WIG-20 zakończył 2022 r. z po nad 20 proc. spadkiem

Ostatnia sesja 2022 roku zakończyła się na Wall Street niewielkimi spadkami głównych indeksów (S&P 500 -0,25 proc., DJIA -0,22 proc., Nasdaq Composite -0,11 proc.). W Europie spadki były nieco głębsze (DAX -1,05 proc., CAC 40 -1,52 proc.). WIG-20 tracąc prawie 21 proc. był minionym roku jednym ze słabszych głównych indeksów na świecie.

Dziś rano na tych rynkach akcji Azji i Oceanii, które zdołały się wybudzić po Sylwestrze notowane były niewielkie zmiany.

W Europie nowy rok rozpoczął się wzrostami głównych indeksów (DAX +0,48 proc., CAC 40 +0,78 proc. ok. godz. 9:30).

Od lekkich zwyżek głównych indeksów rozpoczął się również nowy rok na GPW (WIG-20 +0,46 proc. ok. godz. 9:35 proc.). Nie spadała dziś rano wartość żadnego z indeksów sektorowych GPW. Po wzroście o prawie 30 proc. na ostatniej sesji minionego roku kurs akcji Bogdanki zwyżkował dziś rano o kolejne prawie 10 proc. Wśród składników sWIG-u 80 najwyższy poziom od 2019 roku osiągnął dziś kurs akcji Getin Holding.

Miniony rok rentowność szwajcarskich 10-letnich obligacji skarbowych zakończyła na najwyższy poziomie od 2011 roku (1,57 proc.). Rentowność 10-latek rządu Turcji spadła natomiast do najniższego poziomu od 2016 roku (9,765 proc.). Rentowność polskich 10-latek pozostawała poniżej poziomu 7 proc., a rentowność 10-letnich rządu USA poniżej poziomu 4 proc.

2022 rok zakończył się na rynkach kontraktów na gaz ziemny w Holandii i Wielkiej Brytanii spadkiem cen o ponad 10 proc. do najniższych od przynajmniej pół roku poziomów. Cena kontraktów na amerykański gaz ziemny na NYMEX-ie spadła do najniższego poziomu od marca.

Na początku nowego roku kurs USD/JPY testował swoje kilkumiesięczne minimum z grudnia (-0,26 proc. ok. godz. 9:10). Lekko względem amerykańskiego dolara słabło dziś rano euro (-0,27 proc. ok. godz. 9:10). Amerykański dolara zaliczył dziś rano swój najniższy od 2011 roku kurs względem dolara singapurskiego.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara rozpoczął nowy roku od niewielkich wzrostów (+0,5 proc. w niedzielę; +0,79 proc. dziś rano ok. godz. 9:05), ale pozostawał nadal poniżej poziomu 17000 USD.

Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

38% spadek sprzedaży nowych mieszkań w 2022 r.

Deweloperzy działający na 7 największych rynkach w Polsce (w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu, Łodzi i Katowicach) sprzedali w 2022 r. 40,9 tys. mieszkań, o 38% mniej niż przed rokiem – wynika z danych Otodom. W tym samym czasie do oferty wprowadzono o 22% mieszkań więcej niż sprzedano (49,8 tys.), dzięki czemu po okresie wyraźnego spadku w latach 2020-2021 liczba mieszkań dostępnych do zakupu na koniec 2022 r. wróciła do poziomu 50,9 tys.

Rok 2022 upłynął na pierwotnym rynku mieszkaniowym pod znakiem wyraźnego hamowania. Wzrost stóp procentowych wpłynął nie tylko na koszt finansowania zakupu nieruchomości kredytem, ale również wyraźnie ograniczył dostępność takiego finansowania dla grupy najmniej zarabiających potencjalnych nabywców. W rezultacie po dobrej końcówce 2021 r. i jeszcze lepszym styczniu 2022 r. kiedy w największych miastach sprzedało się 5,6 tys. mieszkań (14% całej rocznej sprzedaży), obserwowaliśmy z miesiąca na miesiąc spadek liczby transakcji, który swoje minimum, zgodnie z danymi Otodom Analytics, osiągnął w minionym roku w sierpniu (2,2 tys.). W rezultacie roczna sprzedaż była o 38% niższa niż w roku 2021, kiedy sprzedano ponad 65,5 tys. mieszkań.

Polacy wciąż chcą kupić, ale wolniej podejmują decyzję

Zdaniem ekspertów Otodom, obecna sytuacja nie zmniejszyła zainteresowania zakupem mieszkań, tylko odsunęła go w czasie.

Ruch ze strony osób zainteresowanych zakupem na naszych portalach wciąż jest duży (Otodom, obido i OLX). W badaniu przeprowadzonym w połowie roku potencjalni nabywcy zapytani wprost potwierdzili chęć zakupu. Problemem jest duża niepewność w otoczeniu rynku oraz brak zdolności kredytowej, która uniemożliwia sfinansowanie transakcji. Pierwsze oznaki poprawy sytuacji pod koniec roku zaowocowały wyższą sprzedażą w grudniu — komentuje Katarzyna Kuniewicz, Head of Research Otodom Analytics.

Do takich oznak poprawy eksperci serwisu zaliczają ustabilizowanie stóp procentowych, których Rada Polityki Pieniężnej nie podniosła od września. W ślad za tymi decyzjami poszedł WIBOR 3M, który spadł z poziomu 7,61% na początku listopada do 7,03% na koniec grudnia. No i jeszcze inflacja, która wprawdzie nie osiągnęła jeszcze swojego maksimum (spodziewane w pierwszym kwartale 2023 r.), ale też w listopadzie jej odczyt był niższy niż w październiku. Na koniec wymienić można jeszcze czynnik psychologiczny związany z końcem roku, finalizowaniem i zamykaniem ważnych spraw – po stronie deweloperów owocujący również czasem większą skłonnością negocjacyjną. Wszystko razem dało w grudniu sprzedaż na poziomie 3,9 tys.mieszkań – drugą najlepszą w 2022 r.

Ci nabywcy, którzy mogą i chcą kupić, robią to. Inni czekają na poprawę sytuacji lub na okazje, które czasem się pojawiają — dodaje Katarzyna Kuniewicz.

Spadków cen nie było i trudno oczekiwać ich w 2023

A przynajmniej nie na taką skalę jakiej mogliby chcieć nabywcy. Ci zresztą, którzy wciąż są na rynku zdają się akceptować wzrost cen. Ten liczony dla całego rynku nie oddał nawet wzrostu inflacyjnego wynosząc 9%. Średnia cena 1 mkw. mieszkania deweloperskiego liczona dla wszystkich 7 w/w rynków na koniec grudnia 2022 r. wynosiła 11,8 tys. zł. W grudniu 2021 r. stawka ta była o 1000 zł niższa.

Największy wzrost cen spośród 7 miast[1], dla których Otodom zaprezentował analizę, miał miejsce w Warszawie. Tam średnie ceny mieszkań dostępnych do zakupu na koniec 2022 r. były o 14% wyższe niż przed rokiem. Dwucyfrowe wzrosty zanotowano także w Katowicach (12% r/r) i w Poznaniu (11% r/r). Najmniej wzrosły ceny w Krakowie (5% r/r) i w Łodzi (6% r/r). Nominalnie oznacza to, że za 1 mkw. mieszkania w Warszawie trzeba zapłacić obecnie średnio o 1700 zł więcej niż przed rokiem. W Krakowie “tylko” o 550 zł więcej.

ceny mieszkań
Źródło: dane Otodom Analytics

Kiedy patrzymy na zmiany cen w ujęciu miesięcznym, widać wyraźne wyhamowanie wzrostów w połowie roku i stabilizację cen w końcówce 2022r. Oczywiście na każdym z rynków przebiegały one nieco inaczej, ale i tak porównując podwyżki cen mieszkań z inflacją, możemy śmiało stwierdzić, że w ujęciu realnym mieszkania potaniały. Oczywiście to tylko statystyka. Inaczej to widzą nabywcy, dla których dostępność zakupu spadła drastycznie nie tylko ze względu na ograniczenia w kredytowaniu, ale również ze względu na radykalny wzrost kosztów utrzymania. — komentuje Katarzyna Kuniewicz, nadzorująca badania rynku w Otodom Analytics.

Deweloperzy bronią płynności finansowej i uzupełniają zapasy pozwoleń

Spadek aktywności zakupowej po stronie popytu był dla deweloperów bolesny. Sprzedaż na poziomie 40 tys. rocznie oznacza powrót do skali transakcji z jaką mieliśmy do czynienia w latach 2013-2014. Podobnie jednak jak w przypadku pandemii, reakcja firm działających w tym sektorze na zmiany w otoczeniu zdaniem ekspertki dowodzi dojrzałości polskiego rynku. Wtedy dość szybko dostosowano do nowych warunków techniki sprzedaży. Teraz ograniczono podaż.

Hamowanie odbyło się po obu stronach i popytowej i podażowej, co jest korzystne dla stabilności rynku. Wydłużenie okresu sprzedaży w inwestycjach już realizowanych wymusza na firmach większe zaangażowanie środków własnych na etapie budowy lub pozyskanie finansowania zewnętrznego. W jednym i drugim przypadku zapewnienie odpowiedniego cashflow wymusza zmniejszenie skali jednocześnie realizowanych przedsięwzięć, dzięki czemu zapewnia bezpieczeństwo projektów w toku — komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom.

Nawet “techniczne” zwiększenie podaży determinowane wejściem w życie nowelizacji “Ustawy o ochronie praw nabywcy”, kiedy w samym tylko czerwcu uruchomiono sprzedaż ponad 10 tys. nowych lokali, nie spowodowało nadpodaży, która uzasadniałaby korekty cen. Przyjmując założenie, że rynek znajduje się w równowadze wtedy, kiedy czas teoretycznej wyprzedaży całej dostępnej oferty równy jest sprzedaży z 12 do 18 miesięcy (1,5 roku), stwierdzić można, że właśnie do takiej sytuacji wróciliśmy

sprzedaż mieszkań
Źródło: dane Otodom Analytics

Oczywiście sytuację tę należy rozpatrywać dla każdego z rynków indywidualnie. Tam, gdzie deweloperzy w poprzednich latach nie doświadczyli trudności w uzyskiwaniu pozwoleń na budowę i mogli spokojnie zwiększać podaż, dziś widoczna jest dużo większa dysproporcja pomiędzy wielkością oferty, a skalą transakcji. Najmniej korzystnie sytuacja wygląda w miastach o najmniejszej skali obrotów spośród analizowanych przez Otodom, a zatem w Łodzi i Katowicach.

Okres dynamicznego wzrostu sprzedaży w 2021 r., który zbiegł się z utrudnieniami w pozyskiwaniu decyzji administracyjnych i uruchamianiem nowych inwestycji, zaowocował szybkim wzrostem cen. Teraz, gdy rynek nieco zwolnił obroty, deweloperzy mogą odnowić zapasy. Liczba wydawanych pozwoleń na budowę wprawdzie spadła, ale wciąż jest proporcjonalna do liczby mieszkań uruchamianych, a to oznacza, że deweloperzy są gotowi na odwilż i elastyczne reagowanie na zachowania kupujących — komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Czy 2023 będzie łaskawszy?

Wiele zależy od tego co się wydarzy na świecie, ale i w Polsce. Jednym z głównych czynników, które będą determinowały otoczenie makroekonomiczne ale i bezpośrednio rynek, będzie dalszy przebieg wojny w Ukrainie. Ta wpływa zarówno na ceny surowców, jak i na poczucie bezpieczeństwa – a tym samym inwestycje w regionie. Do tego determinuje napływ lub odpływ ludności z rynku mieszkaniowego oraz ogólne nastroje konsumentów.

Drugim czynnikiem wartym uwagi są zbliżające się wybory parlamentarne, które nawet jeśli nie jest to dobra praktyka, będą w dużym stopniu determinować politykę – i monetarną, i mieszkaniową państwa. To jaki ostatecznie kształt osiągnie i kiedy zostanie wprowadzony w życie program “Pierwsze Mieszkanie” i jego część “Bezpieczny Kredyt 2%,  zdeterminuje zarówno zachowanie kupujących jak i deweloperów.

Ci, którzy będą mogli poczekać z zakupem mieszkania, zrobią to – bo dlaczego nie mieliby skorzystać z preferencyjnych warunków kredytowania – nawet jeśli tego nie potrzebują. A to znaczy spowolnienie i tak już kiepskiej sprzedaży w pierwszej połowie 2023 r. Deweloperzy też nie będą się palić do rozpoczynania nowych inwestycji czekając – analogicznie do MdM czy RnS do czasu ustalenia potencjalnych limitów zakupowych. Jeśli cała moc programu zostanie skierowana na rynek pierwotny, może mieć to korzystny skutek dla pobudzenia innych, powiązanych z mieszkaniówką sektorów gospodarki. Jeśli koniunkturalnie nowy program w równym stopniu obejmie rynek pierwotny i wtórny, nie wpłynie na zwiększenie dostępności mieszkań. Kto zdolności nie miał, ten nadal jej mieć nie będzie. Wtedy cała nadzieja w KNF i RPP — podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

[1] Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Łódź, Katowice

Ciekawy rok powoli za nami

Na rynkach często słyszy się o nadzwyczajnych wydarzeniach. 2022 rok miał jednak wiele powodów, by zasłużyć na miano wyjątkowego. Wojna w Europie, koniec pandemii w większości państw i wreszcie gwałtowny wzrost inflacji.

Problem rynku pracy w USA

W standardowych warunkach wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy pewnie przeszłyby bez większego echa. Przy mniejszej aktywności na rynkach wzrost liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych do 225 tysięcy zniknąłby między innymi odczytami. W tygodniu między świętami a Nowym Rokiem tych innych danych jednak nie ma. 225 tysięcy to nie jest jeszcze dramat. Przy tamtejszym rynku pracy to jest typowy odczyt stabilizujący poziom bezrobocia. Nie powinno to zatem negatywnie wpływać na dolara, a jednak wpłynęło. Wczoraj amerykańska waluta znów traciła względem euro. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że pomimo ostatniego osłabienia w tym roku dolar wciąż umocnił się o imponujące 6%.

Odbicie na giełdach

W środę był ostatni dzień na rozliczanie stratnych pozycji na giełdach. Nie na wszystkich parkietach było widać związane z tym spadki. Wyraźnie natomiast było widać czwartkowe odbicie w górę. Fundusze inwestycyjne mają przecież interes w podkupywaniu aktywów. Jeżeli indeksy odbiją, na koniec roku pokażą lepsze odczyty. Często będą to co prawda mniej niekorzystne wyniki. Rok wzrostu stóp procentowych odbił się bowiem bardzo boleśnie na indeksach giełdowych. Szczególnie mocno widać to na spółkach technologicznych, z których wiele finansowało się długiem. Zmiany stóp procentowych spowodowały gwałtowny wzrost kosztów takiej działalności.

Kryptowaluty szukają dna

W ostatnich dniach znów widzimy dołki na najważniejszych kryptowalutach. Są to jednak relatywnie niewielkie zmiany. Prawdziwy problem robi się dopiero w skali roku. W 2022 główne kryptowaluty straciła około ⅔ swojej wartości. Biorąc pod uwagę reklamowanie kryptowalut jako odpowiedzi na fakt, że zwykłe waluty podlegają inflacji, coś się nie zgadza. Jeżeli instrument mający nas zabezpieczyć przed inflacją, traci na niej najmocniej, to znaczy, że został on bardzo źle spozycjonowany na rynku. W przypadku tradycyjnych inwestycji skończyłoby się to pewnie procesem o wprowadzenie w błąd. Tutaj inwestorzy zostają pozostawieni sami sobie. Nie znaczy to oczywiście, że kolejny rok musi przynieść odbicie. Nie wiadomo dlaczego ktoś miałby trzymać środki w kryptowalutach, które nie płacą odsetek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Hipoteka odwrócona w Polsce i Europie. Prognoza na 2023 rok

Po pierwsze: dostęp do długoterminowego i dopasowanego finansowania dla podmiotów oferujących hipotekę odwróconą w Unii Europejskiej. Po drugie: lepsza i bardziej zróżnicowana oferta obejmująca rozwiązania typu equity release. Po trzecie: możliwość wyższych wypłat jednorazowych, które pomogą osobom starszym spłacić zobowiązania i długi – również te, które powstały w wyniku pandemii, wojny w Ukrainie i szalejącej inflacji. Po czwarte: większa współpraca pomiędzy krajami europejskimi nie tylko w obszarze edukacji ale również bezpieczeństwa finansowego emerytów. Po piąte: wsparcie dla młodszego pokolenia, mimo że hipoteka odwrócona jest kierowana do osób starszych. Jakie zmiany na polskim i europejskim rynku będą miały miejsce w 2023 roku? Oto najważniejsze z nich.

Z problemami demograficznymi i ekonomicznymi mierzy się nie tylko Polska, ale również cała Europa. A hipoteka odwrócona już stała się odpowiedzią na niektóre z nich. Co będzie działo się w 2023 roku?

Po pierwsze – długoterminowe finansowanie i lepsza oferta

W 2023 roku zacznie działać platforma, która będzie finansowała sukcesywny i długofalowy rozwój rynku hipoteki odwróconej (ang. equity release) w Unii Europejskiej. Usługodawcy otrzymają dostęp do długoterminowego, dopasowanego i skrojonego na miarę finansowania, co przełoży się na ulepszenie oferty kierowanej do klientów. W Polsce za rozwój rynku hipoteki odwróconej (w ramach tego projektu) będzie odpowiedzialny Fundusz Hipoteczny DOM.

Warto przytoczyć tu dane, które znalazły się w raporcie przygotowanym przez Ernst & Young (EY) oraz European Pensions and Property Asset Release Group (EPPARG). Według prognoz EY i EPPARG globalny rynek hipoteki odwróconej urośnie do 2031 roku aż trzykrotnie. Za 10 lat roczny wolumen przekroczy w Stanach Zjednoczonych 25 mld dolarów, co oznacza, że Amerykanie będą sprzedawać (tylko w ciągu jednego roku) odwrócone kredyty hipoteczne o takiej wartości. W Wielkiej Brytanii wolumen ten będzie plasował się na poziomie 13 mld dolarów rocznie, we Włoszech 6-10 mld, w Kanadzie 3-4 mld, w Polsce ok. 0,6 mld dolarów.[1] Platforma, która zacznie działać w 2023 roku tylko przyspieszy ten rozwój.

– Warto podkreślić, że finansowanie o którym mówimy jest wzorowane na modelu brytyjskim. Dzięki niemu branża w Wielkiej Brytanii mogła się rozwinąć w sposób bezpieczny i dynamiczny. Tamtejszy rynek jest już dojrzały, uregulowany, istnieją normy etyczne, sama usługa jest bardzo dobrze oceniana zarówno przez konsumentów jak i przez decydentów, polityków i ekonomistów. Docenia się przede wszystkim jej pozywyny wpływ nie tylko na sytuację osób w wieku emerytalnym, ale na całą gospodarkę. Wyrazem tego sukcesu na rynku brytyjskim jest liczba nowych klientów, którzy zawarli umowę i która w skali roku osiągnęła 50 tysięcy.. Z całą pewnością rozwiązania brytyjskie są warte przeszczepienia na inne rynki i to właśnie się dzieje – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Po drugie – większe wypłaty jednorazowe

Dzięki dostępowi do długofalowego finansowania renta dożywotnia, która jest jednym z rodzajów hipoteki odwróconej, będzie rozwijać się bardziej dynamicznie, a oferta stanie się bardziej zróżnicowana. – Na początku roku zamierzamy wprowadzić między innymi większe wypłaty jednorazowe. To rozwiązanie, które testowaliśmy już od jakiegoś czasu i które jest odpowiedzią na potrzeby seniorów. Inflacja i rosnące ceny jeszcze bardziej nadszarpnęły emeryckie budżety. Ogrzanie i utrzymanie niezmodernizowanych nieruchomości stało się jeszcze bardziej kosztowne. Emeryci potrzebują niejednokrotnie zastrzyku gotówki rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych, już na etapie podpisania umowy. Później oczywiście dostają standardowo comiesięczne wypłaty z tytułu umowy renty dożywotniej – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Trzeba tu zaznaczyć, że obecni emeryci, czyli osoby 60+, które lata temu zaciągnęły kredyty hipoteczne na zakup nieruchomości są w tej chwili w końcowym etapie ich spłaty. Wypłaty jednorazowe mogą im pomóc w spłacie reszty kredytu hipotecznego, zwłaszcza, że rosnące stopy procentowe wpyłynęły na wzrost rat kredytowych.

Po trzecie – większa współpraca pomiędzy krajami europejskimi

Zmieniająca się sytuacja demoraficzna i ekonomiczna oraz dynamiczny rozwój hipoteki odwróconej w całej Europie zacieśni współpracę pomiędzy krajami europejskimi. – Potrzebna będzie między innymi długofalowa edukacja osób starszych, gwarantująca im pełną i rzetelną wiedzę na temat usługi oraz   przepisów prawnych i to nie tylko w kontekście hipoteki odwróconej, ale również innych instrumentów finansowych, które mogłyby poprawić sytuację ekonomiczną seniorów – mówi Robert Majkowski.

Po czwarte – wsparcie finansowe dla osób młodych

Sytuacja makroekonomiczna powoduje, że zdolność kredytowa młodych osób sukcesywnie spada. We wrześniu liczba kredytów mieszkaniowych spadła o 70,6 proc. względem poprzedniego roku, a ich wartość była o 71,3 proc. niższa niż przed rokiem.[2] Na dodatek – jak wynika z raportu Narodowego Banku Polskiego pt. „Sytuacja na rynku kredytowym” – w IV kwartale banki wciąż będą zaostrzać politykę kredytową zarówno w odniesieniu do przedsiębiorców jak i gospodarstw domowych.[3] Seniorzy będący właścicielami nieruchomości, którzy zdecydują się na rentę dożywotnią, dzięki większej wypłacie jednorazowej będą mogli wesprzeć dzieci i wnuki finansowo, a także zapewnić wkład własny na zakup mieszkania dla młodych.

[1] Raport „Global Equity Release Roundtable 2020”, przygotowany przez EY i EPPARG, opublikowany 28.01.2021.
Link: http://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-more-than-treble-by-2031/

[2] https://www.pb.pl/we-wrzesniu-liczba-kredytow-mieszkaniowych-spadla-o-706-proc-1167723

[3] https://www.pb.pl/nbp-w-iv-kw-dalsze-zaostrzanie-polityki-kredytowej-wobec-firm-i-gospodarstw-domowych-1168715

Przewalutowanie kredytu, a przychód podatkowy

Efektem przewalutowań kredytów we frankach na kredyty w polskich złotych jest powstanie pewnej kwoty nadwyżki dotyczącej zapłaconego kapitału i odsetek, które podlegają zwrotowi. Wysokość tych kwot zależy od liczby zapłaconych rat i wielkości kredytu, aczkolwiek stany faktyczne zawarte we wnioskach o interpretacje podatkowe pokazują, że kwoty te mogą sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych. W efekcie po stronie osób fizycznych otrzymujących zwrot nadwyżki pojawiło się uzasadnione pytanie, czy taki zwrot powinien był opodatkowany. Jedną z takich spraw zajął się organ podatkowy w ramach interpretacji sygn. 0115-KDIT2.4011.395.2022.2.RS.

Czego dotyczyła sprawa?

Sprawa dotyczyła podatnika PIT, który zdecydował się na zmianę waluty zadłużenia na polski złoty. W wyniku zmiany kursu walutowego bank dokonał rekalkulacji kredytu, w wyniku czego powstała nadwyżka, którą bank zwrócił kredytobiorcy. Nadwyżka obejmowała kwotę kapitału oraz kwotę należnych odsetek i stanowiła różnicę pomiędzy wysokością rat zapłaconych we franku szwajcarskim, a rat które powinny być zapłacone w złotych polskich, ponieważ wydawane wyroki pozwalają na dokonanie przewalutowania od samego początku udzielania kredytu. W związku z powyższym podatnik zapytał się w toku wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej czy kwota powstała w wyniku przewalutowania powyższego kredytu hipotecznego stanowi przychód podatnika i Bank powinien wystawić informację PIT – 11.

W ocenie wnioskodawcy w powyższych okolicznościach zmiana waluty zobowiązania kredytowego na skutek zawarcia ugody i powstania z tego tytułu nadwyżki nie generuje po stronie kredytobiorców przychodu na gruncie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, a tym samym nie uprawnia Banku do wystawienia informacji PIT-11 na podstawie art. 42a ust. 1 ww. ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Stanowisko organu podatkowego

W interpretacji z dnia 13 września 2022 r. sygn. 0115-KDIT2.4011.395.2022.2.RS Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej potwierdził prawidłowość stanowiska zajętego przez podatnika. Organ podatkowy wskazał, że zasadniczo zawarcie umowy kredytowej jest neutralne dla podatnika będącego osobą fizyczną. To samo dotyczy spłaty kredytu. W tych czynnościach nie dochodzi do powstania przysporzenia majątkowego, zatem nie ma też mowy o czynności opodatkowanej. W sprawie nie doszło do umorzenia kredytu lub odsetek co wiązałoby się z koniecznością opodatkowania. Doszło jedynie do zmiany waluty kredytu, na skutek czego doszło do przewalutowania. Przewalutowanie stanowi wyłącznie techniczną operację zamiany kwoty wyrażonej w określonej walucie, na tę samą kwotę wyrażoną w innej walucie. Tym samym, przewalutowanie nie skutkuje powstaniem przychodu w rozumieniu ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i bank nie będzie zobowiązany do wystawienie informacji PIT-11.

Komentarz

W niniejszej sprawie bank zwrócił wnioskodawcy środki stanowiące część kapitałową oraz odsetkową wynikającą z wcześniej zapłaconych rat. Stanowisko organu podatkowego jest już właściwie linią interpretacyjną, która się ukonstytuowała po wydaniu kilku interpretacji zawierających podobne uzasadnienie (por. interpretacje indywidualna z 12 kwietnia 2017 r., nr 1061-IPTPB3.4511.104.2017.2.SJ; z 6 maja 2021 r. nr 0114-KDIP3-1.4011.125.2021.1.MK1 czy z 1 lipca 2020 r. nr 0112-KDIL2-1.4011.397.2020.1.AMN. Linia ta jest korzystna dla kredytobiorców i nie generuje po ich stronie ryzyka podatkowego związanego z dochodzeniem swoich praw w zakresie przewalutowania kredytu.

Podejście w zakresie powstania przychodów przy przewalutowaniu kredytów, może być rozciągnięte na przedsiębiorców, którzy również mogą zmieniać walutę zaciągniętego kredytu. Zaprezentowane podejście wskazuje, że jest to techniczna czynność i nawet jeżeli w jej wyniku powstaną kwoty do zwrotu na rzecz osoby fizycznej czy przedsiębiorcy, to nie będą one stanowiły przychodów podlegających opodatkowaniu. Należy jednak zaznaczyć, że operacja przewalutowania kredytu, jest czymś innym niż umorzenie zobowiązania/części kredytu. W przypadku tej drugiej, powstanie przychód i co do zasady należy go rozpoznać, ponieważ w tym przypadku bank zrezygnuje z części zwrotu, co będzie skutkowało przysporzeniem po stronie klienta.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services, nalężącego do grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Najem prywatny ostatni raz z możliwością rozliczenia kosztów – warto skorzystać ze skali podatkowej

Rok 2022 jest ostatnim, w którym przychody z prywatnego najmu lokalu można rozliczyć na zasadach ogólnych. Od 2023 r. będzie to możliwe tylko na zasadach ryczałtu ewidencjonowanego.

Ryczałt a skala

W przypadku ryczałtu należny podatek jest wyliczany od wysokości przychodu. Koszty ponoszone przez przedsiębiorcę nie wpływają na podstawę opodatkowania, a tym samym na ostateczną wysokość podatku. Jego stawka przy najmie wynosi 8,5%, a po przekroczeniu progu przychodu na poziomie 100 tys zł. rocznie – 12,5%.

Skala podatkowa stała się w tym roku atrakcyjnym sposobem opodatkowania. Kwota wolna od podatku wynosi na niej obecnie 30 000 zł, a kolejne 90 000 zł. jest opodatkowane stawką w wysokości 12%. Dopiero po przekroczeniu granicy dochodu na poziomie 120 000 zł podatek wynosi 32%. Dodatkowo na skali podatkowej możemy obniżyć podstawę opodatkowania, czyli przychód, o poniesione koszty. W konsekwencji dla wielu podatników ta metoda rozliczania z fiskusem jest atrakcyjniejsza.

Zmiana jeszcze możliwa

Warto, aby podatnik przeanalizował, czy w tym roku nie poniósł już jakichś wydatków związanych z lokalem będącym przedmiotem najmu. Być może ma plan na przeprowadzenie w nim remontu. Jeśli chciałby to zrobić w przyszłym roku, to niestety nie będzie mógł uwzględnić tych wydatków w kosztach. W tej sytuacji może więc warto zakupić środki na remont jeszcze w ostatnich dniach 2022 roku i w ten sposób obniżyć podstawę opodatkowania.

Podatnicy na początku roku mogli nie zauważyć korzystnych zmian, jakie zaszły w skali podatkowej. Kontynuowali rozliczanie najmu na ryczałcie, gdyż taką metodę stosowali również w latach poprzednich. Warto pamiętać, że przepisy pozwalają jeszcze w tym roku na zmianę formy opodatkowania i przejście na skalę. Wystarczy po zakończonym roku podatkowym 2022 ująć najem w PIT-36 zamiast w PIT-28. W PIT-36 oprócz przychodów z najmu należy ująć także poniesione koszty. W ten sposób opodatkowany będzie tylko dochód.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Ceny surowców w 2022 roku

Za nami rok, w którym bardzo duże były wahania cen surowców. Bardzo potaniało drewno, a podrożał nikiel i sok pomarańczowy.

Temat cen surowców w 2022 r. był zdominowany przez ropę i gaz. Cena ropy brent wahała się pomiędzy 71 USD i 133 USD za baryłkę.

– Cenę spot ropy brent wzrosła o ok. 10%, jeżeli jednak popatrzymy na kontrakty terminowe, to kupując kontrakt na początku 2022 r. i sprzedając go pod koniec tego roku, zysk wyniósł prawie 70% – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Te różnice są efektem rolowania kontraktów, a z tego wynika, że to co pokazuje cena nie odzwierciedla zysku bądź straty na kontraktach.

Na rynku surowców w 2022 r. bardzo duże różnice na kontraktach dotyczyły także cen gazu i to przede wszystkim europejskiego. Ceny osiągnęły poziom 300 euro za maegawatogodzinę, gdy dwa lata wcześnie była to cena w okolicach 30 euro. Teraz ceny te są bliskie 100 euro.

Na rynku gazu panuje nadal duża niepewność, ale dotyczy sytuacji w drugiej połowie 2023 r., gdy będzie zbliżać się kolejna zima, a stan zapasów może okazać się bardzo różny, zależnie od wielu scenariuszy.

Rok 2022 był bardzo ważny ze względu na ceny niklu i soku pomarańczowego, które bardzo wzrosły. Ten drugi rynek jest obecnie niszowy w porównaniu do tego co działo się w latach 70 i 80 XX wieku, gdy cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów finansowych.

– Mieliśmy astronomiczne wzrosty cen niklu, mieliśmy usuwanie handlowanych kontraktów na giełdzie w Londynie – wyjaśnia ekspert XTB. – Nikiel jest bardzo ciekawy, bo jego cena zachowywała się inaczej niż innych metali przemysłowych, które drożały w pierwszej połowie roku (przykładem miedź i aluminium), a później zaliczyły spadki.

W 2022 r. bardzo potaniało drewno. Jego cena spadła aż o 60%. W 2021 r. drewno należało do hitów inwestycyjnych, ze względu na jego wykorzystanie na rynku mieszkaniowym. Rynek drewna bardzo zmieniły podwyżki stóp procentowych w wykonaniu banków centralnych, a przede wszystkim w wykonaniu Fed.

Rynkiem, który zaliczył bardzo poważne spadki była kawa. Jej cena znalazła się na najwyższych poziomach od wielu lat, ale jednak kończyła 2022 r. 26% spadkiem cen spotowych.

Przewidywania na 2023 r. związane są z oddziaływaniem dwóch przeciwnych sił, którymi są obawy o recesję i słabnący dolar.

– Jeżeli nie dojdzie do recesji i dolar będzie się osłabiał, to rynki surowcowe powinny pozostawać wysoko, czyli powinniśmy wówczas mieć do czynienia ze stabilizacją na wysokich poziomach cen przy niewielkim ich wzroście – podsumowuje M.Stajniak z XTB.

Aż 65 proc. Polaków zrealizowało swoje finansowe postanowienia w 2022 r.

Rok 2022 przyniósł poważne wyzwania dla naszych domowych finansów. Jednak mimo inflacji, wzrostu kosztów życia i dodatkowych wydatków, ponad 65 proc. Polaków twierdzi, że wypełniło swoje noworoczne postanowienia finansowe z minionego roku. Lepsi w tym są od nas tylko Duńczycy, a gorzej swoje postanowienia realizowali m.in. Niemcy, Amerykanie i Francuzi.

Według globalnego badania eToro, w którym wzięło udział 25 tys. ankietowanych z 13 krajów w Europie, Ameryce Północnej i Australii (w tym 2 tys. z Polski) swoje finansowe postanowienia w 2022 roku zrealizowało we wszystkich krajach 58,7 proc. respondentów. Największy odsetek realizacji postanowień odnotowano w Danii (66,2 proc.), Polsce (65,1 proc.) i Czechach (64,2 proc.). Najmniej efektywnie swoje postanowienia realizowali Australijczycy (54,7 proc.), Francuzi (53 proc.) i Włosi (44,7 proc.). Włochy to jedyny kraj, w którym większość osób nie zrealizowała w minionym roku swoich postanowień.

Ile procent respondentów deklaruje, że wypełniło swoje finansowe postanowienia na 2022 rok
Dania 66,20%
Polska 65,10%
Czechy 64,20%
Wielka Brytania 64%
Hiszpania 62,40%
Holandia 61,10%
Niemcy 60,90%
Globalnie 58,70%
USA 58,50%
Rumunia 57,10%
Norwegia 57%
Australia 54,70%
Francja 53%
Włochy 44,70%

Źródło: eToro

Rok temu, finansowe postanowienia na Nowy Rok podjęło 67,1 proc. Polaków. Finanse były trzecim najważniejszym obszarem w jakim stawialiśmy sobie takie cele, tuż po zdrowiu i rozwoju osobistym. Najczęściej planowaliśmy zacząć oszczędzanie na zakup ważnej rzeczy (40,2 proc.), zwiększyć dochody poprzez znalezienie dodatkowej pracy (37,1 proc) oraz rozpocząć inwestować na przyszłość (36,5 proc.). Aż 23,5 proc. ankietowanych chciało inwestować więcej niż dotychczas. Te cele udało się zrealizować prawie 2/3 badanych.

Trudny rok 2022 spowodował, że w przypadku postanowień na 2023 rok, finanse stają się drugim najważniejszym obszarem. Ważniejsze nadal pozostaje zdrowie, rozwój osobisty spada natomiast na 3 miejsce. Wzrósł także do 72,2 proc. (z 67,1 proc.) odsetek osób, które w ogóle postanawiania noworoczne deklarują.

Finansowe postanowienia noworoczne Polaków 2022 vs 2023
2022 2023 Zmiana
Trzymać się budżetu 34,50% 36,70% 2,20%
Spłacić zadłużenie 31,40% 28,50% -2,90%
Zacząć inwestować na przyszłość 36,50% 35,10% -1,40%
Więcej inwestować 23,50% 24,90% 1,40%
Zbudować fundusz „na czarną godzinę” 23,30% 24% 0,70%
Odkładać więcej na emeryturę 15,60% 16,10% 0,50%
Oszczędzać na zakup ważnej rzeczy 40,20% 38,40% -1,80%
Podjąć dodatkową pracę 37,10% 38,40% 1,30%

Źródło: eToro

Wśród postanowień na 2023 rok częściej pojawiają się te związane z przestrzeganiem budżetu, zwiększeniem zainwestowanych kwot, budowaniem finansowej poduszki bezpieczeństwa oraz oszczędzaniem na emeryturę. W okresie wysokiej inflacji, jednym z dwóch najpopularniejszych postanowień jest znalezienie dodatkowej pracy w celu zwiększenia swoich dochodów. Polacy doszli bowiem do wniosku, że w okresie znaczącego wzrostu kosztów życia, dodatkowa praca to jedyny skuteczny sposób na poprawę domowej sytuacji finansowej.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Uspokojenie na koniec roku?

Wygląda na to, że złoty względem euro postanowił się znów ustabilizować. Nie znaczy to, że nie możemy się spodziewać jakiegoś zagubionego tweeta na koniec roku, zmieniającego poważnie notowania, jak to się już raz zdarzyło w NBP.

Euro znów w okolicach 4,69 zł

Od początku listopada do końca pierwszej połowy grudnia wydawało się, że kurs euro był przyspawany do poziomu 4,69 zł. EURPLN oczywiście odchylał się chwilowo, ale były to ruchy przeważnie po 1-2 grosze i szybko wracały do tego poziomu. Przed świętami dobre dane z Polski pozwoliły się na chwilę odkleić od tej bariery i spaść około 5 groszy. Biorąc pod uwagę termin kupowania prezentów, wydarzyło się to zdecydowanie za późno, no chyba że ktoś obchodzi święta w terminie prawosławnym. Obecnie kurs jednak wrócił znów w okolice 4,69 zł za jedno euro i mimo szybkości powrotu znów wydaje się, jakby chciał tam pozostać na dłużej.

Słabsze dane z rynku nieruchomości

To, że wyższe stopy procentowe nie wpływają korzystnie na rynek mieszkaniowy, wydaje się banałem. Skoro wyższe odsetki zmniejszają zdolność kredytową to i kupowanych obiektów jest po prostu mniej. Potwierdza to spadający indeks podpisanych umów kupna domów w USA. Dlaczego zatem piszemy o tych danych? Rynek nieruchomości w USA był głównym ogniwem kryzysu z 2008 roku. Z tego też powodu wielu analityków bacznie obserwuje to, co się obecnie dzieje. Załamanie na tym rynku może bowiem ponownie wywołać efekt domina. Spadek cen mieszkań spowoduje bowiem, że kredyty nie będą wystarczająco zabezpieczone. W rezultacie może się okazać, że banki wymagające zabezpieczeń spowodują konieczność sprzedaży mieszkań, co tylko pogłębi problem. W rezultacie inwestorzy pilnie obserwują ten rynek, przekładając jego kondycję na dolara.

Ropa odwrotnie do gazu

Na rynku mamy ostatnio bardzo ciekawą zależność. Spadki cen gazu występują bowiem równolegle ze wzrostami cen ropy i odwrotnie. Jest to o tyle dziwne, że oba te surowce występują często w podobnych grupach zastosowań. Wczoraj mieliśmy sytuację, gdzie cena ropy naftowej obniżała się pomimo spadku zapasów ropy w USA. Kluczem do tego zjawiska był fakt, że rynki oczekiwały większego spadku zapasów. Należy jednak pamiętać, że USA zredukowały w tym roku rezerwy surowca o ponad 30%, co powoduje, że gdy ceny będą spadać, najprawdopodobniej będą podkupywać surowiec. To z kolei sugeruje, że mimo wyraźnego strachu przed spowolnieniem gospodarczym, ceny ropy wcale nie muszą zejść tak nisko, jak w pandemii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
17:00 – USA – zapasy paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Podatnicy są winni fiskusowi niemal 117 mld złotych. VAT w czołówce zaległości

Według danych Ministerstwa Finansów, 116,835 mld zł wyniosły należności za trzy kwartały br. pozostałe do zapłaty z tytułu podatków. Oznacza to spadek rdr. o 0,3%. Największe zaległości odnotowano w woj. mazowieckim, a najmniejsze – w świętokrzyskim. W całym kraju zdecydowana większość należności dotyczyła VAT-u. Na kolejnych miejscach w zestawieniu widać akcyzę, PIT i CIT. Komentujący te dane eksperci przewidują, że w wyniku wysokiej inflacji, rosnących zatorów płatniczych i zakończenia programów pomocowych dla przedsiębiorców wzrośnie ogólna wartość nieuregulowanych zobowiązań. Eksperci od podatków dodają również, że znaczna część z nich będzie umarzana przez sądy rozpatrujące wnioski o upadłość.

Jak podaje Ministerstwo Finansów, według stanu na 30 września 2022 roku, 116,835 mld zł wyniosły należności pozostałe do zapłaty, czyli zaległości, z tytułu podatków. To o 0,3% mniej niż rok wcześniej, kiedy ta kwota była w wysokości 117,174 mld zł.

– Spadek należności podatkowych o 0,3% jest statystycznie kosmetyczny, jak na wielkość budżetu państwa i jego wpływów. Sytuacja gospodarcza w tym roku, szczególnie w pierwszym półroczu, pomimo wojny na Ukrainie, nie pogorszyła się mocno, a w niektórych branżach nawet się polepszyła. Większość restrykcji związanych z pandemią przestała obowiązywać. Wielu przedsiębiorcom dało to możliwość złapania oddechu. Ci, którzy z powodu pandemicznych zawirowań mieli zaległości w zobowiązaniach podatkowych, mogli wreszcie je uregulować – wyjaśnia doradca podatkowy Ewa Flor.

Z kolei doradca podatkowy Marek Niczyporuk z Kancelarii Ars Aequi uważa, że skoro spadek ogólnej wartości zobowiązań jest tak niewielki, to trudno wyrokować, aby przedsiębiorcom było znacznie lepiej lub gorzej niż w poprzednich latach oraz by ta statystyka świadczyła o słabości państwa. Zdaniem eksperta, można byłoby lepiej egzekwować podatki. Jednak równie dobrze mogłoby zmniejszyć zaległości wprowadzenie bardziej czytelnych i jasnych przepisów podatkowych. Nie narażałyby one wielu podatników na popełnianie niezawinionych błędów czy też na wchodzenie w spory z fiskusem, które bardzo często zmieniają sposób interpretacji przepisów i linie orzecznicze.

– W mojej ocenie, działalność organów podatkowych w kwestiach egzekwowania należności nie uległa znaczącej zmianie. Na gruncie Ordynacji Podatkowej istnieje możliwość umarzania zaległości, ale to jest decyzją uznaniową poszczególnych Naczelników Urzędów Skarbowych. Żaden NUS nie chce umorzyć wysokiej kwoty, która z kolei wg każdego urzędnika reprezentuje inny poziom. Pomimo braku takich regulacji w prawie, można domniemywać z bardzo dużym przekonaniem, że presja Ministerstwa Finansów na egzekwowanie jak największych kwot z zaległości występuje i będzie rosnąć – dodaje Ewa Flor.

Patrząc na poszczególne województwa, można zauważyć, że na koniec trzeciego kwartału br. największe zaległości dotyczyły mazowieckiego – 49,643 mld zł (rok wcześniej – 48,130 mld zł). Dalej w zestawieniu widać woj. śląskie – 13,564 mld zł (14,411 mld zł), wielkopolskie – 11,484 mld zł (12,084 mld zł), dolnośląskie – 6,888 mld zł (7,608 mld zł), a także łódzkie – 6,292 mld zł (5,710 mld zł). Natomiast na końcu listy mamy świętokrzyskie – 1,262 mld zł (1,161 mld zł), opolskie – 1,449 mld zł (1,528 mld zł), jak również lubuskie – 1,588 mld zł (1,667 mld zł).

– Wyniki wiążą się z liczbą przedsiębiorstw zarejestrowanych w poszczególnych województwach. Oczywiste jest to, że mazowieckie wiedzie zdecydowany prym, jako że tam działa najwięcej firm i to największych w skali całego kraju. Wpływa to na zwiększenie liczby kontroli, ale także na wielkość wykrywanych zaległości – stwierdza Marek Niczyporuk.

Biorąc pod uwagę podział na poszczególne podatki, widać, że największe należności dotyczą VAT-u. Według stanu z 30 września 2022 roku, wynoszą one 93,640 mld zł (rok wcześniej – 93,368 zł). Na kolejnych miejscach w zestawieniu widzimy akcyzę – 10,585 mld zł (poprzednio – 10,466 mld zł), PIT – 7,974 mld zł (8,470 mld zł), CIT – 4,587 mld zł (4,707 mld zł), GRY – 48,846 mln zł (wcześniej 71,412 mln zł), podatki zniesione – 1,491 mln zł (1,728 mln zł), PSD (podatek od sprzedaży detalicznej) – 1,488 mln zł (8,808 mln zł), a także FIN (podatek od niektórych instytucji finansowych) – 0 zł (81,238 mln zł).

– Kwota zaległości jest tym wyższa, im większy udział ma dany podatek w ogólnych przychodach podatkowych w budżecie. Za ok. połowę odpowiedzialny jest VAT, który znajduje się na pierwszym miejscu w rankingu. Dalej widać podatek akcyzowy, stanowiący ok. 19% przychodów podatkowych, PIT – ok. 17%, a także CIT – ok. 11% – tłumaczy Ewa Flor.

Ta statystyka nie dziwi również doradcy podatkowego Marka Niczyporuka. Na początku rankingu są podatki pośrednie, związane z samym faktem handlu towarami i świadczeniem usług. Te daniny, z uwagi na swoją wysokość i sposób poboru, w tym możliwość np. odliczenia VAT-u naliczonego, w największym stopniu są narażone na działania oszustów podatkowych. To również te podatki, które w skali okresów rozliczeniowych, stanowią dla wielu przedsiębiorców największe wyzwanie finansowe do udźwignięcia. Dlatego pojawiają się tendencje do redukowania ich, nie zawsze w sposób zgodny z przepisami.

– Można się spodziewać, że zaległości podatkowe najprawdopodobniej się powiększą. Spowolnienie gospodarcze, z jakim mamy obecnie do czynienia, najczęściej pociąga za sobą zwiększenie zadłużenia podatników. To z kolei idzie w parze ze wzmożonymi działaniami windykacyjnymi organów podatkowych – zauważa doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak przewiduje Marek Niczyporuk, wysoka inflacja, rosnące zatory płatnicze i zakończenie programów pomocowych dla przedsiębiorców doprowadzą do zwiększenia ogólnej wartości nieuregulowanych zobowiązań. Zaległości często nie będą wynikały z winy podatników. Zdaniem eksperta, znaczna część z nich będzie umarzana, ale nie przez organy skarbowe, tylko przez sądy rozpatrujące wnioski o upadłość.

Elektryczne ciężarówki na horyzoncie

W ramach sektorowego projektu „eHDV Infrastructure Lab” ma w Polsce powstać pierwszy hub ładowania dedykowany transportowi ciężkiemu. W jednym miejscu zlokalizowanych zostanie kilka ładowarek, o mocy nawet 1 MW.

O roli i perspektywach rozwoju sektora zeroemisyjnych pojazdów ciężarowych rozmawiamy z Aleksandrem Rajchem, Dyrektorem relacji zewnętrznych PSPA i Piotrem Ziółkowskim, Koordynatorem projektu eHDV.

Elektromobilność powszednieje, samochody elektryczne przestają być sensacją na drogach. Jest to jednak kierunek, o którym mówi się głównie w kontekście pojazdów osobowych. Tymczasem elektryfikacja w sektorze transportu ciężkiego nabiera tempa.

Aleksander Rajch: To prawda. Do końca 2022 roku zrealizowane zostaną już pierwsze duże zamówienia. Volvo Trucks dostarczy Amazonowi w Niemczech 20 w pełni elektrycznych ciągników siodłowych, a na amerykańskie drogi wyjedzie około 100 egzemplarzy długo zapowiadanej Tesli Semi 1. Wciąż nie możemy mówić o wielkoseryjnej produkcji elektrycznych pojazdów ciężarowych, ale jest to wyraźny sygnał, że eHDV (electric Heavy-Duty Vehicles – red.) wychodzą z fazy pilotażowych projektów i najbliższe lata przynieść mogą prawdziwą rewolucję również w sektorze drogowego transportu ciężkiego.

Jak aktualnie wygląda sektor elektrycznego transportu ciężkiego? Jaka jest perspektywa umasowienia tego rynku?

Piotr Ziółkowski: W 2021 r. liczba rejestracji elektrycznych pojazdów ciężarowych (o DMC powyżej 16 t.) w Europie wzrosła o 193% w stosunku do poprzedniego roku. Niemal dwukrotny wzrost może robić wrażenie jednak, gdy spojrzymy na rzeczywiste liczby, okazuje się, że mówimy zaledwie o 346 nowo zarejestrowanych pojazdach w skali całego kontynentu. Wynik ten nie jest już tak imponujący, jednak należy pamiętać, że jest to rynek, który dopiero się kształtuje. Po kilku latach zapowiedzi, obietnic oraz programów pilotażowych, pierwsze pojazdy zaczynają trafiać do klientów, a największe „boom” na elektryczne ciężarówki dopiero przed nami.

AR: Najwięcej pojazdów w zeszłym roku trafiło do Szwajcarii, która dla wielu producentów stanowi swoisty poligon doświadczalny dla zeroemisyjnych technologii. Dzieje się tak w związku z atrakcyjnymi warunkami fiskalnymi. Na podium znalazły się również kraje skandynawskie, takie jak Norwegia oraz Szwecja, które uchodzą za światowych liderów w zakresie rozwoju rynku EV.

PZ: Polska natomiast znalazła się na 11 pozycji, rejestrując zaledwie 4 eHDV. Wynik, który nie przystoi liderowi rynku transportu ciężkiego w Europie. Na tak wczesnym etapie rozwoju to jeszcze o niczym nie przesądza, jednak jest to wyraźny sygnał o konieczności podjęcia wymiernych działań w celu wsparcia tego sektora.

Brutalna prawda jest taka, że Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc w zakresie rozwoju floty elektrycznych aut osobowych w UE. Czy w przypadku elektryfikacji pojazdów ciężarowych ten scenariusz się powtórzy i również znajdziemy się w ogonie Europy?

AR: Absolutnie nie możemy sobie na to pozwolić. Proces elektryfikacji sektora pojazdów osobowych w Polsce stanowić powinien dla nas cenne doświadczenie oraz nauczkę na przyszłość. W zakresie elektrycznego transportu ciężkiego na Polsce spoczywa o wiele większa odpowiedzialność. Obecnie jesteśmy liderem transportu ciężkiego w Europie. Co 5 pojazd o DMC powyżej 3,5 t zarejestrowany w Unii Europejskiej posiada polskie tablice rejestracyjne, natomiast polscy przewoźnicy obsługują niemal jedną trzecią wszystkich przewozów towarowych w UE. Według danych Związku Pracodawców polska branża TSL zatrudnia niemal 750 000 osób oraz generuje 6% polskiego PKB. W takiej sytuacji jesteśmy zobligowani do objęcia aktywnej roli w zakresie elektryfikacji tego sektora, aby uchronić konkurencyjną pozycję polskiego rynku.

Na jakim etapie jest rozwój technologii w elektrycznych pojazdach ciężarowych? Jak wygląda aktualna oferta produktowa?

PZ: Oferta rozwija się dynamicznie. Oczywiście klient zainteresowany pojazdem spalinowym wciąż będzie miał znacznie większy wybór, jednak wiodący producenci aktywnie dążą do rozbudowy swojego elektrycznego portfolio i coraz częściej przedstawiają ambitne plany w zakresie elektryfikacji. Świetnym przykładem jest tutaj firma Volvo Trucks, która jest jednym z liderów rynku i już od połowy 2022 r. oferuje swoim klientom pełną gamę produktową dostępną w wariantach z elektrycznych układem napędowym.

AR: Duża część tych aktywności wynika z polityki Unii Europejskiej, która wprowadziła cele w zakresie zmniejszenia średniej emisji CO2 nowych samochodów ciężarowych o dużej ładowności, co stanowi główny czynnik natury regulacyjnej determinujący rozwój tego sektora.

PZ: Pojazdy ciężarowe, choć stanowią niespełna 3% ogólnego parku samochodów poruszających się po europejskich drogach, to jednocześnie odpowiadają za aż 19,4% emisji CO2 pochodzących z transportu drogowego w krajach Unii. Ponadto, transport stał się jednym z najbardziej emisyjnych sektorów w wielu krajach rozwiniętych – 30 lat temu odpowiadał za emisję 15% gazów cieplarnianych, obecnie za 29%. Podobnie jest w Polsce, gdzie ekwiwalent CO2 z transportu drogowego tylko w latach 1990-2016 wzrósł z 22 mln ton do 56 mln ton. Na wzrost poziomu emisji w znacznym stopniu wpływa sektor ciężkiego transportu drogowego, w którym zdecydowana większość parku pojazdów napędzana jest silnikiem Diesla (98,3%).

AR: Na rozwój sektora elektrycznego transportu ciężkiego wpływają jednak także firmy, liderzy swoich kategorii, którzy kreują dane rynki. Neutralizują one swój ślad i działalność, oczekując także od dostawców usług transportowych korzystania z pojazdów zeroemisyjnych. Przykładem jest IKEA i Amazon.

Czy ta technologia jest jednak już dostatecznie rozwinięta? Jakiej pojemności są baterie i jakie zasięgi mają elektryczne ciężarówki? Czy są już w stanie zastąpić pojazdy z napędem konwencjonalnym?

PZ: Dostępne dziś elektryczne pojazdy ciężarowe wyposażone są w baterie o pojemnościach od 180 do ponad 500 kWh, które umożliwiają przejechanie nawet do ok. 400 km na jednym ładowaniu. Wartości te sprawiają, że już dziś eHDV są w stanie w znacznym stopniu zastąpić pojazdy konwencjonalne na krótkich oraz średnio dystansowych trasach. Wymaga to jednak wciąż pewnego przygotowania ze strony przewoźnika w postaci odpowiedniego zaplanowania trasy oraz zadbania o niezbędną infrastrukturę ładowania, zlokalizowaną najczęściej w bazie bądź w punktach docelowego rozładunku. Problem stanowią natomiast transporty długodystansowe, których rozwój jest mocno ograniczony w związku ze wciąż zbyt niskim zasięgiem pojazdów oraz małą dostępnością ogólnodostępnej infrastruktury ładowania dedykowanej pojazdom ciężarowym.

Wspomniana infrastruktura ładowania przez wiele osób wskazywana jest jako główna bariera rozwoju nie tylko elektrycznych pojazdów ciężarowych, ale i całego sektora elektromobilności. Jaka jest zatem perspektywa jej rozwoju i kiedy będziemy mogli pozwolić sobie na swobodną podróż ciężarowym EV?

AR: W przypadku aut osobowych już dziś możemy niemal bezstresowo podróżować po całej Polsce i Europie, czego jestem najlepszym przykładem. Znacznie większy problem stoi natomiast przed pojazdami ciężarowymi, które w dużej mierze nie mogą korzystać z obecnych punktów ładowania z racji ich lokalizacji. Stacje te często lokalizowane są na mniejszych parkingach, co skutecznie uniemożliwia dostępność dla pojazdów wielkogabarytowych. Dzisiaj nie posiadamy żadnej stacji dedykowanej eHDV.

PZ: Rozwój infrastruktury stanowi jedną z największych barier, przed którymi stoi sektor, zważywszy, że do roku 2030 flota elektrycznych pojazdów ciężarowych zwiększy się ponad 60-krotnie w stosunku do dzisiejszego poziomu. Do tego czasu ładowanie elektrycznych HDV stanie się najważniejszym obszarem szybkiego ładowania pojazdów, odpowiadając za niemal 2/3 zapotrzebowania energetycznego przeznaczonego na ładowanie prądem stałym (DC) w ogóle.

AR: Spodziewamy się jednak, że proces rozbudowy infrastruktury zarówno dla pojazdów lekkich, jak i ciężkich, już niebawem znacznie przyspieszy w związku z projektowanym obecnie rozporządzeniem AFIR, które zobowiązywać będzie państwa członkowskie do rozbudowy sieci stacji ładowania. W zależności od wersji projektu przygotowywanego rozporządzenia, wejście AFIR w życie oznacza dla Polski konieczność dysponowania już w 2025 r. siecią stacji ładowania eHDV o mocy od 26,3 MW do 179,2 MW. Aby tak się stało wymagane jest jednak odpowiednie dostosowanie rynku lokalnego w zakresie legislacyjnym, umożliwiając jego swobodny rozwój. Długotrwałe i skompilowane procesy przyłączenia do sieci energetycznej stanowią bowiem obecnie jedno z największych wyzwań w działaniach operatorów usług ładowania.

Czy to prawda, że powstaje teraz szereg projektów, których celem jest rozbudowa infrastruktury ładowania dedykowana ciężarowym elektrykom?

AR: Zdecydowanie tak. Podejmowanych jest szereg inicjatyw, działających na rzecz rozwoju sektora eHDV. Programy, takie jak CV Charging Europe, zakładające budowę sieci 1700 punktów ładowania dedykowanych pojazdom ciężarowym w ciągu najbliższych 5 lat, czy też projekt Expand-E realizowany przez GreenWay oraz IONITY, zakładający uruchomienie 10 punktów ładowania dla aut dostawczych i ciężarowych w Polsce. Ponadto jako PSPA, przy wsparciu wielu uczestników rynku, realizujemy projekt eHDV Infrastructure Lab.

Opowiedzcie proszę więcej o tym projekcie.

AR: To unikatowe w skali Europy case study, mające na celu wykreowanie polskiego know-how w zakresie rynku eHDV, zwłaszcza implementacji infrastruktury ładowania, jej obsługi oraz elektryfikacji floty. Projekt przewiduje utworzenie pilotażowej sieci hubów ładowania umożliwiających elektryfikację tras sieci TEN-T, co pozwoli na realizację dalekobieżnych połączeń obsługiwanych przez zelektryfikowane pojazdy ciężarowe.

PZ: Nasze prace opierają się na działaniach grupy eksperckiej, składającej się z szerokiego grona interesariuszy, silnie zaangażowanych w rozwój zrównoważonego transportu. Są to liderzy zrównoważonego transportu w Polsce i Europie, przedstawiciele takich sektorów jak retail, logistyka, OEM, finanse czy też edukacja.

Na jakim etapie jest ten projekt?

PZ: Dotychczasowe prace objęły m.in. analizę głównych tras przejazdowych i miejsc postojowych HDV, co umożliwiło opracowanie mapy odcinków, na których rozwój infrastruktury powinien nastąpić w pierwszej kolejności. Opracowano również parametry stacji ładowania przyszłości, czyli koncepcję wielostanowiskowego hubu ładowania przystosowanego do obsługi pojazdów ciężarowych wyposażonych w akumulatory trakcyjne o wysokiej pojemności.

AR: W kontekście rozmowy o tym projekcie najciekawsze wydają się moce, jakie będą musiały zostać zapewnione, aby efektywnie ładować pojazdy, które już dziś potrafią dysponować bateriami o pojemności ponad 500 kWh, i które powinny być w wstanie naładować w ciągu 45 min pauzy kierowcy. Odpowiedzią jest rozwój technologii ładowania megawatowego (MCS – Megawatt Charging System), czyli pozostającego obecnie w fazie testowej, opracowywanego przez firmę CharIN złącza ładowania dla pojazdów elektrycznych o dużej pojemności baterii.

PZ: Złącze powstaje głównie z myślą o samochodach ciężarowych oraz autobusach, jednak jego beneficjentami mogą być również takie sektory jak transport morski oraz lotnictwo. MCS ma być przystosowane do ładowania prądem stałym (DC) z maksymalna mocą 3,75 MW (3 000 amperów przy 1250 woltach).

AR: Dodam, że równolegle do działań w ramach eHDV Infrastructure Lab, PSPA, na zlecenie Ministerstwa Klimatu i Środowiska, realizuje także projekt, którego celem jest określenie optymalnego rozmieszczenia infrastruktury ładowania elektrycznych pojazdów lekkich oraz ciężarowych w korytarzu sieci bazowej TEN-T, przy uwzględnieniu projektu AFIR oraz stanu elektroenergetycznego systemu dystrybucyjnego w Polsce. Obydwa projekty są komplementarne.

To jak ma wyglądać stacja przyszłości dla elektrycznych ciężarówek?

PZ: Koncepcyjny hub przedstawiono w dwóch wariantach obejmujących rozmieszczenie infrastruktury ładowania dla elektrycznych pojazdów ciężarowych na MOP III kategorii (na przykładzie MOP Brwinów) oraz na MOP I kategorii, czyli punktach jedynie o funkcjach wypoczynkowych, wyposażonych między innymi w stanowiska postojowe czy też sanitariaty (bez stacji tankowania). To właśnie te drugie mogą odegrać kluczową rolę w rozwoju sieci stacji ładowania i stać się modelowymi „stacjami przyszłości” – punktami dedykowanymi jedynie pojazdom elektrycznym. Zgodnie z przyjętymi założeniami oba przedstawione huby ładowania mają posiadać punkty ładowania o mocach powyżej 50 i 350 kW, a także ponad 1 MW (złączeni MCS). Dodatkowo infrastrukturze mają towarzyszyć obiekty usługowe, w tym restauracja, wiaty z panelami fotowoltaicznymi, magazyn energii i stacja transformatorowa. Istotną kwestią przygotowanej propozycji jest fakt, że opisywany hub ma charakter modułowy, co umożliwi jego ewentualną rozbudowę̨ stosownie do potrzeb rynkowych, czy też wytycznych natury regulacyjnej.

Rozumiem, że wykonano prace koncepcyjne, a jak z wdrożeniem?

AR: PSPA nieustannie monitoruje rynek w poszukiwaniu potencjalnych źródeł finansowania, umożliwiających realizację późniejszych faz projektu eHDV Infrastructure Lab. Efektem tych starań było m.in. zidentyfikowanie programu LIFE – jedynego narzędzia w Unii Europejskiej w całości dedykowanemu ochronie środowiska, w tym łagodzeniu zmian klimatu. Jego celem jest wspieranie implementacji unijnej polityki klimatycznej. Program jest katalizatorem wdrażania rozwiązań prośrodowiskowych realizowanych w poszczególnych państwach członkowskich. Zbieżność założeń programu z projektem eHDV Infrastructure Lab skutkowała złożeniem wniosku o wsparcie w ramach utworzonego konsorcjum składającego się z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (będącego liderem konsorcjum) oraz firm: Eleport, GreenWay Polska, Ennovation Technology, jak również Politechniki Warszawskiej. Inicjatywa została poparta przez szerokie grono interesariuszy wchodzących w skład grupy eksperckiej projektu eHDV Infrastructure Lab.

Autor: Elektromobilni.pl

Jak wybrać komputer POS do systemu sprzedaży?

Korzystanie z systemu sprzedaży wiąże się z koniecznością wdrożenia różnego rodzaju urządzeń lub programów. W wielu przypadkach podstawą takiego rozwiązania jest zaś komputer typu POS. To przy jego pomocy można korzystać z oprogramowania służącego np. do zarządzania handlem i magazynem. A na co konkretnie zwrócić uwagę przy wyborze takiego urządzenia? Terminal komputerowy Novitus Esline S2 udowadnia, że duże znaczenie ma zarówno wydajność, jak i wygodna obsługa oraz płynna współpraca z innymi ogniwami firmowego systemu.

Główne zalety urządzenia typu all-in-one

Terminal komputerowy POS (Point of Sale) to urządzenie, które jest pod różnymi względami przystosowane do prowadzenia sprzedaży na stanowisku obsługi klientów w firmie. Od „standardowego” komputera stacjonarnego różni się np. tym, że posiada zintegrowany panel dotykowy. Jest więc urządzeniem typu all-in-one, które umożliwia intuicyjną obsługę zainstalowanego oprogramowania, m.in. aplikacji sprzedażowej, sprzedażowo-magazynowej lub przeznaczonej do zarządzania gastronomią. A na przykładzie Novitus Esline S2 widać również doskonale, jak duże znaczenie w przypadku komputera POS ma rodzaj zastosowanej technologii dotykowej. Wspomniane urządzenie posiada bowiem 15-calowy ekran pojemnościowy (PCAP), a więc taki, który cechuje się zwiększoną odpornością na zużycie i uszkodzenia mechaniczne, np. zarysowania.

Warto też dodać, że terminal komputerowy Novitus jest dostępny w wersjach z opcjonalnymi rozszerzeniami swojej funkcjonalności. Model Esline S2 można wyposażyć zarówno w dodatkowy wyświetlacz dla nabywców, jak i czytnik kart magnetycznych. I co najważniejsze, obydwa akcesoria stanowią wtedy integralną część omawianego urządzenia. Nadal mamy więc do czynienia z praktycznym komputerem typu all-in-one.

Wydajne podzespoły i system operacyjny Windows

Przy wyborze terminala komputerowego POS dla firmy z pewnością należy zwrócić uwagę na wydajność konkretnego urządzenia. A warto też pamiętać, że niekiedy istnieje nawet możliwość dostosowania parametrów danego modelu do potrzeb przedsiębiorstwa. Tak jest w przypadku przywoływanego już wcześniej terminala komputerowego Esline S2. Przy zamawianiu tego urządzenia można bowiem wybrać jedną z dwóch dostępnych konfiguracji: z procesorem C3867U i 4 GB pamięci RAM (standardową) lub procesorem i3-7100U i 8 GB pamięci RAM (o zwiększonej wydajności). I co najważniejsze, w obydwu wariantach komputer POS od Novitus jest wyposażony w szybki dysk twardy typu SSD (o pojemności 128 GB) oraz posiada preinstalowany system operacyjny Windows 10. Model Esline S2 zapewnia więc kompatybilność z wieloma popularnymi programami sprzedażowymi i sprzedażowo-magazynowymi dla firm (zgodnymi ze środowiskiem informatycznym Microsoft), jak również ich płynne działanie.

rozwiazanie systemowe novitus esline s2 soga deon online

Komputer Esline S2 w połączeniu z innymi rozwiązaniami od Novitus

Terminale komputerowe POS, w tym model Esline S2, to nie jedyne rozwiązania sprzedażowe, jakie są dostępne w ofercie Novitus. Polski producent słynie przecież przede wszystkim z dostarczania na rynek różnego typu urządzeń fiskalnych, np. drukarek rejestrujących Deon Online, Bono Online oraz HD II Online. Ponadto, coraz większym zainteresowaniem przedsiębiorców cieszy się także oprogramowanie tej marki. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby zdecydować się na system sprzedaży od jednego producenta. Przedsiębiorca zyska wtedy pewność, że wszystkie elementy takiego rozwiązania technologicznego dla biznesu – komputer POS, drukarka fiskalna oraz oprogramowanie – będą ze sobą w pełni kompatybilne.

Osobną kwestią są też różnego rodzaju urządzenia peryferyjne, które usprawniają codzienne obsługiwanie klientów (a niekiedy okazują się wręcz niezbędne przy prowadzeniu sprzedaży). Warto więc podkreślić, że terminal komputerowy Novitus Esline S2 posiada wiele różnorodnych interfejsów komunikacyjnych: RS-232, USB, Ethernet, Wi-Fi oraz Bluetooth. Dzięki temu może płynnie współpracować z kilkoma urządzeniami równocześnie – nie tylko z drukarką fiskalną, ale także wagą elektroniczną, czytnikiem kodów kreskowych, programowalną klawiaturą, drukarką etykiet czy dodatkowym wyświetlaczem dla klientów. Innymi słowy, ten komputer POS od Novitus ma wszelkie predyspozycje do tego, aby stać się kluczowym ogniwem nawet najbardziej rozbudowanego rozwiązania systemowego dla firmy.

Co nas czeka na rynku kryptowalut w 2023 roku? – analiza XTB

Rok 2022 był dla kryptowalut prawdziwą próbą ognia, której efektem okazała się wyprzedaż i spadki całego rynku. Rosnąca korelacja z globalnym rynkiem akcji sprawiła, że kryptowaluty okazał się podatne na czynniki makroekonomiczne jak spowolnienie aktywności gospodarczej, niepewna sytuacja geopolityczna i przede wszystkim zwrot w polityce monetarnej banków centralnych. Popularność powiązanych z kryptowalutami technologii zdecentralizowanych finansów (De-Fi), tokenów NFT oraz inteligentnych kontraktów zwolniła, a dzienne liczby procesowanych transakcji przez sieć dwóch największych kryptowalut Bitcoin oraz Ethereum nie wykazały istotnego wzrostu od poziomów z poprzedniej hossy 2018 roku, stawiając znak zapytania nad dalszą adopcją cyfrowych aktywów.

Mając na uwadze wciąż żywe zainteresowanie spekulacją oraz możliwe katalizatory ponownego zainteresowania branżą kryptowalut, poniżej wymienimy czynniki, które mogą mieć wpływ na wycenę kryptowalut w 2023 roku.

Co może napędzić odreagowanie?

Czynniki wewnętrzne

Poziom wyprzedania – rynek kryptowalut posługuje się pojęciem cykliczności w odniesieniu do okresów hossy i bessy Bitcoina. Każdy z poprzednich cykli charakteryzował się negatywnymi wydarzeniami, które napędzała m.in. sprzedaż ze strony nierentownych górników, kapitulacja długoterminowych inwestorów oraz rosnące zwątpienie w potencjał całej branży. W 2022 roku obserwowaliśmy wszystkie te czynniki z bankructwem największej firmy wydobywczej Core Scientific i rekordową podażą długoterminowych inwestorów włącznie. Możemy oczekiwać, że wszystkie negatywne informacje, które wpływały na branże w 2022 roku są już odzwierciedlone w cenach, przez co głębsze spadki o podobnej wielkości mogą odbierane być jako mniej prawdopodobne. To z kolei wpływać na redukcję pozycji krótkich postrzeganych za coraz bardziej ryzykowne i zachęcać inwestorów do ryzykownego “polowania na dołek”;

Cykle halvingowe – inwestorzy kryptowalutowi posługują się również tzw. halvingiem jako jednym z czynników wpływających na cenę Bitcoina przez redukcję jego ograniczonej podaży. Halving to zaprogramowane w kodzie BTC wydarzenie, które cyklicznie co mniej więcej 4 lata ogranicza o połowę podaż BTC oraz nagrodę dla górników. Analizując poprzednie “cykle halvingowe”, cena Bitcoina zaczynała wzrosty na mniej więcej 1 rok i 3 miesiące przed halvingiem, co biorąc pod uwagę kwiecień/maj jako realny termin następnego takiego wydarzenia może sprzyjać zainteresowaniu Bitcoinem od I kw. 2023 roku.

Czynniki zewnętrzne

Powolne luzowanie polityki monetarnej – 28 spośród 31 banków centralnych śledzonych przez analityków JP Morgan w 2022 roku podniosło stopy procentowe. Najważniejszy i największy z nich, amerykański Fed radykalnie podniósł stopy, które w I kw. przyszłego roku prawdopodobnie sięgną poziomu 5%. Wraz ze spadkiem aktywności gospodarczej, spadającą inflacją i perspektywą spodziewanej recesji w USA apetyt Rezerwy Federalnej na kolejne podwyżki stóp lub utrzymanie ich na restrykcyjnych poziomach może sukcesywnie spadać prowadząc Wall Street do “pivotu” i związanego z nim odbicia ryzykownych aktywów jak kryptowaluty czy akcje spółek technologicznych. W 2022 roku obie te grupy aktywów znalazły się pod presją i radziły sobie zdecydowanie najsłabiej;

Spadek ryzyka geopolitycznego – największa wojna w Europie od II Wojny Światowej spowodowana atakiem Rosji na Ukrainę wpłynęła na spowolnienie tempa globalizacji i pogorszenie nastrojów inwestorów w 2022 roku. Spowodowała też znów widoczną polaryzację państw zachodnich z Rosją i pośrednio Chinami. Wobec słabnącej opartej na surowcach gospodarki rosyjskiej, obciążonej dodatkowo ich niższymi cenami w 2022 roku (ropa, gaz ziemny), nieustającemu zaangażowaniu USA i NATO, oraz sukcesów kontrofensywy armii Ukrainy, w 2023 roku ponownie zaistnieje szansa na dyplomatyczne rozwiązanie wojny. Dodatkowo amerykańscy dyplomaci wciąż kontynuują rozmowy z Chinami w sprawie kryzysu w Cieśninie Tajwańskiej i sankcji technologicznych nałożonych przez USA na Państwo Środka. Pokazuje to, że oba kraje wciąż dążą do dyplomatycznego wyjścia z głębokiego kryzysu w stosunkach.

Co może pogłębić spadki?

Czynniki wewnętrzne

Bankructwa i upadek giełd – w 2022 roku obserwowaliśmy m.in. upadek blockchainu Luna/Terra, bankructwa kryptowalutowych funduszy i zdecentralizowanych protokołów pożyczkowych oraz jednej z największych giełd crypto, FTX. Jeśli w przyszłym roku będziemy świadkami dalszego ciągu efektu domina możemy spodziewać się, że deprecjacja Bitcoina będzie postępować – wraz z masowym exodusem inwestorów z kryptowalutowych giełd, lawinowymi wyprzedażami i rosnącym wolumenem tzw. “stablecoinów”.  W 2023 roku oczy inwestorów skierowane będą w kierunku największej kryptowalutowej giełdy Binance, której audyt Mazars nie zaspokoił ciekawości inwestorów. mimo bezproblemowo procesowanych wypłat oraz stablecoinów – przede wszystkim Tethera oraz Binance USD. Problem rosnących cen energii może z kolei może utrzymać podaż górników Bitcoina na wysokim poziomie, przy jednoczesnym ryzyku dalszych bankructw firm wydobywczych;

Problemy z adopcją – choć w okresie hossy 2020 i 2021 roku adopcja kryptowalut przyspieszała, wraz z euforią wokół tokenów NFT i zdecentralizowanych finansów, obecnie widzimy, że wobec bessy użycie Bitcoina oraz innych kryptowalut w transakcjach spada (choć potencjał adopcji w Indiach i Nigerii jest wciąż widoczny). Średnia dzienna liczba transakcji na blockchainie BTC i Etherem wynosi około 1 mln wobec 350 mln Mastercard i 150 mln dla Visa. Historycznie występowała istotna zależność między wyceną Bitcoina oraz aktywnością transakcyjną, ponieważ podobnie do przypadku notowanych na giełdzie firm jak Visa, Mastercard czy PayPal wykorzystanie Bitcoina w transakcjach może być postrzegane jako jeden z fundamentów wyceny “króla kryptowalut”. Choć liczba inwestorów posiadających kryptowaluty lub handlujących nimi zdecydowanie wzrosła na przestrzeni ostatnich lat trudno postrzegać to za fundamentalny wskaźnik praktycznej adopcji. Powyższe może wynikać m.in. niskich stóp procentowych banków centralnych i polityki fiskalnej, krótkotrwałych trendów, popularności kryptowalut jako wysoce spekulacyjnych aktywów oraz faktu, że w ciągu ostatnich 12 lat szczególnie nagradzani byli inwestorzy akceptujący wysokie ryzyko inwestycyjne, co w naturalny sposób kierowało uwagę inwestorów w stronę ryzyka. Kryzys zaufania do branży sprawia, że dalsza rzeczywista adopcja wciąż stoi pod znakiem zapytania.

Czynniki zewnętrzne

Fed odporny na pivot – istnieje szereg czynników, które mogą sprawić, że Rezerwa Federalna nie będzie skłonna do zdecydowanych obniżek stóp procentowych lub ostatecznego wyhamowania cyklu podwyżek. Podstawowe ryzyko stanowi na tym polu uporczywa inflacja utrzymująca się znacznie powyżej celu inflacyjnego (2%), co może skłonić Fed do utrzymania stóp procentowych na restrykcyjnym terytorium lub co najmniej zdecydowanie wyższym od okolic 0%, w których utrzymywane były przez blisko 12 lat stymulując popyt na ryzykowne aktywa. Szereg funduszy inwestycyjnych m.in. BlackRock wskazuje na ryzyko inflacyjne, które w połączeniu ze słabnącą gospodarką i Fedem nie ratującym rynków finansowych obniżkami może motywować inwestorów do rezygnacji. Czynniki, które mogą wpływać proinflacyjnie to m.in. silna gospodarka i spirala płacowa, nierównowaga popyt-podaż (łańcuchy dostaw), rosnące ceny energii oraz deglobalizacja.

Spadek zainteresowania instytucji – ponieważ w 2022 roku mieliśmy do czynienia z bardzo znaczącymi zmianami rynkowymi, ze zmianą w polityce monetarnej i światowym kryzysem politycznym włącznie. Możemy oczekiwać, że fundusze inwestycyjne przyjmą bardziej defensywną postawę i nie będą rozważać zainteresowania branżą kryptowalut przez wzrost ryzyka makroekonomicznego w 2023 roku. W otoczeniu wysokich stóp procentowych oraz mniej ryzykownych instrumentów preferowanych przez inwestorów, w 2023 roku możemy stać się świadkami spadku inwestycji w branżę ze strony funduszy venture capital i private equity, które poza samym wzrostem wycen stymulowały również rozwój technologii, nierozerwalnie związanych z branżą kryptowalut. Istotną rolę może odegrać też dalszy rozwój koncepcji wirtualnych światów tzw. Metaverse, która przez szereg analityków uważana jest za skorelowaną z cyfrowymi aktywami. W 2022 roku jej rozwój zdecydowanie zwolnił z uwagi na pogorszenie warunków w sektorze reklamy, a dalsze zagrożenie może stanowić słabsza kondycja konsumentów mniej skłonnych do wydatków na nowinki technologiczne jak zestawy VR czy okulary AR.

Wykres Bitcoina, interwał W1

Wykres Bitcoina, interwał W1. Patrząc na wykres na interwale tygodniowym widzimy, że istotnym z punktu widzenia AT wydarzeniem na wykresie było przecięcie się średniej SMA100 (czarny) poniżej SMA200 (czerwony) nazywane “krzyżem śmierci”  – miało to miejsce około 10 dni przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie. Obecnie widzimy, że dystans między SMA200 a SMA100 zaczyna się zmniejszać, wskazując na możliwe przecięcie SMA200 od dołu, nazywane formacją “złotego krzyża”. Potencjalnie może to być wydarzenie, które jeśli wystąpi – zobrazuje wzrost prawdopodobieństwa zmiany trendu Bitcoina w 2023 roku. Źródło: xStation5

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Stabilna niepewność i trendy, które będą kształtowały polski rynek pracy w 2023 roku

Niepewność, która od wybuchu pandemii towarzyszy przedsiębiorcom, w 2022 roku przybrała dodatkowo na sile za sprawą m.in. wojny w Ukrainie, rosnącej inflacji oraz kryzysu energetycznego. – W przyszłym roku nie będzie lepiej. Pracodawcy będą musieli mierzyć się z długofalowymi konsekwencjami tych zdarzeń, a także stawiać czoło m.in. rosnącym oczekiwaniom pracowników
z „pokolenia Z”.
 – prognozuje Wojciech Ratajczyk, Wiceprezes Polskiego Forum HR i Prezes agencji zatrudnienia Trenkwalder, wskazując trendy, które w 2023 roku będą miały istotny wpływ na sytuację na rynku pracy.

Po pandemicznym 2020 i 2021 roku, który dotknął niemal każdą branżę, wszyscy myśleli, że sytuacja w gospodarce i na rynku pracy zacznie się stabilizować. Nikt nie przewidział jednak wojny w Ukrainie oraz lawiny zdarzeń, które za sobą pociągnie, w tym m.in. odpływu tysięcy ukraińskich mężczyzn z polskiego rynku pracy, fali migracji ukraińskich kobiet, czy wreszcie inflacji i kryzysu energetycznego. Rok 2022 na rynku pracy upłynął także pod znakiem postępującej cyfryzacji, zielonej transformacji oraz rekordowo niskiego bezrobocia.

– Słowem, które najlepiej opisuje sytuację na rynku pracy w mijającym roku jest niepewność. Towarzyszyła nam ona już od kilku lat i wiele firm nauczyło się w tych warunkach sprawnie funkcjonować, dostosowując elastycznie swoje strategie do zmieniających się warunków. Ta niepewność z nami już pozostanie i to na wysokim poziomie. W przyszłym roku będzie ona wypadkową ogromnych przemian, które się dzieją obecnie – zarówno w gospodarce i polityce światowej, jak i w technologii czy społeczeństwie. – mówi Wojciech Ratajczyk, Wiceprezes Polskiego Forum HR i Prezes agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Zdaniem Wojciecha Ratajczyka, w tej wszechobecnej niepewności klarują się jednak już dziś pewne trendy, które będą przybierały na sile w 2023 roku:

WYHAMOWANIE REKRUTACJI, ZAMROŻENIE INWESTYCJI I UTRZYMANIE ZACIŚNIĘTEGO PASA

Rok 2022 był jednym z najlepszych w historii, jeśli chodzi o rekrutacje stałe. W przypadku pracy tymczasowej, firmy starały się utrzymać równowagę pomiędzy elastycznością, a utrzymaniem obecnych zespołów. W listopadzie 2022 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 5,1 proc. – wynika z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej. Tak niskiej liczby zarejestrowanych osób bezrobotnych nie mieliśmy od ponad 30 lat. Choć pracodawcy wciąż mają problem z uzupełnieniem braków kadrowych, to ilość ofert pracy w listopadzie zmniejszyła się o 1,8 proc. w porównaniu do października oraz o 5 proc. w stosunku do listopada 2021 r.

– To nie jest duża zmiana, ale wyraźnie widać, że spada dynamika ilości ogłoszeń o pracę. Wszystko wskazuje na to, że w 2023 roku ten trend się utrzyma. Firmy będą bardziej koncentrować się na utrzymaniu swoich kluczowych zespołów, które z trudem odbudowały po pandemii, niż na ich powiększaniu. Pracodawcy bardziej skupią się też na sprostaniu presji płacowej i innym presjom kosztowym niż na inwestowaniu w rozwój zespołów. Taka sytuacja będzie nam najprawdopodobniej towarzyszyła przez rok lub dwa.mówi Wojciech Ratajczyk.Oczywiście są sektory, jak np. BPO/SSC gdzie planowany jest 12 proc. wzrost zatrudnienia w 2023 roku. Wynika to z faktu, że firmy na całym świecie szukają obniżki kosztów i będą przenosiły lub rozbudowywały centra usług w Polsce w poszukiwaniu tańszego serwisu. – dodaje Ratajczyk.

„ZETKI” W NATARCIU, CZYLI ROSNĄCE OCZEKIWANIA KANDYDATÓW Z POKOLENIA PŁATKÓW ŚNIEGU

Według GUS, w Polsce jest obecnie około 2,5 miliona reprezentantów „pokolenia Z”, czyli osób urodzonych pomiędzy 1995 a 2010. Szacuje się, że mogą oni stanowić nawet 10 proc. ogółu pracowników. Z czasem będzie ich coraz więcej, a co za tym idzie, będą coraz silniej zaznaczać swoją obecność na rynku pracy. Zarządzenie ich potrzebami już dziś stanowi dla pracodawców i działów HR spore wyzwanie, ponieważ „Zetki” mają zupełnie inne podejście do pracy i większe oczekiwania niż przedstawiciele poprzednich generacji.

– Te różnice widać już na poziomie prowadzonych rekrutacji. Ogłoszenia o pracę powinny być bardziej  konkretne, mniej formalne, dostosowane do oczekiwań tego pokolenia i mówiące jego językiem.  Do tego dochodzi potrzeba transparentności, która w ogłoszeniach jest realizowana m.in. poprzez podawanie widełek wynagrodzeń. W 2023 roku stanie się to najpewniej obowiązującą regułą, a nie tylko czasowym trendem. – stwierdza Wojciech Ratajczyk, Prezes agencji zatrudnienia Trenkwalder. – „Zetki” mają też szersze spektrum wyboru i bardzo chętnie korzystają z dostępnych opcji. Dla nich elastyczny czas i forma pracy oraz kompleksowy pakiet benefitów to już konieczność.dodaje Ratajczyk.

NOWE ZAWODY JAKO POKŁOSIE CYFROWEJ I ZIELONEJ TRANSFORMACJI

Jak twierdzi Wojciech Ratajczyk, jednym z trendów, który mocniej zarysuje się na rynku pracy w 2023 roku będzie postępująca transformacja: zarówno cyfrowa, której dynamiczne przyspieszenie obserwujemy od początku pandemii, jak też energetyczna, wzmocniona przez obecny kryzys na rynku surowców. To z kolei będzie skutkowało zapotrzebowaniem na nowe kategorie specjalistów.

– Polityka firm będzie sukcesywnie zmierzać w kierunku oszczędności i ograniczenia emisji, co z jednej strony przekłada się na rozwój technologii, a z drugiej na poszukiwanie nowych specjalistów, którzy będą zajmowali się kontrolą procesów związanych z konsumpcją energii czy minimalizacji wpływu działalności przedsiębiorstwa na środowisko. Już dziś w związku z zieloną rewolucją pojawiają się oferty pracy na stanowiska, których wcześniej nie było, np. „Inżynier wykorzystania energii”. Jest to ktoś pomiędzy HR-owcem a BHP-owcem, ale zajmujący się zagadnieniami związanymi z konsumpcją energii. wyjaśnia Wojciech Ratajczyk. – Również cyfrowa transformacja i rozwój sztucznej inteligencji generuje coraz większy popyt na nowe kategorie specjalistów, takich jak chociażby „Pasterz robotów” czy „Trener chatbotów”. W 2023 roku takich rekrutacji będzie prawdopodobnie więcej. – dodaje Ratajczyk.

INKLUZYWNOŚĆ, RÓŻNORODNOŚĆ I WARTOŚCI WPISANE W STRATEGIE PERSONALNE FIRM

Inkluzywność na rynku pracy to stworzenie środowiska pracy, w którym każdy czuje się dobrze bez względu na swój wiek, płeć, kolor skóry, orientację seksualną, odmienność religijną, czy kulturową. Pojęcie to nie powinno być traktowane tylko jako employer brandingowy slogan, który ma na celu zwabienie do firmy przedstawicieli pokolenia „Zet”, bo jak wynika z badań Deloitte, w firmach inkluzywnych istnieje np. o 17 proc. większa szansa na korzystniejsze wyniki. Z kolei według Wojciecha Ratajczyka, Wicepreseza Polskiego Forum HR i Prezesa agencji zatrudnienia Trenkwalder, jest to trend, który polscy pracodawcy powinni jak najszybciej uwzględnić, jeśli chcą uzupełnić luki kadrowe i kompetencyjne.

– Pracodawcy powinni skuteczniej korzystać z potencjału pracowników 50+ oraz kobiet, które mogłyby pracować w zawodach uważanych dotychczas za stricte męskie. Potrzebne jest też otwarcie się na szerszą skalę na pracowników z innych krajów – nie tylko zza naszej wschodniej granicy, ale także np. z Bangladeszu, Indii, Pakistanu czy Wietnamu. mówi Wojciech Ratajczyk. – Bez wprowadzenia zasady inkluzywności na rynku pracy, firmy nie będą się rozwijać. Poza przymusem ekonomicznym, takie działania mają także wartość społeczną i HR-ową. Np. zespoły mieszane, w których osoby starsze wymieniają się wiedzą
i kompetencjami z pracownikami wchodzącymi na rynek pracy są postrzegane jako coś bardzo atrakcyjnego dla przedstawicieli „pokolenia Zet”. Młodsze pokolenia chcą pracować w różnorodnych zespołach i czerpać z doświadczenia i wiedzy osób 50+. Teraz mówi się o różnorodności jako o wartości nadrzędnej w świecie. Im bardziej świat zaczyna szanować wartości, tym łatwiej mu wyjść z różnych problemów. Podobnie jest w firmach.
dodaje Ratajczyk.

Inkluzywność, różnorodność i dbanie o wartości, np. w formie etycznego działania przedsiębiorstwa, staną się częścią employer brandingu firm. Dbanie o wizerunek będzie więc kolejnym zadaniem dla pracodawców w przyszłym roku.

O czym przedsiębiorca powinien pamiętać przy okazji zamknięcia roku podatkowego

Koniec roku podatkowego wiąże się m.in. z koniecznością złożenia do Urzędu Skarbowego zeznania rocznego. Przedtem przedsiębiorca powinien jednak pamiętać też o innych czynnościach związanych z prowadzeniem księgowości swojej firmy. Mogą one uchronić go od obowiązku składania w przyszłości korekt lub  problemów w razie kontroli podatkowej.  

Czas zamknięcia roku podatkowego to dobra okazja do zrobienia porządków w dokumentacji. Warto przejrzeć wszystkie miejsca, w których mogła zostać zapomniana faktura, jak schowek w samochodzie czy stara teczka na dokumenty.

Należy pamiętać, że wszystkie dokumenty dotyczące finansów firmy muszą zostać rozliczone w roku podatkowym, którego dotyczą. Dlatego jeśli przedsiębiorca znajdzie fakturę za zakup, której nie uwzględnił w kosztach prowadzenia działalności, powinien przekazać ją do księgowości jeszcze przed zamknięciem roku. W przeciwnym razie konieczne będzie korygowanie złożonego zeznania rocznego, aby móc ująć dokument w kosztach.

Porządkowanie i uzupełnianie dokumentów

Zgodnie z przepisami dokumenty dotyczące księgowości firmy muszą być przechowywane w przedsiębiorstwie przez 5 lat od końca roku, w którym doszło do złożenia zeznania podatkowego za dany rok. Obecnie nie ma obowiązku posiadania dokumentów w formie papierowej, ale przedsiębiorca musi przedstawić wydrukowaną dokumentację na żądanie organu podatkowego. Dlatego przedsiębiorca powinien zadbać o poprawne oznaczenie wszelkich formularzy i dokumentów.

Przy okazji archiwizacji dokumentów warto przejrzeć poszczególne faktury i uzupełnić ich opisy, które pozwolą na wyjaśnienie urzędnikowi słuszności danego wydatku, gdy zajdzie taka potrzeba. Należy pamiętać, że to na przedsiębiorcy ciąży obowiązek udowodnienia zasadności poniesionego kosztu.

Zamykając rok podatkowy warto także stworzyć osobny plik lub kopie dokumentów, które są związane z zakupem lub ulepszeniem środków trwałych przedsiębiorstwa. Takie dokumenty muszą być przechowywane w firmie przez 5 lat od końca roku, w którym doszło do zakończenia amortyzacji.

Zebranie wyciągów bankowych

Niezależnie od tego, czy przedsiębiorca korzysta z firmowego rachunku bankowego, czy z prywatnego, należy pamiętać, że organy podatkowe mają prawo żądać przedstawienia potwierdzenia zapłaty za poszczególne transakcje.

Dostęp do historii banku jest ograniczony czasowo, więc warto pobrać z systemu bankowości elektronicznej wszystkie wyciągi bankowe z danego roku podatkowego przed jego zamknięciem.

Inwentaryzacja obowiązkowa dla usługodawców

Zgodnie z przepisami przedsiębiorcy, którzy prowadzą podatkową Książkę Przychodów i Rozchodów (KPiR) są zobowiązani do wykonania inwentaryzacji 31 grudnia.

Warto pamiętać, że choć spisywane są jedynie materiały i towary, to obowiązek inwentaryzacji spoczywa również na podatnikach prowadzących działalność usługową. W takim przypadku konieczne jest sporządzenie zerowego remanentu. Inwentaryzacja jest wtedy pierwszym i ostatnim wpisem w KPiR za dany rok podatkowy.

Co jeszcze trzeba ująć w zeznaniu podatkowym za 2022 rok?

Przy okazji zamknięcia roku przedsiębiorca powinien sprawdzić, czy przekazał księgowej lub księgowemu wszystkie informacje potrzebne do zeznania rocznego – w tym pozostałe przychody, m.in. benefity od kontrahentów, jak karta Multisport, ubezpieczenie czy dostęp do pakietu medycznego.

W zeznaniu podatkowym trzeba zawrzeć także wszystkie koszty związane z posiadaniem i prowadzeniem firmowego rachunku bankowego, wspólnym rozliczaniem się z małżonkiem oraz obowiązującymi ulgami na dzieci. Przedsiębiorca ma również obowiązek ująć w zeznaniu wszystkie dochody uzyskiwane z innych źródeł, takich jak umowa o pracę, zlecenie czy dzieło oraz wszelkie wypłaty z ZUS-u, np. zasiłek chorobowy lub opiekuńczy.

Na koniec roku podatkowego warto pobrać i trzymać w łatwo dostępnym miejscu najważniejsze dokumenty księgowe, takie jak KPiR, ewidencja przychodów, zestawienia wyliczonych zaliczek na podatek dochodowy czy rejestry VAT za poszczególne miesiące danego roku. W ten sposób przedsiębiorca będzie miał szybki dostęp do kompletnej dokumentacji księgowej na wypadek kontroli.

Paulina Włodarczyk, księgowa w firmie inFakt

Wybierz swoją drogę do skutecznej waloryzacji kontraktu

Europejskie rynki inwestycyjne niestety znajdują się obecnie w trudnej sytuacji ze względu na zewnętrzne i wewnętrzne uwarunkowania, które stanowią coraz większe przeszkody w prowadzeniu działalności wykonawczej. Realia polskich wykonawców należą obecnie do tych najbardziej wymagających. Trudne do przewidzenia wahania cen towarów i usług, galopująca podwyżka cen paliw i rosnące koszty zatrudnienia w połączeniu z olbrzymią inflacją to mix, który wiele rodzimych przedsiębiorstw brutalnie wypchnął już z rynku.

Zdecydowane działania mogą uchronić przedsiębiorców przed bankructwem

Istnieje szereg rozwiązań, które stosują firmy wykonawcze, aby przynajmniej częściowo zniwelować negatywny wpływ wymienionych wyżej okoliczności na swoje funkcjonowanie i umożliwić sobie prawidłowe wykonanie rozpoczętych projektów. Nawet jeżeli w kontrakcie opiewającym na długotrwałą współpracę zawartym przed 1.01.2021 nie znajduje się klauzula waloryzacyjna, która po tej dacie stała się standardem prawnym, obecne regulacje dopuszczają korektę brzmienia umów dotyczących prac budowlanych, dostaw i usług. Ponadto Prawo zamówień publicznych z dnia 10.11.2022 doczekało się nowych zapisów, które wprowadzają obowiązek umieszczania klauzul waloryzacyjnych do wszystkich umów dotyczących zakresów czasowych powyżej 6 miesięcy. 

Niestety wykonawcy coraz częściej skarżą się na pozorny charakter waloryzacji kontraktów budowlanych wynikających ze zbyt niskiego stopnia elastyczności finansowania ze strony inwestorów. Zamawiający zawierają zbyt małe limity zmiany cen świadczonych usług w klauzulach waloryzacyjnych, które obecnie stanowią jeden z obowiązkowych zapisów kontraktowych — grając tym samym na swoją korzyść. Najczęściej są to limity nie tylko niewystarczające, ale i zamykające drogę do polubownych negocjacji na krzywdzącym dla wykonawcy niskim poziomie. 

W obecnych niepewnych czasach warto mieć dobrego doradcę, który mając niezbędną wiedzę z zakresu prawa finansowego, pomoże znaleźć wykonawcy najlepsze rozwiązanie na etapie negocjacji kontraktu, bez potrzeby wchodzenia w wysokie koszty postępowań sądowych. Dobrą strategią wydaje się ustanowienie podziału ryzyka finansowego inwestycji pomiędzy zlecającym a firmą wykonawczą na poziomie 50% z każdej strony. Długotrwałe batalie sądowe mogą ciągnąć się latami i dystansować strony od upragnionego rozwiązania konfliktu. Warto zatem zasięgnąć porady zawczasu, a tym samym otworzyć sobie drogę do ułatwionej egzekucji kontraktu, która może wiązać się z pomniejszeniem ustalonego zakresu prac, skróceniem czasu obowiązywania umowy, a także czasowym zawieszeniem świadczenia usług lub dostaw. 

Jakie okoliczności uprawniają podmioty wykonawcze do uruchomienia klauzul waloryzacyjnych?

Prawo, do którego obecnie odwołują się podmioty walczące o należną im waloryzację wartości umów, to art. 455 ust. 1 pkt. 4 obecnej ustawy prawa zamówień publicznych — mówiący o uzasadnionej zmianie zawartego kontraktu na skutek wystąpienia okoliczności niemożliwych do przewidzenia, nawet w przypadku dotrzymania wszelkich przesłanek starannego zarządzania przedsiębiorstwem. Jak wiemy, a potwierdza to Opinia Urzędu Zamówień Publicznych z marca 2022, zarówno konflikt wywołany agresją zbrojną na Ukrainę, pandemia Covid 19, a także pokłosie tych wydarzeń w postaci nieprzewidywalności rynków paliw, dostaw i usług — wyczerpują znamiona zewnętrznych zjawisk niemożliwych do przewidzenia. Tym samym uprawniają przedsiębiorców do dochodzenia swoich praw na mocy istniejącej ustawy. 

Stabilizacja na globalnym rynku nieruchomości w połowie 2023 r.

Wyniki badania przeprowadzonego przez firmę Colliers wskazują na możliwość pogorszenia się sytuacji przed jej ustabilizowaniem, z zastrzeżeniem że poszczególne rynki i sektory będą zmieniać się w różnym tempie.

Po niestabilnym roku pełnym napięć geopolitycznych, zawirowań gospodarczych i niespójnej polityki monetarnej proces stabilizacji globalnego rynku nieruchomości potrwa do połowy 2023 roku – przewidują eksperci Colliers w najnowszym raporcie pt. „2023 Global Investor Outlook”, przygotowanym na podstawie opinii globalnych inwestorów. Choć w niektórych krajach, takich jak Wielka Brytania czy USA, doszło już do gwałtownej przeceny, nie jest to zjawisko uniwersalne. W przyszłym roku inwestorzy mogą się spodziewać dużych różnic w przebiegu korekty cenowej w poszczególnych sektorach i na poszczególnych rynkach.

– Gdy tylko ceny się ustabilizują, nieruchomości będą stanowić solidną, długoterminową inwestycję oraz zapewnią stabilny strumień przychodów. Jednak lokalne wydarzenia i czynniki makroekonomiczne wciąż mogą zakłócić pozytywne trendy na rynku. Inwestorzy powinni przygotować się więc na pogorszenie sytuacji przed jej poprawą, ponieważ rynki pozostają podatne na kolejne wstrząsy – mówi Tony Horrell, szef działu globalnych rynków kapitałowych w Colliers. – Przewidujemy wzrost aktywności inwestycyjnej po zakończeniu cyklu podwyżek stóp procentowych przez banki centralne, a co za tym idzie – wzrost pewności gospodarczej. W międzyczasie inwestorzy nadal będą poszukiwać okazji i angażować znaczne środki finansowe na ich wykorzystanie.

– W połowie przyszłego roku przewidujemy stabilizację na rynku transakcyjnym oraz zwiększoną aktywność inwestycyjną. Historycznie doświadczyliśmy długotrwałej kompresji stóp kapitalizacji, dlatego bieżąca presja cenowa powinna być postrzegana jako względnie racjonalna korekta niezbędna do zdrowego funkcjonowania rynku w dłuższej perspektywie. Dodatkowo dla podmiotów o właściwej strategii i zasobach jest to niepowtarzalna okazja do zwiększenia swojego zaangażowania w wysokiej klasy aktywa na bardzo korzystnych warunkach – dodaje Aleksandra Karczewska z Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers w Polsce.

Obawy inwestorów z regionu EMEA

78% respondentów w badaniu przeprowadzonym przez Colliers stwierdziło, że w 2023 roku koszt obsługi zadłużenia będzie miał negatywny wpływ na ich strategię w zakresie nieruchomości. To dziś główny powód niepokoju inwestorów. 63% badanych jako negatywny czynnik wskazało utrudniony dostęp do finansowania. Odpowiedzi te są zgodne z tendencjami odnotowywanymi w innych regionach świata – Azji, Australii i Oceanii (APAC) i obu Amerykach.

Z kolei region EMEA wyróżnił się pod względem obaw związanych z kosztami energii i jej dostawami: 78% inwestorów uznało te obszary za swój główny problem. Inne to rosnące napięcie geopolityczne, wskazane przez 72% respondentów, oraz wahania kursowe (61%).

Czynniki napędzające płynność

Podnoszenie stóp procentowych nadal będzie negatywnie wpływało na wartości kapitałowe, co spowoduje pewne trudności w 2023 r., zwłaszcza w przypadku nieruchomości spoza najwyższej klasy aktywów. Obecnie obserwujemy większą aktywność w pozyskiwaniu funduszy oportunistycznych, wskazującą na poszukiwanie przez inwestorów okazji w warunkach trwającej korekty. Do takich okazji mogą należeć zamknięte fundusze nieruchomości ze zbliżającym się terminem zapadalności, właściciele z ograniczonymi możliwościami zrefinansowania nieruchomości, a co za tym idzie poszukiwanie kreatywnych rozwiązań w zakresie form finansowania, takich jak: finansowanie typu mezzanine, kredyty pomostowe czy finansowanie projektu. Równocześnie fundusze notowane na giełdzie, takie jak REIT-y, oraz deweloperzy, którzy nadal przeprowadzają transakcje z dyskontem do wartości aktywów netto, stwarzają możliwości nabycia obligacji i ich konwersji na udziały, lokują kapitał w istniejące struktury lub – w niektórych przypadkach – dokonują prywatyzacji.

– Dyskonta do wartości aktywów netto w sektorze notowanym na giełdzie pozostają wysokie, w związku z czym fundusze typu private equity i podobni inwestorzy będą starać się wykorzystać to w swoich strategiach inwestycyjnych. Spodziewamy się, że w Europie dojdzie do przypadków selektywnych przejęć pakietów kontrolny w REIT-ach, a następnie wycofywania ich z obrotu giełdowego – komentuje Luke Dawson, dyrektor zarządzający ds. rynków kapitałowych w regionie EMEA w firmie Colliers.

ESG coraz częściej wyznacza kierunek inwestowania

Jeszcze rok temu zaledwie 10% ankietowanych inwestorów w strategii pozyskania kapitału oraz zbycia lub nabycia aktywów uwzględniało aspekty ESG[1]. Obecnie odsetek ten wzrósł do 17%. W szerszym ujęciu kryteria dotyczące ochrony środowiska, społecznej odpowiedzialności biznesu i ładu korporacyjnego (ESG) nadal stanowią kluczowy czynnik w procesie podejmowania decyzji przez inwestorów.

– W odpowiedzi na preferencje najemców, surowsze wymogi regulacyjne i rosnące koszty eksploatacji obiektów inwestorzy ponownie analizują wartość nieruchomości oraz kładą w tym roku większy nacisk na szereg aspektów ESG. Spodziewamy się – i mamy na to coraz więcej dowodów – że aktywa uwzględniające aspekty zrównoważonego rozwoju będą coraz bardziej atrakcyjne na rynku, a pozostałe stracą na wartości. Przy tym z zainteresowaniem obserwujemy przepływ kapitału w poszczególnych obszarach, takich jak refinansowanie, modernizacja obiektów, nowe budowy i zbywanie aktywów – mówi Damian Harrington, dyrektor działu badań rynków kapitałowych Colliers w regionie EMEA.

Dominują najwyższej klasy aktywa

Zmienność rynku skłoniła inwestorów do skupienia się na fundamentach i strategiach defensywnych. W 2023 r. we wszystkich trzech regionach (APAC, EMEA, obie Ameryki) inwestorzy zamierzają inwestować przede wszystkim w nieruchomości biurowe (60%), obiekty przemysłowe i logistyczne (60%) oraz budownictwo wielorodzinne lub budownictwo pod wynajem (48%). W regionie EMEA respondenci najchętniej wskazywali na biura. Większość inwestorów z tego obszaru preferuje największe miasta, o ugruntowanej pozycji (55%), a zaledwie 7% z nich wskazuje miasta drugiej i trzeciej kategorii jako swój pierwszy wybór. Niemniej 39% respondentów zadeklarowało, że w swoich portfelach umieściłoby mieszankę lokalizacji w miastach pierwszej, drugiej i trzeciej kategorii. Inwestorzy mają zatem świadomość, że możliwości inwestycyjne można znaleźć w różnych miastach europejskich i należy je wykorzystać.

Wyższe koszty budowy i eksploatacji budynków

Wśród głównych wyzwań makroekonomicznych w nadchodzącym roku respondenci wymienili stopy procentowe (88%), inflację (74%) i zakłócenia w łańcuchach dostaw (68%). Warto przy tym zaznaczyć, że inflacja i stopy procentowe zwiększają również koszty operacyjne i budowlane, które już teraz są wygórowane ze względu na problemy związane z łańcuchami dostaw i wzrost cen energii. W skali globalnej 85% inwestorów stwierdziło, że rosnące koszty budowy będą miały najbardziej negatywny wpływ na ich zdolność do realizacji strategii inwestycyjnych. Tuż za nimi uplasowały się wyższe koszty eksploatacji obiektów (77%).

[1] Dane z raportu Colliers pt. „2022 Global Investor Outlook”.

Solartech buduje na Podkarpaciu jedną z największych farm fotowoltaicznych

W grudniu ruszyła na Podkarpaciu budowa jednej z największych w Polsce farm fotowoltaicznych – PV Jeziórko. Instalacja wzmocni bezpieczeństwo energetyczne regionu i Polski, ale przyniesie też szereg korzyści dla lokalnych społeczności. Główny wykonawca Solartech zdradza, z jakich lokalnych usług będzie korzystał.

Już w przyszłym roku do sieci elektroenergetycznej na Podkarpaciu popłynie pierwsza, bezemisyjna energia z olbrzymiej instalacji słonecznej. Tylko w 2023 roku zostanie zainstalowanych blisko 200 tys. modułów monokrystalicznych o mocy jednostkowej 500 W. W efekcie w kolejnym roku na obszarze o powierzchni ok. 100 ha pojawią się słoneczne generatory o łącznej mocy 100 MW. Docelowa moc 153 MW zostanie osiągnięta w 2024 roku. Roczna produkcja energii w modułach o łącznej mocy 100 MW szacowana jest na poziomie 107 tys. MWh.

– Realizacja tak przełomowej inwestycji jest dla Solartech wyzwaniem, ale też możliwością włączenia naszej kolejnej cegiełki do budowy nowego systemu energetycznego w Polsce. Projektując instalacje postawiliśmy na najnowsze technologie. Zastosowanie modułów bifacjalnych jest zgodne z ogólnoświatowym trendem. Tego rodzaju słoneczne generatory produkują energię na bazie światła docierające do dwóch stron ogniwa. Ich jakość pozwoli na uzyskanie wysokich wskaźników produkcji energii – mówi Bartłomiej Zysiński, prezes Solartech, spółki będącej głównym wykonawcą inwestycji w formule „pod klucz”.

Do budowy instalacji fotowoltaicznej zostanie użytych 12 tys. tzw. stołów konstrukcyjnych, na których pojawią się moduły fotowoltaiczne. Zostanie zainstalowanych też kilkanaście stacji transformatorowych oraz prawie 300 falowników stringowych, będących „sercem” każdego systemu słonecznego. Postęp realizacji prac będzie zależał od warunków pogodowych.

Instalacja PV Jeziórko to inwestycja realizowana na zlecenie spółki PGE Energia Odnawialna, należącej do PGE Polskiej Grupy Energetycznej, największego producenta energii elektrycznej w Polsce. Jako lider transformacji energetycznej w Polsce inwestor chce do końca 2030 roku osiągnąć łącznie 3 GW w instalacjach słonecznych.

Gdzie pojawi się nowa instalacja PV Jeziórko? Mieszkańcy Podkarpacia będą mogli ją dostrzec w Gminie Grębów, około 10 km od Tarnobrzega. Farma fotowoltaiczna jest w pełni bezpieczna dla mieszkańców i otoczenia, gdyż przeszła wszystkie procedury środowiskowe. Co więcej, bezemisyjna energia przekłada się na ograniczenie zanieczyszczeń emitowanych do powietrza oraz zazielenienie krajowego miksu energetycznego. Obecnie łączna moc zainstalowana w polskiej energetyce słonecznej wynosi 11 461,4 MW (dane ARE za październik 2022 roku). Oznacza to, że PV Jeziórko znacznie zwiększy słonecznej potencjał Polski, ale nie tylko.

PV Jeziórko angażuje potencjał lokalnych firm i kadr specjalistów

Inwestycje w OZE dają korzyści nie tylko dla środowiska i energetyki, ale wzmacniają też lokalne społeczności. Dla samorządów są to dodatkowe wpływy z tytułu podatków (np. od gruntów), dla lokalnych firm – dodatkowe zlecenia na usługi. Co więcej, tak duże inwestycje stają się poniekąd lokalną atrakcją turystyczną – takie przedsięwzięcia wzbudzają zainteresowanie mieszkańców. Farmę będzie można zobaczyć z bliska, ale nie można wejść na jej teren ze względów bezpieczeństwa.

– Nieużytki rolne zostaną odpowiednio zagospodarowane i spożytkowane. Tylko pierwsza faza budowy PV Jeziórko, która zakończy się w grudniu przyszłego roku, zasili ponad 50 tys. gospodarstw domowych, zaś z tytułu podatku budżet gminny będzie bogatszy o kilka milionów złotych w skali roku – informuje Zysiński.

Generalni wykonawcy jak Solartech podczas projektowania i budowy instalacji OZE starają się korzystać z potencjału lokalnych pracowników oraz firm. W ten sposób zainwestowany kapitał pozostaje w Polsce. Wykonawca już zaangażował w inwestycje pierwsze osoby, a to dopiero początek.

Zatrudniliśmy na potrzeby budowy PV Jeziórko lokalnego inżyniera elektryka, szukamy obecnie kilku inżynierów budowy z tych terenów – dodaje.

Solartech będzie korzystać z usług lokalnego ornitologa, firmy saperskiej, firmy wycinającej drzewa. Wykonawca skorzysta też z usług podmiotów związanych z wynajmem nieruchomości oraz geodezją. Prezes zapowiedział, że wykonawca będzie szukał m.in. dostawców kruszywa pod budowę drogi do farmy fotowoltaicznej.

Kryzys w gastronomii. Przedsiębiorcy czekają na pierwsze rachunki w roku 2023. Od tego uzależniają przyszłość

Północna Izba Gospodarcza wyraża poważne zaniepokojenie sytuacją w sektorze gastronomii. Otrzymujemy dużą ilość wiadomości od restauratorów oraz właścicieli kawiarni, że prowadzenie działalności gospodarczej w tej branży przestaje być rentowne. Dowodem na to może być sytuacja w Szczecinie, gdzie w ostatnim kwartale zakończyła działalność duża ilość restauracji – często istniejących od wielu lat.

Z rynku może zniknąć co trzecia restauracja. „Przedsiębiorcy swoje być albo nie być uzależniają od pierwszych rachunków w roku 2023”

Sytuacja gastronomii jest zła od czasów pandemii COVID-19. Lokale były zamykane lub mogły wydawać posiłki tylko na wynos lub z dowozem. Wiele punktów nie odbudowało swojej stabilności po pandemii, a kolejny cios okazał się jeszcze bardziej dotkliwi.

– Wzrost cen surowców, ogromna inflacja i gigantyczne rachunki za prąd i energię odbiły się na gastronomii mocniej niż pandemia. Jako Izba wielokrotnie zwracaliśmy uwagę rządzącym, że 0% VAT na żywność, a 8% VAT na posiłki z restauracji to niezrozumiała sytuacja, która sprawia, że restauratorzy ponieśli duże koszty w porównaniu z producentami czy hurtownikami. Mam informację o przynajmniej kilku lokalach, które swoje istnienie uzależniają od pierwszych rachunków za gaz i prąd w 2023 roku. Jeżeli koszty wzrosną, a to bardzo prawdopodobne, z rynku może zniknąć nawet co trzecia restauracja – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy przyznają wprost, że ceny energii, gazu, ogrzewania i koszty paliwa są wykańczające dla tego typu działalności. – Ogromnie wzrosły także ceny surowców. Warzyw, owoców, ryb, mąki. Klienci chodzili do restauracji i widzieli co miesiąc nowe ceny, oczywiście nie byli zadowoleni, ale nie byli także świadomi, że część kosztów bierze na siebie przedsiębiorca, by nie przerzucać 100% wzrostu cen na klienta. Gastronomia potrzebuje pilnej pomocy. Szukamy pomysłów. Jesteśmy otwarci na dialog – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Żeby nie skończyć źle to trzeba podejmować radykalne kroki”

Działalność w Szczecinie z końcem roku kończy lokal „U Freuda”, który od 2020 roku istniał na Deptaku Bogusława.  – Podwyżki, inflacja, wzrosty cen. Widzimy po zatowarowaniu, że wydajemy ogromne pieniądze. Styczeń i luty to w gastronomii najtrudniejszy czas, a po nowym roku znowu zaplanowano nam podwyżki. Żeby nie skończyć źle to trzeba podejmować radykalne kroki. To trudna decyzja, bo ten lokal to moje dziecko i walczyłam do końca. Cyferki od dłuższego czasu się nie zgadzają i po prostu logika wygrała z sercem – mówi Natalia Przespolewska, właścicielka restauracji.

– Nie wiemy, co nam przyniesie nowy rok. Stary zamykamy jakoś dając radę, ale nie mogę mówić, że jest dobrze. Obciążenie kosztami w gastronomii jest gigantyczne. Zerowy VAT na produkty nie był dla nas prezentem. Mamy jako restauracje 8% VAT, którego nie mamy od czego odpisać. Uwolnienie VAT na paliwo też będzie czynnikiem generującym wzrost kosztów – mówi Ireneusz Wisowaty, właściciel dwóch lokali w Koszalinie. – Prowadzę duże lokale, jakoś więc będziemy sobie radzić, ale w przypadku małych lokali to jest poważna kalkulacja, która np. w sezonie zimowym nie ma szans na powodzenie – dodaje przedsiębiorca.

Eksperci zwracają uwagę także na to, że gastronomia będzie mocno dotknięta wzrostem płacy minimalnej od stycznia 2023. Tutaj nastąpi skokowy wzrost, który już teraz należy uwzględnić w budżecie.

Gastronomia na minusie od czasów pandemii. Ekspert: „Ten sektor to lider windykacji”

Gastronomia jest wciąż na czele biznesów wobec których w 2022 roku najczęściej podejmowano działania windykacyjne. Podobna sytuacja miała miejsce w roku 2020 i 2021.

–  Szacuje się, że z mapy Polski w ciągu ostatnich 3 lat zniknął co czwarty lokal gastronomiczny, a co drugi mógł mieć przynajmniej chwilowe problemy z płynnością finansową. Gastronomia to usługa premium. Korzystają z niej ludzie, którzy po prostu mają pieniądze. W czasie pandemii blokadą była możliwość przemieszczania się i zamykanie. W czasie wojny i inflacji Polacy oszczędzają, wolą więc gotować w domach niż jeść na mieście. Problemem jest także wzrost cen. Restauratorzy muszą podnosić ceny, by wyjść na swoje, a klienci widzą, że ceny przestają być optymalne – mówi windykator z grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.

– W 2022 roku prowadziliśmy kilkadziesiąt postępowań windykacyjnych wobec restauracji. Głownie windykatorami byli hurtownicy lub właściciele lokali w których restauracja działa lub działała – dodaje Marczulewska.

ABSL: wzrasta innowacyjność sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce

Raport ABSL Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2022 potwierdza, że sektor wyróżnia wysoki poziom innowacyjności. Ponad 72 proc. przedstawicieli sektora w Polsce zadeklarowało wprowadzenie innowacji w ciągu ostatnich 3 lat w porównaniu do średniej w sektorze przedsiębiorstw na poziomie 26,1 proc. odnotowanej przez GUS. Ponadto z rocznego raportu ABSL wynika, że ponad 25 proc. respondentów deklaruje posiadanie w Polsce oddzielnego zespołu odpowiedzialnego za rozwój produktów (R&D). Biorąc pod uwagę rosnący udział wysokospecjalistycznych procesów w świadczonych usługach oraz to, że sektor za dwa lata ma szansę przekroczyć pół miliona zatrudnionych, konieczne jest przyspieszenie transformacji polskiego systemu edukacji, aby zaspokoić popyt na kompetencje przyszłości.

Dane Europejskiego Rankingu Innowacyjności 2022 wskazują, że Polska jest jednym z dwóch krajów, które zanotowały największy postęp w zakresie innowacyjności, co w stosunku do roku 2021 stanowi wzrost o 4,3 proc., a w porównaniu do 2015 r. – wzrost o 11,3 proc. Największy wzrost innowacyjności w Polsce w stosunku do roku 2021 nastąpił w kategorii „innowatorzy procesów biznesowych”, do czego przyczyniły się wprowadzane innowacje w sektorze usług biznesowych.

Usługi oparte na wiedzy napędzają innowacje

Sektor usług biznesowych w Polsce systematycznie się rozwija i przechodzi kolejne fazy.

Po raz pierwszy udział wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy (KIBS) przekroczył 50 proc. wszystkich usług realizowanych w centrach w Polsce, co jest kolejnym wskaźnikiem potwierdzającym dojrzałość sektora. Inwestorzy lokują coraz bardziej zaawansowane procesy i wyspecjalizowane projekty tworzące produkty i usługi wymagające odpowiednich kompetencji, zarówno w obszarze cyfrowym, jak i kompetencji miękkich. Jedną z cech charakterystycznych centrów usług opartych na wiedzy (KIBS) jest tworzenie innowacyjnych rozwiązań. Dane z raportów ABSL potwierdzają, że co do zasady KIBS cechuje wyższy współczynnik innowacyjności niż tradycyjne firmy produkcyjne, wyższe nakłady na szkolenia pracowników, innowacje oraz badania i rozwój – komentuje Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL ds. analiz biznesowych.

Wiedza stanowi źródło wzrostu gospodarczego, a tworzone na jej podstawie innowacje stanowią kluczowe czynniki konkurencyjności, zarówno gospodarek jak i firm.

Polska zaczyna być postrzegana przez pryzmat wysokiego poziomu innowacyjności. Naszą mocną stroną są wykwalifikowani pracownicy, co przekłada się na tworzenie wyższej jakości stanowisk i przenoszenie do Polski funkcji decyzyjnych i globalnych. Utrzymanie konkurencyjności będzie zależeć od zdolności do zajęcia pozycji lidera m.in. pod względem rozwiązań technologicznych, nakładów na prace badawczo-rozwojowe, systemowych rozwiązań ukierunkowanych na kompetencje przyszłości a także wzmocnienie edukacji w obszarze przedsiębiorczości, obecnie ocenianej poniżej średniej UE. – podkreśla Janusz Dziurzyński, prezes ABSL. Między innymi dlatego Rada Doradcza ABSL włącza się w prace dotyczące przedmiotu podstawy przedsiębiorczości. Wśród priorytetów jest rozwój kompetencji związanych z innowacyjnością, nowoczesnymi technologiami, cyfryzacją i przede wszystkim, z umiejętnością krytycznego myślenia, pracy zespołowej i przywództwa – dodaje Janusz Dziurzyński.

Innowacje oparte o inteligentne rozwiązania

Z danych ABSL wynika, że największą intensywność innowacji zaobserwowano w odniesieniu do procesów biznesowych. Wśród procesów biznesowych opartych na wiedzy, w ciągu ostatnich 3 lat, najczęściej innowacji podlegały procesy IT, takie jak inteligentna automatyzacja procesów (IPA). Udział centrów usług biznesowych korzystających z IPA wynosi 60,9 proc., kolejne 26,7 proc. centrów planuje wdrożenie IPA w przyszłości, a zaledwie 12,4 proc. nie jest zainteresowanych jej wprowadzeniem. Najczęściej wykorzystywaną technologią IPA (89,2 proc. centrów w Polsce) jest zrobotyzowana automatyzacja procesów (RPA). Ponad połowa centrów (52 proc.) wykorzystuje zaawansowane rozwiązania analityczne, 49 proc. korzysta z uczenia maszynowego, a 43 proc. z wirtualnych asystentów (chatbotów).

Od roli naśladowcy do roli innowatora

Z analiz ABSL wynika, że obecnie jednym z głównych wyzwań sektora usług biznesowych jest przejście od roli naśladowców doganiających światowe standardy do roli kreatora globalnych trendów, co oznacza konieczność znaczącej zmiany mentalności w kierunku większej kreatywności i innowacyjności oraz poszerzania kompetencji decyzyjnych. W najbliższym czasie kluczowe znaczenie będzie mieć zdolność do innowacji, komercjalizacji ulepszonych i nowych usług oraz rozwiązań wprowadzanych na rynek światowy, na którym działają już polskie centra. Innowacyjność stanie się dominującą metodą działania.

Na koniec 2024 liczba pracowników w sektorze może przekroczyć pół miliona zatrudnionych. Biorąc pod uwagę również wzrost udziału usług wysokospecjalistycznych, należy przyjąć, że będziemy obserwować dalszy wzrost innowacyjności Oznacza, że w sposób znaczny musi przyspieszyć transformacja polskiego systemu edukacji, jako że wzrośnie wręcz wykładniczo popyt na kompetencje przyszłości.

Medicover przejmuje klub fitness KIKO+

W grudniu 2022 roku Medicover dokonał akwizycji klubu fitness KIKO+ zlokalizowanego w Głogowie. Po akwizycji firma posiada trzy obiekty sportowe w tym mieście, co czyni ją lokalnym liderem, a z łączną liczbą posiadanych 22 klubów fitness i siłowni na Dolnym Śląsku dołącza do wiodących podmiotów na regionalnym rynku.

Medicover konsekwentnie wzmacnia pozycję w świecie sportu i dokonuje kolejnych akwizycji – nie tylko sieci klubów fitness i siłowni (w grudniu br. Platinium Fitness w Krakowie i Smart Gym na Górnym Śląsku), lecz także wiodących, wyróżniających się na lokalnych rynkach obiektów. Dynamiczne poszerzanie sportowego portfolio Medicover jest odzwierciedleniem strategii rozwoju spółki, w której aktywność fizyczna jest niezbędnym filarem profilaktyki zdrowotnej. W grudniu szeregi firmy zasilił nowoczesny klub fitness KIKO+ z Głogowa.

KIKO+ jest obiektem świadczącym usługi dla całej rodziny. Na powierzchni 1800 m2 znajdują się profesjonalne i zróżnicowane strefy aktywności, w tym: dwie sale do zajęć grupowych, duża siłownia z różnorodnymi strefami, strefa zdrowego kręgosłupa, strefa treningu funkcjonalnego i cross, strefa treningów indywidualnych, szatnie z odrębnymi saunami fińskimi i fitbar ze zdrowymi przekąskami. Obiekt oferuje również rozwiązania dla rodzin z dziećmi. Oprócz pokoju rodzica i małego dziecka, gdzie można przewinąć i nakarmić malucha, korzystający z treningów rodzice mogą pozostawić swoje pociechy pod opieką wyspecjalizowanej obsługi.

Przejęcie KIKO+ to pewnego rodzaju postawienie „kropki nad i” w naszej ekspansji na Dolnym Śląsku i w samym Głogowie. Mieszkańcy południa kraju zdążyli nas już poznać, bo korzystają z oferty m.in.: FitArena, Quanfit, Just GYM, Holmes Place czy Well Fitness. Teraz do naszego prężnie rozwijającego się portfolio klubów fitness i siłowni dołącza lokalny faworyt – KIKO+. To obiekt, który kieruje bardzo atrakcyjną, zróżnicowaną ofertę do klubowiczów w każdym wieku i o różnych stopniach zaawansowania. Włączając go do naszej sieci, zyskujemy pozycję lidera sport i fitness w Głogowie, a skala inwestycji Medicover w tym regionie plasuje nas pośród głównych graczy w tej części kraju – komentuje Justyna Gościńska, Dyrektor Departamentu Sport i Fitness w Medicover w Polsce.

Na terenie województwa dolnośląskiego sportowa sieć klubów i siłowni należących do Medicover liczy 22 obiekty, prowadzone pod szyldami Well Fitness (10) Quanfit (1), FitArena (5), Just GYM 2, McFit (2), Holmes Place 1 oraz KIKO+ (1). Pierwszą akwizycją Medicover w tym regionie było przejęcie 10 klubów Fitness World (obecnie: Well Fitness) zlokalizowanych we Wrocławiu, Świdnicy, Legnicy i Jeleniej Górze w grudniu 2020 roku.

Dzięki przyłączeniu do portfolio KIKO+ oraz pozostałym akwizycjom z 2022 roku Medicover Sport buduje coraz bardziej konkurencyjną ofertę w dużych miastach, a także silnie zaznacza swoją obecność w mniejszych regionach kraju.

Jakie zmiany może przynieść 2023 rok?

Aby zarządzać przedsiębiorstwem w warunkach turbulentnych, potrzebne są wykształcone kadry. (…) Brak wykwalifikowanych i przygotowanych kadr uważam za jedno z głównych ryzyk dla naszej gospodarki w przyszłym roku – zwraca uwagę Tomasz Haiduk, wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej i wiceprezes Instytutu Industry 4.0.

Odpowiedź na pytanie, jakie dokładnie zmiany może przynieść rok 2023 to jest oczywiście wróżeniem z fusów. Chyba w tej chwili nikt nie potrafi odpowiedzieć na tak postawione pytanie, a ten który by to potrafił, byłby pewnym kandydatem do Nagrody Nobla. Z dużą dozą prawdopodobieństwa i zupełnie poważnie można jednak zakładać, że rok 2023 może przynieść pewnego rodzaju kontynuację wszystkich trendów i problemów, z którymi obecnie się zmagamy i efektów, które przyniosą w średnioterminowej perspektywie.

Zmęczenie, niepewność, chaos informacyjny

Chciałbym tu się skupić na niedocenianym obszarze problemów społecznych, które wywołuje obecna sytuacja. Szok energetyczny, pandemia i wojna bardzo silnie oddziaływują nie tylko na gospodarkę, ale także na nas wszystkich. Jesteśmy zmęczeni wojną, ograniczeniami z tym związanymi, niepewnością, rosnącymi cenami i chaosem informacyjnym. Dotyczy to nie tylko Polski czy Europy, ale i Afryki ze względu na rosnące ceny żywności. Związane z tym napięcia społeczne mogą wywoływać kryzys migracyjny i to nie tylko kryzys migracyjny w Europie, ale również na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Problemy logistyczne w Chinach

Sytuacja odnośnie pandemii dalej nie jest opanowana. Chiny zmagają się z ogromnymi problemami związanymi z blokadą całych makroregionów gospodarczych, a to odbija się na globalnej logistyce i zapewnieniu ciągłości dostaw na całym świecie. Odbudowanie zerwanych więzów kooperacyjnych stanowi jedno z najważniejszych wyzwań w przyszłym roku. Firmy starają się przygotować to takiego scenariusza i dlatego silną tendencją jest dobór kooperantów z najbliższej okolicy, tak zwany nearshoring. Pozwala to na częściowe uniezależnienie się od nieprzewidywalności globalnego łańcucha dostaw i zapewnienie działania firmy w oparciu o lokalne zasoby.

Polityczny kontekst

Z perspektywy Polski przyszły rok to rok wyborczy. Polityka gospodarcza – jak sama nazwa wskazuje – to także polityka i często decyzje, które tutaj zapadają nie są w sposób wystarczający oparte na przesłankach ekonomicznych. Potrzebą chwili jest uruchomienie funduszy europejskich czy w ramach KPO, czy w ramach bezpośredniego finansowania, bo dostęp do nowych inwestycji umożliwi łagodniejsze przejście do nowej rzeczywistości. Rzeczywistości drogiej energii, ograniczonego dostępu do surowców, braku stabilności dostaw, rzeczywistości szybkich, dynamicznych zmian.

Kadry potrzebne bardziej niż kiedykolwiek

To wymaga wsparcia, także wsparcia rządowego, ale samo wsparcie to nie wszystko. Aby zarządzać przedsiębiorstwem w warunkach turbulentnych, potrzebne są wykształcone kadry. Moim zdaniem brak wykwalifikowanych i przygotowanych kadr uważam za jedno z głównych ryzyk dla naszej gospodarki w przyszłym roku. Tylko wykształceni ludzie, którzy znają nowe technologie, który znają nowe metody organizacyjne będą potrafili przeprowadzić firmy przez okres niezbędnych zmian technologicznych i organizacyjnych. Nie na darmo mówi się o Przemyśle 4.0 jako innowacyjnej gospodarce opartej o dane i ich analizę. A analiza i podejmowanie na tej podstawie decyzji, nawet przy wsparciu sztucznej inteligencji i algorytmów uczenia maszynowego, należy do ludzi. Należy ich do tego przygotować i zapewnić warunki do działania.

Tomasz Haiduk, Wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, Wiceprezes Instytutu Industry 4.0

Frankowicze niechętnie mediują w Sądzie Polubownym przy KNF. W niecały rok zawarli tylko 19 tys. ugód

Jak podaje Komisja Nadzoru Finansowego, w Sądzie Polubownym przy KNF było prowadzonych  blisko 32,6 tys. postępowań mediacyjnych dotyczących umów kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty innej niż polska. Dane te dotyczą okresu od 1 października 2021 roku do 16 grudnia 2022 roku. W tym czasie zostało zakończonych prawie 27,7 tys. ww. spraw. Natomiast zawarto blisko 19,8 tys. ugód. Eksperci komentujący te dane przekonują, że takie porozumienia są z reguły korzystne głównie dla banków. I dodają, że kredytobiorcy będą coraz mniej zainteresowani ww. opcją, o ile kredytodawcy nie zaczną bardziej elastycznie podchodzić do mediacji. Ponadto do zawierania ugód zniechęca m.in. wzrost stawki WIBOR.

Sąd przy KNF

Komisja Nadzoru Finansowego informuje, że w Sądzie Polubownym przy KNF prowadzono dokładnie 32 594 postępowania mediacyjne dotyczące umów kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty innej niż waluta polska. Przedstawione dane dotyczą okresu od 1 października 2021 roku do 16 grudnia 2022 roku.

– Liczba spraw rozpoznawanych przez Sąd Polubowny przy KNF jest dość duża. Jednak nadal znacznie więcej osób decyduje się na złożenie pozwu w sądzie, bez wcześniejszej próby rozwiązania sporu przed tego typu instytucją. Z pewnością przyczyną powyższego stanu jest ugruntowane orzecznictwo sądów powszechnych w sprawach dotyczących tzw. kredytów frankowych. Do tego dochodzi też wysoka świadomość społeczna na temat tego, jakiego rodzaju orzeczenie można uzyskać w postępowaniu sądowym – komentuje adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal.

Z kolei jak podkreśla radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo, ponad 32,5 tys. postepowań to nie jest zbyt duża liczba względem całego wolumenu umów kredytów frankowych. Można stwierdzić, że frankowicze nie są za bardzo zainteresowani takim rozwiązaniem problemu. Według eksperta, dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze, każdy bank przedstawia inne warunki ugody. Zdarza się, że nawet ten sam kredytodawca proponuje klientom różne warianty porozumienia. Po drugie, propozycje są znacznie mniej korzystne finansowo od ścieżki sądowej. Po trzecie, wielu frankowiczów nie stać na jednorazową spłatę. To oznacza, że muszą zaciągnąć kolejne zobowiązanie, tym razem w złotych, na bardzo niekorzystnym oprocentowaniu.

– Możliwości organizacyjne przy KNF, w naszej ocenie, nie pozwalają na prowadzenie większej liczby spraw. Należy pamiętać, że proces zawierania umów kredytowych, trwający znacznie krócej niż mediacja, był obsługiwany przez wiele banków i wielu pracowników. Skala liczby osób zaangażowanych w proces mediacji jest wielokrotnie mniejsza – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu (SSBB).

Szybkie tempo

Z danych udostępnionych przez Komisję Nadzoru Finansowego wynika, że od 1 października 2021 roku do 16 grudnia 2022 roku zostało zakończonych dokładnie 27 651 postępowań mediacyjnych (84,8% prowadzonych postepowań). Według mec. Adriana Goski, tempo rozstrzygnięć przed KNF należy ocenić pozytywnie. Jest szybkie, ponieważ strony postępowania są gotowe zawrzeć wcześniej wypracowaną ugodę albo nie.

– Postępowania przed KNF są rozstrzygane relatywnie szybko w stosunku do czasu trwania postępowań sądowych. Istotne są przede wszystkim takie kwestie, jak nastawienie stron i warunki proponowanych ugód. Jeśli strona przystępująca do mediacji nie jest przygotowana na ustępstwa, to prowadzenie sprawy jest zwykle stratą czasu. Brak zawarcia ugody jest raczej porażką banku. Z pewnością taka sprawa, w której nie powiodły się mediacje, prędzej czy później trafi na wokandę – zaznacza mec. Mocarska.

Z kolei Arkadiusz Szcześniak podkreśla, że jeżeli konsument ma do wyboru akceptację warunków ugody lub jej odrzucenie, to sprawa nie wymaga wielu spotkań. Proces ten jest więc szybko zakończony. Dla wielu frankowiczów, ugoda zapewniająca 20% z tego, co mogą wygrać w sądzie, jest za mało atrakcyjną propozycją. Ekspert z SSBB dodaje też, że warunki zawartych ugód są tajne. Natomiast twierdzi, że docierają do nich informacje o tym, jak faktycznie wyglądają mediacje. Jest to przekaz od osób, które nie zawarły ugody. One przekonują, że nie było możliwości realnej negocjacji przedstawionej oferty ugody.

– Wydaje się, że dłużej trwają sprawy, w których finalnie dochodzi do zawarcia ugody. Dzieje się tak, ponieważ po wstępnym ustaleniu warunków porozumienia konieczne jest uzgodnienie wszelkich szczegółów, a także rozwiązanie problemów i wątpliwości pojawiających się na etapie formułowania treści ugody – dodaje ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Zawarte ugody

Od początku października 2021 roku do połowy grudnia 2022 roku zawarto dokładnie 19 751 ugód (71,4% zakończonych postępowań). Natomiast 7 900 postępowań zakończyło się bez ugody. Jak zaznacza prezes Szcześniak, w blisko 30% spraw nie wypracowano porozumienia, bo przedstawione oferty były za mało elastyczne i nie pozwalały na realne negocjacje. W ocenie ekspertów ze Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, ugody są korzystne dla banku, który ogranicza swoje koszty sądowe. Szacuje się, że one w jednej sprawie wynoszą nawet 100 tys. złotych. Do tego często kredytodawca musi zwrócić kilkadziesiąt tysięcy nadpłaty, a saldo kredytu z 300-400 tys. złotych spada właściwie do zera. Bank, proponując ugodę, w zasadzie zyskuje ok. 70-80% tego, co przegrałby w sądzie.

– Ugody zasadniczo są najlepszym rozwiązaniem dla banków. Jednak, jak wynika z naszych analiz, istnieje bardzo mała liczba spraw, w których zawarcie porozumienia wydaje się dość atrakcyjną opcją także dla frankowiczów. Decyduje o tym wiele czynników, w tym długość spłaty, wysokość raty, koszt kredytu, długość umowy kredytu czy wcześniejsza spłata. Jednakże nie będzie to rozwiązaniem korzystniejszym niż wyrok sądowy, aczkolwiek z pewnością szybszym – informuje ekspert z Kancelarii SubiGo.

Według adwokat Mocarskiej, trudno ocenić, czy wypracowanie ugody przy KNF jest łatwiejsze niż poza tą instytucją. Wiele zależy bowiem od osoby mediatora oraz od podejścia prezentowanego przez uczestników postępowania. W opinii Arkadiusza Szcześniaka, ugód będzie coraz mniej, o ile banki nie będą bardziej elastyczne w procesie mediacji. Ponadto do zawierania porozumień zniechęcają też wzrost stawki WIBOR i ostatnio narastające wątpliwości wobec niej. W październiku 2021 roku WIBOR był jeszcze poniżej 1%, ale od listopada szybko rósł. Obecnie wynosi powyżej 7%, a to istotnie zmienia warunki dla „nowego” kredytu.

– Nie przewiduję w najbliższym czasie zwiększonego zainteresowania mediacjami przy KNF. Już od dłuższego czasu kredytobiorcy chętniej decydują się na wszczęcie postępowania sądowego niż udział w czasochłonnym postępowaniu mediacyjnym. Dzieje się tak z uwagi na ugruntowane, korzystne dla kredytobiorców orzecznictwo sądów powszechnych w sprawach frankowych – podsumowuje mec. Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal.

Spadek udzielonych kredytów dla mikrofirm w listopadzie 2022 r.

W listopadzie 2022 r., w porównaniu do listopada 2021 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-9,5%), jak i wartościowym (-21,4%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-46,6%) mniej kredytów inwestycyjnych oraz o (-16,1%) mniej kredytów obrotowych. Jedynie w przypadku kredytów w rachunku bieżącym dynamika była dodatnia i wyniosła (+2,5%). Spadła w porównaniu do listopada 2021 r. wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (-60,3%) oraz kredytów obrotowych o (-29,4%). Tylko wartość kredytów w rachunku bieżącym udzielonych w listopadzie 2022 r. w porównaniu do listopada 2021 r. wzrosła o (+16,3%).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

W okresie jedenastu miesięcy 2022 r. liczba udzielonych kredytów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. spadła o (-12,7%) w ujęciu liczbowym oraz o (-11,4%) w wartościowym. Przy czym w ujęciu ilościowym ujemna dynamika wystąpiła w przypadku wszystkich rodzajów kredytów, a najwyższa w przypadku kredytów inwestycyjnych (-34,6%). W ujęciu wartościowym ujemna dynamika (-34,8%) dotyczyła kredytów inwestycyjnych oraz kredytów obrotowych (-11,2%). Natomiast dodatnia dynamika charakteryzowała kredyty w rachunku bieżącym (+4,8%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Listopadowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,62% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w listopadzie 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,62%, kredyty w rachunku bieżącym 3,94% oraz kredyty obrotowe 9,75%. W listopadzie 2022 r. w porównaniu do października 2022 r. polepszył się (spadł) ogólny Indeks jakości o (-0,02). Indeks pogorszył się (wzrósł) jednak w porównaniu do listopada 2021 o (+1,36).

W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe pogorszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+2,02).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 11,2 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w listopadzie br., 5,5 tys. zaciągnęły firmy usługowe (49,2%) i 2,6 tys. handlowe (23,6%). Łącznie 72,8% udzielonych w listopadzie 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory.

Z całkowitej kwoty 1,410 mld zł, banki udzieliły 539 mln zł (38,2%) kredytów firmom z sektora usług oraz 415 mln zł (29,5%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w listopadzie 2022 r. 67,7% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.

W listopadzie 2022 r. najwyższy spadek r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania produkcji (-19,9%) oraz handlu (-13,4%). W ujęciu wartościowym w listopadzie 2022 r. w porównaniu do listopada 2021 r. ujemna dynamika dotyczyła kredytów dla wszystkich sektorów. Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości udzielonych kredytów firmom produkcyjnym (-31,8%) oraz handlowym (-21,2%).

W okresie styczeń-listopad 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. we wszystkich sektorach. Najbardziej spadła (-17,5%) liczba kredytów udzielonych firmom handlowym oraz produkcyjnym (-17,1%).

W ujęciu wartościowym banki udzieliły w okresie jedenastu miesięcy br. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku niższego finansowania firmom z trzech sektorów. Najwyższy spadek dotyczył udzielenia finansowania firmom produkcyjnym (-21,5%) oraz handlowym (-15,7%). W tym okresie wzrosła jedynie wartość udzielonych kredytów firmom budowlanym o (+0,9%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w listopadzie 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 6,0%. Najlepszy (najniższy) odczyt w listopadzie br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcji i wyniósł 5,02%.

W porównaniu do listopada 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach: handlu (+1,86), usługach o (+1,41), budownictwie o (+0,95) oraz produkcji o (+0,74).

Kurs euro powyżej 4,70 zł

Na rynku spokój po świętach nie trwał za długo. Polska waluta straciła względem euro już ponad 5 groszy, a wielu analityków uważa, że to może nie być jeszcze koniec tego ruchu.

Gwałtowne odbicie złotego

Polska waluta jeszcze wczoraj rano wyglądała bardzo dobrze. Wraz z kolejnymi godzinami jednak ucieczka od złotego się rozpędzała. W szczytowym momencie polska waluta traciła na wartości nawet 5 groszy względem euro. Dzień finalnie zakończył się w okolicach 4,68 zł, ale dzisiaj od rana ruch był kontynuowany. W rezultacie na moment pisania tego tekstu znajdowaliśmy się w okolicach 4,70 zł za jedno euro, był to najwyższy poziom od 14 grudnia. Analitycy wiążą to nagłe osłabienie z kilkoma czynnikami. Po pierwsze korekta ostatnich umocnień przed świętami dodatkowo wzmocniona wolnym poniedziałkiem, który skumulował ruch w pierwszym dniu po świętach. Do tego dochodzi strach, czy NBP nie próbuje osłabić złotego.

Czy NBP jeszcze namiesza?

Na koniec roku ze zmiany wycen rezerw walutowych powstaje zysk NBP lub też strata, jeżeli polska waluta zyska na wartości. Wielu analityków spodziewa się, że skoro w przyszłym roku mamy wybory, to dodatkowe miliardy na pokrycie wydatków wydają się bardzo pożądanym przez władze tematem. Łącząc to z faktem, że obecny prezes NBP wyraźnie sprzyja władzy, pojawia się lęk, czy pod koniec roku coś się nie wydarzy. Z drugiej strony skoro już teraz inwestorzy wyprzedają złotego, bojąc się tej reakcji, to mamy do czynienia trochę z samospełniającą się przepowiednią. Jeżeli ruch ten się utrzyma, to NBP osiągnie cel w postaci wyższego zysku, nie podejmując żadnych działań.

Przedłużenie stanu zagrożenia epidemicznego

Wydawać by się mogło, że covid to już zamknięty rozdział w Polsce. Okazuje się jednak, że właśnie przedłużono stan zagrożenia epidemicznego do końca marca 2023 roku. Patrząc na to, co się dzieje w Chinach, jest to zupełnie uzasadnione. Z drugiej strony Chińczycy szczepili się preparatami o znacznie niższej skuteczności niż Zachód. Dodatkowo skuteczna izolacja spowodowała, że chorowali oni znacznie mniej. Pytanie, czy te różnice wystarczają, by zakładać, że pomimo gwałtownych problemów w Chinach, w Polsce jest bezpiecznie. W tle tej zmiany pozostają posiedzenia RPP, miały one wrócić do dwudniowego reżimu z okazji końca trybu pandemicznego. Może to oznaczać, że Rada jeszcze 3 razy spotka się na jednodniowym maratonie, a decyzję dostaniemy o dziwnej porze.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Pomimo trudności powierzchnie magazynowe w Polsce mają się dobrze

Pandemia, wysoka inflacja, rosnące ceny materiałów i wykonawstwa, a w konsekwencji wzrost wyjściowych stawek czynszu to elementy, które dotyczyły sektora magazynowego w 2022 r. Pomimo trudności rynek logistyczny i przemysłowy ma stabilne fundamenty i dynamicznie się rozwijał. Punktem zwrotnym dla sektora okazała się agresja Rosji na Ukrainę na koniec I kw. 2022 r., która w pierwszych tygodniach wojny istotnie wpłynęła na zmianę percepcji całego rynku. Dodatkowo, w całym roku najemcy, jak i deweloperzy poszukiwali sposobów na optymalizację kosztów energii. AXI IMMO zaprasza na podsumowanie 2022 r. i prognozy na 2023 r. dla rynku powierzchni magazynowych w Polsce.

Niech żyje stary król!

Pomimo rekordowego pod względem inwestycyjnym całego 2021 r. dla sektora magazynowego, analitycy AXI IMMO sygnalizowali, że kolejne lata począwszy od 2022 roku mogą być nieco chudsze pod względem zawieranych transakcji. Wskazywanym powodem był brak jakościowych produktów logistycznych i przemysłowych dostępnych od ręki. Ocena rynku była miarodajna, ponieważ do końca czerwca 2022 r. to sektor biurowy przewodził pod względem całkowitego wolumenu transakcji, przy czym w trzecim kwartale 2022 r. sektor magazynowy wrócił na pierwsze miejsce zestawienia. Udział aktywów logistycznych i przemysłowych na koniec września wynosił 1,54 mld, przy ok. 4,32 mld EUR zainwestowanych we wszystkie segmenty rynku inwestycyjnego. Zauważamy większe zróżnicowanie inwestorów zainteresowanych krajowymi aktywami. W poprzednich to kapitał azjatycki i amerykański najczęściej decydował się na zakup polskich nieruchomości. Obecnie przez wzgląd na niepewną sytuację geopolityczną to podmioty, które już były obecne w naszym regionie kontynuują zakupy. To one dzięki doświadczeniu i znajomość realiów decydują się na zawieranie transakcji, w odróżnieniu od pozostałych grup inwestorów, którzy przyjmują postawę wyczekującą.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO, wyjaśnia: „Przy niezmieniającej się sytuacji stanu wojny na Ukrainie spodziewamy się, że to nadal kapitał z Europy i Stanów Zjednoczonych będzie wiodącym podmiotem na polskim rynku inwestycyjnym. Duża podaż projektów, które mają zostać oddane w 2023 r. może skłonić do bardziej oportunistycznych decyzji inwestorów spoza kontynentu. Na rynku będzie widoczna coraz wyraźniejsza różnica w wycenie aktywów magazynowych spełniających standardy ESG, co w perspektywie średnio i długoterminowej przełoży się na zwiększoną liczbę modernizacji starszych obiektów”.

Polska jako transeuropejski hub logistyczny, czyli (re-,near-,friend-)shoring

Popyt na polskim rynku magazynowym w 2022 r. podobnie do ubiegłych lat był głównie napędzany  przez branżę logistyczną i sieci handlowe. W odróżnieniu od 2020 i 2021 r. zaobserwowaliśmy niewielki spadek w wolumenie transakcji zawieranych przez klientów z sektora e-commerce. Według analityków AXI IMMO popyt brutto w okresie od I do III kw. 2022 r. wyniósł ponad 5 mln mkw., co przy zachowaniu dotychczasowej aktywności najemców zapowiada, że na koniec 2022 r. wskaźnik przekroczy 6 mln mkw. i będzie drugim najwyższym wynikiem w historii sektora.

Rok 2022 to także proces zmian związanych z pojawieniem się nowych frakcji najemców. Następstwem wojny na Ukrainie był skokowy wzrost zainteresowania powierzchnią magazynową w Polsce przez firmy wycofujące swoje operacje ze wschodu Europy (Rosji, Białorusi oraz Ukrainy) w ramach tzw. reshoringu, a także tych przedsiębiorstw czy organizacji, które były gotowe nieść pomoc humanitarną. Po upływie ponad 9 miesięcy od ataku Rosji należy wskazać, że Polska wywiązała się wzorowo z roli łącznika pomiędzy zachodem i wschodem Europy. Kryzys wzmocnił także postrzeganie Polski jako dojrzałego rynku magazynowego, gotowego na przyjęcie nowych inwestorów w ramach rozwijanych trendów near- czy friendshoringu.

W kontekście wyzwań, z którym mierzył się polski rynek magazynowy, należy wskazać także kryzys energetyczny, po pierwsze w zakresie wzrostu cen za prąd, po drugie samego dostępu do energii. Kryzys ten to reperkusja zmian związanych z transformacją energetyczną w Unii Europejskiej jako działań prewencyjnych przed globalnym ociepleniem, a także zawieszenia relacji handlowych z Rosją w zakresie dostarczania surowców energetycznych. W efekcie wielu z najemców podczas podpisywania nowych czy renegocjacji obecnych kontraktów oczekiwała gwarancji dostarczenia zakontraktowanej mocy oraz wskazania rozwiązań realnie wpływających na oszczędności.

Wojna pośrednio wpłynęła także na największą grupę najemców w Polsce tj. sektor logistyczny. Dane dostarczone dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor z maja 2022 r. wskazywały, że w wyniku wojny na Ukrainie 20% firm działało w ograniczonym zakresie. Głównym powodem był brak ukraińskich pracowników, którzy powrócili walczyć za kraj. Wśród grup dotkniętych brakami kadrowymi znalazły się m.in. firmy budowlane, produkcja przemysłowa i rolnictwo. Z kolei szacunki wielu firm transportowych mówiły o braku ponad 40 000 kierowców ciężarówek. Sytuacja w branży TSL jest nadal niejasna, ponieważ przy niskim poziomie bezrobocia, na rynku pozostało wciąż wiele wakatów.

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, prognozuje: „Utrzymująca się na wysokim poziomie inflacja, przy spodziewanej pogarszającej się koniunkturze gospodarczej oraz widmie recesji nakazuje w ramach prognoz na 2023 r. przyjąć pełną zachowawczość i wskazać na niższą niż dotychczas dynamikę aktywności najemców. Dodatkowym czynnikiem pozostaje fakt stale rosnących wyjściowych stawek czynszów, które na przestrzeni kilkunastu miesięcy wzrosły w zależności od lokalizacji od 20% do 30%. Pomimo trudności z pozyskaniem kierowców samochodów ciężarowych branża logistyczna powinna utrzymać pozycję lidera w strukturze popytu. Duże znaczenie dla rynku magazynowego będą miał także dalsze rozstrzygnięcia wojny na Ukrainie. Jednym z realnych scenariuszy jest to, że to Polska zostanie europejskim zapleczem logistyczno-przemysłowym służącym odbudowie Ukrainy.”

Czy Polska jest nadal placem budowy?

Na koniec 2021 r. na polskim rynku magazynowym w budowie znajdowało się ponad 5 mln mkw. Wśród wyzwań na kolejny lata wskazywano, że takie czynniki jak wysoka inflacja, wzrost cen materiałów i wykonawstwa, a także brak kadr spowodowany zapowiadaną kumulacją wielu projektów infrastrukturalnych (w tym drogowych, kolejowych oraz rozpoczęciem prac przy budowie megalotniska pomiędzy Warszawą a Łodzią) skutecznie wpłyną na obniżenie aktywności deweloperów oraz przesunięcie oddania niektórych inwestycji o średnio 1-2 miesiące. Scenariusz ten nie sprawdził się, ponieważ od stycznia do końca września 2022 r. na polskim rynku magazynowym oddano rekordowe ponad 3,2 mln mkw. Według wyliczeń analityków AXI IMMO w ostatnim kwartale 2022 r. można spodziewać się dostarczenia dodatkowego miliona mkw. nowej podaży, który zwiększyłby całkowite zasoby sektora do ponad 28 mln mkw. Największymi rynkami pozostały te z tzw. wielkiej piątki (Warszawa, Górny Śląsk, Polska Centralna, Dolny Śląsk i Poznań), przy czym do grona regionów z ponad milionem metrów kwadratowych dołączyły Polska Wschodnia i Polska Zachodnia. Pomimo najlepszego w historii roku pod względem podaży na rynku nadal obserwuje się wysoki poziom absorpcji powierzchni magazynowej. Sytuacja wpływa na obniżanie się współczynnika pustostanów, który na koniec września 2022 r. wynosił 4,2%. Pomimo dużej liczby projektów w budowie (ok. 4 mln mkw.) wolumen wolnej powierzchni nie będzie znacząco wzrastać ze względu na mniejszą liczbę uruchamianych inwestycji.

 

2022 r. to także kontynuacja ekotrendów i realizacji strategii ESG. Na rynku trudno znaleźć nowe inwestycje, które nie otrzymałyby certyfikacji na poziomie BREEAM lub LEED Very Good. Obecnie realizowane projekty spełniają założenia dotyczące zwiększonej energooszczędności m.in. poprzez instalację fotowoltaiki na dachach lub w pobliżu magazynów, a także zwiększenie izolacyjności. W 2022 r. na rynku pojawiły się pierwsze zielone umowy najmu, które są dodatkowym ułatwieniem dla Klientów raportujących swoją działalność w zakresie ESG. Dodatkowo deweloperzy wskazujący, że ich inwestycje są wyposażone w zielone rozwiązania, mogą liczyć na udzielenie lepszego kredytu.

 

W kontekście trendów do końca pierwszej połowy 2022 r. wyzwaniem dla deweloperów okazało się przygotowanie odpowiednich wycen budowy przez wzgląd na szalejące ceny materiałów. Większą stabilizację w tym zakresie można było zaobserwować od lipca br. Trudności z prawidłowym oszacowaniem kosztów wraz z rosnącymi cenami materiałów i wykonawstwa przełożyły się na wzrosty realizacji inwestycji, a w ogólnym rozrachunku na podwyższenie wyjściowych stawek czynszu. Na rynku dało się odczuć zróżnicowanie ofert w magazynach wybudowanych przed i po podwyżkach cen materiałów. Niemniej pomimo wzrostów kosztów Polska pozostaje mocno konkurencyjnym rynkiem dla Europy Zachodniej, a także Czech.

Anna Głowacz, wyjaśnia „W związku z dużą niepewnością geopolityczną i trudniejszą sytuacją makroekonomiczną w 2022 r. deweloperzy podobnie do czasu pandemii już w 2022 r. musieli zmierzyć się z podniesieniem wymagań, których oczekiwały banki. Z dotychczasowych 30% zabezpieczenia inwestycji umowami typu pre-let współczynnik ten wzrósł do 50%. Duże znaczenie dla procesu realizacji inwestycji będą miały ogólna ocena branży reprezentowanej przez najemcę oraz jego stabilność finansowa, a także to jak był dotychczas aktywny na rynku. Z pewnością w lepszej sytuacji znajdują się Klienci, których sektory od lat pozostają liderami w popycie.”

Na rynkach spokojnie

Tuż przed świętami Amerykanie pokazali pakiet dobrych danych. W piątek nie miało to większego wpływu na dolara, a dzisiejszy poranek rozpoczął się od symbolicznej przeceny. Na rynkach dominuje jednak spokój.

Ostatnie dane przed świętami

W piątek poznaliśmy pokaźny pakiet danych z USA. Wydatki Amerykanów rosły w ujęciu rocznym o zaledwie 0,1%, co było wynikiem symbolicznie poniżej oczekiwań. Z drugiej strony dochody rosły o 0,4% i była to z kolei wartość o 0,1 punktu procentowego powyżej oczekiwań. Z jednej strony jest to sygnał, że obywatele ograniczają konsumpcję, co może skutkować negatywnymi efektami dla gospodarki. Z drugiej strony lekkie oddłużenie tamtejszego społeczeństwa, a tym są przecież szybciej rosnące dochody od wydatków, nie zaszkodzi z pewnością w dłuższym terminie. Do tych danych doszedł lepszy od oczekiwań indeks Uniwersytetu Michigan i duża niespodzianka, jaką jest odbicie w górę w sprzedaży nowych domów. 640 tysięcy to nie jest duża wartość w standardowych warunkach, trzeba jednak zwrócić uwagę, że to 6% powyżej oczekiwań, co w sytuacji wysokich stóp procentowych jest sporą niespodzianką. Pomimo tych danych dolar w dalszym ciągu pozostaje relatywnie stabilny względem euro.

Dalsze dobre informacje z rynku gazu

Piątkowe ceny gazu notowanego w Holandii, czyli tego będącego podstawą wycen, odbiły się od 85 dolarów za megawatogodzinę. Jest to bardzo dobra wiadomość dla konsumentów. Należy pamiętać, że grudniowe szczyty sięgały 160 euro, czyli niemal dwukrotnie wyżej. Pokazuje to, że Europa nawet w sezonie grzewczym znalazła alternatywne i rozsądne cenowo źródła surowca względem Rosji. Z drugiej strony minima cenowe nakładane na import ze Wschodu w tym tempie szybko stracą sens. Przy sile obecnych spadków nie można oczywiście wykluczyć wkrótce silnej korekty. Po tak dużych zmianach odbicia jednak się zdarzają.

26. wolny na rynkach

Niewiele jest takich dni jak Święta Bożego Narodzenia. Tak wiele podmiotów ma wówczas wolne, że notowania większości instrumentów są wówczas wstrzymywane. Tak właśnie odbyło się obecnie nawet w przypadku głównych par walutowych. Dzisiejsze otwarcie zawiera jednak to wszystko, co powinno się stać w poniedziałek. Rynek otworzył się delikatną przeceną złotego, jednakże patrząc na obecny kurs, który dalej wycenia euro poniżej 4,65 zł, mówimy raczej o delikatnej korekcie ostatnich osłabień.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

GfK: w poszukiwania oszczędności Polacy ograniczają używanie sprzętów elektrycznych

W obawie przed postępującą drożyzną Polacy mocniej niż dotychczas tną wydatki na podstawowe dobra i usługi. W celu obniżenia rachunków za prąd, już niemal co trzeci z nas ogranicza zużycie elektrycznych czajników, piekarników czy piecyków. Drugim powodem oszczędności są obawy przed eskalacją kryzysu energetycznego i przerwami w dostawach prądu. Takie wnioski płyną z grudniowej fali badania „Current Consumer Mood” zrealizowanego przez firmę GfK.

Od wielu miesięcy Polacy zmagają się z dwucyfrową inflacją, rosnącymi cenami cen oraz najwyższym od lat poziomem stóp procentowych. O tym jak trudno w obecnej sytuacji zarządzać domowym budżetem świadczą nastroje konsumenckie, które od trzeciego kwartału bieżącego roku znajdują się na rekordowo niskim poziomie. Niżej wskaźniki spadły jedynie tuż po wybuchu pandemii w marcu 2020 roku. Jednak wówczas bardzo szybko zanotowaliśmy poprawę nastrojów. Aby podołać rosnącym kosztom życia, konsumenci mocniej zaciskają pasa i rozsądniej planują bieżące wydatki.

– Nabywcy oszczędzają głównie na odzieży i obuwiu, rozrywkach poza domem oraz energii elektrycznej. W celu zmniejszenia zużycia prądu Polacy ograniczają korzystanie z podstawowych urządzeń. Z badań GfK wynika, że średnio 30 proc. konsumentów rzadziej używa elektrycznych czajników, piekarników czy piecyków, a co czwarty Polak ogranicza korzystanie z suszarki do włosów oraz żelazka – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK. – Pamiętajmy, że mówimy o urządzeniach absolutnie podstawowych, z których większość z nas dotychczas korzystała codziennie, z reguły nie zastanawiając się nawet nad tym, ile konsumują energii – dodaje.

Pesymistyczne scenariusze

Najbliższe dni przyniosą kolejne podwyżki cen. Wraz z 1 stycznia 2023 roku wróci podatek VAT m.in. na energię elektryczną. Zatem do zamrożonych przez Urząd Regulacji Energetyki stawek za prąd (obowiązujących do konkretnego limitu rocznego), należy doliczyć odpowiednią stawkę podatku.

Prognozy na najbliższe miesiące nie są optymistyczne, więc spodziewamy się, że wyniki z grudniowej fali badania „Current Consumer Mood” będą się pogłębiać. Zwłaszcza, że coraz większe i bardziej radykalne oszczędności są spowodowane nie tylko pobudkami ekonomicznymi, ale także lękiem przed kryzysem energetycznym. Obecnie aż 71 proc. badanych obawia się przerw w dostawach prądu czy gazu. W związku z tym możemy oczekiwać dalszego ograniczania konsumpcji podstawowych mediówpodkreśla Dominika Grusznic-Drobińska.

Czy diesel za 10 zł to realny scenariusz? – Analiza XTB

Aktualnie chyba nikogo nie dziwi spora różnica między ceną benzyny oraz ceną diesla, która nierzadko przekracza 1 zł na litrze. Diesel jest drogi i najprawdopodobniej drogi pozostanie, ale drożyzna, która obserwowaliśmy w marcu 2022 roku może powrócić na stacje benzynowe bardzo szybko. Nawet przy taniejącej ropie oraz mocniejszym złotym w stosunku do amerykańskiego dolara.

Czy jednak największym zagrożeniem dla polskiego konsumenta jest powrót starych stawek VAT na paliwa? Czy ważniejsze będzie dalsze ograniczanie zależności energetycznej do Rosji w postaci embargo paliwa, w tym przede wszystkim diesla. Czy w takim przypadku jest ryzyko, że ceny za litr diesla podskoczą do 10 zł za litr?

Powrót 23% stawki VAT

Od 1 stycznia 2023 roku wracają normalne stawki VAT na paliwa. Będzie to podwyżka z 8% na 23%, dlatego teoretycznie moglibyśmy oczekiwać sporej podwyżki na stacjach z początkiem przyszłego roku. Czy tak będzie na pewno? Okazuje się, że mniej więcej od końca października/początku listopada stacje nie obniżają cen paliw, pomimo zmieniających się na korzyść konsumenta warunków rynkowych. Najprawdopodobniej jest to chęć dostosowania cen do poziomów bliższych z nową, normalną stawką VAT. Patrząc na ceny hurtowe dostosowane o podatki oraz ceny detaliczne, wydaje się, że cena benzyny 95 powinna obecnie wynosić ok. 6,20 zł za litr, natomiast z nową stawką VAT na poziomie 23% powinno to być ok. 7,10 zł. Oznacza to, że podwyżka z dniem 1 stycznia najprawdopodobniej wyniesie ok. 50-60 groszy na litrze względem obecnych cen (6,50-6,60 zł). Oczywiście nie można wykluczyć, że stacje będą chciały ponownie podbudować sobie i tak wysokie marże i podwyższą cenę o różnicę wynikającą z VAT, choć ostatecznie mogłoby to doprowadzić do dodatkowego niezadowolenia społeczeństwa.Ceny hurtowe benzyny dostosowane o dwie stawki VAT wraz z ceną detaliczną

Ceny hurtowe benzyny dostosowane o dwie stawki VAT wraz z ceną detaliczną. Źródło: Bloomberg, XTB

W przypadku diesla obecna cena powinna wynosić ok. 7,30-7,40 zł, a nie 7,50-7,60. Z nową stawką VAT powinniśmy płacić ok. 8,40-8,50 zł, natomiast jeśli stacje pokusiłyby się o pełną możliwą podwyżkę wynikającą z VAT, płacilibyśmy nawet 8,80 zł, co było absolutnym rekordem. W tym samym scenariuszu za litr 95 płacilibyśmy 7,50 zł, co już nowym rekordem by nie było.

Ceny hurtowe oleju napędowego (diesla) dostosowane o dwie stawki VAT

Ceny hurtowe oleju napędowego (diesla) dostosowane o dwie stawki VAT wraz z ceną detaliczną. Źródło: Bloomberg, XTB

 

Tak czy inaczej, warto zatankować jeszcze przed końcem tego roku, aby uchronić się przed wzrostem cen o kilkadziesiąt groszy na litrze benzyny czy diesla.

Na świecie brakuje diesla i będzie go jeszcze mniej

Kwestie środowiskowe spowodowały, że na świecie zaczęto odchodzić od produkcji diesla na rzecz benzyny, do której dodatkowo dodawano coraz więcej etanolu. Ten trend był widoczny nie tylko w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych. Diesla i inne paliwa ściągano głównie z Rosji oraz krajów arabskich, dlatego wojna wywołana w Ukrainie i embargo nałożone na Rosję mocno wstrząsnęło cenami. Stany Zjednoczone nie sprowadzają już diesla z Rosji, dlatego ceny tego paliwa utrzymują się również na bardzo wysokich poziomach w tym kraju. Sama wojna doprowadziła również do powszechniejszego używania diesla jako paliwa grzewczego czy paliwa do elektrowni i przemysłu. Właśnie dlatego pogoda odgrywa obecnie ogromną rolę w kształtowaniu się cen, gdyż spadek temperatur zwiększy zapotrzebowanie grzewcze. Co ciekawe, można stwierdzić, że diesel oraz olej opałowy to niemal to samo pod względem składu chemicznego, choć różni się to mocno opodatkowaniem i ostatecznie cenami.

Jednak kluczowym momentem dla polskiego i europejskiego konsumenta będzie luty, w którym to w życie wchodzi embargo na rosyjskie produkty ropopochodne. Oczywiście diesel jest ściągany w większym stopniu z krajów arabskich, ale trzeba pamiętać, że popyt na to paliwo z tego regionu zgłaszają również Stany Zjednoczone i kraje azjatyckie. Przy tym wszystkim warto wspomnieć, że lwia część transportu w Stanach Zjednoczonych oraz w Europie odbywa się za pomocą ciężarówek, które napędzane są właśnie olejem napędowym. Jeśli będzie go mało, ceny mogą wzrosnąć, co dodatkowo dołożyć do naszej inflacji.

Nie można pominąć również tego, że diesel jest po prostu cięższy od paliwa. Wobec tego, jeśli porównalibyśmy cenę jednej tony diesla oraz jednej tony benzyny mogłoby się okazać, że różnica nie jest już taka duża.

Ceny paliw w USA (galon) oraz w Polsce (litr)

Ceny paliw w USA (galon) oraz w Polsce (litr) wraz z różnicą między ceną diesla oraz benzyny. Źródło: Bloomberg, XTB

Co dalej z cenami ropy?

Nie da się jednak ukryć, że największą składową cen paliw jest ropa naftowa. W zależności od kraju i rodzaju paliwa jest to 50-80%. Właśnie dlatego powinniśmy uważać na pojawienie się możliwego deficytu w przyszłym roku, wraz z dalszym ograniczeniem importu ropy z Rosji przez kraje europejskie. Dodatkowo OPEC wydaje się mieć spore problemy z dostępną podażą, dlatego w momencie kiedy świat przestanie wyceniać tylko i wyłącznie problemy związane z kryzysem, a zacznie zauważać problem małej dostępności wolnej podaży ropy, ceny tego surowca mogą ponownie zawitać na wyższe poziomy. Z drugiej strony niższe ceny ropy, które obserwujemy obecnie z pewnością odbierane są pozytywnie przez władze z całego świata, gdyż niskie ceny mogą uchronić większość gospodarek przed większym spowolnieniem czy nawet zapaścią.

Autor: Michał Stajniak, starszy analityk w XTB

ZUS ostro bierze pod lupę zwolnienia lekarskie. Liczba kontroli rdr. wzrosła o blisko 200 proc.

Lewe L4 pod lupą ZUS-u. Coraz więcej Polaków traci prawo do zasiłku. Wzrost rdr. wynosi blisko 30 proc.  

Jak wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, o blisko 200% zwiększyła się liczba osób poddanych kontroli wykorzystania zwolnień lekarskich. Wzrost ten nastąpił w pierwszych dziewięciu miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. Ostatnio najwięcej takich działań zostało podjętych w woj. małopolskim, mazowieckim i dolnośląskim. W tym samym czasie o blisko 29% podskoczyła liczba osób pozbawionych prawa do zasiłku. Takie przypadki miały miejsce przede wszystkim w woj. łódzkim, śląskim i mazowieckim. Natomiast o prawie 40% wzrosła kwota zasiłków cofniętych w wyniku kontroli. Na jej wielkość wpłynęły głównie dane z woj. mazowieckiego, śląskiego i łódzkiego.

Więcej kontroli

Według danych udostępnionych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, w trzech pierwszych kwartałach br. liczba osób poddanych kontroli wykorzystania zwolnień lekarskich wyniosła 41 932. To o 195,8% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było 14 175. Zdaniem Natalii Stoch-Miki, radcy prawnego i doradcy podatkowego, ten wzrost może być spowodowany powrotem do normalnego trybu pracy jednostek ZUS, w tym kontrolerów, po czasowym ich zawieszeniu w okresie pandemii. Kiedy było najwięcej zachorowań na COVID-19, fizyczne kontrole były bardzo ograniczone lub w ogóle ich nie przeprowadzano.

– Kontrola wykorzystania zwolnień lekarskich w czasie pandemii była trudniejsza. Obecnie ZUS zwiększa liczbę takich działań. I słusznie to robi, ponieważ poczucie bezkarności nieuczciwych osób rozzuchwala i prowadzi do rozpowszechniania się tego patologicznego zjawiska. Nadużywanie zwolnień jest równoznaczne z kradzieżą składek płaconych przez pozostałe osoby ubezpieczone – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, były członek Rady Nadzorczej ZUS-u.

Od stycznia do września br. najwięcej osób zostało poddanych ww. kontroli w województwie małopolskim – 5 449 (w analogicznym okresie ub.r. – 685). Dalej w zestawieniu widać woj. mazowieckie – 4 797 (w trzech kwartałach ub.r. – 1634), dolnośląskie – 4 507 (1434), śląskie – 4 135 (1631), wielkopolskie – 4 128 (1711), a także łódzkie – 4 075 (1 341). Te województwa w tym roku osiągnęły wyniki przekraczające 4 tys. Natomiast na końcu zestawienia widzimy podlaskie – 769 (poprzednio 197), lubuskie – 867 (212), jak również świętokrzyskie – 954 (587). Tylko w tych województwach tegoroczne wyniki nie były poniżej 1000.

– Liczba kontroli w poszczególnych województwach powinna być proporcjonalna do liczby osób płacących składki na ubezpieczenie chorobowe w ZUS i do poziomu absencji chorobowej. W całym kraju w tym roku liczba kontroli jest o prawie 200% większa niż w roku ubiegłym, a w województwie małopolskim wzrosła o blisko 700%. Być może natrafiono tam na podejrzanie obfite źródło zwolnień lekarskich – mówi ekspert Konfederacji Lewiatan.

Pozbawieni zasiłku

Z danych udostępnionych przez ZUS wynika również, że w pierwszych trzech kwartałach br. liczba osób pozbawionych prawa do zasiłku wyniosła 5 352. To o 28,6% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy takich przypadków odnotowano 4 161. Jeremi Mordasewicz zestawia te wyniki z danymi dot. liczby kontroli, która wzrosła w tym samym czasie o prawie 200%. Według eksperta, prawdopodobnie zawodzi typowanie osób do skontrolowania, sposób przeprowadzania działań kontrolnych lub rzetelność kontrolerów. Jednak nie wszyscy eksperci są podobnego zdania.

– Liczba osób pozbawionych zasiłku w wyniku przeprowadzonej kontroli nie jest znaczna z porównaniu z tym, ilu Polaków jest zatrudnionych w całym kraju. Wpływ na relatywnie niewielką ilość podważanych zwolnień lekarskich może mieć fakt, iż pracodawca może w każdym momencie zawnioskować do ZUS o dokonanie kontroli. Pracownicy, nie chcąc się narazić przełożonym, zwłaszcza w sektorze prywatnych przedsiębiorstw, nie nadużywają przysługujących im praw. W mojej ocenie, niewielki wzrost liczby osób pozbawionych zasiłku chorobowego świadczy jedynie o tym, że zatrudnieni w większości wykorzystują zwolnienia lekarskie zgodnie z przeznaczeniem. Przeprowadzane kontrole to potwierdzają – podkreśla Natalia Stoch-Mika.

Patrząc na tegoroczne dane, widać, że najwięcej osób pozbawionych prawa do zasiłku było w województwie łódzkim – 804 (rok wcześniej – 380). Za nim plasuje się woj. śląskie – 794 (640), mazowieckie – 602 (586), wielkopolskie – 598 (499), dolnośląskie – 594 (354), a także małopolskie – 544 (266). Natomiast na końcu zestawienia mamy podlaskie – 45 (24), lubuskie ¬– 80 (47), jak również warmińsko-mazurskie – 92 (133). I to jedyne województwa, które w tym roku odnotowały wyniki poniżej 100.

– Skala nadużyć zwolnień lekarskich może się różnić w poszczególnych województwach, np. w zależności od poziomu bezrobocia i możliwości znalezienia nowej pracy w przypadku ujawnienia oszustwa. Ale nie sądzę, aby poziom uczciwości mieszkańców w poszczególnych województwach tak bardzo się różnił. Zróżnicowanie wyników jest, jak sądzę, pochodną typowania osób do kontroli i jakością samej kontroli – zaznacza były członek Rady Nadzorczej ZUS-u.

Cofnięte środki

Z danych za pierwsze trzy kwartały br. również wynika, że kwota zasiłków cofniętych w wyniku kontroli wyniosła ponad 8,973 mln zł. To o 39,8% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku –  6,417 mln zł.

– Tak samo jak minimalne oraz przeciętne wynagrodzenie wzrastają rok do roku, rosną też zasiłki chorobowe. To z kolei przekłada się na zwiększenie kwot w przypadku kwestionowania świadczenia. Oczywiście, na większą wartość cofniętych zasiłków chorobowych może mieć również wpływ zwiększona liczba przeprowadzanych kontroli – wyjaśnia Natalia Stoch-Mika.

Biorąc pod uwagę podział na województwa, to w tym roku największą kwotę zasiłków cofniętych w wyniku kontroli widzimy w mazowieckim – ok. 1,493 mln zł (rok wcześniej – 998 tys. zł). Dalej w rankingu widać woj. śląskie – 1,398 mln zł (835 tys. zł), łódzkie – 1,144 mln zł (503 tys. zł), małopolskie – 896 tys. zł (384 tys. zł), wielkopolskie – 843 tys. zł (872 tys. zł), a także dolnośląskie – 762 tys. zł (796 tys. zł). Na końcu zestawienia znajdują się woj. podlaskie – ok. 95 tys. zł (55 tys. zł), lubuskie – 130 tys. zł (85 tys. zł), jak również warmińsko-mazurskie – 170 tys. zł (332 tys. zł).

– Mimo że odzyskane kwoty są niewielkie, nie można rezygnować z kontroli, aby nie dopuścić do poszerzenia zjawiska nadużywania zwolnień lekarskich w wyniku rozpowszechnienia się poczucia bezkarności. Mam nadzieję, że jakość tych kontroli będzie systematycznie rosła, chociaż niektórzy politycy uważają, że nie należy drażnić elektoratu – podsumowuje Jeremi Mordasewicz.

W życie wchodzą dyrektywy Omnibus oraz cyfrowa i towarowa. Jak zmienią e-commerce?

W polskim prawie pojawia się coraz więcej regulacji, które mają usystematyzować przepisy związane ze sklepami internetowymi i sprzedażą online. Z początkiem 2023 roku w życie wejdą zmiany do ustawy o prawach konsumenta i innych aktów prawnych, które wprowadzają do polskiego porządku prawnego dyrektywy – Omnnibus, cyfrową i towarową. Nowe przepisy będą miały duży wpływ na krajowy rynek e-commerce. Co nowe oznaczają dla sprzedawców i konsumentów?

Wraz z początkiem roku w życie wchodzą nowe, ważne przepisy, które zmienią polski e-handel. Głośna dyrektywa Omnibus, która została już wdrożona w większości państw UE oraz dyrektywa cyfrowa i towarowa. Przepisy z obu noweli odnoszą się do siebie i uzupełniają wzajemnie. Jak zmienią e-commerce w Polsce?

Dyrektywa Omnibus

To akt prawny, którego celem jest wzmocnienie i ujednolicenie zasad ochrony konsumentów. W uproszeniu – jest to dyrektywa egzekucyjna i modernizacyjna, zwiększająca transparentność i wzmacniająca świadomość informacyjną konsumenta, który m.in. kupuje towary i usługi cyfrowe w sieci. Pod wpływem unijnej dyrektywy najbardziej zmieni się ustawa o prawach konsumenta, ale nie tylko. Zmiany obejmą również ustawę o informowaniu o cenach towarów i usług oraz o ochronie konkurencji i konsumentów.

W świecie e-commerce o dyrektywie Omnibus dyskutuje się szeroko już od końca 2019 roku. Jak te przepisy wpłyną one na codziennie funkcjonowanie e-biznesów?

– Przedsiębiorcy powinni dostosować się do nowych regulacji, w szczególności do obowiązków informacyjnych. Zarówno w zakresie zmiany regulaminów, jak i powiązanej dokumentacji oraz poprzez przygotowanie odpowiednich interfejsów na stronie internetowej – mówi Gabriela Halla-Popławska, adwokat w IdoSell.

Jak więc przestrzegać przepisów dyrektywy Omnibus w praktyce? Abstrahując od kwestii promocji, właściciele e-sklepów muszą udzielać informacji, wedle jakich zasad na ich stronach internetowych publikowane są opinie o produktach np. czy zamieszczane są zarówno te pozytywne, jak i negatywne, czy są one sponsorowane. Ważnym punktem jest również informacja o tym, czy prezentowana cena jest spersonalizowana (na podstawie zautomatyzowanego profilowania zachowań konsumentów).

– Przewidziano też dodatkowe obowiązki dla przedsiębiorców, którzy oferują usługi i treści cyfrowe w zamian za dane osobowe. Przetwarzanie danych osobowych w takich sytuacjach powinno być zgodne z RODO – podkreśla Gabriela Halla-Popławska.

Co grozi za nieprzestrzeganie regulacji?

Ważnym elementem dyrektywy Omnibus jest wprowadzenie odpowiednich obwarowań, które mają zapewnić przestrzeganie przepisów. Chodzi o system grzywien i kar pieniężnych, które mają na celu egzekwowanie regulacji w praktyce.

Maksymalna wysokość grzywien za naruszenie przepisów, powinna zostać określona na poziomie co najmniej 4 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

– W przypadku, gdy informacje o rocznym obrocie sprzedawcy lub dostawcy nie są dostępne – państwa członkowskie są zobowiązane wprowadzić przepisy przewidujące możliwość nakładania grzywien. Ich maksymalna wysokość wynosi co najmniej 2 mln euro, ale mogą też wprowadzić wyższe kary – tłumaczy Gabriela Halla-Popławska.

Ponadto według przepisów dyrektywy, konsumenci, którzy ucierpieli na skutek nieuczciwych praktyk handlowych, powinni mieć zapewniony dostęp do skutecznych środków prawnych takich jak odszkodowania, a nawet do obniżenia ceny czy rozwiązania umowy.
Implementacja dyrektywy Omnibus w Polsce jest rozproszona po kilku ustawach, które uzupełniają się, a także odwołują się do siebie m.in. w zakresie przyjętych definicji.

Rządowy projekt wdrażający Omnibusa to akt prawny o zmianie m.in. ustawy o prawach konsumenta, o ochronie konkurencji i konsumentów, o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz o informowaniu o cenach towarów i usług.

– W ustawie o prawach konsumenta zostaną wprowadzone nowe definicje takie jak: internetowa platforma handlowa czy dostawca internetowej platformy handlowej. Na dostawcę internetowej platformy handlowej zostaną nałożone nowe obowiązki informacyjne polegające na: konieczności poinformowania konsumenta, w sposób jasny i zrozumiały o głównych parametrach decydujących o plasowaniu ofert przedstawionych konsumentowi oraz o tym, czy osoba trzecia oferująca swoje towary, usługi lub treści cyfrowe na internetowej platformie handlowej jest przedsiębiorcą. Dzięki temu ostatniemu konsument będzie wiedział, czy zawarta przez niego na internetowej platformie handlowej umowa kupna będzie podlegała ochronie przepisów prawa konsumenckiego – wyjaśnia Gabriela Halla-Popławska.

Wprowadzono też regulacje dotyczące odstąpienia od umowy „opłaconej” danymi. W tej sytuacji przedsiębiorca powinien zastosować się do obowiązków, które wynikają z rozporządzenia RODO.

Powszechnie stosowaną praktyką w świece e-commerce jest publikowanie przez sprzedających opinii o oferowanych przez siebie produktach czy świadczonych usługach. Nie jest tajemnicą, że na tym polu dochodzi do wielu nadużyć ze strony nieuczciwych sprzedawców. Dlatego też idąca za dyrektywą Omnibus zmiana ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, reguluje kwestie publikowania opinii. W ramach noweli do ustawy dodano definicję plasowania, poprzez którą rozumie się przyznawanie określonej widoczności produktom lub wagę nadawaną wynikom wyszukiwania przez przedsiębiorców.

– Do katalogu istotnych informacji, które potrzebne są przeciętnemu konsumentowi, do podjęcia decyzji o zawarciu umowy dodano przepis, który zobowiązuje do informowania kupujących o tym, w jaki sposób na stronie zamieszczane są opinie. W szczególności, w jaki sposób sprzedający weryfikuje, czy opinie zamieszczane na stronie internetowej rzeczywiście pochodzą od konsumentów, którzy używali danego produktu lub go nabyli – mówi Gabriela Halla-Popławska.

Przedsiębiorca ma również obowiązek poinformowania konsumenta o płatnej reklamie, jeżeli zapłacił dostawcy funkcji wyszukiwania za wyższe plasowanie produktu. Zaniechanie tego obowiązku stanowi nieuczciwą praktykę rynkową.

– Jeżeli chodzi o ustawę o informowaniu o cenach towarów i usług, przy promocjach wprowadza ona słynny już obowiązek informacyjny. Chodzi o wskazanie najniższej ceny danego towaru lub usługi, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki – dodaje Halla-Popławska. – Przestrzeganie tego obowiązku będzie egzekwowała Państwowa Inspekcja Handlowa, która na nieuczciwego sprzedawcę będzie mogła nałożyć karę pieniężną do 20 tys. zł. Dla przedsiębiorcy, który notorycznie narusza przepisy ustawy (co najmniej trzykrotnie w okresie 12 miesięcy), kara może wynosić nawet do 40 tys. zł.

Dyrektywa cyfrowa i towarowa

Dyrektywy cyfrowa i towarowa również zaznaczą się grubą kreską w polskim e-commerce. Zmiany dotkną przede wszystkim obowiązków, które mają sprzedawcy i twórcy contentu. Jakie więc zachodzą zmiany w polskim ustawodawstwie, dlaczego jest to istotne dla merchantów i co właściwie ulega modyfikacji? Do tej pory sprzedawcy mieli obowiązek odpowiedzi na reklamację w ciągu 30 dni. Teraz ten czas ma się skrócić do 14 dni.
– Jeśli w ciągu tego czasu sprzedawca lub dostawca usługi czy treści cyfrowej nie ustosunkuje się do reklamacji, to oznacza to, że tę reklamację uwzględnił – wyjaśnia Rafał Malujda, radca prawny IdoSell.

Kolejna nowość związana jest z odpowiedzialnością (rękojmią) za wady. W przypadku towarów, przedsiębiorca będzie odpowiadał za wady towaru ujawnione w przeciągu dwóch lat od daty jego dostarczenia.

– Przyjmować się będzie, że wady ujawnione w tym terminie istniały w momencie dostarczenia towaru – podkreśla Rafał Malujda.

W przypadku treści i usług cyfrowych, przedsiębiorca także będzie odpowiadał za wady ujawnione w przeciągu dwóch lat od ich dostarczenia. Jednak domniemanie braku zgodności treści lub usługi cyfrowej z umową będzie obowiązywało tylko na poziomie jednego roku od momentu dostarczenia treści. Podobna regulacja obowiązuje obecnie w zakresie rzeczy.

– Jeżeli miałoby być inaczej, sprzedawca musi wykazać, że nie zataił tego i ta wada powstała później. Przy contencie cyfrowym jest to trochę inaczej – ze względu na jego specyfikę termin domniemania wadliwości jest krótszy – wylicza Rafał Malujda.

Przepisy dyrektyw wprowadzają dużo zmian na poziomie ustawy o prawach konsumenta, natomiast w jakimś zakresie operują tą siatką pojęciową, którą znamy z dotychczasowych przepisów, chociażby z obecnej regulacji rękojmi za wady rzeczy – czyli zgodność, niezgodność z umową. Konsumenci wiedzą, że mogą żądać usunięcia wady, wymienić towar na nowy, ewentualnie żądać obniżenia ceny lub odstąpić od umowy i żądać zwrotu całej wartości, jeśli produkt jest wadliwy.

– Ta konstrukcja mniej więcej ulega zachowaniu, w szczególności przy towarach. Przy usługach cyfrowych wprowadza nową kategorię – niezgodność usługi cyfrowej z umową i doprowadzenie do zgodności z umową usługi cyfrowej. Doprecyzowaniu ulega to, w jakiej sytuacji, czego i kiedy możemy żądać, a kiedy odpowiedzialność jest wyłączona– tłumaczy Rafał Malujda.

Całkowitą nowością w przepisach jest pojawienie się kategorii towarów z elementami cyfrowymi („smart”), czego przykładem może być np. inteligentny zegarek. W takim przypadku sam zegarek należałoby uważać za towar z elementami cyfrowymi mogący pełnić swoje funkcje wyłącznie z aplikacją, która udostępniana jest na podstawie tej samej umowy sprzedaży, ale którą konsument musi pobrać na smartfon – aplikacja byłaby wówczas wzajemnie połączonym elementem cyfrowym.

W nowych przepisach poruszona zostanie również kwestia handlu danymi osobowymi. Obecnie jest to już dopuszczalne, np. wymiana danych za dostęp do usługi i możliwość wysyłki przez przedsiębiorcę e-mali marketingowych. Tu doprecyzowaniu zostaną sytuacje, które nie podlegają regulacji ustawy o prawach konsumenta (np. udostępnienie danych w celu wykonania umowy).

W nowych przepisach doprecyzowaniu ulega również kwestia publicznych zapewnień, akceptacji określonych braków w towarze czy usłudze ze strony konsumenta.

– Z drugiej strony akceptacji przedsiębiorcy wymaga chociażby to, że termin dostarczenia lub określone właściwości są istotne dla konsumenta. To wszystko sprawia, iż oświadczenia działów sprzedaży na czatach i zawieszonych na stronach sklepów komunikatorach, będą miały coraz większe znaczenie – mówi Rafał Malujda.

Przedsiębiorcy w rok 2023 wejdą bardzo niepewnie. „Kryzys głębszy niż w pandemii”

Rok 2023 budzi u wielu przedsiębiorców poczucie niepokoju. Opinie ekonomistów i specjalistów ds. gospodarki potwierdzają… prawnicy. Jak mówi mecenas Dariusz Sosnowski z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski wielu przedsiębiorców obawia się dalszego wzrostu cen, kosztów pracowniczych czy problemów energetycznych. Nie bez znaczenia jest również np. podwyżka składek ZUS dla małych firm, która w opinii eksperta już na początku przyszłego roku „zmiecie” z rynku wiele małych firm.

Prawnicy: „Upadłości jest wiele np. w sektorze budowlanym”

Rok 2022 był trzecim pod rząd rokiem bardzo trudnym dla przedsiębiorców. Dwa lata pandemii i lockdownów odcisnęły piętno na wielu sektorach gospodarki. Gdy porzuciliśmy już obawy związane z koronawirusem to pojawiła się wojna i poważne turbulencje gospodarcze.

Dlaczego przedsiębiorcy odwiedzają prawników? O co ich pytają? Jak wyjaśnia mec. Dariusz Sosnowski to kwestia gotowości do zmian, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. – Spotykamy firmy, które chcą być gotowe na zatrudnienie i zwalnianie jednocześnie. To brzmi abstrakcyjnie, ale wielu przedsiębiorców rozważa scenariusze optymistyczne, zakładające dalszy rozwój i poszerzanie zespołu, ale chcą być też przygotowani na warianty pesymistyczne i możliwość przeprowadzania redukcji czy nawet zwolnień grupowych jeżeli np. kryzys energetyczny będzie się pogłębiał. Takiej niepewności w gospodarce nie było chyba nawet w czasie pierwszego miesiąca pandemii COVID-19 – przyznaje mec. Dariusz Sosnowski, adwokat zajmujący się tematami gospodarczymi.

– W przypadku pandemii najmocniej dotkniętych było kilka konkretnych sektorów gospodarki, tutaj mamy problem niemal wszystkich sektorów: od turystyki i hotelarstwa przez przemysł, po budownictwo. Ten kryzys jest bardziej demokratyczny, a niepewność mocniej rozlewa się na całą gospodarkę – mówi mec. Dariusz Sosnowski. – Upadłości jest wiele np. w sektorze budowlanym. Wcześniej nie zdarzało się to z powodu braku klientów czy braku możliwości realizacji kontraktów. Obecnie to się zdarza – dodaje.

Eksperci: sektor MŚP dobijany przez ZUS. Mecenas Sosnowski zwraca także uwagę na przemysł drzewny

Prawnicy przyznają, że nie tylko czynniki zewnętrzne takie jak pandemia czy wojna w Ukrainie mocno dotykają przedsiębiorców.

– Szacuje się, że od początku roku w Polsce zawieszonych lub likwidowanych może być nawet 150 tysięcy małych firm. Jednym z powodów jest znaczący wzrost składki ZUS. Rośnie płaca minimalna, rośnie średnie wynagrodzenie to i wzrosty w tej przestrzeni są zdaje się oczywiste, ale nie dla wszystkich przedsiębiorców proporcjonalny jest wzrost zysków. Wiele firm MŚP narzeka na spadki obrotów, a jednocześnie wzrost obciążeń. Pytają więc jak sobie poradzić w tej sytuacji. Walczyć? Zawieszać działalność? Jak optymalizować biznes? Jakie podpisywać umowy? – mówi mec. Dariusz Sosnowski.

Mecenas Dariusz Sosnowski przyznaje, że na Pomorzu Zachodnim poważny problem ma sektor drzewny. Tutaj problemem bywa logistyka, ale i ceny surowców oraz chwilowe braki w zaopatrzeniu.

– Koszty obróbki drewna są gigantyczne. Maszyny są energochłonne podobnie jak suszenie czy tarcie drewna. To wzrosty kosztów rzędu kilkaset procent, a zyski nie rekompensują wzrostu cen. Struktura przedsiębiorstw drzewnych jest taka, że są to małe przedsiębiorstwa lub firmy działające w strefach ekonomicznych. Nie ma tutaj firm, które mogą zrekompensować wzrost kosztów wzrostem cen czy zwiększeniem działania operacyjnego. Ten sektor gospodarki powinien zostać odpowiednio zabezpieczony przez rządzących, wiele firm już po nowym roku może upaść – ostrzega ekspert.

Wyjątkowy składany smartfon – Samsung Galaxy Z Flip 4

Składane telefony to absolutna rewolucja na rynku smartfonów. Choć kiedyś telefon z klapką był normą, dziś Samsung stworzył smartfon z ekranem dotykowym, który zgina się w połowie. To wcześniej niespotykany wynalazek, który zrewolucjonizował sprzęty tego typu. Przyjrzyjmy się bliżej najnowszemu modelowi składanego Samsunga — Galaxy Z Flip 4.

Składane smartfony to doskonała propozycja dla osób, które nie lubią nosić w kieszeni urządzenia wielkości przysłowiowej „cegły”. Dlatego smartfony Samsunga z serii Galaxy Z Flip zaprojektowane zostały tak, aby nawet po złożeniu były cienkie i wytrzymałe na częste otwieranie i zamykanie. Czym wyróżniają się najnowsze składane telefony Samsung Galaxy Z Flip 4? Na co zwrócić uwagę, kupując taki smartfon? Czy jest on wystarczająco wytrzymały? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w poniższym artykule.

Zalety modelu Samsung Galaxy Z Flip 4 – czym różni się od poprzedników?

Najnowszy model składanego smartfona od Samsunga to ulepszona wersja poprzednich Galaxy Z Flip-ów. Poprawiono w nim między innymi pojemność baterii, zmniejszono ramki na obu częściach składanej obudowy, a także poszerzono możliwości personalizacji wyświetlacza na obudowie, znajdującego się tuż obok tylnych obiektywów. A skoro już o personalizacji mowa, to Samsung wprowadził w tym modelu kolejną rewolucję — w oficjalnym sklepie firmowym można skonfigurować własną wersję kolorystyczną swojego nowego Galaxy Z Flip 4. Nowy model Z Flipa jest także po złożeniu nieco mniejszy i smuklejszy niż poprzednie wersje. Samsung zadbał również o lepszą edukację użytkowników odnośnie pielęgnacji i dbania o składanego smartfona, jednak jego wytrzymałość jest na bardzo wysokim poziomie i nie trzeba się obawiać, że ekran niespodziewanie zacznie pękać czy kruszyć się.

Na co zwrócić uwagę przed zakupem nowego smartfona?

Obecnie smartfon zastępuje nam wiele różnych urządzeń. Pełni funkcję aparatu, kamery, kalendarza, kalkulatora, przeglądarki internetowej i wielu innych narzędzi. Dlatego bardzo istotna jest między innymi wbudowana pamięć. Przy obecnej jakości zdjęć i filmów warto zadbać o pojemność przynajmniej 128 GB, a najlepiej wybrać model Samsung Galaxy Z Flip 4 256 GB. Przy takiej ilości pamięci będziesz mógł cieszyć się wszystkimi funkcjami swojego telefonu bez zamartwiania o usuwanie nadprogramowych zdjęć czy filmików.

Tani smartfon z dobrym aparatem — czy to w ogóle możliwe? Sprawdź tutaj!

Kolejną rzeczą, która dziś jest bardzo istotna dla wielu użytkowników smartfonów, jest aparat. Jakość robionych zdjęć czy nagrywanych filmów liczy się już nie tylko ze względu na wspomnienia z podróży, ale także zdjęcia produktowe robione smartfonem, nagrywanie relacji do mediów społecznościowych czy prowadzenie transmisji online. Model Samsung Galaxy Z Flip 4 oferuje doskonałe aparaty bardzo wysokiej klasy. Dodatkowo smartfon jest wyjątkowo wydajny dzięki najmocniejszemu procesorowi Qualcomma. Dwa świetne głośniki i rewelacyjny wyświetlacz dbają o wysoką jakość oglądanych na Samsungu treści.

MCI Capital dokupiło akcje giełdowego e-sklepu Answear.com

2,4 proc. akcji giełdowego e-sklepu Answear.com dokupił fundusz MCI.PrivateVentures (Grupa MCI Capital). Łącznie ma teraz 23,4% akcji.

– Fundusz MCI.PrivateVentures FIZ widzi długoterminowy potencjał tego aktywa poparty silnym wzrostem sprzedaży w 2022 roku i jako element strategii zakłada akumulację akcji. Do tej pory poprzez subfundusz TechVentures MCI posiadało 21 proc. akcji e-sklepu – mówi Hubert Wichrowski, investment manager w MCI.

MCI uważa, iż obecne wyceny spółek e-commerce są na bardzo atrakcyjnym poziomie, w szczególności wyceny liderów swoich sektorów, jakim jest Answear. – Ta spółka, w związku z jej dynamiką wzrostu, niskim zadłużeniem, sytuacją konkurencyjną oraz bardzo sprawnym zarządzaniem jest bardzo interesującym podmiotem na tle innych spółek w branży „fashion online”, a także w całym e-commerce. Dlatego też Euro.Ventures zdecydował się na rozpoczęcie budowania pozycji inwestycyjnej w spółce – dodaje przedstawiciel MCI.

MCI zainwestował w Answear z funduszu Tech.Ventures w 2013 roku w celu „umocnienia pozycji platformy w Polsce, a także budowy jej międzynarodowego zasięgu”.

Answear.com to wiodący multibrandowy podmiot e-commerce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oferujący markową odzież, obuwie i akcesoria. Spółka powstała w 2011 roku i obecnie prowadzi działalność w 11 krajach w regionie, sukcesywnie wchodząc na nowe rynki. Przeważającą część oferty Answear.com stanowi moda damska, a wśród łącznie 206 tys. dostępnych produktów coraz bardziej dominuje segment „premium”. W ofercie znajdują się kolekcje od ponad 500 światowych marek oraz własna marka – Answear Lab.

Columbus sprzedaje farmy fotowoltaiczne za ponad 97 mln euro z udziałem w zyskach

Columbus Energy sprzedaje portfel 102,5 MW farm fotowoltaicznych za ponad 97 mln euro. Kupującym jest spółka ENGIE Zielona Energia, należąca do francuskiego koncernu energetycznego ENGIE.

Zgodnie z zapowiedzią, Columbus Energy S.A. podpisał 22 grudnia br. umowę z ENGIE Zielona Energia Sp. z o.o. na sprzedaż 100% udziałów w spółkach celowych z Grupy, posiadających projekty farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 102,5 MW. Projekty są na etapie finalizacji budowy, elektryfikacji lub eksploatacji. Pierwsza transza transakcji, zgodnie z podpisaną umową, obejmuje nabycie przez ENGIE Zielona Energia udziałów spółek celowych, mających projekty o łącznej mocy 32,8 MW. Kolejne transze transakcji zostały zaplanowane na 2023 r. Łączna cena transakcji wraz z subrogacją wyniesie od 97,6 do 110 mln euro – ostateczna kwota zależna będzie od wyników operacyjnych spółek farmowych i będzie rozliczana do końca 2026 r.

Pozyskany kapitał ze sprzedaży farm Columbus przeznaczy na spłatę project finance w mBanku oraz Zielonych Obligacji – łącznie ok. 180 mln zł. Pozostałe środki Spółka wykorzysta na zmniejszenie zadłużenia u akcjonariusza – DC24.

– Sprzedaż części naszych projektów farmowych to zaplanowane, strategiczne działanie, które zaowocuje poprawą bilansu i znaczącym zmniejszeniem odsetek w Grupie Kapitałowej. Nadal będziemy się rozwijać w obszarze wielkoskalowych projektów energetycznych, gdzie zbudowaliśmy bardzo mocne kompetencje, i mamy apetyt na realizację projektów o wartości kilkakrotnie przewyższającej aktualną transakcję. Wygrana w ostatnich dniach aukcja na rynku mocy na budowę naszego magazynu energii 133 MW, który jest największym projektem magazynowym w Europie na rynku mocy, to dopiero początek realizacji naszych planów. Liczymy też na dłuższą współpracę z naszym francuskim partnerem – Grupą ENGIE w zakresie innych projektów OZE – tłumaczy Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Uspokojenie na europejskich rynkach akcji po wczorajszych spadkach

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły w pierwszej połowie wczorajszej sesji do najniższego poziomu od ponad miesiąca, ale później skala strat została zredukowana (S&P 500 -1,45 proc., DJIA -1,05 proc., Nasdaq Composite -2,18 proc.). Spadki dominowały dziś również na rynkach akcji Azji i Oceanii. Najsilniej – o 3,23 proc. – spadał chiński Shanghai B-Share Index. Niewielkie wzrosty notowały jedynie główne indeksy giełd w Malezji i Nowej Zelandii.

W Europie brak było dziś rano jakiejś wyraźniejszej tendencji na rynkach akcji (DAX +0,05 proc., CAC 40 -0,06 proc. ok. godz. 9:40).

Na GPW WIG-20 spadał o 0,22 proc. ok. godz. 9:40. Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom od ponad roku osiągnął dziś kurs akcji spółki AC.

Lekko spadała dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu (6,681 proc.). Minimalnie rosła natomiast rentowność amerykańskich 10-latek (3,691 proc.).

Ceny kontraktów na gaz ziemny notowanych na rynkach w Wielkiej Brytanii i Holandii osiągnęły wczoraj najniższego poziomu od czerwca-lipca. Lekko drożały dziś rano kontrakty na ropę naftową (WTI +1,01 proc., Brent +1,53 proc. ok. godz. 9:20). Rosły dziś rano ceny miedzi (+1,18 proc.) i metali szlachetnych (złoto 0,47 proc., srebro +1,24 proc., platyna +0,93 proc., pallad +0,35 proc.). Najwyższy poziom od 11 lat osiągnęła dziś cena kontraktów na ryż na CBOT.

Euro lekko się dziś rano umacniało względem amerykańskiego dolara (+0,14 proc.) wróciwszy ponad poziom 1,06. Lekko rósł kurs USD/JPY (+0,2 proc. ok. godz. 9:15). Najwyżej od 5 lat była cena kontraktów na cukier na ICE.

Niewielkie zmiany notował dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,04 proc., USD/PLN -0,1 proc. ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymywał się poniżej poziomu 17000 USD (+0,2 proc. ok. godz. 9:15).

Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Dobre dane z USA

Amerykanie pokazali wczoraj bardzo dobre dane zarówno z rynku pracy, jak i dotyczące wzrostu PKB. Okazuje się jednak, że było to zbyt mało, by wyraźnie odwrócić ostatni niekorzystny trend dla dolara.

PKB za oceanem przyspiesza

Wczoraj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane o wzroście amerykańskiego PKB. Z jakiegoś powodu kraj ten z pewnym uporem jako główny wskaźnik podaje dane annualizowane. Oznacza to, że podają wynik, jakim skończyłby się rok, gdyby cały 2022 był taki jak ostatni kwartał. Owszem pokazuje to pewne trendy, ale przy obecnej zmienności może mocno wprowadzać w błąd. Dobrym przykładem są ostatnie odczyty, które w annualizowanym wyniku pokazywały recesję. Faktycznie jednak PKB rosło o niemal 2% w skali roku. Powodem tej rozbieżności było to, że wzrost gwałtownie spadał. Obecnie poziom wzrostu wynosi 1,9%. Biorąc pod uwagę skalę inflacji, nie jest to nic nadzwyczajnego, ale to spory zapas od recesji. Widać to dobrze po rynkach walutowych, gdzie dolar odrobił mały fragment ostatnich strat.

Bezrobocie za oceanem wciąż stabilne

W USA publikowany jest co tydzień wskaźnik informujący o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Pozwala on obserwować dynamikę rynku pracy. Należy jednak pamiętać, że są to zarówno osoby, które wkrótce znajdą pracę, jak również osoby, które trafiają na długotrwałe bezrobocie. Spadający rezultat jest jednak przeważnie uważany za korzystny dla dolara. Obecny spadek do 216 tysięcy to już poziomy, które (o ile utrzymają się) są poziomami, gdzie należy spodziewać się spadku bezrobocia. Jest to bardzo dobra wiadomość, biorąc pod uwagę głosy o potencjalnym spowolnieniu gospodarczym.

Turcja nie zmieniła stóp procentowych

Analitycy mają duże problemy z przewidywaniami działań banku centralnego. Niby wszyscy wiedzą, że z inflacją ponad 80% powinno się podejmować działania. Z drugiej strony ostatnie 4 miesiące byliśmy świadkami 4 kolejnych obniżek stóp procentowych. W rezultacie spadły one z 14% na 9%. Wczoraj zobaczyliśmy utrzymanie na niezmienionym poziomie. Może to być zasługą, że inflacja konsumencka w tym miesiącu spadła z 85,51% na 84,39%. Z drugiej strony społeczeństwo tureckie na tyle szybko biednieje, że ceny po prostu nie mogą rosnąć jeszcze szybciej. Po samej decyzji widzimy nieznaczne osłabienie liry względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wydatki i dochody Amerykanów,
14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

E handel w firmach B2B jako dodatkowy nowoczesny kanał sprzedaży

Według raportu „B2B e-commerce NOW” ponad 90% przedsiębiorstw działających w branży B2B deklaruje chęć wejścia w świat handlu elektronicznego. 41% firm działających już w tym obszarze ocenia wejście na rynek internetowy jako dobry ruch, a co 4 z tych firm uzyskuje ponad 80% przychodu z tego kanału.

Firmy coraz częściej zdają sobie sprawę ze znaczenia e-commerce w relacjach handlowych między kontrahentami biznesowymi. Jednak już nie wystarczy sama obecność w elektronicznych kanałach sprzedażowych, by wyróżnić się wśród konkurencji i uchodzić za innowatora w swojej branży, teraz trzeba działać kompleksowo i innowacyjnie.

Dobrym przykładem takiej innowacyjności jest sklep poznańskiej firmy PROMAG S. A. która kilka lat temu dała swoim klientom możliwość skorzystania z platformy e-commerce e-proamg.pl, by mieli łatwiejszy dostęp do jej produktów. Mimo iż w zdecydowanej większości są kontrahenci B2B, to klienci indywidualni również mogą teraz zrobić zakupy i wyposażyć np. swoje przydomowe warsztaty, czy garaże w profesjonalny sprzęt. Dodatkowo jest to przykład sklepu kompletnego, zawierającego też elementy edukacyjne takie jak „Leksykon pojęć logistycznych” czy nowoczesne konfiguratory 3D, by kupujący mogli w prosty sposób modyfikować i dostosowywać produkty do swoich potrzeb. To dobry przykład na przemyślane wykorzystanie nowoczesnych technologii w świecie B2B.b2b commerce

Polskie firmy w światowych czołówkach

Światowy trend zaobserwowany w raporcie „B2B e-commerce NOW” jest też dobrze widoczny na polskim rynku. Na szczęście dawno minęły już czasy, że nasz przemysł i biznesu wlokły się w światowym ogonie, teraz w wielu dziedzinach jesteśmy w globalnej czołówce.

Jak donosi Izba Gospodarki Elektronicznej ponad 80% polskich firm upatruje w e-handlu szansę, by zaistnieć na światowym rynku eksportu, a 5% rozważa wejście na elektroniczne rynki zagraniczne już w 2022 roku. Handel elektroniczny jest świetnym sposobem na poszukiwanie nowych kontrahentów na całym świecie i nie jest ograniczony lokalnymi uwarunkowaniami.

To jest dobra droga

Znakomita większość firm B2B, niezależnie od tego, czy mówimy o rynku polskim, czy rynkach zagranicznych, deklaruje, że wejście w elektroniczny kanał sprzedaży to był bardzo dobry ruch. Wszyscy oni zanotowali znaczne wzrosty sprzedaży i napływ nowych klientów, których w inny sposób byłoby trudno pozyskać, bądź nawet byłoby to niemożliwe, z uwagi na fakt, że coraz częściej ludzie świadomie wybierają dostawców posiadających tę wygodną formę sprzedaży.

E-commerce B2B ma łatwiej

Mimo iż niektóre rozwiązanie w handlu między biznesami są odmienne niż w handlu konsumenckim, to jednak gros z nich jest taka sama. Czyni to wprowadzenie firmy na polskie i światowe rynki elektroniczne znacznie prostszym. Wszystko to za sprawą działającego od lat i niezmiernie dynamicznie rozwijającego się e-commerce w handlu B2C. Tu zostały już przetarte niemalże wszystkie szlaki prowadzące do sukcesu biznesu w sieci. Zarówno rozwiązania techniczne, jak i marketingowe są obecnie wykorzystywane przez ponad 20 milionów sklepów internetowych, co daje nam olbrzymie pole badawcze, na którym przez ostatnią dekadę były testowane wszelkie możliwe rozwiązania.

Od przyszłości nie ma odwrotu

Właściwie większość firm B2B nie powinna zadawać sobie pytania, „czy wejść w ten internet ze sprzedażą?” tylko „jak szybko możemy to zrobić?”. Nie ma już powrotu do przeszłości, teraz firmy nieoferujące sprzedaży internetowej są skazane na powolną „śmierć”.

Na szczęście obecnie platformę sprzedażową w modelu SaaS można zbudować w relatywnie krótkim czasie, bez olbrzymich nakładów finansowych i czasowych.  To pozwala cieszyć się dołączeniem do światowej sieci sprzedawców elektronicznych i jednocześnie daje nową płaszczyznę styku obecnym i przyszłym klientom biznesowym.

Dla prawie połowy Polaków tegoroczne Święta będą skromniejsze niż zwykle. Szczególnie dla seniorów

Tegoroczna kolacja wigilijna będzie skromniejsza już dla niemal połowy polskich rodzin (42 proc.). Na stołach nie znajdziemy 12 potraw, bo co trzeci Polak planuje oszczędzać na jedzeniu i przygotuje ich mniej (31 proc.). Co dziesiąty (10 proc.) całkowicie zrezygnuje z obdarowywania bliskich. W tym roku problematyczna możne stać się również kwestia tego, gdzie umieścić upominki, bo z zakupu tradycyjnego drzewka chce zrezygnować już blisko co piąta (19 proc.) osoba – wynika z badania wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Na organizację Świąt Polacy planują przeznaczyć średnio 1157 zł – choć to o 15 zł więcej niż w roku ubiegłym, oznacza jednak realny spadek o 16 proc. Święta pod znakiem oszczędzania na wszystkim, szykują przeważnie seniorzy.

Polacy coraz uważniej i dokładniej przyglądają się swoim finansom i ograniczają wydatki, także te przeznaczone na celebrowanie ważnych wydarzeń. Kryzys sprawił, że dla wielu, bo aż 42 proc. pytanych, Gwiazdka w tym roku będzie skromniejsza niż w latach ubiegłych – wynika z badania Quality Watch dla BIG InfoMonitor. Dla porównania, w 2021 takiej odpowiedzi udzieliło tylko 26 proc. ankietowanych. – Ograniczenie wydatków w szczególności planują osoby po 65 r.ż. (49 proc.), co nie powinno dziwić. Osoby z tej grupy wiekowej znajdują się obecnie w niezwykle trudnej sytuacji finansowej. Świadczenia takie jak renta czy emerytura nie starczają im już na pokrycie nawet najbardziej podstawowych potrzeb. Stąd rosnące w zastraszającym tempie ceny skutecznie odstraszają entuzjastów wystawnych wigilijnych kolacji. Nawet tych starszych, dla których tradycja gra przecież ogromną rolę – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Święta skromniejsze niż zwykle istotnie częściej urządzą też osoby posiadające dzieci (46 proc.) niż osoby niemające potomstwa (37 proc.). Dla 56 proc. Polaków tegoroczne Boże Narodzenie będzie takie, jak zawsze – czyli ani bardziej, ani mniej wystawne.

Mniej potraw, gości i prezentów

Polacy w 2022 roku wydadzą średnio 1157 zł na organizację Świąt Bożego Narodzenia. Największa część tej kwoty przypada na prezenty świąteczne (średnio 431 zł) oraz na jedzenie (średnio 426 zł). Wydatki na inne kategorie, w tym ozdoby, wyjazdy, czy środki czystości zamykają się w przedziałach od 50 do 110 zł. Zwraca uwagę duża rozpiętość wydatków – każdorazowo od 0 zł (osoby deklarujące, że nie wydadzą nic na dany cel) do nawet 5000 zł – w kategorii prezenty.

Mimo że na żywność wydamy w tym roku średnio o 40 zł więcej niż przed 12 miesiącami, to nie dziwi już fakt, że na wigilijnych stołach znajdziemy mniej. Wśród prawie 65 proc. respondentów deklarujących, że będzie musiało z czegoś zrezygnować, najliczniejszą grupę (31 proc.) stanowią ci, którzy będą oszczędzać właśnie na jedzeniu. I ponownie, są to głównie seniorzy – aż dla 42 proc. z nich przygotowanie dwunastu tradycyjnych potraw, z powodu rosnących cen produktów spożywczych, będzie w 2022 nieosiągalne. Żadnych świątecznych wydatków na żywność nie poniesie 6 proc. Polaków.

W tym roku będzie nas przy świątecznym stole mniej, bo co siódma osoba (14 proc.), w związku z oszczędnościami, zrezygnuje z zapraszania gości. Wśród osób, które udzieliły takiej odpowiedzi, przewagę mają te w grupie wiekowej 65+ – 23 proc. spędzi ten czas samotnie.

W większości pozostaniemy w domach, w gronie najbliższej rodziny. Wydatki na wyjazdy ponosić będzie mniej niż połowa Polaków (44 proc.), przy czym ponad 300 zł wyda na ten cel zaledwie 5 proc. z nich.

Biedniejszy będzie także Mikołaj. Niemal co trzeci badany (30 proc.) nie obdaruje w tym roku swoich bliskich drogimi prezentami. Z kupowania kosztownych przedmiotów zrezygnują głównie osoby po 65 r.ż. (36 proc.). 22 proc. Polaków kupi mniej upominków, a 10 proc. w ogóle zrezygnuje z tego zwyczaju. A ile chcemy przeznaczyć na ten cel? Z badania BIG InfoMonitor wynika, że średnio 431 zł, to o 20 zł mniej niż w 2021. Biorąc pod uwagę wzrost cen, możemy spodziewać się zatem, że pod choinką znajdziemy zdecydowanie mniej paczek niż w latach ubiegłych.

Problematyczna można stać się również kwestia, gdzie umieścić podarunki. Z zakupu tradycyjnego drzewka i tworzących klimat ozdób chce zrezygnować już blisko co piąty (19 proc.) biorący udział w badaniu.

– Wysoka, nie widziana od dwóch dekad inflacja, z którą mierzą się dziś Polacy, sprawiła, że pomimo tego, że podczas świątecznych zakupów uszczuplą oni swoje portfele bardziej niż przed rokiem, to będą zmuszeni także zrezygnować z wielu swoich przyzwyczajeń i tradycyjnych wydatków. Nasze badanie pokazało bowiem, w jak dużym stopniu obecna sytuacja gospodarcza negatywnie zweryfikowała tegoroczne plany. Dla wielu rodzin będzie to z pewnością trudny czas – zaznacza prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK). – Z drugiej strony widać też bardziej odpowiedzialne podejście do zaciągania kredytów i pożyczek finansujących zakupy świąteczne, a powiedzenie, które jeszcze niedawno powszechnie funkcjonowało w polskim społeczeństwie, czyli „zastaw się, a postaw się” coraz częściej odchodzi do lamusa. Zaciąganie zobowiązań kredytowych czy pożyczkowych w celu pokrycia brakujących środków na finansowanie wydatków świątecznych zadeklarowało niespełna 3 proc. Polaków. A jeśli już ktoś się na to decyduje, to są to stosunkowo niewielkie kwoty. Co trzecia osoba potrzebująca finansowania zaciągnie kredyty na kwotę do 1000 zł (32 proc.). Świadczy to o coraz większej racjonalności Polaków w podejściu do wydawania pieniędzy i zaciągania zobowiązań – dodaje Waldemar Rogowski.

Zdecydowana większość Polaków sfinansuje święta z bieżących środków, na co wskazuje 84 proc. badanych, a tylko 13 proc. sięgnie po oszczędności. Na różne formy zadłużania się w celu pokrycia wydatków świątecznych wskazuje tylko 3 proc. osób. Polacy wykorzystają też świąteczne premie i bony pracownicze na organizację świąt.

W tym roku upominki zamówimy przede wszystkim w sieci

Zakupy przez Internet znów zyskały na popularności. Największa grupa badanych deklaruje, że prezenty kupują głównie przez internet (35 proc.), a 9 proc. kupuje je wyłącznie w internecie. W stosunku do roku ubiegłego nieznacznie wzrosła liczba osób kupujących wyłącznie/głównie online (44 proc. w 2022 roku vs 41 proc. w 2021). Wybór formy zakupu powiązany jest z wiekiem. Im starsza grupa wiekowa, tym częstsze zakupy w sklepach stacjonarnych – Przeniesienie się do wirtualnych galerii handlowych, może wynikać z faktu, że Polacy szukają oszczędności. Internet daje w tym zakresie więcej możliwości – łatwiej jest porównać ceny i skorzystać z atrakcyjnej promocji – komentuje Waldemar Rogowski.

Czym jest nowoczesny system zarządzania hotelem?

XXI wiek coraz bardziej „stoi” na nowych technologiach, które wspierają niemalże wszystkie obszary naszej pracy i życia codziennego. Dziś nikogo już nie dziwią płatności online, możliwości Internetu mobilnego czy wykorzystywanie energii odnawialnej. Ten rozwój i zmiany dotyczą niemalże każdej branży – od bankowości, przez handel, aż po branżę hotelarską. W przypadku tej ostatniej często mówi się o tzw. nowoczesnym systemie zarządzania. Co kryje się pod tym pojęciem?

Czym jest nowoczesny system zarządzania?

Współczesny rynek jest dynamiczny, zmienia się pod wpływem trendów, działań konkurencji i zmiennych oczekiwań klientów. Wyróżnienie się na rynku jest coraz trudniejszym procesem, a na sukces wpływa ogrom czynników. Branża hotelarska jest natomiast jedną z najprężniej i najszybciej się rozwijających. Nic więc dziwnego, że naturalnie „sięgnęła” po nowe systemy i technologie.

Nowoczesny system zarządzania oparty jest więc na nowych rozwiązaniach i współczesnych trendach, które mają na celu poprawić funkcjonowanie obiektu, odciążyć personel, usprawnić wewnętrzne procesy i dotychczasową organizację. Obowiązują on m.in. 

  • Recepcję – w tym proces dokonywania zameldowania i wymeldowania oraz system pracy recepcji całodobowej (https://setpin.pl/blog/calodobowa-recepcja-czy-to-konieczne/), 
  • Rezerwację,
  • HR – np. organizację pracy personelu,
  • Tworzenie i planowanie zapasów oraz zarządzanie materiałami, 
  • Zarządzanie jakością, 
  • Obsługę Klienta.

Dzięki nowym systemom połączenie, zarządzanie i nadzorowanie wszystkich tych obszarów jest łatwiejsze, mniej obciążające i korzystniejsze dla Klientów. Ostatecznie więc dzięki systemom tym zyskujesz:

  • Lepszą organizację pracy – w tym redukcję obowiązków pracowników,
  • Zautomatyzowane procesy wewnętrzne,
  • Oszczędność – zarówno czasu, jak i pieniędzy, 
  • Minimalną ilość błędów, które bywają kosztowne lub naruszały wizerunek budowanej marki,
  • Szybki zwrot z inwestycji, 
  • Przewagę konkurencyjną, która pozostała w tyle z obecnymi trendami.

Przykłady systemów do nowoczesnego zarządzania

Wśród tych najczęściej wymienianych są np. zamki elektroniczne na kod, automatyczne okna i drzwi, powiadomienia SMS czy centralny system kontroli. Każdy z nich nie tylko usprawnia powyższe obszary, ale także zapewnia większe bezpieczeństwo, będące nierzadko głównym elementem budowania przewagi konkurencyjnej. 

Zamki elektroniczne na kod 

Alternatywa dla kart i klasycznych zamków na klucz. Ich mechanizm bazuje na kilkucyfrowych kodach, które nadaje się w sposób indywidualny (tj. przypisuje się konkretnym gościom). Te wpisuje się na panelach, które wdraża się do istniejących już, „standardowych” drzwi” (co z kolei znacznie zmniejsza koszty implementacji).
System od Setpin działa w chmurze, nie wymaga instalacji bezpośrednio w hotelowych komputerach i działa w czasie rzeczywistym. To dzięki tej funkcji kody można w dowolnym momencie zmieniać, a uprawnienia dostępu – zabierać. Nawet gdy istnieje minimalne ryzyko naruszenia bezpieczeństwa – kod można zmienić w każdym miejscu na świecie, a cały proces zajmie nie więcej niż kilka sekund.

Rozwiązanie to niesie za sobą automatyzację, elastyczność, komfort i wspomniane już bezpieczeństwo, które docenią zarówno właściciele, personel, jak i goście. Więcej o zamkach przeczytasz na: https://setpin.pl/rodzaje-zamkow/

Automatyczne okna i drzwi 

Mają wbudowane różne czujki – ruchu, pogody lub dymu – które uruchamiają główną centralę, otwierając lub zamykając drzwi lub okna (np. w przypadku deszczu lub silnego wiatru). Zarówno automatyczne okna, jak i drzwi, muszą spełniać normy bezpieczeństwa PN-EN 16005:2013 oraz DIN 18650, które gwarantują jakość i niezawodność poszczególnych systemów. 

Docelowo każdy z nich ma nie tylko likwidować bariery, ale także gwarantować bezpieczeństwo podczas np. ewakuacji czy akcji ratunkowych. 

Powiadomienia SMS

Raport „Consumer Research Reveals Guest Preferences and Expectations for Direct Hotel Communication” wskazał, że 73% Klientów ceni sobie głównie komunikację online. Aż 25% z nich preferuje wyłącznie wiadomości tekstowe – w tym SMSy. Wizja automatycznych powiadomień, które spływają na telefon gości, jest więc sprawną odpowiedzią na trendy i przy okazji – dużym usprawnieniem dotychczasowej obsługi klienta. Wysyłane komunikaty instruują i informują gości o najważniejszych elementach – np. wskazówkach dotyczących dojazdu do hotelu, hasłach WiFi, doby hotelowej czy serwowanych śniadań.