SONDAŻ: Obniżka VAT-u na żywność nie zmniejszy cen w sklepach. Tak myśli przeszło 66% konsumentów

Według sondażu UCE RESEARCH i Grupy BLIX, ponad 66% aktywnych konsumentów uważa, że ceny w sklepach realnie nie zmniejszą się przez zapowiadaną od lutego br. obniżkę VAT-u na żywność. Natomiast ponad 15% respondentów jest przeciwnego zdania. I niewiele więcej osób, bo blisko 18% nie ma wyrobionej opinii w tej sprawie. Z kolei niecałe 1% ankietowanych w ogóle się tym nie interesuje.Polacy nie wierzą w obniżkę cen w sklepach. Tak uważa aż 66% badanych konsumentów

Dominuje sceptycyzm

Aż 66,4% konsumentów twierdzi, że ceny w sklepach realnie nie spadną przez zapowiadaną od lutego br. obniżkę VAT-u na żywność. Natomiast przeciwnego zdania jest 15,3% badanych z ponad 1000 dorosłych osób, które we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialne za robienie zakupów. Z kolei 17,6% ankietowanych nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. 0,7% rodaków przekonuje, że ich to w ogóle nie interesuje.

– Wynik blisko 70% nie dziwi. Konsumenci widzą, co dzieje się na rynku i nie bardzo wierzą w to, że ceny spadną. Zdają sobie sprawę z tego, że to, ile płacimy za poszczególne towary w sklepach, nie do końca jest zależne od woli sprzedawców. Klienci wiedzą, że wynika to z szeregu innych czynników, które obecnie są dość nieprzewidywalne – komentuje dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX.

Ludzie już od kilku miesięcy obserwują rosnące ceny nie tylko żywności, ale również surowców i materiałów służących do jej produkcji, a także energii czy transportu, co podkreśla dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. I dodaje, że doświadczenia Polaków z codziennych zakupów są potwierdzane przez dane dotyczące inflacji. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych, według danych GUS, wzrosły o 8,6% w grudniu 2021 roku w porównaniu z analogicznym miesiącem 2020 roku, przy wzroście cen towarów – o 9,0% i usług – o 7,6%. W przypadku nośników energii to skok o 14,3%, a paliwa potrzebne do napędzania prywatnych środków transportu zdrożały aż o 32,9%. Jak zaznacza ekspert, wzrost kosztów produkcji jest, w oczach konsumentów, na tyle wysoki, że obniżka VAT na żywność może co najwyżej nieco powstrzymać podwyżki cen.

Eksperci wyjaśniają

– Sam fakt obniżenia VAT na produkty objęte obecnie 5% stawką tego podatku może spowolnić wzrost cen, ale nie musi przełożyć się na ich zmniejszenie odpowiednio o 5%. Należy wziąć pod uwagę, iż wzrost kosztów, którego doświadczamy, dotyczy wszystkich kategorii produktów i usług oraz ma charakter ciągły i niezwykle dynamiczny. Dlatego też obniżki w sklepach w jednym momencie mogą być i zapewne będą w większości przypadków zniwelowane przez stały wzrost cen związany z kosztami wytworzenia, transportu i energii elektrycznej – mówi Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

Klienci nie wierzą w zapewnienia polityków, co stwierdza dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego. Jak zaznacza ekspert, stosunkowo powszechne jest przekonanie, że inflacja postąpi szybciej niż skutki zdjęcia VAT-u z żywności i innych produktów podstawowych. Polacy wiedzą też, że poluzowanie składników ceny skłoni handlowców do odbudowy marży handlowej. Ta ostatnia jest redukowana rosnącymi kosztami stałymi – podatkami, a także urzędowymi zasadami konstruowania płacy i nie tylko.

– Cena netto na półce nie bierze się z arbitralnej decyzji sprzedawcy, a jest wynikiem złożonego i dynamicznego procesu, na który detaliści i hurtownicy mają ograniczony wpływ. Niektórzy eksperci prognozują również, iż część podmiotów łańcucha dostaw może także próbować zwiększyć swoją rentowność, wykorzystując obniżkę VAT-u. Problemem jest też różnicowanie warunków sprzedaży przez część producentów w zależności od kanału sprzedaży, co niejednokrotnie dyskryminuje mniejsze i niezależne formaty handlowe. Wszystkie te czynniki, oprócz ciągłego wzrostu kosztów, zapewne zniwelują efekt obniżonego VAT-u, odczuwany przez konsumenta – dodaje wiceprezes PIH.

Z kolei Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zwraca uwagę na sceptycyzm sporej części społeczeństwa wobec skuteczności zapowiadanej zmiany podatkowej. Takie podejście wynika prawdopodobnie z faktu, iż jest to rozwiązanie nowe, jeszcze nieprzetestowane. Polacy dostrzegają galopującą inflację w różnych obszarach życia codziennego. Mają zapewne świadomość, iż wiele czynników, w tym rosnące w rekordowym tempie ceny paliw i energii elektrycznej, muszą finalnie przełożyć się na ceny żywności. Kosztem bardzo niskich marż, handlowcy starają się utrzymać maksymalnie najniższy poziom cen. I zgodnie z decyzją rządu, obniżą również VAT z 5% na 0%.

Nie wszyscy są pesymistami

– Badanie pokazuje, że nieco ponad 15% Polaków, a więc dość skromna reprezentacja, liczy na obniżki. Oczywiście nie można im tego przekonania zabierać. Jednak, w mojej ocenie, ci ludzie boleśnie przekonają się o tym, że ceny jednak nie spadną. A jeżeli już tak się stanie, to tylko na chwilę, żeby później znowu wszystko poszło w górę. Już teraz widać, że niektóre sklepy decydują się na podnoszenie cen, żeby pewnie później je obniżać – analizuje dr Łuczak.

Z sondażu wynika też, że 17,6% respondentów nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Zdaniem dr. Falińskiego, przyczynia się do tego polityka wielkich sieci, które starają się utrzymać niską lub niższą od przeciętnej wysokości cen przynajmniej niektórych towarów podstawowych. Jak stwierdza ekspert, ostatecznie wskaźnik wahających się w opiniach przechyli się ku przekonaniu o wzroście cen.

– Część konsumentów obojętnie reaguje na podwyżki, gdyż one i tak nie zmienią ich zwyczajów zakupowych. Ale jest to raczej margines w dzisiejszych czasach, co też potwierdzają wyniki badania. Nawet dość zamożni ludzie nie podchodzą obojętnie do tego, co dzisiaj dzieje się na rynku. Z kolei te prawie 18% konsumentów może być trochę skołowanych sytuacją, chociażby słuchając przekazów medialnych. I z tego wynika taka postawa. Jednak, w mojej ocenie, i ona wkrótce się zmieni, raczej w stronę opinii prezentowanych przez większość badanych – podsumowuje ekspert z Grupy BLIX.

Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą

Na razie nie jest źle, ale widać narastające obawy co do przyszłości. 64 proc. Polaków twierdzi, że stać ich na wiele, choć nie na wszystko. Co drugi posiada zgromadzone oszczędności. Niestety co trzeci obawia się ubóstwa i tego, że w ciągu roku sytuacja finansowa jego rodziny ulegnie pogorszeniu. To wnioski, jakie płyną z najnowszego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Portfel statystycznego Polaka w pandemii”.

Ponad rok temu niemal jedna czwarta Polaków deklarowała, że nie ma odłożonych żadnych pieniędzy na czarną godzinę[1]. Po roku Krajowy Rejestr Długów znów sprawdził poziom ich oszczędności, ale także, jak oceniają sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego w pandemii oraz jak ta sytuacja zmieni się w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wnioski nie napawają optymizmem: obecnie brak jakiejkolwiek poduszki finansowej deklaruje już 43 proc. naszych rodaków. Ponadto większość z nas uważa, że ich sytuacja finansowa w pandemii uległa pogorszeniu, a jedna trzecia przewiduje pogorszenie w najbliższym roku.

Kto odłożył, ten… skonsumował

W najnowszym badaniu „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” Krajowy Rejestr Długów zapytał rodaków o to, czy posiadają oszczędności pieniężne. 43 proc. badanych przyznało, że nie ma żadnych oszczędności, 7 proc. odmówiło udzielenia odpowiedzi, a 50 proc. potwierdziło, że ma odłożone na czarną godzinę dodatkowe środki finansowe. To najczęściej mężczyźni, osoby w wieku 18-34 lata, pracujące oraz z wyższym wykształceniem.Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą

Niemal tyle samo, bo 48 proc. badanych, przyznaje jednak, że w pandemii zmniejszyła się kwota odłożonych przez nich pieniędzy. Dodatkowo, 42 proc. Polaków prognozuje, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy poziom ich oszczędności jeszcze bardziej spadnie.

Po przeciwnej stronie są osoby, których oszczędności wzrosły (15 proc.). To najczęściej ludzie młodzi (18-34), mieszkający z rodzicami, w trakcie nauki lub pracy zdalnej, którzy ze względu na pandemię wrócili do rodzinnych domów. Odsetek optymistów, którzy uważają, że uda im się pomnożyć zaoszczędzone środki w najbliższym czasie, sięga 18 proc.

Zdaniem ekspertów, pandemia teoretycznie powinna sprzyjać zmniejszeniu wydatków i gromadzeniu oszczędności. Praktyka okazała się jednak zupełnie inna:

– Wydawać by się mogło, że pandemia i związane z nią ograniczenia, powinny sprzyjać odkładaniu pieniędzy. I tak było na samym początku, gdy jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka i ile to potrwa. Później Polacy znów szturmem ruszyli do sklepów, konsumpcja wzrosła, zaczęliśmy znowu podróżować, chodzić do restauracji, pieniądz wrócił do obiegu. Chętnie robiliśmy remonty w domach, a zakupy w sklepach stacjonarnych ustąpiły miejsca internetowym. Niestety w ślad za tym wzmożonym konsumpcjonizmem zaczęło podążać też inne niebezpieczeństwo: rosnąca inflacja. Gwałtowna podwyżka cen spowodowała, że oszczędności Polaków zaczęły topnieć – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Co czwarty mocno ogranicza wydatki

Ale spadek oszczędności to nie jedyny negatywny skutek pandemii. Polacy nie najlepiej oceniają też swoją bieżącą sytuację finansową. Tylko 7 proc. z nich przyznaje, że ma tyle pieniędzy, że stać ich na wszystko. 64 proc. badanych stać na wiele, ale nie na wszystko, natomiast 27 proc. respondentów ocenia swoją sytuację jako złą („na niewiele nas stać, musimy bardzo ograniczać wydatki”). Do bardzo złej sytuacji, kiedy już nie wystarcza środków nawet na najpotrzebniejsze rzeczy, przyznaje się 2 proc. rodaków.Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą 2

– Nasze badanie pokazuje, że lepiej swoją sytuację finansową oceniają osoby z większych gospodarstw domowych. To dlatego, że koszty utrzymania rozkładają się wtedy na więcej członków rodziny. Co czwarte gospodarstwo w Polsce musi bardzo ograniczać swoje wydatki. Zdecydowanie najgorzej o swojej sytuacji finansowej mówią osoby słabiej wykształcone oraz starsze, a także osoby z najmniejszych gospodarstw domowych. Podwyżki cen energii elektrycznej, gazu czy produktów spożywczych mogą więc w większym stopniu dotknąć właśnie te gospodarstwa domowe i wpłynąć jeszcze mocniej na ich fatalną kondycję – komentuje Adam Łącki.

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana

45 proc. Polaków przyznaje, że sytuacja finansowa ich gospodarstwa domowego w pandemii uległa pogorszeniu. Niewiele mniej (43 proc.) jest zdania, że w ogóle się nie zmieniła. Na to, że sytuacja się poprawiła – wskazuje tylko co ósmy badany.

Powodem zmiany na gorsze jest przede wszystkim wzrost cen produktów i usług (82 proc. wskazań) i zwiększenie bieżących wydatków (52 proc.). Co ciekawe, pogorszenie sytuacji finansowej dostrzegają częściej kobiety niż mężczyźni. Stoi za tym wiele czynników, jak np. ich niższe w porównaniu do mężczyzn zarobki czy emerytury bądź fakt, że to właśnie kobiety częściej odpowiadają za realizację zakupów, a co za tym idzie są bardziej świadome zmian cen. Dla Polaków, którzy deklarują poprawę sytuacji finansowej, duże znaczenie miało zwiększenie ich zarobków, czyli np. podwyżka w pracy (46 proc.), bądź pozyskanie dodatkowych źródeł dochodu (36 proc.).

Na pytanie „Jak zmieni się sytuacja finansowa Twojego gospodarstwa domowego w ciągu najbliższego roku?”, 44 proc. badanych odpowiada, że pozostanie bez zmian, a 33 proc. – że się pogorszy. Tylko co piąty jest całkowicie spokojny o swoją finansową przyszłość. Dodatkowo 38 proc. badanych obawia się biedy. Przyszłość w szaro-czarnych barwach najczęściej widzą osoby starsze, w wieku 55-74 lata, oraz osoby z małych gospodarstw domowych (liczących nie więcej jak 2 osoby).Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą 2

Ogólnopolskie badanie „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” zostało przeprowadzone w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej techniką wywiadów internetowych (CAWI). na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 18-74 lata. Próba była kontrolowana ze względu na płeć, wiek, wykształcenie i miejsce zamieszkania (wielkość zamieszkania i region – NUTS1). Do badania wchodziły osoby zorientowane w wydatkach gosp. domowego – odpowiedzialne / współodpowiedzialne m.in. za opłacanie rachunków czy zakupy spożywcze (ponad 90% dorosłej populacji) Kwoty zostały wyznaczone na podstawie rozkładu cech w populacji Polski, publikowanych przez GUS. W sumie zrealizowano 1004 wywiady

[1]Raport „Barometr oszczędności” na podstawie badania zrealizowanego przez IMAS International w drugiej połowie października 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej https://krd.pl/centrum-prasowe/raporty/2021/barometr-oszczednosci

Podkomisja ds. MŚP poparła poprawkę Adama Abramowicza dotyczącą podstawy składki zdrowotnej

Podkomisja do spraw mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz rozwoju rzemiosła poparła działania Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w sprawie zasad obliczania składki na ubezpieczenie zdrowotne. Rzecznik MŚP podczas posiedzenia Podkomisji zaproponował, aby podstawa składki miała charakter stały i była określana jako kwota minimalnego wynagrodzenia w dniu 1 stycznia danego roku. To rozwiązanie byłoby alternatywne wobec obecnego i to sam przedsiębiorca decydowałby, czy rozliczać się wedługo przepisów zawartych obecnie w Polskim Ładzi, czy płacąc stałe zaliczki i dopłacając różnicę po złożeniu rocznego zeznania podatkowego.

Zdaniem Adama Abramowicza, Rzecznika MŚP, dopłata różnicy między roczną składką na ubezpieczenie zdrowotne ustaloną od rocznej podstawy, a sumą wpłaconych za poszczególne miesiące roku kalendarzowego składek na ubezpieczenie zdrowotne, następowałaby wraz ze złożeniem zeznania o wysokości osiągniętego dochodu (lub przychodu w wypadków podmiotów rozliczających się na podstawie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych) w roku podatkowych, zgodnie z odpowiednimi przepisami prawa podatkowego. Dzięki temu składka zdrowotna 9% z minimalnego wynagrodzenia wynosiłaby co miesiąc ok. 270 zł.

Podkomisja skierowała do Pani Marleny Maląg, Minister Rodziny i Polityki Społecznej apel o przeprowadzenie analizy przedstawionego rozwiązania i podjęcie odpowiednich działań. Zalety tego rozwiązania Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Adam Abramowicz przedstawił także w piśmie skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Pana Mateusza Morawieckiego w dniu 29 grudnia 2021r.

Hybrydyzacja nowym standardem szkoleniowym – raport PIFS

46% firm w Polsce uważa, że jakość szkoleń online nie ustępuje tym w modelu tradycyjnym – tak wynika z najnowszego badania HR zrealizowanego przez firmę badawczą Sedlak & Sedlak na zlecenie Polskiej Izby Firm Szkoleniowych. Po covidowym wstrzymaniu szkoleń w opcji klasycznej wykreował się model hybrydowy łączący formę stacjonarną i online. Jak pokazały badania 53% respondentów nie korzystało wcześniej z takiego rozwiązania, a aż 92% firm planuje wykorzystywać szkolenia online w przyszłości przy założeniu, że mają stanowić mniej niż 50% całości.  

Wszelkie procesy wpływające na konkurencyjność rynkową przybierają na sile wraz z pojawiąjącymi się nowymi, wcześniej nieprzewidywalnymi sytuacjami i zmianami gospodarczymi. Takim przykładem był wybuch pandemii.

Szereg rodzących się poglądów dotyczących zachowania się rynku było pesymistycznych i budziło obawy np. o znacznej redukcji budżetów na szkolenia czy też trwałym odejściu od form stacjonarnych na rzecz tych zdalnych. Przeprowadzone na zlecenie naszej organizacji badania, pokazały jednak, że niepokoje te były przedwczesne i branża usług rozwojowych z dużym powodzeniem zaadaptowała się do nowej rzeczywistości – mówi Piotr Piasecki, Prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Raport „Potrzeby i możliwości firm w zakresie rozwoju pracowników” potwierdza m.in. to, że zapotrzebowanie polskich przedsiębiorstw na usługi szkoleniowe ostatecznie wzrasta, nowy coraz powszechniejszy hybrydowy model nauczania stale się umacnia, a wysokość planowanych wydatków na rozwój zespołu wynosi około 1 tys. złotych na pracownika.

Rozwój technologii oraz powszechna dostępność do urządzeń mobilnych w szybkim tempie zmieniają podejście do nauczania oraz płynących z niego oczekiwań. Szkolenia stacjonarne z powodzeniem są uzupełniane przez nowe formy pod postacią modułów asynchronicznych, platform rozwojowych, mikrolearning’u, gdzie na końcu najważniejsze są ich efektywność i realna możliwość wykorzystania w osiąganiu celów biznesowych przedsiębiorstw.

Cena szkoleń na dalszym planie

W wielu sektorach polskiego rynku cena jest podstawowym determinantem wyboru usług i towarów. Nie jest tak jednak w sektorze usług rozwojowych i według respondentów badania PIFS dla firm zatrudniających powyżej 50 pracowników najistotniejszym jest program szkolenia, następnie doświadczenie podmiotu go realizującego i dopiero w trzeciej kolejności jego koszt.

Przewidywanie, że nastąpi redukcja budżetów firmowych na szkolenia nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości, ponieważ obecnie są one porównywalne do tych sprzed pandemii, co potwierdza aż 59% firm biorących udział w badaniu. Ponadto 16% deklaruje, że środki na szkolenia będą wręcz wyższe.       Realizacja szkoleń kompetencyjnych musi być uszyta na miarę potrzeb, dlatego 86% firm zatrudniających powyżej 50 pracowników zleca szkolenia wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym.

O badaniu:

Badanie przeprowadzono na próbie 490 firm zatrudniających powyżej 50 osób pomiędzy 20 lipca, a 20 sierpnia 2021 r. Badanie realizowała firma badawcza Sedlak & Sedlak z wykorzystaniem dwóch metod pozyskiwania danych: ankiety telefonicznej CATI – wśród grupy firm, wybranej losowo spośród organizacji zatrudniających co najmniej 50 pracowników w Polsce (N=300); badania internetowego CAWI – wśród celowo dobranej grupy firm, które z dużym prawdopodobieństwem korzystają z usług firm szkoleniowych (N=190).

PGE złożyła wnioski o trzy nowe pozwolenia lokalizacyjne dla morskich farm wiatrowych

PGE złożyła trzy wnioski do Ministerstwa Infrastruktury o wydanie pozwoleń lokalizacyjnych na budowę morskich farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. Obecnie PGE realizuje inwestycje na Morzu Bałtyckim w oparciu o trzy uzyskane w 2012 roku pozwolenia lokalizacyjne (decyzja nr MFW/3/12, MFW/4/12, MFW/5/12). W listopadzie 2021 roku PGE złożyła wnioski na dwa pozwolenia lokalizacyjne (obszary 43.E.1 oraz 60.E.3), a 26 stycznia 2022 roku na trzy kolejne, co w sumie oznacza, że obecnie PGE posiada pięć złożonych wniosków.

Złożone w 26 stycznia br. trzy wnioski o wydanie pozwoleń na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp dla nowo uwolnionych obszarów dotyczą obszarów o numeracji 60.E.4, 44.E.1 oraz 14.E.1. Na dwa z tych obszarów tj. 14.E.1 oraz 60.E.4 PGE złożyła wniosek wspólnie z Eneą w ramach spółek powołanych w listopadzie 2021 r. Na Morzu Bałtyckim obecnie dostępnych jest 11 akwenów, w ramach których PGE i inne podmioty będą mogły starać się o pozwolenia na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp – PSzW.

PGE bierze aktywny udział w procesie pozyskiwania pozwoleń lokalizacyjnych. Łącznie PGE złożyła wnioski na pięć spośród sześciu dostępnych obszarów. Szósty z dostępnych obszarów (53.E.1) nie jest w kręgu zainteresowania PGE, z tego względu wniosek nie został złożony.
PGE jest liderem budowy morskich farm wiatrowych w Polsce. Realizujemy projekty o największych mocach na Morzu Bałtyckim. Złożone wnioski o pozwolenia lokalizacyjne pozwolą nam na kontynuowanie tak ważnych dla kraju projektów – informuje Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

PGE obecnie rozwija projekty o łącznej mocy ok. 3,5 GW. Długoterminową strategią rozwoju Grupy PGE w obszarze energetyki morskiej jest zbudowanie co najmniej 6,5 GW mocy do 2040 roku. Według założeń rządowych, ujętych w PEP2040, morskie farmy wiatrowe w polskiej strefie Morza Bałtyckiego w 2040 roku będą posiadały moc ok. 8-11 GW.

Dlaczego faktoring to dobre rozwiązanie dla małych firm?

Zwykło się uważać, że faktoring zarezerwowany jest wyłącznie dla dużych podmiotów. I rzeczywiście w początkowej fazie rozwoju usługi tak było. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Na rynku funkcjonuje wiele firm oferujących usługi faktoringowe, które specjalizują się we wsparciu mikro- i małych firm. Nie tylko do przedsiębiorstw zatrudniających kilka osób, lecz także jednoosobowych działalności gospodarczych. Dlaczego warto skorzystać z faktoringu?

W jakich sytuacjach warto sięgnąć po faktoring?

Aby skorzystać z usługi faktoringowej, trzeba dysponować nieprzeterminowaną fakturą z odroczonym terminem płatności. Wbrew pozorom nie jest to trudny do spełnienia warunek. W wielu branżach udzielanie tzw. kredytu kupieckiego jest wręcz standardem i warunkiem rozpoczęcia współpracy z kontrahentem. O ile dla kontrahenta jest to bardzo korzystne rozwiązanie, o tyle dla przedsiębiorcy już niekoniecznie.

Konieczność oczekiwania na należność 1–3 miesiące istotnie utrudnia zarządzanie płynnością finansową i niejednokrotnie zmusza do sięgania po zewnętrzne finansowanie, co generuje dodatkowe koszty, wpływa na ogólny poziom zadłużenia podmiotu i obniża jego zdolność kredytową. Alternatywę dla kredytu lub pożyczki stanowić może faktoring, na który z roku na rok decyduje się coraz większe grono przedsiębiorców.

Faktoring dla małej firmy

Każdy mały przedsiębiorca zdaje sobie sprawę z tego, że uzyskanie środków na rozwój biznesu jest sporym wyzwaniem. Banki niechętnie udzielają pożyczek małym podmiotom lub robią to na mało korzystnych warunkach. Szansa na pozyskanie inwestora lub otrzymanie dotacji również nie są zbyt duże, więc większość małych biznesów finansuje swoją działalność ze środków własnych założycieli oraz generowanych na bieżąco zysków.

W sytuacji, gdy mała firma funkcjonuje w środowisku, w którym standardem są faktury z odroczonym terminem płatności, zarządzanie płynnością staje się naprawdę trudnym zadaniem. Na szczęście dostęp do usług faktoringowych nie jest zależny od skali prowadzonego biznesu. Sięgać po nie mogą zarówno duże podmioty, jak i małe przedsiębiorstwa. Duża konkurencja na rynku korzystnie przekłada się na koszty takich usług, więc i one nie powinny stanowić przeszkody dla małych przedsiębiorców.

Koszt usług faktoringowych

Ile kosztują usługi faktoringowe? Nie jest łatwo odpowiedzieć na tak postawione pytanie, gdyż faktoring jest usługą, którą w wielu przypadkach można „szyć na miarę” i dostosowywać do bieżących potrzeb swojego biznesu. Co więcej, można ją często rozszerzać o dodatkowe usługi (np. windykacyjne), by w ten sposób uwolnić zasoby firmy i skoncentrować się na tych obszarach działalności, które generują największe korzyści.

Aby zorientować się, ile zapłacisz za sfinansowanie konkretnej faktury, zajrzyj na stronę NFG, na której znajdziesz kalkulator faktoringu. Podając kwotę faktury oraz czas, na jaki zamierzasz ją sfinansować, szybko dowiesz się, z jakim kosztem musisz się liczyć.

Odpowiedzialność za długi spółki a działania zarządu

Odpowiedzialność zarządu spółek kapitałowych za zobowiązania, w tym zobowiązania podatkowe, jest nierozerwalnie związana z funkcją i zadaniami, jakie zarząd pełni w organizacji, tj. reprezentacją i prowadzeniem spraw spółki. Odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe spółek kapitałowych jest niezależna od odpowiedzialności wynikającej z kodeksu karnego skarbowego (KKS). O zakresie odpowiedzialności związanej z pełnieniem funkcji członka zarządu przekonał się podatnik w sprawie, która zawisła przed WSA w Gdańsku (wyrok z dnia 17 listopada 2021 r., sygn. akt I SA/Gd 800/21). Członek zarządu musiał z własnego majątku uregulować zaległości podatkowe wynikające ze zobowiązań powstałych w momencie, kiedy pełnił funkcję członka zarządu.

Kiedy zarząd odpowiada za zobowiązania podatkowe spółki?

Zgodnie z art. 116 § 1 Ordynacji podatkowej za zaległości podatkowe spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w organizacji, prostej spółki akcyjnej, prostej spółki akcyjnej w organizacji, spółki akcyjnej lub spółki akcyjnej w organizacji odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem członkowie jej zarządu, jeżeli egzekucja z majątku spółki okazała się w całości lub w części bezskuteczna.

W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że odpowiedzialność zarządu spółki kapitałowej za zobowiązania tej spółki ma charakter następczy, tj. w pierwszej kolejności organy podatkowe powinny ustalić majątek spółki pozwalający na spłatę zobowiązania podatkowego i w ramach tego majątku prowadzić egzekucję. Dopiero w przypadku stwierdzenia w trakcie postępowania egzekucyjnego braku istnienia majątku spółki pozwalającego na spłatę zobowiązania organ podatkowy może zaspokoić zaległość podatkową poprzez rozpoczęcie egzekucji z majątku członka zarządu odpowiedzialnego w danym okresie za zobowiązania podatkowe spółki.

Co istotne, odpowiedzialność członków zarządu obejmuje zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań, których termin płatności upływał w czasie pełnienia przez nich obowiązków członka zarządu. Innymi słowy, zarząd odpowiada jedynie za zaległości, które powstały w czasie, gdy sprawował swoje funkcje. Wynika to z ogólnej odpowiedzialności zarządu za prowadzenie spraw spółki uregulowanej w kodeksie spółek handlowych.

Wyłączenie odpowiedzialności zarządu

Ordynacja podatkowa przewiduje także sytuacje wyłączenia odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania podatkowe spółki. Wystarczy, że członek zarządu wykaże, iż we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub w tym czasie zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne, lub zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzenie układu albo niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez jego winy. Ponadto członek zarządu może sam wskazać mienie spółki, z którego egzekucja umożliwi zaspokojenie zaległości podatkowych spółki w znacznej części.

Stanowisko organu egzekucyjnego w omawianej sprawie

W toku postępowania organ egzekucyjny ustalił, że spółka składała deklaracje, w których nie wykazywała przychodu i dodatkowo nie posiadała majątku w postaci nieruchomości czy pojazdów, z których można by zaspokoić zaległość podatkową. Ponadto w trakcie prowadzonego postępowania zarząd nie wskazał majątku spółki, z którego można by przeprowadzić egzekucję. W związku z tym organ egzekucyjny uznał, że nie doszło do zaspokojenia wierzyciela (Skarbu Państwa) z majątku spółki, oraz że nie wystąpiły okoliczności wyłączające odpowiedzialność zarządu. W konsekwencji za nieuregulowane zaległości podatkowe odpowiada jednoosobowy zarząd, i to z jego majątku powinna zostać przeprowadzona egzekucja.

W uzasadnieniu decyzji organ powołał się na jednolite stanowisko sądów administracyjnych, wyrażone np. w wyroku NSA z dnia 20 lutego 2019 r., sygn. akt II FSK 557/17, zgodnie z którym w myśl art. 116 § 1 Ordynacji podatkowej ciężar wykazania istnienia przesłanek negatywnych odpowiedzialności członka zarządu spółki z o.o. spoczywa na osobie zmierzającej do uwolnienia się od odpowiedzialności. Druga przesłanka wyłączenia odpowiedzialności także nie została w ocenie organu spełniona, tj. zdaniem skarbówki nie zostało uprawdopodobnione, że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez winy podatnika.

Stanowisko WSA

WSA w Gdańsku potwierdził stanowisko organu egzekucyjnego, wskazując, że o bezskuteczności postępowania egzekucyjnego, prowadzonego także w związku z zaległościami podatkowymi, zdecydował Komornik Sądowy. Bezskuteczność egzekucji wobec spółki powinna być podważana w toku postępowania cywilnego, a wobec braku takich działań w obecnej sytuacji podnoszenie argumentów o posiadaniu przez spółkę majątku i błędnym postępowaniu egzekucyjnym było nieskuteczne. Innymi słowy, zarząd nie dopilnował, aby postępowanie egzekucyjne było prowadzone w sposób prawidłowy. Organ podatkowy, posiadając prawomocne postanowienie Komornika o bezskuteczności egzekucji wobec spółki, skierował egzekucję wobec zarządu. Ponadto w ocenie WSA członek zarządu powinien samodzielnie podjąć działania zmierzające do wykazania przesłanki wyłączającej jego odpowiedzialność za długi podatkowe spółki. Do egzekucji z majątku członka zarządu dochodzi, jeżeli spółka nie ma majątku, z którego może pokryć zobowiązanie. Dlatego też egzekucja z majątku zarządu może nastąpić nawet kilka lat po powstaniu zaległości podatkowej, co potwierdza komentowany wyrok WSA. Dlatego bardzo ważne jest prawidłowe rozliczanie zobowiązań podatkowych na bieżąco i weryfikacja tego faktu.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

SatRevolution, z portfela JR HOLDING, wraz z Virgin Orbit i Sułtanatem Omanu weźmie udział w misji deep space

ETCO, reprezentująca Sułtanat Omanu, Virgin Orbit Holdings Inc., SatRevolution S.A., z portfela JR HOLDING, oraz polska spółka TUATARA, w obecności przedstawiciela rządu Sułtanatu Omanu oraz wiceprezesa JR HOLDING – Artura Jedynaka, podpisały w Muskacie, stolicy Omanu, porozumienie o wielostronnej współpracy w celu realizacji pierwszej misji tego kraju w obszar dalekiego kosmosu.

To historyczne przedsięwzięcie ma na celu dostarczenie satelity zaprojektowanego i wyprodukowanego przez SatRevolution na pokładzie nowej rakiety Virgin Orbit w obszar dalekiego kosmosu z misją przeprowadzenia pionierskich badań naukowych oraz pozyskania wysokiej rozdzielczości obrazów. Porozumienie przewiduje również dostarczenie przez SatRevolution i umieszczenie, przez zawiązane konsorcjum, na orbicie okołoziemskiej nanosatelitów w tym pierwszego w historii Omanu. Start pierwszej z tych misji przewidywany jest z bazy w Kornwalii na terenie Wielkiej Brytanii jeszcze w bieżącym roku. Ostateczne parametry obu misji i cele naukowe zostaną określone w toku dalszych studiów.

„Tylko kilku krajom udało się do tej pory wysłać z sukcesem misje w obszar dalekiej przestrzeni kosmicznej, ale wizje i technologiczne możliwości dostępne dzisiaj umożliwiają krajom aspirującym do misji kosmicznych dołączenie do tej stawki. Jesteśmy dumni, że Sułtanat Omanu powierzył nam, jako jego wyłącznemu partnerowi, misję realizacji ambitnych celów tego kraju w drodze do pozyskania zrównoważonych rozwiązań kosmicznych. Jesteśmy pełni zapału, aby rozpocząć naszą współpracę odnośnie wystrzelenia pierwszych satelitów Sułtanatu Omanu z terenu Wielkiej Brytanii już w tym roku, co jest nie tylko historycznym krokiem samo w sobie, ale również ważnym etapem umożliwiającym badania i eksplorację które nastąpią niebawem.” – powiedział CEO Virgin Orbit – Dan Hart.

Virgin Orbit to, notowana na NASDAQ, założona przez Sir Richarda Bransona w 2017 r. firma, która od 2021 r. rozpoczęła wynoszenie komercyjnych i wojskowych satelitów. Rozwiązanie Virgin Orbit LauncherOne już dwukrotnie, z sukcesem, wyniosło satelity wyprodukowane przez SatRevolution. W grudniu ub. roku ogłoszono inwestycję Virgin Orbit w SatRevolution zakładającą pozyskanie przez Virgin Orbit ok. 20% akcji wrocławskiej spółki za ok. 30 mln USD, co oznacza wycenę SatRevolution na poziome 150 mln USD.

„Te dwa projekty przyczynią się do realizacji najbliższych celów Sułtanatu Omanu, które obejmują modernizację ekosystemu edukacyjnego, wzrost wsparcia dla badań naukowych oraz innowacji, rozszerzenie wsparcia własnych badań w zakresie najnowocześniejszych technologii, które ukształtują świat w XXI w.” – powiedział CEO SatRevolution – Grzegorz Zwoliński.

Jako wyraz ogromnego znaczenia Porozumienia dla Sułtanatu Omanu, jego ekscelencja dr Ali Al Shidani – Podsekretarz Komunikacji i Technologii Informacyjnych w Ministerstwie Transportu, Komunikacji i Technologii Informacyjnych, Sułtanatu Omanu był świadkiem podpisania tego porozumienia podczas ceremonii w Muskacie.

„Zajęcie miejsca partnera Virgin Orbit w tak odważnym projekcie, jakim jest deep space mission jest dla nas ogromnym kamieniem milowym. Nie byłoby to możliwe bez zaangażowania naszych dotychczasowych inwestorów, w tym JR HOLDING. Wsparcie to umożliwiło nam doprowadzenie projektów pierwszych satelitów do końca i udowodnienie naszego potencjału jako projektanta i producenta nanosatelitów, nie tylko wykorzystujących najnowocześniejsze technologie, ale co ważniejsze  kreujących trendy w branży kosmicznej na poziomie światowym.” – dodał Grzegorz Zwoliński.

Szybki rozwój polskiej spółki, z siedzibą we Wrocławiu ma swoje odzwierciedlenie we współpracy nie tylko z Virgin Orbit, ale również drugą z wiodących prywatnych firm kosmicznych – SpaceX Elona Muska – na pokładzie której nanosatelity SatRevolution również zostały wyniesione na orbitę okołoziemską.

„SatRevolution to przykład spółki, z naszego portfela, o ogromnym potencjale. Podpisanie porozumienia, którego byłem dziś świadkiem, stawia tę firmę w szeregu nie tylko pionierów komercyjnego przemysłu kosmicznego, ale także najpoważniejszych graczy w tej branży na świecie. Udział w tak odważnym projekcie daje spółce szansę pozyskania bezcennego doświadczenia, a także kontaktów w tym niesłychanie innowacyjnym i konkurencyjnym biznesie. Niedawno zapowiedziana inwestycja kapitałowa Virgin Orbit w SatRevolution potwierdza też naszą, bardzo optymistyczną, ocenę perspektyw SatRevolution.” – powiedział Artur Jedynak – wiceprezes JR HOLDING ASI S.A.

JR HOLDING objął udziały w SatRevolution w lipcu ub. roku.

„Zaangażowanie w SatRevolution potwierdza skuteczność naszego procesu selekcji spółek do portfela. Zawsze szukamy przede wszystkim zdeterminowanych liderów i zaangażowanego zespołu, dysponujących zweryfikowanym rynkowo produktem. Bez kompetencji i zaangażowania w realizacji wizji liderów przedsięwzięcia trudno o jego sukces. Inwestujemy w spółki przyszłościowe, które pokażą swoją wartość w określonej perspektywie czasowej. Zakładam, że SatRevolution będzie jednym z pierwszych, być może pierwszym, „dolarowym” jednorożcem w naszym portfelu, ale myślę, że nie ostatnim.” – dodał January Ciszewski, Prezes JR HOLDING.

Polski Ład może przyśpieszyć rozwój wynajmu długoterminowego aut

Zdaniem ekspertów PZWLP, nowe przepisy podatkowe mogą przyśpieszyć rozwój wynajmu długoterminowego aut szczególnie w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw korzystających dotychczas z klasycznego leasingu.

Obowiązujące od nowego roku przepisy podatkowe związane z wprowadzeniem tzw. Polskiego Ładu mają szansę szybko i na trwałe znacznie zmienić obraz rynku samochodów wykorzystywanych przez firmy i przedsiębiorców w Polsce. Zdaniem ekspertów Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) nowe regulacje mogą korzystnie wpłynąć na rozwój wynajmu długoterminowego aut, który już teraz jest jedną z głównych form finansowania pojazdów przez firmy w naszym kraju.

Po wynajem długoterminowy sięga aktualnie co czwarty przedsiębiorca i firma nabywająca nowe samochody. W wyniku Polskiego Ładu znacząco wzrośnie zainteresowanie wynajmem długoterminowym przede wszystkim wśród tych przedsiębiorców, którzy dotychczas korzystali z klasycznego leasingu. Nowe przepisy zlikwidowały bowiem jedną z kluczowych w tej grupie przedsiębiorców zalet klasycznego leasingu tj. możliwość prywatnego wykupu leasingowanego auta a następnie sprzedaży go bez podatku dochodowego po upływie krótkiego czasu – pół roku. Obecnie nieopodatkowana sprzedaż w tym zakresie wciąż istnieje, jednakże nie po pół roku, a po 6 latach. W rezultacie, wynajem długoterminowy w wyniku przepisów wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu, jest obecnie dla małych i średnich firm rozwiązaniem jeszcze bardziej atrakcyjnym – nie tylko wygodniejszym (w pełnym wynajmie długoterminowym cała obsługa auta jest po stronie firmy wynajmującej), ale również jeszcze bardziej opłacalnym w porównaniu do innych form finansowania. To jednak nie jedyna ważna zmiana podatkowa wprowadzona tzw. Polskim Ładem dotycząca samochodów służbowych. Od nowego roku zmieniły się również zasady dotyczące opodatkowania podatkiem dochodowym pracowników posiadających samochody służbowe z możliwością prywatnego użytkowania takich pojazdów.

Wynajem długoterminowy samochodów, coraz częściej przyrównywany do usługi auta na abonament, to obecnie jeden z najpopularniejszych sposobów na sfinansowanie samochodu przez przedsiębiorców, również tych z sektora MŚP, oraz firmy w Polsce. Jeszcze 10 lat temu wynajem długoterminowy w naszym kraju był wręcz niszowy, wykorzystywany przede wszystkim przez duże międzynarodowe firmy. Dzisiaj, poza korporacjami, korzystają z niego coraz chętniej również mali i średni przedsiębiorcy, a także mikro firmy. Szczególnie w ostatnich latach wynajem długoterminowy zdobywa hitem polski rynek. Zgodnie z danymi PZWLP, tylko w ostatnich 5 latach udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm i przedsiębiorców zwiększył się w Polsce o ok. 5 punktów procentowych – z ok. 20% do ok. 25%.

Od 2022 roku wynajem długoterminowy jeszcze bardziej atrakcyjny – również dla najmniejszych przedsiębiorców

Wynajem długoterminowy to prosta i wygodna forma użytkowania fabrycznie nowego samochodu w ramach stałej wysokości miesięcznej raty. W ratę, którą można porównać do opłaty ryczałtowej czy abonamentu, wliczone są nie tylko koszty finansowania samochodu, ale i zryczałtowane koszty wszelkiej obsługi, serwisu, przeglądów, opon, czy ubezpieczenia pojazdu, a także auta zastępczego. Użytkownik samochodu wynajmowanego długoterminowo, płacąc stałą ratę raz w miesiącu (np. 1000 zł), nie musi się przejmować żadnymi formalnościami czy czynnościami obsługowymi związanymi z autem (np. rejestracja, wyrabianie dokumentów, ubezpieczenie, zakup opon, likwidacja szkód itp.) – wszystkim zajmuje się firma wynajmująca. Nie jest również zaskakiwany żadnymi nieprzewidzianymi kosztami np. związanymi z awarią pojazdu, zakupem opon lub serwisem – są one pokrywane w ramach miesięcznej raty, w której uwzględnione zostały zryczałtowane koszty obsługi i serwisu auta. Innymi słowy, niezależnie, czy w danym miesiącu wykonany zostanie przegląd serwisowy za 1200 zł, czy też zakupione zostaną opony o wartości 1500 zł lub też opłacona zostanie składka ubezpieczeniowa – wysokość raty za wynajem długoterminowy samochodu pozostanie niezmienna. Koszty wynajmu długoterminowego są niższe niż w przypadku np. klasycznego leasingu, gdyż użytkownik w części swojej miesięcznej raty, dotyczącej finansowania samochodu, pokrywa jedynie utratę wartości wynajmowanego auta. Oznacza to, że w przypadku wynajmu długoterminowego samochodu o wartości 100 tys. zł, który zamierzamy użytkować np. przez 3 lata, „spłacimy” jedynie kwotę równą utracie wartości pojazdu w tym czasie, np. 35 tys. zł, a nie całe 100 tys. zł jak w przypadku klasycznego leasingu. Po zakończeniu umowy auto jest zwracane do firmy wynajmującej, a klient może wynająć kolejny, fabrycznie nowy samochód. Istnieje również możliwość odkupienia dotychczas użytkowanego samochodu za jego aktualną wartość rynkową.

Bardzo ważną zaletą wynajmu długoterminowego, szczególnie dla najmniejszych przedsiębiorców, jest również co do zasady brak opłaty wstępnej / wkładu własnego na początku umowy. Dla porównania, w przypadku innych form finansowania wymagana jest opłata wstępna (leasing finansowy) lub wkład własny (kredyt bankowy).

Koniec nieopodatkowanej sprzedaży samochodu po leasingu po krótkim czasie od wykupu

Od 2022 roku wraz z wprowadzeniem nowych przepisów podatkowych w ramach tzw. Polskiego Ładu wynajem długoterminowy samochodów stał się jeszcze bardziej atrakcyjny, przede wszystkim dla mikroprzedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą (JDG), będących podatnikami PIT.

Dotychczas podatnicy PIT w przypadku zakończenia umowy leasingu operacyjnego (tj. umowy, o której mowa w art. 23b ust. 1 ustawy o PIT), zawartej w ramach prowadzenia przez nich działalności gospodarczej, mogli dokonać tzw. wykupu prywatnego, czyli wycofania pojazdu z działalności gospodarczej i przekazania go na użytek własny. W takiej sytuacji faktura z tytułu wykupu wystawiana była na osobę fizyczną (nie w ramach prowadzonej działalności gospodarczej), a otrzymujący taką fakturę nie rozliczali jej w kosztach i nie odliczali podatku VAT, ponieważ pojazd taki nie był już wykorzystywany w działalności gospodarczej. Po upływie 6 miesięcy pojazd mógł zostać ponownie sprzedany, a od jego sprzedaży nie było konieczności zapłaty podatku dochodowego PIT oraz podatku VAT. Tym samym, właściciel takiego pojazdu wykupionego w ramach tzw. wykupu prywatnego, po krótkim okresie jego posiadania, był uprawniony do jego sprzedaży, bez jakichkolwiek konsekwencji podatkowych. Sprzedaż takiego pojazdu nie musiała być również dokumentowana fakturą VAT.

Zasady opodatkowania tzw. wykupu prywatnego samochodów po leasingu uległy zmianie od 1 stycznia 2022 r. za sprawą dodania art. 10 ust 2 pkt 4 do ustawy PIT – mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska. – Obecnie, sprzedaż samochodu wykupionego od leasingodawcy po okresie leasingu przed upływem 6 lat od daty wycofania samochodu z działalności gospodarczej jest obciążona podatkiem dochodowym. Komentowana zmiana nie zlikwidowała możliwości tzw. wykupu prywatnego, niemniej jednak wydłużenie okresu, który musi upłynąć pomiędzy wycofaniem samochodu z działalności gospodarczej a jego (nieopodatkowaną) sprzedażą z 6 miesięcy do 6 lat czyni go zdecydowanie mniej atrakcyjnym. W przypadku sprzedaży poza działalnością gospodarczą, dalej nie będzie konieczności wykazywania podatku VAT i wystawienia faktury VAT.

Co więcej, zdaniem ekspertów PZWLP, wybrane formy finansowania mogą stać się w oczach mikroprzedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą, rozwiązaniem mniej atrakcyjnym nie tylko ze względu na zmiany dotyczące opodatkowania sprzedaży wykupionego z leasingu samochodu, ale również ze względu na duże zmiany wprowadzone w ramach Polskiego Ładu, dotyczące sposobu naliczania składki zdrowotnej.

Z uwagi na wprowadzenie składki zdrowotnej liczonej, co do zasady, od dochodu albo przychodu, a nie jak wcześniej w postaci ryczałtu, sprzedaż samochodu wykupionego z leasingu przed upływem 6 lat podlegająca opodatkowaniu podatkiem PIT, w praktyce zwiększy wysokość wykazanych przychodów/dochodu i przez to wpłynie również na wysokość należnej składki zdrowotnej – mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska. – Dotyczy to w szczególności podatników rozliczających się na zasadach ogólnych, czyli według skali podatkowej oraz podatników tzw. podatku liniowego i ryczałtowców. W praktyce zatem, sprzedaż pojazdu podlegałaby dodatkowemu opodatkowaniu (oskładkowaniu) w wysokości 9% dochodu dla podatników rozliczających się według skali, 4,9% dochodu dla podatników rozliczających się podatkiem liniowym oraz poprzez zwiększenie poziomu rocznych przychodów, wyższej składce dla ryczałtowców.

Możliwy dodatkowy impuls wzrostowy dla wynajmu długoterminowego aut

Eksperci PZWLP prognozują, że w konsekwencji przepisów wprowadzonych od 2022 roku Polskim Ładem, czyli likwidacji preferencyjnych zasad opodatkowania tzw. wykupu prywatnego auta z leasingu i późniejszego zbycia pojazdu, powinna zwiększyć się atrakcyjność takich form finansowania samochodów, gdzie zakup samochodu po okresie umowy jest tylko opcją. Taką konstrukcję można znaleźć w umowach wynajmu długoterminowego lub leasingu operacyjnego z opcją (a nie obowiązkiem) zakupu pojazdu. Przedsiębiorca korzystający np. z klasycznego leasingu auta, który chciałby uzyskać dotychczasowy efekt uniknięcia opodatkowania sprzedaży samochodu po wykupie prywatnym z leasingu, będzie zmuszony do znacznie wydłużonego czasu eksploatacji takiego pojazdu.  W praktyce, zakładając, że średni okres leasingu samochodu w Polsce wynosi ok. 4 lat, przedsiębiorca będzie zmuszony do użytkowania jednego samochodu przez 10 lat.

W tym kontekście, w naszej ocenie, wynajem długoterminowy stanie się dla małych i średnich przedsiębiorców rozwiązaniem jeszcze bardzie atrakcyjnym niż do tej pory – mówi
Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Poza wszystkimi innymi korzyściami tego rozwiązania, m.in. niższymi kosztami finansowania samochodów, wygodą, brakiem konieczności wpłaty własnej, która wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych w zależności od wartości samochodu, obecnie dochodzi jeszcze kwestia możliwości wymiany auta na kolejne fabrycznie nowe nawet co dwa lata, bez obowiązku wykupienia dotychczasowego samochodu i płatności z tytułu jego odsprzedaży podatku dochodowego. W wyniku wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu przepisów wynajem długoterminowy w Polsce może w najbliższym czasie dostać dodatkowy impuls wzrostowy, szczególnie w segmencie najmniejszych przedsiębiorców.

Większość pracowników z autami służbowymi zapłaci wyższe podatki

Polski Ład wprowadził jednak nie tylko istotne zmiany przepisów w zakresie wykupu prywatnego aut po leasingu, ale również nowe zasady opodatkowania podatkiem dochodowym pracowników posiadających samochody służbowe z możliwością wykorzystywania tych pojazdów do celów prywatnych. Od nowego roku, dotychczasowe zryczałtowane kwoty doliczane do przychodu pracownika z tego tytułu nie uległy zmianie, jednakże odmienny jest sposób kwalifikacji aut do odpowiedniej wysokości ryczałtu w tym zakresie. Obecnie kryterium rozróżniającym wysokość tej kwoty nie jest pojemność, a moc silnika.

Do 31 grudnia 2021 r. kwota 250 zł miesięcznie była doliczana do przychodu pracowników wykorzystujących samochody służbowe także do celów prywatnych o pojemności silnika nieprzekraczającej 1,6 l, a auta z silnikami o większej pojemności były objęte większym ryczałtem w wysokości 400 zł miesięcznie – mówi Izabela Wawer, Ekspert PZWLP, Główna Księgowa LeasePlan Polska. –  Od nowego roku niższa kwota obowiązuje w przypadku samochodów o mocy silnika do 60 kW lub wszystkich aut elektrycznych czy z napędem wodorowym, natomiast dla pozostałych pojazdów zastosowanie ma wyższa zryczałtowana kwota doliczana do przychodu pracownika. W praktyce oznacza to wzrost obciążeń z tytułu podatku dochodowego dla większości osób, które dotychczas płaciły podatek od niższej stawki, posiadających spalinowe samochody służbowe z prawem do ich wykorzystywania w celach prywatnych. Zdecydowana większość aut spalinowych dostępnych na rynku, użytkowanych przez firmy i przedsiębiorców, dysponuje bowiem silnikami o mocy silnika większej niż 60 kW.

Przepisy wprowadzone w ramach tzw. Polskiego Ładu diametralnie zmieniają wiele dziedzin życia gospodarczego, wpływając na znaczną zmianę regulacji podatkowych. Jak się okazuje, nowe regulacje podatkowe mogą mieć również istotny wpływ na transformację polskiego rynku flotowego i sposobu finansowania samochodów wykorzystywanych przez firmy. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów PZWLP, największe zmiany preferencji i trendów w tym zakresie, będą następować w grupie najmniejszych przedsiębiorców i mikro firm, którzy to do tej pory najczęściej korzystali z klasycznego leasingu, jako rozwiązania pozwalającego na osiąganie w ich przypadku dużych korzyści podatkowych. Znaczne wydłużenie okresu, w którym sprzedaż auta wykupionego po leasingu będzie podlegać opodatkowaniu, w połączeniu z dodatkową składką zdrowotną osób prowadzących działalność gospodarczą wynikającą z wartości transakcyjnej odsprzedanego po leasingu auta, mogą spowodować, że klasyczny leasing przestanie być dla tej grupy przedsiębiorców rozwiązaniem korzystnym podatkowo, przynajmniej w takim stopniu, jakim miało to miejsce wcześniej. Alternatywą, prowadzącą do zachowania status quo, czyli uniknięcia nie istniejącego wcześniej opodatkowania, jest użytkowanie jednego samochodu przez okres wydłużony w stosunku do stanu pierwotnego o 5,5 roku, co w praktyce będzie oznaczać, że mikroprzedsiębiorca musiałby wykorzystywać swoje auto przez średnio 10 lat. W takiej sytuacji, zdaniem ekspertów PZWLP, coraz bardziej popularne w ostatnich latach formy finansowania i użytkowania aut przez przedsiębiorców w ramach wynajmu długoterminowego mogą począwszy od 2022 r. stać się jeszcze bardziej atrakcyjne również dla najmniejszych przedsiębiorców w naszym kraju.

Trendy na 2022 roku w segmencie logistycznym

Poprzedni rok był absolutnie rekordowy pod kątem dostarczonej powierzchni, a jej zasoby przekroczyły poziom 24 milionów metrów kwadratowych. Warto tez wspomnieć, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku wynajęto aż 5 mln metrów kwadratowych i jest to wynik o ponad 40% lepszy niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Ponadto w budowie cały czas znajduje się 3,7 miliona metrów kwadratowych, a więc prawie 150% więcej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield sprawdza trendy z obszaru industrial na 2022 rok.

Różne oblicza magazynów

Na pierwszy rzut oka mówimy generalnie o nowoczesnej powierzchni magazynowej. Dla laika magazyn to duża bryła z rampami, pod które podjeżdżają samochody ciężarowe, a w środku prowadzone są bliżej nieokreślone operacje magazynowe. Gdy jednak przyjrzymy się tematowi magazynów bliżej, szybko zauważymy, że na pozór podobnie wyglądający budynek charakteryzuje się niejednorodną specyfikacją techniczną, wyposażeniem i spełnia różnorodne role w procesie zarządzania łańcuchem dostaw. Na jego powierzchni może odbywać się praca kilku, kilkunastu osób, ale też na niewiele większej nawet kilku tysięcy pracowników magazynowych. Może też być miejscem rozpoczęcia operacji w ramach łańcucha dostaw w danym kraju, bądź też elementem jego ostatniej mili, lub nawet ponownego wprowadzenia do obiegu.

Reasumując – coraz częściej mówimy o pozornie podobnych konstrukcjach, lecz o całkowicie różnorodnym przeznaczeniu i funkcji. W krajobrazie polskich magazynów widzimy więc coraz częściej nie tylko duże centra dystrybucyjne, ale i magazyny miejskie, huby kurierskie, centra zwrotów, a nawet powierzchnie magazynowe w galeriach handlowych ulokowane przy omnichannelowych sklepach, czy też dark stores – małe powierzchnie magazynowe zajmujące często miejsce dawnych lokali usługowych i małych sklepów osiedlowych. Różnorodność powierzchni magazynowych będzie więc rosnąć wraz z nasyceniem polskiego rynku, rosnącymi żądaniami klientów i rosnącą konkurencją.

Ekologia w modzie

W zeszłym roku zauważyliśmy również rosnący nieustannie nacisk na ekologiczne rozwiązania. Trend ten będzie obecny w jeszcze większej skali w roku obecnym. Według danych Światowego Forum Ekonomicznego budynki odpowiadają za 40% globalnego zużycia energii i jedną trzecią emisji gazów cieplarnianych, a priorytetem działań państw członkowskich UE ma być ograniczenie emisji dwutlenku węgla. Plany są ambitne, gdyż zgodnie z założeniami KE cel klimatyczny ma polegać na obniżeniu emisji o co najmniej 55% do 2030 roku. W kolejnych dekadach emisje gazów cieplarnianych mają się stopniowo zmniejszać, aby w 2050 roku UE mogła osiągnąć neutralność klimatyczną. – mówi Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency | Poland, Head of E-Commerce | CEE.

Dotychczas myśląc o ekologii w magazynach, poruszaliśmy zwykle temat paneli fotowoltaicznych na dachu i słynnych już uli na dachach centrów dystrybucyjnych. Od jakiegoś czasu, zielone podejście jest jednak coraz bardziej ustrukturyzowane i nosi nazwę ESG (Environmental, Social and Governance . Kryteria ESG, w oparciu o które tworzone są ratingi podmiotów gospodarczych, jako jeden z trzech głównych filarów zakładają właśnie „E”, czyli „environmental”.

Ważne, że ekologia w tym znaczeniu to też potężne oszczędności. Według kalkulacji różnych deweloperów działających na polskim rynku, przy zastosowaniu paneli fotowoltaicznych, zwiększonej izolacyjności ścian i dachu, oświetlenia LED oraz systemu zarządzania zużyciem energii, pobór energii w budynku spada nawet o 50%. Oświetlenie LED pobiera o 90% mniej energii niż standardowa żarówka. Z kolei inteligentny system sterownia oświetleniem DALI (Digital Addressable Lighting Interface) dostosowuje natężenie światła do zmiennych warunków otoczenia. Wykorzystuje czujniki ruchu i schematy aktywności, zapewniając optymalne warunki pracy oraz efektywne zarządzanie energią. Ładowarki do aut elektrycznych, nasadzenia roślinności, łąki kwietne, czy zielone dachy, pozwalają z kolei na redukcję emisji dwutlenku węgla o około 381 ton rocznie dla średniej wielkości magazynu. Z punktu widzenia najemców budynku liczy się także fakt, że zielone rozwiązania wpływają na dobrostan ich pracowników. Zieleń wokół budynku, strefy relaksu, mała architektura czy infrastruktura rowerowa sprawiają, że efektywność osób zadowolonych z miejsca pracy wzrasta.

Seria awansów w Griffin Capital Partners

Griffin Capital Partners w nowy rok wchodzi nie tylko z nową nazwą, ale i z serią awansów w działach inwestycyjnym i finansowym. Ogłoszone zmiany odzwierciedlają rosnącą skalę działalności Griffin Capital Partners w regionie, szczególnie na rynku inwestycji typu private equity.

Firma Griffin Capital Partners zakończyła właśnie proces rebrandingu. Zmiana nazwy i identyfikacji wizualnej podkreśla rosnące znaczenie private equity jako strategicznego kierunku rozwoju największego prywatnego inwestora i firmy zarządzającej aktywami na rynku private equity i nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Wraz z rebrandingiem w strukturach firmy doszło do istotnych zmian personalnych w działach finansowym i inwestycyjnym. Monika Kaczmarska, dotychczasowa Vice President Finance objęła stanowisko Senior Vice President Finance w dziale finansowym. Do zmian doszło także w dziale inwestycyjnym. Jędrzej Socha, dotychczasowy Vice President Investments objął stanowisko Senior Vice President Investments, a Bartłomiej Bochenek, Jan Niepiekło i Bartosz Sobota awansowali na stanowiska Vice President Investments.

Monika Kaczmarska dotychczas pełniła funkcję Vice President Finance w dziale finansowym Griffin Capital Partners. Jako Senior Vice President Finance będzie odpowiedzialna między innymi za controlling spółek Grupy, realizowanie strategii finansowej, oraz funkcjonowanie procedur, compliance i kontrolę wewnętrzną. Monika Kaczmarska jest specjalistką w zakresie finansów. Wcześniej związana była ze spółkami Cornerstone Partners i Griffin Advisors. Jest absolwentką Rachunkowości i Finansów Przedsiębiorstwa w Akademii Leona Koźmińskiego, Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego oraz Filologii Romańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Monika Kaczmarska jest tłumaczem przysięgłym języka francuskiego. Po studiach odbyła pięciomiesięczny staż w Komisji Europejskiej w Brukseli.

Jędrzej Socha, dotychczasowy Vice President Investments w dziale inwestycyjnym – awansował na stanowisko Senior Vice President Investments i odpowiada m.in. za projekty z obszaru private equity oraz rozwój nowej platformy energetycznej PAD RES. Wcześniej jako menedżer inwestycyjny w PZU zajmował się inwestycjami private debt oraz private equity. Przeprowadził liczne transakcje typu LBO, lewarowane oraz mezaninowe z polskimi oraz zagranicznymi podmiotami. Zajmował się również nadzorem właścicielskim nad spółkami publicznymi oraz prywatnymi, gdzie zasiadał w radach nadzorczych. Pracował też w departamencie bankowości inwestycyjnej mBanku. Jędrzej Socha jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu oraz Cranfield School of Management i posiada certyfikat ACCA.

Bartłomiej Bochenek jest specjalistą w dziedzinie finansów korporacyjnych i inwestycji. Jako Vice President Investments w dziale inwestycyjnym Griffin Capital Partners będzie zajmował się aktywnym rozwijaniem nowych możliwości biznesowych na rynku nieruchomości m.in. mieszkaniowych i biurowych w Polsce i regionie CEE. Od czasu dołączenia do Griffina, Bartłomiej uczestniczył między innymi w transakcji przejęcia Grupy Murapol przez Griffina i Ares Management Corporation, jak też wspierał Echo Investment SA przy nabyciu pakietu większościowego w Archicom SA. Bartłomiej był również zaangażowany m.in. w fundusz Griffin Property Finance, gdzie odpowiadała za finansowanie typu mezzanine dwóch projektów logistycznych o łącznej powierzchni najmu (GLA) blisko 200 tys. mkw. Przed dołączeniem do Griffina swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w dziale finansów korporacyjnych globalnej firmy doradczej PwC. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, posiada również tytuł Chartered Financial Analyst (CFA).

Bartosz Sobota jest specjalistą w dziedzinie ekonomii, finansów i inwestycji. Zajmuje się głównie modelowaniem finansowym i analizą. Jako Vice President Investments w dziale inwestycyjnym Griffin Capital Partners będzie odpowiadał za rozwój dwóch platform inwestycyjnych – Grupy Murapol – jednego z najbardziej aktywnych deweloperów mieszkaniowych w Polsce oraz Echo Investment – największego polskiego dewelopera w sektorze nieruchomości biurowych, komercyjnych i mieszkaniowych. W trakcie swojej kariery zawodowej w Griffinie Bartosz był zaangażowany w liczne transakcje strategiczne dla firmy, m.in. przejęcia pakietu 98 proc. akcji spółki Murapol przez Griffina i Ares Management Corporation. Był również członkiem zespołu odpowiedzialnego za transakcję zbycia większościowego pakietu akcji Echo Investment S.A. firmie WING, w której to transakcji Griffin działał w imieniu swoich strategicznych partnerów i inwestorów firmy. Przed dołączeniem do Griffina pracował w dziale Global Advisory firmy Rothschild & Co – jednej z największych na świecie niezależnych grup doradztwa finansowego. Ukończył studia licencjackie na kierunku metody ilościowe w ekonomii w Szkole Głównej Handlowej oraz studia magisterskie na kierunku Finance & Investment w Rotterdam School of Management.

Jan Niepiekło jako Vice President Investments w dziale inwestycyjnym Griffin Capital Partners będzie zajmował się transakcjami z obszaru private equity i real estate. Posiada 7-letnie doświadczenie w pracy na rynku kapitałowym. Przed dołączeniem do Griffina pracował jako analityk w funduszu private equity Bridgepoint przy transakcjach oraz portfolio management. Wcześniej pracował także jako analityk w banku inwestycyjnym Rothschild & Co, gdzie zajmował się m.in. transakcjami M&A. Jan Niepiekło posiada dyplom Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Finanse i Rachunkowości. Jest także absolwentem studiów filozoficznych Uniwersytetu Warszawskiego.

– W ciągu ostatnich 15 lat staliśmy się najbardziej dynamicznym i innowacyjnym inwestorem nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Wraz z rozwojem naszego biznesu rósł także nasz zespół ekspertów – w ubiegłym roku intensywnie rozwijaliśmy zarówno dział inwestycyjny jak i finansowy. Ogłaszane dziś zmiany mają jednak inny charakter. Piątka naszych doświadczonych i sprawdzonych managerów awansowała na wyższe stanowiska, obejmując nowe zadania wpisujące się w aktualną strategię Griffin Capital Partners skoncentrowaną na rozwoju w obszarach private equity i nieruchomości – powiedział Nebil Senman, Partner Zarządzający w Griffin Capital Partners.

– Griffin Capital Partners może pochwalić się imponującym portfolio, jasną wizją i planem strategicznym, dzięki czemu przynosi znaczącą wartość i zyski swoim inwestorom. Ten sukces jest zasługą naszego silnego zespołu ekspertów, dysponujących nieocenioną wiedzą i wieloletnim doświadczeniem w obszarze operacyjnym, inwestycjach kapitałowych i finansowaniu oraz przeprowadzaniu ważnych transakcji na rynku. To ogromny kapitał i jeden z najważniejszych czynników napędzających rozwój Griffina – powiedział Maciej Dyjas, Partner Zarządzający w Griffin Capital Partners.

Aneta Jurkiewicz nowym Partnerem Mazars w Polsce

Aneta Jurkiewicz pracuje w Mazars od roku 2000. Zdobyła doświadczenie zawodowe w dziale audytu i corporate finance. Od wielu lat jest odpowiedzialna za dział outsourcingu kadr i płac.

Aneta specjalizuje się w doradztwie z zakresu kadr i płac dla polskich i zagranicznych spółek. Jest ekspertem w dziedzinie prawa pracy, ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Jest również cenionym mówcą na konferencjach i webinariach. Autorka publikacji specjalistycznych, aktywnie współpracuje z mediami.

Aneta Jurkiewicz otrzymała tytuł Payroll Manager of the Year w konkursie Global Payroll Awards 2021 organizowanym przez Global Payroll Association.

– Nasze ambitne plany opierają się na solidnych podstawach: pielęgnowaniu talentów w całej organizacji i pewności, że właściwie nagradzamy naszych najlepszych pracowników. Odczuwamy wielką satysfakcję obserwując, jak w naszych szeregach wzrastają utalentowane jednostki, które dochodzą do najwyższego szczebla organizacji. Gratuluję Anecie zasłużonego awansu i mam nadzieję, że nacisk, który kładziemy na rozwijanie silnej kultury firmy i stwarzanie nowych możliwości zachęci naszych pracowników do pójścia w jej ślady – powiedział Michel Kiviatkowski, Partner Zarządzający Mazars w Polsce.

Kondycja rynku biurowego w Warszawie

Warszawski rynek biurowy zakończył 2021 rok z zasobami na poziomie 6,15 mln m kw. Skutki wciąż trwającej pandemii nadal rzutują na decyzje deweloperów i najemców. Ograniczona liczba projektów budowie oraz mniejsze zainteresowanie nowymi umowami w ramach przednajmu będzie miało swoje konsekwencje w kolejnych latach.

Roczna podaż nowej powierzchni biurowej w 2021 roku przekroczyła poziom z 2020 roku i wyniosła blisko 325 000 m kw. Oznacza to drugi najwyższy wynik po stronie podaży w ostatniej dekadzie, a rekord niezmiennie należy do 2016 roku, kiedy zakończone projekty wniosły ponad 400 000 m kw.

„Popularność jaką od kilku lat cieszą się rejony centralne wśród najemców wpływa na decyzje deweloperów. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że spośród całego wolumenu oddanego w 2021 roku, niemal 255 000 m kw. to budynki zlokalizowane właśnie w tej części stolicy,” – komentuje Magdalena Czempińska, dyrektor w Dziale Badań Rynku w Knight Frank.

W całym wolumenie stref centralnych ponad 55% stanowiły trzy wysokościowce usytuowane przy Rondzie Daszyńskiego – Skyliner (45 000 m kw., Karimpol), Generation Park Y (44 200 m kw., Skanska Property Poland) i Warsaw UNIT (56 400 m kw., Ghelamco).

„Wysoka dostępność powierzchni w nowych projektach i rosnący poziom pustostanów studziły decyzje deweloperów i na rozpoczęcie kolejnych budów decydowali się nieliczni. Pozostali inwestorzy brak aktywności argumentowali niepewnością związaną z rozwojem pandemii COVID-19 i zmniejszoną aktywnością najemców. W rezultacie, na koniec 2021 roku w budowie zidentyfikowano jedynie około 337 000 m kw., co było najniższym wynikiem od 2009 roku,” – wyjaśnia Magdalena Czempińska.

Niepokojący jest fakt, że zakładając dotrzymanie terminów przez deweloperów, około 273 000 m kw. ma zostać oddane w 2022 roku. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że lata 2022-2023 będą jednymi z najsłabszych lat pod względem podaży w ostatniej dekadzie.

„Trwająca od blisko 2 lat pandemia odcisnęła swoje piętno na wynikach większości branż, ale miniony rok przyniósł poprawę pod kątem aktywności najemców względem 2020 roku. W ciągu 12 miesięcy podpisano umowy najmu na niemal 650 000 m kw., to jest o 7,5% więcej niż w 2020 roku. Oczywiście nie możemy jeszcze mówić o powrocie do wyników osiągalnych w latach 2017-2019, ale stabilizacja sytuacji pozwala bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość,” – dodaje Magdalena Czempińska.

W dalszym ciągu utrzymuje się trend ostrożnościowy pod kątem formy nowych umów. Około 45% rocznego wolumenu stanowiły renegocjacje istniejących umów, co było kontynuacją trendu wzrostowego w tej kategorii obserwowanego już od 2020 roku. Wzrost udziału umów renegocjowanych odbywa się kosztem umów w budynkach w budowie. W 2021 roku zainteresowanie najemców projektami w budowie nadal było relatywnie nieduże – udział umów przednajmu w całkowitym popycie wyniósł zaledwie 11%. Również relatywnie niewielu najemców powiększa najmowaną powierzchnię. W 2021 roku podpisano umowy ekspansji na jedynie 42 000 m kw., tj. 6,5% rocznego wolumenu. Struktura popytu według lokalizacji pokazuje, że największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszyły się strefy centralne (60%, 385 000 m kw.) oraz Służewiec (15%, niemal 97 000 m kw.).

„Niski udział umów przednajmu w wolumenie najmu sprawia, że budynki oddawane do użytku w minionych kwartałach wynajęte są w relatywnie niewielkim stopniu, dla przykładu budynki oddane w IV kw. 2021 były wynajęte w około 50%. Nie bez znaczenia jest również dość niski udział ekspansji w strukturze umów najmu. Te czynniki mają bezpośredni wpływ na poziom pustostanów, którego systematyczny wzrost obserwowany jest na rynku od 2019 roku,” – komentuje Magdalena Czempińska.

Na koniec 2021 roku w Warszawie dostępne było niemal 780 000 m kw. biur, to jest 12,7% zasobów. W porównaniu z III kw. 2021 roku współczynnik ten wzrósł o 0,2 pp., natomiast w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku – o 2,8 pp. Współczynnik pustostanów wykazuje wyraźne zróżnicowanie pod względem lokalizacji. W obszarach centralnych wyniósł on 12,9% (spadek o 0,3 pp. w porównaniu z III kw. 2021 roku), natomiast w rejonach poza centrum – 12,4% (wzrost o 0,5 pp. w ciągu kwartału).

Ofertę na wynajem nadal poszerzają inwestycje z powierzchnią do wynajęcia w ramach podnajmu. W IV kw. 2021 roku w Warszawie zidentyfikowano co najmniej 87 000 m kw. takich biur.

Pomimo zmieniającej się sytuacji rynkowej wywoławcze stawki czynszu na stołecznym rynku utrzymywały się dotychczas na stabilnym poziomie. Czynsze wyjściowe w Centralnym Obszarze Biznesu, uwzględniając nowe prestiżowe projekty, kształtują się w przedziale 20-25 EUR/m kw./miesiąc, aczkolwiek zidentyfikowano projekty, w których najlepsza powierzchnia biurowa na najwyższych piętrach wież dochodzi do poziomu nawet 27-28 EUR. W pozostałych lokalizacjach centralnych stawki znajdowały się w przedziale od 15 do 22 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum wynoszą od 10 do 15 EUR/m kw./miesiąc.

Po WIS do KIS. Jak odnaleźć się wśród stawek ryczałtu i ulg w Polskim Ładzie?

W obliczu zmian wprowadzonych w Polskim Ładzie wielu podatników nie wie, jaką stawkę ryczałtu może zastosować czy z jakich ulg podatkowych skorzystać. Eksperci inFakt podpowiadają, że wątpliwości najlepiej rozwiać uzyskując indywidualną interpretację podatkową. W razie kontroli skarbowej przedsiębiorca będzie miał wówczas dowód na to, że działa zgodnie z prawem. Jeśli więc zbliża się termin, w którym trzeba określić stawki VAT lub ryczałtu, warto jak najszybciej złożyć odpowiednie wnioski, aby następnie stosować właściwe stawki.

Jakie wnioski przedsiębiorca może złożyć w razie wątpliwości?

Dwa podstawowe wnioski, jakie może złożyć podatnik to: wniosek o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej oraz wniosek o wydanie wiążącej informacji stawkowej. Oba należy skierować bezpośrednio do Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). Mogą mieć one postać pisemną, wystarczy wydrukować odpowiedni formularz i wysłać go pocztą na adres KIS.  Alternatywą jest wysłanie wniosku elektronicznie za pomocą portalu ePUAP i Profilu Zaufanego. Następnie KIS ma do 3 miesięcy, aby odpowiedzieć na wniosek i wydać interpretację.

We wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej przedsiębiorca może zapytać jakie przepisy podatkowe będą w jego przypadku miały zastosowanie oraz przedstawić stan faktyczny dotyczący swojej działalności. Dotyczy to zarówno określenia stawek podatkowych, jak i zastosowania odpowiednich ulg. – Jeśli argumentacja podatnika co do stosowanych stawek zostanie uwzględniona po fakcie, czyli już po tym, jak został on obciążony niewłaściwym podatkiem, może otrzymać zwrot nadpłaty z Urzędu Skarbowego – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt. ­– Co ważne, jeśli organ skarbowy nie wyda interpretacji indywidualnej w ciągu trzech miesięcy od złożenia wniosku, przyjmuje się, że stanowisko w nim przedstawione zostało uznane za prawidłowe.

Warto pamiętać, że indywidualna interpretacja podatkowa jest wydawana dla konkretnego podatnika, w konkretnej sprawie. Oznacza to, że nie będzie miała zastosowania w innych sprawach. Informacja wydana dla innego podmiotu może jedynie pomóc zrozumieć przedsiębiorcy jego sytuację, ale nie można powoływać się na nią np. w przypadku kontroli.

Kolejnym wnioskiem, z którego warto skorzystać w razie wątpliwości, jest wniosek o wydanie wiążącej informacji stawkowej (WIS). Co prawda w ten sposób wyznacza się stawkę VAT, ale może on również pomóc w ustaleniu kodu PKWiU, z którą jest powiązany. – Jest to w mojej ocenie jedyny dziś wniosek, który może dać w przyszłości ochronę przy doborze PKWiU, a to może posłużyć przedsiębiorcy w ustaleniu stawki ryczałtu – mówi ekspert.

Jak wypełnić wnioski?

Każdy wniosek składa się z części głównej oraz załącznika. Należy je wypełnić zgodnie z instrukcją. – Podatnik opisujący swoją sytuację powinien zrobić to możliwie szczegółowo, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości co do stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego – podkreśla Piotr Juszczyk. –  Zalecam też, aby we wniosku nie powoływać się na określone przez nas PKWiU, jeśli pytamy o rozstrzygnięcie stawek ryczałtu. Może się zdarzyć, że KIS odniesie się wyłącznie do tego, jaka stawka obowiązuje na wskazanym przez nas PKWiU, a nie do meritum sprawy, czyli pomocy w określeniu właściwej stawki w oparciu o stan faktyczny.

Ile kosztuje złożenie wniosku?

Opłata skarbowa wynosi 40 zł za każdą sprawę. Oznacza to, że jeśli podatnik we wniosku prosi o wyznaczenie kilku powiązanych ze sobą stawek, to powinien z góry zapłacić odpowiednią wielokrotność tej kwoty. W przypadku wysyłki listownej dowód zapłaty trzeba dołączyć do wniosku. Z kolei jeśli wniosek jest składany przez ePUAP, system umożliwi automatyczną płatność lub pozwoli na dodanie potwierdzenia zapłaty w załączniku.

Pakiet Mobilności: rewolucja w zarobkach kierowców, kłopoty przewoźników

  • Już od 2 lutego 2022 roku wchodzą w życie nowe, restrykcyjne, europejskie przepisy odnośnie stawek dla kierowców realizujących przewozy na trasach międzynarodowych,
  • Zostaje wprowadzony rygorystyczny „rating przedsiębiorstwa” –  firmy transportowe będą podlegać ocenie, a wszelkie poważne naruszenia przepisów będą miały znaczący wpływ na możliwość świadczenia usług transportowych na terenie EU,
  • W myśl przepisów płaca kierowcy będzie uzależniona od kraju, w którym wykonuje pracę, co oznacza dla niego podwyżki a dla przewoźników wzrost obowiązków rozliczeniowych,
  • Wszystkie te zmiany oznaczają znaczące podwyżki kosztów transportu, nawet do 30 proc.

Już 2 lutego wchodzi w życie kolejna część przepisów europejskich dla branży transportu w ramach Pakietu Mobilności. Dotyczą one między innymi zmian w delegowaniu pracowników  i dostępie do rynku europejskiego. W praktyce przepisy zaczną traktować kierowców międzynarodowych jako pracowników delegowanych. Oznacza to, że pracownicy przy większości kursów będą rozliczani po stawkach krajów, w których realizują zlecenia. Dodatkowo w życie wchodzą nowe regulacje odnośnie przerw w pracy, powrotów do kraju czy  dni bez wyjazdu.

– Kilka ostatnich miesięcy to szczególnie trudne czasy dla przewoźników – mówi Paweł Turniak, Dyrektor ds. Systemów GPS w Seris Konsalnet. – Bałagan z wprowadzeniem e-TOLL, podwyższenie płacy minimalnej, niepewność płynąca z przepisów Polskiego Ładu, inflacja, podwyżki cen paliw. A teraz druga odsłona Pakietu Mobilności dodatkowo skomplikuje  życie polskiemu przewoźnikowi, zmniejszając jego konkurencyjności na europejskim rynku usług transportowych.

Ograniczenie dostępności rynku

Opracowywany od 2017 r. Pakiet Mobilności w teorii ma za zadanie poprawić warunki pracy kierowców we wszystkich krajach i zrównać konkurencyjność europejskich firm transportowych.  Pojawi się szereg nowych zmian i  ograniczeń jak:

  • konieczność dokładnego rozliczenia wynagrodzenia kierowców według układu zbiorowego i stawek kraju, w którym zrealizował przewóz
  • ograniczenie liczby przewozów (kabotażowych) w innym kraju do trzech na tydzień (jednym pojazdem)
  • dodanie do rejestru ERRU i KREPTD tzw. ratingu przedsiębiorstwa, określającego współczynnik występowania naruszeń,
  • obowiązek powrotu pojazdu do bazy raz na 8 tygodni,
  • obowiązek kierowcy wprowadzenia do tachografu symbolu państwa, do którego wjechał.

– Zastanawiam się, czy wprowadzenie  tak restrykcyjnych przepisów nie będzie oznaczało kolejnego poważnego ograniczenia udziału polskich firm transportowych w rynku europejskim – mówi Paweł Turniak. – Pakiet Mobilności w praktyce bardzo utrudnia działanie naszym przewoźnikom na unijnym rynku. Przykładem jest choćby konieczność precyzyjnego wyliczenia wynagrodzenia kierowcy za pracę za granicą oraz   ścisłe przestrzeganie przerw w pracy. Wymaga to  sporego zaangażowania kierowców i bardziej zaawansowanych systemów informatycznych.

Wzrost biurokracji i obowiązków raportowych

Wszystkie firmy transportowe, operujące na rynku europejskim, będą musiały znacząco zwiększyć swoje zaangażowanie w zbieranie danych o transportach i ich rzetelne przetwarzanie.  Europejskie służby kontrolne będą miały wgląd do jednej wspólnej bazy naruszeń.  Niezbędna stanie się zatem konieczność analizowania na bieżąco przez przewoźnika czasu pracy kierowcy.

Oznacza to również konieczność magazynowania i przetwarzania ogromnej ilości danych, co dla mniejszych firm, które do tej pory robiły to ręcznie, może być niewykonalne.

– Proszę sobie wyobrazić rozliczenie stawki pracownika, który przekroczy kilkanaście obszarów prawnych w ciągu miesiąca w transporcie międzynarodowym – mówi Paweł Turniak. – Bez systemu informatycznego będzie to droga przez mękę. Firmy transportowe będą  nadal szukać sprawdzonych i pewnych rozwiązań zmierzających do redukcji kosztów  z powodu wzrostu wynagrodzeń pracowniczych. Wiemy od naszych Klientów że przenoszą  bazy firm do obszarów przygranicznych, zmniejszają liczbę pracowników i inwestują w systemy do zbierania danych, które oszczędzą im kosztów, w tym również pozwolą na ograniczenie  kar. Mimo to firmy transportowe prognozują, że i tak wzrosną koszty transportu – ze wstępnych szacunków wynika, że nawet o 30 proc. Obecnie już  są rekordowo wysokie, ale inflacja, rosnące koszty paliwa oraz niestabilność ekonomiczna powoduje dalszą presję na wzrost tych kosztów.

W Warszawie kolejny spadek sprzedaży mieszkań

Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w stolicy sprzedaje się co szóste nowe „M”. Informacje z IV kw. 2021 r. sygnalizują jednak pogorszenie wyników sprzedażowych deweloperów. Wygląda na to, że rosnące ceny mieszkań, szalejąca inflacja i wzrost stóp procentowych wpływają na zmniejszenie zainteresowania stołecznym rynkiem. Od października do grudnia 2021 r. sprzedaż nowych „M” w Warszawie spadła o kolejne 9% względem wyniku z wcześniejszych trzech miesięcy.

Rynek mieszkaniowy nie pozostaje obojętny na zmiany stóp procentowych. Wpływają one na zdolność kredytową i na wysokość rat. Polacy ostrożniej podchodzą do decyzji o zakupie mieszkania. Nic więc dziwnego, że inwestorzy mieszkaniowi zanotowali gorsze wyniki sprzedażowe. Taka sytuacja ma jednak swoje plusy. Warszawskim deweloperom udało się ustabilizować wielkość oferty. W ujęciu kwartalnym, podaż z całej Warszawy zmieniła się bowiem tylko o (-1%) i w IV kw. 2021 r. oscylowała na poziomie zbliżonym do 13 tys. nowych lokali.

Spadek liczby dostępnych inwestycji

Pod koniec 2021 roku liczba nowych projektów w Warszawie wynosiła 253. Oznacza to trzymiesięczny spadek o jedenaście inwestycji – będący m.in. konsekwencją zamykania mocno wyprzedanych projektów. Największe zmiany dotyczyły Mokotowa oraz Pragi-Północ (spadek o 6 inwestycji), a także Białołęki (spadek z 57 do 54 projektów).Mapa 1 - Mapa warszawskich inwestycji

Warto także zwrócić uwagę na podaż stołecznych mieszkań z poszczególnych dzielnic. W ubiegłym kwartale ciekawa sytuacja miała miejsce na terenie Ursynowa. Nastąpił tu niemal czterokrotny wzrost podaży nowych lokali. Ursynów ze względu na swoje położenie to dobra alternatywa dla osób, które chciałyby kupić mieszkanie na Mokotowie, ale nie mogą sobie na to pozwolić ze względu na wzrost cen metrażu.

Liderem podaży jest wciąż Białołęka – ta dzielnica miała pod koniec ubiegłego roku do zaoferowania 2 553 lokale. Najgorzej pod względem podaży wyglądał Żoliborz i Ochota.

Sprzedaż spadła

W porównaniu do III kw. 2021 r. sprzedaż nowych mieszkań spadła w trzech ostatnich miesiącach roku o kolejne 9%. Równocześnie stołeczni deweloperzy wprowadzili do oferty o 12% mniej lokali niż w okresie lipiec – wrzesień 2021 r. Jak mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl –  Można oczekiwać, że gorsza koniunktura sprzedażowa będzie widoczna również przez cały 2022 rok. W tym kontekście warto nadmienić, że banki dopiero w pierwszym kwartale bieżącego roku całkowicie uwzględnią skutki ubiegłorocznych podwyżek stóp procentowych NBP.

W całej drugiej połowie ubiegłego roku najwięcej lokali sprzedało się na Białołęce (1 448), Ursusie (1 215) i Mokotowie (823). Najmniej transakcji sprzedaży miało miejsce na Wesołej (19), Żoliborzu (27) i Ochocie (31). Łącznie z rynku ubyło 7 419 mieszkań.Tabela 1 - Średnie ceny nowych mieszkań w Warszawie w podziale na dzielnice

Wzrost cen zwalnia

Ostatnie tygodnie 2021 roku przyniosły spowolnienie wzrostu cen stołecznych lokali. Mimo to, koszt 1 mkw. nowego warszawskiego mieszkania wzrósł w IV kw. 2021 r. o 4,6% i przekroczył barierę 12 000 zł/mkw.

W ubiegłym kwartale tylko dwie stołeczne dzielnice cechowały się ujemną dynamiką cen. Na Rembertowie średnia cena za mkw. spadła o minimalne 0,2%. Na Targówku spadek był jeszcze mniejszy – 0,1%. Najbardziej podrożał metraż na Ochocie (+22,6%), Śródmieściu (+17,5%) i Ursynowie (+16,7%).

Ciekawa sytuacja miała miejsce na Wawrze, który jeszcze do niedawna był jedyną stołeczną dzielnicą ze średnią stawką poniżej 8 000 zł/mkw. Pod koniec 2021 r. nowe „M” z Wawra kosztowało już średnio niemal 8 700 zł/mkw. Jak mówi Andrzej Prajsnar – Taka sytuacja może dodatkowo przyspieszyć proces, który jest już widoczny w danych GUS. Mowa o częstszej budowie lokali deweloperskich pod Warszawą. 

Najdroższe nowe mieszkania w IV kw. 2021 roku znajdowały się na Śródmieściu – 26 998 zł/mkw., Woli – 18 552 zł/mkw., Ochocie – 17 160 zł/mkw., Żoliborzu – 16 416 zł/mkw. i Mokotowie – 15 543 zł/mkw. Najtaniej było na Wawrze – 8 667 zł/mkw., Białołęce – 8 964 zł/mkw. i Rembertowie – 9 473 zł/mkw.Wykres 2 - Średni metraż i cena mieszkania w Warszawie

Co przyniesie przyszłość?

W najbliższych miesiącach można oczekiwać wzrostu aktywności inwestorów na obrzeżach Warszawy. Koniec roku przyniósł pogorszenie relacji między poziomem stołecznych wynagrodzeń i cenami metrażu. Mimo inflacyjnej presji płacowej, trudno oczekiwać, że w najbliższym czasie dostępność metrażu na warszawskim rynku pierwotnym wzrośnie.

Kupujący będą więc szukać tańszych opcji i rozglądać się za mieszkaniami na obrzeżach miasta lub poza jego granicami. Sytuacji nie polepsza fakt, że rosną ceny prądu i koszty robocizny. Wykonawcy budowlani będą waloryzować swoje stawki, a to dodatkowo podniesie ceny mieszkań.

Podmiejskie powiaty zyskają zatem na atrakcyjności. Szczególnie interesujące wydają się obszary z dobrym połączeniem drogowym i kolejowym do stolicy. Niedawne ukończenie Południowej Obwodnicy Warszawy daje deweloperom nowe możliwości w zakresie planowania podwarszawskich inwestycji. Rozbudowa sieci dróg i poszerzanie infrastruktury to dobre informacje dla inwestorów. Wszyscy zdają sobie sprawę z kurczącej się bazy stołecznych gruntów. Siłą rzeczy trzeba będzie budować więcej poza granicami miasta.

Szerzej o warszawskim rynku nieruchomości mieszkaniowych w Raporcie – „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – IV kw. 2021”

Spółka holdingowa – kolejna nieprecyzyjnie przygotowana ustawa związana z wprowadzaniem Polskiego Ładu

Wprowadzono od 1 stycznia ulgi podatkowe, które mają być korzystne dla inwestujących w rozwój przedsiębiorstw. Jednak jest to kolejna nieprecyzyjnie przygotowana ustawa związana z wprowadzaniem Polskiego Ładu.

Nowelizacja prawa podatkowego, która weszła w życie w 2022 r., zawiera bardzo istotną zmianę, która była od dawna oczekiwana i postulowana przez polskich przedsiębiorców, a dotyczy zwolnienia z podatku dochodowego dochodu uzyskanego ze sprzedaży udziałów lub akcji.

– Kluczową korzyścią z tego rozwiązania jest możliwość reinwestowania całego osiągniętego zysku w kolejne spółki, dzięki czemu posiadający spółki holdingowe mogą aktywnie inwestować większe środki finansowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Agnieszka Wnuk, współprzewodnicząca Komitetu Podatki CCIFP, doradca podatkowy, partner w MDDP. – Polscy przedsiębiorcy od dawna postulowali wprowadzenie takiego rozwiązania ponieważ funkcjonuje ono w wielu państwach, w tym również w Unii Europejskiej.

Ustawa przewiduje jednak szereg warunków, które trzeba spełnić, aby zastosować korzystne rozwiązanie dotyczące spółek holdingowych. Niektóre z tych warunków są oczywiste, a przykładem jest chociażby konieczność posiadania odpowiedniego pakietu udziałów bądź akcji przez zdefiniowany minimalny okres czasu.

Jednak w ustawie wprowadzono też warunki, które będą bardzo trudne do spełnienia. Dla spółek giełdowych praktycznie będzie bardzo trudna weryfikacja czy żadnej akcji nie posiada podmiot z raju podatkowego czy państwa nietraktatowego, ponieważ akcje spółek giełdowych są przedmiotem obrotu na bieżąco.

Inny wymóg dotyczy niekorzystania ze zwolnień dywidendowych.

– Niestety, ustawa nie precyzuje w jakim okresie spółka, która chce uzyskać status spółki holdingowej miałaby nie korzystać ze zwolnień przewidzianych już wcześniej w ustawie dotyczącej dywidend – wyjaśnia Agnieszka Wnuk. – Nie wiadomo też czy dotyczy to jakichkolwiek dywidend, czy też wyłącznie dywidend od spółki, której udziały bądź akcje są sprzedawane.

T-Mobile wzywa ZPP do zapłaty miliona złotych za podanie publicznie dostępnych informacji o wysokości zapłaconego przez spółkę podatku CIT

W latach 2016 – 2020 T-Mobile zapłaciło w Polsce niecałe 31 tysięcy złotych podatku CIT przy przychodach sięgających ponad 43 miliardów złotych. W tym samym okresie, spółka otrzymała pomoc publiczną o wartości ponad 800 tysięcy złotych – a zatem dwadzieścia pięć razy wyższej, niż zapłacony przez nią podatek dochodowy. Są to dane dostępne publicznie, a mimo to za ich podawanie spółka domaga się od ZPP przeprosin i miliona złotych zadośćuczynienia. Zdaniem zarządu Związku sytuacja jest oczywista – to próba szantażu i zamknięcia ust w dyskusji o kształcie polskiego systemu podatkowego.

W listopadzie 2021 roku ZPP opublikował raport pod tytułem „Księga wstydu Ministerstwa Finansów – dyskryminacja podatkowa polskich firm”. Zawarte w nim informacje, mimo że były dostępne publicznie już wcześniej, wstrząsnęły opinią publiczną. Eksperci ZPP przeanalizowali dane finansowe i podatkowe wybranych firm, a następnie zestawili je sektorowo. Wszystkie podmioty badane były pod dokładnie tym samym kątem – wysokości uiszczanego podatku dochodowego w odniesieniu do osiągniętego przychodu.

Okazało się, że pracujący Polacy płacą podatki w wysokości porównywalnej do niektórych międzynarodowych korporacji o wielomiliardowych obrotach. Jedną z przytoczonych w raporcie spółek jest operator komórkowy T-Mobile. W 2020 roku spółka zapłaciła 10 430 zł podatku CIT wobec przychodów sięgających ponad 9 mld zł. Dla porównania, gospodarstwo domowe dwóch osób zarabiających przeciętne wynagrodzenie zapłaciło w 2020 roku prawie 8 000 zł podatku CIT.

T-Mobile uznało, że dane o wysokości płaconego przez spółkę podatku godzą w jej wizerunek i wystosowało do ZPP pismo, w którym wzywa Związek do zapłaty zadośćuczynienia w wysokości miliona złotych, usunięcia wzmianek o spółce z raportu i opublikowania oficjalnych przeprosin.

Jednym z pierwszych kroków przedsięwziętych przez ZPP w odpowiedzi na pismo T-Mobile była konferencja prasowa z udziałem Członków Zarządu ZPP: Cezarym Kaźmierczakiem, Marcinem Nowackim i Jakubem Bińkowskim. Na spotkaniu zabrakło Prezesa T-Mobile Polska Andreasa Maierhofera, zaproszonego przez ZPP, by wyjaśnił przyczyny zapłacenia 30 tysięcy podatku CIT łącznie w ciągu ostatnich 5 lat przy obrotach sięgających 43 miliardów złotych.

– Nasz raport pokazał, że polski system podatkowy jest skrajnie niesprawiedliwy: umożliwia największym firmom legalne płacenie podatku w minimalnej wysokości, bezwzględnie obciąża natomiast MŚP i osoby pracujące – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Podkreślanie tego faktu oczywiście nie jest w smak części firm, które na tle branżowej konkurencji płacą zadziwiająco niski podatek. Pismo od T-Mobile traktujemy jednoznacznie jako próbę szantażu i zamknięcia nam ust. Mam jednak złą wiadomość: ZPP w dalszym ciągu będzie walczył o wprowadzenie jasnych, sprawiedliwych i równych reguł podatkowych uniemożliwiających agresywną optymalizację. Żadne wezwania do zapłaty milionowych sum nas przed tym nie powstrzymają.

W ocenie zarządu ZPP, próba zastraszenia Związku przez T-Mobile może być związana z zapowiadaną publikacją kolejnej części „Księgi wstydu Ministerstwa Finansów”. Jak deklarują jednak członkowie zarządu: Związek nie da się zastraszyć, a sam raport zostanie niebawem opublikowany.

Rynek reklamy na świecie wzrośnie w 2022 o 9,2%. Większa część tortu będzie należeć do reklamy cyfrowej

Grupa reklamowa dentsu opublikowała Global Ad Spend Forecast. Według badania rynek reklamy na świecie odbija się mocno po regresie z 2020 roku. Średni wzrost w tym roku ma być trzy razy szybszy niż w analogicznym okresie po kryzysie finansowym z 2008 (w 2011 wynosił 3,2%, teraz 9,2%). Wśród rynków, które mają rozwijać się szybciej niż światowa średnia,  są kraje Europy Środkowej i Wschodniej (tzw. CEE).

Łączna kwota, którą reklamodawcy z całego świata przeznaczą na reklamę w 2022, wyniesie wg. Global Ad Spend Forecast 745 miliardów dolarów. To o 117,2 miliarda więcej niż przed wybuchem pandemii.AdSpend 1

Digital większą częścią reklamowego tortu

W 2022 roku aż 55,5% wartości na rynku reklamy (408,4 miliarda dolarów) na całym świecie będzie pochodzić z digitalu. Grupa dentsu przewiduje, że w 2024 roku ta wartość wyniesie nawet 59,4%. Oznacza to zmierzch dominacji bardziej tradycyjnych form reklamy.

W 2022 roku większa część światowego tortu będzie należeć do reklamy cyfrowej – mówi Sławomir Stępniewski, CEO dentsu Polska i CEE. – Dla rynku to moment przełomowy, ponieważ nigdy wcześniej digital nie osiągnął tak dużej przewagi na rynku reklamy. W 2019 roku ta wartość wynosiła 43,2%, jednak jak widzimy, pandemia gwałtownie przyspieszyła ten wzrost. Szacujemy, że za dwa lata jego wartość wzrośnie o 79,2 miliarda dolarów i jeszcze bardziej umocni się pozycja reklamy cyfrowej na świecie.AdSpend 2

Na drugim miejscu, pod względem wartości na rynku reklamy w 2022 roku, znajdzie się reklama telewizyjna – 197,8 miliarda dolarów. Według badania od kilku lat widzimy spadek jej znaczenia względem digitalu. W 2019 roku 32,7% wartości światowego rynku reklamy pochodziło z reklamy telewizyjnej. Do 2024 roku ma to już być 24,9%.

Duży wzrost reklamy kinowej i OOH

W 2022 roku, oprócz digitalu, wystrzelą także rynki reklamy kinowej (wzrost o 23,4%) i zewnętrznej, czyli tzw. Out-of-Home (wzrost o 12,8%). Ten pierwszy znacząco ucierpiał na skutek pandemii i według Global Ad Spend Forecast nie odbuduje swojej pozycji do roku 2024 (wartość reklamy kinowej w 2019 roku wynosił 3,6 miliarda dolarów, a w 2024 ma wynosić jedynie 2,9 miliarda). Przewiduje się, że OOH już w kolejnych dwóch latach odczuje znaczny spadek dynamiki wzrostu (w 2023 roku 2,7%, a w 2024 1,9%).

Jak można było się spodziewać, według dentsu, rynek reklamy prasowej cały czas będzie tracił na znaczeniu. Niewielki wzrost odnotuje natomiast reklama radiowa – wzrost w 2022 roku na poziomie 2%.

Polska i inne kraje rosną w siłę

Do najszybciej rozwijających się rynków reklamy w 2022 będą należeć Indie (wzrost 14,6%), Stany Zjednoczone (14,0%) i kraje CEE (11,4%).

W 2021 nie dało się nie zauważyć wyhamowania rynku reklamy w całym regionie CEE (w 2021 r. wzrost dentsu w CEE 23,1%), nie mniej jednak cały czas rozwija się on szybciej niż przed pandemią (w 2019 r. wzrost 8,4%) – dodaje Stępniewski. – W 2022 roku rynek reklamy w CEE wyniesie 18,6 miliarda dolarów, a wyłączając Rosję, 10,2 miliarda dolarów. Dentsu CEE, które od dwóch lat funkcjonuje jako jeden spójny organizm, ma swój niewątpliwy udział w zwiększeniu wartości rynku reklamy w regionie Central Eastern Europe. Dzięki naszej transformacji budujemy wartość i pomagamy markom i naszym klientom skutecznie wykorzystywać cyfrowy ekosystem oraz mariaż technologii i mediów.

Te branże zainwestują w reklamę najmocniej

W 2022 roku największy wzrost pieniędzy na reklamę będzie zauważalny w branży turystycznej (wzrost o 10,3%), która mocno ucierpiała wskutek utrudnień w podróżowaniu spowodowanych pandemią. Kolejna branża, która zainwestuje w tym roku w reklamę najsilniej to branża automotive (wzrost w 2022 roku o 7,6%). Choć w porównaniu do zeszłego roku zauważamy tu spadek dynamiki (11,5% w 2021) to jednak branża ta widocznie odbudowuje się po ciosie, którym był COVID-19 (w 2020 roku wartość reklamy w branży automotive spadła o 15,9%).

AdSpend 3Najważniejsze reklamowe wydarzenia roku

Dentsu przewiduje, że najbardziej znaczącymi zdarzeniami w 2022 roku, które pozytywnie wpłyną na rynek reklamowy na świecie, będą w pierwszym kwartale Zimowe Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie w Pekinie. Wzrost ma sięgnąć 8,9%. W drugim i trzecim kwartale przewiduje się wzrost o 10,3% i 10,7%. Za sprawą Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Katarze w czwartym kwartale 2022 r. dentsu przewiduje wzrost na rynku o 9,2%.

W 2022 r. czeka nas wyhamowanie na rynku kredytów i pożyczek w Polsce

W 2021 r. Polacy zaciągnęli więcej kredytów i pożyczek niż przed rokiem, a spłacają je lepiej niż kiedykolwiek. Akcja kredytowa w 2021 r. osiągnęła łączną wartość na poziomie 187,6 mld zł i była wyższa o 33% niż w 2020 r. Przybywało kredytów udzielanych na wysokie kwoty we wszystkich produktach kredytowych. Historycznie rekordowe wyniki odnotowały kredyty mieszkaniowe, zaciągnięto ich na kwotę 88,7 mld zł – 40,1% r/r. Wzrosło zadłużenie z tytułu kredytów konsumpcyjnych: o 29,1% kredytów gotówkowych i 21,4% ratalnych. O 56,2% urosła wartość przyznanych pożyczek pozabankowych.

BIK prognozuje, że w roku 2022 nie należy oczekiwać powtórzenia tak optymistycznego scenariusza, jak w 2021 r. Prezes Zarządu BIK, dr Mariusz Cholewa wskazuje możliwe przyczyny wyhamowania tempa wzrostu rynku kredytów i pożyczek w Polsce.

Rok 2021 był bardzo dynamiczny na rynku kredytów i pożyczek w Polsce. Pomimo nieustępującej sytuacji pandemicznej, realizował się optymistyczny scenariusz aktywności na rynku finansowym.

W całym 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów mieszkaniowych na kwotę 88,69 mld zł (+40,1%), kredytów ratalnych na kwotę 18,03 mld zł (+21,4%) oraz na kwotę 66,64 mld zł (+29,1%) kredytów gotówkowych. Firmy pożyczkowe zamknęły 2021 r. wartością udzielonych pożyczek na kwotę 7,20 mld zł (+56,2%).

Przybywało kredytów udzielanych na wysokie wartości. To zjawisko jest cechą charakterystyczną dla całego 2021 r. i dotyczyło wszystkich rodzajów kredytów.

Łączne zadłużenie gospodarstw domowych na koniec 2021 r. z tytułu wszystkich produktów kredytowych, limitów i pożyczek pozabankowych wyniosło 739,7 mld zł. Na wzrost portfela kredytowego znaczący wpływ miały kredyty mieszkaniowe, które wyraźnie dominują w strukturze, osiągając ponad 70% wartości całego portfela.

– Na wartość akcji kredytowej w kredytach hipotecznych w 2021 r. wpływ miały dwa kluczowe czynniki. Pierwszym z nich był niewątpliwie wysoki popyt ze strony kredytobiorców, wynikający ze sprzyjających warunków makroekonomicznych. Utrzymujące się od maja 2020 r. stopy procentowe na poziomie 0,1%, zachęcały Polaków do zaciągania kredytów. Koszty kredytu były niskie, zaś zdolność kredytowa potencjalnych kredytobiorców wysoka. Pozwalało to na zaciąganie zobowiązań długoterminowych na wysokie kwoty. Zobowiązania kredytowe na wartość ponad 500 tys. zł stanowiły w 2021 r. ponad 28% całej akcji kredytowej w hipotekach, a ich roczna dynamika była najwyższa i wyniosła 87,8%. Drugi czynnik to, wzrost o 14% r/r średniej kwoty udzielanego kredytu mieszkaniowego. Widać tu bezpośrednią korelację z szybującymi w górę cenami na rynku nieruchomości – wyjaśnia dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu BIK.
Sprzedaż 2021 kredytyportfel kredytowy 2021

Jakość portfela kredytowego już od kilku lat utrzymuje się na bezpiecznym poziomie szkodowości. Comiesięczne odczyty BIK Indeksu Jakości potwierdzają, że poziom szkodowości jest najniższy w historii w kredytach ratalnych i gotówkowych, a w kredytach mieszkaniowych prawie najniższy.

– W 2021 r. Polacy spłacali swoje zobowiązania lepiej niż kiedykolwiek. W ubiegły rok wchodziliśmy z dużym niepokojem z uwagi na wątpliwość, jak zachowają się kredyty objęte w 2020 r. moratoriami kredytowymi po ich zakończeniu. Rzeczywistość okazała się dużo lepsza niż potencjalne obawy z początku roku. Poziom jakości monitorujemy wykorzystując nasze Indeksy Jakości, które pełnią funkcję systemu wczesnego ostrzegania. W przypadku większości produktów kredytowych, jakość wręcz poprawiła się w porównaniu z poprzednimi latami. Do poprawy jakości portfela kredytowego przyczyniło się m.in. złagodzenie skutków ekonomicznych pandemii poprzez stymulację fiskalną oraz, że w pandemii banki udzielały kredyty klientom o wyższej wiarygodności – podsumowuje prezes BIK.

Zagrożenia dla rynku kredytowego na 2022 rok

Jak wynika z badania zrealizowanego dla BIK 18 stycznia 2022 r., blisko połowa (48%) ogółu Polaków obawia się, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy ich sytuacja finansowa ulegnie pogorszeniu.

Obawy te u 80% badanych związane są ze wzrostem stałych kosztów utrzymania, opłat za gaz, prąd, wodę. Są to również główne obawy osób posiadających kredyty mieszkaniowe, co przyznało 70% badanych.

Te nastroje społeczne pogłębia fakt zapowiadanych kolejnych podwyżek stóp procentowych. Dla 64% Polaków, spłacających kredyt mieszkaniowy, to istotne źródło obaw.

BIK wskazuje, że największym zagrożeniem dla jakości spłacanych kredytów, będzie wzrost oprocentowania kredytów w wyniku kolejnych podwyżek stóp procentowych. Obecnie przy stopie referencyjnej NBP 2,25%, przy średnim kredycie hipotecznym na 311 tys. zł miesięczna rata wzrosła o 347 zł w stosunku do okresu, w którym stopy procentowe były najniższe w historii. Jeśli stopy procentowe wzrosną do poziomu 4,5%, rata podwyższy się o kolejne 409 zł.

– To, co wpłynie na terminowość spłaty kredytów w 2022 r., to posiadany przez gospodarstwa domowe bufor, będący różnicą pomiędzy dochodami a kosztami utrzymania oraz kosztami obsługi zadłużenia. Kredytobiorcy, którzy na moment zaciągania kredytów, bufor ten miały na niskim poziomie, będą najbardziej narażone na trudności w terminowej obsłudze zadłużenia.

– Uwzględniając rosnące koszty związane z utrzymaniem gospodarstwa domowego, dla osób które już dzisiaj mają wysoki poziom wskaźnika DtI, ilustrującego relację miesięcznego obciążenia z tytułu spłat zobowiązań finansowych i dochodów rozporządzalnych, terminowa obsługa posiadanych zobowiązań kredytowych może już stanowić trudność. Szczególnie, gdy oprocentowanie kredytów wzrośnie, a uzyskiwane dochody nie zrównoważą tego efektu – tłumaczy prezes Cholewa.

Co przyniesie rok 2022?

Perspektywy dla rynku kredytowego w 2022 r. są mocno skorelowane z czynnikami niepewności odnośnie przyszłej sytuacji gospodarczej, pandemicznej i fiskalnej. Czynniki te w sposób zróżnicowany wpłyną na poszczególne produkty kredytowe. Wniosek jest jeden: dynamika akcji kredytowej w 2022 r. w porównaniu do roku 2021 r. będzie zróżnicowana w zależności od rodzaju kredytu.

– W wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych przewidujemy w 2022 r. spadek r/r o 9,8% w porównaniu do roku 2021. Sprzedaż kredytów hipotecznych szacujemy nadal na wysokim poziomie sięgającym 80,0 mld zł, wyższym niż przed pandemią oraz wyższym niż w okresie ostatniego boomu mieszkaniowego w latach 2005-2008 – zapowiada prezes BIK.

Umiarkowane wzrosty BIK szacuje w kredytach ratalnych, natomiast w kredytach gotówkowych zapowiada lekkie wzrosty i powrót do poziomów sprzed pandemii.

– Niewielki wzrost o 3,6% szacujemy w kredytach gotówkowych, których wartość osiągnie 69,0 mld zł, powracając do odczytów sprzed pandemii. W kredytach ratalnych przyjmujemy wzrost na poziomie 5,6% , co przekłada się na 19,0 mld zł nowej akcji kredytowej w tym segmencie i kontynuacje trendu wzrostowego – dodaje.

Zwolnienie tempa w kredytach mieszkaniowych

W roku 2022 BIK nie przewiduje pobijania kolejnych rekordów w wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych. Wpływ na to będzie miało kilka czynników.

Podnoszone stopy procentowe osłabią zdolność kredytową osób ubiegających się o finansowanie w bankach. Niewiadomą jest także zakres i skala obciążenia gospodarstw domowych, w wyniku rosnących kosztów związanych z wysoką inflacją.

Inny negatywny czynnik wpływający na dochody gospodarstw domowych wynikać może ze zmian w systemie podatkowym. Część lepiej zarabiających podatników straci na zmianach podatkowych, co ograniczy ich zdolność kredytową.

Prawdopodobna stabilizacja cen na rynku nieruchomości wpłynie na niższą dynamikę wzrostu przeciętnie zaciąganego kredytu mieszkaniowego.

– Już od kwietnia 2021 r. obserwujemy systematyczny spadek liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. Zjawisko to może się jeszcze pogłębić w 2022 r. w wyniku podwyżek stóp procentowych, wzrostu kosztów utrzymania i ewentualnego braku zrównoważenia tych negatywnych aspektów wzrostem dochodów rozporządzalnych gospodarstwa domowego. Ponadto, w przypadku stabilizacji lub spadku cen na rynku nieruchomości, średnia wartość wnioskowanego kredytu przestanie dynamicznie rosnąć. Wartość akcji kredytowej jest bezpośrednio uzależniona od liczby udzielonych kredytów i wartości przyznanego kredytu. Jeśli będzie mniej wnioskujących, a średnia kwota kredytu stabilna, to akcja kredytowa osłabi się – podsumowuje dr Mariusz Cholewa.

Rok 2022 kluczowy dla energetyki – bez szybkich zmian transformacja nie będzie możliwa

40-procentowy wzrost cen prądu wzbudził obawy wśród konsumentów oraz firm. Niestety, szybkiego powrotu do taniej energii prawdopodobnie nie będzie. Jak wskazują eksperci Eaton, najpierw potrzebna jest głęboka reforma systemu energetycznego w kierunku inteligentnych i rozproszonych mikrosieci. Przyjmowane dotąd rezolucje były zbyt słabe, aby zainicjować potrzebne zmiany. W 2022 roku potrzebne będzie znaczne przyspieszenie regulacji, zarówno na poziomie unijnym, jak i regionalnym.

Koniec z łatwym dostępem do energii?

Na początku miejsce produkcji energii elektrycznej było ściśle związane z miejscem jej konsumpcji, np. koła wodne zapewniały moc fabrykom. W XX wieku, gdy energia zaczęła być produkowana centralnie z węgla, ropy naftowej i gazu, dostęp do niej stał się dużo łatwiejszy. Ten model musi się jednak zmienić, aby możliwa była transformacja energetyczna. W 2022 roku ponownie kluczowa staje się decentralizacja systemu energetycznego i wytwarzanie mocy w miejscu jej zużywania.

Mikrosieci przyszłością energetyki

Starzenie się sprzętu, brak inwestycji w infrastrukturę, niezdolność do nadążania za popytem, ryzyko blackoutu – to tylko niektóre problemy, z jakimi borykają się systemy energetyczne. Coraz więcej gmin, przedsiębiorstw użyteczności publicznej czy wspólnot mieszkaniowych będzie więc zwracało się ku mikrosieciom. To samodzielne systemy elektryczne, na które składa się wiele mniejszych źródeł wytwarzania mocy (np. ze słońca czy wiatru), a także inteligentnych czujników. Urządzenia montowane w akumulatorach czy generatorach energii w czasie rzeczywistym mierzą m.in. zużycie mocy oraz zarządzają jej wykorzystywaniem. Pozwala to nie tylko zmniejszać koszty energii, ale też zachować niezależność od paliw kopalnych i centralnej sieci energetycznej.

Użytkownicy i firmy szukają samowystarczalności energetycznej. Aby poradzić sobie z wahaniami cen prądu czy widmem blackoutu, potrzebne jest produkowanie energii na miejscu jej konsumpcji, magazynowanie jej i inteligentne wykorzystywanie, gdy jest potrzebna, w ramach niezależnej sieci. Firmy mogą na przykład lokalnie przechwytywać powstające w wyniku procesów produkcyjnych ciepło albo wykorzystywać parę wodną do ogrzewania pomieszczeń, chłodzenia czy procesów produkcji – wskazuje Mariusz Hudyga, product manager w firmie Eaton.

Era prosumentów wymusza duże zmiany

Dotychczas przepływ energii w sieci był jednokierunkowy: z niewielu miejsc jej produkcji do wielu miejsc konsumpcji. W erze milionów rozproszonych prosumentów, którzy produkują energię z wiatru i słońca, będziemy musieli polegać na sztucznej inteligencji. Dane zbierane przez czujniki „za licznikiem” nie były dotąd dostępne do analizy dla tradycyjnych sieci energetycznych. Odpowiednio wykorzystane informacje o zużyciu i magazynowaniu energii zwiększą zdolność systemu do reagowania na zmieniający się popyt oraz produkcję mocy z zielonych źródeł. Zmiany powinny jednak następować znacznie bardziej dynamicznie niż dotąd.

Rezultaty konferencji klimatycznej COP26 pokazały trudności związane z transformacją energetyczną. Mimo dużej presji na porozumienie w sprawie redukcji emisji i głośno wyrażanego optymizmu, pojawiły się opinie, że przyjęte rezolucje były zbyt słabe, aby przynieść znaczące zmiany i ułatwić rozwój inteligentnych sieci.

Przekucie woli politycznej i poparcia społecznego w konkretne rezultaty będzie wymagało coraz większego wysiłku oraz intensyfikacji działań na regionalnym i lokalnym poziomie. Decyzje muszą podjąć miliony zainteresowanych stron od międzynarodowych dostawców energii po indywidualnych konsumentów. Dlatego tak szybko, jak to możliwe, potrzebne są jasne regulacje dotyczące integracji mikrosieci oraz inteligentnych czujników. Rok 2022 będzie kluczowy w budowaniu niezawodnej, bezpiecznej i nowoczesnej sieci energetycznej. Jeśli proces ten nie zostanie uruchomiony teraz, transformacja energetyczna może utknąć w miejscu na długie lata – podsumowuje Mariusz Hudyga.

FPP: Pracodawcy chcą chronić pracowników. Dlaczego rząd każe im iść do sądu?

Pracodawcy powinni mieć możliwość sprawowania rzeczywistej kontroli nad ryzykiem wystąpienia COVID-19 w zakładzie pracy, gdyż odpowiadają za stan bezpieczeństwa i higieny pracy. Ponoszą wszelkie ryzyka związane z pracą – gospodarcze, socjalne, osobowe. Zatem powinni mieć narzędzia do wypełniania podstawowego obowiązku w zakresie bhp, zgodnie z art. 207 Kodeksu pracy, jak również zmniejszania ryzyka, które mogą ostatecznie prowadzić do negatywnych skutków (np. ograniczanie działalności i likwidacja miejsc pracy).

Zatem, żeby zmniejszyć ryzyko zakażenia koronawirusem w miejscu pracy, pracodawcy powinni móc weryfikować status zdrowotny pracowników oraz osób związanych stosunkiem cywilnoprawnym. Natomiast nie do przyjęcia jest propozycja, aby pracodawcy musieli występować z roszczeniami do sądu przeciwko tym pracownikom, którzy są niezaszczepieni i spowodowali wzrost zachorowalności w zakładzie pracy – wśród współpracowników i osób trzecich.

Taki kierunek rozwiązań przeczy fundamentalnym zasadom, na których opiera się prawo pracy. Czy tego rodzaju zamysł ma przerzucać całkowitą odpowiedzialność na pracownika? Absolutnie nie można się z tym zgodzić. Pracodawca jest podmiotem nadrzędnym w relacji z pracownikiem – ma chronić jego życie i zdrowie korzystając z odpowiednich, adekwatnych do różnych sytuacji (w tym pandemii) instrumentów. Występowanie z pozwami przeciwko pracownikom nie jest społecznie oczekiwanym kierunkiem rozwiązania problemu. To droga do eskalacji konfliktów w stosunkach pracy. Należy szukać skutecznych i dobrych dla obu stron zatrudnienia rozwiązań. Zadaniem państwa jest wspierać pracodawców i pracowników w tym, aby miejsca pracy były bezpieczne – a nie przerzucanie na jedną albo drugą stronę odpowiedzialności za sytuację, jaka nastąpiła w kraju i wpływa między innymi na sferę pracy.

Wśród rozwiązań, które należy popierać, jest między innymi: powszechne nieodpłatne testowanie w kierunku SARS-CoV-2, paszport covidowy, wprowadzenie ułatwień organizacyjnych w miejscu pracy (praca zdalna, kierowanie do innej pracy, na urlop, niedopuszczenie do pracy). Należy ułatwiać funkcjonowanie tym pracodawcom, którzy będą mieć w swoich szeregach wyłącznie osoby zaszczepione, ozdrowieńców lub osoby posiadające negatywny wynik testu (np. niepodleganie  ograniczeniom wprowadzanym w związku ze stanem epidemii).

Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert prawa pracy, Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP)

Efekt jojo na rynku

Ostatnie dni pokazują, że rynki zachowują się podobnie jak nasze nieudane postanowienia noworoczne i podlegają efektowi jojo. Chwila spokoju wystarczyła, by inwestorzy zapomnieli o ryzykach na Wschodzie i zaczęły się korekty.

Korekta na rynkach?

Sytuacja na rynku jest mocno skomplikowana. Z jednej strony ceny wielu aktywów w ostatnich dniach gwałtownie spadły. Mowa tutaj zarówno o niektórych walutach, w tym polskim złotym, jak również o giełdach. Z drugiej strony mamy potężny element ryzyk, który powoduje, że możemy znowu wrócić do spadków. W rezultacie, jeżeli tylko sytuacja na Wschodzie się uspokaja, to inwestorzy próbują złapać potencjalne zyski na odbiciach korekcyjnych. Z drugiej strony pytanie, jak długo takie odbicie może trwać. Im wyżej odbija się rynek, tym bardziej inwestorzy patrzą na moment do realizacji zysków. Pozostaje też kwestia, ilu z nich będzie chciało trzymać pozycję otwartą przez weekend. To może spowodować, że szybko wrócimy do przecen.

Niespodzianka na Węgrzech

Wczoraj na posiedzeniu Banku Węgier niespodziewanie doszło do podwyżki stóp procentowych o 0,5%. Analitycy spodziewali się wzrostu o zaledwie 0,3%. W rezultacie główna stopa procentowa wynosi 2,9%. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. W rezultacie pomimo ryzyk na Wschodzie Europy wczorajszy dzień był udany dla forinta. Z drugiej strony osłabianie forinta zaczęło się kilka dni wcześniej niż polskiego złotego, zatem wczorajszy ruch był tylko korektą tych osłabień. Co ciekawe, na Węgrzech podjęto decyzje o czasowym zamrożeniu wysokości rat kredytowych. Ruch ten zatem zmniejsza wpływ podwyżek stóp procentowych, gdyż z rynku znika mniej pieniędzy.

Co zrobią Amerykanie?

Dzisiejszy dzień to głównie oczekiwanie na decyzję Wielkiego Brata za oceanem. Teoretycznie na dzisiejszym posiedzeniu powinniśmy dowiedzieć się tylko o zmniejszeniu programu skupu aktywów. Z drugiej strony większość analityków będzie słuchać głównie komunikatu po posiedzeniu. To z niego powinniśmy dowiedzieć się, czy informacje o przyspieszeniu podwyżek stóp procentowych są uzasadnione. Jeżeli do tego dojdzie, powinniśmy spodziewać się nagłego umacniania się dolara. Z drugiej strony Rezerwa Federalna w ostatnim czasie dba bardziej o rynki finansowe, niż walczy z inflacją, co sugeruje, że wcale nie musi się dzisiaj wydarzyć nic ważnego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych,
20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

GfK: Grudzień pod znakiem kontynuacji spadku nastrojów konsumenckich Polaków

Grudzień 2021 r. przyniósł w Polsce istotne pogłębienie spadku nastrojów konsumenckich. Najsłabsze wyniki odnotowano w grupie najstarszych osób. Wśród kobiet średni wskaźnik nastrojów jest znacznie niższy, niż w przypadku mężczyzn.barometr nastrojów GFK

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w grudniu -10,5 i spadł o 1,3 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca.

Dla porównania na początku roku 2021 r. – w styczniu – wskaźnik znajdował się na poziomie -15,1, następnie wspinał się do września, kiedy osiągnął poziom -4, by znów zacząć spadać. W konsekwencji, koniec roku przyniósł powrót do negatywnych nastrojów i tym razem mają one twarde podłoże ekonomiczne, a nie jak dotychczas – pandemiczne.

W grudniu ub. r. największy spadek w relacji do miesiąca poprzedzającego odnotowano wśród osób, które przekroczyły 60 lat. I właśnie w tej kategorii nastroje są obecnie najniższe (wskaźnik wynosi -23,3). Najlepsze nastroje utrzymują się zaś w grupie osób między 23, a 29 rokiem życia. W przypadku podziału na płeć, zauważalnie gorsze nastroje konsumenckie dotyczą kategorii kobiet (-13,1), co jest wynikiem o ponad 5 p.p. niższym niż w przypadku mężczyzn.

Gdy wszystko wskazywało na to, że oswajamy się z pandemią i po roku życia w nowej rzeczywistości nastroje zaczęły piąć się w górę, do konsumentów znów trafiły twarde gospodarcze komunikaty. Mowa o rosnącej inflacji, która przestała już być komunikowana jako przejściowy problem, wyższych cenach na półkach sklepowych, budzących niepokój rachunkach za prąd i gaz oraz rosnących cenach paliw. Nic dziwnego że w takich warunkach konsument zaczyna się martwić. Zdecydowanie złym sygnałem jest także wyraźne pogorszenie się skłonności do zakupów – oznacza to powrót do oszczędzania, coraz częstszego korzystania z promocji i niskich cen, a także ograniczania konsumpcji mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

W listopadzie kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:

  • nastąpiło pogorszenie ocen bieżącej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – składowa spadła o 3,1 p.p., z poziomu -7,5 do -10,6.
  • nastąpiło niewielka poprawa ocen przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – składowa wzrosła o 0,8 p.p., z poziomu -13,3 do -12,5;
  • nastąpiła niewielka poprawa przyszłej sytuacji gospodarczej kraju – składowa wzrosła o 2,5 p.p., z poziomu -38,3 do -35,8;
  • nastąpił spadek skłonności do zakupów – składowa spadła o 5 p.p., z poziomu 22,1 do 17,1.

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 5-10 listopada w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

W oczekiwaniu na dzisiejsze posiedzenie FOMC

Dzisiejszy dzień przebiegać będzie zapewne na rynkach pod znakiem oczekiwania na wyniki posiedzenia FOMC w USA. Zgodnie z dominującymi opiniami pomimo najwyższej od 40 lat rocznej dynamiki CPI (+7 proc.) zanotowanej w grudniu FED zdecyduje się na pierwszą podwyżkę wysokości podstawowych stóp procentowych dopiero w marcu, kiedy to równocześnie zakończy się operacja „druku pieniądza” rozpoczęta w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie 2020 roku jako reakcja na ówczesną covidową depresję gospodarczą. Obecny konsensu zakłada 4 podwyżki o ćwierć punktu procentowego w tym roku, ale pojawiają się opinie, że FED w marcu może zdecydować się na większą skalę pierwszej podwyżki.

Do końca stycznia zostały jeszcze 4 sesje, więc to się może jeszcze oczywiście zmienić, ale na razie Nasdaq Composite zmierza ku ustanowieniu swego historycznego rekordu skali spadku w styczniu. Od końca grudnia indeks stracił już 13,46 proc. Poprzedni rekord w tej kategorii ustanowiony został w styczniu 2008 (-9,89 proc.). Od tamtej pory był tylko jeden miesiąc, który zakończył się większym spadkiem indeksu: październik 2008 (-17,35 proc.). Wśród ważniejszych indeksów giełdowych na świecie, większy niż Nasdaq Composite obecnie spadek od końca poprzedniego roku notują rosyjski RTS (-17,5 proc.) oraz niemiecki TecDAX (-14,41).

Ostatnia fala wyprzedaży akcji nie jest jednak wszędzie tak silna. Na plusach w tym roku są ciągle główne indeksy w takich krajach jak Singapur, Hong Kong, Filipiny i Indonezja w Azji, Turcja, Grecja i Węgry w Europie czy Brazylia, Chile i Argentyna w Amerykach.

Znacznie lepiej na początku tego roku radziły sobie rynki surowców: CRB Index był wczoraj o +7,06 proc. wyżej niż pod koniec roku. Duża w tym zasługa surowców energetycznych: kontrakty na węgiel w Rotterdanie podrożały w tym roku już o 56 proc., a amerykańska ropa (WTI) o +14,2 proc. Oczywiście prowadzone przez Rosję u granic Ukrainy gry wojenne raczej sprzyjają utrzymywaniu się cen tych surowców na wysokich poziomach, co tym bardziej pogłębia obecny problem z inflacją.

Według wiceministra zdrowia dziś padł w naszym kraju rekord dziennej liczby wykrytych zakażeń SARS-CoV-2 (po raz pierwszy powyżej 50 tysięcy). Można to porównać do rekordowych 501 tysięcy nowych przypadków zanotowanych wczoraj we Francji (467 zgonów – najwięcej od kwietnia ub.r.).

Dziś rano w rejonie Azji i Pacyfiku lekko przeważały niezbyt silne wzrosty, ale japoński Nikkei 225 ustanowił swe roczne minimum tracąc 0,44 proc. Europa otworzyła się na zielono (niemiecki DAX-30 rósł w pół godziny po otwarciu o +1,2 proc., podobnie jak WIG-20.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Ciężkie czasy dla branży transportowej

Nie da się ukryć, że ostatnie czasy nie są najlepsze dla branży transportowej. Pandemia, znaczące braki pracowników, wprowadzenie Pakietu Mobilności, problemy z łańcuchem dostaw i… rosnące zadłużenia. To wszystko sprawiło, że branża znalazła się na zakręcie, a nastroje osób z nią związanych są dalekie od optymizmu – pisze Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Według badań Bibby MSP Index sprawdzających nastroje polskich przedsiębiorców, w październiku 2021 r. sub-indeks dla branży transportowej zmniejszył się aż o 7,5 pkt w porównaniu z badaniem przeprowadzonym wiosną tego samego roku. Obecnie utrzymuje się na wartości będącej granicy kryzysu – 50,2 pkt.[1] Ten wzrost niepokojów w branży jest spowodowany wieloma czynnikami.

Rosnące obawy…

Co sprawiło, że obawy w branży transportowej w ostatnim czasie tak bardzo się nasiliły? Nie trudno ukryć, że wiele z nich związanych jest z Pakietem Mobilności, a konkretnie ze znaczącym wzrostem kosztów prowadzenia biznesu – te zmiany mogą kosztować polskich przewoźników nawet 14 mld zł rocznie[2]. Co więcej, pomimo wzrostu płac dla zawodowych kierowców, związanych z nowymi stawkami godzinowymi ich niedobór nie zostanie zredukowany a wręcz przeciwnie – nadal będzie wzrastać. Nie zapominajmy, że koszty uzyskania uprawnień do prowadzenia samochodów ciężarowych wynoszą ok. 10 tys. zł, a to przecież nie wszystko, trzeba również opłacić badania, czy kursy dające dodatkowe  uprawnienia. Ogólnie rzecz ujmując, przepisy związane z Pakietem Mobilności zawierają wiele niewiadomych, a także nakładają na branżę TSL nowe obowiązki. Jednak kłopoty finansowe sięgają znacznie dalej. Obecnie wymagany jest rozwój technologiczny, a to pochłania pieniądze, których będzie ubywać. Stanu rzeczy nie poprawia inflacja, z której wzrostem wiążą się wyższe ceny paliw i stopy procentowe. Jeśli dodamy do tego problemy z niedoborem kierowców i znaczącą konkurencję na rynku mamy gotowe źródło, a właściwie liczne źródła, pogorszenia nastrojów w branży. Według raportu Bibby MSP Index do tych źródeł możemy zaleczyć również gorsze prognozy dotyczące sprzedaży oraz przewidywany spadek zatrudnienia w najbliższym czasie. Pojawiają się głosy, że sytuację finansową branży może poprawić planowana przez rząd obniżka VAT. Zgodnie z Tarczą Antyinflacyjną 2.0 od 1 lutego ma nastąpić obniżka podatku VAT za paliwo z 23% do 8%. Niestety, nawet jeśli ten pomysł wejdzie w życie, to koszty transportu nie zmniejszą się w żadnym stopniu. W praktyce obniżka ta oznacza jedynie ulgę dla odbiorców detalicznych, natomiast dla przedsiębiorców jest ona neutralna i nie daje żadnych korzyści, a różnica w cenie paliwa znajdzie się w urzędzie skarbowym. Także zmiana VAT za paliwo nie pomoże rozwiązać żadnych problemów. Ponadto przedstawiciele branży transportowej i magazynowej nadal odczuwają także negatywne skutki pandemii koronawirusa, które w wielu przypadkach znacząco zaszkodziły ich przedsiębiorstwom. W tym wszystkim nie zapominajmy o jeszcze jednym, wręcz głównym problemie całej branży TSL – stale rosnącym zadłużeniu.

…i rosnące zadłużenie

Pomimo zwiększonego zapotrzebowania na usługi branży transportowej zadłużenie firm z tego sektora od lat sukcesywnie wzrasta, a największy skok został odnotowany w czasach pandemicznych. Według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej od początku pandemii do końca 2021 roku  wzrosło ono prawie o 27 proc., osiągając zawrotną sumę  1,24 mld zł [3]. W tym czasie powiększyła się również liczba dłużników i obecnie wynosi ona 23,5 tys. podmiotów. Komu branża TSL jest winna te wszystkie pieniądze? Według raportu KRS, największym wierzycielem firm z branży transportowej są instytucje finansowe, które łącznie mają do odzyskania 400 mln zł. Kolejne miejsca na tej liście zajmują firmy leasingowe i faktoringowe  (264,2 mln zł), firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne (234 mln zł), a także koncerny paliwowe (116,5 mln zł). Wewnątrz branży tsl największa część tych zaległości finansowych  przypada przewoźnikom drogowym, dokładnie 1,1 mld zł długu. Dlaczego te sumy są tak duże? Pamiętajmy, że znaczącym problemem i niestety również poniekąd cechą tego biznesu, są duże zatory płatnicze. Utrzymanie firmy, całej załogi i floty to kosztowne kwestie. Należy również mieć na uwadze konkurencję oraz konieczność rozwoju technologicznego – aby utrzymać się na rynku, trzeba podjąć duże zobowiązania finansowe. Branże charakteryzują także długie, kilkutygodniowe bądź kilkumiesięczne terminy płatności – żeby normalnie funkcjonować w czasie oczekiwania na zapłatę od kontrahenta, często trzeba zaciągnąć kolejne zobowiązania. Nie trudno nie zauważyć, że to samonapędzająca się machina. Dodając koszty poboczne i nieustannie zmieniające się regulacje prawne mamy odpowiedź skąd wziął się ten zatrważający dług.

Wielowymiarowe konsekwencje

Branża transportowa to zdecydowanie jedna z najważniejszych gałęzi gospodarki a jej kondycja ma strategiczne znaczenie dla rozwoju ekonomicznego całego rynku. Dlatego jej problemy mogą znacząco odbić się na wielu innych sektorach gospodarki. Blisko 90% przewożonych przez polskich przewoźników ładunków przypada na samochody ciężarowe i pomimo nieustannie rosnącej liczby przewozów, branża transportowa boryka się problemami, które skutecznie hamują jej rozwój. Wśród największych z nich w przytaczanym powyżej  raporcie KRS wymieniono m.in.: niską rentowność, restrykcyjne przepisy, drogie naprawy, czy wysokie koszty zatrudnienia i niedobór wykwalifikowanej kadry. Branży transportowej, w przypadku finansowania zewnętrznego, najbardziej potrzebne jest wsparcie płynności finansowej. Tkwimy w wielkiej pętli długów – zadłużone u branży TSL przedsiębiorstwa często wykorzystują, jak mogą długie terminy płac, a zdarzają się również przypadki, kiedy i tak spóźniają się z regulacjami finansowymi, bądź… nie płacą wcale. Sytuacja jest trudna, nastroje w branży również się pogarszają w związku z nadchodzącymi zmianami i lękiem przed jeszcze mniejszą płynnością finansową. W tej sytuacji nieustannie rosnące koszty działalności i potrzeba kolejnych inwestycji, to wydatek, które mniejsze przedsiębiorstwa mogą nie udźwignąć bez zewnętrznego finansowania.

Niepewna przyszłość

Widmo nadchodzących zmian i narastającego długu oznacza konieczność działania, zanim sprawy zajdą zbyt daleko. Co jest w tej sytuacji najważniejsze? Przede wszystkim uzyskanie należności od zadłużonych u branży TSL kontrahentów. Inflacja i ogólnie pogarszająca się sytuacja finansowa wielu różnych przedsiębiorstw może napędzać nieetyczne zachowania. Okres przedawnienia roszczeń transportowych wynosi 12 miesięcy i zdarza się, że  przewoźnicy zaczynają odzyskiwać należności dopiero wtedy, kiedy ten okres się kończy. Kontrahenci celowo wstrzymują płatności, co prowadzi do częściowego przedawnienia się długów, zanim uda się  uruchomić proces windykacji. Przedawnienie roszczenia oczywiście  nie blokuje drogi do odzyskania pieniędzy, jednak zdecydowanie ją utrudnia i co gorsza, pociąga za sobą kolejne nakłady finansowe. Jaka jest na to rada? Tylko zmiana regulacji prawnych umożliwiająca branży transportowej szybkie działanie w podobnych sytuacjach. Nie da się ukryć, że obecne położenie branży TSL jest trudne i niestety znacząco odbije się w niedalekiej przyszłości zarówno na niej, jak i zależnych od jej funkcjonowania sektorach gospodarki.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1] https://www.bibbyfinancialservices.pl/o-nas/wiedza-i-aktualnosci/badania-i-raporty/2021/bibby-msp-index-pazdziernik-2021

[2] https://tlp.org.pl/debata-tlp-pakiet-mobilnosci-unijne-i-krajowe-zmiany-beda-kosztowac-przewoznikow-30-mld-zl-rocznie/

[3] https://krd.pl/centrum-prasowe/raporty/2021/obciazenie-ponad-norme-czyli-sytuacja-finansowa-w-branzy-tsl

Wdrażanie elementów GOZ do krajowych przepisów prawnych – podsumowanie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego

Wdrożenie elementów gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ) do krajowych przepisów prawnych –  Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta (ROP) i unijna Dyrektywa SUP (ang. Single Use Plastics) – i wpływ zmian regulacyjnych na polski przemysł chemiczny były przedmiotem drugiego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego, które odbyło się 24 stycznia br. w formule online.

Polska Chemia[1] stanowi jeden z podstawowych elementów PKB. To sektor ściśle powiązany z innymi gałęziami gospodarki, które bez branży chemicznej, jej wyrobów, procesów, produktów nie byłyby w stanie funkcjonować. Na działanie polskiego przemysłu chemicznego wpływa wiele rozmaitych regulacji – ich wdrażanie wiąże się z licznymi wyzwaniami. Rozmawiamy o modelu gospodarki obiegu zamkniętego, który finalnie będzie dotyczyć nas wszystkich, również jako konsumentów. GOZ wymusza przemodelowanie przedsiębiorstw i strategii ich funkcjonowania, a jednocześnie jest jednym z wielu elementów wspierających koncepcję Europejskiego Zielonego Ładu i dążenia do neutralności klimatycznej Europy. To z idei GOZ wywodzi się szereg regulacji – w tym ROP (Rozszerzona Odpowiedzialność Producentów) i unijna dyrektywa Single Use Plastics (SUP) – z wdrożeniem których do krajowych przepisów prawnych Polska Chemia będzie musiała się zmierzyć – podkreślił podczas wstępu do spotkania dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Po krótkim wprowadzeniu Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego, poseł Stanisław Bukowiec, przekazał głos ekspertkom Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPC), które przedstawiły temat w ramach przygotowanej prezentacji. Dr inż. Anna Zalewska, Senior Ekspert, Pion Rzecznictwa i Legislacji w PIPC opowiedziała o kluczowych założeniach GOZ, wskazując, że z jednej strony jest to efektywne gospodarowanie zasobami, a z drugiej – nowy model gospodarczy zakładający rozwiązania efektywne ekonomicznie i ekologicznie. Następnie Klaudia Kleps, Koordynator Pionu Rzecznictwa i Legislacji, Senior Ekspert w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego, podkreśliła zasadnicze znaczenie wsparcia administracji oraz kluczową rolę przewidywalnego i stabilnego prawa w zakresie regulacji dotyczących gospodarki cyrkularnej.

Wywodzące się z idei GOZ unijne dokumenty: Strategia UE ds. tworzyw sztucznych oraz Unijny pakiet odpadowy znajdują odzwierciedlenie w regulacjach pod postacią wspólnotowej Dyrektywy SUP (ang. Single Use Plactics, tzw. „dyrektywa plastikowa”) oraz Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). Jak wskazały ekspertki PIPC, obecny projekt dotyczący wdrażania założeń SUP do przepisów

krajowych budzi wiele wątpliwości co do zgodności z zapisami europejskiej dyrektywy, zaś
w kwestii implementacji przepisów ROP niezbędne jest opracowanie spójnego, ogólnopolskiego systemu umożliwiającego efektywne gospodarowanie odpadami.

W dalszej części wystąpienia PIPC zaprezentowała postulaty branży chemicznej związane
z wprowadzeniem do krajowych regulacji zapisów dotyczących ROP i Dyrektywy SUP:

  • ROP powinien być zestawem działań zmierzających do realizacji celów środowiskowych, gospodarki obiegu zamkniętego, a nie wyłącznie celów finansowych;
  • pilne opracowanie spójnego, ogólnopolskiego systemu umożliwiającego efektywne gospodarowanie odpadami;
  • wprowadzenie ujednoliconych definicji porządkujących rynek i jasno wskazujących zakresy odpowiedzialności poszczególnych uczestników rynku;
  • pogłębiony dialog z przedsiębiorstwami kluczowych sektorów (takich jak przemysł chemiczny), których będzie dotyczył ROP;
  • uzależnienie poziomów odpowiedzialności finansowej producentów od realnego wpływu na zagospodarowanie odpadów;
  • uwzględnienie w przepisach prawnych recyklingu chemicznego na równi z recyklingiem mechanicznym;
  • dostosowanie okresów przejściowych wdrażanych regulacji do realnych możliwości technologicznych i finansowych przedsiębiorstw.

W kolejnej części spotkania zaproszeni do udziału w posiedzeniu Zespołu przedstawiciele firm członkowskich PIPC przedstawili temat z perspektywy przedsiębiorstw sektora chemicznego. Grażyna Waloszyńska, Starszy specjalista ds. ochrony środowiska w Dziale Ochrony Środowiska w Grupie Azoty – Zakłady Azotowe Kędzierzyn S.A., omówiła m.in. kwestie związane z definicjami opakowań przeznaczonych do użytkowania w gospodarstwach domowych w odróżnieniu do gospodarstw rolnych. Zwróciła również uwagę, iż przedsiębiorcy będą musieli ponieść ogromne koszty związane
z kampaniami edukacyjnymi w zakresie wdrażanych zmian. Przedstawiciele ANWIL S.A. – Maciej Ostrowski, Dyrektor, Obszar Zarządzania Ryzykiem i Zgodnością oraz Mariusz Augustyniak, Starszy specjalista, Zespół ds. Ochrony Środowiska – w swoim wystąpieniu wskazali, że istotne przy wdrażaniu regulacji związanych z ROP będzie m.in. wydłużenie vacatio legis. Podkreślali także, że konieczne są jak najbardziej spójne przepisy.

Kamil Szydłowski, Advocacy Manager w BASF Polska Sp. z o.o. podkreślał, że w zakresie GOZ niezwykle ważne jest wydłużanie cyklu życia produktów, a gospodarowanie odpadami to obszar,
w którym jest bardzo wiele do zrobienia. Wskazywał, iż recykling chemiczny, czyli technologie,
w ramach których dokonuje się recyklingu zużytych tworzyw w surowiec dla produkcji nowych chemikaliów i tworzyw o tej samej jakości, co te wytwarzane z zasobów kopalnych, powinien zostać zrównany z recyklingiem mechanicznym. Anna Kozera-Szałkowska, Managing Director
w PlasticsEurope Polska,
odnosząc się do polskich propozycji dotyczących wdrażania ROP i SUP, apelowała o precyzyjne definicje i zgodność z przepisami unijnymi. Tomasz Prost, Ekspert w Zespole Regulacji z Biura Kontroli Finansowej, Zarządzania Ryzykiem i Zgodnością w PKN ORLEN S.A., podkreślał, że Spółka dostrzega liczne kluczowe obszary dla wdrażania gospodarki obiegu

zamkniętego w Polsce oraz widzi znaczenie odpowiedniego projektowania produktów, co przyczyni się do rozwoju gospodarki cyrkularnej i recyklingu chemicznego.

Obecna na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego przedstawicielka Ministerstwa Rozwoju i Technologii, Agnieszka Boniewicz – Naczelnik Wydziału Zielonej Gospodarki w Departamencie Innowacji i Polityki Przemysłowej, odpowiadając na zgłaszane przez
przedsiębiorstwa uwagi, zapewniła, że resort wsłuchuje się w głos przemysłu i jego postulaty.
Podkreśliła, że MRiT uczestniczy w ustaleniach międzyresortowych, jak również chce dalszej współpracy z branżą tak, by wdrożone regulacje jak najlepiej odpowiadały potrzebom sektora.

W dalszej części obrad przewodniczący Zespołu, poseł Stanisław Bukowiec zaprosił uczestników spotkania do dyskusji. Dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu PIPC, wskazywał, że innowacyjność
w Polskiej Chemii
jest normą, a w wypełnianiu celów GOZ i jego elementów ma to szczególne znaczenie. Dodał, iż wszelkie regulacje muszą być pełne i spójne – bez tego bowiem realizacja inwestycji w zakresie gospodarki cyrkularnej będzie utrudniona. Podkreślił, że przemysłowi chemicznemu, jako strategicznemu dla polskiej gospodarki, konieczne jest zapewnienie instrumentów wsparcia, odpowiednich bodźców dla realizacji inwestycji i dalszego rozwoju, gdyż to sektor chemiczny będzie finalnie wdrażał założenia GOZ.

Obecna na posiedzeniu wiceprzewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego, posłanka Iwona Michałek, odnosząc się do omawianych tematów, wskazała, że w zakresie edukacji społeczeństwa w kwestiach dotyczących gospodarki obiegu zamkniętego jest dużo do zrobienia
i bezsprzecznie należy poświęcić temu aspektowi wiele uwagi. Prezes Zarządu PIPC przekazał, iż Polska Izba Przemysłu Chemicznego, jako ekspercka organizacja branżowa, w zakresie edukacji
I wzmacniania świadomości, jest do dyspozycji.

Podsumowania posiedzenia dokonał Przewodniczący Zespołu, podkreślając, że wiele kwestii przedstawionych przez PIPC i zaproszone przedsiębiorstwa jest godnych analizy, a stabilność prawa
i spójność wdrażanych regulacji jest kluczowa dla realizacji założeń modelu gospodarki cyrkularnej
.

O terminach kolejnych posiedzeń Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego będziemy informować na bieżąco.

Materiał opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

[1] Pisownia wyrażenia “Polska Chemia” wielkimi literami to celowo stosowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego zabieg jako synonim dla polskiego przemysłu chemicznego i polskiej branży chemicznej. Sformułowanie „Polska Chemia” stanowi także element wielu kluczowych projektów realizowanych przez PIPC, np. Kampania Polska Chemia, Godło Polska Chemia (znak zastrzeżony) Magazyn Polska Chemia, Kongres Polska Chemia.

Z hejtem w Internecie można wygrać przed sądem

Producent noży nie odpowiada za morderstwo popełnione przy jego użyciu. Tak samo nie można winić mediów społecznościowych za to, że są wykorzystywane do szerzenia mowy nienawiści i hejtu. Cieszy natomiast fakt, że jest coraz mniej akceptacji dla tego typu zachowań i że prawo staje po stronie osób, które są na takie działania narażone. Wolność słowa to podstawa, ale nie można jej utożsamiać z przyzwoleniem na zachowania godzące w zasady współżycia społecznego i podstawową kulturę. Dyskryminacja, hejt, mowa nienawiści nie może być usprawiedliwiana wolnością słowa.

Obrażanie innych, czy groźby to absolutne jej zaprzeczenie i w końcu zachowania wymagające stanowczej reakcji. Przez wiele lat mówiło się, że z hejtem w Internecie trudno jest wygrać, zwłaszcza w sądzie. Pani posłanka Agnieszka Pomaska udowodniła, że jest to jednak możliwe i uzyskała dla siebie korzystny (chociaż jeszcze nieprawomocny) wyrok za uwłaczające obelgi, niepartykularne słownictwo i mowę nienawiści, którą stosował wobec niej użytkownik Internetu.

Osiem miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 h miesięcznie, 1000 złotych nawiązki na rzecz PCK i 1394 zł + 180 zł kosztów sądowych to w mojej opinii adekwatna kara, chociaż nie o jej wysokość chodzi, a sam fakt wymierzenia, a w końcu jej nieuchronność. Mam nadzieję, że będzie to przestrogą dla kolejnych osób bezrefleksyjnie łamiących zasady obowiązujące w społeczeństwie. Wraz z koleżankami i kolegami prawniczkami i prawnikami często z sukcesem reprezentujemy naszych klientów, którzy na mowę nienawiści, dyskryminację, czy hejt się nie godzą. Takie postępowania nie są łatwe, gdyż towarzyszy im spory ładunek emocjonalny i konieczność konfrontacji ze sprawcą raz jeszcze. Jednak taka konfrontacja dla sprawcy, czy pozwanego jest często niewygodna i uświadamia mu, że nie jest tak anonimowy, jak przypuszczał dotąd. W takich okolicznościach dochodzi nawet do skruchy, przeprosin, czy zawarcia ugody. To także ważne, aby hejter miał świadomość, że może podlegać karze, a jego zachowanie było obiektywnie złe i wyrządziło komuś krzywdę. Jak wiemy, wyrok ten nie jest pierwszą wygraną i wierzę, że stanowi kolejną cegiełkę na drodze prowadzącej do eliminacji niepożądanych zachowań w Internecie. Pamiętajmy, że hejt, dyskryminujące wpisy, uwłaczające komentarze, a także kłamstwo i pomówienia, należy bezwzględnie zgłaszać odpowiednim organom – od administratorów portali, przez policję, na prokuraturze kończąc.

Mamy prawo reagować, kiedy hejt dotyczy nas, naszej rodziny, ale także naszych marek czy przedsiębiorstwa. Ktoś, także w Internecie, może się nie zgadzać z nami, może nie podzielać naszych poglądów politycznych czy sposobu życia, a nawet prowadzonej działalności, ale nie ma prawa nas obrażać, dyskryminować, pomawiać, a w końcu nam grozić. Cieszę się, że są osoby, które dają świadectwo temu, że się na to absolutnie nie godzą i mam nadzieję, że będzie takich postaw coraz więcej.

Komentarz dr Joanny Uchańskiej, partnerki kancelarii Chałas i Wspólnicy

Jak pandemia wpłynie na zmiany w polityce klimatycznej?

Zmiany klimatu są jednym z największych zagrożeń środowiskowych, społecznych i ekonomicznych. Już dawno zostało stwierdzone, że ocieplenie klimatu jest faktem – a jego skutki odczuwamy już teraz. Obserwacje wskazują na wzrost globalnych średnich temperatur powietrza i oceanów, powszechne topnienie śniegu i lodu oraz podnoszenie się poziomu mórz. Bardzo możliwe, że ocieplenie można w większej części przypisać emisji gazów cieplarnianych związanej z działalnością człowieka. Już odnotowano skutki zmian klimatu – a przewiduje się, że będą one jeszcze wyraźniejsze. Oczekuje się, że skrajne warunki pogodowe – w tym fale upałów, susze i powodzie – będą zdarzały się coraz częściej i będą bardziej intensywne. Zmiany klimatyczne w Polsce są jednak powszechnie bagatelizowane. Z kolei na świecie budzą one potężne zaniepokojenie. Trudno przewidzieć, gdzie tak naprawdę ten problem doprowadzi ludzkość i co stanie się z planetą. Szczególnie z punktu widzenia przyszłych pokoleń może to być potężny problem.

– Polityka klimatyczna jest niezwykle trudna do wytłumaczenia, ponieważ wiąże się z dodatkowymi kosztami. Są to koszty, które wynikają nie z tego, że widzimy efekty zmian klimatycznych – ale są generowane na podstawie pewnych prognoz. Część ludzi w nie wierzy, a druga część przyjmuje postawę, że ich nie obchodzi to, co się stanie za kilkadziesiąt lat. Jest to bardzo trudny problem. W moim przekonaniu, pandemia raczej zwiększy świadomość na temat zmian klimatu – powiedział serwisowi eNewsroom, profesor Witold Orłowski, ekonomista – Paradoksalnie może być tak, że ciężkie warunki spowodują radykalizację polityki klimatycznej. Chciałbym zaznaczyć, że szczyt w Glasgow komentatorzy uważają za rozczarowujący. Trzeba przyznać, że ekolodzy o każdych działaniach będą mówić jako o rozczarowujących – ponieważ chcieliby wprowadzić pewne zmiany natychmiast. Jest to oczywiście w wielu przypadkach nie do zrealizowania. Natomiast postęp faktycznie jest. Chiny mocno angażują się w walkę z emisją dwutlenku węgla – za co obecnie płacimy wysokimi kosztami energii. Nie da się ukryć, że polityka ta ma swoje koszty i to jednakowo w momencie, gdy musimy kupować droższe paliwa na stacji. Według mnie przy tej całej nieświadomości i fakcie, że tak naprawdę nie wiemy, czy polityka klimatyczna przyniesie oczekiwane skutki – to radykalizacja polityki klimatycznej zostanie wzmocniona. Wszystko za sprawą między innymi pandemii – która pokazała, że cały świat płynie na jednej łódce. Obecnie nie wiemy, co przyniesie przyszłość – jednak ja podejrzewam, że w ciągu najbliższych lat polityka ulegnie radykalnym zmianom – stwierdza Orłowski.

Krakowska Plaza do rozbiórki. STRABAG Real Estate nowym właścicielem

Spółka deweloperska STRABAG Real Estate sfinalizowała zakup terenu o powierzchni 80 000 mkw. położonego w stolicy Małopolski. Na pozyskanej działce znajduje się budynek dawnej galerii handlowej Plaza, który nowy właściciel przeznaczy do rozbiórki. W tym miejscu powstanie nowoczesny kompleks kilku obiektów, zlokalizowanych w bezpośrednim sąsiedztwie stawu Dąbskiego.budynek dawnej galerii handlowej Plaza

STRABAG Real Estate to deweloper aktywny na polskim rynku nieruchomości komercyjnych od 2014 r. Firma zrealizowała i oddała w Warszawie do użytku m.in. projekt biurowy Astoria oraz hotel dla operatora Motel One. Z myślą o dalszym rozwoju swojego portfolio, w 2019 r. deweloper kupił działkę z biurowcem Atrium International w centrum Warszawy, a finalizując przejęcie gruntu na Dąbiu w Krakowie, rozpoczyna ekspansję na rynki regionalne.

Pozyskaliśmy bardzo atrakcyjną lokalizację pod naszą pierwszą inwestycję w Krakowie. Zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego, planujemy wybudować tutaj kompleks wielofunkcyjny, który liczył będzie kilka budynków. Przedsięwzięcie znajduje się na wczesnym etapie planowania. Analizujemy aktualnie różne warianty zabudowy, aby wybrać jak najkorzystniejsze dla tej części Krakowa rozwiązanie. Ponad 30% działki stanowią tereny zielone wraz ze stawem Dąbskim. Chcemy w pełni wykorzystać potencjał tego terenu, wkomponować tu funkcjonalny projekt deweloperski oparty na nowoczesnej architekturze oraz otwartości na lokalną społeczność i stałych bywalców tej okolicy, komentuje Łukasz Ciesielski, dyrektor zarządzający spółki deweloperskiej STRABAG Real Estate w Polsce.

W procesie przejęcia nieruchomości kupującemu doradzały kancelaria act BSWW legal & tax, a sprzedającemu, firmie Peakside Capital Advisors, kancelaria Dentons.

Projekt, który łączy

Zakupiona przez dewelopera działka położona jest we wschodniej części Krakowa, u zbiegu dwóch głównych arterii komunikacyjnych miasta – al. Pokoju i ul. Stanisława Lema. Lokalizacja korzysta z dostępu do licznych linii tramwajowych i autobusowych, dzięki którym dojazd do centrum zajmuje zaledwie 15 minut. W bezpośrednim sąsiedztwie dostępne są punkty handlowe, usługowe, osiedla mieszkaniowe oraz hotele. Na atrakcyjność tej lokalizacji wpływa bliskie sąsiedztwo parku Lotników Polskich, drugiego największego parku Krakowa. Nieopodal znajdują się także Tauron Arena, Ogród Doświadczeń Stanisława Lema, Akademia Wychowania Fizycznego i kryte baseny, czy Wydział Mechaniczny Politechniki Krakowskiej. Po południowej stronie al. Pokoju płynie Wisła, wzdłuż której rozciągają się zielone Bulwary na Dąbiu.

Planujemy rozbiórkę dawnej galerii i wzniesienie nowej zabudowy. Proces budowlany będziemy prowadzić w sposób wyjątkowo ostrożny ze względu na staw Dąbski zlokalizowany na terenie naszej działki. To niezwykle wartościowy, bioróżnorodny użytek ekologiczny o powierzchni ponad 20 000 mkw. Współpracujemy z ekspertami, w tym hydrologami, aby odpowiednio zabezpieczyć jakość wód w zbiorniku i chronić występujące tu gatunki ryb, roślin i ptaków. Zadbamy także o teren wokół stawu. Chcemy zachować naturalny charakter tego miejsca w nienaruszonym kształcie i jednocześnie pozostawić je dostępnym dla lokalnej społeczności. Powstaną tam dodatkowe miejsca odpoczynku i elementy małej architektury zachęcające do spędzania czasu w tej urokliwej okolicy, dodaje Łukasz Ciesielski.

Jednocześnie deweloper analizuje potrzeby komunikacyjne i przyzwyczajenia pieszych, rowerzystów oraz osób z niepełnosprawnościami poruszających się na co dzień w pobliżu zakupionego terenu. Popularna wśród mieszkańców kładka znajdująca się na wysokości przystanków komunikacji miejskiej, stanowiąca wygodny skrót, została w ubiegłym roku wyłączona z użytkowania w chwili zamknięcia centrum handlowego. W ramach nowej inwestycji, deweloper STRABAG Real Estate zapowiada jej modernizację i oddanie do użytku krakowian.

MLP Group kontynuuje ekspansję w okolicach Frankfurtu nad Menem

MLP Group rusza z kolejnym projektem brownfield, w ramach którego na przejętym poprzemysłowym terenie zbuduje park MLP Idstein. Niemiecka inwestycja dostarczy około 20 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej i biurowej. Zakończenie inwestycji planowane jest w pierwszej połowie 2023 r.

MLP Group dynamicznie poszerza portfolio inwestycji na rynku niemieckim. W miejscowości Idstein w pobliżu Frankfurtu nad Menem wybuduje nowoczesny park logistyczny na działce o powierzchni około 4,1 hektara. Park MLP Idstein zostanie zrealizowany na terenach po byłym zakładzie produkcji przemysłu motoryzacyjnego. Docelowo dostarczy około 20 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej i biurowej.

Uruchomienie w pełni gotowego parku logistycznego planowane jest w pierwszej połowie 2023 r. Nowoczesne przestrzenie, przygotowane zgodnie z wysokimi standardami ekologicznymi, będą przeznaczone przede wszystkim pod lekką produkcję, działalność e-commerce, logistykę miejską oraz dla firm usługowych.

Realizacja nowego projektu wzmocni pozycję MLP Group na rynku niemieckim, a szczególnie w Hesji. Frankfurt nad Menem jest jednym z kluczowych hubów logistycznych o ogromnym potencjale dostrzeganym przez renomowane firmy m.in. z branży logistyki. Siłą napędową tego regionu jest lotnisko we Frankfurcie, które jest jednym z głównych węzłów transportu lotniczego na świecie i największym lotniskiem towarowym w Europie. Dodatkowo, ruchliwy dworzec kolejowy oraz skrzyżowanie dwóch kluczowych autostrad (A3, A5) podnoszą atrakcyjność tego regionu. Warto podkreślić, że jest to także jeden z najbardziej atrakcyjnych rynków nieruchomości komercyjnych w Niemczech.  Nowa inwestycja powstanie w doskonałej lokalizacji: blisko portu lotniczego oraz w bezpośrednim sąsiedztwie firm z branży zaawansowanej logistyki. Zapotrzebowanie ze strony najemców na nowoczesne obiekty magazynowe jest cały czas bardzo wysokie, co zapewnia sprawną komercjalizację oferowanej powierzchni.

– Umacniamy naszą pozycję na rynku niemieckim, jesteśmy ekspertem w projektach brownfield. Ze względu na ograniczoną podaż nowych terenów obecnie są to typowe inwestycje realizowane na rynku niemieckim. Podejmujemy się rewitalizacji starych poprzemysłowych terenów dostarczając nowoczesne obiekty spełniające najwyższe wymagania w zakresie ochrony środowiska. W ten sposób odpowiadamy na zapotrzebowanie najemców, którzy szukają obiektów magazynowych przyjaznych dla klimatu – podkreślił Radosław T. Krochta Prezes Zarządu w MLP Group.

Budynki parku logistycznego będą realizowane przez MLP Group zgodnie ze strategią zrównoważonego rozwoju z wykorzystaniem wysokiej jakości materiałów. Celem będzie uzyskanie certyfikatu DGNB Gold (German Sustainable Building Council) dla wszystkich obiektów. Zgodnie ze strategią na dachach obiektów zostaną zainstalowane systemy fotowoltaiczne. Zielony prąd w jak największym stopniu będzie wykorzystywany także do wytwarzania ciepła. MLP Group już podczas budowy będzie wykorzystywać przede wszystkim materiały nadające się do recyklingu. Współpraca z regionalnymi firmami i zakup materiałów budowlanych od lokalnych dostawców, spowoduje, że ślad węglowy związany z realizacją inwestycji będzie na niskim poziomie.

Biotts szykuje wielomilionowe inwestycje

  • Wśród projektów, nad którymi obecnie pracuje firma Biotts, jest przełomowy system transdermalny – rozwiązanie, pozwalające na przenoszenie przez skórę kilkukrotnie większych cząsteczek leków niż robią to aktualnie dostępne metody.
  • W 2022 r. Biotts planuje wielomilionowe inwestycje oraz wprowadzenie norm GMP i ISO (to kamień milowy w rozwijaniu kolejnych leków, bazujących na opatentowanej technologii spółki).
  • Już teraz, w celu realizacji planów, dot. międzynarodowej ekspansji i dalszego rozwoju, polski startup otworzył biuro w Bostonie oraz przeniósł siedzibę i laboratoria do większej przestrzeni we Wrocławiu.
  • Do nowego laboratorium został dostarczony dodatkowy sprzęt badawczy za ponad 1 mln PLN, dzięki niemu naukowcy przeprowadzą badania i analizy kilku leków równocześnie.

Innowacyjna technologia wrocławskiego startupu umożliwia podawania preparatów farmaceutycznych przez skórę – ułatwiając w ten sposób walkę z wieloma powszechnymi i poważnymi chorobami, których leczenie jest obecnie uciążliwe. W tym roku na swój rozwój Biotts zamierza przeznaczyć 12 mln PLN.

Nośniki Biotts mogą zwiększyć precyzję działania, zmniejszyć wymaganą dawkę i radykalnie zredukować skutki uboczne leczenia (zwłaszcza w przewodzie pokarmowym) wielu istniejących i popularnych leków. Unikalność rozwiązania naszej firmy polega na zwiększonej „pojemności” za pomocą tego systemu możliwe jest przenoszenie wielu nowych substancji aktywnych, w tym nawet dwudziestokrotnie większych niż te, które są w stanie przeniknąć przez skórę wykorzystując dostępną dziś technologię – mówi dr Paweł Biernat, prezes Biotts.

Realizacja kolejnych kroków

Biotts ma stać się firma globalną. Nasi potencjalni klienci to globalne koncerny farmaceutyczne. Aby stać się bardziej konkurencyjną firmą na międzynarodowym rynku potrzebujemy równolegle wyraźnej ekspozycji na innych rynkach oraz większej przestrzeni R&D, umożliwiającej dalszy rozwój technologii – podkreśla Konrad Krajewski, członek zarządu Biotts.

Tym samym, z początkiem roku spółka przeniosła swoje główne laboratorium do nowej lokalizacji. Ten ruch umożliwi firmie wdrożenie GMP* (Good Manufacturing Practice), a następnie norm ISO już w docelowym miejscu. W ubiegłym roku spółka uzyskała pozytywne wyniki badań, więc zarząd postanowił rozszerzyć portfolio kandydatów na leki o nowe projekty. Chcąc je rozwijać, bez zwalniania tempa dla obecnych kandydatów, podjęto decyzję o rozbudowaniu laboratorium analitycznego. Do nowej siedziby został już dostarczony sprzęt badawczy za kwotę ponad 1 mln PLN, umożliwiający przeprowadzenie badań i analizę kilku leków równocześnie.

Leki zgodne ze sztuką farmaceutyczną

Spółka jest w trakcie wprowadzania standardu dobrej praktyki produkcyjnej – GMP – w laboratorium kontroli jakości. System wymagany jest przez Urząd Rejestracji leków oraz Główny Inspektorat Farmaceutyczny. Wszystkie elementy działalności Biotts, muszą być podporządkowane szczegółowym zasadom określonym w ustawie dot. prawa farmaceutycznego.

GMP jest niezbędne w naszym laboratorium, aktualnie rozwijamy m.in. terapie przeciwcukrzycowe, więc chcemy jak najszybciej rozpocząć proces zwolnienia produktu z dapagliflozyną do badań klinicznych oraz przeprowadzić badania stabilności tego produktu. Co więcej w czasie najbliższych kilku miesięcy chcemy wprowadzić system GMP także w obszarze produkcyjnym. Ten ruch zapewni nam większą suwerenność w niezależnym i samodzielnym wytwarzaniu serii leków do badań klinicznych, to będzie koniec ze zlecaniem tych prac do firm zewnętrznych – zaznacza dr Jan Meler, współzałożyciel spółki oraz dyrektor działu rozwoju leków w Biotts.

Po wprowadzeniu procedur GMP spółka rozpocznie proces otrzymania akredytacji ISO/IEC 17025. Wraz z tym certyfikatem Biotts rozszerzy swoje kompetencje do wykonywania określonych badań. Jest to także potwierdzenie jakości usługi danej jednostki dot. m.in. wiarygodności wyników pomiarów i sposobów ich wykonywania. Wyniki badań z jednostek akredytowanych są uznawane za wiarygodne nie tylko w kraju, ale i za granicą. Tym samym Biotts liczy na wzrost przychodów uzyskiwanych z przeprowadzanych badań.

Pod koniec 2023 r. roku planujemy dużą rundę inwestycyjną, dzięki niej sfinalizujemy I fazę badań klinicznych dla co najmniej 3 naszych leków. W 2022 stawiamy wszystkie żagle, aby nabrać prędkości w poszukiwaniu nowych członków do naszej załogi, w 2023 chcemy wypłynąć na międzynarodowe biotechnologiczne wody. Pierwsze umowy z firmami pozwolą nam zbudować wiarygodność na rynku, aby w 2023 rozpocząć poważne negocjacje biznesowe z naszymi partnerami – kończy Krajewski.

* GMP w laboratorium to zestaw procedur, porządkujących pracę oraz wprowadzających jednolite zasady przygotowywania próbek, odczynników itd., szczegółowo określają zasady dokumentowania i archiwizacji badań.

Ebury otwiera biuro na Śląsku

Ebury otwiera biuro regionalne na Śląsku. Fintech od 2015 r. obsłużył ponad dwa tysiące przedsiębiorstw z całej Polski – firm nastawionych na zagraniczną ekspansję. W samych Katowicach zespół specjalistów współpracuje już z kilkudziesięcioma śląskimi spółkami. Ebury planuje dalszą rekrutację kandydatów nastawionych na karierę na międzynarodowych rynkach finansowych.

Katowicka siedziba Ebury działa od połowy stycznia br. Otwarcie biura na Śląsku, drugiego w Polsce, jest efektem strategii rozwoju geograficznego instytucji. W jej ramach fintech dąży do otwierania regionalnych biur w ośrodkach mających silne fundamenty gospodarcze i bardzo dobre perspektywy rozwoju – takich jak polskie Katowice, niemieckie Monachium i Frankfurt oraz australijskie Brisbane. Biura regionalne działają w ramach krajowych oddziałów Ebury, które jak dotąd obecne są w 24 aglomeracjach na całym świecie, między innymi w takich miastach jak Londyn, Paryż, Hong Kong, Sydney czy Dubaj.

Specjaliści Ebury na Śląsku współpracują z przedsiębiorstwami zarówno średniej wielkości i mniejszymi – z sektora MŚP – jak i dużymi oraz bardzo dużymi, wspierając je w obszarze rozliczeń międzynarodowych, finansowania handlu, transakcji walutowych oraz zarządzania ryzykiem walutowym.

Szukaliśmy miasta o dużym potencjale, silnego gospodarczo, które umożliwi nam bycie bliżej importerów i eksporterów oraz poznawanie na miejscu ich potrzeb. Chcemy uzupełnić ich aktualne możliwości o nowe rozwiązania w zakresie bankowości transakcyjnej w wydaniu fintech – mówi Jakub Makurat z Ebury, dyrektor zarządzający Ebury na Polskę, Czechy, Słowację i państwa bałtyckie. – Ale Biuro Ebury w Katowicach ma ambicje nie tylko biznesowe. Stawiamy cały czas na edukację przedsiębiorców przez nasz cykl „Wypłyń na nowe rynki” oraz inne inicjatywy, w ramach których dzielimy się wiedzą i informacjami na temat finansowych aspektów handlu zagranicznego.

O wyborze Katowic na siedzibę biura regionalnego zdecydowały czynniki zarówno gospodarcze, jak i geograficzne. Gospodarcze – ponieważ śląskie zajmuje drugie miejsce (za regionem stołecznym) wśród województw wytwarzających polski PKB. Według wstępnych szacunków GUS za 2020 r. Śląsk odpowiada aż za 11,6% produktu krajowego brutto kraju. Geograficzne – ponieważ pod tym względem Katowice stanowią biznesową bramę zarówno do Niemiec, jak i do Czech, a te kraje eksperci Ebury zaliczają do najbardziej perspektywicznych dla polskiego handlu zagranicznego w najbliższych latach.

– Polsko-czeska wymiana handlowa pozostaje filarem dla wielu firm z naszego regionu, dlatego ścisła współpraca z oddziałem Ebury w czeskiej Ostrawie jest naszym atutem. Działamy globalnie, więc śląscy przedsiębiorcy dzięki nam otrzymają bezpośredni dostęp do kilkuset ekspertów nie tylko z regionu, lecz także pracujących na co dzień na innych kontynentach. Dzięki tej perspektywie wiemy, jak korzystny wpływ na marże i szybkość rozliczeń mają transakcje bezpośrednio np. w koronie, funcie, juanie czy w rublu – komentuje Tomasz Tomborowski, zarządzający śląskim biurem Ebury i związany z bankowością przedsiębiorstw od ponad 20 lat. – Do współpracy zapraszamy osoby związane z rynkami finansowych, które rozumieją tę szeroką perspektywę i są otwarte na pracę w międzynarodowym zespole.

Ebury jest globalną instytucją płatniczą, mającą status instytucji pieniądza elektronicznego. Należy do grupy Banco Santander, jednej z najsilniejszych europejskich grup finansowych. Obecnie oddziały Ebury znajdują się w 24 biurach na całym świecie, zlokalizowanych w 20 krajach. Fintech zatrudnia ponad 1 100 specjalistów. Firma umożliwia transakcje dla firm w ponad 130 walutach (m.in. chiński juan, rosyjski rubel, czeska i szwedzka korona, lira turecka, rupia indyjska, real brazylijski, tajski bat, meksykańskie peso). Prowadzi także konta dla firm w lokalnych walutach w ponad 20 krajach, w tym w Chinach, Kanadzie, Australii, na Węgrzech oraz w Wielkiej Brytanii.

DATA4 zainwestuje w Polsce ponad 1 mld złotych w budowę nowoczesnego kampusu przetwarzania danych

DATA4, operator i inwestor na europejskim rynku centrów danych, rozpoczął właśnie proces budowy nowego kampusu centrów przetwarzania danych w Polsce, umacniając w ten sposób swoją europejską pozycję. Francuska firma zainwestuje ponad 1 mld złotych w uruchomienie jednego z najnowocześniejszych kompleksów obliczeniowych w Jawczycach pod Warszawą. Docelowo na działce o powierzchni 4 ha zbudowane zostaną trzy budynki o łącznej powierzchni netto 15 000 m2 i przydziale mocy na poziomie 50 MW. Realizacja pierwszego etapu budowy przewidziana została na I kwartał 2023 roku.

Budowa nowego kampusu w Warszawie umożliwi DATA4 zarówno ukierunkowanie się na polski rynek hostingu oraz kolokacji, jak i wspieranie rozwoju klientów będących dostawcami usług w chmurze w Europie Środkowo-Wschodniej. Pierwszy etap inwestycji obejmować będzie budowę centrum przetwarzania danych o powierzchni brutto 7200 m2 (2200 m2 powierzchni netto pod urządzenia IT) i przydziale mocy 8 MW. Firma planuje podpisać umowy z dostawcami energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych lub pozyskać certyfikaty potwierdzające pochodzenie energii z OZE. Dodatkowo zastosowane zostanie chłodzenie ze środowiska zewnętrznego, co przyczyni się do poprawy efektywności zużycia energii. Docelowo na kampusie powstaną 3 budynki o łącznej powierzchni netto 15 000 m2. Wraz z budową nowego centrum danych w Polsce DATA4 połączy je światłowodowymi łączami telekomunikacyjnymi z sieciami dostępnymi w Warszawie i w Europie, w tym z pozostałymi kampusami z Grupy DATA4, gwarantując tym samym możliwość dalszego rozwoju aktualnym klientom i przyczyniając się swobodnego przepływu danych.

– DATA4 to niezawodny partner w obszarze centrów przetwarzania danych, który oferuje klientom inteligentne i skalowalne rozwiązania. Nasza sieć doskonale skomunikowanych, odpornych na czynniki zewnętrzne i zrównoważonych środowiskowo centrów przetwarzania danych stanowi fundament cyfrowego rozwoju klientów w Europie – powiedział Olivier Micheli, prezes i dyrektor generalny DATA4 Group. – Polska, a w szczególności aglomeracja warszawska, dysponuje ogromnym potencjałem rozwoju cyfrowego i stanowi strategiczny węzeł dla połączeń między Europą Zachodnią, Wschodnią oraz Skandynawią. Obecność naszej firmy na polskim rynku to kolejny etap rozwoju, który umożliwi nam zapewnienie klientom innowacyjnej i zrównoważonej środowiskowo infrastruktury cyfrowej, spełniającej potrzeby w zakresie nowoczesnego hostingu i połączeń – dodał Olivier Micheli.

Według szacunków rok 2021 był jednym z najlepszych dla branży w Polsce pod względem wzmożonych inwestycji i szybkiego rozwoju. Z raportu PMR dotyczącego centrów danych „Rynek centrów danych w Polsce 2021. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2021-2026” wynika, że całkowita moc dostępna dla klientów na rynku komercyjnych usług centrów danych w Polsce w 2020 r. wynosiła blisko 89 MW, a w perspektywie sześciu lat wartość ta ma się podwoić i sięgnąć 181 MW. Nadal nie słabnie zainteresowanie inwestorów polskim rynkiem centrów danych, co spowodowane jest decyzjami o budowie regionów chmurowych największych hiperskalerów (Google, Amazon, Microsoft), pandemią, pracą zdalną, zachowaniem ciągłości biznesu i przyspieszoną cyfrową transformacją firm. Do 2026 roku Polska może stać się jednym z liderów na rynku kolokacyjnych centrów danych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Adam Ponichtera, dyrektor oddziału DATA4 w Polsce
Adam Ponichtera, dyrektor oddziału DATA4 w Polsce
– Polska charakteryzuje się stabilną i prężną gospodarką o jednym z najwyższych wskaźników wzrostu gospodarczego w Europie. Lokalizacja naszego kraju w samym sercu Europy powoduje, że Polska jest niezwykle atrakcyjnym krajem dla europejskiej logistyki, transportu i telekomunikacji. Według raportu Tech Emerging Europe Advocates , Polska jest także jednym z najbardziej konkurencyjnych sektorów IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Jestem przekonany, że nasza inwestycja przyczyni się do jeszcze szybszego rozwoju rynku, a przy tym będzie stanowić atrakcyjną ofertę dla polskich firm myślących o cyfrowej transformacji – powiedział Adam Ponichtera, dyrektor oddziału DATA4 w Polsce. – Zapotrzebowanie na usługi centrów danych powinno szybko rosnąć, ponieważ już teraz niektórzy dostawcy usług chmurowych aktywnie wdrażają swoje usługi przetwarzania danych na poziomie regionalnym. Dotyczy to w szczególności gigantów usług chmurowych, takich jak Google, Amazon czy Microsoft – dodał Adam Ponichtera.

Centra danych jako filary nowoczesnego rozwoju przyczyniają się do rozwoju cyfrowej transformacji gospodarki i społeczeństw. Dążąc do minimalizowania wpływu technologii na środowisko i społeczeństwo, DATA4 wdraża pakiet działań pod nazwą DATA4Good, którego celem jest połączenie wzrostu gospodarczego ze zrównoważonym rozwojem, a cyfryzacji z dbałością o środowisko. DATA4 jest także sygnatariuszem Climate Neutral Data Center Pact (Paktu na rzecz neutralności klimatycznej centrów danych), do którego należy 25 operatorów i 17 stowarzyszeń branżowych. W ten sposób sektor dąży do uzyskania neutralności węglowej do roku 2030, wdrażając jednocześnie efektywność energetyczną, zakupy w pełni bezemisyjnej energii, a także realizując cele zużycia wody. Energia pozyskiwana do zasilania centrów danych DATA4 pochodzi ze źródeł odnawialnych lub jest rekompensowana energią pozyskiwaną w 100% ze źródeł odnawialnych.

Polacy o pracy zdalnej i hybrydowej

Praca zdalna i hybrydowa na dobre osadziła się w codzienności. W ten sposób pracuje już 35% Polaków badanych przez Pracuj.pl. Pracownicy „hybrydowi” najchętniej spotykają się w biurach w poniedziałki. Dziś większość z nich nie wyobraża sobie pełnego powrotu do biur. 9 na 10 nie chce wracać do modelu stacjonarnego, ale tylko co czwarty preferuje w pełni zdalny tryb. Odwrotu od zmian już nie ma – większość badanych zwraca uwagę w ofertach pracy na podejście firm do elastycznych modeli zatrudnienia. Przedstawiamy opinie pracowników zdalnych i hybrydowych dotyczące pracy dziś i jutro.

  • 35% Polaków badanych przez Pracuj.pl pracuje zdalnie lub hybrydowo.
  • Szczególny udział dużych miast i grupy 25-34 w pracy hybrydowej.
  • Poniedziałki to dzień najczęstszych wizyt pracujących hybrydowo w firmie.
  • 91% pracujących hybrydowo/zdalnie chce kontynuować ten model.
  • Najczęściej preferowanym modelem pracy po pandemii jest praca hybrydowa.

Hybrydowa twarz nowej normalności

Czy dziś można wyobrazić sobie codzienne życie bez pracy zdalnej lub hybrydowej? Mimo że już przed pandemią niektórzy wykonywali swoje obowiązki zawodowe w domowym zaciszu, to dopiero pierwszy lockdown uświadomił pracownikom i pracodawcom, że praca zdalna jest możliwa, a jej efekty są czasem zaskakująco dobre. Stopniowe odmrażanie kolejnych branż i otwieranie biur stało się z kolei zaproszeniem do rozwoju modeli hybrydowych, umożliwiających utrzymanie kontaktów czy pracy zespołowej przy pandemicznych obostrzeniach.

Analizy wypowiedzi ekspertów rynku pracy i wyniki badań pokazują, że nie ma powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Jaką opinię na ten temat mają sami zainteresowani – osoby wykonujące pracę w modelu zdalnym lub hybrydowym? Na to pytanie odpowiada badanie Pracuj.pl „Polacy w nowym środowisku pracy”, w którym zapytaliśmy reprezentatywną grupę 1820 Polaków o kwestie związane z nowymi modelami pracy. Szczególną uwagę poświęciliśmy badanym pracującym zdalnie lub hybrydowo w IV kwartale 2021 roku.

Co trzeci pracownik zdalny lub hybrydowy

Jak wykazuje badanie, w zyskujących na popularności elastycznych modelach pracy obowiązki wykonuje coraz więcej Polaków. Po niemal dwóch latach pandemii koronawirusa wciąż dominuje w pełni stacjonarny model – deklaruje go 65% respondentów. Jednak już blisko co czwarty Polak deklaruje pracę hybrydową (24%), a co dziesiąty – w pełni zdalną (11%). Podsumowując, przynajmniej częściowo poza biurem lub siedzibą firmy obowiązki wykonuje więcej, niż co trzeci Polak badany przez Pracuj.pl.modele pracy 4 kw 2021

Co ciekawe, analiza odpowiedzi respondentów wskazuje, że w sposób zdalny i hybrydowy wyraźnie częściej pracują osoby w wieku 25-34 lat oraz mieszkańcy dużych miast, w których żyje powyżej 500 tys. osób. W tych grupach odsetek osób nie wykonujących obowiązków bezpośrednio z biura lub siedziby firmy wzrasta odpowiednio do 41% i 49%. Kryterium wieku wskazuje, że zwłaszcza osoby z kilkuletnim doświadczeniem, które mają często małe dzieci, doceniają zalety elastycznej pracy w domu. Z kolei w dużych miastach na udział pracy zdalnej i hybrydowej niewątpliwy wpływ może mieć profil ulokowanych w nich firm.
grupy model pracy 4 kw 2021

Nagły wybuch popularności pracy zdalnej i hybrydowej w pierwszych miesiącach pandemii był naturalną reakcją na zagrożenie w postaci koronawirusa, Jednak dziś stanowią one już stały element codzienności wielu firm. Pod koniec 2021 roku już 19% aktywnych ofert na Pracuj.pl dotyczyło pracy zdalnej, kilkakrotnie więcej niż przed pandemią. Co zrozumiałe, zmiany najszybciej widoczne są zwłaszcza w dużych miastach, gdzie znajduje się więcej dużych i nowoczesnych firm na zaawansowanym etapie cyfryzacji. Praca zdalna jest też szczególnie ważna dla reprezentantów Generacji Y, łączących często bardzo aktywny etap kariery zawodowej z wychowywaniem dzieci, co zwiększa chęć podjęcia bardziej elastycznej pracy. Warto jednak zauważyć, że oferty zdalnego zatrudnienia są także szansą dla mieszkańców mniejszych ośrodków, bo otwierają przed nimi zupełnie nowe możliwości pochodzące z innych lokalizacji – komentuje Konstancja Zyzik, menedżerka ds. pozyskiwania talentów i rozwoju pracowników w Grupie Pracuj.

Hybrydowi skłaniają się bardziej ku pracy zdalnej

Analizując wyniki badania dotyczące osób pracujących hybrydowo można dostrzec, że element zdalny nieco częściej obejmuje w niej ponad połowę etatu. Ponad połowa badanych z tej grupy wykonuje obowiązki spoza siedziby firmy przez 60-90% czasu. W badaniu wyodrębniły się także dwie skrajne grupy, obejmujące po blisko 1/4 respondentów pracujących hybrydowo. W pierwszej z nich pracownicy poświęcają na pracę zdalną maksymalnie 30% etatu, w drugiej – od 80 do 90%. Badanie zdaje się wskazywać więc, że w modelach mieszanych praca zdalna coraz rzadziej pełni rolę rzadko wykorzystywanego benefitu, a stanowi bardzo ważny element grafiku.praca hybrydowa

Badacze zapytali także osoby pracujące hybrydowo, w jakie dni najchętniej wychodzą do pracy. Zdecydowanie najwięcej osób wybierało poniedziałek, który wskazała prawie połowa respondentów. Pierwszy dzień tygodnia najczęściej wskazały osoby z dwóch grup wiekowych: 54% respondentów w wieku 35-44 lat oraz 46% badanych od 25 do 34 roku życia. Popularność poniedziałków może wyznaczać między innymi rola tego dnia jako najczęstszego punktu w kalendarzu na zebrania zespołowe, statusy i odprawy. Wtorek – czwartek zaznaczyło jako pojedyncze dni odwiedzin 14-16%, choć ogółem dni w środku tygodnia preferuje 46% badanych. Najmniej badanych pracujących hybrydowo decydowało się odwiedzać swoje miejsca pracy w piątki (7%) i dni weekendowe (3%).
praca hybrydowa 2021

Przyszłość maluje się hybrydowo

Wyniki badania Pracuj.pl zdają się wskazywać, że popularność pracy zdalnej i hybrydowej powinna się utrzymać także po opanowaniu pandemii. Badacze zapytali osoby pracujące w tych modelach, znające ich pozytywne i negatywne strony, o to jak chciałyby wykonywać obowiązki w przyszłości. Tylko co czwarty chciałby pracować w pełni zdalnie, jednak jeszcze mniej (9%) w ogóle odrzuca ten model pracy. Badani najczęściej wybrali model hybrydowy (ogółem 66%), co może potwierdzać prognozy o jego rosnącej roli w przyszłych latach. W grupie „hybrydowej” także można zauważyć pewne różnice – 34% badanych chciałoby pracować w firmie tylko 2-3 razy miesięcznie, a 32% – przynajmniej raz w tygodniu.Przyszłość maluje się hybrydowo

Jak zauważył w komentarzu do niedawnego raportu Rynek Pracy Specjalistów 2021 Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Pracuj.pl, wybór preferowanego modelu pracy przez firmy i pracowników będzie mieć w najbliższych latach niebagatelny wpływ na rekrutację.

Analizy pokazują trend wzrostowy w udziale ofert pracy zdalnej w 2021 roku w całej puli ogłoszeń na Pracuj.pl. Wciąż jednak ich udział nie pokrywa się skalą z dużym odsetkiem kandydatów, którzy chcieliby wykonywać obowiązki spoza biura. Co więcej, część pracodawców zapowiada ograniczanie w przyszłości skali pracy zdalnej, którą niejako wymusiła na nich pandemia. Te tarcia będą polem zarówno do budowy przewagi rekrutacyjnej dla części pracodawców, jak i obszarem ryzyka dla innych. Dlatego w ramach naszych ogłoszeń staramy się udostępniać pracodawcom tagi i szablony ofert, podkreślające ich otwartość w zakresie modeli wykonywania obowiązków – komentował Rafał Nachyna.

Badanie Pracuj.pl pokazuje, że respondenci pracujący hybrydowo i zdalnie spodziewają się coraz częstszego występowania modeli pracy zdalnej i hybrydowej na rynku, a także wzrostu liczby ofert pracy, przyciągających kandydatów możliwością korzystania z tych modeli. Z takimi opiniami zgadza się 7 na 10 badanych. Warto dodać, że ponad połowa badanych zgodziła się także z opinią, że wysyp nowych ofert pracy zdalnej może być szansą dla mieszkańców mniejszych miejscowości, którzy mogą wybierać z szerszej puli ofert, także spoza swojej lokalizacji.
popularność pracy hybrydowej i zdalnej

Praca zdalna i hybrydowa na etapie rekrutacji

Jak wspomnieliśmy wcześniej, nowa normalność uaktywniła modele pracy zdalnej i hybrydowej nie tylko wśród osób zatrudnionych, ale już na etapie rekrutacji. Rozmowy o pracę też często są prowadzone w sposób zdalny i kuszą kandydatów możliwością wykonywania obowiązków zawodowych w domu. Biorąc pod uwagę, że w wielu branżach trwa rywalizacja firm o pracowników, to elastyczność pracodawców i proponowanie kandydatom już w ogłoszeniach o pracę coraz lepszych warunków są dziś w cenie.

Zespół Pracuj.pl zapytał respondentów pracujących zdalnie lub hybrydowo, czy umożliwianie dalszej pracy w tym modelu jest dla nich atutem firmy na etapie rekrutacji. Wyniki dają jasny sygnał – ponad 44% badanych z tej grupy zniechęciłoby się do aplikowania do firmy, jeśli dowiedzieliby się, że pracodawca oczekuje od nich pracy wyłącznie na miejscu. Co interesujące, Co interesujące, niechęć najczęściej wyrażały kobiety oraz mieszkańcy miast powyżej 500 tys. mieszkańców i wsi.

Praca zdalna i hybrydowa na etapie rekrutacji

Sama możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej to jedno. Inną kwestią są związane z nią benefity czy dodatkowe możliwości. Jak wpływają one na chęć aplikowania o pracę przez kandydatów, którzy już obecnie realizują zadania w tym modelu? Zdecydowana większość badanych (75%) aplikowałaby do pracodawcy, który rekompensuje pracownikom część kosztów pracy zdalnej, np. narzędzi, rachunków za prąd. Prawie tyle samo chciałoby mieć wybór modelu pracy, a także byłoby zainteresowanych aplikowaniem do pracodawcy, który ma siedzibę poza ich miejscem zamieszkania i jest gotowy zatrudniać osoby z innych lokalizacji. To kolejny sygnał istotnych zmian na rynku pracy, zgodnie z którymi poszukiwanie lepszej pracy w innych regionach nie musi się wiązać z migracją.

Nowe modele kreują przyszłość pracy

Jeszcze dwa lata temu mało który analityk przypuszczał, że rynek pracy, modele jej wykonywania, oczekiwania pracowników i możliwości ich zaspokajania przez pracodawców tak bardzo ewoluują. Wydaje się, że dziś nie ma powrotu do absolutnej dominacji sposobów wykonywania zadań znanych sprzed pandemii. Praca zdalna i hybrydowa są tak samo ważne dla pracowników, jak i kandydatów, szukających najlepszych ofert pracy. Badania Pracuj.pl pokazują, że szczególnie przywiązane do tych modeli są osoby, które miały już okazję ich spróbować.

Na wszystkie te tendencje zdają się reagować także pracodawcy. Pod koniec 2021 roku aż 19% ogłoszeń na Pracuj.pl dotyczyło pracy zdalnej – jeszcze w listopadzie 2020 roku było to blisko trzykrotnie mniej. Przyszłe lata pokażą, w jakim stopniu oczekiwania pracowników spotkają się z gotowością pracodawców na zmiany.

Szaleństwo NFT – czy czeka nas rewolucja na rynku inwestycji alternatywnych?

NFT to skrót od wyrażenia „Non-fungible token” czyli „niewymienialny token”. Co to znaczy? Mówiąc najprościej, NFT to zestaw zapisów w danej sieci blockchain, który jest unikatowy i nie może być zastąpiony czymś innym. Ta właściwość sprawia, że NFT jest niemalże jak dzieło sztuki, przez co coraz więcej osób szukających alternatywnych inwestycji interesuje się tym zjawiskiem. Czy słusznie? Jakie perspektywy stoją przed rynkiem NFT? Czy prawo nadąża za rozwojem technologii? Odpowiedzi udziela mec. Adam Ziębicki, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Aby lepiej zrozumieć, czym dokładnie jest NFT, warto odnieść się do przykładu – posługując się kryptowalutami, np. Bitcoinem (BTC), Ethereum (ETH) czy też innymi, możemy wymienić jednego BTC na innego BTC itd.. W takim wypadku dochodzi do wymiany bitcoinów w stosunku 1:1, czego w przypadku NFT nie można uczynić, gdyż poza danym konkretnym NFT, nie istnieje jego analogiczna kopia lub kopie.

NFT są to cyfrowe zapisy, które przedstawiają daną wartość i które mogą być jedynie kupione i sprzedane na blockchainie danej kryptowaluty. Najpopularniejszym blockchainem oferującym możliwość wystawienia na sprzedaż i kupna NFT jest sieć Ethereum. Najpopularniejszym serwisem, który umożliwia powyższe jest OpenSea (ale też inne jak Mintable czy też Rarible), do której to strony dostęp jest darmowy i każdy może we własnym zakresie sprawdzić jakie NFT są oferowane w danym momencie i stać się ich właścicielem.

NFT to nie tylko graficzne „dzieła sztuki” na miarę XXI wieku. Jeden z serwisów operujący na blockchainie kryptowaluty Tezos oferuje możliwość wykupienia NFT muzycznego, np. kolekcji historycznych materiałów Whitney Houston. Z kolei twórcy memcoina „Dogebonk” zapowiadają utworzenie serwisu, który umożliwi sprzedaż NFT w postaci memów. Co ciekawe, również Facebook oraz Instagram mają umożliwić swoim użytkownikom tworzenie, wyświetlanie i sprzedaż NFT, przy czym na tym etapie nie mamy jeszcze dalszych szczegółów jak by to miało wyglądać i na jakim blockchainie byłoby oparte. Potencjał NFT jest nieograniczony i tak naprawdę wszystko zależy od ludzkiej kreatywności. DW mojej opinii jesteśmy świadkami rozwoju rynku o ogromnym potencjale, na który będą wchodzić czołowi gracze (albo już wchodzą) i warto mu się bacznie przyglądać – komentuje mec. Adam Ziębicki, prawnik w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Popatrzmy na dalsze przykłady. Pewien indonezyjski student w ostatnim czasie jako NFT sprzedawał zdjęcia przedstawiające jego osobę z okresu czterech lat. Jedna z restauracji z Nowego Jorku ogłosiła, że wstęp do niej będą mieli jedynie posiadacze wyemitowanych przez restaurację NFT przedstawiających rybę („Flyfish Club”). Jeszcze innym ciekawym przykładem NFT jest kolekcja „Ether Rock”, w ramach której można było nabyć NFT przedstawiające kamień, różniący się jedynie odcieniami. Nie sposób również nie wspomnieć o „Bored Ape Yacht Club”, w ramach to której kolekcji można było nabyć NFT przedstawiający znudzone małpy. Te ostatnie stały się obiektem pożądania przez sławne osoby jak np. Jimmy Fallon, Steph Curry, Snopp Dogg lub Mark Cuban, które były gotowe zapłacić za jeden NFT setki tysięcy dolarów.

Rynek NFT jest na tę chwilę nieograniczony i w zasadzie jako NFT może być sprzedane co do zasady wszystko. Nie zmienia to jednak faktu, że istnieje szereg okoliczności natury prawnej, na które trzeba zwrócić uwagę. W pierwszej kolejności trzeba zauważyć, że sprzedaż NFT nie oznacza zawsze przeniesienia praw autorskich do danego utwory na rzecz nabywcy. Zazwyczaj prawa te, jak również inne prawa własności intelektualnej, pozostają u twórcy, a kupiec otrzymuje jedynie certyfikat potwierdzający nabycie danego utworu i prawo do eksponowania danego konkretnego utworu. W celu uzyskania informacji na temat warunków przeniesienia praw autorskich należy sięgnąć do regulaminu serwisu, w którym nabywane jest dane NFT. W dalszej kolejności należy wskazać, że aktualnie NFT nie ma dedykowanych dla siebie regulacji na poziomie ustawowym. Może to jednak w przyszłości ulec zmianie, gdyż nawet w 2021 r. dokonano nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Na mocy nowego brzmienia ustawy kantory kryptowalut działające w Polsce od listopada 2021 r. mają obowiązek uzyskania wpisu w rejestrze działalności w zakresie walut wirtualnych. Takich regulacji w przypadku NFT jeszcze nie ma, ale całkowicie uzasadnionym jest oczekiwanie, że zostaną one w pewnym momencie ustanowione i to na poziomie unijnym – dodaje mec. Ziebicki.

Poza prawnymi kwestiami istnieje również kwestia dotycząca korekty rynku kryptowalut. Aby stać się właścicielem danego NFT, należy za niego zapłacić odpowiednią cenę wyrażoną w danej kryptowalucie, dlatego jej kurs znacząco wpływa na całe przedsięwzięcie. Można zatem bardzo szybko zyskać i równie szybko stracić znaczne środki pieniężne.

Deloitte: Tylko 10 proc. podmiotów sektora budowlanego zna wytyczne dotyczące regulacji ESG

Branża budowlana stoi przez istotnymi wyzwaniami: obowiązek dostosowania się do unijnych regulacji związanych ze zmianami klimatu, dynamiczny wzrost kosztów realizacji i brak rąk do pracy.

W najbliższych latach zmiany klimatu będą kluczowym wyzwaniem dla decydentów na szczeblu państwowym, zarządów firm oraz dla samych konsumentów. Przedsiębiorstwa będą musiały dostosować się do nowych regulacji w zakresie zrównoważonego finansowania oraz wytycznych dotyczących ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Branża budowlana może odegrać szczególną rolę w tych obszarach, gdyż jej działalność ma duży wpływ na inne sektory gospodarki. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Polskie spółki budowlane 2021 – najważniejsi gracze, kluczowe czynniki wzrostu i perspektywy rozwoju branży” tylko 10 proc. firm zna szczegółowe wytyczne dotyczące obowiązków spółek wynikających ze zmieniającego się rozporządzenia Unii Europejskiej w zakresie zrównoważonego finansowania.

Eksperci Deloitte przeprowadzili ankietę wśród podmiotów z polskiego sektora budowlanego. Celem badania, którego wyniki są integralną częścią raportu, było poznanie opinii branży w zakresie możliwości rozwoju koniunktury, oceny najważniejszych ryzyk i szans oraz przygotowania do nadchodzących zmian regulacyjnych związanych z aspektami ESG (ang. Environment, Social & Governance). Ponieważ sektor budownictwa i nieruchomości ma znaczący udział w globalnej emisji gazów cieplarnianych, podmioty zostały zobowiązane do jej ograniczenia.

Zmiany klimatu będą oddziaływać w sposób szczególny na sektor budowalny, który cechuje wysoka emisyjność, jak i wysoki stopień wrażliwości na ryzyka klimatyczne. Obecnie, budynki odpowiadają w Unii Europejskiej za około 40 proc. zużycia energii i 36 proc. emisji CO2. Proces definiowania celów redukcji emisji gazów cieplarnianych i ujawniania informacji o postępie realizacji w sprawozdaniach niefinansowych jest już faktem. Podatki od emisji lub system handlu prawami emisji wprowadzono już w czterdziestu krajach na świecie. Tak duża presja motywuje zarządy firm wielu branż do podjęcia konkretnych działań w tym zakresie. Branża budowlana, ze względu na swoją specyfikę i rozbudowany łańcuch dostaw ma szczególnie ambitne zadanie do wykonania Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju, Deloitte.

W tegorocznym badaniu zapytano respondentów czy posiadają jasno zdefiniowaną politykę działania w odniesieniu do czynników środowiskowych, społecznych i zarządczych. Ideą strategii ESG jest troska przedsiębiorstwa nie tylko o swój interes ekonomiczny, lecz także o lokalne społeczności czy środowisko. Blisko połowa ankietowanych (48 proc.) deklaruje, że przyjęła strategię działania w tym zakresie, a 14 proc. stwierdza, że została ona zdefiniowana szczegółowo. Jednak aż 38 proc. respondentów nie posiada wdrożonej koncepcji, a tylko 14 proc. z nich planuje jej przygotowanie w przyszłości.

Kolejną ważną kwestią jest świadomość podmiotów operujących w branży budowlanej, dotycząca zmian w regulacjach Unii Europejskiej, które nakładają na nich konkretne obowiązki. Zmiany są związane z wdrażaniem przez UE planu działania na rzecz finansowania zrównoważonego wzrostu gospodarczego i zaczynają obowiązywać od tego roku. Z przeprowadzonego badania wynika, że około 48 proc. respondentów nie posiada wiedzy na ich temat, ale zdecydowana większość z nich (29 proc.) jest gotowa na zapoznanie się z nią.

Unia Europejska od lat opracowuje plany i podejmuje działania wspierające systemowe przejście na gospodarkę niskoemisyjną zgodną z założeniami zrównoważonego rozwoju. Rozporządzenie dot. Taksonomii nakłada dodatkowe obowiązki w zakresie ujawnień. Spółki będą musiały informować m.in. klientów, na ile ich działalność jest zrównoważona środowiskowo. Obecnie Taksonomia stanowi duże wyzwanie dla wielu spółek, z uwagi na późną publikację finalnych wersji aktów delegowanych oraz obowiązku ujawnień za rok 2021. Niemniej zakres dodatkowych ujawnień będzie jeszcze większy w związku z pracami nad nową dyrektywą CSRD, która obejmie dużo więcej podmiotów niż obecnie obowiązujące normy. Dlatego warto jak najszybciej podjąć działania dostosowujące organizację do nowych wymogów – mówi Łukasz Michorowski, partner w dziale audit & assurance, Deloitte.

Niskoemisyjna przyszłość w branży budowlanej

Uwzględnienie czynników ESG w biznesie, zgodnie z europejskimi wytycznymi będzie wymagało istotnej transformacji procesu budowlanego i konkretnych działań ograniczających emisyjność. Kluczowe mogą okazać się inwestycje w nowoczesne technologie, które zminimalizują ślad środowiskowy i zwiększą efektywność procesu budowlanego, m.in. poprzez wykorzystanie właściwych materiałów oraz ich ponowny recykling, zmianę technologii i samego procesu budowy. Pod presją krajowych i europejskich przepisów, takich jak taksonomia UE oraz przyszła dyrektywa CSRD, podmioty odpowiadające za przygotowywanie projektów już uwzględniają powyższe kwestie w swoich specyfikacjach. Ich celem jest przekierunkowanie przepływów kapitałowych do tzw. „zielonych inwestycji”. Jednym z rosnących trendów jest budownictwo modułowe, do którego przekonuje się coraz więcej firm. Technologia ta pozwala nie tylko na oszczędność czasu, ale i działania zgodne z gospodarką cyrkularną, która sprzyja procesowi dekarbonizacji i zmniejszeniu generowanego śladu węglowego zarówno podczas wznoszenia budynków, jak i ich użytkowania.

–  Z uwagi na emisyjność sektora, kluczowe mogą okazać się inwestycje w nowoczesne technologie, które zminimalizują ślad środowiskowy i zapewnią zaplecze w postaci baz danych koniecznych do dalszego rozwoju innowacji. Ponadto, podejmowanie coraz bardziej ambitnych zobowiązań klimatycznych wiąże się również z zapotrzebowaniem organizacji na dokładną kalkulację emisji gazów cieplarnianych, a także świadome zdefiniowanie celów oraz szczegółowych planów dekarbonizacji wraz z oszacowaniem niezbędnych kosztów na ich realizację. Podjęcie takich działań, zgodnie ze światowymi standardami, pomoże firmom utrzymać konkurencyjność i proaktywnie przystosować się do nowych wymogów regulacyjnych w tym zakresie, wynikających m.in. z pakietu Fit for 55  – mówi Tomasz Gasiński, dyrektor, zespół ds. zrównoważonego rozwoju, Deloitte.

„Inflacja prawa” i bariery regulacyjne przeszkodą dla FinTech w Polsce

Bariery regulacyjne i tzw. inflacja prawa mogą być przeszkodą, dla rozwoju branży fintech w Polsce, Mimo dobrej pozycji wyjściowej polskiego rynku.

Czy Polska może być liderem w zakresie innowacji na rynku finansowym w Europie Środkowo-wschodniej? „Na pewno ma ku temu potencjał i dobrą sytuację wyjściową. Rozwiązania FinTech mogłyby się rozwijać jeszcze dynamiczniej w naszym kraju, gdyby nie bariery regulacyjne i postępująca tzw. inflacja prawa, czyli nadmierne produkowanie nowych aktów prawnych i dokonywanie zmian już istniejących przepisów. Czynniki te powodują, że podmioty działające w tej branży decydują się na rejestrację swojej działalności w innych krajach UE.” – mówi Jan Gąsiorowski, associate w zespole banking and finance w Wolf Theiss.

Z uwagi na przemiany po roku 1989, polski sektor bankowy, jest jednym z najnowocześniejszych na świecie – zwłaszcza jeśli chodzi o rozwój transakcji elektronicznych. W całym sektorze zatrudnionych jest ponad 143 tys. osób, a jego aktywa sięgają ok. 2,4 bln zł. Rynek usług finansowych jest też w Polsce wyjątkowo chłonny, zwłaszcza w obszarze konsumenckim.

„Choć potencjał na rynku polskim w zakresie nowoczesnych usług finansowych jest olbrzymi, do czego przyczyniają się również wysokiej jakości kadry, dodatkowo zasilane specjalistami zza naszej wschodniej granicy, to oczywiście nie brak też problemów i barier. Obszarem, problematycznym, jest otoczenie prawne i regulacyjne, choć i tu zachodzą pozytywne zmiany. Działająca w Polsce branża FinTech zwraca zwłaszcza uwagę na długie procedury, które trzeba przejść przed wprowadzeniem na rynek nowych produktów oraz zawiłe przepisy regulujące działalność podmiotów świadczących usługi finansowe.” – mówi Jan Gąsiorowski, z zespołu banking and finance w Wolf Theiss.

Jako pewną próbę rozwiązania tego problemu należy postrzegać podejmowane przez Komisję Nadzoru Finansowego KNF kroki do utworzenia polskiej piaskownicy legislacyjnej (ang. regulatory sandbox), w ramach której FinTechy mogą testować warunki organizacyjne i prawne do rozwoju swoich pomysłów na rzeczywistym rynku finansowym pod kontrolą organów nadzoru. Obecnie, przy KNF funkcjonuje wirtualna piaskownica technologiczna pozwalająca na testowanie rozwiązań technologicznych w środowisku symulującym podstawowe usługi przewidziane w dyrektywie PSD2 (Revised Payment Services Directive). Rozwiązanie to pozwala na przeprowadzenie symulacji wielu operacji bankowych i przetestowanie rozwiązań, które bazują na interfejsie Open API, zgodnym ze standardem Polish API. Dodatkowo, we współpracy z KNF powstała również bezpłatna piaskownica technologiczna Sandbox Blockchain umożliwiająca testowanie technologicznych rozwiązań opartych na blockchainie.

„Środowisko związane z FinTech, oprócz uproszczenia regulacji i barier, potrzebuje możliwości przetestowania swoich pomysłów na realnym rynku finansowym. Pierwsze zapowiedzi dotyczące powstania piaskownicy regulacyjnej przy KNF  datowane są na koniec 2018 r. Nadal nie mamy jednak wiążących informacji, kiedy takie rozwiązanie będzie dostępne w Polsce. Tego typu rozwiązanie funkcjonuje z powodzeniem od wielu lat w Wielkiej Brytanii czy na Litwie. Efekt jest taki, że Polska traci na konkurencyjności względem tych krajów. Kolejnym problem polskiego rynku jest dynamika polskiego procesu legislacyjnego – w samym 2020 r. w polskich dziennikach urzędowych ogłoszono ponad 125 tys. nowych aktów prawnych. Powoduje to konieczność ciągłego dostosowywania działalności do coraz to nowszych regulacji. Tak szybka produkcja prawa prowadzi do braku pewności prawnej, co w żaden sposób nie sprzyja rozwojowi biznesu w Polsce.” – dodaje ekspert.

KNF poza udostępnianiem środowiska testowego firmom i start-up’om (w zakresie usług płatniczych) rozpoczął prace zmierzające do wyeliminowania jak największej liczby barier w rozwoju innowacji finansowych FinTech. W maju 2021 r. ukazał się raport powołanego specjalnie do tego celu zespołu, który omawia 193 bariery natury prawnej, regulacyjnej i nadzorczej, z którymi boryka się branża. W raporcie zestawiono zgłoszone postulaty uczestników rynku i instytucji publicznych dotyczące zmian prawnych oraz regulacyjnych z postępem prac związanym z ich usunięciem. Jak podkreślił Urząd KNF, sam raport nie ma ostatecznego charakteru, a prace nad poszczególnymi postulatami będą kontynuowane. W trakcie prac dokument będzie podlegał uzupełnieniom i zmianom w odniesieniu do poszczególnych barier.

„Każda inicjatywa zmierzająca do ograniczenia w Polsce tzw. gold-platingu, w przypadku branży finansowej polegającego na zwiększaniu obostrzeń nadzorczych ponad te wymagane przez Unię Europejską, jest godny pochwały. Musimy bowiem mieć świadomość, że rynek rozwiązań FinTech jest globalny, a aktualnie podmioty zarejestrowane w Polsce, często muszą działać w bardziej restrykcyjnych warunkach niż ich konkurenci zarejestrowani w innych krajach UE.” – podsumowuje Jan Gąsiorowski z Wolf Theiss.

W Polsce obecnie funkcjonuje ponad 300 FinTech’ów, 30 banków komercyjnych, 37 oddziałów instytucji kredytowych i 514 banków spółdzielczych. Rynek usług finansowych jest też w Polsce wyjątkowo chłonny, zwłaszcza w obszarze konsumenckim. Według danych firmy Check Point aż 75% Polaków częściej płaci kartą niż gotówką, a 90% właścicieli kart dokonuje płatności zbliżeniowych. Jak podaje PwC, daje to polskiemu rynkowi miejsce w pierwszej 10 na świecie w zakresie płatności zbliżeniowych. W tym kontekście warto również wspomnieć o spektakularnym sukcesie usługi bezgotówkowych płatności BLIK, która w ciągu niewiele ponad 6 lat swojej działalności zrealizowała przeszło miliard transakcji. Czy świetne uwarunkowania i pozycja wyjściowa wystarczą, by Polska mogła być liderem usług FinTech w regionie CEE? To pokażą kolejne lata – wiele też zależy jednak od warunków legislacyjnych, jakie zostaną stworzone podmiotom działającym w tym sektorze i tego, czy bariery regulacyjne nie okażą się jednak zbyt restrykcyjne na tle konkurencyjnych europejskich rynków.

Podwyżki stóp w USA. Czy Fed zasygnalizuje w środę ruch w marcu?

W komunikatach Rezerwy Federalnej w tym tygodniu spodziewamy się jasnych wskazówek, że podwyżka stóp procentowych jest zaplanowana na marzec, a w dalszej części roku prawdopodobne są kolejne. Trudno powiedzieć, czy optymistyczny ton, który sugeruje raczej agresywne tempo podwyżek w 2022 r., wystarczy, by spowodować aprecjację dolara w tym tygodniu.

Zmiana nastawienia w polityce pieniężnej FOMC była w ostatnich miesiącach znacząca. Podczas wrześniowego zebrania Fed zasygnalizował, że planuje jedną podwyżkę stóp w 2022 r. Od tamtej pory decydenci stawali się jednak coraz bardziej jastrzębi, inflacja w USA osiągała najwyższe od dekad poziomy, a presja cenowa nie wykazuje oznak słabnięcia. Na grudniowym zebraniu Fed – który długo zaprzeczał, jakoby inflacja miała się utrwalić – przyznał, że nie widzi już gwałtownego wzrostu cen jako „przejściowego”.

Jastrzębi zwrot Fedu

Bank co kwartał publikuje dot plot, czyli wykres obrazujący oczekiwania członków FOMC w zakresie kształtowania się stóp procentowych w kolejnych latach. Ostatni dot plot pokazał wyraźny wzrost oczekiwań w zakresie podwyżek, a ich mediana sugeruje, że Fed zmierza w kierunku podniesienia stóp w 2022 r. co najmniej trzykrotnie. Jastrzębi zwrot Fedu dodatkowo wspierają ostatnie informacje dotyczące inflacji, rynku pracy i sytuacji pandemicznej w kontekście nowego wariantu koronawirusa (Omikron). Inflacja CPI w USA wzrosła w grudniu do 7% (Wykres 1), czyli najwyższego poziomu od 1982 r., zaś bazowa do 5,5%, co jest 30-letnim rekordem.

Uważamy także, że rynek pracy w USA osiągnął poziom, który spełnia rozsądną definicję pełnego zatrudnienia, lub jest tego bliski. Podczas gdy dane o zmianie zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w grudniu rozczarowały, inne dane w ramach raportu były znacznie bardziej pozytywne: bezrobocie gwałtownie spadło, a płace kontynuowały wzrost. W danych widać, że firmy starają się zachęcić pracowników. Co więcej, powrót do ścisłych lockdownów, które były powszechne na wcześniejszych etapach pandemii, również wydaje się mało prawdopodobny dzięki niskiej zjadliwości Omikrona i wystarczającej ochronie przed nim zapewnianej przez szczepienia przypominające.

Wykres 1: Inflacja CPI w USA [proc., r/r] (2012 – 2022)

Inflacja CPI w USA [proc., r_r] (2012 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 24.01.2022
Rynki finansowe gwałtownie zareagowały na splot powyższych informacji, choć póki co w tym roku efekt ten nie przełożył się istotniejsze umocnienie amerykańskiej waluty. Kontrakty fed fund futures, na podstawie których można określić to, jakiego scenariusza w zakresie przyszłego kształtowania się stóp procentowych spodziewa się rynek, obecnie w pełni wyceniają podwyżkę w marcu i w sumie cztery podwyżki o 25 pb. w 2022 r.

Przyczyniło się to do wyprzedaży dłużnych papierów skarbowych, przez co znacznie wzrosły ich rentowności, np. rentowności papierów dwuletnich przekroczyły 1%, co jest najwyższym poziomem od ponad dwóch lat (Wykres 2).

Wykres 2: Rentowności dwuletnich papierów skarbowych USA (2021 – 2022)

Rentowności dwuletnich papierów skarbowych USA (2021 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 24.01.2022

Podwyżki stóp od marca

Podczas gdy wszystko wskazuje na to, że nadchodzi podwyżka stóp procentowych, uważamy, że styczniowe zebranie jest zbyt wczesne na takie ogłoszenie – Fed już zapowiedział, że nie rozpocznie podwyżek stóp przed zakończeniem programu luzowania ilościowego (QE), który zgodnie z obecnym harmonogramem ma zakończyć się w marcu. W komunikatach w tym tygodniu spodziewamy się jasnych wskazówek, że planowana jest podwyżka na kolejnym posiedzeniu (15–16 marca), a w dalszej części roku prawdopodobne są kolejne.

Część rynku jest zdania, że Fed może rozpocząć cykl nieproporcjonalnie dużą podwyżką o 50 pb. w marcu. Uważamy, że to mało prawdopodobne, a bardziej realny jest scenariusz podwyżki o 25 pb. W obecnej sytuacji przewidujemy dalsze podwyżki w czerwcu, wrześniu i grudniu, chociaż nasza opinia w tym zakresie w dużej mierze zależy od przyszłych odczytów inflacji.

Dolarowi może być trudno się umocnić

Trudno powiedzieć, czy optymistyczny ton, który sugeruje raczej agresywne tempo podwyżek w 2022 r. wystarczy, by spowodować aprecjację dolara w tym tygodniu. Uważamy, że Fed musiałby zrobić coś specjalnego, by doprowadzić do umocnienia waluty, ponieważ rynek wycenia obecnie w pełni podwyżkę w marcu i zaczął wyceniać podwyżki co kwartał. Jednym z takich ogłoszeń byłaby deklaracja Fedu, że zakończy program QE jeszcze wcześniej (natychmiast lub w lutym).

Naszym zdaniem bardziej prawdopodobne jest wygaszenie programu zgodnie z planem, jednak ze względu na skalę wzrostu cen, który znacznie przekracza cel banku, uważamy obie opcje za potencjalnie możliwe. W naszej ocenie, jeśli scenariusz szybszego wygaszania QE wszedłby w życie, doszłoby do zwiększenia rynkowych zakładów na podwyżkę o 50 pb. w marcu (my wciąż jednak spodziewalibyśmy się podwyżki o 25 pb.). Wówczas amerykańska waluta mogłaby się umocnić w najbliższą środę.

Jakiekolwiek komentarze dotyczące redukcji bilansu banku centralnego, inaczej ilościowego zacieśniania (quantitative tightening, QT), w dalszej części roku również skupią na sobie uwagę. Oczekujemy, że w tym tygodniu Fed będzie w dalszym ciągu przygotowywał grunt pod QT, choć formalne ogłoszenie w tym zakresie nastąpi naszym zdaniem za co najmniej kilka miesięcy. Wyższe stopy pozostają głównym narzędziem Fedu pozwalającym na kontrolowanie inflacji, dlatego przed rozpoczęciem redukcji bilansu banku możemy spodziewać się kilku podwyżek.

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 26.01, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Suma wszystkich giełdowych strachów

Inwestorzy obawiają się trzech elementów: podwyżek stóp procentowych w USA, przeciętnych wyników spółek za 4 kwartał w USA oraz konfliktu na Ukrainie. To powoduje, że NASDAQ od początku roku spadł powyżej 10 proc., a indeks 500 największych amerykańskich firm, S&P500 jest blisko tej granicy. WIG20 w ciągu ostatnio tygodnia obniżył się o około 5 proc.

Z przeprowadzonego globalnego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego (za 4 kwartał 2021 roku) wynika, że inwestorzy na świecie w związku ze swoimi inwestycjami najbardziej obawiają się inflacji (41 proc. odpowiedzi), międzynarodowego konfliktu (26 proc.) oraz podwyżek stóp procentowych (21 proc.). Natomiast 35 proc. martwi się stanem światowej gospodarki, a 33 proc. stanem gospodarki kraju, z jakiego pochodzą. To swoista „suma wszystkich strachów” inwestorów na świecie. W ostatnim czasie wiele z tych strachów się materializuje, dlatego nie dziwi fakt niepewności na rynku i spadków.

Kluczowa jest tutaj postawa FED, według najbardziej prawdopodobnego scenariusza dojdzie w tym roku w USA do czterech podwyżek stop procentowych, a bilans FED, na który składają się instrumenty kupowane w ramach programu skupu aktywów, zostanie ograniczony. Rynki z uwagą wyczekują środy, czyli pierwszego w tym roku posiedzenia FED. Wskazane podwyżki zostały już wycenione przez rynek, kluczowe pozostaje jednak dalsze nastawienie FED. Zbyt jastrzębi FED (szybsze podnoszenie stóp i ograniczenie bilansu) mógłby podgrzać niepewność na rynku. Co naszym zdaniem powoduje, że stanowisko FED w kontekście obecnej sytuacji będzie bardziej uspokajające. Perspektywa dla rynku w tym kontekście wydaje się pozytywna, z tym że trzeba być bardziej selektywnym w doborze własnych inwestycji. Można rozważyć inwestycje w tańsze i szybciej rosnące sektory oraz rynki poza USA.

Obawy inwestorów budzi także mieszany początek sezonu publikacji wyników za 4 kwartał w USA. Jednak statystyczne wyniki dla całego rynku są dobre – 6 proc. powyżej oczekiwań, zyski są 24 proc. powyżej poziomu za ten sam okres w poprzednim roku. Co ważne powyżej oczekiwań są wyniki firm praktycznie ze wszystkich sektorów. Dobre wyniki spółek w tym momencie są niezbędne do utrzymania wysokich wycen, które mogą być poddawane przez rynek rewizji.

Ostatnim elementem, który działa na wyobraźnie inwestorów, jest ryzyko konfliktu. Pomimo że dane były zbierane w grudniu, inwestorzy już wtedy byli zaniepokojeni, a teraz czekają nas kolejne tygodnie napięcia wokół Ukrainy, jednak wpływ tego stanu na rynki globalne nie powinien być znaczący. Dużo większe znacznie konflikt może mieć dla polskiej giełdy i innych giełd regionu. A także dla spółek rosyjskich i ukraińskich notowanych na parkietach w regionie.

Te trzy „strachy” obecnie działają na wyobraźnie inwestorów, niosąc korektę na parkietach. Co wiemy o samych korektach w USA? Przede wszystkim, że są dość rzadkie, w ciągu ostatnich 40 lat było ich 25.

A skupione były głównie w okresach większych kryzysów (kryzys finansowy 2008 r., bańka internetowa). Przeciętny spadek wynosił 16 proc. w okresie 7 tygodni korekty. I opłacało się wykorzystać korektę do kupowania, ponieważ w większości sytuacji po 12-miesiącach rynek był na wyższym poziomie niż przed korektą. Nie dotyczyło to jednak wszystkich branż – między nimi były już znaczące różnice, to wskazuje na znacznie dywersyfikacji w sytuacji korekty. Ważne, żeby korekta nie zamieniła się w kryzys, który trwa dłużej i przynosi większe spadki. Wydaje się, że obecne strachy inwestorów są do przezwyciężenia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku