprzedawanego online, polscy konsumenci nie poczują ulgi względem zakupów stacjonarnych – wg ASM SFA wartość koszyka e-grocery wzrosła w skali roku o ponad 40% (maj 2023 r. względem maja 2022 r.).

Co przed nami? W kolejnym miesiącu nie spodziewałbym się przełomu w kwestii cen i zakupów. Jesteśmy u progu wakacji, a to czas, który rządzi się swoimi prawami także w handlu. Niezmiennie jednak o decyzjach zakupowych i skali wydatków Polaków decydować będą też czynniki makroekonomiczne, które często kształtują się niezależnie od działalności sprzedawców – Maciej Pawłowicz – Dyrektor sprzedaży i rozwoju w ASM Group

Kurs dolara na przedwojennym poziome. 8-dniowy wzrost kursu Bitcoina

Po wczorajszym spadku głównych indeksów rynku akcji w USA (S&P 500 -0,52 proc., DJIA -0,3 proc., Nasdaq 100 -1,35 proc.) dziś rano nadal na giełdach dominowały zniżki. Japoński Nikkei 225, który w ostatnich dniach znalazł się na najwyższym poziomie od 33 lat stracił 0,92 proc. Nieco większa przecena obserwowana była ok. 9:40 na głównych europejskich rynkach akcji (DAX -1,06 proc., CAC 40 -1,43 proc.). Kontrakty na S&P 500 traciły 5-ty dzień z rzędu (-0,26 proc.)

Mniejszy spadek notował ok. godz. 9:55 WIG-20 (-0,21 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne notowały dziś kursy akcji Wawelu, Echo Investment i Synektiku.

Lekko dziś rano rosła rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA, ale pozostawała poniżej poziomu 3,8 proc. Aż o ok. 1 pkt. procentowy wyższa od rentowności 10-latek była rentowność amerykańskich 2-letnich obligacji skarbowych (bardzo silna inwersja krzywej rentowności). Rentowność 10-latek polskiego rządu spadła poniżej poziomu 5,95 proc.

Utrzymywanie przez japoński bank centralny wysokości podstawowej stopy procentowej na ujemnym poziome (-0,1 proc.) przy wzroście wysokości podstawowych stóp procentowych w USA i strefie euro do najwyższych poziomów od lat 2007-2008 cały czas przekłada się na słabnięcie japońskiej waluty. Jen był dziś rano najsłabszy względem euro od września 2008 roku. Kurs EUR/USD wzrósł wczoraj do najwyższego poziomu od 11 maja br., a dziś o rano próbował utrzymać zdobyty teren (EUR/USD +0,02 proc.).

Kurs amerykańskiego dolara względem polskiego złotego był wczoraj najniżej od 23 lutego ub.r. (dzień później Rosja zaatakowała zbrojnie Ukrainę). Po kwietniowym wyłamaniu się w dół z 13 miesięcznej formacji „głowy z ramionami” utworzonej w strefie ok. 4,23-5,01 PLN można do końca br. oczekiwać spadku kursu USD/PLN do okolic najniższego od wiosny 2018 poziomu 3,57 PLN. Na krótszą metę istnieje poziom wsparcia wyznaczany jest w strefie 3,93-3,97 PLN przez minimum z lutego 2022 i szczyty z października 2020 i marca 2021, gdzie może rozpocząć się jakaś korekta trwającego spadku. Dziś ok. 10:00 zmiany kursów walut były niewiele (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN -0,06 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara tydzień temu zdołał obronić znajdujący się w okolicach poziomu 25000 USD kluczowy poziom wsparcia wyznaczany przez jego lokalne maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. W ciągu minionych 8 dni kurs BTC/USD wzrósł o ok. 20 proc. osiągając poziom swego kwietniowego szczytu. To najsilniejszy 8-dniowy wzrost kursu BTC/USD od marca br. Wspomniany poziom 25000 USD można interpretować jako poziom „linii szyi” opuszczonej górą w marcu br. 9-miesięcznej formacji „odwróconej głowy z ramionami”. Jej rozmiary – pomiędzy ok. 15000 USD i ok. 25000 USD – sugerują istnienie na tym rynku sporego – do ok. 40000 USD? – średnioterminowego potencjału wzrostowego.

Lekko taniały dziś rano po wczorajszym wzroście ceny kontraktów na ropę naftową (WTI -0,15 proc., Brent -0,19 proc. ok. godz. 9:40). Nieznacznie drożał gaz ziemny na NYMEX-ie (+0,65 proc.). Ponownie taniały metale szlachetne (złoto -0,26 proc., srebro -1,05 proc., platyna -0,73 proc., pallad –0,69 proc.). W pobliżu swego 1,5 miesięcznego maksimum utrzymywała się cena miedzi na COMEX-ie (+0,05 proc. ok. godz. 9:45).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Ponad 40 proc. przedsiębiorstw odczuwa pogorszenie warunków prowadzenia działalności gospodarczej

Z najnowszego „Barometru rynku pracy” Gi Group Holding wynika, że ponad 40 proc. przedsiębiorstw odczuwa pogorszenie warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Najtrudniejsze elementy to rosnące koszty wynikające z podwyżek, w tym cen energii oraz rosnących płac. To powoduje, że firmom coraz trudniej utrzymać płynność finansową i coraz trudniej prowadzić działalność. Natomiast dobrą wiadomością jest to, że firmy nie planują obniżenia poziomu zatrudnienia. Optymalizują procesy produkcyjne, ceny usług i produktów oraz zmniejszają inwestycje związane z reklamą i wizerunkiem. Bardzo ostrożnie planują też dalsze kroki w obszarze rozwoju. Biznes w Polsce ma bardzo dobrą pamięć. Przedsiębiorcy wiedzą, że najważniejszą przewagą konkurencyjną są zasoby ludzkie.

– Firmy chcą utrzymać poziom zatrudnienia – wiedzą, jak trudno jest odzyskać utraconego, dobrego pracownika. To jest najważniejsze założenie strategiczne każdego segmentu biznesowego – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Antonio Carvelli, Wiceprezes Zarządu Gi Group Poland S.A. –Jednocześnie, według naszych badań ponad 78 proc. pracowników odczuwa skutki bardzo wysokiej inflacji i oczekuje w najbliższym czasie podwyższenia wynagrodzenia. Zakładają też, że aby utrzymać poziom życia, będą musieli szukać pracy dorywczej. Myślą również o zmianie pracy lub o przebranżowieniu się. W tym okresie, kiedy sytuacja rynkowa jest niepewna a koszty utrzymania rosną, Polacy są zainteresowani emigracją zarobkową. To jest paradoks, gdyż w Polsce mamy bardzo niską stopę bezrobocia, a pracodawcy cały czas szukają pracowników – wskazuje Carvelli.

Fundusze obligacji korporacyjnych z pierwszym wzrostem, ale pieniądze i tak odpływają

Fundusze obligacji korporacyjnych zanotowały pierwszy w tym roku wzrost aktywów i to o zatrważające 4,29 mln zł. Był to jednak kolejny miesiąc odpływów z tej klasy aktywów, tym razem na poziomie około 60 mln zł netto. I również jest to najlepszy wynik w tym roku! Wcześniej odpływy kształtowały się na poziomie ponad 100 mln miesięcznie netto.

Aktywa funduszy długu firm wzrosły dzięki dodatniemu wynikowi na zarządzaniu. Wynik ten wyniósł w maju +0,90%. Tym samym za ostatnie 12 miesięcy fundusze obligacji korporacyjnych średnio zarobiły +7,10%, a od początku roku 4,70%. Brak materializacji ryzyka kredytowego, wysokie stopy procentowe przy oprocentowaniu większości długu opartego o WIBOR oraz dobra sytuacja na rynku Catalyst. To wszystko czynniki przemawiające za dalszymi, dobrymi wynikami tej grupy aktywów.Fundusze obligacji korporacyjnych

No właśnie. „Dalszymi”. Wyniki są dobre i prawdopodobnie w średnim terminie wciąż takie pozostaną. Mimo to inwestorzy wciąż netto wypłacają pieniądze z funduszy obligacji korporacyjnych. Od września 2021 r. właściwie co miesiąc (z przerwą w styczniu 2023 r. i obecnie) aktywa systematycznie spadają pomimo rosnących stóp zwrotu. Prawdopodobnie w ślad za wynikami pójdą również napływy kapitału. Pozostaje pytanie „kiedy”, bo póki co inwestorzy nie wydają się przekonani.Fundusze obligacji korporacyjnych 2

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Spada liczba zadłużonych Polaków, ale za to rośnie średni dług do oddania

Na koniec I kw. br. w trzech różnych rejestrach rdr. nieznacznie ubyło dłużników – od 0,1% do 3,1%. Ostatnio było ich od prawie 1,5 mln do blisko 2,7 mln. Jednocześnie zwiększyło się średnie zadłużenie Polaków. W Krajowym Rejestrze Długów rdr. wzrosło o 2,3%. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK urosło o 4,7% rdr. Z kolei wg ERIF, zwiększyło się rdr. o 15,7%. Dwa pierwsze źródła podają, że „liderami” pod tym względem są mieszkańcy woj. mazowieckiego. Z kolei ERIF wskazuje na osoby z woj. lubelskiego. Do tego KRD informuje, że bardziej zwiększyło się średnie zadłużenie mężczyzn niż kobiet.

Mniej dłużników, ale większe zadłużenie

Na koniec I kw. br. w Krajowym Rejestrze Długów (KRD) widniało blisko 2,4 mln dłużników. To 3,1% mniej niż rok wcześniej, gdy ich liczba przekraczała 2,4 mln. Według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK nastąpił spadek o 0,1% rdr. – w obu ww. okresach niespełna 2,7 mln osób z długami. Z kolei w ERIF liczba zadłużonych konsumentów spadła rdr. o 3% – z ponad 1,5 mln do niespełna 1,5 mln.

– Podwyżka stóp procentowych ograniczyła grupę Polaków biorących nowe kredyty, a tym samym – potencjał wzrostu liczby dłużników. Mniej osób zaciąga długi i ma problemy z obsługą zadłużenia. Tym, którzy już widnieli w rejestrach, mogły pomóc programy rządowe, m.in. wakacje kredytowe. Mogło też być tak, że w przypadku części dłużników nastąpiła pewna mobilizacja – znowu głównie ze względu na wzrost kosztów kredytu – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Według KRD, na koniec I kw. br. średnie zadłużenie wynosiło 19,1 tys. zł. To oznacza wzrost rdr. o 2,3% – z 18,7 tys. zł. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, ostatnio średnia zaległość na osobę wyniosła 29,8 tys. zł, czyli o 4,7% więcej niż rok wcześniej – 28,4 tys. zł. Z kolei w ERIF średnie zadłużenie konsumenta zwiększyło się rdr. o 15,7%, tj. z 16,1 tys. zł do 18,7 tys. zł.

– Widać, że ubyło zarejestrowanych dłużników, a wzrosło średnie zadłużenie. To pozwala wnioskować, że konsumentom udało się pospłacać niższe kwoty. I pozostały w rejestrach osoby z większymi zobowiązaniami, których trudno się pozbyć. W największych tarapatach mogą być ci, którzy zaciągnęli najwyższe kredyty, np. na poczet zakupu dużych posiadłości – zwraca uwagę radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Jak stwierdza dr Andrzej Tokarski z Uniwersytetu WSB Merito Toruń, kumulacja negatywnych zdarzeń z ostatnich lat zbiera teraz swoje żniwo. Sytuacja części dłużników robi się coraz poważniejsza. – Świadczy o tym to, że mają coraz więcej do oddania. Ponadto niepokojąca jest liczba ogłaszanych upadłości konsumenckich. Dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej za I kw. br. pokazują, że w ciągu zaledwie 3 miesięcy bankructwo ogłosiło 5,4 tys. osób, co odpowiada 1/3 ich liczby w całym 2022 roku. COIG przewiduje, że obecny rok może być rekordowy i liczba niewypłacalności może przekroczyć poziom 20 tys. – informuje dr Tokarski.

„Liderzy” wśród zadłużonych

Z danych KRD wynika, że w I kw. br. największe średnie zadłużenie dotyczyło mieszkańców woj. mazowieckiego – 22,1 tys. zł (rok wcześniej – 21,2 tys. zł), lubelskiego – 21,3 tys. (19,6 tys. zł), a także pomorskiego – 20,6 tys. zł (19,4 tys. zł). W przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK na czele widać osoby z woj. mazowieckiego – 42,4 tys. zł (rok wcześniej – 40,1 tys. zł), pomorskiego – 30,9 tys. zł (29,3 tys. zł), a także zachodniopomorskiego – 30,8 tys. zł (29,3 tys. zł). W ERIF najwyższa średnia wartość zobowiązania (wraz z długami alimentacyjnymi) dotyczy dłużników z woj. lubelskiego – 24,2 tys. zł (rok wcześniej – 9,8 tys. zł). Za nimi są mieszkańcy woj. mazowieckiego – ponad 11 tys. zł (9,3 tys. zł).

– Zdolność kredytową determinuje przede wszystkim wysokość dochodu kredytobiorcy. To ona wpływa na wolumen kredytu i okres spłaty zobowiązania. W woj. mazowieckim przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw to – według danych GUS – 8856 zł. Dodatkowo w  najbardziej zaludnionych województwach więcej osób może mieć zaległe płatności – wyjaśnia dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

Biorąc pod uwagę podział na płeć, widać, że w KRD średnie zadłużenie mężczyzn zwiększyło się w I kw. br. o 2,9% rdr. (z 21,3 tys. zł do blisko 22 tys. zł). W przypadku kobiet wzrosło o 0,4% (z prawie 14 tys. zł do ponad 14 tys. zł). Jak zauważa doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol, mężczyźni częściej niż kobiety prowadzą własną działalność gospodarczą. Trudności związane z niestabilnością prawa, a także wywołane pandemią, wysoką inflacją i wojną w Ukrainie, niejednokrotnie zmuszają przedsiębiorców do ratowania swoich biznesów kosztem prywatnych własności. Ekspert obserwuje też tendencję do zaciągania zobowiązań osób fizycznych w celu ratowania firm.

