Tsunami zmian w legislacji plastikowej – dobrowolne działania już nie wystarczą

Nadchodzi prawdziwa rewolucja legislacyjna w zakresie plastiku! Rzeczywistość biznesową zmieni nie tylko rozporządzenie UE w zakresie opakowań i odpadów opakowaniowych, ale również nadchodzące rozwiązania globalne – do końca 2024 roku powstanie pierwszy, prawnie wiążący dokument dot. zanieczyszczenia plastikiem, którego rangę porównuje się do Porozumienia Paryskiego. Polski Pakt Plastikowy, należący do koalicji tworzonej przez Fundację Ellen MacArthur, Światowe Forum Ekonomiczne i WRAP, wspiera firmy w procesie transformacji i buduje świadomość w zakresie cyrkularnego gospodarowania tworzywami sztucznymi na polskim rynku.

Traktat Plastikowy okiem ekspertów

W ramach popularyzacji wiedzy na temat powstającego dokumentu Polski Pakt Plastikowy zorganizował konferencję „Traktat Plastikowy ONZ – globalne wyzwania, lokalne rozwiązania”, której partnerami byli: jedna z agend ONZ – UN Global Compact Network Poland –  oraz Fundacja WWF Polska, która na poziomie globalnym wspólnie z Fundacją Ellen MacArthur postuluje o ambitny dokument. Podczas konferencji grono ekspertów omówiło między innymi wyzwania (środowiskowe, ekonomiczne, społeczne, zdrowotne, etc.) stojące u podstaw powstającego Traktatu, możliwe brzmienie i zakres dokumentu oraz rolę biznesu w procesie nadchodzących zmian. Stanowisko złożone przez Unię Europejską, również w imieniu Polski, omówiła Dorota Żmudzińska, ekspertka ds. GOZ w Polskim Pakcie Plastikowym:

– Według stanowiska przedstawionego przez Unię Europejską Traktat powinien spełniać trzy cele: zakończenie zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi, ochronę zdrowia ludzi i środowiska przed zanieczyszczeniami i dążenie do gospodarki o obiegu zamkniętym dla tworzyw sztucznych. Spośród trzynastu kluczowych zobowiązań i środków, w stanowisku znaleźć można m.in. zmniejszenie podaży pierwotnych tworzyw sztucznych, eliminację i ograniczenie stosowania produktów z tworzyw sztucznych, które są problematyczne, można ich uniknąć i są nadmierne, ograniczenie uwalniania mikroplastiku, czy potrzebę wprowadzenia wymogów cyrkularnego projektowania.”

Stanowisko UE, choć istotne z perspektywy kraju członkowskiego, nie jest jednak jedynym głosem w dyskusji. Jak każdy globalny dokument, Traktat wiąże się z burzliwymi negocjacjami i wypracowaniem kompromisu między państwami. Jak jednak wskazuje Marta Longhurst, Global Plastics Treaty Manager z Fundacji Ellen MacArthur, przy stole ścierają się dwa stanowiska:

“– Potrzebujemy globalnych zasad, które zapewnią równe szanse wszystkim uczestnikom łańcucha wartości tworzyw sztucznych. Patrząc na wstępne stanowiska poszczególnych krajów, można zauważyć, że zaczynają się tworzyć pewne stronnictwa – jedne kraje opowiadają się za przyjęciem globalnie wiążących zasad, a inne są przeciwne takiemu podejściu i optują za opracowaniem planów działań na poziomie krajowym.”

Zdaniem Fundacji, by Traktat mógł realnie rozwiązać problem zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi, legislacja musi określać konkretne cele na poziomie globalnym, zawierać środki skoncentrowane na ograniczeniu ilości odpadów i dotyczyć przede wszystkim opakowań i innych produktów z tworzyw sztucznych, obciążonych ryzykiem zanieczyszczenia środowiska. Jak jednak sprawić, by decydenci przyjęli ambitną wersję dokumentu?

,,– Warto wyciągać wnioski z lekcji, którą już odbyliśmy. Protokół Montrealski z 1987 roku, który doprowadził do rozwiązania problemu zubożenia warstwy ozonowej jest najgłośniejszym i tak naprawdę jedynym chwalonym międzynarodowym projektem środowiskowym. W tamtym przypadku zadziałały: duża świadomość społeczna problemu i oczekiwania konsumentów, które ukształtowały priorytety firm i rządów. Trend ten był dodatkowo wzmocniony przez rosnącą liczbę dowodów naukowych, które dokumentowały powagę i pilność problemu – i z tym też mamy już do czynienia w kontekście plastiku.” – powiedziała Ewa Chodkiewicz, Dyrektorka Działu Ochrony Przyrody z Fundacji WWF Polska.

Uprzedzić legislację – dlaczego firmy powinny podjąć działania już dziś?

Choć ostateczne brzmienie dokumentu poznamy dopiero w przyszłym roku, sam kierunek zmian nie powinien być zaskoczeniem. Nowa rzeczywistość zbliża się wielkimi krokami i w mniejszym lub większym stopniu dotknie wszystkich przedstawicieli biznesu. Firmy zrzeszone w Polskim Pakcie Plastikowym już teraz podejmują dobrowolne działania związane ze zrównoważonym wykorzystywaniem opakowań z plastiku. Jak wskazał podczas konferencji Tomasz Korytkowski, Dyrektor ds. Komunikacji Korporacyjnej, Public Affairs oraz Zrównoważonego Rozwoju w Nestlé Polska, każda firma na rynku powinna jak najszybciej wkroczyć na podobną ścieżkę:

“– Nie warto czekać na gotową legislację. Trzeba przygotować się dużo, dużo wcześniej, bo cały proces zajmuje naprawdę wiele czasu i zasobów wewnętrznych. Warto mieć przygotowaną strategię opakowaniową – w Nestlé opieramy ją na trzech filarach: mniej opakowań, lepsze opakowania i lepsze systemy – chodzi o redukcję opakowań, testowanie alternatywnych sposobów dystrybucji (np. reuse), projektowanie opakowań, projekty wspierające infrastrukturę, edukację i budowanie świadomości konsumentów – opakowanie nie musi być odpadem, a może być cennym zasobem, który może i powinien być wykorzystany.”

Słabsze perspektywy dla przemysłu

Indeksy PMI jednoznacznie pokazują, że menedżerowie odpowiedzialni za zamówienia widzą lepiej przyszłość, jeżeli pracują w usługach niż przemyśle. Gorsze oczekiwania to jednak tańsza ropa, więc jest też pozytyw tej sytuacji.

Europa wybiera usługi

Piątkowe dane na temat koniunktury w przemyśle i usługach pokazały wyraźny rozstrzał. Analitycy dla strefy euro spodziewali się 48 pkt w przemyśle, a otrzymali dużo słabszy wynik 45,5 pkt. Z kolei dla usług oczekiwania pokazywały bardzo przyzwoite 54,4 pkt, za to odczyt pokazał aż 56,6 pkt. Barierą rozdzielającą przewagę optymistów od pesymistów w badaniu jest 50 pkt. Pokazuje nam to, że menedżerowie odpowiedzialni za przemysł są znacznie mniej optymistycznie nastawieni niż ci odpowiedzialni za usługi. Co ciekawe, podobna tendencja ma miejsce w Wielkiej Brytanii, z kolei w USA różnica jest znacznie mniejsza, oraz obydwa wskaźniki znalazły się powyżej granicy 50 pkt.

Zmiany oczekiwań za oceanem

Jeszcze miesiąc temu analitycy spodziewali się, że stopy procentowe do końca roku spadną jeszcze od 0,75% do nawet 1%. Dzisiaj jest to spadek o zaledwie 0,25%. Co więcej, bardzo prawdopodobnym stał się scenariusz mówiący o podwyżce stóp procentowych na majowym posiedzeniu. To właśnie dlatego dolar przestał tracić względem euro w ostatnich dniach i ustabilizował się trochę poniżej granicy 1,1 dolara za jedno euro. Na rynku obligacji widać również wzrost rentowności, gdyż po zmianie oczekiwań względem stóp procentowych inwestorzy oczekują wyższej premii za trzymanie amerykańskich papierów dłużnych.

Nurkowanie cen ropy

Na świecie przyszłość przemysłu na ogół stoi pod znakiem zapytania. Gorsze indeksy koniunktury to tylko jeden z elementów tego obrazka. Zwiastunem nadchodzących problemów są również ceny ropy naftowej. W ciągu ostatnich dwóch tygodni cena baryłki ropy spadła o około 6 dolarów. W rezultacie jesteśmy już bardzo blisko poziomów cenowych, przy których OPEC+ zmniejszało wydobycie. Wyrównanie tej decyzji zajęło rynkowi raptem 3 tygodnie. Nie oznacza to jednak, że kartel nie będzie dalej interweniował, by próbować utrzymać ceny na wysokich poziomach. Obecne obniżka co prawda jest już w cenach, ale wchodzi na rynek dopiero w maju.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na pakiet danych z Polski, publikowany o godzinie 10:00.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

GUS o handlu i e-handlu w marcu 2023

Według najnowszych danych GUS w marcu 2023 r. w porównaniu z lutym 2023 r. odnotowano wyższą wartość sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 14,7%). Udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się z 8,7% w lutym 2023 r. do 8,6% w marcu br. 

Dawid Pawlicki – Chief Marketing Officer, SellIntegro z grupy R22:

W marcu br. sprzyjającymi okolicznościami dla polskiej gospodarki, w tym branży handlowej, były zarówno spadek inflacji, jak również świąteczno – wiosenny sezon zakupowy, co ewidentnie przełożyło się na wskaźniki sprzedaży za ten okres.

Po kilku miesiącach schłodzenia popytu można dostrzec pierwsze oznaki poprawy nastrojów konsumenckich, będących motorem napędowym dla sprzedaży detalicznej – tak w kanale tradycyjnym, jak i internetowym. Stabilizująca się kondycja rynku pracy i niejako wymuszony inflacją wzrost płac sprawiają, że łagodnieją obawy konsumentów przed bezrobociem czy koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa finansowego. Także normalizacja cen energii oraz zbliżające się zakończenie sezonu grzewczego pozytywnie przekładają się na dynamikę poprawy nastrojów konsumenckich.

Te tendencje potwierdzają zagregowane dane platformy SellIntegro, integrującej systemy e-commerce, które jasno wskazują wzrost liczby zamówień w sektorze e-commerce oraz zwiększenie się średniej wartości koszyka zakupowego. W marcu tego roku skumulowane przychody tysięcy obsługiwanych przez platformę SellIntegro sprzedawców e-commerce wzrosły o 34,8% w stosunku do poprzedniego miesiąca, a sama uśredniona wartość koszyka zakupowego ich klientów wzrosła o 7,8% m/m (w ujęciu rocznym marzec do marca ten wzrost wyniósł 75,6%).

Jednocześnie, trzeba pamiętać, że klimat gospodarczy wciąż jest niepewny –  wiele zależy od rozwoju sytuacji międzynarodowej i decyzji podejmowanych przez rząd. Wzrost sprzedaży detalicznej w analizowanym okresie niekoniecznie oznacza, że kryzys został zażegnany. Można uznać go za optymistyczny prognostyk, stymulujący dzisiejszy rynek konsumencki, a ten będzie kształtowany między innymi przez nasze mniej lub bardziej przemyślane decyzje zakupowe.

Ożywienie konsumpcji w Chinach – nierówne, głównie krajowe, z największym impulsem w I półroczu

Ożywienie w Chinach po Covid: jak dotąd silniejsze niż oczekiwano, ale głównie krajowe i ukrywające pewne nierówne zmiany. Realny PKB Chin przekroczył oczekiwania w I kw. 2023 r., rosnąc o +2,2% kw/kw i +4,5% r/r, po +0,6% kw/kw i +2,9% r/r w IV kw. 2022 r. Struktura sektorowa sugeruje, że wyższy wzrost był napędzany głównie przez sektor usług, podczas gdy aktywność w rolnictwie, przetwórstwie przemysłowym i budownictwie osłabła w I kw. 2023 r. Inne miesięczne wskaźniki również wskazują na silniejszy od oczekiwań bilans handlowy (tj. prężny eksport, ale wciąż słaby import). Wydaje się, że teraz istnieje jeszcze większe pole do korekty w górę naszej prognozy wzrostu realnego PKB na poziomie +5,0% na 2023 r. Z analiz Allianz Trade wynika, że ożywienie gospodarcze nadal koncentruje się na konsumpcji, choć prawdopodobnie będzie to głównie konsumpcja krajowa (tj. firmy działające w Chinach odnoszą większe korzyści niż firmy eksportujące do Chin). Chiny), a największy impuls związany ze stłumionym popytem będzie prawdopodobnie odczuwalny w pierwszej połowie roku. Allianz Trade nadal uważa, że kwestie strukturalne (np. dotyczące sektora nieruchomości i bezrobocia młodzieży) oznaczają, że wydatki konsumpcyjne będą potrzebowały więcej czasu, aby zbliżyć się do trendu sprzed pandemii niż w 2021 r. (Wykres 1).

Ożywienie konsumpcji w Chinach

Chińscy konsumenci: szybki powrót na ulice w I kw., ale zachowania związane z wydawaniem i oszczędzaniem nie wracają do normy. Ponowne otwarcie po Covid było szybkie, ze szczególnym entuzjazmem w lutym przed powrotem do normalności w ostatnim czasie. Mobilność w pierwszej setce miast była w lutym o +10% wyższa niż średnia przed pandemią (po -11% w IV kw. 2022 r. i -13% w styczniu 2023 r.), po czym normalizowała się do -1% w marcu i -1,4% w pierwszej połowie kwietnia (Wykres 2). Dane pokazują, że temu powrotowi na ulice towarzyszyła poprawa wydatków konsumpcyjnych: +5,4% r/r w I kw. 2023 r. po -2,4% w IV kw. 2022 r. (i +1,8% w całym roku). Były one nieco wyższe niż tempo wzrostu dochodów do dyspozycji. Allianz Trade szacuje, że stopa oszczędności chińskich gospodarstw domowych spadła do 33,8% w I kwartale 2023 r. z 35,5% w IV kw. 2022 r. (Wykres 3). Podsumowując, nadal pozostaje powyżej średniej sprzed pandemii wynoszącej 29,1% i wątpimy, czy chińskie gospodarstwa domowe będą sięgać po stosunkowo niewielki zapas nadmiernych oszczędności zgromadzonych w okresach lockdownu, aby sfinansować konsumpcję. Allianz Trade szacuje, że nadwyżki oszczędności zgromadzone w 2020 i 2022 r. wyniosą zaledwie 2,7% nominalnego PKB w 2023 r. Ponadto Allianz Trade szacuje, że w 2021 r., roku odbicia konsumenckiego po Covid, spadek oszczędności wyniósł zaledwie 3,6% nadwyżki oszczędności z 2020 r.

Wskaźnik natężenia ruchu

Stłumiony popyt wynosi 4,5% PKB, ale prawdopodobnie zostanie uwolnione mniej niż 40%, a największy impuls będzie odczuwalny w pierwszej połowie 2023 r. Patrząc na dane dotyczące sprzedaży detalicznej, Allianz Trade stwierdza, że w ramach polityki zero-Covid z 2022 r. skumulowano stłumiony popyt w wysokości 5,6 bln RMB (4,5% nominalnego PKB w 2023 r.). 1,5 bln RMB (1,2% nominalnego PKB w 2023 r.) przypadło na towary luksusowe, a 1 bln RMB (0,8% nominalnego PKB w 2023 r.) na gastronomię. Te wielkości stłumionego popytu (jako procent nominalnego PKB) są bardzo zbliżone do tych, które szacujemy dla lockdownów w 2020 r. (zob. Wykres 4). Wtedy, w następnym roku, uwolniono 37% całkowitego stłumionego popytu. Wskaźnik ten wynosi 49% dla dóbr luksusowych i 44% dla gastronomii. Ponadto trzy czwarte nadrabiania zaległości miało miejsce w ciągu pierwszych sześciu miesięcy. Bazując na tym doświadczeniu, największy impuls związany ze stłumionym popytem tym razem będzie prawdopodobnie odczuwalny w pierwszej połowie tego roku. Wzrost wydatków konsumpcyjnych może ostatecznie okazać się mniejszy niż w okresie po 2020 r., biorąc pod uwagę obecne mniej korzystne krajowe i zewnętrzne warunki makroekonomiczne. Już teraz Allianz Trade zauważa, że wydatki konsumpcyjne tym razem wydają się jak na razie wspierane przez wydatki rewanżowe w gastronomii, natomiast wydatki na towary luksusowe nie radzą sobie tak dobrze jak w okresie po 2020 r. nie radzą sobie tak dobrze, jak w okresie po 2020 r.Stłumiony popyt i nadrabianie zaległości

Dynamika cen materiałów budowlanych w marcu na równi pochyłej

W marcu dynamika cen materiałów budowlanych zniżkowała w przyśpieszonym tempie już o 4 pp. do poziomu 11 proc., co oznacza, że znalazła się już nie tylko bardzo wyraźnie poniżej inflacji CPI, ale nawet inflacji bazowej. Jak zauważyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl zjazd parametrów uciążliwej dla budowlanki materiałowej drożyzny jest więc kontynuowany, a kwestia spadku jej tempa do wartości jednocyfrowych wydaje się przesądzona już w bezpośredniej perspektywie.

Dokładnie rok temu w kwietniu 2022 roku padł krajowy rekord tempa wzrostu cen materiałów budowlanych z wynikiem 34 proc. Poziom z tegorocznego marca rzędu „zaledwie” 11 proc. robi już znaczną różnicę i daje nadzieję na powrót do względnej normalności kilkuprocentowych, a nie liczonych rocznie w dziesiątkach procent skoków cen. Co ciekawe, eksperci Grupy PSB jeszcze niedawno prognozowali powrót parametrów wzrostu cen materiałów budowlanych do wartości jednocyfrowych przed końcem bieżącego roku. Tymczasem niewykluczone, że dzieje się to już teraz, w miesiącu kwietniu, czyli na długo przed końcem pierwszego półrocza.Wyk. 1 - Dynamika wzrostu cen materiałów budowlanych

Najnowszy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB w dalszym ciągu wskazuje cement – wapno jako pozycję najmocniej zwyżkującą. Co więcej, tempo wzrostu cen tego spoiwa miesiąc do miesiąca przyspieszyło z 38 do 43 proc. Na szczęście był to odosobniony przypadek, wobec czego prawie we wszystkich pozostałych grupach towarowych zanotowano istotny statystycznie regres dynamiki cen.

Na drugim biegunie klasyfikację zamykają płyty OSB i drewno, jako jedyna na razie pozycja z ujemną dynamiką rzędu minus 11 proc. Mamy więc być może „pierwszą jaskółkę” zwiastującą korektę krajowych cen materiałów budowlanych, choć na tak optymistyczne wnioski wydaje się być chyba nieco za wcześnie.Wyk. 2 - Średnia dynamika cen - wykres

Tymczasem jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl notowania giełdowe surowców, które często wytyczają kierunek cenom materiałów budowlanych, od kilku miesięcy pozostają w trendach bocznych, nie sygnalizując kierunku zmian w kolejnych okresach, a główny wskaźnik globalnych trendów surowcowych – CRB Index już od lipca ub. roku uparcie oscyluje w bezpośrednim sąsiedztwie wartości 300 pkt.

W tej sytuacji najbardziej wiarygodnym prognostykiem rozwoju koniunktury na rodzimym rynku materiałów budowlanych jest sytuacja na pierwotnym rynku mieszkaniowym. A tu wciąż nie widać wzrostu aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. W statystykach GUS budownictwa mieszkaniowego za pierwszy kwartał br. spadek mieszkań rozpoczętych wyniesie około jednej trzeciej w relacji rok do roku, co zapowiada dalszy wyraźny spadek popytu na materiały budowlane oraz presję na ograniczanie wzrostu ich cen.

W pełni potwierdzają to statystyki sprzedaży Grupy PSB, komunikujące coraz szybciej spadający, a w kilku przypadkach wręcz dołujący popyt na materiały budowlane w kraju. W marcu w ramach Grupy PSB sprzedaż materiałów była średnio niższa o 15 proc. w relacji rdr., a kosmetyczne kilkuprocentowe wzrosty dynamiki sprzedaży dotyczyły zaledwie czterech pozycji: wyposażenie, AGD; dekoracje; farby, lakiery oraz oświetlenie, elektryka. Wszystkie inne grupy asortymentowe zanotowały regres sprzedaży, a prym w spadkach popytu wiodły ściany, kominy (-44 proc.), izolacje termiczne (-42 proc.) i dachy, rynny (-40 proc.).

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynki w uśpieniu

Miniony tydzień pomimo obfitego kalendarza makro, zawierał pozycje drugiego kalibru, które nie wpłynęły znacznie na zmienność na rynku. Dax po trzykrotnym testowaniu poziomu 15900 pkt w końcu skapitulował i nieco oddalił się od tego pułapu. SP500 nie zdołał pokonać oporu na 4190 pkt. a w krótkim terminie wykres sygnalizuje spadki. EUR/USD cały czas przebywa w wąskiej konsolidacji. Jak na razie wyjście powyżej 1,1 było jedynie chwilowym incydentem ale brak zdecydowanej korekty sugeruje, że przed nami kolejny atak tego poziomu i próba wyjścia wyżej.

Stany Zjednoczone pokazały gorsze dane regionalne. Rozczarował mocno indeks Fed z Filadelfii oraz bardzo słabo wypadł indeks wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej w USA Conference Board. Otrzymaliśmy kolejne sygnały ochłodzenia rynku pracy. Odnotowano po raz kolejny wzrost (choć umiarkowany) liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Europa w kwietniu dobrze radziła sobie w sektorze usług, który wciąż korzysta z normalizacji popytu po zakończeniu restrykcji pandemicznych. Jednak zbliżająca się recesja w sektorze produkcyjnym wpłynie negatywnie na nie w dłuższej perspektywie. Po raz kolejny negatywnie zaskoczyły PMI dla sektora produkcyjnego.

Chiny w I kwartale odnotowały najwyższe tempo wzrostu gospodarczego od roku (4,5 proc). To z pewnością może budzić nadzieję na wzrost globalnego popytu, jednak w dłuższej perspektywie może wzmocnić globalną inflację. Inwestycje w środki trwałe w ujęciu rocznym były słabsze niż oczekiwano i wzrosły o 5,1 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym, ponieważ nastąpiło spowolnienie wzrostu inwestycji w infrastrukturę i produkcję. Inwestycje w nieruchomości nadal spadały. Dobry wynik za Q1 odzwierciedla w dużej mierze spiętrzony popyt napędzany przez ponowne otwarcie Chin.

Rynek jest w fazie wyczekiwania na decyzje Fed-u oraz EBC, które są zaplanowane dopiero na początek maja. Aktualnie jesteśmy w początkowej fazie wyników kwartalnych spółek z Wall Street. Banki zaskoczyły na plus potwierdzając, że problemy Silicon Valley Bank i innych regionalnych podmiotów nie rozlały się szeroko po sektorze. Tesla zaskoczyła gorszym wyniki na co inwestorzy zareagowali umiarkowaną wyprzedażą.

W tym tygodniu dane o PKB (czwartek) za Q1 dadzą pewnego rodzaju wskazówkę, jak silne jest osłabienie koniunktury w USA. Z pewnością należy spoglądać również w stronę preferowanej przez Fed miary inflacji PCE core, której publikacja nastąpi w piątek 28 maja. Z kolei Europa poda wstępne dane na temat CPI w kwietniu. Jesteśmy w okresie blackout-u (w USA trwa już od soboty, w Europie od czwartku), co oznacza, że nie otrzymamy żadnych wskazówek ze strony decydentów banków centralnych. Ciekawie zapowiada się decyzja w sprawie stóp procentowych w Japonii – pierwsza nowego prezesa BoJ. Inflacja w kraju kwitnącej wiśni nie odpuszcza (choć w porównaniu do innych części świata jest wciąż niska). Rynek po cichu liczy na zwrot w polityce monetarnej tego azjatyckiego banku.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Polacy częściej sięgają po mocne alkohole. Producenci wódki i wina zmniejszają zaległości

Najpierw pandemia, a teraz drożyzna zmienia styl picia Polaków i wpływa na sytuację branży alkoholowej. Szczególnie producenci napojów wysokoprocentowych mogą powiedzieć, że im gorzej, tym lepiej. Ich sprzedaż ma się dobrze, a zaległości w rozliczeniach z bankami i kontrahentami spadają. Przez ostatnie trzy lata obniżyły się z 43,9 mln zł do 30,8 mln zł. W górę poszły jednak przeterminowane zobowiązania browarów – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Produkujący wódki, wina i piwa łącznie mają obecnie 60,4 mln zł zaległości.

Według publikacji “Zwrot w modelach konsumpcji. 2. Edycja raportu Alkohol w Polsce” przedstawionego przez Pracodawców RP, na naszym rynku widać wyraźną zmianę stylu picia – zamiast napojów niskoprocentowych znów coraz częściej wybierane są mocne alkohole. W rezultacie napoje spirytusowe zyskały największy od ponad 20 lat, bo już ponad 39-procentowy udział w strukturze spożycia napojów alkoholowych. Zmiana preferencji przekłada się na jakość rozliczeń z dostawcami i bankami. Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK wynika, że wytwórcy najmocniejszych trunków – czyli zajmujący się wg klasyfikacji PKD destylowaniem, rektyfikowaniem i mieszaniem alkoholi (PKD 1101) – w trzy lata, licząc od początku pandemii, zmniejszyli zaległości o 30 proc. – z 43,9 mln zł do 30,8 mln zł. Problemy ze spłatą rat kredytowych, leasingowych i regulowaniem faktur dotyczą 33 tego typu firm.

Dobrze mają się też producenci win i cydrów (PKD 1102, 1103, 1104), którzy zwiększyli swój udział w spożyciu do ponad 8 proc., jak podaje raport “Zwrot w modelach konsumpcji. 2. edycja raportu Alkohol w Polsce” m.in. dzięki temu, że coraz chętniej sięgają po nie kobiety. Nieopłacone w terminie zobowiązania wytwórców win i cydrów spadły z 8,3 do 3,1 mln zł, a liczba niesolidnych dłużników z 21 do 12.

Gorzej wypadają browary, którym od 20 lat systematycznie ubywa rynku (na koniec 2021 r. miały 52,5 proc. rynku w przeliczeniu na 100% wypitego alkoholu), a pierwszy rok pandemii z nielicznymi wyjazdami wypoczynkowymi, zamkniętymi restauracjami i odwołanymi imprezami masowymi, był dla nich wyjątkowo trudny. Wprawdzie nadrabiają sprzedaż, oferując z coraz większym sukcesem piwa bezalkoholowe, ale jednak pogorszenia jakości rozliczeń nie udało im się uniknąć. Zaległości browarów z 1,4 mln zł w marcu 2020 r. podskoczyły do niemal 18 mln zł na początku 2021 r., potem gwałtownie spadły, by teraz znów mocno wzrosnąć. Razem z producentami słodu mają ponad 26,5 mln zł przeterminowanych zobowiązań. Liczba niesolidnych dłużników zmieniła się jednak nieznacznie, bo z 32 do 37 Producenci wódki i wina zmniejszają zaległości

Branża alkoholowa ma mniej zmartwień niż inni
Pomijając perturbacje jakie wywołała dla tej branży wojna, inflacja, wzrost kosztów czy ograniczenia w przepływie towarów m.in. opakowań przez wschodnią granicę, to generalnie biznes alkoholowy ma w Polsce całkiem niezłe warunki działania. Według ostatnich dostępnych danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), gdy europejska średnia spożycia czystego alkoholu na osobę w wieku co najmniej 15 lat wynosiła w 2021 r. 11,3 litra, w Polsce było to ok. 11,7 litra [1].

– Wysokie spożycie wyrobów alkoholowych pomaga producentom w generowaniu zysków i zachowaniu stabilnej sytuacji finansowej. Udział w zyskach rodzimych producentów mają również konsumenci z innych krajów. Polska jest bowiem jednym z większych producentów i eksporterów alkoholu w Europie. Co więcej, do utrzymywania stabilnej sytuacji finansowej przyczynia się także to, że sektor jest dość mocno zdywersyfikowany i nie ogranicza się wyłącznie do produkcji wódki czy piwa, ale obejmuje również wina, cydry, napoje spirytusowe oraz alkohole wysoko- i niskoprocentowe o różnych aromatach i smakach – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Z wyjątkiem producentów piwa, z punktu widzenia zmian w zaległościach, biznes dobrze sobie radzi. W efekcie wypada korzystnie na tle innych gałęzi gospodarki i to pomimo stosunkowo dużej energochłonności i licznych regulacji wprowadzanych przez rząd, w tym zakazu reklamy czy kolejnych podwyżek akcyzy – dodaje.

Branża alkoholowa może jednak liczyć na konsumentów, a okres pandemii – mimo mniejszej liczby okazji w postaci spotkań rodzinnych, towarzyskich oraz imprez masowych – okazał się dla niej całkiem niezły. Spożycie alkoholu w porównaniu z 2019 r., w którym padł rekord dekady, spadło nieznacznie. W przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski (bez względu na wiek) w 2020 r. było to 9,62 litrów na osobę, a w roku 2021 – 9,7 litrów. To odpowiednio o 0,16 litra oraz 0,08 litra mniej w porównaniu z 2019 r., wynika z danych GUS przytoczonych w 2. edycji raportu „Alkohol w Polsce” [2].

Choć spożycie nieznacznie spadło, to zdaniem ekspertów OECD czas COVID-19 spotęgował na świecie negatywne zachowania związane z piciem alkoholu. Izolacja przyczyniła się do zwiększenia ilości i częstotliwości picia, szczególnie wśród osób, które już wcześniej piły ryzykownie. Powszechniejsze stało się też samotne picie w domu, nierzadko już we wczesnej porze dnia. Przybyło także pijących nadmiernie podczas jednej okazji. Wśród zaglądających do kieliszka, do „binge drinking” przyznaje się już niemal co czwarta osoba (23 proc.). W Polsce w sposób ryzykowny i szkodliwy pije 27 proc. osób (w tym 11,6 proc. to osoby nadużywające) i jest to o 8 p.p. więcej niż przed pandemią. Przyjmuje się, że odpowiadają one za zakup ponad 70 proc. całego sprzedawanego alkoholu. W opinii ekspertów, niestety złe nawyki z lockdownów utrzymały się, a czasami nawet pogłębiły.

A abstynenci? Z badania Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (obecnie Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom) wynika, że na jesieni 2020 r. było ich 19,2 proc. (nie pili przez ostatnie 12 miesięcy). W grupie wiekowej 35-49 lat jest ich tylko 8,1 proc. W porównaniu z danymi Eurostatu z roku 2019, liczba abstynentów zmalała o niemal 7 p.p.
Powodów do picia nigdy nie brakuje

Chociaż okres izolacji i pandemicznych obostrzeń możemy uznać za miniony, powodów do stresu wciąż nie brakuje. Wojna w Ukrainie, drożyzna i obawy o przyszłość skutecznie wpływają na samopoczucie Polaków i podejście do picia. Na pytanie: Na jakiego rodzaju przyjemności sobie pozwalasz, by zrekompensować sobie pandemię, drożyznę, konieczność cięcia wydatków? aż 8 proc. ankietowanych w realizowanym dla BIG InfoMonitor badaniu odpowiedziało, że właśnie na sięganie po kieliszek. – Znacznie częściej jest to sposób na ucieczkę od codziennych problemów mężczyzn (13 proc. pytanych) niż kobiet (5 proc.) i – co niepokojące – osób w wieku między 25 a 34 lata (14 proc.) [3]. Pokolenie to, to odnajdujący się na rynku pracy, młodzi dorośli, którzy dopiero wyprowadzają się na swoje i zakładają rodziny. A aktualna sytuacja gospodarcza z pewnością nie ułatwia im przejścia tego i tak trudnego okresu – zwraca uwagę Waldemar Rogowski.

Jeżeli uważasz, że masz objawy choroby alkoholowej, nie zwlekaj. Profesjonalna pomoc jest w takich przypadkach nieoceniona. Gdzie szukać pomocy i wsparcia w sytuacjach trudnych i kryzysowych? Skontaktuj się z centrum wsparcia dla osób dorosłych w stanie kryzysu psychicznego. Centrum Wsparcia to 24-godzinne, bezpłatne centrum, udzielające wsparcia każdej osobie w kryzysie psychicznym. Pod numerem 800 70 2222 dyżurują psychologowie-specjaliści, gotowi wysłuchać i pomóc w różnorodnych kryzysowych sytuacjach. Pomogą również w znalezieniu najbliższej placówki, która udzieli bezpośredniej pomocy. Psychologowie i psychoterapeuci są dostępni przez całą dobę, siedem dni w tygodniu.

[1] Preventing Harmful Alcohol Use, https://www.oecd.org/health/preventing-harmful-alcohol-use-6e4b4ffb-en.htm, 14.03.2023 r.

[2] Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, “Zwrot w modelach konsumpcji. 2. edycja raportu Alkohol w Polsce”, Warszawa 2023 r.

[3] Stosunek Polaków do wydatków i marnowania żywności, Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 15-18 lipca 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: 1069

Rynek biurowy w regionach w I kwartale 2023 roku

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za pierwszy kwartał 2023 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec pierwszego kwartału 2023 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 470 400 m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 750 500 m kw.), Wrocław (1 312 900 m kw.) oraz Trójmiasto (1 016 800 m kw.).

W pierwszym kwartale 2023 roku do użytkowania oddano obiekty o łącznej powierzchni 68 100 m kw. Największymi zrealizowanymi projektami były Ocean Office Park B (deweloper Cavatina Holding, 28 600 m kw.) oraz Fabryczna Office Park B5 (Inter-Bud, 14 000 m kw.) ukończone w Krakowie, a także Centrum Południe 3 (Skanska Property Poland, 20 850 m kw.) we Wrocławiu. Poza tymi 2 rynkami, zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej wzrosły również w Gdyni po oddaniu do użytku budynku Officer (Panorama Development, 4 700 m kw.).

Na koniec pierwszego kwartału 2023 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz pozostawało 1 029 700 m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 15,9% (wzrost o 0,6 p.p. kw./kw. oraz wzrost o 0,4 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu w 2022 roku). Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Łodzi – 20,5%, a najniższy w Szczecinie – 3,1% (jedyne miasto ze stopą pustostanów poniżej 10,0%).

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w pierwszym kwartale 2023 roku wyniósł 175 000 m kw., co jest wynikiem zbliżonym do rezultatu z ubiegłego kwartału, a także był wyższy o 13% w porównaniu z analogicznym okresem 2022 roku. Najwięcej powierzchni zostało wynajęte w Trójmieście (47 600 m kw.), w Krakowie (38 400 m kw.) i we Wrocławiu (36 200 m kw.).

W pierwszym kwartale 2023 roku najwyższy udział w strukturze transakcji najmu przypadł nowym umowom: 50% (włączając umowy przednajmu oraz powierzchnie na potrzeby własne właściciela nieruchomości). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 44% zarejestrowanego popytu, a ekspansje za 6,5%. Powierzchnia wynajęta na użytek własny właścicieli budynków stanowiła 3% kwartalnego popytu.
Do największych transakcji zawartych w pierwszym kwartale 2023 zaliczamy: renegocjację kontraktu z firmą Sii w budynku Olivia Prime w Gdańsku (10 100 m kw.), nową umowę najmu zawartą przez Alorica w budynku React w Łodzi (5 000 m kw.) oraz odnowienie umowy najmu przez UPS we wrocławskim budynku Bema Plaza (4 600 m kw.).

Siła złotego. Kryptowaluty w odwrocie

Przeciętnie zarabiamy coraz lepiej. Co ważne, wciąż rośnie zatrudnienie, co daje dobre perspektywy, oczywiście dla pracowników, nie pracodawców. W tle złoty znów zyskuje i trwa przecena na rynku kryptowalut.

Złoty pokazuje siłę

Wczoraj niespodziewanie złoty przebijał ważne poziomy na większości walut. Euro staniało wieczorem poniżej 4,60 zł. Frank szwajcarski od kilku już dni testował poziomy poniżej 4,70 zł, z kolei dolar po tygodniowej nieobecności pokazał się poniżej poziomu 4,20 zł. Analitycy wskazują, że na rynku nagły przypływ optymizmu zapanował po danych o możliwym uruchomieniu środków unijnych. Jest to trochę spekulacyjny ruch, bo nawet jeśli środki się pojawią, to nie trafią przecież od razu na rynek. Niemniej inwestorzy już teraz zakładają potencjalny skutek napływu tych pieniędzy, kupując złotego, który za jakiś czas powinien być potencjalnie droższy z tego powodu. Gdyby jednak nie doszło do porozumienia z UE, można się spodziewać silnej korekty.

Zarabiamy coraz lepiej

Wiadomo, że średnie mają swoje wady. To, że średnia płaca wzrosła do 7500 tysiąca złotych, wcale nie znaczy, że pensje wszystkich wzrosły proporcjonalnie. Niemniej jest to zawsze jakaś miara, że płace rosną. W skali roku jest to wzrost o 12,6%. Zatrudnienia z kolei rośnie o 0,5% w skali roku. Jest to w sumie dobra wiadomość dla gospodarki. Gdyby zatrudnienie spadało przy wzroście płac, mogłoby to oznaczać, że zwalniane są nisko płatni pracownicy, co podnosi średnią. Taka sytuacja sugeruje, że przy i tak niskim obecnie bezrobociu może w coraz większej liczbie branż dochodzić do rywalizacji płacowej o specjalistów, co podnosi presję płacową.

Przecena kryptowalut

Korekta oczekiwań względem zmian stóp procentowych w USA spowodowała, że na rynku kryptowalut zaczęła się przecena. Analitycy zwracają uwagę, że stabilna stopa zwrotu z inwestycji bezpiecznych staje się atrakcyjną alternatywą. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że po ostatnich wzrostach część inwestorów może zrealizować przyzwoite zyski. Pomimo spadku z 31 na 28 tysięcy dolarów bitcoin w dalszym ciągu od początku roku zyskuje imponujące 70%. Gdyby jednak oddalały się obniżki stóp procentowych w USA, można się spodziewać kontynuacji ruchu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wstępne odczyty indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Smog kontratakuje. Zdrowie publiczne Polaków

Jak połączenie smogu, zimy i wirusów wpływa na zdrowie publiczne Polaków? To pytanie, które poruszyli uczestnicy debaty zorganizowanej przez redakcję SmogLab. W debacie wzięli udział przedstawiciele różnych branż, którzy zwrócili uwagę na szkodliwe skutki zanieczyszczenia powietrza.

Michał Domaszewski, Specjalista medycyny rodzinnej, Ambasadorzy Zdrowia, stwierdził, że smog wpływa na wiele chorób przewlekłych, od alergii po choroby serca. W czasie alarmu smogowego, wiele pacjentów wymaga hospitalizacji. W Warszawie, według danych, przedwcześnie umiera rocznie około 3000 pacjentów z powodu smogu.

Na L4 przez smog?

Anna Rulkiewicz, Prezes Grupy LUX MED, podkreśliła, że liczba rozpoznań chorób oddechowych w Polsce zwiększyła się w ciągu ostatnich trzech lat. Zanieczyszczenie powietrza, smog, jest jednym z czynników, które zaostrzają przebieg chorób, co wraz z pojawieniem się COVID-19 stanowi dodatkowe zagrożenie dla zdrowia publicznego. W ciągu sezonu grzewczego 2022/2023 lekarze wystawili o trzy razy więcej zwolnień z powodu chorób układu oddechowego.

Ponowne otwarcie możliwości ogrzewania paliwami niskiej jakości spowodowało, że smog powrócił w miejsca, z których został wyparty. Według Pawła Mirowskiego, Zastępcy Prezesa Zarządu NFOŚiGW, nieodpowiedzialne wypowiedzi prominentnych polityków oraz deficyt węgla w 2022 roku i wysokie ceny tego surowca również wpłynęły na zwiększenie zanieczyszczenia powietrza.

Blanka Romanowska, Dyrektor Departamentu Infrastruktury i Środowiska GZM, zwróciła uwagę na to, że władze lokalne muszą działać w oparciu o wiedzę i dane naukowe, aby podjąć skuteczne działania w walce ze smogiem.

Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego, zwrócił uwagę na konieczność zmiany modelu produkcji energii w Polsce na bardziej ekologiczny i zrównoważony. Aleksandra Zybała, Menadżerka ds. komunikacji VELUX Polska, z kolei podkreśliła, że zmiany muszą być wprowadzane również na poziomie budownictwa, które powinno być bardziej przyjazne dla środowiska i energooszczędne.

Innowacyjny projekt „neurosmog”

Innowacyjny projekt „Neurosmog” prowadzony przy współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim ma na celu zbadanie wpływu zanieczyszczeń powietrza na rozwój mózgu dzieci. Kierownik Ośrodka Zintegrowanych Badań Środowiska w IOŚ-PIB, Krzysztof Skotak, podkreśla, że prowadzone badania skupiają się na szeregu równoległych działań, w tym na skanach mózgu dzieci do 14-15 lat oraz badaniach przesiewowych, statystycznych i epidemiologicznych, aby uzyskać precyzyjne informacje dotyczące narażenia dzieci na zanieczyszczenie powietrza w ciągu całego ich życia.

Wyniki wstępne już wskazują, że zanieczyszczenia powietrza mają negatywny wpływ na funkcjonowanie mózgu dzieci, w tym na szybkość reakcji, poprawność odpowiedzi czy precyzję postrzegania niektórych elementów. Im większe zanieczyszczenie powietrza, tym gorzej. Kolejnym krokiem będzie zbadanie, jak wpływ skumulowanych zanieczyszczeń wpływa na rozwój mózgu dzieci, co wymaga jeszcze 15 lat badań.

Jednak zanieczyszczenia powietrza to nie jedyny problem, który wpływa na nasze zdrowie. Menadżerka ds. komunikacji, VELUX Polska, Aleksandra Zybała, podkreśliła, że budynki nieocieplone, wilgotne i nieefektywne energetycznie są budynkami, które negatywnie wpływają na zdrowie ludzi, powodując tzw. „syndrom chorego budynku”. Według raportu Barometr Zdrowych Domów, aż jeden na czterech Polaków jest narażony na zagrożenia związane z klimatem wewnątrz pomieszczeń, takich jak wilgoć, pleśń, niedostateczne oświetlenie, nieodpowiednia temperatura czy nadmierny hałas.

Świadomość tych zagrożeń staje się coraz bardziej istotna, gdyż, jak podkreśla Zybała, spędzamy w budynkach 90% naszego czasu, a dodatkowo dojdzie do tego problem smogu. Dlatego też, rola biznesu w kontekście ubóstwa energetycznego oraz walki z zanieczyszczeniami powietrza staje się coraz ważniejsza.

Program czyste powietrze

Program Czyste Powietrze to jedna z najważniejszych inicjatyw rządu, która ma na celu poprawę jakości powietrza w Polsce poprzez modernizację domów i budynków. W ramach programu mieszkańcy mogą otrzymać dofinansowanie na termomodernizację oraz wymianę kopciuchów. Program jest finansowany zarówno ze środków krajowych, jak i z Unii Europejskiej.

Jak podkreśla Paweł Mirowski, Zastępca Prezesa Zarządu NFOŚiGW, program Czyste Powietrze jest ważny nie tylko ze względu na poprawę jakości powietrza, ale także ze względu na oszczędności finansowe. Dofinansowanie do 100% kosztów kwalifikowanych jest dostępne dla osób najniżej zarabiających, określanych jako wykluczeni energetycznie. Ponad 591 tysięcy beneficjentów skorzystało z programu, a wartość wniosków wynosi 12,5 miliarda złotych.

Co więcej, program jest stale rozwijany i dostosowywany do potrzeb mieszkańców. Od 3 stycznia 2023 roku wprowadzono zmiany, które mają zachęcać do oszczędzania energii poprzez poprawę energetyczną budynków. Jednym z ciekawszych elementów programu jest możliwość ponownego skorzystania z dofinansowania przez osoby, które już wcześniej skorzystały z programu.

Jak podkreśla Paweł Mirowski, zmiany w programie spowodowały, że program nabrał nowego impetu. Od 3 stycznia złożono już ponad 53 tysiące wniosków na ponad 2,5 miliarda złotych. To potwierdza, że Polacy są zainteresowani modernizacją swoich domów i oszczędzaniem energii.

W kontekście zmian w preferencjach dotyczących źródeł energii, Paweł Mirowski zauważa, że Polacy coraz chętniej inwestują w fotowoltaikę. Jednym z czynników skłaniających Polaków do modernizacji i zmiany w swoich domach jest komfort. Badania WHO pokazują, że zwiększenie wydatków publicznych na mieszkalnictwo i udogodnienia wpływa na nasze zdrowie w stopniu większym, niż przekazanie tych środków na służbę zdrowia.

Śląsk liderem jeżeli chodzi o program czyste powietrze

Największym problemem w Polsce jeżeli chodzi o zanieczyszczenie powietrza jest południowa część kraju. Takie stwierdzenie padło z ust Blanki Romanowskiej, Dyrektor Departamentu Infrastruktury i Środowiska Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM). Pomimo tego, że sytuacja nie jest łatwa, to województwo śląskie wydaje się być liderem jeżeli chodzi o realizację programu Czyste Powietrze.

W województwie śląskim aż 144 z 167 gmin podpisało porozumienie z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, co pozwala na prowadzenie punktów konsultacyjnych i przyjmowanie wniosków w ramach programu Czyste Powietrze. W Górnośląsko-Zagłębiowskiej metropolii, skupiającej 41 miast i gmin, 35 takich umów zostało podpisanych.

Jednakże, jak zauważa Blanki Romanowska, realizacja programu Stop Smog jest trudna, zarówno dla koordynatora, jak i dla gmin. Program ten był potencjalnie atrakcyjny dla beneficjentów ubogich energetycznie, jednak obecnie konkuruje z ofertą programu Czyste Powietrze. Dyrektor Departamentu Infrastruktury i Środowiska GZM uważa, że taką sytuację trzeba w jakiś sposób zmienić.

Wobec wyzwań termomodernizacyjnych, równolegle realizowany jest program wspierający gminy w sięganiu po dofinansowania unijne dla unowocześniania instalacji w budynkach wielorodzinnych. Paweł Mirowski wyraża nadzieję, że po zmianie ustawy, która obecnie utrudnia realizację programu Stop Smog, zostanie ona podwyższona o 100%. Z kolei Blanka Romanowska zwraca uwagę, że województwo śląskie i Górnośląska Metropolia to obszar szczególny, który wyróżnia gęstość zaludnienia oraz wiek i gęstość tkanki budowlanej.

Liczba gmin, które podpisały umowy w ramach programu Czyste Powietrze na terenie Śląska jest imponująca, ale nadal wiele jest do zrobienia w celu poprawy jakości powietrza w regionie. Wspieranie gmin w realizacji wspólnych projektów oraz zmiana ustawy, która utrudnia realizację programu Stop Smog, są krokami w dobrym kierunku.

Widoczne postępy w realizacji programu Czyste Powietrze w województwie śląskim są wynikiem współpracy i determinacji władz lokalnych oraz mieszkańców. Program ten jest szczególnie istotny dla regionu, który zmaga się z poważnymi problemami zanieczyszczenia powietrza. Jak podkreśliła Blanka Romanowska, dyrektor Departamentu Infrastruktury i Środowiska GZM, w województwie śląskim występuje największe zanieczyszczenie powietrza w Polsce, a największy problem ma południowa część kraju.

Dlatego też, aby zmniejszyć emisję zanieczyszczeń i poprawić jakość powietrza, województwo śląskie wzięło na siebie odpowiedzialność za realizację programu Czyste Powietrze, którego celem jest termomodernizacja budynków oraz wymiana starych kotłów i pieców na nowe, bardziej ekologiczne. Współpraca z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach oraz podpisanie porozumień z większością gmin w regionie przynosi pozytywne efekty.

Jednak jak zaznacza dyrektor Romanowska, realizacja programu Stop Smog jest trudna, zarówno dla koordynatora, jak i dla samych gmin. Konkurencja między ofertą programu Czyste Powietrze a programu Stop Smog powoduje, że realizacja tego drugiego programu staje się mniej atrakcyjna dla beneficjentów ubogich energetycznie. Dlatego też, jak podkreśla dyrektor, potrzebne są zmiany w ustawie, które pomogą gminom w realizacji projektów i zachęcą kolejne związki do wspierania swoich gmin w tego typu działaniach.

Wspomniane zmiany mają pomóc także w pozyskiwaniu funduszy unijnych na termomodernizację budynków wielorodzinnych, co stanowi kolejne wyzwanie dla władz lokalnych. Z pewnością efektywne wykorzystanie funduszy na poprawę jakości powietrza w regionie przyczyni się do poprawy warunków życia mieszkańców i ochrony środowiska naturalnego.

Jak podkreśla Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego, modernizacja blisko 3 mln budynków w Polsce jest koniecznością, aby rozwiązać problem ze smogiem. Program ten stanowi ważne wyzwanie inwestycyjne dla kraju i rodzin, zwłaszcza w czasach kryzysu energetycznego. Guła podkreśla jednak, że program wymaga dalszych reform, takich jak odbiurokratyzowanie programu na poziomie wojewódzkich funduszy ochrony środowiska oraz zapewnienie prefinansowania dla osób, które nie mają wystarczających środków finansowych.

Prezes NFOŚiGW, Paweł Mirowski, broni programu Czyste Powietrze, podkreślając, że tylko w ułamku przypadków beneficjenci czują się pokrzywdzeni. Jednocześnie docenia rolę Polskiego Alarmu Smogowego w dialogu i zaznacza potrzebę uproszczenia procedur wypłacania i rozliczania dotacji, przyspieszenia działań na poziomie wojewódzkim oraz dotarcia do wykluczonych potencjalnych wnioskodawców. Aleksandra Zybała, która zajmuje się sprawami ekologicznymi w Business Centre Club, również podkreśla potrzebę uproszczenia procedur programu.

Wdrażanie programu Czyste Powietrze stanowi szansę na obniżenie zużycia energii i ograniczenie emisji CO2. Jeśli zostanie on odpowiednio zmodernizowany, gospodarstwa domowe będą mogły ograniczyć zużycie węgla do poziomu 5 mln ton rocznie. Program ten jest kluczowy w walce ze smogiem w Polsce, ale wymaga dalszych reform i uproszczeń, aby osiągnąć swój pełny potencjał i sprostać oczekiwaniom mieszkańców.

W ostatnich latach Polska coraz częściej kojarzona jest z jednym z największych problemów środowiskowych, jakie nękają Europę – smogiem. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2018 roku, 33 z 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie znajdowało się w Polsce. Ten problem dotyczy nie tylko dużych miast, ale również mniejszych miejscowości i wsi.

Polska kopciuchem Europy

Podczas dyskusji zwrócono uwagę na fakt, że w gabinecie lekarskim lekarze powinni pytać o wiele więcej, niż tylko o stan zdrowia pacjenta. Jak zauważył Michał Domaszewski, Specjalista medycyny rodzinnej, Ambasadorzy Zdrowia: „Lekarze jego zdaniem powinni pytać nie tylko, jak Pan się czuje, ale też ile ma Pan stopni w domu? czy 'Czym Pan pali w piecu?'”. W ten sposób, lekarze mogliby lepiej uświadamiać pacjentów na temat wpływu jakości powietrza na zdrowie.

Krzysztof Skotak, Dyrektor IOŚ – PIB, podkreślił, że problem smogu nie dotyczy tylko chorych, ale również decydentów. „Należy podnosić świadomość nie tylko chorych, ale też decydentów” – powiedział. Anna Rulkiewicz, Prezes Grupy LUX MED, dodała, że smog pozbawia nas nie tylko lat życia, ale też lat życia w zdrowiu. Zaznaczyła również, że decydenci są świadomi problemu smogu, jednakże często przedkładają swoje bieżące kalkulacje polityczne nad wiedzę.

Dyskusja zakończyła się zgodnym stanowiskiem, że konsekwentna polityka antysmogowa może przyczynić się do rozwiązania problemu zanieczyszczenia powietrza, zmniejszenia produkcji gazów cieplarnianych oraz obniżenia kosztów wydatków nas wszystkich. Warto zatem podjąć działania w tej kwestii i zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat wpływu jakości powietrza na nasze zdrowie i środowisko. Jak powiedział Mahatma Gandhi: „Bądź zmianą, jaką chcesz widzieć w świecie”.

PMI dla Niemiec i strefy euro

Odczyty PMI dla przemysłu i usług już od kilku miesięcy podążają tym samym, utartym szlakiem. Zarówno dla całej strefy euro ale i dla jej największej gospodarki, czyli Niemiec.

I tak w najnowszym, kwietniowym odczycie PMI dla usług kolejny raz rośnie i utrzymuje się mocno powyżej progu 50 punktów, a PMI dla przemysłu spada i utrzymuje się grubo poniżej progu 50 punktów.

PMI dla usług to odpowiednio 55,7 pkt w Niemczech (prognoza 53,3 pkt) oraz 56,6 pkt w Strefie Euro wobec prognozy 54,5 pkt. W obu przypadkach to spore i pozytywne zaskoczenie.

PMI dla przemysłu w Niemczech wyniósł 44 pkt wobec prognozy 45,7 pkt, a dla strefy euro 45,5 pkt wobec prognozy 48 pkt. W obu przypadkach jest to negatywne zaskoczenia.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Nowe ATOMU rozdanie

Stoimy u progu najbardziej ambitnego programu inwestycyjnego w historii polskiej energetyki. Już w 2033 planowane jest uruchomienie pierwszej wielkoskalowej elektrowni jądrowej, a w latach 40. w polskim systemie ma pracować 6-9 GW stabilnej, niskoemisyjnej mocy z tego źródła. Czy ta wizja to realny plan polskiej transformacji czy raczej polityczne marzenie, ekstremalnie trudne do realizacji? W jaki sposób sfinansować program? Skąd zdobyć kompetencje do jego realizacji? Kiedy powstaną i jaką rolę w transformacji przemysłu i ciepłownictwa odegrają małe reaktory jądrowe?

Jakub Wiech, redaktor naczelny portalu Energetyka24, podkreśla, że energia jądrowa jest niezwykle potrzebna dla Polski, zwłaszcza w kontekście wyzwań, jakie stawia przed nią Unia Europejska i stan jej rodzimej energetyki. Polska rozwija projekty dużego i małego atomu, co jest źródłem konkurencji między dostawcami technologii. Głównym celem jest jak najszybsze oddanie elektrowni atomowej do użytku.

Michał Wierzchowski, dyrektor pionu rozwoju biznesu Polskich Elektrowni Jądrowych, opowiedział o pracach nad pierwszą elektrownią jądrową w Polsce. Polskie Elektrownie Jądrowe wykonują plan założony w Programie Polskiej Energetyki Jądrowej i wybrali już technologię dla elektrowni, która powstanie na Pomorzu. Jednakże przed wejściem na plac budowy ważne jest dokładne przygotowanie projektu.

Paweł Gajda z Wydziału Energetyki i Paliw AGH podkreślił, że polskie elektrownie jądrowe będą miały bardzo ważną rolę w transformacji przemysłu i ciepłownictwa. Ponadto, zwrócił uwagę na fakt, że aby skutecznie przyspieszyć rozwój technologii niskoemisyjnych, potrzebne są odpowiednie instrumenty finansowe.

W trakcie debaty pojawił się również temat małych reaktorów jądrowych. Alice Neffe, dyrektor biura spraw międzynarodowych Agencji Rozwoju Przemysłu, stwierdziła, że mimo pewnych wad, jakie niesie ze sobą ta technologia, jest to źródło energii, które może odegrać ważną rolę w transformacji energetycznej Polski. Dawid Piekarz, ekspert Orlen Synthos Green Energy, z kolei podkreślił, że małe reaktory jądrowe są idealnym rozwiązaniem dla sektora przemysłowego, który potrzebuje stabilnego i niezawodnego źródła energii.

Michał Wierzchowski odniósł się również do niezbędnych konsultacji międzynarodowych: – Chcemy nasze inwestycje prowadzić w zgodzie ze środowiskiem międzynarodowym. Nie chcemy protokołu rozbieżności z Niemcami. Przeprowadziliśmy dokładne konsultacje z pięcioma krajami, W dalszej kolejności przyjdzie czas na Danię i bardzo sceptyczną Austrię. Chcemy mówić jednym głosem.

Kto za to płaci

Jak wynika z wypowiedzi Michała Wierzbowskiego, są już konkretne plany i wsparcie finansowe ze strony USA. Wierzbowski powiedział: „W USA podpisano list intencyjny gwarantujący dofinansowanie kasy amerykanów do małych elektrowni modułowych. Ambasador powiedział, że zostanie stworzony zielony mur dobrej energii”.

Dawid Piekarz, ekspert firmy Synthos, również odniósł się do planów budowy elektrowni jądrowej i zaznaczył, że instytucje finansowe patrzą na ten projekt bardzo poważnie. Piekarz powiedział: „Jeśli chodzi o planowany zielony mur, to projekt ten zakłada ekspansję małej energetyki jądrowej w krajach Europy środkowo-wschodniej, które chcą się uniezależnić od surowców rosyjskich. Czesi już podali 7 lokalizacji dla elektrowni atomowych, zastanawia się nad tym model Wielka Brytania i Finlandia. Dzięki energii atomowej można utrzymać sprawność gospodarki. Kiedy popłynie prąd z atomu w naszych gniazdkach? Celujemy w przełom roku 2029 i 2030. Szacujemy, że około 50% wkładu w naszą elektrownię będzie pochodziło z Polski. Pamiętajmy, że przemysł po dekarbonizacji będzie potrzebował energii. OZE do tego celu nie wystarczą”.

Piekarz podkreślił również, że elektrownie jądrowe są ważnym źródłem miejsc pracy. W kontekście planów dekarbonizacji i walki ze zmianami klimatycznymi, energia jądrowa wydaje się być jednym z rozwiązań, które pozwoli na utrzymanie sprawności gospodarki i jednocześnie redukcję emisji gazów cieplarnianych.

Jednak, jak zawsze w przypadku takich kontrowersyjnych projektów, pojawiają się również głosy krytyków. Niektórzy eksperci wskazują, że budowa elektrowni jądrowej to duże ryzyko finansowe, a także zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi i środowiska. Warto zatem dokładnie przeanalizować wszystkie aspekty związane z tym projektem i przeprowadzić szeroką debatę społeczną na ten temat.

Trzeba się nauczyć

O tym, że nie jesteśmy w tyle za innymi państwami mówiła Alice Neffe – Dyrektor Biura Spraw Międzynarodowych Agencji Rozwoju Przemysłu, dostarczającego lokalizacji pod różnego rodzaju projekty jądrowe: – Wprawdzie w Polsce nie ma elektrowni jądrowej, ale wiele polskich spółek jest podwykonawcami w wielkich inwestycjach jądrowych. No i mamy przecież reaktor badawczy. Nie ulega jednak wątpliwości, że rozwój energetyki jądrowej zapewni możliwość dekarbonizacji polskiego przemysłu. Nie możemy zapomnieć o kształceniu zawodowym ekspertów, którzy będą w stanie brać udział w projektach jądrowych: informatyków, spawaczy i wielu innych. Takie programy już istnieją, ale na małą skalę, należy je rozwijać.

– Elektrownia jądrowa, niezależnie od rozmiaru, to jest poważny zakład przemysłowy. W bardzo wielu względach jest podobna do elektrowni konwencjonalnej. Grupa specjalistów dedykowanych zagadnieniom stricte jądrowym jest niewielka. To, co wymaga zmiany, to podejście do inwestycji. Istnieją szczególne wymagania odnośnie każdego elementu składowego elektrowni, od konstrukcji do zarządzania komunikacją. Znaczenie ma również BHP oraz kontrola kontrwywiadowcza. Będziemy musieli przyswoić bardziej restrykcyjne zasady postępowania. Budowa elektrowni jądrowych jest wielką szansą dla polskiej gospodarki. Przedsiębiorcy, którzy zdecydują się wziąć w tym przedsięwzięciu udział, będę musieli przyswoić wiele nowych umiejętności. – wyzwania stojące przed polską energetyką podsumował Adam Rojewski, wiceprezes fundacji nuclear.pl

Do trudności nawiązał również Paweł Gajda  z wydziału Energetyki i Paliw AGH: – Musimy pamiętać o tym, jaką rolę będzie pełnił atom w Polsce. Na pewno jest on potrzebny do dekarbonizacji przemysłu. Wykorzystamy na to kilkanaście GW. Przed nami uzyskanie wszystkich pozwoleń niezbędnych do tego, by rozpocząć budowę. Czasami trzeba wykonać do tego celu różne analizy. Wiele projektów łapie opóźnienia już na tym etapie, szczególnie jeśli zamierzamy wdrożyć nową technologię. Dlatego musimy stawiać w pierwszej kolejności na rozwiązania sprawdzone.

Perspektywy

Maciej Lipka, kierownik Działu Analiz i Pomiarów Reaktorowych Narodowego Centrum Badań Jądrowych, wypowiedział się o możliwej przyszłości energetyki jądrowej: – Trudno powiedzieć jak rozwinie się technologia jądrowa za 100 lat. Aktualnie mamy do czynienia z kilkoma rodzajami reaktorów, które są sprawdzone i działają. Czasami próbujemy wrócić do starych technologii. W najbliższej perspektywie najbardziej popularne będą duże i małe reaktory lekkowodne. Czy powstaną nowe typy? Moim zdaniem nieprędko.

Dodał, że na rynku europejskim i światowym jest duża perspektywa rozwoju, ale zwrócił też uwagę na problemy.

– Reaktory badawcze, produkujące radiofarmaceutyki, powodują, że około 6 mln unijnych pacjentów onkologicznych otrzymuje odpowiednie leczenie. Aktualnie mamy do czynienia z możliwościami, których nie było jeszcze 10 lat temu. Niestety zarówno UE, jak i Polska, zaniedbały ten rynek. Europejskie reaktory badawcze są stare i niewydolne. Nowe nie powstają. To taka łyżka dziegciu do naszej optymistycznej dyskusji. Polska posiada jeden reaktor doświadczalny. Gdyby został on odpowiednio dofinansowany, moglibyśmy stać się eksporterem radiofarmaceutyków.

Na zakończenie panelu wypowiedział się Jakub Wiech: – W Europie rośnie akceptacja wobec atomu. Jeszcze kilka lat temu to było nie do pomyślenia. W Polsce moim zdaniem nie było skrajnego braku akceptacji dla energii atomowej. Oczywiście strach przed Czarnobylem jest u nas obecny, ale Polacy nie boją się powtórki z Czarnobyla. Raczej obawiają się, że nowe elektrownie atomowe będa budowane w sposob odbiegający od norm bezpieczeństwa, co w przyszłości będzie miało katastrofalne skutki. Tu jest płaszczyzna do edukacji i wprowadzania zmian.

Dawid Piekarz odniósł się do lęku społecznego przed elektrowniami jądrowymi: – Mały reaktor jądrowy będzie 35-45 m pod ziemią, jest ulepszoną wersją sprawdzonych rozwiązań, sam się wyłącza w sprawie jakichkolwiek zawahań. Ważne jest to w jaki sposób będziemy rozmawiać ze społeczeństwem. Tym, co będzie decydowało o tym, czy będziemy przekonywający, jest szczerość, oraz wyjście naprzeciw innym punktom widzenia.

Alice Neffe poruszyła jeszcze temat polskich specjalistów: – Miałam okazję być w elektrowni jądrowej w Finlandii. Pracowało tam wielu Polaków. Te osoby są często zainteresowane powrotem do kraju, aby pracować przy rodzimych projektach. To będzie bardzo ważny czynnik w szerzeniu wiedzy na temat atomu.

Najgorsze, co nam grozi w przypadku fuszerki przy budowie elektrowni jądrowej to to, że się ona wyłączy – zapewnił Adam Rojewski.

Euro jest wciąż mocne

Główna para walutowa co prawda znajduje się niżej niż szczyt wyznaczony w ostatnim czasie, ale cały czas notowania graniczą z poziomem 1,10. Lekkie pogorszenie nastrojów na giełdach nie wpłynęło na spadki głównej pary walutowej. Wczoraj otrzymaliśmy minutki z marcowego posiedzenia EBC. Za 2 tygodnie kluczowa decyzja europejskiej instytucji, która będzie miała miejsce dzień po tej podjętej przez Rezerwę Federalną.

Opublikowany w czwartek protokół z marcowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego sugeruje rosnący podział w Radzie Prezesów. Podwyżka stóp o 50 bps jest nadal rozważana w przyszłym miesiącu, ale podział wśród członków przemawia za kompromisem i ruchem o 25 bps.

Przypomnijmy, że marcowe posiedzenie odbyło się w kontekście zawirowań w sektorze bankowym. Otrzymaliśmy uspokojenie ze strony przedstawicieli EBC a spekulacje o możliwym mniejszym ruchu na stopach w marcu lub ewentualnej pauzie nie zmaterializowały się. Opanowanie mini-kryzysu bankowego spowodowało, że rynek oczekuje kolejnego ruchu w górę w maju (za 2 tygodnie).

Z protokołu dowiadujemy się, że inflacja zasadnicza w strefie euro zaczęła spadać, ale niemal wyłącznie z powodu efektów bazowych cen energii. Inflacja bazowa pozostaje uparcie wysoka, a ostatnio nawet wzrosła. Jeszcze na marcowym posiedzeniu EBC dyskutował o tym, czy inflacja „core” jest już w punkcie zwrotnym. Brak jest jednak ewidentnych dowodów, że oczyszczona (z cen energii i żywności) inflacja osiągnęła już szczyt. . Jednocześnie „pewna” liczba członków Rady widzi ryzyko jako przechylone w górę w całym horyzoncie”, dodając wątpliwości o zbliżeniu się inflacji do 2 proc. w 2025 roku.
Z raportu dowiadujemy się, że w ciągu ostatniego roku inflacja zmieniła się z podażowej na popytową. Wczoraj członek zarządu EBC Isabel Schnabel podczas swojego wystąpienia przedstawiła wykres pokazujący, że obecną inflację można niemal w całości wyjaśnić czynnikami popytowymi. Ta zmiana charakteru to wciąż najbardziej przekonujący argument za kolejnymi podwyżkami stóp.

EBC oczekuje, że gospodarka strefy euro powróci do potencjalnego tempa wzrostu na początku 2024 roku, inflacja będzie nadal spadać do 2025 roku.
Czego zatem możemy spodziewać się po majowej decyzji?

Ponieważ kryzys bankowy wydaje się być opanowany, EBC będzie trzymał się szeroko komentowanego rozróżnienia między stosowaniem stóp procentowych w walce z inflacją, a środkami płynnościowymi i innymi narzędziami w walce z niestabilnością finansową. Fakt, że wciąż nie widać oznak procesu dezinflacyjnego (w inflacji bazowej) a także to, że inflacja w coraz większym stopniu jest napędzana przez popyt, będzie utrzymywać EBC w trybie zacieśniania.

Zamieszanie z ostatnich tygodni powinno być dla EBC przypomnieniem, że podnoszenie stóp procentowych, a zwłaszcza najbardziej agresywny cykl zacieśniania od początku istnienia unii walutowej, wiąże się z kosztami. Przypomnijmy, że europejska gospodarka przez wiele lat znajdował się środowisku ujemnych stóp, co oznacza, że najbliższe miesiące będą istotnym testem dla koniunktury Starego Kontynentu. Sądząc po ostatnich komentarzach, EBC obecnie raczej wraca do punktu, w którym znajdował się przed marcowym posiedzeniem. Oznacza to, że jest ściśle zdeterminowany, by złamać inflację. Wydaje się, że powraca raczej łagodne spojrzenie na potencjalne negatywne skutki obecnego zacieśnienia.

W chwili obecnej, zarówno podwyżka stóp o 25 bps, jak i o 50bps wydaje się być rozważana. Szalę przeważy kolejny odczyt inflacji oraz najnowsza ankieta dotycząca kredytów bankowych, które zostaną opublikowane zaledwie kilka dni przed majowym posiedzeniem. Rosnący podział w EBC, zasygnalizowany we wczorajszym protokole, jest prawdopodobnie najlepszym argumentem za kompromisem w postaci podwyżki stóp o 25 bps.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Volkswagen: I etap budowy farmy fotowoltaicznej w zakładzie we Wrześni zakończony

  • Zakończyły się prace budowlane przewidziane dla I etapu budowy farmy fotowoltaicznej w zakładzie Volkswagen Poznań we Wrześni
  • Instalacja o mocy 2 MW znajduje się na terenie fabryki we Wrześni
  • Zakład przygotowuje się do dalszej rozbudowy systemu fotowoltaicznego

Wszystkie fabryki spółki Volkswagen Poznań zasilane są w 100% energią elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych, dostarczaną przez zewnętrznych dostawców. By zwiększyć konkurencyjność przedsiębiorstwa, a jednocześnie by zwiększyć udział energii wytwarzanej samodzielnie w bilansie energetycznym spółki, na terenie zakładu Volkswagen Poznań we Wrześni powstała farma fotowoltaiczna. Prace objęte pierwszym etapem budowy obejmują instalację o mocy 2MW.

Inwestycja budowy farmy fotowoltaicznej na terenie zakładu Volkswagen Poznań we Wrześni podzielona została na dwa etapy. Prace przewidziane w etapie pierwszym ruszyły w grudniu ubiegłego roku. Objęły one teren o powierzchni ok. 4 ha. To obszar o wielkości ponad 5 boisk piłkarskich. Stąd pozyskiwana będzie energia elektryczna o mocy 2 MW, czyli w ilości wystarczającej dla 525 domów jednorodzinnych przez rok. Prace związane z tym etapem właśnie zakończono i ta część farmy fotowoltaicznej zaczęła już produkować energię elektryczną w trybie rozruchowym.

„Jesteśmy świadomi wyzwań energetycznych i środowiskowych dlatego konsekwentnie inwestujemy w odnawialne źródła energii zwiększając udział energii samodzielnie wytworzonej w bilansie energetycznym spółki. Instalacja, której pierwszą część uruchomiliśmy dziś, to pierwsza część naszej farmy fotowoltaicznej. Teraz uruchamiamy 4 ha paneli, jednocześnie trwają już przygotowania do dalszej rozbudowy farmy. Kompleks docelowo ma zaspokoić ok. 18% zapotrzebowania na energię elektryczną dla naszego zakładu” – mówi Stefanie Hegels, dyrektorka zakładu Volkswagen Poznań we Wrześni.

W latach kolejnych firma planuje systematyczne zwiększanie wytwarzania energii pochodzącej z OZE na terenie wszystkich czterech zakładów w Wielkopolsce.

Ukraina będzie musiała odbudować potencjał społeczny i gospodarczy

Ukraina jest państwem średniego rozmiaru i jako takiemu państwu rzeczywiście bez uszczerbku dla wielu innych celów można świadczyć pomoc finansową. Taka pomoc płynie z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Natomiast po wygranej wojnie z pewnością chętnych do uczestnictwa w sukcesie będzie więcej. Będzie z pewnością duża konkurencja o to, kto weźmie udział w odbudowie i w jaki sposób ustabilizuje swoje stosunki gospodarcze z Ukrainą. A zatem od strony finansowej, od strony dostępu do kapitału Ukraina jest bezpieczna. Gorzej jest, jeśli chodzi o demografię. Rozwój gospodarczy zależy nie tylko od dostępu do kapitału – ale także od tego, jak wielu ludzi, z jakimi ambicjami i z jakimi umiejętnościami rozwija gospodarkę. Ukraina w każdych warunkach – bez względu nawet na skalę wygranej z Rosją – będzie miała kłopoty gospodarcze. A trzeba jeszcze pamiętać o tym, że zniszczony wojną kraj będzie miał duże problemy, by odbudować swój potencjał ludnościowy.

– Trzeba sobie jasno powiedzieć, że będzie to kraj budowany od nowa. On w tej chwili jest utrzymywany głównie z pieniędzy europejskich i amerykańskich. W zasadzie bez pomocy finansowej ze strony Amerykanów i Europejczyków na pewno to państwo nie mogłoby funkcjonować – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Natomiast jest także oczywiste, że po okresie wojny będzie potrzebne bardzo wiele inwestycji infrastrukturalnych, zmian w strukturze gospodarki, które będą napędzać rozwój Ukrainy. Będziemy więc świadkami bardzo wysokiego wzrostu PKB i wielu innych wskaźników na Ukrainie. Zagrożeniem tutaj może być przede wszystkim demografia – bo o kapitał nie obawiałbym się. Niestety musimy powiedzieć, że wojna pozbawiła Ukraińców potencjału wolnościowego w dużym stopniu. Wiele kobiet i rodzin, które opuściło kraj, pozostanie w krajach goszczących. Stąd nie tylko straty na froncie, nie tylko konieczność przerwania karier zawodowych, nie tylko odejście wielu ludzi z gospodarki do sektorów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i za obronę są problemami Ukrainy. Ukraińskim problemem numer jeden jest odpływ Ukraińców. Po prostu będzie trzeba odbudować nadzieję, wyznaczyć kierunek rozwoju. Zgodzić się co do niego społecznie. A wówczas będziemy mieli do czynienia z narodzeniem się tego państwa od nowa – wskazuje Cydejko.

Mex Polska powraca do stanu sprzed pandemii, o czym świadczą wypracowane w 2022 roku wyniki finansowe

Mex Polska, notowana na GPW spółka holdingowa zarządzająca pięcioma popularnymi konceptami gastronomicznymi, opublikowała Sprawozdanie Finansowe za 2022 r. W raportowanym okresie skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży wyniosły 81,8 mln zł. Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) osiągnął 9,8 mln zł (wzrost rr o 15 proc.). Zysk netto wyniósł 7,2 mln zł, utrzymując stały poziom względem roku poprzedniego. Głównym silnikiem napędu skonsolidowanej sprzedaży jest oferta największego konceptu Grupy ,,Pijalnia Wódki i Piwa’’. Pozytywny wpływ ma również częściowe działanie Grupy w modelu franczyzowym. Głównym celem Mex Polska jest dalsze skalowanie biznesu, poprzez równoległy rozwój kilku niezależnych i rentownych konceptów gastronomicznych, zlokalizowanych na terenie całego kraju.

Biorąc pod uwagę aktualną sytuację ekonomiczną i utrzymującą się inflację, cieszę się, że udało nam się wypracować w 2022 r. satysfakcjonujące wyniki finansowe. Odpowiednio zdywersyfikowany model  biznesowy oraz przemyślana oferta poszczególnych konceptów, przyciągają do nas sporą grupę konsumentów, sprawiając, że z powodzeniem wracamy do stanu sprzed pandemii. Widać to po skonsolidowanych przychodach ze sprzedaży, które w raportowanym okresie wyniosły prawie 82 mln zł. Ze względu na restrykcje pandemiczne obowiązujące w 2021 roku dane porównawcze w żaden sposób nie są obiektywne a jedynym miarodajnym i porywnywalnym  okresem był  IV kwartał, kiedy to zysk netto w 2022 roku wyniósł prawie 1,1 mln zł, a zysk EBIT był na poziomie 1,4 mln zł. Dało to odpowiednio wzrost rr o 87,8 proc. oraz 91,2 proc.  – mówi Dariusz Kowalik,  Wiceprezes i Dyrektor Finansowy w Mex Polska S.A.

Dużą częścią napędu sprzedaży w GK Mex Polska jest oferta największego i jednocześnie jednego z najstarszych konceptów Grupy – ,,Pijalnia Wódki i Piwa’’. To marka, która od lat cieszy się ogromnym powodzeniem, zarówno w mniejszych, jak i większych aglomeracjach. Obecnie na wszystkie 44 lokale Grupy, 32 należy do tego konceptu. Pozostałymi czterema markami Grupy są: największa sieć restauracji meksykańskich ,,The Mexican’’, sieć restauracji ,,Pankejk’’, nowoczesny koncept ,,Prosty Temat’’ oraz najnowsza oparta o pomysł shot-baru   marka  w segmencie bistro – ,,Chicas&Gorillas’’.   Pilotażowy lokal w tym koncepcie uruchomiono w 2022 r we  Wrocławiu, a od stycznia tego roku kolejny  także w centrum Łodzi.

Na tym nie koniec. Mex Polska chce na bieżąco pozyskiwać nowe atrakcyjnie zlokalizowane lokale, których budowa będzie finansowana ze środków własnych, kredytów lub środków pochodzących od franczyzobiorców w ramach umów franczyzowych.

Biorąc pod uwagę ciągły rozwój Grupy, Spółka spodziewa się tendencji wzrostowej w przyszłych okresach rozliczeniowych. Zarząd wskazuje, że już teraz widzi wzrost przychodów ze sprzedaży w I kwartale 2023 roku vs I kwartał 2022 roku. Jak podano, Spółka po I kwartale br. osiągnęła przychody  na poziomie 19,2 mln zł vs 14,3 mln zł w I kwartale 2022 roku, co daje wzrost rr o prawie 34 proc.

Ruch w sklepach przed świętami spadł rdr. o 5 proc. Zmalała też o ponad 8 proc. liczba klientów

Przed tegoroczną Wielkanocą o 5% zmalał ruch w wielkopowierzchniowych sklepach spożywczych w porównaniu do zeszłorocznego okresu przedświątecznego. Patrząc na wyniki poszczególnych formatów, widać, że najmniej straciły dyskonty – tylko 1,2% wizyt rdr. Hipermarkety odnotowały spadek aż o 13%, a supermarkety – o 7,6%. Do tego na rynku rdr. ubyło 8,2% unikalnych klientów. I w tym zakresie również hipermarkety okazały się najbardziej stratne, a dyskonty – najmniej poszkodowane. Te ostatnie odnotowały też największy udział w łącznym ruchu. Tak pokazała obserwacja ponad 300 tys. konsumentów. Eksperci komentujący wyniki analizy nie mają wątpliwości, że zakupy najchętniej są robione w pobliskich sklepach dyskontowych. A jeśli tam czegoś brakuje, to wówczas klienci chodzą do supermarketów lub hipermarketów.

Spadek ruchu

W tym roku przed Wielkanocą spadł ruch w placówkach dyskontów, hipermarketów i supermarketów w ujęciu rdr. Tak wynika z obserwacji ponad 300 tys. konsumentów, którzy odwiedzili tego typu sklepy w okresie dwóch tygodni poprzedzających tegoroczne i zeszłoroczne święta. Zbadano w sumie 13,5 tys. miejsc sprzedaży. Analitycy Proxi.cloud we współpracy z UCE RESEARCH dokładnie przeanalizowali anonimowe dane zebrane za pośrednictwem wirtualnych punktów na mapie. Wejście danej osoby w tzw. strefę geofence było rejestrowane jako wizyta klienta w sklepie, gdy pobyt tam trwał co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny.

Stwierdzono, że na całym rynku wielkopowierzchniowych sklepów spożywczych ruch zmniejszył się o 5% rdr. – Mogły na to wpłynąć mniej atrakcyjne tegoroczne promocje w porównaniu do zeszłorocznych. Prawdopodobnie spowodowały one rzadszą częstotliwość wizyt w sklepach. Istotne znaczenie mogły mieć też zmiany zachowań i preferencji konsumentów, a także czynniki zewnętrzne. Wśród nich należy wymienić sytuację gospodarczą w kraju, która w dobie wysokiej inflacji ma duży wpływ na decyzje zakupowe Polaków – komentuje Iwona Kołodziejek z Proxi.cloud.

Jak podkreśla dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHID-u, do spadku ruchu doprowadziły głównie takie czynniki, jak inflacja i redukcja ilości kupowanych przez Polaków produktów na Wielkanoc. Ekspert potwierdza również, że w tym roku było wyjątkowo mało promocji przed świętami. I to faktycznie zredukowało ilość wizyt w sklepach. – Można też postawić tezę, że wysokie ceny ograniczyły robienie zakupów. Jednak, patrząc na wynik procentowy, to wyhamowanie jest dość niewielkie, żeby nie powiedzieć symboliczne. Natomiast w liczbach bezwzględnych mogą to być miliony złotych – dodaje Iwona Kołodziejek.

Z analizy wynika też, że najniższy spadek ruchu zanotowały dyskonty – o 1,2% rdr. W hipermarketach i supermarketach obserwowano wyraźniejsze straty – odpowiednio na poziomie 13% i 7,6% rdr. Jak wyjaśnia ekspertka z Proxi.cloud, dyskonty od wielu lat wiodą prym w robieniu świątecznych zakupów. Stąd też spadki w tym formacie są najmniej zauważalne. Natomiast w przypadku hipermarketów trend schyłkowy stale się powiększa, bo Polakom przestało odpowiadać przemierzanie dużych powierzchni podczas robienia zakupów. Konsumenci obecnie chcą je robić szybko i sprawnie, niezależnie od tego, czy to są ostatnie chwile przed świętami czy też zwykłe dni handlowe. I właśnie na to pozwalają im dyskonty. W opinii Iwony Kołodziejek, ten trend dalej będzie się umacniał.

– Większość przedświątecznych wizyt odbyła się w sklepach mniejszych formatów, które nie tylko oferowały dobre ceny, ale i skracały czas zakupów. Z analizowanych segmentów dyskonty najlepiej odnalazły się w dobie drożyzny. Zapewniły konsumentom korzystne oferty, dobrze skompletowane na czas Wielkanocy, na mniej absorbującej powierzchni niż np. hipermarkety. Znaczenie miały też dobrej jakości marki parasolowe wędlin i nabiału – ocenia dr Faliński.

Mniej unikalnych klientów

Spadek nastąpił także w przypadku liczby unikalnych klientów odwiedzających sklepy. Ogólnie wyniósł on 8,2%. Natomiast najmniejszą stratę odnotowały dyskonty – 6,5%, a największą hipermarkety – na poziomie aż 12,1% rdr. – Tutaj sytuacja jest analogiczna jak w przypadku zmniejszenia ruchu w sklepach, w tym w poszczególnych formatach. Coraz częściej zaczyna odgrywać rolę powierzchnia placówki i szybkość robienia zakupów. Niemniej warto pamiętać o tym, że w hipermarketach jest dużo szerszy wybór produktów niż w dyskontach. Ceny też są konkurencyjne – uważa Adam Grochowski z Proxi.cloud.

– Kluczowe znaczenie odegrały takie kwestie, jak czas zakupów i koszt transportu produktów ze sklepów do domów. Jak wiadomo, wzrosły nie tylko ceny towarów, ale też paliwa. Zatem bardziej opłacało się nabyć art. w najbliżej położonych, zazwyczaj dyskontowych, placówkach. Poza tym w łatwo dostępnych dyskontach konsumenci otrzymali dobrze dopasowane, niewymagające wielkich poszukiwań, tradycyjnie wielkanocne produkty marek własnych oraz pakiety ofert regionalnych. Istotne było też relatywnie duże nasycenie stanowiskami kasowymi, samoobsługowymi i obsługiwanymi przez personel – analizuje dr Faliński.

Co więcej, jedynie dyskonty zwiększyły swoją siłę przyciągania klientów, podczas gdy hipermarkety i supermarkety doświadczyły spadków. W 2023 roku do dyskontów chodziło ok. 85% wszystkich klientów spożywczych. Dało to wzrost o prawie 2% rdr. Natomiast w przypadku hipermarketów zanotowano spadek o 4,3% rdr. – do poziomu 35%. W supermarketach zaobserwowano minimalną stratę rdr. – o 0,1%, tj. do pułapu 70%. – Dyskonty są w tej kwestii liderem i to pokazuje właściwie większość rynkowych danych. Do tego mimo już mocno wyśrubowanej pozycji – jak można zauważyć po wynikach – wciąż notują skoki. Nie są one duże, ale trend jest cały czas wzrostowy – dodaje Grochowski.

Co się nie zmieniło?

Ponadto ustalono, jaki udział w liczbie wizyt przypadł na dany format. Największy wkład w łącznym ruchu miały dyskonty. W obu badanych okresach tego typu sieci handlowe odpowiadały za minimum połowę wszystkich wizyt zakupowych Polaków i nastąpił wzrost o 4% rdr. Natomiast najsłabiej wypadły hipermarkety, które odnotowały spadek o 8,4% rdr. Z kolei supermarkety straciły 2,6% rdr.

– Dyskonty mają mnóstwo placówek. Trzech liderów formatu ma przecież łącznie ok. 6 tys. sklepów, położonych blisko domów i miejsc pracy. Bliskość i niemal wszechobecność budzą zaufanie klientów. Do tego dochodzi sprawna organizacja sprzedaży na mniejszej powierzchni. Wszystko jest tu jasne i to się klientowi podoba – zaznacza były dyrektor generalny POHiD-u.

Patrząc na częstotliwość odwiedzin sklepów, można też zauważyć, że przed Wielkanocą br. klienci bywali też w sklepach częściej niż podczas ubiegłorocznych zakupów. Średnia liczba odwiedzanych placówek, przypadających na jednego klienta w poszczególnych formatach, była w obu latach zbliżona. Według ekspertów, to sugeruje, że w ciągu roku nie wystąpiły znaczne zmiany w wyborze sklepów przez potencjalnych klientów. Zebrane dane wskazują na to, że zakupy były prawdopodobnie bardziej zaplanowane. Widać to było po tym, że klientów było mniej, ale za to chodzili oni częściej na zakupy.

– Największe wartości wspólnych klientów można zauważyć w relacjach z dyskontami. W tym wypadku aż 81% osób robiących zakupy w supermarketach i 87% nabywców z hipermarketów w 2023 roku było również klientami dyskontów. W 2022 roku wartości te wynosiły odpowiednio 80% dla supermarketów i 85% dla hipermarketów. Poprzez ww. analizę widzimy zatem minimalny wzrost odsetka wspólnych klientów z dyskontami, co świadczy o coraz większym opanowywaniu rynku przez ten format sklepów – zauważa Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Jak podsumowuje dr Faliński, badanie pokazuje, że zakupy są robione szybko w podręcznym i relatywnie tanim sklepie dyskontowym. Jednak nie ma tam wszystkiego, więc po niektóre rzeczy, np. ryby, bakalie, wypieki czy też słodycze określonych marek, klienci potrzebują iść do supermarketów lub hipermarketów. I to dotyczy nie tylko przedświątecznych okresów.

Dobre wyniki finansowe Grupy Selena w 2022 r.

Selena, globalny producent i dystrybutor chemii budowlanej oraz jeden z czterech największych producentów piany montażowej dla budownictwa na świecie, po raz kolejny notuje dobre wyniki finansowe. W 2022 roku Grupa umocniła pozycję znaczącego gracza w branży, wypracowując solidne przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 1,96 mld zł, co stanowi wzrost o 13,6% względem 2021 r., zaś zysk operacyjny (EBIT) wyniósł 153,6 mln zł i był wyższy o 65,7% rok do roku.

Solidne wyniki finansowe Grupa Selena za 2022 rok pokazują, że rentowność operacyjna firmy rośnie mimo wymagającego otoczenia rynkowego i zmieniającej się sytuacji geopolitycznej. Wzrost rentowności brutto sprzedaży z 27,8% w 2021 roku do 30,1% w 2022 roku, czyli o 2,3 p.p. rok do roku, wynikał między innymi z wyższych marż na części rynków ze stałego zwiększania udziału sprzedaży produktów innowacyjnych oraz z optymalizacji receptur. Zdecydowana poprawa EBIT nastąpiła dzięki wyższemu zyskowi brutto ze sprzedaży (+23,1%) i efektywnemu zarządzaniu kosztami operacyjnymi. Na wynik netto istotny wpływ miało saldo działalności finansowej oraz podatek dochodowy. Zysk netto na koniec IV kwartału 2022 roku był na poziomie 112,6 mln zł, o 9,6% większym niż w roku poprzednim.

Kolejny rok z rzędu wypracowaliśmy wysokie zyski z działalności operacyjnej i solidne przychody ze sprzedaży, co pozwala nam umacniać naszą pozycję globalnego gracza w branży. Odpowiednie decyzje podjęte przez nas w 2021 roku, jak m.in. zróżnicowanie łańcuchów dostaw, rozszerzenie działalności o badania nad innowacyjnymi produktami czy obranie nowego kierunku rozwoju na rynki zachodnie, pozwoliły nam kontynuować rozwój całej Grupy i osiągnąć dobre wyniki finansowe w trudnych czasach. Sytuacja jest jednak tak dynamiczna, że ciężko odpowiedzialnie prognozować, co jeszcze, po pandemii koronawirusa czy ataku Rosji na Ukrainę, wydarzy się na świecie i jak to wpłynie na globalną gospodarkę, branżę i biznes. Widzimy spowolnienie rynku, odczuwalne szczególnie w drugiej połowie 2022 r. Od kilku lat dostrzegamy, że pewna jest tylko zmiana, dlatego sprawdza się jedynie elastyczne podejście do działania. Dobre wyniki zanotowane w 2022 roku tylko potwierdzają, że obraliśmy właściwą strategię, dostosowując się do poszczególnych rynków, i że skutecznie realizujemy wyznaczone celemówi Jacek Michalak, prezes zarządu Grupy Selena.

Solidne wyniki w wymagającym otoczeniu

Globalna sytuacja miała wpływ na rozwój branży, którą swoimi produktami wspiera Grupa Selena. Zgodnie z publicznymi danymi w 2022 roku w Polsce spadła liczba mieszkań, na które wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia, rozpoczęto także o 27,8% mniej budów mieszkań niż w poprzednim roku. Z kolei w Europie przez cały zeszły rok obserwowano nieznaczny wzrost aktywności w sektorze budowlanym, jednak z wyraźnym osłabieniem koniunktury w ostatnim kwartale.

Zmniejszony popyt i decyzje uczestników rynku o redukcji zapasów w całym łańcuchu w IV kwartale 2022 roku oznaczał dla większości surowców chemicznych korektę cen. Było to szczególnie widoczne w kategorii silikonów, których ceny spadły w IV kwartale 2022 roku do poziomu z początku 2019 roku. Spadek kosztu transportu międzykontynentalnego w drugiej połowie roku sprzyjał aktywności producentów azjatyckich w Europie, co pozytywnie wpłynęło na konkurencyjność. Dużą niewiadomą były jednak prognozy kosztów energii i gazu, które wpłynęły na wyhamowanie tempa obniżek cen. W ostatnim kwartale zeszłego roku Grupa Selena wykorzystała korekty cen surowców na rynku, dzięki elastycznej polityce zakupów opartej na strategiach multisourcing z wykorzystaniem różnic cen między regionami Europy, Azji i MEA. Wyższe ceny surowców i produktów gotowych, a także inflacja, która zdeterminowała rynek, wpłynęły na zwiększenie obrotów Grupy Selena i doprowadziły do wzrostu o 13,6% przychodów ze sprzedaży w 2022 roku r/r.

Roman Dziuba, członek zarządu ds. operacyjnych Grupy Selena
Roman Dziuba, członek zarządu ds. operacyjnych Grupy Selena

– Przy dużej zmienności zamówień, ważne było też bieżące, szybkie i adekwatne dostosowywanie ilości, wielkości partii oraz regionów, w których operujemy. Naszą elastyczność wzmacnia różnorodność oferty i wzbogacanie portfolio. Istotne jest też właściwe rozłożenie mocy i zdolności produkcyjnych w wielu krajach. Zainwestowaliśmy w rozwój technologiczny naszych zakładów, np. w Dzierżoniowie, w tureckim Bolu czy w Quer w Hiszpanii – zarówno w urządzenia i linie produkcyjne, w automatyzację i robotyzację, jak i podniesienie standardów bezpieczeństwakomentuje Roman Dziuba, członek zarządu ds. operacyjnych.

Rozwój Grupy Kapitałowej i stabilna pozycja

Wybuch wojny w Ukrainie miał duży wpływ na prowadzenie biznesu na Wschodzie. Ze względu na sytuację geopolityczną zmieniliśmy strategiczny kierunek rozwoju ze wschodniego na zachodni. Widzimy potencjał m.in. w zachodnich krajach Unii Europejskiej i chronionych przez NATO, w Stanach Zjednoczonych czy w Brazylii. Rozwój biznesu wpłynął na wysoką dynamikę naszych przychodów w Ameryce Północnej i Południowej. Mamy nadzieję, że konflikt zbrojny za naszą wschodnią granicą skończy się jak najszybciej i będziemy mogli wrócić na swoje historyczne rynki, niemniej rozwój na Zachodzie zostanie utrzymany  – mówi prezes Jacek Michalak.

Doświadczeni globalnym kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa i przerwanymi łańcuchami dostaw, już w 2021 podjęliśmy konkretne decyzje biznesowe, które przyniosły dobre efekty także w kolejnym, stawiającym nam nowe wyzwania roku 2022. Zdywersyfikowaliśmy naszych dostawców i zwiększaliśmy ich liczbę, by zachować ciągłość produkcji i optymalizować koszty zakupów surowców. Wzmacnialiśmy ujednolicenie i standaryzację naszych receptur. Pomogły nam intensywne prace R&D, także nad produktami innowacyjnymi, oraz koncentracja na celach zrównoważonego rozwoju. Ważne też było stałe podnoszenie kwalifikacji naszego personelu, zwłaszcza poprzez szkolenia, które będą kontynuowane w następnych latach. Zwiększaliśmy zasięg naszej dystrybucji, w tym z rosnącym użyciem narzędzi digital.

Mimo stabilnej pozycji na rynkach Selena stale poszukuje nowych rozwiązań i obszarów działalności, szczególnie związanych ze zrównoważonym budownictwem. W 2022 roku przybrały one postać strategicznego kierunku rozwoju. Grupa jest aktywnym członkiem Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC oraz rumuńskiego Romania Green Building Council  i Polskiego Stowarzyszenia ESG. Badania nad nowymi recepturami oraz wprowadzanie na rynek innowacyjnych produktów to dla Grupy Selena możliwość dalszego dynamicznego rozwoju w sposób organiczny. Departament ds. Sustainability, istniejący w ramach spółki, pomaga dostarczać produkty dla budownictwa o zmniejszonym śladzie węglowym przy jednoczesnym stosowaniu najwyższych standardów zrównoważonego rozwoju korporacyjnego.

Wyróżniony lider rynku

Słuszność obranego przez zarząd kierunku działań potwierdzają także liczne wyróżnienia przyznane jej w prestiżowych rankingach w 2022 r. W pierwszej polskiej edycji programu Best Managed Companies (plebiscytu Deloitte) spółkę holdingową Selena FM wyróżniono w gronie 20 najlepiej zarządzanych spółek prywatnych w Polsce. Plebiscyt weryfikuje firmy w obszarach: strategii, innowacji, kultury organizacyjnej i wyników finansowych. Spółka zdobyła też wyróżnienie w rankingu Diamenty Magazynu Forbes w kategorii firm o poziomie przychodów powyżej 250 mln zł w województwie dolnośląskim. W konkursie Innowator ESG 2022 Selena uzyskała tytuł „Wizjonera Polskiego Stowarzyszenia ESG” za rolę prekursora i lidera ESG, odpowiedzialne wdrażanie idei ESG i innowacyjność, wpływającą na zrównoważoną transformację w budownictwie. W kategorii „E-Innowacja w obszarze środowiska” wyróżniono projekt Selenoli – technologię produkcji polioli opartą na surowcach bioodnawialnych. Selena została też laureatem Nagród Gospodarczych Polskiego Radia z patronatem Ministerstwa Rozwoju i Technologii – zajęła drugie miejsce w kategorii „Dobry Zarząd”.

Selena powstała jako mała firma we Wrocławiu w 1992 roku, a obecnie zatrudnia ponad 1800  pracowników na całym świecie i z roku na rok osiąga coraz lepsze wyniki finansowe – zwiększa zarówno obroty, jak i zyski. Trzy dekady działalności firmy zaowocowały funkcjonowaniem 30 spółek w ramach grupy kapitałowej w 19 krajach na 4 kontynentach. Zakłady produkcyjne Seleny zlokalizowane są w Polsce, Korei Południowej, Chinach, Rumunii, Turcji, Kazachstanie, Hiszpanii i we Włoszech. W swojej ofercie firma posiada m.in. piany, uszczelniacze, kleje, produkty do hydroizolacji, systemy ociepleń, zamocowania oraz rozwiązania komplementarne. Produkty Seleny dostępne są na blisko 100 rynkach. Firma, jako jeden ze światowych liderów, wytycza globalne kierunki rozwoju budownictwa zeroemisyjnego w oparciu o własne kluczowe technologie.

Dekarbonizacja łańcuchów dostaw i logistyka ostatniej mili

Dekarbonizacja łańcuchów dostaw to temat, który coraz częściej pojawia się w dyskusjach na temat zrównoważonego rozwoju. Jednak, jak zauważają eksperci, mówi się o tym dużo, ale wciąż niewiele się robi, aby faktycznie zmniejszyć emisje CO2 związane z transportem towarów. O tym, jakie działania w tym zakresie podejmują firmy, opowiadają przedstawiciele Grupy Danone, DPD Polska oraz ONZ.

Grzegorz Bobek z Grupy Danone podkreśla, że kluczowe znaczenie ma wybór kontrahentów, którzy działają zgodnie ze zrównoważonym rozwojem. W przypadku transportu, należy zwrócić uwagę na lokalnych dostawców, a także starać się wozić mniej zbędnych elementów i maksymalnie wykorzystywać przestrzeń ładunkową. Bobek zwraca uwagę na ograniczenia polskiego rynku, który jest głównie uzależniony od transportu kołowego. Jednak, jak podkreśla, kolej jest najbardziej zieloną formą transportu, ale jej opłacalność zaczyna się od transportu powyżej 1000 km.

Kamil Wyszkowski z ONZ z kolei zwraca uwagę na potrzebę odejścia od silników spalinowych na rzecz elektrycznych, zwłaszcza w przypadku ruchu kolejowego i lotniczego. Jednak, jak zauważa, globalny system handlu opiera się przede wszystkim na transporcie morskim, dlatego też trzeba szukać alternatywnych rozwiązań, takich jak silniki wodorowe czy elektryczne. Wyszkowski podkreśla, że jeśli chcemy zmniejszyć emisje CO2, musimy zmienić paradygmat, którym jest globalny łańcuch dostaw.

Artur Jop z DPD Polska opowiada o działaniach firmy w zakresie rozwoju transportu rowerowego. DPD Polska zajmuje się rozwijaniem transportu rowerowego od prawie 10 lat. Dzięki zastosowaniu rowerów elektrycznych cargo, kurierzy mogą realizować dostawy na prawie tym samym poziomie, co transportem silnikowym, oszczędzając przy tym drogi. Obecnie firma dysponuje 56 takimi rowerami, a do końca roku planuje rozszerzenie floty do 100 sztuk. Jak zauważa Jop, 80% paczek w centrach miast jest doręczana rowerem.

I jak podsumował Michał Wolański z SGH: eksperci zgodnie podkreślają, że dekarbonizacja łańcuchów dostaw jest możliwa, ale wymaga podjęcia skomplikowanych działań. Konieczne jest skupienie się na wykorzystaniu kolei oraz rozwoju transportu rowerowego, a następnie na elektryfikacji. Jest to zadanie skomplikowane, ale istotne dla przyszłości środowiska i gospodarki.

Złoto drożeje, zmienić mógłby to powrót inflacji w USA

W ciągu miesiąca złoto zdrożało aż o 200 USD za uncję. Minimum z 30 dni to 1 813 USD, a maksimum 2 048 USD. Powinien utrzymywać się duży popyt na złoto ze strony banków centralnych.

– Nie można zapominać o tym, że w marcu mieliśmy niemal katastrofę finansową, obawiano się powtórzenie tego, co w sektorze bankowym działo się w latach 2007-2009, i stąd tak duże ruchy na rynku złota – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Jednak potężny był też ruch w rentownościach amerykańskich obligacji, który jest uzasadniony ponieważ Fed zbliża się do zakończenia podwyżek stóp procentowych.

Odkąd Fed zaczął podnosić stopy, na rynku widać było powracające wyczekiwanie na zakończenie tego procesu, a każda taka sugestia powodowała wzrost wycen aktywów. Dzieje się tak dlatego, że po gigantycznym zwiększeniu bilansu Fed z lat 2020-21 na rynku pozostaje ogrom wolnych środków, a proces zacieśnienia ilościowego zmienia ten stan rzeczy bardzo powoli. Dla rynku zatem zmianą jakościową jest długotrwały proces ograniczania sumy bilansowej Fed. Z kolei wyceniane przez inwestorów już na wczesną jesień luzowanie oznacza zatrzymanie tego procesu. Majowa decyzja Fed jest zatem bardziej wyznacznikiem tego, co będzie dziać się w polityce (w tym z bilansem) w dłuższym okresie niż tego, czy stopy wzrosną jeszcze o ćwierć punktu procentowego.

Prawdopodobnie w maju Fed powinien podnieść stopy, biorąc pod uwagę spore ryzyko tego, że inflacja być może zanurkuje w tym roku w okresie maj-sierpień nawet poniżej 3%, ale na koniec tego roku odbije ze względu na ostatni spory wzrost cen paliw. Wystarczy zauważyć, że ceny paliw odbiły o ponad 15% w stosunku do poziomów, które obserwowaliśmy w grudniu.

Jednak rynek obstawia, że to będzie ostatnia tegoroczna podwyżka. Mamy już do czynienia ze spadkiem stóp realnych w USA, a to oddziałuje pozytywnie dla złota. Rentowności obligacji będą spadać, gdy Fed zakończy cykl podwyżek stóp procentowych, zainteresowanie złotem powinno rosnąć ze strony inwestorów.

– Najprawdopodobniej powinniśmy przyzwyczajać się do poziomów cen złota przekraczających 2 000 USD – komentuje ekspert XTB. – Widać już rosnący popyt na rynku kontraktów terminowych.

Złoto jest blisko historycznych szczytów. Natomiast innym metalom szlachetnym daleko do rekordów. Dotyczy to zwłaszcza srebra i platyny. Jednak w ostatnich 30, dniach, to wzrost cen srebra był 2-krotnie większy niż złota. To zmienność cen srebra zaczyna zaskakiwać inwestorów. Przyczyn można szukać w tym, że wykorzystanie przemysłowe srebra jest znacznie większe niż złota, a wykorzystywane jest także w technologiach OZE.

Z perspektywy polskiego inwestora opłacalność inwestowania w metale szlachetne związana jest z kursem złotego wobec dolara. Złoty długo był słaby, znajdował się w okolicach 5 zł za dolara. Ostatnio wzmocnił się, znalazł się blisko poziomu 4,20 zł.

– Jeżeli oczekujemy, że złoty będzie mocniejszy, to zwrot z inwestycji w złoto powinien okazać się słabszy – wyjaśnia M.Stajniak z XTB.

Wiatr na lądzie, wiatr na morzu – rozwój farm wiatrowych w Polsce

Rozwój farm wiatrowych na Bałtyku ma generować moc 11 GW do 2040 roku, ale potencjał wybrzeża szacowany jest nawet na ponad 30 GW. Niestety, rozwój farm wiatrowych na lądzie jest konsekwentnie ograniczony przez ustawodawcę. Według szacunków Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW), poprawka „700 metrów” uniemożliwi realizację nawet 84% planowanych inwestycji na lądzie. Jakie rozwiązania mogą pomóc w rozwoju energetyki wiatrowej?

Maciej Mróz, wiceprezes zarządu Tauron Zielona Energia, podkreśla, że nowe przepisy, które zwiększają minimalną odległość między turbinami a zabudową, mogą spowodować zmniejszenie liczby turbin, ale bardziej wydajnych. Anna Kornecka, dyrektor Stowarzyszenia Program Czysta Polska, z kolei podkreśliła znaczenie ustawy odległościowej, zgodnie z którą odległość między turbinami a zabudową nie może być mniejsza niż 700 metrów. Jednocześnie, zgodnie z ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, trzeba również brać pod uwagę wpływ na rozwój energetyki wiatrowej.

Jarosław Broda, członek zarządu Baltic Power, podkreślił, że farmy morskie to dobre źródło energii, ponieważ turbin nie można budować bliżej niż 25 km od linii brzegowej. „Farmy morskie stwarzają również możliwości transportu i dystrybucji mocy”, powiedział.

Jednakże, aby osiągnąć cele związane z dekarbonizacją, musimy rozwijać zarówno farmy wiatrowe na lądzie, jak i na morzu. W tym celu potrzebujemy przyjaznych przepisów, które umożliwią nam zwiększenie ilości energii wiatrowej w systemie. Jak powiedział Jarosław Broda, „to, że musimy zwiększać ilość energii odnawialnej w systemie nie podlega dyskusji”.

Jednakże, aby osiągnąć te cele, potrzebujemy przyjaznych przepisów, które umożliwią nam zwiększenie ilości energii wiatrowej w systemie. Rozwój energetyki wiatrowej powinien iść w parze z ochroną krajobrazu i przyrody.

Niewątpliwie rozwój energetyki wiatrowej jest niezbędny, aby zwiększyć udział OZE w polskim miksie energetycznym i osiągnąć cele klimatyczne. Jednakże nie można lekceważyć problemów związanych z jej rozwojem, takich jak konflikty społeczne, zagrożenia dla przyrody i krajobrazu oraz brak jasnych przepisów regulujących ten sektor.

W kontekście tego problemu, Joanna Wis-Bielewicz, Head of Market Development w firmie Orsted, podkreśliła znaczenie dialogu społecznego i współpracy z lokalnymi społecznościami w procesie inwestycyjnym.

Musimy działać transparentnie, otwarcie rozmawiać ze społecznościami, słuchać ich potrzeb i obaw. W ten sposób możemy budować zaufanie i zminimalizować ryzyko konfliktów – powiedziała.

Rozwój energetyki wiatrowej jest niezbędny dla osiągnięcia celów klimatycznych, ale musi być prowadzony w sposób zrównoważony i uwzględniający potrzeby społeczności lokalnych oraz ochronę przyrody i krajobrazu. Dlatego ważne jest, aby rząd i przedstawiciele branży działań na rzecz rozwoju sektora OZE prowadzili otwarty dialog i pracowali razem, aby stworzyć korzystne dla wszystkich rozwiązania.

Alexandre Saussard nowym dyrektorem generalnym w Auchan Retail Polska

Alexandre Saussard obejmie z dniem 12 czerwca 2023 r. stanowisko dyrektora generalnego w Auchan Retail Polska. Będzie kontynuować misję przekształcania firmy i jej modeli biznesowych, realizując strategię Auchan Retail w Polsce. Alexandre Saussard zastąpi na tym stanowisku Gérarda Gallet, który został nominowany w Auchan na stanowisko Lidera regionu Luksemburga i Polski.

Alexandre Saussard będzie realizował zadania mające na celu dalsze umacnianie pozycji Auchan Retail Polska jako lidera cenowego, a także kontynuację wzrostu wyników ekonomicznych sieci, które w ciągu ostatnich lat stały się jej wyróżnikami na rynku polskim.

Nowy dyrektor generalny przejmuje stery firmy, która w ostatnich latach pod dyrekcją Gérarda Gallet przechodziła dynamiczną transformację, w odpowiedzi zarówno na zmieniające się  potrzeby konsumenta, jak i  trendy rynkowe. Był to okres znaczącego rozwoju Auchan jako firmy wieloformatowej, kontynuującej inwestycje w nowoczesny handel, zwłaszcza w obszarze e-commerce, budowanie nowych ścieżek zakupowych, czy tworzenie nowych konceptów sprzedażowych, jak np. nowatorski koncept hipermaketu Auchan.

Alexandre Saussard pracuje w Auchan na stanowiskach managerskich od blisko dwudziestu lat. W 2016 roku dołączył do Dyrekcji Produktu firmy jako dyrektor ds. handlu i marek. Pod koniec roku 2017  Saussard został dyrektorem ds. produktów niespożywczych w Auchan Chiny, a w 2019 roku dołączył do Auchan Retail Rosja, gdzie był dyrektorem sprzedaży. W styczniu 2022 r. został dyrektorem zarządzającym w Auchan Retail Francja, odpowiedzialnym za sprzedaż w hipermarketach.

Gratuluję Alexandrowi Saussard nominacji i życzę wielu sukcesów na nowym stanowisku. Jednocześnie pragnę podziękować Gérardowi Gallet za pracę, którą od 2018 roku wykonywał w Polsce osiągając świetne wyniki ekonomiczne, a przy tym określając kierunki transformacji i rozwoju firmy, które nadal będą pozwalały na realizację naszej strategii – podkreślił Benoît Lheureux, Prezes Auchan Retail Polska.

Alexandre Saussard jest absolwentem Wyższej Szkoły Handlowej (ESC) w Amiens.

Rynek reklamy telewizyjnej i internetowej w Polsce – raport za marzec 2023

W internecie najaktywniejsze reklamowo były marki z branży „Trade”, natomiast w telewizji – „Pharmaceuticals – wynika z danych gemiusAdReal w marcu 2023.

Prezentowane dane pochodzą z gemiusAdReal – cross-mediowego badania rynku reklamowego. Analizie poddano kreacje reklamowe emitowane w marcu 2023 w internecie oraz telewizji.

RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

W marcu 2023 odnotowaliśmy 82,6 mld emisji kreacji reklamowych display i wideo, a średnia częstotliwość kontaktu z reklamą na użytkownika wyniosła 2,8 tys. Działania reklamowe online dotarły łącznie do 87,8% populacji Polaków w wieku od 7 do 75 lat.

Średni czas trwania kontaktu z kreacją wyniósł 10,1 sekundy (10,5 sekundy dla kreacji typu display i 8,2 sekundy dla kreacji wideo).

Średnia widoczność kreacji digital w marcu (wskaźnik Viewability Rate liczony zgodnie z definicją IAB) wyniosła 51%. Wyższy wskaźnik widoczności osiągnęły kreacje wideo, dla których 63,4% kontaktów reklamowych znalazło się w polu widzenia użytkownika. W przypadku kreacji display było to 49,4%.

Najbardziej aktywna pod względem liczby kontaktów reklamowych online była branża „Trade” (33 mld), dla której Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych online w marcu wyniósł 40%. Średni czas kontaktu dla tej branży wyniósł 10,4 sekundy, a wskaźnik widoczności kreacji –  53,1%.

Na kolejnych miejscach podium znalazły się branże „Media, books, CD&DVD (8,1 mld kontaktów reklamowych i SoV na poziomie 8,11%) oraz Leisure Time (5,6 mld kontaktów reklamowych i SoV – 6,75%).Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Top reklamodawcy online

Najbardziej aktywnym reklamodawcą digital w marcu 2023 była marka Media Expert, która wygenerowała 2,7 mld kontaktów reklamowych online, docierając do 81,5% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazło się Allegro.pl z 2,2 mld kontaktów i 79,1% zasięgu. Trzecie miejsce na podium należało do Ceneo.pl (2,1 mld kontaktów i zasięg na poziomie 79,2%).

Warto zauważyć, że zdecydowaną większość zestawienia stanowią marki z branży Trade. W top 10 znaleźli się także przedstawiciel mediów – Player.pl na miejscu 8. oraz branży motoryzacyjnej – Volkswagen na miejscu 9.Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Wydatki na reklamę online

Analiza wydatków reklamowych na kampanie display online potwierdza aktywność marki Media Expert, która znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia – jej udział w wydatkach wśród wszystkich marek wyniósł 3,4%. Na drugim miejscu uplasowało się Ceneo.pl z 3,35% udziału, natomiast podium zamyka Allegro.pl (3,2% udziału).Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Należy pamiętać, że dane na temat wydatków w internecie stanowią wartości estymowane na podstawie cenników wydawców, gdzie wszystkie aktywności liczone były po stawce CPM (Cost per mile). Wyliczane są dla aktywności display, na platformach PC i Mobile, z wykluczeniem wideo i mediów społecznościowych/wyszukiwarek.

RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

W marcu w telewizji najbardziej aktywna reklamowo była branża „Pharmaceuticals”. Wygenerowała ona ponad 17,6 mld kontaktów reklamowych, docierając do 94,9% populacji w wieku od 7 do 75 lat. Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych w marcu wyniósł dla tej branży 23%, natomiast średni czas kontaktu z reklamą w tradycyjnym odbiorniku – 18,7 sekundy. Na drugim miejscu znalazła się branża „Trade” (13,5 mld kontaktów reklamowych, SoV na poziomie18% oraz 94,9% zasięgu), podium zamyka natomiast branża Food (11,9 mld kontaktów reklamowych, SoV – 16% i zasięg – 94,7%). Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Top reklamodawcy TV

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w telewizji była w marcu marka Lidl. Wygenerowała ona 1,85 mld kontaktów reklamowych, docierając do 89,5% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Kinder (1,2 mld kontaktów reklamowych i 87,65% zasięgu), natomiast na trzecim – Media Expert (blisko 1 miliard kontaktów i 86,8% zasięgu).Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Wydatki na reklamę TV

Pod względem estymowanych wydatków reklamowych w telewizji na pierwszym miejscu znalazła się marka Lidl – jej udział w wydatkach wyniósł 3,1% – a na drugim Kinder, z udziałem na poziomie 2,5%. Trzecie miejsce należało do banku PKO BP z udziałem 1,8%.Rynek reklamy online w Polsce - marzec 2023

Gemius

Gemius to polska firma badawczo-technologiczna, która od ponad 20 lat z sukcesem rozwija i wdraża w Polsce oraz za granicą autorskie technologie badania mediów cyfrowych. Gemius mierzy m.in. oglądalność stron www i aplikacji internetowych, słuchalność treści audio w radiu i internecie, oglądalność treści wideo zarówno w telewizji jak i w playerach internetowych, a także oglądalność i słuchalność reklam towarzyszących konsumpcji tych wszystkich rodzajów treści. Firma działa na blisko 40 rynkach w regionie EMEA, a na 12 z nich posiada lokalne oddziały. Klientami Gemiusa są reklamodawcy, media, domy mediowe, agencje reklamowe i firmy z sektora e-commerce. Prowadzone przez firmę badania realizowane są zgodnie z zasadami międzynarodowego kodeksu ICC/ESOMAR. Więcej informacji na stronie: www.gemius.pl.

gemiusAdReal

gemiusAdReal to pierwsze na rynku badanie, które dostarcza dane na temat aktywności reklamowej wszystkich marek komunikujących się z konsumentami poprzez internet i telewizję. Dzień po dniu pozwala analizować aktywność konkurencji (np. formaty, kreacje, efektywność, siłę kampanii), dzięki AdRealowi możemy wyznaczyć benchmarki dla swoich działań w sieci. Jest to szczególnie istotne ze względu na poziom skomplikowania rynku, wielości form reklamowych, sposobów rozliczeń oraz coraz bardziej złożony proces zakupu i emisji. Badanie to umożliwia określenie zarówno potencjału, jak i wykorzystania przestrzeni reklamowej poszczególnych wydawców mediowych.

KI Chemistry zwiększa udział w akcjonariacie Ciech S.A. do 58,22%

KI Chemistry, spółka z grupy Kulczyk Investments, będąca większościowym akcjonariuszem Ciech S.A., nabyła w ramach wezwania 3.729.852 akcji chemicznej spółki, stanowiących 7,08% kapitału zakładowego. Tym samym udział KI Chemistry w Ciech S.A. wzrósł z dotychczasowych 51,14% do 58,22%.

KI Chemistry zaoferowała w wezwaniu 54,25 zł za każdą akcję Ciech S.A. Łączna wartość transakcji sięgnęła zatem 202,3 mln zł. KI Chemistry podjęła decyzję o nabyciu w ramach wezwania wszystkich akcji objętych zapisami, pomimo nieziszczenia się warunków określonych w treści wezwania.

Ogłaszając wezwanie na początku marca, KI Chemistry zamierzała nabyć wszystkie akcje Ciech S.A. będące w posiadaniu pozostałych akcjonariuszy, by następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego. KI Chemistry uważa bowiem, że utrzymywanie statusu spółki publicznej w dłuższym terminie ogranicza możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne, zawirowania na globalnych rynkach finansowych i surowcowych, a także w bezpośrednim otoczeniu spółki.

Wezwanie było okazją dla akcjonariuszy mniejszościowych Ciech S.A. do wyjścia z inwestycji z premią na poziomie odpowiednio 43,1% oraz 27,3% wobec średniej ceny akcji spółki na GPW ważonej wolumenem obrotu odpowiednio z ostatnich sześciu oraz trzech miesięcy poprzedzających przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania.

Transakcja nabycia akcji przez KI Chemistry w ramach wezwania została przeprowadzona na GPW 20 kwietnia, a jej rozliczenie nastąpi 21 kwietnia 2023 r.

Kto zyskał na Polskim Ładzie 3.0?

W 2023 r. kolejny etap reformy podatkowej, nazywanej Polskim Ładem, wprowadził zmiany, które pogłębiły zamieszanie, utrudniające znalezienie optymalnej formy opodatkowania. Wiele form prowadzenia działalności gospodarczej postawionych zostało na głowie.

Na samym początku komunikowania podatkowych zmian hitem stały się spółki komandytowo-akcyjne, ze względu na składkę zdrowotną. Ministerstwo Finansów bardzo szybko zatkało powstałą lukę, taka spółka jest już objęta składką zdrowotną, taką samą jak dla spółek komandytowych.

Kto więc zyskał na Polskim Ładzie 3.0? Zyskała spółka z o.o., która początkowo została wykastrowana z formy ukrytej dywidendy (wszystkie koszty, które mogły obniżać opodatkowanie na poziomie spółki unikając podwójnego opodatkowania miały być klasyfikowane jako ukryta dywidenda), a zmiany miały wejść z początkiem tego roku.

– Ponieważ nie do odróżnienia była ukryta dywidenda od kwestii cen transferowych, ta zmiana nie weszła w życie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Oniszczuk, partner zarządzający w kancelarii Oniszczuk&Associates. – Co więcej, wynagrodzenie członków zarządu stało się jeszcze bardziej korzystnie opodatkowane, pomimo wprowadzenia 9% stawki zdrowotnej (zamiast 4,9%), ponieważ obniżono pierwszy próg podatkowy obniżono do 12%, a granica wejścia na wyższy próg została podniesiona do 120 tys. zł brutto.

Wynagrodzenie członka zarządu do 120 tys. zł w skali roku opodatkowane jest więc stawką 12% oraz składką zdrowotną, a efektywnie można było zejść w 2022 r. do ok. 9%.

Popularne stało się też opodatkowanie ryczałtowe, dogodne dla osób, które niemal nie mają kosztów. Taki 8,5% podatek ryczałtowy okazał się bardzo opłacalny dla informatyków. Na tej zmianie podatkowej zyskało Ministerstwo Finansów, straciły natomiast samorządy terytorialne, które utraciły część wpływów podatkowych.

Natomiast urzędy skarbowe są już bardzo wyczulone na stosowanie opodatkowania ryczałtowego w spółkach z o.o., gdy prowadzona jest działalność gospodarcza i jednocześnie pełniona jest funkcja w spółce. W praktyce chodzi o to, gdy jedynym kontrahentem prowadzącego działalność jest jego własna spółka z o.o.

– Nawet przy korzystnej stawce podatkowej warto jednak przemyśleć sens prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej, ze względu na ryzyko odpowiedzialności za długi -komentuje Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk&Associates. – Działalność opodatkowana ryczałtem i spółka osobowa nigdy nie dadzą nam takiego bezpieczeństwa jak spółka z o.o.

Dell Technologies: liderzy chcą dwukrotnie przyspieszyć wprowadzanie innowacji w czasie gospodarczej niepewności

W badaniu Dell Technologies wzięło udział 6600 respondentów z ponad 45 krajów, którzy w zależności od udzielonych odpowiedzi zostali podzieleni na takie kategorie jak: liderzy, naśladowcy, testerzy, obserwatorzy i spóźnialscy. Co ważne, tylko 18 proc. firm można sklasyfikować jako liderów lub naśladowców innowacji. Zgodnie z zebranymi danymi są oni ponad dwukrotnie bardziej gotowi do przyspieszenia procesów związanych z innowacjami w porównaniu do obserwatorów i spóźnialskich.

Warto podkreślić, że Innovation Index pokazuje stan organizacji w określonym punkcie w czasie, a same firmy mogą przygotować i stymulować ludzi, procesy i technologie do innowacyjności.

Ludzie jako potencjał innowacyjny

Organizacje potrzebują pomocy w rozwijaniu kultury innowacyjności – w której wszystkie pomysły mogą mieć znaczenie – i zachęcaniu do uczenia się na błędach. Polskie firmy też zdają sobie z tego sprawę i są pewne swoich zasobów. Stąd ponad 80 proc. respondentów z naszego rynku wierzy, że jednym z powodów, dla których pracownicy dołączają do ich organizacji jest właśnie możliwość wprowadzania innowacji. Jednocześnie, firmy muszą załatać związaną z tym lukę technologiczną.

Aż 53 proc. polskich respondentów – w porównaniu do 59 proc. globalnie ankietowanych osób – uważa bowiem, że jednym z powodów odejść pracowników jest brak możliwości wprowadzania innowacji. Z kolei 65 proc. wskazuje, że niektóre aspekty kultury organizacji, takie jak np. brak czasu na inne przedsięwzięcia poza codziennymi zadaniami czy też obawy przed konsekwencjami związanymi z nieskutecznym wdrożeniem danego pomysłu, powstrzymują ich od bycia tak innowacyjnymi, jak mogą być.

Autorzy raportu wskazują również na szereg kwestii, które mają usprawnić proces wprowadzania większej liczby innowacji oraz zniwelować ewentualnie bariery. Liderzy i naśladowcy innowacji wskazują w badaniu na następujące elementy, które pozwalają rozwinąć procesy wdrażania innowacji w ich organizacjach. 75 proc. podkreśla kwestię zaangażowania pracowników dzięki spójnej komunikacji. 69 proc. przeprowadza pilotaże. Z kolei 56 proc. organizuje m.in. hackathony, aby zachęcić do innowacji i wspólnego rozwiązywania problemów.

Innowacyjność oparta na procesach

Zespół badawczy Dell Technologies wskazuje również, że oprócz zmian dotyczących roli pracowników, firmy powinny również zastanowić się, w jaki sposób mogą udoskonalić swoje procesy związane z innowacjami.

Główną barierą wymienianą przez respondentów jest brak czasu, który uniemożliwia wprowadzanie innowacji, co wpływa na wyznaczania priorytetów przez managerów. 68 proc. uczestników badania twierdzi, że ich przełożeni skupiają się bardziej na codziennym zarządzaniu niż wdrażaniu innowacji. W tej sytuacji ambitni i zdolni pracownicy – bez wsparcia przełożonych – nie są w stanie rozwinąć w pełni swojego potencjału na rzecz organizacji, w której pracują. Należy zaznaczyć, że w przypadku firm w Polsce sytuacja wygląda znaczniej lepiej, bowiem tylko 39 proc. respondentów wskazuje na tę kwestię.

Zebrane dane w raporcie podkreślają także rolę strukturyzacji działań wokół innowacyjności, co w efekcie może przynieść znaczne korzyści. Może bowiem się wydawać, że innowacyjność pojawia się organicznie i spontanicznie – niemniej 63 proc. respondentów sklasyfikowanych jako liderów i naśladowców innowacji twierdzi, że procesy wdrażające zmiany w ich organizacjach opierają się na specjalnych projektach.

Rola technologii

Zdecydowana większość ankietowanych – 86 proc. – aktywnie szuka technologii, które pomogą w realizowaniu celów dotyczących wdrażania innowacji. Warto zaznaczyć, że aż 57 proc. respondentów wskazuje, że wykorzystywana w ich firmach technologia jest przestarzała. Wpływa to m.in. na ich obawy związane z potencjałem firmy do konkurowania z innymi podmiotami na rynku.

Zespół odpowiedzialny za badanie sprawdził również – w ramach takich katalizatorów technologicznych innowacji jak multicloud, edge, nowoczesna infrastruktura danych, praca zdalna oraz cyberbezpieczeństwo – gdzie organizacje osiągają korzyści oraz napotykają przeszkody. Stąd wśród najczęściej wymienianych przeszkód we wdrażaniu innowacji, oprócz złożoności danego obszaru, znalazły się:

  • rosnące koszty chmury;
  • trudności w integracji ogólnej architektury biznesowej z infrastrukturą IT;
  • czas i środki przeznaczane na migrację aplikacji biznesowych do nowych środowisk chmurowych;
  • obawy o cyberbezpieczeństwo – nie można wprowadzać innowacyjności w niezabezpieczonym środowisku;
  • brak infrastruktury IT do przetwarzania brzegowego.

Innowacyjna idea plus technologia równa się efekt i wpływ – to bardzo potężne równanie biznesowe. Jednak niektóre aspekty innowacyjności umykają organizacjom. Wydaje im się, że wszystko zależy od wielkiej idei, czekają na przełomowy moment, porównywalny do wynalezienia żarówki. Trzeba pamiętać, że to częściej skromne, praktyczne pomysły wpływają na produktywność, zyskowność i cel organizacji. Tym, bez czego nie ma mowy o skutecznym wprowadzaniu innowacji i jej wspieraniu to właściwe procesy i technologie. Wartość dodana pojawia się dopiero wtedy, kiedy spotykają się w jednej organizacji – mówi Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell Technologies w Polsce.

Dystrybucja energii i integracja systemów energetycznych

Dystrybucja energii i integracja systemów energetycznych to tematy, które często są pomijane w dyskusjach o energii w Polsce. Obecnie energia w Polsce jest rozprowadzana głównie centralnie, ale czy jest to najskuteczniejszy i najtańszy sposób? Czy obecna sieć energetyczna wymaga modernizacji? Jakie warunki energetyki sieciowej są istotne? Odpowiedzi na te pytania próbowali znaleźć eksperci podczas dyskusji prowadzonej przez Rafała Zasunia, redaktora portalu wysokienapiecie.pl. W dyskusji wzięli udział m.in. Wojciech Myślecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Ekoenergetyka, Wojciech Tabiś – Dyrektor Biura PTPiREE, Dawid Zieliński – Prezes Zarządu Columbus Energy oraz Waldemar Kuśmierz – Dyrektor Departamentu Rozwoju i Moderowania Sieci PGE Polska Grupa Energetyczna.

Trudności w dystrybucji energii

Przed polskim systemem energetycznym stoi wiele wyzwań, które utrudniają dystrybucję energii. Dużą trudnością jest zagospodarowanie przestrzeni, raporty środowiskowe i procedury biurokratyczne, które są długie i skomplikowane. Proces inwestycyjny jest niestabilny, a zmieniające się przepisy prawa utrudniają działalność w branży. Właśnie z tego powodu Karta Efektywnej Transformacji może okazać się pomocna. Jak zauważył Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy: „Sieci dystrybucyjne to najwęższe gardło transformacji energetycznej. Mówimy o wodorze, farmach wiatrowych itd., a nie mówimy o sieciach dystrybucyjnych – a przecież większość rozproszonych źródeł musi być do nich podłączona”.

Finansowanie

Kolejnym problemem jest finansowanie, które jest bardzo gorącym tematem. Z jednej strony, system dystrybucji energii w Polsce wymaga modernizacji, ponieważ musi dostosować się do zmieniającej się sytuacji w Europie, a z drugiej strony, trudno znaleźć źródła finansowania. Trafiliśmy na okres związany z wojną na Ukrainie i z procesami odejścia od paliw węglowodorowych i przejście na odnawialne źródła energii. Jeżeli te zjawiska przyłożymy do sieci przesyłowych, napotkamy problemy. Jak zauważył Waldemar Kuśmierz, dyrektor Departamentu Rozwoju i Moderowania Sieci PGE Polska Grupa Energetyczna: „Karta Efektywnej Transformacji pokazała lukę inwestycyjną. Sieci dystrybucyjne to najwęższe gardło transformacji energetycznej. Mówimy o wodorze, farmach wiatrowych itd., a nie mówimy o sieciach dystrybucyjnych – a przecież większość rozproszonych źródeł musi być do nich podłączona. W związku z tym trudno mi odpowiedzieć o ile powinna być podwyższona taryfa, aby nasi odbiorcy sfinansowali transformację energetyczną w zakresie rozbudowy sieci energetycznej. Tauron wyliczył UOK na 8,5%, a taryfa powinna rosnąć o około 7%. W mojej ocenie te wyliczenia nie są dokładne”.

Integracja systemów energetycznych

Kolejnym istotnym tematem jest integracja systemów energetycznych, zwłaszcza w kontekście rynku europejskiego. Z jednej strony, integracja ta ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa dostaw, poprzez stworzenie wspólnej infrastruktury transgranicznej oraz wzmocnienie współpracy międzynarodowej. Z drugiej strony, ma też na celu zwiększenie efektywności energetycznej oraz konkurencyjności rynku energetycznego w Europie.

Integracja rynków energetycznych jest niezwykle ważna dla bezpieczeństwa dostaw i zwiększenia konkurencyjności rynku. Polska, jako kraj centralny w Europie, odgrywa tutaj kluczową rolę. Ważne jest, abyśmy rozwijali nasze połączenia z sąsiadami i wspierali integrację rynku w Europie. Dzięki temu będziemy mogli zmniejszyć koszty energii dla naszych klientów oraz poprawić jakość dostaw – powiedział Wojciech Tabiś, dyrektor Biura PTPiREE.

Wojciech Myślecki, przewodniczący Rady Nadzorczej Ekoenergetyka, zauważył, że integracja rynków energetycznych to także szansa na rozwój nowych technologii oraz innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie energetyki.

Integracja systemów energetycznych to nie tylko kwestia dostaw energii, ale także nowych technologii i innowacyjnych rozwiązań. Współpraca międzynarodowa pozwala na wymianę doświadczeń i transfer wiedzy pomiędzy krajami. Dzięki temu możemy rozwijać nowe technologie oraz poprawiać efektywność energetyczną naszych systemów – wyjaśnił Wojciech Myślecki.

Dystrybucja energii oraz integracja systemów energetycznych to dwa kluczowe tematy, które wciąż wymagają uwagi i działań ze strony branży energetycznej w Polsce. W przypadku dystrybucji energii ważne jest nie tylko modernizowanie istniejącej infrastruktury, ale także stworzenie nowych rozwiązań, które będą sprzyjać rozwojowi elektryki rozproszonej oraz źródeł odnawialnych. Natomiast integracja rynków energetycznych to szansa na zwiększenie bezpieczeństwa dostaw, poprawę efektywności energetycznej oraz rozwój nowych technologii w dziedzinie energetyki.

Społeczne skutki przejścia UE do gospodarki neutralnej klimatycznie oraz wybrane instrumenty ich łagodzenia w ramach sprawiedliwej transformacji

W artykule zestawiono wyniki analizy wpływu transformacji w kierunku neutralności klimatycznej na sektor zatrudnienia z wspólnotowymi instrumentami wsparcia w kontekście kosztów tych zmian. Opisano założenia i metodę analizy przeprowadzonej na modelach zbudowanych w Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych (CAKE) oraz przedstawiono mechanizmy i skalę narzędzi wspomagających wysiłek transformacyjny, w tym Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, program InvestEU oraz instrument pożyczkowy. Artykuł pokazuje, iż o ile wspólnotowe narzędzia wsparcia w znaczącym stopniu odpowiadają skali niezbędnego wysiłku w perspektywie niespełna dekady, o tyle konieczne jest utrzymanie obecnych lub podobnych mechanizmów w kolejnych dekadach, ponieważ analiza jasno pokazuje, iż koszty transformacji będą ponoszone w dłuższym okresie.

Wstęp

Głęboka redukcja emisji gazów cieplarnianych, która jest celem porozumienia paryskiego, wiąże się zarówno z korzyściami jak i kosztami. Czytelnicy na pewno dobrze znają najważniejsze korzyści: to przede wszystkim ograniczenie negatywnych skutków w rolnictwie i zaspokajanie potrzeb żywnościowych, uniknięte koszty zdrowotne związane z podwyższeniem temperatury, uniknięte straty związane z klęskami żywiołowymi, ograniczenie zanieczyszczenia powietrza i mniejsza zależność od paliw kopalnianych (co przekłada się na większe bezpieczeństwo energetyczne wielu państw).

W ostatnim raporcie IPCC (Sixth Assessment Report)[1] najważniejszymi miernikami kosztów są zmienne makroekonomiczne: spadek wzrostu konsumpcji lub spadek wzrostu Produktu Krajowego Brutto. Raport wskazuje, że osiągnięcie ambitnych celów ograniczania zmian klimatycznych nie wymaga zmniejszenia konsumpcji względem jej dzisiejszego poziomu – wzrost konsumpcji będzie kontynuowany nawet w najbardziej ambitnych scenariuszach, choć będzie on nieco wolniejszy niż w scenariuszach mniej ambitnej polityki klimatycznej. Dla przykładu, wzrost globalnej gospodarki w scenariuszu ograniczenia zmian klimatycznych do około 1.5C oznacza spowolnienie wzrostu gospodarczego o 0.04 punktu procentowego. Oczywiście obliczenia te dotyczą średniego globalnego wzrostu gospodarczego. Ciężar polityki klimatyczne rozkłada się nierówno między państwami i między obywatelami.

Naturalne kolejne pytanie, które coraz częściej jest podnoszone zarówno w literaturze naukowej, jak i w debacie publicznej to jaki ciężar odczują poszczególne grupy społeczne i w jaki sposób go odczują. Modele oceny zintegrowanej, które stanowią najważniejsze narzędzie analiz opisanych w raporcie IPCC traktują koszty i obciążenie bardzo abstrakcyjnie: w postaci zmiany dynamiki wartości konsumpcji lub PKB. Modele te nie mają wystarczająco rozwiniętej struktury, aby rzucić światło w jakich częściach naszego codziennego budżetu domowego zauważymy zmiany będące skutkiem polityki klimatycznej.

Z perspektywy obywateli, koszty będą występować w dwóch formach: (i) wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych oraz (ii) utraty korzystnego finansowo zatrudnienia dla części pracowników. Wzrost cen będzie się odnosił przede wszystkim do wzrostu kosztów zakupu i wykorzystania nośników energii, w szczególności energii elektrycznej i ciepła, wzrostu kosztów transportu, oraz, prawdopodobnie, wzrostu kosztów niektórych produktów żywnościowych, w szczególności mięsa. Koszty dla pracowników będą najwyraźniejsze w wysokoemisyjnych sektorach, takich jak górnictwo. Głęboka redukcja CO2 wymaga wygaszenie górnictwa w perspektywie dwóch-trzech dziesięcioleci. Dla osób, które obecnie są zatrudnione w tym sektorze oznacza to konieczność poszukiwania alternatywnego zatrudnienia, które, w większości przypadków, będzie mniej korzystne finansowo niż praca w górnictwie.

Unia Europejska wychodząc z koncepcją Europejskiego Zielonego Ładu, w tym zawartego w nim celu neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w połowie wieku, dostrzega ową dysproporcję w rozkładzie kosztów tak ambitnej polityki klimatycznej. Wiodącym narzędziem mającym złagodzić skutki w regionach i grupach najmocniej odczuwających społeczne i ekonomiczne skutki tych działań jest mechanizm sprawiedliwej transformacji, który w założeniu ma zapewnić ukierunkowane wsparcie finansowe w latach 2021-2027 i zgodnie z deklaracjami doprowadzić do zainwestowania około 55 mln euro w regionach najbardziej dotkniętych. Mechanizm te składa się z trzech filarów, wśród których wiodącym jest Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, zaś pozostałe dwa filary to rozwiązania w ramach programu InvestEU oraz nowy instrument pożyczkowy w ramach budżetu UE, o czym piszemy szerzej w dalszej części artykułu. Komponenty wspierające sprawiedliwą transformację można znaleźć także w innych mechanizmach wsparcia polityki klimatycznej UE.

W tym kontekście zasadnym wydaje się zbadanie w jakim stopniu środki przeznaczone na sprawiedliwą transformacją pozwalają skompensować całkowite koszty polityki klimatycznej z perspektywy pracowników. Występowanie tych kosztów nie jest oczywiste: z jednej strony osoby te będą tracić pracę i dochody. Z drugiej strony transformacja gospodarki doprowadzi do powstania wielu nowych miejsc pracy. Czy możemy stwierdzić czy nowe miejsca pracy będą mniej opłacalne od starych? Czy możemy oszacować jakie będą różnice w dochodach i podsumować jakiej skali będą koszty dla pracowników? Jak skala tych kosztów wygląda na tle instrumentów przygotowywanych przez Unię Europejską, których celem jest ograniczanie negatywnych społecznych skutków transformacji niskoemisyjnej? Czy skala tych funduszy jest adekwatna i wystarczająca? Wreszcie, jak wykorzystać dostępne środki, aby skompensować straty dla pracowników, ich rodzin, ich regionów w najbardziej efektywny sposób?

Dlaczego transformacja jest kosztowna dla pracowników

Podstawowym uzasadnieniem dla wprowadzania wyżej wymienionych funduszy, w szczególności funduszu sprawiedliwej transformacji jest kompensowanie strat dla tych grup społecznych, dla których transformacja niskoemisyjna stanowi zagrożenie. W tym miejscu warto się zatrzymać i zadać nieco prowokacyjne pytanie: czy transformacja może być zagrożeniem? Nie ma wątpliwości, że wiąże się ona nie tylko wygaszaniem niektórych sektorów, ale także w powstawaniem wielu nowych miejsc pracy przy instalacji Odnawialnych Źródeł Energii, produkcji pojazdów elektrycznych czy ocieplaniem domów. Osoby opuszczające sektory takie jak górnictwo będą więc miały okazję, aby podjąć pracę w nowym miejscu. Co więcej, można zauważyć, że przecież praca w górnictwie jest szczególnie trudna i często niesie ze sobą ryzyko utraty zdrowia czy życia. Zmiana zatrudnienia może więc przynieść górnikom niemonetarne korzyści.

Istnieje jednak mocny ekonomiczny argument wskazujący na to, że dla pracowników zmuszonych do zmiany sektora zatrudnienia korzyści z transformacji będą mniejsze od kosztów, ich dochody i satysfakcja w nowych miejscach pracy będą mniejsze od tych, które otrzymują teraz. Po pierwsze, jeżeli pracownicy w sektorze górnictwa pozostają w tym sektorze od lat, to sektor ten daje im najwyższe możliwe dochody i/lub satysfakcję. W przeciwnym razie, pracownicy już teraz dobrowolnie zmieniliby sektor zatrudnienia na ten, w którym osiągnęliby większe korzyści. Po drugie, kiedy pracownicy w sektorze górnictwa tracą możliwość zatrudnienia w tym sektorze, tracą najlepszą dla nich możliwość wykorzystania swojego specyficznego kapitału ludzkiego. Racjonalność nakazuje im wybór drugiej najlepszej opcji spośród pozostałych sektorów. Jednak ich produktywność w drugiej najlepszej opcji będzie zawsze mniejsza od produktywności w pierwszej najlepszej opcji, jaką była praca w sektorze górniczym. Różnica między tymi dwoma opcjami definiuje stratę zarobków dla górników.

Punktem wyjścia do zbudowania argumentu powyżej są dwie przesłanki: o różnorodności i racjonalności pracowników. Różnorodność oznacza, że każdy pracownik posiada specyficzny kapitał ludzki: specyficzne doświadczenie, wykształcenie, wrodzone zdolności. Specyficzność kapitału ludzkiego ma dwie konsekwencje: (i) pojedynczy pracownik może mieć wyższą produktywność w jednym sektorze niż w innych sektorach (ii) potencjalna produktywność jednego pracownika w danym sektorze, może być różna od potencjalnej produktywności innego pracownika w tym samym sektorze. Drugą przesłanką jest racjonalność pracowników: każdy pracownik wybiera ten sektor, w którym jest najbardziej produktywny.

Pierwsza przesłanka nie jest kontrowersyjna – jest jasne, że każda praca wymaga specyficznych kwalifikacji i zdolności. Trudno spodziewać się, że przeciętny pracownik z sektora górniczego będzie równie produktywny w sektorze budownictwa jak murarz z długim stażem.

Druga przesłanka – o racjonalności pracowników – może wydawać się mniej oczywista. Pracownicy mogą nie mieć pełnego obrazu możliwych zarobków w innych sektorach gospodarki. Teoretycznie można wyobrazić sobie sytuację, w której płace w innych sektorach są wyższe, ale górnik nie chce zmieniać pracy ponieważ o tym nie wie. Jest to jednak mało prawdopodobne. Niemal każdy ma dostęp do różnorodnych ofert pracy z pełną informacją o jej warunkach. Większość osób ma też kontakty z pracownikami z innych sektorów, którzy mogą dzielić się informacjami o uciążliwości i korzyściach ich pracy. Dodatkowo, alternatywne założenie: o tym, że pracownicy nie znają swoich możliwości zarobkowych, a eksperci znają, jest jeszcze trudniejsze do obrony. Pracownicy lepiej znają swoje kwalifikacje, zdolności i satysfakcję z wykonywania danej pracy niż eksperci z tabelami danych.

W tym miejscu warto wspomnieć o jeszcze jednym mechanizmie, który dotychczas pomijaliśmy: polityka klimatyczna zmieni nie tylko strukturę zatrudnienia ale też zarobki pracowników w różnych sektorach. Można spodziewać się, że zarobki w „zielonych”, niskoemisyjnych sektorach będą wyższe niż są teraz, co zachęci pracowników obecnie zatrudnionych w górnictwie do poszukiwania zatrudnienia właśnie w tych sektorach. Efekt ten należy oczywiście wziąć pod uwagę w obliczaniu całkowitych kosztów/korzyści płynących polityki klimatycznej dla pracowników. Symulacje modeli ekonomicznych, które opisujemy poniżej, wskazują jednak, że siła tego pozytywnego efektu jest relatywnie mała i nie pozwala na skompensowanie kosztów dla pracowników związanych ze zmianą sektora zatrudnienia. Należy również podkreślić, że podwyższenie płacy w zielonych zawodach to broń obusieczna: z jednej strony redukuje koszty transformacji dla pracowników, z drugiej strony podwyższa koszty korzystania z zielonych technologii i koszty transformacji dla konsumentów.

Wpływ transformacji na sektor zatrudnienia

Wyzwaniem staje się zatem odpowiedź na pytanie, jak – uwzględniając wszystkie powyższe mechanizmy – można ustalić skalę kosztów związanych z transformacją niskoemisyjną dla pracowników? Działające w KOBiZE Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych podjęło próbę znalezienia odpowiedzi na to pytanie wykorzystując narzędzia modelowe. Punktem wyjścia analizy jest model globalnej gospodarki, który pozwala na opisanie zmian strukturalnych związanych z prowadzeniem polityki klimatycznej. Model ten pozwala na uwzględnienie różnorodności pracowników, zmian ich produktywności spowodowanych zmianami sektorów oraz zmian płac w różnych sektorach gospodarki.

Model, który wykorzystujemy w analizie posiada nowatorskie rozwiązania, które pozwalają na bardziej realistyczne przewidywania dotyczące zmian na rynku pracy w porównaniu do standardowych modeli makroekonomicznych. Standardowe modele zakładają, że drobna obniżka płacy w jednym sektorze powoduje natychmiastowy i całkowicie bezkosztowy odpływ pracowników z tego sektora do innych sektorów. Założenie to implicite zakłada idealną jednorodność pracowników oraz brak jakichkolwiek kosztów związanych ze zmianą sektora, co, jak uzasadnialiśmy w poprzedniej sekcji, jest mało realne. W naszym modelu wprowadziliśmy rozwiązania, które pozwalają na skorygowanie tego ograniczenia i uwzględnienie różnorodności pracowników oraz kosztów zmiany sektora. Model uwzględnia to, że zmniejszenie płacy w jednym sektorze powoduje odpływ części – a nie wszystkich – pracowników z tego sektora. W opracowaniu “How to compute the cost for workers within the “just transition” to a low-carbon future?”(CAKE Working Paper, kwiecień 2022[2]) opisaliśmy szczegółowe wyprowadzenia matematyczne, które wyjaśniają jak model pozwala na uwzględnienie kosztów dla pracowników.

Parametry modelu, które opisują koszty transformacji dla pracowników zostały skalibrowane do wartości oszacowanych w badaniach z literatury naukowej. Badania, na których oparta jest kalibracja, analizują jak duże muszą być zmiany w wynagrodzeniu dla osób zatrudnionych w firmach kontrolujących znaczącą część rynku pracy (tzw. monopsonach), aby pracownicy zdecydowali się na zmianę miejsca pracy. Na podstawie tej informacji można wywnioskować jaka jest wartość obecnego miejsca pracy dla pracowników względem wartości drugiej najlepszej opcji zatrudnienia. Szczegółowy opis strategii kalibracji znajduje się w opracowaniu “How to compute the cost for workers within the “just transition” to a low-carbon future?” (CAKE Working Paper, kwiecień 2022).

Różnice w zarobkach między sektorami dla pracowników w tej samej grupie wykształcenia w modelu są przypisywane różnicy uciążliwości pracy w tych sektorach. Jeżeli zamiast tego założylibyśmy, że uciążliwość pracy we wszystkich sektorach jest taka sama, koszty transformacji dla górników byłyby wyższe.

Model nie uwzględnia efektów demograficznych oraz faktu, że część obecnie zatrudnionych pracowników do 2050 odejdzie na emeryturę, co oznacza, że nie będą oni musieli szukać pracy. Uwzględnienie tego efektu w modelu prowadziłoby do zmniejszenia szacunków kosztu transformacji dla górników. W alternatywnej symulacji można byłoby założyć, że koszty dotyczą jedynie tych górników, którzy zostali zmuszeni do wyboru nowego miejsca pracy przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Należy jednak zaznaczyć, że przy takim założeniu nie uwzględnilibyśmy kosztów dla młodych pracowników. Dla części z nich redukcja zatrudnienia w górnictwie oznacza stratę potencjalnie korzystnego finansowo miejsca pracy. Wyniki modelu wskazują, że w scenariuszu zakładającym realizację celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku, zatrudnienie w górnictwie w Polsce spada o 51% w okresie 2020-2030 i o 83% w okresie 2020-2040.

Model przewiduje, że górnicy znajdą pracę w innych sektorach, jednak ich produktywność oraz ich wynagrodzenie w nowych sektorach będzie mniejsza niż w górnictwie. W 2030 roku łączna strata dla wszystkich pracowników, którzy dzisiaj zatrudnieni są w górnictwie wyniesie 0,3 mld euro rocznie. W 2040 strata ta wzrośnie do 0,6 mld euro rocznie. Górnicy to nie jedyna grupa pracowników, która może ponieść koszty związane z transformacją nisko-emisyjną. Straty poniosą również pracownicy pozostałych sektorów, szczególnie tych, w których koszty produkcji zależą od wielkości podatku od emisji. Symulacje modelu pozwalają na obliczenie łącznej straty pracowników w całej gospodarce. W 2030 roku strata ta wyniesie średnio 0,4% wynagrodzenia pracowników. W skali kraju strata ta wyniesie 0,7 mld euro rocznie. W 2040 strata osiągnie już poziom 0,5% średniego wynagrodzenia pracownika, co, w skali kraju, oznacza stratę 1 mld euro.

Utracone dochody pracowników przełożą się na stratę PKB. Symulacje modelu wskazują, że w 2030 roku wymuszone przepływy pracowników między sektorami doprowadzą do utraty 0,1% rocznie. W 2040 roku strata ta wyniesie już 0,3% PKB rocznie. Wartość ta nie odzwierciedla całkowitych kosztów transformacji niskoemisyjnej, a jedynie spadek PKB wynikający z uwzględnienia w modelu ograniczonych możliwości zmiany sektora dla pracowników.

Mechanizm sprawiedliwej transformacji

Jak wynika z naszych obliczeń, dla niektórych grup wysiłek i koszty osiągnięcia neutralności klimatycznej mogą być znaczące. Mając tego świadomość, ścieżce działań na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych towarzyszy mechanizm sprawiedliwej transformacji, którego podstawowym zadaniem jest wspieranie regionów najbardziej odczuwających skutki transformacji, w tym koszty niezbędnych zmian. Składa się on z trzech podstawowych filarów:

  • Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST).
  • Specjalny system w ramach programu InvestEU.
  • Instrument pożyczkowy na rzecz sektora publicznego, łączący środki budżetu UE i Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Najważniejszym instrumentem mechanizmu sprawiedliwej transformacji jest z pewnością pierwszy z wymienionych, ustanowiony na mocy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1056 z dnia 24 czerwca 2021 r.[3] Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji jest całkiem nowym instrumentem utworzonym w ramach perspektywy finansowej na lata 2021-2027 i umocowanym w szeroko pojętej polityce spójności UE, czyli jednej z najważniejszych, obejmującej działania na rzecz zmniejszania nierówności między regionami Europy i wspieranie w nich zmian strukturalnych.

W rozporządzeniu jasno wskazano, iż FST ma przyczyniać się do realizacji jednego celu zdefiniowanego jako „umożliwienie regionom i ludności łagodzenia wpływających na społeczeństwo, zatrudnienie, gospodarkę i środowisko skutków transformacji w kierunku osiągnięcia celów Unii na rok 2030 w dziedzinie energii i klimatu oraz w kierunku neutralnej dla klimatu gospodarki Unii do roku 2050 w oparciu o porozumienie paryskie”. Działania te realizowane są w ramach szerszego celu polityki spójności określonego jako „Inwestycje na rzecz zatrudnienia i wzrostu”[4]. Ważną cechą tego mechanizmu jest także wyraźne wskazanie zasięgu geograficznego oraz zakresu wsparcia w regionach poszczególnych państwa członkowskich UE.

Środki w dyspozycji Funduszu Sprawiedliwej Transformacji sięgają 17.5 mld EUR (ceny stałe 2018), w tym 10 mld EUR pochodzi z zasobów Instrumentu UE na rzecz Odbudowy[5], zaś 7.5 mld EUR z wieloletnich ram finansowych w obszarze polityki spójności w ramach ww. celu inwestycji na rzecz zatrudnienia i wzrostu. Polska jest największym beneficjentem FST z udziałem 20% dającym 3.5 mld EUR w cenach stałych 2018 r. (na kolejnych pozycjach znajdują się Niemcy z udziałem 12.88% i Rumunia z 11.12%[6]).

Skala funduszu sprawiedliwej transformacji odpowiada więc skali całkowitych kosztów transformacji dla pracowników, które, według oszacowań przedstawionych powyżej, wyniosą do 0,7 mld zł rocznie, przy czym należy wyraźnie podkreślić, iż wyniki modelowe obejmują znacznie dłuższą perspektywę czasową, zaś instrumenty wsparcia UE odnoszą się do okresu do 2027 roku i w obecnie nie mamy pewności, czy będą w podobnym kształcie kontynuowane.

Zgodnie z wymogami państwa członkowskie upoważnione do otrzymania wsparcia przygotowują terytorialne plany sprawiedliwej transformacji ze wskazaniem działań, które będzie wspierać FST, przy czym uprawnione działania są precyzyjnie zdefiniowane i obejmują głównie określone inwestycje przyczyniające się do osiągnięcia celu FST, ale także działania na rzecz podnoszenia i zmiany kwalifikacji zawodowych, wspomagające osoby poszukujące pracy czy przeciwdziałające wykluczeniu z rynku pracy.

W przypadku Polski Komisja Europejska w dniu 5 grudnia 2022 r. przyjęła pięć polskich programów operacyjnych z terytorialnymi planami sprawiedliwej transformacji finansowane w ramach Funduszu[7]. Ich wartość wynosi 3,85 mld euro (odpowiednik 3,5 mld euro w cenach stałych 2018) i dotyczy wsparcia obszarów górniczych na Śląsku i w zachodniej Małopolsce (2,4 mld euro), Wielkopolsce (415 mln euro), na Dolnym Śląsku (581,5 mln euro) oraz i w województwie łódzkim (369,5 mln euro).

Drugim ważnym filarem wspierającym finansowanie mechanizmu sprawiedliwej transformacji jest specjalny system wsparcia w ramach programu InvestEU – kolejny element Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Pro gram ten został przygotowany w celu wspierania polityk UE w wychodzeniu z głębokiego kryzysu gospodarczego i społecznego, w tym zapewnienia długoterminowa finansowania przedsiębiorstwom, przy jednoczesnym uwzględnieniu długoterminowych priorytetów UE, takich jak Europejski Zielony Ład. Program InvestEU może wspierać inwestycje realizowane w ramach planów sprawiedliwej transformacji, niemniej w nieco szerszym zakresie niż określa to rozporządzenie FST (np. projekty w dziedzinie infrastruktury energetycznej i transportowej, w tym infrastruktury gazowej i ciepłownictwa komunalnego, projekty w zakresie obniżenia emisyjności, dywersyfikacji gospodarczej i infrastruktury społecznej).

Celem funduszu InvestEU jest zmobilizowanie ponad 372 mld EUR środków prywatnych i publicznych na inwestycje, przy gwarancjach budżetowych UE na poziomie 26.2 mld EUR. Owe gwarancje mają wspomagać finansowanie z innych źródeł pozyskiwane przez podmioty realizujące projekty w regionach objętych sprawiedliwą transformacją (z zatwierdzonym terytorialnym planem sprawiedliwej transformacji). Niemniej projekty, które nie są zlokalizowane w tych regionach, również mogą zostać objęte tym systemem, pod warunkiem że przyczynią się do zaspokojenia potrzeb rozwojowych, które są związane z transformacją tych regionów i określone w odpowiednich terytorialnych planach sprawiedliwej transformacji. Warto dodać, że wykorzystanie środków funduszu InvestEU jest skorelowane z Planem Inwestycyjnym Europejskiego Zielonego Ładu[8]. Centrum Doradztwa InvestEU (The InvestEU Advisory Hub) ma wspierać tworzenie projektów wpisujących się w ten plan inwestycyjny i zapewnić wzmacnianie potencjału podmiotów wdrażających czy też pośredników finansowych.

Trzecim filarem finansowym mechanizmu sprawiedliwej transformacji jest instrument pożyczkowy na rzecz sektora publicznego, łączący środki budżetu UE i Europejskiego Banku Inwestycyjnego, z założenia wspierający inwestycje sektora publicznego w regionach przechodzących transformację. W ramach tego wsparcia sektor publiczny może otrzymywać pożyczki preferencyjne na działania podejmowane przez podmioty publiczne, w tym inwestycje w zakresie infrastruktury energetycznej i transportowej, sieci ciepłowniczych, środków na rzecz efektywności energetycznej, renowacji budynków, a także infrastruktury społecznej. Wykluczone są inwestycje związane z wykorzystaniem paliw kopalnych.

Sprawiedliwa transformacja wspierana jest także w ramach Funduszu modernizacyjnego utworzonego na mocy dyrektywy EU ETS. Wprawdzie instrument ten przeznaczony jest przede wszystkim na inwestycje w modernizację sektora energetycznego w kierunku poprawy efektywności i odejścia od technologii opartych na paliwach kopalnych, wśród uprawnionych działań mogących uzyskać finansowanie z tego źródła wymienia się także transformację sprawiedliwych przemian w regionach uzależnionych od węgla, w tym zmianę miejsca zatrudnienia oraz zdobywanie nowych umiejętności przez pracowników oraz wspieranie edukacji i inicjatyw na rzecz zwiększenia zatrudnienia. Środki Funduszu modernizacyjnego pochodzą ze sprzedaży uprawnień wydzielonych w ramach EU ETS. Przewidziano, iż w latach 2021-2030 będzie to 2% całkowitej puli uprawnień do emisji, a beneficjentami jest dziesięć państw członkowskich wskazanych na podstawie kryterium PKB na mieszkańca. Polska jest największym beneficjentem Funduszy modernizacyjnego, z udziałem 43,4% w przeznaczonej do sprzedaży puli uprawnień do emisji.

Konkluzje i rekomendacje

Nasza analiza wskazuje, że transformacja niskoemisyjna będzie się wiązać ze stratą dochodów dla niektórych grup pracowników, szczególnie tych, którzy są obecnie zatrudnienia w sektorach wysokoemisyjnych. Symulacje modelu makroekonomicznego wskazuję, że koszty w Polsce mogą wynieść nawet 0,7mld euro rocznie pod koniec tej dekady. Koszty te z założenia mają zostać skompensowane przez fundusze Unii Europejskiej, takie jak fundusz sprawiedliwej transformacji. Nasza analiza kosztów wskazuje, że skala funduszu sprawiedliwej transformacji odpowiada skali całkowitych kosztów transformacji dla pracowników. Otwartym pytaniem pozostaje to jak wykorzystać środki z funduszy europejskich, aby przyniosły one jak największą korzyść.

Strata związana z transferem może zostać zredukowana przez inwestycje dedykowane tworzeniu miejsc pracy dostosowanych do zdolności i kompetencji pracowników zatrudnionych obecnie w górnictwie. Przetwórstwo przemysłowe oraz budownictwo to dwie gałęzie gospodarki, które potencjalnie mogłyby przyjąć pracowników odchodzących z górnictwa. Można rozważyć zachęcanie i wspieranie firm zatrudniających górników do rozpoczynania działalności neutralnej emisyjnie. Pozwoliłoby to na przesuwanie grup pracowników do nowej produktywnej działalności w ramach jednego przedsiębiorstwa.

To zminimalizowałoby koszty związane z niepewnością i poszukiwaniem nowej pracy. Dodatkowo takie rozwiązanie redukowałoby ryzyko niedopasowania kompetencji pracowników do wymagań w nowym miejscu pracy, ponieważ obecny pracodawca posiada najlepszą informację o kompetencjach pracowników.

Mimo, że koszty przymusowego transferu rosną dopiero w odległej perspektywie, działania zmierzające do ich pomniejszenia powinny być podejmowane już dziś. Szczególnie dotyczy to inwestycji, których przygotowanie i realizacja wymaga czasu.

Ważną konkluzją wynikającą z zestawienia wyników analizy modelowej z wspólnotowymi instrumentami wsparcia jest to, iż koszty transformacji dla pracowników mogą być kompensowane nie tylko przez korzystanie z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji ale także poprzez skuteczne wykorzystanie pozostałych dwóch filarów, tj. programu InvestEU oraz mechanizmu pożyczkowego. Ponadto, koszty transformacji będą ponoszone w okresie dłuższym niż zakres dzisiejszych rozwiązań, stąd konieczna wydaje się kontynuacja dyskusji i pracy nad kontynuacją obecnych lub opracowaniem nowych instrumentów wparcia w kolejnych dekadach.

Autorzy:

Jan Witajewski-Baltvilks, Zespół Strategii Analiz i Aukcji, Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych, KOBiZE w IOŚ-PIB

Maciej Cygler, Zespół Strategii Analiz i Aukcji, Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych, KOBiZE w IOŚ-PIB

[1] IPCC, 2022: Climate Change 2022: Mitigation of Climate Change. Contribution of Working Group III to the Sixth Assessment Report of the Intergovernmental

Panel on Climate Change [P.R. Shukla, J. Skea, et al. (eds.)]. Cambridge University Press, Cambridge, UK and New York, NY, USA

[2] https://climatecake.ios.edu.pl/wp-content/uploads/2022/05/CAKE_JustTransition_working-paper_April-2022-1.pdf (dostęp: 10.11.2022)

[3] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1056 z dnia 24 czerwca 2021 r. ustanawiające Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. (dostęp:10.11.2022 r.)

[4] Zob. art. 5 ust.2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1060 z dnia 24 czerwca 2021 r

[5] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/241 z dnia 12 lutego 2021 r. ustanawiające Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. (dostęp:10.11.2022 r.)

[6] Abstrahując od sporu między z Komisją Europejską, w tym miejscu zakładamy, że Polska otrzyma przewidziane środki, także w części pochodzącej z Instrumentu UE na rzecz Odbudowy.

[7]

[8] Zob. komunikat KE „Plan inwestycyjny na rzecz zrównoważonej Europy. Plan inwestycyjny na rzecz Europejskiego Zielonego Ładu”. COM(2020) 21 final. (dostęp: 10.11.2022 r.)

Surowce energetyczne i wodór – jak zielone paliwa zmienią naszą gospodarkę?

W dzisiejszych czasach walka ze zmianami klimatu oraz dekarbonizacja stają się coraz bardziej aktualnymi kwestiami. W związku z tym, wodór, który jest uważany za paliwo przyszłości, zdaje się być idealnym rozwiązaniem na większość problemów związanych z emisją gazów cieplarnianych. Polska, w specjalnej strategii wodorowej, przewiduje powstanie nowej gałęzi gospodarki wodorowej oraz wzmocnienie konkurencyjności całej polskiej gospodarki. Ale jakie są wyzwania i ograniczenia technologiczne, przed którymi stoimy, a także jakie korzyści mogą wynikać z zielonych paliw?

Józef Węgrecki, członek Zarządu PKN ORLEN, podkreślił, że nie można bezkrytycznie stosować wodoru, ale faktem jest, że jest on stosowany w dużej ilości w instalacjach. Węgrecki wyjaśnił, że wodór może być paliwem przyszłości, ale musimy podchodzić do niego w sposób zdywersyfikowany. Wodór będzie szczególnie ważny w transporcie lotniczym, gdzie wymogiem będą zielone paliwa od 2028 roku.

Szymon Byliński z Ministerstwa Klimatu i Środowiska podkreślił, że wodór jest surowcem, który będzie wspierał elektryfikację wszystkich sektorów gospodarki. Będzie on również zastępował gaz ziemny i inne surowce w procesach produkcyjnych, w tym w hutnictwie. Polska planuje osiągnąć w 2032 roku około 23% wodoru odnawialnego w przemyśle.

Sebastian Wydra z Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Elektrotechniki wyjaśnił, że Polska Strategia Wodorowa definiuje cele do roku 2030, z naciskiem na produkcję niskoemisyjnego wodoru opartego na źródłach odnawialnych. W 2030 roku Polska chce mieć 2 gigawaty takich instalacji.

Barbara Adamska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii, uważa, że wodór może stać się magazynem energii dla sektorów, które nie są w stanie efektywnie korzystać z energii elektrycznej, takich jak ciepłownictwo czy transport ciężarowy. Wodór może być również wykorzystywany w celu wyrównywania niestabilności sieci w przypadku energii odnawialnych.

Zielony wodór może być kluczowym elementem polskiej transformacji energetycznej. Jednak, aby to się stało, potrzebujemy znacznych inwestycji
a także rozwoju infrastruktury i wdrożenia aplikacji wodorowych w przemyśle oraz w transporcie.

Wodór jako nowe paliwo i źródło energii od dawna wzbudza zainteresowanie naukowców i przedsiębiorców na całym świecie. Kwestia jego produkcji i zastosowania jest jednak skomplikowana i wymaga rozwiązania wielu problemów, aby w końcu stać się powszechnie dostępnym. W Polsce wiele osób już działa na rzecz rozwoju technologii wodorowych, aby nie tylko zwiększyć naszą niezależność energetyczną, ale również wykorzystać w pełni potencjał tego surowca.

Grzegorz Pawelec, przedstawiciel organizacji Hydrogen Europe, zwrócił uwagę na aspekty finansowe związane z produkcją wodoru. Dotychczas wszystkie projekty badawcze i wydobywcze wodoru były dofinansowywane, co było związane z dużym ryzykiem, jakie one niosły ze sobą. Dzisiaj, dzięki wprowadzeniu dyrektywy o źródłach odnawialnych, możemy spodziewać się zwiększenia inwestycji w ten sektor, choć na razie będą to raczej inwestycje rozwojowe niż komercyjne. Cena wodoru jest jednak kluczowa dla rozwoju tej technologii, a z uwagi na jego wysoką cenę, konieczne mogą być rządowe dofinansowania.

Józef Węgrecki, ekspert w dziedzinie energetyki, wskazuje na trudności związane z produkcją wodoru konsumenckiego, który wciąż jest stosunkowo drogi. Węgrecki uważa, że konieczne jest szukanie nowych sposobów na produkcję wodoru, na przykład z odpadów lub z atomu. Z kolei transport ciężki, samoloty i statki będą w przyszłości zasilane wodorem. Cena wodoru jest tu kluczowa, a na początku jego upowszechniania mogą być potrzebne dotacje.

Kolejnym ważnym aspektem związanym z rozwojem technologii wodorowych jest bezpieczeństwo. Szymon Byliński z Ministerstwa Klimatu i Środowiska podkreśla, że wodór jest bezpieczny, o ile stosujemy się do zasad jego użytkowania. Zaniepokojenie konsumentów może być uzasadnione, jednakże podobne obawy dotyczą także innych substancji, takich jak benzyna, a mimo to korzystamy z nich na co dzień.

Wykorzystanie wodoru jako paliwa może pomóc w ograniczeniu zanieczyszczeń transportowych, które stanowią około 60% zanieczyszczeń w większych miastach. Sebastian Wydra zwraca uwagę, że – Pojazdy zasilane wodorem rozwiązują problem czasu ładowania, ponieważ tankowanie wodorem przypomina tankowanie tradycyjne. Wkład własny polskiej nauki i przedsiębiorstw w produkcję wodoru powinien osiągnąć poziom ok. 55% w 2030 r. To bardzo dużo.

Nowe kwoty wolne od podatków i darowizn. Co ze zbiórkami charytatywnymi?

Od 1 lipca 2023 roku znacząco wzrosną kwoty darowizn i spadków wolne od podatku. Z powodu zamieszania legislacyjnego tego samego dnia nowe przepisy dotyczące darowizn od wielu osób zostaną od razu zastąpione kolejnymi regulacjami, które znoszą limit podatkowy dla zbiórek. Jakie będą więc ostateczne kwoty?

Obecnie w przypadku darowizn i spadków obowiązują trzy tzw. grupy podatkowe, obejmujące różne kategorie osób i różne kwoty wolne od podatku.

Do pierwszej grupy należy najbliższa rodzina: dziadkowie, rodzice, rodzeństwo i dzieci. Darowizny są w niej co do zasady zwolnione z opodatkowania. W nieprzekraczalnym terminie sześciu miesięcy trzeba jednak zgłosić do urzędu skarbowego otrzymanie każdej darowizny, której wartość przekracza 10 434 zł. Ta kwota według uchwalonej ustawy ma od 1 lipca zostać podniesiona niemal czterokrotnie, do 36 120 zł.

W drugiej grupie podatkowej, która obejmuje dalszą rodzinę, np. wujków czy ciocie, wartość darowizny zwolnionej z podatku to 7 276 zł. Ustawa przewiduje zwiększenie jej do 27 090 zł.

Dla trzeciej grupy, do której zaliczają się wszyscy pozostali darczyńcy i spadkodawcy, kwota wolna wynosi obecnie 4 902 zł. Ustawa przewiduje, że ma to być 18 060 zł.

Co z darowiznami weselnymi i ze zbiórek?

Oprócz zwiększania kwot wolnych od darowizn pochodzących od jednej osoby, Ustawa wprowadza też nowe ograniczenia dotyczące łącznych kwot przychodu przy darowiznach otrzymanych od wielu osób. Dotąd nie było limitu – podatnicy mogli otrzymywać darowizny nawet od kilkuset osób (np. z okazji wesela) i nie musieli płacić od nich podatku, jeśli darowizna od każdej z tych osób nie przekraczała progu określonego dla danej grupy.

Nowa ustawa wprowadza ograniczenia dla darowizn od wielu osób otrzymanych w ciągu 5 lat:

Dla I grupy – 108 360 zł;

Dla II grupy – 81 270 zł;

Dla III grupy – 54 180 zł.

Oznaczałoby to, że jeśli w ciągu 5 lat podatnik otrzyma po 30 tys. zł od mamy, taty, babci i dziadka, to nie będzie miał obowiązku zgłaszania każdej z darowizn osobno. Jednak łącznie przekroczą one limit dla pierwszej grupy (ich suma wyniesie 120 tys. zł), więc konieczne byłoby zgłoszenie do zwolnienia w I grupie.

Taki łączny limit dla zbiórek spowodowałby, że środki z wielu internetowych akcji charytatywnych musiałyby zostać opodatkowane. Dlatego w piątek 14 kwietnia Sejm przyjął w ramach tzw. ustawy SLIM VAT przepisy znoszące limity zbiorcze.

Od 1 lipca ostatecznie kwoty wolne od podatku w poszczególnych grupach wyniosą:

I grupa – 36 120 zł

II grupa – 27 090 zł

III grupa – 5 722 zł

Ustawa wprowadzająca nowe limity zbiorcze obecnie oczekuje na podpis Prezydenta. Z kolei Ustawa znosząca limity zbiorcze oraz zmieniająca wartość w III grupie kwoty wolnej została przekazana do Senatu. W mojej ocenie termin zmiany przepisów i zniesienia podatku od zbiórek nie jest zagrożony i ustawa powinna wejść z życie z 1 lipca.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Ekonomia nowej energii – wyzwania i koszty niezależności energetycznej Polski i Europy

Wojna na Ukrainie była bolesnym przypomnieniem o konieczności odtwarzania niszczonej infrastruktury energetycznej i utrzymania niezależności energetycznej państwa. Jednym z najważniejszych elementów bezpieczeństwa i obrony kraju jest zdolność do zapewnienia stabilnego i niezależnego źródła energii. To wymaga zmiany myślenia z paradygmatu optymalizacji kosztów na redundancję i backupowanie systemów. Rozproszenie, dywersyfikacja i elastyczność w zakresie źródeł energii wydają się koniecznością. Ale jakie są koszty, które Polska musi ponieść, aby zapewnić sobie niezależność energetyczną?

Odpowiedzi na to pytanie szukała grupa ekspertów, którzy wzięli udział w panelu dyskusyjnym. Wśród nich byli m.in. Jakub Wiech, Redaktor Naczelny Defence24.pl, Gabriel Gorbačevski, Energy Attaché Ambasady Republiki Litewskiej, Robert Rudich, Energy Attaché Ambasady Stanów Zjednoczonych, Patryk Demski, Wiceprezes Zarządu ds. Strategii i Rozwoju TAURON, Piotr Sabat, Członek Zarządu ds. Rozwoju PKN Orlen, Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact Network Poland oraz Tomasz Tomasiak, Dyrektor Departamentu Transformacji Energetycznej w Polskim Funduszu Rozwoju.

Ekspert Tomasiak podkreślił, że transformacja energetyczna jest niezbędna, ponieważ tylko człowiek może przeciwdziałać anomaliom klimatycznym, które są spowodowane wzrostem stężenia CO2 i innych gazów. Polska obecnie wytwarza tylko 12% energii z OZE, a większość pochodzi z węgla i źródeł nieodnawialnych. Zmiana ta jest konieczna, aby poradzić sobie ze zmianami klimatu.

Pytanie brzmiało, jak sfinansować transformację energetyczną? Tomasiak podkreślił, że należy szukać możliwości pozyskania dofinansowania z różnych programów, ale również trzeba zaangażować środki prywatne. Zgodnie z danymi Forum Energii, paliwa kopalne kosztowały Polskę 200 mld zł w 2021 roku. Tomasiak stwierdził, że znajdą się środki, ale potrzebujemy dobrych projektów i inwestycji, a im szybciej rozpoczniemy transformację energetyczną, tym więcej zaoszczędzimy.

Patryk Demski z Tauronu podkreślił, że przyspieszenie transformacji energetycznej wymaga technologii. – Powinniśmy również stawiać na innowacyjne rozwiązania w dziedzinie przechowywania energii, takie jak baterie litowo-jonowe czy wodorowe. Te technologie mają już swoje zastosowania, ale wciąż potrzebują dalszego rozwoju, aby były bardziej efektywne i tańsze. Ważne jest również, abyśmy przestali subsydiować węgiel i inne źródła nieodnawialne, które generują negatywny wpływ na środowisko i zdrowie ludzi. Powinniśmy zainwestować w odnawialne źródła energii, takie jak wiatr, słońce czy biomasa, które są nie tylko ekologiczne, ale także coraz bardziej konkurencyjne cenowo.

– Zgadzam się z Panem, że nie możemy dłużej ignorować potrzeby transformacji energetycznej i musimy działać szybko i konsekwentnie. Musimy zacząć myśleć o redundancji i dywersyfikacji naszych źródeł energii, aby uniknąć zależności od jednego dostawcy. To będzie kosztować, ale jest to cena, którą musimy zapłacić, aby zapewnić nasze bezpieczeństwo energetyczne i chronić środowisko. Również w Polsce powinniśmy bardziej stawiać na rozwój OZE i innowacyjnych technologii, aby zwiększyć naszą niezależność energetyczną i przyczynić się do walki ze zmianami klimatu – dodał Piotr Sabat z PKN Orlen.

Energia i geopolityka to dwie kwestie, które stanowią wyzwanie dla krajów europejskich. Proces derusyfikacji, czyli pozbywania się rosyjskich surowców energetycznych, i dekarbonizacja to obecnie toczące się procesy. Kamil Wyszkowski z Global Network twierdzi, że Europa na to stać, ponieważ większość państw europejskich jest rozwinięta. Jednakże, potrzebna jest globalna strategia transformacji energetycznej. Europa powinna ustabilizować około 12-15% energii z offshore’u, ponieważ im więcej jest zielonej energii z OZE, z elektrowni wodnych, z offshore’u, tym łatwiej będzie o derusyfikację. Warto zauważyć, że w wyniku konfliktów na świecie, m.in. na Ukrainie, ceny energii rosną. Model energetyki scentralizowanej jest łatwy do zaatakowania, a rozwiązaniem jest rozproszenie systemu energetycznego. W Polsce przed II wojną światową działało około 4 tys. małych elektrowni wodnych, które zostały zlikwidowane w czasach komunizmu. Konieczne są stosowne zmiany prawne, aby wrócić do wytwórczości energii prywatnej.

Z kolei Jakub Wiech pyta, czy USA będą współpracować przy europejskiej transformacji energetycznej. Robert Rudich z ambasady Stanów Zjednoczonych odpowiedział, że bezpieczeństwo energetyczne to bezpieczeństwo międzynarodowe i nie musimy iść na kompromis. Stany Zjednoczone stopniowo zastępują Rosję w dostarczaniu źródeł energii, a Europa jest obecnie największym odbiorcą dostaw gazu z Ameryki. Celem długodystansowym nie jest zastąpienie gazu z Rosji, ale bezpieczna transformacja energetyczna. W tej dziedzinie USA dostarczają na rynek tanie rozwiązania technologiczne, dzięki którym zmniejsza się emisja szkodliwych gazów, aby mogli z nich korzystać wszyscy nasi sojusznicy. Obecna infrastruktura może być niewystarczająca do realizacji procesu transformacji energetycznej, ale USA chętnie pomogą w procesie tworzenia nowego systemu energetycznego w Europie. Obecnie bezpieczeństwo finansowe przedsięwzięcia zapewniają instytucje Unii Europejskiej oraz międzynarodowe korporacje, a w przyszłości USA zainwestują 4 miliardy dolarów w transformację rynku energetycznego.

Podsumowując, dyskusja na temat ekonomii nowej energii pokazała, że transformacja energetyczna jest nieunikniona i konieczna, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski i Europy oraz przyczynić się do walki ze zmianami klimatu. Jednocześnie wiąże się to z wysokimi kosztami, ale jest to cena, którą musimy zapłacić, aby uniknąć powtórzenia scenariusza wojny na Ukrainie. Właściwe zarządzanie finansami i inwestowanie w innowacyjne technologie mogą pomóc w ograniczeniu kosztów transformacji i przyspieszeniu procesu. Jednocześnie ważne jest, aby politycy i przedsiębiorcy zrozumieli potrzebę działań na rzecz transformacji energetycznej i podjęli odpowiednie kroki w celu jej przyspieszenia.

Unia Europejska chce wydać na walkę z cyberatakami ponad miliard Euro. Polska znów celem białoruskich hakerów

  • Komisja Europejska ogłosiła plan o wartości 1,1 miliarda euro (1,2 miliarda dolarów) mający na celu przeciwdziałanie rosnącym zagrożeniom dla cyberbezpieczeństwa
  • Plan ogłoszono w czasie, gdy białoruska grupa Ghostwriter zaatakowała polski MON.
  • W ramach kampanii hakerzy, których eksperci ds. cyberbezpieczeństwa określają również jako UNC1151, wysyłali obywatelom Polski fałszywe wiadomości o potencjalnej rekrutacji do litewsko-polsko-ukraińskiej brygady, wielonarodowej armii skupiającej się na prowadzeniu operacji pokojowych i humanitarnych

Komisja Europejska ogłosiła (19.04.23) plan o wartości 1,1 miliarda euro (1,2 miliarda dolarów) mający na celu przeciwdziałanie rosnącym zagrożeniom dla cyberbezpieczeństwa, podkreślając rosnące obawy związane z serią głośnych incydentów hakerskich. Plan ogłoszono w czasie, gdy białoruska grupa Ghostwriter zaatakowała polski MON.

Rosnące wykorzystanie cyberwojny w konflikcie zbrojnym między Rosją a Ukrainą wywołało ostrą reakcję władz UE. – Akt o cybersolidarności UE wzmocni solidarność na poziomie Unii, aby lepiej wykrywać, przygotowywać się i reagować na incydenty związane z cyberbezpieczeństwem na dużą skalę, tworząc europejską tarczę bezpieczeństwa cybernetycznego i kompleksowy mechanizm cyberbezpieczeństwa – głosi komunikat organu wykonawczego UE.

To kolejny krok Unii Europejskiej stanowiący odpowiedź na rosnącą liczbę cyberataków dokonywanych przez grupy haktywistów na państwa Europy Wschodniej. Wczoraj polskie Ministerstwo Obrony Narodowej wydało ostrzeżenie o kampanii dezinformacyjnej prwadzonej przez białoruską grupę hakerską o nazwie Ghostwriter.

W ramach kampanii hakerzy, których eksperci ds. cyberbezpieczeństwa określają również jako UNC1151, wysyłali obywatelom Polski fałszywe wiadomości o potencjalnej rekrutacji do litewsko-polsko-ukraińskiej brygady, wielonarodowej armii skupiającej się na prowadzeniu operacji pokojowych i humanitarnych. Hakerzy fałszywie twierdzili, że brygada weźmie udział w operacjach wojskowych na Ukrainie.

Kampania propagandowa została wykryta 18 kwietnia, dzień po rozpoczęciu obowiązkowej kwalifikacji wojskowej w Polsce, która ocenia umiejętności i zdolności niektórych obywateli polskich, którzy mogą potencjalnie wstąpić do wojska.

Polskie władze szybko przystąpiły do obalenia kampanii dezinformacyjnej. Jak poinformowały polskie władze, hakerzy rozpowszechniali sfabrykowane wiadomości za pośrednictwem wiadomości SMS, kanałów Telegram i poczty e-mail, korzystając z nowo zarejestrowanej domeny mon-gov[.]com. Nie jest jasne, ile osób otrzymało te wiadomości. Polskie służby cyberbezpieczeństwa ostrzegają, że kampania prawdopodobnie będzie kontynuowana.

– W ciągu ostatnich 16-18 miesięcy obserwujemy gwałtowny wzrost liczby powiązanych z państwem grup haktywistycznych, z których wiele popiera narrację rosyjską lub irańską. Dostęp do tych grup to nowe potencjalne narzędzie w rękach rządów, które mogą prowadzić agresywne operacje w cyberprzestrzeni, ale bez konieczności brania za nie bezpośredniej odpowiedzialności – mówi Sergey Shykevich, ekspert Check Point Research.

– Z rosyjskiej perspektywy widzimy grupy takie jak Killnet, Noname057(16), Anonymous Russia i inne, które agresywnie atakują różne organizacje w UE i Ameryce Północnej, w tym strony internetowe dotyczące infrastruktury krytycznej, takiej jak usługi użyteczności publicznej, lotniska, opieka zdrowotna i inne. Wszystko to powoduje zamieszanie informacyjne i pozwala Rosji osiągnąć swoje cele w wojnie informacyjnej przeciwko Zachodowi – dodaje ekspert.

Kampania jest ostatnią z serii operacji dezinformacyjnych prowadzonych przez hakerów związanych z Rosją i Białorusią. Polskie władze państwowe twierdzą, że ich celem jest destabilizacja sytuacji w kraju.

– Chociaż prawie wszystkie obecne ataki tych grup koncentrują się na atakach DDoS skierowanych przeciwko publicznie dostępnym witrynom internetowym, w ciągu ostatniego miesiąca obserwujemy próby przejścia w kierunku operacji hakerskich i wycieków oraz wykorzystania programów wykradających informacje i innych rodzin złośliwego oprogramowania – przyznaje Sergey Shykevich z Check Point Research.

Grupa Würth ogłasza Wezwanie na akcje TIM

Zapisy na sprzedaż akcji przyjmowane będą od 26 kwietnia do 4 lipca 2023 r.

Grupa Würth zamierza przejąć TIM S.A. („Spółka”), największego dystrybutora artykułów elektrotechnicznych w Polsce, składając akcjonariuszom Spółki dobrowolną ofertę przejęcia („Wezwanie”).

  • FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, należącą do Grupy Würth, bezpośrednio ogłosiła Wezwanie („Wzywający”)
  • Celem Wzywającego jest osiągnięcie 100% głosów na WZA oraz wycofanie Spółki z giełdy.
  • Główni akcjonariusze i kluczowi menadżerowie TIM S.A., w tym m.in. prezes zarządu Spółki Krzysztof Folta oraz przewodniczący RN Krzysztof Wieczorkowski, podpisali już umowy, na mocy których zobowiązują się do sprzedaży swoich akcji w ramach Wezwania.
  • Cena akcji w Wezwaniu wyniesie 50,69 zł, a zapisy na sprzedaż akcji przyjmowane będą od 26 kwietnia do 4 lipca 2023 r.
    • Cena akcji w Wezwaniu zawiera premię w wysokości odpowiednio 34,1%, 51,7% i 67,0% w stosunku do ostatniej ceny zamknięcia akcji Spółki poprzedzającej dzień ogłoszenia intencji Wezwania (24.03.2023), 3-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem oraz 6-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem akcji Spółki poprzedzającej ten dzień.
    • Cena akcji w Wezwaniu zawiera również premię w wysokości 93,8% w stosunku do ostatniego kursu zamknięcia przed ogłoszeniem przez Spółkę przeglądu opcji strategicznych w dniu 22 sierpnia 2022 r.

Wezwanie na akcje TIM S.A. jest wynikiem przeglądu opcji strategicznych, który rozpoczął się pod koniec sierpnia zeszłego roku. Po przeanalizowaniu różnych możliwości i kierunków rozwoju, zarząd TIM S.A. doszedł do wniosku, że partnerstwo z Grupą Würth jest najlepszą opcją, która maksymalizuje wartość dla interesariuszy TIM S.A.

– Dołączenie do Grupy Würth otworzy nowe perspektywy rozwoju naszego biznesu. Przed nami możliwość skorzystania z bezcennego doświadczenia oraz wsparcia ze strony globalnego podmiotu o ugruntowanej i silnej pozycji rynkowej. Traktujemy to jako niewątpliwy sukces i docenienie ponad 35 lat dotychczasowej obecności na rynku, w trakcie których zaczęliśmy od tradycyjnego handlu, by po ćwierćwieczu zastąpić go nowoczesną technologią e-commerce. Pragnę również podkreślić, że ustalone warunki transakcji są bardzo korzystne dla naszych dotychczasowych akcjonariuszy. To wyjątkowy moment w 25-letniej historii TIM S.A. na GPW, który podkreśla ogromne osiągnięcia naszej spółki. Chciałbym gorąco podziękować wszystkim akcjonariuszom, którzy przez te lata darzyli nas zaufaniem i wierzyli w wartość TIM S.A. – mówi Krzysztof Folta, prezes zarządu TIM S.A.

Od dłuższego czasu przyglądaliśmy się TIM S.A., jesteśmy pod wrażeniem ich dynamicznego rozwoju, silnych kompetencji w zakresie e-commerce, a także spójnych wartości, które utożsamiamy z Grupą Würth. Jesteśmy przekonani, że nasze wspólne siły pozwolą TIM S.A. na dalszy rozwój, a my z radością będziemy wspierać tę współpracę, wspólnie dążąc do osiągnięcia ambitnych celów. Nasza oferta zawiera znaczącą premię od ceny akcji i jest tym samym bardzo atrakcyjna dla akcjonariuszy TIM S.A. Odzwierciedla ona potencjał, jaki widzimy w TIM S.A. po wejściu w skład Grupy Würth – komentuje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową materiałów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

Po udanym Wezwaniu, Spółka stanie się integralną częścią jednostki biznesowej Electrical Wholesale Grupy Würth i będzie nadal działała samodzielnie pod kierownictwem obecnego zespołu zarządzającego. Dzięki temu TIM S.A. będzie mógł kontynuować swoją dotychczasową strategię, korzystając jednocześnie z nowych możliwości rozwoju wynikających ze współpracy z globalnym partnerem, jakim jest Grupa Würth.

Najwięksi akcjonariusze i kluczowi menedżerowie Spółki, reprezentujący łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym i ogólnej liczby głosów w TIM S.A., podpisali umowy ze spółką FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH. Zgodnie z tymi umowami Krzysztof Folta (prezes Zarządu i założyciel TIM S.A.), Krzysztof Wieczorkowski (przewodniczący Rady nadzorczej TIM S.A.), Piotr Tokarczuk (CFO TIM S.A.), Piotr Nosal (CCO TIM S.A.), Maciej Posadzy (prezes Zarządu 3LP S.A.), Ewa Folta oraz Jan Walulik zobowiązani są do złożenia zapisów na sprzedaż akcji w ramach Wezwania po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję. Jednocześnie postanowiono, że składy zarządów TIM S.A. i 3LP S.A. pozostaną bez zmian, kontynuując realizację swoich dotychczasowych strategii, ale w ramach i przy wsparciu Grupy Würth.

Jeżeli w wyniku Wezwania zostanie osiągnięty próg co najmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykup akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych TIM S.A. Następnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, Wzywający zamierza wycofać Spółkę z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Zapisy do sprzedaży akcji w ramach Wezwania przyjmowane będą od 26 kwietnia do 4 lipca 2023 r. Dyspozycje sprzedaży akcji w Wezwaniu należy złożyć w swoim biurze maklerskim. Szczegóły dotyczące Wezwania znajdują się pod adresem https://wezwanie-tim.pl.

mBank S.A. i mInvestment Banking S.A. pełnią role doradców M&A i finansowych dla TIM S.A., natomiast DLA Piper doradcy prawnego.

Doradcami Grupy Würth są BNP Paribas, który pełni rolę wyłącznego doradcy M&A i finansowego, Domański Zakrzewski Palinka sp.k., która pełni rolę doradcy prawnego, EY odpowiedzialny był za finansowe i podatkowe due diligence, a Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę brokera pośredniczącego oraz doradcy transakcyjnego w Wezwaniu dla Grupy Würth.

Gdzie zaczyna się ocena pracodawcy? Już na job boardach – na podstawie przypadku Aplikuj.pl

Jeśli chcesz znaleźć dobrego pracownika, pokaż mi swoje ogłoszenie, a powiem Ci, czy jest szansa na sukces. Jednakże istnieje mnóstwo istotnych czynników i elementów, które kandydat bierze pod uwagę. Przykładowo, wygląd samego serwisu i ogłoszenia, intuicyjność procesu aplikowania, a także to, czy informacje na temat pracy i pracodawcy są wyczerpujące. Szczególnie te ostatnie elementy są kluczowe dla poprawy konwersji. Twórcy portalu Aplikuj.pl, z ponad milionem unikalnych użytkowników miesięcznie, twierdzą, że kandydaci zaczynają ocenę swojego potencjalnego pracodawcy od przejrzenia ogłoszenia, a od tej pierwszej oceny zależy właśnie tak wiele.

Zbuduj pozytywny odbiór firmy na etapie job boardów

Współcześnie portale pracy oraz popularne job boardy, w tym także Aplikuj.pl, są jednymi z najważniejszych narzędzi employer brandingowych w rękach pracodawców. Ich skuteczne wykorzystanie może z kolei prowadzić przede wszystkim do obniżenia kosztów pozyskania nowych pracowników. Decyzja kandydatów o przystąpieniu do rekrutacji opiera się nie tylko na faktach, ale również na przeżywanych emocjach i odniesionych wrażeniach. Dlatego też portale pracy od lat wspierają firmy w budowaniu pozytywnego doświadczenia za pomocą udostępniania na platformach takich funkcji, jak:

  •     rozbudowane profile pracodawców,
  •     spersonalizowane graficznie ogłoszenia,
  •     wbudowane funkcje ATS ułatwiające komunikację z kandydatem.

Aplikuj.pl to jeden z największych serwisów z dziesiątkami tysięcy ofert pracy z różnych branż w Polsce. Użytkownicy odwiedzający tę platformę mogą znaleźć aktualne ogłoszenia, jedną z największych baz porad dla pracowników i pracodawców oraz nowoczesne narzędzia, które ułatwiają poruszanie się po współczesnym rynku pracy.

Serwis jest wyposażony w wiele funkcji, które zwiększają efektywność publikacji ofert pracy, w tym mocną integrację i promocję w mediach społecznościowych. Dodatkowo wspiera firmy w employer brandingu, a kandydatom dostarcza rozbudowane i obiektywne informacje o każdym pracodawcy korzystającym z usług portalu. Czy jednak to wszystko, co serwis ogłoszeniowy może zaoferować? Jak zadbać o kandydata, aby czuł się dobrze już od pierwszego kontaktu z firmą?

zbuduj pozytywny odbior firmy na etapie job boardow

Dobre wrażenie idzie w parze z lepszą konwersją

W rekrutacji chodzi przede wszystkim o ludzi i relacje, ale koszty i złożoność procesu powodują, że mierzymy wiele wskaźników, w tym koszty pozyskania CV, retencję pracowników, wskaźnik zatrudnienia wewnętrznego, czy jakość rekrutacji. Profesjonalni rekruterzy zawsze uwzględniają średni koszt skutecznej rekrutacji i źródło pozyskania kandydatów. Eksperci skupiają się także na wskaźnikach związanych z zadowoleniem kandydatów z procesu rekrutacji. 

„W okresie ostatnich 12 miesięcy naszym największym wyzwaniem było zwiększenie efektywności publikacji ogłoszenia, a to nie jest takie proste” – mówi Witold Królczyk – COO Aplikuj.pl i dodaje: „Co kilka miesięcy prosimy naszych klientów o kalkulację tych wartości w odniesieniu do rekrutacji prowadzonych przy pomocy innych portali i dzięki wprowadzonym zmianom efektywność znacznie się poprawiła, dzięki czemu stajemy się konkurencyjni na rynku”. 

„Na naszych stronach dostępnych jest ponad 30 000 ogłoszeń. Dzięki temu kandydat ma w czym wybierać. Ale tylko część z nich to ogłoszenia „komercyjne” i właśnie te mają najlepszą ekspozycję i efektywność. Są sugerowane zainteresowanym kandydatom, promowane w newsletterach oraz w social mediach i wyróżniane u partnerów. To powoduje, że skuteczność ogłoszeń w Aplikuj.pl (liczona jako średnia liczba przesłanych CV) wzrosła o ponad 30% w ciągu ostatnich 6 miesięcy” – mówi Witold Królczyk, Aplikuj.pl.

„Jesteś pracodawcą? Zdecydowanie najbardziej efektywne i atrakcyjne są u nas oferty „no limit z promocją marki”. Nasi klienci otrzymują dedykowany profil pracodawcy, indywidualną szatę graficzną i mogą publikować oferty, schodząc nawet do ceny rzędu kilkunastu złotych za jedno ogłoszenie. Przy tym zapewniamy klientowi promocję w social mediach na zapytania brandowe i sporą ekspozycję na stronach serwisu” – mówi Izabela Foltyn z Aplikuj.pl.

Z powodzeniem można połączyć wysoką skuteczność rekrutacji z dobrym wrażeniem kandydatów, jednakże wymaga to ogromnego nakładu pracy ze strony rekrutera oraz platformy z ofertami pracy. Czego unikać w kontakcie z kandydatami? Poniżej przedstawimy największe „grzechy”, których powinni unikać rekruterzy oraz serwisy z ogłoszeniami.

Problem/trudność Rola rekrutera Rola portalu ogłoszeniowego (na przykładzie Aplikuj.pl)
Brak informacji o wynagrodzeniu: Kandydaci chcą wiedzieć, jakie wynagrodzenie oferuje firma na danym stanowisku. Brak tych informacji znacząco wpływa na decyzję o złożeniu aplikacji i może zniechęcić z korzystania z danego serwisu. Ostateczna decyzja należy do rekrutera i zwykle jest zgodna z ogólną polityką firmy. Serwis może promować oferty z “widełkami”.
Złożone procesy rejestracji: Niektóre serwisy wymagają zbyt złożonych procesów rejestracji, które mogą być frustrujące dla kandydatów i utrudniać im aplikowanie na stanowiska. Szczególnie na urządzeniach mobilnych.

 

Zdarza się, że rekruterzy budują zbyt skomplikowane formularze rejestracyjne. To serwis ogłoszeniowy kieruje pierwszymi krokami kandydata i musi być zoptymalizowany pod wszelkie urządzenia.
Ograniczone informacje o firmie: Kandydaci chcą wiedzieć więcej o firmie, w której będą pracować jeszcze przed złożeniem aplikacji. Brak takich informacji lub ich niedostateczna ilość może zniechęcić kandydatów. Niektóre informacje mogą być udostępnione tylko przez rekrutera. Portal może publikować wiele informacji na podstawie źródeł zewnętrznych i historii publikacji.
Brak odpowiedzi na aplikację. To może sprawić, że kandydaci tracą zaufanie do danego serwisu lub firmy. Rekruter powinien pamiętać o podziękowaniu za udział w procesie. Serwisy ogłoszeniowe mają często wbudowany system ATS, który ułatwia proces szybkiej odpowiedzi (także negatywnej).
Powtarzające się oferty pracy lub źle podpowiedziane oferty pracy. Kandydaci mogą czuć się zirytowani, gdy otrzymują wyniki nieaktualne lub niepasujące do ich oczekiwań. Niestety wiele serwisów tak robi. Nie ma wpływu. To serwis decyduje co pokazuje kandydatowi i powinien starać się o odpowiednią bazę ogłoszeń oraz rozwijać technologicznie wyszukiwarkę.

Wszystko o pracodawcy w jednym miejscu?

Kandydaci na rynku pracy coraz częściej oczekują, że portale ogłoszeniowe dostarczą im kompleksowych informacji o miejscu, do którego składają aplikację v kulturze organizacyjnej, misji, warunkach pracy. Większość z nich szuka informacji w Internecie, zwłaszcza że nie wszyscy rekruterzy uzupełniają tę konkretną część ogłoszenia. Aplikuj.pl wychodzi na przeciw potrzebom kandydatów, oferując w oparciu na źródłach zewnętrznych, pracy redaktorów oraz AI kompletne informacje o pracodawcy, takie jak: 

  •     statystyki zawodów / stanowisk, jakie poszukuje firma,
  •     benefity jakie oferuje najczęściej firma (na podstawie historii ogłoszeń),
  •     linki do strony i social mediów firmy,
  •     mapy do siedziby i oddziałów,
  •     dynamikę publikacji ogłoszeń i ich popularności,
  •     dane z KRS, GUS, CEIDG,
  •     opinie z Google,
  •     archiwalne ogłoszenia.

Firmy, które mają rozbudowane (płatne) profile w Aplikuj.pl mogą do tego dodać galerię zdjęć, filmy, opinie i inne sekcje. 

Technologie i narzędzia pomocne kandydatom

Kandydaci nie zwracają uwagi jedynie na popularność i efektywność serwisu, ale przede wszystkim na to, czy otrzymają spersonalizowaną ofertę pracy z pełnymi informacjami o pracodawcy oraz czy proces aplikowania jest prosty, a także intuicyjny. Aplikuj.pl zaktualizował ostatnio swoją platformę, wprowadzając nowe rozwiazania.

  1. Intuicyjna wyszukiwarka, która proponuje ogłoszenia pasujące do zapytania. To rozwiązanie, które jest wspomagane zaawansowanym autorskim mechanizmem i słownikiem zawodów i obszarów zawodowych.
  2. Profil kandydata – w tym miejscu można bezpiecznie zarządzać własnymi danymi, powiadomieniami oraz przeglądać historię aplikowań.
  3. Kreator CV (wzory do wyboru) – czyli możliwość tworzenia plików PDF na podstawie danych wpisanych w profilu.
  4. Setki wskazówek dotyczących samego procesu rekrutowania oraz pracy. Porady są regularnie aktualizowane.
  5. Narzędzia do komunikacji z rekruterem (także video) wywoływane z poziomu ATS oraz kalkulator wynagrodzeń.
  6. Co najważniejsze, szybki proces składania aplikacji i kontaktu z rekruterem, wygodny także na urządzeniach mobilnych.

Wykonanie większości wyżej wymienionych funkcji platformy było współfinansowane w ramach reakcji Unii na pandemię COVID-19 przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w Ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014–2020.

Należy pamiętać, że dla kandydata jakość procesu aplikowania jest równoznaczna z atrakcyjnością oferty i samego pracodawcy oraz jakością procesu składania aplikacji. Dlatego, dbanie o ten proces stanowi kluczowy element employer brandingu.

Publikację sfinansowano w ramach reakcji Unii na pandemię COVID-19. Wydatek współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w Ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014–2020.

dotacja ue

PSNPH: Sąd zasądził ponad 100 tys. zł dla Najemcy od Galerii Handlowej

Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) zwraca uwagę na przełomowy, prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego, przyznający najemcy ponad 100 tys. zł od galerii handlowych w związku z nieuczciwymi praktykami w obliczaniu kosztów wspólnych. To efekt korzystnego dla najemców wyroku Sądu Najwyższego z dnia 28.10.2022 r. (sygn. akt II CSKP 456/22), prowadzonego przez Kancelarię Henclewski Wyjatek. To pierwszy wyrok nakazujący zwrot Najemcy nienależnie pobranych opłat wspólnych przez Wynajmującego.

„Na podstawie komentowanego wyroku Sądu Najwyższego z 28.10.2022 r., Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 28 marca 2023 r. uznał, że Galeria dopuściła się czynu nieuczciwej konkurencji i faworyzowała w sposób rzeczowo nieuzasadniony jednych najemców, przerzucając ich koszty na pozostałych najemców w galerii. Doprowadziło to do sytuacji, w której część najemców płaciła koszty wspólne za siebie oraz za konkurencje. Ten sposób rozliczeń został przez Sąd Apelacyjny uznany za delikt i nakazał zwrot nienależnie pobranych kwot. Przypomnijmy, Sąd Najwyższy w wyżej wymienionym wyroku uznał, że rzeczowo nieuzasadnione faworyzowanie kluczowych najemców kosztem innych najemców jest czynem nieuczciwej konkurencji” – powiedział adwokat dr Tomasz Henclewski z kancelarii Henclewski&Wyjatek, który przed Sądem Najwyższym reprezentował najemcę, w opisywanej sprawie.

Najemcę w sprawie przed Sądem Najwyższym oraz Sądem Apelacyjnym w Warszawie z ramienia Kancelarii Henclewski Wyjatek prowadził adw. dr Tomasz Henclewski i adw. dr Karol Szadkowski.

„W najnowszym wyroku Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał Galerii zwrot Najemcy nieprawidłowo pobranych kosztów wspólnych w łącznej kwocie ponad 100 tys. złotych. To niezmiernie ważny, wręcz przełomowy wyrok – który pokazuje, że jest szansa dla najemców borykających się z nieuczciwymi praktykami w umowach najmu lub nieprawidłowymi rozliczeniami kosztów wspólnych. Najemcy spotykają się z tego typu działaniami od wielu lat. Od początku staliśmy na stanowisku, że wszelkie obniżki opłat, czy preferencyjne warunki jakie wynajmujący proponuje wybranym podmiotom, powinny być elementem wyłącznie jego planu biznesowego. Przenoszenie tego kosztu na innych najemców jest niezgodne z etyką biznesową, a także narusza prawo, jak potwierdził Sąd Najwyższy. Oczekujemy, że wynajmujący zastosują się do tego wyroku – wprowadzą zmiany w umowach z najemcami oraz w rozliczeniach z najemcami. Nieuczciwe praktyki w różnych obszarach są od lat stosowane przez wynajmujących. Właśnie dlatego zależy nam na prawidłowym rozłożeniu ryzyk każdej ze stron, zarówno w umowach, jak i stosunkach biznesowych” – mówi Katarzyna Marczuk, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).

Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym stwierdził, że nierówne traktowanie najemców w galerii handlowej jest czynem nieuczciwej konkurencji. A więc wynajmujący nie może pobierać od jednych najemców zawyżonych kosztów operacyjnych w związku ze zwolnieniem z takich opłat innych najemców. Sprawa dotyczyła kosztów wspólnych, które są co do zasady pokrywane proporcjonalnie przez wszystkich najemców. Jak się jednak okazuje niektóre podmioty otrzymywały specjalne obniżki, a pozostałe podmioty pokrywały więcej kosztów niż wynikałoby to z rachunku proporcjonalnego. Kosztów tych nie brał na siebie właściciel centrum handlowego. Teraz Sąd Najwyższy orzekł, że jest to czyn nieuczciwej konkurencji. Takie obniżki mogą być proponowane przez Wynajmującego – ale to sam wynajmujący musi wówczas pokryć różnicę, a nie żądać jej od innych najemców. Nie można przerzucać kosztów jednych najemców na innych.

Sąd Najwyższy stwierdził, że „Analizowany czyn nieuczciwej konkurencji związany z nierównym – bez należytego usprawiedliwienia tego zróżnicowania – traktowaniem kontrahentów wymaga określenia poziomu referencyjnego, poziomu „równego traktowania”. Ten zaś winien być poziomem tożsamym dla wszystkich kontrahentów”.

Liczba pojazdów o napędzie elektrycznym na świecie wzrosła do niemal 27 milionów

Liczba samochodów o napędzie elektrycznym wzrosła w 2022 r. na całym świecie do 26,8 miliona. Prognozy zakładają, że w 2023 roku ich sprzedaż wyniesie 14,3 miliona sztuk, a do 2030 roku obrót pojazdami BEV i PHEV będzie stanowić ponad połowę sprzedaży wszystkich nowych samochodów na świecie. Dostępność infrastruktury ładowania i koszt zakupu to wciąż największe bariery w rozwoju elektromobilności – wynika z najnowszego raportu EY i Eurelectric „Six essentials for mainstream EV adoption”.

W 2022 roku, sprzedano na świecie 10,5 mln pojazdów o napędzie elektrycznym (zasilanych bateriami (BEV) i hybryd plug-in (PHEV). To 13 proc. wszystkich nowych samochodów sprzedanych na całym świecie. Prognozy zakładają, że w 2023 r. całkowita sprzedaż aut z alternatywnym napędem wyniesie 14,3 miliona egzemplarzy.

Liczba samochodów o napędzie elektrycznym

Dynamiczny rozwój napędzany jest przez szereg czynników, między innymi, rosnącą liczbę gigafabryk baterii oraz instytucjonalne zachęty do zakupu pojazdów EV – mówi Jarosław Wajer, Partner EY, lider działu energetyki w Polsce oraz regionie CESA.

EY Mobility Lens przewiduje, że do 2030 roku obrót pojazdami BEV i PHEV będzie stanowić ponad połowę sprzedaży wszystkich samochodów na świecie. Nastąpi to trzy lata wcześniej niż dotąd zakładano. W Europie odsetek ten może sięgnąć nawet 74 proc., a już w 2027 roku może przewyższyć wolumen handlu pojazdami z innymi rodzajami napędu. Optymistyczne są również deklarowane przez konsumentów plany dotyczące zakupu samochodów elektrycznych. Ponad połowa z nich zamierza nabyć taki pojazd jako swój kolejny środek lokomocji, a 38 proc. wymienia troskę o środowisko jako główny powód takiego wyboru.

Dostępność infrastruktury ładowania drogą do sukcesu

Według raportu EY, największą przeszkodą w zakupie pojazdu elektrycznego w 2022 roku była słaba dostępność stacji ładowania. Wskazuje tak 34 proc. globalnych konsumentów. W Europie jest obecnie ponad 482 tysiące takich punktów. Za kilka lat potrzebnych będzie ich jednak ponad pięć milionów. Oznacza to, że aby sprostać oczekiwaniom użytkowników – każdego dnia – do końca obecnego roku powinno powstawać 13 tysięcy nowych publicznie dostępnych punktów ładowania. Według danych Komisji Europejskiej 71 proc. wszystkich publicznych punktów ładowania znajduje się w zaledwie pięciu europejskich krajach.

Od lat uważam, że w pierwszej kolejności należy skoncentrować się na zapewnieniu użytkownikom powszechnego dostępu do infrastruktury ładującej pojazdy elektryczne. To absolutnie niezbędny warunek, aby mogły one odnieść sukces na rynku masowego odbiorcy” – podsumowuje wnioski płynące z raportu Jarosław Wajer.

Dostępność infrastruktury ładowania

Do 2040 roku, na naszym kontynencie, 239 milionów użytkowników pojazdów o napędzie elektrycznym wymagać będzie dostępności do 140 milionów punktów służących do ładowania samochodów. 88 proc. z nich przeznaczonych będzie do „domowego” użytku. Do osiągnięcia tego celu trzeba będzie zainwestować około 350 miliardów euro w niezbędny sprzęt i instalacje. Dochodzi do tego koszt serwisu.

Wysoki koszt zakupu główną barierą

Producenci samochodów elektrycznych wytwarzają coraz więcej nowych aut w bardziej przystępnej cenie, jednak wysoki koszt nabycia samochodów z napędem elektrycznym wciąż stanowi główną przeszkodę w znaczącym zwiększeniu ich udziału w rynku sprzedaży. W Europie nie ma modeli w cenie poniżej 20 000 EUR. Warto podkreślić, że całkowity koszt takiego samochodu może być niższy niż pojazdu z napędem spalinowym dzięki niższym kosztom eksploatacji oraz możliwości otrzymania rządowych dotacji na ich zakup.

W moim przekonaniu, szczególnie w warunkach polskich, należy stworzyć system zachęt, w tym podatkowych, które zwiększyłyby popyt na zakup pojazdów o alternatywnym napędzie ograniczając tym samym w dłuższej perspektywie emisje CO2 oraz stymulując ich produkcję i powstawanie nowych miejsc pracy – mówi Michał Lesiuk, Partner EY, lider działu doradztwa dla sektora: produkcja przemysłowa i mobilność.

Zmiany na rynku pracy

Gwałtowny rozwój rynku pojazdów elektrycznych to ogromna zmiana na rynku produkcji samochodów. Stanowi ona zarówno zagrożenie dla tradycyjnego modelu produkcji samochodów oraz szansę na rozwijanie nowych przedsięwzięć biznesowych i tworzenie dodatkowych miejsc pracy w przemyśle motoryzacyjnym. Dla przykładu, jeśli do 2050 roku Europejczycy przestawią się wyłącznie na użytkowanie samochodów elektrycznych to powstanie ich ponad milion. Tylko sam przemysł produkcji baterii potrzebuje, do 2025 roku, 800 tysięcy wykwalifikowanych pracowników.

O badaniu
Badanie „Six essentials for mainstream EV adoption” przeprowadzono, po raz kolejny, we współpracy EY ze stowarzyszeniem branżowym Eurelectric na reprezentatywnej próbie liderów z branży pojazdów elektrycznych zrzeszonych w ramach tej organizacji. Składa się ona z 3,5 tysiąca firm, które zatrudniają prawie milion pracowników.

Fatamorgana dezinflacji, realne zyski PLN

Dobre wieści inflacyjne zza Odry, chociaż dziś tylko w kontekście cen producentów. Za istotniejsze w kontekście dezinflacyjnym można uznać spadki wyceny ropy. Złoty nie odpuszcza i ma ochotę na więcej.

Niemieckie PPI najniżej od prawie dwóch lat

Dzisiejszy kalendarz makro nie jest szczególnie przeładowany, ale warto zwrócić uwagę na dane opublikowane z samego rana przez niemiecki Destatis. Za naszą zachodnią granicą marcowa inflacja producencka w ujęciu rocznym wyniosła jedynie 7,5%. Określenie „jedynie” w tym przypadku wcale nie jest na wyrost, gdy weźmiemy pod uwagę, że jest to rezultat dwukrotnie niższy od poprzedniego (15,8%). W tym miejscu oczywiście warto pamiętać o efekcie bazy, czyli wysokich odczytach w analogicznych okresach poprzedniego roku. Mimo wszystko najnowszy wynik był o ponad 2% lepszy od oczekiwań (9,8%) i równocześnie najkorzystniejszy od maja 2021 roku. Dodatkowo zadowoleni powinni być fani pojęcia dezinflacji, ponieważ PPI w ujęciu miesięcznym spada po raz szósty z rzędu, tym razem o 2,6%, co znowu było rezultatem znacznie przekraczającym prognozy. Oznaki spowolnienia inflacji producenckiej w największej europejskiej gospodarce powinny cieszyć, ale można uznać za wątpliwe, że staną się one ważnym argumentem w dyskusji bankierów na najbliższym posiedzeniu EBC.

Obawy presją dla ropy

Pozostając w tematach dezinflacyjnych, do spadków powróciła wycena ropy. W czwartkowy poranek za jedną baryłkę typu Brent trzeba płacić już poniżej 82$, a za odmianę WTI mniej niż 78$. Od wczorajszej nocy zniżka sięga już prawie 4%. Tym samym widzimy najniższe notowania od początku miesiąca, kiedy OPEC+ ogłosił decyzję o ścięciu wydobycia surowca. Z jednej strony analitycy zwracają uwagę na silniejszego od kilku dni dolara na szerokim rynku, który jest negatywnie skorelowany z czarnym złotem. Z drugiej kwestia łącząca się z aprecjacją USD, czyli rosnące przekonanie rynku o jeszcze jednej podwyżce stóp procentowych w USA. Wyższy koszt pieniądza za oceanem przekłada się na większe obawy o recesję, a takowa niechybnie wiąże się z mniejszym zapotrzebowaniem na ropę. Dodatkowo ostatnie dane makro z Chin, choć można je było uznać za całkiem korzystne, nie wlały w serca inwestorów przekonania, że druga gospodarka globu będzie inicjatorem wystarczającego popytu dla utrzymania aktualnej wyceny surowca.

PLN w natarciu

Handel w czwartkowy poranek ponownie jest przychylny PLN, chociaż zyski nie są jeszcze znaczące. Na rynku walutowym ogólnie brakuje jeszcze przekonania do kierunku, czego potwierdzeniem jest kurs EUR/USD bliski poziomowi odniesienia, czyli 1,096$. Mimo wszystko warto zwrócić uwagę, że przed godz. 10 złoty jest jedyną walutą z koszyka regionalnego, która zyskuje do najważniejszych graczy. Kurs euro ma już niewielki dystans do 4,61 zł (najniższe wartości od czerwca zeszłego roku), a kurs dolara spogląda na 4,20 zł. Pytanie, jak długo uda się PLN utrzymać tak korzystny trend, który ostatnio niejednokrotnie nie przejmuje się nawet ogólnorynkowym sentymentem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – tygodniowe dane z rynku pracy.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

W 2022 r. w ręce cudzoziemców trafiło blisko 14,4 tys. mieszkań

Wojna w Ukrainie nie ostudziła zapału cudzoziemców do kupowania mieszkań w Polsce.

W 2022 r. w ręce cudzoziemców trafiło blisko 14,4 tys. mieszkań. Portal GetHome.pl ustalił, że najwięcej kupili ich obywatele Ukrainy. Coraz większą grupę cudzoziemców kupujących mieszkania w Polsce stanowią obywatele Białorusi.

Nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście czy Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE – przypomina ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Po najeździe Rosji na Ukrainę potężny napływ uchodźców z tego kraju był bardzo zauważalny, ale głównie na rynku najmu mieszkań. Natomiast jeszcze stosunkowo niewielu z nich zdecydowało się na zakup mieszkań. Oczywiście w porównaniu z rokiem 2021 liczba transakcji z udziałem Ukraińców gwałtownie wzrosła.

Ta tendencja utrzymuje się od aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. W kolejnych latach obywatele Ukrainy stali się największą grupą kupujących mieszkania z obcym paszportem – mówi Marek Wielgo.Sprawozdanie MSWiA-2022-transakcje-lokale

Ekspert portalu GetHome.pl przeanalizował najnowsze sprawozdanie MSWiA dotyczące aktywności cudzoziemców na naszym rynku nieruchomości. Jak podaje ten resort, w 2022 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły u nas 14359 mieszkań oraz 3083 lokale użytkowe. Tych pierwszych było aż o 35% więcej niż rok wcześniej! Przy czym w ręce obywateli Ukrainy trafiło na zasadach ogólnych, czyli bez zezwolenia ministra spraw wewnętrznych i administracji blisko 6,2 tys. mieszkań, czyli o 40% więcej niż rok wcześniej. A na podstawie zezwoleń dodatkowo 194 mieszkania i lokale użytkowe.

Pod względem metrażu Ukraińcy kupili więcej mieszkań, niż łącznie obywatele kolejnych 20 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii. Po 2014 r. udział obywateli Ukrainy w transakcjach mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców wzrósł z 13% do 43%.Sprawozdanie MSWiA-2022-powierzchnia mieszkań

Warto pamiętać jednak, że wciąż jest to kropla w morzu wszystkich rynkowych transakcji w naszym kraju. Według GUS, w 2021 było ich blisko 245 tys., w tym na rynku pierwotnym – ok. 101 tys. (dane za 2022 r. poznamy dopiero pod koniec roku).

Potrzeba więcej czasu zanim znacznie więcej ukraińskich rodzin, które zostaną u nas na dłużej, będzie sobie mogło pozwolić na zakup mieszkania. Tym bardziej, że wiąże się to z ogromnym wydatkiem, a oprocentowanie kredytów jest wciąż wysokie – komentuje Marek Wielgo.

Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że nad Wisłą coraz lepiej czują się także nasi białoruscy sąsiedzi. MSWiA podało, że w ubiegłym roku kupili u nas 1336 mieszkań bez konieczności ubiegania się o zezwolenie. W porównaniu z 2021 r. oznacza to wzrost aż o 83%!Sprawozdanie MSWiA-2022-sąsiedzi ze wschodu

Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w 2022 r. – głównie w największych miastach – blisko 8 tys. mieszkań o łącznej powierzchni ok. 420 tys. kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 10 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie 4,2 mld zł.Sprawozdanie MSWiA-2022-transakcje-miasta

Raport MSWiA pokazał też rosnącą aktywność na rynku mieszkaniowym obywateli Indii. Zaczęli oni kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od pięciu lat robią to coraz śmielej, np. w 2022 r. kupili mieszkania o łącznej powierzchni 9,8 tys. m kw. W ten sposób awansowali do pierwszej dziesiątki krajów, których obywatele kupują ich najwięcej.  Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu.

Autor: GetHome.pl

Dzień 420: Zyski z legalnej marihuany puszczone z dymem

20 kwietnia przypada “Dzień 420” – nieoficjalne święto wszystkich dążących do legalizacji marihuany dla celów medycznych i rekreacyjnych. Jednak osoby, które zainwestowały w akcje związane z rynkiem marihuany, nie mają wielu powodów do świętowania. Wszystko przez ogromne oczekiwania wobec branży, których nie udało się do tej pory zrealizować.

W Polsce od kilku lat istnieje możliwość korzystania z medycznej marihuany. Jednak temat legalizacji rekreacyjnego jej zażywania nadal pozostaje poza głównym nurtem publicznych dyskusji. W USA i Europie Zachodniej jest jednak inaczej. W Stanach Zjednoczonych badania opinii publicznej, jak i nastawianie części polityków, jest przychylne legalizacji marihuany na poziomie federalnym. Zanim to się stanie, legalizację przeprowadzają poszczególne stany – w 38 legalna jest jej medyczna odmiana, a w 21 – rekreacyjna. Według statystyk, obecnie 16 proc. Amerykanów przyznaje się do korzystania z marihuany. Dla porównania, 11 proc. pali papierosy, a 45 proc. pije alkohol.

W Europie, punktem zwrotnym w myśleniu o marihuanie i biznesie z nią związanym będzie jej legalizacja w Niemczech. Realizacja tego postulatu to element umowy koalicyjnej między SPD, Zielonymi i FDP, stanowiącej podstawę działań rządu Olafa Scholza. Legalizacja była priorytetem rządu, jednak prace nad nią zwolniły pod wpływem pandemii i wojny. W zeszłym tygodniu, niemieckie władze przedstawiły projekt rozwiązań, które jednak mają charakter ograniczony wobec pierwotnych planów. Niemiecki rząd obawia się bowiem, że dalej idące rozwiązania mogłyby spotkać się ze sprzeciwem Unii Europejskiej lub być niezgodne z prawem międzynarodowym. Obecna propozycja zakłada możliwość posiadania do 25g marihuany na własny użytek, a także możliwość uprawy marihuany na własne potrzeby; samodzielnie lub w formie przeznaczonych do tego klubów. Te regulacje powinny wejść w życie w Niemczech po ich uchwaleniu przez Bundestag do końca tego roku.

Proces legalizacji postępuje jednak wolniej, niż oczekiwałby tego przemysł związany z produkcją i dystrybucją legalnej marihuany. Te firmy ostatnio mają mniej powodów do świętowania – największy sektorowy fundusz ETF, Pure US Cannabis ETF (MSOS) o wartości 322 mln dolarów, w ciągu ostatnich dwóch lat stracił na wartości 87 proc., a 24 proc. tylko w tym roku. Jest to wynik gorszy od benchmarkowego amerykańskiego indeksu S&P 500 o 87 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat i 33 proc. w tym roku. Jednak sektor ten nadal jest obiecujący, bo wiele wskazuje, że procesu legalizacji marihuany na świecie nie da się już zatrzymać.

Notowane na giełdzie firmy z branży konopi indyjskich doświadczyły poważnych spadków z kilku powodów. Branża przeżyła rozczarowanie brakiem ruchu w kierunku federalnej dekryminalizacji marihuany w USA, prawdopodobnie największym rynku na świecie. Takie były oczekiwania względem Demokratycznego prezydenta i administracji. Tym bardziej, że w roku 2024 władza może przejść w ręce Republikanów.

Jednak nie możemy zapominać, że w długim terminie postawy pro-legalizacyjne stają się coraz powszechniejsze w USA i na świecie. Przykładem tego są obecne zmiany w Niemczech, które mogą wpłynąć na pojawienie się podobnych rozwiązań w innych częściach Europy.

Na razie jednak, firmy zajmujące się konopiami indyjskimi pozostają narażone na koszty wynikające ze skomplikowanej mozaiki przepisów stanowych i federalnych w USA, podczas gdy rozwój sektora jest ograniczony. Nie rośnie on tak szybko jak przewidywano jeszcze kilka lat temu. W tym kontekście warto wskazać, że największa giełdowa spółka spółka na rynku konopii (Curaleaf) ma kapitalizację wynoszącą 7,3 mld złotych, podczas gdy w branży alkoholowej, chiński Kweichow Moutai ma kapitalizację rynkową w wysokości 1,36 bln złotych. W branży tytoniowej, amerykański Philip Morris ma kapitalizację w wysokości 0,73 bln złotych.

Skąd się wziął Dzień 420?

W mediach społecznościowych i na całym świecie krąży wiele mitów na temat tego, jak powstał dzień 4/20, jednak większość z nich jest trudna do zweryfikowania. Najbardziej prawdopodobne jest, że 420 Day powstał w Kalifornii w latach 70-tych, kiedy to grupa nastolatków z San Rafael High School w hrabstwie Marian zbierała się by palić marihuanę o 4:20 każdego dnia. Liczba 420 stała się ich kodem dla marihuany, a następnie, termin 420 stał się synonimem narkotyku i był promowany przez zespoły takie jak The Grateful Dead.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Komentarz Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej w sprawie Lex Pilot

Polska Izba Komunikacji Elektronicznej, zrzeszająca operatorów i nadawców, z zadowoleniem przyjęła informacje przekazane przez stronę rządową o zamiarze wyłączenia z przepisów wprowadzających Prawo Komunikacji Elektronicznej zmian do ustawy o Radiu i Telewizji (tzw. Lex Pilot). O całkowite odrzucenie tych zapisów branża apelowała od momentu ich pojawienia się w ustawie.

Informację o tym, że przepisy wprowadzające Prawo Komunikacji Elektronicznej (PKE) będą dotyczyć wyłącznie rynku telekomunikacyjnego i nie będzie w nich części dotyczącej telewizji (tzw. Lex Pilot) przekazał minister Paweł Lewandowski, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na konferencji branżowej w Jachrance.

– Zapowiedź wycofania się strony rządowej z zapisów Lex Pilot oznacza, że rząd wsłuchał się w głos przedsiębiorców – wygrał wolny rynek i polscy widzowie. Wskazywaliśmy na wiele negatywnych konsekwencji dla nadawców, operatorów, mediów lokalnych, a także dla abonentów, którzy na skutek Lex Pilot musieliby płacić więcej za uboższą ofertę programową. Szkodliwe zapisy Lex Pilot nie tylko zepsułyby dziś jeden z najtańszych i najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie, ale też oznaczałyby konieczność poniesienia ogromnych nakładów na dostosowanie systemów, z których korzystaliby nieliczni. Liczymy na to, że dzięki tej decyzji parlament będzie mógł merytorycznie pracować nad szybkim przyjęciem ustawy PKE. – mówi Jerzy Straszewski, Prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej.