Mieszane nastroje na Wall Street, złoty umacnia się na fali unijnych pieniędzy

Piątek przyniósł mieszane wyniki na Wall Steet. Nasdaq Composite stracił 0,3 proc., Sp500 nie wykazał większej zmiany a przemysłowy Dow Jones zyskał 0,2 proc. Kurs głównej pary walutowej oscylował wokół poziomu 1,0820 a dziś rano notowania lekko urosły w kierunku 1,0835. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych spadły w ubiegły piątek, głównie na długim końcu. Spowodowało to spłaszczenie krzywej rentowności. W piątek poznaliśmy indeks instytutu Ifo dla Niemiec. W tym tygodniu rynek czeka na raport na temat wydatków Amerykanów (czwartek). Perspektywa odblokowania pieniędzy unijnych wspierają złotego.

Najważniejszymi publikacjami danych z USA w tym tygodniu będzie deflator PCE za styczeń, publikowany w czwartek. Przyciągnie on szczególną uwagę po mocniejszych niż oczekiwano raportach o inflacji CPI i PPI za styczeń w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Konsensus rynkowy zakłada, że główny deflator PCE spadnie do 2,4 proc. r/r wobec 2,6 proc. w grudniu, a bazowy wskaźnik wyniesie 2,8 proc. r/r wobec 2,9 proc. w grudniu.

Piątkowy odczyt indeksu Ifo (indeks klimatu biznesowego) pokazał jedynie lekki wzrost z 85,2 pkt. do 85,5 pkt. To pokazuje, że nastroje pozostają słabe. Niestety nadal nie ma oznak ożywienia w Niemczech, mimo że, sytuacja w wielu innych krajach nieco się poprawiła w ostatnich miesiącach. Oczywiście firmy w Niemczech cierpią z powodu wielu obciążeń strukturalnych, takich jak biurokracja, długie procedury zatwierdzania, wysokie ceny energii i podatki, a rząd nie podejmuje zdecydowanych działań. Ocena bieżącej sytuacji biznesowej pozostałą na poziomie 86,9 pkt. a oczekiwania na kolejne sześć miesięcy nieznacznie się poprawiły z 83,5 do 84,1 pkt.

Złoty pozostaje mocny zarówno względem euro oraz dolara amerykańskiego. Siłę złotego wsparła wizyta szefowej Komisji Europejskiej, która poinformowała, że w nadchodzących dniach środki europejskie zostaną odblokowane lda Polski (łącznie 137 mld euro: 60 mld z KPO oraz 76 mld euro z polityki spójności). Srodki te spowodują, że w 2024 roku w Polsce będziemy obserwować dodatnią dynamikę inwestycji w gospodarce. Dodatkowo pieniądze te zmniejszą zapotrzebowanie na zagraniczne finansowanie.

Kurs EUR/PLN pozostaje w poniedziałek rano w okolicach lokalnych dołków i wskazuje poziom 4,31. Notowania USD/PLN oscylują wokół 3,98.

Łukasz Zembik

Polski sektor bankowy w obliczu wyzwań: transformacja energetyczna, ESG i cyberbezpieczeństwo

Zdolność do finansowania wzrostu gospodarczego Polski, ESG oraz cyberbezpieczeństwo stanowią główne wyzwania dla polskiego sektora finansowego. Uczestnicy konferencji „Zarządzanie Ryzykiem i Kapitałem” wskazywali, że odpowiedzią na obecne uwarunkowania gospodarcze jest wzmocnienie stabilności regulacji oraz zacieśnienie współpracy na linii banki – regulator. Prelegenci zwracali także uwagę zarówno na konieczność sfinansowania transformacji energetycznej polskiej gospodarki, jak i na potrzeby kapitałowe regionu związane z odbudową Ukrainy. Partnerem strategicznym wydarzenia jest firma doradcza Deloitte.

Czternasta odsłona konferencji organizowanej przez Centrum Myśli Strategicznych w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego poświęcona była wyzwaniom, z jakimi mierzy się polski sektor bankowy. Uczestnicy wydarzenia dyskutowali m.in. na temat wpływu zmian regulacyjnych na zdolność do finansowania rozwoju gospodarczego, roli banków w procesie wdrażania ESG oraz szans i wyzwań związanych z rozwojem nowoczesnych technologii.

Regulacje a gospodarka

Pierwsza z debat dotyczyła obecnej sytuacji polskiego sektora bankowego oraz jego zaangażowania w transformację zarówno rodzimej, jak i światowej gospodarki. Uczestnicy debaty podkreślili, że kluczowym wyzwaniem dla Europy Środkowej będzie kwestia odbudowy Ukrainy, która według szacunków będzie wymagała finansowania na poziomie ponad 400 mld dol. Zwrócono jednocześnie uwagę na niską atrakcyjność rodzimego sektora finansowego dla zagranicznych inwestorów. Zdaniem prelegentów połączenie tych czynników może utrudnić przyciągniecie zagranicznych środków do Polski.

– W najbliższych latach polska gospodarka, aby powrócić na ścieżkę dynamicznego rozwoju, będzie wymagała kapitału na poziomie setek miliardów złotych rocznie. Jednocześnie istniejące ryzyka oraz prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych wyzwań skłania uczestników sektora finansowego do przeznaczania środków na zarządzanie nimi. Tym istotniejsza staje się identyfikacja największych ryzyk dla rodzimego sektora finansowego i podjęcie działań zmierzających do neutralizacji zagrożeń. Tylko w ten sposób będziemy w stanie wykorzystać ograniczone środki do finansowania dalszego rozwoju gospodarki – powiedział Przemysław Szczygielski, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, partner zarządzający działem Risk Advisory w Polsce i państwach bałtyckich, Deloitte.

Uczestnicy dyskusji zwrócili uwagę na korzystny moment, w jakim obecnie znajduje się polski sektor bankowy. Środowisko wysokich stóp procentowych tworzy ich zdaniem idealny moment dla opracowania planu działań zmierzających do przygotowania branży na zmianę warunków. Eksperci podkreślili kluczową rolę regulatora, który odpowiada za przewidywalność i stabilność przepisów prawa. Podkreślono, że wyjaśnienie i ustabilizowanie kwestii takich jak reforma wskaźników przyniesie korzyści nie tylko samym bankom, ale również klientom. Dzięki temu będą oni mogli bowiem liczyć na lepsze warunki i niższe koszty kredytu.

– Kluczowym obszarem działań, jakie powinny zostać podjęte, są inicjatywy zmierzające do zwiększenia stabilizacji i przewidywalności otoczenia, przede wszystkim w zakresie regulacji prawnych. Chociaż ścieżek dojścia do tego celu jest wiele, to istotne jest, aby wybrać jedną, której będziemy się trzymać. Osobnym zagadnieniem są obszary mające wpływ na sytuację sektora, takie jak kwestia podatku bankowego czy reforma wskaźników. Również i w przypadku tych kwestii najważniejsze jest wypracowanie trwałych i przewidywalnych rozwiązań – podkreślił Przemysław Szczygielski.

Banki a ESG

Biorący udział w konferencji przedstawiciele czołowych instytucji finansowych oraz sektora bankowego dyskutowali także na temat roli branży we wdrażaniu rozwiązań z zakresu ESG. Zdaniem prelegentów kwestie te stanowią obecnie jedno z najistotniejszych wyzwań, szczególnie w procesie finansowania transformacji energetycznej. O skali tej zmiany i kapitału, jaki jest potrzebny do jej przeprowadzenia świadczy szacunkowa wycena całego procesu dla Polski, wynosząca 1,6 bln złotych.

Uczestnicy debaty wskazali, że sytuacja banków i ich zdolność do finansowania różnych inwestycji jest mocno powiązana z działaniami prawodawcy. Zwrócono także uwagę na kilka czynników stanowiących największe wyzwanie dla przedsiębiorców. Zdaniem prelegentów zalicza się do nich dynamicznie rosnącą liczbę regulacji, konieczność ustandaryzowania wymagań w zakresie raportowania ESG oraz potrzebę wsparcia transformacji ze strony instytucji finansowych. Podkreślono, że dekarbonizacja gospodarki stanowi szansę dla polskiego sektora finansowego na przyciągnięcie zagranicznego kapitału, co jednak wymaga powszechnego dialogu i zrozumienia oczekiwań różnych stron.

Zaangażowanie sektora bankowego i rynku kapitałowego w finansowanie transformacji jest kluczowe dla jej powodzenia. Potrzebne są nowe instrumenty finansowe, wspierające zrównoważone inwestycje, a także wsparcie dla przedsiębiorstw w tym procesie. Dodatkowo, instytucje finansowe i inwestorzy potrzebują od przedsiębiorstw wiarygodnych informacji w zakresie ESG – zarówno na potrzeby wypełnienia wymogów regulacyjnych, jak i zarządzania ryzykiem. Konieczny jest aktywny dialog między różnymi stronami, prowadzący do wypracowania właściwych praktyk zarówno w zakresie pozyskiwania środków, jak i raportowania w zakresie ESG – mówi Anna Kowalewska, partner, Sustainability Consulting CE, Deloitte.

AI w bankowości

W miarę postępu digitalizacji światowej gospodarki coraz większym wyzwaniem dla różnych sektorów, w tym bankowego, staje się cyberbezpieczeństwo. Według danych przytoczonych podczas panelu, w samym 2023 r. szacunkowe koszty cyberprzestępstw popełnionych na świecie wyniosły 8,15 bln dolarów. Obecnie większość ataków (około 60 proc.) jest dokonywana przy wykorzystaniu metod socjotechnicznych takich jak phishing, vishing lub smishing polegających na wykorzystaniu fałszywych maili, telefonów lub smsów.

Uczestniczący w dyskusji przedstawiciele banków oraz instytucji nadzorczych zastanawiali się także nad tym, czy wykorzystanie sztucznej inteligencji i generatywnej AI jest szasną czy raczej zagrożeniem dla sektora. Z jednej strony wykorzystanie tej technologii ułatwia przestępcom przygotowanie nieprawdziwych komunikatów i lepsze adresowanie ataków. Z drugiej zaś łatwiejsze jest wychwytywanie fałszywych informacji oraz identyfikowanie zagrożeń. Dzięki sztucznej inteligencji instytucje finansowe mogą również analizować ogromną ilość danych pochodzących z logów oraz urządzeń monitorujących prawidłową pracę infrastruktury bankowej. W dalszej kolejności narzędzia te mogą służyć do przewidywania oraz identyfikowania działań stanowiących zagrożenie dla klientów banków. Paneliści podkreślili, że kluczową kwestią jest działanie dwutorowe: rozwijanie AI w taki sposób, aby właściwie identyfikowała zagrożenia dla bezpieczeństwa sektora oraz edukowanie klientów w zakresie przeciwdziałania cyberprzestępstwom. Tylko w ten sposób możliwa będzie maksymalizacja zalet nowoczesnych technologii przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyk z nimi związanych.

– Obserwując światowe trendy w zakresie cyberbezpieczeństwa i przeciwdziałania oszustwom zauważyliśmy, jak istotna jest rola połączenia różnego rodzaju źródeł danych w celu zbudowania szerokiej platformy wymiany danych sektorowych. Dotyczy to takich obszarów jak przeciwdziałanie praniu pieniędzy – w zakresie identyfikacji klientów, monitorowanie transakcji, fraudów i cyberprzestępstw. Tylko w ten sposób będziemy w stanie stworzyć odpowiednią infrastrukturę kompleksowo odpowiadającą na rosnącą skalę cyberprzestępstw. Należy również pamiętać o czynniku ludzkim jako jednym największych wyzwań dla bezpieczeństwa danych. Rolą naszą oraz przedstawicieli sektora bankowego jest opracowanie rozwiązań, które dzięki wykorzystaniu nowoczesnych technologii umożliwią maksymalizację bezpieczeństwa ostatecznego użytkownika – mówi Paweł Spławski, partner, Risk Advisory, Financial Services, Deloitte.

Do Zarządu Grupy Selena dołącza Walter Brattinga jako Chief Commercial Officer

Rada Nadzorcza Seleny FM S.A. zdecydowała 23 lutego 2024 o powołaniu w skład zarządu firmy Waltera Brattingi, który od 15 lutego br. pełni także funkcję Chief Commercial Officer (CCO). Swoje obowiązki, jako nowy członek zarządu ds. handlowych, obejmie z dniem 1 marca br. i będzie odpowiadał za tworzenie i wdrażanie strategii handlowej spółki. Decyzja ta ma na celu zwiększenie sprzedaży i wzmocnienie globalnej pozycji rynkowej Grupy Selena. Wcześniej rolę CCO pełnił obecny prezes Grupy, Sławomir Majchrowski.

Walter Brattinga niedawno dołączył do Grupy Selena i objął stanowisko Chief Commercial Officer. Teraz wejdzie on także do zarządu Grupy, co stanowi podkreślenie wagi działań w strategicznym kierunku firmy czyli globalnym rozwoju handlu. Walter Brattinga dysponuje ponad 10-letnim doświadczeniem w zarządzaniu oraz wieloletnim know-how w zakresie współprac B2B i B2C. Posiada szerokie kompetencje w zakresie strategii biznesowej i rozwoju, jak również zarządzania marką i portfolio produktowym. W Grupie Selena będzie odpowiedzialny za cały obszar komercyjny firmy. Swoje nowe obowiązki, jako członek zarządu, obejmie 1 marca 2024.

Przed dołączeniem do Grupy Selena Walter Brattinga pełnił funkcję dyrektora zarządzającego w Grupie Coram, oferującej wyposażenie łazienek renomowanych producentów. Wcześniej przez ponad 20 lat pracował dla niemieckiego koncernu chemicznego Henkel, gdzie pełnił rolę m.in. dyrektora marketingu w Henkel China, z siedzibą w Szanghaju, nadzorując strategię i pozycjonowanie marek koncernu w Chinach, Japonii, Korei Południowej, Tajlandii, Nowej Zelandii i Australii oraz dyrektora generalnego działu klejów konsumenckich w brytyjskim oddziale firmy, odpowiadając za rynki Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwecji, Norwegii, Finlandii i Danii. Brattinga rozpoczął swoją karierę zawodową jako Brand Manager w Moët Hennessy Netherlands, gdzie zarządzał takimi markami jak Dom Pérignon, Moët & Chandon, Hennessy, Glenmorangie i Drambuie.

Na każdym etapie swojej kariery Walter Brattinga konsekwentnie budował swoje profesjonalne kompetencje w zakresie zarządzania zespołami, koordynacji zmian oraz wdrażania innowacji i strategicznych inicjatyw wzrostu, które nie tylko przyniosły korzyści kierowanym przez Niego firmom, ale także znacząco przyczyniły się do wyników biznesowych ich klientów i partnerów.

Jest absolwentem Nyenrode Business Universiteit w Holandii na kierunku Business Administration. Ukończył również program zarządzania na Cranfield University (2006), a także zaawansowany program zarządzania w IESE Business School (2010).

Jakie są najpopularniejsze rodzaje kont bankowych i które z nich warto założyć?

W zarządzaniu finansami pomaga wiele różnych usług. Jednak to właśnie konto bankowe ma największy wpływ na efektywne gospodarowanie środkami. Jakie rodzaje rachunków stanowią najczęstszy wybór konsumentów? Oto popularne produkty do przechowywania pieniędzy i realizacji różnorodnych transakcji.

ROR – podstawowy produkt w każdym banku

ROR to akronim utworzony od pierwszych liter słów rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy. Zarówno skrótowiec, jak i pełna nazwa są stosowane do nazwania konta osobistego, które stanowi podstawowy produkt bankowy.

Ten rodzaj rachunku jest przeznaczony dla osób fizycznych i służy do gromadzenia środków finansowych. Dlatego to właśnie na ROR wpływają wynagrodzenia, emerytury, stypendia czy inne świadczenia.

Konto osobiste umożliwia też realizację różnorodnych transakcji pieniężnych. Za sprawą ROR-ów można wypłacać środki w bankomacie, a także dokonywać bieżących płatności kartą czy rozliczeń internetowych.

Korzystanie z rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego jest wygodne, ponieważ ma on charakter a vista. Oznacza to, że ROR pozwala dysponować zgromadzonymi środkami bez żadnych ograniczeń czasowych. Pieniądze, które trafiają na konto osobiste, są dostępne na żądanie. Zatem transakcje da się zrealizować zawsze wtedy, gdy zachodzi taka potrzeba.

Konto oszczędnościowe – co warto o nim wiedzieć?

Konto oszczędnościowe to rozwiązanie, które łączy w sobie cechy wspomnianego wyżej rachunku osobistego i lokaty. Podstawowa różnica pomiędzy ROR-em a produktem przeznaczonym do oszczędzania jest taka, że ten oferuje atrakcyjne oprocentowanie zgromadzonych środków.

Według informacji, które zawiera ranking kont oszczędnościowych, korzystanie z tego typu produktów bankowych może przynieść zysk w postaci nawet 7% od wpłaconej sumy. Odsetki naliczane są po upływie okresu kapitalizacji. Ten mechanizm przypomina trochę lokatę.

Jednak warto wiedzieć, że konto oszczędnościowe zapewnia większą elastyczność w zarządzaniu środkami niż wspomniane rozwiązanie inwestycyjne. Wpłacenie pieniędzy na lokatę jest jednoznaczne z ich tymczasowym zamrożeniem. Aby skorzystać z funduszy, które zostały odłożone w taki sposób, trzeba zlikwidować lokatę. To wiąże się natomiast z utratą naliczonych odsetek.

Natomiast właściciel konta oszczędnościowego w każdej chwili może użyć odłożonych pieniędzy. W razie potrzeby wystarczy wykonać przelew na rachunek osobisty i skorzystać z jego opcji dysponowania finansami.

Przenoszenie środków z konta oszczędnościowego na ROR zwykle bywa darmowe, ale niektóre instytucje pobierają za takie operacje niewielkie opłaty. Niemniej nawet uiszczenie wspomnianej należności z reguły jest bardziej opłacalne niż utrata narastających odsetek w przypadku przedterminowego zamknięcia lokaty bankowej.

Konto dla firm – komu będzie potrzebny taki rachunek?

W ofercie większości banków znajduje się jeszcze jeden niezwykle popularny rodzaj rachunku. Mowa tu o koncie firmowym. Ten produkt powstał z myślą o przedsiębiorcach, którzy potrzebują narzędzia do rozliczania swojej działalności gospodarczej.

Warto wiedzieć, że korzystanie z tego produktu bankowego nie jest obowiązkowe dla każdego biznesmena. Kto powinien sprawdzić ranking kont firmowych i wybrać najbardziej atrakcyjne z nich?

Prowadzenie omawianego rachunku jest obligatoryjne, gdy przedsiębiorca realizuje transakcje z innymi firmami i jednorazowa wartość takich umów przekracza 15 tys. zł.

Ta kwota stanowi próg, który decyduje o konieczności wpisania działalności na białą listę podatników VAT. Aby zarejestrować przedsiębiorstwo w tym spisie, należy podać numer rachunku firmowego. Stąd potrzeba założenia takiego konta.

Czy warto założyć konto firmowe, gdy nie ma takiego obowiązku?

Choć firmowy rachunek nie zawsze jest obowiązkowy, to każdy przedsiębiorca powinien zastanowić się nad jego założeniem. Ten typ konta okazuje się bardzo przydatny w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Korzyści płynące z posiadania tego produktu są widoczne, gdy rachunek zostanie odpowiednio dopasowany do potrzeb konkretnego biznesmena. Jak wybrać konto firmowe? Podczas podejmowania decyzji o jego zakładaniu warto zwrócić uwagę na kwestie takie jak:

    • brak opłat za podstawowe operacje (np. przelewy do ZUS-u i urzędu skarbowego, które trzeba regularnie realizować);
    • możliwość zamówienia terminala płatniczego;
  • opcja finansowania faktur czy księgowości online;
  • dostęp do bankowego kantoru walutowego;
  • występowanie opłat za utrzymanie konta i warunki zwalniające z tych kosztów.

Wybór konta firmowego warto uzależnić również od oferty kredytowej danego banku. Trzeba pamiętać, że właściciele tradycyjnych ROR-ów nie mają dostępu do takich samych opcji finansowania, co osoby prowadzące rachunki przeznaczone do realizacji transakcji w ramach działalności gospodarczej.

Dlatego przed założeniem konta dla firmy każdy przedsiębiorca powinien zorientować się, jakie opcje i szanse na rozwój biznesu dają różne instytucje finansowe.

Choć dostęp do rozbudowanej oraz atrakcyjnej oferty kredytowej w chwili otwierania rachunku może wydawać się drugorzędny, to później przeważnie okazuje się niezwykle istotny. Dlatego warto myśleć perspektywicznie i dbać o możliwości rozkwitu swojej działalności z wyprzedzeniem.

Konto walutowe – jak działa i czy warto je zakładać?

Do najpopularniejszych produktów bankowych należy zaliczyć także konto walutowe. Ten typ rachunku jest prowadzony w obcej walucie, czyli innej niż złotówki. Za jego pomocą można wykonywać przelewy i płatności kartą bez każdorazowych opłat za przewalutowanie.

Takie rozwiązanie przydaje się zwłaszcza w przypadku wyjazdów poza Polskę, realizowania transakcji w zagranicznych sklepach czy spłacania kredytu w obcej walucie.

Nad założeniem konta walutowego powinny zastanowić się również osoby, które pracują za granicą lub otrzymują przelewy od bliskich przebywających w innych krajach.

Fed okiełznał inflację bez recesji? Perspektywy dla amerykańskiej gospodarki

W ostatnich kilkunastu miesiącach trwa walka z inflacją. Nie dobiegła ona do końca, choć Rezerwa Federalna poczyniła duże postępy w tej materii. Fed masowo podnosił swoje kluczowe stopy procentowe od marca 2022 roku. Efekty tych działań nie przełożyły się jednak na mocne spowolnienie gospodarki. Podobny manewr wykonał Volcker na początku lat 80-tych. Wówczas szczyt inflacji uplasował się w okolicach prawie 11 proc. Została ona opanowana, jednak kosztem był znaczny wzrost stopy bezrobocia. Obecnie wskaźnik ten w USA utrzymuje się na niskim poziomie. Rynek pracy jest wciąż mocny ale jednocześnie widać znaczny proces dezinflacyjny. W całym 2023 roku gospodarka amerykańska urosła o 2,5 proc. a w 2022 roku o 1,9 proc.

Powodów takiej sytuacji może być kilka. Jednym z nich jest fakt, że aktualnie oczekiwania inflacyjne nie wzrosły w ciągu ostatnich dwóch lat i pozostają stabilne. Inaczej było ponad 40 lat temu. Wówczas podążały one za rosnącymi cenami. Dlaczego tak się stało? Można to tłumaczyć faktem, że w USA przez długi czas inflacja była na niskim poziomie a Fed cieszył się dużą wiarygodnością. Instytucja zareagowała zdecydowanie (choć pierwsza decyzja o podwyżce była odrobinę spoźniona) a kolejne ruchy nawet o 75 pb. w górę pokazały wysoką determinację Fed-u do walki z tym niepożądanym zjawiskiem ekonomicznym. W latach 80-tych USA doświadczyły już długiego okresu wysokiej inflacji, co spowodowało, że społeczeństwo zaczęło wątpić w skuteczność oraz chęć banku centralnego do walki z nią. W dalekiej przeszłości, w obliczu oczekiwanej, utrzymującej się wysokiej inflacji, pracownicy domagali się wyższych podwyżek płac, co spotykało się z mniejszym oporem ze strony firm, ponieważ zakładały one, że mogą nadal przerzucać ten koszt na klientów. Aby zatrzymać ten proces, Fed musiał zahamować gospodarkę. Ze względu na obecne stabilne oczekiwania inflacyjne, Powell musiał osłabiać popyt w znacznie mniejszym stopniu, a zatem był w stanie uczynić politykę pieniężną mniej restrykcyjną niż dobre czterdzieści lat temu zrobił to Volcker.

Nie zapominajmy także o polityce fiskalnej w USA, która w pewnym stopniu zrównoważyła tłumiący efekt podwyżek stóp proc. Mocny proces wsparcia ze strony rządu popłynął wraz z wybuchem pandemii. Te pieniądze wyczerpały się w 2021 oraz 2022 roku co obniżyło tempo wzrostu gospodarki amerykańskiej. Ten czynnik hamujący dobrą koniunkturę wygasł jednak w dużym stopniu w II połowie 2022 roku i jednocześnie zaczęły być widoczne negatywne efekty ostatnich działań Fed. Biden uruchomił następnie ustawę o redukcji inflacji (IRA) a także powstała inna o nazwie CHIPS, która ma spowodować niezależność USA od półprzewodników z Chin i zwiększyć ogólnie konkurencyjność całego przemysłu. Te programy mają oczywiście mniejszy zakres niż te poprzednie, ale mimo wszystko generują impuls dla gospodarki.

Inflacja nie wymknęła się spod kontroli, choć popularne były głosy właśnie takiego scenariusza. To efekt wspomnianych stabilnych oczekiwań ale również elastycznego rynku pracy. Po kryzysie pandemicznym wskaźnik aktywności zawodowej w szybkim tempie wrócił do normy. Dla porównania, po załamaniu z 2009 roku długo wracał on do poziomu sprzed kryzysu. Mamy również efekt pozytywnego szoku podażowego populacji. W USA wzrosła mocno imigracja w okresie 2022-2023. To wpłynęło pozytywnie na popyt i wzmocniło gospodarkę. Obcokrajowcy często podejmowali pracę o niższych zarobkach, co wpłynęło hamująco na ich wzrost.

Nie można oczywiście wykluczyć mocniejszego spowolnienia. Po ostatnim kryzysie finansowym różnica między pierwszą podwyżką stóp a recesją wynosiła 3,5 roku. Bardziej jednak prawdopodobnym scenariuszem jest jej uniknięcie. Obciążenie gospodarki spowodowane procesem zacieśniania polityki przekroczyło już swój szczyt. Widać to po stabilizacji sektora budowlanego w USA, który jest jednym z najważniejszych kanałów transmisji polityki pieniężnej. Ceny domów ponownie rosną, na co wskazuje indeks S&PCase/Shiller. Zostały także złagodzone warunki udzielania kredytów. Oprocentowanie finansowania hipotecznego spadło o jeden punkt procentowy, co było wypadkową ostatnich oczekiwań rynku na zbliżające się obniżki.

Zadaniem Fed jest zapobieganie ponownemu wzrostowi inflacji, a niedawny jej podbicie wymaga tutaj ostrożności. Jednocześnie jednak instytucja chce zapobiec recesji w amerykańskiej gospodarce. W związku z tym Fed prawdopodobnie zrównoważy swoją politykę pieniężną w nadchodzących miesiącach. Niektórzy decydenci zwrócili już uwagę, że realna stopa procentowa wzrosła z powodu niższej inflacji, a zatem polityka stała się bardziej restrykcyjna.

Fed nie ma noża na gardle. Ryzyko recesji jest niskie, więc dynamiczne obniżanie stóp nie jest konieczne. Bank centralny będzie chciał co najwyżej dostosować parametry polityki monetarnej, ale powrót do niskich stóp procentowych (które obserwowaliśmy w przeszłości: 2009-2015 oraz 2020 – 2021) jest w przeciągu kolejnych 2 – 3 lat mało prawdopodobne.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów powinna być skupiona na publikacji raportu na temat wydatków Amerykanów (czwartek), który zawiera preferowana przez Fed miarę inflacji. Istotny wydaje się również piątkowy odczyt ISM dla przemysłu w Stanach Zjednoczonych. Rynek będzie też spoglądał na wynik PKB USA za czwarty kwartał (środa). Ze strefy euro oraz z Niemiec, Włoch i Francji napłyną dane o wstępnej inflacji HICP za luty. Europa zaprezentuje również finalne miary wskaźników PMI dla przemysłu (również Polska). Dodatkowo poznamy w jakim tempie rozwijała się ostatecznie krajowa gospodarka w IV kwartale.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wojna w Ukrainie a świat: dwa lata później

Dokładnie 24 lutego 2022 roku rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Po dwóch latach wojny obecna sytuacja na wschodzie wydaje się już codziennością w krajach zachodnich, choć w przypadku Ukrainy jest to wciąż tak samo ciężka walka o własne terytorium, jak przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy. Co zmieniło się na świecie od 24 lutego 2022 roku? Jak wygląda obecnie rynek finansowy, a w szczególności rynek surowców? Czy świat dalej chętnie pomaga Ukrainie? Co ewentualna zmiana władzy w USA może zmienić w pomocy militarnej dla Ukrainy?

Każdy stracił

Konflikt zbrojny, który wg Rosji miał skończyć się kapitulacją Ukrainy w ciągu pierwszych kilkudziesięciu godzin natarcia, trwa już dwa lata. Przez te dwa lata doszło do potężnego uszczerbku ukraińskiej gospodarki, ale jej wpływ przenosi się również szerzej na cały świat. Według badań National Institute of Economic and Social Research Rosja straciła na wojnie w 2022 i 2023 roku nieco ponad 11% PKB. W przypadku Ukrainy te straty liczymy już w kilkudziesięciu procentach. Dla świata wpływ ten jest ograniczony i wynosi ok. 1 punktu procentowego. Z kolei dla strefy euro jest to już strata rzędu 1,2 i 1,5 punktu procentowe w przeciągu dwóch poprzednich lat.

Konflikt doprowadził do załamania wielu szlaków handlowych, ale przede wszystkim wpłynąć do potężnego wzrostu cen surowców. Rosja jest dużym producentem i eksporterem takich surowców i towarów jak ropa, gaz ziemny, pszenica, kukurydza, aluminium, pallad czy nawozy sztuczne. Chwilowy brak dostępu do rosyjskiego rynku, wywołany m.in. sankcjami doprowadził do tego, że ceny poszybowały nierzadko o kilkaset procent. To oczywiście napędziło jedynie rosnącą inflację, która reagowała na znaczny przypływ kapitału ze strony rządów i banków centralnych po pandemii. Sam wpływ wojny pomiędzy Rosją i Ukrainą mógł dodać do światowej inflacji ok. 1.8 punktu procentowego w 2022 roku oraz 0.9 punktu procentowego w 2023 roku. Z racji bliskości konfliktu najbardziej narażone były oczywiście kraje europejskie. Brak dostępności tanich surowców energetycznych z Rosji doprowadził do potężnych wzrostów cen w Polsce, Słowacji, Czechach, Węgrzech czy również krajach bałtyckich. Ostatecznie udało się zastąpić rosyjskie dostawy, ale z pewnością nie można mówić o żadnych pozytywnych aspektach tej sytuacji poza zwiększeniem dywersyfikacji i zwiększeniem bezpieczeństwa energetycznego na przyszłość.

Świat surowców powrócił do normy, a wraz z nim inflacja

Ceny surowców unormowały się relatywnie szybko, biorąc pod uwagę dosyć duże obawy o dostępność. Ropa naftowa utrzymywała się powyżej 100 dolarów za baryłkę od lutego do czerwca, ale brak dużych spadków w eksporcie ze strony Rosji, która przekierowała swój surowiec na rynek azjatycki oraz znalezienie innych dostawców przez Europę doprowadziło do tego, że cena ropy spadła o 50% od szczytów z 2022 do dołków z 2023. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w przypadku pszenicy. Porozumienie z Rosją w stosunku do eksportu pszenicy z Ukrainy drogą morską pozwoliło na znalezienie również innych rynków zbyt i przeniesienie transportu na drogę lądową, choć to z kolei doprowadziło do potężnych problemów dla europejskich rolników, którzy zostali zmuszeni do konkurowania z ukraińską pszenicą i innymi towarami rolnymi. Z racji tego, że transport drogowy jest kilkukrotnie droższy niż morski, towary rolne kończyły swoją podróż w krajach ościennych, co oczywiście jest znaczącym problemem, chcąc pogodzić własne interesy z dalszym wspieraniem państwa ukraińskiego w walce z najeźdźcą.

Zdecydowanie burzliwiej było w przypadku gazu. Gaz rosyjski do Europy trafiał przede wszystkim gazociągami, dlatego rezygnacja z tego surowca nie była taka oczywista. Przecież jeszcze kilka lat wcześniej Niemcy naciskały na zmianę miksu energetycznego z głównym nastawieniem na gaz, przede wszystkim ten rosyjski. Obecnie w Niemczech trwa stagnacja, która jest powiązana z tym, że kraj rozwijał się dynamicznie dzięki tanim surowcowym, a tych w tym momencie brakuje.ceny gazu ziemnego

Ceny gazu ziemnego w Europie powracają do poziomów sprzed pandemii. Warto jednak zauważyć, że rosły one już w 2021 roku, kiedy Rosja straszyła możliwością zawieszenia dostaw do Europy. Teraz brak rosyjskiego gazu w Europie nie jest już problemem. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Europa przestawiła się jednak na gaz LNG i w tym momencie ceny zaczynają zbliżać się do poziomów sprzed pandemii, co związane jest ze wzrostem konkurencyjności na rynku gazu skroplonego. Europa dalej ściąga gaz z Rosji w postaci LNG, ale od prywatnych firm i w minimalnym stopniu, choć również ten import ma się w najbliższym czasie zakończyć. Niemniej warto pamiętać, że dla Rosji najbardziej dotkliwy jest brak dostępności rynku europejskiego dla ropy, choć również w tym wypadku znaleziono również obejścia. Nierzadko dochodziło do przeładunków czy zmiany bandery czy po prostu sprzedaży produktów ropopochodnych z wcześniej nieistniejących kierunków. Warto zauważyć, że do Europy trafiają w tym momencie paliwa z Indii. Jednocześnie europejscy producenci znacznie zwiększyli eksport swoich produktów do Kazachstanu i innych krajów byłego Związku Radzieckiego. Raczej trudno mówić tu o braku związku z sankcjami.

