Sztuczna inteligencja w biznesie

Sztuczna inteligencja jest jednym z częściej wymienianych trendów technologicznych, które mają zrewolucjonizować współczesny biznes. Gartner wymienia AI w absolutnej czołówce globalnych kierunków rozwoju technologicznego. Zdaniem analityków z amerykańskiego instytutu do 2020 roku elementy AI znajdą się w niemal każdym nowym oprogramowaniu[1], a 85% interakcji pomiędzy konsumentami a obsługą klienta ma zachodzić przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. IDC szacuje, że globalny rynek AI i systemów kognitywnych będzie wart 57,6 miliardów dolarów już w 2021 roku. Eksperci Tractica idą jeszcze dalej uważając, że globalny rynek usług związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji wzrośnie z 10,1 miliarda dolarów w 2017 roku do 188,3 miliarda dolarów do 2025 roku[2].

Jesteśmy świadkami nowej rewolucji, która na naszych oczach zmienia świat. Przemysł 4.0 będzie miał w najbliższych latach ogromne znaczenie dla tempa rozwoju gospodarczego, a sztuczna inteligencja jest ważnym elementem tej układanki. Czy firmy są gotowe na jej wdrożenie? Czego potrzeba, aby osiągnąć wartość biznesową z AI?

AI – przekształcanie danych w inteligencję

Dane-wiedza-informacjeZa sprawą trzeciej rewolucji przemysłowej żyjemy w epoce informacyjnej, gdzie codziennie generowana jest olbrzymia ilość danych.  Szacuje się, że 90% z obecnie dostępnych danych cyfrowych zostało stworzonych w przeciągu ostatnich 2 lat. Ile ich jest? – światowy ,,licznik” na koniec 2016 roku pokazywał 16ZB (zettabajtów). Podstawowe pytanie jakie pojawiło się przed biznesem ,,co zrobimy z tymi wszystkimi informacjami”, dzięki postępowi technologicznemu szybko znalazło odpowiedź. Wzrost ilości danych w połączeniu ze spadkiem kosztów ich przechowywania i przetwarzania spowodował rozwój sztucznej inteligencji. Dziś w dużej mierze jest ona wykorzystywana w biznesie w postaci algorytmów uczenia maszynowego (machine learning), które pozwalają te niestrukturalne dane przetwarzać, analizować i w konsekwencji zamieniać na informacje i wiedzę. Mimo, że historia machine learning sięga lat 50, to właśnie teraz zyskuje na znaczeniu i znajduje zastosowanie w kolejnych branżach. IDC prognozuje, że w 2020 r. wydatki firm związane z wdrożeniem machine learning i sztucznej inteligencji wyniosą aż 47 miliardów USD. Możliwość analizowania i w konsekwencji wyciągania wniosków ze zgromadzonych danych to dziś dla firm jedna z największych szans na uzyskanie przewagi konkurencyjnej.

Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit
Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit

Machine Learning polega na samodzielnym uczeniu się maszyn na podstawie analizy dostarczanych im danych i znajdowaniu w nich różnych wzorców, aby na ich podstawie podejmować decyzje o podjęciu określonego działania. – Kluczowe obszary rozwoju AI, których podstawą jest uczenie maszynowe to na pewno technologie rozpoznawania i przetwarzania obrazów oraz języka, wirtualni asystenci, automatyczne pojazdy i roboty. Inwestycje w AI w Polsce, w porównaniu do globalnych liderów w tej dziedzinie czyli USA i Chin, są obecnie niewielkie, ale nasz kraj ma spory potencjał. Dysponujemy bowiem dobrze wykwalifikowanymi programistami, którzy są cenieni w świecie. Jeśli znajdą się środki na odpowiednie inwestycje to mamy szansę jako kraj sporo na tym zyskać – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

Jak sztuczna inteligencja pomaga w biznesie? – przykłady zastosowań

Sztuczna inteligencja zmienia sposób w jaki przedsiębiorstwa wprowadzają innowacje i komunikują swoje produkty i usługi. Już teraz widzimy wiele wdrożeń AI bazujących na algorytmach machine learning czy też jednej z podkategorii uczenia maszynowego – deep learning (to proces, w którym komputer uczy się wykonywania zadań naturalnych dla ludzkiego mózgu, takich jak rozpoznawanie mowy, identyfikowanie obrazów lub tworzenie prognoz).obszar zastosowań AI – PL

Motoryzacja, medycyna, HR, IT, finanse, marketing, e-commerce, retail, handel – niemalże w każdej branży AI może pomóc rozwijać biznes. Uczenie maszynowe przetransformowało analitykę, umożliwiając podejmowanie dokładniejszych decyzji biznesowych w oparciu o dane, pozwalając na rozwiązanie wielu problemów, z którymi tradycyjne techniki analityczne albo nie potrafiły sobie poradzić, albo proces dojścia do odpowiedzi zajmował bardzo dużo czasu i był przez to zbyt kosztowny.

Giganci jak Google, Microsoft, Facebook, Amazon inwestują olbrzymie środki w badania i rozwój związany z wykorzystaniem AI. Warto jednak zdać sobie sprawę, że możliwości jakie daje AI nie są zarezerwowane tylko dla największych. Już dziś z powodzeniem wykorzystywane są algorytmy uczenia maszynowego w wielu dziedzinach biznesu. Mając odpowiednią infrastrukturę oraz zespół ekspertów, którzy potrafi zrealizować takie wdrożenie, możemy z powodzeniem wykorzystywać potencjał AI w naszej firmie. Przykładów można podać wiele. Powstaje coraz więcej startupów, które próbują zdobyć kawałek z tego tortu AI dla siebie. Niewątpliwym sukcesem był tu na pewno polski projekt IVONA, czyli technologii przetwarzającej tekst na mowę, który w 2013 roku kupił Amazon. Sparkbit też może być przykładem tego jak płynnie wejść na drogę z transformacji cyfrowej do rewolucji 4.0. Aby wyeliminować dokumentację papierową i usprawnić cały proces rekrutacji w naszej firmie, stworzyliśmy aplikację Toucan, która pozwala m.in. tworzyć cyfrowe profile kandydatów i automatycznie zapisywać na nich dane oraz zadania zbierane w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej w postaci e-notatek za pomocą tabletu, który działa jak e-papier. Aktualnie pracujemy nad dodatkową funkcjonalnością opartą o algorytmy machine learning, która pozwoli odręczne notatki zamieniać na materiały elektroniczne z możliwością wyszukiwania w nich dowolnych treści. AI znajduje zastosowanie nawet w branży modowej. Dobrym przykładem jest tu system sztucznej inteligencji Fashion AI funkcjonujący w sklepach Alibaba w Chinach. To taki multimedialny osobisty stylista, który tylko w jeden dzień zarobił dla tej sieci 25 miliardów dolarów. Jak? Klient jest w sklepie, wybiera bluzę i idzie z nią do przymierzalni. Tam jest duży ekran, który za pomocą wbudowanych sensorów skanuje wybraną rzecz i rekomenduje co do niej dobrać by stworzyć modny i ładny zestaw.  Do tego mówi, gdzie w sklepie znaleźć ten produkt – dodaje Jędrzej Fulara ze Sparkbit.

Sztuczna inteligencja w postaci algorytmów maszynowego uczenia ma dziś znaczący wpływ na biznes. Obecnie jest powszechnie wykorzystywana chociażby w marketingu, call center, chatbotach, pozycjonowaniu, targetowaniu, maszynowych tłumaczeniach tekstów (Microsoft poinformował ostatnio, że jego tłumacz oparty o AI osiągnął poziom profesjonalnego ludzkiego tłumacza z języka chińskiego na angielski), planowaniu kampanii reklamowych, sterowaniu ładunkiem w centrach logistycznych, w finansach przy ocenianiu zdolności kredytowej, zgodności z przepisami, zarządzaniem ryzykiem i zapobieganiu nadużyciom, w branży modowej w postaci wirtualnych stylistów i w wielu innych miejscach.

Machine learning znacząco wpływa na nasze życie i czasem nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. W badaniu ARM Northstar „AI today, AI tomorrow” ponad połowa ankietowanych konsumentów wskazała, że nie miała świadomości iż rozwiązania sztucznej inteligencji stosowane są w Facebooku (53%), Netflixie (54%), czy Spotify (58%)[3]. A to właśnie tu AI pomaga tworzyć zindywidualizowane systemy rekomendacji treści, filmów i muzyki dostosowane do preferencji użytkownika. Uczenie maszynowe używane jest do rozpoznawania mowy (Google Now i Siri firmy Apple, Xbox, Skype) czy obrazu. Gdzie jeszcze? Filtry antyspamowe w skrzynkach e-mail, optymalizacja reklam, autokorekta i autopodpowiedzi podczas pisania smsów smartfonem, systemy nawigacyjne (GSP), pozwalające nie tylko na odnalezienie optymalnej drogi, ale również na zaprezentowanie ofert mijanych po drodze obiektów handlowo-usługowych. Mark Zuckerberg w trakcie przesłuchania przed amerykańskim Kongresem mówił o roli sztucznej inteligencji (AI) w ochronie użytkowników Facebooka. Autonomiczne samochody Ubera, testy robotów na lotnisku w Tokio, które mają pomagać podróżnym podczas igrzysk w 2020 roku, Google AI oceniający ryzyko zawału na podstawie zdjęcia siatkówki oka.

W e-marketingu i e-handlu sztuczna inteligencja profiluje klientów na podstawie schematów ich zachowań w wyniku czego otrzymujemy precyzyjne targetowane reklamy i propozycje produktów, które mogą nas interesować. Uczenie maszynowe wykorzystywane też jest do monitorowania rozmów dotyczących produktów i usług w mediach społecznościowych, aby analizować nastroje konsumentów i na tej podstawie tworzyć nowe oferty dostosowane do ich potrzeb.

W handlu i logistyce pomaga ulepszać systemy zamówień i zawczasu eliminować potencjalne problemy. Jak? Chociażby przewidując na podstawie zebranych danych (np. wejść na stronę www, wyszukiwanych fraz kluczowych) większe zapotrzebowanie na dany produkt. Dzięki temu firma może odpowiednio wcześniej zwiększyć produkcję minimalizując ryzyko braku towaru, zaplanować ile ciężarówek będzie potrzebne do jego przewiezienia, a w dłuższej perspektywie umożliwić efektywne spełnienie pojawiających się oczekiwań klientów. Big data i algorytmy uczenia maszynowego umożliwiają lepsze zrozumienie preferencji i potrzeb klienta czyniąc proces zakupu prostym i szybszym.

W motoryzacji przykładem wykorzystania możliwości AI to asystenci kierowcy, systemy jazdy autonomicznej czy usprawnienie procesów produkcyjnych w fabrykach za pomocą robotów wykorzystujących maszynowe uczenie.

Korzyści vs wyzwania

Ułatwienie pracy, oszczędność czasu, optymalizacja procesów produkcji, automatyzacja działalności operacyjnej, efektywniejsze rozpoznawanie chorób, lepsze dostosowanie produktów i usług do potrzeb klientów, dokładne prognozowanie podaży i popytu, zdobycie unikatowej przewagi rynkowej, lepsze wyniki biznesowe – korzyści z zastosowania AI w firmie jest bardzo dużo. Jednak mimo coraz większej popularności tej technologii nadal wiele przedsiębiorstw nie wie jak odpowiednio wykorzystać jej potencjał w swoim rozwoju. Dlaczego? SAS wskazuje 5 błędów, które popełniają firmy wdrażając aplikacje wykorzystujące technologie maszynowego uczenia. Brak strategii wdrożenia, brak odpowiednich danych, brak odpowiedniej infrastruktury, problemy z interpretacją modeli metodologicznych uczenia maszynowego, a przede wszystkim planowanie strategii machine learning bez wsparcia ekspertów[4]. Właśnie ten ostatni czynnik wydaje się najbardziej istotny. Ekspert bowiem nie tylko wskaże wyzwania i korzyści, oceni istniejący system informacji oraz przepływu danych, aby odróżnić obszary, które są gotowe do automatyzacji, od tych, w których niezbędne będą dalsze inwestycje, ale też przede wszystkim nakreśli odpowiednią strategię i pomoże we wdrożeniu.

Zastosowanie AI wymaga połączenia kilku elementów w całość: musimy posiadać dużą liczbę danych, wiedzę o ich wzajemnych powiązaniach, oraz możliwość przetwarzania olbrzymich zbiorów zmieniających się informacji. Nie można też zapomnieć o najistotniejszym czynniku – o człowieku. Pomimo że to komputery używają algorytmów uczenia maszynowego do uczenia się na przykładach i dynamicznego oprogramowywania samego siebie, to jednak człowiek jest autorem tych algorytmów. To człowiek podejmuje kluczowe decyzje biznesowe, dostosowuje ogólne algorytmy do zastosowania ich w konkretnych sytuacjach. To człowiek jest beneficjentem tych systemów. Dlatego to w człowieka musimy najbardziej inwestować, żeby tworzył coraz lepsze systemy AI usprawniające nasze życie i pracę.. Argument, że przez sztuczną inteligencję stracimy zatrudnienie nie jest najbardziej trafiony, ponieważ AI po prostu zmieni rynek w tym zakresie tworząc zupełnie nowe zawody i zapotrzebowanie na nowe kompetencje. Gartner prognozuje, że w 2020 roku dzięki wykorzystaniu AI w firmach przybędzie 2,3 mln miejsc pracy, podczas gdy zlikwidowanych zostanie 1,8 mln – mówi Jędrzej Fulara ze Sparkbit.

Sztuczna inteligencja, aby spełnić pokładane w niej nadzieje, musi przynosić rozwiązania, które znacznie zmniejszają koszty, zwiększają przychody i pozwalają efektywnie wykorzystywać zasoby. AI wymaga też sporych inwestycji finansowych. Jednak przykład firm, które się na nie zdecydowały pokazuje, że warto. Lepsza efektywność połączona z głębszym zrozumieniem klientów i odbiorców rewolucjonizuje sposób działania przedsiębiorstw i w dłuższej perspektywie pozytywnie przekłada się na zwrot z inwestycji w AI. Dla tych, którzy zostaną z tyłu może to oznaczać nie tylko znaczące straty, ale też z czasem zniknięcie z rynku. Machine learning ma dziś w sobie duży potencjał, który coraz śmielej, za sprawą wdrożeń w różnych firmach,  wdziera się w życie przeciętnego Kowalskiego. Dziś cyfrowa transformacja robi krok do przodu w stronę coraz większej obecności sztucznej inteligencji i jej zastosowaniem w przemyśle 4.0. Czwarta rewolucja przemysłowa stała się faktem i mimo, że jesteśmy na początku tej drogi, to już odczuwamy pierwsze korzyści z wykorzystania jej możliwości.

[1] https://www.gartner.com/newsroom/id/3763265

[2] https://www.tractica.com/newsroom/press-releases/artificial-intelligence-implementations-will-require-a-significant-level-of-professional-services-support-to-reach-enterprise-scale/

[3] https://www.arm.com/markets/artificial-intelligence/ai-survey

[4] https://www.sas.com/en_us/insights/articles/big-data/5-machine-learning-mistakes.html#/

BioMaxima S.A. po I kwartale 2018 r.

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, a także szerokiej gamy odczynników i aparatury do diagnostyki in vitro, osiągnęła w pierwszym kwartale 2018 r. zysk EBITDA dla jednostki dominującej w wysokości 617 tys. zł oraz 251 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 7.922 tys. zł. Spółka intensywnie prowadzi prace rozwojowe i nowe projekty inwestycyjne, utrzymując wskaźniki finansowe na stabilnym poziomie.

Spółka kontynuuje w 2018 r. rozpoczęty program inwestycyjny, obejmujący wiele nowych projektów, dzięki którym realizowana jest jej skokowa transformacja. Ubiegły kwartał należał do najbardziej intensywnych w wieloletniej historii Emitenta, a wysokie tempo prowadzonych prac rozwojowych zostanie również utrzymane w kolejnych kwartałach. BioMaxima S.A., obok prowadzenia licznych projektów dba o ekspansję podstawowego biznesu; utrzymuje wzrost sprzedaży oraz zdobywa kolejne zamówienia; uczestniczy w targach branżowych i nawiązuje nowe relacje handlowe. Prowadzone przez Zarząd działania mają na celu zbudowanie dynamicznego podmiotu, który wykorzystując stworzony już i stale rozwijany potencjał będzie coraz efektywniej wykorzystywał możliwości oferowane przez polski rynek oraz rozbudowaną międzynarodową sieć sprzedaży. Zarząd Spółki oczekuje, że zakończenie programu inwestycyjnego pozwoli na poprawę jej wyników oraz wskaźników finansowych już od 4 kwartału 2018 r.

„Główną osią naszej pracy są obiekty budowane w Lublinie, których wykorzystanie umożliwi nam polepszenie wskaźników finansowych i umocnienie pozycji BioMaxima w segmencie mikrobiologii. Dzisiaj odczuwamy, że mając dostęp do wielu atrakcyjnych rynków poprzez międzynarodową sieć dystrybucji, czy poprzez nasze spółki zależne, bez inwestycji nie będziemy w stanie obsłużyć rosnącego zapotrzebowania na produkty BioMaxima. Dlatego zwiększamy moce wytwórcze Spółki. Nowe linie technologiczne, które zakupiliśmy oraz realizowane prace rozwojowe dodatkowo pozwolą Spółce zaprezentować pełniejszą ofertę, m.in. zastępując asortyment, który obecnie dystrybuujemy – naszym własnym – i w ten sposób zwiększać rentowność.” – wyjaśnia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Prace przy budowie nowego Zakładu Produkcyjnego oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie przebiegają zgodnie z przyjętym harmonogramem. Główne dostawy oraz instalacja maszyn i urządzeń będą prowadzone w okresie od czerwca do września 2018 r. BioMaxima S.A. zakończyła w 1 kw. 2018 r. prace badawczo-rozwojowe nad nowym analizatorem biochemicznym BM-200, a jego seryjna produkcja rozpocznie się w zakładzie w Lublinie w drugim kwartale tego roku. Zarząd Spółki spodziewa się dużego zainteresowania tym urządzeniem, przede wszystkim na rynkach zagranicznych.

Duże znaczenie dla dalszego rozwoju Emitenta będą miały, będące już na ukończeniu i realizowane wspólnie z UMCS w Lublinie, prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (ang. Minimal Inhibitory Concentration, MIC) antybiotyku. Spółka na ich podstawie opracuje pełną paletę testów MIC. BioMaxima S.A. prowadzi również prace badawczo-rozwojowe nad nową linią produktów Real-Time PCR służących do szybkiej molekularnej identyfikacji skażeń mikrobiologicznych żywności, adresowanych do rynku przetwórstwa spożywczego.

„Bardzo dobrze znamy segmenty diagnostyki, na których od lat działamy. Obecnie skupiamy nasze prace badawczo-rozwojowych na technologie, które są już ogólnie akceptowane i zweryfikowane przez rynek, takie jak oznaczanie lekooporności (AST), real time PCR, immunochromatografia, czy analizatory biochemiczne, w których szukamy innowacji. To są dzisiaj globalne, rosnące, wielomiliardowe rynki. Wiemy, że mamy już klientów, ufających Spółce, znających naszą markę, gotowych wypróbować proponowane przez nas innowacje w ramach znanej im technologii. Takie pozycjonowanie powinno pozwolić nam na generowanie marży praktycznie od momentu wprowadzenia nowego produktu do oferty, z pominięciem ryzyka akceptacji nowej technologii. BioMaxima jest jedynym polskim producentem krążkowych systemów AST, niedługo będziemy jedynym w kraju i jednym z niewielu na świecie producentem testów MIC. Innym źródłem innowacji jest współpraca ze start-up’ami, firmami technologicznymi, tworzącymi zupełnie nowe technologie, które nie dysponują potencjałem dystrybucyjnym i szukają go w BioMaxima.” – zakończył Prezes Urban.

W 1 kw. 2018 r. Spółka wprowadziła nowe logo oraz system identyfikacji graficznej firmy. Uruchomiony został też nowy serwis internetowy Emitenta. Aktualnie prowadzone są prace nad wdrożeniem nowego systemu informatycznego (ERP) dla BioMaxima S.A., który usprawni procesy zarządcze, produkcyjne oraz obsługę klienta.

Wypłata dywidendy z kapitału zapasowego spółki również podlega zwolnieniu z CIT

Wypłata dywidendy z zagranicznej spółki finansowana ze środków pochodzących z jej kapitału zapasowego stanowi przychód z udziału w zyskach osób prawnych korzystających ze zwolnienia od podatku dochodowego od osób prawnych. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie, uchylając interpretację indywidualną organu podatkowego, orzekł, że bezpodstawnie odmówił on podatnikowi prawa do skorzystania ze zwolnienia podatkowego.

Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U. 1992 nr 21, poz. 86 ze zm., dalej: u.p.d.o.p.) przewiduje zwolnienie od podatku dochodowego przychodów osiąganych poza terytorium Polski, pod warunkiem że podlegają one opodatkowaniu w obcym państwie, a zwolnienie to przewiduje zawarta przez RP umowa międzynarodowa.

Na ten właśnie przepis powołała się polska spółka będąca akcjonariuszem hiszpańskiej spółki akcyjnej, występując o wydanie interpretacji podatkowej do organu podatkowego. Jej zdaniem wypłata dywidendy z hiszpańskiej spółki, finansowana w całości albo w części ze środków pochodzących z jej kapitału zapasowego, stanowi przychód z udziału w zyskach osób prawnych w rozumieniu art. 10 ust. 1 u.p.d.o.p., zwolniony od podatku dochodowego od osób prawnych na podstawie art. 20 ust. 3 u.p.d.o.p. (sygn. I SA/Rz 702/17).

Wyraźny przejaw partycypacji w zyskach

Wydający interpretację Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził, że z przywołanych przez spółkę przepisów wynika definicja dochodu pochodzącego z udziału w zyskach osób prawnych jako uzyskanego z tego udziału i przysługującego podatnikowi na podstawie tytułu prawnego. Dlatego przedmiotem opodatkowania w rozumieniu art. 10 ust. 1 u.p.d.o.p. mogą być tylko te przychody, które stanowią wyraźny przejaw partycypacji w zyskach osób prawnych.

Organ podatkowy uznał, że wypłata środków z kapitału zapasowego zagranicznej spółki na rzecz podatnika nie może być uznana za korzystający ze zwolnienia przychód z udziału w zyskach osób prawnych. Wypłata ta nie mieści się bowiem w granicach terminów „dywidenda” oraz „inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych” wymienionych w art. 20 ust. 3 u.p.d.o.p.

Sporne przysporzenie

Spółka zaskarżyła taką interpretację Dyrektora KIS, a sąd przychylił się do jej stanowiska. WSA ustalił, że strony są zgodne co do katalogu przesłanek, które należy spełnić, by uzyskać zwolnienie podatkowe. Sporna jest tylko kwalifikacja konkretnego przysporzenia uzyskanego przez podatnika w omawianej sprawie jako przychodu z tytułu udziału w zyskach osób prawnych. Strony nie zgadzają się bowiem co do tego, czy mieści się ono w zakresie dochodów (przychodów) wymienionych w art. 10 ust. 1 u.p.d.o.p.

W tym także

Zgodnie zaś z treścią tego przepisu „Dochodem (przychodem) z udziału w zyskach osób prawnych, z zastrzeżeniem art. 12 ust. 1 pkt 4a i 4b, jest dochód (przychód) faktycznie uzyskany z tego udziału, w tym także: 1) dochód z umorzenia udziałów (akcji); (…) 9) odsetki od udziału kapitałowego, wypłacane na rzecz wspólnika przez spółkę (…)”. Sąd stwierdził, że z tego przepisu wynika wymóg rzeczywistego otrzymania określonego świadczenia. Wskazał również, że klasycznym przypadkiem dochodu, o którym mówi przepis, jest dywidenda. Nie zgodził się ze stanowiskiem organu, zgodnie z którym przepis uznaje tylko przysporzenia mające źródło finansowania w bezpośrednim zysku spółki. Przyjęcie tego założenia prowadziłoby do konkluzji, że w ustawie równie dobrze mogłoby być wskazane, iż zwolnienie odnosi się wyłącznie do przychodów osiągniętych z dywidend.

Sąd wskazał, że objęcie zwolnieniem podatkowym także innych przychodów z tytułu udziału w zyskach osoby prawnej łączy się ze wskazanym w art. 10 ust. 1 pkt 1–9 u.p.d.o.p. przykładowym katalogiem tych przychodów. Na to, że nie jest to katalog zamknięty, wskazuje użyte wyrażenie „w tym także”.

Błędne zawężenie

Po dokonaniu wykładni językowej sąd stwierdził, że wskazany katalog przychodów jest zbiorem otwartym. W konsekwencji za dochód (przychód) z udziału w zyskach osób prawnych należy uznać także inne przysporzenia ze strony tego podmiotu – zwłaszcza że w wymienionych w przepisie przykładach wskazano dochody, które nie muszą być finansowane, jak to wywodził Dyrektor KIS, bezpośrednio z zysku osoby prawnej (np. w pkt 3: „wartość majątku otrzymanego w związku z likwidacją osoby prawnej lub spółki”). Tym samym sąd zarzucił organowi błędne dokonanie wykładni zawężającej ustawowego pojęcia przychodu z tytułu udziału w zyskach osób prawnych.

