6% wzrostu obrotów najemców w centrach handlowych w I kwartale 2024 r., a odwiedzalność większa o 3,1%

  • W pierwszym kwartale 2024 r. obroty najemców w centrach handlowych były o 6% wyższe niż w tym samym okresie 2023 r. W odniesieniu do analogicznych miesięcy 2023 r., po minimalnym spadku obrotów w styczniu – o 0,7%, nastąpił znaczący wzrost w lutym (o 8,2%) i w marcu (o 10,4%).
  • Obroty za pierwszy kwartał 2024 r. wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów handlowych. Najlepsze wyniki odnotowały duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA), tu obroty najemców były o 8,5% wyższe niż w pierwszym kwartale 2023 r. W ciągu trzech pierwszych miesięcy 2024 r. najmniejsze centra (5-20 tys. mkw. GLA) miały o 8,2% wyższe obroty, w obiektach średniej wielkości (20-40 tys. mkw. GLA) obroty zwiększyły się o 6%, a największe galerie (powyżej 60 tys. mkw. GLA) odnotowały wzrost obrotów o 3,9% – w porównaniu do tego samego okresu 2023 r.
  • W wybranych kategoriach największe wzrosty obrotów w pierwszym kwartale 2024 r. odnotowały: rozrywka (18,3%), zdrowie i uroda (14,2%) oraz gastronomia (9,3%).
  • Odwiedzalność centrów handlowych mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była w pierwszym kwartale 2024 r. o 3,1% wyższa niż rok wcześniej.

Indeksy Polskiej Rady Centrów Handlowych, największego w Polsce cyklicznego badania obrotów i odwiedzalności centrów handlowych, pokazują wyższy od stopy inflacji wzrost obrotów najemców w pierwszym kwartale 2024 r. W porównaniu do tego samego okresu 2023 r. obroty najemców wzrosły o 6%. Podobne dane ogłosił GUS dla sprzedaży detalicznej w cenach bieżących całego handlu – tu wzrost w pierwszym kwartale wyniósł 5,6%. W pierwszym kwartale 2024 r. o 3,1% wzrosła także odwiedzalność galerii handlowych. Indeksy PRCH są reprezentatywne dla rynku centrów handlowych. Kumulują one rzeczywiste dane na temat odwiedzalności i obrotów z obiektów o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi ponad 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Nad ich gromadzeniem, weryfikacją i analizą nieprzerwanie od 17 lat czuwa międzynarodowy audytor PwC – informuje Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Współczynnik konwersji dla wszystkich kategorii najemców w centrach handlowych, czyli średnie wydatki klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w galerii, był w pierwszych trzech miesiącach 2024 r. o 4% wyższy niż w tym samym okresie w 2023 r.

W styczniu 2024 r. obiekty handlowe miały mniejszą o 1,7% odwiedzalność w porównaniu do stycznia 2023 r. W lutym liczba odwiedzin wzrosła o 4,7% rok do roku, a w marcu o 6,2% rok do roku. W efekcie, w pierwszym kwartale 2024 r. odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 3,1% wyższa niż rok wcześniej.

PRCH Turnover Index – jest największym w Polsce wskaźnikiem obrotów najemców w centrach handlowych. Ze względu na poufność i wrażliwość tego typu danych, od 2008 r. nad ich gromadzeniem, weryfikacją i analizą czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Informacje pochodzą z raportów dostarczanych właścicielom i zarządcom galerii handlowych bezpośrednio przez najemców. Wyniki obrotów najemców w centrach handlowych podawane są w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

PRCH Footfall Density Index jest największym w Polsce wskaźnikiem odwiedzalności centrów handlowych. Nieprzerwalnie od 2008 r. nad gromadzeniem, weryfikacją i analizą danych o odwiedzalności czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Indeks jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą aż do 98%. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. Informacje są zbierane w obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi ponad 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Dzięki temu indeks bardzo miarodajnie pokazuje liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

Grupa Inpro z dobrym wynikiem za I kwartał 2024 r.

Grupa Kapitałowa Inpro podsumowała wyniki finansowe za I kwartał tego roku. W analizowanym okresie odnotowano przychody ze sprzedaży w wysokości 88,4 mln zł, co stanowi wynik o 71% wyższy r/r. Zysk netto osiągnął poziom ponad 10 mln zł, a rentowność netto wyniosła 11%. W I kwartale tego roku Grupa przekazała nabywcom 159 lokali i jest to wynik o 69% wyższy w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Grupa Kapitałowa Inpro sprzedała w I kwartale tego roku łącznie 212 lokali (w rozumieniu umów przedwstępnych netto), co stanowi wynik o 27% wyższy w odniesieniu do I kwartału 2023 roku. Grupa Inpro poprawiła swoją rentowność i w I kwartale tego roku odnotowała wynik na poziomie 11%, w stosunku do 9% w roku ubiegłym. Zysk netto natomiast wzrósł o 118%, osiągając poziom rzędu 10 mln zł.

Rozwój trójmiejskiej Spółki

Niezmiennie, największy obszar działalności Grupy stanowi sektor deweloperski. Liczba wydanych lokali wskazuje na wzrost o 69%, przy czym w odróżnieniu od roku bieżącego w analogicznym okresie 2023 roku nie oddano w I kwartale żadnego budynku do użytkowania, a jedynie mieszkania wybudowane w poprzednich okresach. W efekcie przychód ze sprzedaży za pierwsze trzy miesiące bieżącego roku wyniósł o 71% więcej r/r.

Jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedażowych pierwszego kwartału tego roku. Trzeba jednak pamiętać, że dane za I kwartał 2024 to w dużej części to efekt popytu związanego z programem Bezpieczny Kredyt 2% z końcówki ubiegłego roku. Rezerwacje z tego okresu przełożyły się na umowy deweloperskie i tym samym wynik sprzedaży za pierwsze trzy miesiące tego roku – mówi Krzysztof Maraszek, Prezes Grupy Kapitałowej Inpro S.A.

W I kwartale tego roku Grupa Inpro oddała do użytkowania budynek O na gdańskim osiedlu Optima. Jest to część VI etapu związanego z budową domów wielorodzinnych. Ponadto oddano do użytkowania osiedle Rytm, znajdujące się w gdańskiej dzielnicy Matarnia, jak również budynek na osiedlu Leszczynowy Park (Domesta). Wydano łącznie o 69% więcej lokali w stosunku do roku ubiegłego (w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku nie zakończono budowy żadnego budynku).

Perspektywy rozwoju

Grupa Inpro wskazuje również, że większość obrotów Spółek Inpro i Domesta przypadać będzie na drugą połowę tego roku. Grupa planuje oddać łącznie około 933 jednostek, w tym budynki na osiedlach Urzeka, Leszczynowy Park, Nowe Południe, Polana Kampinoska, Koncept, Optima, Atut oraz Apartamenty w Mikołajkach.

Dalszy dynamiczny rozwój Grupy Kapitałowej Inpro zależy od wielu czynników. Trzeba przy tym pamiętać, że patrząc na szeroko pojęty sektor nieruchomości, oferta podażowa wciąż nie nadąża za popytem. Mimo dobrych wyników Grupy Inpro, to wciąż za mało na potrzeby mieszkańców Pomorza. Wprowadzenie odpowiednich rozwiązań nie tylko po stronie nabywców, ale także, a może przede wszystkim po stronie deweloperów, mogłoby skutecznie wesprzeć rozwój segmentu nieruchomości mieszkaniowych, a tym samym ustabilizowałoby zarówno ofertę, jak i ceny mieszkań. W Grupie Inpro – przy założeniu braku opóźnień związanych z procedurą administracyjną, zakładamy w całym roku oddanie niemal 1000 mieszkań. To ambitny, ale realny plan – podsumowuje Krzysztof Maraszek.

Decyzje o wprowadzeniu kolejnych projektów, Grupa Inpro uzależnia od sytuacji gospodarczej oraz możliwości popytowych potencjalnych nabywców.

Coraz mniej mieszkań na przeciętną kieszeń. Ceny nieruchomości rosną, a zdolność kredytowa spada

Czy przeciętnie zarabiający młodzi mieszkańcy największych miast mogą sobie jeszcze pozwolić na zakup mieszkania za kredyt? Eksperci portali Rankomat.pl i RynekPierwotny.pl prześwietlili pod tym kątem ofertę banków i firm deweloperskich.

Na wstępie, najpewniej każdy zada od razu pytanie, ile wynoszą przeciętne zarobki. Najprościej byłoby przyjąć średnie wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw, które co miesiąc publikuje Główny Urząd Statystyczny, jednak nie jest to najlepszy punkt odniesienia. Na przykład w Warszawie przeciętna płaca brutto przekroczyła w marcu 10,6 tys. zł. Niektórzy mogą więc twierdzić, że większość pracujących w stolicy, zwłaszcza młodych, zarabia dużo mniej. Podobnie jest w innych miastach. Dlatego eksperci portali RynekPierwotny.pl i Rankomat.pl przyjęli, że aspirujący do własnego M przeciętnie zarabiający 30-letni singiel to taki, którego wynagrodzenie netto, czyli na rękę wynosi 6 tys. zł. W przypadku bezdzietnej pary 30-latków wzięto pod uwagę zarobki na poziomie 8 tys. zł, a małżeństwa w wieku 35 lat z dzieckiem – 10 tys. zł.

Założono także, że młodzi mają umowę o pracę na czas nieokreślony. Mieszkając wcześniej u rodziców, zdołali odłożyć wkład własny na pokrycie 20% kosztów zakupu mieszkania. Co ważne, nie mają też żadnych zobowiązań kredytowych, które obniżałyby ich zdolność kredytową.

Mniejsze kredyty mieszkaniowe

Niestety, jak wynika z analizy Rankomat.pl, przeciętna zdolność kredytowa rosła do marca tego roku, ale w kwietniu wyraźnie spadła. Powodem jest fakt, że większość banków zaczęła ją oceniać bardziej restrykcyjnie. Obecnie jest więc ona niższa niż w końcówce ubiegłego roku. Nie mogą więc liczyć na większy zastrzyk gotówki ci, których zarobki nie wzrosły w tym okresie.

Największe korekty są widoczne w przypadku co najmniej dwuosobowych gospodarstw domowych. Muszą się one liczyć z tym, że banki udzieliłyby im kredytu niższego nawet o kilkanaście tysięcy w porównaniu do oferty z marca – mówi Konrad Pluciński, ekspert Rankomat.pl. Zwraca uwagę na ogromne różnice w sposobie liczenia zdolności przez poszczególne banki. W przypadku trzyosobowego gospodarstwa domowego, z dochodem na rękę na poziomie 10 tys. zł, różnica między pierwszym i ostatnim bankiem w zestawieniu przekracza 200 tys. zł.

Bardzo duże znaczenie ma więc właściwe rozpoznanie rynku i dobór właściwej oferty. Niestety nie możemy liczyć na to, że banki oferujące największe kwoty, będą jednocześnie najtańszymi – komentuje Konrad Pluciński.

Wyk.1 - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-zdolność kredytowa

Wyższe ceny nowych mieszkań

Problem w tym, że spadkowi zdolności kredytowej towarzyszył również wzrost cen nowych mieszkań. W kwietniu tegorocznym liderem podwyżek był Poznań. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła w tym mieście aż o 7%, przekraczając pułap 13 tys. zł.

Na najwyższym stopniu cenowego podium jest Warszawa, gdzie nowe mieszkania kosztują już średnio ponad 17,5 tys. zł za metr kwadratowy. Wiceliderem jest Kraków, gdzie średnia cena metra kwadratowego przekroczyła 16 tys. zł. Na trzecim stopniu jest natomiast Trójmiasto ze średnią ponad 15 tys. zł za metr. Warto zauważyć, że Trójmiasto jest jedyną metropolią, w której jest ona taka sama jak w grudniu ubiegłego roku.Wyk.2 - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-cena m kw.

Jaki wybór nowych mieszkań?

W tym miejscu warto poszukać odpowiedzi na pytanie, czy i jakie mieszkanie mogą kupić w danym mieście nasze „przeciętne” gospodarstwa domowe? Oczywiście dzięki wkładowi własnemu, kwota na zakup mieszkania, którą dysponują jest większa. Dla uproszczenia przyjęto, że wszystkie koszty transakcyjne mieszczą się w tej kwocie. Ponadto rodzice obiecali młodym pomoc w ewentualnym wykończeniu oraz umeblowaniu mieszkania. Rodzina 2+1 może więc sobie pozwolić na wydatek blisko 720 tys. zł. Bez problemu znajdzie więc dla siebie lokum w każdej z największych metropolii. Czy podobnie ma się rzecz z singlem, który dysponuje niespełna 468 tys. zł na zakup nowego mieszkania?  Wyk.3 - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-kwota do dyspozycji

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że największy wybór nowych mieszkań w cenie do ok. 467,5 tys. zł jest w Łodzi i w miastach wchodzących w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ponad 2 tys.). Za tę kwotę singiel może tam kupić nawet mieszkanie trzypokojowe. W pozostałych metropoliach mogą oni liczyć co najwyżej na „dwójkę”. Przy czym we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie oferta mieszkań do 500 tys. zł błyskawicznie się kurczy. Na przykład w stolicy Dolnego Śląska jest ich obecnie niespełna 150, a jeszcze pod koniec ubiegłego roku było przeszło 460.Wyk 4. - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-oferta

W dużo lepszej sytuacji są pary i rodziny 2+1 z przeciętną zdolnością kredytową. W ofercie firm deweloperskich wciąż jest dużo mieszkań spełniających ich oczekiwania cenowe. W Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii pary znajdą setki lokali trzypokojowych. Natomiast w pozostałych metropoliach za 582,5 tys. zł można kupić głównie mieszkania dwupokojowe. Oczywiście największy wybór mieszkań mają rodziny z dzieckiem, mające do dyspozycji 719,5 tys. zł. W ich zasięgu są nawet mieszkania czteropokojowe i większe. Najwięcej tak dużych metraży jest w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ponad 500) i Łodzi (ponad 300). Jednak można je znaleźć jeszcze także w pozostałych metropoliach, choć w Krakowie może to graniczyć z cudem.

Jak widać, w największych miastach mieszkania są wciąż dostępne dla gospodarstw domowych o przeciętnych dochodach. Niestety, wybór jest coraz mniejszy. Decydując się na mieszkanie w dobrej lokalizacji trzeba się pogodzić z tym, że będzie ono miało niewielki metraż. Dla kogoś, komuś zależy na większej powierzchni mieszkania, może to oznaczać konieczność przeprowadzki do peryferyjnych dzielnic miasta lub do którejś z okalających je miejscowości – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Bain & Company: Banki – liderzy cyfryzacji osiągają lepsze wyniki finansowe i lojalności klientów

Banki zaawansowane technologicznie osiągają znacznie lepsze wyniki finansowe i mają bardziej lojalnych klientów, wynika z analiz firmy doradczej Bain & Company. Źródłem sukcesu liderów cyfryzacji jest uproszczenie systemów informatycznych, analiza doświadczeń klienta oraz wykorzystanie danych i narzędzi AI. Wielkość wydatków na inwestycje w technologie nie jest tak istotna jak ich strategiczna alokacja.

Banki, które są liderami we wdrażaniu rozwiązań cyfrowych, osiągają w porównaniu do reszty rynku o 5 punktów procentowych wyższe stopy zwrotu dla akcjonariuszy, ich wskaźnik kosztów do dochodów jest 10 punktów procentowych niższy, a wskaźnik lojalności klienta, tak zwany NPS (Net Promoter Score), wynosi średnio o 12 punktów więcej, wynika z badania Bain & Company przeprowadzonego wśród 42 największych pod względem aktywów banków na świecie.

W sektorze bankowym wykorzystanie nowych technologii jest obecnie głównym obszarem budowania przewagi konkurencyjnej – mówi Paweł Kozub, młodszy partner w Bain & Company.Zarówno klienci indywidualni jak i biznesowi oczekują prostych, wygodnych, dostosowanych do swoich potrzeb rozwiązań i są gotowi zmienić bank, by mieć dostęp do nowoczesnych usług.

W opinii ekspertów Bain & Company z największym wyzwaniem mierzą się banki tradycyjne, konkurujące z podmiotami, których działalność od początku opierała się na rozwiązaniach cyfrowych. Próba zmiany procesów i wprowadzenie innowacji w ramach dużych, działających od wielu lat organizacji może okazać się nie tylko trudna, ale i nieefektywna.

Jak pokazuje badanie, wydatki na technologie stanowią obecnie w sektorze około 16 proc. całkowitych kosztów. W wielu przypadkach związane są one z wysokimi kosztami operacyjnymi generowanymi przez stare, rozbudowane i skomplikowane zasoby IT. Wiele wdrożeń technologicznych, które wprowadzano w przeszłości bez koordynacji i powiązania ze strategicznymi celami rozwojowymi, stanowi obecnie obciążenie dla wielu instytucji finansowych.

W efekcie, mimo wysokich nakładów na technologie, w wielu bankach realnie na innowacje przeznacza się niewiele, co prowadzi do stagnacji – braku rozwoju, pogorszenia jakości portfela produktów i doświadczenia klienta – dodaje Paweł Kozub. – Dla części tradycyjnych banków to historyczne obciążenie technologiczne jest tak duże, że najkorzystniejszym rozwiązaniem okazuje się porzucenie przestarzałej architektury i zbudowanie od podstaw zasobów informatycznych, do których stopniowo przenosi się klientów.

W badaniu Bain & Company analizowano 11 zmiennych świadczących o wysokiej pozycji innowacji technologicznych w strategii banku. Najsilniejsza korelacja występuje między dobrymi wynikami a zrozumieniem dla tematów technologicznych wśród zarządów oraz menedżerów wyższego szczebla. Równie duże znaczenie miało posiadanie we własnych zasobach kadrowych inżynierów specjalizujących się w tematach technologicznych oraz strategiczne pozycjonowanie banku jako firmy technologicznej.

Organizacja, model operacyjny, polityka zatrudnienia odnoszących największe sukcesy banków podporządkowana jest strategii wzrostu opartej na rozwoju technologicznym – mówi Paweł Kozub.Tak zorientowane instytucje łatwiej przyciągają też nowe talenty, o które trzeba zabiegać na konkurencyjnym rynku.

Spośród banków, które wzięły udział w badaniu, najlepsze wyniki osiągają liderzy technologiczni – BBVA, DBS, Capital One i JPMorgan Chase. Inwestycje w technologie, które zdecydowały o ich sukcesie skupiały się na konsekwentnym upraszczaniu procesów, tworzeniu niskokosztowych, adaptowalnych rozwiązań, analizie danych i poprawie doświadczeń klienta.

Cały raport Bain & Company nt. wykorzystania technologii znajduje się na stronie:

https://www.bain.com/insights/how-banks-can-parlay-technology-into-a-competitive-edge/

Czy cyberprzestępcy skradną show sportowcom podczas Igrzysk Olimpijskich we Francji?

Już za niespełna dwa miesiące rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie we Francji. – Kwestia cyberbezpieczeństwa powinna stać się priorytetem dla organizatorów, uczestników oraz odwiedzających – przestrzegają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa. Skomplikowana sytuacja geopolityczna, intensywne cyberataki których celem stała się Francja w 2024 roku oraz skala nadchodzącego wydarzenia sprawiają, że igrzyska letnie w Paryżu mogą stać się atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców.

Cyberprzestępcy od dłuższego czasu zdecydowanie przyglądają się Francji i testują jej odporność na różne typy ataków. Już w sierpniu ubiegłego roku Pôle emploi, francuska rządowa agencja zajmująca się rejestracją i pomocą finansową dla bezrobotnych, poinformowała o naruszeniu bezpieczeństwa informacji, w wyniku którego mogły wyciec dane należące aż do 10 milionów osób. To działanie powiązano z wykrytą wcześniej luką w popularnym oprogramowaniu MOVEit, wykorzystywaną przez rosyjskich cyberprzestępców. Ten atak był ważnym sygnałem także dla innych krajów i organizacji na całym świecie, w których nasilają się ataki typu ransomware. Z kolei w marcu 2024 cyberataki o bezprecedensowej intensywności uderzyły w kilka francuskich instytucji rządowych. Biuro premiera szybko wówczas poinformowało, że sytuacja została opanowana. Wówczas kilka grup hakerskich przyznało się do ataków na Telegramie. Jedna z nich, nazywająca siebie Anonymous Sudan, zadeklarowała, że przeprowadziła atak typu DDoS (rozproszony atak typu „odmowa usługi”, blokujący użytkownikom dostęp do danego urządzenia lub sieci) na infrastrukturę sieciową francuskiego rządu.

– Rok 2024 to m.in. intensywny rok wyborczy, na całym świecie. Widzimy wyraźnie, że cyberprzestępcy koncentrują swoje wysiłki wokół krajów, które decydować będą o wyborze przywódców politycznych. Dane ESET (APT Activity Report Q4 2023 – Q1 2024) pokazują też, że cyberprzestępcy są wszędzie tam, gdzie rośnie temperatura sporów politycznych. Z kolei cyberwojna nie stanowi ewenementu, a raczej stały element współczesnych działań wojennych. Kolejną atrakcyjną „okazją” są dla nich bez wątpienia międzynarodowe wydarzenia o dużej skali np. imprezy sportowe, skupiające uwagę szerokiej widowni na całym świecie. Dlatego ochrona takich wydarzeń i wszystkich zaangażowanych w nie stron powinna także być wzmocniona, szczególnie w obliczu aktualnej sytuacji geopolitycznej. Cyberzagrożenia mogą być bowiem wymierzone zarówno w organizatorów wydarzenia, uczestniczących w nim sportowców, jak i widzów  – komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Organizatorzy Igrzysk Olimpijskich są szczególnie narażeni na ataki, które mogą zakłócić przebieg wydarzeń. Potencjalne zagrożenia obejmują ataki DDoS, które mogą zakłócić działanie kluczowych systemów, takich jak systemy biletowe, transmisje na żywo oraz zarządzanie infrastrukturą sportową. Innym poważnym zagrożeniem jest ransomware. Korzystając z niego, cyberprzestępcy mogą próbować zablokować dostęp do krytycznych danych lub systemów, żądając okupu za ich odblokowanie. Phishing to także realne zagrożenie. Fałszywe e-maile i strony internetowe mogą być używane do wyłudzania danych logowania i innych poufnych informacji od osób zaangażowanych w organizację wydarzenia.

Drużyny olimpijskie również mogą stać się celem cyberataków i wycieków danych. Podszywanie się pod zawodników to kolejny problem, fałszywe konta na mediach społecznościowych mogą być tworzone w celu dezinformacji, oszustwa, a nawet podsycania międzynarodowych antagonizmów Technologia deepfake wykorzystana do tworzenia manipulacji albo kompromitujących treści, może na tyle silnie oddziaływać na sportowców, że wpłynie na ich sportowe wyniki, co byłoby destrukcyjne nie tylko dla nich, ale również idei Igrzysk.

Odwiedzający Igrzyska Olimpijskie również powinni być świadomi potencjalnych cyberzagrożeń. Najważniejsze z nich to ataki phishingowe i fałszywe strony internetowe, za pośrednictwem których oszuści mogą dystrybuować fałszywe oferty biletów, zakwaterowania lub innych usług, aby wyłudzić pieniądze, dane osobowe lub zainfekować urządzenia złośliwym oprogramowaniem.

– Pamiętajmy, że celem potencjalnych ataków w momentach cieszących się tak dużym zainteresowaniem publiki nie zawsze musi być wyłudzenie konkretnych danych czy środków finansowych. Niektóre grupy cyberprzestępcze stawiają sobie za cel wywołanie niepokoju, wzbudzenie poczucia zagrożenia. Mogą więc próbować mieszanych, nie do końca logicznych strategii, tylko po to, by wywołać wrażenie, że „coś złego się dzieje lub wydarzyło”. Dlatego szczególnie w takich momentach warto być czujnym, a nawet przeczulonym na wszelkie nietypowe sytuacje czy komunikaty w cyberprzestrzeni – uzupełnia Kamil Sadkowski.

Polska potrzebuje różnorodnych pracowników

Pracodawcy w Polsce mierzą się z wyzwaniami demograficznymi i spadającą liczba osób w wieku produkcyjnym. Tymczasem są całe grupy kandydatów, które mogłyby przyczyniać się do sukcesu rynkowego pracodawców, a nie są aktywizowane: osoby w wieku 50+, neuroróżnorodne, osoby ze społeczności LGBT+ (dyskryminowane i opuszczające kraj). Jak temu zapobiec. Jak aktywnie prowadzić politykę DEI.

DEI (Diversity, Equity, Inclusion), to obszar obejmujący wszelkie różnice, jakie mogą występować w zespołach, takie jak płeć, wiek, rasa, narodowość, język, religia, cechy fizyczne czy psychiczne. Jest to zatem kwestia, która dotyczy każdej firmy, zatrudniającej pracowników, niezależnie od wielkości, branży czy lokalizacji. Różnorodność i kultura włączająca są szczególnie ważne dla pokolenia pracowników młodych – aż 92 procent wybrałoby pracodawcę, który dba o różnorodność i któremu przyświeca włączająca kultura organizacyjna.

Różnorodność w miejscu pracy się opłaca i potwierdzają to badania. Organizacje, w których zespoły i kadra menedżerska są zróżnicowane, mają możliwość patrzenia na problemy i zagadnienia z różnych perspektyw i w konsekwencji – tworzenia lepszych rozwiązań, osiągania lepszych wyników biznesowych. Z drugiej strony pozwala na przyciągnięcie do organizacji utalentowanych kandydatów, dla których społeczna odpowiedzialność organizacji i bezpieczne środowisko pracy są ważne.

Otwarta polityka różnorodności jest dziś nieodzownym elementem strategii firm. Inkluzywne środowisko pracy jest istotnym elementem przy wyborze pracodawcy. Z drugiej strony przynosi korzyści – zaufanie we współpracy, kreatywność i efektywność zespołu, a także lojalność pracowników – podkreśla Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

Eksperci podkreślają, że polityka DEI odgrywa ważną rolę społeczną, wpisując się w postępujące procesy i zmiany społeczne. Rolą pracodawców jest tu tworzenie takich zasad wewnętrznych relacji, w których nie ma miejsca na dyskryminację.

Przykładem jest firma Brown-Forman, która przyjęła program różnorodności do strategii 2030, zakładający do tego czasu 40 procentowy globalny udział kobiet na stanowiskach zarządczych w organizacji, 25 procentowy reprezentację osób o różnorodnym kolorze skóry i pochodzeniu etnicznym w USA, czy zwiększenie udziału przedstawicieli LGBT+.brown forman

 

Różnorodność w miejscu pracy to nie tylko kwestia etyki czy korporacyjnej mody, ale również klucz do sukcesu biznesowego. Już dawno badania wykazały, że firmy, które promują różnorodność zespołów i równość płci, często odnoszą lepsze wyniki finansowe, a ich pracownicy są bardziej zaangażowani i zadowoleni z powodu przyjaznego środowiska pracy. Udowodniono, że promowanie różnorodności w miejscu pracy niesie wiele korzyści dla organizacji. Jak wynika z badań przeprowadzonych w 2019 roku przez amerykańską firmę konsultingową McKinsey & Company, organizacje, które dbają o różnorodność, osiągają znacznie lepsze wyniki finansowe niż te, które tego nie robią.

Asseco z mocnym początkiem roku: 4,25 mld zł przychodów i 125 mln zł zysku netto w I kwartale 2024

W I kwartale 2024 roku Grupa Asseco osiągnęła 4,25 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego 3,3 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów oraz usług informatycznych. Zysk operacyjny wzrósł o 6% do 420 mln zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 16%, wyniósł 125 mln zł.

W raportowanym okresie Grupa rozwijała działalność zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 11% i wyniosły 509 mln zł. Najdynamiczniej – o 19% – rosła sprzedaż rozwiązań dla finansów. Asseco kontynuowało również współpracę i zawierało nowe kontrakty z instytucjami w sektorze publicznym, co zaowocowało 9% wzrostem przychodów w tym obszarze.