Uwaga Amerykanów skierowana również w inną stronę

Przez te dwa lata świat przywyknął jednak do konfliktu. Nie wszyscy są chętni do dalszego dokładania do konfliktu, nawet ryzykując możliwość rozprzestrzenienia się go na inne kraje. Stany Zjednoczone już przed konfliktem były mało zainteresowane Europą i patrzyły raczej w kierunku Tajwanu. Do tego teraz dochodzi sytuacja na Bliskim Wschodzie, nie tylko w związku z konfliktem między Izraelem oraz Hamasem, ale również atakami ze strony Houthi, którzy wspierani są przez Iran na statki handlowe. Biorąc pod uwagę tę sytuację, rynek ropy mógłby stać się jeszcze bardziej napięty niż w przypadku wojny pomiędzy Rosją oraz Ukrainą, jeśli doszłoby do dalszej eskalacji.

Dalsze sankcje, ale wstrzymana pomoc

Rosja w dużej mierze została odizolowana od światowego systemu finansowego, a wiele aktywów zagranicznych zostało jej zamrożone. Trwają prace nad zajęciem tych środków i przeznaczeniem ich na odbudowę Ukrainy, ale biorąc pod uwagę skomplikowane prawo, będzie to z pewnością trudna i bardzo długa droga.

Tymczasem obecna sytuacja na froncie utknęła w martwym punkcie, choć mówi się również o dużych problemach Ukrainy w związku z brakiem odpowiedniej liczby sprzętu wojskowego. Amerykański Senat przegłosował ustawę wartą 95 mld USD, w której duża część miała być przeznaczona na pomoc Ukrainie, Izraelowi oraz Tajwanowi. Spiker Izby Reprezentantów zdecydował się jednak wysłać Kongresmenów na 2 tygodniowe wakacje i środki są na ten moment wstrzymane, co jest oczywiście powiązane z politycznymi rozgrywkami. Środki te prędzej czy później powinny być uruchomione, co doprowadzi do zwiększenia całej amerykańskiej pomocy do poziomu 170 mld dolarów, chociaż od objęcia większości przez Republikanów w Izbie Reprezentantów od stycznia 2023 roku, nie zatwierdzono żadnej większej pomocy dla Ukrainy. To z kolei skłania nas do zadania pytania, co jeśli Donald Trump wygra wybory?

Wybory w USA mogą być kluczowe dla Ukrainy

Nie ma chyba osoby, która nie usłyszałaby o ostatnich słowach Donalda Trumpa na temat chęci wycofania się z NATO czy nawet pośredniego nakłaniania Rosji do ataku na kraje, które niedostatecznie się zbroją. Dla większości krajów europejskich nie jest to problem. Polska ma największy udział wydatków na zbrojenia w stosunku do PKB w całym NATO, większym nawet od Ukrainy. Do grona państw wydających więcej niż 2% do PKB dołączają również Niemcy oraz Francja. Niemniej przemysł zbrojeniowy w Europie nie ma się tak dobrze jakby mogło się wydawać. Dostawy z Europy do Ukrainy są niewystarczające, co doprowadziło również do jeszcze większego nastawienia Ukrainy na własną produkcję.

Wracając jednak do Trumpa, nie tylko zagrożona będzie sytuacja w Europie, ale przede wszystkim w Azji czy również na Bliskim Wschodzie. Najprawdopodobniej moglibyśmy spodziewać się kolejnej wojny handlowej, która mogłaby przerodzić się w większy konflikt. Trump z kolei pod względem militarnym mógłby skupić się na Bliskim Wschodzie, co również mogłoby doprowadzić do potężnych ruchów na rynku surowców energetycznych. Chociaż sama wygrana Trumpa mogłaby dobrze wróżyć w kontekście podatkowym dla Amerykanów czy amerykańskich spółek (tak jak było to w 2016 roku), to jednak konsekwencje innych działań mogą być zabójcze.

Autor: Działu Analiz XTB

Europa wydaje się pozostawać w tyle za Stanami Zjednoczonymi na wielu frontach

W ciągu 25 lat od wprowadzenia euro przepaść gospodarcza między Stanami Zjednoczonymi a strefą euro zwiększyła się niemal trzykrotnie.

  • Przepaść gospodarcza między Stanami Zjednoczonymi a strefą euro – w 1999 r., roku wprowadzenia euro, gospodarka USA była o 11% większa niż gospodarka strefy euro pod względem parytetu siły nabywczej; od tego czasu różnica ta wzrosła do 30%
  • Z analiz Allianz Trade wynika, że nawet w przeliczeniu na jednego mieszkańca Stany Zjednoczone pozostawiają Europę daleko w tyle: w 2022 r. przeciętny Amerykanin cieszył się realnym dochodem o 35% wyższym niż przeciętny Europejczyk pod względem parytetu siły nabywczej, gdy tuż przed kryzysem finansowym z 2008 r. przewaga ta wynosiła 27%
  • Niektóre z sił napędowych dominacji USA to ich przywileje strukturalne: niższe koszty finansowania dla rządu (w stosunku do wzrostu), niższe koszty energii, znaczna przewaga w dziedzinie technologii i lepsza demografia
  • Jednak istotą problemu jest to, iż Unia Europejska potyka się głównie o własne sznurowadła: nadmierne regulacje i biurokracja hamują wzrost produktywności, podczas gdy rozdrobnione rynki kapitałowe utrudniają efektywne finansowanie
  • Jeden (zielony) pozytyw – o wielu obliczach: UE przejmuje inicjatywę w zielonej transformacji – i na niej korzysta obejmując wyraźne prowadzenie w handlu towarami ekologicznymi: same Niemcy przewyższają USA w eksporcie ekologicznym, a 19 z 27 krajów UE ma wyraźną przewagę komparatywna w tym względzie
  • Także pod względem niektórych wskaźników demograficznych Stany Zjednoczone znajdują się na słabszej pozycji w porównaniu z Europą (m.in. uderzający oczekiwany znaczny spadek oczekiwanej długości życia w USA: dostępność opieki zdrowotnej, narkotyki, większa nierównomierność dystrybucji dochodów) – a silne wskaźniki społeczne i zdrowotne są również niezbędne dla długoterminowego sukcesu gospodarczego
  • Lekcje do odrobienia (dokończenia) – ważne: UE wydaje duże środki na wspieranie rozwoju gospodarczego, ale jej programy są zbyt skomplikowane i rozdrobnione; dokończenie rozpoczętej w 2015 r. unii rynków kapitałowych (CMU) – uzupełniającej, a nie zastępującej dotychczasową bankowość; także ukończenie unii bankowej – silniejszy sektor finansowy dzięki systemowi gwarantowania depozytów, co zwiększyłoby zaufanie i integrację na rynku…
  • Ale… produktywność, produktywność i jeszcze raz produktywność – to ona była (oprócz wspomnianych przewag strukturalnych) kluczowym czynnikiem zdystansowania UE przez USA: średnio rocznie w latach 2008-2023 wydajność pracy w USA rosła o 0,8 pp. szybciej niż wydajność strefy euro
  • Polska – uruchomienie KPO w ramach inicjatywy Next Generation EU: powolne jak na razie wydatkowanie tych środków w skali całej UE niweluje / oddala w czasie potencjalne pozytywne skutki programu wartego 750 mld EUR (podczas gdy w USA środki wydatkowane w ramach walki z efektami pandemii od dawna pracują i zwiększają wartość amerykańskiej gospodarki) – jak dotychczas państwa członkowskie otrzymały jedynie 26% środków

Rozbieżności USA-EU w świetle przywilejów strukturalnych Stanów Zjednoczonych

Rozbieżność w sile gospodarczej w opinii Allianz Trade jest również widoczna poprzez znaczny wzrost wartości rynkowej amerykańskich spółek w porównaniu do ich europejskich odpowiedników. W 2007 r., tuż przed GFC, łączna wartość lub kapitalizacja rynkowa 500 największych amerykańskich spółek (reprezentowanych przez indeks giełdowy S&P 500) wynosiła 14 bilionów USD, co stanowiło niemal równowartość wartości indeksu S&P 500. Łączna wartość największych 600 europejskich spółek wyniosła 13 bln USD (Stoxx Europe 600). Jednak przechodząc do dnia dzisiejszego: wartość spółek w USA wzrosła prawie trzykrotnie do 38 bilionów USD, podczas gdy wycena w Europie pozostała prawie niezmieniona. Liczby te nie tylko odzwierciedlają przeszłe sukcesy, ale także odzwierciedlają przyszłe oczekiwania dla tych regionów gospodarczych, ponieważ kapitalizację rynkową można interpretować jako zdyskontowane oczekiwane przyszłe przepływy pieniężne z reprezentowanych w nich spółek.

PKB w stałych dolarach międzynarodowych (PPP) i w bieżących dolarach amerykańskich, w bilionach

1 PKB w stałych dolarach międzynarodowychŹródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Kapitalizacja rynkowa różnych indeksów giełdowych w bilionach USD

2 Kapitalizacja rynkowa różnych indeksów giełdowych w bilionach USDŹródła: Bloomberg, Allianz Research

Niższe koszty finansowania dla rządu USA (w stosunku do wzrostu): dzięki dużemu i płynnemu rynkowi długu państwowego, rząd USA może wydawać pieniądze na wyjście z kryzysu i zapobiegać jego skutkom (jak miało to miejsce podczas kryzysu związanego z Covid-19), podczas gdy kraje strefy euro mają znacznie mniejszą przestrzeń fiskalną, biorąc pod uwagę ryzyko niewypłacalności państwa i redenominacji. Podczas gdy Stany Zjednoczone zawsze mogą wydrukować własną walutę, aby uniknąć niewypłacalności. Kraje strefy euro próbowały połączyć siłę fiskalną poprzez inicjatywy takie jak fundusz Next Generation EU (750 mld EUR) i plan RePowerEU (225 mld EUR), ale powolne wykorzystanie zminimalizowało na razie pozytywne skutki, szczególnie w porównaniu z USA, gdzie znacznie więcej dostępnych funduszy IRA już płynie na konkretne projekty.

Po drugie, gospodarka amerykańska w opinii Allianz Trade ma dużą przewagę w zakresie kosztów energii, która w ciągu ostatnich dwóch lat jeszcze się zwiększyła. Ceny energii są znacznie niższe w USA ze względu na obfitość zasobów gazu ziemnego. W przypadku amerykańskich przedsiębiorstw rachunki za energię elektryczną są o 32% niższe niż w przypadku ich francuskich odpowiedników (średnia za lata 2008-22), o 53% niższe niż w przypadku hiszpańskich przedsiębiorstw, o 57% niższe niż w przypadku włoskich przedsiębiorstw i aż o 63% niższe niż w przypadku niemieckich przedsiębiorstw. W rzeczywistości, po latach utrzymywania się na dość stabilnym poziomie, luka cenowa energii gwałtownie wzrosła o kolejne 30% od 2021 r. (co mogło obniżyć poziom PKB UE o dodatkowy -1 punkt procentowy).

Rosnące koszty energii sprawiły również, że rachunek obrotów bieżących strefy euro znalazł się na ujemnym poziomie po dekadzie nadwyżek i prawdopodobnie utrzyma się poniżej poziomów sprzed pandemii. Z kolei Stany Zjednoczone od 2019 r. są eksporterem netto energii, co stawia je w bardziej komfortowej sytuacji w obliczu różnych niepewności energetycznych i geopolitycznych. Stany Zjednoczone korzystają również z dużych rezerw surowców przemysłowych, które mają kluczowe znaczenie dla reindustrializacji. I choć Stany Zjednoczone są zależne od zagranicznych dostawców niektórych kluczowych surowców krytycznych, to posiadają obfite zasoby węgla, miedzi, ołowiu, żelaza, drewna, boksytu i uranu, które są niezbędne do zasilania zielonej transformacji.

Ceny produkcji, sektor energetyczny (listopad 2009 = 100)

3 Ceny produkcji, sektor energetyczny 

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Stany Zjednoczone w opinii Allianz Trade korzystają również z tego, że są domem dla najbardziej dominujących firm technologicznych na świecie, które cieszą się lepszym dostępem do finansowania na wczesnym etapie rozwoju i do talentów z całego świata. Większość dominujących na świecie firm technologicznych ma siedzibę w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych – w 2022 r. sam stan Kalifornia przyciągnął tyle samo kapitału wysokiego ryzyka (w nowe technologie), co cały kontynent europejski. Nic więc dziwnego, że w Stanach Zjednoczonych powstaje ponad trzy razy więcej nowych start-upów niż w największych gospodarkach UE. Co więcej, w strefie euro kolejną przeszkodą są znacznie mniejsze rynki krajowe z różnymi przepisami, które ograniczają kluczową bazę użytkowników na wczesnym etapie rozwoju, niezbędną do uzyskania korzyści skali w branży technologicznej. Podczas gdy Europa dogania USA w adaptacji technologii cyfrowych, opóźnione innowacje cyfrowe grożą powstaniem zależności technologicznych. Pod względem wielkości rynku największe amerykańskie firmy technologiczne stanowią 77% (w próbie ponad 500 spółek giełdowych), podczas gdy europejskie stanowią zaledwie 6%!

Wydatki na badania i rozwój w % PKB

4 Wydatki na badania i rozwój

Źródła: OECD MSTI, Allianz Research

Skumulowany kapitał pozyskany w drodze IPO w sektorze technologicznym od 1995 r. (w mld USD) i główne spółki technologiczne notowane na giełdzie według wielkości rynku jako udział w całości*

5 Skumulowany kapitał pozyskany w drodze IPO

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research. * Na podstawie próby 562 notowanych na giełdzie spółek technologicznych na świecie

Co nie mniej ważne, Stany Zjednoczone mają korzystniejsze warunki demograficzne. Demografia (wzrost liczby ludności w wieku produkcyjnym) wyjaśnia znaczną część nadwyżki amerykańskiego PKB (średnio 0,6 punktu procentowego rocznie w latach 2008-2023), choć oba obszary gospodarcze stoją przed rosnącymi wyzwaniami demograficznymi. Ponieważ współczynnik dzietności w USA był do niedawna wyższy niż w większości krajów UE-27, Stany Zjednoczone mają znacznie młodszą populację niż UE. Oczekuje się, że w USA wskaźnik obciążenia demograficznego, który mierzy liczbę osób w wieku 65 lat i starszych na 100 osób w grupie wiekowej od 20 do 64 lat, wzrośnie z 31% obecnie do 42% w 2050 r., podczas gdy w UE 27 oczekuje się, że do połowy stulecia przekroczy próg 60%.

Rozbieżność demograficzna między USA a strefą euro została nieco zmniejszona przez dobre wyniki europejskich rynków pracy, które zrównoważyły różnice w wynikach spowolnienia wzrostu liczby osób w wieku produkcyjnym. Stopa zatrudnienia w strefie euro rzeczywiście wzrosła o około 7 punktów procentowych w latach 2008-2023 (m.in. efekt podniesienia wieku emerytalnego, m.in. w Niemczech do 67 roku życia), podczas gdy w Stanach Zjednoczonych nieznacznie spadła.

Jednak Europa potyka się głównie o własne sznurowadła: nadmierne regulacje i biurokracja hamują wzrost produktywności, podczas gdy rozdrobnione rynki kapitałowe utrudniają efektywne finansowanie

Przepisy obejmujące wszystko, od krzywizny ogórków po minimalną średnicę małży, utrudniają innowacje i sprawiają, że prowadzenie działalności gospodarczej w strefie euro jest trudniejsze niż w USA. W rankingu Banku Światowego Doing Business, gospodarki UE przewyższają Stany Zjednoczone tylko w dwóch wskaźnikach – dostawy energii elektrycznej i handlu transgranicznego – i to z niewielkim marginesem. Szczególnie trudno jest uzyskać kredyt w UE, co utrudnia życie zwłaszcza start-upom, a firmy muszą poruszać się wg odrębnych przepisów i zasad podatkowych każdego kraju członkowskiego.

Jednocześnie programy UE wspierające rozwój gospodarczy są zbyt skomplikowane i rozdrobnione, co skutkuje zaległościami (np. w przypadku absorbcji funduszy NGEU – Next Generation EU) i nie zachęcają sektora prywatnego do zwiększania wydatków kapitałowych, w przeciwieństwie do USA. Wreszcie, polityka i interesy narodowe zablokowały postępy w zmniejszaniu zależności krajów UE od finansowania bankowego i poprawie alokacji kapitału (tworzenie unii rynków kapitałowych CMU), co zwiększyłaby transgraniczny podział ryzyka i ograniczyła ryzyko kredytowe – zamiast tego kraje członkowskie skupiają się jedynie na promowaniu bieżącego, krótkookresowego wzrostu gospodarczego.

Rozczarowujący wzrost produktywności w strefie Euro

W latach 2008-2023 z każdego 1 punktu procentowego średniego rocznego wzrostu PKB ponad 0,8 punktu procentowego było efektem dynamicznego wzrostu wydajności pracy po drugiej stronie Atlantyku. Z punktu widzenia podaży, wzrost PKB można po prostu podzielić na wzrost populacji w wieku produkcyjnym, stopę zatrudnienia (tj. liczbę osób pracujących jako odsetek populacji w wieku produkcyjnym), liczbę godzin pracy na jedno miejsce pracy i godzinową wydajność pracy (produkcja na godzinę pracy). Okazuje się, że w latach 2008-2023 wydajność pracy w Stanach Zjednoczonych rosła średnio o 0,8 punktu procentowego rocznie szybciej niż w strefie euro. Z biegiem czasu tworzy to ogromną lukę, która może wyjaśniać rozbieżność między dochodem na kapitał w USA i strefie euro, ponieważ produktywność jest najważniejszym czynnikiem wpływającym na standard życia w perspektywie długoterminowej. Rosnąca rozbieżność w produktywności jest tym bardziej uderzająca, że kraje europejskie znajdują się dalej od granicy technologicznej, a zatem mają zasadniczo większy potencjał do nadrabiania zaległości w zakresie produktywności.

Rozkład nadwyżki wzrostu PKB w USA w porównaniu ze strefą euro, średnia roczna z lat 2008-23 (p.p. wzrostu PKB)

6 Rozkład nadwyżki wzrostu PKB w USA w porównaniu ze strefą euro

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

W rzeczywistości, gdy dokonamy dekompozycji wzrostu godzinowej produktywności pracy na wkład pogłębiania kapitału (stosunek kapitału do pracy, tj. kapitalistyczna intensywność produkcji) i całkowitą produktywność czynników produkcji (wydajność, w której nakłady pracy i kapitału są łączone w celu wytworzenia jednej jednostki produkcji), okazuje się, że większość słabych wyników strefy euro jest wynikiem słabego wzrostu całkowitej produktywności czynników produkcji, a nie słabego wzrostu pogłębiania kapitału. Innymi słowy, nie chodzi o to, że strefa euro inwestuje zbyt mało w nowe moce produkcyjne, ale raczej o to, że podstawowe tempo wzrostu postępu technologicznego i wydajności jest niezadowalające.

Zagrożenie egzystencjalne związane z przyszłością europejskiej unii walutowej i rozdrobnione rynki kapitałowe w opinii Allianz Trade dodatkowo ograniczają inwestycje. Interesy narodowe stoją na drodze do stworzenia unii rynków kapitałowych (CMU), utrudniając efektywną alokację kapitału i przyczyniając się do utrzymującego się niższego wzrostu w strefie euro w porównaniu z USA. Niezbędnym warunkiem wstępnym jest silna unia bankowa, ale postęp jest powolny ze względu na brak europejskiego systemu gwarantowania depozytów.

Pomimo inicjatyw podjętych od czasu pierwotnego projektu w 2015 r., wnioski ustawodawcze są nadal przedmiotem negocjacji, a ich wdrażanie przebiega powoli. Jeśli CMU zostanie wdrożona, może zwiększyć transgraniczny prywatny podział ryzyka, zmniejszyć zależność od finansowania bankowego i zwiększyć efektywność alokacji kapitału, promując wyższego wzrost gospodarczy i integrację strefy euro.

Źródła finansowania dla sektora przedsiębiorstw strefy Euro

7 Źródła finansowania dla sektora przedsiębiorstw strefy Euro 

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Podczas gdy UE wydaje duże środki na wspieranie rozwoju gospodarczego, jej programy są zbyt skomplikowane i rozdrobnione. Polityka przemysłowa znów stała się modna po obu stronach Atlantyku. Od 2021 r. łączne dotacje finansowe wyniosły 40 mld USD dla Niemiec, 59 mld USD dla Francji i 230 mld USD dla USA, z czego odpowiednio 71%, 59% i 15% z nich sklasyfikowano jako dotacje ekologiczne.

W porównaniu z poziomem z 2015 r. wydatki na subsydia wzrosły zatem około trzykrotnie w Stanach Zjednoczonych, dwukrotnie w Niemczech i ośmiokrotnie we Francji. W latach 2021-2023 wydatki na subsydia wyniosły 0,3% PKB w USA, 0,35% w Niemczech i prawie 0,75% we Francji.

Przewidywane dotacje na ekologię w UE będą prawdopodobnie nawet wyższe niż te oferowane przez amerykańską ustawę o redukcji inflacji: 880 mld USD w latach 2022-2031 dla UE w porównaniu z 300-1 000 mld USD w mniej więcej tym samym horyzoncie czasowym w USA. Podczas gdy amerykańska polityka przemysłowa skłania sektor prywatny do zwiększania nakładów inwestycyjnych, nie można powiedzieć tego samego o polityce europejskiej. Inwestycje w fabryki w Stanach Zjednoczonych gwałtownie wzrosły od czasu wdrożenia ustawy o redukcji inflacji (IRA) i ustawy CHIPS, pomimo wyższych kosztów i stóp procentowych. Z kolei w Niemczech wydatki na budowę zakładów spadły poniżej poziomu z 2010 r., podczas gdy we Francji prawie nie wzrosły w ciągu ostatnich kilku lat.

Programy UE były krytykowane jako zbyt skomplikowane i zorientowane na szczegóły, podczas gdy amerykańska oferta nieograniczonych zachęt podatkowych skierowanych do producentów była chwalona za prostotę. Co więcej, rządy europejskie wdrażają własne ulgi podatkowe na poziomie krajowym, co prowadzi do różnic w zależności od kraju. Podkreśla to wyzwania stojące przed UE i rządami krajowymi w zakresie ustanowienia przekonującej, spójnej polityki przemysłowej wśród niejednolitych ram regulacyjnych i podatkowych oraz złożonych procesów dostępu do funduszy. Z kolei Stany Zjednoczone wykorzystują swoją przewagę komparatywną (w tym niższe koszty energii, wielkość rynku krajowego i wyższy potencjalny wzrost), aby pobudzić więcej inwestycji.

Inwestycje budowlane w zakładach produkcyjnych, Indeks Q4-2019 = 100

8 Inwestycje budowlane w zakładach produkcyjnychŹródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Uwagi: Dla USA: Całkowite prywatne wydatki budowlane: Produkcja w Stanach Zjednoczonych w milionach dolarów, miesięcznie, wyrównane sezonowo (US Census Bureau), cena skorygowana o wskaźnik cen producenta dla popytu pośredniego „materiały i komponenty dla budownictwa” (Bureau of La- bor Statistics). Dla Niemiec: Szacunkowe koszty, pozwolenia na budowę budynków fabrycznych i warsztatowych (Destatis), cena skorygowana o wskaźnik cen budowlanych dla budynków komercyjnych, prace budowlane w budynkach (Destatis). Dla Francji: wydatki inwestycyjne w budownictwie, wolumeny.

Odpływowi inwestycji z krajów UE w opinii Allianz Trade mogą sprzyjać nie tylko wspomniane strukturalne przewagi USA, ale skłaniać do tego może także wzmocniona polityka przemysłowa Stanów Zjednoczonych, niezależnie od tego, kto wygra listopadowe wybory w USA. Jeszcze przed wejściem w USA w życie IRA (Inflation Reduction ACT) Niemcy zmagały się z ograniczeniem inwestycji ze względu na wysokie koszty energii i niedobór wykwalifikowanej siły roboczej. Różnica między inwestycjami wychodzącymi (za granicę) niemieckich firm a inwestycjami biznesowymi w kraju w 2022 r. była największa w historii: z Niemiec wypłynęło ponad 135 mld EUR bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a wpłynęło tylko 10,5 mld EUR.   Szacunki wskazują, że nawet 70% europejskich inwestycji może migrować do USA w wyniku nowych amerykańskich zachęt, w tym 80% projektów realizowanych przez firmy niemieckie. Niezależnie od tego, kto wygra wybory w listopadzie, amerykańska polityka przemysłowa prawdopodobnie zostanie wzmocniona, co będzie kolejnym czynnikiem niekorzystnym dla europejskiej produkcji. Za prezydentury Trumpa ulga podatkowa na pojazdy elektryczne i dotacje na elektrownie wiatrowe najprawdopodobniej zostałyby uchylone, choć Izba kontrolowana przez Demokratów mogłaby być przeszkodą. W Kongresie zdominowanym przez GOP, hurtowe wycofanie IRA wydaje się mało prawdopodobne, ponieważ większość dotacji IRA przynosi większe korzyści czerwonym (konserwatywnym) niż niebieskim stanom. Zarówno prezydentura Trumpa, jak i prezydentura Bidena prawdopodobnie zwiększyłyby dotacje dla przemysłu, bardziej ogólne pod rządami Trumpa (finansowane z dochodów z ceł), a bardziej skoncentrowane na niektórych kluczowych sektorach i technologiach pod rządami Bidena. Amerykańska polityka przemysłowa mogłaby również rozszerzyć swój protekcjonistyczny zasięg poprzez wdrożenie podatku granicznego od emisji dwutlenku węgla i rozszerzenie mandatów rządowych w celu faworyzowania krajowej produkcji.

Zielona „podszewka” europejskiej gospodarki – jej przyszły atut?

UE przejmuje inicjatywę w zielonej transformacji, a gospodarki strefy euro mają znacznie niższe emisje CO2 ogółem i w przeliczeniu na mieszkańca niż USA. UE objęła również wyraźne prowadzenie w handlu towarami ekologicznymi: same Niemcy przewyższają USA w eksporcie ekologicznym, a w 19 z 27 krajów UE gospodarki wykazuje przewagę komparatywną w handlu towarami ekologicznymi. Z kolei Stany Zjednoczone powoli tracą udział w rynku, a ich przewaga w zakresie zielonych technologii z czasem uległa pogorszeniu. Ponieważ UE dąży do przyspieszenia swojej zielonej transformacji i osiągnięcia zerowej emisji netto do 2050 r., zielona gospodarka będzie generować więcej miejsc pracy, aby zrekompensować potencjalną deindustrializację w upadających sektorach.

Koncentrując się na produkcji i eksporcie towarów środowiskowych, Europa może jeszcze bardziej wykorzystać rosnące globalne rynki czystych technologii. W 2021 r. same Niemcy wygenerowały około 9,1 mld EUR przychodów dzięki energooszczędnym technologiom napędu i sterowania (0,3% ich PKB). Może to przyczynić się do wzrostu gospodarczego i zrównoważyć niektóre negatywne skutki dezindustrializacji. Jednak zielona polityka UE obejmuje również ambitne standardy i regulacje, które zwiększają koszty produkcji, prowadząc do wycieków i przenoszenia produkcji do krajów o mniej uregulowanych przepisach. Unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla (CBAM) ma na celu rozwiązanie tego problemu poprzez wyrównanie szans dla firm z UE. Jednak produkcja zielonej energii w UE nadal boryka się z niekorzystnymi warunkami konkurencji.

Dotacje ekologiczne stanowią ponad dwie trzecie dotacji europejskich, podczas gdy w 2022 r. stanowiły one jedynie 20% całkowitych dotacji w USA. Subsydiowanie ekologicznych innowacji przynosi znaczne korzyści zarówno dla globalnego wzrostu, jak i dla przeciwdziałania zmianom klimatu. A ponieważ inwestowanie w zielony przemysł pomaga budować nowe gałęzie przemysłu przyszłości, rządy starają się poprawić wyniki kluczowych sektorów biznesowych, od energii po półprzewodniki. W latach 2021-2023 lwia część zielonych dotacji w USA została przeznaczona na energię (4,5 mld USD, 37%) i produkcję (6,9 mld USD, 60%), podczas gdy tylko 2% lub 0,2 mld USD przeznaczono na transport. Jednak w porównaniu z krajami europejskimi, dotacje ekologiczne stanowią jedynie 15% całkowitych dotacji. Scenariusz jest zupełnie inny w Niemczech, gdzie 71% dotacji zostało sklasyfikowanych jako ekologiczne w ciągu ostatnich trzech lat. Około 40% lub 3,6 mld USD przeznaczono na produkcję, choć tendencja jest spadkowa, podczas gdy 1,8 mld USD przeznaczono na energię. Dotacje na ekologiczny transport są znikome i spadły z prawie 80% całkowitych dotacji na transport w 2016 r. do 0,1% w 2021 r. do zera w 2023 r. Francja przeszła z 2% dotacji sklasyfikowanych jako ekologiczne w 2015 r. do 60% w 2022 r. Zasadniczo dzielą się one na ponad 90% na energię (10 mld USD) i pozostałe na produkcję.

Wspomniana przewaga gospodarcza Stanów Zjednoczonych nad Europą ma znaczną cenę środowiskową. Pomimo poczynienia pewnych postępów w XXI wieku, przeciętny obywatel USA nadal generuje prawie trzy razy więcej rocznych emisji CO2 niż jego europejski odpowiednik (wykres 18). Ta przepaść środowiskowa wykracza daleko poza emisje CO2: Według danych Global Footprint Network, gdyby wszyscy konsumowali taką samą ilość zasobów naturalnych jak Amerykanie, wymagałoby to 5,1 planety.

Co trzeba / można zrobić dla zwiększenia konkurencyjności UE?

Aby przywrócić ogólną przewagę konkurencyjną w stosunku do USA, następny Parlament Europejski musi pilnie usunąć bariery na drodze do wyższego wzrostu produktywności. Po czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego najważniejszymi priorytetami powinny być: I) ograniczenie biurokracji i nadmiernej regulacji, ii) ponowienie wysiłków na rzecz pogłębienia unii rynków kapitałowych, iii) przezwyciężenie kwestii, które powstrzymują szybką i terminową absorpcję funduszy UE oraz iv) dążenie do wzmocnienia europejskiej polityki przemysłowej w celu złagodzenia wyścigu o dotacje między krajami UE.

Ograniczenie biurokracji i nadmiernej regulacji, od rynku pracy po otoczenie biznesowe. Uproszczenie przepisów i podatków w całej Europie pomogłoby również wzmocnić rynek wewnętrzny. Obecna propozycja uproszczenia

przepisów podatkowych w UE ma na celu zmniejszenie biurokracji dla przedsiębiorstw transgranicznych – ale dopiero okaże się, czy zostaną one przyjęte. Obecnie w UE istnieje 27 różnych systemów podatkowych. Przestrzeganie przepisów podatkowych wiąże się z kosztami, które nie są wykorzystywane w działalności produkcyjnej i może zniechęcać do ekspansji. Dzięki nowym, prostszym przepisom koszty przestrzegania przepisów podatkowych dla przedsiębiorstw działających na rynku wewnętrznym UE mogłyby spaść nawet o 65%.

Unia rynków kapitałowych (CMU): przezwyciężenie interesów krajowych i politycznych. Zapoczątkowana w 2015 r. inicjatywa CMU ma na celu rozwój i integrację rynków kapitałowych w UE w celu dywersyfikacji finansowania przedsiębiorstw, zwiększenia możliwości inwestycyjnych i wzmocnienia odporności gospodarki UE. Rynki kapitałowe UE pozostają jednak w tyle za Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią i stoją w obliczu wyzwań, takich jak ograniczony udział kapitału własnego, rozdrobniona działalność rynkowa i utrzymująca się heterogeniczność między państwami członkowskimi. Dwa plany działania CMU, przyjęte w 2015 i 2017 r., miały trudności z osiągnięciem konsensusu politycznego w sprawie celów długoterminowych. Utrzymująca się fragmentacja tworzy bariery w transakcjach transgranicznych i płynnościowe. Osiągnięcie CMU będzie wymagało woli politycznej do przezwyciężenia oporu ze strony partykularnych interesów. Jednym ze źródeł oporu będą zasiedziali operatorzy obawiający się utraty rentowności, w tym np. lokalne lobby bankowe; lokalne banki będą musiały zostać przekonane, że częścią rozwiązania strukturalnie słabej rentowności jest ostrożne wejście na rynki kapitałowe. Raport EBC pod przewodnictwem Christine Lagarde opowiada się za odgórnym podejściem do wdrażania CMU. Obejmuje to utworzenie Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) ze zwiększonymi uprawnieniami w zakresie ujednoliconego nadzoru i jednolitego zbioru przepisów w celu zmniejszenia fragmentacji na rynkach kapitałowych UE, a także potrzebę skonsolidowanej infrastruktury rynkowej.