Łamanie podstawowych zasad

Składająca skargę spółka na poparcie swojego stanowiska przywołała liczne rozstrzygnięcia w podobnych sprawach, potwierdzające jednolitą linię orzeczniczą sądów. Mimo to organ podatkowy dokonał własnej, zawężonej wykładni spornych przepisów. Spółka podniosła więc naruszenie zawartej w art. 2a Ordynacji podatkowej (Dz.U. 2017 poz. 201 ze zm.) zasady rozstrzygania wątpliwości interpretacyjnych przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika. Sąd podzielił zdanie skarżącej, również powołując się na wcześniejsze wyroki Naczelnego Sadu Administracyjnego wydane w analogicznym stanie faktycznym, czyli w przypadku wypłaty przez spółkę zagraniczną środków pieniężnych z kapitału zapasowego (sygnatury II FSK 3648/14 oraz II FSK 10/15).

Fiskus lubi się sądzić

Sąd, uzasadniając uchylenie błędnej interpretacji organu, potwierdził, że wypłata dywidendy z kapitału zapasowego spółki również podlega zwolnieniu z CIT: „(…) podstawową przesłanką do identyfikacji danego przysporzenia jako dochodu (przychodu) z udziału w zysku osób prawnych jest tytuł prawny do kapitału osoby prawnej i pojęcie to obejmuje wszelkie przysporzenia, jakie powstają w następstwie posiadania przez podatnika praw do udziału w zyskach osoby prawnej i które «faktycznie» zostały osiągnięte przez podatnika”.

Niepokojące jest, że fiskus po raz kolejny narusza zasadę rozstrzygania wątpliwości interpretacyjnych przepisów podatkowych na korzyść podatnika. Jeszcze bardziej martwić może jednak nieprzestrzeganie wynikającej z art. 8 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego zasady, zgodnie z którą „Organy administracji publicznej bez uzasadnionej przyczyny nie odstępują od utrwalonej praktyki rozstrzygania spraw w takim samym stanie faktycznym i prawnym” (Dz.U. 2017 poz. 1257 ze zm.). Sami podatnicy we wnioskach o wydanie interpretacji podają często na tacy przykłady „utrwalonej praktyki rozstrzygania”. Co więc stanowi uzasadnioną przyczynę, dla której fiskus, zamiast załatwić sprawę od ręki, wdaje się z przedsiębiorcami w wielomiesięczne, często wieloletnie spory sądowe?

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Inflacja w Polsce. Problemy Turcji

Inflacja w Polsce wróciła do celu inflacyjnego. Pytanie gdzie będzie jeżeli ropa utrzyma tendencję. Turcja cierpi na uciecze zagranicznych inwestorów. Argentyna stabilizuje sytuację ale peso wciąż traci.

Wzrost inflacji w Polsce

Główny Urząd Statystyczny opublikował dane na temat inflacji w Polsce. Ceny rosły w ujęciu rocznym o 1,6%. Oznacza to, że ponownie wracamy z inflacją do celu inflacyjnego uwzględniając  tolerancję na poziomie 1%. Patrząc na zachowanie ropy naftowej, która wciąż idzie w górę można się spodziewać dalszego wzrostu inflacji. Koszty transportu przez drożejące ceny paliw powinny podnieść ceny. Podobne zjawisko mieliśmy kilka lat temu gdy spadająca cena ropy spowodowała nagłą falę deflacji.

Problemy liry tureckiej

Niepewna sytuacja polityczna w Turcji powoduje, że inwestorzy nie patrzą przychylnym okiem na inwestycje w tym kraju. Od początku maja lira wyraźnie straciłą na wartości względem głównych walut. Na początku mają za jedno euro płacono 4,90 liry dzisiaj jest już to 5,22 liry. Różnica w dolarach, ze względu na umocnienie się dolara względem euro jest jeszcze bardziej imponująca. Skalę problemów pokazuje również rentowność 10 letnich obligacji. Jeszcze na początku marca inwestor za kredytowanie Turcji spodziewał się stopy zwrotu na poziomie 11,5% rocznie. Dzisiaj jest to już 13,5% oznacza to, żę inwestorzy coraz bardziej boją się, że te pieniądze nie zostaną spłacone.

Argentyna wciąż walczy o stabilizację waluty

Poniedziałek był kolejnym dniem spadku wartości argentyńskiego peso. Tym razem jednak bank centralny postanowił nie walczyć z rynkiem tylko tonować spadki. Strategia okazała się słuszna. Nie zmienia to faktu, że znów kosztowało to kilkaset milionów dolarów rezerw. w efekcie jeżeli sytuacja się nie ustabilizuje w końcu skończą się środki na interwencje walutowe, a peso wciąż jest w trudnej sytuacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dobre dane z Polski nie wsparły złotego

Dynamika wzrostu PKB była wyraźnie wyższa od oczekiwań ekonomistów (5,1% vs. 4,8% rocznie). Jednak – m.in. z uwagi na rewizję w dół odczytu z poprzedniego kwartału, jak i umocnienie dolara amerykańskiego – nie była w stanie pomóc słabszemu złotemu.

Dzisiejsze dane flash GUS pokazały, że polska gospodarka rozpoczęła początek roku z przytupem. Dynamika PKB w I kwartale wyniosła 5,1% i była o 0,2 p.p. wyższa niż w ostatnim kwartale ubiegłego roku (dane z końca roku zrewidowano w dół). Z uwagi na fakt, iż dane to jedynie wstępny szacunek, nie jesteśmy w stanie dokładnie powiedzieć, jak na wzrost wpłynęły poszczególne składowe – tego dowiemy się już 30 maja. Co ciekawe, dobre dane za pierwszy kwartał kontrastują z wyraźnie słabszym odczytem z Niemiec – gospodarka naszych sąsiadów przez pierwsze trzy miesiące roku urosła jedynie o 1,6%, o 0,2 p.p. mniej niż szacowano, i aż o 0,7 p.p. mniej niż w poprzednim kwartale.

Dane z Polski nie miały jednak pozytywnego wpływu na krajową walutę. Złoty w godzinach porannych tracił w relacji do głównych walut.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,26-4,27. Pomimo wzrostów w pierwszej części wczorajszego dnia, wspólna waluta w relacji do głównych walut zakończyła dzień na minusie, poddając się sile dolara amerykańskiego.

W pierwszych godzinach wczorajszego handlu, europejską walutę wsparły słowa jednego z członków EBC. Francois Villeroy, prezes Banku Francji stwierdził bowiem, iż zbliża się koniec programu QE. Dodał, iż słabość inflacji w strefie euro jest przejściowa. Ponadto, zgodnie z jego słowami podwyżki stóp procentowych, które mają nastąpić po zakończeniu programu luzowania ilościowego nadejdą w ciągu kwartałów, a nie lat.

Dzisiejsza paczka danych ze strefy euro pokazała mieszane odczyty indeksów. Tak jak wspomniałem, ekspansja gospodarcza Niemiec w pierwszym kwartale była niższa od oczekiwań. Ostatecznie jednak nie przełożyła się negatywnie na dynamikę PKB w strefie euro – gospodarka wspólnego bloku w pierwszym kwartale rosła o 2,5% rocznie, tak jak szacowano wcześniej.

Dzisiejsze odczyty indeksów ZEW, opisujące nastroje ekonomiczne w Niemczech i strefie euro są zbliżone do prognoz. Wskaźnik opisujący oczekiwania względem przyszłej sytuacji gospodarczej w Niemczech w maju, pozostał na poziomie z ostatniego miesiąca (-8,2). Nastroje względem przyszłości u naszych zachodnich sąsiadów są obecnie najgorsze od końcówki 2012 r. Wszystkiemu winne przede wszystkim gorsze dane makroekonomiczne ze strefy euro, z którymi mamy do czynienia od kilku miesięcy i niepokój dotyczący relacji handlowych Stanów Zjednoczonych z resztą świata (przede wszystkim z Chinami). Negatywny wpływ na nastroje prawdopodobnie miała również kwestia  zerwania przez USA umowy nuklearnej z Iranem z 2015 r. co zagroziło eskalacją napięć w regionie.

Innymi comiesięcznymi danymi ze strefy euro, które również wypadły słabo, są te o produkcji przemysłowej – wprawdzie, zgodnie z danymi Eurostatu w przeciwieństwie do poprzedniego miesiąca produkcja przemysłowa zanotowała wzrost, był on jednak niższy od prognoz ekonomistów. Ostatecznie produkcja w ujęciu miesięcznym rosła o 0,5% miesięcznie i 3% rocznie (wobec oczekiwanych 0,6% miesięcznie i 3,7% rocznie). W dół zaktualizowano również szacunki z ostatniego miesiąca.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,83-4,85. Brytyjska waluta zakończyła wczorajszy dzień na plusie w relacji do ważonego koszyka walut.

Dzisiejsza publikacja danych z brytyjskiego rynku pracy w ujęciu ogólnym była dobra. Dynamika płac nominalnych bez uwzględnienia premii wzrosła zgodnie z oczekiwaniami do 2,9% rocznie i jest obecnie najwyższa od sierpnia 2015 r. W związku z przyspieszeniem dynamiki zarobków i spadkiem inflacji rosną płace realne, a perspektywy dalszego wzrostu są dobre. Wzrost realnych płac powinien wspierać konsumpcję i tym samym mieć pozytywny wpływ na gospodarkę Wielkiej Brytanii. Jednak docelowo wyższe płace powinny wspierać również inflację i mogą sprawić, że jej powrót do celu będzie trudniejszy.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,55-3,58. Dolar amerykański zakończył dzień lekkim umocnieniem w parze z euro. Amerykańską walutę w drugiej części dnia wspierał m.in. wzrost rentowności krajowych papierów dłużnych.

W kontekście wczorajszego dnia, w trakcie którego nie poznaliśmy żadnych istotnych odczytów danych ekonomicznych, warto zwrócić uwagę przede wszystkim na głosy płynące z FED. W tym kontekście najciekawszy był chyba James Bullard, który stwierdził, że jego zdaniem to raczej Rezerwa Federalna (a nie obawy o kondycję globalnej gospodarki) odpowiada za wypłaszczanie krzywej dochodowości. Zgodnie z jego słowami do odwrócenia krzywej może dojść pod koniec 2018 lub na początku 2019 r., co “będzie negatywnym sygnałem dla gospodarki”. Bullard poinformował, iż – w kontekście nadal niskiej inflacji – w jego opinii Rezerwa Federalna nie powinna tak agresywnie zacieśniać polityki monetarnej.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – przemawia Robert Kaplan z FOMC
  • 14:30 – dane o sprzedaży detalicznej w USA w kwietniu
  • 19:00 – przemawia John Williams z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Sankcje dla kierowców transportujących nielegalnych imigrantów

mec. Magdalena Grochowska z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy
mec. Magdalena Grochowska z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy

Pomimo działań podjętych przez Francję mających na celu zlikwidowanie obozowiska imigrantów w Calais oraz licznych prób ograniczenia nielegalnej imigracji przez Komisję Europejską kierowcy jadący do Anglii wciąż muszą być czujni. Zgodnie z angielskimi regulacjami, za każdą osobę ukrytą w pojeździe, która nielegalnie przekroczy granicę, kierowca oraz przewoźnik mogą zapłacić karę w wysokości do 2 tysięcy funtów. Jak zatem zabezpieczyć swój pojazd, by nikt niepowołany nie miał do niego dostępu?

Wielka Brytania to wciąż jeden z najpopularniejszych kierunków dla emigrantów, licząc na szybkie zalegalizowanie pobytu, dobrą płacę i wysokie świadczenia socjalne. Wielu z nich unika jednak legalnego przejścia przez kontrolę graniczną ukrywając się w pojazdach spotkanych na trasie. Sytuacja ta jest uciążliwa także dla polskich firm transportowych, które codziennie przeprawiają się przez porty w Calais, Coquelles i Dunkierce. Przekraczając granicę francusko-brytyjską grupy imigrantów starają się dostać do pojazdów robiących w danej chwili krótką przerwę, przez co zawodowi kierowcy realizujący przewozy nie czują się bezpieczni. W celu ograniczenia nielegalnej aktywności Wielka Brytania wprowadziła  kary finansowe dla kierowców i przewoźników, które będą dla nich dodatkowym bodźcem do sprawdzania pojazdów przed przekroczeniem granicy.

PROCEDURA SPRAWDZENIA POJAZDU

Pierwszym elementem procedury zapobiegania nielegalnej imigracji jest przeszkolenie kierowców w zakresie polityki antyimigracyjnej oraz sposobów zapobiegania wtargnięciu do pojazdu. Kolejny dotyczy dokonania samokontroli pojazdu jeszcze przed wjazdem do strefy kontroli w Wielkiej Brytanii lub na prom. Ważnym elementem podróży jest takie zaplanowanie postojów, by ograniczyć je do minimum, szczególnie, gdy zbliżamy się do portu odprawy w kierunku Anglii. Ostatnim elementem jest odpowiednie zabezpieczenie pojazdu poprzez zamknięcie i trwałe zaplombowanie, w tym różnych schowków i kufrów bocznych przed kradzieżą.

Jeżeli istnieje podejrzenie, że w pojeździe przebywa osoba nieuprawniona, kierowca powinien zawiadomić policję lub inne właściwe służby najlepiej jeszcze przed przekroczeniem granicy. Natomiast w przypadku niezachowania należytej staranności w przeciwdziałaniu nielegalnemu wtargnięciu i wykrycia przez służby celne imigranta kierowca i przewoźnik mogą zostać zobowiązani do zapłaty kary pieniężnej w wysokości do 2 tysięcy funtów za każdą osobę ukrytą w pojeździe. Analiza wyników kontroli wskazuje jednak, że najczęstsze nakładane kary wynoszą 600 funtów dla kierowcy i 900 funtów dla firmy transportowej za nielegalny wwóz jednej osoby. Jeżeli natomiast działanie uczestników przewozu okaże się celowe może im grozić odpowiedzialność karna – mówi mec. Magdalena Grochowska z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

OBNIŻENIE WYSOKOŚCI KARY

Złożenie wyjaśnień może mieć wpływ na wysokość nałożonej kary. Dlatego przed otrzymaniem decyzji o jej wysokości, przewoźnik oraz kierowca otrzymują wezwanie do złożenia wyjaśnień. Należy precyzyjnie określić działania, które podjął pracodawca i kierowca, by zapobiec przedostaniu się nielegalnym imigrantom do pojazdu. Po ich złożeniu wszystkie okoliczności i dowody będą wzięte pod uwagę przez służby graniczne przy ocenie ewentualnego sprzeciwu co do nałożonej kary.

Przedsiębiorca może odwołać się od nałożonej kary lub  wnosić o jej zmniejszenie. Uzasadnieniem dla zmniejszenia kary może być trudna sytuacja finansowa wnioskującego, którą należy odpowiednio udokumentować. Posłużyć się można przykładowo rachunkiem zysków i strat za poprzedni rok obrotowy. W celach prewencyjnych zalecany jest udział w systemie akredytacji oferowanym przez brytyjskie służby graniczne. Dołączenie do tego systemu odbywa się nieodpłatnie a może mieć w przyszłości wpływ na obniżenie nałożonych kar finansowych – kontynuuje mecenas.

Propozycje działań zwalczania nielegalnej imigracji wciąż nie przynoszą oczekiwanych efektów. Najbardziej aktywne dążenia do ograniczenia tego procederu widać w Wielkiej Brytanii, jednak by w pełni go zlikwidować potrzeba jeszcze wiele czasu.

Olympus: smartfony nie są dla nas zagrożeniem. Przyszłością rynku foto aparaty z wymienną optyką

Olympus: smartfony nie są dla nas zagrożeniem. Przyszłością rynku foto aparaty z wymienną optyką 1

Aparaty kompaktowe zostały praktycznie całkowicie wyparte przez smartfony. Na rynku już pojawiły się smartfony z obiektywami o jasności f/1.5, pozwalające uzyskiwać doskonałej jakości zdjęcia nawet w nocy. Rynek fotograficzny skurczył się i w tej chwili oferta aparatów kierowana jest głównie do profesjonalistów lub pasjonatów. Przyszłością, bardziej niż lustrzanki cyfrowe, są aparaty z wymienną optyką, głównie ze względu na kompaktowe wymiary. Producenci tego typu urządzeń podkreślają, że nie boją się konkurencji ze strony smartfonów.

– Możemy uznać, że aparatów kompaktowych bez wymiennej optyki na rynku już nie ma. Zostały one wyparte przez smartfony. Kiedyś było tak, że każdy chciał mieć jakikolwiek aparat cyfrowy – kompaktowy, lustrzankę, aparat z wymienną optyką. Dzisiaj jest to rynek pasjonatów i profesjonalistów, czyli osób, które wymagają od obrazowania zdecydowanie lepszej jakości niż w smartfonie i które zdecydowanie mają kreatywność. To osoby, które  nie chcą tylko i wyłącznie robić wakacyjnych zdjęć na Facebooka. Smartfony nie są dla nas zagrożeniem – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Przemysław Jakubczyk z firmy Olympus.

Producenci smartfonów prześcigają się we wprowadzaniu najnowszych rozwiązań w dziedzinie fotografii do swoich flagowych modeli. Funkcja aparatu w dzisiejszych smartfonach stała się wyznacznikiem ich jakości. Najnowsze modele są wyposażone w jasne obiektywy o przysłonie nawet f/1.5 (Samsung Galaxy S9), czy f/1.6 (LG G7), a także często w dwa, a nawet w trzy obiektywy (Huawei P20 Pro), które pozwalają uzyskać efekt bokeh (rozmyte tło), znany do tej pory wyłącznie z lustrzanek. Przysłona w aparacie jest ważnym, ale nie jedynym elementem decydującym o jakości zdjęć.

– O jakości obrazu decydują wielkość matrycy, oprogramowanie, możliwości ustawień w aparacie, a nie tylko to, jak jasny mamy obiektyw. Z tego powodu pasjonat zawsze wybierze aparat z wymienną optyką, gdzie będzie mógł dostosować ogniskową do swoich potrzeb i będzie mógł ustawić parametry. Telefon zrobi bardzo dobre zdjęcie, ale to nadal będzie zdjęcie wakacyjne. Jeżeli chcemy robić duże wydruki, bawić się fotografią, to wyjściem jest tylko wymienna optyka. Rynek aparatów z wymienną optyką rozwinął się zdecydowanie bardziej niż inne – twierdzi przedstawiciel firmy Olympus.

Podczas gdy w smartfonach trwa wyścig bardziej na ilość megapikseli (19 Mpix oferuje Sony Xperia XZ, a Huawei P20 Pro 40 Mpix + 20 Mpix), producenci aparatów z wymienną optyką podążają w kierunku coraz jaśniejszych obiektywów. Rosyjski producent Zenit we współpracy z Leicą zapowiedział obiektyw 35 mm o jasności f/1.0. Olympus z kolei już wprowadził na rynek rodzinę obiektywów f/1.2, przeznaczoną dla aparatów z wymienną optyką.

– To jedne z najjaśniejszych obiektywów na rynku. Chcieliśmy dać użytkownikowi jeszcze większą kreatywność, większe możliwości rozmycia tła, uzyskania ładniejszej plastyki, pracy w trudniejszych warunkach oświetleniowych. Obiektywy o tak jasnej przysłonie oferują unikatową w skali całego rynku różnorodność fotografowania – przekonuje Przemysław Jakubczyk.

Według raportu analityków Research and Markets, rynek aparatów cyfrowych w latach 2017-2022 zanotuje średnioroczny spadek w wysokości blisko 5 proc. Jego wartość z 7,3 mld dol. w 2016 r., spadnie do 5,4 mld dol. w 2022 r.

Kurs dolara znów w górę

Wczoraj rynek czekał na świeży impuls i go otrzymał. Dolar amerykański wskakuje z powrotem na fotel kierowcy forexowego autobusu z pomocą rosnących rentowności obligacji skarbowych USA. Dziś wiele będzie zależeć do danych: PKB z Niemiec już zawiódł, a dalej uwaga skupiona będzie na sprzedaży detalicznej z USA.

Inwestorzy sceptycznie podchodzący do prymatu dolara twierdzą, że po serii słabszych danych łatwej teraz będzie o pozytywne zaskoczenia, a wyższe ceny energii i innych surowców oraz poprawa na rynku pracy globalnie przywrócą dyskusję o zacieśnianiu monetarnym w głównych gospodarkach. Problem w tym, że te życzenia póki co się nie spełniają. Ostatnim dowodem jest odczyt PKB z Niemiec za I kw. dziś rano, gdzie wzrost spowolnił do 0,3 proc. (z 0,6 proc. w IV kw.) przy prognozie 0,4 proc. Jak mówić o powrocie jastrzębiego przekazu EBC, kiedy główny motor wzrostu strefy euro hamuje? Oczywiście rozdźwięk w ocenie fundamentów nie musi się zawężać wyłącznie od strony reszty świata. Dziś po południu testem dla siły USD będą kwietniowe dane o sprzedaży detalicznej z USA. Sprzedaż bazowa (z wyłączeniem samochodów, żywności, paliw i materiałów budowlanych) ma wzrosnąć o 0,4 proc., a całkowita sprzedaż – o 0,3 proc. Nie są to wygórowane oczekiwania, ale też nie na tyle niskie, by nisko ustawiać poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń. Z jednej strony pozycja dolara nie jest tak mocna jak 3 tygodnie temu, więc USD może być bardziej wrażliwy na rozczarowania. Z drugiej strony w ostatnich dniach rynek zwątpił w kontynuację aprecjacji i może być niedoważony w dolarze.

Wzrost rentowności długu USA i powrót marszu dolara to tradycyjnie złą widomość dla walut rynków wschodzących, co skutkuje wzrostem EUR/PLN ponad 4,27. Dziś poznamy dane o kwietniowej inflacji CPI i pierwszy szacunek PKB za I kw. Z wstępnych szacunków wiemy, że odbicie CPI do 1,6 proc. wzięło się z wzrostów cen paliw, podczas gdy inflacja bazowa powinna pozostaje nisko (0,6 proc.). Wzrost gospodarczy minął już szczyt w tym cyklu i zakładamy spowolnienie z 5,1 proc. w IV kw. 2017 r. do 4,6 proc. w I kw., co wciąż jednak jest solidnym tempem. Jeśli PKB utrzyma „piątkę z przodu”, będzie to miłe zaskoczenie, które na chwilę może umocnić złotego. Jednak w ogólnym ujęciu sentyment zewnętrzny odgrywa pierwszorzędną rolę i dane krajowe nie zdołają go przyćmić.
Poza tym w kalendarzu mamy niemiecki ZEW, dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii, produkcja przemysłowa z Eurolandu i indeks aktywności NY Empire State.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niemal połowa cywilizacji cierpi z powodu zaburzeń snu. Pomagają im najnowsze technologie

Niemal połowa cywilizacji cierpi z powodu zaburzeń snu. Pomagają im najnowsze technologie 2

Wahania nastroju, obniżenie odporności czy spadek koncentracji – nieprawidłowy sen ma wyniszczający wpływ na nasz organizm. Według organizacji World Sleep Society nawet do 45 proc. ludzi na świecie cierpi z powodu zaburzeń snu, a około 10 proc. Europejczyków zmaga się z chroniczną bezsennością. Z pomocą może przyjść telemedycyna, która uprości i zautomatyzują diagnozę lekarską. Urządzenia takie jak inteligentne zegarki czy opaski pozwalają lepiej kontrolować stan zdrowia. Aby jednak precyzyjnie zbadać jakość snu, niezbędny jest specjalistyczny sprzęt i badanie, które od niedawna można wykonywać także w warunkach domowych.

– Zaburzenia oddychania podczas snu są jedną z chorób cywilizacyjnych XXI wieku. Śpimy coraz gorzej, a nasz sen jest coraz częściej przerywany. Mimo przespania całej nocy wstajemy niewyspani, poddenerwowani i sfrustrowani. To wszystko ma negatywny wpływ na krążenie, przyspiesza rozwój miażdżycy. Zaburzenia oddychania podczas snu istotnie wpływają także na jakość prowadzenia przez nas samochodu, co można zaobserwować w statystykach zarówno policyjnych, jak i lekarskich. Unia Europejska już 2 lata temu wprowadziła dyrektywę nakładającą obowiązkowe badania zaburzeń oddychania podczas snu u kierowców zawodowych – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jacek Gnich, prezes zarządu firmy InfoScan.

Badanie zaburzeń snu jest procedurą skomplikowaną i długotrwałą. Aby właściwie zdiagnozować pacjenta, jego sen musi być monitorowany co najmniej przez 6 godzin bez przerwy. W tradycyjnym modelu leczenia badanie jest mało efektywne zarówno z logistycznego, jak i finansowego punktu widzenia – wymusza na pacjencie wielogodzinną obecność poza miejscem zamieszkania i generuje wysokie koszty, zarówno po stronie badanego, jak i kliniki. Alternatywą dla tradycyjnych metod diagnostycznych może okazać się telemedycyna.

– MED Recorder potrafi w sposób telemetryczny badać zaburzenia oddychania podczas snu. Monitoruje szereg funkcji życiowych, które złożone w jedną całość pozwalają lekarzowi ocenić, na ile problemy w przerwach podczas snu wpływają na zdrowie pacjenta i czy kwalifikują go do dalszego leczenia – tłumaczy Jacek Gnich.

Przy wykorzystaniu zdalnej metody diagnostycznej pacjent może przeprowadzić badanie jakości snu w komfortowych, domowych warunkach. Nie musi dojeżdżać do kliniki ani korzystać z asysty lekarza, wszystkie czujniki zakłada własnoręcznie, a cały proces analityczny przeprowadzany jest w pełni automatycznie. Urządzenie w czasie rzeczywistym monitoruje dane biometryczne i przesyła je do dalszej analizy.

