Skonsolidowany zysk netto wyniósł 421,0 mln zł i był o 12,2% niższy niż
w analogicznym okresie poprzedniego roku
Rekordowa liczba nowych klientów pozyskanych w I półroczu: 167,2 tys.
Liczba aktywnych klientów wzrosła o 44,4% r/r z 190,1 tys. do 274,5 tys.
Wolumen obrotu klientów na instrumentach CFD wzrósł o 18,5% r/r – z 3,05 mln do 3,62 mln lotów
XTB opublikowało dziś wstępne wyniki finansowe za I półrocze 2023 roku. W warunkach niższej zmienności na rynkach finansowych i towarowych w drugim kwartale, spółka wypracowała 421,0 mln zł skonsolidowanego zysku netto w pierwszym półroczu 2023 roku. Intensywne działania marketingowe wpłynęły zarówno na rekordowo wysoki napływ nowych klientów, jak i ich dużą aktywność transakcyjną.
W I półroczu 2023 roku XTB wypracowało zysk netto na poziomie 421,0 mln zł wobec 479,6 mln zł rok wcześniej (spadek o 12,2%). Skonsolidowane przychody osiągnęły wartość 818,9 mln zł wobec 836,2 mln zł w I półroczu 2022 r. (spadek o 2,1%), przy kosztach działalności operacyjnej 341,6 mln zł (I półrocze 2022: 267,8 mln zł).
Rekordowy wzrost nowych klientów i coraz większa aktywność inwestycyjna
W I półroczu XTB pozyskało rekordową liczbę 167,2 tys. nowych klientów, o 65,5% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku. Na koniec I półrocza 2023 r., liczba klientów wyniosła łącznie 762,6 tys. w porównaniu z 525,3 tys. na koniec I półrocza 2022 roku (wzrost o 45,2% r/r). Liczba aktywnych klientów wzrosła o 44,4% osiągając 274,5 tys. na koniec I półrocza 2023 roku, wobec 190,1 tys. w I półroczu poprzedniego roku. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w I półroczu wzrósł on do 3,62 mln transakcji wobec 3,05 mln w analogicznym okresie 2022 roku (wzrost o 18,5%). Natomiast rentowność na lota w I półroczu 2023 roku wyniosła 226 zł (I półrocze 2022: 274 zł).
Naszym priorytetem jest dalszy wzrost bazy klientów, a wyniki za I półrocze pokazują, że jesteśmy w stanie osiągać te cele nawet w okresach mniejszej zmienności na rynkach finansowych, kiedy naturalnie zainteresowanie inwestycjami maleje. Stale umacniamy swoją pozycję rynkową w Polsce oraz na kluczowych rynkach zagranicznych, a inwestycje w technologie oraz nowe produkty przynoszą oczekiwane rezultaty. Docieramy z naszą ofertą do coraz większego grona klientów, w szczególności tych, którzy zaczynają dopiero inwestować na rynkach finansowych. Dzięki Akcjom Ułamkowym, które wprowadziliśmy już na siedmiu rynkach europejskich, nasi klienci mają większą elastyczność w budowaniu swoich portfeli inwestycyjnych opartych na akcjach i funduszach ETF – komentuje Paweł Szejko, członek zarządu ds. finansowych XTB.
Struktura przychodów wg. klasy aktywów
Jeśli chodzi o przychody pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, w I półroczu 2023 r. prym wiodły CFD oparte na indeksach. Ich udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych sięgnął 51,9%. To konsekwencja dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych o amerykański indeks US 100, niemiecki indeks akcji DAX (DE30) czy też amerykański indeks US 500.
Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na towarach. Ich udział w strukturze przychodów w I półroczu 2023 r. wyniósł 36,5%. Najzyskowniejszymi instrumentami w tej klasie były CFD oparte na notowaniach gazu ziemnego oraz złota.
Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 9,6% wszystkich przychodów, gdzie najbardziej dochodowymi instrumentami finansowymi w tej klasie były oparte o parę walutową USDJPY oraz EURUSD.
Koszty
Koszty działalności operacyjnej w I półroczu 2023 r. ukształtowały się na poziomie 341,6 mln zł i były o 73,8 mln zł wyższe w stosunku do I półrocza 2022 r., kiedy wyniosły 267,8 mln zł. Najistotniejsze zmiany odnotowano w kosztach wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, które wzrosły o 31,8 mln zł w związku z dynamicznym wzrostem zatrudnienia. Wzrost kosztów marketingowych o 30,9 mln zł wynikał głównie z wyższych nakładów na intensywnie prowadzone kampanie online.
Rozwój własnych technologii
W pierwszym półroczu 2023 roku, XTB kontynuowało prace związane z opracowaniem nowych rozwiązań i technologii związanych przede wszystkim z rozwojem własnej platformy transakcyjnej xStation oraz wprowadzeniem nowych produktów. Innowacje te przyczyniły się do efektywnej egzekucji zleceń, sprawnego procesu onboardingu klientów i funkcjonowania systemów transakcyjnych XTB.
– W ramach przyjętej strategii biznesowej, koncentrujemy się nad rozwojem technologii wykorzystywanych zarówno w naszej platformie xStation, aplikacji mobilnej oraz nowych produktach. Przekłada się to wprost na strukturę zatrudnienia – obecnie w siedzibie spółki w Warszawie około 40% stanowią pracownicy IT i programiści, pracujący nad budowaniem naszej przewagi technologicznej, która przekłada się na pozycję konkurencyjną XTB na globalnym rynku – komentuje Paweł Szejko.
Prezydent podpisał dzisiaj ustawę wydłużającą okres, w którym można korzystać z Małego ZUS Plus z 36 do 48 miesięcy w ciągu łącznie 60 miesięcy. W związku ze zmianami powstaje luka 12 miesięcy, w której nie można rozliczać się wg zasad Małego ZUS Plus. Jednak 5 lipca trafił do Sejmu projekt ustawy o ograniczaniu biurokracji i barier prawnych, który zakłada całkowitą likwidację limitu czasu, przez jaki można korzystać z Małego ZUS Plus. Oznacza to, że jedynym warunkiem do skorzystania z tej ulgi byłby przychód do 120 000 zł rocznie.
Mały ZUS, czyli obniżone składki ZUS, są szczególnie korzystne dla przedsiębiorców o niskich przychodach, którzy mają trudności z opłacaniem pełnych składek. To zabezpieczenie daje im możliwość kontynuowania działalności bez nadmiernego obciążenia finansowego. Mały ZUS Plus pozwala płacić tylko składkę zdrowotną. Aby móc skorzystać z tej ulgi wymagane jest prowadzenie działalności gospodarczej przez co najmniej 60 dni w roku poprzedzającym, a przychód nie może przekraczać 120 000 zł rocznie, jeżeli działalność gospodarczą prowadziliśmy przez pełny rok. Wartość ta zmniejsza się proporcjonalnie, jeżeli działalność prowadziliśmy przez krótszy okres.
– Obowiązujące obecnie przepisy pomijają fakt, że wiele osób podejmuje lub chciałoby podjąć działalność gospodarczą w stosunkowo niewielkim zakresie. Ponadto takie osoby są w stanie ją prowadzić tylko w sytuacji, w której możliwe będzie opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne na zasadach Małego ZUS Plus. Natomiast w sytuacji, w której musiałyby opłacać je na zasadach ogólnych, działalność ta będzie dla nich całkowicie nieopłacalna. W konsekwencji osoby te albo w ogóle nie podejmują działalności gospodarczej, albo po 36 miesiącach były zmuszone do jej likwidacji – wyjaśnia Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.
Zmiany na Plus
Projekt ustawy o ograniczaniu biurokracji i barier prawnych zakłada likwidację limitu czasu, przez który można korzystać z Małego ZUS Plus. Zdaniem eksperta inFaktu jest to krok w dobrą stronę, bo zmiany zlikwidowałyby istniejącą obecnie roczną lukę. Wejście w życie proponowanej ustawy skutkować może podejmowaniem niewielkich działalności gospodarczych przez większą liczbę osób. Projekt to także ukłon w stronę przedsiębiorców, którzy nie chcą bądź nie są w stanie rozwinąć swojego biznesu do takich rozmiarów, by uzyskiwane dochody pozwoliły na opłacanie składek ZUS na zasadach ogólnych.
Celem proponowanych w ustawie zmian jest również skrócenie okresu karencji z 60 do 24 miesięcy, które muszą upłynąć od dnia ostatniego zawieszenia lub zakończenia działalności gospodarczej do skorzystania z tzw. ulgi na start, która umożliwia opłacanie tylko składki zdrowotnej. Piotr Juszczyk wskazuje, że okres 24 miesięcy to dobry limit, ale warto rozważyć skrócenie go do nawet 12 miesięcy, żeby przedsiębiorcy nie musieli czekać kilku lat na skorzystanie z ulgi na start po zamknięciu działalności.
Volkswagen Bank GmbH Oddział w Polsce ogłosił zmiany personalne w swojej strukturze zarządzania. Marek Sołtysiak, doświadczony manager z wieloletnim stażem w sektorze bankowym, dołącza do zespołu jako nowy Dyrektor Departamentu Rozwoju Biznesu i Obsługi Klienta.
Marek Sołtysiak rozpoczął współpracę z Volkswagen Bankiem w połowie lipca. Posiada ponad 18-letnie doświadczenie w sektorze bankowym, które zapewnia mu bogatą wiedzę i umiejętności w różnorodnych obszarach branży.
Przez ostatnie 7 lat pełnił funkcje kierownicze w Alior Banku, gdzie od 2020 roku zarządzał Pionem Produktów Klienta Biznesowego. W zakresie jego odpowiedzialności były zadania takie jak opracowywanie strategii, opieka nad produktami, rozwijanie portfela projektów, bankowość internetowa oraz scentralizowana obsługa posprzedażowa.
Jako aktywny członek komitetów bankowych takich jak CALCO (ang. Capital andAsset-Liability Committee), Ryzyka Operacyjnego, Rozwoju Banku czy Kredytowego, wniósł znaczący wkład w podejmowanie decyzji kluczowych dla działalności banku.
Do poprzednich obszarów pracy Marka Sołtysiaka należało również finansowanie mikrofirm, którym zajmował się w Banku BPH.
– Dołączenie do zespołu Volkswagen Banku jest dla mnie dużym zaszczytem oraz realizacją rozwoju zawodowego, jak i pasji motoryzacyjnej. Wyspecjalizowany model biznesowy oraz wyjątkowa pozycja marki Volkswagen stanowią szansę dla rozwoju działalności bankowej. W ramach strategii Mobility 2030 zaoferujemy klientom unikalne usługi, atrakcyjne warunki korzystania z produktów bankowych i wysoki standard obsługi zdalnej – mówi Marek Sołtysiak, nowy Dyrektor Departamentu Rozwoju Biznesu i Obsługi Klienta w Volkswagen Bank GmbH Oddział w Polsce.
Poza światem finansów, Marek pasjonuje się także motoryzacją i w czasie wolnym aktywnie angażuje się w organizację rajdów samochodowych.
W związku z tym, że odzyskanie pieniędzy od upadłego banku jest bardzo mało prawdopodobne, klienci Getin Noble Bank powinni się skupić na tym, aby zabezpieczyć swoje prawa w postępowaniu upadłościowym. Należy pamiętać, że w chwili ogłoszenia upadłości powstaje swoista nierównowaga pomiędzy wierzycielami a dłużnikami banku. Zadaniem syndyka będzie ściągnąć wszystkie wierzytelności od osób, które są coś bankowi winne. Z kolei spłata wierzycieli banku nastąpi tylko wówczas, gdy będą na to środki w masie upadłości. W razie unieważnienia umów kredytowych kredytobiorcy banku staną się wobec banku zarówno dłużnikami (obowiązek zwrotu całego otrzymanego kapitału) oraz wierzycielami (prawo do odzyskania wpłaconych rat).
Aby uchronić się od sytuacji, gdy syndyk będzie żądał spłaty kapitału, a jednocześnie nie będzie szans na odzyskanie spłaconych rat, konieczne jest złożenie bankowi oświadczenia o potrąceniu wzajemnych roszczeń. Oświadczenie o potrąceniu pozwoli obniżyć albo wyzerować roszczenie banku o zwrot kapitału, gdyż wpłacone raty będą zaliczone na spłatę tego kapitału. Oświadczenie o potrąceniu musi zostać złożone przed zgłoszeniem wierzytelności do masy upadłości za pośrednictwem Krajowego Rejestru Zadłużonych.
Aby dokonać potrącenia, trzeba wiedzieć, jaka jest wysokość spłaconych rat. Informację taką w „normalnych” warunkach można uzyskać od banku. Pojawiły się jednak już sygnały, że Getin zawiesił wydawanie stosownych zaświadczeń w tym zakresie. Pozostaje więc samemu oszacować jaka była wysokość spłaconych rat i taką kwotę przedstawić do potrącenia. Syndyk i tak musi później zweryfikować te kwoty na podstawie ksiąg rachunkowych banku.
Na dokonanie potrącenia i zgłoszenie wierzytelności jest 30 dni od daty ogłoszenia upadłości, nie jest to jednak termin ostateczny. Po upływie tego terminu zgłoszenie wierzytelności nadal będzie możliwe, będzie ono jednak wymagało dodatkowej opłaty w wysokości około 1.000 zł.
Te osoby, które nadal spłacają kredyt, powinny się także mocno zastanowić nad kontunuowaniem spłat, gdyż ich odzyskanie wydaje się w obecnym stanie faktycznym po prostu niemożliwe.
Autor: Izabela Libera, radca prawny z Kancelarii Libera i Wspólnicy
Słabsze dane z Niemiec znów szkodzą euro. Rynki czekają na decyzję FED, który najprawdopodobniej podniesie dzisiaj stopy procentowe. W tle Węgrzy kontynuują swój specyficzny eksperyment ekonomiczny.
Kolejne słabsze dane z Niemiec
Gospodarka naszego zachodniego sąsiada ma ostatnio bardzo słabą passę. Dane z tamtejszej gospodarki okazują się mocno pesymistyczne. Mowa zarówno o indeksach PMI jak i chociażby wczorajszym indeksie instytutu IFO. Pokazują one, że tamtejsi przedsiębiorcy przygotowują się na spowolnienie w gospodarce. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Niemcy importują dużą część komponentów, w rezultacie te negatywne nastroje niekoniecznie muszą rzutować tak mocno na lokalną gospodarkę. Nie zmienia to faktu, że wraz ze słabszymi danymi znad Odry inwestorzy z coraz większą rezerwą patrzą na wspólną europejską walutę. Kurs euro względem dolara po odbiciu od wielomiesięcznych szczytów spadał już 5 dni z rzędu. Wczorajsze dane tylko dołożyły więcej paliwa do tego ruchu.
Czekając na FED
Rynki są obecnie całkiem zgodne. Stopy procentowe powinny wzrosnąć na dzisiejszym posiedzeniu o 0,25%. Z dużym prawdopodobieństwem będzie to ostatnia podwyżka w tym roku. Z drugiej strony już przynajmniej raz w tym roku, jak nie dwa, mówiliśmy o ostatniej podwyżce, więc nie należy brać tego jako pewnik. Im szybciej jednak będzie spadać inflacja za Oceanem, tym pewniejszy jest koniec cyklu. Ostatnie maksima na ropie naftowej trochę nas zatem od tego cofają. Patrząc na notowania obligacji skarbowych, na tym rynku również zaczyna się spekulacja o możliwym jeszcze jednym ruchu. Im częściej będą pojawiać się sygnały uwiarygodniające kolejne wzrosty, tym bardziej powinien umacniać się dolar.
Na Węgrzech stopy procentowe bez zmian
Gospodarka Węgier kontynuuje bardzo odważny eksperyment przeprowadzany przez ekipę Viktora Orbana. Po wielu miesiącach mordowania gospodarki 13% stopami procentowymi powoli udaje się spowolnić tempo wzrostu cen. Rosną one nadal jednak o 20%. Analitycy wskazują kilka powodów obecnych problemów. Jednym z nich są administracyjne ceny i limity na niektóre towary i usługi. Gospodarka nie radzi sobie z dostarczaniem ich na rynek, konkurencyjne dobra idą gwałtownie w górę, a transfery socjalne tylko napędzają wzrost cen. Najlepszym dowodem na to co się dzieje jest niemal 18% wzrost płac w skali roku. Dodatkowym problemem jest słabość waluty, która powoduje, że importowane dobra są jeszcze droższe. Jeżeli dodamy do tego kłopoty branży spożywczej mamy szerszy kontekst problemów. Od początku rosyjskiej inwazji na terytorium Ukrainy forint osłabł już niemal 10% względem złotego, który w tym czasie i tak nie miał najlepszej passy.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – sprzedaż nowych domów,
20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Polskie studio kreatywne Platige Image i IDEAS NCBR – ośrodek badawczo-rozwojowy powołany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – rozpoczynają współpracę. Strony podpisały list intencyjny, w którym zobowiązały się m.in. do identyfikacji wyzwań w obszarze grafiki komputerowej oraz prowadzenia wspólnych badań naukowych, które pozwolą wdrożyć odpowiednie rozwiązania w branży kreatywnej.
IDEAS NCBR to ośrodek badawczo-rozwojowy działający w obszarze sztucznej inteligencji, którego misją jest wsparcie jej rozwoju w Polsce, poprzez stworzenie platformy łączącej środowisko akademickie z biznesowym. Jednym z filarów działalności IDEAS NCBR jest budowa przestrzeni przyjaznej prowadzeniu innowacyjnych badań, a także kształcenie nowego pokolenia naukowców, ukierunkowanych na praktyczne zastosowanie opracowanych algorytmów oraz ich późniejszą komercjalizację w przemyśle, finansach, medycynie i innych gałęziach gospodarki. Ośrodek prowadzi już badania w takich obszarach jak inteligentne algorytmy i struktury danych, widzenie komputerowe czy bezpieczeństwo systemów i prywatność danych.
– Szybki rozwój sztucznej inteligencji oraz wzrost jej znaczenia dla sektora branży kreatywnej niesie za sobą zdefiniowane już zagrożenia, ale też szanse. To właśnie z uwagi na potencjał wykorzystania AI w pracy naszego studia zdecydowaliśmy się przystąpić do inicjatywy IDEAS NCBR – mówi Karol Żbikowski, Prezes Zarządu Platige Image.
W ramach współpracy z IDEAS NCBR, Platige Image zobowiązało się m.in. do zaangażowania się w bieżące prace badawcze, a docelowo stworzenie dedykowanej grupy badawczej, w skład której wejdą eksperci polskiego studia.
– Bardzo się cieszę, że tak szybko udało nam się nawiązać współpracę ze środowiskiem biznesowym, a konkretnie z jednym z liderów branży. Naukowe podejście do grafiki komputerowej w Polsce dynamicznie się rozwija, co stwarza wiele możliwości do prowadzenia projektów badawczych, zwłaszcza w połączeniu ze sztuczną inteligencją. Jestem przekonany, że badania z praktycznym zastosowaniem przyciągną uwagę młodych ambitnych specjalistów i zachęcą ich do dalszej nauki i rozwoju w tej fascynującej dziedzinie informatyki. To wspaniała okazja dla polskich specjalistów IT do rozszerzania swoich umiejętności, a także impuls dla sektorów gier i filmu do kreowania innowacyjnych rozwiązań, które umocnią pozycję Polski na rynku globalnym. Obecnie prowadzimy rekrutację do mojej grupy badawczej. Absolwentów kierunków ścisłych zainteresowanych grafiką komputerową zapraszam do odwiedzenia strony internetowej IDEAS NCBR – wyjaśnia profesor Przemysław Musialski, lider nowej grupy badawczej zajmującej się grafiką komputerową w IDEAS NCBR.
Platige Image to jedno z najbardziej rozpoznawalnych za granicą polskich studiów produkcyjnych. Spółka ma na swoim koncie współpracę z takimi globalnymi gigantami, jak Sony, Netflix, czy Ubisoft. Platige nie boi się stawiać na innowacje. Jednym z przykładów takich działań jest zaadaptowanie Unreal Engine – silnika stworzonego przez jednego ze światowych liderów na rynku produkcji gier komputerowych, firmę Epic Games. Na początku 2023 r. polska spółka jako jedna z kilku firm na świecie otrzymała tytuł Autoryzowanego Partnera Serwisowego Unreal Engine, a produkcje zrealizowane w całości z wykorzystaniem Unreal Engine stanowią już ponad 10% jej całkowitych przychodów. Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji jest kolejnym wyzwaniem, jakie stawia przed sobą polskie studio.
– Ile można narzekać na paragony grozy? Ile można zwracać uwagę na najdroższe oferty, jakie oferują hotele w regionie? Jeżeli ktoś ma ochotę na weekend w Hiltonie, to oczywiście ma do tego prawo, ale w Kołobrzegu, Świnoujściu czy w Międzyzdrojach można wypocząć za naprawdę rozsądne pieniądze. Na polską turystykę w ostatnich dwóch latach prowadzona jest niezrozumiała dla mnie nagonka. Efekt jest taki, że turystów z Polski jest w tym roku mniej nad polskim morzem. To sytuacja dla mnie zaskakująca i niezrozumiała – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Hanna Mojsiuk: W czym nasze polskie morze jest gorsze od kurortów albańskich, bułgarskich czy nawet niektórych hiszpańskich?
Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk, apel Izby jest wyrazem sprzeciwu wobec retoryki, która mocno dotyka zachodniopomorską turystykę. Obecnie stanowi ona ponad 15% lokalnego PKB – zniechęcanie turystów, by przyjeżdżali nad polskie morze, bo „jest drogo” i „są paragony grozy” jest działaniem, które sprawia, że przedsiębiorcy tracą klientów. Jest to retoryka szkodliwa i często bardzo niesprawiedliwa.
– Jeżeli się uprzemy to znajdziemy nad morzem frytki za 25 złotych i noclegi za 20 tysięcy złotych za tydzień, ale po co pokazywać skrajne przypadki? Efekt takiego działania to setki turystów, którzy stwierdzają, że nad morze nie jadą, bo paragony grozy, drożyzna i jest nieciekawie. Jako Północna Izba Gospodarcza apelujemy: porzućmy te niezrozumiałe kompleksy i przestańmy wstydzić się naszej turystyki – mówi Hanna Mojsiuk.
– Mamy przepiękny pas nadmorski, wspaniałe atrakcje, piękne hotele, mnóstwo zieleni, bardzo profesjonalną obsługę. I w porównaniu z innymi kurortami naprawdę przystępne ceny. W czym nasze polskie morze jest gorsze od kurortów albańskich, bułgarskich czy nawet niektórych hiszpańskich? Jedyne na co nie mamy wpływu to pogoda. Reszta czynników pokazuje nasz wielki potencjał – mówi Hanna Mojsiuk.
A co z paragonami grozy?
– Są medialne, budzą dyskusję, rozumiemy media, które potrzebują emocji. Nad polskim morzem można zjeść pyszny obiad za 40-50 złotych za osobę. Czy to dużo w miejscowości turystycznej? – dodaje prezes Hanna Mojsiuk.
Turyści z zagranicy doceniają Bałtyk bardziej niż Polacy?
Również Prezes oddziału Północnej Izby Gospodarczej w Świnoujściu Piotr Kośmider przekonuje, że turystyka na Pomorzu Zachodnim przyciąga turystów z zagranicy. Chwalą oni jakość i atrakcyjność hoteli oraz czystość naszych kurortów.
– Przyznaję, że w tym roku dyskusja o paragonach grozy i cenach nad polskim morzem przybrała już znamiona nagonki. To krzywdzące, bo sprawdziłem dokładnie ceny w Mielnie, Kołobrzegu, Międzyzdrojach czy w Świnoujściu i nie ma mowy o tym, by były one radykalnie podwyższone w porównaniu z rokiem ubiegłym. Ceny usług hotelowych są nawet niższe niż przed rokiem. Musimy więc głośno krzyczeć, że Bałtyk jest piękny, że warto tu przyjechać i korzystać z naszych atrakcji – mówi Piotr Kośmider. – Turyści z Czech są zachwyceni polskim morzem, mówią, że tak szerokiej, publicznej plaży jak w Świnoujściu to jeszcze nie widzieli. W wielu kurortach są tylko hotelowe plaże i leżaki po 5 Euro. Zacznijmy doceniać naszą turystykę – kończy Prezes Izby w Koszalinie.
„Nie możemy zgodzić się z retoryką, że nad Bałtykiem ceny to rozbój w biały dzień, bo to nieprawda”
Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej z sektora turystycznego przyznają, że ten sezon jest trudniejszy. Obłożenie w hotelach waha się od 50 do 90%. Jest niższe nawet niż w pandemicznym roku 2021. Czy winne są rosnące ceny? Jak mówi Karolina Sadka z Trofea Hotel Międzyzdroje ceny w większości obiektów nadmorskich rok do roku się nie zmieniły.
– Nie możemy straszyć turystów, że nad tym Bałtykiem to są astronomiczne ceny. To dla mnie niezrozumiałe, bo ceny w porównaniu z ubiegłym rokiem nie wzrosły drastycznie. Ceny są wszędzie dostępne – mówi przedstawicielka sektora HoReCa. – Widzimy, że jest mniej ludzi. To jest widoczne w hotelach, w kawiarniach, ceny są bardzo skrupulatnie weryfikowane. Zdajemy sobie sprawę, że inflacja dotyka wszystkich, nie możemy jednak zgodzić się z retoryką, że nad Bałtykiem ceny to rozbój w biały dzień, bo to nieprawda – dodaje Karolina Sadka.
Eksperci rynku nieruchomości zauważają, że mniejszym zainteresowaniem cieszą się wille, hotele i pensjonaty. Klienci kierują się w stronę aparthoteli.
– Ofert na sprzedaż pensjonatów, willi i małych hoteli w mniej prestiżowych miejscowościach nadmorskich jest bardzo dużo. Wynika to z wielu czynników. Turystyka się zmienia, to efekt inflacji, ale i zupełnie innych oczekiwań od miejsca, gdzie się zatrzymujemy. Przedsiębiorcy, którzy od lat prowadzą działalność w taki sam sposób, te same pokoje hotelowe, ten sam standard, brak atrakcyjnych nowości, muszą się liczyć z odpływem klientów – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.
W 2 kwartale 2023 roku skonsolidowany zysk netto Grupy Banku Millennium już trzeci raz z rzędu był dodatni i wyniósł +106 mln zł. Zysk netto w 1 półroczu 2023 roku wyniósł +358 mln zł, a skorygowany o koszty kredytów hipotecznych (1 747 mln zł po opodatkowaniu) i z hipotetycznym podatkiem bankowym (203 mln zł) wyniósłby rekordowe 1,418 mld zł. Dzięki połączeniu cyfryzacji i najlepszej wielokanałowej jakości obsługi nagrodzonej tytułem Złoty Bank 2023, efektywność Banku pozostała na niezmiennie wysokim poziomie.
– Mimo że koszty związane z portfelem walutowych kredytów hipotecznych (rezerwy na ryzyko prawne, koszty polubownych ugód i koszty prawne) wciąż stanowiły istotny hamulec dla coraz bardziej rentownej działalności podstawowej Grupy, w 1 półroczu 2023 roku osiągnęliśmy dodatni zysk netto w wysokości 358 mln zł. – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.
– Również pod względem biznesowym było to dobre półrocze. W segmencie detalicznym potwierdziliśmy naszą zdolność do konkurowania w obszarze Consumer Finance – tylko w 2 kwartale wartość sprzedanych pożyczek gotówkowych osiągnęła 1,6 mld zł. W pierwszym półroczu liczba aktywnych klientów wzrosła do 2,949 mln (+26 tys kw./kw.): 2,62 mln z nich korzystało z bankowości internetowej, a 2,37 mln to użytkownicy mobilni. W bankowości korporacyjnej koncentrowaliśmy się na wykorzystaniu gwarancji BGK, czego efektem jest rekordowy portfel ponad 3,9 mld zł kredytów objętych gwarancjami. Wprowadziliśmy nowe rozwiązania cyfrowe m. in. zespół banku zbudował aplikację mobilną dla firm, całkowicie nową pod kątem technologicznym, z nowym designem, skupionym na wygodzie użytkownika, o dużych możliwościach personalizacji.
Konsekwentnie redukowaliśmy portfel walutowych kredytów hipotecznych i związane z nim ryzyka. Nadal oferowaliśmy kredytobiorcom indywidualnie negocjowane polubowne rozwiązania takie jak konwersje na złote, przedpłaty lub zbiorowe „ugody”. Liczba dobrowolnych ugód w 2 kwartale osiągnęła 924 (1 730 w 1 półroczu). Od momentu uruchomienia programu w 2020 roku podpisaliśmy blisko 19,5 tys. ugód (32% wszystkich aktywnych wówczas umów walutowo-hipotecznych). W wyniku negocjacji, ostatecznych wyroków oraz innych naturalnych czynników liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się w 2 kwartale 2023 roku o niemal 1 400 (do 35 417) – dodał Joao Bras Jorge.
Następujące wydarzenia 1 półrocza 2023 roku są naszym zdaniem szczególnie warte podkreślenia:
wynik z odsetek wzrósł o 6% kw/kw (1poł.23: +21% r/r) pomimo powoli spadających rynkowych stop procentowych; wzrost był głównie efektem niższych kosztów depozytów chociaż połączenie większego i bardziej dochodowego portfela dłużnych papierów wartościowych oraz zmieniającej się struktury portfela kredytowego również miało pozytywny wpływ; wzrost r/r kwartalnego wyniku z odsetek pozostał na solidnym poziome 13% ale dalej szybko spowalniał z powodu efektu wysokiej bazy;
kwartalna marża odsetkowa (NIM) poprawiła się do rekordowego do 485 p.b. z poziomu 458 p.b. w 1kw23 dzięki ww. niższego kosztu depozytów (2,75% w 2kw23 w porównaniu do 2,91% w 1kw23) oraz zmian po „aktywnej” stronie bilansu;
efektywność kosztowa pozostawała wysokaw wyniku połączenia stałego wzrostu ucyfrowienia naszego biznesu, jak również relacji z klientami z wzrostem przychodów przewyższającym wzrost kosztów, te ostatnie będące efektem niższych obciążeń regulacyjnych; liczba pracowników pozostawała stabilna (liczba aktywnych pracowników wzrosła o 102, tj. 2% od końca czerwca 2022 r.), optymalizacja sieci dystrybucji była kontynuowana (liczba oddziałów własnych spadła o 28 jednostek, tj. 7% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy) i była komplementarna w stosunku do rosnącego udziału usług cyfrowych (klienci cyfrowi: 2,62 mln, wzrost o 8% r/r, aktywni użytkownicy bankowości mobilnej: 2,37 mln, wzrost o 13% r/r); w 1poł.23 raportowane przychody operacyjne ogółem wzrosły o 13% r/r, podczas gdy raportowane koszty operacyjne spadły o 34% r/r, dzięki niższym kosztom regulacyjnym (koszty BFG/IPS razem wyniosły 372 mln zł w 1poł.22 w porównaniu do kosztów BFG w 1poł.23 w wysokości 60 mln zł); koszty operacyjne w 1poł.23 skorygowane o koszty regulacyjne wzrosły o 15% r/r;
portfel kredytowy zmniejszył się w 2kw23 (kredyty netto/brutto odpowiednio -7%/-6% r/r i odpowiednio -2%/-2% kw/kw) ze zmniejszającym się portfelem walutowych kredytów hipotecznych oraz, w mniejszym stopniu selektywną akcją kredytową w sektorze przedsiębiorstw, będącymi głównymi przyczynami spadku; portfel kredytowy bez walutowych hipotek zmniejszył się o 2% r/r i nie zmienił się kw/kw; portfel kredytów hipotecznych w walutach obcych dalej szybko się kurczył (-46% r/r, -19% kw/kw w wartościach raportowanych) w wyniku zmian kursów walut (PLN zyskał 3% wobec CHF w ciągu ostatnich 12 miesięcy), spłat, tworzenia rezerw na ryzyko prawne (zgodnie z MSSF9 rezerwy na ryzyko prawne księguje się jako pomniejszenie wartości brutto zasądzonych kredytów), spisań oraz dobrowolnych ugód z kredytobiorcami; w rezultacie, udział całego portfela walutowych kredytów hipotecznych w kredytach brutto ogółem zmniejszył się do 6,1% (kredyty udzielone przez BM: 5,5%) z 10,4% (9,6%) w tym samym okresie ubiegłego roku;
portfel niehipotecznych kredytów detalicznych wzrósł o 2% kw/kw oraz 4% r/r, głównie dzięki poprawie sprzedaży kredytów gotówkowych; w 2kw23 sprzedaż kredytów gotówkowych osiągnęła rekordowy poziom 1,6 mld zł, wzrost o 16% r/r, podczas gdy ich sprzedaż w całej 1poł.23 wyniosła 3,2 mld zł, rosnąc o 25% r/r; udział rynkowy BM w sprzedaży w 1poł23 wyniósł 10,8%, powyżej 9,8% w 1poł22; sprzedaż (wypłaty) kredytów hipotecznych w PLN w 2kw23 wzrosła o 7% kw/kw ale nadal była poniżej poziomu w tym samym okresie ubiegłego roku (1poł23: 1,9 mld zł, spadek o 55% r/r); udział rynkowy Banku w sprzedaży w 2kw23 wyniósł 8,9% a w 1poł.23 10,1% w porównaniu do 10,5% w 2kw22 i 13,4% w 1poł.22;
jakość portfela kredytowego poprawiła się, ze wskaźnikiem NPL obniżającym się do 4,5% z 4,7% na koniec marca br. po zmianach metodologicznych w portfelu kredytów hipotecznych w PLN; wsparte sprzedażą niepracujących kredytów konsumenckich, zmiany te przeważyły nad negatywnym wpływem niskiej sprzedaż nowych kredytów oraz kurczącego się portfela kredytowego; segment detaliczny w którym wskaźnik NPL zmniejszył się do poziomu 4,8% z 5,1% był głównym źródłem poprawy, podczas gdy w segmencie przedsiębiorstw wskaźnik NPL wzrósł do 3,7% z 3,4% (głównie efekt zmniejszającego się mianownika czyli portfela kredytowego); pokrycie kredytów niepracujących rezerwami poprawiło się do 73% z 68% na koniec marca 2023 r. oraz z niemal 70% na koniec 2022r.); koszt ryzyka zmniejszył się do zaledwie 27 p.b. w 2kw23 (1poł23: 45 p.b. vs. 1poł22: 37 p.b.), częściowo dzięki 36 mln zł zysku ze sprzedaży portfela kredytów niepracujących;
depozyty klientów nie zmieniły się w kwartale ale wzrosły o 5% r/r z depozytami detalicznymi rosnącymi o 2% kw/kw i depozytami korporacyjnymi o spadającymi 6%; trend zmiany struktury depozytów zatrzymał się, z udziałem depozytów terminowych obniżającym się nieco do poziomu 35% z 36% na koniec marca br. (33% na koniec roku 2022 oraz 18% na koniec 2021 r.); płynność Banku pozostawała na bardzo komfortowym poziomie ze wskaźnikiem K/D zmniejszającym dalej się do poziomu 74%;
aktywa zarządzane zarówno przez Millennium TFI, jak i fundusze zewnętrzne dalej rosły w ujęciu kw/kw (+8% w 2kw23); na poziomie ponad 6 mld zł urosły one także r/r (+13%), po raz pierwszy od wielu kwartałów;
wskaźniki kapitałowe poprawiły się zauważalnie (skonsolidowany TCR: 14,8%/T1: 11,7% w porównaniu z odpowiednio TCR: 14,1%/T1: 11,0% na koniec marca 2023 r.) i w rezultacie nadwyżka powyżej wymaganych minimalnych poziomów (odpowiednio 12.7%/10.2%) dalej się zwiększyła; poprawa ta miała charakter organiczny poprzez optymalizację zarówno aktywów ważonych ryzykiem (RWA) jak i kapitałów regulacyjnych (między innymi niższy negatywny wkład wyceny obligacji w innych całkowitych dochodach);
wymogi MREL zostały obniżone w czerwcu 2023 r. zgodnie z oczekiwaniami, po obniżce bufora II Filara przez KNF w grudniu 2022 r.; w połączeniu z lepszą sytuacją kapitałową przyczyniły się one do spełnienia śródokresowego wymogu MREL (bez CBR) na 30 czerwca 2023 r. i zmniejszenie niedoboru względem wymogu MREL + CBR.
Cavatina rozpocznie swój pierwszy projekt mieszkaniowy w Stanach Zjednoczonych – 13-piętrowy budynek w centrum Seattle, w stanie Waszyngton, wykonany z prefabrykowanych elementów wyprodukowanych w Polsce. Projekt jest przygotowywany przez Cavatina we współpracy z międzynarodowym, uznanym biurem architektonicznym Epstein z siedzibą w Chicago. Cushman & Wakefield doradza Grupie Cavatina w sprawach związanych z zakupem gruntów pod inwestycje. Od 2017 roku, po okresie Wielkiego Kryzysu, Seattle odnotowuje wzrost populacji, co przekłada się na duże zapotrzebowanie na projekty mieszkaniowe.
W ostatnich latach dynamicznie rozwijający się sektor technologiczny w Seattle, z firmami takimi jak Amazon i Microsoft mającymi tu swoje siedziby, przyczynił się do wzmocnienia gospodarki i przyciągnął wielu młodych profesjonalistów do tego regionu.
Seattle jest postrzegane jako dobre miejsce do życia, a ograniczona dostępność gruntów pod nową zabudowę przyczyniła się do konkurencyjnego rynku mieszkaniowego. Dodatkowo, zwiększająca się gęstość zaludnienia w mieście i ograniczona przestrzeń do ekspansji spowodowały tendencję do urbanizacji – coraz więcej osób szuka mieszkań w pobliżu centrum miasta i jego udogodnień. To zwiększyło zapotrzebowanie na budownictwo wielomieszkaniowe w centrum miasta i przyległych dzielnicach. Widzimy wielki potencjał do wykorzystania naszego doświadczenia i siły polskiego przemysłu modułowego w tym obszarze. Nasz projekt będzie zlokalizowany przy skrzyżowaniu 2nd i Clay Street w Belltown – najgęściej zaludnionej dzielnicy w Seattle”, mówi Bartłomiej Wentlandt, Prezes Zarządu Cavare S.A., Grupa Cavatina.
Początkowo dzielnica Belltown była przemysłowym obszarem magazynowym, ale przekształciła się w spacerową, wielofunkcyjną dzielnicę z restauracjami, sklepami, wieżowcami mieszkalnymi i budynkami społecznościowymi, w tym Art Institute.
Budynek Cavatiny ma na celu wzmocnienie charakteru spacerowego tej dzielnicy poprzez wprowadzenie w parterze budynku lokalów handlowych i publicznie dostępnych udogodnień. Budynek będzie również oddalony o kilka minut od Space Needle, muzeum dziecięcego w Seattle i Climate Pledge Arena. Dodatkowo wiele mieszkań będzie miało widok na te charakterystyczne punkty orientacyjne oraz od zachodniej strony na morze.
Cavatina zaoferuje tu mieszkania na wynajem.
Wejście polskiego podmiotu o znacznym doświadczeniu i szerokich kompetencjach na rynku nieruchomości na rynek amerykański jest, moim zdaniem, niezwykle ekscytującym wydarzeniem. Od lat mieliśmy przyjemność współpracować z Grupą Cavatina na polskim rynku, a teraz możemy nie tylko kibicować ich rozwojowi za granicą, ale także wspierać razem z zespołem Cushman & Wakefield z Seattle w zakresie pozyskiwania gruntów i spraw administracyjnych. Seattle, z dużym zapotrzebowaniem na wzrost w sektorze mieszkaniowym, jest idealnym miejscem do wprowadzenia projektu PRS”, mówi Krzysztof Misiak, Head of Cushman & Wakefield Poland.
Projekt będzie miał 13 pięter i około 12 tys. mkw. powierzchni, podziemny parking, podium z lokalami handlowymi oraz 140 mieszkań. Budynek zostanie wykonany w technologii modułowej z prefabrykowanych elementów wyprodukowanych w polskich fabrykach. Ta metoda budowy zmniejsza ilość odpadów budowlanych, przyspiesza montaż i zapewnia wysoki poziom jakości.
Modułowa konstrukcja była oczywistym wyborem dla naszego projektu, zwłaszcza ze względu na polskie dziedzictwo Cavatiny i dobrze rozwinięty przemysł prefabrykatów w Polsce. Projekt wymaga koncentracji na kwestiach strukturalnych, ponieważ budynek znajduje się w aktywnej strefie sejsmicznej. Wprowadzamy także zrównoważone rozwiązania mające na celu ograniczenie zużycia energii i wody. Zielone dachy na różnych poziomach, tarasy i udogodnienia takie jak sale fitness, SPA i wybieg dla psów mają przyciągnąć mieszkańców i promować zdrowy styl życia”, wyjaśnia Patrick Carata, Dyrektor Projektowania Architektonicznego w Epstein.
Cavatina Concert Hall
Projekt PRS w Seattle jest drugim, przy którym Cavatina współpracuje z architektami z Epstein. W 2021 roku firmy wspólnie pracowały nad koncepcją unikalnej przestrzeni kulturalnej i rozrywkowej, która ma powstać na wyspie Bainbridge w stanie Waszyngton, na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.
Budynek Cavatina Concert Hall będzie składał się z klimatyzowanej sali koncertowej o pojemności 500 osób, otwartego amfiteatru z miejscami dla 600 widzów, przestrzeni wystawienniczych, sal spotkań dla lokalnej społeczności oraz pomieszczenia do aktywności muzycznych i artystycznych. Cavatina kontynuuje realizację tej ambitnej koncepcji.
Warto przypomnieć, że w Bielsku-Białej w Polsce, działa już inny unikalny projekt Cavatiny. W ramach kompleksu wielofunkcyjnego, deweloper przygotował nowoczesną salę koncertową ze studio nagraniowym, która gościła już wielu wybitnych artystów z Polski i z całego świata.
Empik S.A. podpisał umowy na udzielenie finansowania w wysokości 310 mln PLN z czterema instytucjami: BNP Paribas Bank Polska, Bank Pekao S.A., Santander Bank Polska i mBank.
Suma finansowania obejmuje 3 instrumenty wspierające organiczny rozwój Grupy Empik: linię gwarancyjno-akredytywną, kredyt w rachunku bieżącym i linię faktoringu odwrotnego.
Zwiększone względem poprzednich lat finansowanie potwierdza wiarygodność i sukces przyjętego przez Empik modelu biznesowego oraz wzmacnia i rozszerza relacje z bankami, wspierając w ten sposób realizację celów biznesowych w przyszłości.
Dzięki nowemu finansowaniu Empik może dalej realizować dynamiczne wzrosty sprzedaży we wszystkich kanałach oraz ambitne plany strategiczne, takie jak rozwój marek własnych. Spółka nie wyklucza także akwizycji.
Empik S.A. nawiązał strategiczną współpracę z grupą banków wyłonionych w toku przetargu. Spółka podpisała umowy na finansowanie z czterema instytucjami: BNP Paribas Bank Polska S.A., Bank Polska Kasa Opieki S.A., Santander Bank Polska S.A. oraz mBank S.A. na łączną sumę 310 mln PLN. Szczegółowe warunki umów objęte są poufnością.
Partnerstwo z wiodącymi bankami wesprze dynamiczny rozwój Grupy Empik. Strategia spółki na kolejne lata zakłada dalszy wzrost w ramach omnikanałowego, unikatowego na rynku ekosystemu. To zarówno kontynuacja dynamicznej ekspansji sieci stacjonarnej w różnorodnych formatach, jak również mocny wzrost w kanale online, którego kluczową dźwignią jest Empik marketplace (EmpikPlace). Do filarów strategii należy również dalszy rozwój ekosystemu klienckiego Empik Premium, oferty Retail Media oraz rozwój usług dodatkowych. To także kontynuacja inwestycji w technologię, rozbudowa łańcucha dostaw oraz koncentracja na inicjatywach z obszaru zrównoważonego rozwoju. Spółka nie wyklucza także akwizycji.
– Dzięki silnemu modelowi omnichannel kontynuujemy mocny trend wzrostowy. W 2022 roku zanotowaliśmy dynamiczny wzrost sprzedaży w kanale cyfrowym i tradycyjnym. Pierwsza połowa tego roku również pozytywnie nastraja nas na kluczowe sprzedażowo drugie półrocze – zarówno na Empik.com, jak i w sieci fizycznej, gdzie wyniki przekraczają zakładane tempo wzrostu. To dla nas ważny sygnał i solidna baza do dalszego rozwoju, który teraz wesprze dodatkowe finansowanie pozyskane od wiodących instytucji bankowych – powiedział Piotr Świątek, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu Empik S.A.
Suma finansowania przyznanego przez banki jest wyższa niż dotychczas wykorzystywane przez Empik linie kredytowe. To kolejny dowód na zaufanie i sukces przyjętego modelu biznesowego.
Według danych Komendy Głównej Policji, od początku tego roku odnotowano w całym kraju blisko 40 tys. kradzieży z włamaniem. To oznacza, że statystycznie do przestępstwa dochodzi co 7 minut. Liczba kradzieży z włamaniem wzrosła w co drugim województwie. W świętokrzyskim o rekordowe 45%.
39 152 – dokładnie tyle kradzieży z włamaniem odnotowała policja w pierwszej połowie br. – wynika ze statystyk Komendy Głównej. To dane uwzględniające przestępstwa popełnione także przez osoby nieletnie.
Najwięcej kradzieży z włamaniem odnotowano na Dolnym Śląsku (5554), Śląsku (5280) oraz Mazowszu (4798). Od lat te województwa nie schodzą z niechlubnego podium pod względem liczby tych przestępstw. Statystyki za ostatnie półrocze pokazują niezbicie, że najbezpieczniejszym województwem jest podkarpackie (0,6 tys. kradzieży z włamaniem). Poza podkarpackim najmniej kradzieży z włamaniem odnotowano w województwach podlaskim (0,7 tys.) i opolskim (0,8 tys.).
W co drugim województwie kradzieży jest więcej
Z policyjnych statystyk wynika, że w I półroczu liczba kradzieży z włamaniem wzrosła w połowie województw: dolnośląskim, kujawsko-pomorskim, lubuskim, małopolskim, podlaskim, warmińsko-mazurskim, łódzkim oraz świętokrzyskim. W niektórych ten wzrost był znaczący: np. w świętokrzyskim odnotowano aż o 45% więcej tych przestępstw niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, w małopolskim o ponad 16% a w warmińsko – mazurskim o 13%.
Złodzieje kradną zazwyczaj pieniądze, biżuterię i sprzęt elektroniczny, który łatwo jest spieniężyć. W marcu, w jednej z mazowieckich wsi złodzieje włamali się do domu przez okno. Z szuflady zabrali ponad 1500 zł w gotówce. To komunijny prezent. Na warszawskich Bielanach z kolei sforsowali zamek w drzwiach w wielopiętrowym bloku. Trzem studentkom wynajmującym mieszkanie zginął laptop i złoty łańcuszek. W obu przypadkach sprawcy nie zostali wykryci.
Co druga kradzież z włamaniem nie jest wykrywana
Wykrywalność przestępstw pozostaje od lat na podobnym poziomie. Mimo, że w pierwszym półroczu jest ona zawsze wyższa, to w całym roku kalendarzowym wynosi ona mniej więcej 50% (2022 r – 51,72%, 2021 – 51,87%). Oznacza to, że co druga kradzież z włamaniem nie zostaje wykryta. To skłania coraz więcej osób do tego, by zabezpieczyć się przed kradzieżą czy włamaniem na własną rękę. I bynajmniej nie chodzi wyłącznie o ubezpieczenia.
– Obserwujemy coraz większe zainteresowanie alarmami, inteligentnymi zamkami czy kamerami do monitoringu, zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi, które można ustawić w dowolnym miejscu. Wzrost jest w porównaniu do roku ubiegłego dwucyfrowy. Po części na pewno wynika to z tego, że elektronika w ostatnim czasie staniała i stała się znacznie bardziej dostępna dla klientów. Ceny kamer obrotowych do monitoringu w rozdzielczości Full HD z wbudowanym modułem Wi-Fi zaczynają się od nieco ponad 100 zł. Za kilkaset złotych można kupić już bardzo przyzwoitą kamerę wyposażoną w czujnik ruchu i dźwięku. Taki sprzęt zdecydowanie zwiększa nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale także szanse wykrycia sprawcy przez policję w przypadku kradzieży – zwraca uwagę Filip Kałas, Dyrektor Dywizji w Komputronik, jednej z największych sieci z elektroniką.
Tu wykrywalność jest najniższa
Patrząc na mapę Polski, możemy dostrzec pewną prawidłowość: najwyższe wskaźniki wykrywalności zostały odnotowane na południowym wschodzie. Wyjątkiem od tej reguły jest województwo podkarpackie. Wskaźniki wykrywalności kradzieży z włamaniem w pierwsze połowie br. wyniosły tam 55,3%. W skali kraju niższy wynik osiągnięto tylko w mazowieckim – 55%.
W całym ubiegłym roku najniższą wykrywalność odnotowano w województwie mazowieckim 39,6%, lubuskim, 42,2%, dolnośląskim, 46,53%, najwyższą w świętokrzyskim 67,13%.
Choć z policyjnych statystyk wynika, że w skali całego kraju kradzieży z włamaniem jest z roku na rok coraz mniej (w 2020 r. – 74 340, w 2021 r. 73 220, w 2022 r. 70 068), to jest to spadek nieznaczny. W pierwszej połowie br. odnotowano zaledwie o około 2% mniej tych przestępstw niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Warto wspomnieć, że statystyki nie uwzględniają okresu wakacyjnego, w którym pod nieobecność właścicieli znacznie łatwiej dokonać kradzieży.
Według szacunków MRiPS Polacy nie siedzą bezczynnie w domu, bezrobocie spada, a w czerwcu br. jego poziom obniżył się do rekordowych 5 proc. Przez ponad 30 lat niższy wskaźnik odnotowaliśmy jedynie w 1990 r. To wynik, który może cieszyć. Jednak dla wielu pracodawców mała liczba osób, które można zaktywizować zawodowo to mniejsze możliwości załatania i tak zbyt dużych braków kadrowych oraz przeszkoda w rozwoju firmy, a przełożonych chętnych do zatrudniania ludzi będących na kuroniówce nie brakuje. Jak wynika z Raportu Grupy Progres „Rynek pracy 360”, prawie połowa firm (48 proc.) jest gotowa przyjąć do pracy i przyuczyć do zawodu osobę bezrobotną, również taką, która ma długą przerwę w zatrudnieniu.
W 2003 i 2004 r. bezrobocie w naszym kraju przekroczyło rekordowy poziom 20 proc., a ponad 3 mln Polaków nie miało pracy.
W czerwcu br. padł kolejny rekord – poziom bezrobocia wyniósł jedynie 5 proc. a liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w czerwcu 783,5 tys.
Co drugi pracodawca (48 proc.) chce zatrudniać osoby bezrobotne i inwestować w ich rozwój zawodowy, wynika z badania Grupy Progres. Druga strona ma jednak swoje dokładnie sprecyzowane wymagania – oczekuje wsparcia w planowaniu ścieżki kariery, możliwość podnoszenia kwalifikacji zawodowych i benefitów.
Najwięcej miejsc pracy czekających na pracownika odnotowano w przemyśle i handlu, budownictwie, transporcie i gospodarce magazynowej.
Co więcej, już pojawiają się kolejne etaty – w ciągu ostatnich 30 dni w Centralnej Bazie Ofert Pracy pojawiło się niemal 18 tys. nowych pozycji oferujących ponad 45 tys. miejsc pracy. Dodatkowo – tylko na portalu pracuj.pl – przez miniony miesiąc umieszczono ponad 67 tys. ogłoszeń.
Wielu kandydatów na te stanowiska można znaleźć właśnie wśród bezrobotnych. Pod koniec grudnia 2022 r. najwięcej osób zarejestrowanych w UP stanowili pracownicy usług osobistych i sprzedawcy oraz robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy. Nie brakowało też techników i innego średniego personelu, pracowników prac prostych i specjalistów.
W 2003 i 2004 r. bezrobocie w naszym kraju przekroczyło poziom 20 proc., a ponad 3 mln Polaków nie miało pracy. To rekordowo wysoki wynik, który przez ponad 30 lat (od 1990 do 2023) nie powtórzył się już w statystykach prowadzonych przez GUS. Padł jednak inny rekord – jak podaje Urząd – w czerwcu br. poziom bezrobocia wyniósł jedynie 5 proc. a liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w czerwcu 783,5 tys. wobec 802,3 tys. osób miesiąc wcześniej. Jedynie 12 proc. bezrobotnych w I kw. tego roku i średnio 15 proc. osób biernych zawodowo w 2022 r. nie pracowało wcześniej, pozostali mają doświadczenie zawodowe.
Z tegorocznych statystyk za I kwartał wynika również, że ponad połowa osób (52 proc.) została wyrejestrowana z ewidencji UP, bo podjęła pracę, inni nie znajdują się już w niej, bo rozpoczęli szkolenia, nabyli prawo do emerytury lub dobrowolnie zrezygnowali ze statusu bezrobotnego. Jest też grupa, która utraciła wspomniany status, bo nie potwierdziła gotowości do pracy – w całym 2022 r. i w I kw. 2023 r. było to średnio 18 proc. bezrobotnych, a w latach poprzednich kolejno 10,4 proc. (2020 r.) i 12,4 proc. (2021 r.).
Pracodawcy w kolejce do pośredniaka
Jak wynika z badania i raportu Grupy Progres „Rynek pracy 360”, co drugi pracodawca (48 proc.) chce zatrudniać osoby bezrobotne i inwestować w ich rozwój zawodowy. Druga strona ma jednak swoje, dokładnie sprecyzowane, wymagania. 55 proc. bezrobotnych oczekuje wsparcia od pracodawcy w planowaniu ścieżki kariery. 68 proc. ankietowanych zaznacza, że pracodawca powinien zagwarantować im możliwość podnoszenia kwalifikacji zawodowych np. w postaci kursów czy szkoleń, za które nie będą musieli płacić. Na benefitach zależy 53 proc. badanych.
Pracodawcy borykający się z brakami kadrowymi są jednak w stanie spełnić nawet wygórowane oczekiwania kandydatów, bo pula ludzi szukających zatrudnienia jest coraz mniejsza. Dlatego każda osoba chętna do udziału w rekrutacji i dostępna od zaraz jest na wagę złota.
– Taką wartość mają właśnie bezrobotni. Wiele firm ma świadomość ich potencjału zawodowego wynikającego np. z dotychczasowego doświadczenia na rynku i umiejętności, które mogą wykorzystać w nowym miejscu zatrudnienia. Nawet jeśli mają oni dłuższą przerwę w pracy, to nie przeszkadza przełożonym, którzy chwytają się wszelkich sposobów na wypełnienie wakatów – mówi Justyna Lach, Dyrektor Linii Progres HR Logistics z Grupy Progres. – Niejednokrotnie niedobór pracowników oznacza nie tylko trudność w rozwoju firmy, ale jest też zagrożeniem dla jej bezproblemowego funkcjonowania, realizowania zamówień czy wywiązywania się z zawartych umów. To problemy, o które martwią się firmy z branży logistycznej, ale też produkcyjnej, spożywczej, budowlanej, sektora handlu czy transportu – dodaje Justyna Lach.
Mimo że dane GUS wskazują na spadek liczby wolnych miejsc pracy w gospodarce w I kw. 2023 r. to jednak we wspomnianych branżach do obsadzenia nadal jest dosyć dużo etatów. Najwięcej miejsc pracy czekających na pracownika odnotowano w przemyśle i handlu — odpowiednio 23,5 tys. i 16,5 tys. Kolejne sektory z niedoborem kadrowym to budownictwo – 13 tys. wakatów, transport i gospodarka magazynowa – 9,8 tys. miejsc oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna – 8,1 tys. Co więcej, w ciągu ostatnich 30 dni w Centralnej Bazie Ofert Pracy pojawiło się niemal 18 tys. nowych pozycji oferujących ponad 45 tys. miejsc pracy. Dodatkowo – tylko na portalu pracuj.pl – przez miniony miesiąc umieszczono ponad 67 tys. ogłoszeń.
Etaty vs kompetencje
Na pracę w przemyśle mogą liczyć robotnicy i rzemieślnicy (39,2 proc. wakatów w przemyśle) oraz operatorzy i monterzy maszyn (25,9 proc.) oraz specjaliści (12,3 proc.). W handlu dominują (43 proc. wolnych miejsc pracy) wakaty o nazwie „pozostałe grupy”, do których zaliczani są głównie kasjerzy-sprzedawcy, na drugim miejscu (21,1 proc.) uplasowali się pracownicy biurowi. Transport i gospodarka magazynowa najbardziej poszukują operatorów i monterów maszyn i urządzeń (72 proc.). W informacji i komunikacji brakuje głównie specjalistów – 69,6 proc. miejsc (dane GUS za I kw. 2023 r.).
I wielu kandydatów na te stanowiska można znaleźć właśnie wśród bezrobotnych. Pod koniec grudnia 2022 r. najwięcej osób zarejestrowanych w UP stanowili pracownicy usług osobistych i sprzedawcy (165,5 tys.) oraz robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy (159,8 tys.). Nie brakowało też techników i innego średniego personelu (82 tys.), pracowników prac prostych (74,1 tys.) i specjalistów (68,1 tys.). Firmy szukające operatorów i monterów maszyn i urządzeń miały do dyspozycji pulę 41,1, tys. zarejestrowanych. Nieco mniej było pracowników biurowych (38,4 tys.).
– Prognozowany rozwój rynku pracy oznacza, że w najbliższych latach kolejne stanowiska będą czekały na kandydatów, a zapotrzebowania nie pokryją raczej jedynie osoby bezrobotne – mówi Justyna Lach. – Ratunkiem będą wtedy obcokrajowcy, również Ci z odległych kierunków, którzy są chętni do objęcia etatu w Polsce. Tylko w 2022 r. krajowi urzędnicy wydali w sumie 466 722 decyzji o udzielenie zezwolenia na pracę. Tę pozytywną otrzymało 365 490 wnioskodawców, ale nasz rynek z pewnością może wchłonąć i zaktywizować zawodowo jeszcze więcej cudzoziemców przyjeżdżając do Polski celach zarobkowych – dodaje.
Zapotrzebowanie na kandydatów potwierdzają także eksperci Konferencji Lewiatan. Według nich w najbliższych latach co roku będziemy potrzebowali 200 – 400 tysięcy pracowników z całego świata. Inaczej system ubezpieczeń społecznych może się załamać, a gospodarka przestanie szybko się rozwijać i zamiast cieszyć się z niskiego bezrobocia zaczniemy martwić się o losy polskich pracodawców i kondycję naszego kraju.
W Stanach Zjednoczonych podniesiono od marca 2022 roku główną stopę procentową o 500 punktów bazowych. Daje to największy wzrost od wczesnych lat 80-tych. Dziś prawdopodobnie nastąpi kolejny ruch w górę o 25 punktów bazowych. Biorąc pod uwagę ten agresywny manewr hamujący i odwróconą krzywą dochodowości od połowy 2022 r., większość ekonomistów od pewnego czasu zakłada, że Fed wywoła recesję. Rynek obligacji jest podobnego zdania. Jak dotąd nie było jednak wielu dowodów rozpoczynającego się spowolnienia. Gospodarka USA w ostatnich miesiącach nadal rosła a miesięcznie tworzono średnio prawie 280 tys. nowych miejsc pracy – to znacznie więcej, aby rosnąca populacja w wieku produkcyjnym została wchłonięta przez rynek pracy.
Zarówno w przypadku amerykańskiej instytucji jak i europejskiej koniec cyklu jest bardzo bliski. Lipcowa podwyżka w Stanach Zjednoczonych oraz na Starym Kontynencie jest niemalże w pełni wyceniona. Teraz rynek będzie chciał uzyskać odpowiedź, kto w tej rywalizacji jest bliżej szczytu. W USA poczyniono postępy w walce z inflacją, z kolei w Europie obawy gospodarcze coraz bardziej wysuwają się na pierwszy plan, wskazały na to chociażby ostatnie dane PMI.
Przypomnijmy, że po 10 podwyżkach kosztu pieniądza (w przeciągu 15 miesięcy), Rezerwa Federalna w czerwcu zdecydowała się na pauzę i pozostawiła stopę funduszy Fed na niezmienionym poziomie 5,25 – 5,5 proc. Pomimo, że decyzja była jednogłośna, pojawiły się „jastrzębie” komunikaty, sygnalizujące szeroki konsensus co do idei dwóch kolejnych podwyżek stóp procentowych w dalszej części roku. Prezes amerykańskiego banku przyznał, że długie i zróżnicowane opóźnienia w polityce pieniężnej oznaczają, że decyzja powinna być interpretowana jako spowolnienie tempa podwyżek stóp, a nie faktyczna przerwa. Podczas gdy inflacja spada, wciąż jest zbyt wysoka, a rynek pracy pozostaje bardzo napięty, Fed nie może ryzykować przedwczesnym zakończeniem całego cyklu zacieśniania monetarnego.
W Stanach Zjednoczonych dynamika wzrostu cen konsumpcyjnych spada mocniej niż w strefie euro. Tu redukcja wynika nie tylko z niższych cen energii i żywności, ale także z osłabienia inflacji bazowej. Na przykład, w przeciwieństwie do strefy euro, stopa bazowa wyraźnie spadła. Ponadto „stopa super core” – zmiana cen usług z wyłączeniem czynszów – oparta na wskaźniku cen konsumpcyjnych, na którą kilka tygodni temu zwrócił uwagę prezes Fed Powell, również zniżkowała z 6,5 proc. we wrześniu 2022 r. do poniżej 4 proc. w ostatnim czasie. Wreszcie presja płacowa, kluczowy czynnik napędzający stopę „super core”, prawdopodobnie również odnotowała swój szczyt. Miara płac Atlanta Fed, która jest statystycznie czystsza niż zarobki godzinowe w raporcie o zatrudnieniu, wzrosła o 5,6 proc. rok do rok, daje to jeden punkt procentowy mniej niż rok temu.
Choć tempo spadku inflacji z pewnością zadowala Fed, to jednak cały czas wynik jest oddalony od celu banku centralnego. W przypadku realnej gospodarki, ta w porównaniu do strefy euro, jak dotąd dobrze sobie radziła pomimo agresywnego cyklu zacieśniania. Rynek pracy tworzył średnio 280 tys. nowych miejsc pracy co miesiąc. Zbliża się jednak okres, kiedy coraz częściej będziemy otrzymywać oznaki spowolnienia koniunktury. Jeśli takich sygnałów będziemy mieli sporo w kolejnych tygodniach, lipcowy ruch na stopach (w górę) będzie prawdopodobnie tym ostatnim, ale też nie można wykluczyć np. wrześniowej pauzy przed ewentualnym kolejnym ruchem w listopadzie (zależnym mocno od publikacji makro). Jeśli chodzi o pierwsze obniżki, rynek moim zdaniem zbyt optymistycznie zakłada możliwość cięcia stóp już w I kwartale nie mówiąc już o końcówce tego roku. Raczej Powell będzie chciał mieć pewność, że inflacja faktycznie zmierza w kierunku 2 proc., dlatego też Fed może nieco dłużej utrzymywać wysoki poziom kosztu pieniądza. Wielokrotnie prezes banku podkreślał o dużym ryzyku jakim jest zbyt wczesne poluzowanie warunków monetarnych.
Uwaga rynków skupiona będzie na tym, co zakomunikuje Powell. Albo otrzymamy sygnalizację kolejnej (lub kolejnych) podwyżki albo przekaz, że dalsze kroki będą zależne od danych. Ta druga opcja byłaby zmianą stanowiska i mogłaby być interpretowana jako delikatne wycofywanie się Fed-u z dalszego zacieśniania. To spowodowało by znaczny spadek rentowności amerykańskich obligacji oraz deprecjację USD, odzwierciedloną we wzrostach głównej pary walutowej.
Dynamika cen materiałów budowlanych w czerwcu okazała się ponownie zgodna z ponad rocznym już silnym trendem spadkowym. Osiągnięta tym razem wartość 3,6 proc. w relacji rok do roku jest najniższa od lutego 2021 roku. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl w tej sytuacji można już zakładać ewentualność korekty cen, której prawdopodobieństwo ostatnio zdecydowanie wzrosło.
Powrót parametrów wzrostu cen materiałów budowlanych do dających się zaakceptować wartości stał się faktem już w połowie br., choć większość prognoz zakładała taką sytuacje w terminie co najmniej przyszłorocznym. Poziom 3,6 proc. w pełni koresponduje ze średnią wskaźników wzrostu cen materiałów z czasów sprzed wzrostu inflacji. W aktualnych warunkach makroekonomicznych, z wciąż dwucyfrową rodzimą inflacją CPI rzędu 11,5 proc., trudno o lepszą wiadomość dla uczestników rynku budowlanego.
W najnowszym odczycie dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB w dalszym ciągu najszybciej drożeje w relacji rok do roku cement-wapno, tym razem o 27 proc., co oznacza kolejne mocne hamowanie wzrostu cen tego spoiwa, tym razem o kolejne 4 pp. Wciąż bez wyjątku we wszystkich pozostałych grupach towarowych trwa istotny statystycznie regres dynamiki cen.
Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl z kolei w dolnej części tabeli indeksów cen materiałów budowlanych, z miesiąca na miesiąc, rośnie reprezentacja grup towarowych poddających się cenowej korekcie. W czerwcu można było się doliczyć już sześciu takich pozycji z taniejącymi o 27 proc. płytami OSB i drewnem na czele.
To właśnie rosnąca stawka grup towarowych z ujemną dynamiką może zapowiadać nadchodzącą powoli korektę krajowych cen materiałów budowlanych. Jeśli kolejnych kilka pozycji zacznie rok do roku tanieć, korekta stanie się faktem. Pytanie, na ile taki scenariusz jest prawdopodobny.
Tymczasem budownictwo mieszkaniowe, które generując około jedną trzecią popytu na materiały budowlane w kraju, w decydującym stopniu wpływa na parametry ich koniunktury sprzedażowej, wciąż nie może złapać wiatru w żagle. Brak wyraźnego wzrostu aktywności inwestycyjnej inwestorów, tak indywidualnych jak i firm deweloperskich zapewne stymuluje coraz silniejsze hamowanie drożyzny na przedmiotowym rynku.
Sytuacja może jednak ulec radykalnej zmianie w wyniku spodziewanego przyspieszenia, w statystykach GUS, nowych inwestycji mieszkaniowych. Trudno bowiem oczekiwać braku reakcji deweloperów na coraz wyraźniej akcentowane od kilku miesięcy ożywienie sprzedaży na pierwotnym rynku mieszkaniowym. W końcu musi ulec materializacji także nadzieja samorządowców na środki z KPO, których brak wstrzymuje im tysiące zaplanowanych inwestycji.
Co bardzo ciekawe, z różnych źródeł zaczynają docierać sygnały o zdecydowanym wzroście w ostatnim czasie popytu na usługi budowlane i remontowe. W niektórych regionach kraju coraz trudniej o pozyskanie ekipy budowlańców w krótkim terminie. W sumie czynniki te stawiają pod sporym znakiem zapytania możliwość cenowej korekty na rynku materiałów budowlanych w przewidywalnej przyszłości.
Rosnące ceny towarów i usług powodują narastające problemy klientów z wywiązywania się z regularnych płatności. Ceny tylko w marcu 2023 wzrosły o 16,2% w porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku.
66% gospodarstw domowych obsługuje swoje zobowiązania bezproblemowo, to powrót do stanu z początku kryzysu pandemicznego. Dla porównania, przed COVID-19 odsetek klientów regulujących swoje zobowiązania na czas sięgał 80%. Prognozy terminowości pokazują jednak, że swoje rachunki w tym roku w terminie zapłaci tylko 48% gospodarstw domowych.
Największy problem ze spłatą zobowiązań finansowych deklarują 35-44 latkowie.
Wartość Barometru Rynku Consumer Finance wzrosła do poziomu 90,9 punktów – wskazuje najnowszy raportu ZPF podsumowujący I kwartał 2023 r. Pokazuje to, że sytuacja od okresu pandemii COVID-19 niewiele się poprawiła, bo w tym czasie nastąpił wzrost o jedynie 3,3 pkt. – z poziomu 87,6 pkt. z pierwszego kwartału 2020 r. Oznacza to, że koniunktura na rynku konsumenckim jest więc nadal w trendzie spadkowym, a przed nami problemy z „dopięciem budżetu” i terminową spłatą zobowiązań finansowych.
Jeśli kupimy, to na kredyt
Od marca tego roku największy wzrost cen odnotowano dla żywności i napojów bezalkoholowych oraz odzieży i obuwia. Polacy czują te podwyżki w swoich portfelach, co wynika z badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2023”, opublikowanego przez Warszawski Instytut Bankowości i Fundację GPW. Aż 98% ankietowanych przyznaje, że odczuwa wzrost cen, a 46% wskazuje na konieczność większego interesowania się wiadomościami gospodarczymi. Główny Urząd Statystyczny podaje, że inflacja wynosi obecnie ponad 11%, a eksperci szacują, że w kolejnych miesiącach nadal utrzyma się na podobnym poziomie. Wszystkie te czynniki mają wpływ na ogólną kondycję finansową Polaków, która niestety się pogarsza.
– Według przeprowadzonych przez nas badań – mniej niż połowa Polaków planuje w tym roku zakup dóbr trwałych, które w głównej mierze będą finansowane kredytem, w części lub w całości. Najczęstszą potrzebą zakupową jest samochód. Znakomita większość ankietowanych deklaruje, że skorzystałaby z kredytu, aby sfinansować ten zakup. Następne na liście są nieruchomości. Szacuje się, że w tym roku 76% wszystkich kupujących wesprze się kredytem, podczas finalizowania swoich zakupów. Jednocześnie prognoza wskazuje, że połowa opłaci swoje kredyty terminowo, a 8% będzie mieć z tym bardzo duże problemy – zauważa Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorców Finansowych.
Połowa badanych, nie zdąży zapłacić na czas
Biorąc na tapet prognozy sytuacji finansowej gospodarstw domowych, obecnie 53% respondentów przewiduje jej pogorszenie. Rosnące ceny gazu, energii, czynszów powodują stopniowe powstawanie problemów z wywiązywaniem się z drobnych, regularnych płatności. Jakość obsługi kredytów konsumpcyjnych w sektorze bankowym według danych KNF w zeszłym roku się nieco poprawiła. Odsetek kredytów z utratą wartości (kredytów zagrożonych) wyniósł na koniec 2022 r. 8,6%, wobec 9,4% na koniec 2021 r. W I kwartale tego roku, 66% gospodarstw domowych obsłużyło swoje zobowiązania bezproblemowo, to powrót do stanu z początku kryzysu pandemicznego. Prognozy jednak wskazują, że do końca roku będzie to tylko 48% wszystkich gospodarstw domowych.
Słabe rokowania dla 30 i 40 latków
W czasach turbulencji gospodarczych niemal wszyscy uczestnicy badania ZPF za najbardziej dotkliwą, uznają wysoką inflację i wzrosty cen. Spadek wartości pieniądza w swoich portfelach Polacy niwelują poprzez ograniczanie wydatków. Zmianę dotychczasowego stylu życia deklaruje 85% ankietowanych. Większość z nich boryka się z brakiem możliwości oszczędzania i inwestowania, w tym aż 91% to osoby w wieku 35-44 lata. Prawie połowa 30- i 40-latków ma również problem ze spłatą swoich zobowiązań, a 16% ogółu badanych deklaruje konieczność znalezienia dodatkowego źródła dochodu.
– Polacy stawiają na poprawę poziomu wiedzy ekonomicznej i widzą jej praktyczny wymiar, co ma się przełożyć na lepsze rozumienie mechanizmów gospodarczych. 3 na 10 obywateli wskazuje na konieczność dywersyfikacji oszczędności, a 1/5 twierdzi, że trzeba regularniej odkładać na tzw. czarną godzinę. Staliśmy się bardziej ostrożni i coraz wyraźniej widzimy konieczność poszerzania wiedzy ekonomicznej. Pierwszy kwartał br. przyniósł też spadek pesymistów odnośnie przyszłej sytuacji gospodarczej. Około 65% gospodarstw domowych oczekuje pogorszenia ogólnej sytuacji ekonomicznej. To mniej o 13%, niż w poprzednim badaniu. Jednak należy pamiętać, że w ogólnym rozrachunku nastroje konsumentów na rynku consumer finance są nadal w trendzie spadkowym.– dodaje prezes ZPF.
Dynamicznie rośnie znaczenie i popularność sztucznej inteligencji (AI) w firmach w Polsce. Z technologii AI korzysta 15% organizacji, a 13% planuje je wdrożyć do końca 2023 roku. Pozostajemy w tyle za globalnym rynkiem, na którym blisko 4 na 10 firm korzysta z tego typu rozwiązań. W Polsce sztuczna inteligencja wykorzystywana jest najczęściej w marketingu, produkcji i planowaniu łańcucha dostaw. Aż 6 na 10 firm, które wykorzystują AI w swojej działalności, nie monitoruje efektywności jej wdrożenia – wynika z badania KPMG w Polsce, przeprowadzonego w partnerstwie z Microsoft pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu”. Wśród najczęściej wdrożonych w firmach w Polsce technologii znalazły się rozwiązania mobilne i komputerowe wspomaganie procesu decyzyjnego. Duże nadzieje firmy pokładają w usługach chmurowych, których wykorzystanie wzrosło na przestrzeni ostatniego roku. Warto podkreślić, że przedsiębiorstwa w Polsce na pierwszym miejscu stawiają klienta – potwierdza to fakt, że najczęściej używanym systemem informatycznym okazał się CRM, który służy do zarządzania relacjami z klientem.
Sztuczna inteligencja – w praktyce jeszcze mało popularna, ale efektywna
Dynamiczny rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji sprawia, że są one wykorzystywane w coraz większej liczbie przedsiębiorstw, a w przyszłości AI może stać się dojrzałą i powszechnie wykorzystywaną technologią w firmach w Polsce. Obecnie korzysta z niej 15% firm, a plany jej wdrożenia zadeklarowało 13% pozostałych przedsiębiorstw. Wśród respondentów badania KPMG, którzy wdrożyli już sztuczną inteligencję, połowa wykorzystuje AI do wspomagania działań marketingowych. 46% przedsiębiorstw deklaruje, że używa sztucznej inteligencji w obszarze produkcji, a 42% korzysta z niej także w bardzo problematycznym w ostatnich latach procesie kontrolowania łańcucha dostaw. Zaledwie 23% firm wykorzystuje AI przy zarządzaniu ceną i promocjami, co jest zastanawiające, ponieważ zwrot z inwestycji w AI w tym obszarze jest największy i najszybszy. Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji najczęściej wykorzystywane są w sektorze technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (25%) oraz life sciences (21%). Organizacje, które wdrożyły narzędzia oparte na AI w zdecydowanej większości (62% wskazań) nie monitorują efektywności jej wdrożenia, jednak spośród organizacji, które takie wskaźniki posiadają wszystkie deklarują, że prowadzone działania są skuteczne.
Inwestycja w sztuczną inteligencję przynosi korzyści zarówno finansowe, jak i ekologiczne. AI pomaga w zwiększeniu wydajności pracy i poprawie jakości produktów lub usług, osiągnięciu lepszych wyników finansowych oraz wzmacnianiu konkurencyjności. Jednocześnie, sztuczna inteligencja pomaga przedsiębiorstwom w osiągnięciu celów zrównoważonego rozwoju, poprzez redukcję zużycia energii i materiałów, zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz poprawę efektywności wykorzystania zasobów naturalnych.Niestety polski rynek znajduje się zdecydowanie poniżej poziomu globalnego w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji. Jedynie 15% ankietowanych organizacji potwierdziło inwestycje w AI, podczas gdy średnia globalna wypada w okolicach 35-37%, co pokazuje skalę niewykorzystanego jeszcze potencjału. Nie jesteśmy natomiast odosobnieni w braku mierzenia korzyści uzyskanych dzięki AI. 62% organizacji potwierdziło brak pomiaru efektywności wdrożonych rozwiązań (vs 68% średnia globalna). Jest to obecnie największe światowe wyzwanie w adopcji AI. Obecnie wiodącymi obszarami biznesowymi w adopcji AI są marketing i produkcja. Niemniej jednak w najbliższych latach możemy się spodziewać znacznego przyspieszenia adopcji w obszarze obsługi klienta oraz pracownika. Wiąże się to z ogromną popularyzacją wielozadaniowych modeli językowych (np. ChatGPT). Ich wszechstronność oraz łatwość użytkowania otwiera nowe możliwości, które do niedawna wiązały się z dużymi wyzwaniami po stronie jakości i trudności wdrożenia – mówi Łukasz Dylewski, Dyrektor, Data Science & AI Leader w KPMG w Polsce.
Implementacja technologii w firmach w Polsce – już blisko 7 na 10 organizacji korzysta z chmury
Firmy w Polsce w swojej codziennej pracy najczęściej decydują się na wykorzystanie rozwiązań mobilnych – wdrożono je już w 73% ankietowanych przedsiębiorstw, a 23% respondentów deklaruje, że wprowadzi je w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Drugą najpopularniejszą technologią jest wspomagany komputerowo proces decyzyjny, stosowany w 70% firm. Jednocześnie jest to narzędzie ze zdecydowanie największym potencjałem – aż 35% ankietowanych przyznaje, że ich firma planuje wdrożyć je w ciągu następnego roku. Do topowych na polskim rynku technologii można zaliczyć również rozwiązania oparte na automatyzacji i robotyzacji (wdrożone w 58% firm i planowane w 14% pozostałych) oraz komunikację między maszynami (wdrożoną w 39% firm i planowaną w 17% pozostałych). Technologią przodującą w polskich firmach są również rozwiązania chmurowe, których wykorzystanie deklaruje 68% respondentów badania KPMG w Polsce. Metawersum, przetwarzanie brzegowe czy blockchain są na polskim rynku technologiami stosunkowo nowymi i nieznanymi jeszcze przedsiębiorcom. Ich działanie i wpływ na rozwój konkurencyjności na rynku nie są jeszcze dobrze rozumiane przez biznes. Na początku 2023 roku najrzadziej wykorzystywaną w firmach respondentów technologią był metawersum, który wdrożono w 7% przedsiębiorstw, a jedynie 1% pozostałych firm zadeklarował plany wprowadzenia tego narzędzia w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Przetwarzanie brzegowe i blockchain wdrożono odpowiednio w 13% i 11% badanych przedsiębiorstw, a wśród pozostałych firm 3% oraz 5% planuje zacząć ich używać w ciągu najbliższego roku.
Z roku na rok obserwujemy coraz większą adopcję cyfrowych technologii, a chmura stała się codziennością dla większości przedsiębiorstw. Zwraca uwagę fakt, że stosunkowo nowe technologie, jak blockchain czy Metaverse, które są obecne w mediach wciąż nie są na szerszą skalę wykorzystywane w firmach. Bardzo ciekawy będzie rok 2024 jeśli chodzi o wykorzystanie sztucznej inteligencji, w tym w szczególności ChatGPT. Wszyscy słyszymy o tym, jaka ma to być rewolucja w działaniach przedsiębiorstw, która powinna wpłynąć na prawie każdy aspekt ich funkcjonowania – zobaczymy, czy ta technologia znacząco poprawi nie najwyższe wyniki AI w tym roku (15%) czy też Big Data (18%). Z drugiej strony obserwujmy mocną pozycję technologii mobilnych, co nie powinno dziwić, patrząc na mnogość aplikacji w naszych telefonach, z których korzystamy na co dzień w komunikacji z bankami czy też sklepami internetowymi. Walka o pracownika mocno przyczynia się do coraz mocniejszej pozycji narzędzi automatyzujących procesy biznesowe. Robotyzacja praktycznie dominuje procesy w sektorze finansowym, który charakteryzuje się ogromną powtarzalnością czynności. Powoli zdobywa również popularność w sektorach budownictwa i transportu, gdzie zastąpienie pracy ludzkiej jest obecnie skomplikowane – mówi Radosław Kowalski, Partner w Zespole Data Intelligence Solutions w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.
Rozwiązania mobilne najczęściej wdrażają firmy z sektora technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (90%) oraz sektora finansowego (85%). Sektor finansowy przoduje również we wdrożeniach procesów opartych na automatyzacji i robotyzacji (63%), komunikacji między maszynami (63% wdrożeń) oraz internetu rzeczy (53%).
Systemy CRM i ERP najpopularniejsze w firmach w Polsce
Największy odsetek firm w Polsce planuje wykorzystać cyfrową transformację do rozwoju obszaru sprzedaży i marketingu – dużą lub bardzo dużą wagę będzie przykładało na rozwój tego obszaru 32% badanych firm. Digitalizacja obszaru obsługi klienta będzie w takim stopniu istotna dla 30% ankietowanych, operacji wewnętrznych dla 24%, a zarządzania operacyjnego, w tym produkcji, dla 23% organizacji. Transformacja cyfrowa w obszarze obsługi klienta oraz sprzedaży i marketingu będzie w ciągu kolejnego roku szczególnie ważna dla sektora finansowego i life sciences. Aż 50% firm z tych branż deklaruje, że będzie przykładać dużą lub bardzo dużą wagę do cyfryzacji procesów związanych z obsługą klienta, z kolei odpowiednio 45% i 43% firm będzie stawiać na sprzedaż i marketing. Firmy z sektora life sciences przodują też pod względem planów digitalizacji obszaru operacji wewnętrznych (46%) i zarządzania operacyjnego (43%) zostawiając inne sektory wyraźnie w tyle.
Firmy stają przed wyzwaniem dotyczącym zaspokojenia dynamicznie zmieniających się potrzeb użytkowników, którymi są zarówno ich klienci (Customer Experience), jak i ich pracownicy (Employee Experience). Odpowiedzią na to jest wdrażanie elementów transformacji cyfrowej wiążącej się m.in. z dostarczaniem cyfrowych aplikacji i usług. Nabierającym istotnie na znaczeniu trendem stają się technologie low code jako kluczowy czynnik, umożliwiający transformację cyfrową. Trzy najważniejsze komponenty wykorzystywane w tym procesie to: LCAP – Low-Code Application Platforms, BPA – Business Process Automation i RPA – Robotic Process Automation. Najpopularniejsze zastosowania rozwiązań LCAP, BPA i RPA to m.in. wytwarzanie mniej złożonych aplikacji dla obsługi różnych potrzeb biznesowych, cyfryzacja procesów biznesowych i automatyzacja. Obserwacje KPMG wskazują, że organizacje szczególnie chętnie wykorzystują te rozwiązania w obszarach obsługi klientów, obsługi pracowników czy wszelkich innych procesach usług wewnętrznych oraz obsługi zgłoszeń – mówi Jan Karasek, Partner, Management Consulting, Strategy & Operations w KPMG w Polsce.
Z kolei najczęściej wdrażanymi w firmach systemami informatycznymi są systemy CRM i ERP. Z systemu CRM do zarządzania relacjami z klientami korzysta 55% firm. Na drugim miejscu uplasował się system ERP do planowania zasobów przedsiębiorstwa. Został on wskazany jako wdrożony w połowie ankietowanych organizacji, natomiast trzecim najchętniej wybieranym systemem w polskich przedsiębiorstwach jest MRP, służący do planowania zapotrzebowania materiałowego, który wdrożyło 34% firm.
****
O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez firmę Norstat metodą CATI (ang. Computer-Assisted Telephone Interviewing) w lutym 2023 roku. Przebadanych zostało 180 respondentów, którzy w swoich firmach odpowiadają za kwestie związane z cyfryzacją. Grupę stanowili menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządów oraz prezesi. Próba badanych firm została dobrana tak, aby w przybliżeniu reprezentowała udział przedsiębiorstw małych, średnich i dużych w krajowej gospodarce, z wyłączeniem podmiotów zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Podmioty zostały skategoryzowane wg swojej przeważającej działalności do 9 sektorów: budownictwo i nieruchomości; energetyka, wydobywanie, usługi komunalne; life sciences (farmacja, chemia, urządzenia medyczne); motoryzacja; rynek dóbr konsumpcyjnych; sektor finansowy; technologie informacyjne, media i komunikacja; transport, spedycja i logistyka; inne.
Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) po raz kolejny zwraca uwagę, że aktywność i promocje sklepów online budują ruch w galeriach handlowych. Najemcy istotnie przyczyniają się do sukcesu centrów handlowych – nie tylko ponosząc na to własne nakłady w sieci, ale także płacąc wynajmującym odrębne koszty marketingu obiektu. Właściciele galerii oczekują, że najemcy dopłacą także za sprzedaż swoich produktów i usług w internecie – podczas gdy to właśnie galerie powinny dopłacić właścicielom sklepów za budowanie ruchu i zwiększanie odwiedzalności. Wzrost odwiedzalności kosztuje i na to przeznaczane są między innymi pieniądze najemców w ramach tzw. kosztów wspólnych i marketingowych.
Zgodnie z danymi z raportu Izby Komunikacji Elektronicznej „Omni-commerce – Kupuję wygodnie” z 2023 roku aż 74 proc. badanych podkreśla, że do wizyty w sklepach stacjonarnych zachęcają ich informacje znalezione w sieci (w 2022 roku było to 63 proc. ankietowanych, a w 2021 roku 39 proc.). W opinii konsumentów dostęp online pozwala zrobić pierwszą selekcję i rozeznanie rynkowe, a odwiedziny w galerii dają możliwość weryfikacji zebranych informacji wybrania najkorzystniejszego rozwiązania. Ponadto tylko 19% internautów przyznaje, że sklep stacjonarny jest ich pierwszym wyborem. To systematyczny, widoczny spadek – w 2022 roku było to 29%, a w 2021 roku 41%.
„Najemca w galerii handlowej powinien być traktowany jak partner, bez którego centrum nie będzie zyskownie działać, a nawet funkcjonować. Wartość galerii handlowej zależy od tego, jak wielu klientów da niej przyjdzie, uznając ją za atrakcyjną. O jej atrakcyjności stanowi zatem siła obecnych w centrum sklepów. To najemcy pokrywają wszelkie koszty, które powinny być ryzykiem wynajmującego – utrzymanie centrum, jego ubezpieczenie, a także wynagrodzenie zarządcy obiektu. Oznacza to, że czynsz za najem powierzchni w centrum handlowym jest czystym zyskiem wynajmującego. Pomimo wysokiej indeksacji czynszów w 2023 roku – nawet ponad 10%, a dodatkowo wzrostu kosztów energii, płac, etc. – najemcy regularnie otrzymują od właścicieli galerii kolejne faktury zwiększające wstecznie (bo za rok 2022) wartość przenoszonych na nich kosztów funkcjonowania centrum. Za kuriozum uważamy więc forsowane coraz intensywniej przez wynajmujących próby wprowadzania do umów najmu zapisów wymuszających przekazywanie informacji o sprzedaży internetowej fiskalizowanej poza sklepem stacjonarnym. Celem takich zabiegów jest przejmowanie przez właścicieli centrów części przychodów najemców, którzy prowadzą sklepy internetowe. To działanie wynika ze świadomości stopniowej ewolucji potrzeb i zachowań klientów. Jedynie 19% internautów uznaje sklepy stacjonarne za ulubione miejsca zakupowe! Tymczasem aż 74% badanych na zlecenie Izby Komunikacji Elektronicznej „Omni-commerce – Kupuję wygodnie” z 2023 roku podkreśla, że do udania się do sklepów stacjonarnych przekonują ich informacje znalezione w sieci. Marketing budujący sprzedaż online i aktywnie zachęcający do zakupów jest skutkiem działań i nakładów kupców i usługodawców – którzy umożliwiają, dla wygody klientów, odbiory w wynajmowanych i opłacanych przez siebie sklepach w centrach handlowych. Ich działanie zwiększające odwiedzalność powinno być przez wynajmujących doceniane i właściwie wynagradzane, a nie penalizowane kolejnymi opłatami” – mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).
ZPPHiU podkreśla, że zagregowane dane o odwiedzalności podawane przez wynajmujących nie mogą być porównywane do lat wcześniejszych, a już absolutnie nie wobec okresów sprzed pandemii. Z danych Selectivv Data Tank wynika, że w grudniu 2022 roku frekwencja w centrach handlowych wzrosła o 18,9 proc. – ale jest to wyłącznie efekt napływu gości z Ukrainy[1]. Polacy odwiedzają galerie handlowe coraz rzadziej. Oznacza to, że porównywalnie ruch w galeriach handlowych zmalał wobec lat sprzed pandemii. Dla wiarygodnej i miarodajnej analizy danych o odwiedzalności należałoby oczyścić bieżące wskaźniki o ruch generowany przez przybyłych do Polski obywateli Ukrainy. Ponadto galerie powinny przekazywać najemcom jednostkowe dane o odwiedzalności każdego obiektu. Dane zagregowane są całkowicie nieprzydatne i niemożliwe do wykorzystania w jakichkolwiek analizach biznesowych prowadzonych przez najemców.
Podobnie oczyszczony powinien być zagregowany wskaźnik wzrostu obrotów – na potrzeby porównania do lat poprzednich musi być obniżony o poziom inflacji.
Ponadto ZPPHiU zwraca uwagę, że najemcy w centrach handlowych – negocjując umowy – nie są informowani o liczbie uprzywilejowanych najemców (tzw. anchors), ani długości trwania ich umów. Tacy najemcy mają preferencyjne warunki czynszu i opłat wspólnych. Jedynie właściciel lub zarządca centrum wie, kiedy najemca uprzywilejowany może skorzystać z opcji zakończenia umowy, jakich warunków oczekuje przy ich przedłużeniu i jak zmieni się w wyniku tych zmian charakter centrum. Zapisy mówiące, że anchorem może być każdy najemca, którego wynajmujący uzna za takiego, są jak najbardziej zasadne. Naturalną konsekwencją takiego stwierdzenia jest akceptacja konieczności poniesienia przez właściciela centrum kosztów pozyskania i utrzymania najemców uprzywilejowanych.
Obecnie najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w większości galerii handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu. Do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają: utrzymanie powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Najemcy ponoszą opłaty za personel i biura zarządcy, sprzątanie, oświetlenie, ochronę – oraz podatek od nieruchomości należny od wynajmującego. Najemcy muszą też pokrywać kary administracyjne nałożone na wynajmującego, koszty odzyskiwania należności, ubezpieczenia, itp.
Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU i PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.
Adam Kiciński, prezes CD PROJEKT RED, ogłosił dzisiaj, że firma zwolni około 100 pracowników. Zwolnienia są spowodowane zmianami w organizacji zespołów i filozofii prowadzenia projektów w firmie.
Kiciński powiedział, że zmiany są konieczne, aby zapewnić CD PROJEKT RED rozwój i konkurencyjność. Firma chce skupić się na tworzeniu wysokiej jakości gier, bez opóźnień i crunchu. Zmiany mają doprowadzić do większej zwinności i efektywności w pracy zespołów.
Kiciński zapewnił, że zwolnionych pracowników będzie wspierać w znalezieniu nowych miejsc pracy. Firma zapewni im również odprawy.
Zwolnienia są kolejnym wyzwaniem dla CD PROJEKT RED. Firma w ostatnich miesiącach borykała się z problemami związanymi z premierą gry Cyberpunk 2077. Gra była opóźniona i po premierze spotkała się z wieloma negatywnymi opiniami.
Kiciński powiedział, że CD PROJEKT RED jest świadomy wyzwań, ale jest przekonany, że zmiany, które wprowadza, pozwolą firmie na dalszy rozwój i sukces.
Obecna sytuacja gospodarcza i wysoka inflacja wpłynęły na zmianę zachowań zakupowych klientów. Pojawiają się nowe trendy rynkowe – klienci szukają tańszych zamienników, ale ważne są także nowości, innowacje i wykorzystanie technologii w handlu. Przykładem mogą być aplikacje mobilne, które ułatwiają zakupy. Wiele sieci handlowych inwestuje w rozwój e-commerce i chce oferować klientom nowe kanały zakupowe. Klienci cenią też zobowiązanie sieci do zrównoważonego rozwoju oraz podejście przyjazne dla środowiska. Dlatego sieci detaliczne inwestują w energię odnawialną, ograniczają zużycie plastiku i poprawiają efektywność energetyczną sklepów. Rozwijają też nowe formaty w innych segmentach rynku – takich jak gastronomia czy produkty ekologiczne. Firmy mocno stawiają również na współpracę, nowoczesną kulturę organizacyjną, inwestują w szkolenia i rozwój pracowników oraz w budowanie zespołów opartych na wartościach – takich jak otwartość i współpraca.
– Bez wątpienia obecna sytuacja gospodarcza i wysoka inflacja mają wpływ na zmianę zachowań zakupowych naszych klientów. Obserwujemy trendy rynkowe, ale też na podstawie danych rzeczywistych jesteśmy w stanie na te zmiany bardzo dynamicznie odpowiadać – powiedział serwisowi eNewsroom.pl podczas Kongresu Retail Trends 2023 Przemysław Kijewski, dyrektor ds. operacyjnych Żabka Polska. – Dzisiaj klient znajduje się pod ogromną presją cenową, szuka tańszych zamienników. Dla nas jako Żabki z punktu widzenia modern convenience istotny jest rozwój Żabki Café. To jest nasz kierunek strategiczny. Już dzisiaj inwestujemy ogromne środki w doposażenie sklepów po to, żeby zaoferować zupełnie nowe opcje – typu frytki czy nuggetsy. Z całą pewnością strefa gastronomiczna to jest nasz istotny wyróżnik i będziemy chcieli w nią mocno i dynamicznie inwestować. Drugim aspektem są innowacje produktowe, które są domeną Żabki. Pod tym względem jesteśmy absolutnym liderem i wspólnie z naszymi partnerami handlowymi oraz dostawcami tworzymy zupełnie nowe rozwiązania po to, aby klient mógł być codziennie zaskakiwany ofertą – podkreśla Kijewski.
Polskie firmy Centuria i Adminotaur łączą siły, aby zdobyć pozycję lidera rynku business continuity.
Łączące się marki dostarczają usługi dla e-biznesów generujących rocznie ponad 3 miliardy złotych sprzedaży.
Poznańska Centuria to jeden z liderów profesjonalnych rozwiązań serwerowych i administracyjnych dla e-commerce. Krakowski Adminotaur specjalizuje się w DevOps (Developement and Operations), skupiając się na integracji, automatyzacji i dostarczaniu oprogramowania oraz realizując projekty chmurowe.
Co łączy tak popularne marki, jak eobuwie.pl, Homla, Lancerto czy Medicover? Wszystkie one powierzyły odpowiedzialność za utrzymanie ciągłości swoich usług online (w tym serwerów) jednej firmie. To poznańska Centuria S.A. – jedna z niewielu firm ze 100% polskim kapitałem w bardzo szybko rosnących usługach continuity.
Continuity, czyli inaczej usługi ciągłości działania, to rynek, którego wartość w Polsce eksperci szacują obecnie na ok. 4 mld złotych. Wielkopolanie z Centurii mają ambicje, by walczyć o pozycję jego lidera. Właśnie połączyli się strukturalnie z jednym z rywali – krakowskim AdminotaurSp. z o.o., dodając do portfolio tak bardzo potrzebne usługi typu DevOps. Dlaczego to ważna informacja dla polskiej branży e-commerce?
Czym są usługi businesscontinuity (ciągłości działania)?
Zadaniem firm z continuity jest planowanie i zapewnienie ciągłości działania firm w przypadku awarii, katastrof lub innych zakłóceń. Do skutecznego i kompleksowego działania w continuity potrzebne jest specyficzne połączenie kompetencji IT, praktyki w hostingu (obsłudze serwerów) oraz w tzw. DevOps.
Specjaliści continuity analizują ryzyka i tworzą plany awaryjne na wypadki takie jak: błędy oprogramowania, uszkodzenia sprzętu, cyberataki czy zdarzenia losowe i katastrofy. Słowem – ich zadaniem jest przeciwdziałanie przerwom w usługach cyfrowych.
Dane klientów usług business continuity są bezpieczniejsze a infrastruktura jest łatwo skalowalna, w razie potrzeb rozwoju skali działalności. Z kolei kompetencje DevOps zapewniają efektywne zarządzanie systemami, szybkie reakcje na problemy i ułatwione skalowanie rozwoju usług cyfrowych.
Firmy zajmujące się continuity umożliwiają zminimalizowanie przestojów, ochronę danych i stabilność biznesową.
Wartość tego rynku w Polsce eksperci szacują na ok. 0,2-0,5% wartości łącznej rynku e-commerce.
Łączące się marki dzisiaj dostarczają serwery oraz obsługę IT dla e-sklepów generujących rocznie ponad 3 miliardy złotych sprzedaży i generujących ponad kilkaset tysięcy transakcji jednego dnia. Stabilności takiej skali działań nie powierza się przypadkowym osobom, potrzebni są eksperci. Założyciel Centurii, dr Maciej Kalkowski, zaczynał od kariery naukowej. Do dziś jest adiunktem w Zakładzie Teorii Algorytmów i Bezpieczeństwa Danych UAM. Gruntowną wiedzę informatyczną połączył ze zrozumieniem potrzeb współczesnych biznesów.
– Kto prowadził lub kiedykolwiek budował sklep online, doskonale wie, jak kluczowe dla skuteczności biznesowej jest utrzymanie bezpieczeństwa danych i szybkości działania strony internetowej lub aplikacji sprzedażowej. Doświadczony partner technologiczny, który sprawia, że serwery e-sklepu działają, to strategiczna konieczność, bo nie tylko zapewnia ciągłość działania, ale i zwiększa skuteczność działania sklepu online – mówi dr Maciej Kalkowski, założyciel i prezes Centurii.
Według raportu e-Izby „Dekada polskiego e-commerce” większość menedżerów e-commerce ocenia, że przez najbliższe 2 lata dynamika e-handlu utrzyma się na wysokim poziomie 15-20% rocznie. To rozwój przyprawiający o zawrót głowy, który jednak tworzy silny popyt na wiarygodne continuity, w tym wspierające je usługi hostingowe i IT. Co więcej, do tego dołącza trend związany z infrastrukturą chmurową, w szczególności opartą na AWS (usłudze Amazon Web Service – przyp.).
Centuria to jeden z liderów profesjonalnych rozwiązań serwerowych i administracyjnych dla e-commerce. W gronie klientów firmy są m.in. grupa CCC (eobuwie i DeeZee), Homla, Lancerto czy Medicover, którzy od wielkopolan dzierżawią przestrzeń serwerową oraz utrzymują hostingową ciągłość działania dla swoich biznesów online, a także korzystają z tzw. SysOps (System Operations), czyli utrzymania stabilności i wydajności systemów informatycznych.
Krakowski Adminotaur specjalizuje się w DevOps (Developement and Operations), skupiając się na integracji, automatyzacji i dostarczaniu oprogramowania oraz projektach chmurowych, w szczególności opartych na Amazon Web Services.
Co połączenie tych dwóch podmiotów oznacza dla ich aktualnych i nowych klientów? Centuria poszerza swoje portfolio o szerokie kompetencje DevOps oraz obsługę chmurową. Adminotaur będzie mógł dzięki połączeniu korzystać ze strukturalnych atutów Centurii – zarówno w kwestii kompetencji w hostingu, jak i wysokich standardów obsługi. Centuria posiada certyfikat ISO 27001 oraz zapewnia usługi zgodne ze standardem PCI-DSS (czyli norm bezpieczeństwa w przetwarzaniu danych kart płatniczych). Klienci Adminotaura mogą oczekiwać podniesienia standardu usług, podniesienia bezpieczeństwa infrastruktury czy jeszcze wyższych standardów w ochronie danych osobowych.
Spółki deklarują, że chcą stabilnie dążyć do budowy pozycji lidera w rynku continuity.
Połączenie kompetencji łączących się marek, w szczególności oferowanie usług DevOps i SysOps przez jedną organizację, umożliwi klientom jeszcze skuteczniejsze zarządzanie infrastrukturą IT, co przełoży się na zwiększoną wydajność i konkurencyjność ich biznesów.
– Jesteśmy pewni, że dzięki integracji usług Centurii i Adminotaura, właściciele platform e-commerce oraz firm sprzedających usługi w modelu SaaS, platform IoT (Internet-of-Things), portali informacyjno-rozrywkowych czy Software-House’ów odniosą szybko znaczące korzyści, takie jak ułatwiona skalowalność, poprawa bezpieczeństwa danych oraz efektywniejsze zarządzanie projektami IT – wskazuje Marcin Migacz założyciel i CEO Adminotaur.
W najbliższych miesiącach Centuria i Adminotaur przeprowadzą integrację części swoich procesów biznesowych, celując w zwiększanie konkurencyjności. Co istotne, obie spółki aktywnie rekrutują pracowników, oferując rynkowi wsparcie 24/7 przez 365 dni w roku.
Spadek ruchu w salonach samochodowych. Najbardziej ucierpiał segment pojazdów premium.
Polacy coraz rzadziej odwiedzają salony samochodowe. Spadek ruchu rdr. nawet na 30-proc. minusie.
Drugi kwartał br. słabo się zakończył dla dealerów samochodowych. Z obserwacji zachowań ponad 460 tys. konsumentów wynika, że o jedną piątą ubyło wizyt w salonach względem ub.r. W przypadku marek premium ruch zmalał najbardziej, bo aż o przeszło 30% rdr. Mniejsze spadki odnotowały marki wolumenowe – o ponad 18%. Eksperci komentujący wyniki wyjaśniają, że klienci marek premium teraz rozglądają się za tańszymi autami. I nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ w ostatnim czasie ceny pojazdów mocno poszły w górę, więc klienci chcą jakoś „ominąć” inflację. I dodają, że pod koniec roku ruch do salonów powinien wrócić, bo Polacy coraz mniej obawiają się inflacji. Konsumenci liczą też na wyprzedaże roczników i dodatkowe rabaty. Do tego firmy będą wymieniać swoje floty, a to też powinno poprawić sytuację.
Dwucyfrowe spadki w salonach
Według raportu Związku Dealerów Samochodów (ZDS) i firmy technologicznej Proxi.cloud, w drugim kwartale br. ruch w salonach samochodowych spadł o 20,8% rdr. Tak wynika z obserwacji zachowań ponad 463 tys. konsumentów, którzy odwiedzili łącznie 1,7 tys. placówek należących do 34 marek (9 premium i 25 wolumenowych). Informacje zebrano z danych lokalizacyjnych.
– Salony samochodowe mają coraz mniej klientów głównie z powodu rosnących kosztów zakupu. Średnia cena auta wyjeżdżającego z polskiego salonu co miesiąc śrubuje kolejne rekordy. Dlatego klienci odkładają kupno nowego auta tak długo, jak tylko mogą. Branża dealerska już odczuwa kłopoty, wcześniej spowodowane brakiem podaży, a teraz – topniejącym popytem – mówi Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.
W badaniu uwzględniono serwisy mechaniczne i blacharskie, funkcjonujące przy salonach sprzedaży. Ze względu na przyjętą metodologię, autoryzowane serwisy musiały zostać utożsamione z salonami. Finalnie zmniejszenie liczby wizyt w tych punktach przełożyło się na spadek ogólnego poziomu odwiedzin salonów.
– O ile decyzję o naprawie auta trudniej jest przesunąć w czasie, o tyle klienci mogą rezygnować z ASO na rzecz nieautoryzowanych serwisów, żeby zaoszczędzić. Przez inflację są podejmowane próby naprawiania pojazdów w tańszych warsztatach. Mówiąc wprost, wszystko sprowadza się do pieniędzy. Jednak, jak tylko sytuacja poprawi się na rynku, można prognozować, że i ruch w warsztatach naprawczych się zwiększy – komentuje Miłosz Sojka, analityk w Proxi.cloud.
Z kolei w opinii Pawła Tuzinka, malejący ruch w serwisach blacharsko-lakierniczych wynika bezpośrednio z zaostrzenia przepisów kodeksu drogowego. – Znaczne podwyżki kwot mandatów spowodowały, że ludzie jeżdżą ostrożniej. Zmniejszenie ogólnej liczby wypadków oraz stłuczek jest niezaprzeczalnie zjawiskiem pozytywnym społecznie, ale mającym wpływ na ilość likwidowanych szkód komunikacyjnych – stwierdza ekspert z ZDS.
Klientów mniej, ale tak samo aktywni
Z raportu wiadomo też, że w II kwartale br. liczba klientów w salonach samochodowych spadła o 20,6% rdr. – Skoro konsumenci i firmy wstrzymują się z zakupem pojazdów, to raczej nie widzą potrzeby odwiedzania tego typu placówek. Dopóki nie poprawi się sytuacja finansowa znacznej części społeczeństwa, trudno spodziewać się polepszenia wyników – uważa Sojka.
Ponadto analiza wykazała, że od kwietnia do czerwca br. średnia liczba odwiedzonych salonów samochodowych, przypadająca na jednego klienta, wyniosła 1,35. Rok wcześniej była na takim samym poziomie.
– Warto przypomnieć, że w I kw. 2022 roku, czyli w okresie znaczących przerw w łańcuchach dostaw, odwiedzanych było średnio tylko 1,16 różnych salonów samochodowych, czyli dużo mniej niż obecnie. Po zwiększeniu dostępności aut potencjalni nabywcy raczej zaczęli wracać do poprzednich nawyków, lecz jest już ich zdecydowanie mniej niż przed rokiem – zaznacza Mateusz Chołuj z Proxi.cloud.
Marki premium z największą stratą
Z badania wynika też, że ruch w salonach marek premium zmniejszył się w II kwartale br. o 30,7% rdr. W tym samym czasie salony marek wolumenowych odnotowały spadek o 18,1% rdr. Paweł Tuzinek podkreśla, że tańsze marki zawsze cieszą się większą popularnością. Do tego częściej wybierają je przedsiębiorstwa, które są głównym odbiorcą nowych samochodów w Polsce. I to jest powodem różnicy między wynikami marek premium i tych drugich.
– Osoby bądź firmy, które wcześniej kupowały marki premium, zaczęły się rozglądać za nieco tańszymi pojazdami. Tym sposobem próbują niejako ominąć inflację, lecz nie jest to proste, bo samochody mocno zdrożały. Stagnacja w salonach luksusowych aut może więc potrwać dłużej – zwraca uwagę Chołuj.
Prezes Tuzinek dodaje, że obecnie mamy do czynienia z migracją z salonów marek premium do placówek marek wolumenowych. – Osoby, które ostatni raz zmieniały samochód przed pandemią czy kulminacyjnym okresem inflacji, mogą teraz dysponować budżetem podobnym do tego sprzed paru lat. I on już na auto marki premium nie wystarczy – analizuje ekspert z ZDS.
Liczba klientów marek premium spadła w II kwartale br. o 26,6% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W tym samym czasie rdr. ubyło 19% klientów marek wolumenowych. Autorzy raportu dostrzegają, że te straty w zbliżonych proporcjach pokrywają się ze spadkami ruchu w obu segmentach.
– Cześć klientów odkłada decyzję o kupnie pojazdu premium do czasu obłożenia mniejszym ryzkiem. Sporo z tych samochodów jest kupowanych w leasingach bądź kredytach, a te ostatnio ciągle drożały. Dlatego też spadek w tym segmencie jest wyższy. Jednak zapowiadana obniżka stóp procentowych i spadek inflacji mogą za chwilę odwrócić tę tendencję – objaśnia Miłosz Sojka.
Końcówka roku powinna być lepsza
Jak przewidują eksperci z Proxi.cloud, na początku IV kw. br. ruch w salonach poprawi się, o ile nic negatywnego znowu nie wydarzy się na rynku. – Polacy, którzy odłożyli decyzję o zakupie nowego pojazdu, zaczną szukać wyprzedaży roczników i akcji rabatowych. Do salonów odważniej powinny też ruszyć firmy na zakupy flotowe – dodają.
– Nie spodziewam się znaczącego pogłębienia i tak już dużego spadku wizyt w salonach. Kolejne dwa kwartały 2023 roku mogą okazać się okresem poprawy ruchu. Oczywiście najwięcej wizyt można przewidywać na przełomie IV kw. br. i I kw. 2024 roku, ze względu na wyprzedaże rocznika, które już wróciły po pandemicznej przerwie. Wtedy powinien być największy ruch – prognozuje Paweł Tuzinek.
Natomiast Mateusz Chołuj prognozuje, że w IV kw. br. dealerzy, po tym słabym dla nich okresie, powinni być bardziej skłonni do dawania rabatów, szczególnie w segmencie premium. To trochę podreperuje sytuację i podniesie ruch. Jednak ekspert nie spodziewa się dużego odbicia. Na to będzie jeszcze za wcześnie, choć z innych badań rynkowych wiadomo, że już teraz Polacy coraz mniej obawiają się inflacji. Więc to dodatkowo może poprawić ruch w salonach samochodowych.
Podwyżka stóp procentowych o 25 pb. na czwartkowym (27.07) posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego wydaje się być przesądzona. Nie jest jednak jasne, co czeka nas dalej.
Najnowsze dane i sygnały od decydentów sugerują, że EBC przybierze prawdopodobnie bardziej gołębią postawę. Uważamy jednak, że zmiana ta będzie subtelna i będzie oznaczała raczej powrót do decyzji zależnych od danych, a nie zapowiedź końca cyklu podwyżek stóp procentowych.
Biorąc pod uwagę, że tym razem nie poznamy nowych projekcji Europejskiego Banku Centralnego, a ruch w górę jest niemal w pełni wyceniony, uwaga rynków powinna skupić się na komunikatach Rady Prezesów. W czerwcu bank zaskoczył rynki, zobowiązując się wstępnie do kolejnej podwyżki stóp procentowych w lipcu. Prezeska Christine Lagarde uderzyła w jastrzębie tony, sygnalizując, że decydenci wciąż „mają coś do zrobienia”, i podkreślając siłę rynku pracy strefy euro i wyzwania dla walki z inflacją, którą może ona za sobą pociągnąć.
Od tamtego czasu sytuacja uległa zmianie. Dezinflacyjna narracja zdobyła więcej uznania na świecie, szczególnie po serii zaskoczeń w dół odczytami dynamiki cen w głównych gospodarkach, zwłaszcza w USA. Dodatkowo aktywność gospodarcza w strefie euro zwolniła, co widać w danych PMI. W czerwcu zbiorczy indeks PMI po raz pierwszy od 6 miesięcy spadł poniżej poziomu 50 pkt (49,9), sugerując bardzo delikatne zmniejszenie się aktywności pod koniec II kwartału br. W lipcu ponownie spadł, osiągając niższy od oczekiwań poziom 48,9.
Twarde dane rysują podobnie rozczarowujący obraz – sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa w maju zawiodły. Pierwsza z nich była przez ostatnie dwa miesiące płaska, druga odnotowała zaś w ujęciu rocznym największy spadek od października 2020 r., tj. -2,2%.
Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2020 – 2023)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 24.07.2023
Ostatnia komunikacja decydentów, w szczególności wypowiedź zwykle jastrzębiego członka Rady Prezesów EBC Klaasa Knota, przykuły uwagę rynków. Przemawiając w tym miesiącu, stwierdził on, że podnoszenie stóp procentowych po lipcu „jest co najwyżej możliwością, ale zdecydowanie nie pewnikiem”, co spowodowało tymczasowe zamieszanie w wycenach rynkowych. Postrzegamy to jako sygnał, że jastrzębie mogą zmieniać swoje nastawienie i nie naciskać już tak mocno na dalsze zacieśnianie.
EBC nie może jeszcze ogłosić zwycięstwa
Uważamy, że sytuacja sprzyja powrotowi do decyzji zależnych od danych. W bazowym scenariuszu spodziewamy się jednak jeszcze co najmniej jednej, po lipcowej, podwyżki stóp procentowych EBC. Będzie ona miała miejsce prawdopodobnie we wrześniu. Inflacja bazowa jest niewiele poniżej swojego szczytu, a odnotowany w czerwcu poziom 5,5% jest ponad dwukrotnie wyższy od celu banku.
Przemawiając na corocznej konferencji EBC w portugalskiej Sintrze, prezeska Lagarde oświadczyła, że bank „nie może jeszcze ogłosić zwycięstwa” i ponownie wspomniała o kwestii jednostkowych kosztów pracy (które w znacznym stopniu wpłynęły na znaczną rewizję w górę czerwcowych projekcji bazowej dynamiki cen). Ostatnie komunikaty banku wskazują, że ciasny rynek pracy pozostaje jednym z głównych zmartwień EBC. Biorąc to pod uwagę, uważamy, że bank będzie ostrożnie podchodzić do zakończenia cyklu zacieśniania, by nie zrobić tego zbyt wcześnie.
Wykres 2: Inflacja w strefie euro (2013 – 2023)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 24.07.2023
W poszukiwaniu równowagi
Uważamy, że uwaga skupi się w tym tygodniu na powrocie do podejścia zależnego od danych. Powtórka z czerwca, kiedy to EBC wprost zapowiedział swoje zamiary na kolejne posiedzenie, jest mało prawdopodobna. Naszym zdaniem prezeska Lagarde będzie szukała równowagi między zasygnalizowaniem gotowości Rady do dalszego zacieśniania polityki monetarnej a zauważeniem, że wiele ona już zrobiła. Rozłożenie akcentów w jej komunikatach może być dla rynku kluczowe. Powtórzenie wiadomości, że inflacja „według projekcji zbyt długo pozostanie za wysoka” i skupienie się na sile rynku pracy może być postrzegane jako jastrzębie. Podkreślanie słabości gospodarczej może zaś zasygnalizować, że chęć banku do zacieśniania spadła.
Dla kursu euro kluczowy będzie ton komunikatów Europejskiego Banku Centralnego. Rynki w dużej mierze wyceniają drugą podwyżkę w nadchodzących miesiącach, inwestorzy nie są jednak pewni ruchu we wrześniu (jego wycena to ok. 50/50).
Nie spodziewamy się, by na najbliższym posiedzeniu Lagarde zdecydowanie potwierdziła plany podwyżki albo im zaprzeczyła. Jeśli jednak EBC sprawi, że rynki mocniej opowiedzą się za którąś z opcji, euro powinno to odczuć. Wspólna waluta może zareagować również na oznaki przeciwstawiania się zakładom na obniżki stóp.
Biorąc pod uwagę niepewność towarzyszącą posiedzeniu w tym tygodniu, możemy spodziewać się podwyższonej zmienności euro wokół czwartkowego oświadczenia. Może to być zjawisko jednak o mniejszej skali niż obserwowaliśmy w czerwcu.
Wykres 3: Wyceniana łączna zmiana stóp procentowych do danego posiedzenia EBC (OIS) [pb.]
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 25.07.2023
We wtorek (25.07), tj. dwa dni przed ogłoszeniem decyzji banku, opublikowano wyniki badania ankietowego EBC Bank Lending Survey. Sugerują one, że transmisja polityki jest wyraźna. Może to stanowić dodatkowy argument za tym, żeby ton komunikacji EBC w czwartek nie był przesadnie jastrzębi.
Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (27.07) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.
Przedsiębiorcy handlujący na straganach i targowiskach ostatnio lepiej regulują swoje zobowiązania w bankach i u dostawców. Od maja 2022 do maja 2023 suma ich nieopłaconych w terminie zobowiązań zwiększyła się mniej niż w całym handlu, co jest całkiem dobrym wynikiem – biorąc pod uwagę dotychczasową tendencję oraz wysoki wzrost cen żywności, będącej towarem najchętniej kupowanym na straganach. Drobni handlowcy w większym stopniu narażeni są na konkurencję z dyskontami, ale sprzyjają im konsumenckie trendy związane z lokalnością i ekologią, dzięki którym popularność targowisk wciąż jest wysoka w każdej grupie wiekowej. Na bazarki zagląda niemal 9 na 10 Polaków, a co trzeci kupuje tam przynajmniej raz w tygodniu – pokazuje badanie „Polacy na bazarach”.
Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK wynika, że w maju br. zaległe zadłużenie przedsiębiorców związanych z handlem na targowiskach i bazarach wyniosło niemal 84 mln zł. To o ponad 4,5 mln zł więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Tym samym zaległości handlu targowego wzrosły o niecałe 6 proc. W tym czasie cały handel podwyższył wartość swoich przeterminowanych o min. 30 dni rat kredytów oraz nieopłaconych faktur zgłoszonych do BIG InfoMonitor o 10 proc. – Mimo przyrostu zaległości – sytuacja finansowa tego biznesu zdaje się stabilizować. Po pierwsze ubyło 206 niesolidnych płatników, a dynamika przyrostu nieopłaconych w terminie zobowiązań nie jest już tak wysoka, jak w pierwszym roku pandemii. W okresie od marca 2020 do marca 2021, kwota zaległości wzrosła o przeszło 7 mln zł i to mimo tego, że hale targowe były wówczas uznawane za bezpieczne miejsce zakupów. Funkcjonując w większości przypadków na otwartej czy półotwartej przestrzeni, nie były objęte znacznymi ograniczeniami i mogły działać przez cały czas, przyciągając więcej klientów niż zwykle. Mimo tego nie był to jednak łatwy okres – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Bazar łączy pokolenia
Jakie są przyczyny stabilizacji sytuacji finansowej kupców z targowisk? Przede wszystkim posiadanie rzeszy wiernych klientów. Zamiłowanie do tej formy handlu jest cechą zdecydowanej większość społeczeństwa. Jak wynika z badania „Polacy na bazarach” przeprowadzonego przez Quality Watch dla BIG InfoMonitor, drobni handlowcy mogą liczyć na to, że co najmniej raz w tygodniu przyjdzie do nich niemal 4 na 10 Polaków, bowiem 16 proc. ankietowanych robi zakupy na targowiskach nawet kilka razy w tygodniu, a więcej niż co piąty respondent (22 proc.) – raz na tydzień. Połowa ankietowanych bywa na bazarach rzadziej, ale o nich nie zapomina. Tylko 14 proc. osób nie chodzi tam wcale, lecz głównie dlatego, że nie mają żadnych takich obiektów w okolicy.
Choć wydaje się, że skłonność do robienia sprawunków na straganie wyraźnie rośnie wraz z wiekiem, badanie tego do końca nie potwierdza. Po pomidory czy chleb na hale targowe niemal równie chętnie jak senior chodzi też 30 latek. Na bazarze minimum dwa-trzy razy w miesiącu jest ponad połowa ankietowanych z każdego pokolenia, również 18-24 latków czy 25-34 latków, a wśród 55-64 latków nawet dwie trzecie.
Zdecydowanie częściej kupują też na bazarkach mieszkańcy wielkich miast (73 proc.) niż wsi (46 proc.). Jeśli chodzi o regiony to zainteresowanie powyżej przeciętnej notują targowiska w woj. łódzkim i lubelskim, a najniższe w zachodniopomorskim, pomorskim oraz opolskim. W przypadku woj. zachodniopomorskiego oraz pomorskiego są to jednocześnie regiony, w których kłopoty z regulowaniem swoich zobowiązań ma najwyższy odsetek firm zajmujących się handlem na targowiskach, podobnie źle jest też na Dolnym i Górnym Śląsku.
Polacy stawiają na świeżość i wspieranie lokalnych przedsiębiorców
Głównym celem wyprawy na bazar są produkty spożywcze, a przede wszystkim warzywa i owoce – wskazuje 94 proc. ankietowanych. 39 proc. kupuje tu też nabiał i pieczywo, a 27 proc. mięso i ryby. Blisko połowa respondentów (48 proc.) nabywa na bazarze odzież i obuwie, a jedna trzecia (33 proc.) szuka tam artykułów chemicznych.
Dla niemałej części sympatyków bazarów (9 proc.) ważne jest, by specjalizował się on w żywności ekologicznej i głównie z myślą o takich produktach idą na zakupy. Wielu klientów (40 proc.) jest też przekonanych, że mali sprzedawcy gwarantują towar zdrowszy i lepszej jakości niż sieci sklepowe. Ten element jak również rosnąca świadomość ekologiczna związana z koniecznością skracania łańcuchów dostaw, ograniczających ślad węglowy to trendy sprzyjające targowiskom. M.in. z myślą o tym, dla wielu Polaków ważne jest wspieranie lokalnych biznesów (38 proc.), szczególnie, że lokalność to również relacje ze sprzedawcami i większe zaufanie do oferowanych towarów. – Oczekiwania, że na bazarze uda się kupić taniej są mniej popularne. Niższych cen szuka tam co trzeci badany, bo tym raczej drobnym handlowcom trudno konkurować z sieciami, które zawierając z producentami wielkie kontrakty, mają mocniejszą siłę negocjacyjną. Klienci zdają sobie z tego sprawę, choć teraz w czasach drożyzny z pewnością trudniej jest im akceptować wyższe ceny. I to akurat stanowi dziś wyzwanie dla handlu bazarowego – zwraca uwagę dr. hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.
Jednocześnie z początkiem 2022 r. wznowiono pobieranie opłaty targowej, która w 2021 r. była zawieszona w związku z pandemią. Tylko niektóre miasta zdecydowały się z tego zrezygnować, m.in. Kraków czy Kielce, a opłata może być naprawdę wysoka i wynosić nawet 953,38 zł dziennie[1]. Z drugiej strony, od 2022 r. weszły w życie przepisy zwalniające z opłaty handlujących w piątki i soboty rolników i ich domowników.
Targowiska z zaległościami, ale i optymizmem
Nie ma wątpliwości, że wielu przedsiębiorcom – szczególnie tym, którzy już teraz mają zaległe długi – jest ze względu na inflację, rosnące ceny i koszty prowadzenia biznesu nieco trudniej. Ich dostawcy powinni mieć na uwadze, że może się skończyć nadużywaniem kredytu kupieckiego. Średnia zaległość z tytułu niespłaconych zobowiązań kredytowych i faktur w przypadku firm handlujących na targach żywnością, napojami i tytoniem, wynosi 41,4 tys. zł. Zaległości ma tu 730 podmiotów (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych). Wśród handlujących obuwiem i tekstyliami przeterminowane zobowiązania ma 1195 firm i w grę wchodzi 23,3 tys. zł przeciętnego długu. W przypadku pozostałych firm sprzedających na straganach, średnio na jednego z 771 niesolidnych dłużników, przypada 33,6 tys. zł.
– Przewidywania co do przyszłości przedsiębiorców handlujących na targowiskach, szczególnie tych oferujących żywność są dobre. Polacy darzą bazary dużym sentymentem i nie zrezygnują z zakupów w tego typu miejscach. Nie grożą im również problemy wynikające ze starzenia się najwierniejszych klientów, bo na targowiska zaglądają również młodsi, podążając za trendami kupowania nieprzetworzonej żywności i skracania drogi towaru od producenta do domu. Odpowiedzią na potrzeby rynku są remonty i renowacje, które przechodzą hale targowe w całej Polsce, dzięki czemu stają się miejscami bardziej atrakcyjnymi i przyciągającymi nowych klientów. Miejmy też nadzieję, że zamiast ubywać będą pojawiać się nowe punkty tego typu sprzedaży, bo – jak wynika z badania przygotowanego na zlecenie BIG InfoMonitor – osoby, które nie robią zakupów na bazarkach, najczęściej uzasadniają to brakiem takich miejsc w okolicy (58 proc. pytanych) – komentuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Z ostatnich danych GUS za 2021 r. wynika, że zarejestrowanych było 2 116 stałych targowisk (w tym 2 042 targowisk z przewagą sprzedaży drobnodetalicznej). Ogólna liczba targowisk stałych w porównaniu z rokiem poprzednim była niższa o 6 obiektów. Najwięcej targowisk ubyło w województwie małopolskim – 6 obiektów oraz po 2 obiekty w województwie łódzkim i podlaskim. W porównaniu z rokiem poprzednim ogólna powierzchnia targowisk stałych zmniejszyła się o 0,4 proc. Na obszarze targowisk stałych dokonywano transakcji w 86,9 tys. stałych punktach sprzedaży drobnodetalicznej, wśród których 45,2 tys. działało codziennie. Uzupełnieniem stałej sieci targowiskowej były targowiska sezonowe, których liczba w 2021 r. zwiększyła się o 389 obiekty
[1] Serwis Doradztwa Podatkowego, Podatki i opłaty lokalne w 2023 r., https://isp-modzelewski.pl/serwis/podatki-i-oplaty-lokalne-w-2023-r/, 15.07.2023 r.
Badanie „Polacy na bazarach” zrealizowane przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor, metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) na reprezentatywnej próbie 1085 osób w wieku 18+, w dniach 7-10 lipca 2023 r.
Piractwo kosztuje polski rynek audiowizualny prawie 3 miliardy złotych rocznie
Piractwo ma negatywny wpływ na liczbę i jakość produkcji audiowizualnych
Rząd i branża pracują nad zwalczaniem piractwa
Ponad połowa polskich użytkowników Internetu uważa, że korzystanie z serwisów pirackich wpływa negatywnie na liczbę i jakość produkcji, wynika z raportu „Kradzież treści wideo w Internecie 2023” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Choć respondenci są świadomi zagrożeń, to czterech na dziesięciu z nich odwiedza nielegalne platformy, a około 5 proc. osób z tej grupy opłaca dostęp do takich stron. Z pirackich serwisów w Polsce korzysta 7,3 mln osób, a średnia miesięczna liczba wejść z Polski na takie serwisy to prawie 130 mln. Z kolei wydatki internautów na tego rodzaju treści wynoszą aż 322 mln zł rocznie.
Dostęp do nowoczesnych technologii z roku na rok staje się coraz powszechniejszy, a liczba konsumentów treści online stale wzrasta. W ciągu ostatnich 6 lat liczba internautów korzystających z legalnych źródeł wzrosła o 7,7 mln, a jednocześnie tych sięgających do serwisów pirackich zmalała o 900 000 osób. Częściowe ograniczenie działalności serwisów nielegalnych jest efektem szeroko zakrojonych systemowych działań rynku audiowizualnego, zarówno związanych z walką z piractwem, jak i podnoszenia atrakcyjności legalnych ofert.
Pomimo zmniejszenia liczby użytkowników sięgających po nielegalnie oferowane treści ich aktywność istotnie wzrosła. Jak wynika z raportu Deloitte „Kradzież treści wideo w Internecie 2023”, w 2022 roku odwiedziny pirackich stron oferujących filmy i seriale wzrosły o około 36 proc., a tych z nielegalnym streamingiem kanałów telewizyjnych o 8,8 proc. w porównaniu do 2016 roku. Eksperci przewidują, że ta tendencja będzie się pogłębiać również w najbliższych miesiącach.
W efekcie poziom strat rynku audiowizualnego wynikających z piractwa nadal dynamicznie wzrasta. Autorzy raportu szacują, że wynoszą one nawet 3 mld złotych. Dodatkowo straty Skarbu Państwa mogą sięgać nawet 1,86 mld złotych. Eksperci wskazują, że bez systemowych rozwiązań i zaangażowania jednostek publicznych w walkę z kradzieżą własności intelektualnej wzorem innych krajów europejskich, nie będzie możliwe ograniczenie poziomu strat rynku audiowizualnego i Skarbu Państwa, a rozwiązanie stosowane obecnie przez rynek mogą być niewystarczające.
Wysoka inflacja skłania wiele osób do znacznego ograniczenia wydatków. Jednocześnie od czasów pandemii znacząco zmieniły się upodobania konsumentów, którzy rozrywki poszukują przede wszystkim w sieci. Dla wielu internautów korzystanie z nielegalnych stron z filmami, serialami czy grami stanowi sposób na oszczędzanie pieniędzy, przy braku konieczności rezygnacji z ulubionych dzieł kultury. Aż 70 proc. respondentów z grupy oglądającej transmisje online w serwisach pirackich robi to głównie z powodu braku opłat. Ten trend stanowi poważne zagrożenie dla twórców i może negatywnie wpłynąć na całą branżę rozrywkową – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.
W miarę rozwoju technologii piractwo przybiera nowe, często mniej oczywiste formy. Proceder nielegalnego udostępniania treści audiowizualnych, w tym telewizyjnych, uległ zmianom, a podmioty oferujące nielegalnie kradzione treści szukają nowych metod dystrybucji i monetyzacji. Poza streamingiem będącym dominującym w Polsce sposobem nielegalnej dystrybucji treści szacowanym na 2,85 mld złotych, znaczące straty, liczone na poziomie 110 milionów złotych rocznie, generuje także nielicencjonowane IPTV (technologia, która pozwala na przesyłanie sygnału wideo w sieciach szerokopasmowych opartych na protokole IP). Wyzwaniem w ochronie treści jest także ich dystrybucja poprzez media społecznościowe. Coraz większą popularność zdobywa także współdzielenie dostępu do dozwolonych prawnie platform VOD. Co siódmy ankietowany korzysta z kont udostępnianych mu przez rodzinę lub znajomych.
Blisko połowa polskich użytkowników Internetu uważa, że korzystanie z serwisów pirackich ma negatywny wpływ na liczbę i jakość produkcji audiowizualnych. Choć respondenci są świadomi zagrożeń, to czterech na dziesięciu z nich odwiedza nielegalne platformy, a około 5 proc. osób z tej grupy opłaca dostęp do takich stron. Średnia miesięczna liczba wejść z Polski na serwisy pirackie wynosi prawie 130 mln, a wydatki internautów na tego rodzaju treści aż 322 mln zł rocznie.
Główne przyczyny piractwa
Autorzy raportu podają, że w Polsce z pirackich źródeł korzysta 7,3 mln osób w wieku od 16 do 74 lat. Spośród wszystkich konsumentów treści wideo, 41 proc. pozyskuje je zarówno za pośrednictwem dozwolonych, jak i niedozwolonych prawnie stron, a jedynie 2 proc. używa do tego wyłącznie nielegalnych platform. Jednocześnie polscy internauci wydają 322 mln zł w bezprawnych serwisach oferujących wideo na żądanie bądź transmisje na żywo.
Roczna konsumpcja nielegalnie oferowanych treści szacowana na 7,36 mld zł to kwota, która pozwoliłaby na opłacenie rocznego abonamentu do serwisu VOD dla wszystkich internautów w Polsce oglądających treści wideo. Analizując te dane, łatwiej wyobrazić sobie ogromne straty, jakie piractwo internetowe przynosi polskiej gospodarce i całej branży rozrywkowej. Warto również zauważyć, że użytkownicy nielegalnych źródeł są skłonni zapłacić około 30 zł za dostęp do platform oferujących transmisje na żywo i 27 zł za usługi VOD. Tymczasem legalne źródła oferują podobne koszty subskrypcji – mówi Teresa Wierzbowska, Prezeska Zarządu Stowarzyszenia Sygnał.
Dlaczego internauci korzystają z takich serwisów? Siedmiu na dziesięciu widzów oglądających nielegalne transmisje online chce w ten sposób uniknąć opłat. Dla 61 proc. z nich istotna jest również możliwość łatwego i szybkiego dotarcia do interesujących treści. Z kolei dla 39 proc. ważna jest szeroka oferta pirackich stron. W przypadku użytkowników nielegalnych platform wideo, wyniki prezentują się inaczej. Najważniejszym powodem, wskazanym przez 58 proc. ankietowanych jest możliwość oglądania filmów w dowolnym czasie. Połowa respondentów z tej grupy wymienia także łatwy i szybki dostęp do interesujących treści. Brak opłat zajmuje dopiero trzecie miejsce i ma znaczenie dla 46 proc. badanych.
Wielu internautów nadal ma trudność z identyfikacją, które serwisy są legalne oraz deklaruje większą uczciwość od realnych zachowań. 65 proc. badanych twierdzi, że pozyskuje treści wyłącznie z legalnych źródeł. Jednak w rzeczywistości wynik ten jest mniejszy o 20 punktów procentowych.
Coraz większe straty
Eksperci przewidują, że w latach 2023 – 2030 średnie tempo wzrostu piractwa wyniesie nieco ponad 1 proc. Mimo że ta dynamika wydaje się niewielka, to do 2030 r. wartość konsumpcji utworów audiowizualnych pochodzących z nielegalnych źródeł może wzrosnąć o ponad pół miliarda złotych w porównaniu do obecnego roku. Zgodnie z prognozami, łączne przychody serwisów pirackich w ciągu najbliższych 7 lat wyniosą 2,9 mld zł. Jednakże ta kwota uwzględnia jedynie przychody z płatności internautów oraz treści reklamowych. Całkowita hipotetyczna wartość konsumpcji utworów audiowizualnych z nielegalnych serwisów w latach 2023 – 2030, przy założonym tempie wzrostu piractwa, może sięgnąć nawet ponad 61 mld zł.
O badaniu
Badanie „Kradzież treści wideo w Internecie 2023″ opiera się na ankietach przeprowadzonych za pomocą metody CAWI (ang. Computer Assisted Web Interview) na próbie 1500 polskich internautów w wieku od 16 do 74 lat. Respondenci zostali sklasyfikowani jako użytkownicy serwisów pirackich lub legalnych na podstawie ich własnych deklaracji dotyczących źródeł, z których pozyskują treści wideo i transmisje. Lista dostępnych serwisów do wyboru przez ankietowanych została sporządzona na podstawie rekomendacji Stowarzyszenia „Sygnał”.
Księgowość IT to wygodne rozwiązanie, z którymi wiąże się wiele korzyści. Przede wszystkim umożliwia oszczędność czasu i pieniędzy. Co warto wiedzieć o księgowości IT i komu zlecić jej prowadzenie?
Czym jest księgowość IT?
Księgowość IT wykorzystuje technologie informatyczne do automatyzacji i optymalizacji procesów księgowych. Ta nowoczesna forma księgowości obejmuje nie tylko tradycyjne funkcje, takie jak księgowanie dokumentów, ale także dostarcza szereg narzędzi, takich jak analiza finansowa, prognozowanie, kontrola budżetu i wiele innych.
Jednym z kluczowych elementów księgowości IT jest możliwość prowadzenia księgowości online. Dzięki temu klient ma nieograniczony dostęp do swoich danych finansowych, niezależnie od miejsca i czasu. To sprawia, że prowadzenie biznesu staje się bardziej elastyczne i wydajne.
Elektroniczny obieg dokumentów
Przejście na elektroniczny obieg dokumentów jest jedną z najważniejszych zalet księgowości IT. Pozwala to na błyskawiczne przesyłanie faktur, umów i innych dokumentów pomiędzy biurem księgowym i klientem. Oznacza to także koniec z problemem zagubionych dokumentów i długotrwałym szukaniem potrzebnych papierów. Przepływ dokumentów jest nie tylko szybszy, ale również bardziej przejrzysty (klient ma wgląd do wcześniejszych operacji), co przekłada się na lepszą kontrolę nad finansami firmy.
Dedykowana aplikacja
Bardzo ważną zaletą współpracy z biurem rachunkowym, które świadczy usługi księgowości IT jest dostęp do dedykowanej aplikacji. Dzięki niej możliwy jest wgląd do dokumentów z dowolnego miejsca, a także wygodna komunikacja z biurem rachunkowym – z dowolnego miejsca, które łączy się z internetem. Wszystkie niezbędne dane są dostępne na wyciągnięcie ręki, a intuicyjne interfejsy ułatwiają obsługę nawet dla osób, które nie są specjalistami w dziedzinie finansów.
Dlaczego wato wybrać biuro rachunkowe online?
Biuro rachunkowe online Podatkomat dysponuje wieloma narzędziami, które usprawniają komunikację z klientami i przepływ dokumentów. Dobre biura tego typu specjalizują się w obsłudze nowoczesnych podmiotów z sektora nowych technologii (IT, e-commerce), dlatego znają realia takich branż i są w stanie zaproponować rozwiązania szyte na miarę. Mogą również podpowiedzieć w kwestii optymalizacji podatkowych. Dla przykładu wielu przedsiębiorców prowadzących innowacyjną działalność może skorzystać z ulgi B+R (na badania i rozwój). Dużą popularnością wśród programistów i innych specjalistów IT cieszy się także ulga IP Box.
Korzyści z wdrożenia księgowości IT – podsumowanie
Wdrożenie księgowości IT wiąże się z wieloma korzyściami. Po pierwsze, jest to duża wygoda dla klientów. Nie muszą już spędzać czasu na wizytach w biurze księgowym, wszystko załatwiają zdalnie. Po drugie, automatyzacja procesów księgowych znacznie przyspiesza ich realizację i minimalizuje ryzyko błędów.
Wykorzystanie technologii informatycznych w zarządzaniu finansami pozwala nie tylko zaoszczędzić czas i pieniądze, ale także zwiększa przejrzystość i kontrolę nad procesami finansowymi.
Od początku roku złoty wzmocnił się wobec dolara o 10%. Wyraźnego osłabienia złotego inwestorzy spodziewają się w początkach 2024 r., z powodu tegorocznych decyzji RPP o obniżkach stóp procentowych.
Rynek stawia na obniżki stóp procentowych jesienią. Wycenia sytuację, jakby decyzja ta była już „zaklepana”
Stawki FRA (kontrakty na przyszłą stopę procentową, które są instrumentem pochodnym, oferowane przez rynki finansowe, będącym odmianą kontraktów forward) w perspektywie 3 miesięcy obstawiają przede wszystkim dwie obniżki stóp procentowych.
– W perspektywie 6 miesięcy inwestorzy obstawiają nawet trzy obniżki, w sumie o 150 pkt. bazowych, co wydaje się ekstremalne – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Nawet prezes NBP powiedział ostatnio, że rynek przesadza w swych oczekiwaniach.
Kluczowym czynnikiem, aby RPP obniżyła stopy procentowe ma być spadek inflacji do poziomu jednocyfrowego, a potencjalnie może to stać się już w sierpniu albo we wrześniu.
To otwiera drogę do pierwszej obniżki we wrześniu lub październiku. We wrześniu i październiku inflacja może sprawiać dobre wrażenie, spadnie ze względu na efekt bazy, gdyż rok wcześnie ceny rosły bardzo szybko.
Jednocześnie mamy najnowsze projekcje NBP, że prawdopodobieństwo osiągnięcia zdrowego dla gospodarki celu inflacyjnego (2,5% +/-1%) na koniec 2025 r. jest na poziomie 50%.
– Jeżeli stopy procentowe zostaną obniżone tylko w połowie tego co widzi rynek, cel inflacyjny może być bardzo trudny do osiągnięcia, a będący w mniejszości jastrzębio nastawieni członkowie RPP ostrzegają, że obniżka będzie błędem – komentuje ekspert XTB. – Kluczowe jest jednak ile tych obniżek będzie, jeżeli jedna lub dwie może to nie mieć dużego wpływu na zagrożenia dotyczące powrotu rosnącej inflacji.
Ze względu na efekt bazy kłopotliwe dane inflacyjne mogą pojawić się za listopad i grudzień, gdyż rok do roku akurat wówczas wzrost cen był już niższy. Początek 2024 r. może więc przynieść duże rozczarowanie.
– To właśnie na początku 2024 r. w ocenie inwestorów powinno dojść do wyraźnego osłabienia złotego – mówi M.Stajniak z XTB. – Inwestorzy oczekują, że na koniec tego roku kurs złotego wobec dolara znajdzie się w przedziale 3,90-4,00 zł, a później spodziewa się sporego odbicia do 4,15-4,20 zł za dolara.
Pod koniec lipca kurs złotego zbliżył się bardzo do 4,00 zł. Minimum z 52 tygodni to 3,94 zł (17 lipiec br.), a maksimum – 5,04 zł.
Wzrost udziału w rynku logistyki morskiej i kontraktowej
Spadek wolumenów w logistyce lotniczej podobnie jak na rynku
Koncentracja na zarządzaniu zyskami i zrównoważonym wzroście
Kontrola kosztów w drugim kwartale 2023 r.
Grupa
Kuehne+Nagel CHF m
H1 2023
H1 2022
Δ
Q2 2023
Q2 2022
Δ
Obrót netto
12,721
20,631
-38%
5,973
10,473
– 43%
Zysk brutto
4,649
5,898
-21%
2,255
2,956
-24%
Wynik operacyjny (EBITDA)
1,518
2,58
-41%
715
1,274
-44%
EBIT
1,135
2,195
-48%
523
1,075
-51%
Zysk za okres
860
1,628
-47%
398
796
-50%
Grupa Kuehne+Nagel w pierwszej połowie 2023 roku osiągnęła dobre wyniki mimo trudnego otoczenia rynkowego. Szczególna sytuacja gospodarcza związana z pandemią w 2021 i 2022 r. nadal wpływała na porównywanie wyników rok do roku.
Obroty netto za pierwsze sześć miesięcy 2023 r. wyniosły 12,7 mld CHF, EBIT wyniósł około 1,1 mld CHF, a zysk 860 mln CHF. Współczynnik konwersji, opisujący stosunek EBIT do zysku brutto Grupy, utrzymał się na wysokim poziomie 24%.
Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:
„Kuehne+Nagel dobrze poradziło sobie z transformacją z wyjątkowej sytuacji gospodarczej związanej z pandemią. W spowolnionym środowisku biznesowym jednostki logistyki morskiej i kontraktowej zyskały udział w rynku i utrzymały stabilne zyski. Z kolei wolumeny w logistyce lotniczej spadły podobnie jak na rynku. Mimo że nasze działania w zakresie kontroli kosztów stały się bardziej widoczne w drugim kwartale 2023 r., nasza strategia pozostaje niezmieniona, koncentrując się na wysokiej jakości świadczonych usług logistycznych i wyjątkowej orientacji na potrzeby klientów”.
Logistyka morska
CHF m
H1 2023
H1 2022
Δ
Q2 2023
Q2 2022
Δ
Obrót netto
4,859
9,869
-51%
2,192
5,012
-56%
Zysk brutto
1,309
1,942
-33%
623
968
-36%
EBIT
639
1,208
-47%
295
587
-50%
W pierwszej połowie 2023 r. obroty netto logistyki morskiej wyniosły 4,9 mld CHF przy EBIT w wysokości 639 mln CHF. Współczynnik konwersji utrzymał się na wysokim poziomie 49%. Wolumen kontenerów w pierwszej połowie 2023 r. wyniósł 2,1 miliona TEU. Jednostka logistyki morskiej była w stanie zdobyć udział w rynku, który spadł o około 5%.
Wiosną 2023 r. Kuehne+Nagel nawiązało współpracę z Volvo Cars w celu wykorzystania 5 500 ton zrównoważonych biopaliw w transporcie morskim. W przyszłości transporty dla szwedzkiego producenta samochodów będą realizowane przy znacznie zmniejszonej emisji paliwa.
Logistyka lotnicza
CHF m
H1 2023
H1 2022
Δ
Q2 2023
Q2 2022
Δ
Obrót netto
3,516
6,324
-44%
1,654
3,178
-48%
Zysk brutto
937
1,613
-42%
449
796
-44%
EBIT
293
826
-65%
139
401
-65%
W pierwszej połowie 2023 r. obroty netto lotniczej jednostki biznesowej wyniosły 3,5 mld CHF, a EBIT 293 mln CHF. Tempo spadku wolumenów nieco spowolniło w drugim kwartale. Wolumen frachtu lotniczego w pierwszej połowie 2023 r. wyniósł 957 000 ton, a współczynnik konwersji 31%.
W czerwcu 2023 r. Kuehne+Nagel podpisało umowę przejęcia Morgan Cargo, wiodącego dostawcy usług logistyki lotniczej w RPA, Wielkiej Brytanii i Kenii. Firma specjalizuje się w towarach łatwo psujących się, zatrudnia 450 ekspertów logistycznych i obsłużyła 40 000 ton frachtu lotniczego oraz 20 000 TEU w 2022 roku.
Logistyka drogowa
CHF m
H1 2023
H1 2022
Δ
Q2 2023
Q2 2022
Δ
Obrót netto
1,873
2,033
-8%
917
1,051
-13%
Zysk brutto
684
684
–
335
355
-6%
EBIT
93
80
16%
41
50
-18%
W pierwszej połowie 2023 r. obroty netto logistyki drogowej wyniosły 1,9 mld CHF, a EBIT 93 mln CHF. Wolumen zrealizowanych zamówień wyniósł około 12 milionów, porównywalnie do poprzedniego roku. Wykorzystanie sieci pozostało wysokie.
Jednym z ważnych czynników wpływających na znaczny wzrost EBIT w pierwszej połowie 2023 r. było trwające wdrożenie RoadLOG, autorskiego systemu Kuehne+Nagel do zarządzania transportem (TMS) dla przesyłek drogowych.
Logistyka kontraktowa
CHF m
H1 2023
H1 2022
Δ
Q2 2023
Q2 2022
Δ
Obrót netto
2,473
2,405
3%
1,21
1,232
-2%
Zysk brutto
1,719
1,659
4%
848
837
1%
EBIT
110
81
36%
48
37
30%
W pierwszej połowie 2023 r. logistyka kontraktowa osiągnęła dobre wyniki z obrotami netto w wysokości 2,5 mld CHF i zyskiem EBIT w wysokości 110 mln CHF.
Zdobyła udział w rynku, szczególnie w Ameryce Północnej, w sektorze opieki zdrowotnej i e-commerce. Wykorzystanie powierzchni logistycznej Kuehne+Nagel pozostało na bardzo wysokim poziomie.
Dr Joerg Wolle, Przewodniczący Rady Dyrektorów Kuehne+Nagel International AG:
„W pierwszej połowie 2023 r. wyniki finansowe Grupy Kuehne+Nagel były znacznie większe niż porównywalne dane z okresu przed COVID-19, a Grupa dobrze radziła sobie w nowym środowisku. W nadchodzących latach strategia Roadmap 2026 pozostanie kluczowym motorem rozwoju Kuehne+Nagel. Założenia strategii, ogłoszone w marcu 2023 r., zostały bardzo pozytywnie przyjęty zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie i już widzimy pierwsze sukcesy. Koncentrujemy się na świadczeniu wysokomarżowych usług i rozwoju potencjału rynkowego w Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie”.
Jutro spodziewamy się ostatniej podwyżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej w obecnym cyklu. Wątpimy jednak, by prezes Jerome Powell zamknął drzwi do kolejnych ruchów w górę.
Podczas czerwcowego posiedzenia członkowie FOMC nieoczekiwanie wskazali poprzez dot plot, że w pozostałej części roku możliwe są jeszcze dwie podwyżki po 25 pb., co pobrzmiewało również w komunikatach Powella. Uczestnicy rynku nie wydają się jednak przekonani do retoryki Fedu, będąc sceptycznie nastawionymi wobec dalszego zacieśniania, zwłaszcza po ostatnim zaskakująco niskim odczycie inflacji CPI w czerwcu.
Fed niejako sam zapędził się w kozi róg i podwyżka stóp procentowych o 25 pb. na środowym posiedzeniu wydaje się właściwie pewna. Jest ona zresztą niemal w pełni wyceniana w kontraktach futures. Uważamy przy tym, że niedawno pojawiło się już dość argumentów za mniejszą potrzebą kolejnych ruchów w górę, a środowy okaże się ostatnim.
Jastrzębie wśród członków FOMC będą całkiem słusznie argumentować, że aktywność gospodarcza w USA utrzymuje się na dobrym poziomie i wspiera ją silny rynek pracy. Dane na jej temat opublikowane od czasu czerwcowego posiedzenia były w dużej mierze pozytywne. Zamówienia środków trwałych w maju przekroczyły szacunki, ISM PMI dla usług niespodziewanie wzrósł do dość dobrego poziomu 53,9 pkt, a Indeks Zaskoczeń Ekonomicznych Citigroup (68,4) jest bliski wieloletnich szczytów. PKB w I kwartale, który jest wskaźnikiem wstecznym, został zrewidowany w górę do 2% w ujęciu zannualizowanym, a bieżące oszacowanie Fedu z Atlanty – GDPNow – wskazuje obecnie na podobny wzrost w II kwartale (2,4%). Te dane i wskaźniki sugerują zwiększone prawdopodobieństwo „miękkiego lądowania”, czyli sprowadzenia przez Fed inflacji do akceptowalnego poziomu bez wywoływania recesji w USA.
Od czerwca obserwujemy wyraźniejsze oznaki trendu spadkowego zarówno głównej, jak i bazowej dynamiki cen w Stanach Zjednoczonych. Czerwcowy raport dotyczący inflacji CPI spowodował jeden z najsilniejszych tygodniowych spadków indeksu USD od czasu globalnego kryzysu finansowego.
Sugeruje też, że cykl zacieśniania Fedu przynosi owoce. Główna miara inflacji znalazła się na najniższym poziomie od ponad dwóch lat (3,0%), zaś kluczowa, bazowa, niespodziewanie spadła poniżej 5% po raz pierwszy od listopada 2021 r. – co jest momentem przełomowym. Dużo jeszcze brakuje, aby inflacja powróciła do celu, jednak fakt, że niemal wszystkie wskaźniki dynamiki cen w USA – w tym 3-miesięczna bazowa zannualizowana miara (4,1%) – zmierzają w dół, jest bardzo dobrą wiadomością dla decydentów.
Przypuszczamy, że presję z decydentów FOMC na lipcowym posiedzeniu zdejmie zwłaszcza silniejszy od oczekiwań spadek inflacji bazowej. Jak wspomnieliśmy, nie spodziewamy się, by Powell wprost wskazał w swoich komunikatach, że cykl podwyżek dobiegł końca. Ale nie powinien również być tak jastrzębi jak jeszcze w czerwcu. Prawdopodobnie ponownie podkreśli on siłę amerykańskiego rynku pracy i być może wspomni o odporności danych gospodarczych od ostatniego posiedzenia FOMC. W czerwcu powiedział, że istnieje możliwość ruchów na „kolejnych posiedzeniach”, tj. w lipcu i wrześniu. Sądzimy jednak, że obecnie nie będzie raczej mówił o tym tak otwarcie.
Zakładamy, że Powell podkreśli, iż decyzje Fed są zależne od danych. Przesuwając w ten sposób decyzję o terminie zakończenia cyklu podwyżek na kolejne posiedzenie we wrześniu, kiedy to zostaną opublikowane nowe projekcje. Powinno to dać Fedowi wystarczająco czasu, bo niemal dwa miesiące na ocenę warunków gospodarczych, w szczególności inflacji, przed podjęciem decyzji o konieczności potencjalnego dalszego zacieśniania. Do czasu wrześniowego zebrania (20.09) opublikowane zostaną raporty dotyczące inflacji CPI w lipcu i sierpniu, a także preferowanej przez Fed miary PCE za czerwiec oraz lipiec.
Jeśli Fed przyjmie w tym tygodniu postawę całkowicie zależną od danych, reakcja dolara w środę powinna być ograniczona. Jeśli zaś zdecyduje się na powiedzenie wprost, że jest gotowy do ponownej podwyżki stóp procentowych przed końcem roku, amerykańska waluta prawdopodobnie doświadczy silnej aprecjacji.
Obecnie implikowane prawdopodobieństwo rynkowe kolejnej podwyżki o 25 pb. we wrześniu wynosi kilkanaście procent, a w listopadzie ok. 1/3.
Gołębim scenariuszem, który bez wątpienia wywołałby natychmiastową wyprzedaż dolara, byłoby wskazanie przez Powella, że Fed prawdopodobnie zakończył podnoszenie stóp procentowych. Jak jednak już wspomnieliśmy, nie spodziewamy się na razie takiego ruchu. Przez zakończeniem zacieśniania decydenci Fedu będą chcieli bowiem zapewne zobaczyć więcej oznak spadku inflacji.
Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (26.07) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.
Autor: Matthew Ryan, CFA – kierownik działu analiz Ebury
Rosnące ceny ropy przekładają się na ceny paliw. W hurcie ostatni raz tak drogo było 20 kwietnia. Lepszy indeks koniunktury z USA pomaga dolarowi. Na rynku kryptowalut znów zamieszanie.
Ropa najdroższa od kwietnia
Notowania ropy naftowej idą w ostatnich czasach zdecydowanie w górę. Jesteśmy już 10 dolarów na baryłce w górę od dołków z czerwca. Tak silny wzrost może przełożyć się na spowolnienie tempa spadku inflacji. Co powoduje, że surowiec drożeje? Powodów jest kilka. Analitycy wskazują na wychodzenie Chin ze spowolnienia pocovidowego. Do tego spadki stanów zapasów w USA w ostatnich danych i działania OPEC. Łącznie daje to spory potencjał na dalsze śrubowanie cen. Nie bez znaczenia jest to, że już mówi się o obniżaniu stóp procentowych. Tańszy kredyt może przełożyć się na większą aktywność gospodarczą. Już dzisiaj o 22:40 zobaczymy dane w sprawie zmian zapasów paliw w USA, co może wpłynąć na ten rynek.
Indeksy koniunktury
Odczyty indeksów PMI to jeden z tych wskaźników, które pokazują jak może wyglądać sytuacja gospodarcza w przyszłości. Badania ankietowe mają swoje wady, ale mają też zaletę, jest to możliwość przewidywania przyszłości. Wczorajsze dane mówią, że przyszłość dla strefy euro jest słabsza niż dotychczas sądziliśmy. Co ciekawe dość niespodziewanie lepiej wypadł przemysł w USA. Usługi co prawda uzyskały słabszy wynik, ale przemysł amerykański to jedyny z głównych odczytów, które pozytywnie zaskoczyły rynki. To między innymi dlatego dolar znów zyskuje względem euro. Właśnie dlatego wczoraj, mimo umacniania się złotego względem euro, kurs dolara względem złotego był najwyższy od niemal dwóch tygodni.
Zamieszanie na kryptowalutach
Jeszcze wczoraj pisaliśmy o testowaniu przez Bitcoina wielotygodniowych minimów. Kilka godzin po publikacji doszło w końcu do ich przełamania. W tle mamy jeszcze przygody Binance z amerykańskim nadzorcą. Z jednej strony na razie giełda wychodzi z nich obronną ręką. Trzeba jednak brać pod uwagę, że administracje państwowe bardzo nie lubią, jak się z nimi walczy. W rezultacie można oczekiwać, że nawet jeżeli tę rundę wygrają przedstawiciele świata kryptowalut, to może dojść do zmian reguł gry. W rezultacie zmian obecne zwycięstwa mogą okazać się niewiele warte. To prawdopodobnie dlatego inwestorzy ograniczają swoje angażowanie. Nie brakuje też głosów, że to nowa kryptowaluta worldcoin Sama Altmana, twórcy Open AI, zaczyna zagarniać swój kawałek tortu kosztem innych.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg. CBI,
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – Indeks Zaufania Conference Board.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
O blisko 25 proc. wzrosły średnie stawki polskich freelancerów w ciągu roku – wynika z Index Useme, czyli narzędzia zbierającego dane z umów rozliczanych za pomocą wskazanej platformy. Największe zmiany można zaobserwować zwłaszcza wśród niezależnych specjalistów podejmujących zlecenia w kategorii multimedia i fotografia. Jak to wygląda w pozostałych branżach?
Useme, platforma upraszczająca rozliczenie na linii klient-freelancer, po raz kolejny podzieliła się średnimi wysokościami stawek za zlecenia w najpopularniejszych wśród niezależnych specjalistów profesjach. Zaprezentowane w najnowszym raporcie dane pokazują, że mimo wysokiej inflacji, freelancerzy nie mogą narzekać na swoje zarobki, a ich wzrost w czerwcu 2023 r. wyniósł o niemal 25 proc. w porównaniu do tego samego okresu roku wcześniej.
– Już po raz kolejny dzielimy się danymi dotyczącymi średnich stawek z umów realizowanych przez Useme. Prezentowane kwoty jasno pokazują, że sytuacja gospodarcza oraz wzrost popularności współpracy z freelancerami wpływają na popyt i cenę za świadczone przez nich usługi – komentuje Przemysław Głośny, CEO Useme.
Największe wzrosty w kategorii multimedia i fotografia
W kategorii animacja możemy zaobserwować największą zmianę w wysokości średnich stawek za zlecenie. Wzrosły one aż o 95 proc. i w czerwcu 2023 roku wyniosły 3194 zł w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Duże wzrosty dotyczyły również freelancerów zajmujących się wideo oraz fotografią. Ich wynagrodzenia wzrosły kolejno o 40 proc. (2281 zł) i 37 proc. (2058 zł).
Z kolei niezależni specjaliści realizujący zlecenia w kategorii architektura – zarówno projekty aranżacji wnętrz, jak i rendery 3d przedmiotów oraz wizualizacje – mieli stawki wyższe o 29 proc. (3348 zł), natomiast graficy mogli liczyć na zarobki rzędu 1615 zł za zlecenie (wzrost o prawie 15 proc.).
A co z najpopularniejszymi branżami?
Copywriting, czyli pisanie tekstów na zamówienie niezmiennie znajduje się w czołówce najpopularniejszych branż freelancingu. Stawki niezależnych specjalistów w tej kategorii wzrosły prawie o 25 proc. rok/rok, choć średnia wartość zlecenia była najniższa wśród wszystkich branż uwzględnionych przez Index Useme – 1159 zł. Jednak warto mieć na uwadze, że twórcy tekstów mają zazwyczaj więcej umów o niższej wartości. Dotyczy to również tłumaczy, choć w przeciwieństwie do cen usług copywriterów ich wynagrodzenia wzrosły o 15 proc. i czerwcu 2023 średnio wynosiły 1563 zł.
Kolejnymi popularnymi wśród wolnych strzelców branżami są SEO, czyli optymalizacja stron internetowych oraz social media – prowadzenie i moderacja profili w mediach społecznościowych czy realizowanie kampanii reklamowych. Freelancerzy specjalizujący się we wskazanych działaniach podnieśli stawki o 20 proc. rok/rok i mogli liczyć na średnie zarobki w wysokości prawie 1777 zł za zlecenie.
Nierówności w branży IT
Freelancerzy świadczący usługi związane z szeroko rozumianym IT, czyli programiści, twórcy aplikacji mobilnych, platform e-commerce czy ci zajmujący się budowaniem stron, a także ich modernizacją oraz specjaliści realizujący pozostałe działania IT np. testujący oprogramowanie, to najbardziej zróżnicowana grupa, jeżeli chodzi o zmiany w wysokości stawek za zlecenia w okresie czerwiec 2022 – czerwiec 2023.
W tej kategorii największy, blisko 27-procentowy wzrost odnotowali freelancerzy podejmujący zlecenia w kategorii “Inne usługi IT” a ich średnia stawka za zlecenie w czerwcu br. wyniosła 2463 zł. Następnie znaleźli się specjaliści zajmujący się budowaniem i modernizacją stron www z 20-procentowym wzrostem wynagrodzenia – 1876 zł. Z kolei najmniej swoje stawki podnieśli twórcy aplikacji mobilnych – blisko 2,5 proc. rok/rok, mimo to, ich średnia stawka za zlecenie wyniosła aż 6048 zł.
Jedynymi kategoriami, w których stawki zmalały w porównaniu do czerwca 2022 roku, były programowanie oraz tworzenie sklepów internetowych. Zmiany w wysokości średnich wartości zlecenia były niewielkie i wynosiły kolejno -3 proc. (3181 zł) i -0,5 proc. (1684 zł).
– Wzrost stawek w większości branż polskiego freelancingu pokazuje, że niezależni specjaliści, zwłaszcza Ci z dużym doświadczeniem w swoich profesjach nie mogą narzekać na zarobki. Średni wzrost wynagrodzeń freelancerów o 25 proc. rok/rok daje ciekawy kontrast w porównaniu do przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Według danych GUS w czerwcu br. wzrosło ono o ponad połowę mniej, czyli 11,9 proc. rok/rok[1]. – podsumowuje Przemysław Głośny, CEO Useme. – Oczywiście wysokość stawek freelancerów w dużej mierze uzależniona jest od charakteru konkretnej profesji, a specjaliści realizujący zlecenia w takich branżach jak copywriting, tłumaczenia social media czy SEO są w stanie podjąć miesięcznie więcej prac niż np. programiści – dodaje ekspert.
Materiał powstał na podstawie danych z serwisu – Index Useme z czerwca 2023.
Pierwsze półrocze 2023 roku charakteryzowało się mniejszą aktywnością zarówno po stronie deweloperów, jak i najemców. Oddana do użytku nowa podaż była wynikiem o 90% niższym w porównaniu do analogicznego okresu w 2022 roku.
W pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku deweloperzy dostarczyli na rynek zaledwie 18 700 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Dzięki temu zasoby biurowe na koniec czerwca wyniosły 6,25 mln m kw. W II kwartale roku ukończono trzy projekty: The Park 9 (11 000 m kw.), Wał Miedzeszyński 628 (6 000 m kw.) oraz pierwszy budynek kompleksu Bohema – Glicerynownia o powierzchni 1 700 m kw.
Na początku lipca w budowie znajdowało się zaledwie 265 000 m kw. powierzchni biurowej. Rozpoczęcie inwestycji Upper One i Towarowa 22 w II kwartale 2023 roku spowodowało 25% wzrost powierzchni w budowie względem poprzedniego kwartału. Przy zachowaniu planowanych terminów ukończenia prac budowlanych, do końca roku warszawski rynek biurowy powiększy się o 55 900 m kw. Wynik ten jest znacznie niższy od tych osiąganych w poprzednich analogicznych okresach.
Ponad 75% realizowanej obecnie powierzchni biurowej znajduje się w centralnych lokalizacjach Warszawy.
„Po okresie pandemii, kiedy najemcy ostrożnie podejmowali decyzje dotyczące nowych umów, w 2022 roku zauważalne było już zdecydowane ożywienie. Po pozytywnych sygnałach dotyczących popytu, I połowa roku 2023 roku przyniosła ponownie mniejszą aktywność najemców na stołecznym rynku biurowym. W I półroczu podpisano umowy najmu na ponad 325 700 m kw., co było wynikiem niższym o 32% w porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim,”– dodaje Izabela Dąbrowska, dyrektor w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.
W II kwartale 2023 roku najemcy podpisali umowy na ponad 167 100 m kw., przy czym trzy największe umowy dotyczyły renegocjacji.
W strukturze umów największy udział w I połowie roku przypadał na nowe umowy, które stanowiły 60% wolumenu transakcji (ponad 196 100 m kw., łącznie z umowami właścicielskimi). Renegocjacje odpowiadały za 35% wolumenu, a ekspansje, na które wciąż decyduje się niewielu najemców, jedynie 5%. Biorąc pod uwagę wielkość transakcji, jedenaście z dwudziestu największych umów najmu dotyczyło nowych kontraktów.
,,Na koniec czerwca na warszawskim rynku biurowym zidentyfikowano 714 400 m kw. dostępnej od zaraz powierzchni, co stanowiło 11,4% zasobów biurowych. Wskaźnik pustostanów zanotował spadek o 0,2 pp. w porównaniu do I kwartału oraz 0,5 pp. względem analogicznego okresu w 2022 roku. W strefach centralnych wskaźnik pustostanów wynosił 9,9% (spadek względem ubiegłego kwartału), zaś poza centrum pozostał na tym samym poziomie i był szacowany na 12,7%. Najniższy wskaźnik pustostanów odnotowano w strefie północnej (5,1%) oraz na Ursynowie i Wilanowie (5,8%) zaś najwyższy niezmiennie na Służewcu (20,6%)” – komentuje Katarzyna Bojar, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
Wywoławcze stawki czynszu za powierzchnię biurową w Warszawie pozostały na niezmienionym poziomie w II kw. 2023 roku. W najlepszych budynkach biurowych w Centralnym Obszarze Biznesu stawki miesięczne kształtowały się na poziomie 19,00-26,00 EUR/m kw. W pozostałych lokalizacjach centralnych wyjściowe czynsze znajdowały się w przedziale od 15,00 do 24,00 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum wynosiły od 10,00 do 16,00 EUR/m kw./miesiąc. Stawki opłat eksploatacyjnych odnotowały delikatny wzrost i na koniec czerwca 2023 roku kształtowały się w przedziale od 16,00 do 35,00 PLN/m kw./miesiąc.
Polacy, obok Szwedów i Włochów, znajdują się w czołówce użytkowników płatności odroczonych. Z usług BNPL lub rozłożenia płatności na raty skorzystało w Polsce już 64% konsumentów.Przy pomocy płatności odroczonych kupujemy przede wszystkim elektronikę, wyposażenie wnętrz oraz modę. Najczęściej płacimy BNPL za zakupy w internecie, na kwotę do 445 zł (57%). Takie wnioski płyną z raportu „European Retail Banking Radar 2023” opracowanego przez firmę doradczą Kearney[1].
„W porównaniu do innych narodów europejskich Polacy szybko adaptują nowoczesne rozwiązania technologiczne, które skutecznie zaspokajają ich potrzeby. Podobnie jest w przypadku usług BNPL (Buy Now Pay Later), które cieszą się dużym powodzeniem w naszym kraju. Kup Teraz Zapłać Później daje klientom możliwość opóźnienia lub rozłożenia płatności na raty, co sprawia, że zakupy online i stacjonarne stają się szybsze, łatwiejsze oraz bardziej dostępne, a tym samym zaspokajają potrzeby nowoczesnych konsumentów. Biorąc pod uwagę dotychczasowe tendencje i zalety tej formy płatności spodziewamy się dalszego wzrostu popularności BNPL na polskim rynku.” – podsumowuje Daniel Malinowski, zarządzający Mokka w Polsce.
BNPL głównie do zakupów online
Konsumenci w Europie korzystają z opcji „Kup Teraz Zapłać Później” przede wszystkim do zakupów online. Ponad 80% badanych, którzy przynajmniej raz skorzystali z BNPL, rozłożyło lub odroczyło płatność za zakupy w sieci. Najczęściej z opcji BNPL w internecie korzystają mieszkańcy Austrii, Holandii i Szwecji (95%). Około dwóch trzecich respondentów, którzy skorzystali z płatności odroczonych przyznaje, że skorzystali z niej w sklepach stacjonarnych (65%) oraz jako opcji konwersji po zakupie (66 procent). Z kolei BNPL w sklepach stacjonarnych najczęściej korzystają mieszkańcy Rumunii (79%) i Hiszpanii (78%), a najrzadziej w Holandii i Szwecji (45 procent).
„W świetle raportu Kearney warto zauważyć, że płatności odroczone stanowią nie tylko wygodne rozwiązanie dla konsumentów, ale także skuteczną strategię dla firm działających online, pozwalającą na odzyskiwanie porzucanych koszyków zakupowych oraz zwiększanie konwersji sprzedaży.” – dodaje Daniel Malinowski, zarządzający Mokka w Polsce.
Zakupy z BNPL częste, na niewielkie kwoty
Konsumenci korzystają z płatności odroczonych często, jednak (w skali Europy) są to zakupy na niewielkie kwoty. Około 80% użytkowników BNPL odracza lub dzieli na raty płatności za zakupy o wartości do ok. 1100 zł (250 Euro). W większości krajów europejskich – Austrii, Niemczech, Holandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii – 2/3 zakupów finansowanych za pomocą BNPL ma wartość od 50 do 250 euro.
W Czechach, Polsce, czy w Rumunii są to mniejsze kwoty. W Czechach 43% wszystkich zakupów realizowanych za pomocą BNPL ma wartość niższą niż 225 zł (50 euro) – trend ten obserwuje się również w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak Polska (36%), czy Rumunia (32%). Z we Francji (14%), Włoszech (12%) i Szwajcarii (11%) wartość wszystkich zakupów realizowanych za pomocą BNPL ma wartość powyżej 500 euro, a analogicznie 23% i 17% i 17% ma wartość między 250 a 500 euro.
W Polsce 36% ankietowanych płaci BNPL za zakupy na kwotę do 225 zł (50 Euro), 21% konsumentów na kwotę od 225zł do 445 zł (50-99 Euro), 25% na kwotę od 450 zł do 1120 zł (100-249 Euro), a 9% na kwotę od 1125 zł do 2245 zł) 250-499 Euro. Zakupy na kwotę powyżej 2500 zł (500 Euro) robi kolejne 9% ankietowanych.
Zakupy z BNPL 5 razy w roku
Wielkość zakupów BNPL tłumaczy ich częstotliwość. Prawie trzy czwarte użytkowników BNPL (73 proc.) korzysta z opcji odroczenia płatności do 5 razy w roku, a 27% 6 razy lub częściej. Częstotliwość korzystania jest najwyższa w Szwajcarii i Szwecji, gdzie odpowiednio 41% i 36% respondentów korzysta z BNPL sześć razy w roku lub częściej, a najniższa w Portugalii i Hiszpanii.
Elektronika, wyposażenie wnętrz i moda dominują w zakupach z BNPL
Elektronika, elementy wyposażenia wnętrz i moda to kategorie, które dominują w zakupach realizowanych za pomocą BNPL. Urządzenia elektroniczne oraz wyposażenie wnętrz to dwie najpopularniejsze kategorie zakupowe, za które płacimy przy pomocy BNPL. W Polsce 45% konsumentów skorzystało z BNPL do zakupu urządzeń elektronicznych, 47% – wyposażenia wnętrz, 37% – mody, 26% – podróży, 26% – rozrywki, a 15% finansowania codziennych zakupów.
Wypadamy pod tym względem podobnie do innych Europejczyków. Jak wynika z raportu, 50% konsumentów w 6 z 13 badanych krajów skorzystało z BNPL do zakupu elektroniki, a ponad 40% w 9 krajach, do zakupu wyposażenia wnętrz. Moda jest również popularną kategorią, co odzwierciedla integrację BNPL z platformami e-commerce. 39% respondentów we Francji oraz 37% w Polsce i Rumunii korzysta z BNPL do zakupu ubrań, butów i akcesoriów.
Podróże, rozrywka i codzienne wydatki to obszary, w których 10-20% respondentów korzysta z BNPL, co wskazuje na wszechstronność i szerokie zastosowanie usług BNPL. 30% respondentów w Szwajcarii użyło również BNPL do zakupów związanych z turystyką i podróżami, podobnie jak 28% w Portugalii.
Firmy niezależne od banków dominują na rynku BNPL
Rynek BNPL jest zdominowany przez firmy niepowiązane z bankami. Tak jest również Polsce, gdzie 60% klientów skorzystało dotychczas z usług BNPL oferowanych przez firmy niepowiązane z bankami, 28% skorzystało z BNPL oferowanych przez banki, a 12% nie potrafiło tego określić.
W Niemczech ponad połowa (54%) ofert BNPL jest związana z bankiem i kartą bankową. W Hiszpanii i we Francji instytucje finansowe kontrolują ponad jedną trzecią rynku BNPL, a 36 procent wszystkich zakupów realizowanych za pomocą BNPL jest finansowana przez bank. Jednak niezależni dostawcy dominują w Szwecji i Holandii, gdzie 85% i 79% respondentów wskazuje, że korzysta z ofert BNPL od takich instytucji przy wyborze odroczenia płatności.
Pełny raport „European Retail Banking Radar 2023” jest dostępny na:
Polscy faktorzy sfinansowali w I półroczu 2023 r. bieżącą działalność krajowych przedsiębiorstw w kwocie blisko 225,7 mld zł. Oznacza to, że wykupili wierzytelności w formie faktur o łącznej wartości o 1,2 proc. wyższej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2022 r. Faktury na gotówkę zamieniło ponad 24 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 12,7 mln dokumentów płatniczych.
Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należy do niego 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.
– Obroty krajowych firm faktoringowych nadal rosną, choć w I półroczu 2023 r. dynamika znacząco osłabła. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że spadła wartość faktur, na podstawie których przedsiębiorcy ubiegali się o finansowanie.
Głównych przyczyn tego zjawiska należy upatrywać w czynnikach makroekonomicznych. W ostatnich miesiącach wyhamowała dynamika inflacji, a efekty dotychczasowego wzrostu cen surowców energetycznych i rolnych zostały częściowo zmniejszone przez działania wprowadzone na szczeblu rządowym. Mamy też do czynienia z obniżeniem wartości zamówień, co ma swoje odzwierciedlenie w spadku średniej wartości faktury, wystawianej przez podmioty korzystające z faktoringu. Szczególnie wyraźnie widzimy to w malejących cenach wyrobów hutniczych i metali, które to branże od lat korzystają z faktoringu i mają istotne znaczenie dla obrotów naszego sektora – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 24,2 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 12,7 mln faktur o łącznej wartości 225,7 mld zł.
– Faktoring jest nadal w dobrej kondycji. Świadczy o tym choćby systematyczny wzrost liczby przedsiębiorstw decydujących się na pozyskiwanie finansowania w formie faktoringu, a także rosnąca liczba przedstawianych do wykupu faktur.
Należy podkreślić, iż w ostatnich latach obserwujemy większą otwartość rynku faktoringowego na współpracę z segmentem mikro i małych firm. Wielu faktorów przygotowało dedykowane dla tych grup programy finansowania, uwzględniające specyfikę prowadzonego przez nie biznesu. W ten sposób przedsiębiorcy uzyskali bardzo szeroki wybór oferty finansowania faktoringowego – dodaje Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.
Finansowanie w formie faktoringu wybierają przeważnie firmy produkcyjne i dystrybucyjne. Aż ośmiu na dziesięciu klientów korzystających z usług faktoringowych wywodzi się z tych dwóch grup podmiotów. Wystawiają one na ogół faktury na znaczące kwoty oraz z dłuższymi terminami płatności, co sprawia że środki na ich bieżącą działalność pozostają w „zamrożeniu”. Faktoring pozwala im na szybki dostęp do gotówki i regulowanie bieżących zobowiązań. Dzięki temu mogą bez zakłóceń rozwijać swoją działalność, a przy tym oferować odbiorcom atrakcyjne warunki zamówień towarów.
Zbliża się kolejny sezon zbioru i eksportu polskich jabłek. Polska planuje zdobywać nowe perspektywiczne rynki krajów azjatyckich. Jakie odmiany jabłek będą cieszyły się największą popularnością wśród importerów na świecie? Na jakie odmiany warto postawić przy kolejnych nasadzeniach, aby zwiększyć zyski? Eksperci reprezentujący sektor produkcji jabłek, zespół Core Team – Spójny marketing jabłka w kraju i za granicą oraz Unię Owocową i inne organizacje branżowe, przeanalizowali sytuację na światowych rynkach i przedstawiają rekomendacje dla eksportu. Strategia eksportowa jest częścią dokumentu „Jabłkowa Perspektywa 2030”.
Ceny jabłek na światowych giełdach
W sezonie 2022/2023 wzrosły ceny jabłek na europejskich giełdach. W kwietniu średnie ceny eksportowe osiągnęły poziom 81 euro/100 kg, czyli o ok. 7 euro w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego sezonu. Zdaniem ekspertów wzrosty cen na światowych giełdach nie są jednak nadal w stanie nadążyć za wzrostem inflacji oraz rosnących kosztów pracy i energii, które dotykają również polskich producentów. Polska nadal ma ceny jabłek niższe niż dwaj pozostali duzi gracze w regionie, czyli Francja i Włochy, ale już wyższe niż Belgia. Zgodnie z danymi publikowanymi przez Komisję Europejską, nadal możemy zaobserwować widoczne różnice pomiędzy średnimi cenami w UE oraz Polską.
Fruit and vegetables prices (europa.eu)
„Osiąganie zysku jest obecnie możliwe jedynie poprzez osiąganie najwyższych parametrów produkcji na eksport. Branża musi również cały czas prowadzić kampanie wspierające konsumpcję jabłek w UE i na świecie, celem skutecznego konkurowania z owocami takimi jak m.in.: owoce egzotyczne, czereśnie i owoce jagodowe, które zyskują coraz więcej uwagi ze strony konsumentów i wypychają jabłka z półek sprzedażowych” – mówi Paulina Kopeć, Sekretarz Generalny Unii Owocowej.
TOP 10 największych rynków eksportowych dla polskich jabłek
Obecnie do najważniejszych rynków zbytu dla polskich jabłek należy zaliczyć: Egipt, Kazachstan, Indie i Białoruś. Atrakcyjne rynki to również Bliski Wschód i kraje takie jak: Jordania, Zjednoczone Emiraty Arabskie Królestwo Arabii Saudyjskiej. Najbardziej perspektywiczne wydają się dla Polski obecnie rynki azjatyckie.
Należy jednak podkreślić, że eksport jabłek z UE rozwija się mniej dynamicznie niż w poprzednich sezonach. Według Helwiga Schwartaua z Ami Hamburg – firmy analizującej dane eksportowe dla branży, wielkość eksportu jabłek z UE rośnie tylko w dwóch kierunkach na Bliski Wschód oraz do krajów Ameryki Południowej. Na stałym poziomie kształtuje się eksport na rynki Dalekiego Wschodu. Niewielkie spadki widać na rynkach eksportowych takich jak Wielka Brytania, a duże dotyczą eksportu na rynki afrykańskie oraz na Białoruś.
Eksport jabłek z Polski 2022 rok – top 10 rynków eksportowych (jabłka świeże)
Perspektywiczne rynki dla polskich jabłek
Patrząc na dane Apple Dashboard UE na bazie danych z ITC/COMTRADE, dot. największych światowych importerów jabłek (wg. wartości sprzedaży), znaleźć można kraje takie jak:
1. Niemcy
2. Rosja
3. Wietnam
4. Wielka Brytania
5. Indie
6. Indonezja
7. Egipt
8. Holandia
9. Filipiny
10. Tajlandia
Top 10 największych importerów jabłek wg. Apple Dashboard dane za: ITC/COMTRADE
Należy jednak zaznaczyć, że nie wszystkie rynki z powyższej tabeli są otwarte dla polskiego eksportu. Na przykład rynek rosyjski jest od dawna niedostępny dla polskich producentów jabłek ze względu na nałożone na nasz kraj embarga.
Jak pokazuje powyższa tabela w pierwszej dziesiątce znalazły się kraje azjatyckie, w których Polska bardzo silnie się promuje. Patrząc na dane dotyczące wzrostów w imporcie jabłek, atrakcyjnymi odbiorcami mogą być takie kraje jak: Wietnam, Tajlandia Egipt, Bangladesz i Filipiny, które notują dynamiczne procentowe wzrosty w imporcie jabłek w przeciągu ostatnich kilku lat. Pośród dużych importerów, atrakcyjnych w długofalowej perspektywie, znaleźć można też kraje Ameryki Płd. Brazylię, Peru, Kolumbię i Wenezuelę. Na tym kontynencie Polska dopiero rozpoczyna działania eksportowe i ma już otwarte pierwsze rynki zbytu takie jak np. Kolumbia, Kostaryka.
Rynki azjatyckie
Wśród perspektywicznych rynków zbytu dla Polski eksperci w pierwszej kolejności wskazują nowe rynki azjatyckie zwłaszcza Indie, Tajlandię, Malezję i Wietnam, gdzie konsumpcja owoców rośnie bardzo dynamicznie. W długofalowej perspektywie z tego regionu atrakcyjne są również Filipiny.
Zgodnie z dokumentem strategii „Jabłkowa Perspektywa 2030” szczególnie interesujące dla producentów jabłek są Indie, ponieważ tamtejsi sadownicy nie są w stanie wyprodukować odpowiednio dużo wysokiej jakości własnych owoców. Eksport do Indii dynamicznie rośnie w porównaniu rok do roku–w sezonie 2020/21 było to tylko 4,5 tys. ton, ale już w 2022 roku ponad 27 tys. ton. Poza Red Delicious i prążkowanymi ciemniejszymi sportami Gali, dużą popularnością w Indiach cieszą się również nowe odmiany, które selekcjonowane są pod względem wysokiej jędrności i skórki odpornej na uszkodzenia.
Perspektywa podboju dalekiego wschodu przez polskich sadowników może być niezwykle opłacalna, np. co roku na rynek tajski importowanych jest ponad 150 tys. ton jabłek głównie z USA, Chin, Nowej Zelandii, a także RPA i Rosji.
Sukcesu na dalekich rynkach można upatrywać głównie w Gali i sportach Gali. Konsumenci na rynkach azjatyckich preferują słodkie odmiany Gali. Importerzy zainteresowani są również zielonymi jabłkami. Pozostałe odmiany, które możemy zaoferować na tych rynkach, jednak tylko o najlepszych parametrach, to Red Delicious i Red Jonaprince.
W 2021 roku Indonezja zaimportowała około 190 tys. ton jabłek z krajów trzecich. Obecnie jest to już rynek otwarty dla polskiego eksportu. Liczba dostawców na tym rynku jest jednak ograniczona do ok. 5-6. Import jabłek pochodzi głównie z półkuli północnej z Chin i USA. Dostawcy z półkuli południowej to Nowa Zelandia i RPA. Należy przy tym podkreślić, że w tym regionie UE jest prawie nieobecna ze swoim eksportem, niewielką ilość jabłek dostarcza na ten rynek jedynie Francja.
Tajlandia i Malezja to rynki o wysokich o bardzo wysokich standardach dla importu jabłek, które sprowadzają bardzo dużo owoców z południowej półkuli, jak również z Europy. W ostatnim czasie oba te rynki zaczęły mocno współpracować z Serbią i Mołdawią, które mogą stanowić dla nas konkurencję.
Na obu rynkach importerzy oczekują bardzo wysokiej jędrności, kruchości i soczystości, chcą promować unikatową odmianę z Polski (inną niż Gala czy Jonagoldy). Konsumenci, na tych rynkach preferują również zielone jabłka. Odmiany, które mogą być popularne w Tajlandii i Malezji to: Gala i Gala paskowana, Red Chief i Red Jonaprince (tylko w najlepszych parametrach) oraz odmiany klubowe. Konsumenci lubią też zielone jabłko (Granny Smith) oraz są zachwyceni odmianą Envy.
Bardzo istotną kwestią w otwieraniu rynków azjatyckich są jednak różnice kulturowe i bardzo długi proces nawiązywania relacji i prowadzenia rozmów handlowych przed rozpoczęciem rzeczywistej współpracy.
„Proces otwierania rynków azjatyckich jest bardzo długi i wymaga wielu miesięcy a czasem nawet lat starań i rozmów handlowych. Aby polski eksport jabłek rozwijał się prawidłowo, konieczne jest również liczenie się z wymaganiami tych rynków dotyczącymi jakości zewnętrznej produktu np. odmiany, wielkości, wybarwienia oraz sposobu przygotowania. Kluczowe są także elementy składające się na jakość wewnętrzną, takie jak: jędrność, zawartość cukru, poziom pozostałości. W ostatnich latach producenci kierują się ku nowym i pożądanym odmianom na rynkach eksportowych” – podkreśla Paulina Kopeć.
Poniżej przedstawiamy, tylko niektóre parametry, jakie powinny być spełnione przez producentów, by z sukcesem wysyłać jabłka na eksport.
Kraj docelowy
Preferowane odmiany
Okienko wysyłkowe
Preferowana wielkość owoców w mm
Minimalna jędrność podczas sortowania
Minimalny % wybarwienia owoców
Transit time
Zgłoszenie do PIORIN
Egipt
RED JONPRINCE, RED DELICIOUS, GALA Z PASKOWANYM RUMIEŃCEM,
GALA Z ROZMYTYM RUMIEŃCEM,
MINIMALNE ILOŚCI GALI MUST I IDAREDA
CAŁY ROK
70-85
5
70
30
TAK
Bliski wschód
RED JONAPRINCE, RED DELICIOUS, GALA Z PASKOWANYM RUMIEŃCEM,GOLDEN
WRZESIEŃ-LIPIEC
65-85
6
50
40
TAK
Indie
RED JONAPRINCE, RED DELICIOUS, GALA Z PASKOWANYM RUMIEŃCEM,GOLDEN
WRZESIEŃ-LIPIEC
65-85
6,5
70-80
40
TAK
Kolumbia
GALA
październik – Styczeń
60-80
7
70-80
40
TAK
Bangladesz
GALA
PAŹDZIERNIK-STYCZEŃ
60-70
7
70-80
40
TAK
Tajlandia
GALA
PAŹDZIERNIK – styczeń
65-75 ??
7
80+
45
TAK
Wietnam
GALA
PAŹDZIERNIK-luty
60-75 (75-80 też)
7
60-80 (80-100)
40-60
TAK
Malezja
GALA
PAŹDZIERNIK-STYCZEŃ
60-70
7
80
45
NIE
Indonezja
GALA
PAŹDZIERNIK-STYCZEŃ
60-75
7
80
45
TAK
Rynki Bliskiego Wschodu
Numerem jeden dla polskiego eksportu jabłek jest z pewnością Egipt, jednak odmiany, które są tam eksportowane, muszą być trwałe, twarde i dobrze znosić sprzedaż bez chłodniczego cyklu logistycznego. Długi transport wskazuje, że najlepiej nadają się do tego odmiany z grupy Red Delicious – prążkowane ciemniejsze sporty Gali. Świetnie sprawdzają się również odmiany, które selekcjonowane są pod względem wysokiej jędrności i skórki odpornej na uszkodzenia.
W długofalowej perspektywie dla Polski atrakcyjne mogą być również rynki innych krajów afrykańskich. Są one dobrym odbiorcą na ciemniejsze mutanty Red Delicious.
Ameryka Południowa – nowy rynek dla Polski
Obecnie możemy również zaobserwować dynamiczny rozwój eksportu z Europy do krajów Ameryki Południowej, takich jak Kolumbia, Ekwador, Meksyk i Peru. Według danych Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN) otwarte kierunki z Polski na tym kontynencie to m.in.: Kolumbia, Kostaryka, Gujana Francuska i Panama.
Odbiorcy polskich jabłek na rynku europejskim
Konsumenci w Europie chętnie kupują odmiany takie jak Braeburn i różne odmiany o słodkim i kwaśnym smaku. Konsument europejski oprócz polskiej Gali oraz Goldena przyzwyczajony jest też do odmian dwukolorowych. W Europie dobrze sobie radzą również mniejsze odmiany jabłek z grupy Jonagold. Preferencje konsumenckie, wskazują jednak na odejście od wielkich owoców 8,5-9,0, na korzyść tych drobniejszych. Być może, w przyszłości rozwiązaniem będzie produkcja jabłek z odmian grupy Jonagold o mniejszych rozmiarach lub zmiana na odmianę zbliżoną wyglądem i smakiem.
Na szczególną uwagę zasługuje rynek niemiecki, gdyż jest naszym bezpośrednim sąsiadem, o bardzo dużym zapotrzebowaniu na jabłka. Jedną z najlepiej sprzedających się odmian w Niemczech jest Elstar. Wszelkie krzyżówki z tą odmianą, gdzie zachowany jest kwaskowaty smak, cieszą się bardzo dużą popularnością. Spożycie jabłek w Niemczech utrzymuje się na poziomie 20 kg na jednego mieszkańca rocznie. Przy społeczeństwie liczącym około 80 mln ludzi, daje to olbrzymi wolumen owoców do potencjalnego bliskiego eksportu.
„Ważnym odbiorcą polskich jabłek są Niemcy, jednak do tego kraju eksportowane są w znacznej większości owoce, które będą później przetworzone. Osiągają one niższe ceny i przynoszą niewielkie zyski sadownikom. Niestety również w krajach Europy Zachodniej konsumpcja jabłek spada i konieczne są duże i skoordynowane działania promocyjne w zakresie spożywania owoców i warzyw zarówno na rynku krajowym, jak i w całej UE” – podkreśla Paulina Kopeć.
Walory smakowe i zdrowotne polskich jabłek
Eksportowane owoce muszą się charakteryzować odpowiednimi walorami smakowymi i zdrowotnymi, aby przy tak dużej konkurencji ze świata, jabłka z Polski zagościły na dłużej w krajach azjatyckich. Do najważniejszych wymogów eksportowych należy zaliczyć:
wysoką jędrność,
odporność skórki na uszkodzenia
oraz wymagania smakowe (preferowane odmiany soczyste, kruche, bardziej słodkie).
Jednocześnie w eksporcie na dalekie rynki muszą być zachowane parametry jabłek, które pozwolą owocom pokonać bardzo długą trasę.
„Niestety obecnie, nawet przy tej wielkości eksportu, jaką realizuje Polska, nie mamy wystarczającej ilości owoców, które spełniałyby podane parametry. Z pewnością nad tym problemem musi pochylić się cała branża, by wypracować sposoby na dostarczanie jabłek o jak najwyższej jakości i paramentrach eksportowych przy rosnących kosztach produkcji i pracy oraz malejącej liczbie pracowników sezonowych”- podkreśla Paulina Kopeć Sekretarz Generalna Unii Owocowej.
Mimo wszystko polska Gala ma jedne z najlepszych warunków do długiego przechowywania i transportu na dalekie rynki. Jednocześnie polskie jabłka w ostatnim sezonie były narażone na mniejsze anomalie pogodowe oraz skutki zmian klimatycznych. Według map pogodowych UE, Polskę w ostatnim sezonie ominęły zarówno ekstremalne fale upałów, jak i przymrozki. Warto również podkreślić, że Polska wciąż ma jeszcze mniejszy wzrost kosztów produkcji niż inni duzi gracze w regionie, może więc zaproponować bardziej atrakcyjne ceny.
Wybór odmian pod konkretne rynki zbytu
Odmiany z grupy Gala znajdziemy na prawie wszystkich rynkach świata i w perspektywie najbliższych 10 lat wydaje się ona być bezpiecznym wyborem. Jej stabilna, wysoka pozycja w eksporcie wynika bezpośrednio z preferencji smakowych konsumentów na całym świecie. Trzeba jednak pamiętać, że innego rozmiaru i wybarwienia Galę będziemy wysyłać na rynki skandynawskie, a innego do Egiptu oraz do Indii. Trendy światowe wskazują zapotrzebowanie na sporty gali z prążkowanym rumieńcem. Taki owoc akceptowany jest na wszystkich światowych rynkach.
„We współczesnym świecie następuje gwałtowny rozwój hodowli jabłek. Konsumentom zależy na smaku, teksturze, wyglądzie i zdrowotnych cechach produktu, a kluczowym czynnikiem wciąż pozostaje jakość. Odmiany klubowe, które nie spełniają tych wysokich standardów, mogą mieć trudności na rynku” – dodaje Paulina Kopeć.
Przyszłość eksportu – odmiany klubowe i funkcjonalne
Na światowym rynku dostępnych jest coraz więcej odmian klubowych, które dają szanse konsumentom na wypróbowanie nowych, unikatowych smaków. Producenci z zagranicy stawiają również na odmiany funkcjonalne m.in. w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Rozwijane są odmiany jabłka, o dłuższym okresie przydatności do spożycia, które wpisują się w ekologiczny trend niemarnowania żywności. Coraz ważniejsza staje się jakość oraz atrakcyjny wygląd na półce sklepowej, gdzie jabłka konkurują z coraz większą gamą owoców egzotycznych.
Na rynku funkcjonują setki inicjatyw badawczo-rozwojowych, pracujących nad stworzeniem nowych odmian owoców. Wiele z nich wykazuje się potencjałem do wytworzenia istotnej zmiany w krajobrazie hodowli jabłek w UE, a nawet na całym świecie. Wśród tych projektów dużą rolę odgrywają odmiany klubowe – ekskluzywne odmiany jabłek, które są kontrolowane przez określone kluby hodowlane. Przynoszą one wiele korzyści, zarówno dla hodowców, jak i dla konsumentów. Dla hodowców odmiany klubowe oznaczają wyższe zyski, dzięki swojej unikalności i możliwości kontrolowania podaży. Dla konsumentów te odmiany oferują szereg różnych smaków, tekstur i innych cech, które mogą przyciągać różne grupy docelowe.
Obecnie na świecie działa około 100 inicjatyw związanych z hodowlą jabłek, skupiających się na rozwoju nowych odmian. Nowości obejmują m.in.: odmiany odporne na parch (scab), żółte alternatywy dla Golden Delicious, odmiany o wysokim zabarwieniu dla ciepłych klimatów i intensywnych zmian pogody, odmiany hodowane specjalnie jako mini przekąski, odmiany dziecięce oraz odmiany o wyjątkowej teksturze lub smaku. W programach rozwoju gatunków jabłek znajdziemy również odmiany o czerwonym miąższu, odmiany supersłodkie, odmiany hipoalergiczne, odmiany dla diabetyków lub dla osób z nietolerancją fruktozy, oraz bezpestkowe.
Przygotowanie jabłek do eksportu na dalekie rynki
Aby budować silną markę polskich jabłek na nowych rynkach, niezbędna jest ich wysoka, powtarzalna jakość. Etapem, na którym w wielu przypadkach tracona jest szansa na daleką wysyłkę jabłek, jest moment ich zbioru. Często jest tak, że na zbiór owoców danej odmiany, sadownicy mają nie więcej niż kilka dni. Po tym czasie następują nieodwracalne zmiany fizjologiczne w owocach, w tym autokatalityczna produkcja etylenu, czyli hormonu starzenia.
Zbyt późny zbiór to nie tylko postępujący spadek jędrności miąższu, ale również możliwość wystąpienia zarówno chorób pochodzenia fizjologicznego, jak i grzybowego podczas transportu czy dystrybucji owoców w krajach docelowych. Jabłka zerwane zbyt późno są podatne na występowanie rozpadów czy oparzelizny starczej. Oczywiście objawy jakichkolwiek uszkodzeń, czy chorób dyskwalifikują takie owoce z obrotu.
Należy również zwrócić uwagę, że warunki obrotu towarów na dalekich rynkach znacznie odbiegają od warunków europejskich, gdyż owoce są dystrybuowane przy znacznie wyższych temperaturach. Owoce nie mogą mieć żadnych objawów chorób związanych z ich nadmierną dojrzałością. Dlatego tak trudnym jest wyprodukowanie owoców spełniających wszystkie kryteria jabłek o potencjale eksportowym na daleki rynki.
Importerzy z krajów Afryki czy Azji oczekują owoców wysokiej jakości nie tylko w momencie ich załadunku w Polsce, ale przede wszystkim podczas ich obrotu handlowego w kraju docelowym. Często jest tak, że w momencie zbiorów polskie jabłka cechuje jędrność na tym poziomie, na jakim powinny być one podane w krajach docelowych i ten trend powinien ulec zmianie.
„W przygotowaniu jabłek do eksportu należy zadbać o wysoką jakość produktu finalnego. Można to osiągnąć na przykład poprzez następujące działania: intensywny program nawożenia do owocowego wapniem, optymalny termin zbioru, zastosowanie preparatu Harvista 1.3 SC, traktowanie po zbiorcze jabłek 1-MCP oraz zastosowanie dodatkowej ochrony np. SmartFresh ProTabs, zabezpieczenie owoców przed gniciem oraz przygotowanie ich do wysyłki i transport w specjalnych workach modyfikujących atmosferę – worki typu MAP z wykorzystaniem saszetek pochłaniających etylen” – komentuje Łukasz Widłak z AgroFresh.
To tylko niektóre działania, które można wdrożyć, aby być pewnym jakości jabłek, nie tylko w momencie sortowania i pakowania w Polsce, ale również po wielotygodniowym transporcie kontenerowym w obrocie detalicznym przy wysokich temperaturach zewnętrznych w kraju docelowym.
„Bez wykorzystania nowych technologii w zakresie traktowania owoców przed i po zbiorach nie można uzyskać oczekiwanych przez odbiorcę parametrów jakościowych” – dodaje Widłak.
Światowej klasy nauka to szansa na światowy biznes. Polscy uczeni należą w wielu dziedzinach do globalnej elity, a opracowywane w krajowych laboratoriach technologie budzą zainteresowanie największych globalnych graczy. Mimo to współpraca polskich naukowców z polskim biznesem nadal jest ograniczona.
Badania i rozwój są podstawą każdej nowoczesnej gospodarki. Według opublikowanego w lutym opracowania Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej, pod względem wydatków na B+R Polska do niedawna była w europejskim ogonie. W latach 2008-2020 doszło w Polsce do znaczącego zwiększenia nakładów na badania. Nadal jednak pozostajemy w tyle nie tylko za zachodnią Europą, ale i za Czechami czy Węgrami[1]. Polscy naukowcy widzą w ścisłej współpracy z biznesem szansę na szybki rozwój polskiej nauki.
– Naukowiec do współpracy z biznesem wnosi przede wszystkim szerokie, spojrzenie na daną problematykę, pod innym niż dotychczas kątem. Jest w stanie opracowywać innowacyjne rozwiązania, które dają oszczędności i zupełnie nowe perspektywy – tłumaczy prof. dr hab. Wojciech Knap, dyrektor Międzynarodowej Agendy Badawczej CENTERA, ośrodka rozwijającego nowoczesne technologie terahercowe. – Z kolei biznes potrafi rozpoznawać rynek, analizować ryzyko, rozumie, ile można potencjalnie zarobić i jakie rozwiązania są potrzebne. Tylko sprzężenie tych umiejętności jest drogą naprzód – dodaje naukowiec.
Ośrodek CENTERA powstał dzięki Funduszom Europejskim z Programu Inteligentny Rozwój (POIR) przyznanym przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej (FNP) w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB). Jest jednym z 14 centrów doskonałości, które powstały w Polsce w ramach programu MAB.
Profesor Knap to jeden z czołowych badaczy tzw. promieniowania terahercowego – fal o wysokiej częstotliwości, mieszczących się między mikrofalami a promieniowaniem podczerwonym. Stworzony przez niego ośrodek pracuje nad rozwiązaniami, które mogą znaleźć zastosowanie w telekomunikacji, bezpieczeństwie czy produkcji przemysłowej.
–Najprościej wytłumaczyć to na bazie bezprzewodowej komunikacji. Telefony, z których dziś korzystamy, działają na falach o częstotliwości kilku gigaherców. Ta częstotliwość ogranicza jednak to, jak szybko możemy przesyłać dane. Aby przesyłać je na przykład tysiąc razy szybciej, musimy odpowiednio zwiększyć częstotliwość, a to oznacza, że w przyszłości, żeby istotnie zwiększyć szybkość przesyłania danych, będziemy w komunikacji musieli korzystać właśnie z fal terahercowych – tłumaczy badacz. – Inną ciekawą właściwością fal terahercowych jest to, że przechodzą one łatwo przez różne materiały. To pozwala identyfikować niewidoczne gołym okiem obiekty, na przykład ukryte pod koszulą czy w kopercie. Pozwala też na tzw. non-destructive testing, czyli testowanie produktów bez ich uszkadzania czy niszczenia. Możemy wyszukiwać defekty w żywności, plastikach czy drewnie.
Kierowana przez prof. Knapa CENTERA zatrudnia dziś około 60 pracowników. Na koncie ma już zarówno liczne patenty, jak i współpracę z wielkimi, międzynarodowymi koncernami. Sam prof. Knap, wraz ze współpracującymi z nim prof. Tomaszem Skotnickim, prof. Markiem Potemskim i prof. Sergeyem Ganichevem, został w marcu tego roku umieszczony na przygotowywanej przez Uniwersytet Stanforda, wydawnictwo Elsevier i firmę SciTech Strategies liście najczęściej cytowanych na świecie uczonych.
–Mamy już partnerów biznesowych w dziedzinie non-destructive testing. Współpracujemy m.in. z Huawei Germany. Jest ono zainteresowane zarówno zastosowaniami technologii terahercowych w testowaniu produktów, jak i w telekomunikacji – podkreśla prof. Knap. – Przychodzą do nas największe światowe firmy, takie jak Huawei, ale polskie nas często nie doceniają. Początkowo obiecująca współpraca z branżą paliwową nad technologiami pozwalającymi oceniać jakość paliwa ciekłego lub wodorowego ugrzęzła na przykład w miejscu. Jednym z wyjątków jest VIGO Photonics, które chce z nami współpracować nad przyszłymi projektami. Mamy więc światło w tunelu.
Zdaniem profesora Knapa podstawowym problemem jest fakt, że polskie firmy w większości nadal nie dorobiły się własnych działów badawczo-rozwojowych z prawdziwego zdarzenia. Znajduje to odzwierciedlenie w danych statystycznych. Ze zrealizowanego przez Eurostat badania Community Innovation Survey wynika, że zaledwie 5 proc. polskich przedsiębiorców podejmowało współpracę badawczo-rozwojową (w porównaniu do 10 proc. w Niemczech i 18 proc. w Danii). Zaledwie 2,5 proc. polskich przedsiębiorstw badanych przez Eurostat zadeklarowało ubieganie się w latach 2016–2018 o patent.
–Brakuje świadomości, że w Europie można odnieść sukces tylko, jeżeli robi się produkty o bardzo dużej wartości dodanej, produkty zaawansowane technologicznie, które trudno jest dogonić konkurencji np. z Azji. Nie ma trendu inwestycji w innowacje – przekonuje naukowiec. – Polski biznes nie patrzy jeszcze przyszłościowo, nie ma zasobów pozwalających na działanie w perspektywie 10 letniej, zamiast tego tworzy plany na 3-4 lata naprzód. Tylko nieliczni odważają się rozwijać technologię, która profity będzie dawała za 5 czy 7 lat.
Są jednak wyjątki. Poza wspomnianym VIGO Photonics, zespół prof. Knapa współpracuje z polską firmą SMARTTECH3D opracowującą technologie, które pozwolą przetworzyć skany np. części przemysłowych wykonane w 3D na precyzyjne rysunki techniczne. Dzięki technologii terahercowej takie rysunki mogą zawierać także elementy ich wewnętrznej struktury. Współzałożona 20 lat temu przez prof. Knapa firma Teracalis tworzy też we własnym zakresie roboty, które na bieżąco analizują na linii produkcyjnej plastikowe rury wykorzystywane do transportu ropy, poszukując słabości w ich strukturze.
Współpracę między nauką a biznesem wspierać mają działania podejmowane m.in. przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Ta pozarządowa organizacja finansująca badania naukowe ogłosiła w kwietniu, że planuje realizować w nowej perspektywie funduszy UE nowe inicjatywy, takie jak Międzynarodowe Agendy Badawcze, PRIME, Proof of Concept i TEAM-NET, w ramach których naukowcy opracowujący rozwiązania możliwe do zastosowania w gospodarce, mogą starać się o wysokie granty.
Potencjał polskiej nauki jest bowiem ogromny i w znacznym stopniu wciąż niewystarczająco wykorzystany w gospodarce. Polscy badacze należą do światowej czołówki w dziedzinach takich, jak technologie kwantowe czy zaawansowane badania biochemiczne, które w najbliższych latach mogą przełożyć się globalnie na nowe usługi i technologie potencjalnie warte miliardy dolarów.
Aż 35 proc. pracujących Polaków zgłasza, że odczuwa znużenie i wykończenie po pracy kilka razy w tygodniu. Ponadto co piąty respondent doświadcza tych uczuć jeszcze przed jej rozpoczęciem (19 proc.) – wynika z raportu Benefit Systems „Zmęczeni, obojętni, niezaangażowani. Postpandemiczne potrzeby pracowników”. Takie reakcje mogą świadczyć o wypaleniu zawodowym, które dotyka coraz więcej z nas. Jak można zapobiegać tej sytuacji? Wyjaśnia ekspert Santander Consumer Banku.
Jak wynika ze statystyk Eurostatu, należymy do jednych z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. W 2022 roku statystyczny Polak na etacie poświęcał na swoje obowiązki służbowe średnio 41,3 godziny w tygodniu. Wysokie tempo pracy i presja czasu sprawiają, że coraz więcej pracowników nie wytrzymuje obciążenia. Zjawisko to można zaobserwować również wśród najmłodszych zatrudnionych, którzy – w porównaniu do starszych kolegów – są bardziej skłonni do podjęcia radykalnych kroków. Według badania „Workmonitor 2023” Randstad aż 58 proc. respondentów z pokolenia Z deklaruje, że odeszłoby z pracy, która uniemożliwia im cieszenie się życiem. Jak można przeciwdziałać tej sytuacji? Kluczem jest zadbanie o dobrostan pracowników, czyli podjęcia działań, które w pozytywny sposób wpłyną na ich samopoczucie. Według ekspertki Santander Consumer Banku, działania w tym obszarze warto zacząć od przeprowadzenia anonimowego badania, które zmierzy obecny poziom well-beingu zatrudnionych i sprawdzi, jaki wpływ ma na niego atmosfera panująca w firmie.
–Wyniki takich ankiet w naszym banku stały się podstawą kilku inicjatyw realizowanych pod hasłem „Różni, ale równi” – komentuje Ewa Kosmowska z Santander Consumer Banku. – Jedną z najważniejszych było zdefiniowanie zachowań niepożądanych i rozbudowanie narzędzi do ich eliminacji. W tym celu powołaliśmy tzw. ambasadorów dobrych relacji. Tę rolę pełni obecnie kilka pracownic banku, które wzbudzają największe zaufanie kolegów i koleżanek po fachu, i zostały wybrane na podstawie ich głosów. Ich rolą jest udzielenie wsparcia, wysłuchanie i rozmowa nacelowana na rozpoznanie źródła problemu i wypracowanie komfortowego rozwiązania dla osoby, która zetknęła się z niepożądanym zachowaniem. Przeszkoliliśmy również naszych menadżerów w zakresie rozpoznawania ukrytych konfliktów i wyposażyliśmy ich w wiedzę na temat sposobów ich rozwiązywania.
Na pierwszym miejscu edukacja
Ważną rolę w budowaniu dobrostanu zespołów odgrywa także szeroko pojęta edukacja pracowników. Dotyczy ona zarówno sposobu reagowania na zachowania, które ochładzają i utrudniają relacje w zespole, zasad prostej i efektywnej komunikacji, jak i działań prowadzących do rozwoju zawodowego np. oferowania zatrudnionym szkoleń prowadzonych przez ekspertów w swojej dziedzinie. Warto poświęcić również więcej uwagi edukacji liderów, czyli osób zarządzających pracą innych, w tym na zwiększanie świadomości w zakresie wpływu ich działań na środowisko w firmie i na zewnątrz.
–Nieustannie kształcimy naszych pracowników w różnych obszarach. Wyposażamy ich w wiedzę, która ma na celu budowę i rozwój dobrych relacji, ale również dajemy możliwości rozwoju – mówi Ewa Kosmowska z Santander Consumer Banku. – W tym celu organizujemy m.in. strefę wymiany wiedzy, gdzie pracownicy w roli trenerów wewnętrznych prowadzą szkolenia wewnętrzne dla innych zatrudnionych. Ponadto udostępniamy platformę e-learningową Dojo z bogatą ofertą kursów i webinarów. W banku działa również program mentoringowy, który odbywa się w cyklach rocznych. Rolę mentora pełnią w nim dyrektorzy, członkowie zarządu i eksperci w różnych dziedzinach, którzy dzielą się wiedzą z mentees w formule 1:1. Kładziemy też nacisk na wzmacnianie kompetencji osób na czele teamów. W tym celu stworzyliśmy program „Zwinny lider”, który jest nastawiony na przywództwo oparte na wartościach, godzenie potrzeb ludzi z wymogami organizacji i unikanie hierarchizacji na rzecz pracy zespołowej.
Rozwój to nie wszystko
Wsparcie w kształtowaniu dobrego i zdrowego stylu życia polega również na zapewnieniu pracownikom jak najlepszych warunków pracy. Tam, gdzie jest to możliwe, warto wprowadzić nowoczesne rozwiązania takie jak np. opcja pracy zdalnej lub hybrydowej i elastyczne podejście do godzin pracy tak, aby każdy mógł spokojnie połączyć je ze swoim życiem prywatnym. W przypadku pracy stacjonarnej bądź hybrydowej, warto zadbać o komfortowe strefy socjalne i miejsca do relaksu, gdzie zatrudnieni mogą oderwać się na chwilę od obowiązków zawodowych i dać umysłowi odpocząć. Można zadbać także o wyeliminowanie problemów związanych z dotarciem do biura np. poprzez zapewnienie parkingu dla samochodów i rowerów, szatni do odświeżenia się dla rowerzystów czy nawet możliwości ładowania pojazdu elektrycznego. Z kolei pracownikom zdalnym można zaproponować np. budżet na doposażenie domowego biura.
– Warto pomyśleć także o udostępnieniu pracownikom opcji skorzystania z pomocy psychologicznej – dodaje Ewa Kosmowska z Santander Consumer Banku. – W Santander Consumer Banku działa specjalna infolinia, dzięki której każdy zatrudniony może porozmawiać z profesjonalistą i uzyskać wsparcie emocjonalne oraz pomoc w trudnej sytuacji. Podobne działania są szczególnie ważne po okresie lockdownu, izolacji i niepokoju, w którym żyliśmy przez ostatnie lata w związku z pandemią koronawirusa.
Nowa definicja sukcesu zawarta w „Karcie na rzecz Dobrostanu” wydanej przez WHO określa powodzenie w biznesie jako realizację polityki związanej z tworzeniem środowiska przyjaznego dla ludzi i planety. Warto mieć to na uwadze i dbać o dobrostan swoich zespołów poprzez bieżące monitorowanie i reagowanie na zgłaszane przez nich potrzeby. Zadowoleni pracownicy są bardziej zmotywowani, zaangażowani i efektywni, co przekłada się na dobre wyniki firmy, zmniejsza rotację i zwiększa szansę na przyciągnięcie do niej nowych talentów.
W 2024 r. czeka nas podwyżka płacy minimalnej sięgająca w skali roku aż 700 zł (prawie 20%).
Podwyżka ta może w sposób bardzo istotny dotknąć najmniejsze przedsiębiorstwa, szczególnie te, które działają w mniejszych i mniej zamożnych miastach.
W świetle powyższego rozważyć należałoby regionalizację minimalnych wynagrodzeń – w oparciu o obiektywne kryteria, takie jak np. poziom przeciętnego wynagrodzenia na danym obszarze.
ZPP wskazuje także na konieczność zmian w sposobie wynagrodzenia pracowników w sektorze publicznym, przy jednoczesnej rewizji etatyzacji. Ich wynagrodzenia już dawno nie pokrywają się z warunkami rynkowymi. Dlatego proponujemy zmianę „mnożników kwoty bazowej”, w taki sposób, aby zapewnić pracownikom niższego i średniego szczebla rynkowe wynagrodzenie bez konieczności dokonywania znaczących zmian w samej kwocie bazowej.
Jak co roku, temat wynagrodzeń minimalnych w 2024 r. wywołał liczne kontrowersje. Propozycja rządowa oparta na algorytmach bazujących przede wszystkim na inflacji przewiduje, że od 1 stycznia minimalne wynagrodzenie ma wynosić 4242 zł, a od 1 lipca 2024 r. 4300 zł. Podejście takie, z uwagi na brak porozumienia w Radzie Dialogu Społecznego, zgodne jest z przepisami ustawy z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę.
Minimalne wynagrodzenie, a sytuacja polskiej gospodarki
Powstaje pytanie, czy blisko 20% podwyżka minimalnego wynagrodzenia w skali roku nie wpłynie negatywnie na kondycję polskiej gospodarki? Od dnia dzisiejszego do lipca przyszłego roku wynagrodzenie minimalne wzroście bowiem aż o 700 zł. Pensja minimalna powinna być przecież wynikiem ważenia uzasadnionych potrzeb pracowników oraz możliwości pracodawców. Przyjrzyjmy się kilku liczbom. Prognozowane przeciętne wynagrodzenie w 2024 r. to 7794 zł, a zatem relacja minimalnego wynagrodzenia do przeciętnego wynosić będzie ponad 55%. Oczywiście prognozy są niepewne i faktyczne przeciętne wynagrodzenie może być wyższe, ale wahania nie będą raczej znaczące. Sprawdźmy kolejny wskaźnik – inflację, która w czerwcu 2023 r. wyniosła 11,5%. Zgodnie z prognozą NBP inflacja w 2023 r. powinna wynieść 11,9%, zaś w 2024 między 3,7% a 6,8% (prawdopodobnie około 5,2%)[1]. Inflacja będzie zatem znacznie niższa niż podwyżka minimalnego wynagrodzenia. Kolejny wskaźnik, przeciętne wynagrodzenie, które w maju było wyższe o 12,2% niż w roku ubiegłym. Zatem przeciętne wynagrodzenie również rośnie wolniej niż zapowiadana podwyżka minimalnego wynagrodzenia. Kolejny wskaźnik – wzrost PKB, w tym przypadku prognozy na 2023 r. wskazują na wzrost na poziomie poniżej 1% (np. Komisja Europejska szacuje wzrost PKB Polski na poziomie 0,7%[2]). Oznacza to, że wynagrodzenia rosną również szybciej, niż cała nasza gospodarka. Wreszcie, jak wynika z samych analiz rządowych podwyżka minimalnego wynagrodzenia to realny koszt dla przedsiębiorców wynoszący aż 35,5 miliardów złotych. Te pieniądze w dużej mierze zasilą państwo w postaci podatków i składek na ubezpieczenia społeczne.
Jak w praktyce wpłynie to na polskich przedsiębiorców? Dla wielu będzie to ciężar nie do udźwignięcia. Szczególnie dla tych, którzy funkcjonują w mniej zamożnych regionach kraju. Będzie to oznaczać konieczność zamknięcia działalności przez liczne przedsiębiorstwa z powodu wzrostu kosztów. Inni będą starali się przerzucić te koszty na ceny produktów i usług, co w konsekwencji odczujemy wszyscy w postaci inflacji. Wzrost kosztów prowadzenia działalności zmusić może wiele firm do działania sprzecznego z przepisami. Przedsiębiorcy mając w alternatywie zamknięcie swojej działalności mogą przechodzić do szarej strefy. Zaczną pojawiać się na naszym rynku sytuacje, gdzie większość pracowników będzie zarabiać najniższą krajową, a niektórzy z nich będą otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie „pod stołem”. Może dochodzić także do prób odchodzenia od standardowych umów o pracę na rzecz innych form współpracy w celu uzyskania oszczędności.
Minimalne wynagrodzenie w przyszłości
W związku z koniecznością wdrożenia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2041 w sprawie adekwatnych wynagrodzeń minimalnych w Unii Europejskiej (zwanej dalej „Dyrektywą”) oraz z uwagi konieczność zapewnienia przewidywalności wynagrodzeń na polskim rynku, konieczne wydaje się pilne podjęcie prac legislacyjnych zmierzających do zmiany przepisów dotyczących ustalania minimalnego wynagrodzenia. Poniżej prezentujemy postulaty w tym zakresie.
Regionalizacja minimalnych wynagrodzeń
Całkowicie inne realia gospodarcze są w Warszawie, a zupełnie inne w niewielkim mieście powiatowym. Dlatego należałoby rozważyć rozróżnienie wysokości minimalnego wynagrodzenia w zależności od regionu. W najbardziej zamożnych regionach państwa podwyżka minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku do 4300 zł dotknie najmniejszych przedsiębiorców działających na granicy zysku, doprowadzi do „spłaszczenia” krzywej wynagrodzeń i może stanowić czynnik zmniejszający motywację do podnoszenia kompetencji wśród pracowników, jednak mimo wszystko skutki gospodarcze w tym zakresie będą znacznie mniejsze niż dla firm działających w małych miastach województwa podlaskiego, czy kujawsko-pomorskiego. Dla tych podmiotów tak skokowy wzrost kosztów działalności może być ciężarem nie do udźwignięcia. Również zupełnie inna jest sytuacja samych pracowników zarabiających najniższe wynagrodzenie w małej miejscowości, a inna w jednym z największych miast Polski, gdzie koszty życia są znacząco wyższe.
Wysokość minimalnego wynagrodzenia powinna być oparta na obiektywnych przesłankach zgodnych z Dyrektywą
Dyrektywa wskazuje wprost propozycje dotyczące standardów określania minimalnego wynagrodzenia. Dwie ze wskazanych metod dotyczą 50% przeciętnego wynagrodzenia oraz 60% mediany wynagrodzeń. Są to cele, do których należy zmierzać i z pewnością stanowią podpowiedź ze strony UE, w jakim kierunku można podążyć ustalając kryteria. W związku z powyższym zasadnym wydaje się wykorzystanie metod wprost wskazanych w Dyrektywie. Każdego roku można obliczać zarówno 50% przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia w przyszłym roku, jak i 60% mediany wynagrodzeń. Wyższa z tych kwot powinna obowiązywać w regionach zamożniejszych, a niższa w pozostałej części kraju. Jednocześnie, jeśli wyliczone w ten sposób kwoty wskazywałyby na konieczność obniżenia wynagrodzenia minimalnego w kolejnym roku, minimalne wynagrodzenie powinno pozostać bez zmian.
Z pewnością problemem w tym zakresie może okazać się pozyskiwanie danych z rynku przez GUS. Konieczne byłoby wprowadzenie nowych rozwiązań dotyczących gromadzenia i publikowania danych równocześnie z wdrożeniem zmian prawnych dotyczących ustalania wysokości minimalnego wynagrodzenia. Problemem może być np. mediana wynagrodzeń, która obecnie jest publikowana przez GUS raz na dwa lata.
Wynagrodzenia w sektorze publicznym
Obecna sytuacja gospodarcza w większości podmiotów działających w sektorze publicznym uniemożliwia zatrudnienie odpowiedniej ilości wykwalifikowanych kadr i zapewnienie im godnego wynagrodzenia. Od dawna płace w tych jednostkach oddalają się od warunków rynkowych. Stwarza to ryzyko spadku jakości usług publicznych i powstania w niedalekiej przyszłości poważnych braków kadrowych zarówno w niewielkich urzędach gmin, jak i w ministerstwach.
ZPP zauważa, że proponowana w 2023 r. podwyżka wynagrodzeń wiążąca się ze zmianą „kwoty bazowej” jest niewystarczająca. Jednocześnie zgadzamy się z argumentem podnoszonym przez Ministerstwo Finansów, że podwyżka kwoty bazowej skutkuje zwiększeniem różnic między najlepiej i najmniej zarabiającymi osobami w sektorze publicznym. Dlatego uważamy, że konieczne jest podjęcie prac legislacyjnych polegających na dokonaniu zmian w szeregu ustaw tak zwanych „mnożników kwoty bazowej” dla poszczególnych stanowisk pracy, w ten sposób, aby pracownicy niższego i średniego szczebla mogli liczyć na wynagrodzenie konkurencyjne z rynkowym bez konieczności dokonywania znaczących zmian w samej „kwocie bazowej”.
Obecnie funkcjonujące „mnożniki kwoty bazowej” powodują, że praca w sektorze publicznym przestała być atrakcyjna. Jeszcze do niedawna dodatkowym argumentem za jej podjęciem była „stabilność zatrudnienia”, ale obecnie, w sytuacji gdy bezrobocie w Polsce jest rekordowo niskie, a w większości firm brakuje „rąk do pracy”, argument ten przestaje mieć znaczenie. Dochodzi nawet do absurdów, gdy pracownikom którzy muszą spełnić liczne kryteria dotyczące wykształcenia, doświadczenia zawodowego czy znajomości języków, którzy muszą „wygrać” konkurs na stanowisko w urzędzie, oferuje się wynagrodzenie niższe niż przy wykonywaniu tak zwanych „prac prostych” w sektorze prywatnym.
Jednocześnie wskazujemy, że w ślad za dokonaniem zmian powinno iść odpowiednie zwiększenie finansowania poszczególnych jednostek sektora finansów publicznych (zarówno finansowanych z budżetu państwa, jak i z budżetów samorządowych).
Podsumowanie
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wskazuje, że regionalizacja wynagrodzeń minimalnych pozwoli obniżyć ryzyko negatywnych zjawisk w polskiej gospodarce, takich jak zbyt wysoki wzrost kosztów działalności przedsiębiorstw w mniej zamożnych regionach kraju, czy rozszerzanie się szarej strefy. Pośrednio wpłynąć może także na lepszy rozwój gospodarczy słabszych ekonomicznie regionów kraju oraz zmniejszenie procesu migracji wewnętrznej spowodowanej brakiem perspektyw zatrudnienia w mniejszych miejscowościach.
Ponadto z całą pewnością coraz większym problemem są wynagrodzenia pracowników w sektorze publicznym, który stał się mało atrakcyjną ścieżką kariery zawodowej. Skutkuje to stale zmniejszającą się jakością usług publicznych, co dotyka zarówno przedsiębiorców, jak i wszystkich innych obywateli. Dlatego też koniecznym wydaje się wprowadzenie zmian w tak zwanych „mnożnikach kwoty bazowej” co umożliwi zwiększenie wynagrodzeń pracowników niższego i średniego szczebla bez konieczności znaczącego podnoszenia wysokości samej kwoty bazowej.
II kwartał 2023 roku upłynął pod znakiem ożywienia związanego m.in. z przygotowaniami zarówno po stronie sprzedających, jak i kupujących do programu Bezpieczny Kredyt 2%. Jednak zatrzymanie wzrostu cen ziemi, pomimo podwyżek cen wszystkich typów nieruchomości, wskazuje, że sprzedający nie spodziewają się długotrwałego wzrostu popytu. Z kolei spadek cen najmu popularnych mieszkań do 40 mkw. może sygnalizować nadpodaż ofert w tym segmencie, która w kolejnych miesiącach może przełożyć się na spadek sprzedaży – oceniają autorzy najnowszego Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight.
W II kwartale tego roku średnie ceny ofertowe mieszkań podniosły się o 3% kw/kw. Warto jednak zauważyć, że w ujęciu rocznym ich tempo wzrostu nadal nie dorównywało wzrostowi cen konsumpcyjnych (13% w II kwartale roku) i było równe 6,5%.
– Zapowiedź wprowadzenia systemu dopłat do kredytów wzmocniła ożywienie na rynku i wpłynęła na wzrost cen, jednak nie była jedynym czynnikiem determinującym. Złagodzenie warunków udzielania kredytów hipotecznych przez KNF zwiększyło w pierwszym półroczu popyt ze strony klientów finansujących zakup kredytem. Z kolei utrzymujący się wysoki poziom inflacji sprawił, że osoby dysponujące nadwyżką finansową chętnie lokowały swoje oszczędności w nieruchomościach – komentuje dr Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.
Przy porównaniu rynku pierwotnego i wtórnego nadal szybciej rosły ceny lokali deweloperskich. W okresie od kwietnia do czerwca br. podrożały one o 3,5% w stosunku do I kwartału, podczas gdy mieszkania z rynku wtórnego – o 2,5%. Za tym wzrostem stoją z jednej strony wprowadzenia do oferty nowych, droższych mieszkań w atrakcyjnych inwestycyjnie lokalizacjach dużych miast. Z drugiej strony był to pośrednio efekt zapowiedzi programu Bezpieczny Kredyt 2%. Sprzedający, spodziewając się wzrostu popytu, podnosili ceny wcześniej już wystawionych lokali.
Bezpieczny Kredyt rozbudził nadzieje sprzedających domy
Nadzieje sprzedających związane z rządowym programem dopłat do kredytów widoczne były także w segmencie domów na sprzedaż. W II kwartale br. w serwisie Otodom liczba ofert domów wolnostojących usytuowanych na działkach do 500 mkw. wzrosła o 18% w porównaniu do poprzedzającego kwartału, a tych z większym terenem o 14%. Eksperci zwracają uwagę, że to nietypowa sytuacja na rynku jak na tę porę roku.
– Zazwyczaj szczyt ożywienia w sektorze domów na sprzedaż przypada na okres noworoczny. W tym roku najprawdopodobniej część sprzedawców zdecydowała się wystawić swoje nieruchomości na sprzedaż już teraz, spodziewając się, że korzystne warunki udzielenia dopłat w przypadku tego typu nieruchomości skuszą kupujących, którzy poszukują lokum większych rozmiarów – komentuje Karolina Klimaszewska, analityczka Otodom.
W II kwartale tego roku średni koszt powierzchni użytkowej domu na działce do 500 mkw. oscylował wokół 5800 zł, a usytuowanego na większym terenie – 5700 zł. Podwyżki nie ominęły też “szeregówek”, które po 2% wzrostach kw/kw osiągnęły średnią cenę 6500 zł/mkw.
Brak chętnych na grunty?
Na rynku pojawia się coraz więcej ofert gruntów budowlanych i obecnie ich liczba jest najwyższa od 2020 roku. W II kwartale br. do sprzedaży trafiło o ponad 12% więcej działek budowlanych w porównaniu do poprzedzającego kwartału. Tak wysoki poziom podaży był jedną z przyczyn zatrzymania wzrostów cen ziemi.
– Dodatkowym czynnikiem hamującym wzrost cen gruntów budowlanych są koszty budowy nieruchomości, rosnące szybciej niż inflacja. Niesprzyjające warunki rynkowe wyraźnie odstraszają inwestorów od budowy domów i segmentów z myślą o późniejszej sprzedaży – zaznacza Adam Czerniak,ekspert Polityki Insight.
Ciekawym zjawiskiem jest też to, że również osoby planujące budowę domu na własny użytek wstrzymują się z decyzją o zakupie gruntu. W ich przypadku działka budowlana może być potraktowana jako wkład własny do kredytu w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%, zwiększając wartość jego limitu do 1 mln zł.
Nadpodaż małych mieszkań
W II kwartale tego roku oddano do użytkowania dużą pulę mieszkań zakupionych przez inwestorów w okresie boomu na rynku, czyli w latach 2020-2021. Znaczna ich część zasiliła rynek najmu. Najczęściej były to mieszkania o powierzchni nie przekraczającej 40 mkw., które cieszyły się dużą popularnością wśród najemców. Dane Otodom wskazują jednak, że w ciągu minionych trzech miesięcy ich nominalna cena najmu spadła o 1,1% kw/kw. A to może świadczyć o nadpodaży ofert najmu w tym segmencie rynku.
– Spadek cen najmu w przypadku mieszkań do 40 mkw. to istotna zmiana na rynku. Jeżeli w kolejnych miesiącach nadal się utrzyma, to możemy się spodziewać także obniżenia zainteresowania zakupem małych mieszkań zlokalizowanych w dużych ośrodkach miejskich przez detalicznych inwestorów – podsumowuje dr Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.
Lipiec przyniósł kolejny w tym roku wzrost wskaźnika nastrojów konsumenckich, który systematycznie zbliża się do dodatniego wyniku. Inflacja sprawiła, że mądre zarządzanie pieniędzmi stało się nawykiem polskich nabywców – część z nas przestała się obawiać, że nie poradzi sobie z rosnącymi wydatkami i presją cenową. Po raz pierwszy od roku wskaźnik wzrostu wynagrodzeń jest wyższy niż inflacja Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK– an NIQ company.
Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w lipcu 2023 r. -3,4 i wzrósł o 3,3 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.
W lipcu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej lekko wzrósł: średnia unijna wynosi -wobec -16,1 w czerwcu 2023 r.
Według badań GfK – an NIQ company w lipcu 2023 r. swoją aktualną sytuację finansową Polacy oceniali lepiej niż jeszcze miesiąc wcześniej. Wynik, choć wciąż pozostaje na minusie, wzrósł aż o 8,3 jednostki m/m (wskaźnik -3 wobec -11,3 w czerwcu 2023 r.). W przyszłość konsumenci również spoglądali bardziej optymistycznie niż jeszcze miesiąc temu, co wpłynęło na wzrost wyniku o prawie 3 p.p. (średni wskaźnik wyniósł -1,6 wobec -4,5 w ubiegłym miesiącu).
Zauważalny jest lepszy wynik średniego wskaźnika w relacji I kw. – II kw., który zaczął intensywnie rosnąć począwszy od przełomu kwietnia i maja. Tym samym, choć odsetek osób, które w lipcu 2023 krytycznie patrzą w przyszłość jest względnie wysoki (-31,9), na przestrzeni sześciu miesięcy wynik ten zmalał o około 20 jednostek.
Równocześnie 34,5 proc. Polaków zbadanych przez GfK– an NIQ company spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia. Odnosząc się do czerwca 2023 r. wskaźnik ten spadł o 4 p.p. Od stycznia 2023 do lipca 2023 obawy związane z rynkiem pracy spadły aż o 20 jednostek. Jednocześnie już 52 proc. respondentów jest zdania, że ceny towarów i usług wciąż będą rosnąć, przy czym już ponad 36 proc. uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.
– Stres związany z funkcjonowaniem w czasach post-pandemicznych maleje, a konsumenci pozwalają sobie na odpoczynek od ciągłej potrzeby bycia czujnym na wahania koniunkturalne i gospodarcze. W ostatnim czasie zmiany cen nie są tak drastyczne, jak jeszcze kilka miesięcy temu, gdy rosły niemal z dnia na dzień. To daje Polakom poczucie stabilizacji. Dodatkowo, w czasie utrzymywania się wysokiej inflacji, konsumenci zdobyli umiejętność bardziej oszczędnego dysponowania pieniędzmi, co przekłada się również na ich większe – niż choćby na początku roku – poczucie bezpieczeństwa finansowego. Również przekazy medialne zza wschodniej granicy są mniej regularne, a tym samym nie budzą permanentnego niepokoju – mówi Barbara Lewicka, Senior Director Marketing & Consumer Intelligence w GfK – an NIQ company. W jej opinii nie można pominąć faktu, że wakacyjne słońce, które można wykorzystać w sezonie urlopowym nie wyjeżdżając z kraju też wpływa na poprawę nastrojów – Szczególnie, że tegoroczny lipiec okazał się zaskakująco dobrym czasem dla osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw. Po raz pierwszy od roku wskaźnik wzrostu wynagrodzeń jest wyższy niż inflacja. A do tego konkretnie lipiec jest miesiącem podwyżek dla wielu. Kumulacja tych informacji sprawia, że wskaźnik wyraźnie zmierza w górę – dodaje ekspertka.
W lipcu 2023 r. ujemne nastroje konsumenckie dotyczyły dwóch z sześciu grup wiekowych wytypowanych przez GfK – an NIQ company. Dodatnie nastroje zaobserwowano u młodzieży w wieku 15-22 lata, gdzie wynik wyniósł 5,3. Ta grupa wiekowa ma również najwięcej nadziei na poprawę warunków finansowych i jakości życia w najbliższych 12 miesiącach. Wśród pozostałych dwudziesto-kilku latków wskaźnik wyniósł 1,8. Pomimo kolejnego miesiąca na plusie wynik spadł o 3,6 jednostki w porównaniu z czerwcem 2023 r. Na drugim biegunie znalazły się osoby w wieku emerytalnym z wynikiem -7,9, który, choć ponownie jest na minusie, wskazuje wzrost nastrojów aż o 10 p.p. w ujęciu m/m. W przypadku osób w grupie wiekowej 40-49 wskaźnik wzrósł o prawie półtorej jednostki (-5,2 wobec -6,6 w czerwcu 2023 r.). Badanie wskazuje, że osoby w tym wieku najgorzej oceniają kondycję ekonomiczną Polski. Nastroje konsumenckie pięćdziesięciolatków uległy polepszeniu o 6 jednostek (-5,5 wobec -11,5 w czerwcu 2023 r.), choć jednocześnie wskazują oni na największy spadek jakości życia w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
W porównaniu z czerwcem 2023 r., ponownie zmniejszyła się dysproporcja w nastrojach ze względu na poziom wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK– an NIQ company odnotowało wśród osób z wykształceniem podstawowym, które ponownie są na plusie (4,7 wobec 3,3 w czerwcu 2023 r.), zaś najgorsze u osób z wykształceniem średnim (-8,4).
W lipcu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:
Informacje o badaniu
Badanie zrealizowano w dniach 7-14 lipca 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.
Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.
Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.
Globalworth, wiodący inwestor biurowy w Europie Środkowo-Wschodniej, podpisał umowę sprzedaży biurowca Warta Tower w Warszawie ze spółką należącą do platformy inwestycyjnej Cornerstone Investment Management. Wartość transakcji ustalono na ponad 63 mln euro.
Warta Tower to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i ikonicznych biurowców stolicy. Budynek zlokalizowany przy ulicy Chmielnej, w warszawskim centrum biznesowym, oferuje ponad 33.000 mkw.
„Finalizując transakcję sprzedaży budynku Warta Tower, osiągnęliśmy kolejny ważny cel
w realizacji naszej strategii. Osią naszej działalności jest dostarczanie nowoczesnej powierzchni biurowej, w budynkach wyróżniających się na tle konkurencji, które oferują najlepsze jakościowo środowisko pracy. Istotnym, pozytywnym elementem, wartym podkreślenia jest sprzedaż powyżej wartości księgowej oraz poprawa parametrów portfela nieruchomości pozostających w Grupie. Sprzedaż tak prestiżowego budynku, w topowej lokalizacji w Warszawie, jest dla nas dużym sukcesem z uwagi na perturbacje na rynku biurowym. Jednocześnie jestem przekonany, że doświadczony zespół po stronie Kupującego przeprowadzi przebudowę i ponowną komercjalizację z dużym sukcesem.”– mówi Łukasz Duczkowski, Head of Investments and Special Projects w Globalworth Poland.
„Cieszymy się, że sfinalizowaliśmy to przejęcie. Koncepcja rewitalizacji Warta Tower nie tylko dostarczy nowoczesnych rozwiązań zaprojektowanych według najnowszych standardów, ale także skoncentruje się na wprowadzeniu strategii ESG, która pozwoli nam stworzyć doskonałe miejsce na mapie biurowej Warszawy. Zakończenie modernizacji planowane jest na rok 2025. Zastosowane rozwiązania zaspokoją wymagania firm poszukujących nowych przestrzeni biurowych, będą efektywne kosztowo i spełniają również wysokie standardy zrównoważonego rozwoju, uzyskując wszystkie niezbędne certyfikaty. Nowi najemcy, którzy już ogłosili przeniesienie swojego biura do Warta Tower, są bardzo ciekawi zastosowanych rozwiązań i elementów ESG w budynku. Wczesne deklaracje firm pokazują, że ten projekt będzie bardzo silnym konkurentem na rynku biurowym.” – komentuje Przemysław Pikus, Partner w Cornerstone Investment Management.
W procesie sprzedaży firmie Globalworth doradztwo prawne zapewniła kancelaria Rymarz Zdort, a finansowo-księgowe, Baker McKenzie. Kupujący był reprezentowany przez Dentons, Colliers Intermational, MDDP (wsparcie finansowo-księgowe) oraz Savills (wsparcie techniczne).
Warta Tower oferuje około 33,7 tys. mkw. powierzchni najmu, jednym z wyróżników budynku jest ciekawie zaprojektowane lobby. Konstrukcja umożliwia dowolną aranżację przestrzeni, a rozległe przeszklenia zapewniają doskonałe doświetlenie wnętrz naturalnym światłem. 21-piętrowy budynek zapewnia nowoczesne, komfortowe i elastyczne środowisko pracy. Najemcy mają do dyspozycji blisko 560 miejsc postojowych. Warta Tower jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków biurowych w Warszawie. Obiekt zlokalizowany jest przy ulicy Chmielnej, w pobliżu Alei Jerozolimskich – jednej z głównych arterii komunikacyjnych stolicy.