Wyniki Grupy są silnie zdywersyfikowane – 88% sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych reprezentowanych przez segmenty Formula Systems i Asseco International. Sprzedaż segmentu Asseco International wyniosła 955 mln zł. Wyłączając efekt różnic kursowych oznacza to wzrost o 5% w stosunku do I kwartału 2023 roku. W tym segmencie odnotowano zwiększenie sprzedaży rozwiązań w obszarze płatności i w bankowości w Grupie Asseco South Eastern Europie. Organicznie rozwijał się również obszar ERP, reprezentowany przez Grupę Asseco Enterprise Solutions. Z kolei segment Formula Systems zanotował 2,8 mld zł przychodów, które wzrosły o 9% po wyłączeniu wpływu różnic kursowych. Bardzo dobre wyniki, w walutach raportowych, odnotowały spółki Sapiens International i Matrix IT.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2024, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 11,2 mld zł. W kursach stałych, w jakich został przeliczony backlog na 2023 rok, przekracza 11,9 mld zł i jest o 7% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

„To kolejny bardzo dobry okres działalności Asseco. Silna dywersyfikacja biznesu na poziomie produktów, sektorów i rynków geograficznych, a także długoterminowe relacje z klientami i wysoki udział powtarzalnych przychodów zapewniają Grupie Asseco stabilny rozwój. Wyłączając efekt zmian kursów, nasze przychody urosły w tym czasie o 8%, a zysk operacyjny o 13%. Mamy też dobre perspektywy i backlog na cały 2024 rok we wszystkich segmentach naszej działalności. W segmencie Asseco Poland dynamika przychodów była najwyższa. Obserwujemy w Polsce bardzo dobre wyniki sprzedażowe rozwiązań dla finansów czy instytucji publicznych. Grupa Formula Systems sukcesywnie umacnia swoją pozycją w Izraelu, Ameryce Północnej i Europie. Pierwszy kwartał 2024 roku był też dobry dla segmentu Asseco International, który intensywnie rozwijał w tym okresie sprzedaż rozwiązań ERP, systemów płatniczych oraz oprogramowania dla bankowości” – powiedziała Karolina Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland.

Sytuacja ekonomiczna ma ogromne przełożenie na sen Polaków. Pokazuje to najnowsze badanie

Ponad połowa Polaków jest zadowolona z jakości swojego snu. To znacznie więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu, ale mniej niż w czasie pandemii. Wśród powodów utrudniających zaśnięcie respondenci najczęściej wskazują nadmierne rozmyślania i gonitwę myśli, niepewność co do przyszłości czy wybudzanie się w nocy. Ciekawa zmiana dotyczy problemów finansowych jako powodu złego snu. O ile w poprzedniej edycji badania na powiązanie takie zwróciło uwagę 40% ankietowanych, to tym razem tylko 13,6% uczestników sondażu uznało, że niedostateczny odpoczynek nocny pozostaje w związku z trudnościami finansowymi. Według ekspertów, wyraźnie to pokazuje, że sytuacja ekonomiczna ma ogromne przełożenie na sen rodaków.

Połowa Polaków jest zadowolona

Z niedawno opublikowanego ogólnopolskiego badania, wykonanego przez platformę ePsycholodzy.pl na próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków, wynika, że 53,8% ankietowanych jest zadowolonych z jakości swojego snu. Dla porównania, ponad pół roku wcześniej zadowolenie wyrażało 43,9% respondentów, a w 2021 roku (czyli w okresie pandemii) – 55,9%. O braku satysfakcjonującego snu mówiło ostatnio 41% respondentów. 5,2% badanych nie potrafiło zająć stanowiska w tej kwestii. W poprzedniej edycji dotyczyło to 6,2%, a w pandemii – 4,9%. Uczestnicy badania wyjaśnili również, z czego mogą wynikać ich problemy ze snem. W tegorocznej edycji sondażu najwięcej osób podało gonitwę myśli i przedłużające się rozmyślania. W poprzednim roku ta przyczyna, utrudniająca zaśnięcie, otrzymała 28,3% wskazań i zajęła piąte miejsce w całym zestawieniu.

– Gonitwa myśli oznacza brak zdolności koncentracji. Bierze się z przeładowania umysłu bodźcami. A to jest skutkiem m.in. uzależnienia od cyberprzestrzeni. W rezultacie ludzie nie są w stanie skoncentrować się na ważnej dla siebie sprawie i są rozproszeni. W badaniach przeprowadzonych z udziałem uczniów szkół podstawowych widzimy praktycznie takie same wyniki. Dzieci nie potrafią skoncentrować się na jednym zadaniu, do tego działają chaotycznie. Do pewnego stopnia korzystanie z narzędzi cyfrowych ma wiele walorów, ale po przekroczeniu określonej granicy ponosimy z tego tytułu straty – wyjaśnia prof. Włodzimierz Piątkowski, kierownik Katedry Społecznych Problemów Zdrowotności Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie.

Strach przed przyszłością

Na drugim miejscu Polacy wskazali, że w zaśnięciu przeszkadza im zamartwianie się o przyszłość. Ten powód podało 30,6% respondentów (w poprzednim badaniu – 30,3% i trzecie miejsce w zestawieniu). Takim wynikiem nie jest zdziwiony psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl, bo obawa przed tym, co przyniesie przyszłość, jest naturalną reakcją na niepewne czasy i może być potęgowana przez różne czynniki, takie jak zmiany na rynku pracy, brak stabilności ekonomicznej czy też nawet napięcia polityczne.

– Te obawy mogą mieć wpływ na zdrowie psychiczne, prowadząc do lęku, stresu i problemów ze snem. Zamartwianie się o przyszłość utrzymuje się na podobnym poziomie i to podkreśla konieczność długofalowych działań na rzecz zwiększenia poczucia bezpieczeństwa i optymizmu. Dla niektórych osób może okazać się pomocna wizyta u specjalisty, aby skonsultować omawiane trudności ze snem – podkreśla Michał Murgrabia.

Technologie wrogiem snu

Na trzecim miejscu w bieżącej edycji badania Polacy zadeklarowali, że wielokrotnie budzą się w nocy. Doświadcza tego 28,7% respondentów (poprzednio – 29,3% i czwarte miejsce w rankingu). Prof. Piątkowski wskazuje na kilka przyczyn częstego wybudzania się. Wśród nich podaje „przebodźcowanie”, wynikające ze zbyt intensywnego używania narzędzi cyfrowych, braku ruchu na świeżym powietrzu i nieodpowiednich nawyków żywieniowych. Przykładem tego ostatniego jest późne jedzenie obfitej kolacji. Zachodzące w wyniku tego np. procesy metaboliczne w organizmie utrudniają spokojny sen.

– Budzenie się w nocy może być spowodowane jakimś problemem w naszym życiu zawodowym lub osobistym. Oczywiście triggerem do wybudzania może być także zaburzenie natury psychicznej, np. lękowe bądź depresyjne lub kliniczne zaburzenia snu jak bezsenność czy bezdech senny. Sen w nocy mogą też przerywać problemy natury zdrowotnej. Dla mnie te statystyki 28,7% i 29,3% nie są oznaką zmiany, ale stałości tego trendu – ocenia dr hab. Marta Jackowska, psycholog zdrowia z Wydziału Psychologii na Uniwersytecie SWPS w Sopocie.

Czwarte miejsce w rankingu ma nadużywanie technologii przed zaśnięciem (telewizor, komputer, telefon) – 20,6%. Na piątej pozycji Polacy wskazali, że źle śpią przez stres – 19,8% (poprzednio – 37,9% i drugie miejsce w rankingu). Michał Murgrabia tłumaczy, że łączenie korzystania z technologii ze złą jakością snu to dowód na to, iż Polacy mają świadomość nadużywania urządzeń elektronicznych przed snem i jest to pozytywne, bo może to być pierwszy krok do wyeliminowania takich zachowań. Niemniej istnienie tego problemu jest sygnałem alarmowym, wskazującym na powszechność nawyków, które mogą negatywnie wpływać na zdrowie.

– Nadużywanie technologii przed snem, w tym korzystanie z telefonów i komputerów oraz oglądanie telewizji, może zakłócać naturalne cykle snu i czuwania, głównie przez wpływ na produkcję melatoniny, hormonu odpowiedzialnego za regulację rytmu dobowego. Światło niebieskie emitowane przez ekrany urządzeń elektronicznych może oszukać mózg, sprawiając, że interpretuje on wieczór jako dzień, co utrudnia zasypianie i obniża jakość snu – wyjaśnia ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Finanse przestały straszyć Polaków

Największa zmiana częstotliwości wskazywania odpowiedzi dotyczy problemów finansowych. W poprzedniej edycji doszukiwało się w nich trudności z zasypianiem najwięcej, bo aż blisko 40% respondentów. W najnowszej odsłonie sondażu problem ten dostrzegło tylko 13,6% badanych. – W ciągu ostatnich 10 lat Polacy wzbogacili się jako społeczeństwo i nastąpił realny wzrost dochodów powyżej minimum zabezpieczającego codzienne potrzeby. Dzięki przyrostowi bogactwa indywidualnego, sytuacje, które dekadę temu były powodem zgryzoty, zostały w dużej mierze wyeliminowane. W mojej ocenie, ma to znaczenie dla omawianych wyników – komentuje prof. Piątkowski.

W tej edycji badania najrzadziej wskazywanymi odpowiedziami były używki (kawa, herbata, alkohol itd.), a także różnego rodzaju ekscytujące wydarzenia (wyjazdy, spotkania itp.) – po 3,4%. Natomiast 3,8% Polaków nie mogło wyspać się z powodu budzącego się w nocy dziecka. Dr hab. Marta Jackowska wiąże te wyniki z rosnącą świadomością społeczną dotyczącą trybu życia. Jeśli to możliwe, niektórzy Polacy unikają stymulantów przed snem.

– Wiemy także z badań naukowych, że spada spożycie alkoholu. Ludzie jednak nie lubią przyznawać, czy lub ile piją, więc dokładne wskazanie ilości spożywanych napojów procentowych jest dość trudne – dopowiada dr hab. Jackowska.

Z kolei psycholog Michał Murgrabia dodaje, że ekscytacje związane z wyjazdami, spotkaniami i innymi pozytywnymi wydarzeniami życiowymi są prawdopodobnie mniej powszechne w codziennej rutynie. To może tłumaczyć, dlaczego tak rzadko są wskazywane jako przyczyna problemów ze snem.

– Obecność małego dziecka, które budzi się w nocy, jest specyficzną sytuacją życiową, dotyczącą tylko określonej grupy rodziców, chociaż dla tych osób może to być znaczący czynnik. Natomiast w ogólnopolskim badaniu takie przypadki mogą stanowić mniejszość, co tłumaczy niski odsetek wskazań – podsumowuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Grupa SUNEX publikuje wyniki za I kw. 2024 r.

  • Przychody Grupy SUNEX wyniosły 35,7 mln zł w I kw. 2024 r. wobec 100,5 mln zł r/r
  • Strata netto w I kw. 2024 r. wyniosła 8,8 mln zł wobec 9,7 mln zł zysku netto r/r
  • Na wyniki wpłynęła m.in. słaba sytuacja makroekonomiczna w Niemczech oraz opóźnienia w przyznawaniu dotacji klientom na tamtejszym rynku
  • SUNEX w oczekiwaniu na poprawę sytuacji rynkowej realizuje akwizycje w Niemczech i Austrii

– Spodziewamy się ożywienia na najważniejszym dla nas rynku niemieckim w drugiej połowie roku w związku z późniejszym uruchomieniem programów dotacyjnych. Po zakończeniu I kw. 2024 r. otrzymujemy sygnały od kontrahentów o możliwości zamawiania przez nich dostaw. Obserwujemy wzrost, ale jego skala nie jest taka jak byśmy oczekiwali. Przygotowując się na bardziej dynamiczną poprawę koniunktury w kwietniu podpisaliśmy list intencyjny w sprawie zakupu austriackiej firmy instalacyjnej. W najbliższych miesiącach aportem do SUNEX będzie wniesiony Drolsbach, niemiecka firma z branży instalacji grzewczych. Nabycie obu podmiotów umożliwi skalowanie dotychczasowego sukcesu na rynkach niemieckojęzycznych. Finalizujemy też przejęcie nieruchomości w Raciborzu wraz z częścią pracowników od Mavex-Rekord. Na rynku polskim liczymy zaś na poprawę koniunktury w związku ze stopniowym uruchamianiem środków z Krajowego Planu Odbudowy – mówi Romuald Kalyciok, prezes SUNEX.

Przejmowana spółka w Austrii będzie uzupełniać działalność Krobath (austriackiej spółki zależnej SUNEX) i przyczyni się do większego zagospodarowania rynku austriackiego. Z kolei akwizycja niemieckiej Drolsbach wzmocni pozycję Grupy w Niemczech i pozwoli na osiągnięcie synergii z istniejącą tam spółką zależną SUNEX.

Sfinalizowanie negocjacji zakupu sąsiadującej z SUNEX nieruchomości od Mavex-Rekord pozwoli spółce rozbudować infrastrukturę produkcyjną (w przejętym zakładzie powstawałyby części elementów do zbiorników, w tym zbiorników kompozytowych) i przyczyni się do zmniejszenia kosztów operacyjnych poprzez rezygnację z wynajmowania jednej z hal od zewnętrznego podmiotu. Spółka rozmawia też o przejęciu części pracowników Mavex-Rekord.

Uruchomienie bardzo atrakcyjnych dotacji na wymianę systemów grzewczych w Austrii z początkiem 2024 r. zaowocowało rekordowymi zamówieniami na tym rynku – po niemieckim najważniejszym dla SUNEX. Na rynku niemieckim spółka obserwuje stabilizację w oczekiwaniu na wzrost rynku wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na ekologiczne rozwiązania grzewcze. W I kw. 2024 r. SUNEX zanotował 35,7 mln zł skonsolidowanych przychodów, o 64,5 proc. mniej niż w tym samym okresie przed rokiem, który to kwartał w ubiegłym roku był rekordowy pod względem sprzedaży. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 4,7 mln zł w I kw. 2024 r. wobec 20,1 mln zł r/r. Strata operacyjna EBIT wyniosła 6,8 mln zł wobec 13,8 mln zł wyniku operacyjnego EBIT rok wcześniej. Strata netto wyniosła 8,8 mln zł wobec zysku netto 9,7 mln zł przed rokiem. Na wyniki negatywny wpływ miały m.in. spadek sprzedaży oraz cen, jak również opóźnienia i niejasności w programach dotacji na urządzenia grzewcze na rynku niemieckim oraz związane z listą ZUM na polskim rynku. Na rynku publicznym przesuwają się rozstrzygnięcia przetargów na urządzenia OZE.

(dane w tys. PLN) I kw. 2024 r. I kw. 2023 r. Zmiana
Przychody skonsolidowane 35 714 100 525 – 64,5%
Przychody jednostkowe 23 776 81 600 – 70,9%
Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży 4 688 20 092 – 76,7%
Wynik operacyjny (EBIT) (6 839) 13 794
Wynik netto (8 835) 9 676

 

Wojny toczą się nie tylko na lądach i w powietrzu – cyberbezpieczeństwo to istotny element obrony

Cyberbezpieczeństwo jest trendem, którego nie może lekceważyć dzisiaj absolutnie nikt. Poważne zagrożenie w przestrzeni cyfrowej czyha nie tylko na nieostrożnych obywateli czy przedsiębiorstwa, ale także państwa. Bezpieczeństwo informacyjne odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu skutecznej obrony narodowej – dowodzą eksperci z HackerU Polska. W erze cyfrowej, gdzie informacje są kluczowym zasobem, ochrona danych i systemów przed cyberatakami oraz zapewnienie integralności i dostępności informacji stały się priorytetami dla sił zbrojnych i instytucji państwowych.

Wicepremier, Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski po spotkaniu w Brukseli w udzielonym w tym tygodniu wywiadzie radiowym stwierdził, iż w najbliższych dwóch tygodniach będzie największa, od 5 lat, aktywność ataków cybernetycznych na Polskę kierowana z Rosji. Takie informacje podaje również hiszpański dziennik „El Pais” dodatkowo informując, że tylko w kilka miesięcy na Hiszpanię przeprowadzono 36 zmasowanych cyberataków hakerów powiązanych z władzami Rosji, Iranu, Chin oraz Korei Północnej. Te kraje są wymieniane najczęściej w kontekście zagrożeń dla całych państw, ponieważ wspierają one grupy cyberprzestępców. Ataki w tej skali mogą zaszkodzić całym sektorom gospodarki jak banki, wymiar sprawiedliwości, administracja publiczna czy lotnictwo.

Jest się czym niepokoić, wicepremier, minister Gawkowski podczas konferencji przed kongresem INSECON w Poznaniu mówił również, że Polska jest jednym z trzech najczęściej cybernetycznie atakowanych na świecie państw, a tylko w 2023 r. miało miejsce ponad 5 tys. cyberataków na sieci polskiego wojska. – To ataki, które są bezpośrednio związane z działalnością Federacji Rosyjskiej, ale też Białorusi – powiedział.

Jak zauważają w tym kontekście eksperci HackerU Polska, dostawcy kompleksowych szkoleń z zakresu cybresecurity, rosnąca liczba takich ataków i coraz bardziej wyszukanych zagrożeń z cyberprzestrzeni stanowi jedno z głównych wyzwań dla bezpieczeństwa informacyjnego w kontekście obrony narodowej. Ataki te mogą prowadzić do wycieku poufnych danych, zakłócenia operacji wojskowych oraz naruszenia integralności systemów krytycznych. I nie tylko mowa tutaj o typowych systemach wojskowych, ale o cywilnej infrastrukturze (firmach), które świadczą usługi, czy dostarczają produkty i komponenty do infrastruktury wojskowej. – Ponadto, prowadzenie wrogich operacji dezinformacyjnych może podważać zaufanie społeczeństwa i destabilizować sytuację wewnętrzną w kraju – mówi Maciej Cieśla – Head of Cybersecurity z HackerU Polska. Cyberataki na systemy infrastruktury krytycznej, takiej jak systemy energetyczne, telekomunikacyjne i transportowe, które są kluczowe dla funkcjonowania państwa i sił zbrojnych, mogą skutkować poważnymi konsekwencjami dla bezpieczeństwa narodowego – dodaje.

Cyberataki stały się integralną częścią działań wojennych, a ich skutki mogą mieć poważne konsekwencje dla przebiegu konfliktu i bezpieczeństwa narodowego. Są wykorzystywane do gromadzenia informacji wywiadowczych, zakłócania systemów dowodzenia i kontroli, a także atakowania infrastruktury krytycznej przeciwnika. Często działania wojskowe są poprzedzone, np. atakiem na infrastrukturę poprzez sieć. Przykładem może być rosyjska inwazja na Ukrainę, gdzie cyberataki odegrały kluczową rolę w działaniach wojennych. Ataki te mogą obejmować akcje typu DDoS w celu sparaliżowania kluczowych systemów, a także ataki socjotechniczne bądź z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania, służące do kradzieży danych lub uzyskania nieautoryzowanego dostępu. Cyberataki mogą również być wykorzystywane do prowadzenia operacji informacyjnych i dezinformacyjnych, mających na celu wpłynięcie na opinię publiczną, morale przeciwnika i podważenie zaufania do instytucji państwowych jak kradzież lub zniszczenie danych.

Wykorzystanie technologii informacyjnych i komunikacyjnych przez grupy terrorystyczne do przeprowadzania ataków może mieć katastrofalne konsekwencje dla infrastruktury krytycznej, systemów obronnych oraz życia obywateli. Wymienione już kraje, czyli Rosja, Iran, Chiny oraz Korea Północna, są najczęściej wskazywane jako źródło zagrożenia, jest to również Białoruś.

Tymczasem jednym z głównych wyzwań w zwalczaniu cyberterroryzmu jest trudność w identyfikacji i ściganiu sprawców, którzy często działają anonimowo i z różnych lokalizacji na świecie. Ponadto, ataki cybernetyczne mogą być przeprowadzane z minimalnym nakładem środków, co czyni je atrakcyjną opcją dla grup terrorystycznych. Potencjalny terrorysta już nie musi się wysadzać czy strzelać do cywilów, ale wystarczy, że klika w klawiaturę i np. dezaktywuje systemy podtrzymywania życia w szpitalu. Potencjalne cele cyberataków obejmują systemy energetyczne, telekomunikacyjne, finansowe, transportowe oraz obiekty wojskowe i rządowe. Skuteczny atak na te systemy może doprowadzić do poważnych zakłóceń w dostawach energii, komunikacji, transporcie oraz usługach publicznych, co może zagrozić bezpieczeństwu obywateli i destabilizować sytuację w kraju.

Aby stawić czoła tym wyzwaniom, konieczne jest wdrożenie kompleksowych strategii bezpieczeństwa informacyjnego na poziomie narodowym. Obejmują one choćby wdrożenie zaawansowanych systemów detekcji i zapobiegania zagrożeniom, zarządzania i wdrażania oprogramowaniem oraz dedykowanych szkoleń. Nie da się tego zrobić bez współpracy z sektorem prywatnym i instytucjami międzynarodowymi w celu wymiany informacji na temat zagrożeń i najlepszych praktyk. Wymagane jest także wdrożenie rygorystycznych środków bezpieczeństwa dla systemów zarządzania infrastrukturą krytyczną, takich jak systemy kontroli przemysłowej (ICS) i systemy SCADA.  Eksperci z HackerU Polska wskazują także na potrzebę regularnych audytów bezpieczeństwa i testów w celu identyfikacji luk i słabych punktów. Niezwykle ważne jest także to, aby takie testy nie były powtarzalne i przez kilkanaście lat prowadzone w ten sam sposób albo skupione tylko na testach automatycznych. Konieczne jest także wdrożenie ścisłych procedur i mechanizmów kontroli dostępu do informacji niejawnych, takich jak szyfrowanie danych, ograniczanie uprawnień dostępu oraz monitorowanie aktywności użytkowników.

HackerU Polska zaleca również opracowanie strategii komunikacyjnych i kampanii informacyjnych w celu przeciwdziałania dezinformacji. Współpraca z mediami i organizacjami społeczeństwa obywatelskiego w celu promowania rzetelnych źródeł informacji. Istotna jest tutaj także świadomość obywatelska na temat tego jak rozpoznawać tzw. informacje typu fake lub deep fake, jak filtrować i analizować informacje. Konieczne są także inwestycje w szkolenia i rozwój specjalistów w dziedzinie bezpieczeństwa informacyjnego, cyberbezpieczeństwa i obrony narodowej. Współpraca z instytucjami akademickimi i ośrodkami badawczymi w celu prowadzenia badań i opracowywania innowacyjnych rozwiązań. Firmy sektora prywatnego oferują aktualnie nieszablonowe i innowacyjne rozwiązania, dzięki którym można podnieść poziom cyberbezpieczeństwa i obronności.

Skuteczne wdrożenie tych strategii wymaga ścisłej współpracy między różnymi instytucjami państwowymi, sektorem prywatnym oraz społeczeństwem obywatelskim. Tylko zintegrowane podejście, uwzględniające zarówno aspekty technologiczne, jak i ludzkie, pomoże zwiększyć poziom bezpieczeństwa informacyjnego w obliczu rosnących zagrożeń – podsumowuje Maciej Cieśla – Head of Cybersecurity z HackerU Polska.

W czerwcu AIChallenger na Uniwersytecie Śląskim. Eksperci porozmawiają o wpływie i rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce

O sztucznej inteligencji oraz drzemiących w niej szansach i ryzykach porozmawiają uczestnicy  drugiej edycji konferencji #AIChallenger, która odbędzie się 6 czerwca na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Spotkanie oparto o sześć głównych tematów, takich jak strategia rozwoju AI w Polsce, etyka nowych technologii, różnorodność, cyberbezpieczeństwo czy szanse i zagrożenia dla nauki oraz biznesu.

Spotkanie organizowane jest wspólnie przez Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje polską branżę cyfrową, oraz CyberScience – Śląskie Centrum Inżynierii Prawa, Technologii i Kompetencji Cyfrowych (konsorcjum naukowo-dydaktyczne utworzone przez Uniwersytet Śląski, NASK, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach oraz Politechnikę Śląską).

Technologię należy „oswajać”, czyli budować odpowiednie postawy społeczne oraz kompetencje niezbędne do jej wykorzystania. W czasie konferencji porozmawiamy o tym, jak to zrobić właściwie i wspólnie przy udziale biznesu, administracji oraz świata nauki – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Sztuczna inteligencja jest często demonizowana, ale to moim zdaniem niesłuszne podejście. AI pozostaje jedynie narzędziem, które, jak każdy inny wynalazek, może być wykorzystane w odpowiedni lub nieodpowiedni sposób. Umiejętne wykorzystanie sztucznej inteligencji może nam znacznie pomóc w codziennej pracy i życiu – podkreśla.

– AI jest wokoło nas. Często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Korzystamy z algorytmów w codziennych aplikacjach ale także tworzymy nowe. AI, wspóldzielnie danymi, dostęp „od ręki” do niespotykanej dotychczas wiedzy, w sposób łatwy i prosty zmnienia sposób naszego funkcjonowania ale tekże działania biznesu. Nie pozostanie bez wpływu na sposób wykonywania pracy, a często likwidację niektórych stanowisk – zauważa dr hab. Dariusz Szostek, prof. Uniwersytetu Śląskiego, koordynator projektu CyberScience. – AI jest olbrzymią szansą na rozwój nauki, biznesu i nowe otwarcie administracji. Wymaga jednakże szerokiego, wielowymiarowego sporzenia i ujęcia. I tym zajmujemy się podczas AI Challanger 2024 jak zwykle w Katowicach. Specjaliści z wielu branż, połączenie nauki, biznesu, polityki i prawa. Czyli AI Challanger 2024 – dodaje.

Od polskiej strategii AI po etykę i cyberbezpieczeństwo

Konferencja #AIChallenger 2 odbędzie się 6 czerwca w Centrum Konferencyjnym Uniwersytetu Śląskiego (Katowice, al. Uniwersytecka 4).

Dyskusję podzielono na sześć głównych tematów. Jednym z najważniejszych będzie prezentacja pomysłu na nową strategię dla rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce (wraz z ekspercką dyskusją).

Nie zabraknie także perspektywy biznesowej i naukowej (jak wykorzystać szanse biznesowe oraz jakie wizje stoją przed naukowcami w związku z rozwojem technologii AI?), dyskusji o etyce (czyli szeroko pojęte „kto jest autorem?”), rozmowy o roli kobiet w rosnącym biznesie AI oraz oczywiście o kluczowych w dzisiejszym świecie kwestiach cyberbezpieczeństwa.

Partnerem wydarzenia jest Naczelna Rada Adwokacka, a patronat honorowy sprawują Ministerstwo Rozwoju i Technologii, NASK oraz NCBiR. Rejestracja oraz agenda dostępna jest na stronie https://konferencja.cyfrowapolska.org/.

Polskie REIT-y: znów płonne nadzieje?

Wiele osób zainteresowanych tematem uruchomienia w Polsce tak zwanych REIT-ów, z czasem mogło już zobojętnieć na kolejne doniesienia. Trudno się dziwić, ponieważ już od około ośmiu lat pojawiają się wiadomości dotyczące rządowych planów związanych z przygotowaniem odpowiednich przepisów. Od 2016 r. wielokrotnie słyszeliśmy też o kolejnych przeszkodach i zmianach wcześniejszych zamiarów. Mimo tej sytuacji, która może wzmagać sceptycyzm, warto jeszcze raz pochylić się nad tematem uruchomienia w Polsce specjalnych, korzystnie opodatkowanych spółek inwestujących na rynku nieruchomości, czyli właśnie REIT-ów. Wiosną 2024 roku pojawiły się bowiem kolejne doniesienia związane z pracami nad przygotowaniem odpowiednich przepisów. Czy po wyborach i zmianie układu politycznego REIT-y mogą wreszcie ruszyć? Postanowiliśmy odpowiedzieć na to pytanie.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Ustawa dotycząca utworzenia REIT-ów już raz (w 2018 r.) trafiła do Sejmu, ale zabrakło woli politycznej do jej uchwalenia. Temat na krótko odżył po pandemii COVID-19 (w drugiej połowie 2021 roku), ale około 2 lata temu ówczesny rząd poinformował o „zamrożeniu” prac.
  • Bieżący rok przyniósł natomiast informacje o planach rządu związanych z przyjęciem odpowiednich przepisów, ale na razie niestety brakuje konkretów. Póki co znamy pierwsze, ogólne założenia przepisów umożliwiających uruchomienie w Polsce typowych REIT-ów.
  • Oczekując na zmiany prawne, rodacy mogą inwestować w zagraniczne REIT-y. Umożliwia to np. jeden z funduszy inwestycyjnych zamkniętych notowanych na warszawskim rynku giełdowym.

Poniżej prezentujemy więcej informacji o rządowych planach związanych z uruchomieniem polskich REIT-ów.

Polskie REIT-y: zwolnienie podatkowe, ale pod warunkiem …

Na początku kwietnia br. wcześniejsze doniesienia o planach rządu związanych z REIT-ami doczekały się oficjalnego potwierdzenia, co na pewno zwiększa szanse na przygotowanie odpowiednich przepisów. W dniu 3 kwietnia 2024 roku biuro prasowe Ministerstwa Rozwoju i Technologii podało, że wiceminister Jacek Tomczak przedstawił wstępne założenia przepisów o spółkach inwestujących w najem nieruchomości (na wzór REIT-ów z zagranicy). Na razie znamy tylko bardzo ogólne informacje. „Bardziej szczegółowe rozwiązania mają zostać wypracowane dzięki współpracy Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz Ministerstwa Finansów” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Na razie wiemy, że dywidenda wypłacana przez SINN-y (spółki inwestujące w najem nieruchomości), czyli rodzime REIT-y ma zostać zwolniona z opodatkowania po stronie otrzymującego, co byłoby kuszące dla inwestorów. Jednak warunkiem zwolnienia podatkowego będzie wypłata w formie dywidendy co najmniej 90% przychodów po odliczeniu kosztów innych niż amortyzacja. Wiadomo również, że SINN-y będą mogły inwestować w nieruchomości z różnych segmentów (nie tylko mieszkaniowe lub komercyjne). „Warto pamiętać, że potencjalnie nadmierna ekspozycja REIT-ów na rynek mieszkaniowy już wcześniej budziła obawy i była jednym z deklarowanych powodów zawieszenia prac nad odpowiednimi przepisami” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Inwestycja w rodzime REIT-y ma być pewna oraz bezpieczna

Inne ujawnione mediom założenia do nowych regulacji wskazują, że każdy polski REIT będzie musiał spełnić wymogi związane z wysokim kapitałem zakładowym. Mowa o kwocie wynoszącej aż 100 mln zł. Poza tym rząd wstępnie zakłada, że spółki inwestujące w najem nieruchomości będą notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych, a zarządzaniem nimi zajmie się wykwalifikowana kadra asset managerów. „To kolejne rozwiązanie zmierzające w kierunku zapewnienia inwestorom wysokiego poziomu bezpieczeństwa. Warto dodać, że w 2018 r. proponowano dwukrotnie mniejszą minimalną wysokość kapitału zakładowego, czyli 50 mln zł” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Zabezpieczeniem dla inwestorów ma być także obowiązek inwestowania przez REIT-y (SINN-y) pozyskanych środków wyłącznie w aktywa przynoszące dochód. Limit „pozanieruchomościowych” przychodów spółki został wstępnie ustalony na poziomie 10%. Warto odnotować, że podobne rozwiązanie przewidywał rządowy projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości z 2018 roku (patrz: druk sejmowy numer 2855). Prace nad wspomnianym projektem zamarły po pierwszym czytaniu na forum Sejmu. Projekt z 2018 r. zakładał opodatkowanie po stronie REIT-ów stawką na poziomie 8,5% dochodu. „Tegoroczne założenia mówią z kolei o stawce wynoszącej 10%” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Na razie Polakom zostaje inwestowanie w zagraniczne REIT-y

Warto naturalnie pamiętać, że wszystkie powyższe informacje mają bardzo wstępny charakter, co oznacza możliwość korekty przyjętych przez rząd założeń. Wcześniejsze doświadczenia z tematem polskich REIT-ów również skłaniają do ostrożności. Jeżeli jednak w bieżącym roku pojawi się już konkretny projekt ustawy, to będzie można stwierdzić, że sytuacja zmierza w kierunku pożądanym przez wielu inwestorów. „Na razie mogą oni inwestować w REIT-y zagraniczne. Co ciekawe, od niedawna na stołecznym parkiecie giełdowym jest notowany fundusz inwestycyjny zamknięty (FIZ) ukierunkowany na właśnie takie podmioty” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Akcjonariusze B-Act SA dali zielone śAkcjonariusze B-Act SA dali zielone światło na wypłatę dywidendy za 2023 wiatło na wypłatę dywidendy za 2023

Akcjonariusze B-Act, inżynierskiej spółki specjalizującej się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych, przegłosowali podczas WZA uchwałę w sprawie podziału zysku za 2023 r. Na dywidendę ma zostać przeznaczone 685 tys. PLN, co stanowi 43 proc. zysku netto wypracowanego
w zeszłym roku i oznaczać to będzie wypłatę 0,07 PLN na jedną akcję. Dzień dywidendy został wyznaczony na 10 czerwca 2024 r., a termin wypłaty dywidendy na 24 czerwca 2024 r. Stopa dywidendy według kursu zamknięcia z dnia 24 maja wynosi 3,6 proc.

Dzień dywidendy został wyznaczony na 10 czerwca, a to oznacza, że aby nabyć prawo do dywidendy, należy zakupić akcje spółki do dnia 6 czerwca. Zgodnie z przyjętą przez spółkę polityką dywidendową, jej zarząd będzie przedstawiał walnemu zgromadzeniu rekomendację oraz propozycję podziału zysku netto wypracowanego za dany rok obrotowy, a wielkość dywidendy będzie zależeć od zysku, który B-Act osiągnie w danym roku.

Cieszymy się, że udało nam się dopełnić formalności i będziemy mogli podzielić się z naszymi akcjonariuszami zyskiem wypracowanym w 2023 roku. Wypłata dywidendy to dowód solidnych wyników naszej pracy i zaangażowania całego zespołu. Jesteśmy przekonani, że konsekwentna realizacja naszej strategii oraz dalszy rozwój przyczynią się do jeszcze lepszych rezultatów w przyszłości, a co za tym idzie, dalszych korzyści dla naszych inwestorów – mówi Adam Białachowski, prezes zarządu B-Act SA.

B-Act w obecnym roku podpisał już cztery kontrakty związane z sektorem energetycznym, militarnym czy industrialnym, z których łączenie może otrzymać wynagrodzenie do 42 mln PLN brutto. Zarząd spółki przewiduje, że już niedługo będzie mógł poinformować rynek o kolejnych kontraktach oraz nowych współpracach.

Jesteśmy zadowoleni z naszej pracy wykonanej w tym roku. Podpisaliśmy do tej pory cztery kontrakty oraz stale prowadzimy rozmowy odnośnie nowych projektów. Właśnie rozpoczynamy realizację nowo podpisanych umów, co w krótkim okresie może wpłynąć na pogorszenie wyników i rentowności, jednak jest to naturalne zjawisko. Jesteśmy pełni optymizmu, co do przyszłości i mamy nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli podzielić się z rynkiem kolejnymi sukcesami oraz nowymi perspektywami współpracy – dodaje Adam Białachowski.

Raport roczny PTWP za 2023 rok z opóźnieniem

PTWP, w związku z ubieganiem się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji Emitenta do obrotu na rynku regulowanym oraz w związku z opublikowanym Prospektem, musi przekazać skonsolidowane sprawozdanie finansowe za 2023 r. zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości (MSR). Podjęcie uchwały przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie w tym zakresie nastąpi 6 czerwca 2024 r. – co w konsekwencji sprawi, że opublikowanie raportu rocznego będzie możliwe dopiero 12 czerwca br., zamiast pierwotnie zakładanego 31 maja br. Oznacza to incydentalne naruszenie obowiązku informacyjnego wynikającego z Regulaminu ASO i w konsekwencji należy spodziewać się tymczasowego zawieszenia notowań Spółki do czasu publikacji raportu rocznego.

Pierwotnie Spółka zakładała, że raport roczny za 2023 r. zostanie opublikowany 31 maja br. W związku jednak z publikacją Prospektu przed terminem raportu rocznego, kolejne opublikowane skonsolidowane sprawozdanie finansowe musi być opublikowane zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF)/ Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości (MSR). Zmiana raportowania Grupy za 2023 r. na Międzynarodowe Standardy Rachunkowości wymaga zgody Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy PTWP. Właśnie w tym przedmiocie zostało zwołane Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki, które odbędzie się 6 czerwca 2024 r.

Przyjęty plan przejścia na międzynarodowe standardy raportowania wymaga uchwały akcjonariuszy PTWP. W związku z tym raport roczny w MSSF za 2023 r. będziemy mogli przekazać w środę 12 czerwca br. Spodziewamy się tymczasowego zawieszenia obrotu akcjami Spółki. Przyjęliśmy plan działań, który ma zminimalizować czas potencjalnego tymczasowego zawieszenia obrotu akcjami, do czasu opublikowania raportu rocznego, tj. do 12 czerwca.  – mówi prezes Grupy PTWP

Wyniki Grupy PTWP za IV kwartały 2023 r. oraz narastająco zostały opublikowane 14 lutego br. w okresowym raporcie kwartalnym. Grupa utrzymała wysoki poziom przychodów w całym 2023 r. i narastająco po czterech kwartałach Grupa zaraportowała 87,6 mln zł przychodów netto (wzrost o 2 proc. rdr.). Pozwoliło to wypracować 7,3 mln zł EBITDA oraz 6,7 mln zł zysku brutto.

Grupa PTWP jest na ostatniej prostej przeniesienia notowań na Główny Rynek GPW. Pod koniec kwietnia Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt PTWP i spółka jest na etapie przygotowywania wniosku o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym GPW. Tymczasowe zawieszenie notowań nie będzie wpływać na termin oficjalnego przejścia na Rynek Główny. Spółka planuje złożyć wniosek o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym po publikacji raportu rocznego. Szczegółowe informacje w tym zakresie będą przekazywane przez Emitenta w formie raportów bieżących, zgodnie z obowiązującymi przepisami.

PAD RES inwestuje w kolejne dwie farmy fotowoltaiczne o łącznej mocy 95 MW

PAD RES, polski deweloper, który specjalizuje się w projektach związanych z energią odnawialną, zrealizuje dwie farmy fotowoltaiczne ​​o łącznej mocy 95 MW. Inwestycje zlokalizowane są w województwie lubuskim, a farmy pokryją zapotrzebowanie na energię elektryczną około 50 tys. gospodarstw domowych.

W marcu bieżącego roku deweloper nabył dwa projekty farm PV zlokalizowane w województwie lubuskim. Pierwszy z nich był przygotowywany przez spółkę WESTSONNE. Inwestycja będzie realizowana w okolicach miejscowości Stary Dworek w gminie Bledzew w powiecie międzyrzeckim. Farma PV będzie zajmowała powierzchnię ok. 70 ha, a jej łączna moc przyłączeniowa to 45 MW, z mocą zainstalowaną około 60 MW. Budowa projektu jest planowana na przełomie 2025 i 2026 roku.

PAD RES przejęło również prawa do projektu PV zlokalizowanego w miejscowości Raków w gminie Świebodzin. Grupa współpracowała przy przygotowaniu tego projektu z lokalnym deweloperem OZE firmą Frankiewicz Energy. Inwestycja zajmie powierzchnię do 75 ha, a jej łączna moc przyłączeniowa wyniesie 50 MW, z możliwą mocą zainstalowaną do 65 MW. Budowa farmy rozpocznie się na początku 2026 roku.

Z ogromną radością ogłaszamy rozszerzenie naszego portfela projektów o dwie nowe instalacje PV. To kolejny krok w kierunku aktywnego uczestnictwa w zielonej transformacji sektora energetycznego. Dzięki tym projektom nie tylko zwiększamy dostępność czystej energii, ale także umacniamy naszą pozycję jako lidera w branży OZE – dodaje Michał Zbrojski, Dyrektor Akwizycji w PAD RES.

Planowane oddanie obu instalacji do użytkowania przypada na rok 2027 roku.

Wynagrodzenia kluczowym czynnikiem na polskim rynku pracy – oczekiwania rosną szybciej niż wysokość płac

Dostosowanie się rynku pracy do dynamicznego rozwoju biznesu to nie lada wyzwanie dla pracodawców i pracowników. Szczególnie gdy ich oczekiwania co do miejsca pracy nie są zawsze zbieżne. Opracowany przez firmę rekrutacyjną PageGroup raport Talent Trends 2024, będący najbardziej kompleksową analizą talentów na świecie, pokazuje, że dla 70% polskich kandydatów to wciąż wynagrodzenia są najbardziej istotne przy zmianie pracy, a ich oczekiwania finansowe rosną szybciej niż wysokość płac. W Europie odsetek ten wynosi 53%. Niezależnie od lokalizacji, na drugim miejscu pod względem priorytetów znajduje się work-life balance.

Polski rynek pracy, podobnie jak europejski, boryka się obecnie z wieloma wyzwaniami. Zgodnie z danymi badania Talent Trends 2024, jednym z największych jest rozbieżność oczekiwań między pracodawcami a pracownikami ujawniająca się m.in na przykładzie modelu pracy – mimo masowych powrotów do biur, kandydaci wciąż szukają pracy hybrydowej. Do innych kluczowych zjawisk należy budowanie prawdziwie inkluzywnych miejsc pracy, których oczekują pracownicy. Rynek pracy czekają również istotne zmiany związane z rozwojem sztucznej inteligencji – adaptacja do nowych warunków trwa.

Wysokość wynagrodzenia na pierwszym miejscu

Według raportu Talent Trends 2024 wynagrodzenie jest zdecydowanie najważniejszym czynnikiem w przyciąganiu i zatrzymywaniu talentów w organizacji. Stawka wyższa niż w obecnej roli to dla 70% respondentów z Polski kluczowy aspekt decydujący o przyjęciu lub rozważeniu nowej oferty pracy. W ujęciu europejskim zdecydowanie mniej, bo ponad połowa badanych podziela powyższe zdanie – wciąż jednak stawiają na pierwszym miejscu wynagrodzenie. Istotnej różnicy nie widać natomiast pod względem zadowolenia z dotychczasowych zarobków. Zarówno Polacy, jak i Europejczycy są usatysfakcjonowani w około 60% z otrzymywanego wynagrodzenia.

Dążenie pracowników do podwyższania wynagrodzenia w nowych rolach zderza się z ograniczeniami budżetowymi firm, które są skutkiem sytuacji ekonomicznej na rynku. Najważniejsze jest więc znalezienie równowagi pomiędzy tym, czego szukają pracownicy, a tym, na co pozwalają możliwości finansowe organizacji – mówi Marcin Fleszar, Dyrektor w Michael Page Katowice.

Równowaga jest priorytetem

Drugim z czynników stanowiących najważniejszy aspekt zadowolenia z pracy, zarówno w Polsce, jak i w Europie, jest zachowanie work-life balance. Odpowiednio 45% i 50% ankietowanych potwierdziło, że równowaga ta jest dla nich kluczowa. Znaczenie tego czynnika potwierdza też fakt, że 42% polskich kandydatów jest skłonnych odmówić awansu w celu utrzymania dobrego samopoczucia. To jednak wciąż jeden z najniższych odsetków w Europie, gdzie średnia wynosi aż 57%.

Dążenie do stawiania zdrowia psychicznego i wolnego czasu ponad karierę zawodową to istotna cecha współczesnych pracowników. Elastyczność rozumiana m.in. jako dostosowanie godzin pracy, praca hybrydowa lub w pełni zdalna stała się już standardem – dodaje Marcin Fleszar.

Początek wprowadzania kultury otwartości

Rynek pracy jest wciąż na początku drogi w kwestii wdrażania różnorodności, równości i inkluzywności (DE&I). W Polsce tylko trzech na dziesięciu kandydatów (32%) czuje, że może być autentycznym sobą w miejscu pracy. W Europie odsetek ten wynosi nieco więcej – 37%. Ponadto zaledwie 14% polskich respondentów uważa, że ich organizacja jest inkluzywna. Taką odpowiedź wybrało 23% europejskich badanych. Dyskryminacja w miejscu pracy stanowi jeden z najważniejszych problemów w skali światowej. Tylko około 30% osób borykających się z tym problemem decyduje się na zgłoszenie tego faktu, co świadczy o potrzebie lepszych struktur wsparcia w firmach.

Przedsiębiorstwa muszą przejść od deklaracji do konkretnych działań, których efekty będą mierzone i transparentnie komunikowane zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz organizacji. Różnorodność, równość i inkluzywność to nie tylko kwestia sprawiedliwości społecznej, ale także kluczowy element budowania zaangażowanych i innowacyjnych zespołów, które przynoszą korzyści biznesowe – mówi Konrad Michałek, Senior Director, Head of Warsaw Office w Michael Page.

W obliczu rewolucji AI

Rozwój sztucznej inteligencji determinuje zmiany na rynku pracy, a w szczególności dotyczące sposobu, w jaki tę pracę wykonujemy oraz przekształca ścieżki kariery zawodowej. Aktualnie 27% osób w Polsce używa AI w obecnej roli, w czym wyprzedzamy Europę (23%). Co więcej, 54% polskich ankietowanych uważa, że sztuczna inteligencja w miejscu pracy wpłynie na ich długoterminowe plany zawodowe. Jeśli chodzi o dane europejskie, odpowiedź tę wybrało 49% badanych.

Nie jest tajemnicą, że rozwój sztucznej inteligencji może znacząco zmienić rynek pracy i ścieżki zawodowe wielu osób. Aby w pełni wykorzystać potencjał AI, firmy muszą inwestować w edukację i rozwój swoich pracowników oraz promować odpowiedzialne i etyczne wykorzystanie technologii. Tylko w ten sposób można osiągnąć trwałe korzyści z tej transformacji – podsumowuje Konrad Michałek.

Punkt odniesienia, do którego możesz wracać

Tegoroczny raport Talent Trends został wzbogacony o interaktywne narzędzie analityczne dostępne online, które umożliwia dogłębną eksplorację danych z raportu oraz szybkie i przejrzyste wyciąganie wniosków. Pracodawcy mogą wykorzystać te wnioski do budowania lub poprawy m.in. kultury wewnątrzorganizacyjnej w swojej firmie. Narzędzie zapewnia dostęp do informacji o tym, jak pracownicy naprawdę czują się w miejscu pracy, uwzględniając takie czynniki jak lojalność wobec firmy, oczekiwania płacowe, elastyczność pracy i zdrowie psychiczne – mówi Natalia Żurawska, Head of Marketing w Michael Page.

Dzięki internetowemu narzędziu analitycznemu można wyszukać szereg złożonych danych według własnych preferencji – wybierając dowolne dwa filtry, w różnych krajach, regionach, branżach lub rolach zawodowych. Narzędzie będzie regularnie aktualizowane o kolejne informacje rynkowe.

Metodologia

Wszystkie dane, o ile nie wskazano w raporcie inaczej, pochodzą z ankiety internetowej przeprowadzonej przez PageGroup i UNLIMITED. Badaniu poddano blisko 50 000 respondentów z całego świata, w tym ponad 16 000 z Europy i 530 z Polski. Badanie ankietowe przeprowadzono między 26 listopada a 11 grudnia 2023 r.

Xiaomi Corporation ogłosiła wyniki finansowe za Q1 2024

Skorygowany zysk netto Xiaomi za 1. kwartał 2024 r. podwoił się rok do roku do 6,5 mld RMB. Firma weszła na ścieżkę solidnego wzrostu, napędzanego przez liczne gałęzie przemysłu.

Xiaomi Corporation ogłosiła swoje niezaudytowane skonsolidowane wyniki za trzy miesiące zakończone 31 marca 2024 r., przy czym kwartalne przychody odnotowały dwucyfrowy wzrost rok do roku przez dwa kolejne kwartały. W tym okresie łączne przychody firmy wyniosły 75,5 mld RMB, co oznacza wzrost o 27% rok do roku. Skorygowany zysk netto osiągnął rekordowy poziom, wzrastając o 100,8% r/r do 6,5 mld RMB. Obejmowało to 2,3 mld RMB wydatków związanych z działalnością w zakresie inteligentnych pojazdów elektrycznych i innymi nowymi inicjatywami, sygnalizującymi przyspieszony wzrost. Dzięki skutecznej realizacji podstawowej strategii operacyjnej „podwójnego nacisku na skalę i rentowność”, w pierwszym kwartale 2024 r. marża zysku brutto Xiaomi osiągnęła 22,3% na poziomie grupy Xiaomi, co oznacza wzrost o 2,8 punktu procentowego rok do roku. Grupa sumiennie realizowała swoje strategie operacyjne, napędzając dwucyfrowy wzrost przychodów w pierwszym kwartale w swoich trzech podstawowych obszarach działalności – smartfonach, produktach IoT i lifestyle’owych oraz usługach internetowych. Liczne czynniki wzrostu Xiaomi, w połączeniu z dobrymi wynikami działalności w zakresie inteligentnych pojazdów elektrycznych, sprawiły, że wyniki firmy znacznie przekroczyły szacunki rynkowe.

Rentowność głównych biznesów Xiaomi pozostaje solidna w dłuższej perspektywie, co ułatwia silne wsparcie dla innowacji technologicznych i rozwoju biznesu inteligentnych pojazdów elektrycznych. Na dzień 31 marca 2024 r. zaplecze finansowe grupy Xiaomi osiągnęło poziom 127,3 mld RMB. Wydatki na badania i rozwój w pierwszym kwartale wyniosły 5,2 mld RMB, co oznacza wzrost o 25,4% rok do roku, dzięki licznym przełomom technologicznym, w szczególności w zakresie inteligentnych technologii pojazdów elektrycznych.

Strategia premiumizacji opłaca się przy rosnącej ASP smartfonów

Dzięki strategiom globalizacji i premiumizacji, światowe dostawy smartfonów Xiaomi wzrosły o 33,7% rok do roku do 40,6 mln sztuk w tym okresie, odnotowując wzrost rok do roku przez trzy kolejne kwartały. Przychody ze sprzedaży smartfonów wzrosły czwarty kwartał z rzędu, osiągając poziom 46,5 mld RMB. Według Canalys, Xiaomi utrzymało się w pierwszej trójce rankingu globalnej sprzedaży smartfonów przez 15 kolejnych kwartałów, z 13,8% udziałem w rynku w pierwszym kwartale.

Rentowność branży smartfonów nadal się poprawiała, a marża zysku brutto w pierwszym kwartale osiągnęła 14,8%, co oznacza wzrost o 3,6 punktu procentowego rok do roku. Grupa nadal czyniła postępy w segmentach cenowych premium. Według danych zewnętrznych, udział Xiaomi w rynku sprzedaży smartfonów w segmencie cenowym od 5000 do 6000 RMB w Chinach kontynentalnych osiągnął w tym okresie 10,1%, co oznacza wzrost o 5,8 punktu procentowego rok do roku. Odsetek globalnych dostaw smartfonów premium również osiągnął nowy rekord w pierwszym kwartale, stanowiąc 21,7% wszystkich dostaw smartfonów, co oznacza wzrost o 1,4 punktu procentowego rok do roku.

Globalna ekspansja Xiaomi opłaciła się, przynosząc solidny wzrost na kluczowych rynkach na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji Południowo-Wschodniej. Według Canalys, w pierwszym kwartale 2024 r. dostawy smartfonów Grupy znalazły się w pierwszej trójce w 56 krajach i regionach na całym świecie oraz w pierwszej piątce w 67 krajach i regionach na całym świecie. W porównaniu z ubiegłym rokiem Xiaomi znalazło się w pierwszej trójce na 51 rynkach i w pierwszej piątce na 65 rynkach. Przewaga konkurencyjna Grupy na tych rynkach uległa dalszemu wzmocnieniu.

Marża biznesowa IoT osiągnęła rekordowy poziom dzięki inteligentnym dużym urządzeniom domowym wykazującym silną dynamikę

W tym okresie produkty IoT i lifestyle osiągnęły historycznie wysoki poziom, a przychody wzrosły o 21,0% r/r do 20,4 mld RMB. Marża zysku brutto wzrosła o 4,1 punktu procentowego rok do roku do 19,9%, osiągając rekordowy poziom. Xiaomi umocniło swoją wiodącą pozycję w kategoriach produktów IoT.

Wykorzystując swoją międzynarodową rozpoznawalność oraz szerokie portfolio produktów, przychody Xiaomi z inteligentnych dużych urządzeń domowych wzrosły o ponad 46% rok do roku, a wielkość sprzedaży utrzymała silny wzrost. W ciągu kwartału dostawy klimatyzatorów przekroczyły 690 000 sztuk, co oznacza wzrost o 63%; dostawy lodówek przekroczyły 530 000 sztuk, co oznacza wzrost o 52%; a dostawy pralek przekroczyły 360 000 sztuk, co oznacza wzrost o 47%, wszystkie w ujęciu rok do roku. Kategoria telewizorów premium Xiaomi również podlegała ciągłym ulepszeniom.

Dynamika wzrostu we wszystkich kategoriach produktów pozostała silna. Według IDC, globalne dostawy tabletów Xiaomi wzrosły o 93% rok do roku. Ponadto Xiaomi poczyniło znaczne postępy w dziedzinie urządzeń do noszenia. Według Canalys, dostawy słuchawek dousznych TWS zajęły 1. miejsce w Chinach kontynentalnych i wzrosły do 2. miejsca na świecie.

Solidny wzrost usług internetowych napędza globalną ekspansję

W tym okresie usługi internetowe utrzymały solidny wzrost, a przychody osiągnęły rekordowy poziom 8,0 mld RMB, co stanowi wzrost o 14,5% rok do roku. Marża zysku brutto usług internetowych osiągnęła 74,2%. MAU Grupy na całym świecie i w Chinach kontynentalnych osiągnęły rekordowe poziomy. W marcu 2024 r. globalny MAU osiągnął 658,1 mln, co oznacza wzrost o 10,6% rok do roku, podczas gdy MAU w Chinach kontynentalnych osiągnął 160,4 mln, co oznacza wzrost o 9,7% rok do roku.

Xiaomi aktywnie umacnia globalne partnerstwa. W pierwszym kwartale przychody z zagranicznych usług internetowych osiągnęły 2,5 mld RMB, osiągając rekordowy poziom i stanowiąc 31,2% całkowitych przychodów z usług internetowych.

Skalowanie produkcji pojazdów elektrycznych w celu dostarczenia ponad 100 000 nowych pojazdów do 2024 r.

Debiut inteligentnego pojazdu elektrycznego Xiaomi wywołał ogromny entuzjazm wśród użytkowników, szybko stając się nowym motorem wzrostu. Pierwszy inteligentny pojazd elektryczny Xiaomi, seria Xiaomi SU7, został oficjalnie zaprezentowany 28 marca 2024 r., uzupełniając ogólny układ strategii Grupy „Człowiek × Samochód × Dom”. Seria Xiaomi SU7, pozycjonowana jako „pełnowymiarowy, wysokowydajny, ekologiczny sedan”, obejmuje trzy modele, których ceny zaczynają się od 215 900 RMB. Do 30 kwietnia łączna liczba zablokowanych zamówień na serię Xiaomi SU7 wyniosła 88 063 pojazdy. Od godziny 10:00 czasu pekińskiego w dniu 15 maja skumulowane dostawy osiągnęły 10 000 pojazdów, ustanawiając nowy rekord w branży pod względem szybkości dostaw debiutanckiego modelu samochodu nowej marki.

Wysokie wyniki serii SU7 Xiaomi przekroczyły oczekiwania rynku. W wyniku wysokiego poziomu zainteresowania konsumentów Grupa wyznaczyła cel ponad 100 000 dostaw nowych pojazdów na 2024 r., pokazując swoje zaufanie do konkurencyjności i zdolności produkcyjnych tej serii. Xiaomi intensyfikuje wysiłki na rzecz zwiększenia mocy produkcyjnych, rozpoczynając w czerwcu produkcję dwuzmianową w celu zapewnienia terminowych dostaw oraz rozbudowy sieci sprzedaży i serwisu. Grupa planuje, że do końca 2024 roku jej sieć sprzedaży i usług obejmie 219 salonów sprzedaży w 46 miastach oraz 143 centra serwisowe w 86 miastach.

Jako firma technologiczna wkraczająca do branży produkcji pojazdów elektrycznych, Xiaomi dąży do integracji inteligentnych funkcji. Grupa jest mocno zaangażowana w realizację swojego nowego celu na lata 2020-2030, którym jest inwestowanie w podstawowe technologie i stanie się globalnym liderem w rozwijającej się dziedzinie najnowocześniejszych technologii. W pierwszym kwartale 2024 r. wydatki na badania i rozwój wyniosły 5,2 mld RMB, co oznacza wzrost o 25,4% rok do roku. Xiaomi poczyniło znaczne postępy w technologii inteligentnych pojazdów elektrycznych, co stanowi podstawę ciągłego rozwoju inteligentnych pojazdów elektrycznych.

W przypadku Xiaomi Pilot Autonomous Driving, Xiaomi pozostaje zaangażowane w badania i rozwój własnych technologii. Wykorzystując zaawansowane ramy, które zawierają najnowocześniejsze algorytmy, takie jak Road-Mapping Foundational Model, Super-Res Occupancy Network Technology i Adaptive BEV Technology, Xiaomi dokonało przełomu dzięki pierwszej masowej produkcji kompleksowej technologii modelu AI w Chinach kontynentalnych. Zespół autonomicznej jazdy Xiaomi może pochwalić się ponad 1000 wykwalifikowanych specjalistów, z planem rozszerzenia zespołu do 1500 i 2000 odpowiednio w 2024 i 2025 roku. Usługa City Navigate on Autopilot (NOA) w Xiaomi Pilot Max ma zostać wdrożona w 10 miastach w Chinach kontynentalnych do końca maja 2024 r., a w całym kraju do sierpnia 2024 r.

Cyber_Folks wypłaci rekordową dywidendę

cyber_Folks wypłaci najwyższą w historii dywidendę dla akcjonariuszy. Walne Zgromadzenie podjęło decyzję o dystrybucji do akcjonariuszy całego jednostkowego zysku za 2023 r., który wyniósł 28 mln zł, w tym wypłatę dywidendy w wysokości 21,2 mln zł oraz skup akcji własnych o wartości 6,8 mln zł. Dywidenda przypadająca na jedną akcję ma wynieść 1,50 zł. To ponad 60 proc. wzrost w porównaniu do ubiegłorocznej dywidendy. Proponowany skup akcji związany jest z realizacją istniejącego programu ESOP i może objąć nie więcej niż 42 500 akcji po cenie nie wyższej niż 160 zł.

cyber_Folks regularnie dzieli się zyskiem z inwestorami. W 2023 roku akcjonariusze otrzymali łącznie 13,1 mln zł – w formie dywidendy w wysokości 0,93 zł na jedną akcję. Wiele wskazuje na to, że w tym roku całkowita kwota dystrybucji do akcjonariuszy będzie ponad dwa razy większa.

– Doceniamy długofalowe zaangażowanie naszych akcjonariuszy. Tym razem wypłacimy rekordową dywidendę. Przeprowadzimy także skup akcji własnych, które potrwa do 30 września br. Od początku naszej obecności na GPW dzielimy się zyskiem z akcjonariuszami, to dla nas ważny wyznacznik, który pozwala budować długoterminowe zaufanie i relacje z naszymi interesariuszami – mówi Jakub Dwernicki, prezes zarządu cyber_Folks.

Walne Zgromadzenie podjęło decyzję o wypłacie 21,2 mln zł na dywidendę, co oznacza 1,50 zł za jedną akcję. Natomiast pozostała część jednostkowego zysku netto za 2023 rok, w kwocie, 6,8 mln zł, została przeznaczona na skup nie więcej niż 42 500 akcji po cenie nie wyższej niż 160 zł. Zakupione przez spółkę akcje przeznaczone zostaną głównie pod realizację istniejącego programu ESOP

– Osiągamy rekordowe wyniki, które  pozwalają nam dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Budowa relacji z zaangażowanymi inwestorami jest kluczowa dla naszej spółki. Stabilny akcjonariat wspiera nas w budowie dynamicznego biznesu. Dotychczasowy spadek poziomu zadłużenia oraz planowane wpływy ze sprzedaży udziałów Profitroom, z której po uwzględnieniu kosztów transakcyjnych oraz podatku, powinniśmy otrzymać ok. 83 mln zł wpływów netto, dają nam duży komfort do pełnej dystrybucji zysków jednostkowych za rok 2023 do akcjonariuszy. Rekomendowana dywidenda jest zgodna z przyjętą przez nas polityką dywidendową, która pozostanie niezmieniona. W kolejnych latach dywidenda powinna być coraz wyższa – dodaje Robert Stasik, wiceprezes cyber_Folks.

Grupa cyber_Folks wypracowała ponad 24 mln zł zysku netto wypracowała w I kwartale br. Od stycznia do marca br. skonsolidowane przychody netto wyniosły przeszło 144 mln zł (30 proc. wzrost r/r), a skorygowana EBITDA prawie 40 mln zł (26 proc. wzrost r/r). Bardzo dobre wyniki znajdują odzwierciedlenie w pozycji gotówkowej Grupy, która umożliwia rekordową dystrybucję zysku do akcjonariuszy oraz otwiera potencjał przejęć o wartości nawet 1 mld zł.

Jak wygląda rynek powierzchni biurowej w regionach po pierwszym kwartale 2024r.?

Podsumowanie wolumenu nowoczesnych zasobów biurowych, nowych obiektów oddanych do użytku, ilości transakcji najmu oraz liczby pustostanów wskazuje na ostrożną aktywność na rynku biurowym w regionach – takie wnioski płyną z raportu „At A Glance – rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych w I kwartale 2024 roku” przygotowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland.

Regiony przebiją rynek warszawski

Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku na największych ośmiu regionalnych rynkach biurowych w Polsce deweloperzy oddali, w ramach dwóch inwestycji, jedynie 31 tys. m kw., co pozwoliło na powiększenie całkowitych zasobów sektora do poziomu 6,7 mln m kw. W Krakowie, drugim po Warszawie największym rynku biurowym w Polsce, oddano Brain Park C (Echo Investment, 13 tys. m kw.), a w trzecim – we Wrocławiu, nowoczesna powierzchnia biurowa powiększyła się o Quorum Office Park A (Cavatina Holding, 18 tys. m kw.)

Zgodnie z zapowiedziami deweloperów więcej powierzchni biurowej w perspektywie kolejnych kwartałów ma zostać oddane do użytkowania w miastach regionalnych. Do końca 2026 roku w Warszawie przybędzie 280 tys. m kw. nowej powierzchni, a w regionach prognozy nowej podaży zostaną zrealizowane w wysokości ok. 335 tys. m kw. Dalszy wpływ na decyzje o ewentualnej budowie czy rozbudowie projektów biurowych będzie uwarunkowany popytem i sytuacją makroekonomiczną.

Niski poziom najmu

Początek roku pokazuje jednak, że wskaźnik popytu obniża się. Całkowity wolumen transakcji najmu w pierwszym kwartale 2024 roku wyniósł prawie 140 tys. m kw., co jest wynikiem o 36% gorszym względem ubiegłego kwartału oraz o 17% gorszym względem analogicznego kwartału w poprzednim roku. W okresie styczeń – marzec 2024 r. najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte w Krakowie (44 tys. m kw.), Wrocławiu (25 tys. m kw.) oraz Poznaniu (24 tys. m kw.)

W strukturze popytu, wskaźnik nowych umów zrównał się z poziomem umów zawartych w ramach odnowień.

W latach 2022-2023 najemcy, w obliczu wysokich kosztów relokacji i aranżacji wnętrz, jak i niepewnej sytuacji gospodarczej, w znacznej mierze odnawiali aktualnie trwające umowy. W okresie styczeń – marzec 2024 r. udział nowych umów i odnowienia dotychczasowych kontraktów był niemal równy i wyniósł po ok 47%. Cztery z pięciu największych transakcji w tym okresie dotyczyło właśnie odnowienia istniejących kontraktów – wskazuje Ewa Nicewicz, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Ze względu na znaczną ilość powierzchni biurowej dostępnej w budynkach istniejących, jak i będących w budowie, autorzy raportu przewidują, że stawki czynszowe w najbliższych kwartałach pozostaną na dotychczasowym poziomie tj. 16-17 Euro/m kw. za miesiąc.

Powierzchnia dostępna od zaraz

W pierwszym kwartale 2024 roku regionalne rynki biurowe nadal notują rekordy, jeśli chodzi o poziom wakatów w istniejących biurowcach. Na koniec marca 2024 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia oferowane było około 1,19 mln m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 17,8%. Daje to wzrost o 0,3 p.p. względem poprzedniego kwartału oraz wzrost o 1,9 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku.

Najwyższy wskaźnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Łodzi – 21,3%, a najniższy w Szczecinie – 5,5%. Jednak jak przewidują eksperci BNP Paribas Real Estate Poland, wraz z ograniczeniem aktywności deweloperów i mniejszej ilości nowych projektów biurowych w regionach, do końca 2024 roku prognozowany jest spadek pustostanów.

4-dniowy tydzień pracy na horyzoncie

Jednym z czynników warunkujących kształt powierzchni biurowej w regionach może mieć zmiana modelu na 4-dniowy tydzień pracy. Już teraz pojawiają się pierwsze firmy, które wprowadzają pilotażowo lub na stałe to rozwiązanie. Przykładem jest Herbapol, która od 1 stycznia 2025 roku zapowiedziała całkowite wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy dla wszystkich pracowników. Czy takie rozwiązanie jest możliwe w całym kraju?

Według szacunków Eurostatu zajmujemy drugie miejsce w Unii Europejskiej pod względem liczby przepracowanych godzin w tygodniu ze średnią 40,4 godz. Polki i Polacy są jednym z tych społeczeństw Europy, które najdłużej pracują, jednak nie zawsze przekłada się to na efektywność pracy. Jak wynika z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, skrócenie czasu pracy o 20% w skali tygodnia bez utraty wynagrodzenia doprowadziło do spadku poziomu stresu, zwiększenia lojalności pracowników wobec pracodawcy oraz wyraźnie poprawiło równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Nie wpłynęło natomiast na pogorszenie wydajności pracy – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Perspektywa 4-dniowego tygodnia pracy może budzić jednak obawy ze strony pracodawców i państwa ze względu na wyniki konkurencyjności i produktywności Polski względem innych krajów Zachodniej Europy.

Polski rynek magazynowy w I kwartale 2024 roku: spadek popytu, stabilizacja podaży i czynszów

Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, I kwartał stanął pod znakiem niższego popytu na rynku magazynowym. Warto jednak zauważyć, że pomimo dwucyfrowej korekty Polska pozostaje jednym z najaktywniejszych sektorów w Europie. Stabilizuje się również poziom aktywności deweloperskiej, choć prognozowana na ten rok nowa podaż może osiągnąć czwarty najwyższy wynik w historii polskiego rynku magazynów.

POPYT: POLSKI RYNEK JEDNYM Z NAJAKTYWNIESZYCH W EUROPIE, POMIMO SPADKU O 25%

W I kwartale najemcy podpisali umowy najmu na ponad 870 000 mkw. powierzchni przemysłowej, co oznacza znaczący spadek aktywności o 25% r/r i najniższy poziom popytu od II kwartału 2019 roku. Należy jednak podkreślić, że dwucyfrowa, bo 22-procentowa korekta popytu została odnotowana w skali całej Europy, a polski rynek, pomimo gorszego niż w poprzednich latach wyniku, pozostaje jednym z najaktywniejszych na Starym Kontynencie, tłumaczy Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Głównym wyzwaniem w ostatnim czasie, i nie dotyczy to tylko rynku magazynowego, było spowolnienie gospodarcze oraz wzrost kosztów operacyjnych, dlatego strategie wielu firm skupiały się na optymalizacji bieżącej działalności operacyjnej.

Szczególnie niepokojący w tym kontekście był spadek aktywności firm z sektora logistycznego, a więc kluczowej grupy najemców generującej zwykle 30-40% wolumenu transakcji najmu. Dane z ostatnich sześciu miesięcy wskazują bowiem na znacznie niższy, bo 20-procentowy udział tej branży w popycie. Obecnie obserwujemy jednak oznaki wzrostu jej aktywności, czego efekty na rynku magazynowym widoczne będą z kilkumiesięcznym opóźnieniem, dodaje Damian Kołata.

Korzystne tendencje widoczne są w branży handlowej, na którą pozytywnie wpływa przyśpieszenie sprzedaży detalicznej oraz rozwój e-commerce. To z kolei generuje wciąż wysoki popyt zgłaszany przez firmy kurierskie oraz branżę opakowań. Pomimo słabszej dynamiki przemysłu, aktywne w I kwartale pozostały firmy z branży motoryzacyjnej i produkcyjnej. Kolejne kwartały powinny przynieść poprawę nastrojów, jednakże powtórzenie wyniku popytu z ubiegłego roku (5,58 mln mkw.) wydaje się mało prawdopodobne.

PODAŻ: PRAWIE 10-LETNI OKRES DWUCYFROWYCH WZROSTÓW DOBIEGŁ KOŃCA

Na koniec I kwartału 2024 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły poziom 32,7 mln mkw., co oznacza wzrost o 9,5% r/r. W strukturze regionalnej zasobów silną pozycję utrzymało pięć największych rynków wojewódzkich, czyli mazowiecki, śląski, łódzki, dolnośląski i wielkopolski, które odpowiadały za 75% całkowitej podaży.

W okresie od stycznia do końca marca deweloperzy ukończyli ponad 850 000 mkw., z czego 86% dotyczyło czterech rynków – dolnośląskiego, pomorskiego, wielkopolskiego i mazowieckiego, gdzie dostarczono odpowiednio 32%, 20%, 19% i 15% powierzchni, komentuje Adrian Semaan, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Największe zrealizowane w I kwartale inwestycje to Panattoni Park Poznań A2 (140 000 mkw., w tym 60 000 mkw. dla firmy H&M), drugi etap Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (90 000 mkw.) i kolejny etap GLP Wrocław V Logistics Centre (86 000 mkw.) z przeznaczeniem dla międzynarodowej firmy z branży e-commerce.

W trakcie realizacji znajdują się projekty o łącznej powierzchni około 2,32 mln mkw., co pokazuje, że poziom aktywności deweloperskiej jest nieznacznie niższy niż w ubiegłym kwartale. Mimo to szacowana nowa podaż w 2024 roku może wynieść 2,9 mln mkw., co oznaczałoby czwarty najwyższy rezultat aktywności deweloperskiej w historii polskiego sektora magazynowego, dodaje Adrian Semaan.

Udział projektów realizowanych spekulacyjnie (niezabezpieczonych umowami najmu) nieznacznie się obniżył do 49% wobec 54% rok wcześniej. Najwięcej inwestycji nadal powstaje na pięciu głównych rynkach oraz w rejonie Gdańska i Krakowa.

Warto podkreślić, że wzrost aktywności deweloperskiej spodziewany jest również na mniejszych rynkach, takich jak bydgosko-toruński, szczeciński i rzeszowski. Nowych inwestycji brakuje z kolei na rynku lubuskim, co wynika z relatywnie dużej dostępności powierzchni magazynowej oraz obniżonej jeszcze aktywności najemców powiązanych z gospodarką niemiecką. W najbliższym czasie spodziewamy się natomiast spadku wolumenu nowych projektów na takich na rynkach, jak dolnośląski czy łódzki, – mówi Damian Kołata.

CZYNSZE: WYSOKA PODAŻ WPŁYWA NA STABILIZACJĘ STAWEK

Współczynnik pustostanów znajduje się w trendzie wzrostowym od początku 2021 roku, gdy osiągnął historyczne minimum 3,3%, a obecnie wynosi 8,2%, co stanowi najwyższy poziom od września 2020 roku (8,5%). W I kwartale wolumen powierzchni niewynajętej wzrósł do 2,69 mln mkw., na co duży wpływ miała podaż – pod koniec marca 416 000 mkw. w ramach oddanych do użytku inwestycji pozostało niewynajęte. Ponadto najemcy zwolnili około 245 000 mkw. nie decydując się na przedłużenie umów.

W I kwartale absorpcja netto wyniosła blisko 520 000 mkw., co oznacza wzrost zajmowanej przez najemców powierzchni w tempie zbliżonym do średniej z lat 2017-2020, kiedy wyniosła ona 530 000 mkw., ale znacznie wolniejszym niż w latach 2021-2023, kiedy jej poziom oscylował na poziomie ponad 850 000 mkw., tłumaczy Adrian Semaan.

Miesięczne stawki bazowe czynszów utrzymały się na stabilnym poziomie 3,60-6,50 EUR/mkw. w przypadku parków logistycznych typu BIG-BOX oraz 5,10-7,25 EUR/mkw. dla magazynów miejskich. Miesięczne stawki efektywne wynoszą odpowiednio 2,70-6,20 EUR/mkw. oraz 4,70-6,50 EUR/mkw. Bieżące obserwacje wskazują na możliwą korektę czynszów na takich rynkach jak łódzki, dolnośląski i mazowiecki z uwagi na znaczący wzrost dostępności powierzchni magazynowej.

EY: Polska w dziesiątce krajów, które najbardziej zyskają na implementacji AI

Z analiz EY wynika, że szybkie tempo rozprzestrzeniania się sztucznej inteligencji będzie oznaczać wzrost aktywności gospodarczej w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat. Inwestycje kapitałowe i korzyści w zakresie produktywności mają wynieść od 1,2 do 2,4 bln dolarów dodatkowej wartości produkcji globalnej w ciągu dekady. Wśród beneficjentów AI znajdzie się także Polska, która może zyskać nawet 90 mld dolarów rocznie. Nasz kraj znalazł się na siódmym miejscu wśród gospodarek z UE, USA, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii o najwyższej rocznej zdolności produkcyjnej wytworzonej dzięki wsparciu tej technologii. Jak wskazuje raport Wired for AI opracowany przez EY i Liberty Global, sztuczna inteligencja pozwoli osiągnąć w Polsce wartość produkcyjną odpowiadającą pracy 4,9 mln osób.

O tym, jak wielkie nadzieje pokłada się w nowej technologii, świadczą ambitne cele Unii Europejskiej. Według unijnego raportu State of the Digital Decade Unia chce, aby do 2030 roku 75% przedsiębiorstw korzystało z usług przetwarzania w chmurze, dużych zbiorów danych i/lub sztucznej inteligencji. Póki co przedsiębiorstwa z UE pozostają jednak dalekie od przyjętego założenia. Bez dalszych inwestycji i zachęt cele nie zostaną osiągnięte, a do 2030 roku zaledwie 20% przedsiębiorstw będzie wspieranych przez AI. Mimo to nie ma najmniejszych wątpliwości – na świecie technologiczna rewolucja trwa w najlepsze, a sztuczna inteligencja znajduje się w jej centrum. Również w Polsce.

– O tym, jak duża transformacja czeka nas w najbliższych latach, zadecyduje kilka czynników. Kluczowa będzie otwartość firm na korzyści płynące ze sztucznej inteligencji, a także gotowość pracowników do podnoszenia swoich kompetencji cyfrowych. Dodatkowo niemałe znaczenie ma obecność w poszczególnych państwach wydajnej infrastruktury. Jednym z fundamentalnych zagadnień dla rozwoju AI pozostaje rozbudowa globalnej sieci 5G, która ma ogromny potencjał na przyspieszenie rozwoju światowej gospodarki. Dla Polski nie bez znaczenia jest odblokowanie unijnych środków z KPO i funduszu spójności – część z niemal 600 mld zł zostanie przeznaczona na finansowanie transformacji cyfrowej. Biznes powinien skupić się teraz na namierzeniu obszarów, w których nowa technologia najszybciej pomoże wygenerować korzyści finansowe i organizacyjne – komentuje Radosław Frańczak, Partner EY Polska, Lider obszaru Technology Consulting.

Konkretne korzyści dla gospodarki

Na szybkiej implementacji sztucznej inteligencji zyskają przedsiębiorstwa, a wraz z nimi cała gospodarka. Eksperci EY-Parthenon szacują, że inwestycje kapitałowe i korzyści płynące ze wzrostu produktywności mogą wynieść od 1,2 do 2,4 bln dolarów dodatkowej produkcji globalnej w ciągu dekady, co przekłada się na wzrost PKB o 1,5-2,5%. Największymi beneficjentami rozwoju sztucznej inteligencji będą Stany Zjednoczone, Chiny oraz Europa.

Raport Wired for AI podaje, że w Polsce niemal co drugie miejsce pracy (49%) zyska na wdrożeniu sztucznej inteligencji. Jednak tylko 32% z nich odniesie naprawdę odczuwalne korzyści. Jest to związane z odsetkiem stanowisk w naszym kraju, które mają do dyspozycji zaawansowane rozwiązania cyfrowe. Największe zyski są spodziewane w Luksemburgu, Wielkiej Brytanii i Islandii. Z krajów naszego regionu lepiej od Polski wypadają zaś Łotwa, Litwa i Estonia.

Z analiz EY i Liberty Global wynika, że wdrożenie AI w przedsiębiorstwach w Polsce można przyrównać do pracy 4,9 mln osób, co przełoży się na 90 mld dolarów dodatkowej wartości produkcyjnej rocznie. Innymi słowy, chodzi o sumę rocznych wynagrodzeń wirtualnych etatów, które zostaną obsadzone przez technologię. Taki rezultat plasuje nasz kraj na siódmym miejscu wśród dziesięciu, które mogą liczyć na największy wzrost wydajności związany z rozwojem sztucznej inteligencji. Pod uwagę brano obszar UE, Szwajcarię, USA i Wielką Brytanię. Najbardziej korzystne prognozy obejmują USA, Niemcy i Wielką Brytanię, w których implementacja AI oznaczać może kolejno 51, 13 oraz 9,8 mln „dodatkowych” stanowisk pracy. Choć za Polską plasują się trzy kraje – Holandia, Szwecja i Rumunia – tylko ostatni z nich przewyższymy spodziewaną dodatkową wartością produkcyjną, co wiąże się z niższymi pensjami nad Wisłą w porównaniu z Europą Zachodnią.

Rozległe wykorzystanie AI

Analizy EY-Parthenon wskazują, że globalnie 59% zawodów jest narażonych w wysokim lub umiarkowanym stopniu na wpływ AI, przy czym w gospodarkach rozwiniętych ten odsetek rośnie do 67%. Najwięcej powtarzalnych zadań opartych na danych spotyka się na takich stanowiskach, jak operator fabryk i systemów, fizyk, programista, inżynier oraz architekt. Sztuczna inteligencja może ich wesprzeć w analizie i monitorowaniu danych, planowaniu operacji, przeglądzie dokumentów, pracach projektowych i procesach kontroli bezpieczeństwa.

Co ważne, rola AI w zwiększaniu ludzkich umiejętności i wzroście produktywności zależy od danej dziedziny, odzwierciedlając ograniczenia tej technologii. W zbiorze 10 wybranych umiejętności programowanie i matematyka wykazują najwyższą korelację z możliwościami sztucznej inteligencji. Liczne sposoby wykorzystania AI sprawiają, że może stać się ona pomocnym narzędziem także dla kadry wyższego szczebla.

– Jest powszechnym poglądem, że sztuczna inteligencja jest niezwykle skuteczna w zwalnianiu pracowników z wykonywania monotonnych i czasochłonnych zadań, takich jak tłumaczenia, transkrypcje, kompilacje danych czy tworzenie podsumowań. Obecnie, w obliczu dynamicznego rozwoju i zdolności do szybkiego uczenia się z wykorzystaniem obszernych zbiorów informacji, AI okazuje się również nieoceniona w bardziej złożonych dziedzinach, na przykład w przetwarzaniu transakcji finansowych, zarządzaniu talentami w organizacji czy w rekrutacji. Działy HR coraz częściej wykorzystują sztuczną inteligencję do zarządzania dokumentacją i filtrowania aplikacji kandydatów, podczas gdy deweloperzy korzystają z nowatorskich technologii by przyspieszyć proces tworzenia oprogramowania. Ponadto, menedżerowie mogą polegać na AI w celu podjęcia bardziej świadomych decyzji dotyczących rozwoju swoich pracowników, korzystając z dogłębnych analiz opartych na zgromadzonych danych. Sztuczna inteligencja nieustannie ewoluuje, stając się wsparciem nie tylko w rutynowych zadaniach, ale i w tych wymagających specjalistycznej wiedzy i umiejętności, czekamy kiedy będzie też wspierała nas w „rozumieniu emocji – wyjaśnia Artur Miernik, Partner EY Polska i Lider zespołu ds. doradztwa personalnego.

Rozwój nowych rozwiązań wciąż jednak oznacza wiele wyzwań, na czele z przyjęciem kompleksowych regulacji etycznych i prawnych, w czym pomoże unijne Rozporządzenie AI Act. Jednak wiele kwestii muszą wewnętrznie ustalić i doprecyzować przedsiębiorcy, gdyż sposób wykorzystania technologii oraz możliwe ryzyka zależą od profilu danej organizacji. Inny zakres regulacji będzie tyczył przedsiębiorstw, które chcą tworzyć własne rozwiązania, a na inne aspekty trzeba zwrócić uwagę, jeśli współpracujemy z partnerami zewnętrznymi.

– Unijne przepisy wprowadzają nowe standardy regulacyjne zarówno dla dostawców, jak i użytkowników systemów sztucznej inteligencji. Przedsiębiorstwa ze wszystkich branż powinny dokonać przeglądu i dostosowania swoich standardów, zasad i procesów w celu przygotowania organizacji do nowego krajobrazu regulacyjnego. Niezbędne będzie stworzenie kompleksowych ram zarządzania sztuczną inteligencją. Będzie wymagało to od przedsiębiorców podejścia interdyscyplinarnego, uwzględniającego różnorodne aspekty takie jak zgodność z prawem, zarządzanie ryzykiem, kwestie etyczne czy transparentność zasad. Umożliwi to odpowiedzialne korzystanie z możliwości, jakie oferuje ta technologia. Warto również sprawdzić, czy i w jakim stopniu nasi partnerzy biznesowi wykorzystują sztuczną inteligencję, gdzie przechowują dane osobowe i jak je zabezpieczają – radzi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii, Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

O badaniu
Powyższa analiza opiera się na raporcie Wired for AI opublikowanym w lutym 2024 roku przez EY i Liberty Global. Przedstawia on transformacyjny wpływ sztucznej inteligencji na miejsca pracy na czterech badanych rynkach: UE, USA, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Dodatkowo wykorzystano dwa materiały opracowane przez EY-Parthenon: The impact of GenAI on the labor market z lutego br. oraz Harness the productivity potential of GenAI opublikowany w marcu br.

Akcje firm z branży podróży i turystyki szybują w górę

  • Globalne i europejskie koszyki akcji plażowych zwróciły odpowiednio 46 proc. i 24 proc. w ubiegłym roku w porównaniu z 7 proc. dla globalnych akcji
  • Najlepsze wyniki uzyskały firma wycieczkowa Royal Caribbean (84 proc.) i linie Delta Airlines (54 proc.)
  • Analiza eToro dotyczyła ostatnich wyników tzw. „akcji plażowych” – rezerwacji, rozrywki, linii lotniczych, rejsów wycieczkowych i hoteli

W miarę zbliżania się wakacji oraz odradzania się branży turystycznej i podróżniczej, analiza przeprowadzona przez platformę handlową i inwestycyjną eToro pokazuje, że „akcje plażowe” szybują wysoko, zwracając sześć razy więcej niż globalne akcje w ciągu ostatniego roku.

eToro stworzyło dwa “koszyki plażowe” składające się z 15 akcji każdy, o równej wadze, obejmujące spółki z branży rezerwacji, rozrywki, linii lotniczych, rejsów wycieczkowych i hoteli. Jeden powstał dla globalnych liderów branży, a drugi – dla firm skoncentrowanych na Europie. Obydwa osiągnęły w ubiegłym roku lepsze wyniki niż rynki globalne. Podczas gdy globalny koszyk zyskał 46 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy, wyprzedzając nawet wysoko notowany NASDAQ-100 (+37 proc.), europejski koszyk zwrócił 24 proc., przy wzroście globalnych akcji o zaledwie 7 proc. w tym samym okresie.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro, wyjaśnił: Akcje plażowe osiągnęły niesamowite wyniki w ubiegłym roku, dzięki silnemu wzrostowi w sektorach podróży i hotelarstwa. Ruch lotniczy odnotował w ubiegłym roku ogromny wzrost o 37 proc., napędzany przez podróże międzynarodowe. Rezerwacje hotelowe również poszybowały w górę o 80 proc., a branża rejsów wycieczkowych odnotowała 50 proc. odbicie liczby pasażerów, przekraczając poziomy sprzed pandemii w 2019 roku.

Po trzech kolejnych latach imponującego wzrostu o 20 proc., branża turystyczna jest teraz gotowa do dalszych postępów, przekraczając swoje szczyty sprzed pandemii, starając się dogonić globalną gospodarkę, która w tym roku będzie o 25 proc. większa w porównaniu do 2019 roku.

Wśród najlepszych wyników w globalnym koszyku znalazły się Royal Caribbean, które wzrosły o 84 proc., a następnie Delta Airlines (54 proc.) i Carnival Cruises (43 proc.). Z kolei cena akcji American Airlines nie zmieniła się w ciągu ostatniego roku, podczas gdy Walt Disney odnotował niewielki wzrost o 4 proc.

W Europie, Melia Hotels wyróżniła się 31-procentowym wzrostem, a tuż za nią uplasowały się biura podróży EDreams (27 proc.) i Accor Hotels (24 proc.). Z drugiej strony, Lindblad Expeditions doświadczył znacznego spadku o -33 proc., podczas gdy grupa gier Evolution i technologia podróżnicza Amadeus odnotowały bardziej umiarkowane spadki, odpowiednio o -4 proc. i -2 proc.

Koszyki akcji plażowych (rezerwacje, rozrywka, linie lotnicze, rejsy i hotele)
Globalny YTD Europejski YTD
Booking 43% Edreams 27%
Expedia 21% Booking 43%
Airbnb 16% Amadeus -2%
Walt Disney 4% Flutter Entertainment 1%
Live Nation 25% Evolution -4%
Las Vegas Sands -26% Fluidra 39%
Delta Air Lines 54% IAG 17%
Ryanair 20% Aena 17%
American Airlines 0% Ryanair 20%
Marriott 33% Melia Hotels 31%
Intercontinental Hotels 42% Accor Hotels 24%
Hilton 40% NH Hotels 17%
Carnival Cruises 43% Carnival Cruises 43%
Royal Caribbean 84% Tui 3%
Norwegian Cruise Lines 15% Lindblad Expeditions -33%
Łącznie: 46% Łącznie: 24%

Dotychczasowe wyniki nie są wyznacznikiem przyszłych rezultatów.

Branża podróży i turystyki konfunduje sceptyków ciesząc się „nową normalnością” silnego popytu i siły cenowej. Wolumeny odzyskały poziomy sprzed pandemii, ale na ten moment, pozostają w tyle za globalną gospodarką, która jest o jedną czwartą większa. Jednocześnie, ograniczona nowa zdolność produkcyjna utrzymuje wysoką siłę cenową – podsumowuje Ben Laidler.

Trudna końcówka tygodnia dolara

Dolar zaliczył bardzo trudną końcówkę tygodnia. W rezultacie w piątek wiele walut pomimo obiektywnie słabszych wyników zyskało względem dolara.

Dolar zaliczył słaby finisz tygodnia

Poprzedni tydzień składał się z czterech dni umacniania się dolara względem euro. Może nie spektakularnego, ale każdy dzień przynosił nam korzystniejsze dla amerykańskiej waluty poziomy. Końcówka tygodnia była jednak odbiciem większości tego ruchu. Ciężko wskazać dane, które byłyby w stanie to jednoznacznie uzasadnić. Raczej był to efekt korekty wywołanej przez dużych inwestorów. W Niemczech co prawda opublikowano dane na temat PKB, ale one w sumie niewiele powinny zmieniać. Analitycy spodziewali się kolejnego kwartału spadkowego w gospodarce i dostali go dokładnie w oczekiwanej wysokości. Później w ciągu dnia poznaliśmy jeszcze zamówienia na dobra z USA. Te jednak były lepsze od oczekiwań. Ciężko więc nimi uzasadnić osłabienie dolara.

Dane z Kanady

W piątek poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Kanadzie. Zarówno sprzedaż detaliczna, jak i sprzedaż detaliczna bez samochodów okazały się słabsze od oczekiwań. Znacznie większa niespodzianka była w parametrze bez samochodów, gdzie oczekiwano braku zmian, a zobaczyliśmy spadek o 0,6%. Co ciekawe, siłę dolara kanadyjskiego ocenia się głównie w relacji do jego amerykańskiego kolegi, a ten był w silnym odwrocie w piątek. Byliśmy zatem świadkami umocnienia na tej parze walutowej.

Chile obniżyło stopy procentowe

W piątek zgodnie z oczekiwaniami w Chile doszło do obniżek stóp procentowych z 6,50% na równe 6%. Warto zwrócić uwagę, że kraj ten ostatni raz widział odczyt inflacji na poziomie 6% lub wyżej w lipcu zeszłego roku. Jest tam zatem przestrzeń na luzowanie polityki monetarnej. Obniżka spowodowała umocnienie się chilijskiego peso wobec dolara amerykańskiego. Zwyczajowo obniżki stóp powodują osłabienie a nie umocnienie waluty. Trzeba jednak brać pod uwagę oczekiwania inwestorów. Ci spodziewali się bardziej zdecydowanych działań i zapowiedzi na przyszłość. Warto też zwrócić uwagę, że piątek był słabym dniem amerykańskiej waluty. Stąd w piątek chilijskie peso odrobiło niemal połowę strat z początku tygodnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Warto zwrócić uwagę na dzień wolny w USA.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Piątkowa sesja na Wall Street: wzrosty indeksów i nadzieje na luzowanie polityki monetarnej

Piątkowa sesja na Wall Street zakończyła się pozytywnie. SP500 urósł o 0,7 proc. a Nasdaq Composite zyskał 1 proc. Jedynie Dow Jones nie uległ większej zmianie i zamknął dzień na poziomie zbliżonym do otwarcia. Oczekiwania inflacyjne w USA publikowane przez Uniwersytet Michigan w pewnym stopniu przywróciły nadzieje rynkowi na nieco wcześniejszy start cyklu luzowania warunków monetarnych w Stanach Zjednoczonych. Dolar stracił na wartości co zostało zobrazowane poprzez wzrost kursu EUR/USD z poziomu 1,08 powyżej 1,0850. Złoty zyskał a kursy EUR/PLN oraz USD/PLN wskazują w poniedziałek rano poziomy odpowiednio 4,25 oraz 3,92.

Dziś nie odbędzie się sesja na Wall Street z okazji Dnia Pamięci. Świętuje dziś również Wielka Brytania. W Polsce z kolei mamy kolejny skrócony weekend z okazji święta „Bożego Ciała” w najbliższy czwartek. Z danych makro zaplanowanych na dziś otrzymaliśmy już indeks instytutu Ifo dla Niemiec, który wykazał niższą wartość od prognozowanej i wyniósł 89,3 pkt. co oznacza taki sam wynik jak w kwietniu. Kurs EUR/USD znajduje się dziś w wąskiej konsolidacji i oscyluje wokół poziomu 1,0850. Euro nie zareagowało na publikację danych. W tym tygodniu uwaga inwestorów będzie skoncentrowana na raporcie na temat wydatków Amerykanów w piątek. Będzie on zawierał preferowaną przez Fed miarę inflacji (PCE). Rynek w pewnym stopniu wie czego może się spodziewać, ponieważ ponad 2 tygodnie temu poznał dane na temat wskaźników CPI, które po raz pierwszy w tym roku nie zaskoczyły negatywnie. Liczby okazały się niższe od poprzednich co daje nadzieje na kontynuację procesów dezinflacyjnych. Konsensu sugeruje stabilizację miary bazowej PCE na poziomie 2,8 proc. w ujęciu rok do roku a wskaźnika zasadniczego na pułapie 2,7 proc. r/r. Dynamika miesięczna pozostanie prawdopodobnie podwyższona i ma wynieść 0,3 proc.

Piątkowe dane opublikowane przez Uniwersytet Michigan pokazały lekki wzrost oczekiwań inflacyjnych w USA zarówno tych krótkoterminowych jak i długoterminowych jednak wyniki okazały się niższe od założeń, co w pewnym stopniu przywróciło nadzieje, że Fed zacznie „luzować” nieco wcześniej. Czerwiec oczywiście nie wchodzi już w grę. Teraz spekuluje się o wrześniu oraz grudniu. Sam indeks nastrojów konsumentów zniżkował do 69,1 pkt. z 77,2 pkt. poprzednio. Okazał się on jednak wyższy od prognoz. Mimo wszystko poziom optymizmu znalazł się najniżej od pięciu miesięcy. Z kolei zamówienia na dobra trwałe urosły o 0,7 proc. m/m w kwietniu. Tu oczekiwano spadku. Z kolei zamówienia z wyłączeniem środków transportu wzrosły o 0,4 proc. w ujęciu miesięcznym.

Z publikacji europejskich wyróżniającą się pozycją była ta dotycząca wzrostu gospodarczego w Niemczech w I kwartale tego roku. Po słabym Q4 2023, w Q1 2024 otrzymaliśmy wzrost o 0,2 proc. kw/kw. Wciąż „kuleje” konsumpcja prywatna, która spadła o 0,4 proc. kwartał do kwartału.

Na temat inflacji wypowiadali się przed weekendem przedstawiciele EBC. Isabel Schnabel przyznała, że ostatni spadek inflacji w pewnym stopniu zadawala Radę Prezesów, jednak „droga do celu” będzie układać się w sposób wyboisty. Przyznała, że wciąż uporczywa pozostaje inflacja usługowa. Z kolei Madis Muller z Estonii nie widzi żeby przyspieszenie tempa wzrostu wynagrodzeń skomplikowało proces dalszego spadku inflacji. Przypomnijmy, że w minionym tygodniu EBC opublikował dane za pierwszy kwartał tego roku na temat wzrostu płac negocjowanych (przyspieszyły one do 4,7 proc. r/r, podczas gdy w ostatnich trzech miesiącach 2023 dynamika ich wynosiła 4,5 proc.).

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rollercoaster cen ropy naftowej. Co przyniesie przyszłość?

  • Zbliżające się spotkanie OPEC+ w dniu 1 czerwca prawdopodobnie nie przyniesie większych niespodzianek, ponieważ Allianz Trade spodziewa się utrzymania obecnych ograniczeń podaży.
  • Ceny ropy naftowej znajdowały się ostatnio na rollercoasterze, przekraczając próg 90 USD za baryłkę na początku kwietnia z powodu rosnących napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie, po czym spadły ostatnio do około 82 USD za baryłkę w związku z obawami o popyt i stopy procentowe Fed.
  • Patrząc w przyszłość, Allianz Trade prognozuje, że ceny ropy naftowej wyniosą średnio 84 USD za baryłkę w 2024 r., po czym nieco się umocnią do średnio 81 USD za baryłkę w 2025 r.

Najbliższe spotkanie OPEC+, które odbędzie się 01 czerwca, prawdopodobnie nie będzie przełomoweRynki będą uważnie obserwować wyniki spotkania w tym tygodniu Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) i jej partnerów, znanego jako OPEC+. Grupa prawdopodobnie przedłuży swoje cięcia produkcji o 2,2 mln baryłek dziennie (bpd), mając na celu utrzymanie cen powyżej poziomu 80 USD za baryłkę. Jednak produkcja spoza OPEC rekompensuje cięcia OPEC+, a produkcja w USA jest rekordowo wysoka, pomimo pewnych spadków spowodowanych przestojami związanymi z pogodą, co utrzymuje wzrost cen w ryzach. Arabia Saudyjska, która dokonała największych cięć, potrzebuje cen ropy zbliżonych do 96 USD za baryłkę (wzrost z poprzedniego szacunku 80 USD za baryłkę), aby sfinansować swoje ambitne plany transformacji (wykres 1). Jeśli jednak do przyszłego roku kraj ten powróci do swojej poprzedniej produkcji (blisko 10 mln baryłek dziennie), jego cena progu rentowności może spaść do około 85 USD za baryłkę.

Wykres 1: Szacunkowy próg rentowności fiskalnej (USD/bbl)

Szacunkowy próg rentowności fiskalnej

*Nie jest członkiem OPEC Źródła: MFW, Allianz Research

…Ale grupa może zacząć rozluźniać swoje ograniczenia podaży, jeśli zdecyduje się postawić na „premię geopolityczną”, która ostatnio napędza wzrost cen ropy. Na początku kwietnia ropa Brent kosztowała ponad 90 USD za baryłkę w związku z rosnącymi napięciami między Iranem a Izraelem. Takie ryzyko geopolityczne często zakłóca łańcuchy dostaw i powoduje niepewność co do przyszłych dostaw. Ich wpływ na ceny ropy może być jednak krótkotrwały. Na początku kwietnia inwestorzy martwili się głównie o krótkoterminową podaż, a krzywa terminowa znajdowała się w silnym trybie backwardation (tj. oczekiwano, że ropa będzie znacznie tańsza w kolejnych miesiącach – patrz wykres 2). Rzeczywiście, po tym gwałtownym wzroście cen nastąpiła stabilizacja, gdy bezpośrednie zagrożenia zostały ocenione i opanowane.

Wykres 2: Krzywe cen terminowych Brent (USD/bbl) i otwarte pozycje (1000 kontraktów)Krzywe cen terminowych Brent

Źródło: LSEG Refinitiv, Allianz Research

Na chwilę obecną głównym motorem napędowym (cen ropy) stał się Fed i ryzyko wyższych stóp procentowych, a także obawy o popyt. Od początku kwietnia ceny spadły dość gwałtownie do około 82 USD za baryłkę na dzień 22 maja, głównie z powodu globalnego popytu na ropę, który w okresie od lutego do marca 2024 r. spadł o 1,1 mln baryłek dziennie do 102,3 mln baryłek dziennie. Spadek ten wynikał głównie z niższej konsumpcji na Bliskim Wschodzie (-0,5 mln bpd) i w Europie (-0,3 mln bpd). Niemniej jednak, prężny wzrost gospodarczy w innych regionach, zwłaszcza w USA i Azji, pomógł utrzymać popyt na stosunkowo wysokim poziomie. W przyszłości rynki stają się coraz bardziej niedźwiedzie z powodu obaw, że Fed może utrzymać wysokie stopy procentowe w USA, aby otrząsnąć się z lepkiej inflacji, co może potencjalnie obniżyć popyt w USA i na świecie. Wyższe stopy procentowe mogłyby również potencjalnie wzmocnić dolara amerykańskiego, co spowodowałoby wzrost cen ropy, a tym samym dalsze zmniejszenie globalnego popytu.

Prognozy Allianz Trade cen ropy pozostają zasadniczo niezmienione, ponieważ niedźwiedzie i bycze sygnały wydają się wzajemnie równoważyć. Patrząc w przyszłość, oczekujemy, że podaż pozostanie zasadniczo na obecnym poziomie, a popyt będzie nadal wykazywał spowolnienie, zwłaszcza w Europie. Na froncie geopolitycznym nie wykluczamy pewnych epizodów napięć, ale nie przewidujemy wydarzeń o długotrwałym wpływie na podaż ropy. W rezultacie Allianz Trade prognozuje, że ceny ropy naftowej wyniosą średnio 84 USD za baryłkę w 2024 r. (nieco więcej niż w naszej poprzedniej prognozie 83 USD za baryłkę) i 81 USD za baryłkę w 2025 r. (bez zmian w stosunku do naszej poprzedniej prognozy).

W sklepach zapowiada się hamowanie tendencji spadkowych. Niektóre kategorie wrócą do wzrostów

Choć w kwietniu ceny wzrosły rdr. średnio o 2,4%, to 5 z 17 obserwowanych kategorii zanotowało spadki. Tak wynika z niedawno opublikowanego raportu. O 10,4% tańsze niż przed rokiem były produkty tłuszczowe. Warzywa zaliczyły ujemny wynik na poziomie 8,3% rdr. Podium zamknęły produkty sypkie, które potaniały o 7,5% rdr. Do tego rdr. zmniejszyły się ceny nabiału i karm dla zwierząt – odpowiednio o 3,8% i 2,1%. Eksperci komentujący te wyniki mówią, że trudno prognozować, czy tendencje spadkowe się utrzymają. Sytuację na rynku komplikuje bowiem powrót stawki podatku VAT na żywność. Ponadto drożejąca energia i rosnące koszty wynagrodzeń mogą zmienić trend. I w konsekwencji, zamiast spadków, będziemy obserwować wzrosty.

Analizując kwietniowe zmiany cen w handlu detalicznym, okazuje się, że choć średnio w kwietniu wzrosły one rdr. o 2,4%, to sporo produktów potaniało. Takie wnioski płyną z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”. Ogółem na 17 monitorowanych kategorii 5 zanotowało spadki w ujęciu rocznym. W marcu 9 grup towarów było na minusie, a w lutym – 5. W styczniu odnotowano ich 4.

– Liczba spadków zmniejszyła się z powodu powrotu stawki VAT na podstawowe produkty. Ponadto rok temu, po rekordowym odczycie inflacji w marcu, kolejne miesiące przyniosły znaczny spadek dynamiki inflacji. Oznacza to, że kwietniowe ceny były porównywane do niższych poziomów niż marcowe – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

W kwietniu, tak jak w poprzednich miesiącach, najmocniej spadły ceny produktów tłuszczowych – tym razem tylko o 10,4% rdr. W marcu obniżyły się rdr. aż o 22,1%, w lutym – o 16,7%, a w styczniu – o 21,7%. Widać zatem, że mamy do czynienia z kolejnym z rzędu miesiącem w tendencji malejącej. Jednocześnie warto zauważyć, że z biegiem czasu spadek zaczyna robić się coraz mniejszy. To może oznaczać stopniowy kres tego zjawiska na sklepowych półkach.

– Utrzymujące się spadki dotyczą głównie tłuszczów roślinnych. Ceny masła i innych tłuszczów zwierzęcych mniej maleją. Olej rzepakowy, którego najwięcej spożywamy i produkujemy w Polsce, w marcu był o ok. 20% tańszy niż rok wcześniej – mówi Weronika Szymańska, analityczka Sektora Rolno-Spożywczego w Banku BNP Paribas. – Obecne notowania cen nasion rzepaku i oleju rafinowanego zbliżają się do poziomów sprzed trzech lat, czyli z okresu poprzedzającego silne zwyżki w latach 2021-2022 – dodaje Szymańska.

Ekspertka podkreśla również, że w ostatnich tygodniach obserwujemy odbicie notowań rzepaku, związane z niższym areałem zasiewów rzepaku ozimego w UE i bardziej napiętym globalnym bilansem tej rośliny, co może przełożyć się na wzrosty cen produktów pochodnych w dłuższej perspektywie. Marcin Luziński z Santander Banku również zauważa, że globalne ceny tłuszczów zaczęły już nawet nieco się odbijać, co może sugerować ich lekki wzrost w Polsce.

– Ta kategoria w ostatnich kwartałach zapewniła Polakom istny rollercoaster. Najpierw ceny wystrzeliły ze względu na zakłócenia w podaży roślin oleistych z Ukrainy, a potem gwałtownie spadły wraz ze zwiększeniem areału ich upraw w Europie. Teraz ceny stabilizują się, co ma odzwierciedlenie w mocnych zmianach rocznej dynamiki – wyjaśnia Marcin Luziński.

Jak stwierdza dr Mariusz Dziwulski z PKO BP, patrząc na zmiany cen olejów i masła, można zaryzykować stwierdzenie, że niedługo zamiast spadków cen produktów tłuszczowych, będziemy obserwować wzrosty w ujęciu rocznym. Już od kilku tygodni, z uwagi na odbudowujący się popyt i ograniczoną podaż, ceny masła na poziomie hurtowym są wyższe niż przed rokiem.

– Według FAO, światowe ceny masła w kwietniu br. wzrosły o blisko 26% rdr. W analogicznym okresie indeks cen olejów roślinnych zwiększył się o 1% rdr. – informuje ekspert z PKO BP. – Był to pierwszy wzrost w ujęciu rocznym od lipca 2022 roku. Podwyżki cen olejów wynikają m.in. z obaw o tegoroczną produkcję rzepaku w UE. W Polsce są one jednak mniej zauważalne z uwagi na zmiany kursów walutowych – uzupełnia dr Dziwulski.

Wiceliderem spadków są warzywa, których ceny są średnio niższe o 8,3% niż w analogicznym miesiącu 2023 roku. Z raportu wynika, że w tym wypadku w marcu produkty te były tańsze rdr. o 3,1%, w lutym zaś ich cena była w ujęciu rocznym wyższa o 4,4%, a w styczniu – o 10,5%. Widać więc spore zmiany w zakresie kształtowania się ich cen, choć najbliższe miesiące powinny dać spadki.

– Obecnie ceny importowanych warzyw są niższe o kilkanaście procent niż w roku ubiegłym. Co więcej, również krajowe produkty są tańsze – zwraca uwagę dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito. – Na rynku pojawiły się już pierwsze zbiory z upraw tunelowych. To przełoży się wkrótce na dalsze spadki cen. Na zwiększoną podaż, a tym samym – na niższe ceny, wpływ miały też warunki pogodowe, w szczególności wyjątkowo ciepły luty i marzec – przypomina dr Orpych.

Z kolei Marcin Luziński zauważa, że wiosną do Polski napływają świeże warzywa i owoce z importu, przede wszystkim z południa Europy. Rok temu ten region borykał się z suszami, co zmniejszyło zbiory i podbiło ceny. W tym roku problemy są mniej nasilone. To pozwoliło na spadek cen w kategorii, która w ostatnich miesiącach potrafiła zaskakiwać skalą wzrostu.

– W kolejnych miesiącach jednak coraz ważniejsza będzie podaż krajowa. Wysokie temperatury obserwowane w kwietniu niosą ze sobą ryzyko kolejnej suszy, która mogłaby podbić ceny krajowych warzyw i owoców – ostrzega Marcin Luziński. – Czy do tego faktycznie dojdzie, zobaczymy jednak dopiero w nadchodzących miesiącach – dodaje ekspert.

Przechodząc do dalszej analizy taniejących kategorii, należy wskazać, że na minusie znalazły się produkty sypkie ze średnim spadkiem cen w ujęciu rocznym na poziomie 7,5% rdr. W marcu tego typu artykuły staniały rdr. o 6,6%, a w lutym – o 4,4%. Za to w styczniu w raporcie wykazany był wzrost o 2,4% rdr.

– Na spadek cen produktów sypkich, takich jak kasza, ryż czy mąki, wpływ miały przede wszystkim kolejne obniżki cen zbóż, czyli podstawowego surowca do ich produkcji. Choć notowania zbóż na giełdach światowych odbiły się w ostatnich dwóch miesiącach, przetwórcy wciąż wykorzystują do produkcji kupione po niższych cenach ziarno – mówi analityczka z BNP Paribas.

Niemniej jej zdaniem, w związku z niższym areałem zasiewów pszenicy zwyczajnej w UE oraz niesprzyjającej, zbyt wilgotnej pogodzie we Francji i w Niemczech, zbiory tego gatunku w nadchodzącym sezonie będą prawdopodobnie niższe niż w poprzednim. – To może przynieść dalsze umiarkowane wzrosty cen surowca. Należy pamiętać, że na kształtowanie się cen produktów sypkich, a także pochodnych, takich jak pieczywo, wpływają również koszty energii czy transportu – tłumaczy Weronika Szymańska.

W kwietniowym rankingu potaniał też nabiał. W tym wypadku ceny są niższe średnio o 3,8% rdr. W marcu był to spadek o 2,4%, w lutym – o 0,4%, a w styczniu – o 5,1%. – Ceny tego asortymentu zależą głównie od wartości mleka w skupie. W ostatnim czasie, ze względu na osłabienie eksportu mleka, silną złotówkę oraz spadek cen produktów mleczarskich na giełdach światowych, również w naszych sklepach możemy zauważyć zmniejszenie wzrostu cen tych produktów – wskazuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Zmalały też ceny karm dla zwierząt, średnio o 2,1% rdr. W marcu obniżyły się o 1,5% rdr. Za to w lutym zanotowały wzrost rdr. o 2,9%, a w styczniu spadek o 9,4% rdr. – Na kształtowanie się cen w tej kategorii wpływa w znacznej mierze wzrost kosztów produkcji. W szczególności dotyczy to wysokich cen energii i paliw, jak również wzrostu płacy minimalnej i presji na podwyżki wynagrodzeń. Z pewnością warto obserwować tę kategorię i kształtowanie się cen w kolejnych miesiącach – przekonuje dr Robert Orpych.

Do tego dr inż. Anna Motylska-Kuźma zauważa, że ze względu na fakt, iż rok temu ceny karmy dla zwierząt biły rekordy, obecnie widać efekt bazy, czyli realne wyhamowanie wzrostu cen w porównaniu z obserwacjami z ostatniego roku. Jak podsumowuje ekspertka, tę względną stabilność mogą zachwiać zmiany cen energii w lipcu.

Grupa Klepsydra publikuje wyniki za I kw. 2024 r., kontynuuje ekspansję na rynku funeralnym

Grupa Klepsydra opublikowała dobre wyniki finansowe za I kw. 2024 r. Przychody spółek z grupy kapitałowej w omawianym okresie wyniosły blisko 11,9 mln zł, EBITDA 3,1 mln zł, natomiast zysk netto Grupy wyniósł 1,1 mln zł.

W I kw. 2024 r. Grupa Klepsydra przeprowadziła łącznie 826 pochówków (2 562 w całym 2023 r.), 2 282 kremacje (8 484 w 2023 r.) oraz obsłużyła 143 zlecenia międzynarodowego transportu zmarłych (650 w 2023 r.).

Wyniki te zostały wypracowane na spadającym rynku, który obecnie, zgodnie z prognozami Grupy Klepsydra, zmierza do stabilizacji po dużym wzroście związanym z pandemią. Średni spadek rynku w I kw. 2024 r. wyniósł 4%, natomiast na rynkach, na których działa spółka, spadek ten wyniósł nawet 8% w odniesieniu do I kwartału 2023 r.

Najważniejsze wydarzenia I kwartału 2024 r.:

  • W styczniu 2024 r. Grupa zamknęła drugą ofertę prywatną akcji, w ramach której pozyskała ponad 23 mln zł na dalsze akwizycje na rynku polskim.
  • W ramach tej oferty Global Funeral Services, lider katalońskiego rynku pogrzebowego, objął 3,3 mln akcji nowej emisji serii H, które łącznie stanowią blisko 14-proc. udział w kapitale zakładowym Grupy.
  • W styczniu 2024 r. Grupa dokonała zapłaty i została jedynym właścicielem spółki Sotor, jednej z największych firm pogrzebowych w Toruniu oraz w województwie kujawsko-pomorskim. Tym samym Sotor stał się częścią grupy kapitałowej Spółki, a Grupa Klepsydra zadebiutowała na nowym geograficznie terenie. Jest to piąta spółka w strukturze Grupy.
  • Spółka kontynuuje działania zmierzające do pozyskania nowych podmiotów, które mogłyby zostać włączone w struktury Grupy Klepsydra.

„I kwartał 2024 roku była dla nas bardzo intensywny. Zamknęliśmy drugą ofertę akcji, pozyskując zakładany kapitał na dalsze przejęcia oraz pozyskaliśmy doświadczonego inwestora – firmę GFS. Zakończyliśmy też drugie przejęcie, włączając spółkę Sotor z Torunia do naszej grupy kapitałowej. Teraz skupiamy się na analizie rynku i poszukiwaniach firm, które spełniałyby nasze oczekiwania i mogłyby pasować do naszego profilu. Tak jak już zapowiadaliśmy, to będzie rok intensywnej pracy wewnętrznej, ale nie wykluczamy też realizacji przejęć w tym roku” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

WYNIKI FINANSOWE

Grupa Klepsydra koncentruje się obecnie na realizacji strategii rozwoju opartej na konsolidacji rozdrobionego rynku funeralnego w Polsce. Grupa systematycznie wypracowuje dobre wyniki finansowe. Nowoczesny model biznesu – kompleksowość usług, własne zaplecze infrastrukturalne, wysoka jakość obsługi klienta oraz dalsza rozbudowa grupy kapitałowej pozwolą na wzrost wyników w kolejnych latach.

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra przedstawia poniższa tabela*

mln PLN I kw. 2024 2023*
Przychody 11,9 35,18
EBITDA 3,1 7,08
Zysk netto 1,1 4,58

Wyniki finansowe prezentowane są zgodnie ze standardem PSR.

*Dla celów informacyjnych dane finansowe za 2023 r. sporządzone zostały przy założeniu konsolidacji całości przychodów i kosztów spółek Grupy Klepsydra wraz ze spółką PUK od dnia 1 stycznia 2023 roku.

AMBITNA STRATEGIA

Celem strategicznym Grupy Klepsydra jest konsolidacja rozdrobnionego, krajowego rynku usług funeralnych. Pozwoli to na zbudowanie silnej, nowoczesnej i innowacyjnej Grupy, która będzie skupiała mocne lokalne marki. Dzięki realizacji strategii i konsolidacji branży Grupa Klepsydra wypracuje wzrost wyników finansowych w ciągu kilku najbliższych lat.

Od momentu debiutu na GPW w czerwcu 2023 r., Grupa Klepsydra, zgodnie z planem, przejęła dwie spółki pogrzebowe – Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych z siedzibą w Krakowie (PUK) oraz Sotor z Torunia. Obie firmy mają znaczącą pozycję na swoich lokalnych rynkach.

Kolejne przejęcia spółek o podobnej wielkości, działających w dużych lub średnich miastach Polski, planowane są w latach 2024-2028. Grupa przewiduje, że pozwoli to zbudować silną grupę kapitałową posiadającą do 10% udziału w bardzo rozdrobnionym rynku pod względem liczby wykonanych usług. Na realizację tych celów akwizycyjnych Grupa Klepsydra zamierza przeznaczać rocznie do 80% wypracowanego zysku netto.

SPÓŁKA DYWIDENDOWA

Po okresie pierwszych inwestycji związanych z rozwojem Grupy, spółka planuje dołączyć do grona spółek regularnie wypłacających inwestorom dywidendę. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, od 2024 r. Grupa planuje wypłacać inwestorom dywidendę w wysokości do 20% zysku netto. Pierwsza wypłata dywidendy nastąpiłaby więc już w 2025 r. (z zysku netto za 2024 r.).

STABILIZUJĄCY SIĘ RYNEK, KTÓRY W PRZYSZŁOŚCI BĘDZIE WSPIERAŁ ROZWÓJ GRUPY

W 2023 roku rynek ustabilizował się na poziomie sprzed pandemii, co oznacza spadek względem 2022 r. o 9%. W I kw. 2024 r. obserwowane były dalsze spadki na rynku, który zmniejszył się średnio o 4% względem I kw. 2023 r. W regionach, w których działa Grupa, spadek ten był jednak wyższy i sięgał nawet 8%.

śmiertelność w polsce śmiertelność w polsce

Dane GUS pokazują, że w ciągu najbliższych 20 lat śmiertelność będzie systematycznie rosła i w 2046 r. może wynieść nawet 500 tys. zgonów rocznie. Jest to związane z systematycznym wzrostem liczby osób w wieku 65 lat i więcej oraz z tym, że od 2025 r. wiek późnej starości (80 lat i więcej) będą osiągać również liczne roczniki urodzone po drugiej wojnie światowej.

GLOBAL FUNERAL SERVICES – NOWY AKCJONARIUSZ

18 stycznia 2024 r. Grupa Klepsydra podpisała wiążącą umowę inwestycyjną ze spółką Global Funeral Services z Hiszpanii, w ramach której nowy inwestor objął w sumie ponad 3,3 mln akcji nowej emisji serii H, które łącznie stanowią blisko 14-proc. udział w kapitale zakładowym Grupy. Tym samym Grupa Klepsydra pozyskała ponad 23 mln zł na dalsze akwizycje.

Firma Global Funeral Services została założona w 2017 roku przez dwie rodzinne firmy pogrzebowe, GRUP VFV SL i Cabré Junqueras SA, w celu poszukiwania możliwości inwestycyjnych i dalszego wzrostu w sektorze pogrzebowym poza Hiszpanią. GRUP VFV SL to lider katalońskiego sektora pogrzebowego, który posiada ponad 300-letnią historię, natomiast Cabré Junqueras SA jest największą niezależną rodziną firmą pogrzebową w Katalonii z rozległą siecią domów pogrzebowych z ponad 120-letnią tradycją. Obie spółki mają więc kilkusetletnie doświadczenie w segmencie pogrzebowym w Hiszpanii oraz bardzo duże doświadczenie w akwizycjach spółek pogrzebowych. Zarządzają one największą siecią domów pogrzebowych (51 domów pogrzebowych), krematoriów (15 krematoriów) i cmentarzy (23 cmentarze pod pełnym zarządzaniem Grupy oraz 297 cmentarzy częściowo zarządzanych przez Grupę, w sumie blisko 83 tys. grobów) na terenie Katalonii i Wysp Balearów. W 2022 roku Grupa przeprowadziła 21 300 pogrzebów oraz blisko 13 800 kremacji. Łączne przychody Grupy w 2022 roku wyniosły 76,6 mln euro, natomiast EBITDA 16,9 mln euro.

Grupa Ailleron 106,7 mln zł skonsolidowanych przychodów i rosnącą marżę operacyjną w I kwartale 2024 r.

  • Grupa Ailleron w I kwartale 2024 r. odnotowała stabilny poziom skonsolidowanych przychodów w wysokości 106,7 mln zł (spadek o 3 proc. r/r). Istotny wpływ na poziom przychodów miało systematyczne umocnienie się złotego względem walut zagranicznych, co przy średnich kursach walutowych daje wyniki sprzedażowe raportowanego kwartału niższe o blisko 8,0 mln zł.
  • Grupa wykazała skorygowaną EBITDA, po wyłączeniu 2,6 mln zł kosztów transakcyjnych procesu M&A amerykańskiej spółki Prosoft LLC (właściciel marki number8), na poziomie 16,4 mln zł (wzrost o 5 proc. r/r), w porównaniu do 15,6 mln zł w analogicznym okresie 2023 r.
  • Zysk operacyjny w ujęciu skorygowanym wyniósł 12,8 mln zł, a zysk netto ok. 10,0 mln zł, co oznacza, że na działalności operacyjnej Grupa osiągnęła wynik o ponad 24% lepszy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • Sprzedaż exportowa na przestrzeni 3M 2024 r. wyniosła blisko 81,9 mln zł co stanowi 77% całości przychodów.
  • Segment Technology Services realizowany przez Software Mind w całym okresie 3M 2024 zrealizował sprzedaż na poziomie 90,2 mln zł. Sam wynik operacyjny tego segmentu obciążony był jednorazowymi kosztami procesu M&A. W efekcie skorygowany zysk operacyjny wyniósł ponad 15,2 mln zł. Segment ten odnotował wzrost marży operacyjnej do poziomu 17% w pierwszym kwartale br.
  • Segment FinTech – Financial Technology Services – wypracował 16,0 mln zł przychodów ze sprzedaży (wzrost o 7% rdr.).
  • Na początku kwietnia br. Spółka Ailleron podpisała porozumienie z Bankiem Pekao o wysokości ok. 9,6 mln zł brutto. Pierwsza transza płatności w wysokości 4,8 mln zł została już zrealizowana przez Bank Pekao.
  • Grupa Ailleron zauważa rosnący popyt na jej usługi, w I kwartale br. odnowiono większość dotychczasowych kontraktów.

Grupa Ailleron w I kwartale 2024 r. odnotowała stabilny poziom skonsolidowanych przychodów w wysokości 106,7 mln zł (spadek o 3 proc. r/r). Na poziom przychodów znaczny wpływ miało systematyczne umocnienie się złotego względem walut zagranicznych, odczuwane spowolnienie na rynkach zagranicznych w obszarze popytu na usługi Grupy.

– Wyniki za I kwartał bieżącego roku zachowały stabilny poziom, nawet pomimo relatywnie sporej zmienności w sektorze IT i chwilowo mniejszych wydatkach klientów na rozwiązania technologiczne. Istotnym czynnikiem, który wpłynął na przychody Grupy była silna pozycja polskiego złotego, co w konsekwencji wpłynęło na generowane przychody i wyniki  – mówi Tomasz Król, Członek Zarządu i CFO Ailleron S.A.

Grupa Ailleron wykazała skorygowaną EBITDA (tj. po wyłączeniu kosztów transakcyjnych procesu M&A) na poziomie 16,4 mln zł (wzrost o 5 proc. r/r), w porównaniu do 15,6 mln zł w analogicznym okresie 2023 r. Zysk operacyjny w ujęciu skorygowanym wyniósł 12,8 mln zł, a zysk netto ok. 10,0 mln zł, co oznacza, że na działalności operacyjnej Spółka osiągnęła wynik o ponad 24% lepszy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Na lepszy wynik netto miała wpływ rosnąca marża operacyjna, która w segmencie Technology Services wzrosła o 3 pkt procentowe i wynosi już ok 17% w raportowanym okresie.

– Tradycyjnie dominującym segmentem naszych przychodów była sprzedaż eksportowa, w I kwartale br. blisko 81,9 mln zł to przychód z rynków zagranicznych. Nie bez znaczenia pozostaje cykliczność naszej działalności, a warto pamiętać, że historycznie I kwartał był najsłabszy w Grupie Ailleron – dodaje Tomasz Król.

W segmencie działalności – FinTech – poziom zrealizowanych przychodów wyniósł 16,0 mln zł (wzrost o 7%). Z kwartału na kwartał segment ten osiąga coraz to wyższy poziom przychodów ze sprzedaży. Strata operacyjna netto wyniosła 2,6 mln zł, co wiąże się z sezonowością segmentu FinTech. Spółka w 2023 r. zakończyła już prace R&D w zakresie m.in. produktu LiveBank. Tym samym w wynikach za I kwartał 2024 r. Spółka nie aktywuje już kosztów związanych z tymi pracami. Taka sytuacja miała jednak jeszcze miejsce w pierwszym kwartale roku ubiegłego, kiedy to ok. 3 mln zł kosztów zostało aktywowanych i tym samym wpłynęło in plus na osiągane w tym okresie wyniki. Spółka podpisała porozumienie z Bankiem Pekao S.A. o wartości około 9,6 mln zł brutto. Zgodnie z postanowieniami porozumienia, połowa tej kwoty została już zapłacona przez Bank . W ramach porozumienia strony zrzekły się wszelkich roszczeń dotyczących umowy, w tym objętych sprawą sądową toczącą się z powództwa Spółki przeciwko Bankowi oraz uzgodniły sposób zakończenia ww. sprawy sądowej w drodze ugody mediacyjnej. Podpisane porozumienie ostatecznie eliminuje negatywny impakt projektu na wyniki finansowe Grupy, które przez kilka ostatnich lat na poziomie wyniku operacyjnego segmentu FinTech były dociążone stratą po kilka milionów złotych rocznie oraz eliminuje ryzyka z możliwym długotrwałym sporem sądowym. Samo rozliczenie porozumienia wpłynie in plus na wyniki segmentu FinTech począwszy od Q2 2024.

Software Mind i sektor Technology Services w całym okresie 3M 2024 r. zrealizował sprzedaż na poziomie 90,2 mln zł. Sam wynik operacyjny tego segmentu obciążony był jednorazowymi kosztami w wysokości 2,6 mln zł związanymi z procesem M&A spółki Prosoft LLC. Zrealizowana akwizycja zwiększa udział przychodów Software Mind z rynku amerykańskiego do blisko 50%, co przekłada się również na skokowy wzrost biznesu Grupy Ailleron. Skorygowany zysk operacyjny wyniósł ponad 15,2 mln zł.

– Zrealizowana za kwotę 40,6 mln USD przez Software Mind w marcu 2024 akwizycja spółki Prosoft LCC to istotne wzmocnienie naszej struktury. Przejęcie właściciela marki „number8” pozwala na jeszcze silniejsze zdywersyfikowanie naszej Grupy, a także zwiększenie liczby specjalistów do ponad 1800 osób. Widzimy potencjał związany ze stopniowym ożywieniem  rynków zagranicznych i czołowych graczy technologicznych. Wyniki Prosoft LCC będą widoczne w skonsolidowanych wynikach Grupy już w II kwartale tego roku – mówi Grzegorz Młynarczyk, Prezes Software Mind, Wiceprezes Zarządu w Ailleron SA. – Mamy ambitny plan rozwoju Grupy Software Mind  i zakładamy, że w 2024 roku zdołamy przeprowadzić kolejną akwizycję na kluczowych dla spółki rynkach – dodaje Grzegorz Młynarczyk.

Spółka korzysta na trendach technologicznych, a rozbudowana struktura pozwala dostarczać usługi niezależnie od lokalizacji geograficznej klientów. Software Mind wspiera swoimi usługami, świadczonymi przez najwyższej klasy ekspertów IT, zarówno scale-up’y, jak i liderów swoich branż. Spóła zauważa ożywienie na rynku USA, w szczególności w obszarze pierwszych nowych inwestycji funduszy w startupy, które są jedną z grup klientów Software Mind.

Wydawca tygodnika „Do Rzeczy” planuje debiut na NewConnect

Orle Pióro S.A., wydawca portalu DoRzeczy.pl i tygodnika „Do Rzeczy – Pawła Lisickiego” oraz magazynu „Historia Do Rzeczy”, będący częścią notowanej na GPW grupy medialnej PMPG Polskie Media S.A., planuje debiut na NewConnect. Wejście na giełdę stworzy nowe możliwości rozwoju dla spółki oraz ma być korzystne z punktu widzenia akcjonariuszy i udziałowców zarówno grupy PMPG Polskie Media S.A. oraz spółki Orle Pióro. Jeszcze w tym roku ma zostać przeprowadzona oferta publiczna akcji.

Debiut Orlego Pióra na giełdzie będzie historycznym wydarzeniem dla naszej spółki. Jest to strategiczny krok w kierunku dalszego wzrostu, który pozwoli przyśpieszyć realizację planów rozwojowych. Zamierzamy pozyskać dodatkowe środki na kontynuację rozwoju działalności wydawniczej, w szczególności na utrzymanie dynamicznego tempa wzrostu portalu internetowego DoRzeczy.pl, a także na tworzenie programów telewizji internetowej. Chcemy przeprowadzić ofertę publiczną akcji w II półroczu br. a na giełdzie zadebiutować w 2025 roku – mówi Paweł Lisicki, redaktor naczelny i wiceprezes zarządu Orlego Pióra.

Działalność wydawnicza Orlego Pióra skupia się na pismach konserwatywno-liberalnych, które cieszą się dużą popularnością. Tygodnik „Do Rzeczy” jest jednym z najczęściej cytowanych tygodników w Polsce, a według raportu Internetowego Monitoringu Mediów zestawiającego najbardziej opiniotwórcze tygodniki i dwutygodniki ostatniej dekady, „Do Rzeczy” zajęło 3. miejsce w tym rankingu. Miejsce pierwsze zajmuje w nim „Wprost”.

Naturalnie cały czas trwa proces ucyfrowienia mediów, dlatego mocno stawiamy na rozwój portalu informacyjnego DoRzeczy.pl, co przynosi wymierne rezultaty. Środki pozyskane z emisji akcji w dużej mierze zostaną przeznaczone na jego rozwój. Jesteśmy przekonani, że obecność Orlego Pióra na giełdzie przyczyni się do umocnienia naszej pozycji rynkowej oraz umożliwi dalszy dynamiczny rozwój, co przyniesie korzyści zarówno przyszłym akcjonariuszom, jak i partnerom biznesowym – dodaje Katarzyna Gintrowska, prezes zarządu Orlego Pióra.

Przychody Orlego Pióra stanowią około 25 proc. przychodów Grupy PMPG Polskie Media, która posiada 81 proc. udziału w kapitale zakładowym i udziału w głosach w spółce Orle Pióro – pozostałe udziały należą do dziennikarzy. Decyzja o wprowadzeniu spółki Orle Pióro na NewConnect jest związana z zakończonym 6 marca br. przeglądem opcji strategicznych oraz przygotowaniem do wdrażania nowej strategii rozwoju, która ma zostać przedstawiona do końca II kwartału br.

BCC ocenia deregulacje istotne z punktu widzenia przedsiębiorców

23 maja w siedzibie Business Centre Club odbyło się posiedzenie Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC. Ministrowie BCC oceniali projekt ustawy deregulacyjnej, do którego już wcześniej zgłaszali uwagi i rekomendacje istotne z punktu widzenia pracodawców.

BCC rekomenduje szybkie procedowanie projektu dotyczącego poprawy procedur legislacyjnych oraz uwzględnienie uwag ekspertów dotyczących deregulacji w wybranych obszarach prawa gospodarczego. Uwagi dotyczą między innymi: ustawy prawo przedsiębiorców, zasad prowadzenia kontroli w firmach, zasad prowadzenia zamówień publicznych, inwestowania w OZE oraz procedur podatkowych. BCC oczekuje rychłego przekazania przez rząd projektu do procedowania przez parlament.

Posiedzenie GGC otworzył prezes BCC dr Jacek Goliszewski, który podkreślił, że należy dołożyć wszelkich starań, aby prowadzenie działalności w Polsce było łatwiejsze i zgodził się z poniedziałkową opinią wiceministra rozwoju i technologii – Jacka Tomczyka dla dziennika Rzeczpospolita, że kluczową sprawą jest uproszczenie systemu podatkowego oraz zmiana filozofii prowadzenia kontroli w firmach.

BCC postuluje m.in o: powołanie wicepremiera ds. gospodarki, określenie roli spółek skarbu Państwa w polskiej gospodarce i zmniejszenie udziału własności Państwa w tych spółkach z wyjątkiem wrażliwych obszarów, przestrzeganie Ładu Korporacyjnego, reformę systemu podatkowego, nie podnoszenie płacy minimalnej, a także – o pogłębioną diagnozę przyczyn niskiego poziomu inwestycji sektora prywatnego oraz o podjęcie działań zaradczych, a także o szybkie procedowanie i uchwalenie projektu Uchwały Sejmu RP ws. poprawy procedur legislacyjnych. Ze względu na bardzo napięty harmonogram realizacji KPO oraz konieczność wykorzystania środków do 2026 roku, BCC rekomenduje przedstawienie harmonogramów naboru w KPO do końca okresu realizacji programu.

Prace nad pakietem deregulacyjnym Zespołu ds. Doskonalenia Regulacji Gospodarczych rodzi nadzieje na powstanie przejrzystych przepisów, które ułatwią prowadzenie biznesu. Łatwiejsze zakładanie firmy, mniej wymogów regulacyjnych, szybsze procedury administracyjne, to elementy pierwszego pakietu, który trafił do konsultacji. – mówił Łukasz Bernatowicz, prezes ZP BCC.

UPROSZCZENIE SYSTEMU PODATKOWEGO

Skomplikowany i nieprzyjazny przedsiębiorcom system podatkowy należy uprościć. BCC od dawna zwraca uwagę, że przedsiębiorcy nie mają jasnej informacji i deklaracji co do sposobu oskładkowania ich działalności gospodarczej oraz pracy a także rozliczania ich w zobowiązaniach podatkowych. Ważne, aby wypracować funkcjonalne rozwiązania i wdrożyć je z odpowiednim wyprzedzeniem.

Konieczna jest jak najszybsza inwentaryzacja ulg podatkowych

Ilość ulg, zwolnień i różnego rodzaju preferencji podatkowych jest zbyt duża, a ich logika niespójna. Taka sytuacja z jednej strony utrudnia poruszanie się w przepisach przez przedsiębiorców, a z drugiej – zmniejsza margines dla możliwego obniżenia opodatkowania. W opinii BCC w pierwszej kolejności należałoby zweryfikować istniejące obecnie ulgi, ich celowość i zasadność.

Nowe prawo – bez zmiany podejścia wobec przedsiębiorców – niewiele zmieni – zwrócił uwagę Michał Borowski, minister ds. podatków Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC. Ekspert pozytywnie ocenił działania Ministerstwa Finansów, które zakończyło audyt KSeF i przesunęło terminu wejścia w życie nowych regulacji.

  • Istotne jest obecnie pozostanie w dialogu z rynkiem tak, aby firmy mogły przygotowywać się do zmian. – podkreślał Michał Borowski.

Ekspert BCC zwrócił uwagę na ryzyka, jakie nieść może znaczący wzrost „luki” w VAT.

  • Zmniejszone wpływy z tego podatku, w szczególności jeśli wynikają ze stosowania nowych mechanizmów wyłudzeniowych lub przechodzenia do „szarej” lub „czarnej” strefy – to zjawisko bardzo niebezpieczne i niepożądane. Z drugiej strony równie niebezpieczne i niepożądane byłoby powrócenie przez KAS do starych schematów tzn. agresywnych kontroli i nękania podatników, niezależnie od ich winy. W pierwszej kolejności należy skupić się na analizie przyczyn, niż na stosowaniu opresyjnych narzędzi na oślep.

MAKROEKONOMIA i GOSPODARKA

Główny ekonomista BCC Stanisław Gomułka zwrócił uwagę, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w roku 2024 około 5-6 proc. PKB, czyli dwa razy więcej niż unijne kryterium makro-finansowej stabilności.

Ekspert ponownie rekomendował: zmianę ustawy o finansach publicznych i przyjęcie unijnej definicji deficytu i długu sektora finansów publicznych oraz określenie ścieżki dochodzenia z deficytem do końca kadencji do poziomu 1% PKB, Prof. Gomułka sugerował też rozpoczęcie całościowej reformy podatków.

– Jej ostatecznym  celem powinno być: ujednolicenie stawki VAT na poziomie 17-18 proc. z nielicznymi wyjątkami, podniesienie kwoty wolnej od podatku PIT, oraz obniżenie stawki podatku CIT do 10-12 proc., a także rozpoczęcie całościowej reformy świadczeń socjalnych. Celem powinno być   finansowanie świadczeń  umiarkowanymi dochodami podatkowymi a nie długiem – zauważył prof. Stanisław Gomułka.

Natomiast ekonomista i doradca makroekonomiczny firm – dr Marcin Mrowiec zwrócił uwagę na fakt, że Polska jest obecnie krajem z najniższą stopą bezrobocia w UE, przy wciąż wyraźnie niższych stawkach płac względem krajów Europy Zachodniej.

  • Kiedy dojdzie do cyklicznego ożywienia w gospodarce EU, wzmożony popyt na pracowników w sektorach eksportujących przekładać się będzie na wzrost presji płacowej w kraju, początkowo w tych sektorach, a później z przełożeniem na całą gospodarkę. Stanowić to będzie wyzwanie, szczególnie dla mniejszych podmiotów, a także dla sektora publicznego – stawiając pytania o konkurencyjność wielu obszarów naszej gospodarki. Presja płacowa oraz presja na wzrost cen energii przekładać się będą na utrzymywanie się inflacji oraz rynkowych stóp procentowych na podwyższonych poziomach, z negatywnym przełożeniem m.in. na koszt kredytu inwestycyjnego oraz hipotecznego.

PRAWO PRACY

W przestrzeni publicznej coraz części poruszana zostaje kwestia dotycząca skrócenia czasu pracy. Ustawa opracowana przez Lewicę budzi kontrowersje.

  • Wprowadzenie skróconego tygodnia pracy wymagałoby w pierwszej kolejności zmiany art. 129 k.p., zgodnie z którym czas pracy nie może przekraczać ośmiu godzin na dobę i 40 godzin w pięciodniowym tygodniu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym czterech miesięcy. Konieczna byłaby też modyfikacja innych przepisów odnoszących się np. do kwestii odpoczynku. Cel może szlachetny, ale czy realny do osiągnięcia w najbliższym czasie? Czy w obliczu rosnących wydatków państwa dziś stać by było nas na to? –  mówił Zbigniew Żurek, ekspert BCC ds. rynku pracy i dialogu społecznego, minister pracy Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

BCC rekomenduje zmianę ustawy o ochronie sygnalistów, polegającą na wykreśleniu (lub ograniczeniu) katalogu zgłoszeń w zakresie „spraw z obszaru prawa pracy”, w tym – zgłoszeń dotyczących spraw indywidualnych, a także wprowadzeniu wymogu, iż sygnalista przed dokonaniem zgłoszenia zewnętrznego musi dokonać zgłoszenia wewnętrznego i poczekać na reakcję.

BCC rekomenduje także zwrócenie się do Ministerstwa RPiPS o przedstawienie jasnego stanowiska, czy pracodawcy są zobligowani do wyposażenia stanowisk pracy zdalnej, tak samo jak stanowisk pracy stacjonarnej.

UBEZPIECZENIA SPOŁECZNE

BCC jest przeciwne wprowadzeniu tzw. emerytur stażowych. Wprowadzenie tego projektu, kosztowałoby budżet państwa rocznie ok. 13 mld zł rocznie, a odejścia z rynku pracy dotyczyłoby ok. 400 tys. Polaków. Szczególnie silna byłaby dezaktywizacja kobiet, których faktyczne przechodzenie na emeryturę miałoby miejsce w wieku 53 lat.

Dr Wojciech Nagel ekspert BCC ds. ubezpieczeń społecznych, minister ds. ubezpieczeń społecznych Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC zwrócił też uwagę, że zapowiadane tzw. pełne ozusowanie umów cywilnoprawnych doprowadzi do ich powolnej likwidacji.

BCC rekomenduje: likwidację podatku zdrowotnego i zwraca uwagę, że strona rządowa nie podejmuje debaty z partnerami społecznymi na temat powrotu do rozliczania składki zdrowotnej sprzed tzw. Polskiego Ładu, a także postuluje o ograniczenie trwałego podnoszenia kosztów działalności gospodarczej, regionalizację płacy minimalnej oraz zakończenie jej urzędowego podnoszenie od 2025 r.

BCC popiera  likwidację tzw. 13. i 14. emerytury w zamian za emerytury z FUS bez podatku oraz utrzymanie dotychczasowego mechanizmu waloryzacji.

SPÓŁKI SKARBU PAŃSTWA

Dr Grażyna Majcher-Magdziak – minister ds. majątku państwowego Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC pozytywnie oceniła projekt ustawy dot. ładu korporacyjnego w spółkach Skarbu Państwa, której celem jest zapewnienie profesjonalizmu i fachowości w zarządzaniu majątkiem publicznym poprzez  rozszerzenie wymogów kwalifikacyjnych naboru do rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa, odpolitycznienie  organów korporacyjnych spółek  oraz jawność wynagrodzeń.

Wymiana członków organów  korporacyjnych w kluczowych spółkach Skarbu Państwa, niezbędna dla nowego ukierunkowania ich rozwoju, odbyła się w ciągu 2-3 miesięcy po zmianie rządu. Z dużym opóźnieniem następuje natomiast rekonstrukcja rad nadzorczych i zarządów  spółek państwowych o mniejszym znaczeniu dla gospodarki, chociaż wiele z nich dysponuje znacznym potencjałem majątkowym i biznesowym; zwłaszcza w wymiarze lokalnym. Rodzi to ryzyko spowolnienia transformacji polskiej gospodarki. – podkreśla ekspertka.

W Polsce – mimo dużego udziału państwa w strukturze działalności biznesowej – dotychczas nie określono zadań firm należących do Skarbu Państwa w tych nowych warunkach. Zdaniem ekspertki:

  • Konieczne jest jasne sprecyzowanie roli i celów działania tych spółek, a także przegląd obecnej skali własności państwa w gospodarce i odpowiedź na pytanie: które ze spółek powinny nadal stanowić majątek państwowy i jaki powinien być udział państwa w ich strukturze kapitałowej, a które spółki stanowić mają przedmiot działań dezinwestycyjnych?

Podczas posiedzenia GGC zwrócono też uwagę na pozytywny aspekt ożywienia kontaktów biznesowych Ministerstwa Finansów z ukraińskimi organami rządowymi. Obok rozmów na temat udziału polskich firm w odbudowie Ukrainy, uzgadniano możliwy zakres współpracy polskich i ukraińskich firm państwowych w sektorze chemicznym, energetycznym, budowlanym i spożywczym.

INFRASTRUKTURA

Najnowsze dane GUS kreują niepokojący obraz sektora budownictwa mieszkaniowego. W 2023 roku odnotowano potężne spadki w zakresie uzyskanych pozwoleń na budowę. Deweloperzy otrzymali zgodę na budowę ponad 40 tysięcy mieszkań mniej niż rok wcześniej (spadek o 20%). Jak mówi dr Łukasz Bernatowicz – prezes Związku Pracodawców BCC, ekspert BCC ds. infrastruktury, prawa budowlanego i zamówień publicznych, minister infrastruktury Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC świadczy to o strukturalnych problemach z podażą gruntów i zwiastuje przyszłe, jeszcze większe trudności z dostarczaniem nowych mieszkań na rynek. Mniej pozwoleń oznacza bowiem mniejszą szansę na bieżące uzupełnianie oferty i rozpoczynanie nowych inwestycji. Konieczne jest podjęcie pilnych działań mających na celu zwiększenie dostępności gruntów pod budownictwo mieszkaniowe.

Wykorzystanie trybu specustawy mieszkaniowej to szansa na kilkadziesiąt tysięcy mieszkań zbudowanych w warunkach poszanowania władztwa planistycznego gminy oraz  z udziałem społeczeństwa. Konieczne jest wycofanie się z fatalnych zmian wprowadzonych w 2023 roku w zakresie normatywu miejsc parkingowych (1.5 m.park. na mieszkanie) oraz wprowadzenie szeregu dalszych zmian, zwiększających elastyczność i efektywność tego narzędzia. Specustawa powinna obowiązywać co najmniej do końca 2030 roku.           – podkreślił Bernatowicz.

BCC rekomenduje uwzględnienie uwag eksperckich wniesionych do projektu deregulacyjnego. – Za istotne ryzyko  należy uznać prawdopodobieństwo znacznego przeciągnięcia prac nad projektem ustawy deregulacyjnej, głównie ze względu na niedawną zmianę na stanowisku ministra rozwoju i technologii, związaną z kandydowaniem dotychczasowego ministra kierującego tymi pracami, w wyborach do parlamentu europejskiego – podsumował Witold Michałek minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

Lekarze o antykoncepcji awaryjnej: chwiejny krok w dobrą stronę. Powstaną „białe plamy” na mapie Polski bez dostępu do tabletki dzień po

Lekarze o „tabletce dzień po”. „Krok w stronę cywilizowanego świata, ale krok chwiejny”.

Blisko 770 aptek w całej Polsce, 26 w województwie zachodniopomorskim i 9 w Szczecinie. Tak na ten moment wygląda realizacja pilotażowego programu dotyczącego sprzedaży antykoncepcji awaryjnej w Polsce. – Należy docenić, że Polska nareszcie robi krok w stronę cywilizowanego świata oferując szerzej antykoncepcję awaryjną. Jest to jednak krok chwiejny, bo przez groźbę prezydenckiego weta dostęp do tabletki dzień po jest mocno reglamentowany i sprawiający realne problemy farmaceutom, ale i samym pacjentom. Opowiadamy się za tym, by wrócić do dyskusji na temat powszechnej antykoncepcji awaryjnej i odpowiedniej edukacji w tym zakresie – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Tylko 26 aptek w regionie zaoferuje „tabletkę dzień po”. W Szczecinie tylko jedna będzie czynna całodobowo

Jak informuje Narodowy Fundusz Zdrowia dotychczas do pilotażu zgłosiło się w całym kraju blisko 770 aptek, które złożyły wnioski lub już podpisały umowy z Funduszem. Chodzi o dystrybucję „tabletki dzień po”. Apteki będą mogły sprzedawać środki antykoncepcji awaryjnej kobietom od 15 roku życia po wcześniejszej rozmowie, po której farmaceuta zdecyduje czy sprzedaż w tym momencie jest zasadna. W Szczecinie środki będą dostępne w 9 aptekach.

– Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie od wielu miesięcy postuluje, by sprawa antykoncepcji awaryjnej była wreszcie w cywilizowany i powszechny sposób rozwiązana. Otrzymujemy tymczasem projekt, który owszem jest „jakimś rozwiązaniem”, ale na pewno nie idealnym. W dużych metropoliach antykoncepcja awaryjna będzie szerzej dostępna niż w mniejszych miastach. Dla przykładu w województwie zachodniopomorskim, jeżeli wyłączymy ze statystyk największe miasta, czyli Szczecin czy Koszalin to pozostaje tylko 15 aptek, gdzie tabletka dzień po będzie dostępna. Przykładowo, co z mieszkankami ze Stargardu, Goleniowa czy Choszczna? – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

– Sprzedaż tej tabletki powinna być powszechna i bez recepty. Rozumiemy, że koalicja rządząca obawiała się prezydenckiego weta, ale jest to trudne do zrozumienia, że w 2024 roku ktoś może mieć jeszcze wątpliwości, dlaczego antykoncepcja awaryjna jest ważna – mówi Michał Bulsa. – Mam nadzieję, że do pilotażu będzie przystępować więcej aptek, a system będzie sprawnie, administracyjnie obsługiwany i rozliczany przez Narodowy Fundusz Zdrowia – dodaje prezes Bulsa.

Prezes Bulsa: „Więcej edukacji. Młodzi ludzie na to zasługują”

Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Wraz ze sprzedażą tabletek antykoncepcji awaryjnej w polskich szkołach powinna poszerzona zostać edukacja w zakresie planowania rodziny oraz współżycia seksualnego.

– Tabletki antykoncepcji awaryjnej w przypadku osób niepełnoletnich zażywne powinny być w przypadkach naprawdę interwencyjnym. Jeżeli zależy nam na tym, by polskie dziewczęta nie odwiedzali aptek w celach zakupu takich środków to edukujmy ich o sposobach zapobiegania ciąży. Jeżeli 15-latka będzie mogła być obsłużona w aptece, gdy będzie chciała zakupić „tabletkę dzień po”, to zasługuje także na rzetelną rozmowę z nauczycielami czy lekarzami na temat antykoncepcji i płodności w uzgodnieniu z opiekunami nieletnich. Czas mówić o tym głośno i wprowadzenie „tabletki dzień po” jest do tego okazją – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Pilotaż prowadzony przez Narodowy Fundusz Zdrowia w temacie „tabletki dzień po” zaplanowano do końca czerwca 2026 roku.

„Zetki” po maturze: roszczeniowe dzieciaki, czy rozsądni finansowo młodzi dorośli?

Około 263 tys. absolwentów szkół średnich przystąpiło w tym roku do egzaminu maturalnego. Przebrnęli oni przez 527 900 egzaminów ustnych oraz 1 301 200 egzaminów pisemnych.[1] Większość z nich to nastolatki, część nie jest jeszcze nawet pełnoletnia, bo poszli do szkoły jako 6-letnie dzieci. Jednak, przynajmniej w teorii, stali się właśnie dojrzałymi ludźmi. Czy ci przedstawiciele pokolenia Z, młodzi dorastający w cyfrowym świecie, którym rodzice kieszonkowe wypłacali na konto bankowe są gotowi na dorosłe życie? Jakie są ich oczekiwania finansowe? Jak podchodzą do spłacania swoich zobowiązań? Odpowiedź na te i inne pytania zawarte są w najnowszym raporcie BIG InfoMonitor – „Świadomość ekonomiczna maturzystów 2024”.

Jak wynika z danych Eurostatu młodzi Polacy opuszczają dom rodzinny mając około 29 lat, to zdecydowanie później niż przodujący w tej kwestii Skandynawowie[2] i 2,5 roku ponad średnią w UE.

Oznacza to, że zbadani na zlecenie BIG InfoMonitor maturzyści mają jeszcze wiele lat na usamodzielnienie się. Mimo to, co 5. nastolatek deklaruje, że nie mieszka już z rodzicami (dziadkami lub innymi opiekunami). Większość usamodzielnionych maturzystów dzieli jednak mieszkanie ze znajomymi. Zaledwie 7 proc. mieszka zupełnie samodzielnie, ale nie oznacza to, że zarabiają na własne utrzymanie. 53 proc. mieszkających osobno i 42 proc. dzielących lokum ze znajomymi przyznaje, że rodzice nie muszą, jednak nadal wspierają ich finansowo. Spośród osób dzielących gospodarstwo domowe z opiekunami ¼ nie poradziłaby sobie finansowo bez pomocy, a co 3. maturzysta mógłby utrzymać się samodzielnie.

sytuacja zawodowa maturzystów

Lepiej mieć własne pieniądze

2/3 maturzystów określa sytuacje finansową swojego gospodarstwa domowego jako dobrą lub raczej dobrą, młodzi chcą jednak sami zarabiać na swoje potrzeby. Nawet 63 proc. z nich pracuje, przy czym tylko 12 proc. deklaruje, że powodem jest trudna sytuacja finansowa rodziny. Większość wykorzystuje czas po lekcjach i weekendy na prace dorywczą. Co 5. maturzysta dorabia w wakacje, a niespełna 5 proc. ma płatny staż. Blisko 20 proc. badanych nastolatków deklaruje jednak, że regularny dochód przynosi im internet. – Biznes w sieci prowadzę od 2 lat. Najpierw sprzedawałam używane ubrania w serwisach z ogłoszeniami. Teraz prowadzę internetowy butik na Instagramie. Dzięki temu nie muszę prosić rodziców o pieniądze na swoje potrzeby i mogę też coś odłożyć – mówi 18-letnia Weronika, która szkołę średnią ukończyła w edukacji domowej. To w sieci toczy się większość życia młodych, nic dziwnego więc, że wykorzystują to środowisko także do zarabiania.

Rozsądne oczekiwania

Jak widać, mimo że pokolenie Z bywa określane jako roszczeniowe i leniwe, badanie pokazują je w zdecydowanie lepszym świetle. Nie dość, że większość z nich podejmuje pierwszą pracę w wieku kilkunastu lat by odciążyć domowe budżety, to ich oczekiwania finansowe nie odbiegają daleko od rzeczywistości. Niezależnie od tego czy mieszkają na wsi, czy w dużym mieście, młodzi deklarują, że aby móc się usamodzielnić muszą zarabiać około 4 tys. zł na rękę. Jedynie mniej niż co 6. badany uznał, że potrzebuje w tym celu co najmniej 6 tys. zł. – Może to być pozytywnym efektem edukacji finansowej, bo „zetki” już w szkole podstawowej podejmowały tematy związane z finansami osobistymi. Z resztą sami uważają edukację w tym obszarze od najmłodszych lat za ważną. Jest to istotna zmiana na tle starszych pokoleń, których wiedza o inwestowaniu, oszczędzaniu czy zaciąganiu kredytów nie jest niestety wysoka – zauważa dr hab. Waldemar Rogowski, prof. SGH i główny analityk BIG InfoMonitor. Do podobnych wniosków doszedł też Senat RP, który zainspirowany przez organizacje pozarządowe, ogłosił 2024 Rokiem Edukacji Ekonomicznej. – Uczenie młodych ludzi o sprawach finansowych jest bardzo ważne. Przecież taka wiedza przyda nam się w życiu zdecydowanie bardziej niż budowa pantofelka czy znajomość dopływów Nilu – mówi tegoroczny maturzysta Kacper.

ile chcą zarabiać maturzyściKredyt? Nie, dziękuję

Badanie przeprowadzone na zlecenie BIG InfoMonitor pokazuje też, że maturzyści do pieniędzy podchodzą raczej odpowiedzialnie. Niespełna 8 proc. uważa, że jest za młoda by myśleć o swojej finansowej przyszłości, a jedynie 10 proc. nie ma żadnych oszczędności. Młodzi ostrożnie podchodzą też do zaciągania kredytów i pożyczek. Uważają też, że każdą pożyczkę trzeba dobrze przemyśleć. Co ciekawe jednocześnie są zdania, że zabezpieczenie przyszłości to coś, o czym się powinno myśleć na starość, a nie gdy jest się młodym. 46 proc. uważa, że ewentualne zadłużenie się trzeba dobrze przeanalizować, a 35 proc. dopuszcza taką możliwość tylko w wyjątkowych sytuacjach. Co 4. maturzysta zakłada, że nie będzie korzystał z pożyczek. Jednocześnie co 3. badany uważa, że niespłacanie długów jest niemoralne. Trudną sytuację finansową, jako usprawiedliwienie dla niepłacenia zobowiązań akceptuje tylko 16 proc. nastolatków.

O krok do zastania dłużnikiem

Ale to deklaracje, bo wg danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, zaległe zobowiązania osób między 18 a 24 rokiem życia przekroczyły na koniec marca 1 mld zł. Problemy ze spłatą bieżących zobowiązań ma blisko 129 tys. młodych. Średnio na osobę przypada 8 103 zł zaległych zobowiązań. Patrząc jednak na udział dłużników w łącznej populacji pełnoletniego społeczeństwa, nie wypadają najgorzej. Stanowią niespełna 5 proc. niesolidnych płatników. W rok (od marca 2023 do marca 2024) zadłużenie młodych osób zwiększyło się jednak o ponad 108 mln zł, podczas gdy jeszcze rok wcześniej obserwowaliśmy wolniejszy przyrost zadłużenia tego pokolenia – na poziomie 55 mln zł. Pociesza jednak fakt, że w tym samym czasie liczba niepłacących osób spadła o 1 940 (rok wcześniej młodych dłużników przybyło o 7 854 ). Na ponad 1 mld zł zaległych zobowiązań tej grupy wiekowej przypada niemal tyle samo zaległości kredytowych, jak i pozakredytowych.

Jeśli natomiast spojrzeć wyłącznie na wchodzących w dorosłość 18-latków, to odsetek tych z zaległymi długami jest znikomy i wynosi zaledwie 0,2 proc. 4 624 osoby mają do spłacenia niespełna 4,6 mln zł długów. Tylko lub aż 733 z nich ma zaległe zobowiązania kredytowe na 1,5 mln zł, reszta to niespłacone rachunki np. za czynsz, telefon, internet, kary za jazdę bez biletu czy nawet już alimenty. Średnio na jednego 18-latka przypada niewielka kwota – niecały 1000 zł zaległości. Jak pokazują dane BIG InfoMonitor najwięcej zadłużonych nastolatków mieszka w Łódzkiem (1061), najmniej w Świętokrzyskiem (41).

– Młodym maturzystom niedaleka droga do zastania niesolidnym płatnikiem, bo w grupie wiekowej 18-24 uzbierała się już spora grupa osób z problemami finansowymi. Choć 18-latków – dłużników jest niewielu, to już rok czy dwa lata później widać, że sytuacja się zmienia. Jaki widać te – „nie” dla kredytów – co deklarują młodzi jest tu stwierdzeniem trochę na wyrost, bo rzeczywistość wygląda często nieco inaczej. Cieszy jednak fakt, że spora część tegorocznych maturzystów (46 proc.), którzy wchodzą dopiero w dorosłość uważa, że wzięcie kredytu lub pożyczki trzeba dobrze przemyśleć i rozważyć ewentualne skutki, tj. np. możliwości spłat. To dobry prognostyk na przyszłość, gdyż jedynie odpowiedzialne zadłużanie się jest bezpieczne, bo przecież kredyt czy pożyczka to dzisiejsza konsumpcja przyszłych dochodów– dodaje dr hab. Waldemar Rogowski, profesor SGH i główny analityk BIG InfoMonitor.

finanse maturzystów pieniądzeWyższe wykształcenie traci na znaczeniu

Matura to nie tylko zakończenie pewnego etapu edukacji, ale przede wszystkim przepustka na studia. O ile jeszcze 6 lat temu nawet 95 proc. maturzystów planowało kontynuować naukę na uczelniach[3], to obecnie odsetek ten spada. Jedynie 56 proc. respondentów badania BIG InfoMonitor deklaruje, że zamierza jesienią iść na studia. Zainteresowanie studiami jako oczywisty krok „po maturze” dla młodzieży wygląda dziś nieco inaczej. Zdawać na studia stacjonarne chce 36 proc. z nich, a na zaoczne 20 proc. Wielu ma jednak inne plany. Iść do pracy, podróżować, założyć firmę, wyjechać z Polski, pracować u rodziców. Lista pomysłów nie sprowadza się więc jedynie do kontynuacji nauki.

– Młodzi nie są już tak bardzo przekonani do studiowania jak ich rodzice. Zapewnienia, że wyższe wykształcenie da im dobrą pracę już dawno nie są prawdziwe. Co piąty Polak z wyższym wykształceniem pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Coraz częściej widać też, że dobry rzemieślnik już na początku kariery może zarobić więcej niż absolwent szkoły wyższej, nawet ten pracujący w zawodzie – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski. 1 na 3 maturzystów zdaje sobie sprawę z tego, że na rynku pracy coraz bardziej liczy się doświadczenie, więc zamierza podjąć pracę na pełen etat, często łącząc to ze studiami zaocznymi.

Z badania Sytuacja zawodowo-finansowa maturzystów 2024 przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wyłania się obraz rozsądnego, dobrze poruszającego się w zagadnieniach związanych z domowym budżetem młodego człowieka, który chce pracować i jest gotów się usamodzielnić, gdy tylko osiągnie stabilizację finansową. Jeśli statystyki te potwierdzą się wśród wszystkich, którzy właśnie mają za sobą egzamin dojrzałości, dobrze wróży to naszemu społeczeństwu i jego dobrej edukacji ekonomicznej.

Badanie CAVI Świadomość ekonomiczna maturzystów 2024 zostało przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, na próbie 300 osób w wieku 17-20 lat zdających maturę w 2024 roku. Realizacja badania: 24.04-05.05. 2024

[1] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Niemal-wszyscy-maturzysci-chca-isc-na-studia-7692638.html

[2] W Finlandii, średnia wieku wynosi 21,3 lat, w Szwecji 21,4 lat, a w Danii 21,7 lat.

[3] https://www.infor.pl/prawo/dziecko-i-prawo/edukacja/6590189,formula-2023-r-kto-zdaje-jakie-arkusze-egzaminacyjne-jakie-wymogi.html

Czy niedługo giełdy będą działać 24/7?

Od przyszłego tygodnia, rozlicznia transakcji giełodwych w USA będa szybsze, dokonywane w ciagu jednego dnia. Jest to także krok w kierunku handlu akcjami przez całą dobę, o co zabiega już amerykańska giełda NYSE. Co ciekawe, według danych historycznych, najwyższe zyski giełdy przynoszą właśnie w nocy – to zjawisko nazywane jest “efektem overnight”.

Już od przyszłego tygodnia rozliczenia transakcji giełdowych w USA będą przebiegać szybciej. Od wtorku 28 maja (ponieważ poniedziałek w USA jest wolnym od pracy Memorial Day) giełdy będą rozliczać swoje transakcje w modelu D+1 – dzień po dokonaniu transakcji. Chodzi o to, by skrócić czas pomiędzy transakcją a jej rozliczeniem, a tym samym zmniejszyć ryzyko pojawienia się w tym czasie jakichkolwiek problemów. Jednocześnie jednak dojdzie do pewnej dysharmonii amerykańskich i europejskich regulacji, które dotychczas zakładały rozliczenia w modelu D+2 (dwa dni po dokonaniu transakcji). Także w Polsce rozliczania cały czas są dokonywane przez giełdę wraz z Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych w ciągu dwóch dni.

Rozliczenia transakcji podążają za coraz szybszym inwestycyjnym światem w kierunku  natychmiastowym rozliczeń. Dzieje się to sukcesywnie od 1987 roku – giełdowego krachu w Czarny Poniedziałek. W 1995 roku zmieniono rozliczenia z modelu D+5 na D+3, a w 2017 – do obecnego D+2. Dla porównania, w Chinach transakcje rozliczane są jeszcze szybciej, w modelu D+0, a w Indiach – D+1.

Poprawa szybkości rozliczeń to jeden z elementów potrzebnych do wprowadzenia całodobowych notowań giełdowych. Wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, dlaczego handlować mogą tylko w godzinach pracy giełdy, a nie tak jak na rynku walutowym, czyli praktycznie przez całą dobę. Już dziś klienci niektórych brokerów mają dostęp do notowań części akcji poza standardowymi godzinami handlu.

Amerykański regulator rozpatruje zatem wniosek NYSE o wprowadzenie handlu akcjami przez 24h/dobę. Byłaby to fundamentalna zmiana, największa od wprowadzenia stałego sześciodniowego tygodnia notowań w 1871 roku i późniejszego skrócenia go do 5 dni w 1952 roku.

Być może pierwszym krokiem do całodobowych notowań może być rozszerzenie obecnie zatwierdzonych godzin handlu. Dla polskich klientów szczególnie wartościowe mogłoby się okazać wcześniejsze rozpoczęcie notowań, ponieważ na dzień dzisiejszy, amerykańska giełda startuje o 9:30 czasu nowojorskiego, czyli o 16:30 w Polsce.

Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt związany z czasem trwania giełdowych notowań. Nazywany jest “efektem overnight”. Okazuje się, że zdecydowana wiskszość zwrotów z indeksu S&P500 przypada na porę nocną, a nie podczas standardowych, dziennych notowań. Dzieje się tak dlatego, że to w okresie poza notowaniami publikowanych jest większość wyników finansowych spółek, a także część danych makroekonomicznych. Ten „efekt nocny” jest również widoczny na innych dużych rynkach, od Kanady po Hongkong. Wydaje się szczególnie silny w przypadku aktywów będących w większości własnością inwestorów indywidualnych. Handel nocny jest zazwyczaj mniej płynny i bardziej zmienny od dziennych sesji. Sprawia to, że replikacja „efektu overnight” jest trudna i wiąże się z wyższymi kosztami handlowymi. Spowodowało to szybkie zamknięcie funduszu ETF (NSPY), utworzonego właśnie w celu jego replikacji. Handel overnight daje jednak przestrzeń do reagowania na wyniki poza godzinami pracy, takie jak ostatnie wyniki Tesli czy Nvidia, a także na raporty z amerykańskiej gospodarki.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Sejm przyjął ustawę o sygnalistach

W czwartek 23 maja br. Sejm przyjął ustawę o ochronie sygnalistów, której celem jest ochrona osób zgłaszających naruszenie prawa niezależnie od podstawy i formy świadczenia pracy lub pełnienia służby.

 O czym warto pamiętać wdrażając w organizacji ochronę sygnalistów?

Ustawa umożliwia przyjmowanie anonimowych zgłoszeń.

  • Na pracodawcy spoczywa ciężar dowodu, że podjęte działania wobec sygnalisty nie są działaniami odwetowym.
  • Sygnalista, wobec którego dopuszczono się działań odwetowych, ma prawo do odszkodowania lub prawo do zadośćuczynienia.
  • Obowiązek wdrożenia wewnętrznej procedury dotyczy, co do zasady, pracodawców na rzecz których według stanu na dzień 1 stycznia lub 1 lipca danego roku wykonuje pracę zarobkową co najmniej 50 osób.
  • Wprowadzenie wewnętrznej procedury musi być poprzedzone konsultacjami z zakładową organizacją związkową lub przedstawicielami pracowników. Konsultacje trwają nie krócej niż 5 dni i nie dłużej niż 10 dni od dnia przedstawienia przez pracodawcę projektu procedury zgłoszeń.
  • Podmioty prywatne należące do grupy kapitałowej mogą ustalić wspólną procedurę zgłoszeń wewnętrznych.

Ustawa przewiduje także przepisy karne. W tym miejscu należy zasygnalizować, że kto będąc odpowiedzialnym za ustanowienie procedury zgłoszeń wewnętrznych, procedury tej nie ustanawia lub ustanawia ją z istotnym naruszeniem, podlega karze grzywny.

Zdaniem dr Beaty Baran – Wesołowskiej z kancelarii BKB Baran Książek Bigaj:

„Ustawa o ochronie sygnalistów stanowi swoisty przełom. Do tej pory w systemie prawa polskiego brakowało kompleksowych regulacji w tym zakresie. Na szczególną uwagę zasługuje szeroki katalog przedmiotowych zgłoszeń obejmujących m.in. Naruszenia z zakresu prawa pracy, korupcję czy nieprawidłowości związane z procedurami przetargowymi. Co kluczowe, informacje o zgłaszanych naruszeniach winny być uzyskane w kontekście związanym z pracą (w kontekście służbowym/profesjonalnym).” 

Ustawa wchodzi w życie w większości swych postanowień po upływie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia. Biorąc pod uwagę szybkie tempo prac nad ustawą jest to ostatni moment na dostosowanie swoich organizacji do nowych wymogów prawnych.

Matki częściej od ojców doświadczają trudności z pogodzeniem ról rodzica i pracownika

Organizacje coraz więcej uwagi poświęcają budowaniu różnorodnych i włączających środowisk pracy. Jednocześnie wśród profesjonalistów rośnie świadomość nierówności i nieuświadomionych uprzedzeń, które mogą określać szanse jednostki na rozwój zawodowy i sprawiedliwe wynagrodzenie. Jak wynika z badania Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2024” pomimo pozytywnych zmian w zakresie równania szans kobiet i mężczyzn, wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Chociaż wyzwań z pogodzeniem roli pracownika i rodzica doświadczają zarówno kobiety, jak i mężczyźni, to pracującym mamom jest trudniej – w karierze z takimi trudnościami spotkało się aż 64 proc. z nich.

W Polsce wciąż nie można mówić o pełnej równości szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Profesjonalistki częściej doświadczają w karierze trudności wynikających z płci, dostrzegają lukę płacową i nierówne szanse na awans. Ponadto wciąż rzadziej od mężczyzn sięgają po stanowiska zarządcze i kierują zespołami składającymi się głównie z mężczyzn.

Tegoroczna edycja raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2024”, prezentująca wyniki badania przeprowadzonego wśród ponad 2,5 tys. specjalistek i specjalistów w Polsce, ujawniła jednak niewielkie, lecz bardzo pozytywne zmiany. Profesjonalistki częściej niż przed rokiem awansują w wyniku własnych starań, co może oznaczać, że odważniej komunikują swoje oczekiwania i sięgają po swoje. Nieznacznie wzrósł również odsetek kobiet przekonanych, że płeć nie warunkuje otrzymywanego wynagrodzenia oraz szans na uzyskanie awansu.

Pozytywne zmiany na rynku pracy mogą wynikać z połączenia dwóch oddolnych ruchów. Z jednej strony obserwujemy liczne inicjatywy DE&I (diversity, equity & inclusion) podejmowane przez kolejnych pracodawców. Natomiast z drugiej rosną naciski ze strony pracowników i kandydatów, którzy chcą pracować w firmach stawiających na kompetencje, sprawiedliwość i transparentność. Mówienie o równości i różnorodności niestety nie zawsze oznacza, że kobiety i mężczyźni mogą liczyć na równe traktowanie. Jest to szczególnie dotkliwe dla pracujących mam, które niejednokrotnie doświadczają uprzedzeń ze zwiększoną mocą – jako kobiety oraz osoby wychowujące dzieci – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE – Enterprise Solutions w Hays Poland.

PRACUJĄCY RODZICE WCIĄŻ STOJĄ PRZED WYBOREM – PRACA CZY DZIECI?

Wśród osób wychowujących dzieci, aż 64 proc. kobiet oraz 42 proc. mężczyzn deklaruje, że w swojej karierze zawodowej doświadczyło trudności związanych z pogodzeniem pracy i obowiązków rodzicielskich. Pozytywną informacją jest, że odsetek respondentek doświadczających takich wyzwań nieznacznie, lecz regularnie maleje. Jednocześnie wśród respondentów trudno mówić o jednoznacznym trendzie. Odsetek ojców, którzy napotkali takie przeszkody, na przestrzeni roku wzrósł o 5 pkt proc. do poziomu 42 proc.

Czy w karierze zawodowej kiedykolwiek napotkałeś/ napotkałaś przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dzieci?

  Tak Nie
Kobieta 64% 36%
Mężczyzna 42% 58%

Wyłącznie respondenci, którzy wychowują dziecko/ dzieci.

Pracujące mamy najczęściej skarżą się na brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka (69 proc.), konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe (65 proc.) oraz niewystarczający czas na przebywanie z bliskimi (59 proc.). Odpowiedzi udzielane przez respondentów rysują podobny obraz.

Jakie przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dziecka/ dzieci pojawiły się w Twojej karierze zawodowej? Pięć najczęściej wskazywanych

Kobieta Mężczyzna
Brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka 69% 76%
Konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe 65% 69%
Zbyt mało czasu na przebywanie z bliskimi 59% 64%
Trudności z wzięciem zwolnienia na czas choroby dziecka 53% 47%
Brak ułatwień ze strony pracodawcy (nieelastyczne godziny pracy, nadgodziny, wyjazdy) 49% 40%

Pięć najczęściej wskazywanych odpowiedzi. Wyłącznie respondenci, którzy napotkali takie przeszkody.

NIEKTÓRE TRUDNOŚCI DOTYCZĄ GŁÓWNIE MAM

Największa różnica w odpowiedziach kobiet i mężczyzn dotyczy trudności z powrotem po urlopie rodzicielskim na uprzednio zajmowane stanowisko, której doświadczyło 31 proc. kobiet i zaledwie 3 proc. mężczyzn. Pomimo rosnącej liczby ojców korzystających z urlopu rodzicielskiego, wciąż nie jest to powszechna praktyka. Dysproporcje występują również w przypadku trudności związanych z postrzeganiem rodzicielstwa przez otoczenie zawodowe.

Jak zauważa ekspert Hays, rodzicielstwo i obowiązki opiekuńcze bardzo często wciąż rozumiane są jako domena kobiet, co przekłada się na życie zawodowe pracujących mam. Najczęściej to właśnie w przypadku profesjonalistek rodzicielstwo postrzegane jest jako czynnik ograniczający ich dyspozycyjność i zaangażowanie. W przypadku pracujących ojców takie założenia wysuwane są zdecydowanie rzadziej.

Nawet w sytuacjach, w których rodzice partnersko, po równo dzielą się obowiązkami opiekuńczymi wobec dzieci, to kariera matki jest bardziej narażona na działanie nieuświadomionych uprzedzeń lub krzywdzących założeń po stronie osób decyzyjnych. Dlatego tak ważne są działania edukacyjne, których celem jest zwiększanie i normalizowanie pełnego udziału ojców w życiu dzieci, już od momentu narodzin. Pozwala to na walkę ze stereotypem jakoby wychowanie dzieci było zadaniem typowo kobiecym i zwiększanie świadomości, że rodzicielstwo i obowiązki z nimi związane mogą w równym stopniu „obciążać” zarówno matkę, jak i ojca – komentuje Łukasz Grzeszczyk, CEE Executive Director – Investors Consulting & Talent Location Strategy w Hays.

Ekspertka Hays podkreśla jednak, że młode pokolenie jest wychowywane inaczej, co daje nadzieję na pozytywną zmianę: – Młodzi ludzie są bardziej wrażliwi na przejawy wszelkich nierówności i odporni na sugestie dotyczące tego, co jest domeną kobiet, a co mężczyzn. Możliwe, że osoby, które wkraczają i będą wkraczać na rynek pracy na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat, będą jedną z sił wypierających z rynku pracy nieuświadomione uprzedzenia i przekonania – również te dotyczące rodzicielstwa. W połączeniu z działaniami na rzecz równiejszego podziału nieodpłatnej pracy opiekuńczej, realnie odczarowanie tak głęboko zakorzenionego w kulturze wizerunku rodzica-kobiety staje się wysoko prawdopodobne – podsumowuje Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2024” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2024 roku.

Allegro: 9% wzrost nastrojów konsumenckich. Optymizm kupujących napędza zakupy w Internecie

Jak wynika z najnowszego raportu “Customer Journey 2024. Poszukiwanie i zakup produktów online” przygotowanego przez  Allegro i agencję badawczą Minds & Roses, w ciągu ostatniego roku widać stabilizację nastrojów konsumenckich w kraju. Wydarzenia społeczno-ekonomiczne w Polsce i za granicą nie mają już aż takiego wpływu na decyzje zakupowe, jak rok wcześniej (38% vs 47%). Poprawę nastrojów widać też w danych GUS, z których wynika, że poziom pozytywnego, konsumenckiego nastawienia w br. wzrósł aż o 23 p.p., osiągając wynik notowany jesienią 2021 roku. Kupujący coraz chętniej korzystają z zakupów online, a przejście od tradycyjnego modelu do e-commerce przynosi ze sobą nowe nawyki i preferencje zakupowe, które mają szansę zrewolucjonizować rynek handlu detalicznego w Polsce.

Jak wynika z raportu: „Customer Journey 2024. Poszukiwanie i zakup produktów online”, poziom optymizmu konsumentów w porównaniu do 2023 roku wzrósł o 9 p.p., co jest pozytywnym sygnałem dla rynku. Przez ostatnie dwa lata średnio połowa Polek i Polaków deklarowała, że wydarzenia społeczno-ekonomiczne wpływają na ich decyzje zakupowe. Tegoroczna samoocena w badaniu Customer Journey, w połączeniu z Bieżącym Wskaźnikiem Ufności Konsumenckiej (GUS), sugeruje, że konsumenci zaczynają odczuwać większą stabilność i pewność w swoich decyzjach zakupowych.

Warto zauważyć, że ponad połowa badanych nadal kupuje w bardziej przemyślany sposób niż wcześniej oraz stara się wydawać jak najmniej i oszczędzać. Również ponad połowa (55%) z nich deklaruje, że większą wagę przykłada do wyboru platform zakupowych/sklepów oferujących niższe ceny, co wskazuje na rosnące znaczenie atrakcyjności cenowej w podejmowaniu decyzji zakupowych. Pomimo rosnącego optymizmu, 38% konsumentów korzystających z Internetu nadal dostrzega wpływ wydarzeń społeczno-ekonomicznych, takich jak zmiany podatkowe, inflacja i wojna w Ukrainie, na swoje decyzje zakupowe.

Te dane pokazują, że choć konsumenci są bardziej optymistyczni, ich podejście do zakupów pozostaje ostrożne i przemyślane. Rynek będzie musiał dostosować się do wymagań klientów, oferując nie tylko atrakcyjne ceny, ale także zapewniając poczucie dokonywania zakupów dobrych produktów za atrakcyjną cenę, większą wygodę i bezpieczeństwo zakupów – komentuje  Karol Kaczorowski z Minds & Roses. 

Konsumenci stawiają na zakupy online

Decyzje o zakupach online podejmowane są na podstawie kilku kluczowych czynników: ceny, wygody, bezpieczeństwa, zaufania do sprzedawcy oraz dostępności produktów i informacji. Platformy, które spełniają te oczekiwania, zyskują zaufanie konsumentów. Jak wynika z raportu, kupujący podkreślają przede wszystkim znaczenie szybkości dostawy (42%) i posiadania konta na platformie (37%), co ułatwia im proces zakupowy. Dodatkowo zakupom sprzyja łatwość znalezienia produktu (29%) i atrakcyjna cena (55%). Takie podejście do zakupów online wskazuje na rosnące znaczenie kompleksowej oferty i niezawodności platform zakupowych.

Aż 78% osób rozpoczynających zakupy na Allegro kończy je na naszej platformie. Co ciekawe, 41% konsumentów zaczynających od Google, finalnie i tak dokonuje zakupu u nas. To dowód uznania atrakcyjnych cen, warunków dostawy i bardzo szerokiej oferty produktowej. Dzięki temu połączeniu Allegro jest najchętniej wybieraną w Polsce wyszukiwarką produktów. Sprzedawcy i marki widzą ten silnie zagregowany popyt, analizują efektywność reklamy na Allegro i odważnie zmieniają swoje marketingowe priorytety inwestycyjne – wyjaśnia Marcin Bruś, Advertising Director, Allegro. 

Po jedzenie do Internetu? Rosnąca rola platform typu marketplace

Coraz więcej konsumentów zaczyna swoje zakupy na platformach marketplace, co jest szczególnie widoczne w kategoriach FMCG, w tym w takich działach jak chemia domowa, produkty spożywcze czy artykuły dla zwierząt. W kategorii żywność, liczba osób rozpoczynających zakupy na Allegro wzrosła aż o 11 punktów procentowych w porównaniu do ubiegłego roku. Jest to efekt rosnącej liczby sprzedawców, którzy oferują szeroki asortyment produktów oraz atrakcyjnej cenowo oferty. Konsumenci coraz częściej postrzegają Allegro jako wygodne i ekonomiczne miejsce do zakupów codziennych, co zmienia ich dotychczasowe nawyki.

Z badania „Customer Journey 2024. Poszukiwanie i zakup produktów online.” wynika również, że 46% badanych preferuje kupowanie produktów znanych marek na platformach handlowych takich jak Allegro. To pokazuje rosnącą rolę marketplace’ów w promocji i sprzedaży produktów znanych brandów. Ten trend wskazuje na konieczność adaptacji strategii marketingowej znanych marek, które muszą skupić się na widoczności na platformach marketplace oraz na budowaniu lojalności konsumentów poprzez atrakcyjne oferty i promocje.

Porównywanie cen online coraz powszechniejsze

Jak wynika z raportu, nadal aż 66% konsumentów sprawdza ceny online podczas wizyty w sklepie stacjonarnym. Konsumenci poszukują wygody, szerokiej oferty i lepszych cen, co jest łatwiejsze do osiągnięcia w środowisku online. W zakupach online przeważa między innymi dostęp do szczegółowych informacji o markach i produktach oraz możliwość ich porównania, co wskazuje na rosnącą preferencję konsumentów do korzystania z technologii w celu podejmowania bardziej świadomych decyzji zakupowych. Z kolei zakupy offline oferują możliwość bezpośredniej konsultacji z obsługą sklepu oraz lepsze dopasowanie produktów, takich jak ubrania, a to nadal jest ważnym elementem doświadczenia zakupowego. Ta dwutorowa strategia zakupowa wskazuje na coraz bardziej złożone i wielowymiarowe zachowania konsumentów, którzy potrafią balansować między atutami zakupów online a wartością osobistego kontaktu i doświadczenia.

 

Odblokowanie 155 miliardów dolarów w tokenach może zachwiać rynkiem krypto

W latach 2024-2030 zostaną odblokowane tokeny firm działających na rynku Web3 i blockchain o wartości około 155 miliardów dolarów. Bez zwiększonego popytu po stronie kupujących, te odblokowania mogą wywrzeć znaczną presję spadkową na ceny tokenów, co w konsekwencji może doprowadzi do spadku wartości wielu firm. W szczególności dot. to nowych projektów, które zadebiutowały na rynku w ostatnim czasie – wynika z najnowszego raportu autorstwa Binance Research.

Rynek krypto jest ostatnio świadkiem trendu, w którym tokeny nowych firm są wprowadzane na rynek z bardzo wysokimi wycenami FDV (FDV – Fully Diluted Valuation), ale niską początkową podażą. Winduje to w górę teoretyczną wartość takich firm, ale w rzeczywistości wiele tokenów jest zablokowanych lub niedostępnych do handlu. Ten model jest często napędzany finansowaniem venture capital (VC) i optymistycznymi nastrojami rynkowymi.

Do handlu może trafić nawet 80% zablokowanych do tej pory tokenów

Patrząc na stosunek kapitalizacji rynkowej do wyceny FDV, wiele niedawno wprowadzonych tokenów ma niską podaż w obiegu, często poniżej 20%. Ta niska podaż, w połączeniu z wysokimi FDV, wyjaśnia bardzo wysoką wycenę tych tokenów. Często jest ona porównywalna z wycenami tokenów uznanych projektów dot. warstwy 1 (Layer 1) lub DeFi, pomimo braku porównywalnej liczby użytkowników.

Aby ceny tych tokenów pozostały stabilne w ciągu najbliższych kilku lat, potrzebne byłyby nowe inwestycje o wartości około 80 miliardów dolarów, aby zrównoważyć zwiększoną podaż. Jest to trudne wyzwanie, zwłaszcza przy wahaniach rynku, zauważają analitycy Binance Research.

W związku z tym firma w swoim raporcie zaleca inwestorom ostrożność w dokonywaniu inwestycji i położenie nacisku na analizowanie podstaw projektów, w tym ich tokenomiki, wyceny, rentowności produktu i danych uwierzytelniających zespołu. Ponadto ważne jest także podstawowe zrozumienie harmonogramów odblokowywania tokenów w połączeniu z dokładną analizą due diligence.

Konsekwencje dla inwestorów i firm krypto

„Tokenomika jest niewątpliwie jednym z najważniejszych aspektów, jaki powinny wziąć pod uwagę zarówno inwestorzy, jak i zespoły projektowe. Chociaż wprowadzanie tokenów z niską początkową podażą w obiegu może napędzać cenę, to jednak stałe odblokowywanie i emisja dalszych tokenów powodują presję sprzedażową, co negatywnie wpływa na długoterminowe wyniki” – czytamy w raporcie.

Z drugiej strony nowe projekty Web3 i blockchain powinny przyjąć długoterminowe myślenie w projektowaniu tokenomiki, zapewniając sprawiedliwą dystrybucję tokenów i uwzględniając implikacje wysokich wycen FDV i niskiej podaży tokenów. Strategie, takie jak spalanie tokenów, przyznawanie uprawnień w oparciu o kamienie milowe i zwiększanie początkowej podaży w obiegu, mogą pomóc złagodzić przyszłą presję sprzedażową.

„Ważną rolę do odegrania mają fundusze VC, które powinny współpracować z zespołami projektowymi w celu zapewnienia sprawiedliwej dystrybucji dostaw tokenów i rozsądnych wycen” – podsumowuje Binance Research.

ESG: Nowa era w polskich korporacjach

Dyrektorzy zrównoważonego rozwoju to nowość w polskich korporacjach, która będzie lada dzień jedną z kluczowych funkcji. Takie stanowiska mają Microsoft, Żabka, Uniwersytet Gdański, a nazwy banków można wyliczać długo. Szeregowych pracowników zajmujących się ESG też będzie więcej. Tylko w ciągu kilku lat firma PwC zwiększy zatrudnienie w tej specjalizacji do 100 tys. Gdy to ogłaszała, miała na pokładzie ledwie 2 tys. ludzi odpowiedzialnych za ESG. W Polsce już teraz brakuje ok. 1,5 tys. specjalistów, a nowe zapisy prawne obligują firmy do zatrudniania ekspertów. Zarobki? Nawet kilkanascie tysięcy złotych. 

Dwadzieścia lat temu międzynarodowa firma chemiczna firma DuPont z siedzibą w Delaware jako pierwsza amerykańska spółka publiczna mianowała dyrektorkę ds. zrównoważonego rozwoju (CSO). Początkowo cel był jeden – poprawa wizerunku po wielu kontrowersyjnych działaniach firmy, które zagrażały środowisku naturalnemu. Jak się jednak okazało piastująca to stanowisko Linda Fisher – wcześniej zastępca dyrektora w amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska mianowana przez administrację George’a W. Busha – zrobiła coś więcej niż troska o dobry PR swojego nowego pracodawcy.

Wprowadziła zmiany, które doprowadziły do zauważalnej redukcji zanieczyszczeń. Naciskała na kadrę kierowniczą, aby postrzegała kwestie klimatyczne nie tylko jako problem emisji, ale jako źródło nowych możliwości biznesowych dzięki innowacjom w zakresie ekologicznych materiałów i procesów. Zrównoważony rozwój – w myśl Fisher – polegał więc na inwestycjach w badania i wypracowanie nowych rozwiązań, które miały przynosić firmie zyski, ale jednocześnie miały być “czyste”. Przykłady? To w DuPont na masową skalę zaczęto produkcję etanolu z odpadów roślinnych, zredukowano lotne związki organiczne w farbach, ulepszono też łańcuch dostaw, który tradycyjnie emituje najwięcej szkodliwych substancji.

ESG – to już nie tylko PR, to twarde zyski

ESG, czyli ten zrównoważony rozwój opiera się jednak nie tylko na aspekcie eko. Skrót pochodzi od E – środowisko, S – społeczna odpowiedzialność i G – ład korporacyjny. Czyli dyrektor ds. ESG nie jest w korporacji „panem od przyrody”, tylko menadżerem zarządzającym strategicznymi sektorami, na które składają się czynniki wewnętrzne, i zewnętrzne – łącznie z wizerunkowymi spółki. Dotychczas część tych zagadnień zawierała się w społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR).

Działania Fisher są symbolem wzrostu pozycji dyrektorów ds. zrównoważonego rozwoju w amerykańskich korporacjach. Nikogo zatem już nie dziwi awans z CSO na stanowisko zarządzające całą firmą. Taką drogę przeszła choćby Helena Helmersson z H&M w 2020 roku. W swoim portfolio dotyczącym zrównoważonego rozwoju Helmersson może sobie zapisać zobowiązanie firmy do stosowania bawełny organicznej i tekstyliów pochodzących z recyklingu oraz wycofywania niebezpiecznych chemikaliów z produkcji. Jako dyrektor generalna zajmuje się teraz promowaniem zrównoważonego rozwoju w całej firmie, której celem jest redukcja emisji o 56% do 2030 roku – co jest dużym wyzwaniem dla marki fast fashion.

Początkowo uważano, że wysiłki na rzecz zrównoważonego rozwoju należą do miękkiej strony biznesu, gdzieś pomiędzy zasobami ludzkimi, marketingiem i komunikacją oraz bezpieczeństwem i higieną. Jednak obecnie dyrektor CSO rozmawia na równi z ludźmi odpowiadającymi w firmach za finanse, innowacje i strategię, bo takie działania po prostu opłacają się markom – tłumaczy Natalia Geming, partnership manager w Posadzimy.pl, firmy która wzmacnia działania firm w obszarze ESG i CSR poprzez zasadzenia drzew w ich imieniu.

Na wzrost znaczenia CSO wskazują liczby. Według analityków Weinreb Group – działającej w San Francisco agencji rekrutacyjnej specjalizująca się z wyszukiwaniem talentów z zakresu ESG – w 2011 roku zaledwie 29 amerykańskich spółek publicznych zatrudniało osobę odpowiedzialną za sprawy zrównoważonego rozwoju. Według stanu na 2023 rok jest ich już ok. 200. Według magazynu Fortune ponad 50 firm z ich listy największych firm ma swojego “kontrolera ESG”.

Jednak chodzi nie tylko o stanowiska w kadrach zarządzających. W 2021 roku firma PwC ogłosiła, że do 2026 roku planuje zatrudnić 100 tys. konsultantów ds. zrównoważonego rozwoju i społecznej odpowiedzialności biznesu. Stanowi to kosmiczny wręcz wzrost w porównaniu z dwoma tys. osób na tych stanowiskach w momencie poinformowania o decyzjach. Koszty? 12 miliardów dolarów. Jeśli weźmie się pod uwagę, że ich obecna łączna baza pracowników wynosi nieco ponad 300 tys., jasne jest, że PwC oczekuje, że nowoczesny biznes wkrótce skupi się wokół zielonej agendy.

Według magazynu Fortune ponad 50 firm z ich listy największych firm ma swojego „kontrolera ESG”. Rola ta czerpie inspirację od kontrolerów finansowych, którzy trzymają pieczę nad finansami spółek, aby nie miały one problemów z wymaganiami regulatorów.

Zasadniczo jestem odpowiedzialna za rzetelność raportowania wszystkich naszych ujawnień w zakresie ESG, ale też na budowaniem relacji między poszczególnymi działami i stanowiskami – powiedziała Tarynn Zenk, kontrolerka ESG w Mastercard podczas dyskusji panelowej na konferencji GreenBiz 24 i jak podkreśla jej zespół “nie może spać po nocach”, bo musi być na bieżącą ze wszelkimi zmianami w kwestii regulacji ESG na całym świecie. Mastercard prowadzi bowiem działalność w 210 krajach i terytoriach.

Dlaczego właśnie teraz podejmowane są takie działania? Firmy doskonale kalkulują i widzą, że do 2021 roku inwestycje w fundusze ESG osiągnęły poziom 700 miliardów dolarów i stanowią 10% wszystkich, czyli ponad dwukrotnie więcej niż dwa lata wcześniej. Oczekuje się, że do 2030 roku inwestycje w ESG osiągnął poziom 1 biliona dolarów.

Specjaliści ESG będą poszukiwani przez wiele lat. W tym zmieniającym się środowisku firmy szukają pracowników, którzy potrafią szybko myśleć i dostosowywać się do nowych warunków. ESG to stosunkowo nowa dziedzina, więc pula talentów na wczesnym etapie jest ograniczona, więc bardzo ważne jest też postawienie na edukację własnych pracowników oraz na współpracę z innymi firmami, które kwestie zrównoważonego rozwoju mają już opracowane – komentuje Natalia Geming, partnership manager w Posadzimy.pl

Polska nie może stać z boku, bo “klient nasz pan”

W Polsce o strategiach ESG i potrzebie tworzenia odpowiednich stanowisk mówi się coraz więcej. Czy idą za tym realne działania? I tak i nie. Styczniowy raport EY mówi bardzo dużo o świadomości polskich menedżerów w kwestii nowych uregulowań dotyczących ESG. Co prawda działania w tej materii znajdują się na liście największych wyzwań, przed którą stoją polskie firmy, ale…widzimy je na szarym końcu.

Z drugiej jednak strony firmy coraz więcej rekrutują. Dyrektor ds. ESG (czy CSO) to w polskich firmach stanowisko nowe, ale te korporacje, które podążają za trendami światowymi i wymaganiami prawnymi już mają takich ludzi. Wymagania to m.in. wykształcenie wyższe, znajomość zagadnień z zakresu ochrony środowiska czy umiejętności analityczne. Takie warunki przed kandydatami stawiała giełdowa spółka VRG szukając dyrektora ds. ESG. Firma to właściciel takich marek jak Vistula, W. Kruk, Wólczanka i Bytom. Kilka miesięcy temu poszukiwała osoby, która zajmie się w korporacji “rozwijaniem strategii związanej z aspektami ESG”, opracowywaniem i wdrażaniem procedur oraz wytycznych z tego obszaru i przygotowywaniem raportów.

Osoby odpowiedzialne za tworzenie strategii ESG i wprowadzanie jej w życie mają na swoich pokładach m.in. w Microsoft Polska, Żabce, na uczelniach wyższych i w bankach. Wszędzie tam powstają dyrektorskie stanowiska, których nie było wcześniej. I nie jest to jedynie zasługa jakiegoś cudownego przebudzenia biznesu, który nagle dostrzegł, że trzeba do swojej działalności podejść inaczej – w sposób bardziej odpowiedzialny.

Co ważne – ESG jest wdrażane odgórnie. Chodzi o europejską dyrektywę CSRD, która obowiązuje od początku tego roku. Obowiązek raportowania dotyczącego ESG mają już wybrane spółki giełdowe i firmy z sektora finansowego, czyli ok. 150 firm. Z kolei od przyszłego roku obowiązek ten będzie dotyczyć zasadniczo wszystkich podmiotów notowanych na giełdach, które spełnią dwa z trzech kryteriów, czyli ich suma bilansowa przekroczy 20 mln euro, przychody ze sprzedaży osiągnął netto 40 mln euro, lub zatrudniać będą średnio 250 osób w roku obrotowym. Od 2027 roku raporty ESG będą musiały przedstawić małe oraz średnie firmy, które spełnią jedno z trzech kryteriów, tj.: zatrudnienie ponad 10 pracowników, osiągnięcie przychodów netto powyżej 700 tys. euro, lub suma bilansowa przekroczy 350 tys. euro. Do tego czasu obowiązek raportowania obejmie ok. 3,5 tys. organizacji. Aż 90 proc. z nich nie zajmowało się dotychczas tematem raportowania ESG i musi się na to przygotować. Dodatkowo, według raportu KPMG z 2023 roku, tylko 15 proc. firm deklaruje, że ma w swojej strukturze osobę odpowiedzialną za zrównoważony rozwój. Przed ekspertami ds. zrównoważonego rozwoju otwierają się dobre perspektywy w zakresie wynagrodzeń. Specjaliści obecnie zarabiają od 8 tys. do 12 tys. zł brutto, a menedżerowie – nawet 20 tys. zł brutto. Przyjmuje się, że firmy w najbliższym czasie zatrudnia nawet 1,5 tys. ekspertów od ESG.

Ta zmiana nie polega wyłącznie na zatrudnieniu większej liczby specjalistów ds. zrównoważonego rozwoju. Chodzi o wbudowanie zrównoważonego rozwoju w codzienną pracę ludzi w całej firmie – osadzenie odpowiedniego sposobu myślenia i praktyk w zakupach, IT, finansach itp. – mówi Natalia Geming z Posadzimy.pl

Warto oprzeć się na przykładach. Axa Climate opublikowała niedawno białą księgę, która wskazuje dobre rozwiązania mogące sprostać wyzwaniom środowiskowym. Np. jedna z francuskich agencji reklamowych przydziela część zasobów promocyjnych firmy organizacjom pozarządowym i innym organizacjom promującym świadomość społeczną i biznesową w zakresie kwestii środowiskowych.

Ekspertka Posadzimy.pl dodaje: – W badaniach widzimy, że również konsumenci wywierają naciski. Są coraz bardziej świadomi, edukują się na temat zanieczyszczenia planety, zwracają uwagę na to, skąd ich produkty pochodzą. Na podstawie zebranych informacji dokonują, jak najbardziej optymalnej i zrównoważonej decyzji zakupowej. Firmy, które nie ujawniają swojego wpływu na środowisko lub są jawnie przeciwne działaniom ESG, mogą spotkać się z ostrą reakcją ze strony konsumentów domagających się odpowiedzialności społecznej – zaznacza Natalia Geming.

Uważność konsumentów widzimy choćby po badaniach analityków przeprowadzonym w USA przez firmę McKinsey. W 2020 roku ponad 60% respondentów stwierdziło, że zapłaciliby więcej za produkt w zrównoważonym opakowaniu. Ten wynik sprawił, że badania pogłębiono i trzy lata później opublikowano nowy raport przeprowadzony wspólnie z NielsenIQ. Ankieta wykazała, że 78% amerykańskich konsumentów twierdzi, że zrównoważony styl życia jest dla nich ważny. Czy jednak rzeczywiście chcą płacić więcej za produkty bardziej eko? Czy nie przestraszyła ich galopująca przez miesiące inflacja? Wydaje się, że nie. W przypadku produktów zawierających np. na opakowaniach informacje związane z ESG, w ciągu ostatnich pięciu lat skumulowany wzrost sprzedaży wyniósł średnio 28%. W porównaniu do 20% wzrostu w przypadku produktów, które nie zawierały takich oświadczeń.

Banki centralne szaleją na punkcie złota. NBP ustanawia rekord i awansuje w rankingu

Banki centralne nie zwalniają tempa i podwajają popyt na złoto, ustanawiając nowy rekord w pierwszym kwartale 2024 roku. Wyniósł on 290 ton – wynika z danych Światowej Rady Złota. W ostatnich miesiącach kolejne tony tego cennego kruszcu trafiły również do skarbca NBP. Tylko w kwietniu miał on w swoich rezerwach złoto monetarne warte 27 mld USD. Jego udział w naszych aktywach rezerwowych sięga obecnie ponad 13%. Dzięki intensywnym, zeszłorocznym zakupom NBP, awansowaliśmy w światowym rankingu, aż o 8 miejsc r/r. Kto nas wyprzedza?

Polskie realia

Wciśnięta ostatnia pauza w zakupach kruszcu była jedynie odpoczynkiem przed sprintem do celu, jakim jest ogłoszony ostatnio 20% udział złota w polskich rezerwach. Na koniec kwietnia 2024 r. Narodowy Bank Polski miał w rezerwach złoto monetarne warte 27 mld USD, co daje jego 13% udział w rezerwach narodowych. Do celu zostało więc 7% – wynika z danych Światowej Rady Złota.

Obecnie zajmujemy 14. miejsce w światowym rankingu banków centralnych pod względem rezerw złota. Przed nami są m.in. USA (8,133.46 tony), Niemcy (3,352.31 tony), Włochy (2,451.84 tony), Francja (2,436.91 tony). Zajmujemy natomiast miejsce na podium (3. miejsce) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, ustępując jedynie Rosji (2 332,74 ton) i Turcji (570,30 ton).

Warto zaznaczyć, że dokładnie rok temu byliśmy na 22. miejscu w światowym rankingu. Dzięki intensywnym zakupom dokonanym przez Narodowy Bank Polski w ubiegłym roku, awansowaliśmy o 8 pozycji. W regionie Europy Środkowo-Wschodniej nasze miejsce pozostało bez zmian.

Światowe zakupy

Długoterminowy trend zakupu złota przez banki centralne nie tylko nie uległ zmianie, ale nadal jest on zdominowany przez banki z rynków wschodzących. Dziesięć banków centralnych zgłosiło zwiększenie rezerw złota (o tonę lub więcej) w pierwszym kwartale, a wszystkie z nich wykazały aktywność w ostatnich kwartałach.

Pomimo wysokiej poprzeczki ustawionej w ciągu ostatnich dwóch lat, żarłoczne zakupy najprawdopodobniej będą kontynuowane w 2024 r. nawet w obliczu ponownego wzrostu cen złota. Oficjalne światowe rezerwy złota wzrosły o 290 ton netto, co stanowi najwyższą sumę za pierwszy kwartał w seriach danych Światowej Rady Złota sięgających 2000 r. To o 1% więcej niż poprzedni rekord I kwartału ustanowiony w 2023 roku (286 ton) i o 69% więcej niż pięcioletnia średnia kwartalna (171 ton).

Kto dokonał największych zakupów? Na podium mamy Turcję, Chiny i Indie, które analogicznie zakupiły: 30 ton, 27 ton i 18 ton. W Europie natomiast zarówno Narodowy Bank Czeski (5 ton), jak i Narodowy Bank Polski (1 ton) zgłosiły zwiększenie w tym okresie swoich rezerw złota.

Złoto monetarne jest idealnym elementem dywersyfikującym strukturę rezerw. W długim terminie zachowuje siłę nabywczą, a przechowywane pod własną kontrolą pozbawione jest ryzyka kontrahenta. Ponadto jest aktywem o bardzo wysokiej płynności, które można niemal natychmiast zamienić na dowolną walutę, a popyt na ten kruszec występuje praktycznie na całym globie. Niewątpliwie jego posiadanie podnosi więc poziom bezpieczeństwa – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Złoto monetarne, jako aktywo będące z nami od kilku tysięcy lat, które przy okazji udowodniło zdolność do przenoszenia siły nabywczej, w przeciwieństwie do walut fiducjarnych, jest postrzegane jako element podnoszący rangę danego państwa w oczach globalnego kapitału inwestycyjnego – dodaje.

Budownictwo mieszkaniowe w Polsce – komentarz do danych GUS

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszych czterech miesiącach 2024 roku wskazuje, że produkcja firm deweloperskich wciąż ma decydujący wpływ na liczbę nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce. Z danych GUS wynika, że od stycznia do kwietnia  lokali mieszkalnych oddanych do użytku było o 15% mniej niż przed rokiem. Jednak firmy deweloperskie zrealizowały w tym okresie zaledwie o 4% mniej lokali niż w 2023 roku, podczas gdy inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 29,5% mniej niż rok wcześniej. Warto zaznaczyć, że w przypadku inwestorów indywidualnych o słabszych tegorocznych wynikach zadecydowała wyraźnie niższa niż w poprzednich latach liczba mieszkań oddanych w styczniu. W przypadku firm deweloperskich –  najniższe od trzech lat liczby mieszkań oddanych zarówno w styczniu, jak i kwietniu.dane GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-kwiecień 2024

Znacznie bardziej optymistycznie od liczby wybudowanych mieszkań prezentuje się w pierwszych czterech miesiącach tego roku liczba pozwoleń uzyskanych na realizację nowych inwestycji. Na niemal 30% wzrost liczby pozwoleń od stycznia do kwietnia złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów, jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie ponad 71% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich. Warto jednak zaznaczyć, że w porównaniu z analogicznymi okresami w 2021 i 2022 roku deweloperzy uzyskali w 2024 roku pozwolenia na mniejszą liczbę mieszkań (6% mniej w stosunku do 2022 r. i 10% w stosunku do 2021 r.).

dane GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-kwiecień 2024 2

O optymizmie firm deweloperskich najdobitniej świadczy przede wszystkim liczba rozpoczętych budów. Statystyka tzw. mieszkań rozpoczętych od stycznia do kwietnia bieżącego roku wskazuje na ożywienie w niemal wszystkich kategoriach inwestorów (tylko mieszkań komunalnych i społecznych – czynszowych  rozpoczęto mniej niż przed rokiem). Również w tej kategorii decydujące znaczenie ma działalność firm deweloperskich, które rozpoczęły budowę o 79,5% większej liczby mieszkań niż rok temu. Skala ożywienie po stronie deweloperów zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ rosnąca z miesiąca na miesiąc liczba rozpoczynanych budów realizowanych na sprzedaż lub wynajem (deweloperzy w terminologii GUS) jest tylko nieznacznie mniejsza od skali budów rozpoczętych w pierwszych czterech miesiącach 2021 roku. Nie powinna zatem niepokoić mniejsza w porównaniu do marca liczba mieszkań rozpoczętych w kwietniu. Takie wahnięcie obserwujemy na polskim rynku od kilku lat.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics