W dn. 27 kwietnia została podpisana umowa, w wyniku której nastąpiło zamknięcie pierwszego etapu inwestycji Atende SA w polską spółką Cryptomage SA, stojącą za autorską sondą cyberbezpieczeństwa Cryptomage Cyber Eye™. Główny wynalazek oraz flagowy produkt spółki to sonda cyberbezpieczeństwa łącząca m.in. monitorowanie ruchu sieciowego, protokołów na niskim poziomie, uczenie maszynowe oraz zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji w jednym rozwiązaniu. W pierwszym etapie transakcji Atende SA obejmuje nowo wyemitowane akcje Cryptomage, stanowiące 20% udziału w spółce. W kolejnych etapach inwestycji Atende zakłada osiągnięcie progu 31,63% ogólnej liczby akcji spółki Cryptomage, maksymalnie do roku 2025 finalizując wyjście funduszu Starfinder Capital.
Cyberbezpieczeństwo to obszar o kluczowym znaczeniu dla rynku nowoczesnych technologii, a rozwiązania z tego zakresu stanowią nieodłączny element strategii IT każdej dojrzałej organizacji. W najbliższych latach, wraz ze wzrostem ryzyka ataków zewnętrznych, upowszechnianiem się pracy zdalnej i zdalnego dostępu do zasobów, jak również popularnością środowisk chmurowych, znaczenie cyberbezpieczeństwa będzie dynamicznie rosnąć. Niezawodnej ochrony wymagać będą aplikacje, usługi oraz platformy. Atende kompleksowo wspiera obecnych oraz nowych klientów w procesach cyfrowej transformacji, gdzie zapewnienie skutecznego bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni wyrasta na jedną z ważniejszych domen. W konsekwencji cyberbezpieczeństwo zajmuje istotne miejsce w strategii rozwoju grupy kapitałowej Atende: Atende Next, opublikowanej w poprzednim roku.
Wykorzystując naszą wiedzę w zakresie cyberbezpieczeństwa, chmury, usług zarządzanych i autorskiego oprogramowania, partnerstwo kapitałowe z Cryptomage tworzy nowe możliwości dostarczania naszym klientom jeszcze lepszych rozwiązań dla zapewnienia kompleksowego i niezawodnego bezpieczeństwa ICT. Cieszymy się, że możemy współpracować z zespołem Cryptomage celem zintegrowania ich najnowocześniejszej technologii z naszym rozwiązaniem Atende Security Suite. Dzięki temu wspólnie dostarczymy najwyższy poziom wykrywania i zapobiegania zagrożeniom zapewniając, że dane oraz sieci naszych klientów są zawsze bezpieczne – powiedział Marcin Petrykowski, prezes zarządu Atende SA.
Integracja flagowego produktu spółki Cryptomage czyli Cyber Eye jest kluczowym elementem planu rozwoju własnego produktu cyberbezpieczeństwa zorientowanego na sieć przez Grupę Atende. Produkt ten będzie obejmować pełen zakres Triady Widoczności SOC określonej przez firmę Gartner, w tym EDR (Endpoint Detection & Response – wykrywanie i reagowanie na punkty końcowe), NDR (Network Detection & Response – wykrywanie i reagowanie w sieci) i SIEM (Security Information & Event Management – informacje o bezpieczeństwie i zarządzanie zdarzeniami). Poprzez włączenie możliwości analizy ruchu sieciowego Cryptomage do istniejącego rozwiązania Atende Security Suite, produkt Atende zyskuje własny filar NDR, zapewniając klientom większą oraz niezawodną widoczność aktywności sieciowej. Pozwoli to na identyfikację i zapobieganie zagrożeniom cybernetycznym w czasie rzeczywistym, zapewniając poufność, integralność i ochronę danych. Wspólny system SaaS będzie integrował dane z rozproszonych systemów bezpieczeństwa, automatyzował inwestygację incydentów oraz zapewni wsparcie informatyczne dzięki algorytmom inteligentnej oceny zagrożeń.
Inwestycja w Cryptomage to znaczący sukces dla obu stron i jesteśmy mocno zdeterminowani na jeszcze większe przyspieszenie naszej współpracy. Jest to kolejny krok w realizacji strategii Atende Next, w ramach której jednym z kluczowych obszarów jest skupienie się na cyberbezpieczeństwie – dzięki inwestycji w Cryptomage, kontynuujemy zapewnianie najwyższego poziomu bezpieczeństwa naszym klientom, jednocześnie rozwijając międzynarodowo skalowalną innowację w tej rozwijającej się branży – podsumował Marcin Petrykowski.
Wczorajsze silne wzrosty głównych indeksów rynku akcji w USA, które nastąpiły po publikacji danych na temat dynamiki PKB i deflatora PCE w I kw. br. przełożyły się dziś na zwyżki na rynkach akcji Azji i Oceanii. Japoński Nikkei 225 przełamał poziom oporu wyznaczany przez lokalny szczyt indeksu z marca br., który w ostatnich dniach powstrzymywał kontynuację rozpoczętej na początku roku zwyżki. Po wzroście o 1,4 proc. indeks osiągnął najwyższy poziom od sierpnia ub.r., co być może otwiera drogę do dalszej zwyżki.
Bank centralny Japonii pozostawił dziś wysokość swej podstawowej stopy procentowej na dotychczasowym poziomie (-0,1 proc.). Dowiedzieliśmy się dziś również, że w „Kraju Kwitnącej Wiśni” roczna dynamika produkcji przemysłowej pozostawała w marcu nadal ujemna (-0,7 proc. wobec oczekiwanych -0,5 proc.), natomiast nadal wysoka była roczna dynamika sprzedaży detalicznej (+7,2 proc. wobec +7,3 proc. lutym br. i oczekiwanych 5,8 proc.).
Japoński jen silnie słabł po decyzji BoJ. Kurs USD/JPY rósł 1,33 proc. ok. godz. 9:20 osiągając najwyższy poziom od 1,5 miesiąca. Notowania EUR/JPY atakowały dziś dosyć agresywnie poziom swego szczytu z grudnia 2014 (+1,17 proc. ok. godz. 9:25). Jego przełamanie oznaczałoby osiągnięcie najwyższego poziomu od 2008 roku.
Kurs EUR/USD na chwilę spadł dziś rano poniżej 1,10 USD, po czym ponownie wrócił ponad ten poziom.
Złoty lekko słabł dziś rano (EUR/PLN +0,09 proc., USD/PLN +0,25 proc. ok. godz. 9:30).
O godz. 10-tej poznamy wstępne dane na temat rocznej dynamiki CPI w naszym kraju. Oczekiwany jest spadek do 15 proc. z 16,1 proc. w marcu.
Kontrakty na główne indeksy giełdowej w USA odpoczywały po wczorajszych emocjach (S&P 500 -0,19 proc. ok. godz. 9:10).
Dziś przed rozpoczęciem sesji na Wall Street swe wyniki za I kw. podadzą Exxon Mobil i Chevron.
Dziś o 11-tej poznamy dane na temat dynamiki PKB w strefie euro (oczekiwany jest wzrost r/r na poziomie 1,4 proc.). Już opublikowane zostały takie dane z Hiszpanii. Realny PKB w I kw. okazał się wyższy niż rok temu o 3,8 proc. wobec oczekiwań na poziomie 3 proc. i 2,6 proc. dynamiki w IV kw. ub.r.
Europejskie rynki akcji grały na czas czekając na publikację tych danych (DAX +0,31 proc., CAC 40 -0,17 proc. ok. godz. 9:35).
Jedynym indeksem giełdowym rozwiniętych rynków akcji, który dziś rano osiągnął swe nowe roczne maksimum był polski WIG. WIG-20 był słabszy tracąc od 9:40 0,53 proc. Kontynuował swą wczorajszą silną zwyżkę kurs akcji LPP (+6,72 proc. ok. 9:40). Wśród składników WIG-u 20 swe nowe roczne maksimum zaliczył również kurs Allegro. Wśród składników mWIG-u 40 podobnie było w przypadku akcji Benefit Systems, zaś wśród składników sWIG-u 80 najwyżej od przynajmniej roku były kursy akcji spółek Boryszew, Mirbud, Wittchen i Enter Air.
Rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych lekko korygowały dziś rano wczorajszy dosyć silny wzrost. Rentowność 10-latek polskiego rządu pozostawała poniżej poziomu 6 proc.
Ceny kontraktów na ropę naftową próbowały kontynuować rozpoczętą wczoraj próbę odreagowania strat z okresu minionych 2 tygodni (WTI +0,24 proc., Brent +0,37 proc. ok. godz. 9:15). Kontrakty na amerykański gaz ziemny (Henry Hub) na NYMEX-ie lekko dziś taniały (-0,25 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara ok. godz. 9:05 tracił 0,65 proc.
Kup 12 piw, a 12 otrzymasz za darmo lub kup 10 piw, a cena spadnie do 2 złotych za butelkę – przed majówką obserwujemy prawdziwą falę reklam i zachęt do tego, by przed odpoczynkiem uzbroić się w jak największą ilość alkoholu. – Obserwujemy ten niepokojący trend od lat. Polacy są kuszeni i zachęcani do spożywania alkoholu i wywożą ze sklepów całe palety piwa – mówi dr Teresa Zalewska, psychiatra. – Spożywanie tak dużej ilości piwa w majówkę jest alarmujące. Dostęp do taniego alkoholu budzi pokusę i powoduje, że tracimy kontrolę – mówi dr Piotr Podwalski, pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie, kierownik Oddziału Dziennego Psychiatrii PUM w Szczecinie.
100 litrów piwa na osobę rocznie. „Dostęp do taniego alkoholu budzi pokusę spożywania go w dużej ilości”
Oferta dyskontów na majówkę od lat prezentuje się podobnie, co w opinii lekarzy zrzeszonych w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie jest wielce niepokojące. Dyskonty promują zakup piwa, obniżają drastycznie jego cenę, a promocje konstruują tak, by klient kupował go jak najwięcej.
– Spożycie czystego alkoholu w Polsce to ok. 12 litrów w ciągu roku na osobę. Spożywanie piwa jest drastycznie większe, bo przeciętny Polak wypija 100 litrów rocznie. Promocja czy reklamowanie alkoholu w Polsce jest niedozwolone poza właśnie piwem. Prawodawca uznał, że piwo jest „innego rodzaju” alkoholem. Jasne jest to, że to jest rodzaj alkoholu, który wypijany w dużych ilościach może powodować uzależnienie, tak jak mocne alkohole – mówi dr Piotr Podwalski, pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie, kierownik Oddziału Dziennego Psychiatrii PUM w Szczecinie.
– Dostęp do taniego alkoholu budzi pokusę spożywania go w większej ilości, mamy tutaj problem z zaburzeniem kontroli, bo spożywamy więcej alkoholu niż moglibyśmy planować, bo on jest, jest tani i nie trzeba nad tym panować – dodaje dr Piotr Podwalski.
Wielki problem handlu. To dyskontom zależy, by sprzedać jak najwięcej
Lek. Aleksander Matysiak, sekretarz Okręgowej Rady lekarskiej w Szczecinie, zwraca uwagę na to, że obecna sytuacja społeczna wynikająca z rosnącej ilości spożywanego alkoholu oraz obniżającego się wieku inicjacji alkoholowej, powinna spowodować dyskusję na temat ograniczenia możliwości zastosowania technik marketingowych podnoszących cenę produktu przy zakupie małej ilości sztuk w ramach sprzedaży detalicznej.
– Moim zdaniem w mniejszym stopniu problem dotyczy kompanii piwowarskich czy producentów piw kraftowych, którzy często na etykietach umieszczają informację zachęcające do rozsądnego spożycia, niż dyskontów, które w swojej polityce marketingowej zachęcają po prostu, do jak największych zakupów – mówi lek. Aleksander Matysiak. – Konsument nie powinien być zachęcany do zakupu większej ilości produktu którego spożycie w dużej ilości jest szkodliwe a takim produktem jest alkohol w każdej formie– dodaje sekretarz Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.
Promocje szkodliwe społecznie. To już czasem nie jest majówka, a pejoratywnie „alkomajówka”
Temat ten na forum Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie poruszyła dr Teresa Zalewska, psychiatra. W opinii dr Zalewskiej promocja spożywania piwa powoduje, że ludzie nie wyobrażają już sobie grillowania bez piwa, a zakup większej ilości trunku powoduje, że po prostu piją go więcej.
– To już czasem nie jest majówka, a pejoratywnie „alkomajówka”. Dni wolne należy wykorzystać na wypoczynek, a nie na spożywanie większej ilości alkoholu. Dyskonty ułatwiają zakup piwa, a naturalną rzeczą jest, że jeżeli ktoś kupi 24 butelki piwa w sklepie, to właśnie po to, by je spożyć – mówi dr Teresa Zalewska. – Obserwując to, co się dzieje, mam od kilku lat wrażenie, że dyskonty promują alkohol i przyczyniają się znacząco do rozpijania Polaków. Należy to uregulować. To jest szkodliwe społecznie, gdy sklepy kuszą do zakupu alkoholu – mówi dr Zalewska.
W opinii ekspertów Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie temat powinien być przeanalizowany pod kątem możliwości wprowadzenia do Ustawy o Wychowaniu w Trzeźwości zapisów, które ograniczą możliwość sprzedaży tak dużej ilości alkoholu jednemu klientowi.
Polscy faktorzy sfinansowali w I kwartale 2023 r. bieżącą działalność krajowych przedsiębiorstw w kwocie blisko 113,8 mld zł. Oznacza to, że wykupili wierzytelności w formie faktur o łącznej wartości o 8,4 proc. większej niż w pierwszych trzech miesiącach 2021 r. Faktury na gotówkę zamieniło 22,4 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 6,4 mln dokumentów płatniczych.Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należy do niego 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.
– Przedsiębiorcy poszukujący finansowania stawiają na rozwiązania proste i wygodne. Dlatego coraz chętniej sięgają po faktoring i przedstawiają do sfinansowania coraz więcej faktur. Nasza usługa pozwala błyskawicznie zamienić je na gotówkę. Dzięki swojej prostocie i elastyczności pozostaje najszybciej rozwijającą się usługą finansową.
Pomimo obaw i niepewności związanych z wojną w Ukrainie, zmianami w sferze legislacyjno-regulacyjnej, pogarszających się warunków gospodarczych, liczba podmiotów sięgających po faktoring stale rośnie. Dowodzi to zaufania, jakim darzą nas przedsiębiorcy. Doceniają oni, że nasza usługa nieustannie wspiera ich w utrzymywaniu płynności, rozwijaniu biznesu czy poszukiwaniu nowych rynków. – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.
Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 22,4 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 6,4 mln faktur o łącznej wartości 113,8 mld zł.
– Faktorzy skutecznie rozwiązują problemy finansowe polskich przedsiębiorców. Coraz więcej odbiorców ich towarów i usług oczekuje faktur z dłuższymi terminami płatności. Dla wielu dostawców jest to główny powód zachwiania płynności finansowej. Dzięki faktoringowi mogą zaspokoić swoje najpilniejsze potrzeby i na bieżąco regulować zobowiązania, takie jak wypłaty wynagrodzeń, pokrywanie ubezpieczenia społecznego czy wypełnianie obowiązków podatkowych. W odróżnieniu od innych form finansowania, faktorzy nie oczekują przedstawienia „twardych” zabezpieczeń. Udzielają finansowania na podstawie wystawionych przez przedsiębiorców faktur. To najprostsza forma dostępu do gotówki i zapobiegania zatorom płatniczym. – dodaje Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.
Z usług faktoringowych korzystają przede wszystkim firmy, które wystawiają faktury na wysokie kwoty i z dłuższymi terminami płatności, czyli przedsiębiorstwa produkcyjne i dystrybucyjne. Działają one w warunkach zmiennej koniunktury na rynku. Potrzebują większej puli środków do wykorzystania na bieżącą działalność. Dzięki nim mogą szybko i łatwo regulować własne zobowiązania. Mogą też udostępnić kontrahentom więcej czasu na zapłatę faktur. Sięgając po faktoring, podnoszą swoją konkurencyjność w sektorach, w których działają.
FoodWell pod marką Purella Superfoods rozszerza dystrybucję swoich pierwszych produktów z kategorii roślinnych zamienników mięsa.
W portfolio firmy pojawiły się do tej pory w 100% roślinne kurczaki oraz pierwsze na rynku zamienniki łososia i tatara wołowego.
Nowe produkty zadebiutowały w grudniu ub.r. w sklepach Kaufland Polska, a w I kw. 2023 r. pojawiły się w sieciach Carrefour, Auchan, Netto, Biedronka, Frisco oraz wybranych restauracjach.
Do 2026 roku firma chce stać się liderem w Polsce i zdobyć mocną pozycję w Europie w kategorii zdrowej, funkcjonalnej żywności plant based.
Zgodnie z założeniami przyjętej w IV kw. 2022 r. strategii, FoodWell wprowadził na rynek pierwsze produkty, będące w 100% roślinnymi zamiennikami mięsa. Firma chce dzięki nim dynamicznie rosnąć w kategorii zdrowej żywności – w ciągu 3 lat sprzedaż produktów plant based ma generować ok. 10% obrotów FoodWell.
– Mamy ambicje, żeby do 2026 r. stać się numerem jeden w kategorii zdrowej żywności w Polsce i wyraźnie zaznaczyć swoją obecność w tym obszarze na europejskich rynkach. Jestem spokojny o sukces, bo wprowadziliśmy na rynek produkty najwyższej jakości. Dziękuję i gratuluję technologom z naszego działu R&D, bo efekt pracy ich zespołu to klasa światowa. Bez wątpienia realizacji naszych celów sprzyjają trendy konsumenckie – prawie cała Europa jest otwarta na zmianę nawyków żywieniowych. Ludzie chcą jeść jednocześnie zdrowo i smacznie, a do tego przykładają coraz większą wagę do ochrony środowiska. Nasze produkty wpisują się w każde z tych oczekiwań –mówi Marian Owerko, Prezes Zarządu FoodWell.
FoodWell rozwija linię roślinnych zamienników mięsa w ramach marki Purella Superfoods. W 2023 r. firma zamierza oferować 12 produktów w 100% plant based – powstałych na bazie grochu, nieprzetworzonej żywności z kategorii superfoods, pozbawionych konserwantów i dodatków soi oraz posiadających smak i strukturę prawdziwego mięsa. Jako pierwsze w grudniu zeszłego roku w sieci Kaufland Polska pojawiły się dwa rodzaje roślinnego kurczaka w technologii HME, a także będące roślinną nowością na rynku: łosoś oraz tatar wołowy. W dalszej części roku portfolio FoodWell uzupełnią roślinne: nuggetsy (z kurczaka oraz rybne), burgery, kiełbaski i kaszanka.
– Dzięki poszerzeniu oferty o całkowicie naturalne produkty pracujemy nad realizacją założeń sprzedażowych, ale równolegle spełniamy nasze obietnice dotyczące odpowiedzialności za środowisko. Rozwojem w obszarze zamienników mięsa aktywnie działamy na rzecz dekarbonizacji gospodarki, bo przyczyniamy się do zmniejszenia negatywnego wpływu, jaki ma na planetę hodowla zwierząt. Przykładamy też dużą wagę do opakowań naszych produktów, które w 50% pochodzą z recyklingu i nadają się do dalszego przetwarzania – tłumaczy Marian Owerko.
W I kw. br. kategoria roślinnych zamienników mięsa systematycznie trafiała do sprzedaży w kolejnych sieciach sklepów – w pierwszej kolejności w Carrefour, Auchan, Netto i Biedronka. FoodWell jest także po serii warsztatów z klientami HoReCa, najlepszymi restauracjami w Polsce i branżą foodservice. Wszyscy pozytywnie ocenili jakość i smak produktów.
Pierwsze z nich pojawiają się już w menu wybranych restauracji. Od połowy kwietnia najszerszy wybór produktów z linii MEAT DIFFERENT marki Purella znajduje się w restauracji Flaming w Warszawie, w której FoodWell wspólnie z klientem stworzył całą sekcję VEGE. Do menu trafiły: roślinny łosoś w carpaccio, tatar, kurczak w sałatce Cezar, burger, a także kiełbaska w ofercie śniadaniowej.
Produkty cieszą się także bardzo dużym zainteresowaniem stref gastro na stacjach benzynowych. Firma finalizuje właśnie pierwsze projekty w tym obszarze.
– Prowadzimy ofensywę promocyjną naszej nowej kategorii. To m.in. targetowane działania digital i social media wokół sieci, które potwierdziły współpracę. Będziemy komunikować się poprzez kampanie wideo oraz influencer marketing pod hasłem „MEAT DIFFERENT – Spróbuj a zrozumiesz” – dodajeArtur Gajewski CMO FoodWell.
Carlson ASI EVIG Alfa – fundusz venture capital z grupy Carlson – zamierza aktywnie wspierać startupy, w które zainwestował, nie tylko w rozwoju biznesu, ale także w pozyskiwaniu dalszego finansowania. W tym celu organizuje 10 maja wydarzenie „Investor Day”, podczas którego inwestorzy będą mogli zapoznać się z sześcioma spółkami portfelowymi funduszu. Wydarzenie jest otwarte dla przedstawicieli funduszy venture capital z Polski i regionu CEE, inwestorów prywatnych oraz dziennikarzy.
Pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna zaczyna negatywnie wpływać na rynek startupów. W efekcie innowacyjne, młode firmy coraz częściej napotykają na trudności w pozyskaniu kolejnej rundy finansowania. Fundusz Carlson ASI EVIG Alfa dostrzegł ten trend. Dlatego też będzie aktywnie wspierał spółki portfelowe w zdobyciu zainteresowania inwestorów oraz pozyskaniu nowego finansowania. W tym celu 10 maja Carlson EVIG Alfa organizuje „Investor Day” dla startupów, podczas którego otrzymają one szansę zaprezentowania się przed gronem funduszy oraz inwestorów z Polski i regionu CEE.
– Dostęp do finansowania we właściwym momencie ma fundamentalne znaczenie dla rozwoju startupu. Dostrzegając to, co dzieje się w otoczeniu zewnętrznym, zdecydowaliśmy się bardzo aktywnie wspierać nasze spółki portfelowe we współpracy z inwestorami. W ten sposób chcemy ułatwić im pozyskanie dalszych środków na rozwój. Z grona 40 startupów, w które zainwestowaliśmy, wytypowaliśmy sześć spółek, które naszym zdaniem dojrzały pod względem technologicznym i biznesowym do kolejnej rundy finansowania oraz skalowania działalności – mówi Dawid Wesołowski, prezes Carlson ASI EVIG Alfa.
Startupy, które 10 maja zaprezentują się inwestorom podczas „Investor Day” to:
AutonomyNow (AutoMotiv) – producent systemu wspomagającego bezpieczeństwo autobusów miejskich;
Playstrict (GameDev) – startup, który stworzył platformę do self-publishingu dla producentów gier mobilnych;
LINK (MedTech) – twórca rozwiązania, umożliwiającego wizualizację 3D wyników badań USG podczas ciąży;
The Woof (PetTech) – producent inteligentnej obroży monitorującej stan zdrowia psów;
Meetra AI (HRTech) – startup, który stworzył rozwiązanie poprawiające efektywność spotkań on-line i pracy zdalnej;
AI_SELLER (Data Analytics) – twórca narzędzia, wykorzystującego sztuczną inteligencję, do optymalizacji sprzedaży w kanale e-commerce.
Każdy ze wspomnianych startupów będzie miał 7 minut, by przekonać przedstawicieli funduszy VC, inwestorów prywatnych i business angel biorących udział w „Investor Day”. Po pitchu inwestorzy będą mogli zapytać założycieli startupów o dotychczasowy rozwój czy dalsze plany ich firm. Wydarzenie zostanie zrealizowane w formule online.
Majowy „Investor Day” to drugie wydarzenie tego typu, które Carlson EVIG Alfa organizuje dla swoich spółek portfelowych. Poprzednie wydarzenie odbyło się w czwartym kwartale 2022 roku. Jedynym startupem, który wówczas prezentował się inwestorom, był medtech Nutrix. Tydzień temu spółka ogłosiła zakończenie drugiej rundy finansowania i pozyskanie ponad 8 mln zł od trzech funduszy VC.
– Jeden z funduszy, który wziął udział w drugiej rundzie Nutrixa, miał możliwość bliższego zapoznania się ze startupem właśnie podczas organizowanego przez nas w ubiegłym roku spotkania z inwestorami. To pokazuje, jaką wartość może dostarczać stworzenie platformy dla spółek portfelowych, umożliwiającej kontakt z innymi funduszami. Liczę, że nasze wydarzenie „Investor Day” wpisze się na stałe w kalendarz inwestorów, i będziemy je organizować cyklicznie – mówi Dawid Wesołowski.
Więcej informacji o majowym „Investor Day” jest dostępnych na stronie internetowej funduszu: https://evigalfa.pl/investor-day-2/
W kwietniu funduszu Carlson EVIG Alfa poinformował o zakończeniu budowy portfela inwestycyjnego. W ciągu czterech lat fundusz, który jest częścią grupy Carlson, przeznaczył prawie 50 mln zł na inwestycję w 41 polskich startupów na wczesnym etapie rozwoju, prowadzące projekty badawczo-rozwojowe z dużym potencjałem na komercjalizacje. Carlson EVIG Alfa koncentruje się obecnie na wspieraniu rozwoju spółek portfelowych.
Bezrobocie ukraińskich uchodźczyń z Polski jest powiązane z kilkoma czynnikami: po pierwsze, z brakiem znajomości języka polskiego. Po drugie, z brakiem kompetencji do poruszania się po rynku pracy i znalezienia pracy. Po trzecie, z niezgodą na degradację zawodową i pracę poniżej kwalifikacji formalnych zdobytych często w Ukrainie. Po czwarte, z opieką nad dziećmi w różnym wieku, w tym także w wielodzietnych rodzinach i opieka nad seniorami w rodzinach wielopokoleniowych oraz zbyt krótki czas przebywania dzieci w placówkach opiekuńczych i brak wsparcia instytucjonalnego w opiece nad seniorami. Jednocześnie pamiętajmy, że wojna wymusza migrację osób z wszystkich klas społecznych, co oznacza także osoby, które nie planowały migracji i mają środki na utrzymanie siebie i rodziny bez świadczenia pracy na uchodźctwie, pozostając w nieaktywności zawodowej.
Wg danych z ZUS 90% z 900 tys. pracujących uchodźców z Ukrainy to kobiety, czyli mówimy o 810 tys. pracujących kobiet – migrantek wojennych z Ukrainy, objętych ochroną tymczasową, które trafiły na polski rynek pracy w ciągu ostatniego roku. Jest kilka czynników, które trzeba rozpatrzeć przy wykonywaniu pracy za granicą zgodnie z kwalifikacjami formalnymi zdobytymi w kraju wysyłającym.
Po pierwsze, warunkiem wejścia do pracy w środowisko, gdzie można pracować zgodnie albo bliżej zgodności ze swoimi kwalifikacjami jest język, a w przypadku wysoko wykwalifikowanych – biegły język, w którym się w tym środowisku pracuje. Nie ma dokładnych danych, na ile Ukrainki pracują zgodnie z kwalifikacjami. Bez języka jest to jednak niemożliwe, a wiele z nich nie mówi biegle po polsku, czy nawet po angielsku (np. na potrzeby korporacji, choć polski też jest potrzebny). Tego też doświadczali poakcesyjni migranci z Polski z wyższym wykształceniem np. w UK – jeśli nie mieli perfekcyjnego angielskiego, niemożliwa była praca zgodnie z kwalifikacjami.
Po drugie, pewne kwalifikacje są nietransferowalne, co powoduje niemożność pracy zgodnej z kwalifikacjami, np. w przypadku prawniczek ze znajomością wyłącznie prawa ukraińskiego – będzie zapotrzebowanie w gospodarce etnicznej na doradztwo prawne, ale ograniczone. W podobnej sytuacji są księgowe ze znajomością przepisów ukraińskich – w jakimś stopniu mogą pracować w księgowości w Polsce (o ile znają zasady i systemy), ale na pewno nie mogą od razu zostać głównymi księgowymi. Mogą natomiast się szkolić, uczyć, rozwijać i po jakimś czasie awansować. Niektóre kwalifikacje, np. medyczne wymagają procedur nostryfikacyjnych związanych z uznawalnością tych kwalifikacji. W Polsce uproszczono te procedury dla Ukraińców i Ukrainek i mamy ok. 3 tys. lekarzy z Ukrainy, w tym sporą liczbę kobiet. Sektor edukacyjny wchłonął też sporą liczbę ukraińskich nauczycielek.
Po trzecie, struktura popytu na pracę i wewnętrzna konkurencja. Obecnie polski rynek pracy wykazuje zapotrzebowanie na: specjalistów IT, personel medyczny, pracowników usług, sprzedawców, operatorów maszyn, pracowników budowalnych (podobnie jak brytyjski po akcesji Polski do UE). Jeżeli uchodźczynie z Ukrainy nie mają tych kwalifikacji, a do tego nie mają jeszcze języka, to trudno się będzie wpisać w pracę zgodną z kwalifikacjami.
Nie mówiłabym więc o degradacji zawodowej, ale o rozwijaniu równoległych dróg zawodowych, zdobywaniu wiedzy o rynku pracy, nauce języka, rozwijaniu kompetencji nieformalnych, miękkich, społecznych, które są kluczowe. Ważne jest nastawienie do doświadczeń zdobywanych na rynku pracy, uczenia się przez całe życie. Tuż po wybuchu wojny pracodawcy, urzędy pracy oferowały jakąkolwiek pracę, a uchodźczynie ją przyjmowały, żeby jak najszybciej stanąć na nogi. Teraz widzimy zmianę nastawienia u wszystkich stron – szukanie dobrej pracy, zbliżonej do kwalifikacji. Czyli była „jakaś praca”, teraz Ukrainki są na etapie szukania „dobrej pracy”, a w przyszłości może to będzie „wymarzona praca” (ang. a job – good job – dream job). Żeby tak się stało, musimy znać własne zasoby na rynku pracy, dlatego naukowczynie z Akademii Leona Koźmińskiego stworzyły portal diagnostyczno-badawczy po polsku, ukraińsku i angielsku z bezpośrednią informacją zwrotną w formie indywidualnego raportu Moja Migracja (www.mojamigracja.org), w którym konsultantki i konsultanci w organizacjach pozarządowym, doradcy i doradczynie zawodowe w urzędach pracy pomagają migrantkom, aby wesprzeć wesprzeć je w zdiagnozowaniu kwalifikacji, kompetencji, zasobów psychologicznych i społecznych, a tym samym w znalezieniu dobrej pracy.
Pamiętajmy, że migracja to też dobry moment na zwrot w drodze zawodowej, jeżeli się o nim wcześniej myślało. Na zdobycie nowych kwalifikacji, a zwłaszcza kompetencji społecznych, wielokulturowych. W procesie zatrudniania kategoriami porównawczymi nie powinny bowiem być płeć czy pochodzenie etniczne, ale kapitał ludzki, czyli zestaw kwalifikacji i kompetencji potrzebnych do wykonywania danej pracy. O tym głośno mówmy na rynku pracy.
Autor: Prof. dr hab. Izabela Grabowska, Akademia Leona Koźmińskiego, Centrum Badań nad Zmianą Społeczną i Mobilnością
W 1 kwartale 2023 roku skonsolidowany zysk netto Grupy Banku Millennium, już w drugim kwartale z rzędu był dodatni i wyniósł +252 mln zł. Po wyłączeniu wszystkich pozycji nadzwyczajnych (kosztów związanych z portfelem walutowych kredytów hipotecznych, korekcie o wynik sprzedaży 80% udziałów w spółce zależnej Millennium Financial Services i hipotetyczny podatek bankowy), Grupa zaraportowałaby zysk netto w wysokości 609 mln zł. Wskaźniki kapitałowe – TCR 14,1% oraz T1 11,0% – nieco niższe niż w 4 kwartale 2022 roku, pozostały znacząco powyżej wymaganych poziomów minimalnych.
– 1 kwartał 2023 roku zakończyliśmy bardzo dobrymi wynikami biznesowymi. Mimo wysokiego poziomu rezerw na ryzyko prawne związane z walutowymi kredytami hipotecznymi, osiągnęliśmy dodatni wynik w wysokości 252 zł netto. Jest to bardzo dobra wiadomość – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.
– Wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym półroczu osiągniemy strategiczny cel 3 milionów klientów indywidualnych. W pierwszych trzech miesiącach roku liczba aktywnych klientów osiągnęła poziom 2,923 mln (+36 tys. kw./kw.), 89% z nich korzystało z bankowości internetowej, a 80% to użytkownicy mobilni. 1 kwartał był również rekordowy w segmencie klientów Biznes: otworzyliśmy ponad 10 tys. kont (28% wzrostu kw./kw.), z czego blisko 2/3 rachunków (m.in. dzięki nowej usłudze zakładania firmy wraz z kontem w bankowości elektronicznej) założono online. Ponadprzeciętna była również dynamika kredytów dla małych firm – ponad 85% wzrostu r/r – z czego ponad 90% zostało zabezpieczonych gwarancją de minimis BGK. W bankowości korporacyjnej priorytetem pozostawało efektywne wykorzystanie kapitału oraz poprawa efektywności ekspozycji kredytowych. Ważnym krokiem w kierunku poprawy doświadczeń klientów były prace nad wdrożeniem zupełnie nowej aplikacji mobilnej dla biznesu, która zostanie uruchomiona już za kilka tygodni.
João Brás Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium
Nadal przywiązywaliśmy dużą wagę do redukcji portfela walutowych kredytów hipotecznych i pozostawaliśmy bardzo aktywni i otwarci na indywidualnie negocjowane polubowne rozwiązania z kredytobiorcami frankowymi. Liczba dobrowolnych ugód w 1 kwartale wyniosła 806, a od początku 2020 roku, kiedy proces został uruchomiony na dużą skalę, blisko 18 600 ugód. W wyniku negocjacji, ostatecznych wyroków oraz innych naturalnych czynników, w 1 kwartale b.r. liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się o niemal 1 200 (do 36 782) – dodał Joao Bras Jorge.
Następujące wydarzenia 1 kwartału 2023 roku są naszym zdaniem szczególnie warte podkreślenia:
wynik z odsetek skorygowany o koszt wakacji kredytowych wzrósł o 1% kw/kw pomimo niższej liczby dni kalendarzowych w okresie i powoli spadających rynkowych stop procentowych; wzrost był głównie efektem większego i bardziej dochodowego portfela dłużnych papierów wartościowych oraz zmieniającej się struktury portfela kredytowego; wzrost r/r pozostał na solidnym 31% ale dalej spowalniał;
kwartalna marża odsetkowa (NIM) nieco się zawęziła się do 458 p.b. z 463 p.b. w 4kw22 głównie z powodu wyższego kosztu depozytów (częściowo efekt rosnącego udziału depozytów terminowych w depozytach ogółem); marża aktywach dalej się poprawiała choć w wolniejszym tempie;
efektywność kosztowa pozostawała wysoka w wyniku połączenia stałego wzrostu ucyfrowienia naszego biznesu, jak również relacji z klientami i silnej odpowiedzi kosztowej na presje przychodowe; liczba pracowników pozostawała stabilna (liczba aktywnych pracowników wzrosła o 95, tj. 2% od 1kw22), optymalizacja sieci dystrybucji była kontynuowana (liczba oddziałów własnych spadła o 37 jednostki, tj. 9% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy) i była komplementarna w stosunku do rosnącego udziału usług cyfrowych (klienci cyfrowi: 2,6 mln, wzrost o 11% r/r, aktywni użytkownicy bankowości mobilnej: 2,3 mln, wzrost o 16% r/r);
portfel kredytowy nieco się zmniejszył (kredyty netto/brutto -4% r/r i odpowiednio -2%/-1% kw/kw) ze zmniejszającym się portfelem walutowych kredytów hipotecznych będącym główną przyczyną spadku (portfel kredytowy bez walutowych hipotek nie zmienił się w żadnej kategorii); portfel kredytów hipotecznych w walutach obcych dalej szynko się kurczył (-38% r/r, -19% kw/kw w wartościach raportowanych) w wyniku zmian kursów walut, spłat, tworzenia rezerw na ryzyko prawne (zgodnie z MSSF9 rezerwy na ryzyko prawne księguje się jako pomniejszenie wartości brutto zasądzonych kredytów) oraz dobrowolnych ugód z kredytobiorcami; w rezultacie udział całego portfela walutowych kredytów hipotecznych w kredytach brutto ogółem zmniejszył się do 7,3% (kredyty udzielone przez BM: 6,6%) z 11,3% (11,5%) w tym samym okresie ubiegłego roku; niehipoteczne kredyty detaliczne nieznacznie wzrosły o 1% kw/kw oraz 2% r/r, częściowo dzięki poprawie produkcji kredytów gotówkowych (1kw23: 1,5 mld zł, +35% r/r);
jakość portfela kredytowego pozostawała stabilna a niska sprzedaż nowych kredytów oraz kurczący się portfel kredytowy były głównymi powodami wzrostu wskaźnika NPL (4,74% z 4,45% na koniec roku 2022); wskaźnik NPL w segmencie detalicznym nieco się zwiększył do poziomu 5.1% z powodu połączenia niewielkiego wzrostu nominału kredytów w tzw. 3 koszyku ze spadkiem wartości całego portfela; w segmencie przedsiębiorstw wskaźnik NPL wzrósł to 3.4% z 3.1% na koniec roku 2022; pokrycie kredytów niepracujących rezerwami nieco spadło (68% z niemal 70% na koniec 2022r.); koszt ryzyka pozostał umiarkowany (63 p.b. w por. z 45 p.b. w 4kw22 oraz 44 p.b. w całym 2022 r.) przy braku wpływów ze sprzedaż portfela kredytów niepracujących;
depozyty klientów wzrosły w kwartale o 3% z depozytami detalicznymi rosnącymi o 2% kw/kw i depozytami korporacyjnymi o 5%; struktura depozytów dalej stopniowo się zmieniała z udziałem depozytów terminowych na poziomie 36% na koniec marca br. w porównaniu z 33% na koniec roku 2022 oraz 18% na koniec 2021 r.); płynność Banku pozostawała na bardzo komfortowym poziomie ze wskaźnikiem K/D zmniejszającym się do poziomu 75%;
wskaźniki kapitałowe nieco się obniżyły się w kwartale (skonsolidowany TCR: 14,1%/T1: 11,0% w porównaniu z odpowiednio 14,4%/11,3% na koniec roku 2022) ale pozostawały istotnie powyżej wymaganych minimalnych poziomów; spadek funduszy własnych był głównym powodem obniżenia się wskaźników (częściowo zneutralizowany niższym poziomem aktywów ważonych ryzykiem – RWA); było to głównie efektem zmniejszenia wpływu rozwiązań przejściowych związanych z wdrożeniem MSSF9, zaprzestania stosowania czasowego traktowania niezrealizowanych zysków i strat na papierach wartościowych wycenianych według wartości godziwej przez pozostałe całkowite dochody (art. 468 CRR) (w dużym stopniu zneutralizowany przez wyższą wartość rynkową portfela papierów dłużnych) oraz kombinacją innych czynników włączając niższy poziom kapitału T2.
Notowana na NewConnect spółka Immersion Games zawarła umowę z PICO, wiodącą firmą VR należącą do właściciela TikToka – ByteDance. Partnerstwo umożliwia warszawskiej spółce przygotowanie portu swojej najnowszej gry –Divine Duel na gogle VR należące do chińskiego producenta – PICO 4.
Dzięki zawartemu porozumieniu między Immersion Games, a PICO, najnowsza gra warszawskiego studia – Divine Duel, trafi na platformę PICO i obsługiwane przez nią rynki – rynek globalny oraz chiński.
– Jesteśmy niezwykle zadowoleni, że możemy dostarczyć Divine Duel do właścicieli PICO 4. Współpraca ta jest dla nas ważnym krokiem, umożliwiającym dotarcie do nowych rynków i połączenie ich z naszą bazą graczy. Jesteśmy pewni, że nasza gra doskonale wpasuje się w już istniejącą ofertę, którą PICO oferuje – mówi Bartosz Rosłoński, CEO Immersion Games.
Divine Duel to nastawiona na rywalizację pojedynkowa gra VR wydana w formule free-to-play. Gra została wydana w sklepie App Lab 1 marca bieżącego roku. Od tamtej pory zebrała ponad 500 opinii i może się pochwalić niemalże idealną oceną 4,9/5. Gracze chwalą szybką akcję gry, oryginalną koncepcję, stanowiącą połączenie strategii i gry zręcznościowej, a także jej potencjał w treningowy.
PICO to wiodąca firma VR, założona w marcu 2015 roku, skupiająca się na technologii VR ALL-IN-ONE. W sierpniu 2021 roku została ona przejęta przez właściciela TikToka – ByteDance.
Ceny polis cybernetycznych nadal umiarkowanie rosną, jednocześnie linie finansowe i profesjonalne notują spadki trzeci kwartał z rzędu, podczas gdy stawki linii majątkowych rosną w większości regionów.
Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 4% w pierwszym kwartale 2023, pozostając na tym samym poziomie, co w Q4 2022 – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index. Jest to 22. kwartał z rzędu, w którym odnotowano wzrost stawek.
Wzrost cen w większości regionów kształtował się podobnie, jak w poprzednim kwartale, ponieważ spadki w liniach finansowych i profesjonalnych oraz utrzymujący się umiarkowany poziom stawek polis cybernetycznych zostały zrównoważone przez wzrosty w ubezpieczeniach majątkowych. W Wielkiej Brytanii stawki wzrosły o 3% (spadek z 4% w Q4 2022), w Europie kontynentalnej o 5% (spadek z 6% w Q4), w Azji o 1% (spadek z 2% w Q4). W Stanach Zjednoczonych ceny ubezpieczeń wzrosły o 4% (wzrost z 3% w Q4), w regionie Pacyfiku o 7% (wzrost z 5% w Q4), a w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach o 8% (wzrost z 7% w Q4).
Kluczowe wnioski:
Ceny linii majątkowych w pierwszym kwartale 2023 odnotowały wzrosty w większości regionów, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie wzrost stawek wyniósł 17% – zmiana o 6 punktów w porównaniu do poprzedniego kwartału (11%). W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły o 10% (wzrost w porównaniu do 7% w Q4 2022), jednocześnie stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 3%, utrzymując poziom z poprzedniego kwartału.
Trzeci kwartał z rzędu obserwujemy spadek cen w liniach finansowych i profesjonalnych. W wyniku dalszych obniżek stawek w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, spadek cen wyniósł 5% w Q1, w porównaniu do 6% w IV kwartale 2022.
Ceny polis cybernetycznych na świecie rosły umiarkowanie, przy czym średni wzrost wyniósł 11% w porównaniu do 28% w poprzednim kwartale. Spadki cen były szczególnie widoczne na największych rynkach ubezpieczeń cybernetycznych, gdzie wzrosty wyniosły 11% w USA i 10% w Wielkiej Brytanii, w porównaniu do odpowiednio 28% i 34% w Q4 2022.
Obawy dotyczące wpływu inflacji na wartość aktywów i koszty szkód nadal skupiały uwagę ubezpieczycieli. Przykładowo, w USA łączna wartość ubezpieczeń przy odnowieniach polis wzrosła średnio o 9% w ostatnim kwartale.
„Z optymizmem patrzymy na korzystne trendy dla naszych klientów w zakresie D&O i cyber. Z drugiej strony, aktywność szkodowa w liniach majątkowych oraz wzrost kosztów reasekuracji, w połączeniu z ograniczeniami w niektórych liniach powoduje, że klienci nadal zmagają się z trudnymi warunkami rynkowymi. W celu wsparcia klientów w rozwiązaniu tych problemów, nadal poszukujemy możliwości na zwiększenie pojemności w wymagających liniach ubezpieczeń, a także analizujemy wykorzystanie captive’ów oraz alternatywnych rozwiązań na rynku kapitałowym” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh Specialty and Global Placement w Marsh.
Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO, Praktyka FINPRO i PEMA Marsh Polska, podsumowuje: „Rynek ubezpieczeń finansowych w Polsce wciąż notuje większe wzrosty stawek niż rynek londyński, czy Europy kontynentalnej. Nie oznacza to, że nie są to rynki konkurencyjne – zarówno pod względem zakresu ochrony, jak i poziomu cen. Rynki zagraniczne od wielu lat oferują wyższe stawki niż polski rynek – różnica ta zaczyna się powoli zacierać i dotyczy głównie warstw podstawowych programów ubezpieczeniowych. W przypadku warstw nadwyżkowych, rynki zagraniczne pozostają często bardziej konkurencyjne cenowo”.
Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego podsumowuje: „W zakresie ubezpieczeń majątkowych trend wzrostu stawek kwartał do kwartału w dalszym ciągu utrzymuje się na porównywalnym poziomie około 20%. Ubezpieczyciele podnoszą stawki przynajmniej o wskaźnik inflacji. Perspektywa nie wygląda optymistycznie ze względu na wzrost średniej wartości szkody, co jest wynikiem rosnących cen towarów i usług. Dodatkowo na wzrost stawek wpływają zwiększone koszty reasekuracji – w związku ze wzrostem sum ubezpieczenia ubezpieczyciele zmuszeni są do poszukiwania dodatkowych pojemności”.
Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych, Marsh Polska: „W ubezpieczeniach należności handlowych w 1Q2023 ciągle mamy do czynienia z rynkiem Ubezpieczającego (wysoka ekspozycja oraz niskie stawki jako konsekwencja bardzo dobrych wyników ubezpieczycieli w roku 2022. Spadek stawek ubezpieczeniowych zaczyna wyhamowywać, ale o odwróceniu trendu jeszcze nie można mówić. Z pewnością myślą o tym sami ubezpieczyciele, mając na uwadze zarówno wzrost windykacji (kwotowo i liczbowo), jak i 30% wzrosty w niewypłacalnościach (1Q2023). Jednak warto zaznaczyć, iż ciągle wiele przedsiębiorstw notuje niskie straty, a moralność płatnicza ich kontrahentów pozostaje bardzo wysoka. Oznacza to, iż w najbliższym czasie w sposób naturalny będzie dochodziło do selekcji na etapie składania ofert. Część firm dalej będzie otrzymywała wysoce konkurencyjne warunki, inne – będą zmuszone zmierzyć się z wyższą stawką oraz gorszymi limitami. Warto też nadmienić, iż analogiczna sytuacja występuje na rynkach europejskich”.
PKB wzrośnie w Polsce o 1% w 2023 r., a w kolejnych latach wzrost będzie przyspieszał stopniowo, do 2,2% w 2024 r. i 4,2% w 2025 r. Strefa euro uniknie recesji.
Inflacja w Polsce utrzyma się powyżej celu w kolejnych trzech latach: 13,2% w 2023 r., 7,3% w 2024 r. i 3,7% w 2025 r. W strefie euro powinna spaść do celu inflacyjnego już w drugiej połowie przyszłego roku.
W scenariuszu bazowym NBP utrzyma obecne stopy procentowe przez cały 2023 r. Europejski Bank Centralny będzie kontynuował podwyżki aż stopa depozytowa osiągnie 3,75%.
Polska gospodarka zwalnia od wybuchu wojny w Ukrainie, a inflacja zjada nominalny wzrost płac i hamuje konsumpcję. Gospodarka okazuje się jednak być silniejsza niż oczekiwano. Ekonomiści firmy doradczej EY zrewidowali nieco w górę prognozę dla polskiej gospodarki w najnowszym wydaniu cyklicznego European Economic Outlook. Zdaniem Zespołu Analiz Ekonomicznych EY, PKB wzrośnie w br. o 1%, a nie 0,5%, jak prognozowano w styczniu. To z powodu dalszego spadku cen energii, ograniczającego obniżkę realnych dochodów i zaburzenia produkcji w branżach energochłonnych, a także lepszej od oczekiwań koniunktury w strefie euro, która – według prognoz ekonomistów EY – uniknie recesji.
Wzrost pozostanie jednak relatywnie niski, znacznie poniżej potencjału polskiej gospodarki. Czynnikiem hamującym wzrost gospodarczy nadal będzie przede wszystkim bardzo wysoka inflacja, która jeszcze przez najbliższe miesiące będzie przewyższać wzrost płac. Efektem będzie kontynuacja już doświadczanego spadku realnych wynagrodzeń, co ogranicza siłę nabywczą gospodarstw domowych oraz ich konsumpcję – mówi Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.
Polskiej gospodarce ciążyć będzie też relatywnie niski – choć wyższy od wcześniejszych oczekiwań – wzrost u naszych głównych partnerów handlowych, skutki zacieśnienia polityki pieniężnej oraz spowolnienie przyrostu zapasów.
Warto przy tym zauważyć, że choć średnioroczny wzrost PKB będzie w tym roku wyraźnie niższy niż w ubiegłym, to po bardzo szybkim hamowaniu gospodarki w trakcie 2022 roku, w tym roku doświadczymy już pozytywnej dynamiki – PKB będzie rosło w ujęciu kwartalnym, a wzrost w ujęciu rocznym będzie przyspieszał. Przyczyni się do tego przede wszystkim stopniowy spadek inflacji, ograniczający tempo spadku realnych dochodów – według naszych prognoz, w II połowie roku realny wzrost płac w Polsce będzie już dodatni – mówi Marek Rozkrut.
Zespół Analiz Ekonomicznych EY zrewidował również w górę prognozy dla gospodarki europejskiej, która uniknie recesji. Najnowsza prognoza zakłada wzrost PKB w strefie euro o 0,7%, w USA – o 0,9% w 2023 roku.
Wsparcie rządowe dla gospodarstw domowych i firm ograniczyło skutki kryzysu energetycznego, pomogła też łagodna zima i pełne magazyny gazu w Europie. Silny rynek pracy wspiera dochody konsumentów, ustępują zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw, popandemiczne otwarcie gospodarki Chin wzmacnia ożywienie popytu na świecie – wylicza Maciej Stefański, starszy ekonomista w Zespole Analiz Ekonomicznych EY.
Bezrobocie w ryzach pomimo spowolnienia
Mimo silnego spowolnienia, bezrobocie jest wciąż rekordowo niskie – dotyczy to nie tylko Polski, również Unii Europejskiej i głównych gospodarek świata. Prognozy Zespołu Analiz Ekonomicznych EY zakładają nieznaczny wzrost stopy bezrobocia w Polsce, zaledwie o ok. 0,3-0,4 pkt. proc. Firmy traktują zwolnienia jako ostateczność, obawiając się problemów z późniejszym zwiększaniem zatrudnienia, gdy już przyjdzie ożywienie. Jest to efekt strukturalnego niedoboru pracowników, wynikającego przede wszystkim z niekorzystnych tendencji demograficznych, które mają miejsce nie tylko w Polsce, ale i w większości krajów Europy.
W takich warunkach bardziej widocznym skutkiem spowolnienia dla rynku pracy jest ograniczenie rekrutacji (liczba wolnych miejsc pracy już spadła poniżej przedpandemicznego poziomu) oraz skali wzrostu wynagrodzeń. Mimo to sytuacja na rynku pracy pozostaje napięta i nominalny wzrost płac będzie nadal wysoki – w skali całego roku dwucyfrowy, czyli zdecydowanie powyżej poziomu spójnego z celem inflacyjnym NBP – mówi Marek Rozkrut.
Inflacja w europejskiej czołówce
To prowadzi nas do tematu inflacji, która w Polsce szczyt osiągnęła w lutym, na poziomie 18,4%. Od marca inflacja zaczęła się obniżać i ten trend będzie kontynuowany w kolejnych miesiącach, za sprawą dalszych spadków dynamiki cen energii (niezamrożonych przez rząd, czyli paliw samochodowych, węgla, gazu z butli czy ciepła) w związku z tzw. efektem bazy (szybkim wzrostem cen przed rokiem) oraz spadkiem cen surowców energetycznych w ostatnich miesiącach. W kolejnych miesiącach hamować zacznie również dynamika cen żywności i pozostałych towarów i usług, przede wszystkim w wyniku wcześniejszych spadków cen surowców i odblokowania globalnych łańcuchów dostaw, co wpłynie na ceny konsumenckie z opóźnieniem. Zespół Analiz Ekonomicznych EY podtrzymuje jednak wcześniejszą prognozę, zgodnie z którą w Polsce niemal przez cały rok utrzyma się dwucyfrowa inflacja, która osiągnie średni poziom 13,2% – tylko nieznacznie mniej niż w 2022 roku.
Inflacja w strefie euro będzie spadać dość szybko, choć wciąż będzie na podwyższonym poziomie i średniorocznie wyniesie 6,1% w 2023 roku. Już w drugiej połowie 2024 roku inflacja osiągnie 2%, cel zakładany przez Europejski Bank Centralny, choć inflacja bazowa pozostanie powyżej tego poziomu do drugiej połowy 2025 roku.
W tym roku będziemy w czołówce krajów z najwyższą inflacją, a w przyszłym roku wzrost cen w Polsce może być najszybszy w całej Unii Europejskiej – mówi Marek Rozkrut.
Stopy procentowe: w Polsce stabilnie w tym roku, na świecie zmniejszenie skali podwyżek
Jak w tych warunkach zachowają się banki centralne?
Oczekujemy, że w warunkach spadającej, ale nadal bardzo wysokiej inflacji Rada Polityki Pieniężnej pozostawi stopy procentowe bez zmian do końca roku, choć potrafię sobie wyobrazić scenariusz, że stopy zostaną obniżone pod koniec 2023 roku. Niemniej, w mojej ocenie taka decyzja byłaby przedwczesna – mówi Marek Rozkrut.
Zespół Analiz Ekonomicznych spodziewa się dalszego zacieśniania polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny ze względu na rekordowo wysoką inflację bazową i napięty rynek pracy, który zwiększa ryzyko utrzymywania się silnej presji cenowej. Dlatego analitycy EY spodziewają się dodatkowych podwyżek stopy depozytowej przez EBC – łącznie o 0,75 pkt. proc. do poziomu 3,75%, co zakończy cykl podwyżek. Po ostatnim wzroście stóp procentowych o 0,25 pkt. proc. – do przedziału 4,75-5%, w amerykańskim Fed zapanowały bardziej gołębie nastroje będące pokłosiem zaburzeń w sektorze bankowym. Mimo tego EY prognozuje, że Fed zdecyduje się na jeszcze jedną podwyżkę o 0,25 pkt. proc. w maju.
Efekty zacieśniania polityki monetarnej przełożyły się już na spadek kreacji kredytu w strefie euro, co wydarzyło się pierwszy raz od 2014 roku. Co istotne, wpływ wysokich stóp procentowych na gospodarkę jeszcze nie w pełni się zmaterializował i w kolejnych kwartałach będzie on nadal ograniczać wzrost w Europie – mówi Maciej Stefański.
Stopniowe ożywienie gospodarcze przy wysokiej inflacji
Co dalej? Ożywienie gospodarcze będzie postępowało stopniowo. W 2024 r. zarówno w Polsce, jak i Europie w pełni ujawnią się efekty wzrostu stóp procentowych, co będzie hamowało wzrost gospodarczy. Inflacja pozostanie na podwyższonym poziomie, co nadal będzie ciążyło na realnym wzroście dochodów, a ceny surowców pozostaną powyżej przedpandemicznych poziomów.
W związku tym prognozujemy, że w przyszłym roku PKB w Polsce wzrośnie o 2,2%. Silniejszego ożywienia spodziewamy się dopiero w 2025 r., gdy inflacja spadnie poniżej 5%, a inwestycje rządowe będą się rozpędzać, w szczególności dzięki środkom z KPO – wówczas PKB wzrośnie o 4,2%– mówi Marek Rozkrut.
Zespół Analiz Ekonomicznych prognozuje, że po początkowo szybkim spadku, w przyszłym roku inflacja w Polsce będzie się obniżać o wiele wolniej i wyniesie średnio 7,3% – najwięcej w całej Unii Europejskiej. Przyczynią się do tego nadal relatywnie wysoka dynamika nominalnych wynagrodzeń, wzmacniana przez silny wzrost płacy minimalnej, przynajmniej częściowe odmrożenie cen energii oraz powrót stawek VAT na podstawowe produkty żywnościowe do wcześniejszych, wyższych poziomów. W 2025 r. inflacja zbliży się do 3,5%, czyli górnego przedziału dopuszczalnych odchyleń od celu NBP, który – przypomnijmy – wynosi 2,5% +/- 1 pkt proc.
Mimo to spodziewamy się, że NBP będzie stopniowo obniżać stopy procentowe już od przyszłego roku. Niemniej nie wrócą one do bardzo niskich poziomów sprzed 2019 r., nie wspominając nawet o okresie zerowych stóp w trakcie pandemii – mówi Maciej Stefański.
Ryzyko negatywnego scenariusza
W Polsce istnieje stosunkowo wysokie ryzyko, że wzrost gospodarczy okaże się niższy niż prognozowany przy równocześnie wyższej inflacji. Pomimo wysokiego stanu magazynów gazu i inwestycji w infrastrukturę (np. terminale LNG), utrzymuje się ryzyko ponownego znacznego wzrostu cen energii w Europie, w tym w Polsce.
Przy wciąż bardzo wysokiej inflacji i napiętej sytuacji na rynku pracy, szoki energetyczne czy inne wstrząsy podażowe mogą zostać bardzo szybko przeniesione na ceny, prowadząc do kolejnego odbicia inflacyjnego. Takie ryzyko będzie się utrzymywać jeszcze przez dłuższy czas – mówi Marek Rozkrut.
Po ostatnich problemach niektórych amerykańskich i europejskich banków, nowym źródłem ryzyka jest sektor bankowy. Choć sytuacja na razie się uspokoiła, nie znamy jeszcze skutków ostatnich zawirowań, a problemy mogą powrócić.
Czynnikiem ryzyka dla polskiej gospodarki jest uruchomienie środków z Krajowego Planu Odbudowy – Zespół Analiz Ekonomicznych EY zakłada, że KPO będzie zaakceptowane przez Komisję Europejską w ostatnim kwartale tego roku, a wydatki rozpędzą się w 2025 r. Jeśli tak się nie stanie, wzrost gospodarczy w przyszłym i w 2025 roku będzie o ok. 0,3 pkt proc. niższy niż obecnie – prognozuje zespół EY.
Warto pamiętać, że kryzys energetyczny i wiele innych zakłóceń w gospodarce światowej, wynikających m.in. ze zmian geopolitycznych, to nie są wstrząsy krótkookresowe, które zaraz przeminą. Możemy się zatem spodziewać, że podwyższona zmienność i niepewność zostaną z nami na dłużej, a przedsiębiorstwa powinny się na to przygotować – podsumowuje Marek Rozkrut.
Dwie farmy fotowoltaiczne – PV Wielbark (woj. warmińsko-mazurskie) o mocy 62 MW i PV Gryf (woj. wielkopolskie) o mocy 25 MW zostały uruchomione przez Energę Wytwarzanie, spółkę zależną Energi z Grupy ORLEN. Spółka zainwestowała ok. 260 mln zł, aby zielona energia produkowana w tych instalacjach mogła zasilić ok. 43 tys. gospodarstw domowych. Do końca tego roku farma w Wielbarku zostanie rozbudowana, a jej moc wzrośnie do 70 MW. Z kolei w przyszłym roku, w sąsiedztwie farmy Gryf powstaną kolejne instalacje fotowoltaiczne o łącznej mocy ok. 68 MW. Realizowane projekty skutecznie umożliwiają Grupie ORLEN powiększanie portfela wytwórczego z odnawialnych źródeł energii, zwiększając tym samym bezpieczeństwo energetyczne Polski i przybliżając koncern do osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 roku.
– Odnawialne źródła energii są fundamentem naszej transformacji i kluczem do zapewnienia Polsce niezależności i bezpieczeństwa energetycznego. Dlatego, zgodnie ze strategią, konsekwentnie zwiększamy zaangażowanie w ich rozwój poprzez budowę własnych instalacji i nabywanie atrakcyjnych biznesowo aktywów. Do 2030 roku przeznaczymy na realizację projektów OZE ponad 50 mld zł, zwiększając moce w OZE do 9 GW. Uruchomienie dwóch kolejnych farm fotowoltaicznych – Wielbark i Gryf skutecznie przybliża nas do tego celu. W ubiegłym roku w instalacjach fotowoltaicznych wyprodukowaliśmy czterokrotnie więcej czystej energii niż rok wcześniej. Dzięki nowym inwestycjom ta skala wzrośnie. Już teraz nasze moce zainstalowane w fotowoltaice sięgają ok. 97 MW, a realizacja kolejnych projektów pozwoli znacząco je zwiększyć – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Farma fotowoltaiczna PV Wielbark składa się łącznie z ok. 150 tys. paneli o mocy jednostkowej do 530 W. Instalacja obsługiwana jest przez ponad 300 inwerterów (falowników), a do jej budowy zużyto ok. 2,5 tys. stali. Wartość inwestycji to ok. 200 mln zł.
Instalacja powstała na obszarze 119 ha, na glebach o jednej z najniższych klas. Prace budowlane zostały zrealizowane w drugiej połowie 2022 roku i wówczas podłączono do sieci elektroenergetycznej pierwsze panele o łącznej mocy ok. 12 MW. Do uruchomienia pozostałych wymagana była modernizacja pobliskiego Głównego Punktu Zasilania – GPZ Wielbark, którą wykonała Energa Operator.
Do końca 2023 roku moc zainstalowana farmy w Wielbarku wzrośnie o dodatkowe 8 MW i łącznie będzie wynosić 70 MW. Na ok. 10 hektarach zamontowane zostanie kolejne 15 tys. paneli i 19 inwerterów. Tym samym instalacja będzie w stanie wyprodukować rocznie czystą energię umożliwiającą zasilenie blisko 35 tys. gospodarstw domowych.
Energa z Grupy ORLEN rozbudowała i uruchomiła także farmę fotowoltaiczną PV Gryf, której moc wynosi obecnie 25 MW. Pozwoli ona na zasilenie w czystą energię ok. 10 tys. gospodarstw domowych. Wartość tej inwestycji wyniosła ok. 60 mln zł.
Farma PV Gryf składa się z ok. 50 tys. paneli i powstała w wielkopolskiej gminie Przykona, na terenach zrekultywowanych po odkrywce węgla brunatnego. Na tym samym obszarze znajduje się również należąca do koncernu farma wiatrowa o mocy 31 MW i mała instalacja fotowoltaiczna o mocy ok. 1 MW.
W gminie Przykona wkrótce rozpocznie się także budowa kolejnych farm fotowoltaicznych Grupy ORLEN – PV Mitra o mocy 65 MW i PV Żuki o mocy 2,4 MW. Po ich uruchomieniu wszystkie instalacje OZE zlokalizowane na tym terenie zabezpieczą w energię elektryczną prawie 90 tys. gospodarstw domowych.
W portfolio Energi z Grupy ORLEN jest już ok. 97 MW mocy zainstalowanej w fotowoltaice, a do końca tego roku, po zrealizowaniu kolejnych inwestycji, wzrośnie ona do ok. 110 MW. Koncern wyprodukował w ubiegłym roku z odnawialnych źródeł 1,3 TWh zielonej energii, co stanowi ok. 30 proc. całej produkcji brutto
Handel elektroniczny przeobraża się na naszych oczach. Coraz więcej firm rezygnuje z hurtowników, by sprzedawać bezpośrednio do odbiorcy końcowego. Koń trojański, którym jest sprzedaż direct-to-consumer (DTC), porywa już nie tylko sprzedawców detalicznych, lecz także firmy B2B. Reakcja klientów? Znacznie częściej licząc się z groszem, zacierają ręce. Czy rynek hurtowy to już przeżytek?
Direct-to-consumer (DTC) w handlu internetowym to strategia, w której sprzedawcy wysyłają swoje towary bezpośrednio do klientów, bez potrzeby współpracy z pośrednikami, takimi jak hurtownie. Jest to możliwe np. dzięki platformom internetowym, jak Shopify, które łączą ze sobą marki i odbiorców końcowych. Rynek ten wszedł w fazę rozkwitu na skutek zamykania sklepów stacjonarnych po pandemii, a eksperci przewidują, jeszcze bardziej się umocni w obecnym roku.
– Coraz większa liczba producentów odcina się od pośredników i jest to zauważalne w skali globalnej. Producenci niekoniecznie chcą wystawiać swoje towary do hurtowni, lecz wolą być bezpośrednim punktem styku pomiędzy produktem a odbiorcą końcowym. Zainteresowanie DTC napędza pośrednio inflacja, która zmusza konsumentów do zaciskania pasa i ostrożnego wydawania ciężko zarobionych pieniędzy. Korzyści płynące z DTC są bowiem oczywiste: brak pośredników to mniejsze koszty ogólne dla marek, a więc i niższe ceny produktu. Klient dostaje bezpośrednio pod drzwi upragniony zakup za niższą cenę – tłumaczy Tomasz Cincio, prezes Droplo, platformy e-commerce dla B2B, która łączy dostawców produktów i sprzedawców z UE i integruje je z największymi platformami e-commerce na świecie.
Rzeczywiście, jak doniosła CNBC, sieć telewizyjna wyspecjalizowana w tematyce ekonomicznej, w USA wydatki ograniczają nawet konsumenci o wysokich dochodach. Nie dziwi więc, że aż 81 proc. z nich deklaruje, iż w ciągu najbliższych pięciu lat będą robić zakupy u marek oferujących model DTC.
Direct-to-consumer – ukłon w stronę klienta
Wiele firm, które odniosły rynkowy sukces, rozpoczęło swoją działalność właśnie od sprzedaży produktów online bezpośrednio do klientów. Przykłady? Renomowana marka okularowa Warby Parker, producent uznawanych za najwygodniejsze na świecie butów Allbirds czy kultowych wśród kobiet kosmetyków Glossier. Co wyróżnia te firmy? Znane są przede wszystkim z doskonałej obsługi i budowania z klientem długotrwałych relacji. Są zgodne, że model DTC zapewnia prostsze zarządzanie cyklem sprzedaży i, co kluczowe, pozyskiwanie od klientów, z pierwszej ręki, danych i informacji zwrotnych co do satysfakcji z zakupów. Dane te są ważne dla marek, które, aby przyćmić konkurencję, muszą zapewnić odbiorcom spersonalizowane doświadczenia. Jest to ważne tym bardziej, że blisko 60 proc. klientów oczekuje indywidualnego podejścia w procesie transakcji – twierdzą, że są skłonni udostępniać nawet dane wrażliwe, jeśli to poprawi ich doświadczenia zakupowe.
– Zapewnienie doskonałej obsługi klienta jest kolejną cechą wyróżniającą sprzedaż direct-to-consumer. Zaspokojenie potrzeb przez darmową wysyłkę, punkty lojalnościowe czy wsłuchanie się w potrzeby i wartości odbiorcy to języczek u wagi wierności marce. W przypadku, gdy marka polega na hurtowniach, a nawet sklepach w zakresie dystrybucji, to one kontrolują relacje z klientami. W przypadku handlu bezpośredniego jest zgoła inaczej. Marki DTC, które wybiły się na rynku, dają klientom dokładnie to, czego oczekują – podkreśla Tomasz Cincio z firmy Droplo.
I dodaje: – Korzystając z platform e-commerce i przyciągając klientów bezpośrednio poprzez marketing w mediach społecznościowych, firmy z powodzeniem wyeliminowały potrzebę istnienia tradycyjnych pośredników.
W jaki sposób firmy zdobywają serca konsumentów? Dla przykładu powstały w 2014 r. Glossier pozwala klientom opowiadać o swoich potrzebach i dzielić się doświadczeniami w mediach społecznościowych. Rozumie to Emily Weiss, założycielka i dyrektor generalna firmy beauty. Jak twierdzi, kiedy klient czuje się czymś podekscytowany, wówczas pragnie podzielić się tym uczuciem z innymi, między innymi dlatego przeprowadziła wywiady z setkami kobiet stosujących produkty kosmetyczne.
Wzrost popularności sprzedaży przez model DTC wykorzystują również marki tradycyjne, takie jak Nike czy Adidas. Ta pierwsza w ciągu ostatnich kilku lat przeszła na model DTC i zamknęła wiele innych kanałów sprzedażowych. Nike przewiduje, że do 2025 r. jej ramię DTC będzie odpowiedzialne za 60 proc. całkowitych przychodów, podczas gdy w 2010 r. wartość ta wynosiła jedynie 10 proc. Z kolei L’Oreal wykorzystał model direct-to-consumer do uruchomienia swojego Inkubatora Technologicznego, który pozwala konsumentom na personalizację produktów, dzięki czemu marka jest postrzegana jako innowacyjna.
Sprzedażą direct-to-consumer zainteresowanych jest też coraz więcej polskich producentów, którzy chcą wypłynąć na szerokie wody za granicą. Niektórzy z nich wskazują jednak na pewne utrudnienia, takie jak bariera językowa czy brak wiedzy i doświadczenia w tym obszarze.
– Wielu producentów w Polsce, a także na rynkach zagranicznych, np. w Niemczech w Wielkiej Brytanii oferuje bardzo dobre produkty, doskonale zna się na procesie produkcyjnym, natomiast nie są oni w stanie sprostać wymaganiom koniecznym do wysyłki towarów. Nie robią tego na co dzień, nierzadko pracują na dużych zamówieniach, na paletach czy kontenerach, i owszem, są w stanie takie przesyłki przygotować, natomiast nie mają opracowanego procesu logistycznego pod wysyłkę do odbiorcy. To powoduje, że chęci, jeżeli chodzi o ekspansję, są bardzo duże i wiele firm upatruje w niej szansę na rozwój biznesu, nie wiedzą, niestety, jak ten proces przeprowadzić. Istnieje jednak proste rozwiązanie: zainwestowanie w stronę e-commerce lub korzystanie z platform B2B i usługi fulfillmentu, która za pomocą kilku kliknięć myszką zdejmuje z producentów ciężar logistyczny i łączy ich bezpośrednio z odbiorcami – wyjaśnia Tomasz Cincio.
Czy hurtownictwo w e-commerce umiera?
Według raportu Distribution Strategy Group „State of eCommerce in Distribution” udział hurtowników w sektorze e-commerce wyniósł w 2022 r. 15,4 proc. przychodów ogólnych, w porównaniu do 14,2 proc. przychodów rok wcześniej, co oznacza wzrost o 8,5 proc. Zyski dystrybutorów różnią się jednak w zależności od ich wielkości i branży. I tak, rynek hurtowy online obsługuje 51 proc. dystrybutorów z roczną sprzedażą powyżej 1 mld dol. Natomiast w przypadku hurtowników o sprzedaży poniżej 10 mln. dol. odsetek ten wynosi już tylko niecałe 25 proc. Badacze wskazują, że coraz bardziej wzrasta potrzeba znalezienia równowagi pomiędzy sprzedażą bezpośrednią do konsumenta (DTC) i hurtową. Potwierdzają to dane firmy badawczej Coresight Research, która spodziewa się, że większa liczba firm w najbliższych latach przyjmie hybrydowy model DTC-hurtowy.
– Rynek hurtowy nie umiera, ale wyłaniają się nowe możliwości, takie jak model DTC, które są mocnym koniem trojańskim w e-commerce. Coraz więcej klientów wraca też do sklepów stacjonarnych, jednak łatwość i wygoda robienia zakupów w sieci zostanie z nami już na stałe. Bez wątpienia między różnymi kanałami sprzedaży zaczyna się toczyć zacięta walka o klienta. Dlatego w najbliższym czasie możemy się spodziewać większej kreatywności i działań skoncentrowanych na odbiorcy końcowym i jego potrzebach, które wyniosą e-handel na nowe wyżyny – prognozuje Tomasz Cincio z firmy Droplo.
1 kwietnia 2023 r. Królewskie Holenderskie Linie lotnicze podjęły współpracę przy kolejnym projekcie badawczym z Politechniką w Delft w Holandii. Wraz z zespołem studentów AeroDelft będą pracować przy projekcie Phoenix, którego celem jest budowa samolotu napędzanego wodorem. Opracowanie i przetestowanie modelowego samolotu na wodór dostarczy ważnych informacji na temat możliwości zastosowania wodoru w lotnictwie, zwłaszcza w zakresie projektowania zbiorników na ciekły wodór i kluczowych elementów bezpieczeństwa. Udział w tym projekcie pomoże KLM zdobyć cenną wiedzę i zapewni wiodącą rolę w rozwoju nowych technologii w lotnictwie.
Zarówno KLM, jak i członkowie AeroDelft podzielają pogląd, że podróże lotnicze dla wielu ludzi i branż są nieodzownym elementem we współczesnym świecie, ale niezbędne są innowacje w lotnictwie. Dlatego linia postanowiła włączyć się w ważny uniwersytecki projekt naukowy, aby współtworzyć technologię przyszłości, jaką jest realizowanie lotów na wodorze. Dzięki tej inicjatywie KLM i AeroDelft chcą przyczynić się do rozwoju technologii wodorowej i związanych z nią warunków wstępnych. Obejmują one między innymi certyfikację, przepisy i odpowiednią infrastrukturę. Obecnie rozwijane technologie wciąż stoją przed wieloma wyzwaniami, takimi jak np. dystrybucja i transport ciekłego wodoru.
O projekcie Phoenix
Celem projektu Phoenix prowadzonego przez zespół AeroDelft jest zbudowanie modelu samolotu napędzanego wodorem. W pierwszym etapie, projekt obejmuje budowę drona – „Prototypu-Phoenix”, który następnie posłuży jako punkt startowy w opracowaniu pierwszego załogowego i pełnowymiarowego samolotu z silnikami o napędzie elektryczno-wodorowym (z użyciem ciekłego wodoru). Prototyp-Phoenix wyposażono w silnik elektryczny napędzany ciekłym wodorem, przy wykorzystaniu technologii ogniw paliwowych. Dron odbył już pierwszy lot, wnosząc swój ważny wkład w projekt i w doświadczenie zespołu badawczego. Obejmowało to sprawdzenie, czy dron może latać na tym rodzaju paliwa i czy można nim sterować z ziemi.
Prototyp-Phoenix stanowi bazę wyjściową do budowy załogowego i pełnowymiarowego samolotu, który będzie zasilany wodorem (Phoenix Full Scale). Na razie trwają testy układów wodorowych do pełnowymiarowego samolotu. Następnie, w przyszłym roku, zespół AeroDelft planuje pierwsze loty załogowe przy użyciu wodoru gazowego, a następnie w 2025 r. z wykorzystaniem ciekłego wodoru.
„KLM chce odgrywać wiodącą rolę w innowacjach w lotnictwie i aktywnie poszukuje możliwości przyspieszenia ich rozwoju. Potrzebujemy inteligencji i pomysłów młodego pokolenia, które pomagają nam myśleć nieszablonowo. Entuzjazm i ciężka praca AeroDelft są dla nas nieocenioną pomocą.” – powiedział Barry ter Voert, CXO i Wiceprezes ds. rozwoju biznesu w KLM.
„Cieszymy się, że możemy pracować z KLM nad przyszłością lotnictwa. Wsparcie tak dużego gracza w branży to dla nas duży zaszczyt. Wspólnie będziemy ciężko pracować nad wdrażaniem nowych i innowacyjnych technologii oraz kształceniem inżynierów, którzy będą tworzyć lotnictwo w przyszłości.” – powiedział Wouter van der Linden, Kierownik zespołu AeroDelft
Zespół studencki AeroDelft
AeroDelft składa się z zespołu 50 studentów Uniwersytetu Technicznego w Delft (Holandia). Misją zespołu jest udowodnienie możliwości zastosowania i promowanie wodoru jako alternatywy dla konwencjonalnych paliw lotniczych.
Po tym jak kilka instytucji bankowych w Polsce padło ofiarą ataku na początku zeszłego tygodnia (PKO, PKO BP, BLIK) hakerzy wzięli na tapet Raiffeisen Bank i jego klientów, którzy w dniu 19 kwietnia nie mogli zalogować się do usług elektronicznych. Jednocześnie to właśnie Raiffeisen został wymieniony przez ekspertów Check Pointa jako jedna z najczęściej wykorzystywanych instytucji do przeprowadzania ataków typu brand phishingu.
Wizerunek banku Reiffeisen wykorzystywany był w pierwszym kwartale 2023 roku w 3,6% ataków phishingowych. Odbiorców zachęcano do kliknięcia w złośliwy link, który miał zabezpieczać konta przed wszelkimi oszustwami.
– Grupy przestępcze organizują kampanie phishingowe, aby jak najwięcej osób ujawniło swoje dane osobowe. W niektórych przypadkach ataki mają na celu uzyskanie informacji o koncie, jak widać w przypadku kampanii Raiffeisen. Inne są wykorzystywane do kradzieży danych finansowych czego byliśmy świadkami w przypadku popularnego serwisu streamingowego Netflix — powiedział Omer Dembinsky, Data Group Manager w Check Point Software
IT, bankowość oraz logistyka – to branże, pod które dotychczas najchętniej podszywali się cyberprzestępcy w atakach phishingowych. W 2023 roku sytuacja ta uległa zmianie, a liderem został handlowy gigant, działający na 27 rynkach na świecie – Wallmart.
Wizerunek Wallmartu wykorzystywany był w 16% wszystkich prób wyłudzenia danych. Drugie miejsce utrzymał DHL, pojawiając się w 13% ataków phishingowych, a tuż za nim uplasował się Microsoft z 12% udziałem Ogólnie rzecz biorąc, sektor technologii był branżą, pod którą najczęściej podszywali się cyberprzestępcy. W dalszej kolejności były to spedycja i handel detaliczny.
Po pierwszym kwartale roku zauważalny jest wzrost aktywności deweloperów i zapowiedzi realizacji nowych projektów. Jedocześnie, w dalszym ciągu odczuwalna wysoka inflacja oraz utrzymujące się na znacznym poziomie koszty budowy wstrzymują niektóre decyzje o rozpoczynaniu nowych inwestycji.
W pierwszych trzech miesiącach 2023 roku nie oddano do użytku żadnego nowego obiektu biurowego, co jest sytuacją niespotykaną od 20 lat. Tym samym, całkowite zasoby biurowe w Warszawie na koniec I kw. nie zmieniły się i wyniosły prawie 6,26 mln m kw. Główne obszary koncentracji powierzchni biurowej znajdują się w centrum Warszawy (ponad 44%) oraz na Służewcu (ponad 17%).
Pozytywne sygnały zaczynają docierać ze strony deweloperów, którzy zapowiadają realizację nowych projektów. Na koniec pierwszego kwartału w budowie znajdowało się ponad 212 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Jeżeli deweloperzy dotrzymają założonych terminów w kolejnych kwartałach na rynek trafi ponad 30% z obecnie powstającej powierzchni. W latach 2024-2025 stołeczny rynek zasili 110 000 m kw. realizowanej aktualnie powierzchni. Niestety w dalszym ciągu wynik projektów w budowie znacznie odbiega od tego, który rynek notował przed 2020 rokiem, kiedy średnio w budowie pozostawało około 700 000 – 800 000 m kw.
Ponad 60% realizowanej w Warszawie podaży znajduje się w strefach centralnych. Największymi projektami w budowie są The Bridge (46 800 m kw., Ghelamco Poland) oraz Drucianka B1 (25 000 m kw., Liebrecht & Wood), których ukończenie planowane jest na 2025 rok, oraz Lakeside (20 900 m kw., Atenor), którego oddanie do użytku przewidywane jest jeszcze w tym roku.
„Na warszawskim rynku biurowym podpisano umowy najmu na ponad 158 900 m kw., co w porównaniu do analogicznego okresu w 2022 roku było wynikiem blisko 42% mniejszym. Od stycznia do marca zaledwie pięć umów dotyczyło powierzchni przekraczających 5 000 m kw., z czego największą umową była renegocjacja podpisana w budynku Proximo II przez firmę Accenture na ponad 8 800 m kw.”– komentuje Piotr Borowski, Dyrektor działu reprezentacji najemcy w Knight Frank.
„Warto jednocześnie zaznaczyć, że nowe umowy stanowiły aż 70% wolumenu podpisanych umów (ponad 111 000 m kw.) i dominowały w strukturze. Trzynaście z dwudziestu największych umów najmu zawartych od stycznia do marca 2023 roku stanowiły nowe umowy. Renegocjacje wyniosły blisko 25% podpisanych umów (ponad 39 300 m kw. wynajętej powierzchni). W dalszym ciągu niewielu najemców decyduje się na powiększenie wynajmowanej powierzchni (5% wolumenu umów),” – dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
Decydując się na wybór biura pod względem lokalizacji, najemcy w dalszym ciągu najchętniej wybierali strefy centralne. W pierwszych trzech miesiącach stanowiły one 55% wynajętego wolumenu. Na drugim i trzecim miejscu pod względem popularności znalazły się Służewiec i Aleje jerozolimskie, których udziały odpowiednio wyniosły 16% i ponad 12%.
w I kwartale 2023 współczynnik pustostanów wyniósł 11,6%, koniec marca 2023 roku dostępne było 724 600 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. W strefach centralnych wskaźnik pustostanów wynosił 10,2%, zaś poza centrum 12,7%. Najniższy wskaźnik pustostanów odnotowano na Ursynowie i Wilanowie (6%) oraz wzdłuż ulicy Puławskiej (6,4%).
„Wywoławcze stawki czynszu za powierzchnię biurową w Warszawie pozostawały stabilne w I kw. 2023 roku. W najlepszych budynkach biurowych w Centralnym Obszarze Biznesu stawki miesięczne kształtowały się na poziomie 19,00-26,00 EUR/m kw. W pozostałych lokalizacjach centralnych wyjściowe czynsze znajdowały się w przedziale od 15,00 do 24,00 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum wynosiły od 10,00 do 16,00 EUR/m kw./miesiąc. Stawki opłat eksploatacyjnych na koniec marca 2023 roku kształtowały się w przedziale od 16,00 do 33,00 PLN/m kw./miesiąc,”– wyjaśnia Piotr Borowski.
Czy umowa depozytu nieprawidłowego zawarta między przedsiębiorcami podlega opodatkowaniu PCC?
Umowa depozytu nieprawidłowego została wskazana wprost w ustawie o podatku od czynności cywilnoprawnych jako podlegająca opodatkowaniu PCC. Jednak przy dochowaniu określonych warunków jej strony, szczególnie przedsiębiorcy, mogą korzystać ze zwolnienia w tym podatku. Jakie to warunki?
Umowa depozytu nieprawidłowego
Wiele osób może nawet nie zdawać sobie sprawy, że prawdopodobnie nieświadomie zawarły podlegającą opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych (w skrócie: PCC) umowę depozytu nieprawidłowego. Zgodnie z art. 845 Kodeksu cywilnego, z depozytem nieprawidłowym mamy do czynienia w sytuacji, gdy przechowawca może rozporządzać oddanymi mu na przechowanie pieniędzmi lub innymi rzeczami oznaczonymi tylko co do gatunku. Zastosowanie wówczas znajdują odpowiednie przepisy o pożyczce. Wystarczy więc, że rodzic zdeponuje na rachunku osobistym dziecka jakąś kwotę na przechowanie, a dziecko skorzysta z nich, nawet nieświadomie – czyli np. gdy bank automatycznie pobierze z tych pieniędzy środki na pokrycie ujemnego salda.
Umowa depozytu nieprawidłowego, wskazana jako przedmiot opodatkowania w art. 1 ust. 1 pkt 1 lit. j) ustawy o PCC, podlega 0,5% stawce opodatkowania. Stawka ta może jednak wzrosnąć aż do 20%, jeśli podatnik w przyszłości w toku czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego lub kontroli celno-skarbowej powoła się przed organem podatkowym na fakt zawarcia takiej umowy, a podatek nie został wcześniej opłacony. A do takich sytuacji dochodzi, gdy podatnicy po latach próbują wykazać przed skarbówką źródło zgromadzonych przez siebie środków i uwiarygodnić legalność pochodzenia pieniędzy wydatkowanych np. na zakup mieszkania.
Umowa rachunku powierniczego bez PCC
W grudniu 2020 r. naczelnik urzędu skarbowego określił spółce z o.o. zobowiązanie w podatku od czynności cywilnoprawnych stwierdzając, że w lipcu 2014 r. zwarła ona ze spółką akcyjną umowę depozytu nieprawidłowego. Spółka z o.o. wyjaśniała, że była jedynie przechowawcą środków przelanych jej w ramach umowy o prowadzenie rachunku powierniczego i obsługi płatności, a ta umowa nie została wskazana w ustawie jako podlegająca PCC. Dyrektor izby administracji skarbowej, jako organ odwoławczy, poparł ustalenia organu I instancji, że sporny przelew na rachunek bankowy spółki z o.o. dokonany 23 lipca 2014 r. przez spółkę akcyjną, nie nastąpił w ramach umowy o prowadzenie rachunku powierniczego, a jako realizacja umowy depozytu nieprawidłowego. Środki, które tym przelewem wpłynęły posłużyły bowiem do pokrycia ujemnego salda spółki na tym rachunku oraz regulowania zobowiązań wobec jej wierzycieli. Zostały więc wykorzystane przez spółkę z o.o. do jej własnych celów. Oznacza to, że rachunek nie służył wyłącznie do przechowywania środków pieniężnych spółki je przekazała. Nie spełniał zatem wymogów rachunku powierniczego.
Umowa depozytu nieprawidłowego między przedsiębiorcami
Z ustaleniami organów co do charakteru zawartej przez spółki umowy zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny
w Kielcach. Powierzający wpłaca pieniądze na rachunek powierniczy po to, aby zostały przeznaczone na cel ustalony z posiadaczem rachunku. Co prawda posiadacz rachunku dysponuje powierzonymi środkami we własnym imieniu, ale jest zobowiązany wobec powierzającego do rozliczenia się ze sposobu ich wykorzystania. Natomiast w sprawie tej, rachunek, na który spółka z o.o. otrzymała sporny przelew, służył jej do obsługi linii kredytowej i znajdowały się na nim również jej środki własne. Już ta okoliczność uniemożliwia kwalifikację tych zdarzeń jako zaistniałych w ramach umowy o prowadzenie rachunku powierniczego. Dodatkowo, spółka z o.o. dysponowała wpłaconymi przez spółkę akcyjną pieniędzmi także na pokrycie swoich zobowiązań wobec innych podmiotów.
Opodatkowanie nie dotyczy przedsiębiorców
Sąd uchylił jednak decyzję organu z innego względu. W samym uzasadnieniu projektu ustawy o PCC autorzy potwierdzili, że dotyczy on opodatkowania czynności, których przedmiotem jest nieprofesjonalny obrót rzeczami oraz prawami majątkowymi. Ustawa ostatecznie rozgraniczyła zakresy opodatkowania podatkiem od czynności cywilnoprawnych i podatkiem od towarów i usług przez przyjęcie zasady, że zwalnia się od PCC te czynności, w których przynajmniej jedna ze stron z tytułu ich dokonania jest, na podstawie odrębnych przepisów, opodatkowana podatkiem od towarów i usług, lub na mocy tych przepisów jest zwolniona z tego podatku. Opodatkowaniu będą zatem podlegały czynności cywilnoprawne obrotu gospodarczego „nieprofesjonalnego”, których dokonanie nie powoduje powstania obowiązku podatkowego w VAT.
Z powyższym zgadzał się w pełni dyrektor izby administracji skarbowej, który stwierdził jedynie, że aby umowa depozytu nieprawidłowego była wyłączona z opodatkowania PCC, musi podlegać opodatkowaniu VAT lub być od niego na podstawie przepisów szczególnych zwolniona. Jednocześnie konieczne jest ustalenie, czy została dokonana przez podatnika VAT oraz czy mieści się w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej w rozumieniu art. 15 ust. 2 ustawy o VAT.
Nielogiczna argumentacja skarbówki
WSA w Kielcach skonstatował więc, że aby można było objąć umowę depozytu nieprawidłowego opodatkowaniem PCC, umowa ta musi zostać zawarta w ramach obrotu nieprofesjonalnego, a „Stanowisko organu w tym zakresie nie zostało jednak poparte żadną logiczną argumentacją”. Sąd zwrócił uwagę, że organy uzasadniały, że skoro rachunek spółki nie spełniał wymogów rachunku powierniczego, to nie można uznać, że czynności dokonane za jego pośrednictwem stanowiły obrót profesjonalny. WSA zwrócił wagę, że z takiego stanowiska organów wynika, iż jedynie czynności dokonywane w ramach rachunku powierniczego mogą stanowić obrót profesjonalny i być opodatkowane VAT, natomiast czynności dokonywane na innego rodzaju rachunkach bankowych w ramach umowy depozytu nieprawidłowego takimi czynnościami być nie mogą. „Taki pogląd nie znajduje uzasadnienia w przepisach prawa, a w szczególności w ustawie o podatku od towarów i usług” – orzekł WSA uchylając decyzję dyrektora izby administracji skarbowej zaskarżoną przez spółkę (wyrok z 2 marca 2023 r., sygn. akt I SA/Ke 561/22).
Podsumowanie
Zgodnie z intencją ustawodawcy tworzącego ustawę o PCC reguła jest prosta: jeśli w danej czynności prawnej uczestniczy przedsiębiorca, który jako podmiot profesjonalny podlega ustawie o VAT, to czynności ta nie podlega opodatkowaniu PCC. Zawiłe starania organów dążące do podwójnego opodatkowania przedsiębiorcy (podatkiem VAT i PCC) nie mają oparcia w przepisach, jak podkreślił w omawianej sprawie sąd, a więc i racji bytu. Podatnicy mogą się więc skutecznie bronić przed takimi działania fiskusa.
Co do osób niebędących przedsiębiorcami, czyli tzw. podmiotów nieprofesjonalnych, to by uniknąć ciężaru PCC lepiej powierzać najbliższym środki w drodze darowizny albo umowy pożyczki, bo w gronie bliskich podlegają one zwolnieniu z opodatkowania PCC. W przypadku przedsiębiorców, jak pokazuje przykład tej sprawy, sposobem na uniknięcie PCC jest również przekazanie ich w drodze umowy powierniczej.
Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców
Problemy związane z polskim systemem stanowienia prawa i funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości, bezpieczeństwem energetycznym, gospodarką i finansami państwa oraz strukturą wydatków publicznych i rynkiem zboża – to kluczowe tematy dyskutowane podczas dzisiejszego posiedzenia Gospodarczego Gabinetu Cieni Business Centre Club.
W posiedzeniu think tanku Business Centre Club, które odbyło się w nowej siedzibie BCC przy placu Trzech Krzyży w Warszawie, uczestniczyli: dr Janusz Steinhoff – przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, minister gospodarki BCC, dr Jacek Goliszewski – wiceprzewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, prezes Business Centre Club, prof. Stanisław Gomułka – minister finansów Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, Ryszard Kalisz – minister ds. prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, gen. Leon Komornicki – minister ds. przemysłu obronnego Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, Bożena Lublińska-Kasprzak, minister ds. przedsiębiorczości i innowacji Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC – dr Grażyna Majcher-Magdziak – minister skarbu i prywatyzacji Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, Witold Michałek – minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC oraz Ryszard Pazdan – minister środowiska Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.
Posiedzenie otworzył przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni dr Janusz Steinhoff, który zwrócił się do ministrów GGC BCC z prośbą o opinię w kwestiach podjęcia przez rząd decyzji o bezprawnej blokadzie ukraińskiego zboża.
Blokada ukraińskiego zboża
Jak zauważają eksperci Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, atak Rosji na Ukrainę i zajęcie większości portów tego kraju, który był jednym z głównych dostawców zbóż do państw Afryki cierpiących na ich niedostatek, uniemożliwił Ukrainie [UA] ich eksport. W odpowiedzi na prośbę Ukrainy, Unia Europejska zdecydowała się za zgodą rządów swych członków [w tym Polski] – otworzyć swój wspólny rynek rolny dla szeregu towarów rolnych z UA i tranzytu ukraińskich zbóż do swych portów. Tym samym umożliwić Ukrainie ich eksport do państw zależnych od niego. Decyzja ta, motywowana politycznie i gospodarczo, była bezprecedensowym wyjątkiem w dotychczasowej realizacji zarówno wspólnej polityki rolnej, jak i handlowej Unii.
Problemy zmonopolizowanego krajowego rynku energetycznego
Premier Steinhoff odniósł się do kwestii monopolizacji rynku gazu, rynku energii elektrycznej i rynku paliw płynnych. Przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni wskazał, że jednym z istotniejszych problemów jest izolowanie tych rynków od rynku UE, co skutkuje najwyższymi cenami w Europie – które są funkcją woli politycznej danej formacji, niemającą związku z rynkiem i wpływają negatywnie na konkurencyjność polskich przedsiębiorców, których sytuacja i tak jest bardzo trudna.
Były wicepremier i minister gospodarki zwrócił uwagę na to, że rynek miksu energetycznego i gazu w Polsce nadal jest niekonkurencyjny. Podkreślił, że należy bez zbędnej zwłoki zakończyć procedowanie nad aktualizacją Polityki Energetycznej Państwa do 2040 roku.
Janusz Steinhoff pozytywnie ocenił przygotowane przez Ministerstwo Klimatu
i Środowiska projekty nowelizacji Prawa Energetycznego oraz założenia dotyczące m.in: przyśpieszenia przebudowy archaicznego, opartego na dominacji paliw stałych miksu energetycznego, programów inwestycyjnych w sieci przesyłowe i dystrybucyjne, inwestycji w magazyny energii. Plan MKiŚ zakłada osiągnięcie, poprzez skuteczne narzędzia wsparcia, znacznego przyśpieszenia inwestycji w energetykę wiatrową (ląd i offshore), fotowoltaikę, wykorzystanie potencjału produkcji biometanu. Według zapowiedzi w projekcie dokumentu założono, iż w roku 2040 osiągniemy ok. 74% produkcji energii elektrycznej ze źródeł nieemisyjnych (OZE + energetyka jądrowa). Obawę eksperta budzą natomiast wypowiedzi innych przedstawicieli rządu, którzy kwestionują podstawowe zapisy zarówno obowiązującej PEP 2040, jak i zapowiadanych kierunków ewolucji tego dokumentu.
Przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni poparł też zapowiedzi przyjęcia przez Radę Ministrów projektów ustaw, które implementują dyrektywę UE REDII
w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych.
Rekomenduję Prezesowi Rady Ministrów, aby niezwłocznie podjął stosowne działania dyscyplinujące członków Rady Ministrów oraz aby po niezbędnych uzgodnieniach
i konsultacjach Rada Ministrów przyjęła przedłożony przez MKiŚ projekt.
– podsumował Janusz Steinhoff.
Business Centre Club wielokrotnie postulował o zmianę błędnej polityki gospodarczej państwa, polegającej na wspieraniu tworzenia dominujących na rynkach podmiotów oraz biernej postawie wobec tych problemów UOKiK-u. Efektem są wysokie ceny paliw i energii, które w sposób znaczący obniżają konkurencyjność polskiej gospodarki.
Kryzys w przemyśle drzewnym
Zwrócono uwagę na pogorszenie koniunktury w krajowym przemyśle drzewnym w tym problem z dostępnością surowca, problemy z certyfikatami, monopol Lasów Państwowych. Zgłoszono także uzasadnioną obawą o konkurencyjność polskiego przemysłu drzewnego. Jak podkreśla Janusz Steinhoff:W polskiej branży meblarskiej (32 tys. firm) pracuje bezpośrednio ok. 200 tys. osób, natomiast w przemyśle drzewnym zatrudnienie sięga ponad 400 tys. pracowników. Według przedstawicieli Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli (OIGPM), negatywne konsekwencje związane z brakiem pozyskania certyfikacji FSC (Forest Stewardship Council), mogą mieć reperkusje dla ok. 20% pracowników przemysłu drzewnego i spowodować spadek produkcji nawet o 30%. Branżę niepokoją aktualnie m.in. decyzje kolejnych dyrekcji Lasów Państwowych oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczące wygaszania certyfikacji tzw. odpowiedzialnej gospodarki leśnej, jak i również kwestie procedur sprzedaży surowca. Może to osłabić konkurencyjność polskich firm meblarskich, skutkować redukcją zatrudnienia, w konsekwencji przynieść obniżkę wpływów z tytułu VAT, PIT oraz CIT. – podkreślił przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni Janusz Steinhoff.
Struktura finansów państwa
Istotnym punktem obrad był problem struktury finansów państwa. Główny ekonomista BCC – Stanisław Gomułka zwrócił uwagę, że potrzebne są dwie natychmiastowe zmiany tj. – poprawa jakości statystyki dotyczącej finansów państwa, przez przejście w ustawie o finansach publicznych na unijny ESA 2010
i unijny EDP (excessive deficit procedure), oraz akceptacja wymaganych przez KE
i polską Konstytucję zmian w praworządności, aby UE mogła przekazać Polsce środki z KPO do roku 2025.
Wobec niższego tempa wzrostu PKB, aby utrzymać pod kontrolą relację długu do PKB, to średniorocznywynik sektora finansów publicznych, liczony według metodologii unijnej, powinien byćpoprawiony o3pp.PKB, zpoziomu około 4 pp.PKBdeficytu w ostatnich30latachdo1pp.PKB.Tapoprawapowinna nastąpićwciągunajbliższych 10-15lat. – podkreślał Stanisław Gomułka.
Elita polityczna i społeczeństwo,także przedsiębiorcy,muszązaakceptować,że silnie pozytywne efekty zjawiskadoganiania przez Polskę krajów wysoko rozwiniętych od roku 1992 oraz członkostwa wUE od roku 2004będąwnajbliższych 10-15latachwygasać, obniżająctrendwzrostuPKBna mieszkańca –także tempa wzrostu wydajności pracy– z około 3,5% rocznie dookoło 1,5% rocznie po około roku 2035. – mówił główny ekonomista BCC.
GGCBCC zarekomendował, aby konieczna i kosztowna przebudowa systemu energetycznego była finansowana głównie przez sektor prywatny, krajowy i zagraniczny oraz przez środki UE. W przypadku usług zdrowotnych pełne finansowanie ze środków publicznych mogłoby dotyczyć głównie tych kategorii usług, na które nie ma dużych kolejek. Jeśli jednak wzrost współfinansowania ze środków prywatnych nie będzie możliwy, to jedynym wyjściem musiałoby być albo podwyższenie składki zdrowotnej, albo dłuższe kolejki. W dalszej perspektywieprawdopodobnie potrzebne będzie zmniejszenie dofinansowania z budżetu państwa sektora emerytalnego, przez zmniejszenie przywilejów w składkach emerytalnych w najbliższych 5-15 latach oraz podniesienie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat za około 10-15 lat. – stwierdził Stanisław Gomułka.
Szeroko dyskutowana była także istotna i aktualna kwestia – systemu stanowienia polskiego prawa.
Największym priorytetem dla nowego rządu, utworzonego po wyborach, powinno być przywrócenie w Rzeczypospolitej praworządności. – mówił minister ds. prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni mec. Ryszard Kalisz, który podkreślał też, że: Wiele czynników, jak choćby spadek ilości inwestycji oraz ich wielkości jasno wskazują, że Polska stała się dla międzynarodowej społeczności biznesowej pariasem, niegodnym zaufania. Odbudowanie naszej pozycji musi zacząć się od restytucji pozycji sędziów w wymiarze sprawiedliwości oraz uzdrowienia najważniejszych instytucji, jak Trybunał Konstytucyjny czy Sąd Najwyższy. Kolejnym krokiem musi być odpolitycznienie prokuratury i pozbawienie Ministra Sprawiedliwości kontroli nad nią. Jest to jeden z podstawowych standardów rzetelnego procesu, kluczowy dla uwolnienia całego wymiaru sprawiedliwości do wpływów politycznych. Ostatnią kwestią, którą powinien zająć się w pierwszej kolejności nowy rząd jest zatrzymanie galopującej inflacji ustaw.
Mec. Ryszard Kalisz przytoczył fakt, że problemy w racjonalnym ustawodawstwie dotykają wszystkich branży biznesowych. Projekt Nowego Ładu pokazał dosadnie, jak dewastujące mogą być populistyczne rozwiązania problemów gospodarczych. Wszelkie projekty legislacyjne powinny być zdecydowanie dokładniej przygotowywane oraz konsultowane z opozycją w celu zapewnienia możliwie dogłębnego przeanalizowania wszelkich kwestii. Nowy rząd będzie miał przed sobą poważne zadanie naprawy wyrządzonych szkód oraz zapewnienia właściwego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Nie tylko prawodawstwo, ale również istota wdrażania przepisów w życie wymagają daleko idących reform. Usprawnienie procesów stanowienia i egzekwowania prawa będzie mieć pozytywny wpływ na wszelkie pozostałe gałęzie gospodarki, powodując ich wzrost i rozwój. – podsumował mec.Ryszard Kalisz.
Na koniec spotkania minister dużo uwagi poświęcił kwestii bezpodstawnych tymczasowych aresztowań, przedłużających się postępowań. Przewodniczący GGC BCC zasugerował poświęcenie większej uwagi kwestii tymczasowych aresztowań przedsiębiorców, np. poprzez zorganizowanie odpowiedniej konferencji poświęconej tej tematyce.
Zarząd PKN ORLEN zarekomendował wypłatę dywidendy za 2022 rok na rekordowym poziomie 5,5 zł na akcję. Jej wysokość jest zgodna ze wstępną rekomendacją ogłoszoną pod koniec lutego br. podczas prezentacji aktualizacji strategii Grupy ORLEN do 2030 r. Zgodnie z jej założeniami intencją Spółki jest utrzymanie progresywnej polityki dywidendowej przy ambitnym programie inwestycyjnym. Finalną decyzję o wysokości dywidendy podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie.
– Jako połączony, silniejszy i w pełni zdywersyfikowany koncern chcemy dzielić się zyskiem z naszymi Akcjonariuszami. Dlatego podtrzymujemy wstępne deklaracje i utrzymujemy rekomendację dla Walnego Zgromadzenia, aby wypłacić dywidendę na historycznie wysokim poziomie 5,5 zł na akcję. To efekt przede wszystkim skutecznie zrealizowanych procesów konsolidacji i ważnych inwestycji, które umożliwiły wzmocnienie kondycji finansowej całej Grupy ORLEN. Bardzo mocna, stabilna pozycja daje nam nie tylko możliwość realizacji coraz atrakcyjniejszej polityki dywidendowej, ale pozwala także na dalszy dynamiczny rozwój Grupy ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Wraz z aktualizacją Strategii do 2030 roku, opublikowaną w lutym 2023 roku, koncern zaprezentował nowe, atrakcyjne możliwości dzielenia się zyskiem z Akcjonariuszami. Nowa polityka dywidendowa zakłada coroczną wypłatę dywidendy w wysokości 40% skorygowanych wolnych przepływów pieniężnych, nie mniej jednak niż dywidenda gwarantowana. Wynosi ona 4 zł na akcję za 2022 roku i będzie rosnąć w tempie 0,15 zł rocznie do poziomu 5,20 zł w 2030 roku. Zarekomendowany przez Zarząd PKN ORLEN poziom dywidendy z zysku za 2022 rok, w wysokości 5,50 zł na akcję, jest zgodny z tymi założeniami.
Jeśli zaproponowana przez Zarząd PKN ORLEN wysokość dywidendy za 2022 rok spotka się z akceptacją Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia spółki, w drugiej połowie tego roku koncern wypłaci swoim Akcjonariuszom blisko 6,4 mld zł. Zarząd Koncernu na dzień dywidendy zaproponował 10 sierpnia 2023 roku, a na dzień wypłaty dywidendy 31 sierpnia 2023 roku.
Przychody ze sprzedaży gastronomicznej w sieciach należących do Sfinks Polska w 2022 r. wyniosły 167,17 mln zł wobec 103,39 mln zł rok wcześniej. W ujęciu skonsolidowanym Sfinks wypracował na koniec minionego roku przychody ze sprzedaży o wartości 100,57 mln zł wobec 63,90 mln zł za 2021 r. W 2022 r. grupa Sfinks odnotowała zysk netto w wysokości 21,48 mln zł (20,82 mln zł po skorygowaniu o wpływ MSSF 16) wobec -19,58 mln zł rok wcześniej (-19,47 mln zł po skorygowaniu o wpływ MSSF 16). Na poziom wyniku netto Sfinksa za zeszły rok w największym stopniu wpłynęło uprawomocnienie się układu z wierzycielami, co ustabilizowało finanse i ułatwiło odbudowę biznesu po pandemii.
– Rok 2022 w Sfinksie stał pod znakiem powrotu gości do restauracji i stopniowej odbudowy sprzedaży. Pierwsze miesiące roku były jeszcze ciągle trudne, bo część restrykcji pandemicznych nadal obowiązywała w lokalach, jednak od sezonu letniego obserwowaliśmy coraz więcej wizyt i rosnące obroty restauracji. Ten trend nasilał się zwłaszcza w drugim półroczu. W wypracowywaniu sprzedaży za 2022 rok bardzo dużą rolę odgrywał nasz program lojalnościowy Aperitif, który daje dostęp do wielu ofert specjalnych i zniżek w naszych restauracjach. W czasach rosnącej inflacji jest to duża zachęta i dodatkowy bonus dla gości. Na koniec ubiegłego roku z programu korzystało 510 tysięcy osób i około 19% sprzedaży gastronomicznej za 2022 r. stanowiły zamówienia złożone właśnie z wykorzystaniem Aperitif – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.
Ważnym wydarzeniem 2022 r. w Sfinksie było uprawomocnienie się układu z wierzycielami, w ramach którego wydłużono czas spłaty zobowiązań, część długu umorzono, a część podlega zamianie na akcje spółki. Jego łączny pozytywny wpływ na wynik netto Sfinksa to 26 mln zł.
– Warto mieć na uwadze, że ten czynnik ma też długofalowe i wielowymiarowe pozytywne znaczenie dla naszej grupy. Uprawomocnienie i wprowadzenie w życie układu z wierzycielami umożliwiło bowiem ustabilizowanie naszej sytuacji finansowej na lata, a dzięki temu ułatwiło odbudowę sprzedaży i rentowności. Znalazło to już odzwierciedlenie w wypracowanym przez grupę wyniku EBITDA, który za 2022 rok wyniósł 41,81 mln zł, a po oczyszczeniu z księgowego wpływu MSSF 16 było to 23,32 mln zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 11,14 mln zł oraz -7,17 mln zł. Innym ważnym elementem układu, zwłaszcza w zakresie płynności, są przyjęte zasady spłat kredytu. W pierwszej kolejności bowiem spłacamy raty kapitałowe, a dopiero od roku 2028 będziemy spłacać odsetki. Ma to szczególne znaczenie zwłaszcza obecnie wobec dynamicznie zmieniających się stóp kredytowych – wyjaśnia prezes Sfinksa.
Na koniec 2022 r. w ramach sieci Sfinks Polska działało 117 restauracji, z czego najwięcej, bo 71 lokali, liczyła sieć SPHINX. Dominującym modelem w strukturze sieci są restauracje franczyzowe, które na koniec minionego roku stanowiły 71% lokali sieci Sfinks Polska. W oparciu właśnie o ten model spółka zamierza rozwijać sieci. Oprócz zarządzania dotychczasowymi konceptami, jak SPHINX, Piwiarnia czy Chłopskie Jadło spółka w 2022 r. rozpoczęła testowanie konceptu The Burgers w wydaniu stacjonarnym. Jednocześnie dodatkowe źródło przychodów stanowiła sprzedaż dań w segmencie delivery (także w oparciu o marki wirtualne dostępne tylko w dostawie) oraz rozwijana oferta dań gotowych.
W ujęciu jednostkowym przychody Sfinksa w 2022 r. wyniosły 98,56 mln zł wobec 60,68 mln zł. Jednostkowy zysk netto wyniósł 17,28 mln zł (16,70 mln zł po skorygowaniu o wpływ MSSF16) wobec -19,57 mln zł w 2021 r. (-19,25 po skorygowaniu o wpływ MSSF 16).
– Miniony rok był niełatwy, ale ważny i pod wieloma względami przełomowy. Jako sieć i spółka nie tylko przetrwaliśmy trudny czas, ale wręcz wyszliśmy z niego mocniejsi. Kolejne miesiące na pewno nie będą łatwe, bo otoczenie się zmienia i przychodzą kolejne wyzwania, ale dziś jesteśmy w zupełnie innej, o wiele lepszej sytuacji niż jeszcze rok temu. Co istotne, notowane w pierwszych miesiącach obecnego roku wyniki sprzedażowe pokazują kontynuację pozytywnych trendów. Rośnie też liczba zgłoszeń od osób, które chcą prowadzić restauracje franczyzowe pod naszymi markami. Wszystko to sprawia, że optymistycznie patrzymy w przyszłość – podsumowuje Sylwester Cacek.
Spowolnienie na światowym rynku air cargo przy wzroście zasobów zdolności przewozowej
Atrakcyjność frachtu lotniczego dla niektórych grup towarów utrzyma się na wysokim poziomie
Największe lotniska w Polsce zakończyły ubiegły rok odnotowując wzrosty operacji cargo
Analizy i dane dotyczące rynku przewozów air cargo wskazują spowolnienie i przewiduje się, że perspektywy ekonomiczne dla branży będą trudne w całym 2023 r. Wiele czynników makroekonomicznych, które dotknęły ten rynek w trakcie pandemii utrzymuje się, a trwająca wojna w Ukrainie zakłóciła światowe przepływy handlowe i aktywność gospodarczą w różnych regionach. Do tego, jak zwraca uwagę w swoich raportach IATA, dochodzi wysoka inflacja, która będzie nadal ograniczać siłę nabywczą, osłabiając konsumpcję i globalny handel.
Znamiennym jest fakt, że wartość indeksu PMI (Purchasing Managers Index), czyli wskaźnika aktywności gospodarczej w sektorze produkcyjnym lub innych sektorach danego kraju, w ujęciu globalnym wciąż osiąga wartości poniżej krytycznego poziomu 50. Jest to o tyle istotne, iż indeks PMI jest historycznie wiodącym wskaźnikiem dla określenia popytu na transport lotniczy.
Jak będzie kształtował się rynek frachtu lotniczego i co będzie jego istotą rozwoju? Komentuje CEVA Logistics.
Rok 2023 rozpoczął się dla rynku air cargo niezbyt dynamicznie, chociaż zasoby zdolności przewozowej rosną, co było jeszcze do niedawna największym wyzwaniem. Światowy rynek transportu lotniczego cargo odnotował w styczniu spadek tonokilometrów na poziomie 14,9% (r/r), to więcej niż nawet spadki odnotowywane przed pandemią (11%). Druga połowa lutego przyniosła spadki w globalnych przewozach na poziomie 21% porównując do analogicznego okresu z roku 2022, z czego wolumeny z obszaru Azji Pacyficznej skurczyły się aż o 39%. Warto jednak zaznaczyć, że porównywalność rok do roku została zachwiana z uwagi na fakt, iż obchody Świąt Lunar New Year w roku 2023 rozpoczęły się aż 10 dni wcześniej niż w ubiegłym roku, czyli 22 stycznia. Analizując globalne trendy w zakresie zdolności przewozowej widzimy, że w styczniu 2023 wzrosła ona o 3,9% (r/r), co odzwierciedla odbudowę jej potencjału, szczególnie w pasażerskich liniach lotniczych, gdzie współczynnik załadunku cargo wyniósł 44,8% – tak wskazują raporty IATA, międzynarodowej organizacji zrzeszającej przewoźników lotniczych. W lutym jednak nastąpił spadek do 2,6%, co warte podkreślenia w tym okresie najbardziej widoczna różnica dotyczyła relacji Daleki Wschód – Europa (aż 23%).
Wzrośnie znaczenie frachtu lotniczego
Jak przewiduje CEVA Logistics, do końca roku utrzyma się trend do zwiększania dostępnej przepustowości, zwłaszcza w przypadku długodystansowych lotów pasażerskich. Wraz z łagodzeniem obostrzeń związanych z COVID-19, na kluczowych szlakach handlowych widoczny jest wzrost zdolności przewozowych samolotów szerokokadłubowych. Tego typu długodystansowe loty pasażerskie są dobrze dostosowane do przewozu ładunków (przykładem mogą być szlaki handlowe Azja – Ameryka Północna i Azja – Europa). Jeśli chodzi o stawki, to, niezależnie czy są gwarantowane umową czy spotowe, mogą się różnić w zależności od trasy handlowej. Na niektórych szlakach mogą być nawet niższe niż przed pandemią, natomiast na głównych szlakach pozostaną na stałym poziomie, ze względu na utrzymany popyt.
Na popyt będzie miał wpływ spodziewany spadek poziomu zapasów na rynku. W drugiej połowie roku zapotrzebowanie na usługi air cargo powinno więc wzrosnąć, co będzie się wiązać z koniecznością uzupełniania zapasów i zapewnieniem szybkich dostaw towarów na rynek.
Odpowiadając na wyzwania rynku, CEVA uruchomiła w 2021 r. usługę SkyCapacity, gwarantującą klientom dostęp do globalnej sieci aircargo. CEVA zainwestowała też w Time Critical Solution, które zapewnia transport dla przesyłek pilnych i niestandardowych. W swojej siatce połączeń oferuje dziesiątki lotów tygodniowo, gwarantując klientom powierzchnię ładunkową. W ramach CEVA SkyCapacity obsługiwane są różne kierunki do/z Ameryki Północnej i Południowej, Europy oraz Azji. CEVA powołała także dedykowany zespół specjalistów, którzy zapewniają globalne wsparcie 24/7 dla niestandardowych przesyłek aircargo. Operator wzmocnił też program SKYCAPACITY, rozszerzając certyfikację IATA CEIV Lithium Battery o 5 lokalizacji oddziałów lotniczych CEVA.
Globalnie spadki, lokalnie wzrosty
Patrząc na rynek polski, to sytuacja wygląda całkiem odwrotnie do globalnych trendów. Największe lotniska w Polsce odnotowały w roku poprzednim niemałe wzrosty. Na przykład w Katowicach, na pokładach samolotów towarowych z i do Pyrzowic przewieziono w 2022 r. 40 tys. 646 ton frachtu, tj. o 8542 ton więcej (o 26,6 proc.) niż w 2021 r. To najlepszy roczny rezultat w historii lotniska – po raz pierwszy przekroczono tam granicę 40 tys. ton towarów w skali roku. Podobnie było na lotnisku Warszawa Okęcie, gdzie przeprowadzono 2312 operacji cargo i odprawiono ponad 111 000 ton towarów, w tym przeszło 9 500 ton przesyłek pocztowych. Polskie lotniska tylko po trzech kwartałach ub.r. w przewozach lotniczych cargo odnotowały wzrost o 48,9 proc. w stosunku do 2021 roku i o 157,4 proc. w stosunku do 2019 roku. Łącznie przewieziono prawie 141 tys. ton cargo lotniczego i obsłużono 8,6 tys. operacji lotniczych cargo. Ten rok, po części z uwagi na przepływy związane z dostawami dla Ukrainy, nie powinien odnotowywać też spadków na polskich lotniskach. Wyzwaniem może być utrzymanie płynności operacji lotniczych i obsługi celnej, a także ruchu ładunków z / do lotnisk. Liczyć się będą partnerzy, którzy oferują wysoki standard obsługi we frachcie lotniczym, a przy tym zgodny ze zrównoważonym rozwojem.
W oparciu o prognozy kluczowych wskaźników makroekonomicznych zawarte w przyjętym ostatnio przez Radę Ministrów Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2023-2026, eksperci Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) obliczyli wymagany wzrost płacy minimalnej w 2024 r., wynikający z obowiązujących przepisów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Zgodnie z obliczeniami FPP, wymagany ustawowo gwarantowany poziom płacy minimalnej w przyszłym roku wyniesie 4254,40 zł, zaś minimalna stawka godzinowa – 27,80 zł. W stosunku do średniorocznego poziomu płacy minimalnej w 2023 r. oznacza to wzrost aż o 20%. Pracownik zarabiający płacę minimalną otrzymałby w ujęciu średniorocznym 709,40 zł brutto podwyżki swego miesięcznego wynagrodzenia.
Tak znaczący wzrost płacy minimalnej wynika w znacznej mierze z mechanizmu tzw. wskaźnika weryfikacyjnego, który porównuje inflację prognozowaną w przeszłości z faktycznie odnotowanymi jej wartościami. Obecnie weryfikowane są prognozy na rok 2022. W budżecie państwa na ten rok rząd założył, że inflacja wyniesie średniorocznie 3,3%. Z danych opublikowanych przez GUS wynika natomiast, że w rzeczywistości średnioroczna inflacja w 2022 r. ukształtowała się na poziomie 14,4%. Tylko z powodu tej różnicy, płaca minimalna będzie musiała zgodnie z ustawą wzrosnąć o 10,7%. Zgodnie z przyjętą interpretacją przepisów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu jako punkt odniesienia do obliczeń płacy minimalnej skorygowanej o wskaźnik weryfikacyjnych, eksperci FPP uwzględnili uśrednioną wartość minimalnego wynagrodzenia za 2023 r.
„W teorii wskaźnik weryfikacyjny służy zrekompensowaniu pracownikom skutków inflacji w przypadku, gdyby okazała się większa niż oczekiwano. W rzeczywistości jednak taka rekompensata nastąpiła już wcześniej, gdyż w poprzednim roku rząd ustalił znacznie wyższy poziom płacy minimalnej niż wynikało to z algorytmu ustawowego. Mechanizmy zapisane w ustawie tego jednak nie uwzględniają, co prowadzi do występowania zjawiska podwójnego rekompensowania wzrostu cen w płacy minimalnej. Zgodnie z wszelkimi oczekiwaniami rok 2024 powinien być czasem dezinflacji, kiedy to wszystkie nominalne dynamiki wskaźników ekonomicznych obniżają się – a najszybciej z nich oczywiście wskaźnik cen. Podwyżka płacy minimalnej aż o 20% zdaje się nie przystawać do tych warunków – zwłaszcza, że zgodnie z zapisami ustawowymi będzie ona musiała ponownie zostać dokonana dwukrotnie – w styczniu i lipcu. Wskazuje to na potrzebę wprowadzenia istotnych zmian w ponad 20-letniej już ustawie o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Właściwym kierunkiem byłoby ustabilizowanie płacy minimalnej na poziomie 50% przeciętnego wynagrodzenia, tak aby ustawowy algorytm nie był przyczyną zmian zakłócających równowagę na rynku pracy i w gospodarce” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
Grupa republikańskich senatorów napisała we wtorek list do najwyższych urzędników administracji Bidena, wzywając ich do podjęcia działań przeciwko chińskim firmom zajmującym się przetwarzaniem danym w chmurze. Apel ma związek z obawami dotyczącymi bezpieczeństwa narodowego i powiązaniem chińskich firm z reżimem
List został napisany przez senatora Billa Hagertego i przez kolejnych ośmiu republikańskich przedstawicieli Izby Wyższej Kongresu. Wymieniono w nim wprost dwie firmy Huawei Cloud i Alibaba Cloud i zasugerowano, że ich powiązanie z chińskimi instytucjami akademickimi, wojskowymi i rządowymi budzi obawy. Warto pamiętać, że obie współpracują z firmami, które już podlegają amerykańskim sankcjom. Do tej pory około 600 firm, osób i organizacji zostało dodanych do czarnej listy podmiotów tworzonej przez Departamentu Handlu, a wiele z nich znalazło się na niej za wspieranie chińskiej armii.
Sankcje albo nasze bezpieczeństwo
Zdaniem republikańskich senatorów trzeba działać jak najszybciej i jak najbardziej zdecydowanie, aby poprzez ograniczenia eksportowe i zakazy inwestycyjne ograniczyć przetwarzanie danych obywateli USA w chmurze przez organizacje wrogo nastawione. Apel dotyczy również dalszego badania firm np. Baidu i Tecent, które również świadczą takie usługi.
To kolejny etap wojny gospodarczej na linii USA – Chiny. W ostatnich miesiącach obserwowaliśmy walkę o TikToka i tego jak tak ta aplikacja przetwarza dane osobowe. Przed Kongresem amerykańskim odbywały się przesłuchania i próbowano dociec czy ByteDance (właściciel TikToka) tworzy algorytmy, które mogą manipulować szczególnie najmłodszymi użytkownikami. Co prawda Shou Zi Chew, dyrektor generalny TikToka, podczas przesłuchania powiedział, że chiński rząd nigdy nie prosił o dane z aplikacji i że firma odrzuci takie żądanie, ale nadal wisi nad nią widmo całkowitego zablokowania i to nie tylko w USA.
– Zderzamy się z odwiecznym dylematem, czyli postępem i kontrolą nad tym procesem. Mamy bezpieczne i funkcjonalne rozwiązanie, czyli przechowywanie danych w chmurze. To w jej przestrzeni budowane są aplikacje czy analizowane dane, które są nam potrzebne w codziennym życiu – nie tylko zawodowym, ale też prywatnym. Bez chmury nie byłoby mowy choćby o pracy zdalnej – mówi Tomasz Dwornicki, założyciel spółki Hostersi.
I dodaje: – Po drugiej stronie mamy podejrzanego, który może tę technologię wykorzystać do celów sprzecznych z jej powstaniem. Firmy, które mogą działać w zgodzie z reżimem. To musi być dzwonek alarmowy, który powinien zwrócić nam uwagę na bezpieczeństwo naszych danych. Jednocześnie to wyraźny sygnał. Ktoś chce wzbudzić strach przed technologią, chce zatrzymać postęp lub wykraść dane, które przyspieszą ich rozwój. Nie możemy się zatrzymywać, ale musimy jeszcze bardziej kontrolować wszystkie procesy.
Republikańscy senatorowie swój apel podparli raportem Wall Street Journal, w którym oskarżono Huawei Cloud o wykorzystywanie swoich technologii do pomocy Chinom w „identyfikowaniu osób za pomocą głosu, monitorowaniu dysydentów politycznych, zarządzaniu ideologiczną reedukacją i harmonogramami pracy więźniów”, a nawet „pomaganiu sprzedawcom w wykorzystywaniu rozpoznawania twarzy do śledzenia kupujących”.
Amerykańska chmura w Polsce
Co ciekawe apel republikańskich senatorów zbiegł się z informacją Microsoftu o uruchomieniu pierwszego w naszym regionie Europy centrum przetwarzania danych w chmurze. To finalizacja zapowiedzianej dwa lata temu inwestycji, która miała pochłonąć miliard dolarów. Całość kwoty miał wyłożyć gigant z Redmond. Centrum przetwarzania danych uruchomiony przez amerykańską firmę zlokalizowane jest w trzech miejscach w okolicach Warszawy.
Zdaniem przedstawicieli Microsoftu otwarcie polskiego centrum chmurowego jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie regionu Europy Środkowo-Wschodniej na wysokowydajną moc obliczeniową oraz szybki i niezawodny dostęp do usług chmurowych.
Warto przypomnieć, że inwestycja w centra chmurowe wiążą się wprost z zabezpieczaniem tych rozwiązań. Z raportu Future Markets Insight wynika, że wydatki na szyfrowanie w chmurze wzrosną w ciągu dekady nawet o 30% i mogą wynieść ok. 35 miliardów dolarów. Największymi dziś beneficjentami hostingu w chmurze są dostawcy jak np. Amazon AWS, Microsoft Azure i Google Cloud. To te firmy mają też najwięcej środków finansowych, ale i zasobów ludzkich, aby budować kolejne stopnie zabezpieczeń.
– Jednak stopień kontroli nad danymi w świecie demokratycznym jest znacznie większy. Świadczą o tym choćby kłopoty technologicznych gigantów z instytucjami europejskimi, które patrząc im na ręce, wymierzają kolejne kary i zmuszają do podjęcia odpowiednich zabezpieczeń. W krajach demokratycznych nie możemy też lekceważyć kontroli obywatelskiej. Tu również możemy przytoczyć europejski przykład i protesty przeciwko ACTA. Nie ma postępu bez rozwoju technologii czy sztucznej inteligencji, ale też bez kontroli nad jej używaniem pozwolimy dyktatorom zburzyć fundamenty naszej cywilizacji – zaznacza Tomasz Dwornicki z Hostersów.
Środa dała nam kilka dobrych wiadomości. Spadające bezrobocie zawsze cieszy. Taniejąca ropa też, nawet wiedząc, że pewien koncern nie może za mocno obniżyć cen, bo ludzie wykupią całe paliwo. W tle kolejny bank w USA ma poważne problemy.
Spadek bezrobocia w Polsce
W marcu bezrobocie spadło w Polsce do 5,4%. Co ciekawe, stopa bezrobocia w pierwszych trzech miesiącach tego roku jest dokładnie taka sama jak w pierwszych trzech miesiącach 2022 roku. Jeżeli tendencja się utrzyma, to znów w wakacje zobaczymy wyniki poniżej 5%. Z drugiej strony ostatnie lata przyzwyczaiły nas do poprawy sytuacji z roku na rok. Teraz niby mamy stabilizację, co mogłoby być uznawane za zły prognostyk. Trzeba jednak pamiętać, że to są jednak relatywnie niskie poziomy, więc stabilizacja w tych regionach nie jest niczym złym.
Ropa znów nurkuje
Baryłka ropy naftowej brent, notowanej w Londynie, spadła wczoraj poniżej granicy 78 dolarów za baryłkę. Jesteśmy w rezultacie tego spadku poniżej granicy cenowej sprzed posiedzenia państw OPEC. Podobna sytuacja jest na amerykańskiej ropie WTI, tylko tak cena zatrzymała się poniżej 75 dolarów, ale ropa WTI zwyczajowo kwotowana jest z pewnym dyskontem względem brent. Na rynku coraz więcej się mówi o kolejnych cięciach wydobycia w wykonaniu OPEC. Obecne jednak wchodzą na rynek dopiero w maju, a państwa kartelu nie zawsze są super uczciwe i zdarza im się produkować więcej, niż deklarują. W rezultacie może się okazać, że kartel poczeka na wpływ obecnych obniżek na rynek. Z drugiej strony wraz ze spadającą ceną surowca ograniczenie cenowe nałożone na import rosyjskiej ropy przestaje mieć sens.
Kolejny bank z problemami
Nie zawsze w tych artykułach chwalimy działania polskiego nadzoru finansowego, ale jeżeli chodzi o dbanie o stabilność systemu finansowego, to naprawdę Amerykanie mogliby się od nas trochę nauczyć. Być może brzmi to trochę jak tytuł z prorządowego medium, ale kontrola przeprowadzana jest jednak skuteczniej. W USA z jakiegoś powodu wprowadzono limit, do którego kontrola jest ograniczona. Limit ten podniesiono po kryzysie z 2008 roku 5-krotnie z 50 mld do 250 mld depozytów USD. Dla porównania PKO BP to niecałe 70 mld zł depozytów. W rezultacie z taryfy ulgowej korzystają tam naprawdę duże instytucje. Już drugi raz w tym roku bank wypełniający ponad 80% tego limitu ma poważne problemy. Obecny winny nazywa się First Republic Bank. Nie wiadomo, czy bank zbankrutuje, ale patrząc na liczby, można mieć poważne wątpliwości. Stracił w ostatnich tygodniach ponad połowę depozytów, a od marca akcje straciły na wartości 96%. Problemy systemu bankowego stają się również problemami dolara, który znów traci względem euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Internauci mówią coraz więcej o przyjęciu waluty euro w Polsce. Jak wynika z najnowszego badania “Indeksu Eurosentymentu”, przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej, wydźwięk i zaangażowanie w dyskusjach internetowych w Q1 2023 wciąż przechyla się na korzyść przyjęcia euro, jednak w ostatnich tygodniach pojawiło się więcej treści bezpośrednio krytycznych wobec tego pomysłu. Dlaczego?
Wartość aktualnego Euro Favorability Index (za poprzedzające 12 miesięcy) wyniosła 65/100, mamy więc do czynienia ze znacznym spadkiem wskaźnika względem poprzedniego raportu (wówczas przyjął wartość 70/100).
– Powodem obniżenia entuzjazmu wobec wprowadzenia wspólnej waluty w Polsce było wejście Chorwacji do strefy euro w styczniu tego roku i liczne, podsycane przez rządzących polityków i niektóre media, komentarze o rzekomym gigantycznym wzroście cen w tym kraju – mówi Marek Tatała, Dyrektor Zarządzający w Fundacji Wolności Gospodarczej.
Do wzmożonej dyskusji o euro doprowadziły również publikacja wyników IBRIS oraz zbliżające się wybory parlamentarne, w związku z którymi coraz więcej osób publicznych zaczęło zajmować stanowiska w tej sprawie, między innymi Mateusz Morawiecki, Szymon Hołownia czy ekonomista Bogusław Grabowski.
Chorwacja a sprawa Polska. Euro używane do politycznej przepychanki?
Najnowsze badanie FWG wskazało najbardziej angażujące posty dotyczące wejścia Polski do strefy euro i w przeważającej większości były to głosy przeciwne euro walucie. Wśród nich można znaleźć przede wszystkim posty polityków Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski oraz Konfederacji.
– Chorwacja przeżywa szok cenowy. Po wprowadzeniu euro ceny wzrosły tam o kilkadziesiąt procent w bardzo krótkim czasie. […] Jeśli Donald Tusk czy Szymon Hołownia chcą się rozliczać w euro – to niech się rozliczają w euro, ale niech nie zmuszają do tej niekorzystnej transakcji Polaków – napisał na Facebooku 10 stycznia Premier Mateusz Morawiecki.
Co istotne, straszenie wprowadzeniem euro w Polsce przez polityków PiS zostało zweryfikowane przez dane zaprezentowane 1 lutego br. przez Eurostat. Wynika z nich, że w Chorwacji stopa inflacji w styczniu 2023 roku była niższa niż w grudniu 2022 roku, a ceny wzrosły z miesiąca na miesiąc zaledwie o 0,2%, a nie, jak twierdził podczas konferencji prasowej Mateusz Morawiecki, o 70 czy 80%. Dodatkowo indeks cen dóbr konsumpcyjnych w styczniu pozostał na tym samym poziomie co w grudniu – wynika z raportu tamtejszego urzędu statystycznego. W Chorwacji nie zaobserwowano więc, wbrew słowom szefa polskiego rządu, skokowego wzrostu cen w momencie zmiany waluty na euro, co potwierdzali w swoich wypowiedziach również przedstawiciele chorwackich instytucji, m.in. szef Narodowego Banku Chorwacji, Boris Vujčić.
– Stopa inflacji w Chorwacji w styczniu była niższa, niż stopa inflacji w grudniu, czyli przed wejściem do strefy euro. Wielu polityków, szczególnie opcji rządzącej, bardzo się pomyliło i nie doszło do gwałtownego wzrostu cen z powodu wejścia do strefy euro – zauważa Marek Tatała.
To skąd głosy z obozu Prawa i Sprawiedliwości o drożyźnie w Chorwacji? – Niewielka liczba drobnych przedsiębiorców wykorzystała przejście na euro, aby „źle” (tj. na swoją korzyść) przeliczyć ceny oferowanych przez siebie towarów – tłumaczy prof. Artur Nowak-Far, doradca programowy ds. euro w Fundacji Wolności Gospodarczej. Jak dodaje, praktyki te były jednak piętnowane a informacja o braku rzetelności szybko się rozchodziła. Według eksperta większość Chorwatów była wobec siebie uczciwa. – Inflacja przeszkadza w ocenie wpływu wprowadzenia euro w Chorwacji. Ważniejsze od tego jest jednak to, że inflacja nie jest powodowana przez euro, a wręcz przeciwnie – że euro daje szansę na jej szybkie obniżenie – komentuje ekspert.
Pomimo, iż najwięcej zaangażowania wywołały treści krytyczne wprowadzeniu euro, najwięcej opublikowanych treści było neutralnych. Także wśród nich największą popularnością cieszyły się wpisy autorstwa osób publicznych. W większości dotyczyły obecnej sytuacji gospodarczej kraju i w związku z tym warunków, których Polska nie spełnia, by móc nową walutę przyjąć.
Leszek Miller, były premier, za którego kadencji Polska stała się członkiem Unii Europejskiej zaznaczył 11 stycznia na Twitterze: Żeby wejść do strefy euro trzeba mieć wydajną gospodarkę, stabilne ceny, niską inflację, stabilny kurs walutowy i stopy procentowe, zrównoważone finanse. Polska tego nie ma. Chorwacja spełnia te warunki i dlatego do euro została przyjęta.
W podobnym tonie wypowiadała się dzień później wicemarszałek Sejmu, Małgorzata Kidawa-Błońska. – Wprowadzenie euro byłoby korzystne dla Polski, ale nie jesteśmy w tej chwili na to przygotowani.
Pojawiały się także zdecydowane głosy mówiące wprost, że Polska musi ostatecznie w strefie euro się znaleźć. – Przypominam, że euro jest walutą Unii Europejskiej, do której Polska zobowiązała się przystąpić już w 2004 roku, w traktacie akcesyjnym, za którym zagłosował Jarosław Kaczyński – przypomniał w tym samym tygodniu europoseł Radosław Sikorski.
Szeroką dyskusję w Internecie wywołał także mocny wpis Tomasza Lisa, który odniósł się do kontrofensywy wobec euro prowadzonej przez premiera Morawieckiego. – Oni chyba tak nienawidzą euro, bo nie mogliby bez ograniczeń drukować pieniędzy, by przekupywać swój elektorat. To nie miłość do narodowej waluty, ale do władzy – napisał dziennikarz w połowie stycznia.
Co mówią internauci?
Od stycznia do marca 2023 w internecie pojawiło się ponad 7 tys. wzmianek o wprowadzeniu euro w Polsce, ponad dwukrotnie więcej niż w poprzednim kwartale. W styczniu 2023 roku zainteresowanie tematem waluty euro w Polsce było najwyższe w całym analizowanym okresie (od lipca 2021 roku).
Najpopularniejszymi kontekstami w dyskusjach o wprowadzeniu euro w Polsce w zeszłym kwartale była zdecydowanie inflacja i sytuacja gospodarcza. Wśród argumentów ‘za’ internauci wymieniali stabilniejszą walutę, mniejszą inflację w przyszłości, niższe raty kredytów i uniezależnienie od polityki PiS. Przeciwnicy podnosili przykłady państw, w których wprowadzenie euro miało spowodować drożyznę (Chorwacja) lub ostrzegali, że wprowadzenie euro uderzy w najuboższych. Zwracali również uwagę na inflację w strefie euro oraz przywoływali głosy o rzekomej rezygnacji z gotówki.
Jak można odbierać najnowsze badania Indeksu Eurosentymentu i dyskusji internetowych o wprowadzeniu euro w Polsce? – Widzimy, że obywatele nie są wyposażeni w pełną wiedzę o tej walucie – zwraca uwagę Marek Tatała. – Dlatego prowadzimy kampanię KursNaEuro.pl. Rozumiemy, że zdarzają się przeciwnicy euro, ale nie zgadzamy się na używanie manipulacji. Strefa euro nie działa idealnie, ale jest dużo lepsza niż strefa złotego. Euro zwiększyłoby atrakcyjność inwestycyjną Polski, usprawniło prowadzenie działalności firmom, które nie musiałyby ubezpieczać się od ryzyka walutowego związanego z kursem euro, a ponadto ułatwiło życie konsumentom, bo jeżdżąc na wakacje w UE nie musieliby myśleć o wymianie waluty – tłumaczy ekonomista.
– Chorwacja to najnowszy kraj członkowski, ale już do wejścia do strefy euro szykuje się Bułgaria. Rumunia również aspiruje, żeby w najbliższych latach do strefy euro wejść. W Czechach trwają działania dotyczące strefy euro, a nowy prezydent Czech jest jej zwolennikiem. Jest przez to zagrożenie, że staniemy się „samotną wyspą” i to jeszcze bardziej zepchnie nas na margines decyzyjny w Unii Europejskiej – ostrzega Tatała.
Wynajem średnioterminowy działa na bardzo podobnych zasadach do klasycznej usługi wynajmu krótkoterminowego. Jest jednak kilka kwestii, na które należy zwrócić uwagę.
Czym jest średnioterminowy wynajem aut?
O wynajmie średnioterminowym mówimy wtedy, kiedy wypożyczamy samochód na okres od 1 do 11 miesięcy. Różni się od wynajmu krótkoterminowego ceną, która jest niższa ze względu na dłuższy okres umowy najmu.
Z opcji wynajmu średnioterminowego korzystają zarówno osoby prywatne, jak i przedsiębiorstwa.
Czym się różni wynajem średnioterminowy od długoterminowego?
Poza oczywistym czynnikiem jakim jest czas wynajęcia samochodu (o wynajmie długoterminowym mówimy w przypadku wynajęcia samochodu na okres od roku do sześciu lat), wynajem średnioterminowy różni się od długoterminowego w kilku ważnych kwestiach.
Nie wykupujesz samochodu po zakończeniu trwania umowy – możesz po prostu go zwrócić, co ułatwia proces i pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze (nie musisz dokonywać wpłaty za tzw. wkład własny). Nie musisz także martwić się o późniejszą sprzedaż wynajmowanego auta.
Pełen serwis pojazdu zawsze jest w cenie miesięcznej opłaty za samochód, nie musisz się więc martwić o niezawodność i bezpieczeństwo pojazdu, ponieważ wypożyczalnia załatwia serwisowe formalności za Ciebie. Z głowy masz wymianę opon, oleju czy filtrów. odgrzybianie klimatyzacji czy uzupełnianie płynu hamulcowego.
W przypadku szkody czy awarii również nie zawracasz sobie niczym głowy – naprawa i jej koszty leżą po stronie firmy wynajmującej. W przypadku wynajmu długoterminowego nie jest to reguła.
Jakie jeszcze są zalety średnioterminowego wynajmu?
Pomoc w sytuacjach awaryjnych przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.
Możliwość jazdy fabrycznie nowym pojazdem bez angażowania środków na jego kupno.
Podstawienie samochodu zastępczego w przypadku awarii wynajętego pojazdu.
Jeśli jesteś przedsiębiorcą, możesz zaliczyć część lub całość kosztów w poczet kosztów firmy.
Łatwiejszy dostęp do nowych samochodów klasy premium, których zakup lub długoterminowy wynajem może być kosztowny.
Szeroka dostępność różnego rodzaju samochodów – od osobowych, przez terenowe, po samochody dostawcze dla firm transportowych.
Kto może skorzystać z oferty średnioterminowego wynajmu samochodów?
Wynajem średnioterminowy to rozwiązanie idealne zarówno dla właścicieli firm, jak i dla osób prywatnych. Klienci indywidualni korzystają z tego rozwiązania głównie wtedy, kiedy potrzebują samochodu “na już”, a na odbiór własnego auta z salonu muszą czekać kilka miesięcy. Jest to także optymalny wybór dla firm, które muszą szybko i na krótko zwiększyć swoją flotę (np. ze względu na prowadzenie biznesu sezonowego) – pozwala on szybko zwiększyć flotę samochodów bez zobowiązywania się do kredytu czy leasingu. Z oferty mogą skorzystać też osoby, które po prostu nie lubią długoterminowych zobowiązań, skomplikowanych i długotrwałych formalności, zaprzątania sobie głowy kosztami związanymi z eksploatacją czy płaceniem ubezpieczeń.
Jesteś przekonany do tej formy wynajmu samochodu, lecz nie wiesz którą ofertę wybrać?
Firmy wynajmujące auta oferują różne pakiety usług. Przy rezerwacji samochodu zwróć uwagę na:
Cenę – w stosunku do długoterminowego wypożyczenia samochodu lub jego zakupu, cena wynajmu średnioterminowego powinna być bardzo korzystna. W sytuacji, gdy samochód jest potrzebny na kilka miesięcy, nie ma lepszego rozwiązania, a jeśli firma zdecyduje się na wynajem większej liczby pojazdów, w dobrej wypożyczalni samochodów może liczyć na obniżenie wysokości rat miesięcznych.
Stan pojazdów – firma wynajmująca powinna dbać o swoją flotę – auto powinno być czyste, zatankowane, bezpieczne, zaopatrzone w opony sezonowe.
Samochód powinien być dostępny od ręki – wpłacenie kaucji i równowartości czynszu za jeden miesiąc powinny być jedynymi formalnościami w wynajęciu auta. Zwróć uwagę, czy przypadkiem nie rezerwujesz samochodu, który jest jeszcze u dealera i na który będziesz musiał czekać kilka miesięcy.
Jeśli wynajmujesz samochód na firmę z krótszym stażem, wypożyczalnia może zażądać dowodu, że przychody spełniają bankowe wymogi co do zdolności kredytowej. Jeśli zależy Ci na minimum formalności i nie chcesz wikłać się w dokumentacje rodem z działu kredytów, wybierz firmę która Ci to ułatwi.
Na co jeszcze zwrócić uwagę przy wynajmie?
Zazwyczaj w umowie najmu można spotkać też inne zapisy, z którymi lepiej się zapoznać:
limit kilometrów – może być różny w zależności od umowy, po jego przekroczeniu mogą obowiązywać dodatkowe opłaty,
elastyczność oferty – może zdarzyć się tak, że wypożyczony przez Ciebie samochód nie do końca Ci “podpasuje”, a Ty masz umowę jeszcze na kilka miesięcy. Co wtedy? Po prostu wymieniasz go na inny w tej samej cenie, jeśli to ta sama klasa. Z kolei jeśli prowadzisz firmę, która musi elastycznie zarządzać flotą, możesz w każdej chwili dobrać kolejne auta dla nowych pracowników. Warto zwrócić uwagę, czy wypożyczalnia zapewnia taką możliwość.
Wynajem średnioterminowy jest polecany przede wszystkim małym i średnim przedsiębiorstwom, które potrzebują samochodów do konkretnego projektu. To prosty, szybki i opłacalny sposób na okresowe powiększenie floty bez ponoszenia kosztów zakupu. Jednocześnie cena wynajmu zazwyczaj obejmuje też usługi serwisowe, ubezpieczenie OC+AC i rozliczanie szkód oraz samochód zastępczy na czas naprawy awarii.
Rozwiązanie sprawdzi się też w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych, a także osób prywatnych, które potrzebują samochodu, ale nie chcą go kupować.
Firma Dassault Systèmes (Euronext Paris: FR0014003TT8, DSY.PA), ogłosiła wyniki finansowe za pierwszy kwartał roku fiskalnego 2023, zakończony 31 marca 2023r.
Całkowite przychody w pierwszym kwartale 2023r. wzrosły o 7% do 1,43 miliarda Euro. Przychody ze sprzedaży oprogramowania wzrosły o 6% do 1,29 miliarda Euro. Przychody z platformy 3DEXPERIENCE wzrosły o 10% i stanowiły 31% przychodów z oprogramowania 3DEXPERIENCE Eligible. Przychody z oprogramowania w chmurze wzrosły o 17% i stanowiły 24% przychodów z oprogramowania.
Przychody z oprogramowania według regionów geograficznych: Przychody z oprogramowania w obu Amerykach wzrosły o 6% i stanowią 41% przychodów z oprogramowania, głównie dzięki dobrym wynikom w dziedzinach Life Science i High-Tech oraz w obszarze Mainstream Innovation. Przychody z oprogramowania w Europie, dzięki dobrym wynikom w Europie zachodniej i południowej, wzrosły o 12% osiągając 36% udziału. Z perspektywy branży – w Europie najlepsze wyniki wygenerowała branża Transportu i Mobilności. W regionie Azji przychody spadły o 3%, do czego przyczyniły się Chiny, które w ciągu kwartału odnotowały spadek o 8%. Zostało to częściowo zrównoważone przez znaczący, dwucyfrowy wzrost w Indiach. Wyniki w Azji stanowiły 22% przychodów z oprogramowania na koniec pierwszego kwartału.
Przychody z oprogramowania według branż: Jedne z najsilniejszych wzrostów w Q1 wykazały branże Aerospace & Defense, Life Sciences & Healthcare, Marine & Offshore oraz Cities & Public Services.
Bernard Charlès, prezes zarządu i dyrektor generalny firmy Dassault Systèmes:
„Ponieważ ekonomia doświadczeń oraz gospodarka o obiegu zamkniętym ulegają konwergencji, dla naszych klientów działania w kierunku zrównoważonej gospodarki stają się zarówno wyzwaniem, jak i szansą na wyróżnienie się na rynku. Nasi najbardziej zaawansowani klienci pokazują wartość tworzenia produktów opartych na doświadczeniach i zarządzania cyklem życia produktu, uwzględniającego ponowne wykorzystanie materiałów. W oparciu o rozwiązania od Dassault Systèmes tworzą zróżnicowaną ofertę i wdrażają nowe sposoby działalności.
Umożliwiamy takie podejście poprzez doświadczenia wirtualnych bliźniaków, realizowane przy wykorzystaniu platformy 3DEXPERIENCE, która oferuje unikalne połączenie nauki (w tym materiałoznawstwa, biologii, mechaniki, elektroniki i chemii), modelowania, symulacji i analizy danych opartej na AI. Dassault Systèmes wzmacnia potencjał klientów dzięki holistycznemu podejściu do innowacji i tworzeniu wartości w ramach całego cyklu życia produktu.
Szeroka adaptacja koncepcji wirtualnego bliźniaka przez społeczności użytkowników jest katalizatorem nowych sposobów współpracy w dużej skali, a także kapitalizacji wiedzy i know-how, opartych na „Doświadczeniu jako usłudze”. Obecni i przyszli liderzy przemysłu to firmy, które wykorzystują platformy i wirtualne bliźniaki do łączenia podaży i popytu, nowych sieci wartości skoncentrowanych na doświadczeniach oraz budowania know-how. Inwestowanie w doświadczenia związane z wirtualnymi bliźniakami jest najcenniejszym sposobem tworzenia zrównoważonych ścieżek na przyszłość.”
Pandemia sprawiła, że niemal 80% firm deklaruje zwiększone zapotrzebowanie w aspekcie narzędzi do pracy zdalnej. Obecne czasy wymagają zastosowania nowych rozwiązań i technologii, które zapewnią płynność pracy z każdego miejsca na świecie, jak i bezpieczeństwo przechowywanych danych między innymi na home officowych komputerach.
W ramach działalności Antal oraz Sektorowej Rady ds. Kompetencji – Informatyka jak i Sektorowej Rady ds. Kompetencji Telekomunikacja i Cyberbezpieczeństwo przeprowadzone zostało badanie ‘Wpływ skutków pandemii koronawirusa na potrzeby kompetencyjne sektorów IT i TCB w konsekwencji rozwoju zastosowań technologii cyfrowych oraz kształtowania się nowego modelu pracy”. Badanie objęło przedstawicieli małych, średnich i dużych firm z sektora IT i TCB i zostało wykonane metodą CAWI i CATI w dniach 16 stycznia – 18 lutego na próbie 262 firm z sektora IT, telekomunikacja i cyberbezpieczeństwa z zachowaniem zasady reprezentatywności w poszczególnych sektorach.
Bezpieczeństwo cyfrowe kluczowe dla biznesu w erze post-COVID
Zarówno rządowe, jak i prywatne podmioty operują dziś niezliczoną ilością danych cyfrowych. Efektywna organizacja pracy jest w zasadzie niemożliwa bez wdrożenia procedur związanych z bezpieczeństwem i skutecznych systemów informatycznych. Aż 78% badanych twierdzi, że bezpieczeństwo cyfrowe jest najważniejsze, jeżeli chodzi o postpandemiczne trendy rynkowe.
Warto zaznaczyć, że pomijając cyberbezpieczeństwo częstotliwość wskazań odnośnie najważniejszych trendów między menedżerami IT i TCB różni się. W przypadku IT na prowadzenie wysuwa się sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, a wśród menedżerów reprezentujących telekomunikacje i cyberbezpieczeństwo – cloud computing i przetwarzanie brzegowe. Największa różnica wskazań pojawia się również w przypadku trendów takich jak: gig economy, wirtualizacja oraz metaverse – częściej te trendy wskazują przedstawiciele sektora telekomunikacji i cyberbezpieczeństwa.
Pandemia Covid nieodwracalnie zmieniła polski rynek pracy i przeformułowała potrzeby kompetencyjne pracowników w obszarze informatyki (IT), telekomunikacji i cyberbezpieczeństwa (TCB). Koronawirus przyspieszył także znacząco proces rewolucji cyfrowej, o której już od dłuższego czasu się mówiło, a rzeczywistość postpandemiczna znacząco wpłynęła na zapotrzebowanie na nowe narzędzia i rozwiązania technologiczne. Zmienił się sposób i system pracy.Bezpieczeństwo cyfrowe powinno być priorytetem dla każdej firmy, niezależnie od jej wielkości czy branży. Właśnie dlatego w ramach działalności Sektorowej Rady ds. Kompetencji – Informatyka oraz Sektorowej Rady ds. Kompetencji Telekomunikacja i Cyberbezpieczeństwo przeprowadzone zostało badania, którego celem jest właśnie m.in. wskazanie strategicznych obszarów merytoryczno‐technologicznych, w których w najbliższej przyszłości mogą wystąpić luki kompetencyjne w sektorach IT i TCB – wskazuje Wiesław Paluszyński, przewodniczący Sektorowej Rady ds. Kompetencji Telekomunikacja i Cyberbezpieczeństwo, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego oraz Wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Cyberzagrożenia w dobie cyfryzacji – jak się chronić?
W dzisiejszych czasach cyberzagrożenia stają się coraz poważniejszym problemem dla firm. Ataki hakerów, wirusy i phishing to tylko niektóre z zagrożeń, z którymi muszą zmagać się przedsiębiorstwa. W firmach przedstawiciele IT (73%) w związku z działaniami związanymi z cyberbezpieczeństwem stawiają na wdrożenie polityki bezpieczeństwa i dobrych praktyk oraz oprogramowania antywirusowego i antyspamowego – ten element znajduje się na pierwszym miejscu wśród przedstawicieli firm TCB (71%).
Według raportu „Stan bezpieczeństwa w Polsce” opracowanego przez Narodowy Instytut Cyberbezpieczeństwa, w 2020 roku wzrosła liczba cyberataków na firmy i instytucje w Polsce. Kradzież poufnych danych, przerwanie działania systemów informatycznych, uszkodzenie wizerunku firmy czy wymuszenia okupów – ransomware jest coraz popularniejszym rodzajem ataku, w którym atakujący szyfrują pliki i żądają okupu w zamian za ich odblokowanie – to jedne z wielu zagrożeń czekających na firmy w cyberprzestrzeni. Pracodawcy powinni zdawać sobie z tego sprawę i przeciwdziałać takim zdarzeniom. Wdrażanie polityki bezpieczeństwa, stosowanie oprogramowań antywirusowych czy stosowanie firewalli to już must have dobrze funkcjonującej firmy – dodaje Martyna Grunt-Mejer, Team Leader Antal, IT Services.
Tych specjalistów AI nie zastąpi
Ponad połowa badanych uznaje za kluczowy trend rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego (62%). Sztuczna inteligencja (AI) ma ogromny wpływ na rozwój branży IT, ponieważ umożliwia tworzenie i stosowanie systemów, które mogą automatyzować wiele zadań, przetwarzać duże ilości danych oraz uczyć się i udoskonalać na podstawie swoich doświadczeń. Nowe trendy często wiążą się z nowymi wymaganiami i wyzwaniami, którym nie zawsze są w stanie sprostać dotychczasowe umiejętności pracowników. Prowadzi to do powstawania luk kompetencyjnych i zwiększonego popytu na dane specjalizacje.
Niezbędne kompetencyjne ściśle przekładają się na aktualne potrzeby lub plany rekrutacyjne. Górują zapotrzebowanie na deweloperów (61% wskazań), specjalistów z zakresu cyberbezpieczeństwa (55% wskazań) oraz ekspertów z zakresu technologii webowych (47% wskazań). Jest to kontynuacja rozwoju technologii IT, która dąży do maksymalnego zabezpieczenia danych, szczególnie teraz, gdy korzystamy z urządzeń mobilnych i zdalnego dostępu do danych i usług. Poza tym, firmy rekrutują także analityków biznesowych, DevOpsów, DevSecOpsów, wdrożeniowców, integratorów, konsultantów IT, osoby odpowiedzialne za wsparcie techniczne oraz specjalistów zajmujących się sztuczną inteligencją, big data, designem i project managementem.
Zgodnie z danymi UE, ilość pracowników w branży IT wzrośnie z 9 milionów obecnie do 20 milionów na koniec 2030 roku. Dane ze Światowego Forum Ekonomicznego sugerują, że dzięki automatyzacji do 2025 roku powstanie o 12 milionów miejsc pracy więcej niż zostanie zlikwidowanych. Coraz częściej będziemy mieli do czynienia z procesem przekwalifikowania lub podniesienia kwalifikacji w celu dostosowania się do wymagań nowych stanowisk. Przykładowo, popularne teraz narzędzia takie jak Chat GPT czy generator obrazu z tekstu DALL-E staną się przyczynkiem do tzw. reskillingu oraz upskillingu kompetencji – komentuje Fabian Pietras, Business Unit Director Antal, IT Services.
Słabość amerykańskiego rynku akcji z ostatnich dni, a szczególnie kolejne poważne kłopoty First Republic Bank, który w I kw. utracić 40 proc. depozytów (100 mld USD), nieco zredukowały szacowane przez rynek prawdopodobieństwo przyszłotygodniowej podwyżki stóp procentowych FED. Oczywiście szanse, że FOMC w środę ogłosi kolejny wzrost wysokości oprocentowania funduszy federalnych o 0,25 pkt. proc. nadal szacowano jako bardzo duże (81,4 proc.), ale ten szacunek spadł z 90,2 proc. jeszcze w poniedziałek.
Warto obserwować zachowanie średniej transportowej Dow Jonesa, która po drugim z rzędu ponad 3,5 proc. spadku próbuje wyłamać się w dół z prawie półrocznej formacji ok. 10 proc. „głowy z ramionami”. Niektóre ze składowych tego indeks zajmujące się transportem samochodowym w USA tłumaczyły ostatnio swe niższe niż oczekiwania wyniki za I kw. trwającym spowolnieniem gospodarczym w tym kraju (przypomina się „teoria Dowa”?).
W tym kontekście z wielką uwagą obserwowane będą dziś o 14:30 naszego czasu informacje o zachowaniu realnego PKB USA w I kw. br. Oczekuje się, że zannualizowany kwartalny wzrost tego parametru wyniesie +2 proc. wobec +2,6 proc. w IV kw. ub.r. W ostatnim kwartale 2022 roczna dynamika realnego PKB w Stanach Zjednoczonych wynosiła już tylko +0,9 proc. i należy się liczyć z tym, że w I kw. była już ujemna po raz pierwszy od 2020 roku.
Dzisiaj na giełdach Azji i Oceanii przeważały niewielkie wzrosty głównych indeksów (Nikkei 225 +0,15 proc.).
Ok. godz. 9:50 kontrakty na S&P 500 odbijały w górę o 0,48 proc., a swe wczorajsze odbicie kontynuowały kontrakty na Nasdaq 100.
Na europejskich giełdach brak było dziś rano dominującej tendencji (DAX -0,26 proc., CAC 40 +0,19 proc.).
WIG-20 był w czwartkowy poranek jednym z dwu najmocniejszych głównych indeksów w Europie (+1,45 proc. ok. godz. 9:55) i zbliżał się do poziomu swego lokalnego szczytu z minionego tygodnia. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne szczyty osiągnęły dziś kursy akcji Banku Handlowego i XTB. W przypadku akcji wchodzących w skład sWIG-u 80 nowe cykliczne maksima notowań ustanowiły dziś ceny akcji spółek Sygnity, Vercom, PCC Rokita, Atal, Wittchen oraz Boryszew. Na przeciwległym biegunie były akcji Mercatora, których cena znalazła się na najniższym poziomie od 2020 roku.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA rosła dziś rano, ale utrzymywała się poniżej poziomu 4,5 proc. Rentowność 10-latek polskiego rządu lekko spadała pozostając poniżej poziomu 6 proc.
Kurs EUR/USD nadal utrzymywał się powyżej poziomu 1,10, ale nie przekraczał swoich wczorajszych maksimów. Euro kontynuował dziś rano ustanawianie swoich nowych cyklicznych szczytów w stosunku do chińskiego juana, koreańskiego wona, malezyjskiego rinngita, tajwańskiego dolara oraz rosyjskiego rubla.
Polski złoty – w ostatnim czasie „najmocniejsza waluta świata” minimalnie się umacniał, ale kurs USD/PLN pozostawał powyżej najniższych od ponad roku poziomów osiągniętych wczoraj.
Po silniejszych spadku wczoraj ceny kontraktów na ropę naftową lekko odbijały w górę dziś rano. Kontynuowały swój spadek kontrakty na pszenicę na CBOT, a ich cena osiągnęła dziś rano nowy najnowszy poziom od lipca 2021.
Kurs BTC/USD rósł dziś ok. godz. 10:05 o 0,63 proc.
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zakończyło trzeci etap przedsięwzięcia „E-van – uniwersalny pojazd dostawczy o napędzie elektrycznym kat. N1”, realizowanego w ramach środków Funduszy Europejskich, Programu Inteligentny Rozwój. Wykonawcy przeszli szczegółowe testy oraz zostali zakwalifikowani do czwartego, ostatniego już etapu prac. Pojazdy dostawcze będą gotowe w IV kwartale 2023 roku.
Przez ostatni rok wykonawcy pojazdów – firmy Autobox Innovations Sp. z o.o. oraz Innovation AG Sp. z o.o. opracowywali po dwa prototypy pojazdów oraz dokumentację techniczną zabudowy testowej. Opracowane w ramach przedsięwzięcia pojazdy miały cechować się wysoką ładownością oraz zasięgiem min. 250 km przy jednoczesnej ładowności na poziomie 1000 kg. W kwietniu, wykonawcy przedstawili wyniki swoich prac, a powołany przez NCBR zespół rozpoczął testy, oceniając przygotowane prototypy. Obydwie konstrukcje przeszły testy pozytywnie oraz spełniły wymagania jakościowe, zatem do czwartego, ostatniego już etapu zakwalifikowali się obaj uczestnicy przedsięwzięcia. Co ważne, już na tym etapie wykonawcy dysponują dopuszczeniem do ruchu swoich prototypów.
Projekt firmy Autobox Innovations Sp z o.o.Projekt firmy Innovation AG Sp z o.o.
W czwartym etapie zadaniem wykonawców będzie uzyskanie homologacji swoich konstrukcji, budowa trzeciego prototypu pojazdu z dowolnie wybraną zabudową oraz przygotowanie pojazdów do produkcji. Na realizację tych prac wykonawcy mogą otrzymać maksymalnie 3,25 mln zł.
3 lata prac nad elektrycznym pojazdem dostawczym
Przypomnijmy, że celem przedsięwzięcia „e-Van” jest stymulowanie wzrostu polskiej branży motoryzacyjnej poprzez wsparcie rozwoju i wdrożenia na rynek technologii alternatywnych źródeł energii w uniwersalnych pojazdach dostawczych o napędzie elektrycznym kat. N1. Powstały pojazd ma cechować się przede wszystkim wysoką niezawodnością i trwałością, funkcjonalnym i ergonomicznym wnętrzem, nowoczesnym wyglądem oraz być oparty o uniwersalną platformę jezdną przeznaczoną pod różne zabudowy. Przy wykorzystaniu finansowania uruchomionego w ramach procedury zamówień przedkomercyjnych, opracowane zostaną pojazdy dostawcze kat. N1, o uniwersalnym zastosowaniu, charakteryzujące się wysokim zasięgiem przy ładowności co najmniej 1000 kg. NCBR rozpoczęło realizację przedsięwzięcia w 2020 roku, a pojazd dostawczy o napędzie elektrycznym kat. N1 ma być gotowy do produkcji na przełomie roku 2023/2024 r.
Rada nadzorcza FABRYK MEBLI „FORTE” S.A. podjęła decyzję o powołaniu Marii Florczuk na Prezeskę Zarządu. Ogłoszona dzisiaj zmiana wejdzie w życie we wrześniu br.
W związku z rezygnacją Macieja Formanowicza z funkcji Prezesa Zarządu, spółka zapowiada, że od września 2023 roku zarządzanie firmą przejmie Maria Florczuk, córka obecnego Prezesa.
Maciej Formanowicz zajmował stanowisko Prezesa przez ponad 30 lat. W tym czasie rozwinął firmę z jednego zakładu produkcyjnego w Ostrowi Mazowieckiej do grupy kapitałowej obejmującej szereg spółek produkcyjnych w Polsce i handlowych w Europie.
Zainicjował również między innymi budowę fabryki płyt wiórowych Tanne, w Suwałkach, która rozpoczęła produkcję w 2018 roku. Jest to jedna z największych polskich inwestycji branży meblarskiej ostatnich lat.
Maria Florczuk związana jest zawodowo z FORTE od 2007 roku. Jej pierwszym strategicznym projektem było zbudowanie łańcucha dostaw z Azji. Od 2010 roku przejęła odpowiedzialność za obszar zakupów, gdzie odpowiadała za opracowanie i wdrożenie centralnej polityki zakupowej oraz optymalizację łańcucha dostaw surowców. W 2014 roku została powołana na Członkinię Zarządu spółki, kolejno poszerzając zakres obowiązków o inwestycje, marketing, HR, IT, projekty strategiczne, łańcuch dostaw i rozwój produktów. Aktualnie nadzoruje działania strategiczne firmy w zakresie rozwoju biznesu. Zarządza zespołami odpowiedzialnymi za marketing, zakupy, HR oraz projekty strategiczne.
Jest absolwentką SGH na kierunku Zarządzanie i Marketing. Ukończyła również podyplomowe studia Managerów Zakupów w SGH oraz programy menadżerskie i przywódcze na IMD w Lozannie. Jako członkini Rady Programowej Climate Leadership powered by United Nations jest aktywnie zaangażowana w tematykę zrównoważonego rozwoju.
– Przez 16 lat naszej wspólnej pracy w FORTE Maria zarządzała wieloma obszarami. Dzięki jej strategicznemu myśleniu i wysokim kompetencjom zainicjowała i przeprowadziła szereg zmian organizacyjnych i strukturalnych, usprawniających procesy zarządcze i zwiększające zwinność firmy – podkreśla Maciej Formanowicz, założyciel i obecny Prezes Zarządu FABRYK MEBLI „FORTE” S.A..
– Naszą siłę zbudowaliśmy na masowej produkcji mebli, efektywności operacyjnej i doskonałości logistycznej. Zawsze staraliśmy się być szybcy i elastycznie odpowiadać na potrzeby klientów zarówno dużych międzynarodowych sieci handlowych, jak i tradycyjnych niezależnych sklepów meblowych. W najbliższych latach będziemy wzmacniać te kompetencje i poszerzać naszą ofertę poprzez innowacje i rozbudowę asortymentu – podsumowuje Maria Florczuk, obecna Członkini Zarządu i przyszła Prezeska. - Moją osobistą misją jest też transformacja firmy w kierunku celów zrównoważonego rozwoju. Zaangażowanie w ochronę środowiska musi być widoczne i namacalne, ponieważ zmiany klimatyczne są faktem. Dziś biznes musi podjąć decyzję, czy być po stronie problemu czy rozwiązania. Zdecydowanie wolę być po stronie rozwiązania, więc – myśląc o kolejnych pokoleniach – musimy iść w kierunku zwiększania naszego pozytywnego wpływu na środowisko – podkreśla Florczuk.
GK RAFAMET podsumowała minione 12 miesięcy, zaznaczając wpływ obecnej sytuacji na święcie na działalność całej Grupy. – Na początku poprzedniego roku zdawaliśmy sobie sprawę, że Grupa Kapitałowa RAFAMET nie tylko będzie konfrontowała się z wpływem pandemii czy postpandemii Covid-19 na gospodarkę światową, ale niestety również ze skutkami i następstwami barbarzyńskiej wojny Rosji przeciwko Ukrainie, na co również zwracaliśmy uwagę. Jednak wówczas nie znaliśmy ani skali tej okrutnej agresji, ani jej wpływu na sytuację gospodarczą świata – napisał E. Longin Wons, Prezes Zarządu RAFAMET S.A. w corocznym liście do Akcjonariuszy Spółki. – Truizmem jest twierdzenie, że w okresie ogromnego napięcia geopolitycznego, jakie obserwujemy od 24 lutego 2022 roku, nie kupuje się obrabiarek o wysokiej wartości, jeżeli decyzję o ich zakupie, z punktu widzenia kupującego, można przesunąć nieznacznie w czasie – dodał E. Longin Wons.
– Jeżeli przesuwanie decyzji inwestycyjnych po stronie klienta wiąże się ze strategiczną decyzją podmiotu dominującego o wycofaniu się z rynków rosyjskiego i białoruskiego, sytuacja musi wyglądać poważnie, ale i ocena Grupy Kapitałowej RAFAMET z dokonań w takim szczególnym roku powinna być wielowarstwowa – wyjaśnił E. Longin Wons.
Spółka poinformowała, że GK RAFAMET zamyka rok 2022 stratami na poziomie działalności operacyjnej w wysokości 4,5 mln zł, a na poziomie wyniku finansowego netto w wysokości 8,5 mln zł. Dodaje jednak, że zostały podjęte strategiczne decyzje, które umożliwiają wypracowanie stabilniejszych fundamentów prowadzonego biznesu na przyszłość w możliwie krótkim czasie, miedzy innymi w wyniku decyzji Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., (obecnie ARP posiada 93% akcji RAFAMET), która zaakceptowała wniosek biznesowy GK RAFAMET, polegający na zmianie źródła finansowania projektu B+R realizowanego przez Odlewnię Rafamet Spółka z o.o. (100% spółka zależna od RAFAMET S.A.) z finansowania dłużnego, tj. pożyczkowego, na sfinansowanie całości tego przedsięwzięcia ze środków pochodzących z nowej emisji akcji spółki dominującej, co udało się sprawnie i efektywnie przeprowadzić w lutym br.
Dobre wyniki I kwartału 2023 w GK RAFAMET
Spółka, w dniu publikacji raportu za rok 2022 poinformowała również o wstępnych wynikach uzyskanych za pierwszy kwartał 2023 roku, tj. o osiągniętym zysku na poziomie działalności operacyjnej w wysokości 2,5 mln zł. oraz zysku netto w wysokości około 0,9 mln zł. – Dobre wyniki pierwszego kwartału roku 2023 pokazują, że podjęliśmy optymalne, rozsądne i wyważone decyzje co do alokacji swoich przyszłych aktywności biznesowych. Ten proces oczywiście trwa i zapewne będziemy musieli zmierzyć się w kolejnych kwartałach z wahaniami wielkości sprzedaży, jak i wyników w danym kwartale, ale co najważniejsze oceniamy, na bazie posiadanej kontraktacji na rok 2023 i częściowo na rok 2024, że nie istnieje ryzyko braku powodzenia w osiągnięciu pozytywnych rezultatów naszego modelu biznesowego – informuje Prezes Zarządu RAFAMET S.A.
W 2022 roku Grupa eSky, właściciel platformy do organizacji podróży, zanotowała rekordowe w historii spółki wyniki finansowe. Wzrost zysku EBITDA o niemal połowę i sprzedaż wyższą o 78 proc. względem 2021 r. firma zawdzięcza dynamicznie rosnącym przychodom na rynkach Europy, a w szczególności Europy Środkowo-Wschodniej. Z roku na rok coraz szybciej zwiększa się również liczba nowych klientów – z 2,2 mln osób w 2021 r. do 3,1 mln w 2022 r.
Wartość sprzedaży Grupy eSky za 2022 r. wyrażona wskaźnikiem TTV (ang. Total Transaction Value – całkowita wartość transakcji) wzrosła o 78 proc. w porównaniu z 2021 r. i wyniosła 2,9 mld zł. Wynik ten jest również lepszy o 11 proc. od 2019 roku – najlepszego finansowo okresu dla firmy przed pandemią. Z kolei zysk EBITDA za cały poprzedni rok poszedł w górę o 42 proc., osiągając poziom 90,2 mln zł wobec 63,7 mln zł w 2021 roku.
Ponadto ubiegły rok zakończył się dla firmy pozyskaniem wielu nowych klientów. W ujęciu globalnym aż 3,1 mln osób – w tym 1,2 mln mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej – zaplanowało swoje podróże za pomocą platformy eSky w 2022 roku, a tempo przyrostu liczby klientów osiągnęło poziom 41 proc. r/r. Pod koniec 2021 z oferty biletów lotniczych skorzystało bowiem łącznie 2,2 mln osób.
Ostatnie dwa lata pokazały, że mamy bardzo konkurencyjny biznes, co znalazło odzwierciedlenie w kondycji finansowej naszej spółki – 2021 rok zamknęliśmy z wynikiem 63,7 mln zł EBITDA, a rok później poprawiliśmy go aż o 42 proc. Szacujemy, że 2023 r. będzie udany dla całej branży turystycznej. To już przekłada się na dalszy wzrost zysku firmy – w 1. kwartale br. odnotowaliśmy ponad 30 mln zł EBITDA – mówi Łukasz Habaj, Prezes Grupy eSky.
Europa Środkowo-Wschodnia z największą dynamiką wzrostu
W ubiegłym roku za ponad dwie trzecie przychodów odpowiadały rynki europejskie. Wygenerowały one 1,9 mld zł, czyli 69 proc. całkowitej sprzedaży Grupy eSky. W podziale na regiony, to przychody w Europie Zachodniej wyrażone w TTV stanowiły 37 proc. (1 mld zł, +75 proc. r/r). Jednocześnie to rynki Europy Środkowo-Wschodniej rozwijały się najszybciej, a ich udział w przychodach spółki wyniósł 31 proc. (901 mln zł, +114 proc. r/r).
Sprzedaż w Ameryce Południowej i Stanach Zjednoczonych obejmowała odpowiednio 20 proc. (587 mln zł, +58 proc. r/r) i 9 proc. (262 mln zł, +43 proc. r/r). Natomiast pozostałe rynki, w tym kraje Afryki oraz regionu Azji i Pacyfiku (tzw. APAC) wygenerowały niecałe 2 proc. przychodów.
Nasza współpraca z funduszem inwestycyjnym MCI i 5-letnia strategia firmy zakładają objęcie pozycji lidera w regionie CEE, tak aby eSky stał się platformą pierwszego wyboru do organizacji podróży. Aktywnie inwestujemy w działania marketingowe, technologię, doskonalenie obsługi klienta i dalszą automatyzację procesów. W ten sposób chcemy maksymalnie efektywnie zagospodarować popyt na podróże. Nasze wyniki finansowe są rezultatem wysiłku całego zespołu, który sprawił, że w 2022 r. zwiększyliśmy przychody w regionie CEE o 114 proc. w porównaniu z 2021 rokiem – komentuje Łukasz Habaj.
Sprzedaż pakietów ostro w górę
W swojej 5-letniej strategii Grupa eSky koncentruje się m.in. na rozwoju tzw. dynamicznego pakietowania. To produkt łączący loty i noclegi w jednej rezerwacji. Jego sprzedaż w 2022 r. wzrosła o 134 proc. wobec 2021 r., oraz o 77 proc. względem 2019 r.
Budujemy pozycję jako platforma do kompleksowej organizacji podróży, rozwijając naszą ofertę tak, by w pełni zaspokoić potrzeby współczesnego klienta. Naszym kluczowym produktem są już nie tylko loty, ale też pakiety City Break i Wakacje. Przykładamy dużą wagę do elastycznej oferty dynamicznego pakietowania – rozwiązanie to jest bardzo popularne w wielu krajach Europy Zachodniej. Dlatego bardzo cieszy nas to, że tradycyjne biura podróży w Polsce dostrzegają potencjał tego produktu i zaczynają powoli wdrażać go do swojej oferty. Wpłynie to z pewnością na popularyzację tej formy organizacji podróży wśród klientów. Powinniśmy być beneficjentami tej zmiany ze względu na fakt, że technologicznie jesteśmy dużo bardziej zaawansowani niż większość graczy na polskim rynku – dodaje Łukasz Habaj.
Better Energy, lider w wytwarzaniu zielonej energii w Europie Północnej, podsumował wyniki za 2022 rok. Pomimo wyzwań oraz zakłóceń w funkcjonowaniu globalnych łańcuchów dostaw, przychody spółki wzrosły blisko dwukrotnie do poziomu 385 mln euro, a całkowity portfel jej projektów na etapie rozwoju osiągnął 10 000 MW. W Polsce przychody spółki zwiększyły się do poziomu 123 mln euro.
Spółka przyłączyła do sieci elektroenergetycznej 12 farm fotowoltaicznych, dziesięć w Danii i dwie w Polsce, o mocy 534 MW, co wystarczy do zasilenia w energię elektryczną 267 tyś. gospodarstw domowych rocznie. Ponadto wyprodukowała 463 GWh energii przesłanej do sieci, finansowanej na zasadach komercyjnych, bez potrzeby pozyskania wsparcia ze środków publicznych.
– W ciągu ostatniego roku zbudowaliśmy i podłączyliśmy do sieci kilkanaście farm fotowoltaicznych, a to, z czego jestem najbardziej dumny, to zaangażowanie naszych pracowników, ponieważ to dzięki nim osiągnęliśmy tak udany wynik. W Better Energy mamy pełną kontrolę nad każdym etapem procesu rozwoju i eksploatacji farm fotowoltaicznych – od etapu zabezpieczenia lokalizacji i pozyskania niezbędnych pozwoleń, poprzez budowę i zarządzanie aktywami, aż po wytwarzanie oraz sprzedaż energii elektrycznej. Na niestabilnym rynku naszą spółkę wyróżnia szybki czas reakcji oraz zdolność do przystosowywania się do wyzwań – powiedział prezes Better Energy Rasmus Lildholdt Kjaer.
W 2022 r. spółka zawarła 20 umów PPA na sprzedaż zielonej energii na zasadach komercyjnych, w tym z dużymi, międzynarodowymi firmami takimi jak Carlsberg czy Arla. Ponadto Better Energy opracowała nowe rozwiązanie w zakresie bezpośrednich umów komercyjnych, w ramach którego kilka firm może otrzymywać zieloną energię z jednej z jej farm fotowoltaicznych. Dzięki temu możliwość zakupu taniej zielonej energii dostępna jest także dla podmiotów o mniejszej skali działalności.
W ramach pierwszego partnerstwa (Impact I) pomiędzy Better Energy a Industriens Pension, funduszem emerytalnym dla pracowników przemysłu, w Danii i Polsce powstało 21 farm fotowoltaicznych o mocy ok. 1 GW, których łączny koszt budowy wyniósł ok. 670 mln EUR. W oparciu o ten sukces, spółka nawiązała z funduszem nowe partnerstwo (Impact II) o wartości inwestycyjnej 800 mln euro.
Pozyskanie nowego inwestora – ATP, jednego z największych funduszy emerytalnych w UE, który stał się mniejszościowym udziałowcem Better Energy, stanowiło ważny krok w rozwoju spółki. Znacząco wzmocni to jej zdolność do budowy kolejnych, wielkoskalowych farm fotowoltaicznych oraz dostarczania zielonej energii do jeszcze większej liczby odbiorców.
Lider energetyki słonecznej w Polsce
Rozwojowi farm fotowoltaicznych w Danii towarzyszyła ekspansja w Polsce. W 2022 r. spółka przyłączyła do sieci dwa duże projekty – Postomino i Polanów, każdy o mocy 30 MW, oraz zwiększyła portfel projektów na etapie rozwoju w naszym kraju do ponad 1000 MW. Rozpoczęła również budowę trzech dużych farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 177 MW. Podkreśleniem skali wzrostu działalności Better Energy było otwarcie nowego biura w budynku Warsaw Spire.
Ważnym sukcesem rynkowym Better Energy było podpisanie z duńskim producentem słodyczy Toms Group pięcioletniej umowy PPA na sprzedaż energii elektrycznej pochodzącej z farmy fotowoltaicznej powstającej w północnej części naszego kraju. Co ważne, jest ona jednym z pierwszych w Polsce przykładów zawarcia umowy PPA bezpośrednio pomiędzy producentem energii a odbiorcą, z pominięciem pośredników.
Współpraca z lokalnymi społecznościami i wzmacnianie bioróżnorodności
Przedstawiciele firmy odbyli ponad 500 spotkań z członkami lokalnych społeczności w 45 lokalizacjach. W ubiegłym roku Better Energy złożyła wniosek o pozwolenie na budowę swojej flagowej inwestycji w pobliżu miejscowości Viuf i Hastrup w zachodniej Danii. Udana współpraca spółki oraz lokalnych samorządów jest przykładem na to, że duże farmy fotowoltaiczne mogą być budowane na zasadach komercyjnych, z pełnym poszanowaniem opinii i potrzeb mieszkańców.
– Better Energy rozwija projekty farm fotowoltaicznych z poszanowaniem zdania lokalnej społeczności i środowiska naturalnego. Jesteśmy długoterminowym partnerem – nasza spółka dzierżawi lub skupuje duże nieruchomości w celu ich budowy i eksploatacji – stały dialog oraz utrzymanie dobrych relacji z właścicielami, najbliższymi sąsiadami i całą społecznością są dla nas priorytetem. Dzięki wytwarzaniu zielonej energii z naszych farm fotowoltaicznych możemy nie tylko generować wpływy do lokalnych budżetów, ale także wspierać ochronę przyrody i zwiększać bioróżnorodność – powiedział wiceprezes ds. rozwoju Better Energy w Polsce Łukasz Witkowski.
Plany na 2023 r.
W br. Better Energy stawia na dalsze wzmocnienie pozycji rynkowej w dostarczaniu czystej i taniej energii odnawialnej. Spółka ma w planach przyłączenie nowych mocy do sieci, a do jej głównych zadań należeć będzie rozbudowa struktury organizacyjnej oraz pozyskanie nowych pracowników.
Zbliża się majówka, a więc okres wzmożonych urlopów oraz bliższych i dalszych wyjazdów wypoczynkowych wśród Polaków. To jednocześnie czas, w którym rosną wskaźniki fikcyjnych zwolnień chorobowych. Średnio, co trzecie zwolnienie lekarskie pobierane w kraju nad Wisłą wykorzystywane jest w sposób niezgodny z jego przeznaczeniem. Firma doradcza Conperio, zajmująca się kompleksowo problematyką absencji chorobowych, przygotowała zestawienie najbardziej oryginalnych nadużyć pracowników na „L4”, na które kontrolerzy natknęli się w ostatnim roku.
Salon masażu
Pobieranie „L4”, aby dorobić sobie do pensji to częsty powód naruszeń. Poprzez jedną z popularnych aplikacji mobilnych umożliwiających wyszukiwanie usług, kontrolerzy zamówili zabieg masażu twarzy, szyi oraz dekoltu, którego koszt wynosił 50 zł, a czas trwania 30 minut. Wizyta została potwierdzona przez salon masażu w wiadomości SMS. Przedstawiciel pracodawcy stawił się pod wskazanym adresem, gdzie mieścił się ów gabinet. Wewnątrz pomieszczenia znajdowało się łóżko do masażu, sprzęt do liftingu ciała, półka ze środkami kosmetycznymi oraz wszystkie przybory niezbędne do wykonania zabiegu. Przebywająca w tym samym czasie na „L4” u innego pracodawcy właścicielka gabinetu poprosiła kontrolera o przygotowanie się do masażu, a ten położył się następnie na wskazanym łóżku. Przed rozpoczęciem zabiegu kontroler zapytał kobietę, czy to ona jest właścicielką tego gabinetu, na co uzyskał twierdzącą odpowiedź. Pracownica przebywająca oficjalnie na zwolnieniu chorobowym stwierdziła dodatkowo, iż nie może narzekać, ponieważ każdego dnia przyjmuje kilka osób.
Trener juniorów
W jednym z miast w województwie dolnośląskim mieści się centrum kultury wraz z boiskiem typu Orlik. Na jego murawie zastano pracownika przebywającego na „L4” ubranego w sportowe dresy, z gwizdkiem zawieszonym na szyi, przebywającego z grupą młodzieży, z którą prowadził trening piłki nożnej. Trener wydawał podopiecznym precyzyjne polecenia oraz wskazówki dotyczące gry. Przed rozpoczęciem działań kontrolnych pracownikowi zostało okazane upoważnienie pracodawcy do przeprowadzenia kontroli, z którym kontrolowany się zapoznał. Czynności opisane powyżej świadczyły o wykonywaniu przez niego pracy trenera sportowego. Uznano, że zwolnienie lekarskie wykorzystywane jest niezgodnie z jego przeznaczaniem, co stanowi podstawę do odmowy wypłaty wynagrodzenia za okres nieobecności w pracy. Niezbyt dobry przykład jak na osobę, która pracuje z młodzieżą.
Traktorem po polu
W ostatnich tygodniach jeden z „chorych” pracowników zastany został na prowadzeniu ciągnika. W momencie kontroli doszło do naruszenia postanowień zwolnienia lekarskiego. Kontroler zapytał domowniczkę o obecność w domu współmałżonka. Kobieta zaprowadziła kontrolera na tył posesji, a ich oczom ukazał się mężczyzna wysiadający z traktora. Oznajmił, że podłącza maszynę, miał założone buty robocze i przybrudzone spodnie. Protokół podpisał własnoręcznie bez zbędnych tłumaczeń, przyznał się. Co ciekawe, ZUS w Szczecinie najwyraźniej nie dostrzegł nic niestosownego w wykonywaniu tego typu zajęcia w trakcie zwolnienia lekarskiego, ponieważ osobie używającej ciągnika nakazał zasiłek wypłacić.
Majorka na „L4” od psychiatry
Wielokrotnie zdarza się, że zwolnienie lekarskie traktowane jest jak dodatkowy urlop. Lekarz wystawia „L4” z jakiegoś powodu, a pracownik zamiast leczyć się przebywa na wakacjach. Jeden z pracowników przebywających na zwolnieniu chorobowym od lekarza psychiatry, dwie nieobecności z rzędu podczas kontroli uzasadnił koniecznością stosowania się do zaleceń lekarskich w postaci spacerów. Miesiąc później ten sam pracownik złożył wniosek do Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych o refundację wczasów na Majorce, z których korzystał właśnie w okresie, gdy przeprowadzone były wspomniane kontrole.
Zdradzeni przez social media i współlokatorów
Bardzo często osoby przebywające na fikcyjnym zwolnieniu lekarskim pogrążają się same, chwaląc się urlopem w mediach społecznościowych. W sezonie letnim, portale społecznościowe zapełnione są zdjęciami z piaszczystej plaży albo górskich szczytów. Niezbyt rozsądne, ale wciąż popularne są takie publikacje ze strony osób, które przebywają na „L4”. Fotki trafiają najpierw na Facebooka, a następnie, dziwnym trafem, bardzo często do pracodawców. Nieraz lawirujących pracowników zdradzają (świadomie lub nie) inni domownicy i bliskie im osoby. Podczas kontroli w ubiegłym roku mąż jednej z pań przebywających na „L4” oświadczył kontrolerowi z niekrytą szczerością, iż małżonka udała się za granice w celu poszukiwania nowej pracy.
Początek maja to termin, na który co roku czekają wszyscy Polacy. Zazwyczaj tego typu okresy pobudzają aktywność kupujących, dzięki licznym wyprzedażom i poszukiwaniu prezentów. Majówka charakteryzuje się jednak nieco inną dynamiką – konsumenci wolą wtedy wyjechać na wakacje i odpocząć, zamiast gonić za najlepszymi ofertami. Sieć partnerska Admitad (firma Mitgo) szacuje, że liczba zamówień online w pierwszym tygodniu maja może spaść nawet o 15%. Nie dotyczy to jednak wszystkich kategorii produktów. Wskazujemy, które branże mogą spodziewać się wzrostu sprzedaży.
Ogólnonarodowy relaks
Wielu Polaków w początku maja bierze dodatkowe dni wolne i decyduje się na całotygodniową przerwę w pracy. Wszystko po to, aby przeznaczyć ten czas na odpoczynek – ten typowo wakacyjny lub aktywny (np. rekreację czy prace ogrodowe). Aby przewidzieć trendy zakupowe na ten okres, Admitad przeanalizował ponad milion zamówień z kwietnia i maja 2022 r. oraz z ostatniego miesiąca. W ubiegłym roku, między 1 i 7 maja, aktywność zakupowa wyraźnie się obniżyła, w porównaniu do kwietnia. Spadek dotyczył samej liczby zakupów (-15%), jak również sumarycznej kwoty wydanej przez użytkowników (-13%). Jednocześnie wartość jednostkowej transakcji wzrosła wtedy średnio z 80 zł do 85 zł.
Można zatem spodziewać się, że aktywność kupujących w trakcie tegorocznej majówki również nieco się zmniejszy. Należy jednak pamiętać, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy ogólna aktywność zakupowa online istotnie wzrosła. Na przykład w kwietniu 2023 roku polscy konsumenci złożyli średnio o 32% więcej zamówień online niż w tym samym okresie rok wcześniej. O ponad 35% wzrosła też średnia wartość zakupów. Biorąc pod uwagę tę korzystną tendencję, nadchodzący weekend majowy może się okazać obiecujący dla całej branży e-commerce.
Jakie kategorie mogą sprzedawać się lepiej?
Od początku kwietnia wyjątkową popularnością cieszy się kategoria “Dom i ogród”. Zakupy w tej grupie towarów stanowią 10-12% wszystkich zamówień. Taki trend nie dziwi – majówka to dla części Polaków doskonała okazja do remontu, zmiany wystroju mieszkania czy przygotowania ogrodu do letnich spotkań w gronie przyjaciół.
Pod względem wzrostu udziału w całości zakupów, ubiegłorocznymi rekordzistami według Admitad, były takie kategorie jak “Bielizna”, “Biżuteria i akcesoria” czy “Odzież damska”. Warto więc zauważyć, że są to grupy, w których mieszczą się stroje kąpielowe i akcesoria plażowe, a więc kapelusze, okulary przeciwsłoneczne czy lekka odzież. Z drugiej strony, dużą popularnością cieszyły się również kategorie związane ze sposobami na spędzanie wolnego czasu pod dachem, a więc “Zabawki i hobby” czy “Gry komputerowe”.
Wszystko wskazuje na to, że podobne trendy utrzymają się również w tym roku. Dodatkowo, wzrost sprzedaży produktów online (w porównaniu do roku ubiegłego) może oznaczać, że i majówka przyniesie sprzedawcom większe zyski, niż w 2022 r. Już teraz, w tygodniu poprzedzającym sam weekend majowy, można mówić o zwiększonej aktywności użytkowników Internetu w witrynach i aplikacjach sprzedażowych.
Należyta staranność w łańcuchu dostaw, przejrzystość podatkowa czy zmniejszanie negatywnego wpływu na środowisko to tylko niektóre wyzwania ESG, z którymi w najbliższych latach będą musiały się zmierzyć polskie firmy z sektora Life Sciences – wynika z najnowszego opracowania KPMG w Polsce pt. „Perspektywy zrównoważonego rozwoju polskiej branży farmaceutycznej”.
Pandemia COVID-19 unaoczniła jak istotną rolę społeczną odgrywają firmy z sektora Life Sciences. Jednocześnie firmy farmaceutyczne oraz im pokrewne znalazły się pod jeszcze bardziej czujną obserwacją organów regulacyjnych, inwestorów i opinii publicznej. Wraz ze wzrostem obaw o środowisko, zmiany klimatyczne, nierówności społeczne i odpowiedzialność korporacyjną, przedsiębiorstwa zmuszone są do brania pod uwagę także innych czynników poza wynikami finansowymi.
Wyzwania, które stoją przed sektorem farmacji, biotechnologii i ochrony zdrowia w zakresie ESG są w ostatnich latach większe niż kiedykolwiek wcześniej. Zapewnienie ciągłości łańcuchów dostaw czy nieprzerwanego dostępu do odpowiedniej jakości leków oraz ograniczenie wpływu na środowisko naturalne, a jednocześnie podążanie za trendami konsumenckimi w celu zapewnienia nie tylko odpowiedniego leczenia, lecz także jakościowego, dłuższego życia, są trudne do zrealizowania. W usprawnieniu biznesu i rzetelnym zarządzaniu pomóc może kompleksowe podejście do strategii z uwzględnieniem szans i ryzyk ESG oraz porównanie własnej organizacji do osiągnięć i wysiłków konkurencji po to, aby nie tyle być liderem, co nie pozostać w tyle i nie wypaść z rynku – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG w KPMG w Polsce.
Nowe regulacje w łańcuchu dostaw
Polskie firmy z sektora Life Sciences powinny zwrócić szczególną uwagę na kwestie zrównoważonego łańcucha dostaw. Dla części europejskich przedsiębiorstw zabezpieczenie łańcucha dostaw przed niepożądanymi incydentami w zakresie przestrzegania praw człowieka i ochrony środowiska stanie się obowiązkiem, gdy wejdzie w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz akty pokrewne. Dyrektywa, której wdrożenie przewidziane jest na 2024 r., ma na celu identyfikację potencjalnych lub rzeczywistych negatywnych skutków dla praw człowieka i środowiska, związanych z działalnością przedsiębiorstw, ich jednostek zależnych oraz partnerów biznesowych w łańcuchach działalności, a także zapobieganie tym skutkom, ich łagodzenie oraz usuwanie. Aby przygotować się na zmianę w regulacjach, warto już teraz sprawdzić organizację i łańcuch dostaw pod kątem należytej staranności.
Przejrzystość podatkowa istotnym elementem ESG
Transparentność podatkowa stanie się integralną częścią ujawniania informacji dotyczących środowiska, społeczeństwa i ładu korporacyjnego. Podobnie jak w przypadku innych obszarów zarządzania ESG, teraz jest dobry moment, by zreorganizować działalność biznesową w zakresie przejrzystości podatkowej i zrównoważonego rozwoju w firmach z sektora Life Sciences.
Przekształcenie firmy w taką, która wykonuje więcej niż wymagane prawem minimalne raportowanie podatkowe, może przynieść liczne korzyści. Po pierwsze, konsumenci i inwestorzy widzą, że organizacja działa uczciwie i robi to, co należy, co wpływa na wartość tej organizacji, jednocześnie dostarczając wartość dla udziałowców i społeczeństwa w ogóle. Po drugie, inwestorzy mogą być pewni, że ich sprawy podatkowe są uporządkowane i nadzorowane na odpowiednim poziomie – niezależnie od miejsca prowadzenia działalności. Po trzecie, firma może łatwo przedstawić swój wkład w lokalne podatki, a tym samym wkład społeczny i uzupełnić raporty dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu. Wreszcie, poprzez transparentność podatkową firma może inicjować dialog na temat danin i pomóc w tworzeniu dobrej polityki podatkowej – mówi Sabina Sampławska, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora Life Sciences w KPMG w Polsce.
Nowe obowiązkowe standardy raportowania zrównoważonego rozwoju
Wprowadzana na poziomie europejskim dyrektywa Corporate Sustainability Reporting Directive, CSRD stwarza dla przedsiębiorstw obowiązek ujawniania informacji o zrównoważonym rozwoju zgodnie z nowopowstającymi Europejskimi Standardami Raportowania Zrównoważonego Rozwoju (European Sustainability Reporting Standards, ESRS). CSRD obowiązywać będzie od 1 stycznia 2024 r., a jej zapisy sukcesywnie obejmować będą wszystkie duże, a także małe i średnie notowane na giełdach przedsiębiorstwa – również z sektora Life Sciences. ESRS wprowadzają niezwykle wyśrubowane zasady raportowania, co szczególnie dla podmiotów z umiarkowanym lub małym doświadczeniem raportowania zrównoważonego rozwoju może być wyzwaniem. Oprócz licznych konkretnych wymogów ujawnieniowych, poprawne raportowanie zgodnie z ESRS wymagało będzie również wcześniejszego przeprowadzenia określonych analiz i przeprowadzenia procesów zarządczych związanych z zasadami zarządzania zrównoważonym rozwojem w firmie.
Najpopularniejsze obecnie standardy wykorzystywane w celu przygotowania raportów zrównoważonego rozwoju, czyli Standardy GRI, przewidują wprowadzenie nowych standardów dla poszczególnych sektorów. Branża farmaceutyczna zakwalifikowana została do drugiej (spośród czterech) grup priorytetowych. Warto mieć to na uwadze, ponieważ może się okazać, że standard dla branży farmaceutycznej zostanie opracowany np. w ciągu najbliższego roku – a po jego ogłoszeniu należy uwzględniać go w przeprowadzanej na potrzeby raportowania analizie istotnych tematów.
Jak wskazywał Wiceminister Finansów Bartosz Baraszczuk, w środowisku testowym KSeF wystawiono już ponad 10 mln faktur. Papier potrzebny na ich wydrukowanie wymagałby ścięcia ponad 12 tys. drzew, zużycia 17 basenów olimpijskich wody oraz energii potrzebnej na ogrzanie 144 domów przez rok[1]. E-faktury mają duży wpływ na prowadzenie biznesu, a już od lipca 2024 roku KSeF będzie obowiązkowy dla wszystkich przedsiębiorstw. W wielu polskich firmach znacząco zmieni się więc sposób obiegu dokumentów. To ważny krok w digitalizacji procesów finansowych.
KSeF wymusi zmiany w ERP
Krajowy System e-Faktur może wymusić na przedsiębiorstwach aktualizację wersji systemu ERP (Enterprise Resources Planning) lub systemu Finansowo – Księgowego, którego używają, lub jego zmianę w taki sposób, aby móc wystawiać elektroniczne faktury sprzedaży zgodne z wymogami. Zakres modyfikacji w dużej mierze będzie zależał od typu i wersji oprogramowania czy możliwości zintegrowania go z KSeF.
– Firmowy system finansowo – księgowy będzie musiał zawierać wszystkie dane wymagane przez wzór KSeF oraz informacje potrzebne do odbierania statusów dokumentów czy urzędowych poświadczeń odbioru (UPO). Bez numeru KSeF nie będzie możliwe wystawienie ewentualnej faktury korygującej. Dla wielu firm te wymogi i dostosowanie do nich firmowych procesów obiegu dokumentów mogą stanowić wyzwanie. Jednak to też krok do dalszej cyfryzacji przedsiębiorstwa i duża szansa na rozwój – wskazuje Katarzyna Lach-Depa, Senior Account Executive w firmie OpenText.
Digitalizacja z korzyściami dla przedsiębiorstw
KSeF otwiera nowe możliwości biznesowe dla firm. Pozwala m.in. na optymalizację procesów biznesowych, obniżanie kosztów związanych z fakturowaniem oraz przyspieszenie procesu wysyłania faktur do kontrahentów i rozliczania się z Urzędem Skarbowym. Dla pracowników to też mniejszy wysiłek administracyjny związany z zarządzaniem fakturami oraz pilnowaniem terminów płatności. Firma dzięki temu ma lepszy wgląd w bieżący stan wszystkich rozliczeń i może sprawniej monitorować zaległe rachunki czy otrzymane płatności.
– W perspektywie średnio- i długoterminowej faktury elektroniczne znacznie upraszczają też składanie deklaracji VAT, ponieważ duża jej część może być już wypełniana automatycznie i z wyprzedzeniem. W zależności od poziomu cyfryzacji konkretnej firmy e-faktury to też oszczędność czasu i miejsca. Dokumenty nie będą już musiały być fizycznie magazynowane, a dzięki dostępowi do chmury ze wszystkimi danymi różne działy firmy będą mogły łatwiej i szybciej wyszukiwać potrzebne informacje – dodaje ekspertka.
E-faktury ułatwiają zagraniczne płatności
E-fakturowanie i digitalizacja danych w firmie może też pomagać w skalowaniu firmy na inne rynki i współpracy z zagranicznymi kontrahentami. Jeżeli polska firma wystawia fakturę dla partnera z zagranicy, musi ją zarejestrować w systemie KSeF. Kontrahent nie ma jednak dostępu do tego systemu, dlatego trzeba dostarczyć mu dokument niezależnie, np. mailowo w pliku PDF lub przez system elektronicznej wymiany danych EDI (Electronic Data Interchange). Wiele rozwiązań ERP umożliwia automatyczną wysyłkę faktury do zagranicznego kontrahenta gdy z KSeF wróci informacja statusowa, że dokument został przeprocesowany.
Dodatkowo, jeżeli firma prowadzi działania międzynarodowe, powinna rozważyć rozwiązanie od dostawcy, który wspiera obieg e-faktur w wielu krajach. Można wtedy korzystać z jednego centralnego rozwiązania, które zapewnia, że faktura spełnia wszystkie lokalne wymogi i przepisy prawne.
Rozwiązania do e-fakturowania musi być funkcjonalne
Kryteria wyboru rozwiązania –umożliwiającego obsługę e-faktur i integrację z KSeF zależą od wielkości firmy, liczby wystawianych faktur, tego na jakim jest ona etapie automatyzacji obiegu dokumentów, ale też celów biznesowych. W każdym przypadku warto zwrócić uwagę na funkcjonalność rozwiązania, doświadczenie dostawcy w projektach dotyczących obiegu e-faktur i automatyzacji procesów. Kluczowe jest również zapewnienie zgodności z obowiązującymi przepisami prawa oraz standardami bezpieczeństwa. Firmy powinny kierować się minimalizowaniem liczby koniecznych zmian w swoich wewnętrznych systemach, np. umożliwiając integrację nowych rozwiązań z aplikacjami, których już używają.
Badanie ruchu w salonach samochodowych, przeprowadzone na próbie blisko 300 tys. unikalnych klientów, pokazuje wyraźnie, że coraz więcej osób odwiedza wiele ww. placówek. Wyniki analizy firmy technologicznej Proxi.cloud, opublikowane przez Związek Dealerów Samochodów (ZDS), wskazują na to, że preferencje zakupowe Polaków, w przypadku tak poważnej decyzji, jaką jest wybór nowego samochodu, mogą prędko się nie zmienić. Widać, że zainteresowanie wizytami w autoryzowanych salonach nie spada, a wręcz rośnie.
Coraz częściej słychać głosy mówiące o przeniesieniu sprzedaży samochodów do Internetu. Polscy konsumenci jednak wyraźnie szukają możliwości fizycznego kontaktu ze sprzedawcą, a co ważniejsze – z kupowanym towarem, jakim w tym przypadku jest pojazd. Analiza ZDS przedstawia porównanie wyników z I kwartału 2023 roku z danymi z analogicznego okresu 2022 roku. Ewidentnie można zaobserwować, że indywidualni klienci nie tylko pojawiają się częściej w salonach, ale także odwiedzają większą liczbę placówek.
I kwartał 2023 roku jest specyficznym okresem, jeżeli chodzi o ogólne dane sprzedażowe. Duża część osób odwiedzających salony odbiera pojazdy, które były zamawiane jeszcze w czasie kryzysu dostępności nowych pojazdów, związanego m.in. z brakiem półprzewodników na rynku. Pokazują to również dane dotyczące pierwszych rejestracji nowych samochodów w Polsce (publikowane przez Związek Dealerów Samochodów). W konsekwencji obserwowany jest duży wzrost nowych samochodów pojawiających się w CEP.
– Obecnie po raz pierwszy od trzech lat mamy do czynienia z wyprzedażami roczników. Ruch w salonach jest zatem większy w tym roku, ponieważ klienci są kuszeni obniżkami cen. Oczywiście wiele tzw. wyprzedaży polega na tym, że auto jak na razie nie drożeje, a nie tanieje. Jeśli chodzi o rozkład ruchu w ciągu roku, to pierwszy kwartał oznacza zawsze nieco mniej klientów. Ruch zaczyna się robić bezpośrednio przed wakacjami, kiedy to konsumenci poszukują pojazdów na wyjazdy. Najlepsze są jednak miesiące jesienne, co wynika z kwestii stricte podatkowych. Klienci często szukają tzw. kosztów na koniec roku, a zatem wyniki sprzedażowe w drugiej połowie roku są zawsze lepsze niż na jego początku – komentuje Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.
Z raportu wynika również, że w pierwszym kwartale 2022 roku przeciętny klient odwiedził średnio 1,16 salonów. W analogicznym okresie w br. widzimy już wzrost, średnio dochodzący do wartości 1,33. Ta zmiana może wydawać się niewielka, jednak wskazuje ona na pojawiające się niezdecydowanie w kwestii skorzystania z usługi jednego salonu. Może to wynikać z przyczyn gospodarczych, powodujących potrzebę szerszego poznania rynku przed podjęciem decyzji, ale również może być przejawem podobieństwa ofert różnych dealerów.
Ciekawostką jest zwiększenie ruchu w salonach marek premium. Jednak nie powinno być to większym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę rekordowe udziały, jakie w ostatnim czasie ten segment notuje w Polsce. Zaskoczeniem za to może być to, że ruch w salonach w poszczególnych dniach tygodnia utrzymuje się na bardzo wyrównanym poziomie. Oscyluje wokół 17% wszystkich odwiedzających każdego dnia tygodnia, wyłączając niedziele. Z kolei rozkład ruchu w salonach ze względu na godziny pozostaje na spodziewanym poziomie. Najwięcej osób odwiedza autoryzowanych dealerów od 10:00 do 16:00.
– W czasach rosnących cen mogłoby się wydawać, że potencjalnych klientów odwiedzających salony będzie mniej. Jednak, jak wykazało badanie, możemy zaobserwować sytuację zupełnie odwrotną. Wpływ na to, że salony odwiedzane są częściej, może mieć wiele czynników, takich jak wyjście z okresu popandemicznego i kryzysu dostępności podzespołów samochodowych, niezadowalająca oferta samochodów na rynku wtórnym, a także zamieszanie w ostatnim czasie, wywołane zakazami związanymi z samochodami spalinowym – wyjaśnia Miłosz Sojka z firmy technologicznej Proxi.cloud.
I jak dodaje ekspert, pomimo tego różnice nie są duże, bo zaledwie kilku procentowe, a rynek potencjalnych klientów nowych samochodów nie jest duży w porównaniu do całej populacji. Warto zatem obserwować, jak będą prezentowały się zmiany w dalszej części 2023 r.
– Badanie pokazuje utrzymujący się od ostatniego roku trend wzrostu wizyt w salonach marek premium. Może to oznaczać, że bardzo duży skok cen samochodów klasy ekonomicznej, widoczny na przestrzeni ostatnich dwóch lat, skłania Polaków do odwiedzania salonów marek luksusowych. Różnice w kosztach zakupu nie są już tak wielkie, a klienci otrzymują dużo lepszą jakość oraz prestiż – podsumowuje ekspert z Proxi.cloud.
– Sektor turystyczny bardzo liczy na to, że w te wakacje przełamana zostanie zła passa zaczęta przez pandemię, a kontynuowana przez wojnę i wystrzał inflacyjny. Turyści są jednak póki co bardzo ostrożni, nie planują, a podejmują spontaniczne decyzje o wyjazdach. Na pewno bardziej zwracają także uwagę na koszty – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
„Cena jest priorytetem dla turystów. Pytają o rabaty”
Północna Izba Gospodarcza zrzesza wiele firm z sektora turystycznego, które aktywnie działają w Szczecinie, Kołobrzegu, Świnoujściu, Mielnie, Koszalinie i innych kurortach. Mogłoby się wydawać, że tegoroczna majówka będzie idealnym czasem dla sektora turystycznego. Wystarczy wziąć trzy dni urlopu z pracy, by cieszyć się aż dziewięcioma dniami wolnymi. Niestety, przedstawiciele hoteli mówią, że nie ma szturmu turystów.
– Na ten moment mamy ok. 60% obłożenia. Szykujemy się na 80% lub 85%. W tamtym roku było dużo rezerwacji na ostatnią chwilę i w tym roku jest dokładnie tak samo. Majówka last minute – mówi Magdalena Ziętek, kierownik Dune Beach Resort w Mielnie. – Jesteśmy pytani o atrakcje hotelowe, bo turyści obawiają się kapryśności pogody. Atrakcyjność obiektu staje się nawet ważniejsza od ceny – mówi Magdalena Ziętek.
Cena dla turystów pozostaje jednak bardzo ważna. Roman Kucierski, dyrektor pięciogwiazdkowego hotelu Hamilton w Świnoujściu przyznaje, że turyści z Niemiec na majówkę do Polski przyjeżdżają chętnie. Obłożenie krajowe sięga zaledwie 25%.
– Majówka póki co nas rozczarowuje. Również pogoda nie zwiastuje, że to będzie ciepły czas. Kalendarzowo wydawałoby się, że to będzie idealne rozpoczęcie sezonu letniego. Kiedy można było wziąć jeden czy dwa dni urlopu i wypoczywać dłużej, to ludzie chętnie korzystali. Teraz pobyty skróciły się do maksymalnie dwóch-trzech dni. Mamy paradoksalnie większe obłożenie na dni 28-30 kwietnia niż 1-3 maja – mówi Roman Kucierski. – Cena jest priorytetem dla turystów. Pytają o rabaty. Nie ma co ukrywać, że wzrost cen nad morzem jest odczuwalny. To średnio ok. 15% rok do roku – dodaje Kucierski.
„Silna turystyka to podstawa zdrowiej gospodarki Pomorza Zachodniego”
Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk, po słabszych latach 2020-2021, turystyka ma nadzieje, że sezon 2023 będzie nareszcie czasem, gdy turyści będą licznie przybywać nad morze.
– Zmiennych jest wiele. Inflacja wciąż nie odpuszcza i zmusza nas do oszczędności. Inna sprawa to np. zakończenie Bonu Turystycznego czy wciąż wisząca nad nami wizja wojny w Ukrainie. To wszystko może składać się na decyzje o rezygnacji z wyjazdów majówkowych czy nawet wakacyjnych – mówi Hanna Mojsiuk.
– Silna turystyka to podstawa zdrowej gospodarki Pomorza Zachodniego. Musimy mieć nadzieje, że ludzie przyjadą. Osobiście uważam, że promocja naszych atrakcji turystycznych w innych regionach w Polsce powinna być silniejsza – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Prof. Korpysa: „Tylko 15% Polaków pojedzie na majówkę. Reszta oszczędza na wakacje”
Ekonomista prof. Jarosław Korpysa przekonuje, że turystów nad polskim morzem w sezonie letnim nie zabraknie. Ceny usług hotelowych i gastronomii będą jednak determinować, czy turyści zostaną na dłużej czy będą decydować się na jednodniowe albo tylko weekendowe wypady.
– Zarezerwowanych jest średnio 50% miejsc noclegowych nad polskim morzem. Statystycznie niestety Polacy coraz rzadziej decydują się na wyjazdy turystyczne na majówkę. Szacuję, że to będzie liczba ok. 15% Polaków, a reszta zostanie w mieście lub np. na działkach czy w ogrodach. Oszczędzamy na majówce po to, by wyjechać na droższe wakacje – mówi prof. Jarosław Korpysa.
Przed nami więc kolejne „paragony grozy” i kolejne dyskusje na temat cen w kurortach turystycznych.
– To zupełnie niepotrzebne. Mówienie o rekordowych cenach nad morzem to trochę szukanie sensacji. Ceny rosną, to nie jest nic odkrywczego. Strach konsumentów przed wysokimi cenami może powodować, że ludzie nie pojadą wypoczywać, bo stwierdzą, że jednak lepiej oszczędzać – dodaje prof. Jarosław Korpysa.
Pracownik sezonowy pilnie poszukiwany!
Najpilniej potrzeba rąk do pracy w sektorze gastronomicznym i hotelarstwie. Eksperci zauważają, że wiele firm obudziło się z letargu dopiero w okolicach świąt wielkanocnych i teraz prowadzone są szybkie rekrutacje.
– Nie jest łatwo znaleźć szybko pełną obsadę do restauracji, lodziarni czy do baru. Gastronomia zorientowała się dość późno, że po długiej zimie, klienci mogą być chętni do spędzenia majówki nad morzem. Poszukiwane są kelnerki, pomoce kuchenne, a kucharze, którzy mieli dotychczas umowy od czerwca ściągani są do pracy nad morzem już od 28 kwietnia. Nie wszyscy się zgadzają, więc niektórych ściąga się „na zastępstwo” chociaż na miesiąc, oferując bardzo atrakcyjne stawki – mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy.
Czy nowy sezon przyniesie w gastronomii rekordowe zarobki? Na to się nie zanosi. Orientacyjne propozycje są niższe niż rok temu.
– Nie ma rekordów. W ubiegłym sezonie mówiliśmy nawet o 50 złotych za godzinę pracy kucharza. Obecnie te stawki – owszem przekraczają 10 tysięcy złotych miesięcznie – ale to nie jest, tak wysoki poziom propozycji jak rok temu. Bary szybkiej obsługi, lodziarnie czy kawiarnie proponują zarobki netto od 4 do 8 tysięcy złotych w zależności od doświadczenia i lokalizacji – mówi Anna Sudolska.
– W lipcu będzie kolejna zmiana płacy minimalnej, więc należy się spodziewać, że stawki dla pracowników sezonowych też wzrosną – mówi Anna Sudolska, ekspertka IDEA HR Group.