– Wśród głównych powodów niższych długów kobiet może być większa świadomość ekonomiczna w porównaniu do mężczyzn. Do tego warto dodać skrupulatność przy zawieraniu umów oraz ostrożność w zaciąganiu kredytów. Kobiety mają mniejszą tendencję do zadłużania się, a jeśli podejmują zobowiązania finansowe, to rzadziej niż mężczyźni spóźniają się z ich spłatą. W ogólnym rozrachunku mężczyźni odpowiadają za blisko 65% negatywnych zobowiązań finansowych w Polsce i w przeważającej większości są dłużnikami alimentacyjnymi – komentuje dr Andrzej Tokarski.

Uwzględniając wiek dłużników, w KRD największe średnie zadłużenie dotyczy osób w wieku 46-55 lat – 27,5 tys. zł (rok wcześniej – 26,7 tys. zł, wzrost rdr. o 3,2%). W przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK najwyższa średnia zaległość na osobę dotyczy grupy wiekowej 45-54 lata – 42,2 tys. zł (rok wcześniej – 39,5 tys. zł, wzrost rdr. o 6,9%). Z kolei w ERIF najwyższa średnia wartość jednego zobowiązania negatywnego (nie na jedną osobę i z wykluczeniem długów alimentacyjnych) dotyczy osób po 65. roku życia – 6,7 tys. zł (rok wcześniej – 7,1 tys. zł, spadek rdr. o 5,9%).

– Osoby w wieku 46-55 lat mają przeważnie kredyty hipoteczne o dużej wartości, zaciągnięte kilka lat wcześniej. Często wpadają w spiralę zadłużenia albo też na skutek rosnącej inflacji nie są w stanie akumulować już gotówki w postaci oszczędności. W związku z tym sięgają po zewnętrzne źródła finansowania. Ta grupa ma dzieci w szkole średniej albo na studiach, co generuje dodatkowe wydatki na edukację czy pomoc w usamodzielnieniu się ich pociech – analizuje dr Rybacka.

Natomiast ekspert z Uniwersytetu WSB Merito Toruń podkreśla, że część seniorów może mieć problemy finansowe, wynikające z obniżenia stopy życiowej, spowodowanej wzrostem cen żywności, energii oraz paliw. Wysoka inflacja powoduje spadek realnie uzyskiwanych dochodów, a tym samym – kłopoty ze spłatą zobowiązań.

Wpływ na poziom zadłużenia

– Druga połowa roku nie powinna przynieść radykalnych zmian. Z jednej strony koszt kredytu będzie dalej wysoki, a z drugiej – sytuacja konsumentów może już trochę się poprawić. Dla przykładu, wynagrodzenia w stosunku do cen w sklepach powinny wrócić na plus – przewiduje Marek Zuber.

Zdaniem dr Rybackiej, kluczowy wpływ na zadłużanie się Polaków będzie miało wyhamowanie inflacji. Przełoży się to na ożywienie gospodarcze, co zachęci do inwestowania zarówno przedsiębiorstwa, jak i gospodarstwa domowe. Dodatkowo spadek kosztów związanych z kredytami pozwoli części osób na ponowne podjęcie zobowiązania, celem inwestycji czy zakupu dóbr i usług.

– Najbliższy rok będzie okresem hamowania inflacji. Ale jej powrót do zdrowego poziomu jest odległy, a droga prowadzi przez zubożenie wielu gospodarstw domowych i stagnację konsumpcji. Na razie wynagrodzenia rosną nieco wolniej niż inflacja. To też może spowodować, że siła nabywcza Polaków spadnie, więc możliwe jest, że więcej osób będzie miało trudności finansowe – ostrzega dr Tokarski.

Jak podsumowuje ekspertka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia, niebawem zostanie wprowadzone rozwiązanie kredytowe dla osób do 45. roku życia nieposiadających dotychczas własnych mieszkań. To przełoży się na wyższe zainteresowanie kredytami hipotecznymi i pobudzi popyt na rynku nieruchomości. Ponadto wybory, które jesienią odbędą się w Polsce, mogą mieć znaczenie przy dalszym kształtowaniu się poziomu stóp procentowych. Sytuacja ekonomiczna i polityczna w kraju w II poł. br. będzie znacząco oddziaływała na rynek kredytowy.

Inwestuj odpowiedzialnie! O czym pamiętać, gdy zaczynasz przygodę z rynkiem Forex?

Inwestowanie na rynku Forex może się wydawać atrakcyjnym sposobem na zarobienie dodatkowych pieniędzy, ale w praktyce nie jest to tak proste, jak mogłoby się wydawać. Operacje na walutach oraz innych instrumentach finansowych, zawsze wiążą się z ryzykiem. Decydując się na jakikolwiek ruch na rynku, trzeba mieć je na uwadze. O czym jeszcze warto pamiętać na początku przygody z tradingiem?

Po pierwsze – rozsądnie planuj budżet na inwestycję i pamiętaj o ryzyku

Potencjalne zyski z Forex mogą być kuszące. Zaczynanie inwestowania od dużych kwot nie jest jednak dobrym pomysłem. W praktyce nie masz gwarancji zarobku. Dane pokazują wręcz, że większość inwestorów notuje straty, szczególnie jeśli handluje bez odpowiedniego przygotowania.

Statystyki UKNF (Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego) pokazują, że w 2022 roku na minusie było prawie 80% polskich inwestorów detalicznych na Foreksie. Straty wynikają m.in. ze stosowania dźwigni finansowej, która pozwala otwierać transakcje o wartości wyższej niż rzeczywisty depozyt inwestora. Dźwignia może zwiększać zysk w razie powodzenia akcji, jednak jeśli przewidywania inwestora okażą się mylne, naraża jego portfel na znaczący uszczerbek.

Decydując się na działanie na rynku Forex poprzez inwestycje w kontrakty CFD, musisz więc liczyć się z ryzykiem utraty kapitału. Nigdy nie inwestuj środków, które pierwotnie planowałeś przeznaczyć na niezbędne potrzeby, np. opłacenie rachunków czy ratę kredytu. Powinny być to wyłącznie wolne pieniądze, na których stratę możesz sobie pozwolić.

Po drugie – zadbaj o edukację

Inwestowanie na rynku Forex wymaga pewnej wiedzy. Zanim rozpoczniesz realne działania, koniecznie sprawdź, na jak działa rynek, w co można na nim inwestować i z czym to się wiąże.

Forex jest największym rynkiem na świecie, wyróżnia go wysoka płynność, a za tym idzie także zmienność. Przedmiotem handlu są tu waluty, na których wartość ma wpływ wiele czynników, w tym wydarzenia polityczne czy sytuacja ekonomiczna na świecie.

Walutami można obracać na kilka sposobów. Jednym z możliwych jest fizyczny zakup oraz sprzedaż, gdy cena wzrośnie i pojawi się zysk. Jednak w praktyce większość inwestycji na Foreksie to transakcje o charakterze spekulacyjnym, najczęściej wykonywane na instrumentach pochodnych, np. kontraktach CFD. Oznacza to, że otwierając pozycję, obstawiasz czy dana waluta straci, czy zyska na wartości, ale nie kupujesz jej fizycznie.

Po trzecie – znajdź zaufanego brokera

Aby móc handlować na Foreksie, trzeba założyć rachunek u brokera. Wybór odpowiedniej firmy w teorii wydaje się prosty, jednak w sieci działa ich tak wiele, że łatwo się pogubić. Co więcej, na rynku nie brakuje oszustów. Powierzenie pieniędzy nieuczciwemu brokerowi może być ryzykowne, a ich odzyskanie – niemożliwe lub bardzo trudne.

Jak uniknąć takich sytuacji? Przed założeniem rachunku należy sprawdzić, czy wybrany broker ma licencję, czyli zezwolenie na prowadzenie działalności finansowej. W Polsce organem kontrolującym ten sektor jest Komisja Nadzoru Finansowego.

Warto jednak pamiętać, że w związku z członkostwem Polski w Unii Europejskiej podmioty, które posiadają zezwolenie właściwego organu w innych państwach członkowskich, również mogą świadczyć usługi w Polsce, zarówno w formie oddziału, jak i transgranicznie (zasada jednolitego paszportu).

Na stronie internetowej brokera powinna znajdować się informacja o numerze zezwolenia. Dla pewności można także sprawdzić, czy dany podmiot widnieje na liście ostrzeżeń publicznych KNF. W dużym uproszczeniu trafiają na nią firmy, w przypadku których zaistniało podejrzenie, że w związku z ich działalnością popełniono określone przestępstwo. Warto jednak pamiętać, że umieszczenie na liście nie oznacza, że przestępstwo faktycznie popełniono – decyduje o tym niezawisły sąd.

Jeśli szukasz zaufanego brokera, licencjonowanego w Unii Europejskiej, sprawdź ofertę AvaTrade. Za pośrednictwem naszej platformy możesz handlować szeregiem instrumentów finansowych, w tym kontraktami CFD na pary walutowe i wiele więcej.

Przedstawione w niniejszym opracowaniu treści posiadają wyłącznie charakter informacyjny oraz edukacyjny. Wszelkie opinie, analizy, wyceny oraz prezentowane materiały nie stanowią usługi doradztwa inwestycyjnego, ani rekomendacji ogólnej w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Wydawca nie ponosi żadnej odpowiedzialności za decyzje podjęte na ich podstawie, ani za potencjalnie poniesione szkody lub zyski, które mogą wynikać z bezpośredniego, czy też pośredniego wykorzystania powyższych informacji.

Składki ZUS wzrosną o ponad 12%

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) przedstawia wyliczenia składki na ubezpieczenia społeczne osób prowadzących działalność gospodarczą na rok 2024. Z rządowych założeń wynika, że średnia płaca w przyszłym roku wyniesie 7794 zł brutto miesięcznie. Standardową podstawą wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców jest 60% tej kwoty. Oznacza to, że osoby prowadzące działalność gospodarczą, które nie są uprawnione do preferencyjnych zasad opłacania składek przysługujących głównie młodym firmom, w 2024 r. z tytułu samych tylko ubezpieczeń społecznych będą zobowiązane do opłacania danin w kwocie 1594,18 zł miesięcznie.

Na kwotę tę składają się:

  • Składka emerytalna – 912,83 zł
  • Składka rentowa – 374,11 zł
  • Składka wypadkowa – 78,10 zł
  • Składka na Fundusz Pracy – 114,57 zł
  • Składka chorobowa – 114,57 zł (przedsiębiorca może zrezygnować z podlegania temu ubezpieczeniu)

„Rząd przedstawił założenia projektu budżetu państwa na 2024 r., które zawierają m.in. prognozę przyszłorocznego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, na podstawie którego od 1 stycznia obliczane będą składki na ubezpieczenia społeczne osób prowadzących działalność gospodarczą. W stosunku do obecnego roku, składki wzrosną o 12,4%, tj. 175,70 zł w ujęciu kwotowym. Będzie to mniejszy wzrost niż ten, jaki nastąpił na przełomie 2022 i 2023 r. – kiedy to składki zwiększyły się o 17,1%, czyli kwotowo o 207,20 zł. Jest to jednak w dalszym ciągu istotny wzrost na tle poprzednich lat. Przedstawione wyliczenia pomijają składkę zdrowotną – która po zmianach wprowadzonych w ramach tzw. Polskiego Ładu opłacana jest na odrębnych zasadach. Jej wielkość zależy od dochodu lub przychodu przedsiębiorcy, w zależności od wybranej przez niego formy opodatkowania. Minimalna kwota składki zdrowotnej, konieczna do opłacenia nawet w przypadku osiągnięcia niewielkiego zysku lub straty, uzależniona jest od poziomu płacy minimalnej. W związku z proponowanym przez rząd wzrostem minimalnego wynagrodzenia do 4242 zł od 1 stycznia 2024 r., najniższa składka osiągnie poziom 381,71 zł. Oznacza to, że przedsiębiorcy od Nowego Roku będą płacić składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne w łącznej kwocie co najmniej 1975,96 zł. W praktyce większość z nich będzie opłacać wyższe składki” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Wpływ podwyżek w przyszłym roku na przedsiębiorców będzie nierówny. Dla części z nich będzie oznaczać – w połączeniu z wysokimi cenami energii, materiałów, usług obcych oraz pozostałych elementów – dodatkowy element presji kosztowej. Będzie również grupa, dla których podwyżki nie będą istotnie odczuwalne – gdyż już do tej pory stanowiły one niewielkie obciążenie w relacji do ich całościowego wyniku finansowego. Ten zróżnicowany wpływ podwyżek składek na przedsiębiorców wynika z faktu, iż ich wysokość jest ustalana dla każdej firmy na identycznym poziomie – stąd zawsze dla wielu z nich będzie ona zbyt wysoka, a dla innej części natomiast zbyt niska. Aby uniknąć tych problemów, konieczna jest reforma obecnego systemu, który już wiele lat temu przestał się sprawdzać. Wysokość składek przedsiębiorców powinna zostać zindywidualizowana i powiązana z ich faktyczną sytuacją finansową. Tylko wtedy będą mogą one zostać ustalone na poziomie adekwatnym dla każdego przedsiębiorcy.

Przedsiębiorcy zapłacili nawet o 7,2 mld złotych więcej składki zdrowotnej za 2022 niż za 2021 r.

Od 2022 roku w ramach Polskiego Ładu zmieniły się zasady wyliczania składki zdrowotnej. W związku z tym przedsiębiorcy zapłacili o 80% więcej składki za 2022 rok niż za 2021.Tabela - wysokość składki zdrowotnej

Dla przedsiębiorców, którzy rozliczają się na skali podatkowej i podatku liniowym, składka zdrowotna stanowi co najmniej 9 proc. minimalnego wynagrodzenia, ale jej właściwą podstawą jest dochód z działalności gospodarczej. Przykładowo, dla skali podatkowej i podatku liniowego w roku 2022 minimalna składka zdrowotna wynosiła 270,90 zł, podczas gdy w roku 2021 wynosiła 381,81 zł. Jednak, w 2021 roku składka była stała, a od 2022 r. dla dochodu 10000 zł przedsiębiorca na skali zapłaci już 900 zł.

Odliczenie już nie jest możliwe

Należy również wziąć pod uwagę zmiany w skali podatkowej i to, w jaki sposób wpłynęły one na przedsiębiorców, którzy mogli zapłacić mniejszy podatek z racji kwoty wolnej. Przed zmianami, w roku 2021, przedsiębiorcy mogli odliczyć część składki zdrowotnej od podatku, co oznaczało, że jej faktyczna wartość wynosiła 53 zł miesięcznie. Po zmianach najniższa składka zdrowotna dla przedsiębiorców była w teorii niższa niż w roku 2021, ale za cały rok 2022 przedsiębiorcy łącznie zapłacili jej aż 16,2 miliarda złotych. W porównaniu z rokiem 2021, kiedy łączna suma zapłaconych składek wyniosła 9 miliardów złotych, różnica to 7,2 miliarda złotych, czyli około 80 proc. więcej.

Warto jednak zauważyć, że przedsiębiorcy w roku 2021 mogli odliczyć łącznie 7,75 miliardów złotych składki zdrowotnej od zaliczki na podatek, co oznaczało, że faktyczny koszt składki po odliczeniu wynosił 1,25 miliarda złotych. W porównaniu z rokiem 2022, kiedy odliczenia nie były już możliwe, różnica wynosi około 15 miliardów złotych.

Obecnie podatnicy rozliczający się według zasad ogólnych nie mają możliwości odliczania składki zdrowotnej. Przedsiębiorcy rozliczający się na podatku liniowym w 2022 r. mogli odliczyć od podstawy opodatkowania maksymalnie 8700 zł. Oszczędność w podatku w ciągu roku wyniosła dla nich maksymalnie 1653 zł. W 2021 było to natomiast ponad 3900 zł. Dodatkowo od 2022 r. wysokość składki zdrowotnej jest nielimitowana.

Natomiast przedsiębiorcy rozliczający się ryczałtem mogą od podstawy opodatkowania odliczyć 50% zapłaconej składki zdrowotnej. Jednak, podobnie jak w przypadku osób rozliczających się liniowo, oszczędność na podatku w żaden sposób nie niweluje podwyżki składki zdrowotnej. Nie ma więc złudzeń: stała się ona istotnym elementem obciążającym przedsiębiorców, którzy – aby wybrać optymalną formę opodatkowania – muszą również brać pod uwagę jej wysokość.

Największy wzrost nastąpił u przedsiębiorców prowadzących działalność od wielu lat

Największą różnicę można zauważyć w przypadku przedsiębiorców rozliczających się na zasadzie tzw. Dużego ZUS. W roku 2021 składka zdrowotna dla nich wyniosła około 7 miliardów złotych, podczas gdy w roku 2022 wzrosła do 13,8 miliarda złotych, co stanowi różnicę 6,8 miliarda złotych, czyli blisko 100% skok.

Dla podatników rozliczających się na uldze na start, czyli nowych przedsiębiorców, którzy płacą tylko składkę zdrowotną, wartość składki wynosiła 514 milionów złotych w roku 2021, podczas gdy w roku 2022 było to 562 miliony złotych.

Dla podatników rozliczających się na Małym ZUS, czyli firm funkcjonujących do 30 miesięcy, składka zdrowotna wyniosła 1,8 miliarda złotych w roku 2022, podczas gdy w roku 2021 opiewała na 1,4 miliarda złotych.

Realne obciążenie wynikające ze sposobu wyliczania składki zdrowotnej i braku możliwości odliczania jej od podatku spowodowało rażący wzrosty danin dla przedsiębiorców, bo łącznie aż o 15 mld zł. Z pewnością dla niektórych z nich kompensacja nastąpiła w postaci wyższej kwoty wolnej na zasadach ogólnych. Jednak w mojej ocenie nie jest to wystarczające, należałoby dokonać oceny, ilu podatników rozlicza się na skali podatkowej. Przedsiębiorcy na pozostałych formach opodatkowania nie otrzymali żadnej kompensaty. Jednoznacznie należy stwierdzić, że składka zdrowotna stała się istotny obciążeniem dla przedsiębiorców. System wyliczania od dochodu/przychodu stał się bardziej sprawiedliwy względem pracowników, jednak brak możliwości odliczenia spowodował, że przedsiębiorcy są grupą, która poniosła negatywne skutki zmian które zaszły od 2022 r.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Brytyjski rząd zachęca polskich przewoźników do akredytacji Border Force. Jak uniknąć kary za przewóz nielegalnych imigrantów?

Brytyjski rząd na swojej oficjalnej stronie zachęca polskich przewoźników do udziału w programie akredytacji Civil Penalty Accreditation Scheme. Został on stworzony przez służby Border Force UK, by zmniejszyć zagrożenie karą za przewóz nielegalnych imigrantów. Obniżenie jej wysokości może wynieść nawet 50 proc.

  • Służby Celne Border Force UK mogą nałożyć wysokie kary na przewoźników oraz kierowców, nawet gdy ci nie zdają sobie sprawy, że w ich pojeździe lub na naczepie znajdują się nielegalni imigranci;
  • Kary finansowe wynikają ze zmienionych regulacji prawa o odpowiedzialności przewoźnika, które ustanowiono w lutym br., a weszły w życie 1 kwietnia;
  • Teraz brytyjski rząd zachęca polskich przewoźników do udziału w programie akredytacji Civil Penalty Accreditation Scheme.

Na oficjalnej stronie brytyjskiego rządu (www.gov.uk/government/publications/civil-penalty-accreditation-scheme/civil-penalty-accreditation-scheme-polish) znalazła się obszerna informacja o tym, jak przystąpić do systemu akredytacji Civil Penalty Accreditation Scheme. Zachęcanie polskich przewoźników do udziału w programie wynika ze zmienionych regulacji prawa o odpowiedzialności przewoźnika, które ustanowiono w lutym tego roku, a weszły one w życie 1 kwietnia.

– Brytyjskie służby celne Border Force mogą nałożyć kary za znalezienie nielegalnych imigrantów w pojazdach czy naczepach, które podczas transportu nie są odpowiednio zabezpieczone. Kary są bardzo wysokie, dlatego brytyjski rząd zachęca do przystąpienia do systemu akredytacji Civil Penalty Accreditation Scheme. Przewoźnicy muszą spełnić szereg warunków i wdrożyć odpowiednie procedury, m.in. przygotować systemy zabezpieczające przed dostaniem się do pojazdów nielegalnych imigrantów, przeprowadzić szkolenia kierowców, monitorować skuteczność tych zabezpieczeń – wyjaśnia Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Wysokie kary

Jak czytamy w piśmie brytyjskiego Departamentu Transportu „wysokość kary wynosi do 10 000 funtów za każdego wykrytego, nielegalnego imigranta i 6000 funtów w przypadku stwierdzenia, że ​​pojazd jest niewłaściwie zabezpieczony, ale nie zostaną wykryci nielegalni imigranci”. Przystąpienie do programu akredytacyjnego daje możliwość zmniejszenia kary nawet o połowę lub w ogóle jej uniknięcia.

– Jak słusznie przekonuje brytyjski rząd przewoźnicy, którzy wprowadzą skuteczny system, rzadziej spotykają się z incydentami z udziałem osób nielegalnie przekraczających granicę. Trzeba też pamiętać o tym, że nielegalne incydenty związane z wjazdem mogą często prowadzić do uszkodzenia towarów i opóźnień na granicy, a to wiąże się z kolejnymi stratami finansowymi – dodaje Joanna Porath.

Procedura otrzymania akredytacji

Co trzeba zrobić, by uzyskać akredytację Civil Penalty Accreditation Scheme?  Firma przewozowa musi spełnić wymagania w kilku obszarach. W pierwszej kolejności chodzi o zapewnienie i utrzymanie bezpieczeństwa pojazdów. Należy zapewnić każdemu kierowcy wystarczającą liczbę zabezpieczeń (zamków, plomb z unikalnymi numerami, linki lub pasek TIR). Koniecznie trzeba prowadzić rejestr wszystkich urządzeń zabezpieczających wydanych każdemu kierowcy, wyszczególniając ich liczbę i datę ich wydania.

Kolejnym krokiem jest zapewnienie dokumentów do rejestrowania kontroli. Każdy kierowca musi posiadać odpowiednią liczbę list kontrolnych, które umożliwią rejestrację standardowych kontroli dla każdej podróży. Należy prowadzić ich rejestr i przechowywać kopie wypełnionych list kontrolnych przez okres 6 miesięcy. Kierowcy, którzy realizują przewozy do Wielkiej Brytanii muszą znać szczegółowe instrukcje, m.in. wiedzieć jak zabezpieczyć pojazd, jak rejestrować i przeprowadzać kontrole pojazdu, jak wypełnić i zachować listę kontrolną, co należy zrobić w przypadku, gdy kierowca podejrzewa, że w pojeździe znajdują się osoby nielegalnie przekraczające granicę.

Ważnym krokiem jest też szkolenie kierowców, by posiadali wiedzę w zakresie zabezpieczania pojazdu ciężarowego i zapobiegania nielegalnym wjazdom. Każda firma powinna prowadzić rejestr takich szkoleń (włącznie z nazwiskami przeszkolonych osób, kiedy zostały one przeszkolone, miejscem szkolenia, szczegółami, które obejmuje szkolenie) i zaleca się ich ponowne przeprowadzenie raz na 6 miesięcy.

Ważny podkreślenia jest fakt, że wcześniejsze incydenty osób nielegalnie przekraczających granice w pojeździe nie uniemożliwiają firmie transportowej ubieganie się o udział w programie.

– Wymogów formalnych jest bardzo dużo, ale należy rozważyć korzyści wynikające z uczestnictwa w programie akredytacyjnym. Gdy nawet dojdzie do sytuacji z przewozem nielegalnych imigrantów, przewoźnik posiadający certyfikat akredytacyjny może złożyć wyjaśnienia i uniknąć wysokiej kary, a co za tym idzie także ograniczyć ryzyko swojej działalności w zakresie transportu drogowego – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

KNF zatwierdziła Prospekt DRAGO entertainment S.A.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła prospekt DRAGO entertainment S.A., sporządzony w związku z zamiarem przeniesienia notowań akcji spółki z rynku NewConnect na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie. Wyznaczenie pierwszego dnia notowań na rynku regulowanym zostanie ogłoszone po wydaniu odrębnej decyzji przez Zarząd GPW. W dniu debiutu mają trafić wszystkie do tej pory notowane akcje spółki. Rolę firmy inwestycyjnej  pełni Dom Maklerski INC.

Po zakończonych kampaniach crowdfundingowych, z których DRAGO entertainment pozyskało środki na rozwój, akcje spółki z sukcesem zadebiutowały na rynku NewConnect w kwietniu 2021 roku. Od tego momentu ambicją Zarządu było przeniesienie notowań akcji spółki na rynek główny GPW, co też jest zgodne ze strategią przyjętą na lata 2021 – 2023.

Jesteśmy gotowi do zrealizowania kolejnego wyznaczonego sobie celu. Obecność na rynku regulowanym zwiększy rozpoznawalność naszej spółki, liczymy również że wpłynie na zainteresowanie nowych akcjonariuszy, zarówno tych instytucjonalnych, jak i zagranicznych. To istotne z punktu widzenia prowadzonego przez nas biznesu oferującego produkty na rynku międzynarodowym. – mówi Joanna Tynor, Prezes Zarządu DRAGO entertainment S.A. – Rok 2023 na długo  zapisze się w historii naszej firmy. To nie tylko szczególny okres uhonorowania naszej wieloletniej pracy i konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju, to także czas w którym weszliśmy w okrągłe 25- lecie działalności DRAGO.   – dodaje.

Spółka DRAGO entertainment jest przygotowana do zmiany rynku pod względem formalnym oraz finansowym. Firma dysponuje istotną nadwyżką gotówkową, jednocześnie cały czas generując dodatnie przepływy pieniężne. Z uwagi na to przenosiny przebiegną bez emisji nowych akcji. –  Stan środków pieniężnych na koncie DRAGO na koniec 2022 roku wynosił ponad 5 mln zł. Posiadamy stabilną sytuację finansową, a także środki wystarczające na realizację obecnie tworzonych projektów. – komentuje Lucjan Mikociak, Wiceprezes Zarządu w DRAGO entertainment S.A.

DRAGO entertainment specjalizuje się w produkcji i wydawaniu gier wideo, w szczególności projektów typu symulator oraz survival. Krakowska spółka zasłynęła globalnym hitem Gas Station Simulator, który jest jej najbardziej dochodowym produktem. Poniesione nakłady inwestycyjne na ten projekt zwróciły się jego twórcom w ciągu 1,5 godziny od premiery, która miała miejsce 15 września 2021 r. Produkcja już w pierwszym dniu sprzedaży znalazła się na I miejscu Global Top Sellers oraz na I miejscu w zestawieniu New and Trending i Top Sellers.

By utrzymać długi ogon sprzedażowy produktu Spółki, flagowy projekt jest na bieżąco wzbogacany o różnego rodzaju rozszerzenia oraz płatne i bezpłatne DLC. Oprócz podstawowej wersji gry rozwijane jest też całe uniwersum, w którym powstawać będą kolejne projekty, tj.: Road Diner Simulator, czy Motel Simulator.

Odrębnym tytułem Studia jest Food Truck Simulator. Gra dostępna jest na rynku od września 2022 r. Koszty produkcji tytułu na PC, wynoszące ok. 950 tys. zł, zwróciły się w ciągu 54 godzin od premiery gry na platformie Steam.

Konsekwentnie realizowane kamienie milowe zapewniają spółce środki na dalszy rozwój oraz umacniają pozytywne perspektywy na przyszłość. W samym 2022 roku przychody netto ze sprzedaży produktów spółki wyniosły 14 mln zł.

Aktualnie trwa skup akcji własnych w DRAGO entertainment S.A., który zgodnie z przyjętym harmonogramem potrwa maksymalnie do 21 sierpnia 2023 r. Określona przez WZA cena maksymalna skupu jednej akcji wynosi 100 zł. Nabyte akcje zostaną przeznaczone na realizację części programu motywacyjnego.

Kto stoi za ostatnimi atakami na Microsoft? To hakerzy z Sudanu powiązani z rosyjskimi cyberprzestępcami

  • Kłopoty związane z funkcjonowaniem części usług opartych na chmurze wynikały z ataku DDoS, który przeprowadzony został przez hakerów z grupy Storm-1359
  • Storm-1359, która współpracuje m.in. z prorosyjskimi grupami cyberprzestępczymi, jest defacto ruchem Anonymous Sudan. Fakt ten pokazuje, jak niejednolitym ruchem haktywistycznym jest Anonymous.
  • Anonymous Sudan pojawili się mniej więcej na początku 2023 roku, atakując zarówno cele antyrosyjskie, jak i istotne dla ich proislamskich programów.

Na początku czerwca cześć usług firmy Microsoft nie działała poprawnie, a użytkownicy mieli problemy przede wszystkim z Outlookiem, SharePoint Online oraz OneDrive dla biznesu. Awaria – co potwierdził sam Microsoft – spowodowana była atakiem hakerskim, za którym stali anonimowi hakerzy z grupy Storm-1359. To członkowie sudańskiego ruchu Anonymous, którzy blisko współpracują z Rosją – zaznaczają eksperci Check Point Research, którzy wyjaśniają również sposób w jaki doprowadzili do awarii.

16 czerwca Microsoft na swoim blogu potwierdził, że kłopoty związane z funkcjonowaniem części usług opartych na chmurze wynikały z ataku DDoS, który przeprowadzony został przez hakerów z grupy Storm-1359. Jak wyjaśniają eksperci Check Point Research, Storm-1359, która współpracuje m.in. z prorosyjskimi grupami cyberprzestępczymi, jest defacto ruchem Anonymous Sudan. Fakt ten pokazuje, jak niejednolitym ruchem haktywistycznym jest Anonymous.

Anonymous Sudan pojawili się mniej więcej na początku 2023 roku, atakując zarówno cele antyrosyjskie, jak i istotne dla ich proislamskich programów. Od samego początku sudańska grupa jest bardzo aktywna na Telegramie, ostrzegając przed potencjalnymi atakami, zanim one nastąpią. Co więcej, niemal „na żywo” aktualizuje informacje o postępach ataków w trakcie ich przeprowadzania.

Możemy ich nazwać konglomeratem hakerów o różnym pochodzeniu i ideologiach, którzy współpracują m.in. przy usuwaniu i zakłócaniu stron internetowych. Ich ataki odbywają się praktycznie co tydzień. Udowadniają, że mierzą wysoko i mogą usuwać strony internetowe rządów, banków, dużych przedsiębiorstw, lotnisk, operatorów telekomunikacyjnych itp. – wyjaśnia Sergey Shykevich, menedżer grupy badawczej w Check Point Research.

Należy podkreślić, że atak na Microsoft nie jest typowym „hakowaniem”, rozumianym jako naruszenie danych. Był to atak typu Denial of Service (DoS lub DDoS), czyli metoda, w której hakerzy zalewają witrynę internetową żądaniami komunikacji, które w odpowiedniej ilości powodują załamanie witryny. Tak więc wszystkie ataki, o których tutaj mowa, mają miejsce na stronach internetowych tych platform, które były po prostu nieosiągalne przez pewien czas (od kilu minut do około pół godziny).

Ataki DDOS są zwykle uciążliwe głównie dla użytkowników – np. przez brak możliwości zalogowania się do danej usługi – jednak nie jest to wyrafinowany cyberatak. Właściwie może przeprowadzić go niemal każdy, kto ma dostęp do narzędzi umożliwiających wielokrotne zapytania do jednego serwisu (np. farmy botów – przyp. red.). Ta konkretna grupa jest znana z używania bardzo silnych narzędzi DDoS, z racji powiązania z rosyjskimi grupami hakerskimi, które obecnie wykorzystują takie narzędzia we własnych atakach – mówi ekspert Check Point Research. Przypomnijmy, że to właśnie rosyjscy hakerzy przeprowadzili w ostatnim czasie podobny atak na strony internetowe Gov.pl oraz portal ePUAP.

Atakom DDOS można zazwyczaj zapobiegać. To kwestia zasobów oraz zarządzania ryzykiem. Hakerzy, analizują przepustowości i pojemności witryn, w które celują, wysyłając jednocześnie określoną liczbę żądań, przyspieszając, aż do momentu, w którym zobaczą, że witryna się załamuje. Funkcjonalność powraca, gdy ruch w końcu spadnie do umiarkowanego poziomu.

Spółka giełdowa z Kanady przejmuje polski startup Braight

Braight, znany wcześniej jako epeer, został przejęty przez kanadyjską firmę Kings Entertainment, notowaną na giełdzie w Toronto. Częścią transakcji, której celem jest m.in. stworzenie holdingu spółek AI, jest emisja akcji, po których wyemitowaniu spółka osiągnie przewidywaną wartość ok. 85 000 000 złotych. W zarządzie firmy zasiądzie dotychczasowy CEO Braighta Maciej Jarząb.

W grudniu 2019 w czasie StartupBootcamp FinTech Dubai Maciej Jarząb przedstawił arabskim inwestorom koncepcję stworzenia technologii oceny zdolności kredytowej w oparciu o dane behawioralne. Wkrótce po tym wydarzeniu zarządzany przez niego startup epeer pozyskał pierwszy milion od polskiego funduszu inwestycyjnego Evig Alfa. Dzięki temu rozwinął pomysł i wdrożył go we własnej platformie pożyczkowej epeer. Do dynamicznie rozwijającego się biznesu dołączyli Taras Pylypiuk – Business Angel z Ukrainy odpowiedzialny za epeer Ukraine oraz Lighthouse Ventures – czeski fundusz inwestycyjny.

O algorytmie epeera zrobiło się głośno w środowisku finansowym po zaprezentowaniu pierwszych wyników działającego systemu. Na podstawie danych behawioralnych użytkowników internetu sztuczna inteligencja była w stanie ocenić rzetelność płatniczą pożyczkobiorców w niemal 100%. Dostrzeżono również wiele intrygujących korelacji pomiędzy aktywnością zawodową a opóźnieniami w spłacie zobowiązań.

Nadzwyczajne wyniki algorytmu skłoniły Jarząba do wyodrębnienia ze swojego portfolio technologii scoringu behawioralnego pod nazwą Braight i zakończenie działalności pożyczkowej w epeer. Ekspansja Braighta objęła rynki Europy Wschodniej, kraje Ameryki Łacińskiej i Hiszpanię oraz Stany Zjednoczone i Kanadę. To z tego kraju pochodzi Kings Entertainment, którego włodarze, po zapoznaniu się z ofertą obsługi technologicznej ich flagowych projektów: LottoKings i WinTrillions, złożyli ofertę z gatunku „nie do odrzucenia”:

– Pierwsza oferta zakupu naszej firmy pojawiła się już ponad rok termu. Wówczas koncentrowaliśmy się na rozwoju Braighta w oparciu o środki venture capital i naszą sprzedaż. Wiele w naszym biznesie zmieniło się po agresji Rosji i to nie tylko z powodu aktywności naszego kijowskiego oddziału. Kanadyjska oferta akwizycji Braighta miała znacznie lepszy timing i posiadała atuty, nad którymi trudno było się nie pochylić. – opowiada Jarząb.

Kings Entertainment to międzynarodowy dostawca usług online, który rozpoczął swoją działalność w 2005 roku. Specjalizuje się w prowadzeniu loterii, kasyn i zakładów sportowych, będąc również spółką macierzystą renomowanych marek gier online, takich jak LottoKings i WinTrillions. Firma zamierza wykorzystać technologię Braight do przyspieszenia procesu weryfikacji użytkownika dla swoich platform lotto i gier.

Spółka jest notowana na Toronto Stock Exchange. Po uzyskaniu zgody nadzoru giełdowego na akwizycję Braighta, Kings Entertainment wyemituje 59 269 392 akcji po cenie 0,185 CAD (dolar kanadyjski).

Przed naszym zespołem nowy etap ekscytującej biznesowej podróży. Naszym głównym zadaniem będzie penetracja rynku w poszukiwaniu obiecujących firm AI. Chcemy stworzyć największy holding firm, wykorzystujących potencjał sztucznej inteligencji. – dodaje Jarząb.

W dniu ogłoszenia informacji o zamiarze akwizycji Braighta notowania Kings Entertainment wzrosły o 300%.

Lepsze dane z USA

Pomimo rosnących oczekiwań co do docelowego poziomu stóp procentowych w USA, optymizm konsumentów nie słabnie. Dowodem tego jest choćby wzrost rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń.

Niespodziewanie dobre dane z USA

Rynek nieruchomości w USA jest często obserwowany na równi z głównymi danymi makroekonomicznymi. Powodem jest konstrukcja kredytów, które można najczęściej wypowiedzieć, oddając nieruchomość. To z kolei powoduje, że w przypadku eskalacji, może być ich lawina. Do tego trzeba pamiętać, że kryzys z 2008 roku był bardzo silnie powiązany z kryzysem na rynku nieruchomości. Wczorajsze dane są jednak od kryzysu bardzo odległe. Rozpoczęto 1,63 mln budów, co jest wynikiem o 0,23 mln wyższym od oczekiwań. Więcej od oczekiwań wydano również pozwoleń na budowę. Co ciekawe, dzieje się to pomimo tego, że jeszcze w tym roku analitycy spodziewają się kolejnej podwyżki stóp procentowych.

System wicepremierski w Polsce?

Według oczekiwań obserwatorów i zapowiedzi ze strony rządowej, dojdzie dzisiaj do rekonstrukcji rządu. Kluczem zmian będzie objęcie przez szefa formacji funkcji wicepremiera. Mówi się również o tym, że będzie się to wiązać z odwołaniem innych wicepremierów, by podnieść prestiż stanowiska. Rynki na razie reagują dość spokojnie na zmiany, widząc tutaj głównie działania wizerunkowe. Nie zmienia to faktu, że w większości demokracji to premier jest ważniejszym stanowiskiem od wicepremiera. Wygląda na to, że wchodzimy w coraz intensywniejszy okres przedwyborczy i jeszcze niejedna zmiana może nas zaskoczyć. Nie jest to dobra wiadomość z perspektywy rynków, które jednak wolą spokój.

Węgrzy bez zmian

Stopy procentowe na Węgrzech pozostały na niezmienionym poziomie 13%. Jest to drugi najwyższy poziom w Europie i pierwszy spośród państw nieokupowanych przez wojska rosyjskie. Powodem utrzymywania tak wysokich stóp procentowych jest próba ratowania sytuacji po bardzo nierozważnej polityce gospodarczej. Bardzo szybkie i szerokie dopłacanie obywatelom w celu pokrycia kosztu inflacji, napędziło to zjawisko. W rezultacie mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją, z której kraj będzie wychodził długimi latami. Jeżeli dołożymy do tego izolację związaną z prorosyjskimi sympatiami tamtejszych władz, mamy pełniejszy obraz węgierskich problemów.

Dzisiaj w godzinach popołudniowych odbędzie się wiele ważnych wystąpień przedstawicieli banków centralnych w Europie i USA.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cena akcji Scanway w IPO ustalona na 45 zł

Oferta publiczna akcji Scanway, wiodącej firmy z branży technologii obserwacyjnej z kosmosu i wizyjnej kontroli jakości w przemyśle, cieszy się sporym zainteresowaniem inwestorów. Cena emisyjna jednej akcji w ofercie została ustalona na 45,00 zł. Wielkość oferty wyniesie 9,0 mln zł, a Spółka emituje łącznie 200 000 szt. akcji zwykłych na okaziciela serii C.

Bardzo nas cieszy, że oferta Scanway spotkała się z dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów, którzy podczas roadshow przekazali nam wiele pozytywnych opinii dotyczących przyjętego przez nas modelu biznesowego i potencjału do dalszego skalowania naszej działalności, którą rozwijamy równolegle w dwóch obszarach – kosmicznym i przemysłowym. Motywuje nas to ponadto do jeszcze bardziej wytężonej pracy, aby zrealizować obraną strategię rozwoju Spółki i utrzymać wysoką dynamikę rokrocznego zwiększania wyników. Istotnym wsparciem w tym zakresie będą środki jakie pozyskamy z oferty, bowiem wzmocnią one naszą działalność w obydwu tych segmentach. Obecnie na orbicie znajduje się już nasz teleskop do obserwacji Ziemi oraz urządzenie do autodiagnostyki satelity w ramach misji STAR VIBE, co pozwoliło nam otrzymać najlepsze uzyskane dotąd przez polskie instrumenty badawcze zdjęcia z kosmosu. Ponadto jesteśmy obecni na pokładzie co najmniej 6 kolejnych misji kosmicznych, które powinny znaleźć się na orbicie w przeciągu najbliższych 2-3 lat. Cieszy mnie wygenerowanie wysokiego zainteresowania rynku ofertą Scanway, poprzez udział w której inwestorzy zyskują dostęp do kolejnego interesującego podmiotu z ekspozycją na branżę kosmiczną komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Scanway jest polskim MŚP działającym w obszarze systemów wizyjnych i optoelektroniki. Działalność Spółki jest podzielona na dwa obszary – przemysłową (Industry) i kosmiczną (Space). W ramach rozwiązań dla przemysłu firma specjalizuje się w tworzeniu autorskich systemów wizyjnych do kontroli jakości wyrobów gotowych, surowców oraz procesu produkcyjnego. Oferta produktowa Spółki przyczynia się do wprowadzenia filozofii Przemysłu 4.0 poprzez automatyzację i optymalizację procesu kontroli jakości m.in. w branży opakowaniowej i poligraficznej, automotive, spożywczej czy farmaceutycznej. W ramach gałęzi kosmicznej Scanway oferuje ładunki optyczne dla pojazdów kosmicznych, obejmujące produkty dedykowane do obserwacji, obrazowania i analizy obrazu. Oferowane przez firmę teleskopy do obserwacji Ziemi charakteryzują się skalowalnością, modułowością i możliwością dopasowania wyników obrazowania do celów użytkownika. Drugim typem ładunku jaki oferuje Spółka są systemy wizyjne pracujące w warunkach kosmicznych, badające stan infrastruktury orbitalnej oraz monitorujące procesy in-space serwisu i produkcji.

Scanway operuje na dynamicznie rozwijającym się rynku, rosnąc jeszcze szybciej od niego i dobrze wpasowując się w obecne trendy, czyli istotny wzrost liczby wystrzeliwanych satelitów, z których około połowa będzie wyposażona w ładunki optyczne, a także postępującą automatyzację, co sprzyja wdrażanym przez nas systemom wizyjnym w przemyśle. Naszym planem jest zrealizowanie programu inwestycyjnego w horyzoncie 18 miesięcy i osiągnięcie celów strategicznych na najbliższe trzy lata, czyli wzrost przychodów z działalności kosmicznej do 14-18 mln zł przy marży ok. 40-45% oraz wzrost przychodów z działalności przemysłowej do 14-18 mln zł przy marży ok. 30-35%. Pracując nad realizacją dalszego rozwoju Scanway, zamierzamy uczyć się najlepszych praktyk dla notowanych spółek i zyskać zaufanie w oczach inwestorów. Obecnie przygotowujemy się do debiutu na NewConnect, chcemy zadebiutować jeszcze w III kwartale 2023 roku dodaje Jędrzej Kowalewski.

Scanway posiada status flight heritage uzyskany w ramach misji STAR VIBE – teleskop optyczny firmy oraz system do autodiagnostyki satelitów znajduje się już na orbicie i jest w pełni funkcjonalny. Spółka jest też kluczowym konsorcjantem w największych projektach kosmicznych realizowanych w Polsce m.in. w misji EagleEye oraz misji PIAST. Razem z australijską firmą AICRAFT, ekspertem w dziedzinie sztucznej inteligencji, Scanway rozpoczął w maju br. współpracę w zakresie stworzenia teleskopu do obserwacji Ziemi, wykorzystującego algorytmy sztucznej inteligencji.

Prognozowana wartość rynku satelitów w latach 2021-2031 ma wzrosnąć z 279 mld USD do 400 mld USD, oznacza to CAGR na poziomie 3,7% (źródło: SIA SSIR 2022, Bryce Smallsats 2023). W tym samym okresie blisko 5-krotnie ma wzrosnąć liczba satelitów wystrzelonych w kosmos do ponad 24 tys. sztuk, z czego konstelacje komercyjne mają odpowiadać za około 70% rynku (źródło: Euroconsult). Około połowa z planowanych do wyniesienia satelitów będzie wyposażona w ładunki optyczne, a więc jest potencjalnym odbiorcą produktów Scanway. Szacowana wartość globalnego rynku wizji maszynowej w przemyśle w latach 2021-2030 ma podwoić swoją wartość z 13 mld USD do 26 mld USD (źródło: Gran View Research).

Przychody ogółem Spółki w 2022 roku wyniosły 3,6 mln zł, co przekłada się na wzrost w ujęciu rok do roku o 44%. Scanway wykazał w 2022 roku zysk netto w wysokości 0,3 mln zł, wzrost o 0,4 mln zł r/r. W 2022 roku za 47% przychodów odpowiadała działalność kosmiczna, a za 53% projekty dla przemysłu. Według stanu na połowę czerwca 2023 roku, Spółka posiada portfel zamówień na łączną kwotę 5,9 mln zł, z czego 2,1 mln zł zostało już ujęte w ramach przychodów ogółem w okresie 5 miesięcy 2023 roku, a 3,9 mln zł pozostało do rozliczenia w ramach bieżącego roku. Celem Scanway jest dalsze intensywne skalowanie działalności i zwiększanie przychodów poprzez komercjalizację istniejących i opracowywanych produktów, na które Spółka identyfikuje wysokie zapotrzebowanie rynkowe w bieżącym roku, a także w kolejnych latach.

W procesie trwającej oferty publicznej akcji Spółkę wspiera cc group – Doradca Finansowy i Autoryzowany Doradca NewConnect, a Głównym Menedżerem Oferty i Zarządzającym Księgą Popytu jest Dom Maklerski Navigator S.A.

DLA Piper: Od lipca odpis na fundusz energetyczny może być niezgodny z prawem UE

21 czerwca 2023 – Obowiązek ponoszenia dodatkowych opłat przez spółki energetyczne w związku z wprowadzeniem ustawy o maksymalnych cenach energii, tzw. odpisu na fundusz, może od lipca tego roku być niezgodny z prawem unijnym, twierdzą prawnicy kancelarii DLA Piper. W tym miesiącu Komisja Europejska zarekomendowała zaprzestanie pobierania nadzwyczajnych środków od spółek energetycznych w całej UE.

Zgodnie z rozporządzeniem Rady UE 2022/1854 z 6 października 2022 roku wprowadzonym w celu ochrony konsumentów przed gwałtownym wzrostem cen energii, spółki energetyczne w UE mają ponosić dodatkowe opłaty w przypadku przekroczenia maksymalnego pułapu dochodów (w rozporządzeniu określonego w wysokości 180 EUR/MWh) tylko do końca czerwca 2023 roku. Polskie przepisy wdrażające unijne rozporządzenie zobowiązały natomiast wytwórców energii i spółki obrotu do ponoszenia opłat na rzecz Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny do końca tego roku. Jeśli rekomendacja Komisji zostanie utrzymana na poziomie unijnym, polskie regulacje staną się niezgodne z prawem UE.

Spółki energetyczne ponoszą straty w związku z obowiązkiem wnoszenia dodatkowych opłat, tzw. odpisu na Fundusz, z tytułu ustawy o maksymalnych cenach energii. W naszej ocenie wprowadzone do polskiego systemu prawnego przepisy są niezgodnie z celem i regulacjami unijnymi – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający i szef praktyki procesowej i regulacyjnej w warszawskim biurze DLA Piper. W świetle stanowczego stanowiska Komisji Europejskiej spółki stają aktualnie przed dylematem, czy zaprzestać zapłaty tzw. odpisu, ryzykując potencjalny spór z Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki i ewentualne sankcje, czy też kontynuować wpłaty, a następnie dochodzić ich zwrotu od Skarbu Państwa w postępowaniu sądowym.

Obowiązek wnoszenia comiesięcznych wpłat na rzecz Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny nałożyła na wytwórców energii i spółki obrotu ustawa z 27 października 2022 roku o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej. Środki wpłacane do Funduszu służą pokryciu różnicy między maksymalną ceną energii przyjętą w ustawie, a ceną umowną lub referencyjną, którą w formie rekompensat otrzymują sprzedawcy energii. Kary za brak wniesienia odpisu może nałożyć na spółkę Prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Spółki mają dwie możliwości działania, jeśli tzw. price cap nie zostanie przedłużony na szczeblu unijnym, a polska ustawa nie zostanie odpowiednio znowelizowana. W przypadku zaprzestania wpłat, procedura odwoławcza od ewentualnej decyzji Prezesa URE zakłada postępowanie przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumenta – wyjaśnia Monika Leszko, radczyni prawna w zespole postępowań sądowych i regulacyjnych w DLA Piper w Warszawie. – Jeśli spółka zdecyduje się kontynuować wpłaty odpisu, a następnie dochodzić ich zwrotu na drodze sądowej, postępowanie toczyć się będzie też przed Sądem Okręgowym w Warszawie, ale wydziałem cywilnym. W obu przypadkach niezgodność polskiego prawa z przepisami unijnymi będzie ważnym argumentem na rzecz spółek energetycznych.

Rozporządzenie Rady UE przyjęto w związku z gwałtownym wzrostem cen energii po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Oprócz dodatkowych opłat, które miały wynikać z nadzwyczajnych zysków osiąganych przez spółki energetyczne w związku z sytuacją geopolityczną, rozporządzenie zakładało także ograniczenie zapotrzebowania na energię oraz wsparcie dla klientów indywidualnych i MŚP poprzez regulowane utrzymanie niższych cen. Eksperci zwracają jednak uwagę na wyjątkowy charakter rozporządzenia.

– Rozporządzenie unijne wprowadzono ze względu na bezprecedensową sytuację i potrzebę ochrony odbiorcy końcowego w konkretnej sytuacji – wskazuje Oskar Waluśkiewicz, partner i szef praktyki energetycznej w DLA Piper w Warszawie. – Były to środki nadzwyczajne, dlatego też rozporządzenie bardzo jasno określa ramy czasowe ich obowiązywania. Wiosną tego roku zakończyły się konsultacje Komisji Europejskiej nad nowymi ramami prawnymi unijnego rynku energii, tzw. Electricity Market Design. Pomimo przecieków w zagranicznych mediach o potencjalnym – na wypadek nadzwyczajnych sytuacji – i ogólnoeuropejskim price capie w wysokości 180 EUR/MWh, nic nie wskazuje na to, aby podobne mechanizmy pojawiły się na stałe w unijnym ustawodawstwie.

Zdaniem prawników DLA Piper, aby uniknąć konfliktu przepisów polskich z unijnymi, konieczna jest pilna nowelizacja ustawy o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej w zakresie daty obowiązywania odpisu na Fundusz. Tymczasem w Sejmie przyjęta została w ostatni piątek autopoprawka do tzw. projektu UC74, która nowelizuje ustawę, ale zmierzając w zgoła odmiennym kierunku.

Chiny przekroczyły internetową granicę. Padł rekord w transgranicznym e-handlu

Po raz pierwszy w historii wartość chińskiego międzynarodowego handlu internetowego przekroczyła granicę 2 biliona juanów. Zapowiedzi są jednoznacze – teraz wyniki mogą być już tylko wyższe. Szczególnie, że coraz mocniej rozwija się ważna gałąź handlu transgranicznego w sieci, czyli dropshipping.

Być może nie wszyscy sądzili, że stanie się to tak szybko, ale większość ekspertów była pewna, że w końcu wartość chińskiego elektronicznego handlu transgranicznego przekroczy magiczną granicę 2 biliony juanów. I tak się właśnie stało. Choć, gdyby być bardzo dokładnym, to doszło do tego już kilka miesięcy temu, ale to teraz o wynikach poinformowała Chińska Generalna Administracja Celna.

I tak, w 2022 r. w chińskim e-handlu międzynarodowym osiągnięto wynik finansowy przekraczający 2,1 biliona juanów. Mowa o ogromnych pieniądzach, bo w przeliczeniu to jest blisko 300 miliardów dolarów. To pierwszy taki przypadek w historii.

Za granicę iść trzeba

Trzeba jednak wyjaśnić, że pod hasłem transgranicznego handlu elektronicznego kryje się po prostu internetowa sprzedaż za granicę. „Europejski e-konsument kupuje częściej i więcej, także poza swoim rodzimym rynkiem, a polskie e-sklepy przyciągają zagranicznych klientów – szczególnie Brytyjczyków i Niemców – względnie niższymi cenami” – tak tę ideę wyjaśniają Justyna Spytek i Justyna Sobolak z TradeTracker w specjalnym poradniku przygotowanym na zlecenie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Ten dokument powstał, żeby polskich przedsiębiorców zachęcić do sprzedawania swoich towarów również poza naszym krajem. Od dawna było bowiem wiadomo, że tego rodzaju sprzedaż będzie przynosiła coraz większe pieniądze.

– Nie trzeba było mieć nadprzyrodzonych zdolności, żeby przewidzieć to, że wraz ze wzrostem sprzedaży internetowej w kraju pojawią się również firmy, które będą chciały internet wykorzystać do eksportu poza Polskę. Szczególnie, że przecież wielu z nich zaczynało od kupowania w innych krajach i sprzedawało w Polsce z zyskiem. Choćby poprzez dropshipping, bo dzięki temu nie musieli martwić się w takim stopniu o logistykę. Import i eksport to podstawowe narzędzie handlu. Jednak stanowi ono pewną barierę mentalną i dla tych przedsiębiorców, którzy radzili sobie do tej pory tylko lokalnie, to dość spory krok, żeby zacząć działalność poza Polską. Krok jednak konieczny, jeśli myśli się o konkurencyjności i rozwoju – dopowiada Tomasz Niedźwiecki prezes TakeDrop.pl.

I faktycznie, jak spojrzeć na analizy sprzed kilku lat, to eksperci wskazywali na szybki rozwój transgranicznego handlu elektronicznego. Aneta Pluta-Zaremba ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie jeszcze w 2016 r. zwiastowała 27-procentowy wzrost wartości do 2020 roku. A w Europie przychody z tego tytułu miały rosnąć szybciej niż z całego e-handlu na kontynencie.

To, co pokazała teraz chińska agencja, jest tylko potwierdzeniem wielu wcześniejszych przewidywań. Wartość eksportu transgranicznego handlu elektronicznego z Chin osiągnęła w 2022 r. wartość 1,53 bilionów juanów (wzrost o 10,1 proc.), a importu osiągnęła poziom 527,8 miliardów juanów (spadek o 0,8 proc.).

Żelazny zestaw

Wśród importerów z Chin pierwsze miejsce zajmują USA (34,3 proc.), Wielka Brytania (6,5 proc.), Niemcy (4,6 proc.), Malezja (3,9 proc.) i Rosja (2,9 proc.).

Jeżeli chodzi o import, to najważniejszymi partnerami Chin okazali się: Japonia ( 217 procent całkowitej wartości importu transgranicznego handlu elektronicznego) Stany Zjednoczone (17,9 procent), Australia (10,5 procent) i Francja (7,5 procent). Chiny eksportowały w 2022 r. głównie odzież, buty i elektronikę.

Założyciel TakeDrop.pl nie jest zaskoczony tą listą i tłumaczy, że generalnie eksport w Chin co roku rośnie. Tak jest od lat, z przerwą w 2009 r. i w 2016 r., kiedy globalne kryzysy osłabił handel.

– To chiński żelazny zestaw. Chiny oferują znacznie więcej, ale to właśnie dzięki takim produktom ten rynek jest znany importerom z USA czy Europy – dodaje Tomasz Niedźwiecki.

W całym 2022 roku Chiny wyeksportowały towary o wartości około 3,59 bilionów dolarów.

Najnowsze dane pokazują jak mocną częścią eksportu staje się transgraniczny handel elektroniczny. Analizując je nie ma też wątpliwości, że USA i Unia Europejska pozostaną największymi partnerami handlowymi Chin – dodaje prezes TakeDrop.pl i przewiduje, że wskaźniki podane za rok o tej porze także będą rekordowe.

Chiński biznes widzi w transgranicznym handlu elektronicznym duży potencjał. Powstają nawet specjalne centra w parkach przemysłowych poświęcone międzynarodowemu e-handlu. Tylko że to nie są to zwykłe magazyny i sklepy. To studia multimedialne i platformy z których prowadzi się na transmisje internetowe i sprzedaje towary na żywo.

To wszystko sprawia, że Spherical Insights szacuje, że wartość globalnego transgranicznego rynku e-commerce w 2022 roku osiągnęła wartość 893,95 mld dolarów, a w 2032 roku ma się zamknąć wynikiem 8138,31 mld dolarów.

Mniejsi jak więksi

Nie ma obecnie bardziej perspektywicznej branży niż e-commerce – mówi CEO TakeDrop.pl, polskiej platformy dropshippingowej. – Klienci już powszechnie kupują w sieci. Cenią sobie niższą niż w sklepie stacjonarnym cenę, szybką dostawę, szeroki wybór produktów i dowolną godzinę robienia zakupów – wylicza.          

W dobrze zorganizowanym e-sklepie nie ma też takich obciążeń jak koszt wynajęcia powierzchni magazynowej czy poświęcanie czasu na kompletowanie i wysyłanie zamówień. Tak właśnie działają chińskie przedsiębiorstwa, które mają udział w rekordowym           wyniku e-handlu za granicę.

– To nie są sklepy, w których właściciel pakuje paczki i przyjeżdża po nie kurier. Globalnie, profesjonalny e-handel przechodzi na dropshipping – tłumaczy Niedźwiecki.

System polega na tym, że sprzedawca oferuje produkt, nawet w dużej ilości, ale fizycznie go nie ma. Towar znajduje się we współpracującej hurtowni. Sprzedający dokonuje transakcji, przyjmuje pieniądze, ale skompletowaniem zamówienia i jego wysłaniem zajmuje się hurtownia.

– Kiedy mówi się o miliardach dolarów, to naturalnie kojarzy się to z wielkimi firmami, które mają największy udział w osiągnięciu takich    wyników. Lecz część wartości transgranicznego e-handlu to też zasługa mniejszych graczy. Im międzynarodowy biznes udaje im się robić dzięki optymalizacji swojej usługi, na zaoszczędzeniu czasu na pakowaniu przesyłek. W dropshippingu nie muszą tego robić i mogą skupić się na tym, co w tej branży najważniejsze – na sprzedawaniu – mówi Tomasz Niedźwiecki z TakeDrop.pl.

Dane o inflacji zwiększają presję na Bank Anglii

Dzisiejsze dane na temat inflacji w Wielkiej Brytanii powodują, że tworzy się dodatkowa presja na Bank Anglii, który już jutro zdecyduje co dalej ze stopami procentowymi. Zmiana w górę o 25 punktów bazowych jest niemalże pewna, rynek zaczyna spekulować o możliwym silniejszym ruchu.

To już kolejny miesiąc, kiedy dane na temat inflacji w UK zaskakują wyższym wynikiem. Odczyt zasadniczy pozostał na wysokim poziomie 8,7 proc. r/r (oczekiwano spadku do 8,4 proc.), natomiast wskaźnik bazowy urósł z 6,8 proc. r/r poprzednio do 7,1 proc. r/r.

W tym momencie BoE swoją uwagę koncentruje na inflacji usług. To właśnie ona pokazuje trwałe, mniej zmienne trendy kształtowania się cen. Wkład usług do wskaźnika CPI jest obecnie o 0,3 punktu procentowego wyższy niż wynikało to z wcześniejszych prognoz banku centralnego. Wzrost wskaźnika nie wynika ze wzrostu pojedynczej kategorii.

Również w UK inflacja zasadnicza, podobnie jak w innych częściach Europy, powinna obniżać się w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Tu będziemy mieli duże efekty bazy. W ubiegłym roku w czerwcu na „Wyspach” ceny benzyny urosły o blisko 10 proc. Aktualnie one spadają a dodatkowo w lipcu redukcji ulegną rachunki za prąd oraz gaz dla gospodarstw domowych. Inflacja bazowa powinna niebawem osiągnąć szczyt, choć w tym wypadku spadek nie będzie aż tak dynamiczny.

Jutrzejsza decyzja w świetle dzisiejszych danych wydaje się być jeszcze bardziej interesująca.. Podwyżka o 25 punktów bazowy jest raczej pewna. Poprze ją prawdopodobnie 7 członków, za brakiem zmian będzie raczej głosować Tenreyro oraz Dhingra. Zmiana w górę w sierpniu jest również realna. Kolejne będą zależeć od danych, wiec tu pewności mieć nie możemy. Rynek będzie starał się wybadać, jak mocno decydenci są zaniepokojeni dynamiką wzrostu cen. Jeśli padną sugestię, że stopa końcowa może wyjść zdecydowanie powyżej 5 proc. wówczas GBP zyska, w przeciwnym razie możemy zobaczyć korektę na funcie.

W tym momencie rynek wycenia prawie sześć kolejnych podwyżek stóp procentowych w UK, choć moim zdaniem rynek nieco przecenia BoE.

Funt może wciąż zyskiwać więcej względem USD niż EUR. Rynek bowiem w tym momencie ocenia, że to właśnie europejska instytucja jest bardziej „jastrzębia” od „amerykańskiej”, zatem można uznać, że istnieje większa dywergencja pomiędzy polityką monetarną Fed-u oraz BoE niż pomiędzy EBC i BoE.

Na EUR/GBP panuje od maja trend spadkowy, w którym prawdopodobnie przez jakiś czas kurs będzie się utrzymywał. Niedawno zostało przełamane wsparcie horyzontalne wynikające z dołków z końcówki ubiegłego roku i kurs znalazł się najniżej od sierpnia 2022 roku. NA GBP/USD dominują wzrosty a funt w relacji do USD był ostatnio najmocniejszy od kwietnia ubiegłego roku. Ostatnie zwyżki mogą zostać jednak skorygowane w krótkim terminie. W dłuższym horyzoncie czasowym zakładam wzrosty powyżej poziomu 130,00.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Koreańczycy podpisali umowę na zaprojektowanie linii kolejowej CPK

Południowokoreańskie konsorcjum podpisało umowę ze spółką Centralny Port Komunikacyjny na zaprojektowanie linii Kolei Dużych Prędkości między Katowicami a granicą polsko-czeską. Ten 70-kilometrowy odcinek to fragment trasy kolejowej Katowice – Ostrawa. Trwa projektowanie już ponad 400 km kolejowych szprych CPK.
Ten odcinek to jeden z kluczowych fragmentów linii kolejowych budowanych w Polsce przez CPK. Stanowi ważny element unijnej transeuropejskiej sieci transportowej (TEN-T) łącząc Katowice, Warszawę czy Kraków z Brnem, Pragą, Bratysławą, Wiedniem i Budapesztem.

Przetarg na zaprojektowanie linii wygrało konsorcjum dwóch firm. Pierwszą z nich jest Korea National Railway (KNR), czyli spółka państwowa, która realizowała projekty budowy kolei, usługi doradztwa technicznego i studia wykonalności, w tym w zakresie Kolei Dużych Prędkości. Drugi z podmiotów konsorcjum to Dohwa Engineering – firma inżynieryjno-budowlana z Korei Południowej, która ma na swoim koncie ponad 7 tys. projektów w kraju i na świecie. Wartość kontraktu sięga 134 mln zł.

Dzięki nowej linii kolejowej, będącej elementem kolei Grupy Wyszehradzkiej V4, Górny Śląsk stanie się ważnym węzłem transportowym w całym regionie Trójmorza. Polski odcinek realizowany przez CPK zakłada poruszanie się pociągów z prędkością do 250 km/h.katowice ostrawa cpk

Projekt zapewni włączenie do sieci kolejowej miasta Jastrzębie-Zdrój, a także nowe, znacznie szybsze połączenia regionalne z Rybnika, Żor i Wodzisławia Śląskiego do Katowic. To cywilizacyjny skok, który zniweluje wykluczenie komunikacyjne tej części Śląska. Kolej obejmie swoim zasięgiem aż 3,6 mln mieszkańców tego regionu Polski.

W ramach inwestycji CPK wybudowanych będzie ok. 2000 km nowych linii, w tym właśnie Kolei Dużych Prędkości. Spółka ma już wybranych pięć wariantów inwestorskich – oprócz trasy Katowice-Ostrawa są to odcinki Warszawa – Łódź, Łódź – Wrocław, Łętownia – Rzeszów, a od maja także Sieradz – Poznań. 

W tej chwili trwa już projektowanie 140-kilometrowej trasy Warszawa-Łódź i 200 km między Łodzią i Wrocławiem. Pierwszy z nich opracowują Biuro Projektów „Metroprojekt” (od Warszawy do obszaru za planowanym węzłem CPK) oraz konsorcjum firm Egis Poland, Egis Rail i Jaf-Geotechnika (dalszy fragment linii aż do Łodzi). 

Z kolei linię Łódź – Sieradz projektuje firma Egis, Sieradz – Kępno trafiła do konsorcjum BBF i IDOM. Projekt trasy od Kępna do Czernicy Wrocławskiej przygotowuje konsorcjum MGGP i Voessing Polska, a za odcinek Czernica Wrocławska – Wrocław odpowiada Systra. 

Umowy PPA dostępne dla wszystkich? Nowe regulacje UE mogą zwiększyć popyt na zieloną energię w branży nieruchomości

19 lipca Parlamentarna Komisja ds. Energii podejmie głosowanie w sprawie rekomendowanego stanowiska negocjacyjnego dotyczącego reformy rynku energii elektrycznej, które będzie stanowić podstawę do rozmów z Radą Ministrów UE, reprezentującą rządy krajowe. Zanim projekty wniosków staną się prawnie wiążące, Parlament, Rada i Komisja muszą osiągnąć porozumienie w celu uzgodnienia wspólnego tekstu. Przywódcy Unii Europejskiej mają zamiar osiągnąć to porozumienie do końca bieżącego roku. Reforma rynku energii, uwzględniająca zmiany w zakresie umów PPA (Power Purchase Agreement), może być kamieniem milowym w realizacji strategii ESG przez małych i średnich przedsiębiorców w branży nieruchomości. Nowe regulacje mogą dać możliwość mniejszym podmiotom kupowania zielonej energii poprzez umowy PPA (wytworzonej bezpośrednio ze źródeł odnawialnych), a nie poprzez kolorowanie czarnej energii gwarancjami pochodzenia, jak ma to miejsce obecnie. Proponowane zmiany obejmują skrócenie czasu obowiązywania standardowych umów PPA (obecnie zawierane są na średnio 5-10-15 lat), ustalanie cen stosownych do użytkowników końcowych różnej wielkości, a także propozycje utworzenia europejskiej platformy transakcyjnej PPA w przyszłości oraz baz danych zarządzanych przez regulatorów. Dla branży nieruchomości to będzie bardzo ważna zmiana.

Nowe regulacje, większe zainteresowanie

Obecnie ponad 30% klientów z portfolio Colliers zakupuje lub wyraziło zainteresowanie kupnem energii za pomocą PPA. Co ważne, często to najemcy, realizujący własne polityki ESG, oczekują do właścicieli budynków dostępu do zielonej energii. Na razie jest to ich dobrowolna decyzja, ale już wkrótce wykorzystywanie zielonej energii w budynkach będzie koniecznością, co wynika z  regulacji prawnych nakładanych przez Unię Europejską. Przykładowo, zatwierdzona dyrektywa CSRD narzuca obowiązek raportowania wskaźników ESG wszystkich dużych podmiotów już za 2024 rok, w tym wpływu budynku na środowisko. Będą nim objęte wszystkie duże firmy, spełniające określone kryteria finansowe. W konsekwencji może to spowodować wzrost zainteresowania umowami PPA ze strony właścicieli nieruchomości, na których będzie wywierana coraz większa presja ze strony najemców. Wynika to ze specyficznego modelu zakupu energii obowiązującego w Polsce, w którym to właściciel zawiera umowę z dostawcą energii, a następnie refakturuje ją na najemców i rozlicza w ramach kosztów service charge.

Alternatywą dla tej opcji, coraz bardziej popularną w Polsce, jest model OSDn, czyli lokalnego dystrybutora, w ramach którego firma wynajmująca powierzchnię samodzielnie może wybrać dostawcę energii. Daje on także możliwość kontraktowania PPA, co oznacza korzystanie z OZE (zewnętrznych lub własnych farm, o ile takie posiada).

Realne oszczędności

W obliczu celów dekarbonizacyjnych, zawartych w dyrektywach realizowanych w strategii Fit for 55, w których do 2050 r. mamy przejść na gospodarkę zeroemisyjną, reformy w zakresie kontraktów PPA są bardzo potrzebne. Ustandaryzowanie takich umów oraz większa dostępność dla mniejszych klientów spowoduje, że więcej właścicieli, a co za tym idzie również najemców, będzie chciało skorzystać z tych ofert, nie tylko ze względu na atrakcyjniejsze ceny. Przykładowo 1 MW zakupiony w formule PPA przy dziesięcioletnim kontakcie to koszt około 460 – 560 zł w stałej cenie. Dla porównania, 1 MW kontraktowany z Towarowej Giełdzie Energii osiąga obecnie ceny na poziomie 780 – 900 zł u klienta końcowego.

Koszt energii w przyszłości będzie rósł, dlatego jeśli pojawi się możliwość zabezpieczenia swojego budżetu po preferencyjnej stawce, właściciele chętniej będą z tego rozwiązania korzystać.  Umowa PPA to dla nich same korzyści – przede wszystkim spełniają dzięki temu wymagania w zakresie ESG i generują realne oszczędności.

Bez zmiany regulacji niemożliwe będzie jednak przełamanie obecnego okresu zwrotu inwestycji, w konsekwencji czego właściciele będą płacić za energię więcej, a najemcy chętni na zakup zielonej energii wciąż będą musieli polegać na gwarancjach pochodzenia, które według Komisji Europejskiej niedługo mogą być niewystarczające do potwierdzenia „zieloności” zużywanej energii. A to stwarza ryzyko nałożenia dodatkowych opłat na podmioty, które nie realizują polityki klimatycznej. Niestety ilość zainstalowanych źródeł w Polsce jest zdecydowanie niewystarczająca do skali potrzeb, a z uwagi na ograniczenia wynikające z możliwości przesyłowych i magazynowania oraz braku woli politycznej – szanse na dalszą rozbudowę OZE są ogarniczone.

Europejska platforma transakcyjna PPA

Unia Europejska wywiera silne naciski, mające na celu ograniczenie tzw. „greenwashingu”, w związku z czym kolorowanie energii gwarancjami pochodzenia w następnych latach może nie być uznawane w certyfikacji ESG budynków. Rozważa również utworzenie europejskiej platformy transakcyjnej PPA, która umożliwiłaby wszystkim uczestnikom rynku dostęp do takich umów, z opcjami umożliwiającymi udział mniejszym klientom poprzez agregację ich zapotrzebowania. Utworzenie takiej platformy zwiększy przejrzystość transakcji PPA, ustandaryzuje ich kształ i obniży koszty, szczególnie dla mniejszych firm. Czy to się uda? Dowiemy się jeszcze prawdopodobnie w tym roku.

Komentarz ekspercki Marcina Wysockiego, Senior Associate w Dziale Energy Advisory, Colliers

Seniorzy stają się coraz silniejszą grupą nabywczą

Silver generation zdobywa rynek. Seniorzy stają się coraz silniejszą grupą nabywczą.

Według danych ONZ, do roku 2050 średni oczekiwany czas życia przekroczy 77 lat i wydłuży się o 7 lat.[1] Do roku 2050 udział osób w wieku 60+ w ogólnej światowej populacji ludności ma przekroczyć 21 proc. (w 2017 r. było to około 13 proc.), przy czym – według szacunków – Europa będzie najszybciej starzejącym się regionem świata. Jakie potrzeby konsumenckie mają seniorzy? Kto je spełni? I jak będzie, za kilka lat, wyglądała srebrna gospodarka, która już dziś rośnie na naszych oczach?

Z danych GUS wynika, że liczba osób w wieku powyżej 65. roku życia wzrośnie do 23,2 proc. całego społeczeństwa w 2035 r.[2] oraz do 32,7 proc. w 2050 roku. Z kolei odsetek osób w wieku 85+ zmieni się odpowiednio z 3,1 proc. do 6,1 proc.[3] – Pamiętajmy, że zmiany w strukturze demograficznej wymuszają również zmiany gospodarcze. Przysłowiowi „silversi”, czyli osoby w wieku 65+ są grupą konsumentów, która rośnie coraz szybciej. Zarówno firmy, jak i sektory gospodarki, które są skoncentrowane na zaspokajaniu potrzeb osób starszych, w najbliższych dziesięcioleciach, będą rosły dynamicznie – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. O seniorach, którzy stanowią coraz silniejszą grupę nabywczą mówi się w kategoriach „silver economy”, a nawet „silver tsunami”.

Dzisiejszy senior kupuje coraz więcej online

Współcześni emeryci surfują odważniej w sieci niż ich koledzy jeszcze dwie dekady temu. Pandemia przyspieszyła ten proces, więc coraz większa liczba emerytów musiała przełączyć się na „życie online”. Z danych GUS wynika, że aż 86 proc. pokolenia „silversów” to osoby, które korzystają z Internetu codziennie. W raporcie “Pokolenie Silvers w e-commerce 2022” możemy przeczytać, że emeryci surfujący w sieci najczęściej korzystają z bankowości internetowej (58 proc.), robią zakupy online (55 proc.), czytają i odpisują na maile, a więc korzystają ze swojej poczty e-mail (52 proc.) oraz z mediów społecznościowych (47 proc.).[4] Z powyżej wspomnianego raportu wynika również, że połowa z emerytów wydaje na zakupy online średnio 100-300 zł w ciągu pół roku, co piąta 300-700 zł, a co dziesiąta powyżej 1000 zł. Najczęściej emeryci kupują przez Internet odzież (49 proc.), produkty farmaceutyczne (39 proc.), kosmetyki i perfumy (37 proc.), sprzęt RTV i AGD (36 proc.), książki, bilety i płyty (34 proc.), obuwie (34 proc.).[5] Na dodatek 34 proc. emerytów (podczas zakupów online) realizuje szybkie płatności online, 17 proc. płaci blikiem, 15 proc. kartą, a 16 proc. w dniu dostawy. Aż 90 proc. seniorów deklaruje, że nie miało problemu z płatnością online, a ich poziom zadowolenia podczas zakupów online przekracza 93 proc.[6]

Potrzeby senioralne zmieniają się

Na przestrzeni ostatnich można obserwować zmiany w środowisku senioralnym. Emeryci coraz chętniej wybierają aktywny wypoczynek, lubią surfować w Internecie, dokształcają się na Uniwersytetach Trzeciego Wieku, warsztatach czy przeróżnych kursach językowych. Zmiany zachodzą również w sferze zachowań konsumenckich.

– Seniorzy coraz częściej oczekują indywidualnego podejścia do ich potrzeb, a jednocześnie, m.in. w wyniku prowadzonych kampanii społecznych i edukacyjnych, stają się coraz bardziej uważni i świadomi praw, które im przysługują. Coraz chętniej poszukują dodatkowych informacji o produktach i usługach czy korzystają z możliwości reklamacji – wyjaśnia Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. – Warto podkreślić, że emeryci są dużo bardziej wymagającą grupą nabywców, często bowiem, ze względu na wiek i wynikające z niego ograniczenia, potrzebują więcej czasu na podjęcie decyzji zakupowej, dokładniejszej informacji i większej pomocy ze strony sprzedawcy – dodaje.

Rosnąca siła nabywcza

Jeszcze 2015 roku Bank of America Merrill Lynch szacował wartość „silver economy” na 7 bilionów dolarów rocznie, co czyniło ją trzecią największą gospodarką na świecie6. W roku 2020 roku prywatna siła nabywcza osób w wieku 60+ osiągnęła już wartość 15 bilionów dolarów na całym świecie. Przyjrzyjmy się rynkowi polskiemu. Z prognoz analityków GfK, opisanych w raporcie z badania „Silver Generation” wynika, że do 2035 roku udział grupy konsumentów zwanej umownie „silver generation” w całkowitej wartości zakupów dokonywanych przez polskie gospodarstwa domowe wzrośnie do 36,9 proc.[7] Rosnącą siłę nabywczą „silver generation” i zmiany w zachowaniach konsumenckich seniorów obserwują i coraz bardziej doceniają przedsiębiorcy. Wśród przykładów sektorów i branż, odnoszących znaczące korzyści ze srebrnej gospodarki, najczęściej wymienia się oczywiście dobra konsumpcyjne, zdrowie (w tym sprzęt medyczny i rehabilitacyjny, farmaceutyki i
e-zdrowie) oraz wellness i urodę. Nie wolno jednak zapomnieć o coraz szybciej rozwijających się usługach i produktach z dziedzin takich jak: bezpieczeństwo (monitoring czy ochrona mienia), kultura i edukacja (wspomniana wcześniej szeroka oferta zajęć uniwersyteckich i kursów dla seniorów), rozrywka i hobby, podróże (wycieczki a nawet całe biura podróży dedykowane podróżującym seniorom), transport osobisty czy usługi finansowe.

[1] Dane statystyczne dotyczące świata przytoczone są za Population Division, DESA, United Nations, www.unpopulation.org

[2] GUS, Prognoza ludności na lata 2008-2035

[3] GUS, Prognoza ludności na lata 2014-2050

[4] https://polskabezgotowkowa.pl/sites/all/themes/awesomeit/files/dane/Raport_Pokolenie_Silvers_w_ecommerce_maj-2022.pdf

[5] Tamże.

[6] Raport “Pokolenie Silvers w e-commerce 2022”

[7] https://www.gfk.com/pl/aktualnosci/press-release/rosnaca-populacja-silver-generation-coraz-wazniejsza-w-strategiach-handlowcow-i-producentow-fmcg/

Stowarzyszenie Małej Energetyki Wiatrowej zaskarży tzw. Ustawę cenową

Ustaw cenowa trafi do Trybunału Sprawiedliwości UE? Branża wiatrowa rozważa zaskarżenie przepisów zamrażających ceny energii.

Przepisy wprowadzone tzw. „Ustawą cenową” mogą być niezgodne z konstytucją a także przepisami o równym traktowaniu podmiotów gospodarczych. Przedsiębiorcy skupieni wokół Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej rozważają zaskarżenie przepisów od Komisji Europejskiej, która może skierować sprawę do TSUE.  Chodzi m.in. o przepisy zwalniające z limitów cenowych instalacje o mocy poniżej 1 MW

Funkcjonowanie rozwiązania, zgodnie z którym energia elektryczna wytworzona w instalacjach wiatrowych o mocy mniejszej niż 1 MW nie podlega wprowadzonym limitom cenowym prowadzi do różnych absurdalnych sytuacji. Przykładowo, firma mająca trzy wiatraki o mocy 0,9 MW nie podlega limitom cenowym, natomiast wytwórca z jedną turbiną o mocy 1,1 już tak.

– Jest to przepis kompletnie niezrozumiały, który dyskryminuje jednych producentów względem innych. Trzeba pamiętać, że oprócz wielkich farm wiatrowych istnieje spora grupa przedsiębiorców dysponujących pojedynczymi instalacjami, wytwarzających energię dla lokalnych odbiorców. Stosowanie wobec nich takich samych regulacji jak w przypadku wielkich wytwórców powoduje, że obciążenia,  które z racji skali działaności, dla wielkich farm wiatrowych nie stanowią większego wyzwania, dla mniejszych wytwórców mogą być zabójcze – zauważa Paweł Guziński Prezes Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej

Stowarzyszenie skupia mniejszych – głównie polskich – wytwórców energii wiatrowej. Polityka rządu skupia się na wielkoskalowych projektach. Tymczasem lądowa energetyka wiatrowa to także kilkuset polskich producentów, dostarczających energię na potrzeby lokalnych społeczności. Szef SMEW zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię, która dyskryminuje małych wytwórców.

– Limity cenowe przyjęte w rozporządzeniach wykonawczych do ustawy są adekwatne dla dużych kilku lub kilkunasto turbinowych projektów opartych na nowoczesnych bardzo wydajnych turbinach. Natomiast są bezsprzecznie krzywdzące dla producentów energii posiadających jedną czy dwie turbiny kilku lub kilkunastoletnich o mniejszej wydajności i mocy nieznacznie większej niż 1 MW . Przedsiębiorcy produkujących prąd na mniejszą skalę muszą – przez nieuczciwe rozwiązania prawne – dopłacać do swojej działalności – dodaje Guziński

Komisja chce zniesienia limitów

Czy SMEW zrealizuje zapowiedzi i skieruje sprawę do Komisji Europejskiej? To zależy od losu zapowiadanej nowelizacji ustawy cenowej. Komisja opublikowała 5 czerwca raport, w którym przedstawiła wnioski ze stosowania przez państwa członkowskie środków przyjętych na podstawie Rozporządzenia o zamrożeniu cen energii, które były podstawą do uchwalenia ustawy cenowej. Komisja jednoznacznie nie rekomenduje w tym raporcie przedłużania terminu stosowania rozporządzenia w zakresie dotyczącym limitu cen. Teoretycznie limity cenowe mogłyby zatem przestać obowiązywać już od 1.07. Tym niemniej ustawa cenowa, oprócz kwestii terminu obowiązywania limitów cen energii oraz obciążeń quasi-podatkowych w postaci tzw. odpisu na Fundusz dla wytwórców energii, zawiera także wiele innych rozwiązań, które, zdaniem ekspertów, stoją w jawnej sprzeczności z prawem unijnym, chociażby w zakresie reguł przyznawania pomocy publicznej.

Stres w pracy dotyka 3/4 Polaków

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy zgodnie stwierdzają (76 proc.), że stres w pracy jest jednym z głównych wyzwań w zachowaniu równowagi psychicznej. Te trudności są dodatkowo potęgowane przez szereg czynników społecznych, takich jak inflacja, wojna w Ukrainie, zmiany klimatyczne czy nasilające się zjawisko wypalenia zawodowego. W ciągu ostatniego roku aż 7 na 10 osób doświadczyło objawów tego ostatniego, najczęściej przejawiającego się jako zmęczenie i brak satysfakcji z pracy. Warto zauważyć, że symptomy te rzadziej zauważane są przez osoby pracujące stacjonarnie (67 proc.), a częściej przez pracujących w systemie hybrydowym (79 proc.) czy zdalnym (75 proc.).

Dobrostan psychiczny oczami pracownika

Świadomość społeczna dotycząca zdrowia psychicznego rośnie z roku na rok. Pojawia się coraz więcej kampanii, dyskusji i spotkań podkreślających wagę troski o własne samopoczucie mentalne. Istotnym elementem codzienności, który ma wpływ na naszą psychikę, jest miejsce pracy – to tam spędzamy znaczną część naszego dorosłego życia.

Zgodnie z wynikami drugiej edycji badania „Dobrostan psychiczny w pracy”, przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden, aż 76 proc. ankietowanych pracowników wskazuje stres w pracy jako przyczynę problemów psychicznych. Na to, jak miejsce zatrudnienia kształtuje dobrostan mentalny wpływa wiele czynników. Pracownicy wyszczególniają między innymi dobre warunki do wykonywania zawodu (21 proc.), atmosferę (14 proc.), stabilność zatrudnienia (9 proc.), szacunek czy też dobry kontakt z przełożonym oraz współpracownikami, odpowiednio 9 i 6 proc. Najważniejszym jednak wskaźnikiem dobrostanu pozostaje niezmiennie wysokość wynagrodzenia. Wskazał na nią co trzeci zatrudniony. Ankietowani wyróżnili również docenienie ich pracy. Ten aspekt podkreślił co 10 z nich.

Wypalenie zawodowe coraz częstsze wśród Polaków

Stres związany z wykonywaniem zawodu pociąga za sobą kolejne, coraz częściej występujące zjawisko społeczne, jakim jest wypalenie zawodowe. Niestety wielu pracowników zauważa u siebie objawy sygnalizujące jego początki. Już 7 na 10 ankietowanych wskazało, że odczuło symptomy wypalenia w ciągu ostatniego roku. Do najczęściej wymienianych należą wycieńczenie pracą, brak przyjemności z wykonywanej pracy czy też chęć jej zmiany. Wskazało je odpowiednio 36 proc., 35 proc. oraz 29 proc. badanych osób. Ponadto, co czwarty ankietowany przyznaje, że kiedy myśli o pracy, odczuwa negatywne emocje, a co piąty ma trudności z radzeniem sobie ze stresem w miejscu zatrudnienia. Szczególnie podatne na wypalenie zawodowe okazują się osoby na stanowiskach kierowniczych (77 proc.).

 Fakt, że pracownicy jako główny wyznacznik dobrostanu wskazują poziom wynagrodzenia nie dziwi. Zwłaszcza że zarówno zatrudnieni, jak i ich pracodawcy wskazują na skutki inflacji jako jeden z głównych problemów społeczno-gospodarczych determinujących ich poczucie stabilności. Pogorszenie się zdrowia psychicznego Polaków i brak dostępności ekspertów w tej dziedzinie również ma swój wpływ na ogólny poziom dobrostanu. Te czynniki pokazują, że dla osób aktywnych zawodowo stan zdrowia psychicznego jest mocno związany z karierą. Wpływ na nie mają zarówno elementy z bezpośredniego otoczenia i codziennego życia takie, jak dom czy praca, jak i te ogólnospołeczne problemy, czyli wojna, pandemia, inflacja czy też naglące kwestie klimatyczne – komentuje Anna Kwiatkowska, menedżerka ds. rozwoju produktów grupowych w Nationale-Nederlanden.

Postrzeganie zdrowia psychicznego w społeczeństwie pracującym

Pracownicy i pracodawcy silnie odczuwają, że współczesny świat sprzyja zapadaniu na choroby cywilizacyjne i zgodnie stwierdzają (ten sam wynik 76 proc.), że problemy psychiczne często są konsekwencją stresu w pracy. Tym, co różni pracowników oraz pracodawców, jest perspektywa dostępności opieki zdrowotnej. Zatrudnieni bowiem, częściej obawiają się, że poprzez ograniczony dostęp do lekarza, nie zostaną zdiagnozowani na czas.

Wyraźną różnicę można dostrzec w tym, jak obie strony postrzegają działania wspierające zdrowie psychiczne osób zatrudnionych. Ponad  połowa pracodawców uważa, że stara się dbać o komfort pracowników, podczas gdy w ich grupie to zdanie podziela tylko jedna trzecia osób. Podobny odsetek przedstawicieli firm deklaruje, że ich organizacja podejmuje  działania mające na celu wesprzeć zdrowie psychiczne pracowników. Tymczasem zaledwie 14 proc. zatrudnionych zauważa jakiekolwiek działania ze strony pracodawcy w tym zakresie. Te dane są tym bardziej interesujące, biorąc pod uwagę, że ponad połowa ankietowanych nie potrafiła wskazać, czego konkretnie oczekuje od pracodawcy w kontekście ochrony zdrowia psychicznego.

Pracownicy coraz częściej szukają dodatkowych świadczeń i działań ze strony firm, które zwiększą ich komfort w pracy. Oprócz standardowych oczekiwań, takich jak dobre warunki pracy czy przyjazna atmosfera, coraz ważniejsza staje się możliwość skorzystania z konsultacji psychologicznych. Dlatego Nationale-Nederlanden, jako jeden z pierwszych ubezpieczycieli na rynku, wprowadziło dodatkową umowę do ubezpieczenia grupowego, która umożliwia skorzystanie ze wsparcia psychiatry czy psychologa, a także objęcie ochroną rodziny – współmałżonków, partnerów, dzieci. Analiza trendów rynkowych sugeruje, że te formy świadczeń będą nabierały coraz większego znaczenia. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że aż 75 proc. respondentów zauważa, iż problemy zdrowia psychicznego, takie jak depresja, stają się coraz częstsze zarówno wśród dorosłych, jak i młodzieży – dodaje Anna Kwiatkowska.

***

Raport „Dobrostan psychiczny w pracy” opracowany przez Smartscope na zlecenie Nationale-Nederlanden został oparty o wyniki reprezentatywnego badania ilościowego. Wywiady zostały przeprowadzone przy użyciu techniki CATI na firmach (N = 301) i CAWI na pracownikach w wieku 16+ (N = 1051). Badanie przeprowadzono w okresie od 5 do 23 stycznia 2023  roku.

Spowolnienie, zadłużenie i rosnąca liczba upadłości – czyli trudna sytuacja branży przemysłowej

Spadek produkcji, zmniejszenie liczby zamówień i wysokie koszty energii – to niejedyne problemy, z jakimi borykają się firmy z branży przemysłowej. Cios w plecy nierzadko dostają też od stałych klientów, którzy z dnia na dzień przestają im płacić. Coraz częściej też faktur nie regulują zagraniczni kontrahenci, głównie z Niemiec i Beneluksu. Według danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie branży przemysłowej wynosi 1,06 mld zł. Ale inne sektory są jej winne 1/3 tej kwoty.

Wskaźnik PMI dla przemysłu w maju wyniósł 47 pkt. Pomimo wzrostu o 0,4 pkt. względem kwietnia 2023 r., warunki gospodarcze w polskim sektorze produkcyjnym nadal nie są najlepsze. Przedsiębiorcy sygnalizują trwały spadek popytu i produkcji wynikający głównie z mniejszych możliwości nabywczych klientów. Według danych GUS-u za pierwsze 4 miesiące tego roku największe spowolnienie odczuwają producenci towarów dla budownictwa oraz dóbr konsumpcyjnych. Nieco lepiej sytuacja wyglądała w sektorach nastawionych na eksport. Ożywienia można się spodziewać w II połowie roku, jeśli sprawdzą się przewidywania, że wzrost płac będzie wówczas wyższy niż inflacja. Powinno pobudzić to popyt wewnętrzny.

Najbardziej zadłużone sektory

Trudną sytuację w przemyśle odzwierciedla jego zadłużenie. Łączny dług polskich producentów wynosi 1,06 mld zł. W Krajowym Rejestrze Długów wpisanych jest 23 687 przedsiębiorstw z tego sektora. Średnie zadłużenie w przeliczeniu na firmę wynosi 44 730 zł.

Pod względem rodzaju prowadzonej działalności najwięcej przeterminowanych zobowiązań finansowych mają na swoim koncie producenci metalowych wyrobów gotowych: 207 mln zł. Organizacja producentów Eurofer prognozuje, że popyt na stal w tym roku zmaleje o 1,6 proc. Problemy dotykają chociażby łańcuchów dostaw czy importu. Zadłużone firmy produkujące metalowe wyroby stanowią 19 proc. ogólnej puli przedsiębiorców przemysłowych (4,5 tys.), a najbardziej zadłużony przedsiębiorca winien jest 5 mln zł.

Nieco mniej zadłużeni są producenci artykułów spożywczych. Łączne zadłużenie 2 589 przedsiębiorstw wynosi tutaj prawie 154 mln zł. Główną przyczyną problemów finansowych producentów żywności są wysokie koszty energii, rosnące odsetki od zaciągniętych zobowiązań i spadek konsumpcji.

Duże zadłużenie przypisane jest także do producentów mebli oraz wyrobów z drewna. Obie tu grupy zalegają z płatnościami na ponad 75 mln zł każda, a łączna liczba dłużników liczy 4,5 tysiąca podmiotów.

Przemysł należy do branż najbardziej zagrożonych niewypłacalnością. Wysokie koszty działalności, w tym ceny komponentów używanych w produkcji oraz malejący popyt sprawiają, że wielu przedsiębiorców kapituluje w obliczu narastających problemów finansowych. W pierwszym kwartale bieżącego roku upadłość ogłosiło 16 firm przemysłowych, a restrukturyzację 59. To najwięcej ze wszystkich branż. Niewypłacalne firmy przemysłowe pozostawiły też po sobie najwięcej długów. Producenci-bankruci nie zapłacili wierzycielom 10 mln zł, a dłużnicy przemysłowi będący w restrukturyzacji, powinni oddać kontrahentom 17,4 mln zł. Takie firmy były notowane w Krajowym Rejestrze Długów na długo przed ogłoszeniem niewypłacalności – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. 

Dłużnicy i wierzyciele na jednej gałęzi

Największym wierzycielem producentów jest sektor finansowy oraz wtórni wierzyciele, którzy odkupili długi głównie od tych pierwszych. To łącznie prawie 633 mln zł, co stanowi blisko 60 proc. łącznego zadłużenia. Na odzyskanie swoich należności liczą również firmy handlowe. Przedsiębiorcy działający w przemyśle zalegają im ponad 125 mln zł.

Jednak producenci mają także swoich dłużników, od których muszą odzyskać 369 mln zł. To 1/3 ich całego zadłużenia. Ponad 87 mln zł zalega jej handel hurtowy i detaliczny. 84 mln zł mają producentom do oddania koledzy po fachu, czyli inne przedsiębiorstwa z branży przemysłowej.

Te kwoty byłyby zdecydowanie niższe, gdyby firmy przemysłowe z większą uwagą dobierały partnerów biznesowych, a przynajmniej dokładniej ich weryfikowały przed nawiązaniem współpracy. Tymczasem, według danych KRD, w pierwszym kwartale 2023 roku producenci pobrali nieco ponad 135 tysięcy raportów gospodarczych, dzięki którym możliwa była wnikliwa weryfikacja potencjalnego kontrahenta. Jest to co prawda wzrost o 17 procent w stosunku do pierwszego kwartału ubiegłego roku, ale jednocześnie spadek o 18 procent w stosunku do ostatniego kwartału 2022 roku mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Przestają płacić stali klienci i ci z zagranicy

Transakcje w branży przemysłowej opierają się w dużej mierze na wieloletnich relacjach pomiędzy kontrahentami. Partnerzy współpracują ze sobą stale i dobrze się znają. Widać tam też dużą zależność jednych firm od innych. Niestety coraz częściej dłużnikami stają się właśnie ci stali klienci, a także ci z zagranicy. Zaczyna to już być widoczny trend.

– W ostatnim czasie widzimy nasilenie takiego zjawiska. Do windykacji trafiają zlecenia na coraz wyższe kwoty, sięgające kilkuset tysięcy lub nawet kilku milionów złotych, których nie zapłacili stali partnerzy biznesowi. Branża przemysłowa charakteryzuje się długimi terminami płatności, jakie kontrahenci wpisują na fakturach. Standard to 60, a nawet 90 dni. Przekazywanie do windykacji niezapłaconych faktur na bardzo duże kwoty wskazuje, że w firmach brakuje gotówki. Obserwujemy też, że zagraniczne firmy przestały płacić polskim firmom przemysłowym. Najwięcej zleceń windykacyjnych dotyczy odbiorców z Niemiec i krajów Beneluksu – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Zaległości dużych i małych

Ponad 58 proc. dłużników to osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, ich zadłużenie wynosi ponad 482,5 mln zł. Z kolei  spółki stanowią 42 proc. puli dłużników. Ich dług wynosi ponad 577 mln zł.

Małe firmy muszą mierzyć się z większym ryzykiem popadnięcia w kłopoty finansowe. Powodem jest w tym wypadku mniejsza liczba zamówień, partnerów biznesowych i niższego wkładu własnego w firmę. Tu nawet jedna opóźniona lub nieopłacona faktura może zaważyć na sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Zadłużenie może powstać bardzo szybko, a spłata może być utrudniona przez narastające sumy zobowiązań.

Najbardziej zadłużonymi województwami na mapie Polski są: mazowieckie, śląskie i wielkopolskie. Firmy przemysłowe z tych regionów mają do spłaty kolejno 179 mln zł, 147 mln zł i 105 mln zł. Zaraz po nich, na 4. miejscu plasuje się województwo pomorskie (94 mln zł), a tuż za nim dolnośląskie (88 mln zł). Najmniejsze zadłużenie posiadają firmy z woj. lubuskiego i podlaskiego (ok. 17 mln zł każde).

W województwie mazowieckim, gdzie zadłużenie jest zdecydowanie najwyższe, średnio na jednego przedsiębiorcę produkcyjnego przypada 46 261 zł nieopłaconych zobowiązań. W najmniej obciążonym województwie jest to średnio 30 340 zł.

Popyt na napoje spada

W ciągu ostatnich dwóch lat widać bardzo duży wzrost kosztów wytworzenia. Rosną ceny surowców, energii, pracy. To przekłada się na wzrost kosztów producentów, a w konsekwencji na inflację. Efektem wysokiej inflacji jest z kolei spadek konsumpcji. Podobne zjawiska zdominowały rynek napojów. Trend, który zaczyna dominować, to poszukiwanie wartości – czyli ile dostaje się za złotówkę wydaną w sklepie. To powoduje, że konsumenci kupują większe opakowania i marki prywatne. Marki najbardziej rozpoznawalne często sprzedają się w zakupach impulsowych. Dlatego duże, światowe koncerny nie odnotowują istotnych spadków sprzedaży. Ale polscy producenci odczuwają wyraźnie konsekwencje inflacji.

– Jako jeden z największych w Polsce producentów wody, napojów i soków widzimy, że popyt konsumpcyjny mocno spada. My pracujemy praktycznie ze wszystkimi sieciami handlowymi, które są obecne w Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom.pl podczas Kongresu Retail Trends 2023 Marek Piątkowski, dyrektor generalny, wiceprezes Bewa. – Konsumenci stają się bardziej zwracać uwagę na to, co kupują, w jakich ilościach kupują. Dodatkowo po wprowadzeniu podatku cukrowego rynek napojów słodzonych gwałtownie spadł. Staramy się wypełnić tę lukę sokami premium, NFC oraz produkcją dla marek własnych. Na szczęście nie spadają zamówienia eksportowe, są cały czas na stabilnym poziomie. Nawet nieco wzrosły w porównaniu do ubiegłego roku – podsumowuje Piątkowski.