– Możemy zobaczyć, czy pacjent dobrze zamocował czujniki i czy sygnał jest prawidłowy. Tuż po obudzeniu pacjenta jesteśmy w stanie stwierdzić, czy badanie się udało, a następnie w ciągu 24 godzin dostarczyć wyniki tego badania. Dostarczamy urządzenie do kliniki lub do lekarza i rozliczamy się za pojedyncze, udane badanie. W zeszłym roku umożliwiliśmy także zamawianie badania bezpośrednio przez stronę internetową. W tym modelu wypożyczamy pacjentowi urządzenie na dobę, po wykonanym badaniu pacjent je odsyła, a my dostarczamy raport z wynikami badań  – mówi prezes InfoScan.

Szansą na popularyzację rozwiązań tego typu może okazać się rozwój branży mobilnej, w tym tzw. gadżetów do noszenia pod postacią inteligentnych zegarków czy opasek sportowych, które nieustannie monitorują nasze parametry zdrowotne. Takie sprzęty stanowią idealne uzupełnienie dla profesjonalnych urządzeń telemetrycznych, a ich popularność będzie stale rosnąć. Według firmy badawczej IDC do 2022 roku rynek gadżetów do noszenia, tzw. wearables, ma rosnąć średnio o blisko 13,5 proc. w skali roku.

Z drugiej strony, jak dowodzą badania „E-zdrowie oczami lekarzy” oraz „E-zdrowie oczami Polaków” przeprowadzone przez firmę LekSeek Polska, aż 80 proc. lekarzy oraz 65 proc. pacjentów twierdzi, że telemedycyjna jest w Polsce zbyt słabo rozwinięta, co odbija się na naszym zdrowiu. Przeciętna wizyta u lekarza trwa 20 minut, z czego aż 15 minut zajmują procedury administracyjne, takie jak wypisywanie recept czy uzupełnianie dokumentacji medycznej.

Zautomatyzowanie tych czynności, wprowadzenie e-recept czy możliwość przeprowadzania części badań zdalnie, za pomocą urządzeń telemedycznych, odciążyłaby lekarzy i poprawiło jakość funkcjonowania służby zdrowia. Ponadto, jak twierdzi ekspert, badanie w modelu domowym – telemetrycznym, jest znacząco tańsze niż w modelu laboratoryjnym.

– Duże kraje w tej chwili stawiają na tego typu medycynę. Przykładem tutaj może być Francja, w której odsetek refundacji publicznej wynosi około 98 proc. Francja nie ogranicza budżetu na refundację, zmniejsza natomiast jej koszty poprzez telemedycynę. W tym roku we Francji został opublikowany bardzo szeroki pakiet wzmacniający usługi telemedyczne – zauważa ekspert.

Według raportu „Transforming Healthcare into a Political and Economic Advantage” opracowanego przez Politykę Insight upowszechnienie rozwiązań telemetrycznych w Polsce pozwoliłoby zaoszczędzić 2-5 proc. środków przeznaczanych na służbę zdrowia.

Eksperci odpowiedzialni za raport mHealth Intelligence przewidują, że wartość rynku telemedycyny wzrośnie z 10,3 mld dolarów w 2016 roku do 49,1 mld dolarów w roku 2020. Według Berg Insight w 2022 roku z rozwiązań umożliwiających bezpośrednią, elektroniczną komunikację pomiędzy pacjentem a placówką medyczną skorzysta 16,5 mln Europejczyków.

Nowe kategorie i zmiany w kryteriach rankingu Deloitte Technology Fast 50

Firma doradcza Deloitte dziewiętnasty rok z rzędu zachęca przedsiębiorców do wzięcia udziału w rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Program promuje innowacyjność i zapewnia spółkom większą rozpoznawalność oraz szansę na dalszy rozwój. Do projektu mogą zgłaszać się, zarówno firmy o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i te, które rozpoczęły działalność stosunkowo niedawno. W tym roku poszerzono kategorie konkursowe o nowe branże, w tym fintechy czy spółki technologiczne działające w sektorze ochrony zdrowia. Ostateczny termin rejestracji upływa 31 lipca, natomiast wyniki zostaną ogłoszone 11 października 2018 r.

Celem rankingu Technology Fast 50 CE jest zwrócenie uwagi na najszybciej rozwijające się firmy technologiczne w  Europie Środkowej. Program daje szansę na promocję młodych, niezależnych i dynamicznych spółek. – Firmy technologiczne z Europy Środkowej rosną w rekordowym tempie. Spółki, które zgłaszają się do rankingu, odnoszą duże sukcesy na rynku, na którym działają i to nie tylko w regionie, ale także coraz częściej na świecie – mówi Agnieszka Zielińska, Partner, Dział Doradztwa Finansowego, Lider Programu Technology Fast 50, Deloitte Central Europe. – Średnia dynamika wzrostu przychodów firm w zeszłorocznej edycji rankingu wyniosła 1 127 proc. i była wyższa niż rok wcześniej, ustanawiając tym samym nowy rekord. Ogromnym sukcesem jest także fakt, że po raz kolejny polskie firmy były najliczniej reprezentowane w zestawieniu –  dodaje. W 2017 roku w rankingu znalazły się 22 spółki z Polski. Aż 19 z nich uplasowało się w głównej kategorii „Technology Fast 50”, a 3 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Spośród polskich firm najwyżej, bo na czwartym miejscu znalazł się Tooploox.

Środkowoeuropejski ranking zostanie ogłoszony w październiku tego roku, natomiast wyniki Deloitte EMEA Technology Fast 500 będą zaprezentowane w grudniu. Także w przypadku tego zestawienia decydujące będzie kryterium przychodowe. W jego ubiegłorocznej edycji uplasowały się 62 przedsiębiorstwa z Europy Środkowej, z czego 25 z Polski.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe skupia najszybciej rozwijające się przedsiębiorstwa technologicznie na podstawie wzrostu przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą kategoria główna Technology Fast 50 oraz dwie podkategorie Wschodzące Gwiazdy i Wielka Piątka.

W tym roku Deloitte postanowił uszczegółowić niektóre z kryteriów rankingu Technology Fast 50Staramy się, aby zestawienie w jak najpełniejszy sposób oddawało to, co się dzieje na rynku, stąd m.in. decyzja, by poszerzyć kategorie konkursowe tak, aby każda firma mogła się łatwiej przyporządkować do jednej z nich – mówi Agnieszka Zielińska.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie w głównej kategorii Technology Fast 50 musi spełniać następujące kryteria:

  • działać na rynku od co najmniej czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2013 r.;
  • osiągać przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro w roku 2014, 2015, 2016 oraz przychód w roku bieżącym (2017) nie mniejszy niż 100 tys. euro;
  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • być właścicielem praw własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii sprzedawanych klientom w produktach, generujących większość przychodów operacyjnych spółki;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Do kategorii „Wschodzące Gwiazdy” należą stosunkowo „młode” firmy, które nie spełniają warunku prowadzenia działalności przez okres co najmniej czterech lat, określonego dla kategorii głównej. Aby móc uczestniczyć w programie firma musi działać na rynku jednak nie krócej niż trzy lata, a także osiągać przychody powyżej 30 tys. euro w każdym rozpatrywanym roku (2015 – 2017).

W kategorii „Wielka Piątka” uwzględnia się duże, szybko rozwijające się spółki, które na przestrzeni ostatnich czterech lat zanotowały wyjątkowo wysoki wzrost przychodów. Spółki te muszą spełnić te same kryteria, co współzawodnicy z kategorii głównej, z wyjątkiem poziomu przychodów w ostatnim analizowanym roku (2017), który musi przekraczać 25 mln euro.

W tym roku po raz trzeci zostanie przyznana również nagroda Most Disruptive Innovation. Otrzymać ją może firma, której technologie, produkt lub usługi, mają potencjał, aby wywrzeć rewolucyjny wpływ na rynek. W ubiegłej edycji uhonorowano serbską spółkę DADANCO Europe, dostawcę energooszczędnych technologii grzewczych i wentylacyjnych.

Nowym elementem tegorocznej edycji rankingu jest nagroda specjalna Social Impact Award. Nagroda została wprowadzona z myślą firmach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na społeczności i środowisko.

Wykorzystanie korelacji na dolarze kanadyjskim

Dolar kanadyjski – waluta, która uzależniona jest od surowców. Tak samo jak w przypadku dolara australijskiego czy też nowozelandzkiego CAD uzależniony jest od notowań surowców, ponieważ jest na nich oparty eksport.

Zanim jednak stwierdzimy, który surowiec warto obserwować spójrzmy na główne produkty eksportowe Kanady.

Główne produkty eksportowe Kanady, dane z 2016 roku

Główne produkty eksportowe Kanady, dane z 2016 roku

Źródło: atlas.media.mit.edu

Według danych na 2016 rok
eksport Kanady oparty jest głównie na transporcie (motoryzacja) oraz produktach mineralnych (np. ropa naftowa). Kolejnym segmentem są maszyny, następnie metale przemysłowe. Grupę surowców możemy poszerzyć także o metale szlachetne, które stanowią 4.5 procenta eksportu Kanady.

Jaki wniosek? 30 procent eksportu Kanady zależy od wzrostu gospodarczego (motoryzacja oraz maszyny). Następną główną odnogą eksportu są surowce mineralne oraz metale przemysłowe i szlachetne, które odpowiadają za 29.6 procent eksportu.

Z tego powodu w trakcie kryzysów gospodarczych waluta Kanady charakteryzuje się dużą zmiennością. Podczas recesji popyt na nowe samochody oraz maszyny spada, tak samo jak na surowce.

Dane na temat zamówień na dobra trwałe otrzymujemy zawsze z opóźnieniem. Z tego powodu lepiej jest obserwować rynek surowców i na tej podstawie wysuwać wnioski o przyszły kierunku dolara kanadyjskiego. Sprawdźmy, jak wygląda długoterminowa korelacja ropy naftowej z dolarem kanadyjskim oraz pozostałymi surowcami.

Dolar Kanadyjski – korelacje

Na samym początku warto zwrócić na szeroki indeks surowców, który reprezentowany jest przez indeks CRY.
Korelacja indeksu z notowaniami CADUSD (kolor biały) jest na bardzo wysokim poziomie, globalna bessa na rynku surowców przełożyła się na bessę na dolarze kanadyjskim.

cadusd korelacje

Jednak warto pamiętać, iż w indeksie CRY największą
wagę stanowi ropa naftowa, dlatego warto przyjrzeć się bliżej tylko korelacji ropy naftowej oraz CADUSD. Później przejdziemy do zbadania siły korelacji.

usdcad wti kor

Powyżej zobrazowano korelację pary walutowej CADUSD na tle ropy naftowej (linia pomarańczowa). Jak widać korelacja zmierza do poziomu 1, jednak na rynku były momenty, w którym ropa naftowa rosła a dolar kanadyjski został wyprzedany.

Korelacja – siła korelacji i uzasadnienie

W dzisiejszym świecie mamy do czynienia z globalnym rynkiem finansowym. Aby korelacja była ważna potrzebujemy uzasadnienia ekonomicznego. W przypadku ropy naftowej oraz dolara kanadyjskiego mamy, ponieważ „czarne złoto” stanowi spory odsetek eksportu Kanady. Wyprzedaż na rynku ropy naftowej przekłada się na mniejszy dochód kanadyjskich firm, a to na spadek cen akcji, cięcia wynagrodzeń pracowników. Idąc dalej mniejsze wynagrodzenia oznaczają także mniejszą konsumpcję oraz niższy wzrost gospodarczy. Jak widać zależność jest bardzo spora.

mapa korelacji

Powyżej została przedstawiona mapa korelacji z dodatku Supreme Edition pomiędzy USDCAD a ropą naftową WTI oraz złotem. Czerwony kolor oznacza silną korelację, natomiast znak przed liczbą korelację ujemną lub też dodatnią.

W przypadku USDCAD oraz WTI 1000 dniowa korelacja wynosi -90. Oznacza to, że obydwa instrumenty przez 90 procent czasu poruszają się w przeciwnym kierunku. Natomiast korelacja USDCAD oraz złota znalazła się na poziomie -31.

Podsumowanie

Korelacje możemy wykorzystać do ograniczenia ryzyka na rynku ale także do potwierdzenia obecnego trendu na walucie surowcowej. Dla przykładu widząc trend spadkowy na USDCAD możemy sprawdzić co się dzieje na notowaniach ropy naftowej. Jeżeli znajdują się w trendzie wzrostowym, to otrzymujemy potwierdzenie trendu spadkowego na parze walutowej USDCAD.

Na popularności zyskuje budownictwo modułowe. To efekt rosnących cen materiałów budowlanych i braku rąk do pracy

Na popularności zyskuje budownictwo modułowe. To efekt rosnących cen materiałów budowlanych i braku rąk do pracy 3

Budownictwo modułowe nie jest już symbolem architektury tymczasowej. Tą metodą można budować zarówno domy mieszkalne, hotele, budynki komunalne i placówki edukacyjne. Co istotne – dużo taniej i szybciej niż w przypadku budownictwa tradycyjnego. Do wzrostu popularności budownictwa modułowego w Polsce może przyczynić się aktualny wzrost cen materiałów budowlanych i niedobór pracowników, które przekładają się na ogólny wzrost cen w budownictwie. 

– Budownictwo modułowe charakteryzuje się konkurencyjną ceną i szybkością – w ciągu pół roku możemy wyprodukować moduły i złożyć budynek w określonym miejscu. Może stać się alternatywą dla budownictwa tradycyjnego, tak jak kilkadziesiąt lat temu miało to miejsce w Skandynawii. Takie budynki są przeznaczone na różne potrzeby, np. hotelowe czy mieszkalne – wtedy powstają na zasadzie typowego projektu deweloperskiego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławomir Kiszycki, dyrektor finansowy i wiceprezes zarządu Unibep.

Prefabrykowane moduły są już nie tylko symbolem architektury tymczasowej – blaszanych kontenerów technicznych czy wystawowych. Obecnie w tej technologii buduje się także mieszkania, hotele, a nawet przedszkola i szkoły.

– W Szwecji wybudowaliśmy budynki pierwotnie przeznaczone dla uchodźców – w ostateczności gmina, która była zleceniodawcą, przeznaczyła je na potrzeby młodych małżeństw, które niedawno zawarły związek. Budowaliśmy także akademiki. W Polsce też możemy wybudować akademik, hotel czy budynek mieszkalny – to tylko kwestia projektu, wizualizacji i możemy budować – mówi Sławomir Kiszycki.

Budownictwo modułowe ma wiele zalet, stąd jego rosnąca popularność m.in. w Skandynawii i Stanach Zjednoczonych. W tej technologii obiekt – moduł powstaje w zakładzie produkcyjnym, a dopiero później jest dostarczany na plac budowy i przyłączany do infrastruktury podziemnej. Poszczególne moduły można ze sobą łączyć w większe obiekty. W porównaniu do tradycyjnego budownictwa ta metoda jest znacznie szybsza, a koszt inwestycji – dużo niższy.

– W ubiegłym roku wyprodukowaliśmy 990 modułów, w tym planujemy wzrost do 1,3 tys. Kończymy rozbudowę fabryki, dzięki czemu moce produkcyjne wzrosną aż do 2 tysięcy sztuk. Moduły dotychczas lokowaliśmy na rynku norweskim, a od roku 2017 również na rynku szwedzkim. Ta technologia jest znana w Skandynawii. Widzimy też perspektywy lokowania modułów, ekonomicznych budynków na rynku polskim – mówi Sławomir Kiszycki.

Wiceprezes Unibepu ocenia, że na popularność budynków modułowych w Polsce może wpłynąć wzrost cen budownictwa tradycyjnego, zauważalny zwłaszcza w II połowie ubiegłego roku, na który składają się wzrost cen usług podwykonawców, materiałów i niedobór pracowników.

Dla Unibepu działalność eksportowa stanowi znaczną część wartości ogółu przychodów – w ostatnich latach było to ponad 20 proc. Eksport spółki jest skierowany na rynki skandynawskie, do Szwecji i Norwegii – tam trafiają przede wszystkim budynki modułowe, produkowane w zakładzie w Bielsku Podlaskim. Unibep od wielu lat jest także obecny na rynkach wschodnich, głównie białoruskim i rosyjskim, gdzie realizuje różnorakie projekty.

– Realizujemy tam w szczególności obiekty komercyjne, na rynku rosyjskim – hotele i biura, a obecnie centrum handlowe w Grodnie, centrum logistyczne oraz centrum tenisowe w Mińsku na Białorusi. Jesteśmy również obecni na Ukrainie, gdzie podpisaliśmy ostatnio kontrakt na rozbudowę przejścia granicznego Szeginie o wartości ponad 66 mln euro. Jest to kontrakt skierowany tylko i wyłącznie dla polskich firm na podstawie umowy kredytowej, jaką polski rząd zawarł z rządem ukraińskim na polepszenie infrastruktury drogowej – mówi Leszek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep.

Po 25 maja dane kandydatów do pracy będą lepiej chronione. Pracodawcy i rekruterzy przygotowują się do nowych obowiązków

Po 25 maja dane kandydatów do pracy będą lepiej chronione. Pracodawcy i rekruterzy przygotowują się do nowych obowiązków 4

Nowe, restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony danych osobowych będą stosowane już za dwa tygodnie. Do zmian muszą się dostosować m.in. pracodawcy, rekruterzy i działy HR. Nowe wymogi informacyjne i prawne będą dla nich dużym wyzwaniem, a wsparciem mogą się okazać rozwiązania technologiczne, np. system do zarządzania rekrutacjami. Po 25 maja proces aplikowania na oferty pracy będzie przebiegał tak jak do tej pory, ale kandydaci do pracy zyskają więcej praw, a ich dane będą lepiej chronione.

 W świetle nowych przepisów o ochronie danych osobowych większość pracodawców spodziewa się zwiększenia liczby obowiązków prawnych i informacyjnych. Największą trudnością – w ich opinii – będzie wywiązanie się z tych obowiązków wobec kandydatów, a także obsługa nowych, przysługujących im praw, czyli np. żądania zmiany danych osobowych, dostępu do danych, wydania kopii danych czy żądania usunięcia danych osobowych kandydatów do pracy – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Trzaska, ekspert eRecruiter, koordynator projektu ds. stworzenia Kodeksu Ochrony Danych Osobowych w Rekrutacji.

25 maja zacznie obowiązywać unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Przygotowana na jego podstawie polska ustawa zastąpi dotychczasowy akt prawny obowiązujący od 20 lat. Nowe przepisy narzucą szereg restrykcyjnych wymogów na wszystkie podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe. Firmy i organizacje będą zmuszone wdrożyć rozwiązania, które zagwarantują ich maksymalny poziom bezpieczeństwa. Z drugiej strony, RODO zwiększa kontrolę osób fizycznych nad tym, jak wykorzystywane są ich dane i przyznaje im szereg nowych uprawnień, m.in. prawo do bycia zapomnianym.

 Rozporządzenie wymaga od pracodawców spełnienia szeregu obowiązków. Będzie to m.in. informowanie kandydatów o tym, w jakim celu będą przetwarzane ich dane, kto jest ich administratorem oraz o tym, że przysługują im nowe prawa w zakresie dostępu do danych – mówi Katarzyna Trzaska. –Istotne będą kwestie bezpieczeństwa tych danych. Przed 25 maja zadaniem pracodawców jest przeanalizowanie procesów, jakie zachodzą w organizacji, aby móc zidentyfikować obszary problemowe, stworzyć odpowiednie procedury i rozwiązania, które zapewnią bezpieczeństwo danych, a także zgodność z przepisami prawa.

Badanie przeprowadzone na początku roku przez eRecruiter i Pracuj.pl pokazało, że ponad 80 proc. firm dostosowuje się już do zmian, jakie nowe przepisy wprowadzą w procesach rekrutacyjnych. Z raportu „RODO w rekrutacji 2018” wynika, że 51 proc. firm obawia się przede wszystkim trudności związanych z nowymi obowiązkami informacyjnymi i prawnymi.

– Inne utrudnienia, jakie dostrzegają pracodawcy, to głównie brak wiedzy oraz szkoleń dotyczących RODO i nowych przepisów, a także brak osób odpowiedzialnych za obszar ochrony danych osobowych – mówi Katarzyna Trzaska.

Zdecydowana większość pracodawców (89 proc.) sądzi, że RODO wpłynie na większe niż dotychczas zaangażowanie działów HR w kwestie ochrony danych osobowych kandydatów. Blisko dwie trzecie firm (63 proc.) wyznaczyło już osobę lub zespół odpowiedzialny za ochronę danych osobowych.

– Niestety, jedna na dziesięć firm w ogóle nie rozpoczęła przygotowań do wejścia w życie rozporządzenia, a znaczna część pracodawców nie wyznaczyła jeszcze osób do obszaru ochrony danych osobowych w swoich firmach – zauważa Katarzyna Trzaska.

Ekspertka eRecruiter zauważa, że dużym wsparciem dla rekruterów w sprostaniu nowym obowiązkom będą rozwiązania technologiczne, np. system do zarządzania rekrutacjami, który pomoże w obsłudze żądań kandydatów, a także pomoże udokumentować, jakie klauzule i zgody kandydat widział i zaakceptował.

– Nasze badanie pokazało, że rekrutujący przechowują dane osobowe kandydatów równolegle w kilku miejscach. W 66 proc. przypadków jest to system do zarządzania rekrutacjami, 45 proc. wskazało dedykowaną skrzynkę e-mail. Co zaskakuje, miejscem przechowywania dokumentów są też skrzynki mailowe menadżerów zaangażowanych w rekrutacje, jak również drukowana wersja dokumentów przechowywana w segregatorach. Z punktu widzenia nowych przepisów ważne jest, żeby ograniczyć liczbę miejsc przechowywania danych, ponieważ RODO wymaga od pracodawców zapewnienia ich bezpieczeństwa – mówi Katarzyna Trzaska.

Przed rozpoczęciem stosowania RODO warto rozważyć wybór jednego, bezpiecznego miejsca przechowywania i przetwarzania danych osobowych. Niepokojące jest również to, że – jak wynika z badania  – jeden na dziesięciu pracodawców w ogóle nie monitoruje tego, kto ma do nich dostęp, co naraża firmę na wysokie kary.

– Z punktu widzenia potencjalnego pracownika RODO prawdopodobnie zmieni niewiele. Po 25 maja proces aplikowania na oferty pracy będzie przebiegał dokładnie w taki sam sposób, jak ma to miejsce dziś. Natomiast zmieni się rozpiętość klauzul informacyjnych, które kandydat będzie musiał otrzymywać. Z nich dowie się, kto jest administratorem jego danych osobowych, przez jaki okres będą przetwarzane etc. Ponadto kandydaci będą mieli prawo dostępu do swoich danych, żądania wydania kopii danych powierzonych w procesie rekrutacji czy edycji tych danych – mówi ekspert eRecruiter, koordynator projektu ds. stworzenia Kodeksu Ochrony Danych Osobowych w Rekrutacji.

Blockchain zrewolucjonizuje branżę finansową. Zmieni sposób zawierania umów z klientami i weryfikację ich tożsamości

Blockchain zrewolucjonizuje branżę finansową. Zmieni sposób zawierania umów z klientami i weryfikację ich tożsamości 5

Rynek fintechowy w Polsce bardzo szybko rośnie. Pojawia się na nim wiele nowych firm i udoskonalonych rozwiązań. Obecnie dwa kluczowe trendy dla sektora finansów to blockchain, na którym skupiają się już wszyscy najwięksi gracze, oraz API Economy – model, który pozwala wdrażać nowe pomysły i rozwiązania bez angażowania zbyt dużych nakładów finansowych i uszczerbku dla modelu biznesowego. Zdaniem ekspertów korporacje i duże instytucje powinny jednak bardzo uważnie śledzić trendy i nie adaptować nowości na ślepo.

 W branży fintech i insurtech jest wiele trendów, które pojawiają się na całym świecie. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim blockchain, który na pewno zrewolucjonizuje sposób zawierania umów, weryfikację tożsamości i uwierzytelni obrót gospodarczy. Nie dostrzegam żadnych poważnych zagrożeń w związku z tą technologią, a wyłącznie dobre rzeczy, które ze sobą niesie. Są już pierwsze wdrożenia, pierwszy krok został wykonany, więc cały świat pójdzie pewnie w tę stronę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Wernerowicz, prezes zarządu Vivus Finance.

Blockchain to technologia służąca do przeprowadzania transakcji bezpośrednich (peer to peer) w internecie. Jest uważana za najbezpieczniejszą metodę zapisu i przechowywania danych. Prace nad wykorzystaniem technologii blockchain w sektorze finansowym trwają już od kilku lat. Ocenia się, że w przyszłości na jej bazie mógłby powstać zupełnie nowy system płatniczy. Ta technologia była jednym z ważniejszych tematów poruszanych na tegorocznym światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Blockchain jest też przedmiotem zainteresowania wszystkich najważniejszych banków i instytucji finansowych (według badania VMware z końcówki ubiegłego roku technologię blockchain wdraża już ponad dwie trzecie amerykańskich banków o aktywach przekraczających 100 mld dol.).

Już przed trzema laty czterdzieści pięć globalnych instytucji finansowych (w tym JP Morgan, Goldman Sachs, Deutsche Bank i Bank of America) powołało wspólnie konsorcjum, które ma zbadać możliwości wykorzystania blockchain. Interesują się nim również rządy: w Estonii system zbliżony do blockchain służy do rozliczania podatków i głosowania przez internet, a Dubaj do 2020 roku chce przenieść do niego całą administrację. W Polsce kilka największych banków testuje blockchain m.in. na potrzeby rozwiązania problemu trwałego nośnika, wymaganego przepisami UE.

 Bardzo wiele zostało już zrobione w kwestii biometrii. Ciekawe jest uwierzytelnianie za pomocą twarzy, głosu czy odcisku palca. Mamy różne, bardzo wygodne możliwości uwierzytelniania, których do tej pory nie udało się zhakować. Ta technologia uwierzytelniania bardzo ładnie „wepnie się” w blockchain, który w stokenizowany sposób będzie zapisywać nasze cechy twarzy czy głosu – mówi Ewa Wernerowicz.

Zdaniem prezes Vivus Finance blockchain zrewolucjonizuje wszelkiego rodzaju usługi, nie tylko finansowe. Natomiast dla sektora finansów kluczowy w nadchodzących latach będzie także trend API Economy.

– Przechodzimy do ekonomii opartej na otwartym API, gdzie poszczególne zespoły deweloperskie będą rozwijały konkretną funkcjonalność, którą będzie można w bardzo łatwy sposób poukładać z klocków w jedną, większą platformę czy ekosystem. W tym trendzie ważna jest ścisła współpraca biznesu i IT. Najszybszy rozwój naszej firmy przypadał na moment, kiedy IT pracowało razem z biznesem właściwie w jednym pomieszczeniu – mówi Ewa Wernerowicz.

API to interfejs programowania aplikacji, który pozwala wykorzystywać funkcjonalności udostępniane przez inne aplikacje. Przykładem jest Windows API – pozwala tworzyć aplikacje, które korzystają z możliwości oferowanych przez system Windows. API umożliwia komunikowanie się aplikacji ze sobą, z systemem operacyjnym czy z biblioteką dla danego języka programowania.

W tym modelu firmy mogą wybierać łatwe do zintegrowania funkcjonalności oraz usługi spośród publicznych i prywatnych API, tworząc z nich nową wartość dla klientów. To pozwala na szybkie i stosunkowo tanie wdrażanie nowych pomysłów i rozwiązań, bez angażowania zbyt dużych nakładów.

 W API Economy widzę szansę dla lepszego wykorzystania zasobów deweloperskich, które są bardzo ograniczone. Nie ma sensu, żeby każda firma ze swoimi zasobami deweloperskimi sama coś programowała, a później kolejna robiła dokładnie to samo. Lepiej jest wykorzystać poszczególne zespoły deweloperskie do zbudowania jednej czy kilku konkurencyjnych funkcjonalności, a później korzystać z najlepszych, które cały czas się udoskonalają – wyjaśnia Ewa Wernerowicz.

Zdaniem prezes Vivus Finance API Economy znacznie przyspieszy rozwój nowych usług finansowych i umożliwi firmom skoncentrowanie się na ich głównej działalności.

– W pewnym stopniu oddzieli też funkcję budowania zespołów i platform od prowadzenia biznesu. Wchodząc na polski rynek, posiadaliśmy własny system, a w kolejnych latach dołączaliśmy do niego inne programy, które zapewniały klientom większą funkcjonalność. Teraz już nie koncentrujemy się na tym, żeby budować systemy – nie jesteśmy w tym najlepsi i nigdy nie będziemy, ale na tym, żeby udzielać pożyczek. Nie można być dobrym we wszystkim, trzeba wybrać – czy idziemy w kierunku biznesu, czy idziemy w kierunku rozwijania technologii – mówi Ewa Wernerowicz.

Rozwój API Economy przyspieszy unijna dyrektywa PSD2 (Payment Services Directive), której zapisy w Polsce zaczną obowiązywać w tym roku. Nowe prawo przyczyni się do liberalizacji rynku. Umożliwi innym podmiotom dostęp do danych i transakcji klientów bankowości – tym samym stworzy warunki dla rozwoju sektora fintech i niewielkich, zdigitalizowanych, innowacyjnych graczy działających na rynku usług płatniczych. W przyszłości banki mogą pełnić rolę platform, poprzez które fintechy za pomocą API będą realizować operacje zlecone przez klientów.

Prezes Vivus Finance ocenia, że choć regulacje w ostatnich latach raczej blokowały rozwój sektora fintech, nowe prawo całkowicie zdemokratyzuje ten rynek.

 W przypadku niedojrzałej regulacyjnie branży, jaką jest online lending, przez ostatnich 5 lat regulacje wstrzymywały nas przed wdrażaniem innowacji. Zasoby IT – które są drogie i ograniczone – musiały działać w tym kierunku, żeby dostosować nasze systemy do regulacji. To ograniczyło innowacyjność i musieliśmy się na chwilę zatrzymać. Natomiast na dojrzałych rynkach taka regulacja jak PSD2 doprowadzi do dużej demokratyzacji usług finansowych. Będą je świadczyć nie tylko banki, lecz także wiele innych podmiotów, co oczywiście wpłynie na jakość obsługi, uproszczenie ścieżki klienta, która będzie pełnić bardzo kluczową rolę – mówi Ewa Wernerowicz.

Prezes Vivus Finance podkreśla, że rynek fintechowy jest w momencie bardzo szybkiego wzrostu, pojawia się wiele nowych firm i udoskonalonych rozwiązań. Korporacje i duże instytucje mogą się w nich gubić. Dlatego powinny bardzo uważnie śledzić trendy, nie adaptować nowości na ślepo, ale chwilę zaczekać, obserwować rynek i dokładnie przemyśleć, w co zainwestować.

– Ciekawe projekty fintechowe w Polsce to na pewno projekty związane z budowaniem platform komunikacyjnych, platform do sprzedaży produktów bankowych takich jak Bancovo, Finay. Myślę, że w tym kierunku w dużym stopniu pójdzie dystrybucja usług finansowych i blockchain, który już ma pierwsze wdrożenia na polskim rynku. Czekamy na kolejne – mówi Ewa Wernerowicz.

Facebook od 10 lat w Polsce. Z platformy korzysta dziś przeszło 16 mln polskich użytkowników

Facebook od 10 lat w Polsce. Z platformy korzysta dziś przeszło 16 mln polskich użytkowników 6

Dokładnie 10 lat temu pojawiła się polska wersja językowa Facebooka, niezmiennie najpopularniejszego serwisu społecznościowego na świecie. W Polsce platforma ma już ponad 16 mln aktywnych użytkowników. Z możliwości Facebooka chętnie korzystają też firmy – dzięki rozbudowanym opcjom reklamowym jest to jeden z najbardziej wszechstronnych typów reklamy. Dlatego użytkownicy mogą się spodziewać, że Facebook będzie wkraczać w kolejne sfery ich życia. Konkurencji z jego strony powinny się obawiać polskie serwisy aukcyjne czy służące do zamawiania jedzenia online.

Serwis ten gromadzi kilkanaście milionów Polaków, z czego 80 proc. z nich loguje się w nim codziennie. Facebook bardzo mocno dąży do tego, żeby zagarniać kolejne obszary naszego życia – poprzez udostępnianie transmisji wideo, randkowanie i coraz to nowe funkcjonalności w ramach serwisu. Wszystko zmierza ku temu, żeby Facebook stał się pewnego rodzaju nakładką na internet, z której wszyscy będziemy korzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Franciszek Georgiew, założyciel agencji marketingowej Social Tigers.

Facebook – z którego korzysta dziś ponad 16 mln Polaków – jest niezmiennie najpopularniejszym portalem społecznościowym. Do Polski trafił za pośrednictwem osób podróżujących za ocean, które używały go do kontaktów z osobami poznanymi w USA i stopniowo poszerzały grono znajomych. Polska wersja językowa Facebooka pojawiła się dokładnie dziesięć lat temu, w maju 2008 roku – kiedy na całym świecie z platformy korzystało już ponad 100 mln ludzi. Dla porównania dziś liczba aktywnych użytkowników Facebooka przekracza 2,1 mld.

Międzynarodowa skala i prosty interfejs sprawiły, że Facebook szybko wyprzedził stopniowo wyludniające się grono.net oraz nasza-klasa.pl, odbierany jako serwis dla starszej grupy odbiorców. Wzrost jego popularności w Polsce był skokowy. W 2008 roku Facebook startował z zaledwie garstką użytkowników. Dotarcie do pierwszego miliona użytkowników zajęło rok. Drugi milion wymagał już zaledwie pół roku, a trzeci – dwóch miesięcy.

Z Facebooka korzysta dziś coraz więcej osób. Kiedyś grono jego użytkowników było ograniczone do młodych osób, które wróciły z zagranicy. Dzisiaj są już młodzi, seniorzy, a prawie co drugi Polak korzysta z tego portalu. Istnieje przekonanie, że Facebook jest coraz bardziej medium dla osób starszych, a młodsi uciekają w innych kierunkach. Dlatego Facebook stara się zagarnąć te portale, które przyciągają młodszych użytkowników. Kopiuje funkcjonalności takich portali jak Snapchat czy YouTube i wdraża je bezpośrednio u siebie, żeby młodsi odbiorcy zostali i byli aktywni na platformie – mówi Franciszek Georgiew.

W Polsce z Facebooka korzysta ponad pół miliona osób w grupie wiekowej 65+. Młodych, niepełnoletnich użytkowników (w grupie wiekowej 13–18 lat) serwis ma 1,6 mln. Jednak dla młodszych Facebook powoli przestaje być już serwisem pierwszego wyboru – coraz częściej przenoszą się na Instagrama, który również jest własnością Marka Zuckerberga.

Popularność serwisu sprawia, że również firmy aktywnie z niego korzystają.

Facebook stał się mocnym narzędziem reklamowym, na które składa się wiele zaawansowanych opcji. Możemy tam pozyskiwać kontakty, dokonywać sprzedaży w sklepie internetowym. Przedsiębiorcy coraz mocniej powinni go uwzględniać w swojej strategii marketingowej. Na Facebooku mamy dziś ponad 5 mln reklamodawców. Reklamują się tam zarówno marki osobiste i mikroprzedsiębiorstwa, jak i wielkie korporacje – mówi Franciszek Georgiew.

W ciągu ostatniego dziesięciolecia opcje reklamowe Facebooka zostały znacząco rozbudowane. Obecnie to jeden z najciekawszych, najbardziej wszechstronnych typów reklamy. Na platformie są dostępne narzędzia dla każdej firmy. W zależności od wielkości i charakteru prowadzonego biznesu można do niego dopasować różne formaty reklamowe.

Facebook dąży do zagarnięcia jak największej liczby obszarów naszego życia. Wszystkie kolejne aplikacje, które wypuszcza – takie jak Messenger, WhatsApp czy opcja randkowania na Facebooku – to są miejsca, gdzie będą wyświetlane reklamy. Na tym właśnie Facebook zarabia. Pojawiają się różnego rodzaju nowinki, które dla nas, użytkowników, będą czymś ciekawym, będziemy spędzać tam więcej czasu. Natomiast dla Facebooka te wszystkie innowacje prowadzą do tego, żeby wyświetlić nam więcej reklam – podkreśla Franciszek Georgiew.

Ponieważ Facebook gromadzi dużo danych demograficznych i behawioralnych o swoich użytkownikach, bardzo często jest przedmiotem zaciekłej krytyki mediów, opinii publicznej, a nawet organów prawnych. Słynny był m.in. skandal sprzed czterech lat, kiedy to Facebook starał się manipulować nastrojami ludzi, podsuwając im treści o pozytywnym lub negatywnym wydźwięku. Obecnie głośno jest o tzw. aferze Cambridge Analytica, po tym jak ujawniono, że dane użytkowników Facebooka mogły zostać wykorzystane do mikrotargetowania przekazów i manipulowania wyborami prezydenckimi w USA.

Facebook zbiera o nas bardzo dużo różnych danych i wykorzystuje je do tzw. mikrotargetowania. Targetować można zarówno bardzo wąskie grupy zawodowe, jak i szersze, np. rodziców z całej Polski czy młode osoby z mniejszych miejscowości. Precyzja tego narzędzia jest bardzo duża. Zauważmy, że dzisiaj dochodzi do wielu afer związanych z ochroną prywatności, bo różne organy państwowe zaczynają być zaniepokojone tym, jak wiele wie o nas Facebook. Właśnie te dane są później wykorzystywane do targetowania – podkreśla Franciszek Georgiew.

Możliwość dopasowania i wyświetlania użytkownikom reklam, które bazują na informacjach o ich miejscu zamieszkania, wieku, danych demograficznych, posiadanych urządzenia elektronicznych czy częstotliwości podróżowania – to gigantyczny potencjał dla biznesu. Konkurencji ze strony Facebooka powinny się obawiać polskie serwisy aukcyjne, serwisy oferujące płatności mobilne czy służące do zamawiania jedzenia online.

Zdaniem CEO agencji marketingowej Social Tigers Franciszka Georgiewa niektóre z nich mogą być testowane w Polsce, podobnie jak aplikacja Messenger Day, do której Polacy uzyskali dostęp jako pierwsi na świecie. Polska wciąż jednak pozostaje poza głównym obszarem zainteresowań Facebooka.

Polski rynek artykułów higienicznych rośnie o ok. 4 proc. rocznie. Producenci zaczynają stawiać na ekologię

Polski rynek artykułów higienicznych rośnie o ok. 4 proc. rocznie. Producenci zaczynają stawiać na ekologię 7

Rynek artykułów higieniczno-kosmetycznych stabilnie rośnie o około 3–4 proc. rocznie. Szybciej rozwija się stosunkowo nowy segment produktów do utrzymania czystości w domu. W obu przypadkach dominującym trendem, który będzie rządzić tym rynkiem w następnych latach, jest ekologia i innowacje. Mogłoby się wydawać, że innowacyjność w produkcji wacików czy patyczków jest ograniczona. Wręcz przeciwnie, można być bardzo innowacyjnym w produkcji nawet tak podstawowych produktów higienicznych – podkreśla Rafał Szczepkowski, prezes Harper Hygienics.

– Polski rynek produktów kosmetycznych jest wart – w zależności od kategorii – około 150 mln zł w przypadku zwykłych, suchych płatków higienicznych i ok. 50–60 mln zł w przypadku patyczków higienicznych. Ten rynek jest dosyć stabilny – rośnie ok. 3–4 proc. w skali roku. Ponadto pojawiają się również różnego rodzaju specjalistyczne produkty do demakijażu czy pielęgnacji dziecięcej. W innych kategoriach również jest duży potencjał, ale nie są to duże przyrosty –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Szczepkowski, prezes Harper Hygienics.

Na tle europejskiego rodzimy rynek jest bardziej rozwinięty pod względem kategorii produktów higieniczno-kosmetycznych i ich dostępności.

– Byłem bardzo zaskoczony, odwiedzając niedawno kilka krajów w Europie Centralnej, gdzie na półkach hipermarketów stoją np. pudełka z patyczkami higienicznymi dwóch firm, natomiast w Polsce mamy ich co najmniej osiem. Tutaj ten rynek jest bardzo rozwinięty, lubimy stosować różnego rodzaju innowacje również w takich prostych produktach jak waciki – mówi Rafał Szczepkowski.

W tradycyjnych kategoriach produktowych, jakimi są płatki i patyki higieniczne, Harper Hygienics ze swoją marką Cleanic jest liderem z około 25-proc. udziałem w całym rynku. Prezes spółki ocenia, że potencjał tego segmentu rynku jest wzrostowy ze względu na powiązany z nim szybki rozwój branży kosmetycznej.

– Możliwości rynku kosmetycznego w Polsce są ogromne. Mamy duży potencjał do rozwoju obecnie oferowanych produktów, ale również możliwość do wejścia w nowe, niezagospodarowane dotąd kategorie produktów. Dzięki naszemu zapleczu technologicznemu oraz pozycji lidera w innowacyjnych produktach bawełnianych jesteśmy w stanie odpowiedzieć m.in. na globalny trend i oferować innowacyjne – bardziej ekologiczne produkty higieniczne i kosmetyczne – podkreśla Rafał Szczepkowski.

Jedną z widocznych już zmian na tym rynku są patyczki kosmetyczne. Dotychczas składały się głównie z polipropylenu i czystej bawełny. Jednak Unia Europejska klasyfikuje polipropylen jako odpad, dlatego producenci zaczęli wprowadzać ekologiczne patyczki papierowe, które np. we Francji są już jedynymi dostępnymi na rynku.

– Jesteśmy absolutnie przekonani, że ekologia będzie wyznaczać trendy na następne kilka lat. Jesteśmy gotowi na tę zmianę. Dostarczamy już takie patyczki – produkujemy je i mamy stałe kontrakty na ich wykonanie. Co ważne, nie kończymy wyłącznie na tym produkcie. Dzięki innowacyjnej linii technologicznej Arvell stale pracujemy nad rozwojem naszej oferty, aby móc oferować jak najlepsze produkty przyjazne środowisku – mówi Rafał Szczepkowski.

Kluczowe dla Harper Hygienics kategorie produktowe to higiena osobista (produkty kosmetyczne suche – płatki, patyki, chustki), higiena dziecięca oraz kategoria produktów do utrzymania czystości w domu. Ta ostatnia jest na polskim rynku stosunkowo nowa i szybko rośnie.

– W Polsce kategoria produktów do szybkiego czyszczenia chusteczkami nawilżanymi ciągle dynamicznie się rozwija. Harper Hygienics z marką Presto jest liderem w tej kategorii, ponadto dostarczamy wiele produktów private label dla sieci handlowych. To jest kategoria, która w Polsce jest stosunkowo nowa i bardzo szybko rosnąca, więc wiążemy z nią duże oczekiwania – mówi Rafał Szczepkowski.

Przychody ze sprzedaży Harper Hygienics zwiększyły się w 2017 r. o blisko 40 mln zł rok do roku. Polska jest dla Harper Hygienics kluczowym rynkiem, który odpowiada za ponad połowę sprzedaży.

– W najbliższych okresach planujemy konsekwentnie zwiększać sprzedaż zarówno w kraju, jak i za granicą. Chcąc sprzedawać w Czechach albo Emiratach Arabskich, w pierwszej kolejności musimy zadbać o to, żeby nasz produkt był liderem rynku w Polsce. Musimy wspierać siłę i prestiż naszych marek, tak aby Harper stawał się wiarygodnym i coraz szerzej rozpoznawalnym partnerem również na nowych rynkach ekspansji – mówi prezes Harper Hygienics.

Wzrost awersji do ryzyka nie dotknął akcji

Pierwszy tydzień po weekendzie majowym nie należał do nieciekawych. Donald Trump zdecydował, że USA wycofa się z tzw. porozumienia nuklearnego z Iranem. Oznacza to powrót sankcji nałożonych na ten kraj oraz ograniczenie produkcji ropy naftowej. Na globalnych rynkach, oprócz zwyżki cen ropy naftowej, wzrosła awersja do ryzyka, która jednak przełożyła się jedynie na wyceny walut rynków rozwijających się, powodując utratę ich wartości. Nastroje na rynkach akcji pozostały dobre. Najważniejsze indeksy giełdowe na świecie zanotowały wzrosty. W Stanach Zjednoczonych indeks S&P zyskał w przeciągu tygodnia 2,41%, DJIA 2,34%, a indeks giełdy Nasdaq osiągnął stopę zwrotu na poziomie 2,68%. W Europie również dominował kolor zielony. Niemiecki DAX wzrósł 1,42%, francuski CAC 0,47%, a brytyjski FTSE 100 2,08%. Warto również wspomnieć o odczycie inflacji w Stanach Zjednoczonych, który nie sprostał oczekiwaniom: 2,1% rdr wobec oczekiwanych 2,2% (inflacja bazowa CPI).

Wzrosty zagościły również na naszym krajowym parkiecie. Były one napędzane jednak głównie poprzez największe spółki, co może świadczyć o powrocie kapitału zagranicznego. Indeks szerokiego rynku WIG wzrósł w skali tygodnia o 3,23%, indeks największych spółek WIG20 zyskał 4,30%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 zakończyły tydzień z wynikami odpowiednio -0,32% oraz 1,81%.

W tym tygodniu czeka nas intensywny tydzień, jeśli chodzi o dane makroekonomiczne. W Polsce we wtorek opublikowany zostanie wstępny PKB za pierwszy kwartał bieżącego roku oraz finalny odczyt inflacji CPI za kwiecień. W środę zakończy się posiedzenie RPP, a o 14 zobaczymy odczyt inflacji bazowej za kwiecień. Na koniec tygodnia, w piątek, dostarczone nam zostaną dane z rynku pracy, zmiana przeciętnego wynagrodzenia oraz zatrudnienia. Na globalnych rynkach również czeka nas ciekawy tydzień. We wtorek opublikowana zostanie seria odczytów PKB z Europy, produkcja przemysłowa z Chin oraz strefy euro i sprzedaż detaliczna ze Stanów Zjednoczonych. W środę warto zwrócić uwagę na wstępny odczyt PKB za 1Q z Japonii oraz produkcję przemysłową z USA.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Wielka Gala FinTech & InsurTech Night

10 maja 2018 r. w The Westin Warsaw Hotel, odbyła się Wielka Gala FinTech & InsurTech Night. Podczas wydarzenia zostały wręczone statuetki w ramach konkursu FinTech & InsurTech Awards. Wydarzenie poprowadził Marcin Prokop.

Wśród laureatów konkursu FinTech & InsurTech Awards znaleźli się:

Best Payment Solution – TubaPay – zintegrowane płatności kartowe w ubezpieczeniach

Za doskonałe zrozumienie procesów obsługi płatności składki oraz stworzenie platformy płatności kartowych łączącej wielu konkurujących ze sobą ubezpieczycieli.

Best Lending Solution – Finiata

Za innowacyjny model mikrofaktoringu dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw i wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesie oceny ryzyka kredytowego.

Blockchain Technology Award – Platforma blockchain Trudatum

Platforma blockchain Trudatum to rozwiązanie opracowane przy współpracy PKO Banku Polskiego oraz polsko-brytyjskiej spółki Coinfirm. Narzędzie udoskonala dotychczasowe rozwiązania związane z zapisywaniem i przechowywaniem danych, a jednocześnie zapewnia skuteczną i zabezpieczoną kryptograficznie cyfrową zgodność dokumentu. Technologia, którą bank zdecydował się wdrożyć do własnych systemów, wprowadza przełom w zakresie gromadzenia oraz publikacji dokumentów i plików w skali całej Europy. Pierwszy etap wdrożenia skupi się na integracji z systemami bankowymi oraz udostępnieniu rozwiązania pozwalającego na weryfikację autentyczności dokumentów bankowych. Każdy dokument zapisany w sieci blockchain (np. potwierdzenie transakcji lub regulamin bankowy) zostanie wystawiony w formie nieodwracalnego skrótu („hasz”) podpisanego kluczem prywatnym banku. Pozwoli to klientowi na zdalne sprawdzenie, czy plik, który otrzymał od kontrahenta lub banku, jest prawdziwy i czy nie doszło do próby jego modyfikacji.

InsurTech Award – Krajowy Program Zdrowotny

Za innowacyjny model biznesowy, którego filarem jest skalowalna platforma technologiczna, zbudowana w metodyce Agile & DevOps, oparta o architekturę mikroserwisów i dockerów, integrująca różne kanały sprzedażowe, w tym: internetowy, mobilny, placówki stacjonarne różnych operatorów oraz providerów ubezpieczeniowych z zakresu ochrony zdrowia. Oraz za sprawienie, że opieka zdrowotna będzie dla wszystkich nas bardziej przyjazna i dostępna.

FinTech Award – Dronn

Dronn to system opracowany we współpracy z firmą VoicePIN oparty na sztucznej inteligencji, biometrii i analityce mowy, należący do najbardziej zaawansowanej generacji robotów. Został zaprojektowany tak, by prowadzić z klientami swobodną i logiczną rozmowę oraz wykorzystywać w czasie rzeczywistym modele statystyczne i, na podstawie danych, podejmować decyzje w kwestii dalszego przebiegu rozmowy. Tylko w 2017 r. Dronn wykonał ponad 1 milion połączeń, w tym 963 tys. dla oddziału windykacji Alior Banku oraz 239 tys. dla partnerów zewnętrznych. W międzyczasie Dronn obsłużył również ok. 1,3 mln nowych rekordów w procesie segmentacji klientów oraz zebrał 77 tys. oświadczeń o rezydencji podatkowej (tzw. FATCA). Obecnie prowadzone są prace nad dalszym rozwojem narzędzia.

Partnerzy FinTech & InsurTech Night: Asseco, Atende, Biuro Informacji Kredytowej SA / BIG Info Monitor, Dell EMC, EY, Eventory, Finiata, G2A, Liferay, Webtown, British Automotive Centrum, Autoryzowany Diler Jaguar, Land Rover, Heyka Capital Markets Group, Mash, ProService Finteco, Twoje Zdrowie Ubezpieczenia S.A., ECOM.software, Visa, Vivus, CallPage, Exuma Gym, Sartorial

Zapraszamy do zapoznania się z pełną fotorelacją z Wielkiej Gali FinTech & InsurTech Night.

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.

Technologiczne rozwiązania branży ubezpieczeniowej i finansowej, czyli FinTech & InsurTech Digital Congress.

W dniach 10-11 maja 2018 r. w The Westin Warsaw Hotel odbyła się IV edycja FinTech Digital Congress i III edycja InsurTech Digital Congress. To najważniejsze wydarzenia w tej części Europy dotyczące nowoczesnych, technologicznych rozwiązań w branży ubezpieczeniowej i finansowej. Kongres rozpoczęła część wspólna, po której nastąpił podział na dwie ścieżki tematyczne – dotyczącą ubezpieczeń i traktującą o finansach. Dzięki obecności ekspertów z kraju i zagranicy, ciekawemu programowi debat, przemówień i use cases oraz najbardziej aktualnym tematom z branży, wydarzenie zgromadziło ponad 700 uczestników w ciągu dwóch dni.

Część wspólną Kongresu rozpoczęło wystąpienie Przewodniczących Rad Programowych FinTech i InsurTech, Marcina Petrykowskiego i Witolda Jaworskiego. Następnie swoje angażujące przemówienie wygłosił gość specjalny, który doświadczenie w branży gromadził między innymi na rynku azjatyckim. Sonia Wędrychowicz-Horbatowska przekazała nam swoją specjalistyczną wiedzę o tym, jak dokonywać transformacji cyfrowej w finansach/sektorze finansowym. Nie mogło też zabraknąć debaty na temat regulacji prawnych, w której wzięli udział kluczowi eksperci tacy jak Zbigniew Jagiełło, Anna Streżyńska i Marcin Obroniecki. Dyskusja ta była poprzedzona wspaniałym wystąpieniem wprowadzającym Przedstawiciela Komisji Nadzoru Finansowego, Marka Chrzanowskiego. Podczas paneli poruszono także kwestie innowacyjności z perspektywy Polski i świata. Uważnie pochylono się również nad tematem fintechów w erze mindfulness. Talent challenge, płatności, skuteczne modele biznesowe, telemedycyna, IoT i data analytics to tylko niektóre z haseł, nad którymi debatowano podczas dwóch dni rzeczowych dyskusji o branży fintech i insurtech. Pomiędzy częściami merytorycznymi znalazł się także czas na networking, który stanowił doskonałą okazję na bliższe poznanie najlepszych autorytetów z branży finansów i ubezpieczeń.

Wśród prelegentów FinTech & InsurTech Digital Congress możemy wymienić m.in. Tomasz Czechowicz, Janusz Cieszyński, Frank Genheimer, Agnieszka Wrońska, Laurent Nizri, Ewa Wernerowicz, James Hickson, Tal Sharon, Paul Ferris, Wojciech Sass, Adam Rozwadowski i Szymon Wałach.

Na zakończenie pierwszego dnia kongresu odbyła się Wielka Gala FinTech & InsurTech Night, podczas której przyznano nagrody w konkursie “FinTech & InsurTech Awards”, w kategoriach Best Payment Solution, Best Lending Solution, Blockchain Technology Award, InsurTech Award, FinTech Award. Wśród uhonorowanych inicjatyw znalazły się takie rozwiązania jak: TubaPay, FINIATA, platforma blockchain Trudatum, Krajowy Program Zdrowotny i Dronn.

Partnerzy FinTech Digital Congress

Partnerzy Strategiczni: Atende, Vivus, Visa, Asseco, ProService Finteco, Dell EMC, Mash, Biuro Informacji Kredytowej, Smeo, Finiata, G2A, Heyka Capital Markets Group

Partnerzy: dLK Legal, iwoca, Idea Bank, Michael Page, Liferay, Webtown, NFG, Eventory, Jaguar, Land Rover, Gamfi, CallPage, Abak, PROFESCAPITAL.

Supporting Partner: Paris Fintech Forum

Partnerzy InsurTech Digital Congress

Partnerzy Strategiczni: Atende, ProService Finteco, Dell EMC, Twoje Zdrowie Ubezpieczenia S.A., ECOM.software, EY

Partnerzy: Bacca, Comadso, Gefen Technologies, Insly, Eventory, Jaguar, Land Rover, Gamfi, Abak, PROFESCAPITAL, CallPage

Sponsor: PiLab

Supporting Partner: Paris Fintech Forum

Zapraszamy do zapoznania się z pełną fotorelacją z FinTech & InsurTech Digital Congress.

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.

Szaleństwa gospodarcze Włoch

Nawet 100 mld euro rocznie mogą kosztować gospodarcze zmiany zapowiadane przez ugrupowania szykujące się do utworzenia rządu we Włoszech. Dwie partie obiecują nad Tybrem złote góry. Problem w tym, że włoskiej gospodarki na to nie stać – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Podczas minionego weekendu Liga Północna oraz Ruch 5 Gwiazd odbyły serię spotkań dotyczących przyszłego programu gospodarczego oraz wyboru premiera. Na razie nie jest znane nazwisko szefa rządu, ale polityka ekonomiczna może sugerować, że zadłużenie Włoch znowu stanie się poważnym problemem dla strefy euro.

Dziesiątki miliardów euro dodatkowego deficytu

Zaskakujący związek prawicowej Ligi Północnej i lewicującego Ruchu 5 Gwiazd powoduje, że nie tylko ideologicznie rząd będzie odstawać od ogólnych przyjętych wartości prawej oraz lewej strony sceny politycznej. Gospodarcza polityka kiełkującej koalicji także wygląda nieszablonowo i jest mariażem skrajności liberalnych oraz socjalnych.

Zgodnie z zapowiedziami Ligi wprowadzony zostanie podatek liniowy. Dla gospodarstw domowych z dochodem nieprzekraczającym 80 tys. euro ma wynieść 15 proc., a powyżej tej kwoty – 20 proc. Sama idea obniżki podatków dla obywateli może i nie jest zła. Problemem są jednak koszty. Według wyliczeń agencji Bloomberg mają one uszczuplić przychody budżetowe o 40 mld euro rocznie.

Usytuowany znacznie bliżej lewicy niż prawicy Ruch 5 Gwiazd z kolei chce wprowadzić dwa inne niezwykle kosztowne projekty. Pierwszym z nich jest „dochód gwarantowany” na poziomie 780 euro. W porównaniu do wcześniejszych zapowiedzi nie dostaną go wszyscy, ale tylko osoby bezrobotne, które mimo chęci nie znajdą zatrudnienia. Te dodatkowe warunki, które zresztą mogą być trudne do weryfikacji, nie zmieniają faktu, że projekt kosztować będzie ok. 30 mld euro rocznie – według cytowanego przez Bloomberga szefa włoskiego odpowiednika ZUS-u.

Kolejnym uzgodnionym z Ligą pomysłem Ruchu 5 Gwiazd jest cofnięcie reformy emerytalnej z 2011 r. Oznacza to między innymi obniżenie wieku emerytalnego. W przypadku Włoch jest to szczególnie kosztowne rozwiązanie ze względu na niską aktywność zawodową osób starszych. Rachunek za nie, według Carlo Cottarelli, byłego dyrektora MFW, to 15 mld euro.

W sumie koszty tylko trzech forsowanych przez zwycięską koalicję pomysłów mają wynosić rocznie 85 mld euro. Gazeta “Corriere della Sera” natomiast oszacowała, że koszty fiskalne nowego programu sięgną 100 mld euro.

Problemy dla Włoch, problemy dla strefy euro

Wcielenie w życie zapowiadanych zmian gospodarczych spowoduje wprowadzenie Rzymu na kolizyjny kurs z Brukselą. Zakładając nawet, że finalne koszty będą znacznie mniejsze (np. 50-60 mld), i tak oznaczają one wzrost deficytu sektora finansów publicznych o dodatkowe 3-4 pkt proc. PKB. Biorąc pod uwagę, że w przyszłym roku, bez żadnych nowych wydatków, ma on wynieść 1,7 proc. PKB, dziura we włoskich finansach sięgnie okolic 5 proc. PKB.

To znacznie więcej niż wynosi unijny limit deficytu – na poziomie 3 proc. PKB. Dodatkowo wzrost ma nastąpić w czasach relatywnie dobrej koniunktury. PKB Włoch wzrosło o 1,5 proc. w zeszłym roku, chociaż potencjalny wzrost jest zaledwie na poziomie ok. 1,0 proc.

Włoska polityka gospodarcza może mieć także negatywny wpływ na całą strefę euro. W piątek we Florencji prezes EBC Mario Draghi przekonywał do głębszej integracji na poziomie fiskalnym i stworzenia funduszu, który miałby zmniejszać negatywne skutki przyszłych kryzysów.

Bliższa integracja fiskalna nie będzie jednak możliwa w scenariuszu nieodpowiedzialnej polityki budżetowej poszczególnych krajów. Włochy ze swoją relacją długu do PKB na poziomie 131 proc. są i tak jednym z najsłabszych ogniw w UE. Wprowadzenie w życie planowanych przez nową koalicję zmian nie tylko zagrozi stabilności włoskiego długu, ale jeszcze bardziej uwrażliwi strefę euro na hipotetyczne wstrząsy i ograniczy solidarność wśród państw dzielących wspólną walutę podczas gospodarczych turbulencji.

Pracownicze Programy Kapitałowe wpłyną pozytywnie na GPW

Oszczędności emerytalne są oszczędnościami długoterminowymi. Pieniądz emerytalny, czyli odkładany na emeryturę, z perspektywy zarządzających funduszami inwestycyjnymi jest najlepszym pieniądzem. Jeżeli pomysł PPK zostanie wprowadzony, to z każdym rokiem będziemy mieli większe aktywa zgromadzone w ramach Pracowniczych Programów Kapitałowych. Jesteśmy na początku tego procesu, podczas którego pomysłodawcy zakładają kilkanaście miliardów złotych odkładanych środków. Pewna część trafi na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, lecz nie rozrusza to w całości giełdy. Będzie to strumyczek, który stanie się dopływem nowych środków i na pewno będzie miał wpływ na rozwój rynku kapitałowego. Bardzo dużo zależy od tego, na ile PPK staną się powszechne oraz popularne. Dodatkowo istotny jest poziom partycypacji milionów uczestników programu, a także wysokość wpływania składek. Im składki będą wyższe i większa będzie liczba uczestników, tym lepsza perspektywa dla polskiego rynku kapitałowego.

– Środki w ramach PPK będą zarządzane komercyjnie – przez podmioty komercyjne, towarzystwa funduszy inwestycyjnych oraz prawdopodobnie powszechne towarzystwa emerytalne – powiedział agencji eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny, członek zarządu Instytutu Emerytalnego – Niektóre z nich są spółkami-córkami skarbu państwa, natomiast są to podmioty działające na zasadach komercyjnych. Środki gromadzone w ramach PPK będą środkami pochodzącymi z prywatnych oszczędności uczestników. Z mocy konstrukcji prawnych – są one „nasze”. Na obecnym etapie projektowanej ustawy nie widzę żadnego zagrożenia dla prywatności tych środków. Z perspektywy uczestników jest to sytuacji dużo lepsza, niż OFE – będące częścią systemu publicznego. Chcemy czy nie – co potwierdzały orzeczenia sądów polskich i zagranicznych – środki zgromadzone w Otwartych Funduszach Emerytalnych miały charakter publiczny. Środki gromadzone w PPK będą miały charakter prywatny – tak jak lokaty bankowe czy Pracownicze Programy Emerytalne – podkreślił Wojewódka.

Polski rynek biurowy z apetytem na więcej

Mocny popyt, spadek wakatu i 1,8 mln mkw. biur w budowie – to obraz rynku biurowego na koniec I kwartału 2018 r.

Popyt

W I kw. 2018 r. podpisano umowy najmu na prawie 330 000 mkw., z czego ok. 127 000 mkw. przypadło na główne rynki poza Warszawą[1]. Dużą aktywnością poza Warszawą charakteryzował się sektor bankowości i finansów, który był odpowiedzialny za trzy największe umowy na tych rynkach.

Karol Patynowski JLL„Sektor biurowy korzysta z dążenia firm do poprawy środowiska pracy w celu wsparcia procesów rekrutacyjnych i pozyskania najlepszych kandydatów. Nowoczesne biuro staje się ważną przewagą w tym procesie, co istotnie wpływa na popyt na powierzchnię biurową. Część korporacji poszukuje niestandardowych powierzchni, a na te potrzeby znakomicie odpowiadają zaadaptowane budynki przemysłowe, co potwierdza decyzja firmy Clariant, która wynajęła przestrzeń w pofabrycznym kompleksie Monopolis w Łodzi. Z drugiej strony, jest też grono firm, które celują w nowe, charakterystyczne inwestycje, czego dowodzi otwarcie nowego centrum Fujitsu Global Delivery Center Poland w budynku .KTW w Katowicach. Ten przykład pokazuje również ekspansję firm już obecnych w Polsce, a decydujących się na kolejne inwestycje na nowych rynkach. Fujitsu prowadzi swoje operacje w Łodzi, a teraz rozszerza swoją działalność na Katowice”, komentuje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Największe kontrakty najmu w I kw. podpisały: poufny najemca z sektora publicznego (14 800 mkw. w Pięknej 2.0, Warszawa), Cambridge Innovation Center (13 500 mkw. w Varso II, Warszawa), Ad Pilot (10 300 mkw. w Wolf Marszałkowska, Warszawa), Santander Consumer Banku (10 000 mkw. w Business Garden, Wrocław), State Street (9000 mkw. w inwestycji .big, Kraków).

Podaż

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

„W I kwartale na polski rynek dostarczono łącznie 153 000 mkw., głównie w ramach dużych projektów, a kolejne 1,8 mln mkw. jest w budowie. Poza Warszawą w realizacji pozostaje obecnie 1,1 miliona mkw. powierzchni, z czego większość przypada na Kraków, Wrocław i Trójmiasto, niemniej jednak wszystkie miasta regionalne odnotowały wzrost aktywności deweloperskiej. Łącznie, zasoby biurowe w Polsce sięgają 9,8 mln mkw. Nowa podaż – wliczając obiekty ukończone w pierwszym kwartale – w tym roku może sięgnąć nawet 800 000 mkw., dzięki czemu rynek biurowy już niebawem przekroczy granicę 10 mln mkw.”, mówi Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe projekty biurowe oddane do użytku w I kw. przypadły na główne rynki poza Warszawą. Były to: Olivia Star w Trójmieście – wieża biurowa oraz najwyższy budynek w północnej Polsce, O3 Business Campus III w Krakowie, .KTW w Katowicach, biurowiec BZ WBK we Wrocławiu oraz Graffit w Warszawie.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

„Współczynnik powierzchni niewynajętej w Polsce po raz kolejny się obniżył i obecnie wynosi 10,1%. Wynika to z nieustannie poprawiających się warunków rynkowych oraz silnego popytu na biura, zwłaszcza ze strony sektora nowoczesnych usług biznesowych. Najniższy wskaźnik pustostanów charakteryzuje Trójmiasto – 7,7%, najwyższy Lublin – 17,1%”, komentuje Mateusz Polkowski.

W centrum Warszawy stawki najmu wynoszą obecnie 17,0-23,0 euro / mkw. / miesiąc, a poza nim – 11,0- 15,0 euro / mkw. / miesiąc. Poza stolicą, najwyższe czynsze transakcyjne notują Kraków (13,5 – 14,6 euro / mkw. / miesiąc) oraz Wrocław (13,7 – 14,5 euro / mkw. / miesiąc), natomiast najniższe odznaczają Lublin (10,5 – 11,5 / mkw. / miesiąc) i Szczecin (11,5 – 14 euro / mkw. / miesiąc).

[1] Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin

Kurs euro zmierza ku silnej formacji spadkowej

Początek tygodnia przyniósł umiarkowaną stabilizację w wycenie złotego. Polska waluta osiągnęła poziom 4,2643 do euro, 3,5674 względem USD, 3,5656 do franka szwajcarskiego oraz 4,8366 PLN w odniesieniu do funta szterlinga. O ile w bieżącym tygodniu notowania EUR/PLN nie zdołają trwale pokonać okolic poziomu 4.26, może to skutkować powstaniem bardzo silnej formacji spadkowej na tej parze, a co za tym idzie – z większymi zakupami EUR warto będzie jeszcze chwilę się wstrzymać.

EUR/PLN – spora szansa na cofnięcie

Podobnie jak tydzień temu, notowania EUR/PLN doprowadziły do testu dolnego ograniczenia bariery trendu spadkowego 4.2910 – 4.3080. Również tym razem doszło do zdecydowanego cofnięcia, które ostatecznie spowodowało powrót notowań do wnętrza kanału spadkowego. Co również istotne, rynek w zakończonym tygodniu zatrzymał się w okolicach poziomu 4.26, który pokrywa się z oporem wynikającym z 161.8 proc. rozszerzenia poprzedniej fali spadkowej, zatem powstać może bardzo silna formacja spadkowa.kurs euro zmierza ku silnej formacji spadkowej

Jeżeli w nadchodzącym tygodniu notowania nie zdołają trwale pokonać okolic poziomu 4.26 – kluczowe będzie oczywiście wybicie aktualnego kanału spadkowego – będzie to już wstępny sygnał na sporą korektę w kierunku głównej linii trendu wzrostowego w okolicach poziomu 4.20. Z większymi zakupami EUR warto się zatem jeszcze chwilę wstrzymać.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Krajowa Administracja Skarbowa rozpoczyna polowanie na polskich inwestorów kryptowalutowych

Na początku 2018 r. premier Mateusz Morawiecki zapowiadał zdecydowane działania polskiego rządu wobec kryptowalut, porównując technologię blockchain do piramid finansowych typu Amber Gold. Ogłoszono powołanie zespołu składającego się z przedstawiciela Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, szefa Komisji Nadzoru Finansowego, a także koordynatora służb specjalnych, Prokuratora Krajowego i ministra spraw wewnętrznych. Zespół ten miał być odpowiedzialny za identyfikację oraz ocenę ryzyk związanych z inwestowaniem przez polskich obywateli w kryptowaluty.

Założenia

Ministerstwo Finansów nosi się z zamiarem powołania Departamentu Analiz Ekonomicznych, pod którego specjalną „opieką” znaleźć się mają osoby aktywnie korzystające z możliwości generowania zysków z obrotu kryptowalutami. Generalny Inspektor Informacji Finansowej ogłosił natomiast, że specjaliści z Ministerstwa Finansów biorą udział w projekcie Grupy Egmont (organizacja międzynarodowa skupiająca jednostki analityki finansowej) dotyczącym wykorzystywania kryptowalut do prania pieniędzy i finansowania terroryzmu.

Wydaje się, że zapowiedzi szefa rządu z początku roku weszły obecnie w fazę realizacji przez podległe służby. W ostatnim czasie społeczność polskich inwestorów kryptowalutowych obiegła informacja o akcji Krajowej Administracji Skarbowej polegającej na kierowaniu do polskich giełd kryptowalutowych żądania udostępnienia danych inwestorów zarejestrowanych na poszczególnych giełdach. Jak ustalił branżowy portal www.kryptowaluty.org.pl, fakt otrzymania żądania potwierdziło już kliku przedsiębiorców prowadzących internetowe giełdy wymiany kryptowalut: bitbay.pl, inpay.pl oraz BTCDuke.com. Ostatnia z wymienionych giełd opublikowała w Internecie pismo Naczelnika Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie skierowane do BTCDuke sp. z o.o. W postanowieniu organu KAS z dnia 20 marca 2018 r. sporządzonym na podstawie art. 45 ust. 1 i 3 ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej czytamy, że żądanie udostępnienia danych obejmuje m.in. oznaczenie użytkowników giełdy ze wskazaniem ich danych osobowych, danych e-mail oraz numerów rachunków bankowych. Organ KAS domaga się w szczególności udostępnienia historii wymiany kryptowalut w odniesieniu do każdego użytkownika giełdy, historii zasilenia rachunków oraz wypłat z serwisu.

Naczelnika UCS interesują szczegółowe dane osobowe i finansowe za lata 2016 i 2017.
W przypadku nieudzielenia żądanych informacji istnieje możliwość nałożenia na zobowiązane podmioty kary pieniężnej w wysokości do 10 tys. zł. Jak deklaruje organ KAS, wystąpienie o przekazanie informacji związane jest z prowadzonymi czynnościami analitycznymi, prognostycznymi i badawczymi i ma na celu właściwą realizację dochodów z podatków.

Co to oznacza w praktyce dla giełd?

Postanowienie Naczelnika UCS jest zaskarżalne – przysługuje na nie prawo wniesienia zażalenia do organu wyższego stopnia, a więc dyrektora właściwej izby administracji skarbowej, w terminie 7 dni od daty doręczenia. Należy przy tym pamiętać, że dyrektor IAS jest organem nadzorującym wykonywanie ustawowych zadań przez naczelnika UCS. Trudno zatem przypuszczać, że akcja naczelnika UCS jest wynikiem jego autorskiej koncepcji, o której założeniach organ nadzorujący nie został uprzednio poinformowany. Prawdopodobnie plan działania naczelnika UCS został zatwierdzony na wyższym szczeblu administracji skarbowej. Marne są więc szanse na to, by zażalenia składane przez przedsiębiorców prowadzących giełdy kryptowalut zostały pozytywnie rozpatrzone przez organ odwoławczy. Utrzymanie w mocy postanowień naczelnika UCS oznaczać będzie, że żądania te staną się ostateczne w toku administracyjnym – organ będzie miał możliwość nakładania kar pieniężnych, o których informował w treści postanowienia. W dodatku nie ma ustawowych przeszkód, by żądania te były ponawiane. Jednorazowa zapłata kary finansowej może nie zakończyć sprawy i giełdy mogą być poddawane stałej presji finansowej i egzekucyjnej dopóty, dopóki nie przekażą wrażliwych danych.

Co to oznacza w praktyce dla inwestorów?

Rozważmy taki scenariusz: giełdy przekazują dane o inwestorach organom skarbowym. Fiskus wchodzi w posiadanie informacji o tysiącach osób inwestujących za pośrednictwem platform prowadzonych przez polskich przedsiębiorców. Przypomnijmy, że dane o przepływach finansowych mają dotyczyć lat 2016 i 2017. Termin na rozliczenie podatku dochodowego od osób fizycznych z tytułu osiągnięcia ewentualnych zysków za rok 2016 upłynął zatem 30 kwietnia 2017 r. Rok 2017 rozliczyć należy do końca kwietnia roku 2018. Można założyć, że część inwestorów nie rozliczyła podatku dochodowego z tytułu inwestycji w kryptowaluty. Fiskus przystępuje do pracy nad pozyskanymi informacjami. Nie działa pod presją czasu – zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Dodatkowo, zgodnie ze swoim zwyczajem, organy podatkowe mogą wszcząć postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, co spowoduje przerwanie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Czasu na zidentyfikowanie, skontrolowanie i rozliczenie inwestorów jest aż nadto.

Tymczasem w Ministerstwie Finansów nie od dziś stawia się na narzędzia informatyczne wspomagające czynności analityczne z zakresu big data. Przy ulicy Świętokrzyskiej 12
w Warszawie zatrudnieni są już programiści opracowujący algorytmy do typowania podatników osiągających dochody dotychczas nieopodatkowane. A zatem przetworzenie danych przekazanych przez giełdy, skatalogowanie inwestorów, oszacowanie wstępnych zaległości podatkowych i przekazanie informacji właściwym urzędom skarbowym i celno-skarbowym nie przekracza możliwości technicznych i organizacyjnych administracji skarbowej.

Kolejnym etapem jej działań może być lawinowe wzywanie inwestorów do wyjaśnienia przyczyn niezgłoszenia do opodatkowania dochodów wypracowanych za pośrednictwem giełd. Wobec opornych mogą zostać uruchomione tryby kontroli podatkowych i celno-skarbowych, postępowań podatkowych, a w dalszej perspektywie czasowej – postępowań karnoskarbowych i egzekucji administracyjnej.

Przewidywane konsekwencje

Obrót kryptowalutami nie jest uregulowany w polskich przepisach podatkowych. Do opodatkowania dochodów z kryptowalut stosowane są przepisy dotyczące odpłatnego zbycia praw majątkowych. Nieprzystawalność przepisów podatkowych do realiów technologii blockchain, brak ukształtowanej linii orzeczniczej sądów administracyjnych, rozbieżne interpretacje organów podatkowych, niewielki dorobek doktryny – to wszystko powoduje, że wokół opodatkowania zysków z obrotu kryptowalutami narastają pytania i wątpliwości.

Niewątpliwie działania KAS doprowadzą do licznych sporów sądowych z podatnikami
i podmiotami prowadzącymi giełdy internetowe. Inwestorzy lokujący znaczne kwoty
w kryptowaluty siłą rzeczy zaczną szukać krajów, w których ustawodawstwo podatkowe jest przyjazne dla kryptowalut. Należy do nich chociażby Republika Malty, już teraz zwana „Bitcoin Island”.

W dłuższej perspektywie opresyjne działania polskiego fiskusa obrócą się przeciwko polskiej gospodarce, bo przyczynią się do ograniczenia wpływów podatkowych z tytułu obrotu kryptowalutami do minimum, a w sukcesie przedsiębiorców obracających kryptowalutami będą partycypować kraje zachęcające do prowadzenia działalności gospodarczej opartej na nowych technologiach. Jak temu zapobiec? Rozwiązanie wydaje się proste: abolicja podatkowa do momentu uchwalenia liberalnych specprzepisów dedykowanych kryptowalutom. Jak jednak uczy doświadczenie, w biurokracji najprostsze rozwiązania wdrożyć najtrudniej. Cytując wybitnego polskiego publicystę Ryszarda Kapuścińskiego, „system anachroniczny to taki, który udziela starych odpowiedzi na nowe pytania”.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dolar dyktuje warunki na rynku

Waluta amerykańska nieco straciła impet. Fundamenty jednak cały czas wskazują na przystanek przed dalszymi wzrostami. Czekamy na impulsy by pobudzić handel. Póki co brak konsekwencji zerwania umowy USA z Iranem. Szwajcarska waluta na razie nie reaguje na wzrost ryzyka politycznego we Włoszech. Inwestorzy przed trudnym wyborem czy lepszy taki rząd w Italii czy żaden. Realizacja zysków na dolarze pozwoliła USD/PLN wrócić poniżej 3,56. Diametralny zwrot sytuacji na funcie, miała być podwyżka stóp a jest gołębie nastawienie BoE.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.04.2017-14.05.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1510 3,4700 3,3510 4,7470
Maksimum 4,2930 3,6160 3,6280 4,9000

EUR/PLN

EURPLN..H1Mimo lekkiego odreagowania na EUR/PLN kurs nadal porusza się w ramach trendu wzrostowego. Wspólna waluta ma jednak swoje problemy natury fundamentalnej. Podczas gdy decydenci z EBC chcieliby, by powoli wychodzić z luźnej polityki monetarnej parametry makro zdecydowanie nie pomagają. Sporo wskaźników gospodarczych ze strefy euro a szczególnie z Niemiec pokazują lekkie przesilenie i tym samym hamowanie wzrostu gospodarczego. Dokładając do tego niski wzrost cen praktycznie nie ma argumentów by już teraz ogłaszać koniec QE. Mimo to krajowa waluta ma problem by umocnić się do wspólnej waluty. A to dlatego, że od 3 tygodni na szerokim rynku królował dolar, który zwyczajowo osłabia kwotowania walut rynków wschodzących. Sytuacja nieco się poprawiła w piątek, gdzie można było zauważyć realizację zysków na amerykańskiej walucie. Stąd groźba przebicia 4,30 na EUR/PLN nieco zmalała a kurs spadł kilka groszy. Wsparciem dla kursu będzie obecnie linia trendu wzrostowego czyli okolice 4,24. W przypadku ponownej fali umocnienia dolara warto będzie spoglądać na coraz wyższe opory, pierwszym będzie 4,30 czyli psychologiczna granica.

CHF/PLN

CHFPLN..H1Również na CHF/PLN widzimy lekkie odreagowanie. Zbiegło się to z ruchami na EUR/CHF. Gdy ten był poniżej 1,19 CHF/PLN przebijał granice 3,61. W piątek sytuacja nieco się odwróciła stąd kurs franka w relacji do złotówki wrócił poniżej 3,57. Wydaje się, że te ruchy wynikały raczej, ze słabości wspólnej waluty niż z ucieczki inwestorów do bezpiecznej przystani a więc franka. Trzeba jednak trzymać rękę na pulsie gdyż niepewna sytuacja polityczna we Włoszech może wywołać umocnienie szwajcarskiej waluty. Pamiętamy jak frank reagował na ryzyko polityczne związane z wyborami w Holandii czy Francji. Czujność również trzeba zachować biorąc pod uwagę nieco uśpione ale jednak ryzyko polityczne na świecie. Sytuacja na Bliskim Wschodzie daleka jest od ideału. A Trump w tej kwestii nie raz może jeszcze zaskoczyć. Gdyby doszło do eskalacji konfliktu, to z pewnością inwestorzy powrócą do szukania bezpiecznej lokaty swojego kapitału, co w ostatnim czasie wcale nie było tak oczywiste. W sytuacjach zagrożenia jen czy frank wcale nie zyskiwały ale mogą szybko powrócić do standardowego podejścia.

USD/PLN

USDPLN..H1Najważniejszą kwestią ubiegłego tygodnia było zerwanie negocjacji z Iranem przez Trumpa. Decyzja ta przełożyła się na wzrost globalnej awersji do ryzyka i wzrosty ceny ropy naftowej. Mimo dolar pozostał silny na szerokim rynku. Widać było jednak oznaki hamowania trendu wzrostowego na amerykańskiej walucie a tym samym szukania inwestorów pretekstu do realizacji swoich zysków. Takowy się znalazł w piątek w postaci słabszego odczytu inflacji CPI z USA. Para EUR/USD po danych stopniowo poruszała się w górę od ostatniego minimum na poziomie 1,1825 do okolic 1,1980 dzisiaj. USD/PLN tym samym spadł o 5 groszy i oscyluje na poziomie 3,5560. Trudno jednoznacznie wyrokować czy to tylko przystanek w dalszym umocnieniu dolara czy jednak waluta amerykańska nieco się zapędziła w swej sile. Wygląda to jakby inwestorzy czekali na nowy impuls. Taki może nadejść dopiero we wtorek i dane o sprzedaży detalicznej z USA. Czynnikiem ryzyka dla większego odreagowania na EUR/USD może się okazać kwestia Włoch. Pytanie jakie podejście wykażą inwestorzy czy lepszy taki rząd czy w ogóle. Taka koalicja i jej rządy populistyczne mogą w dłuższej perspektywie pogorszyć perspektywy budżetowe i odbić się czkawką na całej gospodarce. Wsparcia dla USD/PLN należy szukać na poziomie 3,55 natomiast oporem będzie ostatnie maksimum.

GBP/PLN

GBPPLN..H1Sporo w ostatnim tygodniu złotówka zyskała do funta brytyjskiego. Waluta ta była “chłopcem do bicia” po tym jak Bank Anglii zaserwował gołębie nastawienie do polityki monetarnej. Jeszcze dwa tygodnie temu sytuacja była bardzo klarowna Bank Anglii na majowym posiedzeniu podniesie stopy procentowe. Im bliżej jednak decyzji dane makro pokazywały coraz słabszy obraz. Szczególnie rozczarował wzrost PKB i inflacja. W efekcie nastawienie prezesa Carneya od ostatniego posiedzenia zmieniło się niemal o 360 stopni. Nagle szef BoE nie widzi już potrzeby podnoszenia stóp w najbliższej przyszłości. Kurs GBP/PLN spadł więc z okolic 4,90 nawet na 4,80. Początek tygodnia przynosi lekki ruch w górę ale wynikający bardziej ze słabości złotego niż z mocniejszego funta. W kwestiach brexitowych póki co cisza, ale pojawiają się głosy, że premier May ma coraz więcej przeciwników nawet we własnej partii. We wtorek pojawią się dane z rynku pracy z Wielkiej Brytanii, które mogą okazać się lekkim wsparciem dla funta. Ale o znaczną poprawę będzie ciężko gdyż pesymizm związany z oczekiwaniami co do polityki pieniężnej przez jakiś czas jeszcze będzie rządził.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Lou Rivieccio został mianowany nowym prezesem UPS Europe

Lou Rivieccio przejmuje kierownictwo nad operacjami UPS w Europie. Firma kontynuuje inwestycje mające na celu wzmocnienie jej potencjału w regionie.

Firma UPS (NYSE: UPS) powołała Lou Rivieccio na stanowisko prezesa UPS Europe. Rivieccio jest teraz odpowiedzialny za wszystkie operacje UPS w 56 krajach i terytoriach oraz za ponad 49 000 pracowników. Przejmuje on stery w okresie dynamicznego rozwoju największego dla UPS regionu poza Stanami Zjednoczonymi.

„Lou przyjeżdża do Europy w czasie, gdy inwestujemy w naszą sieć, aby poprawić szybkość, zwiększyć przepustowość i zaspokoić popyt napędzany przez e-handel i handel transgraniczny” – powiedział Jim Barber, UPS Chief Operating Officer. „Europa jest doskonałym przykładem tego, w jaki sposób nasza inteligentna globalna sieć logistyczna ewoluuje, pomagając klientom rozwijać ich działalność. Nie mam wątpliwości, że wiedza i doświadczenie Lou zapewnią dalszy sukces i wzrost, zarówno dla nas, jak i dla naszych klientów w tym kluczowym regionie świata”.

Lou Rivieccio
Lou Rivieccio

Riveccio rozpoczął karierę w UPS jako magazynier w niepełnym wymiarze godzin w Spring Valley, w stanie Nowy Jork. Piastował kilka kluczowych stanowisk kierowniczych w UPS w całej Ameryce Północnej, w tym pełnił funkcję wiceprezesa ds. operacji dla UPS w Kanadzie, prezesa dystryktu Northern Plains, był także prezesem dystryktu Ohio Valley. Jako prezes UPS East Region w USA kierował około 175 000 pracownikami w 26 stanach.

Rivieccio, od 34 lat w UPS, zastąpił Nando Cesarone, który został prezesem UPS International i członkiem komitetu zarządzającego UPS. Na tej pozycji jest odpowiedzialny za wszystkie działania UPS poza Stanami Zjednoczonymi. Cesarone został powołany na stanowisko prezesa UPS Europe na początku 2016 roku. Dzięki niemu, firma osiągnęła rekordowe wyniki biznesowe w trakcie realizacji 5-letniego planu zakładającego inwestycję 2 miliardów dolarów w technologię, sieć i infrastrukturę w regionie. Inwestycje te mają na celu dalszą poprawę szybkości, przepustowości i niezawodności dla klientów prowadzących działalność w Europie.

41% Polaków odejdzie z pracy w ciągu 12 miesięcy

Jak wskazuje Ogólnopolskie Badanie Satysfakcji z pracy, przeprowadzone przez firmę Leanpassion, niemal połowa pracowników produkcji i sprzedaży ma zamiar rzucić dotychczasową pracę. Prawie co trzeci Polak jest też niezadowolony ze swojego lidera.

41% Polaków odejdzie z pracy w ciągu 12 miesięcy65% krytyków lidera zrezygnuje z pracy

Największy odsetek osób, które podchodzą krytycznie do przełożonych, zaobserwowano w firmach produkcyjnych. Firma Leanpassion zrealizowała swoje badanie w 2016 roku. Wykorzystano do tego metodę NPS, która opiera się na porównaniu stosunku osób całkowicie zadowolonych (promotorzy) do całkowicie niezadowolonych (krytycy). – Z badania wyciągnęliśmy wnioski, które mogą być impulsem do zmiany podejścia pracodawców do swoich podwładnych. Na uwagę zasługuje fakt, że aż 65% krytyków lidera zamierza odejść z pracy w ciągu najbliższych 12 miesięcy. To dobry powód, by zdać sobie sprawę z niebagatelnej roli przywództwa – opowiada Radek Drzewiecki, członek zarządu Leanpassion i lider transformacji lean.

Work-life balance nie taki ważny

Badanie ukazało zaskakującą zależność: work-life balance nie wpływał znacząco na poczucie satysfakcji z pracy. Współczynnik korelacji w tym przypadku wynosił mniej niż 50%. – Tematyka work-life balance jest wciąż nośna, ale jak wskazują badania, poczucie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym nie jest niezbędne, by czuć radość z tego, czym się zajmujemy na co dzień. I nie ma w tym nic nielogicznego. Wystarczy przecież odnaleźć taki zawód, który sprawia nam przyjemność, mieć odwagę mówić o tym, co przeszkadza nam pracować, albo wreszcie odejść, gdy zwracanie uwagi nie przynosi większych rezultatów – radzi Drzewiecki. – Satysfakcja z pracy nie zawsze oznacza, że realizujemy w niej swoją wielką pasję, lecz to, że czujemy swój wpływ na firmę, przynależność do niej, odnajdujemy nawet niewielkie elementy, które sprawiają nam radość. 

Polacy nieznacznie powyżej średniej światowej

Badanie wskazało także, że jedynie 21% Polaków czuje się usatysfakcjonowanych ze swojej pracy. Potwierdzeniem diagnozy Leanpassion zdaje się być raport Instytutu Gallupa, który w 2017 roku podawał globalną średnią na poziomie 15%. Jeśli zaś chodzi o samą motywację pracowników, wynagrodzenie jest wymieniane dopiero jako drugie w kolejności.

Mówiąc o motywacji, nie sposób nie wspomnieć o kolejnym wniosku, który zaobserwowaliśmy dzięki badaniu. Ponad połowa ludzi zadowolonych ze swoich liderów czuje się zmotywowana do pracy. Ta korelacja to świetny dowód na to, że w dużej mierze to przełożeni są odpowiedzialni za poczucie motywacji i satysfakcji swoich ludzi. Przecież w pracy spędzamy jedną trzecią swojego dnia. Odliczając nadgodziny i dojazd, to już 16 lat netto w ciągu całego życia. Tyle średnio przebywamy ze znajomymi z pracy, z przełożonymi. Niekiedy więcej czasu niż ze swoją rodziną. To właśnie dlatego warto dbać o te relacje, czuć się odpowiedzialnym za nie – komentuje Drzewiecki. – To nie tylko kwestia wyników firmy. Chodzi przede wszystkim o to, by wszyscy pracowali normalnie i naprawdę chcieli przychodzić do pracy.

Jak zatrudnić cudzoziemca?

Deficyt pracowników na polskim rynku pracy sprawia, że firmy coraz częściej decydują się na zatrudnianie cudzoziemców. Najchętniej o etat w Polsce starają się obywatele państw z Europy środkowo-wschodniej, głównie z Ukrainy, ale także z Białorusi, Rosji oraz Gruzji. O ile procedura zatrudnienia obcokrajowców jest znana, to jednak postępowanie w sytuacji przedłużenia pozwolenia na pracę rodzi wątpliwości i pytania.

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej[1] z 2017 roku, w Powiatowych Urzędach Pracy zostało zarejestrowanych prawie 2 miliony oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom. Około 87 tysięcy dotyczyło zatrudnienia w transporcie i gospodarce magazynowej. Dodatkowo, dynamicznie wzrosła liczba wniosków o wydanie zezwolenia na pracę – w ubiegłym roku sięgnęła ponad 267 tys. (z czego 32,7 tys. w samym transporcie). W porównaniu do 2016 roku, liczba zarejestrowanych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi zwiększyła się prawie o 40 proc., natomiast liczba wniosków o wydanie zezwoleń na pracę wzrosła o 100 proc. Większość z nich, czyli około 59 proc. zezwoleń, wydanych jest na okres do 1 roku, a maksymalny czas pracy na oświadczeniu – to 180 dni w ciągu kolejnych 12 miesięcy.

Nakład czasu i pieniędzy, poświęcony na zatrudnienie cudzoziemca, a także braki zawodowych kierowców na rynku stanowią czynniki decydujące o tym, iż pracodawcy gotowi są zatrudniać obywateli innych krajów na dłuższy okres. Jak to zrobić sprawnie, szybko i najniższym kosztem?

Sposób 1: „Stare” i „nowe” oświadczenie o pracę

W związku ze zmianą przepisów, w 2018 r. można zatrudnić obcokrajowca najpierw na podstawie „starego” oświadczenia, a następnie „nowego”, bez obowiązku uzyskiwania zezwolenia na pracę. Okresów wykonywania pracy w obu oświadczeniach nie sumuje się. Oznacza to, że w sytuacji, gdy zagranicznemu pracownikowi, zatrudnionemu na podstawie „starego” oświadczenia, kończy się termin 180 dni pracy, podmiot zamierzający powierzyć mu pracę może zgłosić się do PUP właściwego ze względu na jego siedzibę lub miejsce stałego pobytu w celu rejestracji „nowego” oświadczenia na kolejne 6 miesięcy – wyjaśnia Ivanna Byczkowska z OCRK. Koszty, jakie ponosi pracodawca w związku z rejestracją oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi, wynoszą 30 zł.

Sposób 2: Zezwolenie na pracę typu A

Jeżeli firma stara się o zezwolenie dla pracownika, który wcześniej wykonywał pracę na podstawie oświadczenia lub zezwolenia, to z listy niezbędnych załączników do wniosku można wyłączyć informację o teście rynku pracy. Test polega na sprawdzeniu, czy na proponowane miejsce pracy nie ma chętnych obywateli polskich lub czy rekrutacja przeprowadzona na to stanowisko pracy dała wynik negatywny. Przyspieszy to procedurę o ok. 14 dni, ponieważ właśnie tyle trwa analiza rejestrów bezrobotnych przez PUP i pozwoli uniknąć zbędnej biurokracji.

Zezwolenie zazwyczaj wydaje się na okres nie dłuższy niż trzy lata. Jeżeli pracownik posiada aktualny dokument podróżny, a termin złożenia wniosku o przedłużenie zezwolenia na pracę u tego samego pracodawcy został zachowany, to pracę takiego obcokrajowca uważa się za legalną od dnia złożenia wniosku – tłumaczy Ivanna Byczkowska. W większości wypadków, po uzyskaniu decyzji Wojewody o wydaniu zezwolenia na pracę na terytorium Polski, cudzoziemiec udaje się do państwa swojego pochodzenia w celu przedłużenia wizy.

Istnieje również druga możliwość. Ustawa z dnia 12 grudnia 2013 roku o cudzoziemcach w art. 82 wymienia warunki, które muszą spełnić obywatele państwa spoza UE, aby starać się o przedłużenie wizy, przebywając na terytorium Polski.

Sposób 3: Zezwolenie na pobyt czasowy i pracę

W przypadku pracy dłuższej niż 3 miesiące, cudzoziemiec przebywający na terytorium Polski może wystąpić do właściwego wojewody o tzw. zezwolenie jednolite czyli zezwolenie na pobyt czasowy i pracę. Wniosek o wydanie takiego zezwolenia obcokrajowiec składa osobiście, nie później niż w ostatnim dniu legalnego pobytu w Polsce. Przy składaniu wniosku pobierane są odciski linii papilarnych, w związku z tym wyklucza się możliwość złożenia wniosku przez przedstawiciela – mówi ekspertka OCRK. Jeśli wniosek o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy został złożony w trakcie legalnego pobytu, wojewoda zamieszcza w dokumencie podróży cudzoziemca odcisk stempla, czyli tzw. czerwoną pieczątkę. Oznacza ona, że cudzoziemiec jest w trakcie oczekiwania na wydanie zezwolenia jednolitego, a poprzedni dokument, który uprawniał go do pobytu, nie jest już ważny lub niedługo straci ważność.

Należy zwrócić uwagę, że ze względu na coraz większą ilość cudzoziemców pracujących w Polsce, czas potrzebny na załatwienie formalności często ulega dość znacznemu wydłużeniu. Dlatego ważny jest bieżący monitoring przepisów i szybkie reagowanie na nowe możliwości, które zmniejszają ryzyko utraty dobrego pracownika i możliwości realizacji przewozów w przypadku firm transportowych.

Komentarz Kamila Wolańskiego na temat zaświadczeń A1

ZUS od wielu miesięcy wydawał decyzje odmowne w sprawie otrzymania zaświadczenia A1 dla zatrudnianych przez polskich przedsiębiorców pracowników z państw trzecich, głównie z Ukrainy i Białorusi. Zdecydowanie nie wpływało to pozytywnie na sytuację branży transportowej, gdyż kierowca nie posiadający takiego zaświadczenia, nie miał w praktyce możliwości wykonywania przewozów międzynarodowych w UE np. we Francji. W połączeniu z niedoborem kierowców na rynku pracy, kwestia ta była w ostatnim czasie dużym problemem dla firm transportowych.

Jak wielokrotnie wskazywaliśmy jako OCRK (ponad 100 odwołań), we wspomnianych decyzjach odmownych ZUS niewłaściwie interpretował przepisy europejskie dotyczące tego zagadnienia. Koncentrował się bowiem na szczegółowym określeniu ośrodka życiowego pracownika, podważając w ten sposób stwierdzoną już wcześniej legalność jego pobytu oraz zatrudnienia, które niezbędne są do uzyskania A1.

Opublikowane wytyczne, które w założeniu mają ułatwić uzyskanie zaświadczenia A1, były bezsprzecznie koniecznie. Każdy miesiąc niepewności i mnogości interpretacyjnych pogłębiał jedynie problem branży.

ZUS na swych stronach określił długo oczekiwane jasne kryteria otrzymania wniosku. Oprócz odstąpienia od szczegółowej weryfikacji miejsca zamieszkania pracownika i jego sytuacji rodzinnej, nowością w stosunku do poprzedniej procedury jest również dołączenie do wniosku kolejnego dokumentu. Chodzi o zaświadczenie o miejscu zamieszkania lub siedzibie dla celów podatkowych, czyli tak zwany Certyfikat Rezydencji Podatkowej, który pracownik może uzyskać we właściwym Urzędzie Skarbowym. Mamy nadzieję, że wydawanie tych zaświadczeń będzie odbywało się sprawnie i bez przeszkód. Oczywiście, w dalszym ciągu osoba ubiegająca się o zaświadczenie powinna mieć odpowiednie uprawnienia związane z pobytem (zezwolenia, wizy).

Nowe wytyczne to sukces całej branży TSL. Spodziewamy się, że problemy z otrzymywaniem niezbędnych dokumentów dla kierowców odejdą do przeszłości, bo zdecydowanie nie służą one żadnej ze stron.

[1] Dane pochodzą z raportów MRPiPS, opublikowanych na stronie: https://www.mpips.gov.pl/analizy-i-raporty/cudzoziemcy-pracujacy-w-polsce-statystyki/

 

Wzrost dolara wyhamował

Ostatni tydzień charakteryzował się niewielkimi wahaniami kursów walut G10. Spowolnił wzrost dolara – przyczyniły się do tego słabsze od opinii konsensusu dane o inflacji, jak i dobrze przyjęte przez rynek przetargi na bony skarbowe, które nie pozwoliły nadmiernie wzrosnąć rentownościom obligacji Stanów Zjednoczonych. Od połowy kwietnia to właśnie wzrost rentowności papierów dłużnych był motorem napędzającym wzrost dolara.

Najbardziej interesującego zjawiska ostatniego tygodnia należy jednak szukać w innym miejscu. Najlepiej radzącą sobie walutą krajów G10 była korona szwedzka, która w reakcji na dane o dynamice cen wreszcie zakończyła okres istotnego osłabienia. Rynki wschodzące również doświadczały dość agresywnych zmian cen. Nie miały jednak one jednorodnego kierunku, zależały raczej od kwestii lokalnych. Stąd naraz obserwujemy osłabienie liry tureckiej jak i wyraźne umocnienie randa południowoafrykańskiego względem dolara.

Nadchodzący tydzień jest względnie ubogi w publikacje makroekonomiczne. We wtorek uwagę ekonomistów przyciągnie raport z rynku pracy w Wielkiej Brytanii, który zyskał dodatkowo na istotności po tym jak Bank Anglii stwierdził jednoznacznie, że jakakolwiek przyszła podwyżka stóp procentowych będzie oparta tylko i wyłącznie na danych gospodarczych.

PLN

Polski złoty ubiegły tydzień zakończył lekkim osłabieniem w relacji do głównych walut tracąc kilka groszy w relacji do EUR, USD, jak i GBP. W trakcie tygodnia wahania na parach z PLN były dość duże.

Miniony tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji z Polski. W tym tygodniu będzie nieco ciekawiej: warto będzie zwrócić uwagę przede wszystkim na odczyt dynamiki PKB Polski w I kwartale br. Zgodnie z oczekiwaniami konsensusu, wzrost gospodarczy wyniósł 4,8% w ujęciu rocznym. Oprócz tego w środku tygodnia czeka nas spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, które nie powinno zaowocować żadną istotną decyzją, niemniej jak zawsze warto obserwować konferencję prasową z udziałem prezesa Adama Glapińskiego i dwóch innych członków Rady.

GBP 

Podczas spotkania w zeszłym tygodniu Bank Anglii zdecydował się na utrzymanie dotychczasowego poziomu stóp procentowych, mimo głosów dwóch członków banku, którzy opowiadali się za ich natychmiastowym podwyższeniem. Prognozy wzrostu gospodarczego w 2018 roku zostały znacznie obniżone, z dotychczasowych 1,8% do 1,4%. Zaktualizowano również oczekiwania dotyczące inflacji. W reakcji na ten dość gołębi komunikat, rynki ponownie obniżyły oczekiwania na kolejne podwyżki stóp procentowych. Prawdopodobieństwo ich podniesienia w czerwcu jest obecnie wyceniane na zaledwie 10%.

Z tego względu dodatkowego znaczenia nabierają dane makroekonomiczne. Kluczowym pytaniem w obecnym momencie jest to, do jakiego stopnia spowolnienie ekspansji w pierwszym kwartale 2018 roku było spowodowane złą pogodą, a do jakiego również czynnikami, które mogą i w kolejnych kwartałach osłabiać wzrost. Wtorkowy raport z rynku pracy powinien nieco przybliżyć nam odpowiedź na to pytanie.

EUR

Podobnie jak w zeszłym tygodniu, również najbliższe dni nie będą obfitować w świeże dane gospodarcze dla strefy euro, czeka nas jedynie kilka rewizji. Warto będzie obserwować reakcję wspólnej europejskiej waluty na koalicję populistów, która najpewniej utworzy rząd we Włoszech. Dotychczasowa reakcja rynków finansowych była dość ograniczona – istotnie reagowały jedynie włoskie obligacje. Nie oczekujemy, żeby miało to się zmienić i w silny sposób przełożyć się na cenę wspólnej waluty. Wszystkie plotki wskazują bowiem na to, że populistyczna koalicja rządowa nie zamierza zagrażać instytucjom unijnym. Zamiast tego chce rozpocząć kilka racjonalnych programów rządowych, które w najgorszym przypadku doprowadzą jedynie do wzrostu krajowego deficytu.

USD

Wprawdzie w kwietniu dynamika cen mierzona wskaźnikiem CPI wyniosła aż 2,5% rocznie, jednak jeśli spojrzymy na dane szczegółowe z raportu o inflacji dostrzeżemy, że informacje nie są zbyt dobre. Inflacja bazowa, wykluczająca ze wskaźnika ceny żywności i energii (które charakteryzuje duża zmienność), w kwietniu wzrosła o zaledwie 0,1% m/m. W ujęciu rocznym oznacza to wzrost o 2,1%.

Kluczowe 10-letnie rentowności Skarbu Stanów Zjednoczonych wciąż utrzymują się poniżej psychologicznej bariery 3%. Oczekujemy wprawdzie, że dolar będzie się nieco umacniał na przestrzeni najbliższych kilku miesięcy, aby tak się jednak stało, naszym zdaniem wspomniane (długoterminowe) stopy procentowe powinny na dobre przekroczyć poziom 3%.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Columbus Energy S.A. ogłasza wyniki po 1 kw. 2018 r.

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, będąca liderem rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce, wypracowała w 1 kw. 2018 r. jednostkowy zysk netto na poziomie 924 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 9.115 tys. zł. Spółka umacnia pozycję rynkową w branży oraz powołała zespół Badań i Rozwoju, którego celem jest transformacja Spółki w firmę technologiczną.

Emitent zwiększył jednostkowe przychody netto ze sprzedaży w 1 kw. 2018 r. do poziomu 9.115 tys. zł wobec 6.374 tys. zł w analogicznym okresie ub. roku. Na poziomie skonsolidowanym Columbus Energy S.A. zanotowała ponad 256 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 9.368 tys. zł. W minionym kwartale Spółka podpisała ponad 900 nowych umów na montaż instalacji fotowoltaicznych, notując prawie 3-krotny wzrost w ujęciu rdr. Ponad 95% instalacji jest obecnie finansowanych przez instytucje finansowe, co bardzo pozytywnie wpływa na stabilność i płynność finansową Columbus Energy S.A. oraz perspektywy utrzymania wysokiego tempa rozwoju. Emitent zwiększa także swoją aktywność na rynku instalacji fotowoltaicznych dla klientów biznesowych. Zarząd Columbus Energy S.A. jest przekonany, że Spółka wypracowała już optymalny model organizacyjny i sprzedażowy.

„Jesteśmy najlepiej rozwiniętą organizacją w Polsce, która procesowo dostarcza rozwiązania systemów fotowoltaicznych. Końcówka pierwszego kwartału udowodniła to, a aktualny wzrost sprzedaży i poprawiające się procesy wewnętrzne powodują, że ten rok powinien być najlepszym w historii. Dzisiaj Columbus Energy dostarcza swoje usługi nie tylko do segmentu instalacji domowych, ale do całego rynku odbiorców, również biznesowych.” – podkreśla Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Spółka cały czas analizuje otoczenie rynkowe i zmieniające się trendy w branży energetycznej zarówno w Polsce, jak i na świecie. W 1 kw. 2018 r. powołany został przez Columbus Energy S.A. pierwszy zespół R&D, który w oparciu o innowacyjne technologie może w przyszłości wykreować nowe produkty i usługi. W ten sposób Emitent może przekształcić się z firmy sprzedażowej w technologiczną. Zarząd Spółki będzie prowadził działania, które pozwolą jak najefektywniej wykorzystać rewolucję w branży energetycznej.

„Zmienia się klimat wokół fotowoltaiki. To technologia, która jest elementem ekosystemu powiązanego z elektromobilnością i magazynami energii. Trendy światowe i europejskie jasno wskazują, że nacisk na branżę samochodów elektrycznych jest niesamowity, a za tym idą innowacje w technologiach takich jak Vehicle to Grid, czy Vehicle to Home. Właśnie tutaj Columbus Energy w przyszłości widzi swoją rolę jako integratora technologii dla masowego rynku.” – wyjaśnia Prezes Zieliński.

Akcjonariusze Columbus Energy S.A. podjęli podczas NWZA w dniu 08.05.2018 r. Uchwałę w sprawie scalenia akcji w stosunku 7:1. Prospekt emisyjny złożony przez Spółkę w związku z ubieganiem się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wszystkich jej akcji jest obecnie procedowany przez Komisję Nadzoru Finansowego. Emitent odstąpił również od przeprowadzenia emisji akcji przy zmianie rynku notowań.

Columbus Energy S.A. osiągnęła w 2017 r. przychody na poziomie skonsolidowanym w wysokości 30,66 mln zł i miała 2,59 mln zł zysku na działalności operacyjnej, notując wyraźny wzrost wyników finansowych w ujęciu rok do roku. Spółka przeprowadziła w 2017 r. 4 emisje obligacji, pozyskując z nich łącznie ponad 11 mln zł. Środki te zostały przeznaczone na realizację montaży instalacji fotowoltaicznych. Wszystkie serie wyemitowanych obligacji zostały już wprowadzone do obrotu na rynku Catalyst.

Bez przekonania

Nowy tydzień inwestorzy rozpoczynają w pogodnych nastrojach, co widać przede wszystkim po rynku akcji, ale na FX przerodziło się to w dryf bez przewagi dolara. Obecnie kluczowym pytaniem jest, czy USD ma tylko przerwę w większym marszu, czy zapędził się w swojej sile i zostanie za to skarcony? Dyskusja trwa, konkluzji brak, świeżych impulsów dziś raczej nie dostaniemy.

Dolar stracił efekt rozpędu, jaki w ostatnich tygodniach zapewnił mu wyraźne umocnienie do pozostałych walut. Brak „brzydkich” konsekwencji zerwania umowy nuklearnej z Iranem przez prezydenta Trumpa oraz gorszy od oczekiwań odczyt CPI z USA pozwoliły na przegrupowanie i realizację zysków i teraz znaleźliśmy się w fazie wyczekiwania na nowy impuls. Osobiście nie mam przekonania, by 5 minut USD właśnie się kończyło. Tło makroekonomiczne w dalszym ciągu jest sprzyjające, podczas gdy reszta świata jeszcze nie otrząsnęła się z serii sygnałów o spowolnieniu aktywności gospodarczej. Mimo to nie widać po tynku, aby inwestorzy byli teraz skłonni opowiedzieć się za którąkolwiek opcji (kupić czy sprzedaż USD). Dlatego najbliższe godziny mogą upłynąć na spokojnym wyczekiwaniu nowego impulsu. Sprzedaż detaliczna z USA we wtorek wydaje się pierwszym istotnym testem.

W dzisiejszym kalendarzu nie ma nic ciekawego i nawet maraton wystąpień członków Fed i EBC nie odciśnie piętna na EUR/USD. Choć po ostatnich spadkach pesymizm może być przesadzony, co by sugerowało łatwiejszą drogę do kontynuowania odbicia, to brakuje jednak przekonujących argumentów za kupnem EUR. Jak dla mnie z podobną łatwością możemy sięgnąć 1,2050, jak i wrócić do 1,19, a impuls prędzej będzie ze strony USD (sprzedaż detaliczna, ruch na rentownościach). GBP ponownie jest chłopcem do bicia po tym, jak w zeszłym tygodniu został „porzucony” przez gołębi Bank Anglii. Raport z rynku pracy Wlk. Brytanii we wtorek może dać przejściowy zastrzyk optymizmu, ale nie na tyle, by całkowicie wymazać pesymizm związany z oczekiwaniami wobec polityki stóp procentowych BoE. No i pozostaje jeszcze kwestia Brexitu, gdzie premier May ma problemy nie tylko z przeciwnikami we własnej partii, co w rządzie. Jeśli już, to w gronie głównych walut możemy widzieć śmielsze ruchy na USD/JPY. Sentyment rynkowy jest pozytywny przy malejących napięciach w rozmowach handlowych USA-Chiny. Budujący się apetyt na ryzyko może podnieść indeksy giełdowe, a z nimi USD/JPY, ale kluczem jest przełamanie 110. W gronie walut surowcowych ADU i NZD w moim przekonaniu umacniają się tylko na realizacji zysków z pozycji na sprzedaż, a fundamentalnie nie są to solidne waluty, więc gdy tylko USD powróci do marszu, tutaj trzeba szukać okazji. Inaczej wygląda CAD, gdzie rynek wyraźnie chce zwiększyć zaangażowanie i nie zraził się za bardzo mieszanym raportem z rynku pracy Kanady w piątek. Finał rozmów w sprawie NAFTA jest odległy, ale do czwartku do Kongresu USA ma trafić draft umowy (bez konkretów), co rynek odczytuje jako coś dobrego.

Podtrzymuje mój sceptycyzm wobec złotego, gdyż uważam, że okres fascynacji rynkami wschodzącymi dobiegł końca, a silny wzrost rentowności długu USA obniża trakcyjność odsetkową inwestycji w tym segmencie. Co z tego, jeśli dług daje 4-5 pkt proc. więcej, jak zmiany kursu walutowego mogą tą premię „zjeść” w dwa dni? Kolejna fala umocnienia dolara będzie skłaniać do ucieczki z pozycji na rynkach wschodzących, albo do zabezpieczenia ryzyka walutowego (co oznacza sprzedaż lokalnych walut i kupno dolara). Ale to jest scenariusz, którego się trzymam w średnim terminie, a teraz uspokojenie stwarza możliwość do zbliżenia się EUR/PLN do 4,24.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Argentyńskie peso znów traci. Inflacja w Rumunii

Argentyna zbliża się do kolejnego bankructwa, drugiego w tej dekadzie. Wzrost cen w Rumunii wyraźnie powyżej celu inflacyjnego. Ataki w Paryżu bez wpływu na rynki.

Argentyńska waluta upada

Od początku roku argentyńskie peso wyraźnie się osłabia. Jeszcze w styczniu za dolara można było kupić niecałe 19 pesu. W piątkowy wieczór zbliżono się do poziomu 24 peso. W samym maju oglądaliśmy wzrost z 21. To wszystko dzieje się pomimo intensywnych rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Jak podają zewnętrzne agencje Bank Centralny uwolnił w piątek rezerwy walutowe by ratować argentyńską walutę. Nieudana interwencja walutowa oraz negocjacje z MFW zakończone nadzieją na osiągnięcie porozumienia tylko podnoszą temperaturę. Z kraju ucieka kapitał i to pomimo podniesienia stóp procentowych do imponujących 40%.

Wzrost cen w Rumunii

Wedle kwietniowych danych inflacja przekroczyła 5%. W ciągu 8 miesięcy inflacja wzrosła z niecałego 1,5% do obecnie 5,2%. Jest to o tyle niepokojący poziom, że cel inflacyjny w Rumunii jest na takim samym poziomie jak w Polsce czyli 2,5% z odchyleniem 1%. Oznacza to już czwarty miesiąc z rzędu przebywania inflacji powyżej celu. Zdaniem prezesa Narodowego Banku Rumunii w kolejnych miesiącach powinniśmy oglądać powrót inflacji bliżej celu. Uważa on, że obecny wystrzał jest głównie efektem niskiej bazy. Biorąc pod uwagę, że jeszcze rok temu inflacja w Rumunii nie przekraczała 1% tłumaczenie to wydaje się zasadne. Rynek walutowy przyjął tą informacje w miarę spokojnie.

Ataki w Paryżu

W nocy z soboty na niedzielę znów niespokojnie było w Paryżu. W ataku nożownika zginęła jedna osoba a trzy zostały ranne. Na tym etapie wydarzenia te nie miały wpływu na rynek walutowy, ale niewykluczone, że w reakcji na nie pojawią się pewne ograniczenia lub kolejne ataki, które mogą już ten wpływ mieć. Atmosfera strachu nie sprzyja gospodarce, a to byłoby negatywnym sygnałem dla europejskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Będą się natomiast odbywać wystąpienia członków zarządu Europejskiego Banku Centralnego zatem w godzinach popołudniowych może pojawić się podniesiona zmienność na walutach europejskich.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Cyfrowa weryfikacja dowodu rejestracyjnego pojazdu i polisy OC coraz bliżej

Sejm przyjął zmiany w ustawie Prawo o ruchu drogowym, autorstwa Ministerstwa Cyfryzacji. Nowe prawo zwolni kierowców z obowiązku wożenia w pojeździe dowodu rejestracyjnego i poświadczenia polisy OC.  Podczas kontroli policja sprawdzi te dane w systemie informatycznym CEP. W konsultacjach uczestniczyli przedstawiciele Związku Polskiego Leasingu.

W ostatnim okresie Związek Polskiego Leasingu uczestniczył w konsultacjach prowadzonych przez Ministerstwo Rozwoju oraz Ministerstwo Cyfryzacji. Przedstawiciele ZPL przekonywali do zmian w Prawie o ruchu drogowym w zakresie zniesienia obowiązku posiadania przez kierującego, dokumentu rejestracyjnego pojazdu, podczas kontroli. Inne proponowane przez ZPL postulaty dotyczyły zmian w Kodeksie Cywilnym, umożliwiających wprowadzenie alternatywnej dla papierowej formy zawierania umów leasingu oraz rozszerzenia zakresu przedmiotowego umowy leasingu o wartości niematerialne i prawne, w tym oprogramowanie.

Pierwszy z wymienionych postulatów Związku został uwzględniony w rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw. 7 maja br. został on pozytywnie zaopiniowany przez Komisję Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii oraz Komisję Infrastruktury Sejmu RP, 9 maja Sejm RP przyjął zmiany w ustawie Prawo o ruchu drogowym, natomiast 11 maja br. Senat RP przyjął ustawę, nie zgłaszając poprawek. Zgodnie z przyjętym projektem i jego uzasadnieniem obywatele poruszający się pojazdem na terytorium RP i w RP zarejestrowanym nie będą musieli wozić przy sobie dowodu rejestracyjnego/pozwolenia czasowego, a także poświadczenia polisy OC.

Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu
Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu

 „Aktualnie za brak oryginału dowodu rejestracyjnego w pojeździe grożą sankcje w postaci mandatu. Zniesienie w Kodeksie drogowym obowiązku i zastąpienie go jedynie zapisem cyfrowym w bazie CEP nie tylko usprawni obrót dokumentami w procesie leasingu, ale także zmniejszy ryzyko działalności gospodarczej dla wszystkich instytucji finansujących pojazdy” – powiedział Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Jak informuje Ministerstwo Cyfryzacji, podczas kontroli policja sprawdzi wymienione wyżej dane w systemie informatycznym CEP (Centralna Ewidencja Pojazdów). Już dziś znajdują się tam informacje zawarte w dowodzie rejestracyjnym, a także dane o polisie oraz o badaniu technicznym. O terminie zniesienia obowiązku kierowcy zostaną poinformowani odrębnym komunikatem Ministra Cyfryzacji.

Superdokładne alkomaty pomogą zmniejszyć liczbę nietrzeźwych kierowców. Obecnie nawet co trzecia osoba błędnie ocenia czas na wytrzeźwienie

Superdokładne alkomaty pomogą zmniejszyć liczbę nietrzeźwych kierowców. Obecnie nawet co trzecia osoba błędnie ocenia czas na wytrzeźwienie 8

W ubiegłym roku policjanci zatrzymali ponad 109 tys. nietrzeźwych kierowców. Dużym problemem jest nieuświadomiona nietrzeźwość. Z badań wynika, że nawet co trzeci kierowca w Polsce błędnie szacuje czas potrzebny do wytrzeźwienia. Problem mogłyby rozwiązać precyzyjne alkomaty. W tradycyjnych urządzeniach końcowy wynik testu może być zawyżony lub zaniżony nawet o 0,10‰ stężenia alkoholu we krwi. Dzięki alkomatom wyposażonym w precyzyjne czujniki elektrochemiczne odchylenie wyniku pomiaru może być tylko dodatnie, czyli wyklucza możliwość zaniżenia wyników. Dodatkowo informują one o szacowanym czasie potrzebnym do całkowitego wytrzeźwienia.

Na rynku pojawia się coraz więcej alkomatów i innowacyjnych urządzeń, które pomagają mierzyć stężenie alkoholu we krwi z niemal całkowitą dokładnością. Niedawno naukowcy z University of California w San Diego stworzyli prototyp mikroprocesora, który ma być wstrzykiwany pod skórę i dzięki małym elektrochemicznym czujnikom mierzyć ilość etanolu w płynie między komórkami. Dokładny wynik mógłby pojawić się już po 3 sekundach. Zanim procesory wejdą na rynek, można korzystać z alkomatów. W Polsce rynek nie jest do końca uregulowany, w związku z tym można kupić urządzenia osobiste, które np. zaniżają wyniki. Na rynku pojawiły się jednak nowe alkomaty osobiste wyposażone w precyzyjne czujniki elektrochemiczne.

– Innowacje polegają przede wszystkim na doskonaleniu istniejących technologii: lepsze, elektrochemiczne czujniki, lepszy system próbek, który jest istotny dla dokładności badania alkomatem. To także dodatkowe rozwiązania, jak oprogramowanie pozwalające badanemu odczytać wynik, a także ocenić, ile czasu potrzeba, by alkohol wyparował z jego organizmu. Mamy też rozwiązanie pozwalające zobaczyć na żywo na ekranie, jak wygląda proces wydmuchiwania – mówi agencji Newseria Innowacje Hunter Abbott, dyrektor zarządzający w firmie AlcoSense.

Nowe alkomaty są wyposażone w asystenta pomiaru BlowCoach, który podpowiada, jak poprawnie wykonać test i informuje, z jaką siłą i jak długo należy dmuchać w alkomat. Przy nieprawidłowościach pojawi się sugestia, co należy poprawić. Dzięki temu do alkomatu trafia odpowiednia ilość powietrza z głębi płuc, co z kolei gwarantuje precyzję badania.

 Zamieniamy etanol, czyli alkohol w elektryczność. Po jej powstaniu mierzymy jej ilość i przekładamy na to, ile alkoholu znajduje się w organizmie danej osoby. By jednak odczyt był dokładny, musimy mieć nieco więcej danych. Jeśli mierzy się powietrze, które znajduje się w gardle, a nie głęboko w płucach, dostanie się niedokładny odczyt – mówi Hunter Abbott.

Obecnie dostępne na rynku podręczne alkomaty podają wyniki testu z dokładnością o ok. 0,10‰ BAC (blood alcohol concentration – stężenie alkoholu we krwi). W ten sposób nawet jeśli stężenie alkoholu w organizmie będzie przekraczać dopuszczalny próg, użytkownik może dostać informację, że stężenie alkoholu jest na bezpiecznym poziomie. W urządzeniach AlcoSense nie ma możliwości zaniżenia wyniku badania, wynik może być jedynie zbyt wysoki.

– Nasze produkty mają bardzo dobrą tolerancję, zbliżoną do alkomatów policyjnych, czyli w przedziale 0,0–7,5. Oprogramowanie sprawia, że wynik może być lekko zawyżony, ale nigdy zaniżony. Z kolei AlkoSense Ultra za 999 złotych ma dokładność niemal dokładnie taką samą jak alkomaty policyjne, mimo że jest przeznaczony do użytku domowego – wymienia dyrektor AlcoSense.

W 2017 roku policjanci w Polsce przeprowadzili 17,8 mln kontroli trzeźwości, wykryli ponad 109 tys. nietrzeźwych kierujących (powyżej 0,5‰). W części odpowiada za to nieświadomość – z badań SW Research na zlecenie AlcoSense wynika, że co trzeci kierowca błędnie szacuje czas potrzebny do wytrzeźwienia po spożyciu określonej ilości alkoholu. Zazwyczaj wydaje mu się, że jest gotowy prowadzić zbyt wcześnie.

 Jeżeli mamy kierowcę z potencjalnym problemem alkoholowym, najlepszym rozwiązaniem jest, by w ogóle nie wsiadał za kierownicę. Jeżeli ktoś nie jest w stanie tego kontrolować, nie powinien odzyskać prawa jazdy, dopóki problem nie zostanie rozwiązany – przekonuje Hunter Abbott.

Z danych Persistence Market Research wynika, że światowa wartość rynku alkomatów może w 2026 roku sięgnąć 13,3 mld dolarów, przy nieco ponad 7 mld dol. w 2017 roku.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na Silver oraz USDCAD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Z punktu widzenia ostatniego raportu COT warto zainteresować się dolarem kanadyjskim oraz srebrem.

USDCAD – fundusze lewarowane powoli dobierają długie pozycje do portfela

Według ostatniego raportu Commitments of Traders fundusze lewarowane dobrały do swojego portfela ponad 4 tysiące kontaktów terminowych opiewających na długą pozycję. W tym samym czasie pozycja krótka wzrosła o 2 tysiące. Pomimo powiększenia ekspozycji po krótkiej stronie rynku obecny trend trwający od początku kwietnia wskazuje na coraz większe zaangażowanie funduszy po długiej stronie rynku. Dzięki temu otrzymujemy byczy sygnał na dolarze kanadyjskim, scenariusz ten wspierany jest przez notowania ropy naftowej, która od w dalszym ciągu utrzymuje się w trendzie wzrostowym.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Z punktu widzenia analizy technicznej w nadchodzących tygodniach możemy spodziewać się mocniejszej korekt. Aktualnie notowania znalazły się na długoterminowy oporze utworzonym przez dołek z lutego 2017 roku. Scenariusz korekty wspierany jest przez formację Pin Bara, która uformowała się tuż pod wspomnianym oporem. Aktualnym celem kupujących może być strefa wsparcia 1.243-1.258.

Notowania USDCAD, interwał tygodniowy

Notowania USDCAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Z kolei patrząc na ostatni impuls wzrostowy na ropie naftowej możemy spodziewać się przerwania dolnego ograniczenia kanału spadkowego i deprecjacji pary walutowej USDCAD w okolicę poziomu 1.20.

Srebro – dobieranie długich pozycji przez zarządzających

W poprzednim tygodniu zarządzający portfelami na rynku kontraktów terminowych powiększyli swoje zaangażowanie po długiej stronie rynku o 4 tysiące kontraktów. Natomiast pozycja krótka wzrosła o niespełna 300 kontraktów.

Sam wzrost pozycji długich nie powinien być dla nas zaskoczeniem, ponieważ jeszcze kilka tygodni temu pozycje netta na rynku kontraktów terminowych była na historycznie niskim poziomie. W takich ekstremach zawsze dochodziło do odwrócenia. W nadchodzących tygodniach możemy spodziewać się kontynuacji zamykania długich pozycji względem krótkich.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Analiza techniczna wspiera scenariusz wzrostowy na rynku srebra. Kilka tygodni temu na interwale tygodniowym doszło do pokonania długoterminowej linii trendu spadkowego. Po udanym ataku na linię trendu niedźwiedzie przystąpiły do ataku, cały wcześniejszy impuls wzrostowy został zniwelowany.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Pomimo tego notowania w dalszym ciągu utrzymują się ponad długoterminowym wsparciem 15.60-16.00, co sugeruje duże prawdopodobieństwo wzrostu notowań srebra. Krótkoterminowym celem kupujących może być strefa oporu 17.35. Jeżeli kupującym uda się ją pokonać, to notowania będą zmierzały w okolice poziomu 17.80.

Dział Analiz Admiral Markets

Wakacyjne wyjazdy samochodem będą droższe. Średnie ceny benzyny ponownie przebiją poziom 5 zł za litr

Wakacyjne wyjazdy samochodem będą droższe. Średnie ceny benzyny ponownie przebiją poziom 5 zł za litr 9

Ropa naftowa jest w trendzie wzrostowym od I kwartału 2017 roku i podrożała w tym czasie ponaddwukrotnie. Zdaniem Pawła Cymcyka, prezesa Związku Maklerów i Doradców, surowiec może w tym roku jeszcze podrożeć, czemu sprzyjają konflikty polityczne i ożywienie gospodarcze. W konsekwencji odbije się to na kierowcach, a benzyna znowu podrożeje.

Ropa naftowa pozostaje trochę w cieniu ostatnich wzrostów na rynkach akcyjnych, dlatego że w ostatnim czasie widzieliśmy solidne wzrosty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Cymcyk, prezes zarządu Związku Maklerów i Doradców. – W ciągu roku ropa naftowa zdrożała o 50 proc., przy czym te wzrosty uszły uwadze większości inwestorów, którzy byli skoncentrowani na trwającej hossie w USA czy na rosnącej zmienności na rynkach w ciągu I kwartału 2018 roku.

Surowiec w ciągu nieco ponad roku odrobił więcej niż połowę strat poniesionych między połową 2014 roku, gdy zaczęły się spadki, a dołkiem z początku 2017 roku. Na odwrócenie trendu wpłynęło porozumienie zawarte między producentami ropy, w tym Rosją i krajami OPEC, o ograniczeniu produkcji. Obowiązuje ono od początku 2017 roku i było już dwukrotnie prolongowane. Na razie ma trwać do końca 2018 roku.

Rośnie natomiast popyt, gdyż światowe gospodarki rozwijają się coraz szybciej. Do tego dochodzi element polityczny; w przypadku zagrożenia konfliktami ceny ropy szybują. A to ostatnio jest wysokie: Stany Zjednoczone wypowiedziały Iranowi umowę nuklearną i ponownie nałożyły na ten kraj sankcje, co będzie oznaczało embargo na irańską ropę. Kraje OPEC mają się odnieść do tego wydarzenia 22 maja. Dwa dni wcześniej natomiast odbędą się w Wenezueli wybory prezydenckie, w których prawdopodobnie zwycięży kandydat rządzącej ekipy, która wpędziła kraj w dramatyczny kryzys. To może drastycznie ograniczyć dostawy wenezuelskiej ropy na światowy rynek.

– Te dwa elementy sukcesywnie pchają notowania ropy naftowej w górę i myślę, że poziom 70 dol. za baryłkę, który w tej chwili przebiliśmy, nie jest ostatnim pułapem, na którym ropa naftowa w 2018 roku może się znaleźć – prognozuje Paweł Cymcyk. – Tak jak po cichu rosła w 2017 roku, tak samo w 2018 roku ropa ma szansę znowu stać się czarnym koniem inwestycyjnym, na którego część inwestorów może postawić w ostatniej chwili, wtedy, kiedy te notowania będą przekraczały 80–90 dol. za baryłkę.

Wprawdzie ceny ropy naftowej nie przekładają się natychmiast na ceny paliw na stacjach benzynowych, ale z pewnym przesunięciem czasowym te ostatnie muszą podążyć za kosztem surowca. Dodatkowym elementem jest ładna pogoda, która sprzyja weekendowym wyprawom, i zbliżające się wakacje. Według portalu e-petrol.pl za benzynę Pb95 już w tym tygodniu będzie trzeba zapłacić od 4,92 zł do nawet 5,03 zł. W poprzednim tygodniu średnia wynosiła 4,92 zł.

Możemy teraz śmiało prognozować, że wzrosty, które ostatnio obserwujemy na stacjach paliw, będą kontynuowane. Niestety już w okolicach wakacji wzmożony popyt na benzynę wprost przełoży się na to, że po raz kolejny przebijemy magiczną barierę 5 zł za litr – mówi szef Związku Maklerów i Doradców.

Polacy przypisują osobom z autyzmem głównie negatywne cechy. Ponad połowa sprzeciwia się zawieraniu przez nich małżeństw i nauce w tradycyjnej szkole

Polacy przypisują osobom z autyzmem głównie negatywne cechy. Ponad połowa sprzeciwia się zawieraniu przez nich małżeństw i nauce w tradycyjnej szkole 10

Zdecydowana większość Polaków zaakceptowałaby osobę z autyzmem jako sąsiada, współpracownika lub szkolnego kolegę swego dziecka – wynika z badania przeprowadzonego dla Fundacji JiM. Ponad 60 proc. uważa, że osoby ze spektrum powinny mieć prawo do edukacji i pracy zawodowej. Jednocześnie prawie 40 proc. nie wierzy, że dzieci z autyzmem poradzą sobie w tradycyjnej szkole, a ponad połowa sprzeciwia się zawieraniu małżeństw przez osoby z autyzmem. Wynika to głównie z powierzchownej wiedzy Polaków na temat tego zaburzenia.

Autyzm jest to zaburzenie neurologiczne związane z nieprawidłową pracą mózgu. Pierwsze symptomy pojawiają się już we wczesnym okresie dziecięcym – rodziców powinny zaniepokoić takie zachowania jak izolowanie się od otoczenia, trudności w wyrażaniu emocji, napady agresji, brak reakcji na polecenia. Według szacunków w Polsce autyzm ma 30 tys. osób. Jak pokazuje raport Fundacji JiM, sporządzony na podstawie badań Maison & Partners, świadomość istnienia tego zaburzenia jest w Polsce wysoka, zetknięcie z autyzmem deklaruje bowiem 55 proc. społeczeństwa. Znacznie niższy jest jednak poziom wiedzy na temat przebiegu choroby i ich codziennego funkcjonowania.

– Polacy nie potrafią dokładnie wyjaśnić, czym jest autyzm, i kojarzą go głównie z brakiem emocji i sympatii do ludzi, z problemami z nawiązywaniem przyjaźni, kontaktów. Najczęściej jest kojarzony z negatywnymi cechami, co rzutuje potem na budowanie relacji i kontaktów z osobami z autyzmem i ich rodzinami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paulina Kaczmarek z Fundacji JiM.

Wyjaśnienia, czym dokładnie jest autyzm, nie potrafiło udzielić 95 proc. ankietowanych. Raport pokazuje, że Polacy nie są świadomi częstotliwości występowania tego zaburzenia oraz jego objawów, przypisując osobom z autyzmem cechy wyłącznie negatywne. 20 proc. respondentów uznało, że nie mają one takich pozytywnych cech charakteru, jak życzliwość czy zdolność do zawierania i podtrzymywania przyjaźni. Dużym problemem było dla ankietowanych również zdefiniowanie przyczyn występowania autyzmu – 74 proc. badanych nie wiedziało bądź wskazało nieprawidłową odpowiedź.

– Co dziesiąty Polak wierzy, że szczepionki powodują autyzm, co jest bardzo kontrowersyjnym przekonaniem. Sami byliśmy zaskoczeni, że aż taki odsetek Polaków nadal w to wierzy. Tak naprawdę nie znamy genezy, nie wiemy, co dokładnie powoduje autyzm i z czego wynika – mówi Paulina Kaczmarek.

Powierzchowna wiedza sprawia, że stosunek Polaków do osób z autyzmem jest niejasny. Zdecydowana większość uważa, że osoby ze spektrum powinny mieć możliwość podejmowania pracy zawodowej oraz dostępu do edukacji, nie tylko specjalnej, lecz także prowadzonej w zwykłych szkołach. 68 proc. badanych nie miałoby nic przeciwko uczęszczaniu dzieci autystycznych do jednej klasy z ich dziećmi. Jednocześnie 40 proc. nie wierzy, że będą one w stanie poradzić sobie w placówce, w której uczą się zdrowe maluchy.

– Polacy ogólnie nie mieliby nic przeciwko, gdyby osoba z autyzmem była ich sąsiadem albo współpracownikiem, jednak nadal głównie kojarzą ich tylko z takimi negatywnymi cechami, jak brak odpowiedniego odczytywania emocji, brak chęci zawierania przyjaźni i mocno wierzą w to, że osoby z autyzmem są skryte, nie mają emocji, co jest błędnym przekonaniem – mówi Paulina Kaczmarek.

Osoby z autyzmem są w stanie prowadzić normalne życie zawodowe i społeczne. Przeprowadzone przez Fundację JiM badanie pokazało, że 52 proc. z nich chciałoby założyć rodziny, co negatywnie ocenia jednak znaczna część Polaków. Tylko 52 proc. respondentów uznało, że osoby z autyzmem powinny mieć prawo do zawierania małżeństw, 38 proc. natomiast przyznaje im prawo do posiadania dzieci. Ponad połowa badanych nie była też pewna, czy zaakceptowałaby małżeństwo krewnego z osobą z autyzmem.

– To bardzo często są osoby, które funkcjonują wśród nas, często w ogóle nie wiadomo, że osoba ma autyzm, bo jest bardzo wysoko funkcjonująca i świetnie sobie radzi. Mimo to Polacy uważają, że nie powinna wchodzić w związek małżeński, nie powinna budować związku czy mieć dzieci, a tak naprawdę może być świetnym rodzicem, który wychowa swoje dziecko na fajnego, mądrego człowieka – mówi Paulina Kaczmarek.

Polacy chcą wspierać osoby z autyzmem. Zdecydowana większość badanych zadeklarowała chęć dofinansowania organizacji zajmującej się tą grupą, np. poprzez przekazanie 1 proc. podatku. Ponad 80 proc. wybrałoby jednak fundację opiekującą się dziećmi, a nie osobami dorosłymi. Świadomość Polaków z zakresu autyzmu i funkcjonowania osób nim dotkniętych zwiększać mają coraz liczniejsze kampanie społeczne jak np. „Polska na niebiesko” prowadzona przez Fundację JiM.

– W tym roku udało nam się dotrzeć do ponad 3 mln Polaków, co oceniamy jako nasz ogromny sukces, bo sporej grupie osób mogliśmy powiedzieć o tym, że autyzm jest na całe życie, i trochę uwrażliwić, że autyzm dotyka nie tylko dzieci, lecz także osób dorosłych, a przede wszystkim rodzin. Często te rodziny potrzebują dodatkowego wsparcia – mówi Paulina Kaczmarek.

Branża ubezpieczeniowa coraz śmielej wykorzystuje nowe technologie. Powstają specjalne platformy do sprzedaży polis online

Branża ubezpieczeniowa coraz śmielej wykorzystuje nowe technologie. Powstają specjalne platformy do sprzedaży polis online 11

Firmy ubezpieczeniowe coraz odważniej sprzedają polisy w kanale mobilnym i internecie. Wymuszają to nowe technologie i oczekiwania klientów, zwłaszcza z młodszego pokolenia, które kupuje już głównie online. Grupa Europa wprowadziła na rynek platformę sprzedażową, za której pośrednictwem w internecie będzie można szybko i wygodnie kupić ubezpieczenie. Docelowo w ofercie będzie dostępnych kilkanaście produktów finansowych.

– Od prawie 10 lat mamy do czynienia z gwałtownym wzrostem rynku e-commerce w Polsce. Dotyczy to przede wszystkim takich kategorii jak elektronika, gdzie nawet kilkadziesiąt procent produktów jest kupowanych przez internet. Ten trend jest teraz coraz bardziej widoczny na rynku usług finansowych. Obserwujemy to w bankowości, ale widzimy też, że coraz częściej Polacy kupują ubezpieczenia przez internet. Coraz częściej klienci szukają polis właśnie w kanale cyfrowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marat Nevretdinov, prezes zarządu Grupy Europa.

Dane Gemius pokazują, że już co drugi internauta w Polsce (54 proc. z 26,5 mln) co najmniej raz w roku kupuje w sieci jakiś produkt bądź usługę. Głównym czynnikiem, który ich do tego zachęca, jest całodobowa dostępność, wygoda, oszczędność czasu i niższa cena. Internetowa sprzedaż rozwija się w Polsce w tempie dwucyfrowym już od kilku lat, rośnie też jej udział w handlu ogółem i wartość obrotów. Tpay.com prognozuje, że w tym roku rynek e-handlu może urosnąć nawet o 30 proc., a w 2020 roku jego wartość sięgnie już 60 mld zł.

Nowe kanały sprzedaży i dotarcia do klientów, cyfryzacja całego rynku, a także zmiana pokoleniowa to czynniki, które wymuszają na branży finansowej wdrażanie nowości, zgodnych z oczekiwaniami klientów. Dlatego firmy ubezpieczeniowe coraz śmielej testują w ostatnim czasie sprzedaż polis w kanale mobilnym i internecie.

– Za chwilę na rynek ubezpieczeń zacznie wchodzić młode pokolenie, które nie wyobraża sobie innego sposobu zakupu jakichkolwiek produktów niż przez internet. My chcemy być gotowi na to pokolenie i zapewnić im taką samą szybkość i prostotę, jaką mają przy oglądaniu filmów na Netfliksie czy słuchaniu muzyki w Spotify – mówi Marat Nevretdinov.

Prezes Grupy Europa wskazuje, że produkt ubezpieczeniowy musi spełniać dwa warunki, żeby klient chciał i mógł kupić go przez internet. Po pierwsze: musi być prosty i zrozumiały, bez ukrytych kruczków. Klient nie może mieć poczucia, że kupuje kota w worku. Drugim elementem jest sam proces zakupowy – jak najmniej inwazyjny, szybki i prosty, bo klienci nie chcą już wypełniać dziesiątek online’owych formularzy.

– Kanał internetowy jest dla nas kluczowy. Widzimy, co dzieje się dookoła, i chcemy to wykorzystać, zwiększając swoją sprzedaż. Mamy już duże doświadczenie w sprzedaży przez internet, w szczególności dotyczy to produktów związanych z ubezpieczeniem podróży – mówi Marat Nevretdinov.

Nowa platforma e-commerce Grupy Europa oferuje na start trzy produkty: ubezpieczenie turystyczne, ubezpieczenie kosztów rezygnacji i ubezpieczenie poważnego zachorowania. Docelowo będzie ich kilkanaście. Platformę ma wyróżniać prostota produktów, które będą dostępne w jej ofercie, oraz bardzo sprawna i przyjazna ścieżka sprzedaży. Ubezpieczyciel przeprowadza w tej chwili badania rynkowe – sprawdza oczekiwania oraz zapotrzebowanie klientów, żeby dostosować do nich platformę.

– Sama platforma sprzedażowa to dopiero początek. Zmieniamy się także wewnętrznie, by zapewnić spójne doświadczenie klientów po zakupie ubezpieczenia. Dotyczy to takich obszarów jak obsługa posprzedażowa i ewentualne likwidacje szkody – zapowiada Marat Nevretdinov.

Grupa Europa dywersyfikuje sprzedaż i wprowadza nowe kanały już od pewnego czasu – w zeszłym roku uruchomiła sprzedaż ubezpieczeń wspólnie z siecią Lidl (w ramach projektu „Lidl Podróże”) oraz programem lojalnościowym Payback. Produkty ubezpieczyciela są także dostępne w aplikacji mobilnej Skycash i ponad 7 tys. bankomatów sieci Euronet Planet Cash. Ten rok Europa rozpoczęła od wprowadzenia na rynek Screenity – aplikacji mobilnej, która umożliwia ubezpieczenie smartfona.

– Uruchomienie platformy sprzedażowej Europy jest ukoronowaniem naszych dotychczasowych działań – mówi prezes zarządu Grupy Europa.

W 2017 roku Grupa Ubezpieczeniowa Europa zebrała prawie 1,6 mld zł składki przypisanej brutto – wzrost o 8 proc. w ujęciu rocznym. Wchodzące w jej skład Towarzystwo Ubezpieczeń Europa zebrało 383 mln zł składki przypisanej brutto, co stanowiło 29-proc. wzrost w stosunku do poprzedniego roku, natomiast Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Europa zamknęło ubiegły rok ponad 1,2 mld zł przypisu składki brutto (wzrost 2,3 proc. rok do roku).

Milenialsi zmieniają rynek pracy. Od bezpośrednich przełożonych oczekują cech lidera i możliwości rozwoju

Milenialsi zmieniają rynek pracy. Od bezpośrednich przełożonych oczekują cech lidera i możliwości rozwoju 12

Tylko 14 proc. firm ma sprecyzowaną strategię employer brandingową. By przyciągnąć pracowników, zwłaszcza milenialsów, trzeba jednak poznać ich potrzeby oraz dać im możliwości realizacji i poczucia wpływu na rozwój firmy. Młode pokolenie chce za szefa partnera, coacha, który poprowadzi i wskaże kierunek. Pracodawcom potrzebna jest długotrwała strategia i całościowe podejście do pracownika. Bez tego trudno im będzie osiągnąć sukces – przekonują eksperci.

– Idealne miejsce pracy to takie, w którym pracownik czuje się bezpiecznie, w którym może realizować swoje pasje. To praca, w której widzi sens, ma poczucie, że nie jest trybikiem dużej organizacji, ale że konkretna praca, którą wykonuje, przekłada się na sukces firmy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Czyż, executive manager w Hays Poland.

Polski rynek pracy jest w najlepszej sytuacji od lat. Eurostat podaje, że w marcu stopa bezrobocia wyniosła 4,4 proc. To nie pracownicy zabiegają o stanowisko, ale pracodawcy starają się robić, co mogą, by przyciągnąć najlepszych. Wciąż jednak bolączką polskich pracodawców jest przestarzałe podejście do zatrudnionych osób. Konkurencyjne wynagrodzenie i zapewniona opieka medyczna to zdecydowanie zbyt mało, by zatrzymać pracowników.

– Aby firma była uznana za dobrego pracodawcę, musi mieć holistyczne podejście do zatrudniania, brać pod uwagę takie potrzeby, jak kwestie finansowe, poczucie bezpieczeństwa, kwestie emocjonalne, społeczne, pomagać pracownikowi rozwiązywać jego faktyczne problemy, dbać o work-life balance i pamiętać, że dzisiejsi pracownicy, przede wszystkim milenialsi, stawiają głównie na samorealizację, która wcale nie jest związana tylko z finansami, lecz także z rozwojem samego siebie, szkoleniami, i tym czy, mogą zdecydowanie bardziej podnosić jakość życia – przekonuje dr Mateusz Grzesiak, psycholog biznesu.

Raport Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” wskazuje, że najważniejszym czynnikiem przy wyborze miejsca pracy są możliwości rozwoju i zyskania nowych umiejętności (51 proc.), dobra atmosfera w pracy i relacje z innymi. Niezaspokojone potrzeby samorozwoju i stresująca praca to najczęstsze powody zmiany miejsca zatrudnienia. Milenialsi nie chcą stawiać pracy na pierwszym miejscu, zależy im na zachowaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

– Obecnie mamy rynek pracownika, pracodawcy zabiegają o to, żeby nie tylko pozyskać pracowników, lecz także żeby ich zatrzymać, co wydaje się być nawet większym wyzwaniem. Dlatego tak istotne jest, aby pracownik czuł się dobrze w organizacji, nawet jeśli jest na najniższym szczeblu w strukturze firmy. Wszystkie programy benefitowe, które pozwalają zatrudnionym rozwinąć swoje zainteresowania i realizować ciekawe projekty, mają służyć temu, żeby pracownik nie szukał szans u konkurencji – przekonuje Anna Czyż.

Raport EY „Cała Polska tworzy idealne miejsce pracy” ocenia, że o firmie można mówić jako o szczęśliwej, jeśli w odpowiedni sposób angażuje pracownika. Tymczasem 63 proc. osób jest niezadowolonych ze swojej pracy. Pracownik musi nie tylko lubić przebywać w miejscu pracy, lecz także angażować się, dzięki temu staje się lojalny, sam wybiera produkty lub usługi danej firmy i poleca je znajomym.

– Dla nas podstawowym kryterium tego, jak pracownicy oceniają firmę, jest postrzeganie marki przez pryzmat konsumenta. Jeżeli pracownicy wybierają w codziennych decyzjach zakupowych produkty firmy Mlekovita, to świadczy to nie tylko dobrze o firmie, lecz także bardzo dobrze o tym pracowniku, ponieważ on czuje się częścią firmy, czuje, że dany produkt jest częścią jego pracy – mówi Adrianna Sapińska, dyrektor ds. marketingu w firmie Mlekovita.

W angażowaniu pracownika istotną rolę pełni bezpośredni przełożony. Według badania Deloitte młodzi ludzie oczekują od niego ponadprzeciętnych zdolności myślenia strategicznego i charyzmy (odpowiednio 68 i 60 proc.). Lider powinien się też skupiać na rozwoju pracowników (45 proc.), inspirować ich (44 proc.), a decyzje podejmować w atmosferze dialogu z pracownikami (43 proc.).

– Umiejętności liderskie są szczególnie ważne w kontekście potrzeb, które zgłaszają zwłaszcza najmłodsi uczestnicy rynku pracy. Z raportów wynika, że ich oczekiwaniem jest to, żeby przełożony był dzisiaj głównie coachem, mentorem, a więc żeby dbał o ich rozwój. W związku z tym przestrzeń do rozwoju zawodowego i podnoszenia swoich kwalifikacji w firmach wydaje się być również niezwykle istotna – mówi Piotr Lipa, dyrektor ds. personalnych w Pramerica Życie.

Istotne jest poznanie potrzeb pracownika i w miarę możliwości danie mu tego, co dla niego najważniejsze. Wprawdzie większość pracodawców oferuje pozapłacowe benefity, ale często rozmijają się one z oczekiwaniami pracowników.

– Aby odpowiedzieć na potrzeby pracownika, trzeba poznać jego bardzo różnorodne potrzeby, a co za tym idzie – wziąć pod uwagę, że ten pracownik chce i odpowiednio zarabiać, i budować odpowiednie relacje, i ważny jest dla niego klimat w firmie, długodystansowe działanie firmy oparte o fachowe zarządzanie i planowanie strategiczne, gdzie wizja, misja oraz wartości są połączone z planami strategicznymi oraz taktycznymi – wymienia dr Mateusz Grzesiak.

Co piąty pracownik (22 proc.) przyznaje, że do pracy motywuje go świadomość, że to, co robi, jest przydatne dla innych. Milenialsi dużą wagę przywiązują do fair trade – wybiorą tę organizację, której wartości będą mu bliższe. Chętnie angażują się też w wolontariaty.

Firmy nie zawsze odpowiadają też na potrzeby pracowników dotyczące doskonalenia zawodowego. Średnio w ciągu roku na szkolenia dla jednego pracownika firma przeznacza mniej niż 200 zł, z czego większość i tak na szkolenie BHP.

W naszej firmie doskonale sprawdza się program rozwoju, ponieważ pracownicy – obok tego, że wypełniają na co dzień swoje obowiązki – dążą też do tego, żeby mieć większą wiedzę, większe doświadczenie, umieć sobie dużo lepiej radzić na swoim stanowisku pracy. Jest to związane z rosnącymi wymaganiami rynkowymi i taki pracownik jest na pewno dużo bardziej doceniony w momencie, gdy sam czuje się odpowiednio wykwalifikowany – przekonuje Adrianna Sapińska.

Firmy Mlekovita oraz Pramerica Życie zostały nagrodzone tytułami „Najlepszy pracodawca” podczas gali Newserii „Inspiratorzy Biznesu 2018”. Wśród laureatów byli także: Europejski Fundusz Leasingowy, Kaufland, PKO BP, PSE, D.A.S. TU Ochrony Prawnej i Adecco Poland.

Citi Handlowy potroił zysk. Bank stawia na nowe technologie i ofertę dla e-commerce

Citi Handlowy potroił zysk. Bank stawia na nowe technologie i ofertę dla e-commerce 13

Początek roku był bardzo udany dla banku Citi Handlowy, który zanotował zysk netto trzy razy wyższy niż przed rokiem i przychody zwiększone o jedną piątą. W obszarze detalicznym priorytetem są nowe technologie i dalszy rozwój usług online dla klientów – w IV kwartale roku Citi Handlowy zamierza wdrożyć w pełni zautomatyzowany proces aplikowania o kredyt w internecie, z biometryczną weryfikacją klienta. 

 W tym roku mamy nadzieję poprawić wyniki wobec ubiegłego. Widzimy kilka obszarów wzrostu – jest to przede wszystkim wciąż duża aktywność klientów korporacyjnych, wzrost gospodarczy na poziomie 4,5 proc. i wzrost inwestycji publicznych. To dobre środowisko dla rozwoju firm, czyli naszego podstawowego klienta – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Sikora, prezes banku Citi Handlowy.

Strategia Citi Handlowego koncentruje się na bankowości instytucjonalnej i przedsiębiorstwach. W obszarze e-commerce bank chce być instytucją pierwszego wyboru, dlatego w portfolio usług ma m.in. ofertę płatniczych kart lojalnościowych dla klientów e-sklepów, jedyny na rynku „automat” do szybkiego uzgadniania spływu należności z różnych źródeł czy łatwe zarządzanie ekspozycją walutową dzięki unikalnej ofercie aż 143 walut. Niezmiennie bank oferuje przedsiębiorcom wsparcie w kluczowych obszarach, także zmian regulacyjnych.

 Z początkiem lipca wchodzi nowe rozwiązanie regulacyjne w postaci split payment, czyli rozdzielenia należności VAT-owskich od pozostałych należności, które firmy uzyskują. To duże wyzwanie, zarówno technologiczne, jak i merytoryczne, dla naszych klientów firmowych i instytucjonalnych. Nasz zespół przygotował rozwiązanie technologiczne znacznie przed czasem, a także obszerny pakiet szkoleniowy w formie webinarów i materiałów oraz cyklu spotkań. Kolejne takie spotkanie mamy w Gdańsku, będzie na nim ponad 150 firm. Jest ogromne zainteresowanie tym tematem, na które my odpowiadamy – mówi Sławomir Sikora.

W odniesieniu do klientów detalicznych strategia banku opiera się na klientach zamożnych i usługach online.

– Służymy klientom, którzy odnajdują się w tej nowej rzeczywistości technologicznej, którzy akceptują nowe technologie jako sposób interakcji z bankiem. W obszarze detalicznym nasza strategia nie ulega zmianie – konsekwentnie ważni pozostają dla nas klienci zamożni, ale dodajemy do niej ten bardzo ważny komponent technologiczny – mówi Sławomir Sikora.

W IV kwartale tego roku Citi Handlowy zamierza wdrożyć w pełni zautomatyzowany proces aplikowania o kredyt w internecie, z biometryczną weryfikacją klienta. Nowy system pozwoli skrócić tzw. time to money do maksymalnie 30 minut.

Jednocześnie wprowadzamy możliwość pozyskiwania karty kredytowej kanałami zdalnymi. Blisko połowa nowych kart wydawana jest już tą drogą. [43 proc. – red.]. Uruchomiliśmy też chatbota, żeby pomagać klientom nawigować wśród ofert specjalnych. Codziennie jesteśmy zasypywani ofertami, często można się wśród nich pogubić. Nasze rozwiązanie pomaga klientom odnaleźć się kontekstowo – wchodzę do wybranej galerii handlowej czy sklepu określonej marki, zadaję pytanie, a chatbot podpowiada mi i pozwala wykorzystać najlepszą ofertę dla zakupu, który chcę zrealizować – tłumaczy Sławomir Sikora.

Szybki rozwój technologii to wyzwanie dla bankowości, ale sektor postrzega go raczej jako szansę i możliwość lepszej, bardziej przyjaznej obsługi klientów. Prezes Citi Handlowego zauważa, że polskie banki wykorzystały i wdrożyły nowe technologie lepiej i szybciej, niż poradził sobie z tym europejski sektor finansowy. Nie powinien jednak spoczywać na laurach, ale postawić na współpracę z fintechami.

– To jest powód do dumy, ale nie można powiedzieć: jesteśmy dobrzy, więc nie będziemy już nic robić. Wprost przeciwnie, musimy inwestować we własne rozwiązania i szukać nowych na rynku. Pojawiają się firmy, które są challengerami naszych modeli biznesowych, które mówią: „my będziemy to robić lepiej”. Moje doświadczenie z ostatnich 2–3 lat pokazuje, że dla tych firm, które mają nowe rozwiązania dla klientów bankowych i dla samych banków, lepszym rozwiązaniem jest raczej partnerstwo i współpraca niż konkurencja. Cieszę się, że ten pogląd się w Polsce upowszechnił – mówi Sławomir Sikora.

Wyniki finansowe Citi Handlowego pokazały, że w I kwartale br. bank radził sobie dużo lepiej, niż zakładały rynkowe prognozy. Zysk netto w tym okresie sięgnął 146 mln zł – co oznacza, że był o ok. 25 proc. lepszy od oczekiwań i prawie trzykrotnie wyższy niż przed rokiem (43 mln zł). Wynik odsetkowy wyniósł 277 mln zł (o 9 proc. więcej niż rok temu). Przychody zwiększyły się o jedną piątą (21 proc.), natomiast wynik operacyjny w ciągu roku poprawił się o 78 proc., a na działalności skarbcowej – o 73 proc. rok do roku.

– W porównaniu z ubiegłym rokiem wyniki I kwartału br. są trzykrotnie lepsze. Szczególnie cieszy nas to, że poprawę obserwujemy we wszystkich liniach biznesowych. Poprawił się zarówno wynik odsetkowy, jak i prowizyjny, a w szczególności wynik w obszarze markets, który dla nas ma szczególnie duże znaczenie.To był bardzo dobry początek roku – podsumowuje prezes zarządu banku Citi Handlowy.