Mijają trzy lata od rozpoczęcia postępowań sanacyjnych spółek VB Leasing i VB Leasing Automotive – największych restrukturyzacji w historii polskiego rynku leasingowego. Po publikacji przedstawiającej ocenę procesu z perspektywy zarządców obu spółek, swoje stanowisko zaprezentował również Podmiot Zarządzający Aktywami (PZA), będący największym wierzycielem obu firm oraz spółką zależną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W przekazanym redakcji materiale PZA wskazuje, że przebieg sanacji budzi jego poważne zastrzeżenia. Krytyka dotyczy m.in. ograniczenia wpływu największego wierzyciela na postępowanie, sposobu realizacji planu restrukturyzacyjnego, nadzoru sądowego nad procesem oraz potencjalnych konsekwencji dla części leasingobiorców. Poniżej publikujemy stanowisko PZA w całości.
Pod koniec lipca mijają trzy lata od otwarcia postępowań sanacyjnych VB Leasing (VBL) i VB Leasing Automotive (VBLA). Miały one – przynajmniej w założeniach – nie wpłynąć negatywnie na sytuację leasingobiorców, uporządkować sytuację spółek, ochronić wierzycieli i stworzyć podstawy do realnej naprawy biznesu. Z perspektywy największego wierzyciela obu spółek – Podmiotu Zarządzającego Aktywami S.A. (PZA) – bilans tego okresu jest daleki od założeń profesjonalnej restrukturyzacji.
Sanacja VBL i VBLA to największe postępowania restrukturyzacyjne w historii polskiego rynku. Ich geneza sięga niezwykle ryzykownych praktyk w grupie Leszka Czarneckiego, które doprowadziły do przymusowej restrukturyzacji Getin Noble Banku i Idea Banku oraz wcześniejszego, ryzykownego modelu finansowania spółek leasingowych. Po wydzieleniu aktywów wysokiego ryzyka, PZA stał się kluczowym wierzycielem, działającym w ramach środków przymusowej restrukturyzacji i w interesie publicznym. Jakie wnioski wyciągnąć można po trzech latach od rozpoczęcia restrukturyzacji?
Największy wierzyciel bez prawa głosu
Na dziś najbardziej jaskrawym problemem pozostaje pozbawienie największego wierzyciela wpływu na postępowania. PZA jest największym wierzycielem obu spółek, posiada odpowiednio ok. 97 proc. wierzytelności VBLA i ok. 60 proc. VBL. Mimo tego doradcy restrukturyzacyjni, pełniący funkcję wyznaczonych zarządców obu spółek, zakwalifikowali PZA jako wierzyciela pozbawionego prawa głosu, powołując się na art. 109 ust. 1 Prawa restrukturyzacyjnego.
W ocenie PZA to instrumentalna interpretacja przepisu. Art. 109 ust. 1 dotyczy wyłącznie nabycia wierzytelności w drodze przelewu lub indosu. PZA nie nabył jednak wierzytelności w taki sposób. Wstąpił w prawa i obowiązki VeloBanku (następca prawny Getin Noble Banku) na podstawie decyzji BFG, w drodze sukcesji uniwersalnej. Innymi słowy: nie ma mowy o klasycznym obrocie wierzytelnością, handlu głosami ani transakcji, której art. 109 ma zapobiegać. Do przejścia praw doszło na podstawie decyzji administracyjnej w ramach przymusowej restrukturyzacji banku.
Skutek tej interpretacji jest fundamentalny. Największy wierzyciel wskutek działania zarządców i braku odpowiedniej reakcji sądu jest konsekwentnie pozbawiany prawa do współdecydowania o składzie rady wierzycieli czy możliwości sprawowania realnej kontroli zarządców. Spór o art. 109 trwa już ok. 2,5 roku. PZA wskazuje, że zagadnienie ma charakter stricte prawny i nie wymaga postępowania dowodowego, a decyzje powinny zostać podjęte przez sędziów-komisarzy niezwłocznie.
Nierealny plan restrukturyzacyjny
Kolejnym problemem jest jakość planu restrukturyzacyjnego. W ocenie PZA nie jest to plan naprawy, lecz hybryda oparta na przenoszeniu aktywów i środków z mas sanacyjnych do podmiotów powiązanych, poza realną kontrolą sądu i wierzycieli. Szczególne kontrowersje budzi wątek spółki Finpulse. Plan przewiduje przekazanie do tej spółki łącznie 109,5 mln zł w celu „zbudowania jej wartości” i przeprowadzenia IPO. Jednocześnie Finpulse pozostaje podmiotem powiązanym z grupą oraz personalnie z zarządcami, a w sprawie pojawiają się istotne konflikty interesów (zarządca VBLA jest jednocześnie prezesem Finpulse).
PZA wskazuje na wątpliwości związane nie tylko z samą koncepcją IPO Finpulse jako filaru restrukturyzacji, lecz także sposób jej realizacji. Zarządca zawarł umowę linii pożyczkowej z Finpulse i przez wiele miesięcy wypłacał środki z masy sanacyjnej – bez zgody ani wiedzy wierzycieli i sędziego-komisarza. Wskazywane kwoty sięgały kilkudziesięciu milionów złotych, a w szerszym ujęciu PZA zarzuca wypłaty z masy sanacyjnej VBL na poziomie co najmniej 100 mln zł.
Takie działania podważają podstawową zasadę sanacji: masa sanacyjna ma służyć ochronie wierzycieli i odbudowie wartości dłużnika, a nie finansowaniu podmiotów znajdujących się poza reżimem postępowania restrukturyzacyjnego. Jeżeli zarządca twierdzi, że środki pozostają „w grupie”, ale jednocześnie nie dochowuje wymaganych prawem procedur i odmawia wierzycielom szczegółowych informacji o ich wydatkowaniu, trudno mówić o transparentności. PZA wskazywało, że zarządca posługuje się argumentami według aktualnej potrzeby, np. zasłaniał się odrębnością Finpulse, gdy rada wierzycieli chciała uzyskać informacje o wykorzystaniu pożyczki, zabezpieczeniach, ocenie zdolności kredytowej i monitorowaniu ryzyka.
Potrzebny lepszy nadzór sądowy
Trzecim wnioskiem z trzech lat sanacji jest słabość nadzoru sądowego. W ocenie PZA sędziowie-komisarze powinni pełnić aktywną funkcję kontrolną, zwłaszcza w postępowaniach tej skali. Tymczasem w sprawie art. 109 Prawa restrukturyzacyjnego sędzia-komisarz VBLA przyjęła, że do czasu zatwierdzenia spisu wierzytelności będzie bazować wyłącznie na roboczym spisie sporządzonym przez zarządcę i do czasu rozpoznania sprzeciwu nie jest uprawniona do weryfikacji informacji zawartych w spisie wierzytelności. Dla PZA oznacza to kolejne miesiące pozbawienia uprawnień kluczowego wierzyciela w toku postępowania i faktyczne oddanie przez sąd swoich prerogatyw w ręce zarządcy.
Podobny problem dotyczy reakcji na działania zarządców. Jeżeli z masy sanacyjnej wypłacane są dziesiątki milionów złotych do podmiotu powiązanego, jeżeli największy wierzyciel przez lata nie może uzyskać rozstrzygnięcia podstawowego zagadnienia prawnego, jeżeli plan zakłada budowanie wartości przez bardzo ryzykowne działania spółki powiązanej, to sąd restrukturyzacyjny powinien działać szybko, stanowczo i merytorycznie.
Brak takiej reakcji pokazuje, że największe restrukturyzacje wymagają nie tylko dobrych przepisów, ale także realnej specjalizacji po stronie sądu i realnego nadzoru Ministra Sprawiedliwości nad działaniami zarządcy.
Problem dla leasingobiorców
W całym skomplikowanym procesie sanacji obu spółek pojawia się jeszcze kwestia społeczna – perspektywa leasingobiorców – klientów obu spółek. Obie spółki zajmują się operacyjnym zarządzaniem umowami leasingowymi, podczas gdy klienci – leasingobiorcy w większości powinni dokonywać spłat rat leasingowych bezpośrednio do PZA. Jednak część klientów mogła nie być tego świadoma. Istnieje zatem możliwość powstania ryzyka konieczności podwójnej spłaty zobowiązań przez część leasingobiorców czy towarzystw ubezpieczeniowych, w których ubezpieczone są przedmioty leasingu. Brak rozliczenia przez spółki płatności z tytułu np. błędnych wpłat lub sprzedaży przedmiotów leasingu i nieprzekazanie tych środków do PZA wywołało konieczność podjęcia kroków windykacyjnych. PZA od dawna informował o takich zagrożeniach, jednakże spółki lekceważyły te ostrzeżenia.
Wnioski po trzech latach sanacji
Po trzech latach zasadnicze pytanie brzmi: jakie są granice ryzyka na jakie może zgodzić się sąd i czy słuszne prawa wierzycieli nie są li tylko pustym frazesem? Z perspektywy PZA odpowiedź jest negatywna. Sanacja nie może być procesem, w którym największy wierzyciel (97 proc. w VBLA i 60 proc. w VBL) ponosi wyłącznie koszty procesu, zaś beneficjentami są zarządcy i mała część współpracujących z nimi wierzycieli. Plan, który zakłada alokowanie środków z mas sanacyjnych poza kontrolę sądu i wierzycieli to proszenie się kłopoty. Nie można też funkcjonować bez skutecznego, profesjonalnego nadzoru zarówno wierzycielskiego, jak i sądowego.
Trzy lata sanacji VBL i VBLA – najważniejsze wnioski
- System prawny, przy słabej kontroli sądowej, umożliwia kreowanie zupełnie sztucznych sporów, które prowadzą np. do marginalizacji wierzyciela (art. 109 Prawa restrukturyzacyjnego).
- Rada wierzycieli musi mieć realny dostęp do informacji.
- Plan restrukturyzacyjny powinien uzyskać poparcie kluczowych wierzycieli oraz zapewniać ochronę masy sanacyjnej. Finansowanie nowych przedsięwzięć lub inwestycji ze środków masy sanacyjnej nie powinno być, chyba że uzyskałoby zgodę całej rady wierzycieli, ale też zapewniłoby możliwość pełnej i stałej kontroli wierzycielskiej i sądowej.
- Zarządcy w największych postępowaniach powinni podlegać znacznie większej i realnej, a nie tylko formalnej kontroli sądu i wierzycieli.
- Sądy restrukturyzacyjne muszą być lepiej przygotowane merytorycznie do oceny złożonych procesów. W przeciwnym razie sanacja staje się nie narzędziem naprawy, lecz przestrzenią do generowania nowych ryzyk dla wierzycieli i interesu publicznego.
- Duża część kosztów sanacji może zostać przerzucona na leasingobiorców, którzy – w skrajnych przypadkach – będą musieli spłacić część swoich zobowiązań podwójnie.





