BIG InfoMonitor: Nie odpuszczaj, windykuj online

Co dwunasty mikro i mały przedsiębiorca oczekujący na mocno opóźnioną płatność od kontrahenta nie upomina się o pieniądze, a połowa z nich rezygnuje z wynagrodzenia – wynika z badań BIG InfoMonitor. Boją się zepsuć relacje, ale też nie wiedzą jak się zabrać za windykację i nie mają za co. Firmom-wierzycielom może pomóc w pełni zautomatyzowany, innowacyjny system do odzyskiwania należności online. Platforma Vindicat.pl podsuwa przedsiębiorcy m.in. scenariusze windykacji, pilnuje harmonogramu i dostarcza gotowe pisma stosowne do każdego etapu działania.

Na problemy z uzyskiwaniem płatności od swoich kontrahentów, w Polsce od lat, skarży się między 40  a 50% przedsiębiorców. – Niestety lepsza  koniunktura gospodarcza nie przekłada się na znaczącą poprawę płatności między firmami, dlatego, tak ważna jest dla polskich przedsiębiorców umiejętność dochodzenia swoich należności – zwraca uwagę dyrektor Grzegorz Kozłowski, odpowiedzialny w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i BIK za innowacyjność i produkty korporacyjne. Jak pokazują badania BIG InfoMonitor, przeciętnie 16 % firm posiadających opóźnione płatności nie stosuje jakichkolwiek działań w tym kierunku i co szokujące w połowie przypadków kończy się to rezygnacją z należnych pieniędzy.  – W grę wchodzą straty miliardów złotych i dalsze obniżanie moralności  płatniczej bezkarnych dłużników  – mówi Bogusław Bieda, prezes firmy Vindicat.

Nie odpuszczaj, windykuj

„Odpuszczają” szczególnie mikro i małe firmy zatrudniające odpowiednio do 9 oraz od 10 do 49 pracowników. Kwoty na które czekają, wynoszą przeciętnie ok. 30 tys. i ok. 40 tys. zł. W firmach średnich (z zatrudnieniem od 50  do 249 osób) do nie podejmowania działań w celu odzyskania należności przyznaje się 5 % przedsiębiorstw, a mniej niż 1 % ostatecznie nie pobiera wynagrodzenia od odbiorcy usług lub towarów. Powody takich zaniechań są różne. – Część przedsiębiorców w ogóle nie chce rozpocząć działań windykacyjnych, bo obawiają się zepsucia relacji z kontrahentem i w konsekwencji braku kolejnych zleceń – tłumaczy Grzegorz Kozłowski.windykacja

Zdaniem Bogusława Biedy, prezesa firmy Vindicat jest to też efekt braku wiedzy i odpowiednich narzędzi do windykacji. – Szczególnie mikro i małe przedsiębiorstwa pozostawione są z problemem „same sobie”. Kłopotem jest choćby minimalny próg wartości faktury, od którego chcą się nią zająć firmy windykacyjne czy kancelarie prawnicze, wynoszący zazwyczaj 5 tys. zł – mówi Bogusław Bieda. – Stąd m.in. pomysł na stworzenie usługi zautomatyzowanej windykacji online, którą kierujemy przede wszystkim do mikro, małych i średnich przedsiębiorstw – tłumaczy.windykacja 2

Platforma windykacji online

Na platformie do windykacji online, Vindicat.pl aktualnie średnia wartość windykowanej zaległości wynosi niewiele ponad 790 zł. Zgłoszonych jest już ponad 2,4 tys. faktur o łącznej  wartości 16,6 mln zł.  Przedsiębiorca po wprowadzeniu do systemu niezapłaconej faktury, prowadzony jest przez niego krok po kroku. Po wstępnej bezpłatnej analizie stanu sprawy, ma możliwość wyboru gotowych scenariuszy windykacji np. windykacji polubownej lub sądowej. Kolejnych etapów działania pilnuje kalendarz. Wierzyciel wspierany jest też indywidualnie przygotowywanymi pismami urzędowymi i co istotne dla wzajemnych relacji przedsiębiorców, w kontakcie z dłużnikiem, system występuje w jego imieniu jako niezależny podmiot. Platforma daje również możliwość skorzystania z pomocy prawnej.

Podsuwa także możliwość sprawdzenia wiarygodności finansowej czy też wpisania niesolidnego kontrahenta do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz umieszczenia go na giełdzie długów i podbicie tej informacji w sieci. – Nasze usługi są komplementarne, ich połączenie pozwala zwiększyć skuteczność działania poszkodowanego przedsiębiorcy, dlatego postanowiliśmy podjąć decyzję o współpracy – mówią przedstawiciele BIG InfoMonitor oraz Vindicat. W efekcie klientom Rejestru Dłużników  BIG InfoMonitor usługi platformy Vindicat.pl są oferowane po obniżonych cenach, podobnie jak usługi BIG InfoMonitor klientom Vindicat. Obecnie sprawdzający kontrahenta w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor ma do dyspozycji bazę z informacjami o 184,5 tys. firm, z zaległościami wynoszącymi łącznie 3,6 mld zł.

  Windykacja online jest szybka, prosta i tania w zastosowaniu, podobnie jak sprawdzenie kontrahenta czy wpisywanie go do rejestru BIG. Tak naprawdę najtrudniejszy jest pierwszy krok i podjęcie decyzji o działaniu – twierdzą zgodnie przedstawiciele BIG InfoMonitor oraz Vindicat.pl.

*Badanie Kantar MillwardBrown dla BIG InfoMonitor, wykonane metodą CATI, udział wzięło 600 firm zatrudniających do 249 pracowników, listopad 2016 r. 

Kiedy i jak kupujemy w sieci?

Zakupy przez internet to codzienność coraz większej grupy osób. Według raportu PwC „Total retail 2017”, ponad połowa Polaków kupuje online przynajmniej raz w miesiącu. Tradycyjne wizyty w sklepie zastępujemy wirtualnymi ze względu na wygodę oraz szeroką dostępność bogatej oferty w jednym miejscu. Jakie zatem trendy można wskazać w ramach e-zakupów?

Rola m-commerce

Obecnie nie mówimy już tylko o e-commerce, ale także o m-commerce, który w ostatnim czasie nabiera przyspieszenia. Ruch stwarzany poprzez smartfony przekracza jedną trzecią wszystkich operacji, a na niektórych rynkach wykazuje nawet poziom ponad 60%. Wynika to z faktu, że przeglądanie stron na urządzeniach mobilnych jest łatwe i dostępne. Większość z nas ma smartfony w zasięgu ręki, zatem w dowolnym momencie może włączyć przeglądarkę i sprawdzić interesujące treści. Ułatwiają to działania wydawców, którzy dostosowują swoje serwisy do urządzeń mobilnych, tworząc strony responsywne.

Dane pokazują, że Klienci coraz częściej nie tylko sprawdzają za ich pośrednictwem ofertę, ale też dokonują na nich zakupów.

Ciekawostką jest, że telefony mają decydującą rolę w godzinach porannych, podczas gdy komputer wykorzystywany jest na równym poziomie przez cały dzień.

Migracja klientów

W kontekście smartfonów należy wspomnieć o migracji klientów. Statystyki pokazują, że coraz częściej customer journey zaczyna się na jednym urządzeniu, a kończy na innym. Szacuje się, że dotyczy to nawet 60% użytkowników.

Dla przykładu, najpierw w drodze do pracy oglądamy produkt na smartfonie, później na komputerze sprawdzamy informacje o nim na innych stronach, a wieczorem na tablecie znajdujemy najbardziej korzystną ofertę sprzedaży i dokonujemy zakupu. Ścieżka zakupowa klienta w sieci jest zatem zróżnicowana.

Content vs. cashback

Rozważając zakup danego produktu, szukamy o nim szczegółowych informacji, a także opinii i recenzji. Idealnym miejscem są wszelkiego rodzaju strony contentowe, a więc serwisy informacyjne, lifestyle’owe i blogi.

Powszechny dostęp do informacji wspiera to, co określa się mianem smartshoppingu. Klienci podczas zakupu posiłkują się jak największą dawką danych, tak aby dokonać jak najbardziej optymalnego wyboru. Sięgają do porównywarek cenowych, które pozwalają łatwo i szybko – a właśnie na czasie zależy klientom – sprawdzić, który sklep oferuje im najlepszą opcję.

Szczególnym przykładem wydawców contentowych są wszyscy influencerzy, prowadzący blogi, ale też kanały w social mediach. Ich rola stale rośnie, gdyż są przykładem, jak wiele różnorodnych treści dostępnych jest w sieci. Niezależnie, czym się interesujemy, jest duże prawdopodobieństwo, że znajdziemy kanał, który będzie odpowiadać naszym preferencjom. Poza tym influencerzy przyciągają wiernych czytelników, którzy aktywnie śledzą ich poczynania i ufają ich opiniom. Stąd popularność oferty, którą promują na swoich kanałach znani i lubiani.

Influencerzy odgrywają ważną rolę na ścieżce zakupowej klienta, ale zwykle nie generują sprzedaży bezpośrednio. Po zapoznaniu się z produktem i opiniami na jego temat, Klient szuka miejsca, które zapewni mu jak najbardziej korzystne warunki. Opcji zakupu szuka na stronach typu incentive sites, np. cashback, a więc tam, gdzie oferowane są bezpośrednie korzyści dla konsumentów za sfinalizowanie transakcji, np. rabaty, punkty lub karty podarunkowe. W ramach ostatecznej decyzji zakupowej liczy się po prostu korzyść klienta.

Kiedy kupujemy?

Zakup według dnia Dane Picodi Zakup według godzin Dane PicodiMimo że Internet dostępny jest 24/7 okazuje się, że robiący za jego pośrednictwem zakupy uaktywniają się w określonych dniach i godzinach. Z danych Picodi.com wynika, że zakupy w sieci najczęściej robimy w poniedziałek i nasza aktywność na tym polu spada wraz z każdym kolejnym dniem. Największe zainteresowanie zakupami przez internet przypada w godzinach 10-12, czyli np. kiedy w biurze przeglądamy ulubione strony. Uaktywniamy się także w godzinach wieczornych (21.00-22.00), a więc już na koniec dnia, kiedy mamy czas dla siebie po wszystkich zawodowo-domowych obowiązkach.

Autorem komentarza jest Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

MADKOM S.A. wdroży oprogramowanie w pomorskich gminach

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, podpisała umowę na modernizację oprogramowania w 8 gminach w województwie pomorskim. Wartość realizowanego zamówienia wynosi blisko 670 tys. zł brutto. 

Spółka zawarła umowę na modernizację i dostawy oprogramowania dla 8 gmin w województwie pomorskim. Obejmuje ona dostawę, instalację, konfigurację oprogramowania lub jego funkcjonalności rozszerzającego dotychczasowe oprogramowanie wraz z pracami programistycznymi, wdrożeniowymi, instalacyjnymi, a także szkoleniowymi. MADKOM S.A. w ramach zamówienia wykona m.in. prace związane z systemem SIDAS EZD, który dostarczy i wdroży albo zmodernizuje, SIDAS NIERUCHOMOŚCI, SIDAS BIP oraz systemami dziedzinowymi. Emitent opracuje również i uruchomi e-usługi na platformie ePUAP. Pozyskane zamówienie wpisuje się w założenia strategii rozwoju Spółki i będzie miało pozytywny wpływ na jej wyniki finansowe w kolejnych kwartałach.

„Po chwili przestoju w pozyskiwaniu zamówień notujemy kolejny sukces. Tym razem udało nam się pozyskać zamówienie na modernizacje i dostawy oprogramowania w gminach z terenu woj. pomorskiego. To zamówienie jak i kolejne, na które oczekujemy, powiększają backlog projektów na rok bieżący, jak również na rok 2018.” – ocenia Grzegorz Szczechowiak, Prezes Zarządu Spółki MADKOM S.A.

W maju 2017 r. Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. podpisała umowy o wartości prawie 1,13 mln zł brutto i zanotowała wyraźny wzrost przychodów netto sprzedaży w ujęciu rdr. Po pięciu miesiącach tego roku poziom skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży Spółki przekroczył 2.974 tys. zł wobec 1.128 tys. zł w analogicznym okresie 2016 r. Emitent istotnie zwiększył w tym okresie przychody ze sprzedaży usług serwisowych do ponad 1.407 tys. zł, podczas gdy rok temu było to 959 tys. zł.

„Nowe projekty, w których startuje Spółka pojawiają się teraz w miarę regularnie. Okresem stagnacji jak zawsze jest okres wakacyjny, ale chyba nie ma branży poza branżą turystyczną, aby w tych miesiącach działo się coś więcej. Wakacje to też czas zbierania sił przed IV kwartałem, który w branży IT jak zawsze jest kluczowy.” – dodaje Prezes Szczechowiak.

Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. wypracowała w 1 kw. 2017 r. zysk netto na poziomie 395 tys. zł oraz zysk EBITDA w kwocie 777 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 2.615 tys. zł. Strategia Rozwoju Emitenta na lata 2015-2020 zakłada konsekwentne zwiększanie wartości przychodów stałych z umów serwisowych oraz maksymalnie efektywne wykorzystanie funduszy unijnych. Celem Spółki jest zdobycie nowych kontraktów na kwotę minimum 10 mln zł i pozyskanie zamówień na dostawy systemów Elektronicznego Zarządzania Dokumentami u nowych klientów w liczbie co najmniej 100 urzędów w 2017 r. MADKOM S.A. zamierza również pozyskać zamówienia z funduszy RPO województw, które zakończyły oceny w konkursach i przyznały już dofinansowania na lata 2016-2018, zdobywając w tym segmencie kontrakty o wartości 6 mln zł netto. Ich realizacja ma nastąpić w latach 2017-2018.

UOKiK i URE potwierdzają obawy o wzrost cen gazu jako efekt nowelizacji ustawy o zapasach gazu i ropy

URE i UOKiK przedstawiły opinię nt. efektów nowelizacji ustawy o zapasach gazu i ropy. W opinii URE czytamy, że urząd ten zgadza się z wyliczeniami niezależnych dostawców gazu, iż nałożenie dodatkowych obowiązków zmniejszy konkurencję na rynku, spowoduje wzrost hurtowych cen gazu o około 4% i pogłębi różnice cen między polską giełdą a niemiecką. UOKiK w swoim raporcie wyraża obawy, że obowiązek przymusowego magazynowania gazu przez niezależnych importerów spowoduje wzrost kosztów, „co musi wpłynąć na ceny gazu dla odbiorców końcowych”.

– Proponowane rozwiązanie dotyczące magazynowania gazu poza granicami kraju i jego wykorzystania w przypadku konieczności użycia obowiązkowych rezerw zostało obarczone wymogiem rezerwacji mocy przesyłowych na punkcie wyjścia oraz na punkcie wejścia do sieci przesyłowej lub dystrybucyjnej wyłącznie na te potrzeby. Oznacza to, że przedsiębiorca, który zdecyduje się na posiadanie obowiązkowych rezerw gazu poza granicami Polski, oprócz kosztów związanych z samym magazynowaniem gazu, będzie musiał ponieść koszty rezerwacji mocy przesyłowych po obu stronach interkonektora. Stawia to pod znakiem zapytania opłacalność tego rozwiązania. Opłacanie rezerwacji mocy przesyłowych, które będą mogły być wykorzystywane wyłącznie w przypadku uruchomienia obowiązkowych rezerw gazu znajdzie odbicie w kosztach funkcjonowania przedsiębiorców objętych obowiązkiem utrzymywania zapasów, co musi wpłynąć na ceny gazu dla odbiorców końcowych – czytamy w stanowisku UOKiK.

71% pracowników uważa, że sprawna komunikacja wewnętrzna wpływa na wynik biznesowy firmy

Co czwarty pracownik średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce nie czuje się wystarczająco poinformowany o działaniach prowadzonych przez swojego pracodawcę, a aż 71% uważa, że firma nie odniesie sukcesu biznesowego bez partnerskiej i otwartej komunikacji z pracownikami. Według zatrudnionych, za sprawny przepływ informacji powinni odpowiadać przede wszystkim menedżerowie i kierownicy działów (67% wskazań) – wynika z raportu „Efektywność biznesowa zaczyna się od komunikacji wewnętrznej” przygotowanego przez emplo. Eksperci zgodnie podkreślają, że obecnie komunikacja wewnętrzna to funkcja zarządzania organizacją, w której kluczową rolę odgrywa kadra kierownicza.

wynik biznesowy_emploWśród firm, które poznałem, znajdują się takie, które odniosły biznesowy sukces bez nowoczesnego biura czy rozbudowanego pakietu benefitów dla pracowników, ale ogromną wagę przykładały do otwartego dialogu z pracownikami. To potwierdza, jak ważny jest kontakt z zatrudnionymi osobami. Udowadniają to też wyniki zrealizowanego przez nas badania, które wyraźnie pokazują, że sprawnie funkcjonująca komunikacja wewnętrzna jest podstawą dla realizacji założonych celów biznesowych. Niestety, jak wskazują sami pracownicy, nadal wiele firm nie przykłada odpowiedniej wagi do tego obszaru – mówi Paweł Leks, CEO, emplo.kto odpowiada za komunikację wew_emplo

Gra w otwarte karty z pracownikiem

Z badania „Efektywność biznesowa zaczyna się od komunikacji wewnętrznej” wynika, że zdecydowana większość pracowników (71%) jest zdania, że firma nie osiągnie sukcesu rynkowego bez otwartej i partnerskiej komunikacji wewnętrznej. Wśród najważniejszych działań prowadzonych w przedsiębiorstwie i wpływających na efektywność biznesową znajdują się: skuteczna komunikacja z pracownikami (42% wskazań), jawność celów stawianych osobom i zespołom (35%) oraz możliwość zgłaszania pomysłów i usprawnień przez pracowników (35%). Co czwarty menedżer lub specjalista chciałby natomiast zostać włączony w podejmowanie decyzji dotyczących firmy. Co piąty pracownik (23%) dostrzega zaś rosnące znaczenie nowoczesnych technologii i uważa, że ich stosowanie usprawnia procesy biznesowe.działania komunikacji wewnętrznej_emplo

– Technologia przybywa z odsieczą szczególnie w firmach z rozproszoną strukturą, w których zatrudnione osoby pracują w różnych lokalizacjach i w różnym trybie. Statyczną pracę przy biurku coraz częściej zamieniamy na pracę w drodze na spotkanie, w pociągu czy w kawiarni. W firmach, które mierzą się z takimi wyzwaniami, usprawnienie komunikacji wewnętrznej jest podstawą efektywnej działalności – zwraca uwagę Paweł Leks. – Wśród przedsiębiorstw korzystających z emplo są organizacje z oddziałami rozsianymi po całej Polsce i w różnych krajach, z osobami pracującymi w trybie zmianowym oraz korzystającymi z pracy zdalnej. Możliwość natychmiastowego dotarcia z firmowymi informacjami do każdej osoby, także tej nie pracującej przy komputerze, a korzystającej głównie ze smartfona, jest kluczową wartością dla zarządów i menedżerów. Jeśli na dodatek pracownicy mają możliwość zabrania głosu i współtworzenia firmowej społeczności, tworzy to dodatkową wartość – dodaje Paweł Leks.

Przykładem firmy, która korzysta z modelu pracy zdalnej i technologii społecznościowych wspierających komunikację wewnętrzną, jest Netguru, specjalizująca się w projektowaniu i wdrażaniu systemów i aplikacji internetowych oraz mobilnych. – Zdalnie współpracujemy nie tylko z pracownikami, ale i naszymi klientami, dla których prowadzimy kilkadziesiąt projektów rocznie. Nie byłoby to możliwe bez skutecznej komunikacji. Dbamy o to, aby włączać pracowników w procesy decyzyjne toczące się w firmie. Kiedy zespół ma wpływ na to, jak wygląda i rozwija się firma, jest bardziej zmotywowany do pracy, a główni decydenci zyskują dodatkową perspektywę. W Netguru zespół zgłasza swoje uwagi dotyczące bieżącej działalności podczas cyklicznych spotkań z liderami. Są one później omawiane na naszym firmowym forum. Zespoły razem ze swoimi liderami ustalają również cele realizowane kwartalnie. Staramy się być firmą transparentną, w której zespół czuje, że ma wpływ na kierunek rozwoju i nie boi się otwarcie komunikować swoich spostrzeżeń nawet w trudnych sytuacjach – mówi Wiktor Schmidt, CEO & Co-founder, Netguru.

Kierownicy działów na straży komunikacji wewnętrznej

Dwóch na trzech pracowników uważa, że to menedżerowie i kierownicy działów powinni odpowiadać za skuteczną komunikację z pracownikami. Co piąty ankietowany wskazał na specjalistę ds. komunikacji wewnętrznej, a co dziesiąty – na zarząd lub prezesa. Co ciekawe, im większa firma, tym większe znaczenie ma osoba dedykowana temu obszarowi. 19% pracowników średnich firm uważa, że komunikacją wewnętrzną powinni zarządzać specjaliści ds. komunikacji wewnętrznej, podczas gdy w korporacjach zatrudniających powyżej 500 pracowników ten odsetek jest nieco wyższy i wynosi 23%. Odwrotnie jest w przypadku menedżerów, którym większą rolę przypisuje się w średnich firmach (68% wskazań), a nieco mniejszą w tych największych (64%). Otwartych na dialog szefów działów doceniają sami pracownicy – aż trzy czwarte zapytanych uważa, że najlepiej pracuje się z przełożonym, który chce rozmawiać i traktuje współpracowników jak partnerów a nie podwładnych.

Maksymilian Pawłowski z Leroy Merlin Polska zauważa, że choć w związku z transformacją cyfrową, w firmach coraz bardziej rozwija się wirtualny kontakt z i między pracownikami, to wciąż najważniejszą rolę odgrywają bezpośrednie spotkania. – Dzięki nowoczesnej technologii możliwe jest komunikowanie się masowe lub indywidualne za pomocą jednego kliknięcia. Stąd komunikacja bezpośrednia staje się swego rodzaju luksusem. A to ona właśnie ma wysoką skuteczność. W trakcie spotkań twarzą w twarz tworzą się bliskie relacje, wchodzi się w głębszą interakcje, zbiera się na bieżąco informację zwrotną. Dlatego jestem przekonany, że w organizacjach nic nie zastąpi komunikacji zarządczej realizowanej przez menedżerów. Co więcej, sztuka zarządzania jest ściśle powiązana z komunikacją, stąd ten obszar powinien być szczególnie traktowany w procesie rozwoju leadershipu i doskonalenia umiejętności kadry menedżerskiej – mówi Maksymilian Pawłowski, Menedżer Komunikacji Korporacyjnej, Leroy Merlin Polska.

Co czwarty pracownik bez wiedzy o działaniach firmy

Firmy od wielu lat przeznaczają ogromne budżety na budowanie wizerunku zewnętrznego, a jak wynika z badania emplo, część z nich zapomina o komunikacji z pracownikami, czyli najważniejszymi ambasadorami marki. Choć 46% zapytanych czuje się dostatecznie poinformowanych o działaniach prowadzonych przez swoich pracodawców, to aż 28% jest przeciwnego zdania.

Zarządzający przedsiębiorstwami, szczególnie liczącymi kilkaset czy nawet kilka tysięcy osób, są coraz bardziej świadomi tego, jak wielką wagę dla realizacji postawionych przed nimi celów biznesowych, ma sprawnie zarządzana komunikacja wewnętrzna. I nie chodzi już tylko o przekazywanie informacji, ale o budowanie środowiska pracy, które pracownicy współtworzą i na które mają realny wpływ. I mam tutaj na myśli coś więcej niż kaskadowanie informacji z góry na dół, chodzi między innymi o pobudzanie oddolnych inicjatyw. Takiej demokracji w komunikacji nauczyły nas platformy społecznościowe, z których wszyscy korzystamy prywatnie. Budowanie komunikacji wewnętrznej w organizacjach w oparciu o dokładnie te same społecznościowe mechanizmy to bardzo dobra praktyka – mówi Paweł Leks z emplo.

Zmiany w unijnym budżecie. Równi i równiejsi

Wyjście brytyjczyków ze wspólnych budżetów unijnych zamyka również najprawdopodobniej erę rabatów we wpłatach. Dzisiaj posiedzenie RPP. Włoskie banki mogą być wspierane przez państwo.

Koniec rabatów w budżecie unijnym

Wraz z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zniknie też precedensowy rabat, z którego kraj ten korzystał od 1984 roku. Powodem zniżki była dysproporcja między wysokością wpłat a poborami ze wspólnej polityki rolnej. Warto zwrócić uwagę, że wraz z nim znikną też najprawdopodobniej rabaty innych państw będące odpowiedzią na ulgę brytyjczyków. Zapowiadają się zatem intensywne negocjacje budżetu od 2020 roku. Z jednej strony, przedstawiciele struktur unijnych zapowiadają koniec preferencji. Z drugiej, państwa członkowskie niechętnie będą z nich rezygnować.

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej

Dzisiaj, zapewne około godziny 13:30, zakończy się posiedzenie RPP. Rynki zwyczajowo najbardziej zainteresowane są w takim przypadku decyzją w sprawie stóp procentowych. Obecnie analitycy są zgodni, że takowa nie powinna się pojawić, do momentu aż strefa euro nie zacznie poważniejszych ruchów w celu podniesienia stóp u siebie. Gdy zaczną rosnąć stopy procentowe, a konkretnie gdy rynki uwierzą że zaczną rosnąć, powinno dochodzić do umacniania się złotego. Rynki preferują waluty o wyższych stopach procentowych, gdyż w takich obszarach otrzymują lepszą stopę zwrotu z inwestycji o niskim ryzyku. Dzisiaj kluczowy będzie komunikat po posiedzeniu o godzinie 16:00. To tam być może uchylony zostanie rąbek tajemnicy co do dalszych działań RPP.

Równi i równiejsi w Unii

Okazuje się, że unijne ustalenia na temat bankructwa banków nie dotyczą Włoch. Znany obecnie głównie ze swoich kłopotów Banco Monte dei Paschi di Siena, otrzymał imponujacą kwotę 5,4 mld euro wsparcia. Pod koniec 2016 roku ten najstarszy wciąż działający bank miał ponad 7% udziału we włoskim rynku. Dlaczego możliwa była pomoc państwa? Okazuje się, że problemy banku wynikały z “pogorszenia się warunków gospodarczych”. Gdy w wyniku kryzysu banki chociażby na Cyprze miały problemy, to była to ich wina. Gdy w 2017 roku we Włoszech bank ma przerośnięty portfel niespłacanych kredytów, jest to wina pogarszających się warunków gospodarczych. Aż sama się ciśnie parafraza, że jeżeli dane tego nie potwierdzają to tym gorzej dla danych.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – zamówienia na dobra,

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC (amerykański odpowiednik FED).

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

ABS Investment S.A. wypłaci 0,04 zł dywidendy

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, wypłaci dywidendę z zysku za 2016 r. w wysokości 0,04 zł na akcję oraz będzie kontynuowała skup akcji własnych. GPW w Warszawie podjęła również Uchwałę o wprowadzeniu obligacji Spółki serii B do obrotu na rynku Catalyst.

Akcjonariusze ABS Investment S.A. podczas ZWZA, które odbyło się w dniu 28.06.2017 r., podjęli Uchwałę o wypłacie dywidendy z zysku osiągniętego w 2016 r. w wysokości 0,04 zł na akcję. Dzień ustalenia prawa do dywidendy został wyznaczony na 16.08.2017 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 01.09.2017 r. Spółka wypłaci łącznie swoim Akcjonariuszom środki w kwocie 320 tys. zł. Pozostała część zysku wypracowanego w poprzednim roku, a więc ponad 2.895 tys. zł, zostanie przeznaczona na kapitał zapasowy. ABS Investment S.A. regularnie dzieli się zyskiem ze swoimi inwestorami. W   2016 r. Emitent wypłacił dywidendę w wysokości 0,06 zł na akcję, a rok wcześniej w kwocie 0,03 zł na akcję.

„ABS wypłaci trzeci rok z rzędu dywidendę Akcjonariuszom i po raz czwarty w swojej 7-letniej historii. Podobnie jak skup akcji własnych jest to stały element strategii ABS. Pierwotnie planowałem, że dywidenda będzie na wyższym poziomie, ale poziom nasycenia inwestycyjnego jest w tym momencie bardzo duży i mając do wyboru wzrost wartości firmy, a wyższą dywidendę, wybrałem to pierwsze. Dodatkowo na lipiec tego roku przypadł wykup obligacji serii A, co wymagało zabezpieczenia środków na poziomie 1 mln zł. Jednocześnie był realizowany skup akcji własnych, a zadłużenie kredytowe w banku spadło o 50% i stanowi obecnie ok 1-1,5% sumy bilansowej i mniej niż 10% zysku brutto za ostatni rok. Mam nadzieję, że w tym roku uda się zrealizować kolejne ambitne prognozy i w przyszłym roku wartość dywidendy znacznie wzrośnie.” – podkreśla Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Podczas ZWZA Spółki jej Akcjonariusze podjęli również uchwały w sprawie skupu akcji własnych. Zarząd ABS Investment S.A. uzyskał upoważnienie do nabywania akcji własnych w ramach skupu A realizowanego poprzez transakcji na rynku NewConnect. Środki przeznaczone na ten cel wynoszą do 1 mln zł, a czas trwania skupu A został ustalony na 60 miesięcy począwszy od dnia 28.06.2017 r. ZWZA Emitenta przyjęło także zmiany w skupie B realizowanym w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem. Docelowym okresem przeprowadzania skupu B będzie okres 180 dni po każdorazowym zatwierdzeniu sprawozdania finansowego Spółki. Nabywanie akcji własnych w ramach skupu B będzie następować po cenie nie niższej niż wyższa o 10% i nie wyższej niż 15% od średniej ceny z 60 sesji poprzedzających dzień ogłoszenia zawierającego informację o chęci odkupienia akcji w ramach skupu B. ABS Investment S.A. przeznaczony na realizację skupu B kwotę do 1 mln zł.

„Jestem gorącym zwolennikiem skupu akcji własnych w sytuacji ich niedowartościowania na rynku. W moim przekonaniu mamy taką sytuację w przypadku akcji ABS. Cena rynkowa jest na poziomie 35% wartości księgowej na akcje. C/Z kształtuje się od dwóch lata w przedziale 3-4. Jeżeli dodamy do tego szacowany potencjał wzrostu pozycji inwestycyjnych z portfela ABS to może okazać się za jakiś czas, że zakup akcji własnych był dobrą inwestycją. Należy również podkreślić, że od prawie 5 lat ABS nie emitował akcji i finansuje swoją działalność z wypracowanych zysków oraz w mniejszym zakresie długiem oprocentowanym, który kształtuje się niezmiennie na niskim poziomie ok. 10-15% sumy bilansowej. W kolejnych latach kołem zamachowym mają być również środki z emisji obligacji serii B, które uchwałą z 4 lipca zostały dopuszczone do obrotu na rynku Catalyst. Przypomnę tylko, że w kwietniu z tej emisji pozyskaliśmy 2 mln zł, czyli maksymalną kwotę, na okres 4 lat, z kuponami płatnym kwartalnie przy oprocentowaniu 7,5% w skali roku. Obligacje nie są zabezpieczone i Spółka nie poniosła dodatkowych kosztów przy ich emisji, co świadczy o ogromnym zaufaniu obligatariuszy i bardzo efektywnym działaniu ABS przy pozyskiwaniu środków.” – podsumowuje Prezes Jarosz.

Zarząd GPW w Warszawie podjął w dniu 04.07.2017 r. Uchwałę o wprowadzeniu do alternatywnego systemu obrotu na Catalyst 2.000 obligacji serii B Spółki, o wartości nominalnej 1.000 zł każda. W kwietniu br. ABS Investment S.A. przeprowadziła z sukcesem emisję obligacji serii B, z której pozyskała środki w wysokości 2 mln zł, a inwestorzy objęli wszystkie ofertowane papiery wartościowe. W 1 kw. 2017 r. Emitent zanotował 0,6 mln zł zysku netto, co było przede wszystkim rezultatem prowadzenia skutecznej działalności inwestycyjnej.

Spółka prognozuje, że wypracuje w 2017 r. zysk brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,60 zł. Natomiast wartość aktywów ABS Investment S.A. (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec 2017 r. od 4,50 zł do 5,00 zł.

Rekordowo długa „bezczynność” RPP

„Rada Polityki Pieniężnej postanowiła utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie” – taki komunikat słyszymy nieodmiennie od ponad dwóch lat i wszystko wskazuje na to, że będzie nam towarzyszył jeszcze nie raz. I choć nasze władze monetarne raczej nie mają szans na pobicie rekordu ustanowionego przez Komitet Otwartego Rynku amerykańskiej rezerwy federalnej, to krajowy rekord „bezczynności” dzierżą już od dawna.

Choć maksymę, mówiącą że polityka pieniężna powinna być tak przewidywalna, że aż nudna, przypisuje się Mervynowi Kingowi, byłemu szefowi Banku Anglii, to mistrzostwo w jej stosowaniu jest i długo pozostanie w rękach Fed. Przynajmniej w kontekście utrzymywania stóp procentowych na niezmienionym poziomie, bo choć wynosiły one zero procent przez 83 miesiące, czyli prawie 7 lat, to amerykańskiej rezerwie federalnej przez ten czas co najmniej kilkukrotnie udało się obserwatorów i uczestników rynku zaskoczyć i wywołać dezorientację swymi deklaracjami i niedotrzymywaniem zapowiedzi. Z tego punktu widzenia trudno mówić zarówno o przewidywalności, jak i o nudzie.

Za to nasza Rada Polityki Pieniężnej w stu procentach wypełnia kryteria sformułowane przez prezesa Kinga. Miało być przewidywalnie i nudno i jest tak już od kwietnia 2015 r., czyli od pierwszego miesiąca po marcowej obniżce podstawowej stopy procentowej z 2 do 1,5 proc. Od tego czasu wspomnianą formułkę słyszeliśmy już 26 razy, a 1,5 proc. stopa obowiązuje od 28 miesięcy. Poprzedni rekord wynosił 19 miesięcy i pochodził z lat 2009-2011, gdy stopa referencyjna była utrzymywana na poziomie 3,5 proc. Ile ostatecznie będziemy czekać na zmianę, trudno dokładnie przewidzieć, ale może to potrwać jeszcze od 18 miesięcy, biorąc pod uwagę oceny prezesa NBP Adama Glapińskiego, do nawet 30 miesięcy, jeśli przyjąć opinię członka RPP Kamila Zubelewicza, który uznał za prawdopodobny brak podwyżek stóp do końca 2019 r., choć oczywiście w „międzyczasie” może dojść do istotnych zmian sytuacji, wpływających na decyzje Rady.

W przypadku polityki pieniężnej w ogóle, a działań RPP w szczególności, dobrze się sprawdza zasada, że brak zmiany stóp jest istotną decyzją, wywierającą znaczące konsekwencje, odczuwalne dla gospodarki, banków i przede wszystkim kredytobiorców oraz posiadaczy oszczędności. Choć oczywiście wysokość oficjalnych stóp procentowych nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na sytuację tych dwóch ostatnich grup, warto zwrócić uwagę, że w ciągu wspomnianych 28 miesięcy utrzymywania ich na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, czyli od marca 2015 r., średnie oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych obniżyło się z 9,2 do 7,8 proc., kredytów mieszkaniowych z 3,9 do 3,7 proc., a lokat bankowych z 2,2 do 1,5 proc. W kolejnych miesiącach należy się spodziewać raczej niewielkich zmian w tym zakresie, choć część banków wciąż obniża oprocentowanie lokat.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Naruszenie konkurencji (tzw. private enforcement) – nowe regulacje ws. odszkodowań

Koniec z płaceniem wyższych cen – od teraz łatwiej jest uzyskać odszkodowanie za poniesione z tego powodu straty. Weszła w życie ustawa o roszczeniach o naprawienie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji, tzw. private enforcement.

UOKiK co roku wydaje kilkadziesiąt decyzji dotyczących porozumień ograniczających konkurencję lub nadużywania pozycji dominującej. Nie rozstrzygają one jednak kwestii odszkodowania dla poszkodowanych przez niedozwolone praktyki, np. przedsiębiorców, których dotknęły działania rynkowego potentata, czy konsumenta, który musiał płacić więcej za produkty objęte zmową. Zmieni to ustawa o roszczeniach o naprawienie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji, która pozwoli na skuteczniejsze dochodzenie roszczeń przez wszystkich, których dotknęły antykonkurencyjne praktyki. Przepisy zostały przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości, przy współpracy z UOKiK.

– Dzięki nowemu prawu ochrona konkurencji będzie możliwa nie tylko poprzez aktywność urzędu, ale również na drodze prywatnoprawnej. Występujemy w interesie publicznym, nakładamy kary za konkretne praktyki, a od dziś możliwe jest także skuteczne dochodzenie roszczeń przez poszczególnych poszkodowanych – mówi wiceprezes UOKiK, Bernadeta Kasztelan-Świetlik.

Pozew będzie mógł złożyć każdy, kogo dotknęły niedozwolone działania, np. kontrahent, czy konkurent przedsiębiorcy, który naruszył prawo konkurencji lub konsument. Sprawy rozpatrywać będą sądy okręgowe, bez względu na wartość przedmiotu sporu. Pozwy mogą dotyczyć m.in. praktyk uznanych w decyzjach prezesa UOKiK za porozumienia ograniczające konkurencję, nadużywanie pozycji dominującej, a także naruszeń, odnośnie do których nie było prowadzone postępowanie i wydana decyzja organu ochrony konkurencji. Ustawa nie będzie dotyczyła natomiast naruszenia przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Ponadto do polskiego wymiaru sprawiedliwości mogą zwracać się poszkodowani przez naruszenia prawa konkurencji stwierdzone przez Komisję Europejską oraz w niektórych przypadkach przez organy ochrony konkurencji innych państw członkowskich. Z powództwem mogą wystąpić nie tylko poszkodowani, ale również ich reprezentanci – organizacje zrzeszające konsumentów lub przedsiębiorców.

Do regulacji, które ułatwią dochodzenie roszczeń należą również domniemanie winy sprawcy naruszenia oraz domniemanie wyrządzenia szkody przez naruszenie prawa konkurencji. Co oznacza, że to pozwany będzie musiał udowodnić, że nie naruszył prawa. Ponadto sąd będzie związany ustaleniami zawartymi w prawomocnej decyzji UOKiK o uznaniu praktyki za ograniczającą konkurencję.

Nowe przepisy wprowadzają do polskiego prawa cywilnego wniosek o wyjawienie środka dowodowego. Oznacza to, że sąd na wniosek powoda, który uprawdopodobni swoje roszczenie i zobowiąże się, że wykorzysta dowód tylko na potrzeby tego postępowania, może nakazać pozwanemu przedsiębiorcy okazanie dowodu, który posiada, np. dokumentów czy korespondencji mejlowej. Jeżeli strona będzie się od tego uchylać, sąd może ją obciążyć kosztami postępowania niezależnie od końcowego rozstrzygnięcia, a nawet uznać za ustalone fakty, które mają być stwierdzone przy pomocy żądanych materiałów.

Ustawa przyznaje nieco więcej uprawnień przedsiębiorcom, którzy skorzystali z programu łagodzenia kar leniency. UOKiK nie będzie mógł wyjawić oświadczenia złożonego przez skruszonego przedsiębiorcę. Ponadto z roszczeniem mogą wystąpić jedynie firmy z jego łańcucha dostaw lub usług (jego bezpośredni lub pośredni nabywcy lub dostawcy). Wobec pozostałych poszkodowanych, np. konsumentów, ponosi on odpowiedzialność tylko wówczas, gdy nie jest możliwe uzyskanie pełnego odszkodowania od innych uczestników porozumienia ograniczającego konkurencję.

Raport PayPal: Polacy najczęściej wydają 2-4 tys. zł na tygodniowy urlop w Europie Środkowo-Wschodniej

  • Celem podróży Polaków do Europy Środkowo-Wschodniej jest wypoczynek i zwiedzanie – najczęściej wyjeżdżają na 7 dni i wydają 2-4 tys. zł.[1]
  • Decyzja odnośnie miejsca wypoczynku w Europie Środkowo-Wschodniej jest podyktowana przede wszystkim ceną i dobrą opinią wśród znajomych (wybrane jako ważne odpowiednio przez 82% i 77%).
  • Dużą role w podczas podróży ogrywają płatności online – tylko 33% polskich turystów woli płacić za wyjazd offline. Gotówką opłacane jest 78% wyjazdów, a także kartami kredytowymi 43%.

Zgodnie z najnowszym raportem podróżniczym[2] przygotowanym przez PayPal i pracownię badawczą GfK, decyzje Polaków podróżujących po Europie Środkowo-Wschodniej odnośnie miejsca wypoczynku w Europie Środkowo-Wschodniej podyktowane są przede wszystkim ceną i dobrą opinią wśród znajomych (wybrane jako ważne odpowiednio przez 82% i 77%). Inne ważne czynniki to dobre opinie w Internecie (wybrane jako ważne przez 76% turystów), spokój (74%) oraz opcje wyboru płatności (57%).

Większość Polaków woli wyjeżdżać do krajów Europy Środkowo-Wschodniej latem i na okres tygodnia. Na taki wyjazd, 35% turystów wydaje od 2 tys. do 4 tys. złotych, a 24% od 1 tys. do 2 tys. złotych. Najpopularniejszą okazją do wyjazdów do krajów regionu są oczywiście coroczne wakacje, a także weekendy i święta.

Polacy wybierają płatności online

Większość wakacyjnych wydatków w Europie Środkowo-Wschodniej opłacana jest gotówka (78%), a także kartami kredytowymi (43%). Rola płatności internetowych jest jednak znacząca – tylko 33% polskich turystów twierdzi, że woli płacić podczas podróży offline. Ciekawostką jest, że turyści w wieku 55+ mają podobne preferencje jak cała przebadana grupy respondentów. – 51% z nich również wybiera płatności online. 65% polskich turystów wybiera sposób płatności biorąc pod uwagę ich bezpieczeństwo i wygodę.

34% podróżnych opłaciło część wydatków w trakcie swoich ostatnich wakacji za pomocą PayPal – platforma płatnicza online jest wyjątkowo popularna przy płatnościach za nocleg wśród młodszych podróżujących i wybiera ją 42% badanych w wieku 18-14 lat.

Najważniejsze preferencje polskich turystów

Internet staje się jednym z głównych kanałów informacji dla turystów. Co prawda, 58% Polaków rozpoczyna przygotowanie do podróży sprawdzając opinie znajomych, ale 55% równocześnie weryfikuje te informacje za pomocą wyszukiwarek internetowych. 27% polskich podróżnych wykorzystuje w celu znalezienia informacji o zakwaterowaniu, atrakcjach, kulinariach czy sprawach administracyjnych również media społecznościowe. Tylko 32% badanych polega na informacjach znalezionych offline.

Ze względu na bogactwo i różnorodność Europy Środkowo-Wschodniej, polscy turyści mają wiele możliwości do wyboru. W przeciągu ostatnich trzech lat, najpopularniejszym kierunkiem wyjazdów Polaków w regionie były Czechy, które odwiedziło 45% polskich badanych. Zgodnie z raportem, Słowacja i Chorwacja uplasowały się na drugim i trzecim miejscu, i zostały odwiedzone przez odpowiednio 42% i 30% naszych obywateli.

„Jedną z najlepszych rzeczy w Europie Środkowo-Wschodniej jest unikalna i tętniąca życiem atmosfera. Niezależnie od tego czego szukasz, w ciągu kilku godzin jazdy od domu, z łatwością możesz zobaczyć piękne wyspy w Grecji, pojeździć rowerem dookoła Balatonu, pospacerować wąskimi uliczkami starej Pragi lub zachwycać się zapierającymi dech w piersiach krajobrazami w Tatr” – podsumowuje Matt Komorowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Europie Północnej i Środkowej. „To co ułatwia podróżowanie i daje turystom poczucie spokoju jest możliwość szybkich i wygodnych płatności za hotel, lot czy bilety do muzeum. W takiej sytuacji, bardzo wygodnym rozwiązaniem może być uruchomienie płatności przez PayPal One Touch, który zapamiętuje dane do logowania i w ten sposób umożliwia podróżnym płatności za pomocą jednego kliknięcia, również na urządzeniach mobilnych. Dzięki tej usłudze, zamiast tracić czas na wypełnianie formularzy płatniczych dla każdej transakcji, turyści mogą cieszyć się wyjazdem.”

Wybór krajów, do których podróżują Polacy związany jest z najczęściej wybieranym rodzajem wakacji. Największa grupa Polaków odwiedzających Europę Środkowo-Wschodnią w ciągu ostatnich trzech lat udała się na wypoczynek (78%) i zwiedzanie (44%). Inne popularne rodzaje wyjazdów wśród polskich obywateli to wyjazdy na konkretne wydarzenia (wybrane przez 10%), wyjazdy edukacyjne (10%) oraz w celu odwiedzenia przyjaciół lub rodziny (10%). Tylko 6% badanych podróżowało na wydarzenia sportowe.

Najbardziej popularnym środkiem transportu jest samochód, który jest wybierany przez 54% polskich podróżujących po Europie Środkowo-Wschodniej. 39% z nas decyduje się na samolot, a 20% na autobus. Jeżeli chodzi o zakwaterowanie, większość Polaków zatrzymuje się w hotelu (57%), wynajętym mieszkaniu lub domu (26%) lub w hostelu (24%).

Polacy czują są dumni ze swojego kraju i jego wartości turystycznej

Polacy czują są dumni ze swojego kraju i jego wartości turystycznej – 92% z nich zarekomendowałoby odwiedzenie Polski zagranicznym turystom. Tylko 4% badanych nie zrobiłoby tego, a 4% twierdzi, że nie ma zdania w tej kwestii.

Respondenci z innych przebadanych krajów , takich jak Czesi czy Węgrzy, są równie dumni ze swojego kraju (92% z nich poleciłoby odwiedzenie swojego kraju). Najbardziej przekonani o wartości turystycznej swojego kraju są Grecy: 99% badanych z tego kraju zarekomendowałoby odwiedzenie swojej ojczyzny zagranicznym turystom.

W opinii Polaków, najbardziej atrakcyjnymi miejscami w kraju dla zagranicznych turystów jest Kraków, wskazany przez 50% badanych. Mazury, Bieszczady i Tatry zostały wskazane przez 32%, 11% i 10% badanych.

Czesi i Węgrzy chętnie odwiedzają swoich sąsiadów

Podróżowanie po Europie Środkowo-Wschodniej jest popularne również wśród naszych południowych sąsiadów. Jak pokazuje badanie, 42% Czechów, 17% Węgrów i 12% Greków odwiedziło Polskę w ciągu ostatnich trzech lat. 47% Węgrów było w Chorwacji, a 44% Greków odwiedziło w ciągu ostatnich trzech lat Bułgarię.

„Europa Środkowo-Wschodnia ma wiele pięknych miejsc i atrakcji, które warto odwiedzić. W Polsce warto zobaczyć okolicę Kłodzka, w tym szczególnie nowo wybudowany park MiniEuroland i Nową Rudę (uzdrowisko). Grecja oferuje czyste morze i plaże, wspaniałą kulturę oraz niesamowitą kuchnię. Chorwacja jest szczególnie wygodna dla podróżujących samochodem i szczególnie popularna wśród Czechów, jako, że można też przy okazji zobaczyć Dubrovnik, Split lub Zadar oraz wyjątkową przyrodę, parki i jeziora” – komentuje jeden z Czeskich badanych.

Spośród wielu popularnych miejsc w Europie Środkowo-Wschodniej, badani podkreślają również wartość turystyczną wielu nieodkrytych miejsc, takich jak np. Bałkany: „Oprócz popularnych miast takich jak Praga czy Budapeszt, warto również pojechać do mniej znanych rejonów takich, jak np. Bałkany. I to nie tylko na wybrzeże, ale również do Serbii czy Macedonii, które mają wspaniałą atmosferę i pogodę, która zachęca do spacerów w miastach i poza nimi.” – mówi jeden z polskich respondentów.

[1] Przebadana grupa: 1014 użytkowników internetu w Polsce, w wieku 18-65 lat, którzy odwiedzili kraje Europy Środkowo-Wschodniej w ciągu ostatnich trzech lat (N = 1014).

[2]Raport Podróże 2017, międzynarodowe badanie przeprowadzone przez GFK na zlecenie PayPal w czerwcu 2017 roku w Polsce, na Węgrzech, w Grecji i Czechach. Badanie zostało przeprowadzone poprzez kwestionariusz online (CAWI) pośród 5000 użytkowników internetu, w wieku 18+ (Polska N=1014, Czechy N=1030, Węgry N=1019, Grecja N=1000). Struktura próby została skorygowana przy użyciu wagi analitycznej tak, by odpowiadała strukturze polskich, węgierskich, greckich i czeskich internautów pod względem płci, wieku, wykształcenia i wielkości.

PGS obawia się o przyszłość polskich, małych sklepów w efekcie decyzji KE

Decyzja Komisji Europejskiej o zniesieniu podatku handlowego może doprowadzić do umocnienia pozycji zagranicznych sieci dyskontowych na polskim rynku. To informacja bardzo negatywna dla przyszłości polskiego handlu, mogąca doprowadzić do zniknięcia setek małych, polskich sklepów i zwolnienia tysięcy pracowników sektora w Polsce.

Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)
Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)

– Obecnie małe, polskie sklepy balansują na granicy opłacalności z marżą na poziomie 1 proc. Tymczasem międzynarodowe sieci notują 3-4 proc. zyski, od których nie płacą podatków w kraju. Wprowadzenie nowego podatku liniowego dla wszystkich sklepów doprowadzi do likwidacji polskiego środowiska kupieckiego – apeluje Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS).

Jednocześnie PGS wyraża sprzeciw wobec innych rozwiązań, które były wcześniej rozważane przez rząd jako alternatywa dla podatku progresywnego.

– Nadrzędnym celem i postulatem rządu było wprowadzenie tych samych warunków rynkowych dla małych podmiotów i dużych sieci. Tymczasem teraz możemy być świadkami poszukiwania dodatkowych przychodów do budżetu w miejsce dbania o interesu polskiego środowiska handlowego i małych przedsiębiorców – dodaje Michał Sadecki.

W ocenie PGS wprowadzenie podatku liniowego jako alternatywy wobec skali progresywnej, skrytykowanej przez Komisję Europejską, spowoduje wymierne straty dla państwa w postaci zwolnienie setek pracowników oraz uszczuplenie wpływów podatkowych dla państwa.

Jedynym rozwiązaniem było i jest – w opinii PGS – wprowadzenie szerokiej skali podatku handlowego. PGS staje w obronie tysięcy małych i średnich firm rodzinnych, które są odbiorcami towarów wytworzonych przez lokalnych producentów: masarni, mleczarni, piekarni lub dokonują zakupów w hurtowniach, dających pracę tysiącom polskich pracowników.

Tymczasem zagraniczne, duże sieci często stosują proceder ‘’transferu’’ nadwyżek produkcyjnych ze swoich rodzimych krajów zmniejszając zakupy u polskich wytwórców.

– Zgodnie z dochodzącymi do nas sygnałami polscy producenci stoją pod ścianą. Jeśli rząd nie zatrzyma procesu ekspansji dużych sieci to polski producent będzie zmuszony sprzedawać na warunkach jakie podyktuje mu sieć bez jakichkolwiek negocjacji. Niewykluczone też, że w długim okresie może zostać zastąpiony przez swojego niemieckiego, portugalskiego lub francuskiego odpowiednika – podkreśla Michał Sadecki, prezes PGS.

Komisja Europejska uznała, że polski podatek w sektorze detalicznym narusza unijne zasady pomocy państwa, bo preferuje sklepy o niższych przychodach, a to w UE nielegalne. Danina miała dwie stawki. Pierwsza wynosiła 0,8 proc., a druga – 1,4 proc. Kwota wolna? 17 mln zł miesięcznie (204 mln zł rocznie).

Pierwsze polskie samochody elektryczne mogą trafić na ulice już w 2018 roku. Projekt wchodzi w etap realizacji

Pierwsze polskie samochody elektryczne mogą trafić na ulice już w 2018 roku. Projekt wchodzi w etap realizacji 1

Pierwszy polski samochód elektryczny tworzony jest na razie nie przez przedsiębiorstwo produkcyjne, ale na zasadzie realizowanego projektu, który wspomagany jest przez specjalnie utworzoną spółkę oraz Ministerstwo Energii. Jak mówi szef projektu, to coś więcej niż stworzenie nowych, ekologicznych pojazdów. Podkreśla, że chodzi o zbudowanie na nowo mocnej pozycji polskiego przemysłu samochodowego. Pierwsze elektryczne samochody made in Poland mogą się pojawić na ulicach w 2018 roku.

– Za kilka lat po polskich drogach będą jeździły samochody made in Poland – to nasz cel. Nie jesteśmy firmą produkcyjną, ale chcemy zanimować rynek motoryzacyjny w Polsce w taki sposób, aby producenci mający taką gotowość przy naszym wsparciu za kilka lat mogli doprowadzić do uruchomienia własnych samochodów elektrycznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Zaremba, szef projektu ElectroMobility Poland.

Największą barierą dla producentów, którzy mogliby zaistnieć na rynku motoryzacyjnym, jest zarówno brak marki, jak i zdolności integracji. Dlatego właśnie ElectroMobility Poland wraz z Ministerstwem Energii w pierwszej połowie marca br. ogłosiły konkurs na samochód elektryczny. Z wyjątkowymi nagrodami – finalnie eksperci wyłonią pięć najlepszych koncepcji miejskiego pojazdu elektrycznego, który będzie mógł zostać wyprodukowany do celów komercyjnych.

– W Polsce mamy wszystko, co jest potrzebne, aby zbudować samochód elektryczny, mamy podzespoły. Być może jest problem z baterią, ale to uniwersalny problem na świecie, natomiast jest problem integracji. Rolą EMP [ElectroMobility Poland – red.] jest integracja potencjału różnych podmiotów w produkt i zbudowanie marki dla tego produktu – wyjaśnia Piotr Zaremba.

Projekt składa się z 4 etapów: konkursu na karoserię (połowa roku 2017), konkursu na prototyp (wiosna 2018), uzyskanie homologacji i przetestowanie serii krótkich pojazdów (2018+) oraz produkcji seryjnej.

– Dzisiaj lepiej rozumiemy, w jaki sposób rozmawiać z rynkiem, wiemy, jakie są potrzeby podmiotów, które w tym konkursie wzięły udział i biorą pod uwagę wzięcie udziału w kolejnych etapach. Ponadto poznaliśmy to środowisko, przeanalizowaliśmy, jakie są jego potrzeby, jesteśmy w stanie zaplanować proces w taki sposób, aby było to z korzyścią dla podmiotów, które działają na rynku – dodaje Piotr Zaremba.

Szef projektu ElectroMobility Poland zaznacza, że jednym z elementów, który pomaga budować markę motoryzacyjną, jest utożsamianie jej z konkretnym krajem. Ważna jest także wysoka jakość produkowanych samochodów, finalizujących cały proces badawczy, poczynając od fazy projektowania, poprzez fazę zbudowania produktu, a kończąc na wdrożeniu do produkcji seryjnej.

– Budowa samochodu to proces obliczony na lata, producenci od momentu pomysłu do momentu produkcji poświęcają co najmniej pięć lat na wdrożenie nowych rozwiązań na taśmę produkcyjną. Te kilka miesięcy, które istniejemy, to zatem mały ułamek czasu, który trzeba poświęcić, aby samochód został wdrożony do produkcji – tłumaczy Piotr Zaremba.

Projekt polskiego samochodu elektrycznego przeszedł już pierwszą fazę, jaką był konkurs na wizualizację samochodu. Teraz wybrane pomysły doczekają się uszczegółowienia, a być może przejdą do fazy tworzenia prototypów.

– Jesteśmy w trakcie oceny prac, które zostały do nas nadesłane w konkursie na wizualizację samochodu, to ważny etap prac nad koncepcją, ale etap pierwszy. Teraz prace będziemy uszczegóławiać i chcielibyśmy zaprosić do konkursu na koncepcję i prototyp. Ten drugim etap będzie już zadaniem nie dla projektantów jak etap pierwszy, raczej zadaniem dla inżynierów i całych zespołów, które muszą mieć w głowie proces produkcyjny od momentu powstania wizualizacji do momentu uruchomienia produkcji – podsumowuje Piotr Zaremba.

Pracodawcy RP: Split payment zagraża stabilności gospodarki

Obecnemu rządowi nie sposób odmówić aktywności w dążeniu do uszczelnienia systemu podatkowego. Kolejnym narzędziem w tej walce ma być split-payment, czyli model podzielonej płatności podatku VAT. Ta pogoń za dodatkowymi wpływami do budżetu odniesie jednak odwrotny skutek. Przedsiębiorcy alarmują bowiem, że split-payment pozbawi ich płynności finansowej.

Skuteczna walka z oszustwami podatkowymi to sztandarowy cel Ministerstwa Finansów. Po latach bierności w tym zakresie resort finansów wytoczył ciężkie działa, aby ukrócić lukratywne procedery związane przede wszystkim z wyłudzeniami podatku VAT. Można tu wymienić chociażby nowelizację ustawy hazardowej, pakiet paliwowy, JPK, monitorowanie przewozu towarów wrażliwych. Choć nie wszystkie wprowadzone rozwiązania spotkały się z entuzjazmem podatników, to trzeba przyznać, że efekty tych działań są zauważalne zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i budżetu Skarbu Państwa. W wyniku ograniczenia udziału nierzetelnych podmiotów w rynku bardzo dobre wyniki finansowe odnotowały podmioty z branży zakładów bukmacherskich oraz te z szeroko pojętej branży paliwowej.
Dopełnieniem tych działań ma być wprowadzenie instrumentu split-payment, czyli podzielonej płatności podatku VAT. Jego stosowanie ma być w założeniu dobrowolne, jednakże dobrowolność w tym przypadku jest iluzoryczna. Wiąże się to ze skutkami stosowania tradycyjnych modeli rozliczania swoich płatności. Mianowicie podatnik, który nie skorzysta ze split-paymentu, w przypadku wystąpienia ewentualnych nieprawidłowości, będzie narażony na solidarną odpowiedzialność z pozostałymi członkami łańcucha dostaw. Biorąc pod uwagę gorliwość fiskusa, stosowanie podzielonej płatności stanie się więc nieformalnym obowiązkiem. Nieskorzystanie z podzielonej płatności będzie bowiem narażało podatników na działania aparatu skarbowego, który ma w zwyczaju kwestionowanie transakcji mających miejsce kilka lat wcześniej.

Ta iluzoryczna dobrowolność prowadzi bezpośrednio do najpoważniejszego zagrożenia dla kondycji polskich przedsiębiorstw, czyli utraty płynności finansowej. Wynika to z faktu, że przedsiębiorca zostanie pozbawiony możliwości dysponowania pełną kwotą należności otrzymaną od klienta, co znacznie obniży, a w skrajnych przypadkach spowoduje utratę płynności. Zaburzenie bądź utrata płynności finansowej będzie bezpośrednio skutkowała spiętrzeniem zatorów płatniczych, które już teraz są ogromnym problemem dla podmiotów gospodarczych. Naturalną konsekwencją tych zdarzeń będzie niestety wyhamowanie rozwoju przedsiębiorczości, a co za tym idzie rozwoju polskiej gospodarki. Podatnicy zostaną zmuszenie do kredytowania swojej działalności, bądź korzystania z usług faktoringowych, co dla niektórych podmiotów może okazać się obciążeniem nie do udźwignięcia. Bez szwanku wyjdą z tego jedynie podmioty o ugruntowanej pozycji, stabilne finansowo, z dużym kapitałem własnym i zdolnością kredytową. Jednakże w dłuższej perspektywie również i te podmioty mogą znaleźć się w trudnej sytuacji z uwagi na spiętrzenie się problemów podmiotów współpracujących czy podwykonawców.
Przedsiębiorcy sygnalizują również, że projekt umożliwia arbitralne rozstrzygnięcia w zakresie zadysponowania środkami zgromadzonymi na rachunkach VAT na inne cele. Aby móc wykorzystać te środki na inny cel niezbędna jest zgoda naczelnika właściwego urzędu skarbowego. W projekcie nie znalazły się jednak żadne przesłanki, których spełnienie pozwoliłoby na wykorzystanie zgromadzonych środków. Tym samym decyzja w tym zakresie miałaby zależeć wyłącznie od dowolnej decyzji naczelnika.

Należy również zwrócić uwagę, iż projekt nie zawiera regulacji dotyczących wypłaty odsetek od kwot zgromadzonych na rachunkach dedykowanych VAT. W związku z tym należy zakładać, że środki zgromadzone na rachunkach VAT nie będą w żaden sposób oprocentowane.

Mając na uwadze wymienione zagrożenia, korzyści z uszczelnienia systemu podatku VAT poprzez wprowadzenie modelu split-payment okaże się niewspółmierne do skutków, jakie poniosą przedsiębiorcy i gospodarka.

Na zakończenie warto nadmienić, iż nie bez przyczyny żadne państwo nie zdecydowało się do tej pory na wprowadzenie split-paymentu w takim modelu, jaki proponuje resort finansów. Ryzyko związane z upowszechnieniem rozliczeń w modelu split-payment zostało bowiem dobrze zdiagnozowane i pomimo tego, że inne państwa również borykają się z problemami związanymi z wyłudzeniami podatku VAT, to ich ustawodawcy nie zaryzykowali kondycji całej gospodarki krajowej celem jedynie uszczelnienia wpływów z VAT-u.

Reasumując, proponowane przez Ministerstwo Finansów rozwiązanie stanowi następujące zagrożenia dla przedsiębiorczości i gospodarki krajowej:

• zagraża stabilności gospodarczej kraju i przyczyni się do znacznego spiętrzenia zatorów płatniczych;
• zaprojektowany w przedstawionej wersji instrument split-payment może zostać instrumentalnie wykorzystany przez grupy wyłudzające podatek VAT;
• premiowana przez art. 108e wcześniejsza zapłata należności w VAT służyć będzie podmiotom stosującym różnego rodzaju optymalizacje podatkowe w podatkach dochodowych;
• instytucja zdaje się być niekonstytucyjna, stanowi quasi wywłaszczenie – ingeruje zbyt daleko w konstytucyjne prawo własności, w zasadzie pozbawia podatnika władztwa nad jego własnymi środkami zgromadzonymi na rachunku VAT;
• na zaproponowanych zmianach skorzystać mogą jedynie instytucje finansowe, kosztem pozostałych pracodawców;
• projekt umożliwia arbitralne rozstrzygnięcia w zakresie zadysponowania środkami zgromadzonymi na rachunkach VAT na inne cele – zgoda naczelnika nie została poparta ustawowymi przesłankami, a jedynie uzależniona od jego swobodnej decyzji;
• brak jest korzyści ustawowych dla podatników którzy z instytucji split-payment skorzystają;
• skoro instytucja jest fakultatywna (jedynie pozornie) to skorzystanie z niej powinno być w jakiś sposób premiowane, tymczasem premiowana jest jedynie wcześniejsza zapłata należności w VAT;
• projekt nie zawiera regulacji dotyczących wypłaty odsetek od kwot zgromadzonych na rachunkach dedykowanych VAT;
• model split-payment w tak szerokim zakresie, jaki proponowano w Projekcie, nie został wprowadzony w żadnym państwie na świecie właśnie ze względu na poważne i uzasadnione obawy przed utratą płynności finansowej przedsiębiorstw i spiętrzeniem zatorów płatniczych, a tym samym przed upadkiem firm i zahamowaniem rozwoju gospodarki krajowej.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Najnowsza technologia kwantowych kropek poprawia blisko dwukrotnie jakość obrazu w telewizorze

Najnowsza technologia kwantowych kropek poprawia blisko dwukrotnie jakość obrazu w telewizorze 2

Standardowe telewizory są w stanie odwzorować nieco ponad 30 proc. przestrzeni kolorów widzianych przez oko człowieka. Technologia Quantum Dot, czyli kwantowych kropek, którą rozbudowują czołowi producenci telewizorów, pozwala zwiększyć tę przestrzeń do blisko 60 proc. Najnowsze telewizory oddają niemal 100 proc. palety DCI, stosowanej w kinach palety kolorów. Dzięki tej nowej technologii możliwe jest lepsze nasycenie kolorów nawet w jasnym pomieszczeniu. 

– Quantum Dot to sposób, w którym w telewizorze powstaje obraz. W tym roku wprowadziliśmy nową generację kropek kwantowych, chociaż można tu użyć także określenia „rurki”. Quantum Dot to minimalne kropki czerwone i zielone, podświetlane przez niebieskie diody. W tym roku udało nam się tak te kropki skonstruować, że potrafimy oddać prawie 100 proc. tzw. palety DCI – to sposób pomiaru kolorów stosowany w kinach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Henryk Chorążewski z Samsung Electronics Polska.

Większość stosowanych dotychczas telewizorów potrafiła odwzorować jedynie ok. 33 proc. przestrzeni kolorystycznej obejmowanej przez ludzkie oko. W dużej mierze to efekt ograniczeń technicznych. Nowe technologie, przede wszystkim QD (quantum dot), czyli kropek kwantowych, a także HDR, są w stanie znacznie zwiększyć liczbę i nasycenie odwzorowanych kolorów. Nowy typ kropek kwantowych – Metal Quantum Dot, które Samsung zastosował w telewizorach QLED, bardzo wiernie odwzorowuje obraz i głębie kolorów. Większe pokrycie przestrzeni kolorów pozwala uzyskać bardziej nasycone i naturalne kolory.

– Udało nam się uzyskać jeszcze lepsze nasycenie kolorów przy dużej jasności, którą na przykład mamy w pomieszczeniu. Według danych z USA 70 proc. użytkowników telewizorów ogląda filmy w jasno oświetlonych pomieszczeniach, więc jeśli chcemy mieć doskonały obraz, mocne, nasycone kolory, duża liczbę przejść tonalnych w tych kolorach i kontrast, to kropki kwantowe w telewizorach QLED nam to dadzą – przekonuje przedstawiciel Samsung Electronics Polska.

Producent wskazuje, że w telewizorach Samsung QLED, jasność kształtuje się na poziomie 1,5–2 tys. nitów. Dla porównania jeszcze ubiegłorocznych modelach serii SUHD było to ok. tysiąca nitów.

Subiektywnie lepszy, bardziej intensywny odbiór obrazu pozwalają uzyskać także zakrzywione ekrany i monitory. Jak ocenia ekspert Samsunga, choć nie wszystkim odpowiada taki kształt, to coraz więcej osób decyduje się właśnie na telewizory z zakrzywionym ekranem.

– Zakrzywiony ekran daje wrażenie głębi. Oczywiście nie mówimy tutaj o technologii 3D, ale gdybym sam miał sobie kupić sobie telewizor, zdecydowałbym się na zakrzywiony. Takie telewizory są na rynku już od dwóch lat, wprowadzają je też inni producenci, z czego można wyciągnąć wniosek, że są na to chętne osoby i telewizory cieszą się zainteresowaniem – podkreśla Henryk Chorążewski.

Polka stworzyła oprogramowanie dzięki któremu osoby niepełnosprawne będą mogły sterować sprzętem komputerowym i komunikować się ze światem

Polka stworzyła oprogramowanie dzięki któremu osoby niepełnosprawne będą mogły sterować sprzętem komputerowym i komunikować się ze światem 3

Interfejsy mózg–komputer to oprogramowania, które pozwalają przekształcić sygnał mózgowy na sygnał cyfrowy. Zespół bioinżynierów na Politechnice Opolskiej do sterowania komputerem wykorzystał badanie EEG, gdzie każde zakłócenie widoczne w badaniu przekształcane jest na daną akcję. Stworzona w ten sposób aplikacja może służyć jako komunikator dla niepełnosprawnych nie tylko manualnie, lecz także intelektualnie. W przyszłości mogłaby pomóc osobom sparaliżowanym, z zaburzeniami pamięci czy mowy.

– Wykorzystujemy interfejs mózg–komputer firmy Emotiv do sterowania robotem mobilnym albo aplikacją komputerową. Do sterowania wykorzystujemy badania EEG, które wykonuje urządzenie, następnie wykorzystujemy zakłócenia, które wywołuje na przykład mimika twarzy – w momencie, gdy mrugniemy powieką, zaciśniemy zęby lub się uśmiechniemy, na badaniu EEG widzimy zakłócenie, które jest na tyle widoczne na badaniu, że algorytm przetwarza je na daną akcję – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Natalia Browarska, przewodnicząca Koła Naukowego Bioinżynierów na Politechnice Opolskiej.

Interfejsy mózg–komputer zamieniają sygnał mózgowy na cyfrowy, który wysyłany do różnych urządzeń pozwala sterować sprzętem komputerowym czy elektronicznym. Choć taka technologia może służyć zdrowym osobom w codziennym życiu, pomaga się komunikować ze światem ludziom chorym, niepełnosprawnym, po udarach czy wypadkach.

– Stworzyłam aplikację, która służyła jako komunikator dla niepełnosprawnej dziewczynki chorej na zespół Dandy&HASH39;ego-Walkera, niesprawnej manualnie i intelektualnie. Wykorzystywała pismo obrazkowe i piktogramy. Dziewczynka wykorzystywała żyroskop wbudowany w interfejsie mózg–komputer, aby wodzić kursorem myszy, a następnie zaciśnięciem zębów wywoływała naciśnięcie lewego przycisku myszy w celu wybrania odpowiedniego symbolu – tłumaczy Natalia Browarska.

Choć wedle zamierzeń projekt miał być uniwersalnym komunikatorem dla niepełnosprawnych, musi być jednak dopasowany indywidualnie dla chorych, którzy mają różne niepełnosprawności lub posługują się innymi symbolami. Lepiej mógłby się natomiast sprawdzić u osób po udarach czy wypadkach, które potrafiły się komunikować, ale ze względu na zdarzenia losowe tę umiejętność straciły.

– Interfejs mózg–komputer opiera się na badaniu EEG. Ma 16 sensorów, które nasączone są solą fizjologiczną w celu zapewnienia odpowiedniej przewodności, sygnał zbierany jest do komputera poprzez moduł Bluetooth. Zmiany w sygnale EEG wywoływane mimiką twarzy są w stanie wywołać procesy sterowania. Kiedy korzystamy z robota mobilnego, to np. kiedy się uśmiechniemy, robot pojedzie do przodu, po zaciśnięciu zębów stanie, a po mrugnięciu lewym okiem skręci w lewo – wyjaśnia autorka aplikacji.

Interfejs mózg–komputer może być również wykorzystany w celach rozrywkowych. Obecnie nad taką technologią pracuje Facebook, który chce wprowadzić możliwość komentowania postów za pomocą myśli użytkowników. Rozwiązanie może się także sprawdzić w domu jako część smart home.

– Z kołem naukowym planujemy wziąć udział w konkursie Imagine Cup, organizowanym przez Microsoft. Chcemy stworzyć grę edukacyjną związaną z inżynierią biomedyczną – zapowiada Natalia Browarska.

RPP nie obroni złotego przed Fed

Czerwcowe posiedzenie Fed przyniosło dwa główne wnioski. Po pierwsze plany redukcji sumy bilansowej są bardziej zaawansowane niż spodziewał się tego rynek. Po drugie, FOMC przez palce patrzy na brak presji cenowej – postrzega to zjawisko jako przejściowe. Więcej szczegółów w tych dwóch tematach inwestorzy będą szukać w publikowanym dziś protokole z czerwcowego posiedzenia Rezerwy Federalnej.

Pozostajemy pozytywnie nastawieni do dolara, zwłaszcza w relacji do walut emerging markets. W gronie walut G-10 najbardziej negatywnie podchodzimy do perspektyw funta i dolara australijskiego. W tym pierwszym przypadku należy zwrócić uwagę na dzisiejszy odczyt PMI dla usług. Słabość sektora usługowego i sprzedaży detalicznej jest od dłuższego czasu zwiastowana przez ujemną dynamikę wynagrodzeń. Wskaźniki PMI dla sektora budowlanego i przemysłowego rozczarowały. Rynek wycenia 50 – proc. prawdopodobieństwo podwyżki stóp w tym roku. Niski odczyt uderzyłby w te oczekiwania.
Widzimy też pole do kontynuacji wzrostów USD/JPY. Eurodolar jest mocno wykupiony a pozycjonowanie jest skrajne. Potwierdzeniem, że średnioterminowy szczyt został osiągnięty przed 1,1450, czyli linią łączącą maksima z dwóch poprzednich lat byłoby zejście poniżej 1,13.

Ostatnia wypowiedź Jerzego Kropiwnickiego, jednego z najbardziej jastrzębio nastawionych członków Rady Polityki Pieniężnej pokazuje dobitnie, że choć otoczenie makroekonomiczne mogłoby przemawiać za podwyżką w tym roku, to w RPP nie wykrystalizuje się wystarczające poparcie dla takiego kroku. Prognozowana przez nas ścieżka inflacji oraz wzrostu gospodarczego przesuwają termin podwyżki poza 2018 rok, tj. w momencie przyspieszenia wzrostu dodatniej luki popytowej.

Głównym punktem konferencji będą prognozy makroekonomiczne NBP, które w porównaniu do marcowej projekcji powinny być dużo bardziej optymistyczne dla wzrostu oraz nieco bardziej zachowawcze w przypadku ścieżki cen konsumenta.

Zakładając, że efekty rekalibracji modelu NECMOD będą zbliżone do naszych prognoz, należy spodziewać się obniżenia średniorocznej inflacji za 2017 rok o 0,1 pp. do poziomu 1,9 proc. W przypadku wzrostu gospodarczego spodziewamy się, że Narodowy Bank Polski nie będzie wykazywał się przesadną dawką ostrożności – tym razem projekcje dynamiki PKB za 2017 rok powinny sięgnąć poziomu 3,9 proc. r/r względem uprzednio opublikowanych 3,7 proc. W przypadku wskazań inflacji CPI oraz tempa wzrostu za 2018 rok spodziewamy się korekty odpowiednio do 1,9 proc. r/r (poprzednio: 2,0 proc.) oraz 3,6 proc. r/r (poprzednio: 3,3 proc.). Czynnikiem istotnie ważącym na perspektywie wyższych stóp procentowych powinny być prognozy luki popytowej, która w 2018 roku powinna wskazywać na niewielkie przekroczenie potencjału produkcyjnego. według naszych szacunków nawet bardziej gołębio nastawieni członkowie Rady zainteresują się prognozami na 2019 rok., bowiem „nowy” departament NBP powinien skusić się na rewizję luki w ostatnim okresie marcowej projekcji o nawet o 0,6 pp. do góry. Sygnały z Wall Street (tarapaty sektora technologicznego) oraz Chin (słabnąca koniunktura) mogą wkrótce stać się powodem do wzrostu awersji do ryzyka. W takim scenariuszu rynki wschodzące oferujące relatywnie niską atrakcyjność odsetkową będą narażone na szybsze wycofywanie kapitału portfelowego. Przekaz z Rady Polityki Pieniężnej jest jasny i czytelny – brak zgody na podwyżkę stóp procentowych nawet do końca 2018 r. Stanowisko to będzie silnie polaryzować z polityką Fed i ECB, nasilając presję na osłabienie złotego do dolara i euro.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Papież Franciszek, Donald Trump i premier Indii najpopularniejsi na Twitterze. Łącznie obserwuje ich ponad 82 mln ludzi

Papież Franciszek, Donald Trump i premier Indii najpopularniejsi na Twitterze. Łącznie obserwuje ich ponad 82 mln ludzi 4

Papier Franciszek, Donald Trump i indyjski premier Narendra Modi to trzej najpopularniejsi na Twitterze światowi przywódcy, których obserwuje łącznie ponad 82 mln użytkowników. Media społecznościowe są narzędziem coraz chętniej wykorzystywanym w polityce i dyplomacji – wynika z opublikowanego w czerwcu cyklicznego badania „Twiplomacy”. Interesujące dane przedstawia też Facebook, z którego korzysta już przeszło 2 mld ludzi. Użytkownicy serwisu zawierają co dzień średnio 175 mln nowych znajomości.

– Po tym jak Barack Obama przestał być prezydentem USA, najpopularniejszym liderem na Twitterze jest papież Franciszek. Jego profil, prowadzony w dziewięciu językach, obserwuje łącznie blisko 34 mln użytkowników. Drugie miejsce zajmuje Donald Trump, który ma ponad 30 mln obserwujących. Trzeci jest indyjski premier Narendra Modi, który na oficjalnym, rządowym koncie na Twitterze ma 18 mln obserwujących – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Jałowiec, redaktor naczelna serwisu PRoto.pl.

Media społecznościowe stały się ważnym narzędziem używanym w polityce i dyplomacji. Agencja Burson-Marsteller podsumowała majową aktywność liderów państw na portalach społecznościowych. Z publikowanego cyklicznie badania „Twiplomacy” wynika, że najpopularniejszym kanałem wykorzystywanym przez rządy i głowy państw jest Twitter (na kolejnych miejscach plasują się Facebook i YouTube).

Jak podaje serwis PRoto, powołując się na dane Burson-Mastaller, łącznie 856 twitterowych kont należących do szefów państw, rządów oraz ministrów spraw zagranicznych w 178 krajach śledzi 356 mln osób.

– Przywódca Arabii Saudyjskiej jest z kolei najczęściej retweetowanym politykiem. Każdy jego wpis był podawany dalej średnio 147 tys. razy. W badaniu analizowano także najpopularniejsze hashtagi na Twitterze. Mamy tutaj polski akcent. Wśród 250 najczęściej używanych hashtagów znalazł się HASHWaszczykowski, polski minister spraw zagranicznych – mówi Joanna Jałowiec.

Interesujące badania zaprezentował w czerwcu również Facebook, który ogłosił, że jedna trzecia mieszkańców USA korzysta z Instagrama lub Facebooka nawet podczas jedzenia, w trakcie wizyty w barze czy restauracji. Co drugi użytkownik serwisu deklaruje, że kupił napój, o którym ktoś ze znajomych napisał na Facebooku, a co trzeci lubi robić zdjęcia swoich posiłków i napoi – wynika z badania Facebook IQ.

– Kilka dni temu Mark Zuckerberg pochwalił się też kilkoma liczbami dotyczącymi Facebooka. Dane robią wrażenie – serwis ma już 2 miliardy aktywnych użytkowników miesięcznie. Każdego dnia 175 mln osób używa reakcji „super”, a średnio 800 mln ludzi codziennie lubi coś na Facebooku. Kolejną ciekawostką jest to, że każdego dnia użytkownicy serwisu zawierają ponad 750 mln nowych znajomości – mówi Joanna Jałowiec.

W drugiej połowie czerwca założyciel Facebooka zapowiedział również wprowadzenie kilku nowych funkcji do serwisu. Administratorzy zyskają m.in. możliwość monitorowania statystyk danej grupy w czasie rzeczywistym, zatwierdzania jednocześnie wielu próśb o dołączenie do grupy oraz możliwość usunięcia z grupy nie tylko konkretnego użytkownika, lecz także wszelkich śladów, które po sobie pozostawił (na przykład komentarzy i zdjęć).

Wprowadzenie nowych funkcjonalności zapowiedział też Snapchat, który traci coraz więcej użytkowników na rzecz Instagram Stories. Nowa opcja, która nosi nazwę SnapMap, to wirtualna mapa pokazująca użytkownikom, jakie ciekawe wydarzenia odbywają się zarówno w ich pobliżu, jak i na całym świecie. Umożliwia też zlokalizowanie przyjaciół i znajomych, którzy korzystają z geolokalizacji i udostępniają swoje położenie.

– Instagram testuje z kolei możliwość udostępniania zdjęć tylko wybranym, ulubionym użytkownikom. Nowa opcja ma pomóc w zachowaniu większej kontroli nad publikowanymi materiałami. Jest też dyskretna. Użytkownicy nie będą otrzymywali powiadomień o dodaniu lub usunięciu z listy ulubionych – mówi redaktor naczelna serwisu PRoto.pl.

W tyle nie pozostaje też YouTube, który na swoim blogu zapowiedział wprowadzenie nowego narzędzia analitycznego. Osobom, które tworzą i publikują video w serwisie, nowe narzędzie ma pomóc w kreowaniu bardziej interesującego kontentu.

– Są to tak zwane heatmapy, czyli mapy cieplne. Funkcja ta będzie dostępna dla filmów VR i 360 stopni, które mają więcej niż tysiąc odsłon. Dzięki mapom cieplnym autorzy materiału będą mogli zobaczyć, na których elementach wideo zatrzymują swój wzrok odbiorcy – wyjaśnia Joanna Jałowiec.

Polskie porty ważnym punktem wymiany handlowej z Chinami

Port Gdański jest już szóstym portem na Bałtyku. Ma przed sobą bardzo dobre perspektywy, dlatego idea stworzenia centralnego portu morskiego jest słuszna. Do tego potrzebne są analizy dotyczące finansowania inwestycji.

– Plusem naszych portów jest ich rosnące znaczenie w kwestii handlu z krajami azjatyckimi, przede wszystkim z Chinami – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes ZDG TOR – Na tym opiera się koncepcja nowego Jedwabnego Szlaku. Oprócz tego nasze porty na morzu Bałtyckim nie zamarzają. Jeżeli będziemy rozbudowywać ten w Gdańsku, to po to, aby stworzyć nowe nabrzeża oraz terminale głębokowodne. Pozwolą one na wpływanie największych, transoceanicznych statków. Już dziś wpływają tam giganty, które mogą przetransportować do Polski dwadzieścia milionów kontenerów dwudziestostopowych. Takich obiektów należy spodziewać się więcej. W jednej części port gdański będzie rozbudowywany. Druga część – gdzie nie da się pogłębić zbiornika i wygospodarować nowych głębszych nabrzeży – będzie oddawana miastu. Będzie to więc symbioza – rozwój jednego ważnego punktu gospodarczego, ale i tkanki miejskiej – dodał Furgalski.

Młodzi konsumenci mają ogromny wpływ na decyzje zakupowe swoich rodziców. Dla marek są atrakcyjną grupą docelową

Młodzi konsumenci mają ogromny wpływ na decyzje zakupowe swoich rodziców. Dla marek są atrakcyjną grupą docelową 5

Najmłodsi przedstawiciele millenialsów oraz pokolenie Z, czyli osoby urodzone pod koniec lat 90. i na początku pierwszej dekady tego wieku to dla brandów atrakcyjna grupa docelowa. Mimo że często sami nie zarabiają i dysponują ograniczoną siłą nabywczą, to mają ogromny wpływ na wybory zakupowe dokonywane w rodzinie. Eksperci zauważają, że na komunikację z młodymi konsumentami powinny postawić zwłaszcza branże FMCG, moda, beauty i firmy technologiczne. 

– Millenialsi (urodzeni między 1980 a 2000 rokiem) oraz generacja Z (po 2000 roku) to bardzo ważna siła nabywcza. To grupa, która – gdy zapragnie jakiegoś produktu – musi go pozyskać. Przykładem mogą być buty Kanye Westa, po które kolejki ustawiają się dzień wcześniej, albo pomadki Kylie Jenner, niedostępne w Polsce i w masowych ilościach ściągane zza granicy. Jeżeli coś trafi na listę must have młodzieży z pokolenia millenialsów albo pokolenia Z, to będą oni tak zdeterminowani, że na pewno ten produkt zdobędą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartłomiej Sibiga, twórca platformy społecznościowej DDOB (Daily Dose of Beauty), zrzeszającej influencerów i liderów opinii.

Millenialsi i Generacja Z to tak zwani digital natives. Są nieustannie bombardowani treściami, a ich rzeczywistość jest w całości ukształtowana przez technologie, internet, media i smartfony. Dla marek jest to zarazem bardzo wpływowa i dochodowa grupa. Chociaż najmłodsi millenialsi oraz przedstawiciele pokolenia Z dysponują ograniczonymi środkami i siłą nabywczą, to z drugiej strony mają duży wpływ na wybory zakupowe dokonywane w rodzinie.

Nawet jeżeli nie mają jeszcze siły nabywczej, to młodzi wpływają na swoich rodziców, co przekłada się na ich decyzje zakupowe. Badania pokazują, że przy wyborze destynacji na wakacje 60 proc. osób dorosłych sugeruje się opinią dzieci. Sam mogę być przykładem – w dziedzinie technologii moi rodzice pytają mnie, jaki kupić komputer, telefon, co jest teraz na czasie. Często najmłodsze pokolenie wyznacza trendy. Jeżeli oni coś zaadaptują, jak na przykład portale społecznościowe, coś stanie się fajne na skalę światową, to trafi do całego społeczeństwa – mówi Bartłomiej Sibiga.

Przedstawiciele obu tych pokoleń bardzo dobrze radzą sobie ze zdobyciem funduszy na zaspokojenie swoich potrzeb. Mimo że część z nich jeszcze nie pracuje zawodowo i nie zarabia, to i tak dysponuje cennymi i drogimi produktami. Dobrym przykładem są iPhony, które szacunkowo ma tylko 5 proc. społeczeństwa.

Młodzi ludzie nie mają często własnych pieniędzy, a i tak widzimy, że ich siła nabywcza jest bardzo duża i mają wszystkie modne produkty. Sprawdzaliśmy użytkowników według daty urodzenia i pod kątem tego, z jakich urządzeń wchodzą na naszą stronę. 20 proc. z nich wchodziło z iPhone’ów, liczba telefonów po podliczeniu dawała wartość 300 milionów złotych. Jest to niesamowicie duży potencjał, duża grupa, która gdzieś w te produkty musi się zaopatrywać. Ale trudno stwierdzić, na ile robią to we własnym zakresie, a na ile robią to ich rodzice – mówi Bartłomiej Sibiga.

Zdaniem twórcy platformy społecznościowej DDOB na komunikację z młodymi konsumentami powinna postawić przede wszystkim branża FMCG, producenci elektroniki i telefonów komórkowych. Millenialsi i pokolenie Z to również ważna grupa docelowa kategorii beauty, brandów modowych i firm technologicznych.

Dotarcie do tej grupy wymaga jednak od marek odpowiedniego podejścia.

Takie marki jak Coca-Cola, Lays czy Pepsi bardzo dużo inwestują w influencerów, robią gigantyczne kampanie z topowym youtuberami. FMCG to branża, która w tej chwili najwięcej inwestuje w młodą grupę, jest najbardziej świadoma tego, co się dzieje. Za to moim zdaniem producenci telefonów bardzo zaniedbują komunikację z młodszą grupą. Mocno udzielają się natomiast operatorzy sieci – mówi Bartek Sibiga.

Obecnie coraz więcej produktów dla młodych konsumentów powstaje w bankowości. Zwykle są produkty typu „pierwsze w życiu konto”. Mało aktywna w obszarze komunikacji z millenialsami i przedstawicielami pokolenia Z jest za to branża turystyczna.

Telemetria może zrewolucjonizować stawki ubezpieczeń OC. Kierowcy będą premiowani za bezpieczny styl jazdy

Telemetria może zrewolucjonizować stawki ubezpieczeń OC. Kierowcy będą premiowani za bezpieczny styl jazdy 6

Jeżeli właściciel auta prowadzi bezpiecznie, może otrzymać tańszą stawkę OC. Informacje o stylu jazdy nie będą jednak deklarowane przez kierowcę, a zbierane przez specjalne systemy telemetryczne i analizowane przez odpowiednie aplikacje. Telemetria znajduje coraz powszechniejsze zastosowanie w transporcie i w branży ubezpieczeń. Jej przedstawiciele oceniają, że systemy telemetryczne w ciągu kilku najbliższych lat zrewolucjonizują rynek polis komunikacyjnych i poprawią bezpieczeństwo na drogach. 

Telemetria znajdzie zastosowanie w ubezpieczeniach samochodów. Ubezpieczyciele i firmy takie jak nasza będą analizować styl jazdy kierowców i na podstawie tego oferować im lepsze stawki ubezpieczeniowe. Rynki zachodnioeuropejskie już teraz są w tej kwestii bardziej rozwinięte, a użytkownicy indywidualni mają założoną telemetrię w pojazdach. Są z niej rozliczani, dzięki czemu dostają lepsze stawki i mogą się cieszyć tańszymi kosztami obsługi własnych pojazdów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Jakacki z firmy Cartrack, specjalizującej się w systemach monitoringu samochodowego i zarządzania flotą.

Telemetria oznacza w uproszczeniu zdalny pomiar na odległość. Jednym z jej głównych zastosowań jest analiza danych dotyczących pojazdu i stylu jazdy kierowcy. System telemetryczny gromadzi m.in. informacje dotyczące prędkości, hamowania i płynności jazdy. Na tej podstawie można ocenić, czy kierowca prowadzi auto bezpiecznie i nie ma skłonności do brawury.

Branża ubezpieczeniowa ocenia, że telemetria pozwoli w przyszłości zrewolucjonizować stawki w ubezpieczeniach OC (które w ciągu ostatniego roku wzrosły o kilkadziesiąt procent).

– Systemy telemetryczne pobierają dane o pojeździe i w trybie ciągłym, za pomocą oprogramowania, przesyłają je na różnego rodzaju aplikacje służące między innymi do analizy zachowania kierowców na drogach. Samo przesyłanie danych nie ma znaczenia dla użytkownika końcowego. Najważniejsze jest to, jakie dane płyną, jak są przetwarzane i co one nam mówią. Głównymi parametrami, które mierzymy, są prędkość samochodu i styl jazdy kierowcy – na podstawie danych o przyspieszeniu, hamowaniu, nagłym zakręcaniu oraz o tym, czy na przykład zapina pasy bezpieczeństwa – wylicza Kamil Jakacki.

Jako pierwszy na polskim rynku telemetrię wprowadził Link4, który w ubiegłym roku zaoferował części kierowców niższe stawki ubezpieczenia OC jako efekt ich bezpiecznego stylu jazdy. Specjalna aplikacja gromadzi dane i statystyki dotyczące pojazdu i kierowcy, a następnie udostępnia je ubezpieczycielowi. Na ich podstawie oceniany jest styl jazdy, a właściciel samochodu może otrzymać lepszą ofertę OC.

Dane te można wykorzystywać także do poprawy bezpieczeństwa na drogach.

– Telemetria odciążyła nas od analizy danych z różnych źródeł za pomocą manualnych technologii. Teraz mamy zautomatyzowane i wysyłane na bieżąco dane, które możemy analizować i przekazywać użytkownikom, chociażby przy takich zdarzeniach jak ponadprzeciętne przekroczenie prędkości i automatyczny alert do kierowcy, aby tę prędkość zmniejszył. Działamy na bezpieczeństwo aktywnie, w czasie rzeczywistym – mówi Kamil Jakacki.

System umożliwia poinformowanie kierowcy, że przekroczył dozwoloną prędkość albo wskazanie mu błędów, które popełnia w trakcie prowadzenia auta. Dzięki temu może on udoskonalić swój styl jazdy.

Zdaniem Kamila Jakackiego telemetria z powodzeniem sprawdzi się również w biznesie. Przedsiębiorstwa z branży logistycznej i transportowej oraz firmy, które udostępniają swoim pracownikom służbowe samochody będą mogły na bieżąco śledzić, w jaki sposób są one eksploatowane.

– Osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w danej organizacji, która korzysta z pojazdów służbowych, mogą analizować te parametry i wyciągać z nich wnioski – wskazuje Kamil Jakacki.

Szacuje się, że po polskich drogach porusza się ok. 2 mln służbowych aut. Odpowiednie działania firm mogłyby więc znacznie poprawić bezpieczeństwo ruchu drogowego. Dla firm ma to również znaczenie kosztowe – bezpieczniejszy styl jazdy kierowców może skutkować niższymi kosztami ubezpieczenia floty.

Na pozytywne aspekty wykorzystania telemetrii, a także na konieczność edukowania kierowców chcą zwrócić uwagę inicjatorzy projektu „Odpowiedzialni na drodze”, firma Cartrack, DuPont i Akademia Bezpiecznej Jazdy.

Do 2021 roku ruch wideo w sieciach mobilnych wzrośnie prawie 9-krotnie. Największym wyzwaniem dla operatorów jest transmisja wydarzeń w najwyższej jakości

Do 2021 roku ruch wideo w sieciach mobilnych wzrośnie prawie 9-krotnie. Największym wyzwaniem dla operatorów jest transmisja wydarzeń w najwyższej jakości 7

Rośnie konsumpcja treści wideo dostępnych w internecie. W latach 2016–2021 ruch wideo w sieciach mobilnych wzrośnie blisko 9-krotnie. Za 4 lata mobilne wideo będzie miało 78-proc. udział w całkowitym ruchu w sieci. Coraz większe są też wymagania użytkowników dotyczące funkcjonalności, związane m.in. z możliwością przewijania wydarzenia w trakcie jego trwania czy nagrywaniem w chmurze. Dla operatorów to ogromne wyzwania, zwłaszcza w kontekście rozwoju jakości 4K oraz Ultra HD i dostarczenia treści do końcowego użytkownika.

 Z naszego punktu widzenia zainteresowanie transmisjami w internecie nieustannie rośnie. Pierwsze transmisje w polskim internecie miały miejsce w latach 2007–2008 roku i przyciągały zaledwie kilka tysięcy oglądających. Obecnie to poziom kilkuset tysięcy jednocześnie oglądających – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Frasunek, dyrektor Działu Rozwiązań Multimedialnych w Atende Software.

Raport Cisco VNI Global Mobile Data Traffic Forecast wskazuje, że między 2016–2021 ruch wideo wzrośnie 8,7 razy. Mobilne wideo do 2021 roku będzie miało 78-proc. udział w całkowitym ruchu w sieci. Jeszcze większy, bo 39-krotny wzrost prognozowany jest w zakresie transmisji treści wideo na żywo, które do 2021 roku mają uzyskać 5-proc. udział w całkowitym ruchu.

– Największym wyzwaniem jest pojemność sieci telekomunikacyjnych i gotowość operatorów na przyjęcie takiego wolumenu ruchu. Na dostawcach technologii do telewizji internetowej wymusza to konieczność uruchamiania dedykowanych węzłów dystrybucyjnych w sieciach operatorów telekomunikacyjnych. Drugim wyzwaniem są operatorzy, którzy utrudniają dostęp do swoich sieci telekomunikacyjnych. Niechętnie wpuszczają treści multimedialne do swoich sieci ze względu na konieczność inwestycji – tłumaczy Frasunek.

Wyzwaniem dla dostawców są także coraz większe wymagania internautów, którzy w internecie oglądają duże wydarzenia.

 Użytkownicy coraz częściej oczekują rozbudowanych funkcjonalności, jak timeshift, czyli możliwość przewijania wydarzenia na żywo w trakcie jego trwania. Inną funkcjonalnością pożądaną są rozbudowane rekomendacje. Użytkownicy przyzwyczaili się do oglądania telewizji linearnej, od telewizji internetowej oczekują, że ktoś powie im co ciekawego mogą obejrzeć – tłumaczy przedstawiciel Atende Software.

Duże wyzwania czekają operatorów także w kontekście rozwoju jakości 4K oraz Ultra HD. Zdaniem ekspertów najbliższe lata mogą stanowić przełom w technologii wyświetlania obrazu na szeroką skalę. Branża idzie w kierunku Ultra HD. Technologia w 4K oznacza 4-krotnie więcej pikseli niż w Full HD.

– Technologia 4K powoduje znaczne zwiększenie zapotrzebowania na pasmo internetowe. O ile w przypadku transmisji w jakości HD jest to poziom 3–4 Mb/s, o tyle 4K wymaga co najmniej 16 Mb/s, w niektórych przypadkach 20–30 Mb/s, w zależności od rodzaju wydarzenia. Wydarzenia sportowe absorbują znacznie większe pasmo niż statyczny content newsowy czy filmowy – ocenia Frasunek.

Jednocześnie rośnie popularność urządzeń mobilnych. Smartfony łącznie z tabletami będą miały ponad 50-proc. udział w ruchu w sieci.

– Każde urządzenie końcowe jak smartfon, tablet czy telewizor inteligentny wykorzystuje różne protokoły dostępu do treści multimedialnych, wymaga różnych rozdzielczości i różnych systemów ochrony praw autorskich, w związku z tym to na dostawcy technologii spoczywa konieczność przygotowania treści w tych wszystkich formatach, które będą dostosowane do urządzeń wykorzystywanych przez użytkowników końcowych – tłumaczy dyrektor Działu Rozwiązań Multimedialnych w Atende Software.

Coraz większą popularnością cieszą się rozproszone systemy dostarczania treści multimedialnych, czyli tak zwane CDN (Content Delivery Network). Składają się one z sieci serwerów uruchomionych w sieciach telekomunikacyjnych i punktach wymiany ruchu internetowego, co pozwala odciążyć serwery źródłowe oraz jednocześnie poprawia jakość transmitowanych materiałów wideo.

Jednym z ostatnich, największych wydarzeń strumieniowanych w polskim internecie była transmisja KSW 39. Ruch w systemie redGalaxy CDN należącym do Atende Software osiągnął poziom 360 Gb/s, tym samym uzyskując znaczny udział w całkowitym ruchu w polskim internecie. Dla przykładu, największy krajowy punkt wymiany ruchu – PLIX odnotowuje w szczycie ruch na poziomie 700 Gb/s.

 Transmisje tak dużych wydarzeń jak KSW 39 nakładają na dostawców technologii dla telewizji internetowej konieczność rozbudowy swojej infrastruktury. To sprowadza się do uruchamiania dedykowanych węzłów dystrybucyjnych w sieciach operatorów telekomunikacyjnych, którzy posiadają użytkowników końcowych. Drugim sposobem przygotowania infrastruktury jest uruchamianie tych węzłów w punktach wymiany ruchu, do których podłączeni są operatorzy telekomunikacyjni – podkreśla Przemysław Frasunek.

40% Polaków sprawdza służbowe mejle także w domu

Jak wynika z badania „Praca, moc, energia w polskich firmach”, 50% pracowników dużych organizacji myśli o pracy, będąc w domu. Ponad 40% – już po wyjściu z firmy sprawdza zaś służbową skrzynkę mejlową. Swoich przyzwyczajeń nie możemy pozbyć się nawet podczas urlopu, kiedy jesteśmy na wakacjach. Tymczasem czas wolny nie jest po to, żeby poświęcać go pracy, ale po to, żeby od niej odetchnąć, wypocząć i zregenerować siły przed powrotem do firmy. Tylko jak to zrobić?

Urlop to rzecz święta. Nie profanuj jej pracą

Zajmowanie się sprawami zawodowymi w trakcie wakacyjnego wypoczynku nie jest niczym dobrym. „Urlop powinien być przez nas traktowany jako czas święty, taki, który poświęcamy sobie i naszej regeneracji, po to żeby wrócić do pracy z pełną energią i nawet trochę stęsknionym” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl psycholog Małgorzata Czarnecka, prezes firmy Human Power. Dlatego też na czas urlopu wyłączmy telefon służbowy i nie sprawdzajmy wtedy firmowych mejli. Ostatecznie – jeśli stresujemy się powrotem do pracy – możemy zrobić to ostatniego wolnego dnia, tak aby zapoznać się z tym, co działo się w firmie podczas naszego urlopu, i móc się lepiej nastawić na to, co nas w niej czeka.

Wakacje z całodobowym dostępem do internetu? Nie, dziękuję!

W odcięciu się od spraw służbowych oraz nabraniu sił podczas urlopu może pomóc „technologiczny detoks”, czyli zupełne nieużywanie smartfonu, laptopa i innych tego typu urządzeń. Niektóre biura podróży oferują już nawet wyjazdy turystyczne przygotowane z myślą o osobach, które nie chcą mieć dostępu do sieci. Taki wypoczynek ma być pełniejszy, dlatego chętnych nie brakuje. Zanim zdecydujemy się na „technologiczny detoks”, powinniśmy się oczywiście zastanowić, czy jest on rzeczywiście dla nas. Jeśli tak, warto spróbować. Jeżeli jednak uważamy, że dostęp do nowoczesnych technologii nie przeszkodzi nam się w pełni zrelaksować, być może rezygnować z nich nie należy.

Shell otwiera nową siedzibę największego centrum usług biznesowych w Europie. Chce przyciągnąć najlepszych ekspertów

Shell otwiera nową siedzibę największego centrum usług biznesowych w Europie. Chce przyciągnąć najlepszych ekspertów 8

Firma Shell właśnie zainaugurowała nowe biuro jednej z największych małopolskich inwestycji – Shell Business Operations. Zatrudnieni w centrum menadżerowie podejmują strategiczne dla firmy decyzje, które mają przełożenie na globalny rynek. Ponad 2,7 tys. specjalistów z dziedziny prawa, zasobów ludzkich, zarządzania projektami, księgowości czy logistyki przeprowadziło się właśnie do najnowocześniejszych w całym regionie biurowców znajdujących się w kompleksie Shell Energy Campus w Krakowie. Jednocześnie koncern zapowiada, że zamierza rozwijać swoją działalność i przyciągać najlepszych ekspertów.

 W krakowskim centrum usług biznesowych Shell zatrudnionych jest przeszło 2700 pracowników. Słychać 20 różnych języków, mamy 36 różnych narodowości, nasza populacja jest zróżnicowana, dynamiczna i multikulturowa. W tym momencie operujemy w dziewięciu niezależnych liniach biznesowych. Nasi pracownicy pracują globalnie, codziennie współpracują z innymi ośrodkami Shell na innych kontynentach, w innych strefach czasowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Pocztowska, Dyrektor Generalna SBO Kraków w Shell Polska.

Polska jest jedną ze światowych potęg w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu. Inwestorów przyciągają między innymi strategiczne położenie, dobra komunikacja z resztą Europy, wsparcie na szczeblu rządowym i lokalnym, konkurencyjne koszty i dobrze wykwalifikowane kadry. Te czynniki składają się na fakt, że coraz więcej – zarówno polskich, jak i zagranicznych firm – lokuje na tutejszym rynku swoje centra biznesowe.

Z danych branżowego stowarzyszenia ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych, który zrzesza ponad 170 globalnych inwestorów) wynika, że w 2016 roku działało w Polsce prawie 940 centrów świadczących usługi dla biznesu, które zatrudniały łącznie ponad 212 tys. osób. Do 2020 roku zatrudnienie znajdzie w nich już 300 tys. pracowników, a sektor nowoczesnych usług dla biznesu jest jedną z najszybciej rosnących gałęzi gospodarki. Swoje inwestycje ulokowały w Polsce między innymi 73 globalne firmy z prestiżowej listy amerykańskiego magazynu Fortune Global 500.

11 lat temu dołączył do nich Shell, który uruchomił centrum nowoczesnych operacji biznesowych, Shell Business Operations, w podkrakowskim Zabierzowie. W ubiegłym tygodniu firma oficjalnie zainaugurowała nową siedzibę centrum w Krakowie. Cztery specjalnie zaprojektowane dla firmy biurowce zapewniają 26 tys. mkw. powierzchni biurowej, na której – poza przestrzenią do pracy – znalazły się strefy rozrywki i relaksu oraz wydzielone przestrzenie ciszy. W ramach udogodnień w biurowcach zaprojektowano też szatnie z prysznicami dla rowerzystów, restauracje oraz trzy parkingi. Koncern nawiązał również współpracę z władzami miasta, aby dostosować komunikację miejską do potrzeb 2,7 tys. pracowników, zatrudnionych obecnie w Shell Energy Campus.

– Krakowskie centrum usług biznesowym jest w tym momencie jednym ze strategicznych punktów na mapie Royal Dutch Shell. To właśnie tutaj koncentrują się bardzo szerokie procesy, kompetencje, know-how i wiedza. Poprzez działalność w ramach dziewięciu pionów biznesowych, w jednym miejscu jesteśmy w stanie proponować efektywne sposoby funkcjonowania biznesu w przyszłości – mówi Agnieszka Pocztowska.

Krakowskie centrum zatrudnia nie tylko wykwalifikowanych specjalistów, ale i międzynarodowych menadżerów, w tym 65 osób jest osadzonych na globalnych stanowiskach. Większość pracowników Shell Business Operations pochodzi z Polski, ale w centrum pracują też przedstawiciele 36 innych narodowości. Ponad połowa ma mniej niż 30 lat, a blisko trzy czwarte całej kadry stanowią kobiety (które zajmują też ponad połowę stanowisk kierowniczych).

– W centrum mamy obecnie 9 linii biznesowych, począwszy od zaawansowanych usług finansowych przez obsługę klientów, procesy logistyki i dostaw materiałów, procesy personalne dla pracowników, a skończywszy na procesie tworzenia wewnętrznej komunikacji grupy Shell i usługach dotyczących aspektów prawnych – mówi Agnieszka Pocztowska.

Największy w strukturze Shell Business Operations jest dział finansowy oraz customer service, który współpracuje z europejskimi klientami koncernu. Dział logistyczny świadczy na całym świecie usługi dla floty, liczącej kilka tysięcy ciężarówek. Z kolei dział komunikacji wewnętrznej wspiera strategię komunikacyjną dla całej grupy Shell. Pracownicy krakowskiego centrum podejmują kluczowe decyzje dotyczące biznesu firmy w wymiarze globalnym.

– Centrum dynamicznie się rozwija. W zeszłym roku zatrudniliśmy ponad 1 tys. pracowników. W tym roku do końca maja dołączyło do nas 500 nowych osób. Kontynuujemy nasz wzrost, rośniemy i będziemy w dalszym ciągu rozwijać naszą działalność – zapowiada Dyrektor Generalna SBO Kraków.

Krakowska inwestycja została oficjalnie otwarta między innymi przez Jadwigę Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, która podkreśliła, że SBO przyczyni się do wzmocnienia lokalnego rynku pracy. Wielu z nowo zatrudnionych osób stanowią absolwenci krakowskich uczelni.

Koncern chce zwiększać zatrudnienie, poszukuje między innymi specjalistów z dziedziny finansów, księgowości, zarządzania, logistyki, spraw personalnych oraz komunikacji. Shell spodziewa się, że wykwalifikowane kadry uda się przyciągnąć poziomem wynagrodzeń wyższym od rynkowej średniej oraz możliwością uczestniczenia w międzynarodowych projektach i rozwijania kariery. Kluczowym wymogiem wobec kandydatów jest biegła znajomość języków obcych.

 Oferujemy bardzo szeroki zakres możliwości rozwoju kariery. Dla osób po studiach jest to szansa rozpoczęcia kariery w międzynarodowym koncernie. Natomiast dla doświadczonych ekspertów, specjalistów, osób z doświadczeniem w zarządzaniu – liderów, SBO to miejsce gdzie mogą rozwijać swoje kompetencje. Poszukujemy ekspertów z dziedziny finansów. Interesują nas osoby znające dobrze języki obce – jest to istotny atut. Liczyć się będzie również doświadczenie w zakresie logistycznym, obsługi klienta czy zarządzania procesami personalnymi – wymienia Agnieszka Pocztowska.

Krakowskie centrum Shell Business Operations jest jedną z siedmiu tego typu inwestycji koncernu na świecie. Pozostałe ulokowane są m.in. w indyjskim Bangalore, w Manili, Kuala Lumpur, Cape Town i szkockim Glasgow. Pracownicy SBO wpływają na działalność i rozwój biznesu Shell, który łącznie zatrudnia 93 tys. ludzi w 70 krajach świata.

Banki i Ubezpieczyciele po raz kolejny powalczą o nagrodę w Konkursie e-Commerce Polska awards 2017

e-commerce PolskaWystartowała 5 edycja Konkursu e-Commerce Polska awards organizowanego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej. Po raz drugi w Konkursie są kategorie dla banków i ubezpieczycieli. Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są w sumie w 17 kategoriach dedykowanych e-sklepom, bankom, ubezpieczycielom, reprezentantom e-medycyny, e-administracji oraz dostawcom innowacyjnych technologii. Termin zgłoszeń upływa  13 sierpnia 2017 roku. 

IDEA e-Commerce Polska awards:

Dynamiczny rozwój technologii oraz zmieniające się preferencje i oczekiwania współczesnych klientów, którzy są „smart”, zmuszają sklepy oraz instytucje do nieustannej weryfikacji i ulepszania swoich platform, produktów i przede wszystkimi komunikacji z odbiorcami.
 
Konkurs e-Commerce Polska awards powstał z myślą nagradzania tych, którzy w sposób najlepszy i najszybszy dostosowują się do zmian, jakie zachodzą na współczesnym rynku.

Konkurs od lat skierowany jest do przedstawicieli małych, średnich i dużych sklepów oraz platform internetowych. W zeszłorocznej edycji Konkursu po raz pierwszy pojawiły się kategorie dla sektora bankowego i ubezpieczeniowego, które znajdują się również w 5 edycji e-Commerce Polska awards. Nowością są kategorie skierowane do reprezentantów e-medycyny, e-administracji oraz do dostawców innowacyjnych technologii w tym agencji oraz domów mediowych dostarczających innowacyjnych rozwiązań technologicznych swoim klientom.

W tamtym roku w kategorii „Najbardziej cyfrowy bank” zwyciężył PKO BP, natomiast w kategorii „Najbardziej cyfrowy ubezpieczyciel” – Axa Multitravel

POLNORD przystępuje do programu Mieszkanie Plus i rozszerza swoją ofertę

W podwarszawskim Pruszkowie powstanie pierwszy w województwie mazowieckim projekt mieszkalny na 400 mieszkań w ramach rządowego programu Mieszkanie Plus. Będzie to jednocześnie pierwsze, od co najmniej 20 lat, tak duże osiedle zbudowane w Polsce, w całości w technologii prefabrykowanej, którego generalnym wykonawcą została spółka KB Dom.

Wykonawstwo obejmuje zaprojektowanie i wybudowanie czterech wielorodzinnych budynków mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej mieszkań wynoszącej ponad 19 tys. m kw. Termin zakończenia realizacji inwestycji został ustalony na dzień 31.05.2019 r.

Jednocześnie Polnord SA, z dniem 30 czerwca br., wprowadził do sprzedaży 305 mieszkań w dwóch inwestycjach zlokalizowanych na osiedlach Neptun II w  Ząbkach koło Warszawy oraz Tęczowy Las II w Olsztynie.

Drugi etap inwestycji Neptun II zakłada budowę czteropiętrowych, kameralnych budynków, w których znajdzie się 209 mieszkań o zróżnicowanych rozkładach i powierzchniach od 28 do 115 m kw. Realizacja inwestycji  rozpoczęła się w czerwcu br., a termin jej zakończenia przewidziano na styczeń 2019 r. Gotowe lokale mieszkańcy będą mogli odebrać w kwietniu 2019 r. Atutem osiedla Neptun II są atrakcyjne ceny, które rozpoczynają się już od 4.750 zł za m kw.

Z kolei w Olsztynie Polnord wprowadził do oferty 96 mieszkań, które powstaną w nowym budynku na terenie osiedla Tęczowy Las II w malowniczej części miasta. Rozpoczęcie budowy nowych mieszkań nastąpi w październiku br. Planowany termin zakończenia inwestycji przewidziano na maj 2019 r. Oferta charakteryzuje się wyjątkowo szerokim wyborem mieszkań. W nowym budynku powstaną lokale o metrażach od 34 do 104 m kw. Będą to kawalerki, lokale dwupokojowe, trzypokojowe, czteropokojowe, a nawet pięciopokojowe. Mieszkania w nowym budynku osiedla Tęczowy Las II są dostępne już od 4.100 zł brutto za metr kwadratowy.

Polnord konsekwentnie zwiększa swoją ofertę sprzedaży zgodnie z założeniami przyjętej  strategii. Kontynuujemy działalność w rejonach, gdzie spotkaliśmy się z dobrą reakcją klientów i poznaliśmy dokładnie ich potrzeby. Tak jest w przypadku osiedli Neptun i Tęczowy Las , których atuty zostały szybko docenione przez osoby noszące się z zamiarem zakupu mieszkania.                           

Jednocześnie cieszy nas fakt, że Grupa Polnord poszerza spektrum swojej działalności poprzez włączenie się do programu Mieszkanie Plus. To nowy rozdział w historii naszej Grupy Kapitałowej  i jednocześnie satysfakcja, że jako pierwsi  realizujemy ten projekt  w województwie mazowieckim – mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord SA.

Inicjatywa Trójmorza może wesprzeć rozwój infrastruktury transportowej

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej należące do regionu Trójmorza stanowią 28% terytorium UE i 22% jej ludności, ale zaledwie 10% PKB. Inicjatywa Trójmorza stwarza szansę na ułatwianie inwestycji i zwiększenie wzrostu gospodarczego w regionie. Jednym z głównych wyzwań jest finansowanie infrastruktury transportowej. W ostatnich latach ponad 150 mld euro zostało wydanych na ten cel z funduszy UE, do 2025 r. potrzebnych jest jednak kolejne 615 mld euro – wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą PwC i Altantic Council „Droga przyszłości – rozwój infrastruktury transportowej w Europie Środkowo-Wschodniej ”.

Jak wynika z raportu PwC i Atlantic Council „Droga przyszłości – rozwój infrastruktury transportowej w Europie Środkowo-Wschodniej” (ang. The Road Ahead – CEE transport infrastructure dynamics), kraje Europy Środkowo-Wschodniej połączone szlakami pomiędzy Morzem Bałtyckim, Adriatyckim i Czarnym stanowią 28% terytorium Unii Europejskiej, 22% jej ludności, ale jedynie 10% PKB. Region ten zmaga się z wieloma wyzwaniami, z których najpoważniejszym jest finansowanie infrastruktury transportowej. Potrzeby są bardzo duże, bo pomimo wydanych na ten cel w ostatnich latach ponad 150 mld euro z funduszy strukturalnych UE i dodatkowego finansowania z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, do 2025 wymaganych jest kolejne 615 mld euro.

Odpowiedzią na tego typu wyzwania może być Inicjatywa Trójmorza, stwarzająca szansę na znalezienie wspólnych rozwiązań w zakresie ułatwiania inwestycji i rozwoju w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jednym z głównych celów Inicjatywy jest nawiązanie bliskich połączeń między krajami wzdłuż korytarza Północ – Południe, a infrastruktura transportowa jest jednym z kluczowych elementów takiego korytarza. Raport PwC i Atlantic Council stanowi analizę obecnej sytuacji w tym obszarze, z uwzględnieniem kontekstu politycznego, regulacyjnego i finansowego, oraz szereg rekomendacji, które mogą przyspieszyć rozwój.

„Pomimo postępu w ostatnich latach, w Europie Środkowo-Wschodniej nadal istnieje zapotrzebowanie na efektywniejszą i nowoczesną infrastrukturę transportową, aby wspierać nasze aspiracje związane z rozwojem. W ciągu najbliższych 5 lat spodziewany jest wzrost rynku budowlanego w regionie na poziomie 3,1%, to więcej niż w Europie Zachodniej. Aby ten scenariusz się spełnił, musimy nadal przyciągać inwestycje, zarówno ze źródeł publicznych, jak i prywatnych. Istnieje kilka przykładów prywatnych inwestorów podejmujących istotne projekty w zakresie infrastruktury transportowej w naszym regionie. Niemniej jednak, Europa Środkowo-Wschodnia jest postrzegana jako bardziej ryzykowna dla inwestycji niż Europa Zachodnia, dlatego tak ważne jest przygotowywanie projektów o zrównoważonym wskaźniku zwrotu ryzyka. Dotyczy to wszystkich krajów regionu, a inicjatywy takie jak Inicjatywa Trójmorza mogą przynieść wzrostu zaufania w oczach inwestorów, wykazując wspólną wizję i wolę podejmowania dużych projektów” – Agnieszka Gajewska, partner w PwC, lider zespołu Capital Projects & Infrastructure w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Po wielu dekadach niedoinwestowania, region Europy Środkowo-Wschodniej dokonał w ostatnich latach bezprecedensowych postępów w rozwoju infrastruktury: w ciągu ostatnich 20 lat zbudowano ok 5 600 kilometrów nowych autostrad. Kluczową rolę odegrała w tym zakresie Unia Europejska: ponad 150 mld euro zostało zainwestowanych z funduszy strukturalnych, dodatkowe środki pochodziły z programu „Łącząc Europę” oraz z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Ponadto inwestorzy prywatni zainwestowali miliardy euro w kluczowe projekty transportowe w Polsce, na Słowacji, na Węgrzech i w Chorwacji.

Raport PwC i Atlantic Council szczegółowo omawia pięć kluczowych korytarzy transportowych, które mają odegrać istotną rolę w połączeniu regionu Trójmorza (Morze Północne – Morze Bałtyckie, Morze Bałtyckie – Adriatyk, Ren – Dunaj, Wschód / wschodnia część regionu Morza Śródziemnegoi,Morze Śródziemne). Aby ukończyć realizację ponad 2 000 projektów w obrębie tych korytarzy, potrzebne jest 384 mld euro.

Obecnie obywatele „starej Unii” mogą korzystać z dwukrotnie większej liczby kilometrów autostrad niż mieszkańcy krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dlatego zdaniem autorów raportu tak ważne jest zbudowanie skutecznego procesu finansowania infrastruktury transportowej i wyeliminowanie różnicy pomiędzy Wschodem a Zachodem Europy.

„Różnicę pomiędzy Wschodem a Zachodem Europy, szczególnie w obszarze infrastruktury, dostrzegają także liderzy biznesowi w naszym regionie, którzy podkreślają, że nieodpowiednia infrastruktura jest istotną barierą dla wzrostu gospodarczego. Inicjatywa Trójmorza oferuje realne możliwości zniwelowania tej luki. Dzięki inwestycjom infrastrukturalnym Inicjatywa Trójmorza zapewni wzrost zamożności i ekonomicznej odporności regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Dla całej Europy oznacza to większą zdolność do współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w zakresie rozwiązywania globalnych wyzwań ekonomicznych i tych dotyczących bezpieczeństwa” – Michał Kobosko, dyrektor polskiego oddziału Atlantic Council.

Jaka będzie wyglądała infrastruktura transportowa w Europie Środkowo-Wschodniej w przyszłości? Zgodnie z danymi zebranymi w raporcie, obecnie nie istnieje 75% infrastruktury, która będzie istnieć w 2050 r. Nowe technologie będą miały wpływ nie tylko na sposób projektowania, budowania i utrzymania infrastruktury transportowej, ale również na zapotrzebowanie na usługi transportowe. To sugeruje, że regionalne podejście do wyzwań związanych z rozwojem infrastruktury daje największą szansę na skuteczność i sukces, a Inicjatywa Trójmorza może odgrywać tu kluczową rolę.

O Inicjatywie Trójmorza

Inicjatywa Trójmorza stwarza dla krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej możliwość na integrację z Unią Europejską poprzez wzmocnienie więzi politycznych, ułatwienie współpracy transgranicznej oraz umożliwienie realizacji dużych, ponadregionalnych projektów, które będą wspierać trwały wzrost gospodarczy. Inicjatywa obejmuje 12 państw członkowskich Unii Europejskiej między Morzem Bałtyckim, Adriatykiem i Morzem Czarnym.

86% ubezpieczycieli obawia się utraty zysków na rzecz insurtech-ów

86% ubezpieczycieli z całego świata uważa, że nowe firmy technologiczne z branży ubezpieczeniowej, tzw. insurtech-y, stanowią zagrożenie dla ich dochodów. Jednocześnie, ponad połowa respondentów postrzega innowacje jako priorytetowy obszar strategii, dlatego coraz chętniej wchodzi z insurtech-ami we współpracę – wynika z raportu PwC „Ubezpieczeniowy nowy świat. Insurtech motorem innowacji”.

Według raportu PwC „Ubezpieczeniowy nowy świat. Insurtech motorem innowacji” (ang. Insurance’s new normal. Driving innovation with InsurTech), zmiany w branży ubezpieczeniowej nabierają tempa, a ubezpieczyciele coraz częściej wychodzą poza ramy własnego przedsiębiorstwa, aby sprostać wyzwaniom i wykorzystać nowe szanse biznesowe. Firmy ubezpieczeniowe są bardziej aktywne niż reszta sektora usług finansowych, jeśli chodzi o monitorowanie działań fintech i reakcję na te działania. Często też nawiązują współpracę partnerską z podmiotami oferującymi innowacyjne rozwiązania.

Dziś nie zadajemy sobie już pytania, czy ubezpieczyciele będą współpracować z insurtech-ami, zastanawiamy się raczej nad tym, w jakim modelu ta współpraca będzie przebiegać i w jakiej skali. Technologie takie jak data analytics, sztuczna inteligencja czy blockchain są przyszłością branży, a efekty z ich wdrożenia odczują zarówno sami ubezpieczyciele, jak też klienci. Już teraz możemy obserwować coraz więcej inwestycji w tego typu rozwiązania. Insurtech-y znakomicie rozumiejące transformację cyfrową, dlatego ubezpieczyciele muszą znaleźć sposób, aby korzyści związane ze współpracą z nimi znalazły się w centrum działalności, czy to poprzez nawiązanie z nimi partnerstwa, czy też poprzez ich nabycie. Alternatywnym scenariuszem, choć prawdopodobnie dużo trudniejszym, jest wypromowanie własnych innowacji. – Artur Pikula, partner w PwC, lider zespołu doradztwa biznesowego dla sektora ubezpieczeniowego

Eksperci PwC podkreślają, że ubezpieczyciele zmienili w ostatnim roku sposób postrzegania nowoczesnych firm technologicznych z branży ubezpieczeniowej, czyli tzw. insurtech-ów, i mimo utrzymującej się obawy o utratę dochodu na rzecz nowych graczy, coraz wyraźniej dostrzegają korzyści, jakie insurtech może wnieść na rynek. Obawy wciąż jednak są dość silne. 56% ubezpieczycieli objętych badaniem PwC uważa, że insurtech stanowi zagrożenie dla 20% ich dochodów. Kolejne 20% respondentów twierdzi, że zagrożenie to dotyczy nawet 40% dochodu, natomiast 10% przewiduje utratę nawet ponad 40% dochodu.

Sukces nowych inicjatyw wymaga połączenia trzech obszarów – doskonałości technologicznej, umiejętności marketingowych oraz znajomości wybranej branży. Kombinacja tych kompetencji pozwala na zdobycie zainteresowania i zaufania klientów – klucza do udanej współpracy z ubezpieczycielami, którzy poszukują możliwości zwiększenia atrakcyjności oferty. – Wojciech Rabiej, ekspert w zespole doradztwa biznesowego dla sektora ubezpieczeniowego w PwC

Sztuczna inteligencja i analityka danych przyszłością branży

94% ubezpieczycieli twierdzi, że angażowanie klientów i zapewnienie lepszej oceny ryzyka stanowią główne trendy w dziedzinie innowacji. Dlatego też aż 84 przebadanych przez PwC firm ubezpieczeniowych planuje w najbliższym roku inwestycje w zakresie narzędzi analityki danych.

Eksperci PwC zwracają uwagę, że nawiązanie partnerstwa z innowatorami insurtech oraz uczenie się od nich pozwoli tradycyjnym ubezpieczycielom lepiej wykorzystywać dane w celu poznania swoich klientów i dotarcia do nowych grup. Ważnym czynnikiem zapewniającym sukces w tym obszarze będzie przejście do bardziej prewencyjnego modelu (pomoc klientom w zapobieganiu wypadkom) oraz oferowanie polis według modeli na życzenie, opłacanych w momencie korzystania (pay as you go).

Rozwój analityki danych pozwoli także ubezpieczycielom skupić się na możliwościach, jakie niesie ze sobą Internet Rzeczy. Skuteczne wdrożenie narzędzi sztucznej inteligencji da doświadczonym specjalistom czas na podejmowanie bardziej złożonych decyzji opartych na ocenie sytuacji. Korzyści tej nie należy lekceważyć, ponieważ aż 87% ubezpieczycieli twierdzi, że ma problem z zatrudnieniem i zatrzymaniem pracowników z odpowiednimi umiejętnościami do wprowadzania innowacji.

Blockchain

81% ubezpieczycieli, którzy wzięli udział w badaniu PwC, twierdzi, że znana jest im technologia blockchain. Co więcej, spodziewają się oni zakrojonego na szeroką skalę wdrażania tej technologii w swojej branży. Jednak mimo że 68% firm ubezpieczeniowych planuje implementację blockchain jako elementu wewnętrznego systemu produkcyjnego do 2018 roku, jedynie 8% zapowiada, że w najbliższym roku zamierza przeprowadzić odpowiednie inwestycje w tym zakresie. Oznacza to, że aby osiągnąć cel, należy zdecydowanie przyspieszyć tempo inwestycji.

Ubezpieczyciele mogą wykorzystywać technologię blockchain do:

  • automatyzacji procesów związanych z roszczeniami, co oznacza oszczędności i korzyści dla klienta
  • usprawnienia przepływu danych, zyskując lepszą kontrolą w obszarze underwritingu
  • agregowania i dzielenia ryzyka i strat związanych z katastrofami oraz strat, umożliwiając ich lepsze monitorowanie i zrozumienie

Przychody klubów Ekstraklasy wyniosły w 2016 r. 578,9 mln zł i były wyższe o 17,1 proc. r/r

Przychody wszystkich klubów grających w Ekstraklasie wyniosły w 2016 roku 578,9 mln zł i były o 17,1 proc. wyższe, niż rok wcześniej. Jak wynika z jedenastej edycji raportu „Piłkarska liga finansowa”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w ciągu ostatniej dekady na konta klubów Ekstraklasy wpłynęło w sumie 3,58 mld zł. W ubiegłym roku, w dużej mierze dzięki udziałowi w Lidze Mistrzów UEFA, na czele rankingu przychodów klubów znalazła się Legia Warszawa, która osiągnęła lepszy wynik niż 11 innych klubów łącznie.

Jak bardzo występy w europejskich rozgrywkach piłkarskich mogą wpłynąć na sytuację finansową klubu i całej ligi? Przykład Legii Warszawa pokazuje, że mają one znaczący wpływ. Dzięki występom w Lidze Mistrzów UEFA przychody warszawskiego klubu w 2016 r. sięgnęły 207,42 mln zł i były o 92 proc. wyższe, niż rok temu. Podobnie jak w poprzednim zestawieniu na podium pod względem przychodów, znalazły się również Lech Poznań i Lechia Gdańsk. Wicemistrz Polski – Jagiellonia Białystok uplasowała się w tym zestawieniu dopiero na 12. miejscu. Zestawienie przygotowane przez Deloitte przedstawia przychody klubów grających w rozgrywkach Ekstraklasy w sezonie 2016/2017.

Legia liderem od sześciu lat

Legia Warszawa wygrała ranking Deloitte szósty rok z rzędu. Stołeczny klub zanotował wzrost przychodów w stosunku do roku poprzedniego na poziomie 92 proc. – „Legia Warszawa dzięki awansowi do Ligi Mistrzów przekroczyła poziom rocznych przychodów wynoszący 200 milionów zł z działalności sportowej. Tym samym jest jedynym klubem w historii Ekstraklasy, który przekroczył nie tylko barierę 100, ale i 200 mln złotych oraz wyprzedził tak znacznie pozostałych rywali” – mówi Przemysław Zawadzki, Dyrektor, ekspert Sports Business Group Poland, Deloitte. – „Aktualny mistrz Polski w zbliżającym się sezonie ponownie zagra o udział w fazie grupowej rozgrywek Ligi Mistrzów, a tym samym o możliwość powtórzenia rekordowego poziomu przychodów” – dodaje.

– „Jesteśmy bardzo zadowoleni i zaszczyceni tym, że Legia po raz kolejny została niekwestionowanym liderem rankingu Deloitte. Miniony sezon, biorąc pod uwagę mistrzostwo Polski, udane występy w Lidze Mistrzów i dwumecz z Ajaksem, był dla nas bardzo udany. Teraz koncentrujemy się już na tym, co przed nami. Nadchodzące miesiące będą dla nas wyzwaniem, zarówno pod względem sportowym, ale też organizacyjnym i biznesowym. Jak co roku, naszym priorytetem jest oczywiście wygranie ligi, ale w pierwszej części sezonu skoncentrujemy się na powtórzeniu sukcesu z ubiegłego roku i awansowaniu do fazy grupowej Champions League” – mówi Prezes Zarządu i właściciel klubu Legia Warszawa Dariusz Mioduski.

Lech Poznań i Lechia Gdańsk znów na podium

Miejsce drugie pod względem przychodów zajął Lech Poznań. Klub z Poznania z powodu braku awansu do europejskich pucharów zanotował ich spadek przekraczający 20 mln zł. Pościg za Legią Warszawa, do której jeszcze w ubiegłym roku Lecha dzielił nieduży dystans, okazał się niemożliwy z powodu słabych wyników sportowych (nieudany ostatni sezon, który Lech zakończył na siódmym miejscu).

Trzecie miejsce w rankingu Deloitte zajęła Lechia Gdańsk, która odnotowała przychody na poziomie 41,5 miliona złotych. Naturalnym krokiem w rozwoju Lechii powinien być awans do europejskich rozgrywek, na co niestety kibice oraz udziałowcy klubu będą musieli zaczekać jeszcze co najmniej rok, ponieważ miniony sezon rozgrywek nie przyniósł oczekiwanego rezultatu sportowego.

Ekstraklasa rośnie w siłę

2016 rok był wyjątkowy pod względem notowanych przychodów. Analizie poddano przychody z działalności sportowej, czyli tą część przychodów, które stanowią prawdziwe źródło budowania wartości klubu tj. przychody komercyjne, przychody z praw telewizyjnych oraz przychody z dnia meczu. Bardzo dobry wynik Legii spowodował, że przychody klubów Ekstraklasy wyniosły w omawianym okresie 578,9 mln zł, o 17,1 proc. więcej niż rok wcześniej. – „Widzimy, że sytuacja klubów Ekstraklasy z roku na rok polepsza się. Może to świadczyć o poprawie finansów w polskiej piłce spowodowanej wyższymi kontraktami z praw telewizyjnych, a także skuteczności komisji licencyjnej, która na bieżąco monitoruje działania klubów. Oprócz kontraktów związanych z krajowymi prawami telewizyjnymi, głównym czynnikiem wzrostu lub spadku przychodów jest bez wątpienia udział w europejskich pucharach i to właśnie awans do nich powinien być celem wszystkich klubów” – mówi Marcin Diakonowicz, Partner, Lider Sports Business Group Poland, Deloitte.

W ciągu dziesięciu ostatnich lat przychody Ekstraklasy wyniosły 3,58 mld zł. Jak długą drogę w tym czasie przebyła najlepsza polska liga piłki nożnej pokazuje fakt, że w 2007 roku jej przychody wyniosły zaledwie 202,5 mln zł, czyli mniej niż obecnie wynoszą przychody Legii Warszawa.

Rok 2016 zaowocował znaczącym wzrostem udziałów z tytułu transmisji i premii za europejskie puchary w ogólnej strukturze przychodów klubów Ekstraklasy. Wzrost ten był spektakularny i wyniósł blisko 90 mln złotych. Pozostałe kategorie prezentują się na porównywalnym poziomie do roku ubiegłego: zarówno przychody komercyjne jak i przychody z dnia meczowego nieco spadły i wynoszą odpowiednio 241 mln i 84 mln złotych.

 ekstraklasa 2016

Sponsorzy wciąż poszukiwani

Każdy z klubów posiada nieco inne możliwości finansowania swojej działalności, co ma odzwierciedlenie w strukturze przychodów. Struktura budżetu w dużej mierze zależy od etapu rozwoju, na którym znajduje się klub. W odróżnieniu od reprezentacji, polskie kluby piłkarskie mają problem z pozyskaniem znaczącego sponsora, co widać na przykładzie wicemistrza Polski Jagiellonii Białystok. Jego pojawienie się zazwyczaj znacząco wpływa na budżet danego klubu. Kluby Ekstraklasy wciąż czekają na większy udział polskich przedsiębiorców w promowaniu swoich marek poprzez sponsoring klubów piłkarskich.

W porównaniu do przykładowych lig zagranicznych pod względem finansowym Ekstraklasa mogąca pochwalić się 132 mln euro łącznych przychodów (rok 2016) prezentuje się na poziomie porównywalnym do ligi austriackiej (T-Mobile Bundesliga) – 129 mln euro i duńskiej (SAS Ligaen) – 149 mln euro (dane za sezon 2014/2015).

Sezon 2016/2017 okazał się lepszy od poprzedniego również pod kątem frekwencji. Wyniosła ona średnio 9,6 tys. kibiców na mecz ligowy, podczas gdy rok wcześniej było to 9,1 tys. Dziesięć z szesnastu klubów zanotowało wzrost frekwencji. Liderem minionego sezonu ponownie została Legia Warszawa. Klub może się pochwalić obecnością średnio ponad 20,5 tysięcy kibiców na mecz. Na drugim i trzecim miejscu, podobnie jak w roku ubiegłym, uplasowały się Lech Poznań oraz Lechia Gdańsk.

Optymalny poziom wynagrodzeń

Gdy porównamy frekwencję w Ekstraklasie do innych lig europejskich wyraźnie widać, że polska liga nie ma się czego wstydzić. Frekwencja na meczach Ekstraklasy jest porównywalna do frekwencji w lidze tureckiej czy rosyjskiej, a znacznie wyższa niż w wysoko notowanej w rankingu UEFA lidze ukraińskiej czy lidze czeskiej. Ciekawym wskaźnikiem pomagającym w analizie frekwencji może być także procentowe ujęcie całkowitej średniej frekwencji na jedną kolejkę w odniesieniu do populacji kraju. Gdy porównamy ten wskaźnik dla kilku państw europejskich widzimy, że zarówno wobec krajów większych (Rosja, Turcja) jak i mniejszych (Rumunia) Ekstraklasa prezentuje się lepiej. – „Wydaje się, że jeżeli Ekstraklasa zachowa aktualne tempo rozwoju już niebawem niektóre ligi zachodniej Europy, takie jak portugalska i belgijska mogą pod względem frekwencji być poniżej jej poziomu” – mówi Jan Bondyra, Konsultant, Audyt Advisory Deloitte.

Zarządzanie poziomem wynagrodzeń nie jest w Europie jednorodne. Przyjmuje się, że optymalny ich poziom w stosunku do przychodów powinien wynosić 60 proc. Ekstraklasa zbliża się do tego wyniku, bo w tym roku wyniósł on 59 proc. Najniższy współczynnik osiągnęły Legia Warszawa (47 proc.), Piast Gliwice (53 proc.) oraz Wisła Kraków (54 proc.). Z kolei najwyższy wskaźnik zanotowały Wisła Płock (109 proc.) oraz Ruch Chorzów (83 proc.).

O raporcie:

Raport Deloitte został sporządzony w oparciu o przychody klubów Ekstraklasy, pochodzących z trzech źródeł: z dnia meczu (wpływy ze sprzedaży biletów, karnetów i cateringu), praw do transmisji (uwzględniające również premie za udział w pucharach) oraz komercyjnych (wpływy reklamowe, sponsoring, sprzedaż gadżetów). Ranking analizuje przychody klubów, które w sezonie 2016/2017 grały w rozgrywkach Ekstraklasy. Dane finansowe dotyczą roku kalendarzowego 2016. Zostały one dostarczone przez same kluby i nie były weryfikowane przez Deloitte. Do porównań z ligami zagranicznymi wykorzystano dane z globalnego raportu Deloitte „Annual Review of Football Finance” z 2016 r.

Budżet partycypacyjny 2018 – Internet vs. rzeczywistość

Przez ostatni miesiąc lokalne warszawskie społeczności Facebooka żyły jednym wydarzeniem – głosowaniem na projekty w ramach budżetu partycypacyjnego 2018. Temat ten poruszył również liderów opinii – internetowych influencerów i celebrytów, którzy za pośrednictwem social media zachęcali do oddawania głosów na wybrane pomysły. Jednak wirtualna rzeczywistość wciąż pozostaje wirtualną, a zatem pojawia się pytanie – czy „moc internetów” zadziałała? Dowiedzieliśmy się tego zestawiając dane ze skanu Internetu ze statystykami dotyczącymi wyników głosowania z poszczególnych dzielnic.

 coverbp 

Już wszystko zostało zrobione?

Z pewności nie. W tym roku w ramach warszawskiego budżetu obywatelskiego zgłoszono rekordową liczbę projektów – prywatni mieszkańcy, jak i lokalne społeczności złożyły 2 tysiące 781 pomysłów na zmiany w miejskiej przestrzeni. Pomimo tego w porównaniu z rokiem ubiegłym zainteresowanie mieszkańców budżetem partycypacyjnym zmalało. Warszawiacy rzadziej oddawali swoje głosy, a mniejsza popularność akcji skierowanej do mieszkańców, zauważalna była też w Internecie – liczba wzmianek na temat budżetu obywatelskiego spadła (w ostatnim miesiącu opublikowano 3 404 treści), a w dyskusję zaangażowało się 3 404 unikalnych użytkowników (o niecałe dwa tysiące mniej niż przed rokiem).

Zieleń i komunikacja, czyli czego brakuje dzielnicom według internautów

Komunikacja i drogi – ta kategoria projektów jest jedną z najczęściej wspominanych w social media. Na tym tle wyróżnia się jednak Targówek, gdzie użytkownicy dyskutują o możliwościach na uspokojenie ruchu w rejonie osiedla Wilno. Z kolei donośny głos przeciwko zabetowywaniu miasta słychać z tzw. „płuc Warszawy” – z Żoliborza. Internauci są przeciwni budowie mostu i trasy, co zastąpić chcą Skwerem Krasińskiego. Determinację mieszkańców widać w lokalnych grupach na Facebooku – Nowy ŻoliborzNIE dla Mostu i Trasy Krasińskiego były jednymi z najbardziej zaangażowanych w promocję budżetu partycypacyjnego społecznościami na Facebooku (łącznie opublikowano na nich 601 treści poświęconych tej tematyce).

wbp

Najbardziej zaangażowane dzielnice

Ursynów w tym roku bezapelacyjnie „wygrał internety” – na temat projektów z tej dzielnicy pojawiło się w mediach społecznościowych ponad tysiąc wzmianek. Było to związane z intensywnym promowaniem budżetu obywatelskiego przez lokalnych działaczy społecznych i autorów projektów. Jednak nie skłoniło to wystarczająco internautów związanych z Ursynowem do oddania głosu. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców dzielnicy, to dwukrotnie bardziej zaangażowaną od Ursynowa społecznością okazał się być Żoliborz, który z roku na rok odnotowuje coraz wyższy odsetek lokatorów czynnie włączających się w kształtowanie miejskiej przestrzeni.

gbp

 

*Dane na temat wyników głosowania pochodzą z oficjalnych wyników opublikowanych przez Budżet partycypacyjny w Warszawie na dzień 30.06.2017, godz. 9:00.

Raport/Źródło IRCenter.com.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – czerwiec 2017 r.

  • Wzrost łącznej wartości obrotu akcjami na Głównym Rynku o 80,2% rdr do poziomu 30,3 mld zł
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń – 865,3 mln zł (+24,6% rdr)
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami na akcje o 1,5% rdr do poziomu 124,6 tys. szt.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 31,8% rdr do poziomu 52,1 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku spot o 20,1% rdr do poziomu 9,4 TWh

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w czerwcu 2017 r. 30,3 mld zł, czyli o 80,2% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] wzrosła rok do roku o 19,0%, do poziomu 18,2 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w czerwcu 2017 r. poziom 865,3 mln zł, o 24,6% wyższy niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec czerwca 2017 r. wyniosła 61 018,4 pkt i była o 36,4% wyższa niż rok temu.

Również na rynku NewConnect odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 39,8% rok do roku. W ramach arkusza zleceń wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 112,2 mln zł (wzrost o 36,7% rdr).

W czerwcu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 769,0 tys. szt., o 15,0% mniej niż rok wcześniej. Kontrakty na akcje odnotowały wzrost o 1,5% do poziomu 124,6 tys. sztuk.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec czerwca 2017 r. 83,3 mld zł, co oznacza wzrost o 10,3% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła rok do roku o 71,5%, do poziomu 222,9 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w czerwcu br. 52,1 mld zł i była o 31,8% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w czerwcu 2017 r. 9,4 TWh, o 20,1% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 24,5% osiągając poziom 945,8 MWh. Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w czerwcu 2017 r. wyniósł 8,7 TWh, czyli o 28,2% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2] na rynkach spot i terminowym wyniósł 4,2 TWh co oznacza spadek o 2,9% w stosunku do czerwca 2016 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w czerwcu 2017 r. 24,9 ktoe[3].

Kapitalizacja 432 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec czerwca 2017 r. wyniosła 645,0 mld zł (152,6 mld EUR). Łączna kapitalizacja 483 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec czerwca br. 1 316,5 mld zł (311,5 mld EUR).

W czerwcu 2017 r. na Catalyst zadebiutowały obligacje spółek: J.S. Hamilton Poland S.A., o wartości emisji 40 mln zł oraz Europejskie Centrum Odszkodowań S.A. o wartości emisji 50 mln zł.

W czerwcu 2017 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, o 1 mniej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

JLL otwiera biuro w Łodzi – na czele nowego oddziału stanie Marta Pyziak

JLL, międzynarodowa firma doradcza świadcząca kompleksowe usługi na rynku nieruchomości, otwiera biuro w Łodzi. Szefem nowego oddziału została Marta Pyziak.

„Łódź rozwija się dynamicznie, a w ostatnim czasie wybija się na jedno z najbardziej atrakcyjnych polskich miast dla firm z sektora usług biznesowych. Od lat jesteśmy bardzo aktywni w Łodzi, obsługując jak dotąd ten rynek z naszego warszawskiego biura. Wierzymy w dalszy dynamiczny rozwój rynku, widzimy wielki potencjał Łodzi, i w związku z tym zdecydowaliśmy o otworzeniu oddziału dedykowanego do obsługi inwestorów i projektów nieruchomościowych w tym mieście. Chcemy być na miejscu i mamy nadzieję przyczynić się do wprowadzenia do Łodzi wielu kolejnych inwestorów” – mówi Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Na czele nowego łódzkiego oddziału JLL stanie Marta Pyziak.

„Marta Pyziak jest ekspertem rynku nieruchomości z 11- letnim doświadczeniem zdobytym w jednej z największych amerykańskich spółek notowanych w rankingu Fortune 500 – firmie Dell. Była cenionym członkiem zespołu Global Site Selection odpowiedzialnego za tworzenie globalnej strategii dotyczącej lokalizacji inwestycji. Odegrała znaczącą rolę w wielu kluczowych projektach w całej Europie, zarówno w zakresie samego procesu inwestycyjnego, jak i instrumentów wsparcia. Cieszymy się, że dołączyła do zespołu JLL i będzie rozwijała nasz łódzki oddział” – dodaje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Marta Pyziak swoje doświadczenie zdobywała również w zespole Zarządców Nieruchomości odpowiedzialnych za zarządzanie nieruchomościami firmy Dell w Polsce, Rosji, Kazachstanie, krajach bałtyckich oraz na Ukrainie. W swojej pracy koncentrowała się na zapewnieniu wysokiej jakości obsługi i wsparcia w osiągnięciu strategicznych i operacyjnych celów organizacji. Wcześniej współtworzyła Zespół Obsługi Inwestorów w Urzędzie Miasta. Była także członkiem zarządu Stowarzyszenia Łódzkich Zarządców Nieruchomości. Marta Pyziak ukończyła Uniwersytet Łódzki na kierunku filologia angielska oraz studia podyplomowe z zakresu podstaw prawnych procesu inwestycyjnego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada zarówno licencję pośrednika, jak i zarządcy nieruchomości. Ukończyła także studia z zakresu wyceny nieruchomości na Uniwersytecie Łódzkim.

Łódzki oddział firmy JLL oferuje pełen zakres usług doradztwa dla najemców powierzchni biurowych, począwszy od znalezienia najlepszej lokalizacji i negocjacji warunków najmu, opracowywania strategii miejsca pracy, przez doradztwo techniczne oraz zarządzanie projektem, kończąc na usługach projektowania biura i wykonawstwa. Zespół wspiera również deweloperów w procesie komercjalizacji nieruchomości biurowych.

Aktywa Quercus TFI S.A. pod zarządzaniem na k. czerwca 2017 r. wyniosły 4,9 mld zł

Wartość aktywów pod zarządzaniem Quercus TFI S.A. na koniec czerwca 2017 r. wyniosła 4 901,8 mln zł (wobec 4 852,0 mln zł na koniec maja 2017 r.) i była najwyższa w ponad 9-letniej historii firmy.

Na wartość aktywów pod zarządzaniem na koniec czerwca 2017 r. składało się 3 982,8 mln zł ulokowanych w 10 subfunduszach QUERCUS Parasolowy SFIO, 150,0 mln zł w funduszu QUERCUS Absolute Return FIZ, 194,0 mln zł w funduszu QUERCUS Absolutnego Zwrotu FIZ, 58,5 mln zł w Acer Aggressive FIZ, 379,4 mln zł w QUERCUS Multistrategy FIZ, 18,5 mln zł w Private Equity Multifund FIZ oraz 118,7 mln zł aktywów w ramach usługi asset management (bez uwzględnienia środków zainwestowanych w subfundusze / fundusze QUERCUS). Aktywa poszczególnych subfunduszy / funduszy oraz uzyskane stopy zwrotu w br. przedstawiono w poniższej tabeli.

Subfundusz / fundusz Aktywa netto na k. 2016 r.
(mln zł)
Aktywa netto na k. VI 2017 r.
(mln zł)
Stopa zwrotu

w I-VI 2017 r.

Na hossę:
QUERCUS lev 150,6 189,8 37,50%
QUERCUS Turcja 52,5 54,2 20,75%
QUERCUS Agresywny 564,2 554,4 13,01%
QUERCUS Global Growth 2,9 1,24%
QUERCUS Rosja 46,0 38,9 -9,38%
Na różne warunki rynkowe:
Acer Aggressive FIZ 46,6 58,5 12,99%
QUERCUS Selektywny 471,6 544,6 7,48%
QUERCUS Gold 61,1 74,5 6,09%
QUERCUS Absolutnego Zwrotu FIZ 189,8 194,0 5,31%
QUERCUS Multistrategy FIZ 288,4 379,4 2,49%
QUERCUS Absolute Return FIZ 138,6 150,0 1,49%
Private Equity Multifund FIZ 12,9 18,5 0,89%
QUERCUS Stabilny 186,8 203,2 0,64%
Na bessę:
QUERCUS Ochrony Kapitału 1 945,3 2 296,9 1,19%
QUERCUS short 18,0 23,4 -18,19%

 

„W czerwcu początkowo kontynuowane były pozytywne tendencje na większości rynków. Główne indeksy S&P500 i DAX ustanowiły w trakcie ostatniego miesiąca nowe rekordy wszechczasów, ale pod koniec miesiąca DAX skorygował się. Od początku roku S&P500 zyskuje 8,2%, a DAX 7,3%.

Ceny surowców obniżyły się. Po półroczu ropa skorygowała się o ok. 14%, a złoto podrożało o 8%. Ceny obligacji skarbowych na świecie wykazywały tendencję spadkową, a euro zyskało do dolara.

Na GPW koniunktura w czerwcu była niezła. WIG od początku roku jest na plusie 17,9%. Złoty osłabił się do 4,23 do euro i nieco zyskał do dolara (3,70). Ceny polskich obligacji nieznacznie spadły (rentowność obligacji 10-letnich wzrosła do 3,3%).

Jeśli chodzi o nasze wyniki inwestycyjne – największy fundusz QUERCUS Ochrony Kapitału zyskał od początku roku 1,2%. Najwyższe stopy zwrotu – jak dotychczas – osiągnęły QUERCUS lev +37,5%, QUERCUS Turcja +20,8% i flagowy QUERCUS Agresywny +13,0%. Solidne wyniki zanotowały fundusze absolute return, na czele z QUERCUS Selektywny +7,5%, QUERCUS Absolutnego Zwrotu FIZ +5,3% i QUERCUS Multistrategy FIZ +2,5%.

Co do naszych wyników sprzedażowych – nabycia netto w czerwcu wyniosły 24 mln zł. Zainteresowaniem cieszyły się QUERCUS Ochrony Kapitału i QUERCUS Selektywny.

W II połowie br. zakładamy utrzymanie się pozytywnych tendencji na rynkach finansowych. Nie można jednak wykluczyć korekt po drodze ku nowym szczytom już ponad 8-letniej hossy.” – komentuje Paweł Cichoń, Wiceprezes Zarządu Quercus TFI S.A., Dyrektor Departamentu Sprzedaży.

Kobieta w Biznesie – spotkanie dla przedsiębiorczych we Wrocławiu

KwB WrocławKobieta w Biznesie to spotkania networkingowe na najwyższym poziomie. Jak ogłosiły media, pokochały je przedsiębiorcze Polki. Tematem najbliższego wydarzenia, które odbędzie się już 6 lipca we Wrocławiu, będzie budowanie marki osobistej.

Personal branding jest czasochłonnym procesem, który wymaga zaangażowania i rozwijania relacji międzyludzkich. Dlatego też warto wiedzieć, jakie działania należy podjąć, aby osiągnąć zamierzony cel. Gościem specjalnym najbliższego spotkania „Kobieta w Biznesie” będzie Regina Bukowska, organizatorka warsztatów ze zmiany wizerunku oraz stylizacji, która przedstawi najistotniejsze kwestie wyglądu w biznesie i podzieli się z uczestniczkami swoim wieloletnim doświadczeniem.

Aneta Wątor
Aneta Wątor

Inicjatorka i gospodarz spotkań, Aneta Wątor, opowie uczestniczkom o budowaniu marki przyciągającej klientów i dobieraniu wizerunku oraz umiejętności tak, aby osiągnąć sukces. Przedstawi także sposoby na poprawę pewności siebie oraz wskaże błędy w kreowaniu marki osobistej.

Podczas wrocławskiego spotkania nie zabraknie wywiadów z uczestniczkami oraz uwielbianego przez nie networkingu, który umożliwi obecnym Paniom zapoznanie się i wymianę kontaktów. Organizatorzy przewidzieli także czas na przedstawienie historii spotkań, wywiad z Reginą Bukowską oraz losowanie nagród.

Dodatkową wartością spotkania, jaką zyskają uczestniczki jest 30-dniowy program budowania marki osobistej online, o wartości 199 zł, który umożliwi stworzenie i ulepszenie marki osobistej metodą Kaizen.

Wydarzenie rozpocznie się 6 lipca, o godzinie 17:40, w Sali Cuprum Biurowca Cuprum Novum w Wrocławiu. Obowiązuje na nie rejestracja, której należy dokonać pod linkiem: https://kwb2wro.evenea.pl/. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej projektu: www.kobietawbiznesie.pl.

Partnerem strategicznym spotkania jest agencja ContentHouse.

Komentarz do wyników rynku ubezpieczeń zdrowotnych po I kw. 2017 r. opublikowanych przez PIU

Według opublikowanych dziś przez PIU danych, podsumowujących I kwartał 2017 r., liczba osób objętych ochroną oferowaną przez ubezpieczenia zdrowotne wzrosła o prawie 30% rok do roku i osiągnęła poziom ponad 2 mln osób. Największą część rynku stanowią osoby korzystające z rozwiązań grupowych, jest ich 1,558 mln.

Już jakiś czas temu zauważyliśmy, że benefit pozapłacowy w postaci dostępu do prywatnej opieki medycznej stał się standardem spotykanym nie tylko wśród dużych firm i międzynarodowych korporacji, ale również w sektorze MSP. Jednak łączna liczba ubezpieczonych w ramach polis grupowych wciąż stanowi niewielki procent ogółu polskich pracowników. Pokazuje to, że mimo dynamicznego rozwoju sektora posiada on duży potencjał do dalszego wzrostu. W związku z tym spodziewam się, że korzystny trend i systematyczny wzrost ilości ubezpieczonych osób na pewno się utrzyma.

Przedsiębiorcy cenią sobie nie tylko możliwość dopasowania zakresu świadczeń do konkretnych potrzeb, ale również partycypacji pracowników w kosztach. W procesie analizy poszczególnych ofert firmy najwięcej uwagi poświęcają zarówno wykazowi dostępnych usług, jak i liście placówek, z których pracownicy będą mogli skorzystać. Brak przychodni w sąsiedztwie firmy czy w pobliżu miejsca zamieszkania pracowników, zwłaszcza tych świadczących porady specjalistów, może zniechęcić do skorzystania z konkretnej propozycji. Nasze spostrzeżenie zostały potwierdzone w trakcie przeprowadzonego w tym roku badania jakościowego, w którym udział wzięli wybrani klienci naszej marki oraz firmy korzystające z innych rozwiązań zapewniających dostęp do prywatnej opieki medycznej.

Ważnym czynnikiem zarówno dla firm, jak i ubezpieczonych jest również sprawny kontakt z opiekunami klienta oraz infolinią dla pacjentów. Kompetentni konsultanci centrum umawiania wizyt mają duży wpływ na wizerunek dostawcy usługi. Użytkownicy ubezpieczeń oczekują, że będą oni potrafili doradzić w wyborze odpowiedniego specjalisty oraz placówki. Pomocnym rozwiązaniem jest ewaluacja wizyt prowadzona przez rejestrację telefoniczną, za pomocą której zbierane są opinie o jakości poszczególnych konsultacji. Ubezpieczeni doceniają również możliwość korzystania z narzędzi zdalnych, jak platforma internetowa czy aplikacja mobilna. Dodatkowym atutem jest możliwość odbycia konsultacji lekarskich bez wychodzenia z domu czy pracy, za pośrednictwem telefonu czy komunikatorów internetowych.

Najczęściej spotykanym sposobem dywersyfikacji oferowanych abonamentów lub wariantów ubezpieczenia jest ograniczenie skali dostępnych lekarzy, poziomu diagnostyki oraz zabiegów. Ich lista rośnie wraz ze wzrostem wartości pakietu. Alternatywnym podejściem, proponowanym m.in. przez nas, jest wprowadzenie rozgraniczenia ilościowego. Niezależnie od wysokości wykupionego pakietu mamy dostęp do tej samej listy lekarzy specjalistów. Różnice widoczne są za to w liczbie wizyt i badań, z których możemy skorzystać w ciągu roku.

Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia

Niewielkie wahania złotego, inwestorzy czekają na protokół Fed i RPP

Wtorek na krajowym rynku walutowym upływa pod znakiem niewielkich wahań kursów. Ma to związek ze dniem wolnym w USA. Inwestorzy też czekają na jutrzejszą publikację tzw. „minutek” Fed. Większych emocji nie budzi natomiast posiedzenie RPP.

Pod znakiem niewielkim zmian kursów upływa wtorek na krajowym rynku walutowym. O godzinie 13:48 za euro trzeba było zapłacić 4,2425 zł, szwajcarski frank kosztował 3,8735 zł, a dolar 3,74 zł. We wszystkich 3. przypadkach są to poziomy zbliżone do tych z wczorajszego zamknięcia, gdy złoty stracił na wartości.

Do końca dnia układ sił prawdopodobnie już nie ulegnie zmianie. Brak ważnych publikacji makroekonomicznych, a przede wszystkim nieobecność świętujących inwestorów w USA, gdzie celebrowany jest Dzień Niepodległości, nie zachęca do większej aktywności. Nawet pomimo obserwowanego osuwania się kursu EUR/USD i wzrostu napięcia geopolitycznego wokół Korei Północnej (test rakiety balistycznej), co w teorii zwiększa awersję do ryzyka i może tworzyć presję na złotego i inne waluty rynków wschodzących.

W środę złoty może kontynuować poniedziałkowe osłabienie. Podobnie jak wczoraj, głównym impulsem pozostanie oczekiwanie na publikowany tego dnia wieczorem protokół (tzw. minutki) z ostatniego posiedzenia Fed. Można oczekiwać, że będzie on wzmacniał twierdzenie Fed o jeszcze jednej w tym roku podwyżce stóp procentowych w USA. Jak również znajdzie się tam więcej szczegółów nt. zmniejszania bilansu Fed. To będzie wzmacniało dolara, tworząc jednocześnie presję na złotego. Zwłaszcza, że w poniedziałek kurs USD/PLN, drugi raz na przestrzeni miesiąca, zawrócił z poziomu wsparcia 3,69-3,70 zł, co powinno zaowocować ruchem w górę.

Dziś startuje dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Jutro w południe zostanie opublikowane decyzja ws. stóp procentowych, a o godzinie 16:00 rozpocznie się konferencja prasowa po posiedzeniu i będzie opublikowany komunikat zawierający najnowsze prognozy inflacji i PKB dla Polski.

Niespodzianki nie będzie. Stopy nie zostaną zmienione. Nie zmieni się też retoryka Rady. Obecnie oczekuje się, że na pierwszą podwyżkę kosztu pieniądza przyjdzie nam zaczekać do ostatniego kwartału 2018 roku. Ten termin systematycznie się odsuwa. Jeszcze przed 3. miesiącami wskazywano na połowę 2018 roku. Nie jest wykluczone, że za jakiś czas oczekiwania przeniosą się na 2019 roku, co byłoby zgodne z powtarzaną od miesięcy sugestią prezesa Glapińskiego, że nie widzi on powodów, żeby podnosić stopy w 2018 roku.

Ważną wskazówką co do terminu podwyżki będą najnowsze prognozy inflacji i PKB, jakie znajdą się w komunikacie po posiedzeniu (sam Raport o inflacji NBP opublikuje w poniedziałek 10 lipca). Jednak i tu nie należy oczekiwać dużych zmian. Prawdopodobne jest nieznaczne podwyższenie prognozy PKB na ten rok z szacowanego w marcu poziomu 3,7 proc., przy jednoczesnej korekcie w dół prognozy inflacji z poziomu 2 proc. Prognozy na 2018 i 2019 rok nie powinny się zmienić. Dlatego mając to na uwadze można przyjąć, że startujące dziś posiedzenie przejdzie bez echa, a rynki globalne będą głównym determinantem zachowanie złotego w tym tygodniu.

Spoglądając na aktualne notowania polskich par przez pryzmat polityki banków centralnych, to odsuwająca się w czasie podwyżka kosztu pieniądza w Polsce, przy trwających podwyżkach i planowanej redukcji bilansu przez Fed, a także rosnących oczekiwaniach, że być może na jesieni Europejski Bank Centralny (ECB) ogłosi kolejne ograniczenie programu skupu aktywów, Bank Kanady w wakacje podniesie stopy procentowe, a w stosunkowo bliskiej przyszłości to samo uczyni Bank Anglii, to otoczenie rynkowe staje się powoli niesprzyjające dla złotego. W tej chwili tylko dobre wyniki polskiej gospodarki nie pozwalają na jego większe osłabienie. Niemniej jednak, gdy te się pogorszą, to taka fala osłabienia do koszyka walut będzie mieć miejsce.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Rośnie liczba niesolidnych dłużników

Rośnie liczba niesolidnych dłużników a wraz z nią Indeks Zaległych Płatności Polaków. Na koniec I kwartału wskaźnik osiągnął 77,7 pkt. W ciągu I kwartału wzrósł o 3,9 pkt. Wzrost bez wyjątku objął wszystkie województwa. W największym stopniu Indeks poszedł w górę na Ziemi Lubuskiej, Śląsku oraz na Lubelszczyźnie.

Z danych Rejestru Dłużników Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej wynika, że osób opóźniających spłatę różnego rodzaju rachunków oraz rat kredytowych, w I kwartale 2017 r. przybyło 124 tys. Obecnie jest ich 2 446 477, o 5,3 proc. więcej niż na koniec 2016 r. Zwiększyła się przede wszystkim liczba osób niepłacących zobowiązań pozakredytowych, w skład których wchodzą m.in. niezapłacone rachunki za telefon i internet, telewizję kablową, raty pożyczek, alimenty, czynsze, kary za jazdę bez biletów, czy też należności windykowane. Jednoczesne kłopoty z płatnościami pozakredytowymi i kredytowymi ma ponad 473 tys. osób, czyli prawie co piąta.

Sławomir Koszołko nowym prezesem ATM S.A.

Sławomir Koszołko
Sławomir Koszołko

W dniu dzisiejszym Sławomir Koszołko został powołany przez Radę Nadzorczą na stanowisko Prezesa Zarządu ATM S.A., lidera polskiego rynku usług centrum danych i operatora telekomunikacyjnego świadczącego usługi klientom biznesowym, spółki znajdującej się w portfelu funduszu MCI.EuroVentures.

Nowy Prezes Zarządu zastąpi na tym stanowisku Piotra Sieluka, który jako Członek Rady Nadzorczej został miesiąc temu oddelegowany do pełnienia tej funkcji. Piotr Sieluk obejmuje stanowisko Wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej i w dalszym ciągu będzie wspierał działalność operacyjną. Jego rolą będzie doradztwo dla zespołu zarządzającego w kluczowych obszarach i strategicznych decyzjach oraz komunikacja i współpraca między Spółką a Radą Nadzorczą i udziałowcami.

Cieszę się bardzo, że Sławomir Koszołko zdecydował się dołączyć do zespołu ATM. Znając jego doświadczenie, wiedzę i zdolności managerskie jestem przekonany, że to właściwa osoba do pokierowania Spółką w tej fazie rozwoju – powiedział Maciej Kowalski, Partner Funduszu MCI.EuroVentures oraz Członek Rady Nadzorczej ATM S.A.Jednocześnie rozwiązanie, w którym Piotr Sieluk, jako Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej, wciąż będzie wspierał operacyjną działalność Spółki, usprawni i przyspieszy realizację zakładanych celów biznesowych z korzyścią dla wszystkich akcjonariuszy – dodał Kowalski.

Sławomir Koszołko jest od ponad 15 lat związany z telekomunikacją i usługami centrum danych, a jego kariera zawodowa koncentrowała się przez większość czasu na segmencie klientów biznesowych. Przez wiele lat pełnił funkcję Dyrektora ds. Strategii i Marketingu operatora telekomunikacyjnego GTS Poland. Ostatnie 2,5 roku spędził w T-Mobile Polska; najpierw jako Dyrektor Marketingu w segmencie B2B, a potem jako Dyrektor Strategii Korporacyjnej.

– Będąc związany z sektorem telekomunikacyjnym i usługami centrum danych, od wielu lat obserwowałem uważnie rozwój ATM i jestem świadomy, że biorę odpowiedzialność za kierowanie firmą opartą na bardzo solidnych fundamentach biznesowych. Moim najważniejszym zadaniem będzie wykorzystanie potencjału tkwiącego w ATM, co przełoży się zarówno na wzrost satysfakcji naszych klientów, jak i wzrost wartości dla akcjonariuszy – powiedział Sławomir Koszołko.

Zmiany w zarządzie spółki wchodzą w życie z dniem dzisiejszym.

Ether dogania bitcoina – Polacy też inwestują w wirtualne waluty

Chociaż bitcoin bije w ostatnich miesiącach rekordy popularności, po piętach depcze mu ether. Analitycy prognozują, że niebawem pierwsza wirtualna waluta straci swoją dominującą pozycję. Polscy przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na inwestycje w nowe waluty.

Wartość wirtualnej waluty ether, która jest dostępna na platformie Ethereum oraz od stycznia 2017 roku na eToro, wzrosła o około 4500 proc. od początku tego roku. Pod koniec czerwca br. jej rynek osiągnął 34 mld dolarów, niewiele mniej niż bitcoina. Cena bitcoina wynosi teraz ok. 2565 dolarów i zanotowała nieznaczny spadek. Za ether musimy zapłacić 295 dolarów, ale jego kurs stale rośnie.

Nagły wzrost nowego środka płatniczego wskazuje na to, że świat waluty wirtualnej jest bardzo niestabilny. Jeśli ten trend się utrzyma, ether może przekroczyć wartość bitcoina w najbliższych tygodniach.

Ze względu na znaczne dziennie wahania tej waluty mogą na niej zarobić ci, którzy na bieżąco śledzą jej kurs i są w stanie poświęcić temu sporo czasu. Wartość tej waluty zależy od ogólnego nastawienia inwestorów do walut cyfrowych, dlatego nie da się przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie ich rozwój. Inwestowanie w kryptowaluty wiąże się z ogromnym ryzykiem.

– Bardzo wiele firm na całym świecie co roku wpada w pułapkę inwestowania swoich wolnych środków, a co gorsza, również zasobów operacyjnych czy pieniędzy udziałowców w niestabilne waluty, kruszce oraz inne surowce – mówi Małgorzata Anisimowicz, doradca restrukturyzacyjny w kancelarii PMR Restrukturyzacje SA. – Często są to także firmy rodzinne, istniejące na rynku od pokoleń, których działania są zupełnie niezwiązane z giełdą walut, surowców czy papierów wartościowych, a których brak doświadczenia i świadomości ryzyka doprowadza je na skraj bankructwa – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

Kryptowaluty przyciągają inwestorów

Bitcoin istnieje od 2009 roku, a jego rywal ether pojawił się w połowie 2014. Obie waluty mają podobny charakter. Są zdecentralizowane, dlatego w niewielkim stopniu wpływają na nie zmiany na rynku walutowym. Według ich twórców transakcje dokonywane za pomocą tych walut są bezpieczne, bo wykorzystują technologie kryptograficzne, a operacje wykonywane są przez programy, a nie ludzi.

Nic dziwnego, że waluty te przyciągają wielu inwestorów, w tym także przedsiębiorców. Niektórzy z nich zarabiają na wysokiej zmienności waluty, inni stawiają na długoterminowe zyski, licząc na to, że kurs obu walut będzie stale rósł.

Duże ilości bitcoinów są skoncentrowane w rękach kilku osób, dlatego inwestowanie w tę walutę może być coraz mniej atrakcyjne. Bitcoin cieszy się także złą sławą ze względu na spekulacje, które odbywają się za jego pomocą. Jej kurs w ciągu roku potrafi się zmienić nawet o kilka tysięcy procent. Na inwestowanie w kryptowaluty najczęściej decydują się młodzi ludzie, którzy są skłonni podjąć większe ryzyko.

Online zapłacisz za wszystko

W Polsce rośnie liczba zwolenników walut wirtualnych, ale wciąż niewiele sklepów i punktów usługowych akceptuje płatności bitcoinami. Takich punktów jest zaledwie kilkadziesiąt, z czego większość w Warszawie. Wirtualną walutą można już jednak zapłacić np. w szpitalu Medicover oraz doładować telefon na kartę w T-Mobile i Heyah. Pełen wykaz sklepów i punktów usługowych przyjmujących płatności bitcoinami można znaleźć na www.coinmap.org.

Znacznie lepiej jest z płatnościami online. Kryptowalutą można zapłacić niemal za wszystko za pomocą operatorów płatności takich jak np. InPay. Zaletą płacenia w tej walucie jest szybkość transakcji, niski koszt i brak konieczności udostępniania swoich danych osobowych.

Samochód na wodór od A do Z

Samochód na wodór? Dziś dla większości ludzi brzmi nieprawdopodobnie, ale to już rzeczywistość. W istocie otrzymywanie wodoru i jego wykorzystanie do poruszania pojazdów to sprawy prostsze, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Zapoznaj się z Wodorowym ABC i zaimponuj znajomym swoją wiedzą!

A – akumulator

Samochody z wodorowymi ogniwami paliwowymi są wyposażone w akumulator trakcyjny o dużej pojemności. Służy on do gromadzenia energii odzyskiwanej podczas zwalniania i hamowania, którą wytwarza pełniący wtedy rolę generatora silnik elektryczny napędzany przez koła pojazdu. Energia ta jest później wykorzystywana do poruszania samochodu, co pozwala zmniejszyć zużycie wodoru, a zarazem zwiększyć zasięg i dynamikę auta. To samo rozwiązanie jest stosowane w samochodach hybrydowych.

B – bezpieczeństwo

Wodór jest znany jako gaz łatwopalny, jednak inne jego właściwości sprawiają, że jest paliwem znacznie bezpieczniejszym niż benzyna czy LPG. Jako gaz ponad 14 razy lżejszy od powietrza, błyskawicznie ucieka do góry, nie stwarzając zagrożenia dla samochodu czy ludzi. Ponadto cała instalacja wodorowa pojazdu jest nieustannie monitorowana i w razie wykrycia nieszczelności odcinany jest jego dopływ ze zbiorników. Same zbiorniki są niezwykle mocne – mają trójwarstwowe ścianki z kompozytów zbrojonych włóknem węglowym oraz szklanym i nawet w razie przestrzelenia wielkokalibrowym pociskiem nie eksplodują. Jak widać, nawet w takim przypadku wodór bezpiecznie rozprasza się w atmosferze.

C – czysta energia

Wodór nie tylko pozwala uzyskiwać energię bez szkodliwych emisji, ale i może być wytwarzany w sposób całkowicie nieszkodliwy dla środowiska. Na przykład w Danii już w tej chwili praktycznie cały wodór używany do zasilania pojazdów powstaje dzięki energii ze źródeł odnawialnych. Również w Niemczech do otrzymywania wodoru wykorzystuje się prąd z elektrowni wiatrowych i słonecznych, a inne kraje Unii Europejskiej konsekwentnie wdrażają takie „zielone” metody produkcji.

D – dlaczego wodór?

Często pada pytanie, dlaczego Toyota inwestuje w pojazdy z ogniwami paliwowymi, a nie w samochody elektryczne? Japoński koncern uważa, że oba rozwiązania mają swoje zalety i inwestuje w obydwa. Według Toyoty samochody zasilane akumulatorami (BEV, Battery Electric Vehicles) i ogniwami paliwowymi (FCEV, Fuel Cell Electric Vehicles) są w stosunku do siebie komplementarne, ponieważ realizują różne potrzeby użytkowników.

BEV sprawdzają się dobrze na krótkich dystansach i w środowisku miejskim. Problemem pozostaje jednak długi czas ładowania, wynoszący nawet przy użyciu wydajnych ładowarek co najmniej 20 minut, a zwykle więcej. Tankowanie FCEV trwa tylko 3 do 5 minut, a zasięg jest porównywalny z konwencjonalnym samochodem.

E – elektryczność

Auto z ogniwami paliwowymi również jest napędzane silnikiem elektrycznym. Jedyna różnica pomiędzy FCEV i BEV polega na tym, że prąd zasilający samochód na wodór nie pochodzi z zewnątrz, a jest wytwarzany na pokładzie pojazdu przez ogniwo paliwowe.

F – Toyota FCHV

Toyota FCHV (Fuel Cell Hybrid Vehicle) to seria prototypowych samochodów zasilanych wodorowymi ogniwami paliwowymi, budowanych przez Toyotę od 1997 roku. Ostatni z nich, produkowany na małą skalę FCHV-adv, był od 2008 roku udostępniany wybranym klientom w leasingu i stanowił zapowiedź masowo produkowanej Toyoty Mirai.

G – World Green Car of the Year 2016

Podczas targów New York International Auto Show 2016 jury złożone z 73 dziennikarzy motoryzacyjnych z 23 krajów całego świata uhonorowało Toyotę Mirai tytułem „2016 World Green Car of the Year” – ekologicznego samochodu roku 2016. Jurorzy byli zgodni, że Toyota napędzana ogniwami wodorowymi jest samochodem, który zmienia oblicze współczesnej motoryzacji.

H – wodór

Wodór to najczęściej występujący pierwiastek we Wszechświecie. Występuje też powszechnie na Ziemi, zwykle jako składnik cząsteczek wody. Dlatego można go wytwarzać praktycznie w dowolnym punkcie świata – wystarczy do tego woda i energia. Z kolei wykorzystanie wodoru jako paliwa nie powoduje emisji żadnych niepożądanych substancji, bo jedynym produktem ubocznym jest para wodna.

I – innowacje

Opracowanie unikalnego zestawu ogniw paliwowych o niewielkich rozmiarach, dużej wydajności i innowacyjnym systemie nawilżania pozwoliło stworzyć samochód elektryczny, który produkuje prąd bezpośrednio na pokładzie. Do stworzenia seryjnych samochodów na wodór przyczynił się także stały rozwój aut hybrydowych. Konstruując pojazdy zasilane wodorowymi ogniwami paliwowymi, Toyota wykorzystała swoje bogate doświadczenia zdobyte przy tworzeniu i produkcji spalinowo-elektrycznych samochodów hybrydowych. W wodorowej Toyocie Mirai zastosowano również szereg podzespołów z samochodów hybrydowych najnowszych generacji, w tym wydajny silnik elektryczny, sterownik mocy i niklowo-wodorkowy akumulator trakcyjny.

J – Japonia

Japonia jest krajem posiadającym najbardziej rozbudowaną infrastrukturę stacji tankowania wodoru na świecie. Obecnie jest ich około 100, a powstaje wiele następnych. Japonia, której energetyka jest oparta na imporcie paliw, w rozwoju gospodarki wodorowej upatruje możliwość zwiększenia swojej niezależności energetycznej. Niebagatelną rolę odgrywa też świadomość ekologiczna wykształconego społeczeństwa.

K – kilowat

Zespół ogniw paliwowych Toyoty Mirai ma maksymalną moc 114 kW – to wystarczająco dużo, by zapewnić autu dobrą dynamikę. Można go jednak również wykorzystać w inny, ciekawy sposób: jako awaryjne źródło zasilania, zdolne zaopatrywać gospodarstwo domowe w prąd nawet przez tydzień.

L – litr

Dwa wysokociśnieniowe zbiorniki Toyoty Mirai mieszczą łącznie 122,4 l wodoru pod ciśnieniem 70 MPa (700 barów), co wystarcza do przejechania ponad 500 km.

M – Mirai

Mirai to po japońsku „przyszłość”. To także nazwa zasilanego wodorowymi ogniwami paliwowymi samochodu, zaprojektowanego od podstaw i produkowanego masowo przez Toyotę. Ogniwa paliwowe nie emitują żadnych niepożądanych substancji, co czyni je przyszłościowym źródłem energii elektrycznej. Aby jednak samochody na wodór stały się powszechne – jak dziś samochody hybrydowe Toyoty – ich ceny muszą być bardziej przystępne. To się już dzieje: koszt systemu ogniw paliwowych Toyoty Mirai jest o 95% niższy, niż w przypadku jej poprzednika, Toyoty FCHV-adv. Podzespoły są mniejsze, lżejsze, bardziej efektywne i tańsze w masowej produkcji.

N – nośnik energii

Wodór to w zasadzie nie paliwo, a wygodny i bezpieczny nośnik energii, który można pozyskiwać na wiele różnych sposobów. W Europie większość wodoru produkuje się obecnie drogą parowego reformingu metanu (z użyciem gazu ziemnego jako surowca) lub przez elektrolizę wody. Ten drugi sposób pozwala wytwarzać wodór z użyciem wyłącznie energii ze źródeł odnawialnych, takich jak panele słoneczne, turbiny wiatrowe lub elektrownie wodne, bez najmniejszej szkody dla środowiska.

O – ogniwo paliwowe

Zespół ogniw paliwowych jest sercem elektrycznego samochodu wodorowego. Zachodzi w nim reakcja łączenia się na zimno wodoru z tlenem z powietrza, w wyniku której powstaje prąd elektryczny i czysta woda. Jest to możliwe dzięki specjalnej membranie polimerowej, która oddziela elektrony od protonów (jąder atomów wodoru), przepuszczając jedynie protony, które następnie łączą się tlenem. Strumień elektronów przepływa inną drogą jako prąd elektryczny.

P – patenty

W roku 2015 Toyota zrobiła rzecz bez precedensu: udostępniła bezpłatnie wszystkie 5680 patentów związanych z wodorowymi ogniwami paliwowymi, będących efektem 20 lat badań i inwestycji. Około 1970 z nich dotyczy zespołu ogniw paliwowych, około 290 – wysokociśnieniowych zbiorników wodoru, a 3350 – sterowania ogniwami paliwowymi.

Q – QDR

Skrót QDR oznacza Quality, Durability, Reliability – jakość, trwałość i niezawodność. Aby udowodnić, że te cechy odnoszą się również do wodorowego sedana Mirai, Toyota przeprowadziła intensywny test na trasie o długości 200 tysięcy kilometrów. 14 kierowców prowadziło Mirai po 16 godzin dziennie przez 254 dni po ulicach miast, autostradach i wiejskich drogach. Mimo temperatur od -20 do 37 stopni Celsjusza, nie pojawiły się żadne problemy z uruchomieniem samochodu ani żadne awarie mechaniczne. Samochód okazał się stuprocentowo niezawodny. Jedynymi czynnościami serwisowymi oprócz normalnych przeglądów były wymiana tarcz hamulcowych i dwukrotna wymiana klocków hamulcowych.

R – Rada Wodoru

Nawet najbardziej zdeterminowana firma nie zdoła sama doprowadzić do upowszechnienia wodoru w gospodarce i motoryzacji. Dlatego Toyota współpracuje z innymi firmami nad propagowaniem wodoru i wodorowych ogniw paliwowych. Działania te koordynuje Rada Wodoru, założona przez Toyotę i 12 innych firm z branż takich jak transport, energetyka i przemysł, podczas ostatniego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

S – sieć stacji tankowania

Infrastruktura produkcji, dystrybucji i sprzedaży wodoru znajduje się wciąż w początkowym stadium rozwoju, jednak intensywnie się rozrasta. W 2015 roku, gdy Toyota Mirai wchodziła na światowe rynki, w Europie było 40 stacji tankowania wodoru. W roku 2020 ma ich być 200, a do roku 2025 ich liczba ma sięgać 1000. Oprócz liczby ważne będzie również właściwe rozmieszczenie w dużych miastach i wzdłuż łączących je głównych dróg.

T – tankowanie

Ogromną zaletą samochodów zasilanych wodorowymi ogniwami paliwowymi w stosunku do pojazdów elektrycznych jest szybkość tankowania, które zajmuje tylko 3 minuty. Cały proces jest bardzo prosty i całkowicie zautomatyzowany – wystarczy tylko połączyć pistolet dystrybutora z wlotem wodoru w samochodzie. Po automatycznym sprawdzeniu szczelności połączenia tankowanie sprężonego wodoru do pełna zostanie przeprowadzone samoczynnie.

U – pojazdy użytkowe

Pojazdy wodorowe to nie tylko samochody osobowe. Np. w Los Angeles Toyota testuje wodorowe ciężarówki służące do przewozu ładunków w porcie, a w swych fabrykach wodorowe wózki widłowe, których liczba do 2020 roku ma sięgnąć 180. Gości Olimpiady 2020 w Tokio będzie wozić ponad 100 wodorowych autobusów Toyoty.

V – wolt, jednostka napięcia

Napięcie uzyskiwane z zespołu ogniw paliwowych Toyoty Mirai jest podwyższane przez specjalną przetwornicę do 650 V. Dzięki temu silnik elektryczny może uzyskać moc 113 kW (154 KM) przy niższym natężeniu prądu, co umożliwia użycie cieńszych przewodów i uzwojeń o mniejszej masie, a także ogranicza ilość wytwarzanego ciepła.

W – woda

Jedynym produktem ubocznym reakcji, w której wodorowe ogniwa paliwowe wytwarzają prąd,  jest idealnie czysta woda. Toyota Mirai wytwarza jej około 70 ml/km, czyli 7 l/100 km.

X – NOx

Symbolem NOx oznacza się ogólnie tlenki azotu – głównie tlenek azotu NO i dwutlenek azotu NO2. Gazy te, powstające podczas spalania paliw ropopochodnych w silnikach spalinowych, należą do szkodliwych substancji emitowanych z rur wydechowych. Przyczyniają się one m.in. do powstawania smogu i kwaśnych deszczy. Samochody elektryczne, w tym zasilane wodorowymi ogniwami paliwowymi takie jak Toyota Mirai, nie emitują żadnych niepożądanych substancji. Dzięki temu są nieszkodliwe dla środowiska i nie dotyczą ich zakazy wjazdu do centrów niektórych miast.

Y – Yaris

Toyota Yaris na wodór? Jeszcze nie dziś, ale za jakiś czas wszystkie samochody – nawet te mniejsze – będą mogły korzystać z czystej energii, wytwarzanej ze źródeł odnawialnych.

Z – „zielony” wodór

Coraz większa część energii elektrycznej wytwarzanej na całym świecie pochodzi ze źródeł odnawialnych, takich jak panele słoneczne czy turbiny wiatrowe. Wadą tych źródeł jest uzależnienie od pory dnia i pogody – czasem są w stanie dostarczyć więcej energii, niż potrzeba, a czasami nie dostarczają jej wcale. Dlatego wciąż musimy korzystać z drogich i niszczących środowisko konwencjonalnych elektrowni węglowych.

Wodór jest nośnikiem energii, który pomoże rozwiązać ten problem. Można go produkować przez elektrolizę wody w okresach nadprodukcji energii, a w chwilach niedoboru używać do wytwarzania prądu w ogniwach paliwowych. Dzięki temu wodór stanowi uniwersalne rozwiązanie, które unowocześni jednocześnie energetykę i motoryzację.

AWBUD z kontraktem na generalne wykonawstwo o wartości blisko 21 mln zł netto

Grupa AWBUD podpisała umowę na realizację robót budowlanych w systemie generalnego wykonawstwa na rzecz Hosso Star Sp. z o.o., właściciela galerii handlowych w kilku miastach Polski. Przedmiotem kontraktu jest wykonanie budynku handlowo-usługowego wraz z kompleksowym zagospodarowaniem terenu inwestycji w Gubinie. Prace budowlane rozpoczną się w lipcu br., zaś ich zakończenie przewidziano na maj 2018 r. Umowa opiewa na kwotę 20,96 mln zł netto.

W ramach generalnego wykonawstwa Grupa AWBUD wykona i przekaże inwestorowi budynek wraz z pełną dokumentacją niezbędną do uzyskania pozwolenia na jego użytkowanie. Ponadto w ramach współpracy AWBUD wystąpi w imieniu inwestora z wnioskiem o uzyskanie tej decyzji administracyjnej dla wybudowanego obiektu.

Awbud konsekwentnie rozwija kompetencje w budowie i rewitalizacji obiektów handlowych. Hosso Star to kolejny, po m.in. Unibail Rodamco czy Ikea, klient tego sektora w naszym portfelu. Liczymy, że najbliższe lata przyniosą istotnie więcej zleceń w tej specjalizacji, szczególnie w zakresie rewitalizacji już istniejących obiektów komercyjnych. – mówi Michał Wuczyński Prezes Zarządu AWBUD S.A. – Projekt w Gubinie ma dla nas bardzo duże znaczenie, gdyż ze względu na lokalizację, pozwoli nam zaprezentować inwestorom z Niemiec, posiadane know-how oraz zaplecze techniczne i kompetencyjne. Jestem przekonany, że dysponując takimi zasobami jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom klientów nie tylko krajowych, ale i potencjalnych zza zachodniej granicy. – dodaje Michał Wuczyński.

Tylko w bieżącym roku Grupa AWBUD zakontraktowała zlecenia na kwotę 73,5 mln zł netto. W ramach podpisanych umów AWBUD przygotuje dokumentację projektową oraz wykona prace budowlane zarówno dla projektów z zakresu budownictwa przemysłowego, jak i inwestycji mieszkaniowych. Wśród tegorocznych zleceniodawców Grupy Awbud, poza Hossa Star Sp. z o.o., są Genfer Hotel Łódź Sp. z o.o. w Warszawie, Biuro Inwestycji Kapitałowych Sosnowiec 2 Sp. z o.o. w Krakowie, Śląskie Centrum Logistyczne w Sosnowcu, ale także  Asetino Sp. z o.o. w Krakowie oraz holding Murapol.