Wizja prawdziwie zintegrowanej europejskiej unii finansowej wymaga dobrze funkcjonującej unii bankowej i tętniącej życiem unii rynków kapitałowych w warunkach zdrowej konkurencji. CMU musi uzupełniać bankowość, a nie ją zastępować, tak aby całość była większa niż suma jej części. Czerpanie korzyści ekonomicznych zarówno z finansowania rynkowego, jak i opartego na relacjach, wymaga odpowiedniego nadzoru publicznego. Podejście regulacyjne na rynkach kapitałowych musi koncentrować się na ułatwianiu wprowadzenia skutecznej dyscypliny rynkowej, z zachowaniem nadzoru ostrożnościowego nad podmiotami systemowymi.

Wreszcie, postępom w integracji finansowej musi towarzyszyć odpowiedzialność fiskalna i reformy strukturalne. Wysiłki zmierzające do ukończenia unii bankowej i unii rynków kapitałowych muszą być częścią szerszego dążenia do zniwelowania różnic w produktywności i przyspieszenia konwergencji dochodu na mieszkańca w całej Europie, przy czym kraje powinny dążyć do dostosowania fiskalnego a także reformy rynku produkcji i rynku pracy w celu poprawy ich atrakcyjności jako miejsc docelowych inwestycji. Unia rynków kapitałowych oferuje obietnicę łatwiejszych przepływów kapitałowych – ale jest to kompromis między ryzykiem a zwrotem, który określi ich kierunek.

Ukończenie unii bankowej, silnie powiązanej z unią rynków kapitałowych, jest kluczowym krokiem w kierunku silniejszego i bardziej zintegrowanego europejskiego sektora finansowego. Porozumienie w sprawie brakującego trzeciego filaru w postaci europejskiego systemu gwarantowania depozytów zdecydowanie zwiększyłoby zaufanie i integrację rynku. Wzmocniony nadzór i zharmonizowana restrukturyzacja i uporządkowana likwidacja banków już wzmocniły sektor, który od 2014 r. odnotowuje poprawę adekwatności kapitałowej i jakości bilansów, równolegle z ustanowieniem wiarygodnej sieci bezpieczeństwa dla systemu.

Komplementarność i spójność gospodarcza między państwami członkowskimi ma zasadnicze znaczenie dla strefy euro. Wynika to z faktu, że brak równowagi gospodarczej zwiększa ryzyko niestabilności w unii walutowej. Jednostronna lub nieskoordynowana krajowa polityka przemysłowa, która prowadzi do dalszych rozbieżności w Unii, stanowi zatem znaczne ryzyko dla unii walutowej. Dlatego lepiej byłoby mieć prawdziwie europejską politykę przemysłową. Oznacza to takie same warunki ramowe i warunki finansowania dla przemysłu we wszystkich państwach członkowskich. Zmniejszyłoby to szkodliwą konkurencję o dotacje między krajami i położyłoby nacisk na konkurencję między lokalizacjami. Błędne alokacje zostałyby ograniczone, a potencjał kontynentu zmaksymalizowany.

Polska – wkrótce  otwarcie funduszy z KPO, czyli NGEU. Ich terminowe i efektywne wydatkowanie to postulat dla całej UE

Aby zmaksymalizować korzyści płynące z inicjatywy Next Generation EU (w tym nasz KPO), państwa członkowskie powinny przyspieszyć postępy w osiąganiu celów i kamieni milowych określonych w ich krajowych programach reform, a także jak najlepsze wykorzystanie infrastruktury i zasobów w celu alokacji środków.

Co jest nie tak z funduszami NGEU? (Next Generation EU – Europejski Plan Odbudowy)

Zgodnie z początkowymi obawami, wydatki NGEU napotkały opóźnienia w skali całej EU, znacznie zmniejszając potencjalny pozytywny ich wpływ na gospodarkę. Duża część wydatków w ramach NGEU była początkowo przeznaczona na lata 2021-2023, aby przyspieszyć natychmiastowe ożywienie po pandemii. Ponieważ wypłaty zależą od jakościowych kamieni milowych i celów ilościowych (tj. reform strukturalnych), wkrótce pojawiły się opóźnienia w realizacji. Na dzień dzisiejszy państwa członkowskie otrzymały około 26% zasobów Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (z 672 mld EUR w formie dotacji i pożyczek). Do grudnia 2023 r. większość krajów otrzymała tylko pierwszą płatność (11 państw członkowskich), niewiele z nich otrzymało drugą i trzecią wypłatę, podczas gdy tylko Włochy i Portugalia otrzymały cztery raty (choć zgromadziły odpowiednio około 50% i 35% całkowitych przydzielonych środków). Około jedna trzecia państw członkowskich boryka się z opóźnieniami w planowanych reformach i inwestycjach, częściowo z powodu ograniczeń gospodarczych i niedoborów siły roboczej, ale także z powodu braku zdolności administracyjnych i monitorujących do zarządzania bezprecedensową ilością zasobów w krótkim czasie. Wyjaśnia to, dlaczego faktyczne wypłaty były realizowane później, a czasami były również mniejsze niż początkowo wnioskowano. W związku z tym początkowy harmonogram wypłat został przesunięty bardziej na lata 2025-2027, a wpływ gospodarczy będzie prawdopodobnie niższy niż początkowo szacowano i bardziej rozłożony w czasie.

Wydatki z europejskich funduszy na inwestycje strukturalne a status wydatkowania funduszy NGEU9 Wydatki z europejskich funduszy na inwestycje strukturalne a status wydatkowania funduszy NGEU

Źródła: KE, Allianz Research

Nie jest to pierwszy raz, kiedy fundusze europejskie potrzebują czasu, aby dotrzeć do gospodarek, które najbardziej ich potrzebują. Europejskie Fundusze Inwestycji Strukturalnych (ESIF) również odnotowały opóźnienia w wydatkach. W szczególności w ramach budżetu UE na lata 2014-2020 Włochy i Hiszpania zdołały wydać zaledwie 10% funduszy w ciągu pierwszych czterech lat, próbując nadrobić zaległości pod koniec okresu budżetowego. Odzwierciedlało to brak infrastruktury planistycznej i prawdopodobnie trudności w znalezieniu wartościowych projektów do sfinansowania. Złożoność procedur przetargowych i koordynacji, niewystarczająca wiedza techniczna administracji publicznej i niewystarczający monitoring pozostają kluczowymi kwestiami do rozwiązania.

Choć kwestie strukturalne nie są bez znaczenia, globalne wyzwania stworzyły dodatkowe zagrożenia. Wysoka inflacja doprowadziła do korekty w górę planowanych kosztów projektów i skupiła uwagę na zależności energetycznej bloku. W związku z tym wprowadzono poprawki do pierwotnych planów, aby uwzględnić rozdziały RePowerEU, zaprojektowane w celu zaradzenia szokowi energetycznemu w 2022 r., w szczególności w celu ułatwienia dodatkowych reform i inwestycji w celu stopniowego wycofywania rosyjskiego importu energii. Instrument ten opiera się na maksymalnie 225 mld EUR niewykorzystanych pożyczek z RRF. Wśród innych priorytetów REPowerEU ma na celu zaradzenie opóźnieniom we wdrażaniu energii wiatrowej i słonecznej w niektórych regionach.

Turcja na płaskowyżu stóp procentowych, a Polska z dobrą sprzedażą detaliczną – analiza rynków

Turcja później niż inne kraje rozpoczęła walkę z inflacją. Wygląda jednak na to, że powoli znajduje się ona na etapie tzw. płaskowyżu w stopach procentowych. W tle rośnie polska sprzedaż detaliczna i dobre dane stabilizują dolara względem euro.

Sprzedaż detaliczna

Wczorajsze dane w ujęciu rocznym pokazały 4,6% wzrostu sprzedaży detalicznej w Polsce. Dane te okazały się lepsze od oczekiwań o 1,1%. Pomimo tego na rynku walutowym nie było widać wyraźnej reakcji. Należy pamiętać, że to dane za styczeń, więc oglądanie zmian w ujęciu miesięcznym mija się z celem. Sprzedaż detaliczna w grudniu zwyczajowo przez święta jest bowiem istotnie większa. Rezultat w postaci spadku o 19,7% w innych okolicznościach powinien powodować panikę. Tutaj w styczniowych danych to reguła. Dla porównania rok temu spadek wynosił 22,8%.

Turcja utrzymuje stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu Bank Centralny Turcji nie zmienił stóp procentowych. Pozostały one zatem na poziomie 45%. Z jednej strony to 20 punktów procentowych poniżej poziomu inflacji co powoduje, że nadal lepiej wydawać pieniądze niż oszczędzać. Z drugiej strony Od kilku miesięcy udało się w miarę ustabilizować poziom inflacji. W rezultacie pozostaje pytanie, czy dalsze podwyżki są konieczne. Jeszcze większe wzrosty stóp procentowych mogą dobić i tak ledwo żywą gospodarkę, a to w długim okresie może mieć jeszcze gorsze skutki dla Turcji niż utrzymująca się przeszło 60% inflacja. Pamiętajmy, że kurs liry tureckiej został usztywniony względem kursu dolara i jest systematycznie obniżany, by zachować rynkowy parytet. Od początku roku lira została osłabiona w ten sposób już o 5,5%.

Lepsze dane z USA

Wczoraj udało się w końcu przełamać słabą passę amerykańskiej waluty. By tego dokonać potrzeba było sporej kumulacji dobrych danych makroekonomicznych. Najpierw mieliśmy zaledwie 201 tysięcy wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. To najniższy wynik od 5 tygodni i obiektywnie bardzo dobry rezultat. Do tego doszedł odczyt indeksu PMI dla przemysłu 51,5 pkt, czyli punkt powyżej oczekiwań. Jest to zatem drugi z rzędu rezultat powyżej granicy 50 pkt oddzielający przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Poprzedni raz powyżej tego poziomu znajdowaliśmy się w kwietniu 2023. Z kolei tak wysokiego wyniku nie widzieliśmy od września 2022 roku. Nie powinno zatem dziwić, że pomimo słabości dolara w pierwszej części dnia zakończyliśmy na niemal tych samych poziomach co rozpoczęliśmy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Aroca: Ekspresy do Kawy dla Każdej Wielkości Biura

W dzisiejszym dynamicznym świecie pracy, kawa stała się nieodłącznym elementem codziennej rutyny biurowej, wpływając nie tylko na morale pracowników, ale także na ich produktywność i kreatywność. Wybór odpowiedniego ekspresu do kawy może być jednak wyzwaniem, zwłaszcza gdy bierze się pod uwagę różnorodność potrzeb w zależności od wielkości biura. Marka Aroca, dzięki swojemu innowacyjnemu podejściu i szerokiej gamie produktów, wpisuje się w te potrzeby, oferując idealne rozwiązania dla każdego sektora biurowego.Aroca: Ekspresy do Kawy

Aroca C11 – Kompaktowy i wydajny ekspres do małego biura

Ekspres Aroca C11 to perfekcyjne połączenie wydajności, kompaktowości i łatwości obsługi, dedykowane małym przestrzeniom biurowym. Pomimo swoich niewielkich rozmiarów, zdumiewa zdolnością przygotowania aż do 30 kaw dziennie, dzięki czemu żaden pracownik nie musi rezygnować z ulubionej kawy, nawet w najbardziej intensywnym dniu pracy. Bogactwo 24 zaprogramowanych przepisów pozwala na eksperymentowanie z różnorodnymi smakami, od klasycznego espresso po bardziej złożone kawy mleczne, co sprawia, że każda przerwa na kawę może być wyjątkowa. Dodatkowo, jego prosta i intuicyjna obsługa za pomocą 7-calowego wyświetlacza, w połączeniu z funkcjami automatycznego czyszczenia i odkamieniania, minimalizuje potrzebę interwencji użytkownika i pozwala na utrzymanie ekspresu w idealnym stanie bez dodatkowego wysiłku. Aroca C11 jest zatem doskonałym rozwiązaniem dla tych, którzy szukają niezawodnego, efektywnego i łatwego w obsłudze ekspresu do kawy, który zmieści się nawet w ograniczonej przestrzeni biurowej.

Sektor Średni: Aroca M12 – 120 kaw dziennie

Ekspres Aroca M12, zaprojektowany z myślą o średnich biurach i sektorze HoReCa, oferuje wydajność umożliwiającą przygotowanie do 120 kaw dziennie. Z funkcją bezpośredniego przyłącza do wody, urządzenie to redukuje konieczność ręcznego uzupełniania wody, przy jednoczesnym zapewnieniu dużej pojemności zbiornika na ziarna (1200g) i zbiornika na fusy (70 porcji), co minimalizuje częstotliwość obsługi i konserwacji.

Prostota obsługi, dzięki intuicyjnemu, dotykowemu i kolorowemu wyświetlaczowi o przekątnej 10,1 cala, pozwala użytkownikom na szybkie i łatwe dostosowanie ustawień do indywidualnych preferencji, sprawiając, że każdy może cieszyć się kawą dokładnie taką, jaką lubi, bez potrzeby skomplikowanej konfiguracji.

Aroca M12 wyróżnia się dostępnością ponad 24 zaprogramowanych przepisów kawowych, dając użytkownikom możliwość wyboru między szeroką gamą napojów kawowych. Dodatkowo, urządzenie wyposażone jest w system automatycznego czyszczenia i odkamieniania, co znacząco ułatwia utrzymanie ekspresu w czystości i dobrym stanie technicznym bez dodatkowego wysiłku ze strony użytkownika.

Dostępność wariantów z różnymi pojemnościami zbiornika na wodę (2 L lub 8 L) oraz z niższą wersją sprawiają, że Aroca M12 bezproblemowo wpasowuje się w każdą kuchnię biurową, niezależnie od dostępnej przestrzeni. Takie elastyczne podejście do konstrukcji ekspresu pozwala na jego optymalne umiejscowienie i użytkowanie, co czyni go doskonałym wyborem dla różnorodnych środowisk pracy, od małych biur po duże otwarte przestrzenie biurowe i lokale gastronomiczne.

Aroca Coffee Zone – Rozwiązanie dla dużego biura lub korporacji

Aroca Coffee Zone jest zaawansowanym ekspresem dedykowanym dla dużych biur i korporacji, gdzie codzienna potrzeba na gorące napoje jest znacząca. To urządzenie wyróżnia się nie tylko imponującą wydajnością, umożliwiającą przygotowanie do 200 filiżanek dziennie, ale także zaawansowanymi funkcjami, które odpowiadają na specyficzne wymagania użytkowników.

Jedną z kluczowych cech Coffee Zone jest możliwość przygotowania nie tylko szerokiej gamy kaw, ale również 2 rodzajów produktów instant jak np. czekolada i herbata. To rozszerza ofertę napojów gorących dostępnych w biurze, zaspokajając różnorodne gusta i preferencje pracowników.

Dodatkowo, ekspres wyposażony jest w 10-calowy wyświetlacz dotykowy, który stanowi centrum sterowania urządzeniem. Jego intuicyjna obsługa umożliwia łatwe i szybkie wybieranie napojów, dostosowywanie ich mocy oraz personalizację przepisów zgodnie z indywidualnymi preferencjami użytkowników. Taki ekran znacząco upraszcza proces przygotowania napojów, czyniąc go bardziej dostępnym i przyjemnym.

Aroca Coffee Zone posiada dodatkową funkcję dla napojów mlecznych, gdy w pojemniku zabraknie mleka, ekspres automatycznie wygasza opcje napojów mlecznych, zapobiegając przygotowaniu niekompletnego napoju. Jest to istotne z punktu widzenia zarówno jakości serwowanych napojów, jak i zadowolenia użytkowników, którzy zawsze otrzymują napój zgodny z oczekiwaniami.

Aroca Coffee Zone z 4-litrowym zbiornikiem na wodę, możliwością bezpośredniego przyłącza do wody, oraz dużymi pojemnościami zbiorników na ziarna kawy i fusy, jest ekspresem zaprojektowanym do ciągłego użytkowania w wymagających środowiskach. Jego zaawansowane technologie spełniają oczekiwania najbardziej wymagających użytkowników w dużych biurach i korporacjach.

Aroca: Otwarcie na potrzeby każdego sektora biurowego.

W artykule przedstawiliśmy trzy modele ekspresów do kawy marki Aroca, zaprojektowane z myślą o zaspokojeniu potrzeb różnej wielkości biur i przedsiębiorstw. Każdy z modeli – Aroca C11, Aroca M12 oraz Aroca Coffee Zone – wyróżnia się unikalnymi cechami, dostosowanymi do specyficznych wymagań i oczekiwań użytkowników.

Aktywna integracja z teamem pracowników – poradnik dla każdego

Współcześnie przedsiębiorstwa coraz częściej doceniają korzyści płynące z regularnej integracji zespołowej. Utrzymywanie pozytywnych relacji w zespole przekłada się na przyjemną atmosferę w miejscu pracy, a także na zwiększoną efektywność i zaangażowanie pracowników.

Integracja to świetny sposób na budowanie zgranego teamu

Jak skutecznie zorganizować spotkanie integracyjne, które nie tylko dostarczy przyjemności, ale także wspomoże proces budowy jedności w zespole? Jeżeli to pytanie nurtuje cię, to znak, że nadszedł odpowiedni moment na planowanie wyjazdu integracyjnego!

W trakcie procesu integracji pracownicy mają okazję do bliższego wzajemnego poznania, dzięki wymianie doświadczeń i podzieleniu się własnymi pasjami. To sprzyja częstemu odnajdywaniu punktów wspólnych, co skutkuje nawiązywaniem relacji poza obszarem firmowym. Integracja staje się naturalnym procesem, nie wymagając już inicjatyw ze strony firmy. Działając podczas specjalnie zorganizowanych spotkań czy wydarzeń, członkowie zespołu mają szansę wyjść poza swoje zawodowe role, co łamie barierę formalności i umożliwia bardziej empatyczne podejście do współpracowników.

Integracja zespołu w formie wspólnych aktywności fizycznych

Aby skutecznie wspierać integrację zespołu, warto uwzględnić aspekt aktywności fizycznej. Udostępnianie pracownikom kart uprawniających do korzystania z siłowni oraz innych obiektów sportowych staje się powszechnym bonusem, będącym standardem w środowisku korporacyjnym. Zachęcanie zespołu do uczestnictwa we wspólnych aktywnościach fizycznych stanowi dodatkową inicjatywę, która może przyczynić się do zacieśnienia więzi.

Wielu przedsiębiorstw preferuje organizowanie regularnych rozgrywek, a sporty drużynowe, takie jak piłka nożna, koszykówka, siatkówka, piłka ręczna czy kręgle, są najczęściej wybieranymi formami integracji. Warto rozważyć inne propozycje, takie jak sporty indywidualne, które można praktykować podczas grupowych zajęć.

Integracja pracowników – wspólne wyjazdy

Kolejną popularną formą integracji teamu są wspólne wyjazdy, które można również połączyć z aktywnością fizyczną. Ciekawe opcje to np.:

  • wyjazd na narty lub snowboard – to bardzo ciekawy sposób na aktywne spędzanie czasu w grupie, jeśli wybierasz się na taki wyjazd, postaw na odzież wysokiej klasy odzież termoaktywną, taką jak np.: https://sportano.pl/marki/smartwool;
  • paintball – wymaga współpracy w zespole, tylko ona daje szanse na odniesienie zwycięstwa, rywalizacja drużyn motywuje do działania, wszystkiemu towarzyszą emocje, które determinują działania w grupie, to jedna z najpopularniejszych form integracji pracowników;
  • wycieczki krajoznawcze – to możliwość odbycia wspólnych wędrówek górskich, zwiedzania zabytkowych miast, których nie brakuje w Polsce, wycieczek szlakami zamków, poznawania się w warunkach terenowych, jeśli wybierasz się na integracyjny wyjazd turystyczny zimą, sprawdź czapki, np.: https://sportano.pl/czapki-i-kapelusze-damskie/czapki-4f-damskie
  • spływ kajakowy – forma czynnego wypoczynku i rekreacji, wspólne przygody na wodzie, a także wysiłek fizyczny pośród dzikiej przyrody integrują uczestników zabawy, pozwalając im dobrze się poznać oraz sprawdzić w specyficznych warunkach;
  • wizyta na torze kartingowym – kolejny sposób na wspólne spędzanie czasu przez zespół, możliwość doświadczenia wielu emocji i zdrowej rywalizacji;
  • firmowe wyjazdy rowerowe – forma relaksu podczas aktywnego wypoczynku i dobra zabawa w gronie współpracowników, przed wyjazdem na rower warto zaopatrzyć się w wysokiej jakości kaski i ochraniacze, np. https://sportano.pl/marki/leatt.

Aktywna integracja z teamem pracowników – poradnik dla każdego

Integracja teamu pracowników – co jeszcze warto wiedzieć?

Nawet doświadczeni profesjonaliści, posiadający niezbędne kompetencje w pracy zespołowej, czasami napotykają trudności w efektywnej współpracy. Często problem ten ma prozaiczne źródło – brak dostatecznej znajomości między członkami zespołu. Bez inwestycji w procesy integracyjne i budowania relacji, zespół może utknąć na stagnującym etapie, nie rozwijając się dalej. Aby swobodnie wymieniać pomysły i proponować rozwiązania, nieodzowne staje się zaufanie, które kształtuje się właśnie poprzez wspólne doświadczenia.

Zapewnienie integracji w zespole to priorytet dla każdego pracodawcy. Korzystając z powyższych wskazówek, będziesz w stanie zorganizować integrację, która nie tylko pozostanie w pamięci członków zespołu, ale także przyczyni się do zwiększenia ogólnej produktywności!

Wciąż wysoki apetyt na ryzyko. Wzrosty na giełdach i mieszane sygnały z gospodarki

Wczoraj na rynkach finansowym panował optymistyczny nastrój. Zarówno giełda na Wall Street jak i w Europie odnotowały wzrosty. Rynek pozytywnie przyjął opublikowany po środowej sesji w USA raport na temat wyników za IV kwartał spółki Nvidia – głównego przedstawiciela sektora sztucznej inteligencji. Nasdaq Composite urósł o 3 proc., SP500 zyskał 2,1 proc. a Dow Jones 1,2 proc. Te dwa ostatnie benchmarki ustanowiły nowy historyczny szczyt. W Europie silnymi wzrostami zakończył dzień Dax (+1,47 proc.) oraz CAC40 (+1,27 proc.). Kurs EURUSD w pierwszej części dnia urósł. Wczoraj podano wyniki PMI dla Europy oraz Stanów Zjednoczonych.

PMI usługowy dla strefy euro – najbardziej wiarygodny barometr gospodarczy dla tego obszaru – wzrósł z 48,4 pkt. do 50 pkt. Oczekiwania wskazywały brak zmian. Wskaźnik osiągnął graniczną wartość po raz pierwszy od 7 miesięcy. Rozczarowaniem był jednak nieoczekiwany spadek indeksu dla przemysłu z 46,6 do 46,1. Oznacza to, że trend wzrostowy z ostatnich miesięcy nie był kontynuowany.

Gospodarka strefy euro „drepcze w miejscu” i prawdopodobnie pozostanie w stagnacji w I kwartale tego roku. Nadzieją na wyjście z niej wiosną jest pozytywne zaskoczenie wskaźnika dla sektora usług.

Dane dla USA uplasowały się powyżej poziomu 50 pkt. PMI dla usług wyniósł 51,3 pkt. – tu mamy niewielki spadek z 52,5 pkt. miesiąc wcześniej. Dla przemysłu wyniósł 51,5 pkt. (najwyżej od sierpnia 2022 roku) co oznacza wyższy odczyt od tego osiągniętego w grudniu. Dane sugerują ożywienie w tym sektorze, na co składa się m.in. wzrost zamówień.

Z ostatniego protokołu EBC wynika, że decydenci cały czas dostrzegają zagrożenia płynące ze zbyt wczesnego łagodzenia warunków monetarnych w porównaniu do ryzyka, które płyną z obniżek w późniejszym terminie. Cały czas instytucja zaznacza, że prognozy inflacji obarczone są ryzykiem wyższych odczytów ze względu na silniejszy od oczekiwań wzrost płac. Wskazano również na utrzymujące się na wysokim poziomie marże firm. Z czynników globalnych wskazano na napięcia na Bliskim Wschodzie. Przeciwnie może działać słabszy popyt wynikający z wciąż wysokiego (historycznie) poziomu kosztu pieniądza w strefie euro. Instytucja wciąż wybiera ostrożnościowe podejście, a kluczowe dla dalszych decyzji będą publikowane w przyszłości dane makro.

Wczoraj głos zabrali przedstawiciele Rezerwy Federalnej. Philip Jefferson przyznał, że Fed musi pamiętać o niebezpieczeństwie zbytniego złagodzenia polityki pieniężnej w odpowiedzi na poprawę sytuacji inflacyjnej”. Zauważył, że „nadmierne luzowanie może prowadzić do zahamowania lub odwrócenia postępów w przywracaniu stabilności cen”. Dodał jednak, że prawdopodobnie właściwe będzie rozpoczęcie procesu cięcia jeszcze w tym roku. Z kolei Patric Harker wierzy, że bank centralny USA jest w stanie obniżyć stopy w tym roku, ale przestrzegł opinię publiczną przed szukaniem terminu startu cyklu w najbliższym czasie.

Kurs EUR/USD zbliżył się do oporu horyzontalnego na 1,09 po czym dynamicznie spadł w okolice 1,08. Euro najpierw straciło po mimo wszystko rozczarowujących danych PMI, a potem zyskał dolar na skutek pozytywnych odczytów z amerykańskiej gospodarki. Dziś notowania naruszają krótkoterminową linię trendu wzrostowego i zmierzają w stronę wczorajszych minimów.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

W 2023 r. sądy okręgowe w całej Polsce wydały blisko 40 tys. wyroków. Wzrost r/r przekracza 70 proc.

Według danych pochodzących ze wszystkich sądów okręgowych w Polsce, w ub.r. ogłoszono w nich o 74% więcej wyroków w sprawach frankowych niż w 2022 roku. Znawcy tematu podkreślają, że do tego przyczyniła się m.in. liczba pozwów złożonych w poprzednich latach. Jednocześnie zwracają uwagę na to, że ostatnio wydłużył się czas trwania postępowań. Zdecydowanie najwięcej wyroków zapadło w Sądzie Okręgowym w Warszawie, w którym działa tzw. wydział frankowy. Eksperci komentujący te dane mówią też o obciążonych sądach i wskazują, co trzeba zrobić, aby poprawić sytuację. Nie brakuje też opinii, że wielu sędziów błędnie interpretuje mechanizmy rynku walutowego, co powoduje osłabienie sektora bankowego, a to nie jest w interesie społecznym.

Mocny dwucyfrowy wzrost

Jak wynika z danych z 47 sądów okręgowych, w ubiegłym roku zapadło w nich blisko 40 tys. wyroków w sprawach frankowych. To o 74% więcej niż w 2022 roku, kiedy takich przypadków odnotowano prawie 23 tys. Radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo zaznacza, że rośnie doświadczenie sędziów orzekających w tego typu sporach, co z pewnością wpływa na efektywność rozpatrywania spraw. Jednak kluczowym czynnikiem ww. wzrostu jest kumulacja spraw z poprzednich lat. Zdaniem eksperta, wpływ na tę sytuację mogła mieć także rosnąca determinacja kredytobiorców do dochodzenia swoich praw. Ponadto nastąpiła ewolucja orzecznictwa, która mogła zachęcać do finalizowania spraw.

– Z perspektywy prowadzonych postępowań, ww. zmiana rdr. nie ma większego znaczenia. Nie liczba wyroków, ale ich treść jest decydująca dla oceny sytuacji prawnej banków i frankowiczów. W mojej ocenie, sektor bankowy jest przygotowany na skutki tego typu spraw. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem dla obu stron, a zarazem najszybszym, najtańszym i niegenerującym stresu jest zawarcie ugody, co proponują obecnie w zasadzie wszystkie banki. Czas trwania postępowania wydłużył się w ostatnim okresie i wynosi średnio już od pięciu do siedmiu lat, przy uwzględnieniu też postępowania przed Sądem Najwyższym – komentuje mec. Wojciech Wandzel, partner w Kubas Kos Gałkowski, lider praktyki bankowości.

Jak zaznacza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, przez kilka ostatnich lat zdecydowana większość spraw frankowych kończyła się po trzech czy czterech latach. Obecnie jest coraz więcej postępowań trwających co najmniej cztery lata. Ponadto wydłużył się czas potrzebny na rozpoznanie apelacji – z ok. roku (dwa czy trzy lata temu) do półtora roku, a nawet dwóch lat (obecnie). Dotyczy to Sądu Apelacyjnego w Warszawie i Katowicach. Ekspert dodaje, że wciąż przez sądy pierwszej instancji są rozpoznawane sprawy, w których pozwy złożono w 2019 roku. Trzeba również liczyć się tym, że one będą trwały jeszcze minimum dwa lata.

– Przykładem efektywności sądowego rozpatrywania jest sprawa o sygnaturze I C 1193/23 w Sądzie Okręgowym w Suwałkach, która została zakończona w rekordowym czasie 29 dni. To wyjątkowy przypadek, który pokazuje, że szybkie rozstrzygnięcie jest możliwe. Ale mamy też sprawy, które ciągną się latami, jak np. złożona w 2019 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Takie ekstrema w długości trwania procesów wpływają na postawę zarówno frankowiczów, jak i banków. Dla kredytobiorców długotrwałe sprawy mogą być źródłem frustracji i niepewności. Natomiast banki mogą wykorzystywać opóźnienia taktycznie, licząc na zniechęcenie klientów – dodaje mec. Adrian Goska.

Wyroki i walka z obciążeniem

Patrząc na dane z 2023 roku, najwięcej wyroków zapadło w Sądzie Okręgowym w Warszawie – prawie 10,5 tys. (rok wcześniej – 5,5 tys.). Dla porównania, drugą pozycję w tym zestawieniu zajmuje Sąd Okręgowy w Poznaniu, gdzie w ubiegłym roku wydano ich blisko 2,6 tys. (rok wcześniej – ponad 1,4 tys.). Z kolei na końcu zestawienia są sądy okręgowe, w których orzeczono po kilkadziesiąt rozstrzygnięć w 2023 roku. Mec. Bartosiak zaznacza, że SO w Warszawie rozpoznaje najwięcej spraw, stąd też jest najwięcej wyroków. Tam od kwietnia 2021 roku działa XXVIII Wydział Cywilny, który powstał wyłącznie dla sporów kredytowych. Po początkowym usprawnieniu rozpoznawania spraw, wydłużył się czas trwania procesu. Wynika to z faktu, że liczba nowych spraw zwiększała się szybciej niż wydział był w stanie się do tego wpływu dostosować.

– Operacyjnie sądy, w szczególności okręgowe, są obciążone sprawami frankowymi do granic możliwości fizycznych. Przy tym dążą do maksymalnego uproszczenia rozpoznawania tych sporów, a bez naruszenia podstawowych gwarancji procesowych nie można tego zrobić szybciej. Jeżeli sądy podzieliłyby stanowisko wyrażone przez Sąd Najwyższy w trzech wyrokach wydanych we wrześniu 2023 roku, to niewątpliwie spowodowałoby to zmniejszenie wpływu nowych pozwów. Tym samym sprawy obecnie będące w toku zostałyby szybciej rozpoznane, choć wyroki mogłyby być niekorzystne dla kredytobiorców – podkreśla mec. Wojciech Wandzel.

W przestrzeni publicznej często pojawiają się pytania, co zrobić, aby poprawić procedowanie w sprawach frankowych. Według mec. Goski, kluczowe będzie skoncentrowanie się na tempie orzekania, co wymaga sprawnej organizacji pracy sądowej oraz efektywnego zarządzania obciążeniem poszczególnych sędziów. Znaczący wpływ na przyspieszenie rozstrzygnięć będzie miała również odpowiednia liczba orzeczników specjalizujących się w problematyce kredytów frankowych. To pozwoli na lepsze rozłożenie spraw i skrócenie czasu oczekiwania na wyrok.

– Zbyt wielu polskich sędziów nie wie, jak funkcjonuje rynek walutowy, błędnie interpretuje jego mechanizmy i rzeczywistość gospodarczą. Często fałszywie uzasadniane są wyroki mówiące o abuzywności umów dotyczących kredytów walutowych – sprzecznie z prawdą dotyczącą działania rynku walutowego. To musi wzbudzać głębokie wątpliwości dotyczące praworządności i sprawiedliwości wydawanych wyroków – stwierdza dr hab. Krzysztof Kalicki, prof. Akademii Leona Koźmińskiego, były sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów i wieloletni prezes Deutsche Bank w Polsce.

Jedni zyskują, drudzy tracą

Rozstrzygnięcia co do podstawowych kwestii są w dalszym ciągu korzystne dla kredytobiorców, co podkreśla mec. Jakub Bartosiak. I dodaje, że widoczne jest utrwalenie i upowszechnienie linii orzeczniczej. Już tylko pojedynczy sędziowie w Warszawie czy w innych miastach nie dostrzegają wad umów kredytowych. Zdaniem eksperta z Kancelarii MBM Legal, zauważalne zmiany przyniosły wyroki TSUE z września i grudnia 2023 roku. W zasadzie wszystkie sądy zaczęły przyznawać odsetki od daty wniesienia pozwu, a nie dopiero od ogłoszenia wyroku czy przesłuchania kredytobiorców na rozprawie. Związany z tym wzrost kosztów dla banków może skutkować większą gotowością do zawierania ugód. Jednak nie wszyscy eksperci zgadzają się z tak postawioną tezą.

– Narzucony w ostatnich latach politycznie paradygmat na temat abuzywności klauzul w umowach walutowych prędzej czy później będzie musiał ulec weryfikacji i konfrontacji z prawdą. Masowe unieważnianie umów na korzyść wąskich elit, które podjęły ryzyko walutowe, uzyskując redukcję do około 80% kwoty kredytu kosztem milionów interesariuszy banków, powoduje, że kredytobiorcy mają ogromną motywację do uzyskiwania aktualnie w sądach umorzenia zobowiązań. Moim zdaniem, dzieje się to nie z powodu doświadczenia sędziów, ale ze względu na ich niewiedzę i niezgodną z prawdą interpretację faktów – dodaje dr hab. Krzysztof Kalicki.

Z kolei według mec. Adriana Goski, blisko 40 tys. wyroków w sprawach frankowych wydanych w 2023 roku znacząco umacnia pozycję frankowiczów, demonstrując aktywność sądów w rozstrzyganiu tych sporów. Taka liczba rozstrzygnięć może świadczyć o coraz większej skłonności kredytobiorców do dochodzenia swoich praw na drodze sądowej, widząc w orzecznictwie realną szansę na pomyślne rozwiązanie sporu. Jak stwierdza ekspert, to z kolei może przyczyniać się do wzrostu zainteresowania składaniem nowych pozwów.

– Politycy nie chcą poważnej i rzeczowej dyskusji nad bardzo istotnym problemem przynoszącym korzyści frankowiczom, kosztem gorzej sytuowanych kręgów społeczeństwa, w tym deponentów i kredytobiorców złotowych. Żadna partia polityczna, ani rząd nie chce zmienić tego, co się dokonało w tym temacie, ani podjąć rzeczywistej dyskusji, bo wymagałoby to odwrócenia większości obecnych praktyk sądowych. Ten stan rzeczy powoduje osłabienie sektora bankowego, z czego na rynku mało kto sobie zdaje sprawę. Utraci on co najmniej 100 mld złotych kapitału, który jest tak potrzebny dla utrzymania stabilności systemu finansowego i kredytowania rosnących potrzeb gospodarczych – podsumowuje były sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Kakao drożeje – ceny mogą przekroczyć 7 tys. USD za tonę

Autorzy raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” przewidują, że rekordowo wysokie ceny kakao na światowych giełdach nadal będą rosły i mogą nawet przekroczyć wartość 7 tys. dolarów za tonę. Problemy z podażą i przewidywane znaczne spadki zbiorów oznaczają trzeci rok z rzędu globalnego deficytu surowca. Kluczowy okres zbierania ziaren skończy się w marcu, a następny zacznie się dopiero we wrześniu. Natomiast już w styczniu br. słodycze i desery zdrożały najbardziej ze wszystkich analizowanych kategorii produktów. Eksperci zapowiadają, że podwyżki w następnej kolejności obejmą kosmetyki, leki i suplementy bazujące na kakao. I dodają, że skok cen odczują producenci art. spożywczych, zakłady przetwórcze, cukiernie i restauracje. W następnej kolejności straty te zostaną przerzucone na konsumentów. Taki scenariusz może się wydarzyć już przed Wielkanocą. A jeśli sytuacja dalej będzie się pogarszała, to może nasilić się również zjawisko shrinkflacji.

Ceny kakao na globalnych rynkach osiągnęły, niespotykany od wielu lat, wysoki poziom. To stanowi poważny problem dla producentów, sprzedawców i konsumentów na całym świecie. Na amerykańskich giełdach towarowych tona tego surowca obecnie kosztuje już ok. 6 tys. dolarów. Trochę bardziej nerwowo sytuacja wygląda na europejskich giełdach, np. w Wielkiej Brytanii cena tony kakao przekroczyła już poziom 5 tys. funtów.

– Te niespotykane wzrosty cen są głównie wynikiem problemów z podażą kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej i Ghany, dwóch największych producentów na świecie. Prognozy na sezon 2023/24 przewidują znaczne spadki zbiorów w tych krajach, co oznacza trzeci rok z rzędu deficytu surowca na skalę globalną. Według mnie, ceny nadal będą rosły i mogą się zatrzymać w okolicach 7 tys. dolarów za tonę. Sytuacja jest mocno dynamiczna – wyjaśnia dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito Wrocław.

Do tego eksperci z Centrum Analiz Rynkowych UCE RESEARCH uważają, że sytuacja jest na tyle dynamiczna, iż na 7 tys. dolarów ta wartość może się nie zatrzymać. Zbyt wiele problemów się spiętrzyło, żeby ceny zaczęły hamować. A jeśli już, to będą spadać bardzo wolno. Kakao drożeje przecież od dwóch lat. Trudno sobie też wyobrazić, że w prosty sposób zastąpi się dostawy z Afryki. A tutaj trzeba wskazać, że za prawie 75% światowych zbiorów ziaren kakaowych odpowiadają w sumie cztery kraje – Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana, Kamerun i Nigeria, gdzie właśnie te problemy najbardziej się piętrzą. – Kakaowiec jest rośliną wymagającą, podatną na zmiany klimatyczne, zatem trudną w uprawie. Tymczasem tamtejszym plantacjom zagraża obecnie upał i susza, które w dużym stopniu są skutkiem zjawiska pogodowego nazywanego El Niño – mówi dr Wieprow.

Okres największych zbiorów kakowca przypada od września do marca. – Ostatnio towarzyszyły mu bardzo niesprzyjające warunki pogodowe. Ważne jest jednak to, że ta roślina jest całoroczna, a nie sezonowa. Dlatego jeśli warunki pogodowe i klimatyczne ulegną poprawie i pozwolą plantatorom na pozyskanie więcej ziaren od kwietnia, to kilka miesięcy później wzrost cen tego surowca wyhamuje, jednak to nie jest pewny scenariusz – komentuje dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

Problem niedoboru surowca na globalnych rynkach pogłębiają choroby drzew kakaowych w Nigerii i Kamerunie. – Światowa Organizacja Kakao prognozuje większe zbiory w kolejnych latach. Jednak stale rosnący popyt na kakao, zwłaszcza w Chinach, sugeruje, że dalszy wzrost cen czekolady i innych słodyczy, ale nie tylko, jest nieunikniony – alarmuje dr Joanna Wieprow.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w styczniu br. słodycze i desery rok do roku zdrożały najbardziej ze wszystkich 17 badanych kategorii, tj. o ponad 14%. Ale np. ceny batonów w czekoladzie rdr. poszły w górę o blisko 22%, a wafelki – o przeszło 16%.

– Wzrost cen kakao może prowadzić do dalszych podwyżek cen czekolady i innych wyrobów cukierniczych, co będzie stanowiło wyzwanie dla konsumentów. Oczekuje się, że zwiększenie popytu i trudności w produkcji, spowodowane zmianami klimatycznymi, utrzymają rosnący trend podwyżek cen kakao – ostrzega ekspertka z Uniwersytetu WSB Merito Wrocław.

Z kolei dr Justyna Rybacka uważa, że silny wzrost cen ww. surowca odczują producenci artykułów spożywczych, zakłady przetwórcze, a także cukiernie i restauracje. – W konsekwencji te wszystkie podmioty przeniosą wyższe koszty produktów na końcowego odbiorcę, czyli zwykłego konsumenta. Innej możliwości nie będzie. Pierwsze takie symptomy odczujemy już przed Wielkanocą. Do tego może dojść jeszcze drugie zjawisko – potocznie zwane shrinkflacją. Opakowania będą się zmniejszać dosłownie na naszych oczach lub będą stosowane tańsze zamienniki w procesie produkcji – dodają analitycy z UCE RESEARCH.

Autorzy raportu przewidują jednocześnie, że wysokie ceny kakao mogą również wpłynąć na inne kategorie produktowe. – Surowiec ten szeroko wykorzystuje się w kosmetyce. Kakao znane jest ze swoich wartości odżywczych. To z niego powstaje m.in. masło kakaowe do ciała. W związku z tym możemy odczuć wzrosty cen również w takich kategoriach produktów, jak kosmetyki, leki czy suplementy bazujące na kakao – podsumowuje dr Justyna Rybacka.

Comperia sprzedaje Telepolis.pl za 9,6 mln zł. Nabywcą Online Venture Sebastiana Felknera

Comperia.pl SA zawarła warunkową umowę sprzedaży serwisu Telepolis.pl. Nabywcą jest należąca do Sebastiana Felknera spółka Online Venture, do której należą też serwisy Meczyki.pl i PPE.pl. Cena za czołowy polski portal technologiczny wyniosła 9,6 mln zł.

Serwis Telepolis.pl powstał w 2004 roku, a od 2014 należy do Grupy Comperia.pl SA, która przejęła go za 2,55 mln zł. Od tego czasu Telepolis.pl bardzo dynamicznie się rozwijał, stając się liderem serwisów technologicznych w Polsce. Według najnowszych danych Mediapanelu odwiedza go miesięcznie ponad 5 mln użytkowników.

O możliwości sprzedaży Telepolis.pl dotychczasowy właściciel informował pod koniec ubiegłego roku. W wyniku prowadzonych rozmów nabywcą została spółka Online Venture należąca do Sebastiana Felknera. W ten sposób Telepolis.pl stanie się trzecim, po Meczyki.pl i PPE.pl serwisem zarządzanym przez tę spółkę.

– Telepolis.pl postrzegamy jako idealne wzmocnienie naszego portfolio, w którym znajduje się już topowy portal gamingowy PPE.pl. Ta akwizycja sprawia, że stajemy się czołowym polskim wydawcą w kategorii tech – mówi Sebastian Felkner. – Wierzymy, że osiągniemy efekt synergii, dzięki któremu jako grupa rozwiniemy się na wielu płaszczyznach i będziemy w stanie wyjść z jeszcze ciekawszą ofertą zarówno do czytelników, jak i partnerów biznesowych.

– Zgrany i zmotywowany zespół Telepolis.pl przez ostatnie lata wykonał świetną pracą, osiągając pozycję lidera wśród polskich serwisów technologicznych. Jestem przekonany, że stając się częścią grupy medialnej Online Venture, przed Telepolis.pl szansa na jeszcze szybszy rozwój i kolejne sukcesy – mówi Szymon Fiecek, prezes zarządu Grupy Comperia.pl S.A.

Zawarta 22 lutego umowa warunkowa przewiduje sprzedaż Telepolis.pl za kwotę 9,6 mln zł, pod warunkiem podjęcia uchwały o zbyciu serwisu przez walne zgromadzenie akcjonariuszy Comperia.pl SA, co powinno nastąpić 29 lutego.

– Strategią Online Venture jest rozwój poprzez akwizycje i udoskonalanie przejętych portali dzięki know-how, które wypracowaliśmy na przestrzeni kilkunastu lat. Mimo, że wydatek blisko 10 mln zł jest dla nas znaczący, planujemy dokonać jeszcze 1-2 dużych transakcji w tym roku. Jesteśmy zainteresowani głównie projektami mediowymi i marketplace’ami – zapowiada Sebastian Felkner.

– Wierzymy, że zakup Telepolis.pl to dopiero początek naszej współpracy z nowym właścicielem – mówi Szymon Fiecek. – Strategicznym planem Grupy Comperia jest skupianie się na obszarach ecommerce, płatności oraz ubezpieczeniach, i w tych zakresach moglibyśmy wciąż wspierać Telepolis.pl i inne portale grupy.

Polski rynek reklamy wzrósł o 7% w 2023 r. – internet liderem, outdoor i radio z dwucyfrowym wzrostem

Szacowana wartość rynku reklamowego netto wyniosła w 2023 roku blisko 12 mld zł i w porównaniu do roku poprzedniego, była wyższa o 7%. Jak wynika z najnowszego Raportu o Rynku Reklamy, opublikowanego przez Publicis Groupe Polska, inwestycje reklamowe rosły w reklamie internetowej, telewizyjnej, radiowej, reklamie zewnętrznej, kinie oraz w dziennikach, zmalały zaś w magazynach.

  • Udziały internetu w rynku reklamy utrzymują się na poziomie 44%, zaś telewizji spadły poniżej 39%
  • Wartość wydatków na reklamę digitalową wzrosła o 8,6%, czyli o blisko 418,9 mln zł
  • Wartość wydatków na reklamę telewizyjną zwiększyła się o 3,3%, czyli o niemal 148 mln zł
  • Wzrósł udział reklamy radiowej, kinowej, zewnętrznej i reklamy online w rynku reklamy
  • Sektorem z największym wolumenem wzrostu wydatków pozostaje sektor handel

Wykres 1. Wartość rynku reklamowego netto po pierwszych trzech kwartałach w latach 2013 – 2023

Wartość rynku reklamowego netto po pierwszych trzech kwartałach w latach 2013 - 2023

SEKTORY REKLAMOWE

W 2023 r. rynek reklamy w Polsce wzrósł o 7% względem 2022 r. W tym czasie jedenaście sektorów zwiększyło swoje inwestycje reklamowe, a pięć dokonało redukcji budżetów. Największy wzrost wolumenu wydatków wygenerował sektor handel – przedsiębiorstwa handlowe przeznaczyły na reklamę o blisko 222,8 mln zł więcej, co stanowi 9% wzrostu rok do roku. Wśród liderów wydatków znajdziemy firmę TERG – właściciela sklepów Media Expert, sieć Lidl, a także Jeronimo Martins. Podobnie jak w poprzednich kwartałach, największy spadek wolumenu inwestycji reklamowych miał miejsce w przypadku sektora media – firmy z tego sektora przeznaczyły na reklamę o ponad 62,5 mln zł mniej (dynamika -9,2%). Liderami wydatków są firmy: Skyshowtime Limited, Kino Świat i Amazon. Na drugim miejscu pod względem wolumenu wzrostu wydatków uplasował się sektor żywność. Producenci żywności w 2023 r. przeznaczyli na reklamę o 142,8 mln zł więcej niż w 2022 r. (dynamika 16,3%). Liderami inwestycji w tym przypadku są: Ferrero Polska, Nestle Polska, Mondelez Polska. Trzecim sektorem pod względem wolumenu wzrostu inwestycji reklamowych jest motoryzacja, która zwiększyła inwestycje reklamowe o przeszło 109,3 mln zł (dynamika 19,7%). Wśród największych reklamodawców w tej branży znajdziemy: Volkswagen Group Polska, Polski Koncern Naftowy Orlen oraz Toyota Motor Poland.

Wykres 2.  Wydatki poszczególnych sektorów reklamowych, 2023 vs 2022

2 Wydatki poszczególnych sektorów reklamowych, 2023 vs 2022

KANAŁY KOMUNIKACJI

W 2023 r. wzrosły inwestycje reklamowe przeznaczone na internet, telewizję, radio, outdoor, kino oraz dzienniki. Zmalały jedynie nakłady na magazyny. Najszybciej rosną wciąż inwestycje reklamowe w kinie – ponad 21,7% (wolumenowo było to o 34 mln zł więcej niż w roku ubiegłym). Drugą najszybszą dynamiką może pochwalić się outdoor, który miał szczególnie udaną drugą połowę roku. Przyspiesza również radio, po kolejnym mocnym kwartale pozostaje siłą napędową całego rynku reklamowego. Ponadto na umacnianie rynku reklamy przełożyły się inwestycje w internet, którego dynamika również pozostaje wyższa od rynkowej. Z analizy wolumenowej wynika, że budżety internetowe wzrosły o blisko 419 mln zł. Nieco spowolniła dynamika budżetów przeznaczanych na telewizję. Wolumenowo inwestycje telewizyjne wzrosły o niemal 148 mln zł. Dodatnią dynamikę odnotowaliśmy ponadto w dziennikach. Jedynym medium o wyniku ujemnym w 2023 r. są magazyny, ze spadkiem o blisko 10,5 mln zł.

Wykres 3. Zmiany wartości reklamy w klasach mediów w latach 2022 – 2023

3. Zmiany wartości reklamy w klasach mediów w latach 2022 – 2023

Wykres 4. Dynamika zmian w klasach mediów, 2023 vs 2022

4. Dynamika zmian w klasach mediów, 2023 vs 2022

W 2023 roku internet był największym medium w Polsce pod względem przychodów reklamowych. Z analiz Publicis Groupe wynika, że od stycznia do grudnia 2023 r. wartość inwestycji reklamowych w internecie (nie uwzględniając wydatków na ogłoszenia) wyniosła prawie 5,3 mld zł, co oznacza wzrost o 8,6% rok do roku. Ponadto udział internetu w rynku reklamy wzrósł do 44,2%, a różnica między udziałem internetu a telewizji wyniosła 5,3 punktów procentowych. Najszybciej rosła reklama video – o 20,4%, wolniej w wyszukiwarkach – o 11,2%, a reklama display odnotowała natomiast niewielki wzrost, o 0,6%. W okresie od stycznia do grudnia 2023 r. 66% adkontaktów wygenerowanych przez reklamę digital pochodziło z kanału mobile. Jednocześnie w tym okresie udział reklamy mobilnej w przychodach z reklamy online przekraczył 51% i jest wyższy od ubiegłorocznego o 3,2 p.p. Z analiz Publicis Groupe wynika, że po czterech kwartałach 2023 r. wartość budżetów reklamowych przypadająca na mobile zwiększyła się o 15,9%. Czwarty kwartał 2023 r. był trzecim z rzędu, kiedy Google zaliczył wzrost globalnych przychodów reklamowych, o 11%, tym samym w 2023 r. globalne przychody reklamowe zwiększyły się o 6%. W tym okresie globalne przychody z SEM wzrosły o 7,7%, zaś z YouTube’a o 7,8%, zmalały natomiast przychody z GDN o 4,5% (Źródło: raport giełdowy Alphabet). Z kolei Meta utrzymała dynamikę z poprzedniego kwartału i zwiększyła globalne przychody o 23,8%, co dało 16,1% wzrostu w całym roku (Źródło: raport giełdowy Mety). W Europie Meta odnotowała trzeci z kolei wzrostowy kwartał, z dynamiką sięgającą 32,7% (wobec niskiej bazy ubiegłorocznej, kiedy w trzecim kwartale przychody Mety spadły o 15,5%), co daje w całym 2023 r. wzrost o 20,1% w naszym regionie. Meta wprowadziła model subskrypcyjny, który jednak zdaniem Europejskiej Organizacji Konsumentów (BEUC) jest sprzeczny z unijnymi przepisami i niejako zmuszał użytkowników do wyboru bezpłatnej wersji z reklamami, po pierwsze wysoką ceną, a także krótkim czasem na podjęcie decyzji (w przeciwnym razie użytkownik mógł stracić dostęp do swojego konta i możliwość korzystania z aplikacji). W opinii BEUC, Meta w dalszym ciągu może zbierać i wykorzystywać dane użytkowników do innych celów, pomimo wykupienia subskrypcji.

Wykres 5. Udział poszczególnych kategorii reklamy w wydatkach na reklamę digital w pierwszych trzech kwartałach 2023

5. Udział poszczególnych kategorii reklamy w wydatkach na reklamę digital

Wielkość rynku reklamy telewizyjnej analitycy Grupy Publicis oszacowali w okresie od stycznia do grudnia 2023 r. na przeszło 4,65 mld zł, co oznacza wzrost o 3,3% rok do roku. Pozytywna tendencja wzrostowa, która panowała przez 3 kwartały, uległa w końcówce roku spowolnieniu. Inwestycje w reklamę w telewizji urosły zaledwie o 0,4%, podczas gdy po trzech kwartałach odnotowywaliśmy wzrost na poziomie 4,6%. Jednocześnie kurczy się dostępne inventory reklamowe: w 2023 r. liczba wygenerowanych ratingów zmniejszyła się o 3,2% rok do roku (spoty, in home+OOH, EqGRP A16-59). W 2023 r. średni czas oglądania telewizji (ATV) był niższy niż w 2022 r. o prawie 12 minut (A1659). Widzowie spędzali przez telewizorami blisko 3 godziny i 21 minut, z czego około pół godziny przeznaczali na kanały bądź źródła sygnału, które nie są dostępne w ramach reklamy telewizyjnej. Pod względem wolumenu wzrostu budżetów telewizyjnych, na pierwszym miejscu uplasował się sektor żywność (więcej o ponad 96,3 mln zł, dynamika 16,2%). Drugim sektorem o największym wolumenie wzrostu był sektor higiena i pielęgnacja, który zwiększył budżety o 51,4 mln zł (dynamika 15,5%). Zaraz za nim znalazł się sektor farmaceutyczny (więcej o 35,5 mln zł, dynamika 4,2%).

Radio cieszy się obecnie ogromnym zainteresowaniem reklamodawców i ma za sobą doskonały rok. Dzięki wzmożonemu popytowi oraz inflacji, inwestycje reklamowe w to medium wzrosły na przestrzeni 2023 r. aż o 12,1% (tj. o ponad 95 mln zł). Największy wzrost wolumenu budżetów odnotowaliśmy w przypadku lidera rynku radiowego, czyli sektora handel – o ponad 38,1 mln zł (więcej o 10,5%). Na rynek reklamy radiowej powrócił sektor motoryzacja – drugi pod względem wolumenu wzrostu (więcej o 21,7 mln zł, dynamika 39,2%), zaś na trzecim miejscu znalazł się sektor pozostałe – ze wzrostem o 11,4 mln zł (dynamika 12,1%, głównie wzrosły wydatki instytucji politycznych oraz reklam społecznych).

Od stycznia do grudnia 2023 r. inwestycje reklamowe na reklamę zewnętrzną były o 17% wyższe niż przed rokiem i podobnie jak w poprzednim roku, ten wzrost został wygenerowany przede wszystkim na nośnikach digitalowych. Z analiz Publicis Groupe i IGRZ wynika, że udział nośników digitalowych w przychodach reklamowych wzrósł z 19,4% w 2022 r. do 24,7% w 2023 roku. Największy wolumenowy wzrost inwestycji reklamowych nastąpił w przypadku telekomunikacji – o 11,9 mln zł (dynamika 27,1%). Na drugim miejscu uplasował się w sektor żywność, który przeznaczył na reklamę zewnętrzną o ponad 11,2 mln zł więcej rok do roku (dynamika 60,1%). Na trzecim miejscu pod względem wolumenu wzrostu znalazł się sektor napoje i alkohole, ze wzrostem o prawie 10,8 mln zł (dynamika 71,2%).

Według analityków Publicis Groupe, inwestycje reklamowe w magazynach zmalały w okresie od stycznia do grudnia 2023 r. o 5,7%, to jest o prawie 10,5 mln zł. Suma stron w magazynach skurczyła się o 10,6%. Sektorem o największym wolumenowym spadku był sektor handel (mniej o 6,8 mln zł, dynamika -21,1%). Drugi pod względem wolumenu spadku był sektor media, który zredukował inwestycje reklamowe o ponad 3,4 mln zł (dynamika -27,4%), za nim – ze spadkiem sięgającym prawie 2,1 mln zł – uplasował się sektor produkty farmaceutyczne, leki (dynamika -6,9%).

W 2023 r. przychody reklamowe netto w kinach oszacowane zostały na poziomie przeszło 190,7 mln zł, co stanowi o 21,7% więcej niż w roku ubiegłym. W porównaniu do 2019 r., czyli przed kryzysem wywołanym pandemią, poziom przychodów w 2023 r. jest już wyższy aż o 18,6%. W pierwszej piątce sektorów z największym udziałem w wydatkach na reklamę kinową znalazły się: media, finanse, motoryzacja, handel oraz żywność. Pod względem wolumenu wzrostu wyróżniał się sektor finanse, który zwiększył inwestycje reklamowe o prawie 8,9 mln zł (dynamika 51,1%).

W okresie od stycznia do grudnia 2023 r. inwestycje na reklamę w dziennikach wzrosły rok do roku o 1,2%, to jest o 1,5 mln zł. Branżą o największym wolumenowym wzroście inwestycji reklamowych był sektor pozostałe (będący największym sektorem reklamującym się w dziennikach, obejmujący m.in. usługi dla biznesu, reklamę społeczną, fundacje, partie polityczne, nieruchomości i edukację), który zwiększył inwestycje reklamowe o blisko 5,6 mln zł (dynamika 11,7%). Drugi pod względem wzrostu wolumenu był sektor podróże i turystyka, hotele i restauracje, w przypadku którego podwyżka budżetu reklamowego sięgnęła ponad 1,2 mln zł (dynamika 14,5%). Na trzecim miejscu, z nieco mniejszym wzrostem, uplasował się komputery i audio video. Tu wzrost wyniósł 0,7 mln zł (dynamika 100,6%).

UDZIAŁ MEDIÓW W PRZYCHODACH Z REKLAMY

W konsekwencji zróżnicowanej dynamiki zmian poszczególnych klas mediów, zmienia się także ich udział w rynku. Odkąd w roku 2021 internet wyprzedził telewizję, z każdym kolejnym kwartałem obserwujemy umocnienie tej tendencji. Udziały internetu w mediamiksie wzrosły z 43,6% do 44,2%, zaś telewizji spadły z 40,3% do 38,9%. Jednak nie tylko udziały internetu rosną. W dalszym ciągu wzrasta udział radia oraz reklamy zewnętrznej – oba o 0,4 p.p. Ponadto swoją pozycję w dalszym ciągu umacnia kino, które zwiększyło swój wynik z 1,4% do 1,6%. Udział dzienników spadł z 1,1% do 1%, zaś magazynów zmalał z 1,6% do 1,4%.

Wykres 6. Udział klas mediów w rynku reklamowym, 2023 vs 2022

6. Udział klas mediów w rynku reklamowym

Komentarz Iwony Jaśkiewicz-Kundery, Chief Investment Officera Publicis Groupe:

Rynek reklamy w czwartym kwartale rozwijał się w wolniejszym tempie w porównaniu do dwóch poprzednich kwartałów, mimo to wzrost był solidny. Zgodnie z naszymi założeniami, pomimo niskiego poziomu konsumpcji prywatnej i technicznej recesji, w której Polska znalazła się w drugim kwartale 2023 roku, wzrost rynku reklamy wyniósł 7%. Rynek reklamy w 2023 roku działał w sposób stojący w sprzeczności z tendencjami obserwowanymi na przestrzeni lat, kiedy to negatywnie reagował na oznaki spowolnienia gospodarczego.

W 2023 r. wzrosły inwestycje reklamowe w internecie, telewizji, radiu, reklamie zewnętrznej, kinie i dziennikach, natomiast spadły w magazynach. Internet ponownie był największym medium pod względem przychodów reklamowych, osiągając wartość blisko 5,3 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 8,6% rok do roku. Udział internetu w torcie reklamowym zbliża się do 45%, zaś telewizji jest mniejszy o ponad 5 punktów procentowych. W przypadku reklamy telewizyjnej odnotowaliśmy wzrost o 3,3%, chociaż wcześniejsze kwartały wskazywały, że nawet 4% jest możliwe na koniec roku. Październik był tradycyjnie jednym z najmocniejszych miesięcy, jednak po nim przyszło hamowanie wzrostu. Ponadto w 2023 r. prawdziwym czarnym koniem rynku reklamy okazała się reklama zewnętrzna, która skończyła ten z rok z dwucyfrowym wzrostem (17%), dużo powyżej rynkowych oczekiwań. Również reklama radiowa cieszyła się dużą popularnością wśród reklamodawców i podobnie jak outdoor, osiągnęła w 2023 r. dwucyfrowy wzrost, który oszacowaliśmy na 12,1%. Wreszcie, trzecim medium o dwucyfrowej dynamice było kino, gdzie inwestycje reklamowe zwiększyły się o 21,7%. W przypadku dzienników odnotowaliśmy 1,2% wzrostu, zaś inwestycje reklamowe w magazynach zmalały o 5,7%

Rynek reklamy w Polsce wykazał się w 2023 r. wyjątkową odpornością na zawirowania gospodarcze, zarówno w skali kraju, jak globalne. Pozytywne sygnały płynące z gospodarki pozwalają z optymizmem patrzeć na perspektywy 2024 r., na który prognozujemy podobny do ubiegłorocznego poziom wzrostu, czyli między 6 a 7%. Media czekają nowe wyzwania, ale i szerokie możliwości rozwoju.

Jak przekształć obsługę klienta dzięki inteligentnemu przetwarzaniu zapytań?

Dział obsługi klienta to jeden z kluczowych obszarów działalności przedsiębiorstwa. Od jakości komunikacji i wydajności specjalistów z call center zależą zadowolenie klientów oraz ich lojalność. Bardzo ważne jest sprawne odpowiadanie na zapytania i rozwiązywanie doraźnych problemów. Nieocenionym wsparciem w tym obszarze okazują się voiceboty. Sprawdź, jak wykorzystać inteligentne przetwarzanie zapytań do poprawienia jakości obsługi klientów.

Voiceboty i inteligentne przetwarzanie zapytań 

Nowoczesna technologia od lat wspiera funkcjonowanie przedsiębiorców na całym świecie. Z roku na rok potencjał w tym sektorze wzrasta. Świetnym tego przykładem są boty głosowe, które z powodzeniem sprawdzają się w działach obsługi klienta. Dzięki nim można m.in. zautomatyzować odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania. Działanie tego narzędzia opiera się na AI i inteligentnym przetwarzaniu zapytań. Odpowiednio skonfigurowany i wdrożony wirtualny asystent głosowy pozwala na wygenerowanie realnych oszczędności finansowych, czasowych oraz na zwiększenie zadowolenia klientów. Sprawdź, w jakich obszarach działów call center przydaje się inteligentne przetwarzanie zapytań. 

Jak działa inteligentne przetwarzanie zapytań?

inteligentne przetwarzanie zapytańWirtualna centrala telefoniczna działa w oparciu o posiadane dane. Oznacza to, że w trakcie wdrożenia w narzędziu wgrywa się podstawowy zakres informacji, który umożliwi prowadzenie rozmów przychodzących oraz wychodzących. W trakcie użytkowania voicebot pozyskuje kolejne dane i wciąż się uczy. Dzięki temu poszerzają się jego możliwości interpretacyjne. Nad wszystkim czuwa operator, którego zadaniem jest weryfikacja gromadzonych danych oraz układanie kolejnych ścieżek komunikacji.

Podstawą funkcjonowania voicebota w dziale obsługi klienta jest inteligentne przetwarzanie zapytań. Narzędzie jest w stanie rozpoznać intencje klienta, a następnie prowadzi rozmowę w ten sposób, aby odpowiedzieć na jego pytanie lub rozwiązać dany problem. Gdy możliwości bota głosowego okazują się niewystarczające, to dopiero wtedy przekazuje on rozmowę do specjalisty. 

Funkcjonowanie asystenta głosowego opiera się na kilku warstwach, które odpowiadają za różne obszary komunikacji i tak:

  • pierwsza warstwa to interfejs, który rozpoznaje mowę, konwertuje tekst na głos, a następnie generuje komunikaty głosowe za pomocą silnika mowy naturalnej;
  • druga warstwa odpowiada za rozumienie słów wypowiadanych przez rozmówcę;
  • trzecia warstwa to baza wiedzy;
  • czwarta warstwa to ułożona ścieżka decyzyjna voicebota, dzięki której kieruje on rozmowę w pożądanym kierunku;
  • piąta i ostatnia warstwa pozwala na integrację wielu systemów (np.: telefonów, aplikacji) w jedno połączone ze sobą rozwiązanie. 

Jakie korzyści daje wdrożenie voicebota w dziale obsługi klienta?

Korzyści związane ze wdrożeniem asystenta głosowego w dziale obsługi klienta są nie do przecenienia. Dzięki temu narzędziu można przekształcić cały dział oraz zoptymalizować jego pracę. Zastosowanie voicebota gwarantuje:

  • ustandardyzowanie i utrzymanie wysokiej jakości komunikacji;
  • zautomatyzowanie rutynowych zadań działu obsługi klienta;
  • personalizację komunikacji w oparciu o posiadane informacje;
  • dostępność infolinii przez 24/7;
  • szybszy czas reakcji na zapytania klientów;
  • oszczędność czasu i pieniędzy;
  • swobodę skalowania systemu.

To wszystko przekłada się nie tylko na zwiększenie rentowności prowadzonego przedsiębiorstwa, ale również na poprawę zadowolenia klientów. Ci ostatni szybciej uzyskują odpowiedź na swoje zapytania. Wpływa to na lepszy wizerunek firmy oraz pomaga w utrzymaniu klientów na dłużej. To kluczowe korzyści związane z automatyzacją działu obsługi klienta z wykorzystaniem inteligentnego przetwarzania zapytań w ramach voicebota.

Skorzystaj z usług EasyCall

Chcesz rozwinąć swoją firmę i wprowadzić w niej wirtualnego asystenta głosowego? Specjalistami w tym zakresie są przedstawiciele firmy EasyCall. Od lat wspiera ona przedsiębiorców w cyfryzacji i wdrażaniu innowacyjnych narzędzi technologicznych.

Columbus kontynuuje ekspansję w Czechach – nawiązuje współpracę z ČEZ

Columbus odnosi kolejne sukcesy w Czechach. Po udanym przetargu na dostawę instalacji fotowoltaicznych dla miasta Brna, firma kieruje swoje kroki ku nowym możliwościom, nawiązując współpracę z jednym z najważniejszych graczy na europejskim rynku energetycznym – ČEZ.

Niedawno spółka Columbus Energy odnotowała istotny sukces, wygrywając przetarg na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków należących do miasta Brna. Firma znalazła się w gronie trzech wybranych podmiotów spośród wielu uczestników, którzy zgłosili się do ogłoszonego przez władze miasta przetargu. Całkowita wartość tej inwestycji wynosi 2,2 mld czeskich koron, co równa się niemal 390 mln złotych.

Teraz Columbus świętuje kolejne osiągnięcie na rynku czeskim. Firma została zakwalifikowana jako jeden z dostawców farm fotowoltaicznych na terenie Republiki Czeskiej dla ČEZ a.s. z siedzibą w Pradze.

– Dzięki temu osiągnięciu, Columbus będzie miał możliwość uczestniczenia w przetargach w wąskiej grupie dostawców, oferując kompleksowe usługi obejmujące projektowanie, dostarczenie materiałów, budowę oraz elektryfikację farm fotowoltaicznych – komentuje Michał Gondek, Wiceprezes Zarządu Columbus Energy S.A.

W ramach tej współpracy, Columbus Energy wszedł w konsorcjum ze sprawdzoną na czeskim rynku firmą – Energon Energy Solutions s.r.o., co pozwoli na synergiczne wykorzystanie kompetencji i zasobów obu partnerów w celu dostarczenia najwyższej jakości usług. Energon Energy Solutions jest częścią Energon Holding, który od ponad 20 lat specjalizuje się w energetyce, zarówno konwencjonalnej, jak i odnawialnej. Spółki Energon Holding z sukcesem realizowały projekty nie tylko w Republice Czeskiej, ale również w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech, Rosji, Słowacji i innych krajach.

– Ten kontrakt nie tylko potwierdza renomę Columbus Energy w branży fotowoltaicznej, ale także umacnia jej pozycję na rynku europejskim jako zaufanego dostawcy rozwiązań energetycznych – dodaje Michał Gondek.

ČEZ, jako jedna z czołowych firm w Republice Czeskiej i wiodąca grupa energetyczna w Europie Środkowej i Zachodniej, jest kluczowym partnerem dla Columbus Energy. Podstawą produkcji energii elektrycznej w Grupie ČEZ są bezemisyjne źródła – energetyka jądrowa i odnawialne źródła energii.

Wyniki Nvidia przebiły nawet najbardziej optymistyczne prognozy

Przychody Nvidia w 4 kwartale wyniosły 22,1 mld dolarów, czyli o 265 proc. więcej niż rok wcześniej. Boom na sztuczną inteligencję powoduje, że przychody firmy w 2024 roku mogą osiągnąć 100 mld dolarów. Sztuczna inteligencja już mocno wpływa na nasza rzeczywistość, zatem w jej wypadku trudno mówić o rynkowej bańce.

Nvidia w środę wieczorem przestawiła świetne wyniki finansowe za 4 kwartał 2023 roku (zakończony 28 stycznia 2024). Firma potwierdziła swoją rolę lidera w grupie spółek technologicznych oraz konia pociągowego, który w ostatnim czasie ciągnął w górę indeks S&P500. Dobre wyniki wskazują, że rozwój firmy oraz rozwiązań związany ze sztuczna inteligencją cały czas przyspiesza. Firma spełniła oczekiwania inwestorów, które i tak były już wyśrubowane po wzroście notowań akcji spółki – aż o połowę od początku 2024 roku.

Firma zanotowała 22,1 mld dolarów kwartalnego przychodu, co stanowi 22 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i aż 265 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Oczekiwania analityków przewidywały wzrost przychodów do 20,41 mld dolarów. W pierwszym kwartale tego roku firma przewiduje wzrost przychodów do poziomu 24 mld dolarów. EPS, czyli wartość zysku na akcję, wyniósł 5,16 dolara wobec oczekiwanego przez analityków 4,60 dolara.

Dział firmy zajmujący się infrastrukturą dla centrów danych zanotował przychód na poziomie 18,4 mld dolarów, co oznacza wzrost o 409 proc. wobec danych sprzed roku. To przychody wynikające m.in. ze sprzedaży procesorów H100, które obecnie stanowią podstawę mocy obliczeniowej dla sztucznej inteligencji. To właśnie te procesory napędzają usługi takie jak ChatGPT czy Copilot Microsoftu.

Dalsze prognozy zysków Nvidia pozostają wysokie, szczególnie w kontekście rozwoju sztucznej inteligencji. Wkrótce rozwiązania oparte o tą technologię mają przedstawić kolejne firmy np. Apple. Wydaje się zatem, że firma jest na dobrej drodze, by w roku 2024 przychody firmy zbliżyły się do 100 mld dolarów.

W tym kontekście wielu inwestorów zadaje dziś sobie pytanie czy w przypadku Nvidia i akcji AI mamy do czynienia z rynkową bańką? Bańka to sytuacja, gdy dochodzi do nieuzasadnionego fundamentami wzrostu cen akcji, wyłącznie pod wpływem sentymentu rynkowego.

Spróbujmy bardziej wnikliwie przyjrzeć się tej sprawie. Oczywiście o tym, czy doszło do bańki czy też nie, najłatwiej jest rozstrzygnąć z perspektywy czasu. Tego komfortu obecnie nie mamy, możemy jednak przyjrzeć się poprzednim bańkom giełdowym z ostatnich 100 lat i na tej podstawie stworzyć listę warunków koniecznych do powstania bańki. Tworząc te kryteria sięgnęliśmy do książki “Boom and Bust: A Global History of Financial Bubbles”, która analizuje historię baniek na giełdach.

Aby doszło do powstania bańki, potrzebne są przede wszystkim trzy elementy:

1) Rynkowa popularność i łatwa zbywalność aktywów. Z tym mamy do czynienia w przypadku Nvidii. Firma jest popularna, nadzieje związane ze sztuczną inteligencja są wysokie. Spółka jest trzecią największą w S&P500 oraz częścią grupy „Siedmiu Wspaniałych z Wall Street”, odpowiadającej za prawie 1/3 kapitalizacji tego indeksu.

2) Tani pieniądz na rynku, łatwa dostępność pieniędzy i kredytów. To w obecnej sytuacji nie występuje – stopy procentowe w USA znajdują się na rekordowo wysokim poziomie, a rentowność 10-letnich obligacji w Stanach jest najwyższa od 2008 r.

3) Silne spekulacje inwestorów – z tym także nie mamy tu do czynienia. Wskaźnik przyszłego C/Z (cena/zysk, ang. P/E – price/earning) Nvidia znajduje się poniżej 35x, nastroje inwestorów pozostają przeciętne, a rynek – niezrównoważony i skoncentrowany. Ale nie mamy w tej sytuacji do czynienia z bańką Bidena – subsydia wspierające ożywienie w tej branży.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

W usługach w strefie euro jest coraz lepiej

PMI dla przemysłu w lutym w strefie euro wyniósł 46,1 wobec 46,6 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy niż wskazywały prognozy (47,0). Wskaźnik nadal utrzymuje się poniżej 50 pkt.

Po raz kolejny szczególnie patrzymy na odczyt z Niemiec, gdzie przez ostatnie miesiące obserwowaliśmy stopniową poprawę koniunktury w przemyśle. Tym razem jednak wskaźnik spadł do 42,3 wobec oczekiwanych 46,1. Dane wskazują na utrzymującą się słabość niemieckiej gospodarki.

Dużo lepsze dane odnotowaliśmy w sektorze usług. Wskaźnik PMI dla strefy euro w tym sektorze wzrósł do 50 pkt. Tak mocny wzrost jest pozytywnym zaskoczeniem, konsensus wynosił 48,8. Tym samym po raz pierwszy od lipca 2023 wskaźnik pokazał piątkę z przodu.

Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 48,9 wobec 47,9 miesiąc wcześniej. Wzrost jest zasługą sektora usług. Jeżeli poprawa w sektorze usług się utrzyma, może to pomóc w uniknięciu recesji w kolejnych kwartałach. W lutym pozytywnie wyróżniła się Francja, gdzie zbiorczy wskaźnik wyniósł 47,7 pkt wobec prognoz na poziomie 45 pkt. Ostatni raz wyższą wartość wskaźnika odnotowano w maju 2023 r.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Kurs dolara wyraźnie poniżej 4 zł. Złoto szuka szczytów

Ostatnie kilka dni to osłabienie dolara. Na rynku dzieją się różne rzeczy, ale wyraźnie widać, że inwestorzy mają jasno wyznaczony kierunek. Nawet wczorajsze zapiski z posiedzenia amerykańskiego odpowiednika RPP nie wybiły nas z tego trendu.

Protokół z FOMC

Wczoraj o godzinie 20:00 opublikowano protokół posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Z zapisek wynika, że trzeba się nastawić na to, że obniżki stóp procentowych będą później, niż dotychczas sądzono. Najbliższe posiedzenie odbędzie się za 4 tygodnie, więc mamy jeszcze dużo czasu, ale widać wyraźnie, że oczekiwanie na nim obniżki stawki chociażby o 0,25% wydaje się obecnie irracjonalne. Spadające szanse na obniżki stóp procentowych powinny zatem osłabiać dolara. Powinny, prawda? Z jakiegoś powodu jednak inwestorzy uznali, że kontynuacja trendu osłabiającego dolara względem euro, rozpoczętego zresztą w walentynki, to dobry pomysł. Ruch ten nie tylko zanegował te dane, ale również dalej umocnił euro względem dolara do poziomów najwyższych od ponad dwóch tygodni.

Złoto szuka szczytów

Zwyczajowo słabość dolara przekłada się na odbicie w górę niektórych surowców. Na ropie naftowej przez niepokoje na Bliskim Wschodzie nie widać tego aż tak wyraźnie jak na złocie, którego wykres bardzo mocno w ostatnich dniach przypomina wykres EURUSD. Powodem jest fakt, że złoto ma sporą bezwładność względem walut lokalnych, za to jego cena wyrażona jest w amerykańskiej walucie. W rezultacie, gdy kurs dolara spada, często jesteśmy świadkami wzrostów cen złota. Działa to również w drugą stronę. Im mocniejszy dolar, tym przeważnie tańsza uncja złota.

Produkcja budowlana nurkuje

Wczorajsze dane nie pozostawiają złudzeń. Rynek wstrzymał sporo inwestycji, by utrzymać ceny w branży nieruchomości po wygaśnięciu bodźca w postaci kredytu 2%. W ciągu roku produkcja budowlano-montażowa spadła o 6,1%. Jeszcze miesiąc temu rosła o imponujące 14%. Na horyzoncie trwają jednak prace nad kolejnym programem wsparcia w zakupie pierwszej nieruchomości. Ciekawe jak długo będziemy wierzyć, że polityka mieszkaniowa prowadzona od programu do programu jest realnym rozwiązaniem problemów mieszkaniowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,

13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,

14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jakie pytania sprawiają kandydatom największą trudność podczas rozmowy kwalifikacyjnej?

Rozmowa z potencjalnym pracodawcą to standardowa część każdej rekrutacji, która umożliwia wzajemne poznanie się kandydata z firmą. Bardzo często jednak wywołuje stres u osób poszukujących pracy. W końcu udzielone odpowiedzi mogą zadecydować o tym, czy otrzymają ofertę współpracy. Z najnowszego badania Hays Poland wynika, że aspektem, o którym polskim specjalistom najciężej jest mówić podczas rekrutacji, są ich oczekiwania finansowe. Deklaruje to blisko 40 proc. ankietowanych.

Rekrutacja to bardzo ważna, ale i niełatwa sytuacja dla wielu kandydatów. Okazuje się bowiem, że podstawowym pytaniom zadawanym przez rozmówcę często towarzyszą obawy. Z najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie stycznia i lutego 2024 roku wśród ponad 1000 specjalistek i specjalistów, wynika, że pytanie o oczekiwania finansowe jest tym, na które najtrudniej jest kandydatom odpowiadać.Hays wykres 1

Źródło: badanie Hays Poland, styczeń-luty 2024

PIENIĄDZE SĄ NAJWAŻNIEJSZE, ALE NAJTRUDNIEJ O NICH MÓWIĆ

Badania od lat pokazują, że to kwestie finansowe są głównym motywatorem do pozostania w dotychczasowym miejscu pracy lub jego zmiany. Nie dziwi zatem fakt, że to właśnie ten temat budzi największe emocje na rozmowach rekrutacyjnych. Przyznało się do tego aż 39 proc. respondentek i respondentów ankiety Hays. Blisko co druga osoba deklarująca stres związany z rozmową o finansach obawia się, że poda zbyt wygórowaną kwotę, co mogłoby wyeliminować ją z procesu. Z kolei 33 proc. respondentów deklaruje, że zwyczajnie nie czuje się komfortowo, mówiąc o pieniądzach, a 22 proc. jasno zaznacza, że nie zna aktualnych trendów płacowych na tyle, aby z łatwością podać optymalne widełki.

Hays wykres 2Źródło: badanie Hays Poland, styczeń-luty 2024

 Przedstawienie swoich oczekiwań finansowych w sposób, który jednocześnie będzie zadowalający, ale też nie ograniczy szans na otrzymanie pracy, rzeczywiście może wywoływać stres u kandydatów. W końcu jeśli specjalista już na samym początku poda zaniżone widełki, to później może być trudno o negocjacje. Z drugiej strony, gdy poda zawyżoną kwotę, to przez pracodawcę może zostać uznany za osobę, na którą firmy zwyczajnie nie stać – zaznacza Justyna Chmielewska, dyrektor w Hays Poland.

Wśród kandydatów można jednak zauważyć tendencję większego zrozumienia rynku i wyzwań stojących przed pracodawcami. W okresie post-pandemicznego ożywienia, kiedy na rynek trafiało rekordowo wiele ofert, osoby poszukujące pracy z dużą pewnością siebie podawały wysokie widełki. Obecnie, w obliczu trudniejszej sytuacji gospodarczej, wielu aplikujących wykazuje się większą ostrożnością w tym zakresie.

Nie oznacza to jednak, że profesjonaliści poszukujący pracy powinni nisko wyceniać swoje umiejętności i doświadczenie. W tym zakresie warto lepiej poznać rynek, aby dobrze oszacować wartość swoich kompetencji. – Aby mieć jak najlepsze rozeznanie w trendach dotyczących wynagrodzeń, warto systematycznie przyglądać się raportom rynkowym i zestawieniom płacowym. Jest to ważna praktyka, którą powinni stosować zarówno kandydaci, jak i pracodawcy chcący zatrzymać najlepsze talenty w firmie – dodaje Justyna Chmielewska z Hays.

„JAKIE SĄ PANA/PANI MOCNE I SŁABE STRONY?”

Poznanie mocnych i słabych stron kandydatów pozwala na lepsze zrozumienie poziomu ich dopasowania do stanowiska, na które prowadzona jest rekrutacja. Jednocześnie pytanie o te kwestie jest oceniane jako trudne przez 26 proc. ankietowanych. Z czego to wynika? Ponad połowa osób z tej grupy zaznacza, że nie ma pewności, jak odpowiednio wyważyć przedstawiane cechy. Wyzwaniem jest dla nich zaprezentowanie swoich wad i zalet w sposób profesjonalny, pewny siebie oraz niedeprecjonujący – tak, aby słabe strony nie przyćmiły tych mocnych.

Hays wykres 3

Źródło: badanie Hays Poland, styczeń-luty 2024

Dodatkowo prawie co czwarty ankietowany zadeklarował obawy, że przedstawione wady będą powodem wyeliminowania z rekrutacji. Jak tłumaczy Justyna Chmielewska: Nikt nie jest idealny, a profil wymarzonego kandydata na dane stanowisko jest jedynie zarysem oczekiwań firmy. Każdy ma jakieś słabe strony, a pytanie o nie na rozmowie rekrutacyjnej ma na celu ocenę, w jakim stopniu kandydaci znają siebie i swoje możliwości oraz czy są otwarci na rozwój.

Zarówno profesjonaliści, jak i pracodawcy powinni pamiętać, że wiele luk związanych z wadami można w łatwy sposób zrekompensować samym potencjałem pracownika. Ważne jest, aby kandydat miał świadomość swoich słabych stron, ale jednocześnie wykazywał się otwartością na pracę nad nimi. W trakcie rozmowy z rekruterem warto też opowiedzieć o konkretnej sytuacji udoskonalania swoich kompetencji lub sposobie na radzenie sobie z brakami w codziennej pracy.

KANDYDACI APLIKUJĄ NA ZBYT WIELE OFERT PRACY?

Stresujące pytania o oczekiwania finansowe oraz mocne i słabe strony to jednak nie koniec bolączek kandydatów. Podczas rozmów rekrutacyjnych trudność sprawia im także odpowiedź na pytanie dotyczące rekrutującej firmy (16 proc. ankietowanych). Może to wynikać z kilku powodów. Jednym z nich jest jednoczesny udział w zbyt wielu rekrutacjach, co utrudnia zapamiętanie szczegółowych informacji na temat każdej z organizacji.

Drugą potencjalną przyczyną jest brak czasu lub potrzeby na pozyskanie informacji na temat firmy. – Może być tak, że podstawowe informacje na temat organizacji i oferty pracy wystarczają kandydatom na pierwszym etapie rekrutacji. Często chcą się dowiedzieć więcej o pracodawcy bezpośrednio od rekrutera bądź rekrutującego menedżera – dodaje Justyna Chmielewska. Potwierdzają to odpowiedzi respondentów – 58 proc. deklaruje, że często nie ma wystarczająco dużej wiedzy o firmie, aby móc komfortowo odpowiadać na pytania z nią związane.

Ponadto co trzeci ankietowany uważa pytanie o firmę za trudne, ponieważ obawia się, że niedostateczna wiedza na ten temat mogłaby przyczynić się do wyeliminowania ich z rekrutacji. Kolejne 9 proc. łączy je nawet ze strachem przed potencjalnym ośmieszeniem się.

CO JESZCZE?

Jako czwarte i piąte najtrudniejsze kwestie poruszane podczas rekrutacji uplasowały się odpowiednio pytanie o motywację do zmiany pracy (12 proc. wskazań) oraz o to, jak kandydat rozwija się zawodowo (7 proc. wskazań). Eksperci rynku pracy wyjaśniają, że część kandydatów zmienia pracę z uwagi na szefa lub konflikty personalne, lecz nie chce o tym mówić potencjalnemu pracodawcy. Inni z kolei nie mają pewności, czy podejmowane przez nich działania rozwojowe zostaną przez rekrutera ocenione jako wystarczające.

Bez względu na sytuację czy obawy towarzyszące kandydatom warto pamiętać, że rekrutacja to nie przesłuchanie, a partnerska rozmowa będąca świetną okazją do wzajemnego poznania się obu stron – komentuje Justyna Chmielewska z Hays.

Mocny finisz Grupy ORLEN. 7,3 mld zł zysku netto w IV kwartale 2023 r.

Grupa ORLEN zakończyła czwarty kwartał 2023 r. z zyskiem operacyjnym EBITDA LIFO* na poziomie 11,2 mld zł i zyskiem netto w wysokości 7,3 mld zł. Łączny zysk EBITDA LIFO* za cały 2023 r. wyniósł 44,8 mld zł, a zysk netto osiągnął 27,6 mld zł. W czwartym kwartale pozytywny wpływ na wynik Grupy ORLEN miał segment gazu, który w efekcie m.in. niższych kosztów pozyskania gazu i wyższej sprzedaży wypracował zysk operacyjny EBITDA na poziomie 11 mld zł. ORLEN zwiększył także o ponad 20% (r/r) wolumeny sprzedaży w obszarze detalicznym, m.in. dzięki przejęciu stacji na Węgrzech i Słowacji.

– Wyniki, które ORLEN osiągnął w minionym roku, są kierunkowo zgodne z planami strategicznymi Grupy. Kluczowe jest jednak, by ORLEN był w stanie w pełni wykorzystać swój potencjał stworzony po połączeniach. Szczególnie ważna jest realizacja projektów wspierających przyszłość Grupy ORLEN i jej transformację. Już teraz dysponujemy mocami OZE na poziomie blisko 1 GW, które będą stale się zwiększać poprzez inwestycje i nowe procesy akwizycyjne. Inwestujemy też w wydobycie węglowodorów oraz obszar rafineryjno-petrochemiczny. Planowane nakłady inwestycyjne koncernu na ten rok to ponad 38 mld zł, z czego blisko 28 mld zł przeznaczone jest na inwestycje rozwojowe. Musimy zrealizować te plany w najbardziej efektywny sposób, dlatego bardzo ważny będzie wybór projektów, generujących najwyższe zwroty i z najlepszymi perspektywami dla naszych akcjonariuszy – mówi Witold Literacki, p.o. Prezesa Zarządu ORLEN.

W czwartym kwartale 2023 r. Grupa ORLEN wypracowała:

Przychody na poziomie: 98,3 mld zł

EBITDA LIFO w wysokości: 11,2 mld zł*

Zysk netto na poziomie: 7,3 mld zł

W 2023 roku Grupa ORLEN osiągnęła:

Przychody na poziomie: 373 mld zł

EBITDA LIFO w wysokości: 44,8 mld zł*

Zysk netto na poziomie: 27,6  mld zł

*Wynik operacyjny przed odpisami

W czwartym kwartale 2023 r. w segmencie wydobycie koncern wypracował wynik EBITDA LIFO w wysokości 578 mln zł. Istotny wpływ na wynik miały także spadki cen węglowodorów, w tym gazu o ok. 60% (r/r) oraz ropy o 6% (r/r). Średnia produkcja ropy i gazu w czwartym kwartale, głównie w Polsce i Norwegii, wyniosła ok. 185 tys. boe/d i była wyższa o blisko 20% (kw/kw).

W obszarze wydobycia w listopadzie zawarta została strategiczna transakcja – PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN przejęło kontrolę nad całą działalnością spółki wydobywczej KUFPEC Norway. W efekcie transakcji, wydobycie gazu ziemnego Grupy ORLEN w Norwegii wzrośnie o jedną trzecią i przekroczy 4 mld m sześc. rocznie, a dzienna produkcja węglowodorów już w 2024 r. przewyższy 100 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej.

Dzięki połączeniu ORLEN z Grupą PGNiG segment gazu zanotował w czwartym kwartale wynik EBITDA na poziomie 11 mld zł. Wpływ na to miała m.in. wyższa sprzedaż hurtowa i niższe koszty pozyskania gazu. Import gazu do Polski wyniósł w tym czasie 42,1 TWh, a 47% stanowiło LNG. W terminalu LNG w Świnoujściu rozładowano 17 statków. Na koniec grudnia zapas magazynowy gazu w Grupie ORLEN wyniósł 33 TWh, a napełnienie magazynów gazu w Polsce osiągnęło 95%. Ceny dla klientów biznesowych były w grudniu na poziomie 263 zł/MWh.

W czwartym kwartale 2023 r. segment rafinerii wypracował zysk EBITDA LIFO w wysokości 594 mln zł. Na rezultat osiągnięty przez ten obszar wpłynęło niekorzystne otoczenie makroekonomiczne, w tym zmiana struktury przerabianych rop, związana z odejściem od rosyjskiego surowca, a także umocnienie złotówki względem dolara. Rafinerie Grupy ORLEN pracowały na 88% mocy, przerabiając 9,5 mt ropy, mniej o 16% (r/r). Spadek był efektem konsolidacji 70% przerobu rafinerii w Gdańsku (przy 100% w 2022 r.).

W efekcie niższych marż na poliolefinach, PTA, PCW i nawozach oraz wyceny kontraktów terminowych CO2, segment petrochemii osiągnął wynik EBITDA LIFO na poziomie -345 mln zł. Zgodnie z prognozami do 2030 roku, wartość europejskiego rynku petrochemikaliów i tworzyw sztucznych będzie jednak rosła wraz z cyklami wzrostu gospodarczego, dlatego kontynuowane są inwestycje w rozwój aktywów w tym segmencie, w szczególności w obszarze nowoczesnej petrochemii, w tym recyklingu.

Segment energetyki w czwartym kwartale zanotował wynik EBITDA na poziomie -799 mln zł. Wpływ na to miało m.in. niekorzystne otoczenie makroekonomiczne i zdarzenia jednorazowe. Wynik obciążają także rezerwy związane z udziałem koncernu w mechanizmie zamrożenia cen energii dla Polaków w 2024 roku.

Na koniec 2023 r. Grupa ORLEN dysponowała mocami OZE na poziomie blisko 1 GW. W efekcie, w ostatnim kwartale ub.r. już ponad 60% energii wyprodukowane zostało z odnawialnych źródeł oraz w jednostkach zasilanych gazem. Łączna produkcja w Grupie ORLEN wyniosła 5,3 TWh energii elektrycznej. To wzrost o 36% (r/r), do którego przyczyniła się m.in. wyższa produkcja z instalacji OZE w Grupie Energa i z nowych farm wiatrowych w ORLEN Wind 3. Z kolei łączna produkcja ciepła wyniosła 26,6 PJ.

Segment detaliczny osiągnął w ostatnim kwartale ub.r. wynik EBITDA na poziomie 633 mln zł. To efekt wzrostu sprzedaży w tym okresie o 21%, w tym sprzedaży benzyny o 14%, oleju napędowego o 26% oraz LPG o 3%. Najwyższy wzrost sprzedaży odnotowano w Czechach – o 49%, w Polsce o 22% i w Niemczech o 8%, przy spadku na Litwie o 33%.

Sieć detaliczna Grupy ORLEN zwiększyła się o 73 stacje (r/r) do 3170, głównie w Niemczech w efekcie przejęcia samoobsługowych stacji paliw od OMV i na Węgrzech oraz Słowacji w wyniku przejęcia stacji paliw od MOL. Ponadto w pierwszym kwartale tego roku ORLEN sfinalizował zakup 267 stacji paliw w Austrii, stając się trzecią siecią paliwową w tym kraju.

O 146 wzrosła także (r/r) liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej, których jest już 2605, w tym: 1918 w Polsce, 347 w Czechach, 195 w Niemczech, 66 na Węgrzech, 49 na Słowacji i 30 na Litwie. ORLEN dynamicznie rozwija również sieć stacji alternatywnego tankowania. Obecnie do dyspozycji klientów są już 734 tego typu stacje, w tym: 538 w Polsce, 142 w Czechach, 45 w Niemczech i 9 na Węgrzech. Koncern inwestuje także w segment usług kurierskich, w wyniku czego „ORLEN paczkę” można już nadać i odebrać w blisko 10,6 tys. punktów w całej Polsce.

ORLEN przeznaczając miliardy złotych na inwestycje utrzymał w zeszłym roku dobrą i stabilną sytuację finansową. Na koniec 2023 r. poziom długu netto pozostawał na bezpiecznym poziomie 1,8 mld zł. Natomiast stosunek długu netto do wyniku operacyjnego EBITDA kształtował się na poziomie (-) 0,02x.

W 2023 r. na realizację strategicznych projektów inwestycyjnych ORLEN przeznaczył rekordowe 32,4 mld zł. Taka wysokość nakładów pokazuje potencjał połączonych grup ORLEN, LOTOS i PGNiG. Z kolei wartość synergii wynikająca z tych połączeń wyniosła na koniec 2023 r. ok. 1,5 mld zł. Efekty widoczne są przede wszystkim w obszarze logistyki, zarządzania łańcuchem dostaw, handlu ropą i gazem oraz zakupów. Do 2032 r. łączny efekt finansowy synergii szacowany jest na ponad 20 mld zł.

W 2024 r., zgodnie ze strategicznymi założeniami, ORLEN będzie realizował najważniejsze zadania inwestycyjne, wspierające rozwój poszczególnych obszarów działalności. Kontynuowana jest budowa pierwszej polskiej farmy wiatrowej Baltic Power, a także rozwój portfolio aktywów wydobywczych Grupy, w tym na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. W Zakładzie Produkcyjnym w Płocku trwa rozbudowa Kompleksu Olefin, której zakończenie planowane jest na 2027 r. W tym roku ORLEN będzie realizował też projekty wodorowe, w tym budowę kolejnych stacji tankowania wodoru. Do końca kwietnia br. zrealizowany zostanie proces przejęcia i rebrandingu 63 stacji – ostatniej puli obiektów, wynikającej z umowy z węgierskim MOL-em. W efekcie liczba stacji koncernu w Polsce i za granicą przekroczy 3,5 tys. i zrealizowany zostanie założony w strategii cel dotyczący rozwoju segmentu detalicznego.

Nvidia bije prognozy, EUR/USD rośnie, a Fed nie spieszy się z obniżką stóp

Wczorajszy raport na temat wyników głównego przedstawiciela branży sztucznej inteligencji (Nvidia) przewyższył szacunki. Akcje w handlu posesyjnym wzrosły o ponad 9 proc. niwelując spadki z tego tygodnia. Inwestorzy również mogli zapoznać się z „minutkami” z ostatniego posiedzenia FOMC, z którego wynika, że urzędnicy nie spieszą się z obniżką stóp procentowych. Kurs EUR/USD wyrównuje dziś rano maksima ustanowione we wtorek. Na Wall Street widoczne było odbicie pod koniec sesji. Indeksy Dow Jones oraz SP500 zamknęły się na niewielkim plusie (0,13 proc.) a Nasdaq Composite stracił ostatecznie 0,32 proc.

W protokole z posiedzenia FOMC w dniach 30-31 stycznia większość urzędników zauważyła ryzyko zbyt szybkiego złagodzenia nastawienia polityki pieniężnej i podkreśliła znaczenie uważnej oceny napływających danych w celu określenia, czy inflacja trwale spada do 2 proc. Wskazano również na ryzyko zatrzymania postępu w kierunku stabilności cen. Było również kilka głosów odmiennych, które popierały wcześniejsze łagodzenie warunków monetarnych. Wskazano na ryzyko dla gospodarki wynikające ze zbyt długiego oczekiwania na obniżkę stóp procentowych. Przedstawiciele Fed-u zasugerowali, że właściwe byłoby rozpoczęcie dyskusji na temat spowolnienia tempa redukcji bilansu na następnym posiedzeniu.

Na koniec dnia EUR/USD był w okolicach 1,0820 a dziś rano wzrosty są kontynuowane. Notowania znajdują się obecnie w okolicy wtorkowego szczytu na 1,0835. Rentowności 2-letnich obligacji USA zyskiwały wczoraj w godzinach popołudniowych i aktualnie znajdują się w okolicach 4,65 proc.

Drugim wydarzeniem dnia, które nieco zdominowało atencję rynku, były wyniki kwartalne spółki Nvidia – przedstawiciela branży sztucznej inteligencji. Wyniki ponownie wypadły powyżej oczekiwań Wall Street. Spółka osiągnęła sprzedaż w wysokości 22,1 mld USD w trzymiesięcznym okresie kończącym się w zeszłym miesiącu, o 265 proc. wyższą niż w tym samym kwartale rok wcześniej i znacznie powyżej średnich szacunków analityków na poziomie 20,4 mld USD. Dochód netto firmy w czwartym kwartale w wysokości 12,3 mld USD spowodował oszałamiający wzrost zysku rok do roku o 769 proc., a skorygowany zysk na akcję w wysokości 5,16 USD pobił szacunki na poziomie 4,59 USD. To trzeci kwartał z rzędu ponadprzeciętnych rezultatów. Spółka podała również, że spodziewa się 24 miliardów dolarów przychodów w bieżącym kwartale (prognozy wskazywały 22.2 mld USD). Przede wszystkim na uwagę zasługuje wzrost o 409 proc. (18,4 mld USD) sprzedaży w dziale Datacenter, zajmującym się sztuczną inteligencją. Akcje spółki wzrosły w handlu posesyjnym o ponad 9 proc., co zniwelowało spadki notowań z ostatnich dni, głównie z wtorku.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

W 2023 r. wolumen powierzchni biurowej w Warszawie przekroczył 6 mln mkw.

Chociaż aktywność deweloperów na warszawskim rynku nieruchomości biurowych w 2023 r. wzrosła, to coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że segment ten znacząco się zmienia. W minionych miesiącach wydano jedynie trzy nowe pozwolenia na budowę i ani jednej decyzji o warunkach zabudowy, wynika z raportu “Warsaw Crane Survey 2024”, przygotowanego przez firmę Deloitte. Z kolei wolumen powierzchni na wynajem w Warszawie spadł, co było efektem zarówno wyburzeń, jak i głębokich modernizacji zmniejszających podaż powierzchni biurowej.

Piąta odsłona raportu Deloitte poświęconego warszawskiemu rynkowi nieruchomości biurowych wskazuje, że w minionym roku deweloperzy skupili się na dotychczas rozpoczętych projektach. Świadczy o tym łączna liczba 300 tys. mkw. powierzchni biurowej w budowie. Chociaż jest ona wyższa niż w poprzednio analizowanym okresie, to nadal jest to wolumen znacznie niższy niż w 2021 r.

Autorzy publikacji wskazują jednocześnie na nadciągające spowolnienie w zakresie nowych inwestycji. W 2023 r. do użytku oddano 61 tys. mkw. powierzchni biurowej, co stanowi najniższy wynik od 2010 roku Przyczyny tego zjawiska są zróżnicowane, a są nimi m.in. rosnąca ostrożność deweloperów w zakresie rozpoczynania nowych inwestycji, upowszechnienie hybrydowego modelu pracy, kurczący się bank ziemi czy spadająca od 2015 r. liczba pozwoleń na budowę. W ubiegłym roku takich zgód wydano jedynie 3, o 4 mniej niż w roku poprzednim. Co więcej, nie odnotowano ani jednej decyzji o warunkach zabudowy (WZ), aczkolwiek złożono cztery wnioski w tej sprawie.

–  Warszawski rynek biurowy z pewnością znalazł się w punkcie zwrotnym swojego rozwoju. Z jednej strony jest to naturalne spowolnienie aktywności po dwóch dekadach bardzo dynamicznego wzrostu. Z drugiej strony wpływ na jego kondycję mają trendy w gospodarce światowej, takie jak upowszechnienie pracy zdalnej i hybrydowej czy wzrastające oczekiwania najemców odnośnie do kwestii ESG. W efekcie, poprzez wolniejszy przyrost nowej powierzchni i wycofanie z rynku starszych biurowców, mamy do czynienia ze zmniejszeniem podaży. Część dotychczas istniejących budynków powróci na rynek po gruntownej modernizacji. Reszta albo zostanie wyburzona, albo zmieni się ich przeznaczenie czy funkcja, co na trwałe zmniejszy zasoby biurowe w stolicy – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce, Deloitte.

Wola liderem stolicy

Podobnie jak w minionych latach liderem warszawskich powierzchni biurowych okazała się Wola. Dzielnica, w której w ostatnich pięciu latach zrealizowano projekty o łącznej powierzchni 760 tys. mkw., posiada łącznie 1,9 mln m. kw. dostępnych przestrzeni biurowych. Według przytoczonych w raporcie szacunków do końca 2026 r. zasób ten przekroczy 2 mln mkw. Na drugim miejscu uplasował się Mokotów z 1,6 mln mkw. dostępnej powierzchni, a podium zamyka Śródmieście (1,34 mln mkw.).

Podczas gdy w większości dzielnic Warszawy projekty budowlane znajdują się na różnym etapie realizacji, nowe pozwolenia na budowę zostały wydane dla jedynie trzech obszarów stolicy. Poza Wolą (drugi etap kompleksu Skyliner), są to: Żoliborz (Żoliborz Business Concept) oraz Włochy (etap 11 i 12 kompleksu The Park Warsaw).

Warszawski standard biurowców

Jednym z kluczowych czynników wpływających na tempo rozwoju warszawskiego rynku biurowców są decyzje administracyjne. Zdaniem cytowanej w raporcie Marleny Happach, głównej architektki miasta Warszawy, w ubiegłym roku należało wziąć pod uwagę nowe przepisy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym w pracach nad studium przestrzennym Warszawy. Ekspertka wskazuje, że szereg wprowadzanych instrumentów prawnych zostało docenionych przez władze miasta. Z drugiej strony wskazuje, że wynikający z zapisów ustawy koniec 2025 roku może okazać się zbyt bliskim terminem na przygotowanie planów ogólnych zagospodarowania przestrzennego, uwzględniających oczekiwania i potrzeby różnych stron.

Jedną z ważniejszych z punktu widzenia deweloperów powierzchni biurowych aspektów jest wysokość budynku, która bezpośrednio przekłada się na maksymalizację powierzchni oferowanej przez daną nieruchomość. Główna architektka Warszawy podkreśliła, że kwestia ta była jednym z najdłużej analizowanych elementów nowego studium. Jej zdaniem zapisy projektu uwzględniają konieczność ochrony panoram historycznych miasta, a jednocześnie dążą do wykreowania symbolicznej kopuły nad centralną częścią stolicy. Wyznaczona w projekcie wysokość 180 metrów dla wieżowców, potocznie nazywana „wysokością warszawską”, umożliwia uwzględnienie aspektów wizualnych i historycznych, a jednocześnie odpowiada na potrzeby inwestorów ze względu na swoją ekonomiczność w realizacji.

Modernizacja nowym trendem

W raporcie podkreślono, że przybierającym na sile zjawiskiem jest rosnąca efektywność zabudowy działek oraz zastępowanie dotychczas istniejących nieruchomości nowymi budynkami. Przyczynami tego zjawiska są nie tylko zmiany modelu pracy, ale także regulacje prawne, zarówno krajowe, jak i europejskie. Według ekspertów nieefektywne wykorzystanie danej przestrzeni w połączeniu z rosnącymi kosztami procesu dostosowania obiektów do nowych wymogów (w tym ESG) skłania wielu inwestorów do wyburzania już istniejących budowli. Przykładem mogą być prace rozbiórkowe przy ul. Rozbrat 44A, gdzie ma powstać nowy biurowiec. Rozpoczęto także budowę 130-metrowej wieży na miejscu dawnego Atrium International. Złożony został także wniosek o rozbiórkę obiektu przy ul. Redutowej 9/23.

Spadek podaży gruntów w połączeniu z rosnącymi kosztami modernizacji energetycznej i koniecznością uwzględnienia wymogów ESG wymusza zmianę polityki inwestycyjnej deweloperów. W efekcie coraz więcej budynków powstałych na początku XXI w. ustępuje miejsca nowym projektom powstającym w ich miejscu. Nowy trend stanowi szansę na upowszechnienie budownictwa bardziej efektywnego pod kątem wykorzystania przestrzeni, co jednak wymaga wdrożenia przepisów w przejrzysty sposób regulujących przyrost nowych wieżowców – zaznacza Dominik Stojek.

Bain&Co.: Wyceny spółek technologicznych spadły o połowę w dwa lata

Wyceny przejmowanych spółek technologicznych na świecie spadły drugi rok z rzędu w 2023 roku i są już niemal o połowę niższe w porównaniu do pandemicznego szczytu w 2021 roku, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Powodem korekty na rynku były utrzymujące się wysokie stopy procentowe, niepewność makroekonomiczna oraz obostrzenia związane z otoczeniem regulacyjnym.

Jak pokazują szacunki Bain & Company, średnia cena zakupu spółki technologicznej osiągnęła w 2023 roku wartość odpowiadającą 13-krotności jej zysku EBITDA. W 2022 roku inwestorzy płacili średnio 15-krotność zysku, a rok wcześniej aż 25-krotność zysku. Pomimo mocnego spadku, 64 proc. przedstawicieli sektora technologicznego uważa, że wciąż istnieje luka w oczekiwaniach co do ceny, jaką chcieliby uzyskać za spółkę sprzedający, a kwotą, jaką gotowi są zapłacić nabywcy.

Główną przyczynę słabości przejęć i fuzji w sektorze technologicznym stanowi luka pomiędzy oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących. Mimo, że wyceny spadły w ostatnim czasie, to inwestorzy wciąż nie są przekonani do transakcji również ze względu na niepewne perspektywy rozwoju rynków i wysoki koszt pozyskania kapitału. Sprzedający chcą za to czekać na poprawę sytuacji i wzrost wycen – mówi Paweł Szreder, partner w Bain & Company.

Ubiegły rok okazał się być najsłabszy dla rynku fuzji i przejęć od 2013 roku. Łączna wartość transakcji na świecie spadła o 15 proc. rok do roku do poziomu 3,2 biliona dolarów. To wartość o pół biliona dolarów niższa od wyniku z 2022 roku i 2,8 biliona dolarów niższa od dotychczas rekordowego 2021 roku. Największy spadek wartości transakcji dotyczył tych z udziałem funduszy private equity i venture capital i wyniósł aż 37 proc. Dla porównania, spadek łącznej wartości transakcji z udziałem inwestorów strategicznych wyniósł 6 proc. rok do roku.

Historia pokazuje, że to przede wszystkim niepewność na rynku, a nie recesja, spowalnia aktywność w obszarze fuzji i przejęć. Spodziewamy się, że konkurencja o wartościowe aktywa nasili się w tym roku, ponieważ niepewność na rynku powinna się zmniejszać. Wraz z oczekiwanymi obniżkami stóp procentowych, ponownie uaktywnią się fundusze private equity i korporacje, które w ostatnim czasie ostrożnie podchodziły do transakcji – dodaje Paweł Szreder. – Na rynku mogą pojawić się ciekawe spółki, które na przykład nie pasują do długoterminowych strategii rozwoju korporacji lub te, które już zbyt długo znajdują się w portfelach funduszy.

W sektorze technologicznym wartość transakcji z udziałem inwestorów strategicznych spadła na świecie o 43 proc. rok do roku. W Polsce sektor ten wciąż jest dość mały, a na jego wartość wpływają pojedyncze transakcje. Ubiegłoroczny zakup udziałów w spółce gamingowej Techland przez chiński koncern Tencent Holdings spowodował, że wbrew globalnemu trendowi w Polsce łączna wartość transakcji w sektorze nowoczesnych technologii wzrosła.

Firmy, które zdecydują się na przejęcia we wciąż niepewnym otoczeniu rynkowym, muszą przyłożyć jeszcze większą uwagę do realizacji zakładanych synergii. Według naszych badań w wielu przypadkach synergie przychodowe okazują się niższe niż przewidywane, a najczęstszą tego przyczyną jest niewystarczająca integracja portfela produktów oraz modelu dotarcia do klientów – twierdzi Paweł Szreder. – W najbliższych miesiącach firmy technologiczne powinny zwiększyć swoją aktywność na rynku M&A, korzystając z okresu mniejszej konkurencji ze strony inwestorów private equity. Powinny działać odważnie, proaktywnie inicjując procesy transakcyjne, dokładnie identyfikować i kwantyfikować synergie w procesie due diligence i przystępować do ich realizacji natychmiast po zamknięciu transakcji.

Cały raport na temat globalnego rynku fuzji i przejęć dostępny jest na stronie:

https://www.bain.com/insights/topics/m-and-a-report/

Rok 2023 w Banku Pekao: najwięcej nowych kont osobistych, niskie koszty ryzyka i rekordowe zyski

Ubiegły rok pokazał konsekwencję i skuteczność w realizacji strategii Banku Pekao. Dochodowość banku rosła we wszystkich segmentach działalności, sprzedaż kredytów hipotecznych zwiększyła się wykładniczo, najwyższa w historii była liczba nowo założonych rachunków bieżących. To wraz z brakiem nietypowych zdarzeń zaowocowało rekordowym zyskiem netto. Bank tradycyjnie utrzymywał zdywersyfikowany model biznesowy i silny bilans, a koszty ryzyka pozostały na niskim poziomie. 2023 rok to również dalszy dynamiczny rozwój bankowości cyfrowej.

– Ubiegły rok, ale także kilka minionych lat w Banku Pekao to czas wielkiej zmiany. Dotyczyła ona obszaru technologii, podejścia do klienta, cyfryzacji, ale też jakości i efektywności procesów. Nasza konsekwencja w działaniu przyniosła wymierne skutki i na wyciągnięcie ręki są cele naszej strategii na lata 2021-2024. Rok 2023 kończymy z najlepszym wynikiem finansowym w historii banku, a giełdowa wycena Pekao, biorąc pod uwagę wypłacone dywidendy jest najwyższa od początku obecności banku na GPW – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao.

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w 2023 r. wyniósł 6,578 mld zł wobec 1,717 mld zł zysku netto rok wcześniej. Zysk netto w samym IV kw. 2023 r. zamknął się kwotą 1,723 mld zł, czyli o 95 proc. wyższą niż w analogicznym okresie 2022 roku.

Silny wzrost zysku netto to efekt dobrych wyników operacyjnych kluczowych segmentów działalności banku przy efektywnym wykorzystaniu otoczenia wysokich stóp procentowych oraz przy braku obciążenia zdarzeniami nietypowymi (jak m.in. koszt wakacji kredytowych) i niższych kosztach regulacyjnych.

Nowa sprzedaż kredytów hipotecznych w 2023 roku przekroczyła 10 mld zł i była trzykrotnie wyższa niż rok wcześniej. Przy wzroście w całym sektorze bankowym o 41 proc. Liczba nowych rachunków bieżących otwartych przez klientów indywidualnych wyniosła 583 tys. najwięcej w historii Pekao. Nowa sprzedaż pożyczek gotówkowych zwiększyła się rok do roku o 16 proc. – spośród nich, 83 proc. udzielono poprzez bankowość cyfrową.

Liczba aktywnych klientów bankowości mobilnej Pekao na koniec grudnia wyniosła 3,1 mln osób wobec 2,8 mln rok wcześniej, zbliżając się do strategicznego celu na 2024 rok – 3,2 mln aktywnych klientów mobilnych.

Dwucyfrowy (13 proc.) był w 2023 w ujęciu rok do roku wzrost wolumenu finansowań dla MŚP. A wzrost wolumenu finansowań w połączonych segmentach MŚP i MID, mimo spowolnienia gospodarczego wyniósł 4 proc.

Konsekwentnie Bank Pekao utrzymywał koszty pod ścisłą kontrolą. Wskaźnik koszty/dochody za 2023 rok znalazł się na poziomie 32,7 proc. wobec założonego celu na koniec 2024 roku na poziomie 42 proc.

Koszty ryzyka pozostały na niskim poziomie 37 pb dzięki odpowiedzialnemu podejściu do zarządzania bilansem. Cel strategiczny na koniec okresu strategii w 2024 roku to 50-60 pb.

Ranking zainteresowania posłami X kadencji Sejmu

Donald Tusk jest posłem X kadencji Sejmu RP, który w 2023 roku wzbudził największe zainteresowanie internautów. O premiera pytano co miesiąc średnio 368 000 razy. Na drugim miejscu znalazł się Jarosław Kaczyński z 246 000 wyszukiwań w miesiącu, a na trzecim Mateusz Morawiecki i Zbigniew Ziobro ex aequo z liczbą 201 000 wyszukiwań miesięcznie, wynika z rankingu zainteresowania w internecie posłami na Sejm RP X kadencji przygotowanego przez Instytut Przywództwa na podstawie zapytań w wyszukiwarce Google.

Zainteresowanie poszczególnymi politykami w internecie odzwierciedla nie tylko ich popularność związaną z piastowanym stanowiskiem, ale także intensywność dyskusji na ich temat w przestrzeni publicznej – mówi Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Ranking zainteresowania posłami X kadencji SejmuŹródło zdjęć: sejm.gov.pl, wikipedia.org

Stanowisko i wyrazistość decydują o zainteresowaniu

Na kolejnych miejscach w rankingu zainteresowania znaleźli się były minister edukacji Przemysław Czarnek (średnio 165 000 wyszukiwań na miesiąc), a następnie Grzegorz Braun i marszałek Szymon Hołownia (średnio po 135 000 wyszukiwań na miesiąc).
W pierwszej dziesiątce pojawili się również ex aequo Marlena Maląg i Władysław Kosiniak-Kamysz (średnio po 90 500 zapytań miesięcznie), a także ex aequo Barbara Nowacka, Dominika Chorosińska, Janusz Kowalski i Sławomir Mentzen (średnio po 74 000 zapytań na miesiąc). 

Liderzy głównych partii politycznych generują największe zainteresowanie, co odzwierciedla ich kluczową rolę w polskiej polityce. Duże zainteresowanie wzbudzają także osoby na eksponowanych politycznie stanowiskach, jak marszałek, ministrowie edukacji
i obrony narodowej. Widzimy wtedy zainteresowanie związane z pełnionym stanowiskiem.
Uwagę internautów przyciągają także politycy wyróżniający się w Sejmie swoją ekspresyjną, czasami skandalizującą osobowością – tłumaczy prezes Instytutu Przywództwa.

Posłowie prawicy zdominowali czołówkę rankingu

W pierwszej dwudziestce znalazło się aż 14 posłów prawicy, w tym 11 związanych ze Zjednoczoną Prawicą i trzech posłów Konfederacji. Jak zauważa Piotr Gąsiorowski, zainteresowanie posłami Zjednoczonej Prawicy może wynikać z tego, że przez większą część zeszłego roku Zjednoczona Prawica tworzyła rząd.

Za kilka miesięcy dowiemy się, czy zainteresowanie posłami Zjednoczonej Prawicy było związane jedynie z piastowanymi przez nich stanowiskami i czy uda im się utrzymać to zainteresowanie na dłużej. Jeżeli tak, będzie to świadczyło o ich wyrazistej osobowości
i predyspozycji do bycia liderem
– mówi ekspert.

Zainteresowanie w internecie szansą w nadchodzących wyborach

Średnia liczba zapytań miesięcznie dla posłów w 2023 roku wyniosła 10 000. Wynik powyżej średniej odnotowało jedynie 92 posłów. Zdecydowana większość parlamentarzystów cieszyła się zainteresowaniem poniżej średniej. Aż 137 posłów wzbudziło zainteresowanie internautów na poziomie niższym niż 1 000 zapytań miesięcznie.

Jak zauważa prezes Instytutu Przywództwa, niskie wyniki wyszukiwań dla niektórych posłów mogą sugerować, że zainteresowanie polityką skupia się głównie na postaciach  rozpoznawalnych w skali ogólnokrajowej, co oznacza, że nie wszyscy posłowie są równie rozpoznawalni lub interesujący dla społeczeństwa.

Wysokie zainteresowanie niektórymi posłami może być pomocne dla ich partii
w nadchodzących wyborach. Wskazuje na ich możliwy potencjał mobilizacyjny w kontekście poparcia wyborczego w zbliżających się wyborach samorządowych i do Europarlamentu
–podsumowuje ekspert.

Boom na rynku pożyczek pozabankowych

W styczniu 2024 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły łącznie 1 115 tys. nowych pożyczek pozabankowych o wartości 1,567 mld zł. W porównaniu do stycznia 2023 r. przyznano o (+233,8%) więcej pożyczek na kwotę wyższą o (+101,4%).

W styczniowej sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym 58,9% stanowiły pożyczki celowe, 40,0% pożyczki gotówkowe oraz 1,1% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 29,0% to pożyczki celowe, 67,8% pożyczki gotówkowe oraz 3,2% karty i limity pożyczkowe.

Odmienna struktura liczbowa i wartościowa pokazuje główną cechę polskiego rynku pożyczek pozabankowych. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, zaś pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.

W styczniu 2024 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, dynamika pożyczek gotówkowych w ujęciu liczbowym wynosiła (+49,5%), a w wartościowym (+60,4%).

Średnia wartość nowo udzielonej w styczniu 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 761 zł i była o 78,7% niższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w styczniu 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w styczniu 2024 r. pożyczki gotówkowej wyniosła 2 620 zł i była o 5,6% wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w styczniu 2023 r.

– Rynek pożyczek pozabankowych utrzymuje wysoką dynamikę wzrostu. W styczniu tego roku firmy pożyczkowe współpracujące z BIK zaraportowały o 234% większą liczbę przyznanych pożyczek na kwotę wyższą o ponad 100%. Tak znaczący wzrost liczby udzielonych pożyczek pozabankowych wynika w dużej mierze z pożyczek udzielonych na zakupy w internecie, których spłata jest rozkładana na kilka miesięcznych rat. To efekt upowszechnienia się metody odroczonej płatności zwanej w sklepach internetowych jako „Kup teraz, zapłać później” i przekształcenia takich zobowiązań w tzw. pożyczki celowe, czyli pożyczki na zakup towarów i usług. Obecnie są one bardzo popularne. W styczniu stanowiły prawie 60% liczby wszystkich udzielonych pożyczek. Jest ich dużo, natomiast są one udzielane na stosunkowo niskie kwoty. Wartość pożyczki celowej jest o ponad 70% niższa niż średnia wartość pożyczki gotówkowej. Wynika to z tego, że najczęściej tego typu pożyczki celowe finansują zakupy w internecie na niskie kwoty – mówi Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz Biura Informacji Kredytowej.

Czy srebro powtórzy sukces złota? Jakie perspektywy dla cen srebra?

  • Według danych United States Geological Survey Polska jest liderem pod względem złóż srebra. Te szacunkowo wynoszą aż 170 tys. ton
  • Według aktualnych cen wartość naszych złóż rud srebra wynosi ok. 127 miliardów dolarów
  • KGHM to światowy wicelider w produkcji srebra
  • Czy wycena srebra może pójść tym samym trendem co złoto i sięgnąć historycznych szczytów?

W ostatnich miesiącach dużo miejsca poświęcano rekordowym wycenom złota. Jednak z polskiej perspektywy warto zwrócić uwagę na inny ze szlachetnych kruszców, a konkretnie srebro. Mało kto wie, ale jesteśmy potentatem pod tym względem. Obecnie szacuje się, że nasze złoża są warte niebotyczne 127 miliardów dolarów. Czy wartość złóż w naszej ziemi może jeszcze wzrosnąć? Jakie są ku temu perspektywy?

W ostatnich latach byliśmy świadkami kilku przechodnich trendów związanych z metalami. Jednak te nie okazywały się być długotrwałe. Takimi przykładem jest m.in. pallad, na którego euforia już dawno jest za nami. Podobnie stało się również z platyną wycenianą obecnie wyraźnie poniżej 1000 dolarów za uncję. Inaczej jest jednak w przypadku dwóch klasycznycn metali szlachetnych – złota i srebra. Te dwa surowce od wieków są obecne w naszej rzeczywistości i często są razem zestawiane. Dlatego nic dziwnego, że przy ostatnich rekordowych wycenach złota coraz więcej osób zaczyna się zastanawiać co się dzieje z ceną srebra. Czy ten metal również ma szansę sięgnąć szczytów?

Ile powinno kosztować srebro?

Należy zauważyć, że w ziemi mamy około siedem razy więcej srebra niż złota. Wobec tego nie powinno nas dziwić, że srebro jest zdecydowanie tańsze niż złoty kruszec. Z drugiej strony obecnie musimy zapłacić ok. 90 uncji srebra za jedną uncję złota. Historycznie stosunek ceny srebra do złota wynosi nieco ponad 50, a w ostatnich 10 latach jest to ok. 80. Oznacza to, że przy zachowaniu proporcji ze średniej z ostatnich 10 lat i przy cenie złota na poziomie 2000 dolarów, srebro powinno kosztować dokładnie 25 dolarów, czyli nieco więcej niż kosztuje teraz. Z drugiej strony, jeśli miałby być zachowany historyczny stosunek cen, wtedy srebro powinno kosztować ok. 37 dolarów. To wciąż niżej niż historyczne rekordy srebra w okolicach 50 dolarów za uncję, ale ok. 60% więcej niż obecna cena. Czy te wyceny mają w ogóle sens, patrząc na fundamenty?

Na rynku mamy spory deficyt srebra

Przez 10 lat do 2020 roku obserwowaliśmy sporą nadpodaż na rynku srebra. Wobec tego cena srebra uśredniła się wtedy bliżej poziomu 15-17 dolarów za uncję. Jednak od 2021 roku rynek srebra wszedł w spory deficyt. To nie tylko efekt większego popytu inwestycyjnego na srebro fizyczne, ale przede wszystkim wzrost popytu przemysłowego. Około 50% całego globalnego popytu na srebro pochodzi z przemysłu (za 2023 rok popyt na srebro to ok. 35 tys. ton lub ok. 1,1 mln uncji), a najmocniej rosnącą kategorią jest fotowoltaika. Biorąc pod uwagę obecną transformację energetyczną, można oczekiwać dalszego dynamicznego wzrostu po tej stronie kategorii. Spore znaczenie ma również popyt inwestycyjny czy jubilerski, ale przynajmniej w tym drugim przypadku nie widać dużych perspektyw wzrostowych.

Co ważniejsze, podaż na rynku srebra utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie w ostatnich latach na poziomie nieco powyżej 1 mln uncji (na co składa się wydobycie oraz odzysk z tzw. złomu). Warto również podkreślić, że większość wydobycia srebra jest związana z wydobyciem innych metali przemysłowych, takich jak miedź, cynk, nikiel czy również złota. Właśnie dlatego perspektywy podażowe są również związane z wydobyciem innych metali. Niemniej biorąc pod uwagę niepewne czynniki gospodarcze (które również wpływają na sam popyt), nie powinniśmy się spodziewać dużego przyrostu produkcji srebra.

Patrząc na bilans popytu i podaży, od 2021 roku obserwujemy powiększający się deficyt i również w tym roku oczekuje się kontynuacji przewagi popytu nad podażą. Mimo tego cena srebra od ponad 3 lat stoi w miejscu. Dlaczego tak się dzieje?

Gigantyczne rezerwy srebra na świecie

Najnowszy raport USGS (United States Geological Survey) wskazuje na znaczny przyrost odkrytych rezerw srebra w ziemi. Za 2023 rok rezerwy miały się zwiększyć z 550 tys. ton do 720 tys. ton! Przy obecnym poziomie wydobycia srebra wystarczy na ok. 27 lat. Za zwiększenie tych rezerw odpowiadają przede wszystkim dwa kraje: Rosja, które rezerwy w ziemi zdublowały się niemal dwukrotnie do 92 tys. ton oraz Polska, której rezerwy wzrosły do 170 tys. ton! Tym samym Polska wskoczyła na pozycję lidera pod względem posiadania największej ilości srebra na świecie, przeganiając Peru. Jednocześnie Polska jest daleko w tyle pod względem produkcji srebra, wydobywając ok. 1300 ton rocznie, co przy ocenie obecnych rezerw spowodowałoby, że kraj ten może wydobywać srebro jeszcze przez 130 lat! Jak widać, jest jeszcze sporo przestrzeni do zwiększenia wydobycia srebra na świecie, choć brak jest większych inwestycji, które mogłyby sprostać dużemu potencjałowi drzemiącemu ze strony fotowoltaiki czy również popytu inwestycyjnego.

W kontekście Polski warto wspomnieć, że jednym z liderów światowego wydobycia srebra jest KGHM. Chociaż Polska wydobywa mniej srebra niż Chile, Peru, Chiny czy Meksyk, to jednak pod względem samych spółek KGHM ustępuje jedynie meksykańskiej spółce Freniscillo PLC.

Rynek finansowy ma wątpliwości co do potencjału srebra

W 2020 roku nagły napływ gotówki ze strony banków centralnych i rządów spowodował szukanie możliwości inwestycyjnych na niemal każdym rynku. Obserwowano wtedy potężny przyrost gotówki w funduszach ETF na srebro. Jednak od 2020 roku fundusze pozbywają się srebra, gdyż inwestorzy wycofują swoje środki z funduszy. Co więcej, sam JP Morgan znacznie zmniejszył ilość posiadanego srebra, choć od wielu lat spekulowano, że ten bank akumuluje potężne ilości srebra na wypadek kryzysu. Wydaje się również, że rynek kieruje teraz swoje środki w kierunku innych aktywów, jakimi są np. kryptowaluty. Po uruchomieniu funduszy typu ETF na Bitcoina w USA obserwujemy stałe przypływy do tych funduszy i odpływy w przypadku ETF na złoto i srebro. Czy w takim wypadku srebro może wydawać się dobrą inwestycją?

Co dalej ze srebrem

Cena srebra utrzymuje się powyżej kluczowego wsparcia w okolicy 22 dolarów za uncję. Jest to powyżej 50 i 200 tygodniowej średniej kroczącej. Co więcej, cena złota utrzymuje się powyżej 2000 dolarów, wskazując, że srebro powinno znajdować się przynajmniej w okolicach 25 dolarów, zachowując średni stosunek cen z ostatnich 10 lat. Warto również pamiętać, że srebro podobnie jak złoto daje możliwość dywersyfikacji swojego portfela. Zwykle metale szlachetne zachowują się nieco inaczej niż rynek akcji, dlatego często nazywane są one bezpiecznymi przystaniami. Nie należy również zapominać o zbliżających się obniżkach stóp procentowych w USA. Niższe stopy procentowe spowodują mniejszą atrakcyjność obligacji i zwiększą perspektywy wzrostowe dla metali szlachetnych. Biorąc pod uwagę wciąż relatywnie niskie ceny srebra do złota i dalekie odsunięcie od historycznych szczytów, srebro wciąż może wydawać się atrakcyjną inwestycją w długim terminie. Możliwości inwestycji w srebro jest wiele, poprzez fizyczne monety i sztabki, poprzez kontrakty terminowe i fundusze ETF. Chociaż srebro nie gwarantuje potencjalnie dużych stóp zwrotu, to jako część portfela inwestycyjnego może stanowić ważną część w postaci zabezpieczenia i dywersyfikacji.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Programowanie robotów przemysłowych: rewolucja w efektywności produkcji

W dobie rosnącej automatyzacji, programowanie robotów przemysłowych uchodzi za klucz do osiągnięcia maksymalnej efektywności procesów produkcyjnych. Firma Amister, lider w branży nowoczesnych technologii, oferuje swoim klientom usługi na najwyższym poziomie, skupiając się na dostarczaniu rozwiązań, które rewolucjonizują produkcję i otwierają przedsiębiorstwa na nowe możliwości. W niniejszym artykule przybliżymy znaczenie i korzyści płynące z zaawansowanego programowania robotów przemysłowych, podkreślając, dlaczego oferta firmy Amister jest tym, czego szukasz.

Klucz do Maksymalizacji Produktywności

Roboty przemysłowe stają się nieodłącznym elementem współczesnych linii produkcyjnych, umożliwiając realizację zadań z nieporównywalną precyzją i szybkością. Kluczowym elementem, który decyduje o ich skuteczności, jest zaawansowane programowanie. W Amister doskonale rozumiemy, że odpowiednio zaprogramowane maszyny to podstawa efektywnej produkcji. Dzięki naszym rozwiązaniom, roboty mogą wykonywać skomplikowane operacje, od montażu po zaawansowaną manipulację materiałami, z adaptacją do dynamicznie zmieniających się warunków.

Bezpieczeństwo i Ergonomia na Pierwszym Miejscu

Podczas programowania robotów przemysłowych, priorytetem jest bezpieczeństwo i ergonomia pracy. W Amister przykładamy wielką wagę do zapewnienia, że wszystkie nasze roboty pracują w sposób bezpieczny zarówno dla ludzi, jak i środowiska. Specjaliści Amister są ekspertami w dziedzinie programowania robotów przemysłowych, co gwarantuje, że nasze rozwiązania są nie tylko efektywne, ale i bezpieczne. Nasi eksperci są certyfikowani z systemów bezpieczeństwa.

Technologia Adaptacyjna: Przyszłość Produkcji

W Amister śledzimy i implementujemy najnowsze trendy w dziedzinie programowania robotów przemysłowych, w tym technologie adaptacyjne, sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Nasze roboty są zdolne do samodzielnej nauki i dostosowania się do zmieniających się warunków, co otwiera przed naszymi klientami nowe możliwości optymalizacji i automatyzacji procesów produkcyjnych. Inwestując w rozwiązania Amister, inwestujesz w przyszłość swojego przedsiębiorstwa.

Poszukiwana Umiejętność na Rynku Pracy

Znajomość programowania robotów przemysłowych to umiejętność coraz bardziej ceniona na rynku pracy. Współpracując z Amister, masz dostęp do wiedzy i doświadczenia naszych specjalistów, co nie tylko przekłada się na bezpośrednie korzyści dla Twojej produkcji, ale również pozwala rozwijać kompetencje pracowników w obszarze nowoczesnych technologii.

Dlaczego Amister?

Wybierając Amister, decydujesz się na partnera, który oferuje kompleksowe rozwiązania w zakresie programowania robotów przemysłowych. Nasi klienci cenią sobie wysoką jakość usług, indywidualne podejście do potrzeb oraz otwartość na innowacje. Współpraca z nami to gwarancja, że Twoje przedsiębiorstwo będzie na czele technologicznej rewolucji, która już teraz zmienia oblicze przemysłu. Programowanie robotów z firmą Amister to gwarancja sukcesu.

Podsumowując, programowanie robotów przemysłowych odgrywa kluczową rolę w zwiększaniu efektywności produkcji. Firma Amister jest tu, aby pomóc Ci wykorzystać ten potencjał w pełni. Nasze zaawansowane technologie, bezpieczne rozwiązania i indywidualne podejście do każdego klienta to przepis na sukces w nowoczesnym świecie produkcji. Zapraszamy do kontaktu i współpracy. Razem zdefiniujmy przyszłość produkcji w Twoim przedsiębiorstwie.

Styczeń 2024 w budownictwie mieszkaniowym – optymizm, ale umiarkowany

Styczeń 2024 roku w ocenie branży deweloperskiej napawa umiarkowanym optymizmem. W pierwszym miesiącu tego roku bowiem oddano do użytkowania mniej mieszkań niż przez rokiem, natomiast wzrosła liczba lokali, na których budowę wydano pozwolenia. Brak tendencji wzrostowych widać też w zakresie budownictwa komunalnego, spółdzielczego i społecznego.  Ogłoszone przez Główny Urząd Statystyczny dane za styczeń 2024 prowokują do przypomnienia o koniecznych do wdrożenia zmianach systemowych.

Pozwolenia na budowę

2023 rok był najsłabszy w ciągu ostatnich 5 lat jeśli chodzi o liczbę udzielonych deweloperom pozwoleń na budowę. Wydano w nim zgodę na budowę aż o 40 tys. lokali mniej niż rok wcześniej. Mniejszą liczbę pozwoleń tylko częściowo tłumaczyć można było naddatkiem skumulowanych pozwoleń ze słabego dla rynku 2022 roku. W szerszym kontekście możemy bowiem zaobserwować strukturalne problemy z podażą, szczególnie w największych aglomeracjach w kraju – mówi Patryk Kozierkiewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

W styczniu tego roku inwestorzy otrzymali 14,6 tys. pozwoleń, co jest trzecim najlepszym miesięcznym wynikiem na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Daje to nadzieję, że tegoroczna dynamika udzielanych pozwoleń będzie co najmniej podobna, a nawet nieco lepsza od obserwowanej w minionym roku. Dobre wyniki zeszłorocznej sprzedaży, zapowiedź wprowadzenia programu „Kredyt na Start” oraz chęć prowadzenia inwestycji w oparciu o dotychczasowe przepisy warunków technicznych (nowe regulacje wchodzą w życie 1 kwietnia) mogą sprzyjać zwiększonej aktywności inwestorów w pierwszym półroczu. Czynnikiem hamującym mogą być natomiast nadchodzące wybory samorządowe, które zogniskują uwagę urzędników na innych sprawach oraz zwiększą niechęć do podejmowania rozstrzygnięć, które mogłyby okazać się kontrowersyjne w oczach mieszkańców.

Najważniejszym wyzwaniem dla rynku i rządzących będzie jednak systemowe usprawnienie podaży nowych inwestycji, do czego potrzebne są zmiany legislacyjne, choćby w specustawie mieszkaniowej czy reformie planowania przestrzennego. 

Rozpoczynane inwestycje

Choć w ostatnich dwóch latach rozpoczynano budowę nawet kilkudziesięciu tysięcy lokali mniej niż miało to miejsce w okresie 2018-2021, wydaje się, że koniunktura ulegnie w tym roku częściowej poprawie.

W styczniu rozpoczęto budowę ponad 12 tysięcy nowych mieszkań, co jest wynikiem o ponad 100% lepszym od fatalnych danych z tego samego okresu w 2023 roku i świadczy o utrzymaniu trendu stopniowej odbudowy podaży, obserwowanego od czasu wprowadzenia w życie programu Bezpieczny Kredyt 2%.

Nie jest jednak pewne, że tendencja ta będzie się utrzymywać na przestrzeni całego roku. Branża nie ma bowiem przekonania co do tego, kiedy wprowadzony zostanie nowy program ułatwiający nabycie mieszkania, jaka będzie jego skala, ani też jak do momentu jego wejścia w życie zareagują nabywcy. Co więcej, brakuje gruntów i nowych pozwoleń na budowę, co stanowi naturalną barierę dla rozpoczynania nowych inwestycji. Bez utrzymania odpowiedniego tempa nowych wprowadzeń, dostępność mieszkaniowa w Polsce będzie spadać.

Niepokojem napawa też liczba rozpoczętych inwestycji w ramach budownictwa spółdzielczego i komunalnego. Łącznie bowiem rozpoczęto budowę zaledwie 41 lokali (23 mieszkania powstaną w ramach budownictwa spółdzielczego, 18 lokali w ramach budownictwa komunalnego). Oznacza to, że wciąż brak rozwiązań dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkania na warunkach rynkowych. W ramach budownictwa społecznego natomiast rozpoczęto budowę 98 lokali mieszkalnych na terenie całego kraju.

Pozwolenia na użytkowanie

8,3 tysiąca mieszkań oddanych do użytkowania w sektorze deweloperskim to najgorszy miesięczny wynik od przeszło 5 lat. Jest on rezultatem fatalnych wyników wprowadzeń nowych inwestycji obserwowanych w 2022 roku. Z uwagi na fakt, że średni okres budowy obiektu wielorodzinnego wynosi ok. 22 miesięcy, ówczesna niska aktywność inwestycyjna będzie ujawniać się właśnie w aktualnych danych o pozwoleniach na użytkowanie. Powyższe stanowi potwierdzenie przewidywań PZFD, który alarmował o konieczności poprawy sytuacji podażowej, co częściowo wydarzyło się za sprawą uruchomienia programu BK2%.

Mała liczba nowych inwestycji skutkuje mniejszą liczbą pozwoleń na użytkowanie, czego rezultatem jest spadek liczby lokali przekazywanych w ręce Polaków. Utrzymanie tej tendencji pogłębiłoby problemy z dostępnością mieszkań i zwiększyło istniejącą lukę mieszkaniową. Dlatego tak istotne będzie podjęcie przez rząd systemowych, legislacyjnych działań, które poprawią warunki prowadzenia procesu inwestycyjnego w Polsce.

Zaledwie 1/3 ekspertów branży oczekuje, że 2024 rok będzie korzystniejszy dla handlu

W raporcie „State of Retail”, firma doradczo-technologiczna Future Mind zebrała kluczowe dla sektora handlu dane i wnioski wynikające z całorocznego cyklu badań Barometr Retail, uzupełniając je o niepublikowane wcześniej komentarze i prognozy ekspertów. W materiale omówione zostały najważniejsze trendy i technologie, a także to, jak organizacje z branży reagują na zmieniającą się sytuację rynkową. Eksperci biorący udział w badaniach Barometr Retail w 2023 roku zgodnie wskazali, że generatywna sztuczna inteligencja, m-commerce, personalizacja oraz lojalizujące aplikacje mobilne będą wiodącymi czynnikami wpływającymi na decydentów polskiego handlu.

Stabilny rozwój

Tylko około jedna trzecia ekspertów branży, zapytanych o to, jak oceniają jej sytuację w 2024 roku, spodziewa się, że będzie ona lepsza niż w 2023. Poziom optymizmu jest zauważalnie niższy niż rok temu – na początku ubiegłego roku aż 61 proc. badanych oceniało, że sytuacja branży w 2023 r. będzie dobra lub bardzo dobra. Z kolei wśród decyzji biznesowych z ostatnich 12 miesięcy, które negatywnie wpłynęły na ich organizacje, marketerzy wymieniali między innymi przetowarowanie, wejście w wojnę cenową czy nadmierną koncentrację na mało znaczących projektach.

To, co w perspektywie najbliższych miesięcy jest według retailerów istotne, to inwestowanie w odpowiednie kanały sprzedaży. Najszybciej rosnącym z nich pozostają aplikacje mobilne, na które wskazało 30 proc. ankietowanych. Zaraz za nimi plasują się marketplace’y z 27 proc. wskazań. Polacy coraz częściej przekonują się również do popularnego w Azji trendu dokonywania zakupów za pośrednictwem mediów społecznościowych (16 proc.).

Wiele organizacji poważnie potraktowało w tym roku kwestię zbierania i analizowania danych w komunikacji z rynkiem i o wiele ciekawiej i skuteczniej komunikuje się ze swoimi klientami. Przejawia się to również w postępującym zaniku męczącej masowej komunikacji ATL i migracji do bardziej wyrafinowanych form interakcji online. Cieszy, że rozpoczyna się ciekawa dyskusja o środowiskowej odpowiedzialności e-commerce. W nowym roku szykuje się kilka arcyciekawych wydarzeń w polskim m-commerce, co sprawi, że pozycja marek posiadających aplikacje mobilne ponownie się umocni. Ponadto, Dino wykonało pierwszy krok w stronę digitalu, którego niewielu się spodziewało – komentuje Paweł Wasilewski, Head of Solutions w Future Mind.

M-commerce na fali wzrostu

Aż 83 proc. respondentów biorących udział w cyklu Barometr Retail przyznało, że kanał mobilny pełni ważną, a nawet kluczową rolę w interakcji klienta z ich marką. Użytkownicy coraz chętniej wybierają aplikacje mobilne ze względu na ich użyteczność i szybkość, która znacząco przewyższa inne urządzenia wykorzystywane do zakupów online.

Przeciętna osoba korzysta z telefonu komórkowego przez 5 godzin dziennie, z czego lwią część (a dokładniej 88 proc. tego czasu) spędza na korzystaniu z aplikacji. Klienci coraz częściej polegają na aplikacjach mobilnych m-commerce do realizowania transakcji. Dlatego też posiadanie dobrze rozwiniętego produktu cyfrowego jest opłacalną inwestycją dla firm dążących do wykorzystania swojego potencjału biznesowego i uzyskania przewagi konkurencyjnej w podróży klienta. Atrakcyjne programy lojalnościowe, niestandardowe rabaty, wysoce skuteczny referral marketing i spersonalizowane powiadomienia push. To tylko niektóre z możliwości aplikacji m-commerce, które pomogą retailerom zdobyć więcej klientów, zwiększyć przychody z aplikacji mobilnej i przypomnieć docelowym odbiorcom, że warto od nich kupować – podkreśla Jacek Dogadalski, Business Development Lead w Future Mind.

W roli głównej – AI

Polscy retailerzy w przeważającej większości (59 proc.) deklarują, że ich firmy wykorzystują możliwości oferowane przez sztuczną inteligencję. Do takiego stanu rzeczy może przyczyniać się wysoka konkurencja i mocna otwartość na innowacje w branży handlowej. W szczególności firmy, których grupa docelowa składa się z młodych konsumentów, są już przyzwyczajone do konieczności stałego eksplorowania nowinek technologicznych, by zapewnić klientom najwyższej jakości produkty cyfrowe. Do najczęstszych zastosowań sztucznej inteligencji wśród polskich firm z branży handlowej należą te związane z obsługą klienta i personalizacją komunikacji (po 45 proc.).

Sztuczna inteligencja gra w polskim handlu ogromną rolę w przenikających się tematach analizy danych, customer intelligence i personalizacji. Zaawansowane algorytmy pozwalają procesować ogromne ilości danych, wyciągać z nich znaczące wnioski i dostosowywać ofertę czy interfejsy produktów cyfrowych do potrzeb konkretnych klientów. Wygląda jednak na to, że obecnie polscy retailerzy ufają AI raczej w zakresie dostarczania rekomendacji produktów dla konsumenta, czyli personalizacji opartej na machine learningu, a nie podejmowania decyzji strategicznych. Niespełna 10 proc. respondentów Barometru Retail zadeklarowało, że korzysta z AI w celu podejmowania decyzji inwestycyjnych, a jeszcze mniej używa technologii do podejmowania decyzji produktowych. Mocny komunikat ze strony branży retail stanowi fakt, że wszyscy respondenci planują zwiększać stopień wykorzystania sztucznej inteligencji w swojej organizacji – część nie wie jeszcze tylko, w jaki sposób dokładnie to zrobić – komentuje Michał Klimczak, Head of Mobile w Future Mind.

PFR Ventures inwestuje 150 mln PLN w 4 polskie fundusze VC

PFR Ventures podpisało umowy z czterema polskimi funduszami venture capital, które inwestują w innowacyjne spółki w kraju oraz regionie CEE, w tym Inovo VC, Market One Capital i SMOK Ventures. Publiczny inwestor w ostatnim roku alokował do nich łącznie ponad 150 mln PLN w ramach programu PFR VC Hub. Środki pochodzą z budżetu Polskiego Funduszu Rozwoju. Pierwsze umowy podpisano pod koniec 2022 roku,
a ostatnią na początku 2024 roku.

Wszystkie zespoły inwestycyjne mają już ugruntowaną pozycję na polskim rynku, a trzy z nich otrzymały wcześniej wsparcie PFR Ventures, w ramach programów zasilanych środkami unijnymi. Wykorzystały je, by zidentyfikować i zainwestować w innowacyjne spółki z potencjałem na wczesnym etapie rozwoju, a następnie wspierać je w rozwoju.

Fundusze wspierane przez PFR Ventures ulokują większość kapitału w innowacyjnych spółkach z Polski. Łącznie do polskich przedsiębiorstw może trafić ponad 700 mln PLN. Jednocześnie, obszar zainteresowań wszystkich funduszy wykracza także poza nasz kraj. Fundusze Inovo VC i SMOK Ventures planują dodatkowo zainwestować lub już zainwestowały w spółki z Europu Środkowo-Wschodniej. Market One Capital natomiast wspiera także start-upy z całej Europy, w tym m.in. Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Czwarty fundusz zostanie ogłoszony w późniejszym terminie.

– Wraz z rozwojem polskiego rynku venture capital rozszerza się nasza oferta. Kilka lat temu podjęliśmy decyzję, aby finansować najlepsze polskie zespoły również ze środków PFR. Chcemy, aby zarządzający mieli dostęp do kapitału, który daje większą elastyczność w zakresie strategii inwestycyjnej – tłumaczy Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Na rozwój polskiego rynku venture capital patrzymy kompleksowo. Zależy nam na wzroście liczby funduszy oraz zainteresowaniu inwestorów prywatnych tą klasą aktywów. Przede wszystkim skupiamy się jednak na pośrednim udostępnieniu kapitału dla polskich innowacyjnych spółek. Osiągamy to budując trwałe relacje z najlepszymi zespołami zarządzającymi: lokalnymi i międzynarodowymi. Polskie zespoły, w które ostatnio zainwestowaliśmy wspieramy już od wielu lat. Udowodniły one, że są godne naszego zaufania, umieją identyfikować przedsiębiorców o największym potencjale, a następnie wspierać ich zapewniając prawdziwe „smart money”, dzieląc się wiedzą i siecią kontaktów, a także pomagając im w zdobyciu kapitału od międzynarodowych funduszy na rozwój w fazie wzrostu – mówi Bartłomiej Samsonowicz, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures.

Inovo VC prowadzi obecnie trzeci fundusz venture capital, o kapitalizacji ponad 107 mln EUR, który dotychczas zainwestował w start-upy takie jak Quesma, Livekid oraz Fiat Republic. Zespół jest aktywny od roku 2015 i w swoim portfelu m.in. polskie firmy Booksy, Infermedica, Jutro Medical, Packhelp, Spacelift, Tidio, Zowie czy ukraiński Preply.

Market One Capital zarządza drugim funduszem, o kapitalizacji docelowej ok. 80 mln EUR. Zespół jest aktywny od roku 2017 i inwestuje w spółki które wykorzystują tzw. efekt sieciowy oraz marketplace’y w modelu B2B/B2C. Fundusze Market One Capital mają w swoim portfolio takie spółki jak polskie Packhelp i Jutro Medical z Polski, litewskie Ovoko, czy niemiecki TIER Mobility.

SMOK Ventures powstał w roku 2019 i do dzisiaj zainwestował w 38 spółek, w tym m.in. Authologic, Omnipack, SunRoof i Vue Storefront. Jego drugi fundusz zarządza 25 mln USD i inwestuje w start-upy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, a także zakładane w innych regionach przez osoby z polskim pochodzeniem.

Czwarty zespół będzie skupiał się na finansowaniu spółek w fazie wzrostu (growth equity) z Polski i Europy. Zarządza nim grupa doświadczonych managerów. Docelowa wielkość funduszu zbliżona jest do rozmiaru pozostałych polskich funduszy z portfela PFR VC Hub.

Programy PFR Ventures są zasilane kapitałem ze środków unijnych albo budżetu własnego Polskiego Funduszu Rozwoju, wzajemnie się przy tym uzupełniając. PFR VC Hub inwestuje środki z budżetu PFR w doświadczone fundusze venture capital, które inwestują w polskie spółki. W najbliższych latach PFR Ventures zapewni kapitał dla 40 funduszy VC, w które zainwestuje około 2 mld PLN. Środki pochodzą z programu unijnego Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Sytuacja uchodźców z Ukrainy na polskim rynku pracy – dwa lata po wybuchu wojny

W ciągu dwóch lat od wybuchu wojny w Ukrainie w polskich firmach zaszło sporo zamian. 20 proc. przedsiębiorstw dostosowało wolne stanowiska pracy, obsadzane wcześniej przez mężczyzn, do kobiet. 23 proc. zaczęło rekrutować cudzoziemców z krajów innych niż Ukraina, również z odległych kierunków. Spora część – 78 proc. – ograniczyła środki przeznaczane początkowo w bardzo szerokim zakresie na pomoc uchodźcom z Ukrainy, wynika z badania Grupy Progres. Obecnie mogą oni liczyć na podstawowe wsparcie oferowane przez firmę, w której rozpoczynają pracę tj. zakwaterowanie, transport do i z pracy, kursy języka polskiego, czy pomoc w załatwieniu spraw urzędowych oraz formalności związanych z zatrudnieniem i pobytem w Polsce, jednak najczęściej muszą ponosić koszty takiego wsparcia.

Według danych Straży Granicznej, ponad 18,8 mln osób z Ukrainy (głównie kobiety i dzieci) przekroczyło granicę polsko-ukraińską od 24 lutego 2022 roku do 9 lutego 2024 r. W tym samym czasie do Ukrainy wróciło łącznie 16,9 mln osób. Oznacza to, że w Polsce przebywa ok. 2 mln uchodźców ze Wschodu. Tylko część jest nad Wisłą od początku wojny, wiele osób przyjechało później i niebawem wróci do ojczyzny lub ruszy dalej. Nadal jednak to właśnie nasi wschodni sąsiedzi stanowią największą grupę cudzoziemców pracujących w Polsce. Na koniec 2023 r. liczba obywateli Ukrainy zgłoszonych do ubezpieczenia na polskim rynku pracy przekroczyła 759 tysięcy osób (dane ZUS i MRPiPS).

To, że Ukraińcy nadal są chętnie zatrudniani przez krajowych przedsiębiorców, potwierdzają też dane Grupy Progres, z których wynika, że od 1 marca 2022 do końca roku 2023 r. stanowili oni 57 proc. wszystkich pracowników tymczasowych. Wśród zatrudnionych zauważalna była dominacja kobiet – 66 proc. vs. 34 proc. mężczyzn. Panie z Ukrainy dominują też w analizach MRPiPS, według których aż 60 proc. powiadomień o powierzeniu pracy osobie z Ukrainy w 2023 r. dotyczyło właśnie kobiet. Najczęściej przyjmowały je firmy z sektora logistyki, handlu czy usług oraz przedsiębiorstwa produkcyjne dysponujące etatami, które nie wymagały np. dużej siły fizycznej. Mimo deklaracji „męskie” stanowiska do pań dostosowało jedynie 20 proc. przedsiębiorstw, wynika z badania Grupy Progres.

Na początku było sporo chęci, jeśli chodzi o zmianę struktury zatrudnienia  i zwiększanie liczby zatrudnionych kobiet. Brakowało mężczyzn i przedsiębiorcy, którzy borykali się z problemami kadrowymi wynikającymi m.in. z niewystarczającej liczby panów gotowych do podjęcia pracy, po prostu musieli coś zrobić, żeby ratować firmę przed przestojem. Kierowała nimi też chęć pomocy uchodźcom – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – Z miesiąca na miesiąc okazywało się, że deklarowane zmiany są czasochłonne i na tyle drogie, że wielu organizacji nie stać na ich zrealizowanie. Zaczęto więc szukać innych rozwiązań np. zatrudniać cudzoziemców z innych kierunków. Obecnie stanowią oni 13 proc. pracowników tymczasowych. Większość – 62 proc. – to tak niezbędni na rynku pracy mężczyźni. Kobiet jest niemal o połowę mniej – 38 proc. – dodaje Magda Dąbrowska.

W sumie 23 proc. firm, zmagających się z brakiem mężczyzn ze Wschodu chętnych do podjęcia pracy po wybuchu wojny, zaczęło rekrutować cudzoziemców z krajów innych niż Ukraina, również z odległych kierunków. Otwartość na migrantów zarobkowych potwierdzają też dane MRPiPS, według których w 2023 r. odnotowano wzmożone zainteresowanie powierzaniem pracy obywatelom państw trzecich na podstawie zezwoleń na pracę z odległych regionów. W porównaniu do 2022 r. największy wzrost zezwoleń dotyczył państw tj. Bangladesz – z 13 539 do 27 896 (106 proc.), Zimbabwe – 815 vs. 5 017 (516 proc.), Kolumbia z 4 129 do 11 945 (189 proc.), Sri Lanka – 1 627 na 3 174 (95 proc.), Nepal 20 045 vs. 35 287 (76 proc.), Wietnam z 5 908 do 9 854 (67 proc.), Pakistan – 4 645 vs. 7 393 (59 proc.), Filipiny – 22 557 na 29 154 (29 proc.), Chiny – 2 233 vs. 2 618 (17 proc.), Kazachstan – z 8 883 do 10 298 (16 proc.), Indie – 41 640 vs. 45 998 (10 proc.) i Azerbejdżan – 7 769 na 8 206 (6 proc.).

Cudzoziemcy, również Ci, którzy zastąpili Ukraińców w 2023 roku, najczęściej pracowali i nadal pracują w branżach tj. przetwórstwo przemysłowe, transport i gospodarka magazynowa, działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca (w tym agencje pracy tymczasowej) i budownictwo. Na ogół są zatrudniani jako pracownicy wykonujący prace proste, robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy, operatorzy i monterzy maszyn i urządzeń, pracownicy biurowi, pracownicy usług i sprzedawcy.

– Tylko niespełna 3 proc. cudzoziemców w Polsce było zatrudnionych na wyższych stanowiskach specjalistycznych często zgodnych z ich kompetencjami czy wykształceniem. Wojna z pewnością przyczyniła się do tej statystyki. Już od jej wybuchu obserwowaliśmy chaos i brak informacji dotyczących wykształcenia czy doświadczenia zawodowego uchodźców. Mimo deklaracji rządzących wtedy polityków, takie narzędzie nie powstało. Co więcej, Ukraińcy często przyjeżdżali tu beż żadnych dokumentów potwierdzających ich uprawnienia, ukończone kursy czy poprzednie stanowiska, które zajmowali, nie znali też języka polskiego czy angielskiego. To wszystko sprawiło, że znalezienie pracy w zawodzie i na wyższym stanowisku w wielu przypadkach okazywało się niemożliwe mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.  

Brak systemu umożliwiającego szybkie sprawdzenie doświadczenia i wykształcenia cudzoziemca i określenie potencjału kadrowego uchodźców oraz skomplikowany proces uzyskiwania prawa do wykonywania zawodu, to jedne z najczęściej wskazywanych przez polskich przełożonych problemów związanych z przyjmowaniem cudzoziemców na etat. Pracodawcy skarżą się też na długotrwałe i skomplikowane procedury legalizacji zatrudnienia, niewystarczającą responsywność urzędów czy brak jakiejkolwiek polityki migracyjnej. Te problemy, to także – często wymieniane przez przedsiębiorców – kwestie zaliczane przez nich do porażek aparatu naszego państwa (działań, których mimo deklaracji nie zrealizowano przez dwa lata wojny w Ukrainie).

Według Magdy Dąbrowskiej, wydarzenia minionych dwóch lat, szczególnie związane z konfliktem w Ukrainie, były dla pracodawców niezwykle trudną szkołą życia. Wpływ wojny na nastroje gospodarcze i niepewność co do stabilności zatrudnienia stanowiły jedynie wierzchołek góry lodowej w stosunku do wyzwań, z którymi musieli się zmagać. Rozwijające się trudności z rekrutacją, obawy przed nagłym odejściem pracowników z Ukrainy lub ich powrotem do ojczyzny w celu obrony kraju, to tylko niektóre z problemów, które stały się codziennością dla wielu firm. Dodatkowo, rosnące koszty prowadzenia biznesu i zatrudniania, niepewna przyszłość oraz ogólne zmęczenie wojną jeszcze bardziej pogłębiały trudności. Wiele firm, które początkowo pomagały Ukrainie i uchodźcom podjęło decyzję o wstrzymaniu wsparcia w szerszym zakresie oraz zablokowaniu świadczeń, które wykraczały poza te podstawowe. W efekcie uchodźcom raczej już nie oferuje się bezpłatnych mieszkań dla nich i ich bliskich, zapomóg czy innych finansowych form wsparcia całej rodziny. Specjalnie dla tych zatrudnionych w danej firmie nie są tworzone zakładowe żłobki i przedszkola, nie są też oferowane pełne rodzinne pakiety na świadczenia w prywatnych sieciach medycznych.

Obecnie uchodźcy z Ukrainy rzadko mogą liczyć na wsparcie finansowe ze strony firmy, w której rozpoczynają pracę tj. zakwaterowanie, transport do i z pracy, kursy języka polskiego, szkolenia zawodowe, czy pomoc w załatwieniu spraw urzędowych oraz formalności związanych z zatrudnieniem i pobytem w Polsce. Czasem zdarza się, że niektóre firmy oferują pomoc w znalezieniu opieki zdrowotnej, szkoły dla dzieci czy też poradnictwo prawne. Z reguły jednak są to świadczenia odpłatne lub w formie benefitów, ale wówczas skierowane są one do wszystkich pracowników niezależnie od narodowości.

Większość wydatków związanych z pracą i pobytem uchodźcy z Ukrainy ponoszą sami. Muszą przeznaczyć na nie swoje oszczędności lub wynagrodzenie otrzymywane w Polsce za pracę. Według MRPiPS, które dokonało analizy 1 miliona 79 tys. powiadomień o powierzeniu wykonywania pracy obywatelom Ukrainy, średnie wynagrodzenie dla pełnego etatu wynosiło 3 600,00 zł. W rzeczywistości mogło być nieco wyższe, bo zgodnie z obowiązującymi przepisami na dokumentach legalizujących pracę wskazana jest stawka minimalna. Umowy o pracę stanowiły 31 proc. ogółu powiadomień, zlecenia – 66 proc. Najlepiej płacono w województwach: kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim, mazowieckim, zachodniopomorskim, dolnośląskim oraz opolskim. Najgorzej w województwie lubelskim.

Krajobraz po zamknięcie wszystko.pl. Co upadek platformy mówi o polskim rynku e-commerce?

W połowie lutego gruchnęła wiadomość o końcu serwisu wszystko.pl. Platforma stworzona przez giganta informatycznego Comarch, miała rywalizować z Allegro, ale na rynku przetrwała zaledwie siedem miesięcy. Sprzedawcy stracili zatem jeden z kanałów dotarcia do klientów. O kolejne jest trudno, bo wielkie marketplace’y jak Allegro, Temu czy Amazon mają niemal nieograniczone budżety reklamowe. Jak zatem szukać nowych klientów i choć trochę uniezależnić się od dyktatu największych? Pomóc mogą rozwiązania oparte o AI oraz ekspansja zagraniczna. 

Według SimilarWeb w szczycie popularności, czyli w lipcu 2023, serwis wszystko.pl miał około 300 000 wizyt. Dla porównania Allegro 220 milionów. W styczniu ten wynik spadł do nieco ponad 100 tys.

Teoretycznie Comarch nie powinien mieć problemu z podażą – na ich systemach ERP i programach księgowo-magazynowych pracuje spora część rynku. Przesunięcie produktów na własną platformę e-sprzedaży wydawało się dość proste technicznie i naturalne, bo to globalny trend. Problem leżał jednak po stronie popytowej. Aby stworzyć serwis od zera potrzebny jest dobry branding i droga kampania zasięgowa. To są kwoty liczone w dziesiątkach, jeśli nie setkach milionów zł – podkreśla Bartosz Ferenc – założyciel i CEO Sembot.com – firmy, która tworzy zaawansowane narzędzia do optymalizacji i automatyzacji reklam online.

Czy dało się jednak bez takich nakładów uzyskać pożądany efekt, czyli zainteresowanie klientów i późniejsze utrzymanie ich lojalności? – Wszystko.pl mogło np. reklamować produkty swoich sprzedawców, a nawet mogło to robić za ich pieniądze, wbudowując mechanizm tworzenia kampanii reklamowych bezpośrednio na swojej platformie – podpowiada Ferenc, którego firma specjalizuje się w tworzeniu takich rozwiązań.

Efekty można zobaczyć choćby na przykładzie platformy Erli, która dzisiaj jest już szóstym najpopularniejszym serwisem w kategorii zakupów online w Polsce. W styczniu 2024 osiągnęła ponad 6 mln unikalnych użytkowników, przy 22 mln Allegro.

Klienci szukają nowości – Temu idzie śladem Shopee

Ferenc wskazuje też inne przykłady, które świadczą o tym, że to nie brak chętnych do zakupów na nowych platformach, jest kłopotem dla sprzedawców. Problem braku ruchu nie dotyczył bowiem Shopee. Singapurska platforma co prawda już parę miesięcy temu zniknęła z polskiego rynku, ale w tym wypadku zadziałał mechanizm decyzji strategicznych. Wycofanie z polskiego rynku było podyktowane globalną restrukturyzacją. Jednak wyniki, które ta platforma do e-handlu uzyskiwała, mogły zachęcić innych. Przypomnijmy. Shopee, m.in.  dzięki specyficznym reklamom przebiło 10 mln unikalnych użytkowników i w szczytowym momencie zajęło trzecią pozycję w swojej kategorii w Polsce. Pokazuje to, że kapitał pozwala podbić rynek, co dobitnie potwierdza Temu (nr 2 z 15 mln w styczniu 2024), powielające model Shopee.

Dla sklepów znikanie platform takich jak wszystko.pl nie jest dobrym sygnałem, gdyż wielość kanałów oznacza rywalizację o sprzedających przez niższe koszty obecności na marketplace. Monopolizacja rynku przez Allegro spowodowała, że platforma ta może dyktować dowolną politykę cenową i nie bać się odpływu oferentów. Tą samą drogą poszedł wcześniej Amazon. Oba serwisy – będące kiedyś synonimem tanich ofert dzisiaj mają często ceny wyższe niż bezpośrednio w samych sklepach na ich stronach www – zauważa Ferenc z Sembot.

AI może dać oddech w walce z gigantami

Dlaczego zatem sprzedawcy nie skupiają swojej działalności tylko na prowadzeniu własnych sklepów internetowych i nie ograniczają działalności na wielkich marketplacach? Problemem mniejszych sklepów online jest choćby to, że ich reklamy wyświetlają się obok produktów oferowanych na dużych platformach. To one ściągają do siebie klienta, gdyż użytkownicy mają większą skłonność do kupowania w miejscu, które znają. Choćby takim, który ma program ochrony kupujących lub wprowadzili tam już wszystkie swoje dane, a sam proces zakupu trwa kilkanaście sekund. Cena, wiarygodność i reklama, to trudne połączenie, a zatrudnieni przez mniejsze sklepy marketerzy konkurują z ludźmi najlepszymi w branży, którzy odpowiadają za marketing w dużych korporacjach.

Sytuację małych i średnich sklepów może poprawić rewolucja sztucznej inteligencji, dająca im możliwość ciągłej analizy bez konieczności zatrudniania nowych specjalistów. Dzięki takim narzędziom, tworzonym np. przez polską firmę Sembot, można między innymi monitorować ceny konkurencji, a reklamy wyświetlać wtedy, gdy są najbardziej opłacalne dla sprzedającego.

Tego typu rozwiązania w jakimś stopniu zrównują szanse sprzedaży i być może pozwolą one na dalszą sprzedaż na własnej stronie e-commerce. Jeśli nie, to czeka nas sytuacja taka jak w USA. Tam praktycznie nie ma średniej wielkości sklepów internetowych, są tylko małe i wielkie. Jest to spowodowane tym, że konkurencja w reklamach płatnych jest tak duża, iż jedynym rozwiązaniem, aby rosnąć jest inwestycja w markę własną. AI pozwoli znacznie obniżyć koszty działalności sklepów internetowych co pozwoli utrzymać ich rentowność, jednak nie wpłynie to na dalszy wzrost konkurencyjności w kanałach reklamowych – diagnozuje Bartosz Ferenc z Sembot.

Południowi sąsiedzi chcą produktów z Polski

Gdzie jeszcze szukać kanałów sprzedaży? Wielu ekspertów odpowiada – poza Polską. Szczególnie łakomym kąskiem mogą być działania skierowane ku konsumentom za naszą południową granicą. Szlaki przeciera Allegro, które udostępnia swój portal na rynku czeskim od maja zeszłego roku. Efekt? Allegro jest wśród dwóch najczęściej pobieranych aplikacji w Czechach, i już po pierwszych trzech miesiącach od pełnego uruchomieniu platformy Allegro.cz wspólnie z MALL i CZC (również znajdują się w polskiej grupie) wygenerowała największy ruch na tamtejszym rynku e-commerce. Jednocześnie świadomość marki wśród czeskich konsumentów osiągnęła poziom 90%. Platforma oferuje promocyjne warunki nowym lokalnym sprzedawcom, zapewniając jednocześnie wygodną dostawę do Czech sprzedawcom z Polski dzięki usłudze Allegro International, metodzie uruchomionej we współpracy z InPost i WE|DO. Dostawą Smart! objętych jest już ponad 50 mln ofert na Allegro.cz, a liczba użytkowników usługi w Czechach przekroczyła już 300 tys., co czyni Smart! największym programem lojalnościowym w tamtym kraju.

Widać to również w badaniach e-konsumentów robionych w Czechach, w których Polska jako kraj pochodzenia e-importowanych towarów zanotowała rok do roku największy przyrost. Teraz już 14% Czechów kupuje produkty przez internet z naszego kraju. Nie może więc dziwić, że pod koniec lutego Allegro planuje uruchomić kolejny lokalny serwis. Tym razem na Słowacji.

Warto, żeby polskie firmy wykorzystały doświadczenia ze sprzedaży w Czechach przez Allegro do zadomowienia sią na rynku naszych południowych sąsiadów oraz innych zagranicznych. Z badań wynika jednak, że aż 45% z czeskich klientów, zadowolonych z zakupu na platformie takiej jak Allegro, kolejny raz chce zamówić towar bezpośrednio w sklepie internetowym sprzedawcy. Żeby tę szansę wykorzystać, należy zadbać o przygotowanie czeskiej wersji swojego sklepu internetowego, który mógłby konkurować z Allegro – wskazuje Paweł Bilczyński z Expandeco, Country Manager z Expandeco, firmy która pomaga sklepom internetowym w otwarciu sprzedaży na rynkach zagranicznych.

Co ciekawe słowaccy konsumenci od lat funkcjonują na polskim Allegro. W wioskach na Orawie, po polskiej stronie granicy, są firmy, które wyspecjalizowały się w zakupach dla takich słowackich klientów. Odbierają produkt na swój adres i potem przesyłają na Słowację, albo umawiają się na odbiór blisko granicy po polskiej stronie.

Firmy, które myślą o aktywnym zdobywaniu zagranicznych klientów muszą zapewnić ich odpowiednią obsługę. Składa się na to kilka czynników, takich jak odpowiednie przygotowanie oferty i obsługa posprzedażowa, jasne tłumaczenia i dostęp do infolinii w danym języku – zaznacza Paweł Bilczyński z Expandeco.

Logistyka? Na szczęście bliskość geograficzna i brak granic w Europie ułatwia start na rynkach nie tylko sąsiednich krajów. Firmy, które dysponują magazynem na południu Polski, są w stanie wysyłać z niego produkty nawet na odleglejsze rynki takie jak Rumunia w czasie akceptowalnym przez lokalnych konsumentów. Przykładowo: paczka zamówiona w poniedziałek może być u rumuńskiego klienta już w środę. Dzięki takiej optymalizacji nie ma konieczności korzystania z otwierania magazynów za granicą lub korzystania z usługi fullfilment przynajmniej na początkowym etapie ekspansji.

Kluczowe systemy naziemnego wsparcia misji kosmicznych powstają w Polsce

W zadbaniu o powodzenie i bezpieczeństwo misji, jeszcze przed jej startem, kluczową rolę odgrywają urządzenia do obsługi naziemnej (MGSE). Ich działanie chroni przede wszystkim przed usterkami działającego w przestrzeni kosmicznej sprzętu, dzięki czemu ogranicza ryzyko strat finansowych oraz zaburzeń w prowadzonych badań. Wiele z tych urządzeń powstaje w naszym kraju, w firmach takich jak Sener, w którego warszawskim oddziale tworzone są zestawy MGSE na potrzeby misji Europejskiej Agencji Kosmicznej, m.in.: Euclid, Comet Interceptor czy ostatnio – misji FORUM.

Mechanical Ground Support Equipment (MGSE) to specjalistyczne urządzenia naziemne, których rola polega na wspieraniu i nadzorowaniu misji kosmicznych, od momentu przygotowań na ziemi, aż po udane zakończenie zadania w przestrzeni kosmicznej. Zaliczają się do nich między innymi urządzenia transportowe, kontenery, adaptery do testów czy stabilizujące stelaże, odznaczające się imponującymi rozmiarami i wagą nawet kilkunastu ton. MGSE służą do szeregu niezbędnych działań, takich jak testy, transport i montaż sprzętu kosmicznego przed wystrzeleniem w kosmos. Pozwala to na optymalizację parametrów sprzętu i identyfikację potencjalnych problemów jeszcze na ziemi, a tym samym ograniczenie ryzyka niepowodzenia misji.

Często skupiamy się na zaawansowanych technologicznie mechanizmach, które wysyłane są w kosmos, ale równie istotne są te pełniące rolę wsparcia podczas wszelakich operacji naziemnych. Wymagające procedury testowe, precyzyjna integracja sprzętu kosmicznego i satelity czy zadbanie o bezpieczny transport delikatnych części, zarówno na terenie hal produkcyjnych, jak i pomiędzy różnymi lokalizacjami testowymi oraz integracyjnymi na całym świecie. Wszystko to przekłada się na późniejsze działanie satelitów i znajdujących się na nich instrumentów w przestrzeni kosmicznej, minimalizuje ryzyko i ewentualne straty. Rozwój kompetencji i technologii kosmicznych nie byłby możliwy bez zaawansowanych urządzeń z pola MGSE – mówi Jakub Pierzchała, Business Development Manager w polskim oddziale Sener.

Polska specjalizacja

MGSE są jedną z kluczowych specjalizacji polskiego sektora kosmicznego. Jednym z jego przedstawicieli jest firma Sener, której inżynierowie pracowali chociażby przy misji Euclid, gdzie odpowiedzialni byli za zaprojektowanie, wyprodukowanie i przetestowanie zestawu 13 mechanizmów do urządzeń naziemnych wspomagających montaż satelity Euclid. Był to do tej pory największy tego typu zestaw wyprodukowany w całości w Polsce. Dziś firma pracuje nad dostarczeniem nowego, rekordowego w swojej historii zestawu 15 urządzeń MGSE, do planowanej na 2029 rok misji Comet Interceptor, która ma na celu zbadanie komet i innych obiektów z Układu Słonecznego, które po raz pierwszy zbliżą się do Słońca, a także pozyskuje zupełnie nowe kontrakty, w tym do misji ESA FORUM.

Badając zmiany klimatyczne z kosmosu

W ramach projektu FORUM polscy inżynierowie z Sener zajmą się produkcją czterech urządzeń MGSE, które posłużą do integracji i testów instrumentu optycznego. Mowa tu o: Ramie Integracji Instrumentu (Instrument Integration Frame), Urządzeniu Podnoszącym Instrument (Instrument Lifting Device), Urządzeniu do obsługi testów termiczno-próżniowych (Thermal-Vacuum Fixture) i Mechanicznym Adapterze Testowym (Mechanical Test Adapter). Pierwsza część projektu zakończy się w lipcu, a druga w październiku 2024 roku. Za projekt odpowiada OHB DE.

W kontekście misji FORUM, gdzie dokładność pomiarów promieniowania jest kluczowa dla powodzenia projektu, a wysokie wymagania dotyczące czystości dla urządzeń MGSE są niezwykle ważne, MGSE odgrywają również istotną rolę w dostosowywaniu całego sprzętu do wymagających i zaawansowanych standardów nakładanych przez OHB oraz ESA.

Dostosowaliśmy mechanizmy do poziomu ISO-5, standardu dotyczącego czystości powietrza, który narzuca bardzo surowe wymagania odnośnie ilości mikroskopijnych cząstek, takich jak kurz czy pył, które mogą być obecne w powietrzu. W praktyce, utrzymanie takiej czystości oznacza minimalizację potencjalnych zanieczyszczeń, co jest kluczowe w skomplikowanych procesach pomiarowych i uzyskaniu najwyższej jakości danych. To z kolei przekłada się na pełniejsze zrozumienie wpływu gazów cieplarnianych na klimat, stanowiąc fundamentalny wkład w globalne badania atmosferyczne i zmiany klimatu – podkreśla Przemysław Rudziński, Project Manager projektu FORUM w polskim oddziale Sener.

FORUM (Far-infrared Outgoing Radiation Understanding and Monitoring) to dziewiąta misja programu Earth Explorer Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), mająca na celu pomiar promieniowania podczerwonego emitowanego przez Ziemię w obszarze dalekiej podczerwieni. Zadaniem misji jest zrozumienie efektu cieplarnianego, poprawienie precyzji ocen zmian klimatu i wsparcie decyzji politycznych dotyczących ochrony środowiska.

Odmrożenie budów, ożywienie najemców – tak wyglądał 2023 r. na rynku magazynowym w Polsce

Pomimo istotnych zmienności warunków gospodarczych w ostatnich miesiącach, rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych jest w bardzo dobrej kondycji. Na koniec grudnia 2023 roku jego zasoby przekroczyły 31 mln mkw. W ubiegłym roku deweloperzy rozpoczęli budowę ponad 3,2 mln mkw. nowej powierzchni, z czego około 2,8 mln mkw. nadal pozostaje w trakcie realizacji – wynika z danych firmy doradczej Colliers.

2023 przyniósł ożywienie i wzrost podaży

Pod względem podaży liderami rynku w 2023 roku były województwa mazowieckie (6,3 mln mkw.), śląskie (5,5 mln mkw.) i łódzkie (4,5 mln mkw.). Mazowieckie i śląskie dominują na rynku także pod względem nowej podaży – dostarczono tu odpowiednio 690 i 590 tys. mkw. Zaraz za nimi znajduje się woj. lubuskie z 437 tys. mkw. nowej powierzchni.

Wśród największych zrealizowanych w 2023 roku obiektów magazynowych wyróżnia się wybudowany przez Panattoni obiekt BTS dla Zalando w Bydgoszczy o powierzchni 146 tys. mkw., kolejne etapy CTPark Iłowa oferujące 131 tys. mkw. oraz pierwszy etap Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub o powierzchni 125 tys. mkw.

– Wojna w Ukrainie spowodowała znaczące zmiany na rynku budowlanym w 2022 roku, co miało odzwierciedlenie w mniejszej dostępności generalnych wykonawców, wyższych kosztach materiałów, wydłużeniu czasu realizacji projektów oraz mniejszej liczbie nowych inwestycji rozpoczynanych przez deweloperów – tłumaczy Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers. – 2023 r. przyniósł znaczną poprawę sytuacji na rynku. Koszty budowy spadły, zwiększyła się dostępność generalnych wykonawców, a czas realizacji skrócił się do średnio dziewięciu miesięcy (po otrzymaniu wszystkich potrzebnych pozwoleń do rozpoczęcia budowy). Deweloperzy wrócili więc do większej aktywności, co wpłynęło na kwartalny wzrost wolumenu powierzchni w budowie w drugiej połowie ub. r. Realizacja części projektów, których budowa została rozpoczęta na początku 2022 r., lecz musiała zostać wstrzymana na skutek niepewnej sytuacji gospodarczej, została wznowiona pod koniec 2023 r. i niedługo również zasilą one zasoby rynku – dodaje ekspert.

W 2023 roku deweloperzy rozpoczęli budowę 3,2 mln mkw., z czego ok. 40% stanowiły obiekty spekulacyjne. Rekordy wolumenu powierzchni znajdującej się w trakcie realizacji w 2023 roku padły w województwach: dolnośląskim (832 tys. mkw.), mazowieckim (475 tys. mkw.) oraz łódzkim (402 tys. mkw.). Łącznie na zakończenie 2023 roku w trakcie budowy pozostawało 2,8 mln mkw.

Popyt i stawki czynszów – wzrosty mimo rynkowych wyzwań

Trwałe zainteresowanie najemców powierzchniami przemysłowo-logistycznymi odzwierciedlał relatywnie wysoki popyt brutto, wynoszący 5,7 mln mkw.

Choć pierwsze dwa kwartały roku charakteryzowały się najniższym wolumenem w ciągu czterech ostatnich lat, to w drugiej połowie roku odnotowano zdecydowanie wyższą aktywność najemców – tłumaczy Dominika Jędrak, Dyrektorka Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers. – Sprawiło to, że pomimo prognoz z czerwca ub. r. wskazujących na spadek wynoszący około 40% w rzeczywistości zmalał on o około 15% r/r. W samym czwartym kwartale wolumen popytu był trzecim najwyższym wynikiem w historii rynku. W 2024 r. możemy spodziewać się stabilizacji popytu na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych – dodaje Dominika Jędrak.

Najwyższy wolumen wynajętej powierzchni osiągnęło województwo mazowieckie (1,5 mln. mkw.). Silną pozycję na rynku utrzymały także Dolny Śląsk z 1 mln mkw. oraz województwo śląskie z 915 tys. mkw. Wzrosty i spadki popytu różniły się w zależności od regionu – podczas gdy lubuskie doświadczyło znaczącego spadku, zachodniopomorskie i pomorskie zanotowały imponujące wzrosty odpowiednio o 70% i 60%.

W minionym roku widoczna była także zmiana struktury umów najmu. Nowe umowy stanowiły 51% popytu, podczas gdy odsetek renegocjacji wzrósł do 40%, w porównaniu do 59% i 34% w roku poprzednim. Wśród branż najemców pozycję lidera utrzymał sektor 3PL, mający 34-proc. udział w rynku. Zaraz za nim uplasowały się e-commerce z 12% i handel z 11%.

Znacząco wzrosły stawki czynszów, co spowodowane było wyższymi kosztami paliw, materiałów budowlanych i finansowania. Obecne nadal pną w górę, choć wzrost ten jest łagodniejszy niż w roku ubiegłym. Najwyższe stawki tradycyjnie zarejestrowano w Warszawie, gdzie kwota bazowa zaczynała się od 4,40 EUR/m²/miesiąc, a najwyższa przekraczała 6,95 EUR/m²/miesiąc. Stawki efektywne w stolicy oscylowały pomiędzy 4,00 a 6,10 EUR/m²/miesiąc. Na innych rynkach regionalnych stawki bazowe mieściły się w przedziale 3,40 do 5,90 EUR/m²/miesiąc, a efektywne wahały się od 2,80 do 5,20 EUR/m²/miesiąc.

Dynamika dostępności i pustostanów

Współczynnik stopy pustostanów wzrósł do 7,3% na koniec grudnia 2023 roku (o 3,3 pp. w stosunku do poprzedniego roku). Jest to rezultat znacznego wolumenu nowej podaży wprowadzonej na rynek w ostatnich latach, z której aż 65% to obiekty zrealizowane w 2022 i 2023 roku. Wyższe stopy pustostanów w nowo oddanych obiektach mogą więc wskazywać na to, że absorpcja nowej przestrzeni magazynowej wymaga więcej czasu niż oczekiwano. Najwyższe współczynniki powierzchni niewynajętej odnotowały województwa świętokrzyskie, lubuskie oraz łódzkie – odpowiednio 18,5%, 14,4% i 10,2%. Najniższy odsetek pustostanów zarejestrowano natomiast w województwach pomorskim (1,5%), podkarpackim (1,7%) i małopolskim (2,1%).

Intratne inwestycje

Już teraz Polska jest drugim największym producentem baterii do samochodów elektrycznych, a planowane inwestycje takie, jak fabryka elementów do akumulatorów w Nysie przez Umicore i PowerCo z grupy Volkswagen czy rozpoczęcie produkcji baterii przez polską spółkę Impact Clean Power Technology w Pruszkowie, umacniają tę pozycję. Jednakże, pomimo tej optymistycznej perspektywy, rynek magazynowy może doświadczać też lekkiej presji na czynsze z powodu relatywnie wysokiej dostępności powierzchni w obiektach istniejących. Może to prowadzić do wyhamowania trendu wzrostowego, a w niektórych przypadkach nawet obniżenia stawek czynszowych.

Kluczowym czynnikiem dla rozwoju rynku przemysłowo-logistycznego pozostaje infrastruktura transportowa, z polskim transportem morskim będącym obecnie w fazie dynamicznego rozwoju. Budowa głębokowodnego nabrzeża w terminalu kontenerowym BalticHub w Gdańsku czy rozbudowa portu w Świnoujściu, a także planowana modernizacja portu w Elblągu, mogą znacząco wpłynąć na wzrost atrakcyjności i dostępności logistycznej, zwłaszcza dla województwa warmińsko-mazurskiego. Równolegle rozwija się też transport lotniczy, z nowymi terminalami cargo w Krakowie-Balicach oraz Lublinie, znajdującymi się obecnie w trakcie budowy, zapowiedzianą budową nowego terminala cargo w Katowice Airport oraz remontem pasa startowego na lotnisku Rzeszów-Jasionka.

Wśród istotnych trendów rynkowych zauważalny jest także znaczący wzrost popularności obiektów oferujących zielone rozwiązania, potwierdzone certyfikatami.

Coraz częściej nowe powierzchnie przemysłowe i logistyczne realizowane są zgodnie z założeniami ESG. To już nie trend, lecz rynkowy standard, który jest korzystny nie tylko wizerunkowo, ale również pod względem finansowym. Znajduje to także odzwierciedlenie w poziomach certyfikatów przyznawanych realizowanym w Polsce budynkom – wyjaśnia Antoni Szwech, Starszy Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

W 2023 r. Panattoni Park Szczecin III jako pierwszy w Polsce projekt przemysłowo-logistyczny otrzymał certyfikat BREEAM na najwyższym poziomie Outstanding, a niedługo później to samo odznaczenie otrzymały jeszcze trzy inne polskie parki. W kolejce do wyróżnienia czekają już kolejne obiekty.

Maciej Sypek nowym prezesem Holcim Polska

Maciej Sypek objął stanowisko Prezesa Zarządu Holcim Polska. Zastąpił Xaviera Guesnu, który pełnił tę funkcję od 2018 roku.

Maciej Sypek z Holcim Polska związany jest od rozpoczęcia swojej kariery zawodowej w 2007 roku. Od 2019 roku pełnił funkcję Dyrektora Generalnego – Sprzedaż i Logistyka Cementu i był odpowiedzialny m.in. za wprowadzenie na polski rynek cementów niskoemisyjnych ECOPlanet. W latach 2015-2019 wdrażał strategię rozwoju zespołów badawczo-rozwojowych i stworzył krajowy dział wsparcia technicznego. Jest absolwentem technologii chemicznej na Wydziale Inżynierii Materiałowej i Ceramiki na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Uzyskał dyplom z zarządzania w Polsko-Amerykańskiej Szkole Biznesu na Politechnice Krakowskiej oraz Politechniki Warszawskiej w ramach Holcim Discovery Programme. W 2023 roku obronił doktorat na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, w dziedzinie nauk inżynieryjno-technicznych, w dyscyplinie inżynieria chemiczna. Zdobyte doświadczenie zawodowe i działalność naukowa sprawiają, że rozumie potrzeby rynku i wyzwania stojące przed odpowiedzialnym budownictwem przyszłości.

Maciej Sypek, Prezes Zarządu Holcim Polska
Maciej Sypek, Prezes Zarządu Holcim Polska

Dzięki wieloletniemu doświadczeniu zdobytemu w Lafarge i Holcim Polska dobrze rozumiem branżę, specyfikę prowadzenia biznesu oraz potrzeby naszych klientów. Dlatego cieszę się, że od początku mogłem być częścią świetnego zespołu, dzięki któremu firma z producenta cementu, kruszyw i betonu stała się producentem innowacyjnych i zrównoważonych rozwiązań dla budownictwa. Jestem przekonany, że z tak kompetentnymi i wykwalifikowanymi specjalistami w naszej drużynie otworzymy nowy rozdział nie tylko dla historii firmy, ale także dla branży budowlanej w Polsce – mówi Maciej Sypek, Prezes Zarządu Holcim Polska.

Obejmując nowe stanowisko, Maciej Sypek będzie kontynuował ambitne projekty na rzecz dekarbonizacji w całym łańcuchu budownictwa oraz będzie realizował projekty rozwojowe w ramach gospodarki obiegu zamkniętego. Dzięki inwestycjom przeprowadzonym w ciągu 28 lat swojej działalności w Polsce, najpierw jako Lafarge, a obecnie Holcim Polska, firma tylko w ciągu ostatnich czterech lat obniżyła swoje emisje o blisko 400 000 ton CO2.

Dotychczas Holcim Polska zainwestował ponad 3,5 mld zł w dekarbonizację procesu produkcji. W tym roku zakończy się największa, o wartości około miliarda złotych modernizacja Cementowni Małogoszcz, której celem strategicznym jest obniżenie emisyjności poprzez zwiększenie efektywności energetycznej zakładu. Jednocześnie, już za 4 lata Cementownia Kujawy dzięki inwestycji w technologię wychwytywania CO2, stanie się jedną z pierwszych bezemisyjnych cementowni w Europie. Dzięki projektowi Go4ECOPlanet Holcim Polska wyprodukuje pierwszy całkowicie bezemisyjny cement w Polsce.

Płace w Polsce rosną, ale produkcja hamuje

Niespodziewanie wylądowaliśmy w sytuacji, gdzie płace rosną ponad trzykrotnie szybciej niż inflacja. Nie należy jednak zakładać, że taka sytuacja utrzyma się za długo. W tle słabo radzi sobie bowiem przemysł.

Płace rosną

Wczorajsze dane pokazują, że płace rosną w ujęciu rocznym o 12,8%, to wyraźnie lepiej od oczekiwań. Wiadomość ta ma jednak swoją ciemną stronę. Spada zatrudnienie o 0,2%. Często w takich sytuacjach pracę tracą w pierwszej kolejności osoby mniej wykwalifikowane, co powoduje, że staż pozostałych, a co za tym często idzie również płaca, staje się przeciętnie wyższy. Warto też zauważyć, że mimo tego wzrostu średnia płaca wynosi 7768,35 zł, co może zaskakiwać, gdyż jeszcze w grudniu średnia płaca przekraczała 8000 zł. Pozostaje pytanie, jak to rośnie, skoro spadła? Kluczem jest punkt odniesienia – roczny. Grudzień odnosimy do grudnia rok wcześniej, a styczeń do stycznia rok wcześniej. Grudniowe górki najczęściej wynikają z wypłat premii świątecznych lub rocznych. Jeżeli utrzyma się obecne tempo wzrostu płac w okolicach kwietnia-maja powinniśmy znów oglądać poziom 8000 zł.

Produkcja przemysłowa spowalnia

Wczoraj poznaliśmy też dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. W skali roku rośnie ona o 1,6%. Tak jest to niewiele, jak na ten wskaźnik. Z jednej strony oczekiwania mówiły o 3,1%, co czyni to obiektywnie złym wynikiem. Z drugiej strony w ciągu ostatniego roku nie było ani jednego miesiąca, kiedy było więcej. Kraje na naszym poziomie rozwoju przeciętnie mają ten wskaźnik znacznie wyższy. Z drugiej strony średnia dla Unii Europejskiej i strefy euro jest jeszcze niższa. Co pozwala spojrzeć przychylniejszym okiem na ten wynik. Wczorajsze umocnienie polskiej waluty nie było jednak spowodowane tymi danymi, ale zmianami na rynkach globalnych i napływem kapitału do Europy.

Kanada inaczej niż USA

Dane na temat wzrostu cen w Ameryce Północnej to gorący temat. Pamiętamy zeszły tydzień, gdzie USA nie dowiozły oczekiwań inwestorów. Wczoraj publikowano z kolei dane z Kanady i tam niespodziewanie mieliśmy spadek nie o 0,1%, a od razu o 0,5%. Jest to drugi najniższy wynik w ostatnich latach. Poprzedni miał miejsce w czerwcu, ale potem inflacja miała coś, co część analityków określa mianem efektu jojo. Rynki zareagowały bardzo szybką wyprzedażą dolara kanadyjskiego. Powodem były zmiany oczekiwań co do obniżek stóp procentowych. Im bardziej się inwestorzy spodziewają niższych stóp, tym słabsza waluta, bo mniej dadzą inwestycje zarobić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg CBI,
20:00 – USA – protokół posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Śląsk – nowe centrum logistyki w Europie. Rozwój e-commerce i logistyki kontraktowej napędza rynek pracy

Skutki pandemii, konflikty zbrojne czy galopująca inflacja w ostatnich latach odwróciły trendy i wpłynęły na globalną branżę logistyczną. Ten kryzys został jednak dobrze wykorzystany przez część biznesu – zyskała Europa Środkowo-Wschodnia i Centralna, w tym Polska. Skracanie łańcucha dostaw, rozwój e-commerce i logistyki ostatniej mili oraz wzmożone zainteresowanie inwestorów
z Azji lokalnym rynkiem przyniosły nowe wyzwania. Nastąpił wzrost zapotrzebowania na powierzchnie magazynowe, nowe technologie, a przede wszystkim na polskich specjalistów. Szczególnie widać to w branży motoryzacyjnej, która przeżywa rozkwit na Śląsku. To również doskonałe warunki do rozwoju logistyki kontraktowej.

Logistyka kontraktowa z przyśpieszeniem

Logistyka kontraktowa to istotny element łańcucha dostaw. Obejmuje outsourcing usług logistycznych na jedną lub kilka wyspecjalizowanych firm. Zlecane podmiotom trzecim są głównie te zadania, które mogłyby być problematyczne dla producenta, a w których można wykorzystać wiedzę przedsiębiorstw zajmujących się tym zagadnieniem na co dzień. Przede wszystkim transport, konsolidacja celna i ładunkowa, magazynowanie oraz dystrybucja towarów. Ostatni rok był czasem dynamicznego przyśpieszenia w tych obszarach.

Śląskie Silicon Valley 2.0 – biznes na miarę Kalifornii

Nazwa Silicon Valley 2.0 to hybryda znanego pojęcia określającego obszar w północnej Kalifornii, który jest centrum zaawansowanej technologii i innowacji. Analogicznie Śląsk to na mapie Polski jedno z miejsc najbardziej zasiedlonych przez firmy z branży motoryzacyjnej i to w skali Europy, a nawet świata.  Są to przedsiębiorstwa OEM (Original Equipment Manufacturers), np. producenci samochodów z grupy Stellantis, posiadającej w portfolio takie marki jak: Opel, Peugeot, FIAT, Alfa Romeo i inne, a także dostawcy pierwszego i drugiego rzędu – przekonuje Bartlomiej Jurok, Managing Consultant
z katowickiego oddziału Michael Page.

Dużą zaletą Śląska jest jego transgraniczny charakter. Region jest punktem, gdzie łączy się transport drogowy, kolejowy i lotniczy – autostrady A1 i A4, euroterminal w Sławkowie, do którego dociera jedyna szerokotorowa linia kolejowa (LHS), czy lotnisko w Pyrzowicach. Przewagą jest też czynnik ludzki – zasób pracowników magazynowych i produkcyjnych. Ważne jest również zaplecze edukacyjne – Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach czy Politechnika Śląska, które uchodzą za bardzo dobre uczelnie kształcące przyszłych specjalistów – dodaje Igor Charytanowicz, Consultant Michael Page.

Śląsk to z jednej strony źródło wyspecjalizowanych zasobów ludzkich, a z drugiej – magnes przyciągający wciąż nowych kandydatów do pracy.  Wiele osób pracuje tu właśnie w branży motoryzacyjnej – są to cenieni na skalę światową specjaliści. W konsekwencji firmy coraz częściej decydują się na centralizowanie pewnych obszarów łańcucha dostaw właśnie w tym regionie.

Niesłabnące zapotrzebowanie na pracowników

W Michael Page współpracujemy z osobami od średniego szczebla do mocno wyspecjalizowanego – od stanowiska na poziomie Logistics Specialist po Logistics Manager/Director. Talentów w tej puli jest bardzo dużo, tak samo kształtuje się popyt i podaż. Wyzwaniem jest dla nas transfer wiedzy i transfer kandydatów. Pojawia się też presja płacowa – zarobki w sektorze poszybowały. Kandydaci zdają sobie sprawę z tego, że są poszukiwani na rynku. Nasze analizy wskazują na kilkudziesięcioprocentowy wzrost oczekiwań finansowych kandydata w porównaniu z 2021 r. dla najbardziej popularnych i pożądanych stanowisk. Kupiec strategiczny / kupiec projektowy mógł liczyć na 10-11 tys. zł podstawy brutto w 2021 roku, a już po dwóch latach kwota ta urosła do 14 -15 tysięcy. Na Śląsku działa dużo firm, które poszukują pracowników, a z drugiej strony jest też wielu kandydatów, dlatego wskaźniki bezrobocia i migracji wypłaszczyły się w ostatnich latach – tłumaczy Bartlomiej Jurok, Managing Consultant z katowickiego oddziału Michael Page.

Z pomocą w znalezieniu idealnego kandydata przychodzi katowicki oddział Michael Page – zespół doradców, którzy znają rynek od wewnątrz i są ekspertami w swojej dziedzinie. Naszym zadaniem jest też edukowanie klientów i pokazywanie im, jak dziś wygląda pozyskiwanie osób do pracy w sytuacji rynku pracownika. Zainteresowanie specjalistycznymi stanowiskami łańcucha dostaw jest znaczące i zwykłe ogłoszenie o pracę zamieszczone w internecie obecnie już nie wystarczy. W tym przypadku trzeba wyjść z bezpośrednim zapytaniem, aby zainteresować danego kandydata. Największym wyzwaniem dla head hunterów jest znalezienie dobrego specjalisty w danym obszarze. Branża automotive może być bardzo atrakcyjna dla kandydata, a próg wejścia jest tu wysoki, jeśli chodzi o kompetencje. Jednocześnie określić ją można jako specyficzną i wymagającą, dlatego też wielu pracowników po latach pracy przenosi się do innych sektorów.

Topowymi stanowiskami w branży logistycznej są dziś kupcy strategiczni na wysoko wyspecjalizowanym poziomie: Purchasing Manager, Logistics Manager i Supply Chain Manager – do flagowych projektów.  W logistyce kontraktowej wyróżnić zaś można: Business Development Managear (BDM), odpowiedzialnego za transport morski, kontenerowy, kolejowy i drogowy oraz Dyrektora Centrum Logistycznego (Centrum Dystrybucji), stojącego czele całego parku logistycznego, który obsługuje zamówienia, transporty i procesy magazynowe. Warto także wymienić Managera Logistyki Kontraktowej, który będzie reprezentował danego klienta oraz rozumiał branżę i kulturę biznesu. Firmy coraz częściej pytają o specjalistów ze znajomością nieco bardziej egzotycznych języków takich jak: chiński, koreański, czy szwedzki. Wynika to z potrzeby dopasowania kulturowego i lingwistycznego do kapitału zagranicznego, który lokuje swoje inwestycje w Polsce.

Pracownicy chcą sukcesów, ale i spokoju

Obecnie do głównych oczekiwań kandydatów na stanowiska managerskie zaliczyć można służbowy samochód, możliwość pracy hybrydowej oraz odpowiednio wysokie wynagrodzenie. To w nieco zmiennych proporcjach jest zgodne z diagnozą Talent Trends opracowaną przez ekspertów Michael Page w 2023 roku. Praca z domu jest stawiana niemal na równi z oczekiwaniami finansowymi. Dzisiaj dwa dni pracy zdalnej to standard, który firmy powinny wziąć za pewnik (na stanowiskach, na których jest to możliwe). Ponadto oczekiwania finansowe wzrosły kilkadziesiąt procent w ciągu ostatnich lat, nawet 30-40%. Kandydaci wiedzą, jak wygląda rynek, są to osoby strategiczne, które potrafią negocjować, przez co od początku podwyższają swoje oczekiwania finansowe i są wyzwaniem dla rekruterów. Rozwój jest kolejnym ważnym oczekiwaniem kandydatów. Stąd wyjątkowo atrakcyjne są wszystkie oferty, gdzie można budować biznes od podstaw. Takie nowo powstające inwestycje przyciągają kandydatów, cieszą się dużym zainteresowaniem, szczególnie na Śląsku.

Zdaniem ekspertów Michael Page przed aglomeracją śląską najbliższe lata rysują się w jasnych barwach.

-Śląsk przeszedł znaczną transformację przez ostatnie 30 lat. W najbliższej przyszłości to e-commerce będzie determinował rozwój całego regionu, głównie pod kątem logistyki, co wynika z trendów konsumenckich. Fulfilment i logistyka ostatniej mili to obszary, w których warto się rozwijać i zdobywać doświadczenie – konkluduje Igor Charytanowicz, Consultant Michael Page.