Konsekwencje lockdownu w Szanghaju znów powodują zastój w międzynarodowym łańcuchu dostaw. Stoją kontenerowce na Morzu Północnym

W związku z trwającym od 1 kwietnia twardym lockdownem w Szanghaju handel międzynarodowy znów cierpi z powodu zatorów i opóźnień w transporcie kontenerowym. Skutki obostrzeń w tym największym na świecie porcie morskim spowodowały właśnie duży zator kontenerowców na Morzu Północnym, a tym samym zablokowanie 2% światowego frachtu morskiego.

Chińska polityka „zero covid” wpłynęła w Szanghaju na drastyczne zmniejszenie ilości pracowników obsługujących przesyłki morskie, co spowodowało nie tylko opóźnienia w załadunkach i rozładunkach kontenerowców, ale też spowolniło tzw. pracę około kontenerową czyli obsługę terminala kontenerowego i zwalnianie pustych kontenerów. Ta sytuacja już pod koniec kwietnia doprowadziła do bardzo dużych korków kontenerowców w Szanghaju, a te spowodowały wpierw kryzys w Los Angeles, wpłynęły na wysokie ceny frachtu i nasiliły niedobory produktów, a teraz oddziałują na korek, który utworzył się kilka dni temu na Morzu Północnym.

Szanghaj bramą świata

Chińskie porty odpowiadają za ponad 70% przepustowości. Od 2010 roku największym portem na świecie jest chiński Szanghaj, dzięki temu Chiny stały się największym na świecie krajem handlowym. Szacuje się, że ok. 25% chińskiego eksportu i importu przechodzi przez państwowy Shanghai International Port. Port w Szanghaju jest największym na świecie także pod względem przepustowości kontenerów. W 2021 roku przeładowano tam 47 milionów TEU, podczas gdy w tym samym czasie największy europejski port, znajdujący się w Rotterdamie, obsłużył 15,3 miliona TEU.

Kryzys w Europie

Szacuje się, że Ilość towarów wysyłanych z Szanghaju między 12 marca (dzień przed rozpoczęciem częściowych blokad w Szanghaju) a 16 kwietnia spadła o 23%. Sytuacja kryzysowa w Los Angeles powoli się normalizuje i tam zator się minimalizuje, ale jak poinformowało 7 czerwca Deutsche Welle, teraz kilkadziesiąt kontenerowców stoi w korku na Morzu Północnym u wybrzeży Niemiec, Holandii i Belgii. Zablokowane jest około 2 procent globalnej pojemności ładunkowej. Żaden kontenerowiec nie może być ani załadowany, ani rozładowany. W Niemczech kilkanaście dużych kontenerowców o łącznej pojemności około 150 tys. standardowych kontenerów czeka na dotarcie do Hamburga lub Bremerhaven. W portach w Rotterdamie i Antwerpii sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna. Szacuje się, że z powodu blokady w Szanghaju straty eksportowe z Chin do Niemiec wynoszą już około 700 mln euro.

Statki stoją w korkach na całym świecie

Korki w pobliżu Szanghaju i Zhejiang blokują obecnie ponad 3 procent globalnego ładunku. Przez krótki czas w maju więcej statków mogło opuścić port w Szanghaju. W drugiej połowie maja wypłynięcia z tego portu utrzymywały się na poziomie porównywalnym z innymi portami Chin. Natomiast na tą chwilę są one o około 15 procent niższe.
Ponad 11 procent wszystkich towarów wysyłanych drogą morską na całym świecie stoi obecnie w korkach. Na Morzu Czerwonym, czyli szlaku handlowym między Azją a Europą, różnica między zaplanowanymi a wysyłanymi wolumenami ładunków wynosi 16 %.

Tekst przygotowała dr Izabella Tymińska, ekspert celny, ekspert handlu zagranicznego.

Transformacja cyfrowa biznesu w Polsce – przed firmami wiele do zrobienia

51% firm w Polsce dostrzega duże znaczenie transformacji cyfrowej w ich organizacjach, ale jednocześnie większość nie planuje zwiększać nakładów na ten cel, ani zatrudniać specjalistów w tym zakresie w ciągu najbliższych miesięcy. Blisko połowa firm posiada technologie klasy ERP lub BI, wyzwaniem jest natomiast ich integracja i efektywne wykorzystanie. Najbardziej popularne są rozwiązania chmurowe, których wdrożenie zadeklarowało 63% firm, co nie zmienia faktu, że Polska plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod kątem adopcji tego rodzaju rozwiązań w przedsiębiorstwach. Zgodnie z wynikami badania KPMG, przeprowadzonego w partnerstwie z Microsoft wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wynosi 4,8 pkt w dziesięciostopniowej skali.

Niski poziom cyfryzacji w Polsce

Poziom cyfryzacji polskiego społeczeństwa i gospodarki w większości obszarów wypada poniżej unijnej średniej. Pozytywnym wyjątkiem od wielu lat pozostaje sektor finansowy, w którym polskie rozwiązania stanowią wzór do naśladowania dla innych krajów. W porównaniu z innymi państwami regionu, ogólny poziom ucyfrowienia Polski wypada mało optymistycznie. Wg rankingu DESI (Digital Economy and Society Index), czyli indeksu gospodarki i społeczeństwa cyfrowego krajów Unii Europejskiej, Polska od kilku lat pozostaje na jednym z ostatnich miejsc. Wynika to przede wszystkim z niedostatecznej integracji technologii cyfrowych w przedsiębiorstwach.

Z łącznym wynikiem 41 pkt Polska w 2021 roku wyprzedzała jedynie Grecję, Bułgarię oraz Rumunię i mimo wyraźnego wzrostu, wciąż pozostaje daleko od unijnej średniej, która wyniosła 50,7 pkt w 2021 roku. W ostatnich latach (2016-2021) poziom zaawansowania cyfrowego wyrażony wskaźnikiem DESI w Polsce rósł w tempie 8-11% r/r powoli goniąc UE.

21% firm planuje zwiększyć wydatki na transformację cyfrową w perspektywie 12 miesięcy

Zaledwie jedna na cztery firmy z całej Polski, które wzięły udział w badaniu KPMG przeprowadzonym w partnerstwie z Microsoft posiadała na początku 2022 roku gotowy dokument dotyczący strategii transformacji cyfrowej. Najczęściej nie były to duże firmy, ale podmioty średniej wielkości zatrudniające między 50 a 249 pracowników (30% wskazań). Biorąc pod uwagę sektor działalności, strategię transformacji cyfrowej najczęściej wprowadziły firmy: finansowe (44% wskazań) oraz zajmujące się technologiami informacyjnymi, mediami i komunikacją (32% wskazań). Wśród firm, które nie posiadają dokumentu dotyczącego strategii transformacji cyfrowej, zaledwie 9% chce wypracować taki formalny dokument jeszcze w 2022 roku. Z badania wyraźnie wynika, że aktualne nastawienie do procesu i plany przyszłych postępów cyfryzacji są bardziej zaawansowane w firmach, które wprowadziły strategię cyfryzacji.

Wyniki badania wskazują, że 38% firm przykłada dużą, a kolejne 13% wręcz bardzo dużą wagę do transformacji cyfrowej. Natomiast już zaledwie 29% badanych wskazało, że ich firmy w dużym lub bardzo dużym stopniu inwestują w technologie cyfrowe dla poprawienia pozycji konkurencyjnej. Tak duży dysonans pomiędzy powszechną potrzebą cyfryzacji i podejmowanymi działaniami obrazuje potrzebę zwiększenia zasobów niezbędnych dla powodzenia procesu transformacji cyfrowej przedsiębiorstw działających w Polsce.

Na początku 2022 roku jedna na pięć badanych firm planowała zwiększyć w ciągu roku wydatki na digitalizację względem obecnego poziomu, jednak dla większości z nich będzie to co najwyżej umiarkowana zmiana. Z kolei w przypadku zatrudnienia pracowników oddelegowanych do realizacji zadań związanych z cyfryzacją, plany zwiększenia ich liczby w tym okresie ma już tylko 10% firm. Zdecydowana większość firm w Polsce zamierza w ciągu następnych 12 miesięcy utrzymać na niezmienionym poziomie wydatki (73% wskazań) i liczbę pracowników (89%) potrzebnych do realizacji zadań związanych z procesem digitalizacji.

Firmy są świadome konieczności cyfryzacji, jednak nie znajduje to odzwierciedlenia w ich działaniach. Dominuje podejście status quo, utrzymania wydatków i zatrudnienia. Posiadanie strategii cyfryzacji jest awangardą i wyjątkiem, nie regułą. Można odnieść wrażenie, że firmy próbują przeczekać trudny i niepewny okres i po cichu liczą na powrót do normalności. Cyfryzacja jednak nie zwolni ani się nie zatrzyma, będzie tylko przyspieszać. Od czasu do czasu zewnętrzne czynniki, jak np. pandemia lub niepokoje geopolityczne, spowodują „szybkie przewijanie” i to, co wydawało się, że zajmie lata, będzie możliwe w kilka tygodni. Jeśli przedsiębiorca nie wie jeszcze, jak to wpłynie na jego biznes, to liczy na wygraną na loterii bez wykupienia losu – a to ryzykowna strategia – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Rozwiązania chmurowe wdrożyło już blisko 2/3 badanych firm

W polskim środowisku biznesowym najbardziej rozpowszechnione są systemy do planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP), analizy danych biznesowych (BI) i zarządzania relacjami z klientami (CRM), których posiadanie lub trwający proces wdrożenia zadeklarowała na początku 2022 roku połowa ankietowanych firm. Dodatkowo, większość przedsiębiorstw korzysta już z technologii chmurowych. Chmura ma zastosowanie we wszystkich sektorach gospodarki, a jej wykorzystanie, zgodnie z deklaracjami firm, będzie dynamicznie rosło. Rozwiązania chmurowe były najpopularniejszymi spośród 10 analizowanych technologii. 63% firm zadeklarowało ich wdrożenie, z czego w co piątej przynajmniej w dużym stopniu. Rozwiązania mobilne, takie jak aplikacje na smartfony i tablety, okazały się drugą po chmurze technologią o największym spośród badanych stopniu penetracji w przedsiębiorstwach w Polsce (57% wskazań) i wysokim stopniu wdrożeń. Trzecią technologią, którą można na podstawie badania określić jako topową pod kątem obecnego wykorzystania (42% podmiotów) i perspektyw na najbliższe 12 miesięcy (plany wdrożenia w 23% pozostałych podmiotów) w przedsiębiorstwach w Polsce, jest wspomagany komputerowo proces decyzyjny (ang. Decision Support System). Na przeciwległym biegunie znajdują się blockchain i przetwarzanie brzegowe, które w skali całego kraju są technologiami niedocenianymi i rzadko spotykanymi.

42% menedżerów posiada co najwyżej umiarkowane przekonanie o cyberbezpieczeństwie swoich firm

Rozwój transformacji cyfrowej oznacza nowe zagrożenia związane m.in. z cyberbezpieczeństwem. Większość badanych firm w Polsce nie ignoruje tego problemu. 61% przedsiębiorstw wdrożyło polityki i procedury, które przekładają się na sformalizowanie sposobu zarządzania cyberbezpieczeństwem. Blisko dwie na pięć firm pozostawiają jednak zarządzanie zabezpieczeniami i odpowiedzią na cyberbezpieczeństwa samym sobie lub nawigują nimi ad hoc. Specjalny, dedykowany do spraw cyberbezpieczeństwa zespół lub dział posiada w swoich strukturach tylko 29% ankietowanych firm. Odsetek ten rośnie do 59% w grupie przedsiębiorstw zajmujących się technologiami informacyjnymi, mediami i komunikacją.

Przekonanie przedstawicieli firm odpowiedzialnych za cyfryzację o bezpieczeństwie ich przedsiębiorstw w cyberprzestrzeni jest raczej wysokie. Największy odsetek ankietowanych (44%) uznał w dużym stopniu, że ich firmy są chronione przed cyberzagrożeniami. Kolejne 14% wykazało się jeszcze większą pewnością skuteczności zabezpieczeń w swoich organizacjach. Największą pewność dot. stosowanych zabezpieczeń posiadają przedstawiciele firm sektora finansowego (78% odpowiedzi o dużym lub bardzo dużym stopniu), natomiast w aż 55% podmiotów o działalności związanej z budownictwem i nieruchomościami odnotowano co najwyżej umiarkowane odczucia bezpieczeństwa.

Kapitał i ludzie kluczowymi zasobami w procesie transformacji cyfrowej

Blisko dziewięć na dziesięć badanych przedsiębiorstw przyznaje, że dokonuje nakładów na digitalizację, natomiast w większości przypadków nie są one bardzo znaczące – w przeważającej części badanych firm nie przekracza 5% ich rocznych przychodów. Wyższy poziom inwestycji względem przychodów zanotowano wśród firm, które, generują największy procent swoich przychodów właśnie przy pomocy narzędzi cyfrowych – w sektorze technologii informacyjnych, mediów i komunikacji. Z kolei w zaledwie 46% firm ze wszystkich sektorów wyznaczono przynajmniej jednego pracownika do realizacji zadań związanych z transformacją cyfrową. Ponadto większość menedżerów ds. digitalizacji nie jest do końca przekonanych o gotowości pracowników na zmiany cyfrowe ani wystarczającej jakości i liczby szkoleń.

Aby mówić z pełnym przekonaniem o powodzeniu transformacji biznesu w oparciu o technologię, muszą zostać spełnione trzy warunki. Z pierwszym mamy do czynienia już na etapie myślenia o strategii. To ona jest wyrazem determinacji kierownictwa firmy do wykonania tego przysłowiowego skoku naprzód. Kolejnym etapem jest konieczność posiadania odpowiednich narzędzi, które pomogą dokonać tego skoku. Kluczowym elementem tego etapu jest bezpieczeństwo – obecnie jedna z głównych wartości dla polskich organizacji. Trzecim krokiem, jest budowa kapitału ludzkiego. Cyfryzacja nie powiedzie się bez ludzi posiadających odpowiednie wiedzę i kompetencje. Niestety respondenci przyznają, że osoby w ich organizacjach są tylko częściowo przygotowane do tego procesu – mówi Piotr Grzywacz, Członek Zarządu i Dyrektor Kanału Partnerskiego polskiego oddziału Microsoft.

Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wynosi 4,8 pkt

Firma doradcza KPMG w partnerstwie z Microsoft opracowała wskaźnik, który pozwala ocenić nastawienie i gotowość polskich organizacji do procesu transformacji cyfrowej. Powodzenie procesu transformacji firm zależy od zapewnienia odpowiedniego poziomu czterech obszarów: strategii cyfryzacji, implementacji technologii, cyberbezpieczeństwa i ryzyko oraz potencjału do transformacji. Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu prowadzących działalność w Polsce wynosi 4,8 na maksymalnie 10 pkt. W obszarze strategii cyfryzacji przedsiębiorstwa uzyskały łącznie wynik 3,8 pkt. Na początku 2022 roku większość firm w Polsce nie planowała istotnie zwiększać wydatków i zatrudnienia niezbędnych do transformacji cyfrowej, choć kierownictwo firm zazwyczaj dostrzegało taką potrzebę. Za obszar potencjału do cyfryzacji badane podmioty uzyskały więcej niż połowę możliwych do zdobycia punktów – 5,5 pkt. Menedżerowie widzą, że kapitał ludzki, którym dysponują nie zawsze jest gotowy na digitalizację, jednak dzięki temu, że to dostrzegają, planują poprawiać kompetencje cyfrowe pracowników. Obszar implementacji technologii zawdzięcza wynik 5,3 pkt planom rozwoju technologii cyfrowych, zwłaszcza w obszarze obsługi klienta i operacji wewnętrznych w ramach organizacji. Zagrożenie dla powodzenia procesu cyfryzacji stanowią ryzyka związane z wykorzystaniem technologii cyfrowych. W obszarze cyberbezpieczeństwa i ryzyka 4,6 pkt, jakie zdobyły przedsiębiorstwa w Polsce, to wynik przykładania nie zawsze dostatecznie dużej wagi do problemów cyberzagrożeń i koniecznych inwestycji w tym zakresie.

O RAPORCIE:

Raport KPMG w Polsce pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez firmę Norstat metodą CATI (ang. Computer-Assisted Telephone Interviewing) w styczniu 2022 roku. Przebadanych zostało 180 respondentów, którzy w swoich firmach odpowiadają za kwestie związane z cyfryzacją. Grupę stanowili menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządów oraz prezesi. Próba badanych firm została dobrana tak, aby w przybliżeniu reprezentowała udział przedsiębiorstw małych, średnich i dużych w krajowej gospodarce, z wyłączeniem podmiotów zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Podmioty zostały skategoryzowane wg swojej przeważającej działalności do 9 sektorów: budownictwo i nieruchomości; energetyka, wydobywanie, usługi komunalne; life sciences (farmacja, chemia, urządzenia medyczne); motoryzacja; rynek dóbr konsumpcyjnych; sektor finansowy; technologie informacyjne, media i komunikacja; transport, spedycja i logistyka; inne.

Oczyszczacz powietrza do biura – jaki wybrać?

Jak zapewnić komfort i bezpieczeństwo pracownikom? Odpowiednie warunki pracy leżą po stronie pracodawcy, ale czy zastanawiają się oni jak jakość powietrza, które wdychają pracownicy w biurze wpływa na wydajność i jakość pracy? Co można zrobić, aby skutecznie filtrować powietrze w biurze?

Na co wpływa nie najlepsza jakość powietrza?

W Polsce powietrze nie należy do najlepszych, w kraju w którym węgiel jest głównym źródłem energii, przemysł się rozwija a ilość aut na polskich drogach nie maleje, nie trudno o zanieczyszczenia powietrza. Powietrze to nie tylko życiodajny tlen, ale także szereg innych gorszych lub lepszych składników. Zanieczyszczenia powietrza są dla człowieka najbardziej szkodliwe. Niestety okazuje się, że jest ich w powietrzu bardzo wiele. Dużym problemem także są alergeny, oraz wirusy i bakterie przenoszone drogą powietrzną. Zanieczyszczone powietrze wpływa na różne układy człowieka, nie tylko oddechowy. Im dłużej wdychamy zanieczyszczenia, tym bardziej cierpi nasz organizm, co ważne wcale nie trzeba przebywać na dworze, żeby wdychać zanieczyszczenie powietrze. W pomieszczeniach, szczególnie takich w których pracuje wiele sprzętów elektronicznych, powietrze jest równie kiepskie jak na dworze. W biurze, czy innych pomieszczeniach jest jednak prościej zadbać o jakość powietrza, możemy to uczynić korzystając z oczyszczaczy firmy goodair, które będą samodzielnie filtrowały powietrze, eliminując szkodliwe zanieczyszczenia.

Oczyszczacze firmy goodair- niezbędny element wyposażenia biura

Chcesz żeby Twoi pracownicy pracowali efektywnie, rzadziej chorowali, a w Twoim biurze osadzało się niewiele kurzu? Postaw na skuteczne oczyszczacze firmy  goodair, jak oczyszczacz marki Sharp, które samodzielnie wyeliminują problem z zanieczyszczonym powietrzem.

Zanieczyszczenia powietrza to nie tylko szkodliwość dla wielu układów w organizmie  człowieka, ale także złe samopoczucie, ospałość czy brak koncentracji. W powietrzu unoszą się również wirusy i bakterie, które w dużym skupisku ludzi, jak w biurze, jest szczególnie niekorzystne i może wpływać na częstotliwość zachorowań pracowników. Oczyszczacze firmy Sharp eliminują nie tylko zanieczyszczenia pochodzące ze smogu, czy spalin, ale także wspomniane już wirusy i bakterie. Większość oczyszczaczy firmy Sharp posiada funkcję jonizacji powietrza, przez co skuteczność w eliminacji wirusów i bakterii jest jeszcze większa. Jonizacja pozytywnie wpływa także na otoczenie w którym pracuje wiele urządzeń biurowych, oraz sprawia, że na powierzchniach osadza się dużo mniej kurzu. Skuteczny oczyszczacz powietrza, zatem zadba nie tylko o samopoczucie wszystkich pracowników, ale również zdrowie i możliwość koncentracji, dlatego warto umieścić go w każdym biurze , w którym dba się o pracownika.

Najlepsze oczyszczacze firmy goodair – czyli jakie?

Najlepsze oczyszczacze powietrza, to takie, które filtrują je wieloetapowo, przy wykorzystaniu najlepszych filtrów. Ważne żeby oczyszczacz był wyposażony w filtr HEPA. Jonizacja powietrza także jest niezwykle korzystna. W ofercie oczyszczaczy firmy Sharp znajdziemy z powodzeniem także modele z funkcją nawilżania. Warto zainwestować w lepszą pracę korzystając z innowacyjnych urządzeń jakimi są oczyszczacze powietrza.

Artykuł powstał we współpracy z GoodAIR.pl

Columbus zaczyna zwiększać sprzedaż

Columbus Energy wypracował w maju ponad 22 mln zł przychodów ze sprzedaży. Sumaryczna wartość zakontraktowanych umów w minionym miesiącu wyniosła prawie 70 mln zł.

W maju br. spółka Columbus Energy zwiększyła przychody o ponad 30% w stosunku do kwietnia br. Znacząco, bo aż o 42% zwiększyła się też wartość podpisanych przez Spółkę umów, zwłaszcza w zakresie pomp ciepła i magazynów energii. Zarząd Spółki zapowiada, że kolejne miesiące będą jeszcze lepsze.

Większość wskaźników operacyjnych jest lepsza i już dostrzegamy, że czerwiec przyniesie kolejny wzrost sprzedaży. Wprawdzie przychody w maju jeszcze nie odzwierciedlają zwiększającej się dynamiki sprzedaży, jednak już w czerwcu Spółka powinna operacyjnie wypracować wystarczającą marżę, aby odzyskać rentowność twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Obecnie Columbus procesuje sprzedaż 62 MW farm fotowoltaicznych wybudowanych i planuje sprzedaż 43 WM farm w budowie, co pozwoli Spółce całkowicie spłacić zobowiązania wobec banków i obligatariuszy.

W aktualnej sytuacji rynkowej i kosztów kredytów to rozwiązanie wydaje się najrozsądniejsze – komentuje Dawid Zieliński. – Pamiętajmy, że cały drugi kwartał nie będzie jeszcze odzwierciedlał potencjału wynikowego Spółki, a zysk nadal nie będzie satysfakcjonujący. Jednak każdy kolejny miesiąc powinien przynieść tylko lepsze informacje i wskaźniki, a rynek, na którym jest mniej podmiotów i który jest dużo trudniejszy, daje nam szansę na ugruntowanie pozycji lidera.

Vivid Games zaprezentował wyniki za maj

Przychody Spółki za maj są najwyższe w tym roku i wynoszą aż 3,4 mln zł, tj. o 111% więcej niż przed rokiem. Narastająco Vivid Games wygenerował w 2022 już ponad 14 mln zł sprzedaży. Podobnie jak w ubiegłych miesiącach, największy udział miały w tym Real Boxing 2 i Eroblast, które po raz kolejny wypracowały przychody wyższe niż miesiąc wcześniej.

Narastająco wynik netto wynosi 270 tys. zł, EBITDA jest na poziomie 2,0 mln zł. Na koniec maja na rachunkach Spółki było 2,8 mln zł.

Real Boxing 2 wygenerował w maju przychody na poziomie 518 tys. USD. Gra otrzymała w ubiegłym miesiącu kolejne istotne wyróżnienia w kanałach sprzedaży, w tym tytuł Game of the Day w Apple App Store w USA.

Cieszy nas fakt przebicia granicy 500 tys. USD przychodów. Z każdym kolejnym miesiącem zbliżamy się do strategicznego założenia 1 mln USD miesięcznych przychodów. Na wzrost przychodów w maju złożyło się kilka czynników. Bardzo istotne były wyróżnienia w kanałach sprzedaży, które dodatkowo wzmocniły zbudowaną w ostatnich miesiącach zaangażowaną społeczność graczy. Średnia liczba aktywnych użytkowników wynosiła w maju aż 150 tys. dziennie. Równie istotne były udane kampanie live-ops, które wprowadziły do gry nowych, chętnie wybieranych zawodników. Zauważamy też unormowanie się parametrów reklamowych, które najistotniej zareagowały na przełomie lutego i marca na wybuch wojny w Ukrainie. W kolejnych tygodniach skupimy się na implementacji nowego wewnętrznego sklepu na obu platformach sprzętowych. Przeprowadzimy szereg testów, zarówno po stronie technologii jak i wpływu na zachowania użytkowników. Równolegle, w ramach kolejnych kampanii live-ops, wprowadzamy postaci bokserów, odpowiadające na oczekiwania naszej społeczności.” – podsumowuje Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing w Vivid Games.

Wzrost przychodów o ponad 6%, zanotował w maju także Eroblast. Gra odnotowała sprzedaż na poziomie ponad 140 tys. USD, zachowując stabilne ARPU z kluczowych rynków, na poziomie 2,61 USD.

Rozwijamy tytuł zgodnie z wcześniejszymi założeniami. W każdym tygodniu zostaje rozszerzony o kolejne 10 poziomów. Dla zwiększenia zaangażowania użytkowników wprowadziliśmy też nowy system nagród. Skuteczność naszych działań potwierdzają zarówno rosnące przychody, jak i stale powiększająca się społeczność graczy. W maju liczba instalacji Eroblast wyniosła blisko 100 tys. i wzrosła o ponad 20%, wobec liczby pobrań z kwietnia.” – podkreśla Łukasz Kamiński, product owner Eroblast.

Jak działa Konstytucja Biznesu?

Konstytucja Biznesu to pakiet pięciu ustaw, które zostały przyjęte w 2018 roku. Wśród nich najważniejsza to prawo przedsiębiorców. Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało OSR ex post – czyli ocenę skutków regulacji do pakietu tychże pięciu ustaw, w szczególności do prawa przedsiębiorców. Czym jest taka ocena i dlaczego to jest ważne? Taka ocena pozwala stwierdzić, jak te przepisy funkcjonowały w praktyce – czyli jak przedsiębiorcy i urzędnicy oceniają funkcjonowanie tych przepisów, jak one działały, czy się sprawdziły. Taka ocena została przeprowadzona dopiero kilkanaście razy w ciągu ostatnich pięciu, sześciu lat. W związku z tym jest to bardzo rzadki element procesu legislacyjnego. Natomiast jest to bardzo istotna kwestia – trzeba oceniać funkcjonowanie przepisów, które mają w istotny sposób poprawiać pozycję przedsiębiorców względem urzędników, a także ułatwiać prowadzenie biznesu. Ważna rzecz, jaką wprowadzono kilka lat temu – to katalog zasad, które obowiązują zarówno przedsiębiorców, jak i urzędników. Wśród nich najważniejsza to domniemanie uczciwości przedsiębiorcy, a także rozstrzyganie wątpliwości co do prawa na korzyść przedsiębiorcy. Warto podkreślić, że e-administracja w postaci portalu biznes.gov.pl – jak to zostało przedstawione w ocenie skutków regulacji ex post – znacząco się rozwinęła, mamy do czynienia już z ponad 400 usługami publicznymi, które zostały zdigitalizowane. Notowany jest kilkuset procentowy wzrost jeśli chodzi o liczbę odsłon i wyświetleń rządowej witryny biznes.gov.pl i jest to zdecydowanie sygnał pozytywny – świadczący o tym, że przedsiębiorcy mają zaufanie do e-usług i chcą z nich korzystać.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że taki dokument został przygotowany i przekazany do konsultacji. Niestety widzimy zbyt wolne postępy w stosunku do tego, czego mogliśmy oczekiwać, czego się spodziewaliśmy. Po części wynika to ze sprzecznych zapisów w Kodeksie karnym. Jest tam artykuł 231, który stanowi o przestępstwie urzędniczym i który może stanowić pewnego rodzaju blokadę ze strony urzędników dla rozstrzygania wątpliwości co do prawa na korzyść przedsiębiorcy – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – W związku z tym w odpowiedzi na OSR ex post, który przesłaliśmy do Ministerstwa Rozwoju i Technologii, zaproponowaliśmy legislacyjne rozwiązanie tego problemu – czyli korektę artykułu 231 Kodeksu karnego. Oprócz tego zaproponowaliśmy, aby reprezentatywne organizacje pracodawców zasiadające w Radzie Dialogu Społecznego mogły występować do właściwych organów administracji, organów państwa o interpretację, wytyczne o charakterze generalnym, abstrakcyjnym i ogólnym co do funkcjonowania poszczególnych przepisów czy grup przepisów w poszczególnych ustawach. Wynika to z faktu, że interpretacje indywidualne mają bardzo ograniczony obszar zastosowania. Ponadto zachęcamy do tego, by digitalizować kolejne usługi publiczne i umożliwiać w szerszym zakresie kontakt elektroniczny z urzędami, organami administracji. A także o to, by rejestry publiczne prowadzone przez poszczególne organy były ze sobą połączone funkcjonalnie – to znaczy umożliwiały dostęp i wymianę informacji – podkreśla Wołejko.

II kw. 2022 r. na rynku gruntów pod znakiem współpracy

Pomimo dobrego początku roku na rynku gruntów inwestycyjnych, zawirowania polityczne, ekonomiczne i gospodarcze, z którymi mamy do czynienia na przestrzeni ostatnich miesięcy, nie pozostają bez wpływu na aktywność inwestorów. Chwilowe wstrzymanie procesów, na podobnym poziomie jak w przypadku marca i kwietnia 2020 r., kiedy to pandemia COVID-19 dotarła do Polski, nie oznacza jednak całkowitego zastoju. Inwestorzy i deweloperzy, szukając najlepszych rozwiązań na realizację inwestycji w obecnym czasie, coraz częściej decydują się na sprzedaż pośrednią i podejmują współpracę w formule joint venture.

Początek roku na plus

Ubiegły rok okazał się rekordowy pod względem zaangażowania inwestorów na polskim rynku terenów inwestycyjnych, kiedy to całkowity wolumen transakcji wyniósł blisko 8 mld zł. Pierwsze miesiące 2022 r. pozwalały nam prognozować utrzymanie się tego pozytywnego trendu. Styczeń i luty przyniosły bowiem zamknięcie trzech dużych transakcji z naszym udziałem: dwóch pod inwestycje typu mixed-use w Poznaniu i Gdyni oraz jednej pod inwestycję mieszkaniową w Łodzi, o całkowitej powierzchni mieszkalno-usługowej przekraczającej 225 tys. mkw. Ich łączna wartość wyniosła 160 mln zł zaangażowania w grunt.

Agresja Rosji na Ukrainę 24 lutego zmieniła jednak nastroje rynkowe i spowodowała spowolnienie procesów na rozgrzanym mocno rynku gruntów inwestycyjnych.

Wyzwania II kwartału

Wojna tocząca się za naszą wschodnią granicą nie jest jedynym wyzwaniem, z którym musi mierzyć się rynek nieruchomości. Wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe skutkują zmniejszeniem się zdolności kredytowej Polaków, a co za tym idzie – spadkiem liczby sprzedanych mieszkań. Nie bez znaczenia jest również sytuacja związana z kosztami realizacji inwestycji – generalni wykonawcy coraz częściej wprowadzają w umowach klauzulę waloryzacyjną, która stanowi ochronę ich interesów finansowych w przypadku m.in. wzrostu cen materiałów. Wprowadza to dużą niepewność dla inwestorów dotyczącą faktycznych kosztów budowy. Od kilku lat niezmiennie obserwujemy również rosnące ceny gruntów oraz niewystarczającą dostępność atrakcyjnych działek. Wszystkie te czynniki sprawiają, że zauważalne jest zmniejszenie apetytów inwestorskich na kupno gruntów pod nowe projekty komercyjne, w tym biurowe i hotelowe oraz mieszkaniowe.

PRS-y i segment premium odporne na zawirowania

Przedstawione mechanizmy nie dotyczą gruntów dobrze przygotowanych, bez wad prawnych, w dużych miastach wojewódzkich. Popyt na nie jest wciąż bardzo wysoki.

Podobnie sytuacja wygląda na rynku gruntów pod inwestycje PRS. Agresja Rosji na Ukrainę spowodowała napływ uchodźców zza naszej wschodniej granicy, co bardzo mocno rozpędziło rynek najmu i poskutkowało wzrostem czynszów oraz pojawieniem się luki podażowej, której obecny rynek najmu instytucjonalnego nie jest w stanie wypełnić. Według szacunków Colliers projekty PRS odpowiadają za ok. 6% całego rynku mieszkaniowego, co wciąż stanowi kroplę w morzu potrzeb. Zainteresowanie inwestorów tym segmentem jest więc bardzo duże. Jesteśmy obecnie w trakcie domykania transakcji pod tego typu projekty w Krakowie (20 tys. mkw.) i Gdańsku (14 tys. mkw.).

Obserwujemy również wzrost zainteresowanie segmentem premium. Inwestorzy traktują go jako rynek bardzo mocno wschodzący o dużym potencjale wzrostowym, który stanowi bezpieczną lokatę kapitału. Podaż tego typu projektów jest jednak wciąż niewielka, głównie ze względu na małą liczbę działek odpowiednich pod takie inwestycje.

Co nas czeka w III i IV kwartale?

Najbliższy kwartał upłynie pod znakiem zmiany dominującej na rynku terenów inwestycyjnych formuły transakcyjnej ze sprzedaży bezpośredniej na sprzedaż pośrednią. Obecnie jesteśmy zaangażowani w kilka procesów tworzenia mariaży deweloperskich bądź dewelopersko-inwestorskich opartych o wspólne przedsięwzięcie, w formule joint venture – m.in. w Warszawie, Łodzi i Wrocławiu. Dotyczą one wspólnej realizacji projektów mieszkaniowo-usługowych, z przewagą części mieszkaniowej. Stanowi to atrakcyjne rozwiązanie w szczególności dla mniejszych deweloperów, którzy borykają się ze spadkiem dynamiki sprzedaży, odpływem klienta indywidualnego (w szczególności w segmencie popularnym), ale również zwiększeniem kosztów obsługi długu (wzrost o ponad 50-60% na przestrzeni trzech kwartałów) czy pozyskaniem finansowania. Najwięksi rynkowi gracze, którzy mają duże banki ziemi i dysponują znaczącym kapitałem, będą natomiast chętniej zawierali umowy o wspólnym przedsięwzięciu, ponieważ umożliwią im one dalsze realizowanie projektów przy jednoczesnym mniejszym zaangażowaniu środków własnych.

Choć obecny rok przedstawia się jako czas wielu wyzwań na rynku gruntów, w III i IV kw. możemy zakładać, że deweloperzy wrócą do aktywności zakupowej, a rynek zacznie się adoptować do nowej sytuacji gospodarczo-politycznej. Z pewnością nie zobaczymy jednak takiego spektakularnego wolumenu transakcji jak w latach 2020-2021, nie jesteśmy również w stanie przewidzieć, jakie długofalowe skutki dla rynku będzie miała wojna w Ukrainie, a także jaki poziom osiągnie wciąż rosnąca inflacja. W 2022 r. będziemy natomiast świadkami większej współpracy inwestorów, deweloperów i właścicieli gruntów przy realizacji nowych projektów – prym będą wiodły transakcje typu joint venture.

Emil Domeracki, Dyrektor działu Gruntów Inwestycyjnych w Colliers

Europejski Bank Centralny: podwyższaj, póki możesz!

  • Na dzisiejszym posiedzeniu EBC ogłosi rozpoczęcie pierwszego cyklu podwyżek stóp procentowych od czasu globalnego kryzysu finansowego. W Allianz Trade oczekujemy, że EBC ogłosi zakończenie skupu aktywów netto i wstępnie zobowiąże się do pierwszej od 11 lat podwyżki stóp procentowych o 25 pb w lipcu. W międzyczasie wszystkie oczy będą zwrócone na ewentualne zmiany wytycznych EBC dotyczących ścieżki normalizacji polityki, w tym na wskazanie przewidywanego tempa i stopy końcowej.
  • Pomimo wysokiej presji inflacyjnej EBC prawdopodobnie będzie kontynuował stopniową, ale zdecydowaną normalizację kursu polityki pieniężnej w II połowie 2022 r. Po lipcu w Allianz Trade spodziewamy się dwóch dodatkowych podwyżek stóp o 25 pb w tym roku (wrzesień i grudzień). Oczekiwania rynkowe dotyczące znacznie bardziej agresywnego tempa normalizacji, w tym podwyżki stóp o 50 pb, wydają się mało prawdopodobne. W końcu średnioterminowe perspektywy inflacji wydają się bardziej ograniczone, a wysoka niepewność co do perspektyw makroekonomicznych wymaga stopniowego działania.
  • W 2023 r. dążenie EBC do normalizacji będzie coraz bardziej wygasać, zanim efektywna stopa procentowa osiągnie neutralny poziom. Oprócz narastających przeszkód dla wzrostu gospodarczego z powodu wyższych w dłuższym okresie cen energii, wąskich gardeł w łańcuchu dostaw i niepewności geopolitycznej, na planach normalizacji EBC zaważy rosnące ryzyko fragmentacji strefy euro. Ponieważ Fed prawdopodobnie wstrzyma się z podwyżkami stóp procentowych w 2023 r., EBC będzie coraz trudniej płynąć pod prąd i kontynuować normalizację. Dlatego też w Allianz Trade przewidujemy tylko dwie podwyżki stóp procentowych w 2023 r. – obydwie powinny mieć miejsce w pierwszej połowie roku.
  • Gdzie ty jesteś, neutralna stopo? Rynki stóp poddały EBC „testowi jastrzębiego nastawienia”, wyceniając podwyżkę stopy o 220 pb w ciągu najbliższych 12 miesięcy – identycznie jak tempo zacieśniania w USA. Za tym kryje się poszukiwanie górnej granicy dla stopy neutralnej, co powoduje również wzrost długiego końca krzywej, gdzie rentowność 10-letnich obligacji przekracza 1,3%. Naszym zdaniem neutralna stopa procentowa znajduje się poniżej obecnych wycen rynkowych i oczekujemy, że 10-letni Bund ustabilizuje się na poziomie 1% na koniec roku.
  • Ryzykowne aktywa pozostaną bardzo wrażliwe na zmieniające się politykę monetarną EBC. Jeśli EBC wyda bardziej jastrzębie stanowisko niż oczekiwano, może to przestraszyć uczestników rynku, prowadząc aktywa ryzykowne w otchłań bessy. W takiej sytuacji ryzyko korporacyjne zostałoby szybko przeszacowane, a podmioty o niższych ratingach miałyby trudności ze znalezieniem finansowania. Jednak bardziej łagodny niż oczekiwano EBC (zgodnie z naszym scenariuszem bazowym) powinien zapewnić pewne wsparcie zarówno dla akcji, jak i kredytów korporacyjnych, zwłaszcza tych o wysokiej rentowności. W tym scenariuszu w Allianz Trade oczekujemy, że europejskie akcje zakończą rok 2022 na poziomie zbliżonym, płaskim poziomie, podczas gdy kredyty korporacyjne klasy inwestycyjnej pozostaną w przedziale (130-160 pb).

Bezprzedmiotowe decyzje w obiegu prawnym

Organy przez lata utrzymują bezprzedmiotowe decyzje w obiegu prawnym, przedsiębiorcy sami walczą o ich wygaszenie.

Na mocy art. 258 § 1 pkt 1 Ordynacji podatkowej, organ który wydał decyzję jest zobowiązany do stwierdzenia jej wygaśnięcia, jeśli stała się bezprzedmiotowa. Pomimo jasnego zobowiązania organy podatkowe nie zawsze je wykonują, utrzymując strony postępowań podatkowych w sytuacji niepewności prawnej. Tak stało się w przypadku przedsiębiorcy, który decyzję o wygaśnięciu swojego długu wobec skarbówki dostał po 10 latach od powstania jednego ze zobowiązań.

Odpowiedzialność solidarna członków zarządu

W październiku 2015 r. naczelnik urzędu skarbowego w Warszawie orzekł o odpowiedzialności solidarnej ze spółką z o.o. członków jej zarządu za blisko 2 mln zł zaległości w podatku VAT. Zaległości dotyczyły rozliczeń za poszczególne miesiące 2011, 2012 i 2013 r.

Jeden z członków zarządu spółki wniósł odwołanie, zarzucając organowi szereg nieprawidłowości przy ustalaniu wysokości zobowiązania i doręczaniu decyzji oraz uniemożliwienie wzięcia czynnego udziału w postępowaniu wymiarowym. Wskazał również, że naczelnik przy doręczaniu decyzji pominął istotny fakt także w postępowaniu egzekucyjnym. Chodziło o ujawnioną w Krajowym Rejestrze Sądowym informację o zawieszeniu przez spółkę działalności w kwietniu 2012 r. oraz wykreśleniu jej z rejestru czynnych podatników VAT. W okresie zawieszenia spółka nie wystawiała więc żadnych faktur na kontrahentów, a jednak zostały one ujęte w decyzji organu.

Wniosek o stwierdzenie wygaśnięcia decyzji

Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w marcu 2016 r. utrzymał w mocy decyzję organu I instancji, potwierdzając istnienie po stronie członków zarządu solidarnej odpowiedzialności za wynoszące niemal 2 mln zł zobowiązania w VAT spółki. Ponadto naliczono ponad 600 tys. zł odsetek i 24 tys. zł kosztów egzekucyjnych. Członek zarządu wniósł skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, którą WSA oddalił w 2017 roku. Podobnie ze skargą kasacyjną uczynił Naczelny Sąd Administracyjny we wrześniu 2019 r. Prawomocny wyrok WSA wpłynął do Izby Administracji Skarbowej w Warszawie w listopadzie 2019 r.

W 2021 r. członkowie zarządu wnieśli do dyrektora izby o stwierdzenie wygaśnięcia decyzji naczelnika urzędu skarbowego z października 2015 r., obejmującego zaległości podatkowe w podatku od towarów i usług za okres od sierpnia 2011 r. do czerwca 2013 r. z uwagi na przedawnienie tych zobowiązań.

Organy „coś” robiły

Dyrektor, przywołując przepisy art. 258 Ordynacji podatkowej, zgodził się z pełnomocnikiem, że organ podatkowy, który wydał decyzję ma obowiązek stwierdzić jej wygaśnięcie, między innymi w sytuacji, gdy ta stała się bezprzedmiotowa. Tłumacząc wieloletnie działania organów w tej sprawie wskazał, że organ egzekucyjny próbował zająć rachunek bankowy spółki celem zaspokojenia zaległych zobowiązań w podatku od towarów i usług, o czym zawiadomił w 2014 r. i bank i spółkę. Ponieważ bank nie odpowiedział, a tym bardziej nie przekazał organowi żadnych środków, należy uznać to zajęcie za nieskuteczne.

Wygaśnięcie decyzji

Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie przyznał, że utrwalona linia orzecznicza sądów przemawia za uznaniem, iż wygaśnięcie zobowiązania pierwotnego dłużnika powoduje wygaśniecie odpowiedzialności za to zobowiązanie osoby trzeciej. W decyzji z 31 stycznia 2022 r. stwierdził więc wygaśnięcie decyzji Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z marca 2016 r., jak i poprzedzającej ją decyzji naczelnika urzędu skarbowego z października 2015 r.

Podsumowanie

We wrześniu ubiegłego roku minęło 10 lat od czasu dokonania przez spółkę pierwszych rozliczeń, których rzetelność zakwestionował organ. W październiku upłynęło 6 lat, odkąd solidarną odpowiedzialnością za zobowiązania spółki zostali obarczeni członkowie jej zarządu. Mimo iż przepisy Ordynacji podatkowej, a więc biblii organów podatkowych, nakazują im eliminowanie z obrotu prawnego decyzji bezprzedmiotowych, to, jak pokazuje przykład tej sprawy, tego nakazu nie wykonują. I choć może się wydawać, że w obliczu wygaśnięcia zobowiązania podatkowego wskutek upływu terminu jego przedawnienia, byłemu członkowi zarządu spółki nic nie grozi, to jednak w jaki sposób może on uzyskać pewność swojego położenia? Czy może być spokojny, że nie ciąży na nim dług, a organy skarbowe w żaden sposób nie będą go egzekwować?

W chwili, gdy organ egzekucyjny zapuka do jego drzwi mógłby wystąpić do skarbówki o wydanie zaświadczenia o niezaleganiu ze spłatą zobowiązań podatkowych. Mógłby, gdyby był podatnikiem. Jednak w tej sprawie obarczony odpowiedzialnością członek zarządu występował jako osoba trzecia. Nie dopełniając więc z urzędu swojego ustawowego obowiązku wygaszania bezprzedmiotowych decyzji po upływie terminu przedawnienia zobowiązań

objętych decyzją, organy skarbowe narażają takie osoby na konieczność podnoszenia zarzutu przedawnienia dopiero w trakcie wszczętego postępowania egzekucyjnego. Zarzutu, którego przecież organ egzekucyjny nie musi uznać, a wtedy były członek zarządu będzie zmuszony wnosić zażalenia, a w przypadku ich bezskuteczności, skarżyć się do sądu.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców.

Polska musi się przygotować na planowany zakaz rejestracji samochodów spalinowych

Według danych z końca maja 2022 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 48 675 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym. Przez pierwsze pięć miesięcy 2022 r. ich liczba zwiększyła się o 9 892 sztuki, tj. o 45% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec maja 2022 r. po polskich drogach jeździło 46 676 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (22 476 szt.) tej części floty pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 24 200 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 999 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec maja składała się z 13 822 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 393 246 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 753 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec maja 2022 r. w Polsce funkcjonowało 2 190 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (4 253 punkty). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W maju uruchomiono 24 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (36 punktów).

– Przegłosowany przez Parlament Europejski zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych to kolejny czynnik, który przyspieszy nieuchronną transformację sektora transportu w Polsce. Obecnie nasz kraj nie jest jednak na nią gotowy pod względem infrastrukturalnym. W ciągu ostatnich dwóch lat liczba osobowych EV przypadających na jedną stację ładowania wzrosła ponad dwukrotnie: z 10 do 21.  Rozbudowa sieci ładowarek do poziomu umożliwiającego elektryfikację floty samochodowej na skalę masową jest projektem długoterminowym, dlatego administracja publiczna powinna wdrożyć niezbędne zmiany już teraz. W pierwszej kolejności konieczne jest skrócenie procedur przyłączeniowych oraz rozwój niezbędnych sieci dystrybucyjnych – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA

– Rośnie liczba rejestracji pojazdów zero- i niskoemisyjnych, jednakże tempo przechodzenia na niskoemisyjną mobilność musi przyspieszyć, bo oczekują tego Komisja Europejska i Parlament Europejski. Jest to również wpisane w Krajowy Plan Odbudowy, gdzie oprócz zapisów dotyczących szybkiego przejścia m.in. na napędy zeroemisyjne, pojawiły się zapisy o wprowadzeniu w najbliższych latach opłaty rejestracyjnej od samochodów spalinowych i od 2026 roku – nowego systemu podatkowego. Będzie to bardzo ważna i trudna dyskusja, bo dotychczas kilkakrotna próba wprowadzenia w Polsce tzw. podatku ekologicznego nie powiodła się. A trzeba podkreślić, że dobrze skonstruowany i akceptowalny społecznie nowy system podatkowy z całą pewnością będzie wspierał wymianę floty na pojazdy niskoemisyjne, co przyczyni się do obniżenia szkodliwych emisji i będzie bardzo korzystne dla środowiska – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM. licznik elektromobilnosci

ABB ma pomóc w budowie globalnej sieci stacji do ładowania Shell

  • Biznes E-mobility ABB zawarł globalną umowę ramową (GFA) z Shell na dostawę pełnego portfolio rozwiązań do ładowania pojazdów elektrycznych
  • Wśród rozwiązań ABB znajdzie się m.in. stacja Terra 360, czyli najszybsza na świecie ładowarka typu all-in-one

Globalna umowa ramowa między ABB i Shell obejmuje kompleksowe portfolio rozwiązań ładowania w technologiach prądu stałego (DC) i przemiennego (AC) – od ładowarek naściennych AC typu wallbox dla zastosowań w domu, w miejscu pracy i instalacji komercyjnych, po ładowarkę dużych mocy Terra 360 dla stacji paliw, miejskich punktów ładowania, parkingów czy aplikacji flotowych.

Współpraca obu firm ma być odpowiedzią na największe obecnie wyzwania związane z adopcją technologii elektromobilności. Pierwszym jest dostępność infrastruktury do ładowania – Shell chce uruchomić ponad 500 tys. punktów ładowania do 2025 roku i ponad 2,5 mln do 2030 roku, zarówno przy zabudowie mieszkaniowej i komercyjnej, jak również na własnych stacjach paliw. Drugim wyzwaniem jest szybkość ładowania. W tym przypadku odpowiedzią będą wykorzystywane w sieci Shell ładowarki w technologii DC, szczególnie te o mocy 360 kW. – Dostęp do pełnego portfolio ABB umożliwia naszemu partnerowi dopasowanie najbardziej odpowiedniego rozwiązania do konkretnej aplikacji – mówi Krzysztof Marat, dyrektor biznesu elektromobilności ABB w Polsce. – Cieszymy się , że możemy pomagać Shell w tworzeniu nowoczesnej sieci stacji do ładowania. W tym procesie Shell może liczyć na doradztwo i serwis również ze strony naszego lokalnego zespołu.

W maju ABB i Shell ogłosiły plany uruchomienia pierwszej ogólnokrajowej sieci szybkich ładowarek Terra 360. Sieć powstanie w Niemczech i będzie obejmować ponad 200 urządzeń dużych mocy, mogących w mniej niż 3 minuty uzupełnić energię pozwalającą na przejechanie dodatkowych 100 km, a w czasie krótszym niż kwadrans – naładować samochód „do pełna”1. Stacje będą zasilane energią pochodzącą z odnawialnych źródeł. – Jako globalny lider w rozwiązaniach dla infrastruktury EV, wierzymy że tam gdzie spotyka się innowacja ze współpracą, można skuteczniej przeciwdziałać zmianom klimatu, robiąc kolejny krok w kierunku niskoemisyjnego społeczeństwa – powiedział Frank Muehlon, dyrektor ABB E-Mobility. – Sektor transportu jest odpowiedzialny za około 29 proc. światowej emisji, więc współpraca nad transformacją nigdy nie była tak istotna jak dziś.

ABB jest preferowanym dostawcą największych producentów pojazdów elektrycznych i operatorów krajowych sieci EV. Firma sprzedała już ponad 680 tys. ładowarek na ponad 85 rynkach, w tym ponad 30 tys. szybkich stacji DC.

1 Oczekiwany czas ładowania dla pojazdów elektrycznych nowej generacji, które zgodnie z przewidywaniami będzie można ładować z mocą 360 kW. Ogólnie rzecz biorąc, maksymalna szybkość ładowania różni się w zależności od modelu auta, podobnie jak zużycie energii na każdy przejechany kilometr. Rzeczywista szybkość ładowania i zużycie energii na kilometr zależne są również od takich czynników jak temperatura otoczenia i poziom naładowania akumulatora w momencie ładowania.

Ponad połowa Polaków chce płacić kartami, smartfonami i smartwatchami podczas podróży zagranicznych

Wraz z wygasaniem pandemii, Polacy są chętni, aby za granicą spędzić urlop lub wyjechać do innego kraju na tzw. „city break”. Podczas takich podróży polscy podróżni chcieliby płacić kartami lub smartfonami/smartwatchami – takie wnioski płyną z ogłoszonych właśnie przez Visa wyników badania Visa CEE Travel and Payment Intentions Study 2022, obejmującego osiem rynków Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polskę[1].

Podróże zagraniczne nierozerwalnie wiążą się z płatnościami w obcej walucie, które można wykonywać na wiele sposobów. 55% Polaków spytanych o to w badaniu Visa wskazało, że podczas podróży zagranicznych chciałoby płacić przy użyciu kart lub smartfonu/smartwatcha. Trend ten rozwinął się w czasie pandemii, kiedy konsumenci częściej robili zakupy w internecie i płacili kartami w sklepach. Przyzwyczajenie do płacenia w cyfrowy sposób jest widoczne w wyborze metod płacenia podczas wyjazdów za granicę. Polacy, którzy w takich sytuacjach wybierają kartę lub smartfon/smartwatch cenią te metody płatności za wygodę (74%), szybkość (68%) i brak ryzyka utraty gotówki (45%), a także za bezpieczeństwo (42%) oraz brak konieczności wymiany gotówki na lokalną walutę (40%).

– Wyniki badania Visa pokazują, że Polacy podróżujący za granicę chętnie wybierają płatności kartą lub smartfonem/smartwatchem: ponad połowa polskich respondentów wskazała, że chciałaby płacić właśnie w ten sposób. Dzięki innowacyjnej globalnej sieci Visa każdy może płacić szybko, wygodnie i bezpiecznie w przeszło 100 milionach sklepów w ponad 200 krajach świata – powiedział Adrian Kurowski, dyrektor Visa w Polsce.

Interesujące jest także to, że zdecydowana większość Polaków (81%) używa tej samej karty do płacenia w kraju i za granicą, a tylko 19% Polaków korzysta z innej karty podczas podróży zagranicznych. Zapytani o powody takiego stanu rzeczy, Polacy wskazywali poczucie większego bezpieczeństwa wynikające z tego, że nie płacą swoją „główną” kartą (38%), lepsze kursy wymiany walut (35%), dostęp do wielu różnych walut (28%), a także lepszą kontrolę wydatków (26%). Ponadto 37% polskich respondentów zadeklarowało, że podczas wyjazdów zagranicznych chętnie zapłaci kartą w sposób zbliżeniowy, a jedna piąta (20%) chciałaby płacić zbliżeniowo swoim smartfonem lub smartwatchem.

Na wakacjach lub podczas weekendowego wypadu do miasta za granicą Polacy chcieliby płacić kartą albo smartfonem/smartwatchem. A gdzie najczęściej wydają pieniądze? Na stacjach benzynowych (74% łącznych wskazań dla kart i smartfonów/smartwatchów), w aptekach i drogeriach (70%), sklepach spożywczych, restauracjach i centrach handlowych (po 66% w każdym z tych miejsc), a także płacąc za rozrywkę, w tym zwiedzanie muzeów, galerii i parków rozrywki (60%).

Polacy wracają do podróży zagranicznych

W 2022 roku Polacy chcieliby spędzić urlop za granicą (dłuższy niż 3 doby) – taki wyjazd planuje w tym roku ponad 40% naszych rodaków. Podobnie odpowiadali Czesi i Bułgarzy (odpowiednio 41% i 42%), jednak w tym względzie znacznie ustępując Słoweńcom (62%) i Rumunom (50%). Kolejnym powodem wyjazdu za granicę są krótkie wypady weekendowe, tzw. „city breaks”. Tego rodzaju wyjazd planuje ponad 25% polskich respondentów, co jest porównywalne do deklaracji Czechów. Znacznie częściej zamiar takiego wyjazdu wskazywali Słoweńcy (44%), a także Chorwaci (41%).

– Visa od dawna jest zdania, że podróże i turystyka niosą ze sobą wiele dobrego. To ważny czynnik, który przyczynia się do rozwoju gospodarczego i tworzenia miejsc pracy, a jednocześnie pozwala zrozumieć i docenić kulturowe bogactwo otaczającego nas świata. Nasze badanie dowodzi, że Polacy w tym roku chcą wrócić do zwiedzania świata, tak jak to robili przed pandemią. Powrót do podróżowania – bez względu na to, czy jest spowodowany dłuższym wyjazdem urlopowym czy krótkim wypadem na weekend – sugeruje, że polscy konsumenci nabierają poczucia pewności. Dzięki temu zwiększy się liczba płatności międzynarodowych, co może przyczynić się do ożywienia w wielu branżach, w tym w sektorze turystycznym – dodał Adrian Kurowski.

Z badania Visa wynika, że około 52% Polaków chce w tym roku choć raz pojechać na wakacje. Podobnie myślą Węgrzy (50%), Czesi (50%) i Słowacy (47%). Z kolei 36% Polaków wskazało, że na urlop pojadą nawet częściej – dwa lub trzy razy. Ponad jedna trzecia (36%) Polaków zwykle planuje swoje podróże wakacyjne z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a 29% planuje wyjazdy na około miesiąc do przodu. W 2022 roku najpopularniejsze kierunki urlopowe dla naszych polskich obywateli to Chorwacja i Włochy (oba kraje po 26%), Grecja i Hiszpania (oba kraje po 25%), a także Egipt (14%).

Polacy chcieliby także „doładować baterie” w 2022 roku podczas krótkich wypadów weekendowych do miast w innych krajach (tzw. „city breaks”). Główne kierunki takich wyjazdów to Praga i Berlin (po 31% wskazań), Londyn (25%), a także Paryż i Wiedeń (po 24% wskazań). Aż 45% Polaków chciałoby w tym roku na krótko odwiedzić 2 lub 3 zagraniczne miasta, a prawie 38% zamierza zrealizować jeden taki wyjazd. Jeśli chodzi o planowanie tych wyjazdów, to 30% naszych rodaków robi to mniej więcej z miesięcznym wyprzedzeniem, a ponad 21% na tydzień lub dwa przed wyruszeniem z domu.

Z kolei wyjazdy służbowe nie cieszą się wielką popularnością. Tylko nieco ponad 6% Polaków deklaruje w tym roku podróże takiego rodzaju, przy czym 37% badanych planuje w tym roku 2 lub 3 takie wyjazdy, a nieco ponad 19% uważa, że w 2022 roku odbędzie tylko jedną taką podróż.

[1] Badanie Visa CEE Travel and Payment Intentions Study 2022 objęło następujące kraje: Polska, Czechy, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Słowenia i Chorwacja. Przeprowadziła je firma badawcza Valicon w kwietniu i maju 2022 roku na reprezentatywnej próbie 1000 respondentów (18-65 lat) w każdym z tych krajów.

Czy EBC sprosta oczekiwaniom rynkowym?

Pojawiają się głosy, że dziś możemy zobaczyć podwyżkę stóp procentowych w strefie euro. Oczekiwania te jednak zostaną prawdopodobnie zawiedzione, pomimo ostatnich jastrzębich komentarzy z EBC. Pierwszy ruch ze strony Rady Prezesów będzie miał miejsce w lipcu. Rynki czekają na potwierdzenie takiego scenariusza wydarzeń.

Czego zatem możemy się spodziewać po dzisiejszym posiedzeniu EBC? Przede wszystkim decyzji o zakończeniu skupu aktywów na początku III kwartału. Ponadto, jasnego sygnału, że kluczowa stopa zostanie podniesiona w lipcu, a od września stopa depozytowa nie będzie już ujemna, czyli że kolejny ruch nastąpi zaraz we wrześniu. W świetle ostatnich komentarzy wielu członków Rady Prezesów, można się spodziewać takiego sygnału.

Wielką niewiadomą pozostaje zakres i tempo podwyżek w długim terminie. W tym przypadku przedstawiciele banku nie są jednomyślni. Tutaj EBC pewnie będzie uzależniać to od napływających danych makro. Dziś dostaniemy nowe prognozy od banku. Uwagę skupi głownie inflacja.

Decyzja lipcowa oraz zakończenie skupu aktywów jest już mocno w cenach. Potwierdzenie tego na konferencji powinno stanowić neutralną wiadomość dla euro. Ważniejsze będą wskazówki EBC dotyczące przyszłych zmian stóp procentowych.

Z pewnością rozczarowaniem dla rynku będzie jeśli EBC zajmie ponownie ostrożne stanowisko i pokaże, że kładzie nadal duży nacisk na zagrożenia dla gospodarki wynikające z ewentualnego kryzysu energetycznego. Jeśli w ten sposób zostaną zinterpretowane słowa Lagarde, wówczas spadki EUR/USD poniżej 1,0635 są możliwe. Wyjście głównej pary walutowej powyżej 1,08 nie jest oczywiście wykluczone, jednak musielibyśmy otrzymać coś ekstra, z pewnością więcej konkretnych informacji niż te, które uzyskaliśmy ze słynnego wpisu na blogu europejskiej instytucji.

Autor: Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Euro czeka na sygnał z EBC dot. podwyżek stóp

Spodziewamy się, że Europejski Bank Centralny potwierdzi na zebraniu 9.06 jastrzębi zwrot i zasygnalizuje, że w drugiej połowie 2022 r. strefę euro najprawdopodobniej czekają agresywne podwyżki stóp. Reakcja kursu EUR/USD i USD/PLN powinna zależeć od tego, jak silny będzie to sygnał.

Od jakiegoś czasu zwracamy uwagę, że EBC znacznie odstaje od innych banków centralnych pod względem podnoszenia stóp procentowych w trwającym globalnie cyklu zacieśniania i że obecna polityka banku nie jest dostosowana do realiów gospodarczych. Ostatnim dowodem na to jest raport o inflacji w strefie euro w maju, który pokazał rekordową dynamikę cen na poziomie 8,1%. Presja inflacyjna nabudowuje się, a ostatnie dane dotyczące aktywności gospodarczej utrzymują dość wysoko – sprawia to, że uczestnicy rynku raczej nie mają wątpliwości, że latem nadejdą podwyżki stóp.

Podwyżka w lipcu byłaby zgodna z planem

Bank zobowiązał się do zakończenia skupu aktywów przed podwyżkami stóp procentowych, zatem na zebraniu w tym tygodniu nie jest spodziewane ich podniesienie – my również uważamy to za wysoce nieprawdopodobne.

Prezeska EBC Christine Lagarde potwierdziła jednak w maju, że na wzrosty stóp nadchodzi pora – EBC „prawdopodobnie będzie mógł wyjść ze środowiska ujemnych stóp przed końcem III kwartału”. Kilku innych decydentów wypowiadało się podobnie jastrzębio. Naszym zdaniem oznacza to, że EBC ogłosi formalne zakończenie programu skupu aktywów (APP) 1.07 i tym samym utoruje drogę do pierwszej od ponad dekady podwyżki stóp podczas zebrania Rady Prezesów 21.07.

Obecnie rynki wyceniają w pełni podwyżkę stopy depozytowej o 25 pb. w przyszłym miesiącu, widzą też pewną – dość ograniczoną – szansę na większą podwyżkę. Podwyżki o co najmniej ćwierć punktu procentowego na zebraniach w lipcu i wrześniu stanowią minimum do wyjścia z ujemnych stóp procentowych przed końcem III kwartału.

Szansa na pozytywny sygnał dla euro

Podejrzewamy, że większość członków Rady Prezesów będzie wspierać mały wzrost stóp na początek, a jednocześnie uważamy, że decydenci będą otwarci na dyskusję o podwyżkach o 50 pb. na późniejszych posiedzeniach. Wskazanie w czwartek 9.06 przez EBC, że w drugiej połowie roku możliwe są większe ruchy, byłoby wyraźnym pozytywnym sygnałem dla euro, wspierającym wzrost pary EUR/USD i spadek USD/PLN.

Jeśli Lagarde nie wykluczy ruchu o 50 pb. w lipcu, prawdopodobnie w czwartek euro otrzyma wsparcie, gdy cała krzywa wzrośnie, obrazując rosnące oczekiwania rynku wobec podwyżek. Bardziej ostrożne podejście do stóp procentowych, które mogłoby ponownie wzbudzić obawy dotyczące perspektyw wzrostu i ryzyka recesji, byłoby odebrane jako negatywne dla waluty.

Ostatecznie uważamy, że istnieje przestrzeń, by EBC przekroczył oczekiwania rynkowe w tym roku, co jest naszym zdaniem korzystne dla euro. Niemniej warto wspomnieć, że luka między oczekiwaniami rynku i naszymi zmniejszyła się w ostatnich tygodniach i kontrakty swap wyceniają ok. 130 pb. podwyżek do końca roku wobec 50 pb. na początku kwietnia.

Jak zmienią się prognozy inflacji?

Poza komentarzami dotyczącymi stóp procentowych rynek będzie uważnie przyglądać się również zrewidowanym projekcjom makroekonomicznym, które mogą w czwartek wpłynąć na euro. Wskaźniki inflacji w strefie euro w ostatnich miesiącach zaskakiwały w górę, więc prawdopodobna jest kolejna rewizja w górę prognozy inflacji w tym roku. Wzrost miary bazowej do 3,8% w maju wskazuje, że presja cenowa się rozszerza, a wyższe ceny surowców i słabsze euro od czasu ostatniej prognozy w marcu również wspierają inflację. Spodziewamy się, że średnia projekcji inflacji HICP zostanie zrewidowana z 5,1% do ponad 6% w 2022 r. i być może lekko w górę na lata 2023–2024.

Nasiliły się również ryzyka dla wzrostu gospodarczego, do których należą w szczególności gwałtowny wzrost cen w strefie euro i zakłócenia dostaw energii z Rosji. Podkreślamy jednak, że wskaźniki ekonomiczne utrzymywały się na stosunkowo dobrym poziomie, co sugeruje, że obawy dotyczące recesji w strefie euro w dalszej części roku są przesadzone. Spodziewamy się, że zostanie to odzwierciedlone w nieco mniejszej, niż zakłada obecnie większość ekonomistów, korekcie w dół prognoz wzrostu na 2022 i 2023 r. Niemniej niezbyt imponujące osiągnięcia EBC w zakresie prognoz oznaczają, że reakcja rynków na nie prawdopodobnie będzie ograniczona.

Wykres 1: Projekcje inflacji HICP EBC (marzec 2022)Projekcje inflacji HICP EBC (marzec 2022)

Źródło: Europejski Bank Centralny Data: 07.06.2022

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek o godz. 13:45, a konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Polacy podążają bardziej za promocją niż za szyldem sklepu

Polacy częściej niż rok temu robią zakupy w dyskontach. Ale są wobec nich coraz mniej lojalni. Biedronka znowu liderem. Netto w mocnej ofensywie. 

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, która przenalizowała zachowania ponad 1,2 mln konsumentów, w tym roku do Biedronki poszło ponad 91% klientów wszystkich dyskontów spożywczych. Ale największy wzrost penetracji tego rynku odnotowało Netto, poprawiając swój ubiegłoroczny wynik o przeszło 11 p.p. Podobnie sytuacja wygląda z udziałem w ruchu. Pod tym względem liderem jest Biedronka, która odpowiadała ostatnio za przeszło 64% wizyt w tym segmencie. Z kolei łączny ruch w sklepach najbardziej zwiększył się w Netto, bo o blisko 3 p.p. Według zebranych danych, klienci częściej niż rok wcześniej robią zakupy w dyskontach. Jednocześnie widać coraz mniejszą lojalność wobec dyskontów.

Podział rynku

Obserwacja ruchu ponad 1,2 mln konsumentów w blisko 6 tys. placówek dyskontów, prowadzona w pierwszych osiemnastu tygodniach tego i ubiegłego roku, pokazała, jaka część klientów tego segmentu była co najmniej raz w sklepie danej sieci. Pozycję zdecydowanego lidera utrzymała Biedronka z penetracją rynku na poziomie 91,5% (rok wcześniej – 88,8%). Za nią plasuje się Lidl – 59,7% (poprzednio – 59,1%), Netto – 32% (20,5%), a także Aldi – 16,9% (rok wcześniej był to 13,5%).

– Z perspektywy wzrostu penetracji rynku, czyli wskaźnika Share of Shoppers, zdecydowanie największym wygranym ostatniego roku jest sieć Netto. To ona, m.in. za sprawą ambitnej strategii ekspansji i przejęcia byłych sklepów Tesco, najbardziej powiększyła swój udział w bazie klientów i swoją penetrację rynkową, bo aż o 11,5 p.p. – komentuje Mateusz Chołuj, szef zespołu firmy technologicznej Proxi.cloud.

Jak zaznacza Chołuj, w 2021 roku Biedronka docierała już do blisko 89% klientów dyskontowych. Mimo tego udało się jej jeszcze bardziej zwiększyć penetrację rynku dyskontów, tj. o 2,7 p.p. Ekspert podkreśla również, że do weryfikacji pozostaje, jak zmienił się udział klientów sieci w całym segmencie spożywczym, za sprawą otwarcia nowych placówek w mniejszych miejscowościach.

– Lidl nadal jest drugą największą siecią dyskontów. Jednak pozostaje zdecydowanie w tyle, jeśli chodzi o tempo wzrostu. Spośród przebadanych podmiotów ma najniższy wzrost Share of Shoppers, w ciągu roku wskaźnik podskoczył jedynie o 0,5 p.p. – informuje Adam Grochowski, analityk z Proxi.cloud.

Autorzy raportu omawiają też łączny ruch w sklepach (wskaźnik Share of Footfall). Wiemy więc, że ostatnio Biedronka odpowiadała za 64,2% wszystkich wizyt w dyskontach spożywczych (w analogicznym okresie ub.r. – 64,1%). Dalej w zestawieniu widnieje Lidl – 21,5% (wcześniej – 25,1%), Netto – 10,4% (7,4%), a także Aldi – 3,9% (poprzednio 3,3%).

– Patrząc na rynek dyskontów rok do roku, swój udział w łącznym ruchu najbardziej zwiększyła duńska sieć Netto, bo o 2,9 p.p. Natomiast Lidl jako jedyny z czterech badanych graczy odnotował spadek w tym zakresie – o 3,6 p.p. Ale ta niemiecka sieć wciąż pozostaje na drugim miejscu, z wynikiem ponad dwa razy większym niż trzecie w zestawieniu Netto – analizuje Adam Grochowski.

Częstsze zakupy

Z myślą o raporcie przeprowadzono także analizę częstotliwości wizyt w badanych dyskontach. Wyznaczono 3 grupy kupujących, do których przypisano konkretnych konsumentów, ze względu na częstotliwość zakupów. Została ona określona jako wysoka (wizyty w sklepach danej sieci częściej niż raz na tydzień), średnia (częściej niż raz na miesiąc, ale nie częściej niż raz na tydzień) oraz niska (raz na miesiąc lub rzadziej).

– Ludzie kupują w tego typu placówkach zdecydowanie częściej niż przed rokiem. 28,2% klientów dyskontowych odwiedza takie sklepy co najmniej raz w tygodniu. To oznacza wzrost o 7,3 p.p. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, kiedy wynik wyniósł 20,9% – podkreśla Mateusz Chołuj.

Do tego z badania wynika, że rdr. skurczyła się grupa klientów robiących zakupy średnio częściej niż raz na miesiąc, ale nie częściej niż raz na tydzień. Ostatnio było ich 35,3%, a rok wcześniej – 36,2%. Ponadto w tym samym czasie zmniejszył się udział shopperów odwiedzających sklepy średnio raz na miesiąc lub rzadziej. Tegoroczny wynik to 36,4%, a z analogicznego okresu ub.r. – 42,8%.

– Pod względem częstotliwości zakupów klientów sieci dyskontów spożywczych plasują się analogicznie do udziałów rynkowych. Niekwestionowanym liderem pozostaje Biedronka z udziałem kupujących często i umiarkowanie często na poziomie 54,4%. Na drugim miejscu jest Lidl – 30,9%, a po nim – Netto – 24,8%, jak również Aldi – 16,2%. Każda sieć dyskontowa zaliczyła wzrost udziału shopperów kupujących często i umiarkowanie często – informuje Adam Grochowski.

Lojalność w dół

Z zebranych danych wynika również, że rdr. zmniejszyło się przywiązanie klientów do konkretnych sieci dyskontowych. Wyraźnie przedstawia to indeks lojalności kupujących (wskaźnik Shoppers Loyalty Index). Dla Biedronki wyniósł on ostatnio 32,4% (w analogicznym okresie ubiegłego roku – 41,8%). Tym samym niemal co trzeci klient tej sieci nie odwiedził w badanym okresie żadnego sklepu będącego konkurencją na rynku dyskontów. Natomiast tegoroczny wskaźnik dla Lidla to 9% (poprzednio – 15%), Netto – 6,2% (8,7%), a Aldi – 4,8% (wcześniej 8,3%).

– Drastycznie spadła lojalność klientów dyskontów, właściwie każda sieć zanotowała spadek Shopper Loyalty Index w porównaniu z rokiem poprzednim. Może to świadczyć o większej mobilności społeczeństwa, ale prawdopodobnie głównym czynnikiem spadku lojalności jest obecna sytuacja makroekonomiczna. Ona zachęca i zmusza coraz większą część klientów do poszukiwania okazji. Kupujący zatem w coraz większym stopniu idą za promocją bardziej niż za szyldem sklepu – stwierdza szef zespołu Proxi.cloud.

Według Adama Grochowskiego, z jednej strony różnice w lojalności bazy klientów poszczególnych sieci świadczą o sile szyldu, z drugiej zaś – o atrakcyjności promocji i efektywności ich komunikacji. Ale w dużej mierze są też wypadkową strategii ekspansji danej sieci. Firmy stawiające swoje sklepy w obszarach o gęstym zaludnieniu konkurują z większą liczbą placówek i przyciągają klientów mniej lojalnych. Oni, w porównaniu z mieszkańcami słabiej zaludnionych obszarów, mają do dyspozycji więcej sklepów w swoim pobliżu.

Badanie zostało przeprowadzone w oparciu o dane dla pierwszych osiemnastu tygodni br. (3.01-8.05) z odniesieniem do analogicznego okresu ub.r. (4.01-9.05).

Łącznej obserwacji poddano ponad 1,2 mln. Polaków korzystających z usług sieci dyskontowych, w tym w blisko 6 tys. placówek na terenie 16 województw. Spośród nich zarejestrowano prawie 570 tys. klientów tego formatu w jednym z badanych okresów.

Dane zgromadzono, stosując autorską technologię opartą o geofencing – czyli metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (od 2 do 20 metrów, w zależności od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Dodatkowo znany jest również czas przebywania badanych osób w konkretnej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników danych POS. Wizyta klienta w sklepie musiała trwać co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny, aby wejście użytkownika w geofence zostało zarejestrowane.

Brak konkretów w komunikacie RPP, dziś czekamy na decyzję EBC

RPP podnosi stopy procentowe zgodnie z konsensusem. Brak jednak jakichkolwiek konkretów w komunikacie opublikowanym po posiedzeniu i nie spodziewałbym ich się na dzisiejszym wystąpieniu prezesa. Dziś czekamy na decyzję EBC.

Bez niespodzianek

Wczoraj RPP postanowiła nieco uprzykrzyć dzień milionom Polaków w niecałą godzinę przed wyjściem z pracy. Około 15:30 dowiedzieliśmy się o podwyżce stóp procentowych o 75 pb., dobijając tym samym do okrągłej szóstki. Patrząc na wykresy polskiego złotego do głównych walut, wyciągnąć można jeden wniosek. Skoro zmiana wysokości stóp była zgodna z prognozami, to od dawna była wliczona w cenę. Po „werdykcie” rodzima waluta zaczęła tracić do EUR, USD, GBP i CHF. Na usta nasuwa się powiedzenie: „Chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze”.

Brak konkretów w komunikacie RPP

Czytając opublikowaną przez RPP informację po posiedzeniu z 08.06.2022, nie dowiedziałem się niczego nowego. Przeczytać w nim możemy o przyczynach inflacji powtarzanych jak mantra we wszystkich mediach. Rada Polityki Pieniężnej ponownie zwraca uwagę na dobrą kondycję polskiej gospodarki, wyróżniając rosnące zatrudnienie w Polsce, wyraźny wzrost wynagrodzeń i spadek bezrobocia. „Dobrobyt” podsumowuje wzrostem PKB, który w I kwartale wyniósł 8,5%. W całym dokumencie zainteresowało mnie zdanie: „NBP wraz z wygasaniem wpływu szoków obecnie podbijających ceny będzie oddziaływać w kierunku stopniowego obniżania się inflacji w kolejnych latach”. Wygląda na to, że NBP jak i my wszyscy, póki co musimy oswoić się z dwucyfrową inflacją. Aby przejść do jej obniżania, wypadałoby ją na początku zatrzymać, co będzie pierwszym sukcesem. Drugi to zejście do jednocyfrowego poziomu, a dopiero później będziemy mogli myśleć o osiągnięciu celu inflacyjnego, który przypomnę, wynosi 2,5% z przedziałem odchyleń plus minus 1 punktu procentowego. Patrząc na powyższe zdania obawiam się, że słowo inflacja widoczne będzie na pierwszych stronach głównych mediów przez długie lata. Oby jej angielski odpowiednik nie stał się najczęściej wpisywanym hasłem w wyszukiwarce Google.

Czy doczekamy się zmian?

Dziś po południu czekamy na decyzję w sprawie stopy refinansowanej i depozytowej dla strefy euro. Przypomnijmy, że Christine Lagarde niedawno zapowiedziała podwyższanie stóp procentowych oraz zakończenie programów luzowania ilościowego w eurozonie. Zapomniała jednak podać daty tych wydarzeń. Mimo to dziś na wykresie EUR/USD czuć wyczekiwanie na jastrzębie podejście EBC i wystrzał euro. Od wczorajszego południa na głównej parze walutowej świata znajdujemy się powyżej 1,07$. Momentami dochodziliśmy nawet do poziomu prawie 1,075$. Czy dzisiejsza decyzja EBC umocni wspólną walutę, przekonamy się o 13:45, jednak pamiętajmy o jutrzejszym odczycie inflacji konsumenckiej w USA, która może wywrócić dzisiejsze ruchy na eurodolarze o 180 stopni.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – Decyzja ws. stóp procentowych w strefie euro

14:30 – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

ServiceNow otwieraja biuro w Polsce

ServiceNow (NYSE: NOW), firma specjalizująca się w dziedzinie zarządzania rozwiązaniami digital workflow, poinformowała dziś, że rozszerza działalność w regionie Europy Środkowo-Wschodniej otwierając w Polsce biuro z regionalnym kierownictwem.

Warszawskie biuro będzie centrum specjalistycznej wiedzy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który obejmuje również takie rynki, jak Czechy, Słowacja, Rumunia, Węgry i Grecja. W ramach ekspansji firma mianowała Markusa Kempkesa dyrektorem na Europę Środkowo-Wschodnią, a Macieja Ostrowskiego — dyrektorem ds. sprzedaży, odpowiedzialnym za rozwój i działalności firmy w Polsce.

Markus Kempkes, który pracuje w ServiceNow od niemal trzech lat, dotychczas kierował organizacją Customer Outcomes w Europie Środkowej, powiedział: „Po wieloletniej pracy w regionie darzę wielką sympatią Polskę i jej mieszkańców. Cieszę się, że będę mógł wykorzystać swoje doświadczenia, aby wspierać polskie firmy w lepszej organizacji pracy i pomagać im tworzyć wyjątkowe doświadczenia dla klientów i pracowników”.

Nowe biuro i nowa kadra zarządzająca to wyraz długofalowego zaangażowania w polski rynek technologii informatycznych i komunikacyjnych (ICT), jeden z największych w Europie Środkowo-Wschodniej. Nowi i dotychczasowi klienci będą mogli korzystać z  bezpośredniego dostępu do platformy ServiceNow w języku polskim, a także kontaktować się z lokalnym zespołem, który rozumie specyfikę kluczowych branż w regionie, takich jak usługi finansowe, technologiczne, komunalne czy też sektor publiczny.

Maciej Ostrowski, który przeszedł do ServiceNow z firmy Oracle, gdzie kierował działem ds. rozwiązań korporacyjnych, powiedział: „Polska gospodarka i firmy zmieniają się. Rynek potrzebuje innowacyjnych, elastycznych rozwiązań oferowanych przez ServiceNow, aby stawić czoła obecnym wyzwaniom i dalej się dynamicznie rozwijać. Właśnie dlatego jestem dumny, że będę częścią nowego polskiego oddziału ServiceNow.
Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co wspólnie osiągniemy”.

Zostały 3 tygodnie na zgłoszenie źródła ogrzewania domu. Co grozi tym, którzy to zlekceważą?

Kto do końca czerwca nie zadeklaruje, czym ogrzewa swój dom lub mieszkania, zapłaci grzywnę w wysokości nawet 500 zł – przypominają eksperci portalu GetHome.pl. Wygląda na to, że wielu właścicieli i zarządców budynków ignoruje ten obowiązek.

Na złożenie deklaracji „o użytkowanych źródłach ciepła i spalania paliw do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB) właściciele i zarządcy wszystkich budynków mieli aż 12 miesięcy. Pod koniec ubiegłego roku zwracaliśmy jednak uwagę, że nie palą się oni do tego. A wskazywało na to bardzo wolne tempo rejestracji źródeł ogrzewania – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Z uzyskanych przez ten portal danych z Geoportal.gov.pl wynika, że samych budynków mieszkalnych jest w naszym kraju ponad 6,2 mln. Tymczasem – jak podawał Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) – po czterech miesiącach do CEEB trafiło ok. 440 tys. deklaracji CEEB.  Oczywiście dziś te statystyki wyglądają dużo lepiej, bo GUNB mówi o 4,2 mln deklaracji, z czego ok. 4 mln dotyczy budynków mieszkalnych jednorodzinnych i wielorodzinnych oraz budynków zbiorowego zamieszkania, czyli m.in. hoteli, pensjonatów, akademików i domów wczasowych.

GUNB prowadzi „Ranking Gmin”, z którego możemy się dowiedzieć, ile deklaracji składanych jest w poszczególnych gminach. Okazuje się, że np. w gminie Prochowice na Dolnym Śląsku deklarację CEEB złożyło 112 z 1934 właścicieli budynków, czyli zaledwie 5%! W podwarszawskim Otwocku ten odsetek wynosi z kolei tylko 15%.

Gminy z najmniejszą liczbą złożonych deklaracji CEEB (stan z 6 czerwca 2022 r.)

Gmina Liczba punktów adresowych Liczba punktów adresowych z co najmniej 1 złożoną deklaracją Poziom wypełnienia bazy CEEB
Prochowice

Dolnośląskie

 

1934 112 5%
Olszanica

Podkarpackie

 

1413 189 13%
Zwierzyniec

Lubelskie

 

2594 357 13%
Rzezawa

małopolskie

3713 517 13%
Moszczenica

małopolskie

 

5963 871 14%
Zwoleń

podkarpackie

 

9669 1375 14%
Trzcińsko-Zdrój

zachodniopomorskie

 

1147 173 15%
Otwock

mazowieckie

 

9986 1592 15%
Mikołajki

warmińsko-mazurskie

 

2120 343 16%
Popielów

opolskie

 

2788 451 16%

 

Na drugim biegunie jest dolnośląska gmina Zawidów, w której 91% budynków jest w Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków.

Gminy z największą liczbą złożonych deklaracji CEEB (stan z 24 lutego 2022 r.)

Gmina Liczba punktów adresowych Liczba punktów adresowych z co najmniej 1 złożoną deklaracją Poziom wypełnienia bazy CEEB
Zawidów

dolnośląskie

 

699 638 91%
Siennica Różana

lubelskie

 

1538 1293 84%
Szczuczyn

podlaskie

 

1471 1235 83%
Brzeźnica

lubuskie

 

928 725 78%
Mędrzechów

małopolskie

 

930 722 77%
Piwniczna-Zdrój

małopolskie

 

3054 2296 75%
Skomlin

łódzkie

 

1001 758 75%
Pawłów

świętokrzyskie

 

4336 3126 72%
Słopnice

małopolskie

 

1730 1248 72%
Kolno

podlaskie

 

1573 1145 72%

 

Jest raczej mało prawdopodobne, że do końca czerwca wszyscy właściciele i zarządcy budynków zarejestrują wykorzystywane w nich źródła ciepła. Być może nie wszyscy zdają sobie sprawę, że chodzi nie tylko o kotły czy piece, ale także tzw. kozy oraz bojlery – komentuje ekspert GetHome.pl.

Według niego, powszechne ignorowanie obowiązku rejestracji źródeł ogrzewania może też świadczyć o tym, że rządowi nie udało się przekonać Polaków, że dzięki gromadzonym w CEEB informacjom możliwa będzie bardziej skuteczna walka ze smogiem i ubóstwem energetycznym. Pamiętajmy, że – jak podaje Eurostat – przeszło 3% mieszkańców naszego kraju nie może sobie pozwolić na odpowiednie ogrzanie swoich domów i mieszkań.

Niestety, najprawdopodobniej część właścicieli domów ogrzewanych tzw. kopciuchami, nie chce się ujawnić. Palenie śmieci, w tym różnego rodzaju tworzyw sztucznych, jest w naszym kraju popularnym sposobem „domowej utylizacji”.Wykres 3

Ci, którzy nie złożą deklaracji w ustawowym terminie muszą się liczyć z nawet 500 zł karą grzywny, która jest wymierzana w trybie Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. W razie odmowy przyjęcia od policjanta lub strażnika miejskiego mandatu karnego sprawa trafi do sądu, a wówczas grzywna może być nawet dziesięciokrotnie wyższa.

Jednak warto dodać, że grzywna nie będzie nakładana z automatu. W ustawie wprowadzono możliwość zastosowania tzw. czynnego żalu. Chodzi o to, że kara upiecze się temu, kto zdąży złożyć deklaracje, zanim wójt, burmistrz lub prezydent miasta poweźmie wiadomość o popełnieniu wykroczenia. – W praktyce można się więc spodziewać, że urzędnicy „przypomną” o obowiązku złożenia deklaracji, zanim wystawią mandat – uważa Marek Wielgo.

Deklarację można złożyć w urzędzie gminy w formie papierowej lub online. Ci, którzy wybrali pierwszą opcję, a nie są w stanie potwierdzić swojej tożsamości w Internecie (np. za pomocą profilu zaufanego), mogą sprawdzić status swojej deklaracji w systemie. GUNB uruchomił bowiem właśnie nową e-usługę „Sprawdź swoją deklarację”. Umożliwia ona uzyskanie informacji, czy i kiedy deklaracja została wprowadzona do bazy CEEB (w przypadku deklaracji w wersji papierowej urzędnicy gminni mają na to aż sześć miesięcy).

W zarejestrowanych do tej pory w CEEB budynkach przeważają kotły, piece i kuchnie na paliwa stałe, czyli m.in. węgiel.

Wykres 4Co gorsza, ponad 80% kotłów na paliwa stałe (poniżej 5 klasy) nie spełnia współczesnych norm emisji dwutlenku węgla (od blisko czterech lat nie może ich być w sprzedaży).Wykres 5

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Stopy procentowe rosną po raz dziewiąty

Dziś Rada Polityki Pieniężnej podniosła podstawową stopę procentową o 0,75 p.p. do 6 proc. To już dziewiąta podwyżka z serii, która rozpoczęła się w październiku 2021 roku. WIBOR 3M, ważny dla kredytobiorców hipotecznych, jest aż o 0,72 p.p wyższy niż stopa referencyjna NBP, podczas gdy w okresie ostatnich 7 lat było to przeciętnie 0,27 p.p.

Po dziewiątej podwyżce stóp podstawowa stopa procentowa będzie wynosić 6 proc. To kolejna podwyżka będąca reakcją na rosnącą inflację. Ta w maju wyniosła rekordowe 13,9 proc. (wstępny szacunek GUS), rosnąc o 1,5 p.p. Rynek spodziewał się kolejnej podwyżki stóp, a od dwóch tygodni są już dostępne na rynku lokaty bankowe oprocentowane na 6 proc. Jednak wybierając taką lokatę trzeba się liczyć ze stratami wynikającymi ze znacznie wyższej inflacji. Mimo obecnej podwyżki realna stopa procentowa (stopa procentowa minus inflacja) w Polsce w kolejnym miesiącu spadła do -6,94 proc. ( z -6,36 proc. w kwietniu). Po raz pierwszy w tym cyklu podwyżek realna stopa w Polsce jest niższa niż w USA, gdzie wynosi -6,74 proc.

Rosnące stopy procentowe powodują także, że rośnie stawka WIBOR 3M, na podstawie, której wyliczane jest oprocentowanie kredytów hipotecznych. Niekorzystna dla kredytobiorców jest także utrzymująca się rekordowa różnica pomiędzy stopą referencyjną NBP, a stawką WIBOR 3M. Obecnie WIBOR 3M wynosi 6,72 proc., czyli 0,72 p.p. powyżej stopy referencyjnej NBP. Podczas gdy od 2015 roku WIBOR 3M był przeciętnie tylko o 0,27 p.p wyższy niż stopa referencyjna. W okresach wzrostu stóp ta różnica rosła przeciętnie do 0,45 p.p., podczas gdy w okresie ich spadków kurczyła się do 0,18 p.p. Oznacza to, że w czasie spadków stóp można liczyć, że różnica między WIBOR 3M a stopą referencyjną się zmniejszy, nie ma jednak raczej szans by w tym czasie odrobić obecne straty wynikające ze znacznie wyższego poziomu WIBOR 3M wobec stopy referencyjnej. A to bardzo niekorzystna wiadomość dla wszystkich kredytobiorców, wskazująca na wysokie prawdopodobieństwo, że wkrótce stopy wzrosną do poziomu powyżej 7 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

RPP robi to, co musi

Rada Polityki Pieniężnej po raz dziewiąty podniosła stopy procentowe. Stopa referencyjna poszła w górę z 5,25 do 6 proc. To podwyżka zgodna z oczekiwaniami. Taka jest odpowiedź na wciąż rosnącą inflację. Ekonomiści przewidują, że główna stopa procentowa może dojść do nawet 8 proc. Problemem może być nadchodzące spowolnienie wzrostu gospodarczego.

Rada Polityki Pieniężnej na czerwcowym posiedzeniu podniosła stopy procentowe o 0,75 punktu procentowego. To już dziewiąta z rzędu podwyżka. Stopa referencyjna wzrosła z 5,25 do 6 proc., a do października ubiegłego roku wynosiła zaledwie 0,1 proc. Inflacja rośnie dynamicznie od wiosny 2021 r., a w maju sięgnęła 13,9 proc., czyli poziomu najwyższego od marca 1998 r.

Większość ekonomistów przewiduje, że czeka nas jeszcze mocniejszy wzrost wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, choć szczytu spodziewają się w najbliższych miesiącach. W najnowszej prognozie analitycy Pekao SA szacują, że w sierpniu lub wrześniu inflacja może sięgnąć nawet 15,5-16 proc., z ryzykiem jeszcze większego wzrostu. Średnia prognoz ekonomistów na ten rok to 13,6 proc., a na przyszły 10 proc. Wiele zależeć będzie w tej kwestii od notowań surowców energetycznych oraz towarów rolnych. Złą informacją są prognozy mówiące o tym, że z wysoką – choć stopniowo malejącą – inflacją będziemy mieć do czynienia nawet do 2024 r.

Spadająca dynamika inflacji, w połączeniu z osłabieniem koniunktury gospodarczej, którego pierwsze sygnały już widać, może wkrótce skłonić Radę Polityki Pieniężnej do zakończenia cyklu zaostrzania swego nastawienia. Jednak zanim to nastąpi, możliwy jest wzrost podstawowej stopy procentowej nawet w okolice 8 proc. To oczywiście pociągnie za sobą podwyższenie przez banki oprocentowania lokat, co pozwoli na częściowe złagodzenie inflacyjnej erozji oszczędności. Na lokaty trafia coraz większy strumień pieniędzy. Według danych NBP w kwietniu ich saldo zwiększyło się o prawie 9,5 mld zł.

Na razie konsumentom i oszczędzającym sprzyja wysoka, sięgająca w kwietniu 14,1 proc. dynamika wzrostu przeciętnego wynagrodzenia, ale trzeba pamiętać, że dane te dotyczą jedynie form zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników, a także świadczą o tym, że wzrost płac nakręca inflacyjną spiralę. W ujęciu realnym wzrost płac jest coraz słabszy, a ostatnio wręcz symboliczny, bowiem sięga w ostatnich miesiącach zaledwie kilku dziesiątych procenta. Wzrost kosztów płac pociąga za to za sobą pogorszenie się rentowności przedsiębiorstw, a w konsekwencji spowolnienie gospodarcze” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

RPP zgodnie z oczekiwaniami podniosła stopy procentowe o 75 pb.

Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła dziś podniesienie stóp procentowych o 75 pb., w konsekwencji stopa referencyjna wzrośnie do 6,0%. Ostatni raz na takim poziomie była w 2008 r. Reakcja złotego na informacje z RPP była minimalna, co potwierdza, że rynek uznawał podwyżkę o 75 pb. za najbardziej prawdopodobny scenariusz.

W przeciwieństwie do trzech ostatnich posiedzeń tym razem skala podwyżki nie jest zaskoczeniem: zarówno konsensus, jak i my zakładaliśmy, że stopy wzrosną o 75 pb.

Czerwcowy komunikat po posiedzeniu RPP jest podobny do majowego. Jego wydźwięk w kontekście sytuacji gospodarczej interpretujemy jednak jako bardziej negatywny – akcenty rozkładają się inaczej, mniej jest pochwał sytuacji gospodarczej. Natomiast w zakresie dalszych kroków banku centralnego komunikat jest identyczny jak w ostatnich miesiącach i wskazuje na to, że „decyzje będą zależne od napływających informacji”.

Decyzja i komunikat nie wywołały istotnych zmian w rynkowej percepcji w zakresie dalszych podwyżek stóp procentowych. Wyceny kontraktów FRA wskazują, że w ocenie rynku w perspektywie kilku najbliższych miesięcy stopy powinny wzrosnąć do ok. 7,5%.

Co dalej ze stopami?

Nadal zakładamy, że kolejne miesiące przyniosą kontynuację podwyżek stóp procentowych w Polsce, a stopy w perspektywie kilku miesięcy wzrosną do ok. 7%. W naszej ocenie decydenci w coraz większym stopniu powinni jednak przenosić uwagę na aktywność gospodarczą, co oznacza, że tempo wzrostu stóp procentowych może być niższe niż w ostatnich miesiącach. Dużo zależeć będzie od napływających danych pokazujących skalę spowolnienia gospodarczego.

Z uwagą będziemy obserwować konferencję prasową prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się w czwartek 09.06 o 15:00. Być może doda ona nieco kontekstu do decyzji i rzuci nieco światła na to, jak mogą kształtować się stopy w przyszłości.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Czy czeka nas powrót do węgla? Jaka będzie przyszłość polskiej energetyki?

Czy czeka nas powrót do węgla? Jaka będzie przyszłość polskiej energetyki? – rozmawiali w środę uczestnicy debaty „Transformacja Energetyczna – szansa czy zagrożenie dla polskiej gospodarki”, zorganizowanej przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Uczestnikami rozmowy był m.in. podsekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych Piotr Pyzik.

W dyskusji udział wzięli także dziennikarz portalu Energetyka24.com Daniel Czyżewski, Włodzimierz Ehrenhalt – Główny Ekspert Związku Przedsiębiorców i Pracodawców ds. Energetyki oraz prowadząca – Dominika Taranko, dyrektorka Forum Energii ZPP. Punktem wyjścia do ich rozmowy była kolejna edycja raportu ZPP autorstwa Włodzimierza Ehrenhalta poświęconego transformacji energetycznej i temu, jakie szanse i zagrożenia jej towarzyszą.

Rozpoczynając debatę Dominika Taranko zauważyła, że energetyka przestała ostatnio być tematem wyłącznie gospodarczym czy politycznym, a zaczęła dotyczyć także indywidualnych odbiorców i biznesu. „To, co będzie się działo w Polsce w najbliższych latach, będzie dotyczyło wszystkich, także polskich przedsiębiorstw. Stąd koncepcja, żeby w ramach Forum Energii ZPP prowadzić dyskusję nt. pragmatycznych, realnych kroków, które musimy podjąć, żeby przynajmniej zbliżyć się do celów klimatycznych na 2030 i 2050 rok” – powiedziała.

„Dzisiejsza debata ma być przyczynkiem do omówienia tez kolejnego raportu ZPP, publikowanego od 2019 roku. W najnowszym dokumencie zebraliśmy nasze wnioski za poprzedni rok. Mimo tego, że Rosja zaatakowała Ukrainę i nasza sytuacja geopolityczna zauważalnie się zmieniła, zdecydowaliśmy się go zaprezentować i poddać pod dyskusję, także żeby wyznaczyć horyzont rozmowy o energetyce, którą jako ZPP chcemy prowadzić” – dodała Dominika Taranko.

Włodzimierz Ehrenhalt wyjaśnił, że raport wskazuje, co może się stać, jeśli nie oprzemy polskiej produkcji na zielonej energii. „To właśnie zielona energia jest fundamentem gospodarki proeksportowej. W raporcie wskazuję, że jeśli nie będziemy jej produkować, to nie będziemy mogli sprzedawać naszych towarów do krajów Unii Europejskiej – od jogurtów, przez lokomotywę, meble, aż po części samochodowe. Dlatego przejście na zieloną energię jest dziś ważniejsze, niż wszystkie inne zobowiązania jakie mamy” – powiedział.

Jak podkreślił Główny Ekspert ZPP ds. Energetyki, następne dwadzieścia lat zadecyduje o pozycji gospodarczej Unii Europejskiej w ogólnoświatowej gospodarce. Jego zdaniem całkowita realizacja pakietu Fit for 55 – zakładającego redukcję emisji netto CO2 o co najmniej 55 proc. (w porównaniu z 1990 r.) do 2030 roku – w polskich warunkach nie jest możliwa. Dlatego potrzeba dyskusji na poziomie europejskim, uwzględniającej polskie warunki i zaszłości – słowem, przebieg polskiego procesu transformacji powinien uwzględniać specyficzne, historyczne uwarunkowania związane z pozycją węgla w naszej gospodarce.

W opinii Włodzimierza Ehrenhalta decydenci sektora energetycznego powinni mieć dwa cele na najbliższe lata: zapewnienie dostaw energii na poziomie umożliwiającym dotychczasowe funkcjonowanie państwa w oparciu o własne źródła oraz zapewnienie z zewnątrz możliwie jak najtańszych dostaw energii. „To zadanie polityczne, bo trzeba się dobrze zastanowić, gdzie ta energia będzie najtańsza, i rozsądnie operować, żeby ją pozyskać” – powiedział Ehrenhalt.

Piotr Pyzik z Ministerstwa Aktywów Państwowych przyznał, że – również jako Ślązak – uznaje transformację nie tylko za wątek energetyczny, ale też cywilizacyjny. „Górnictwo to nie tylko energia, ale też kultura i zwyczaje. Chciałbym, żeby z perspektywy Warszawy to zjawisko zostało zauważone” – mówił.

Zdaniem ministra projektując transformację nie możemy zapominać, że jej celem ma być m.in. utrzymanie konkurencyjności polskiej, a co za tym idzie europejskiej gospodarki na jak najwyższym poziomie. „To obecnie podstawa naszych działań. Nie możemy też zaprzeczać, że równie ważna jest po prostu zmiana klimatu” – powiedział.

Jak zauważył Piotr Pyzik, rozwiązania dotyczące przechodzenia na zieloną energię powinny być jednak możliwie jak najbardziej rozważne, racjonalne i sensowne. „Nie powinno być tak, że do wytworzenia siłownika wiatrowego zużyto więcej energii, niż on przez cały czas swojego funkcjonowania wyprodukuje” – dodał. „Mówiąc o zielonej energii trzeba mówić po prostu realistycznie” – podkreślił i dodał, że – choć byśmy chcieli – nie tak szybko pozbędziemy się węgla z polskiego krajobrazu energetycznego. „Przede wszystkim dlatego, że nie mamy go czym zastąpić. Węgiel obecnie jest nam po prostu potrzebny” – mówił.

Z tą tezą zgodził się Daniel Czyżewski z portalu Energetyka24.com. Dziennikarz zwrócił jednak uwagę na kwestię, czy konieczność przejścia na zieloną energię jest zrozumiała dla większości społeczeństwa. „Nasuwa mi się pytanie, czy wszyscy są też w stanie ponieść ewentualne koszty związane z przejściem na nią” – powiedział.

„Na pewno mogę zgodzić się z tezą, że transformacja energetyczna – wraz z pełnym pakietem legislacji, m.in. pod nazwą Europejski Zielony Ład – to zmiana cywilizacyjna, zauważalnie już zresztą ugruntowana w kulturze. Zastanawiam się jednak, czy wszyscy rozumieją, jak bardzo duża to będzie dla nas wszystkich zmiana” – powiedział.

Dziewiąta z rzędu podwyżka stóp NBP. Coraz trudniejsza sytuacja kredytobiorców

Rada Polityki Pieniężnej podniosła już po raz dziewiąty z rzędu stopy procentowe NBP. Jak zwykle w ostatnich czasach prognozy obstawiały zakres ruchu RPP w granicach 75-100 pb. Główna stopa w odpowiedzi na blisko 14-procentową spiralę inflacyjną poszybowała tym razem o 75 pb. do poziomu 6 proc., który jeszcze niedawno przewidywano jako docelowy.

Na chwilę obecną proces windowania kosztu rodzimego pieniądza jest dla uczestników rynku nieruchomości z pewnością doświadczeniem najbardziej traumatycznym od bardzo dawna, jeśli nie od początku transformacji ustrojowej. Nie tylko bowiem jak szalona rośnie inflacja CPI, a za nią stopy NBP i raty kredytów mieszkaniowych, ale praktycznie z tygodnia na tydzień coraz wyżej szybują prognozy poziomów docelowych przedmiotowych wskaźników. W efekcie mówi się już o dwucyfrowym poziomie stopy referencyjnej i 20 procentowej inflacji, nawet w kilkumiesięcznej perspektywie.

Tym samym trudno się dziwić skrajnie jastrzębiej retoryce Rady Polityki Pieniężnej, która po ogłaszaniu kolejnych podwyżek stóp zapowiada kontynuację zacieśniania polityki pieniężnej NBP aż do skutku, czyli powstrzymania spirali inflacyjnej.

Tymczasem, jak wyliczyli eksperci RynekPierwotny.pl, już przy obecnej wartości stopy referencyjnej raty kredytów mieszkaniowych uległy podwojeniu w stosunku do okresu sprzed podwyżek, często przekraczając stuprocentową dynamikę od jesieni ub. roku. Rata kredytu o wartości 350 tys. zł zaciągniętego na 25 lat z marżą równą 2 proc. rośnie już od początku października ub. roku z poziomu 1520 zł do 3030 zł, czyli niemal dokładnie dwukrotnie. Natomiast miesięczna spłata analogicznego zobowiązania w wysokości 450 tys. zł z okresem spłaty 30 lat pójdzie w górę z 1711 zł do 3680 zł, a więc już o około 115 proc.

Pierwszoplanowym efektem marszu stóp procentowych jest załamanie statystyk kredytów mieszkaniowych. Indeks BIK popytu na kredyty mieszkaniowe w tegorocznym maju uległ tąpnięciu o 51,6 proc. w relacji rok do roku, natomiast spadek wnioskujących o kredyt spadł o ponad połowę do niespełna 24 tys. Wskazuje to na najgorszą koniunkturę krajowego rynku hipotek od 2008 roku.

Sytuacja ta mocno odbija się na sprzedaży mieszkań deweloperskich. Najnowszy raport  BIG DATA RynekPierwotny.pl informuje o majowym załamaniu sprzedaży nowych mieszkań do poziomu zaledwie 2447 lokali na siedmiu największych rynkach kraju. Oznacza to spadek miesiąc do miesiąca o 35 proc. i rok do roku aż o blisko połowę. W tym przypadku również trudno sobie przypomnieć, kiedy podobna sytuacja miała miejsce w pierwotnym segmencie krajowej mieszkaniówki. W sytuacji wciąż rosnących stóp NBP nie jest łatwo również o prognozę docelowego poziomu spadkowej tendencji deweloperskich kontraktacji.

Z kolei bodaj najszybciej rosnącym obecnie parametrem mieszkaniowego rynku pierwotnego jest udział transakcji gotówkowych. Z przeprowadzonej przez RynekPierwotny.pl pod koniec maja sondy wśród największych deweloperów mieszkaniowych wynika, że średni odsetek takich zakupów wzrósł z poziomu 35 proc. w roku ubiegłym do ok. 60-70 proc. obecnie, czyli niemal dwukrotnie. Jest to kolejny argument za tym, ze obecna sytuacja przypomina rynkową aberrację, nie notowaną jeszcze w historii krajowej mieszkaniówki.

W tej sytuacji samo nasuwa się pytanie o ostateczny próg bólu dłużników hipotecznych, czyli poziom stóp procentowych powyżej którego dalsza, systematyczna spłata zadłużenia będzie zadaniem trudnym do realizacji na dłuższą metę. Oczywiście największym problemem pozostaje 330 tys. hipotek o wartości ponad 100 mld zł udzielonych w okresie „zerowych” stóp w latach 2020 – 2021. Są to kredyty obciążone największym ryzykiem ze wszystkich dotychczas udzielonych w kraju. Już w perspektywie najbliższych miesięcy, w okolicznościach dalszego zacieśniania polityki pieniężnej NBP mogą coraz bardziej przypominać pamiętny casus kredytów subprime, które 13 lat temu doprowadziły do globalnego kryzysu finansowego. Pytanie, czy planowane rządowe wentyle bezpieczeństwa będą w stanie zapobiec ewentualnemu kryzysowi subprime w wydaniu krajowym, gdy ryzyko dobicia stopy referencyjnej NBP do dwucyfrowego poziomu ulegnie materializacji.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zwrot subwencji PRF przez przedsiębiorców, niemogących prowadzić działalności. Propozycje Rzecznika MŚP

Rzecznik MŚP Adam Abramowicz interweniuje w Ministerstwie Rozwoju i Technologii w sprawie konieczności zwrotu subwencji finansowej z Tarczy Finansowej 2.0 PFR przez przedsiębiorców, którzy nie mogli prowadzić działalności w kwietniu, maju i czerwcu 2021 r. ze względu na obowiązujące ówcześnie restrykcje covidowe.

Regulamin PFR przewiduje, że środki z subwencji mogą być rozliczone wyłącznie z uwzględnieniem strat za I kwartał 2021 r. Niestety rząd, pomimo wielokrotnych pism Rzecznika MŚP, aby nie blokować działalności firm i pozwolić im zarabiać na swoje utrzymanie, utrzymał lockdown dla części branż w II kwartale 2021 r. Wiele z firm utrzymało pracowników i uniknęło bankructwa, wykorzystując nadwyżkę środków przyznanych im przez PFR do wykorzystania w I kwartale 2021 r, licząc na to, że ponieważ są zamknięte w II kwartale, to regulamin się zmieni i będzie możliwość uwzględnienia przy rozliczeniu subwencji także strat za czas zamknięciapo 31 marca 2021 r. Nie miały zresztą wyjścia, ponieważ jako zamknięte nie mogły generować przychodów, z których mogłyby pokrywać koszty stałe, więc gdyby nie użyły nadwyżki, musiałyby się zamknąć i zwolnić pracowników. Zbliża się termin zwrotu nadwyżki do PFR, a problem nie został rozwiązany. Jeżeli regulamin PFR nie zostanie zmieniony, to firmy te nie będą miały pieniędzy na zwrot, co pociągnie za sobą falę bankructw. Po co zatem wydano publiczne środki, aby ratować firmy w I kwartale, jeżeli nie zaplanowano pieniędzy na rekompensaty za cały okres zamknięcia?

Do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców napływają liczne wnioski przedsiębiorców, m.in. z branż dotkniętych restrykcjami covidowymi po 31 marca 2021 r. (m.in. gastronomia, teatry, branża eventowa, siłownie, kluby fitness), którzy w świetle postanowień Regulaminu Tarczy finansowej 2.0 Polskiego Funduszu Rozwoju zobowiązani są do zwrotu „nadwyżki” otrzymanej subwencji w terminie do 30 czerwca 2022 r. jednorazowo, pod rygorem obowiązku zwrotu całej kwoty subwencji finansowej.

Dostrzegając problem braku wsparcia dla przedsiębiorców dotkniętych obostrzeniami w maju i czerwcu 2021 r., Rzecznik MŚP wielokrotnie występował w tej sprawie do organów władzy publicznej. Niestety, przedmiotowy problem wciąż nie został rozwiązany w sposób kompleksowy, w związku z czym Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Rozwoju i Technologii Waldemara Budy z postulatem udzielenia pomocy przynajmniej tym przedsiębiorcom, którzy otrzymali środki z Tarczy finansowej 2.0 i obecnie muszą liczyć się z ryzkiem zobowiązania do zwrotu całości uzyskanej subwencji w razie braku rozliczenia nadwyżki we wspomnianym wyżej terminie do 30 czerwca 2022 r.

Mając na uwadze, że pomoc oferowana w ramach Tarczy Finansowej 2.0 miała na celu ochronę rynku pracy i zapewnienie firmom płynności finansowej w okresie poważnych zakłóceń w gospodarce w związku z falą pandemii COVID-19, Rzecznik MŚP zaapelował o wprowadzenie możliwości zwolnienia z obowiązku zwrotu nadwyżki przedsiębiorców prowadzących działalność w branżach dotkniętych restrykcjami covidowymi w drugim kwartale 2021 r. w zakresie proporcjonalnym do czasu obowiązywania tych restrykcji.

Rzecznik MŚP zaproponował dwa rozwiązania, które mogłyby być wdrożone:

  1. Wprowadzenie możliwości zwolnienia z obowiązku zwrotu nadwyżki w części odpowiadającej stratom poniesionym w drugim kwartale 2021 r. przez przedsiębiorców działających w branżach dotkniętych restrykcjami w tym okresie – na zasadach analogicznych do zasad zwolnienia z obowiązku zwrotu Subwencji Finansowej przyznanej w oparciu o straty poniesione w pierwszym kwartale 2021 r.
  2. Wprowadzenie możliwości korekty wysokości Subwencji Finansowej, do uzyskania której przedsiębiorcy byli uprawnieni zgodnie z obecnymi postanowieniami Regulaminu Tarczy finansowej 2.0, poprzez podwyższenie jej kwoty o straty poniesione przez tych przedsiębiorców w drugim kwartale 2021 r. w związku z obowiązywaniem restrykcji nałożonych na ich branże w tym okresie. W efekcie wysokość ewentualnej nadwyżki do zwrotu uległaby odpowiedniemu zmniejszeniu.

Ile wynosi realny dług publiczny Polski?

Obecnie toczy się dyskusja na temat wielkości długu publicznego oraz ograniczeń nałożonych przez Konstytucję, czyli 60% PKB. Zmiana konstytucyjnego limitu nie jest dobrym pomysłem, bo tylko dzięki dyscyplinie można pilnować, aby dług publiczny nie urósł w sposób niepohamowany. Dlatego trzeba bardzo ostrożnie przyjmować propozycje, które rekomendują wyłączyć z tej puli wydatki na obronność. Po pierwsze dlatego, że często trudno sprecyzować, które wydatki stanowią te na obronność – najczęściej myślimy tu bezpośrednio o broni, jak bomby, miny, karabiny, czołgi, samoloty, okręty. Tymczasem wydatkiem na obronność jest na przykład dodatkowa droga, którą można przegrupować wojsko albo którą wojsko jeździ,. To może być dodatkowa sieć teletechniczna, teleinformacyjna – która będzie poprawiała łączność wojsku. Pod hasłem obronności można wpisać bardzo wiele rzeczy – dodatkowy most, dodatkowy port, dodatkowe rozszerzenie lotniska. Tych wydatków może być sporo i jeżeli nie zawęzimy tego w odpowiedni sposób to może się okazać, że będzie to bardzo duży kanał do dodatkowych, niekontrolowanych wydatków.

– W Polsce dług publiczny dawno przekroczył 50%. Wzrost tego wskaźnika powyżej ograniczeń konstytucyjnych byłby dewastujący dla gospodarki. Niestety, w miarę pojawiania się nadzwyczajnych potrzeb – w ostatnim czasie mieliśmy pandemię, teraz pojawiły się dodatkowe wydatki związane z obronnością – rodzi się pokusa, żeby zdobyć dodatkowe środki poza formalnymi blokadami – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Tych dodatkowych środków, które już zostały wydane poza dozwolonym limitem długu publicznego, jest prawdopodobnie około kilkunastu procent PKB. A więc realny dług publiczny Polski nie wynosi ponad 50%, ale dodatkowo jeszcze około 15%. Czyli około 70%. Myślenie o kolejnych wydatkach na obronność poza limitem długu publicznego może dodatkowo zwiększyć zadłużenie Polski o kilka procent PKB – wyjaśnia Soroczyński.

56% specjalistów(-ek) IT z Europy Środkowo-Wschodniej zacznie szukać nowej pracy, jeśli straci możliwość pracy zdalnej

No Fluff Jobs, portal z ogłoszeniami pracy dla IT, przygotował raport „Praca zdalna i hybrydowa w IT. Jak chcemy pracować po pandemii?”, z którego wynika, że w Polsce 74,6% specjalistów(-ek) IT deklaruje, że cały czas pracuje w pełni zdalnie (najmniejszy odsetek wśród badanych krajów – 45,5 proc. na Węgrzech). Jak się okazuje, pracodawcy stanęli na wysokości zadania, ⅓ pracowników otrzymała dodatkowy sprzęt do pracy z domu. Specjaliści i specjalistki IT najczęściej pracują z pokoju dziennego (37,5 proc.). 26,5 proc. ankietowanych ma zorganizowane biuro domowe, a deklaruje, że pracuje z sypialni.

61 proc. specjalistów(-ek) IT w Europie Środkowo-Wschodniej pracuje zdalnie przez 5 dni w tygodniu. Jak się okazuje, Polacy w tym zestawieniu wychodzą najlepiej, bo 74,6 proc. respondentów(-ek) z tej branży zatrudnionych nad Wisłą pracuje z domu. Na końcu listy znalazły się Węgry, gdzie w tym trybie pracuje 45,5 proc. ankietowanych. Warto dodać, że choć pomiędzy państwami ujętymi w badaniu (Polska, Węgry, Czechy, Słowacja) były różnice, to w każdym z nich praca zdalna pojawiała się na pierwszym miejscu możliwych trybów pracy.

IT nie chce wracać do biur

Wszystko wskazuje na to, że pracownicy i pracowniczki branży IT pozytywnie oceniają pracę zdalną. Zdecydowana większość z nich (ponad 96 proc.) deklaruje, że nie chce wracać do biur. Mało tego, 56 proc. ankietowanych powiedziało, że jeśli straci możliwość pracy zdalnej, zacznie szukać nowego zatrudnienia (w przypadku utraty możliwości pracy hybrydowej 55 proc. osób również zacznie szukać nowego pracodawcy).

Co najbardziej cenimy w pracy zdalnej? Na pierwszym miejscu znalazł się brak konieczności dojazdów do biura (40 proc. respondentów wskazało ten czynnik). Na kolejnych miejscach znalazły się: możliwość pracy z dowolnego miejsca (18,2 proc.), możliwość pracy z domu (11,6%) i wyższa wydajność w pracy (10,5%).

Gdzie najchętniej specjaliści IT organizują biuro domowe?

Jak się okazuje pokój dzienny najczęściej staje się biurem domowym dla pracowników IT (37,5 proc.). 26,5 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ma w domu specjalnie wyznaczoną przestrzeń tylko do pracy. Z kolei blisko ⅕ respondentów przyznała, że pracując z domu, wybiera sypialnię.

Mamy więcej czasu i swobody w IT, ale więcej spotkań oraz dłużej pracujemy

Firma No Fluff Jobs postanowiła również sprawdzić, jak praca zdalna oddziałuje na pracowników(-czki) IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Wyniki badania są jednoznaczne. Ankietowani zadeklarowali, że praca z domu zapewnia im więcej swobody (średnia 4,37 punktów na 5), czasu na obowiązki domowe (3,86 punktów na 5), więcej czasu dla siebie (3,84 punktów na 5) oraz pozwala odczuwać większą więź z rodziną (3,75 punktów na 5).

Ankietowani zostali zapytani również o negatywne skutki, jakie zauważają podczas pracy zdalnej. W tym przypadku wyniki nie były tak wysokie. Dwie najwyżej punktowane odpowiedzi to: mam więcej spotkań (średnia 2,92 punktów na 5) oraz pracuję dłużej (2,86 punktów na 5). Kolejnymi niedogodnościami były: często odczuwam zmęczenie (2,22 na 5), odczuwam dolegliwości fizyczne (2,20 na 5), mam gorsze relacje ze współpracownikami (2,13 na 5), nie potrafię się skupić na zadaniach (1,97 na 5), mój nastrój się pogorszył (1,94 na 5), mam mniej czasu dla siebie (1,84 na 5) oraz mam poczucie zaniedbywania pracy (1,80 na 5). Warto zwrócić uwagę, że większość tych odpowiedzi uzyskała wynik na poziomie 2 lub mniej punktów, co oznacza, że problemy te występują bardzo rzadko lub w ogóle.

Ponad połowa pracowników IT ma lepsze samopoczucie i wyższą produktywność podczas pracy zdalnej

Jak się okazuje, zdecydowanie więcej niż połowa, bo 62,8 proc. pracowników IT po przejściu na pracę zdalną zauważyło u siebie lepsze samopoczucie. Co czwarta osoba nie zauważyła zmiany, a jedynie 10 proc. ankietowanych zadeklarowało niższe samopoczucie, od kiedy pracuje z domu. Podobnie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o produktywność. 57,7 proc. specjalistów IT uważa, że w domu pracuje efektywniej niż w biurze, a 29,3 proc. ankietowanych przyznało, że nie widzi różnicy.

Jeśli chodzi o wzrost produktywności podczas pracy zdalnej, najlepiej radzą sobie Słowacy, których 64,8 proc. zadeklarowało wzrost efektywności przy pracy zdalnej oraz Czesi (62,2 proc. zadeklarowało wyższą produktywność przy pracy z domu).

Nowa normalność w branży IT (i nie tylko) oznacza przede wszystkim możliwość pracy z dowolnego miejsca. W trybie zdalnym/hybrydowym specjaliści i specjalistki IT najbardziej doceniają więcej czasu dla siebie i rodziny, lepsze samopoczucie, brak konieczności dojazdu do biura oraz zwiększoną produktywność. Okazało się, że postpandemiczny tryb działania wcale nie zaburza efektywnej pracy. Jak na nową rzeczywistość powinny reagować organizacje? Odpowiedź jest prosta: elastycznie. Stawiać na dialog, wolność wyboru i zaufanie, że stwarzając pracownikom(-czkom) możliwie jak najlepsze warunki do pracy, zyskamy lojalny i zaangażowany zespółkomentuje Magdalena Gawłowska-Bujok, COO w No Fluff Jobs.

Czy pracodawcy w IT stanęli na wysokości zadania?

Jak wynika z badania firmy No Fluff Jobs, pracownicy IT wysoko oceniają podejście swoich pracodawców. W pytaniu wykorzystano 5-stopniową skalę, gdzie 1 oznacza „w ogóle się nie zgadzam”, a 5 „zdecydowanie się zgadzam”. W sumie pracodawcy w IT otrzymali od ankietowanych ocenę 4,2 na 5, jeśli chodzi o poziom ich przygotowania na przejście na model zdalny/hybrydowy.

Specjaliści IT ocenili również własne przygotowanie do nowego modelu współpracy i tu również padł wysoki wynik. W 5-stopniowej punktacji pracownicy i pracowniczki tego sektora oceniają swoje przygotowanie na 4,3 punkty. Branża IT wypada pod tym względem bardzo dobrze, niewątpliwie wpływ na to miał fakt, że osoby z tego sektora miały możliwość pracy zdalnej jeszcze przed pandemią. Przed pandemią 35,7 proc. pracowników IT pracowało z domu.

Metodologia badania 

Badanie zostało wykonane w dniach 1.04.2022 – 20.05.2022 za pomocą metody CAWI. Kraje zamieszkania respondentów(-ek), którzy wzięli udział w analizie to: Polska, Czechy, Słowacja, Węgry. Łącznie zadano pytania 2569 osobom. Poziom ufności to 99%, a błąd maksymalny 3%. Główne specjalizacje reprezentowane przez respondentów(-ki) to Backend (11,6%), Fullstack (9,4%), Testing (6,3%), Project Management (5,8%), Frontend (5,7%), IT Support (5,2%), Marketing (4,8%), Business Analysis (3,9%), DevOps (3,6%), IT Administrator (3,5%), Product Management (2,7%), Business Intelligence (2,7%), pozostałe (34,8%).

Wśród firm przemysłowych w Polsce wzrasta potrzeba transformacji organizacyjnej

Aby wypracować przewagę konkurencyjną i elastycznie reagować na zmienne warunki rynkowe, firmy powinny odpowiednio zaplanować swoją transformację organizacyjną – pokazuje badanie  przeprowadzone przez PMR na zlecenie Dassault Systèmes. Badanie, zatytułowane „Transformacja organizacyjna przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce”, przeprowadzono w Q1&Q2 2022 roku na próbie 100 średnich i dużych firm produkcyjnych z sektorów: Transport i mobilność, Urządzenia przemysłowe, Lotnictwo oraz Home & Lifestyle.

W związku ze zmieniającymi się oczekiwaniami klientów oraz zakłóceniami gospodarczymi ostatnich lat, firmy są coraz bardziej świadome konieczności przeprowadzenia zmian w funkcjonowaniu, metodach zarządzania i relacjach z ekosystemem. Sektor produkcyjny jest coraz bardziej zaawansowany w procesie transformacji cyfrowej, ale w wielu firmach wciąż

brakuje odpowiedniej technologii do przeprowadzenia rzeczywistej zmiany, a system zarządzania często opiera się na krótkoterminowej perspektywie.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • Digitalizacja jest postrzegana przez firmy produkcyjne raczej w kontekście optymalizacji procesów niż doskonałości biznesowej. Niemniej jednak, respondenci dobrze identyfikują cele cyfrowej integracji przedsiębiorstw. Podkreślają oni szybszy przepływ informacji (84%), sprawniejsze zarządzanie przedsiębiorstwem (77%) oraz stworzenie bardziej efektywnego i zintegrowanego środowiska pracy (74%). Firmy dostrzegają duży potencjał np. we współpracy w czasie rzeczywistym oraz współpracy z siecią tworzenia wartości w przyspieszaniu innowacyjności, ale przyznają, że brakuje im zaawansowanych systemów, aby w pełni wykorzystać potencjał tych procesów.
  • Wyzwania związane z łańcuchem dostaw: 77% firm doświadczyło trudności w łańcuchach dostaw w ciągu ostatnich 2 lat. Chociaż zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw są raczej długoterminowe, to deklarowane próby zaradzenia sytuacji mają raczej charakter doraźny. Badane firmy, w procesie poszukiwania nowych dostawców, koncentrowały się raczej na dostępności towarów (78%), niż na lokalizacji fabryki nowego kontrahenta. Ponad połowa badanych firm przyznała, że planuje dalszą dywersyfikację i skrócenie łańcuchów dostaw, ale 41% firm wciąż nie podjęło decyzji co do dalszej strategii.
  • Zrównoważony rozwój pełni coraz bardziej znaczącą rolę w polskich przedsiębiorstwach produkcyjnych. W przypadku 14% firm jest on określany jako bardzo ważny, a 43% przedsiębiorstw uznaje go za raczej ważny. Bycie firmą, która wdraża zasady zrównoważonego rozwoju, zdaniem respondentów może stanowić
    o przewadze konkurencyjnej na rynku. Twierdzi tak 70% badanych.
  • Digitalizacja usprawnia współpracę. Respondenci bardzo pozytywnie oceniają wpływ cyfrowych platform na poprawę współpracy pomiędzy poszczególnymi obszarami przedsiębiorstwa, relacji z klientami, usprawnienie procesu podejmowania decyzji czy efektywność komunikacji wewnątrz firmy. Ponad 60% ankietowanych firm planuje rozszerzać korzystanie z cyfrowych platform w kolejnych latach.

W ramach projektu zespół PMR zbadał następujące obszary związane z transformacją organizacyjną: integracja cyfrowa, skracanie łańcuchów dostaw,  zrównoważony rozwój oraz pracownicy przyszłości. Celem badania była diagnoza doświadczeń i znaczenia tych obszarów dla polskich przedsiębiorstw.

Rekordowe wzrosty podaży powierzchni biurowej w miastach regionalnych

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, podaż nowej powierzchni biurowej na rynkach regionalnych w I kw. 2022 r. wyniosła rekordowe 243 500 m kw., przebijając poprzedni rekord z IV kw. 2019 r. o 5%. W ciągu zaledwie trzech pierwszych miesięcy bieżącego roku do użytku oddano więcej powierzchni, niż w całym 2021.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na głównych rynkach poza stolicą, tj. w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie w I kw. 2022 r. wynosiły łącznie 6,27 mln m kw. Zgodnie z najnowszym raportem Savills „Spotlight: Rynek biurowy w miastach regionalnych” niezmiennie największym rynkiem biurowym w regionach jest Kraków (1,64 mln m kw.).

„Utrzymująca się przewaga nowych umów najmu nad ich przedłużeniami, daje bardzo dobre perspektywy do dalszego rozwoju krakowskiego rynku biurowego. Stabilny wzrost podaży w połączeniu ze zwiększonym popytem, powinny przyczynić się w kolejnych kwartałach do stopniowej absorpcji niewynajętej powierzchni” – mówi Agnieszka Kuehn, menadżer regionalny, dział powierzchni biurowych, Savills.

Od początku roku na rynkach regionalnych do użytku oddano 16 nowych inwestycji o łącznej powierzchni 243 500 m kw. To o 8% więcej niż w całym 2021 roku i jednocześnie najwyższy wynik kwartalny w historii rynków regionalnych. Do największych nowych projektów należą: Global Office Park A1 i A2 (55 200 m kw. w Katowicach), KTW II (39 900 m kw. w Katowicach) oraz Midpoint71 (36 200 m kw. we Wrocławiu).

Na koniec marca 2022 r. najwięcej nowej powierzchni biurowej w budowie pozostawało we Wrocławiu (172 000 m kw.). To również w tym mieście odnotowano najwyższy popyt w pierwszym kwartale (38 400 m kw.).

„W stolicy Dolnego Śląska obserwujemy rosnącą aktywność najemców. Dzięki nowym projektom, już niedługo poszerzy się oferta biur spośród których firmy będą mogły wybierać miejsce na swoją nowa siedzibę. Wrocław przyciąga przede wszystkim operatorów centrów BPO/SSC oraz firmy IT planujące zadebiutować w Polsce” – komentuje Bartosz Plewa, menadżer regionalny, dział powierzchni biurowych, Savills.

Zgodnie z danymi Savills w I kw. 2022 r. na rynkach regionalnych wynajęto 153 500 m kw., co stanowi 57% wzrost w porównaniu do analogicznego okresu 2021 r. i 29% spadek w stosunku do poprzedniego kwartału. Pomimo wysokiego poziomu absorpcji (ponad 117 400 m kw.), średnia stopa pustostanów wzrosła do 15,5%. Wskaźnik ten zmniejszył się jedynie w Szczecinie i Poznaniu.

„Poznań plasuje się na piątym miejscu wśród biurowych rynków regionalnych pod względem wielkości. W I kw. 2022 r. deweloperzy nie oddali w tym mieście jednak żadnego nowego budynku, co przełożyło się na nieznaczny spadek wskaźnika pustostanów” – Piotr Skuza, menadżer regionalny, dział powierzchni biurowych, Savills.

Poziom czynszów za powierzchnie biurowe w miastach regionalnych póki co pozostaje na stabilnym poziomie i waha się od 10 do 15,5 euro za m kw. miesięcznie. Wyjątkiem były rynki w Łodzi i Katowicach, gdzie miała miejsce drobna korekta w dół. Zgodnie z prognozami Savills, w najbliższym czasie, wraz z postępującą absorpcją powierzchni, rosnącymi kosztami budowy i inflacją, spodziewany jest wzrost czynszów.

W maju Polacy odczuli średnio ponad 16 proc. wzrost cen w sklepach. Szczyt drożyzny wciąż przed nami

Ceny na półkach sklepowych wciąż idą w górę. Maj był kolejnym miesiącem dwucyfrowych wzrostów.

Monitoring blisko 40 tys. sklepów pokazał, że w maju br. konsumenci odczuli ponad 16% wzrost cen w skali roku. Pierwsze miejsce w rankingu drożyzny zajmują art. tłuszczowe z podwyżką o 54,8%. Tu rekordzistą jest olej, który zdrożał o 57,9%. W ścisłej czołówce widać też tzw. inne produkty oraz pieczywo – 36,9% i 29,9%. Dwucyfrowe wzrosty objęły ponadto mięso – 26,8%, nabiał – 24,1%, art. sypkie – 22,4%, używki – 13,4%, a także dodatki spożywcze – 11,8%. Eksperci komentujący wyniki ostrzegają, że to jeszcze nie koniec podwyżek, a ich szczyt może nastąpić dopiero na przełomie sierpnia i września br. Po głębszej analizie bieżących danych dostrzegają też, że wojna w Ukrainie zaczyna negatywnie wpływać na ceny Polsce.

Ponad 16% wzrost

Jak wykazał cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (ICwSD), autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w maju br. na rynku było drożej średnio o 16,7% niż rok wcześniej. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 24 tys. cen z prawie 40 tys. placówek należących do 63 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie, działające w 16 województwach, dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry.

– Na wzrost cen dóbr konsumpcyjnych głównie wpływają dynamicznie rosnące opłaty za energię elektryczną i drożejące paliwa. Kluczowe znaczenie mają też ekonomiczne skutki wojny toczącej się za granicą. Do tego drożyznę podbijają takie czynniki, jak nieznany poziom produkcji zbóż w br. w Ukrainie i nieuregulowana forma ich transportu – mówi dr Hubert Gąsiński z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Według poprzednich raportów, w kwietniu br. ceny w sklepach były wyższe o 21,8% rdr. Natomiast w marcu zanotowano wzrost o 15,6%. Jak zauważa dr Tomasz Kopyściański z WSB we Wrocławiu, ostatnio dynamika wzrostu cen w skali roku była nieco mniejsza niż dwa miesiące temu, patrząc na to rok do roku. Niestety jest to głównie efektem tego, że w ub.r. w sklepach było drożej w maju niż w kwietniu.

– Od wielu miesięcy drożały surowce rolne, aż znalazły się na rekordowych poziomach. Dotyczyło to zbóż, mięsa, produktów mlecznych i roślin oleistych. Dynamiki wzrostu cen w relacji rocznej sięgały w niektórych przypadkach nawet 60-70%. Podwyżki w sklepach rdr. mogą różnić się w poszczególnych miesiącach m.in. z powodu polityk promocyjnych sieci handlowych. Jednak wspólnym mianownikiem dla większości art. spożywczych jest ogólnie wysoki wzrost cen – podkreśla Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank.

Największe podwyżki

Na 12 monitorowanych kategorii w maju po raz kolejny w skali roku najmocniej poszły w górę art. tłuszczowe – średnio o 54,8%. Wśród nich znowu najbardziej zdrożał olej – o 57,9%. Po nim znalazło się masło z podwyżką o 52,7%.

– Na rosnące ceny art. tłuszczowych mocno wpływa wojna za wschodnią granicą. Ukraina i Rosja miały wcześniej bardzo duży udział w ich produkcji i eksporcie do Polski. Dodatkowo na ceny tłuszczy silnie oddziałują czynniki z ostatniego kwartału 2021 roku. Wówczas mocno podrożały oleje pochodzenia roślinnego na globalnych rynkach z powodu niskich zbiorów rzepaku – wyjaśnia ekspert z WSB we Wrocławiu.

W ścisłej czołówce drożyzny znajdują się też tzw. inne produkty z podwyżką o 36,9% rdr. W tej grupie towarów karma dla psów średnio zdrożała o 61,8%, a dla kotów – o 14,8% rdr. Natomiast pieluchy dla dzieci zanotowały wzrost o 17,6% rdr.

– Wzrost cen karm dla zwierząt domowych spowodowany był tym, że podrożały surowce potrzebne do ich produkcji. Co więcej, wytwarzanie tych towarów pochłania znaczną ilość energii, która również ostatnio istotnie zdrożała – tłumaczy dr Gąsiński.

Natomiast na trzecim miejscu w zestawieniu najbardziej drożejących kategorii znalazło się pieczywo. Poszło w górę średnio o 29,9% rdr.

– Wzrosły ceny mąki i jaj, a także energii elektrycznej. Do tego zdrożał koszt transportu. Konsumenci powinni się nastawić na powolny, ale sukcesywny wzrost cen wszelkiego rodzaju pieczywa. Zatrzymać go może dopiero ustabilizowanie cen mąki oraz ropy – oznajmia ekspert z WSB w Warszawie.

Mocne zwyżki

Dalej w rankingu widać kolejne, mocne dwucyfrowe wzrosty w skali roku. Na czwartej pozycji znalazło się mięso, które średnio zdrożało o 26,8% rdr. Wołowina skoczyła o 36%. Drób podrożał – o 25,1%. Wieprzowina stała się droższa o 12,7%.

– Mięso zdrożało głównie przez silne wzrosty kosztów produkcji, w tym cen pasz. Maleje rentowność wytwarzania, czego przejawem jest ograniczanie w skali światowej liczby gospodarstw rolnych i przedsiębiorstw skoncentrowanych na produkcji wyrobów mięsnych – wskazuje dr Tomasz Kopyściański.

Na piątym miejscu jest nabiał, który średnio zdrożał o 24,1% rdr. Dalej w rankingu są produkty sypkie ze wzrostem o 22,4% rdr. Ostatnio najmocniej w górę poszła mąka, bo o 47,7%. Cukier podrożał o 41,5%, a makaron – o 30,7%. Z kolei sól średnio potaniała o 9,8%. Za nim są używki – 13,4%, a także dodatki spożywcze – 11,8% rdr.

– Wyższa cena mąki to skutek ograniczonego dostępu do produktów zbożowych. Cukier zdrożał przez mniejszą dostępność buraków. Istotne były też obawy odnośnie możliwości uzupełnienia i zapewnienia trwałych dostaw w kolejnych kwartałach. Sól jest wyjątkiem, bo zapotrzebowanie na nią w całości zaspokaja produkcja krajowa – przekonuje ekspert z WSB we Wrocławiu.

Mniejsze skoki i spadek

Ze wszystkich badanych kategorii najmniej zdrożała rok do roku chemia gospodarcza – średnio o 4,9%. Niewielki wzrost rdr. zanotowały napoje – o 7,6%, a także warzywa – średnio o 9,2%.

– Ceny ww. kategorii najsłabiej rosną, bo nie są mocno uzależnione od dostaw z krajów objętych konfliktem zbrojnym. Dodatkowo ostatnio maleje popyt na produkty chemii gospodarczej. W przypadku warzyw znaczenie miał wzrost podaży. W maju pojawiały się już w sklepach produkty z nowych krajowych zbiorów – zwraca uwagę dr Kopyściański.

Spośród 12 monitorowanych kategorii 11 wyżej wymienionych zdrożało rdr. W kwietniu wszystkie były na plusie. Natomiast ostatnio potaniały owoce – średnio o 6,4%.

– Nieznaczny spadek cen owoców był spowodowany zwiększeniem importu cytrusów z krajów Morza Śródziemnego oraz nadprodukcją jabłek w Polsce, których nie można było eksportować do Rosji i Białorusi. Do tego w maju pojawiły się pierwsze tegoroczne krajowe truskawki – komentuje dr Hubert Gąsiński.

Dalsze prognozy

Eksperci z WSB ostrzegają, że najgorsze podwyżki są dopiero przed nami. Jak stwierdza dr Kopyściański, każdy tydzień konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą będzie podbijał coraz wyżej ceny detaliczne w sklepach. W razie dalszego blokowania możliwości importu zbóż i tłuszczy z Ukrainy, zwłaszcza po sezonie zbiorów, sytuacja na rynku żywności może ulec dramatycznemu pogorszeniu.

– Pod dużym znakiem zapytania są możliwości eksportu płodów rolnych z Ukrainy. Z powodu zamknięcia ukraińskich portów na Morzu Czarnym, kraj ten planuje jak najwięcej surowców przenieść na transport kolejowy. Pojawiają się jednak wątpliwości dotyczące logistyki. Jest prawdopodobne, że Ukraina nie będzie w stanie zrealizować w pełni dostaw eksportowych, co będzie miało wpływ na ceny produktów spożywczych – stwierdza analityk z Santander Bank.

Jak podsumowuje dr Gąsiński, szczyt wzrostu cen detalicznych może wystąpić na przełomie sierpnia i września, po ustaleniu wielkości zbiorów produktów rolnych. W ocenie eksperta będą one bezpośrednim czynnikiem dalszych zmian w indeksach cen produktów dóbr konsumpcyjnych.

Więcej pracy i szkoleń, mniej wolnego czasu – świat księgowych w Polskim Ładzie

Po wejściu w życie Polskiego Ładu księgowi mają więcej pracy, a w dodatku są z niej mniej zadowoleni. Życzyliby sobie rzadszych zmian w prawie podatkowym i więcej czasu dla bliskich – wynika z badania, które firma inFakt przeprowadziła z okazji Dnia Księgowego przypadającego 9 czerwca.

W ubiegłym roku prawo podatkowe w Polsce zmieniało się średnio co dwa tygodnie. Obecnie przez Parlament przetacza się proces nowelizowania Polskiego Ładu. Projekt ten jest tak skomplikowany, że budził zastrzeżenia nawet wśród pracowników Urzędów Skarbowych, którzy zgłaszali problemy z interpretacją wprowadzanych przepisów.

W tej sytuacji dla wielu przedsiębiorców księgowy stał się kimś więcej niż tylko osobą rozliczającą koszty prowadzenia działalności i wyliczającą podatek. – Do niedawna księgowy sprawdzał dokumenty przekazane przez klienta i informował go wysokości zobowiązań podatkowych. Myślę, że obecnie dla przedsiębiorcy księgowy to osoba darzona szczególnym zaufaniem, która pełni rolę doradcy, powiernika, a nawet nauczyciela – mówi Joanna Grochala, księgowa w firmie inFakt.

Więcej pracy, która nie daje satysfakcji

Poziom skomplikowania przepisów Polskiego Ładu spowodował, że księgowi od 1 stycznia mają więcej pracy – wskazało tak 97% ankietowanych przez inFakt specjalistów. W dodatku jest to praca, która nie przynosi im satysfakcji. Aż 77% badanych przyznało, że odczuwa spadek zadowolenia z wykonywanych obowiązków.świat księgowych w Polskim Ładzie

Ankietowani wskazali również, że przez brak czasu musieli odmówić podjęcia się obsługi nowego klienta. Taka sytuacja spotkała 67% z nich. A zapytań od przedsiębiorców jest wciąż sporo. – Nowi klienci często są gotowi zapłacić za usługi księgowe więcej niż wcześniej  tylko po to, by mieć poczucie, że są w profesjonalnych rękach. Mam klientów, którzy zmienili księgowego w tym roku, bo jak podkreślali, chcą mieć pewność co do rozliczeń swoich podatków, składek ZUS itd. – opowiada księgowy w firmie inFakt Adam Pietrzak.brak czasu

Ilość pracy przekłada się na wzrost cen za obsługę – 83% księgowych potwierdziło, że w związku z Polskim Ładem było zmuszonych podnieść stawki. Nowe przepisy spowodowały też konieczność dokształcania się. Aż 98% badanych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy brało udział w szkoleniach i kursach dotyczących przepisów Polskiego Ładu.

Klienci doceniają i nadal ufają

Adam Pietrzak wskazuje też na inny efekt Polskiego Ładu: klienci mają zdecydowanie więcej pytań do księgowych i bardziej doceniają ich pracę. Potwierdzają to wyniki badania – 73% respondentów odpowiedziało, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy poczuło się docenionych przez klientów. Ponadto, pomimo chaosu w zmianach podatkowych, poziom zaufania na linii przedsiębiorcy-księgowi nie spada. – W tym duecie zapadają najważniejsze decyzje dotyczące prowadzenia działalności, a to buduje lepsze relacje – uważa Joanna Grochala.

Czego księgowi sobie życzą?

Badani przez inFakt specjaliści chcieliby przede wszystkim większej stabilizacji przepisów podatkowych – wskazało tak aż 84% spośród nich. W odniesieniu do życia zawodowego życzą sobie też uproszczenia przepisów dotyczących PIT i CIT (48%), ZUS (46%) i VAT (45%), a także częstszych wyrazów docenienia ze strony klientów (30%).

A prywatnie? Księgowi wskazali, że potrzebują przede wszystkim więcej wolnego czasu. Najchętniej spędziliby go w gronie swoich bliskich (54%) oraz poświęcili na realizację hobby (27%). Z kolei 35% badanych odpowiedziało, że potrzebuje urlopu – i to dłuższego niż zazwyczaj. – Chciałbym, żeby klienci rozumieli, że gramy z nimi w jednej drużynie, że księgowy to nie osoba, która utrudnia im życie, bo przykładowo nie chce uznać zakupu okularów korekcyjnych jako kosztu uzyskania przychodu. I chciałbym poznać wreszcie mitycznego „księgowego kolegi”, który tak prowadzi księgowość, że kolega nie płaci podatków – śmieje się Adam Pietrzak.

Metodologia badania

Badanie ankietowe zostało przeprowadzone w dniach 3-6 czerwca 2022 roku wśród 180 księgowych współpracujących z firmą inFakt.

Ceny nieruchomości mieszkaniowych na świecie w ciągu roku wzrosły o 10,2% r/r

Firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global House Price Index – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 56 krajach i regionach na świecie. Biorąc pod uwagę rosnącą inflację, w indeksie uwzględniliśmy procentową zmianę cen nieruchomości w ujęciu nominalnym i realnym (skorygowaną o inflację). Indeks pokazuje procentową  zmianę cen na koniec I kwartału 2022 roku w stosunku do końca I kwartału 2021 roku.

Najważniejsze wnioski:

  • Turcja notuje najwyższy wzrost cen, spośród wszystkich śledzonych rynków. W stosunku do końca I kwartału 2021 r., ceny nieruchomości wzrosły o 110%. Procentowy wzrost skorygowany o inflację wyniósł 30,3%.
  • W 46% badanych krajach obserwowaliśmy dwucyfrowe wzrosty cen nieruchomości mieszkaniowych.
  • Globalnie ceny nieruchomości wzrosły o 10,2%.
  • Średni wzrost cen nieruchomości mieszkaniowych w Stanach Zjednoczonych wyniósł 18,6%.
  • W Polsce ceny wzrosły o 12,1%. Procentowy wzrost skorygowany o inflację wyniósł 3,1%.
  • Ceny nieruchomości spadły tylko w Malezji (-0,1%) i Maroku (-7,5%).

Optymistycznie w handlu tradycyjnym, mimo wysokiej inflacji

Majowe odczyty nastroju w handlu tradycyjnym (NHT) wskazują na lekki optymizm wśród osób prowadzących małe i średnie sklepy – wynika z majowego badania M/platform. Ocena maja była na poziomie 50,4 pkt. i była wyższa od ocen kwietnia o 2 pkt. Nie była jednak tak wysoka, jak się spodziewano w kwietniu – prognoza wyniosła 60,5 pkt. Tylko 22% badanych uznało maj za gorszy od poprzednich miesięcy.

Optymistycznie w handlu tradycyjnym, mimo wysokiej inflacji 

Wskaźnik wyprzedzający na czerwiec (NHT+1) wyniósł 56,7 pkt., co wskazuje na dobre nastroje, mimo wysokiej inflacji. W okresie letnim następuje duży wzrost sprzedaży napojów, co w największym stopniu wpływa na panujące nastroje. Jednak dalsze wzrosty odczytów inflacji mogą tę atmosferę studzić.

W sklepach handlu tradycyjnego zdecydowanie dynamiczniej rośnie wartość obrotów niż liczba transakcji. Podczas wizyty kupujemy trochę mniej, ale płacimy więcej. Konsument średnio wydał podczas jednej wizyty w sklepie 22,73 zł, czyli o 1,47 zł więcej niż przed rokiem.

W maju 2022 obroty w sklepach handlu tradycyjnego wzrosły o 10,9% w porównaniu do maja rok wcześniej, przy jednoczesnym wzroście liczby wizyt o 3,8%. W maju nasz koszyk zakupowy zawierał średnio 4,6 produktu. Rok wcześniej było to 4,8 produktu – różnica niewielka, jednak warto pamiętać, że to najniższa średnia od dwóch lat. Jednocześnie podczas wizyty w sklepie wydajemy o 6,9% więcej, czyli 22,72 zł, to jest o 1,46 zł więcej niż przed rokiem – skomentowała Ewa Rybołowicz, dyrektorka ds. analiz rynkowych M/platform.

Do wzrostu całkowitych obrotów najbardziej przyczyniają się wzrosty wartości sprzedaży następujących kategorii: wyroby tytoniowe (+7,7%), piwo (+8,5%), napoje bezalkoholowe (+4,8%) czy nabiał (+11,7%). Poza piwem, inne alkohole notują spadki obrotów: wódka (-3%), wino (-5,2%), whisky, gin, rum i likiery (-1,3%).

Oleje i oliwy wciąż są kategorią, której cena przez rok wzrosła najbardziej +71%. Dwucyfrowe wzrosty wartości tych kategorii w koszykach widać także w żywności suchej (mąka, kasze, makarony, ryż) +27%, w wyrobach piekarskich i cukierniczych +20%, nabiale +16%, kawie, herbacie i kakao +18%.

Porównując maj do kwietnia bieżącego roku widać natomiast, że kupowaliśmy więcej, ale wartość średniego koszyka zakupowego była niższa. Dane wskazują na wzrost liczby wizyt aż o 11,7%, wzrost liczby kupowanych produktów o 5,2%, przy jednoczesnym spadku średniej wartości koszyka aż o 2,05 zł.

Niższa średnia wartość transakcji nie wynika ze spadających cen, a zmiany struktury zakupów. W maju była znacznie lepsza pogoda niż w kwietniu oraz długi weekend majowy, które łącznie wpłynęły na wzrost wartości sprzedaży kategorii sezonowych oraz impulsowych, takich jak piwo +17%, napoje bezalkoholowe +13% czy lody +161%. Należy także pamiętać, że w kwietniu wyższa średnia wartość koszyka wynikała z zakupów świątecznych, podczas których wydawaliśmy więcej  – dodała Ewa Rybołowicz.

Analitycy M/platform, cyfrowej platformy usług, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, na początku każdego miesiąca analizują nastroje wśród właścicieli i kierowników tradycyjnych sklepów. Wyniki badania pozwalają określić ogólne nastroje w handlu detalicznym, a także prognozy na kolejne miesiące. Najnowsze badanie zostało przeprowadzone na przełomie maja i czerwca br. na reprezentatywnej próbie sklepów N= 3358 wybranych spośród ponad 12 tys. sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

Metodologia NHT: Wskaźniki mogą przyjmować wartość od 0 do 100. Wynik powyżej 50 świadczy o nastrojach optymistycznych, a poniżej o przewadze opinii negatywnych. Oba wskaźniki będą publikowane na początku każdego miesiąca.

Centrum Medycyny Konopnej uruchomiło pierwszą klinikę stacjonarną w Warszawie

Działające dotychczas w modelu online CMK zaprasza pacjentów do swojej kliniki stacjonarnej zlokalizowanej w budynku Mennica Residence przy ul. Waliców 11 w Warszawie. W planach placówki oferującej kompleksowe terapie oparte na konopiach medycznych jest otwarcie kolejnych klinik w innych miastach wojewódzkich. Od lat branża konopna w Europie w tym w Polsce rozwija się dynamicznie. Dane z raportu „The Poland Cannabis White Papers” pokazują, że wartość rodzimego rynku konopnego może sięgnąć nawet 2 mld euro w 2028 roku.

Szerokie spektrum specjalizacji lekarzy, dwa gabinety, lokalizacja w ścisłym centrum miasta i wykwalifikowany personel służący doradztwem i pomocą pacjentom – tak w skrócie można opisać pierwszą klinikę stacjonarną stworzoną przez CMK w stolicy.

– Przez ostatnie miesiące nasze działania koncentrowały się przede wszystkim na klinice. Cieszymy się, że w końcu możemy zaprosić do niej pacjentów. Otwarcie placówki stacjonarnej to krok milowy w rozwoju naszego biznesu. Pacjenci i to zarówno Ci, którzy skorzystają z naszych usług bezpośrednio w klinice, jak i Ci, którzy korzystają z porad naszych lekarzy online, mogą liczyć na kompleksową opiekę specjalistów, polegającą na wsparciu w zakresie korzystania z oferowanych przez nas usług oraz objaśnianiu poszczególnych procesów terapii roślinami konopi – mówi Konrad Gładkowski, prezes Centrum Medycyny Konopnej.

Misją CMK jest zapewnienie najwyższej jakości usług osobom szukającym ulgi w codziennym cierpieniu, jak i tym, którym współczesna medycyna nie jest w stanie zaoferować nic więcej. Czynnikiem wyróżniającym Centrum Medycyny Konopnej na tle innych placówek jest innowacyjne i nowoczesne podejście do rozwiązywania problemów pacjentów.

W naszej codziennej pracy wykorzystujemy tzw. EBM, czyli proces medyczny bazujący na wiarygodnych i naukowych dowodach skuteczności terapii opartych na konopiach. Współpracujemy też z instytucjami badawczymi i stale prowadzimy obserwacje kliniczne pacjentów. Uruchomienie placówki stacjonarnej jest odpowiedzią na głosy naszych pacjentów, a także zapotrzebowanie samego rynku, który do tej pory w zdecydowanej większości obejmuje usługi online. Jest to również ważny element strategii rozwoju CMK, którą Spółka planuje realizować w kolejnych miesiącach – podkreśla Grzegorz Ciężadło, członek zarządu Centrum Medycyny Konopnej.

Z licznych badań prowadzonych na całym świecie wynika, że terapia marihuaną medyczną jest skuteczna w przypadku zmagań z wieloma problemami zdrowotnymi. Zalicza się do nich m.in. zaburzenia snu i lękowe, migrenę, nerwicę, depresję, padaczkę czy choroby onkologiczne i otępienne. Terapię konopiom medyczną zaleca się również w zmaganiach z bólem. Z danych wynika, że 5% Polaków cierpi na ból ostry, a aż 27% populacji na przewlekły. Z kolei niespełna 38% dorosłych Europejczyków ma co najmniej jedną chorobę, która kwalifikowałaby ich do leczenia medyczną marihuaną – stanowi to około 320 milionów osób. Dzięki stosowaniu leków z roślin konopi duży odsetek pacjentów rezygnuje z terapii farmakologicznej, zmniejsza dawki lub wybiera zdecydowanie słabsze leki.

Mamy nadzieję, że dzięki naszym działaniom jeszcze więcej osób zauważy potencjał tkwiący w medycznej marihuanie. Chcemy oswajać z nią obecnych i przyszłych pacjentów, wierząc, że może im ona naprawdę pomóc. Wkrótce zamierzamy też opublikować rezultaty badań dotyczących świadomości wśród Polaków na temat tego leku. Liczymy na to, że ich wyniki będą interesujące – dodaje Konrad Gładkowski, prezes Centrum Medycyny Konopnej.

W planach CMK jest otwarcie kolejnych klinik stacjonarnych. W marcu tego roku inwestorem Spółki został fundusz WP2 Investments, który strategicznie i kapitałowo wspiera firmy w ich rozwoju.

Medyczna marihuana to jeden z najmłodszych i najszybciej rosnących rodzajów terapii medycznych zarówno pod względem liczby wskazań (chorób), w których można stosować preparaty konopi medycznych, jak i ilości i wartości sprzedaży preparatów konopi medycznych na receptę.

EUIPO: Młodzi Polacy kupują więcej produktów podrobionych i nadal korzystają z pirackich treści

  • Ponad połowa (52%) ankietowanych Europejczyków w wieku 15–24 lat stwierdziła, że w ciągu ostatniego roku kupiła, celowo lub przypadkowo, co najmniej jeden podrobiony produkt w Internecie, a jedna trzecia (33%) – że uzyskała dostęp do treści cyfrowych z nielegalnych źródeł.
  • Jeśli chodzi o osoby, które zrobiły to celowo, 37% zakupiło produkt podrobiony, a 21% używało, odtwarzało, pobierało lub transmitowało treści z nielegalnych źródeł.
  • W Polsce 44% młodych ludzi celowo kupiło podróbkę, a 19% świadomie uzyskało dostęp do pirackich treści.
  • Z drugiej strony 60% młodych Europejczyków – w porównaniu z 50% w 2019 r. – stwierdziło, że woli korzystać z treści cyfrowych pochodzących z legalnych źródeł. W Polsce ten odsetek wynosi 57% młodych osób.
  • W kontekście kupowania produktów podrobionych i korzystania z pirackich treści cyfrowych głównymi czynnikami są nadal cena i dostępność, jednak coraz ważniejsze stają się także oddziaływanie otoczenia i wpływ społeczny.
  • Do głównych czynników odstraszających należą cyberzagrożenia, oszustwa cybernetyczne i wpływ na środowisko.

Zestawienie wskaźników dotyczących własności intelektualnej i młodych ludzi, edycja z 2022 r. – opublikowane dziś przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) – zawiera aktualne informacje o zachowaniach młodych ludzi w odniesieniu do naruszania praw własności intelektualnej w sytuacji po pandemii.

W tym badaniu ankietowym analizuje się dwa aspekty naruszania praw własności intelektualnej: trendy w zakresie kupowania przez młodych ludzi towarów podrobionych oraz uzyskiwania przez nich dostępu do treści pirackich, przy czym ocena obejmuje okres od roku 2016.

Ponad połowa (52%) ankietowanej młodzieży w ciągu ostatniego roku kupiła co najmniej jeden podrobiony produkt w Internecie, celowo lub przypadkowo, a jedna trzecia (33%) – uzyskała dostęp do nielegalnych treści online.

Zakup podróbek

Uwzględniając sytuację po pandemii, w nowym badaniu potwierdzono, że 37% młodych ludzi celowo kupiło co najmniej jeden podrobiony produkt, co stanowi znaczny wzrost w porównaniu z poprzednimi wynikami (14% w 2019 r.). Ten odsetek różni się znacznie w poszczególnych krajach: najwyższy jest w Grecji (62%), a najniższy w Czechach (24%).

Produkty podrobione kupowane przez młodych ludzi celowo to najczęściej odzież i akcesoria (17%), a w dalszej kolejności obuwie (14%), urządzenia elektroniczne (13%) oraz artykuły higieniczne, kosmetyki, wyroby do higieny osobistej i perfumy (12%).

Jednak młodzi są także zwodzeni, żeby kupować podróbki: nieświadomy zakup produktów podrobionych stanowi również 37% ([1]), a respondenci potwierdzili, że mają trudności w odróżnieniu towarów autentycznych od podrobionych. 48% respondentów nie kupiło takich produktów lub nie miało co do tego pewności.

Piractwo internetowe

Jeśli chodzi o treści cyfrowe, legalne źródła zyskują na popularności wśród młodszych pokoleń. 60% stwierdziło, że w minionym roku nie używało, odtwarzało, pobierało ani transmitowało treści z nielegalnych źródeł, w porównaniu z 51% w 2019 r. i 40% w 2016 r. Jest to potwierdzeniem istniejącej tendencji.

Umyślne piractwo pozostaje jednak na stałym poziomie: 21% (jedna piąta) młodych konsumentów potwierdza, że świadomie korzystało z pirackich treści w minionych 12 miesiącach. Znaczna część młodych ludzi została wprowadzona w błąd, aby korzystali oni z pirackich treści. 12% uzyskało dostęp do pirackich treści przypadkowo, a 7% nie wie, czy to miało miejsce. Głównym rodzajem pirackich treści były filmy (61%) i seriale telewizyjne (52%), w dalszej kolejności była muzyka (36%). Do korzystania z nich używano głównie specjalnych stron internetowych, aplikacji i kanałów w mediach społecznościowych.

W świetle tych nowych wyników dyrektor wykonawczy EUIPO Christian Archambeau powiedział:

Trzecia edycja zestawienia wskaźników dotyczących własności intelektualnej i młodych ludzi, opublikowana w Europejskim Roku Młodzieży, potwierdza tendencje rozpoznane w poprzednich edycjach i dostarcza więcej szczegółowych informacji o nastawieniu i postawach młodzieży. W czasie, gdy handel elektroniczny i konsumpcja produktów cyfrowych znacznie się nasilają, wzrost celowego i nieświadomego kupowania towarów podrobionych jest niepokojącym trendem. Jeśli chodzi o piractwo, nie zmniejsza się ono, nawet pomimo że młodzi konsumenci w coraz większym stopniu preferują treści z legalnych źródeł. Ta nowa analiza stanowi cenne narzędzie wspomagające zainteresowane podmioty, decydentów, a także edukatorów i organizacje społeczeństwa obywatelskiego w kształtowaniu inicjatyw informacyjnych, które mają pomóc w dokonywaniu świadomych wyborów przez młodych obywateli i konsumentów.

Najważniejsze czynniki skłaniające do kupowania podróbek i korzystania z pirackich treści

Chociaż cena i dostępność w dalszym ciągu są głównymi powodami celowego kupowania podrobionych produktów i korzystania z pirackich treści, na znaczeniu przybiera wpływ otoczenia społecznego, np. zachowania rodziny, przyjaciół lub znajomych.

Inne czynniki to: nieprzywiązywanie wagi do tego, czy produkt jest podrobiony (lub czy treści pochodzą z nielegalnego źródła), niedostrzeganie różnicy między produktami oryginalnymi a podrobionymi oraz łatwość znajdowania lub zamawiania podrobionych produktów w Internecie. Jeden na 10 respondentów przywołał rekomendacje uzyskane od influencerów lub sławnych osób.

Co skłania młodych ludzi do zastanowienia się?

Zarówno w przypadku produktów, jak i w przypadku treści cyfrowych, młodzi ludzie wskazują osobiste zagrożenia oszustwami cybernetycznymi oraz cyberzagrożenia jako ważne czynniki ograniczające ich zachowania. Ponadto młodzi respondenci obecnie coraz częściej wymieniają większą świadomość negatywnego wpływu na środowisko lub na społeczeństwo.

O badaniu:

Badanie z 2022 r. jest kontynuacją pierwszej i drugiej edycji zestawienia wskaźników dotyczących własności intelektualnej i młodych ludzi z 2016 r. i 2019 r. Celem badania jest zrozumienie postrzegania własności intelektualnej przez młodych ludzi i ich zachowań w odniesieniu do własności intelektualnej w sytuacjach, gdy korzystają z treści cyfrowych lub kupują fizyczne towary. W dniach 7–28 lutego 2022 r. przeprowadzono analizę ilościową dla roku 2022 dla łącznej próby 22 021 młodych osób w wieku 15–24 lat w 27 państwach członkowskich UE. Zestawienie wskaźników z 2022 r. zawiera szczegółowe dane ilościowe i jakościowe dotyczące postaw i zachowań młodych konsumentów oraz ocenę trendów zachodzących od czasu poprzedniego badania w 2019 r. Obejmuje także nowe obszary, co ma pomóc zainteresowanym podmiotom i decydentom w dostosowaniu polityki i opracowaniu odpowiednich inicjatyw informacyjnych.

([1]) Dane liczbowe z 2022 r. nie sumują się do 100%, ponieważ w przypadku danej kategorii produktów respondenci mogli nabyć podrobiony towar zarówno celowo, jak i nieświadomie w dowolnym momencie w ostatnich 12 miesiącach.

Brak poprawy nastrojów w polskim i europejskim przemyśle

Bieżący tydzień był stosunkowo ubogi w kluczowe dane makroekonomiczne z europejskiej gospodarki, a trendy na rynkach walutowych determinowane były przede wszystkim przez nastroje i wskaźniki wyprzedzające. Do głównych wskaźników wiodących należą indeksy menedżerów zakupów PMI. Indeksy te oparte są na comiesięcznych badaniach przedstawicieli firm produkcyjnych z sektora prywatnego, przy czym wartość powyżej 50 wskazuje na poprawę postrzegania sytuacji, a poniżej 50 na pogorszenie. Warto wspomnieć o wynikach PMI dla sektora produkcyjnego, który w lipcu wyniósł 49,8 pkt w strefie euro, a tylko 42,1 pkt w Polsce. W dalszym ciągu na pesymizm w sektorze produkcyjnym wpływają przede wszystkim rosnące koszty czynników produkcji (indeks cen producentów PPI wyniósł w lipcu w strefie euro 35,8% r/r), zaburzone łańcuchy dostaw oraz utrzymująca się niepewność polityczna i gospodarcza, związana nie tylko z wojną w Ukrainie. Pogarszające się perspektywy europejskiego sektora wytwórczego znajdują również odzwierciedlenie w kraju, który jest liderem europejskiego przemysłu, czyli w Niemczech. Tutaj zamówienia przemysłowe spadły w czerwcu o 0,4% m/m i 9,0 % r/r, natomiast czerwcowa produkcja przemysłowa wzrosła o 0,4 % m/m i spadła o 0,5 % r/r.

Złoty nie zdołał utrzymać tendencji wzrostowej w tym tygodniu i po umocnieniu w pierwszej połowie tygodnia w piątek był notowany na poziomie 4,71 PLN/EUR. Natomiast eurodolar był notowany na poziomie 1,023 USD/EUR.

Magdalena Peterko, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

6 na 10 polskich pracowników chętniej wróciłoby do biura, gdyby pracodawca dofinansował koszty dojazdu

Budżet na mobilność miejską staje się pożądanym benefitem pracowniczym w polskich firmach, podobnie jak możliwość pracy zdalnej, wykazało badanie Kantar dla FREE NOW, superaplikacji mobilności miejskiej[1]. 53% polskich pracowników przyznaje też, że zrezygnowałoby z auta służbowego na rzecz dedykowanego budżetu na współdzielone przejazdy. Oznacza to, że auto służbowe jest coraz mniej atrakcyjnym świadczeniem dla pracowników, którzy są gotowi zastąpić je bardziej zrównoważonymi i elastycznymi środkami transportu. 

Wśród benefitów pracowniczych najczęściej wskazywanych jako pożądane przez Polaków, na pierwszym miejscu znalazła się opieka zdrowotna, a następnie kolejno: praca zdalna i oferta na mobilność. Co trzeci badany w Polsce obecnie korzysta z auta służbowego, jednak koszty paliwa i brak miejsc parkingowych są wskazywane jako największa uciążliwość dla 40-60% ich posiadaczy.

Badani zapytani o wybór pomiędzy autem służbowym a budżetem na mobilność miejską, w 44% wybrałoby tę drugą opcję. Jako zaletę takiego rozwiązania, 4 na 10 z nich wskazuje przyjazność środowisku i redukcję CO2. Idea otrzymywania od pracodawcy dedykowanego budżetu na przejazdy różnymi środkami współdzielonego transportu w ramach jednej platformy, jest interesująca dla aż 8 na 10 polskich pracowników. 63% z nich wyznaje też, że taka oferta zachęciłaby ich do powrotu do pracy w biurze. 

Zmieniające się trendy w codziennym przemieszczaniu się do biura płyną także z raportu McKinsey & Company, który potwierdził, że aż 70% pracowników biurowych jest otwartych na korzystanie z mikromobilności, np. współdzielonych hulajnóg, w codziennych dojazdach do biura. Najnowsze badanie FREE NOW potwierdziło natomiast, że zdecydowanie wzrasta świadomość na temat zrównoważonego transportu wśród polskich pracowników biurowych. Aż 67% z nich oczekuje od pracodawcy promowania przyjaznych środowisku środków transportu.

Mobilność miejską w formie benefitu pracowniczego rozwija już FREE NOW, które w ramach oferty dla biznesu proponuje Budżet Mobilności.

Zauważamy zmieniające się potrzeby pracowników, na które wpływ miała niezaprzeczalnie pandemia i przejście w tryb pracy hybrydowej. Rozwijana przez nas usługa: Budżet Mobilności FREE NOW, może stać się źródłem benefitów dla pracowników, podobnie jak karnety sportowe czy auta firmowe. Pracodawca będzie mógł alokować pracownikom budżet na przejazdy prywatne, w formie abonamentu z limitem do wykorzystania dla pracownika na jego osobiste potrzeby, ale także dojazdy do biura. Pracownik za pośrednictwem naszej aplikacji skorzysta ze wszystkich usług dostępnych lokalnie – taksówek, hulajnóg, rowerów, skuterów i carsharingu. Ta usługa jest już testowana w niektórych krajach europejskich, a wkrótce udostępnimy ją także firmom w Polsce – mówi Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FREE NOW w Polsce. 

Podobne wnioski – o rosnącej otwartości pracowników biurowych na rezygnację z auta służbowego oraz oczekiwaniu zrównoważonych działań względem pracodawcy, płyną z ankiet przeprowadzonych wśród pracowników z innych krajów europejskich w badaniu FREE NOW. Z drugiej strony, tylko 1 na 5 ankietowanych europejczyków przyznaje, że ich pracodawca podejmuje aktywne działania na rzecz ograniczenia emisji węglowych powodowanych przejazdami służbowymi pracowników.

[1]  Badanie Kantar dla FREE NOW, przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja 2022 roku, w formie ankiety internetowej, wśród 5 tys. pracowników biurowych w 10 krajach europejskich, w tym 500 osobach z Polski.

Meblarze apelują do premiera o umożliwienie w Polsce recyklingu drewna

Polscy producenci mebli apelują do rządu o umożliwienie recyklingu drewna poużytkowego.

Szybujące w górę ceny surowców drzewnych i rosnące koszty produkcji zagrażają naszej branży meblarskiej, która w ogromnej mierze napędza polski eksport. Ratunkiem dla polskich producentów, a także dla środowiska, mogłyby być regulacje, dzięki którym możliwe byłoby powtórne wykorzystywanie drewna poużytkowego. O wprowadzenie takich przepisów apeluje Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli.

30 maja 2022 r. Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Jana Szynaka wystosował oficjalne pismo do Prezesa Rady Ministrów, Mateusza Morawieckiego. W liście, w imieniu całej branży, postuluje o zaangażowanie premiera w kwestie uregulowania możliwości wykorzystywania w przemyśle drzewnym, w tym meblarskim drewna poużytkowego (odzysku, a także importu). Jak pisze, wprowadzenie rozwiązań prawnych pozwalających na recykling drewna poużytkowego zmniejszyłoby presję na zakupy pełnowartościowego surowca drzewnego, a tym samym mogłoby zapobiec dalszym podwyżkom podstawowych surowców drzewnych. Podwyżki te przekładają się na lawinowy wzrost kosztów produkcji meblarskiej, co stanowi poważne zagrożenie dla utrzymania konkurencyjności polskich producentów mebli na rynkach zagranicznych oraz – na skutek malejących marż – generuje problemy na poziomie finansowania inwestycji czy rozwoju produktów.

Polski przemysł oparty na przerobie surowca drzewnego od lat postuluje, aby wprowadzić w Polsce rozwiązania prawne, które umożliwiłyby recykling drewna poużytkowego. Niestety wciąż wszelkie pozostałości, chociażby z obróbki płyt drewnopochodnych, traktowane są jako odpady bez możliwości ich dalszego przerobu lub traktowania jako biomasy. Tymczasem, w wielu krajach unijnych przepisy pozwalają na dalszy przerób określonych pozostałości drewnopochodnych, dzięki czemu zmniejsza się presja na zakupy pełnowartościowego surowca drzewnego.

Warto dodać, że Lasy Państwowe od kilku lat nie są w stanie sprostać potrzebom przemysłu drzewnego. W dodatku, spora część drewna jest eksportowana poza granice Polski lub spalana na potrzeby energetyki. To sprawia, że polscy producenci muszą się zmagać nie tylko z brakiem surowca na rynku, ale również z praktycznie najwyższymi jego cenami w Europie.

Prognoza dotycząca pojazdów elektrycznych dla USA i Europy

  • Światowy rynek pojazdów elektrycznych (EV) przeżywa boom: W 2021 roku sprzedaż wzrosła ponad dwukrotnie, a udział tego rodzaju pojazdów w rynku wyniósł około 8%. Ta pozytywna dynamika powinna się utrzymać, a na 2022 rok przewidywany jest wzrost na poziomie +50%. Dynamika będzie jednak różna w poszczególnych krajach, ze względu na różnice w zakresie stosowanej polityki.
  • Inwestycje w transport zelektryfikowany stanowiły ponad 36% globalnych inwestycji w transformację energetyczną, przy czym w krajach takich jak Niemcy i Wielka Brytania ich udział przekroczył 50%. W przyszłości powinien pozostać kluczową siłą napędową transformacji energetycznej. Aby jednak uniknąć luki w dostawach na poziomie ponad 500.000 ton węglanu litu do 2030 roku, która zaszkodziłaby wprowadzaniu pojazdów elektrycznych, sektor musi inwestować zarówno w technologie zwiększające produkcję, jak i w poszukiwania surowców.
  • Jednocześnie, dopóki rynek nie osiągnie krytycznej wielkości, polityka publiczna będzie miała zasadnicze znaczenie dla przyspieszenia rozwoju infrastruktury służącej do ładowania i akceptacji pojazdów przez konsumentów.

Rok 2021 był znakomitym rokiem dla pojazdów elektrycznych, a globalna sprzedaż podwoiła się w stosunku do 2020

W wartościach bezwzględnych, sprzedaż pojazdów elektrycznych w 2021 roku wyniosła na całym świecie 6,75 miliona sztuk. Najbardziej prężnym rynkiem były Chiny, na które przypadła prawie połowa globalnej sprzedaży – liczba ta odpowiada całkowitej sprzedaży na świecie w roku 2020. W grudniu 2021, sprzedaż pojazdów nowej energii (NEV) w Chinach stanowiła 21% całkowitej sprzedaży samochodów. W 2022 roku, ponieważ dotacje na pojazdy NEV zmniejszą się o -30% przed stopniowym wycofaniem w 2023 roku, chiński rynek prawdopodobnie nieco zwolni, ponieważ albo producenci, albo konsumenci będą musieli ponieść dodatkowe koszty. Jednak sprzedaż pojazdów elektrycznych powinna wzrosnąć o około 50% w roku 2022.

Wykres 1 – Sprzedaż pojazdów elektrycznych na świecie

Sprzedaż pojazdów elektrycznych na świecie
Źródła: EV-Volumes, Dział Analiz Allianz

W Europie sprzedaż również gwałtownie wzrosła: w grudniu 2021 r. udział pojazdów elektrycznych w rynku wynosił aż 29%. Ponieważ w tym roku i prawdopodobnie w kolejnych latach nadal będą obowiązywać hojne dotacje, oczekujemy, że w 2022 roku sprzedaż pojazdów elektrycznych wzrośnie o około +60%. W USA sprzedaż podwoiła się w 2021 roku, ale wolumen pozostaje niski (około 600.000 sztuk, wzrost z 300.000), a udział EV w rynku wynosił około 4% w 2021 roku – znacznie mniej niż w Europie i Chinach. W latach 2022 i 2023 sprzedaż powinna nadal rosnąć o około +50%. W USA może jednak dojść do pozytywnej niespodzianki. Rok 2022 może być przełomowy, jeżeli plan Build Back Better zostanie ostatecznie uchwalony. Dzięki dopłatom w wysokości do 12.500 USD do zakupu samochodu elektrycznego, plan ten może zmienić sytuację na rynku w USA.

Użytkowe pojazdy elektryczne i autobusy elektryczne to segmenty, które dopiero się rozwijają; pomimo dwucyfrowego wzrostu, wolumeny pozostają niewielkie. Większość sprzedaży autobusów elektrycznych nadal ma miejsce w Chinach, a inne kraje pozostają w tyle.

Pomimo silnego wzrostu sprzedaży, inwestycje w infrastrukturę ładowania pojazdów są nadal powolne

W 2021 roku globalne wydatki związane z pojazdami elektrycznymi (pojazdy i ładowanie) wzrosły o ponad +75%. Podczas gdy w poprzednich latach stanowiły one niewielki ułamek globalnych inwestycji w transformację energetyczną, w 2021 roku odpowiadały za ponad 36% całkowitych inwestycji, przy czym inwestycje w energię odnawialną stanowiły około połowy. W niektórych krajach europejskich, takich jak Niemcy i Wielka Brytania, inwestycje w zelektryfikowany transport stanowiły ponad 50% całkowitych inwestycji w transformację energetyczną. Oczekujemy, że w najbliższych latach zelektryfikowany transport pozostanie kluczowym elementem inwestycji w transformację energetyczną. Jednak inwestycje są silnie ukierunkowane na zakup nowych pojazdów (patrz Wykres 2), a inwestycje w ładowanie – zarówno ładowanie w miejscach publicznych, jak i ładowanie przydomowe – muszą wzrosnąć, aby umożliwić kontynuację transformacji. Na przykład: w UE w 2021 roku będzie około 230.000 publicznych stacji ładowania, czyli zaledwie jedna stacja na każde 10 sprzedanych pojazdów elektrycznych właśnie w 2021 roku. Jeszcze w 2014 roku UE twierdziła, że na jedną publiczną stację ładowania w danym obszarze powinno przypadać  na jedną publiczną stację ładowania w danym obszarze powinno przypadać maksymalnie 10 pojazdów elektrycznych, a jej celem jest ponad 1 mln stacji do 2025 roku. Podkreśla to, jak trudna droga jest przed nami.

Wykres 2 – Globalne inwestycje w transport zelektryfikowany (mld USD)

Globalne inwestycje w transport zelektryfikowany
Źródła: Bloomberg NEF, Dział Analiz Allianz

Sektor powinien ponadto zwiększyć inwestycje, aby rozwiązać problem ograniczonej podaży litu – kluczowego surowca w akumulatorach napędowych. Wraz z gwałtownym wzrostem liczby pojazdów elektrycznych wzrósł popyt na lit: podczas gdy na początku 2010 roku popyt na lit do akumulatorów stanowił zaledwie jedną czwartą całkowitego popytu, do 2030 roku ma stanowić aż 95%. Ponieważ oczekuje się, że do 2030 roku pojazdy elektryczne będą stanowiły około 50% sprzedaży pojazdów lekkich, a do tego czasu będzie się sprzedawało ponad 50 milionów samochodów rocznie, podaż litu będzie musiała dotrzymać kroku popytowi. W latach 2020-2021 podaż wzrosła o prawie jedną trzecią, przy czym 90% pochodzi z zaledwie trzech krajów (tj. z Chin, Australii i Chile). Zgodnie z obecnymi szacunkami i przewidywanym wzrostem zapotrzebowania na pojazdy elektryczne, szacując na podstawie obecnie znanych zasobów, gospodarka światowa może do 2030 roku stanąć w obliczu luki podażowej w wysokości ponad 500.000 ton (patrz Wykres 3).

W celu zwiększenia produkcji, aby zajść dalej w zakresie pojazdów elektrycznych, należy nacisnąć dwie dźwignie: (i) inwestycje w nowe technologie (np. bezpośrednie wydobycie litu) oraz (ii) rozszerzenie poszukiwań.

Wykres 3 – Globalna podaż litu i zapotrzebowanie na niego (tys. ton węglanu litu)

Globalna podaż litu i zapotrzebowanie na niego
Źródła: MineSpans, McKinsey, Dział Analiz Allianz

Impuls regulacyjny powinien rozwiązać utrzymujące się problemy

Decydenci są świadomi, że transport jest kluczowym sektorem dla ekologizacji gospodarki. Wiele rządów krajowych i regionalnych już wyznaczyło daty wycofania ze sprzedaży silników spalinowych (np. od 2030 do 2040 roku w większości krajów europejskich, 2035 roku w Kanadzie oraz stanach Nowy Jork i Kalifornia itd.). Ponadto ponad jedna trzecia najnowszego planu rozwoju infrastruktury w USA została przeznaczona na finansowanie ekologizacji sektora transportowego poprzez dotacje. Natomiast unijne przepisy Fit for 55 mają na celu przecięcie powiązań między sektorem transportu a uzależnieniem od paliw kopalnych, kładąc nacisk na stosowanie czystszych, bezemisyjnych technologii i paliw alternatywnych.

Nadal jednak istnieje znaczna luka w zakresie finansowania. Nasze poprzednie analizy wykazały, że chociaż na infrastrukturę ładowania w 27 krajach UE byłoby przeznaczone około 13,4 mld EUR rocznie, to nie wystarczy, aby zrealizować dążenia UE do ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C[1]. Potrzebne będą jeszcze 4 mld EUR rocznie do 2030 roku.

Rządy mają również do odegrania ważną rolę w rozwiązaniu dwóch największych problemów konsumentów: infrastruktury ładowania i kosztów (patrz Wykres 4). W szczególności powinny zająć się trzema kluczowymi kwestiami: (i) zmniejszeniem obciążeń regulacyjnych, aby przyspieszyć wydawanie pozwoleń na budowę stacji ładowania, (ii) modernizacją sieci elektrycznej, aby sprostać nowemu zapotrzebowaniu oraz (iii) zmniejszeniem kosztów, ponieważ ładowarka o mocy 350 kilowatów (kW) może kosztować w Europie ponad 100.000 EUR. Ogólnie rzecz biorąc, polityka publiczna pozostanie kluczowa w nadchodzących latach, dopóki rynek nie osiągnie wielkości krytycznej.

Wykres 4 – Największe obawy konsumentów związane z zakupem lub leasingiem pojazdów BEV

Największe obawy konsumentów związane z zakupem lub leasingiem pojazdów BEV
Źródła: Alix Partners, Dział Analiz Allianz

[1] Zob. raport Transport in a zero-carbon EU: Pathways and opportunities [Transport w UE wolnej od CO2: Ścieżki i możliwości].

Aż 46% Polaków udaje, że pracuje, a 33% nudzi się podczas pracy

Dodatkowo prawie 1/4 (22%) badanych uważa swoją pracę za społecznie nieprzydatną. Mimo to 81% Polaków twierdzi, że lubi swoją pracę, a 74% — że przynosi im ona poczucie satysfakcji i spełnienia.

Na łamach serwisu LiveCareer.pl przeprowadzono badanie „Jak Polacy podchodzą do swojej pracy?” inspirowane artykułem „On the Phenomenon of Bullshit Jobs: A Work Rant” amerykańskiego antropologa Davida Greabera (i książką, którą napisał po ogromnym odzewie, z jakim spotkał się esej). W ankiecie ponad 1000 respondentów podzieliło się swoimi opiniami na temat tego, jak traktują pracę.

Ponad połowa badanych (60%) przyznała, że podjęła pracę zawodową jedynie po to, żeby mieć z czego żyć. Warto dodać, że wśród pracowników sektora edukacji, zaledwie 37% zgodziło się z powyższym stwierdzeniem. Wśród zatrudnionych w przemyśle, finansową motywacją kierowało się aż 85% pracujących.

Dokładnie 1/3 respondentów uznała, że gdyby ich zawód nie istniał, społeczeństwo nie poniosłoby żadnych konsekwencji. Uważa tak 37% mężczyzn oraz 27% kobiet.

Co więcej, zaledwie 27% ankietowanych stwierdziło, że mogłoby wykonywać społecznie użyteczną pracę za zarobki mniejsze niż obecne. Z drugiej strony 87% respondentów sądzi, że osoby wykonujące społecznie pożyteczną pracę powinny zarabiać więcej.

Obecnie w wielu krajach wysokorozwiniętych zawody, bez których społeczeństwo nie jest w stanie skutecznie funkcjonować, są niestety bardzo nisko opłacane, a w związku z tym coraz mniej osób podejmuje w nich pracę. Na pewno częściowo z tym związane są ogromne braki kadrowe w ochronie zdrowia czy edukacji w kraju — co stało się jeszcze bardziej oczywiste podczas pandemii COVID-19 (w końcu Polska plasuje się w niechlubnej czołówce krajów z największą liczbą nadmiarowych zgonów). Oczywiście nie ma nic złego w tym, że pracownicy chcą zatrudniać się na stanowiskach, które pozwolą im na zachowanie poczucia bezpieczeństwa finansowego. Jednak jeśli system nie przejdzie reformy, a pracownicy tych sektorów nie będą sprawiedliwie wynagradzani, nie będziemy mieli sprawnie działających usług publicznych m.in. krótszych kolejek do lekarzy specjalistów czy edukacji na wysokim poziomie — komentuje Żaneta Spadło, ekspertka ds. kariery LiveCareer.pl.

Ponieważ w pracy spędzamy bardzo wiele czasu, nie ma szans, żeby nie odbijała się na naszym zdrowiu psychicznym. W grupie badanych, którzy nie lubią swojej pracy, za społecznie nieprzydatną uznaje ją prawie połowa (49%).

Co więcej, 52% ankietowanych przyznało, że praca sprawia, że nie mają czasu na zajmowanie się hobby, a 53% — że brakuje im na nie energii. Mimo to ogromna większość (85%) badanych zgadza się ze stwierdzeniem: „pracuję, więc jestem wartościowym członkiem społeczeństwa”.

Z badania wyraźnie wynika, że praca jest dla Polaków wartością samą w sobie i to niezależnie od tego, czym się zajmują — nawet jeśli szczerze przyznają, że nie są w stanie utrzymać zdrowego work-life balance, albo ich obowiązki ich nudzą, czy nie sprawiają satysfakcji. To prosta droga do wypalenia zawodowego i szybkiej utraty motywacji, a w związku z tym potencjalnych problemów ze zdrowiem psychicznym. Jako społeczeństwo przywiązujemy ogromną wagę do życia zawodowego, w wyniku czego cierpi nasze życie prywatne. Być może testowane obecnie na świecie rozwiązania, jak skrócenie czasu pracy do 4 dni w tygodniu lub 35 godzin albo bezwarunkowy dochód podstawowy, są receptą na zmianę naszego podejścia i rewolucję na rynku pracy — komentuje Małgorzata Sury, autorka badania i ekspertka ds. kariery LiveCareer.pl.

Oto inne ciekawe wyniki badania:

  • Aż 65% badanych przyznało, że często zdarza im się wykonywać swoje obowiązki w czasie krótszym niż przewidziany.
  • Za najmniej społecznie przydatne zawody Polacy uznają: polityków, influencerów, księży, telemarketerów, a także… lekarzy i straż miejską.
  • Za najbardziej społecznie użyteczną swoją pracę uznają pracownicy sektora edukacji (95%), a za najmniej — osoby zatrudnione w przemyśle (70%).

Kurs USD/JPY coraz bliżej pokonania szczytu z 2000 roku

Główne amerykańskie indeksy zakończyły wczorajszą sesję wzrostami o 0,8-0,95 proc. zbliżając się do poziomów szczytów z ostatnich dni. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy oddawały mniej więcej połowę wtorkowej zwyżki.

Za wyjątkiem głównych indeksów giełd w Nowej Zelandii i Singapurze, które lekko dziś zniżkowały, pozostałe rynki akcji w Azji i Oceanii zwyżkowały środę (najsilniej – o 2,16 proc. – rósł Hang Seng osiągając najwyższy poziom od 2 miesięcy).

W Europie brak było w środowy poranek jakiejś zdecydowanej tendencji (DAX -0,16 proc., CAC 40 –0,21 proc.). Najwyżej w historii był dziś turecki XU100. Najwyższy poziom od 2014 roku osiągnął dziś portugalski PSI20.

Na tle pozostałych rynków słabo dziś na otwarciu sesji zachowywał się WIG-20, który ok. 9:30 notował najsilniejszy w Europie spadek (-0,92 proc.). Najniższy od marca 2020 poziom osiągnęły dziś ceny akcji Cyfrowego Polsatu. Wśród składników mWIG-u 40 najniżej od 2019 były dziś ceny akcji Ten Square Games.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych generalnie dziś rosły na świecie. Te papiery rządu USA były o krok od powrotu ich rentowności powyżej poziomu 3 proc. (2,992 proc.). Wczoraj swe nowe cykliczne maksima osiągnęły 10-latki rządów Szwajcarii, Finlandii, Wielkiej Brytanii i Kanady, a dziś rano podobnie było w przypadku tych papierów wyemitowanych przez rząd Indii.

Z rzadko widzianym ostatnio zjawiskiem – najniższymi od ponad roku cenami kontraktów na jeden z surowców – mieliśmy do czynienia wczoraj na LME, gdzie cena kontraktów na złom stalowy („steel scrap”) spadły do najniższego poziomu od lutego 2021. Pojawia się myśl, że wojna na Ukrainie może być wydajnym źródłem stalowego złomu, ale to zapewne jedynie zbieg okoliczności. Dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową lekko rosły (WTI +0,39 proc., Brent +0,22 proc.) utrzymując się w okolicach 120 dolarów za uncję.

Kurs USD względem japońskiego jena (133,26) po raz kolejny był dziś rano najwyżej od 20 i zbliżał się do poziomu swego szczytu z lutego 2002 (134,99 jenów). Jeśli go przekroczy znajdzie się najwyżej od czasu lata 1998 czyli okresu bezpośrednio poprzedzającego wybuch kryzysu azjatyckiego. Euro było najsilniejsze względem jena od stycznia 2015. Złoty lekko dziś rano słabł (EUR/PLN +0,15 proc., USD/PLN +0,3 proc.).

Bitcoin kontynuował swój taniec w okolicach poziomu 30000 USD (dziś rano -3,15 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers