Europejski przemysł w stagnacji

Ożywienie gospodarcze w Europie nadal nie przyspiesza, nie zmieniają się również przyczyny takiego stanu rzeczy. Głównym powodem są zerwane łańcuchy dostaw, co komplikuje produkcję. Ograniczone dostawy materiałów prowadzą do wzrostu cen, a to powoduje wyższe koszty produkcji. Sytuacja ta przekłada się również na wyniki produkcji przemysłowej w strefie euro, która zanotowała spadek o 0,3% m/m. W porównaniu rocznym doszło do wzrostu o 9,7%, ale ten wynik był przede wszystkim efektem niskiej bazy statystycznej z ubiegłego roku. Sytuacja w przemyśle polepsza się, ale nadal nie można powiedzieć, że przemysł europejski ma już za sobą kryzys związany z koronawirusem. Z podobnymi problemami musi się mierzyć również polski przemysł, chociaż z danych wynika, że w Polsce sektor produkcyjny rośnie szybciej niż w strefie euro.

W tym tygodniu z punktu widzenia polskiej gospodarki najważniejszym wydarzeniem były wyniki PKB za II kwartał, który wzrósł o 1,9% w zestawieniu kwartalnym i o 10,9% w skali roku.

Kurs złotego w tym tygodniu pozostał prawie bez zmian i w piątek rano para walutowa PLN/EUR była na poziomie 4,57. Eurodolar w tym czasie był na poziomie 1,174 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Szybki rozwój e-commerce wymusi zmiany w sektorze logistyki

  • O sukcesie e-commerce w dużej mierze decyduje logistyka – w ocenie około połowy ankietowanych sprzedawców B2B najważniejsze dla ich klientów są szybkość dostaw (54%) oraz ich terminowość (50%).
  • Blisko 30% firm zapytanych o trendy w e-commerce B2B wskazuje na wzrost znaczenia czasu dostawy, jednak tylko co piąty sprzedawca oferuje ekspresową dostawę. Aż 58% kupujących online w segmencie B2B uznaje tą funkcję za jedną z najbardziej przydatnych.
  • Największymi wyzwaniami dla branży dostaw w najbliższym czasie będą: digitalizacja i związane z nią inwestycje, jeszcze szybsze i bardziej sprawne realizowanie dostaw, a także wzrost znaczenia aspektów ekologicznych.

Polski rynek e-commerce podczas pandemii rozwija się w bardzo dynamicznym tempie, wartość obrotów e-commerce B2B w Polsce, obejmującego zarówno sprzedaż przez e-sklep lub platformę (czyli tzw. webową), jak i bezpośrednią wymianę danych w formie elektronicznej (EDI), na koniec zeszłego roku jest oceniana na około 450 mld zł. Z raportu „E-commerce B2B – Biznes w sieci” przygotowanego dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute wynika, że w czasie pandemii wartość e-commerce B2B urosła o 30%, a prognozy na 2021 mówią o wzroście o nawet 40%. Przy takim tempie rozwoju na koniec tego roku, rynek ten może osiągnąć wartość nawet 637 mld zł. Tak gwałtowny rozwój handlu internetowego wymusi też zmiany w sektorze logistyki.

Dostawa towaru zamówionego on-line jest coraz bardziej istotną składową całego procesu zakupu. Obok ceny czy dostępności towaru to właśnie szybkość dostawy i jej terminowość jest najważniejszym czynnikiem dla firm składających zamówienia w sieci. Rosnące oczekiwania klientów B2B i B2C wobec sektora e-commerce będą w najbliższych latach oznaczały dla branży logistycznej konieczność inwestycji w digitalizacje, usprawnienie procesów i systemów – wyjaśnia Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.

Na pozytywną ocenę e-commerce w dużej mierze wpływa logistyka, około połowa ankietowanych sprzedawców B2B za najważniejsze dla ich klientów uważa szybkość dostaw (54%) oraz ich terminowość (50%).

Dlatego wśród funkcjonalności w obszarze dostaw i logistyki, e-sprzedawcy B2B najczęściej oferują swoim klientom śledzenie statusu zamówienia (59% z nich). Drugą najpopularniejszą opcją jest możliwość zmiany adresu dostawy – oferuje ją 40% e-sprzedawców B2B. Co trzecia badana firma oferuje opcję wysyłki bezpośrednio od producenta (tzw. dropshipping), a co piąta ekspresową dostawę.

Liczba oferowanych funkcjonalności przez e-sprzedawców różni się w zależności od czasu działania firmy w obszarze e-commerce B2B i jej doświadczeń związanych z wdrożeniem handlu internetowego. Zdecydowanie najwięcej wdrożonych funkcjonalności z obszaru logistyki mają firmy, które działają w e-commerce najdłużej – ponad 5 lat. Śledzenie dostawy oferuje swoim odbiorcom 84% firm z tego segmentu, a możliwość zmiany adresu dostawy 54%. Warto też zauważyć, że firmy, które postrzegają wdrożenie e-commerce jako sukces, oferują znacznie więcej funkcjonalności niż pozostałe podmioty.

Jak e-commerce zmieni branżę logistyki?

W związku z rozwojem e-commerce B2B, w obszarze transportu i logistyki coraz bardziej liczy się czas dostawy. Blisko co trzecia firma (29%) zapytana o trendy w e-commerce B2B wskazuje na wzrost jego znaczenia. Wciąż widać w tym aspekcie niedopasowanie między ofertą e-sprzedawców a wymaganiami klientów. Tylko co piąty sprzedawca oferuje ekspresową dostawę, a jednocześnie aż 58% kupujących online w segmencie B2B uznaje tą funkcję za jedną z najbardziej przydatnych. W związku z coraz większymi oczekiwaniami klientów odnośnie szybkości procesu logistycznego widoczna jest zmiana podejścia i wyraźny trend automatyzacji procesów logistycznych, szczególnie w nowopowstających nowoczesnych centrach logistycznych dedykowanych obsłudze e-commerce.

Kolejnym trendem jest personalizacja oferty. Handel internetowy B2B charakteryzuje się dużymi zamówieniami, na ogół powtarzalnymi, ale jednocześnie wymagającymi indywidualizacji. Już obecnie spośród badanych sektorów gospodarki w transporcie i logistyce można obserwować najgłębszą personalizację oferty. 43% ankietowanych firm transportowo-logistycznych wskazuje, że personalizuje usługi do poziomu pojedynczej firmy, a kolejne 14%, że do poziomu konkretnych działów czy obszarów w firmie klienta. Taka personalizacja wymaga integracji systemów – już 28% dostawców usług logistycznych współpracuje z klientami na zasadzie EDI (wymiana danych w formie elektronicznej).

Jest jeszcze dużo przestrzeni biznesowej w e-commerce B2B do zagospodarowania przez firmy logistyczne. Wymaga to jednak przedefiniowania ich działalności i podejścia do nowych oczekiwań klientów. Nadal można odnieść wrażenie, że propozycja wielu firm transportowych nie wyróżnia się jeszcze w wystarczający sposób i nie dostrzega specyfiki handlu internetowego. Jest jednak kilka firm, które już zaczynają się specjalizować w obsłudze e-commerce, ale nadal nie jest ich dużo. Jednym z przykładów rozwiązania tego problemu jest zaangażowanie osób, które są ekspertami w dziedzinie właśnie e-commerce i potrafią dobrze określić potrzeby odbiorców oraz dostawców na tym rynku. – uważa Arkadiusz Kawa, dyrektor Łukasiewicz – Instytutu Logistyki i Magazynowania.

Personalizacja usług, a jednocześnie konieczność zapewnienia sprawnego procesu obsługi transportowej, wymusza coraz wyższy poziom digitalizacji firm logistycznych. Już obecnie wśród badanych firm, te z sektora transportu i logistyki są najbardziej zaawansowane w tym obszarze. Tylko 28% ankietowanych z sektora TSL wskazało, że nie wdrożyło zaawansowanych rozwiązań z zakresu digitalizacji, podczas gdy dla wszystkich branż odsetek ten wynosi 42%. Najpopularniejszymi wdrażanymi rozwiązaniami są systemy CRM (60%), systemy do zarządzania treścią CMS (40%), systemy BI wykorzystujące analitykę danych przy wsparciu podejmowania decyzji (36%).

Jedną z barier dla rozwijającego się sektora obsługi e-commerce może okazać się brak pracowników na krajowym rynku pracy. Wprawdzie w wielu procesach pracę ludzką już dziś zastępuje się zaawansowanymi algorytmami maszynowymi, automatyzacją i na koniec sztuczną inteligencją, niemniej jeszcze przez kilka najbliższych lat pracownicy, a w szczególności kierowcy, będą niezbędni do funkcjonowania łańcuchów transportowych i zapewnienia obsługi m.in. rynku e-commerce. Niestety wszystkie prognozy wskazują, że odczuwalny od dawna brak kierowców będzie się z roku na rok pogłębiać. Tym samym zmniejszy się dostępność pojazdów i nastąpi poważny wzrost stawek frachtów zwiększając koszty ponoszone przez e-sprzedawców. Kolejnym wyzwaniem będzie sprostanie rosnącej presji ekologicznej. Część zachodnich klientów polskich przedsiębiorstw logistycznotransportowych już dziś zwraca baczną uwagę na ślad węglowy jaki pozostawia produkcja i dostawa ich towarów – zauważa Maciej Wroński, Prezes Związku Pracodawców Transport Logistyka Polska.

W najbliższych latach należy się spodziewać coraz większego znaczenia aspektów ekologicznych. Obecnie tylko 13% sprzedających w e-commerce B2B oferuje swoim klientom ekologiczne opcje dostawy. Ekologia jest dużo bardziej istotna w segmencie B2C, gdzie aż 76% kupujących zwraca na nią uwagę podczas dostaw. Biorąc pod uwagę przenikanie się trendów między rynkiem e-commerce B2B a B2C, aspekty ekologiczne będą zyskiwały na znaczeniu dla klientów biznesowych, do czego będzie musiała dostosować się oferta firm transportowo-logistycznych. Już obecnie 23% kupujących online w segmencie B2B oczekuje ekologicznych rozwiązań w obszarze dostaw, co wynika z konieczności spełniania regulacji lub standardów, ale też jest istotnym elementem wizerunkowym. Preferencje w tym zakresie mogą być zaspokajane zarówno poprzez oferowanie ekologicznych opakowań, rezygnację z dokumentacji papierowej na rzecz elektronicznej czy wykorzystywanie pojazdów z napędami nisko- lub zeroemisyjnymi.

Pełny raport „E-commerce B2B – biznes w sieci” przygotowany dla Santander Bank Polska przez MobileInstitute pod patronatem Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska oraz Instytutu Magazynowania i Logistyki jest dostępny pod adresem www.santander.pl/raportecommerceb2b

W Polsce bez niespodzianek

Odczyty GUS dla Polski nie spowodowały większych niespodzianek na rynku. Zarówno inflacja, jak i PKB były bardzo blisko oczekiwań analityków. Taki dzień spokoju pozwala jednak odetchnąć złotemu.

Bezrobocie w ryzach

Dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się dokładnie zgodne z oczekiwaniami. 375 tysięcy nowo zarejestrowanych bezrobotnych to czwarty najniższy rezultat od początku pandemii. Jest to jednak kolejny z rzędu niższy wynik pokazujący bardzo dobrą tendencję. Z drugiej strony od kilku miesięcy te wyniki ustabilizowały się w okolicach 400 tysięcy co jest jednak wynikiem mniej więcej 1,5 raza gorszym niż przed pandemią. Spadająca liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wspiera dolara, który ponownie testuje ostatnio swoje najwyższe poziomy względem euro z końca marca tego roku.

Dane z Polski

Inflacja zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 5%. Były to dane finalne, a we wstępnych danych było również 5%, zatem trudno tutaj mówić o niespodziance. Trochę słabiej od oczekiwań wypadły z kolei wstępne dane na temat PKB. Kwartalny wzrost wyniósł 1,9% podczas, gdy analitycy spodziewali się 2,1%. Dane roczne mają tę wadę, że PKB za 2 kwartał tego roku odwołuje się do 2 kwartału 2020 roku, czyli pierwszych pełnych trzech miesięcy pandemii i najsilniejszego lockdownu. W rezultacie 10,9% to potencjalnie bardzo solidny rezultat. Problem tylko w tym, że rok temu było to 8,2% spadku. Dane te bez kontekstu mogą zatem powodować mocno błędne wnioski co do kondycji naszej gospodarki. Złoty przyjął je jednak bardzo dobrze i po tym, jak wczoraj przez chwilę euro kosztowało 4,59 zł a dzisiaj spadło do 4,57 zł.

Turcy utrzymali stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu pomimo rosnącej inflacji w Turcji nie podniesiono stóp procentowych. Inflacja w Turcji to zupełnie inna skala problemu. Rozmawiamy obecnie o wzroście cen o 18,95%. Główna stopa procentowa wynosi jednak 19%, zatem pomimo niemal 4-krotnie wyższej inflacji niż w Polsce realna stopa procentowa (po uwzględnieniu inflacji) jest korzystniejsza niż nad Wisłą. Inwestorzy przyjęli te dane dość spokojnie, a lira nawet się wczoraj trochę umacniała, co świadczy to tym, że nie liczyli na dalsze podwyżki na wczorajszym posiedzeniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Develia i Grupo Lar zbudują ponad 600 mieszkań w Warszawie w ramach współpracy joint venture

Develia zawarła umowę współpracy joint venture ze spółkami Grupo Lar Holding Polonia i Lar Management Polonia, należącymi do hiszpańskiej grupy kapitałowej Grupo Lar. W ramach umowy deweloperzy będą współpracować przy realizacji 3 inwestycji w Warszawie. Projekty będą realizowane w oparciu o doświadczenie obu partnerów, a za zarządzanie operacyjne odpowiedzialny będzie zespół Grupo Lar.

W ramach umowy joint venture powstanie łącznie ponad 600 mieszkań w 3 inwestycjach zlokalizowanych na Ursynowie, Saskiej Kępie i Białołęce w Warszawie. Pierwszy projekt, w ramach którego powstanie ponad 180 lokali zostanie wprowadzony do sprzedaży w I kwartale 2022 r. Umowa przewiduje możliwość rozszerzenia współpracy o kolejne inwestycje deweloperskie w Warszawie.

– Umowa joint venture jest naszą odpowiedzią na problem z dostępnością atrakcyjnych gruntów w Warszawie. Jest to obecnie jedno z największych wyzwań dla deweloperów, biorąc pod uwagę, że popyt na mieszkania utrzymuje się od wielu miesięcy na wysokim poziomie i przewyższa podaż. Dzięki współpracy z Grupo Lar, która posiada 3 zabezpieczone grunty pod inwestycje, będziemy w stanie znacząco zwiększyć bank ziemi i ofertę w stolicy, a co za tym idzie sprzedaż mieszkań, zgodnie z założeniami strategii – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Łączne zaangażowanie kapitałowe Develii oraz Grupo Lar Holding Polonia wyniesie 125 mln zł, przy czym zaangażowanie Develii zostało określone na 80%, a zaangażowanie Grupo Lar Holding Polonia na 20%.

Umowa joint venture została zawarta pod warunkami zawieszającymi, a głównym warunkiem jest uzyskanie zgody Prezesa UOKiK na koncentrację. Środki finansowe będą angażowane przez spółki wraz z realizacją inwestycji od momentu uzyskania zgody UOKIK na transakcję.

Chwila oddechu dla dolara

Najważniejsze dane z USA za lipiec już za nami. W najbliższym czasie poznamy inne publikacje, jednak będą one drugiego kalibru. Jakichkolwiek zmian w polityce monetarnej w tym momencie możemy oczekiwać dopiero w Jackson Hole podczas sympozjum bankierów centralnych w Górach Skalistych. Z kolei ceny ropy zaczynają być pod większa presją na skutek ostatnich żądań USA skierowanych do OPEC+.

Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że o „taperingu” usłyszymy nieco więcej od prezesa Fed w Jacksone Hole w Kansas City, które jest zaplanowane na 26-28 sierpnia. Przypomnijmy jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby Fed zaczął podniósł poziom przedziału stopy głównej „fed funds”. Po pierwsze rynek pracy musi znajdować się w dobrej kondycji. Tutaj istnieją pewne znaki zapytania. Nie do końca wiadomo, czy rozbieżność między utrzymującą się wysoką stopą bezrobocia a wysoką liczbą otwartych miejsc pracy wynika z krótkotrwałego bezrobocia w okresie poszukiwania pracy, czy jednak mamy do czynienia z długotrwałym bezrobociem wynikającym z niedopasowania struktury pracy podaży i popytu na rynku pracy. Drugim warunkiem jest inflacja, która musi być odpowiednio wysoka. Zanim rozpoczną się podwyżki stóp, musi zostać zakończony skup aktywów. Fed kilkukrotnie podkreślał, że zanim dojdzie do wzrostu kosztów pieniądza, QE musi być dezaktywowane. Podnoszenie stóp oraz skupowanie aktywów z rynku jest procesem mało efektywnym. To połączenie nie jest właściwe w polityce banku centralnego. Wynika z tego, że im szybciej zakończy się QE tym szybciej zostaną spełnione warunki konieczne do przyszłych podwyżek stóp. Perspektywa pierwszego wzrostu „fed funds” jest możliwa na początku 2023 roku.

Wychodzenie z ultra-niskich stóp procentowych w USA będzie zjawiskiem nieuniknionym, które wzmocni siłę dolara (pojawi się atrakcyjność odsetkowa) w długim terminie. Na rynku futures zmieniło się pozycjonowanie. Wg raportu CFTC z 6 sierpnia liczba długich pozycji przeważa nad krótkimi trzeci tydzień z rzędu. Patrząc na krótki horyzont, ostatnia aprecjacja USAD była napędzana danymi makro. Moim zdaniem przyszedł w tym momencie czas na odreagowanie i chwilowy rajd „zielonego” może odpuścić. Rynek oczekuje w tym momencie konkretnych deklaracji. Być może usłyszymy je w Górach Skalistych w USA pod koniec miesiąca.

W ostatnim czasie ceny ropy znalazły się pod presją w związku z wystosowaniem żądania władz USA do krajów OPEC+ wyższych poziomów produkcji. Wszystko po to, żeby obniżyć ceny ropy a tym samym pochodnej benzyny. Zdaniem doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego rządu USA planowana do tej pory ekspansja podaży nie wystarczy, aby zrównoważyć odbudowę popytu na ropę po pandemii koronawirusa. To pokazuje, że sam OPEC+ jest obecnie w stanie znacznie zwiększyć podaż ropy naftowej, co oznacza, że ma siłę rynkową. Po drugie można wnioskować, że amerykańscy producenci ropy łupkowej mają mniejszy wpływ na rynek. Gdyby tak nie było, amerykański rząd po prostu wezwałby ich do wzmożenia wydobycia. Ciężko w tym momencie powiedzieć, czy żądania Stanów Zjednoczonych zostaną wzięte pod uwagę przez kartel oraz kraje z „plusa”. Cały czas czynnikiem ryzyka jest czwarta fala pandemii, która może zdusić popyt na ropę. W ostatnim czasie dochodzą na rynek informacje, że niektóre rafinerie w Azji zamówiły na wrzesień mniej ropy z Arabii Saudyjskiej niż oczekiwano.

Techniczny opór na 4,5930 – 4,60 (mowa o EUR/PLN) jest cały czas poziomem, który rynek nie jest w stanie przełamać. Ryzyko polityczne od wczoraj oczywiście nie ustąpiło, co w przypadku wzrostów na głównej parze walutowej, może ograniczać potencjał aprecjacyjny złotego. Dziś poznamy dane z Polski na temat zatrudnienia oraz wynagrodzenia. Oczekiwania pokazują spadek tych wartości w relacji do poprzednich odczytów.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Hybrydy typu plug-in napędzają polski rynek elektromobilności

Według danych z końca lipca 2021 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 28 301 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Przez pierwsze siedem miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 9 565 sztuk, tj. o 134% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.licznik_elektromobilnosci_2021-07_grafika_800x450px

Pod koniec lipca 2021 r. po polskich drogach jeździło 28 301 elektrycznych samochodów osobowych. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48% (13 606 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 14 695 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 034 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lipca składała się z 10 984 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 273 133 szt. licznik_elektromobilnosci_2021-07_A4_PL

Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 554 szt. Od stycznia do lipca 2021 r. flota elektrobusów powiększyła się o 122 zeroemisyjne pojazdy. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 106 takich autobusów, oznacza to wzrost o 15% r/r.

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec lipca w Polsce funkcjonowało 1 557 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (3 037 punktów). 32% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 68% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lipcu uruchomiono 36 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (73 punkty).

„W ostatnich miesiącach na polskim rynku zarejestrowano większą liczbę hybryd typu plug-in niż samochodów całkowicie elektrycznych. To trend, który w I półroczu 2021 zaobserwowano również m.in. w Niemczech, Hiszpanii czy we Włoszech. BEVy notują za to przewagę w Niderlandach, Francji oraz w Wielkiej Brytanii. W Polsce wyższy udział hybryd plug-in to przede wszystkim wypadkowa bogatszej oferty modelowej (82 PHEV do 68 BEV), niewystarczającego stopnia rozbudowy ogólnodostępnej infrastruktury ładowania oraz faktu, że wiele przedsiębiorstw wstrzymało realizację planów związanych w wymianą floty w oczekiwaniu na uruchomienie dotacji z programu „Mój Elektryk”. Wszystkie te czynniki mają charakter przejściowy, jednak szczególnie istotne wyzwanie w dalszym ciągu stanowi zapewnienie dostępu do ładowarek osobom, które nie mają możliwości naładowania samochodu elektrycznego z prywatnego źródła energii” – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

„Biorąc pod uwagę dostępność i rosnącą gamę modeli samochodów elektrycznych i hybryd plug-in nie dziwi tak dynamiczny wzrost ich rejestracji, ale tak samo istotny jest wzrost ¬– o blisko półtora raza – rejestracji samochodów hybrydowych. Równie dobrą informacją jest zwiększenie rejestracji elektrycznych autobusów miejskich. Oznacza to, że pomimo pandemii i wciąż ograniczonego korzystania z komunikacji publicznej, samorządy decydując się na wymianę taboru coraz częściej kupują autobusy elektryczne. Jeszcze bardziej godne podkreślenia są niemal dwukrotne wzrosty rejestracji elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych. To pokazuje, jak bardzo firmy kurierskie i transportowe dbają, by pojazdy realizujące usługi głównie w miastach były przyjazne dla środowiska. Obserwując jak dynamicznie rośnie liczba modeli samochodów elektrycznych i hybryd plug-in wśród pojazdów dostawczych można mieć nadzieję, że ten trend będzie się umacniał” – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM

Cztery na dziesięć osób planujących zmianę auta, chce kupić samochód elektryczny

Jak wynika z najnowszego badania EY Mobility Consumer Index (MCI), rośnie liczba chętnych na zmianę auta. Obecnie takie plany deklaruje połowa ankietowanych, co w porównaniu z wynikami z końca ubiegłego roku oznacza wzrost o 17 punktów procentowych. 65% respondentów planuje zakup nowego samochodu w najbliższych 12 miesiącach.

41% ankietowanych, którzy rozważają zmianę auta, jako następny planuje kupić samochód z napędem elektrycznym (EV). To z kolei wzrost o 11 punktów procentowych w porównaniu z danymi z listopada. Samochody elektryczne zyskują jeszcze bardziej na popularności wśród osób, które już je mają. W tej grupie 77% ankietowanych deklaruje, że ich kolejnym samochodem również będzie auto elektryczne.

– Pandemia, która zwróciła uwagę wielu konsumentów w stronę odpowiedzialności klimatycznej, ma swoje przełożenie na deklaracje zakupowe. Najnowsze badanie EY pokazuje, że główną przyczyną, dla której badani decydują się na kupno samochodu elektrycznego są właśnie kwestie związane z ochroną środowiska naturalnego. Rosnąca świadomość konsumencka, przy jednoczesnym niezwykle szybkim rozwoju segmentu samochodów elektrycznych napędzanym dodatkowo przez regulacje – mam tu na myśli na przykład unijny plan, by od 2035 roku producenci nie mieli w swojej ofercie samochodów spalinowych czy amerykańskie plany znacznej redukcji sprzedaży samochodów z napędem spalinowym – dają podstawy, by sądzić, że czeka nas ogromne przyspieszenie na rynku EV. Z przedstawionych niedawno wyników analiz EY wynika, że już w 2033 roku samochody elektryczne wręcz zdominują globalną sprzedaż aut, a w Europie stanie się to dosłownie za kilka lat – mówi Michał Lesiuk, Partner EY, Lider Działu Doradztwa dla Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

78% badanych zadeklarowało, że pandemia zwiększyła ich świadomość i obawy dotyczące zagrożeń środowiskowych. 53% osób planujących zakup „elektryka” uważa że powinno redukować swój własny negatywny wpływ na środowisko a 54% uważa, że właśnie zakup samochodu elektrycznego jest jednym ze sposobów pomagających to osiągnąć.

Wciąż jedną z barier powstrzymujących klientów przed zakupem samochodu elektrycznego są koszty. I choć zdecydowana większość, bo aż 91% decydujących się na zakup samochodu elektrycznego, byłaby w stanie zapłacić za niego więcej, to z kolei koszty odstraszają tych, którzy zakupu samochodu elektrycznego nie mają w planach.

Poza kosztami wyzwaniem dla rozwoju elektromobilności pozostaje również kwestia punktów ładowania. Dla blisko jednej trzeciej ankietowanych przez EY (32%) jest to jedna z trzech głównych barier powstrzymujących ich przed zakupem EV. 47% wszystkich respondentów (również tych planujących zakup samochodu elektrycznego) uważa, że nie ma wystarczającej liczby punktów ładowania, by komfortowo korzystać z tego typu aut. Nawet w grupie planujących zakup elektryka takie obawy ma 38% badanych. Ci, którzy już mają taki samochód mówią, że głównymi problemami związanymi z ładowaniem są z kolei lokalizacje ładowarek (na tę kwestię wskazuje 84% badanych) oraz szybkość ładowania (78%)

– Zbudowanie odpowiedniej infrastruktury ładowarek, które będą nie tylko szeroko dostępne dla posiadaczy samochodów elektrycznych i gęsto rozsiane na mapie, ale również szybkie i umożliwiające ładowanie baterii w czasie niezakłócającym istotnie podróży to największe obecnie wyzwanie w sektorze elektromobilności. To wyzwanie, które wypływa wprost z oczekiwań konsumenckich i jeśli nie zostanie w porę zaadresowane, rynek może stracić wzrostowy impet, z którym mamy obecnie do czynienia – dodaje Michał Lesiuk, Partner EY, Lider Działu Doradztwa dla Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

EY Mobility Consumer Index (MCI)
Globalne badanie wśród ponad 9 000 konsumentów w 13 krajach (Australia, Kanada, Chiny, Niemcy, Włochy, Japonia, Nowa Zelandia, Singapur, Korea Południowa, Szwecja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone). Najnowsza edycja ankiety przeprowadzona została w czerwcu 2021 roku.

Nowe badanie Google Cloud: Adopcja chmury w branży finansowej

Aby lepiej zrozumieć wyzwania i możliwości, jakie niesie ze sobą adopcja technologii chmury obliczeniowej w branży finansowej oraz potrzeby związane z regulacjami, Google Cloud wraz z Harris Poll przeprowadził ankietę wśród ponad 1300 liderów z branży usług finansowych w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hongkongu, Japonii, Singapurze i Australii. 

Badanie przyniosło 5 kluczowych wniosków:

  1. Zdecydowana większość firm świadczących usługi finansowe korzysta już z jakiejś formy chmury publicznej. 83% badanych przedsiębiorstw deklaruje, że wdraża technologię chmurową jako część swojej podstawowej infrastruktury obliczeniowej. Najpopularniejszym rodzajem architektury jest chmura hybrydowa, która łączy wykorzystanie chmury prywatnej i publicznej (38%), następnie single cloud (28%), w której wykorzystujemy usługi jednego, preferowanego dostawcy chmury oraz multicloud (17%), w którym z kolei łączymy usługi chmurowe pochodzące od różnych dostawców. Warto podkreślić, że spośród firm niekorzystających jeszcze ze środowisk multicloud, 88% stwierdziło, że rozważa przyjęcie tej strategii w ciągu najbliższych 12 miesięcy.
  1. W adopcji chmury w sektorze usług finansowych przodują instytucje z Ameryki Północnej. Spośród firm świadczących usługi finansowe, wdrażających strategie chmurowe, najwyższy poziom adopcji chmury obliczeniowej w badanych regionach odnotowano w Ameryce Północnej, przy czym prym wiodą firmy w Stanach Zjednoczonych (54%) i Kanadzie (52%). Najniższy poziom przyjęcia chmury odnotowano w Japonii (42%). Z kolei w Polsce, według najnowszej analizy GUS “Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2020 r.”, poziom adopcji chmury w przedsiębiorstwach prowadzących działalność finansową i ubezpieczeniową wynosił w 2020 roku jeszcze mniej – tylko 36,6%.
  1. Firmy świadczące usługi finansowe korzystają z chmury w coraz bardziej zaawansowanym stopniu, co doprowadzi do migracji do usług chmurowych podstawowych funkcji i systemów tych instytucji. Wiele firm z branży finansowej przeniosło znaczącą liczbę obciążeń obliczeniowych do chmury, jednak nie jest to jeszcze pełna adopcja tej technologii w przypadku np. obciążeń zaplecza administracyjnego (back-office). Tylko połowa (54%) firm finansowych wdrażających strategie multicloud w Stanach Zjednoczonych deklaruje, że ich obciążenia robocze są w pełni w chmurze. Bezpieczeństwo danych oraz IT (74%), sprawozdawczość regulacyjna (57%) oraz wykrywanie i zapobieganie oszustwom (57%) należą do najbardziej rozpowszechnionych obciążeń obsługiwanych przez chmurę. Najniżej w rankingu uplasowały się: podstawowa działalność ubezpieczeniowa (40%) oraz uzgadnianie danych (48%).
  1. Respondenci bardzo pozytywnie oceniają potencjał chmury w zakresie wspierania operacji biznesowych i zgodności z regulacjami (compliance). Prawie wszyscy respondenci (>88%) zgodzili się ze stwierdzeniami, że adopcja chmury może:
  • pomóc dostosowywać się do zmieniających się zachowań i oczekiwań klientów,
  • zwiększyć odporność operacyjną,
  • wspierać tworzenie nowych, innowacyjnych produktów i usług,
  • poprawić możliwości instytucji finansowych w zakresie bezpieczeństwa danych,
  • lepiej połączyć silosową, starszą infrastrukturę oprogramowania w instytucjach finansowych.
  1. Niektóre wyzwania regulacyjne, takie jak złożoność modeli zgodności w sektorze i fragmentaryzacja, stanowią przeszkody dla podmiotów finansowych w pełnej adopcji chmury. 88% respondentów pozytywnie oceniło obecne wysiłki regulacyjne dążące do zapewnienia jasnych wytycznych w zakresie wdrażania chmury. Wyniki pokazały jednak, że aby ułatwić adopcję, należy zrobić jeszcze więcej. Większość respondentów (84%) zgadza się, że przeglądy regulacyjne i otrzymanie zgód trwa zbyt długo z powodu fragmentaryzacji zadań pomiędzy organami regulacyjnymi. Z kolei 78% przedstawicieli firm twierdzi, że niepewność regulacyjna dotycząca korzystania z chmury publicznej powstrzymuje ich przed pełną adopcją chmury, co przyniosłoby im  znaczące korzyści biznesowe. Ponadto jedna trzecia wszystkich respondentów korzystających z rozwiązań on-premise (38%) twierdzi, że konieczność dedykowania znacznych zasobów, aby przejść przez niezbędny proces akceptacji przez organy regulacyjne, jest powodem dla którego nie korzystają z usług w chmurze.

Podczas gdy wiele banków wdrożyło już hybrydowe środowiska chmurowe, inne są nadal na różnych etapach planowania i wdrażania – powiedział Jerry Silva, wiceprezes ds. badań w IDC Financial Insights. – To jasne, że infrastruktura hybrydowa stała się faktem, a instytucje finansowe muszą skupić się nie tylko na wykorzystaniu nowoczesnych modeli do uzyskania wydajności, odporności i zwinności, ale także na podjęciu niezbędnych kroków do zarządzania takimi środowiskami oraz zapewnić bezpieczeństwo i zgodność usług chmurowych.

Rekomendacje dla regulatorów usług finansowych

Firmy świadczące usługi finansowe powinny nadal maksymalizować potencjał technologii chmury obliczeniowej poprzez migrację większej liczby podstawowych obciążeń do chmury. Powinny również aktywnie rozważać strategie multicloud i hybrydowe, które zwiększają niezawodność istniejącej infrastruktury IT i zmniejszają obawy związane z uzależnieniem od jednego dostawcy.

Badania wskazują również na kroki, które regulatorzy mogliby podjąć, aby zapewnić dodatkowe informacje i wskazówki, takie jak ujednolicenie wzorców przeglądów regulacyjnych, aby uniknąć fragmentaryzacji, opracowanie regulacyjnych „bezpiecznych przystani” (safe harbors) dla podmiotów przechodzących do chmury w oparciu o przestrzeganie przyjętych standardów i najlepszych praktyk; szkolenie personelu regulacyjnego w zakresie nowych technologii oraz zwiększenie wymagań dotyczących raportowania danych za pomocą chmury i powiązanych technologii.

Metodologia badania:

Badanie zostało przeprowadzone online przez Harris Poll na zlecenie Google Cloud, od 7 grudnia 2020 roku do 4 stycznia 2021 roku, wśród 1 363 członków wyższej kadry kierowniczej we Francji (n=113), Niemczech (n=178), Wielkiej Brytanii (n=192), Hongkongu (n=99), Indonezji (n=100), Japonii (n=142), Singapurze (n=71), Australii (n=134), Kanadzie (134) i Stanach Zjednoczonych (n=200), których głównym zadaniem jest zarządzanie ryzykiem/zgodnością lub IT w firmie z branży bankowej, finansowej lub usług finansowych, z tytułem dyrektora lub wyższym. W każdym kraju dane otrzymały odpowiednie wagi w zależności od liczby pracowników, aby dostosować je do rzeczywistych proporcji firm w populacji, na późniejszym etapie przyporządkowano również równe wagi do każdego kraju, by odpowiadały one za taką samą część wyników.

Cyberbezpieczeństwo, przyciąganie i utrzymanie talentów, prywatność danych i nadmierna eksploatacja kadry pracowniczej stanowią główne zagrożenia dla firm – badanie Mercer Marsh Benefits

Dynamicznie zmieniające się warunki pracy spowodowane COVID-19 ujawniły luki w zdolności organizacji do reagowania na ryzyka związane z pracownikami – wynika z nowego raportu Mercer Marsh Benefits (MMB). Na podstawie wyników globalnego badania, przeprowadzonego rok po ogłoszeniu pandemii, wśród ponad 1 300 specjalistów w obszarze zarządzania ryzykiem i HR, uznano cyberbezpieczeństwo, pozyskiwanie talentów, utrzymanie wysokiego poziomu zaangażowania pracowników, prywatność danych oraz nadmierną eksploatację kadry pracowniczej za główne zagrożenia związane z zasobami ludzkimi, przed którymi stoją obecnie firmy.

Według badania The Five Pillars of People Risk: Managing risks for workforce and business resilience, największy problem stanowi brak możliwości organizacji do zrozumienia i radzenia sobie z tego typu zagrożeniami, jak również brak zaangażowania ze strony kierownictwa wyższego szczebla oraz ograniczenia budżetowe. W badaniu dokonano podziału 25 ryzyk związanych z zasobami ludzkimi na 5 głównych kategorii (zdrowie i bezpieczeństwo, ład korporacyjny i finanse, przyspieszona cyfryzacja, zarządzanie talentami, środowisko i kwestie społeczne), przy czym każdemu ryzyku przypisano ocenę – na podstawie stopnia prawdopodobieństwa wystąpienia i skali wpływu dla oszacowania ogólnego poziomu zagrożenia dla organizacji.

Badanie wykazało również istniejące różnice w klasyfikacji zagrożeń, wyszczególnione według branży. Nadmierna eksploatacja kadry pracowniczej została oceniona jako jedno z największych ryzyk dla pracowników instytucji finansowych, których przestarzałe kwalifikacje stanowią szczególne zagrożenie w branży motoryzacyjnej i produkcyjnej. Kwestie dotyczące środowiska zostały zaś wymienione jako kluczowe w sektorze handlu detalicznego, podczas gdy rosnące koszty świadczeń budzą niepokój w branży budowlanej.

Pomimo faktu, że każdy region na świecie, z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych, ocenił cyberbezpieczeństwo jako największe lub drugie największe ryzyko związane z zasobami ludzkimi, w badaniu ujawniono inne, znaczące różnice regionalne. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Wielka Brytania uznały pogorszenie stanu zdrowia psychicznego za główny problem, jednocześnie dla respondentów z Azji największe wyzwanie stanowi pozyskanie i utrzymanie talentów. W Ameryce Łacińskiej firmy wskazały natomiast rosnące koszty świadczeń dla pracowników jako poważne zagrożenie.

Podczas gdy działy HR i zarządzania ryzykiem były zgodne, co do klasyfikacji ryzyk związanych z cyberbezpieczeństwem i talentami jako najistotniejszych zagrożeń, respondenci HR uznali sukcesję oraz ryzyko utraty kluczowych członków personelu jako trzecie najpoważniejsze zagrożenie, które nie pojawiło się w pierwszej dziesiątce rankingu ryzyk wskazanych przez menedżerów ds. ryzyka.

„Chociaż zakłócenia spowodowane przez COVID-19 radykalnie zmieniły profile ryzyka związane z zarządzaniem zasobami ludzkimi w przedsiębiorstwach na całym świecie, zmianom uległy również oczekiwania pracowników. W momencie, gdy firmom przyszło się zmierzyć z gwałtownym wzrostem liczby zagrożeń, takich jak cyber, są one zmuszone do ponownego przeanalizowania oferowanych świadczeń zdrowotnych i pracowniczych, aby móc przyciągać i utrzymać największe talenty” – komentuje Mike Young, Global Commercial and Sales Leader w MMB.

„Pandemia zwróciła uwagę na zagrożenia związane z ludźmi, wymuszając jednocześnie na liderach biznesu myślenie kategoriami wspólnych interesów całej firmy, dzięki czemu działy HR i zarządzania ryzykiem mogą efektywnie współpracować w celu obniżenia ekspozycji organizacji na te ryzyka. Oczywiste stało się, że finansowane przez pracodawców plany dotyczące ochrony zdrowia, ochrony przed ryzykiem i strategie wellbeing przestały być jedynie dodatkiem, stając się fundamentem propozycji oferowanym dziś pracownikom”.

Raport podejmuje ponadto kwestię pogarszania się zdrowia psychicznego pracowników wynikającej ze wzrostu liczby osób cierpiących na lęki, nadmierny stres, depresję czy uzależnienia w następnie pandemii.

Amy Laverock, Advice and Solutions Leader w MMB dodaje: „Pomimo, że nadmierna eksploatacja kadry pracowniczej stanowi główny problem zarówno dla menedżerów HR, jak i specjalistów ds. ryzyka, badanie wykazało, że zagrożenie to nie jest w dalszym ciągu postrzegane przez pracodawców jako istotne, zajmując dopiero 13. miejsce wśród zidentyfikowanych ryzyk”.

„Aby skutecznie radzić sobie z ryzykami związanymi z pracownikami, organizacje powinny zapewnić wsparcie na najwyższym poziomie, któremu towarzyszyć będą zaangażowani liderzy, inwestycje w wykwalifikowaną kadrę oraz odpowiednie budżety w celu zmiany kultury, praktyk czy programów wsparcia dla efektywnego zarządzania tego rodzaju zagrożeniami”.

„COVID-19 zmienił i wciąż zmienia oblicza pracy i oczekiwania pracowników. Po okresie zintensyfikowanych wysiłków czekają nas kolejne wyzwania związane z dostosowaniem się organizacji do nowych warunków. Ważnym elementem zmian będą polityki benefitowe, w tym świadczenia związane ze zdrowiem pracowników, szczególnie tym psychicznym – ostatnimi czasy odmieniane przez wszystkie przypadki” – podsumowuje wyniki raportu Remigiusz Kostka, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Osobowych w Marsh Polska.

Krzysztof Nowak – Partner, Mercer Marsh Benefits dodaje: “Obszar zarządzania HR w okresie po pandemii wymaga szczególnej uwagi. Jesteśmy świadkami zmian w oczekiwaniach i postawach naszych pracowników. Z jednej strony wzrasta rola managerów i ich odpowiedzialność, z drugiej strony środowisko i warunki pracy managerom nie pomagają. Hybrydowy model pracy, elastyczność i potrzeba dostosowywania się do specyficznych oczekiwań pracowników, warunków w jakich funkcjonuje dana firma, branża, czy grupa pracownicza stanowiły o skali wyzwań w tym obszarze w ostatnich miesiącach. Co więcej, wiele z tych zjawisk pozostanie z nami także w okresie po pandemii i stanie się wręcz elementem nowej rzeczywistości w jakiej firmy będą funkcjonować (np. hybrydowy model pracy). Bez wątpienia w ostatnich miesiącach wzrasta znaczenie równości i jednocześnie akceptacji różnorodności w relacjach pracowniczych. Coraz powszechniej dyskutujemy o równości wynagrodzeń. Jednocześnie na poziomie EU rozpoczęto prace nad dostępem pracowników do informacji o wynagrodzeniach. Wszystkie te elementy, wraz z naturalną presją nad zwiększanie wynagrodzeń będącą skutkiem wyższej (powszechnie) inflacji oraz odraczania decyzji podwyżkowych w 2020 roku (roku wybuchu Covid) powodują, że także w obszarze wynagradzania pracowników stajemy przed szeregiem ważnych i pilnych wyzwań. Nałóżmy na to jeszcze „przeorientowanie” priorytetów w systemach świadczeń i coraz powszechniejsze podnoszenie potrzeby zapewnienia pracownikom wsparcia w obszarach zdrowia psychicznego, radzenia sobie ze stresem, czy depresją. W tej grupie zjawisk wymienić można również rosnące znaczenie tzw. financial wellbeing i oczekiwanie wielu pracowników, że pracodawca wesprze ich i pomoże im skutecznie radzić sobie z finansowymi problemami życia codziennego (także wzmocnione szeregiem zagrożeń i ryzyk, które przyniósł nam Covid) – przykładem pewnych działań w tym ostatnim obszarze niech będą nasze pracownicze plany kapitałowe i generalnie coraz większe znaczenie, jakie zarówno rząd, a więc w konsekwencji także pracodawcy muszą przywiązywać do edukacji finansowe i wsparcia pracowników w budowaniu ich bezpieczeństwa finansowego.”

Informacje o badaniu:

  • Respondenci badania zostali poproszeni o ocenę prawdopodobieństwa wystąpienia danego ryzyka w ich organizacji w ciągu najbliższych 3 lat, w skali od 1 do 5, gdzie 1 oznacza ryzyko, które jest mało prawdopodobne, a 5 – ryzyko, które jest bardzo prawdopodobne. Poproszono ich również o ocenę wpływu ryzyka na prowadzoną działalność biznesową, gdyby miało ono wystąpić, w skali od 1 do 5, przy czym 1 oznacza brak wpływu, a 5 katastrofalny wpływ. Ogólna ocena zagrożenia jest iloczynem stopnia prawdopodobieństwa i skali dotkliwości skutków jego wystąpienia.
  • Badanie MMB przeprowadzono w kwietniu tego roku, wśród ponad 1 380 respondentów z całego świata, z czego 46% stanowili specjaliści HR, a 54% menedżerowie ds. ryzyka.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 2. kwartale 2021 r.

Ożywienie na rynku reklamy, rosnące zainteresowanie sprzedawanymi treściami i wydawnictwami oraz powrót do funkcjonowania kin sieci Helios zapewniły Grupie Agora dynamiczny wzrost przychodów w 2. kwartale 2021 r. Szybciej niż rynkowo zwiększały się wpływy reklamowe segmentów Reklama Zewnętrzna, Prasa oraz Radio, a swoje wyniki operacyjne poprawiły wszystkie biznesy Grupy. Zysk na poziomie EBITDA, odnotowany na koniec czerwca br., to początek odbudowy rezultatów całej Grupy Agora.

– W 2. kwartale 2021 r. Grupa Agora rozpoczęła odrabianie covidowych strat. Dzięki stopniowemu znoszeniu obostrzeń oraz otwieraniu kolejnych gałęzi gospodarki w szybkim tempie rosły niemal wszystkie kategorie naszych wpływów i to we wszystkich obszarach działalności – mówi Anna Kryńska-Goldewska, członkini zarządu Agory. – Co ważne, ostatnie miesiące przyniosły bardzo wyraźne sygnały odbudowy rynku reklamy w Polsce, którego wartość w pierwszym półroczu 2021 r. była wyższa nie tylko niż w 2020 , ale również w rekordowym 2019 r. Zapewniło to Grupie Agora ponad 50-procentowy wzrost przychodów reklamowych w minionym kwartale. Cieszymy się też z rosnących wpływów cyfrowych i internetowych w Grupie, które narastająco sięgają już 40%, oraz ze świetnego restartu kin sieci Helios. Choć otworzyły one swoje sale dopiero 21 maja, to bardzo szybko zgromadziły na seansach liczną widownię i dysponują mocną ofertę repertuarową, dając nadzieję na przyspieszenie tempa odrodzenia się rynku kinowego.

Całkowite przychody Grupy Agora w 2. kwartale 2021 r. wyniosły 201,8 mln zł i były wyższe o niemal 56,0% niż przed rokiem.

Przychody ze sprzedaży usług reklamowych w Grupie zwiększyły się o 53,2% do 118,4 mln zł, rosnąc w każdym z segmentów biznesowych. Przyczyniły się do tego „odmrażanie” kolejnych sektorów gospodarki, a także większa aktywność reklamowa przedsiębiorców, która zapewniła istotny wzrost wartości wydatków na rynku reklamy w Polsce w 2. kwartale 2021 r. – o 41,5% do poziomu ok. 2,7 mld zł1. Wartość przychodów ze sprzedaży wydawnictw Grupy Agora wyniosła 35,6 mln zł i była wyższa niż rok temu o prawie 21,0%. Wzrost w tej kategorii odnotowały zarówno Wydawnictwo Agora, jak i „Gazeta Wyborcza”, przy czym wpływy ze sprzedaży subskrypcji treści Wyborcza.pl wzrosły o 22,5%, dzięki koncentracji zespołu dziennika na zwiększaniu średniego przychodu z prenumeraty cyfrowej. Łącznie przychody „Gazety Wyborczej” z cyfry, czyli z reklam i sprzedaży treści, wyniosły blisko 16,3 mln zł i stanowiły już prawie 41,0% jej całkowitych wpływów. Podobnie zauważalnie rosły wpływy z działalności internetowej segmentu Radio – z reklamowych usług internetowych i sprzedaży subskrypcji Premium TOK FM, które zwiększyły się w 2. kwartale 2021 r. o 49,0%. W całości wpływów Grupy cyfrowe przychody reklamowe stanowią już niemal 52,0%, a wpływy ze sprzedaży cyfrowych treści sięgają prawie 36,0%.

Dzięki otwarciu kin sieci Helios, które nastąpiło 21 maja 2021 r., Grupa Agora zanotowała w 2. kwartale przychody z działalności kinowej, funkcjonującej z konkretnymi ograniczeniami, m.in. z limitem sprzedaży miejsc na salach. W kinach sieci Helios sprzedanych zostało niemal 0,9 mln biletów, a wpływy z tego tytułu wzrosły do 16,5 mln zł, zaś przychody ze sprzedaży barowej, uruchomionej 13 czerwca 2021 r., do 5,3 mln zł. Szybki wzrost nastąpił też w kategorii przychodów z działalności gastronomicznej – za sprawą spółki Step Inside, która prowadzi 10 restauracji pod marką Pasibus. Wyższe były też wpływy z pozostałej sprzedaży. Jedyną pozycją przychodową, która spadła w porównaniu z 2. kwartałem 2020 r., były wpływy z działalności filmowej Grupy – to głównie efekt mniejszej liczby produkcji w dystrybucji kinowej i poprzez platformy cyfrowe.

Choć w 2. kwartale br. Grupa Agora nadal funkcjonowała w ścisłej dyscyplinie kosztowej, to jednak jej koszty operacyjne netto zwiększyły się o ponad 25,0% do 229,4 mln zł. Największą pozycję wśród wydatków stanowiły koszty wynagrodzeń i świadczeń na rzecz pracowników, które wyniosły 76,4 mln zł i były wyższe o niemal 45,0% niż przed rokiem. Wzrost ten to przede wszystkim efekt ubiegłorocznej bazy – w obciążonym pandemią 2020 r. w Grupie Agora wprowadzona została m.in. obniżka wynagrodzeń o 20,0% na okres sześciu miesięcy. W pozostałych kategoriach kosztów ich zwiększenie wiązało się z intensyfikacją działalności Grupy i miało swoje przełożenie na wzrost przychodów.

Warto też zwrócić uwagę, że istotny wpływ na porównywalność danych z ub.r. miał szereg zdarzeń o charakterze jednorazowym, które nastąpiły w 2020 r. Obciążyły one wyniki Grupy Agora łączną kwotą 7,5 mln zł2. Łączny koszt zdarzeń jednorazowych odnotowanych w 2. kwartale 2021 r. to 2,4 mln zł3.

Dzięki istotnemu zwiększeniu wpływów niemal ze wszystkich źródeł Grupa Agora osiągnęła w 2. kwartale 2021 r. zysk na poziomie EBITDA w wysokości 14,7 mln zł, co oznacza zauważalną poprawę w porównaniu do 2020 r. Jednocześnie Grupa odnotowała stratę na poziomie EBIT w kwocie 27,6 mln zł oraz stratę netto w wysokości 9,9 mln zł4.

Wyniki Grupy Agora z 2. kwartału 2021 r. i napawająca optymizmem sytuacja rynkowa pozwalają sądzić, że dynamika wzrostu przychodów Grupy w kolejnych kwartałach będzie się zwiększać z każdym okresem, oczywiście, pod warunkiem, że nie dojdzie do ponownego nasilenia się pandemii COVID-19. Sprzyjać temu będzie zwłaszcza znaczące ożywienie na rynku reklamy, dlatego też Agora podwyższyła swoje szacunki wzrostu wydatków na reklamę w Polsce – dodaje Anna Kryńska-Godlewska.

Zgodnie z oczekiwaniami spółki w 2021 r. reklamodawcy zwiększą wydatki na promocję swoich towarów i usług o około 8,0-11,0% w porównaniu z 2020 r. Jedynym segmentem rynku reklamy, którego wartość skurczy się w całym br., będzie prasa wydawana w formie tradycyjnej – spadek może wynieść 9,0-12,0% w porównaniu do 2020 r. W kinach, ze względu na dłuższe niż oczekiwane zamknięcie obiektów kultury, dynamika wzrostu będzie niższa niż pierwotnie przewidywana i wyniesie 6,0-9,0%. Na niezmienionym poziomie 5,0-8,0% szacowany jest przez Agorę wzrost wartości wydatków na reklamę w telewizji. Natomiast dynamiczny skok wartości wydatków nastąpi w segmencie reklamy zewnętrznej – może on sięgnąć nawet 15,0-18,0%. W internecie, według prognozy spółki, wydatki na reklamę wzrosną zaś o 9,0-12,0%, a w radiu o 8,0-11,0%.

 

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 2. kwartał 2021 r.

 

Przypisy:

1 Rynek reklamy – szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), IGRZ (reklama zewnętrzna, od stycznia 2014 r. liczba podmiotów raportujących przychody do IGRZ uległa zmniejszeniu), a także wstępnych danych Publicis Media (TV, kino, internet).

2 Zdarzenia o charakterze jednorazowym z 2. kwartału 2020 r. to: zysk ze zbycia części przedsiębiorstwa Plan D (dawniej Domiporta) w wysokości 3,6 mln zł oraz ze zbycia nieruchomości w wysokości 0,4 mln zł, a także koszty działania restrukturyzacyjne w spółkach Plan D oraz GoldenLine w wysokości 1,4 mln zł, a także odpis wartości aktywów w grupie AMS, spółce Foodio Concepts oraz jednego z budynków po zamkniętej działalności poligraficznej w łącznej wysokości 7,5 mln zł.

3 W 2. kwartale 2021 r. koszty operacyjne Grupy Agora obciążone zostały odpisami aktualizującymi wartość aktywów.

4 W ujęciu bez uwzględniania wpływu standardu MSSF 16 w 2. kwartale 2021 r. Grupa Agora odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 5,4 mln zł, stratę na poziomie EBIT w kwocie 21,0 mln zł oraz stratę netto w wysokości 15,4 mln zł.

Jak działają pożyczki online?

Pożyczki są komfortową i bardziej przystępną klientom alternatywą dla kredytów. Wyróżniają się nie tylko łatwiejszymi warunkami jej przyznania, lecz także sam proces przelewu środków na konto wnioskodawcy odbywa się szybciej. Podobnie jak tradycyjne usługi bankowe, również i pożyczki są obecnie dostępne za pośrednictwem Internetu. A to znaczy, że potrzebne pieniądze jesteśmy w stanie zdobyć natychmiast, bez ruszania się z domu.

Jak funkcjonują pożyczki online?

Pożyczka online bazuje na bezpiecznym i szybkim procesie pomocy finansowej odbywającym się drogą elektroniczną. Wniosek możemy złożyć przez Internet, bez wychodzenia z domu. Formularze z reguły nie są trudne do zrozumienia, a zapisy umowy pożyczkowej maksymalnie upraszcza się. Udzielenie pożyczki jest realizowane bez zwłoki i po podaniu podstawowych informacji, o jakie klient jest proszony w formularzu. Mamy gwarancję, że nie będziemy zobowiązani podać prywatnych danych takich, jak stan naszego budżetu, wykonywany zawód, liczba potomstwa czy stan cywilny. Przyznanie pożyczki zależy więc od kilku najważniejszych wiadomości, niezbędnych dla właściwego procesu weryfikacji wniosku.

Pożyczki pozabankowe online – zalety

Przyznanie pożyczki online zależy od o wiele mniejszej liczby warunków do spełnienia niż gdy mowa o bankowym kredycie konsumenckim. Skraca to w efekcie czas, jaki mija od chwili złożenia wniosku do wpłaty na konto bankowe klienta. W wyniku oceny zdolności kredytowej, trwającej zwykle do 15 minut, wnioskowana kwota zostaje nam pożyczona bez nadmiernych formalności. Firmy pożyczkowe w zdecydowanej większości nie posiadają swoich punktów stacjonarnych. Wpływa to pozytywnie na sytuację pożyczkobiorcy. Niskie wydatki na prowadzenie działalności powodują bowiem, że pożyczkodawcy znacząco upraszczają swój regulamin. Co więcej, serwisy, które oferują nam oferty pożyczek online, działają w trybie 24/7. Stanowi to istotne ułatwienie dla osób z nagłą potrzebą pomocy finansowej.

Jak ustalić całkowity koszt pożyczki?

Całkowita kwota pożyczki wyrażona jest w takich parametrach, jak RRSO czy oprocentowanie rat. Chwilówki online charakteryzują się tym, że rzeczywista roczna stopa oprocentowania z reguły jest o wiele niższa niż w sytuacji tradycyjnego kredytu bankowego. Ponadto, często nie wymagają wcześniejszej zapłaty prowizji, czyli kosztu udzielenia pożyczki gotówkowej w przypadku instytucji bankowej. Decydując się na warunki umowy pożyczki online, najczęściej jedynymi elementami całkowitej kwoty jest RRSO i ewentualne oprocentowanie rat.

pożyczki online

Polacy inwestują w fotowoltaikę, bo boją się rosnących kosztów energii

Oszczędność oraz obawa przed rosnącymi kosztami energii to najczęstsze powody, które skłaniają Polaków do inwestycji w fotowoltaikę. Z tego rozwiązania zadowolonych jest dziś niemal 90% użytkowników, a proces inwestycyjny opisują oni zwykle jako bezproblemowy, sprawny i satysfakcjonujący – wynika z „Raportu Oferteo o fotowoltaice. Jednak nowe przepisy, zapowiadane na 2022 rok, zniechęciłyby do paneli fotowoltaicznych aż jedną czwartą inwestorów.

Fotowoltaika rośnie w siłę

1 lipca w Polsce ruszył nabór do 3 edycji programu „Mój prąd”, skierowanego do osób zainteresowanych wytwarzaniem energii z paneli fotowoltaicznych zamontowanych na swojej nieruchomości.

Dofinansowania, sezon wakacyjny, wyjątkowo sprzyjająca pogoda, a także przybierający na sile boom na rynku budowlanym sprawiły, że mamy obecnie do czynienia ze szczytem sezonu pod względem zainteresowania fotowoltaiką.

Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług w zakresie dostawy i montażu fotowoltaiki z usługodawcami, przygotował drugą edycję „Raportu Oferteo o fotowoltaice” opisującego trendy na rynku fotowoltaiki w Polsce oraz nastroje inwestorów.

Oszczędnie i ekologicznieCo przekonało Państwa do montażu paneli fotowoltaicznych

Kluczowy czynnik przekonujący Polaków do inwestycji w fotowoltaikę pozostaje niezmienny. Podobnie jak w zeszłym roku jest to oszczędność – w tej edycji badania kierowało się nią aż 74% respondentów. 57% badanych przyznało, że przekonała ich potrzeba korzystania z odnawialnych źródeł energii wynikająca z troski o środowisko. Aż 44% inwestorów dokonało wyboru w obawie przed rosnącymi kosztami energii oraz w wyniku niepewności co do tego, jak będą one kształtować się w przyszłości. Do fotowoltaiki przekonywały również dostępne formy dofinansowań (22%), a także polecenia znajomych (13%).

Średnia moc instalacji elektrycznej w Polsce

Średnia moc nowej instalacji fotowoltaicznej w Polsce w ciągu ostatniego roku wyniosła 5,24 kWp, a średnia zajmowana przez nie powierzchnia to 29 m2. Taka mikroinstalacja jest w stanie rocznie wytworzyć w przybliżeniu ponad 5 MWh energii.

Do jej konstrukcji częściej używano paneli monokrystalicznych (57%) niż polikrystalicznych (43%). Najpopularniejszymi producentami okazali się LONGi, Ja Solar, Jinko Solar i Hyundai.

Panele skierowane na południe

Najczęściej panele instalowane są na dachu domu (77% przypadków), rzadziej instalacja wykonywana była na gruncie (11%), budynku gospodarczym (8%) lub na garażu (5%). Pojedyncze osoby decydowały się na montaż paneli na ścianie budynku. Jest to ciekawe rozwiązanie dla właścicieli nieruchomości, których dach skierowany jest w niekorzystnym kierunku (np. na północ). Panele muszą wówczas zostać umieszczone na specjalnym stelażu, co generuje dodatkowe koszty, jednak pozwala w pełni wykorzystać ich potencjał, bez konieczności przebudowy budynku.

Ponad połowa (51%) instalacji w ubiegłym roku została zamontowana w kierunku południowym, czyli tak aby umożliwić maksymalnie efektywną pracę paneli. Stosunkowo często wykonywano je również na dachach skierowanych na południowy-wschód (16%) i południowy-zachód (14%).

57% instalacji powstało na dachach dwuspadowych, a najpopularniejszym pokryciem była w tym przypadku blachodachówka (46%). Dwa razy rzadziej montaż odbywał się na dachówce ceramicznej.

Bezproblemowy proces instalacjiZ jakimi największymi trudnościami mierzyli się Państwo w czasie realizacji inwestycji

Co trzeci inwestor, pytany przez Oferteo, wspomina cały proces realizacji jako bezproblemowy. Ci, którzy doświadczyli trudności, mieli je najczęściej z uzyskaniem dofinasowania oraz załatwieniem formalności. Problematyczne okazywały się także poszukiwania wykonawcy i panowanie nad budżetem.

Dopełnienie formalności, wnioski o uzyskanie dofinansowania i kontakt z urzędami to jedne z największych wyzwań, jakie stają przed osobami decydującymi się na montaż fotowoltaiki. Wszystkie te elementy można jednak spokojnie zlecić zaufanemu wykonawcy, ponieważ większość z nich poza projektowaniem i realizacją instalacji, zajmuje się także kwestiami formalnymi – komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. Wybór odpowiedniego specjalisty jest więc o tyle kluczowy, że może całkowicie zwolnić inwestora z obowiązków związanych z uruchomieniem mikroinstalacji, a cały proces staje się wówczas absolutnie bezproblemowy.

Nowe przepisy zniechęcają do fotowoltaikiJak planowana na 2022 rok zmiana przepisów dotyczących sprzedaży nadwyżek energii wpłynęłaby na Państwa decyzję o montażu fotowoltaiki

Aż 88% respondentów deklaruje, że jest zadowolona ze swojej decyzji o inwestycji w fotowoltaikę, a dla 10% jest jeszcze za wcześnie na takie podsumowania. Ponadto 31% badanych już planuje rozbudowanie swojej mikroinstalacji w przyszłości. Cały proces inwestycyjny określany jest najczęściej jako bezproblemowy, sprawny i satysfakcjonujący.

Ankietowani zostali zapytani o to, jak na ich decyzję wpłynęłoby wprowadzenie zmian w przepisach dotyczących sprzedaży nadwyżek energii zapowiadanych na 2022 rok. Wprowadzą one możliwość oddawania i pobierania energii z sieci w dowolnym momencie, przy czym podczas sprzedaży obowiązywać będzie cena hurtowa, a przy zakupie prosument będzie musiał zapłacić cenę detaliczną. Dla wielu osób mogą one wpłynąć na zmniejszenie atrakcyjności tej inwestycji. Większość respondentów odpowiedziała, że nie wie jeszcze, jaką decyzję by wówczas podjęła. 28% stwierdziło, że mimo wszystko zdecydowałoby się na inwestycję w fotowoltaikę, a 12% zrobiłoby to, ale tylko zaopatrując się jednocześnie w urządzenie służące do magazynowania energii. Co czwarty badany zrezygnowałby z paneli.

Metodologia badania

Druga edycja „Raportu Oferteo o fotowoltaice przygotowana została na podstawie badania ankietowego przeprowadzonego w lipcu 2021 roku metodą CAWI na próbie 499 osób.

DO OK podsumowuje pierwsze półrocze 2021 roku

DO OK SA, notowana na NewConnect firma specjalizująca się w konsultingu IT i dostarczaniu kompleksowych usług programistycznych, w pierwszym półroczu br. wypracowała  5,58 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co stanowi wzrost o 11 proc. r/r. Jednocześnie, w raportowanym okresie DO OK zwiększyło koszty działalności operacyjnej, co wpłynęło na wynik netto spółki. Spółka zakłada, że odnotuje zyski z obecnie realizowanych projektów w III i IV kwartale br.

  • W pierwszym półroczy 2021 r. DO OK wypracowało 5,58 mln zł przychodów netto ze sprzedaży wobec 5 mln zł w analogicznym okresie 2020 r.
  • Spółka prognozuje, że odnotuje w trzecim i czwartym kwartale 2021 r. zwroty z realizowanych obecnie projektów, w szczególności z kontraktów z klientami z  Danii, Norwegii, Holandii i Estonii.

– Osiągnięte w pierwszym półroczu br. przychody netto ze sprzedaży na poziomie 5,58 mln zł są w  naszej ocenie satysfakcjonujące. W drugim kwartale odnotowaliśmy istotną inflację wynagrodzeń – o około 15 proc., co związane jest z obecną sytuacją makroekonomiczną. W tym czasie nie implementowaliśmy nowych stawek dla naszych obecnych klientów, jednak zastosujemy wyższe stawki na kontraktach od kolejnego kwartału– mówi Dmitrij Żatuchin, prezes DO OK.   

DO OK w drugim kwartale rozpoczęło optymalizację organizacji w dziale odpowiadającym za wytwarzanie oprogramowania. Wzmocniono także kadrę o sprzedawców na rynkach nordyckich. Firma zrekrutowała także nowych trzynastu inżynierów i pięciu specjalistów na inne stanowiska. W czerwcu spółka uzyskała akceptację oferty dla norweskiego partnera o wartości 0,54 mln zł na wykonanie systemu i aplikacji do sterowania inteligentnymi urządzeniami grzewczymi. W maju podpisano umowę z duńską firmą na rozwój aplikacji mobilnej. Przychody ze sprzedaży z tego projektu mogą wynieść około 0,8 mln zł do końca 2021 r. Obecnie DO OK pracuje na rzecz 13 klientów, a 90 proc. obrotów spółki generowane jest przez współpracę z zagranicznymi podmiotami.

DO OK zakłada, że pierwsze zwroty z inwestycji w zmiany organizacyjne i strategii sprzedaży, odnotuje. w trzecim i czwartym kwartale br.

Ostatnie miesiące były czasem, w którym koncentrowaliśmy się na pozyskiwaniu nowych leadów sprzedażowych, z których kilka przerodziło się w nowe umowy. Zrekrutowaliśmy nowych pracowników i widzimy już wymierne korzyści w tym zakresie – możemy bowiem angażować się w coraz to ciekawsze i większe projekty – mówi Dmitrij Żatuchin.

W lipcu DO OK uzyskała pozytywnie audyty ISO 9001 (jakość)  i ISO 27001 (bezpieczeństwo danych), dzięki certyfikacji spółka stała się jednym z niewielu software house’ów w Polsce posiadającymi takie standardy. Od początku lipca firma uzyskała status partnera zarządzanego przez Microsoft (ISV).

Dolar wciąż mocny. Eryk Łon o podwyżce stóp procentowych na portalu Radia Maryja

Wbrew oczekiwaniom analityków wzrost cen w USA nie spowalnia. Drugi miesiąc z rzędu mamy wynik 5,4% i jesteśmy zaledwie 0,2% od szczytów z 2008 roku. Są to dobre dane dla dolara, który wciąż jest mocny.

Ceny w USA wciąż galopują

Wczorajsze dane na temat wzrostu cen drugi miesiąc z rzędu pokazały za oceanem wzrost cen o 5,4%. Ostatni raz wyższy wzrost inflacji mieliśmy w lipcu 2008, kiedy to de facto rozpoczynał się poprzedni duży kryzys światowy. Było to jednak pojedyncze wyższe wskazanie, co pokazuje skalę problemu. Co może być pozornie mało intuicyjne, wysoka inflacja umacnia walutę. Rośnie bowiem przekonanie inwestorów, że podwyżki stóp procentowych nadejdą szybciej, niż gdyby wzrost cen był niższy. Podwyżki stóp procentowych z kolei wpływają na atrakcyjność inwestycji w walutę, zatem inwestorzy, przewidując ten ruch, kupują dolara już teraz.

Listopadowa niespodzianka w RPP?

Artykuł członka RPP autorstwa Eryka Łona na portalu Radia Maryja okazał się pewną niespodzianką. Autor kojarzony jest ze skrzydłem zwolenników niskich stóp procentowych w Radzie. We wspomnianym artykule zwrócił jednak uwagę na to, że z decyzją o podwyżce stóp należy poczekać na listopadową projekcję. Wśród analityków pojawiają się dwie interpretacje tych słów. Jedna wskazuje na to, że jeżeli listopadowa projekcja inflacji NBP będzie wysoka, nawet Eryk Łon jest skłonny poprzeć podwyżkę z 0,1% na 0,25%. Druga, że w sposób dość niezręczny językowo profesor wykluczył ewentualność wcześniejszych podwyżek. Ten jeden głos byłby o tyle istotny, że patrząc na układ sił w RPP, potencjalnie byłby to jeden brakujący głos, mogący przeważyć szalę na rzecz podwyżek. Taki ruch mógłby spowodować umocnienie się złotego.

Dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Produkt Krajowy Brutto rósł dokładnie zgodnie z oczekiwaniami. Słabiej od oczekiwań wypadła produkcja przemysłowa, a lepiej przetwórstwo przemysłowe. Ten drugi parametr jest jednak znacznie mniej istotny. Funt przyjął te dane dość neutralnie i nadal jest blisko swoich kilkumiesięcznych maksimów. Patrząc na zakres ruchu z ostatnich dni, inwestorzy mogą powoli oczekiwać dobrej okazji do realizacji zysków z ostatniego umocnienia funta. Te dane nie zostały jednak uznane za wystarczający powód.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fenomen światowego popytu na akcje – analiza Daniela Kosteckiego

Giełdowe informacje z minionych godzin brzmią mniej więcej tak: ceny akcji w USA osiągnęły rekordowe poziomy, w Europie indeksy są przy historycznych szczytach, natomiast akcje w Polsce, Rumunii, Indiach i w Szwajcarii biją rekordy wszech czasów… Już dawno nie było sytuacji, aby tak zróżnicowane kulturowo i gospodarczo rynki łączył ogromny popyt na akcje.

– Wydaje się, że głównym powodem takiego stanu rzeczy jest reset całej światowej gospodarki po wybuchu pandemii oraz bardzo podobne działania ze strony polityków i banków centralnych w każdym kraju. Stąd zbliżone zachowanie rynków akcji w otoczeniu, w którym dominuje powszechna chęć i dążenie do szybkiej odbudowy gospodarki – tłumaczy Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd., spółki świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Kapitał szuka giełdowego zysku

Do klimatu odbudowy dochodzą także kwestie inflacji i ujemnych realnych stóp procentowych, co wynika z różnicy między ewentualnym minimalnym oprocentowaniem lokat bankowych, a z reguły znacznie wyższym wzrostem cen. W praktyce niemal na całym świecie konsumenci muszą płacić bankom za to, że przetrzymują gotówkę, której wartość nabywcza szybko spada.

– W USA realne stopy procentowe wynoszą minus 5,3 proc., w Polsce minus 4,9 proc., w Norwegii minus 3 proc., w strefie euro minus 2,7 proc., a w Wielkiej Brytanii minus 2,4 proc. To z kolei może wypychać kapitał w stronę bardziej ryzykownych aktywów, ponieważ inwestorzy dostrzegają, że bez ryzyka nie ma dziś sposobu na otrzymanie wynagrodzenia od posiadanego kapitału – mówi Daniel Kostecki z Conotoxia Ltd.

To jeszcze nie poziom bańki

Odpływ pieniędzy z kont i lokat może obecnie działać na korzyść rynku giełdowego, pomagając akcjom drożeć. Kolejny istotny eIement: rządy państw zdają się dziś prowadzić procykliczną politykę fiskalną, a banki centralne luźną politykę monetarną. Nawet nieznaczne jej zacieśnienie, poprzez zmniejszanie programu skupu aktywów czy pierwsze podwyżki stóp procentowych, może jeszcze nie zwrócić obecnego trendu.

– Patrząc na wskaźniki wycen akcji, wciąż wydaje się, że nie mamy do czynienia z bańką na tym rynku. Wskaźnika forward C/Z dla S&P 500 wynosi 22, czyli 22 lata należy czekać na pełny zwrot z włożonego kapitału. Natomiast rentowność 10-letnich obligacji USA wynosi około 1,33 proc., co oznacza, że na ten sam zwrot należy czekać 75 lat. Tym samym łatwo znaleźć odpowiedź na pytanie, kiedy obecna hossa na giełdach może dobiec końca. Gdy wskaźniki wycen poszybują np. w stronę 40 czy 50 razy zysk (czyli pojawi się bańka) lub wtedy, gdy rentowności wzrosną do poziomu 3 lub więcej procent – określa analityk Conotoxia Ltd.

Walt Disney zyskuje na luzowaniu restrykcji pandemicznych, ale to nie koniec wyzwań dla firmy

Walt Disney (DIS) publikuje dziś swoje zyski za III kwartał FY 2021 — analitycy przewidują 16,77 miliarda dolarów amerykańskich przychodu oraz 0,55 dolara amerykańskiego zysków na akcję (ang. EPS), co oznacza ogromny skok względem 0,08 dolara rok temu. W trakcie ostatnich czterech kwartałów firma zawsze przebijała, przedstawiane przez analityków szacunki EPS (od minimum 67 proc. aż do ponad 200 proc. w ostatnim raporcie w II kwartale 2021 roku).

Gigant rozrywkowy, Disney, wraca do pełni sił, wraz z tym, jak ludzie wracają do otwartych ponownie parków rozrywki, a obroty w kasach biletowych i na platformach streamingowych poszły w górę dzięki oczekiwanej premierze „Czarnej Wdowy” Marvela i „Wyprawy do dżungli” z udziałem Dwayne’a ‘The Rock’ Johnsona.

Inwestorzy są jednak zainteresowani poszukiwaniem wskazówek dotyczących przyszłych wyników firmy w jej kluczowych działach aktywności. Pojawiają się pytania dotyczące wzrostu liczby subskrybentów usług streamingowych oraz tego, czy magia naprawdę powróciła do parków rozrywki i kas biletowych.

Obszar działalności spółki skierowany bezpośrednio do konsumentów, który stanowi ponad 60 proc. obrotów, wydaje się tym, w którym firma jest dobrze pozycjonowana, dzięki swojemu portfelowi usług streamingowych, który zawiera między innymi Disney+, Hulu, ESPN, STAR i międzynarodowe Disney+Hotstar. Disney+ urósł trzykrotnie w trakcie pandemii. Na dzień 3 kwietnia 2021 r. miał on 103,6 miliona płacących subskrybentów, w porównaniu z 33,5 milionami 28 marca 2020 r. Firma potwierdza, że jest nadal na drodze do osiągnięcia swojego oryginalnego celu od 230 do 260 milionów płacących subskrybentów Disney+ do końca roku fiskalnego 2024.

Cel ten wydaje się, być ambitny, lecz wykonalny. Niedawna ankieta wykonana przed JD Power pokazuje, że Amerykanie wydają teraz jeszcze więcej pieniędzy i spędzają jeszcze więcej czasu w serwisach streamingowych, niż u nawet szczytu pandemii. Wraz z tym, jak rozszerza się oferta platform streamingowych, ludzie podnoszą liczbę swoich subskrypcji ze średniej 3,9 dostawców w grudniu 2020 r. do 4,5 w czerwcu 2021 r. Ogółem 89 proc. respondentów powiedziało, że subskrybuje Netflixa, kolejne były Amazon Prime (76 proc.), Hulu (64 proc.) i Disney+ (52 proc.).

Jednakże, mimo że ludzie nadal korzystają z platform streamingowych, pozyskiwanie nowych użytkowników już po boomie wywołanym pandemią okazało się trudniejsze. Liczba subskrybentów Netflixa w rzeczywistości spadła w trakcie minionego kwartału. Analitycy oczekują jednak, że Disney będzie zdobywał nowych subskrybentów, dzięki wpływowi “Czarnej Wdowy” oraz faktu, że jest on teraz mniejszy od swoich rywali.

Co istotne, Disney podjął pewne odważne (i kontrowersyjne) kroki, by popularyzować swoje platformy streamingowe. Podczas gdy zamknięcie kin w trakcie pandemii zmusiło go do wypuszczenia niektórych produkcji, takich jak „Raya i ostatni smok”, bezpośrednio na Disney+, firma zaskoczyła wielu, gdy zdecydowała się wypuścić „Czarną Wdowę” Marvela jednocześnie w kinach i na Disney+. Disney ma wizję przyszłości z hybrydowymi premierami, które łagodzą ryzyko pandemiczne: „Wyprawa do dżungli” z Dwayne’em ‘The Rock’ Johnsonem wykorzystała tę samą strategię, a „Free Guy” z Ryanem Reynoldsem będzie miał 45 dni ekskluzywności w kinach po premierze 13. sierpnia, po czym znajdzie się na Disney+.

Równoczesna premiera „Czarnej Wdowy” spowodowała jednak protesty amerykańskiego Narodowego Stowarzyszenia Właścicieli Kin (ang. National Association of Theater Owners), które mówi, że sprzyja ona piractwu w wyższej jakości. Scarlett Johansson, główna gwiazda filmu, pozwała Disneya, mówiąc, że równoczesna premiera zmniejszy obroty kas biletowych, co wpłynie na premie określone w jej kontrakcie. Disney zareagował stwierdzeniem, że firma posiada wyłączne prawo do decydowania o dystrybucji. Disney w ten sposób zabezpiecza się na wypadek zamknięcia kin z powodu dalszych uderzeń pandemii.

Ostatnim z kluczowych dla Disneya obszarów biznesowych, również silnie zależnym od ewolucji wirusa, są parki i rejsy wycieczkowe. Po tym, jak większość parków zamknęła się na 412 dni w trakcie pandemii, otworzyły się one na nowo w kwietniu. Powinniśmy zatem zobaczyć w tym kwartale wzrost — stacje telewizyjne donoszą o ogromnych kolejkach ludzi, którzy chcą dostać się do nowych atrakcji, takich jak Avengers Campus w Disneylandzie. Firma powiedziała, że wybuch epidemii kosztował ten dział w

  • kwartale 2021 r. około 1,2 miliarda dolarów amerykańskich w utraconych dochodach operacyjnych. Disney usiłuje lepiej zatrzymywać klientów poprzez zmiany w systemie biletów rocznych i transformację ich w „magiczne klucze” w cenach od 399 do 1 399 dolarów.

Disney, jako silna marka konsumencka, był również jednym z faworytów wśród inwestorów detalicznych w trakcje pandemii. Na platformie eToro nastąpił wzrost użytkowników posiadających akcje Disneya o 86 proc. rok do roku, a Disney znalazł się na 16. miejscu globalnie i 27. w Polsce w rankingu najpopularniejszych aktywów.

Bogdan Maioreanu, analityk eToro w Rumunii

Escola S.A. pozyskała 2,2 mln zł w ofercie publicznej akcji

Escola S.A. zakończyła z sukcesem ofertę publiczną akcji prezentowaną na platformie Crowdonnect.pl. Escola pozyskała 2,2 mln zł od 102 inwestorów. Pozyskane środki pieniężne spółka przeznaczy m.in. na akwizycje spółek z branży IT, rozwój posiadanych produktów własnych i stworzenia nowych produktów cyfrowych. W 2022 r. Escola planuje debiut na NewConnect.

  • Escola pozyskała 2,2 mln zł w ofercie publicznej. Akcje spółki objęło 102 inwestorów.
  • Średni zapis na akcje spółki w ofercie publicznej wyniósł 21,5 tys. zł. Escola w 2022 r. chce zadebiutować na NewConnect. A w perspektywie trzech lat przenieść notowania akcji na rynek główny GPW.

– Od początku Escolę budujemy z myślą tworzenia spółki opartej o zaangażowanych inwestorów i innowacyjną społeczność. Realizujemy to wielotorowo, przez podcasty, przez dedykowane działania, a także przez crowdinvesting. Cieszę się, że pozyskaliśmy 2,2 mln zł, jednak jeszcze bardziej cieszy mnie liczba inwestorów – 102 osoby. Nasze kolejne kroki to finalizacja akwizycji, stała praca nad dynamicznym wzrostem i debiut na NewConnect w 2022 r. – mówi dr Krzysztof Wojewodzic, prezes zarządu Escola S.A.

Escola pierwsze kroki na rynku kapitałowym postawiła jeszcze w maju 2017 r., właśnie wtedy spółka pozyskała 400 tys. zł z emisji akcji przeprowadzonej w formie crowdinvestingowej. Dwa lata później firma przeprowadziła drugą rundę inwestycyjną na kwotę 521 tys. zł. Escola S.A. w 2021 r. zajęła 6. miejsce w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch. Spółka zanotowała średni wzrost przychodów o 180 proc. za lata 2019-2020. Ranking Clutch zestawia 100 najszybciej rozwijających się firm IT i jest oparty na bezwzględnej stopie wzrostu przychodów w latach 2019-2020. W 2019 r. spółka zależna – Escola sp. z o.o. – otrzymała nagrodę Mobile Trends Awards 2019 za aplikację Orlen Mobile oraz w 2021 r. Mobile Trends Awards 2021 za aplikację dla Radio 357.

Cesja wierzytelności poniżej wartości nominalnej bez VAT

Transakcje cesji wierzytelności są przedmiotem licznych zapytań podatników w ramach postępowań interpretacyjnych. Przepisy ustawy o VAT w tym zakresie są nieprecyzyjne i prowadzą do pojawienia się wątpliwości, czy takie transakcje powinny podlegać opodatkowaniu VAT, czy nie. Ponadto w praktyce gospodarczej występują różne rodzaje cesji, co dodatkowo komplikuje sprawę. W poniższym artykule przedstawiona została sprawa rozstrzygnięta nieprawomocnie przed WSA w Olsztynie, a dotycząca cesji wierzytelności poniżej wartości nominalnej (wyrok z dnia 26 maja 2021 r., sygn. akt I SA/Ol 227/21). Dodatkowo w przypadku braku opodatkowania VAT każdorazowo przy transakcji sprzedaży należy rozważyć skutki podatkowe w podatku od czynności cywilno-prawnych.

Stan faktyczny sprawy

Sprawa zawisła przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Olsztynie dotyczyła przedsiębiorcy prowadzącego działalność polegającą na świadczeniu usług taksówkowych zwolnionych z VAT. Przedsiębiorca chciał rozszerzyć działalność o kod PKD 64.99.Z, czyli pozostałą działalność usługową, gdzie indziej niesklasyfikowaną. Dodatkowa działalność miała dotyczyć zakupu przez wnioskodawcę od osób poszkodowanych przysługujących im praw o zapłatę odszkodowania wobec zakładów ubezpieczeniowych w związku ze szkodami komunikacyjnymi na pojazdach. Transakcja będzie dokonywana na podstawie umowy cesji, gdzie cedent w zamian za wierzytelność otrzymuje zapłatę w określonej kwocie. Zawierana umowa cesji ma charakter odpłatny i przysługuje zbywcy w związku z cesją wierzytelności. Pełne ryzyko wyegzekwowania kwoty z zakładu ubezpieczeń ponosić będzie cesjonariusz. Ponadto wnioskodawca podkreślił, że w związku z umową cesji nie będzie wykonywane żadne inne świadczenie na rzecz cedenta.

Istota sporu

Spór sprowadzał się do tego, czy nabycie wierzytelności podlega opodatkowaniu VAT. Cesjonariusz będący wnioskodawcą twierdził, że w przypadku nabycia wierzytelności po cenie niższej od ich wartości nominalnej nie będzie dochodziło do świadczenia usług, więc podatek VAT jest nienależny. Innego zdania był Dyrektor KIS, który w interpretacji uznał, że dojdzie do świadczenia usługi podlegającej opodatkowaniu VAT, a podstawą będzie różnica między ceną zakupu wierzytelności a ich wartością nominalną. Dyrektor KIS zaznaczył, że w jego ocenie wierzytelności nie będą trudne ani sporne co do wysokości, a ponadto okres ich przedawnienia jeszcze nie minął.

Stanowisko WSA

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie przyznał rację podatnikowi, tj. potwierdził, że nabycie wierzytelności na własne ryzyko, poniżej wartości nominalnej, nie jest wynagrodzeniem za świadczoną usługę, lecz stanowi jedynie transakcję polegającą na zmianie osoby wierzyciela i wstąpieniu cesjonariusza w miejsce cedenta. WSA odniósł się także do określenia wierzytelności „trudnych”. W tym zakresie Sąd przywołał dwa orzeczenia – TSUE w sprawie C-93/10 oraz NSA z 19 marca 2012 r., sygn. akt I FPS 5/11, z których wynika, że istotą takich spraw nie jest to, czy są to wierzytelności „trudne”, lecz sam fakt nabycia wierzytelności poniżej wartości nominalnej. W ocenie WSA nie jest to usługa, ponieważ podatnik nie zobowiązuje się do ściągnięcia długu w zamian za wynagrodzenie. Ponadto WSA w wyroku powołał się na ugruntowaną już linię orzeczniczą w tym zakresie, wynikającą m.in. z wyroków NSA z 13 czerwca 2019 r., sygn. akt I FSK 677/17 i z 23 stycznia 2018 r., sygn. akt: II FSK 3491/1, a także z wyroków WSA w Poznaniu z 6 marca 2019 r., sygn. akt I SA/Po 990/18 oraz WSA w Gliwicach z 27 lutego 2019 r., sygn. akt III SA/Gl 1264/18. W przywołanych sprawach Sądy podkreślają, że niezbędne do opodatkowania VAT jest wystąpienie odpłatności za usługę, która jest bezpośrednio związana z tą usługą. Samo egzekwowanie praw na swoją rzecz nie tworzy usługi.

Opodatkowanie PCC

Zgodnie z przepisami ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych wyłączone z opodatkowania PCC są transakcje opodatkowane VAT. Zatem w powyższej sprawie należy rozważyć skutki wyroku WSA na opodatkowanie PCC. Na podstawie art. 1 ust. 1 pkt 1 lit. a ustawy o podatku od czynności cywilno-prawnych podatkowi od czynności cywilnoprawnych podlegają umowy sprzedaży oraz zamiany rzeczy i praw majątkowych. Cesja z natury jest zbyciem prawa majątkowego do wierzytelności z cedenta na cesjonariusza. Jako zbycie prawa materialnego cesja powinna być opodatkowana PCC w przypadku, gdy brak jest opodatkowania takiej transakcji VAT, jak ma to miejsce w omawianym przypadku. Podobne stanowisko wynika z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z 5 lutego 2019 r., sygn. akt I SA/Gl 1293/18. Obowiązek podatkowy spoczywać więc będzie na podatniku, jako nabywcy wierzytelności. Stawka podatku wynosić będzie 1%.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nawet 15% Polaków może być uzależnionych od swojej pracy. Dzisiaj Światowy Dzień Pracoholików

Według szacunków problem pracoholizmu może dotyczyć nawet 15% społeczeństwa, są to głównie osoby młode między 25-35 rokiem życia. Co więcej, eksperci nie mają wątpliwości, że pandemia koronawirusa mogła być jednym z czynników, który sprawiał, że pracowaliśmy więcej i bardziej intensywnie. – Zaciera się nasza granica między życiem prywatnym, a pracą. Kilka lat temu nie do pomyślenia było, że na urlopie można odbierać służbowe maile lub pracować na więcej niż jednym-dwóch etatach. Dzisiaj znam osoby, które związane są z wieloma firmami, bo pozwala im na to elastyczność wykonywanych zadań. Pracoholizm potrafi być niebezpieczny, bo poza kontrolą prowadzi do szybkiego wypalenia zawodowego – mówi Anna Sudolska, ekspert Idea HR Group. 12 sierpnia obchodzony jest Światowy Dzień Pracoholizmu.

„Żyjemy w cywilizacji, gdzie praca staje się często czynnikiem definiującym naszą wartość i status społeczny”

W 2019 roku pracoholików było w Polsce ok. 9-11%. Obecnie te szacunki można oceniać na poziomie ok. 15%, z tym, że psychiatrzy mówią wprost, że patologiczna forma pracoholizmu występuje zaledwie u ułamka procenta populacji. Standardowy pracoholizm polega na tym, że osoba pracuje więcej niż 8 godzin dziennie. Pozwala na to, by praca przenikała się z jego życiem prywatnym i jest w stanie poświęcać czas wolny, by wykonywać obowiązki zawodowe. Skala pracoholizmu w Polsce mocno ujawnia się w czasie urlopów. Według szacunków nawet 50% Polaków w czasie wakacji odbiera telefony z pracy, a co piąty odpisuje na służbowe maile. Patologiczny pracoholizm występuje, gdy pracownik nie wyobraża sobie życia bez pracy, poświęca jej cały wolny czas, odczuwa wyrzuty sumienia gdy robi coś innego niż praca.

– Żyjemy w cywilizacji, gdzie praca staje się często czynnikiem definiującym naszą wartość i status społeczny. Kult lenistwa i czasu wolnego zamieniliśmy na kult etosu pracy, dorabiania się i osiągania zawodowych sukcesów. To z jednej strony dobrze, bo młodzi ludzie, którzy trafiają na rynek pracy mają rozbudzony apetyt na rozwój, progres, zdobywanie umiejętności i zarabianie pieniędzy. Tutaj tkwi jednak pewna pułapka. Pracując za dużo i za szybko jesteśmy narażeni na wypalenie zawodowe i po prostu utratę sympatii do wykonywanych obowiązków. Inna rzecz: jeżeli obowiązków na głowie mamy zbyt wiele to łatwo o pomyłkę, a to może generować pretensje ze strony przełożonych i dużą frustracje u pracownika – mówi ekspert rynku pracy Anna Sudolska.

Pracujemy więcej, bo chcemy więcej zarabiać, podróżować, kupować nieruchomości, inwestować. Chęć posiadania to główne motywacje kierujące nas w stronę nadprogramowej pracy. Często jednak są to także ambicje, chęć rozwoju i realizacji się w pracy, która jest realizacją naszych marzeń. – Nie ma szans, by pracoholikiem został ktoś, kto nie lubi swojej pracy. Pracoholikami zwykle są prawnicy, lekarze, pracownicy kreatywni, dziennikarze, osoby o nieregularnym trybie pracy. Znacznie rzadziej np. urzędnicy czy nauczyciele. Osoby, których praca nie przedkłada się na wyższe wynagrodzenie – dodaje Anna Sudolska.

Work-life-balance stał się fikcją w czasie pandemii. „Pozwalamy, by praca zdalna rozwlekała nam się też na wolne godziny”

Czy pandemia koronawirusa zmieniła nasze podejście do pracy? Eksperci przyznają, że jeżeli praca nie ma wyznaczonych ram to łatwiej o uzależnienie od niej. – Jeżeli pracujemy od 8 do 16 i koniec to tak naprawdę ciężko się uzależnić od tego, co robimy. Gorzej, gdy pracujemy w biurze, zabieramy pracę do domu, bierzemy na siebie nowe obowiązki, dodatkowo dorabiamy jeszcze w kolejnych firmach. Wszystko to układa nam się w pewną całość, a kolejne zobowiązania są dopełnieniem wykonywanych obowiązków. Pracoholicy tłumaczą sobie zwiększenie ilości obowiązków np. tym, że bardziej efektywni są, gdy pracują więcej. To prawda, nie ma nic bardziej mobilizującego niż deadline, ale z drugiej strony życie od deadline do deadline to prosta droga do wypalenia zawodowego o czym mówiłam już wcześniej – dodaje Anna Sudolska. – Odradzamy zabierania przesadnej ilości pracy do domu, a w przypadku pracy zdalnej rozwlekania jej np. na godziny wieczorne. Praca to praca, należy ją możliwie mocno rozgraniczać z życiem prywatnym i towarzyskim – dodaje ekspert Idea HR Group.

Specjaliści ds. uzależnień behawioralnych przyznają, że uzależnienie od pracy niestety niesie za sobą także inne uzależnienia. To poważne niebezpieczeństwo. Osoby uzależnione od pracy chcą zwiększyć swoją efektywność, więc często uzależniają się od leków, a nawet narkotyków. Zawodowa frustracja wynikająca z nieudanych realizacji zawodowych może doprowadzać do alkoholizmu, a posiadanie większej ilości pieniędzy np. do zakupoholizmu.

ROBYG podpisał Kartę Różnorodności

ROBYG, jeden z największych deweloperów w Polsce, dołączył do grona sygnatariuszy Karty Różnorodności. Celem tej międzynarodowej inicjatywy, obecnej w 26 krajach w Europie, jest podejmowanie działań związanych z promowaniem różnorodności i równych szans w zatrudnieniu. Podpisanie dokumentu przez ROBYG stanowi potwierdzenie dotychczasowych działań oraz zobowiązanie do dalszego doskonalenia w tym obszarze.

Karta Różnorodności to międzynarodowy projekt wspierany przez Komisję Europejską, mający na celu promowanie różnorodności oraz wdrożenie rozwiązań na rzecz równego traktowania w miejscu pracy. Pracodawca przez sygnowanie karty deklaruje gotowość firmy do zaangażowania wszystkich swoich pracowników, jak również partnerów biznesowych i społecznych w działania antydyskryminacyjne.

Robyg od lat wyznacza standardy dla całej branży, także w kwestii różnorodności. Dołączenie do grona sygnatariuszy, jest swoistym przypieczętowaniem naszych dotychczasowych działań w tym obszarze oraz jasną deklaracją kolejnych aktywności. Nasza firma to miejsce pracy osób różnych narodowości i wyznań. Chcemy, aby każdy nasz pracownik bez względu na płeć, wiek, narodowość czy poglądy czuł się tutaj doceniany i akceptowany. Zróżnicowane środowisko pracy daje nam szerszy ogląd i perspektywę na potrzeby naszych klientów i nas samych. Już dzisiaj możemy być przykładem m.in. w zakresie promowania kobiet na stanowiskach kierowniczych – 46% kobiet w Robyg obejmuje stanowiska zarządcze i managerskie. Wierzę, że w ROBYG więcej nas łączy jako ludzi niż dzieli – mówi Eyal Keltsh, wiceprezes Zarządu ROBYG.

– Różnorodne środowisko pracy, jakie tworzymy, jest motorem naszej innowacyjności. Jesteśmy przekonani, że w różnorodności zespołu, który tworzy ROBYG, tkwi ogromny potencjał. Prowadzi on nas do podejmowania właściwych decyzji i osiągania coraz lepszych wyników. Cieszę się, że dzisiaj jako organizacja dołączamy do inicjatywy, która zmienia świat na lepsze – mówi Marta Hejak, Dyrektor Finansowy, CFO w ROBYG.

ROBYG od lat realizuje założenia zawarte w karcie starając się tworzyć różnorodne środowisko pracy. Jednym z wymiernych przykładów jest fakt, że 52% spośród zatrudnionych osób stanowią kobiety, a ich udział na stanowiskach zarządczych i managerskich wnosi aż 46%. Firma jest miejscem pracy przyjaznym osobom różnych narodowości czy religii, wspierającym dialog międzykulturowy. Co więcej ROBYG na swoich osiedlach dba o zapewnienie infrastruktury ułatwiającej poruszanie się osobom o ograniczonej mobilności, m.in. przez projektowanie szerszych ciągów komunikacyjnych i otworów drzwiowych.

Koordynatorem Karty Różnorodności w Naszym kraju jest Forum Odpowiedzialnego Biznesu, największa organizacja pozarządowa w Polsce kompleksowo zajmująca się koncepcją społecznej odpowiedzialności w biznesie. Forum Odpowiedzialnego Biznesu zainicjowało proces powstania polskiej wersji Karty Różnorodności (ang. Diversity Charter) we wrześniu 2011 roku. W wyniku spotkań, w których wzięły udział przedstawicielki i przedstawiciele firm, organizacji i instytucji reprezentujących interesy różnych grup społecznych narażonych na dyskryminację sformułowana została treść Karty.

Podpisanie przez ROBYG Karty Różnorodności jest ważnym krokiem w budowaniu szerokiej społeczności firm, które dbają o przestrzeganie zasad różnorodności w miejscu pracy oraz aktywnie przeciwdziałają dyskryminacji. Przystępując do Karty Różnorodności ROBYG daje wyraz dojrzałości i odpowiedzialności firmy, która przez swoje działania ma realny wpływ zarówno na pracowników i pracowniczki, jak i na tkankę miejską, która tworzy przyjazne dla każdego otoczeniepodkreśla Patrycja Kamionek, menedżerka projektów w Forum Odpowiedzialnego Biznesu, które koordynuje Kartę Różnorodności w Polsce.

Sklepy tradycyjne z dalszym wzrostem sprzedaży w lipcu

Jak wynika z danych M/platform, lipiec 2021 to kolejny miesiąc ze wzrostem obrotów w handlu tradycyjnym w ujęciu rok do roku. W dużej mierze wzrost ten był konsekwencją rosnących cen towarów spożywczych, a zatem obserwowanego obecnie poziomu inflacji.

Lipiec 2021 to kolejny miesiąc, w którym mogliśmy zaobserwować rokroczny wzrost obrotów w handlu tradycyjnym. Tym razem, wzrostowi temu nie towarzyszyły już wyraźnie większe koszyki czy częstsze wizyty w sklepach – wspomniane wskaźniki pozostawały na względnie stabilnym poziomie. Zwiększenie obrotów w tradycyjnym kanale sprzedaży w porównaniu do lipca 2020 miało związek przede wszystkim z wartością naszych koszyków, która rok do roku zwiększyła się średnio o złotówkę i osiągnęła w ostatnim miesiącu poziom 21,13 zł. Wzrost wartości koszyka wynoszący 5% rok do roku wyrównał się zatem z raportowanym przez GUS lipcowym poziomem inflacji.

W stosunku do poprzedniego miesiąca, obserwowaliśmy podobną listę kategorii sterującą wzrostem obrotów w handlu tradycyjnym. W lipcu w dalszym ciągu rosła wartość sprzedaży dużej grupy produktów świeżych i na wagę, jak mięso, wędliny, owoce, warzywa czy nabiał. Dodatkowo, wśród kluczowych grup produktowych w handlu tradycyjnym wysokim wzrostem nadal charakteryzowały się napoje bezalkoholowe (+6,9%), mrożonki, w tym lody (+4,4%) oraz wyroby tytoniowe (+2,9%).

Rzadziej niż przed rokiem w lipcu do naszych koszyków w sklepach tradycyjnych trafiały natomiast wyroby alkoholowe – zarówno piwo, jak i wino, wódka czy inne mocne alkohole, co w efekcie poskutkowało tym, iż trzy pierwsze grupy odnotowały spadek wartości sprzedaży. Najwolniej, bo w tempie 0,7% rok do roku, malała największa kategoria w ramach tej grupy produktowej – kategoria piwa. Jednocześnie, mocniejsze alkohole typu whisky, rum, gin czy likiery łącznie odnotowały zwiększenie wartości sprzedaży o 3,5%, zatem mimo iż kupiliśmy mniej butelek niż przed rokiem, nasze wydatki na tę kategorię wzrosły.

Wartym odnotowania jest fakt, iż pomimo tendencji spadkowej w jednej z największych kategorii spożywczych w Polsce – kategorii piwa – nieustannie dynamicznym wzrostem może szczycić się segment piw bezalkoholowych. Dzięki intrygującym smakom i interesującym nowościom (w szczególności w grupie 0,0%), Polacy rozsmakowali się w tego rodzaju trunkach i coraz chętniej je spożywają, przez co w tym roku w handlu tradycyjnym stanowią one łącznie już blisko 5% całej kategorii – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych w M/platform.

Analiza przygotowana na podstawie danych reprezentatywnej próby sklepów = 3808 sklepów wybranych spośród ponad 12 000 sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

W pierwszym półroczu 2021 roku Mennica sprzedała już niemal 1,8 t złota w porównaniu do 2,1 t złota sprzedanego w 2020 r.

Mennica Skarbowa, największy w Polsce dealer złota inwestycyjnego i innych metali szlachetnych, w II kwartale bieżącego roku sprzedała 823 kg złota. Oznacza to, że łącznie w pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku spółka sprzedała już 1,76 tony kruszcu, co stanowi 83% sprzedaży zrealizowanej w całym 2020 roku (2,1 t). Drugi kwartał 2021 roku był również rekordowy pod względem przychodów ze sprzedaży, które wyniosły 224,8 mln złotych, w porównaniu do 88 mln złotych zanotowanych w analogicznym okresie 2020 r. (wzrost o 153%), czyli więcej niż wynik za całe pierwsze półrocze 2020 roku. Zarządu Mennicy podkreśla, że spółka zdecydowanie zwiększyła udział w rynku co może wpłynąć pozytywnie na jej kondycję finansową w okresie średnioterminowym. Spółka przewiduje także, że w tym roku padnie w Polsce kolejny rekord sprzedaży złota, a wolumen osiągnie ponad 10 ton. 

Mennica Skarbowa po raz kolejny wygenerowała wysokie wyniki finansowe, umacniając tym samym swoją pozycję na rynku. Przychody spółki w drugim kwartale 2021 roku wyniosły 224,8 mln. zł, a w II kwartale 2020 roku 88,8 mln zł, co stanowi wzrost o 153%. W ujęciu narastającym przychody Mennicy wyniosły 426,5 mln zł, co rok do roku stanowi wzrost o 104%. Zysk na sprzedaży w drugim kwartale 2021 wyniósł 6,1 mln zł i był o 93% wyższy od zysku za drugiego kwartału 2020 roku, z kolei zysk na działalności operacyjnej wyniósł 6,1 mln zł, wobec 3,2 mln zł w drugim kwartale 2020 r.

Zysk netto w II kwartale 2021 wyniósł 4,68 mln złotych w porównaniu do 2,7 mln złotych wygenerowanych w porównywalnych okresie roku 2020, co oznacza wzrost o 73%. Narastająco w I półroczu 2021 zysk netto wyniósł  9,2 mln złotych w porównaniu do 8,27 mln złotych zanotowanych w analogicznym okresie roku 2020 (wzrost o 11%).

W drugim kwartale 2021 roku Mennica Skarbowa sprzedała 823 kg złota. Kolejny okres z rzędu najchętniej kupowanymi produktami są monety bulionowe – Australijski Kangur, Liść Klonowy i Krugerrand. Ich sprzedaż stanowiła 61% przychodów ze sprzedaży spółki. Dużym zainteresowaniem cieszą się również niezmiennie sztabki o wadze 1 grama oraz te, 1-uncjowe. Już ponad 22% stanowiła sprzedaż online.

„W mojej opinii w tym roku pobijemy ubiegłoroczny rekord w zakresie sprzedaży złota inwestycyjnego i przekroczymy poziom 10 ton. Już teraz, po dwóch kwartałach sprzedaliśmy 83% tego, co w całym roku ubiegłym, a nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie zainteresowanie Polaków złotem inwestycyjnym miałoby zmaleć. Popularność kruszcu jest i nadal będzie stymulowana medialnymi doniesieniami na temat potencjalnego kryzysu i hiperinflacji, a także analizy, zgodnie z którymi, jeśli rzeczywiście nadejdzie dekoniunktura, kurs złota może dobić nawet do 8 tysięcy dolarów w perspektywie kolejnej dekady” komentuje Jarosław Żołędowski, Prezes Mennicy Skarbowej. „Jesteśmy numerem jeden wśród obecnych na polskim rynku dealerów złota inwestycyjnego. Możemy pochwalić się stabilną kondycją finansową, czego potwierdzeniem może być, chociażby niedawne powiększenie przez BNP Paribas Bank naszej linii kredytowej. Zarabiamy zarówno na sprzedaży, jak i skupie złota, co daje nam przewagę nad innymi podmiotami, i pozwala, niezależnie od sytuacji rynkowej, systematycznie realizować obraną strategię rozwoju. Naszym priorytetem jest teraz dostosowywanie działań tak, by jak najlepiej obsługiwać wysoki popyt, by generować niezmiennie wysokie wyniki finansowe w dalszych okresach” dodaje Żołędowski.

Wzrost wolumenu sprzedaży miał wpływ na wzrost kosztów działalności operacyjnej spółki, które w I półroczu 2021 r. wyniosły 414,5 mln zł (wzrost o 108% w stosunku do I półrocza 2020 r.), z czego aż 98% stanowiła wartość sprzedanych towarów i materiałów. Bardzo wysoka sprzedaż spowodowała też wzrost kosztów usług obcych, związanych bezpośrednio ze sprzedażą oraz wzrost kosztów wynagrodzeń. Na wzrost kosztów działalności spółki miał również wpływ wzrost kosztów podatkowych, wynikających ze zmian ustawodawczych, wprowadzonych w 2021 roku.

W minionych miesiącach Mennica Skarbowa koncentrowała się na realizacji strategicznych planów rozwoju. Spółka skupiała się na rozszerzaniu stacjonarnej sieci sprzedaży – kanału, który stanowi niezmienne źródło przychodów spółki – czego efektem było niedawne uruchomienie kolejnego, 15. punktu sprzedaży, na terenie Polski. Intensywnie rozwijana była również sprzedaż online, której znaczenie w ostatnim czasie systematycznie wzrasta. W drugim kwartale 2021 roku Spółka konsekwentnie realizowała również plany związane ze zwiększaniem przychodów ze sprzedaży biżuterii, prowadząc między innymi szereg dedykowanych kampanii w kanale online – między innymi z okazji Dnia Matki, Dnia Dziecka czy Dnia Ojca. Spółka gromadziła także odpowiednie zapasy sztabek i monet, tak by móc płynnie obsługiwać bieżący popyt, a także kładła nacisk rozpowszechnianie wiedzy na temat inwestowania w złoto. Dodatkowo, w ramach działań mających w dłuższym horyzoncie czasowym poprawić biznesową efektywność, spółka kontynuowała wdrożenie systemu informatycznego klasy ERP.

Grupa TenderHut kończy pierwszą połowę 2021 roku z niemal 30 proc. wzrostem przychodów r/r

TenderHut – technologiczna grupa kapitałowa, prowadząca działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcingu, wdrażania systemów laboratoryjnych oraz venture building – w pierwszej połowie 2021 roku wypracowała 28,3 mln zł przychodów ze sprzedaży (+29 proc. r/r), przy 3,9 mln zł EBITDA (+10 proc. r/r) i zysku z działalności operacyjnej na poziomie 3,1 mln zł (+4 proc. r/r). Na osiągnięte wyniki wpłynęły głównie nowe i kontynuowane kontrakty oraz strategia inkubowania i akcelerowania własnych idei w obszarze IT.

W pierwszym półroczu 2021 roku przychody Grupy TenderHut osiągnęły poziom 28,3 mln zł (+29 proc. r/r). Dobre wyniki sprzedażowe Grupa osiągnęła dzięki nowym, jak i kontynuowanym kontraktom. EBITDA za I półrocze 2021 roku wyniosła 3,9 mln zł, co oznacza wzrost o 10 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

– Początek drugiego kwartału 2021 roku to dla nas moment debiutu na NewConnect. A następujące po nim trzy miesiące to konsekwentna realizacja naszych planów i celów rozwojowych. Zgodnie z zapowiedziami przystąpiliśmy do rozmów na temat połączenia z dwiema spółkami. Rozmowy z chorzowskim software housem Evertop zakończyły się już udaną akwizycją, a negocjacje z warszawską spółką konsultingową nadal trwają, ale zmierzają już ku końcowi. Zainwestowaliśmy również w platformę crowdfundingową StockAmbit, która będzie ważnym elementem naszej strategii w zakresie venture buildingu. Jesteśmy zadowoleni z dynamiki sprzedaży. Widać, że praca wykonana przez nas zimą  przynosi teraz efekty – mówi Robert Strzelecki, Prezes Grupy TenderHut.

Równocześnie koszty działalności operacyjnej wzrosły o 33 proc., głównie na skutek wzrostu kosztów usług obcych związanych z zatrudnieniem konsultantów informatycznych. Inwestycje w zespół jeszcze nie w pełni przełożyły się na wzrost przychodów ze sprzedaży usług informatycznych osiągniętych w omawianym okresie, co skutkowało niższą dynamiką zysków. W rezultacie zysk z działalności operacyjnej w okresie pierwszych 6 miesięcy 2021 r. wzrósł o 4 proc. r/r, osiągając poziom 3,1 mln zł.

Organiczne tempo rozwoju Grupy od początku roku oceniamy jako zadowalające. Mamy nadzieję, że planowane na drugą połowę roku akwizycje wzmocnią tempo wzrostu naszej grupy. Będziemy aktywni w każdej z naszych linii biznesowych – zarówno w outsourcingu, jak i we wdrożeniach systemów laboratoryjnych. Zauważyliśmy pewne ożywienie w segmencie LabSystems, gdzie pojawiają nam się w pipeline nowe wdrożenia, co powoli zaczyna być widoczne w dynamice przychodów. Nie jest to jeszcze poziom sprzed pandemii, ale widać, że trend się odwrócił i przedsiębiorstwa (m.in. petrochemia, chemia, farmacja, przemysł wydobywczy) wracają do „normalnych poziomów” inwestycji w R&D i modernizują laboratoria – mówi Robert Strzelecki, założyciel i prezes TenderHut, dodając – Obecnie, w związku z wprowadzeniem nowych przepisów regulujących działanie laboratoriów medycznych, a szczególnie patomorfologicznych, rozpoczęły się inwestycje związane z ich modernizacją hardware’ową i software’owa. To w dużej mierze przyczyni się do podniesienia standardów świadczonych usług, które będą uznawane na terenie całej Unii Europejskiej. Od kwietnia osiągnęliśmy też znaczne sukcesy w naszych spółkach z segmentu Venture Building. Cieszy nas wysoka sprzedaż w tym segmencie, to dowód, że strategia inkubowania i akcelerowania własnych idei w obszarze IT przynosi wymierne efekty.

Ostatnio spółka informowała o wyróżnieniu zdobytym przez Holo4Labs w konkursie Partner of the Year organizowanym przez koncern Microsoft. Firma była jednym z trzech finalistów, a zgłoszeń do konkursu było ponad 4 tys. Kolejnym świeżym sukcesem jest podpisana właśnie umowa z Netią na dystrybucję systemu Zonifero pod brandem Netia Smart Building. W ostatnim czasie Holo4Med zawarło też umowę o wartości 1,06 mln zł na wykonanie prac badawczo-rozwojowych dla MCR Clinic – podmiotu oferującego rozwiązania IT na rzecz sektora Clinical Research.

Późny efekt pandemii. Sklepy stacjonarne zmieniają się w magazyny

Sklep miejscem inspiracji i nawiązania kontaktów towarzyskich? Nie tylko tak może być, ale wręcz powinno, jeśli przedsiębiorcy chcą zatrzymać klientów w sklepach stacjonarnych. Ich powierzchnia też się zmniejszy, bo część zostanie przeznaczona na magazyny, żeby towar zamówiony online szybciej trafił do rąk konsumentów.

Według badań Edge by Ascential firmy, która dostarcza analizy największym markom na świecie, handel elektroniczny, który rozwijał się w ostatnich kilkunastu miesiącach napędzany m.in. pandemią, nadal będzie przeżywał swój złoty czas. Według analityków Edge by Ascential rozwój e-commerce może być tak ogromny, że sklepy na całym świecie zredukują swoją powierzchnię wystawową o jedną trzecią i przeznaczą ją na magazyny, by sprawniej realizować zamówienia online.

Przedmieścia wyludniają sklepy

– Pandemia zmieniła więcej, niż nam się wydaje i nie chodzi tylko o zwiększenie sprzedaży online, ale generalnie o zmianę w sposobie dokonywania zakupów — mówi Marcin Michalski, ekspert strategii digital marketingowych i reklamy online, a także publicysta oraz autor bloga Marketing Hacker i precyzuje: – Zdecydowana większość centrów handlowych i sklepów stacjonarnych jest usytuowana wokół gęsto zaludnionych skupisk ludzkich. Jednak centra miast powoli zaczynają się wyludniać. Nie mówię wyłącznie o Polsce, ale o całym świecie. Szczególnie w dobie pracy zdalnej ludzie przestają stawiać zalety życia w sercach miast na pierwszym miejscu, a chętniej patrzą na przedmieścia i mniej zaludnione tereny. Tam pierwsze skrzypce gra e-commerce m.in. dlatego, że trudniej w tych miejscach o specjalistyczne sklepy, a i wyjazd na zakupy jest już całkiem sporym logistycznym wyzwaniem.

Przekłada się to wyraźnie na dane. Według raportu w 2021 roku 30% handlu detalicznego odbywało się w internecie, a szacunki wskazują, że do 2023 roku będzie to blisko 35%, by do 2025 roku wzrosnąć aż do 40%.

Według specjalistów z Edge by Ascential tempo zmian jest zawrotne i w kilka miesięcy osiągnięto progres, na który normalnie rynek handlu w sieci musiałby pracować przez dwa lata. Zmiana nie jest jednak tania i tak płynna jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.

Nowe szaty tych samych sklepów

– Największym wyzwaniem jest jednak logistyka tzw. ostatniej mili, czyli szybkość dostawy do konsumenta końcowego. W związku z przyspieszonym wyścigiem zbrojeń w handlu elektronicznym to najważniejszy czynnik, który może zachęcić klientów. Konsumenci oczekują darmowej albo bardzo taniej dostawy najlepiej tego samego dnia. To nie jest jednak bezkosztowe  i bezproblemowe dla przedsiębiorcy – zaznacza Marcin Michalski.

Nadal przecież realizacja zamówień online oraz dostawy na ostatnim etapie są droższe i mniej wydajne niż sprzedaż detaliczna w sklepach. Dlatego warto zastanowić się nad rozwiązaniem. Scentralizowane magazyny wciąż będą ważnym elementem w łańcuchu logistycznym dla każdej firmy, ale w sytuacji, gdy sieci handlowe dysponują ogromną ilością sklepów własnych, to one powinny dostarczać przesyłkę do konsumenta. Im sklep, który staje się magazynem, jest bliżej klienta, tym taniej i szybciej można dostarczyć produkt.

– To nie jedyna zmiana, która czeka sklepy stacjonarne. Sklep przyszłości powinien stać się miejscem doświadczeń związanych z marką i produktami. To tam konsumenci powinni czerpać inspirację, uczyć się, a nawet nawiązywać kontakty towarzyskie i eksperymentować z nowymi produktami. Przykłady mamy już dziś, a działalność takich sklepów jak eObuwie, Smyk czy Empik będzie wzorem dla innych – opisuje Michalski.

Wyzwaniem jest też transformacja cyfrowa tradycyjnych sieci handlowych. Na dłuższą metę niedopuszczalne są bowiem przypadki np. wydawania zamówionego telefonicznie towaru, które odbywa przy bocznym wejściu. Takie obrazki widzieliśmy jednak w samym środku pandemii. Jak podkreśla Marcin Michalski z Marketing Hacker, należy przeprojektować wszystkie procesy, zmienić oprogramowanie, zatrudnić właściwe osoby np. zajmujące się obsługą klienta zdalnego, nawet kosztem tysięcy sprzedawców stacjonarnych.

– To proces, który potrwa latami, ale im szybciej zostanie rozpoczęty, tym lepiej. Do przeprojektowania jest marketing, obsługa klienta, logistyka. Należy też zmienić tzw. budowanie doświadczeń klienta, które do tej pory było nastawione na obsługę offline, a powinno być udoskonalone tak, aby zadbać o jak najlepsze doświadczenie klienta z zakupów online – mówi Michalski.

Wyniki odwiedzalności centrów handlowych w lipcu 2021 roku

Wyniki odwiedzalności centrów handlowych według wskaźnika PRCH Daily Footfall Index w lipcu 2021 roku potwierdzają rosnące zainteresowanie zakupami stacjonarnymi od czasu ostatniego lockdownu, który zakończył się 4 maja. Systematycznie rośnie liczba odwiedzających.

  • Tygodniowa odwiedzalność oscyluje w granicach 82-87% w porównaniu do wyników z 2019 roku.
  • Porównując lipiec 2021 do lipca 2020 roku, można zauważyć tendencję wzrostową. W pierwszym tygodniu centra handlowe odwiedziło o 8% osób więcej niż rok temu w analogicznym okresie, a w pozostałe tygodnie miesiąca wyniki wahają się od 103 do 107%. Pokazuje to rosnące zainteresowanie klientów powrotem do stacjonarnych zakupów oraz rozrywki i gastronomii w centrach.
  • O 5% wzrosła odwiedzalność w stosunku do czerwca 2021 roku, co oznacza, że klienci stale wracają do stacjonarnych zakupów w centrach handlowych, pomimo trwającego sezonu urlopowego.
  • Najlepszy dzienny wynik, podobnie jak w czerwcu, dotyczy soboty. 10 lipca centra odwiedziło średnio prawie 17 tysięcy osób i był to o 12% lepszy wynik niż w analogicznym dniu sprzed pandemii, w 2019 roku.

Wskaźnik PRCH Daily Footfall Index, stworzony do monitorowania liczby odwiedzin klientów w centrach handlowych od początku pandemii, pokazuje aktualną liczbę odwiedzających w poszczególnych dniach miesiąca. Dane zbierane są z systemów kamer znajdujących się w centrach handlowych, liczących klientów z dokładnością do 98 proc, na stałej próbie centrów handlowych. Porównywanie wyników z analogicznymi okresami w poprzednich latach pozwala na określenie obecnych trendów i przeanalizowanie bieżącej sytuacji. Badanie odnosi się także do poprzednich miesięcy roku.

– Rosnąca z miesiąca na miesiąc odwiedzalność centrów handlowych oraz utrzymujące się trendy powrotu do zakupów stacjonarnych napawają optymizmem. Jednak wciąż patrzymy z niepokojem na zbyt wolno postępujący program szczepień i niebezpieczeństwo kolejnej fali pandemii. PRCH apeluje zarówno do społeczeństwa, jak i do władz o przyspieszenie procesu szczepień. Zwracamy uwagę na konieczność osiągnięcia zbiorowej odporności poprzez masowe szczepienia, ale równolegle prosimy o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, DDM – dystans, dezynfekcja, maseczka, gdyż klienci często zapominają o istniejącym wciąż zagrożeniu kolejnymi zachorowaniami i zamrożeniem gospodarki. – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Porównując wyniki odwiedzalności w lipcu tego roku do analogicznego okresu z 2020, w każdym tygodniu odnotowywany był wzrost liczby odwiedzających. W pierwszym tygodniu wakacji centra handlowe odwiedziło o 8% osób więcej niż rok temu w podobnym okresie, w pozostałe tygodnie wyniki wahają się od 103 do 107%.

Jeszcze nie została odbudowana odwiedzalność centrów handlowych osiągana w odpowiednim okresie sprzed pandemii. Widać tendencję do wyrównania wyników, powrót klientów do obiektów handlowych, ich zainteresowanie handlem tradycyjnym oraz strefą rozrywkowo -restauracyjną, obecnie w pełni dostępną dla odwiedzających. Tygodniowy footfall oscyluje w granicach 82-87% wyników z analogicznego okresu 2019 roku.

W porównaniu do czerwca 2021 odwiedzalność wzrosła o 5%. Najlepszy rezultat osiągnięty został w sobotę, podobnie jak w czerwcu. Był to 10 dzień lipca, gdy odwiedzalność wzrosła aż o 12% w porównaniu z analogicznym dniem w roku 2019, przed pandemią.

Wzrosty odwiedzalności centrów odnotowano we wszystkich regionach Polski. Należy zwrócić uwagę na zróżnicowane liczby klientów w zależności od części kraju. Odwiedzalność w lipcu 2021 w stosunku do 2020 roku w centralnym regionie wzrosła aż o 12%, we Wschodnim – o 8%, a w Południowo-Zachodnim o niemal 7%.

Odnotowano wyraźny wzrost odwiedzin w bardzo dużych centrach o powierzchni powyżej 60 000 mkw. GLA. W lipcu wynosił on 115% w stosunku do poprzedniego roku. Podobnie w obiektach bardzo małych (o powierzchni od 5-20 tys. m kw.) zanotowano wzrost odwiedzalności o 14%.

Linkhouse notuje duże wzrosty

W ubiegłym roku przychody platformy Linkhouse zwiększyły się o 102% (z 5,4 mln zł do 10,9 mln zł), a zysk w tym samym okresie z 0,3 mln zł do 1,8 mln zł. Ambitne prognozy kontynuacji wzrostów znajdują potwierdzenie w opublikowanych właśnie wynikach za I półrocze 2021, w którym firma zanotowała 8,9 mln zł przychodu i 1,74 mln zł zysku, co oznacza odpowiednio 93% i 98% wzrostu w porównaniu do I półrocza 2020.

Content marketing i link building, czyli branże, w których działa Linkhouse, są bezpośrednio powiązane z sytuacją rynku e-commerce, a ten w czasie pandemii jeszcze przyspieszył swój dynamiczny wzrost. Linkhouse jest drugą największą firmą na rynku artykułów sponsorowanych w Polsce i pośredniczy obecnie w 4500 publikacji miesięcznie, a wśród klientów ma aż 14 z 20 firm z branży e-commerce posiadających najlepszą widoczność w sieci.

– Bardziej od wzrostu przychodów cieszy nas oczywiście zwiększenie rentowności. Jednym z jego powodów jest fakt, że ponad 100% wzrost sprzedaży wypracowany od początku pandemii, obsługuje zespół tej samej wielkości co w marcu 2020 roku. Skupiamy się na automatyzacji procesów, zatrudnienie zwiększając, tylko gdy jest to niezbędne – mówi Michał Chlewiński, CEO i jeden z założycieli Linkhouse.

Prognozy finansowe na rok 2021 zakładają 18 mln złotych przychodu i 3,5 mln złotych zysku. Jeśli się sprawdzą, średni przychód w 11-osobowym zespole wyniesie ponad 1,5 mln złotych na pracownika. Jak zapewniają właściciele, nadal jest pole do zwiększenia efektywności przy zachowaniu komfortu pracy zespołu i… zakazu nadgodzin, który obowiązuje w firmie od kilku lat.

Linkhouse: Przychody i zyski w ostatnich czterech latach:

Rok Przychód
(w milionach zł)
Zysk
(w milionach zł)
2018 3 0,163
2019 5,4 0,29
2020 10,9 1,88
2021 (prognoza) 17,9 3,5

 

Ciekawostką jest, że Linkhouse od początku pandemii działa w 100% zdalnie.

– 12 marca ubiegłego roku, widząc pogarszającą się sytuację, zdecydowaliśmy się zorganizować dzień próbny pracy zdalnej i nigdy nie wróciliśmy już do biura. Stale monitorujemy sytuację i jeżeli zaczną docierać do nas sygnały od zespołu, że jest taka potrzeba, to oczywiście wrócimy do pracy stacjonarnej, ale na ten moment nic tego nie zapowiada – tłumaczy Damian Kozłowski, drugi z właścicieli firmy.

Skalowalny model biznesowy na szybko rosnącym i bardzo perspektywicznym rynku stawia w bardzo dobrej sytuacji spółkę, która dopiero planuje rozpoczęcie ekspansji zagranicznej.

– Polski rynek to mniej niż 1% globalnego, więc potencjał wzrostu przy zagranicznej ekspasji jest bardzo duży. Najbliższe kwartały będą dla nas okresem kończenia przygotowań do wejścia za granicę. Pod kątem technologicznym, zarówno my jak i nasz polski konkurent Whitepress posiadamy bardzo dużą przewagę nad rozwiązaniami obecnymi na innych rynkach, więc jestem przekonany, że już niedługo Polska będzie bardzo silnie reprezentowana w naszej branży – przekonuje Chlewiński.

Wspomniany Whitepress to lider polskiego rynku content marketingu i link buildingu, który w zeszłym roku został kupiony przez RTB House. Choć kwota transakcji nie została ujawniona, to w branży mówi się o wycenie przekraczającej 60 mln zł.

Kwota nie może dziwić w świetle raportu TechNavio, wiodącej firmy zajmującej się badaniem rynku i trendów, które mogą kształtować globalnymi procesami. Według ich analizy branża content marketingowa – w ciągu najbliższych pięciu lat – ma urosnąć aż o ok. 420 miliardów dolarów, a to oznacza coroczny wzrost o 16%

Bankructw konsumenckich przybędzie

8268 upadłości konsumenckich orzekły sądy w I połowie 2021 r. – pokazują dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. 5378 z tych osób w dniu bankructwa było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Najwięcej z nich, bo 1467, to rodacy w wieku 36-45 lat, najmocniej obciążeni kredytami, pożyczkami i zakupami ratalnymi. Najliczniejsze grono upadłych dłużników mieszka na Śląsku – 1120 osób. Ogłoszenie bankructwa to szansa na nowe życie, jednak nie uwalnia od spłaty zaległości.

Osoby, wobec których sądy ogłosiły upadłość w pierwszych sześciu miesiącach tego roku, mają łącznie 280 mln zł zaległych zobowiązań finansowych. To kwota, którą – według danych KRD – powinny oddać swoim wierzycielom. Zanim doszło do bankructwa, część dłużników już widniała w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Dwanaście miesięcy przed decyzją sądu było w niej wpisanych 4577 osób, sześć miesięcy – 5018, trzy miesiące – 5206, a w dniu ogłoszenia bankructwa 5378. Widać więc, że problem narastał.

Upadłości i zaległości przybierają na sile

Kiedy w 2015 r. weszły w życie przepisy zmieniające ustawę Prawo upadłościowe i naprawcze dotyczące upadłości konsumenckiej, liczba takich bankructw wynosiła nieco ponad 2000 rocznie. Od tego czasu systematycznie rośnie.

– Wielu dłużników wierzy, że ogłoszenie upadłości konsumenckiej uwolni ich od spłaty zobowiązań. To prawda, trzeba jednak pamiętać, że jest to drastyczne rozwiązanie, które pozbawia dłużnika majątku, w tym także domu lub mieszkania. Upadłość ma na celu przede wszystkim spłatę zaległości wobec wierzycieli. Bankructwo można ogłosić w sytuacji, kiedy wartość długu przekracza wartość majątku i dłużnik nie jest w stanie go spłacić. Zawsze jednak o tym decyduje sąd – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Męska sprawa

Wśród dłużników, którzy zbankrutowali w I połowie tego roku, widać niewielką przewagę mężczyzn – było ich 2850. Kobiet – 2528. Ale patrząc przez pryzmat kwoty, jaka ich obciąża, dysproporcja jest znacznie większa. Zaległości panów wynoszą 177 mln zł, a pań 103 mln zł.

Zapaść finansowa najmocniej dotyka Polaków w wieku 36-45 lat, którzy w momencie ogłoszenia upadłości mieli prawie 86 mln zł zaległości. Tuż za nimi są osoby pomiędzy 46. a 55. rokiem życia – ich konto obciąża 69 mln zł długu, a następna grupa 56-65 lat, której wierzyciele stracili 58 mln zł.

Większość zadłużonych bankrutów, bo 4417, mieszka w mieście. Osoby te nie spłaciły 228 mln zł. Z kolei mieszkańcy wsi, których w KRD figuruje 847, mają 44 mln zł zaległości. Najliczniejsze grono upadłych dłużników to osoby z miast powyżej 300 tys. mieszkańców – 1165, które nie zapłaciły prawie 66 mln zł.

Do wierzycieli powinno trafić łącznie 280 mln zł, z czego najwięcej, bo 125 mln zł, przypada na firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. Następne w kolejce po pieniądze są banki, mające do odzyskania ponad 114 mln zł, oraz firmy pożyczkowe i SKOK-i z sumą blisko 25,5 mln zł, jak również operatorzy komórkowi oraz dostawcy Internetu i telewizji – ponad 2 mln zł. Znaczną kwotę 3,2 mln zł stanowią niezapłacone alimenty.

Upadłość – trudna decyzja

Do ubiegłego roku nie każdy mógł zdecydować się na upadłość konsumencką. Wykluczone były osoby, których niewypłacalność była skutkiem celowych działań lub rażącego niedbalstwa. Jednak w marcu 2020 r. przepisy się zmieniły, gdyż wprowadzono tzw. konsumenckie uproszczone postępowanie upadłościowe.

Obecnie bankructwo może ogłosić konsument, który przyczynił się do powstania swoich długów, a także osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą. Poluzowanie kryteriów widać w sądowych statystykach – w minionym roku upadłość ogłosiło 13 tys. osób, prawie dwa razy więcej niż w poprzednim. Jeśli ta dynamika się utrzyma, eksperci prognozują 20 tys. bankructw w 2021 r.

Według znowelizowanego prawa sąd zbada przyczynę niewypłacalności dopiero po ogłoszeniu upadłości. Podejmie wtedy decyzję o ewentualnej odmowie oddłużenia. Jednak może do tego dojść tylko wtedy, gdy dłużnik działał celowo, aby roztrwonić majątek, czyli ze złej woli i celowego pokrzywdzenia wierzycieli, np. biorąc kredyt na luksusowy samochód, którego z góry wiadomo, że nie będzie w stanie spłacić.

Dotąd na rozliczenie się z wierzycielami dłużnik miał 3 lata, teraz 7 lat. Nie zmieniła się jednak zasada, że pewne zobowiązania nie mogą być umorzone w ogóle. Należą do nich alimenty czy naprawienie szkody wynikającej z przestępstwa lub wykroczenia.

– Ogłoszenie bankructwa powinno być jednak ostatecznością. Dlatego kiedy zaczynamy mieć problemy z utrzymaniem płynności finansowej, trzeba reagować. Jeśli jesteśmy już na granicy wypłacalności, nie pożyczajmy dalszych kwot, bo to pogłębi problem. Najlepiej zawczasu porozumieć się z wierzycielem lub firmą windykacyjną, która jest w stanie ułożyć plan spłat, tak aby dłużnik wyszedł na prostą. Negocjatorzy mają duże doświadczenie i potrafią pomóc odzyskać równowagę finansową, ale nie można z tym czekać na ostatnią chwilę. Potrzebna jest wola i dyscyplina dłużnika – podkreśla Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Najwięcej zaległości pozostawili po sobie konsumenci na Śląsku – 48,2 mln zł. W województwie mazowieckim jest to kwota 45,3 mln zł, a w Wielkopolsce 28,4 mln zł. Na przeciwnym biegunie, czyli z najniższą kwotą zobowiązań, są dłużnicy-bankruci z Lubelszczyzny, których wierzyciele stracili 5 mln zł. Dalej mieszkańcy województwa lubuskiego, którzy mają 5,2 mln zł zaległości i z Podlasia z sumą zobowiązań 5,3 mln zł.

Ryczałt za udostępnienie logo – stanowisko NSA i jego skutki

Kwestia opodatkowania praw majątkowych jest bardzo problematyczna i powoduje powstawanie wielu sporów z fiskusem. Negatywna linia orzecznicza w zakresie kwalifikacji przychodów z udostępnienia prawa do używania znaku towarowego, wyrażona m.in. w wyrokach NSA z 22 marca 2019 r., sygn. akt II FSK 955/17, z 28 lipca 2016 r., sygn. akt II FSK 1908/14, doprowadziła do braku realnej możliwości skorzystania z 8,5% stawki ryczałtu w przypadku przychodów z tytułu dzierżawy prawa do używania znaku towarowego. Wyrok NSA z 8 listopada 2019 r., sygn. II FSK 3715/17, zmienił jednak to podejście i – jak się okazuje – jest podstawą także dla fiskusa do zmiany podejścia w wydawanych interpretacjach podatkowych – przykład interpretacja nr 115-KDIT1.4011.23.2021.2.MR.

Czego dotyczyła sprawa zawisła przed NSA?

Sprawa dotyczyła podatnika podatku dochodowego od osób fizycznych, który nie prowadził działalności. W ramach postępowania interpretacyjnego zadał organom podatkowym pytanie, czy może opodatkować ryczałtem w wysokości 8,5% przychody z tytułu dzierżawy autorskich praw majątkowych do logotypów, czyli form graficznych odróżniających usługi i produkty od siebie, będących interpretacją ich nazw, imprez, firm czy agencji. Wnioskodawca w związku z prawami do logotypów czy ponoszeniem kosztów z tytułu posiadania tego prawa (jak np. koszty rejestracji znaku towarowego w urzędzie patentowym) nie planował żadnej innej działalności promocyjno-reklamowej.

Organy interpretacyjne uznały stanowisko podatnika za nieprawidłowe i odmówiły mu prawa do zastosowania zryczałtowanej stawki w wysokości 8,5%, wskazując, że tego rodzaju przychody powinny być klasyfikowane do przychodów z praw majątkowych. Bez znaczenia był dla organu podatkowego fakt udostępniania tych praw z majątku osobistego, a nie w ramach działalności oraz brak intencji podatnika do wykorzystania tych praw w ramach działalności gospodarczej.

W sprawie wypowiedział się także WSA w Warszawie, który w wyroku z dnia 9 czerwca 2017 r., sygn. III SA/Wa 1628/16, powtórzył tezy NSA wynikające z ukształtowanej już linii orzeczniczej, że tego rodzaju przychody powinny być traktowane jako przychody z praw majątkowych, niezależnie od tego, czy umowę zawrze podmiot prowadzący działalność gospodarczą, w ramach tej działalności oraz niezależnie od rodzaju umowy, na podstawie której nastąpi udostępnienie praw (tezy wynikające z wyroku NSA z dnia 28 lipca 2016 r., sygn. akt II FSK 1908/14). Według sądu pierwszej instancji w przedmiotowej sprawie prawa do logotypów są prawami majątkowymi, na co wskazuje m.in. zamiar podatnika rejestracji tych praw w urzędzie patentowym. WSA wskazał, że pojęcie „praw majątkowych” jest określone bardzo szeroko z uwagi na zastosowany w przepisach zwrot „w szczególności”. Wskazuje to więc na otwarty katalog możliwości oraz niezbędną kwestię analizy danych praw. WSA wskazał ponadto, że przychód nie może być kwalifikowany jako przychód z dzierżawy i najmu, ponieważ w takiej sytuacji mielibyśmy do czynienia z podwójną kategorią przychodów, czyli oddzielnie przychód z najmu i dzierżawy, a oddzielnie z prawa majątkowego.

Stanowisko NSA i jego skutki

NSA w wyroku z 8 listopada 2019 r., sygn. akt II FSK 3715/17, wskazał, że nie może podzielić poglądu, zgodnie z którym przychodem z praw majątkowych będzie przychód z każdej umowy. NSA wskazał, że umowa w zakresie praw majątkowych ma szczególny charakter, odrębne postanowienia. Zatem w przypadku źródła przychodów, jakim są prawa majątkowe, należy do niego zaliczyć wszystkie przychody z praw majątkowych, jeżeli nie są osiągane z umów dzierżawy czy najmu, czyli np. umowa licencyjna.

Skutkiem orzeczenia NSA jest zmiana podejścia fiskusa do tematyki sposobu opodatkowania prawa do korzystania ze znaków towarowych. Przykładem tego jest ostatnia interpretacja Dyrektora KIS z 8 kwietnia 2021 r. nr 115-KDIT1.4011.23.2021.2.MR, gdzie potwierdzone zostało stanowisko podatnika, że przychód z tytułu dzierżawy zarejestrowanego znaku towarowego może być opodatkowany ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych w wysokości 8,5% przychodu.

Dodatkowo zwrócić należy uwagę, że w związku ze zmianą przepisów w zakresie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych i w efekcie zrównania sytuacji osób fizycznych prowadzących i nieprowadzących działalności gospodarczej, z prawa do zastosowania 8,5% stawki podatku będą od 1 stycznia 2021 r. mogli skorzystać także podatnicy prowadzący działalność gospodarczą, jeżeli wydzierżawienie znaków towarowych nastąpiło w ramach tej działalności.

Zaprezentowane powyżej podejście jest z pewnością bardzo korzystne w sytuacji, gdy podatnik w związku z dzierżawą praw majątkowych nie może wykazać kosztów uzyskania przychodów lub są one małej wysokości. W takich przypadkach może skorzystać ze znacznie korzystniejszej stawki 8,5%, zamiast 18% i 32%, które forsowane były wcześniej przez fiskusa oraz sądy administracyjne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Inflacja w USA traci impet. PLN słaby przez ryzyko polityczne

Po raz pierwszy od czterech miesięcy dane na temat cen konsumpcyjnych w USA nie zaskoczyły na plus. Wszyscy Ci, którzy grali pod mocnego dolara mogli czuć się rozczarowani. Obóz dolarowych byków po ostatnim raporcie NFP był bardzo silny. Teraz być może wkradło się zwątpienie o dalszą aprecjację USD. W Polsce ponownie ryzyko polityczne ciąży na złotym.

Dane z ubiegłego tygodnia z amerykańskiego rynku pracy spowodowały, że dolar umocnił się znacznie do innych walut z grona G10. Wczoraj obserwowaliśmy osłabienie „zielonego”, co nie oznacza, że presja inflacyjna w USA zniknęła. Można powiedzieć, że dynamika spowolniła i być może poziom 5,4 jest punktem szczytowym na ten moment. W istocie wczorajsze dane CPI nie zmieniają faktu, że czas ostrożnego wychodzenia z programu skupu aktywów przez Fed zbliża się nieubłaganie. Świadczyć o tym mogą również wczorajsze komentarze kilku bankierów z Rezerwy Federalnej.

Po tym jak rosnący popyt i wąskie gardła produkcyjne w niektórych sektorach gospodarki doprowadziły do znacznego wzrostu cen w USA, impuls inflacyjny wydaje się tracić obecnie impet. W lipcu ceny rosły wolniej niż w każdym z poprzednich czterech miesięcy. Dotyczy to również wskaźnika bazowego wyłączającego zmienne ceny żywności i energii. Wczorajsze dane w pewnym stopniu potwierdzają teorię Fed-u o zjawisku przejściowym. Aby ta teza została ugruntowana, w kolejnych miesiącach powinniśmy ponownie zobaczyć spowolnienie a najwyżej poziomy zbliżone do obecnych. Duże zaskoczenia „in plus” będą osłabiać teorię Rezerwy Federalnej. Z pewnością powinniśmy spoglądać dziś na dane cen producentów. Jeśli tam dynamika wyhamuje, otrzymamy dodatkowe potwierdzenie wytracania impetu.

Wczorajsza reakcja EUR/USD była bardzo wymowna. Widać, że średnioterminowa aprecjacja USD traci na sile. Do tego dochodzą aspekty analizy technicznej, o których pisałem wczoraj (m.in. silny, horyzontalne wsparcie plus okrągły poziom 1,17).
Wczorajsze wzrosty EUR/USD umocniły złotego. EUR/PLN spadł z 4,59 do 4,5718 ale aprecjacja naszej waluty wydaj się być chwilowa. Dziś ponownie kurs zmierza w okolice wczorajszych szczytów. Słabość PLN wynika z zawirowań dotyczących ustawy zagrażającej wolnym mediom. Została ona wczoraj wręcz przepchnięta w bardzo kontrowersyjny sposób. Europa i cały świat to widzi. Polska może stracić wizerunek wiarygodnego partnera handlowego. Ponownie ryzyko polityczne bierze górę. Ustawa o radiofonii i telewizji niepokoi międzynarodowych inwestorów. Podwyższona premia za ryzyko jest teraz uzasadniona.

Łukasz Zembik
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowy skład SoDA

Do grona członków Prezydium Rady Dyrektorów Związku Pracodawców Usług IT – Software Development Association Poland (SoDA) dołączył Paweł Pustelnik. Dyrektor Zarządzający Future Processing, w ramach pełnionej funkcji, przez najbliższe dwa lata chce koncentrować się na zagadnieniach związanych z wykorzystaniem szansy jaką dla krajowych firm IT mogą stać się programy związane z cyfryzacją UE oraz wzmocnieniu wizerunku polskiego sektora technologicznego za granicą.

Obok Pawła Pustelnika skład Prezydium Rady Dyrektorów SoDA na lata 2021-2023 tworzą: Bartosz Majewski, Codibly – Create Impact Innovate, Przemysław Mikus, Liki, Konrad Weiske, Spyrosoft oraz Jan Zborowski, SoftwareMill, których kadencje zostały przedłużone. SoDa zrzesza obecnie już 133 przedsiębiorstwa, których łączny obrót to 1,5 mld złotych, zatrudniających ok. 21 tys. pracowników.

W opublikowanej w czerwcu trzeciej edycji raportu przygotowywanego przez SoDA „Wpływ Covid-19 na branżę Software Houses w Polsce” aż 70 proc. firm uczestniczących w badaniu zadeklarowało bardzo dobre nastawienie do przyszłości. Około 30 proc. ankietowanych przedsiębiorstw wskazała, że skutki pandemii COVID-19 miały pozytywny wpływ na rozwój ich biznesu. Wskaźnik ten wzrósł z poziomu 6 proc., w porównaniu do kwietnia 2020 roku. Wzrostowi zapotrzebowania na usługi programistyczne towarzyszy wzrost popytu na specjalistów w tej dziedzinie. Jak wynika z raportu 60 proc. badanych firm od początku pandemii zwiększyła ogólne zatrudnienie, a prawie 80 proc. planuje w tym roku dalsze powiększenie swoich zespołów.

– Na bieżąco śledzimy zmiany prawne, które wpływają na funkcjonowanie naszych firm, starając się angażować w prace nad nimi na etapie na tyle wczesnym, aby ostateczne rozwiązania ustawowe uwzględniały nasze postulaty. Możemy pochwalić się, że między innymi dzięki staraniom SoDA, rozszerzono o kolejne kraje, pierwotnie dedykowany programistom z Białorusi, program Polish Business Harbor. W ten sposób zwiększamy potencjał rynku pracy w naszej branży oraz konkurencyjność całego sektora w perspektywie globalnej rywalizacji. Dalsze aktywne działania na tym polu traktujemy jako jeden z naszych priorytetów. Duży potencjał dostrzegamy w działaniach związanych z cyfryzacją Unii Europejskiej. Angażujemy się w krajowy etap opracowywania założeń programów, które mają stać się fundamentem po pandemicznej odbudowy europejskiej gospodarki, tak by firmy IT w UE mogły w jak największym stopniu uczestniczyć w unowocześnianiu gospodarek – mówi Paweł Pustelnik. – SoDA zrzesza podmioty różnych wielkości. Future Processing jest jednym z większych członków. Część wyzwań jest wspólna dla firm programistycznych, bez względu na ich wielkość. Wspólnie poszukujemy optymalnych rozwiązań dla branży, które, oczywiście z zachowaniem skali, będą spełniać oczekiwania firm członkowskich – dodaje.

Od jesieni 2020 roku SoDA współpracuje z Microsoft, w zakresie szkolenia swoich pracowników w obszarze kompetencji związanych z usługami chmurowymi, co jest związane z partnerstwem amerykańskiego koncernu z polską Chmurą Krajową. Obejmuje ono kompleksowy plan inwestycyjny o wartości 1 miliarda dolarów, którego celem jest przyspieszenie innowacji i cyfrowej transformacji na rzecz rozwoju Polskiej Doliny Cyfrowej.

23 i 24 września w Łodzi odbędzie się organizowana po raz trzeci SoDA Conference, jedna z głównych konferencji dedykowanych firmom IT w Polsce. Hasło tegorocznego spotkanie to „The future is now. Trendy, które określają polskie Software House’y”.

LEX TVN zniechęca zagranicznych inwestorów do Polski. Hanna Mojsiuk: jakie sektory będą uwłaszczone następne?

Zamach na wolne media to zjawisko , które w demokracji nie powinno mieć miejsca. „Czy ktoś pomyślał, co o nas pomyślą zagraniczni inwestorzy i jak to się przełoży na nasza gospodarkę ?”

Północna Izba Gospodarcza z zaniepokojeniem przyjęła decyzję Rządu RP o przyjęciu nowelizacji ustawy o radiofonii nazywanej nie przez przypadek „Lex-TVN” czy celniej „Anty-TVN”. Byliśmy świadkiem parlamentarnego spektaklu, który najpierw zakładał przeniesienie obrad na wrzesień. Potem jednak dokonano reasumpcji głosowania i ostatecznie LEX TVN został przegłosowany. Ta skandaliczna sytuacja ma wiele wymiarów: – Jestem głęboko poruszona całą sytuacją, bo jest to jawne podniesienie ręki na wolność mediów. Silne, niezależne i obiektywne media to podstawa demokracji, ale i silny wskaźnik potrzebny gospodarce do rozwoju. Media to także biznes, na który nie można podnosić ręki z powodu politycznego kaprysu. To, co wydarzyło się w sejmie jest  zamachem na wolność mediów i wolność prowadzenia w Polsce działalności gospodarczej – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Apelujemy do polityków: opamiętajcie się. I pytamy zaniepokojeni: kto będzie następny? Firmy z sektora energetycznego? Kolejne media? Firmy handlowe? – dodaje Hanna Mojsiuk.

Sytuacja związana z LEX TVN jest skandaliczna z kilku perspektyw widzenia. Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk przedsiębiorcy nie mogą stać z boku i ignorować tego, co się wydarzyło. – Nie daję wiary zapewnieniom, że ustawa ma zabezpieczyć interesy Polski przed wpływem potencjalnych, niebezpiecznych inwestorów z zagranicy. To działanie , które ma zakryć, że politycy chcą unicestwić media będące krytyczne do działań obozu władzy. Nie chcę oceniać oferty programowej TVN. Nie możemy jednak przechodzić do porządku dziennego nad tym, że tworzy się prawo, które ma wyeliminować z rynku lub uczynić zależną od siebie firmę działającą na rynku komercyjnym. To absolutnie niedopuszczalne  – mówi Hanna Mojsiuk. – Następne mogą być przecież inne firmy, które mogą zagrażać państwowym spółkom. Może Rząd będzie chciał wykupować konkurencyjne dla nich firmy. Kto będzie następny? Może spółki paliwowe? Może firmy energetyczne? A może za chwilę trzeba będzie wywłaszczać dyskonty, które będą konkurencją dla Polskiego Holdingu Spożywczego? Nie chcę kreślić takich scenariuszy, ale od środowego wieczoru żaden przedsiębiorca nie może być już spokojny – mówi Hanna Mojsiuk.

Jak wyjaśnia Prezes Hanna Mojsiuk przyjęcie tej ustawy naraża Polskę na utratę wiarygodności inwestycyjnej na rynkach międzynarodowych: – Spełnienie doczesnych, politycznych interesów będzie mieć wymiar bardzo realny gospodarczo: nie jesteśmy już wiarygodnym partnerem dla inwestorów zagranicznych, bo dla naszej władzy prawo własności i prawo do prowadzenia działalności gospodarczej nie jest świętością. Dla Amerykanów jest. Wyobrażam sobie, że inwestycje zagraniczne będą teraz poważnie zagrożone. Obawiam się również, że inne kraje będą się dwa razy zastanawiać zanim podejmą decyzje o inwestowaniu w Polsce. Martwi mnie to i przyznam szczerze, że liczę jeszcze na jakieś opamiętanie w tej sprawie – dodaje Hanna Mojsiuk.

Zgodnie z Art.  14. Konstytucji RP  Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. W świetle  wczorajszych wydarzeń mamy poważne wątpliwości, czy ta zasada jest dalej obowiązująca. Dobrą puentą do obecnych wydarzeń są słowa naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II: „Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać. Przychodzi jako dar, utrzymuje się poprzez zmaganie”.

Oficjalne stanowisko Północnej Izbie Gospodarczej w sprawie LEX TVN zostanie przesłane w formie apelu do Rządu Premiera RP Mateusza Morawieckiego.

Która platforma jest najlepsza do sprzedaży za granicę – Amazon, eBay, a może coś innego?

Wielu polskich przedsiębiorców decyduje się na rozszerzenie swojej działalności poza granice Polski. Nic dziwnego, ponieważ dzięki temu można liczyć na niemały zysk. Statystyki wskazują, że e-konsument w Zachodniej Europie wydaje na zakupy internetowe trzy razy więcej niż Polak. No ale jak zacząć? Która platforma ułatwi sprzedaż za granicę? Amazon, eBay, a może coś innego? Na te pytania odpowiadamy w naszym artykule.

Różne formy sprzedaży za granicę

Sprzedaż za granicę zyskuje ogromną popularność. Polskie produkty cieszą się bowiem dużym powodzeniem. Klienci z innych państw europejskich cenią je za wysoką jakość oraz przystępną cenę. Handel zagraniczny nie sprawia przy tym większych trudności. Przepisy są dzisiaj dość jasne i klarowne. Przesyłki kurierskie osiągają natomiast rekordowo niskie ceny. Sprzedaż za granicę może natomiast przybrać dwie formy. Po pierwsze za pośrednictwem własnego sklepu internetowego. Po drugie za pośrednictwem jednej z popularnych platform handlowych lub ogłoszeniowych, takich jak Amazon albo eBay. Prowadzenie swojej witryny bywa skomplikowane. Najczęściej wiąże się z zatrudnieniem firmy, zajmującej się stałą obsługą techniczną takich sklepów. Właśnie z tego względu wielu przedsiębiorców woli znane platformy. No ale którą wybrać?

Sprzedaż za pośrednictwem platformy handlowej

Oczywiście korzystanie z popularnej platformy handlowej wiąże się z różnorodnymi prowizjami i opłatami. Taka sprzedaż za granicę (https://www.ecpodatkowe.pl/2020/12/14/jak-zaczac-sprzedawac-za-granice/) jest jednak znacznie prostsza, dzięki czemu przyciąga sprzedawców, a także klientów. Praktycznie nie trzeba się martwić o zaplecze marketingowe, ponieważ można korzystać w tym zakresie z rozwiązań oferowanych przez daną platformę. Strona techniczna obsługi sklepu jest także intuicyjna i stosunkowo prosta. Poza tym platformy udostępniają swoje systemy szybkich płatności, więc w zasadzie nie ma konieczności wdrażania własnych rozwiązań. Niemal jak na tacy podany jest sprzedawcom wygodny mechanizm przeprowadzania transakcji internetowej. Wystarczy tylko wprowadzić do systemu swoje produkty i odpowiednio je opisać.

Amazon czy eBay?

Warto jednak podkreślić, że popularne platformy handlowe różnią się od siebie. Nie tylko rozmaitymi funkcjonalnościami, ale również zasadami współpracy. Na przykład eBay to tak zwana platforma marketplace. Pełni po prostu funkcję portalu ogłoszeniowego pośredniczącego w łączeniu sprzedawców z nabywcami. W pewnym sensie działa zatem podobnie do polskiego Allegro. Najczęściej tę platformę wybierają początkujący przedsiębiorcy, stawiający swoje pierwsze kroki w sprzedaży internetowej. Amazon z kolei to sklep, który oferuje znacznie więcej możliwości. Między innymi udostępnia swoje magazyny do przechowywania produktów, obsługuje też procesy wysyłki oraz ewentualnych zwrotów. Który portal jest lepszy? Tak naprawdę wszystko zależy od aktualnych potrzeb sprzedawcy.

E-commerce napędza globalny popyt na nieruchomości logistyczne

Wysoki poziom popytu na rynku magazynowym utrzyma się również w najbliższych latach. Ograniczona podaż gruntów i kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem to dziś główne globalne wyzwania stojące przed sektorem.

Popyt na powierzchnie logistyczne w ciągu trzech kolejnych lat będzie notował kolejne wzrosty, nawet w porównaniu z obserwowanym ostatnio rekordowym poziomem zainteresowania na całym świecie. Aby jednak utrzymać tempo wzrostu, branża musi sprostać globalnym wyzwaniom, takim jak ograniczone zasoby gruntów oraz restrykcyjne strategie zrównoważonego rozwoju – wynika z najnowszego raportu JLL The Future of Global Logistics Real Estate.

The Future of Global Logistics Real Estate to pierwsza edycja badania nastrojów na globalnym rynku nieruchomości logistycznych, przeprowadzonego w kwietniu tego roku wśród 720 ekspertów z 43 krajów. Raport zawiera opinie na temat perspektyw rynku, m.in. kwestii, które mogą wpływać na przyszły popyt.

Cyfrowa (r)ewolucja handlu

Jednym z głównych impulsów rozwoju rynku logistycznego jest oczywiście handel online. 71% respondentów regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) przewiduje znaczny wzrost popytu generowanego przez handel internetowy. Patrząc na odpowiedzi z poszczególnych krajów, wśród respondentów z Polski takiego zdania jest aż 82%, wylicza Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Polsce, JLL.

Pandemia znacząco przyspieszyła cyfrową transformację handlu. Wiele firm dostosowało swoje kluczowe procesy biznesowe, koncentrując się na szybkości działania, zaopatrzeniu i nowych technologiach. To przełożyło się na poprawę doświadczeń zakupowych klientów (customer experience), rozwój sprzedaży wielokanałowej czy usprawnienie procesu dystrybucji.

Dynamiczny rozwój e-commerce przekłada się na bardzo duży popyt na magazyny i falę transakcji najmu na całym świecie. Globalne analizy JLL wskazują również, że pomimo unormowania się sytuacji na rynku, w miarę ustępowania następstw pandemii, trend ten utrzyma się przynajmniej przez najbliższe trzy lata, komentuje Tomasz Mika.

Według JLL, sektor e-commerce wygenerował najwyższy wzrost popytu r-d-r wśród najemców na całym świecie. Na e-commerce przypadło 16% popytu w Stanach Zjednoczonych, 22% w Europie i aż jedna trzecia w Chinach. Zdaniem ankietowanych to e-commerce będzie napędzał popyt , ale należy spodziewać się globalnego wzrostu zapotrzebowania ze strony wszystkich sektorów najemców aktywnych na rynku.

Z danych wynika, że światowe zapotrzebowanie na obiekty magazynowe i logistyczne będzie dynamicznie rosło również w przypadku branży KEP (przesyłki kurierskie, ekspresowe i pocztowe), biomedycznej, produkcyjnej oraz ogólnie całego sektora TSL (transport, spedycja, logistyka), wylicza Maciej Kotowski, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Dobre prognozy dla Polski

Wśród krajów europejskich, eksperci w Holandii i Polsce są bardziej optymistyczni co do prognoz popytowych niż respondenci w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. W przypadku Polski wynika to przede wszystkim z obserwowanego w ciągu ostatnich 10-15 lat ogromnego postępu w rozwoju infrastruktury transportowej w kraju.

Rozwój technologii, cyfryzacja, dynamika wzrostu e-commerce, zmiany oczekiwań klientów w obszarze skracania czasu dostaw, w parze z postępującą urbanizacją przyczyniają się do zwiększonego zapotrzebowania na określone obiekty magazynowe, w tym obiekty logistyki miejskiej, których podaż w Polsce wynosi już prawie 2 miliony mkw.

W Polsce można zaobserwować postępującą dywersyfikację rynku pod kątem zarówno formatów, jak i lokalizacji.

Jeszcze przed wybuchem pandemii obserwowaliśmy rosnące zapotrzebowanie na moduły mniejsze, zlokalizowane w granicach dużych aglomeracji. Jednak w tym przypadku dopiero zaczynamy gonić inne europejskie rynki. Dodatkowo sprzedaż wielokanałowa generuje nowe wyzwania dla łańcuchów dostaw, tj. zaopatrzenie sklepów stacjonarnych, obsługę dostaw i zarządzanie zwrotami. Z drugiej strony widzimy rosnącą popularność magazynów w mniejszych ośrodkach miejskich zarówno wśród najemców, jak i deweloperów. Przykładem może być Białystok, Częstochowa, Kielce, Lublin, Olsztyn, Opole czy Rzeszów. Wpływa na to popyt lokalnych przedsiębiorców, jak i potrzeba rozwoju łańcuchów dostaw i bycia blisko klienta docelowego w przypadku największych firm logistycznych i kurierów. Co więcej, na rynku pojawiają się nowe formaty, łączące funkcję handlową czy biurową z magazynem. Te wielofunkcyjne obiekty nakierowane są na niewielkich przedsiębiorców, którzy działają lokalnie, jednak potrzebują swojej przestrzeni. Pozwalają na wygodną wysyłkę towarów, ale również sprzedaż w salonie na miejscu, tłumaczy Maciej Kotowski.

Mniejsza dostępność gruntów pod magazyny

Raport JLL wskazuje również na wyzwania dla dalszego rozwoju rynku nieruchomości logistycznych. Respondenci badania wyrazili obawę, że niższa podaż gruntów przeznaczonych pod logistykę może ograniczyć dynamikę wzrostu tego sektora, a firmy już teraz opóźniają decyzje z powodu braku odpowiedniej ziemi. W niektórych miastach, w tym w Toronto, Nowym Jorku, Los Angeles, Mediolanie, Tokio i Hongkongu, wskaźnik pustostanów spada już poniżej 3%.

Ponadto, 65% respondentów w Niemczech, Chinach, Holandii i Australii uznało niewielką dostępność gruntów pod zabudowę za największą barierę ograniczającą popyt najemców. Co ciekawe, uważają oni, że niedobór pracowników wpływa na ograniczenie przyszłego popytu w mniejszym stopniu niż inne czynniki.

W badaniu zidentyfikowano również wielkość budynku jako kluczowy aspekt brany pod uwagę przez najemców ze względu na jego wpływ na możliwości przeładunkowe i magazynowe oraz elastyczność. W skali globalnej oczekuje się, że w ciągu najbliższych trzech lat budynki o powierzchni od 10 000 do 50 000 mkw. będą cieszyły się największym popytem. Jednak w regionie EMEA gęsta zabudowa i wyższe koszty gruntów sprawiają, że 39% respondentów przewiduje znacznie większy popyt najemców na obiekty o powierzchni mniejszej niż 5000 mkw. Trend w kierunku mniejszych centrów koreluje z rosnącym zapotrzebowaniem na miejskie rozwiązania logistyczne.

Zielone magazyny – Europa wyznacza kierunki

W badaniu podkreślono również, że sektor powinien przyspieszyć realizację zrównoważonych strategii rozwoju. Obecnie branża koncentruje się głównie na rozwiązaniach przynoszących oszczędność kosztów operacyjnych. Przykładowo, aż 73% respondentów uznało poprawę efektywności energetycznej za najwyższy priorytet w skali globalnej. Należy też zwrócić uwagę, że w Europie widoczny jest większy nacisk na redukcję całkowitej emisji dwutlenku węgla i wykorzystanie zrównoważonego transportu, co wytycza kierunek rozwoju całej branży.

Zrównoważony rozwój jest obecnie kluczowym czynnikiem decyzyjnym dla wiodących korporacji oraz deweloperów i inwestorów. Będziemy zatem obserwować rosnący popyt na certyfikowane budynki logistyczne, również w Polsce. W rezultacie obiekty, które nie spełnią oczekiwań pod kątem ochrony środowiska, stracą na atrakcyjności zarówno z perspektywy najemców, jak i funduszy inwestycyjnych, czyli potencjalnych kupujących, podkreśla Tomasz Mika.

Technologiczna transformacja przyszłością sektora

Z perspektywy przyszłości sektora nieruchomości logistycznych, technologia odegra kluczową rolę w przekształcaniu projektów budynków i łańcuchów dostaw, pomagając tym samym sprostać obecnym wyzwaniom związanym z ograniczoną podażą gruntów i koniecznością wdrażania ekologicznych rozwiązań. 90% globalnych respondentów podziela opinię, że inwestowanie w automatykę i robotykę to najlepsza metoda na usprawnienie łańcuchów dostaw w przyszłości. Można oczekiwać, że firmy specjalizujące się w przechowywaniu towarów w magazynach chłodniczych i handlu internetowym będą wiodły prym w adaptacji rozwiązań technologicznych.

91% polskich kierowców twierdzi, że jeździ dobrze. Statystyki wypadkowe mówią co innego

Z badania PIU wynika, że prawie wszyscy kierowcy są pewni swoich umiejętności prowadzenia pojazdów. Jednak to właśnie ich przecena zaprowadziła Polskę na jedno z ostatnich miejsc w rankingu najbezpieczniejszych dróg w Europie. Jesteśmy w ogonie statystycznym obok Rumunii, Litwy, Łotwy i Bułgarii. 

Brawura i zbyt duża pewność siebie to aspekty, które niezmiennie od lat stanowią największy problem wśród kierowców. Eksperci porównywarki rankomat.pl przeanalizowali dane, pokazujące diametralne różnice między tym, jakimi kierowcami jesteśmy, a za jakich się uważamy. Dane pochodzą z badania PIU oraz raportu „Wypadki drogowe w Polsce w 2020 roku” Komendy Głównej Policji.

Zbyt duża prędkość, alkohol i nieuwaga

Rok 2020 w porównaniu z rokiem poprzednim był czasem kiedy zanotowano -22,3% wszystkich wypadków drogowych. Nie ma się jednak czemu dziwić. Wybuch pandemii Covid-19 znacznie zmniejszył natężenie ruchu na europejskich drogach, obniżając jednocześnie statystyki ofiar śmiertelnych w zdarzeniach drogowych. Jednak pomimo ograniczeń w zakresie poruszania się, okres urlopu majówkowego w 2020 roku przyniósł średnio tyle samo zabitych, co analogiczny okres roku 2019. Polscy kierowcy wciąż popełniają te same błędy, bazując na wyolbrzymionej świadomości własnych możliwości. 49% kierowców uważa, że przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o 15 km/h jest bezpieczne, a 66% z nich twierdzi, że przekraczając nakaz o 10 km/h, nadal nie stanowi zagrożenia.Za jakich kierowców się uważamy

Z raportu Policji wyraźnie wynika, że jedną z podstawowych przyczyn wypadków drogowych jest niedostosowanie prędkości do warunków ruchu. Nadal jednak ponad połowa (55%) kierowców zgadza się z przeświadczeniem, że można jeździć szybko i bezpiecznie jednocześnie.Główne przyczyny wypadków

96% kierowców uważa się za dobrych lub bardzo dobrych, natomiast poza problemem z szybkością, nadal słabym punktem są weekendy i alkohol. W 2020 roku z winy kierowców pod wpływem alkoholu doszło do 1656 wypadków. W porównaniu z rokiem 2019 zanotowano w takich zdarzeniach wzrost o 24 ofiary śmiertelne. Najwięcej wypadków śmiertelnych miało miejsce w piątki – 382 wypadki (16,7% ogółu) i 422 osoby zabite (16,9% ogółu) oraz w soboty – 375 wypadków (16,4% ogółu) i 416 osób zabitych (16,7% ogółu).

Polska w piątce najniebezpieczniejszych dróg w Europie

Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, wskaźnik ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych, w Polsce wynosi 65 na milion mieszkańców. Pomimo spadku o 15% w porównaniu do 2019 roku, więcej osób w ginie tylko w Rumunii, Łotwie i Bułgarii. Szwecja, jako państwo z najmniejszą liczbą zabitych w zdarzeniach drogowych wyprzedza nas o 47 osób mniej na milion mieszkańców.  Ofiary śmiertelne na milion mieszkańców

Wykroczenia drogowe a wysokość składki ubezpieczeniowej OC

Suma wykroczeń drogowych popełnianych przez kierowców stanie się niebawem czynnikiem mającym wpływ na wysokość stawki ubezpieczeń komunikacyjnych.

Projekt nowelizacji Prawa o ruchu drogowym przewiduje między innymi udostępnienie podmiotom ubezpieczeniowym danych z CEPiK. Stawki ubezpieczeń komunikacyjnych będą dostosowywane do historii wykroczeń kierowcy oraz otrzymanych przez niego punktów karnych – mówi Patrycja Pałka specjalista do spraw ubezpieczeń komunikacyjnych w rankomat.pl.

Autorzy nowelizacji podkreślają, że takie rozwiązanie jest praktykowane przez firmy ubezpieczeniowe już w USA, Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. Zakład ubezpieczeń po zakończeniu oceny ryzyka będzie miał obowiązek niezwłocznie usunąć dane o punktach karnych kierowcy.

Automatyzacja dropshippingu w Sky-Shop

W dropshippingu, magazynowaniem, pakowaniem i wysyłaniem towarów do odbiorców docelowych zajmują się hurtownie i producenci, z którymi współpracujesz. Jako sprzedawca, sporo czasu poświęcasz jednak na przekazywanie zamówień do kontrahentów, od których pozyskujesz asortyment. Automatyzacja dropshippingu, o której piszemy w artykule, pozwoli Ci go zaoszczędzić. Dowiedz się więcej na jej temat.

Dropshipping bez automatyzacji w praktyce

W dropshippingu, za znaczną część procesu realizacji zamówienia odpowiedzialny jest dystrybutor. Nie oznacza to jednak, że zamówienie złożone w Twoim sklepie internetowym (lub marketplace) realizuje się samo i bez Twojego udziału.

Musisz je przecież odpowiednio przetworzyć. Prowadząc sprzedaż internetową w oparciu o model logistyczny, jakim jest dropshipping, samodzielnie analizujesz każde zamówienie, a przy okazji:

  • Przypisujesz produkty do hurtowni, w jakich musisz je zamówić;
  • Zamawiasz produkty u kontrahentów, od których je pozyskujesz;
  • Przekazujesz dystrybutorom dane niezbędne do wysyłania paczek;

Przy dużej liczbie transakcji czy szerokim wachlarzu produktów, samodzielne przetwarzanie zamówień okazuje się trudne, żmudne i czasochłonne. Automatyczne wysyłanie zamówień do hurtowni (full dropshipping), jest zatem sporym udogodnieniem.

Full dropshipping – zalety

Dzięki automatyzacji dropshippingu, możesz zarabiać na handlu w sieci w sposób niemal całkowicie pasywny. Korzystając z automatycznego przesyłania zamówień do hurtowni dropshipping, musisz jedynie:

  • opłacać zamówienia składane w hurtowniach;
  • zająć się marketingiem produktów i sklepu;
  • rozliczać sprzedaż we właściwy sposób.

Automatyczne wysyłanie zamówień do hurtowni pozwoli Ci też uniknąć konieczności wynajmowania specjalisty czy zatrudniania pracownika do obsługi przychodzących zamówień, gdy sprzedaż znacznie się rozrośnie.

Jak wygląda automatyzacja dropshippingu?

W rozwiązaniu full dropshipping z automatyzacją, każde zamówienie jest przetwarzane przez oprogramowanie do sprzedaży internetowej, które

  1. rozdziela produkty z zamówienia i automatycznie przypisuje je do odpowiednich hurtowni; 
  2. zmienia status zamówienia, wysyłając klientowi wcześniej przygotowaną przy konfiguracji maili systemowych wiadomość;
  3. automatycznie zamawia odpowiednie produkty w hurtowniach, w których są dostępne;
  4. przekazuje hurtowniom/producentom wszystkie dane niezbędne do realizacji zamówienia dropshipping.

Automatyzacja dropshippingu wymaga nie tylko pobierania danych od kontrahentów, ale i przesyłania im tych, które zostały zapisane po stronie sprzedawcy (np. danych klientów).

Można więc uznać, że full dropshipping to zautomatyzowana, dwukierunkowa integracja oprogramowania e-commerce z hurtownią dropshippingową.

Automatyczne wysyłanie zamówień do hurtowni w Sky-Shop! 

Full dropshipping to rozwiązanie, dzięki któremu można ograniczyć czas poświęcany na obsługę sklepu internetowego do minimum. Nie powinno więc dziwić, że w pełni zautomatyzowane sklepy cieszą się sporym zainteresowaniem. 

Od jakiegoś czasu dostarcza je https://sky-shop.pl/. Wydawca platformy e-commerce typu SaaS w wygodnym abonamencie, która sprawdza się świetnie jako kompletny system do sprzedaży w dropshippingu, oferuje automatyczne wysyłanie zamówień do hurtowni

W module:

  • Produkty przydzielane są do odpowiednich hurtowni i zamówień automatycznie. 
  • Lista zleconych zamówień aktualizowana jest średnio co godzinę. 
  • Istnieje możliwość wykluczenia poszczególnych towarów z automatycznego zamawiania w hurtowniach. 

Full dropshipping ze Sky-Shop 

Automatyzacja dropshippingu Sky-Shop działa w połączeniu z modułem integracji z hurtowniami i producentami, który umożliwia obsługę sprzedaży w dropshippingu we własnym sklepie internetowym, na Allegro i w innych kanałach z poziomu jednego panelu.

Klienci Sky-Shop mają w nim do dyspozycji gotowe integracje z ponad 165 firmami oferującymi współpracę w oparciu o dropshipping lub możliwość bezpłatnej integracji z dowolną hurtownią spoza listy. 

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie https://sky-shop.pl/cennik-modul-integracji-z-hurtowniami/ 

Full dropshipping dostępny jest w wybranych hurtowniach zintegrowanych ze Sky-Shop. Pierwszą, która umożliwia prowadzenie zautomatyzowanego sklepu internetowego w dropshippingu na platformie, jest Ikonka. W niedługim czasie dołączą do niej inne.

Podsumowanie 

Automatyczne wysyłanie zamówień do hurtowni pozwoli Ci na prowadzenie wygodnego sklepu internetowego w dropshippingu. Dzięki automatyzacji dropshippingu zaoszczędzisz  mnóstwo czasu i pieniędzy, które będziesz mógł poświęcić na rozwój biznesu.

Zautomatyzowany sklep internetowy w dropshippingu możesz poprowadzić wraz z platformą Sky-Shop w wygodnym abonamencie. Dostępna dla wybranych hurtowni automatyzacja dropshippingu to jedna z ciekawszych funkcji oprogramowania. 

Chcesz wygodnie sprzedawać w oparciu o full dropshipping? Sprawdź możliwości Sky-Shop w tym zakresie! W trakcie darmowego i niezobowiązującego okresu testowego (14 dni) przetestujesz wszystkie funkcje i moduły oprogramowania – również automatyczne wysyłanie zamówień do hurtowni. 

Rekordowe testy transmisji polskiego światłowodu

Orange przetestował siedmiordzeniowy światłowód uzyskując 11,2 Tb/s.

Orange Polska wraz z Infinera oraz grupą InPhoTech przeprowadził w swoim Laboratorium Innowacji testy innowacyjnych światłowodów wielordzeniowych i technologii Infinera ICE6 800G. Uzyskana podczas testów  przepustowość jest siedmiokrotnie większa niż maksymalna, jaką można dziś osiągnąć korzystając ze standardowego światłowodu.

– W Orange Polska wiemy, jak ważne są innowacje technologiczne i nieustannie testujemy nowe, zaawansowane rozwiązania telekomunikacyjne. Wiemy też, że zapotrzebowanie na szybki transfer rośnie bardzo dynamicznie, a spowodowane pandemią rozpowszechnienie zdalnej pracy, nauki i handlu w sieci jeszcze ten wzrost przyspieszyło. W najbliższym czasie kolejnym wyzwaniem w tym zakresie będzie wdrożenie technologii 5G. Dlatego stale inwestujemy w rozwój naszej infrastruktury jednocześnie z uwagą śledząc działania R&D branżowych producentów, mogące w przyszłości pomóc nam efektywnie dostarczać niezawodne usługi naszym Klientom – powiedział Piotr Jaworski, członek zarządu Orange Polska ds. Sieci i Technologii.

Opracowany w ramach grupy InPhoTech we współpracy z lubelskim Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej i przy wsparciu Klastra Fotoniki i Światłowodów światłowód wielordzeniowy pozwala na transmisję w siedmiu równoległych rdzeniach jednocześnie. Oznacza to, że jego przepustowość jest 7 razy większa niż standardowego światłowodu telekomunikacyjnego. Światłowody takie będą produkowane w Lubartowie przez spółkę IPT Fiber z grupy InPhoTech.

Testy wykazały, że wykorzystywane urządzenia Infinery pozwalają na rekordową transmisję danych 800 Gb/s w jednym kanale transmisyjnym. W przeprowadzonym we współpracy z Orange eksperymencie wykorzystano dwa kanały przesyłając dane z prędkością 1,6 Tb/s  (1 Tb/s  = 1000 Gb/s) w każdym z 7 rdzeni jednocześnie. W sumie dało to transmisję na poziomie 11,2 Tb/s. Jakość sygnału mierzona takimi parametrami jak Q-factor oraz bitowa stopa błędów (BER) była w pełni zgodna z obowiązującymi normami.

– Cieszymy się, że mogliśmy współpracować z Orange i Infinera, aby osiągnąć rekordową transmisję. Jesteśmy pionierem w rozwoju wielordzeniowych światłowodów nowej generacji. Łącząc nasz produkt z innowacyjną technologią Infinery i testując go w Laboratorium Innowacji Orange byliśmy w stanie zademonstrować rekordowe możliwości w transmisji danych – powiedział dr hab. inż. Tomasz Nasiłowski, prezes zarządu InPhoTech.

Celem testów było także sprawdzenie czy światłowód wielordzeniowy IPT Fiber można wykorzystać z najnowocześniejszą infrastrukturą przystosowaną do pracy ze standardowymi i obecnie wykorzystywanymi na rynku światłowodami jednordzeniowymi oraz czy takie połączenie spełni transmisyjne wymogi operatora. Udało się to potwierdzić.

– Dzięki testom wiemy już, że możliwość transmisji w światłowodzie siedmiordzeniowym w paśmie C to nawet  296 Tb/s. To rekordowe liczby, ale nie kres naszych możliwości. Wykorzystując bowiem całe spektrum transmisyjne, czyli wszystkie dostępne pasma – nasz światłowód będzie w stanie osiągać przepustowości na poziomie petabitów na sekundę (Pb/s), czyli tysięcy terabitów. Cieszy mnie fakt, że nasz polski światłowód staje się realną odpowiedzią na globalne bariery telekomunikacyjne – powiedział Krzysztof Witoń, prezes zarządu spółki IPT Fiber odpowiedzialnej za wdrożenie światłowodów wielordzeniowych.

– Sukces testów ICE6 we współpracy z Orange oraz grupą InPhoTech potwierdził ogromną wartość innowacyjnego urządzenia 800G Infinery, które może bezproblemowo i skutecznie działać w standardowych i nowych światłowodach, takich jak innowacyjny światłowód wielordzeniowy InPhoTech – powiedział Jan Peters, wiceprezes ds. rozwoju biznesu w firmie Infinera.

Światłowód siedmiordzeniowy grupy InPhoTech otrzymał m.in. II Fazę SME Instrument w ramach programu Horyzont 2020 (nr 880054) – prestiżowy grant przyznawany przez Komisję Europejską najlepszym europejskim projektom innowacyjnym.

Osiągnięcie maksymalnej przepustowości na poziomie 296,8 Tb/s to wynik mnożenia 800Gb/s x 53 kanały x7 rdzeni, ponieważ urządzenie Infinery umożliwia umieszczenie w jednym światłowodzie siedmiordzeniowym IPT Fiber – w samym paśmie C – 53 kanałów po 800 Gb/s każdy.

7R buduje specjalistyczny magazyn BTS dla Aluprof SA

Deweloper 7R buduje na Śląsku wysokiej klasy obiekt magazynowy dla Aluprof SA – jednego z czołowych producentów systemów aluminiowych w Europie. Najemca, eksportujący produkty do 55 krajów i posiadający 1 300 stałych klientów, wprowadzi się do budynku w I kw. 2022 roku.

Inwestycja zlokalizowana w Międzyrzeczu to obiekt o łącznej powierzchni blisko 20 500 mkw. realizowany w formule Build-to-Suit (BTS). Oznacza to, że przestrzeń jest maksymalnie dopasowana do specyficznych potrzeb najemcy. Projekt pozwala także na pełną optymalizację procesów logistycznych. Magazyn dla Aluprof SA będzie dostosowany między innymi do restrykcyjnych zasad załadunku oraz rozładunku elementów aluminiowych, które należy chronić przed oddziaływaniem czynników atmosferycznych. W ramach budowy powstaną części: biurowa o metrażu około 500 mkw. oraz licząca prawie 20 000 mkw. magazynowo-produkcyjna.

To ważne przedsięwzięcie w naszym systemie logistyczno-magazynowym. Inwestycja jest tak zaprojektowana, by nie tylko wpisywała się w funkcjonujący model przepływu surowca i wyrobu gotowego, ale by również stwarzała dobre i bezpieczne warunki pracy. Sięgamy po śmiałe rozwiązania, jak np. system suwnic zintegrowanych z konstrukcją dachu hali, przez co eliminujemy wszelkie słupy i podpory, uzyskując strefę załadunkowa o wysokiej elastyczności i swobodzie projektowania zadań transportowych. To samo dotyczy stref rozładunku, które otrzymują dedykowaną zonę handlingową. Celem naszej inwestycji jest takie wykorzystanie dostępnych rozwiązań technologicznych, by realizowane procesy napotykały na jak najmniejsze bariery architektoniczne czy sprzętowe. Warto również wspomnieć o wysoko postawionej poprzeczce w zakresie spełnienia wszelkich norm środowiskowych, czy POŻ. W tym zakresie obiekt ten będzie naszym wzorcem dla kolejnych inwestycji,
-mówi Aleksander Mączko Kierownik Zespołu Magazynów w Aluprof SA.

Firma Aluprof SA, posiadająca ponad 70-letnie doświadczenie w branży i zatrudniająca w sumie ponad 2 300 pracowników, w Międzyrzeczu otworzy swój piąty zakład w kraju. Obiekt służyć będzie w głównej mierze do przygotowania półproduktów do produkcji okien i drzwi oraz przechowywania profili i komponentów aluminiowych. Projekt uwzględnia, połączoną z halą magazynową wyspecjalizowaną śluzę rozładunkową, umożliwiającą sprawny i bezpieczny rozładunek dłużycy aluminiowej, jak również multifunkcyjną strefę załadunkową wewnątrz budynku. Dzięki temu kluczowe procesy logistyczne będą w pełni bezpieczne dla rodzaju składowanego produktu. Do obsługi magazynu zostaną wykorzystane również automatyczne systemy magazynowe usprawniające procesy magazynowania i kompletacji.

W 7R specjalizujemy się w budowie inwestycji zgodnych z preferencjami konkretnych klientów. W swoim portfolio mamy już wiele ukończonych projektów w tej formule, kolejne są na etapie budowy, a także planowania. Współpraca w formule BTS pozwala zidentyfikować wrażliwe elementy prowadzonej przez najemcę działalności i na wczesnym etapie prac deweloperskich dostosować obiekt do charakteru produkcji. W przypadku projektu dla Aluprof SA, ze względu na specyfikę operacji i niestandardowy sposób składowania, system przeciwpożarowy został indywidualnie zaprojektowany pod potrzeby przyszłych operacji w budynku. Dodatkowo, projekt w Międzyrzeczu uwzględnia, będącą integralną częścią magazynu, śluzę rozładunkową, większe od standardowych bramy wjazdowe dla samochodów dostawczych czy posadzkę pokrytą epoksydem, -mówi Maciej Krawiecki, Head of Leasing w 7R.

W nowym obiekcie dla Aluprof SA będzie wdrożony także szereg rozwiązań proekologicznych. Między innymi na budynku pojawi się instalacja fotowoltaiczna, która zwiększy efektywność energetyczną inwestycji. Projekt zostanie poddany także certyfikacji BREEAM.

Budowa magazynu już się rozpoczęła. Planowany termin oddania do użytku obiektu, zlokalizowanego przy drodze ekspresowej S52, niedaleko węzła Bielsko-Biała Komorowice, przypada na początek 2022 roku. Generalnym wykonawcą inwestycji jest firma Atlas Ward.

Kapitał ucieka za ocean, złoty w defensywie

Obecna sytuacja na rynkach wyraźnie sprzyja dolarowi. Wspierają go zarówno dobre dane zza oceanu, jak i słabsze dane z Europy. W tle widzimy wyraźną słabość złotówki, co w takiej sytuacji nie powinno być zaskoczeniem.

Co z koniunkturą w Niemczech?

Wczorajsza publikacja indeksu ZEW w Niemczech potwierdziła tylko obecną tendencję na rynku. Bardzo słaby odczyt spowodował, że mieliśmy kolejny najsłabszy dzień euro względem dolara z rzędu. W rezultacie dolar wyrównał swoje najwyższe poziomy względem europejskiej waluty z przełomu marca i kwietnia. Potwierdza to tylko panującą na rynku narrację, że pomimo słabego początku po pandemii ponownie to amerykańska gospodarka będzie tą, która lepiej poradzi sobie z wychodzeniem z kryzysu.

Problemy złotego

Kapitał płynący za ocean powoduje również konsekwencje w Polsce. Inwestorzy zamykają również pozycje na złotym, co powoduje, że rodzima waluta jest w wyraźnym odwrocie. Dzisiaj cena euro odbiła się już od poziomu 4,59 zł, co sugeruje, że jeżeli nie dojdzie do przełomu, szybko będziemy oglądać znów okolice 4,60 zł. Sytuacja odrobinę lepiej wygląda na franku szwajcarskim, gdzie inwestorzy kontynuują zamykanie pozycji frankowych, co powoduje, że pomimo słabości złotówki, frank utrzymuje w miarę swoją wartość.

Spowolnienie inflacji na Węgrzech

W lipcu na Węgrzech ceny rosły o 4,6%, to aż o 0,7% wolniej niż w czerwcu oraz 0,2% mniej niż oczekiwali analitycy. Z jednej strony odpowiada za to spowolnienie wzrostu cen surowców energetycznych, z drugiej strony na Węgrzech wzrosły stopy procentowe. W rezultacie szaleństwo wydawania pieniędzy nie jest tak silne, jak w Polsce, gdyż różnica pomiędzy inflacją a tym, co możemy otrzymać w banku na lokacie, jest obecnie ponad 1% mniejsza niż nad Wisłą. Forint traci na wartości po tych danych. Gwałtowny spadek inflacji oddala perspektywę wzrostów stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

„Dziesiątką EPPARG” – nowe normy etyczne dla rynku hipoteki odwróconej

Właśnie zakończyło się wdrożenie standardów etycznych obejmujących europejskie podmioty oferujące hipotekę odwróconą w modelu sprzedażowym (rentę dożywotnią za mieszkanie). „Dziesiątka EPPARG”, bo tak nazywa się dokument zawierający zbiór norm i wymogów dla europejskiej branży, został przygotowany i wdrożony przez brytyjską organizację European Pensions and Property Asset Release Group (EPPARG), zrzeszającą największe podmioty oferujące produkty typu equity release (hipoteki odwróconej) w Europie. „Dziesiątkę EPPARG” przyjęły m.in. Włochy, Portugalia, Szwecja, Hiszpania, Wielka Brytania. Jedynym polskim podmiotem, który działa zgodnie z nowymi wymogami jest Fundusz Hipoteczny DOM. Należy do europejskiej organizacji od 2014 roku.

Prace nad Dziesiątką EPPARG rozpoczęły się jeszcze w 2019 roku. Zarząd brytyjskiej organizacji opracował naważniejsze założenia w Madrycie, a pod koniec roku ratyfikował dokument w Londynie. Przyjęty dokument dotyczył przede wszystkim produktów hipoteki odwróconej w modelu kredytowym (odwróconego kredytu hipotecznego). Dla usługodawców i produktów modelu sprzedażowego opracowano odrębny zbiór standardów, będący uzpełnieniem już przyjętych norm. Wprowadzenie rozszerzenia norm pozwoli objąć wszystkie instytucje należące do EPPARG, a trzeba przypomnieć, że stanowią one 75 proc. całego europejskiego rynku hipoteki odwróconej. W gronie podmiotów oferujących produkty typu equity release (hipoteki odwróconej) są firmy m.in. z Włoch, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Polski.

W najnowszym raporcie dotyczącym branży hipoteki odwróconej na świecie, opracowanym przez EPPARG oraz firmę doradczą Ernst & Young można przeczytać, że rynek będzie rósł coraz bardziej dynamicznie, zwłaszcza w ciągu nabliższej dekady. Eksperci, którzy zebrali w raporcie dane z 13 krajów zanotowali, że wartość środków uwalnianych, dzięki hipotece odwróconej, przekracza już teraz 15 mld dolarów rocznie (w skali świata). Eksperci prognozują również, że do 2031 roku liczba ta zwiększy się do 50 mld dolarów rocznie a rynek globalny urośnie trzykrotnie.[1] Wzrosty przewidywane są też na polskim rynku, choć ten od lat postuluje stosowne przepisy prawne regulujące jego funkcjonowanie.

– Dynamiczny rozwój branży, który możemy obserwować w skali ogólnoświatowej, wpływa również na polski rynek. Europejskie normy etyczne, a właściwie każde normy etyczne definiujące standardy działania branży hipoteki odwróconej są potrzebne. Cieszę się, że nowe zasady dotarły również do Polski. Dotychczas funkcjonowaliśmy zgodnie z Zasadami Dobrych Praktyk ustanowionymi w ramach Związku Przedsiębiorstw Finansowych, teraz przyjmujemy dodatkowo normy europejskie, by wyznaczać standardy i pokazywać, że rynek hipoteki odwróconej może być profesjonalny, a seniorzy mogą się czuć bezpiecznie. Życzyłbym sobie, by wszystkie podmioty w Polsce oferujące tę usługę działały etycznie – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Warto przypomnieć, że zgodnie z tzw. „Dziesiątką EPPARG” hipoteka odwrócona w modelu sprzedażowym musi być dożywotnia oraz gwarantować konsumentowi dożywotnie prawo do korzystania z nieruchomości. Nowe standardy opisują również warunki dotyczące ochrony konsumentów, a więc zapewnienia im profesjonalnej i etycznej obsługi poprzez przekazywanie informacji przez kompetentne, wykwalifikowane i należycie upoważnione osoby. Uregulowano również aspekty dotyczące umowy, warunków spłaty, swobody klientów w zakresie niezbędnych modernizacji czy prawa do wcześniejszego wykupu, rozwiązania umowy. Jednym ze standardów dla uczestników rynku w całej Unii Europejskiej jest przeprowadzenie z klientem zainteresowanym hipoteką odwróconą wywiadu znajomości produktu.

Ogólne standardy i obowiązki ustanowione przez EPPARG „EPPARG 10” w zakresie produktów hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym (przeniesienia własności nieruchomości)

Ostatnia aktualizacja: 7 lipca 2021 r.

Niniejsze standardy dedykowane są produktom hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym i obejmują przeniesienie własności nieruchomości za życia klienta do (lub za pośrednictwem) profesjonalnego usługodawcy. Produkt jest ogólnie określany jako „Home Reversion” – „Renta dożywotnia”.

Niezależnie od ogólnych warunków usługi i prawa krajowego w poszczególnych państwach powinny być stosowane następujące fundamentalne wytyczne dotyczące umów oraz postępowania dla członków zrzeszonych w EPPARG:

  1. Renta dożywotnia jest produktem dożywotnim. W zamian za przeniesienie własności nieruchomości klienci otrzymują świadczenie pieniężne:
    1. W jednorazowej kwocie lub
    2. W postaci dożywotniej renty lub
    3. Połączenia obu tych form

wraz z wyłącznym prawem zamieszkiwania i prawem użytkowania nieruchomości przez całe życie (dożywotnią służebnością osobistą mieszkania/prawem do korzystania).

  1. Zobowiązanie do wypłaty dożywotniej renty i dożywotniego prawa użytkowania musi być, w zakresie, w jakim jest to prawnie możliwe, odpowiednio zabezpieczone wpisem na pierwszym miejscu w odpowiednim rejestrze (księdze wieczystej). Każda utrata służebności osobistej mieszkania bez zgody Klienta jest kategorycznie wykluczona.
  1. W celu ustalenia wartości rynkowej nieruchomości na dzień zawarcia umowy, należy sporządzić operat szacunkowy wykonany przez upoważnionego i niezależnego rzeczoznawcę. Nabywanie nieruchomości poniżej wartości rynkowej powinno być uniemożliwione.
  2. Niezbędne, bieżące utrzymanie nieruchomości, gwarantujące, że nieruchomość jest możliwa do użytkowania spoczywa na właścicielu nieruchomości (lub – jeżeli jest więcej niż jeden właściciel nieruchomości – proporcjonalnie do przysługującego im udziału w prawie własności nieruchomości). Klient nie może żądać inwestycji zwiększających wartość nieruchomości. Klientowi należy przyznać prawo do przeprowadzania wszelkich zmian niezbędnych do dalszego korzystania z nieruchomości, takich jak modyfikacje dla osób niepełnosprawnych.
  3. Niewykonanie przez usługodawcę jego zobowiązań do zapłaty renty lub jego innych zobowiązania skutkuje prawem klienta do wszczęcia egzekucji.
  4. Usługodawca i właściciel nieruchomości nie może odstąpić od zapłaty i innych zobowiązań umownych poprzez sprzedaż nieruchomości osobom trzecim bez zgody Klienta.
  1. W przypadku zmiany sytuacji życiowej Klienta, która prowadzi do wyprowadzenia się Klienta z nieruchomości, Klient powinien mieć możliwość – po zapłaceniu na rzecz usługodawcy uzasadnionych kosztów i wydatków – odzyskania własności nieruchomości.
  1. W dokumentach ofertowych usługodawcy muszą zawrzeć pełną i przejrzystą prezentację wariantów usługi oraz podstawę przygotowanych wyliczeń.

Usługodawcy rent dożywotnich powinni zwrócić uwagę na ryzyko zgonu klienta przed zakładaną oczekiwaną długością życia i dążyć do zaoferowania opcji zabezpieczenia tych zagrożeń z uwzględnieniem racjonalnych kosztów.

  1. Usługodawcy zobowiązani są do zapewnienia, by wszystkie informacje przekazywane Klientom w trakcie procesu zawierania umów były dokonywane przez kompetentne i należycie upoważnione osoby.
  1. Usługodawcy zobowiązani są, by przed podpisaniem umowy został wypełniony Kwestionariusz Potrzeb Klienta (lista pytań kontrolnych) potwierdzający, że Klient otrzymał wymagane, istotne informacje. Kwestionariusz powinien zostać podpisany zarówno przez Klienta, jak i doradcę, a jego kopia powinna zostać przekazana usługodawcy i Klientowi.

[1] [1] Raport „Global Equity Release Roundtable 2020”, przygotowany przez EY i EPPARG, opublikowany 28.01.2021.
Link: http://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-more-than-treble-by-2031/

Wzrost cen mieszkań na warszawskim rynku wtórnym w I połowie 2021 roku

Rynek nieruchomości w pierwszej połowie 2021 r. charakteryzowała duża dynamika wzrostów cen podyktowana sytuacją epidemiczną oraz gospodarczą. Mieszkania nadal stanowią atrakcyjną formę inwestycji i lokaty kapitału w obliczu rosnącej inflacji. Analitycy SonarHome – eksperta ds. nieruchomości, który oferuje pomoc w wycenie oraz prostej i bezpiecznej sprzedaży lub kupnie mieszkania – przygotowali raport analityczny „Sytuacja cenowa warszawskiego rynku mieszkaniowego”, z którego wynika, że w ciągu sześciu miesięcy 2021 r. średnie tempo wzrostu cen mieszkań na rynku wtórnym wyniosło 6%. Odnotowano także niewielki miesięczny wzrost cen mieszkań i dużą liczbę pozytywnie rozpatrzonych wniosków o kredyt hipoteczny.  

Kluczowe dane z raportu:

  • Przeciętna cena za m2 w pierwszym półroczu 2021 r. wynosiła ponad 11,5 tys. zł
  • Średnie miesięczne tempo wzrostu cen wyniosło niecałe 1%
  • Średnie tempo wzrostu cen mieszkań na rynku wtórnym w Warszawie w I połowie 2021 r. wyniosło 6%
  • Rekordowy – bo aż 17% – wzrost przeciętnej ceny ofertowej mieszkań zanotowano w Wawrze
  • Liczba ofert sprzedaży mieszkań na Mokotowie stanowiła 16% wszystkich ofert na rynku wtórnym
  • Przeciętny metraż mieszkań wystawionych na sprzedaż w Warszawie wynosi 52m2

Nie taki wzrost cen mieszkań straszny, jak go malują

Choć wraz z wybuchem epidemii Covid-19 przewidywane scenariusze zwiastowały spadek cen mieszkań nawet o 10-20%, słabszy okres na rynku nieruchomości okazał się chwilowy. Już w maju 2020 r. sytuacja zaczęła się powoli stabilizować, a kupujący coraz śmielej korzystali z możliwości obejrzenia nieruchomości. W pierwszym półroczu 2021 r. przeciętna cena za m2 na warszawskim rynku wtórnym wynosiła ponad 11,5 tys. zł. W analogicznym okresie 2020 r. za m2 trzeba było zapłacić średnio 10,8 tys. zł, co oznacza, że zanotowano 7% wzrost.

Co ciekawe, średnie tempo wzrostu cen w skali miesiąca wyniosło niecałe 1%. Wyraźna tendencja wzrostowa wskazuje, że sytuacja wróciła do stanu sprzed pandemii, jednak w obliczu zmiany cen za m2 ogólne roczne tempo wzrostu – zmalało. W pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. średni procentowy wzrost cen wynosił 12,21%, podczas gdy w pierwszej połowie bieżącego roku osiągnął poziom 7,28%. Największe tempo wzrostu (o 2,64 p.p.) zanotowano w okresie kwiecień–czerwiec 2021 r. Jak podkreśla Anton Bubiel – dyrektor operacyjny SonarHome:

Sytuacja na warszawskim rynku mieszkaniowym jest stabilna, a zainteresowanie zakupem mieszkań „z drugiej ręki” wciąż wysokie. Nabycie nieruchomości ponownie staje się jednym z najczęściej wybieranych form lokaty kapitału. Do inwestycji zachęcają rekordowo niskie stopy procentowe oraz wysokie wskaźniki inflacyjne. Choć ceny mieszkań rosną, tempo wzrostu nie jest tak szybkie, jak w 2020 r. Wygląda na to, że rynek nie może ponownie zaakceptować zbyt dynamicznego tempa wzrostu cen, dlatego podnosi je na tyle spokojnie, żeby podwyżki nie były dla portfeli kupujących zbyt bolesne.

Wzrost cen mieszkań na warszawskim rynku wtórnym w I połowie 2021 roku
Źródło: SonarHome

Cenowa mapa Warszawy

Patrząc na cenę mieszkań na warszawskim rynku wtórnym w I połowie 2021 r., widać, że średnie tempo wzrostu wyniosło 6%. Nawet kilkunastoprocentowa różnica w ofertach wynikała z lokalizacji nieruchomości. Wciąż w czołówce najbardziej popularnych i pożądanych dzielnic znajdują się: Śródmieście, Wola, Mokotów, Wilanów i Ochota. W przypadku pierwszych czterech lokalizacji mediana wzrostu cen w pierwszym półroczu wynosiła od 5% do 10%. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. największą różnicę w ofertowych cenach mieszkań zanotowano w Wawrze, gdzie średnia cena wzrosła o 17%. Zestawiając przeciętne ceny z pierwszej połowy 2020 r., widać, że w minionym półroczu kupujący mieszkanie w tej dzielnicy Warszawy musieli zapłacić za m2 niemal o 1,5 tys. zł więcej. Na stabilną cenę mogli liczyć kupujący zainteresowani nieruchomościami na Żoliborzu, gdzie cena za m2 nie uległa zmianie (12,9 tys. zł/m2). Wzrost średnich cen mieszkań zanotowano również w takich dzielnicach jak: Targówek, Ursus, Białołęka, Włochy i Ochota (w każdej z tych lokalizacji średnie ceny za m2 wzrosły o 11%), a także Bemowo i Ursynów (w obu przypadkach wzrost na poziomie 9%), Bielany i Praga Północ (8%). Anton Bubiel z SonarHome podkreślił, że:

Ceny mieszkań na rynku wtórnym w dzielnicach, które charakteryzują się wysoką ceną, mają mniejszą dynamikę wzrostu. W przypadku nieruchomości położonych w dzielnicach „mniej popularnych” tempo wzrostu cen będzie wyższe. Różnica w medianie cen, jaką obserwowaliśmy w pierwszej połowie roku, wynika z niskiej ceny bazowej i dobrej koniunktury. A wysoki popyt sprawia, że sprzedający – zwłaszcza właściciele mieszkań w dzielnicach spoza warszawskiej czołówki – coraz chętniej podnoszą ceny ofertowe. Te – na tle lokalizacji, w których mieszkania są najdroższe – wciąż będą dla nabywców atrakcyjne.

Cenowa mapa Warszawy
Źródło: SonarHome

Bogaty katalog ofert mieszkaniowych

Przez pierwsze sześć miesięcy 2021 r. kupujący mieli dostęp do bogatej oferty mieszkań wystawionych na sprzedaż. Najszerszym wyborem mogli cieszyć się nabywcy poszukujący nieruchomości na Mokotowie, Woli i na Śródmieściu. Oferty dotyczące Mokotowa stanowiły 16% wszystkich ogłoszeń dotyczących sprzedaży na rynku wtórnym. W porównaniu z pierwszym półroczem 2020 r. wzrosła liczba nieruchomości wystawionych na sprzedaż na: Bielanach (6% wszystkich ogłoszeń), Bemowie (6%), Ochocie (5%) i Targówku (4%). Najmniejsza liczba ofert dotyczyła Wesołej (1%), Rembertowa (1%) i Wawra (2%).

Z danych NBP wynika, że różnica pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi wynosiła od kilku do nawet kilkunastu procent. Wahania cen są w tym przypadku zależne od takich czynników, jak: lokalizacja, rodzaj budownictwa czy stan i rozkład mieszkania. Mieszkania, które cieszyły się dużym zainteresowaniem, sprzedały się za cenę wyższą od tej, zamieszczonej w ofercie. Co więcej, od stycznia 2020 r. do czerwca 2021 r. średnia cena ofertowa mieszkań na warszawskim rynku wtórnym wzrosła o 13%. Oswojeni z nową, pandemiczną rzeczywistością, sprzedawcy coraz rzadziej podejmowali rozmowy na temat negocjacji cen, a duża podaż – jeszcze bardziej ośmielała ich do organizowania „konkursu cenowego”. W czerwcu 2021 r. za m2 trzeba było zapłacić już niemal 12 tys. zł. Na przestrzeni wszystkich sześciu miesięcy, różnica pomiędzy najwyższym a najniższym poziomem mediany cen ofertowych wynosiła niespełna 600 zł/m2.

mediana cen w warszawie
Źródło: SonarHome

„Powierzchniowy” przegląd ofert sprzedaży

W pierwszej połowie roku, podobnie jak wcześniej, kupujący chętniej inwestowali w nowe budownictwo: powstałe po 2000 r., które uznaje się za wykonane z lepszej jakości materiałów. Wciąż jednak nie brakuje amatorów mieszkań zlokalizowanych w starej, często już historycznej zabudowie. Przeciętna wielkość mieszkań „z drugiej ręki”, wystawionych na sprzedaż w pierwszym półroczu, wynosiła 52m2. To o 2m2 mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Patrząc na stołeczną mapę, widać, że największa różnica w wielkości sprzedawanych mieszkań dotyczyła Targówka i Bielan. W tych dzielnicach – w porównaniu do I półrocza 2020 r. – średnia powierzchnia nieruchomości zmniejszyła się o 5m2. Nieco mniej, bo o 4m2, zmalała przeciętna powierzchnia mieszkań wystawionych na sprzedaż na Ochocie i we Włochach. W stosunku do analogicznego okresu 2020 r. średni metraż mieszkań znajdujących się w ofercie sprzedażowej na warszawskim rynku wtórnym nie zmienił się jedynie na Bemowie (60m2). W porównaniu do pierwszego półrocza 2020 r. o 5m2 wzrosła z kolei przeciętna powierzchnia lokali wystawionych na sprzedaż w Wilanowie (75m2).

mediana cen w warszawie 2
Źródło: SonarHome

Jakie mieszkania oferował więc rynek wtórny w stolicy w pierwszym półroczu 2021 r.? Z analiz SonarHome wynika, że o niemal 3 p.p. wzrosła liczba mieszkań o powierzchni 40-50m2. Mieszkania do 60m2 były przedmiotem sprzedaży 63% wszystkich opublikowanych ogłoszeń, notując tym samym wzrost o 5 p.p. w stosunku do pierwszej połowy 2020 r. W segmencie nieruchomości o powierzchni 90-100 m2 liczba ofert z rynku wtórnego wynosiła niespełna 2,5%. Największe wystawione na sprzedaż mieszkania (ponad 100m2) stanowiły niecałe 10% wszystkich stołecznych ogłoszeń. Nabywcy zainteresowani zakupem mieszkania do 30m2 mogli wybierać spośród ofert stanowiących 7% ogółu.

Powierzchnia a ceny mieszkań na warszawskim rynku wtórnym

Analizując opublikowane w pierwszym półroczu oferty, widać, że za mieszkanie o powierzchni 55m2 na rynku wtórnym trzeba było zapłacić około 600 tys. zł. Statystycznie, najtańsze mieszkania były wystawione na sprzedaż na Białołęce, gdzie średnia cena ofertowa wynosiła około 485 tys. zł i była o 48 tys. zł wyższa niż w 2020 r. Największą różnicę w cenie zanotowano w Wawrze. Kupujący zainteresowani nabyciem nieruchomości o wielkości 55m2 w tej części Warszawy musieli liczyć się z inwestycją o ponad 73,5 tys. zł wyższą niż w ubiegłym roku. Wzrosły również oczekiwania finansowe sprzedających mieszkania w takich dzielnicach, jak: Ochota, Wilanów i Włochy, gdzie właściciele podnieśli średnią cenę lokali o ponad 60 tys. zł. Z kolei właściciele nieruchomości na Żoliborzu podnieśli cenę swoich lokali jedynie o niespełna 541 zł. W czołówce najwyższych średnich cen ofertowych za lokale o przeciętnej powierzchni 55m2 utrzymywały się: Śródmieście, Żoliborz i Wola, gdzie sprzedający oferowali mieszkania o 78% droższe niż w lokalizacjach uznawanych za najtańsze.

W przypadku segmentu mieszkań o powierzchni 70 m2, średnia cena ofertowa na warszawskim rynku wtórnym wynosiła w pierwszej połowie 2021 r. 780-800 tys. zł. Różnica między najdroższymi a najtańszymi ofertami mieszkań tej wielkości również wynosiła 78%. Rozpiętość średnich cen oferowanych wahała się pomiędzy 617,5 tys. zł a ponad 1,1 mln. zł. O ponad 54 tys. zł wzrosły ceny ofertowe mieszkań zlokalizowanych na Śródmieściu. W porównaniu do analogicznego okresu w 2020 r. za mieszkanie w Wawrze trzeba było zapłacić o ponad 93 tys. zł więcej. Duży wzrost przeciętnej ceny zanotowano również w takich lokalizacjach, jak: Ochota (84 tys. zł), Włochy (78 tys. zł) oraz Wilanów (77 tys. zł). Wymagania sprzedających nominalnie wzrosły najmniej na Żoliborzu, zaledwie o 688 zł. Kolejne najniższe przyrosty cen odnotowano w Pradze Południe (45 tys. zł) i na Woli (49 tys. zł).

Bogata oferta sprzedaży mieszkań na stołecznym rynku wtórnym w pierwszej połowie 2021 r. dała kupującym szeroką gamę wyboru. Dość wysoka różnica w cenach mieszkań w zależności od lokalizacji pozwoliła ponadto na znalezienie nieruchomości mieszczącej się w założonym budżecie. Duża różnorodność ofertowa to większa swoboda wyboru mieszkania „do wejścia” lub remontu oraz dostosowania lokalu do własnych potrzeb i gustów. Choć przeciętne ceny mieszkań w stosunku do pierwszej połowy 2020 r. wzrosły, dynamika podwyżek w skali miesiąca nie jest zbyt duża – komentuje Anton Bubiel.

Kredyt hipoteczny na wyciągnięcie ręki

Choć w obliczu pandemii wiele banków zaostrzyło kryteria przyznawania kredytów hipotecznych, sytuacja w 2021 r. jest już zdecydowanie korzystniejsza dla kredytobiorców. Z danych BIK wynika, że w czerwcu 2021 r. złożonych zostało 47,74 tys., wniosków kredytowych. To o 32,1% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. W świetle najnowszego Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe BIK, łączna wartość zapytań wzrosła o niemal 60% w stosunku do danych z czerwca 2020 r.

Uśredniając – kwota, o jaką wnioskowano, to około 326,72 tys. zł. W maju br. wydanych zostało o prawie 48% więcej pozytywnych decyzji kredytowych niż w maju 2020 r. Do podjęcia decyzji o zaciągnięciu kredytu zdecydowanie przyczynia się również niska stopa procentowa oraz rosnąca inflacja. Wzrosły również średnie zarobki. Średnia wysokość pensji w Warszawie osiągnęła pułap 4 988 zł netto/msc, czyli o niemal 500 zł więcej niż w maju 2020 r. Przy średniej cenie 12 tys. zł/m2 i przy założeniu przeznaczenia pełnej wypłaty na spłatę mieszkania, w obecnej chwili, by nabyć nieruchomość o powierzchni 50m2, warszawiacy musieliby odkładać przez 10 lat. Oczywiście jest to tylko kalkulacja, jednak doskonale obrazuje, że marzenie o własnym M może stać się rzeczywistością.

wynagrodzenia w warszawie
Źródło: GUS

Sytuacja na warszawskim rynku wtórnym w I połowie 2021 r. była stabilna. Stały, ale równomierny wzrost cen mieszkań, szeroka oferta oraz duże zainteresowanie nieruchomościami z „drugiej ręki” spowodowały, że zarówno nabywcy, jak i sprzedający, mogą zaspokoić swoje potrzeby i korzystnie sfinalizować transakcję kupna-sprzedaży. Wzrost przeciętnej wysokości pensji na warszawskim rynku pracy oraz wysoki odsetek pozytywnie rozpatrzonych wniosków kredytowych, przy jednoczesnej niskiej stopie procentowej, zachęca do podjęcia działań i realizacji marzeń o własnych czterech kątach.

Raport SYTUACJA CENOWA WARSZAWSKIEGO RYNKU MIESZKANIOWEGO – Analiza zmian na rynku wtórnym w I półroczu 2021 r. – można bezpłatnie pobrać, klikając w link:

https://media.graphcms.com/QYra2mAiQmSsd1SSDUfg?dl=true